Państwo terrorystyczne – a poszukiwania jaj u polityków

Państwo terrorystyczne – a poszukiwania jaj u polityków

cynik9 https://dwagrosze.com/2022/11/panstwo-terrorystyczne/

Demonstracje ogarniają powoli eurokołchoz. Ludzie nie chcą gospodarczego samobójstwa, do czego sprowadza się udział w wymuszonych przez hegemona „sankcjach na Rosję”. Wiedzą że nie chodzi tu o Rosję lecz o walkę hegemona o utrzymanie swojej hegemonii, co wymaga całkowitego zwasalizowania EU. Do tego prowadzi postępująca de-industrializacja kontynentu, stawiająca wiele kompanii z energochłonną produkcją przed dylematem zakończenia działalności albo przeniesienia produkcji poza EU. O masowych demonstracjach donoszą nawet z Czech, nie znanych dotychczas ze specjalnej asertywności.

Jedynie znajdujące się wciąż w oparach ukraińskiego amoku społeczeństwo polskie siedzi jakoś  cicho, zadowolone najwyraźniej z 17% inflacji i kosmicznych cen energii. Zdobyło się jedynie na zadeklarowanie Rosji przez senat jako „państwa terrorystycznego„.  A gdy wam honor, wolność, majątki odjęto, wy bolejecie że króla o mil trzysta ścięto… Historia się powtarza…

Wydawało się początkowo że to tylko okresowy przejaw polskiej głupoty.  Istnieje jednak obawa że może to być  zainscenizowane przez hegemona przygotowanie do wejścia polskiego wasala do wojny na Ukrainie. Z państwami terrorystycznymi się przecież nie negocjuje, państwa terrorystyczne się zwalcza. O tym jakie państwa są terrorystyczne decyduje naturalnie hegemon w ramach swoich rules-based order.  Nie należy mylić tego z prawem międzynarodowym. Dlatego jako państwo terrorystyczne zadeklarował Serbię, Irak, Libię, i  cały szereg innych. Zwalczaniem państw terrorystycznych zajmuje się następnie NATO. Na Ukrainie NATO walczy już z Rosją a więc uznanie Rosji za „państwo terrorystyczne” ma swoją logikę. Tyle że z Rosją łatwo mu nie pójdzie i że konieczne mogą być w końcu jakieś negocjacje. A zatem na wszelki wypadek bezpieczniej jest Rosji jednak tak nie nazywać, bo potem będzie głupio.

Nie ma takich obaw natomiast wasal polski który wali wprost co mu przykażą, paląc jednocześnie za sobą mosty. Po co mu mosty skoro NATO ma przeprawy pontonowe? Wasal nie wyczuwa niuansów, jak tego że gdy hegemonowi skończy ukraińskie mięso armatnie a terrorystyczna Rosja wciąż stoi to on może być następny. Po ostatnim Ukraińcu hegemon może walczyć  do ostatniego Polaka,  a co to mu szkodzi?  Skoro senat zadeklarował już Rosję jako państwo terrorystyczne to chętnych do walki z terrorem nie powinno zabraknąć. I może w efekcie nie zabraknąć durniów którzy wciągną kraj do cudzej wojny o anglo-syjonistyczne interesy.

Szkoda w sumie bo  oto nasz odwieczny zachodni wróg rozpada się właśnie w oczach. Całe pokolenia przez stulecia  czekały na ten moment, a tu, proszę bardzo. Zajętemu jednak NATO-wską burdą na wschodzie  wasalowi polskiemu nie w głowie jest wykorzystywać dziejowe szanse na zachodzie…  Wystarczy zestawić  dwa niemieckie wydarzenia, oba z 4 listopada, aby oniemieć z wrażenia.

Wydarzenie #1 – kanclerz Scholtz jedzie do Pekinu gdzie rozmawia z Xi Jinpingiem. Bierze z sobą delegację szefów czołowych kompanii niemieckich, zainteresowanych w rozwijaniu linków z Chinami, w tym szefów BMW i BASF.  Jednodniowa wizyta musi być ważna a jej pośpiech jest zdumiewający – 40h w obie strony,  w tym 11h na miejscu. O czym rozmawiano jest nie całkiem jasne.  Z pewnością jednak o czymś o czym hegemon wiedzieć raczej nie powinien.  Zmuszony do popełnienia narodowego samobójstwa przez udział w „sankcjach na Rosję” wasal niemiecki szuka najwyraźniej opcji ratunkowej. Byłoby nią utrzymanie powiązań z Chinami. Wzajemna wymiana towarowa jest znaczna i wynosi około $230B rocznie. To dużo więcej niż z USA i nieporównanie więcej niż z Rosją. Ale czy utrzymanie tej wymiany, i przez to pozycji eksportowej Niemiec, będzie możliwe jeśli hegemon już zmusił wasala do przerwania kluczowych powiązań z Rosją?  Zważywszy że po trupie EU dąży on do zachowania swojej hegemonii trudno o optymizm.
:

Wydarzenie #2 – Do zachowania swojej dominacji hegemon potrzebuje osłabienia Chin, przez odcięcie ich od rynków zbytu w EU.  Pomocna w tym zadaniu okazuje się podwładna Scholtza, zielona pożyteczna idiotka Baerbock, w roli ministra spraw zagranicznych Niemiec. Gra przez to otwarcie przeciwko linii szefa rządu i jej zwierzchnika. Baerbock była instrumentalna przy wprowadzaniu sankcji „przeciwko Rosji”. W ten sam sposób hegemon chce też rozegrać zerwanie powiązań niemiecko-chińskich. Sankcje „przeciwko Chinom” są więc w powietrzu, jedynie Chińczycy spóźniają się coś z tym „wyzwalaniem” Tajwanu… Aby sankcje dopiąć podczas gdy Scholtz jest z misją w Pekinie, Baerbock podejmuje więc w Niemczech czołowych żydowskich neoconów, w tym Nuland (Nudelman), tę samą od „f.ck the EU” na Majdanie w Kijowie w 2014. Ironią jest że spotkanie odbywa się w Muenster, historycznym miejscu które dało początek prawu międzynarodowemu. Tymczasem hegemon,  reprezentowany przez czołowego neocona Blinkena, robi właśnie wszystko co z tym prawem jest sprzeczne. Bezceremonialnie wciska wasalom jego amerykański substytut rules-based order. Czytaj porządek wg reguł ustalanych przez hegemona i zmienianych kiedy mu wygodnie.

Trudno wyobrazić sobie lepszy sygnał degradacji i poniżenia Niemiec jak para Scholtz-Baerbock.  Tragi-komiczny miękiszon Scholtz nie może równać się z mężami stanu przed nim,  jak Brandt, Schmidt czy nawet Schroeder. Gość z jajami wywaliłby Baerbock na pysk będąc jeszcze w samolocie! Nie tolerowałby takiej niesubordynacji ze strony najwyższych rangą urzędników państwowych a Baerbock jest przecież jego podwładną!  Dziadek Scholtza wiedziałby jak postąpić – na biurku Bearbock znalazłby się naładowany rewolver  z jedną kulą…

Doprowadziłoby to oczywiście do przedterminowych wyborów. I co w tym złego? Niemcy mogliby się wypowiedzieć  czy w imię anglo-syjonistycznych interesów i ukraińskiego clowna chcą rzeczywiście  rozłożyć swoją gospodarkę,  siedzieć w zimnie  i  przerobić Niemcy w zielony skansen bez znaczenia. Wyborcy Baerbock, która powiedziała wprost że będzie wpierała Ukrainę  niezależnie od ich woli, mogliby potwierdzić  że chcą takiego właśnie reprezentanta ich interesów. W demokracji zapytać  się wyborców o ich zdanie podobno nigdy nie zaszkodzi.

Nie zaszkodziłoby to na pewno kanclerzowi Scholtzowi który zrobiłby tym jeden przynajmniej dobry ruch w swojej karierze. Pozbyłby się mianowicie z rządu agentury hegemona w postaci zielonych durniów w rodzaju Habecka i Baerbock. Względnie, odszedłby sam w chwale, walcząc  z honorem do końca, jak jego dziadek Fritz pod Narwą.

RFN przygotowuje się do kapitulacji

RFN przygotowuje się do kapitulacji -Autor: Peter Haisenko

Artykuł z mojego osobistego cyklu pt: „IV Rzesza od środka”- tłumacz 😉

Nikt tak naprawdę nie zauważa, że ​​RFN od lat wysyła światu wiadomość, że w razie wojny ziemia niemiecka nie będzie broniona. W ogóle nie możemy się bronić. Po trzech niekompetentnych paniach minister obrony Bundeswehra jest w opłakanym stanie, właściwie niezdolna do walki.

W ciągu ostatnich kilku dni pojawiły się doniesienia, że ​​Bundeswehra (w skrócie BW) ma tylko zapasy amunicji wystarczające na zaledwie dwa dni. Zobacz tutaj:

https://www.businessinsider.de/politik/deutschland/munition-fuer-maximal-zwei-tage-krieg-bundeswehr-muss-ihre-arsenale-auffuellen-doch-bislang-bestellt-sie-nur-wenig-c/

Oczywiście ta sytuacja wynika również z faktu, że materiał BW został bez skrupułów dostarczony na Ukrainę. Dotyczy to nie tylko BW. Nawet w USA toczy się dyskusja o tym, czy dostawy na Ukrainę w dużej mierze ich rozbroiły. Stwierdza się też, że szybki wzrost produkcji uzbrojenia zrekompensuje odpływ na Ukrainę dopiero za kilka lat. Czy to też powód, dla którego USA tak konsekwentnie upierają się, że nie chcą otwarcie uczestniczyć w wojnie na Ukrainie?

To dziwny proces, kiedy jakiś kraj otwarcie o tym mówi i informuje świat o złym stanie swojej armii. Takie spostrzeżenia są właściwie zarezerwowane dla wrogich służb specjalnych, które w ten sposób sprawdzają, jakie niebezpieczeństwa emanują z armii państwa, z którym mógłby dojść do konfliktu zbrojnego. To informacje, które powinny być objęte najściślejszą tajemnicą. Dlaczego więc rząd w Berlinie zachowuje się wobec tego tak szczerze, a nawet niedbale? A teraz uzupełniają to, ogłaszając, że nawet zapasy amunicji wystarczą tylko na dwa dni w sytuacji awaryjnej. Wykluczam możliwość, że jest to podstęp, którym chce się skusić ewentualnego napastnika do bezmyślnego działania, zwabić go w pułapkę.

Kto obsługuje broń NATO na Ukrainie?

BW jest w rzeczywistości w opłakanym stanie. Nie pomagają nawet niewielkie zapasy nowoczesnego sprzętu, który jest teraz wysyłany na Ukrainę. Nawiasem mówiąc, należy zadać sobie pytanie, kto ma obsługiwać złożone systemy używane na Ukrainie. Potrzebny jest dokładnie wyszkolony personel, a to nie dzieje się z dnia na dzień. Szczególnie dla żołnierzy przyzwyczajonych do sowieckiej technologii i potrzebujących zapoznania się ze standardami i procedurami operacyjnymi NATO. Więc kto będzie obsługiwał te systemy? Czy w takim razie będą to Niemcy w cywilnych ubraniach, tak jak Stany Zjednoczone wykorzystują swoich ludzi do potajemnej obsługi skomplikowanych systemów na Ukrainie? Byłby to niewątpliwie casus belli, o którym wspomniała już Moskwa.

Trzeba więc zadać sobie pytanie, jakie cele są realizowane na Hardthöhe (siedziba ministerstwa obrony RFN –przyp. tłum), gdy otwarcie komunikuje się o niezdolności BW do walki. Ponadto należy pamiętać, że BW nigdy nie została stworzony do obrony terytorium Niemiec. Miała być grotem przeciwko władzy sowieckiej, a doktryna NATO przewidywała, że ​​w sytuacji awaryjnej ponad 2000 celów w Niemczech zostanie zniszczonych uderzeniami nuklearnymi. BW było niczym więcej jak mięsem armatnim przeciwko możliwemu atakowi ze wschodu, tak jak teraz Ukraina. RFN powinna była ponieść dewastację, która teraz uderza w Ukrainę, tylko gorszą, a mianowicie atomową. BW niczego by nie zmieniła, wręcz przeciwnie. Tylko status neutralności może uchronić państwo bez własnej broni jądrowej przed takim losem.

NATO nie może i nie będzie chronić Niemiec

Teraz można naiwnie założyć, że RFN jest pod ochroną NATO i że BW jest jej częścią. To, co dotyczy wszystkich pozostałych członków NATO, nie dotyczy Republiki Federalnej Niemiec. Niemcy mają tu inny status. Członek NATO czy nie, Niemcy żyją w stanie zawieszenia broni.(ktoś może rozwinąć ten temat ? –prośba tłum) Zarówno wschód, jak i zachód. Nie zapominajmy: NATO zostało stworzone, aby trzymać Amerykanów w środku, Sowietów z dala, a Niemców w dół. Powiedział to nie kto inny jak Lord Hastings Ismay, pierwszy sekretarz generalny NATO. Ale nawet gdyby NATO chciało bronić Niemiec, nadal istnieje paragraf piąty traktatu NATO. Wyraźnie stwierdza, że ​​przypadek obrony może wystąpić tylko wtedy, gdy kraj zostanie zaatakowany. Turcja musiała się tego nauczyć od Syrii.

Nawet służba naukowa niemieckiego Bundestagu ustaliła w kwietniu br., że nie tylko dostawy broni na Ukrainę, ale przede wszystkim szkolenie ukraińskich żołnierzy oznacza złamanie rozejmu z Rosją. I nie, RFN nie została zaatakowana. To sama RFN swoim zachowaniem prowokuje zakończenie rozejmu z Rosją. Ale nawet gdyby USA zdecydowały się „bronić” RFN wbrew traktatom NATO, byłoby to jeszcze bardziej fatalne dla Niemiec. Kraj byłby wówczas narażony na dewastację, przez którą Ukraina wydawałaby się raczej pomniejsza. Niemcy, RFN, nie są zdolne do wojny, nawet do obrony.

Czy rozbrojenie to genialny ruch szachisty ?

Teraz zakładam, że w sąsiedztwie rządu berlińskiego jest jeszcze kilka osób, które potrafią myśleć. Wiedzą, co tu powiedziałem. Czy więc znowu, jak po II wojnie światowej, kiedy wysocy oficerowie Wehrmachtu, którzy byli w ruchu oporu przeciwko Hitlerowi, uratowali Niemcy przed nowym dyktatem pokojowym na wzór Wersalu? Kto sprytnie wyprodukował zimną wojnę, przekazując dezinformację o Związku Radzieckim Stanom Zjednoczonym i Wielkiej Brytanii. W ten sposób uczynili z RFN państwo frontowe dla Amerykanów przeciwko Moskwie, a Waszyngton musiał pozwolić Niemcom na odzyskanie sił, choć bez traktatów pokojowych. Więcej na ten temat znajdziesz tutaj:

https://www.anderweltonline.com/klartext/klartext-20221/ende-und-anfang-oder-anfang-vom-ende/

i tutaj : https://www.anderweltonline.com/klartext/klartext-20212/kanzler-der-einheit-helmut-kohl-wollte-die-einheit-nicht/

Po prostu nieczęste jest publiczne ogłaszanie, że armia jest niepełnosprawna. Dlaczego więc jest to tak otwarcie komunikowane w Niemczech? Czy to z powodu tajnego planu, który chce zapobiec ostatecznej zagładzie Niemiec? Czy to przygotowanie do ogłoszenia przez Rosję zakończenia zawieszenia broni? Czy Niemcy przygotowują się do ponownego ogłoszenia bezwarunkowej kapitulacji? Argumenty przemawiające za tym są teraz otwarte najpóźniej. Jak ogłoszono na Hardthöhe, wojna przeciwko komukolwiek skończyła się po dwóch dniach, ponieważ nie było już amunicji. W obliczu tej jedynej możliwej „wojny dwudniowej” nikt przy zdrowych zmysłach nie prosił Berlina, aby nie deklarował natychmiastowej kapitulacji bez oddania strzału. Biorąc to pod uwagę, Rosja, podobnie jak Stany Zjednoczone i Wielka Brytania, nadal ma prawo do korzystania ze swoich suwerennych praw w stosunku do Niemiec po zerwaniu przez Niemcy rozejmu.

