Cuda nad urnami,… w Saksonii-Anhalt

Opolczyk: Cuda nad urnami,…

… a raczej z głosowaniem korespondencyjnym w Saksonii-Anhalt

Oto co znalazłem przy pomocy AI w sprawie wyborów do Landtagu w Saksonii Anhalt:

W Saksonii Anhalt wyniki uzyskane przy urnach były takie: AFD –  51,2 %, CDU – 14,5% . Głosy oddane korespondencyjnie, listownie, wypadły tak – uwaga: obie partie dostały po tyle samo głosów:  24,3 %. Procentowy udział głosów oddanych listownie wyniósł  27,4%.

Tak więc to głosy oddane listownie –  równo (co za przypadek!!!) po  24,3 % na AFD i CDU sprawiły, że AFD nie uzyskała absolutnej  większości  i zakończyła wybory wynikiem 43,8 %, a CDU  17,2 %.

Czy jest możliwy aż taki rozdźwięk między głosowaniem osobistym, przy urnach, a głosowaniem korespondencyjnym? A tym bardziej, że w tym drugim przypadku obie rywalizujące partie uzyskały dokładnie tyle samo głosów – po 24,3 %? Czy nie są to cuda nad urnami? – Na miejscu AFD domagałbym się śledztwa i komisji parlamentarnej w sprawie głosowania korespondencyjnego.

Sarah Wagenknecht

Natomiast w wyborach w Berlinie i Meklemburgii komisje wyborcze nie podały oddzielnie głosowania listownego i przy urnach. Pewnie dlatego, by ukryć manipulacje. Jestem pewien, że miały miejsce i że z tego powodu m.in. Sojusz Sahry Wagenknecht (BSW) tylko minimalnie nie osiągnął progów wyborczych, a wyniki partii agenturalnych (CDU, SPD i Zielonych) zawyżono.

Ileż to wrzasku było z powodu ostatnich wyborów w Rosji, rzekomo zmanipulowanych przez tego wstrętnego Putina-Hitlera. Wiadomo – tam każde wybory są manipulowane, a wyniki fałszowane. W Chinach też! Ale tu, na Zachodzie, ostoi wolności i demokracji, praw człowieka, praworządności i sprawiedliwości – tu wszystko jest cacy cacy, na najwyższym światowym, demokratycznym poziomie.  Podejrzenia, że były manipulacje wyborcze to robota ruskich onuc i wrogów wolności i demokracji.

Ale ja, jako ruska onuca twierdzę – elity finansowe, mające na usługach marionetki polityczne i łże-media oszukują nas, ile wlezie, na każdym kroku i we wszystkim, także z wyborczymi urnami i  głosami. Bo kto to widział, by rządzili nie ci, co mają rządzić…

opolczykpl/cuda-nad-urnami-a-raczej-z-glosowaniem-korespondencyjnym-w-saksonii-anhalt

Napisał: Andrzej Szubert (opolczyk)

Wybuchowy weekend wyborczy nadchodzi z hukiem, kończy się z jękiem (dla globalistów)!

Podwójny seans: Wybuchowy weekend wyborczy nadchodzi z hukiem, kończy się z jękiem (dla globalistów)!

===============

The phrase „not with a bang but a whimper” comes from the final lines of the 1925 poem „The Hollow Men” by T.S. Eliot. [md]

======================

Symplicjusz 21 września 2026 r simplicius/double-feature-explosive-election

Wybuchowy dzień wyborów na całym świecie.

Zanim zdążył opaść „szok” wywołany wyborami w landzie Saksonia-Anhalt, które miały miejsce kilka tygodni temu, runda wyborcza w Berlinie i Meklemburgii-Pomorzu Przednim zadała podwójny cios powiązanym z Brukselą establishmentowi.

AfD ponownie zdominowała Meklemburgię-Pomorze Przednie i choć można było się tego spodziewać, partia ta wywołała kolejną falę wstrząsów w zaniepokojonym państwie niemieckim:

Rządząca partia CDU straciła około 8% poparcia w porównaniu z ~13%, którymi cieszyła się ostatnio. Co więcej, CDU spadła poniżej 5% progu, aby w ogóle dostać się do parlamentu krajowego, co oznacza, że ​​nie zdobędzie nawet jednego mandatu. Nigdy wcześniej nie przydarzyło się to partii w żadnych wyborach krajowych; to historyczny upadek.

Tymczasem w Berlinie lewicowa partia Die Linke odniosła zwycięstwo, miażdżąc CDU, która zdominowała poprzednie wybory. Upadły kanclerz Rzeszy Friedrich Merz stał z bladą twarzą i przygnębiony, żałośnie ogłaszając dzień katastrofy:

Could not load video.

To właśnie oferuje ci faustowska umowa BlackRock, panie kanclerzu Rzeszy.

Zatrzymajmy się na chwilę, by pośmiać się i wyśmiać najbardziej zhańbionego przywódcę w historii Niemiec. Skieruj wzrok na ekran i śmiej się do rozpuku z tego nędznego, przypominającego suszoną śliwkę, wyglądu tego nędznego głupka.

Były bankier BlackRock i pachołek Komisji Trójstronnej cieszy się najniższym poparciem wśród przywódców w historii Niemiec. Ten znienawidzony ohydztwo, które doprowadziło jego kraj na skraj ruiny, ogłosił, że odmawia honorowego zachowania i rezygnacji, zamiast tego kontynuując swoją żałosną, oschłą robotę, wyciskając z niemieckich podatników pieniądze dla swoich globalistycznych mocodawców jeszcze przez chwilę.

Wiadomości BBC (świat)@ BBCWorldKanclerz

Niemiec Merz obiecuje pozostać na stanowisku pomimo „katastrofalnych” wyników sondaży exit poll po wyborach stanowychbbc.in

Kanclerz Niemiec Merz obiecuje pozostać na stanowisku pomimo „katastrofalnych” wyników sondaży exit poll po wyborach stanowych

To jeden z głównych powodów, dla których globaliści tak mocno koncentrują się na roku 2027 jako roku przełomowym. To właśnie wtedy musi rozpocząć się wojna z Rosją, aby uratować te zgniłe, okupowane europejskie reżimy przed całkowitym upadkiem i skierować wrzący gniew społeczeństwa w stronę fałszywego wroga, a nie prawdziwego wroga wewnętrznego.

Sieć Faytuks@ FaytuksNetwork

Francuski wywiad ostrzega obecnie, że Rosja może rozpocząć zakrojone na szeroką skalę hybrydowe ataki na krytyczną infrastrukturę Francji (sieci energetyczne, koleje, telekomunikację, sieci wodociągowe) już jesienią 2027 r., wcześniej niż przewidywano w poprzednim szacunku na rok 2030 – France Télévisions

20 września 2026 · 58,9 tys. wyświetleń


Rok 2027 jest rokiem kolejnych ważnych wyborów federalnych w Europie – we Francji. Choć w Niemczech wybory oficjalnie zaplanowano na 2029 rok, istnieje spore prawdopodobieństwo, że odbędą się one znacznie wcześniej, po tym jak rządy Merza rozpadną się niczym sterta drewna zjedzonego przez termity.

W tym samym czasie Rosja przeprowadziła własne wybory parlamentarne do Dumy Państwowej. Nigdy nie marnując okazji, wiecznie przebiegła Bankowa, narkogoblinka, zgromadziła na tę okazję całą matkę wszystkich rojów dronów, aby:

[—-]

=======

dalej typ chce pieniędzy, mam go w …. md

Wyniki wyborów w Rosji i w Niemczech

Wyniki wyborów w Rosji i w Niemczech

Wybory do Dumy zgodnie z oczekiwaniami wygrała Jedna Rosja – według badania exit  poll  zdobyła 49% głosów, co powinno zapewnić jej samodzielną większość. Dalej były Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej (15%), nacjonaliści z LdPR (10%), Nowi Ludzie (9%) oraz socjalistyczna Sprawiedliwa Rosja (5,5 proc.). Wyniki niemal identyczne jak pięć lat temu. Frekwencja była rekordowa i wyniosła ponad 56%.

Prezydent Rosji Władimir Putin

Wybory odbyły się także na wyzwolonych przez Rosję terytoriach. Ogłoszono, że frekwencja w byłej Donieckiej Republice Ludowej wyniosła 81%, a w Ługańskiej RL 79%, a więc znacznie powyżej średniej krajowej.

Setki ukraińskich dronów i pociski balistyczne zaatakowały w czasie wyborów rosyjskie miasta. Był to największy ukraiński nalot od początku pełnoskalowej wojny. Szczególnym celem była Moskwa. Trafiono w rafinerię, nad miastem unosił się czarny dym. Ucierpiały bloki mieszkalne. Zginęły dwie osoby, 20 zostało rannych. Zamknięto lotniska, a Centralna Komisja Wyborcza informowała, że stała się celem zmasowanej cyberagresji. Można spodziewać się w najbliższym czasie srogiego odwetu ze strony Rosji.

====================================

Także w Niemczech głosowali mieszkańcy do Landtagów w dwóch landach. Wstępny oficjalny wynik wyborów krajowych w Meklemburgii-Pomorzu Przednim potwierdza sensację: CDU kanclerza Friedricha Merza po raz pierwszy w historii została wykluczona z parlamentu krajowego. Według danych opublikowanych przez Krajową Komisję Wyborczą w Schwerinie krótko po godzinie 23:30, CDU uzyskała zaledwie 4,9% głosów i tym samym nie przekroczyła progu pięciu procent.

Tino Chrupalla i Alice Weidel (AfD)

Tino Chrupalla i Alice Weidel

AfD (Alternative für Deutschland) okazała się najsilniejszą partią, zdobywając 38,2% głosów. SPD, kierowana przez urzędującą Manuelę Schwesig, zajęła drugie miejsce z wynikiem 35,5%. Lewica (die Linke) z 6,5% i Partia Zielonych (Bündnis 90/Die Grünen) z 5,7% również przekroczyły próg pięciu procent. BSW (Bündnis Sarah Wagenknecht) uzyskała 4,8% głosów i nie zasiądzie w przyszłym parlamencie krajowym w Schwerinie.

SPD i Lewica poniosły straty w porównaniu z ostatnimi wyborami krajowymi, podczas gdy AfD ponad dwukrotnie zwiększyła swój udział w Landtagu. Frekwencja wyborcza wyniosła 78%, czyli o 7,2 punktu procentowego więcej niż w 2021 roku.

W Berlinie wygrała Lewica z wynikiem 25,7%. Następne były: CDU – 18,8%, AfD – 16,2%, Zieloni – 14,3% oraz SPD – 12,1%. Poniżej progu znalazła się partia S. Wagenknecht, osiągając 4,7%.

Tak więc w obu wyborach do parlamentów krajowych AfD polepszyła dwukrotnie swe wyniki, a CDU straciła połowę swych wyborców. Tak zareagowali wyborcy na militarystyczną i antyspołeczną politykę najgorszego powojennego kanclerza Friedricha Merza.

Zygmunt Białas

Obrok dla kobyłki

Obrok dla kobyłki

Może najpierw krótkie wyjaśnienie tytułu. Obiecałem kiedyś wyjaśnienie prawnej sytuacji państwa niemieckiego. Napisanie tego tekstu było więc postawieniem obiecanej kobyłki u płota. To było już prawie 4 lat temu. Kilka dni temu trafiłem na tekst poruszający częściowo ten sam temat, więc dla żartu stwierdzam, że będzie to obrok dla tej obiecanej kobyłki.

W moim tekście wyjaśniałem, że z punktu widzenia prawa międzynarodowego, druga wojna światowa jeszcze się nie zakończyła. Skapitulowały wprawdzie armie, ale do dziś nie zawarto traktatów pokojowych. Dotyczy to zarówno Niemiec, jak i Japonii. W wypadku Niemiec dochodzi dodatkowy problem. O ile zachowana została ciągłość państwa japońskiego, to do chwili obecnej nie jest w pełni uregulowany status Niemiec. Trzecia Rzesza przestała istnieć, a nowe państwo niemieckie do dziś nie jest całkowicie suwerennym tworem. Wprawdzie bardzo mocno poluzowana została smycz traktatów okupacyjnych, ale nie zostały one w pełni zniesione. Obecne Niemcy są państwem tymczasowym. Co za tym idzie, traktaty zawarte z takim państwem są także traktatami tymczasowymi. Jaki z tego wynika wniosek dla naszej zachodniej granicy, chyba nie muszę tłumaczyć!

Innym reliktem okresu powojennego, o którym także pisałem, jest Karta Narodów Zjednoczonych. Mało kto wie, że Niemcy i Japonia są w niej objęte tzw. klauzulą państw wrogich. Tym właśnie tematem zajmuje się wspominany na początku tekst. O ile ja jestem jedynie takim pisaką-amatorem, to autor tego tekstu – Michael von der Schulenburg – przez 34 lata pracował z ramienia Niemiec dla Organizacji Narodów Zjednoczonych. Jeśli ktoś taki pisze to samo co ja… No, ale przejdźmy wreszcie do jego tekstu.

Początek tłumaczenia

Kiedy alianci z czasów II wojny światowej opracowywali Kartę Narodów Zjednoczonych, chcieli stworzyć globalny system bezpieczeństwa zbiorowego. Jej celem było „uratowanie przyszłych pokoleń przed plagą wojny”. Wraz z przyjęciem Karty Narodów Zjednoczonych wszystkie państwa członkowskie zobowiązały się do rozwiązywania konfliktów wyłącznie środkami pokojowymi, a nie – jak dotychczas – siłą militarną. Decyzje dotyczące użycia siły w celu utrzymania lub przywrócenia pokoju miały być podejmowane kolektywnie, początkowo przez jedenastu, a obecnie piętnastu członków Rady Bezpieczeństwa ONZ.

Karta Narodów Zjednoczonych zawiera jednak w dużej mierze zapomniany wyjątek: znajdującą się w artykułach 53, 77 i 107 tzw. klauzulę o państwie wrogim. Klauzula ta przyznaje byłym zwycięskim aliantom prawo do podjęcia działań militarnych przeciwko wrogim byłym państwom Osi, nawet bez mandatu Rady Bezpieczeństwa. Celem jest zapobieżenia ponownej agresji ze strony tych państw. Ponieważ Rada Bezpieczeństwa jest wyraźnie wyłączona z tego procesu, może to oznaczać, że każdy z byłych sojuszników ma swobodę oceny, czy byłe państwo Osi ponownie przyjmuje agresywną postawę.

Najważniejszymi krajami, do których odnosiła się klauzula o państwie wrogim, były zdecydowanie Niemcy i Japonia. Ale czy klauzula ta nadal obowiązuje, ponad 80 lat po zakończeniu II wojny światowej? Rząd niemiecki odpowiada na to pytanie jednoznacznie: nie. Sytuacja prawna nie wydaje się jednak aż tak jasna.

Rząd niemiecki utrzymuje, że klauzula o państwie wrogim jest od dawna nieaktualna. Odnosi się ona przede wszystkim do dwóch aspektów: po pierwsze, do rezolucji Zgromadzenia Ogólnego ONZ z 1995 roku, a po drugie, do porozumienia 2+4 z 1990 roku.

W 1995 roku Zgromadzenie Ogólne przyjęło rezolucję stwierdzającą, że zjednoczone Niemcy należą do państw miłujących pokój, a zatem klauzula o państwie wrogim jest nieaktualna. Rząd niemiecki argumentował, że cztery zwycięskie mocarstwa zrzekły się już swoich szczególnych praw wobec Niemiec w ramach porozumienia 2+4, co obejmuje również prawa wynikające z klauzuli o państwie wrogim.

Ale czy te argumenty rzeczywiście mają sens? Oto kilka uwag:

1. Klauzula o państwie wrogim nigdy nie została usunięta z Karty Narodów Zjednoczonych.

Zgromadzenie Ogólne stwierdziło jedynie, że klauzulę tę należy uznać za nieistotną w odniesieniu do Niemiec miłujących pokój. Jednak sformułowanie rezolucji nie stwierdza, że ​​klauzula ta jest teraz trwale nieważna. Gdyby Niemcy w przyszłości przestały być uważane za państwo miłujące pokój, to czy klauzula „państwa obcego” mogłaby zostać przywrócona? Prawdopodobnie nie ma jasnej odpowiedzi na to pytanie.

2. Rezolucje Zgromadzenia Ogólnego ONZ nie mają mocy prawnej.

Rezolucje Zgromadzenia Ogólnego mają zazwyczaj charakter doradczy. Zgodnie z Kartą Narodów Zjednoczonych, wiążące decyzje może co do zasady podejmować wyłącznie Rada Bezpieczeństwa. Jednakże nigdy nie wydano rezolucji Rady Bezpieczeństwa formalnie znoszącej klauzulę o państwie wrogim. Dlatego też stosowne postanowienia pozostają w tekście Karty.

3. Usunięcie tej klauzuli wymagałoby zmiany Karty Narodów Zjednoczonych.

Usunięcie klauzuli o państwach wrogich wymagałoby formalnej procedury nowelizacji, zgodnie z zasadami Karty. Prawdopodobnie wymagałoby to również ratyfikacji tej poprawki przez wszystkie państwa członkowskie. Nic takiego nie nastąpiło, a zatem omawiane artykuły pozostają w mocy.

4. Porozumienie Dwa Plus Cztery nie może zmieniać Karty Narodów Zjednoczonych.

Porozumienie „dwa plus cztery” jest rzeczywiście prawnie wiążącym traktatem w świetle prawa międzynarodowego. Jednakże traktat między Niemcami a czterema zwycięskimi mocarstwami nie może decydować o zmianie Karty. Traktat nie zawiera również żadnego odniesienia do wyraźnego uchylenia klauzuli o państwie wrogim w Karcie Narodów Zjednoczonych.

5. Rosja może potencjalnie wypowiedzieć umowę „dwa plus cztery”

Rosja mogłaby twierdzić, że Niemcy naruszyły ducha i słowa porozumienia 2+4, na przykład poprzez udział Niemiec w operacji NATO przeciwko Jugosławii w 1999 r., stacjonowanie wojsk niemieckich na Litwie lub utworzenie struktur wojskowych NATO na terytorium byłej NRD.

Biorąc pod uwagę rosnące napięcie między Niemcami a Rosją, klauzula o państwie wrogim może odzyskać znaczenie polityczne. Chiny powołały się już na nią w przypadku Japonii. Jak oświadczyła ambasada Chin w Japonii w komunikacie na X, Chiny miałyby prawo podjąć „bezpośrednie działania militarne” bez konieczności ubiegania się o zezwolenie Rady Bezpieczeństwa ONZ, gdyby Japonia podjęła kroki zmierzające do ponownej agresji.

Rosja mogłaby próbować powoływać się na klauzulę państwa wrogiego, którą już wcześniej grożono, aby uzasadnić działania militarne przeciwko niemieckim zakładom produkującym drony dalekiego zasięgu w wojnie na Ukrainie. Mogłaby argumentować, że Niemcy, wspierając Ukrainę, w rzeczywistości stały się częścią konfrontacji.

Można również zauważyć, że rząd niemiecki opracował nową strategię militarną skierowaną wyłącznie przeciwko Rosji. Sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że ostatnia niemiecka strategia militarna została opracowana w 1939 roku i bezpośrednio doprowadziła do II wojny światowej. Powołanie się na klauzulę o wrogim państwie – a nawet groźba takiego działania – mogłoby przywołać przeszłość Niemiec i rzucić na nie nowe światło. Wątpliwe jest, czy Niemcy w takim przypadku mogłyby liczyć na wsparcie międzynarodowe.

Dlatego rząd niemiecki nie powinien po prostu odrzucać możliwości ponownego zastosowania klauzuli o państwie wrogim, lecz pamiętać, że ze względu na swoją historię Niemcy mają szczególny obowiązek dążenia do pokojowego rozwiązania wojny na Ukrainie, aby uniknąć ryzyka eskalacji i nie zaostrzać napięć politycznych. Szczególnie w dobie narastającej konfrontacji militarnej rozsądne byłoby zatem dążenie do dialogu między Niemcami a Rosją i poszukiwanie sposobów deeskalacji sytuacji.

Koniec tłumaczenia

I na koniec dodatkowo może kilka słów o aktualnej sytuacji. Zastanawia mnie, czy aktualna intensyfikacja rosyjskich ataków na Ukrainę jest chęcią szybkiego zakończenia wojny, czy po prostu przysłowiową kiełbasą wyborczą dla przekupienia społeczeństwa. Na odpowiedź nie musimy długo czekać – jedynie do przyszłego tygodnia.

W niedzielę 20.09.2026 poznamy wyniki wyborów i kilka dni później moja ciekawość zostanie zaspokojona. Wcale mnie nie zdziwi, gdy wszystko okaże się kiełbasą wyborczą, ale mam nadzieję, że tak nie będzie.

Pęknięcie na Brandmauer [zapora ogniowa]

Pęknięcie na Brandmauer

Dwunastego czerwca 1987 roku, podczas przemówienia pod Bramą Brandenburską, ówczesny jankeski przywódca Ronald Reagan zwrócił się do ówczesnego przywódcy rosyjskiego Michaiła Gorbaczowa przywoływanymi później wielokrotnie słowami „Mr. Gorbachev – tear down this wall”.

Berliner Mauer zburzony został 9 listopada 1989 roku, nie uwolniło to jednak Niemców z duszącego ucisku liberalnego Systemu – przeciwnie, objęta została nim także wschodnia część kraju. Liberalny System szczególne spustoszenie zasiał w danej NRD, toteż to w tej części Niemiec szczególnie silnie się go kontestuje. W ostatnich tygodniach kontestacja ta spowodowała wyraźne rysy na murach liberalnego więzienia, w którym od dekad niewolone są Niemcy i cała Europa.

