Jestem endekiem. Moje stanowisko względem masowej emigracji nie zmieniło się od 30 lat. Mój naród i moje państwo są dla mnie ważniejsze, niż różnorakie zrodzone w jawnych i tajnych koteriach „prawa”. Bezpieczeństwo i pomyślność Polaków są dla mnie priorytetem. Nie mam w sobie imperatywu nakazującego mi zbawiać cały świat.
Nigdy mnie nie przerażała konieczność posiadania paszportu i przejścia odprawy paszportowej, gdy wyjeżdżałem poza Polskę. Nawet dzisiaj, gdy mogę liczne granice przekraczać z dowodem osobistym zdecydowanie wolę paszport. Uważam, że ludzie przyjeżdżający do Polski powinni go również posiadać. Jestem kartoflany, pszenny i buraczany – mogę wyjechać na wakacje, ale nie potrafię mieszkać poza Polską. Taka przypadłość – można się przyzwyczaić.
Nie przekonuje mnie argumentacja, że Polacy też mieszkają poza Polską. Zazwyczaj ciężko pracowali na swoja pozycję, i mieszkają w danym kraju legalnie. Jeśli przebywają w jakimś państwie nielegalnie należy ich deportować. Zresztą niezwykle głupie są władze krajów, które na to pozwalają.
Ale ogarnia mnie pusty śmiech, gdy politycy i dziennikarze głównego nurtu w Polsce rwą włosy z głowy, bo na teren Hiszpanii szturmem dostało się 60 000 migrantów z Afryki. Czemu oczywiście jestem temu przeciwny. Idzie mi o to, że oburzenie wyrażają ludzie, którzy z radością opowiadali się za wpuszczeniem po 2022 roku do Polski nie 60 000 a wszystkich obcokrajowców zza wschodniej granicy.
Czy naprawdę główno-nurtowcy wierzą w to, że na Ukrainie jest niebezpiecznej i biedniej, niż w znacznej części Afryki?
NCZAS.INFO | Do hiszpańskiej Ceuty wlała się fala przybyszów z Maroka. Foto: PAP/Abaca
Liczba osób, które przekroczyły granicę z Ceutą w Afryce Północnej, sięga 60 tys., czyli 70 proc. ludności miasta – poinformował w piątek prezydent Ceuty Juan Jesus Vivas. Szacunki MSW mówią o ponad 50 tys. osób, z czego połowa miała wrócić w piątek dobrowolnie do Maroka. Ceutę na stałe zamieszkuje około 85 tys. osób. Pojawiło się wiele teorii spiskowych na tematy tych wydarzeń, poniżej przedstawiamy najpopularniejsze z nich, bo – jak wiemy z doświadczenia – któraś prędzej czy później może okazać się całkiem prawdziwa.
– Sytuacja jest nie do utrzymania. (…) Zdecydowano się na działania zbyt późno i były one niewystarczające – powiedział Vivas, cytowany przez portal radia Cadena SER. – Rząd musi podjąć energiczne, zdecydowane i natychmiastowe kroki – zaapelował polityk należący do opozycyjnej Partii Ludowej (PP).
Jak dodał Vivas, podczas najpoważniejszego kryzysu migracyjnego w tym mieście od 2021 r. zginęły już 34 osoby.
Szacunki hiszpańskiego MSW mówią o ponad 50 tys. osób, które przekroczyły granicę z Hiszpanią, z czego 25 tys. miało w piątek wrócić dobrowolnie do Maroka.
Premier Hiszpanii Pedro Sanchez, który w piątek przybył do Ceuty, określił sytuację jako „naruszenie integralności terytorialnej” Hiszpanii i zapewnił, że procedury repatriacyjne zostaną przyspieszone we współpracy z władzami marokańskimi.
[filmiki – dla osób o nerwach jak postronki – w oryginale. md]
Szef rządu oskarżył o spowodowanie kryzysu mafie zajmujące się handlem ludźmi. Sanchez ogłosił też rozmieszczenie boi na falochronie w Tarajal w celu stworzenia „fizycznej bariery, (…) ułatwiającej repatriację”.
Rząd w Madrycie wysłał do Ceuty wojsko w celu opanowania sytuacji. Szefowa resortu obrony Margarita Robles poinformowała w piątek, że w mieście stacjonuje 3 tys. żołnierzy „w pełnej gotowości do pomocy żandarmerii, policji oraz mieszkańcom Ceuty”.
Hiszpańska opozycja krytykuje politykę rządu i sposób reagowania na kryzys. Lider skrajnie prawicowej partii Vox, Santiago Abascal, powiedział o „inwazji” na Hiszpanię, oskarżając o nią premiera.
W Ceucie, zamieszkiwanej przez około 85 tys. osób, trwa najpoważniejszy kryzys migracyjny od maja 2021 r., kiedy do miasta przedostało się około 10 tys. migrantów. W mniejszym stopniu obecny kryzys dotyczy również Melilli, drugiej hiszpańskiej eksklawy w Afryce Północnej, dokąd wtargnęło około 130 osób.
Teorie spiskowe
W debacie publicznej i mediach społecznościowych wokół masowego napływu migrantów do Ceuty szczególnie mocno wybrzmiewają dwie narracje. Obie zakładają celowe działanie państw lub służb specjalnych, a nie spontaniczną migrację czy działalność przemytników.
1. Robota Izraela i CIA w zemście za postawę Hiszpanii wobec Iranu
Według tej teorii kryzys został zainspirowany lub bezpośrednio zorganizowany przez Izrael (Mossad) we współpracy z amerykańską CIA. Motywem miałaby być zemsta za politykę rządu Pedra Sáncheza wobec konfliktu w Iranie i Bliskim Wschodzie.
W 2026 roku podczas ataku USA i Izraela na Iran Hiszpania krytykowała działania Izraela, odmawiała pełnego udostępnienia baz wojskowych do operacji przeciw Iranowi i prowadziła politykę ocenianą przez Waszyngton i Tel Awiw jako nieprzyjazną. Pojawiły się nawet spekulacje o możliwym zawieszeniu Hiszpanii w NATO lub naciskach na uznanie Ceuty i Melilli za terytorium marokańskie.
Teoria spiskowa głosi, że Izrael i USA – sojusznicy Maroka – wykorzystali Rabat jako narzędzie. Maroko ma bardzo dobre, wręcz strategiczne stosunki zarówno z Izraelem (normalizacja od porozumień abrahamowych z 2020 roku, współpraca wywiadowcza, wojskowa i gospodarcza), jak i z USA (bliski partner w regionie, umowy obronne, status sojusznika spoza NATO). Dzięki temu Maroko miało poluzować kontrolę graniczną, a fale migrantów miały osłabić rząd Sáncheza, wywołać chaos w UE i ukarać Madryt za „lekcje moralności” wobec Izraela.
W mediach społecznościowych krążą nagrania i posty sugerujące, że to „inwazja kierowana z zewnątrz”. Pojawiają się głosy (m.in. w mediach tureckich, chorwackich i hiszpańskich kręgach lewicowych), że to zemsta za postawę wobec Gazy i Iranu. Hiszpański polityk Gabriel Rufián mówił wręcz o „szantażu Maroka w służbie USA i Izraela”.
2. Robota Maroka w zemście za zbliżenie Hiszpanii z Algierią
Druga, znacznie bardziej rozpowszechniona teoria, wskazuje na celowe działanie władz Maroka jako formę presji geopolitycznej.
Bezpośrednim impulsem miałaby być wizyta Pedra Sáncheza w Algierii 20 lipca 2026 roku. Madryt odbudowywał wtedy relacje z Algierem (po kryzysie z 2022 roku związanym z Saharą Zachodnią), rozmawiał o gazie i normalizacji. Algieria to tradycyjny rywal Maroka. Dodatkowo w hiszpańskim parlamencie pojawiła się propozycja przyznania obywatelstwa saharyjczykom, co w Rabacie mogło zostać odczytane jako prowokacja.
Według zwolenników tej narracji Maroko – wzorem kryzysu z 2021 roku – świadomie „odpuściło” pilnowanie granicy. Marokańska żandarmeria miała stać biernie („ręce w kieszeniach”), a tysiące młodych mężczyzn dostało zielone światło na przejście. Cel: upokorzyć rząd Sáncheza, pokazać, kto kontroluje granicę UE z Afryką, i wymusić ustępstwa (Sahara, gaz, uznanie suwerenności nad Ceutą i Melillą). Hiszpańskie źródła policyjne i wywiadowcze, związki zawodowe służb oraz prawica mówią o „wojnie hybrydowej” i „inwazji orkiestrowanej”.
Rząd hiszpański oficjalnie zaprzecza związkowi z wizytą w Algierii i chwali współpracę z Rabattem przy powrotach. Maroko obwinia wyłącznie organizacje przestępcze. Eksperci zauważają jednak, że skala i timing są zbyt duże, by uznać je za czysto spontaniczne.
Obie teorie czerpią z realnych napięć geopolitycznych (Iran, Sahara, rywalizacja Maroko–Algieria, sojusz Maroka z USA i Izraelem), ale pozostają spekulacjami bez twardego potwierdzenia. Oczywiście gdyby Hiszpania twardo broniła swoich granic, do czegoś takiego by nie doszło, ale tam rządzą opętani fałszywą ideologią multikulti lewacy.