Tylko natychmiastowe poddanie się może uratować nam życie

Jeśli przeczytałeś dzieło pana Leubego „Entzaubert” i zrozumiałeś, dlaczego nawet Helmut Kohl zrobił wszystko, co możliwe, aby zapobiec „zjednoczeniu”, zobaczysz, że myśli, które tutaj wymieniłem, nie są dalekie od celu. Znajdujemy się w środku wstrząsu geopolitycznego, jakiego świat nigdy nie widział. Amerykańskie stulecie się skończyło. Teraz zadaniem jest niedopuszczenie do tego samego, co przed I wojną światową. Kiedy Anglia stanęła w obliczu upadku swojego imperium i postanowiła nie zejść sama, ale zmieść ze sobą jak najwięcej konkurentów. Czy Stany Zjednoczone zrobią to samo teraz? Można się tego obawiać, a hazardziści w urzędzie kanzlerza już robią wszystko, co możliwe, aby zniszczyć Niemcy i ich przemysł bez bezpośredniej walki z bronią, a tym samym wyeliminować (gospodarczego) konkurenta USA. Z ich polityką migracyjną i rosyjską.

Czy istnieje więc tajny opór przeciwko czerwono-zielonemu szaleństwu, podobny do tego przeciwko Hitlerowi? Czy to znowu wysocy rangą urzędnicy wojskowi i inni, którzy próbują zapobiec najgorszemu dla Niemiec, ogłaszając, że RFN nie nadaje się do wojny? Kto wie, że USA, a na pewno nie Anglia, były i są naszymi „przyjaciółmi”? Kto rozpoznał, że światowy rozwój gospodarczy sprawił, że Niemcy stały się nieciekawe jako obiekt wyzysku dla USA? Że można teraz spalić Niemcy jak Ukrainę przeciwko Rosji i w ten sposób na zawsze pozbyć się wiecznego konkurenta? Pamiętajcie obie wojny światowe, to wcale nie było inaczej.

Jedynym wyjściem, bez względu na scenariusz, będzie natychmiastowa kapitulacja i uniknięcie w ten sposób największych szkód dla Niemiec. Tak właśnie widzę zapowiedź, że Niemcy mają amunicję tylko na dwa dni, przygotowując społeczeństwo do kapitulacji, gdyby wybuchła wojna z powodu zachowania rządu berlińskiego. To i tylko to może uratować nam życie. USA, a zwłaszcza Anglia, nie są tym zainteresowane.

Peter Haisenko

Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

Ten artykuł pojawił się po raz pierwszy 14 października 2022 r. na blogu Petera Haisenko AnderWeltOnline.com.

Polska między Schwabem a Putinem. Jak wyjść z potrzasku. Nie powtarzać starych błędów.

Polska między Schwabem a Putinem. Jak wyjść z potrzasku.

Tomasz Sommer – 8 października 2022 https://nczas.com/2022/10/08/polska-miedzy-schwabem-a-putinem-klimatyzm-jak-nazizm/

Klaus Schwab i Władimir Putin.
Klaus Schwab i Władimir Putin. / Fot. Flickr/PAP/kolaż

W 1939 r. Polska znajdowała się między Stalinem a Hitlerem. Jak to się skończyło, wszyscy wiemy. Dziś sytuacja się powtarza: Polska jest pomiędzy Putinem a Schwabem. I polscy politycy zachowują się dokładnie tak samo, jak przed II wojną światową. A mogą przecież zachować się inaczej.

Ta analogia na pierwszy rzut oka nie jest oczywista, ale głębsza analiza ideologicznej i goestrategicznej rzeczywistości w jakiej się znaleźliśmy w pełni ją usprawiedliwia. Po upadku Związku Sowieckiego, Europa Środkowa, w tym Polska znalazły się w strefie próżni i zarówno Rosja jak i Niemcy tylko w ograniczony sposób wpływały na jej życie.

Dokładnie taka sama sytuacja panowała w Europie po 1921 r. Zarówno sto lat temu, jak i teraz, po przezwyciężeniu największych problemów wywołanych politycznymi zapaściami, jednak zainteresowanie Rosji i Niemców Międzymorzem szybko wzrastało. Przed wojną Rosja Sowiecka otwarcie mówiła, że chce „odzyskać” wschodnią część ówczesnej Polski, z kolei narodowosocjalistyczne Niemcy, chciały nie tylko koncesji terytorialnych, ale także dążyły do postawienia Polski w roli wasala

Podobnie sto lat później Rosja zaczęła dążyć do reintegracji z Białorusią i Ukrainą co doprowadziło do toczącej się obecnie wojny. Z kolei Niemcy reintegrowali swoje niegdysiejsze peryferia, w tym Polskę, przy pomocy Unii Europejskiej. Równocześnie, zarówno przed wojną jak i obecnie, Rosja i Niemcy toczą własną, zmienną grę, ponad głowami sąsiadów. W dzisiejszych czasach tak gra miała doprowadzić do tego, że Niemcy stałyby się oficjalną hurtownią rosyjskiego gazu na Europę. Plan ten jednak, w wyniku wybuchu wojny na Ukrainie, na razie został zamrożony.

Rosja i Niemcy dzisiaj

Oczywiście zarówno Rosja jak i Niemcy są z pozoru obecnie zupełnie inne niż były 100 lat temu. Czy jednak ta odmienność jest rzeczywiście tak duża, jak się na pierwszy rzut oka wydaje? Przed wojną Rosja była krajem imperialno-komunistycznym. Rosyjskie imperium po 1989 r. częściowo się  rozpadło, jednak imperialny charakter tego państwa, nastawiony na zwiększanie swoich wpływów i swojego terytorium, przetrwał. Rosyjski prezydent Władimir Putin niejednokrotnie mówił, że dąży do rewindykacji straconych wpływów i terytoriów, a rozpad Związku Sowieckiego ma za największą katastrofę w dziejach Rosji, i rzeczywiście powoli, ale stanowczo ten program realizuje. W dodatku w Rosji nie ma opozycji, która byłaby przeciwna takim planom. Wręcz przeciwnie – zarówno komuniści jak „nawalniści” chcieliby rewindykować tylko „lepiej”. Wielu komentatorów pisze wprost, za Władimirem Bukowskim, że jedyną drogą do zatrzymania imperialnego myślenie w przypadku Rosji jest jej rozpad. Bez rozpadu, gdy tylko Rosja poczuje się wystarczająco silna, natychmiast stawia na ekspansję.

Z kolei w Niemczech, gdzie doszło do tzw. denazyfikacji, wzrost sił centalizujących i ekspansjonistycznych objawia się w postaci trwających właśnie prób dokonania imperializacji UE. Kanclerz Niemiec Olaf Scholz stwierdził wprost, że Niemcy będą dążyć do centralizacji władzy w UE, w tym likwidacji zasady jednomyślności, by Unia stała się sterowna i gotowa na przyjęcie kolejnych państw w tym Ukrainy, a w dalszej kolejności i Turcji czy Białorusi. Jak zwykle niemiecka władza wykorzystuje przy tym kolejną szaloną ideologię tzw. klimatyzmu, która, tak się jakoś przez przypadek złożyło, daje korzyści tylko gospodarce Niemiec utrwalając jej dominację i niszcząc gospodarki od niej niezależne. Klimatyzm, podobnie jak przedwojenny socjalistyczny rasizm, ma też doprowadzić do totalnej kontroli społecznej. Tak jak przed wojną ludność była kontrolowana i segregowana pod względem rasowym, tak teraz ma być kontrolowana pod względem klimatycznym. Nie jest już wcale tajemnicą, jak taka kontrola ma być dokonywana.

Klaus Schwab, twarz i organizator World Economic Forum już teraz całkiem otwarcie przewiduje, że „za 10 lat każdy człowiek będzie miał chipy w mózgu” połączone z już istniejącymi aplikacjami mierzącymi jego „ślad węglowy”. Ślad węglowy będzie z kolei penalizowany od jakiegoś przypisanego poziomu. Dzięki takiemu mechanizmowi imperium europejskie ma mieć, wedle wizji tych utopistów, pełną kontrolę nad każdym aspektem zachowania swoich poddanych. Muszę w tym miejscu podkreślić, że powyższe zdania nie są żadną przesadą, są dosłownym przytoczeniem planów ideologów klimatyzmu. Oczywiście ich spełnienie się jest na szczęście równie prawdopodobne, co planowany przez Lenina „wszechświatowy komunizm” i planowana przez Hitlera „tysiącletnia rzesza”. Co nie znaczy, że jakaś forma tej utopii nie zostanie na jakiś czas rzeczywiście wprowadzona w życie.

Polska wobec Putina i Schwaba

Obecne zachowanie Polski wobec putinowskiej Rosji i schwabowskich Niemiec bardzo przypomina zachowanie polskich władz wobec Związku Sowieckiego i Trzeciej Rzeszy przed II wojną światową. Wobec Rosji mamy do czynienia z całkowitym izolacjonizmem, właściwie zamrożeniem stosunków dwustronnych, co niestety zaowocowało na Białorusi, gdzie Polaków jest ciągle dużo, państwowym antypolonizmem. Można powiedzieć wręcz, że dokładnie jak przed wojną, jesteśmy w stanie zimnej wojny z Rosją, bez prób i możliwości przełamania tej sytuacji, czego ubocznym efektem są cierpienia resztek polskich mniejszości, wymordowanych wcześniej niemal doszczętnie podczas operacji antypolskiej w latach 1937-1938.

Podobnie polskie władze ewidentnie od lat prowadzą konwergencję z systemem unijno-niemieckim, tak jak przed wojną robiły konwergencję z niemieckim systemem nazistowskim. Od samego początku był to zasadniczy błąd, gdyż ośmielał Niemcy do stopniowo coraz większej ingerencji w sprawy Polski, która to ingerencja prowadzona jest głównie poprzez instrumenty ideologii klimatyzmu. Niestety polskie władze są na tyle ślepe, że konsekwentnie realizują wymagania ideologii klimatyzmu na swoim terytorium, nawet dzisiaj, gdy już wyraźnie widać, jak bardzo ta ideologia jest szkodliwa w sensie gospodarczym i do jakiej katastrofy społecznej może doprowadzić. Wydaje się, że, jak przed wojną, wielu polskich polityków uwierzyło w niemiecką ideologię, bez względu na jej obiektywne wariactwo i nie mogą się oni spod wpływu tej utopii wydobyć.

Jak wyjść z potrzasku

Zachowanie polskiej klasy politycznej wobec obecnej sytuacji geopolitycznej, jak pokazałem, do złudzenia przypomina zachowanie przedwojennej sanacji. Wprawdzie ta grupa polityków miała świadomość, że Polska coraz bardziej wpada w potrzask, czego dowodem były niezrealizowane plany wojny prewencyjnej z Niemcami, jednak ostatecznie z tej desperackiej próby ocalenia Polski nie skorzystano.

Dziś, świadomość, że wpadamy coraz bardziej w podobny potrzask też na szczęście wzrasta. Także na szczęście, Rosja i Niemcy, mimo podobnego, co sto lat temu myślenia ich klasy politycznej, funkcjonują w innym otoczeniu politycznym i nie mają aż takiej dominacji nad sąsiadami, jaką cieszyły się ich wcielenia sprzed stu lat.

Rosja jest relatywnie znacznie słabsza niż za czasów Związku Sowieckiego, w dodatku jej sytuacja demograficzna jest katastrofalna. Podobnie Niemcy, choć chcą narzucić swą dominację i kolejną wariacką ideologię ościennym krajom, de facto ciągle są okupowane przez Stany Zjednoczone i dopóki się tej okupacji nie pozbędą, nie mają prawdziwej swobody manewru – to właśnie dlatego prowadzą swoją politykę głównie pod przebraniem w postaci Unii Europejskiej. Z ich gry doskonale zdają sobie sprawę działające z pozycji hegemona Stany Zjednoczone, które po latach chaotycznej polityki wobec UE, jak się wydaje, grają obecnie na osłabienie niemieckiej dominacji. Polska w tej sytuacji powinna w tym osłabianiu Niemiec wziąć udział. Oczywiście nie przy pomocy wojny prewencyjnej, którą planował przed wojną Józef Piłsudski, tylko przy pomocy otwartego i zdecydowanego zakwestionowania niemieckiej ideologii klimatyzmu.

Klimatyzm jak nazizm

Klimatyzm jest obecnie najważniejszą wartością dla Niemiec. Dlaczego tak paranoidalna ideologia zapanowała nad milionami obywateli tego kraju? Z kilku powodów. Po pierwsze to postchrześcijańskie państwo potrzebuje jakiejś zastępczej etyki, jakiegoś ersatzu systemu wartości i religia „zmiany klimatycznej”, jakkolwiek idiotycznie by to brzmiało, dobrze spełnia tę rolę. Po drugie klimatyzm, w imię „słusznego celu”, wymusza połączenie gospodarek państw ościennych z gospodarką niemiecką w stosunku podrzędności. Bo to Niemcy dekretują co jest „klimatycznie koszerne”, a co nie i to oni produkują technologię, która w imię tej religii jest „dobra”. Po trzecie wreszcie to Niemcy zainstalowali w Europie klimatyzm, w związku z tym narzucają też hierarchów i doktrynę tej nowej religii, a wszystkie państwa przystępujące do niej są jedynie konwertytami. Hierarchia, po prostestancku związana z państwem, rezyduje pomiędzy Berlinem a Monachium i stamtąd prowadzi misję i nadaje stanowiska eklezjalne. W dokładnie taki sam sposób działały Niemcy podczas II wojny światowej – wszystkie okupowane i „sprzymierzone” kraje musiały wziąć udział w ówczesnej misji narodu niemieckiego, jaką było oczyszczenie Europy z Żydów. Wszystkie też, z wyjątkiem Węgier, z tej misji gorliwie się wywiązywały.

Otwarte zakwestionowanie klimatyzmu oznaczałoby więc otwarte sprzeciwienie się wizji odbudowy niemieckiej dominacji w Europie. Ponieważ jednak ta utopie właśnie doprowadziła do katastrofy gospodarczej na Starym Kontynencie, nie ma lepszego momentu, żeby taki sprzeciw właśnie teraz zgłosić zgłosić. Dodatkowo, wskutek wojny na Ukrainie, Niemcy utraciły możliwość otwartej współpracy z Rosją, co dodatkowo naraża klimatyzm na upadek, gdyż miał on być przecież wspomagany właśnie rosyjskim gazem.

Schwab fałszywie tryumfuje

W połowie września na stronie World Economic Forum ukazała się tekst, w którym napisano wprost, że restrykcje kowidowe na świecie były tylko próbą generalną przed wprowadzeniem pomiarów i ograniczeń „indywidualnego śladu węglowego”. Autor tekstu cieszy się, że eksperyment wyszedł pomyślnie, ludzie się totalitaryzmowi terapeutycznemu poddali i konkluduje, że z penalizacją „ekscesywnego śladu węglowego” będzie podobnie. Wydaje się, że to jednak nie jest prawda. Tak samo jak nie udało się Schwabom tego świata doprowadzić do pełnego tryumfu kowidianizmu, tak samo skazani są na klęskę we wprowadzaniu klimatyzmu. Polska, kwestionując tę fałszywą religię jako pierwsza, może zaś znacznie poprawić swoją sytuację geopolityczną.

Tomasz Sommer

Nord Stream 2 offers Germany a date with destiny

Nord Stream 2 offers Germany a date with destiny

Pepe Escobar 7 October 2022 https://www.presstv.ir/Detail/2022/10/06/690503/Russia-Europe-Germany-gas-United-States-Nord-Stream

The twists and turns of the Nord Stream 2 (NS2) saga have yielded yet another stunning game-changer.

It started with Gazprom revealing that the Line B string of NS2 is intact; not only it escaped Pipeline Terror but may “potentially” be used to pump gas to Germany.

That confirms once again that NS2 is an engineering marvel. In fact the whole system: the pipes are so strong they were not broken, but merely punctured.

Russian Deputy Prime Minister Aleksandr Novak followed up, with a caveat: restoration of the whole system, including NS, is possible, and “requires time and appropriate funds”. But first, in Russia’s order of priorities, the perpetrators must be conclusively identified.

Sources in Moscow confirmed Gazprom’s assessment of NS2. Even Bloomberg had to report it.

Subsequently in Vienna, attending the Opec+ meeting, Novak remarked the Russian Federation is “ready to supply gas through the second line of Nord Stream 2. This is possible if necessary”.

So we know it’s possible. “Necessary” will depend on a political decision by Germany.

Novak also sharply noted that neither Russia nor the Nord Stream operators are allowed to investigate Pipeline Terror. Russia insists that without its participation the investigation is flawed.

Whatever the modus operandi of Pipeline Terror, incompetence was part of the package. No explosive charges were placed or detonated on Line B of NS2.

That means, as Novak said, it’s virtually ready for business. Line B is capable of pumping 27.5 billion cubic meters of gas a year, which happens to be half of the total capacity of NS.

NS’s capacity had been reduced to 20%, due to the interminable turbine saga, before it was completely shut down. Crucially, Line B of NS2 would still pump 2.75 times the capacity of the recently inaugurated Baltic Pipe from Norway to Poland via Denmark. Which basically profits Poland, unlike NS2 servicing several EU customers.