Zwycięstwo ponad oczekiwania

Szóstego września 2026 roku, gdy ogłoszono wyniki wyborów do landtagu Saksonii-Anhalt, w siedzibie chrześcijańskich demokratów tego niemieckiego kraju związkowego, w hotelu Maritim w Magdeburgu dało się słyszeć tylko jedno słowo: „Katastrophe”. Zdobyte przez Christlich Demokratische Union 17,2% głosów przełożyły się na piętnaście mandatów w 83-osobowym Zgromadzeniu Krajowym, co oznaczało stratę 19,9% oraz dwudziestu pięciu miejsc w porównaniu z wynikami wyborów z 2021 roku.

Kilka kilometrów dalej, gdzie w magdeburskim Altes Theater zgromadzili się działacze Alternative für Deutschland, wybuchła euforia a przywódca miejscowych struktur partii i w znacznej mierze autor jej sukcesu wyborczego, Ulrich Siegmund obejmował radośnie członków sztabu generalnego Tino Chrupallę i Alice Weidel. Alternatywa dla Niemiec zdobyła 43,8% głosów, co przełożyło się na trzydzieści dziewięć mandatów w Zgromadzeniu Krajowym, choć najkorzystniejsze przedwyborcze sondaże dawały jej ledwie 40%. Do samodzielnej większości rządowej niemieckim alter-prawicowcom zabrakło trzech mandatów, osiągnęli jednak najlepszy wynik wyborczy w swojej historii.

Prawdopodobny przyszły premier landu Ulrich Siegmund to typ postmodernistycznego Politik-Popstar, z ponad siedmiuset tysiącami obserwujących na TikToku. Każdy jego gest, każde słowo są starannie wyreżyserowane. Nie ma tu miejsca na improwizację. Charyzmat zostaje wpleciony w wizerunkową strategię opartą na powracaniu do kilku zapadających w pamięć idei. Swój wyborczy przekaz przywódca saksońsko-anhaltckiej alter-prawicy oparł na „Ossi-pride”, dumie z bycia wschodnim Niemcem. Na spotkania wyborcze przyjeżdżał NRD-owskim motocyklem marki Simpson. Program pisał mu mówiący biegle po arabsku absolwent studiów islamskich Hans-Thomas Tillschneider. Na tle przywódcy niemieckich alter-prawicowców dotychczasowy chrześcijańsko-demokratyczny premier landu Sven Schulze wydaje się nie tylko nudny ale wręcz siermiężny. Taki typowy niemiecki „kartoffelbauer”.

W liczącym 2,1 mln. mieszkańców landzie szóstego czerwca zawalił się „Brandmauer” – „zapora ogniowa”, którą System w Niemczech starannie obudowywał AfD, by nie dopuścić jej do instytucji rządowych. Strategia ta, na dłuższą metę, stała się najlepszym lewarem pozycji politycznej niemieckich prawicowców. Izolacja partii o wciąż rosnącym poparciu przybliżyła stan, w którym będzie mogła ona obyć się bez innych. Powinno się to stać asumptem do przemyśleń również polskiej Korony, którą od ewentualnego prawicowego rządu dyskretnie starają się odsunąć ambasador USA, Nawrocki i reżimowe partie prawicowe. Berlin nie może już udawać, że fakt polityczny uznany za „nielegalny” przez sam fakt takiego uznania traci swoją polityczną realność. Sukces AfD wynika bowiem z dynamiki strukturalnej. Niemieccy alter-prawicowcy podwoili swoje poparcie w porównaniu do wyborów z 2021 roku. Zmobilizowali około 170 tysięcy wcześniej niegłosujących. Zabrali 82 tysiące chrześcijańskim demokratom. Przyciągnęli dwie trzecie głosów robotniczych (SPD uzyskała w tej grupie śmieszne 6% głosów). Równocześnie rozszerzyli bazę wyborczą w dużych miastach uniwersyteckich.

Niemiecki patchwork

Licząca sobie 20,5 tys. km² powierzchni Saksonia-Anhalt jest najbardziej wewnętrznie zróżnicowanym z trzech niemieckich länder odwołujących się w nazwie do dziedzictwa Sasów (dwoma pozostałymi są Dolna Saksonia ze stolicą w Hanowerze i Freistaat Sachsen ze stolicą w Dreźnie). Początki tego landu są dość świeże, powołany został bowiem w 1947 roku przez radzieckie władze wojskowe jako sklejka dawnej pruskiej Saksonii (przyznanej Prusom na Kongresie Wiedeńskim kosztem Królestwa Saksonii, ukaranego tą cesją za poparcie Napoleona), kilku przejętych przez Prusy po wojnie trzydziestoletniej zsekularyzowanych biskupstw i Księstwa Anhaltu będącego odległym dziedzicem Marchii Wschodniej założonej we wczesnym Średniowieczu przez Albrechta Niedźwiedzia. Już jednak w 1952 roku nowy land uległ likwidacji w reformie centralizacyjnej NRD. Gdy państwo to upadało w październiku 1990 roku, tereny dzisiejszej Saksonii-Anhalt planowano podzielić pomiędzy Saksonię i Brandenburgię. Opór historycznych stolic w Halle i Magdeburgu przekreślił te projekty a tożsamość Sachsen-Anhalt potwierdziły późniejsze referenda graniczne a nawet epizodyczne „Gebietskämpfe”.

Północ landu to dawne ziemie słowiańskie, nazywane obecnie Altmark. Do dziś z polami uprawnymi przeplatają się tu wrzosowiska i mokradła, co podziwiać można z siodła rowerowego lub z okna pociągu. Poniżej zaczyna się żyzna równina Börde ze stolicą kraju Magdeburgiem. Im dalej na południe, tym bardziej mistycznie, bo częstsze stają się lasy a teren jest coraz bardziej pofałdowany. Góry Harcu są najdalej na północ wysuniętym pasmem górskim Niemiec i zarazem duchowym sercem landu. Położony u stóp Harcu niewielki Quedlinburg to wczesnośredniowieczna siedziba władców, gdzie do dziś zachowały się przepiękny zamek i budowle wzniesione z fachwerku i cegły.

Porośnięte lasami góry Harcu były celem wędrówek pragnących nawiązać łączność z tradycją Niemców jeszcze w czasach NRD. Znajduje się tam największa w Europie sieć kolejek wąskotorowych – kolej zaś, obok sterowców, to symbol starych imperialnych Niemiec; o ile indywidualistyczny automobilizm jest atrybutem cywilizacji anglosaskiej, o tyle wspólnotowa kolej jest symbolem cywilizacji europejskiej, matecznikiem i sercem której są Niemcy. Po drugiej stronie Harcu rozciąga się największy we wschodnich Niemczech okręg przemysłu ciężkiego z największym ośrodkiem miejskim landu Halle i dawną stolicą Anhaltu Dessau. W górnym biegu Soławy miasta znów stają się mniejsze i bardziej przytulne, krajobraz zaś bardziej naturalny i tradycyjny.

Rozpad starego kraju

Ewolucja gospodarcza Sachsen-Anhalt po rozpadzie realnego socjalizmu zmierzała od rozkładu wielkich podmiotów przemysłowych ku rozdrobnieniu struktury gospodarczej. Różnice płacowe pomiędzy wschodnimi a zachodnimi Niemcami nie zostały zniwelowane do dziś. Land doświadcza zapaści demograficznej. Angela Merkel nie skonsolidowała tu ani nie odnowiła infrastruktury materialnej ani społecznej. Rządy Olafa Scholza okazały się katastrofą, gdy kanclerz znalazł się w centrum ujawnionych przez kolońską prokurator Anne Brorhilker skandali finansowych nazwanych „cum-ex-steuerbetrug”, obnażających uchylanie się przez sektor bankowy od płacenia podatków. Nokaut będącemu kręgosłupem systemu produkcyjnego przemysłowi samochodowemu, już wcześniej przeżywającemu problemy z adaptacją do warunków cyfrowych, zadał ukraiński zamach na Nord Stream we wrześniu 2022 roku. Ucierpiał też oczywiście zatrudniający w Saksonii-Anhalt dwadzieścia pięć tysięcy pracowników przemysł chemiczny, a także farmaceutyczny i naftowy. Ulrich Siegmund obiecuje wrócić upadłemu landowi życie, między innymi ściągając tych, którzy z niego wyjechali.

Uchodźcy i imigranci napływający masowo z Ukrainy po rosyjskiej inwazji na ten kraj zostali przez niemieckie rządy uprzywilejowani w dostępie do świadczeń społecznych. Będąca w istocie kontynuacją linii Scholza, „banksterska” orientacja Merza uderzyła w system emerytalny landu podlegającego emigracji roczników produkcyjnych i starzeniu się populacji. Inflacja spowodowana spadkiem produkcji i będący jej rewersem wzrost cen, szczególnie energii (wracamy tu do kwestii zastąpienia dostaw gazu z Rosji przez kilkukrotnie droższy gaz z USA po zamachu na Nord Stream) dodatkowo uderzyła w standard życia uboższych warstw klasy średniej i niepewnej znalezienia pracy młodzieży, które we wrześniu stały się elektoratem Alternative für Deutschland. Jak wskazują niemieccy analitycy, partia zaczęła przenikać do uzwiązkowionych fabryk Halle, Dessau, Bitterfel-Wolfen i innych ośrodków przemysłowych. Niemieccy alter-prawicowcy obiecują reemigrację nielegalnie przebywających w landzie cudzoziemców i nieproduktywnych imigrantów legalnych, choć realizacja tego akurat postulatu nie będzie możliwa bez przejęcia władzy na poziomie narodowym, bo polityka migracyjna nie leży w kompetencjach krajów związkowych.

Gniew niemieckich „petits blancs”

Niemieccy „aktywni pracujący” mają też dość oszołomskiego feminizmu, wokeness, lewicy, queer, polityki płci, promowania imigracji i całej reszty liberalnej szurii z jej parytetami, poprawnością polityczną, cenzurą debaty publicznej i deplatformizacją „nieprawomyślnie” myślących (czyli w ogóle myślących), ale także demonizacją Rosji i Putina i panoszeniem się policji politycznej z Urzędu Ochrony Konstytucji. Wyborcy AfD (a także Bündis Sahra Wagenknecht) mają dość szaleństw Unii (anty)Europejskiej, nachalnego promowania Ukrainy, chcą powrotu do taniej energii z atomu i węgla oraz normalizacji stosunków z Rosją. Niemcy obawiają się dziś – mówią tamtejsi socjologowie – niepewności związanej z niewskoczeniem przez niemiecką gospodarkę na poziom cyfrowy, spadku wartości płac, brudnych ulic, szkół w których mówiące po niemiecku dzieci są mniejszością. Nieprzypadkowo Ulrich Siegmund jest gwiazdą TikToka popularnego wśród niepewnej swego jutra młodzieży. Ideolog AfD Hans-Thomas Tillschneider, wielbiciel Ottona von Bismarcka i imperialnej tradycji niemieckiej, to zaś zwolennik „wycięcia ideologii LGBT ze szkół”, reformy mediów publicznych i oczyszczenia programów nauczania z „pedagogiki wstydu”.

Decydujące dla zmiany politycznej okazało się więc niezadowolenie społeczne. W kampanii zaś wiodącymi tematami były bezpieczeństwo wewnętrzne, przestępczość i imigracja. Urodzony w 1990 roku Ulrich Siegmund powtarzał wielokrotnie, że dorastał w kraju, gdzie jako dziecko mógł bez obaw bawić się wieczorem na ulicy. Przekaz Systemu, by ratować kraj przed AfD, nikogo już nie przekonuje. Niemcy szukają natomiast w AfD ratunku przed Systemem, który zalał ich kraj imigrantami, wcześniej pogrążając go w stagnacji gospodarczej i paraliżując znaczną część jego zdolności przemysłowych. Jedyną odpowiedzią na strukturalny kryzys Niemiec do jakiej zdolny się okazał finansista na jankeskiej smyczy zasiadający dziś na fotelu kanclerza Niemiec, okazało się podkręcanie antyrosyjskiej histerii i kolejne zakupy sprzętu wojskowego z USA, kosztem zapaści świadczeń emerytalnych. Analogie z agendą PiS, Nawrockiego i ich „młodzieżowych” klonów pokroju Krzysztofa Bosaka i jego Ruchu Narodowego w Polsce nasuwają się same.

Rozbić CDU

Wyborcza rewolta w Saksonii-Anhalt nie była przy tym skierowana przede wszystkim przeciw Svenowi Schulzemu. W Niemczech wybory w krajach związkowych niemal nigdy nie są sprawą narodową, ani tym bardziej globalną. Tym razem jednak było inaczej. Wyborcy zbuntowali się przeciw byłemu prezesowi BlackRock Deutshland (87% badanych w landzie było niezadowolonych z pracy rządu centralnego), który zasiadając na fotelu kanclerza federalnego w połowie 2025 roku obiecywał zerwanie z czasami Angeli Merkel: rewizję polityki nuklearnej, imigracyjnej i gospodarczej. Realizując strategię Systemu, Friedrich Merz musiał jednak wykluczyć jakąkolwiek współpracę z AfD, analogicznie jak dziś w Polsce PiS i Nawrocki wykluczają współpracę z Braunem. Skrycie się za Brandmauer zmusiło zaś Merza do współpracy z socjaldemokratami, a zatem do przyjęcia części ich agendy. W ten sposób depozytariuszem obietnic wyborczych CDU stała się AfD (84% ankietowanych w Saksonii-Anhalcie odpowiedziało, że CDU wiele obiecała, lecz niewiele zrealizowała).

Powyborcza strategia Ulricha Siegmunda zmierza do skompromitowania chadeków i ich rozbicia. W pierwszej kolejności, zakłada wyciągnięcie ręki do CDU. Gdy reżimowi konserwatyści odrzucą ofertę koalicyjną AfD tłumacząc to logiką Brandmauer, zwycięzca wyborów postara się wyłuskać z ich szeregów działaczy, którzy nie wierzą już w sens izolacji jego partii. Nie będzie to trudne, bowiem Friedrich Merz wprowadził do partii pokolenie ludzi bezideowych, politycznie oślizgłych i niedorozwiniętych moralnie, a którzy wśród bardziej koherentnych politycznie działaczy chadeckich budzą pogardę – zarząd młodzieżówki CDU w Brandenburgii już w tej chwili domaga się ustąpienia Merza. Wielką ambicją AfD jest spowodowanie pęknięć w chadecji i rozebranie muru oddzielającego ich od władzy cegła po cegle. Na gmachu Systemu, który zdefiniował w 1987 roku Franz Josef Strauß, gdy po sukcesie wyborczym Republikanów stwierdził że na prawo od CDU/CSU nie ma prawa istnieć żadna uznana w Systemie partia, szóstego września zaczęło pojawiać się w Saksonii-Anhalt głębokie pęknięcie.

Dwudziestego września odbędą wybory w Meklemburgii-Pomorzu Przednim i w Berlinie. W stolicy AfD notuje 18% poparcia wobec 20% dla chadeków, w poszukującym swojej „Ossi-pride”, zdegradowanym cywilizacyjnie i ekonomicznie przez System dawnym kraju Obodrytów prowadzi natomiast w sondażach, mając szansę na trzydzieści siedem miejsc w 79-osobowym Zgromadzeniu Krajowym. Kolejny sukces AfD, zgodnie z nadziejami tej partii, podsycać będzie zaś napięcia w CDU. Wyborów w katolickiej Nadrenii-Północnej Westfalii w kwietniu 2027 roku alter-prawicowcy już raczej nie wygrają bo to matecznik Christlich Demokratishe Union, chadekom przewodzi tam jednak uważany za eksponenta konserwatywnego skrzydła tej partii Hendrik Wüst, który mógłby zastąpić Friedricha Merza jako przywódca struktur krajowych, jako taki zaś być może zrewidowałby ideę Brandmauer.

Ronald Lasecki

Fabryka VW będzie produkowała izraelską broń

Fabryka VW będzie produkowała izraelską broń

12.09.2026 wolnemedia.net/fabryka-vw-bedzie-produkowala-izraelska-bron

7 września 2026 r. Volkswagen ogłosił wstępne porozumienie w sprawie sprzedaży zakładu w Osnabrück. Nabywcą większościowym ma być izraelska firma inwestycyjna Aurelius Capital (specjalizująca się w projektach obronnych), a mniejszościowym — kraj związkowy Dolna Saksonia. Zakład ma zostać przekształcony w centrum produkcji rozwiązań obronnych, a pierwszym „projektem kotwicznym” będzie współpraca z izraelskim koncernem zbrojeniowym Rafael Advanced Defense Systems (m.in. Iron Dome).

Nie jest to jednak bezpośrednie przejęcie fabryki przez Rafael. To sprzedaż izraelskiemu funduszowi obronnemu + niemieckiemu landowi, a następnie produkcja komponentów systemów obrony powietrznej we współpracy z izraelską zbrojeniówką. Transakcja jest na etapie porozumienia o kluczowych warunkach i wymaga jeszcze finalnych umów, zgód organów i decyzji nadzorczych.

Zamiast kabrioletów — wyrzutnie i transportery. Fabryka VW w Osnabrück przechodzi pod izraelskiego inwestora i ma produkować komponenty obrony powietrznej. Volkswagen wycofuje się z historycznego zakładu w Osnabrück. Zamiast T-Roc Cabrioletów mają tam powstawać elementy systemów obrony powietrznej we współpracy z izraelskim Rafaelem — producentem m.in. Iron Dome.

W poniedziałek 7 września 2026 r. koncern, kraj związkowy Dolna Saksonia i izraelska spółka inwestycyjna Aurelius Capital uzgodniły kluczowe warunki sprzedaży Volkswagen Osnabrück GmbH. Aurelius ma objąć pakiet większościowy, land — mniejszościowy. Po zakończeniu produkcji samochodów latem 2027 r. zakład ma być stopniowo przekształcany w „centrum kompetencji ds. rozwiązań w zakresie bezpieczeństwa i obronności”. Obecnie pracuje tam ok. 1800 osób. Rada zakładowa szacuje, że nowa perspektywa może objąć około trzech czwartych załogi, czyli ok. 1400 miejsc pracy.

Pierwszym projektem kotwicznym ma być współpraca z Rafael Advanced Defense Systems. Chodzi o potencjalną produkcję systemów i komponentów obrony powietrznej przeznaczonych dla Niemiec i Europy — transporterów rakiet, wyrzutni, generatorów prądu i innych elementów. Same pociski przechwytujące Tamir (kluczowy element Iron Dome) nie mają być tam wytwarzane.

Prezes Rafaela Yoav Tourgeman podkreślił, że celem jest długoterminowe partnerstwo przemysłowe, w którym technologia będzie w pełni produkowana w Niemczech, „aby chronić Niemcy i Europę”.

Media donoszą też o możliwych kolejnych projektach, m.in. przebudowie pick-upów Amarok na pojazdy wojskowe we współpracy z polską grupą WB Group.

Rozmowy o przekształceniu zakładu toczyły się od wiosny 2026 r. Początkowo rozważano joint venture Volkswagena z Rafaelem. Projekt zablokował jednak katarski fundusz Qatar Investment Authority, który ma ok. 17 proc. praw głosu w VW i dwa miejsca w radzie nadzorczej. Rozwiązaniem stała się sprzedaż zakładu podmiotom trzecim: izraelskiemu funduszowi Aurelius (z siedzibą w Tel Awiwie, specjalizującemu się w technologiach obronnych) oraz Dolnej Saksonii, która i tak jest drugim największym akcjonariuszem Volkswagena. Dopiero nowi właściciele mają współpracować z Rafaelem.

Aurelius to fundusz defense-tech założony m.in. przez Alona Lifshitza i Tomera Jacoba, z udziałem m.in. byłego dowódcy izraelskich sił powietrznych gen. Amira Eshela. To ten sam, który podczas samowolnego niskiego przelotu izraelskich F-15 nad Auschwitz na protesty polskiej kontroli powietrznej powiedział: „Słuchaliśmy Polaków przez 800 lat. Dzisiaj już nie musimy słuchać”.

Zakład w Osnabrück (dawna fabryka Karmanna, przejęta przez VW) od 2024 r. był przeznaczony do wygaszenia produkcji. Koncern ogranicza moce w Niemczech z powodu słabego popytu, wysokich kosztów i konkurencji z Chin. Jednocześnie Europa gwałtownie zwiększa wydatki obronne. Przekształcenie zakładów motoryzacyjnych w linie zbrojeniowe staje się jednym ze sposobów na zagospodarowanie nadwyżki mocy produkcyjnych — podobne ruchy robi m.in. Rheinmetall.

Prezes VW Oliver Blume: „Podejmujemy ważny krok, by otworzyć temu zakładowi nową przyszłość przemysłową. Volkswagen poczuwa się do odpowiedzialności za Osnabrück”.

Premier Dolnej Saksonii Olaf Lies mówił o „prawdziwej szansie przemysłowej” i zmianie sytuacji bezpieczeństwa.

Porozumienie jest wstępne. Szczegóły finansowe nie zostały ujawnione. Finalizacja zależy od dalszych negocjacji, zgód korporacyjnych i kontroli urzędowych.

Autorstwo: Andrzej Kumor Źródło: Goniec.net

Ostrzeżenie przed wojną z Rosją. Putin w związku z tendencjami politycznymi w Niemczech i UE.

