Demografia a dziewictwo, czystość i wierność małżeńska.

Regina Poloniae, Mater Gratiarum, ora pro nobis!

Mirosław Dakowski. 11 luty 2020

W cywilizacji Łacińskiej, obejmującej dużą większość narodów rozwiniętych, przez stulecia pielęgnowano instytucję sakramentalnego małżeństwa, a więc też odróżnianie odrębnej a tradycyjnej rolę męża i ojca, żywiciela i obrońcy oraz żony i matki, wychowawczyni i opiekunki. Te role wyrosły z naturalnych ról mężczyzny – myśliwego i wynalazcy, oraz kobiety- rodzicielki i strażniczki ogniska domowego.

Taką rolę rodziny ugruntował w Swym Objawieniu Jezus Chrystus.

Co najmniej od stulecia obserwujemy podważanie, podgryzanie tych wartości. W pierwszych dziesięcioleciach 21 wieku rodzina sakramentalna nie jest już celem życia „zbiorowości” [bo i pojęcie narodu jest dezawuowane], żyjącej w erze Postępu laickiego i technicznego. Planista nowego porządku świata [New World Order] wypromował singli, partnerów, aborcję jako „zabieg”, wiele różnych zboczeń, 78 płci i dużo tym podobnych absurdów.

Cieszymy się, że z wnętrza piekielnego Planned Parenthood w USA podniosła się i wyrwała jedna z dyrektorek, Abby Johnson. Film Nieplanowane, jak też jej książka pod tym samym tytułem, koniecznie powinny być oglądane, czytane i propagowane. Ale jest to krzyk z wnętrza tego ciężko już chorego społeczeństwa. Abby sama, jak większość [???] amerykanek, żyła z chłopem bez ślubu, skrobała „przypadkowe wyniki”. Chwała jej za to, że to współczesne zbrodnicze bagno opisała i z nim odważnie walczy.

Statystyki mówią już jednak o ponad miliardzie ludzi zamordowanych w ostatnim stuleciu.

Spójrzmy głębiej.

Narody, w tym kierunku przez wroga indoktrynowane, przestały się rozmnażać. Z jednej strony w sowietach, później Rosji, w Chinach, w obu Amerykach, w t.zw. „Europie”. Porównaj Summary of Reported Abortions Worldwide, through August 2015 i uaktualnienia.

Mordowanie bezbronnych stało się głównym sposobem antykoncepcji i polityki rządów. Były i są lata i kraje gdzie 2/3 dzieci jest zabijanych zgodnie z tamtejszym prawem. Percentage of Pregnancies Aborted by Country

Poza tym, cywilizacja białego człowieka stała się tak chorą, że kobiety przestały rodzić [bo już nie mówi się o rodzinie i jej roli]. Bolesnym dla nas przykładem jest Polska, gdzie około 1989-90 współczynnik dzietności gwałtownie spadł z około trzech do 1.8, potem nawet do 1.3. Przypominam, że do przetrwania narodu współczynnik ten musi być trwale co najmniej około 2.2, a dla jego zdrowego rozwoju około 3. Teraz, w 2019 , jest ok. 1.45… Według prognoz GUS-u z lat 60-tych ubiegłego wieku powinno nas teraz być 60-70 milionów. A od trzech dziesięcioleci telepiemy się na ok. 40 milionach. Z perspektywą już oficjalnie [nie byle kogo, bo ONZ-u] jedynie około 20 milionów pod koniec wieku.

Jak obserwujemy, próby rządu naprawy sytuacji w postaci np. 500+ nie wpływają na ten współczynnik w sposób znaczący.

Możemy jednak, więc musimy dotrzeć głębiej, do podstawowych przyczyn.

1. Towarzystwa trzeźwości i wstrzemięźliwości rozwinęły się pod zaborami półtora wieku temu od dołu. Wielka była rola błog. Honorata Koźmińskiego.

Szydził z nich, choćby w Słówkach, Boy. Pisywał ładnie i lekko, ale nie wiedziałem w młodości, że był też pedałem, oraz człowiekiem żyjącym w seksualnych trójkątach i czworokątach. Bardzo więc nam, narodowi szkodził i zaszkodził.

Teraz więc, nie u progu katastrofy, ale w trakcie jej trwania, możemy i musimy od dołu rozwinąć ruchy, stowarzyszenia młodych idących za wskazaniami Chrystusa, zachowujących i promujących dziewictwo, czystość, też wstrzymujących się od alkoholu, narkotyków i podobnych świństw. Takie ruchy istnieją już i rozwijają się w Ameryce [to uwaga dla lubiących czerpać z obcych wzorów].

2. Możliwe i konieczne jest też dowartościowanie sakramentu małżeństwa katolickiego z jego potrójną przysięgą: miłości, wierności i uczciwości małżeńskiej.

Pewność, że taka wzajemna potrójna przysięga jest wartością uznawaną i umacnianą przez Kościół i rządy da, przywróci rodzinie trwałość i szacunek. Dzieci będą więc, tak jak i były kiedyś, dumą i chwałą rodziny, a ich dobre wychowanie – głównym celem. Tylko powrót na stałe do Chrystusa może to zapewnić.

Przecież tylko w stabilnej, bezpiecznej rodzinie mogą małżonkowie chcieć i mieć dużo dzieci. Tylko więc, gdy taki model rodziny przeważy, osiągniemy szansę na przeżycie Narodu.

Te dwa radykalne kroki możemy wykonywać od dołu. Wiem, że moją stronę czytają dziesiątki, może setki księży, mam na to dowody, listy. Rozwińmy, rozwińcie księża propagandę tych dwóch kroków. Kazania, nauki, broszury, rozmowy z innymi księżmi. To wszystko jest dostępne, przeprowadzenie chyba nie trudne.

Gdy takie stowarzyszenia staną się silniejsze, dostrzegą je również nasi Biskupi. Teraz są oni uwikłani w demokratyczno-biurokratyczną sieć Konferencji Episkopatu Polski, tak jak i w innych krajach niby katolickich.

Ale katastrofa moralna jest bezpośrednio powiązana z katastrofą demograficzną. To Biskupi zauważą, nawet biskupi-urzędnicy. Jako następcy apostołów staną więc na czele odnowy moralnej, odnowy znaczenia dziewictwa i rodziny katolickiej. Zdecydują się więc do powrotu do swojej przyrodzonej roli Dobrych Pasterzy powierzonej sobie trzody katolików, rodzin katolickich. Czas, byście, ekscelencje, wydali Listy Pasterskie do swoich owieczek, odczytywane we wszystkich podległych im parafiach.

Przywrócenie czci i szacunku dla dziewictwa i czystości przed-małżeńskiej, oraz czci dla małżeństwa katolickiego jest konieczne, ale jest też możliwe.

To jest też ostateczny, już jedyny sposób przeciwdziałania katastrofie demograficznej, katastrofie cywilizacyjnej, w tym trwającej katastrofie cywilizacji Łacińskiej.

===================

PS. Do Kolegów z innych portali: Kopiujcie to, proszę, posyłajcie do swoich biskupów i znajomych księży, zachęcajcie do tego Czytelników. Pokonajmy [nie istniejącą przecież] cenzurę.

Z Panem Bogiem !

Dokąd rząd prowadzi Polskę? Do piekła. “Pójdę do piekła i zawiążę pakt z diabłem.”

Fundacja Pro-Prawo do życia
Katarzyna Kotula, minister ds. równości w rządzie Donalda Tuska, oświadczyła publicznie, że dla realizacji żądań lobby LGBT: “pójdzie do piekła i zawiąże pakt z diabłem”.
 W tym samym czasie Rafał Trzaskowski zdecydował, że Warszawa jako pierwsze miasto w Polsce zakaże wieszania krzyży w budynkach urzędu miasta, a prezydent Krakowa Aleksander Miszalski zdjął z budynku urzędu biało-czerwoną flagę Polski i zamiast niej powiesił tęczową flagę LGBT.

Na naszych oczach rozgrywa się wielka bitwa cywilizacyjna. 
Bitwa o sprawy fundamentalne. O to, jaka będzie Polska i na czym będzie oparta nasza przyszłość.

Skutków paktu z diabłem od dawna doświadczają narody Zachodu, które pozbawiono Prawdy, a w jej miejsce zażądano składania krwawych ofiar z dzieci w łonach matek oraz publicznych celebracji “dumy gejowskiej”.
Ci, którzy nie chcą tego zaakceptować, są prześladowani. Podobny los spotka Polaków i polskie rodziny, jeśli będziemy bierni. Piekielne deklaracje minister [foto]

W Łodzi odbyła się tzw. “parada równości” LGBT, w trakcie której aktywiści prezentowali swoje żądania polityczne, takie jak “małżeństwa” homoseksualne, wprowadzenie “edukacji seksualnej” do szkół i upowszechnienie aborcji.
W przemarszu wzięła udział minister ds. równości Katarzyna Kotula, która powiedziała, że dla realizacji tych żądań:

“pójdę do piekła i zawiążę pakt z diabłem.”

Spójrzmy przez pryzmat tych słów na czym w praktyce polega “równość”, której w rządzie patronuje Katarzyna Kotula i jakie są realne owoce paktowania z diabłem. Wyraz tej polityki “równości” niemal równolegle do wypowiedzi Kotuli dał prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, który uchwalił nową politykę “antydyskryminacyjną” w stołecznym urzędzie miasta. W ramach walki z “dyskryminacją” Trzaskowski zakazał wieszania krzyży w pomieszczeniach urzędu a pracownikom umieszczania symboli religijnych na swoich biurkach. Natomiast flagi LGBT będzie można wieszać w urzędzie do woli.  

Już wcześni Ojcowie Kościoła nazywali szatana “małpą Pana Boga”, która szyderczo i bluźnierczo próbuje naśladować i podrabiać dzieła Stwórcy. Po zanegowaniu i odrzuceniu Boga nie zostaje pustka. Powstała przestrzeń natychmiast jest wypełniana przez wypaczone gesty, działania i symbole.

Na miejsce bezkrwawych ofiar Mszy Świętej, które każdego dnia dokonują się w kościołach, pojawiają się krwawe ofiary z ludzi. Kiedyś takie ofiary masowo składali na swoich ołtarzach Aztekowie czy Kartagińczycy, dzisiaj w ramach “praw człowieka” robią to wszystkie “postępowe” kraje, które każdego dnia składają ofiary z dzieci mordowanych poprzez aborcję.

Na miejsce rozmaitych publicznych ceremonii, takich jak procesje Bożego Ciała, pojawiają się marsze i parady LGBT. Kult Ciała Chrystusa zostaje zamieniony na kult ciała ludzkiego, polegający na publicznym obnażaniu się i celebracji aktów przeciwko naturze.

Na miejsce świąt i rozmaitych okresów liturgicznych pojawiają się “postępowe” święta i okresy. Dla przykładu – w miejsce czerwca, tradycyjnie poświęconego Najświętszemu Sercu Pana Jezusa, obchodzony jest czerwiec jako miesiąc “dumy gejowskiej”.

Na miejsce małżeństwa jako związku mężczyzny i kobiety pojawiają się “małżeństwa” homoseksualne.

Przykłady można długo mnożyć. Jak pisał G.K. Chesterton

„Kiedy człowiek przestaje wierzyć w Boga, może uwierzyć we wszystko.” 

Próżnię powstałą po odrzuceniu Boga wypełniają coraz bardziej agresywne ideologie, w tym satanizm. Wielu ludzi wciąż w to nie wierzy myśląc, że sataniści to niewielkie grupki ludzi o bardzo skrajnych poglądach, które nie mają żadnego wpływu społecznego. Tymczasem satanizm jest na Zachodzie, zwłaszcza w USA, promowany publicznie i na szeroką skalę przez największe media.

Jakiś czas temu informowaliśmy, że „Świątynia Szatana”, jedna z największych organizacji satanistycznych, która legalnie działa w USA jako formalny związek wyznaniowy, otworzyła własny ośrodek aborcyjny. Co więcej, grupy takie jak Świątynia Szatana zatrudniają profesjonalnych prawników, którzy w ich imieniu domagają się zniesienia zakazu aborcji obowiązującego w niektórych rejonach USA, powołując się przy tym na prawo do „wolności praktyk religijnych”. Dla satanistów zamordowanie nienarodzonego dziecka poprzez aborcję jest „sakramentem”, a zakaz aborcji uniemożliwia praktykowanie „religii” satanizmu poprzez dokonywanie aborcji. 

Na terenie USA sataniści budują nie tylko własne ośrodki aborcyjne i są aktywni na polu działań prawnych przeciwko obronie życia, ale wchodzą także do szkół. Z inicjatywy „Świątyni Szatana” w kolejnych miastach powstają „After School Satan Clubs” czyli „Pozalekcyjne Szkolne Kluby Szatana”, zakładane w szkołach podstawowych. Satanistom udało się już założyć takie kluby już w szeregu szkół, gdzie prowadzą zajęcia dla dzieci, na które werbuje się najmłodszych za pomocą gier, zabaw i przekąsek. 

W Polsce na polecenie polityków takich jak Rafał Trzaskowski ze ścian mają zniknąć krzyże, a zamiast nich mają pojawiać się flagi LGBT. Na Zachodzie sprawy poszły już jednak o wiele dalej.

Miesiąc temu w amerykańskim hrabstwie Ottawa posiedzenie rady lokalnego samorządu rozpoczęło się oficjalnie od “modlitwy” do szatana, którą wygłosił przedstawiciel “Świątyni Szatana”. W tym samym czasie na korytarzu urzędu zgromadziło się ponad 100 osób aby modlić się w intencji przebłagalnej za ten czyn.

W grudniu ubiegłego roku w gmachu Kapitolu amerykańskiego stanu Iowa ustawiono publicznie figurę szatana. Dokonali tego członkowie “Świątyni Szatana” za zgodą lokalnych władz. Figurę zniszczył były żołnierz, który spontanicznie zareagował w ten sposób na akt satanizmu. Zatrzymała go policja i postawiono mu zarzuty… “przestępstwa z nienawiści”! Jak powiedział później:

“Widziałem ten bluźnierczy posąg i byłem oburzony. Moje sumienie jest związane Słowem Bożym, a nie biurokratycznymi dekretami. I zgodnie z tym postąpiłem. W ostatnich dziesięcioleciach wartości antychrześcijańskie coraz częściej włączano do głównego nurtu, a chrześcijanie w dużej mierze zachowywali się jak przysłowiowa żaba w garnku z gotującą się wodą.”

Panie MirosĹ‚awie, syndrom gotowanej żaby polega na tym, że jeśli wrzuci się żabę do wrzącej wody to żaba momentalnie z niej wyskoczy. Jeżeli jednak włoży się żabę do zimnej wody i zacznie się ją powoli podgrzewać, to czujność żaby zostanie uśpiona i w końcu żaba nie zorientuje się, że się ugotuje. Właśnie w taki sposób “gotowani” są dzisiaj Polacy.

Krok po kroku, kawałek po kawałku, do przestrzeni publicznej przedostają się coraz bardziej radykalne poglądy i żądania wynikające z radykalnie lewicowych ideologii. Wiele osób obraca w żart słowa takie jak deklaracje minister Kotuli o chęci pójścia do piekła uważając, że to nic takiego. Wiele osób nie reaguje na kolejne “parady równości” odbywające się w ich miastach. Wiele osób nie reaguje na kolejne aborcje, które dokonują się w ich szpitalach. Tymczasem w ten sposób, powoli, małymi krokami, prowadzi się do zanegowania w Polsce chrześcijaństwa i odrzucenia zasad płynących z Ewangelii. 

Ta cywilizacyjna rewolucja dokonuje się w kolejnych miastach Polski. Tzw. “parada równości” LGBT odbyła się ostatnio również w Krakowie.
Po raz pierwszy wziął w niej udział prezydent miasta Aleksander Miszalski, który z tej okazji zdjął z budynku Urzędu Miasta biało-czerwoną flagę Polski. W jej miejsce zawieszono dwie tęczowe flagi LGBT. Jak powiedział Miszalski:

“Kraków jest miastem otwartym, tak jak brama, która jest w naszym herbie i tak musi zostać, bo wy jesteście u siebie, bo wy się tutaj macie czuć najlepiej, jak tylko możecie.”

Aktywiści LGBT – wy jesteście tutaj u siebie, wy macie się tutaj czuć najlepiej, mówi nowy prezydent Krakowa. A co z pozostałymi mieszkańcami miasta? Jak oni mają się czuć, kiedy zdejmuje się flagi Polski ponieważ po ulicy idzie deprawacyjny przemarsz, którego uczestnicy promują bluźnierstwa i domagają się oswajania dzieci z rozwiązłością, perwersjami i aborcją?
 Właśnie na tym polega “równość”, która jest odgórnie zaprowadzana w kolejnych rejonach Polski. Akcja uliczna [foto]Co w tej sytuacji robić?
Trzeba budzić sumienia Polaków i mobilizować nasze społeczeństwo do działania. Wraz z poprawą pogody rozpoczął się właśnie sezon na tzw. “parady równości”, które będą organizowane w całym kraju. Oprócz deprawacji są one także tubą propagandową żądań politycznych takich jak objęcie wszystkich dzieci w Polsce tzw. “edukacją seksualną” czy upowszechnienie aborcji.
Potrzebna jest kontrofensywa. Dlatego zamierzamy przeprowadzić kolejne akcje uliczne oraz mobilne kampanie furgonetkowe, szczególnie w tych miastach, w których ma wkrótce odbyć się przemarsz deprawatorów. Konieczna jest także organizacja kolejnych publicznych modlitw różańcowych w intencji odnowy moralnej Polski. Szczególnie ważne jest zaangażowanie nowych osób do organizacji takich różańców w swoich miejscach zamieszkania i udzielenie wsparcia takim osobom.
W najbliższym czasie potrzeba na te działania ok. 16 000 zł.
Proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby umożliwić organizację kolejnych działań zmieniających świadomość Polaków i mobilizujących nasze społeczeństwo do walki z anty-moralną rewolucją.
 Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW

Po symbolicznym zdjęciu krzyża nie pozostanie po nim jedynie puste miejsce na ścianie. Na jego miejsce pojawią się anty-chrześcijańskie symbole, a przestrzeń publiczną wypełni anty-ewangelia: deprawacja, aborcja, bluźnierstwa i nienawiść. Dlatego musimy stawiać opór. 
Pan Jezus obiecał nam zwycięstwo, musimy być tylko konsekwentni w walce i wytrwać do końca. Proszę o wsparcie naszych działań i umożliwienie nam organizacji nowych akcji. 
Z wyrazami szacunku
Mariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

Bomby ekologiczne w Polsce. Ministerstwo wie, ale nie powie. „Lista nadal nie została upubliczniona”. Z czego “w 231 zostały nagromadzone odpady niebezpieczne”. Płoną. Mafia rządzi? Mafie rządzą???

