Cóż ci lewacy u władzy wyrabiają w Polsce, w Warszawie… To tylko mały promil z kretynizmów, które nam gotują od lat.

Cóż ci lewacy u władzy wyrabiają w Polsce, w Warszawie…

Zbigniew Dworakowski

To tylko mały promil z kretynizmów, które nam gotują od lat.

Nielogiczne, lewackie wręcz bolszewickie pomysły na bezprawie:

Pod płaszczykiem postępu, nowoczesności i tzw. „bardziej ludzkiego prawa” pomysłodawcy bolszewickiego i totalitarnego pomysłu na urządzanie nam naszego wolnego świata wprowadzają nam kolejne przepisy prawa i zasady funkcjonowania naszych społeczności. W efekcie coraz bardziej ograniczając nam nasze podstawowe wolności, często doprowadzają ludzi myślących po prostu do tzw. szewskiej pasji z powodu zatrważającego braku logiki w tych „postępackich” pomysłach. Zatrważające jest jednak to, że jako zbiorowość: społeczność lokalna czy cały naród na to pozwalamy i się na te oczywiste kretynizmy godzimy. A oto jak dla mnie, przerażające przykłady pokazujące jak bardzo ta „żaba jest bliska ugotowania”:

  1. Na początek sławetne „prawo RODOdendronów”. Zostało celowo wprowadzone tylko po to, aby nas zatomizować i podzielić. Żebyś człowieku, jednostko nie znał imienia i nazwiska swojego sąsiada, ale także sąsiada w kolejce do lekarza czy urzędnika … bo to dla Twojego dobra … Takiego!!! Tylko, dlatego, że jakiś potencjalny przestępca, pospolity cwaniak (który może jednak przydarzyć się np. 1 na 100 000 przypadków) pozbywamy się naszego podstawowego prawa do poznania drugiego człowieka. W normalnym świecie … o ile jeszcze go pamiętamy znaliśmy swoich sąsiadów, czy ludzi często spotykanych w urzędach, u lekarza itp. z imienia i nazwiska … i to było normalne, dzisiaj nie, to może być … karalne. Ludzie czy widzicie, co daliśmy sobie zrobić ? Jak tylko zaczęli ten kretynizm nam wszystkim wprowadzać, to mój sąsiad pyta mnie któregoś dnia, czy chcę, aby moje imię i nazwisko znalazło się na liście lokatorów wiszącej od lat na klatce schodowej przy samym wejściu. Odpowiedziałem, że to oczywiste, że tak, bo to normalne, a on chcąc być chyba takim „nowoczesnym” mówi mi, że on tego nie chce. Był trochę zdziwiony, gdy mu odpowiedziałem, że dla potencjalnego np. złodzieja czy bandyty jest lepszym klientem ode mnie z oczywistych chyba względów. W efekcie tymi naszymi danymi w oczywisty sposób się handluje … typowy geszeft. Jak były powszechnie dostępne np. w książce telefonicznej, czy dowolnym urzędzie to geszeftu nie było. Proste jak budowa cepa. A jak kilka razy w roku odwiedzałem rodzinę na urodziny czy imieniny to nie musiałem pamiętać nr mieszkania, wchodziło się na klatkę schodową i wiedziałem gdzie mam pukać lub dzwonić. Dzisiaj to nawet nie wejdę na klatkę schodową, bo jest zamknięta, to samo jest z wejściem do zsypu, żeby wyrzucić śmieci muszę mieć 2 klucze, to jest chore, bo potencjalny intruz wejdzie ? A co z chrześcijańskimi uczynkami miłosiernymi wobec ciała: „głodnych nakarmić, spragnionych napoić, nagich przyodziać, podróżnych w dom przyjąć …”. Kiedyś, kiedy jeszcze klatki schodowe były otwarte zdarzało się, szczególnie jak było mocno zimno, że na moim ostatnim X piętrze nocowali bezdomni, bo było najcieplej (gorący baniak od co) i najmniejszy ruch. I to było normalne, jak mocno cuchnęli to się ich wypraszało, by się odświeżyli w schronisku. Dzisiaj nie do pomyślenia, zaraz jakaś k .. wa zadzwoni na SM lub Policję => to ja mam swoje niezbywalne wygody i z nich nie zrezygnuję, nawet jakby ten bezdomny miał zamarznąć – taki jestem nowoczesny, jprd gdzie my żyjemy. Kiedyś jak jeszcze były zsypy otwarte, a był mróz, to mój syn po wyrzuceniu śmieci przychodzi i mówi, że w zsypie na kartonach śpi parka bezdomnych. Mówię, idź do nich i powiedz, by przyszli na górę, bo tam zamarzną. Nie chcieli, bo bali się, że właśnie jakaś k… zadzwoni na SM lub Policję. W końcu zaniósł im jakieś kanapki i gorącą herbatę.
  2. W tym obłędzie zamykania klatek schodowych, zsypów na śmieci, geszefciarze poszli dalej, postawili szlabany i wszelkiej maści ogrodzenia oraz płoty nawet na osiedlach mieszkaniowych … też dla naszej wygody i dla naszego dobra. A geszeftów od tych płotów, słupków i szlabanów mnóstwo. Z Warszawy zrobiła się wieś, wszędzie płoty, żerdzie i słupki. Kiedyś by przejść z ulicy na ulicę mogłem na tzw. skrót. Dzisiaj nie, bo każdy nowoczesny mieszkaniec musi mieć swój wymarzony „bloczuś” ogrodzony. A jak paniusia lub paniuś z tegoż „bloczusia” z pieskiem wychodzi to jak najszybciej na sąsiedni trawniczek nie na swój, cyrk jak … … . Nawet ujęcia wody oligoceńskiej zamykają na noc, bo a nuż jakiś bezdomny się prześpi, no i na pewno zapaskudzi. Kiedyś takiej odźwiernej tuż przed zamknięciem mówię, że to nienormalne by ludziom zamykać dostęp do wody, a ona, że nie będzie sprzątać po bezdomnych. To ją zapytałem, czy jej płacą tylko za otwieranie i zamykanie, bo powinni także za sprzątanie. I znowu kłania się ten bolszewicko lewacki kretynizm. Tylko dlatego, że potencjalnie nocą może się znaleźć np. jeden brudas czy wandal na 1000 innych, normalnych – to utrudnimy życie pozostałym. To jest po prostu nielogiczne i w efekcie irytujące, bo coraz powszechniejsze. Głupota ludzka chyba jest jednak nieograniczona. Jednak nie tylko o głupotę tutaj chodzi, tylko o naszą wolność i prawo do normalnego funkcjonowania. Może kretynom te prawa jednak nie powinny przynależeć ?
  3. No i czyste szaleństwo, lewacko – bolszewickie w zakresie przepisów ruchu drogowego.