Ostrzeżenie przed wojną z Rosją

Putin w związku z tendencjami politycznymi w Niemczech i UE

Putin został zapytany przez dziennikarzy po wyborach w Saksonii-Anhalt. Choć odmówił komentarza na temat wyniku wyborów, dał ocenę rozwoju gospodarczego i politycznego w ogóle. Ostrzegł też przed zbliżającą się wojną.

z Anty-Spiegel 12. Wrzesień 2026

Prezydent Rosji Putin został zapytany na szczycie BRICS przez rosyjskiego dziennikarza o wynik wyborów w Saksonii-Anhalt. Chociaż odmówił, jak zawsze, komentarza na temat wyniku wyborów lub polityki wewnętrznej innego kraju, generalnie dał ogólną ocenę rozwoju gospodarczego i politycznego w Niemczech i UE. Zdecydowanie ostrzegł też, że wysłanie wojsk europejskich na Ukrainę oznacza wojnę z Rosją.

====================================

Pytanie: Dużo mówił Pan dziś o krajach BRICS. Mam pytanie o kraj, który może być dalej stąd, ale prawdopodobnie jest bliżej ciebie osobiście, do Niemiec. Tam, jak wiadomo, ostatnio odbyły się wybory, w których „Alternatywa dla Niemiec” wygrała dużym marginesem. Wygląda na to, że coś podobnego pojawia się również na Pomorzu. Jak to oceniasz?

Putin: Nie chcę i nie będę komentował wewnętrznych wydarzeń politycznych, które w tym przypadku mają miejsce w Republice Federalnej.

Niemniej jednak jest coś, co można powiedzieć na ten temat, z następującego powodu: myślę, że wszystko, co dzieje się obecnie w Europie jako całości, jest wynikiem systemowych błędów tzw. Zachodu – a dokładniej globalisty Zachodu – w obszarach polityki, bezpieczeństwa i gospodarki.

Każdy popełnia błędy. Popełniamy też sporo błędów, tak jak są one popełniane na całym świecie. Problem dla globalistycznego Zachodu polega jednak na tym, że po zakończeniu zimnej wojny i rozpadzie Związku Radzieckiego myśleli, że są na „Szczycie Olimpu” i najwyraźniej wierzyli: a) że wolno im było wszystkiego i b) że to oni sami nigdy nie popełniają błędów.

I te błędy zaczęły się piętrzyć i rosnąć jak lawina.

W strefie bezpieczeństwa jasne jest, o co w tym wszystkim chodziło. Była to próba rzucenia Rosji na kolana, najpierw z pomocą terrorystów na Kaukazie i separatystów, potem innymi środkami i obecnie z pomocą neonazistowskiego reżimu na Ukrainie. To się nie kończy.

Dołożyli nas do G8 w tym czasie. Ale, jak już mówiłem, nie było to pełne członkostwo. Mamy to, widziałem to wszystko całkiem dobrze. Wszystko wydawało się być dobre, wypowiadano właściwe słowa, ale w praktyce powtarzam to, bezpośrednio popierali separatyzm na Kaukazie i próbowali całkowicie rozbić Rosję. To fakt. Dzisiejszy kryzys na Ukrainie również ich sprowokował. Są to elementy stałe do wywierania nacisku.

W końcu wystarczająco często podkreślaliśmy, że ekspansja NATO na wschód jest dla nas nie do przyjęcia. W końcu udali się na Ukrainę. Obalili prezydenta Janukowycza przez zamach stanu. Nie oceniam przywództwa prezydenta Janukowicza. Prawdopodobnie było wiele błędów i chyba też powody niezadowolenia ludności. Był jednak przeciwny przystąpieniu Ukrainy do NATO. Zaraz po zmianie reżimu powtarzam to, krwawy zamach stanu był celem przeniesienia Ukrainy do NATO, a to było ostatecznie prawdziwą przyczyną dzisiejszych tragicznych wydarzeń na Ukrainie.

Oni, zachodnie elity globalistyczne, są winni, nawet jeśli ciągle na nas zwracają.

Co jest w gospodarce? Teraz oczywiście najważniejszą kwestią jest dostawa energii. To błędy w innym obszarze, w gospodarce. Ile razy rozmawialiśmy z nimi o potrzebie utrzymania udowodnionych relacji między nami w sektorze energetycznym? Dostarczyliśmy gaz do Europy w cenach 150 lub 180 dolarów za tysiąc metrów sześciennych. „To kosztowne” – powiedzieli – „musimy przejść na ceny rynkowe”.

Ale jakie są ceny rynkowe? Nasze ceny były i są do dziś powiązane z ceną ropy naftowej i produktów ropopochodnych, które powstają na rynku. „Nie, ceny muszą być kształtowane na giełdzie”.

Powiedzieliśmy im: Gaz nie jest aktywem rynkowym, przynajmniej nie klasycznym towarem rynkowym, który nie zadziała, ceny będą tylko rosły na tych. I proszę: cena wynosi teraz 1,000 dolarów lub euro. I może pójdzie w górę jeszcze dalej.

Jakie jest kształtowanie się cen gazu na europejskiej giełdzie? Cena nie jest prowadzona przez producentów, ale przez handlowców giełdowych. Według mojej wiedzy, jeśli weźmiemy Niemcy, ich celem jest napełnienia zbiorników magazynowych gazu do 70 procent. Czy to się uda, jest jeszcze niepewne.

A w Holandii sytuacja jest jeszcze gorsza. A dlaczego? Ludzie, którzy handlują na giełdzie, którzy nie myślą o stanie technicznym magazynu, którzy nie myślą o fizycznych wolumenach. Uważają, że dziś opłaca się wydobywać gaz ze zbiorników magazynowych, który został zakupiony po niższych cenach – a to, co stanie się jutro, zobaczymy…. To ostatecznie prowadzi do tego, że cena nie wyniesie 1,000, ale 1,500. To kolejny, jeszcze jeden błąd w sektorze ekonomii.

Słyszałem, jak kontynuować kurs byłego niemieckiego przywództwa w Niemczech, jak wyjaśnia obecny rząd, a także wymienia się nazwisko Helmut Kohl. Znałem osobiście Kohla. Mogę z całą pewnością powiedzieć: nie reprezentował poglądów, które reprezentuje dzisiejsze kierownictwo CDU. Rozmawiałem z nim, kiedy był jeszcze kanclerzem, a nawet po tym, jak nie był już na stanowisku, nawet nas odwiedzał. Powiedział, że przyszłość Europy i Republiki Federalnej Niemiec byłaby zabezpieczona tylko wtedy, gdyby istniały bliskie i dobre stosunki sąsiedzkie z Rosją. Musimy się wzajemnie uzupełniać, powiedział, że jest to jedyny sposób na kontynuowanie cywilizacji europejskiej jako niezależnego centrum władzy intelektualnej i humanitarnej – ze wszystkimi wynikającymi z tego konsekwencjami dla polityki i biznesu. Dokładnie to powiedział mi pan Kohl.

Ale dzisiejsze elity w Europie mają różne poglądy. Podsycają w ludności strach przed rzekomym rosyjskim zagrożeniem, zagrożeniem, które rzekomo wciąż wynika z czasów sowieckich. Nie ma takiego zagrożenia i nigdy nie istniało. Nie zagrażamy krajom europejskim i nie zamierzamy tego robić, po co?

Nikt nie uważa, że nie mamy powodu do konfliktów z Europą. Wszystkie pytania zostały wyjaśnione przez wyniki II wojny światowej. A to, co wydarzyło się po tym, po upadku Związku Radzieckiego, stało się za zgodą Federacji Rosyjskiej jako następcy prawnego Związku Radzieckiego. Wszystko, co jest sprzeczne z tymi umowami, jest sprzeczne z naszymi interesami i jest sprzeczne z podstawowymi zasadami prawa międzynarodowego i Karty Narodów Zjednoczonych. Właśnie o to chodzi.

Ale nalegają na wszelkie zmiany. Ale co się zmienia? Czy chcą zrewidować wyniki II wojny światowej? Gdzie obecnie przewodzą narodom swoich krajów? Wojna z Rosją? Teraz mówią o wysłaniu wojsk na Ukrainę. To oznacza wojnę z Rosją. A z tego co rozumiem, obywatele krajów europejskich rozumieją, co się dzieje.

Jak widzę, to jest powód wyników wyborów w Republice Federalnej Niemiec i dla trendów procesów politycznych w Europie jako całości.

Jak Niemcy stały się największym sponsorem ludobójstwa i terroryzmu

Jak Niemcy stały się największym sponsorem ludobójstwa i terroryzmu

Niemcy są najważniejszym dostawcą broni dla obu wielkich wojen, które obecnie ogarniają świat. W przypadku Izraela Niemcy są współwinne ludobójstwa; w przypadku Ukrainy wspierają terroryzm państwowy.

F. Merz, 2024: Pokój jest na cmentarzu – Upadek

Rząd niemiecki z dumą wielokrotnie ogłasza dwie rzeczy: po pierwsze, że bezpieczeństwo Izraela leży w niemieckim interesie narodowym, co rząd wykorzystuje do uzasadnienia sprzedaży broni Izraelowi, a nawet przekazywania wielu systemów uzbrojenia; po drugie, że Berlin jest największym sponsorem Ukrainy. W obu przypadkach dostarczają broń krajom prowadzącym wojnę, a to nawet nie jest najgorsze.

Naprawdę przerażające jest to, że Niemcy stały się obecnie największym sponsorem wojen agresywnych, zbrodni wojennych, ludobójstwa i terroryzmu państwowego – i że niemiecka opinia publiczna nawet o tym nie wie.

Dostawy broni do stref wojennych

Większość Niemców zdaje się zapominać, że dostawy broni do stref wojennych i obszarów kryzysowych są w Niemczech surowo zabronione przez prawo. Ponieważ rząd niemiecki może przyznawać wyjątki ‚w indywidualnych przypadkach’, partia Zielonych prowadziła kampanię w 2021 roku, obiecując, że nie będzie można dostarczać broni ani sprzętu wojskowego do stref kryzysowych i obszarów wojennych, jeśli dojdzie do władzy. Jak wiadomo, zaraz po dołączeniu do rządu stali się oni najzagorzalszymi tej sprawy.

Nie zmienia to jednak faktu, że w Niemczech obowiązuje zasadniczy zakaz takich dostaw. Mimo to rząd niemiecki z dumą ogłasza przy każdej okazji, że Niemcy są największym sojusznikiem Ukrainy i już dostarczyły jej pomoc wojskową, tj. broń i amunicję, o wartości około 57,6 miliarda euro.

Dym unoszący się nad budynkiem trafionym podczas izraelskiego ataku w Chan Junus na południu Strefy Gazy.

Strefa Gazy – dym unoszący się nad budynkiem trafionym podczas izraelskiego ataku

A Izrael, który od 2023 roku prowadzi wojnę na wyniszczenie w Strefie Gazy, który dokonuje tak brutalnych czystek etnicznych na Zachodnim Brzegu, że krytykował go nawet ‚Der Spiegel’, który najechał Liban i Syrię, i który wraz z USA prowadzi również wojnę agresywną przeciwko Iranowi z naruszeniem prawa międzynarodowego, nadal otrzymuje broń z Niemiec.

Niemcy nie są jedynym dostawcą broni dla Izraela. W latach 2020–2024 Izrael otrzymywał 66% swojej broni z USA, a 33% z Niemiec, co oznacza, że poza USA i Niemcami praktycznie żaden inny kraj na świecie nie jest już skłonny dostarczać terrorystycznemu państwu broni, za pomocą której Izrael otwarcie i bezczelnie popełnia zbrodnie wojenne i zbrodnie przeciwko ludzkości.

Historyczna odpowiedzialność Niemiec

Jeśli Niemcy ponoszą historyczną odpowiedzialność wynikającą z czasów nazistowskich, to z pewnością nie jest nią obowiązek wspierania Izraela w wojnie na wyniszczenie ani bezsensownego przedłużania wojny na Ukrainie poprzez dostawy broni. Moim zdaniem historyczną odpowiedzialnością Niemiec jest zrobienie wszystkiego, co w ich mocy, aby zapobiec wojnom, a przede wszystkim ludobójstwom.

Jednak rząd federalny Niemiec robi dokładnie odwrotnie, wspierając izraelskie wojny agresywne przeciwko Libanowi, Syrii i Iranowi, a także izraelskie ludobójstwo na Palestyńczykach i przedłużając wojnę na Ukrainie zamiast dążyć do jej zakończenia. Mówiąc wprost: dostarczając broń Izraelowi i Ukrainie, Niemcy są jednym z głównych podżegaczy najkrwawszych wojen toczących się obecnie na świecie.

Ale to nie wszystko, bo to również należy jasno powiedzieć: Niemcy są jednym z najaktywniejszych zwolenników ludobójstwa na Palestyńczykach i jednym z największych dostawców broni wojennej na czarnym rynku, ponieważ znaczna część broni dostarczanej Ukrainie jest odsprzedawana islamistycznym terrorystom i zorganizowanej przestępczości w Europie.

Niemcy łamią prawo międzynarodowe

Niemcom postawiono już zarzuty przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości za współudział w izraelskim ludobójstwie na Palestyńczykach. Jednak tylko kilka niemieckich mediów poinformowało, że ustne argumenty w procesie rozpoczęły się kilka dni temu.

Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości nie należy mylić z Międzynarodowym Trybunałem Karnym. Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości jest organem ONZ, a jego orzeczenia są wiążące dla wszystkich państw na całym świecie, natomiast Międzynarodowy Trybunał Karny (MTK) jest instytucją państw-sygnatariuszy Statutu Rzymskiego, a jego orzeczenia i decyzje są wiążące wyłącznie dla tych państw.

Niemcy są jednak sygnatariuszem Statutu Rzymskiego, a Międzynarodowy Trybunał Karny wydał nakaz aresztowania premiera Izraela Netanjahu pod koniec 2024 roku za ludobójstwo Izraela na Palestyńczykach. Niemcy byłyby teraz zobowiązane do aresztowania Netanjahu, gdyby miały ku temu środki. Rząd niemiecki jednak odmawia tego i po prostu nadal wspiera Izrael w utrwalaniu ludobójstwa.

Niemcy ignorują zatem postępowania toczące się przed dwoma sądami międzynarodowymi i pozostaje kwestią otwartą, czy sądy te ostatecznie wydadzą orzeczenia i czy Niemcy będą je następnie egzekwować, do czego są zobowiązane na mocy prawa międzynarodowego.

Nawiasem mówiąc, rozwiązanie dwupaństwowe, tj. utworzenie państwa palestyńskiego, jest również częścią prawa międzynarodowego, ponieważ podczas powstawania Izraela ONZ zdecydowała o utworzeniu dwóch państw: jednego dla Żydów i jednego dla Palestyńczyków. Oficjalnie rząd niemiecki deklaruje poparcie dla rozwiązania dwupaństwowego, ale w rzeczywistości popiera rząd Netanjahu, który otwarcie deklaruje, że jego działania w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu (prowadzone przy wsparciu Niemiec) mają na celu definitywne zapobieżenie powstaniu państwa palestyńskiego i aneksję obu terytoriów.

Niemcy wspierają terroryzm państwowy

Ukraińcy regularnie atakują cele w głębi Rosji. Na celowniku jest ostatnio zwłaszcza Tuapse

Ukraińcy regularnie atakują cele w głębi Rosji

To, że ludność cywilna ucierpiała w wyniku wojny, jest smutnym faktem. Jednak celowe zabijanie cywilów jest zbrodnią wojenną. Właśnie to robi Ukraina, celowo wystrzeliwując drony i rakiety, które Niemcy, między innymi, finansują i dostarczają, w kierunku ludności cywilnej w Rosji. Dzieje się tak niemal codziennie, gdy Ukraina używa dronów do atakowania cywilnych autobusów w Donbasie lub celowo kieruje drony dalekiego zasięgu na budynki mieszkalne w rosyjskich miastach położonych daleko od linii frontu.

Obiektywnie rzecz biorąc, Niemcy ponownie stały się państwem zbójeckim, które wspiera i promuje wojny agresywne, zbrodnie wojenne, ludobójstwo, terroryzm państwowy itd.

Fakt, że rzekomo niezależne, obiektywne i krytyczne niemieckie media milczą na ten temat, zamiast faktycznie przyznać się do historycznej odpowiedzialności Niemiec i skrytykować rząd za jego zbrodnie, pokazuje, że dzisiejsze niemieckie media są co najmniej tak samo kontrolowane, jak w latach 30. XX wieku. Po prostu lepiej jest – jak wówczas – ukryć to przed opinią publiczną.

anti-spiegel.ru/wie-deutschland-zum-groessten-unterstuetzer-von-staatsterrorismus-und-voelkermord-wurde

Napisał: Thomas Röper

Opracował: Zygmunt Białas

Spokojnie – to tylko AfD

Spokojnie – to tylko AfD

Łukasz Jastrzębski

AfD idzie po władzę w Niemczech. Nie mam co do tego większych wątpliwości. Wcale nie dlatego, że jest taka dobra. Powodem jest to, że partie starego establishmentu całkowicie się skompromitowały realizując politykę odklejeńców z Brukseli.

CDU i SPD są po prostu całkowicie niewiarygodne i powszechnie uważane za formacje prowojenne. Dzisiejsze AfD jest w wielkim skrócie dla mnie przedwczorajszym CDU.  Alternatywa dla Niemiec (AfD), w nowym sondażu notuje 45 proc. poparcia, jest najsilniejszą partią we wschodnich landach Niemiec. Jak się nic nie zmieni to tam będzie rządzić samodzielnie lub wraz z lewicowymi suwerenistami z Sojuszu Sahry Wagenknecht. Polityka Niemiec zostanie skorygowana, ale żadnych radykalnych i rychłych zmian kulturowych tam nie będzie. Takie procesy odbywają się długofalowo.

Przyjmuję wyborcze wyniki AfD jako fakt. Nie wolno ulegać emocjom i szantażowi mediów, trzeba analizować. Alternatywa dla Niemiec jest normalną europejską partią polityczną. Nie składa się z aniołów świetlistych ani stronników Lucyfera. Jest typową partią suwerenistyczną z niewielkimi elementami niemieckiego nacjonalizmu. Istnieje w niej oczywiście nurt rewizjonistyczno -nostalgiczny, ale jest on stosunkowo slaby. Demonizują go media lewackie i liberalne. Pisanie o AfD jako o kontynuacji NSDAP jest zupełnie niepoważne. To równie absurdalne twierdzenie jak te, że PiS jest nacjonalistyczny i prorosyjski. Uwierzyć mogą w to, tylko utrzymankowie starego Georga Sorosa i odmóżdżone wyznawczynie KOD-u.

Pisanie o AfD jako formacji antysemickiej jest jeszcze bardziej głupie. Ze względu na ilość muzułmanów w Europie AfD jest raczej proizraelska. Taki jest obecnie trend. Jest również trumpistowska, co wyklucza antyizraelizm. To nie jest wyjątek na naszym kontynencie. Takie są centro-narodowe formacje w całej Europie na czele z Francją, Anglią, Holandią i Austrią. Warto odnotować, że izraelska partia Likud, kierowana przez Benjamina Netanjahu, została w 2025 przyjęta jako członek obserwator do europejskiego sojuszu prawicowych partii politycznych „Patrioci dla Europy”. Tym samym stała się sojusznikiem Krzysztofa Bosaka i jego Ruchu Narodowego. [!!! md]

Zachowajmy umiar i spokój. Nie należy szukać niemieckich wojaków w pikielhaubach wokół osiedlowego Lidla. Na dzisiaj Alternatywa dla Niemiec nie jest zagrożeniem dla Polski. W jej programie nie ma zapisanych żadnych antypolskich elementów. Wypowiedzi jakiś polityków tej formacji nie odzwierciedlają programu AfD. Dokładnie tak jak wypowiedzi Przemysława Czernka nie sprawią, że PiS stanie się realnie antyukraiński.

Formacja ta może nawet odegrać pozytywną rolę dla nas Polaków. Dlatego, że rządy AfD mogą spowodować dalszy rozkład pomysłu europejskiego superpaństwa, zaś rządy tej formacji mogą być elementem normalizacji stosunków z Federacją Rosyjską czy Białorusią. O najważniejszym aspekcie dla Polski napisze na końcu tekstu.

Rok temu w Cedyni podczas III Zjazdu Klubów Myśli Polskiej rozmawiałem z wpływowym w AfD asystentem posła Götza Frömminga Adamem Gołkonttem. Dodam, że jest on przewodniczącym sekcji współpracy polsko-niemieckiej w tej formacji. Wyartykułował kwestie, które nas mogą łączyć z AfD. Nie sposób odmówić było mu w wielu sprawach całkowitej racji. Nie do końca mnie przekonał, ale uważam, że warto a nawet należy rozmawiać.

Premier Donald Tusk stwierdził, że „w Polsce tylko idioci albo zdrajcy mogą się cieszyć z triumfu AfD w Niemczech”. Spodziewając się uderzenia po raz kolejny ze strony PiS-istów dziadkiem z Wehrmachtu wypowiedział te głupawe zdanie. Kiedyś w bezrozumnym amoku sugerował, ze prezydent USA Donald Trump został wręcz zwerbowany przez rosyjskie. Potem Donald Trump został prezydentem USA. Dużo nas Polaków to kosztowało. Za serię idiotycznych wypowiedzi o Alicji Weidel i Alternatywie dla Niemiec też zapłacimy. Tusk ze swoimi tezami zostanie, tak jakby mógł zostać Himilsbach z angielskim – gdyby był mniej zapobiegliwy.