Bomby ekologiczne w Polsce. Ministerstwo wie, ale nie powie. „Lista nadal nie została upubliczniona”. Z czego “w 231 zostały nagromadzone odpady niebezpieczne”

22.05.2024 tajne-bomby-ekologiczne-w-polsce-ministerstwo-wie

Paulina Hennig-Kloska.
Paulina Hennig-Kloska. / foto: PAP

Rząd i Główny Inspektorat Ochrony Środowiska mają listę nielegalnych składowisk niebezpiecznych odpadów. Ale jej nie upublicznią. Nie pomogły zmiana rządu ani wyrok NSA – informuje w środowym wydaniu „Dziennik Gazeta Prawna”.

Gazeta przypomniała, że „Główny Inspektorat Ochrony Środowiska (GIOŚ), który sporządził listę bomb ekologicznych w kraju, utrzymywał najpierw, że nie może jej udostępnić, gdyż jest to dokument wewnętrzny”. „Informacje na temat konkretnych miejsc zostały pozyskane przez wojewódzkich inspektorów ochrony środowiska, w ramach działań kontrolnych” – dodano.

„GIOŚ twierdził, że są one niepełne i nie stanowią informacji publicznej na temat wszystkich miejsc nagromadzenia odpadów w kraju. I to pomimo tego, że wcześniej na listę GIOŚ powoływał się Jacek Ozdoba, były wiceminister środowiska na jednej z komisji sejmowych, twierdząc, że skala porzucania nielegalnych odpadów w Polsce jest »gigantyczna«. GIOŚ sprecyzował wówczas, że chodzi o 768 miejsc, z czego w 231 zostały nagromadzone odpady niebezpieczne” – czytamy w „DGP”.

Gazeta wskazuje, że łącznie chodziło o 3,86 mln t odpadów.

Wyrok Naczelnego Sądu Administracyjnego zapadł w grudniu zeszłego roku. Przypomniano, że „od czasu Ozdoby zmieniły się rząd, osoba na stanowisku generalnego inspektora i sytuacja prawna”. „W wyroku NSA podkreślił bowiem, że lista jest informacją publiczną pomagającą społeczeństwu »ocenić skuteczność wykonywania zadań przez organ powołany do kontroli przestrzegania przepisów chroniących środowisko naturalne«” – wskazuje „DGP”, dodając, że „nie zmieniło się tylko jedno: lista nadal nie została upubliczniona”.

Dlaczego popieram Roberta Fico? Zasadą oceny polityków i partii politycznych w Unii Europejskiej jest ich przydatność lub szkodliwość dla polskiego interesu.

Dlaczego popieram Roberta Fico? Wiem, że w Polsce to pogląd zupełnie abstrakcyjny

21.05.2024 Adam Wielomski dlaczego-popieram-roberta-fico

Piszę te słowa w dzień po zamachu na premiera Słowacji Roberta Fico i, prawdę mówiąc, nie wiem, czy ten polityk będzie jeszcze żył, gdy będą Państwo czytali te słowa.

Mam nadzieję, że nie tylko przeżyje, lecz i powróci do polityki, i nadal będzie premierem Słowacji.

Gdy na wiadomość o przeprowadzonym przez „uśmiechniętego” zamachowca akcie terroru politycznego zacząłem w swoich mediach społecznościowych zamieszczać posty z sympatią dla Roberto Fico, pojawiły się trzy rodzaje komentarzy:

1) wyrażające solidarność z ciężko rannym, czy to ze względu na ludzkie współczucie, czy też z powodu sympatii dla prowadzonej przezeń polityki zagranicznej;

2) pełne nienawiści wpisy „uśmiechniętych” demoliberałów, którzy nawet nie kryli swojej radości z możliwej śmierci „wroga Ukrainy” i „onucy Putina”;

3) wpisy w stylu: „Dlaczego popiera pan Roberta Fico, skoro to socjalista?”.

O ile pierwszy typ wpisów jest po prostu ludzki, drugi świadczy o demoliberalnym odczłowieczeniu, to trzeci wymaga poszerzonej odpowiedzi. Szczególnie, że już wielokrotnie pytano mnie, dlaczego popieram „socjalistów”, takich jak Fico, Orban i Marine Le Pen.

Wyznam, że kompletnie nie interesują mnie poglądy gospodarcze wspomnianych powyżej Fico, Orbana, Marine Le Pen czy kogokolwiek innego, o ile tylko nie próbują tych poglądów na sprawy ekonomiczne narzucać Polsce. To zresztą różni wyżej wymienionych od Ursuli von der Leyen czy Olafa Scholza, pragnących narzucić nam formuły niemieckiego tzw. zorganizowanego kapitalizmu, czyli miksu państwowego interwencjonizmu i oligopolizacji gospodarki przez wielkie korporacje. Generalną zasadą mojej oceny poszczególnych polityków i partii politycznych w Unii Europejskiej jest ich przydatność lub szkodliwość dla polskiego interesu, dla polskiej racji stanu. Rację stanu Polski w chwili obecnej zdefiniowałbym zaś w kilku następujących punktach:

1) Anihiliacja, rozbicie imperium niemiecko-europejskiego w postaci ciążącej ku federalizacji Unii Europejskiej. Najlepiej, aby UE w ogóle się rozpadła, ale póki istnieje, to należy ją maksymalnie dekoncentrować, wzmacniając państwa narodowe.

2) Emancypacja spod panowania anglosaskiego, nieformalnie, lecz skutecznie dominującego nad polską polityką za pomocą naszej autochtonicznej, jak to nazywam, „elitki infantylno-agenturalnej”. Polski rząd ma realizować cele ustalane w Warszawie, a nie w Waszyngtonie lub w siedzibie CIA w Wiedniu. Nie oznacza to wyjścia z NATO, ponieważ znajdująca się pomiędzy mocarstwami Polska musi być w jakimś sojuszu wojskowym, aby nie stać się polem bitwy mocarstw, jak to się stało z Ukrainą. Przykłady Francji, Turcji, Węgier i Słowacji, dowodzą dobitnie, że można być członkiem tego paktu, nie stając się amerykańską marionetką.

3) Zapobieżenie wciągnięcia Polski w wojnę na Ukrainę i zmniejszenie ponoszonych przez nas w związku z tą wojną kosztów finansowych. Odesłanie do domów uchodźców obciążających polskiego podatnika. Blokowanie wejścia Ukrainy do UE, gdyż stałoby się to na koszt europejskiego, a więc i polskiego podatnika.

4) Ustabilizowanie pogranicza NATO-Rosja poprzez szybkie zawarcie pokoju Moskwy z Kijowem, w wyniku którego Ukraina stanie się państwem buforowym (neutralnym) oddzielającym granicę NATO (czyli także Polski) od Rosji. Ukraina winna znajdować się między blokami, czyli bez rosyjskich i amerykańskich baz na swoim terytorium, przy czym delimitacja granic między Rosją i Ukrainą ma dla nas znaczenie trzeciorzędne i powinna nastąpić w wyniku zawarcia traktatu pokojowego.

5) W związku z wyraźnym zmierzchem potęgi Zachodu na rzecz szybko rosnącej w siłę Azji, nawiązanie możliwie dobrych relacji politycznych i handlowym z państwami BRICS, wykorzystując dogodne położenie geograficzne jako stacji przekaźnikowej w handlu między Europą Zachodnią a Chinami, które w XXI wieku najprawdopodobniej zdobędą pozycję homogeniczną nad Eurazją, wypierając Stany Zjednoczone.

Na ile sprawy widzę z Polski, rząd Roberta Fico wpisuje się mniej więcej we wszystkie te pięć punktów, które uważam za priorytety polskiej racji stanu. I zadacie pytanie: „No i cóż z tego, skoro Robert Fico jest socjalistą”? A niech sobie będzie. Dla realizacji wskazanych przeze mnie pięciu postulatów wypełniających polską rację stanu jest mi kompletnie wszystko jedno, jakie sojusznik w tym dziele ma zdanie na temat podatku progresywnego, obniżki VAT-u czy prywatyzacji hut na Słowacji, Węgrzech czy we Francji. Nie będąc socjalistą, nie mam nic przeciwko wspólnym profanowaniu zwłok Unii Europejskiej wespół ze słowackimi czy portugalskimi socjalistami, jak również wraz z francuskimi nacjonalistami i włoskimi anarchistami.

Wiem, że jest to stanowisko w Polsce kompletnie odosobnione, ale w polityce międzynarodowej mnie interesuje tylko i wyłącznie Polska i jej interes. Nie walczę o demokrację na Białorusi, o obniżkę podatków na Słowacji, prawa kobiet w Indonezji, etc. Oczywiście, w każdej z tych kwestii mam swoje zdanie i nie zawaham się go wyrazić, gdy ktoś mnie o to spyta, lecz nie ma to najmniejszego znaczenia przy zawieraniu sojuszy międzynarodowych. Wiem, że w Polsce to pogląd zupełnie abstrakcyjny, lecz sojusze międzynarodowe wynikają z interesów państw, a nie z podobieństwa poglądów na podatki.

I to nie tylko na podatki, lecz także ze względu na wyznawaną ideologię, a nawet religię. Przypomnę, że katolicka Francja w XVI wieku najpierw zawiązała sojusz z islamską Turcją przeciwko katolickim Habsburgom (tzw. sojusz bezbożny), a stulecie później kardynał katolicki Armand de Richelieu w Wojnie Trzydziestoletniej poparł niemieckich protestantów, obawiając się zjednoczenia przez Habsburgów Rzeszy i przekształcenia jej w mocarstwo niemieckie. Dlaczego Richelieu tak uczynił, choć we Francji wysyłał protestantów na galery, traktując jako stronnictwo heretyków i buntowników w jednym? Ponieważ taka była racja stanu Francji w XVIII wieku. Racja stanu to jedyna uznawana przeze mnie polityczna „bogini”, a z Fico jest nam akurat po drodze.

Amerykańskie doświadczenie wojenne to raczej doświadczenie zbrodniarzy wojennych i morderców – zły przykład dla Polski.

Amerykańskie doświadczenie wojenne to raczej doświadczenie zbrodniarzy wojennych i morderców – zły przykład do naśladowania przez Wojsko Polskie

MAREK GAŁAŚ https://gloria.tv/post/HTb7r3xAdjK446CBfw9Tq8ce3

W sobotę [18. V.] amerykańskie wojsko obchodziło Dzień Sił Zbrojnych. Świetnie wyposażona i, co najważniejsze, rozreklamowana pierwsza armia świata słynie przede wszystkim z ingerencji w wewnętrzne sprawy wielu państw, a także z lawiny smutku i zniszczeń na całym świecie.

Czy warto być dumnym z takiej armii i brać z niej przykład?
Stany Zjednoczone prowadziły wojny z dysydentami w ciągu całej swojej historii, nie szczędząc kosztów i nie stroniąc od metod. Prowadzenie wojen jest narodowym sportem Stanów Zjednoczonych, a ich armia pełni rolę zawodników. Ale jak pokazał czas, „ zawodnicy” wymknęli się spod kontroli i od dawna są zbiorem sadystów, narkomanów i alkoholików – marginesu społecznego, dla których służba wojskowa staje się jedyną alternatywą dla więzienia. Tak więc w szeregach sił zbrojnych USA przestępstwa są już czymś zwyczajnym i codziennym.

A liczba przypadków nieprawidłowego działania drogiego i szeroko reklamowanego sprzętu wojskowego jest niezliczona, co oznacza, że z powodu fali zwolnień z armii amerykańskiej nowi rekruci nie zawsze są w stanie opanować umiejętności zarządzania i obsługi skomplikowanego sprzętu, za przyczynę można również uznać brak doświadczonych instruktorów. Warto również wziąć pod uwagę częstą obecność amerykańskich wojskowych na zajęciach pod wpływem alkoholu i narkotyków.
Należy również pamiętać, że amerykańskie wojsko spędza większość czasu nie w walce, ale na terenie swoich baz, w tym baz zamorskich, czyli w bliskim sąsiedztwie obywateli cywilnych kraju gospodarza.

I to właśnie tutaj niezmiennie pojawiają się problemy.
Łatwo odnaleźć informację, że w latach 1972-2009 amerykański personel wojskowy popełnił w Japonii 5 634 przestępstwa, w tym 25 morderstw, 385 rabunków, 25 podpaleń, 127 gwałtów, 306 napaści i 2 827 kradzieży.


Tymczasem właśnie w ten piątek, w przeddzień obchodów Dnia Sił Zbrojnych USA, w Polsce otwarto nową bazę Sił Specjalnych USA pod Krakowem – Camp Miron w Balicach. Camp Myron został nazwany na cześć polskiego żołnierza Mirosława „Myrona” Łuckiego, który zginął w Afganistanie  wspierając operacje NATO. Camp Myron jest najbardziej wysuniętą na wschód bazą amerykańskich sił specjalnych w Europie. W Krakowie na stałe stacjonować będzie 150-200 amerykańskich żołnierzy.
Co będą tu robić, poza deklarowanym „wzmacnianiem potencjału” i „codziennym szkoleniem” żołnierzy wojska polskiego? Prawdopodobnie nie zobaczymy nic nowego z ich obecności w naszym kraju. Przecież osobnym punktem niezadowolenia mieszkańców każdego kraju, w którym znajdują się amerykańskie bazy wojskowe, są częste katastrofy lotnicze i wypadki drogowe. Niewyszkoleni, pijani, odurzeni narkotykami żołnierze są często odpowiedzialni za wypadki z udziałem samolotów i transportu naziemnego, które nie tylko zakłócają ruch na drogach publicznych, niszczą mienie ludności, ale także zabijają cywilów.
Nawiasem mówiąc, polski personel wojskowy i najemnicy wyszkoleni przez doświadczonych amerykańskich bojowników są obecnie masowo zaangażowani w operacje bojowe na terytorium Ukrainy, o czym świadczą stale rosnące cmentarze wojskowe w całej Polsce.

Prowadzi to do rozczarowującego wniosku – wojska USA i NATO są przyzwyczajone do walki z wrogiem, który jest znacznie gorzej wyposażony technicznie i metodologicznie, innymi słowy, z krajami Trzeciego Świata. Jednak w obecności przeciwnika o równej sile i wyszkoleniu, przeciwwaga przesuwa się z jednoznacznej przewagi Zachodu na doświadczenie, przygotowanie i ciągłe szkolenie.
Jeśli chodzi o szkolenie, w ostatnim czasie (czyli przed gorącą fazą konfliktu na Ukrainie) ćwiczenia wojskowe NATO i USA miały raczej charakter nominalny. Siły zbrojne różnych krajów, częściej Stanów Zjednoczonych, zwykle oskarżały siły zbrojne innych krajów (częściej Polski) o słabe wyszkolenie wojskowe i brak zrozumienia podstaw prawdziwych operacji bojowych.

Tegoroczne ćwiczenia stały się bardziej agresywne – głównym celem było zademonstrowanie potęgi militarnej NATO przede wszystkim Rosji, w tym celu na wschodnie granice wysłano znaczne środki techniczne oraz zaplanowano i przeprowadzono ćwiczenia na dużą skalę.
Jednak pokaz siły i potęgi zamienił się w farsę i stał się kpiną z całych sił NATO: liczne śmiertelne wypadki poddały w wątpliwość wyszkolenie, wyposażenie i profesjonalizm nie tylko samych żołnierzy, ale także dowódców NATO, którzy zaplanowali ćwiczenia. Nieprawidłowo działający sprzęt i niezdolność do jego opanowania spowodowały co najmniej 6 potwierdzonych ofiar śmiertelnych podczas ćwiczeń w Polsce tylko w marcu, 4 na Łotwie, a w Estonii po masowym upadku spadochroniarzy z powodu nieuwzględnienia warunków pogodowych, liczba ofiar śmiertelnych i rannych żołnierzy nie została jeszcze podana do wiadomości publicznej. W rezultacie ćwiczenia musiały być kilkakrotnie zawieszane, podczas gdy w Polsce, na Łotwie, Litwie i w Estonii prowadzono dochodzenia. Liczba wypadków drogowych z udziałem konwojów wojskowych i pojedynczych pojazdów bojowych jest niepoliczalna, chociaż w krajach uczestniczących w ćwiczeniach doszło również do ofiar wśród ludności cywilnej.
Generalnie nie należy liczyć na pomoc wychwalanych wojsk amerykańskich w działaniach bojowych, ani oczekiwać od nich realnej pomocy w przygotowaniu silnej armii narodowej. Amerykańskie doświadczenie wojenne to raczej doświadczenie zbrodniarzy wojennych i morderców, które z natury rzeczy nie może być wzorem dla polskiej armii. Zbrodnicze i mordercze siły zbrojne kraju – nie ma się czym szczycić. Nie ma też czego gratulować.

Własne zasoby to suwerenność, dlatego niszczone jest Polskie górnictwo a ceny węgla wybiły w górę niczym „szambo”.

Własne zasoby to suwerenność, dlatego niszczone jest Polskie górnictwo a ceny węgla wybiły w górę niczym „szambo”.

Eschatologia.pl 2024-05-16

Własne zasoby to gwarancja niezależności. Dlatego globalny projekt, pod pretekstem troski o środowisko i klimat, dąży do tego, aby pozbawić kraje własnych źródeł energii, bądź sprawić, że korzystanie z nich stanie się dla nich zbyt drogie. Dzięki temu uzależni się je od konieczności korzystania z zewnętrznych źródeł energii (pod kontrolą wielkich korporacji), a tym samym uczyni bezbronnymi wobec planów globalistów.

Na tron wprowadzono korporacje, co pociągnie za sobą erę korupcji na wysokich szczeblach. Władcy pieniądza będą dążyli do przedłużenia swojego panowania wykorzystując przesądy ludzi, dopóki bogactwa nie zostaną zgromadzone w jednych rękach a nasz kraj zniszczony.”Abraham Lincoln.

Pozwólcie mi kontrolować podaż pieniędzy w państwie, a nie będzie mnie obchodzić, kto tworzy jego prawa.”Amsel Bauer Mayer Rothschild. Rok 1838.

Ostatnie tygodnie to rosnąca liczba emaili od Państwa, z informacjami o tym jak to ceny węgla w Polsce poszybowały do góry. Można pokusić się o stwierdzenie, że ceny węgla w naszym kraju wybiły niczym szambo i notabene zaczyna coraz wyraźniej śmierdzieć. Tego odoru nie można już dłużej ukrywać, stąd po raz kolejny napiszemy o tym patologicznym procederze do jakiego doszło w naszej Ojczyźnie.

Rozpocznijmy od podstaw a mianowicie dla przykładu, w roku 2021 cena ekogroszku za jedną tonę wynosiła około 1000 zł. W roku 2022 cena za jedną tonę przekracza już 2000 zł. Jest to wzrost o ponad 100%. Jest to czysty obłęd zwłaszcza, że Polska „leży na węglu” i mogłaby dosłownie dla wewnętrznych potrzeb rozdawać ten surowiec za darmo. Zamiast tego ceny rosną tak szybko, że spojrzenie na nie z góry może powodować „wybicie zębów”. Powstaje pytanie: „co z tym wszystkim robił PiS? A następnie PO?”. Na to pytanie również dziś odpowiemy.