Nie jest wykluczone, że obie teorie mogą być jednocześnie w dużej mierze prawdziwe. Czy kiedyś zostaną potwierdzone? Jak mawia klasyk: „Na pewno, na pewno, pewnie, jasne, zobaczymy, czas pokaże, czas pokaże…”
Mike Adams specjalista w dziedzinie rolnictwa z Teksasu, jest pierwszą znaną mi & wiarygodną osobą, która szczegółowo zarysowała scenariusz efektów kryzysu bliskowschodniego na globalną gospodarkę. Pierwszy, znany przez wszystkich efekt, to zmniejszenie dostaw surowców energetycznych w skali globalnej.Drugi, związany z cyklem biologicznym, dotyczy dostępności nawozów na rynku rolniczym. Według Mike’a, nadchodzący 2027 rok, jest już stracony, to znaczy globalne plony będą znacznie uszczuplone.Jeśli jednak blokada łańcuchów dostaw przedłuży się, zacznie to akumulować negatywne tendencje w bardziej krytyczny sposób. Przyszłe plony będą maleć, a wraz z nimi globalna dostępność & ceny podstawowych artykułów spożywczych. O ile w krajach rozwiniętych, takich jak USA & UE będzie to oznaczać zmniejszenie asortymentu, o tyle w krajach III Świata przejawi się to głodem.Problem w tym, że człowiek nie może przestać jeść & pić przez dłuższy okres. W związku z tym, po krótkim czasie sytuacja ta zaowocuje masową migracją głodujących społeczeństw w poszukiwaniu źródła żywności. Głównymi „dostawcami” ludności do USA, UE, Chin & Rosji, będą kraje, które już teraz balansują na granicy przetrwania. Na półkuli wschodniej będą to Indie, Somalia & kontynent afrykański. Wielu „pielgrzymów” umrze z głodu, pragnienia & wyczerpania w trakcie drogi. Wielu jednak dotrze do celu i zamieni Europę w szambo; przy którym dzisiejsza UE to raj cywilizacyjny & kulturowy. W tym miejscu, kilka uwag dotyczących Indii. Są one prezentowane jako kolejna „potęga gospodarcza”, wysyłająca nawet statki kosmiczne w przestrzeń okołoziemską, itp. W rzeczywistości to brudny bajzel, z gigantyczną dziką populacja, podzieloną na plemiona & kasty. Miliardy brudasów wyczerpują już zasoby wód gruntowych w celu wsparcia rolnictwa. Oazy bogactwa odizolowane są do motłochu, jak średniowieczne twierdze. Miliony niecywilizowanych brudasów, nie tylko obmywa się w Gangesie, ale pije też wodę z niego. Stąd też niekończące się epidemie gastrycznych chorób zakaźnych.Ten straszny subkontynent w niczym nie przypomina Chin z lat 60-tych ubiegłego stulecia. Z tego też powodu, szanse „chińskiego rozwoju”, są równe ZERO, zwłaszcza w krótkoterminowej perspektywie. Już teraz Delhi ogranicza konsumpcję prądu, pozbawiając masy nawet prostego wentylatora, nie wspominając już o klimatyzacji. Nie trzeba więc być futurystą, by zgadnąć jak będzie wyglądać Europa po najeździe półtora miliarda brudasów. Wystarczy wybrać się do UK, by mieć pełne rozeznanie. [Można, a nawet trzeba przeczytać „Obóz świętych” Jean RaspaiI sprzed pół wieku. Pięknie, przejmująco przewidział. MD]
O ile Rosja & Chiny poradzą sobie z dzikimi najeźdźcami, metodami administracyjnymi, o tyle UE rozleci się pod ciężarem tego najazdu. Jak widać zwycięzców w tej globalnej katastrofie nie będzie. Oczywiście przy założeniu przedłużenia się konfliktu na Bliskim Wschodzie. Jest też i pozytywna strona medalu, polegająca na uniknięciu globalnego konfliktu nuklearnego. Ale okres dominacji Zachodu zakończy się definitywnie!
Według polityków Konfederacji i Konfederacji Korony Polskiej Polska ma dopłacać do emerytur obcokrajowców kosztem rodzimych świadczeniobiorców. Piotr Czach Żukowski oraz Włodzimierz Skalik opublikowali w mediach społecznościowych wyliczenia dotyczące rzekomej decyzji ZUS wobec obywatela Ukrainy i zaapelowali o zmianę zasad przyznawania takich świadczeń.
Polityk Konfederacji Piotr Czak Żukowski we wpisie zamieszczonym w mediach społecznościowych alarmował ws. dopłat i wyrównań do emerytur obcokrajowców.
Jako przykład zamieścił rzekomą decyzję rzeszowskiego Zakładu Ubezpieczeń Społecznych ws. obywatela Ukrainy.
Jako Konfederacja ostrzegaliśmy, że będziemy dopłacać do emerytur Ukraińcom, potem hindusom i reszcie świata
Następnie przedstawił wyliczenia, które zostały przedstawione w decyzji.
Już się zaczęło. Suma składek – 2243,78 zł. Wyliczona emerytura – 13,86 zł. DOPŁATA z naszych pieniędzy – 1593,49 zł. WYRÓWNANIE – 73 130,79 zł
– wymieniał.
Ponad siedemdziesiąt tysięcy jednorazowego wyrównania. Co miesiąc półtora tysiąca dopłaty do emerytury komuś, kto przepracował klika miesięcy w Polsce. Stop równemu traktowaniu imigrantów
Wyliczenia te przedstawił w serwisie X także Włodzimierz Skalik, poseł Konfederacji Korony Polskiej.
Dopłaty do emerytur dla obcokrajowców. Suma opłaconych składek: 2243,78 zł. Wyliczona emerytura: 13,86 zł. Przyznana emerytura: 1607,35 zł. Dopłata comiesięczna: 1593,49 zł Wyrównanie do wypłacenia: 71130,79 zł.
Hańba. Polacy w Polsce są obywatelami drugiej kategorii’
Nie wiem, czy pamiętacie film „Nie pozostaje nam nic innego, jak tylko płakać” z Massimo Troisi i Roberto Benigni’m. Mam na myśli scenę, w której dwaj przyjaciele, przejeżdżając przez kontrolę celną w punkcie granicznym, słyszą pytania strażnika: „Kim jesteście? – Dokąd jedziecie? – Co przewozicie? – Ilu was jest? – Jeden florin!”
Z góry przepraszam za brak szacunku, ale widząc papieża na Lampedusie przy tak zwanej„Bramie Europy”, przypomniał mi się ten właśnie film.
I pomyślałem sobie: cóż, w końcu skoro jest to brama wejściowa do naszych ziem, czy nie byłoby sensowne umieścić tam jakiegoś funkcjonariusza (strażnika, ochroniarza, wartownika, kogokolwiek) który pytałby: „Kim jesteście? – Dokąd jedziecie? – Co przewozicie? – Ilu was jest?”
Natomiast papież powiedział, że musimy „przyjmować, chronić, wspierać i integrować”. Kropka. Nie zadając żadnych pytań.
A co z florinem? – Cóż, wydaje mi się, że jest to oczywiste: to my mamy go zapłacić.
«Nie pozostało nam nic innego, jak płakać» to film z 1984 roku, napisany, wyreżyserowany i zagrany przez Roberto Benigni’ego i Massimo Troisi’ego.
W roku 1984, w Toskanii, Mario i Saverio utykają w samochodzie na przejeździe kolejowym. Aby uniknąć niekończącego się oczekiwania na pociąg, wybierają skrót, który cofnie ich w czasie aż do roku 1492.
Rok 1984, toskańska wieś. Woźny Mario i nauczyciel Saverio stoją na przejeździe kolejowym, czekając na przejazd pociągu. Są przyjaciółmi i zwierzają się sobie nawzajem. Saverio martwi się między innymi depresją siostry z powodu rozpadu jej związku z Amerykaninem. Ponieważ oczekiwanie się przedłuża, postanawiają pojechać wąską drogą przez pola. Po chwili ich samochód psuje się. Robi się ciemno i pada deszcz. Znajdują nocleg w gospodzie, gdzie zauważają świece, pióro i kałamarz. Idą na górę i zastają inną osobę śpiącą w pokoju.
Następnego ranka, zaraz po przebudzeniu, z rozbawieniem widzą ich gospodarza Remigia oddającego mocz przez okno, ale ich śmiech zostaje natychmiast przerwany sykiem włóczni, która go zabija. Mario i Saverio widzą ludzi w czarnych płaszczach uciekających konno, zbiegają na dół i znajdują innych, ubranych bardzo dziwnie. Z niedowierzaniem pytają mężczyznę, gdzie są i odkrywają, że są w Frittole, wyimaginowanej toskańskiej wiosce, w “wieku czternastym”, “prawie piętnastym”. Początkowo myśląc, że to okropny żart, muszą jednak pogodzić się z brutalną rzeczywistością podróży w czasie i zatrzymują się u Vitellozza, brata zamordowanego, który opowiada im o straszliwej waśni z niejakim Giuliano Del Capecchio, który morduje jego rodzinę. W wiosce spotykają Parisinę, matkę Vitellozza i zmarłego Remigia, i zaczynają pracować w ich sklepie mięsnym.
W renesansowej scenerii wioski rozgrywa się wiele wydarzeń. Saverio natychmiast przyzwyczaja się, podczas gdy Mario odmawia zaaklimatyzowania się. Wkrótce jednak, podczas nabożeństwa, Mario spotyka Pię, młodą kobietę z bogatej rodziny, i zakochuje się w niej. Zaczyna widywać Pię, zaglądając przez mur jej domu. Tymczasem Vitellozzo zostaje aresztowany, a Saverio i Mario na próżno piszą list do Girolamo Savonaroli, aby uzyskać jego uwolnienie.
Saverio, który nie kryje pewnej irytacji spotkaniami Maria z młodą Pią; nieustannie prosi Mario, aby zapytał młodą kobietę, czy ma przyjaciółkę, którą mogłaby mu przedstawić, i narzeka, że zawsze jest jedynym, który pracuje w sklepie mięsnym. Kierowany politycznym i intelektualnym zapałem, przekonuje przyjaciela do podróży do Hiszpanii, aby spotkać się tam z Krzysztofem Kolumbem i odwieść go od wyprawy do Indii i odkrycia Ameryki, tak aby w przyszłości jego siostra nie mogła spotkać Amerykanina, który ją porzucił. W bliżej nieokreślonym miejscu spotykają wojowniczkę, Astriahę, która zastrasza ich, strzelając w ich furmankę.
Po przybyciu do Francji Mario i Saverio spotykają Leonarda da Vinci i powodowani niepohamowanym entuzjazmem, próbują podzielić się z nim swoją wiedzą na temat aktualnych wynalazków. Jednak z powodu własnej niewiedzy oraz niemożności pojęcia przedstawianych kwestii przez geniusza, po próbach wyjaśnienia mu działania pociągu, termometru, elektryczności i sygnalizacji świetlnej, obaj muszą się pogodzić z tym, że nauczą go, z niewielkim powodzeniem, gry w karty.