Ze strony niemieckiej – a właściwie „niemieckiej” – widzę dzisiaj inne zagrożenia, niż nacjonalizm, nazizm i szowinizm. Zagrożeniem jest wielobarwna i wielonurtowa ideologia płynąca z „niemieckich” fundacji, które wspierają wszelakie ruchy rozkładowe i antytradycjonalistyczne w naszym kraju – od ekologizmu, przez feminizm i obłędnie pojmowaną równość po jawną rusofobię. Ale te fundacje najczęściej jak wykazała Monika Karbowska mają korzenie w USA. Bo anglosaski i szerzej korporacyjny globalizm nie przewiduje w Europie żadnych państw narodowych – ani Polski, ani Niemiec.

Nie oznacza to oczywiście tego, że kwestia niemiecka powinna być odpuszczona przez nasze środowisko. Jesteśmy endekami – uczniami Romana Dmowskiego – i doskonale rozumiemy sprawę niemiecką. Berlin w dalszym ciągu jest w nieporównywalnie w lepszym położeniu ekonomicznym, niż Warszawa. Powinniśmy obserwować, analizować i wyciągać wnioski. Ale nie wolno ulegać oszołomskiemu i mocno szkodliwemu szantażowi, który został wymyślony przez speców od kreacji polityki działającej na korzyść Anglosasów. Nie jest przypadkiem, że najpierw PiS, a potem KO straszą nas Rosją i Niemcami milcząc o wrogu realnym.

Najgorszym rozwiązaniem jest silne związanie Berlina i Kijowa. Znienawidzona na dzisiaj przez władze na Ukrainie Alternatywa dla Niemiec może zapobiec temu niebezpiecznemu dla Polski scenariuszowi.

Łukasz Jastrzębski

Czego rząd niemiecki żąda od Ukrainy

Thomas Röper anti-spiegel.ru/wadephul-hat-einen-ehrlichen-moment-und-erzaehlt-was-die-bundesregierung-von-der-ukraine-fordert

Europejskie „wartości”

Wadephul ma chwilę szczerości i ujawnia, czego rząd niemiecki żąda od Ukrainy

W wywiadzie minister spraw zagranicznych Wadephul otwarcie stwierdził, że Niemcy chcą czerpać zyski z wojny na Ukrainie. Ta rzadka szczerość po raz kolejny pokazuje, jakie „wartości” Zachód tak naprawdę realizuje na Ukrainie: chodzi o pieniądze dla producentów broni i surowców.

Anti-Spiegel 9 wrzesień 2026

Niemiecki minister spraw zagranicznych Johann Wadephul był zaskakująco szczery w podcaście „Ronzheimer”, domagając się od Ukrainy składania większej liczby zamówień u niemieckich producentów uzbrojenia:

„W tej chwili nie jesteśmy w pełni usatysfakcjonowani liczbą zamówień składanych w Niemczech. Dlatego zwróciliśmy się do ukraińskiego rządu z prośbą o przeanalizowanie tej sytuacji i wprowadzenie ulepszeń”.

Dodał, że powiedział to również Zełenskiemu podczas swojej ostatniej wizyty na Ukrainie:

„Jesteśmy z wami, wspieramy was, ale muszę to również wyjaśnić niemieckim podatnikom. Minimum, jakie możecie zrobić, to zaangażować niemiecki przemysł zbrojeniowy we wszystkie projekty zamówień publicznych”.

Czy pamiętacie ostatnią wizytę Wadephula na Ukrainie? Miała ona miejsce 22 i 23 sierpnia, a niemieckie media prześcigały się w euforycznych doniesieniach, świętując wyrazy solidarności Wadephula z Ukrainą. Donosiłem wówczas, że wizyta dotyczyła w rzeczywistości czegoś zupełnie innego i że Wadephul wyraźnie wywierał znaczną presję na Zełenskiego, ponieważ ten odmawiał wdrożenia „reform” jakich żądała UE. Teraz dowiadujemy się od samego Wadephula, że ​​to nie była jedyna krytyka, jaką skierował pod adresem Zełenskiego.

To są prawdziwe „wartości”, których Europejczycy oczekują od Ukrainy. Chodzi po prostu o pieniądze. A także o surowce, ponieważ ukraińskie zasoby naturalne zostały już rozdzielone na 2025 rok, co czyni przyszłe konflikty nieuniknionymi. Szczegóły można znaleźć tutaj anti-spiegel.ru/was-steht-eigentlich-im-rohstoff-deal-zwischen-den-usa-und-der-ukraine/.

Oświadczenie Wadephula spotkało się z dużym zainteresowaniem mediów w Rosji, ponieważ potwierdza to, co mówi się tam od lat. Jako przykład tłumaczę artykuł opublikowany przez TASS na ten temat.

Początek tłumaczenia :

Zbierając wszystko, co się da: Dlaczego Berlin domaga się od Kijowa wsparcia dla niemieckiego przemysłu zbrojeniowego

Andrej Nizamutdinow o tym, dlaczego państwa europejskie się kłócą i co mają z tym wspólnego Rosja i Ukraina.

Niemiecki minister spraw zagranicznych Johann Wadephul najwyraźniej postanowił spróbować swoich sił w roli windykatora: zażądał od Kijowa zwiększenia liczby zamówień składanych niemieckim przedsiębiorstwom kompleksu wojskowo-przemysłowego (MIC). Minister obiecał również ułatwić powrót na Ukrainę mężczyzn w wieku poborowym, którzy obecnie przebywają w Niemczech.

Najwyraźniej niemieckie władze rozumieją, że reżim rządzący w Kijowie nieubłaganie zmierza ku upadkowi, dlatego spieszą się, by zagarnąć wszystko, co się da. Nawiasem mówiąc, tę samą logikę widać w działaniach przywódców kilku innych krajów europejskich. Nieprzypadkowo w tym samym wywiadzie Wadephul, choć krótko, wyraził gotowość do podjęcia dialogu z rosyjskimi władzami w sprawie rozwiązania konfliktu na Ukrainie. Jednak po niedawnych decyzjach o zamknięciu rosyjskiego konsulatu generalnego w Bonn i Domu Rosyjskiego w Berlinie – ogłoszonych zresztą przez samego Wadephula – to zobowiązanie wydaje się, delikatnie mówiąc, wątpliwe.

Wyrwać chociaż kłębek wełny

Jak wiadomo, Niemcy są największym europejskim darczyńcą Ukrainy. Od lutego 2022 roku Berlin przekazał Kijowowi około 43,3 mld euro na pomoc humanitarną i 57,6 mld euro na pomoc wojskową. Łączna kwota niemieckiej pomocy dla reżimu w tym okresie przekroczyła 100,9 mld euro.

Można przypuszczać, że niemieckie elity liczyły na zwrot kosztów poniesionych po klęsce Rosji, na którą tak liczyły. Jednak upadek Rosji pozostaje nieosiągalnym marzeniem – w przeciwieństwie do nieuchronnego upadku reżimu Wołodymyra Zełenskiego. Co więcej, niemiecka gospodarka, pozbawiona przez własne władze lukratywnych dostaw rosyjskiej energii, znajduje się w opłakanym stanie. Jedynym rozwiązaniem pozostaje przedstawienie rachunku Kijowowi.

W wywiadzie dla gazety Bild niemiecki minister spraw zagranicznych skrytykował Zełenskiego i zażądał, aby w większym stopniu uwzględniał interesy Berlina. „Obecnie nie jesteśmy w pełni zadowoleni z wielkości zamówień składanych w Niemczech. Dlatego zwróciliśmy się do rządu ukraińskiego z prośbą o ponowne rozważenie tego podejścia i podjęcie działań naprawczych w tej sprawie” – oświadczył Wadephul.

Według niego „zupełnie naturalne jest, że niemiecki przemysł zbrojeniowy korzysta” z faktu, że jest najbardziej aktywnym dostawcą wsparcia finansowego i wojskowego dla Ukrainy.

Innymi słowy: równie dobrze można by spróbować wyciągnąć kępkę wełny z parszywego barana.

Niech idą na wojnę

Jednak produkcja broni i dostarczenie jej na Ukrainę to dopiero połowa sukcesu. Ktoś musi walczyć tą bronią, a to poważny problem. Szeregi Sił Zbrojnych Ukrainy (UAF) gwałtownie maleją: liczba samych dezerterów sięga dziesiątek tysięcy, nie licząc nieodwracalnych strat, jakie armia ukraińska ponosi każdego dnia. Odnotowano nawet setki ukraińskich żołnierzy, którzy dezerterowali podczas szkoleń w Polsce, Francji, a nawet w Niemczech.

Brutalna przymusowa mobilizacja, od dawna nazywana „mogilizacją”, również niczego nie zmienia. Dlatego reżim w Kijowie potrzebuje pomocy: według Wadephula, w Niemczech kwestia repatriacji ukraińskich mężczyzn w wieku poborowym do ojczyzny „może, a nawet powinna” zostać podniesiona.

„Wiemy, kto tu mieszka. Na przykład, kto pobiera świadczenia socjalne, kto jest tu zameldowany i jaki ma status rezydenta” – powiedział niemiecki minister spraw zagranicznych. Jeśli te dane zostaną udostępnione ukraińskiemu rządowi, będzie on mógł na przykład wysłać tym mężczyznom pisemne zawiadomienia o podleganiu obowiązkowi służby wojskowej.

W ten sposób druga część umowy jest załatwiona: Ukraina dostanie broń i tych, którzy będą jej używać. A niemiecki kompleks wojskowo-przemysłowy będzie liczył swoje zyski.

Walka o zasoby  

Zrozumiałe jest, że Berlin chce odnieść wielkie zwycięstwo, ale jego partnerzy z UE również nie chcą zostać pominięci – mają swoje własne apetyty.

Kiedy po powrocie Donalda Trumpa do Białego Domu Stany Zjednoczone odmówiły Ukrainie bezpłatnej pomocy wojskowej, podjęto decyzję o utworzeniu programu PURL (Prioritized Ukraine Requirements List), w ramach którego europejskie kraje NATO miałyby pokrywać koszty zakupu amerykańskiej broni, która miała być następnie przekazywana Kijowowi. Jednak Europejczycy szybko stracili zainteresowanie nieustannym finansowaniem amerykańskiego kompleksu wojskowo-przemysłowego. W rezultacie, z inicjatywy Komisji Europejskiej, UE utworzyła własny fundusz finansowania dla Ukrainy w wysokości 90 miliardów euro na lata 2026–2027, z czego dwie trzecie ma zostać przeznaczone na zakup uzbrojenia.

Fundusz powstaje poprzez emisję euroobligacji, a odsetki spłaca sama UE. Zatem dla Ukrainy ta pomoc pozostaje nieodpłatna, ale Kijów nie otrzymuje gotówki (ryzyko korupcji jest minimalizowane, choć luki prawne można znaleźć na etapie akceptacji i logistyki). Zamiast tego, Ukraina może jedynie składać zamówienia u europejskich przedsiębiorstw przemysłu obronnego (choć w niektórych przypadkach zakupy z krajów trzecich są również dozwolone). To właśnie o te zasoby toczy się prawdziwa konkurencja między czołowymi europejskimi producentami broni – Niemcami, Francją, Włochami, Szwecją i kilkoma innymi krajami o mniejszym kalibrze.

Wielka Brytania również chciała przystąpić do programu, ale Francuzi temu przeszkodzili: Paryż zażądał od sąsiada-wyspiarza „opłaty wejściowej” w wysokości 6 miliardów euro, co Londyn uznał za niekorzystny warunek.

Żądając od Kijowa specjalnego traktowania niemieckiego kompleksu wojskowo-przemysłowego, Wadephul w istocie próbował przechytrzyć swoich partnerów z UE. Jednak Paryż i Rzym raczej nie tolerują tej eskapady; prawdopodobnie będą starały się zapewnić sobie przewagę, a także naciskać na Zełenskiego, aby priorytetowo potraktował ich przemysł zbrojeniowy.

Imperialistyczne hieny

Po dobrowolnym zerwaniu stosunków z Rosją i pogrążeniu swoich gospodarek w poważnym kryzysie, kraje UE są teraz gotowe do kłótni o lukratywne kontrakty i nagrody – w tym te na dostawy broni dla Ukrainy. Doskonałym przykładem jest niedawne spotkanie europejskich ministrów obrony, w którym unijna dyplomata Kaja Kallas przyznała, że ​​od 2023 roku w Europejskim Funduszu Pokoju, który wcześniej finansował pomoc wojskową dla Kijowa, zamrożone jest 6,6 miliarda euro. Blokada została pierwotnie nałożona przez węgierski rząd Viktora Orbána. Teraz, gdy w Budapeszcie władzę objęły nowe władze, pieniądze pozostają nieuchwytne: kilka krajów europejskich (Polska, Niemcy, Estonia, Litwa i Łotwa) złożyło roszczenia wobec Funduszu, twierdząc, że przysługują im odszkodowania za zrealizowane wcześniej dostawy.

Doskonały przykład „wartości europejskich”.

Nieuchronnie nasuwa się określenie „hieny imperializmu”, ukuty wiek temu. Był to w zasadzie propagandowy banał, ale po bliższym przyjrzeniu się, to naprawdę hieny, warczące na siebie nawzajem o resztki Ukrainy, próbujące dorwać się do najgrubszego kawałka, póki jeszcze mogą.

Oczywiście, Europejczycy początkowo marzyli o rozdarciu Rosji. Ale skoro to się nie udało, teraz muszą rozdzierać Ukrainę. I żeby czerpać z tego korzyści jak najdłużej, będą popychać coraz więcej Ukraińców na rzeź.

Niech się kłócą. To już niedługo.

Szaleństwo niemieckiej polityki wschodniej

Szaleństwo niemieckiej polityki wschodniej

Glenn Diesen

Poniżej publikujemy treść wpisu na „X” znanego politologa norweskiego Glenna Diesena, autora m.in. książki pt. Wojna na Ukrainie i porządek światowy w Eurazji. Polskie wydanie: Nowy porządek świata po wojnie ukraińskiej. Globalna hegemonia w zwarciu z eurazjatyckim ładem (Capitalbook):

„Niemcy dążą do stworzenia największej armii w Europie, a Europejczycy temu przyklaskują. Niemiecka klasa polityczna jest w pełnej zgodzie w swoim entuzjazmie dla wojny z Rosją, z wyjątkiem opozycyjnej partii „skrajnie prawicowej”.

Nowe wcielenie Hitlera, które prowadzi tę rasistowską „nazistowską partię” sprzeciwiającą się wojnie, czyli Alice Weidel, to lesbijka z partnerką ze Sri Lanki. Merz w pełni popiera ludobójstwo w Gazie, twierdzi, że Izrael „wykonuje naszą brudną robotę”, atakując Iran, chce przejąć inicjatywę w wojnie zastępczej przeciwko Rosji i broni demokracji, miażdżąc dysydentów. Gdy USA zniszczyły Nord Stream, Niemcy obwiniały Rosję. Gdy USA przyznały subsydia, które zachęciły niekonkurencyjne niemieckie firmy do przeniesienia się do USA, Niemcy obwiniały Rosję za swoją de-industrializację. Gdy USA zagroziły aneksją Grenlandii, Merz odpowiedział ostrzeżeniem przed rosyjskim zagrożeniem dla Grenlandii.

Niemcy teraz próbują odwrócić swoją de-industrializację za pomocą kwitnącego budżetu wojskowego. W czasie pierwszej wojny światowej Niemcy przedstawiały swoje działania wojskowe, które doprowadziły do traktatu brzesko-litewskiego, jako wyzwolenie Ukrainy spod władzy Moskwy, podczas gdy w rzeczywistości Niemcy ustanawiały swoją dominację nad regionem.

W czasie drugiej wojny światowej Niemcy ponownie twierdziły, że wyzwalają Ukrainę spod władzy Moskwy, podczas gdy w rzeczywistości traktowały ją jako imperialny podbój. Tym razem Niemcy „wyzwoliły Ukrainę”, obalając jej demokratycznie wybrany rząd wbrew woli większości Ukraińców, by przekształcić ją w państwo frontowe w antyrosyjskim sojuszu wojskowym.

Niemcy wspierały brutalność wobec Donbasu i czystki wśród ukraińskiej opozycji politycznej, mediów opozycyjnych, języka rosyjskiego i Kościoła prawosławnego. Porozumienie pokojowe z Mińska, wynegocjowane przez Niemcy, zostało uznane za oszustwo mające przygotować Ukrainę do wojny, a Niemcy pompowały tam broń.

Podczas gdy większość Ukraińców chce ugody pokojowej, Niemcy bojkotują dyplomację, naciskają na deportację ukraińskich uchodźców i wcielanie ukraińskich kobiet do armii, by podtrzymać wojnę – wszystko pod hasłem „solidarności z Ukrainą”. A jednak klęska wyborcza Merza i jego polityki jest przedstawiana jako zagrożenie dla demokracji, a każda krytyka czyni cię zdrajcą szerzącym rosyjską propagandę. Jak to się skończy?”

Glenn Diesen

Za: X

Meandry demokracji…

by opolczykpl opolczykpl/meandry-demokracji

Meandry demokracji…

.


.
Biorąc na zdrowy rozum, demokracja powinna być najlepszym i najsprawiedliwszym systemem społeczno-politycznym. Ale już w starożytnej Helladzie miała wrogów i to wśród najwybitniejszych filozofów: Platona i Arystotelesa. Sokrates nie był jej z założenia przeciwny, choć dostrzegał widoczne w niej zagrożenie: tyranię bezmyślnej i głupiej większości. Przypisuje się mu zdanie: Demokracja jest tylko tak dobra, jak edukacja, która ją otacza. I tu widać, jeśli to rzeczywiście powiedział, przebłysk jego geniuszu.

Demokracja, nawet w wydaniu parlamentarnym, w którym posłowie reprezentują wyborców, aby była systemem rzeczywiście dobrym, musi spełniać dwa warunki:

– Większość wyborców musi być roztropna, rozsądna, zdolna do krytycznego i samodzielnego myślenia, mająca pojęcie o otaczającej nas rzeczywistości, odporna na psychomanipulacje medialne, poczuwająca się do współodpowiedzialności za państwo i losy społeczeństwa.

– Media, nazywane niekiedy czwartą władzą, a w ogłupianiu społeczeństw mające w zachodnich fasadowych demokracjach parlamentarnych pierwszorzędne znaczenie, musiały by być mediami neutralnymi, obiektywnymi, niezależnymi od biznesu i polityki.

Rzeczywistość na zachodzie niestety jest taka, że ogromna większość społeczeństw, czy to w Niemczech, Francji, Anglii, Polsce czy usraelu, jest zbieraniną ignorantów sterowanych medialną propagandą, a media głównego ścieku kłamią, zmyślają, mataczą, ogłupiają i tworzą fikcyjny obraz rzeczywistości, prawdziwy matriks. I stąd od lat widzimy, że wciąż w kolejnych farsach wyborczych wygrywają skompromitowane mafie polityczne służące interesom finansowych elit kolektywnego zachodu. A tam, gdzie są one w wyborach zagrożone, to albo unieważniają przegrane wybory, albo delegalizują partie mogące korporacyjnej mafii partyjnej zagrozić, bądź groźnym kandydatom uniemożliwiają udział w wyborach wyrokami sądowymi. A ogromna większość zachodnich społeczeństw śpi, nie dostrzega manipulacji i nadal wierzy w zachodnią demokrację.

Wczoraj znajoma, Niemka, powiedziała w rozmowie ze mną, że dobrze by było, gdyby w Niemczech wprowadzono referenda. Spytałem ją – wierzysz naprawdę, że przy tak ogromnym odurnieniu większości Niemców referanda coś dadzą? Spojrzała na mnie i powiedziała – no tak, masz rację, to nic nie da.

Polską scenę polityczną znam mniej niż niemiecką, przez co zajmę się głównie tą drugą. To, co tu, w Niemczech, wyrabia się pod płaszczykiem „obrony demokracji”, musi przerażać każdego rzecznika demokracji. Fundamentem demokracji musi być wolność słowa i równouprawnienie wszystkich politycznych partii. Rzeczywistość jest taka, że za byle słówko można zostać okrzyczany ruską wtyką, w łże-mediach jakakolwiek wyważona wypowiedź o Rosji jest niedopuszczalna, a jedna z partii politycznych jest wściekle zwalczana, choć Ustawa Zasadnicza (zastępująca tu konstytucję)  gwarantuje wszystkim partiom politycznym równe prawa. „Obrońcy demokracji” depczą własną Ustawę Zasadniczą, budują system faszystowski, faszystoidalną dyktaturę, będąc przy tym święcie i głęboko przekonanymi, że bronią demokracji i wolności.

.

Sami sobie nakładają kajdany i chcą je nałożyć wszystkim.