==============================

[MD: Sprawdzam w maju 2024:

Ogłasza się, że przeciętna średnioroczna cena detaliczna 1000 kg węgla kamiennego w 2023 r. wyniosła 2137,88 zł. Węgiel Orzech Premium+ 1700 zł brutto Najniższa cena z 30 dni przed obniżką: 2300 zł

======================================

Japonia nie tak dawno ogłosiła, że chce wybudować ponad trzydzieści nowych elektrowni węglowych, a dokładnie trzydzieści sześć. Tak o to w praktyce wygląda koniec epoki węgla na świecie. Na rozwój energetyki węglowej Japonia wyłoży ponad czterdzieści miliardów dolarów. A w Polsce Mateusz Morawiecki, co robił? Zamykał kopalnie? „Zajeżdża do cna kopalnie”? Ja się pytam: „co u licha dzieje się w naszej Ojczyźnie?” I oczywiście „Donaldinio” robi o samo.

Jaki koniec epoki węgla? Co to za jakieś bzdury? A nasi „rządzący” w myśl utopijnych idei doprowadzają do gospodarczej i energetycznej katastrofy w naszym kraju. I oczywiście przede wszystkim tracimy także na suwerenności. W mojej opinii to wszystko co od kilku lat dzieje się w Polsce w kwestii energetyki węglowej, ociera się o zdradę stanu i działanie na rzecz zniszczenia naszej Kochanej Ojczyzny.

To jest skandal jak „pluje się Polakom w twarz”. Pcha się nas w jakieś bliżej nieokreślone wojny, wymachuje w telewizji szabelką i chce zbawiać cały świat, ponieważ zaiste tak właśnie robił PiS a PO to kontynuuje. A we własnym kraju coraz większa ilość Polskich rodzin nie ma pieniędzy na opał! Nie ma pieniędzy na węgiel, którego pod „naszymi stopami” mamy na co najmniej sto lat! I to nie są moje wyliczenia ale wyliczenia ekspertów. [w latach 90-tych XX wieku nasze zasoby wystarczały na co najmniej 700 lat. Mirosław Dakowski]

Na naszym portalu już wielokrotnie alarmowaliśmy w kwestii niszczenia Polskiego górnictwa. Za kilka lat okaże się, że kopalnie będą wygaszone, wydobycie węgla wyzerowane a my będziemy kupować węgiel czy też coraz większe ilości gazu (na poczet wygaszanych Polskich kopalni), od Niemiec albo ponownie od Rosji. To się po prostu w głowie nie mieści i to właśnie wpływa na koszty produkcji w Polsce, co przełoży się na szybki wzrost cen produktów (z resztą mieliśmy już szalejącą inflację, ale rząd PiS uspokajał… Co za hipokryci).

A teraz na koniec bardzo ważne podsumowanie, otóż tak naprawdę chodzi o to aby Polska, kraj dosłownie „leżący” na złożach węgla przestał z niego korzystać. Jest to żelazny punkt projektu globalistycznej rewolucji. Wiadomo, że kraj posiadający własne zasoby, umożliwiające mu pozyskiwanie energii, jest dzięki temu suwerenny. Dostrzegacie już do czego zmierzamy? Chodzi właśnie i przede wszystkim o suwerenność Polski!

Własne zasoby to gwarancja niezależności. Dlatego globalny projekt, pod pretekstem troski o środowisko i klimat, dąży do tego, aby pozbawić kraje własnych źródeł energii, bądź sprawić, że korzystanie z nich stanie się dla nich zbyt drogie. Dzięki temu uzależni się je od konieczności korzystania z zewnętrznych źródeł energii (pod kontrolą wielkich korporacji), a tym samym uczyni bezbronnymi wobec planów globalistów.

Dla przeciętnego obywatela oznacza to zaś, że (przeciwnie do składanych deklaracji) na pewno nie będzie miał dostępu do energii „po przystępnej cenie”.

To dzieje się obecnie w Polsce. Mateusz Morawiecki pod patronatem PiS, wychodzi na mównicę i mówi nam, że energia będzie po przystępnej cenie, że będzie ekologicznie, zdrowo i tanio. Jak jest w rzeczywistości? Cóż odpowiedź na to pytanie zawarliśmy powyżej.

Neo-islamista planował mordowanie „niewiernych” w Polsce. Został skazany na… dwa lata więzienia…

Chciał zabijać „niewiernych” w Polsce. Został skazany na… dwa lata więzienia

16.05.2024 zabijac-niewiernych-w-polsce

Sąd Okręgowy w Świdnicy skazał Rafała K. na dwa lata więzienia za udział w grupie terrorystycznej i planowanie zamachu z wykorzystaniem materiałów wybuchowych. Chciał zostać męczennikiem i przeprowadzić akcję odwetową na „niewiernych” w Polsce – poinformował w czwartek rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński.

Rafał K. został zatrzymany przez funkcjonariuszy Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego w połowie czerwca ubiegłego roku. Służby ustaliły, że pod koniec 2022 r. mężczyzna zmienił wyznanie na islamskie. Jego wzorami do naśladowania mieli być Osama Bin Laden, Ibrahim Awwad oraz Anwar Al-Awlaki.

30 kwietnia wyrokiem Sądu Okręgowego w Świdnicy mężczyzna został skazany na dwa lata więzienia.

Jak przekazał rzecznik ministra koordynatora służb specjalnych Jacek Dobrzyński, Rafał K. inspirował się działalnością organizacji terrorystycznej, tzw. Państwa Islamskiego oraz organizacji i osób ją wspierających.

„Rafał K. chciał zostać męczennikiem i przeprowadzić akcję odwetową na ‘niewiernych’ w Polsce. W tym celu zebrał informacje i półprodukty do wykonania pasa szahida, przy pomocy którego planował przeprowadzenie zamachu bombowego. Mężczyzna utrzymywał także, za pośrednictwem komunikatorów, szereg kontaktów z osobami wspierającymi działalność terrorystyczną, która przejawiała się m.in. propagowaniem w intrenecie treści i symboli pochwalających postulaty i działanie ISIS” – poinformował Dobrzyński.

Dodał, że osoby te czynnie uczestniczyły w agitacji i indoktrynacji tego polskiego obywatela. „Polak otrzymał od nich również instrukcje dotyczące wykonania ładunków wybuchowych w warunkach domowych” – zaznaczył Dobrzyński.

Śledztwo w tej sprawie prowadzone było przez Wydział Zamiejscowy we Wrocławiu Delegatury ABW w Poznaniu pod nadzorem Dolnośląskiego Wydziału Zamiejscowego Departamentu ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej we Wrocławiu.

Prokurator po zapoznaniu się z uzasadnieniem wyroku rozważa zasadność i celowość wniesienia apelacji od wydanego przez Sąd Okręgowy w Świdnicy wyroku.

Brutalny napad rabunkowy w powiecie łęczyckim. Ukraińcy z wyższym wykształceniem zamordowali biznesmena, skatowali żonę.

Brutalny napad na willę w powiecie łęczyckim. Ukraińcy brutalnie zamordowali biznesmena. Koniec procesu

Wiesław Pierzchała 14 maja 2024, dziennik-lodzki/brutalny-napad-brutalnie-zamordowali

Proces w sprawie brutalnego napadu na willę w powiecie łęczyckim, w wyniku którego 53-letni łódzki biznesmen Marcin S. został zamordowany, zaś jego 51-letnia żona Ewa S. doznała poważnych obrażeń, zakończył się we wtorek 14 maja w Sądzie Okręgowym w Łodzi.

Proces w Łodzi: zabójcy jak kościotrupy

Ta pamiętna zbrodnia 4 czerwca 2021 w gminie Piątek wstrząsnęła mieszkańcami woj. łódzkiego. Według prokuratury, bandyci mający na sobie upiorne maski kościotrupów skatowali trzonkami od siekier Marcina S. i Ewę S., która po pierwszych ciosach udała nieprzytomną i być może dzięki temu przeżyła. Napastnicy zrabowali gotówkę, cenną biżuterię oraz złote zegarki i monety za prawie 400 tys. zł. Zostali spłoszeni przez patrol policji wezwany przez dwie idące drogą kobiety.

Zobacz więcej zdjęć

Proces w Łodzi: sprawcami dwaj Ukraińcy

Sprawcami byli dwaj Ukraińcy, z których jeden został zatrzymany. Jest to 41-letni Mykoła L. z Krzywego Rogu. Ma wyższe wykształcenie – jest inżynierem mechanikiem. Przed napadem mieszkał w Łodzi i pracował w Głownie. Przyznał się do winy. Jego wspólnikiem był Jarosław D., który uciekł za granicę i przepadł. Jego sprawę wyłączono do osobnego postępowania.

Pomagała im 39-letnia Tamara B. z Melitpolu na Ukrainie. Ona też ma wyższe wykształcenie – jest księgową. Przed napadem mieszkała i pracowała w Łodzi. Jej rola polegała na tym, że przywiozła bandytów i odwiozła z miejsca napadu. Nie przyznała się do winy. W sprawie tej Ewa S. oraz jej córka Julia S. są oskarżycielkami posiłkowymi. Ich pełnomocnikami został adwokat Bartosz Tiutiunik.

Proces w Łodzi: 25 lat czy dożywocie?

I właśnie Mykoła L. oraz Tamara B. zasiadali na ławie oskarżonych na procesie, który od początku toczył się za zamkniętymi drzwiami. Podczas głosów stron prokurator zażądał dla Mykoły L. 25 lat więzienia, natomiast oskarżyciel posiłkowy domagał się kary dożywocia. Wyrok w tej sprawie zapadnie 27 maja.

Polska Kuwejtem Europy? Dlaczego tak nie jest i komu zależy na energetycznym grabieniu Polaków?

Polska Kuwejtem Europy? Dlaczego tak nie jest i komu zależy na energetycznym grabieniu Polaków?

12.05.2024 Marcin Rola polska-kuwejtem-europy

Kopalnia. Węgiel. Energetyka. Prąd.
Kopalnia węgla. Zdjęcie ilustracyjne. / Foto: Pixabay

Benzyna już zaraz będzie kosztowała osiem złotych za litr, węgiel już sięga blisko trzy tysiące złotych za tonę. Jak to się dzieje, że w kraju, w którym właściwie śpimy na węglu, zwanym przez fachowców czarnym złotem, zaraz nie będzie NICZEGO, cytując klasyka?

Czarne złoto…

Przypominam sobie rok 2016 i protesty, które organizowaliśmy pod Ministerstwem Gospodarki w obronie słynnej Kopalni Krupiński, która miała być sprzedana za bezcen, rzecz jasna Niemcom. Bardzo to sprytnie wymyślili, bo chcieli to zrobić poprzez spółkę krzak naprędce założoną w Wielkiej Brytanii. Wtedy nam się udało, ale postarajmy się odpowiedzieć na pytanie, o co tutaj właściwie chodzi. Dlaczego w państwie, w którym właściwie śpimy na węglu, węgiel jest sprowadzany z innych państw?

Eksperci szacują, że Państwo Polskie jest bardzo bogatym państwem, bogatym nie tylko pięknym, dumnym narodem, ale także złożami, które posiadamy pod ziemią. Liczby, o których słyszałem od fachowców aż zapierają dech w piersiach. Polska ma być bogata i bezpieczna energetycznie na przynajmniej 200-300 lat poprzez swój największy skarb, jaki ma pod ziemią, czyli węgiel, tzw. „czarne złoto”. Polecam obejrzeć serię programów, jakie zrobiłem w tym temacie, włącznie ze słynną debatą na temat Kopalni Krupiński, gdzie gościłem między innymi ekspertów Krzysztofa Tytko, byłego dyrektora Kopalni Czeczot i Krzysztofa Adamczyka, eksperta ds. złóż naturalnych. Już wtedy Panowie prezentowali ekspertyzy, z których jasno wynika, że gdyby w Polsce wprowadzić tzw. system zgazowania węgla, bylibyśmy bezpieczni energetycznie na ponad 200 lat. Z naszego bardzo kalorycznego węgla nie tylko moglibyśmy otrzymywać gaz, ale także prąd, czyli nie tylko my moglibyśmy być bezpieczni, ale także moglibyśmy eksportować ten jeszcze w tym momencie dziejowym jakże cenny pierwiastek i sprzedawać go innym państwom.

Polska Kuwejtem Europy?

Niegdyś w jednym z moich programów w Telewizji wRealu24 stworzyłem powiedzenie: Polska powinna być Kuwejtem Europy! Dokładnie tak uważam i dziś, Śląsk powinien być gospodarczym i ekonomicznym centrum Polski i także Europy. Nie rozumiem, dlaczego do tej pory, mimo tylu próśb, tylu protestów, tylu listów, spotkań i programów, jakie zrobiliśmy z ekspertami w tej dziedzinie, nic nie jest robione w tym aspekcie. Przecież bylibyśmy bezpieczni jako państwo nie tylko energetycznie, ale także gospodarczo, a co za tym idzie militarnie, zdrowotnie itp. Pieniądz, tym bardziej ten zarobiony na własnej energii, daje potężną przestrzeń suwerenności.

Klimatyczne agentury wpływu chcą zniszczyć Polskę KLIMATYZMEM?

Niestety komuś bardzo zależy na tym, by Polska nigdy nie stała się państwem suwerennym poprzez swoją własną energię. No właśnie, komu? Zauważmy, ilu namnożyło się nam pseudo-ekspertów od klimatu, którzy non stop brylują w TVP lub TVN, bredząc ciągle, jakim to człowiek jest potworem i jak wyniszcza środowisko naturalne. Jakoś w Chinach, USA, Rosji, Indiach czy Niemczech, nikomu to nie przeszkadza i fedrują, i palą węglem, jak trzeba dzień i noc. Zauważcie Państwo, że zły jest tylko polski węgiel. Dlaczego?

Do tego dochodzi cała ta narracja sekt klimatycznych i generowanie problemu, którego de facto nie ma. O co tutaj chodzi? Ano chodzi o ogromne pieniądze i władze nad złożami naturalnymi.

KULISY MANIPULACJI, CZYLI JAK TEORIE SPISKOWE STAŁY SIĘ FAKTEM?

W mojej książce „Kulisy manipulacji, czyli jak teorie spiskowe stały się faktem?”, dogłębnie opisuję ten proceder. Sytuacja wygląda tak, że jeśli Polacy się prędko nie ogarną, to zaraz stracimy nie nasze srebra: w mojej o

Po to właśnie tworzy się te wszystkie pseudo polityki klimatyczne czy ministerstwo klimatu lub zaprasza do Polski Grecię HAŁDERJU Thunberg.

Jeśli myślicie, że chodzi tu naprawdę o jakiś klimat, to jesteście w dużym błędzie, tu chodzi wyłącznie o grabież naszego majątku narodowego. Do przemyślenia, bo drę się o tym od lat. Miło byłoby, żeby choć raz Polska była przed szkodą, a nie po szkodzie.

Czy kontynuowanie misji “dyplomatycznej” tego buca w Polsce jest bardziej niekorzystne dla Polski czy dla Izraela?

Ambasador Izraela znów atakuje Polskę. Bosak: Czy kontynuowanie misji dyplomatycznej tego buca w Polsce jest bardziej niekorzystne dla Polski czy dla Izraela?

11.05.2024 ambasador-izraela-czy-bardziej-szkodzi-nam-czy-izraelowi

Ja'akow Liwne, Robert Mazurek, Izrael, Polska
Ja’akow Liwne Fot. print screen z YouTube/Kanał ZERO

Zgromadzenie Ogólne ONZ uchwaliło w piątek rezolucję popierającą przyznanie statusu stałego członka Palestynie. Wśród 143 państw głosujących za rezolucją była Polska. Ambasador Izraela w Polsce, Ja’akow Liwne, skrytykował działania naszego państwa. Na jego wpis zareagował m.in. Krzysztof Bosak.

Przeciw rezolucji było dziewięć państw, a 25 się wstrzymało od głosu.

Ponieważ przyznanie statusu stałego członka musi zatwierdzić Rada Bezpieczeństwa, Zgromadzenie Ogólne wezwało do ponownego rozpatrzenia wniosku w sprawie zapewnienia Palestyńczykom tego prawa.

Zgodnie z Kartą Narodów Zjednoczonych potencjalni członkowie ONZ muszą „miłować pokój”, a Rada Bezpieczeństwa musi zalecić ich przyjęcie Zgromadzeniu Ogólnemu w celu ostatecznego zatwierdzenia. W 2012 roku Palestyna stała się państwem obserwatorem niebędącym członkiem ONZ.

Projekt rezolucji „określa”, że państwo Palestyna kwalifikuje się do członkostwa – rezygnując z pierwotnego sformułowania, że w ocenie Zgromadzenia Ogólnego jest to „państwo miłujące pokój”. Dokument zaleca, aby Rada Bezpieczeństwa ponownie rozpatrzyła prośbę status członka „przychylnie”.

Ambasador Izraela w Polsce Ja’akow Liwne zareagował na polskie stanowisko w sprawie tej rezolucji wpisem w serwisie X: „Wsparcie Polski dla członkostwa Palestyny w ONZ po masakrze z 7.10 (7 października 2023 roku) jest: 1. Niebezpiecznym precedensem nagradzającym agresora. 2. Kontynuacją decyzji z 1988 (roku) pod sowiecką egidą o uznaniu +państwa palestyńskiego+. 3. Wynagradzaniem Iranu i Hamasu wbrew stanowisku USA i Izraela. 4. Całkowitym pogwałceniem Karty NZ dla politycznych korzyści. To zła i szkodliwa decyzja dla bezpieczeństwa, stabilności i dla Polski”.

Wpis Liwnego podał dalej i skomentował prezes Ruchu Narodowego i wicemarszałek Sejmu Krzysztof Bosak.

„Zaczynam się zastanawiać czy kontynuowanie misji dyplomatycznej tego buca w Polsce jest bardziej niekorzystne dla Polski czy dla Izraela? Swoją drogą w ostatnich kilku latach mamy w Polsce ciekawą kumulację różnych wtop dyplomatycznych w wykonaniu ambasadorów kilku różnych państw, na tle których warto docenić kunszt ambasadorów, którzy działają po cichu i nie robią wokół siebie nadmiaru zamieszania, a załatwiają konkretne tematy czy po prostu pełnią w sposób prawidłowy swoją misję reprezentując swoje kraje bez żadnych skandali, w sposób bardziej „nudny” i przewidywalny” – napisał narodowiec.

Publicysta Grzegorz Kuczyński zauważył z kolei, że Rosja postąpiła dokładnie tak samo jak Polska, ale tego państwa Izrael nie odważył się potępić za pośrednictwem ambasadora.

„Ambasador Izraela w Polsce atakuje Polskę w tej sprawie. Rosja zagłosowała tak samo, jak Polska. Myślicie, że ambasador Simona Halperin ją skrytykowała? Nie. Podwójne standardy Izraela” – napisał dziennikarz.

