Dr. Zbigniew Hałat zmarł nagle i niespodziewanie. Jego strona zaraz też znikła – nagle i niespodziewanie. Oto ona.

Dr. Zbigniew Hałat, były wiceminister zdrowia i Główny Inspektor Sanitarny, zmarł nagle i niespodziewanie 17 kwietnia 2022. Jego strona zaraz też znikła – nagle i niespodziewanie.

Poczciwy Kret ją jednak wykopał – oto ona, tj. ogromna jej część.

https://web.archive.org/web/20220625173015/https://halat.pl/

„Gaz za ruble”, kto przegrał? Czy w tym bratnim uścisku zaduszą nas na śmierć?Ceny gazu w USA: 25 €/MWh, u nas: 123 €.

Ceny gazu w USA: 25 €/MWh, i u nas: 123 €.

Andrzej Szczęśniak https://www.bibula.com/?p=135013

Głośno było ostatnio o przejściu na ruble w płatnościach za gaz. Bardzo dużo szumu… a potem cisza… Co się stało, czemu przycichło? Czyżby jakaś wstydliwa tajemnica? Rzeczywiście, kryje się za tą ciszą coś, co trzeba skrzętnie ukryć przed opinią publiczną…

Gdy Polska (PGNiG) jako pierwsza podejmowała tę decyzję o rezygnacji z płatności w nowym systemie, razem z nią takiego samego wyboru dokonała Bułgaria (Bulgargaz). Później dowiedzieliśmy się o kolejnych, którzy odmówili płacenia: fiński Gazum, holenderska GasTerra, międzynarodowy Shell, duński Orsted i litewski Ignitis.

Niewiele, szczególnie że oprócz polskiego kontraktu pozostałe były bardzo skromne lub miały się właśnie zakończyć. A przecież wciąż obowiązują 54 kontrakty Gazpromu. Te „porzucone” też, jedynie ich realizacja została zawieszona ze względu na brak płatności, a ich wielkość to 18 mld m3 rocznie (na 155 mld importu EU z Rosji w 2021 r.). Jednak Rosjanie szacują ubytek na 5-10% dostaw do Europy, gdyż wiele z tego gazu płynie dalej poprzez pośredników.

Polska była pierwsza… ale sprowadza rosyjski gaz przez Niemcy. Finlandia odrzucając rosyjski gaz za ruble, gwałtownie zwiększyła zakupy… rosyjskiego LNG. Kontrakt zupełnie inny, też długoterminowy, ale w płatności rublami nie obowiązują. Novatek dostarcza LNG z terminalu Kriogaz w Wysocku nad Bałtykiem, bo to najbliżej i najtaniej, gdzie najwięcej kupują… Litwa i Finlandia.

Od rosyjskiego gazu odcięło się zaledwie kilku odbiorców. I też nie do końca. Reszta spokojnie kupuje dalej. A na temat tego „straszliwego szantażu” zapadła cisza. Zero podsumowań, analiz, wniosków.

Kilka krajów wpadło we własne sidła ostrej retoryki pod publiczkę, która uniemożliwia podjęcie racjonalnej decyzji w trudnym momencie. Wepchnęła je w nie Bruksela, jej stanowisko było pryncypialne aż do bólu. Wpłata w walucie kontraktu była do przyjęcia, jednak już konwersję na ruble uznawano za naruszenie sankcji. Przypominali o tym najwyżsi rangą biurokraci brukselscy z Ursulą von der Leyen na czele. Jednak podstaw prawnych nie miało to żadnych, zapisane zostało w jednym z tysięcy dokumentów typu FAQ (odpowiedzi na najczęstsze pytania). Żadnej rangi dokument, a mógł spowodować natychmiastowe odcięciem całej Unii od 40% (a Niemiec od 60%) dostaw kluczowego surowca dla przemysłu i energetyki. To doprowadziłoby do natychmiastowej katastrofy energetycznej i szerzej – gospodarczej.

Nacisk najmocniej działał na kraje słabe i nie broniące swoich interesów. One wypowiedziały kontrakty, odcięły się od wschodu, a w efekcie popadły w energetyczne uzależnienie od Starej Europy, tak jak Polska od Niemiec. Peryferia Unii popadły w jeszcze większe uzależnienie od swoich starszych i bogatszych partnerów. Teraz mogą jedynie pokiwać palcem w bucie.

W żadnym stopniu pokrzykiwania Unii nie działały na państwa, które wiedzą, że interesy gospodarcze to istota rzeczy. Niemcy zawsze dyskretnie opierały się pogłębianiu uzależnienia od USA, a przede wszystkim od kontrolowanych przez nie źródeł ropy i gazu. Dlatego przez partnerstwo z Rosją chciały zmniejszyć dominację Ameryki w Europie. Jednak przy dzisiejszym natężeniu presji, przy uruchomieniu wszelkiego rodzaju narzędzi wpływu – politycy europejscy, szczególnie niemieccy, zrejterowali. Jednak nie na tyle, by nie było odwrotu. Gdy nacisk osłabnie, Ukraina i Rosja zakończą wojnę, wrócą do osłabiania uścisku sojusznika i użyją Rosji jako strategicznej przeciwwagi.

Waszyngton ma ogromną ilość narzędzi nacisku na Europę, a gdy będzie jeszcze kontrolował dostawy energii, a szczególnie jej ceny, może być bardzo niewesoło. Już dzisiaj jest, wystarczy porównać ceny gazu w USA: 25 €/MWh, i u nas: 123 €. Europa ma 5-krotnie wyższe ceny gazu niż Ameryka i jej gospodarka w tym bratnim uścisku może zostać zaduszona na śmierć.

A Stany odgryzają dla siebie coraz większy kawałek europejskiego tortu gazowego, podpisując kontrakty na eksport LNG do Europy. EnBW podpisał właśnie pierwszy w historii niemiecki kontrakt długoterminowy na zakup LNG.

Sytuacja jest niebezpieczna, czasy są wojenne i nieprzewidywalne. Mamy wojnę na Ukrainie, ale mamy też wojnę energetyczną (handlową, finansową) Zachodu z Rosją. Każdy scenariusz jest możliwy i poruszamy się po polu minowym, gdzie każdy krok może skończyć się wybuchem. Niemcy już ostrzegają, że cały ten „rynek” może się w każdym momencie zawalić, określając tę sytuację jako gazowy „efekt Lehman Brothers” – najsłynniejszego bankructwa XXI wieku, które wywołało globalny kryzys finansowy w 2008 roku.

Andrzej SzczęśniakMyśl Polska, nr 27-28 (3-10.07.2022)

Za: Mysl Polska – myslpolska.info (3-07-2022) | https://myslpolska.info/2022/07/03/gaz-za-ruble-kto-przegral /

Wesprzyj naszą działalność [BIBUŁA md]

Jak piją Polacy? W latach 2002-2017 alkohol był przyczyną przedwczesnych zgonów 110 tys. Polaków.

Jak wypadamy na tle świata? Raport OECD o spożyciu alkoholu

W latach 2002-2017 alkohol był przyczyną przedwczesnych zgonów 110 tys. Polaków pomiędzy 20 a 64 rokiem życia.

Monika Mikołajska https://www.medonet.pl/narodowy-test-zdrowia-polakow/zyj-zdrowiej,picie-alkoholu—jak-wypadaja-polacy–nowy-raport-oecd,artykul,90827573.html

Średnio 11,3 litra czystego alkoholu rocznie przypada na mieszkańca kraju należącego do UE – wynika z raportu Organizacji Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD), uwzględniającego 52 kraje świata. Ile piją ich mieszkańcy? Jak często się upijają, gdzie jest najwięcej uzależnionych? Jak to wpływa na długość życia? I wreszcie, jak sytuacja wygląda w Polsce? Poznajcie szczegóły.

  1. Wg raportu przynajmniej raz w miesiącu upija się 30 proc. dorosłych (powyżej 15 lat)
  2. W krajach OECD od alkoholu uzależnionych jest 3,7 proc. populacji – to ok. 50 mln ludzi
  3. Na jednego Polaka rocznie przypada średnio 11,7 litra czystego alkoholu, co najmniej raz w miesiącu upija się 35 proc. dorosłych
  4. Do 2050 r. z powodu chorób i urazów spowodowanych piciem alkoholu średnia długość życia skróci się u nas o 1,6 roku. To jeden z wyższych wskaźników

Raport OECD: przynajmniej raz w miesiącu upija się 30 proc. dorosłych

„Alkohol może być źródłem przyjemności i jest ważną częścią gospodarki w wielu krajach. Jednak jego szkodliwe spożywanie jest głównym czynnikiem ryzyka przedwczesnej śmierci, urazów, wielu chorób niezakaźnych” – przestrzega Organizacja Współpracy Gospodarczej i Rozwoju (OECD) w nowym raporcie poświęconym zapobieganiu szkodliwemu spożywaniu alkoholu (to tylko niektóre z konsekwencji).

Z opracowania wynika tymczasem, że problem ten jest stosunkowo powszechny – przynajmniej raz w miesiącu upija się 30 proc. dorosłych (osoby powyżej 15. roku życia) i jeden na pięciu nastolatków, którzy 15 lat jeszcze nie ukończyli. Co więcej, raport pokazuje, że szkodliwe picie alkoholu wśród młodych dorosłych jest powszechne. Alkohol pije ponad 60 proc. nastolatków w wieku 15 lat, a co piąty już co najmniej dwukrotnie doświadczył nietrzeźwości.

To wyniki analiz przeprowadzonych w 52 państwach, które uwzględnia raport organizacji – są to członkowie OECD, Unii Europejskiej i kraje G20 (zrzesza najbogatsze państwa świata, w tym USA i Chiny). Wśród badanych państw znalazła się oczywiście również Polska – o tym, jak wypadliśmy, w dalszej części tekstu.

Autorzy dokumentu szacują, że wśród mieszkańców krajów należących do OECD w 2018 r. na osobę przypadało 10 litrów czystego alkoholu – odpowiada to dwóm butelkom wina lub prawie 4 litrom piwa tygodniowo. Średnia dla państw Unii Europejskiej wynosi 11,3 litra na mieszkańca, w państwach G20 to o niemal 3,5 litra mniej – 7,9 litra na głowę.

Mężczyźni spożywają więcej alkoholu niż kobiety (średnio trzy razy więcej).

[—]

Państwa, w których pije się najwięcej

Gdzie konkretnie spożywa się najwięcej czystego alkoholu? Do państw, w których wskaźniki te są najwyższe należą wg raportu OECD m. in. Łotwa i Austria.

Spożycie alkoholu (litry czystego alkoholu) wśród dorosłych (wiek 15+), ok. 2018 r.

Na Łotwie rocznie na mieszkańca przypada 12,8 litra czystego alkoholu (mężczyźni 20,9 litra; kobiety 6,1 litra). Odpowiada to mniej więcej 2,6 butelkom wina lub 4,9 litrom piwa tygodniowo na osobę w wieku 15 lat i starszą. Co najmniej raz w miesiącu upija się 44 proc. dorosłych. Jeżeli chodzi o młodzież, przynajmniej raz w życiu upiło się 25 proc. chłopców i 24 proc. dziewcząt w wieku 15 lat.

W Austrii zaś na jednego mieszkańca rocznie przypada 12 litrów czystego alkoholu (mężczyźni 18,5 litra, kobiety 5,8 litra). To odpowiada mniej więcej 2,5 butelkom wina lub 4,6 l piwa tygodniowo na osobę. Co najmniej raz w miesiącu upija się 33 proc. dorosłych. 36 proc. chłopców i 28 proc. dziewcząt w wieku 15 lat piło co najmniej dwa razy w życiu.

Co z Polską? Jak pokazuje powyższa grafika, zajmujemy pod tym względem 10. miejsce.

Jak podaje raport, w krajach OECD od alkoholu uzależnionych jest 3,7 proc. populacji, czyli ok. 50 mln ludzi. Podczas gdy średnia dla krajów Unii Europejskiej jest podobna, dla krajów G20 wynosi ona 2,9 proc. We wszystkich krajach częstość występowania uzależnienia jest wyższa u mężczyzn niż u kobiet. Na tym tle wyróżniają się Łotwa, Węgry i Federacja Rosyjska. Szczegóły przedstawia poniższa grafika.

Spożycie alkoholu w Polsce. Szczegóły raportu OECD

Co na temat Polski mówi najnowszy raport OECD? W jakich ilościach pije się u nas alkohol i jakie są tego skutki? Poniżej najważniejsze informacje.

Wg analiz OECD na jednego Polaka rocznie przypada średnio 11,7 litra czystego alkoholu. To odpowiada mniej więcej 2,4 butelki wina lub 4,5 litra piwa tygodniowo na osobę w wieku 15 lat i więcej. Co najmniej raz w miesiącu upija się 35 proc. dorosłych – oznacza to, że na jedną „okazję” wypijamy ponad 80 proc. butelki wina lub 1,5 litra piwa.

W rozróżnieniu na płeć – mężczyźni w naszym kraju spożywają 18,4 litra czystego alkoholu na mieszkańca rocznie, w przypadku kobiet jest to 5,6 litra. Co ciekawe, kobiety o 62 proc. częściej upijają się (w miesiącu), jeśli mają wyższe wykształcenie.

Jeżeli zaś chodzi o młodzież, 17 proc. chłopców i 21 proc. dziewcząt w wieku 15 lat co najmniej dwa razy w życiu piło alkohol. Autorzy raportu podkreślają, że dzieci, które nigdy nie były pijane, mają o 42 proc. większe szanse na dobre wyniki w szkole.

Jak takie spożywanie alkoholu może wpłynąć na oczekiwaną długość życia? Analizy w 52 krajach wskazują, że generalnie do 2050 r. średnia długość życia spadnie o 0,9 roku. Największe spadki prognozowane są jednak w krajach Europy Środkowej i Wschodniej.

Wg szacunków w ciągu następnych 30 lat z powodu chorób i urazów spowodowanych piciem alkoholu średnia długość życia skróci się u nas o 1,6 roku. Prognozy te uwzględniały wypijanie jednego drinka dziennie u kobiet i średnio 1,5 drinka dziennie u mężczyzn.

To wysoki wynik (na pokazanym wykresie jest to wskaźnik HALE). Gorzej od nas wypada tylko Litwa (długość życia skróci się o 1,9 roku) i Rosja (1,7 roku). Wskaźnik dla Estonii i Łotwy również wynosi 1,6 roku. Szczegóły przedstawia poniższy wykres.

Wpływ spożycia alkoholu na długość życia

Wpływ spożycia alkoholu na długość życia

[cd. w oryginale. MD]

===================================

Tymczasem w „Rynku zdrowia” podają dane błędne, chyba 10 razy zaniżone: „Statystyczny Polak wypija rocznie średnio 3 litra wódki”.[sic!!]. I nie poprawili!!

Tak piszą tu: https://www.rynekzdrowia.pl/Uslugi-medyczne/Prof-Zatonski-za-picie-placimy-krotszym-zyciem-ostatni-rok-byl-rekordowy,203728,8.html

=================================

Prof. Zatoński, załamanie wskaźników dotyczących oczekiwanej długości życia zbiegło się z decyzją (z 2002 r.- red)  ówczesnych władz o obniżeniu o 30 proc. akcyzy na wyroby spirytusowe.

Dane są zatrważające. W latach 2002-2017 alkohol był przyczyną przedwczesnych zgonów 110 tys. Polaków pomiędzy 20 a 64 rokiem życia.

Nie o zemstę, lecz o pamięć i prawdę wołają ofiary ludobójstwa

http://isakowicz.pl/spoleczne-ogolnopolskie-upamietnienie-ofiar-ukrainskiego-ludobojstwa-polakow-3-14-lipca/

Społeczne ogólnopolskie upamiętnienie Ofiar Ukraińskiego Ludobójstwa Polaków, 3 – 14 lipca

Na prośbę Rodzin Ofiar Ludobójstwa oraz organizacji patriotycznych i kresowych zamieszczam informację o najważniejszych upamiętnieniach.

Uwaga: Program stale uzupełniany.

Nowe informacje można przesyłać na e-mail tadeusz@isakowicz.pl

Niedziela 3 lipca – Jasna Góra – XXVIII Zjazd i Pielgrzymka Kresowian.

9.30 –Kaplica NMP. Msza św. za wypędzonych, poległych i pomordowanych na Wschodzie. Homilia – ks. Tadeusz Isakowicz – Zaleski.

10.30 – Marsz pokoleń kresowych. Przekazanie wotum do Kaplicy Pamięci Narodu i Apel Pamięci pod tablicami poświęconymi Polakom zamordowanym na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej w latach 1939–1947 oraz Ukraińcom udzielającym Polakom pomocy.

11.15 – Sala Papieska – Otwarte Forum Kresowe: KRESY- PAMIĘĆ POKOLEŃ.

Organizator – Światowy Kongres Kresowy

Czytaj więcej

Sobota 9 lipca – Warszawa

g. 13.00 – Msza św. za Ofiary Ludobójstwa Polaków i obywateli polskich innych narodowości na Kresach Wschodnich RP (kościół Wszystkich Świętych, pl. Grzybowski)

g. 14.30 – konferencję popularno-naukową (gmach PAST-y, ul. Zielna).

Organizator – Stowarzyszenie „Wspólnota i Pamięć’.

Czytaj więcej   

Sobota 9 lipca – Kędzierzyn-Koźle – XIX. Wojewódzkie Dni Kultury Kresowej oraz Narodowy Dzień Pamięci 11 lipca 1943 r.

Godz. 10.00 – Msza Święta w Kościele p. w. Wniebowzięcia NMP
przy ul. Wojciecha Czerwińskiego 5 w Koźlu w intencji Polaków pomordowanych na Kresach Wschodnich II RP.


Godz. 11.20 – Marsz Pamięci do PSP Nr 12 uczestników Mszy
Świętej z kompanią honorową i orkiestrą oraz pocztami sztandarowymi,
pod tablicę upamiętniającą dokonane ludobójstwo Polaków na Kresach
przy ulicy Piramowicza 30. Odczytanie Apelu Pamięci. Oddanie salwy
honorowej, odegranie Hymnu Państwowego i Roty. Złożenie wiązanek
kwiatowych pod tablicą pamięci.

Godz. 14.30 – Miejski Ośrodek Kultury
w Koźlu, ul. Skarbowa 10 – Konferencja naukowo-historyczna poświęcona tragicznym wydarzeniom na Kresach, w której uczestniczyć będą znani polscy historycy zajmujący się tymi zagadnieniami.

Niedziela, 10 lipca – Domostawa, gm. Jarocin (Podkarpacie) -Wmurowanie kamienie węgielnego pod pomnik Andrzeja Pityńskiego „Rzeź Wołyńska”

g. 15.00 – Nabożeństwo polowe

Po nabożeństwie:

– Powitanie gości

– Przedstawienie stanu prac nad wzniesieniem pomnika

– Odczytanie i podpisanie Aktu Erekcyjnego

– Poświęcenie Aktu Erekcyjnego oraz urny z prochami,

– Wmurowanie Aktu Erekcyjnego oraz urny z prochami

– Złożenie wieńców oraz salwa honorowa.

Organizator – Społeczny Komitet Budowy Pomnika „Rzeź Wołyńska” i Wójt Gminy Jarocin

Czytaj więcej

Niedziela 10 lipca – Przemyśl

g. 18:30  mszy świętej za dusze pomordowanych Polaków na Wołyniu. Następnie spod kościoła oo. franciszkanów nastąpi tradycyjny przemarsz pod pomnik Ofiar Rzezi Wołyńskiej na cmentarzu przy ul. Słowackiego.

Niedziela 10 lipca – Kielce

g. 11.00 – Katedra Biskupia – msza św. za Ofiary Ludobójstwa. 

g. 12.00 – Marsz Milczenia spod Katedry pod Krzyż Wołyński na cmentarzu.

Niedziela 10 lipca – Dębno (Zachodniopomorskie)

Godz. 11.00 – Msza św. w parafii pw. św. Ap. Piotra i Pawła

Godz. 12.00 – Wystąpienia okolicznościowe. Modlitwa za ofiary ludobójstwa. Złożenie kwiatów przed Głazem Pamięci Ofiar Ludobójstwa.

Organizator – Stowarzyszenie Kresy Wschodnie – Dziedzictwo i Pamięć – Oddział w Dębnie

Niedziela 10 lipca – Guelph (Kanada)

g. 12,00 – msza św. za Ofiary Ludobójstwa w Kościele Sacred Heard w Guelph na rogu Alice St. i Huron St.

Organizator: Stowarzyszenie Józefa Piłsudskiego “Orzeł Strzelecki” w Kanadzie i Związek Polaków w Kanadzie Grupa # 11 z Guelph.

Niedziela 10 lipca – Essen (Niemcy)

g. 12.30 w kościele pw. Świętego Clemensa, w Polskiej Misji Katolickiej w Essen Msza Święta w intencji Ofiar Ludobójstwa Polaków na Kresach Wschodnich.

Niedziela 10 lipca – Legnica

godz. 13.00 – Kościół św. Jana (franciszkanie konwentualni) – msza św. za Ofiary Ludobójstwa. Przewodniczy i kazanie wygłosi ks. biskup-senior Marian Buczek ze Lwowa.

Po mszy św. złożenie kwiatów pod tablicą pamiątkową oraz panek dyskusyjny w klasztorze, sala nr 8 . Uczestnicy ks. bp Marian Buczek ze Lwowa, prof. dr hab. Stanisław Nicieja – Uniwersytet Opolski, prof. dr hab. Włodzimierz Osadczy – KUL, Czarnowski – pisarz, dr Michał Siekierka – IPN Wrocław.

Poniedziałek, 11 lipca – Wrocław

godz. 10:00  – Pomnik-Mauzoleum pomordowanej ludności polskiej na Kresach Płd.-Wsch. przez OUN i UPA przy skwerze Ksawerego Dunikowskiego we Wrocławiu.     

– hymn państwowy,

– przemówienia okolicznościowe,

– modlitwa i złożenie kwiatów.

godz. 12:00  – Msza Święta w Kościele Najświętszej Maryi Panny na Piasku we Wrocławiu.

Organizatorzy – Wojewoda Dolnośląski, Dowódca Garnizonu Wrocław i Stowarzyszenie Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów

od 9:00 do 13:00 będzie można oddać krew przy ul. Oławskiej, o godz. 18:00 odbędzie się konferencja popularnonaukowa (Pl. Solidarności 1/3/5, sala im. Bł. Ks. Jerzego Popiełuszki) , na której jednym z gości będzie świadek historii, pisarz, poeta Stanisław Srokowski, a o godz. 20:00 z Placu Solidarności wyruszy Marsz Pamięci.