Za „starych, dobrych”, bo normalnych czasów prawie wszędzie na skrzyżowaniach były umieszczone na stałe zielone strzałki umożliwiające skręt w prawo, jeżeli była taka bezpieczna możliwość. Każdy kierowca mógł ten manewr wykonać na własną odpowiedzialność. Ta totalitarna i post bolszewicka hołota, która próbuje nami rządzić wymyśliła, że ponieważ jakiś 1 tzw. „kierowca bombowca” na 100 000 normalnych kierowców potrąci przechodnia lub spowoduje kolizję przy takim manewrze, to zabronimy wszystkim skrętu w prawo na osobistą odpowiedzialność. No i teraz wpatrujemy się w sygnalizator świetlny z pytaniem, kiedy w końcu ta zielona strzałka się zaświeci, a świeci się w zaiste dziwacznych sytuacjach, ewidentnie powodując blokadę płynnego ruchu. Bo mamy być pełni uznania dla ich „projektantów” – na pewno przewidzieli wszystkie potencjalne zagrożenia – gó .. o prawda, jak były tak są, np. ten „kierowca bombowca”. Po za tym tego typu rozwiązania w ewidentny sposób próbują eliminować logiczne myślenie i koncentrację u kierowców. Właśnie w myśl tych totalitarnych, lewackich, bolszewickich zasad: „my wiemy lepiej, co dla was jest dobre”, „nie będziecie mieć nic, ale będziecie szczęśliwi”, „my wam wszystko damy, tylko bądźcie naszymi posłusznymi niewolnikami”, tresura trwa, a zaczyna się w szkole i to na poważnie. W sieci WWW funkcjonują szokujące filmy o poziomie intelektualnym byłych gimnazjalistów i obecnych maturzystów.

Kolejne oczywiste kuriozum. W normalnym świecie, który odszedł do lamusa jezdnia była dla samochodów, a pieszy nawet przed wkroczeniem na przejście dla pieszych musiał spojrzeć w lewo, później w prawo, znowu w lewo i stwierdziwszy, że nic mu nie zagraża przekroczyć jezdnię. Było normalnie. Już w latach 80 ubiegłego wieku widziałem ten czysto lewacki kretynizm polegający na bezwzględnym pierwszeństwie pieszego na pasach w UK. Szwagier zwracał mi tam ciągle uwagę: nie stój blisko przejścia dla pieszych, bo kierowcy się zatrzymują myśląc, że chcesz przekroczyć jezdnię. Tylko wtedy mieli chyba 3 rodzaje takich przejść dla pieszych i tylko w przypadku jednego rodzaju obowiązywało to kuriozalne bezwzględne pierwszeństwo. Dzisiaj każdy „baran” wchodzi na przejście dla pieszych nie oglądając się na jadące samochody powodując jak w przypadku tych w/w zielonych strzałek blokadę płynnego ruchu samochodów. Ledwo wspomnę o masowym instalowaniu sygnalizacji świetlnej przy przejściach dla pieszych – geszeft musi trwać. Dodatkowo w wyniku tzw. plandemii zablokowali sygnalizatory na przycisk, no i nikt nie przechodzi przez przejście dla pieszych, a dziesiątki samochodów zatrzymuje się na czerwonym dla nich świetle, bo działa automat czasowy, np. co 3 min. Trzeba tutaj wspomnieć o wręcz „zapamiętałej dbałości” tegoż „postępactwa” o ekologię. A tu ileż zbędnego paliwa jest zużywane wskutek takiego porąbanego prawa ? Ale nie ma co żądać logicznego myślenia od intelektualnych inwalidów, bo z takimi właśnie mamy tutaj masowo do czynienia i to na najwyższych szczeblach. Im który głupszy tym lepiej nadaje się do wykonywania i wymyślania tych kretynizmów.

No i te garby poprzeczne stawiane już nawet na głównych osiedlowych ulicach, a głównych, bo jeżdżą po nich przecież autobusy. Znowu tylko dlatego, że jakiś 1 „kierowca bombowca” na 100 000 innych normalnych, przekraczając bezpieczną prędkość spowoduje wypadek drogowy, to wszystkim innym będziemy niszczyć zawieszenie i inne mechanizmy w ich samochodach, a wspomnę o zbędnym, dodatkowym zużyciu paliwa przy takiej jeździe. A skąd ten kolejny kretynizm do nas przywędrował ? Oczywiście z UK i USA, tam jest źródło tej porąbanej, alogicznej, światowej rewolucji komunistycznej, w swej szczytowej formie obecnie dotykającej tragicznie miliardy ludzi.

