Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) • 18 września 2022
Wydawało się, że socjotechniczny chwyt Naczelnika Państwa w postaci proklamowania „dążenia” do uzyskania od Niemiec reparacji wojennych, który miałby pomóc PiS-owi w wygraniu przyszłorocznych wyborów, albo spełni pokładane w nim oczekiwania, albo zakończy się przedwcześnie wesołym oberkiem – a tymczasem wygląda na to, że pociągnie za sobą nieoczekiwane następstwa. Jak dotąd cała para szła w gwizdek, to znaczy – w medialny jazgot, bo rząd, mimo precyzyjnych wyliczeń Wielce Czcigodnego posła Mularczyka z Instytutu Strat Wojennych, nie wystosował żadnej formalnej noty do rządu niemieckiego – jednak kanclerz Scholz mimo to w wywiadzie dla „Frankfurter Allgemeine Zeitung” polskie żądania kategorycznie odrzucił stwierdzając, że kwestia reparacji została „ostatecznie rozstrzygnięta”. Podobnie musiał jeszcze niedawno uważać oficjalnie również rząd polski, bo minister spraw zagranicznych w rządzie Mateusza Morawieckiego Jacek Czaputowicz, podczas konferencji prasowej ze swoim niemieckim odpowiednikiem Walterem Steinmeierem powiedział, że w stosunkach polsko-niemieckich problem reparacji „nie istnieje”.
Teraz jednak Naczelnik nakazał inaczej, toteż niezależne media rozpoczęły bicie piany, które urzędników MSZ stawia niekiedy w kłopotliwej sytuacji. Początkowo był rozkaz, że Polska wcale się w 1953 roku reparacji nie zrzekła, bo nigdzie nie ma na ten temat żadnego dokumentu. Potem się okazało, że jest, ale to właściwie nie dokument, bo nikt go nie podpisał, chociaż z treści wynika, że decyzję podjęła Rada Ministrów – i tak dalej. Może przed niezawisłym sądem, zwłaszcza takim, któremu przewodniczyłby „prawdziwy” sędzia, np. taki, który prowadzi proces grupy autorytetów moralnych przeciwko prof. Zybertowiczowi za to, że wyrwało mu się, iż przy „okragłym stole” władza komunistyczna podzieliła się wpływami ze swoimi konfidentami – to zręczny pan mecenas Mularczyk mógłby takimi kruczkami sprawę przeciągać – ale problem w tym, że – jak dotąd – sprawa reparacji była rozpatrzona – zresztą korzystnie dla Polski – przez Europejski Sąd Polubowny – Sąd Arbitrażowy w Ciechanowie, utworzony przez Regionalną Radę Biznesu w Opinogórze, przed którym, uważający się za prezydenta Polski, pan Jan Zbigniew hrabia Potocki, uzyskał wyrok opiewający na ponad 800 mld dolarów – ale żaden inny sąd nie został w tej sprawie zaangażowany i nie wiadomo, czy w ogóle kiedykolwiek zostanie.
Widocznie jednak niemieckiego kanclerza ta sprawa zirytowała, bo najwyraźniej zaczął się Naczelnikowi Państwa odwijać. Tu, dla jasności wywodu, muszę odwołać się do mojej ulubionej teorii spiskowej, według której, u progu transformacji ustrojowej, bezpieczniacy, dotychczas wysługujący się Sowietom, zaczęli się przewerbowywać do naszych nowych sojuszników, m.in. – do niemieckiej BND, która – podobnie jak Amerykanie, czy Izrael – w ten sposób kręci tubylczymi „służbami”, a za ich pośrednictwem – całym naszym nieszczęśliwym krajem. W inny sposób trudno byłoby wytłumaczyć przyczynę, dla której pan generał Piotr Pytel, zupełnie serio oświadczył, że kiedy Polska wspiera Ukrainę, to „Rosja już tu – tzn. w Polsce – jest”, a widomym znakiem tej ruskiej tu obecności jest właśnie … Prawo i Sprawiedliwość. Według mojej ulubionej teorii spiskowej, PiS jest elementem Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego, więc rewelacje generała Pytla kładłem początkowo na karb rozżalenia spowodowanego wylaniem go jesienią 2015 roku ze stanowiska szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego, ale kiedy te rewelacje potwierdził pan generał Marek Dukaczewski, nabrałem podejrzeń, że sprawa musi mieć szersze tło. Generał Dukaczewski był bowiem ostatnim szefem Wojskowych Służb Informacyjnych, których od 2006 roku oficjalnie już „nie ma”, ale ta oficjalna nieobecność jest tylko wyższą formą obecności. Rzecz w tym, że WSI, które transformację ustrojową przeszły przez nikogo nie niepokojone w szyku zwartym, przez 16 lat oficjalnej działalności w „wolnej Polsce” nawerbowały sobie tyle agentury, ile tylko mogły, dzięki czemu mogą ręcznie sterować naszym nieszczęśliwym krajem, a za ich posrednictwem – również centrale wywiadowcze państw trzecich, którym WSI służą. O pozycji pana generała Dukaczewskiego świadczy m.in., to, że kiedy tylko coś się w Polsce dzieje, to zaraz resortowa „Stokrotka” woła pana generała do TVN, a on mówi nie tylko, jak jest, ale również – jak będzie. Skoro tedy rewelacje generała Pytla zatwierdził generał Dukaczewski, nie można już ich uważać za graniczący z rejonami psychiatrycznymi efekt traumatycznych przeżyć związanych z utratą stanowiska, tylko za element jakiejś operacji, prawdopodobnie sterowanej zatajoną ręką niemiecką.
Dodatkową poszlaką, która by na to wskazywała, jest nieoczekiwanie odgrzanie w mediach związanych polityczne z Volksdeutsche Partei, „katastrofy smoleńskiej” a konkretnie – atak na Antoniego Macierewicza, że w swoim „raporcie” nakonfabulował, ile się tylko dało, a poza tym zatajał dowody, jeśli tylko nie pasowały mu do przyjętej z góry tezy – i tak dalej. Warto przypomnieć, że wcześniej podobnie podchodził Antoniego Macierewicza pan red. Tomasz Piątek, który po szczęśliwym detoksie został ozdobą „Gazety Wyborczej”. W mediach kolaborujących z Volksdeutsche Partei ukazały się opinie, że Macierewicz został „zaorany”. Co ciekawe, ani pan generał Pytel, ani pan generał Dukaczewski, ani nikt inny nie przytacza żadnych dowodów, które wskazywałyby na agenturalny charakter PiS , no bo trudno za taki dowód uznać ostentacyjną wrogość do Rosji. Nie chodzi jednak o to, by złowić króliczka, ale by gonić go, aż zgoniony wyrzeknie się wszelkiego oporu przeciwko Niemcom , które wtedy już bez żadnych oporów przystąpią do decydującej fazy budowy IV Rzeszy.
Warto też odnotować reakcję strony żydowskiej na proklamowanie przez Naczelnika Państwa programu „dążenia” do uzyskania reparacji od Niemiec. Judenrat „Gazety Wyborczej” natychmiast nieubłaganym palcem wytknął posłowi Mularczykowi, że wbrew zatwierdzonym do wierzenia ustaleniom starszych i mądrzejszych, w swojej wyliczance potraktował wydarzenia w Jedwabnem, jako „zbrodnię niemiecką” Ale na tym reakcja strony żydowskiej bynajmniej się nie wyczerpuje. Izraelskie media, mimo iż Naczelnik powiązał „dążenie” do reparacji z uznaniem zasadności żydowskich roszczeń w stosunku do Polski, podeszły do inicjatywy PiS chłodno. Nietrudno domyślić się przyczyny tej rezerwy. Otóż „dążeniu” musi towarzyszyć propagandowy jazgot, eksponujący polską martyrologię. Tymczasem strona żydowska bardzo skrupulatnie pilnuje swojego monopolu ma męczeństwo i żadnych konkurentów, zwłaszcza w postaci Polski, tu nie potrzebuje. Co więcej, konkurencja taka utrudniłaby narzucanie Polsce tzw. „pedagogiki wstydu”, a więc wzbudzaniu w społeczeństwie polskim bliżej nieuzasadnionego poczucia winy wobec Żydów. Celem „pedagogiki wstydu” jest bowiem doprowadzenie Polaków do stanu, w którym nie będą zdolni do sprzeciwienia się Żydom w żadnej sprawie, przede wszystkim w sprawie roszczeń majątkowych, które nieustannie wiszą nad nami, niczym miecz Damoklesa.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
Iuxta crucem tecum stare Et me tibi sociare in planctu desidero.
(Niechaj pod nim razem stoję, dziele Twoje krwawe znoje. Twą boleścią zmywam grzech)
W tym uroczystym dniu, w którym Kościół obchodzi święto Siedmiu Boleści Najświętszej Maryi Panny Bolesnej, w mojej medytacji rozważę siedem Boleści, które w świętej ikonografii są symbolizowane przez siedem mieczy przebijających Niepokalane Serce Matki Najświętszej. Chciałbym je kontemplować w odniesieniu do wydarzeń mających miejsce w Kościele, którego Matka Boża jest Matką i Królową. I nie tylko to: Ona jest wzorem dla Kościoła, a wszystko, co mówimy o Matce Bożej, można w jakiś sposób odnieść także do Oblubienicy Baranka. Dotyczy to nie tylko triumfów i chwały Obojga, ale także ich smutków i udziału w odkupieńczej męce Chrystusa.
I. Matka Boża wysłuchuje proroctwa Symeona w świątyni
„I błogosławił im Symeon, i rzekł do Maryjej, matki jego: Oto ten położon jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą, i duszę twą własną przeniknie miecz, aby myśli z wiela serc były objawione.„( Łk 2, 34,35)
Są to słowa Symeona do Dziewicy, w których zawarta jest odkupieńcza męka Boskiego Zbawiciela i Współodkupienie Jego Najświętszej Matki. Ale słowa te odnoszą się także do Kościoła, który jest tu dla ruiny i zmartwychwstania wielu, a także znakiem sprzeciwu. Również Kościół uczestniczy w Mistycznym Ciele w tym „czego nie dostawa utrapieniam Chrystusowym” (Kol 1,24), w nowym Izraelu, lumen ad revelationem gentium (swiatło na oświecenie pogan), mieście postawionym na wzgórzu, nowej Jerozolimie.
Dlatego i my, synowie Kościoła, czujemy, że nasze dusze są przeszyte bólem, widząc Oblubienicę Baranka, tę, która ma być Domina gentium (Pani narodów), wstępującą na Kalwarię, odrzuconą jak Słowo Przedwieczne przez tych, którzy chodzą w ciemnościach „Na świecie był, a świat jest uczynion przezeń, a świat go nie poznał, Przyszedł do własności, a swoiż go nię przyjęli.” (J 1, 10,11).
A jeśli Matce Bożej oszczędzono znieważenia, z którego Nasz Pan nie chciał się wycofać, to Kościołowi jednak nie oszczędzono biczowania i poniżenia przez nowy Sanhedryn, podobnie jak Jego Głowie.
Quis est homo, qui non fleret, Matrem Christi si videret in tanto supplicio?
(I któż widząc tak cierpiącą łza nie zaćmi się gorąca, nie drgnie, taki czując nóż)
II. Ucieczka do Egiptu
W obliczu prześladowań Heroda, Dziewica i Święty Józef uciekają do Egiptu, aby uratować Dzieciątko Jezus. Porzucają wszystko, zostawiają swój dom i pracę, swoich krewnych i przyjaciół, wszystko aby chronić Pana i ukryć Go przed morderczą furią Heroda. Wyobraźmy sobie smutek Matki Najświętszej na widok zagrożenia życia Jej Syna. Wyobraźmy sobie troskę Świętego Józefa, wygnanego w obcą ziemię, pośród pogan, samego z Żoną i Dzieciątkiem Jezus.
My również, podobnie jak Oni, jesteśmy zmuszeni do wygnania, do ucieczki, do stawienia czoła tysiącom niewiadomych związanych z koniecznością opuszczenia naszych domów i naszych bliskich, aby ocalić Kapłaństwo i Mszę Świętą, środki, dzięki którym Pan uwiecznia swoją Ofiarę. Okazuje się, że musimy nawet uciekać z kościołów, klasztorów i seminariów: ponieważ nowy Herod stara się usunąć znak sprzeciwu, który go oskarża i chce Go zastąpić religią ludzką, ekumeniczną, ekologiczną i panteistyczną; chrześcijaństwem bez Chrystusa, Kapłaństwem bez duszy nadprzyrodzonej, Mszą bez ofiary…
Miecz, który przeszywa Najświętsze Serce Jezusa i Niepokalane Serce Maryi, przebija również nasze serca. Ale tak jak Ucieczka do Egiptu była stosunkowo krótka, taka też będzie i nasza ucieczka; czekamy, aż anioł powtórzy nam słowa, które skierował do św. Józefa:
„A gdy Herod umarł, oto Anjoł Pański ukazał się we śnie Jozefowi w Egipcie, mówiąc: Wstań a weźmi dziecię i matkę jego, a idź do ziemie Izraelskiej. Abowiem pomarli, którzy dusze dziecięcej szukali.” Mt 2, 19, 20
Tui Nati vulnerati, tam dignati pro me pati, pœnas mecum divide
(Rodzonego, męczonego, Syna Twego ofiarnego kaźń owocną ze mną dziel)
III. Odnalezienie Naszego Pana w Świątyni
Po udaniu się do Jerozolimy, aby świętować Paschę, Dziewica i Święty Józef dołączają do karawany, aby wrócić do domu, ale zdają sobie sprawę, że Jezusa nie ma ani z nimi, ani z ich krewnymi. Szukają Go przez trzy dni, wracają do Jerozolimy i znajdują Go w świątyni, z doktorami Prawa, głoszącego proroctwa mesjańskie Starego Testamentu i objawiającego się im. Jaką mękę musieli odczuwać Maryja i Józef w swoim strachu przed utratą Tego, o którym Archanioł Gabriel powiedział:
„Ten będzie wielki, a będzie zwan synem najwyższego i da mu Pan Bóg stolicę Dawida, ojca jego, i będzie królował w domu Jakubowym na wieki a królestwa jego nie będzie końca.” Łk 1, 32,33
Wielka musiała być ich radość z odnalezienia młodego Jezusa w świątyni, ale w ciągu tych trzech dni udręki bez Syna przy sobie – Tego, który zawsze był subditus illis (był im poddany (Łk 2, 51) – musiały ich ogarnąć najstraszliwsze lęki. W obliczu tych bardzo ludzkich i naturalnych reakcji, powinniśmy zadać sobie pytanie, jaka jest nasza postawa, gdy z powodu naszego grzechu tracimy Jezusa, który oddala się od nas nie po to, by realizować swoje powołanie, ale dlatego, że zabrudziliśmy mieszkanie naszej duszy i wypełniliśmy je plugastwem.
Patrząc na obecną sytuację, w jakiej znajduje się Kościół, moglibyśmy zadać sobie pytanie – słowami „proroctwa”[1] czcigodnego papieża Piusa XII, który powtarza słowa Marii Magdaleny (J 20,13) – „nie wiem, kędy go położono”, gdy wchodzimy do kościoła i na próżno szukamy znaku Rzeczywistej Obecności, czerwonej lampy czuwania płonącej przy Tabernakulum. Zadajemy sobie pytanie: „Gdzie Go umieścili?” także wtedy, gdy uczestnicząc w reformowanych obrzędach liturgicznych, widzimy wywyższonego „przewodniczącego zgromadzenia” w roli świątynnego zeloty, który odczytuje modlitwę wiernych, siostrę zakonną bez welonu, która z ostentacją rozdaje Komunię, ale nie znajdujemy miejsca, nie znajdujemy centrum, nie znajdujemy uwagi skupionej Bogu Wcielonym, na Królu królów, na Boskiem Odkupicielu obecnym pod osłoną chleba i wina.
Pytamy: „Gdzie Go umieścili?”, gdy wchodząc do kościoła, w którym do wczoraj mieliśmy zagwarantowaną celebrację liturgiczną w starożytnym rycie, znajdujemy zamiast tego stół protestancki, a krzesło celebransa ustawione przed pustym Tabernakulum. „żałośni szukaliśmy cię.” (Łk 2,48).
Gdzie jest Pan? Jest w świątyni. W maleńkim kościółku, w prywatnej kaplicy, na prowizorycznym ołtarzu ustawionym na strychu lub w stodole. Właśnie tam, gdzie nasz Pan lubi przebywać: z tymi, którzy otwierają swoje serca i swój umysł na Jego Słowo, pozwalając Mu nas uzdrowić, pozwalając Mu uzdrowić nas ze ślepoty duszy, która nie pozwala nam Go zobaczyć. „Cóż jest, żeście mię szukali? Nie wiedzieliście, iż w tych rzeczach, które są Ojca mego, potrzeba, żebym był” (Łk 2,49). Kiedy nie znajdujemy Naszego Pana i oddajemy się udręce i rozpaczy, musimy cofnąć nasze kroki i szukać Go tam, gdzie On na nas czeka.
Fac, ut ardeat cor meum in amando Christum Deum, ut sibi complaceam.
(Spraw, niech płaczę z Tobą razem, krzyża zamknę się obrazem aż po mój ostatni dech.)
IV. Matka Boża spotyka Jezusa niosącego krzyż
V. Matka Boża stoi u stóp krzyża
VI. Matka Boża jest świadkiem ukrzyżowania i śmierci Jezusa
Oto kolejny smutek Dziewicy i Kościoła: widzieć naszego Pana ubiczowanego, ukoronowanego cierniem, niosącego krzyż, znieważanego, policzkowanego i opluwanego. Z jednej strony Człowiek Boleści, z drugiej Mater Dolorosa. Matka, w której świadomość boskości Jej Syna, zazdrośnie strzeżona od czasu Jej Fiat, rozdzierała Jej Serce, gdy patrzała na Króla Żydów zabijanego przez własny naród, podburzony przez arcykapłanów i uczonych w Piśmie, cichych wspólników władzy cesarskiej:
Ten będzie wielki, a będzie zwan synem najwyższego i da mu Pan Bóg stolicę Dawida, ojca jego, i będzie królował w domu Jakubowym na wieki, a królestwa jego nie będzie końca. (Łk 2, 32.33)
Oto tron Dawida; oto królestwo domu Jakuba: Ojciec, który przyjmuje ofiarę swego Syna, w miłości Ducha Świętego, aby przywrócić porządek naruszony przez grzech Adama i odpokutować nieskończoną winę naszego Protoplasty. Regnavit a ligno Deus (Unosić ciało najświętsze.), śpiewamy w Vexilla Regis (Sztandary Króla się wznoszą). Właśnie z Krzyża króluje Chrystus, ukoronowany cierniem.
Ale jeśli przebłagalny kozioł ofiarny, na którym symbolicznie składano winy i grzechy ludu, stawał się przedmiotem pogardy i został wysyłany na śmierć poza mury Jerozolimy, to jakiż inny los mógł czekać Tego, dla Którego kozioł ofiarny był tylko symbolem, jeśli nie wzięcie na siebie grzechów świata, aby je zmyć we własnej krwi, poza murami Jerozolimy na Kalwarii?
Smutek Matki Bożej, patrzącej na Jej własnego Syna, plugawionego i wiedzionego na śmierć, przyniósł Jej tytuł Współodkupicielki: „W ten sposób cierpiała i prawie umarła ze swoim cierpiącym i umierającym Synem, w ten sposób, dla zbawienia ludzi wyrzekła się, jako Matka, praw nad swoim Synem i poświęciła Go, aby zaspokoić boską sprawiedliwość, tak że słusznie można powiedzieć, iż wraz z Chrystusem odkupiła rodzaj ludzki.” (Papież Benedykt XV, Inter Sodalicia).
Również Kościół, poczynając od stóp Krzyża z Dziewicą i świętym Janem, musiał doznawać ogromnych boleści, rozważając mękę swego Pana. Również my, synowie i córki Kościoła w Chrzcie z łaski Bożej, mamy serca przeszyte, widząc, jak Jezus w Najświętszym Sakramencie jest traktowany przez swoich własnych szafarzy, jak jest uważany niemal za uciążliwego gościa, jak usuwają go z widocznych miejsc w imię egocentryzmu actuosa participatio (czynnego uczestnictwa) i fanatyzmu dialogu ekumenicznego.
Nasze serca pękają, gdy słyszymy, jak najwyżsi przedstawiciele Hierarchii zaprzeczają boskości Chrystusa, Jego obecności w Najświętszym Sakramencie, czterem celom Świętej Ofiary i konieczności trwania Kościoła dla wiecznego zbawienia. Ponieważ w tych błędach, w tych herezjach, w tych niemądrych kłamstwach czytamy nie tylko bojaźliwość i nikczemne posłuszeństwo wobec wrogów Chrystusa, ale tę samą bolesną i obłudną postawę Sanhedrynu, gotowego odwołać się do władzy cywilnej, po to, by utrzymać uzurpowaną władzę administracyjną sprzeczną z celem, dla którego Chrystus ją ustanowił. Perwersja władzy kościelnej jest najbardziej potworną i przejmującą rzeczą, jaka może istnieć. To tak jakby syn był świadkiem cudzołóstwa swojej matki lub zdrady swojego ojca.
Cujus animam gementem, contristatam et dolentem pertransivit gladius.
(A jej dusza potyrana, rozpłakana, poszarpana mieczem ludzkich win)
VII. Matka Boża przyjmuje w swoje ramiona ciało Jezusa zdjętego z krzyża
Ta, która nosiła w swoim łonie Syna Najwyższego i urodziła Go w nędzy żłóbka, ale w otoczeniu chórów Aniołów, teraz musi przyjąć martwe ciało Zbawiciela w swoje ramiona jako opiekunka Niepokalanej Ofiary. Jakże wielki musiał być Jej głęboki i cichy ból, gdy trzymała dorosłe ciało Syna, którego tyle razy tuliła do swego Serca jako niemowlę, a potem jako małego chłopca! Członki, z których uciekło wszelkie życie, wydają się jeszcze cięższe dla Tej, która zachowała wiarę nawet wtedy, gdy wszyscy Apostołowie uciekli. Mater intemerata – modlimy się w Litanii Loretańskiej – Matko nieskalana – Matko nieustraszona, gotowa na wszystko dla swego Syna; Matko, której piekielny świat Nowego Porządku nienawidzi z niesłabnącą nienawiścią, widząc w Niej niezwyciężoną siłę Miłosierdzia, gotową do poświęcenia się z miłości do Boga i z miłości do bliźniego.