Szczegóły: https://www.facebook.com/events/1081171679162001

Poniedziałek 11 lipca 2022 – Szczecin

godz. 10:30 – msza św. za Ofiary Ludobójstwa w Kościele Szkolnym pw. NMP Wspomożenia Wiernych na ul. Ku Słońcu 124.

godz. 12:00 – pod Pomnikiem Ofiar Nacjonalistów Ukraińskich 1939 – 1947, który znajduje się na Cmentarzu Centralnym w Szczecinie.

Organizatorzy – Stowarzyszenie Kresy Wschodnie – Dziedzictwo i Pamięć, Zachodniopomorski Urząd Wojewódzki i Instytut Pamięci Narodowej Oddział w Szczecinie.

Poniedziałek 11 lipca – Polkowice (Dolny Śląsk)

g. 20.00 – Apel Pamięci pod Golgotą Wschodnią na pl. Kościelnym.

Poniedziałek, 11 lipca – Grudziądz

godz. 11,00 Msza święta w intencji Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich w kościele rzymskokatolickim pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny, ul. Moniuszki.

godz. 12,00 – Uroczystości pod pomnikiem Ofiar Ludobójstwa, róg ulicy Królewskiej i Rapackiego

Organizator – Towarzystwo Miłośników Kresów Wschodnich w Grudziądzu. 

Poniedziałek 11 lipca – Bełchatów

godz 18 msza św. za Ofiar Ludobójstwa w kościele NMP Nieustającej Pomocy, ul. ks. J Popiełuszki 9. 

Poniedziałek 11 lipca – Kraków

9.30 – msza święta w kościele karmelitów bosych pw. Niepokalanego Poczęcia NMP, ul. Rakowiecka 13 za ofiary ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na Polakach – mieszkańcach Kresów Południowo-Wschodnich, w latach 1939-1946
11.00 – oddanie hołdu Polakom – ofiarom ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA na Kresach Południowo-Wschodnich II RP (pomnik ofiar ludobójstwa – cmentarz Rakowicki)

Poniedziałek 11 lipca – Tarnobrzeg (Podkarpacie).

g. 18. 00 – Parafia Chrystusa Króla, ul. Niepodległości – msza św. za Ofiary Ludobójstwa i modlitwa pod pamiątkową tablicą.

g. 19.20 – prelekcja dr. Artura Brożyniaka z Oddziału IPN w Rzeszowie o nacjonalizmie ukraińskim. 

Organizator – Towarzystwo Miłośników Lwowa i Kresów w Tarnobrzegu.

Poniedziałek 11 lipca – Brzesko (Małopolska) – g. 18.00 msza św. w Sanktuarium św. Jakuba Starszego Apostoła przy Drodze „Via Regia” w intencji Ofiar Ludobójstwa. Intencja zamówiona przez Burmistrza, Przewodniczącej Rady Miejskiej oraz Radnych Miejskich.

Poniedziałek 11 Lipca – Tymbark (Małopolska)

g. 21.00 – Jednostka Strzelecka nr 2007 im. kpt. Tadeusza Paolone ZS „ Strzelec „ OSW w Tymbarku upamiętni kolejną rocznicę ludobójstwa na Wołyniu poprzez zapalenie zniczy pamięci oraz organizację wirtualnego biegu pamięci w dniach 10 – 11 lipca 2022 roku.

Poniedziałek 11 lipca – Żary (Lubuskie)

g. 12.00 – Uroczystości pod Krzyżem Wołyńskim na Cmentarzu Komunalnym.

Organizator: Klub Tarnopolan i Kresowe Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze im. Orląt Lwowskich.

Poniedziałek 11 lipca – Poznań

g. 17.00 – msza św. z Ofiary Ludobójstwa w kościele św. Jana Kantego.

Czwartek 14 lipca – Chodzież (Wielkopolska) 

g. 17.00 – przy kamieniu „WOŁYŃ 1943-1945” na cmentarzu parafialnym w Chodzieży.

Organizator – Chodzieskie Towarzystwo Patriotyczne.

Kaczyński chwali się zmianą Polski. – Taaak.. Mamy największy kryzys demograficzny od czasów drugiej wojny światowej.

Zbudował kraj pełen dziadków bez wnuków. Tu nie ma przyszłości

[ wg mnie – wnioski Autora są pospieszne, ale niestety – wskazują właściwie wyniki rządów PiS. MD]

https://nczas.com/2022/07/03/kaczynski-chwali-sie-zmiana-polski-zbudowal-kraj-pelen-dziadkow-bez-wnukow-tu-nie-ma-przyszlosci/

– Myśmy powiedzieli sobie w naszych programach, że doprowadzimy do tego, że Polska będzie inna w swoim kształcie społecznym – powiedział prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński na spotkaniu z mieszkańcami w niedzielę w Ostrowcu Świętokrzyskim. I udało mu się – zbudował kraj emerytów z wielkim długiem.

„Myśmy powiedzieli sobie w naszych programach, które przygotowywaliśmy, kiedy byliśmy w opozycji, że doprowadzimy do tego, że Polska będzie inna w swoim kształcie społecznym. I kiedy szedłem tutaj i słyszałem +twoja wina, twoja wojna+, to pomyślałem, ze chętnie +winę+ za zmianę tego systemu biorę na siebie, choć jest to nie tylko moja +wina+” – powiedział prezes Prawa i Sprawiedliwości Jarosław Kaczyński w niedzielę w Ostrowcu Świętokrzyskim.

Dodał, że wielu osobom było dobrze w dawnym systemie, bo „w mętnej wodzie doskonale ryby łowili”.

„A kiedy woda została przeczyszczona, jeszcze niedostatecznie, ale jest już czystsza, i okazało się, że liczą, to jest im trudniej. I oni nas za to nienawidzą, naprawdę nas nienawidzą. Jak ktoś nie wierzy, niech posłucha wczorajszej konwencji PO w Radomiu” – stwierdził Jarosław Kaczyński.

Powiedział, że zdaje sobie sprawę, że „są tam tacy, których nie da się naprawić”, ale są tacy, którzy „może zmienią zdanie i do nich się zwracamy”. „Na czym polegało usprawiedliwienie tamtej polityki? Polegało na twierdzeniu, że innej polityki się nie da prowadzić, że +pieniędzy+ nie ma i nie będzie, że nie ma guzika, który można naciskać, żeby ceny spadały. Teraz ten pan, którego nazwiska nie chcę wypowiadać, odkrył ten guzik, bo powiedział, że jak dojdą do władzy, to zniknie inflacji” – stwierdził prezes PiS.

======================================

Rządzący PiS pod przywództwem Jarosława Kaczyńskiego żadnej wody nie przeczyścił. Po prostu powsadzał swoich na wszystkie możliwe stanowiska, a dodatkowo namnożył tych stanowisk w administracji państwowej i spółkach skarbu państwa do rozmiarów nieznanych wcześniej w historii. PiS nie rozliczył żadnej afery z poprzednich lat, a wyjątkiem jest Sławek Nowak, który gdyby nie wpadł na Ukrainie to nikt by o nim już dawno nie słyszał.

PiS po prostu zadłużał nas ile się da, „drukował” pieniądze, które rozdawał swoim i grupom społecznych, które go popierały, głownie emerytom. Dzięki temu mamy największy kryzys demograficzny od czasów drugiej wojny światowej. Dzieci się rodzi coraz mniej. Polska to dzisiaj kraj emerytów, dziadków bez wnuków. To nie jest przyszłościowe, to nie jest rozwój. Polska wymiera dzięki polityce Jarosława Kaczyńskiego i jego partii.

Szczytowanie przed dołowaniem

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)  •  3 lipca 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5207

28 czerwca prezydent Andrzej Duda wsiadł do samolotu, by polecieć na dwudniowy szczyt NATO w Madrycie, który rozpoczął się we wtorek uroczystą kolacją z hiszpańską rodziną królewską. Zanim jednak wsiadł, na płycie wojskowego lotniska w Warszawie wygłosił przemówienie o tym, czego się po szczycie spodziewa i co będzie robił, gdy stamtąd powróci. Przede wszystkim pan prezydent spodziewa się, że w Madrycie nastąpi demonstracja jedności Sojuszu Północnoatlantyckiego w obliczu rosyjskiej inwazji na Ukrainę.

Wszytko to oczywiście być może, bo sam widziałem, jak amerykański prezydent Józio Biden komplementował niemieckiego kanclerza Scholza, że jest najlepszym szermierzem jedności Sojuszu i że gdyby nie on, to nie wiadomo, czy wszystko by się tak pięknie udało. Tymczasem rządowa telewizja w Warszawie od tygodni chłostała niemiecki rząd, nieubłaganym palcem wytykając mu, że nie tylko nie pomaga Ukrainie tak, jakby tego chciał pan premier Morawiecki, ale w dodatku sprawia wrażenie, jakby grał w jednej drużynie ze znienawidzonym Donaldem Tuskiem i jego Volksdeutsche Partei. Jeśli jednak, zgodnie z marzeniem pana prezydenta Dudy w Madrycie ma być zademonstrowana jedność – a taki chyba też jest rozkaz – to chyba pan prezes Kurski będzie musiał nałożyć pani redaktor Danucie Holeckiej jakiś tłumik – bo ostatnio nawet niemiecki ambasador w Warszawie ubolewał, że „nie rozumie”, o co właściwie rządowi „dobrej zmiany” chodzi. Nie jest w tym odosobniony, bo Naczelnik Państwa, który właśnie ustąpił w rządzie miejsca swemu faworytowi, panu Mariuszowi Błaszczakowi, podczas przemówienia do wyznawców, jakie wygłasza w kolejno odwiedzanych miastach, w Inowrocławiu dał do zrozumienia, że istnieje antypaństwowy spisek deweloperów, tak zwany „układ deweloperski” który sypie piasek w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów. Wskutek tego nie buduje się tylu mieszkań, co za Gierka, który w oczach Naczelnika Państwa niezmiennie musi uchodzić za jasnego idola. Reprezentujący tę branżę związek firm deweloperskich w odpowiedzi zwrócił uwagę, że duże, ponadregionalne firmy, obejmują zaledwie około 3 procent rynku, podczas gdy resztę – małe, rodzinne firmy nie wychodzące poza własny region. W tych warunkach możliwość stworzenia potężnego „układu deweloperskiego” jest niemożliwa. Ale Naczelnik wie swoje i „już z nowym wrogiem toczy walkę”.

Wracając do Madrytu, to pan prezydent Duda spodziewa się jeszcze, że odpowiedź NATO na rosyjską agresję będzie „twarda i silna” tym bardziej, że ma nadzieję, iż za największe zagrożenie dla NATO zostanie uznana Rosja. W związku z tym sekretarz generalny NATO, pan Stoltenberg zapowiada wzmocnienie sił szybkiego reagowania z 40 do 300 tysięcy żołnierzy, którzy mają być zorganizowani już nie tylko w batalionowe grupy bojowe, ale w brygadowe. Niestety chyba polskie supliki w sprawie dostarczenia z Zachodu broni i sprzętu zamiast tego, który Polska przekazała Ukrainie, nie zostaną wysłuchane, a pan prezydent ponownie chyba nie ośmieli się zaproponować prezydentowi Bidenowi, by w ramach wzmacniania wschodniej flanki NATO, USA sfinansowały uzbrojenie dodatkowych 200 tys, żołnierzy, o których, zgodnie z ustawą o obronie Ojczyzny, ma zostać powiększona nasza niezwyciężona armia. Ale jestem pewien, że poza tym pan prezydent Duda może wygłosić najmocniejsze ze wszystkich przemówienie na całym szczycie, którego dodatkowym celem będzie zmłotowanie Turcji, by zgodziła się na przyjęcie do NATO Szwecji i Finlandii.

Warto w związku z tym zwrócić uwagę, że szczyt w Madrycie odbywa się niejako w towarzystwie dwóch innych szczytów, jakie odbyły się wcześniej. Pierwszy – to szczyt państw uczestniczących w porozumieniu BRICS (Brazylia, Rosja, Indie, Chiny i RPA) w Pekinie. Szczyt opowiedział się za podjęciem rokowań między Ukrainą i Rosją, ale odnoszę wrażenie, że to był tylko taki listek figowy, który miał przesłonić poparcie, jakie zostało tam udzielone Rosji. Ma ono całkiem spory ciężar gatunkowy, bo BRICS skupia ponad 3 miliardy ludzi, podczas gdy NATO i kraje zależne od USA, jak Tajwan, czy Korea Południowa – tylko ponad 700 milionów. Na tym tle łatwiej zrozumieć, dlaczego zachodnie sankcje przeciwko Rosji są tak mało skuteczne. Poza tym kontynuowanie wojny na Ukrainie w sytuacji, jaka się wytworzyła, paradoksalnie wydaje się najbezpieczniejsze dla wszystkich zainteresowanych. Nie mówię już o USA, które nawet specjalnie nie ukrywają pragnienia, by wojna trwała jak najdłużej, tylko o Rosji, która ma nadzieję, że dzięki temu dokończy zaplanowany rozbiór Ukrainy, pozbawiając ją wschodnich, uprzemysłowionych obwodów oraz odcinając od Morza Czarnego. W tej sytuacji również zgoda prezydenta Zełeńskiego na wdanie się w dyskusję, nad „dopuszczalnym” rozbiorem Ukrainy, byłaby pocałunkiem śmierci nie tylko dla niego, ale i dla jego otoczenia. W tej sytuacji przejście wojny na Ukrainie w stadium przewlekłe, wydaje się nieuchronne.

Poza tym w Bawarii odbył się szczyt G 7, na którym wystąpił – oczywiście wirtualnie – prezydent Zełeński, przedstawiając w formie dość ultymatywnej, jak to ma we zwyczaju, nie tylko żądania dalszego wpierania Ukrainy dostawami broni, amunicji no i oczywiście – pieniędzy – a poza tym domagał się, by najbogatsze państwa zobowiązały się do sfinansowania odbudowy Ukrainy po ostatecznym zwycięstwie, które jego zdaniem może nastąpić już pod koniec bieżącego roku. Nie da się ukryć, że prezydent Zełeński, chociaż znajduje się razem z całą Ukrainą na finansowej kroplówce Zachodu, w odróżnieniu od pana prezydenta Dudy, wcale nie kuca przed swoimi dobroczyńcami, najwyraźniej wychodząc z założenia, że kto nawarzył piwa, ten powinien je teraz wypić. Inna sprawa, że co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie, więc może pan prezydent Duda uważa, iż – w odróżnieniu od prezydenta Zełeńskiego – nie na wszystko może sobie pozwolić.

Podczas gdy światowe potęgi szczytują przed prawdopodobnym dołowaniem, nieubłaganie nadchodzi sezon ogórkowy, który ma swoje prawa nawet w sytuacji wojny, jaką Rosja prowadzi z Sojuszem Atlantyckim na Ukrainie. Oto opinię publiczną, a w każdym razie – jej postępową część – wzburzyło wystąpienie pani Edyty Górniak, Już nawet nie chodzi o to, że nie wierzy w epidemię, co wśród mikrocefali uchodzi za myślozbrodnię, ale o to, iż ujawniła, że w przemyśle rozrywkowym funkcjonuje bardzo wiele istot człekopodobnych, tak zwanych „reptilian”, którzy nie mają duszy. Ta niedyskrecja wywołała w mondzie zrozumiałe poruszenie, a panią Górniak skrytykował nawet pewien ksiądz, wytykając jej nieubłaganym palcem, że wszyscy mają duszę.

Na jego miejscu nie byłbym taki pewny, już nawet nie dlatego, że taki np. pan Aleksander Kwaśniewski twierdzi, że on duszy nie ma, co po bliższym przyjrzeniu mu się wygląda całkiem prawdopodobnie, a poza tym – któż może takie rzeczy wiedzieć lepiej od niego? Ważniejszym powodem jest dialog z judaizmem, w którym Talmud jasno sugeruje, że „goje” są istotami człekopodobnymi, chociaż, w odróżnieniu od pani Górniak, nie nazywa ich „reptilianami”. Dlaczego z Talmudem można tedy prowadzić „dialog”, a z panią Górniak, która przecież mniej więcej mówi to samo – już nie? Poza tym, w tej sytuacji, w pryncypialnej krytyce pani Górniak można dopatrzyć się ukrytych intencji antysemickich, co już byłoby sprawą bardzo poważną. Dlatego też z ulgą można powitać światełko w tunelu w postaci deklaracji pana mecenasa Romana Giertycha, że będzie kandydował w przyszłorocznych wyborach parlamentarnych. Jeszcze nie wiadomo, czy z Volksdeutsche Partei, czy z „Róbmy Sobie Na Rękę”, ale to nieważne, bo już Tadeusz Boy-Żeleński pisał, o pewnym osobniku, że „żadnych politycznych nie ma on przesądów; każda partia dobra, byle dojść do rządów” – a w przypadku pana mecenasa Giertycha immunitet parlamentarny jest na wagę złota.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Realne problemy z ukraińskimi uchodźcami –

Agnieszka Piwar https://www.bibula.com/?p=134962

25 czerwca Straż Graniczna poinformowała, że od 24 lutego granicę polsko-ukraińską przekroczyło ponad 4,32 mln uchodźców z Ukrainy. O ile za chwalebny uważam odruch zwykłych Polaków z pomaganiem zwykłym Ukraińcom, tak za haniebne uważam celowe wprowadzanie Polaków w błąd i narażanie naszego społeczeństwa na problemy i niebezpieczeństwo.

Za pomocną rozmaitych technik dezinformacji wmówiono Polakom, że konieczne jest przyjęcie Ukraińców, gdyż grozi im śmiertelne niebezpieczeństwo. Polacy bezkrytycznie otworzyli swoje serca i domy. Tymczasem polskie społeczeństwo zostało oszukane.

Otóż, wielu przybyszy zza wschodniej granicy wyjechało z terenów nieobjętych działaniami zbrojnymi, a więc nie było bezpośredniego zagrożenia dla ich życia. Wielu z nich skuszonych rozmaitymi profitami przyjechało do Polski, by zgarnąć zasiłki i skorzystać z innych przywilejów (darmowe bilety, mieszkania, 500 plus, itp).

Pierwsza lampka ostrzegawcza powinna się włączyć Polakom przy okazji Wielkanocny, kiedy wielu obywateli Ukrainy pojechało na Święta do swoich domów i nierzadko już tam zostali. Gdyby faktycznie groziło im tam śmiertelne niebezpieczeństwo, to nie zdecydowaliby się na taką podróż w drugą stronę. Oczywiście nie chcę generalizować. Nie mam wątpliwości, że spora część osób z Ukrainy realnie potrzebuje pomocy, gdyż wskutek działań zbrojnych w każdej chwili mogli zginąć od pocisków i/lub ich domy zostały zrównane ziemią.

Dziwić natomiast powinno, że nie udzielono im schronienia w innych regionach Ukrainy. Przypominam, Ukraina jest prawie dwa razy większa od Polski i wiele terenów jest tam względnie bezpiecznych.[80-90% md]

Tymczasem znam sporo osób – także z mojej rodziny – które w spontanicznym odruchu przyjęły pod swój dach przybyszów z Ukrainy. Co ciekawe, nie wszyscy przyjezdni na tej fali to Ukraińcy. Dla przykładu, moi bliscy znajomi otworzyli swój dom dla dwóch studentów kijowskiej uczelni, którzy są obywatelami Libii. Początkowo niespecjalnie chcieli oni opuścić Kijów, ale ostatecznie zdecydowali się wyjechać, gdyż wszyscy mieszkańcy akademika skorzystali z tzw. okazji i wyjechali zagranicę. Młodzi Libijczycy przyznali, że bardzo ich dziwi otwartość Polaków na przybyszów z Ukrainy. Znając ukraińskie nastroje z bezpośrednich kontaktów i internetowych forów, zapytali nas wprost: «Nie boicie się przyjmować Ukraińców? Przecież oni nienawidzą Polaków!».

Ponadto libijscy studenci pokazali nam wymowne filmiki z ukraińskich kanałów, podpisane szyderczo: «pomoc humanitarna z Polski». Kamera uwieczniła wysłane w darze dla potrzebujących puszki z żywnością, które „przedsiębiorczy” Ukraińcy sprzedawali potem za konkretną sumę hrywien. Przypominam, dzieje się to w czasie, gdy ceny w Polsce za żywność drastycznie poszybowały w górę, Polacy klepią coraz większą biedę i wielu naszych rodaków nie stać już na zatankowanie samochodu.

Na szczęście nie wszyscy obywatele Ukrainy widzą w nas frajerów do wydojenia. Czuję się w obowiązku odnotować, że poznałam przykłady honorowych i uczciwych Ukrainek. Nie chciały one od państwa polskiego żadnych zasiłków, tylko znalazły sobie w Polsce uczciwą pracę, a za każdą okazaną pomoc od polskich rodzin były serdecznie wdzięcznie i chciały to jakoś pożytecznie odpracować. Niestety takie budujące przykłady zdają się być ledwie zauważalne w gąszczu roszczeniowej postawy naszych wschodnich sąsiadów. Do Polaków zaczyna powoli docierać, że zostali zrobieni w bambuko. Wiąże się to z tym, że eskalacja polsko-ukraińskiego napięcia dopiero przez nami.

Pewne nastroje można wyczytać z przeglądarki Google. Po wpisaniu w wyszukiwarkę frazy «Ukraińcy są», w uzupełnieniu pojawiają się kolejno następujące wyniki: bezczelni, roszczeniowi, niewdzięczni, wybredni. Gdy zaś wpisze się frazę «Polacy są», wyskakuje uzupełnienie: sługami narodu ukraińskiego, sługami Ukraińców, itp. Skąd powyższe wyniki? Przytoczę pierwszą z brzegu historię, którą opowiedziała mi moja fryzjerka. Gdy kilka miesięcy temu Ukraińcy masowo przybyli do Polski, niektóre ukraińskie kobiety ruszyły dodatkowo do polskich salonów piękności. Na miejscu zamawiały sobie rozmaite usługi: farbowanie, baleyage, strzyżenie, nakładanie odżywek, itp. Były to nierzadko bardzo drogie zabiegi, wszak wymagały czasu, użycia farb i innych preparatów, za które polska fryzjerka czy kosmetyczka musiała wcześniej zapłacić z własnej kieszeni. Na koniec Ukrainki oznajmiały, że nie mają czym zapłacić za usługę, bo są biednymi uchodźcami, więc im się to należy za darmo. W takiej sytuacji fryzjerki są kompletnie bezradne. Okazuje się bowiem, że nawet wezwanie Policji nic tutaj nie wskóra.

Ogromnym problemem, o którym się u nas nie mówi, jest nadużywanie alkoholu przez uchodźców. Z pewnych konkretnych źródeł wiem, że opieka społeczna w Polsce ma teraz dodatkowo pełne ręce roboty. Chodzi o liczne interwencje z odbieraniem dzieci pijanym w sztok ukraińskim matkom. Poznałam różne przerażające historie. Wygląda na to, że wiele z tych kobiet nie radzi sobie nową sytuacją, albo nie uporały się ze starymi problemami. W efekcie, na obczyźnie dosięga nich załamanie nerwowe czy inna psychoza, którą nierzadko „leczą” rozmaitymi pigułkami popijanymi wódką.