Jak funkcjonuje fasadowa zachodnia demokracja w Niemczech, dobrze obrazuje sytuacja po wyborach do Landtagu w Saksonii Anhalt. Zwalczana medialnie i politycznie  ogniowym murem (Brandmauer) partia AFD zdobyła najwięcej głosów – 43,8 %. Dotychczas rządząca CDU straciła prawie 20 % i osiągnęła ledwo 17,2 % i drugie miejsce. Inne agenturalne partie politycznego kartelu (zaliczam do nich i „Lewicę” – Die Linke) osiągnęły: SPD – 9,3 %, Zieloni – 8,9%, (pseudo) Lewica (Die Linke) – 8,6 %. oraz nieomal tak samo jak AFD zwalczany Sojusz Sahry Wagenknecht (BSW) – 5,3 proc. FDP, przez dziesięciolecia będąca w Berlinie etatowym koalicjantem zarówno CDU jak i SPD, została „zatopiona” i nie weszła do kolejnego już Landtagu z wynikiem 2,6 %.  W obliczu tak ogromnej  przewagi AFD nad kartelem politycznym (CDU, SPD, Zieloni, Die Linke, FDP) tylko i wyłącznie AFD zasługuje na demokratyczny mandat tworzenia rządu krajowego. A jednak kartel polityczny, mimo totalnej politycznej klęski, chce utworzyć własny rząd, choć pod względem ilości krzeseł w Landtagu sama AFD ma tyle samo miejsc (39), co cztery agenturalne partie politycznego kartelu razem wzięte: CDU, SPD, Zieloni i Die Linke (15+8+8+8=39). Języczkiem u wagi będzie więc także znienawidzona partia „stalinówki” Wagenknecht – BSW. Niemniej – powtarzam, gdyby zasady demokracji miały jakiekolwiek znaczenie w Niemczech, tylko i wyłącznie AFD powinna mieć prawo do tworzenia rządu. Ale kto tam patrzy na demokrację – ruskich onuc do władzy dopuścić nie można.

W obecnej wykładni w Niemczech demokratą jest ten, kto popiera partie rządzące w Berlinie. Kto jest innego zdania, jest wrogiem demokracji, prawicowym ekstremistą, neonazistą i czym tam jeszcze, naturalnie i „antysemitą”.

A w sumie, biorąc na „zdrowy rozum”, właśnie w Landach wschodnich, na terenie byłej NRD, AFD powinna mieć najmniejsze poparcie. Jest wszak za normalizacją stosunków z Rosją. A to w NRD stacjonowało prawie pół miliona Czerwonoarmistów. I tam rusofobia powinna być silniejsza. Widocznie jednak pamięć o tamtej „sowieckiej okupacji” nie aż tak straszna jest – i nie jest tak eksploatowana medialnie jak w Polsce. Ale decydujący wpływ na stosunek wschodnich Niemców do AFD i politycznego kartelu miała picdemia i jej zamordystyczna dyktatura, jak i zamordyzm w sprawie Rosji oraz niszczenie gospodarki w imię zielonej szajby w czasach rządów w Berlinie koalicji SPD-Zieloni-FDP. W byłej NRD co najmniej połowa ludności pamięta dyktaturę Honeckera, bo była to dyktatura. I stąd protesty anty-kowidowe były tam znacznie silniejsze niż w „starych” Landach, w byłych Niemczech Zachodnich. Oni po prostu lepiej niż zachodni „rodacy” dostrzegali kowidowy totalitaryzm, gorszy niż honeckeryzm i bardziej zdecydowanie i masowo przeciwko niemu protestowali. Nadal też trwają tam protesty i demonstracje przeciwko budowanej dyktaturze. I przeciwko niszczeniu gospodarki. Niemcy wschodni, mniej zdemoralizowani i rozleniwieni dobrobytem, są bardziej  czuli na swobody obywatelskie, oraz bardziej odpowiedzialni w sprawach dotyczących państwa. No i dlatego w poprawie stosunków z Rosją widzą ratunek dla upadającej gospodarki.

Mnie osobiście ucieszyło tak miażdżące zwycięstwo AFD, ale tylko na zasadzie Schadenfreude – radości z powodu katastrofalnej politycznej porażki politycznego kartelu, będącego na łańcuchu elit finansowych. Zasłużył na to rzeczywiście.

Ale to zwycięstwo AFD powinno być dla Polski ostrym sygnałem ostrzegawczym. Nie mam tu nawet na myśli ciągotek rewizjonistycznych, widocznych w szeregach AFD. Rozmawiałem z wieloma sympatykami, odwołującymi się do tradycji kajzerowskich Niemiec. Chcą granic z roku 1914:

.

.

Obwodu Kaliningradzkiego naturalnie Rosji nie odbiorą – ale co z resztą? Breslau, Stettin, Danzing, Posen, Kattowitz, Oppeln – to może być w ich zasięgu. Jeśli AFD stanie się główną partią rządzącą w Berlinie, a do tego może dojść szybciej, niż się spodziewamy i zabiegać będzie o dobrosąsiedzkie stosunki z Rosją, Moskwa z powodów taktycznych i strategicznych pójdzie na to. Dla Moskwy „nawrócenie” się Berlina na pro-rosyjskość będzie śmiertelnym ciosem dla zachodniej, wściekle antyrosyjskiej polityki. Bruksela bez Berlina okaże się bezsilna. Londyn ma na Kremlu przechlapane na zawsze, Paryż prawdopodobnie też. Ale Berlin ma dla Kremla znaczenie symboliczne, taktyczne i strategiczne – i na żarliwe prośby AFD o wybaczenie zareaguje pozytywnie. A wtedy Polska, rządzona przez kreatury typu Tuski, Kaczyńskie, Nawrockie, Sikorskie i reszta tego ukropolińskiego barachła znajdzie się w niemiecko-rosyjskich kleszczach.

Dla Niemiec Polska zawsze była przeszkodą w ekspansji na Wschód – już od czasów pierwszych Piastów. ZSRR była wiarygodnym gwarantem naszych Ziem Zachodnich, Ziem Odzyskanych. Ale czy obecnie Moskwa, widząc rządców Ukropolinu z pianą na pyskach, żądnych mordowania Rosjan, chcących Rosję wdeptywać w ziemię, będzie się troszczyła o nasze Ziemie Zachodnie, okupione krwią setek tysięcy Czerwonoarmistów, skoro w Niemczech jeszcze nie burzy się pomników Armii Czerwonej, a w Polsce tak. Pod niemieckim zarządem łatwiej będzie Rosji opiekować się cmentarzami Czerwonoarmistów na Ziemiach niegdyś Odzyskanych. A pamięć o poległych w Wojnie Ojczyźnianej jest w Rosji święta.

Czeka nas jeszcze też kolejna masowa, wielomilionowa emigracja z Ukrainy, być może już tej zimy. Szacunki mówią o 5-7 milionach nowych uchodźców. Sytuacja polityczna, gospodarcza, finansowa i militarna kijowskiej junty jest katastrofalna. Ostatnio, według doniesień, w Kijowie doszło nawet do strzelaniny pomiędzy rywalizującymi tajnymi służbami cywilnymi i wojskowymi. Atak dronem na siedzibę SBU był dziełem ukraińskiego HUR, odpowiednika rosyjskiego GRU, a nie Rosji.

.

.

Tam, w tym neobanderowskim kotle, brakuje jeszcze wojny służb o władzę i wpływy.

Z dużym prawdopodobieństwem tej zimy kijowska junta nie przetrwa. Stąd kijowski ćpun apeluje o zakończenie wojny jeszcze przed zimą. Pat i Pataszon (Witkoff i Kushner) nie osiągnęli w Moskwie nic. Rosja na polu walki zamierza osiągnąć wyznaczone cele. I osiągnie.

Nad Polską zbierają się naprawdę czarne chmury. Wprawdzie nastroje ślepo pro-ukraińskie w Polsce maleją, ale wrogość wobec Rosji nie. Większości Polaków brakuje instynktu pro-państwowego – kierowania się racją stanu, dobrem państwa, troską o gospodarkę. Zwyciężają rozbudzane i utrwalane od wieków nastroje wrogości do wschodniego, potężnego sąsiada.

Dotychczas w naszej historii bywało już, że gdy Niemcy i Rosja podawały sobie, ponad głowami Polaków, ręce, kończyło się to dla Polski i Polaków źle. Nie mówię, że AFD jutro dojdzie do władzy, ale może to jednak nastąpić dosyć szybko. Rzecz w tym, żeby Polska wyprzedziła Niemcy i pierwsza zadbała o naprawę stosunków z Rosją. Czy ktokolwiek w warszawce, w sprzedajnych elitach jednak o tym pomyśli? Wątpię. I to napawa mnie obawą.

Większość Polaków jak lunatycy, lub ludzie z zawiązanymi oczami daje się prowadzić w przepaść rusofobii.

.

.

Nie ma niestety w Polsce partii, która – jak AFD w Niemczech – chciałaby naprawy stosunków z Rosją, i która zdobyłaby w jednym województwie tak oszałamiające zwycięstwo. Konfederacji Grzegorza Brauna daleko jeszcze do AFD.

Gdybym był Niemcem, skakałbym do góry z radości po wyborach w Saksonii Anhalt. Ale jestem Polakiem i wynik tych wyborów napawa mnie obawą. Niemcy prędzej czy później zwrócą się z przeprosinami w stronę Rosji, a Polska znajdzie się w strefie zgniotu między tymi państwami. Co z niej wtedy zostanie, aż boję się myśleć…

opolczyk

.

Odkryto niemieckie finansowanie osiedli syjonistycznych. Powstają one tam, gdzie Palestyńczyków pozbawiono WODY.

Żołnierze Izraela strzegą żydowskiego osadnika, który rzuca kamieniami w Palestyńczyków zgromadzonych na zbiorze oliwek, Zachodni Brzeg, październik 2025r.

Odkryto niemieckie finansowanie osiedli syjonistycznych

Przez Kit Klarenberg

Pod przykrywką instytucji akademickich, rząd niemiecki potajemnie przekazywał miliony euro w latach 2017-2021 na wysoce dyskryminacyjny projekt, który ułatwiał rozbudowę osiedli syjonistycznych na okupowanym Zachodnim Brzegu. Pod jego auspicjami, fundusze publiczne i wyniki badań naukowych zostały wykorzystane na zasadniczo nielegalne i niemoralne przedsięwzięcie, stanowiące rażące naruszenie międzynarodowych zobowiązań Berlina, a także krajowych ograniczeń dotyczących badań naukowych. Ten wcześniej nieznany skandal to tylko jeden z aspektów otwartego i ukrytego wspierania przez Niemcy rozbudowy osiedli syjonistycznych i całkowitej zagłady Palestyny.

Oto szokujące wyniki wspólnego śledztwa trzech niemieckich organizacji studenckich działających na rzecz Palestyny, w tym „Not In Our Name”, „Academic Opposition” i „Academic Boycott Campaign Germany”. Ich raport to przełomowe dzieło, które krytycznie analizuje badania nad wodą finansowane przez państwo niemieckie we współpracy z instytucjami akademickimi syjonistycznego tworu. Ujawnia on cichy spisek o ogromnych rozmiarach, w który zaangażowanych jest kilka państwowych i quasi-państwowych instytucji w Berlinie i Tel Awiwie, finansujących badania naukowe na pozornie nieszkodliwych obszarach, ale które bezpośrednio sprzyjają syjonistycznym czystkom etnicznym i wywłaszczaniu ziemi w całej Palestynie.

Śledztwo koncentruje się na pojedynczym projekcie znanym jako „MedWater”, który powstał w wyniku tajnego sojuszu między niemieckim a izraelskim środowiskiem akademickim. Przez cztery lata Berlin finansował konsorcjum koordynowane przez Politechnikę Berlińską oraz uniwersytety w Getyndze i Würzburgu kwotą 1 818 348 euro. Cel został pomyślnie osiągnięty – opracowanie narzędzia do modelowania symulującego skutki dodawania lub usuwania wody ze studni. Funkcjonalność ta została zdefiniowana w bezpośrednich konsultacjach z izraelskimi władzami wodnymi, a gotowy produkt został dostarczony do krajowego przedsiębiorstwa wodociągowego w Tel Awiwie.

Syjoniści mają na oku starożytny zbiornik wodny w Dolinie Jordanu na Zachodnim Brzegu.

Narzędzie identyfikuje idealne lokalizacje do budowy nowych studni na obszarze, gdzie palestyńskie źródła wody są systematycznie niszczone, a Palestyńczykom odmawia się pozwoleń na wiercenie nowych studni. Jednolita część wód podziemnych znany jako Zachodni Górski Zbiornik jest największym i najbardziej produktywnym zbiornikiem wspólnym dla Izraela i okupowanego Zachodniego Brzegu. Palestyńczycy byli całkowicie nieobecni na sesjach roboczych projektu MedWater, które odbyły się w nielegalnie okupowanej Jerozolimie, i nie ma żadnych dostrzegalnych sposobów, w jakie Palestyńczycy mogliby lub mogliby skorzystać z tego projektu.

I to pomimo faktu, że konsorcjum otwarcie oświadczyło w wnioskach składanych niemieckim ministerstwom, że jego narzędzie ma na celu realizację szóstego Celu Zrównoważonego Rozwoju ONZ: „Osiągnięcie powszechnego i równego dostępu do bezpiecznej i niedrogiej wody pitnej dla wszystkich do 2030 roku”. Ukończony system MedWater został zaprezentowany na konferencji w Berlinie w październiku 2020 roku. Podczas publicznej demonstracji obliczono między innymi wpływ budowy czterech nowych studni w prowincji Hebron na Zachodnim Brzegu. Tylko osadnicy syjonistyczni mogli urzeczywistnić tę wizję w praktyce – o czym konsorcjum doskonale wiedziało.

Jeszcze bardziej obciążający jest fakt, że po zakończeniu projektu narzędzie zostało przekazane izraelskiej państwowej spółce wodociągowej Mekorot, która zarządza studniami w osiedlach syjonistycznych na Zachodnim Brzegu. Z kolei Palestyński Urząd Wodociągów, początkowo wymieniony jako partner MedWater, nie otrzymał żadnego kontraktu na podwykonawstwo i nie jest dziś publicznie wymieniony wśród beneficjentów. Nieujawnione wówczas i milcząco ukrywane od tamtej pory, to tylko jeden z niewytłumaczalnych sposobów, w jaki Niemcy wspierają syjonistyczne przedsięwzięcie, rozpoczęte już w 1967 roku, nastawione na ludobójstwo.

„Prawie niemożliwe”

W swojej opinii doradczej z lipca 2024 r. Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości jednoznacznie orzekł, że wszystkie państwa mają obowiązek „dokonywać rozróżnienia między terytorium Izraela a terytorium okupowanym od 1967 r. w stosunkach z Izraelem i nie udzielać żadnej pomocy ani wsparcia w celu utrzymania tej sytuacji”. Dekadę wcześniej Berlin najwyraźniej skodyfikował zobowiązanie do przestrzegania tej zasady w swoich relacjach z instytucjami akademickimi tworu syjonistycznego. Zgodnie z klauzulą ​​terytorialną, Niemcy teoretycznie nie będą finansować żadnych projektów badawczych poza granicami tego tworu sprzed 1967 r., a Tel Awiw nie będzie ubiegał się o takie projekty.

Zapytane, w jakim stopniu umowa Mekorot z MedWater jest choćby w przybliżeniu zgodna z klauzulą, berlińskie Ministerstwo Badań Naukowych argumentowało, że jej postanowienia jedynie ograniczają lokalizację siedziby partnerów badawczych. Ponieważ Mekorot ma siedzibę w Tel Awiwie, nie istniały żadne przeszkody prawne, regulacyjne ani pozornie etyczne dla niemieckiego rządu w finansowaniu projektu, pomimo dobrze udokumentowanej działalności przestępczej firmy na Zachodnim Brzegu od 1982 roku. W tym czasie syjonistyczne siły okupacyjne przekazały Mekorot zarządzanie całą lokalną infrastrukturą wodną, ​​którą kontrolowały na tym obszarze.

Klauzula terytorialna ewidentnie zawiera liczne, rażące luki, które zostały bezczelnie wykorzystane do umożliwienia całkowicie nielegalnej ekspansji osiedli syjonistycznych przy wsparciu państwa niemieckiego z daleka. Uderzające jest, że ta niejednoznaczność sama w sobie przeczy opinii doradczej Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości. Trybunał jednoznacznie wskazał, że zagrażające życiu ograniczenie dostępu Palestyńczyków do wody na terytoriach okupowanych przez podmiot syjonistyczny jest niezgodne z zobowiązaniami Tel Awiwu wynikającymi z prawa międzynarodowego. To może wyjaśniać, dlaczego MedWater, choć formalnie jawny, przez tak długi czas pozostawał praktycznie tajny.

Aby dotrzeć do sedna projektu, śledczy oparli się na szerokim zakresie informacji. Obejmowały one raporty MedWater złożone w niemieckim Ministerstwie Badań Naukowych – niektóre z nich nie były przeznaczone do publicznej publikacji i zostały opublikowane w formie ocenzurowanej – materiały prezentacyjne z licznych konferencji projektowych z fazy rozwoju, usunięte strony internetowe oraz recenzowane publikacje niemieckich i izraelskich uczestników. Do tej pory żadne z głównych mediów nie donosiło nie tylko o projekcie MedWater, ale także o nielegalnych inwestycjach państwa niemieckiego w akademickie projekty badawcze, które promują ekspansję osiedli syjonistycznych.

Inicjatywa mająca na celu poprawę zarządzania zasobami wodnymi mogłaby wydawać się nieszkodliwa gdziekolwiek na świecie. Jednak MedWater zrodził się w kontekście systematycznego, długotrwałego, syjonistycznego uniemożliwiania Palestyńczykom dostępu do wody, a także segregacyjnego systemu prawnego, który bezpośrednio wspiera osiedla żydowskie, szczególnie w odniesieniu do kluczowych zasobów naturalnych. W sierpniu 1967 roku, dwa miesiące po rozpoczęciu okupacji Zachodniego Brzegu, syjonistyczne siły okupacyjne wydały rozkaz wojskowy nr 92, przejmując tym samym pełną kontrolę nad zasobami wodnymi na nielegalnie kontrolowanym terytorium.

Trzy miesiące później, rozkaz wojskowy nr 158 ponownie zakazał Palestyńczykom na całym Zachodnim Brzegu budowy nowych urządzeń wodnych i/lub powiązanej infrastruktury bez uprzedniego uzyskania zgody syjonistycznych sił okupacyjnych (ZOF). Amnesty International uważa, że ​​uzyskanie takich zezwoleń jest „praktycznie niemożliwe”. Syjoniści, których celem jest pozbawienie Palestyńczyków wody, naturalnie nie podlegają takim ograniczeniom. Jednocześnie, przez ostatnie cztery i pół dekady, Mekorot systematycznie sabotował palestyńskie studnie, jednocześnie wykorzystując źródła wody na okupowanym Zachodnim Brzegu do zaopatrywania firmy i przestępczych osadników żydowskich.

Już samo to prowadzi do swoistego apartheidu w zakresie dziennego zużycia wody. Syjoniści, w tym osadnicy, zużywają średnio 247 litrów wody na osobę dziennie – trzy razy więcej niż Palestyńczycy na Zachodnim Brzegu, którzy zużywają 82,4 litra. W społecznościach niepodłączonych do lokalnej sieci wodociągowej, palestyńskie zużycie wody spada średnio do zaledwie 26 litrów na osobę dziennie. Jest to zużycie porównywalne z tym obserwowanym na obszarach dotkniętych klęskami żywiołowymi. Co więcej, Mekorot regularnie odcina dopływ wody do społeczności palestyńskich, gdy zapasy się wyczerpują, na przykład latem.

„Europejskie DNA”

Strategia syjonistyczna jest przerażająco prosta: zneutralizować palestyńską kontrolę nad zasobami wodnymi Zachodniego Brzegu i stopniowo ograniczać im do nich dostęp, tworząc środowisko, w którym obszar ten staje się praktycznie niezamieszkany, a Palestyńczycy są zmuszeni do opuszczenia go. Badanie opublikowane wspólnie przez Organizację Narodów Zjednoczonych i Niemiecki Federalny Instytut Nauk o Ziemi i Zasobach Naturalnych pokazuje, że 212 milionów metrów sześciennych wody przepływa rocznie z Zachodniego Brzegu do Izraela. W raporcie zauważono również, że od 1967 roku Palestyńczykom „nie zezwolono na wywiercenie nawet jednej studni na ziemi”.

Od samego początku dyskryminacyjne przepisy i stale rosnąca grabież ziemi przez osadników coraz bardziej pozbawiały Palestyńczyków dostępu do innych podstawowych potrzeb. Stale rozrastająca się sieć punktów kontrolnych i blokad drogowych ZOF, w połączeniu z dyskryminacyjnymi, arbitralnymi ograniczeniami w przemieszczaniu się, wandalizmem, niszczeniem maszyn rolniczych, szklarni i dróg, a także brutalną przemocą ze strony sił okupacyjnych i osadników, sprawia, że ​​uprawa pól i hodowla zwierząt staje się dla rolników coraz bardziej niebezpieczna, jeśli nie wręcz niemożliwa. Palestyńskie rolnictwo zostało praktycznie zdziesiątkowane, a syjoniści dosłownie zbierają żniwo tych niszczycielskich konsekwencji.

Fakt, że te ludobójcze machinacje mogły trwać bez kontroli przez dziesięciolecia, świadczy o całkowitej bezkarności, z jaką Izrael działa dzięki swoim międzynarodowym sponsorom – a Niemcy są szczególnie przewrotnym przykładem. Są dumni z tego, że są jedynym krajem, który uczynił publiczne upamiętnienie swojej zbrodniczej przeszłości kamieniem węgielnym swojej zbiorowej tożsamości narodowej. Jednak tak wychwalana „kultura pamięci” Berlina niezmiennie oznacza odpokutowanie za historyczne grzechy poprzez promowanie i wspieranie podobnych współczesnych zbrodni – o ile są one popełniane przez syjonistyczny byt.