Ten świat, który odstąpił od Boga, stara się unieważnić Mater intemerata, psując obraz macierzyństwa, czyniąc z tej, która powinna chronić życie swego potomka, bezwzględną morderczynię; rujnując Mater purissima (Matkę Najczystszą) grzechem, nieskromnością i nieczystością; czyniąc kobiecość brzydką i poniżając ją, aby odebrać każdej kobiecie wszystko, co przypominałoby Mater amabilis (Matkę Najmilszą).
Dzisiaj Kościół cierpi wraz z Matką Bożą Bolesną, podporządkowując się zsekularyzowanej mentalności, w wywyższaniu zbuntowanej kobiecości, która brzydzi się dziewictwem, szydzi ze świętości małżeńskiej, burzy rodzinę i rości sobie wypaczone prawo do równości płci. Dziś Hierarchia milczy o triumfach Maryi Najświętszej, a zamiast tego czci Matkę Ziemię w nikczemnym, piekielnym bożku Pachamama. Dzieje się tak, ponieważ Dziewica i Kościół są największym wrogiem szatana; ponieważ Dziewica i Kościół są strażnikami małej trzódki, która jest zgromadzona w Wieczerniku z obawy przed Żydami.
Ofiarujemy te nasze cierpienia, łącząc je z cierpieniami Kościoła i Maryi Najświętszej, Matki Bożej Bolesnej, prosząc Majestat Boży, aby udzielił nam przywileju bycia świadkami triumfu Kościoła, Mistycznego Ciała Chrystusa, tak jak po trzech dniach Jego Głowa zmartwychwstała, gdy spali strażnicy. Wtedy ujrzymy, jak Dziewica Bolesna ponownie przywdziewa swoje królewskie szaty, by zaintonować wieczne Magnificat.
Fac me cruce custodiri morte Christi praemuniri, confoveri gratia.
„Chrystusowe ukochanie niech w mym sercu ogniem stanie, krzyża dzieje we mnie wtul”
[Zastanawiałem się, czy donosicielstwo i wykręty tego pana przypominać. Bo Bauman czy Humer byli bardziej krwawymi zbrodniarzami… I pozostali bezkarni.
A to przecież był bardzo kulturalny pan, bardzo wiele jego tłumaczeń ostało się, jest bardzo dobrych. Miał duży wkład w polską kulturę. Ale czy donoszenie na kolegów, kolegów z podziemia można tłumaczyć tylko jakąś niewielką słabością? Nie, to jest po prostu zdrada. A jeszcze dwa pokolenia temu za zdradę, po orzeczeniu podziemnego sądu, karano kulą w łeb. I nikt nie mialo z tego powodu wyrzutów sumienia.
Pamiętajmy więc na przyszłość, że za zdradę kula w łeb. Mirosław Dakowski]
Według zachowanych bogatych akt IPN-u, pod pseudonimem „Stanisław Wisłocki„, a także „Literat„, „Tras” i „Kryspin” ukrywał się Robert Stiller – znany tłumacz, związany m.in. z „Literaturą na Świecie”, wydawca.
Pozyskany przez SB już w 1955, choć formalne zobowiązanie podpisał dopiero w 1977, zakończył współpracę w roku 1981. Dla Departamentu III „rozeznawał” gorliwie antysocjalistyczną działalność warszawskich literatów, zwłaszcza J. Ficowskiego, J.J. Lipskiego, W. Woroszylskiego, którego tłumaczył, J. Walca, krąg „Zapisu”, a dla Departamentu I i II, wywiadu i kontrwywiadu, m.in. pracowników ambasady indonezyjskiej, paryską „Kulturę”, m.in. Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, oraz środowiska emigracyjne, londyńskie, m.in. Andrzeja Stypułkowskiego, dyrektora londyńskiego wydawnictwa „Polonia”, Wojciecha Płazaka z sekcji polskiej BBC i wielu, wielu innych.
(Patrz AIPN 0126/459, mf 6710. teczka pracy KO pseudonim „Tras” i AIPN 001102/1461, mf: 23810/1 i AIPN 00191/276. Teczki personalne i pracy TW pseudonim „Kryspin”) [1].
I jeszcze uwaga ze strony 275 tej samej książki:
Podziemny „Zapis” rozpracował również TW „Kryspin”, według bogatych zasobów IPN-u, znany tłumacz Robert Stiller, współpracownik „Literatury na Świecie”, jeden z cenniejszych, wieloletnich informatorów ze środowiska literackiego o olbrzymim, wielotomowym „urobku” zasługującym na studium oddzielne (wyróżnienie moje).
Robert Stiller donosił między innymi na Wiktora Woroszylskiego, o którym w wydanym niedawno Żydowskim abecadlenapisał:
Można nie lubić (z niewieloma późniejszymi wyjątkami) jego przeważnie zdawkowych treściowo i formalnie wierszy, za komunizmu fałszywie zaliczanych do czołówki; oraz ciągłego adaptowania się do aktualności politycznej; lecz cenna pozostaje część jego przekładów z poezji rosyjskiej, chociaż bardzo nierównych [2].
Sam Stiller sztukę „ciągłego adaptowania się do aktualności politycznej” opanował niezgorzej. W czasach stalinowskich opiewał w wierszach Karola Świerczewskiego oraz pracowników UB [3], potem podobno zbuntowany, ale zawsze z paszportem, w częstych rozjazdach na Zachód. Do dziś samopoczucie moralne ma jak najlepsze, niczego się nie wstydzi [4]. Nigdy przez nikogo nie prześladowany. Gryzie go jedynie, że wciąż za mało go chwalą – ot, pieszczoch niedopieszczony.
Na szczęście troskliwa żona zorganizowała mu przyjemny koncert z okazji jubileuszu 80-lecia [5]. Koncert podobno udał się i wszystko byłoby wspaniale, gdyby nie źli i pamiętliwi ludzie:
Tymczasem, jak wynika z akt IPN, Robert Stiller był zarejestrowany jako tajny współpracownik, który pomagał SB w rozpracowywaniu osób związanych z podziemnym „Zapisem” oraz członków KSS KOR. Mimo ujawnienia tych informacji Program II i III Polskiego Radia zorganizowały w ubiegły czwartek wielką fetę z okazji jego 80. urodzin. Stos kwiatów, gorące uściski, huczne „Sto lat” – tak przywitany został jubilat w Studiu Polskiego Radia im. Agnieszki Osieckiej. […] Organizatorzy imprezy, z którymi „GP” rozmawiała przed dniem uroczystości, twierdzili, że nie znają faktów z przeszłości Stillera, które opisała w swojej książce Kryptonim „Liryka” Joanna Siedlecka. […] Robert Stiller powiedział nam, że jest oburzony informacjami zawartymi w książce Kryptonim „Liryka”. Stwierdził, że o swoich kontaktach z SB napisał już wcześniej, w posłowiu książki Semantyka zbrodni[6].
Semantyka zbrodni należy do najbardziej kuriozalnych publikacji ostatnich lat [7]. Jej zasadniczą część o rozmiarach obszerniejszego artykułu stanowi omówienie słynnej sowieckiej noty z 25 kwietnia 1943 zrywającej stosunki z polskim rządem emigracyjnym po wyjściu na jaw zbrodni katyńskiej. Stiller jest z tego wypracowania bardzo dumny („jeden z mych ważniejszych utworów”; „w efektownej formie literackiej”; Semantyka zbrodni, s. 52), ale w rzeczywistości jego komentarz to dość monotonna i nudna piła, sprowadzająca się do mało odkrywczych wniosków, że autorzy noty mają za nic fakty, logikę, sens etc. Poza tym praca ta w sumie daje mniejsze wyobrażenie o polityce rosyjskiej, niż o tym, co Robert Stiller uważa za „efektowną formę literacką”.
Natomiast owo traktujące o „kontaktach z SB” posłowie, to już czysta groteska albo realizm socjalistyczno-magiczny. Swoją opowieść zaczyna Stiller od wspomnienia, jak to wezwano go za młodu na Rakowiecką w związku z zabójstwem Bohdana Piaseckiego [8] i zapytano, czy nie przyczyniłby się „do wykrycia sprawców morderstwa. […] Odpowiedziałem twierdząco”. Podobno zrazu rozpoznawał kogoś na jakichś zdjęciach (nie pisze, kogo i w jakim celu), ale gdy wyczuł, że chodzi o „zwalenie winy na Żydów”, wstał, oświadczył, że to koniec rozmów i dzielnie wyszedł. Naprawdę tak tam jest napisane: „I wyszedłem”! Tak jakby na przesłuchaniu można się było obrazić i wyjść. Baśń ta najwyraźniej została wymyślona na użytek czytelnika wyjątkowo naiwnego.
Potem jest już tylko śmieszniej. Do prywatnego mieszkania Stillera raz po raz wpada „jeden czy drugi ubek […]. Ludzie […] zresztą mili, dowcipni, kulturalni” (Semantyka zbrodni, s. 49). To się gospodarzowi zwierzą („jeden nazwiskiem Lipski zwierzył mi się”), to coś powiedzą żartobliwie („z na wpół żartobliwą wzmianką”). No i najważniejsze – buty zdejmują, więc błota do mieszkania nie naniosą. „Nawet obuwie zdejmowali, bo miałem wtedy zasadę, że nie wchodzi się do mnie w butach z ulicy” (Semantyka zbrodni, 54). „I tak rozwinęły się, w niewielkim zakresie, stosunki raczej towarzyskie, w naszych środowiskach wcale nie wyjątkowe. Trzeba to sobie uświadamiać. Gawędziło się też o sytuacji politycznej w kraju […]. Na zasadzie całkiem nie urzędowej” (Semantyka zbrodni, s. 50).
Z analizy noty katyńskiej wyszło Stillerowi, że rządzi nią pogarda dla logiki i sensu oraz język agresji. Najzabawniejsze, że dokładnie to samo można powiedzieć o jego własnym posłowiu. Na stronie 59 cytuje swój list do prezydenta Kwaśniewskiego, w którym zachwala Semantykę zbrodnijako jedną z „publikacji najbardziej kształtujących niezależną myśl polityczną w Polsce sprzed 1989 roku”. Natomiast na stronie 61 żali się, że samo tylko istnienie tej niezmiernie wpływowej publikacji zostało dotąd odnotowane jedynie w trzech książkach. Ubecy najpierw z nim gawędzą w papuciach, a potem nagle robią się źli i straszą procesem i, ach, zabraniem paszportu. Ale jakoś procesu nie wytaczają, paszportu nie zabierają i Stiller dalej wojażuje, gdzie chce, a przy tym podobno ludzi przestrzega: „żeby nie mówili mi wszystkiego, co wiedzą; bo jestem ciągle nękany przez UB i nie mogę wiedzieć, co z tego wyniknie; może nic; a może nie wytrzymam jakichś tortur albo zastrzyku na prawdomówność?” (Semantyka zbrodni, s. 56; wyróżnienie moje). Jednak zaraz potem kolejny ubek znów pokornie wkłada u Stillera kapcie i kaja się jak na spowiedzi:
– Ja przyszedłem pana przeprosić. W imieniu naszego urzędu. Bo koledzy się za daleko posunęli. Z kimś tak poważnym i o pańskiej pozycji nie powinno się tak rozmawiać, jak oni próbowali… Pan rozumie… Takie przegięcia zdarzają się w naszym zawodzie. Proszę wybaczyć… Paszport może pan w każdej chwili odebrać… Czy mógłbym liczyć na to, że nie będzie pan miał do nas pretensji?
Zgodziłem się (Semantyka zbrodni, s. 59; wyróżnienie moje).
Tyle o logice i sensie tych wywodów.
Jeśli zaś idzie o język agresji, to sowiecka nota w porównaniu do popisów Stillera wygląda, jakby pisał ją angielski klub gentlemanów. Już we wcześniejszej książeczce o Lemie pojawiały się frazy godne leninowskich filipik przeciwko mieńszewikom [9]. Tutaj jest podobnie, choć czasem swoje porachunki Stiller załatwia bez sensu. Na przykład ni stąd, ni zowąd, bez żadnych wyjaśnień, pojawia się w posłowiu Urbankowski (którego Czerwoną mszę cytuję w przypisie 3):
Ubek czy milicjant też był człowiekiem. Też miał swe poglądy, twarz, osobowość. Niekoniecznie pod służbowy strychulec. Nie rozumieć tego może dopiero dziś jakiś ogłupiały w schematach Urfankowski (sic!) […]. Tak i nam się zdarzało miewać rozmaitych znajomych, o niejednym z nich wiedząc to i owo lub domyślając się, a nic z tego nie wynikało. Trzeba to wyraźnie powiedzieć sobie i dzisiejszym kretynom (Semantyka zbrodni, s. 50).
O Ficowskim, który domyślił się, że Stiller jest delatorem: „A najbardziej sfajdał się Ficowski”. O żonie przyjaciela domyślającej się tego samego: „z którą nie chciałem pójść do łóżka” (Semantyka zbrodni, s. 56). Do tego garść obelg ogólnych i pomniejszych: „Brzydząc się tchórzostwem i asekuracją, w których już od dawna odkryłem typową cechę Polaków” (Semantyka zbrodni, s. 53); „polaczkowata zawiść” (Semantyka zbrodni, s. 60); „kombinatoryka wagi muszej i znowu tchórzostwo” (Semantyka zbrodni, s. 60). Tyle o manierach Stillera. Po prostu tak się jakoś złożyło, że w jego życiu głównie ubecy byli „mili, dowcipni, kulturalni”. A jeśli nawet czasem niektórzy z nich mieli gorszy dzień, to potem przynajmniej resort przepraszał, że tak daleko się posunięto z kimś o podobnej pozycji i powadze etc. etc.
Akurat w tę grzeczność ubeków nie ma powodu nie wierzyć. Stiller napisał dla SB więcej donosów niż Petrarka sonetów dla Laury. Jest tego bodaj dwadzieścia tomów: nowe „Dzieje grzechu”, tylko grzesznika brak. W dodatku była to twórczość z przekonania i z serca, co nawet na zatwardziałych pracownikach MSW mogło zrobić pewne wrażenie. W krótkiej audycji radiowej poświęconej donosicielstwu Roberta Stillera Joanna Siedlecka powiedziała:
Zawsze się, prawda, mówi, że pisarze byli zmuszani do współpracy z SB, że ich szantażowano. Jak wynika z materiałów, Robert Stiller właściwie sam się zgłosił, chętny był bardzo. Ze względu na jego znajomość języków i częste wyjazdy, bo był tłumaczem, wyjeżdżał, miał wiele kontaktów zagranicznych, dlatego jest ważnym współpracownikiem i można powiedzieć, trochę jakby z wyższej półki, ponieważ współpracował również z Departamentem II i III, czyli z wywiadem i kontrwywiadem. Absolutnie współpraca udokumentowana, głównie skupił się właśnie na rozpracowaniu środowiska emigracyjnego, a zwłaszcza londyńskiego, gdzie był najmocniej usadowiony, miał wielu przyjaciół. […] To są materiały trzydziestoletnie, obfite, wielotomowe. Jest wiele materiałów pisanych własnoręcznie, jeszcze, proszę pana, poświadczonych podpisem, często nawet jeszcze, przepraszam, pieczątką. […] Jest zobowiązanie, jest zapis ewidencyjny, właściwie jest wszystko to, co znajduje się, powinno znajdować, w klasycznej teczce Tajnego Współpracownika. Niestety, no nie ma szczęścia, nic mu SB nie zniszczyła, zostawiła każdy papierek [10].
Stiller w tej samej audycji dostał szansę na wyjaśnienie swoich postępków: sensowne albo przynajmniej oryginalne – ale po prostu poszedł w zaparte:
„Pyta pan o dokumenty. Oczywiste fałszerstwa. No jest oczywiste, że w ten sposób mogły powstawać i musiały powstawać. Ja zamierzam wytoczyć sprawę sądową o symboliczną złotówkę odszkodowania”.
W zamierzeniu tym Robert Stiller trwa do dzisiaj [10a].
[1] Zob. Joanna Siedlecka, Kryptonim „Liryka”. Bezpieka wobec literatów, Prószyński i S-ka, Warszawa 2009, przypis 7 na stronie 26.
[3] Zob. Bohdan Urbankowski, Czerwona msza czyli uśmiech Stalina, t. I, Wydawnictwo Alfa, Warszawa 1998, s. 91: „Ale w roku 1954 w Polsce powstanie książka, która jest unikatem: Wiersze i pieśni poświęcone pracownikom Bezpieczeństwa. […] Znajdzie się tu także bojowy Stiller z piosenką «Walka trwa»”. Druga zwrotka tego utworu brzmi: „Czy wiecie, dlaczego często / miewamy na czole mrok, / dlaczego patrzymy ciężko / i stalą nam błyska wzrok? / Bo wroga musimy zdławić, / co na nas podnosi dłoń, / więc szumi we krwi nienawiść / i czuwa nabita broń”. Po każdej zwrotce następował refren kończący się słowami: „Choćbyś nie był / w służbie bezpieczeństwa, / podaj dłoń, / czujny bądź, walka trwa!” (Czerwona msza…, t. II, s. 248).
A oto fragment pieśni Stillera o generale Świerczewskim pt. „Serce generała”:
„W rytmie fabryk szukajcie / Tętna krwi generalskich żył, / Wszak on rósł przy warsztacie, / Metalowcem, tokarzem był. / Więc na każdej tokarce, / Gdzie nóż w metal się wżera / Warcząc, bije wciąż serce / Generała Waltera” (Czerwona msza…, t. II, s. 318).
[4] Robert Stiller, Lemie! po co umarłeś? Opowieść w reminiscencjach, Wydawnictwo vis-à-vis/Etiuda, Kraków 2006, s. 12-13: „Ja miałem za sobą nędzny poemat o gen. Świerczewskim […] był w trzy lata później nagrodzony i kilkakrotnie wydany przez dużą ale podłą instytucję wojskową. […] Mojego wcześniaka sam się wyrzekłem, zmywając wstyd, i skazałem go na zapomnienie”. I dalej na s. 19: „My nie mamy powodu się wstydzić”. Jak widać, „zmycie wstydu”, to dla Stillera sprawa prostsza niż umycie rąk. Więcej o tej książeczce w OSOBACH: „Robert Stiller o Stanisławie Lemie albo siła zawiści”.
[6] Maciej Marosz, Feta na cześć TW, „Gazeta Polska”, 14 stycznia 2009.
[7] Robert Stiller, Semantyka zbrodni. Nota katyńska z 25 kwietnia 1943 i sowiecki sposób myślenia, Wydawnictwo vis-à-vis/Etiuda, Kraków 2007. Dalej cytuję jako Semantyka zbrodni.
[8] Bohdan Piasecki był synem przewodniczącego Stowarzyszenia PAX, Bolesława Piaseckiego. Porwano go 22 stycznia 1957 i najprawdopodobniej tego samego dnia zamordowano. Rodzina długo łudziła się, że 15-letni Bohdan jeszcze żyje, ponieważ ciało znaleziono dopiero w grudniu 1958. Morderców nigdy nie schwytano, zagadką pozostają również ich motywy. „Ślad żydowski”, tj. udział w zabójstwie żydowskich pracowników MSW (kilku z nich, których nazwiska przewinęły się w śledztwie, zaraz potem wyjechało do Izraela), nigdy nie został potwierdzony dowodami. Nie ulega jednak wątpliwości, że śledztwo sabotowała przynajmniej znaczna część aparatu policyjnego: dowody ginęły, ślady zabezpieczano niestarannie, pewnych wątków nie sprawdzano etc.
Sprawa, zdawałoby się, wystarczająco ponura, ale Stillerowi horroru było, widać, jeszcze mało, więc zaczął zmyślać: „Trupa znaleziono z gwoździem w czaszce, sercu i żołądku w rok później, ukrytego za drewnianą ścianą w piwnicach domu na rogu Świerczewskiego […]” (Semantyka zbrodni, s. 47). Naprawdę trupa znaleziono w znajdującej się w piwnicy ubikacji (piwnica zaplanowana została jako schron), do której drzwi zabito gwoździami. W piersi ofiary tkwił jedynie komandoski „sztylet o szesnastocentymetrowej klindze” (zob. Peter Raina, Sprawa zabójstwa Bohdana Piaseckiego, Oficyna Poetów i Malarzy, Londyn 1988, s. 7, 34).
Stiller pisze, że na przesłuchaniu w sprawie Piaseckiego pytano go o ludzi związanych z teatrem na Tarczyńskiej, gdyż tam „wśród wymyślnych programów bywał m.in. kawałek maszynopisu na przebitce, poskładany w ozdobionym pudełku od zapałek. Przesłuchujący wspomniał, że jacyś spiskowcy mogli tym sposobem się komunikować. No pewnie! lecz wyśmiałem ten pomysł jako chyba najmniej praktyczny z możliwych i nieprawdopodobny” (Semantyka zbrodni, s. 48). Śmiech Stillera wynikał z ignorancji. Mordercy Bohdana Piaseckiego, którzy początkowo udawali zwykłych porywaczy, rzeczywiście kontaktowali się z osobami mającymi dostarczyć im okup za pomocą wiadomości schowanych w pudełkach od zapałek (zob. Sprawa zabójstwa, s. 36).
[9] Zob. na przykład Lemie! po co umarłeś?…, s. 19: „Trzeba teraz uderzyć w stół i przywołać ostro do porządku tych głupich przemądrzałków, co usiłują nas pouczać i oceniać, a wtedy ich nie było na świecie albo siedzieli na nocniczkach, czerpiąc z nich swoje dzisiejsze pojęcie o tamtej rzeczywistości”.
Boża pozycja jest dziś wprost przeciwna pozycji wielu kościelnych prałatów. Niemiecki biskup Dieser publicznie oświadczył: „Homoseksualizm nie jest grzechem. Homoseksualizm nie jest żadnym Bożym niedopatrzeniem, ale jest pożądany Bogiem w takim samym stopniu jak samo stworzenie: «On (Bóg) widział, że to jest dobre», jak czytamy w historii stworzenia”. Ta Dieserowa interpretacja Biblii jest rażącym kłamstwem! Homoseksualizm jest grzechem i dlatego nie jest w żaden sposób Bogiem pożądany. Bóg go nie stworzył, nazywa to obrzydliwością i ukarał za to Sodomę i Gomorę.
Bóg za pośrednictwem apostoła Piotra ostrzega: „Także miasta Sodomę i Gomorę skazał na zagładę, obróciwszy w popiół, dając przykład kary tym, którzy będą żyli bezbożnie” (2P 2:6). Podobne Boże ostrzeżenie dla ludzkości było przekazano i przez apostoła Judasza: „ jak Sodoma i Gomora, i okoliczne miasta – w podobny sposób jak one oddawszy się rozpuście i pożądaniu innego ciała, są wystawione za przykład, ponosząc karę wiecznego ognia” (Judy 7). Tak więc Bóg za grzech sodomii karze nie tylko doczasnym, ale przede wszystkim wiecznym ogniem! Dlatego przed tym ciężkim grzechem pilnie ostrzega.