Znajoma opowiadała mi, że w bloku jej rodziców mieszkają uchodźcy z Ukrainy, którzy nieustanne robią zakrapiane imprezy, zakłócające życie sąsiadów. Najbardziej zdziwił ją fakt, skąd oni mają tyle pieniędzy na alkohol, bo przecież nigdzie nie pracują. Ta sama znajoma pracuje w służbie zdrowia. Zdenerwowana mówiła o roszczeniowej postawie ukraińskich pacjentów, którzy na szpitalnym korytarzu robią dzikie awantury. Żądają natychmiastowego przyjęcia do lekarza czy na zabieg – bo im się należy, gdyż są z Ukrainy. I często udaje im się to osiągnąć, podczas gdy polscy pacjenci nadal muszą czekać w długich kolejkach.

To są realne problemy, o których media w Polsce milczą jak zaklęte. Cenzura obowiązuje u nas na całego.

Jedna z moich przyjaciółek dołączyła do Polaków pomagających uchodźcom. Na portalu społecznościowym napisała taki komentarz: «Mieszkają pod moim dachem 4 osoby z Ukrainy. I tak się składa, że mają prorosyjskie poglądy, czego na samym początku bali się ujawniać widząc tę psychozę w Polsce i zbiorowe poparcie dla Zełenskiego. I nie wyjechali z Kijowa, bo bali się armii rosyjskiej, która była poza miastem. Uciekli, bo Ukraińcy sami do siebie zaczęli strzelać. Bo Zełenski powypuszczał kryminalistów z więzień i rozdał im wszystkim broń.»

Powyższy wpis administracja Facebooka szybko usunęła, a koleżanka otrzymała komunikat o treści: «Ten komentarz narusza standardy społeczności w zakresie treści propagujących nienawiść».

Co się jeszcze musi wydarzyć i ile czasu upłynie, zanim Polacy otworzą oczy i zaczną usuwać flagi Ukrainy z przestrzeni publicznej? Jedno wydaje się być nieuniknione – prędzej czy później coś strasznego sprawi, że czara goryczy zostanie przelana.

Agnieszka Piwar

Za: Mysl Polska – myslpolska.info (2-07-2022) | https://myslpolska.info/2022/07/02/realne-problemy-z-ukrainskimi-uchodzcami/

Wesprzyj naszą działalność

Tak Zachód [NWO] chce odbudować Ukrainę.

2 lipca 2022 [tu wersja NWO -dla ludu. Zobaczymy za parę dni, co o tym powie TVPiN. md]

Simonetta Sommaruga (posłanka do szwajcarskiego parlamentu z ramienia partii socjaldemokratycznej, dwukrotnie sprawowała urząd Prezydenta Szwajcarii, było to w latach 2014 i 2020 – urząd Prezydenta w Szwajcarii jest obejmowany kolejno przez każdego z ministrów – członków Rady Federalnej, każdy pełni rolę Prezydenta przez jeden rok- przyp. tłum.) opowiada o zbliżającej się „Konferencji Odbudowy” Ukrainy, która odbędzie się w Lugano w dniach 3-4 lipca 2022 r.

Dania opiekuje się regionem Mikołajów, Wielka Brytania opiekuje się Kijowem, Portugalia opiekuje się szkołami: W Lugano mają zostać utworzone sponsoringi na odbudowę. Szwajcaria pomaga w cyfryzacji.

3 i 4 lipca podczas Konferencji Odbudowy Ukrainy w Lugano międzynarodowi przywódcy (link 1 https://www.bluewin.ch/de/news/international/ukraine-betont-bedeutung-der-wiederaufbaukonferenz-in-lugano-1282069.html ) chcą dyskutować o tym, jak kraj może stanąć na nogi po rosyjskim ataku. Ważnym aspektem jest system sponsoringu, który poszczególne państwa powinny przyjąć dla określonych obszarów.

Premier Ukrainy Denys Szmyhal przedstawił w połowie czerwca plan naprawy Ukrainy, znany jako „United24” (link 2 https://www.kmu.gov.ua/en/news/velika-britaniya-mozhe-zigrati-odnu-z-klyuchovih-rolej-u-vidbudovi-ukrayini-denis-shmigal ). „Opieramy się na podejściu regionalnym, zgodnie z którym jeden z krajów partnerskich dba o konkretny region lub branżę” – mówi 46-latek.

656 szpitali, 300 mostów i 12 lotnisk

Po 128 dniach wojny zawsze jest dość do zrobienia. Sama Ukraina niedawno oszacowała zapotrzebowanie na infrastrukturę na 104 miliardy dolarów. Do tej pory ofiarą rosyjskiej agresji padło 45 milionów metrów kwadratowych powierzchni mieszkalnej.

Co więcej, 656 szpitali, ponad 1200 placówek edukacyjnych, 300 mostów, 12 lotnisk i prawie 25 000 kilometrów dróg musiałoby zostać odbudowanych. Ogólnie Kijów i Komisja Europejska szacują koszt odbudowy Ukrainy na 500 do 600 miliardów euro.

– Dlatego mówimy, że zwycięstwo Ukrainy na polu bitwy byłoby połową sukcesu – powiedział Schmyhal. „Pozostałe 50 procent to przywrócenie i odbudowa naszego państwa, przekształcenie naszej gospodarki, energetyki i infrastruktury.”

Szwajcaria zaangażuje się w „cyfrową transformację”

Czy istnieje obszar, w który rząd federalny chce się szczególnie zaangażować? „Jednym z tematów, w które szczególnie zaangażowana jest Szwajcarska Współpraca Międzynarodowa (IZA), jest transformacja cyfrowa”, odpowiada rzecznik FDFA Andreas Heller, zapytany przez blue News. „Już przed wojną Szwajcaria wspierała ukraińskie Ministerstwo Cyfrowej Transformacji w konkretnych projektach”.

Wraz z wojną transformacja cyfrowa stała się jeszcze ważniejsza i będzie odgrywać ważną rolę w odbudowie, jak twierdzi departament spraw zagranicznych. „Możemy już rejestrować zgłoszenia szkód za pośrednictwem aplikacji”, wyjaśnia Heller. „W związku z tym Szwajcaria rozszerza współpracę w tym obszarze i wspiera Ministerstwo Transformacji Cyfrowej kwotą 15 mln CHF do końca 2023 r.”

Jednak po konferencji w Lugano nie należy spodziewać się cudów: Wydarzenie to jest raczej „rozgrywką”, wyjaśnia specjalny przedstawiciel EDA w „Blicku”: „Chodzi o zasady odbudowy, o proces”, mówi Szymona Pidoux. „Aby uchwalić plan Marshalla, wojna powinna się skończyć. Byłoby na to za wcześnie”. Pidoux zwraca jednak uwagę, że Plan Marshalla został przygotowany dwa lata przed końcem II wojny światowej.

Instrumenty i metody” dla „ostatecznego planu”

W Ticino zadaniem uczestników nie jest wypracowanie ostatecznego rozwiązania, ale „narzędzia i metody do opracowania ostatecznego planu”. Ambasador Ukrainy w Szwajcarii dodaje: „Ukraińcy chcą wrócić do domu. Musimy zapewnić infrastrukturę krytyczną – wyjaśnia Artem Rybchenko – szpitale, przedszkola i szkoły, które zostały zniszczone.

Nawiasem mówiąc, Magdalena Martullo-Blocher nie wierzy, że Szwajcaria odegra „znaczącą” rolę na konferencji. „Selenskyj może być połączony przez wideo, Rosjanie w ogóle nie przyjdą” – skarży się w NZZ. „Możesz negocjować tylko wtedy, gdy partnerzy w negocjacjach wykazują do tego fundamentalną chęć”. Pozycję rządu federalnego osłabiło przyjęcie sankcji UE. Ale pani polityk mówi też: „Musimy spróbować!”

Ukraine Recovery Conference

3 i 4 lipca nawet 1000 uczestników będzie dyskutować o odbudowie Ukrainy w Lugano. Pochodzą z 38 krajów i reprezentują swoje państwo lub jedną z 14 organizacji międzynarodowych. Kijów wysyła do Szwajcarii około 100 osób, w tym premiera Denysa Schmyhala, ministra spraw zagranicznych Dmytro Kulebę i pięciu innych członków gabinetu. Wołodymyr Zełenski nie może przyjechać: Prezydentowi jako „pierwszej osobie odpowiedzialnej” nie wolno obecnie opuszczać kraju – tłumaczy ambasador Ukrainy w Szwajcarii. Artem Rybchenko wie, że zamiast dwugodzinnego lotu delegacja musi podróżować dłużej – „około półtora do dwóch dni pociągiem, samolotem i samochodem”.

Tłumaczył : Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

Oryginał ukazał się 2.07.2022 roku na https://www.bluewin.ch/de/news/schweiz/so-will-der-westen-die-ukraine-wieder-aufbauen-1283457.html

Koncepcja goni koncepcję

Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5206 2 lipca 2022

Niedawno dostałem list od Czytelnika z informacją, że niespodziewanie odwiedził go dzielnicowy, który bez żadnego uprzedniego uprzedzenia poinformował go, iż musi dostarczyć informacje na temat swego poboru do wojska oraz pobytu w wojsku, a także, co – jak pisze – bardzo go zaniepokoiło – również wymiaru swojej głowy, wielkości klatki piersiowej, nóg i stóp. W związku z tym Czytelnik obawia się, czy przypadkiem Polska nie przygotowuje się na wojnę i to z jego osobistym udziałem. Z dalszej części listu wynika, że nie ma on na to ochoty i nie szczędzi gorzkich słów, których już cytował nie będę, bo jeden proces mi wystarczy, pod adresem pana premiera Morawieckiego, któremu ktoś powinien podarować szklany nocnik – żeby zobaczył, co narobił.

Myślę, że coś może być na rzeczy, bo skoro już państwo oczekuje od obywatela, że poda rozmiar głowy, klatki piersiowej nóg i stóp, to nieomylny to znak, że pragnie go umundurować i to w dodatku prawidłowo – żeby przypadkiem nie wyglądał, jak dobry wojak Szwejk. To jeszcze nie jest takie niepokojące, bo gdyby dzielnicowy zażądał również podania wagi, to sprawa byłaby poważniejsza, bo można byłoby nabrać podejrzeń, że chodzi o dostarczenie odpowiedniej ilości mięsa armatniego.

Ale wątpliwości i tak się pojawiają, bo skoro – jak wynika z orzeczeń różnych operetkowych urzędów, które teoretycznie mają służyć ochronie prywatności, ale tak naprawdę, to oczywiście chodzi o stworzenie dla rozmaitych przyjaciół możliwości rozwiązania sobie problemów socjalnych dzięki synekurom w sektorze publicznym – nie można podać nazwiska swojego wierzyciela, na rzecz którego komornik ściąga prawie 200 tysięcy złotych – to czy uprawnione jest zmuszanie obywatela do podawania rozmiarów swojej głowy, nóg, stóp i klatki piersiowej? Rozmiar głowy w przypadku wielu obywateli, zwłaszcza czytelników „Gazety Wyborczej”, nazywanych niekiedy „mikrocefalami”, też może należeć do tak zwanych „danych wrażliwych”, które obywatel chciałby zakonspirować jeszcze bardziej, niż, dajmy na to, nazwisko, czy tak zwaną „orientację seksualną” – jak obecnie, zgodnie z rozkazami promotorów komunistycznej rewolucji, którzy – zgodnie z zaleceniem Antoniego Gramsciego – właśnie zdobywają władzę nad językiem mówionym – nazywane są stare, poczciwe zboczenia płciowe.

Wracając tedy do naszej niezwyciężonej armii, to – zgodnie z ustawą o obronie Ojczyzny – ma ona zostać powiększona do 300 tys. żołnierzy, w związku z czym tych dodatkowych 200 tysięcy trzeba będzie umundurować, no i chyba też uzbroić, więc nic dziwnego, że rząd „dobrej zmiany” wstępne rozeznanie powierzył dzielnicowym.

Skąd rząd weźmie pieniądze i na to umundurowanie i zwłaszcza – na uzbrojenie – o to niech nas głowa nie boli, bo obecnemu rządowi pieniądze mnożą się jak króliki, podczas kiedy pan Rostowski – minister finansów w rządzie Donalda Tuska – zawsze twierdził, że „pieniędzy nie ma i nie będzie” – co z mściwą satysfakcją wielokrotnie cytuje rządowa telewizja. Podobno wtedy nie było pieniędzy, bo Donald Tusk i jego koledzy z Volksdeutsche Partei wszystko rozkradli.

Teraz pieniędzy nikt nie kradnie; wszyscy dostają je legalnie, już to jako urzędnicy osadzeni na synekurach, już to jako członkowie zarządów lub rad nadzorczych spółek Skarbu Państwa, już to wreszcie – jako niezależni publicyści, co to piszą i mówią prawdę, całą prawdę i tylko prawdę i to w dodatku wcale nie tę ruską, tylko tę prawdziwą.

Okazuje się, że zarządzanie państwem, zwłaszcza takim, jak nasze, wcale nie jest takie znowu skomplikowane, skoro radzi sobie z nim pan premier Mateusz Morawiecki i jego rząd „dobrej zmiany”. Jak pieniędzy brakuje, to trzeba je dodrukować i po krzyku. Okazuje się, że pan Jacek „Vincent” Rostowski chyba tego nie wiedział. Nawiasem mówiąc, to trochę dziwne, bo podobne pomysły pojawiały się już na początku lat 90-tych. Szef Konfederacji Polski Niepodległej, pan Leszek Moczulski to właśnie proponował, a z kolei ja, w czynie społecznym proponowałem, żeby nie drukować złotówek, tylko od razu dolary, albo funty – co jeszcze bardziej wzbogaciłoby nasz nieszczęśliwy kraj.

Oczywiście dolarów teraz nie drukujemy, bo dopiero Nasz Najważniejszy Sojusznik natarłby uszu nie tylko panu prezydentowi Dudzie, ale i panu premierowi Morawieckiemu, a nawet wicepremierowi i ministrowi obrony narodowej, panu Mariuszowi Błaszczakowi, chociaż ten bez szemrania kupuje od Naszego Najważniejszego Sojusznika wszystko, co mu tamten zaproponuje i podobno wcale się nie targuje. Zwłaszcza ta ostatnia okoliczność wzbudza rozmaite wątpliwości – czy przypadkiem nie jest to realizowanie żydowskich roszczeń majątkowych, zgodnie z ustawą numer 447.

Gdyby tak było rzeczywiście, to rząd „dobrej zmiany”, zwłaszcza pod kierownictwem pana Mariusza Błaszczaka może liczyć nie tylko na następną ale i na wiele dalszych kadencji – bo kogóż innego nasz mniej wartościowy naród tubylczy miałby popierać? Gołodupców, co to przyznają się nie tylko, że nie mają pieniędzy, ale i że nawet nie zamierzają ich mieć? Co komu z takich przyjdzie? Natomiast z takich, co to potrafią wycisnąć pieniądze nawet z kamienia, nie mówiąc już o podatnikach, korzyści jest co niemiara, zwłaszcza gdy temu wyciskaniu towarzyszy akompaniament patriotycznych, tromtadrackich frazesów. Toteż nie ma tu żadnych wątpliwości, kogo w tych kryzysowych czasach popierać w charakterze jasnego idola.

Myślę, że i nasz mniej wartościowy naród tubylczy to zrozumie i w miarę jak Naczelnik Państwa będzie usuwał się w cień, będzie się zakochiwał w panu Mariuszu Błaszczaku, jako jasnym idolu, a Donald Tusk ze swoją kompanią, w ciasnym kółku, jak w krzywym zwierciadle, będzie się zadręczał własną niemożnością.

W takiej sytuacji jeszcze raz rzucam projekt racjonalizatorski, który wymyśliłem, kiedy prezydent Wałęsa wpadł na „koncepcję” zorganizowania sympozjonu pod tytułem: „Jak wydobyć się z ubóstwa”. Proponowałem, aby zaprosić na sympozjon osoby, które już z ubóstwa się wydobyły i wystarczy, że każdy opowie swoją historię, a program dla kraju gotowy. Ponieważ wydobywaniu się z ubóstwa z reguły towarzyszyło piastowanie jakichś publicznych urzędów lub synekur, proponowałem, by każdy obywatel, przynajmniej na pół roku, zostawał posłem, senatorem lub ministrem. Jeśli w tym czasie nie potrafi wydobyć się z ubóstwa, to sam sobie winien i nie ma co takim nieudacznikiem się zajmować. Wprawdzie pan Lech Wałęsa nie jest już prezydentem naszego nieszczęśliwego kraju, ale cóż by szkodziło, gdyby tę „koncepcję” przejął pan prezydent Duda?

Znowu Polska rosłaby w siłę, a ludzie żyli dostatniej – jak za Gierka.

GDZIE JEST Ministerstwo Spraw Zagranicznych?

Krzysztof Baliński 2 lipca 2022

Sytuacja geopolityczna Polski niezwykle trudna. Ważą się losy naszego kraju. Potrzebna jest finezyjna dyplomacja. Potrzebni są profesjonalni dyplomaci. Tymczasem ostatnie dni przynoszą przykłady dyplomatycznych posunięć, wręcz absurdalnie sprzecznych z fundamentalnymi interesami Polski. Sankcje wobec Rosji, które najbardziej uderzają w Polskę. Oddanie wszystkich zasobów dyplomatycznych i politycznych (nie mówiąc o wojskowych i finansowych) do dyspozycji Ukrainy. Kłótnie ze wszystkimi sojusznikami, partnerami i sąsiadami w Europie, w tym narażanie wielowiekowych tradycji przyjaźni i współpracy z Węgrami. Retoryka obelg i inwektyw, publiczne obrażanie głów obcych państw, z których najłagodniejsze to knajacka odzywka 1-szego dyplomaty RP pod adresem Putina („Nie strasz, nie strasz, bo się zesrasz”) i przyrównanie Macrona do Hitlera.

Gdzie jest Ministerstwo Spraw Zagranicznych? Czy zasadnym jest nazwanie go „ministerstwem spraw obcych i przegranych” i czy to w ogóle ministerstwo czy jego atrapa?Raz po raz zapytujemy też: Dlaczego polska dyplomacja daje się wikłać w obce kombinacje dyplomatyczne? Czy jest suwerenna? Kto nią kieruje? Czy Zbigniew Rau jest sternikiem dyplomacji, czy tylko podwykonawcą? Dlaczego tak się dzieje? Poza tym, że w urzędzie powołanym do prowadzenia polityki zagranicznej głos ma V kolumna i poza profesjonalną nędzą zatrudnionych tam urzędników, powód jest prosty – Polityką zagraniczną zajmują się wszyscy, tylko nie MSZ. Wszyscy tylko nie minister spraw zagranicznych.

Jak do tego doszło? MSZ rozparcelowano, i to oficjalnie. Sprawy Unii Europejskiej przeniesiono do Kancelarii Premiera. Sprawy atlantyckie i stosunki z USA, w tym stosunki z diasporą żydowską przejęła Kancelaria Dudy. Ministrowi spraw zagranicznych pozostawiono stosunki z III światem. Ale też nie całkiem. Bo i do nich „skutecznie” wtrynia nos słynący z wszelakich talentów dyplomatycznych prezydent. Podczas wizyty Dudy w Kairze, nie dość, że już na płycie kairskiego lotniska złożył deklaracjęPrzyjechałem tu z misję zleconą mi przez Zełenskiego”, że rozmawiał wyłącznie o interesach Ukrainy, sankcjach na Rosję oraz wspieraniu ukraińskiego eksportu zboża, to osłupiałemu prezydentowi Egiptu zapowiedział: Polska rusza Egiptowi z odsieczą, bo głodujący przez Putina Egipcjanie wkrótce dokonają inwazji na kontynent europejski i skutecznie go zdewastują.

Pomińmy przy tym dyplomatyczne faux pas takie jak to, że zlecający Dudzie misję Zełenski, to skrajnie proizraelski sowiecki Żyd i że do Kairu Duda wybrał się w towarzystwie żydowskiej żony oraz żydowskich doradców. No i to nazwisko! Duda w języku arabskich znaczy tyle, co… pospolity pasożyt „tasiemiec”.

20 czerwca 2022, na spotkaniu z ambasadorami RP, Duda wymienił priorytety polskiej dyplomacji. Poza udzieleniem schronienia uchodźcom (których nazwał „gośćmi z Ukrainy”) do priorytetów zaliczył wsparcie dla europejskich aspiracji Ukrainy, sankcje wobec Rosji (które „powinny być utrzymane dotąd, aż Ukraina nie powie, że można je zdjąć, a dopóki nie powie, to te sankcje trzeba zwiększać”). Wszystkie bzdury przebił mówiąc o dostawach broni dla Ukrainy. Odchodząc od tekstu napisanego mu przez doradców, z głowy (czyli z niczego) wygłosił następującą myśl: „To się może w głowie nie mieści, że Polska wysłała taką pomoc – ale faktycznie wysłaliśmy (…) wysłaliśmy prawie że bez zastanowienia. Żeby tego było mało, mówiąc o ogołoceniu polskiej armii z broni, zaznaczył: Polska wzmacnia też znacznie swój potencjał militarny.

Innymi słowy – Idiota szkodzi Polsce i jeszcze się głupotą chwali.

Ale to nie wszystko. W dyplomatycznych wyczynach wspomaga go Jakub Kumoch, szef Biura Polityki Międzynarodowej prezydenckiej kancelarii. Gdy był ambasadorem RP w Szwajcarii (a faktycznie ambasadorem RP przy tamtejszej gminie żydowskiej) zajmował się nie stosunkami polsko-szwajcarskimi, ale pracą historyczno-archiwistyczną – odkrył istnienie grupy dyplomatów polskich, którzy podczas wojny uratowali 800 Żydów, dzięki wydawaniu fałszywych paszportów. Kumoch doprowadził też do tego, że to strona polska, a nie żydowska zakupiła za 400 tysięcy dolarów kolekcję archiwalną dokumentującą tę akcję. Ale to nie wszystko – na placówce w Ankarze, już pierwszego dnia urzędowania złożył deklarację: „Polska popiera przystąpienie Turcji do UE. Absolutnie chcemy, aby Turcja była członkiem UE i to powinno pozostać naszym celem”. Zabrakło elementarnej refleksji: Czy członkostwo Turcji w UE nie prowadzi w prostej linii do kolejnych milionów imigrantów w Europie? Czy wprowadzenie Turcji do tak osłabionego organizmu nie oznacza, pogłębienia kryzysu tożsamości i zupełnego rozkładu kulturowego Europy oraz, że partia Erdoğana byłaby najsilniejszą partią w Parlamencie Europejskim? Bajdurzenie Kumocha miało miejsce w dniach, gdy zaogniał się spór między Turcją i UE, gdy Erdoğan przerzucał islamistów do Syrii (a także na Synaj i do Libii), gdzie walczą u boku Państwa Islamskiego, gdy w interesie NATO leżało odejście Erdoğana, zanim nie doprowadzi do katastrofy na całym Bliskim Wschodzie. I wreszcie, gdy decyzją Erdoğana bazylika Hagia Sophia w Konstantynopolu zamieniona została w meczet. Ale na tym nie koniec – w tych dniach Kumoch przystąpił do finezyjnej rozgrywki – udał się z tajną misją do Turcji, by spotkań się z pewnym pohańcem (tak nazywano u Sienkiewicza Tatarów). Żeby, chociaż, jak otumaniony przez kabalistów Mickiewicz, chciał montować Legion Żydowski do walki z Rosją. Ale gdzie tam – chodzi o islamistów z Krymu.