WaterMed to niewielka część znacznie szerszej, niewypowiedzianej infrastruktury sponsorowanego przez państwo ucisku i zagłady Palestyńczyków w Niemczech, utrzymywanej dzięki mało znanym partnerstwom i wspólnym projektom badawczym z uniwersytetami i instytucjami syjonistycznego tworu. Nowa inicjatywa „Academic Complicity” ujawnia, jak dziesiątki niemieckich instytucji szkolnictwa wyższego przez wiele lat prowadziły wysoce wątpliwe projekty – zarówno duże, jak i małe – które w taki czy inny sposób uzasadniały i wspierały nieustanną ekspansję osiedli. Można mieć nadzieję, że biorąc pod uwagę jasne krajowe i międzynarodowe zobowiązania prawne Berlina, doprowadzi to do pociągnięcia sprawców do odpowiedzialności i wyciągnięcia konsekwencji.

Więzy między Niemcami a bytem syjonistycznym są jednak tak głębokie i silne, że wykraczają poza trywialne rozważania prawne czy etyczne. W październiku 2025 roku były szef Mossadu Tamir Pardo wygłosił serię niezwykle wymownych oświadczeń, w których opisał, jak jego osobiste i zawodowe doświadczenia przekonały go, że „Niemcy mają dług wdzięczności wobec Izraela”. Wyjaśnił: „Nasze DNA jest znacznie bliższe europejskiemu niż amerykańskiemu”, ponieważ „większość Żydów, którzy osiedlili się w Izraelu, pochodziła z Europy… a nie z Ameryki Północnej”.

„Historia Europy jest częścią naszej tożsamości – w kontekście więzi rodzinnych, kultury, a nawet polityki. Granice Europy, wyznaczone przez wojny, nieustannie się przesuwały, a Europejczycy migrowali po całym kontynencie, osiedlając się w jednym miejscu, zanim przenieśli się do następnego. W tym sensie, a także pod względem głębi, dyskursu i historii, wszystko to jest nam bardzo bliskie i widoczne w każdej interakcji z niemieckimi partnerami”.

Źródło: Ujawniono niemieckie sponsorowanie osiedli syjonistycznych

Historyczne zwycięstwo AfD wywołuje szok w niemieckim establishmencie

Historyczne zwycięstwo AfD wywołuje szok w niemieckim establishmencie

Symplicjusz 8 września 2026 r. simplicius/afds-historic-win-sends-reverberations

Wczoraj wieczorem powszechnie krytykowana niemiecka partia AfD odniosła miażdżące i historyczne zwycięstwo. Zwycięstwo to jest już bagatelizowane przez wielu, ze względu na fakt, że Saksonia-Anhalt jest technicznie jednym z najmniejszych i najmniej znaczących landów Niemiec.
Chodzi jednak o coś więcej niż tylko o same liczby, ponieważ zwycięstwo to wyznacza punkt zwrotny nie tylko w niemieckiej, ale i europejskiej polityce i utrwala stopniowy upadek globalistycznej klasy rządzącej, która od dziesięcioleci desperacko próbuje powstrzymać ruchy populistyczne przed dojściem do władzy, w szczególności wykorzystując „Brandmauera”, czyli „zaporę ogniową”, do tłumienia tzw. skrajnej prawicy.

Zniszczenie tej zapory sieciowej jest wydarzeniem historycznym, nawet jeśli nastąpiło w tak pozornie nieistotnym stanie.

Oczywiście, istnieją również inne krytyczne uwagi. AfD jest postrzegana przez wielu jako rodzaj konia trojańskiego, niemiecka partia „MAGA” kierowana przez lesbijkę Alice Weidel. Mimo to, stanowi ona drastyczną utratę władzy przez elity i punkt zwrotny, który przełamuje pewnego rodzaju barierę psychologiczną, która jedynie doda energii innym partiom antyestablishmentowym, „skrajnie prawicowym” lub populistycznym w całej Europie.

Innym ubocznym skutkiem tego zwycięstwa jest to, że zmusiło ono rządzące Niemcy do powrotu do deski kreślarskiej i zweryfikowania swoich najbardziej niepopularnych polityk, np. w kwestii imigracji, aby dostosować się do wyraźnie zmieniających się trendów.

Merz wyraził „głęboki szok” wynikami wyborów, przewidując, że będą one miały poważne reperkusje dla całych Niemiec:

AfD zabrakło jednak zaledwie trzech mandatów do uzyskania „bezwzględnej większości”, która pozwoliłaby jej samodzielnie rządzić stanem. Niektórzy komentatorzy zwrócili uwagę na poważne „anomalie” w odniesieniu do głosowania korespondencyjnego w porównaniu z głosowaniem osobistym. Podobnie jak w bardzo nieregularnych wyborach w USA w 2020 roku, wszystkie partie poza AfD rzekomo zyskały na popularności dzięki nieproporcjonalnie dużej liczbie głosów korespondencyjnych:

Pan Bebo@MyLordBebo​🇩🇪🚨‼️

ANOMALIA W GŁOSOWANIU KORESPONDENCYJNYM. NIEKTÓRE PARTIE MAJĄ WIĘCEJ KART DO GŁOSOWANIA KORESPONDENCYJNEGO W 2026 ROKU NIŻ PODCZAS LOCKDOWNÓW ZWIĄZANYCH Z COVID-19. To nie ma sensu. Dlaczego więcej (lub taka sama liczba) osób miałoby głosować korespondencyjnie niż podczas histerii i lockdownów związanych z COVID-19? To logiczne, że mniej osób głosuje korespondencyjnie…

Lord Bebo @ MyLordBebo🇩🇪🚨‼️ ANOMALIA W GŁOSOWANIU KORESPONDENCYJNYM KAŻDA PARTIA Z WYJĄTKIEM AfD OSIĄGA WIĘCEJ GŁOSÓW KORESPONDENCYJNYCH NIŻ GŁOSÓW OSOBISTYCH! Wyborcy AfD nie lubią głosowania korespondencyjnego? Daj spokój. Jak to możliwe, że każda inna partia otrzymała więcej głosów korespondencyjnych niż głosów oddanych osobiście, i to z tak dużą przewagą? Gdybyśmy usunęli głosowanie korespondencyjne

13:27 · 7 września 2026 · 37,7 tys. wyświetleń


56 odpowiedzi · 381 repostów · 1,31 tys. polubień

Być może niektórzy będą twierdzić, że zwolennicy AfD są bardziej „staromodni” i wolą głosować osobiście, jak zaproponował jeden z plakatów:

Można to wytłumaczyć bez zbędnych ceregieli.

AfD namawia swoich wyborców, żeby się pojawili. Głosujący korespondencyjnie są starsi, mieszkają w miastach i mają większe uprawnienia. Wzrost w 2026 roku dotyczył byłych niegłosujących i byłych wyborców CDU w dniu wyborów.

To wciąż niszczy zaufanie. Dostajesz dwa ważne głosy, dwa miejsca w Niemczech, jeden numer.

Ale czy to naprawdę może wyjaśnić tak duże różnice widoczne na tym wykresie ?

comazo – Heimatliebe@ comazo2

@MyLordBebo Oto wykres pokazujący różnice między głosowaniem korespondencyjnym a głosowaniem osobistym

10:35 · 7 września 2026 · 51 tys. wyświetleń

==========================================

Oczywiście, tego typu partie populistyczne i antyestablishmentowe często krytykują głosowanie korespondencyjne i wprost nakłaniają swoich zwolenników do głosowania osobiście. Jednak nadal budzi to spore kontrowersje, zwłaszcza gdy różnice są tak oczywiste i zmierzają w dokładnie jednym „przewidywalnym” kierunku, co zdaje się zawsze mieć miejsce.

Zwycięstwo AfD oznacza kolejny ważny kamień milowy – fakt, że po raz pierwszy poparcie dla partii rządzącej w kraju spadło poniżej 20 procent, co umieszcza w kontekście tzw. „nieistotnego” rozmiaru Saksonii-Anhalt i wskazuje na większą zmianę zachodzącą w Niemczech:

Połączyć

Częściowo wynika to oczywiście z powszechnego niezadowolenia społeczeństwa z rządu federalnego, co widać w sondażach takich jak ten poniżej, który wskazuje, że 88% respondentów jest mu przeciwnych:

Połączyć

Tymczasem AfD cieszy się rosnącym poparciem w wielu innych krajach związkowych:

Xavi Ruiz@ xruiztruAfD osiąga w Niemczech bezprecedensowy poziom poparcia. Po zdobyciu 43,8% w Saksonii-Anhalt, AfD osiąga również blisko lub powyżej 40% w Saksonii i Turyngii. Jej wzrost jest największy na wschodzie kraju, ale rosnące poparcie w krajach związkowych z zachodu pokazuje, że zasięg partii się rozszerza.

14:12 · 7 września 2026 · 23,5 tys. wyświetleń

============================================

W środowisku panuje panika moralna, a główne media stosują standardowe taktyki straszenia, dotyczące wzrostu tzw. „skrajnej prawicy”, określenia uznawanego przez większość za bezpodstawne w odniesieniu do AfD:

https://www.theguardian.com/commentisfree/2026/sep/07/afd-win-germany-far-right-europe-democracy

W powyższym tekście autorzy podkreślają, że partie skrajnie prawicowe zaczynają dominować w Europie, a budowanie koalicji i sztuczna taktyka budowania przewagi nie działają już tak, jak kiedyś:

Chociaż Saksonia-Anhalt, i ogólnie Niemcy Wschodnie, stanowią skrajny przypadek, odzwierciedlają podobne tendencje w pozostałej częściEuropy.Partie skrajnie prawicowe rosną w siłę, stare, dominujące partie są dziesiątkowane, a systemy partyjne rozdrobnione. W rezultacie tworzenie koalicji staje się coraz bardziej skomplikowane, zwłaszcza jeśli chcemy utrzymać skrajną prawicę z dala od władzy.W wielu krajach, landach i miastach większość partii demokratycznych musi rządzić wspólnie, aby wykluczyć skrajną prawicę. Często prowadzi to do nieefektywnych i niestabilnych koalicji, co z kolei podsyca jeszcze większe niezadowolenie polityczne i poparcie dla skrajnej prawicy.

Porusza istotną kwestię poruszaną przez innych ekspertów: zwycięstwo AfD wymusi dalsze osłabianie partii rządzących, ponieważ nie będą one miały innego wyjścia, jak połączyć siły i tym samym przejmować od siebie najgorsze i najbardziej niepopularne strategie.

Na to trafnie zwrócił uwagę następujący komentator:

Dries Van Langenhove@ DVanLangenhove

Wyniki wyborów w Niemczech są idealne. Jeśli CDU chce odsunąć AfD od władzy, będzie musiała utworzyć koalicję ze WSZYSTKIMI innymi partiami, w tym skrajnie lewicowymi komunistami. Teraz będzie jeszcze bardziej oczywiste dla wszystkich, że istnieje tylko jeden realny wybór: reemigracja albo…

22:29 · 7 września 2026 · 12,8 tys. wyświetleń

Kto zauważa:

Wyniki wyborów w Niemczech są idealne.

Jeśli CDU chce odsunąć AfD od władzy, będzie musiała utworzyć koalicję ze WSZYSTKIMI innymi partiami, w tym skrajnie lewicowymi komunistami.Teraz stanie się dla wszystkich jeszcze bardziej oczywiste, że istnieje tylko jeden realny wybór: reemigracja albo wymiana. Partie centroprawicowe (takie jak CDU) są teraz zmuszone pokazać wszystkim, że należą do obozu wymiany, razem z globalistami i komunistami. Dla nas było to oczywiste od samego początku, ale nigdy nie lekceważmy głębi, do jakiej masy zostały zindoktrynowane i zaślepione. Dla wielu z nich będzie to przełomowe. Centroprawica podpisze teraz swój własny wyrok śmierci, stając po stronie skrajnej lewicy, albo się rozpadnie i zostanie wchłonięta przez skrajną prawicę.

Ale pomimo tego, że jest to zajadła apologia wrogiego establishmentu euroliberalizmu , artykuł porusza w istocie kilka trafnych kwestii. Mianowicie, ludzie zaczęli wycofywać inwestycje z partii rządzących, ponieważ ich przywódcy polityczni wyczerpali dobre pomysły na rzeczywistą poprawę społeczeństwa i życia zwykłego człowieka:

Co gorsza, większość polityków głównego nurtu zaakceptowała swoją niepopularność i próbuje utrzymać się u władzy, argumentując, że są mniejszym złem i mobilizując ludzi do głosowania przeciwko skrajnej prawicy. Ostatecznie jest to nie do utrzymania. Jeśli partie demokratyczne nie opracują inspirujących manifestów, które będą promować ich cele w rządzie, liberalni demokraci odmówią pójścia do urn, a skrajna prawica zdobędzie większość głosów – nawet jeśli będzie reprezentować jedynie mniejszość społeczeństwa.

Opracowanie takich manifestów będzie wymagało realizmu ze strony polityków…

Jednym z problemów charakterystycznych dla tego typu publicystyki jest jednak absurdalne wezwanie do „zastosowania obu rozwiązań”. Autor apeluje o większe skupienie się na sprawiedliwszym budżetowaniu, wydatkach publicznych, przepisach mieszkaniowych itd. To nie ma sensu, skoro nadal utrzymuje się stanowisko euroestablishmentu, który jest zdecydowanym zwolennikiem wojny z Rosją, militaryzacji i inicjatywy uczynienia z Niemiec najpotężniejszych sił zbrojnych UE itd. To właśnie ta sama polityka doprowadza Niemcy do bankructwa. Nie można mieć wszystkiego na raz, ta sama polityka, którą popierają radykalni eurolewicowcy, tacy jak autor, uniemożliwiają opracowanie rozsądnych budżetów, zadbanie o mieszkalnictwo publiczne i naprawę wydatków publicznych.

Sama Alice Weidel zwróciła na to uwagę: „Niemcy są de facto bankrutem”.

Skupienie się na wojnie z Rosją zniszczyło niemiecką gospodarkę. Powtórzę: nie można mieć wszystkiego naraz, jak wyobraża sobie ten beznadziejnie idealistyczny ekspert. „Antidotum” na niemieckie bolączki jest samo w sobie nasączone tą samą trucizną, która zabija naród.

W tym tygodniu Volkswagen ogłosił zamknięcie czterech kolejnych zakładów:

https://www.washingtontimes.com/news/2026/sep/3/zarząd-volkswagena-zatwierdza-redukcję-50000-miejsc-pracy-zakończenie-produkcji-4/

FRANKFURT,Niemcy— Rada dyrektorów Volkswagena zatwierdziła w czwartek szeroko zakrojony plan cięć kosztów, który zakłada zwolnienie 50 tys. miejsc pracy, zmniejszenie o połowę gamy modeli firmy oraz zakończenie produkcji samochodów w czterech niemieckich zakładach.

A tak przy okazji, czy ktokolwiek dostrzegł ironię najnowszego, autodestrukcyjnego szaleństwa Niemiec? Kraj oskarżył Rosję o poważny terroryzm w związku z „incydentami” dronów na niemieckich lotniskach, jednocześnie ignorując udowodniony akt terroryzmu dokonany przez Ukrainę w związku ze zniszczeniem Nord Stream, który skutecznie sparaliżował całą niemiecką gospodarkę.

Teraz sytuacja euro-establishmentu wyraźnie zmierza w dół. Wybory prezydenckie we Francji odbędą się w przyszłym roku, a Marine Le Pen jest już faworytką według najnowszych sondaży:

Połączyć

Podobnie w Wielkiej Brytanii Partia Reform Nigela Farage’a objęła prowadzenie w kraju i chociaż oficjalnie wybory powszechne zaplanowano na 2029 r., sam Farage uważa, że ​​mogą się one odbyć w ciągu kilku miesięcy :

POLITICOEurope@ POLITICOEurope

Nigel Farage ma jedno nadrzędne zadanie: przekonać wyborców, że jest gotowy objąć stanowisko premiera Wielkiej Brytanii w wyborach, które jego zdaniem mogą się odbyć już za kilka miesięcy. politico.euNigel Farage chce zostać globalnym mężem stanu. Najpierw musi nabrać dystansu do Trumpa. 

9:48 · 6 września 2026 · 11,3 tys. wyświetleń

=======================================================

W artykule Politico EU czytamy :

Nigel Farage ma jedno nadrzędne zadanie: przekonać wyborców, że jest gotowy objąć stanowisko premiera Wielkiej Brytanii w wyborach, które jego zdaniem mogą się odbyć już za kilka miesięcy.

Farage uważa, że ​​głęboki kryzys w rządzie wymusi przeprowadzenie przedterminowych wyborów w przyszłym roku, po czym mógłby on szturmem objąć urząd.

Choć może to być mało prawdopodobne, trend w Europie jest wyraźny. Partie „populistyczne”, eurosceptyczne i „skrajnie prawicowe” powoli przejmują władzę, pozostawiając globalistów w panice, którzy próbują wymyślić nowe plany i przekręty, by utrzymać się u władzy choć trochę dłużej. Ten kierunek jest ewidentnie powodem, dla którego Putin jest tak bardzo pewny Ukrainy – ponieważ wie, że dopóki Rosja będzie w stanie utrzymać równowagę gospodarczą, jednocześnie powoli kontynuując kampanię militarną, fundamenty poparcia dla Ukrainy w Europie będą się sypać, a oporu będzie niewiele.

Czas nie jest już po stronie globalistów, a każdy nowy, pośredni środek, który podejmują, by go kupić, jedynie podważa ich własne programy, ujawniając, że ich dotychczasowa polityka była katastrofalnym szaleństwem. Partie klasy rządzącej pozostają obecnie w prawdziwej pozycji zugzwangu, niezdolne do podjęcia żadnego kroku, który nie zaszkodziłby ich istnieniu: im bardziej wznoszą „kordon sanitarny” przeciwko rosnącym w siłę partiom „skrajnie prawicowym”, tym bardziej obnażają własną nieistotność i złowrogość. Jeśli otworzą wrota koalicji, osłabią własną radykalną politykę, która może funkcjonować tylko z pełną siłą, a także przejmą najgorsze cechy drugiej strony, szkodząc wizerunkowi publicznemu i kapitałowi politycznemu.

Krótko mówiąc: są teraz w narożniku i nie mają dokąd uciec. Wspomina się o pewnych precedensach subtelnego rozbrajania rodzącego się ruchu „skrajnej prawicy”. Dania dokonała tego z powodzeniem na początku XXI wieku, po tym jak partie rządzące przyjęły część „twardogłowego” antyimigracyjnego stanowiska partii DF, osłabiając tym samym rosnącą popularność DF. Ale to były inne czasy, globalizm nie pokazał jeszcze swojego prawdziwego oblicza, doprowadzając cały kontynent do takiego zubożenia, jakie obserwujemy obecnie w okresie kryzysu.

Obecna karykaturalna obsada marionetkowych przywódców – jednych z najgorszych karykatur w historii – takich jak Merz i spółka, ma niewielkie szanse na poprawę sytuacji; po prostu stracili wszelki autorytet społeczny w oczach ludzi.

AfD zwycięzcą w wyborach w Saksonii-Anhalt

AfD zwycięzcą w wyborach w Saksonii-Anhalt

Wczoraj, 6 września, punktualnie o godzinie 18:00 zakończyły się wybory w Saksonii-Anhalt.

Ulrich Siegmund

Znane są już przewidywane wyniki badań exit poll. Zwyciężyła zdecydowanie AfD (Alternatywa dla Niemiec), która podwoiła swój wynik sprzed czterech lat osiągając około 44,5% głosów. Na drugim miejscu CDU – 18,5% poparcia. Dalsze miejsca zajęły: 3. Lewica – 9,5% // 4. Zieloni – 9% // 5. SPD – 8% // 6. lewicowa BSW (Bündnis Sahra Wagenknecht) – 5% // 7. FDP (liberałowie) – 2%. FDP nie przekroczyła progu wyborczego, BSW jest na granicy progu – jeśli uzyska 5,0%, będzie mieć swoich deputowanych w parlamencie krajowym.

Czytamy w niemieckiej prasie, że zgodnie z prognozą telewizyjnych stacji ARD i ZDF zabraknie Alternatywie jednego mandatu do osiągnięcia większości w parlamencie w Magdeburgu. O przebiegu i atmosferze panującej w dniu wyborów opowiada mieszkająca w Niemczech Agnieszka Wolska w prowadzonym przez Piotra Szlachtowicza wywiadzie zatytułowanym „AfD wygrywa w Saksonii-Anhalt. Antifa zapowiada ataki i terror”:

https://youtube.com/watch?v=5o3Jzu5Khng%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

Wielkim przegranym wyborów jest rządząca aktualnie w Magdeburgu CDU, która straciła ponad połowę swych wyborców sprzed czterech lat. Na uwagę zasługuje bardzo wysoka frekwencja – około 80% uprawnionych do głosowania poszło do urn wyborczych. Na zwycięstwo zapracował utalentowany polityk Ulrich Siegmund. Obiecał wyborcom m.in. zmiany w polityce energetycznej, w tym powrót do surowców z Rosji oraz reformę szkolnictwa, w którym nie będzie miejsca dla ideologii gender. Zapowiedział też zmianę polityki migracyjnej i rozliczenie covidowych przestępstw.

Czy zostanie premierem i stworzy rząd krajowy? – Wygląda na to, że AfD nie będzie miała większości. Jest jednak nadzieja, że lewicowa, ale też antysystemowa partia Sahry Wagenknecht (BSW) udzieli Alternatywie poparcia. To byłoby historyczne zwycięstwo, które pchnęłoby innych w Niemczech, Polsce i w Europie do skutecznego działania.