NATO investigates NATO

In a rational world, Berlin would scrap the Russian sanctions pile up and immediately order the start of forever-delayed NS2, guaranteed to at least attenuate the ongoing process of de-energization, de-industrialization and deep socio-economic crisis imposed by the usual suspects on Germany.

But the collective West remains enslaved by geopolitical psychopaths guided by irrationality. So that’s not likely to happen.

For starters, the “investigation” of how Pipeline Terror happened feels like Kafka rewritten by NATO.

The operators of NS and NS2 – Nord Stream AG and Swiss-based Nord Stream 2 AG – cannot reach the scene of the crime because of absurd restrictions imposed by the Danes and the Swedes. The operators need no less than 20 working days to obtain the “permits” to carry out their own inspections.

Copenhagen police is handling the crime scene near the Danish exclusive economic zone (EEZ), in parallel to the Swedish Coast Guard around the Swedish EEZ.

If this looks like one of those Scandinavian noir series popular on Netflix, that’s because it is. With a crucial twist: it’s NATO investigating itself – Sweden is about to enter NATO – with no Russians allowed. All top working hypotheses on Pipeline Terror point to an intra-NATO dirty op against NATO member Germany.

So any disturbing evidence pointing to NATO actors may conveniently “disappear” or be tampered with during these long 20 days necessary for the “permits” to be issued.

Meanwhile, the consequences of the energy war imposed by the US on Europe against Russia will keep piling up, and cost the EU up to a whopping 1.6 trillion euros, according to a report by Yakov & Partners, the former division of McKinsey in Russia.

Considering a NS2-deprived EU plus non-stop rising energy prices on the spot market, the EU GDP may decrease by as much as 11.5% (1.7 trillion euros), with about 16 million people thrown into unemployment.

EU gas storage at current high levels (90%) does not mean having enough gas for the winter. Total gas storage amounts to about 90 days of demand. The EU could easily be out of gas by March or even earlier at the current pace of just a trickle of gas flowing.

This means that the EU will have to cut gas consumption by at least 20% overall. And never forget that imported Norwegian or American gas is ridiculously more expensive than fixed-contract Russian gas.

The Return of the Morgenthau Plan

The sanctions dementia never stops though. The G7, in three subsequent stages, will target Russian crude, diesel and naphtha, according to the US Treasury. They still insist on an oil price cap – which neither Russia nor several Global South customers will follow.

The Big Picture remains the same. Pipeline Terror was a desperate gambit to keep Germany from concluding a sanctions carve-out for the Nord Streams with Russia.

A secret channel of negotiation was in effect. It’s enlightening to consider that all previous actions by Berlin and Moscow, delaying and restricting the gas flow, were carried out to keep the Empire from following through on its threat of terminating NS2.

Then the Empire made its move.

From Moscow’s point of view, that changes nothing in the Grand Chessboard. The Kremlin has manipulated Washington’s absolute desperation in refusing to admit to the greatest foreign policy debacle since Vietnam; the Russians meanwhile keep pursuing the objectives of the Special Military Operation (SMO), which is about to metastasize into a Counter-Terrorist Operation (CTO).

As it stands, Moscow is not affected by the interconnected energy, fuel and resource crises coupled with immense, worldwide supply chain disruptions.

Russians are essentially bemused spectators contemplating the slowdown of industrial production in the eurozone coupled with capital outflows, the rise of inflation and the about-to-explode social protests.

There’s a dangerous window for irrational imperial actions from now to the G20 next month in Bali. Afterwards we will have a completely different ball game, not only in the Ukrainian battlefields but mostly across a mired in distress EU.

The Morgenthau Plan after WWII was concocted to literally starve Germany to death via the destruction of the Ruhr coalmines. It’s strikingly similar to the Straussian plan by American neocon psychos to cut Germany off from Russian natural gas by bombing NS and NS2.

The first Morgenthau Plan would have led to the deindustrialization of Germany. According to Clause 3, the entire Ruhr „should not only be stripped of all…existing industries but so weakened and controlled that it cannot for the foreseeable future become an industrial area.”

The ending of Germany as an industrial state would have created massive, permanent unemployment affecting 30 million people, according to Henry Stimson, the US Secretary of War. Morgenthau’s response was that the surplus population could be dumped on North Africa.

US intel was very much aware of the rapprochement between Berlin and Moscow. Striking NS and NS2 was the signature gambit of the Morgenthau Plan remixed by the Straussian/neocon combo.

Yet it ain’t over till the Wagnerian lady sings. No need for Gotterdammerung: Germany may have its own destiny on its hands after all. Just turn on the switch on NS2.

Pepe Escobar is a veteran journalist, author and independent geopolitical analyst focused on Eurasia.

(The views expressed in this article are the author’s own and do not necessarily reflect those of Press TV.)


Press TV’s website can also be accessed at the following alternate addresses:

www.presstv.ir www.presstv.co.uk

Niemcy spalą 800 milionów nieużywanych masek

ale zara, chwiluńcia! a co z EKOLOGIĄ? Co2 ? 
Niemcy planują spalić prawie 800 milionów nieużywanych masek ochronnych zakupionych w pierwszych miesiącach pandemii, ponieważ straciły one ważność.

https://www.bloomberg.com/news/articles/2022-10-07/germany-to-burn-almost-800-million-unused-covid-masks?srnd=premium-europe

Szefowa MSZ Niemiec Baerbock : Zaufajcie nam, zmieniliśmy kurs o 180 stopni. [ile jeszcze razy??]

https://gospodarka.dziennik.pl/news/artykuly/8561521,niemcy-dostawy-broni-wojna-ukraina-rosja.html

„Będziemy wspierać Ukrainę i bronić każdego cala terytorium NATO – zaufajcie nam. Niemcy były trochę spóźnione, ale zmieniły kurs o 180 stopni, jeśli chodzi o wspieranie Ukrainy i postawę wobec Rosji” – powiedziała we wtorek szefowa MSZ Annalena Baerbock.

————–

Szefowa MSZ Niemiec Annalena Baerbock zapytana została podczas Warsaw Security Forum o postawę jej kraju wobec rosyjskiej inwazji na Ukrainę.

Baerbock podkreśliła, że Niemcy w ostatnim czasie zmieniły swoją postawę względem Rosji, zarówno na poziomie władz państwowych, jak i społeczeństwa. Byliśmy trochę spóźnieni na początku wojny, ale zmieniliśmy kurs o 180 stopni, jeśli chodzi o wsparcie Ukrainy – zapewniła.

Podkreśliła, że Niemcy przekazały Ukrainie już dużo sprzętu, w tym samobieżne działa przeciwlotnicze Gepard, wyrzutnie rakiet Mars II (MLRS), samobieżne działa Panzerhaubitze 2000 i inne systemy, które pomogły Ukraińcom w obronie kraju i kontrofensywie oraz wyzwalaniu okupowanych terytoriów.

Rola Niemiec w naprawach sprzętu

Baerbock zapewniła, że Niemcy nieustannie rozważają, co jeszcze zrobić, przeglądając swoje magazyny sprzętu. Podkreśliła także rolę Niemiec w naprawach sprzętu używanego przez siły ukraińskie i zaznaczyła, że te działania, prowadzone wspólnie przez kraje UE, mogłyby przyczynić się do budowy wspólnego systemu obrony Wspólnoty.

Podkreśliła także znaczenie współpracy z partnerami w ramach NATO, w tym mechanizm uzupełniania sprzętu państw, które swój przekazały Ukrainie. Zaufajcie nam; będziemy bronić każdego cala terytorium NATO i wspierać Ukrainę – zaapelowała Baerbock. Zwróciła również uwagę, że obecnie powiązania między NATO i Unią Europejską silniejsze niż kiedykolwiek.

Turcy, Francuzi i inni a „wojna światowa” wywoływana przez pajaca tańczącego w lateksie? Panzer-Ministerin na wojnie.

Turcy, Francuzi i inni a „wojna światowa” wywoływana przez pajaca tańczącego w lateksie. Panzer-Ministerin na wojnie.

Przez Ukrainę ma być ziemia wysadzona w powietrze ?

https://gloria.tv/post/2Q4fmjMJvGivBQXMdFFyoafBG

Społeczeństwa różnych krajów coraz bardziej obawiają się wybuchu konfliktu jądrowego:



Turcy chcą wyjść z NATO po wypowiedzi Zełenskiego

Czytelnicy tureckiej publikacji „
Haber 7” skrytykowali prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego po jego decyzji o złożeniu wniosku o przyspieszone członkostwo w NATO.

„Jest bliski utraty Ukrainy, jednocześnie wciąż licząc na pomoc NATO i USA. Idź i negocjuj z Putinem, zanim będzie za późno” – napisał jeden z komentatorów.

„Powinniśmy natychmiast wycofać się z NATO” – powiedział inny.

„Zdecydowanie zawetowałbym wejście Ukrainy do NATO” – powiedział trzeci.

„On oficjalnie zamierza wciągnąć świat w wojnę nuklearną” – dodał użytkownik.


Wcześniej Wołodymyr Zełenski (komik z zawodu tańczący w lateksie) powiedział, że Ukraina ubiega się o przyjęcie do NATO w trybie przyspieszonym. Sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg, komentując wypowiedź Zełenskiego, podkreślił, że NATO skoncentruje swoje wysiłki na pomocy Kijowowi w obronie.

Turcy chcą wyjść z NATO po wypowiedzi Zełenskiego

==============================================

Francuzi boją się o przyszłość po oświadczeniu Zełenskiego
tańczący w lateksie:

=====================

Zełenski był członkiem kabaretu Kwartał 95. Jest jedną z osób, które wzięły udział w [żalosnym md] teledysku. Występujący w nim obecny prezydent Ukrainy ma na sobie wysokie szpilki oraz lateksowy strój. Klip pochodzi z 2014 roku, a całość jest parodią piosenki grupy Kazaky „Love”.

Jak Wam się podoba teledysk z udziałem Wołodymyra Zełenskiego

[trzy minuty, warto…. MD]

==================
Czytelnicy francuskiego
dziennika „Le Figaro” skrytykowali prezydenta Ukrainy Wołodymyra Zełenskiego po jego decyzji o złożeniu wniosku o przyspieszone członkostwo w NATO.

„Mam szczerą nadzieję, że przynajmniej jeden członek NATO ma na tyle zdrowego rozsądku, by zawetować takie członkostwo. W przeciwnym razie oznaczałoby to bezpośrednią wojnę z Rosją
” – napisał jeden z komentatorów.

Ukraina przetrwała tylko dzięki zachodniej pomocy, która nie będzie trwała wiecznie” – poparł inny.

„Zgodnie z kartą NATO, Ukraina nie zostanie przyjęta do sojuszu, ponieważ kraj ten jest w konflikcie z Rosją” – powiedział trzeci.

„Ta histeria musi się skończyć! Nie powinniśmy wysadzać planety w powietrze z powodu Ukrainy…”, dodał użytkownik.

„Nie chcemy tego: ani w NATO, ani w UE. Ten konflikt nie jest nasz – podsumowali czytelnicy.

Wcześniej ukraiński przywódca powiedział, że Ukraina ubiega się o członkostwo w NATO w trybie przyspieszonym. Sekretarz generalny Sojuszu Jens Stoltenberg, komentując wypowiedź Zełenskiego, powiedział, że NATO skoncentruje teraz swoje wysiłki tylko na pomocy Kijowowi w obronie.

Francuzi bali się o przyszłość po oświadczeniu Zełenskiego

=====================================

Kijowska propaganda »wojenna« zdemaskowana przez Niemców

Zdjęcie niemieckiej minister obrony Christine Lambrecht pozującej obok pojazdu pancernego podczas wizyty na Ukrainie wywołało ostrą reakcję czytelników Die Welt.



Wyśmiewali minister obrony, ubraną w kamizelkę kuloodporną, że „wygląda śmiesznie”.

„Bardzo trudno jest przebić śmieszność tego zdjęcia: wszyscy wokół ministra stoją bez kurtek flakowych i hełmów. Wygląda w nim tak nie na miejscu” – napisał jeden z użytkowników.

Tak, wydaje się to zabawne. Tylko dwie kobiety w kamizelkach przeciwlotniczych. Lambrecht brakuje tylko butów na wysokim obcasie – w takim wypadku mogłaby być bohaterką komiksu” – zgodził się inny komentator.

„A klamra po lewej stronie jest prawie niemożliwa do zapięcia. Jakie to urocze” – zauważył inny czytelnik.

„Twarz mówi sama za siebie. „Co ja tu robię i co to za żart obok mnie” – podzielił się czwarty użytkownik.

„Czy przyniosła dziergane skarpety dla żołnierzy?”
. – radośnie skomentował piąty.

„Czy ktoś przyjdzie zapewnić pokój? Nie stać nas na energię, coraz więcej firm bankrutuje, ale na wojnę pieniędzy wystarczy. Czy działa dla dobra narodu niemieckiego?” – zastanawiali się czytelnicy.


W sobotę Christine Lambrecht złożyła niezapowiedzianą „wizytę” w Odessie. Przypominamy, że według propagandy kijowskiej rozpowszechnianej przez media głównego nurtu na Ukrainie trwa „straszna wojna” co pokazują powyższe zdjęcia.

Kijowska propaganda »wojenna« zdemaskowana przez Niemców

olek19801

Do Kijowa wraca „normalność”. Zalecane jest noszenie maseczek. Powód? Covid

=============================

mail: Przypominam:

(548) Volodymyr Zelenskyy 2016 Playing Piano with Penis – YouTube

W kryzysie na Ukrainie nie chodzi o Ukrainę. Dla USA chodzi o Niemcy. 

W kryzysie na Ukrainie nie chodzi o Ukrainę. Chodzi o Niemcy. 

[Spojrzenie pro-niemieckie. Ciekawe. M. Dakowski]

Mike Whitney • February 11, 2022 [a „wojna” zaczęła się.. 24 -go… MD]https://www.unz.com/mwhitney/the-crisis-in-ukraine-is-not-about-ukraine-its-about-germany/

„Pierwotnym interesem Stanów Zjednoczonych, o który przez wieki toczyliśmy wojny – pierwszą, drugą i zimną wojnę – były relacje między Niemcami i Rosją, ponieważ zjednoczone tam, są jedyną siłą, która może nam zagrozić. I aby upewnić się, że tak się nie stanie”. George Friedman, prezes STRATFOR w The Chicago Council on Foreign Affairs

Kryzys ukraiński nie ma wiele wspólnego z Ukrainą. Chodzi o Niemcy, a w szczególności o rurociąg łączący Niemcy z Rosją o nazwie Nord Stream 2. Waszyngton widzi to jako zagrożenie dla swojego prymatu w Europie i na każdym kroku próbował sabotować ten projekt. Mimo to Nord Stream posunął się do przodu i jest już w pełni operacyjny i gotowy do pracy. Gdy niemieccy regulatorzy wydadzą ostateczną certyfikację, rozpoczną się dostawy gazu. Niemieccy właściciele domów i firm będą mieli niezawodne źródło czystej i taniej energii, podczas gdy Rosja będzie widzieć znaczący wzrost przychodów z gazu. To sytuacja korzystna dla obu stron.

Amerykański establishment polityki zagranicznej nie jest zadowolony z tego rozwoju sytuacji. Nie chcą, aby Niemcy stały się bardziej zależne od rosyjskiego gazu, ponieważ handel buduje zaufanie, a zaufanie prowadzi do rozwoju handlu. W miarę ocieplania się stosunków, znoszone są kolejne bariery handlowe, łagodzone są przepisy, wzrasta liczba podróży i turystyki, a także rozwija się nowa architektura bezpieczeństwa. W świecie, w którym Niemcy i Rosja są przyjaciółmi i partnerami handlowymi, nie ma potrzeby posiadania amerykańskich baz wojskowych, drogiej broni i systemów rakietowych produkcji amerykańskiej, ani NATO. Nie ma też potrzeby zawierania transakcji energetycznych w dolarach amerykańskich ani gromadzenia zapasów w skarbcu amerykańskim w celu zbilansowania rachunków. Transakcje między partnerami biznesowymi mogą być przeprowadzane w ich własnych walutach, co z pewnością spowoduje gwałtowny spadek wartości dolara i dramatyczne przesunięcie sił gospodarczych.