W lutym 2020 roku doszło do napięć w stosunkach między Turcją i Rosją. Przewodniczący działającej przy Dudzie Rady ds. Bezpieczeństwa i Obronności (i szef Rady Politycznej PiS) Przemysław Żurawski vel Grajewski wpadł w euforię: „Stworzyć przeciw Rosji koalicję z Turcją. Proste narzędzia jak zamknięcie wszystkich cieśnin czarnomorskich i bałtyckich dla rosyjskich statków. Ułatwiliby też sytuację Czeczeni i Tatarzy, a może Syberia głośniej domagałaby się autonomii (…) przypuszczalnie już wejście w granice Ukrainy pierwszych uzbrojonych międzynarodowych ochotników skłoniłoby zbrodniarza Putina do rozmów”. Wszystko to byłoby śmieszne, gdyby nie to, że ten doradca Dudy i autor tekstów jego wystąpień, jest rozważany jako kandydat na stanowisko ministra spraw zagranicznych.

No i jeszcze jeden: Zastanawiam się, czy koncepcja jakiejś unii polsko-ukraińskiej albo Rzeczypospolitej wielu narodów nie mogłaby być wspaniałą przygodą dla pokolenia młodych ludzi – zapowiedział w wywiadzie dla „Gazety Pomorskiej prezydencki doradca od wszystkiego Andrzej Zybertowicz. Na prawdziwą uwagę zasługują tu wygłoszone przy innej okazji jego słowa, w których wyłożył jasno filozofię polityczną Dudy: „Prawda bardzo często w polityce przegrywa. Aby polityk mógł zabiegać o prawdę, musi zachować władzę, ażeby zachować władzę, często musi ulegać siłom zewnętrznym, które na to pozwolą i w tym pomagają”. Czyli, dokonując przekładu z ichniego żargonu na polski, najważniejsze jest zachowanie władzy, nawet za cenę zdrady interesów własnego państwa.

Polityką zagraniczną w rządzie zajmuje się, kto chce. Grażyna Bandych (szef kancelarii prezydenta): „Ukraina dostaje od Polski to, o co prosi”.  Michał Dworczyk (szef kancelarii premiera): „Gdy otrzymamy środki z KPO powinniśmy pewną częścią wspomóc Ukrainę”. Zbigniew Kuźmiuk (europoseł PiS): „Należy zwiększyć składki członkowskiej w UE, by stworzyć specjalny fundusz pomocowy dla Ukrainy”. Paweł Jabłoński (urzędniczyna z MSZ): „My jesteśmy gotowi do tego, żeby w tej sprawie działać w każdy możliwy sposób, który będzie przede wszystkim uzgodniony z Ukrainą. Jeżeli Kijów będzie chciał, my będziemy gotowi. Najważniejsze będą oczekiwania samej Ukrainy”.

Podczas polsko-ukraińskich konsultacji międzyrządowych w Kijowie, Jarosław Kaczyński ujawnił doktrynę polityki zagranicznej rządu: „W ten sposób realizuje się marzenie śp. prezydenta Lecha Kaczyńskiego”. Przy okazji wylansował nową doktrynę gospodarczą – „Lepiej być trochę zadłużonym niż okupowanym. Wtórował mu wicepremier Henryk Kowalczyk: „Lepiej być zadłużonym, więcej płacić za żywność, niż na własnej skórze przeżywać to, co teraz Ukraińcy”. Innymi słowy – im bardziej Polska w ruinie, im większa inflacja, im droższa benzyna, tym mniej ruskich bomb spadnie na nasze głowy. No i z gruntu chory inny gospodarczy zamysł – członkostwo Ukrainy w UE i to szybkie, bez oglądania się na zagrożenia i katastrofalne konsekwencje dla naszego rolnictwa.

Politykę zagraniczną, zamiast warszawskiego MSZ, prowadzi MSZ i ambasador Ukrainy. Przy czym ukraińscy dyplomaci są, w przeciwieństwie do „naszych”, bardzo asertywni, by nie powiedzieć wręcz agresywni. Pozwalają sobie na protekcjonalne zachowania, aroganckie pouczania, wydawanie polskim politykom instrukcji, rozkazów, a nawet traktowanie ich, jak chłopców na posyłki. Krótko mówiąc – zachowują się jak kierownik polityczny Polski.

Przy tym, co jest kuriozum na skalę światową, Ukraina nie jest żadnym podmiotem politycznym w regionie, jest krajem przegranym (już przed wojną upadłym), rządzonym przez osobnika, którego ugrupowanie wzięło nazwę z telewizyjnego programu satyrycznego. No i mamy to, co mamy: „Robicie dobrą robotę. Róbcie tak dalej”; „Polski rząd powinien być ambasadorem interesów Ukrainy na świecie”; „Doceniamy przywództwo polski w rezygnowaniu z rosyjskich nośników energii i zablokowania handlu między Rosją, a innymi państwami, który przechodzi przez terytorium Polski”;  „Bardzo dużo zostało już zrobione przez stronę polską w sferze wzmocnienia zdolności obronnych Ukrainy, ale konieczne są kolejne wysiłki, kolejne kroki”; „Musimy zamknąć granicę rosyjską i białoruską”.

Wszyscy kierują się w stosunkach międzynarodowych własnym interesem, definiują go i bronią. A „naszemu” MSZ ukraińscy przyjaciele narzucili motto: „Jesteśmy sługami narodu ukraińskiego”.

O roli bezpieki w dyplomacji dużo powiedziano. Dużo też pisano o tym, że polski MSZ jest opanowany przez dwie szajki – żydowską i bezpieczniacką oraz że są rozliczne i namacalne dowody świadczące o tym, że  Bronisław Geremek kompletują swój „zespół”, kierował się regułą: żydowskie pochodzenie, bezpieczniackie przeszkolenie i rekomendacja Michnika.

Wiele też napisano o szkodliwych dla polskiej racji stanu dyplomatycznych wyczynach Kamińskiego z Wąsikiem. Na przypominanie roli wywiadu brytyjskiego w dyplomacji Radka Sikorskiego szkoda czasu. Dzisiaj powiedzmy coś o bezpiece ukraińskiej. Bo jest rzeczą oczywistą, że Amerykanie i Brytyjczycy wykorzystują ją do formatowania polityki zagranicznej Polski. Jak i rzeczą oczywistą jest, że preferują Ukraińców, bo są bardziej profesjonalni, tańsi i bardziej bezwzględni.

Afera z nagraniem z podkarpackiego lupanaru z udziałem Marka Kuchcińskiego (dziś przewodniczącego sejmowej Komisji Spraw Zagranicznych!) i medal dla redaktora naczelnego „Gazety Polskiej” to tylko wierzchołek góry lodowej.

Pisano dużo o zbirach z OUN/UPA pozyskanych przez CIA do „pracy operacyjnej” na terenie b. ZSRR, a nic nie mówi się, że Amerykanie wciągnęli na listy „swych sukinsynów” także członków i sympatyków UPA, którzy po wojnie pozostali w PRL. Zadziwia jak wielu Ukraińców zrobiło po 1989 r. kariery polityczne (i wielkie majątki). Czy do tego nie zostali wcześniej przygotowani? Czy czystym przypadkiem jest, że w MON i polskiej armii etniczny komponent ukraiński jest b. silny, że ministrem obrony był Tomasz Siemoniak, członek władz Związku Ukraińców w Polsce, a wiceministrem Mychajło Dworczuk? Jeżeli dodamy do tego to, że 40 procent oficerów Policji to Ukraińcy z okolic Wyższej Szkoły Policyjnej w Szczytnie oraz zamieszczony na łamach „Wyborczej” postulat b. rzecznika praw obywatelskich, aby ukraińscy przesiedleńcy mieli prawo głosu w wyborach samorządowych (czyli pewność, jak Amen w pacierzu, że zwyciężą w tych wyborach, a Polacy pójdą do rezerwatu), to wyłaniający się obraz sytuacji jest przerażający.

Przypomnijmy, że Dworczuk/Dworczyk w ubiegłym roku złowieszczo zapowiedział „uproszczenie procedur i możliwości związanych z osiedleniem się w Polsce wszystkich potomków mieszkańców I i II Rzeczypospolitej, którzy deklarują związek z Polską”, co jednoznacznie oznaczało, że rząd chce ułatwić, pod pretekstem „deklarowania związku z Polską”, masowe osiedlanie się w Polsce niepolskich nacji.

Gdy przyjrzymy się ludziom majstrującym przy polskiej dyplomacji na odcinku wschodnim i dyplomatom zatrudnionym w „polskich” placówkach dyplomatycznych na Wschodzie, to nie sposób nie zauważyć, że Polaków tam nie ma. Tymczasem pochodzenie etniczne dyplomaty ma znaczenie i trzeba o nim głośno mówić, a także pytać: Czy u Ukraińca nie dojdzie do konfliktu lojalności? Czy daje gwarancję obrony polskiego interesu narodowego? Czy powinien działać w MSZ na odcinku ukraińskim lub pracować w komórce wschodniej Agencji Wywiadu? Czy powodem tego, że pion śledczy IPN nie osądził ani jednego zbrodniarza UPA, a nawet wszystkich skazanych rezunów zrehabilitował i zaliczył w poczet osób „represjonowanych przez PRL ze względów politycznych” nie jest to, że wiele stanowisk w obsadzonych jest tam Ukraińcami? Czy nie z tego powodu padają plackiem przez Ukraińcami?

I czy nie przydatna byłaby tu rada Władysława Gomułki z Marca ‘68: „Z racji swych kosmopolitycznych uczuć ludzie tacy powinni unikać dziedzin pracy, w których afirmacja narodowa staje się rzeczą niezbędną”? À propos Dudy – zachodzimy w głowę, jak można łączyć skrajny filosemityzm ze skrajną pro-ukraińskością. Bo to przecież nikt inny jak jego jedna ulubiona nacja – Ukraińcy, wymordowała podczas wojny 450 tysięcy przedstawicieli jego drugiej ulubionej nacji – Żydów. Wytłumaczeniem może być tu legendarna już inteligencja „prezydenta Polin”, która nie pozwala mu na skojarzenie dwóch prostych faktów? W tym kontekście nie sposób nie przypomnieć, że za przyzwoleniem Dudy quasi monopol na stosunki z diasporą żydowską i Izraelem ma Muzeum Polin, przy którym, też za przyzwoleniem Dudy, akredytowane jest przedstawicielstwo dyplomatyczne Amerykańskiego Komitetu Żydów, i w którym, tym razem z inicjatywy ministra Zbigniewa Rau, odbyła się w ramach polskiej prezydencji w OBWE konferencja poświęcona walce z antysemityzmem.

Nie mniej sprawy gmatwa to, że w MSZ żaden zastępca ministra nie ma doświadczenia w dyplomacji. No i mamy to, co mamy – toczy się wielka geopolityczna rozgrywka i zakulisowe gry dyplomatyczne, w których polska dyplomacja stoi z góry na przegranej pozycji. Zamiast finezyjnej i profesjonalnych dyplomatów, mamy bezmyślne, pozbawione głowy i własnej strategii, ślepo wykonujące polecenia z zewnątrz, notorycznie przegrywające miernoty, zakompleksionych nieudaczników, którzy nigdy nie walczyli, a jeśli walczyli, to o „certyfikat koszerności” wystawiany przez media żydowskie w Ameryce. Zamiast trzymać się z daleka od konfliktów, które Polski nie dotyczą, wsadzają palce między drzwi i futrynę, wdają się w gry, których zasad nie znają i w których są pionkami. Nawet nie udają, że chodzi im o interes Polski. Ostentacyjnie pokazują, że w ich interesie jest, żeby wojna trwała jak najdłużej, żeby przypadkiem nie zakończyło za wcześnie, że Polska będzie miejscem prowadzenia działań wojennych. „Nie jest dopuszczalny żaden zgniły kompromis” – tak to podsumował Bartosz Cichocki, wysłannik ministra w Kijowie.

Co robić? Najprościej byłoby wymieść to towarzystwo żelazną miotłą z gmachu MSZ przy alei Szucha i zbudować elity dyplomatyczne zdolne do prowadzenia suwerennej polityki zagranicznej. Ale nie oszukujmy się – na to koniunktury nie ma. Jak i nie ma na powołanie Trybunału Narodowego dla osądzenia zaprzańców. Pozostaje jedynie sporządzanie listy z nazwiskami tych, którzy przyczyniają się do upodlenia Polski. No i artykuł 231 KK jednoznacznie mówiący, że jeśli funkcjonariusz publiczny nie dopełni obowiązków i naraża przez to państwo na szkodę, wówczas w grę wchodzi czyn karalny ścigany z urzędu.

Dzisiejsza Białoruś – wyjazdy polecam.Miło i tanio.



„Łukaszenka znosi wizy dla Polaków, a (anty)polskie MSZ zaleca „unikania podróży na Białoruś”

Zamiast aplauzu i rozkręcenia turystyki do odwiedzenia dzisiejszej Białorusi i pięknych ziem b. Rzeczpospolitej, (anty) polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych RP, zaleca „unikanie podróży na Białoruś”, bo „jest to państwo, które czynnie wspiera rosyjską agresję na Ukrainę” – powiedział wiceszef MSZ Paweł Jabłoński.Czynna wrogość władz polskich wobec sąsiada wyciągającego rękę w geście dobrej woli, jest kolejnym przykładem, że rządy w Warszawie – a obecny rząd PiS-u w szczególności – konsekwentnie prowadzą politykę skłócającą się ze wszystkimi bliższymi i dalszymi sąsiadami i nie potrafią ułożyć sobie dobrosąsiedzkich i partnerskich relacji.

(Relacje służalcze z proamerykańskim i neonazistowskim rządem w Kijowie potwierdza tylko tę normę, a ta bezwolność przyczynia się już teraz do tworzenia Piątej Kolumny ukraińskich potomków nazistowskich zbrodniarzy, zapuszczających korzenie w Polsce.)”

MK

============================

MD: Tam przyjaźnie, pięknie, tanio, a Polacy tam mieszkający łakną kontaktów z rodakami. Białorusini też…

===============================

Ewa Rzeuska

Szanowni Państwo,

dzięki decyzji Pana Prezydenta Łukaszenki, Polacy mogą uciekać na Białoruś z psychiatryka KL ukroPolin – na Białorusi jest spokój i ceny dla ludzi, około 2 zł. za litr paliwa !

Jak to możliwe, skoro tam jest zbrodniczy reżim, a u nas demokratyczny raj ?

A do tego, na Białorusi jest czysta woda – nie w posiadaniu braci z Izraela – oraz zdrowa żywność i przemysł narodowy, którego globaliści nie zdołali przejąć !

Co za bezczelny reżim )))

=====================

podam wam aktualne ceny:

Benzyna litr 2.78zł

masło 250gr 2.80

1kg sera żółtego 10.30

bochenek chleba 1.30

0.5L wódki 40% 12zł

1kg szynki bez konserwantów 15zł

Kaczyński kończy z “nierządem”? Nie. Optymizm jest przedwczesny

Kaczyński kończy z “nierządem”? Nie. Optymizm jest przedwczesny

Kategoria: Archiwum, Polecane, Polityka, Polska, Ważne Autor: CzarnaLimuzyna, 2 lipca 2022

Portret nieznanej księżnej z 1513 r., autorstwa flamandzkiego malarza Quentina Matsysa

Poprzednie rządy Tuska et consortes były określane przez zwolenników PiS mianem “nierządu”. Z tego powodu oraz przede wszystkim ze względu na to, co wyprawia formacja aktualnie rządzących antynarodowych socjalistów określenie nierząd wydaje się być uzasadnione. Wybitny myśliciel i teolog polityczny Nicolás Gómez Dávila określał polityków tego typu mianem sprzedajnych, a prezydent USA Ronald Reagan wiązał działalność niektórych z nich z wykonywaniem “najstarszego zawodu świata”. Oczywiście, Mateusz Morawiecki już dawno temu zadeklarował głębokie związki socjalistycznej myśli robotniczej z uprawianą przez siebie polityką, a ostatnio cofnął się nawet do heglowskich korzeni. Z tego powodu przywołani przeze mnie na początku antysocjaliści mogą wywołać u zwolenników PiS odruch Michnika- Pawłowa z werbalizacją na poziomie onucy.

Wycofanie się prezesa Kaczyńskiego z nierządu, termin publicystyczny, daje okazję, aby przyjrzeć się najbardziej świeżej inspiracji, transhumanizmowi, któremu hołdują w tajemnicy przed swoim otumanionym elektoratem, politycy PiS. Temat niełatwy, i na ogół poza zasięgiem osób, którzy codziennie oglądają telewizję, dlatego polecam artykuł wyjaśniający istotę inspiracji pod którą codziennie podpisują się tej miary, opisani powyżej- politycy: “Nowy reżim nadzoru czyli skąd mutuje transhumanizm”. Zwolennicy programów typu  “pytanie na śniadanie” lub nowego programu politycznego „PLAN DNIA” prowadzonego przez Magdalenę Ogórek na pewno będą chcieli zajrzeć pod ten l i n k.

Nowy rodzaj wolności

Komentatorzy polityczni tego formatu, co pani Ogórek, a także pan Rachoń oraz inni z mocno zaprzyjaźnionej amerykańskiej telewizji TVN, przypomnijmy: spolonizowanej (zgodnie z obietnicą) przez PiS w poprzedniej kadencji, komentatorzy tej miary, co opisani wcześniej politycy, na pewno odnotowali niedawną wypowiedź Morawieckiego o tym, że “trzeba będzie się szczepić co roku”. Na co? Nie “na co” tylko po co? Ułatwiając niektórym zrozumienie dziejowej misji, a innych zaciekawiając, napiszę: Rząd PiS podjął się niełatwego zadania polegającego na obdarowywaniu Polaków nowym rodzajem wolności, ale do tego, jak powiedział prezes PiS potrzeba jeszcze dwóch kadencji. Potrzeba czasu do “wyzwolenia z biedy” oraz zaprowadzenia nowego porządku w myśl znanego już hasła: szczepionki-czipy-biotechnologia czynią wolnym.

Jeżeli ktoś nie do końca rozumie mojej ironii lub nie pojął jeszcze prawdziwych przyczyn energetycznego lockdownu, to mam na koniec “łatwiejszy” temat. Jak zapewne większość wie, jeden z ważnych Ukraińców, Andrij Melnyk w randze ambasadora w zaprzyjaźnionych Niemczech obraził Polaków, bezczeszcząc pomięć pomordowanych na Wołyniu. Ambasador powiedział, że Polska w czasie II Wojny światowej była dla Ukraińców “takim samym wrogiem jak nazistowskie Niemcy i ZSRR“. Melnyk w kontekście zbrodni ludobójstwa dokonanych przez Ukraińców stwierdził, że “takich masakr dokonywali również Polacy“. Szef  MSZ, Zbigniew Rau nazwał wypowiedzi ukraińskiego ambasadora “fałszującymi historię”. Ukraiński ambasador stwierdził również, że antysemityzm OUN i Bandery należy do kategorii rosyjskiej narracji, a on sam nie dystansuje się od spuścizny banderowców. Przypomnijmy, że podobny brak dystansu manifestował swego czasu aktualny prezydent Zelensky.

Brak odpowiedniej reakcji rządu PiS i MSZ Ukrainy

MSZ Ukrainy wydało oświadczenie, w którym stwierdzono:”Opinia ambasadora Ukrainy w Niemczech, Andrija Melnyka…  jest jego osobistą opinią i nie wyraża stanowiska MSZ Ukrainy”

Tajemnicą poliszynela jest to, że według powszechnej opinii większość polityków ukraińskich ma prywatnie takie same poglądy. Nie chodzi o to, aby nazwać czyjś pogląd “osobistą opinią”, ale o to, aby powiedzieć lub napisać prawdę. Tego nie zrobił niedawno również prezydent Zelensky kłamiąc: “Ukraińcy nie mordowali”. Minister Zbigniew Rau podziękował ukraińskiemu odpowiednikowi za “szybką, publiczną interwencję w tej sprawie”. Jak widać deklaracja rzecznika ministerstwa o pełnionej służbie “Jesteśmy sługami narodu ukraińskiego” wciąż pozostaje lapidarnym opisem polityki zagranicznej PiS.

Potrzebny jest Ojciec Mateusz.

Izabela Brodacka

Obywatelowi demokratycznego kraju, w którym obowiązuje święte prawo własności wydaje się, że może spać spokojnie w swoim domu, że może zostawić go dzieciom, że wreszcie ma sens inwestowanie w nieruchomości. Bardzo się ten nieszczęsny obywatel myli. Nie wie o tym, że istnieje procedura ZRID która umożliwia wywłaszczenie każdego z jego nieruchomości i odkupienie jej przez inwestora za cenę wyznaczoną przez rzeczoznawcę za którą drogi czytelniku możesz- jak to mówią – nabyć sławojkę i to używaną.

ZRID to skrót od określenia „zezwolenie na realizację inwestycji drogowej”. Wydawane jest ono w formie decyzji administracyjnej przez właściwego wojewodę w stosunku do dróg krajowych i wojewódzkich lub starostę w stosunku do dróg powiatowych i gminnych. Wniosek o wydanie decyzji ZRID składa w przypadku dróg lokalnych właściwy zarządca drogi. 

Wydanie decyzji o zezwoleniu na realizację inwestycji drogowej ma charakter administracyjny a co za tym idzie nie wymaga zgody właścicieli nieruchomości objętych decyzją. Przejście własności nieruchomości na Skarb Państwa lub właściwego zarządcę drogi następuje z mocy prawa a nie poprzez zawarcie u notariusza umowy pomiędzy stronami.

Rygor natychmiastowej wykonalności decyzji ZRID pozwala firmie budowlanej będącej wykonawcą na rozpoczęcie realizacji przedsięwzięcia praktycznie w dniu wydania tej decyzji. Jeśli dotychczasowy właściciel będzie próbował to uniemożliwić, mogą w stosunku do niego zostać zastosowane środki przymusu bezpośredniego przy udziale policji. Odwołanie wywłaszczanego jest bezskuteczne z wyjątkiem przypadku gdy decyzja ZRID narusza przepisy prawa.