Biskup Dieser i tacy jak on kościelni kłamcy chronią się heretycką adhortacją Amoris laetitia. Mają tego samego ducha odstępstwa, którego dzisiaj w Kościele promuje pseudopapież Franciszek Bergoglio. On się ale odwołuje na to, że tylko realizuje II Watykański Sobór i jego aggiornamento z duchem tego świata.
Słowo Boże wskazuje na korzenie homoseksualizmu, którymi są niewiara w Boga i bałwochwalstwo (zob. Rz 1:18n).
Biskup Dieser również promuje transseksualizm. Powiedział mediom: „Kiedy płeć przy urodzeniu dziecka nie jest jasna, należy to również odnotować w metryce chrztu. Chcę ludziom pomóc, aby mogli w ciągu swojego życia decydować, kim chcą być”.
Dieser w tej zbrodniczej manipulacji może się w pełni odwołać na pseudopapieża Franciszka, który całuje stopy transseksualisty i czyni z tego precedens dla całego Kościoła. Bergoglio do procesu synodalności wprowadził tzw. słuchanie. Ale chodzi właśnie o słuchanie transseksualistów, homoseksualistów i osób LGBTQ.
Zamiast tego aby Bergoglio wezwał ich do pokuty dla zbawienia ich dusz, wprowadził legalizację i uprzywilejowanie tej grzesznej anomalii. Ten sam cel chce osiągnąć poprzez swój synodalny proces. Tym samym stanowczo sprzeciwił się Bożemu prawu i Bożym przykazaniom.
Biskup Dieser nie jest jedynym biskupem Kościoła katolickiego, który za przykładem Bergoglia promuje zbrodnie przeciwko ludzkości na bezbronnych dzieciach, promując przeoperowanie płci. W ten sposób dzieci stają się psychicznymi i fizycznymi kalekami. Te ofiary współczesnej kościelnej demagogii przechodzą nieodwracalną zmianą i nie mogą już być tym, czym je Bóg stworzył, tj. mężczyzną lub kobietą.
Oprócz niemieckich biskupów Konferencja Episkopatu Australii również mocno promuje transseksualizm w kościelnych szkołach. Stwierdzili: „Płeć osoby może w czasie i w różnych kulturach się zmieniać. Dlatego surowe kulturowe stereotypy dwóch płci – męskiej i żeńskiej – są zatem żałosne i niepożądane”. To szokujące stwierdzenie jest jawnym kłamstwem. Jest to sprzeczne z rozumem i sumieniem, a także z naturalną moralnością oraz Bożymi przykazaniami i prawami.
Co więcej, okaleczeni w ten sposób ludzie stają się nośnikami nieczystych demonów. Każdy, kto tych biedaków w katolickich szkołach nie uprzywilejowuje, zostaje wyrzucony. Precedensem jest Irlandia. 5 września 2022 r. nauczyciel Burke został w szkole aresztowany. Policja zabrała go prosto do sądu, który skazał go na karę więzienia. Powodem tego było to, że nie nazwał chłopca, który rzekomo przechodzi proces przemiany w dziewczynę, dziewczyną, ani nawet nie użył określenia „ono”. Jest uwięziony na nieokreślony czas, dopóki nie zmieni swojego stanowiska.
Pytamy się: Czy karą za nierespektowanie transseksualizmu jest dożywotnie więzienie? Ani kościelni prałaci, ani Franciszek nie staną w obronie tego bohatera wiary. Czemu? Ponieważ sami ten proces samozniszczenia Kościoła i ludzkości stopniowo promują.
Pytacie się, jakie jest Boże nastawienie do księży i biskupów, w tym apostaty Franciszka, którzy propagują sodomię i transseksualizm? Każdy biskup i każdy kapłan, który te bardzo poważne grzechy przeciwko ludzkiej naturze promuje, się tym samym wykluczył z Mistycznego Ciała Chrystusa – Kościoła. Na nim jest Boża klątwa (Gal 1:8-9). Każdy wierzący, który chce być zbawiony, musi się od takiego kościelnego apostaty i zdrajcy Chrystusa radykalnie oddzielić. Jeśli tego nie zrobi, ma współ udział w buncie przeciwko Bogu. Jeśli w tym stanie umrze, zostanie na zawsze potępiony. Dlatego Bóg tak pilnie wzywa do pokuty i karze anatemą i przekleństwem kościelnych Judaszów, którzy dziś okupują najwyższe stanowiska.
Zgromadzenie Ogólne Organizacji Narodów Zjednoczonych przyjęło na początku września rezolucję, wymieniającą wśród praw człowieka prawo do „swobodnego i odpowiedzialnego decydowania w sprawach związanych z seksualnością, w tym zdrowiem seksualnym i reprodukcyjnym”. Rezolucja precyzyjne stwierdza, że „prawa seksualne i reprodukcyjne” to między innymi dostęp do antykoncepcji, pigułek wczesnoporonnych i aborcji. Jednym z projektodawców rezolucji była Polska.
Chociaż rezolucja nie stanowi, sama w sobie, wiążącego prawa międzynarodowego, to jest przełomem i bardzo groźnym precedensem, jako wielki krok w strategii przeinaczania znaczenia praw człowieka. Udział Polski w tym planie wytrąca nam argumenty obrony przed międzynarodowymi naciskami w przyszłości.
Jako jedyna polska organizacja posiadająca status konsultacyjny ONZ i stojąca po stronie życia – musimy reagować.
Dlatego od trzech tygodni przestrzegamy polityków, by nie lekceważyli głosowań w ONZ i wystąpili odważnie przeciwko aborcyjnemu lobby. Jak dotąd uzyskaliśmy tyle, że polski przedstawiciel nie wziął udziału w głosowaniach dotyczących rezolucji. Polska wciąż widnieje jednak na liście projektodawców rezolucji.
Przed nami jeszcze jedna szansa. Liczymy na wyraźne odcięcie się Polski od aborcyjnych postanowień rezolucji podczas najbliższej sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. W tym celu, w ekspresowym tempie, przygotowaliśmy stanowisko Ordo Iuris, wskazujące na zagrożenia dla Polski płynące z przyjęcia rezolucji. W poniedziałek nasza opinia trafi do Prezydenta, Premiera, Ministra Spraw Zagranicznych i polskiego przedstawiciela przy ONZ.
Ostatnie miesiące do granic wyczerpują nasz zespół Centrum Prawa Międzynarodowego. Skala ideologicznej ofensywy w ONZ i UE jest bezprecedensowa. A najgorsze dopiero przed nami.
W najbliższych tygodniach może dojść do zatwierdzenia umowy, która uzależni wsparcie finansowe Unia Europejskiej dla ubogich państw Afryki, Karaibów i Pacyfiku od ich poparcia na forum międzynarodowym między innymi dla aborcji, homomałżeństw i homoadopcji. Jeśli ta umowa wejdzie w życie, to państwa Afryki, Karaibów i Pacyfiku będą zobowiązane głosować tak jak Unia Europejska na forum ONZ, dając urzędnikom z Brukseli „pakiet kontrolny” w Zgromadzeniu Ogólnym.
Nie możemy się temu biernie przyglądać.
Prawnicy Ordo Iuris przygotowali szereg analiz umowy, które trafiają do liderów państw UE. Wskazujemy w nich na postkolonialny charakter umowy, jej sprzeczność z prawem międzynarodowym, nadużycie pozycji Unii oraz łamanie kultury i tradycji prorodzinnych państw.
To wciąż nie wszystko. Nasi przedstawiciele uczestniczyli w konsultacjach z urzędnikami MSZ na temat tworzonego raportu o poszanowaniu praw człowieka w Polsce, który polski rząd musi przygotować dla Organizacji Narodów Zjednoczonych.
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk
Wielokrotnie skuteczność naszych działań zależy od umiejętności mobilizacji innych państw i organizacji pozarządowych. W czwartek wziąłem udział w inauguracji nowego oddziału naszego Instytutu – Ordo Iuris Hiszpania, który ma prowadzić swoją działalność nie tylko w Hiszpanii i na forum unijnym, ale też w Ameryce Południowej. Ogromnie ucieszył mnie entuzjazm dla Polski i Polaków, którym dzielili się ze mną zaangażowani w projekt Hiszpanie i przedstawiciele państw hiszpańskojęzycznej Ameryki Południowej.
W mijającym tygodniu uczestniczyliśmy również w konferencji MaterCare International w Rzymie, gdzie z lekarzami i prawnikami z 14 państw i 4 kontynentów dzieliliśmy się naszym doświadczeniem w obronie życia i klauzuli sumienia.
Jednak nie pozostajemy w defensywie. Pracujemy nad protokołem dodatkowym do Deklaracji Konsensusu Genewskiego, która jako dokument podpisany przez ponad 30 państw świata stanowi konkretną przeciwwagę dla rezolucji, uznających aborcję za „prawo człowieka”. O szczegółach piszę więcej na końcu dzisiejszego listu.
Gdyby nie dotychczasowe wsparcie naszych Przyjaciół i Darczyńców, wszystkie opisane zagrożenia zaskoczyłyby nas bez infrastruktury, zespołu ekspertów i międzynarodowej sieci sojuszników. To dzięki Pana wsparciu możemy przeciwstawiać globalnym potęgom siłę racjonalnej analizy, precyzyjnych interwencji i skutecznego działania. W ten sposób każdy z naszych Darczyńców ma swój poważny wkład w ochronę normalności, wolności, rodziny, życia – dla nas samych i dla następnych pokoleń. Za każde wsparcie bardzo dziękuję.
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk
A miało być o przemocy…
Przyjęta przez Zgromadzenie Ogólne ONZ rezolucja miała w teorii dotyczyć „współpracy międzynarodowej w zakresie dostępu do wymiaru sprawiedliwości, środków zaradczych ipomocy dla ofiar przemocy seksualnej”. Teoretycznie, pomoc ofiarom przemocy i przestępstw seksualnych to szlachetna idea, która nie może wzbudzać żadnych kontrowersji…
…jednak Konwencja stambulska i szereg innych, tworzonych w ostatnich latach, aktów prawa międzynarodowego pokazały nam, że genderowi i proaborcyjni lobbyści właśnie w takich dokumentach umieszczają swoje radykalne postulaty. Dlatego od razu wiedzieliśmy, że trzeba szczegółowo przeanalizować treść projektu rezolucji. Nasze obawy również i tym razem okazały się słuszne.
W rezolucji prawie 40 razy pojawił się termin „gender”, podważający biologicznie oczywistą prawdę o tym, że istnieją dwie płcie – żeńska i męska. W tekście mowa jest o „przemocy motywowanej genderowo” i eliminowaniu „genderowych stereotypów” oraz o potrzebie przeznaczenia odpowiednich środków ONZ na promowanie „równości genderowej”. Autorzy dokumentu (w tym Polska!) wzywają rządy krajowe do przyjmowania w swoich działaniach „perspektywy genderowej”, zwalczania nigdzie niezdefiniowanej i służącej dziś przede wszystkim do cenzury „mowy nienawiści” oraz zagwarantowania i ochrony praw człowieka i „praw seksualnych i reprodukcyjnych”. W języku Organizacji Narodów Zjednoczonych i instytucji unijnych oznacza to między innymi dostęp do antykoncepcji, środków wczesnoporonnych i aborcji.
– Prawa człowieka obejmują prawo do sprawowania kontroli oraz swobodnego i odpowiedzialnego decydowania w sprawach związanych z ich seksualnością, w tym zdrowiem seksualnym i reprodukcyjnym – czytamy w rezolucji.
Natychmiast zrozumieliśmy, że Polska została wmanewrowana w proaborcyjną, lewicową strategię. I jedynie stanowczy głos opinii publicznej może pomóc polskiemu przedstawicielowi w wycofaniu się z tej pułapki.
Bezskuteczne uniki polskiej delegacji Gdy tylko poznaliśmy wstępny projekt rezolucji, nasi prawnicy przygotowali list do Prezydenta RP i delegacji polskiej w ONZ, apelując o wyrażenie stanowczego i jednoznacznego sprzeciwu wobec zatwierdzenia rezolucji. Niestety, takiego sprzeciwu się nie doczekaliśmy. Gdy nagłośniliśmy medialnie przyjęcie rezolucji i polskie stanowisko w tej sprawie, odpowiedział nam polski przedstawiciel przy ONZ, prof. Krzysztof Szczerski, który przekonywał na Twitterze, że Polska nie poparła rezolucji. Rzecz w tym, że… rezolucja w ogóle nie była głosowana. Przyjęto ją przez aklamację. Głosowano jedynie poprawki zaproponowane przez państwa, które próbowały usunąć najgorsze fragmenty dokumentu. Niestety w tym głosowaniu Polska nie wzięła udziału. Stan rzeczy pogorszyło jeszcze to, że w imieniu Polski, jako członka Unii Europejskiej, satysfakcję z przyjęcia rezolucji wyraził przedstawiciel Czech, sprawujących obecnie przewodnictwo w UE. Choć rezolucja ONZ nie jest dokumentem prawnie wiążącym, to stanowi element tworzenia tzw. prawa zwyczajowego. Prawo zwyczajowe nie wiąże jednak państw, które systematycznie protestują przeciwko próbom jego umocnienia. Do tej pory Polska zawsze stawała na forum międzynarodowym w obronie życia, będąc często jednym z liderów bloku państw szanujących ludzkie życie. Tym razem jednak, Polska nie tylko była wnioskodawcą tragicznej rezolucji, ale też nie dołączyła do koalicji państw odważnie broniących życia, nie popierając ich poprawek. W efekcie mamy do czynienia z bardzo groźnym precedensem. Język rezolucji Zgromadzenia Ogólnego ONZ wpływa bowiem na sposób stosowania prawa międzynarodowego i sposób wykładni praw człowieka. A prawa człowieka mają w systemie prawnym wyższą rangę niż prawo krajowe, co oznacza, że utrwalenie w prawie zwyczajowym tezy o tym, że aborcja jest prawem człowieka, może w konsekwencji doprowadzić do narzucenia Polsce „aborcji na życzenie”. W najbliższych dniach podejmiemy wszelkie działania, aby przekonać Polski rząd do stanowczego i jednoznacznego sprzeciwu wobec rezolucji na najbliższej sesji Zgromadzenia Ogólnego ONZ. To ostatnia szansa na to, by Polska nie została wpisana w szereg państw uznających aborcję za prawo człowieka. W poniedziałek nasza opinia w tej sprawie wpłynie do MSZ, Kancelarii Premiera, Kancelarii Prezydenta oraz na ręce polskiego przedstawiciela w ONZ.Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk Chcą „kupić” większość w ONZ Wyniki głosowania nad rezolucją Zgromadzenia Ogólnego ONZ pokazały, że to państwa biedniejsze – głównie z Afryki – są dziś ostoją odważnej walki o życie i rodzinę. Niebawem jednak ich głos może zostać sparaliżowany. Temu celowi ma służyć nowa umowa partnerska pomiędzy Unią Europejską a państwami Organizacji Państw Afryki, Karaibów i Pacyfiku (OACPS). Traktat uzależnia pomoc materialną UE dla 79 uboższych krajów od ich poparcia dla ideologicznych projektów skrajnej lewicy na forum międzynarodowym. Jeśli umowa wejdzie w życie w proponowanym kształcie, wszystkie związane nią kraje będą musiały formalnie popierać na forum międzynarodowym aborcję na życzenie, wulgarną edukacją seksualną dzieci i młodzieży i radykalne postulaty ruchu LGBT. To oznacza, że Unia Europejska, poprzez ideologiczny szantaż finansowy, zdobędzie bezwzględną większość głosów w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ. Jeśli do tego dojdzie, radykałowie będą mogli narzucić aborcję na życzenie niemal całemu światu. Możemy jeszcze temu zapobiec. Byliśmy jedyni Przygotowaliśmy kompleksową analizę prawną umowy o partnerstwie Unii Europejskiej i państw OACPS, którą wyślemy w najbliższych dniach do rządów państw Unii Europejskiej i członków Parlamentu Europejskiego. Bierzemy również czynny udział w przygotowywaniu raportu ONZ na temat poszanowania praw człowieka w Polsce. Przedstawiciele Instytutu Ordo Iuris uczestniczyli w zorganizowanym przez Ministerstwo Spraw Zagranicznych spotkaniu, w ramach którego rząd zbierał materiały do przygotowania stosownego raportu dla ONZ. Nasz głos był tam tym ważniejszy, że byliśmy jedyną organizacją pozarządową, która stała na stanowisku ochrony fundamentów polskiej konstytucji – życia, rodziny, wolności. Jesteśmy świadomi, że w pojedynkę nie zatrzymamy wszystkich ataków na fundamentalne wartości polskiej Konstytucji i całej cywilizacji europejskiej. Dlatego konsekwentnie umacniamy międzynarodową koalicję współpracy obrońców życia, rodziny i wolności. Dzięki Pana wsparciu tworzymy coraz silniejszą przeciwwagę dla potężnych aborcyjnych i genderowych lobbystów, którzy regularnie wpływają na kluczowych światowych polityków i decydentów, kształtując stanowione prawo międzynarodowe. Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk Powstało Ordo Iuris Hiszpania W ostatni czwartek, w madryckiej naczelnej radzie adwokatury Hiszpanii, odbyła się uroczysta inauguracja działalności hiszpańskiego oddziału Instytutu Ordo Iuris.Hiszpańscy prawnicy, którzy zwrócili się do nas z prośbą o możliwość przeniesienia Ordo Iuris na grunt hiszpański ogłosili, że ich celem jest nie tylko obrona fundamentalnych wartości naszej cywilizacji w Hiszpanii i całej Europie, ale także w Ameryce Łacińskiej, gdzie nie brakuje dziś ludzi gotowych do dołączenia do naszej międzynarodowej koalicji obrońców życia, rodziny i wolności. Chciałbym podzielić się z Panem choćby częścią tego entuzjazmu dla Polski i Polaków, którego byłem świadkiem podczas konferencji i rozmów z hiszpańskimi prawnikami, przedsiębiorcami, naukowcami i dziennikarzami. W kraju zmagającym się z szaleństwem lewicowych rządów wielu spogląda z nadzieją na Polskę i nasze przywiązanie do najważniejszych wartości – rodziny, wolności, życia. Jestem przekonany, że doświadczeni prawnicy rozwijający w bliskiej współpracy z nami Ordo Iuris w Hiszpanii będą niebawem istotnie wpływali na debatę publiczną całego hiszpańskojęzycznego świata. Z bardzo dobrym przyjęciem Polaków spotkaliśmy się także w Rzymie i Watykanie, gdzie uczestniczyliśmy w międzynarodowej konferencji MaterCare International, w której udział wzięli przedstawiciele 14 krajów z 4 kontynentów. Wśród nich był między innymi Kardynał Willem Jacobus „Wim” Eijk z Holandii, dr Calum Miller z Uniwersytetu Oxford czy prof. dr Bernard Ars – Prezes Światowego Stowarzyszenia Lekarzy Katolickich. W trakcie naszych wystąpień mówiliśmy o prawnych i praktycznych aspektach sprzeciwu sumienia oraz o tym jak błędy medyczne były w Polsce wykorzystywane do proaborcyjnej propagandy.Medycznymi aspektami działalności MaterCare kieruje obecnie prof. Bogdan Chazan, co jeszcze bardziej podkreśla, jaką wagę ma świadectwo Polaków dawane ochronie życia. Przenieśmy wojnę na terytorium wroga Budowaną przez nas międzynarodową wspólnotę już niebawem zaangażujemy do tego, by rzucić pierwsze poważne wyzwanie globalnej, radykalnej lewicy. Również z naszym zaangażowaniem, pod koniec kadencji Donalda Trumpa ponad 30 państw świata podpisało Deklarację Konsensusu Genewskiego – pierwszy międzynarodowy dokument stanowczo wspierający ochronę rodziny, małżeństwa i życia. Po zmianie władzy w USA, Prezydent Joe Biden zdecydował nie tylko o wycofaniu podpisu Stanów Zjednoczonych pod tym dokumentem, ale kazał wymazać wszelkie wspomnienia o nim z dokumentów i stron internetowych amerykańskiego rządu. Nie oznacza to jednak, że przestał on obowiązywać. Rolę lidera Deklaracji przejęła Brazylia. Tymczasem nasi prawnicy rozpoczęli pracę nad przygotowaniem protokołu dodatkowego do Deklaracji Konsensusu Genewskiego, który będzie wprowadzał mechanizmy pogłębiania współpracy państwa w ochronie życia i rodziny. Na temat wsparcia dla naszej inicjatywy rozmawialiśmy już z politykami z Włoch, Węgier i Brazylii.Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk Zbudujemy skuteczną i globalną koalicję Budowa międzynarodowej marki Instytutu Ordo Iuris jest niezbędna, by powstrzymać globalne zagrożenia, które nie zatrzymują się na poziomie ONZ, WHO czy UE, ale docierają do naszych rodzin, domów, szkół i miejsc pracy. Jestem wzruszony i niezmiernie wdzięczny naszym Darczyńcom, dzięki których zaangażowaniu nasza działalność staje się punktem odniesienia dla coraz większej liczby obrońców życia, rodziny i wolności z całej Europy. W tym dziele znaczenie ma każde wsparcie, a każdy nasz Przyjaciel i Darczyńca może mieć zasłużoną świadomość, że naprawdę przyczynia się do obrony najważniejszych wartości. Budowanie takiej szerokiej koalicji międzynarodowej to jednak także konkretne koszty, którym podołamy tylko dzięki wsparciu ludzi takich jak Pan. Na przygotowanie protokołu dodatkowego Deklaracji Konsensusu Genewskiego potrzebujemy co najmniej 10 000 zł. Równolegle będziemy zdobywać poparcie dla tego dokumentu, co będzie się wiązało z wieloma godzinami wytężonej pracy, a także niezbędnymi spotkaniami poza Polską, bez których nie uda się umocnić koalicji dla życia, wolności i rodziny. Konkretnym, comiesięcznym, wydatkiem jest też ciągły monitoring działalności agend ONZ i innych organów stanowiących prawo międzynarodowe. Te godziny żmudnej pracy naszych prawników przynoszą bardzo wymierne efekty. Żaden polityk nie może już liczyć na to, że decyzje podejmowane w ONZ, UE, WHO czy innych międzynarodowych gremiach pozostaną niezauważone. Często jesteśmy też pierwszymi, którzy alarmują polityków i urzędników Polski oraz innych krajów wspierających życie i rodzinę o konieczności stanowczego działania. Każdego miesiąca praca naszych ekspertów to koszt 25 000 zł. Wobec ogromu zadań do naszego zespołu dołączyła prawniczka z Włoch Veronica Turetta, która ukończyła prawo na Uniwersytecie Bolońskim i zdobywała doświadczenie między innymi w Sądzie Apelacyjnym w Wenecji, a w pracy dla Ordo Iuris i przeprowadzce do Polski dostrzegła azyl wolności w obliczu wszechobecnego dyktatu radykalnych ideologii. Gdy o naszym budżecie mówię zagranicznym partnerom, nie dowierzają, że ta skala działalności możliwa jest przy tak organicznych środkach. A ja zawsze zapewniam ich, że z odpowiednim nakładem zapału i poświęcenia możemy osiągnąć jeszcze więcej, a każdą złotówkę wykorzystujemy aby realnie wpływać na świat, w którym żyją nasze rodziny.Dlatego bardzo Pana proszę o wsparcie Instytutu kwotą 50 zł, 80 zł, 130 zł lub dowolną inną, dzięki czemu będziemy mogli kontynuować naszą działalność międzynarodową.