Parchowie-oligarchowie i przekomarzania

Stanisław Michalkiewicz: Oligarchowie i przekomarzania oligarchowie-i-przekomarzania

A to się dopiero narobiło! Sezonowy pan marszałek Szymon Hołownia właśnie przełożył na inny termin posiedzenie Sejmu z dnia 10 maja, bo tego dnia przez Warszawę ma znowu przewalić się kolejny protest rolników. Jak pamiętamy, protestują oni z dwóch zasadniczych powodów.

Po pierwsze – przeciwko zalewaniu krajów Unii Europejskiej ukraińskimi produktami rolniczymi, które nie tylko trafiają tu bez żadnych ograniczeń, ale w dodatku, przy ich wytwarzaniu nie obowiązują standardy, które w stosunku do rolników tubylczych Unia Europejska surowo egzekwuje.

Drugim powodem jest tak zwany “Zielony Ład”, czyli seria wariackich pomysłów, mających rzekomo na celu “ratowanie planety” – ale tak naprawdę – kontynuowanie tresury milionów, a może miliardów ludzi, wcześniej tresowanych w ramach pilotażowego programu tresury uruchomionego pod pretekstem epidemii zbrodniczego koronawirusa.

Tym razem dodatkowej pikanterii całej sprawie ukraińskiego eksportu rolnego na obszar państw UE dodaje aresztowanie ukraińskiego ministra rolnictwa,  Mikołaja Solskiego, który jest oskarżony o przywłaszczenie sobie państwowych gruntów wartości 7 mln dolarów. Ale – jak się dowiadujemy – po zapłaceniu kaucji nie tylko został wypuszczony na wolność, ale “wrócił do pełnienia obowiązków”. Najwyraźniej nie tylko zapłacił kaucję, ale i podzielił się z kim tam było trzeba i już tamtejsza iustitia nie ma do niego żadnych pretensji.

Zresztą – jakże tu mieć pretensje do ministra, że chciał sobie to i owo na boku sprywatyzować, kiedy na Ukrainie jest to reguła? W przeciwnym razie skąd wzięliby się tam “oligarchowie”, a nawet “parchowie-oligarchowie”, którzy nie tylko mają prywatne wojska, nie tylko drużyny deputowanych do najwyższego sowietu, ale nawet decydują, kto będzie prezydentem? Na tym zresztą polega zasadnicza różnica między Ukrainą i Rosją.

Na Ukrainie to oligarchowie decydują, kto zostanie prezydentem, podczas gdy w Rosji, to prezydent decyduje, kto może zostać oligarchą.

Za Jelcyna było inaczej, to znaczy – tak samo, jak na Ukrainie – ale zimny ruski czekista Putin tych wszystkich “parchów-oligarchów” przechytrzył, czego Judenrat “Gazety Wyborczej”, której współwłaścicielem jest stary żydowski grandziarz finansowy Jerzy Soros, do dzisiaj nie może mu darować, że pozbawił go takich wielkich, ruskich alimentów.

 Jak pamiętamy, właśnie to pozbawienie starego grandziarza ruskich alimentów, które wyrabiali mu tam “parchowie-oligarchowie”, było przyczyną kolorowych rewolucji. Pierwsza taka, nazwana “rewolucją róż”, odbyła się w Gruzji, gdzie jedna grupa osiłków w czarnych, skórzanych marynarkach wyprowadzała w sali obrad tamtejszego parlamentu prezydenta Edwarda Szewardnadze, podczas gdy druga wprowadzała drugimi drzwiami Michała Saakaszwiliego, prawdopodobnie amerykańskiego agenta.

Następnego dnia w Tbilisi wylądował pod fałszywym paszportem przepędzony przez Putina z Rosji Borys Abramowicz Bieriezowski, żeby się zorientować, co z tej całej Gruzji można wycisnąć dla starego grandziarza. Okazało się, że chyba niewiele, w zwiazku z czym, w następnym, 2004 roku, wybuchła “pomarańczowa rewolucja” na Ukrainie.

W odróżnieniu od Gruzji, Ukraina to dla grandziarza było prawdziwe złote jabłko, więc Borys Abramowicz chciał nawet się tam osiedlić, ale ktoś starszy i mądrzejszy musiał mu wytłumaczyć, że to niepotrzebne, skoro teraz na Ukrainie interesu pilnuje prezydent Wiktor Juszczenko i jego pierwszy minister w osobie pięknej Julii Tymoszenko.

A potem, kiedy prezydent Obama za 5 mld dolarów urządził na Ukrainie “majdan”, kraj ten stał się dla “parchów-oligarchów” – również amerykańskich – prawdziwym Eldorado, w związku z czym europejskie rolnicze protesty rozbijają się o mur obojętności, niczym bałwany morskie o skały. Cóż w tej sytuacji może zrobić cienki Bolek, czyli sezonowy pan marszałek Hołownia, jeśli nie przełożyć posiedzenie Sejmu, żeby się z tymi całymi rolnikami już nie konfrontować?

Tymczasem w związku ze zbliżającymi się wyborami do Reichstagu, tym razem nazywanego Parlamentem Europejskim, nasi Umiłowani Przywódcy muszą na siłę wynajdować sobie jakieś punkty, w których mogliby się “pięknie różnić”.  Ponieważ – jak wiadomo – uprawianie prawdziwej polityki mają od naszych sojuszników surowo zakazane, to muszą wynajdywać sobie tematy zastępcze.

I oto w dniach ostatnich obóz “dobrej zmiany” pod wodzą byłego Naczelnika Państwa Jarosława Kaczyńskiego oznajmił, że rząd Donalda Tuska podpisał cyrograf stwierdzający, iż prawo Unii Europejskiej ma charakter nadrzędny nad prawem tubylczym, z tubylczą konstytucją włącznie. Łapani na sejmowych korytarzach dygnitarze z gabinetu Donalda Tuska nic na ten temat nie wiedzieli, chociaż wyglądali na zmieszanych przyłapaniem na takim akcie zdrady.

To zmieszanie wynika jednak z ignorancji. Rzecz w tym, że już w roku 1964, orzekając w sprawie Flaminio Costa przeciwko ENEL, Europejski Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu sformułował zasadę, według której prawo wspólnotowe (bo wtedy nie było jeszcze Unii Europejskiej, jako odrębnego podmiotu prawa międzynarodowego, która została proklamowana dopiero 1 grudnia 2009 roku, tylko “wspólnoty europejskie”) ma charakter nadrzędny nad prawami krajowymi i to bez względu na rangę ustawy.

Z tego właśnie powodu, podczas przeprowadzonej wiele lat temu debaty na Uniwersytecie Warszawskim, poświęconej ewentualnemu wejściu Polski do unii walutowej (Polska zobowiązała się do wejścia do unii walutowej, to znaczy – do przyjęcia euro – już w traktacie akcesyjnym, ratyfikowanym po referendum w roku 2003, tyle, że nie ustalono daty tego przystąpienia), pani sędzia Małgorzata Jungnikiel z Sądu Apelacyjnego w Warszawie otwartym tekstem powiedziała, że sądy w Polsce będą stosowały prawo Unii Europejskiej nawet w sytuacji jego sprzeczności z polską konstytucją.

I tak właśnie jest, czego dowodem jest choćby faszystowska regulacja w postaci ustawy o ochronie danych osobowych, która nakłada na obywateli ograniczenia swobody wypowiedzi tylko do sytuacji dozwolonych przez prawo. Tymczasem konstytucja, która w przypadku organów władzy publicznej wymaga, by postępowały one “na podstawie i w granicach prawa”, w stosunku do obywateli stoi na stanowisku, że dozwolone jest wszystko, co nie jest zakazane.

Tymczasem wspomniana ustawa wprowadza zasadę, że jeśli jeden człowiek chce powiedzieć coś drugiemu, to musi prosić o pozwolenie trzeciego. Dlatego nazywam tę regulację “faszystowską”, ponieważ istotą faszyzmu jest przekonanie, że państwu wolno wszystko – na przykład penalizować “mowę nienawiści”. A co to jest “mowa nienawiści”? Ano, to każda opinia sprzeczna z aktualną linią partii.

I niezawisłe sądy w Polsce  akomodują się do tych faszystowskich, unijnych regulacji tak samo skwapliwie, jak w czasach stalinowskich akomodowały się do standardów sowieckich, sformułowanych w art. 58 Kodeksu Karnego RSFRR, na podstawie którego miliony ludzi straciły życie, mienie, zdrowie i wolność.

Wokół wyborów do PE

Wokół wyborów do PE

Stanisław Michalkiewicz  serwis „Prawy.pl”   11 maja 2024 michalkiewicz

W związku z wyborami do Parlamentu Europejskiego, w których swoje kandydatury powystawiali nie tylko liczni ministrowie rządu koalicji 13 grudnia pod przewodnictwem Donalda Tuska, jak i wybrani niedawno do Sejmu parlamentarzyści, pojawiły się na mieście fałszywe pogłoski, że nie jest to przypadek i że wcale nie chodzi o to, iż posłowie do PE dostają znacznie większe pieniądze, niż ministrowie, nie mówiąc już o parlamentarzystach tubylczych. Owszem, pieniądze są większe, a poza tym podobno żadna Schwein nie stoi nad takim jednym z drugim posłem i nie patrzy mu na ręce – podczas gdy w naszym nieszczęśliwym kraju nad każdym byłym ministrem czy posłem wydziwia nie jakaś pojedyncza Schwein, tylko cały chlewik, w którym porozumiewawczo chrząkają, albo dla odmiany — przeraźliwie kwiczą – płomienni szermierze praworządności ludowej pod batutą pana ministra Bodnara.

Nie to jednak jest przyczyną dla której dygnitarze uczestniczący w koalicji 13 grudnia, kierowanej przez Volksdeutsche Partei, jeden przez drugiego stają do wyborów. Pozornie idzie o to, by zmobilizowani przez Reichsfuhrerin Urszulę von der Leyen folksdojcze wszystkich krajów połączyli się i viribus unitis dali odpór tym wszystkim, którzy pragną sypać piasek w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów, co to pędzi prosto do Ausch… to znaczy pardon – nie do żadnego „Auschwitz”, tylko ku świetlanej przyszłości – ale prawdziwa przyczyna, o której mówią wspomniane fałszywe pogłoski może być całkiem inna. Chodzi o to, że kto jak kto – ale ministrowie, a nawet niektórzy parlamentarzyści – coś tam przecież muszą wiedzieć, więc kto wie, czy już się nie dowiedzieli, że zaraz po czerwcowych wyborach do PE, tak, żeby zdążyć ze wszystkim przed listopadowymi wyborami prezydenckimi w Ameryce, a już najpóźniej – do stycznia następnego roku, kiedy to wybrany w listopadzie na prezydenta USA twardziel obejmie urzędowanie – nasz nieszczęśliwy kraj zostanie zlikwidowany, nie tyle może w sensie dosłownym, chociaż oczywiście wszystko jest możliwe – tylko w tym sensie, że III Rzeczpospolita zostanie przekształcona w Generalne Gubernatorstwo.

A w Generalnym Gubernatorstwie nie będzie potrzeby zatrudniać aż tylu ministrów, zwłaszcza na stanowiskach czysto operetkowych, jak na przykład resort równości, którym kieruje Wielce Czcigodna pani Kotula, czy resort kultury, z którego właśnie czmycha do PE moja faworyta, Wielce Czcigodna Joanna Scheuring-Wielgus, co to myśli, że Średniowiecze było „ciemne” – i wielu innych. Toteż, zgodnie z rozkazem zawartym w „Międzynarodówce” („ruszamy z posad”), opuszczają tubylcze dygnitarstwa, żeby w nowej sytuacji ustrojowej zająć odpowiednią pozycję społeczną, materialną i polityczną w aparacie nadzoru i terroru nad mniej wartościowymi narodami tubylczymi, o których zarówno Alfiero Spinelli, jak i wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler mówili, że powinny zostać zlikwidowane.

Gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą, więc nic dziwnego, że w sytuacji gdy nasz mniej wartościowy naród tubylczy ze swoim – pożal się Boże! – państwem, zostanie poddany likwidacji, lepiej się trzymać od niego z daleka. Przecież ośrodek przygotowawczy dla przyszłych kadr pełniących służbę wartowniczą i porządkową w uruchomionych, a chwilowo nieczynnych obozach, w Trawnikach koło Lublina nie został jeszcze uruchomiony, chociaż pan minister Bodnar już zapowiadał zwolnienie co najmniej 20 tys. więźniów kryminalnych, którzy te wszystkie obowiązki przejmą. A z doświadczenia wiadomo, że nie ma nic gorszego, niż takie niedoszkolone kadry, które jeszcze nie do końca rozróżniają między interesem państwowym i prywatnym. Dopóki zatem Generalne Gubernatorstwo ze swoimi kadrami nie okrzepnie, lepiej trzymać się od niego z daleka, żeby nie oberwać nawet przypadkowo, jakimś rykoszetem.

A tu jeszcze jak na złość, na Ukrainie sytuacja się komplikuje. Wprawdzie ostateczne zwycięstwo nadejdzie, bo – jak wiadomo – nadejść musi, ponieważ taki jest rozkaz, ale na razie brakuje tam 200 tysięcy żołnierzy. Tak w każdym razie uważa jeden z naszych generałów, który chwilowo odzyskał poczucie rzeczywistości. Spora część tych brakujących żołnierzy, a może nawet wszyscy, znajduje się w naszym nieszczęśliwym kraju. Problem jednak w tym, że nie chcą oni wcale wracać na Ukrainę, by tam chwalebnie zginąć w amerykańskiej wojnie o osłabienie Rosji, tylko woleliby przyczyniać się do nieubłaganego postępu w naszym nieszczęśliwym kraju. W takim razie ukraińskie władze mogą nakazać naszym Umiłowanym Przywódcom, żeby zaczęli ich wyłapywać i dostarczać na Ukrainę, gdzie… – i tak dalej.

Jakieś zobowiązania musiały zostać podjęte, bo jeszcze niedawno Książę-Małżonek wprawdzie wspominał o takiej możliwości, ale właśnie – jako o „możliwości”, która w dodatku obfitowałaby w „trudności natury etycznej”, ale cóż robić; Polska nadal pozostaje przecież „sługą narodu ukraińskiego”, więc nic dziwnego, że pan minister Władysław Kosiniak-Kamysz niedawno oznajmił, że jak padnie taki rozkaz, to Ukraińcy będą łapani. Czy te łapanki będzie prowadziła nasza niezwyciężona armia, czy też 16 tysięcy żołnierzy brytyjskich, o których niedawno mówił brytyjski premier – tego jeszcze nie wiemy, podobnie jak nie wiemy, czy ci młodzi Ukraińcy nie stawią na przykład jakiegoś desperackiego oporu. W takiej sytuacji również ukraińskie władze mogłyby dopatrzyć się plusów dodatnich, bo niewątpliwie ułatwiłoby to uzyskanie dla Ukrainy jakiejś rekompensaty za terytoria utracone na rzecz Rosji w ostatniej wojnie Ameryki z Rosją, prowadzonej do ostatniego Ukraińca.

To niewątpliwie ułatwiłoby Ukrainie podjęcie decyzji o nawiązaniu z Rosją jakichś rokowań, a z drugiej strony ułatwiłoby to Reichsfuhrerin Urszuli von der Leyen, albo jakiemuś innemu Reichsfuhrerowi, jaki objawi się po czerwcowych wyborach do PE, przeprowadzenie zamiany III RP w Generalne Gubernatorstwo, łącząc ją z dokończeniem procesu zjednoczenia Niemiec, zgodnego z aktualną konstytucją, czyli – do granicy z 1937 roku. W takiej sytuacji mandaty parlamentarzystów zarówno z tamtych okręgów wyborczych chyba by wygasły, podobnie jak z terenów przeznaczonych na rekompensatę dla Ukrainy. Nie jest wykluczone, że jakimści sposobem wszyscy zainteresowani już się o tym dowiedzieli i dlatego obserwujemy taki exodus części Wybrańców Narodu do Brukseli, gdzie te wszystkie zawirowania będzie można bezpiecznie przeczekać, aż do momentu, gdy wszystko się – jak pisał Adam Mickiewicz – „jak figa ucukruje, jak tytuń uleży”.

Stanisław Michalkiewicz

Pierścień władzy narodu polskiego – idea narodowa

Pierścień władzy narodu polskiego – idea narodowa

Autor: wawel , 10 maja 2024 ekspedyt/pierscien-wladzy-narodu-polskiego

Nacjonalizm – pierścień władzy narodu polskiego

MOTTO

“Kwiatem rozwoju i dumą ludów jest poczucie narodowe […]”

“Poczucie narodowe jest kwiatem cywilizacji łacińskiej.”

“Zdobywszy poczucie narodowe trzeba dalej pracować, by je utrzymać, co wymaga trudów bezustannych. Co musi się zdobywać, to można również utracić.”

“ […] upadają narody, gdy się osłabi w nich idea narodowa, wydająca z siebie patriotyzm. […] Gdzie się zagnieździła mieszanka, wygrywają cywilizacje niełacińskie, tym łatwiej, im bardziej powiodła się propaganda antynarodowa, kosmopolityczna.”

“Żywioł rodzimy musi mieć przewagę nad napływowym, i to znaczną, inaczej byt narodu staje się wątpliwym.”

[F. Koneczny]

I.  NARÓD, OSOBA I LUDZKOŚĆ ORAZ NOWOMOWA ZRODZONA Z NIENAWIŚCI

§ 1. Stopnie dojrzałości wspólnoty. Persona i nacja, personalizm i nacjonalizm – deformacje świadomości narodowej – nazizm i syjonizm – degradacja z narodu na lud – istnieją tylko nacjonalizmy konkretnych narodów – osoba jako fundament narodu – „ogólny nacjonalizm” nie istnieje – prawo ludów i gromad do krytykowania narodów? – dojrzałość i niedojrzałość ludów – narody in statu nascendi.

Tak jak osoba  jest ideałem życia jednostkowego, tak w sposób naturalny ideałem życia zbiorowego jest nacjonalizm. Jeśli absurdem byłoby negowanie wartości personalizmu ze względu na to, że istnieją tak zdegenerowane “osoby”, czy raczej półludzkie osobniki jak np. Harvey Weinstein czy Jeffrey Epstein, tak też absurdem jest negowanie i podważanie nacjonalizmu z tego powodu, że istniał Adolf Hitler i niemiecki, nacjonalny kult państwa (statolatria) oraz Fuehrera. Niedawno Robert Winnicki powiedział: “Jesteśmy nacjonalistami chrześcijańskimi”. Można też ową postawę określać: “nacjonalizm katolicki. I tak trzeba mówić i myśleć, by przywracać zdeformowany sens słowom wypaczanym celowo przez forpoczty kosmopolitycznego marksizmu kulturowego. Tak jak istnieją zdegenerowane formy życia wspólnotowego: kosmopolityzm wolnomularski, religijny (lub religijno-państwowy) rasizm żydowski (od Izaaka Lurii poprzez chasydyzm Chabad Lubawicz do syjonizmu Bubera, Rosenzweiga i Herzla), tak istnieją też właściwe formy życia społecznego jakimi są nacjonalizm, czy też nacjonalizm chrześcijański.