W tawernie ponownie spotykają Astriahę, która mówi im, że jej zadaniem było uniemożliwienie przybycia obcokrajowcom do Hiszpanii, aby zapewnić wypłynięcie statków Kolumba. Zdumieni tymi słowami, pędzą na brzeg, gdzie widzą, że karawele już odpłynęły.
W trakcie podróży, natrafiają też na bardzo gorliwego celnika, który przepytuje ich szczegółowo i wymusza na nich zapłatę „fiorina”, powtarzając swą formułę także wtedy, gdy muszą podnieść worek, który w międzyczasie spada z ich wozu (słynny we Włoszech skecz poniżej).
Obaj próbują wrócić do Włoch i ku swojemu zdziwieniu dostrzegają dym wydobywający się z lokomotywy. Przekonani, że zostali przeniesieni w wiek XX, z przykrością odkrywają, że maszynistą jest Leonardo, który wykorzystał ich wskazówki i zdołał wynaleźć pociąg. Widząc ich rozczarowanie, Leonardo zapewnia ich, że zyski z owego przedsięwzięcia zostaną podzielone po równo. https://it.wikipedia.org/wiki/Non_ci_resta_che_piangere
Kolejny imigrancki skandal w Wielkiej Brytanii. Przywódca pakistańskiego gangu z Rochdale w Anglii, Shabir Ahmed, został zwolniony z więzienia – i będzie mógł dalej mieszkać na Wyspach.
W 2012 roku Pakistańczyk został skazany na 22 lata odsiadki za gwałty na nieletnich. Stracił też brytyjskie obywatelstwo. Teoretycznie powinien zostać teraz odesłany do Pakistanu, ale… w prawie brytyjskim jest luka. W efekcie ten brutalny przestępca pozostanie w Wielkiej Brytanii. Będzie mieszkał na wolności, przebywając jedynie pod nadzorem policyjnym i pod kontrolą systemu GPS.
Ahmed przyjechał do Wielkiej Brytanii w 1967 roku. Pakistan był dawniej brytyjską kolonią. Zgodnie z prawem, obywatele państw dawnej brytyjskiej Wspólnoty Narodów nie mogą zostać odesłani z Wysp, jeżeli mieszkali na nich już przed 1973 rokiem.
Gang, którym kierował Pakistańczyk, działał w latach 2008-2010. Przestępcy podawali nieletnim alkohol i narkotyki. Gwałcili je i pozwalali robić to samo innym w zamian za pieniądze. Imigranci brali na celownik nawet 12-letnie dzieci. Pakistańczyk nie wykazywał skruchy. Podczas swojego procesu nazwał sędzię „rasistowską szmatą”.
Przestępcza organizacja z Rochdale była tylko jednym z elementów wielkiej siatki analogicznych gangów. Imigranci tworzyli podobne struktury w sumie od 1997 do 2013 roku. Szacuje się, że ich ofiarą padło w sumie 1400 dziewcząt, przy czym najmłodsze miały 11 lat.
NCZAS.INFO | Udział cudzoziemców z aktywnym numerem PESEL wg województw. Źródło: GUS
Główny Urząd Statystyczny opublikował eksperymentalne dane na temat liczby osób przebywających w Polsce na podstawie śladów życia w rejestrach administracyjnych. Według stanu na 31 grudnia 2025 roku w kraju przebywało około 38,8 miliona osób posiadających numer PESEL i wykazujących aktywność w co najmniej jednym dodatkowym rejestrze. Dane wskazują na wzrost populacji o blisko 40 tysięcy osób w porównaniu z rokiem poprzednim, w tym znaczący przyrost liczby cudzoziemców o niemal 215 tysięcy.
Liczba i rozmieszczenie ludności w miastach wojewódzkich
W miastach wojewódzkich, według siedzib wojewodów, przebywało łącznie ponad 8 milionów osób, co stanowi ponad 20 procent ogółu analizowanej populacji. W tej grupie znalazło się ponad 970 tysięcy cudzoziemców. Najwięcej osób przebywało w Warszawie, gdzie liczba przekroczyła 2 miliony, a następnie w Krakowie z prawie 900 tysiącami mieszkańców.
Najmniej osób odnotowano w Gorzowie Wielkopolskim, gdzie mieszkało nieco ponad 130 tysięcy osób. Te dane podkreślają koncentrację ludności w największych ośrodkach miejskich Polski.
Charakterystyka cudzoziemców przebywających w Polsce
W 2025 roku w Polsce przebywało około 2,3 miliona osób nieposiadających polskiego obywatelstwa, co stanowi blisko 6 procent całej populacji. Aż 73 procent cudzoziemców to obywatele Ukrainy. Przypominamy, że są to tylko osoby posiadające polski numer PESEL – liczba obcokrajowców, łącznie z tymi, którym nie nadano tego numeru, jest z pewnością wyższa.
Udział cudzoziemców był najwyższy w województwie dolnośląskim, gdzie wyniósł 9,8 procent, oraz w mazowieckim z 9,3 procent. Najniższy odsetek odnotowano w województwach podkarpackim i świętokrzyskim, po 2 procent.
Największą liczbę obywateli Ukrainy zaobserwowano w województwie mazowieckim – 346,1 tysiąca osób – oraz w dolnośląskim – 237,3 tysiąca. Wyjątkiem było województwo podlaskie, gdzie więcej cudzoziemców pochodziło z innych krajów niż z Ukrainy.
Cudzoziemcy koncentrowali się przede wszystkim w dużych aglomeracjach miejskich i ich okolicach. W Warszawie ich udział wyniósł 14,5 procent, we Wrocławiu aż 19,5 procent, w Poznaniu 12,5 procent, a w Krakowie 11,3 procent. Najwyższe udziały, sięgające 26-30 procent, zanotowano w gminach takich jak Ustronie Morskie, Mikstat czy Jelcz-Laskowice.
Powszechnie wiadomo, że urodzeni za granicą gwałciciele i przestępcy unikają odpowiedzialności w Europie, ponieważ przywódcy polityczni są pochłonięci strachem przed nazwaniem ich rasistami.
Raport Ruperta Lowe’a ujawnia szokujące dane: około 250 000 białych brytyjskich dziewcząt z klasy robotniczej zostało zgwałconych przez niezachodnich muzułmanów w ciągu dziesięcioleci, bez podjęcia działań przez władze, które były tego świadome. Przeczytaj poniżej przerażające statystyki gwałtów w Skandynawii z niezachodnimi sprawcami.
W imię wielokulturowości urzędnicy tak bardzo obawiali się oskarżeń mediów o rasizm i islamofobię, że nie pomogli tym brytyjskim dziewczynom. To jeden z najgorszych skandali naszego życia, teraz wychodzi na jaw w całym swoim przerażającym horrorze.
Przez dziesięciolecia marksistowsko-socjalistyczna indoktrynacja zakorzeniła się w Europejczykach, że należy zawsze usprawiedliwiać i współczuć imigrantom spoza Zachodu, ponieważ pochodzą oni z niefunkcjonalnych, często wysoce skorumpowanych państw w biednych częściach świata.
Lewica marksistowska wprowadziła w ten sposób wielokulturową dyskryminację rdzennych Europejczyków, która domaga się odpowiedzialności ze strony rdzennych europejskich grup etnicznych w sposób, o jakim nigdy nie marzyłby ciemnoskóry, niezachodni imigrant.
W autorytarnej Wielkiej Brytanii, ta dyskryminacja rdzennych Brytyjczyków jest widoczna jak na dłoni, ponieważ Brytyjczycy są teraz wtrącani do więzienia za komentarze w mediach społecznościowych, negatywne w stosunku do masowej imigracji z krajów niezachodnich, podczas gdy urodzeni za granicą gwałciciele i zabójcy są niemal usprawiedliwiani w sądach.
Media głównego nurtu, takie jak BBC, zadziwiająco nie opublikowały żadnych komentarzy na temat tego okropnego raportu o gwałtach zbiorowych i masowego rasizmu wobec białych w Wielkiej Brytanii, który to udowadnia – pisze historyk, autorka bestsellerów i założycielka raportu Herland, Hanne Nabintu Herland. Artykuł został po raz pierwszy opublikowany w jej regularnej kolumnie WND.
Kolej na Skandynawię.
W Norwegii jeden z nielicznych raportów na temat grup etnicznych przestępców, wykazał, że 100% gwałtów wskutek napaści dokonywali imigranci spoza Zachodu. Imigranci z Azji, Afryki, Ameryki Południowej i Środkowej oraz Turcji mają znacznie wyższy wskaźnik przestępczości niż ogólna populacja, a najgorszy jest z Afryki. W Szwecji ostatnie badanie wykazało, że 96% gwałtów zostało popełnionych przez imigrantów. W obu przypadkach zgwałcono prawie wyłącznie rodzime, białe kobiety. W Danii imigranci spoza Zachodu są ponad siedem razy bardziej skazywani za gwałt niż rdzenni Duńczycy.
Szwecja jest notorycznie gubiona przez swoich marksistowskich polityków, którzy po prostu nie powstrzymują przemocy wobec rdzennej ludności. Kraj ma prawie sześćdziesiąt „stref zakazanych” rządzonych przez gangi imigrantów, w których policja nie ma wstępu; miasto Malmø ma ponad 50% imigrantów spoza Zachodu o wyższym wskaźniku przestępczości niż Bagdad; Szwecja ma największą liczbę ataków bombowych dla kraju nie będącego w stanie wojny.
Według ostatnich badań, 96% gwałtów wskutek napaści w Szwecji jest popełnianych przez imigrantów urodzonych za granicą, którzy gwałcą etniczne Szwedki. Dochodzenie z 2018 roku wykazało, że 40 na 43 mężczyzn skazanych za gwałt zbiorowy było imigrantami lub urodzonymi przez rodziców imigrantów. Szwecja odnotowała w znacznym stopniu największą liczbę zarejestrowanych przestępstw związanych z gwałtem w Europie.