Nagminne ograniczenia prędkości, nawet do 20, 30 km/h. Za w/w dobrych, normalnych czasów, kiedy samochody nie posiadały tych wszystkich zaawansowanych systemów ułatwiających prowadzenie pojazdów i zwiększających znakomicie bezpieczeństwo podróżowania, prędkość w obszarze zabudowanym wynosiła 50, nawet 60 km/h. A w przypadku, kiedy droga tzw. przelotowa (niewiele było dróg szybkiego ruchu i autostrad) prowadziła przez miejscowość, ograniczenie to wynosiło 70 km/h. Wszystko po to, by nie zużywać zbędnie paliwa i by nadmiernie nie utrudniać ruchu pojazdów, bo jak powszechnie wiadomo jezdnia jest dla pojazdów. Dzisiaj mimo udoskonaleń mechanicznych i elektronicznych w terenie zabudowanym mamy nadal nominalnie ograniczenie do 50 km/h, a coraz częściej ograniczenia te wynoszą 40 czy 30 km/h.

No i gdzie tylko można, stosowany jest geszeft z fotoradarami emitującymi oślepiający i deprymujący każdego kierowcę błysk. To nie ma nic wspólnego ze zwiększaniem bezpieczeństwa na drodze – ma na celu tylko łupienie kierowców z pieniędzy i tak mocno obciążonych różnorakimi opłatami i podatkami.

Uprawnienia do prowadzenia pojazdów mechanicznych wydawane są po ułomnych egzaminach, na których zwraca się uwagę głównie na umiejętność parkowania, bezbłędnego odczytywania dziesiątek, jeśli nie setek zbędnych znaków drogowych, na które normalny kierowca już nie jest w stanie poprawnie reagować, bo tyle ich jest – geszeft musi trwać, k … wa mać. Nikt nie kontroluje przyszłych kandydatów na kierowców pod kątem refleksu, umiejętności oceny odległości i szybkości innych pojazdów oraz umiejętności koncentracji, a także szybkiej, logicznej, bezpiecznej reakcji w sytuacjach niebezpiecznych na drodze, np. jak wyjść z prostego poślizgu. Nie wspomnę już o takich prostych zasadach kulturalnego zachowania na drodze, by niepotrzebnie nie świecić kierowcom z tyłu światłami stop (stosowne używanie hamulca ręcznego) czy też wystarczająco wczesnego używania kierunkowskazów. Nagminnym jest używanie kierunkowskazu w momencie manewru skrętu lub tuż przed nim. Wtedy, to „kierowco bombowca” możesz sobie wsadzić ten swój kierunkowskaz; a może oszczędzasz żarówki ? To typowe dla lewactwa.

A co do łupienia kierowców z pieniędzy (bo to najliczniejsza grupa docelowa – target) to szczytem jest ustanawianie stref płatnego parkowania nawet na małych osiedlowych uliczkach. Kłamliwie wciska się informację, że dla mieszkańców są to minimalne opłaty. W tym geszefcie różnorakich firm (warto by sprawdzać cały proces koncesyjny) bierze udział w bezczelny sposób Straż Miejska. Powołani zostali głównie do tego, by pomagać mieszkańcom, a biorą udział w tym bezczelnym geszefcie polegającym na łupieniu mieszkańców z pieniędzy, także biednych emerytów, których tam nie brakuje. Widziałem to codziennie z okien Instytutu, w którym pracowałem. Wokoło wiele instytucji: szpital, przychodnia, instytuty, uniwersytet, itp., a miejsc parkingowych jak na lekarstwo, stąd ludzie parkowali gdzie się dało z konieczności. A ta „hołota” ze SM masowo powodowała odholowywanie lub wlepianie mandatów. Żadnemu nie przyszedł do łba taki oto wniosek racjonalizatorski, by wystąpić do stosownych władz o zwiększenie ilości miejsc parkingowych. Kiedy ich mijałem to skandowałem „darmozjady, darmozjady, darmozjady”. Czasami życzyli mi miłego dnia, ale rzadko. Kiedyś w okolicach Arkad Kubickiego (targi książki) dłużej rozmawiałem ze strażnikiem SM, który jak się okazało miał podobne poglądy do moich, ale za to wdrukowane takie oto medialne kłamstwo, że gdyby nie SM to W-wa przestałaby funkcjonować. Zakomunikowałem mu, że jest wiele miast na świecie i to znacznie większych, które funkcjonują skutecznie bez takich formacji i jak nic się nie zmieni to SM zostanie z hukiem rozwiązana.

Wnioski:

  1. To tylko mały promil z kretynizmów, które nam gotują od lat.
  2. Masz siedzieć niewolniku w domu, zapomnij o podróżowaniu, to dla twojego dobra i bezpieczeństwa.
  3. Jesteśmy w mocy wariatów i to globalnie. Ratuj się, kto może. Póki jeszcze jest czas.
  4. Jak damy sobie odebrać wolność w imię bezpieczeństwa, złudnego jak widać bezpieczeństwa, to nie będziemy mieli ani jednego, ani drugiego.

Autor: mgr inż. Zbigniew Dworakowski; Warszawa 2023.02.07

Immunoterapia swoista.  Jak kształtują „nowego człowieka”.

Immunoterapia swoista

Izabela Brodacka

Znaną metodą leczenia alergii jest odczulanie, czyli immunoterapia swoista polegająca na podawaniu systematycznie rosnącej dawki alergenów, na które pacjent jest uczulony.

Podam prosty przykład. Po wypowiedziach Spurek, Jachiry i Nitrasa przeciętny obywatel przestaje reagować oburzeniem na propagowany „zielony ład”. Myśli, że światowi projektanci „zielonego ładu” to takie samo żałosne panopticum jak część naszego Sejmu.

Tymczasem „zielony ład” jest równie groźny dla ludzkości jak marksizm czy hitleryzm, a jego twórcy, na przykład Bill Gates, równie niebezpieczni jak Hitler, Stalin, Mao czy Pol Pot.

Alergia nie jest czystą fanaberią organizmu. Wystąpienie wysypki jest dowodem, że organizm broni się przed substancją, która jest dla niego szkodliwa. Leczenie objawowe alergii jakim było kiedyś podawanie dzieciom przy każdej okazji dipherganu było bez sensu. Dziecko przestawało kaszleć albo kichać, lecz choroba wirusowa rozwijała się nadal. Rodzice uspokojeni brakiem objawów wtórnych tracili z oczu zasadniczą dolegliwość.