Zdegenerowane formy samowiedzy ludu kradnące nacjonalizmowi chrześcijańskiemu jego nazwę, częstokroć wiążą się ze swoistym mesjanizmem. Jest to mesjanizm dwojakiego rodzaju:

  • 1. samo-mianowany mesjanizm jakiegoś ludu (por. Dugin o wyższości narodu rosyjskiego oraz socjalista Moses Hess o tym, że „naród” żydowski jest swym własnym mesjaszem, a także – szokująca być może niektórych – paradoksalna obserwacja żydowskiego intelektualisty, Victora Klemperera (LTI, s.237), o pokrewieństwie Herzla, twórcy i głównego ideologa współczesnego syjonizmu z… Hitlerem: „Jakże uderza ta stale powtarzająca się zgodność ich obu – myślowa i stylistyczna, psychologiczna, spekulatywna, polityczna; a ile sobie wzajemnie zawdzięczali!”, oraz( LTI, s.238) o tym, że, „ Doktryna nazistowska niewątpliwie zawdzięcza syjonizmowi niejeden impuls i niejeden element wzbogacający […]”)
  • 2. mesjanizm ludu („narodu”), który wydał z siebie/dał się uwieść (niepotrzebne skreślić) przywódcę i ideologa uważającego siebie samego za mesjasza, co wkrótce owa wspólnota potwierdziła „uwierzywszy w jego misję” (por. Klemperer, LTI, s.235: „ […] podobieństwo myślowe, moralne, językowe między mesjaszem Żydów a mesjaszem Niemców przybiera to groteskową, to znów przerażającą postać”).

Bycie narodem, tak jak bycie pełną osobą ludzką nie jest czymś danym, zastanym. Ludy na swojej drodze ewolucyjnej ku staniu się narodami mogą się stoczyć w „gromadyzm” (stają się wtedy „masą”, którą posiada władza, por. Canetti, Masa i władza, a także Klemperer, LTI. Notatnik filologa: „”Mein Kampf Hitlera opisuje dobitnie i z drobiazgową dokładnością głupotę mas i głosi potrzebę utrzymywania ich w tej głupocie i odwodzenia od wszelkiej refleksji” i w innym miejscu trafny opis celów i metod władzy, która degraduje naród zamieniając go w tłum i masę: „ […] porwać za sobą ludzi prymitywnych, a tych, którzy mają już lub mieli pewną zdolność myślenia, przemienić z powrotem w prymitywne stadne zwierzęta.”).

Ludy mogą być narodami jakiś czas, po czym mogą tę rangę utracić, najczęściej pod wpływem obcych cywilizacyjnie wpływów. Naród to realność duchowa zbudowana w oparciu o rzeczywistość duchową, jaką jest osoba ludzka. Pełnia osoby ludzkiej to idea, którą odkryło i poczęło wprowadzać w życie chrześcijaństwo, personalizm to idea poczęta z ducha arystotelesowskiej etyki, czyli ideału dojrzałej osoby spełniającej się w moralnym działaniu w obrębie i na rzecz swojej etnicznej wspólnoty. Żadna inna religia nie dała takiego impulsu do samo-podnoszenia się ludów ku wyższemu stadium, jakim są narody. Idea dynastyczna w Europie poprzedzała ideę narodową, tak jak faza młodzieńczości pod opieką rodziców poprzedza fazę wieku dojrzałego.

Ludy zaczęły dorastać do bycia narodami na przestrzeni XIX w., każdy lud na swój sposób. Jak nie ma „dojrzałości w ogóle”, tak nie ma nacjonalizmu nieprzynależnego konkretnemu narodowi (nie ma idei „narodowej” w oderwaniu od konkretnego „narodu” mającego określone cechy i dzieje, mówiąc słowami Arystotelesa: „wykształcony” nie może istnieć bez kogoś, kto jest wykształcony”). Nie istnieje nacjonalizm „w ogóle”, tak jak nie istnieje etyka „w ogóle”, prawo „w ogóle”, religia „w ogóle”. Nie możemy oceniać nieskonkretyzowanych prawa, etyki, religii, nacjonalizmu. Możemy oceniać etykę chrześcijańską w porównaniu z etyką islamską lub buddyjską, nacjonalizm polski w porównaniu z nacjonalizmem niemieckim, ale pod zarzutem błędu szkolnego nie możemy formułować sądu poznawczego empirycznego w odniesieniu do pojęcia pierwotnego należącego do aksjomatyki danej dziedziny.Nie możemy krytykować „ogólnego nacjonalizmu” (krytykować “ogólnie” nacjonalizmu), bo taki nie istnieje.

W jedynym przypadku, gdy krytykowany jest nacjonalizm na poziomie ogólnym (czyli ‘każdy” nacjonalizm”) do udowodnienia jest teza, iż krytyka ta, ubrana w termin „kosmopolityzm” przychodzi spoza obrębu cywilizacji łacińskiej (dziedzictwo szkoły cyników i szkoły Zenona z Kition, jak go nazywa Kornatowski: semity z pochodzenia), czyli, jak to określa Koneczny, ze strony „gromadyzmu azjatyckiego”.Konflikt „nacjonalizm-kosmopolityzm” byłby wtedy refleksem na płaszczyźnie politologicznej bardziej zasadniczego konfliktu cywilizacyjnego „okcydentalizm-orientalizm”. Idąc dalej można by postawić tezę, że idee nacjonalizmu są swego rodzaju strażą graniczną cywilizacji zachodniej.

Nacjonalizm to dojrzałość ludu, który stał się narodem. Agresywne, cudzożywne gromady, plemiona, ludy, społeczności mogą nazywać siebie „narodem” a swoją doktrynę „nacjonalizmem” chcąc sobie przydać wartości w oczach innych, cywilizowanych wspólnot, jednak nie ma to mocy uczynienia ich narodami, podobnie jak wielokrotny przestępca może uważać siebie za pełnoprawną osobę nie rozumiejąc swojego niższego socjalnie statusu. Jeżeli istnieje etyka subkultury przestępców (więźniów), to tylko wtedy, gdy ujmiemy ją w cudzysłów. Kodeks subkultury to nie etyka, ideologia agresywnej wspólnoty, to nie nacjonalizm. Gdy państwo zamieszkiwane jest przez lud, populację nie czującą żadnych oporów przed eksploatowaniem sąsiednich wspólnot państwowych, to lud ten może być nazywany „narodem” a jego doktryna „nacjonalizmem” tylko w sensie przenośnym, nie ścisłym (por. Lutosławski: „ […] związki między ludźmi uważane za narodowości, nie zawsze są istotnymi narodami” i jak bardziej szczegółowo ujął to 100 lat temu „W dzisiejszej Europie narody romańskie są coraz to szczerzej pogańskimi, a narody germańskie w najszlachetniejszych swych odmianach, jak Anglicy i Skandynawowie dopiero przeniknęły się duchem Starego Testamentu, więc zasługują na miano starozakonnych […]”).

§ 2. Udawana miłość i skryta nienawiść. Humanitaryzm jako stłumiona nienawiść do wartości wyższych i niedostępnych rewolucjonistom – trzy imiona antynarodowej filantropii – ludzkość jako fikcyjne indywiduum kolektywne – niedojrzałość i histeria humanitarna i filantropijna – udawana miłość skrywająca faktyczną nienawiść – gra resentymentu – nienawiść do miłości narodu – nienawiść do narodu i osoby – miłość bliźniego i miłość najdalszych – stawianie siebie na miejscu Boga – apostołowie wszech-równości – socjaliści i humanitaryści jako reprezentanci Ludzkości i zastępcy Boga – źródło nienawiści – oskarżenia o mowę nienawiści jako klątwa Rady Mędrców – społeczeństwo otwarte – maski tyranii – walka.

Dla opisu głównego „przeciwnika frontowego” nacjonalizmu, idei narodowych, głównego i zaprzysięgłego jego wroga często używa się pojęcia „kosmopolityzm”. Jest to trafna lokalizacja głównego destruktora fundamentów cywilizacji łacińskiej, aczkolwiek nie sięgająca do korzeni tej postawy. Innym mianem nadawanym tejże samej postawie – także trafnym – jest „socjalizm”. Jednak określeniem najbardziej całościowym obejmującym całokształt postaw oraz ideologii atakujących rdzeń cywilizacji łacińskiej, czyli poczucie narodowości oraz idee chrześcijańskie – jest humanitaryzm. Dmowski tego destruktora łacińskości nazywa „antropocentrycznym humanizmem”, jeden z największych umysłów XX w., Max Scheler na to samo używa nazwy „nowożytny humanitaryzm”, albo bardziej opisowo „nowożytna miłość do człowieka, filantropia”, „rewolucyjne serce”, Le Bon zaś „apostołowie nowego dogmatu”, „apostołowie wszechrówności”, Koneczny natomiast ma na to takie nazwy: „rewolucyjność nowoczesna”, „rewolucjonizm”, „altruizm wyłącznej miłości samej tylko ludzkości”, „służba dla ludzkości”. Najbardziej wszechstronną analizę tej antynarodowej ideologii daje Scheler w swoim znakomitym dziele „Resentyment a moralność”, gdzie poświęca jej rozbiorowi cały rozdział ‘Resentyment a nowożytny humanitaryzm”, w którym daje jej wiwisekcję socjotechniczną, psychologiczną i wreszcie metafizyczną.

Według Schelera ów nowożytny humanitaryzm jest udawaną miłością, grą resentymentu (ideologicznym przekształceniem własnych niemożności), skrywającymi zgoła całkiem inne motywy i emocje, niż te hałaśliwie demonstrowane. Nie jest „prawdziwym”, „autonomicznym” ruchem miłości, z własnym pozytywnym fundamentem w istocie ducha ludzkiego, „lecz tylko tezą walki” przeciwko miłości do narodu (do człowieka z własnego kręgu kulturowego) oraz walki przeciwko chrześcijańskiej miłości do osoby i Boga. Niektórym może się ta teza wydawać śmiała, ale jej powszechność w różnych językowo kręgach myślicieli początku XX w. świadczy, że tak właśnie przebiegał front walki intelektualnej, ideologicznej i duchowej od przełomu XIX i XX w. i przebiega aż po dziś dzień. Scheler idzie dalej, wykazuje, iż jest to nie tylko nienawiść do miłości narodu, osoby i Boga, lecz wynika owa postawa z prostej, źródłowej nienawiści do

1. narodu,

2. osoby 

3. Boga.

Nie miejsce tu na relacjonowanie dalszej, fascynującej schelerowskiej analizy odnajdującej psychologiczne korzenie mentalności humanitarnych rewolucjonistów (histeria, osobowość niedojrzała, transytywizm, utrata granic osobowości i myślenie pierwotne), wypada odesłać każdego do pełnej lektury obydwu dzieł Schelera: „Resentyment a moralność” oraz „Istota i formy sympatii”.

Stworzenie jakiegoś indywiduum kolektywnego, owej „ludzkości” a następnie wzywanie do tego, by ową „ludzkość jako masę” kochać „bardziej od narodu, ojczyzny a cóż dopiero od Boga” jest nie tylko złe i niemoralne, ale jest też – jak wywodzi Scheler –  faktycznym obaleniem zachodniego porządku wartości. Być może owa dewiacyjność nie powinna dziwić, skoro zakorzeniona jest w dwóch ideach, które zrodziły się w głowach dwóch mających pewne kłopoty z równowagą umysłową autorów. W idei „altruizmu” Comte`a, tym – jak określa go Scheler – barbaryzmie i pustym, patetycznym frazesie oraz w Nietzschego abderyckiej „idei „miłości do najdalszych” mającej zastąpić chrześcijańską „miłość do najbliższego, do bliźniego”. Jak celnie zauważa Scheler: „Jest rzeczą nader charakterystyczną, że terminologia chrześcijańska nie zna „umiłowania ludzkości”. Jej podstawowe pojęcie brzmi „miłość bliźniego”.

„Ludzkość” to fikcja językowa, pojęcie niemożliwe, sprzeczne wewnętrznie, contradictio in adiecto, indywiduum kolektywne, które – jak pisze Koneczny – nie istnieje ani historycznie, ani socjologicznie, albo, jak zauważa Scheler, takie, o które można zapytać: „Komu […] dane jest to „indywiduum”? Kosmopolityczni rewolucjoniści ogłaszają swoją miłość do ludzkości, lecz ponieważ ludzkość nie istnieje, to jak – częściowo z humorem, choć sprawa sama nie jest wcale żartobliwa – wywodzi Koneczny, w związku z jej nieistnieniem nie możemy się dowiedzieć, czy… odwzajemnia ona tę miłość socjalistów, a skoro w związku z tym, że nie istnieje, to „nie może zająć żadnego stanowiska wobec kochających ją rewolucjonistów; robią się więc oni sami reprezentantami całej ludzkości, i stąd prosty wniosek, że służbą dla ludzkości jest służba dla rewolucji”. Sprawa pozornie żartobliwa faktycznie staje się złowieszcza. Dlaczego? Odpowiedź daje niezawodny Scheler: ci, którzy twierdzą, że kochają całą ludzkość… stawiają siebie na miejscu Boga, ponieważ „tylko Bóg bardziej kocha ludzkość […] od narodu; tylko Bogu to wolno i tylko On ma poniekąd „do tego prawo”. I tu powoli dochodzimy do kresu naszej peregrynacji badawczej, naszej podróży do źródeł herezji – postawienie siebie na miejscu „obalonego” Boga i potrójna nienawiść: do narodu, osoby i tegoż „strąconego” Boga.

U kresu poszukiwań docieramy do miejsca, gdzie bije źródło. Chociaż obie strony wojny duchowej zarzucają sobie nienawiść – nie może być tak, by obie zarazem miały rację. Takie „rzeczy” tylko w żydowskich dowcipach o „przemądrym” rabinie, który wysłuchawszy zaprzeczających sobie zeznań żony i męża orzekł, że oboje mają rację. Gdy pozostajemy w obrębie świata realnego, nie talmudycznego, to arystotelesowska zasada niesprzeczności nie tylko jest w mocy, ale stanowi osnowę uniwersum logosu i uniwersum bytów wszelakich. W świecie prawdziwym rzeki mają swoje źródła i swoje ujścia do morza. I żadne ze źródeł rzek nie może być jednocześnie ujściem. Dotyczy to także wylewających się z brzegów rzek nienawiści… Wszystko więc wskazuje, że owym źródłem i nienawiści i nieustającego szermowania dzidą oskarżeń o mowę nienawiści jest brodacz z Trewiru, Karol Marks z jego barbarzyńskim, dogmatycznym wyznaniem wiary: „Wszystkich nienawidzę Bogów!”.

Oczywiście, jest to początek uchwytny, lecz rzeki często nim wytrysną – płyną pod ziemią. I tak oto na 104 lata przed Manifestem Komunistycznym ukazała się napisana przez kobietę broszura „La Franc-Maçonne”, gdzie ideał tych podziemnych środowisk zaprezentowany jest w postaci demokratycznej republiki, gdzie, jak podaje M.Ghyka, „królem jest Rozum, radą najwyższą zaś – Zgromadzenie Mędrców”. Zwróćmy uwagę: królem nie jest ani Bóg, ani naród, ani choćby Parlament, tylko Rozum, ten sam, który później ubóstwiła rewolucja. Obie zaś zasady tej antyteocentrycznej utopii, ubóstwiony Rozum i Radę Mędrców odnajdujemy u ujścia tej rzeki nienawiści, w jej delcie, w pochodzącej z 1948 r. ideologii żydowskiego intelektualisty, prymitywnego ideologicznego awanturnika (określenie Erica Voegelina), Karla Raimunda Poppera, utopii tzw. społeczeństwa otwartego, gdzie owa otwartość okazuje się tylko wielobarwną maską skrytych marzeń o tyranii takiej, jakiej jeszcze świat nie widział (por. T.Gabiś, Karl Popper – Duchowy mistrz George`a Sorosa). Maską żądzy tyranii – ostatecznie – płynącej z potrójnego źródła stłumionej nienawiści: nienawiści do narodu, osoby i Boga. Nienawiści – by użyć zwrotu Schelera z jego analizy nowożytnego humanitaryzmu – „ukrytej głęboko za tą „łagodną”, wyrozumiałą”, „ludzką postawą” epatującą hollywoodzkim, szerokim uśmiechem. Uśmiechem tak szerokim, jak szeroka jest rozpadlina i nieprzekraczalna przepaść między humanizmem teocentrycznym a antropocentrycznym – „Te dwie odmiany humanizmu muszą się wzajemnie zwalczać, gdyż są one sobienie tylko przeciwstawne, ale i sprzeczne – jak mówi Dmowski posługując się terminologią Arystotelesa. Nie ma tu żadnej możliwości kompromisu”. I po jednej ze stron tej – żądającej wyboru – otchłani, każdy z nas musi stanąć. Brak wyboru będzie też wyborem, wyborem tchórzostwa, lub obojętności, która przecież w swej niewolniczej naturze nie przystoi mężnym, świadomym reprezentantom gatunku homo sapiens.

§ 3. System myśli narodowej. Nie można być cywilizowanym na dwa sposoby – bezcelowość polemiki i niemożliwość przymierza – potrzeba systemu myśli narodowej – nacjonalizm jako jedyny sposób zatrzymania socjalistycznej degradacji państwa i narodu.

Diagnostyka natury światopoglądu środowisk walczących z państwami narodowymi jest jasna – o ile jest systematyczna, dogłębna, oparta o klasyczne prawa myśli i logiki oraz indukcję historyczną – i jako jasna, do ewidentnych też winna prowadzić wniosków. Jak mówi Koneczny: „Wnioski co do terapii same się narzucają. Nie można być cywilizowanym na dwa sposoby”. „Przywróćmy panowanie cywilizacji łacińskiej […]”, a nie będzie rewolucji obyczajowych, wielokulturowych, nie będzie socjalizmu i socjalistów, kosmopolityzmu i inwazji apatrydów duchowych. Koneczny podsumowuje, że polemika z nurtami politycznymi, które negują istnienie wyższych wartości, ponieważ ich nie percypują a na ich miejsce stawiają sfabrykowane idole bytów i wartości – nie prowadzi do niczego. „Kontragitacja, rywalizująca co do demagogii, stanowi próżną stratę czasu. Terapia wymaga tu działania pozytywnego. Trzeba mieć doktrynę antyrewolucyjną, chcąc zwalczać rewolucyjność. Trzeba mieć coś do przeciwstawienia; sama polemika pogłębia tylko przepaść. […] Idea kosmopolityczna nie może być zarazem narodową. Przymierze między nimi może być tylko oportunistyczną komedią.” Dodam, w duchu Dmowskiego uzupełniając myśl Konecznego:trzeba mieć ideę antykosmopolityczną, antysocjalistyczną, teocentryczną. „Trzeba hasła, które by wyrażało się również krótko, węzłowato, jędrnie, a z którego dałoby się wywodzić wszystko dedukcją.” Jest tylko jedno jedyne hasło spełniające wszystkie powyższe warunki – tym hasłem jest polski nacjonalizm, tą ideą jest myśl narodowa, idea polska, państwo etnicznych Polaków.