Większość ludzi nie rozumie znaczenia ustaw dopóki nie staną się ich ofiarą albo żyje w złudnym przeświadczeniu, że ich właśnie ustawa nie dotknie. W 2009 roku gdy o tym pisałam ze zdumieniem stwierdziłam, że żadna z indagowanych przeze mnie osób nie identyfikowała się z rodziną Gmurków, którą miasto Warszawa z tryumfem pozbawiło własności, ani z właścicielem komisu samochodowego wyrzuconego siłą z jego posiadłości przy ulicy Marsa.

Sprawa Gmurków toczyła się w Warszawie przeszło 20 lat i według oficjalnych szacunków kosztowała podatnika 30 milionów. Czy nie lepiej byłoby dać im te pieniądze ( lub ich część) i 20 lat temu przebudować ulicę oszczędzając czas i nerwy kierowców?

Pisałam również kiedyś o wywłaszczaniu pod budowę „wielkiej rury”, oraz o osiedlu willowym powstałym w Legionowie na terenie przejętym rzekomo pod szpital. 

Obecnie trafiła w moje ręce sprawa Pana Andrzeja Sarwy – pisarza z Sandomierza.

Urząd Miasta Sandomierza pozyskał z Polskiego Ładu dofinansowanie na budowę infrastruktury drogowej, łączącej budowane obecnie osiedle Okrzei z ulicą Kruczą. Jeden z trzech planowanych łączników wypada na wprost domu pana Sarwy posadowionego na działce nr 877. 

W sierpniu zeszłego roku, gdy pojawiły się sygnały o planach budowy drogi mieszkańcy Sandomierza podjęli rozmowy z miastem na ten temat. Zostali zbyci. Gdy w bieżącym roku przyznano Sandomierzowi środki z Polskiego Ładu na ten cel zostali zaproszeni do Ratusza i wysłuchani, lecz władza zignorowała wszelkie ich wnioski. Obecnie otwarta jest procedura przetargowa, rozpoczęta 31 maja 2022 r. Nie uwzględniono żadnego z postulatów dotyczących zapewnienia bezpieczeństwa mieszkańców ul. Kruczej i uczestników ruchu drogowego na tym obszarze. 

Najbardziej zagrożona jest posesja przy ul. Kruczej, nr działki 877, która jest usytuowana na wprost planowanego wylotu jednego z łączników pomiędzy ulicą Kruczą a osiedlem Okrzei, na którym docelowo ma zamieszkać 1000 osób. Planowana droga będzie miała 10 m szerokości i będzie to droga o znacznym nachyleniu, ponieważ na wprost tej posesji jest wysoka skarpa. Odległość pomiędzy krawędzią drogi (ul. Kruczej, przy której nie ma chodników, bo jest za wąska – od 2,5 do 3 m szerokości) a ścianą frontową domu na tej działce w najwęższym jej miejscu wynosi około 1,4 m. Dom ma ponad 100 lat, około 20 lat temu przeszedł kapitalny remont. Po uruchomieniu łącznika do Okrzei mieszkańcy będą żyli w stanie permanentnego zagrożenia życia i zdrowia na skutek potencjalnych wypadków komunikacyjnych oraz zagrożenia zniszczeniem domu, w którym mieszkają.

Wariantowe rozwiązania, o których pisze miasto w dokumentach przetargowych, opierają się na Miejscowym Planie Zagospodarowania Przestrzennego (MPZP) sprzed około 20 lat, który od dawna nie przystaje do rzeczywistych warunków. Każdy z wariantów zakłada wysiedlenie mieszkańców tego domu, bez choćby nakreślenia perspektywy czasowej ani kwoty odszkodowania. W okresie, gdy MPZP został uchwalony właściciel domu otrzymał pozwolenie na remont kapitalny i wykonał go. Gdyby przeszło 20 lat temu prowadzono jakiekolwiek konsultacje społeczne prawdopodobnie właściciel nie inwestowałby w remont budynku planowanego do wyburzenia. 

MPZP nie zmieniono nawet pomimo wpisania do rejestru zabytków carskich koszar usytuowanych w planowanym pasie drogowym od ul. Kruczej, do ul. Zawichojskiej. Nie oznacza to, że plan nie był nigdy zmieniany. Zmieniono na przykład plan zabudowy mieszkaniowej jednorodzinnej na wielorodzinną w obrębie działek, na których dziś stoi już część bloków osiedla Okrzei. 

Władze miasta realizują inwestycję, która ma na celu wprowadzenie udogodnień dla mieszkańców nowego osiedla kosztem bezpieczeństwa mieszkańców małej ulicy znajdującej się w sąsiedztwie tego osiedla i nikt nie chce im pomóc.

Chyba tylko Ojciec Mateusz. 

Źródła:

 1.    https://platformazakupowa.pl/transakcja/620629

2.    https://bip.um.sandomierz.pl/163/165/wykaz-miejscowych-planow-zagospodarowania-przestrzennego.html – 

3.    https://www.bgk.pl/polski-lad/edycja-pierwsza/#c21545 –https://www.bgk.pl/polski-lad/edycja-pierwsza/#c21562 – 

4.    https://leliwa.pl/sandomierz-miasto-chce-budowac-drogi-dzieki-dofinansowaniu-z-polskiego-ladu/

5.    https://sandomierz.naszemiasto.pl/mieszkancy-ulicy-kruczej-w-sandomierzu-nie-chca-samochodow/ar/c14-8619177 – 

6.    https://leliwa.pl/sandomierz-protest-mieszkancow-ulicy-kruczej/

O operacji „Wisła”, jej przyczynach i skutkach – bez prostackiej propagandy.

Jacek Boki, 10 lipca 2021 https://kresywekrwi.blogspot.com/2021/07/z-klepisk-i-nor-epoki-walki-o-ogien-w.html?m=0

Bude Ukrajina odyń den, ale bez Lachiw”.

Z klepisk i nor epoki walki o ogień – w XX wiek

„W hołdzie generałowi Stefanowi Mossorowi i wszystkim uczestnikom Operacji Wisła, którzy dzięki swojemu niezwykłemu poświęceniu, męstwu oraz ofierze własnego zdrowia i życia, ocalili dziesiątki tysięcy istnień ludzkich,,

=============================
Inwazja

UPA dokonała inwazji zbrojnej na Polskę z terenów kresowych II Rzeczypospolitej – co było przedłużeniem agresji bolszewickiej z 17 września 1939 roku. Celem obu tych najazdów było oderwanie od Państwa Polskiego części jego terytorium. Walka z tym nieludzkim agresorem, była nie tylko walką z bandytyzmem w najohydniejszym wydaniu i ze zdradą państwową (upowcy byli obywatelami RP), ale przede wszystkim świętą wojną o jedność i całość terytorialną Najjaśniejszej Rzeczypospolitej. Banderowcy zatem nie tylko parali się masowym ludobójstwem, ale też dopuścili się zdrady Ojczyzny.

Zacurzonia, Ukraina Zacurzońska, Kraina Kierzońska, zachodnie kresy Zachodniej Ukrainy, Zakierzoński Kraj – to różne nazwy tej samej polskiej krainy obejmującej ziemie: Chełmską, Podlaską, Posanie i tzw. Łemkowszczyznę. Obszar ten w czasach okupacji niemieckiej wchodził w skład dwóch Grup Operacyjnych UPA- Północ i UPA – Zachód. W zasięgu Grupy Operacyjnej UPA – Północ (dowódca Roman Kłaczkiwśkyj ps. Kłym Sawur), znajdowały się tereny południowo – wschodniej Zamojszczyzny i wchodziły one w skład Wojskowego Okręgu – ,,Turiw”, którym dowodził mjr. UPA ,,Rudyj”. Na tej właśnie ziemie ruszył pierwszy klin inwazji UPA na miejsce przygotowane cichaczem przez tzw. ,,Ukraińską Narodową Samoobronę (UNS) Pod wodzą Myrosława Onyszkewycza ps. Orest, Biłyj, Ołeh. Były to aż dwa kurenie (bataliony), w których skład wchodziło osiem sotni, Briadiahy, Jastruna, Korsaka, Hromenki, a także wilcza sotnia Iwana Sycz – Sajenki ps. Jahody.

Członkowie sotni „Bira” ujęci przez żołnierzy Ludowego Wojska Polskiego w rejonie Zatwarnicy. Jesień 1946

To była forpoczta sił UPA. Jednak Dowództwo Główne, na którego czele stał Roman Szuchewycz ps. Taras Czuprynka, doszło do wniosku, że to za mało dla opanowania ziem, które w zamysłach OUN miały wejść w skład ,,ukraińskiego imperium”. Dlatego w kwietniu 1944 roku skierowało na tę stronę Bugu dodatkowe kurenie z zagonu (pułku) imienia Bohuna, którym dowodził pułkownik Ostrożśkyj. Do tej siły dołączyły jeszcze dwie wilcze sotnie Iwana Wańkowycza ps. Wowk i Anatola Szydoruka, a zaraz za nią sotnia Karpa. Pojawiła się także wataha Dubrowyka, czyli Iwana Szpontaka najbardziej znanego pod pseudonimem Żeleźniak. Z kolei na Zasanie znów ruszyły sotnie z Grupy Operacyjnej UPA – Zachód (dowódca Wasyl Sydor ps. Szełest) z V Wojskowego Okręgu Buh, obejmującego rejon Lwowa, którym dowodził Woronyj. Według założeń OUN w pierwszym rzędzie zamierzano na tych wszystkich terenach całkowicie wyniszczyć ludność polską lub zmusić ją do opuszczenia obszaru między Bugiem, a podaną linią kuszczów (Rozłupy, Miączyn, Suchowola, Huta Różaniecka, Różaniec i Cieplice do Sanu) w celu oczyszczenia zaplecza i stworzenia rozległego przyczółka na zachód od Bugu. Na wszystkich tych terenach inwazji UPA, znalazło się w śmiertelnym niebezpieczeństwie ponad 300 tysięcy Polaków, którzy unieśli swoje głowy spod banderowskiego topora z Wołynia i Małopolski Wschodniej, którzy znaleźli tutaj swoje schronienie, a teraz ponownie stanęło w obliczu straszliwego zagrożenia ludobójczą eksterminacją.
Nie lepiej działo się na południu. Drogę w Bieszczadach otwierała UPA kompania dywizji SS Galizien, która właśnie skończyła służbę u hitlerowców i stała się sotnią hajdamacką. To SS Galizien w dużej mierze zasiliła kadry straszliwej Służby Bezpeky OUN – Bandery. Forpoczta UPA wkroczyła właśnie do Baligrodu w niedzielę rano, 6 sierpnia 1944 roku. Wojska niemieckie opuściły już miasto, więc można było pohulać z Polakami zgodnie z hasłem: ,,Bude Ukrajina odyń den, ale bez Lachiw”.
Od sierpnia 1944 roku do czerwca 1945 bandy UPA działały w Bieszczadach w warunkach całkowitej bezkarności. Po przejściu frontu w regionie tym, nie było żadnych regularnych oddziałów Wojska Polskiego, a cały ciężar walki spoczywał na słabych liczebnie i kiepsko uzbrojonych posterunkach milicji.

Aby jeszcze bardziej podkreślić swoją obstrukcję względem polskiej granicy wschodniej, a także jeszcze z innych względów, na tym obszarze , który miał być bastionem antylechizmu, banderowcy zorganizowali własną strukturę, tworząc własną atamanię. Dlatego też w kwietniu 1945 roku został uformowany Krajowy Prowyd OUN Zacurzonii, na czele z adwokatem brzeżańskim Jarosławem Staruchem ps. Stiah. Jego zastępcą został Wasyl Halasa – Orłan, zajmujący się propagandą. Referentem Służby Bezpeky mianowano Petra Fedoriwa ps. Dalnycz, natomiast naczelnym dowódcą wojskowym całej Zakierzonii został Myrosław Onyszkiewycz – Orest, którego głównymi rozkazami było: całkowite wytępienie Polaków, zamieszkałych na ziemiach południowo wschodniej Polski i całkowitego ich usunięcia z tych terenów. Jednocześnie nie uznawać linii Curzona za granicę polsko – radziecką i utworzenie przyczółka, który przy sprzyjających okolicznościach politycznych pozwoli banderowcom pójść na wschód w celu zbudowania wielkiego państwa ukraińskiego.
W sumie było w Polsce 70 oddziałów SKW, grupujących łącznie około 2800 osób. UPA w Polsce miała w tamtym czasie 14 oddziałów liczących razem 2820 ludzi. Niektórzy określają też liczebność UPA w Polsce na 7-8 tysięcy ludzi. Do tego należy dodać ilość członków OUN, których liczebność szacuje się na kilka tysięcy osób. Było więc z kim walczyć.
Te właśnie bandy od kwietnia do lipca 1947 roku dokonały 460 napadów, w wyniku których śmierć poniosły 152 osoby cywilne i spłonęło 1118 gospodarstw. Wysadzono też 11 mostów i zniszczono dwie stacje kolejowe.

Czy w obliczu takiego narastającego zagrożenia, można było więc dalej patrzeć obojętnie, jak na polskiej ziemi panoszą się banderowcy i stosując bestialskie mordy, ,,walcząc” w ten sposób o swoją Ukrainę? Dziś różne oszołomy domagają się dla nich uprawnień kombatanckich, kosztem tych, co z nimi walczyli naprawdę.

Przesiedlenie

Na terenach wschodnich Rzeczypospolitej, które odpadły od naszej Ojczyzny mieszkało ponad 13 milionów Polaków. W nowym słownictwie zaczął funkcjonować nowy wyraz, określenie ,,repatriacja”. W rzeczywistości była to jednak ekspatriacja, czyli wykorzenienie, wygnanie z ojczyzny praojców. W ten sposób miliony Polaków skazano na przeżycie największej tragedii w dziejach Narodu!
Wędrówka ludów trwała w obie strony. Na wschód mknęły pociągi z ludnością ukraińską, a na zachód z polską. Spis dla potrzeb przesiedlenia wykazał, że ludność ukraińska po polskiej stronie linii Curzona, liczy 505 647 osób: w woj. rzeszowskim – 280 153, lubelskim – 201 247, krakowskim 24 247. Te osoby mogły skorzystać z dobrowolnego przesiedlenia się do sowieckiej Ukrainy – w myśl układu zawartego 9 września 1944 roku. Instrukcja w tej sprawie głosiła:

,,Ewakuacja jest dobrowolna i dlatego przymus nie może być stosowany ani bezpośrednio, ani pośrednio. Chęć ewakuowania się może być wyrażona ustnie, jak i pisemnie.”

Wszystko miało dokonać się w czasie od 15 października 1944 do 1 lutego 1945 roku. Nie wszyscy Ukraińcy decydowali się na opuszczenie Polski. Ci co pozostali deklarowali swoją lojalność i chęć walki z UPA. Wśród pozostałych przeważali właśnie ci lojalni (deklaratywnie), u których działało normalne przywiązanie do ziemi rodzinnej, względy religijne, niekiedy, zwłaszcza wśród inteligencji, zżycie z polską kulturą i sentyment do polskości.

Inni natomiast, byli to ludzie w jakiś sposób skompromitowani… w tym część przywódców OUN, którzy liczyli na słabość polskich władz i tym samym szansę przetrwania oraz prowadzenia nadal swojej antypolskiej działalności. Pozostała reszta – również z tych samych powodów, a także ze względów rodzinnych i religijnych – ludzie stanowiący otoczkę nacjonalistycznych band, powiązani z ich członkami więzami pokrewieństwa, sympatii i znajomościami. Pozostała wreszcie część ludzi słabych, zatrzymanych przez upowców po prostu terrorem.

Podkreślmy to jeszcze raz: generalną zasadą przesiedlenia była dobrowolność. Zasadę tę potwierdził m.in. marszałek Michał Rola – Żymierski w wystąpieniu na Sesji Krajowej Rady Narodowej, podkreślając ją także w swoim piśmie z 6 IV 1946 roku skierowanym do rejonowych przedstawicieli do spraw ewakuacji J. Bednarza – Głównego Przedstawiciela Rządu do Spraw Ewakuacji.

Ludności ukraińskiej umożliwiono także w tym czasie ewakuację nie tylko do sowieckiej Ukrainy, lecz również dobrowolne przesiedlenie się na Ziemie Zachodnie i Północne naszego kraju, jeśli nie chcieli wyjeżdżać do ZSRR, gdzie będzie ona traktowana na równi z obywatelami narodowości polskiej. Małżeństwa mieszane będą traktowane specjalnie i będą one mogły również dobrowolnie wyjechać do USRR lub na Ziemie Zachodnie czy inne tereny Polski.

Natomiast jeśli chodzi o osoby narodowości ukraińskiej, które obecnie lub później będą współpracować z ukraińskim podziemiem, zostaną odpowiednio ukarane i władze będą zmuszone przesiedlić je przymusowo.

Podsumowując, chodziło o społeczność liczącą ponad sto pięćdziesiąt tysięcy ludzi, która znów ze swojej strony robiła wszystko, żeby pozostać na miejscu i Polacy jej w tym pomogli. To całkowicie zaprzecza dziś kłamliwym twierdzeniom ze strony środowisk ukraińskich szowinistów mieszkających zarówno w Polsce, jak i za granicą, że w ,,Operacji Wisła’’ nie chodziło o zlikwidowanie band UPA, lecz o zlikwidowanie ,,problemu ukraińskiego’’ w Polsce. Wszystkie jednak fakty powtórzmy to z całą mocą, absolutnie temu zaprzeczają. Polacy godzili się z tym, gdy Łemkowie podkreślali swoje wielowiekowe związki z Polską, takie jak wspólnotę kulturową, a nade wszystko wspólną z polakami krew przelaną w obronie naszej Ojczyzny. Wszystkie te aspekty podkreślili z całą mocą w swoim liście wysłanym z gminy Komańcza 20 lutego 1946 roku do ministra sprawiedliwości, wojewody rzeszowskiego i starosty sanockiego.
Szpony demonów


Ukraińcy, będący w tamtym czasie obywatelami polskimi, dopuścili się względem Rzeczypospolitej zbrodni zdrady stanu. UPA tak samo, choć do jej konta należy jeszcze dodać popełnienie masowych zbrodni ludobójstwa i zwyczajnych, pospolitych bandyckich rozbojów. Dziś wszelkie pretensje Ukraińcy za swoje przesiedlenie, winni kierować wyłącznie do przywódców OUN – UPA i do samych siebie za popieranie UPA i to wcale bynajmniej, nie moralne, ale jak najbardziej czynne oraz za listy pisane przez nich wtedy do Stalina, w których kierowali oni wówczas do generallisimusa swoje błagania, o oderwanie ziem południowo – wschodniej Polski i przyłączenie ich do sowieckiej Ukrainy. Ludność ukraińska nie tylko karmiła upowców i przyodziewała, ale także kopała dla nich kryjówki, nosiła ich meldunki, szpiegowała ruchy polskich wojsk, ostrzegała upowców, a w błąd wprowadzała wojsko. Takiego stanu rzeczy na dłuższą metę tolerować nie można było. Trzeba było zbrodni i intrygom położyć zdecydowanie kres i liczyć się z nieobliczalnym w skutkach dla naszej Ojczyzny posunięciem Stalina, wobec którego nie tylko Polacy i ich rząd, ale i cała Europa byłaby bezsilna.

Tak więc decyzja przesiedlenia ludności ukraińskiej z terenów województwa rzeszowskiego, lubelskiego i części krakowskiego, była dzwonem pogrzebowym dla UPA i początkiem jej końca, zawężając i to w bardzo znacznym stopniu jej bazę żywnościową, wywiadowczo – mobilizacyjną, a także zdarzające się coraz częściej dezercje z jej szeregów, skazywały w niezbyt odległym zakresie czasu całą strukturę tego obcego, terrorystycznego ciała operującego na polskiej ziemi, na niechybny, acz definitywny koniec. Dlatego OUN poleciła ostro przeciwstawić się tym wszystkim, niekorzystnym dla niej zjawiskom, i nie tylko nie zaprzestała swojej ludobójczej, terrorystycznej działalności, ale nakazała jeszcze bardziej wzmóc zbrodniczą aktywność podległych sobie formacji UPA względem ludności polskiej, jak również wobec żołnierzy Wojska Polskiego, milicjantów i lokalnych struktur polskiej samoobrony. Banderowcy dopuszczali się najdzikszych złoczynów w stosunku do polskiej ludności cywilnej i żołnierzy, milicjantów, oraz członków samoobrony, wziętych przez nich do niewoli, z której już nigdy nie wrócili. To oni również dezorganizowali na tych terenach całe życie gospodarcze i konsekwentnie dążyli do oderwania od Polski jej odwiecznych ziem rubieżnych. Ich partyjny wódz, prowydnyk ,,Stiah’’, nawet nie ukrywał, że jego celem jest utrwalenie skutków inwazji UPA, poprzez dokonanie nieodwracalnej w swoich konsekwencjach aneksji polski ziem do sowieckiej Ukrainy.

Jak podał w swoim wydaniu z 18 IV 1946 roku dziennik ,,New Yor Herald Tribune’’, bandy UPA rozpoczęły także dokonywanie masowych napadów na stacje kolejowe, a na gościńcach na transporty, które przewoziły na obecne polskie terytorium, Polaków z okolic Lwowa oraz innych stron leżących po stronie sowieckiej. Oblicza się, że tylko w ostatnich trzech miesiącach, zginęło z rąk ukraińskich nazistów od 500 do 1000 polskich osiedleńców, którzy to Ukraińcy wysadzają też mosty, minują linie kolejowe, wywracają z nasypów wagony i przecinają linie telefoniczne i telegraficzne. Amerykańscy korespondenci donosili też o całkowitym spaleniu przez banderowców ponad 800 wsi.’’