Z wyrazami szacunku P.S. Możemy z całym przekonaniem powiedzieć, że globalna lewica już niebawem będzie musiała potykać się z coraz silniejszą koalicją konserwatywnych organizacji i państw. Od początku jesteśmy jednym z kluczowych członków rodzącego się sojuszu w obronie normalności, życia, rodziny i wolności. Powołany przez nas Sojusz dla Dobra Wspólnego, organizacje z Węgier, Słowacji, Chorwacji, Estonii, Włoch, Rumunii, Bułgarii, Francji, Hiszpanii… a niebawem także z Ameryki Południowej – są siecią niezbędną dla skutecznej ochrony naszej Ojczyzny. A dzięki naszym Darczyńcom i Przyjaciołom, działania Ordo Iuris zachowują pełną niezależność, pozwalającą także upominać rząd, gdy ten lekceważy lub ignoruje globalne zagrożenia. Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris jest fundacją i prowadzi działalność tylko dzięki hojności swoich Darczyńców
mail: A tu „odpowiedź” wyszkolonego w szkole braku logiki:
„Ludziki, opowieści mitomanów i wariatów. A zajmij się, profesor, zdjęciami i filmami UFO – niektóre są bardzo wiarygodne. Kto na ziemi dysponuje technologiami, których oficjalnie nie ma?”
Blackrock Vanguard, State Street zdobyły ogromny wpływ na światowe przedsiębiorstwa, banki, rządy i organizacje. Co z tego wynika?
22 minuty
——————————————
Po dzisiejszym felietonie opowiadam o firmach z branży zarządzania aktywami takich jak BlackRock, Vanguard, State Street. Przez ostatnie kilkanaście lat firmy te posiadły gigantyczny kapitał a co za tym idzie gigantyczny wpływ na rynek finansowy świata. Za pomocą systemu analizy finansowej Alladin BlackRock wypływa już nie tylko na przedsiębiorstwa w których jest udziałowcem ale również na banki centralne i rządy na całym świecie. Pojawia się pytanie w jakim celu, w czyim interesie działają wielkie firmy zarządzające aktywami.
A zaraz potem drugie pytanie jaką przyszłość nam szykują co podadzą unii europejskiej komisji europejskiej bankowi Europejskiemu jaki będzie kształt świata w którym już za parę lat przyjdzie nam żyć. Jak bardzo zmieni się naszą rzeczywistość i ile z tej zmiany będzie skutkiem wpływu zupełnie prywatnych praktycznie niekontrolowanych przedsiębiorstw. Zapraszam.
W specjalnym liście, hierarchowie zwracają się do papieża o korektę nauczania zawartego w liście apostolskim Desiderio Desideravi, traktującym o „liturgicznej formacji ludu Bożego”. Jak wskazują, słowa sugerujące, jakoby do przystąpienia do Komunii Świętej wystarczyła jedynie wiara w Objawienie zawarte na kartach Pisma Świętego, są niezgodne z nauką Magisterium.
Ostatni list apostolski Desiderio desideravi, opublikowany 29 czerwca 2022 r., w święto apostołów św. Piotra i Pawła, w pkt. 5. stwierdza: „Świat jeszcze tego nie wie, ale wszyscy są wezwani na ucztę Godów Baranka (Ap 19, 9). Aby zostać dopuszczonym do uczty, wystarczy szata weselna wiary, która pochodzi ze słuchania Jego Słowa (por. Rz 10,17)”
Zdaniem autorów listu, naturalne brzmienie tych słów wskazuje, że jedynym wymogiem, do godnego przyjęcia Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej przez katolika to posiadanie cnoty wiary. Ponadto, w liście apostolskim panuje cisza na temat kluczowego warunku do przyjęcia Komunii Świętej, jakim jest pokuta za grzechy.
Płynące z takiego spojrzenia przesłanie, zdaniem sygnatariuszy jest „sprzeczne z wiarą Kościoła katolickiego”. „Kościół zawsze nauczał, że aby godnie i bez grzechu przyjąć Najświętszą Sakrament katolicy muszą otrzymać rozgrzeszenie w sakramencie pokuty, jeśli to możliwe, za wszelkie grzechy śmiertelne, które mogli popełnić” – czytamy.
Nawet w wyjątkowych sytuacjach, które uniemożliwiają odbycie spowiedzi przed przyjęciem Komunii, osoba musi wyrazić, jak najlepiej potrafi, doskonałą skruchę za jakikolwiek grzech śmiertelny, który mógł popełnić.
Co więcej, twierdzenie, że wiara jest jedynym warunkiem godnego przyjęcia Ciała i Krwi Pańskiej zostało potępione przez Sobór Trydencki jako herezja. Jak stwierdza kanon 11. „Gdyby ktoś mówił, że sama wiara jest wystarczającym przygotowaniem do przyjęcia Najświętszego Sakramentu Eucharystii -niech będzie wyklęty”. [Si quis dixerit, solam fidem esse sufficientem praeparationem ad sumendum sanctissimum eucharistiae sacramentum, anathema sit.].
To twierdzenie jest również sprzeczne z kanonami 915 i 916 Kodeksu Prawa Kanonicznego łacińskiego oraz kanonami 711 i 712 Wschodniego Kodeksu Prawa Kanonicznego.
Promowane przez papieża stwierdzenie, że Eucharystia nie jest nagrodą świętych, ale chlebem grzeszników, zdaniem sygnatariuszy może być rozumiane w sensie ortodoksyjnym, jeśli rozpatrywane w izolacji. „Jednak umieszczony w kontekście przyjęcia Eucharystii przez Judasza (J 13, 23-27) oraz w kontekście innych słów i czynów papieża Franciszka sugeruje, że wyrzeczenie się grzechu nie jest konieczne, aby przyjęcie Komunii było miłe Bogu” – czytamy w liście.
Za jeden z przykładów takiego działania, autorzy wskazują udzielenie Komunii św. radykalnie proaborcyjnej polityk Partii Demokratycznej Nancy Pelosi, podczas papieskiej Mszy Świętej sprawowanej w Watykanie. Mimo, że wcześniej na podstawie kanonu 911, KPK amerykańskiej polityk zabronił udzielać sakramentu Ciała i Krwi Pańskiej jej diecezjalny pasterz, abp. Salvatore Cordileone.
„W kontekście potencjalnego błędu, nauczanego publicznie przez papieża (…) żaden katolik nie może wierzyć ani działać na podstawie papieskiego orzeczenia, jeśli jest ono sprzeczne z boskim objawieniem wiary katolickiej. Zachęcamy wszystkich biskupów i duchownych do publicznego wyznania katolickiej doktryny na temat godnego przyjęcia Eucharystii i egzekwowania związanych z nią kanonów w celu uniknięcia wiecznego potępienia i publicznego zgorszenia” – apelują sygnatariusze listu.
Apel podpisali m.in. bp Joseph Strickland z Tyler, emerytowany biskup René Henry Gracida, Robert Mutsaerts, biskup pomocniczy S’Hertogenbosch w Holandii czy Athanasius Schneider, biskup pomocniczy Astany (Kazachstan). Spośród duchownych, poparcie dla listu wyraził m.in. ks. Cor Mennen, kanonista, emerytowany wykładowca seminarium, ks. Gerald E. Murray z Nowego Jorku, ks. James Altnam czy francuski duchowny ks. Guy Pagès.
Pod listem podpisało się też liczne grono teologów i publicystów katolickich taki jak: John Henry Westen, redaktor naczelny LifeSite News, dr Peter Kwasniewski z Catholic Herald, Eric Sammons z Crisis Magazine czy dr Sebastian Morello z The European Conservative.
W kościele posoborowym jest wiele herezji. Ten artykuł skupi się na tej, która jest bardzo rozpowszechniona i dość widoczna w sekcie Vaticanum II. Jak dowodzi nasz materiał, sekta posoborowa nie jest Kościołem Katolickim, ale przepowiedzianym Kontr-Kościołem czasów ostatecznych. W numerze 8 dekretu Vaticanum II o ekumenizmie czytamy:
Sobór Watykański II, Unitatis redintegratio (Dekret o ekumenizmie) #8: „W pewnych specjalnych okolicznościach, takich jak zapowiedziane modły „o jedność”, oraz na zebraniach ekumenicznych, dopuszczalne jest, a nawet pożądane zespolenie katolików z braćmi odłączonymi w modlitwie.”[1]
Ten dokument Soboru Watykańskiego II popiera tak zwane spotkania ekumeniczne z heretykami i schizmatykami, takimi jak protestanci i wschodni „prawosławni”, i aprobuje wspólną modlitwę z nimi na takich spotkaniach. Jak zobaczymy, jest to całkowicie sprzeczne z tym, czego zawsze nauczał Kościół Katolicki. To nauczanie posoborowe jest złe i heretyckie.
W swojej encyklice Mortalium Animos z 1928 r. papież Pius XI potępił tzw. spotkania międzyreligijne i stwierdził, że opinia, na której się one opierają, jest równoznaczna z apostazją.
Papież Pius XI, Mortalium Animos (#2), 6 stycznia 1928 r.: „W tym celu urządzają zjazdy, zebrania i odczyty z nieprzeciętnym udziałem słuchaczy i zapraszają na nie dla omówienia tej sprawy wszystkich, bez różnicy, pogan wszystkich odcieni, jak i chrześcijan… Katolicy nie mogą żadnym paktowaniem pochwalić takich usiłowań, ponieważ one zasadzają się na błędnym zapatrywaniu, że wszystkie religie są mniej lub więcej dobre i chwalebne,… Wyznawcy tej idei nie tylko są w błędzie i łudzą się, lecz odstępują również od prawdziwej wiary, wypaczając jej pojęcie… Z tego jasno wynika, że od religii, przez Boga nam objawionej, odstępuje zupełnie ten, ktokolwiek podobne idee i usiłowania popiera.”[2]
W tej encyklice nauczał także:
Papież Pius XI, Mortalium Animos (# 10), 6 stycznia 1928 r.: „Jasną rzeczą więc jest, Czcigodni Bracia, dlaczego Stolica Apostolska swym wiernym nigdy nie pozwalała, by brali udział w zjazdach niekatolickich…”[3]
Jak widzimy, Kościół Katolicki nigdy nie pozwalał katolikom na udział w spotkaniach lub zgromadzeniach niekatolików. Aktywne asystowanie lub branie udziału w kulcie niekatolickim jest grzechem śmiertelnym i pogwałceniem prawa Bożego. Ta boska zasada prawa została również powtórzona w Kodeksie Prawa Kanonicznego z 1917 roku.
Kanon 1258.1, 1917 r. Kodeks Prawa Kanonicznego: „Haud licitum est fidelibus quovis modo active assistere seu partem habere in sacris acatholicorum.” „Nie jest dozwolone, aby wierni w jakikolwiek sposób aktywnie uczestniczyli w obrzędach religijnych niekatolików lub brali w nich udział.”[4]
Ważne jest, aby zrozumieć, dlaczego ta działalność jest zabroniona i co stanowi aktywny udział w obrzędach religijnych niekatolików. Głównym powodem, dla którego wielu nie dostrzega jasno, co reprezentuje kryzys posoborowy i jacy są jego fałszywi przywódcy (tj. heretyccy antypapieże), jest brak czystej wiary i fundamentalnego zrozumienia odpowiednich zasad katolickich.
Zanim przejdziemy dalej, należy zauważyć, że ten artykuł dotyczy aktywnego uczestnictwa w niekatolickim nabożeństwie lub przyłączenia się do niekatolickiej modlitwy lub nabożeństwa, co zawsze było zabronione. W tym artykule nie mówimy o małżeństwach mieszanych, które były zniechęcane, ale czasami tolerowane, lub przyjmowaniu sakramentu od niekatolika w niebezpieczeństwie śmierci i podobnych rzeczach. Tego rodzaju komunikacja nie stanowiła czynnego udziału w niekatolickim kulcie, który nigdy nie jest dozwolony. Nie daj się więc zwieść nieuczciwym obrońcom kościoła posoborowego, którzy czasami wprowadzają ludzi w zakłopotanie, przywołując poprzednie rodzaje komunikacji z niekatolikami, które były czasami dozwolone w historii Kościoła, jak gdyby stanowiły precedens lub uzasadnienie dla fałszywej nauki sekty Vaticanum II o aktywnym udziale w niekatolickim nabożeństwie, podczas gdy wcale tak nie jest.
Aby pokrótce przedstawić istotne zasady w tej sprawie, chciałbym zacytować przedsoborową rozprawę kanonisty ks. Ignacego Szala. Została ona wydana w 1948 r. przez Catholic University of America Press z imprimatur. Nie zgadzamy się ze wszystkim, co pisze w tej książce, ale przedstawia ona wiele dobrych uwag i przytacza istotne fakty w artykułowaniu odwiecznego nauczania Kościoła Katolickiego, że zabrania się w jakikolwiek sposób brać udziału w niekatolickim kulcie.
W poniższych fragmentach zajmuje się on przede wszystkim communicatio in sacris, (tj. jedność w sprawach świętych) ze schizmatykami (takimi jak wschodni dysydenci lub wschodni „prawosławni”), ale to, co mówi, odnosi się do protestantów, żydów, muzułmanów itd.
Ks. Ignacy Szal, Komunikacja katolików ze schizmatykami, Imprimatur 1948 r., s. 43-46: „Czynne uczestnictwo religijne ze schizmatykami jest zawsze wewnętrznie zabronione . Przyczyny tego absolutnego zakazu z kan. 1258.1 mają swoje źródło w naturalnym i pozytywnym prawie Bożym. Te powody to: 1) Kościół jest jedyną istniejącą de iure prawdziwą społecznością religijną, w której wolno oddawać Bogu należny Mu kult; 2) należy unikać wywoływania zgorszenia poprzez quasi-aprobatę fałszywej sekty; oraz 3) należy skutecznie neutralizować niebezpieczeństwo odstępstwa od prawdziwej wiary.
W konsekwencji pierwszego powodu niedozwolone jest aktywne asystowanie lub branie udziału we wszystkich formach kultu sprawowanego przez niekatolików… Akty kultu religijnego wykonywane przez sekty schizmatyckie są aktami kultu przesądnego, a zatem są zabronione. Wynika to z natury przesądów, które oznaczają albo kult fałszywego bóstwa, albo bezprawny kult prawdziwego bóstwa… Pastorom nie wolno wykonywać świętych obrzędów… Wszelkie rodzaje aktywnej komunikacji religijnej z niekatolikami są kategorycznie zabronione… Tak jak zabrania się jawnego wyznawania wiary w fałszywą sektę, tak też zabrania się działalności, które mają znaczenie religijne i które są stosowane w świętych funkcjach religijnych fałszywej sekty.”[5]
Jak widać, różne powody sprawiają, że czynne uczestnictwo w kulcie niekatolickim jest kategorycznie zabronione. Taka aktywna komunikacja religijna jest sprzeczna z prawem Bożym i jest równoznaczna z fałszywym wyznaniem wiary, ponieważ łączy się z przesądnym lub niedozwolonym kultem. Stwarza to fałszywe wrażenie, że niekatolik jest aprobowany w prowadzeniu nielegalnego lub fałszywego kultu, i prawie zawsze wiąże się to z dodatkowym grzechem zgorszenia. Mając to na uwadze, uważna osoba powinna natychmiast rozpoznać, co to oznacza dla sekty posoborowej i jej szalejącego, fałszywego ekumenizmu.
Aby zilustrować, jak jest to poważne, zgodnie z kanonem 2316 Kodeksu z 1917 r., zaangażowanie się w tylko jeden taki akt aktywnego uczestnictwa z heretykami lub świadome pomaganie w propagowaniu herezji, czyni kogoś formalnie podejrzanym o herezję, a jeśli ta osoba zignoruje ostrzeżenia w ciągu sześciu miesięcy, zostanie uznana za heretyka. Ale osoba nie musi otrzymywać ani ignorować ostrzeżeń kanonicznych, aby stać się notorycznym heretykiem w tej lub innych kwestiach. Jeśli jakaś osoba wielokrotnie angażuje się w niekatolicki kult przeciwko nauce katolickiej i popiera taką działalność poprzez powtarzające się działania i/lub nauczanie publiczne, tak jak robią to przedstawiciele sekty posoborowej, osoba ta jest heretykiem, w rzeczywistości notorycznym heretykiem.
Prawo Kościoła Katolickiego w tej sprawie dotyczy publicznych aktów kultu niekatolickiego i to właśnie omawiamy w tym artykule.
Podajmy kilka konkretnych przykładów tego, co stanowi czynny udział w niekatolickim kulcie. Kiedy niekatolicy prowadzą publiczną modlitwę lub kult, następujące rzeczy stanowią potępiony czynny udział: łączenie się z nimi w modlitwie, błogosławienie ich lub dawanie wspólnych „błogosławieństw” z nimi, odpowiadając na ich modlitwy, śpiewać z nimi lub śpiewać na przemian z nimi, wręczanie im przedmiotów, takich jak świece itp. używanych do kultu lub otrzymywanie od nich podobnych przedmiotów, gra na organach lub instrumencie muzycznym dla ich kultu, uczestniczenie w czytaniu pism świętych, wnoszenie ikon do ich kultu lub miejsca kultu, palenie lamp podczas ich kultu lub miejsca kultu i wiele podobnych rzeczy.
Wszystkie te rzeczy zawsze były potępiane przez Kościół. Jest tak wiele odpowiedzi od kongregacji rzymskich, które zabraniają wszystkich takich działań, że gdyby ktoś je wszystkie zacytował, ten artytuł stałby się bardzo długi. Po prostu przytoczę kilka fragmentów ks. Ignacego Szala o kilku z tych wypowiedzi, aby ludzie zrozumieli, jak potępiony jest aktywny udział w niekatolickich modlitwach czy nabożeństwach.
„W Aktach Świętej Kongregacji Rozkrzewiania Wiary z 1769 r. znajduje się również napomnienie, które wzywało biskupów do zabronienia swoim kapłanom i wiernym komunikowania się ze schizmatykami w ich modlitwach. Adhortacja stwierdzała, że zakaz ten został ogłoszony przez wszystkie Sobory Święte.”[6]
Zgodnie z oświadczeniem Świętego Oficjum z dnia 7 sierpnia 1704 r.: „Zakazano katolikom obecności na Mszach i oficjalnych publicznych modlitwach schizmatyków, nawet jeśli modlitwy nie zawierały niczego, co byłoby sprzeczne z wiarą lub sprzeczne z rytem katolickim.”[7]
„5 grudnia 1668 r. Święte Oficjum poinstruowało biskupa Trebinje, aby nakazał podlegającym mu katolikom, by nie chodzić na mszę ani na publiczne modlitwy do kościołów schizmatyków i ostrzec ich, że nie są związani nakazem słuchania mszy, gdy nie było celebracji katolickiej Mszy.”[8]
Zgodnie z odpowiedzią Świętego Oficjum z 13 stycznia 1818 r. wejście do kościołów heretyków stało się złem: „1) jeśli wchodziło się z zamiarem asystowania przy heretyckich obrzędach; 2) jeśli czyjeś wejście rzeczywiście sugerowało lub nawet pozornie wiązało się ze współudziałem w świętych czynnościach (communicatio in divinis) z heretykami, a zatem stwarzało okazję do zgorszenia…”[9]
Było wiele innych oświadczeń, które zabraniały jakiejkolwiek działalności, która obejmowałaby lub oznaczała udział w niekatolickim kulcie. Można też przytoczyć różne wypowiedzi papieży.
Papież Pius IX, Neminem vestrum (#5), 2 lutego 1854 r.: „Chcemy, abyście wiedzieli, że ci sami mnisi zesłali Nam wspaniałe wyznanie wiary i doktryny katolickiej… Wymownie uznali i dobrowolnie przyjęli przepisy i dekrety, które papieże i święte kongregacje publikowały lub miały publikować – zwłaszcza te, które zakazują communicatio in divinis (tj. jedność w sprawach świętych) ze schizmatykami.”[10]
Odnośnie „starych katolików”, którzy byli heretykami i schizmatykami, którzy odrzucili dogmatyczną definicję nieomylności papieskiej Soboru Watykańskiego I, papież Pius IX stwierdził, co następuje.
Papież Pius IX, Graves ac diuturnae (# 4), 23 marca 1875 r.: „Oni [wierni] powinni całkowicie unikać ichuroczystości religijnych, budynków i krzeseł zarazy, które bezkarnie ustanowili, aby przekazywać święte nauki. Powinni unikać ich pism i wszelkiego kontaktu z nimi. Nie powinni mieć żadnych kontaktów ani spotkań z uzurpatorami księży i odstępców od wiary…”[11]
W 1791 r. papież Pius VI wypowiedział się na temat księży, którzy odłączyli się od Kościoła, akceptując heretycką konstytucję cywilną duchowieństwa we Francji.
Papież Pius VI, Charitas (#31-32), 13 kwietnia 1791 r.: „Wyżej wymienieni niech unikają i potępiają świętokradzkich intruzów. Nie utrzymujcie z nimi wspólnoty, szczególnie w zakresie czci Bożej.”[12]
W swojej encyklice Arcanum z 1880 r. (nr 43) z 10 lutego 1880 r. papież Leon XIII ostrzegał również przed łącznością w sprawach religijnych z niekatolikami.