Odczulanie społeczeństwa na znieważanie religii katolickiej i wspólnoty wiernych rozpoczęło się już dawno. Jakiś dureń podarł publicznie Biblię. [To jest nie tylko”dureń”, ale i satanista. MD] Uznano to za nic nie znaczący gest. Jakaś idiotka parafrazowała w obraźliwy sposób hasło „Bóg honor i ojczyzna”. Matce Boskiej domalowano tęczową aureolę. Przez cały kraj przetoczyła się fala dewastacji budynków kościelnych i zakłócania porządku nabożeństw. 

Epatowanie społeczeństwa obrzydliwymi utworami literackimi spowodowało powszechne znieczulenie na turpizm, na brzydotę. Powieści składające się z niecenzuralnych słów i opisujące obscena przedstawiano publiczności jako „twórczy eksperyment”. Jednym z takich eksperymentów miała być sztuka „Klątwa” wystawiana  w 2017 roku w Teatrze Powszechnym w Warszawie. Reżyserem przedstawienia opartego na motywach dramatu Stanisława Wyspiańskiego pod tym samym tytułem był Chorwat Oliver Frljić

W trakcie spektaklu w ramach immunoterapii swoistej pokazano seks oralny aktorki z figurą Jana Pawła II oraz scenę podcierania się flagą Watykanu. Inna aktorka zastanawiała się głośno, co by się wydarzyło, gdyby zorganizowano zbiórkę pieniędzy na zabójstwo Jarosława Kaczyńskiego, a w trakcie jej kwestii krzyż stojący na scenie był ścinany piłą mechaniczną.

To nie był żaden eksperyment artystyczny, to oczywista „подготовка” do obecnego frontalnego ataku na Jana Pawła II i propozycji opiłowywania katolików. To próba odczulenia społeczeństwa, przyzwyczajenia ludzi do braku reakcji na obrażanie ich uczuć religijnych, na ewidentne świętokradztwo. Wrogowie katolicyzmu jednak się trochę przeliczyli. Kolejny, najnowszy atak na Jana Pawła II wywołał wstrząs anafilaktyczny. To wyjątkowo silna, wręcz paradoksalna, reakcja organizmu na bodźce, które odbiera on jako istotne zagrożenie. Tym razem odczulanie się nie udało.

 Afera wybuchła po reportażu TVN24 „Franciszkańska 3” którego autorem był Marcin Gutowski oraz książce holenderskiego dziennikarza Ekke Overbeeka pod tytułem: „Maxima culpa”. Obaj twierdzą, że Jan Paweł II w czasach, gdy jako Karol Wojtyła kierował archidiecezją krakowską (1964–1978) ukrywał przestępstwa seksualne duchownych wobec osób małoletnich. W oczach większości osób publikowane materiały są niewiarygodne i nie zaszkodziły wizerunkowi Papieża.

 Pouczająca jest jednak historia Piusa XII. Nagonkę na Papieża rozpoczęła inscenizacja  sztuki zachodnioniemieckiego dziennikarza Rolfa Hochhutha pt. „Namiestnik” („Der Stellvertreter”), którą wystawiono w Teatrze Narodowym w Warszawie w 1966 roku. Jej prapremiera odbyła się trzy lata wcześniej w zachodnioberlińskim Volksbühne w inscenizacji oraz reżyserii Erwina Piscatora. Autor oskarżył Piusa XII, o zbrodnię milczenia wobec masowych mordów hitlerowskich w Europie. Choć mit ten skutecznie obalają w książce „Tajne Archiwum Watykańskie. Nieznane karty z historii Kościoła” Grzegorz Górny i Janusz Rosikoń, którzy dotarli do przechowywanych w Tajnym Archiwum Watykańskim dokumentów, zła opinia przylgnęła do Piusa XII w Polsce na długo.
Udało się uniewrażliwić społeczeństwo na bardzo wiele innych negatywnych aspektów życia społecznego. Czego uczą nas na przykład programy typu „Wyspa miłości”?  Nie nazwalibyśmy chyba tego programu „Szkołą żon” (L’école des femmes to komedia satyryczna Moliera z 1662), a nawet szkołą gejsz, lecz raczej szkołą pań do towarzystwa w najgorszym rozumieniu tego słowa. „Gazeta Wyborcza” idąc za ciosem stwierdziła, że prostytucja to „praca jak każda inna”. „Wyspa miłości” działa czy działała podobnie jak słynny program „Big brothel” (tytuł sparafrazowany celowo) oswajający z ekshibicjonizmem psychicznym i nie tylko psychicznym. Spółkowanie pod prysznicem na oczach wielomilionowej widowni trudno uznać za normę postępowania cywilizowanych ludzi. Nie widziałam tego, ale wierzę moim „sygnalizatorom”. Zadekretowano takie nazywanie donosicieli, a w szkołach odbyły się nawet obowiązkowe szkolenia mające nakłonić nauczycieli do donoszenia na swoich uczniów. Donosiciel ma odtąd stać się postacią pozytywną, człowiekiem zatroskanym o losy świata. Donoszenie na sąsiada, który pali drewnem, na sąsiadkę która zostawiła na chodniku psią kupę czy na  nauczycielkę, która nie chce Zosi nazywać Wojtkiem – ma być szlachetne. W ten sposób chce się zlikwidować tak zwaną „mentalność porozbiorową”, w dekalogu której donoszenie na bliźniego było i nadal jest najcięższym grzechem.

Eksponowanie starej wariatki plującej na policjantów, innej wariatki nakłuwającej igłą zdjęcie nielubianego polityka czy ekshibicjonisty klepiącego się publicznie po genitaliach, a także komentowanie z aprobatą tych ekscesów ma za zadanie zlikwidowanie alergii ludzi na ordynarne zachowania zasługujące na potraktowanie policyjną pałką. Przyzwyczaja ludzi do chamstwa traktowanego jako norma.