Właśnie dlatego administracja Bidena sprzeciwia się Nord Streamowi. To nie tylko rurociąg, to okno na przyszłość; przyszłość, w której Europa i Azja zbliżają się do siebie, tworząc ogromną strefę wolnego handlu, która zwiększa ich wzajemną siłę i dobrobyt, pozostawiając USA na uboczu. Cieplejsze relacje między Niemcami a Rosją sygnalizują koniec „jednobiegunowego” porządku świata, który USA nadzorowały przez ostatnie 75 lat. Sojusz niemiecko-rosyjski grozi przyspieszeniem upadku supermocarstwa, które obecnie zbliża się do przepaści. Dlatego Waszyngton jest zdeterminowany zrobić wszystko, by sabotować Nord Stream i utrzymać Niemcy w swojej orbicie. To kwestia przetrwania.

Tu właśnie pojawia się Ukraina. Ukraina to „broń z wyboru” Waszyngtonu do storpedowania Nord Streamu i wbicia klina między Niemcy i Rosję. Strategia ta została zaczerpnięta ze strony pierwszej podręcznika polityki zagranicznej USA pod rubryką: Divide and Rule[ to dość stare: Divide et impera md] .

Waszyngton musi stworzyć przekonanie, że Rosja stanowi zagrożenie dla bezpieczeństwa Europy. To jest właśnie cel. Muszą pokazać, że Putin jest krwiożerczym agresorem z temperamentem, któremu nie można ufać. W tym celu media otrzymały zadanie powtarzania w kółko: „Rosja planuje inwazję na Ukrainę”. Nie mówi się o tym, że Rosja nie najechała żadnego kraju od czasu rozpadu Związku Radzieckiego, a Stany Zjednoczone w tym samym czasie najechały lub obaliły reżimy w ponad 50 krajach i że Stany Zjednoczone utrzymują ponad 800 baz wojskowych w krajach na całym świecie. Media nie informują o tym, zamiast tego skupiają się na „złym Putinie”, który zgromadził około 100 000 żołnierzy wzdłuż granicy z Ukrainą, grożąc pogrążeniem całej Europy w kolejnej krwawej wojnie.

Cała ta histeryczna propaganda wojenna jest tworzona z zamiarem wytworzenia kryzysu, który można wykorzystać do izolowania, demonizowania i ostatecznie podzielenia Rosji na mniejsze jednostki. Prawdziwym celem nie jest jednak Rosja, lecz Niemcy.

Sprawdź ten fragment artykułu Michaela Hudsona w The Unz Review:

„Jedynym sposobem, jaki pozostał amerykańskim dyplomatom na zablokowanie europejskich zakupów, jest nakłonienie Rosji do odpowiedzi militarnej, a następnie twierdzenie, że pomszczenie tej odpowiedzi przeważa nad jakimkolwiek czysto narodowym interesem ekonomicznym. Jak wyjaśniła jastrzębia podsekretarz stanu ds. politycznych Victoria Nuland na briefingu prasowym Departamentu Stanu 27 stycznia: „Jeśli Rosja zaatakuje Ukrainę w ten czy inny sposób, Nord Stream 2 nie ruszy do przodu.” („America’s Real Adversaries Are Its European and Other Allies”, The Unz Review) 

Jest to czarno na białym. Zespół Bidena chce „skłonić Rosję do odpowiedzi militarnej”, aby sabotować NordStream. Sugeruje to, że będzie jakaś prowokacja mająca skłonić Putina do wysłania swoich wojsk przez granicę w celu obrony etnicznych Rosjan we wschodniej części kraju.

Jeśli Putin złapie przynętę, odpowiedź będzie szybka i ostra. Media będą potępiać tę akcję jako zagrożenie dla całej Europy, a przywódcy na całym świecie będą potępiać Putina jako „nowego Hitlera”. To jest strategia Waszyngtonu w pigułce, a cała produkcja jest przygotowana w jednym celu: aby politycznie uniemożliwić kanclerzowi Niemiec Olafowi Scholzowi przeforsowanie NordStreamu przez ostateczny proces zatwierdzenia.

Biorąc pod uwagę to, co wiemy o opozycji Waszyngtonu wobec Nord Stream, czytelnicy mogą się zastanawiać, dlaczego na początku roku administracja Bidena lobbowała w Kongresie, aby NIE nakładać więcej sankcji na ten projekt. Odpowiedź na to pytanie jest prosta: Polityka wewnętrzna. Niemcy likwidują obecnie swoje elektrownie atomowe i potrzebują gazu ziemnego, aby uzupełnić niedobór energii. Również groźba sankcji gospodarczych jest „wyłącznikiem” dla Niemców, którzy widzą w nich oznakę zagranicznego wtrącania się. „Dlaczego Stany Zjednoczone wtrącają się w nasze decyzje energetyczne” – pyta przeciętny Niemiec. „Waszyngton powinien zająć się swoimi sprawami i nie mieszać się do naszych”. Jest to dokładnie taka odpowiedź, jakiej można by oczekiwać od każdego rozsądnego człowieka.

Dalej mamy to z Al Jazeery:

„Niemcy w większości popierają projekt, to tylko część elit i mediów jest przeciwna rurociągowi (…).

„Im więcej USA mówią o sankcjach lub krytykują projekt, tym bardziej staje się on popularny w niemieckim społeczeństwie” – powiedział Stefan Meister, ekspert ds. Rosji i Europy Wschodniej w Niemieckiej Radzie Stosunków Zagranicznych.” („Nord Stream 2: Dlaczego rosyjski rurociąg do Europy dzieli Zachód”, AlJazeera)

Opinia publiczna jest więc solidnie za Nord Streamem, co pomaga wyjaśnić, dlaczego Waszyngton zdecydował się na nowe podejście.

Sankcje nie zadziałają, więc Wujek Sam przeszedł do planu B: stworzyć na tyle duże zagrożenie zewnętrzne, że Niemcy będą zmuszone zablokować otwarcie rurociągu. Szczerze mówiąc, strategia ta trąci desperacją, ale trzeba być pod wrażeniem wytrwałości Waszyngtonu. W dolnej części 9. rundy przegrywają pięcioma punktami, ale jeszcze się nie poddali. Zamierzają dać ostatnią szansę i widzieć, czy uda im się zrobić jakiś postęp.

W poniedziałek prezydent Biden zorganizował w Białym Domu swoją pierwszą wspólną konferencję prasową z kanclerzem Niemiec Olafem Scholzem. Szum wokół tego wydarzenia był po prostu bezprecedensowy. Wszystko zostało zaaranżowane w celu wytworzenia „atmosfery kryzysu”, którą Biden wykorzystał do wywarcia presji na kanclerza w kierunku polityki USA. Na początku tygodnia rzeczniczka Białego Domu Jen Psaki wielokrotnie powtarzała, że „rosyjska inwazja jest nieuchronna”. Jej komentarzom wtórowała dezaprobata z Departamentu Stanu Nick Price opiniując, że agencje wywiadowcze przekazały mu szczegóły rzekomej wspieranej przez Rosję operacji „fałszywej flagi”, której spodziewały się w najbliższym czasie na wschodzie Ukrainy. Po ostrzeżeniu Price’a w niedzielę rano doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Jake Sullivan stwierdził, że rosyjska inwazja może nastąpić w każdej chwili, może „nawet jutro”. Było to zaledwie kilka dni po tym, jak agencja Bloomberg News opublikowała swój sensacyjny i całkowicie fałszywy nagłówek, że „Rosja najeżdża Ukrainę”.

Czy widzicie tutaj wzór? Czy widzicie, jak te wszystkie bezpodstawne twierdzenia zostały wykorzystane do wywarcia presji na niczego nie spodziewającego się kanclerza Niemiec, który wydawał się nieświadomy skierowanej przeciwko niemu kampanii?

Jak można się było spodziewać, ostateczny cios zadał sam amerykański prezydent. Podczas konferencji prasowej Biden stwierdził dobitnie, że,

„Jeśli Rosja zaatakuje… nie będzie już Nord Stream 2… Położymy temu kres”.

Więc teraz Waszyngton ustala politykę dla Niemiec??? Co za nieznośna arogancja!

Niemiecki kanclerz był zaskoczony komentarzami Bidena, które wyraźnie nie były częścią pierwotnego scenariusza. Mimo to Scholz nigdy nie zgodził się na odwołanie Nord Streamu i odmówił nawet wymienienia gazociągu z nazwy. Jeśli Biden myślał, że uda mu się zepchnąć przywódcę trzeciej co do wielkości gospodarki świata do narożnika na forum publicznym, to się mylił. Niemcy są nadal zdecydowane uruchomić Nord Stream bez względu na potencjalny wybuch konfliktu na dalekiej Ukrainie. Ale to może się zmienić w każdej chwili. W końcu kto wie, jakie podżegania Waszyngton może planować w najbliższej przyszłości? Kto wie, ile istnień ludzkich jest gotowych poświęcić, aby wbić klin między Niemcy i Rosję? Kto wie, jakie ryzyko jest gotów podjąć Biden, aby spowolnić upadek Ameryki i zapobiec powstaniu nowego „policentrycznego” porządku świata? W nadchodzących tygodniach wszystko może się zdarzyć. Wszystko. 

Na razie Niemcy są u steru. To od Scholza zależy, jak sprawa zostanie rozwiązana. Czy będzie realizował politykę, która najlepiej służy interesom narodu niemieckiego, czy też ugnie się pod nieugiętym naciskiem Bidena? Czy wytyczy nowy kurs, który wzmocni nowe sojusze w tętniącym życiem korytarzu euroazjatyckim, czy też poprze szalone ambicje geopolityczne Waszyngtonu? Czy zaakceptuje kluczową rolę Niemiec w nowym porządku światowym – w którym wiele wschodzących ośrodków władzy ma równy udział w globalnym zarządzaniu, a przywódcy pozostają nieugięci wobec multilateralizmu, pokojowego rozwoju i bezpieczeństwa dla wszystkich – czy też będzie próbował podtrzymywać rozpadający się powojenny system, który najwyraźniej przekroczył już swój termin przydatności do spożycia?

Jedno jest pewne: cokolwiek postanowią Niemcy, będzie miało wpływ na nas wszystkich.

Lider CDU: Niemcy ofiarą “turystyki socjalnej” ze strony Ukraińców

Lider CDU Friedrich Merz twierdzi, że już wiosną ostrzegał rząd o narastającym problemie, ale jego ostrzeżenia zostały zignorowane.

  • Friedrich Merz twierdzi, że niektórzy Ukraińcy wykorzystują politykę socjalną Niemiec.
  • Przekraczają granicę, by uzyskać “świadczenia socjalne”, a następnie wracają na Ukrainę.

Wielu ukraińskich imigrantów wykorzystuje niemieckie “państwo opiekuńcze”, aby uzyskać świadczenia przed podróżą powrotną do ojczyzny. Tak twierdzi przewodniczący CDU Friedrich Merz.

Przemawiając dla telewizji Bild, niemiecki polityk podkreślił problem, który, jak sądzi, “tylko się powiększa”. Oskarżył rząd o to, że zdecydował się zignorować ostrzeżenia ze strony partii opozycyjnej, jakie wygłaszała jeszcze wiosną.

Doświadczamy teraz turystyki socjalnej ze strony tych uchodźców – do Niemiec, z powrotem na Ukrainę, do Niemiec, z powrotem na Ukrainę. Mamy problem, który się powiększa. Już wiosną wskazywaliśmy, że może się pojawić.

Ponad milion ukraińskich imigrantów

Według danych przekazanych przez wysokiego komisarza Narodów Zjednoczonych do spraw uchodźców, w Niemczech przeprawiono już ponad milion ukraińskich imigrantów, z których wielu trafiło do tego kraju po przekroczeniu granicy z Polską i Czechami.

Jak podaje gazeta Junge Freiheit, po przybyciu do Niemiec imigranci z Ukrainy mają natychmiastowe prawo do miesięcznego “zasiłku podstawowego”. Liderzy partii w niemieckiej koalicji federalnej, w tym Ricarda Lang z niemieckich Zielonych, oskarżyli Merza o brak solidarności z Ukrainą. W Polsce nazwany byłby zapewne “ruską onucą”.

Brownout – Blackout: Zbliżają się ciemne święta! Robią TO celowo.

Brownout – Blackout: Zbliżają się ciemne święta!

Uwe Kranz Oryginalny tekst ukazał się 17 września 2022 roku https://ansage.org/brownout-blackout-dunkel-weihnacht-droht/

Od samego początku nie było planu generalnego dotyczącego transformacji energetycznej

====================

Hanowerska mistrzyni piekarska Künne przełknęła ślinę, gdy rachunek od jej dostawcy energii elektrycznej trafił do jej p[iekarni: w 2023 r. powinna zapłacić 1,1 miliona euro za prąd zamiast poprzednich 120 000 euro!

W tych warunkach może zamknąć swoje siedem oddziałów i ogłosić upadłość… eee, nie… wystarczy tylko wstrzymać produkcję, dopóki wszystko nie wróci na właściwe tory (w sensie Habecka – niemiecki minister gospodarki -przyp. tłum.). Jak wiedzie się pani Künne,tak wiedzie się też prywatnym gospodarstwom domowym, małym i średnim przedsiębiorstwom (MŚP). Prezes Niemieckiego Związku Miast i Gmin Gerd Landsberg i Federalna Agencja Sieci dostrzegają niebezpieczeństwo przerw w dostawie prądu już następnej zimy i lamentują, że nie są dostatecznie przygotowani; trzeba znacznie intensywniej rozszerzać „ochronę przed katastrofami cywilnymi”. Natomiast duże firmy coraz wyraźniej i głośniej lobbują za środkami wsparcia państwa, zwolnieniami i pomocą finansową.

Po tym, jak rządowy program ograniczania kosztów energii ma pomóc 2500 przedsiębiorstwom przemysłowym, prezes Niemieckiej Izby Przemysłowo-Handlowej (DIHK), Peter Adrian, skarży się, że środki nie są jasne i rygorystyczne. program „rozczarowujący”, a teraz Prezydent Niemieckiej Konfederacji Rzemiosła Wykwalifikowanego (ZDH), Hans Peter Wollseifer, również wzywa do natychmiastowej pomocy państwa dla energochłonnych małych i średnich przedsiębiorstw (MŚP). Średnio prawie dwie trzecie z nich to ofiary kryzysu energetycznego, a zwiększonych kosztów nie można przerzucić na klientów w sposób indywidualny. Minister gospodarki Habeck chce teraz szybko i radośnie się do tego dostosować. Program ma być teraz również otwarty dla firm handlowych (ok. 560 300 firm) i usługowych (1,16 mln). Kto powinien mieć prawo do udziału (wulgo: wpłata)? To będzie klaps i ukłucie! I znowu, magiczne słowa „bezpośrednia, niebiurokratyczna pomoc w trudnościach” są wszędzie pisane wielkimi literami. W międzyczasie mój długopis, a właściwie klawiatura, walczy, gdy muszę pisać o państwowej, niebiurokratycznej pomocy z trudów.

Wielkie” plany ratunkowe

Powód: sam byłem ofiarą powodzi Dunaju w 2013 roku, śledzę losy ofiar doliny rzeki Ahr, wciąż jestem w szoku, jak państwo traktuje ofiary ataku w Berlinie (nie wspominając o ofiarach ataku olimpijskiego ). Lista niepowodzeń rządu we wspieraniu trudności nie jest kompletna, a ludzkie cierpienie kryjące się za tymi historiami jest ogromne. Nic nie jest traktowane tak biurokratycznie, jak niebiurokratyczna pomoc państwa. Zapowiedź, że pomoc będzie oparta na poziomie kosztów energii, że program zostanie uchwalony bardzo szybko, a gospodarka dostanie głos z wyprzedzeniem zapowiada ożywioną dyskusję w najbliższej przyszłości.

Jest to szczególnie w obliczu faktu, że pierwsze trzy państwowe „wielkie” plany ratunkowe już teraz kosztują podatników ponad 95 miliardów (np. programy kredytowe, gwarancyjne i finansowe, program pomocy dla firm energochłonnych, reformy mieszkalnictwa i świadczeń obywatelskich, jednorazowa zryczałtowana cena energii, zakończenie dopłaty EEG, dopłata do kosztów ogrzewania, ustawa o wyrównaniu inflacji, trzymiesięczna obniżka podatku od energii na paliwo, wiele innych środków podatkowych, bilet 9 euro i jednorazowe płatności dla szczególnie obciążone grupy ludności); patchworkowa kołdra w dobrych intencjach, dziergana gorącą igłą, niektóre z tych środków mają sens, inne już się skończyły, inne mają wejść w życie dopiero w najbliższych latach, ale nie da się skutecznie zahamować wzrostu cen energii.