Ta marksistowsko-socjalistyczna dyskryminacja jest przeciwieństwem historycznego zachodniego ideału równości niezależnie od rasy, wyznania czy pozycji społecznej. Wywołała rasizm wobec białych Europejczyków, który dziś przenika europejskie media głównego nurtu i dyskurs publiczny.
W 1977 roku w Szwecji odnotowano 689 gwałtów. W 2015 roku zgłoszono 18 100 przestępstw seksualnych, ponownie prawie wyłącznie przeciwko etnicznym Szwedkom. Mimo to szwedzcy politycy tego nie powstrzymują, a media głównego nurtu milczą ze strachu przed nazwaniem ich rasistami.
Liczby w Norwegii wskazują, że niezwykle niewiele osób jest skazanych za gwałt. Tylko jeden na 10 aktów przemocy seksualnej jest zgłaszany, a około 80 procent jest po prostu odrzucanych. W Szwecji z 4895 zgłoszonych przypadków gwałtu w 2017 roku tylko 190 doprowadziło do wyroków skazujących. W Norwegii tylko co dziesiąty skazuje. Statystyki pokazują również, że jedna na pięć norweskich dziewcząt poniżej 15 roku życia jest narażona na przemoc seksualną. Szwecja nie publikuje oficjalnych danych o przestępstwach związanych z pochodzeniem etnicznym lub statusem imigracyjnym, podobnie jak Norwegia.
Bardzo niewielu omawia wewnętrznie zgłoszone samobójstwa białych dziewcząt po gwałcie, gdy oni i ich rodziny widzą, jak policja niechętnie ściga sprawców. Niezwykle rzadko można znaleźć osoby, które chcą mówić o tym publicznie.
W 2025 roku Libertariańska Partia Postępu— obecnie największa partia polityczna w Norwegii i prawdopodobnie jej wersja Reform UK-niedawno zapłaciła za nowe badania nad wskaźnikiem przestępczości sklasyfikowanym według grup etnicznych. Statystyki wykazały znaczny wzrost nadreprezentacji imigrantów na lata 2020-2023.
Młodzi mężczyźni z Iraku i Somalii mają niezwykle wysokie proporcje zarzutów, z ponad 1200 na 1000 dla imigrantów i do 1300 dla urodzonych w Norwegii cudzoziemców etnicznych z rodzicami z tych krajów. W Oslo, stolicy Norwegii Pokojowej Nagrody Nobla, młodzi mężczyźni ze środowisk imigranckich mają proporcje zarzutów w wysokości 820 na 1000, podczas gdy Norwegowie urodzeni przez rodziców imigrantów mają proporcję 910 na 1000. Reszta populacji ma wskaźnik 280 na 1000.
„Na przykład w przypadku somalijskich mężczyzn w Oslo (w wieku 15-24 lat) w latach 2020-2023 na 1000 mieszkańców przypada 2120 zarzutów. To 15 razy więcej niż ma populacja Oslo bez pochodzenia imigranckiego ” – pisze Partia Postępu.
Liczby dla Danii są równie przygnębiające, ujawniając znaczne różnice w zależności od pochodzenia etnicznego. Liczby z lat 2010-2014 wskazują, że imigranci spoza Zachodu są masowo nadreprezentowani wśród skazanych za gwałt w porównaniu z rdzennymi Duńczykami. To sprawia, że imigranci spoza Zachodu i ich dzieci są 7,3 razy bardziej skłonni do gwałtu niż rdzenni Duńczycy.
Całkowity brak ochrony rdzennych skandynawskich kobiet przed imigranckimi gwałcicielami urodzonymi za granicą wynika z ideologii marksistowsko-socjalistycznej, która od tak dawna przetrzymuje Europejczyków jako zakładników rasizmu wobec rdzennej białej populacji, pozwalając temu przerażającemu znęcaniu się nad kobietami kontynuować rok po roku.
W debacie publicznej często słyszymy, że masowe procesy migracyjne do Polski są zjawiskiem spontanicznym i wynikają wyłącznie z decyzji samych migrantów oraz potrzeb polskiego rynku pracy.
Tymczasem coraz większą rolę odgrywają w tym dziele ukraińskie firmy rekrutacyjne oraz organizacje pozarządowe (NGO) finansowane przez żydowskie fundacje, dysponujące ogromnymi zasobami finansowymi. Dziś przyjrzymy się tym drugim.
Soros i Rockefeller finansują masową, czarną migrację do Polski. Jednym z przykładów tego działania jest fundacja Black Justice Poland. Na swojej stronie internetowej, organizacja deklaruje, że wspiera „osoby czarne”, „afrykańskie” i „afrodescendentów” mieszkających w Polsce. Informuje o zapewnianiu im pomocy prawnej, wsparcia mieszkaniowego, dostępu do opieki zdrowotnej oraz pomocy materialnej. Fundacja podkreśla również, że wspiera proces osiedlania się w Polsce oraz działa na rzecz wzmacniania pozycji osób pochodzenia afrykańskiego w polskim społeczeństwie.
Szczególnie interesujące jest finansowanie tego typu przedsięwzięć. Wśród podmiotów wspierających inicjatywę znajdują się organizacje należące do największych światowych żydowskich tzw. „filantropów”. Projektowi Black Justice in Poland realizowanemu przez Fundację na rzecz Różnorodności Społecznej, Rockefeller Brothers Fund przyznał grant w wysokości 100 tysięcy dolarów. Sama fundacja Rockefellerów otwarcie informuje o tym wsparciu.
Również Open Society Foundation, założona przez spekulanta finansowego George’a Sorosa, należy do największych na świecie grantodawców finansujących tę organizacje. Sieć Sorosa od dziesięcioleci inwestuje miliardy dolarów w organizacje promujące na całym świecie aborcję, ideologię multi-kulti, genderyzm oraz masową migrację murzynów oraz arabów do Europy.
Pojawia się więc pytanie o skutki działań tego typu inicjatyw w Polsce. Oczywistym i nawet nieukrywanym celem grantodawców jest bezpośrednie zwiększanie imigracji ludów „trzeciego świata” do Polski. Finansowanie organizacji zapewniających im pomoc prawną, mieszkaniową, integracyjną i społeczną to budowa trwałej infrastruktury wspierającej masowe osiedlanie się kolejnych grup migrantów.
Organizacje pokroju Black Justice Poland nie ograniczają się jednak wyłącznie do tzw. „pomocy humanitarnej”. Prowadzą także działalność edukacyjną, propagandową i polityczną, starając się wpływać na debatę publiczną, instytucje państwowe oraz kierunki polityki społecznej. W efekcie powstaje rozbudowana sieć podmiotów współkształtujących podejście państwa do kwestii migracyjnych. Co więcej, sieć ta -jako niezwiązana bezpośrednio z rządem warszawskim- ma za zadanie stwarzać pozory działalności oddolnej. W rzeczywistości są to marionetki żydowskich grandziarzy Sorosa i Rockefellera, wykorzystujących je jako słupy.
Dla lewicowców i naiwniaków działalność tych jaczejek to przejaw solidarności i pomocy osobom potrzebującym. Dla polskich patriotów stanowi kolejny przykład desantu zagranicznej, wrogiej nam ideologii, działającej destrukcyjnie na Naród i państwo polskie. Co więcej, według dostępnych danych, w 2026 roku w Polsce funkcjonować ma już aż 49 organizacji zajmujących się wsparciem migrantów i mniejszości pochodzenia afrykańskiego. Oznacza to powstanie rozbudowanej sieci instytucjonalnej zajmującej się podmianą Polaków na murzynów i forsowaniem u nas rasowego miksu, który nigdy nie kończy się dobrze.
Jeszcze raz podkreślmy – działalność tych organizacji nie jest zjawiskiem spontanicznym ani oddolnym. Stoją za nimi znaczące źródła finansowania oraz międzynarodowe sieci grantowe dysponujące dużymi środkami i jasno określoną wizją zmian społecznych w ramach sterowanej inżynierii zalewania białych krajów kolorowymi ludami. Gdyby ten proces był rzeczywiście naturalny, odbywałby się spontanicznie, bez potrzeby angażowania w niego milionów dolarów oraz rozbudowanej machiny propagandowej. Jest to operacja w pełni sztuczna, nakierowana na realizację celów ideologicznych.
Niestety, media, społeczeństwo i politycy w Polsce w ogóle nie słyszeli jeszcze o tym problemie. Jest on poważny, bo to faktyczna wojna, którą wytoczyli nam żydowscy globaliści, a jej narzędziem jest bombardowanie nas bronią D (demografia).
Szczególnie niebezpieczny jest fakt, że masowa imigracja murzynów prowadzona jest pod hasłami rzekomego rekompensowania krzywd białych, wyrządzonych murzynom przed wiekami. Na to właśnie wskazuje już sama nazwa fundacji „Black Justice Poland”, zupełnie jakby Polacy byli cokolwiek winni murzynom i w zamian za rzekome krzywdy, mieli obowiązek oddać im kraj w wiekuistą arendę.
Abstrahując od samej kolonizacji Afryki i kwestii dzisiejszej odpowiedzialności za nią potęg kolonialnych – NIE, my nie mieliśmy żadnych kolonii. Co więcej, sami byliśmy przez dziesiątki lat ofiarami reżimów Prus, Austrii, Rosji, ZSRS i III Rzeszy, które fizycznie niszczyły nasz naród oraz kolonizowały nas gospodarczo oraz demograficznie.
Czy znajdziemy w sobie wystarczająco sił, by postawić się tej nowej inwazji? Bez wątpienia pierwszym krokiem jest świadomość zagrożenia, rozpoznanie przeciwnika i jego metod. Temu służyć ma niniejszy artykuł.
Podczas gdy pisałem ten artykuł, kilka tysięcy obywateli brytyjskich zebrało się przed komisariatem policji w Southampton w Anglii, domagając się odpowiedzi na pytania dotyczące morderstwa młodego białego brytyjskiego studenta, Henry’ego Nowaka, dokonanego przez czarnego imigranta i białą brytyjską policję.