To też forma immunoterapii, odczulania społeczeństwa, likwidowania jego wrażliwości wrodzonej lub wyuczonej przez tradycję i właściwe wychowanie.

 Tak kształtuje się „nowego człowieka”.

Fikcja biernego prawa wyborczego. Partyjna oligarchia wyborcza.

Fikcja biernego prawa wyborczego. Partyjna oligarchia wyborcza.

Wojciech Błasiak https://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=24909&Itemid=45

[Wziąłem z Archiwum. Dotyczy KAŻDYCH „wyborów”, czyli „dania głosu” w ordynacji partyjniackiej. MD, 31 marzec 2023]

Właściwe wybory parlamentarne

Wczoraj kierownictwo partii Prawo i Sprawiedliwość przedstawiło publicznie nazwiska swoich kandydatów do Parlamentu Europejskiego w zbliżających się wyborach majowych, z miejsc na partyjnych listach wyborczych o numerach 1 i 2. Odbiło się to szerokim echem dziennikarskim wraz z komentarzami o kandydatach, prawie już pewnych zostania europosłami.

Nikomu jakoś nawet do głowy nie przyszło zapytać o to, jak to się ma do demokracji wyborczej? Dlaczego ten wybór numerów 1 i 2 jest tak ważny, jakby to były wręcz wybory do europarlamentu? I po co aż posiedzenia władz partii i klubu parlamentarnego, aby tego dokonać?

Fikcja biernego prawa wyborczego

Otóż to posiedzenie było posiedzeniem wyborczym, gdzie dokonały się pierwotnie właściwe wybory do europarlamentu. Będą jeszcze wtórne w maju, gdzie w zależności od fali poparcia tej partii i jej regionalnego zróżnicowania oraz indywidualnych korekt w głosowaniu na kandydatów, dokona się wybór ostateczny posłów PiS do Brukseli. To bowiem kierownictwo partii i klubu PiS, a nie wyborcy, dokonuje w sposób zasadniczy faktycznych wyborów europosłów. Tak jak dokona faktycznego wyboru posłów PiS do polskiego Sejmu.

Ustalanie bowiem kolejności nazwisk kandydatów na partyjnych listach wyborczych w wyborach w ordynacji proporcjonalnej, to zasadnicze określanie szans wyborczych kandydatów w takich wyborach. Po pierwsze więc, aby zostać posłem trzeba znaleźć się na partyjnej liście wyborczej. Nikt, kto się na takiej liście nie znajdzie, nie może znaleźć się w Sejmie czy Parlamencie Europejskim. Nie można po prostu zarejestrować się jako obywatel i wystartować jako kandydat do parlamentu. Mimo iż Konstytucja daje każdemu obywatelowi jego niezbywalne obywatelskie prawo polityczne bycia wybieranym, czyli bierne prawo wyborcze.

To prawo okazuje się fikcją, gdyż nie można z niego w Polsce skorzystać będąc obywatelem. Trzeba być zaakceptowanym przez władze partii kandydatem na partyjnej liście wyborczej. To jest sedno liberalnej demokracji wyborczej III Rzeczpospolitej Polskiej. To władze partii wybierają w rzeczywistości kandydatów do parlamentu. Bierne prawo wyborcze obywateli jest fikcją. I nikogo to nie obrusza i nie obchodzi, od Rzecznika Praw Obywatelskich poczynając, przez Państwową Komisję Wyborczą, a na uniwersyteckich polskich prawnikach, politologach i socjologach polityki kończąc.

Wyborcze „miejsca biorące”

Skąd takie znaczenie kolejności miejsc na partyjnej liście wyborczej? To znaczenie wynika z faktu, iż w głosowaniu na kilkanaście list partyjnych i co najmniej stu kilkudziesięciu kandydatów, nikt z wyborców nie zna kandydatów. Nawet z nazwiska, o poglądach i dokonaniach już nie wspominając.

Wyborca odszukuje więc listę wyborczą znanej mu jedynie z przekazów medialnych partii politycznej. Bierze ją do ręki i patrzy od góry na kilka pierwszych nazwisk spośród kilkunastu na niej zwykle umieszczonych. Potem przesuwa wzrokiem po liście i zwykle zatrzymuje się na ostatnim nazwisku. I tak dokonuje wyboru. Jeśli żadne nazwisko z niczym szczególnie pozytywnym mu się nie kojarzy, to zakreśla numer 1 na liście. Jeśli kojarzy mu się z czymś pozytywnym, to bierze pod uwagę jeszcze zwykle numery 2, 3, a nawet czasem 4, acz również i numer ostatni, gdyż zatrzymuje na nim wzrok.

To wszystko wynika z logiki patrzenia wyborcy na partyjną listę wyborczą i logiki dokonywania wyborów w ordynacji proporcjonalnej w Polsce. Ustalając więc kolejność nazwisk kandydatów na liście, a zwłaszcza tych z numerami 1, władze partii politycznych w Polsce dokonują zasadniczych właściwych wyborów do parlamentu. Określają kto może kandydować i z jakimi szansami. Określają nade wszystko „miejsca biorące”, jak się mówi w ich slangu partyjnym.

Fasadowa demokracja

Wyborcy w tej sytuacji sprowadzeni są zasadniczo do biernej roli głosujących, gdyż zasadniczego wyboru dokonali już za nich partyjni bossowie. Wyborcy wybierają bowiem tylko spośród tych, których już w procesie partyjnej selekcji wyborczej wybrano. Dlatego czynne prawo wyborcze jest w istocie fasadowe. Wybory parlamentarne są istotnie fasadowe, gdyż wybór jest zredukowany tylko do tych, których wybrały władze partii politycznych. Głosowanie wyborcze na już wybranych, zastępuje wybory parlamentarne spośród możliwych chętnych do kandydowania do parlamentu.