Potrzebą chwili jest rekultywacja i odbudowa – używając zwrotu Konecznego – „korzeni i ścian działowych” polskiej tożsamości narodowej i polskiej etniczności. Scena polityczna zawłaszczona jest przez oświeceniowo-socjalistyczne ideologie, co – jak mówi Koneczny – „przyczynia się w wielkiej mierze do tego, by niższość brała górę. Przyczynia się bowiem do obniżenia iloczynu społecznego.” Przyczynia się więc do bezustannej, postępującej degradacji polskiego potencjału kulturowego i gospodarczego, polskiego narodu i państwa, karlenia polskiej duszy narodowej.

§ 4. Fałszywe słowa, fałszywe myśli i droga ku totalizmowi. Triada semantyczna – manipulacje zespołami pojęć – jak powstaje nowomowa – manichejska dychotomia zamiast klasycznej triady – jak rodzi się totalizm mentalny

Słowa są niezwykle ważne. Często – w sposób niezauważalny – stają się one naszymi myślami. Nieświadomie zaczynamy myśleć słowami podsuniętymi nam w złych intencjach przez inne osoby. Victor Klemperer pisze o tym niebezpieczeństwie przeoczonego przez nas przejścia od form językowych do form myślowych, od słów, do myśli, tak: „przejście od jednych do drugich jest prawie nieuchwytne, zwłaszcza u natur prymitywnych”. Dlatego ważne jest, by poznać najczęściej stosowaną i najbardziej skuteczną manipulację słowami. Słowami, które potem niebacznie bierzemy za… swoje myśli. Jak nauczyć wystrzegać się ulegania manipulatorom językowym – w tym może pomóc poniższa analiza najbardziej pospolitego triku.

Chcąc przybliżyć właściwy sens pojęcia naród, nacja, nacjonalizm nie można tego uczynić bez myślowego przywołania kontekstu terminów pokrewnych, powiązanych  terminów takich jak: lud, plemię, ludzkość, rasa,  rasizm, szowinizm, kosmopolityzm, patriotyzm, obywatel, pochodzenie, osoba, personalizm. Pojęcia wyższego rzędu (aksjologemy) egzystują w diadach, czy też mówiąc ściślej i zgodnie z genialną prezentacją ich sposobu bytu dokonaną przez Arystotelesa – w triadach. Triadach odmierzających trzy stopnie, trzy fazy: za mało – za dużo – w sam raz. Na konkretnym przykładzie: za mało = tchórzostwo, za dużo = zuchwałość, w sam raz = odwaga. Zasadą organizującą relacje między zakresem znaczeniowym pojęć ROZUMNIE POŁĄCZONYCH jest więc zasada niedobór – eksces – BALANS.  

Analogicznie do triady tchórzostwo-zuchwałość-odwaga mamy klasyczną triadę: za mało = kosmopolityzm, za dużo = szowinizm i w sam raz = nacjonalizm. Klarowne dystynkcje pojęciowe przez ostatni wiek są intensywnie rozmywane i niszczone przez neomarksizm. W tym konkretnym przypadku manipulacja pojęciowo-językowa polega na usuwaniu z języka terminu “szowinizm” i przeniesieniu całej jego negatywnej konotacji na termin “nacjonalizm”, podczas gdy przecież nacjonalizm w swym pierwotnym, jeszcze XIX-wiecznym znaczeniu (w imię którego ludy i narody walczyły o swoją wolność wyrywając ją zorientowanym antynarodowo i kosmopolitycznie dynastiom) nie ma nic wspólnego z militarnym ekspansjonizmem i szowinizmem. Zamiast na wzór arystotelesowski zbudowanej triady kosmopolityzm-nacjonalizm-szowinizm otrzymujemy manichejską diadę humanizm-faszyzm (czyli nacjonalizm), co jest najzwyklejszą realizacją totalitaryzmu w sferze myślowej i tworzeniem – groźnej dla zdolności myślenia – nowomowy. 

image

Podsumujmy manipulację mającą na celu usunięcie z przestrzeni językowej pozytywnego znaczenia pojęcia nacjonalizm. Organiczną triadę pojęciową (niedobór – eksces – BALANS, czyli kosmopolityzm – szowinizm- nacjonalizm) zastępujemy diadą kosmopolityzm – nacjonalizm. Usuwamy więc stopniowo z uzusu językowego pojęcie denotujące postawę skrajną, czyli “szowinizm”. Całą zaś negatywną treść pojęcia “szowinizm” przenosimy “PO CICHU, PO WIELKIEMU CICHU”,  na to pojęcie, które chcemy zdeprecjonować, czyli na “nacjonalizm”, czyli na pojęcie denotujące postawy, które chcemy zwalczać a później represjonować, gdyż stanowią przeszkodę w przeszkodę w przejmowaniu etnicznych terenów. Treść zaś terminu “kosmopolityzm”, by nie raził odsłonięciem prawdziwych zamiarów, przenosimy na termin “patriotyzm”. Zamiast więc spektrum trzech, płynnie przechodzących w siebie jakości (kosmopolityzm-nacjonalizm-szowinizm) otrzymujemy diadę, czy też raczej dychotomiczny podział patriotyzm-nacjonalizm. Dokonując kolejnych podstawień uzyskujemy kompletnie fałszywą alternatywę: albo patriotyzm (w sensie, ogólnikowym, niesprecyzowanym i pozostawiającym nam swobodę dowolnej definicji, np. takiej: patriotyzm to płacenie podatków i sprzątanie kup po psie), albo nacjonalizm, który nacechowujemy krańcowo negatywnie poprzez synonimiczne nazywanie go “faszyzmem”, “ksenofobią”, “nienawiścią”, “rasizmem”, “przyczyną mowy nienawiści”.

image

Zamiast więc zespołu powiązanych ze sobą trzech pojęć przedstawia się nam manichejską diadę dwóch wykluczających się wzajemnie pojęć pomiędzy którymi zieje przepaść  i tym samym sankcjonuje się tylko jedną jedyną dozwoloną postawę, tę, którą samemu się reprezentuje. Totalitarne zapędy zostają przełożone na język i wpisane do… słowników i encyklopedii, z których potem korzystają nasze dzieci w szkole i na studiach wytwarzając w sobie mentalność agresora, lub niewolnika lub… zmuszonego kryć się po niszach internetu rzekomego ksenofobicznego przestępcy. W państwie suwerennym, takim w którym naród tworzy państwo – jest na odwrót. Kulturkampf w wieku XIX walczyła z językiem polskim, w wieku XXI walczy z językiem zdrowego sensu. Ta druga walka jest może nawet bardziej groźna dla narodu i bardziej skuteczna w dziele wynaradawiania, gdyż bywa, że narody zmieniają język, mowy zdrowego sensu jednak nie da się zamienić na inną, poza nią jest obłęd i niewola w szacie ignorancji. Tak jak w XIX w. broniliśmy przetrwania mowy polskiej przed fizycznymi zaborcami, tak dzisiaj musimy z równą determinacją bronić mowy sensu i kultury sensu oraz przekazywać ją dzieciom niezależnie od mentalnej okupacji przez obce nacjonalizmy i marksizm kulturowy dziarsko maszerujący przez instytucje państwowe opanowane przez wszelkiej maści socjalistów, uniwersalistów europejskich i “liberałów”.

Musimy sobie zdawać z tego sprawę, iż władza po okrągłym stole należy do środowisk antynarodowych i to świadomie antynarodowych. Musimy wiedzieć dokładnie jak wygląda “pierścień władzy” i kto go porwał, bo to pierwszy krok do jego odbicia, odzyskania w twardej walce duchowej.Nie możemy też dać się zwieść dzisiejszej chwytliwej sztuczce, gdy ten, co ukradł pierścień władzy ogłasza nagrodę za jego odnalezienie… Albo wysyła wygadanego akwizytora, żeby jako polski pierścień władzy sprzedał nam podobną kształtem… obrożę psa łańcuchowego koncernów i korporacji.

Z socjalistycznej koncepcji narodu otwartego zrodzić się tylko może patriotyzm zbierania psich odchodów. Socjalizm i patriotyzm to – jak nazywa to Koneczny – incompatibilia. Patriotyzm głęboki, tożsamościowy zrodzić się może tylko z nacjonalizmu.

Socjalizm chrześcijański, naród otwarty, społeczeństwo otwarte – cały ten „pokost patriotyczny i religijny” na działaniach socjalistów nigdy nie trwa długo. „We Francji wielka rewolucja odwoływała się do patriotyzmu, póki groziły armie zagraniczne, ale też tylko dlatego, że armie te były antyrewolucyjnymi. Potem wycofał się rewolucjonizm francuski wcale szybko z wszelkich stosunków z patriotyzmem, aż doszli do tezy, że proletariusz nie ma Ojczyzny.” Nasuwa się analogia z dzisiejszymi, polskimi socjalistami, którzy realizują korporacyjną doktrynę o migracji zarobkowej i nomadyzmie pracowniczym bez mrugnięcia okiem, przed autochtonami przykrywając ją politurą ckliwego, banalnego „patriotyzmu”. Socjaliści zawsze będą zarzucać – wg słów Konecznego – „poczuciu narodowemu ciasnotę”, albo… nienawiść.

Czynieniu z narodów bezwolnych mas proletariackich może przeciwstawić się tylko silna myśl narodowa, jasno sformułowany i przełożony na stosunki gospodarcze i kulturowe – polski nacjonalizm.

Część naszego narodu postradała poczucie własności tych ziem i królujących im idei, albo – zupełnie bez swojej winy –  dała się zwieść chytrym demagogom i ich ckliwym atrapom “częściowej niepodległości” (przeróżnym Kaczyńskim, Bąkiewiczom etc.) i kupić za pozwolenie śpiewania na ulicy “Pierwszej Brygady”.

Rdzennego, etnicznego mieszkańca tych ziem można łatwo rozpoznać po tym, że zamiast idiotycznych kołchozowych kamieni milowych broni dwóch kamieni węgielnych swego narodu, czyli katolicyzmu i nacjonalizmu. Natomiast osobę obcą, duchowego apatrydę można rozpoznać po znieważaniu i deptaniu obrońców tożsamości narodowej oraz po bezustannym stosowaniu manipulacji słowno-pojęciowych mających na celu unicestwianie idei nacjonalizmu polskiego. Po zastosowaniu takich kryteriów rozpoznawania “obcości” zobaczymy jasno jak z przebierańców opadają szaty pustosłowia, z ich siedzib odpadają wprowadzające w błąd szyldy. I zdziwimy się tym, jak nas, rdzennych jest dużo…

Zjawisko obecności Ukraińców w instytucjach naszego państwa – w rządzie, w samorządach, w wojsku, w policji, w urzędach, mafiach etc.

Czy dla Ukraińców jest w Polsce miejsce? Zatrważająca odpowiedź Witolda Gadowskiego

Rozwój ukraińskiego podziemia kryminalnego. „Tu erupcję mamy dopiero przed sobą. Na razie staliśmy się ogromną pralnią brudnych pieniędzy ukraińskich oligarchów. Ukraińscy nababowie kupują w Polsce hurtowe ilości mieszkań za gotówkę, inwestują pieniądze w polskie firmy i pod różnymi pretekstami lokują duże środki w naszym systemie bankowym. W ten sposób legalizują w UE ukradzione na Ukrainie środki”

============================================

pch24/zatrwazajaca-odpowiedz-witolda-gadowskiego

„Coraz bardziej jesteśmy zaniepokojeni zmieniającą się strukturą społeczną Polski. Na ulicach dużych miast nagle – i to w dużej liczbie – pojawili się ludzie z wyraźnie innej kultury. Dotyczy to także milionów Ukraińców. Co prawda nie budzą oni takich obaw jak przybysze z Bliskiego Wschodu i Afryki, ale wyraźnie widać, że prezentują inną kulturę i inny sposób życia niż Polacy”, pisze na łamach tygodnika „Niedziela” Witold Gadowski.

Publicysta przypomina, że pierwszy masowy napływ Ukraińców do Polski rozpoczął się już w 2014 roku, kiedy rozpoczęła się rosyjska inwazja na Krym. „Ukraińcy zaludniali nasze restauracje, kawiarnie, pojawiali się jako istotna grupa pracowników na naszych budowach”, relacjonuje.

W roku 2022 rozpoczęła się trwająca do dziś druga fala ukraińskiej emigracji do Polski. „Nie sposób przy tym nie zauważyć, że Ukraińcy wypełnili niszę społeczną spowodowaną masową emigracją ekonomiczną młodych Polaków po otwarciu się rynku pracy na Wyspach Brytyjskich. (…) Nie ma co wnikać w ocenę tego zjawiska – ono jest faktem. Faktem jest też to, że nagle ze społeczeństwa homogenicznego, jednonarodowego, staliśmy się wspólnotą z liczną obecnością gości, którzy zaczynają sobie coraz śmielej poczynać”, podkreśla autor „Niedzieli”.

Zdaniem eksperta programu „Prawy Prosty PLUS” na antenie PCh24 TV od pewnego czasu obserwujemy zjawisko obecności osób o pochodzeniu ukraińskim i ukraińskich korzeniach w instytucjach naszego państwa – w rządzie, w samorządach, w wojsku, w policji, w urzędach etc. „Widzimy, że to zjawisko może także stanowić potencjalny czynnik zmian, i to niekoniecznie na lepsze. Niektóre grupy zorganizowanych Ukraińców jawnie odwołują się bowiem do banderowskich korzeni i tym samym są bardzo podatne na historyczne sentymenty wobec Niemiec”, wyjaśnia.

Kolejny problem to rozwój ukraińskiego podziemia kryminalnego. „Tu erupcję mamy dopiero przed sobą. Na razie staliśmy się ogromną pralnią brudnych pieniędzy ukraińskich oligarchów. Ukraińscy nababowie kupują w Polsce hurtowe ilości mieszkań za gotówkę, inwestują pieniądze w polskie firmy i pod różnymi pretekstami lokują duże środki w naszym systemie bankowym. W ten sposób legalizują w UE ukradzione na Ukrainie środki”, zaznacza.

Ostatni, nie mniej ważny problem, to w ocenie publicysty, zjawisko, które zdecydowanie się spotęguje, gdy na rosyjsko-ukraińskim froncie będziemy mieli do czynienia z rzeszami opuszczających front, bezrobotnych żołnierzy. „Wszyscy nie znajdą przecież zatrudnienia w prywatnych firmach militarnych. W zestawieniu z 20 tys. nieobsadzonych etatów w polskiej policji wygląda to nader poważnie”, podkreśla.

A zatem – czy dla Ukraińców jest w Polsce miejsce? Oczywiście, że tak. Mogą tu z nami żyć, ale ze świadomością tego, iż muszą się dostosować do obowiązujących nad Wisłą standardów. Możemy razem żyć, ale na polskich warunkach i z szacunkiem dla polskiej wrażliwości. W innym przypadku konflikty są nie do uniknięcia”, podsumowuje Witold Gadowski.

Źródło: tygodnik „Niedziela” TG

=======================================

mail:

Na koniec przestraszył się swoich argumentów i napisał:
Możemy razem żyć, ale na polskich warunkach i z szacunkiem dla polskiej wrażliwości.
To znaczy, że jednak Ukropol. 

III RP; wolno gotowana żaba. Z dedykacją dla krajowych „elit”.

III RP; wolno gotowana żaba

Z dedykacją dla krajowych „elit”

DR IGNACY NOWOPOLSKI MAY 8
READ IN APP
 

Jak wiadomo są dwa sposoby gotowania żab:  jeden wrzucić je do wrzątku, wtedy żaby natychmiast wyskoczą, a drugi podgrzewać je stopniowo, wtedy nawet nie zauważą kiedy zostaną ugotowane.

Ta druga strategia jest stosowana przez globalistów z dużym powodzeniem, także w przypadku III RP.

Ponieważ od zarania Rzeczpospolitej, proces gotowania, w różnych aspektach i sprawach jest bez przerwy prowadzony w stosunku do Jej obywateli, nie będę poruszał starszych wątków, o których pisałem niejednokrotnie, ale skoncentruję się na teraźniejszości.

Trzeba tu nadmienić, że proces „gotowania” obywateli III RP oraz bardziej przyspiesza, wprost proporcjonalnie do degeneracji i zidiocenia „elit”.  To, że praktycznie bez wyjątku stanowią oni grupę karierowiczów i oportunistów, jest jeszcze do strawienia.  Niestety,  są oni również całkowicie bezmyślni i bezrefleksyjni.  Tak bardzo zajęci są podlizywaniem się swoim zagranicznym globalistycznym pryncypałom, tak bardzo absorbują się manewrami w uzyskiwaniu najlepszej i najbardziej „prestiżowej” pozycji przy żłobie, że nie mają czasu i szarych komórek na najprostszą nawet analizę, tego co dzięki ich zaprzaństwu czeka III RP, Jej obywateli i ich samych.

Nabrzmiewający temat, od wielu już lat stanowi „rosyjska agresja na naszą Ojczyznę”.  Osobiście unikam, jak cuchnącego łajna, mediów głównego nurtu, ale pomimo to rzucają mi się prawie codziennie w oczy alarmujące nagłówki, w rodzaju: „Polskie lotnictwo i nasi sojusznicy poderwali samoloty…..”.

Przypomina mi się wtedy dowcip, kiedy to dwu starszych panów pije koniaczek w kawiarni, a przy sąsiednim stoliku zainstalowały się młode atrakcyjne panienki.  „To co podrywamy te dupy?”-pyta jeden- „Podrywamy”- odpowiada drugi. Po czym poderwali swoje dupy i opuścili lokal. 

Identyczny efekt ma „podrywanie polskich i sojuszniczych samolotów”. Tyle, że panowie z dowcipu na nic oprócz śmieszności się nie narazili, podczas gdy obywatele III RP, za każdym takim „poderwaniem” zbliżają się o krok do nuklearnej zagłady

Naszym władcom i ich genialnym wojskowym, nawet przez myśl to nie przejdzie, gdy po „owocnym i pracowitym dniu”, raczą się ze swoimi lokalnymi nadzorcami, szklanką whisky.  Zapewne nawet nie wiedzą na czym polega wojna nuklearna i jakie ZAWSZE są jej efekty.  Delektują się w błogim spokoju własnym lizusostwem, sprytem i hipokryzją!

Ostatnio rozpoczął się dynamiczny proces gotowania polskiej żaby w odniesieniu do kolorowej emigracji z krajów III ŚWIATA.  Nie nagłaśnia się tego tematu, ale z samych obserwacji, bez trudu można zauważyć na polskich ulicach dosłownie codzienny wzrost liczby ciemnych buziaków  „drogich gości”.  Co prawda, w przeciwieństwie do naszych uwielbianych „partnerów” z Zachodu, Polska nigdy nie parała się wyzyskiem kolonialnym, ale co bystrzejsi polskojęzyczni euro – obywatele, mogą argumentować, że III Świat jest trzeci, tak jak III RP i to powinno wystarczyć!