Czarnoskóry imigrant i intruz zamordował Nowaka, dźgając go pięciokrotnie. Biała brytyjska policja zamordowała Nowaka, ignorując jego oświadczenie, że został dźgnięty nożem, a także jego ostatnie słowa: „Nie mogę oddychać”. Brytyjska policja, skutecznie wyszkolona w rozpoznawaniu białych jako agresorów, aresztowała – zamiast czarnoskórego imigranta i intruza, który zaatakował Nowaka, co okazało się śmiertelne – umierającego Nowaka, który zmarł w policyjnych kajdankach. „Uczulona na rasizm” biała brytyjska policja uwierzyła kłamstwu czarnoskórego imigranta [on był, jest ciapaty md] i intruza, że Nowak użył rasistowskiego określenia. Nie uwierzyli Nowakowi, że został dźgnięty nożem. „Uczulona na rasizm policja” nawet nie sprawdziła, czy Nowak został dźgnięty nożem. Zamiast tego założyli kajdanki umierającemu mężczyźnie i nie wezwali pomocy medycznej.
Można by pomyśleć, że to skandal – i tak było – ale nie z właściwego powodu. Fanatycznie antybiały brytyjski premier Starmer nazwał kilka tysięcy białych protestujących – niewielką liczbą biorąc pod uwagę skalę niesprawiedliwości – „skrajnie prawicowymi buntownikami i rasistowskimi bandytami”. Innymi słowy, premier Anglii nie dostrzega rasizmu w niesprowokowanym, śmiertelnym ataku czarnego imigranta na białego Nowaka, ani w lekceważeniu przez brytyjską policję jego błagania o pomoc. Biały brytyjski premier Starmer dostrzega rasizm w proteście obywateli brytyjskich przeciwko temu, co się stało. Czy istnieje niższa forma czystego politycznego odpadu niż Starmer? Jak taki polityczny odpad może przetrwać jako premier Wielkiej Brytanii?
Teraz musimy zadać sobie pytanie, jak to możliwe, że biały, etnicznie brytyjski premier z Partii Pracy, która dawniej, przed nikczemnym Tonym Blairem, reprezentowała etnicznie brytyjską klasę robotniczą, mógł zostać tak zindoktrynowany i poddany praniu mózgu, że rasistami w społeczeństwie są biali ludzie, którzy cierpią z powodu kradzieży, gwałtów i morderstw z rąk imigrantów?
Zmierz się z tym faktem: Odchody, które pełnią funkcję premiera Wielkiej Brytanii, niegdyś wspaniałego i moralnego kraju, określiły protest przeciwko rasistowskiemu morderstwu białego obywatela brytyjskiego jako „biały rasizm”.
Taka jest sytuacja białych ludzi dzisiaj. W ŻADNYM kraju Zachodu biali, etniczni obywatele nie są chronieni przez prawo. Ich własny rząd jest im przeciwny.
Wielka Brytania, niegdyś naród etniczny, a obecnie Wieża Babel, ma „zobowiązanie do równości rasowej”. Co to oznacza? Cytując oficjalną odpowiedź: „Nie oznacza to traktowania wszystkich „równo” ani bycia „ślepym na kolor skóry”, ale raczej ograniczenie rasizmu do osób białych.
Tylko biali ludzie mogą być rasistami. Takie jest oficjalne stanowisko rządu Starmera w Wielkiej Brytanii. Było to oficjalne stanowisko reżimu Bidena i oficjalne stanowisko wszystkich rządów Europy Zachodniej. Trump woli oddać Izraelowi władzę, która w przeciwnym razie trafiłaby w ręce imigranckich najeźdźców.
Z tego powodu policja automatycznie uznała mordercę Nowaka za ofiarę, a Nowaka za rasistę.
Obecnie w Wielkiej Brytanii, USA, Kanadzie i całej Europie istnieją organizacje, intelektualiści, a nawet uniwersytety oraz szkoły publiczne i prywatne dla dzieci, których celem jest wpajanie dzieciom faktu, że białe grupy etniczne to rasiści, winni tak wielu przestępstw przeciwko „ludziom kolorowym”, że muszą teraz odsunąć się na bok i zaakceptować karę, znosząc rządy rzekomo niegdyś uciskanych narodów, które je wykorzystywały i znęcały się nad nimi – tak samo jak nie-Żydzi muszą ustąpić miejsca Żydom, aby zadośćuczynić za Holokaust.
Od kilku lat relacjonuję doniesienia skandynawskich mediów o gwałtach dokonywanych przez gangi imigrantów na białych, etnicznych Szwedkach, Norweżkach i Dunkach. Kobiety zazwyczaj boją się zgłaszać gwałty i gwałty zbiorowe – często publicznie, gdzie tchórzliwi Skandynawowie przymykają na nie oko – z obawy przed oskarżeniem o zbrodnię z nienawiści za zgłoszenie lub zakłócenie gwałtu na białej kobiecie dokonanego przez osobę czarnoskórą. W Szwecji gwałt na białych, etnicznych Skandynawkach przez czarnoskórych imigrantów jest niemal prawnie chronionym przywilejem. Europejczycy i Brytyjczycy są karani za wypowiadanie się przeciwko imigranckim najeźdźcom, tak jak Amerykanie za wszelką krytykę Izraela.
Jeśli nie jesteś przekonany, że świat zachodni jest tak bardzo antybiały, że białe grupy etniczne są demonizowane, rozważ poniższe:
Brytyjskie żłobki i przedszkola otrzymały polecenie zgłaszania „rasistowskich” trzylatków brytyjskiej policji. W Wielkiej Brytanii białe, brytyjskie trzylatki mogą zostać zgłoszone policji za „przestępstwa z nienawiści”.
Zgodnie z nowymi oficjalnymi wytycznymi popartymi przez rząd Partii Pracy, personel żłobków w Walii otrzymał polecenie, aby dzwonić na policję, jeśli istnieje podejrzenie, że dzieci w wieku trzech lat i starsze przejawiają „rasistowskie” zachowanie.
Polityka ta, wprowadzona przez Diversity and Anti-Racist Professional Learning (DARPL), organizację walczącą z rasizmem wśród białych i otrzymującą dotacje rządowe, szkoli personel żłobków i przedszkoli w ocenianiu, czy zachowanie dziecka można uznać za „zbrodnię z nienawiści” i, jeśli to konieczne, w powiadamianiu odpowiednich organów.
W całym świecie zachodnim białe grupy etniczne zostały poddane praniu mózgu, by uwierzyć, że są złe, rasistowskie i opresyjne, i że nie mogą już dłużej stawać na drodze rządom imigrantów-najeźdźców. I nie są. Ci zindoktrynowani biali ludzie wybierają teraz imigrantów-najeźdźców na urzędy publiczne, w tym prokuratorów, którzy natychmiast zabrali się za zniesławienie prezydenta Trumpa. Liderką brytyjskiej Partii Konserwatywnej jest czarnoskóra kobieta.
Jest wielu czarnych przywódców, ale nie ma przywódców białych. Żaden biały przywódca nie może się przeciwstawić, ponieważ wszelkie poparcie dla białego przywódcy jest z definicji rasistowskie. Nigdzie w świecie zachodnim nie ma białego przywódcy, który nie byłby uciskany przez swój własny biały rząd.
Dwupoziomowy system wymiaru sprawiedliwości w policji jest obecnie normą w świecie zachodnim. Zbliżamy się do czasów, gdy jedyni biali ludzie, którzy pozostaną na miejscu, będą eksponowani w ogrodach zoologicznych jako przykłady białych rasistowskich wyzyskiwaczy.
[Żadna społeczność nie powinna być obwiniana za ohydne czyny jednej osoby, niezależnie od koloru skóry czy miejsca urodzenia” – oświadczył Gerry Carroll z lewicowej partii People Before Profit ]
W Belfaście, stolicy Irlandii Północnej, miał miejsce niezwykle brutalny atak nożownika. 40-letni mężczyzna z rozległymi obrażeniami walczy o życie w szpitalu. Najgorszemu scenariuszowi udało się zapobiec dzięki bohaterskiej postawie postronnych osób. Policja informuje, że napastnikiem był około 30-letni mężczyzna, najprawdopodobniej Somalijczyk. Politycy od razu zaapelowali o „nieeskalowanie napięć na tle rasowym”.
Do szokujących scen doszło w poniedziałek, 8 czerwca, około godziny 22:30 w rejonie Kinnaird Avenue. Ofiarą ataku padł mężczyzna w wieku około 40 lat. Napastnik dźgał go nożem, próbował odciąć głowę.[Mężczyzna w wieku około 30 lat, podejrzewany o bycie Somalijczykiem...]
Mężczyzna odniósł niezwykle poważne rany twarzy, szyi oraz pleców i w stanie krytycznym został przetransportowany do szpitala.
Jak wynika z oświadczenia północnoirlandzkiej policji (PSNI), pod zarzutem usiłowania morderstwa aresztowano około 30-letniego mężczyznę, prawdopodobnie obywatela Somalii. Podejrzany przebywa obecnie w areszcie. Funkcjonariusze prowadzą śledztwo mające na celu ustalenie motywów ataku.
Sprawcę udało się ująć głównie dzięki natychmiastowej reakcji postronnych osób. Ci z różnymi przedmiotami w dłoniach ruszyli na napastnika i finalnie odciągnęli go od ofiary.
– Chcemy podziękować członkom społeczeństwa, [ co oni zrobili z językiem !! md] którzy starali się uratować mężczyznę przed kolejnymi ciosami. Ich gotowość do działania, by pomóc drugiemu człowiekowi, świadczy o niesamowitej odwadze i duchu wspólnoty – podziękował mieszkańcom za postawę zastępca komendanta głównego policji, Ryan Henderson.
Nagrania ze zdarzenia krążą w mediach społecznościowych. Są bardzo drastyczne. Lokalna polityk Nuala McAllister opisała sceny jako „najbardziej zdeprawowaną i barbarzyńską przemoc”, jaką kiedykolwiek widziała.
Głos zabrał już premier Wielkiej Brytanii Keir Starmer, który oświadczył, że „nie będzie absolutnie żadnej tolerancji dla tak odrażających scen przemocy na naszych ulicach”.