Dlatego pójdziemy w maju na wybory do Parlamentu Europejskiego, weźmiemy do ręki listę wyborczą partii Prawo i Sprawiedliwość i zdecydujemy, czy zakreślić 1 czy może wybierzemy między 1 a 2, a być może nawet 3. Reszty i tak nie znamy.

Dlatego w pewnie w październiku pójdziemy na wybory do polskiego parlamentu, weźmiemy do ręki partyjną listę kandydatów do Sejmu i zdecydujemy, czy zakreślić 1, czy może wybierzemy między 1 a 2, a być może nawet 3 i 4, czy nawet numerem ostatnim. Jeśli go znamy, a pewnie nie.

I potem będziemy się dziwić, jak taki dureń i oszust znalazł się w Sejmie. A o wyborze listy partyjnej zadecyduje obraz medialny partii i ich liderów, z wszystkimi jego zmanipulowanymi przekazami włącznie.

Partyjna oligarchia wyborcza

Dzięki temu żyjemy w ustroju politycznym partyjnej oligarchii wyborczej, a nie jak nam się wydaje i jak nam wmawiają wszelakie autorytety III Rzeczpospolitej, w ustroju politycznym parlamentarnej demokracji obywatelskiej. W tym ustroju oligarchii wyborczej w istocie bowiem nie jesteśmy obywatelami. Jesteśmy głosującymi na już wybranych nominatów partyjnych politycznymi tubylcami. Mamy swoje konstytucyjne prawa wyborcze, tak czynne, jak i bierne, ale nie możemy z nich skorzystać. Odbiera nam je proporcjonalna ordynacja wyborcza. Ba, sami nawet nie możemy w swoim podobno własnym kraju kandydować. Możemy tylko potulnie głosować na kandydatów już wybranych.

I można by drwić do woli z naszej roli tubylców, do jakiej zostaliśmy jako wyborcy sprowadzeni, gdyby nie tragiczne skutki tego proporcjonalnego sposobu wybierania dla polskiego państwa. Ta ordynacja stała się politycznym wehikułem czasu, który przenosi nam stale układ sił czasów „okrągłego stołu”, acz i czasów nam bliższych. W tej ordynacji nie da się wyrzucić hołoty politycznej z polskiego parlamentu, a w konsekwencji zrobić porządek w polskim państwie.

W tej ordynacji fakt ustalania list partyjnych i doboru przez kierownictwa partii swoich kandydatów jest samoreprodukcją środowisk politycznych. Ich samopowielaniem. Jest kluczowym mechanizmem negatywnej samoselekcji partyjnych grup władzy w Polsce. Z ich głupotą, bezideowością, prostactwem, sprzedajnością i skorumpowaniem.

I jeśli nie zmienimy tego sposobu selekcji polityków do najważniejszego organu władzy polskiego państwa, jakim jest Sejm, nie zrobimy nigdy w tym państwie porządku, a sami będziemy tu tylko politycznymi tubylcami, bez najważniejszych praw obywatelskich – biernego i czynnego prawa wyborczego.

21 lutego 2019

OKRĄGŁY STÓŁ PEŁEN KANTÓW

OKRĄGŁY STÓŁ PEŁEN KANTÓW

Sławomir M. Kozak2023-03-31okragly-stol-pelen-kantow

Zbliża się kolejna, 34 rocznica zakończenia obrad tzw. Okrągłego Stołu. Moje pokolenie pamięta doskonale atmosferę tamtych lat, choć pewnie i jemu zdarzenia z okresu poprzedzającego te wydarzenia z wolna giną w otchłani czasu. Pokolenia młodsze muszą już polegać na filmach dokumentalnych i książkach wspomnieniowych. Tym bardziej ważne jest, abyśmy przekazywali wiedzę naocznych świadków wydarzeń naszym następcom, póki wszystkiego nie zawłaszczy  propagandowy przekaz jedynie słusznej wersji konsekwentnie nadpisywanej na kartach Historii przez jej twórców.

Okrągły Stół nie był, jak chcieliby jego dzisiejsi apologeci, cudownym wehikułem czasu, który przeniósł Polskę z niewoli PRL w niepodległy byt III RP. W mojej opinii, jego główny cel w ogóle nie zakładał poprawy statusu Polaków, a co najwyżej jego współuczestników, co obserwujemy od ponad 30 lat. Ale, to także nie było jego najważniejszym zadaniem, a ledwie zapłatą za dobrze wykonaną pracę jego budowniczych, ciosających od zarania PRL cztery solidne nogi tego historycznego mebla, czyli filary aparatu władzy, reprezentantów tzw. opozycji, wojskowych służb bezpieczeństwa i niestety, wybranych przedstawicieli Kościoła Katolickiego.

Praktykowali mozolnie tę ciesiółkę od samego początku, od Czerwca ‘56, przez  zamieszki marcowe ‘68, Grudzień ‘70, Czerwiec ’76, Sierpień ’80 po Grudzień ‘81. Brak miejsca nie pozwala opisać tych zajęć praktycznych, ale kiedy w roku 1989 na te podwaliny położono blat (!), wszystko okazało się być idealnie spasowane i funkcjonuje do dziś.

Ten Stół był niezbędny, by udowodnić, że można bezkrwawo zwinąć żelazną kurtynę, zdemontować nie tylko ZSRR, ale cały Układ Warszawski, obalić berliński mur i „zmienić oblicze Ziemi”.