Papież Leon XIII, Arcanum (#43), 10 lutego 1880 r.: „Czuwać należy, aby zbyt pochopnie nie zawierano związków małżeńskich z osobami, nie wyznającymi wiary katolickiej, wątpić bowiem można, aby panowała zgodność poglądów wśród tych, którzy różnią się w wyznawaniu wiary. I z tego względu od takich związków odwodzić należy, że one dają okazję do uczestnictwa w kulcie Bożym akatolickim, cokatolikom nie jest dozwolone,…”[13]
Otóż, cytowany przez nas fragment z Soboru Watykańskiego II aprobuje czynny udział w niekatolickim kulcie (który Kościół Katolicki całkowicie potępia), ponieważ fragment ten dotyczy łączenia się w modlitwach z niekatolikami podczas tzw. spotkań ekumenicznych, na których niekatolicy prowadzą publiczną modlitwę sekt i kult według swoich niekatolickich obrządków. Tak więc posoborowe nauczanie jest nie do obrony, jest złe i heretyckie. Położyło ono podwaliny pod seryjny fałszywy ekumenizm, który jest przyjmowany, nauczany i egzekwowany przez antypapieży Vaticanum II i w „diecezjach” na całym świecie. Krótko mówiąc, fakty, które omawiamy, dowodzą, że fałszywy ekumenizm Vaticanum II jest notoryczną herezją, a każdy, kto go broni, jest heretykiem i fałszywym nauczycielem, który prowadzi ludzi do grzechu śmiertelnego.
Fałszywe nauczanie Soboru Watykańskiego II o wspólnej modlitwie i kulcie z niekatolikami zostało poparte wieloma późniejszymi oświadczeniami antypapieży, np. w nowym katechizmie antypapieża Jana Pawła II, paragraf 1399, jego pierwsza encyklika Redemptor Hominis #6, jego encyklika Ut unum sint #21 i następne, Dyrektoriumw sprawie realizacji zasad i norm dotyczących ekumenizmu i wiele więcej.
Jan Paweł II, Redemptor Hominis (#6), 4 marca 1979 r.: „W inny sposób i w innej mierze należy odnieść to samo do działalności mającej na celu zbliżenie z przedstawicielami innych religii, pozachrześcijańskich, wyrażającej się w dialogu, w spotkaniach, we wspólnej modlitwie, w odkrywaniu tych skarbów ludzkiej osobowości, których — jak dobrze wiemy — nie brak również wyznawcom tych religii.”[14]
W Ut unum sint antypapież Jan Paweł II kontynuuje polecanie i nauczanie tego, co Kościół katolicki zawsze potępiał, a mianowicie wspólnego kultu z niekatolikami.
Jan Paweł II, Ut unum sint (#21), 25 maja 1995 r.: „Miłość ta znajduje najpełniejszy wyraz we wspólnej modlitwie.Sobór nazywa modlitwę duszą całego ruchu ekumenicznego,.. Nawet gdy nie jest to w znaczeniu formalnym modlitwa o jedność chrześcijan, ale w innych intencjach, na przykład o pokój, modlitwa staje się sama z siebie wyrazem i potwierdzeniem jedności. Poprzez wspólną modlitwę chrześcijan sam Chrystus zostaje zaproszony do wspólnoty modlących się: „gdzie są dwaj albo trzej zebrani w imię moje, tam jestem pośród nich” (Mt 18, 20).’”[15]
Jan Paweł II, Ut unum sint (#22), 25 maja 1995 r.: „Na ekumenicznej drodze do jedności trzeba przypisać stanowczy prymat wspólnej modlitwie— modlitewnemu zjednoczeniu wokół samego Chrystusa. Jeśli chrześcijanie, pomimo podziałów, będą umieli jednoczyć się coraz bardziej we wspólnej modlitwie wokół Chrystusa, głębiej sobie uświadomią, o ile mniejsze jest to wszystko, co ich dzieli, w porównaniu z tym, co ich łączy.”[16]
Dyrektoriumw sprawie realizacjizasad inorm dotyczących ekumenizmu, ogłoszony w 1993 r. przez Jana Pawła II i Radę ds. „Popierania Jedności Chrześcijan”, jest jednym z najbardziej zdumiewających dokumentów, jakie opracował Kontr-Kościół Vaticanum II. Zasadniczo jest to podręcznik, jak popełniać grzechy przeciwko wierze. Wyraźnie zaleca te same działania, które zostały wyraźnie potępione przez Kościół.
Dyrektoriumw sprawie realizacjizasad inorm dotyczących ekumenizmu #118: „Gdy chodzi o celebracje liturgiczne sprawowane w innych Kościołach i Wspólnotach eklezjalnych, radzi się katolikom uczestniczyć w psalmach, responsoriach, hymnach i wspólnych gestach Kościoła, który ich zaprosił. Jeśli gospodarze to im proponują, mogą oni odczytać dany tekst lub wygłosić homilię.”[17]
Jak widzieliśmy, jest to potępione przez nauczanie katolickie.
Dyrektoriumw sprawie realizacji zasad i norm dotyczących ekumenizmu #50. „Podczas gdy troska o przywrócenie jedności chrześcijan dotyczy całego Kościoła, duchowieństwa i świeckich, zakonów i zgromadzeń zakonnych oraz stowarzyszeń życia apostolskiego… zachęca się ich do stosowania w praktyce, w ramach konkretnych możliwości i ograniczeń ich zasad życia, następujących postaw i działania:… c) biorąc pod uwagę okoliczności miejsca i osób, organizować spotkania chrześcijan różnych kościołów i wspólnot eklezjalnych w celu modlitwy liturgicznej, dla rekolekcji oraz dla głębszego zrozumienia chrześcijańskich tradycji duchowych…”[18]
Potępia to nauczanie katolickie. Jest wiele innych rzeczy, które moglibyśmy przytoczyć, w tym to, jak Dyrektorium zniechęca katolików do nawracania niekatolików. Odnośnie tego notorycznie heretyckiego katalogu grzechu, Antypapież Jan Paweł II stwierdził w Ut unum sint :
Jan Paweł II, Ut unum sint (#16), 25 maja 1995 r.: „Nieco później Dyrektorium w sprawie realizacji zasad i norm dotyczących ekumenizmu, opublikowane z moją aprobatą przez Papieską Radę ds. Popierania Jedności Chrześcijan, zastosowało je na polu duszpasterstwa.”[19]
To heretyckie Dyrektorium o Ekumenizmie, zatwierdzone przez Antypapieża Jana Pawła II i Radę ds. Popierania Jedności Chrześcijan, również jasno pokazuje, że wprowadza w życie nauczanie i zasady Soboru Watykańskiego II.
Dyrektorium w sprawie realizacji zasad i norm dotyczących ekumenizmu #53: „… a) Papieska Rada zajmuje się właściwą interpretacją zasad ekumenizmu oraz środkami wprowadzania ich w życie; realizuje postanowienia Soboru Watykańskiego II w zakresie ekumenizmu …”[20]
Interesujące jest również to, że kiedy papież Pius XI mówi, że Stolica Apostolska nigdy nie pozwalała swoim poddanym na udział w spotkaniach niekatolików, używa łacińskiego słowa ’conventibus ’, które oznacza spotkania, zgromadzenia lub zebrania. Cóż, w bezpośredniej sprzeczności z nauczaniem Piusa XI, Sobór Watykański II używa dokładnie tego samego słowa „conventibus”, kiedy zatwierdzał i zalecał wspólną modlitwę na takich spotkaniach.
Jest tak wiele przykładów – być może tysiące – antypapieży z sekty posoborowej i jej odstępców, tzw. biskupów i księży, angażujących się w fałszywy ekumenizm i czynny udział w niekatolickich kultach potępionych przez Kościół, że zajęłoby to zbyt dużo czasu, aby objąć nawet znaczną część z nich. Jest to regularne zjawisko w Kontr-Kościele Vaticanum II. Przez lata udokumentowaliśmy wiele z tych incydentów w naszej książce, filmach i artykułach. Jednak chcę skupić się tylko na kilku przykładach antypapieża Jana Pawła II, antypapieża Benedykta XVI i antypapieża Franciszka. Dużo więcej o każdym z antypapieży znajdziesz w naszym materiale.
W 1982 r. antypapież Jan Paweł II wziął udział we wspólnym nabożeństwie z anglikańskim „arcybiskupem” Canterbury w katedrze w Canterbury. On i notorycznie heretycki anglikanin modlili się razem, modlili się przy ołtarzu, a nawet udzielili „wspólnego błogosławieństwa”. To publiczny grzech śmiertelny i przejaw herezji.
W 1999 roku Jan Paweł II wyjechał do Rumunii i brał czynny udział w liturgii „prawosławnej” z Teoctist. To jest grzech śmiertelny i przejaw herezji. Przy różnych okazjach spotykał się z Teoctistem i podpisał z nim wspólną deklarację. W 1999 roku Teoctist ujawnił również, że Jan Paweł II przekazał mu darowiznę na budowę katedry, która okazała się kwotą 100 000 dolarów. W 2018 roku Franciszek zrobił coś podobnego, wpłacając 100 000 euro na pierwszy klasztor „prawosławny” w Austrii. Co ciekawe, 29 stycznia 1828 r. Święta Kongregacja Rozkrzewiania Wiary uznała za niedozwolone dawanie jałmużny na kościół schizmatycki.
„…Święta Kongregacja Rozkrzewiania Wiary w dniu 29 stycznia 1828 r. odpowiedziała, że dawanie jałmużny na kościół schizmatycki jest niedozwolone.”[21]
W 1983 roku Jan Paweł II udał się do kościoła luterańskiego z okazji 500. rocznicy urodzin heretyka Marcina Lutra. Podczas gdy on i luterański „pastor” modlili się razem przed ołtarzem, „błogosławił” zgromadzenie jednocześnie i wspólnie intonowali wyznanie wiary . To jest publiczny grzech śmiertelny i wyraz herezji. Moglibyśmy bez końca podawać inne przykłady aktywnego udziału Jana Pawła II w niekatolickim kulcie w odniesieniu do heretyków i schizmatyków, ale robił to również z poganami, Żydami i muzułmanami.
13 kwietnia 1986 r. Jan Paweł II udał się do synagogi rzymskiej, wziął udział w żydowskiej ceremonii i pochylił głowę, gdy Żydzi modlili się o przyjście ich „Mesjasza”. To akt odstępstwa. Co ciekawe, św. Tomasz z Akwinu powiedział, że gdyby ktoś oddawał cześć przy grobie Mahometa, zostałby uznany za odstępcę. ( Summa Theologiae, Secunda Secundae , pyt. 12, A. 2, Obj. 2. Jest to cytowane w Obj. 2, aw odpowiedzi św. byłoby odstępstwem.)
Oddawanie czci przy grobie Mahometa byłoby odstępstwem, ponieważ uczestnictwo w niekatolickich formach kultu jest równoznaczne z wyznaniem wiary w tej fałszywej religii, jak już omówiliśmy. Jan Paweł II i różni antypapieże Vaticanum II regularnie dopuszczali się tego rodzaju aktów apostazji. Pamiętaj, herezja i apostazja mogą przejawiać się zarówno czynem, jak i słowem. Jan Paweł II często otrzymywał „błogosławieństwa” od pogan.
8 sierpnia 1985 r. Jan Paweł II modlił się z afrykańskimi animistami (szamanami).
Jan Paweł II tak wspominał spotkanie: „…po raz pierwszy modliłem się również z grupą animistów .”[22]
To odstępstwo. W Cotonou w Afryce 4 lutego 1993 r. śpiewające dziewczęta potraktowały Jana Pawła II „wprowadzającym w trans” tańcem voodoo. Jan Paweł II organizował także wydarzenia w Asyżu i brał w nich czynny udział. Organizując wydarzenia w Asyżu i aktywnie w nich uczestnicząc, Jan Paweł II przyłączył się do fałszywego kultu wszystkich różnych religii w Asyżu. Był to publiczny grzech śmiertelny najwyższej rangi i wyraz apostazji. Kariera Jana Pawła II charakteryzowała się indyferentyzmem i uczestnictwem w fałszywych formach kultu. Oczywiście, taki publiczny heretyk i publiczny śmiertelny grzesznik nie mógł być katolickim papieżem, a tym bardziej świętym. To jeden z powodów, dla których kult jego wizerunku, poprzez jego nieważną kanonizację, jest wspomniany w Apokalipsie, o którym mowa w naszym materiale. Kiedy oszukani członkowie Kontr-Kościoła Soboru Watykańskiego II akceptują notorycznie niegodziwego apostatę antypapieża Jana Pawła II jako świętego – człowieka, którego kariera charakteryzowała się obojętnością, publicznymi grzechami śmiertelnymi przeciwko wierze i uczestnictwem w fałszywym kulcie religijnym – stają się uwikłani w jego grzechy. Komentatorzy internetowi i inni, którzy uważają Jana Pawła II za świętego, nie mają pojęcia, są oszukani i na drodze do piekła.
Moglibyśmy omówić znacznie więcej o antypapieżu Janie Pawle II, ale przejdźmy do Benedykta XVI.
Benedykt XVI regularnie brał udział w kulcie niekatolickim. 19 sierpnia 2005 brał czynny udział w synagodze żydowskiej w Kolonii w Niemczech. Przyłączył się do Żydów w modlitwie kadisz i wykonał wiele gestów świadczących o jego aktywnym udziale . To jest odstępstwo .
30 listopada 2006 r. Benedykt XVI modlił się jak muzułmanie w stronę Mekki w Błękitnym Meczecie w Turcji. Skrzyżował nawet ręce w muzułmańskim geście modlitewnym zwanym „gestem spokoju”. To jest odstępstwo.
23 września 2011 r. Benedykt XVI odwiedził kościół luterański w Erfurcie w Niemczech. Tam wychwalał Marcina Lutra i brał czynny udział w nabożeństwie luterańskim. Wspólnie „błogosławił” lud z luterańskim „pastorem”, a nawet modlił się z żeńskim „biskupem” luterańskim. Skłonił się przed ołtarzem luterańskim. To publiczny grzech śmiertelny i wyraz jawnej herezji.
17 września 2010 r. Benedykt XVI wziął udział w nabożeństwie anglikańskim w Opactwie Westminsterskim wraz z prohomoseksualnym anglikańskim „arcybiskupem” Rowanem Williamsem. Wspólnie przeszli do kościoła protestanckiego, wspólnie się modlili i udzielili wspólnego „błogosławieństwa”. To jest przejaw fałszywej religii. Benedykt XVI zorganizował w 2011 roku własne ohydne wydarzenie w Asyżu. Nie tylko brał czynny udział w tym wydarzeniu odstępstwa, ale jako gospodarz i organizator przyłączył się w ten sposób do fałszywego kultu wszystkich pogan, heretyków itp., którzy prowadzili fałszywy kult podczas tego wydarzenia.
Moglibyśmy podać wiele innych przykładów śmiertelnie grzesznego udziału Benedykta XVI w fałszywym kulcie. To nie tylko coś, co robił często, to coś, co wyraźnie aprobował swoimi słowami. 18 stycznia 2008 r. w przemówieniu do fińskiej delegacji ekumenicznej Benedykt XVI pochwalił wspólną modlitwę luteran i katolików i stwierdził, że są to królewskie drzwi ekumenizmu.
Benedykt XVI, przemówienie do członków fińskiej delegacji ekumenicznej, 18 stycznia 2008 r.: „Wspólna modlitwa luteran i katolików z Finlandii jest pokornym, ale wiernym udziałem w modlitwie Jezusa, który obiecał, że każda modlitwa wzniesiona do Ojca w Jego imię zostanie usłyszane. Taka jest w istocie królewska brama ekumenizmu: taka modlitwa prowadzi nas do nowego spojrzenia na Królestwo Boże i jedność Kościoła; wzmacnia nasze więzy komunii…”[23]
Tak więc działalność, którą Kościół Katolicki zawsze potępiał jako ciężko grzeszną, jak mówi Benedykt XVI, jest drogą, którą należy podążać. Jest notorycznym heretykiem. Fałszywi tradycjonaliści, którzy myślą, że notoryczny heretyk Benedykt XVI był konserwatystą lub jest prawdziwym papieżem, są bardzo oszukani. Był antypapieżem odstępczym. Więcej na jego temat można znaleźć w naszym filmie pt. The Heresies of Benedict XVI oraz w naszych artykułach na temat jego herezji, opartych na badaniach 30 jego książek i wszystkich jego przemówień.
Odstępczy antypapież Franciszek często uczestniczy w fałszywym kulcie niekatolickim. 29 listopada 2014 r. Franciszek modlił się u boku Muftiego w Błękitnym Meczecie w Stambule. To jest odstępstwo.
17 stycznia 2016 r. udał się do synagogi w Rzymie, brał czynny udział w nabożeństwie żydowskim, wypowiadał różne heretyckie słowa i powiedział: „Módlmy się razem do Pana.” To jest odstępstwo.
Moglibyśmy podać wiele innych przykładów udziału antypapieża Franciszka w fałszywym kulcie pogan, Żydów, protestantów i schizmatyckich „prawosławnych”. Oprócz swoich działań, Franciszek chwali wspólną modlitwę z niekatolikami i wyraźnie wspomniał o „modlitwie międzyreligijnej”. Jego stanowisko w tej sprawie, które jest sprzeczne z nauczaniem Kościoła Katolickiego, jest heretyckie słowami i czynami. Fakt, że antypapieże posoborowi wielokrotnie angażują się w takie zachowanie i nauczają, że jest ono dobre, dowodzi bez wątpienia, że są notorycznymi heretykami. W tę grzeszną działalność angażuje się również wielu odstępczych „biskupów” sekty posoborowej. Mówiąc najprościej, fałszywy ekumenizm jest gigantyczną herezją, która jest równoznaczna z zaprzeczeniem dogmatu, że Kościół Katolicki jest jedynym prawdziwym Kościołem Jezusa Chrystusa, co jest konieczne do zbawienia, oraz że religie niekatolickie są fałszywe, grzeszne i prowadzą do potępienia. Ta herezja (że dobrze jest uczestniczyć w niekatolickim nabożeństwie) była nauczana bezpośrednio na Soborze Watykańskim II, jak wykazaliśmy w tym artykule.
Należy również zauważyć, że objawiona przez Boga prawda, której zaprzecza nauczanie Vaticanum II o wspólnej modlitwie i kulcie z niekatolikami, znajduje się w 2 Liście św. Jana 1:10-11.
2 List św. Jana 1:10-11: „Jeżeli ktoś przychodzi do was i nie przynosi tej nauki, nie przyjmujcie go do domu i nie pozdrawiajcie. Kto go bowiem pozdrawia, uczestniczy w jego złych uczynkach.”[24]
Ten fragment był cytowany przez Kościół w kontekście potępienia jakiegokolwiek udziału w niekatolickich spotkaniach lub zgromadzeniach (Papież Pius XI, Mortalium Animos #9, 6 stycznia 1928 r.). Stąd złe nauczanie Vaticanum II jest właściwie heretyckie. Zaprzecza objawionej przez Boga prawdzie z 2 Jana 1:10-11. Naucza, w przeciwieństwie do Pisma, że dobrze i pożądanie jest brać udział w niegodziwych uczynkach i niedozwolonym lub fałszywym kulcie heretyków i schizmatyków.
Ponieważ fałszywy ekumenizm sekty posoborowej pochodzi z Soboru Watykańskiego II, jak wykazaliśmy, każdy kto uparcie broni kościół posoborowy jest duchowym cudzołożnikiem i heretykiem. Wszystkie niesedewakantystyczne grupy pod rządami antypapieży posoborowych, takie jak Bractwo Św. Piotra, składają się z oszustów. Gdyby rzeczywiście posiadali wiarę i stali za nią, odrzuciliby tę śmiertelnie grzeszną herezję i heretyckich antypapieży, którzy ją promują. Nie mają oni miłości do Boga.
W obliczu tych faktów niektórzy niewierni, którzy twierdzą, że są katolikami, powiedzą: gdybym to przyjął, musiałbym odrzucić katolicyzm. Nie, mylisz się i nie masz żadnej wiary. Kościół Katolicki jest jedynym prawdziwym Kościołem i cała ta sytuacja została przepowiedziana. Według katolickiego nauczania ludzie, którzy zapoczątkowali tę apostazję, byli heretyckimi antypapieżami. Nigdy ważnie nie objęli urzędu papieskiego, jak dowodzi nasz materiał, ponieważ boskie prawo zabrania heretykowi zostania papieżem. Fakty te dowodzą, że sekta posoborowa nie jest Kościołem Katolickim, a jej przywódcy byli antypapieżami. Sekta Watykańska II jest rzeczywiście przepowiedzianą nierządnicą babilońską. Spełnia proroctwa o Babilońskiej Nierządnicy i Bestii na wiele konkretnych sposobów. Zobacz nasz film pt. Apocalypse Now In The Vatican.
Fałszywy ekumenizm, który ujawniliśmy w tym artykule, jest jednym z powodów, dla których nierządnica babilońska jest nazywana matką nierządnic (Apokalipsa 17:5). Fałszywy ekumenizm jest środkiem, za pomocą którego ludzie są uwikłani w grzechy przeciwko wierze, jako część oszustwa czasów ostatecznych. Nawet jeśli nie angażujesz się bezpośrednio w fałszywy ekumenizm, jeśli akceptujesz antypapieży Vaticanum II i ich fałszywe kanonizacje, jesteś w to zamieszany. Prawdziwy Kościół Katolicki nadal istnieje w wiernej reszcie, a aby być prawdziwym katolikiem i ocalić swoją duszę, trzeba być tradycyjnym katolikiem, który odrzuca odstępczą sektę posoborową i fałszywy Sobór Watykański II.
Przepisy:
[1] Vatican II, Unitatis Redintegratio (Decree on Ecumenism), #8
[2] Pope Pius XI, Mortalium Animos (# 2), Jan. 6, 1928
[3] Pope Pius XI, Mortalium Animos (# 10), Jan. 6, 1928
[4] Canon 1258.1, 1917 Code of Canon Law
[5] Fr. Ignatius Szal, The Communication of Catholics with Schismatics, Imprimatur 1948, pp. 43-46
[6] Fr. Ignatius Szal, The Communication of Catholics with Schismatics, Imprimatur 1948, p. 137
[7] Fr. Ignatius Szal, The Communication of Catholics with Schismatics, Imprimatur 1948, p. 136
[8] Fr. Ignatius Szal, The Communication of Catholics with Schismatics, Imprimatur 1948, p. 81
[9] Fr. Ignatius Szal, The Communication of Catholics with Schismatics, Imprimatur 1948, p. 130
[10] Pope Pius IX, Neminem vestrum (# 5), Feb. 2, 1854
[11] Pope Pius IX, Graves ac diuturnae (# 4), March 23, 1875
[12] Pope Pius VI, Caritas (# 31-32), April 13, 1791
[13] Papież Leon XIII, Arcanum (#43), 10 lutego 1880 r.
[14] Jan Paweł II, Redemptor Hominis (#6), 4 marca 1979 r.
[15] Jan Paweł II, Ut unum sint (#21), 25 maja 1995 r.
[16] Jan Paweł II, Ut unum sint (#22), 25 maja 1995 r.
[17]Dyrektorium w sprawie realizacji zasad i norm dotyczących ekumenizmu#118
[18]Dyrektorium w sprawie realizacji zasad i norm dotyczących ekumenizmu #50
[19] Jan Paweł II, Ut unum sint (#16), 25 maja 1995 r.