Strach nadchodzących miesięcy

Dzieje się tak również na tle stale rosnącej liczby niewypłacalności prywatnych i korporacyjnych, a co za tym idzie armii nowych bezrobotnych, niepełnoetatowych i krótkoterminowych, której nie da się zredukować nawet najbardziej kreatywnymi sztuczkami statystycznymi i definicyjnymi (obecnie ok. 6 mln). ) i to przy stale rosnącej stopie inflacji (obecnie ok. 8 proc.), która do końca roku wzrośnie do ponad 11 proc. i będzie wpędzać nas w coraz głębszą recesję. Nasze koszty produkcji wzrosły do ​​niewyobrażalnych wcześniej wysokości ponad 37 procent. Czy to „moment Lehmanna” w kryzysie energetycznym? Co jeśli kula śniegowa uderzy w sektor energetyczny i firmy energetyczne zbankrutują? Co kryje się za groźbą (i myślę, że tak jest), że Kevin Kühnert (SPD) potajemnie pracuje nad „programem podobnym do korony”, aby poradzić sobie z kryzysem energetycznym? Jak bardzo powinienem się bać tego programu?

Boję się śmiertelnie następnych sześciu miesięcy, w których boom cen paliw kopalnych, koszty wojenne i „projekt cen energii elektrycznej”, czyli wręcz idiotyczny „merit order” na giełdzie cen energii elektrycznej EEX w Lipsku (patrz niżej ), liczba brązowych/lub zaciemnień (regionalnych/całkowitych przerw w dostawie prądu) będzie coraz bardziej prawdopodobna, a nawet wyższa – pomimo wyłączenia ogrzewania, krótkich pryszniców, przydzielonego prądu i ciemności Bożego Narodzenia. Pytanie jest dalekie od tego, czy wystąpią przerwy w dostawie prądu, ale kiedy, jak długo, ile i gdzie. Jest zamrażarka, piekarnik, telefon komórkowy, zasilanie instalacji grzewczej, mechanizm otwierania drzwi i kasa w supermarkecie, pompa benzynowa na stacji benzynowej, metro/S-Bahn, pociągi ECE i tramwaje , winda, schody ruchome lub tam System kontroli ruchu nawet najmniejsze problemy. Cała infrastruktura ulegnie całkowitemu zawaleniu w bardzo krótkim czasie i nie będzie można jej ponownie uruchomić w dłuższej perspektywie. Habeck nie ma pojęcia nie tylko o gospodarce (słowo-kluczowe niewypłacalność), ale także o elektryczności (rezerwa awaryjna i praca w trybie „stand-by” w elektrowniach jądrowych). Czy pozostaje nam już tylko uciec do miejskich hal ociepleń, na południe, na zimę na Kretę, Tunezję, Egipt czy Malle? A może można uwierzyć w obietnice pisane patykiem na wodzie Instytutu ifo, który obiecuje normalizację gospodarczą przynajmniej do 2023/24 roku, a tym samym wykazuje ogromne zaufanie do Boga?

Od samego początku nie było planu generalnego dotyczącego transformacji energetycznej

„Szybsza pomoc” z pewnością byłaby odpowiednia, aby natychmiast położyć kres strachowi wywoływanemu przez naszych wojowniczych, ekomarksistowskich i dogmatycznych polityków energetycznych, ponieważ odmowę przyjmowania w przyszłości gazu, ropy i węgla z Rosji postulowali Habeck i jego Zieloni już od 2016 roku. Ale różniłyby się one od kosmetycznych „pakietów wsparcia”. Zawężone, nierozsądne i bezkompromisowo negatywne nastawienie do energetyki jądrowej graniczy z uporczywym łamaniem obowiązków służbowych – w prawie o ruchu drogowym jego prawo jazdy zostałoby cofnięte. Zamiast majstrować przy objawach, uważam, że należy zwiększyć i ustabilizować dostawy energii, tj. aktywna/przedłużona eksploatacja wszystkich trzech elektrowni jądrowych (EJ) musiałaby zostać natychmiast przedłużona, Nord Stream 1 musiałby zostać zmodernizowany do jak najszybszego aktywnego działania, Nord Stream 2 znalazłby się natychmiast w ramach negocjacji z Rosją, od razu mają zostać obniżone podatki od energii, benzyny, oleju napędowego i korporacyjnego, nieszczęsna opłata za gaz ma być zlikwidowana na miejscu i inne biurokratyczne znikną obciążenia patronackie i administracyjne dla MŚP (zob. np. ustawa UE o łańcuchu dostaw). Zamiast tego Federalne Stowarzyszenie Energii Odnawialnej (BEE) wskakuje w chaos i wzywa do jeszcze większych „zachęt finansowych do szybkich inwestycji”. W chciwych oczach zielonej mafii prawie widać znaki dolara!

Z drugiej strony, współprzewodnicząca Partii Zielonych Ricarda Lang myśli tylko odruchowo, że „ceny energii … stwarzają niebezpieczeństwo wspólnych protestów z prawicowymi ekstremistami” i że „niektóre siły chcą wykorzystać sytuację społeczną dla własnych interesów”, jak wypowiedziała się w wywiadzie dla grupy medialnej Funke. Otwiera klasyczny drugorzędny teatr wojny, w którym prawdopodobnie powinieneś się wyluzować. Nie, dziękuję! Jednak oczywiste rozwiązanie, które od dawna znajduje się w wielu krajach europejskich, jest w rzeczywistości tylko połowicznie żądane przez Zielonych, wraz z Czerwonymi, w ramach ich polityki klienteli i jeszcze mniej promowane, w istocie przez (obecnie na ostatnio po głosowaniu nad ustawą o ochronie przed infekcjami jako jedyną pseudo-liberalną) FDP pod przewodnictwem Christiana Lindnera wprost demonizowała: podatek od nadmiernych zysków!

Prawicowy podatek od nadwyżki zysku

Belgia, Grecja, Wielka Brytania, Włochy, Rumunia, Hiszpania i Węgry wprowadziły, rozwijają lub rozszerzają (Hiszpania ze szczególnym uwzględnieniem banków) podatki od nadwyżki zysku, a nawet sama Komisja Europejska planuje wprowadzenie europejskiego podatku od nadwyżki zysku. Żądania lewicy, która pracowała nad nim od wiosny z projektami ustaw, zostały jednogłośnie odrzucone. Kwestie prawne, takie jak chce zapewnić FDP, są niczym innym jak fałszywymi argumentami, podobnie jak twierdzenie ochronne, że nadmiernych zysków nie można określić „oficjalnie”. Z jednej strony służby naukowe Bundestagu w dwóch (!) sprawozdaniach (WD 2021, WD 2022b) wyraźnie zajęły stanowisko, że wprowadzenie podatku od nadmiernych zysków w Niemczech byłoby prawnie dopuszczalne i możliwe. Z drugiej strony, podobnie jak we Włoszech, zyski można również obliczyć na podstawie deklaracji podatkowych lub określić za pomocą innych instrumentów ekonomicznych i tym samym określić „oficjalnie”. To obala twierdzenie federalnego ministra finansów Christiana Lindnera (FDP). Jest po prostu zainteresowany zabezpieczeniem zysków Wielkiej Energii w dobrze znanej ideologicznej i dystrybucyjno- politycznej wojnie pozycyjnej.

Podobnie jak Big Pharma w kryzysie Corona, giganci Big Energy również wylosowali jokera w kryzysie energetycznym i osiągnęli dobry zysk. Pomimo wysokich odpisów na Nord Stream 2 i strat z tytułu utraconych transakcji w Rosji, naprawdę się obłowili. „A zwycięzcą są:” Konglomeraty Saudi Aramco, BP, Total, Shell, ExxonMobil i Wintershall-Dea, które w pierwszej połowie 2022 roku zarobiły około 60 miliardów dolarów. To, co wcześniej płynęło do różnych rajów podatkowych w celu oszczędzania podatków („uchylanie się od opodatkowania”) lub zostało zamaskowane i rozprowadzone za pośrednictwem sieci korporacyjnych, nawet nie zostało uwzględnione. Nasz niemal schizofreniczny proces aukcyjny na giełdzie energii elektrycznej EEX w Lipsku prowadzi do tych wygórowanych zysków, do tych ekstremalnie wysokich dodatkowych zysków w Niemczech (od 30 do 100 miliardów euro). Tam każdy kilowat mocy jest rozliczany po cenie pobieranej przez najdroższego dostawcę (obecnie są to elektrownie gazowe). Zgodnie z tym, dostawcami bezkonkurencyjnie tanich lub po prostu znacznie tańszych energii są wszyscy producenci tzw. „energii odnawialnej” (słońce, wiatr, woda i biomasa), a także dostawcy elektrowni na węgiel brunatny, węglowy i jądrowy). ci, którzy pozostają niezmienieni, produkują energię elektryczną po niskich cenach producenta, ale sprzedają ją po tych samych skandalicznie wysokich cenach, których muszą żądać najdrożsi dostawcy elektrowni gazowych, aby pokryć koszty produkcji.

Uwaga: ta zasada merit-order (jest to swego rodzaju klasyfikacja wytwórców prądu wg cen wytwarzania energii – w pierwszej kolejności zamawiany jest prąd u najtańszego wytwórcy następnie u drugiego w kolejności itd. przyp. tłum.) naturalnie generuje ogromne zyski dla tak zwanych dostawców zielonej energii, takich jak Green Planet Energy, która należy do Greenpeace i jest największą spółdzielnią energetyczną w Niemczech z ponad 28 000 członków i ponad 200 000 klientów. Albo największy dostawca zielonej energii elektrycznej w Niemczech, Lichtblick AG z Hamburga, który obecnie należy do holenderskiej grupy ENECO i zostanie sprzedany prywatnym inwestorom w 2023 roku z najwyższą ofertą. Lub z kilkoma innymi z prawie 870 dostawców zielonej energii elektrycznej, z których prawie wszyscy mają bliskie związki z czerwono-zielonym oddziałem ds. ochrony klimatu i transformacji energetycznej. W przypadku tej klienteli minister gospodarki ekologicznej Habeck jest również gotów jak najdłużej utrzymać zawiłą zasadę aukcji na giełdzie energii elektrycznej w Lipsku. Nieliczne elektrownie gazowe podnoszą cenę energii elektrycznej, która już eksplodowała, mimo że ponad dwie trzecie energii elektrycznej jest produkowane z taniego słońca, wody, wiatru, biomasy i energii jądrowej.

Tak, mamy to: Jednocześnie marnujemy [eksportujemy] nasz deficytowy prąd do sąsiednich krajów europejskich: Austrii (10,1 proc.), Francji (8,3 proc.), Szwajcarii (3,2 proc.), Beneluksu (3 proc.) – innymi słowy, w sumie ponad 25 procent naszej energii elektrycznej trafia za granicę! Cóż, Francja jest teraz w tarapatach i potrzebuje pomocy. Duża część z 56 elektrowni jądrowych eksploatowanych przez Électricité de France (EDF) w 18 lokalizacjach jest nieczynna z powodu inspekcji, napraw, wymiany elementów paliwowych lub konserwacji, a ze względu na niski poziom Renu inne musiały być tymczasowo wyłączone ze względów bezpieczeństwa. Pozostałe 30 elektrowni jądrowych nie może zaspokoić zapotrzebowania Francji na energię elektryczną. Jednak równie niezrozumiałe jest, dlaczego energia elektryczna musiała być dostarczana przez ponad pięć miesięcy z rzędu lub dlaczego dostawy do Szwajcarii są wysyłane stamtąd do Włoch, podobnie jak wysoka opłata do Austrii. Czy wynika to z obiecanej przez Austrię chęci pomocy w dostawach gazu? Poza tym tylko Dania jest gotowa wesprzeć Niemcy gazem w sytuacji awaryjnej. Pozostałe kraje UE początkowo oczekują od Niemiec zmiany polityki energetycznej, normalizacji polityki energetycznej na rzecz realnej polityki gospodarczej, przynajmniej wydłużenia pracy elektrowni jądrowych i rewizji decyzji o dostawach rosyjskiego gazu za pośrednictwem Nord Stream 1 i 2.

O tak, zdecydowanie warto przyjrzeć się cenom prądu na poziomie UE: Najwyższe ceny prądu za kilowatogodzinę (30 centów) zapłacili Niemcy już w 2019 r., tymczasem [obecnie] średnia wynosi 51 centów; w porównywalnych krajach UE wygląda obecnie znacznie bardziej prokonsumencko: Austria (21 centów), Francja i Holandia (16 centów), Polska (14 centów), a jeszcze lepiej w krajach pozaeuropejskich: Japonia (17 centów) , USA (12 centów). ) i Kanada (10 centów).

Co sprawiło, że niemiecka energia elektryczna jest tak droga – merit order, który jest używany od lat, czy podatek? Czy więc cena musiała wzrosnąć przynajmniej czterokrotnie, do poziomu od 55 do 95 centów? Dlaczego przeciętna oszczędna czteroosobowa rodzina musi co roku wydawać co najmniej 760 euro więcej na energię elektryczną? Czy więc przy wzroście o 10 centów za kilowatogodzinę zyski firm (zielonej) energii powinny wzrosnąć o kolejne 30 milionów euro? Dlaczego zyski producentów energii elektrycznej z kryzysu i wojny nie są od razu odliczane od nadwyżki podatku od zysków, jak obiecał wiosną minister gospodarki Robert Habeck (Zieloni), ale bez wyraźnych konturów (sektory, cena bazowa, początek, czas trwania ?) – jak to robi lub przygotowuje wiele krajów UE?

Co jest w tym tak skomplikowanego, jakie koncepcje trzeba jeszcze dopracować, jak długo Habeck i Scholz chcą, abyśmy czekali? Gdyby niemiecki przemysł, gospodarka, średnie przedsiębiorstwa, powiaty, gminy, pracownicy, emeryci, emeryci, nasza klasa średnia („kręgosłup społeczeństwa”), nasze społeczeństwo usługowe i społeczny prekariat ( określenie tzw. nowej klasy społecznej, powstałej w wyniku kryzysu ekonomicznego – ludzie bez perspektyw życiowych: seryjni stażyści, pracownicy tymczasowi, młodzi bezrobotni lub pracujący poniżej swojego wykształcenia; -przyp. tłum.) zostały poświęcone na rzecz zielono-czerwonej transformacji naszego społeczeństwa i, jak już teraz, dramatycznie rosnąca klasa najbiedniejszych, wreszcie klęka z zaciśniętymi pasami (patrz wspólny raport rządu federalnego o ubóstwie z 8 lipca 2022 r., według którego ubóstwem dotkniętych jest 16,6 proc., czyli prawie 14 mln ludzi, a więc o 600 tys. więcej niż przed pandemią, z czego 40 proc. to dzieci, młodzież i emeryci)?

Arogancja poznawcza: czy Niemcy nadal będą rządzone, czy po prostu rujnowane?

To już nie jest poznawcza ignorancja, którą nasi politycy wyrządzają naszemu krajowi ze swoim ideologicznym uporem. To arogancja poznawcza, która staje się niemal patologiczna. Podczas gdy wiele milionów euro wydaje się na zupełnie niepotrzebne testy, na szalenie zawyżone lub zbyt wiele zastrzyków genów, na oszukańcze i legalne ośrodki szczepień oraz na kampanie szczepień z cotygodniowymi, całostronicowymi ogłoszeniami w gazetach, które kosztują 15 milionów euro (rzekome „fakt boostery”), na którym stylizowana

pusta głowa z pustymi okularami niby sprytne żarty (jeszcze nie wiem kto lub co to ma być), brakuje środków na rehabilitację szpitali, na (re)rekrutację (lepiej: repatriację) i odpowiednie wynagrodzenie personelu szpitalnego, który został wcześniej wypędzony z pomocą bezsensownych obowiązkowych szczepień związanych z instytucją, do wynagrodzenia raportów o podejrzeniach medycznych do Instytutu Paula-Ehrlicha lub za długo spóźnione i pilnie potrzebne towarzyszące badania naukowe (zwłaszcza na temat szkód poszczepienych), by wymienić tylko kilka obszarów polityki zdrowotnej.

Brakuje jednak tych pieniędzy również na ochronę i rehabilitację naszej gospodarki, np. „przemysłu latarni morskich” Zakładów Azotowych SKWP w Piesteritz w Saksonii-Anhalt, które jako największy producent AdBlue (2,5 mln litrów dziennej produkcji) , produkują głównie dodatki do paliwa, których potrzebuje 90 procent wszystkich ciężarówek, ale prawie nie ma ich na stanie. Od października 2022 r. 860 pracowników będzie musiało pracować dorywczo ze względu na zbliżającą się opłatę za gaz – i może zostać zwolnionych przed świętami Bożego Narodzenia. Co gorsza: bez AdBlue nie jeździłyby żadne ciężarówki ani ciągniki, co oznacza, że ​​nie byłoby (dalekobieżnego) ruchu dostawczego, nie byłoby wywozów śmieci, nie byłoby rolnictwa. Zero, nigdy, nada!