Nie wszyscy pamiętają, a część nie wie, że zarówno idea, jak i sama nazwa tego procesu, który nazwano „okrągłym stołem”, nie były objawem geniuszu jego architektów, a zaledwie kontynuacją anglosaskiego konceptu z początków ubiegłego wieku. Był to czas erozji brytyjskiej hegemonii, którą spowodowała zarówno imperialna ekspansja mocarstw europejskich, czyli wzrost ich znaczenia militarnego na arenie światowej, jak i utrata przez Koronę przewagi przemysłowej i handlowej, na których to siłach ta dominacja się opierała. Na fali tych zagrożeń brytyjski establishment powołał do życia twór mający utrzymać traconą  supremację poprzez rozbudowę międzynarodowej sieci anglosaskiej, mającej wywierać „nieproporcjonalny wpływ na rządy amerykańskie i brytyjskie przez większą część XX w.”, co szczegółowo opisał w swojej książce, już w roku 1966, profesor historii i stosunków międzynarodowych na Uniwersytecie Georgetown, 

Carroll Quigley. W swej pracy bazował na dokumentach z archiwów amerykańskiej 

Rady Stosunków Zagranicznych i brytyjskiego 

Królewskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych.

Wizja świata rządzonego przez anglo-amerykańską federację była jedną z pierwszych w XX wieku prób likwidacji demokracji przez ówczesną elitę władzy, której głównym celem było wyrzucenie na śmietnik Historii  suwerenności narodów i ustanowienie ponadnarodowej formy rządów. Ten twór określono mianem Okrągłego Stołu. Znowu, nie mamy miejsca na szczegółowe omawianie tematu, dość tylko wspomnieć, że jego formalnymi twórcami byli ludzie, których działalność odcisnęła swe piętno na milionach istot naszego globu. Wzorując się na Brytyjskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej powołali do życia 

Brytyjską Kompanię Południowoafrykańską,  nastawioną na kolonizację i eksploatację złóż naturalnych Afryki Południowej. To 

Cecil Rhodes, główny kolonizator Korony w tej części Ziemi, od którego nazwiska wzięły nazwę Rodezja Północna i Południowa oraz lord 

Alfred Milner, który doprowadził do II wojny burskiej. O obu tych osobnikach i ich wizji świata Wikipedia pisze, że„zarówno Milner jak i Rhodes uważali Brytyjczyków za najwyższą ludzką rasę, której przeznaczeniem jest władza nad światem”. Parli do tego konsekwentnie, a było im o tyle łatwiej, że w rejonie ich zainteresowania znajdowały się nieprzebrane pokłady złota i diamentów.

Rhodes w swym, tzw. „wyznaniu wiary”, datowanym 2.06.1877 roku, pisał: „dlaczego nie mielibyśmy utworzyć tajnego stowarzyszenia, które miałoby tylko jeden cel: wspieranie Imperium Brytyjskiego i doprowadzenie całego niecywilizowanego świata pod panowanie brytyjskie, by odzyskać Stany Zjednoczone dla uczynienia rasy anglosaskiej jedynym   Imperium. Co za marzenie, a jednak jest to prawdopodobne, jest to możliwe”[1]. Zakładał też, że to stowarzyszenie będzie właścicielem prasy, „gdyż prasa rządzi umysłami ludzi”

[2]. Swoje spostrzeżenia umieszczał w kolejnych wersjach testamentu, których zdążył sporządzić osiem. Kładł w nich podwaliny pod Okrągły Stół, którego pełną realizację zamierzał zlecić dyrektorowi finansowemu swojego konsorcjum De Beers, 

Nathanielowi M. Rothschildowi. Planował zostawić mu część swej, gromadzonej przez lata, fortuny. Jednak zawiódł się na nim i zmienił decyzję, mówiąc w roku 1891, że „jest absolutnie niezdolny do zrozumienia moich idei. Próbowałem mu je wyjaśnić, ale z wyrazu jego twarzy widziałem, że nie robi to żadnego wrażenia… i że po prostu tracę czas”. Rola wykonawcy testamentu przypadła w ten sposób Milnerowi, choć nazwisko brytyjskiego bankiera do dziś pokutuje w opracowaniach autorów tzw. teorii spiskowych

[3].

„Nasz” Okrągły Stół nie zaistniałby, gdyby nie długoletnie przygotowania, których najistotniejszymi składnikami były, zarówno powstanie Solidarności, jak i późniejsze o rok wprowadzenie stanu  wojennego w Polsce. Wielu publicystów wskazuje do dziś, że przełom w relacjach między Wschodem i Zachodem nastąpił dopiero w roku 1985, w którym Jaruzelski poleciał do USA odwiedzić Davida Rockefellera (m.in. dyrektora wspomnianej wcześniej Rady Stosunków Zagranicznych), a Gorbaczow spotkał się z Reaganem w Genewie, czy nawet rok później, kiedy obaj przywódcy mocarstw 

porozumieli się w Reykjaviku. Otóż, nic bardziej mylnego. 

Adam Schaff, stalinista, ideolog eurokomunizmu i zwolennik globalizmu, już na przełomie lat 1983/84 co najmniej trzykrotnie latał „jako specjalny wysłannik Jaruzelskiego do Reagana”, co sam wyznał na łożu śmierci przyjacielowi, u którego w trakcie tych misji  pomieszkiwał, milcząc wcześniej na temat powodów swych podróży do Ameryki. Z jego słów  wynika, że „dogadał się” wówczas z prezydentem USA. Według niego „Polska miała całkowicie znieść wszelkie ograniczenia związane ze stanem wojennym (…) i wypuścić wszystkich więźniów politycznych. W zamian za to Stany Zjednoczone miały dać Polsce kredyty i znieść wszystkie sankcje ekonomiczne, przywrócić klauzulę najwyższego uprzywilejowania w handlu. (…) Amerykanie mieli też podobno skupić polskie, gierkowskie jeszcze długi i je restrukturyzować”

[4].

Być może, wyznawcom kultu Okrągłego Stołu należałoby przypomnieć, szczególnie dzisiaj,  słowa Jana Pawła II, które wypowiedział na Jasnej Górze 40 lat temu (1983), jeszcze w czasie trwania stanu wojennego:

„Naród jest prawdziwie wolny, gdy może kształtować się, jako wspólnota określona przez jedność kultury, języka, historii. Państwo jest istotnie suwerenne, jeśli rządzi społeczeństwem i zarazem służy dobru wspólnemu społeczeństwa, i jeśli pozwala narodowi realizować właściwą mu podmiotowość, właściwą mu tożsamość”.