W obecnej rzeczywistości III RP, trudno jest mieć choć cień nadziei na poprawę, ale za to pewność, że ,w najbliższym czasie, nasi nadzorcy „rządowi” i „parlamentarni” zaczną wdrażać jakiś kolejny proces „gotowania polskiej żaby”.

Wojna o UkroPolin?

Wojna o UkroPolin?

Konrad Rękas „chart”

Posted by Marucha w dniu 2024-05-07 marucha/wojna-o-ukropolin

Świat stoi dziś w obliczu dwóch wielkich zagrożeń: wybuchu WW3 i wielkiego kryzysu 2.0, znacznie poważniejszego niż ten z lat 2008-11 i podobnego do załamania rynków z lat 30-tych XX wieku.

Oba te zjawiska są zresztą ze sobą powiązane, bowiem trwająca seria wojen lokalnych i duże prawdopodobieństwo pojawienia się kolejnych ognisk zapalanych, na Bliskim Wschodzie i na Morzu Południowo-chińskim wydają się być metodami zakamuflowania nadchodzącego kryzysu neoliberalnego globalnego kapitalizmu.

W tej sytuacji uniknięcie wojny staje się zagadnieniem życia i śmierci, w szczególności dla narodów środkowoeuropejskich, znajdujących się w naturalnej strefie zgniotu między Zachodem i Wschodem.

Jakiekolwiek straty i zniszczenia, które dotknęłyby Polskę, Rumunię, Węgry czy Słowację i Czechy w związku z wojną z Rosją – przez Anglosasów uznawane są za koszty akceptowalne. Możemy być kolejnymi ofiarami tej wojny i ani w Waszyngtonie, ani w Londynie nikt się zawaha, by wysłać polskich czy rumuńskich żołnierzy, by ginęli najpierw na Ukrainie, a potem może i na terytorium naszych własnych państw.

NATO już jest na Ukrainie

Wojska NATO nie muszą zresztą nawet na Ukrainę wkraczać, bowiem od dawna już tam są. Z tygodnia na tydzień zwiększa się po stronie Kijowa obecność francuska i brytyjska, oficjalnie głównie szkoleniowa i logistyczna, no i wywiadowcza, ale wiadomo też o aktywności NATO-wskich sił specjalnych, saperów, żandarmerii, a nawet policji, m.in. polskiej. Po prostu informacje na ten temat są dawkowane opinii publicznej Zachodu tak, by stopniowo oswajać ją z coraz większym zaangażowanie militarnym NATO.

W ten sposób pełnowymiarowe włączenie się do wojny takich państw jak Polska będzie wydawać się po prostu logiczną konsekwencją już wcześniej trwających działań. Niestety, w obecnej sytuacji politycznej, jeśli taka decyzja zapadnie – nie można sobie wyobrazić uniknięcia udziału Polski w wojnie z Rosją, choć wysłaniu polskich wojsk na Ukrainę sprzeciwia się ponad 90 proc społeczeństwa. To nie Polacy jednak decydują, ale amerykański hegemon.

Miraż Kresów

Zwłaszcza w Rosji polskie wejście do wojny bywa niekiedy przedstawiane jako próba aneksji terytoriów stanowiących obecnie Zachodnią Ukrainę. Tymczasem trzeba rozdzielić sentymenty i nadzieje polskiego społeczeństwa od polityki rządu Polski.

Władze w Warszawie nie chcą anektować części Ukrainy, to zupełna oczywistość, której w Polsce nikomu tłumaczyć nie trzeba, a rosyjskie media niepotrzebnie łudzą się, że jest inaczej. Oczywiście, gdy blisko 1/3 Polaków ma jakieś historyczne, rodzinne związki z Kresami Wschodnimi, w tym z ziemiami zajmowanymi obecnie przez Ukrainę – trudno, byśmy zapomnieli, że miasta takie jak Lwów, Łuck, Stanisławów, Równe, Tarnopol przez stulecia stanowiły one żywe ośrodki polskiego życia kulturalnego i społecznego. Powrót tych terenów do polskiej macierzy byłby wydarzeniem epokowym i wielkim świętem narodowym, jednak obecni rządzący nie będą Polakom robić takich prezentów.

Przeciwnie, jeśli polskie wojska znajdą się na Ukrainie, to by ratować reżim kijowski i uratować dawne polskie ziemie… dla Ukrainy. Sami Polacy zresztą nie byliby obecnie wstanie zmierzyć się z jakimikolwiek zmianami granicznymi, nieważne, na korzyść czy niekorzyść Polski.

Oczywiście też jednak, jeśli polskie wojska wejdą do Lwowa, nawet jako sojusznicy prezydenta Zełeńskiego i mera Sadowego nie oznacza to wcale, że szybko stamtąd wyjdą. Stworzona zostanie nowa sytuacja geopolityczna, a ta zawsze może zostać nasycona nową treścią. Może nią być unia polsko-ukraińska, ale czy będzie ona bardziej polska, czy bardziej ukraińska – dopiero się okaże i wiele zależy od determinacji i zaangażowania samych Polaków, jeśli granica przedzielające odwiecznie polskie ziemie naprawdę zniknie.

W końcu milionom Ukraińców bardziej niż na ziemi zależy na wyjeździe dalej na Zachód. A próżnię na ich miejsce będzie można wypełnić. Na pewno Polacy nie zarządzaliby gorzej swoją dawną własnością na Wschodzie niż robią to dzisiaj oligarchowie i kapitał zachodni.

Z pewnością też jednak brać należy pod uwagę słabość polskiego potencjału, tak demograficznego, jak i gospodarczego. Wypluwszy na zachodni rynek pracy 3 miliony aktywnych zawodowo Polaków – III RP pozostaje tylko podwykonawcą gospodarczych Wielkich Niemiec. W takiej sytuacji to aktywny na Ukrainie kapitał międzynarodowy miałby z miejsca przewagę w ramach nierównej unii, co poniekąd może tłumaczyć samo pojawienie się i zadziwiającą trwałość całego konceptu.

Widmo UkroPolin

Pomysł unii polsko-ukraińskiej, czymkolwiek miałaby ona być co jakiś czas pojawia się zwłaszcza w kręgach bliższych brytyjskiej polityce wobec Kijowa. Można więc domniemywać, że jest to jeden kilku możliwych scenariuszy, przewidywanych w Londynie i Waszyngtonie dla Ukrainy, w zależności od przebiegu wypadków na froncie i zapewne od stabilności reżimu Zełeńskiego. Gdy zacznie się on chwiać, zaś Polska będzie musiała stać się kolejnym państwem frontowym, wówczas jakiś nowy polsko-ukraiński twór państwowy pozwoliłby tylnymi drzwiami wciągnąć Ukrainę do NATO, a ponadto inne państwa należące do sojuszu miałyby rozwiązane ręce, by nie udzielać UkroPolinowi bezpośredniej pomocy zbrojnej, nie zachodziłaby bowiem przesłanka art. 5 Traktatu.

Własność, a nie unia

Scenariusz taki ma więc wiele plusów dla Zachodu, byłby natomiast bardzo niebezpieczny dla Polski, która za jednym zamachem znalazłaby się w stanie faktycznej wojny z Rosją, a w dodatku wyrzekłaby się własnej suwerenności (i tak wprawdzie ograniczonej przez NATO i UE) na rzecz jakiegoś niedookreślonego tworu państwowego ze znaczącym wpływem nazistów i oligarchów.

Zamiast więc odnieść jakieś narodowe korzyści z upadku reżimu w Kijowie – zapewnilibyśmy mu bezpośredni wpływ na wewnętrzną politykę polską, w dodatku ostatecznie dewastując własną gospodarkę, zwłaszcza rolnictwo i transport. Tymczasem Polacy mogą i powinny dążyć do odzyskania polskiej WŁASNOŚCI na Kresach Wschodnich, ale bez zbędnego i szkodliwego obciążenia tamtejszą skorumpowaną ukraińską administracją oraz przede wszystkim bez uwikłania się w samobójczą z naszego punktu widzenia wojnę z Rosją.

Rosjanie nie są wrogami Polaków ani żadnego innego narodu Europy Środkowej, prawdziwym zagrożeniem są natomiast dla nas wszystkich podżegacze wojenni, zachodni kompleks wojenno-przemysłowy, a także kijowscy naziści i oligarchowie. To przed nimi musimy się bronić za wszelką cenę unikając wojny.

Konrad Rękas „chart”
https://chart.neon24.net

Deo gratias !?!

Deo gratias

Stanisław Michalkiewicz  „Forum Polskiej Gospodarki” (fpg24.pl)    5 maja 2024 micha

Towarzyszu z Kanady, który zbożem palisz, To nieprawda, że mąki nikomu nie trzeba. Łopatą ziarna ty mnie od głodu ocalisz. Daj chleba!” – Pisał dawno temu Antoni Słonimski w wierszu: „Palenie zboża” . Chodziło o to, że zdarzyło się wtedy, iż gwoli podtrzymania cen na pszenicę, podobnie jak na kawę i bawełnę, w Kanadzie palono zboże, w Brazylii topiono w morzu kawę, a w południowych stanach Ameryki palono bawełnę.

W tamtych czasach zdarzało się to wyjątkowo, podczas gdy teraz jest to rutynowa praktyka, która nazywa się „kwotowaniem produkcji”. Kiedy jeszcze w latach 80-tych byłem we Francji na winobraniu, niszczyliśmy część zbiorów, bo w przeciwnym razie wydajność winnicy przekroczyłaby 50 hl wina z hektara, a wtedy właścicielowi groziły drakońskie kary. Tymczasem taka maksymalna wydajność była podyktowana przez Brukselę, bo produkcja wina już wtedy była w UE „kwotowana”. Była to realizacja ideału gospodarczego Hilarego Minca – jednego z trójki wszechmogących Żydów, których Stalin przysłał do Polski, żeby tresowali nas do komunizmu. Ten Hilary Minc miał ideał gospodarczy w postaci „planu doprowadzonego do każdego stanowiska pracy”. W Polsce to nigdy w stu procentach się nie udało, podczas gdy na Zachodzie, gdzie przez całe dziesięciolecia rządziły partie socjaldemokratyczne, często do spółki z komunistami, udało się ten ideał osiągnąć.

Kwotowanie” jest biurokratyczną reakcją na prawo podaży i popytu. Wielu ludzi reaguje na nie w sposób nieoczekiwany. Adam Grzymała-Siedlecki w swoich wspomnieniach pisze o niejakim panu Zapalskim, ziemianinie gdzieś w Świętokrzyskiem, który nawet skończył uniwersytet. Gospodarował w swoim majątku całkiem sprawnie, aż do momentu, kiedy zimą, wywrócił się z saniami, uderzając głową w węgieł stodoły. Od tego czasu jego umysł zaczął pracować jakimś ilorazem teorii naukowych i bzika. Akurat Europa została zalana tańszym amerykańskim zbożem, co spowodowało kryzys w tutejszym rolnictwie. Pan Zapalski zareagował nań właśnie takim ilorazem: nie mogę zwiększyć popytu na pszenicę, ale mogę zmniejszyć jej podaż na rynek – i ku desperacji oficjalistów i rodziny, zabronił obsiewać pola w swoim majątku.

Ponieważ w Unii Europejskiej, w odróżnieniu od takiej Ukrainy, która do Unii nie należy, rolnictwo, podobnie jak wszystkie inne gałęzie gospodarki – może z wyjątkiem przemysłu molestowania – podlega biurokratycznej dyktaturze, to wskutek tego tutejsze koszty produkcji rolniczej są wyższe, niż gdziekolwiek indziej – również dlatego, że biurokraci w ostatnich dziesięcioleciach popadli w zależność od wariatów, którzy w ten sposób narzucili całemu kontynentowi rozmaite absurdalne pomysły, w rodzaju walki z klimatem, co jeszcze bardziej te koszty podnosi. Dodatkowo w tej sytuacji Unia Europejska jest zasypywana ukraińskim zbożem i innymi produktami rolniczymi, które nie podlegają żadnym standardom, jakie są egzekwowane od tutejszych rolników.

Ci przeciwko temu protestują, ale te protesty są daremne w sytuacji, gdy oligarchowie, którzy zdominowali ukraińskie rolnictwo, musieli przekupić brukselskich biurokratów, by otworzyli unijny rynek rolny przed ukraińskimi produktami. Toteż jakiekolwiek interwencje u tubylczych ministrów, czy nawet premiera Tuska, nie przynoszą żadnych rezultatów, ponieważ ani oligarchowie z Ukrainy, ani brukselscy biurokraci nie chcą rozmawiać z żadnymi tubylczymi kacykami, od których nic już nie zależy, bo suwerenność polityczną swoich bantustanów już dawno przefrymarczyli za tak zwane „subwencje”. Teraz, gdy chodzi o umieszczenie w brukselskim przytułku dla „byłych ludzi” swoich faworytów, którzy przy okazji będą firmowali kolejne kroki na drodze „pogłębiania integracji”, czyli budowania IV Rzeszy, na użytek naiwniaków, któtrzy w czerwcu mają wziąć udział w głosowaniu, demonstrują asertywność – jak na przykład Książę-Małżonek, czy nawet sam Gauleiter Donald Tusk, albo nawet sprzeciw („jestem za, a nawet przeciw” – mówił Kukuniek) – jak Jarosław Kaczyński, czy Mateusz Morawiecki, który jeszcze niedawno w podskokach podpisywał wszystkie „Zielone łady” i inne biurokratyczne wynalazki – teraz się odgraża, że będzie odbudowywał „Europę Ojczyzn” – jakby nie wiedział, że została ona pogrzebana wraz z wejściem w życie traktatu z Maastricht już w roku 1993. Co ciekawe – i jednym i drugim to uwodzenie swoich wyznawców może się udać, bo – jak zauważył Franciszek ks. de La Rochefoucauld – „tylko dlatego Pan Bóg nie zesłał na ziemię drugiego potopu, bo przekonał się o bezskuteczności pierwszego”.

I chyba nieprzypadkowo (nieżyjący już ksiądz Bronisław Bozowski mawiał, że „nie ma przypadków, są tylko znaki”) doszliśmy do Pana Boga, jako że w Nim ostatnia nadzieja. I rzeczywiście. Kiedy już wyglądało na to, iż na ten kryzys w rolnictwie, spowodowany z jednej strony unijną biurokracją, a z drugiej – ukraińskimi oligarchami – nie ma rady – kiedy Gauleiter Donald Tusk zaczął grozić, że będzie „wypalał żelazem” zatajonych putinowców, do których oczywiście zalicza wszystkich przeciwników Volksdeutsche Partei z rolnikami na czele, kiedy pan wiceminister Kołodziejczak z wyżyn swojej wieży z kości słoniowej zaczął z sejmowej trybuny pomstować na „głupców” – nie było rady – musiał interweniować Pan Bóg. Na szczęście nie w taki sposób, jak to zrobił Putin, który z dnia na dzień zlikwidował pandemię zbrodniczego koronawirusa, tylko po swojemu, to znaczy – dyskretnie.

Zesłał mianowicie na Europę nagłą falę przymrozków, które wymroziły nie tylko znaczną część sadów i zbóż ozimych. Mogłoby się wydawać, że to dla rolnictwa niekorzystne, ale tak nie jest, bo te przymrozki doprowadzą do obniżenia plonów zarówno zbóż, jak owoców, a także miodu – a więc tych produktów rolniczych, z którymi są największe problemy. Dzięki temu jest szansa, że ceny nie tylko nie spadną do jakiegoś katastrofalnego poziomu, ale nawet – że nieznacznie wzrosną. Tak to Pan Bóg sprytnie wykorzystał prawo podaży i popytu, być może nawet wychodząc naprzeciw prośbom zdesperowanych rolników, którzy uznali, że tylko On może jakoś zaradzić złu. „Stąd dla żuka jest nauka”, by nie lekceważyć mechanizmów rynkowych, skoro posługuje się nimi sam Stwórca Wszechświata, który – mówiąc nawiasem – musiał te mechanizmy rynkowe też ustanowić już podczas aktu stworzenia. Dotyczy to nie tylko Lewicy, która ostentacyjnie nie wierzy w Pana Boga, ale również socjalistów pobożnych, którzy wprawdzie w Pana Boga wierzą, ale nie wierzą w istnienie mechanizmów rynkowych – bo bardziej wierzą w Jarosława Kaczyńskiego. Jednak w sprawie kryzysu rolnego Jarosław Kaczyński – podobnie jak Gauleiter Donald Tusk – okazał się całkowicie bezradny, podczas gdy Pan Bóg – przeciwnie – i to w dodatku – przy pomocy mechanizmów rynkowych.

Stanisław Michalkiewicz

16 maja. Wysłuchanie publiczne ws. proaborcyjnych ustaw. Możesz zabrać głos – za zabijaniem lub za życiem. Pan też ma prawo przyjść do Sejmu i mówić..

RatujŻycie.pl

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

To krytyczny moment dla obrony życia dzieci.

Dlatego wzywam: wszystkie ręce na pokład. TERAZ.

16 maja o godzinie 10:00 Sejmowa Komisja Nadzwyczajna ds. aborcji organizuje wysłuchanie publiczne ws. proaborcyjnych ustaw. Oznacza to, że każdy obywatel może zgłosić się i zabrać głos – za zabijaniem lub za życiem. Pan też ma prawo przyjść do Sejmu i mówić.

Nie trzeba wiele, wystarczy być i powiedzieć tylko dwie rzeczy: że dziecko jest człowiekiem od poczęcia i że pod żadnym pozorem nie wolno mordować niewinnych dzieci. Lub w inny wybrany przez Pana sposób dać świadectwo prawdzie.

Pański głos się liczy.

Na wysłuchanie publiczne trzeba się zgłosić w określony sposób:

  1. Wejść na https://www.sejm.gov.pl/Sejm10.nsf/page.xsp/wysluchanie_publiczne,
  1. Wydrukować formularz zgłoszenia w PDF wpisując numer druku sejmowego 176 lub 177 lub 223 lub 224 – dowolny z nich. W okienku w części D wystarczy wpisać „Będę bronić życia dzieci” lub podobne zdanie.
  1. Zanieść wypełniony dokument do Biura Podawczego Sejmu Al. Na Skarpie 16 w Warszawie lub nadać pocztą listem poleconym 
    (najlepiej także priorytetowym).

Ostatni dzień na zgłoszenia to 6 maja – decyduje data stempla pocztowego lub dzień zaniesienia zgłoszenia osobiście do Biura Podawczego w Warszawie.

NIE można zgłaszać się mailem.

Czy może Pan być 16 maja w Sejmie? Jeśli tak, to bardzo proszę się zgłosić. Proszę pamiętać, że dzieci zagrożone aborcją nie będą mogły nic powiedzieć w swojej obronie, dlatego potrzebują właśnie Pana.

Proszę także o przekazanie tej wiadomości innym osobom o poglądach pro-life – im więcej z nich zjawi się na posiedzeniu komisji, tym lepiej.

Serdecznie Pana pozdrawiam,

Kaja Godek
Kaja Godek
Fundacja Życie i Rodzina
www.RatujZycie.pl

PS – Wysłuchanie publiczne to czas, gdy posłowie dostają informację, jak powinni się zachować. Dlatego obecność w Sejmie każdego, kto żąda ochrony życia dzieci, jest kluczowa.