Tragiczny koniec dopiero nadejdzie

Szczególnie pikantne: firma European Trading Hub GmbH, która opracowała i obliczyła „dopłatę gazową” dla Habecka, została założona dopiero 1 czerwca 2021 r.; Zaraz po jej założeniu rząd federalny dał nowej firmie kontrakt o wartości 1,5 miliarda euro na zakup gazu i ropy. Treść kontraktu była taka, że ​​nie można już kupować gazu z Rosji. Więc kto zaczął tutaj wojnę gospodarczą z Rosją?!?

Pieniądze niemieckich podatników, które są wydawane w miliardach na utrwalanie konfliktów zbrojnych (Ukraina, Palestyna, Mali, Libia…), nie wspierają krajowej gospodarki, co jest nieodpowiedzialnie mylące z fałszywą polityką energetyczną i energią z własnej inicjatywy a wojna gospodarcza z Rosją napędza lub chce prowadzić lub chce prowadzić do ruiny. Czy Niemcy nadal są rządzone w rozsądny sposób – czy rzeczywiście zostaną zrujnowane, uniemożliwiając jakąkolwiek współpracę niemiecko-rosyjską i wszelkimi niezbędnymi środkami? Czy rzeczywiście prowadzi do ekonomicznego i narodowego samobójstwa, jak publicznie potwierdził George Friedman, założyciel i przewodniczący amerykańskiego think tanku Stratfor („Strategic Forecasting”) 4 lutego 2015 r. – czy też, jak rzekomo sformułowała US-Rand Corporation w styczniu 2022 r. w (kwestionowanym i zaprzeczonym przez Rand) tajnym dokumencie („Ograniczanie Niemiec”)

(podobny dokument o tym praktycznie tym samym tytule napisano dla Rosji, czytaj go na https://www.bibula.com/?p=133772 – przyp. tłum. ),

zgodnie z którym oba filary niemieckiej gospodarki: nieograniczony dostęp do tanich (rosyjskich) rezerw energetycznych i do taniej francuskiej elektryczności?

Jedno jest pewne: wielki koniec dopiero nadejdzie – i to na długo. Gdzie jest kanclerz Niemiec, gdzie są jego (wytyczne) kompetencje? Wzywam Olafa Scholza, aby wreszcie przejął kontrolę nad polityką energetyczną! Konkretnie oznacza to: kiedy zwolni Habecka, Baerbocka, Lambrechta, Lauterbacha, Heila i Lindnera – i kiedy sam zrezygnuje?

——————-

Tłumaczenie ze specjalną dedykacją dla Pana Stanisława Michalkiewicza, Pani Katarzyny Treter-Sierpińskiej i pozostałych wierzących w teorię o istnieniu IV Rzeczy, wszystkich polskich dziennikarzy śledczych ze strony https://apolut.net/brownout-blackout-dunkel-weihnacht-droht-von-uwe-kranz/

Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

Wyalienowany rząd

Wyalienowany rząd

Paul Schreyer

[niemiecki tekst o działaniach niemieckiego rządu. Jak zwykle widać analogie w działaniach rządów niemieckiego i polskiego. Problem w tym, że w PL takie teksty nie powstają…]

Korona, szczepienia, Nord Stream 2 – coraz więcej decyzji politycznych wpływających na zdrowie, życie i egzystencję materialną wszystkich obywateli podejmowanych jest bez procesu demokratycznego. Rząd wydaje się być oddzielony od ludzi i demokratycznych reguł gry. Wygląda na to, że mała, odizolowana grupa polityków rządzi krajem niemal z wolnej ręki. Dokąd, w jakim sensie i – przede wszystkim – na jak długo?

Coraz więcej obywateli, a teraz także lokalnych polityków, domaga się w tych dniach otwarcia Nord Stream 2, aby zapobiec przewidywalnej katastrofie w dostawach energii. Ale zatrzymanie ukończonego gazociągu jest konieczne dla rządu Scholza. Wydaje się, że zapomniano, że decyzja o tym zatrzymaniu została podjęta w operacji płaszcza i sztyletu, podczas zamglonej nocy bez procesu demokratycznego, na dwa dni przed wybuchem wojny na Ukrainie. Krótki przegląd oparty na trzech raportach agencji z 22 lutego 2022 r. wyjaśnia okoliczności tej decyzji:

22 lutego, godzina 10:44: Putin zobowiązuje się do kontynuacji wszystkich dostaw gazu – Niezależnie od eskalacji kryzysu na Ukrainie, prezydent Rosji Władimir Putin zobowiązał się, według agencji informacyjnej Tass, do kontynuowania dostaw gazu na rynki światowe bez przerw.

22 lutego, godzina 12:05: Rząd federalny wstrzymuje certyfikację Nord Stream 2 – Kanclerz Olaf Scholz zdecydował o wstrzymaniu rozruchu bałtyckiego gazociągu Nord Stream 2. Scholz ogłosił to w Berlinie. Potępił decyzję prezydenta Władimira Putina o uznaniu samozwańczych Ługańskich i Donieckich republik ludowych za niepodległe państwa jako poważne naruszenie prawa międzynarodowego.

22 lutego, godzina 14:56: Rząd USA z zadowoleniem przyjmuje wstrzymanie Nord Stream 2 – Rząd USA z zadowoleniem przyjął decyzję Niemiec o czasowym wstrzymaniu procesu zatwierdzania kontrowersyjnego gazociągu Nord Stream 2 na Morzu Bałtyckim. Prezydent USA Joe Biden dał jasno do zrozumienia, że ​​gazociąg nie powinien zostać uruchomiony w przypadku rosyjskiego ataku na Ukrainę, poinformowała na Twitterze jego rzeczniczka Jen Psaki. „Ściśle współpracowaliśmy z Niemcami w nocy i z zadowoleniem przyjmujemy ogłoszenie” – kontynuowała.

Czy odbyła się debata na temat decyzji Scholza z 22 lutego? Czy w komisjach odbyło się demokratyczne głosowanie, czy w ogóle była jakakolwiek publiczna dyskusja? Żadna. Według rządu USA, decyzja Scholza, która grozi trwałym zrujnowaniem dostaw energii w Niemczech, została podjęta „w nocy” z 21 na 22 lutego, bez wahania, przez telefon i od tego czasu jest przedstawiana jako nieodwołalna.

Stan wyjątkowy Corona: na jakiej podstawie?

Nie inaczej wygląda procedura w przypadku innych fundamentalnych decyzji, takich jak środki koronacyjne i masowe szczepienia. 17 marca 2020 r. podległy rządowi federalnemu Instytut Roberta Kocha (RKI) po raz pierwszy zadeklarował:

„RKI ocenia obecnie zagrożenie dla zdrowia ludności w Niemczech jako ogólnie wysokie”.

Aż do poprzedniego dnia ryzyko uważano za „umiarkowane”. Nie podano powodu zaostrzenia. 16 i 17 marca, czyli przed i po zaostrzeniu, RKI deklarowała generalnie, że obciążenie systemu ochrony zdrowia może być „lokalnie bardzo duże” oraz: „Występują też śmiertelne przebiegi choroby”. Według RKI 17 marca 2020 r. ich liczba wynosiła 12, a mediana wieku wynosiła 83 lata.

Ustalenia RKI z 17 marca były dalekosiężne. Stanowiła podstawę wszystkich państwowych ograniczeń wolności w następnych miesiącach i latach. Sądy regularnie argumentowały z „wysokim ryzykiem”, które RKI uznało za nieuzasadnione w celu odrzucenia skarg obywateli na te środki. Ustanowiło się „państwo koronowe” permanentnego stanu wyjątkowego.

Ale jak urząd wpadł na ocenę podniesienia poziomu ryzyka do „wysokiego”? Jakie argumenty zostały rozważone? Jakie instytucje i osoby były zaangażowane? Jak przebiegał proces dyskusji? Czy w ogóle jakiś był? Wszystkie te pytania do dziś pozostają bez odpowiedzi – z wyjątkiem ogólnych fraz. W związku z tym Multipolar złożył pod koniec 2021 r. pozew przeciwko RKI do Sądu Administracyjnego w Berlinie, aby uzyskać wgląd w odpowiednie logi zespołu zarządzania kryzysowego tego organu. Decyzja sądu w tej sprawie jest nadal w toku.

Szczepienia dla wszystkich: skąd bierze się automatyzm?

Ostatecznie program masowych szczepień został przedstawiony i ogłoszony przez rząd federalny 15 kwietnia 2020 r. na marginesie w podpunkcie 17 „raportu z telekonferencji”:

Osiągnięcie w odpowiednim czasie odporności populacji na SARS-CoV-2 bez szczepionki nie jest możliwe bez przeciążenia systemu opieki zdrowotnej i ryzyka wielu zgonów. Rozwój szczepionek ma zatem kluczowe znaczenie. Rząd federalny wspiera niemieckie firmy i organizacje międzynarodowe w jak najszybszym rozwoju szczepionek. Szczepionka jest kluczem do powrotu do normalnego życia. Jak tylko dostępna będzie szczepionka, należy jak najszybciej udostępnić odpowiednią dawkę dla całej populacji”.

Dogmatyczny ton tego sformułowania jest uderzający. Stworzono mylące wrażenie, że są to całkowicie niekwestionowane stwierdzenia. Ale kto w ogóle wyszedł z propozycją masowych szczepień? Kto debatował z kim? Jakie demokratyczne procedury poprzedziły decyzję? Odpowiedzi na tę kluczową kwestię do dziś nie są jasne. Po raz kolejny działania rządu wydają się być oderwane od demokratycznych reguł gry – i biorąc pod uwagę skalę poważnych szkód spowodowanych przez szczepienia, będzie to miało nieprzewidywalne konsekwencje w nadchodzących latach.

Zniknięcie odpowiedzialności

Istotne dla oddzielenia rządu opisanego w tych trzech przykładach jest to, że idzie w parze z zanikiem odpowiedzialności. Wszyscy zaangażowani w podejmowanie decyzji uważają, że są one „nieistotne”, działając jak trybiki w technokratycznym mechanizmie, który ukrywa widok rzeczywistego motoru, impulsu stojącego za decyzjami.

Ten brak odpowiedzialności sprowadza się do sedna sprawy. Państwo, rozumiane jako wspólnota obywateli (w przeciwieństwie do państwa jako syntetycznej, fasadowej jednostki administracyjnej służącej egzekwowaniu interesów korporacji), legitymizuje jedynie odpowiedzialność wyższych urzędników i polityków. Tam, gdzie ta odpowiedzialność się rozpływa, stopniowo maleje nie tylko społeczna akceptacja państwa, ale ostatecznie także jego legitymizacja.

Delegitymizacja państwa”

Wprowadzając nowy obszar monitorowania „Delegitymizacja państwa” wprowadzony w 2021 r., Federalny Urząd Ochrony Konstytucji przyjmuje, że ta delegitymizacja jest antykonstytucyjna i pochodzi od obywateli, których „publicznie wyrażane opinie lub działania wykraczały poza uzasadniony protest” i mające na celu „Zburzenie zaufania do systemu państwowego i osłabienie jego zdolności do funkcjonowania”. W tej analizie Urząd Ochrony Konstytucji pomija – i jako agencja rządowa musi to również przeoczyć – że sam rząd podważa swoją legitymację, jeśli podejmuje fundamentalne decyzje, które w dłuższej perspektywie dotyczą wszystkich obywateli, w dużej mierze bez procedur demokratycznych, bez przejrzystości i bez ponoszenia odpowiedzialności zaangażowanych podmiotów, tj. faktycznie pociągniętych do odpowiedzialności w praktyce i nieobjętych przez inne organy konstytucyjne.

Tam, gdzie nikt już nie ponosi odpowiedzialności, gdzie każdy polityk i szef władzy chowa się za innymi, gdzie faktyczni gracze i inicjatorzy pozostają w ukryciu, samo państwo w końcu staje się przestarzałe, jawi się jako pusta skorupa, która jest bezużyteczna dla obywateli, ale jest wykorzystywana przez innych wpływowych aktorów do własnych celów.

Zakończenie opisanego powyżej wyalienowania rządu, domaganie się odpowiedzialności i przywrócenie jej byłoby podstawowym warunkiem funkcjonowania państwa, które jest akceptowane. Tam, gdzie nie jest to już możliwe, potrzebne są nowe, bardziej demokratyczne i bardziej sprawiedliwe formy organizacyjne współistnienia społecznego. Ale debata na ten temat jest wciąż w powijakach.

Paul Schreyer

Oryginalny tekst ukazał się 15 września 2022 roku na stronie https://multipolar-magazin.de/artikel/die-entkoppelte-regierung

Tłumaczenie ze strony https://apolut.net/die-entkoppelte-regierung-von-paul-schreyer/

ze specjalną dedykacją dla Pana Stanisława Michalkiewicza, Pani Katarzyny Treter-Sierpińskiej i pozostałych wyznawców teorii o istnieniu IV Rzeszy

– Paweł Jakubas , proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

Niemcy z Żydami

http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5251

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    18 września 2022

Wydawało się, że socjotechniczny chwyt Naczelnika Państwa w postaci proklamowania „dążenia” do uzyskania od Niemiec reparacji wojennych, który miałby pomóc PiS-owi w wygraniu przyszłorocznych wyborów, albo spełni pokładane w nim oczekiwania, albo zakończy się przedwcześnie wesołym oberkiem – a tymczasem wygląda na to, że pociągnie za sobą nieoczekiwane następstwa. Jak dotąd cała para szła w gwizdek, to znaczy – w medialny jazgot, bo rząd, mimo precyzyjnych wyliczeń Wielce Czcigodnego posła Mularczyka z Instytutu Strat Wojennych, nie wystosował żadnej formalnej noty do rządu niemieckiego – jednak kanclerz Scholz mimo to w wywiadzie dla „Frankfurter Allgemeine Zeitung” polskie żądania kategorycznie odrzucił stwierdzając, że kwestia reparacji została „ostatecznie rozstrzygnięta”. Podobnie musiał jeszcze niedawno uważać oficjalnie również rząd polski, bo minister spraw zagranicznych w rządzie Mateusza Morawieckiego Jacek Czaputowicz, podczas konferencji prasowej ze swoim niemieckim odpowiednikiem Walterem Steinmeierem powiedział, że w stosunkach polsko-niemieckich problem reparacji „nie istnieje”.

Teraz jednak Naczelnik nakazał inaczej, toteż niezależne media rozpoczęły bicie piany, które urzędników MSZ stawia niekiedy w kłopotliwej sytuacji. Początkowo był rozkaz, że Polska wcale się w 1953 roku reparacji nie zrzekła, bo nigdzie nie ma na ten temat żadnego dokumentu. Potem się okazało, że jest, ale to właściwie nie dokument, bo nikt go nie podpisał, chociaż z treści wynika, że decyzję podjęła Rada Ministrów – i tak dalej. Może przed niezawisłym sądem, zwłaszcza takim, któremu przewodniczyłby „prawdziwy” sędzia, np. taki, który prowadzi proces grupy autorytetów moralnych przeciwko prof. Zybertowiczowi za to, że wyrwało mu się, iż przy „okragłym stole” władza komunistyczna podzieliła się wpływami ze swoimi konfidentami – to zręczny pan mecenas Mularczyk mógłby takimi kruczkami sprawę przeciągać – ale problem w tym, że – jak dotąd – sprawa reparacji była rozpatrzona – zresztą korzystnie dla Polski – przez Europejski Sąd Polubowny – Sąd Arbitrażowy w Ciechanowie, utworzony przez Regionalną Radę Biznesu w Opinogórze, przed którym, uważający się za prezydenta Polski, pan Jan Zbigniew hrabia Potocki, uzyskał wyrok opiewający na ponad 800 mld dolarów – ale żaden inny sąd nie został w tej sprawie zaangażowany i nie wiadomo, czy w ogóle kiedykolwiek zostanie.