Takie oświadczenie to oczywiście tylko działania pod publiczkę. Realnie Starmer i jego świta nie robią nic, by z narastającym od lat gigantycznym problemem jakkolwiek walczyć. Ba, są już pierwsze komentarze polityków, którzy oburzonych koszmarnym atakiem, wyzywają od rasistów.
„Zorganizowana eskalacja przemocy nie jest rozwiązaniem. Przyniesie to tylko więcej strachu i krzywdy naszym społecznościom. Widzieliśmy już oportunistów próbujących wykorzystać to tragiczne wydarzenie do wzniecania rasizmu. Całkowicie to potępiam (…) Żadna społeczność nie powinna być obwiniana za ohydne czyny jednej osoby, niezależnie od koloru skóry czy miejsca urodzenia” – oświadczył Gerry Carroll z lewicowej partii People Before Profit, która organizuje cykliczne spotkania poświęcone myśli marksistowskiej i sama siebie określa mianem „eko-socjalistycznej”.
48-letni Husajin A., obywatel Turcji mieszkający od kilku lat w Berlinie, jest oskarżony o pięć przestępstw seksualnych popełnionych w Polsce.
Według śledczych mężczyzna atakował kobiety w komunikacji miejskiej, a jedną z nich miał zgwałcić. Jego ofiarą padł także 10-letni chłopiec.
Pierwsze ataki w Poznaniu
Do pierwszych zdarzeń doszło 5 i 6 maja 2025 roku w Poznaniu. Według ustaleń śledczych najpierw mężczyzna miał molestować kobietę w autobusie miejskim. Dosiadł się do pasażerki i dotykał jej ud oraz okolic intymnych. Następnego dnia ofiarą miała paść 18-letnia pasażerka tramwaju. Jak wynika z jej relacji, mężczyzna stanął bardzo blisko niej, napierał ciałem i ocierał się o nią kroczem. Po wyjściu z tramwaju poszedł za nią, próbując zatrzymać ją pod pretekstem pytania o drogę. Kobiecie udało się uciec.
Tego samego dnia doszło do kolejnego ataku. Śledczy ustalili, że sprawca najpierw osaczał kobietę w tramwaju, a następnie poszedł za nią do parku. Tam miał ją przewrócić i zgwałcić.
Zgwałcił 10-letniego chłopca
23 lipca 2025 roku mężczyzna pojawił się w Szczecinie. Według śledczych najpierw zaatakował młodą kobietę w autobusie, dotykając jej w miejsca intymne.
Około półtorej godziny później jego ofiarą miał paść 10-letni chłopiec idący na zajęcia sportowe. Jak ustalono, dziecko zostało zwabione do toalety znajdującej się w budynku mieszkalnym. Według prokuratury sprawca użył przemocy i dopuścił się wykorzystania seksualnego. Dopiero po tym zdarzeniu policja rozpoczęła szeroko zakrojoną akcję poszukiwawczą. W działania zaangażowano ponad stu funkcjonariuszy oraz operatorów monitoringu miejskiego.
Obywatel Turcji z niemieckim prawem jazdy
Do zatrzymania mężczyzny doszło w nocy z 23 na 24 lipca 2025 roku. Policjanci zauważyli mężczyznę odpowiadającego rysopisowi na jednym ze szczecińskich przystanków. Według relacji funkcjonariuszy stał bardzo blisko młodej kobiety. Kilka minut później został zatrzymany.
Przy mężczyźnie znaleziono niemieckie prawo jazdy. W trakcie dalszych czynności policjanci zabezpieczyli również turecki dowód osobisty i paszport. Ustalono, że jest to 48-letni Husajin A., obywatel Turcji mieszkający w Berlinie. Mężczyzna miał powiedzieć śledczym, że przyjechał do Szczecina służbowo i dostarczał baklawę do tureckich lokali gastronomicznych. Nie przyznał się do zarzucanych mu czynów i odmówił składania wyjaśnień.
Prokuratura postawiła Husajinowi A. pięć zarzutów, w tym zarzut zgwałcenia. Jedna z pokrzywdzonych osób nie ukończyła 15. roku życia, dlatego oskarżonemu grozi nawet kara dożywotniego pozbawienia wolności. Akt oskarżenia trafił do Sądu Okręgowego w Szczecinie. Proces rozpoczął się 19 maja 2026 roku. Sąd zdecydował o wyłączeniu jawności postępowania. Rozprawy odbywają się za zamkniętymi drzwiami ze względu na dobro pokrzywdzonych.
Jestem Polakiem – więc mam obowiązki polskie: są one tym większe i tym silniej się do nich poczuwam, im wyższy przedstawiam typ człowieka.
Bo im szersza strona mego ducha żyje życiem zbiorowym narodu, tym jest mi ono droższe, tym większą ma ono dla mnie cenę i tym silniejszą czuję potrzebę dbania o jego całość i rozwój.
Mógłbym poprzestać na cytacie z Dmowskiego, bo kto go nie rozumie, nic nie zrozumie. Ludzie, którzy przedstawiają niższy typ człowieka, upodlając się do poziomu przeciwników cywilizacji zawsze będą przeciwko Polsce, popierając barbarzyńców kosztem własnego narodu – własnego tylko teoretycznie, bo identyfikują się przecież nie z Polską tylko z jakąś inną fikcyjną wspólnotą. Za czasów pierwszego Eurokołchozu była to wspólnota krajów komunistycznych, a dziś krajów unijnych – w jednym i w drugim przypadku narodów zdominowanych i zniewolonych, niszczonych na poziomie kultury i tożsamości.
Do zdarzenia doszło w nocy z soboty na niedzielę w jednym z lokali przy Krakowskim Przedmieściu w Lublinie. Według relacji świadków 41-letni obywatel Zimbabwe najpierw odepchnął stojącego przy barze 40-letniego mieszkańca Lublina. Po krótkiej wymianie zdań wydawało się, że sytuacja została zażegnana.
Po chwili napastnik wrócił jednak do mężczyzny i niespodziewanie uderzył go szklanką z piwem w okolice głowy. Świadkowie podkreślali, że atak nastąpił nagle i od tyłu. Poszkodowany trafił do szpitala z rozległą raną wymagającą szycia. Według informacji przekazywanych przez media stwierdzono u niego również obrażenia kręgosłupa. Sprawcę ujęli pracownicy ochrony lokalu i przekazali policji. Ponieważ był pod wpływem alkoholu, trafił najpierw do izby wytrzeźwień.
Bosak: Być może nawet usiłowanie zabójstwa
W przedmiotowej sprawie według dostępnych opisów mamy do czynienia co najmniej z pobiciem przy użyciu niebezpiecznego narzędzia, a być może nawet z usiłowaniem zabójstwa” – napisał. Jego zdaniem osoba atakująca człowieka ostrym przedmiotem w okolice głowy, karku i szyi powinna przewidywać możliwość spowodowania śmierci ofiary. /link/
Powinniśmy być już przyzwyczajeni, że prawie każda polskojęzyczna Instytucja działająca w III RP postępuje na opak czyli działa przeciw polskiej racji stanu.
Tak też się stało 1 czerwca 2026 roku podczas roboczego spotkania Rady KEP ds. Migrantów i Uchodźców, które odbyło się w Warszawie.
Rada „z przykrością odnotowała i jednoznacznie potępiła incydenty, świadczące o narastającej niechęci wobec przebywających w Polsce osób z Ukrainy” – czytamy w komunikacie.
Przypomniano, że obowiązkiem każdego proboszcza jest opieka nad uchodźcami i migrantami, przebywającymi na terenie parafii.
Rada wyraziła także uznanie i wdzięczność wszystkim, którzy angażują się w budowanie międzykulturowych mostów i międzyludzkiej solidarności, opartej na ewangelicznym nauczaniu.
Ślepcy i faryzeusze
Ślepota, a być może nawet i obłuda przejawia się w zamykaniu oczu na wzrost antypolskich nastrojów wśród Ukraińców oraz na realny problem związany z liczbą przestępstw dokonywanych przez intruzów pieszczotliwe nazywanych „uchodźcami”. A wszystko to z bałamutnym odniesieniem do Ewangelii.
Bełkotu o „budowaniu międzykulturowych mostów„ szkoda nawet komentować… chyba, że bardzo krótko: hieny i wilki w polskiej owczarni? To diabelski pomysł.
Natomiast mężczyźni, których zatrzymano w Gdańsku, to: 17-letni Mohamad H., 23-letni Aran Acib A., 18-letni Jabril H. oraz 19-letni Senal Saned O.
Najstarszy z nich, według gazety „Goeteborgs-Posten”, jest powiązany ze środowiskiem przestępczym w Angered, dzielnicy Goeteborga. Według PAP, 23-latek był jedną z osób skazanych na dwa lata więzienia za udział w pobiciu ze skutkiem śmiertelnym. Ofiarą był 40-letni mężczyzna zaatakowany w 2023 r. na placu w Gardsten w Goeteborgu.
Obecnie mężczyznom postawiono zarzut rozboju z użyciem noża, grozi im od 3 do 20 lat pozbawienia wolności.
Jak poinformował portal European Conservative, dwie trzecie osób ubiegających się o azyl, które w zeszłym roku wjechały do Niemiec, nie miało dowodu tożsamości. Według danych dotyczących azylu opublikowanych przez Federalne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych prawie wszyscy migranci z krajów afrykańskich nie byli w stanie przedstawić żadnych dokumentów tożsamości.
Imigranci – zdjęcie ilustracyjne / Fronte
Brak dokumentów tożsamości
Władze Niemiec zarejestrowały 113 236 imigrantów w wieku powyżej 18 lat, którzy w zeszłym roku po raz pierwszy złożyli wniosek o azyl. Według Ministerstwa Spraw Wewnętrznych 74 089 z nich nie posiadało dokumentów tożsamości. Stanowi to 65,4% i najwyższy odsetek, jaki kiedykolwiek odnotowano.
W 2024 r. odsetek niezidentyfikowanych imigrantów był już znaczny. W tym czasie 72 620 ze 145 401 osób ubiegających się o azyl po raz pierwszy w wieku powyżej 18 lat nie posiadało żadnych dokumentów, co stanowi 49,9%.