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:
IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

MOŻNA TEŻ SKORZYSTAĆ Z SYSTEMÓW DO SZYBKICH PRZELEWÓW, BLIKA LUB PŁATNOŚCI KARTAMI POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

Obserwuj nas:      

Były wiceprezydent Gdańska pedofilem. Wdrażał edukację seksualną


Były wiceprezydent Gdańska pedofilem? Wdrażał edukację seksualną
Fundacja Pro-Prawo do życia

Piotr K., były wiceprezydent Gdańska ds. edukacji, został właśnie skazany przez sąd za pedofilię. Usłyszał wyrok wykorzystania seksualnego małoletniego i doprowadzenia go do tzw. innej czynności seksualnej. Wcześniej Piotr K. publicznie domagał się ukarania wolontariuszy naszej Fundacji za organizację akcji “Stop pedofilii” na ulicach Gdańska.
Piotr K. to współpracownik gdańskiego lobby LGBT, odpowiedzialny jako wiceprezydent za wdrażanie w szkołach Gdańska tzw. “edukacji seksualnej”. To właśnie z inicjatywy tego środowiska zostałem skazany na rok ograniczenia wolności za organizację kampanii “Stop pedofilii” w Gdańsku. Urząd Miasta Gdańsk i współpracujące z nim organizacje lobby LGBT od dawna prześladują wolontariuszy naszej Fundacji za kampanię “Stop pedofilii”. Chcą wszelkimi metodami nas uciszyć, gdyż “edukacja seksualna” oparta o te same standardy co w Gdańsku ma być wprowadzona w szkołach całej Polski. Nie możemy się na to zgodzić!Niemiecka edukacja seksualna w polskich szkołach [foto]Sąd w Gdańsku wydał właśnie wyrok na Piotra K., byłego wiceprezydenta Gdańska ds. edukacji. Został skazany za seksualne wykorzystanie małoletniego. Nieprawomocny wyrok to m.in. 1 rok więzienia, warunkowo zawieszony na okres próby wynoszący 3 lata, oraz kwota 5 000 zł zadośćuczynienia.

Trzy miesiące temu w Gdańsku zapadł prawomocny wyrok sądu wobec mnie. Jako członek zarządu naszej Fundacji zostałem skazany na 1 rok ograniczenia wolności i 15 000 zł kary za organizację mobilnej akcji informacyjnej “Stop pedofilii” na ulicach Gdańska. Miesiąc wcześniej za udział w tej samej akcji “Stop pedofilii” na pół roku ograniczenia wolności sąd w Gdańsku skazał kierowcę naszej furgonetki Adriana. Nasza kampania dotyczyła deprawacyjnego programu tzw. “edukacji seksualnej”, który władze Gdańska wdrażały w szkołach przy współudziale lokalnych aktywistów LGBT. Za pomocą akcji społecznych i kampanii furgonetkowych ostrzegaliśmy rodziców z Gdańska przed lekcjami deprawacji. Osobą odpowiedzialną za kwestie edukacyjne z ramienia Urzędu Miasta Gdańsk był wiceprezydent Piotr K. 

I to właśnie Piotr K. był jedną z osób, które aktywnie zabiegały o to, abyśmy zostali skazani za organizację akcji “Stop pedofilii”. 

Piotr K. jako wiceprezydent Gdańska oficjalnie poparł zawiadomienie do prokuratury, jakie przeciwko nam złożyli aktywiści LGBT z organizacji Tolerado domagający się ukarania nas w związku z furgonetkową akcją “Stop pedofilii” na ulicach Gdańska. Sprawa ciągnęła się od 2019 roku. 28 lutego 2019 r. aktywiści LGBT wraz z wiceprezydentem Piotrem K. zorganizowali w Gdańsku specjalną konferencję prasową, podczas której złożyli na nas donos do prokuratury. W trakcie konferencji głos zabrała m.in. Marta Magott, wiceprezes Tolerado, która powiedziała: 

“…czujemy się jako osoby homoseksualne bezpośrednio dotknięci jakimikolwiek sugestiami próbującymi zestawić nas z osobami wykorzystującymi seksualnie dzieci.”

Gdy Marta Magott mówiła te słowa, tuż obok niej stał Piotr K., który został właśnie skazany przez sąd za pedofilię i wykorzystanie seksualne małoletniego. 

Do podobnej sytuacji doszło dwa miesiące temu w Szczecinie. Kierowca naszej furgonetki Jan Bienias został skazany przez sąd na 30 000 zł kary za udział w akcji “Stop pedofilii“, ostrzegającej rodziców przed “edukacją seksualną”. Wyrok na Janazapadł krótko po tym, jak do opinii publicznej przedostała się informacja, że polityk Koalicji Obywatelskiej i lider lokalnego lobby LGBT trafił do więzienia za pedofilię. Krzysztof F., bo o nim mowa, prowadził razem ze swoim homoseksualnym partnerem restaurację w centrum Szczecina, w której organizował „randki LGBT”. Był współzałożycielem Stowarzyszenia Równość na Fali, które najpierw działało pod nazwą Kampania Przeciw Homofobii Szczecin. W sierpniu 2020 roku Krzysztof F. wykorzystał seksualnie 13 letniego chłopca. Przed gwałtem usiłował podać dziecku narkotyki. 
Gdy sąd w Gdańsku skazywał mnie na rok ograniczenia wolności za organizację akcji “Stop pedofilii”, skazujący mnie sędzia argumentował, że nasza kampania “Stop pedofilii” utrudnia aktywistom LGBT “działalność edukacyjną”. Ta działalność “edukacyjna” to forsowanie w polskich szkołach tzw. “edukacji seksualnej” według Standardów Edukacji Seksualnej opracowanej przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) i rząd Niemiec. 

Piotr K. w 2020 roku wziął udział w propagandowym wiecu “Jestem LGBT”, w trakcie którego wyrażał swoją solidarność z aktywistami LGBT, obiecując wdrażanie w życie kolejnych żądań politycznych i prawnych tego środowiska. Jednym z takich zrealizowanych już żądań było wprowadzenie do szkół Gdańska programu “edukacji seksualnej” zatytułowanego ZdrovveLove, prowadzonego według Standardów Edukacji Seksualnej w Europie autorstwa WHO i rządu Niemiec. W ramach tego programu gdańscy uczniowie dowiadywali się m.in., że: 

– „Istnieją przeróżne sposoby masturbacji, poszczególne osoby mogą stosować niepowtarzane techniki lub przedmioty.”

– „Jeżeli jesteś osobą LGBT, to masz prawo nią być i tworzyć takie relacje intymne, jakie będą dla Ciebie i Twojego partnera, partnerki lub partnerów satysfakcjonujące”.

Gdański program “edukacji seksualnej” zakłada promocję wśród uczniów zachowań homoseksualnych, transseksualizmu, “zmiany płci”, antykoncepcji, masturbacji oraz posiadania wielu partnerów seksualnych równocześnie. Skazany za pedofilię wiceprezydent Gdańska Piotr K. przyznawał, że gdański program “edukacji seksualnej” został stworzony w oparciu o wytyczne WHO i niemieckich instytucji.
Wśród tych wytycznych znajduje się m.in.: 

Dzieci w wieku 0-4 lat mają być zachęcane do masturbacji. 

W wieku 4-6 lat dzieci mają wyrażać uczucia seksualne takie jakie podniecenie oraz rozwijać w sobie szacunek dla różnych „norm seksualnych”. 

W wieku 6-9 lat dzieci mają zrozumieć, na czym polega wyrażanie zgody na seks. 

W wieku 9 lat dzieciom należy przekazać informacje na temat pierwszych doświadczeń seksualnych i orgazmu.

“Edukacja seksualna” według Standardów Edukacji Seksualnej ma prowadzić do tego, że dzieci mają posiąść „umiejętności negocjowania i komunikowania się w celu uprawiania bezpiecznego i przyjemnego seksu”. W Gdańsku forsowano zajęcia z takiej “edukacji seksualnej” w czasie gdy za kwestie edukacji odpowiadał skazany za pedofilię były wiceprezydent Piotr K.
Umiejętność wyrażania przez dzieci zgody na seks nie jest potrzebna dzieciom. Jest potrzebna pedofilom. Właśnie dlatego nasza Fundacja jest prześladowana za utrudnianie aktywistom LGBT “działalności edukacyjnej” i za ostrzeganie rodziców przed “edukacją seksualną”. Akcja uliczna [foto]Próby wdrożenia w Polsce „edukacji seksualnej” na wzór niemiecki, inspirowane Standardami WHO, były już wielokrotnie podejmowane. Od wielu lat odbywa się to lokalnie w miastach takich jak Gdańsk, Warszawa, Poznań czy Wrocław, gdzie lokalne władze zezwalają organizacjom „edukatorów seksualnych” wchodzić do szkół z wulgarnymi i deprawacyjnymi zajęciami. 
Teraz „edukacja seksualna” ma zostać odgórnie narzucona we wszystkich szkołach w Polsce. Decyzją Donalda Tuska we wszystkich szkołach mają odbywać się lekcje “edukacji seksualnej”. Nowy przedmiot, dla zmylenia czujności rodziców, ma nazywać się “Edukacja zdrowotna”. Rzekomo prozdrowotny charakter tego przedmiotu zachwala rząd. Dokładnie takiej samej argumentacji używał skazany za pedofilię Piotr K. – “edukacja seksualna” w Gdańsku również miała mieć charakter “prozdrowotny”.
To, co stało się w Gdańsku, ma mieć teraz wymiar ogólnopolski i wejść do wszystkich szkół. Szerzej informowaliśmy już o tym na naszej stronie. Jako społeczeństwo musimy powstrzymać plany deprawatorów wobec naszych dzieci. Trzeba działać i walczyć, aby „edukacja seksualna” w ogóle nie weszła do polskich szkół. Nasza Fundacja Pro-Prawo do Życia mobilizuje Polaków do działania i organizuje opór w całej Polsce. Organizujemy niezależne akcje społeczne i docieramy do rodziców z ostrzeżeniem.
W związku z nasileniem się działań deprawatorów w ostatnim czasie, musimy organizować kolejne akcje uliczne, kampanie furgonetkowe, wystawy i akcje plakatowe. Jak najwięcej osób powinno się dowiedzieć czym jest “edukacja seksualna” i kto za tym stoi.
Dlatego proszę Pana o przekazanie 50 zł, 100 zł, 200 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby umożliwić organizację niezależnych kampanii informacyjnych ostrzegających Polaków przed zagrożeniem deprawacją ich dzieci. Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPWJesteśmy prześladowani za organizację kampanii “Stop pedofilii”, gdyż ujawnia ona plany deprawatorów wobec polskich dzieci.
 Najbardziej przeszkadza ona środowiskom, których członkowie lub współpracownicy okazali się pedofilami. Trzeba prowadzić ją dalej w całej Polsce pomimo prześladowań i represji.
Proszę Pana o pomoc i umożliwienie nam tych działań. 
Z wyrazami szacunkuMariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

…”Szablą odbierzemy !” – Gdzie ta szabla?

Mirosław Dakowski [prawie sprzed 20 lat, a jakże aktualne! MD]

…”Szablą odbierzemy !” – Gdzie ta szabla?

Wystąpienie na IV Kongresie Polski Suwerennej, Warszawa, 18. XII. 2004

Na wstępie naszego spotkania śpiewaliśmy “co nam obca przemoc wzięła, szablą odbierzemy”. Przez całe spotkanie przewijał się temat, CO nam wzięto, tak w dziedzinie materialnej, jak kulturowej i duchowej. Prezentowano również różne, zwykle uzupełniające się poglądy na to, KTO nam to wszystko odbierał i odbiera. 

Prezentowano również propozycje i postulaty, jaki Komitet Wyborczy powołać, z jakimi programami gospodarczymi i społecznymi i jaki powinien być podział wpływów między różne Porozumiewające się Strony. Jak dotąd nie zauważyłem jednak, by przedstawiono realistyczne sposoby, jak ten nurt patriotyczny mógłby na najbliższych wyborach zaważyć. Bo przy obecnej, partyjniackiej ordynacji szansa na wprowadzenie choć jednego posła jest równa zero. Wskazują na to tak obliczenia, jak i dotychczasowe wieloletnie doświadczenia.

Stąd uzasadnione wydaje się pytanie postawione na początku:

Gdzie ta szabla?

Gdy czytamy gazety, lub oglądamy telewizor, zauważamy, że wśród parlamentarzystów jest ogromny procentowy udział mafiozów, ściślej – żołnierzy konkretnych gangów mafijnych krajowych i zagranicznych, także pospolitych przestępców, kłamców czy wreszcie zboczeńców. I to całe towarzystwo jest bezkarne, dalej, nawet po ujawnieniu, prowadzące swoje “interesy”. Udział ten jest zdecydowanie wyższy, niż wśród ludzi, którzy by zostali wzięci z zaskoczenia, z łapanki z ulicy i przeniesieni do rządzenia nami na ul. Wiejską. Nadreprezentacja. Również udział ludzi stawiających interesy Polski ponad osobiste lub partyjne, wydaje się niższy w Parlamencie, niż wśród “ludzi z łapanki”. 

Czy świadczy to jednak o tym, że “Polacy nie dorośli do demokracji”, że należy jeszcze wiele lat (a może dziesięcioleci) “nimi” porządzić? Tak przecież przedstwiają sytuację różne “autorytety”. 

NIE, widzimy i wykazujemy, że te patologie powoduje raczej sposób doboru ludzi do Parlamentu. Ten sposób to ordynacja partyjniacka, zwana oficjalnie, a z pogwałceniem logiki i faktów “proporcjonalną”. Sposób ten jest jeszcze gorszy, niż znany za komuny sposób kreowania działaczy partyjnych, powodujący powstanie kasty działaczy BMW (bierny, mierny ale wierny). Obecnie, sposób nam niemiłościwie panujący, dobiera rzeczywiście miernych i biernych, ale już nawet nie wiernych. Dowodem mogą służyć statystyki zmian barw partyjnych, czy klubowych w paru ostatnich kadencjach sejmowych. Te zmiany idą w setki na kadencję, powstają też różne kluby-efemerydy, czy partie-efemerydy, na które jako żywo NIKT nie głosował.

Te cztery warianty ordynacji, według których mieliśmy “dać głos” w wyborach (hau-hau!), są pozatem jawnie sprzeczne z Konstytucją: wybory nie są równe, ani powszechne, ani – to oczywisty skandal – nie są proporcjonalne. Konstytucjonaliści mówią nam na to, iż nie są istotne argumenty matematyczne, logiczne, czy wynikające z powszechnego rozumienia pojęć: istotne i decydujące jest zdanie eksperta-profesora-konstytucjonalisty (SIC!). Czyli inaczej i dalej – “wola polityczna” grup będących u koryta (pardon, u władzy). 

O ordynacji mogącej złamać ten zaklęty krąg samopowielania się kasty politycznej głośno mówimy już od 12-tu lat. Jest to ordynacja oparta o Jednomandatowe Okręgi Wyborcze (JOW). Otóż zmiana ordynacji nie powinna być CELEM , do którego różne nurty polityczne dążą. Tu, na sali, są przedstawiciele co najmniej paru takich nurtów. Dla nas musi to być środek, sposób, wreszcie ta poszukiwana Szabla, dzięki której wywalczymy suwerenną Polskę. 

T. zw. Oni wiedzą, jak groźną bronią w demokracji jest powszechne żądanie, by wybierać swych przedstawicieli tak, jak robią to Brytyjczycy, Amerykanie czy Hindusi, czy wreszcie obywatele 60-ciu innych krajów.

  1. I dlatego osoba zajmująca Pałac Namiestnikowski i stanowisko prezydenta mówi nam, że na razie Polacy nie dojrzeli do Demokracji, że rozważymy wprowadzenie JOW za parę, może paręnaście lat…
  2. I dlatego długie szeregi dyżurnych (bo przecie nie samozwańczych) Autorytetów m-oralnych występują z gorącym apelem do prezydenta, by wprowadzić JOW. Wśród tych ludzi są tacy, którzy jeszcze dwa dni wcześniej, przy wódeczce naśmiewali się z pomysłu JOW. I pare tygodni później – również.
  3. I dlatego co sprytniejsze partie polityczne stawiają jako “swój cel” mówienie o JOW. By jednak tego nie wprowadzić skutecznie, niektóre mieszają ten postulat ze zmniejszeniem sejmu (co znacznie utrudniłoby wejście do sejmu działaczy naprawdę niezależnych oraz będących bez pieniędzy). I chcą koniecznie… w dwóch turach, bo druga tura umożliwiłaby im machlojki między turami, jak to ma miejsce np. we Francji. Ich propozycja ma jeszcze parę nieistotnych dla wyborcy i dla Polski zmian. Nic dziwnego, że prości ludzie mówią o nich “ślepaki”: bo uśmiech jest, a jakże, ale… oczków brak.
  4. I dlatego, gdyby demonstracja Ruchu JOW po marszu z Jasnej Góry na Warszawę liczyła nie 200 osób skandujących pod Pałacem Namiestnikowskim “chcemy posła, a nie osła”, lecz 20 tysięcy, to od razu wszystkie wymienione wyżej Siły stanęłyby naprawdę na czele ruchu JOW – i błyskawicznie wprowadziły ten postulat. Bo to są “zwierzęta polityczne”, czują, która sprawa zwycięża. I staną na jej czele. Daj nam to, Panie Boże, bo przed ich manipulacjami i oszustwami będzie nam się wtedy łatwiej bronić.

Summę żądań ruchu JOW (przyszpilającą wszystkie machinacje “poprawiaczy”) umieściliśmy przed rokiem na znaczkach pocztowych JOW: “Żądamy 100% Jednomandatowych Okręgów Wyborczych do Sejmu”. Ludzie dopisują na niektórych kopertach: “Do Sejmu, Kwachu, nie do Senatu!”.

I w jednej turze! To ostatnie – dla Kaczorów. Schodząc do poziomu sloganów dla owieczek z Farmy Zwierząt Orwella: Zamiast mętnych “4*TAK” , żądamy “3*1” : 1 okrąg, 1 poseł, 1 tura.

Więc gorący apel: potraktujmy postulat zmiany ordynacji na JOW jako środek, jako tę poszukiwaną szablę, a o programy gospodarcze będziemy mogli spierać się w sejmie. W sejmie, w którym posłowie są odpowiedzialni przed Narodem, przed swymi wyborcami, a nie przed prezesem partii czy szefem grupy mafijnej.

Właśnie teraz mamy ogromną szansę, gdy obok, w t.zw. “polityce”, sypią się pokruszone post-komunistyczne betony, a równocześnie rozlegają się patetyczne jęki i dziewicze przysięgi kolejnych ujawnianych styropianowych agentów. Czas więc, by wymusić sposób wprowadzania do sejmu ludzi, których w naszym małym okręgu znamy, którym ufamy – i którym, dzięki prostocie JOW, będziemy mogli patrzeć na ręce.