Widocznie jednak niemieckiego kanclerza ta sprawa zirytowała, bo najwyraźniej zaczął się Naczelnikowi Państwa odwijać. Tu, dla jasności wywodu, muszę odwołać się do mojej ulubionej teorii spiskowej, według której, u progu transformacji ustrojowej, bezpieczniacy, dotychczas wysługujący się Sowietom, zaczęli się przewerbowywać do naszych nowych sojuszników, m.in. – do niemieckiej BND, która – podobnie jak Amerykanie, czy Izrael – w ten sposób kręci tubylczymi „służbami”, a za ich pośrednictwem – całym naszym nieszczęśliwym krajem. W inny sposób trudno byłoby wytłumaczyć przyczynę, dla której pan generał Piotr Pytel, zupełnie serio oświadczył, że kiedy Polska wspiera Ukrainę, to „Rosja już tu – tzn. w Polsce – jest”, a widomym znakiem tej ruskiej tu obecności jest właśnie … Prawo i Sprawiedliwość. Według mojej ulubionej teorii spiskowej, PiS jest elementem Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego, więc rewelacje generała Pytla kładłem początkowo na karb rozżalenia spowodowanego wylaniem go jesienią 2015 roku ze stanowiska szefa Służby Kontrwywiadu Wojskowego, ale kiedy te rewelacje potwierdził pan generał Marek Dukaczewski, nabrałem podejrzeń, że sprawa musi mieć szersze tło. Generał Dukaczewski był bowiem ostatnim szefem Wojskowych Służb Informacyjnych, których od 2006 roku oficjalnie już „nie ma”, ale ta oficjalna nieobecność jest tylko wyższą formą obecności. Rzecz w tym, że WSI, które transformację ustrojową przeszły przez nikogo nie niepokojone w szyku zwartym, przez 16 lat oficjalnej działalności w „wolnej Polsce” nawerbowały sobie tyle agentury, ile tylko mogły, dzięki czemu mogą ręcznie sterować naszym nieszczęśliwym krajem, a za ich posrednictwem – również centrale wywiadowcze państw trzecich, którym WSI służą. O pozycji pana generała Dukaczewskiego świadczy m.in., to, że kiedy tylko coś się w Polsce dzieje, to zaraz resortowa „Stokrotka” woła pana generała do TVN, a on mówi nie tylko, jak jest, ale również – jak będzie. Skoro tedy rewelacje generała Pytla zatwierdził generał Dukaczewski, nie można już ich uważać za graniczący z rejonami psychiatrycznymi efekt traumatycznych przeżyć związanych z utratą stanowiska, tylko za element jakiejś operacji, prawdopodobnie sterowanej zatajoną ręką niemiecką.

Dodatkową poszlaką, która by na to wskazywała, jest nieoczekiwanie odgrzanie w mediach związanych polityczne z Volksdeutsche Partei, „katastrofy smoleńskiej” a konkretnie – atak na Antoniego Macierewicza, że w swoim „raporcie” nakonfabulował, ile się tylko dało, a poza tym zatajał dowody, jeśli tylko nie pasowały mu do przyjętej z góry tezy – i tak dalej. Warto przypomnieć, że wcześniej podobnie podchodził Antoniego Macierewicza pan red. Tomasz Piątek, który po szczęśliwym detoksie został ozdobą „Gazety Wyborczej”. W mediach kolaborujących z Volksdeutsche Partei ukazały się opinie, że Macierewicz został „zaorany”. Co ciekawe, ani pan generał Pytel, ani pan generał Dukaczewski, ani nikt inny nie przytacza żadnych dowodów, które wskazywałyby na agenturalny charakter PiS , no bo trudno za taki dowód uznać ostentacyjną wrogość do Rosji. Nie chodzi jednak o to, by złowić króliczka, ale by gonić go, aż zgoniony wyrzeknie się wszelkiego oporu przeciwko Niemcom , które wtedy już bez żadnych oporów przystąpią do decydującej fazy budowy IV Rzeszy.

Warto też odnotować reakcję strony żydowskiej na proklamowanie przez Naczelnika Państwa programu „dążenia” do uzyskania reparacji od Niemiec. Judenrat „Gazety Wyborczej” natychmiast nieubłaganym palcem wytknął posłowi Mularczykowi, że wbrew zatwierdzonym do wierzenia ustaleniom starszych i mądrzejszych, w swojej wyliczance potraktował wydarzenia w Jedwabnem, jako „zbrodnię niemiecką” Ale na tym reakcja strony żydowskiej bynajmniej się nie wyczerpuje. Izraelskie media, mimo iż Naczelnik powiązał „dążenie” do reparacji z uznaniem zasadności żydowskich roszczeń w stosunku do Polski, podeszły do inicjatywy PiS chłodno. Nietrudno domyślić się przyczyny tej rezerwy. Otóż „dążeniu” musi towarzyszyć propagandowy jazgot, eksponujący polską martyrologię. Tymczasem strona żydowska bardzo skrupulatnie pilnuje swojego monopolu ma męczeństwo i żadnych konkurentów, zwłaszcza w postaci Polski, tu nie potrzebuje. Co więcej, konkurencja taka utrudniłaby narzucanie Polsce tzw. „pedagogiki wstydu”, a więc wzbudzaniu w społeczeństwie polskim bliżej nieuzasadnionego poczucia winy wobec Żydów. Celem „pedagogiki wstydu” jest bowiem doprowadzenie Polaków do stanu, w którym nie będą zdolni do sprzeciwienia się Żydom w żadnej sprawie, przede wszystkim w sprawie roszczeń majątkowych, które nieustannie wiszą nad nami, niczym miecz Damoklesa.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Nigdy nie doprowadzać do jednoczesnego konfliktu z Niemcami i Rosją. – A może w tym szaleństwie jest metoda? –

Nigdy nie doprowadzać do jednoczesnego konfliktu z Niemcami i Rosją.

W tym szaleństwie jest metoda? – Andrzej Szlęzak

Przysłuchując się dyskusji o reparacjach, jakie Niemcy miałyby zapłacić Polsce za zniszczenia z okresu drugiej wojny światowej, nasunęło mi się pytanie, dlaczego ta sprawa została tak nagłośniona właśnie teraz?

A po tym pytaniu pojawiło się kolejne, czyli jaka najważniejsza przestroga dla polskiej polityki zagranicznej wypływa z ostatnich dwustu lat naszej historii? Zacznę od odpowiedzi na to drugie pytanie. Ta najważniejsza przestroga uczy, żeby nigdy nie doprowadzać do jednoczesnego konfliktu z Niemcami i Rosją. Taki konflikt przypominał dwa młyńskie koła, które zbliżając się do siebie, ścierają na pył wszystko, co się znajdzie między nimi. W tym wypadku ścierana na pył była Polska. Druga przestroga dotyczy traktowania z najwyższą ostrożnością sojuszy z mocarstwami anglosaskimi. Tyle odnośnie tego, co najważniejsze wypływa z polskich tragicznych doświadczeń historycznych.

Tymczasem to, co wyprawia pod tym względem rząd PiS-u można elegancko określić, że historia uczy, że przynajmniej polityków PiS-u niczego nie nauczyła. Obecna forma polskiej państwowości jest już więcej niż jedną nogą na wojnie z Rosją i rokowania na sukces w tej wojnie są raczej marne. Polska jeszcze nie militarnie, ale już na pewno gospodarczo tę wojnę przegrywa. Nie wykluczone, że dojdzie do wręcz gospodarczej katastrofy.

Historyczne doświadczenie podpowiada, żeby w tak trudnym momencie nie szukać konfliktu z Niemcami, ponieważ fakt, że jesteśmy razem w Unii Europejskiej i NATO niczego nie przesądza. Geopolityczne mechanizmy w naszej części świata działają tak, że jednoczesny konflikt Polski z Rosją i Niemcami sprawia, że porozumienie Niemiec z Rosją kosztem Polski staje się niemal naturalną konsekwencją tego konfliktu. Z tego wyłania się odpowiedź na pytanie dlaczego akurat teraz nagłośniono sprawę reparacji od Niemiec?

Jeśli ktoś w PiS poważnie myśli o tym, żeby Niemcy zapłacili choć część z owych ponad sześciu bilionów złotych, to powinien zrobić wszystko, żeby zgłosić żądanie reparacji w momencie, w którym Niemcy albo będą chcieli, albo będą musieli to zrobić. Tymczasem żądanie zapłacenia reparacji w tym momencie nie daje szans, żeby Niemcy czuli się zmuszeni, a tym bardziej, żeby chcieli zapłacić. Jedynym efektem tego posunięcia pisowskiego rządu jest już nie dalsze psucie, ale wręcz dewastacja stosunków z Niemcami.

Zatem mamy już prawie otwartą wojnę z Rosją i stosunki z Niemcami bliskie kryzysu o rozmiarach nie znanych od zjednoczenia Niemiec.

Ciśnie się pytanie, które stale narzuca się przy ocenie polskiej polityki, czyli jak można być tak głupim? Niemcy mają nieporównanie więcej możliwości – nomen omen – odpłacenia Polsce pięknym za nadobne niż Polska uzyskania kiedykolwiek choć drobnej części z sześciu bilionów złotych. Jedną z tych możliwości Niemiec jest dogadywanie się z Rosją. Już tu kiedyś napisałem, że nikt w Berlinie nie będzie marzł za Kijów. Polityka rządu PiS-u jak mało co sprzyja dogadywaniu się Niemiec z Rosją. Uważam, że nie trzeba będzie zbyt długo czekać na jej efekty. Być może pokażą to pierwsze mroźniejsze powiewy zimy. Oczywiście Niemcy będą używali swoich wpływów w Unii Europejskiej, by szkodzić Polsce, co z resztą już i tak robią.

Na tym tle wyskok z reparacjami staje się jakimś gestem rozpaczy, żeby za wszelką cenę pokazać Niemcom, że ma się jeszcze jakieś możliwości sprawienia im kłopotów i osłabienia ich politycznej pozycji. Tylko kto się w Europie tym przejmie?

A może w tym szaleństwie jest metoda? Jeśli już, to ta metoda zasadza się na „bez- alternatywnym sojuszu” z USA. Według polityków PiS-u to Amerykanie za pośrednictwem NATO wezmą za łeb Europę zachodnią z Niemcami na czele i poprowadzą ją na wojnę z Rosją do ostatecznego zwycięstwa, czyli rozpadu Rosji w obecnym kształcie. Słuchając tego, co o tym mówi Jarosław Kaczyński nie mogę wyjść ze zdumienia, że on na prawdę w to wierzy.

To dla mnie na pewno szaleństwo, ale ta metoda wcześniej doprowadzi obecną formę polskiej państwowości do klęski w wielu wymiarach niż w poważnym stopniu zagrozi integralności Rosji. Jednym z wymiarów tej klęski będzie jakaś forma porozumienia Niemiec z Rosją kosztem Polski. Słuchając czołowych polityków PiS-u, wypowiadających się o relacjach z Rosją i Niemcami, jakbym słyszał polityków sanacji, że nie oddamy ani guzika, albo, że Polska od morza odepchnąć się nie da. A potem był pierwszy września i siedemnasty września 1939 roku.

Andrzej Szlęzak

Za: Mysl Polska – myslpolska.info (5-09-2022) | https://myslpolska.info/2022/09/05/szlezak-w-tym-szalenstwie-jest-metoda/

Wesprzyj naszą działalność [BIBUŁA]

Podbój przez pokojowe jednoczenie

Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5240

„Najwyższy Czas!”  •  30 sierpnia 2022

Nieubłaganie zbliża się 84 rocznica wybuchu II wojny światowej, która – jak pamiętamy – zaczęła się od niemieckiego ataku na Polskę. Jak to pięć lat później napisał w rozkazie dla wojska Naczelny Wódz, generał Kazimierz Sosnkowski – Polska przystąpiła do tej „samotnej walki”, „wysłuchawszy zachęty rządu brytyjskiego”. Ponieważ nic tak nie gorszy jak prawda, a poza tym rząd Rzeczypospolitej był wtedy na łasce Brytyjczyków, którzy wkrótce i tak mu tę łaskę cofnęli, to generał Sosnkowski, za powiedzenie rodakom tej prawdy, utracił stanowisko Naczelnego Wodza.

Ciekawe, czy podobne będą losy Ukrainy, która też „wysłuchała zachęty” rządu amerykańskiego, a chyba i brytyjskiego, bo w przeciwnym razie Angielczykowie by się tak wokół Ukrainy nie uwijali – ale o to mniejsza, bo jak tam będzie, tak tam będzie, a ważne jest, by nasze społeczeństwo zdało sobie sprawę, że interes państwowy Polski jest inny, niż interes państwowy ukraiński i powstrzymało zarówno rząd „dobrej zmiany”, jak i obóz zdrady i zaprzaństwa, które w sprawie ukraińskiej idą ręka w rękę, przed głupstwami, których skutkiem byłoby wciągnięcie Polski do bezpośredniej konfrontacji militarnej z Rosją.

Co prawda, nie obiecuję sobie po tym zbyt wiele, bo – podobnie jak w 1939 roku i w roku 1944, przed wybuchem Powstania Warszawskiego, nasze społeczeństwo jest, podobnie jak było wtedy, wprawiane przez pierwszorzędnych fachowców w stan zbiorowej histerii, ale mimo to trzeba próbować dopuszczać do dyskursu również głos rozsądku. Skoro tedy rozpamiętujemy rocznicę wybuchu II wojny światowej, to musimy melancholijnie stwierdzić, że Polska wojnę tę przegrała. Podjęła walkę w imię obrony niepodległości, której nie udało się obronić ani wtedy, ani odzyskać w roku 1945, więc nie ma co się pocieszać, że Polacy „walczyli na wszystkich frontach”.

W polityce nie liczy się stopień, w jakim ktoś się poświęcił dla „sprawy”, tylko rezultaty. Nie jest to punkt widzenia powszechnie akceptowany, bo przeciwko niemu wytacza się ciężkie działa w postaci zarzutu „szargania” narodowych świętości i bohaterów, ale mimo to warto postawić pytanie, co jest lepsze – czy utrata całego państwa, które zostało rozebrane między dwóch wrogów i pozostawienie narodu ich łaskę, czy też zgoda na utratę części terytorium państwowego, by za tę cenę zachować kontrolę nad resztą? Przeciwnicy tego sposobu myślenia podnoszą zarzut, że „nie było gwarancji”, że Hitler nie będzie wysuwał kolejnych żądań. To akurat prawda; takich gwarancji nie było, ale dlatego, że w stosunkach międzynarodowych niczego nie można zagwarantować absolutnie, więc nie ma polityki bez ryzyka.

Ale jedno wydaje się prawdopodobne, że gdyby Polska nie wysłuchiwała „zachęt” rządu brytyjskiego i jeszcze wiosną 1939 roku przyjęła warunki niemieckie, to Niemcy we własnym interesie nie podpisywaliby 23 sierpnia paktu „Ribbentrop-Mołotow”, bo nie mieliby żadnego powodu, by w ten sposób, bez żadnej konieczności, dopuszczać Stalina bliżej Niemiec. W takim razie ta część terytorium państwowego, która by pozostała po przyjęciu żądań niemieckich, pozostawałaby pod kontrolą rządu polskiego, a więc uniknęłaby, przynajmniej przez jakiś czas, masakry, zarówno z jednej, to znaczy – niemieckiej – jak i z drugiej, to znaczy – sowieckiej strony.

O zaletach takiej sytuacji przekonuje przykład węgierski. Węgry – owszem – zostały wprzęgnięte w niemiecki rydwan wojenny i w związku z tym musiały ponieść ofiary w postaci wykrwawienia się armii węgierskiej nad Donem, ale do 1944 roku, to znaczy – do obalenia admirała Horthy’ego, gestapo na Węgrzech nie szalało i nawet tamtejszym Żydom nic złego się nie działo, bo Eichmann zaczął wywozić ich do Oświęcimia dopiero potem.

Ale to są tematy z zakresu tak zwanej „historii alternatywnej”, w ramach której można snuć rozmaite, mniej lub bardziej wiarygodne i spójne wewnętrznie hipotezy. Warto jednak postawić pytanie, dlaczego w takim razie te same środowiska, które stoją na nieubłaganym stanowisku zbrojnego przeciwstawienia się żądaniom niemieckim w roku 1939, tak skwapliwie stręczyły Polakom Anschluss podczas referendum akcesyjnego w roku 2003 i ratyfikację traktatu lizbońskiego w roku 2007, 2008 i 2009? Dla człowieka myślącego w kategoriach historycznych i politycznych było przecież oczywiste, że po dwukrotnym, nieudanym eksperymencie jednoczenia Europy i podporządkowania jej sobie metodami siłowymi, Niemcy odwołają się do strategii jednoczenia pokojowego.

Było to jasne zwłaszcza po wejściu w życie w roku 1993 traktatu z Maastricht, który w sposób zasadniczy zmieniał formułę funkcjonowania wspólnot europejskich z konfederacji, czyli związku państw, na federację, czyli państwo związkowe. Kamieniem milowym na drodze budowy IV Rzeszy tą strategią był traktat lizboński, podpisany przez przedstawiciela Volksdeutsche Partei Donalda Tuska i Księcia-Małżonka 13 grudnia 2007 roku, a którego ratyfikacja przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego nastąpiła 10 października 2009 roku, na podstawie ustawy z 1 kwietnia 2008 roku, za którą głosował zarówno obóz zdrady i zaprzaństwa, jak i część PiS-u z Naczelnikiem Państwa na czele.