[20]Dyrektorium w sprawie realizacji zasad i norm dotyczących ekumenizmu #53
[21] Fr. Ignatius Szal, The Communication of Catholics with Schismatics, Imprimatur 1948, p. 144
[22] L’Osservatore Romano, August 26, 1985, str. 9.
[23] Benedict XVI, Address to members of the Finnish Ecumenical Delegation, January 18, 2008
Cieszyński UJAWNIA kulisy zakupu respiratorów-widmo. „Rekomendacja była jasna – brać”
Producent oferuje te urządzenia w cenie 2,3 tys. dolarów – czyli ok. 10 tys. zł. W dobie mniemanej pandemii KGHM kupił je w „okazyjnej” cenie 119 tys. zł.
Odpowiedzialny za zakup respiratorów-widmo były wiceminister zdrowia Janusz Cieszyński, obecnie minister ds. cyfryzacji, skomentował śmierć byłego handlarza bronią Andrzeja Izdebskiego. Mężczyzna sprzedał pandemicznemu resortowi respiratory-widmo. W czerwcu w niejasnych okolicznościach miał umrzeć w Albanii.
Janusz Cieszyński był wiceministrem zdrowia w resorcie kierowanym przez Łukasza Szumowskiego. W związku z aferą respiratorową polityk został przesłuchany przez prokuraturę i NIK. Jak podkreślali kontrolerzy Izby, w marcu 2020 r. Cieszyński zdecydował o wypłaceniu spółce KGHM przeszło 3,5 mln zł za 30 chińskich respiratorów JIXI-H-100A wątpliwej jakości, które nie nadają się do intensywnej terapii.
Producent oferuje te urządzenia w cenie 2,3 tys. dolarów – czyli ok. 10 tys. zł. W dobie mniemanej pandemii KGHM kupił je w „okazyjnej” cenie 119 tys. zł. Cieszyński następnie odkupił ten sprzęt, mimo że nie posiadał on paszportów technicznych i nie spełniały żadnych parametrów, które by pozwalały na korzystanie z nich w polskich szpitalach.
– Ja, podejmując decyzję o tym, by odkupić wymieniony przez pana sprzęt z KGHM, kierowałem się – zgodnie z decyzją wydaną spółce – tylko jedną kwestią: ile spółka za ten sprzęt zapłaciła. Otrzymaliśmy z KGHM komplet dokumentów finansowych, które jasno wskazywały, jakie koszty poniosła firma i Ministerstwo Zdrowia zapłaciło co do złotówki tyle, ile wyniosły koszty KGHM-u. Postąpiliśmy w pełni zgodnie z prawem – mówił w rozmowie z Michałem Wróblewskim z wp.pl Cieszyński.
Polityk PiS był także pytany m.in. o zagadkową śmierć Andrzeja Izdebskiego. Były handlarz bronią, który sprzedał politykom PiS respiratory-widmo, miał umrzeć pod koniec czerwca w Albanii, a jego ciało miało zostać skremowane po przetransportowaniu go do Polski.
– Nie znałem i nie znam okoliczności śmierci pana Andrzeja Izdebskiego. Nigdy się tymi szczegółami nie interesowałem. Nie znałem tego człowieka przed tym, zanim został nam zarekomendowany – zapewniał Cieszyński.
– Dostawcy sprzętu mówili wtedy tak: płacicie tyle i tyle, i podejmujecie decyzje szybko albo towar znika z rynku. Tak to wtedy wyglądało. W tym przypadku zajmował się tym KGHM. A Ministerstwo Zdrowia po prostu zwróciło spółce koszty zakupionego przez nią sprzętu. Na podstawie faktur, które przedstawił KGHM – tłumaczył się, odnosząc się do ogromnej skali przebicia.
Cieszyński wyjaśnił także, w jaki sposób podejmowano decyzję o zakupie konkretnego sprzętu medycznego. – Decyzję podejmowało ministerstwo na podstawie konsultacji z ekspertami. To eksperci, w tym konsultanci krajowi, wskazywali, jakiego rodzaju sprzęt jest potrzebny. Tak też było w przypadku respiratorów kupowanych od E&K. Kiedy zapytałem np. o 645 respiratorów firmy Bellavista, rekomendacja była jasna – brać – twierdził.
Podkreślał też, że „decyzje trzeba było podejmować bardzo szybko”, a sam sprzęt „błyskawicznie znikał z rynku”. – Nie dało się przeprowadzać tak szczegółowych analiz, jak przy zwykłym przetargu, bo oferty nie czekały na to, aż kupujący się namyśli. Wtedy decyzje zapadały z godziny na godzinę, bo tak kształtowała się dostępność sprzętu – powiedział.
Wirtualna Polska przypomniała, że handlarza rekomendowały służby specjalne. Cieszyński zaznaczył, że „przedstawiono go jako wiarygodnego przedsiębiorcę, który w trudnym czasie pandemii może dostarczyć respiratory”.
– Potrzebowaliśmy ich bardzo, żeby ratować ludziom życie, a na świecie trwała walka państw o zakup każdej sztuki – dodał.
– Pan Izdebski był jednym z setek kontrahentów Ministerstwa Zdrowia, nie łączyła mnie z nim żadna więź. To ja zainicjowałem proces, którego efektem były sądowe nakazy zapłaty oraz egzekucje z majątku firmy pana Izdebskiego. Moja reakcja na jego śmierć była więc na miarę tych okoliczności – mówił Cieszyński, pytany o reakcję na śmierć handlarza.
Pytany, czy „poczuł ulgę”, były wiceminister zdrowia odparł, że „nie czuje ulgi z powodu śmierci kogokolwiek”. – Zrozumiałem natomiast, że w naturalny sposób stanę się adresatem tego rodzaju pytań – dodał.
18 We wszystkiem dziękujcie; albowiem ta jest wola Boża w Chrystusie Jezusie ku wam wszystkim.
19 Ducha nie gaście.
20 Proroctw nie lekce ważcie.
21 A wszystkiego doświadczajcie. Co dobre jest, dzierżcie.
22 Od wszelakiego podobieństwa złego się powściągajcie.
23 A sam Bóg pokoju niech was we wszystkiem poświęci, aby cały duch wasz i dusza i ciało bez skargi na przyjście Pana naszego Jezusa Chrystusa było zachowane.
Usłyszałam w dzienniku propozycję uzdrowienia systemu opieki zdrowotnej i wydawało mi się że śnię. Była to propozycja zastąpienia nocnych dyżurów szpitali i nocnych przychodni „pomocą medyczną świadczoną online”. Bareja by tego nie wymyślił. Nikt przecież nie wybiera się nocą do szpitala żeby pogadać o zaletach przysłowiowej Maryni. W nocy do szpitala czy przychodni udaje się człowiek w zagrożeniu życia. Nękany gwałtownymi bólami, wysoką gorączką, krwotokiem, atakiem serca, czy po wypadku. Czasami jego życie liczy się na minuty czy na godziny, na przykład przy rozlanym wyrostku robaczkowym. Jakiej pomocy może mu udzielić chirurg dyżurujący pod telefonem? Wytnie mu na odległość ten wyrostek? Może go tylko bardziej czy mniej uprzejmie spławić. I chyba o to chodzi.
Ta propozycja jest to zwieńczenie ( jak to się głupio mówi: „wisienka na torcie”) totalnego idiotyzmu który jest podstawą całkowitego upadku systemu ochrony zdrowia w Polsce. Idiotyzm polega na niezrozumieniu i niedocenianiu zasadniczych błędów w strukturze organizacyjnej służby zdrowia, pociągających za sobą na zasadzie dodatniego sprzężenia zwrotnego inne niekorzystne zjawiska.
· Studia medyczne w Polsce są jak wszystkie inne studia bezpłatne. Mam na myśl oczywiście studia na uczelniach publicznych, na które mogą sobie pozwolić tylko zamożniejsi studenci. Uczelnie płatne, prezentujące o wiele niższy poziom, są okupowane przez niezamożną młodzież z małych miejscowości, której nie stać na korepetycje, łapówki i utrzymanie w wielkim mieście.
To polski paradoks, o którym wielokrotnie pisałam. Sposób rekrutacji do tego najbardziej odpowiedzialnego zawodu jest grzechem założycielskim systemu ochrony zdrowia. Motywacją do podjęcia studiów są na ogół względy merkantylne, a nie jakkolwiek rozumiane powołanie. Poza tym -jak mówiło się w czasach realnego socjalizmu- sito gubi diamenty. Bardzo dobrzy potencjalnie kandydaci do zawodu lekarza nie przedostają się przez oczka sita a często przedostaje się miernota intelektualna i moralna.
Błędem jest również dopuszczenie żeby po ukończeniu bardzo drogich studiów medycznych lekarze wyjeżdżali pracować do innych krajów bez odpracowania tych studiów w Polsce. Społeczeństwa polskiego nie stać na fundowanie leczenia obywatelom innych, bogatych krajów. System studiów płatnych z nieoprocentowanymi (a w uzasadnionych przypadkach bezzwrotnymi) pożyczkami na studia byłby sposobem przecięcia tego gordyjskiego węzła.
· Niewłaściwa selekcja na studia, za którą idzie czysto merkantylne podejście do zawodu lekarza jest jednym z istotnych czynników demoralizacji środowiska lekarskiego. Objawem tej demoralizacji jest powszechne łapownictwo czyli uzależnianie dostępu do bezpłatnych z założenia usług medycznych od dodatkowego gratyfikowania lekarzy decydujących o przyjęciu do szpitala czy skierowaniu na operację. Bezpłatność usług medycznych staje się w ten sposób dla pacjentów fikcją natomiast zyski czerpią łapownicy, bez konieczności inwestowania w koszty utrzymania szpitali czy aparaturę.
· Bardzo istotną rolę w degeneracji relacji pomiędzy lekarzem i pacjentem odgrywają zmiany cywilizacyjne i kulturowe. We współczesnej cywilizacji człowiek jest uprzedmiotowiony. Zostało złamane podstawowe tabu cywilizacji łacińskiej jakim jest przykazanie „ nie zabijaj”. Zabijanie ludzi w stadium prenatalnym ( aborcja) oraz nieprzydatnych produkcyjnie ( eutanazja) zostało oddane w ręce lekarzy. Oprócz braku empatii wynikającego z nieuchronnego wypalenia zawodowego znieczulica lekarzy potęgowana jest przez fakt, że pierwszy raz w historii medycyny lekarz w majestacie prawa pełni w społeczeństwie rolę kata. Kiedyś aborcją zajmowały się tak zwane „ babki” surowo ścigane przez prawo natomiast eutanazja była traktowana jak zwykłe morderstwo. Legalizacja ( przynajmniej na Zachodzie) zarówno aborcji jak i eutanazji likwiduje ewentualne wyrzuty sumienia praktykujących je na co dzień lekarzy. Likwiduje też skutecznie ewentualną empatię, czyli współczucie dla chorego. Jak zresztą można oczekiwać żeby współczuł pacjentowi lekarz biorący udział w legalnym pobieraniu narządów, którzy znieczula delikwenta uznanego za zmarłego tylko po to żeby mu nie fikał w czasie operacji? Umiejętność opanowania emocji umożliwia wykonywanie wielu odpowiedzialnych prac. Choćby pracy chirurga, ratownika medycznego czy patologa. Jest jednak- dodajmy- różnica pomiędzy przeprowadzaniem sekcji zmarłego, któremu już nikt nie może pomóc a rozbieraniem na części zamienne człowieka żywego, tyle że pozostającego w śpiączce w oparciu o wątpliwą definicję śmierci mózgowej.
„Wszystko zaczęło się na przełomie XIX i XX w. od niejakiego Johna Davisona Rockefellera, amerykańskiego przemysłowca, który poprzez finansowanie ośrodków naukowych – w największym skrócie, wprowadził zunifikowanie sposobów leczenia. To zaś otworzyło drogę do zmonopolizowania leczenia, które polegało na wyeliminowaniu wszelkich przejawów działań poza ustalonymi z góry i zatwierdzonymi przez wybrane gremia sposobami leczenia”. Tak pisze słynny lekarz pediatra, pulmonolog Włodzimierz Bodnar w tekście pod tytułem „Lekarz już nie leczy. Tak koncerny uśmierciły służbę zdrowia” drukowanym w piśmie Gazeta Bałtycka z dnia 9.09.2019 (http://gazetabaltycka.pl/promowane/lekarz-juz-nie-leczy-tak-koncerny-usmiercily-sluzbe-zdrowia ) To prawda, procedury zastąpiły przysięgę Hipokratesa. Pacjent może spokojnie umrzeć, byle w zgodzie z procedurą, a wyleczenie go niezgodnie z procedurą może stać się przyczyną interwencji Izby Lekarskiej a nawet odebraniem przez tę Izbę prawa do wykonywania zawodu lekarza.
Kolejny błąd prawny i strukturalny polega właśnie na tym, że Izba Lekarska czyli teoretycznie rzecz biorąc dobrowolne stowarzyszenie specjalistów w danej dziedzinie uzurpuje sobie prawa, które jej nie przysługują. Odebrać lekarzowi prawo wykonywania zawodu powinien móc tylko sąd.
Tyle w skrócie . Propozycję usług medycznych świadczonych online traktuję jako metaforę. Całe nasze życie zaczyna toczyć się online.
Nie jest dobrze. Jest jeszcze gorzej, niż w roku 2006, kiedy to przez delatorskie stowarzyszenie “Otwarta Rzeczpospolita” oraz kieleckie stowarzyszenie im, Jana Karskiego, zrzeszające pana Bogdana Białka, oskarżyło mnie o dwie straszliwe myślozbrodnie, to znaczy – znieważenie narodu żydowskiego oraz “zaprzeczanie holokaustowi” w ten sposób, iż na antenie Radia Maryja powiedziałem, że kiedy my tu jesteśmy zajęci wprowadzaniem demokracji na Ukrainie i na Białorusi, od tyłu zachodzą nas Judejczykowie, usiłując wymusić na Polsce zapłacenie haraczu pod pretekstem “roszczeń” dotyczących “mienia bezspadkowego”.
Towarzyszył temu niebywały klangor, wiele osób i instytucji się ode mnie “odcięło”, ale ostatecznie wszystko zakończyło się wesołym oberkiem w ten sposób, iż toruńska prokuratura nie dopatrzyła się myślo-zbrodni, co z kolei Judenratowi “Gazety Wyborczej” dostarczyło pretekstu do zarzucenia prokuraturze, że jest “ślepa na prawe oko”. Minęły lata i w roku 2018 okazało się, iż zachodzenie od tyłu przyniosło rezultaty w postaci przyjętej przez amerykański kongres ustawy nr 447, na podstawie której Stany Zjednoczone przyjęły na siebie obowiązek dopilnowania, by Polska ten haracz zapłaciła.
Chociaż pani Żorżeta Mosbacher uświadomiła nas, że ta sprawa “będzie wracać”, to na razie można odnieść wrażenie, jakby wszyscy o niej zapomnieli. Bardzo możliwe jednak, że tak nie jest, że w tej ciszy trwają rozmaite przygotowania, albo nawet czynności, zmierzające do zaplanowanego finału. Tak się bowiem składa, że rząd “dobrej zmiany” nie jest już w stanie postawić żadnych granic swojej rozrzutności i nie tylko obmyśla coraz to nowe “tarcze”, nie tylko bierze na utrzymanie bliżej nieokreśloną liczbę obywateli Ukrainy, ale w dodatku kupuje wszystko, co Nasz Najważniejszy Sojusznik oraz Sojusznicy Naszego Sojusznika zechcą nam sprzedać i podobno wcale się nie targuje.
Skłania to niektóre osobistości do stawiania niepokojącego pytania, czy przypadkiem rząd “dobrej zmiany” zwyczajnie Polski nie zastawił i kiedy już wszystko kupi oraz wygra wybory, to nastąpi bolesny powrót do rzeczywistości, to znaczy – do żydowskiego zarządu powierniczego? Coś może być na rzeczy, bo dlaczego Naczelnik Państwa powiązał program “dążenia” do uzyskania reparacji od Niemiec ze wspomnianymi żydowskimi roszczeniami?
Jak zwróciłem uwagę, my od Niemiec pewnie niczego nie dostaniemy, natomiast strona żydowska w ten sposób już dostała to, na czym jej bardzo zależało, to znaczy – uznanie zasadności wspomnianych roszczeń przez Polskę – w osobie Naczelnika Państwa Jarosława Kaczyńskiego. Wprawdzie formalnie jest on tylko prostym posłem więc jego deklaracje nie są formalnie wiążące, ale w sprawie wspomnianego haraczu bardziej liczy się treść, niż względy formalne, więc jeśli Naczelnik coś powiedział, to zostało powiedziane.
Ale nie tylko dlatego jest gorzej, niż w roku 2006. W rezultacie zaprowadzania demokracji na Białorusi przy pomocy pani Swietłany Cichanouskiej, tamtejszy przywódca Aleksander Łukaszenka, razem z całą Białorusią został wepchnięty w ramiona zimnego ruskiego czekisty Putina, który w dodatku próbuje “demilitaryzować” Ukrainę, chociaż z pierwotnego zamiaru jej “denazyfikacji” chyba na razie zrezygnował. Nawiasem mówiąc, spotykają go za to zasłużone kary, bo nie tylko Senat USA uznał go za zbrodniarza wojennego, nie tylko wszystkie miłujące pokój kraje, to znaczy – kraje tak czy inaczej zależne od USA – nie chcą go znać i obkładają sankcjami, w czym nasz nieszczęśliwy kraj nie pozwala się nikomu wyprzedzić, ale w dodatku został odproszony z pogrzebu królowej Elżbiety II, który będzie wydarzeniem towarzyskim na miarę światową. Na tym tle tym bardziej jaśnieje sukces Polski, bo pan prezydent Duda nie tylko nie został odproszony, ale będzie zajmował miejsce może nie zaraz obok prezydenta Bidena, ale w każdym razie – w jego obecności. “Chociaż żołnierz obszarpany, przecie stoi między pany” – głosiła dawna polska pieśń wojskowa. To jednak znaczyłoby, że jest lepiej, to znaczy – że jest dobrze, a będzie jeszcze dobrzej – więc skąd te narzekania, że nie jest dobrze?
Otóż kiedy tylko Naczelnik Państwa proklamował program “dążenia” do reparacji wojennych od Niemiec, kanclerz Scholz musiał chyba się zdenerwować, bo zaraz pan generał Piotr Pytel publicznie poinformował, że kiedy Polska, wraz z całym Sojuszem Atlantyckim wojuje na Ukrainie z Rosją do ostatniego Ukraińca, to “Rosja już tu jest”, a widomym znakiem jej obecności w Polsce jest właśnie … Prawo i Sprawiedliwość. Pan generał Pytel został pod koniec 2015 roku spuszczony z wodą ze stanowiska szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego, więc jego rewelacje można by złożyć na karb graniczących z rejonami psychiatrycznymi przeżyć traumatycznych, gdyby nie to, że rewelacje te potwierdził w całej rozciągłości pan generał Marek Dukaczewski. To już nie są żarty, bo wiadomo, że kiedy tylko w Polsce, albo wokół niej coś się dzieje, to zaraz resortowa “Stokrotka”, czyli pani red. Monika Olejnik, woła pana generała Dukaczewskiego do TVN, a on mówi nie tylko – jak jest, ale również – jak będzie. Zatem nie ma rady – albo musimy przyjąć, że PiS jest ruską agenturą, albo też – że te wszystkie nasze tajne służby, ci wszyscy bezpieczniacy, to kupa gówna, na której nie można polegać.
To nie jest wykluczone, bo przecież całkiem niedawno został odwołany szef Agencji Wywiadu, a potem się okazało, że nie tylko był przez cały czas podsrywany przez inną bezpieczniacką watahę, ale w dodatku – nic o tym nie wiedział. “Ziemię pomierzył i głębokie morze, wie, jako wstają i zachodzą zorze. Wiatrom rozumie, praktykuje komu, a nie wie przedsię, że ma kurwę w domu” – pisał Jan Kochanowski. Sprawa – jak z tego wynika – jest otwarta, ale nie to jest najgorsze.
Najgorsze ujawniło się podczas niedawnego posiedzenia Sejmu, kiedy to pojawiły się oskarżenia posła Antoniego Macierewicza, że jako szef podkomisji “dążącej” do dkrycia prawdy w sprawie przyczyn katastrofy smoleńskiej, nie tylko ukrywał dowody nie pasujące do zakładanej “prawdy”, ale w dodatku były to dowody amerykańskie, co graniczyło ze świętokradztwem. Ponieważ te oskarżenia pośrednio podkopywały fundamenty kultu prezydenta Lecha Kaczyńskiego, Naczelnik Państwa dotknięty do żywego zauważył, że owszem, wiedział, iż jest w Sejmie ruska agentura, ale nie był świadom tego, że jest aż tak liczna. Skąd Naczelnik to wiedział – tajemnica to wielka, bo rządowa telewizja utrzymywała nas w przekonaniu, że szef Volksdeutsche Partei Donald Tusk jest agentem niemieckim, a tu proszę! – okazało się, że również ruskim, znaczy się – podwójnym. Tak czy owak okazało się, że większość sejmowa i to zarówno z obozu zdrady i zaprzaństwa, jak i z obozu “dobrej zmiany”, to ruska agentura. To by nawet dobrze wyjaśniało przyczynę, dla której w sprawach istotnych dla państwa, obydwa obozy idą ręka w rękę, ale skoro tak się sprawy mają, to jest jeszcze gorzej, niż było w roku 2006, kiedy od tyłu zachodzili nas tylko Judejczykowie.
Ludzie nie muszą podróżować na wakacje na odległe wyspy, aby być szczęśliwymi i nie muszą wydawać pieniędzy na kosmetyki, które szkodzą środowisku, aby czuć się dobrze. Zasadniczo sugeruje on, aby przeciętny człowiek zrezygnował z podstawowych rzeczy, które mu się podobają, w zamian za alternatywy, które establishment uznał za bardziej „przyjazne dla środowiska”.
−∗−
Tłumaczenie tekstu z serwisu News Punch, który jest relacją z wystąpienia doradcy Światowego Forum Ekonomicznego Yuvala Noaha Harariego na Szczycie Ekonomicznym w Warwick. /AlterCabrio/
______________***______________
WEF: „Przekaż swoją suwerenność elicie albo zgiń”
Poplecznik [henchman] Światowego Forum Ekonomicznego, Yuval Noah Harari, ostrzegł w piątek ludzkość, że jeśli odmówią przekazania swojej suwerenności elicie, grozi jej zagłada.