Korespondenci gazet europejskich i amerykańskich, którzy odwiedzali nasz kraj zaraz po wojnie, oglądali ,,dzieła’’ UPA, rozmawiali z ludźmi – tymi z ,,Zakierzonii’’ i tymi wygnanymi z Kresów II Rzeczypospolitej. Stawali osłupiali i w takim osłupiającym duchu wobec barbarzyństwa, pisali w swoich gazetach. Wycinki tych gazet docierały do Polski, otrzymywali je ,,Stiah’’ i ,,Orest’’ i oni obaj zdecydowali o zmianie najbardziej rażących pseudonimów swoich mołojców, na które właśnie zwrócili uwagę zachodni korespondenci, takie jak: ,,Rizun’’, ,,Polakożer’’, ,,Żydożer’’, ,,Żydoriz’’, ,,Żydohrij’’, ,,Nożowyk’’, ,,Sokyrnyk’’ itp. Takie bowiem pseudonimy ,,za granicą całkiem nie do twarzy – jak instruował krajowy referent polityczno – propagandowy OUN ,,Nazar’’ – cudzoziemcy (wrażliwi na język zachodni) dostosowują odpowiednio do takich nazw pobudki naszej walki i naszej psychologii…’’


Jak długo zatem można było tolerować to obce ciało w łonie Narodu i Państwa Polskiego? Jak długo jeszcze banderowski rak miał toczyć i niszczyć nasze polskie rubieże południowo – wschodnie? Tak opisał to ówczesny premier Edward Osóbka – Morawski, który stwierdził, że z UPA można było rozprawić się bardzo szybko, a że tego nie uczyniono, wynikało tylko z winy ,,wschodniego sojusznika’’, który wówczas wcale nie był zainteresowany szybkim zakończeniem ,,tej sprawy’’. Niewykluczone, że zależało mu wtedy na chaosie w Polsce, zwłaszcza na terenach przygranicznych. Niewykluczone również, że myślał także o dalszym poszerzeniu granic sowieckiego imperium kosztem polskich ziem rubieżnych. W każdym razie długo ,,cackano się’’ z UPA, aż wreszcie podjęto drakońską, ale jedynie słuszną w owym czasie decyzję, ostatecznego rozprawienia się z UPA. Zaczęły się już nawet szemrania wśród ludności, także Zachód nie był zadowolony z sytuacji panującej w Polsce. Mogło to wskazywać, że Polska nie jest w stanie zapewnić stabilizacji ani u siebie, ani też na zewnątrz. Wszelki nieporządek uderzał bowiem wówczas w spokój europejski. A ludność polska wręcz domagała się spokoju i porządku – co – w tym przypadku równało się z przesiedleniem.


Operacja Wisła

Generał dywizji Stefan Mossor – dowódca ,,Grupy Operacyjnej Wisła”

W styczniu 1946 roku Oddział Operacyjny Sztabu Generalnego Wojska Polskiego opracował dokument pt. ,,Rozważania o walce z bandytyzmem’’, We wstępie autorzy tego opracowania wskazywali, iż powiązania UPA z ludnością ukraińską są główną przyczyną trwałości oraz dobrej konspiracji jej sotni i kureni, W tej sytuacji jedyną alternatywą zupełnego pozbycia się UPA z Polski jest pozbawienie jej bazy oparcia. W taki sposób rodziła się strona techniczno – skutkowa operacji noszącej kryptonim ,,Wisła’’, którą po wielu wahaniach ( i zahamowaniach) zaczęto realizować stanowczo po przypadkowej śmierci generała broni Karola Świerczewskiego. To ta właśnie śmierć stała się bezpośrednim impulsem, a nie pretekstem, jak to do dziś głoszą Ukraińcy, do podjęcia trudnej i bolesnej decyzji, czyli przesiedlenia ludności ukraińskiej i łemkowskiej na zachodnie oraz północne obszary Polski.

Wbrew powtarzanej do dziś kłamliwej narracji płynącej nieustannie ze strony środowisk ukraińskich, ale również i wspierających je kręgów polskojęzycznych renegatów, w tym także tych z IPN, ,,Operacja Wisła’’ została zaplanowana i zrealizowana, bynajmniej nie w interesie polskich komunistów – grupy wówczas bardzo nielicznej w Polsce – lecz w interesie Narodu i Państwa Polskiego. Bezwzględna większość kadry ówczesnych wyższych dowódców realizującej ,,Operację Wisła’’ stanowili nie komuniści, ale przedwojenni oficerowie zawodowi służący w Wojsku Polskim nie ideologii komunizmu, lecz Narodowi i Państwu Polskiemu, żołnierze, którzy gwiazdki oficerskie otrzymali przed wrześniem 1939 roku i w czasie polskiej wojny obronnej.


Więcej, za zbrojną rozprawą z ukraińskimi faszystami z band UPA, jako jedyną możliwością ostatecznego rozwiązania ich zbrodniczej działalności opowiadali się nawet Ukraińcy, będący wyższymi oficerami Wojska Polskiego i zajmujący wiele bardzo wysokich i prestiżowych stanowisk w jego szeregach. Oto jeden tylko z wielu przykładów, jakim uczuciem darzył swoich ziomków biorący osobisty udział w ,,operacji Wisła’’, generał Ostap Steca, z pochodzenia Ukrainiec, urodzony w Komańczy, któremu w 1944 roku upowcy zamordowali siostrę. Generał już w 1946 roku, jako szef Wydziału III (Operacyjnego) Sztabu Generalnego sugerował sekretarzowi generalnemu KC PPR Władysławowi Gomułce, by… przesiedlić Ukraińców, bo w przyszłości nie można absolutnie liczyć na lojalność tej ludności względem państwa polskiego. Jakże prorocze okazały się być dziś te słowa tego Ukraińca, generała w służbie Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, wypowiedziane 75 lat temu.

Podstawą prawną do usunięcia Ukraińców, a tym samym zakończenia zbrodniczej banderowskiej irredenty, był dekret z 1939 roku, a dokładnie ustawa z 30 marca 1939 roku, upoważniająca rząd do usunięcia z obszarów granicznych każdy segment ludności, uznany za zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa. Opowiadanie więc dziś niestworzonych bredni przez ukraińskich szowinistów i ich polskojęzycznych pomagierów, w tym przez niedouczonych polityków i pseudo historyków z IPN, iż ,,Operacja Wisła’’, była zbrodnią komunistyczną w świetle faktów, obnaża całkowicie ich ignorancję i zarazem świadome działania prowadzone przez nich na szkodę interesów Narodu i Państwa Polskiego.

Zaznaczyć należy również i to z naciskiem, że Polska po drugiej wojnie światowej, aczkolwiek ,,komunistyczna’’ i zależna od Kremla, tak samo zresztą jak wcześniejszy rząd emigracyjny, zależny był we wszystkich aspektach całkowicie od Londynu i Waszyngtonu, była od lipca 1945 roku, uznanym podmiotem prawa międzynarodowego, i fakt ten przy każdej okazji jej włodarze podkreślali. Właśnie ci włodarze, przynajmniej ich polska część po polsku myśląca, nie mogła pogodzić się z terrorystyczną działalnością struktur zbrojnych kręgów faszystowskich, ukraińskich nacjonalistów, zmierzających zupełnie otwarcie do oderwania od Polski obszarów tzw. ,,Zacurzoni’’ i powołania na ich miejscu jakiejś namiastki kadłubowego ukraińskiego państwa – na okres spodziewanego przez nich wybuchu III wojny światowej, tożsamego zresztą z celami tych ówczesnych sowieckich komunistów, których dążenia w tej kwestii były zupełnie tożsame z dążeniami ukraińskich nazistów z OUN -UPA, których zresztą wspierali oni na każdym poziomie ich antypolskich działań.

Ukraińscy, sowieccy komuniści nie chcieli być bowiem gorsi, od swoich banderowskich pobratymców i też zamierzali zbudować Wielką, Samostijną Ukraińską Derżawę, w skład której wchodziłoby m.in. 16 polskich powiatów położonych na południu i wschodzie naszego państwa. Że nie były to wcale czcze rojenia ukraińskich komunistów, świadczyło najlepiej przemówienie wygłoszone właśnie na ten temat przez Chruszczowa, w marcu 1944 roku przed Ukraińską Radą Najwyższą, w której oficjalnie zgłosił on roszczenia wobec Polski, do Lwowa, i wszystkich pozostałych obszarów leżących za linią wytyczoną przez lorda Curzona, oświadczając, że:

,,Naród ukraiński będzie dążył do przyłączenia do ukraińskiego państwa radzieckiego takich odwiecznie ukraińskich ziem, jak rejon Chełma, Hrubieszowa, Zamościa, Tomaszowa i Jarosławia.’’

Po wygłoszeniu tych słów Chruszczow dostał od członków Rady Najwyższej burzliwą owację!

I tylko zdecydowany sprzeciw w tej kwestii Stalina spowodował, że nie zdołali oni zrealizować swojej wizji, godząc się ostatecznie na aprobatę linii Curzona jako granicy między Polską, a sowiecką Ukrainą. Liczyli jednak nadal, że z czasem część tzw. ,,Zakierzonia’’ uda im się odzyskać i inkorporować do samostijnej.

Dlatego Rzeczypospolita miała wręcz święty obowiązek, zapewnić na swoim suwerennym terytorium spokoju, drogą całkowitej eliminacji wrogich i obcych jej sił oraz jak najsurowiej ukarać swoich własnych obywateli, którzy dopuścili się wobec niej świadomego aktu zdrady stanu i zbrodni przeciwko Polsce.

Bieszczadzkiej, zbrodniczej dywersji OUN – UPA wymierzonej przeciwko Narodowi i Państwu Polskiemu, nie likwidowali bynajmniej, jak przedstawia to dzisiaj kłamliwa banderowska propaganda mityczni komuniści. Albowiem z bandami UPA w trakcie trwania ,,Operacji Wisła’’, i to od samego początku jej trwania, aż do jej zakończenia, walczyli z banderowcami również żołnierze Armii Krajowej, zgrupowani w szeregach milicji, której posterunki tworzyli samorzutnie na terenie całego Podkarpacia w celu obrony polskiej ludności przed ludobójczym terrorem UPA. Natomiast szeregi wszystkich formacji Wojska Polskiego, które brały bezpośredni udział w tej operacji, złożone były z żołnierzy, mających za sobą zsyłki, łagry, obozy śmierci i więzienia, partyzanckie i frontowe boje. Walka z UPA była dla nich wszystkich, taka sama jak ich wcześniejsze zmagania z Niemcami w Powstaniu Warszawskim, nad Wisłą, na Wale Pomorskim i w Berlinie, tylko toczona z bardziej podstępnym i bezlitosnym wrogiem o wolność i integralność terytorialną kraju, o pokój i spokój jego obywateli, o ich życie.


Przeciwko liczącemu około 6 tysięcy członków ukraińskiemu, nacjonalistycznemu podziemiu w Polsce (około 2,5 tysiąca w UPA, kilkuset funkcjonariuszy Służby Bezpeky OUN – Bandery i około 3 tysięcy członków OUN zgrupowanych w kuszczach) skierowano siły liczące 20 tysięcy żołnierzy. Stosunek sił wynosił więc 1:3,2, kiedy według ówczesnych poglądów, nawet w czasie działań na froncie, stosunek ten wynosić powinien 1 do 3 na korzyść nacierającego. W specyficznych zaś działaniach, w terenach górzysto-lesistych, przeciwko wrogowi mającemu częściowe wsparcie w bazie społecznej, już ówczesne doświadczenia wykazały, że stosunek sił powinien kształtować się na poziomie od 1:10 do 1:15. Obecnie zaś mówi się nawet o stosunku 1:120. W trakcie działań ,,GO Wisła’’ niedocenienie przeciwnika opóźniło wykonanie zadania. Pozytywnie za to należy ocenić przygotowanie wojsk do operacji pod względem organizacyjnym.

Z jak straszliwym, niebezpiecznym i nieprzewidywalnym wrogiem przyszło zmierzyć się w czasie trwania ,,Operacji Wisła’’ żołnierzom Wojska Polskiego, milicjantom, żołnierzom Armii Krajowej i członkom lokalnych formacji samoobronnych, najdobitniej ukazuje to, że działaniom OUN – UPA w południowo – wschodniej Polsce, na obszarze Bieszczad, sprzyjał dodatkowo górzysty i bardzo mocno zalesiony teren, słabo rozwinięte sieci dróg, a w zasadzie ich całkowity brak, a także mała liczba ośrodków miejskich i garnizonów wojskowych. W trudno dostępnych terenach banderowcy zbudowali całe sieci, ciągnących się kilometrami bunkrów i wszelkiego rodzaju kryjówek, w których rozlokowano składy materiałowe i szpitale. Sotnie ,,Chrina’’, ,,Bira’’, ,,Stacha’’, ,,Burłaki’’ i wiele, wiele innych czuli się tutaj jako prawowici właściciele i gospodarze tych ziem, zupełnie nie przejmując się istnieniem państwa polskiego.

Przypomnieć należy również, że w czasie trwania ,,Operacji Wisła” żołnierze Wojska Polskiego otrzymali rozkaz, aby ludność ukraińską oszczędzać i traktować na równi z obywatelami polskimi, narodowości polskiej. Rozkazu tego przestrzegano bardzo surowo! Zatem ,,między bajki’’ należy włożyć wszystkie opisy ,,polskiego okrucieństwa’’ prezentowane dziś przez tzw. ,,naocznych świadków’’ i powtarzane bezmyślnie przez popleczników banderowskich w Polsce. Niemniej był to ludzki dramat, jeden z tragicznych rezultatów rozpętanej przez nacjonalistów ukraińskich ich plemiennej nienawiści do Polaków. Daje ona znać o sobie i dziś, – po wschodniej stronie granicznej rzeki Bug, jak również i w naszej Ojczyźnie, gdzie po tzw. Rewolucji godności’’, czyli banderowskim majdanie z 2013 roku, odżyła ona ponownie i to ze zdwojoną mocą pod starym hasłem czystki etnicznej i rezania Lachów.

Problem bieszczadzki został rozwiązany wielkim organizacyjnym i finansowym wysiłkiem ubogiego, wyniszczonego wojną i okupacją państwa i za cenę życia wielu jego obywateli. Były to jednak działania konieczne, wymuszone przez obłąkańczą politykę i zbrodnie OUN-UPA. Innego rozwiązania bieszczadzkiego węzła gordyjskiego niż to, które zostało wybrane i dokonane, nie było. Bez działań, nazywanych ,,Operacją Wisła’’, rozlewu krwi i anarchii w górzystych i leśnych terenach nie byłoby końca. A do tego dopuścić nie miała prawa żadna władza, niezależnie od jej politycznych barw.

W jaki inny sposób państwo, które swój powojenny byt dopiero rozpoczynało na gruzach i cmentarzyskach, wykrwawione i niemal doszczętnie ograbione przez dwóch zaborców – niemieckiego i sowieckiego – miało odciąć formacje zbrojne OUN-UPA od ich wiejskich baz zaopatrzeniowych, uzupełnień rezerw i siatki informacyjno – wywiadowczej?

W jaki inny sposób, niż wysiedlenie mieli Polacy działać w obronie swojego, zagrożonego przez UPA, terytorium państwowego, i tak już uszczuplonego o ponad jedną trzecią obszaru zdradziecką zmową aliantów w Teheranie, Jałcie i Poczdamie. Czy mieli pozostawić na miejscu ukraińską cywilną siatkę wywiadowczą, bazy zaopatrzeniowe i żywe rezerwy do kolejnych poborów w szeregi UPA?

Czy potępiający dziś ,,Operację Wisła’’ politycy, dziennikarze, historycy – ukraińscy głównie, ale również i ,,polscy’’ – mogliby przedstawić receptę inną, niż ta, którą wówczas zastosowano – przesiedlenie w celu zlikwidowania dalszego przelewu krwi dwóch narodów.

W jaki inny sposób z pominięciem wysiedleń ludności cywilnej i kryptocywilnej, należało przerwać krwawe działania UPA wymierzone przeciw państwu polskiemu, choćby i nawet satelitarnemu wobec Moskwy?

Nie ulega wątpliwości to, że nie tylko komunistom – konkluduje profesor Jacek Wilczur – których było wówczas niewielu, lecz Polsce ,,Operacja Wisła’’ zapewniła spokój na południowo – wschodnich obszarach państwa.

Bardzo wiele też wskazuje na to, że decyzja ówczesnych władz polskich – choćby i we współdziałaniu z Moskwą – ocaliła tysiące istnień ludzkich, kładąc ostatecznie kres przelewowi krwi zarówno polskiej, jak i ukraińskiej, zapewniając w końcu spokój.

Że takie środki i działania, jakie podjęto przeciwko ludobójcom z OUN-UPA w trakcie trwania ,,Operacji Wisła’’ były jedynie możliwymi do definitywnej likwidacji ich zbrodniczego terroru, niech będzie świadectwo jednego z byłych żołnierzy 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty, który stwierdził jednoznacznie: ,,Gdyby nie przeprowadzono ,,Operacji Wisła”, to walki w tamtym rejonie trwałyby jeszcze wiele lat. Jako partyzant i żołnierz 27 WDP wiem, że nie da się zlikwidować partyzantki, która ma oparcie w ludności cywilnej. Kto twierdzi inaczej, ten wypowiada się o rzeczy, o której nie ma pojęcia.’’

Również wszyscy historycy, którzy opowiadają dzisiaj jakieś banialuki wyssane z palca, że ,,Operacji Wisła’’ można było nie przeprowadzać, bo bandy UPA były już według nich rzekomo rozbite, ordynarnie kłamią lub w ogóle nie znają tamtejszej, ówczesnej rzeczywistości. Bandy bowiem na jakiś czas mogły przycichnąć i zaprzestać nawet na jakiś czas swojej działalności, by potem nagle i niespodziewanie, ponownie wypłynąć na powierzchnię mobilizując w swoje szeregi całą młodzież ukraińską i tworząc oddziały liczące liczebnie kilkukrotnie więcej członków, bo nawet kilkanaście tysięcy ludzi. Mieli do takich działań odpowiednio wcześniej przygotowaną ogromną bazę. Śmiem nawet twierdzić, że nie wszystkie bunkry i kryjówki UPA w Bieszczadach, zostały po dziś dzień odkryte i być może na nieszczęście dla nas, czekają na kolejną okazję do odegrania swojej ponownej roli w historii. Oby nie. Dlatego też jedynym sposobem rozwiązania problemu UPA, było przesiedlenie ludności ukraińskiej, by w ten sposób zlikwidować jej zaplecze, a także odcedzić z tej ludności pospolitych bandziorów i zbrodniarzy, którzy mieli na swoich rękach polską krew.

Dlatego też rząd RP 24 kwietnia 1947 roku podjął w omawianej sprawie uchwałę, która głosiła… ,,W związku z koniecznością dalszej normalizacji stosunków w Polsce dojrzała całkowicie sprawa zlikwidowania działalności band UPA. Celem wykonania tego zadania Prezydium Rady Ministrów uchwala:

I. Minister obrony narodowej w porozumieniu z ministrem bezpieczeństwa publicznego wydzieli odpowiednią liczbę jednostek wojskowych w celu przeprowadzenia akcji oczyszczenia zagrożonego terenu i likwidacji band UPA.

II. Minister obrony narodowej w porozumieniu z ministrem bezpieczeństwa publicznego mianuje dowódcę, który obejmie kierownictwo całej akcji i jako Pełnomocnik Rządu władny będzie wydawać zarządzenia związane z oczyszczeniem terenu.

III. Państwowy Urząd Repatriacyjny przeprowadzi akcję przesiedleńczą ludności ukraińskiej i ludności zamieszkałej na terenach, gdzie działalność band UPA, może zagrażać ich życiu i mieniu.

IV. Minister administracji publicznej wyda zarządzenia władzom administracyjnym I i II instancji, aby ściśle współdziałały w tej akcji, w myśl wskazówek Pełnomocnika Rządu.

V. Minister komunikacji wydzieli niezbędną liczbę wagonów i parowozów do przesiedlenia ludności na Ziemie Odzyskane według planu Pełnomocnika Rządu.

VI. Minister poczt i telegrafów wyda zarządzenie podwładnym organom w rejonie objętym akcją poczynienia wszelkich ułatwień w zapewnieniu łączności w myśl wskazówek Pełnomocnika Rządu.

VII. Minister Skarbu otworzy kredyt na pokrycie kosztów ,,akcji’’ w wysokości 65 milionów złotych – w tym 35 milionów na miesiąc Maj…’’

W taki to oto sposób, drogą militarną i administracyjną likwidowano agresora, który najechał nasz kraj w 1943 roku i miał zamiar tu pozostać na stałe.

,,Gdyby nie było akcji Wisła, to UPA działałaby w tzw. ,,Krainie Zakierzońskiej’’ jeszcze co najmniej dziesięć lat, o czym sami piszą w swoim 16 tomie ,,Litopysu UPA’’, ukraińscy szowiniści z OUN.

Dalszych dziesięć lat krwawego terroru i bestialskich zbrodni oraz możliwość oderwania od Rzeczypospolitej jej obecnych południowo – wschodnich prowincji! Nasuwa się w związku z tym oczywiste pytanie, a mianowicie… Jaki rząd, jakie państwo chciałoby taki stan rzeczy nadal tolerować w swoich granicach? Wszystko to co się stało i do czego doprowadziło, sprawiła wyłącznie zbrodnicza działalność OUN – UPA. Gdyby jej nie było, nie byłoby tym samym, nigdy ,,Operacji Wisła’’ – i to należy sobie uświadomić raz na zawsze i zaprzestać tym samym powtarzania bezczelnych kłamstw na ten temat, które nie mają nic wspólnego z prawdą i faktami.

Tak pisał o tym, śp. profesor Jacek Wilczur: ,,Operacja Wisła’’ oznaczała koniec działań wojennych na dużą skalę., jednakże walki poszczególnych grup z Wojskiem Polskim trwały do 3 września 1949 roku, kiedy to oddziały nacjonalistów ukraińskich na rozkaz dowództwa zostały rozwiązane. Nie stało się to jednak na skutek dobrej woli dowództwa UPA, ale wyłącznie z powodu strat, jakie te oddziały poniosły do końca 1946 roku, a zwłaszcza w 1948 roku. I dalej: ,,Akcja polityczno – militarna Wisła pociągnęła za sobą z pewnością krzywdę cywilnej ludności ukraińskiej i łemkowskiej, z tym, że winnymi tej krzywdy byli nie Polacy, ani też ówczesne władze polskie, ani Wojsko Polskie. Rzeczywistymi i jedynymi sprawcami akcji ,,Wisła’’ byli: kierownictwo Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, oraz dowódcy jej ramienia zbrojnego – UPA. Oni to, chcąc oderwać od polskiego obszaru państwowego dużą część terytorium przez stosowanie barbarzyńskich, nieludzkich metod prowadzenia walk oraz dokonywanie przez siebie zbrodni ludobójstwa, sprowokowali tę akcję.’’


W tym miejscu należy z całym naciskiem podkreślić całkowicie rebeliancki charakter wszystkich bojówek UPA. Formację tę tworzyli bowiem obywatele RP. i działała ona wyłącznie na obszarze Polski. Tym samym sprawa UPA, to kwestia wewnętrzna Państwa Polskiego, do którego prerogatyw w tej kwestii, absolutnie nikt nie powinien i nie ma prawa się wtrącać. I dlatego właśnie tak należy to widzieć! Nie wyrzekli się polskiego obywatelstwa upowcy, ani wojacy SS Galizien, gdy powstał projekt przekazania ich przez zachodnich aliantów władzom ZSRR. I ostatecznie nie zostali wydani – a tylko dlatego, że byli obywatelami Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, do której przynależności poczuli nagle niezwykły afekt, gdy zajrzała im w oczy wizja deportacji na ,,białe niedźwiedzie’’ lub co bardziej prawdopodobne szybkie spotkanie ze Stwórcą, za pośrednictwem plutonów egzekucyjnych radzieckiej armii.