Media niemieckie i polskie nie szczędziły sobie krytyki wobec Alternatywy i Ulricha Siegmunda. Inaczej było w telewizji i prasie amerykańskiej. Także gazeta ‚Rzeczpospolita’  napisała tym razem sensownie: „44 do 44,5%. Może to nie wystarczać do utworzenia pierwszego rządu AfD, ale do wstrząśnięcia sceną polityczną w Niemczech wystarcza”. Donald Tusk wyraził natomiast swoje niezadowolenie: „W Polsce tylko idioci albo zdrajcy mogą się cieszyć z triumfu AfD w Niemczech. Trochę się ich nazbierało w Konfederacjach i PiS”.

Gdy zostaną podane oficjalne wyniki, przekażę je pod tym wpisem.

Zygmunt Białas

** * * * * *

Update – Na podstawie tekstu zamieszczonego w tygodniku ‚Do Rzeczy’:

Alternatywa dla Niemiec (AfD) zwyciężyła w wyborach w Saksonii-Anhalt. Nie uzyskała jednak bezwzględnej większości w landtagu. Z oficjalnych wyników wyborów, przekazanych przez niemiecką Państwową Komisję Wyborczą, wynika, że AfD zdobyła 43,8 proc. głosów.

Drugi wynik uzyskała rządząca dotychczas CDU – 17,2 proc. poparcia. Do landtagu dostały się jeszcze: SPD – 9,3 proc. głosów, Zieloni – 8,9 proc., Lewica (Die Linke) – 8,6 proc. oraz Sojusz Sahry Wagenknecht (BSW) – 5,3 proc. Progu wyborczego nie przekroczyła FDP (2,6 proc.).

AfD bez samodzielnej większości – Dla AfD to historyczny wynik wyborczy, jednak – według wstępnych szacunków – do samodzielnej większości może zabraknąć trzech mandatów. Ugrupowanie uzyskało bowiem 39 miejsc w 83-osobowym landtagu. CDU zdobyła 15 mandatów, SPD, Zieloni i Lewica – po osiem, a BSW – pięć.

Jedynie BSW nie wykluczył poparcia niektórych propozycji AfD. Jednoczesnie politycy tej partii już zadeklarowali, że nie będą współtworzyć koalicji rządowej z Alternatywą dla Niemiec. Nie jest więc jasne, czy AfD uda się znaleźć zwolenników, którzy poprą kandydaturę Ulricha Siegmunda na stanowisko premiera kraju związkowego. Część niemieckich mediów już pisze o „kordonie sanitarnym”, którym pozostałe partie miałyby otoczyć AfD.

Wcześniej Siegmund podkreślał, że stanie na czele rządu tylko w sytuacji, gdy jego ugrupowanie będzie mogło rządzić samodzielnie. Jednak tuż po ogłoszeniu wstępnych wyników wyborów lider AfD w Saksonii-Anhalt zwrócił się za pośrednictwem anteny ARD do „wszystkich sił, które chcą zmiany polityki”. Natomiast szefowa Alternatywy dla Niemiec Alice Weidel zaznaczyła w rozmowie z ZDF, że to jej partia uzyskała w wyborach regionalnych „jasny mandat”  do stworzenia rządu w kraju związkowym. Zgodnie z przepisami, nowo wybrany parlament powinien zwołać pierwsze posiedzenie w ciągu 30 dni od głosowania, czyli najpóźniej do 6 października.

Ławrow: „Znowu chcą wojny”

Thomas Röper anti-spiegel.ru/lawrow-sie-wollen-wieder-krieg

Stosunki niemiecko-rosyjskie

Ławrow: „Znowu chcą wojny”

Rosyjski minister spraw zagranicznych skomentował oświadczenia niemieckiego rządu, nazywając niemieckie oskarżenia dotyczące drona w Lipsku początkiem prawdziwej wojny. Były to jak dotąd najdobitniejsze słowa, jakie Moskwa skierowała do Berlina.

Anti-Spiegel 6 wrzesień 2026

Minister spraw zagranicznych Rosji Siergiej Ławrow w wywiadzie dla agencji informacyjnej „Wiesti” odniósł się do oskarżeń Niemiec i UE wobec Rosji w związku z incydentem z dronem w Lipsku, określając decyzje niemieckiego rządu jako początek prawdziwej wojny:

„Znaleźli jakiegoś drona na lotnisku w Lipsku. Powiedzieli, że to rosyjski dron, ale nikt tego nie zbadał. W gruncie rzeczy to początek prawdziwej wojny. Usunęli konsulat generalny w Bonn i ogłosili zerwanie umowy. Zamykają Dom Rosyjski w Berlinie. Przypominam, że Niemcy zamknęli również swoje placówki dyplomatyczne przed wybuchem II wojny światowej, Wielkiej Wojny Ojczyźnianej”.

Określił taką grę jako „absolutnie niedopuszczalną” i dodał:

„Nie sądzę, żeby to wymagało wielu wyjaśnień. Oni znowu chcą wojny”.

To charakteryzuje sposób, w jaki polityka niemieckiego rządu i UE jest odbierana i interpretowana w Moskwie. I nie ma żadnych sygnałów z Europy, które wskazywałyby na coś innego.

Kiedy myślimy o tym, co to oznacza dla przyszłości, słowa Ławrowa wydają się szczególnie trafne: Nie sądzę, żeby to wymagało wielu wyjaśnień.

Nie chcemy z wami wojny – ambasador Rosji mówi do Niemiec

Nie chcemy z wami wojny – ambasador Rosji

„Nie chcemy z wami wojny” – ambasador Rosji Nieczajew o Lipsku, NATO i stosunkach niemiecko-rosyjskich

W obszernym wywiadzie dla podcastu Bena Berndta „ungeskriptet” rosyjski ambasador w Niemczech, Siergiej Nieczajew, odrzucił oskarżenia po incydencie z dronem na lotnisku Lipsk/Halle, określił niedawne działania dyplomatyczne jako bezprecedensową eskalację i wielokrotnie podkreślał, że Rosja nie chce wojny z NATO ani z Niemcami. Jednocześnie mówił o walce z NATO na Ukrainie, ostrzegał przed ograniczoną cierpliwością i przedstawił rosyjską interpretację przyczyn konfliktu. Wywiad odbył się wkrótce po jego wezwaniu do Ministerstwa Spraw Zagranicznych i ogłoszeniu zamknięcia konsulatu generalnego w Bonn oraz Domu Rosyjskiego w Berlinie.

https://youtube.com/watch?v=Tlj7LbR_c6g%3Ffeature%3Doembed

Wezwanie po incydencie z dronem

Nieczajew określił wezwanie jako normalną praktykę dyplomatyczną: państwo przyjmujące mogło wyrazić niezadowolenie, a argumenty miały zostać wymienione. Określił jednak konkretny czynnik wyzwalający, incydent w Lipsku, jako „czystą prowokację przeciwko Rosji” i „celową prowokację”, na którą nie było dowodów ani solidnego uzasadnienia. Gdyby Rosja rzeczywiście zamierzała wywołać zamieszki w Lipsku, „mogłaby potoczyć się zupełnie inaczej”. Podjęte później środki – zamknięcie wszystkich pięciu konsulatów generalnych, a zwłaszcza dużego w Nadrenii Północnej-Westfalii (dawnej ambasady radzieckiej) oraz eksmisja Domu Rosyjskiego przy Friedrichstrasse w Berlinie w ciągu tygodnia – były „drastyczne i niezwykle surowe”. Takie terminy i interwencje były bezprecedensowe w stosunkach dwustronnych od czasów II wojny światowej. Władze polityczne w Moskwie uznały to za poważny błąd polityczny. Sytuacja nie pozostała bez odpowiedzi. Relacje niemiecko-rosyjskie były w najgorszym momencie, a zaufanie zostało poważnie nadszarpnięte.

Wsparcie konsularne dla licznej rosyjskojęzycznej społeczności w Niemczech – dobrze zintegrowanych podatników z rodzinami niemieckimi i rosyjskimi – jest szczególnie problematyczne. Przez dziesięciolecia Rosja „nie zrobiła nic złego” Niemcom i dążyła do znalezienia wspólnego języka z politykami wszelkiej maści dla obopólnych korzyści. Obejmuje to historyczne pojednanie po 27 milionach ofiar sowieckich w II wojnie światowej, zjednoczenie Niemiec w 1990 roku oraz unikalną formę współpracy.

Od partnera numer jeden do rozstania

Przez całą swoją długą karierę w Niemczech i Austrii Netschajew określał relacje jako niegdyś wzorowe. Niemcy były partnerem numer jeden w biznesie i handlu: w 2013 roku wymieniono towary o wartości 83 miliardów euro, a na rynku rosyjskim działało ponad 6000 niemieckich firm, z których wiele to przedsiębiorstwa średniej wielkości i przedsiębiorstwa rodzinne, działające w branży czekoladowej. Ponad 400 partnerstw uniwersyteckich i badawczych, formaty dialogu, takie jak Dialog Petersburski z licznymi okrągłymi stołami, Forum Niemiecko-Rosyjskie oraz kwitnąca scena kulturalna (występy gościnne, Dom Rosyjski) ukształtowały te relacje. Partnerstwa miejskie – takie jak Kolonia-Wołgograd czy Düsseldorf-Moskwa – oraz wymiany studentów i uczniów były powszechne.

Rosja nie zniszczyła z własnej woli ani jednego mostu, porozumienia ani partnerstwa. Niektórzy zachodni i niemieccy politycy obrali ścieżkę eskalacji i podważania zaufania. Odrzucił doniesienia, że ​​Rosja może być zmuszona do rozpoczęcia wojny z Niemcami w 2029 lub 2030 roku: „Nie chcemy wojny z NATO, nie chcemy wojny z Niemcami”. Relacje z Saksonią sięgają wieków; konsulat w Lipsku jest jednym z najstarszych.

Media, zmieniające się nastroje i opinia publiczna

Nieczajew tłumaczył tę 180-stopniową zmianę w niemieckim postrzeganiu przede wszystkim stronniczym relacjonowaniem. Władimir Putin zna Niemcy lepiej niż większość zagranicznych polityków, ponieważ pracował tutaj i władał tym językiem. Dzisiejsi niemieccy politycy najwyraźniej nie potrzebują już dialogu. Społeczeństwu wmawia się na wszystkich szczeblach i we wszystkich mediach, że Rosjanie są źli i agresorzy. Alternatywne źródła, takie jak RT, są blokowane, a dziennikarze wydalani. Ci, którzy stale słyszą tylko jedną stronę, wierzą w to. Rosyjskie media i domeny zostały zablokowane, podczas gdy zachodnie media konsekwentnie przedstawiają konflikt jako „rosyjską wojnę agresji” – w przeciwieństwie do innych wojen.

Nieczajew nie walczy z mediami, które działają zgodnie z dyrektywami swoich redaktorów naczelnych i wydawców. Niektóre wydawnictwa mają siedzibę za granicą. Historycznie rzecz biorąc, nie wszyscy w Europie byli zadowoleni z pojednania między Niemcami a Rosją; niektórzy chcieli je zakłócić.

Korzenie konfliktu na Ukrainie: rozszerzenie NATO, Majdan i Mińsk

Ambasador datował konflikt na lata 90. XX wieku, po upadku Związku Radzieckiego. Państwa zachodnie chciały jak najbardziej odizolować Ukrainę od Rosji i przekształcić ją w bastion antyrosyjski. Pojawiły się tendencje nacjonalistyczne i kult jednostki wokół kolaborantów nazistowskich – nawet Polska zwróciła na to uwagę. Nazizm w jakiejkolwiek formie jest dla Rosji nie do przyjęcia.

Drugim problemem była ekspansja NATO na wschód. Porozumienie Dwa Plus Cztery obiecywało, że NATO „nie ruszy się ani o cal na wschód”. Atrament był jeszcze suchy, gdy rozpoczęła się pierwsza z sześciu fal ekspansji. Infrastruktura wojskowa w pobliżu granic Rosji budziła niepokój. Oferty Rosji dotyczące przystąpienia do NATO zostały odrzucone. Ukraina była celem ekspansji, w tym bazy na południu.

Nieczajew określił protesty na Majdanie w 2014 roku mianem zamachu stanu. Argumentował, że prezydent Janukowycz działał zgodnie z prawem; porozumienie w sprawie przedterminowych wyborów, zatwierdzone przez trzech europejskich ministrów spraw zagranicznych (Niemiec, Polski i Francji), zostało zerwane następnego dnia w wyniku zbrojnego zamachu stanu. Rosja, jak twierdził, nie interweniowała na prośbę Zachodu. Następnie z ukraińskiej konstytucji usunięto neutralność, wielojęzyczność i zakaz sojuszy wojskowych.

Referenda na Krymie i Donbasie były zgodne z prawem do samostanowienia. Poniosły tam tysiące ofiar „operacji antyterrorystycznej”. Regiony te są w przeważającej mierze rosyjskojęzyczne i historycznie związane z Rosją. Przez osiem lat podejmowano próby wdrożenia porozumień mińskich; Ukraina nie wywiązała się ze swoich zobowiązań (w tym autonomii i praw językowych). Później okazało się, że celem było zyskanie na czasie i dozbrojenie Ukrainy. Propozycje złożone Stanom Zjednoczonym i NATO w grudniu 2021 roku zostały odrzucone.

Groby wojenne jako ostatni most

Pomimo eskalacji, podejmowane są wysiłki, aby ocalić to, co da się uratować. Dotyczy to w szczególności kultury pamięci: ponad 4000 rosyjskich i radzieckich grobów wojennych w Niemczech, zawierających szczątki około 700 000 poległych (żołnierzy, jeńców wojennych, robotników przymusowych), jest utrzymywanych wspólnie z Niemiecką Komisją Grobów Wojennych. Porozumienie z 1993 roku funkcjonuje. W przeciwieństwie do niektórych innych krajów, pomniki nie są burzone. Nieczajew zapowiedział wizyty na grobach w Nadrenii Północnej-Westfalii, w tym na terenach stalagów, gdzie spoczywają dziesiątki tysięcy zmarłych.

2022 do chwili obecnej: wojna zastępcza, broń jądrowa i warunki pokoju

„Operacja specjalna” pierwotnie nie miała być wielką wojną i miała się szybko zakończyć. Parafowane propozycje ukraińskie leżały już na stole w marcu 2022 roku. Wojska rosyjskie zostały wycofane przez Kijów w dobrej wierze. Następnie zorganizowano Buczę, a brytyjski premier Johnson zabronił Ukraińcom podpisania umowy. Celem niektórych zachodnich polityków było strategiczne pokonanie Rosji i osłabienie obu krajów.

Dziś Rosja walczy „przeciwko NATO w obecnej sytuacji”. Broń, amunicja, doradcy, szkolenia, finansowanie, a nawet wsparcie kosmiczne pochodzą z państw NATO. Twierdzenie, że nie jest stroną konfliktu, nie przekonuje Moskwy. Niemieckie czołgi Leopard w obwodzie kurskim są postrzegane w ten sposób. Ukraina nie jest w stanie samodzielnie kontrolować niektórych systemów uzbrojenia.

Zapytany, kiedy pozycje NATO poza Ukrainą zostaną zaatakowane, Nieczajew odpowiedział, że nie jest wojskowym. Dodał, że jak dotąd najwyższe szczeble zapewniały, że nie ma zamiaru wojny z NATO ani z Niemcami. Zapowiedź państw zachodnich, że dostarczą Ukrainie rakiety dalekiego zasięgu do ataków na głębokie morze, wywołała oburzenie: gdyby tak się stało, takie cele byłyby również uzasadnione dla Rosji. Wyraził nadzieję, że do tego nie dojdzie i że rozsądek zwycięży.

Rosja „nie jest jeszcze gotowa” do użycia swojej najpotężniejszej broni; ma doktryny nuklearne. „Ale nasza cierpliwość też nie jest nieograniczona”. Szczególnie oburzające są ukierunkowane ukraińskie ataki na cele cywilne, takie jak szkoły. Rosja nie walczy z cywilami, ale z instalacjami wojskowymi, energią, logistyką i infrastrukturą – a Ukraina ukrywa instalacje wojskowe pod obiektami cywilnymi.

Pokój wymaga dobrej woli ukraińskich władz (których konstytucyjną legitymację kwestionował), rozsądnego stanowiska państw europejskich zamiast ultimatum oraz trwałego pokoju z gwarancjami bezpieczeństwa zamiast tymczasowego zawieszenia broni. Te przesłanki są dobrze znane i były wielokrotnie wspominane przez Putina i ministra spraw zagranicznych. Nowa administracja USA pod przewodnictwem Trumpa wykazuje autentyczne zainteresowanie; opór pojawia się z Europy.

Nieczajew zakończył przestrogą: Przyjaźń i zaufanie z Rosją zawsze przynosiły pozytywne rezultaty narodowi niemieckiemu. Jednak złe stosunki przyniosły obu narodom katastrofy i tragedie. „Dość tego”.

Rozmowa zakończyła się, ponieważ ambasador miał kolejne spotkania po sankcjach. Moderator podkreślił, że rozmawia ze wszystkimi stronami, aby wyrobić sobie własną opinię.

Po co ta wojenna histeria?

Po co ta wojenna histeria?

Rząd niemiecki, notujący rekordowy poziom niepopularności – postanowił zastosować metodę Tuska, tzn. uderzyć w histeryczne tony wojenne i antyrosyjskie.

Zanim jeszcze na dobre ruszyło śledztwo w sprawie aktów sabotażu, a raczej niebyt udolnych aktów sabotażu, na terenie tego kraju (lotnisko w Lipsku, sieci energetyczne w Dormagen w Nadrenii Północnej-Westfalii,  elektrownia Jaenschwalde w Brandenburgii) – rząd kanclerza Friedricha Merza oficjalnie oskarżył Rosję o próbę destabilizacji kraju poprzez ataki „terrorystyczne”.

Od samego początku każdy rozsądny obserwator poddawał w wątpliwość tę wersję, ale niemieckie media i politycy wiedzieli swoje. Mechanizm jest ten sam co w Polsce – dochodzi do uszkodzenia toru kolejowego pod Puławami, najpierw rząd zapowiada śledztwo, ale na drugi dzień wychodzi Donald Tusk i oficjalnie obwieszcza, że za tym wszystkim stoją „rosyjskie służby specjalne”. Radosław Sikorski wzywa „na dywanik” ambasadora Rosji i wyraża stanowczy sprzeciw a przy okazji nakazuje zamknąć kolejny rosyjski konsulat. Notujemy kolejny rekord świata – „śledztwo” trwa góra 48 godzin.

Merz posłużył się tą samą metodą rządzenia – wskazano winnego nie w wyniku śledztwa, ale decyzją polityczną. Niemieckie służby potrzebowały dwóch lat, żeby ustalić sprawców wysadzenia Nord Stream, a Merz potrzebował kilku dni, by rozwikłać zagadkę w sumie niezbyt groźnych incydentów w kilku miejscach kraju. Akurat tak się „przypadkowo złożyło”, że te ustalenia rządu zbiegły się z końcem kampanii wyborczej w wyborach do Landtagu Saksonia-Anhalt, gdzie opozycyjna Alternatywa dla Niemiec (AfD) prowadzi z sondażach, co wywoływało panikę establishmentu. AfD w propagandzie oficjalnej jest „V kolumną Putina”. Jeśli tak, to jaki cel miałby Putin, żeby tymi atakami osłabić pozycję swojego ewentualnego politycznego sojusznika? Na to logiczne pytanie nikt oczywiście nie ma zamiaru odpowiadać.

Politolodzy z prawdziwego zdarzenia od kilku lat zastawiają się nad przyczynami irracjonalnego zachowania tzw. elit europejskich, zarówno tych brukselskich, jak i większości państw, w tym Polski. Chyba rację ma Emmanuel Todd, który w swojej głośnej książce pt. „Klęska Zachodu” napisał:

„Pomimo jednak tych absurdów i niedorzeczności Europa nie uwikłała się w tę wojnę przez przypadek, z głupoty czy przez pomyłkę. Coś ją do tego pchnęło – i nie wszystko można zrzucić na Stany Zjednoczone. Tym czymś jest jej własna implozja. Projekt europejski umarł. Poczucie społecznej i historycznej pustki ogarnęło nasze elity i klasy średnie. W tym kontekście rosyjski atak na Ukrainę jawił się jako dar losu. Komentatorzy medialni zresztą się z tym nie kryli: Putin, swoją „specjalną operacją wojskową” przywracał sens idei integracji europejskiej; Unia potrzebowała zewnętrznego wroga, by się na nowo zjednoczyć i ruszyć naprzód. Ten optymistyczny ton skrywał jednak mroczniejszą prawdę. Unia jest biurokratycznym molochem, niemożliwym do zarządzania i – dosłownie – nienaprawialnym. Jej instytucje funkcjonują, ale jak maszyna na jałowym biegu – pracują, lecz niczego nie napędzają. Wspólna waluta doprowadziła do nieodwracalnych nierównowag wewnętrznych. Reakcja na „zagrożenie ze strony Putina” niekoniecznie świadczy o próbie odzyskania równowagi, lecz może być – przeciwnie – wyrazem impulsu samobójczego, niewypowiedzianej nadziei, że ta niekończąca się wojna ostatecznie wszystko wysadzi w powietrze”.