Przemawiając na Szczycie Ekonomicznym w Warwick w 2022r., Harari zaczął od powtórzenia zwykłych skrajnie lewicowych punktów dyskusji na temat zmian klimatycznych i wezwania narodów świata do płacenia dodatkowych 2 procent PKB rocznie, aby zapobiec „katastrofalnym” wydarzeniom klimatycznym.
Jak donosi Infowars.com: Jednym z elementów krytyki, z jaką wystąpił Harari, było to, że politycy często przekazują duże kwoty pieniędzy swoich krajów na wojsko w czasie wojny, i argumentował, że mogą zrobić to samo, aby walczyć ze zmianami klimatu.
Później podczas szczytu Harari promował ideę, że ludzie nie muszą podróżować na wakacje na odległe wyspy, aby być szczęśliwymi i że nie muszą wydawać pieniędzy na kosmetyki, które szkodzą środowisku, aby czuć się dobrze.
Zasadniczo sugeruje on, aby przeciętny człowiek zrezygnował z podstawowych rzeczy, które mu się podobają, w zamian za alternatywy, które establishment uznał za bardziej „przyjazne dla środowiska”.
Oczywiście wszelakie Brady Pitty, Leonardy DiCaprio czy Yuvale Noahy Harari tego świata będą nadal latać prywatnymi odrzutowcami, podczas gdy lemingi zmuszone będą pozostać w domu, aby pomóc „ratować Ziemię”.
Doradca WEF twierdził również, że najpotężniejsze i najbogatsze narody świata są najbardziej odpowiedzialne za rzekomy kryzys klimatyczny, ale nie zwrócił uwagi na zanieczyszczenie powodowane przez wiele najbiedniejszych krajów planety i bogatych obywateli.
Jeśli chodzi o Amerykę, Harari powiedział, że Stany Zjednoczone już zrezygnowały z pozycji światowego lidera, dodając, że „nikt tak naprawdę nie czyni starań, aby wypełnić tę próżnię”.
Według Harari’ego, wykorzystując rzekome usunięcie Ameryki z pozycji światowego lidera pod „przywództwem” Joe Bidena, organizacje takie jak WEF i WHO wkroczą, aby wprowadzić planetę w globalną technokratyczną i medyczną dyktaturę.
„Tak naprawdę nie potrzebujemy jednego kraju by spełniał rolę lidera. Idealnie byłoby, gdyby wiele krajów, wiele organizacji na poziomie podstawowym, każde z nich wnosiło swoje pomysły, motywację do wspólnego projektu” – powiedział.
Gospodarzem dyskusji był Bill Weir z CNN, który zapytał Harariego, czy nowe technologie pomogą ludzkości w rozwoju bez szkody dla Ziemi.
Sługus [minion] Klausa Schwaba odpowiedział Weirowi, przyznając, że technologia jest „mieczem obosiecznym”, którym można ludzi zranić lub im pomóc.
Ostrzegł również, że elita nie powinna polegać na technologii typu „Arka Noego”, aby ocalić siebie przed katastrofalnym wydarzeniem globalnym.
Harari w zasadzie jednak przyznał, że elita będzie gromadzić technologię, aby się uratować, podczas gdy większość ludzi ucierpi.
„Istnieje bardzo duże niebezpieczeństwo, że przy zmianach klimatycznych, kiedy ludzie mówią o tym, jaka będzie nasza przyszłość, nie ma „nas”. Nie ma „naszej przyszłości”. Ludzkość może podzielić się na większość – być może – ludzi, którzy strasznie ucierpią, i mniejszość, która będzie miała zasoby, bogactwo, [i] technologie, aby się chronić, a nawet rozkwitać w jakiejś technologicznej arce Noego. To bardzo niebezpieczne” – powiedział Weir’owi.
Później, podczas dyskusji, Harari przypisał „wzrost populistów i ultranacjonalistycznych partii w różnych częściach świata” politykom straszącym ludzi „fantazjami, że za kilkadziesiąt lat zastąpią was imigranci i obcokrajowcy”.
„Pomimo, że prawdopodobnie nie jest to prawdą, i mimo że jest to kwestią czterdziestu czy pięćdziesięciu lat i chociaż opiera się na skomplikowanej demografii, to i tak jest wystarczająco potężne, aby katapultować do władzy wszelkiego rodzaju ultra-nacjonalistów i populistów” – wyjaśnił.
Chociaż zauważył, że nie lubi tego „rodzaju polityki”, Harari zasugerował globalnemu establishmentowi wykorzystanie populistycznych strategii do „mobilizowania ludzi wokół długoterminowego, mglistego projektu” w walce ze zmianami klimatycznymi.
Jeden z widzów szczytu zapytał Harariego, co globaliści mogą zrobić z dyktatorami takimi jak Xi Jinping w Chinach, którzy mogą nie zgadzać się z lewicowym ruchem zielonych.
W odpowiedzi doradca WEF zasugerował, że obywatele nadal mają możliwość wprowadzania zmian nawet w krajach takich jak Chiny.
Kończąc, Harari zwrócił się do ludzkości słowami, że „nie mamy zbyt dużo czasu”, aby dostosować nasze priorytety tak, aby wszyscy mieszkańcy świata, a nie tylko elity, mogli mieć „każdy swoją przyszłość”.
Oczywiście jego rozwiązaniem jest konsolidacja globalnej władzy w rękach tej samej elity, która chce zredukować populację świata, by stworzyć klasę parobków.
Wakacje czyli co robią zbulwersowane elity Do 2000r. lub niedługo po tym nastąpi całkowity upadek cywilizacji i jedyne, co może go powstrzymać, to poważne cięcia w populacji ludzkiej, zaprzestanie rozwoju technologicznego i ekonomicznego, eliminacja mięsa z […]
______________
Ratuj gospodarkę! Zabij się dla wnusia Jak mogliśmy pozwolić tym ludziom posunąć się tak daleko i zaatakować naszych najbardziej bezbronnych? Ponad 40 lat temu, kiedy dopuścili, aby aborcja zabijała najbardziej niewinnych spośród nas, wielu ludzi twierdziło, […]
Parę tygodni temu szef amerykańskiego CDC (odpowiednika polskiego Sanepidu) Fauci wybrał się na mecz sportowy, gdzie został rozpoznany przez publikę i wygwizdany. Fakt, że nie został natychmiast zlinczowany ilustruje ciągle względnie niską świadomość Amerykanów w odniesieniu do mitycznej plandemii i jej katastrofalnych skutków.
W miarę lawinowego nasilania się zgonów i chorób spowodowanych „szczepionką covidovą” świadomość ta narasta nieustannie. Informacje o prawdziwej naturze „szczepionki” dostają się nawet do mediów głównego nurtu i na dodatek prezentowane przez prominentnych członków establishmentu, którzy widocznie uznali, że czas się ewakuować. Poniżej jeden z przykładów:https://www.thetruthseeker.co.uk/?p=257437
W wyniku narastającej presji społecznej, globalistyczna elita postanowiła pozbyć się Antoniego Fauci, czego preludium było jego oficjalne przyznanie się do „błędu” w wyniku, którego prawie połowa Ludzkości została naszprycowana toksycznymi „szczepionkami”.
Zaraz potem Fauci oficjalnie ogłosił swą rezygnacje:
Fakt, że w wyniku jego „omyłki” miliardy ludzi zachoruje i umrze, nie wzrusza nikogo z establishmentu. W końcu oni wszyscy są w tym umoczeni i ewentualne deklaracje o swej niewiedzy i niewinności, mogą być wsadzone między bajki. Nikt więc nie zamierza aresztować i osądzić głównego sprawcę największej zbrodni ludobójstwa w dziejach Ludzkości.
W skali światowej, w zbrodni tej uczestniczyły miliony „polityków”, medyków”, „ekspertów”, „redaktorów” itd., itd. Wszyscy oni podlegają principium norymberskiemu i wcześniej czy później odpowiedzą za swe zbrodnie. Na obecnym etapie można zauważyć wśród nich zmianę retoryki, oraz wzajemne antagonizmy. W końcu jeśli trzeba się ewakuować, to przyjaciół i kumpli w zbrodniach zapomina się od razu. I tak to monolityczny Nowy Porządek Światowy (NWO) przepoczwarza się w wielobiegunowy, nie zmieniając przy tym swej diabolicznej natury. Ta może zmienić się dopiero z chwilą usunięcia skompromitowanych „elit”.
Wszystkie mechanizmy NWO zostały uruchomione i większość z nich jest nieodwracalna nawet w przypadku natychmiastowego wprowadzenia remediów:
*toksyczne szczepienia (nieodwracalne)
*celowe zatrucie środowiska naturalnego (długoterminowe)
*polityka (pseudo) ekologiczna, jak walka z C02 (długoterminowa)
*głód (kilkuletni)
*rozpad systemu handlu i zaopatrzenia (kilkuletni).
Opisana powyżej sytuacja, na krajowej scenie demonstruje się w formie nasilenia przez ekipę rządzącą retoryki patriotycznej, a nawet prawdziwych czy pozorowanych działań, jak obrona polskiej waluty przed zakusami UE (EURO).
Ten ostatni strzępek polskiej suwerenności jest w obecnej sytuacji niezwykle ważny. Nieunikniony i bliski rozpad UE złapie w potrzasku swych ruin takie państewka jak kraiki bałtyckie czy Słowacja, nie wspominając o potęgach w rodzaju Niemiec czy Francji. Mając własną walutę, można by jednym zarządzeniem administracyjnym wyłączyć się z ruin unijnych. Dla tych „praworządnych”, którzy uważają, że honor wymaga respektowania podpisanych umów, spieszę wyjaśnić, że Zachód nigdy i z nikim umów nie dotrzymywał, chyba że było to w jego interesie, a poza tym nasze układy były z UE a nie jej ruiną. Nikt też nie będzie próbował, ani nawet wyjawiał zainteresowania ewentualnymi potyczkami prawnymi w momencie gdy cała strefa Euro pozbawiona zostanie systemu płatniczego, na ulicach panować będzie głód i chłód, oraz mili goście z egzotycznych państw.
Niestety zachowaniu PLN zagraża gauleiter Tusk, który już nie ukrywa nawet swego agenturalnego stosunku do Polski. Podjął się natychmiastowego wprowadzenia Euro w zamian za swe przewodnictwo KE.
Zdrowa świeckość, wszystkie religie są sobie równe,
————————-
mail: Nasuwa się pytanie czy Bergolio stracił wiarę i kiedy – czy jej nigdy nie miał i tylko udawał. Ale może to dalszą ewolucja modernizmu. Dla modernistów jest każda zmiana możliwa.
Posted by Marucha w dniu 2022-09-15 (Czwartek) https://marucha.wordpress.com/2022/09/15/opieka-zdrowotna-dla-ukraincow-kosztuje-miesiecznie-300-milionow/
Przebywający w naszym kraju uchodźcy z Ukrainy mogą liczyć na pełen pakiet świadczeń socjalnych, w tym także na ubezpieczenie zdrowotne. Minister do spraw integracji społecznej Agnieszka Ścigaj przyznała, że miesięcznie kosztuje to polskich podatników co najmniej 300 milionów złotych, a nie są to pełne dane.
Przedstawicielka rządu Mateusza Morawieckiego była gościem Roberta Mazurka w radiu RMF FM. Prowadzący wywiad przypomniał w jego trakcie, że według szacunków Narodowego Funduszu Zdrowia na świadczenia zdrowotne dla ukraińskich uchodźców potrzebnych jest blisko 200 mln zł miesięcznie.
Według Ścigaj kwota ta jest jednak jeszcze większa. Tak naprawdę zaspokojenie potrzeb Ukraińców w zakresie opieki medycznej wymaga każdego miesiąca wydatków rzędu 300 mln zł. Minister dodała przy tym, że nie są to wciąż pełne wyliczenia.
Ze słów minister ds. integracji społecznej wynika, iż rządzący nie posiadają dokładnych danych, bo „Polska tak bardzo szybko przyjęła Ukraińców i włączyła ich w swoje systemy, bo my nie stworzyliśmy jak inne kraje takiego funduszu, oprócz funduszu pomocowego, który by był stricte dedykowany na tą pomoc socjalną, ale włączyliśmy w system edukacji, system ochrony zdrowia”.
W kwietniu do kwestii wydatków na opiekę zdrowotną dla uchodźców odnosił się minister zdrowia Adam Niedzielski. Twierdził wówczas, że na ten cel konieczne jest przeznaczenie wspomnianych blisko 300 mln zł.
Rozmowa Ścigaj z Mazurkiem dotyczyła nie tylko wydatków na służbę zdrowia. Była posłanka ruchu Kukiz’15 nie potrafiła więc odpowiedzieć czym dokładnie zajmuje się w rządzie, natomiast zapowiedziała, że już niedługo „pokaże konkretne mieszkania” w ramach zapowiadanego programu mieszkaniowego dla Ukraińców.
„Fit for 55” czy „Putin” – kto nam zakręca kurki i podnosi ceny?
Energia staje się dobrem luksusowym, wręcz reglamentowanym, co tłumaczone może być zarówno „dobrem planety/klimatu”, jak i np. „solidarnością energetyczną z Ukrainą”.
Wmawianie Europejczykom, że przymusowa redukcja konsumpcji energii to wynik wojny na Ukrainie znakomicie tłumi wszelkie głosy sprzeciwu wobec drożyzny, postępującego wykluczeniu energetycznego i strategii klimatycznego zaciskania… kabla. Tymczasem, wbrew pozorom, nie ma mowy o żadnej sytuacji nadzwyczajnej, a cięcia w dostępie do energii dla przemysłu i gospodarstw domowych są prostym wynikiem przemyślanej strategii mającej zmienić strukturę konsumpcji energetycznej w Europie, równocześnie komponując się z globalistycznym trendem przetrwania kapitalizmu w formie tak zwanego „Zerowego Wzrostu”.
Luksusowa energia
Projekt ten przewiduje m.in. dalsze rażące różnicowanie nie tylko dochodów, ale także możliwości ich wykorzystywania w dotychczasowy sposób, m.in. przy mało zróżnicowanym klasowo zużyciu energii. Ta stać się ma dobrem luksusowym, wręcz reglamentowanym, co tłumaczone może być zarówno „dobrem planety/klimatu”, jak i np. „solidarnością energetyczną z Ukrainą” itp. Efekt ma być jednak ten sam – zostaniemy zmuszeni, by zużywać mniej i to pomimo faktu, że jednocześnie radykalnie ograniczona zostanie dywersyfikacja energetyczna, zaś niemal cały system, przynajmniej dla gospodarstw domowych, oparty zostanie o prąd.
Zasady te, jawnie, obficie i publicznie wykładane w literaturze przedmiotu, zostały legislacyjnie dookreślone w strategii klimatycznej Unii Europejskiej, w tym ze szczególną dobitnością w przyjętej w lipcu 2021 r. Wersji pakietu Fit for 55. Równolegle ze wzmożoną spekulacją na rynkach gazowych kontraktów długoterminowych (gas futures) oraz uprawień do emisji dwutlenku węgla (EU ETS) doprowadziło to od II kw. 2021 r., do wolniejszej, a następnie do skokowej podwyżki cen energii jesienią ubiegłego roku. Na długo, przypomnijmy, nawet przed początkiem straszenia „najazdem Putina na Ukrainę”.
Zmniejszyć konsumpcję
Komisja Europejska już w 2013 r. podnosiła „Europejskie gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa powinny mieć możliwość obniżenia rachunków i uzyskiwania dalszych korzyści, jeśli pomogą złagodzić presję w systemie energetycznym poprzez dostosowanie ich zapotrzebowania tak, aby zużywać energię w okresach, gdy jest ona relatywnie tania lub szerzej dostępna”. W następnych latach coraz natarczywsze domaganie się „odpowiedzi popytowej”, czyli mówiąc wprost redukcji konsumpcji, zamieniało się w zniecierpliwienie i żądania „likwidacji barier” utrudniających społeczeństwom zrozumienie dobrodziejstw życia „mniej energochłonnego”. To zaś na skalę makrogospodarczą miało zostać uzyskane w postaci promowania dywestycji, nie poszczególnych przedsiębiorstw, ale globalnej gospodarki jako całości.
Pytanie nie brzmi więc czy wzrost cen można było przewidzieć, bo wiemy, że był przewidywany i wprost zakładany bezpośrednio w ramach dyskusji nad Fit for 55. Istotniejsze w jakim celu strategicznym prowadzona jest polityka celowego i świadomego doprowadzenia do wzrostu cen, a w efekcie do redukcji konsumpcji energii. Otóż kluczowy dla manipulowania podażą energii i administracyjnego regulowania popytu na nią jest fakt, że element popytowy całego schematu istnieje nie tylko w formie zapotrzebowania na energię jako na jedno z wielu dostępnych dóbr, ale przede wszystkim jako na sposób korzystania z dóbr innych. Inny słowy, choć bezpośrednio doceniamy (zwłaszcza dziś…) szczególnie energię cieplną, to w normalnych warunkach nasze zapotrzebowanie na różne nośniki energii wiąże się ze współczesną cywilizacją techniczną, przede wszystkim masową produkcją przemysłową, ale także naszą indywidualną potrzebą podróży, komunikacji, rozrywki. Jeszcze prościej, uświadamiamy sobie rolę np. elektryczności w naszym życiu dopiero włączając telewizor i podłączając ładowarkę. I właśnie taką inżynierię popytową funduje nam Unia Europejska, a w praktyce całość systemu zachodniego. Równie restrykcyjne są bowiem np. założenia „British Energy Security Strategy” z 7. kwietnia 2022 r. Nie uciekniemy zatem przez transformacją energetyczną jedynie wychodząc z UE. Konieczne byłoby całkowite odcięcie się od Zachodu, zupełnie niewyobrażalne w obecnym stanie świadomości Polaków.
Zero zdziwień
Kluczowymi momentami okazały się pandemia COVID-19, kiedy dokonano próbnego wystudzenia systemu, a następnie wojna na Ukrainie, pod której pretekstem można było wystąpić z programem radykalnego ograniczenia konsumpcji, motywując go „względami etycznymi/humanitarnymi”, bądź zwalając winę na „rosyjską agresję energetyczną”, cokolwiek w danym momencie i środowisku lepiej sprzedaje się propagandowo. Zapisy o redukcji zapotrzebowania na gaz ziemny poprzez obniżenie temperatury w mieszkaniach znalazły się już w osławionym unijnym „A 10-Point Plan to Reduce the European Union’s Reliance on Russian Natural Gas” z 3. marca 2022 r., nb. popieranym zdecydowanie również przez władze III RP, choć uważanym przez nie za zbyt mało radykalny. Już w tym wariancie była mowa o redukcji konsumpcji energii przemysłowej o 5-10 proc. i indywidualnej nawet do 14 proc. i to przy założeniu zmniejszonych, ale ciągłych dostaw rosyjskiego gazu. Nie może więc być mowy o żadnym zaskoczeniu, obecna sytuacja, odbierana przez zwykłych ludzi jako kryzys i nadchodzący energetyczny Armagedon, jest bowiem w istocie konsekwentną realizacją wizji przedstawianych lata temu i wdrażanych jawnie od miesięcy. A zatem w tymże duchu jawności zobaczmy (i poczujmy…) co jeszcze czeka nas w najbliższym czasie i to nie przez Putina, ale dobrowolnie, w wyniku głosowania demokratycznie wybranych przedstawicieli Europy…
Zaciskanie kabla
Zdecydowaną większością głosów (469 za, 93 przeciw i 82 wstrzymujących się), 14. września Parlament Europejski„podniósł unijny cel redukcji zużycia energii końcowej i pierwotnej, tak aby kraje członkowskie musiały wspólnie zapewnić REDUKCJĘ ZUŻYCIA ENERGII finalnej o co najmniej 40% do 2030 roku i 42,5% w zużyciu energii pierwotnej w porównaniu z prognozami z 2007 roku. Odpowiada to odpowiednio 740 i 960 mln ton ekwiwalentu ropy naftowej (Mtoe) w przypadku końcowego i pierwotnego zużycia energii. Państwa członkowskie powinny ustalić wiążące wkłady krajowe, aby osiągnąć te cele”. Dla wyjaśnienia: zużycie finalne nośnika energii to takie, w wyniku którego nie wytwarza się już innych nośników, czyli np. produkcja ciepła. Zużycie energii pierwotnej danej jednostki równa się z kolei sumie energii potrzebnej do zaspokojenia wszystkich jej potrzeb energetycznych (ogrzewanie, oświetlenie i zasilanie urządzeń elektrycznych, gotowanie posiłków, grzanie wody, klimatyzację). I jeszcze dla załapania skali: jak podawał GUS w Polsce „całkowite zużycie energii pierwotnej WZROSŁO w latach 2010–2020 z 100,5 Mtoe do 101,8 Mtoe (0,1%/rok). Finalne zużycie energii WZROSŁO w analizowanym okresie z 65,6 do 70,5 Mtoe, co oznacza średnie roczne tempo wzrostu 0,7%”. Łapią Państwo? Przez dekadę ROSŁO 0,1 i 0,7 procenta rocznie. A teraz mamy w osiem lat zbić zużycie o 40 i 42,5 procenta!
Oczywiście też entuzjastycznie przegłosowano dalsze zaostrzenie i przyspieszenie celu klimatycznego, zatwierdzając „zwiększenie udziału energii odnawialnej w końcowym zużyciu energii w UE do 45% do 2030 roku, w ramach rewizji dyrektywy w sprawie odnawialnych źródeł energii (RED)”, czyli poprzez wymuszanie większego udziału m.in. technologii wodorowej i biopaliw w transporcie, budownictwie, ciepłownictwie i chłodnictwie. Wszystkie te założenia i tak jednak mogą okazać się naprawdę zbyt mało… ambitne. Jeśli bowiem rosyjskiego gazu faktycznie w ogóle nie będzie na rynku europejskim, wówczas ceny tego nośnika energii do grudnia wzrosną średnio o co najmniej kolejne 86 proc., dzięki czemu uda się wymusić redukcję popytu o przynajmniej 84 proc. I to dopiero będzie satysfakcjonujący cel energetyczny, klimatyczny i transformacyjny!
Szczęśliwej zatem „zimy solidarności”, jak nazwali to europosłowie.
Obecnie publikujemy wyniki testów laboratoryjnych ICP-MS, które porównują skład pierwiastkowy ludzkiej krwi ze składem pierwiastkowym próbki skrzepu pobranej z ciała osoby, która otrzymała szczepionkę covidową, a następnie zmarła. Ten skrzep został dostarczony przez balsamistę Richarda Hirschmana, a te skrzepy są szeroko zgłaszane w ciałach ludzi, którzy „zmarli nagle” w tygodniach lub miesiącach po otrzymaniu jednego lub więcej szczepień covidowych.