Skala problemu
Dalsze spojrzenie wstecz na statystyki podkreśla skalę problemu. Według oficjalnych danych od 2018 r. do Niemiec przybyło ogółem 897 699 osób ubiegających się o azyl po raz pierwszy w wieku powyżej 18 lat. Spośród nich 51,5% nie było w stanie przedstawić żadnych dokumentów tożsamości.
AfD krytykuje Merza
Liczby te wywołały krytykę ze strony Alice Weidel, liderki prawicowej partii Alternative für Deutschland (AfD). Pisząc na X, powiedziała:
“Nawet pod rządami Merza rząd nie ma kontroli nad tym, kto przybywa do kraju. Zmiana polityki migracyjnej nastąpi tylko w przypadku AfD!”.
Kryzys migracyjny
Kryzys migracyjny w Europie został zapoczątkowany w 2015 roku przez ówczesną kanclerz Niemiec Angelę Merkel. Już wówczas sprowadzano do Europy ludzi, co do tożsamości których istniały podejrzenia.
Straż graniczna i policja rozbiła zorganizowaną grupę przestępczą, która wprowadzała do obrotu fałszywe zaświadczenia o podjęciu studiów. W efekcie kraj musi opuścić ponad 100 obcokrajowców.
Chodzi o firmę z Iławy, pośredniczącą w zatrudnianiu cudzoziemców w lokalnych przedsiębiorstwach. Ich proceder przestępczy polegał m.in. na wprowadzaniu do obrotu fałszywych zaświadczeń o podjęciu studiów w szkołach wyższych w Gdańsku oraz w Warszawie. W ten sposób nielegalnie ułatwiali możliwość pobytu obcokrajowcom w naszym kraju.
Zatrzymane osoby usłyszały zarzuty m.in. udziału w zorganizowanej grupie przestępczej i podrabiania dokumentów. Grozi im do 8 lat pozbawienia wolności. Z kolei przedsiębiorcom zatrudniającym „na czarno” grozi kara grzywny do 50 tys. zł.
Imigranci z fałszywymi papierami pochodzili z Kolumbii, Wenezueli, Gwatemali, Peru, Zimbabwe, Kuby, Mołdawii i Ukrainy. W przypadku 105 osób wszczęto procedurę administracyjną zobowiązującą do powrotu do macierzystego kraju.
W dobie geopolitycznych zawirowań polskie władze pompują miliardy złotych w betonowe fortyfikacje na granicy z Białorusią i Rosją, przekonując podatników, że to klucz do bezpieczeństwa. Zapora z Białorusią, ukończona w 2022 roku, pochłonęła 1,6 miliarda złotych, a ambitny program „Tarcza Wschód” z 2024 roku zakłada kolejne 10 miliardów na umocnienia wschodniej flanki. Brzmi imponująco? Szkoda tylko, że te stalowe mury nie powstrzymują fali migrantów – ani tych nielegalnych, ani tych witanych z otwartymi ramionami i wizami pracowniczymi. Nadciągająca burza z Bliskiego Wschodu, gdzie USA i Izrael właśnie rozpętały wojnę z Iranem, każe pytać: po co beton na wschodzie, skoro prawdziwe wyzwania płyną z dyplomacji i… zachodniej granicy?
Budowa zapory na granicy z Białorusią ruszyła w 2021 roku. Stalowa konstrukcja wysokości 5,5 metra, z drutem kolczastym i systemami elektronicznymi, kosztowała 1,6 miliarda złotych – kwotę, którą można by przeznaczyć na setki szkół czy szpitali. Do tego dochodzą plany na granicę z obwodem kaliningradzkim: tymczasowe bariery z drutu, a wkrótce elektroniczne systemy za setki milionów. Całość uzupełnia „Tarcza Wschód” – projekt z 2024 roku, wart 10 miliardów złotych, obejmujący bunkry, okopy i zaawansowane technologie. Premier Donald Tusk chwalił to jako „inwestycję w bezpieczeństwo”, ale fakty mówią co innego.
W 2023 roku odnotowano 26 tysięcy prób nielegalnego przekroczenia granicy polsko-białoruskiej. W 2024 – już 30,4 tysiąca, choć w drugiej połowie roku spadek o 50% po wprowadzeniu strefy buforowej. W 2025 – około 30 tysięcy, z lekkim obniżeniem dynamiki. Płot na granicy dziurawy jak sito: Straż Graniczna chwali się skutecznością 97–98%, ale tysiące pushbacków – często brutalnych i kwestionowanych przez HRW jako łamanie prawa UE – świadczą o braku nadziei. A koszty? Utrzymanie granicy z Białorusią pochłania 2,5 miliarda złotych rocznie. Chociaż dyplomacja przyniosła efekty w 2024, ale betonowy fetysz wciąż trwa.
Tymczasem nikt z polityków nie chce powiedzieć otwarcie, że prawdziwa „inwazja” w naszym kraju dzieje się legalnie. W 2023 roku urodziło się w Polsce około 272 tysięcy dzieci, podczas gdy wydano 320,6 tysiąca pozwoleń na pracę dla cudzoziemców. W 2024 – 245 tysięcy urodzeń kontra 322,9 tysiąca wiz pracowniczych. W 2024 Polska wydała 488,8 tysiąca pierwszych zezwoleń na pobyt dla obywateli spoza EU, a liczba cudzoziemców z ważnymi dokumentami przekroczyła milion.
To nie incydent – polski trend od 2019. Gospodarka pędzi, ale brakuje rąk: logistyka, budownictwo, opieka zdrowotna stoją dzięki „importowi” z Ukrainy, Indii czy Kolumbii.
Państwo kapituluje przed demografią: współczynnik dzietności spadł do 1,03 w 2025, a zamiast polityki prorodzinnej – tanie mieszkania, stabilne umowy – woli wizy. To pragmatyzm czy lenistwo? Mur na wschodzie nie wpływa na te liczby – imigranci lądują na Okęciu, nie w Puszczy Białowieskiej.
A teraz wisienka na torcie: 28 lutego 2026 USA i Izrael rozpoczęły ofensywę przeciw Iranowi. Ataki na Teheran, zabicie ajatollaha Chameneiego, bombardowania nuklearnych instalacji – Trump nazywa to „ostatnią szansą” na zmianę reżimu. Iran kontratakuje: ataki na bazy USA, blokada Ormuzu, zaangażowanie Hezbollahu i Huti. Konflikt eskaluje: setki zabitych, destabilizacja regionu.
Eksperci z Mixed Migration Centre szacują, że w przypadku długotrwałej destabilizacji, do 20-25% populacji – czyli 18-22 miliony Irańczyków – może szukać schronienia poza granicami Iranu. To więcej niż w Syrii w 2015 roku, gdzie wojna wypędziła 6,6 miliona osób, z czego ponad milion trafiło do Europy. Na razie nie ma masowego exodusu: raporty z pierwszych dni wskazują na niewielki wzrost przekroczeń granicy z Turcją (50–100 pojazdów więcej dziennie), Armenią i Irakiem, głównie przez Irańskich Kurdów i zamożniejszych obywateli. Ale to cisza przed burzą – jak w Syrii, gdzie początkowe ucieczki do sąsiadów (Turcja, Liban, Jordania) szybko przerodziły się w falę do Europy.
Dla Polski oznacza to presję na system azylowy. Historycznie, konflikty bliskowschodnie – jak wojna w Iraku (2003), Syrii (2011) czy Afganistanie (2021) – generowały fale migrantów przez szlak bałkański: z Turcji przez Grecję, Macedonię, Serbię do Węgier i dalej na północ. W 2015 roku Polska przyjęła tylko 12 tysięcy uchodźców z Syrii, ale presja UE na relokację była ogromna. Teraz, z destabilizacją Libanu (Hezbollah), Jemenu i potencjalnie Iraku, szlaki mogą się zintensyfikować. UNHCR ostrzega, że w ciągu 18–24 miesięcy Europa może zobaczyć 2-4 miliony nowych migrantów z regionu, w tym Irańczyków, Libańczyków i Irakijczyków. Polska, z już napiętym systemem, może być zmuszona do przyjęcia dziesiątek tysięcy – zwłaszcza jeśli Niemcy, jak w 2015, otworzą granice, a potem zaczną pushbacki w ramach procedur dublińskich.
Budowa ogrodzenia na granicy z Rosją i Białorusią to lekcja marnotrawstwa: miliardy złotych na barierę, która nie zatrzymuje migrantów, podczas gdy dyplomacja mogłaby przynieść trwałe rozwiązania. W obliczu wojny USA-Izrael-Iran, Polska musi przygotować się na nową falę uchodźców – nie murami, ale współpracą międzynarodową. Inaczej betonowe fortyfikacje okażą się tylko kosztownym pomnikiem krótkowzroczności polityki naszych władz.
Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Wikimedia, Sebastian Terfloth, CC BY-SA 3.0
==========================================
„Ja też mam swoje potrzeby!”
—————————————–
W ostatnich tygodniach opinią publiczną w Niemczech wstrząsnęła seria ataków na pracowników transportu publicznego. Jej finałem była tragedia, która zmusiła media i władze do rozmowy na temat malejącego bezpieczeństwa w pociągach i autobusach. Ludzie za Odrą boją się powoli podróży zbiorkomem, a pracownicy transportu zastanawiają się, czy warto ryzykować życie w metrze i busie.
W tle jest oczywiście masowa migracja.
Żyjemy w ciekawych czasach! Zachodni influencerzy na TikToku zachwycają się Polską! Codziennie do sieci trafiają tysiące nagrań demonstrujących, jak czysta i bezpieczna jest nasza ojczyzna, a zadowoleni turyści powtarzają z lekkim zdumieniem, że warto do nas przyjechać. Z ich perspektywy Polska stała się tym, czym dawniej były Niemcy: jesteśmy high trust society. Przynajmniej na TikToku.