Jan Engelgard

PS. W tych godzinach pojawiały się informacje, które poddają w wątpliwość wersję rządu Merza. Do niemieckich mediów zaczęły trafiać listy osoby podającej się za autora ataków. Co niezwykłe, pisma zostały podpisane nazwiskiem. Według dziennika „Taz” policja poszukuje obecnie mężczyzny z Gevelsbergu w Nadrenii Północnej-Westfalii. Gazeta podaje, że chodzi o Daniela V., mężczyznę po 40., z wykształceniem medycznym. Policja potwierdza poszukiwania osoby z Gevelsbergu, ale wciąż sprawdza autentyczność listów. Być może to fałszywy trop, ale należało się raczej nie spieszyć z ferowaniem przedwczesnych wyroków. Jednak rząd niemiecki uznał, że musi go wydać przed datą wyborów w Saksonii-Anhalt.

Rząd niemiecki zaostrza niewypowiedzianą wojnę z Rosją

Rząd niemiecki zaostrza niewypowiedzianą wojnę z Rosją

Autor: Tilo Gräser apolut/bundesregierung-eskaliert-unerklarten-krieg-gegen-russland

https://tube4.apolut.net/videos/embed/uSeactov79iDAL15D1RAVZ

Incydent z dronem w Lipsku wykorzystany jako pretekst do dalszych działań antyrosyjskich

Artykuł publicystyczny autorstwa Tilo Gräsera apolutg/bundesregierung-eskaliert-unerklarten-krieg-gegen-russland

Rząd niemiecki zaostrza swoją niewypowiedzianą wojnę z Rosją. Jej przyczyną jest incydent z dronem 4 sierpnia br. na lotnisku Lipsk/Halle. Według programu informacyjnego ARD Tagesschau , niemiecki rząd stwierdził we wtorek , że ustalenia niemieckich i zachodnich służb bezpieczeństwa „jednoznacznie wskazują na zaangażowanie Rosji”. Podobno oświadczył to federalny minister spraw wewnętrznych Alexander Dobrindt (CSU) na wspólnej konferencji prasowej z federalnym ministrem spraw zagranicznych Johannem Wadephulem (CDU).

Według doniesień, nie przedstawił żadnych dowodów. Zamiast tego, media głównego nurtu, takie jak ARD , wykorzystując oświadczenia rządowe, konstruują poszlaki. Twierdzą, że nie wszystkie „ustalenia” mogą zostać upublicznione, ponieważ domniemana siatka stojąca za nimi jest nadal aktywna. Chociaż jest co najmniej jeden podejrzany, opinia publiczna jest w zasadzie zmuszona ślepo wierzyć w to, co mówią władze. Czy nie powinni mieć prawa do udowodnienia faktami, co i kto im tak poważnie zagraża? Tak poważnie, że minister spraw zagranicznych Wadephul oświadczył w tym kontekście, że Niemcy są „celem wojennym” dla Rosji. To poważne stwierdzenie, które przeczy wszystkim dotychczasowym oświadczeniom rosyjskiego rządu w tej sprawie.

To, co robi niemiecki rząd, to niebezpieczna eskalacja, która nie tylko niszczy ostatnie więzi z Rosją. W odpowiedzi na rzekomy atak dronów na ukraińskie samoloty transportowe załadowane amunicją, rząd ogłosił zamknięcie ostatniego rosyjskiego konsulatu generalnego w Bonn 18 września. Wykorzystuje on również tę okazję do rozwiązania niemiecko-rosyjskiej umowy o Domu Rosyjskim w Berlinie, podpisanej w 2011 roku.

Pytanie dodatkowe: Od kiedy to niemieckie lotniska cywilne mogą być wykorzystywane do transportu wojskowego?

Wadephul, dla którego Rosja „zawsze pozostanie wrogiem ”, posunął się we wtorek tak daleko, że wysunął twierdzenia, iż „nie jest do końca pewien”, czy konsulat generalny nie „robi również rzeczy, które mogłyby zaszkodzić bezpieczeństwu Niemiec”. Na konferencji prasowej stwierdził również, że rosyjskie kierownictwo jest „otwarcie wrogie” wobec Niemiec. Odnosząc się do Domu Rosyjskiego, który od dawna jest obiektem ataków politycznych , człowiek sprawujący urząd głównego dyplomaty Niemiec stwierdził, że „nie służy on już celowi kulturowej więzi między Rosją a Niemcami”. To stwierdzenie odnosi się wyłącznie do polityków takich jak on, niezależnie od przynależności partyjnej.

Nienawiść zamiast kultury

Każdy, kto wysuwa takie twierdzenia o instytucji przy berlińskiej Friedrichstrasse, najwyraźniej nie tylko nigdy tam nie był, ale także nie jest absolutnie zainteresowany wymianą kulturalną i możliwościami, jakie oferuje ona ludziom do spotkań i nawiązywania kontaktów, a także do poznawania bogatej i różnorodnej kultury Rosji. Nie chce, aby kultura i wymiana wzmacniały kluczowe fundamenty pokoju. To kroki, które nie tylko wskazują, że w Berlinie u władzy jest rząd – i nie pierwszy – dla którego dyplomacja wydaje się pojęciem obcym, ale także, że zerwanie więzi dyplomatycznych i kulturalnych jest zawsze aktem przygotowań do wojny.

Oznacza to również, że zapowiedziane zamknięcie ostatniego rosyjskiego konsulatu generalnego jeszcze bardziej skomplikuje życie osób pochodzenia rosyjskiego w Niemczech. Będą oni teraz musieli podróżować przez cały kraj do konsulatu w ambasadzie rosyjskiej w Berlinie w celu załatwienia wszystkich spraw konsularnych. Konsulat generalny w Bonn już zawiesił działalność, według doniesień rosyjskich mediów . Utrudnia to również utrzymywanie kontaktu z rodziną i krewnymi mieszkającymi w Rosji. Ponadto rząd niemiecki ogłosił plany dalszego zaostrzenia kontroli wjazdu dla obywateli Rosji.

Ambasador Rosji Siergiej Nieczajew, wezwany we wtorek do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, określił oskarżenia pod adresem Rosji jako „bezpodstawne, absurdalne i sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem”.

W oświadczeniu ambasady czytamy:

„Nie przedstawiając żadnych dowodów ani argumentów, władze niemieckie obwiniły Rosję o przygotowanie rzekomo planowanego sabotażu. Powołując się na „nasilające się ataki hybrydowe Moskwy”, zapowiedziały nałożenie daleko idących sankcji zarówno na szczeblu Unii Europejskiej, jak i dwustronnym”.

Wszyscy pracownicy Konsulatu Generalnego i Domu Rosyjskiego, a także członkowie ich rodzin, otrzymali nakaz jak najszybszego opuszczenia terytorium Republiki Federalnej Niemiec. Strona niemiecka określiła te kroki jako „wyważoną i proporcjonalną” reakcję i jednocześnie wyraziła oczekiwanie, że strona rosyjska powstrzyma się od działań odwetowych. Działania odwetowe zagrażają obecnie niemieckim instytucjom, takim jak Instytut Goethego w Rosji.

„Bezprecedensowa eskalacja”

Nieczajew podkreślił, że „pośpiesznie zorganizowana prowokacja na lotnisku w Lipsku służy wyłącznie interesom reżimu w Kijowie, militarystycznego skrzydła europejskiej klasy politycznej oraz głównych korporacji kompleksu wojskowo-przemysłowego, z których wszystkie są zainteresowane dalszą eskalacją konfliktu na Ukrainie”. Stwierdził, że środki zapowiedziane przez Niemcy stanowią „bezprecedensową eskalację w stosunkach rosyjsko-niemieckich” i nie pozostaną bez konsekwencji. Zapewnił, że rząd niemiecki ponosi za to pełną odpowiedzialność. Jednocześnie rosyjski dyplomata wyraził ubolewanie z powodu kontynuowania przez władze niemieckie „systematycznego niszczenia niegdyś solidnych fundamentów współpracy rosyjsko-niemieckiej”.

Wszystko to dzieje się z powodu incydentu, którego autorstwo, pomimo wszelkich oficjalnych zapewnień rządu, pozostaje niejasne. Wśród osób, które wyraziły poważne wątpliwości co do politycznych i medialnych wyjaśnień domniemanego ataku dronów, był Erich Vad, były generał armii niemieckiej i doradca ds. bezpieczeństwa byłej kanclerz Angeli Merkel. W wywiadzie dla tygodnika „Der Freitag” z 14 sierpnia określił on reakcje mediów i polityków jako „bardzo irytujące” i dodał, że „ta histeria graniczy z satyrą”.

Ale teraz stało się to gorzką rzeczywistością, wpisującą się w wojenną propagandę rządzącej klasy politycznej, która nie tylko zaprzecza konstytucyjnemu nakazowi pokoju, ale także dodatkowo zwiększa ryzyko prawdziwej wojny. Podczas gdy niemiecki rząd powołuje się na „ustalenia” niemieckich i innych „organów bezpieczeństwa”, Vad wskazał na „niezbyt profesjonalny” plan operacyjny incydentu z udziałem drona w Lipsku. Były generał skrytykował „prawdziwą polityczną i medialną szaradę, która podważa zaufanie publiczne”. Dodał:

„Pytam tylko: kto korzysta na tej akcji w Lipsku i histerycznych reakcjach w Niemczech, pochopnych oskarżeniach i wezwaniach do powołania się na artykuł 5?”

Według ARD , odpowiedź Wadephula do Moskwy we wtorek brzmiała : „Nasze przesłanie do przywódców Rosji jest jasne: nie pozwolimy, aby ataki Rosji podzieliły lub zastraszyły naszą spójność społeczną”. Rząd będzie „zdecydowanie” kontynuował wspieranie Ukrainy i wzmacnianie własnej obrony, powiedział minister spraw zagranicznych. Do tej pory nie przedstawiono żadnych dowodów na poparcie oskarżeń pod adresem rosyjskiego rządu.

Ogłoszono odpowiedź Moskwy

Reakcje Moskwy są jednoznaczne: Berlin napiął stosunki z Moskwą pod całkowicie zmyślonym i absurdalnym pretekstem. Oświadczyła o tym we wtorek Maria Zacharowa, rzeczniczka rosyjskiego MSZ, jak donosi rosyjska agencja prasowa TASS . Zapowiedziała, że ​​Niemcy otrzymają „odpowiednią odpowiedź” na decyzję o zamknięciu Domu Rosyjskiego w Berlinie i konsulatu generalnego w Bonn.

„Zarówno «Dom Rosyjski», jak i nasz Konsulat Generalny w Bonn od dawna są solą w oku rządzącej elity. Teraz znaleźli pretekst. Cóż, dostaną odpowiednią odpowiedź”.

Niemiecki rząd nie przedstawił „żadnych przekonujących i wiarygodnych dowodów” na poparcie swoich oskarżeń. „To po prostu nie istnieje i nie może istnieć!” – powiedziała Zacharowa agencji TASS . Nazwała to sfabrykowanym pretekstem. Sam Berlin jest „całkowicie skompromitowany, zarówno podsycając konflikt na Ukrainie, jak i uczestnicząc w atakach terrorystycznych na ludność cywilną” – oświadczyła rzeczniczka, dodając: „Moskwa zareaguje na wszystkie antyrosyjskie decyzje”.

Zacharowa, w komentarzu na platformie Telegram , zwróciła uwagę na historyczną datę, w której rząd niemiecki ogłosił nowe antyrosyjskie środki eskalacji: 1 września to Światowy Dzień Pokoju, czyli Dzień Antywojenny, ponieważ 87 lat temu tego dnia faszystowskie Niemcy najechały Polskę, wywołując tym samym II wojnę światową. Rzeczniczka rosyjskiego MSZ skomentowała to następująco:

Zastanawiam się tylko: czy berlińczycy, wygłaszając antyrosyjskie oświadczenia 1 września, „może nie przemyśleli tego” i tym samym po raz kolejny zademonstrowali swoją głupotę i ignorancję, czy też dosłownie ogłosili powrót do korzeni i rytualnie zademonstrowali swoje intencje? 1 września 1939 roku Niemcy wywołały II wojnę światową i wraz z państwami Osi Hitlera zabiły 70 milionów ludzi, w tym 27 milionów naszych rodaków.

Wbrew interesom narodu niemieckiego

Oskarżenia Niemiec wobec Federacji Rosyjskiej o zorganizowanie ataku dronów na lotnisko w Lipsku są zaplanowaną prowokacją, jak twierdzi Leonid Słucki, przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Dumy Państwowej i lider LDPR, o czym informuje agencja TASS . Rosyjski parlamentarzysta stwierdził również, że kanclerz Friedrich Merz celowo eskaluje sytuację, aby odwrócić uwagę od problemów wewnętrznych.

Dom Rosyjski w Berlinie jest prowadzony przez rosyjską agencję państwową Rossotrudniczestwo. Jej dyrektor, Igor Czajka, powiedział agencji TASS , że działania władz niemieckich oznaczają zerwanie stosunków kulturalnych z Rosją. Dodał, że nie leży to w interesie narodu niemieckiego. „Jest oczywiste, że rząd niemiecki działa wbrew interesom swojego narodu, próbując zniszczyć długoletnie międzynarodowe stosunki kulturalne” – stwierdził.

Według Czajki, tylko od lutego 2026 roku w niemieckich mediach opublikowano ponad 300 fałszywych i bezpodstawnych artykułów na temat Domu Rosyjskiego. „Pomimo działań podjętych przez stronę niemiecką, Rossotrudniczestwo dołoży wszelkich starań, aby zapewnić utrzymanie współpracy humanitarnej między Rosją a Niemcami i umożliwić mieszkańcom obu krajów dalsze utrzymywanie kontaktów” – powiedział Czajka agencji prasowej.

Podkreślił, że działalność takich instytucji w każdym kraju opiera się na zasadzie wzajemności. Umowa niemiecko-rosyjska z 2011 roku, na mocy której działał Dom Rosyjski w Berlinie, ma charakter dwustronny. Reguluje ona również działalność Instytutu Goethego w Moskwie, Petersburgu i Nowosybirsku. Czajka powiedział, że nie byłby zaskoczony, „gdyby nie tylko Instytut Goethego w Rosji został objęty zasadą wzajemności, ale niestety również wiele innych programów dwustronnych”.

Tym krokiem niemiecki rząd kontynuuje antyrosyjski kurs i pali kolejne mosty. Zamiast budować i umacniać te mosty oraz szukać dróg do pokoju, nie tylko przygotowuje się do wojny z użyciem broni, ale także jeszcze bardziej eskaluje swoją retorykę ideologiczną. Popierają to nie tylko inne ugruntowane partie poza koalicją CDU/CSU i SPD, ale także media głównego nurtu, które odgrywają kluczową rolę w kształtowaniu opinii publicznej. Ten kurs został zademonstrowany w skrajny sposób przez korespondenta FAZ Michaela Martensa , który chce „zabić więcej Rosjan”.

Niekonstytucyjne podżeganie do wojny

Swoimi działaniami Rząd Federalny, reprezentowany przez Kanclerza Merza i jego ministrów, nie tylko łamie złożoną przysięgę. Przysięga ta stanowi w  artykule 56  Ustawy Zasadniczej:

„Przysięgam, że poświęcę swoje siły dobru narodu niemieckiego, pomnożę jego dobrobyt, zapobiegnę jego krzywdzie, będę przestrzegać i bronić Ustawy Zasadniczej i praw federalnych, sumiennie wypełniać swoje obowiązki i sprawiedliwie traktować wszystkich. Tak mi dopomóż Bóg”.

Polityka ta narusza również zasadę pokoju zawartą w Ustawie Zasadniczej. Zasadę tę potwierdza między innymi artykuł 26 , który przytaczamy w całości:

„(1) Działania, które mogą zakłócić i są podejmowane z zamiarem zakłócenia pokojowego współistnienia narodów, w szczególności przygotowywanie wojny napastniczej, są niezgodne z konstytucją. Podlegają one karze.(2) Broń przeznaczona do celów wojennych może być produkowana, transportowana i wprowadzana do obrotu wyłącznie za zgodą Rządu Federalnego. Szczegółowe informacje zostaną określone w ustawie federalnej.”

Nikt jednak nie pociąga do odpowiedzialności tych, którzy łamią przysięgę i naruszają konstytucję. To pierwsze jest uważane za „niekaralne”, co oznacza, że ​​każde naruszenie pozostaje bezkarne. To drugie wymagałoby znalezienia sędziów konstytucyjnych, którzy udowodniliby działania rządu – ale takich sędziów wydaje się brakować w Federalnym Trybunale Konstytucyjnym.

„Nie w naszym imieniu!”

Jeśli chodzi o pretekst wykorzystany do obecnych antyrosyjskich decyzji, a mianowicie incydent z dronem w Lipsku, zacytujmy raz jeszcze byłego generała Vada z piątkowego wywiadu:

Takie sprawy trzeba wyjaśniać bezpośrednio z drugą stroną. Do tego potrzebne są kanały komunikacji, słynny „czerwony telefon”. Ale jesteśmy dumni z faktu, że od lat nie rozmawialiśmy z Rosjanami. W przeciwieństwie do USA.

I tak rząd niemiecki bezczelnie i bez przeszkód przygotowuje się do od dawna planowanej wojny z Rosją, również z pomocą dronów. Pod wpływem wojennej gorączki, wciąż zmierza ku katastrofie, nie zważając na mieszkańców obu krajów i ich interesy. Wszystko to wiąże się ze złowrogim powrotem starych wrogich wizerunków i wojennych kłamstw. Najbardziej przerażający jest niemal całkowity brak sprzeciwu i oporu ze strony ludności.

Uwaga : W piątek, 4 września, przed Domem Rosyjskim przy Friedrichstrasse w Berlinie odbędzie się demonstracja. Berliński oddział BSW (Związku Niemieckich Związków Studentów) wezwał do zorganizowania demonstracji. Jak podano, celem było „wsparcie Domu Rosyjskiego w Berlinie i Instytutów Goethego w Rosji”. Zgodnie z zapowiedzią, od godziny 18:00 przy Friedrichstrasse/Jägerstrasse 17b, prelegenci będą omawiać następujące kwestie:

„Szczególnie w czasach kryzysu instytucje kulturalne i dialog obywatelski stanowią podstawę przyszłych usprawnień i porozumienia politycznego. Dla partnerstw, przyjaźni międzyludzkich i wspólnego stanowiska politycznego! Takie mosty mogą zostać szybko zburzone po obu stronach – ale droga do porozumienia może zostać utracona na całe dekady”.

Ten wiec niczego nie zmieni, ale przynajmniej wyśle ​​sygnał przeciwko polityce podżegania do wojny pod hasłem: „Nie w naszym imieniu!”.

Niemcy, Lipsk: Pasza, mający trzy żony i 32 dzieci, otrzymuje 100 000 euro zasiłku

Lipsk: Pasza, mający trzy żony i 32 dzieci,

otrzymuje 100 000 euro zasiłku na dzieci!!!

Można??? Można !!!

faktiditor.ch/leipzig-pasha-me-tre-gra-dhe-32-femije-merr-100000-euro-per-shteset-e-femijeve

mediabrest.by/news/novosti-v-mire/v-germanii-vspyhnul-skandal-siriyskaya-semya-proedaet-posobie-razmerom-v-100-tysyach-evro-ezhegodno

Lipsk, Niemcy

– Cztery duże rodziny syryjskie w Lipsku znalazły się w centrum uwagi saksońskich służb bezpieczeństwa. Według doniesień niemieckich mediów i materiałów, na które powołuje się Saksoński Krajowy Urząd Policji Kryminalnej (LKA), te struktury rodzinne liczą łącznie około 1000 osób.

W centrum uwagi znajduje się głowa jednej z tych rodzin. Według danych cytowanych przez LKA, jest to patriarcha mający co najmniej trzy żony, 32 dzieci i co najmniej 25 wnuków.

Społeczeństwo niemieckie jest zszokowane historią syryjskiego migranta, którego liczna rodzina żyje z pieniędzy niemieckich podatników. Mężczyzna mający trzy żony, 32 dzieci i 25 wnuków otrzymuje od państwa rocznie około 100 tysięcy euro świadczeń socjalnych. Sytuację pogarsza fakt, że około 70% członków tego klanu ma przeszłość kryminalną.

Historia kryminalna klanu: Według organów ścigania, dwie trzecie członków rodziny – około 600 osób – zwróciło uwagę policji. Zakres ich „działalności” jest szeroki: od handlu narkotykami i prania pieniędzy, po oszustwa związane z zasiłkami i ciężkie uszkodzenia ciała.

Jeden z synów patriarchy rodu, znany jako „Król Bilal”, zyskał rozgłos: w 2023 roku, nie mając prawa jazdy, spowodował wypadek drogowy, w którym zginęły cztery osoby. Sąd skazał go na 3,5 roku więzienia. Saksońska policja kryminalna prowadzi obecnie zakrojone na szeroką skalę śledztwo w sprawie działalności czterech dużych klanów, liczących łącznie około 1000 członków.

Gwałtowny wzrost liczby takich dużych rodzin w regionie, ściśle powiązanych z organizacjami przestępczymi, przyciągnął uwagę organów ścigania. Według saksońskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, w Lipsku oficjalnie zarejestrowano około 130 Syryjczyków należących do tego środowiska klanowego, w którym powiązania rodzinne często stają się podstawą przestępczości zorganizowanej.

Absurd ekonomiczny: świadczenia wyższe niż pensja specjalisty. Kwota 100 000 euro rocznie wydaje się skandaliczna w porównaniu ze średnim dochodem przeciętnego obywatela niemieckiego (około 48 000 euro przed opodatkowaniem). Oznacza to, że jedna rodzina kosztuje budżet więcej niż dwóch pracujących Niemców razem wziętych. Miesięczne utrzymanie klanu wynosi około 8300 euro – więcej niż pensja nauczyciela na początku kariery.