Według rygorystycznej analizy opartej na danych dotyczących nadmiaru zgonów – podsumowanych przez Steve’a Kirsha z Substack – obecnie około 10 000 osób umiera każdego dnia z powodu szczepionek covidowych. Do tej pory na całym świecie prawdopodobnie miało miejsce od 5 do 12 milionów zgonów, a ponieważ te samoorganizujące się skrzepy nadal przybierają rozmiar i masę w ciałach tych, którzy otrzymali eksperymentalne zastrzyki leku mRNA, jest pewne, że wiele osób, które jeszcze nie zmarły z powodu szczepionek, doświadczy śmierci w nadchodzących miesiącach i latach.
Kirsch z grubsza oszacował, że obecnie umiera 1 osoba na każde 1000 dawek szczepionek covidowych, które są podawane. Liczba ta prawie na pewno wzrośnie z czasem, ponieważ skrzepy, które powodują tak wiele zgonów, wydają się nadal „rosnąć” (samoorganizować się) wewnątrz naczyń krwionośnych i tętnic ofiar szczepionek. Tak więc ostateczne żniwo szczepionek covidowych będzie doświadczane jeszcze przez okres kilku lat i może być o rząd wielkości wyższe, potencjalnie 1 na 100 lub nawet 1 na 10, chociaż będziemy musieli uważnie obserwować nadmiar zgonów w ciągu najbliższych kilku lat.
Do tej pory na całym świecie podano ponad 12 miliardów dawek szczepionki covidowej. W Stanach Zjednoczonych podano ponad 600 milionów dawek, a Kirsch szacuje, że 600 000 Amerykanów prawdopodobnie zostało już zabitych przez szczepionki covidowe w samych Stanach Zjednoczonych. Dla porównania, to około 12 razy więcej niż całkowita liczba ofiar amerykańskich żołnierzy w wojnie w Wietnamie.
Oto zdjęcie, które zrobiłem jednemu z tych skrzepów, pod mikroskopem laboratoryjnym:
Poszukiwanie tajemnicy skrzepów poszczepionkowych
Dr Jane Ruby była jednym z badaczy stojących na czele prób określenia składu tych skrzepów, a także ich mechanizmu działania w powodowaniu zgonu u ofiar. Dr Ruby połączył nas z Hirschmanem i pomógł zorganizować próbki skrzepów, które przetestowaliśmy za pomocą ICP-MS w naszym akredytowanym przez ISO, zatwierdzonym przez 17025 laboratorium, które specjalizuje się w analizie żywności i wody.
Nasze laboratorium jest akredytowane, audytowane, kontrolowane i walidowane do testowania ICP-MS w próbkach żywności i wody, a także w innych obszarach, takich jak analiza ilościowa kannabinoidów w próbkach ekstraktu z konopi. Jednak zakres akredytacji naszego laboratorium nie obejmuje konkretnie ludzkich próbek biologicznych, ponieważ nie oferujemy takich badań publicznie. Niemniej jednak rutynowo testujemy próbki karmy dla psów i kotów, które oczywiście składają się z mięsa zwierzęcego i zmielonych naczyń krwionośnych, tkanki mięsnej, chrząstki i innych struktur biologicznych pochodzenia zwierzęcego, i używamy dokładnie tych samych metod przygotowywania próbek, trawienia, analizy i raportowania dla próbek skrzepów poszczepionkowych. Rutynowo testujemy również próbki wołowiny, drobiu, ryb i innych mięs. Dlatego jesteśmy bardzo pewni dokładności tych wyników. Ponadto nie zaobserwowaliśmy żadnych błędów podczas procesu przygotowywania próbki. Cały skrzep został rozpuszczony w kwasie azotowym, co oznacza, że jego pierwiastki trafiły do roztworu i mogły być analizowane za pomocą ICP-MS.
Oto zdjęcie niektórych skrzepów znalezionych w ciele zmarłego:
Te testy ICP-MS zostały przeprowadzone 23 czerwca tego roku. Opóźniliśmy publiczne opublikowanie wyników, aby dać czas na podzielenie się tymi liczbami z kolegami i zaproszenie do opinii innych. Te pliki PDF zostały również udostępnione prywatnie dr Jane Ruby i innym. Nikt z doświadczeniem w tej dziedzinie nie wskazał żadnych widocznych problemów lub obaw związanych z tą analizą. Jeśli już, analiza ICP-MS jest dość prosta: próbki są „trawione” do kwasu azotowego, kwas ten jest nebulizowany w strumieniu cieczy, który przechodzi przez palnik plazmowy, zostaje zjonizowany, a następnie skierowany przez zespół kwadrupolowy, który sortuje pierwiastki według ich stosunku masy do ładunku. Każdy pojedynczy element jest skanowany i liczony na PMT (Photo Multiplier Tube), który przekłada poszczególne elementy na prąd elektryczny, który można dokładnie policzyć. Wyniki te są mapowane na podstawie zewnętrznych wzorców, które są identyfikowalne NIST, aby zapewnić bardzo dokładne krzywe kalibracyjne, co oznacza, że dane ilościowe są niezwykle wiarygodne.
Użyliśmy 0,4528 grama skrzepu jako masy próbki w tym przypadku:
Aby uzyskać podkład na temat ICP-MS i dlaczego jest tak dokładny, zobacz ten artykuł NIH.
Wyniki analizy ICP-MS ujawniają, że skrzepy te nie są zbudowane z krwi – nie są „skrzepami krwi”
Chociaż zamierzamy przeprowadzić więcej testów na skrzepach i próbkach krwi, dane, które widzimy do tej pory, jasno pokazują, że te skrzepy nie są „skrzepami krwi”. Nie są po prostu zbudowane z zakrzepłej krwi.
Skąd to wiemy? Ponieważ proporcje pierwiastków i gęstości są bardzo różne. Rozważ poniższą tabelę porównawczą, opartą na naszych wynikach ICP-MS (patrz pełne wyniki poniżej) i zwróć uwagę na wyraźne różnice między stężeniami pierwiastków we krwi a skrzepem wśród odżywczych elementów „markerowych”, takich jak żelazo i magnez:
Jak widać, próbka skrzepu po szczepieniu zawiera tylko 4,4% żelaza, które można zobaczyć we krwi ludzkiej. Już samo to jest potwierdzeniem, że ten skrzep nie jest „skrzepem krwi”. Ponadto należy zwrócić uwagę na prawie całkowity brak potasu (K) w próbce skrzepu. Skrzep zawiera mniej niż 0,6% potasu w postaci krwi ludzkiej. Podobnie jest z magnezem.
Kilka elementów przewodzących prąd elektryczny znajdowało w powyższym skrzepie
Oprócz elementów odżywczych pokazanych powyżej, zauważyliśmy szczególny wzór wśród pierwiastków przewodzących prąd elektryczny, takich jak sód (Na), aluminium (Al) i cyna (Sn). W poniższej tabeli należy zauważyć, że wyniki cyny i sodu pochodzą z oddzielnego raportu „półkwantowego”, który jest mniej dokładny niż analiza „pełnokwantowa” zastosowana dla wszystkich innych elementów pokazanych tutaj. Zasadniczo liczby półkwantowe są dokładne pod względem względnych stężeń z jednej próbki do drugiej, ale nie są porównywane ze skalibrowanymi próbkami zewnętrznymi, więc rzeczywiste (bezwzględne) zgłoszone stężenie nie ma przedziału ufności wyników pełnokwartościowych:
Ponieważ sód jest prawie o 50% wyższy w skrzepie, a cyna wykazuje wzrost o 588%, możemy jedynie stwierdzić, że samoorganizujący się skrzep jest w rzeczywistości „zbieraniem” lub zagęszczaniem pewnych pierwiastków z krążącej krwi podczas montażu skrzepów. Warto zauważyć, że wiele z tych elementów jest przewodzących. Aluminium, na przykład, jest najczęstszą alternatywą dla miedzi do stosowania w okablowaniu elektrycznym. Sód jest metalem alkalicznym, który jest wysoce przewodzący, a cyna jest stosowana jako główny składnik stopów lutowniczych używanych do produkcji lub naprawy płytek drukowanych.
Jeden wniosek jest niezbity: skrzep jest prawie całkowicie pozbawiony kluczowych elementów markerowych (wskaźnikowych), które byłyby obecne w ludzkiej krwi (takich jak żelazo i potas), i wykazuje znacznie wyższe stężenia pierwiastków stosowanych w elektronice i obwodach.
Zachęcamy czytelnika do wyciągnięcia własnych wniosków z wyjaśnienia, które się za tym kryje, zauważając jedynie, że patenty dr Charlesa Liebera mogą być szczególnie interesujące.
Analiza ta, w szczególności, nie odpowiada na pytanie, czy te skrzepy są „żywe” czy martwe (jak włosy i paznokcie). Moja własna profesjonalna opinia jest taka, że te skrzepy nie są żywymi strukturami. Wydają się być samoorganizującymi się martwymi biostrukturami, z tego, co widzimy do tej pory. Ale to tylko wstępna ocena i może się zmienić wraz z dodatkowymi obserwacjami lub odkryciami. Priony, na przykład, są samoorganizującymi się, ale także nieożywionymi biostrukturami. Priony to nieprawidłowo złożone białka, które rozprzestrzeniają się w mózgu (lub innych regionach), powodując zmiany morfologiczne, które zmieniają zarówno normalną strukturę, jak i funkcję komórek neurologicznych. Coś nie musi być żywe, aby się samoorganizować. Nawet wirusy, jak opisuje tradycyjna wirusologia, są martwymi strukturami, które jednak same się gromadzą i mogą „rosnąć” pod względem wielkości i masy pod względem ich zagregowanej populacji.
Poniższe zdjęcie mikroskopowe, wykonane w naszym laboratorium przy powiększeniu około 1500 x, pokazuje coś, co wydaje się być powtarzającą się strukturą na drucianym występie z jednego z tych skrzepów. Na wypadek, gdybyś się zastanawiał, to nie jest ludzki włos. Jest podłączony do skrzepu:
Porównaj wyniki ICP-MS
Dla tych, którzy nie są zaznajomieni z jednostkami zgłaszanymi tutaj:
ppb = części na miliard ppm = części na milion 1000 ppb = 1 ppm (ponieważ system metryczny)
Jednostkami używanymi przez przyrząd są masa ponad objętość (m/v), a „masa” to technicznie stosunek masy do ładunku (m/z).
Oto zrzut ekranu sekcji z raportu PDF z wynikami ICP-MS dla żywej krwi ludzkiej:
Dzieci, które nie umieją jeszcze bezpiecznie korzystać z internetu, mogą wpaść w śmiertelną pułapkę.
Bardzo aktualnym przykładem jest tu tragedia 12-letniego Archiego Battersbee, który stał się ofiarą igrania ze śmiercią podczas tzw. internetowego wyzwania, zwanego „Blackout Challenge” (w polskim tłumaczeniu „utrata przytomności”). Do tej pory ta demoniczna zabawa kosztowała życie już siedmioro dzieci. A to nie jedyny „wilczy dół”, do którego mogą wpaść nasze pociechy, kiedy bez żadnej kontroli, swobodnie serfują w sieci.
7 kwietnia 2022 roku rodzice znaleźli Archiego w stanie nieprzytomności. Leżał, bez oznak życia, na podłodze w rodzinnym domu. Zabrano go do szpitala, gdzie lekarze stwierdzili, iż mózg nastolatka uległ bardzo poważnym uszkodzeniom wskutek niedotlenienia. Dziecko podłączono do aparatury podtrzymującej życie. Po jakimś czasie dyrekcja szpitala podjęła decyzję o odłączeniu Archiego od tej aparatury, gdyż zdaniem lekarzy pień mózgu umarł i chłopca nie da się uratować. Rodzice nie zgadzali się z decyzją szpitala. Podali sprawę do sądu, który rację przyznał jednak lekarzom. Archiego 7 sierpnia odłączono od aparatury, niedługo po tym przestał oddychać.
Rozpoczęło się dochodzenie jak doszło do tej tragedii. Ostatecznie ustalono, że nastolatek dał się namówić do udziału w tzw. „wyzwaniu”, upowszechnionym na portalu społecznościowym Tik Tok. Wyzwanie to, zwane z angielska „Blackout Challenge” (utrata przytomności) polega na możliwie najdłuższym wstrzymaniu oddechu. Wówczas to w mózgu pozbawionym tlenu powstają halucynacje, podobne do wizji narkotycznych. Kiedy jednak człowiek zbyt długo nie oddycha, wówczas najpierw traci przytomność, a potem umiera.
Do tej pory, na całym świecie, ujawniono co najmniej 7 przypadków zgonów dzieci, które „bawiły się” w „Blackout Challenge”. Ich rodzice złożyli pozwy do sądów przeciwko platformie Tik Tok, oskarżając ją o nie zablokowanie śmiercionośnego challengu. Szefowie Tik Tok bronią się podając, iż zablokowano możliwość wyszukiwania hasła Blackout. Gracze znaleźli jednak tzw. „obejście”. Wyzwanie „utrata przytomności” nie jest bynajmniej pierwszym takim igraniem ze śmiercią za pośrednictwem internetu. Wcześniejsze grupowe „wyciskanie” adrenaliny w mediach społecznościowych, też miało tragiczne skutki.
Uzależnienie
Internet jest pełen pułapek i sideł zastawionych na dzieci, nieświadomych czyhających tam na nie niebezpieczeństw. Samo długotrwałe przebywanie w odrealnionym, cyfrowym świecie prowadzi do uzależnienia. Dziecko uzależnione od internetu, traci kontakt z rzeczywistością, a kiedy pozbawi się go dostępu do sieci, staje się agresywne. Czasem tak bardzo, iż potrafi zranić, albo nawet zabić. Świeża jest tragedia, do której doszło w tym roku, w domu położonym niedaleko hiszpańskiego miasteczka Elche. Kiedy rodzice, z powodu złych wyników w nauce, odcięli dostęp do internetu swojemu 15-letniemu synowi, ten wpadł w szał i zastrzelił całą swoją rodzinę – rodziców i brata.
Skala problemu uzależnienia od bycia w sieci widoczna jest chociażby bo gwałtownie rosnącej liczbie psychiatrycznych oddziałów odwykowych od interentu na całym świecie, również w Polsce. Ministerstwo zdrowia uruchomiło niedawno program „Terapia dla dzieci i młodzieży uzależnionych od nowych technologii cyfrowych”. Już 12 dużych ośrodków zdrowia psychicznego w całej Polsce bierze udział w tym programie. Ośrodki te znajdują się na ogół w dużych miastach, takich jak m.in. Warszawa, Wrocław, Białystok, Szczecin, Łódź, Toruń czy Siemianowice Śląskie.
Pornografia
Jednym z największych niebezpieczeństw grożących dzieciom, poruszających się w sieci, jest wszechobecna tam pornografia, która bardzo mocno degeneruje młode umysły i szybko je uzależnia. Według badań naukowych mózg dziecka nie jest przygotowany na zmierzenie się z treściami pornograficznymi, które czynią w nim wielkie spustoszenie. Te przedwczesne i nieuporządkowane doznania seksualne, mają bardzo negatywny wpływ na późniejsze – życie dorosłe. – Osoby, które miały wczesny kontakt z pornografią, np. w wieku 12 lat bądź wcześniej, o wiele częściej wskazują na problemy związane z czerpaniem satysfakcji w związku małżeńskim – powiedział podczas jednego z wykładów wybitny specjalista – dr hab. Piotr Rzymski z Zakładu Medycyny Środowiskowej na Uniwersytecie Medycznym w Poznaniu. Niestety te problemy są częstym powodem rozbicia małżeństwa. Z danych statystycznych wynika również, że osoby uzależnione od pornografii o wiele częściej, niż osoby nie uzależnione, dopuszczają się gwałtów i przemocy wobec kobiet.
Rozwiązaniem dla rodziców są na pewno odpowiednie programy, które blokują strony pornograficzne oraz tego rodzaju reklamy. Jedną z najskuteczniejszych takich zapór są przeglądarki internetowe, produkowane przez firmy profesjonalnie zajmujące się tworzeniem programów antywirusowych. Pomysłowość naszych dzieci jest jednak ogromna i potrafią one skutecznie poradzić sobie z różnego rodzaju blokadami stron, dlatego nieodzowna jest rodzicielska kontrola. Co jakiś czas trzeba zasiąść do komputera naszej pociechy i sprawdzić czy wszystko jest w porządku, bo bez tego zdrowego monitoringu, nasza pociecha może stać się dla nas ciężkim utrapieniem. Wystarczy, że same naturalne przemiany rozwojowe w wieku nastoletnim są dla rodziców poważnym wyzwaniem, po co więc sobie jeszcze dokładać. Pewien mądry i wesoły człowiek powiedział „Kto przeżyje trudy wieku nastoletniego swoich dzieci – temu czyściec będzie darowany”. I tej nadziei się trzymajmy.
Gry śmierci
Inną „toksyną” związaną z komputerem, grasująca nie tylko w przestrzeni internetu, są agresywne gry komputerowe. Pełno w nich przemocy, krwawych i brutalnych scen. Oglądnie, a do tego jeszcze uczestnictwo w zabijaniu na ekranie, wulgarny język gier, nie może pozostać bez negatywnego wpływu na umysły graczy. Cyfrowe gry są coraz bardziej nasycone wszelkiego rodzaju dewiacjami i agresją. Ich bohaterowie to przeważnie seryjni mordercy, psychopaci, zombi, wampiry i demony. Godziny, które gracze spędzają w takim ciemnym towarzystwie, na pewno im nie służą. Jak mówi stare, mądre przysłowie „Z kim przestajesz takim się stajesz”.
Kiedy któregoś razu odwiedzałem kuzyna, wszedłem do pokoju jego nastoletnich synów, żeby się z nimi przywitać. Obaj grali właśnie na komputerze w bardzo drastyczną grę. Gdy zobaczyłem na ekranie monitora skalę okrucieństwa i przemocy, aż zimny pot mnie oblał. Poczułem się jakbym znalazł się nagle w przedsionku piekła. Zapytałem chłopaków jak mogą na to patrzeć i to wiele godzin. Jeden z nich odpowiedział ze spokojem „To tylko gra”. Jak muszą być znieczulone sumienia osób uczestniczących w tych cyfrowych igrzyskach śmierci? Jak stępiona ludzka wrażliwość?
Uwodzenie
Dla pedofilów sieć internetowa stała się siecią, którą łowią dzieci. Te szatańskie łowy doczekały się nawet swojej anglojęzycznej nazwy – grooming. Pedofil tworzy profil na ulubionym portalu społecznościowym upatrzonej ofiary. Podaje się tam za dziecko, najlepiej rówieśnika osoby małoletniej, którą chce skrzywdzić. Zwyrodnialec obserwuje ofiarę, stara się zdobyć jej zaufanie poprzez przyjazne rozmowy, wysyłanie swoich fałszywych zdjęć. Wszystko to, aby wyłudzić od dziecka jego adres zamieszkania lub szkoły. Kiedy mu się to uda, wówczas może już uderzyć.
Cyberprzemoc
Agresja w internecie przejawia się na wiele sposobów i ma wiele imion. Trollowanie to różnego typu nieprzyjazne zachowania wobec innych użytkowników portali społecznościowych, prowadzone w celu rozbicia ich dyskusji. Flamingiem nazywa się sprowadzanie rozmowy do tonu jak najbardziej agresywnego i wulgarnego. Doskonale znany hejt to obraźliwe, nienawistne wypowiedzi kierowane wobec innych osób. Można by tu jeszcze długo wymieniać te angielskie imiona nienawiści, obecnej w sieci. Ale może lepiej sobie tego oszczędźmy. Dość powiedzieć, że przemoc w internecie nie jest wirtualna, ale realna. Do tego stopnia, że potrafi zabić.
Mój przyjaciel, opowiedział mi historię dziewczyny o bardzo kruchej psychice, która po zawodzie miłosnym, targnęła się na swoje życie. Odratowano ją. Przeszła terapię, stanęła na nogi. Zdawało się, że poukłada sobie życie. Niestety internetowi hejterzy przypuścili na nią atak. Jeden z tych nienawistników napisał „jest nieudacznikiem, nawet samobójstwa nie potrafi popełnić”. To było jak kamieniowanie. Policja podała w komunikacie, że druga próba samobójcza była niestety skuteczna. Ale tak naprawdę to nie ona się zabiła – zabiła ją ludzka nienawiść, zwana internetowym hejtem.
Nie pozostawiajmydzieci samych z cyfrową hydrą
Najnowsze badania wskazują, że współczesny rodzic jest bardzo często nieobecny w cyber świecie swojego dziecka. W 60 proc. domów rodzice nie stawiają dzieciom żadnych granic w korzystaniu z internetu, a wiadomo, że dzieci same sobie tych granic nie postawią. Siedzą, czy leżą godzinami ze wzrokiem utkwionym w ekran monitora lub smartfona. Trwanie w takim bezruchu jest częstym powodem nadwagi, lub innej skrajności – niedowagi, gdyż dziecko urzeczone wirtualną rzeczywistością, nie da rady oderwać się od niej, nawet na posiłek. Brak ruchu, świeżego powietrza prowadzi do utraty zdrowia, osłabienia odporności. Wady wzroku to obecnie wśród dzieci i młodzieży prawdziwa plaga, a to też efekt obciążania wzroku gapieniem się w ekran z bliskiej odległości. Kolejnym „efektem ubocznym” braku ograniczania przez rodziców czasu, które dzieci spędzają przy monitorach, jest brak snu naszych pociech. Niewyspanie odbija się niezdrowa czkawką w postaci braku zdolności koncentracji, co prowadzi do słabych wyników w nauce i wzmożonej nerwowości, a nawet depresji i nerwic.
Warto więc znaleźć czas dla dziecka. Nie wykręcać się sianem, że muszę dużo pracować, zarabiać, mam inne obowiązki. Jeżeli nie znajdziemy czasu dla dziecka, to możemy je – stracić. Cóż wówczas będą znaczyły nasze pieniądze, praca i obowiązki? Przecież czas przeżyty z osobą bliską, to czas najlepiej przeżyty. Postarajmy się więc wyrwać swoje dziecko, choć na krótki czas, ze świata wirtualnego i zainteresować go światem realnym, który jest bez porównania piękniejszy i ciekawszy. Mogą w tym pomóc wspólne spacery, sporty, gry, zabawy na świeżym powietrzu, w otoczeniu przyrody. Dobrze jest też pomóc dziecku w odkrywaniu jego talentów i zachęcić, aby je rozwijało. Wspólne, dobre spędzanie czasu razem z dzieckiem buduje zdrową relację, która jest podstawą, do tego, aby dziecko nie bało się nam powiedzieć o swoich problemach i radościach, również do tego, aby wysłuchało naszej opowieści o Stwórcy, świecie i prawdziwym sensie życia.