Wysokie zaufanie, niskie zaufanie
Niemcy przeżywają natomiast ciężkie czasy – ich metropolie stały się niebezpieczne dla obywateli. Jednym z najniebezpieczniejszych miejsc jest niestety Berlin. Według oficjalnych danych berlińskiej policji w 2024 roku w stolicy Niemiec zarejestrowano dokładnie 539 049 przestępstw. To obejmuje wszystko – od kradzieży i aktów wandalizmu po ciężkie przestępstwa z użyciem przemocy, takie jak pobicia, napaści seksualne czy ataki nożem. Dla porównania, polska policja podała, że w tym samym okresie w całym kraju stwierdzono 439 796 przestępstw, co oznacza ich spadek o ponad 34 tysiące w porównaniu z rokiem poprzednim. Inne źródła precyzują dane dla Polski na 440 269 postępowań przygotowawczych, co wciąż pozostaje poniżej berlińskiego rekordu.
Różnica jest porażająca, zwłaszcza gdy spojrzymy na wskaźniki per capita. W Berlinie przypada około 145 przestępstw na tysiąc mieszkańców – to dwanaście razy więcej (!) niż w Polsce, gdzie wskaźnik wynosi zaledwie 11,5.
Nie w każdym miejscu jednak jest tak samo groźnie – za Odrą śmierć i przemoc czekają teraz częściej nie tylko w Berlinie, ale też w… pociągach.
Pociąg donikąd
Śmiertelny atak na 36-letniego konduktora Serkana Çalara w pociągu w Renanii-Palatynacie wywołał ogólnokrajową debatę na temat przemocy, migrantów i reakcji władz w obliczu podobnych sytuacji. Do zabójstwa doszło 2 lutego 2026 r. w pociągu interregio na trasie między Landstuhl a Kaiserslautern. Çalar, doświadczony pracownik Deutsche Bahn, przeprowadzał rutynową kontrolę biletów. Według relacji świadków i wstępnego śledztwa prokuratury, 26-letni sprawca – obywatel Grecji przebywający w Niemczech – nie posiadał ważnego biletu. Gdy konduktor poprosił o okazanie dokumentu, Grek zareagował agresją.
Atak był brutalny: napastnik zadał ofierze wielokrotne ciosy pięścią w głowę, powodując ciężkie obrażenia, w tym krwotok mózgu. Çalar został przetransportowany do szpitala w Kaiserslautern, gdzie mimo wysiłków lekarzy zmarł dwa dni później. Sprawca został aresztowany na miejscu. Atak miał miejsce w wagonie bez kamer monitoringu – coś, co też pokazuje znaczne braki w DB. Świadkowie próbowali natomiast interweniować, ale sprawca był zbyt groźny.
Ten incydent nie był jedyną tego typu napaścią w lutym. Zaledwie kilka dni później w pociągu na trasie Stuttgart–Crailsheim 21-letni Pakistańczyk zaatakował konduktorkę butelką i opluł ją podczas kontroli biletów. Kobieta – na szczęście – uniknęła poważniejszych obrażeń.
Atak na Çalara natychmiast trafił na czołówki gazet i do programów telewizyjnych, stając się katalizatorem narodowej dyskusji. Media głównego nurtu, takie jak „Der Spiegel”, zaczęły podkreślać rosnące poczucie braku bezpieczeństwa w miastach i transporcie publicznym, cytując lidera CDU Friedricha Merza, który mówił niedawno o „nowej jakości agresji” w społeczeństwie. Presja medialna była na tyle silna, że niemiecka minister sprawiedliwości Stefanie Hubig (SPD) zapowiedziała dyskusję o surowszych karach, a podczas konferencji prasowej 4 lutego rząd podkreślił konieczność lepszej ochrony pracowników transportu.
Deutsche Bahn zorganizowała swoją własną konferencję 13 lutego, decydując o wprowadzeniu osobistych kamer dla personelu, zwiększeniu ochrony i dodatkowym patrolach w pociągach. Warto to sobie dokładnie uzmysłowić: pracownicy zbiorkomu mają teraz w Niemczech nosić zamontowane na uniformach kamery, by zwiększyć swoje własne bezpieczeństwo. Tzw. bodycams to, rzecz jasna, popularny element wyposażenia policji, która nosi je, ponieważ konfrontuje się stale z przestępcami. Czy można więc teraz przyznać, że codzienność w Niemczech stała się tak niebezpieczna jak praca funkcjonariuszy?
Winny… Trump?!
Związki zawodowe wykorzystały tragedię w negocjacjach – słusznie lub nie – domagając się nie tylko podwyżek, ale też realnych środków bezpieczeństwa. Bundespolizei podała natomiast, że w 2025 r. odnotowano ponad 5600 aktów przemocy w pociągach i na dworcach, w tym 980 z użyciem noża. Mainstreamowe media zaczęły więc prześcigać się w negowaniu oczywistego problemu, skupiając się kilku fałszywych informacjach, które pojawiły się online po morderczej napaści. Na początku, mówiąc dokładniej, wielu komentujących sprawę w sieci była przekonana, iż napastnik był z Syrii. To nie było jednak prawdą, a dziennikarze głównego nurtu skupili się na korygowaniu fake newsa.
Najbardziej absurdalnej reakcji na tragedię dostarczył jeden z finansowanych publicznie programów (na WDR; telewizja landowa Nadrenii): winę za tragedię zwalono na… Trumpa. Oraz „kulturę macho” i prawicę. To bowiem rosnąca (rzekomo) w siłę światowa prawica ma motywować ludzi do przemocy i ataków na innych w miejscach publicznych. Próba odwrócenia uwagi od rzeczywistości była tak śmieszna, jak i żałosna!
Porażające statystyki
Statystyki z Niemiec malują ponury obraz rzeczywistości – i ten ma raczej niewiele wspólnego z Trumpem i prawicą. Według Deutsche Bahn i Bundespolizei w 2025 r. odnotowano ponad 3000 fizycznych ataków na pracowników kolei – średnio 8–9 dziennie. Takie „wyniki” oznaczają wzrost agresji o 37 proc. w ciągu dekady. W szerszym kontekście Niemcy naliczyli 5600 aktów przemocy w transporcie publicznym, w tym 2200 przestępstw seksualnych i 980 z nożem. Największe problemy mają wielkie miasta: w Hamburgu, na przykład, kolej zgłosiła 119 ataków na kierowców autobusów w 2025 r., co oznaczało wzrost z 96 napaści rok wcześniej.
Szczególnie alarmujący jest aspekt migracji. Raporty BKA, niemieckiej policji federalnej, wskazują na znacznie wyższy udział osób z tłem migracyjnym w przestępstwach z użyciem przemocy, zwłaszcza w miejscach publicznych, jak dworce. Wzrost o 20–30 proc. ataków na urzędników publicznych w latach 2024–2025 (dane tejże policji) łączy się z falą migracji po 2015 r., choć władze unikają takich wniosków, co potęguje frustrację.
Konsekwencją jest też powszechny strach. 32 proc. personelu niemieckich boi się każdego dnia w pracy.
Niebezpiecznie robi się też w Niemczech w innych miejscach publicznych: w parkach i na ulicach. W 2024 roku sama kategoria „przemocy ulicznej” sięgnęła ponad miliona przypadków, o 5,5 proc. więcej niż rok wcześniej i prawie 10 proc. w porównaniu z przedpandemicznym 2019. Ciężkie pobicia w takich miejscach, jak place czy zielone oazy skoczyły o blisko 13 proc., do około 75 tysięcy. Molestowania i inne ataki seksualne wzrosły o ponad 10 proc. w 2023 i kolejne 8 w 2025, a nożownicy szaleją z rekordowymi 29 tysiącami incydentów, co daje ponad 10 proc. więcej niż rok wcześniej. Raporty federalnej policji złudzeń: migranci stoją za nieproporcjonalnie dużą częścią tego brutalnego chaosu. W zeszłym roku podejrzani byli oni o pięć razy więcej aktów przemocy, sześć razy więcej pchnięć nożem i osiem razy więcej napaści seksualnych w miejscach publicznych.
Każdy ma swoje potrzeby
Niektórzy napastnicy są też zwyczajnie bezczelni nawet w obliczu kamer czy przyłapani na gorącym uczynku. Dobrze widać to na przykładzie nagrania z 2025, które dopiero niedawno trafiło do sieci i było szeroko komentowane w niemieckim Internecie w minionych tygodniach. Na nagraniu widać zajście z Eschenheimer Anlage (park) we Frankfurcie, podczas którego 22-letni imigrant o ciemnej karnacji molestował kilka kobiet, domagając się intymnych kontaktów i śledząc je. Zdarzenie nagrane przez jedną z poszkodowanych stało się wiralem na YouTube, również dlatego że napastnik próbował przedstawić siebie samego jako ofiarę.
„Ja tylko chciałem miłości i czułości. Ja walczę o swoje przetrwanie” – słyszymy więc w nagraniu. Imigrant uznał bowiem, że ma prawo do przechodzących obok kobiet i że te muszą dać mu się molestować. Ostatecznie nikt z nas nie może żyć bez miłości! „Ja też mam swoje potrzeby!” – argumentuje więc napastnik filmowany we frankfurckim parku.
Choć migranci stanowią od 10 do kilkunastu procent ludności Włoch, to udział obcokrajowców wśród kryminalistów jest wyjątkowo duży. Wedle danych z 2024 roku cudzoziemcy popełnili na Półwyspie Apenińskim ponad połowę przestępstw z użyciem przemocy.
Jak podał portal lanuovabq.it, statystyki sprzed dwóch lat świadczą, że migranci odpowiadali za 34, 7 procent popełnionych przestępstw. Dane tym wyraźniej ukazują nadreprezentację obcokrajowców wśród kryminalistów, gdy wziąć pod uwagę naruszenia prawa związane z przemocą. Cudzoziemcy to sprawcy 60 procent z nich.
Migranci dominują szczególnie wśród kradzieży kieszonkowych, są sprawcami 60,1 procent przypadków rozbojów ulicznych oraz 43 procent incydentów na tle seksualnym.
Znaczny odsetek z cudzoziemców popełniających przestępstwa przebywa we Włoszech nielegalnie. Wieloletnie badanie prowadzone przez resort spraw wewnętrznych śródziemnomorskiego kraju do 2009 roku stwierdziło, że 70 procent winnych obcokrajowców nie posiada uprawnień do pobytu.