To ten traktat dostarcza pozorów legalności dla prowadzonej przez Niemcy przeciwko Polsce wojnie hybrydowej, której celem jest całkowite obezwładnienie naszej kraju i pozbawienie go nawet pozorów niepodległości. Opowieści Naczelnika Państwa, że traktaty nie pozwalają Niemcom za pośrednictwem organów Unii Europejskiej doprowadzać do anarchizacji państwa poczynając od wymiaru sprawiedliwości, można bowiem włożyć między bajki. Wprawdzie traktat lizboński ustanawia zasadę przekazania, według której Unia Europejska, to znaczy – jej organy – mają tylko takie kompetencje, jakie zostały jej przekazane przez kraje członkowskie, ale nie można zapominać, że ten sam traktat ustanawia też zasadę lojalnej współpracy, według której państwo członkowskie musi powstrzymać się przed każdym działaniem, które mogłoby zagrozić urzeczywistnieniu celów Unii Europejskiej.

Ponieważ chodzi o cele Unii Europejskiej, to wyłączną właściwość oceny, czy coś mogłoby im zagrozić, czy nie, ma Unia Europejska, czyli jej organy. Wystarczy tedy proklamować – co właśnie się stało – że jednym z ważnych celów UE jest praworządność, a już na tej podstawie można sztorcować nieposłuszne państwa i obmyślać sposoby surowego ich karania. Wprawdzie Donald Tusk z rozbrajającą szczerością przyznał, że traktat lizboński podpisał bez czytania, co całkowicie rozumiem, bo niby po co miałby go czytać, skoro starsi i mądrzejsi, w osobie Naszej Złotej Pani już go przeczytali i kazali podpisać? O Księciu-Małżonku szkoda nawet wspominać.

Dlaczego jednak Naczelnik Państwa nie tylko nie poprosił brata – prezydenta, by zapobiegł jego podpisaniu, ani też nie przekonał go, żeby – mimo ustawy z 1 kwietnia 2008 roku, która mu zezwalała na jego ratyfikację – z tego pozwolenia jednak nie skorzystał? Przypuszczenie, że również Naczelnik Państwa tego traktatu nie przeczytał, podobnie jak w 2003 roku nie zdawał sobie sprawy z konsekwencji traktatu z Maastricht, byłoby niegrzeczne, ale wykluczyć tego przecież nie można, skoro to właśnie Naczelnik, korzystając z pomocy klubu parlamentarnego Lewicy, całkiem niedawno przeforsował ustawę o zasobach własnych Unii Europejskiej, która wyposaża Komisję Europejską w dwa nowe uprawnienia – do zaciągania zobowiązań finansowych w imieniu całej Unii i do nakładania bezpośrednich „unijnych” podatków. Być może że doradził mu to zły duch w osobie pana premiera Mateusza Morawieckiego, którego uważam za postać coraz bardziej zagadkową z uwagi na konsekwencje dla Polski jego decyzji. Nietrudno zauważyć, że wspólną konsekwencją posunięć pana Mateusza Morawieckiego na stanowisku premiera rządu, jest coraz głębsze, wieloaspektowe uzależnienie Polski od Niemiec, które kontrolują instytucje Unii Europejskiej od samego początku.

Dlaczego jednak Naczelnik Państwa nie tylko dopuścił do siebie złego ducha w roku 2015, kiedy zrobił go gospodarczym dyktatorem Polski za plecami poczciwej Beaty Szydło, a w roku 2017, wskutek „głębokiej rekonstrukcji rządu” wyniósł go na stanowisko premiera? Żadnymi względami wyborczymi, ani politycznymi uzasadnić się tego nie da, bo Mateusz Morawiecki, ani w 2015, ani w 2017 roku nie reprezentował żadnego potencjału – a w takim razie – co zadecydowało o jego, powołaniu do rządu, a potem – o awansowaniu na stanowisko premiera? Ja nie twierdzę, że pan premier Morawiecki wykonuje zadania, które dyskretnie powierzają mu Niemcy, ale cóż innego by robił, gdyby je wykonywał? Też przeprowadziłby dekarbonizację i inne tego typu wynalazki, też pod pozorem gorliwości w walce z Rosją nałożyłby embargo na import rosyjskiego węgla na kilka miesięcy przedtem, zanim zrobiła to Unia – i tak dalej? Dlaczego jednak Naczelnik Państwa, który przecież jest dużym chłopczykiem, na to mu pozwala, jednocześnie ciskając bezzębne pogróżki, jak to będzie własną piersią zasłaniał Polskę przez niemieckim pokojowym naporem?

Zwróćmy uwagę, że wskutek tych wszystkich posunięć Niemcy są bardzo bliscy osiągnięcia w Polsce celu jeszcze bardziej ambitnego, od tego, który formalnie stawiał sobie wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler. On chciał tylko Gdańska, autostrady do Prus wschodnich, ewentualnie części Wielkopolski, podczas gdy teraz Niemcy nie tylko przejmują kontrolę nad całą Polską, ale nawet ustanawiają dla niej prawa.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Europejskie wartości

https://mtodd.pl/?wysija-page=1&controller=email&action=view&email_id=514&user_id=0&wysijap=subscriptions

      Szanowni Państwo!
       Co to są wartości europejskie? Wiedzą to tylko ci, którzy je ustalają, czyli Niemcy. Takimi przejściowymi, nieudanymi wartościami było „multi-kulti”. Niestety, tak zwani uchodźcy, zawiedli panią kanclerz na całej linii. Nie dość, że do żadnej roboty się nie rwali, to i jako siła destrukcyjna, w krajach takich jak Polska, nie sprawdzili się. Socjal był za mały. Przy rozwalaniu państwa trzeba się napracować, nie wystarczą same hasła w imię praworządności. Z destrukcją Państwa Polskiego boryka się teraz dość nieporadnie (dla nas na szczęście) Tusk. Ale on nie ma innego wyjścia odkąd został delegowany do „tego kraju”.
       Może jednak są jakieś unijn
o-europejskie wartości? Zależy dla kogo. Niemcy, Holendrzy, czy Francuzi zdają się gorliwie popierać kult zboczeńców, czego przejawem są parady, nie wiadomo dlaczego zwane skromnie paradami „równości”. Dodawanie do tego jeszcze praw szariatu, to idiotyzm, do jakiego Polacy nie dorośli. Dlatego trzeba ich najpierw ucywilizować, wprowadzając „wartości” specjalne, tylko dla nich przeznaczone. Te wartości europejskie dla Polaków różnią się zasadniczo od innych, którymi mogliby, czy powinni kierować się Niemcy, albo Francuzi. Unia Europejska żąda od nas wprowadzenia kuriozalnego prawa zezwalającego każdemu sędziemu, kwestionowanie kompetencje dowolnego innego sędziego do orzekania. Czegoś takiego nie ma w żadnym cywilizowanym kraju. I o to właśnie chodzi! O wykazanie, że Polacy są anarchistami i potrzebują pruskiej dyscypliny, którą można by wprowadzić ruskimi bagnetami. A to przełożyłoby się na polską tanią siłę roboczą i znowu miałby kto zbierać niemieckie szparagi.
       Nie mnie jednak osądzać europejskie wartości, skoro nie umiem nawet połapać się w wartościach facebookowych. Co bym napisała, to jestem banowana, dlatego nie szukajcie moich tekstów na tej platformie. Jakoś tak, z platformami mi nie po drodze.

 

Z pozdrowieniami

Małgorzata Todd

O cenzurze, której przecież w UE, a w Niemczech szczególnie – NIE MA.

O cenzurze, której w UE, a w Niemczech szczególnie – NIE MA.

Niezależna niemiecka dziennikarka stoi w obliczu postępowania karnego w swojej ojczyźnie za relacjonowanie zbrodni popełnionych przez siły ukraińskie na ludności cywilnej we wschodnim regionie Donbasu zniszczonego wojną kraju.
https://www.presstv.ir/Detail/2022/07/04/685009/German-journalist-faces-years-of-detention-over-reporting-Ukrainian-atrocities
W ekskluzywnym wywiadzie z korespondentem Press TV Johnnym Millerem, Alina Lipp ujawniła, że została objęta postępowaniem karnym przez niemiecki rząd i otrzymała list od organów sądowych w jej ojczyźnie, grożący jej trzyletnim więzieniem.

„Wiadomości, które powiedziałam były takie, że Ukraina ostrzeliwuje cywilów już od ośmiu lat, powiedziałam też, że jest to ludobójstwo i że ludzie tutaj i w Donbasie wspierają operację specjalną Rosji” – powiedziała Lipp telewizji Press TV.

„Okazuje się, że dla Niemców jest to akt kryminalny, więc zabrali z mojego konta bankowego 1600 euro i nawet mi o tym nie powiedzieli” – dodała.

Określiła jako wstrzącającą – odruchową reakcję niemieckich władz w sprawie jej uczciwego i obiektywnego relacjonowania wojny na Ukrainie, potępiając fałszywe twierdzenia europejskiego kraju o wolności słowa i wolności mediów.

„Oni chcą mnie po prostu wsadzić do więzienia na trzy lata. To niewiarygodne. Otworzyli tę sprawę, ponieważ mówię i dzielę się swoją opinią, więc w Niemczech nie ma już wolności słowa.”

W swoim raporcie Miller powiedział, że Lipp „nie pozwolono bronić się na rozprawie sądowej”, dodając, że „albo niemieckie sądy próbują ścigać uczciwych dziennikarzy, albo że szczerze mówiąc, nie mają nawet najbardziej podstawowego pojęcia o polityce międzynarodowej.”

Przeprowadził również wywiad z niezależną hiszpańsko-rosyjską dziennikarką Lui Sivayą, która powiedziała, że ona również była „nękana” i „ścigana” za swoje reportaże o cierpieniach ludzi w regionie Donbasu z rąk sił ukraińskich.

„Na początku otrzymałam wiele nienawistnych komentarzy. Otrzymywałam też szykany. Różni ludzie mnie ścigali. Publikowali mój numer telefonu, moje prywatne informacje, adres, pod którym właśnie przebywałam” – powiedziała Sivaya telewizji Press TV.

Sivaya i Alina nie są jedynymi niezależnymi dziennikarzami, którym grozi więzienie za obiektywne relacjonowanie z frontu wojny, która trwa już piąty miesiąc. 

Alina jest byłą polityk Partii Zielonych, która od sześciu miesięcy przebywa w niespokojnym ukraińskim regionie Donbasu.

Została zawieszona na niektórych platformach mediów społecznościowych, zawieszono także jej konto Paypal.

Antywojenne strony, Consortium News i Mint Press, które krytykowały próby NATO podsycania płomieni wojny na Ukrainie, również miały zawieszone konta PayPal, próbowano odciąć ich finansowanie.

„Podczas gdy mainstreamowe media nie wysyłają nawet reporterów do tej części Ukrainy, kilku zachodnich reporterów ryzykuje życiem i reputacją, aby odkryć ważne kwestie.” powiedział Miller w swoim raporcie, dodając, że „za to ryzykują, że zostaną oczernieni lub wysłani do więzienia po prostu za wykonywanie swojej pracy.”

W ostatnich miesiącach pojawiło się kilka doniesień o ostrzeliwaniu cywilów przez ukraińskie siły zbrojne we wschodniej części Ukrainy.

Rosja rozpoczęła operację wojskową na Ukrainie pod koniec lutego, po tym jak Kijów nie zrealizował warunków porozumień mińskich i w wyniku uznania przez Moskwę separatystycznych regionów Doniecka i Ługańska.

Prezydent Rosji Władimir Putin powiedział wówczas, że jednym z celów tego, co nazwał „specjalną operacją wojskową”, jest „denazyfikacja” Ukrainy.

Deutschland und Russland [ale po polsku…]

News Front Polska Tak wspaniały reportaż niemieckiego dziennika Bild, że nie chce się nawet psuć go swoimi uzupełnieniami:

„Niemcy dostarczyły Ukrainie PzH 2000, jedne z najdroższych i najbardziej zaawansowanych technologicznie haubic na świecie. Jednak rosyjscy wojskowi szybko trafili jedną z takich haubic za pomocą trofiejnych niemieckich granatników.

Kanclerz Olaf Scholz chce podwoić budżet na wojsko. Ale Niemcy nie są w stanie wojny z nikim, a tak naprawdę Niemcy płacą za broń dla Ukrainy. Która d końcu okazuje się w rękach Rosjan. Haubicę uderzeniową PzH 2000 Rosjanie już badają. Niemcy wydają pieniądze i technologie. Czy niemieccy politycy na pewno pracują dla dobra Niemiec? Ile jeszcze trzeba będzie zapłacić za Ukrainę, jaka będzie cena dla Niemców?”
t.me/pl_news_front/3434 1.3K views

Niemcy wracają do węgla. „Sytuacja jest poważna”.

https://gospodarka.dziennik.pl/news/artykuly/8464094,niemcy-wegiel-gaz-sankcje-gazprom-wladimir-putin-robert-habeck.html Marzena Szulc

Minister gospodarki Robert Habeck planuje zwiększenie generacji energii elektrycznej opartej na węglu. „To gorzkie, ale po prostu nieuniknione” – zapowiada. Do produkcji energii elektrycznej będzie mniej gazu, zamiast tego „bardziej wykorzystywane” będą elektrownie węglowe. Odnośna ustawa ma zostać uchwalona przez Radę Federalną 8 lipca – informuje w niedzielę portal RedaktionsNetzwerk Deutschland (RND).

Minister Habeck planuje już teraz kroki, mające zapobiec brakom energii na początku sezonu grzewczego. Do oszczędzania energii ma być zachęcany przede wszystkim przemysł [??? to ABSURD !!! md] . W wyniku ograniczania dostaw gazu przez Rosję, w planie jest szersze wykorzystywanie przez Niemcy elektrowni węglowych, co jest „gorzką pigułką” dla ministra gospodarki, polityka z partii Zielonych .

Jak dowiaduje się dpa, na plany te rząd federalny przeznacza „miliardowe środki”. Sytuacja jest poważna – potwierdził Habeck. Rosyjski koncern Gazprom w ostatnich dniach znacznie ograniczył przepływ gazu przez gazociąg Nord Stream 1, tłumacząc to względami technicznymi.

„Habeck ocenił to jako spowodowane przyczynami politycznymi. Zdaniem polityka Zielonych, napięta sytuacja i wysokie ceny są bezpośrednią konsekwencją agresji rosyjskiej na Ukrainę na rozkaz prezydentaPutina” – przypomina RND. To oczywista strategia Putina, aby siać niepokój, dzielić nas i podbijać ceny – podkreśla Habeck.

Jak zapewnia minister, mimo pogorszenia sytuacji na rynku gazu, trwa uzupełnianie rezerw tego surowca mimo jego wysokich cen. Bezpieczeństwo dostaw jest obecnie gwarantowane – ocenił minister. Jego zdaniem, zużycie gazu w sektorze elektroenergetycznym i przemyśle powinno teraz zostać zmniejszone, a zbiorniki magazynowe napełniane.

„Aby zabezpieczyć magazynowanie gazu, rząd federalny wkrótce udostępni dodatkową linię kredytową w wysokości 15 mld euro, w porozumieniu z ministerstwem finansów. Minister zapowiada też zwiększenie udziału energetyki węglowej w wytwarzaniu energii elektrycznej. To gorzkie, ale po prostu nieuniknione. „Odpowiednia ustawa ma zostać uchwalona przez Radę Federalną 8 lipca, a następnie szybko wejdzie w życie” – informuje RND.

Niemiecki burmistrz nie chce ukraińskich uchodźców. Boi się o Nord Stream 1 i 2.

9.03.2022, https://www.tvp.info/58941116/burmistrz-lubmina-zakazal-przyjmowania-uchodzcow-z-ukrainy-w-obawie-o-nord-stream-i-i-ii

Burmistrz Lubmina Axel Vogt polecił, aby w jego mieście nie przyjmować uchodźców z Ukrainy. Wydał wręcz zakaz tym Niemcom, którzy chcieliby pomóc uciekającym przed wojną kobietom i dzieciom.

Jak wyjaśnił, najważniejsze w tej chwili powinno być zapewnienie bezpieczeństwa gazociągom z Rosji.

W związku gmin Amt Lubmin (w kraju związkowym Meklemburgia-Pomorze Przednie), którego miasto jest stolicą, zbiegają się rosyjskie gazociągi Nord Stream 1 i Nord Stream 2. W pobliżu znajduje się tymczasowe składowisko odpadów jądrowych – wylicza dziennik „Ostsee-Zeitung”.

Burmistrz Axel Vogt zarządził, by w Luminie nie organizowano ani nie zapewniano zakwaterowania uciekinierom z Ukrainy.

Zakaz dotyczy również zakwaterowania w sąsiednich gminach Bruenzow, Wusterhusen, Rubenow i Kroeslin – wynika z pisma burmistrza.

[—]