Gwoli prawdy należy również dodać, że na całym obszarze, na jakim operowały bandy UPA, solidaryzowała się w całej pełni z jej działaniami i w ogóle z całym podziemiem zbrojnym OUN – UPA, popierając je w pełni cała zamieszkała na tych terenach ludność ukraińska! A takich, którzy bardzo aktywnie pomagali banderowcom we wszystkim, było na pewno dobrych kilka tysięcy.

Dlatego Ukraińcy muszą w końcu zrozumieć, że przesiedlenie było przyczyną i skutkiem zarówno zbrodniczej działalności band UPA, oraz wspierania tych ludobójczych formacji na każdym poziomie ich działalności przez ukraińskich mieszkańców południowo – wschodnich rubieży naszego państwa, przeciwko któremu dokonali zdradzieckiej, zbrojnej irredenty.

Przesiedleń dokonywał Państwowy Urząd Repatriacyjny (PUR), A wojsko ochraniało przesiedleńców. PUR był odpowiedzialny za transport, wyżywienie i opiekę sanitarną. Tak troszczyli się Polacy o Ukraińców. Polacy chociaż tyle wycierpieli od banderowców, potrafili oddzielić wówczas ,,ziarno od plewy’’, prawdę od fałszu i nie żądali odpowiedzialności zbiorowej za winy upowskich kamratów, w ogóle byli bardzo pobłażliwi.

Nie było również żadnych gwałtów ze strony polskiej, które to bezczelne kłamstwa w tej kwestii wygłaszają ukraińscy pogrobowcy banderowskich morderców Polaków i ich polskojęzyczni lokaje z Gazety Wyborczej i Gazety Polskiej. Jak należało traktować przesiedleńców, pouczał jasno i wyraźnie ,,Rozkaz nr 007’’ z 11 maja 1947 roku, dowódcy GO ,,Wisła’’ generała dywizji Stefana Mossora:

,,Jeszcze raz pouczyć wszystkich podwładnych oficerów, podoficerów i szeregowców, że przesiedlani są obywatelami polskimi i muszą być należycie traktowani i muszą oni mieć możliwość zabrania ze sobą wszystkiego, co im jest potrzebne. Traktowanie musi być jak najbardziej ludzkie i życzliwe. Kolumna bez żywności i furażu odejść nie może. Po raz ostatni ostrzegam dowódców pułków i oficerów polityczno – wychowawczych przed bezmyślnym, pośpiesznym wysiedlaniem ( bez wyboru i uzasadnienia – aby prędzej i jak najszybciej wysiedlić) – w razie powtórzenia się takich faktów wyciągnę konsekwencje.’’

Wszystko odbywało się sprawnie, a zachowanie żołnierzy pilnujących ,,akcji’’ nie budziło zastrzeżeń. Podnosił tą sprawę ,,Meldunek nr 14 za okres 27 IV- 10 V 1947 r.’’ :

,,Biorąc pod uwagę charakter dotychczasowej akcji wysiedleńczej, gdzie na każdym kroku żołnierz ma ogromne możliwości do robienia nadużyć czy popełniania grabieży, należy stwierdzić, że ilość wykroczeń tego rodzaju jest stosunkowo niewielka’’.


Mówi się więc o wykroczeniu, które wykryte podlegało natychmiastowej karze. Te słowa jednoznacznie zadają kłam konfabulacjom Misiły, Osadczuka, Pisulińskiego, Hryciuka, Motyki i im podobnym ukraińskim fałszerzom historii, jakoby Wojsko Polskie w sposób legalny dopuszczało się ,,barbarzyńskich ekscesów’’, a nawet zbrodni. Wiemy doskonale do czego to wszystko zmierza i co jest głównym celem tej ukraińskiej, goebbelsowskiej propagandy, a mianowicie:

Te rozpowszechniane przez nich kłamstwa mają splugawić honor polskiego żołnierza i pohańbić polski mundur. Jak wyraził to ostatnimi czasy ukraiński prowokator, niejaki Ihor Isajew, który sam przyznał to, chyba przez własne przeoczenie, iż samo słowo honor, nie mieści się w ukraińskiej mentalności, dlatego tak bardzo oburzyło go to słowo zawarte w polskim paszporcie wydanym na stulecie odzyskania niepodległości przez Naszą Ojczyznę. Dlatego takimi właśnie sposobami poprzez pomówienia i ordynarne, bezczelne kłamstwa próbują od wielu długich dziesięcioleci sprowadzić żołnierza polskiego do poziomu banderowskiego rezuna, przypisując gremialnie Wojsku Polskiemu, przymioty i cechy charakteru banderowskich ludobójców, nie mogąc się pogodzić z bezspornym faktem, że cywilizacyjnie i kulturowo dzieli ich od nas Polaków kosmiczna przepaść, nie do przebycia dla nich.

Jeśli ktokolwiek myśli na ten temat inaczej, to jest albo płatnym agentem ukraińskich szowinistów, albo człowiekiem zupełnie pozbawionym wyobraźni politycznej – lub wręcz przysłowiowym głupcem! Dlatego też, czas już najwyższy położyć temu kres!

Dalej – dowódca GO ,,Wisła’’ generał dywizji Stefan Mossor, dnia 30 września 1947 roku pisał do kancelarii cywilnej prezydenta RP, że ,,mimo zrozumiałego niechętnego nastawienia do wysiedlonej ludności, która współpracowała bardzo ściśle z bandami UPA, wojsko zachowywało się poprawnie’’, a ,,ludność widząc, że wojsko bierze udział w akcji wysiedleńczej – czytamy znów w sprawozdaniu z przebiegu akcji ( 26 IV – 9 V 1947 ) obchodzi się z nią łagodnie i humanitarnie, że spieszy jej z jak najwydatniejszą pomocą, zmieniła swój wrogi stosunek do wojska… na stacjach załadowczych wysiedlona ludność dziękowała wojsku za okazaną jej pomoc i dobre traktowanie’’


Perspektywa, jak również pragnienie zażycia w końcu spokoju, przeważyły i spowodowały, iż coraz więcej ludzi opuszczało swoje nędzne chatki i mało urodzajne pola. Spowodowały to także listy otrzymywane od tych przesiedleńców, którzy już zagospodarowali się na nowych miejscach. Listy te były pełne zachęty, a opisane nowe domy i w ogóle gospodarstwa, olśniewały bieszczadzkich nędzarzy, którzy teraz dopiero nabierali prawdziwej ochoty do wyjazdu. Tymczasem na chętnych czychała banderowska śmierć. UPA napadała na transporty ludności, mordowała członków komisji przesiedleńczej i ochraniających transport żołnierzy. Przesiedleńcy, gdy tylko opuścili swoje sadyby, mogli prawie natychmiast ujrzeć je w płomieniach. Zaraz bowiem po ich odejściu wpadali do opuszczonych wsi upowcy i wszystko puszczali z dymem. Tak było dosłownie wszędzie, we wszystkich powiatach, które objęła swoim zasięgiem ,,Operacja Wisła’’: Lesko, Sanok, Przemyśl, Krosno, Jasło, Gorlice, Jarosław, Nowy Sącz, Nowy Targ, Hrubieszów i Tomaszów Lubelski.

Od 4 maja 1947 roku systematycznie zaczynały napływać na Ziemie Zachodnie i Północne transporty z przesiedleńcami. Poszczególne rodziny wiejskie, które miały inwentarz żywy otrzymały gospodarstwa wielkości 10 – 20 hektarów. Część przesiedleńców kierowano do Państwowych Nieruchomości Ziemskich, zaś specjalistów i robotników rolnych, leśnych drogowych, tartacznych, cegielnianych itp. do prac w odpowiednich zawodach.

Przesiedleńcy tymczasem przeżywali ogromne oszołomienie, zupełnie się nie spodziewali tego, że za ich antypolską działalność i zbrodnie, jakich wielu z nich się dopuściło na swoich polskich sąsiadach, spotka ich… taka ,,kara’’. ,,Trudno dziś uwierzyć – pisał jeden z przesiedleńców, mieszkaniec Kaławy koło Międzyrzecza Wielkopolskiego – ale byli pośród nas tacy, co niszczyli elektryczność w otrzymanych domach i zapalali przywiezione ze sobą lampy naftowe. Elektryczność ich przerażała. Niektórzy zrywali podłogi w domach, nosili glinę, mieszali ją z plewami lub sieczką i ubijali klepisko. Podłoga wydawał się im nazbyt pańska.. To był prawdziwy szok, ten przeskok z bieszczadzkiego średniowiecza w poniemiecki dwudziesty wiek. Szczęściem najwyższym znów był kierat poruszany za pomocą koni. Każdy kto go miał, obnosił się z tym po sąsiadach dumnie niby paw.’’

,,Mówią dziś o odszkodowaniach za mienie pozostawione w górach, ja bym tej kwestii nie tykał, bo może się zdarzyć, że to nie nam państwo, lecz my państwu będziemy płacić odszkodowanie za dobro, jakim nas ono obdarzyło zabierając z tej mizeroty łemkowskiej w inny, bogatszy świat’’ – przestrzega znów inny przesiedleniec, mieszkający dziś w Starym Łomie, województwo legnickie.

Należy też dziś uzmysłowić mieszkającym w Polsce Ukraińcom, że bez ,,Operacji Wisła’’, nie byłoby w naszym kraju, żadnej ukraińskiej inteligencji, którą się dzisiaj tak bardzo szczycą. To właśnie ,,Operacja Wisła’’ umożliwiła kolejnym pokoleniom Ukraińców przesiedlonych z bieszczadzkich klepisk i nor epoki walki o ogień w dwudziesty wiek, zdobyć wykształcenie, które otworzyło im drogę do nieograniczonego podniesienia swojego statusu społecznego, a co za tym idzie również materialnego, bez której to akcji, mogliby do dziś tylko sobie o tym wszystkim jedynie pomarzyć, bez żadnych szans na przeniesienie tych marzeń w rzeczywiste realia! Dzisiaj opowiadają jakieś bajki, że zostawili w Bieszczadach niewyobrażalne majątki, za które należą im się od państwa polskiego ogromne odszkodowania. Jak wyglądały w rzeczywistości te ,,włości”, które tam pozostawili, najlepiej opisał w swoich wspomnieniach ojciec mojego znajomego, żołnierz Wojska Polskiego, uczestniczący wówczas na tamtych terenach w walkach z bandami UPA, uczestnik legendarnej bitwy o Birczę, jaką stoczono z trzema sotniami UPA – 4 marca 1947 roku.

,,Biedni Ukraińcy. Z lepianek i spania na piecach, pozyskali rozwojowe gospodarstwa poniemieckie. Pod wspomnianymi zapieckami były z kolei dobrze zamaskowane jamy z ukrytymi w nich banderowcami, a także spełniały one rolę dobrze zamaskowanych magazynów broni i amunicji”.

Tak więc dzisiejsi potomkowie Ukraińców przesiedlonych z bieszczadzkich lepianek, prowadzący otwartą wojnę przeciwko Narodowi i Państwu Polskiemu, nie tylko nie ponieśli za swoje czyny żadnych konsekwencji, ale stało się coś niewiarygodnego, czego nie zrobiłby żaden inny naród na świecie względem swoich katów, że zamiast ich surowo ukarać, nagrodził ich za popełnione przez nich zbrodnie drugą szansą na odrodzenie swojego życia. Mają więc wobec żołnierzy i oficerów Wojska Polskiego, którzy przeprowadzili ,,Operację Wisła’’, oraz Nas Polaków i Naszego Państwa dług wdzięczności i moralnych zobowiązań, których nigdy nie zdołają w żaden sposób spłacić, albowiem nawet się do nich nie poczuwają. Odwrotnie. Całkowicie wyparli ze swoich umysłów zbrodnie ludobójstwa, których się dopuścili na swoich polskich sąsiadach i dziś własne czyny przypisują swoim polskim ofiarom i samoobronną reakcję Polaków nazywają komunistyczną zbrodnią, bo Lachy były tak bezczelne, że zamiast ustawić się grzecznie do poderżnięcia im wszystkim gardeł, posłali do piekła banderowską irredentę.
Cena zwycięstwa i zejście banderowców do dalszej walki w głębokim podziemiu
.

Na zakończenie ogólny bilans strat w walce z sotniami UPA w okresie od 1944 roku do wiosny 1948 roku, zostało zabitych łącznie 8800 osób spośród żołnierzy Wojska Polskiego, funkcjonariuszy UB, MO, członków PPR, działaczy państwowych i samorządowych. 1200 osób odniosło rany. Sotnie UPA zniszczyły w tym czasie 10000 gospodarstw, 20 stacji kolejowych, 6 kopalni nafty, wysadziły 40 mostów i spaliły 8 tysięcy hektarów lasów. Do ,,asymilacji” w polskim środowisku zobowiązywał upowców rozkaz ,,Oresta”:

,,Do wszystkich dowódców sotni. Zarządzam przeniesienie wszystkich zdolnych do walki striłców i pracowników siatki do USRR. Resztę należy przeprawić na Ziemie Zachodnie, gdzie zgodnie z wytycznymi mają się osiedlać w centralnych ośrodkach życia politycznego i gospodarczego, zalegalizować, znaleźć pracę, wejść w środowisko tak, ażeby niczym nie zwracać na siebie uwagi”.

Poza rozkazem dostarczono upowcom zobowiązanie w postaci formularza:

,,Ja (imię nazwisko, pseudonim, zajmowana funkcja) – będę dalej, choć w zmienionych warunkach, w innym charakterze, zdyscyplinowanym ukraińskim rewolucjonistom, i w miarę swoich sił i zdolności… będę dalej wykonywał rozkazy przełożonych; będę dalej strzegł tajemnic organizacji i nie zdradzę mi znanych dotąd tajemnic”.
Jednocześnie właśnie członkowie OUN – UPA, kamuflując się dobrze, mieli prowadzić propagandę na rzecz ,,dobrego imienia” UPA.
,,Ludność cywilna – pouczał Myrosław Onyszkiewicz – musi zabrać ze sobą jak najlepsze wspomnienie o nas, które z kolei, przy pomyślnych warunkach, winna zaszczepić w środowisku, w jakim się znajdzie”.

,,Ucieczka ,,gdzie pieprz rośnie” resztek rizunów pozostających jeszcze przy życiu po operacji ,,Wisła”, P. Mirczuk ( za nim także R. Drozd) nazywa ,,rajdem”, przeto pisze: ,,Zimą 1947 – 1948 r. odbyły do wschodniej Prusji (czyli na północne ziemie RP – E. P) dwie grupy UPA, jedna pod komendą Jasena i druga pod komendą sotnika Prirwy. Zadaniem pierwszego oddziału było zebranie informacji o terenie dla wykorzystania go przez drugi oddział, który miał zadania polityczno – propagandowe. Oddział pod komendą sotnika Prirwy stoczył po drodze jeden bój z Wojskiem Polskim już na terenie Prus Wschodnich, wyszedł z tego bez strat: jednak grupa z tego oddziału pod komendą Szepela znalazła się w okrążeniu i została rozbita. Wpołowie zimy oddział sotnika Prirwy stracił czterech bojców. Oddział Jasena przybył do Prusji już w listopadzie 1947 roku, oddział sotnika Prirwy 26 grudnia 1947 roku. Podzieliwszy się na małe grupy, oba oddziały przebywały w Prusji aż do września 1948 roku prowadząc we wszystkich miejscowościach odpoczynku wyjaśniającą propagandę, przede wszystkim, podtrzymującą na duchu przesiedlonych tu z Zakierzonia ukraińskich mieszkańców”. ( P. Miorczuk, Ukrajińśka Powstańśka Armija – Munchem 1953).
Wspominany w tym ostatnim fragmencie sotnik Prirwa, to nie kto inny jak sam Jewhen Sztandera, który dowodził bojówkami UPA na terenie całego ówczesnego województwa olsztyńskiego z Braniewa, w którym znajdowała się jego kwatera główna, skąd w ostatnich tygodniach 1948 roku bez żadnych przeszkód opuścił Polskę, uciekając do zachodniej części Niemiec. O banderowskiej rebelii na Warmii i Mazurach pisałem kilka lat temu w swoim artykule pt. O samostijną Ukrainę na Warmii, Mazurach, Pomorzu i Dolnym Śląsku

Opracował – Jacek Boki Elbląg – Kwiecień – Maj 2021 r.

Źródła:

Prof dr hab. Edward Prus – Operacja Wisła – Fakty, Fikcje, Refleksje – Wydawnictwo NORTOM 1994 R.

Prof dr hab. Edward Prus – Fakty – Dokumenty wydanie V, Wydawnictwo NORTOM 2010 r.

Marek A. Koprowski – Akcja Wisła – Kres krwawych walk z OUN – UPA – Wydawnictwo Replika 2019 r.

Białoruś zniosła wizy dla Polaków. Skandaliczny komentarz rzecznika tut. „rządu”.

W kwietniu władze Białorusi wprowadziły możliwość bezwizowego wjazdu dla obywateli Litwy i Łotwy.

Nie zakładamy dobrej woli ze strony białoruskiej” – bezczelnie pisze rzecznik warszawskiego MSZ.

Na podst.: https://nczas.com/2022/06/30/lukaszenka-zniosl-wizy-dla-polakow-nie-zakladamy-dobrej-woli-ze-strony-bialoruskiej/

Państwowy Komitet Graniczny (GPK) w Mińsku poinformował, że Białoruś znosi wizy dla obywateli Polski od 1 lipca do końca roku. W przypadku przejazdu przez ten kraj tranzytem nadal potrzebna będzie wiza. GPK napisał, że decyzję o czasowym zniesieniu wiz podjął Alaksandr Łukaszenka w celu „podtrzymania relacji dobrosąsiedzkich”. Wcześniej podobne decyzje podjęto wobec obywateli Litwy i Łotwy.

W komunikacie białoruska straż graniczna uściśla, że zniesienie obowiązku wizowego obowiązywać będzie od 1 lipca do 31 grudnia włącznie. Osoby podróżujące na Białoruś będą mogły przekroczyć granicę na przejściach granicznych z Polską. Nie ma ograniczeń, dotyczących częstotliwości takich wizyt, jednak w ciągu roku kalendarzowego liczba dni spędzonych na Białorusi nie może przekroczyć 90.

Podróżni z Polski mogą poruszać się po całym terytorium kraju, włącznie ze strefą przygraniczną po uprzednim ustnym poinformowaniu o tym straży granicznej. By przekroczyć granicę, oprócz ważnego paszportu należy mieć przy sobie ubezpieczenie medyczne oraz zieloną kartę, jeśli jedzie się samochodem. Nie jest potrzebny test na COVID-19.

Wyjaśniono również, że osoby, które podróżują przez Białoruś tranzytem, muszą mieć wizę. Dotyczy to także osób, które jadą do tego kraju, by złożyć wniosek o pobyt czasowy, otrzymanie obywatelstwa lub w celu podjęcia pracy lub nauki. Po przybyciu na Białoruś w ciągu 10 dni należy przejść procedurę meldunku.

W kwietniu władze Białorusi wprowadziły możliwość bezwizowego wjazdu do tego kraju dla obywateli Litwy i Łotwy. Początkowo obowiązywał on miesiąc, a następnie został przedłużony do końca roku. Litewskie i łotewskie MSZ, po zakomunikowaniu tej decyzji przez stronę białoruską, ponowiły zalecenie, aby „obywatele ich krajów nie podróżowali na Białoruś”.

————————————-

A poniżej – w imieniu rządu [!!!] – ten niedo- rzecznik Jasina:

Obywateli Polski nadal obowiązuje zalecenie, aby unikać podróży na Białoruś. Nie zakładamy dobrej woli ze strony białoruskiej” – skomentował informacje o czasowym zniesieniu przez Białoruś wiz dla Polaków rzecznik MSZ, „sługa narodu ukraińskiego”, Łukasz Jasina.

„Biorąc pod uwagę dotychczasową i trwającą politykę Aleksandra Łukaszenki wobec Polski i Polaków podchodzimy do wszelkich jego oświadczeń, nawet takich, z dużą ostrożnością i nie zakładamy istnienia dobrej woli. W stosunku do obywateli Polski obowiązuje nadal, od kilku miesięcy zalecenie, by unikać podróży na Białoruś” – przekonywał w czwartek Jasina.

===============

Uważam to oświadczenie, jak i taką politykę, za szkodliwy dla Polski skandal. Mirosław Dakowski.

Podkopują fundamenty, jeszcze do niedawna wspólne dla Europy: rodzinę opartą na nierozerwalnym małżeństwie kobiety i mężczyzny, prawo do wychowania dzieci z ojcem i matką, prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnym, katolickim światopoglądem. Już w POlsce !!!

Podkopują fundamenty, jeszcze do niedawna wspólne dla Europy: rodzinę opartą na nierozerwalnym małżeństwie kobiety i mężczyzny, prawo do wychowania dzieci z ojcem i matką, prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnym, katolickim światopoglądem.

Bierność rządu otwiera furtki lobby LGBT. Apelujmy do Premiera!

Wspólnie mamy szansę skutecznie przeciwstawić się tej rewolucji.

===============================================================

Paweł Ozdoba | Centrum Życia i Rodziny <kontakt@czir.org>

W ostatnich dniach ujawniona została ostateczna treść umowy partnerstwa „wynegocjowanej” przez Komisję Europejską i polski rząd. A w niej znalazł się zapis, który powinien nas wszystkich zaniepokoić i na który musimy stanowczo zareagować! Otóż jednym z punktów tejże umowy jest zastrzeżenie, że wsparcie finansowe z programu polityki spójności będzie udzielane wyłącznie projektom i beneficjentom, którzy przestrzegają przepisów antydyskryminacyjnych. W przypadku, gdy beneficjentem jest jednostka samorządu terytorialnego (lub podmiot przez nią kontrolowany lub od niej zależny), która podjęła jakiekolwiek działania dyskryminujące, (…) wsparcie w ramach polityki spójności nie może być udzielone.
Zgodnie z tym zapisem Unia Europejska wprowadza zakaz finansowania samorządów, które przyjęły tzw. uchwały anty-LGBT lub Samorządowe Karty Praw Rodzin. Dotyczy to obecnie około 80 podmiotów samorządu terytorialnego w Polsce – wszystkie one zostają odcięte od wsparcia finansowego UE ze względu na to, że odważyły się przyjąć zapisy prawne niezgodne z jedynym słusznym według Unii światopoglądem! Mamy więc pierwszy bardzo jaskrawy przykład tego, przed czym jako Centrum Życia i Rodziny ostrzegaliśmy już jakiś czas temu: niezależnie od wartości cenionych przez większość Polaków, od ich decyzji i pragnień, Unia Europejska próbuje narzucać nam rozwiązania prawne, które grożą tym właśnie wartościom. Próbuje się podkopać te fundamenty, jeszcze do niedawna wspólne dla Europy: rodzinę opartą na nierozerwalnym małżeństwie kobiety i mężczyzny, prawo do wychowania dzieci z obojgiem rodziców, ojcem i matką, prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnym światopoglądem. Nie oszukujmy się, pod płaszczykiem tolerancji i walki z dyskryminacją mniejszości seksualnych Komisja Europejska chce ideologicznie podporządkować sobie kraje członkowskie, na czele z Polską, chce, by związki osób tej samej płci zawarte w innych krajach unijnych były uznawane prawnie także w naszym kraju!
Dlatego zaapelujmy do Premiera Mateusza Morawieckiego o interwencję w tej sprawie i jasne wyrażenie sprzeciwu wobec próby przeforsowania prawa, które może poważnie zagrażać roli małżeństwa i rodziny opartej na nierozerwalnym związku kobiety i mężczyzny, a także jakości debaty publicznej i wolności słowa.
Apeluję do Premiera o stanowczą reakcję!
Już niegdyś zwracaliśmy się do Państwa z podobnym apelem. Ale, niestety, działania ze strony polskiego rządu nie wskazują na to, aby zamierzał on podjąć jakiekolwiek zdecydowane kroki w tej sprawie… 
Tymczasem nacisk ze strony Unii Europejskiej nasila się, a środowiska ideologicznej lewicy i ruchy LGBT mają właściwie wolną rękę we wszelkich swoich działaniach i coraz śmielej wyciągają ją po ten rząd dusz. Wystarczy spojrzeć na to, co opisywałem Państwu niedawno: wszystkie te skandaliczne wydarzenia z zeszłotygodniowej Parady Równości w WarszawieW tej manifestacji niczym w soczewce skupiają się wszystkie te zjawiska, z którymi musimy walczyć: z jednej strony promowanie wynaturzonej wizji seksualności, wyuzdane zachowania na forum publicznym, bluźniercze prowokacje, szydzenie z najważniejszych dla katolików wartości, zwiedzenie młodzieży. Z drugiej zaś zupełnie oficjalne postulaty wprowadzenia „małżeństw jednopłciowych” z prawem do adopcji dzieci i obowiązkowej edukacji seksualnej w duchu tolerancji już od przedszkola. To spotyka się z poklaskiem największych mediów, instytucji biznesowych i korporacji, a co najbardziej niebezpieczne – również z poklaskiem polityków. I to nie tylko tych skrajnie lewicowych, czego oczywiście mogliśmy się spodziewać. Apeluję do Premiera o stanowczą reakcję!
Chciałbym bowiem w tym miejscu zasygnalizować Państwu jeszcze jeden fakt, który pokazuje, że, niestety, polski rząd nie dość stanowczo przeciwstawia się tej unijnej agendzie zaprowadzenia powszechnej tolerancji.
Otóż w maju tego roku Rada Ministrów przyjęła uchwałę w sprawie ustanowienia Krajowego Programu Działań na Rzecz Równego Traktowania na lata 2022-2030, przedłożoną przez Pełnomocnika Rządu do Spraw Równego Traktowania. Jako główny cel polityki równego traktowania dokument ten wskazuje wyeliminowanie dyskryminacji z życia społecznego w Polsce. Oczywiście, wymienia się tam wiele działań służących poprawieniu sytuacji osób narażonych na nierówne traktowanie ze względu na płeć, rasę, pochodzenie etniczne, narodowość, religię, wyznanie, światopogląd, niepełnosprawność czy wiek. Proponowane działania obejmują m.in. wspieranie na rynku pracy kobiet czy osób niepełnosprawnych, wsparcie edukacyjne skierowane do uczniów o specjalnych potrzebach edukacyjnych czy poprawę dostępności świadczeń, a także dóbr i usług dla osób zagrożonych wykluczeniem.
Ale wśród tych wielu słusznych skądinąd postulatów przemycone zostały też zapisy o przeciwdziałaniu dyskryminacji ze względu na… „orientację seksualną”, czyli np. przeciwdziałanie i poprawa efektywnego ścigania przestępstw z nienawiści czy promowanie języka opartego na szacunku i rzetelnych źródłach informacji w celu ograniczenia szerzenia się „mowy nienawiści”. Są to więc dokładnie te zmiany w prawie, przed których narzucaniem Polsce ostrzegamy w petycji „W obronie polskich rodzin!”! Podpisuję petycję w tej sprawie!
Rozszerzenie unijnego prawa o ściganiu tzw. przestępstw z nienawiści jest jednym z podstawowych postulatów Komisji Europejskiej wyrażonych w Unijnej „Strategii na rzecz równości LGBTIQ na lata 2020-25”. Wprowadzenie tych zmian może doprowadzić do sytuacji, w której penalizowane będzie każde zachowanie, które zostanie uznane za „homofobiczne” czy „transfobiczne”.
Czy naprawdę my, Polacy, chcemy, aby tak wyglądała przyszłość naszej ojczyzny? Z pełnym przyzwoleniem na rozgoszczenie się i u nas rewolucji obyczajowej zaprowadzonej przez środowiska LGBT? W tej wojnie kulturowej nie możemy złożyć broni ani na chwilę! Trzeba wyraźnie postawić granicę wdzierającej się do nas lewackiej rewolucji! Chcemy, aby polski rząd wyraził zdecydowany sprzeciw wobec działań Unii Europejskiej skierowanych przeciwko wolności przekonań, przeciwko dobru polskich rodzin i dzieci!
Dlatego gorąco zachęcam Państwa do podpisania petycji „W obronie polskich rodzin”! Można to zrobić za pośrednictwem strony internetowej www.wObroniePolskichRodzin.pl. Podpisuję petycję do Premiera!
Potrzebujemy Państwa zaangażowania, aby móc z większą siłą oddziaływać na polityków i władze. A to właśnie od ich działań zależy to, czy uda nam się zatrzymać ideologię LGBT, która jak do tej pory bez problemów kontynuuje swój marsz przez unijne – a tym samym wkrótce i polskie – instytucje.
Dlatego bardzo Państwa proszę o pomoc w rozpowszechnianiu tej petycji. Jak widać, tylko duża liczba podpisów i głosów jest w stanie przekonać polityków do podjęcia działań na rzecz ochrony życia i rodziny. Już rozesłaliśmy nasz apel pocztą tradycyjną – otrzymaliśmy pozytywny i bardzo zdecydowany odzew w postaci kilku tysięcy podpisów i licznych telefonów z poparciem dla naszej kampanii. Dlatego chcemy rozesłać ją do jeszcze większej liczby Polaków i rozpoczynamy promocję tej petycji w Internecie. Bardzo Państwa proszę o wsparcie naszych działań na rzecz ochrony rodzin i wolności słowa, na rzecz promocji apelu „W obronie polskich rodzin!” datkiem 30 zł, 60 zł, 100 zł lub nawet większą kwotą. Tylko wspólne zaangażowanie przekona polityków do sprzeciwienia się tym niebezpiecznym lewicowym postulatom. Wspieram promocję petycji „W obronie polskich rodzin!”

@page { margin: 2cm } td p { margin-bottom: 0cm } p { margin-bottom: 0.25cm; line-height: 120% } a:link { so-language: zxx }
Każda złotówka i każdy Państwa podpis jest dla nas niezwykle cenny!
Wierzę, że
wspólnie mamy szansę skutecznie przeciwstawić się tej rewolucji.


Serdecznie pozdrawiam
Wspieram działania Centrum Życia i Rodziny!

Dane do przelewu: Centrum Życia i Rodziny
ul. Nowogrodzka 42/501, 00-695 Warszawa
Nr konta: 32 1240 4432 1111 0011 0433 7056, Bank Pekao SA Z dopiskiem: „Darowizna na działalność statutową Centrum Życia i Rodziny”
SWIFT: PKOPPLPW IBAN: PL32 1240 4432 1111 0011 0433 7056

Duraczenie dorosłych i dzieci

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”  •  28 czerwca 2022

http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5203

O Filareci, biedne dzieci, kochany kraju złoty! – lamentował Konstanty Ildefons Gałczyński w wierszu, w którym upominał Mirę Zimińską-Sygietyńską, żeby się opamiętała i nie zadzierała z rządem przy pomocy satyry:

Jak pragnę Boga, zadrzesz z rządem.

Satyry nie kocha rząd.

U nas, uważasz, trzeba z prądem,

ty chcesz pod prąd. (…)

Od tej satyry przyjdą rozbiory…

– i tak dalej – aż do Filaretów.

Teraz na Filaretów młodzież kładzie lachę, bo co by powiedział Judenrat „Gazety Wyborczej”, nie mówiąc już o rówieśnikach, gdyby tak jakiś młody człowiek przedstawił się, jako „miłośnik cnoty”? Koledzy wytykaliby go palcami, a koleżanki – szkoda gadać – poniekąd słusznie, bo co kobiecie po miłośniku cnoty? Tyle z niego pożytku, że „pobrudzi pończochę” – jak pisał Tadeusz Boy-Żeleński. Nawiasem mówiąc, tenże autor zachwalał panienkom „dojrzałych panów”, co to „i do tańca i na Germańca”, to znaczy, pardon; jakiego tam znowu „Germańca”; nie „na Germańca”, tylko – do różańca.

Chociaż z drugiej strony na Germańca też – bo słychać, że Naczelnik Państwa zamierza walić pięścią w stół, żeby Germańcy się zlękli i wypłacili reparacje, dzięki czemu – kto wie – może udałoby się uchronić nasz nieszczęśliwy kraj przed finansową katastrofą. Na razie jednak Germańcy zmusili pana prezydenta Dudę do wywieszenia białej flagi, a na tym się chyba nie skończy, bo Parlament Europejski kazał Polskę przeczołgać, w potem wytarzać w smole i pierzu. Ciekawe, co po takich operacjach powie swoim wyznawcom Naczelnik Państwa – bo jeśli chodzi o Donalda Tuska, to chyba dostanie orgazmu, podobnie, jak cały obóz zdrady i zaprzaństwa.

Odpowiedź na te pytania zostanie nam objawiona we właściwym czasie i opatrzona stosownymi komentarzami – żebyśmy wiedzieli, co właściwie myślimy – więc nie ma co zbytnim myśleniem głowy sobie psować – za co chwalił Urszulkę Jan Kochanowski: „Nie dopuściłaś nigdy matce się frasować, ani ojcu myśleniem zbytnim głowy psować”.

Wróćmy tedy nie tyle może do Filaretów, co do „biednych dzieci”, na których specjalnie uwzięli się nie tylko „bandyci Putina”, którzy – jak poinformowała świat pani Ludmiła Denisowa – gwałcili nie tylko starsze dzieci, ale nawet niemowlęta, – ale również płomienni szermierze różnych postępowych ideologii. Nawiasem mówiąc, pani Ludmiła, będąca do niedawna na Ukrainie rzecznikiem praw człowieka, została z tej funkcji z trzaskiem odwołana. Chodziło o to, że w opisach zbrodni, jakich dopuszczają się na Ukrainie „bandyci Putina”, dodawała za dużo dramatyzmu. Tymczasem – jak to w swoim czasie radził Arystoteles – również w dodawaniu dramatyzmu trzeba zachować umiar, żeby nie pojawił się niezamierzony efekt komiczny. Pani Ludmiła wprawdzie dobrze chciała, ale najwyraźniej o tym zapomniała i od razu poszła na całość.

Tymczasem z dramatyzmem trzeba postępować po gospodarsku. Tak właśnie radził Alfred Hitchcock – żeby nie wystrzelać od razu całej amunicji, tylko – najpierw zdetonować bombę atomową, a dopiero potem napięcie ma narastać. Wojna na Ukrainie najwyraźniej przechodzi w stan przewlekły, a tymczasem pani Ludmiła od razu zaczęła od niemowląt, więc nic dziwnego, że koledzy ją za tę nadgorliwość wylali. Ciekawe, czy telewizje w państwach poważnych też powtarzały za panią Ludmiłą, tak, jak te z naszego bantustanu, czy też podchodziły do tego całego dramatyzmu cum grano salis?

Wracając tedy do dzieci, to płomienni szermierze postępowych ideologii musieli inspirować się wskazówką Naftalego Iwanowicza Frenkla, który w sowieckich łagrach wprowadził system kotłów, który wykańczał łagierników sprawniej, niż niejedna komora gazowa: „z więźnia musimy wycisnąć wszystko w trzy miesiące; potem nic nam po nim” – twierdził ten żydowski generał NKWD.

W przypadku dzieci trzy miesiące to za mało tym bardziej, że postępowych ideologii jest całkiem sporo, więc trudno, żeby nawet zdolne i bystre dzieci dały się tak szybko oduraczyć – a cóż dopiero mówić o matołach? Wiadomo, że szybkość morskiego konwoju musi być przystosowana do najwolniejszego statku, bo w przeciwnym razie konwój się rozproszy i już nikt nie będzie miał na niego żadnego wpływu. Tymczasem chodzi o to, by dzieci – najpierw te młodsze, a jak podrosną – to również te starsze – duraczyć cierpliwie i metodycznie. Dlatego też wprowadzony został przymus edukacyjny, egzekwowany przez państwowy monopol edukacyjny, personifikowany przez Ministerstwo Edukacji. Jak zauważył Czesław Miłosz, „wariat na swobodzie największą klęską jest w przyrodzie” – a cóż dopiero wariat, któremu dano władzę nad ludźmi?

Na tę władzę działają rozmaite grupy nacisku. Na przykład okazało się, że jest w naszym nieszczęśliwym kraju sporo ludzi płci obojga, którzy, bzykając się na prawo i lewo, zdobyli w tej dziedzinie niemałą eksperiencję. Czasy są ciężkie, więc nic dziwnego, że postanowili te umiejętności skapitalizować w taki sposób, by w rządowych szkołach przystąpić do edukacji seksualnej. Najlepiej zacząć już przedszkolu, umiejętnie kierując dziecięce pragnienie poznania świata i rządzących nim mechanizmów na eksperymentowanie, najpierw z własnymi, a potem – również cudzymi genitaliami. Korzyść jest podwójna, w właściwie potrójna. Po pierwsze – „seksedukatorzy” przechodzą na garnuszek podatników, którzy muszą w związku z tym sfinansować im nie tylko pensje, ale i ubezpieczenie społeczne. Czegóż chcieć więcej? Po drugie – koncentrowanie młodzieńczej ciekawości na genitaliach, pozwala ukryć w cieniu tych, którzy konstruują mechanizmy prawne i finansowe, pozwalające dymać młodych ludzi aż do śmierci ze starości. Wystarczy, że dadzą im kredyt i już mają nieświadomych swego losu niewolników, którzy do końca życia muszą chodzić, jak w zegarku. Wreszcie – po trzecie – to duraczenie ma utrzymać duraczonych w przekonaniu, że to wszystko naprawdę, że oto przekazywane są im prawdzie perły wiedzy.

Tymczasem nie są to żadne prawdziwe perły wiedzy, tylko odkryta przez Józefa Stalina „nauka przodująca”. Do tego czasu nauka dzieliła się na „burżuazyjną”, czyli taką do luftu, i socjalistyczną, z której biła krynica prawdy – co prawda sowieckiej, czy komsomolskiej, ale dobra psu i mucha. Józefowi Stalinowi, który – zgodnie z przykazaniami Karola Marksa – nie chciał objaśniać świata, tylko go zmieniać – to juz nie wystarczało, więc odkrył naukę przodującą, do której z powodzeniem można zaliczyć seks-edukację, chociaż nie tylko.

Wracając znad morza usłyszałem w radio komunikat, że już od jesieni zostanie wprowadzona w szkołach nowa dyscyplina naukowa, mianowicie – nauka o klimacie. Co prawda o klimacie uczniowie uczyli się i wcześniej; na przykład przypominam sobie, że już w czwartej klasie szkoły podstawowej, na jednej z lekcji przyrody poznawaliśmy wędrówkę wody w przyrodzie. Wtedy jednak panował przesąd, że wody na Ziemi jest cały czas tyle samo, a tylko zmienia ona stan skupienia. Teraz jednak nauka przodująca obaliła tamto ustalenie i jest rozkaz, że wody na Ziemi jest coraz mniej i w związku z tym trzeba ją oszczędzać. Gdzie ta woda się podziewa, że jest jej coraz mniej – tego nie wiadomo – chyba, że chodzi o wodę nadającą się do picia, która stanowi 0,007 procenta ogólnego zasobu wód na Ziemi. A kto tę wodę wypija? Wiadomo – ludzie – więc nie ma innej rady, jak radykalnie zredukować populację światową – czego od lat domaga się prof. Paul Erhlich z Pensylwanii, który uważa, że miliard ludzi w sam raz wystarczy – żeby było komu pożyczać na procent.

Podobnie z globalnym ociepleniem. Jest rozkaz, że globalne ocieplenie jest rezultatem gazów cieplarnianych, produkowanych między innymi przez samochody spalinowe. Wprawdzie w poprzednich epokach geologicznych, np. w epoce kredy, było jeszcze cieplej, niż dzisiaj, bo nawet na biegunach nie było lodu – a samochodów też nie było. Kto by się jednak zastanawiał nad takimi głupstwami, kiedy właśnie padł rozkaz, by za kilkanaście lat nie było już samochodów spalinowych, tylko elektryczne?

Żeby jednak ludzkość w to uwierzyła, trzeba zacząć ją duraczyć od małego, podstawiając zamiast prawdziwej wiedzy – naukę przodującą. Toteż – o czym miałem okazję przekonać się osobiście – absolwenci szkół średnich nie wiedzą, dlaczego zmieniają się pory roku, ale że klimat się ociepla z powodu gazów – to wiedzą na pewno. No a teraz tę dziedzinę nauki przodującej będzie się uczniom podawało w charakterze pereł wiedzy – bo taki podobno padł już rozkaz.

Biedne dzieci!

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Ponowna próba zaszczuwania ludzi skończy się odpowiednią reakcją !

Liczba kłamstw i kompromitacji wokół fal, dawek i wymazów, jest tak duża, a trauma tak głęboka, że…

Nie ma przypadków, są tylko znaki i polityczna głupota PiS

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/nie-ma-przypadkow-sa-tylko-znaki-i-polityczna-glupota-pis/

Sprawa wbrew pozorom i teoriom spiskowym jest bardzo prosta, jak jest zima, to musi być zimno, pani kierowniczko. Gdyby jakimś cudem udało się naprawić wszystkie błędy, zaniedbania i sabotaże, to i tak PiS nie ucieknie od naturalnych zjawisk w przyrodzie. Przyjdzie jesień i ludzie znów będą kichać, kaszleć, przeziębiać się, a w skrajnych przypadkach przechodzić zapalenie płuc. I proszę się nie łudzić, nie będzie miało żadnego znaczenia, co się wcześniej mówiło, chociażby o skuteczności testowania, czy zerwaniu umowy na 6 miliardów z dostawcami „preparatów”. Wystarczy sobie przypomnieć, co i kiedy było w odwrocie, ledwo wspominając o żartach Szumowskiego z noszenia szmatek zakrywających organy powonienia. Nowy etap, nowa narracja i to bez żadnej finezji, ale też instynktu samozachowawczego.

Morawiecki jeździ po gminach i straszy dokładnie tym samym, o czym od dwóch dni mówi Niedzielski. „Musimy się przygotować, nawet na 30 000 hospitalizacji, mamy nowe zapewnienia i zaraz przyjdą dokumenty, że to już zupełnie inne preparaty”, które są przygotowane pod nieco zapomnianą literę z greckiego alfabetu.

Jeśli zapadnie decyzja na najwyższym szczeblu, to wbrew logice i nawet interesom politycznym, PiS pośle do boju najbardziej znienawidzoną przez Polaków twarz pomoru i nic ich nie przekona, że: „białe jest białe, a czarne jest czarne”. Czy tak się rzeczywiście stanie? Pojęcia nie mam i powiem więcej – demiurgowie z PiS też nie mają. Co się w takim razie teraz dzieje? Klasyka gatunku, sondowanie nastrojów społecznych, wysyłanie komunikatów i sprawdzenie reakcji. Kto ma troszkę oleju w głowie, ten wie, że i ten proces nie ma najmniejszego sensu. Teraz to ludzie są na wakacjach i do tego stopnia żyją beztrosko, że nawet o cenach paliwa na Orlenie zapomnieli. Jesienią przyjdzie depresja, powrót do pracy i przede wszystkim do odłożonych problemów. Gdy na to wszystko PiS jeszcze nałoży pomór, zawór bezpieczeństwa może puścić.

Nie wiem, co PiS zdecyduje, bo to jest partia, która dawno przestała się kierować kryteriami moralnymi, intelektualnymi i po prostu zwykłym myśleniem, choćby o partyjnym interesie.

Natomiast wiem, że tym odgrzewanym kotletem nie da się odwrócić uwagi Polaków od prawdziwych tragedii. Stara technika budowania napięcia po to, żeby fantastyczna władza w cudowny sposób mogła uratować naród, sprawdza się, ale nie przy zgranych tematach. „Wojna” spadła PiS z politycznego nieba i od razu się na to rzucili, trafiając idealnie w nastroje społeczne, nad czym można tylko ubolewać. O ile do jesieni nie pojawi się coś równie „atrakcyjnego”, to na mieleniu przeterminowanych strachów PiS niczego nie ugra.

Jest pewne, że ponowna próba zaszczuwania ludzi skończy się odpowiednią reakcją i jak zawsze pozbawiam rewolucyjnych złudzeń, jednak tuż przed wyborami słupki odpowiednio zareagują. Zarządzanie strachem jest bardzo wygodna dla polityków i PiS uwielbia te technikę „rządzenia”, ale i do tak prostej operacji trzeba dobrać odpowiednie narzędzia, a nie sięgać po zużyty cep.

Zanim dojdzie do rozstrzygnięcia, tu i teraz można powiedzieć, że PiS całą operację rozpoczął beznadziejnie. Niedzielski nic nie musi mówić, aby ludzie na samo nazwisko odpowiednio zareagowali. Liczba kłamstw i kompromitacji wokół fal, dawek i wymazów, jest tak duża, a trauma tak głęboka, że mechanizmy obronne natychmiast się uruchomią.

No i jeszcze jedna bardzo ważna rzecz, Niedzielski z Morawieckim to „sobie mogą”, jeśli nie pójdzie komunikat ze światowej, czy chociaż europejskiej centrali, w Polsce niczego nie odpalą. Po tych chaotycznych ruchach wyraźnie widać, że PiS boi się jesieni i zimy jak ognia, stąd też te desperackie próby i wypuszczanie szczurów. Degradująca się władza musi nie tylko znaleźć wytłumaczenia dla katastrofy gospodarczej, która w zasadzie już nastąpiła, ale ma jeszcze takie „małe” problemy jak zakontraktowane „preparaty” na 6 miliardów. Zamiast od tego uciekać, jak najdalej, próbują sprawdzić, czy da się w to wdepnąć, tyle z PiS zostało.