—————————————

Sławomir M. Kozak

Jeśli felieton Ci się spodobał – postaw Autorowi kawę https://buycoffee.to/s.m.kozak

Z góry dziękuję i pozdrawiam


[1] „Rhodes”, Sarah Gertrude Millin, Chatto & Windus, 1952.

[2] „Cecil Rhodes”, John Flint, Hutchinson, 1976.

[3] „The Founder: Cecil Rhodes and the Pursuit of Power”, Robert I. Rotberg, Miles F. Shore, Oxford University Press, 1988.

[4] „Resortowe dziecko”, Krzysztof Topolski, wyd. Agrafka, 2022.

mail: Przypominam, że już August II Sas [„mocny” w… kroku] był uczestnikiem loży masońskiej „Okrągły Stół”, gzie planowano rozbiór Polski. Pisze o tym obszerniej Andrzej Sarwa, CMENTARZ ŚWIĘTEGO MEDARDA].

Nie tylko Wyklęci walczyli o Polskę…

kresywekrwi.Jacek BOKI

1 marca 2010 roku Prezydent Lech Kaczyński, złożył na ręce Marszałka Sejmu projekt ustawy o ustanowieniu Narodowego Dnia Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”, jako święta państwowego, które miało być odtąd obchodzone w dniu 1 marca każdego roku.

 

Jak napisano w ówczesnym projekcie ustawy dotyczącej tego święta:


,,Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” ma być wyrazem hołdu dla żołnierzy drugiej konspiracji za świadectwo męstwa, niezłomnej postawy patriotycznej i przywiązania do tradycji niepodległościowych, za krew przelaną w obronie Ojczyzny. Święto to ma zarazem służyć upowszechnianiu, w szczególności wśród młodzieży, wiedzy o bohaterach, którzy nie pogodzili się z komunistycznym zniewoleniem Polski i z bronią w ręku walczyli o suwerenną i niepodległą Rzeczpospolitą. Ten Dzień, to także wyraz czci dla licznych społeczności lokalnych, których patriotyzm i stała gotowość ofiar na rzecz idei niepodległościowej pozwoliły na kontynuację oporu przez długie lata.”

 

Taką właśnie treść miał projekt ustawy wniesiony do Sejmu 1 marca 2010 roku przez Lecha Kaczyńskiego, który to szkic w/w wyższego aktu prawnego, po śmierci prezydenta Lecha Kaczyńskiego, prezydent Bronisław Komorowski podtrzymał bez żadnych zmian i 3 lutego 2011 roku Sejm uchwalił ustawę o ustanowieniu dnia 1 marca Narodowym Dniem Pamięci Żołnierzy Wyklętych, w nie zmienionym brzmieniu. 

I dzięki tej ustawie przyjętej w takiej właśnie formie, osiągnięto cel bezcenny, na którym najbardziej skorzystały państwa odwiecznie wobec nas wrogie, takie jak Stany Zjednoczone, Wielka Brytania, Izrael, Niemcy, Francja, włącznie z obecną banderowską Ukrainą, jak również wiele innych. A straciliśmy wszystko, jako naród tylko my Polacy. Bo wszystko to co się stało od tego momentu na przestrzeni tych wszystkich lat  i czego obecnie ponosimy bolesne konsekwencje, było możliwe dzięki naszemu wrodzonemu, genetycznemu, narodowemu defektowi, któremu na imię… frajerstwo, dzięki czemu nasi wrogowie zyskali bezcenny dla siebie efekt, nie tylko trwałego podziału i skłócenia polskiego społeczeństwa, ale nade wszystko to, że skoczyliśmy sobie z tego powodu nawzajem do gardeł i w tym stanie upadku trwamy do dnia dzisiejszego. Jak zwykle zresztą w takich przypadkach, gdy zamiast kierować się zdrowym rozsądkiem i realizmem, daliśmy się wpuścić w kanał emocjonalnych manipulacji nami do woli tym, którzy dzięki temu prostemu zabiegowi, mogą sprawować nad nami całkowitą kontrolę, bez obawy, że kiedykolwiek zerwiemy im się z łańcucha i tym samym mogliby stracić nad nami władzę. A my nawet tego nie widzimy, zaślepieni jak w 1939 fałszywą propagandą mocarstwowości, której nie mamy za przysłowiowy psi grosz, tak jak wtedy. Dlatego mogą w wyznaczonym, dogodnym dla siebie czasie, skierować nas, jako naród w dowolnym kierunku i celu, który będzie zgodny z ich interesami, poświęcając nas bez wahania, bez reszty i jakichkolwiek wyrzutów sumienia, że jako naród zostaniemy raz na zawsze wytraceni do ostatka. I jak zwykle dostrzegli to co z nami się obecnie robi już wszyscy dookoła, oczywiście z wyjątkiem nas samych. Tak jak to było 24 sierpnia 1939 roku, gdy o postanowieniach Paktu Ribbentrop – Mołotow wiedzieli wszyscy tzw, nasi sojusznicy i nawet najbliżsi, graniczący z nami sąsiedzi, a jedynymi, którzy byli w tej kwestii zupełnymi ignorantami, byliśmy my Polacy. Historia znowu się powtarza, co widzą już wszyscy wokół, tylko jak zwykle nie My sami. Ale cóż, to widać taka nasza narodowa przypadłość, wyciągać zawsze z ogniska cudze kasztany, naszymi własnymi rękami. 

 

I tak to już od ponad dwunastu lat na podstawie w taki, a nie inny sposób pokrętnie skonstruowanej ustawy, o takiej, a nie innej treści, by pasowała ona do ideologicznych założeń i celów jej autorów, no i rzecz jasna nowej mądrości etapu, wdrukowuje się kolejnym rocznikom młodego pokolenia historię żywcem wziętą z bajek z mchu i paproci, będącą wyłącznie zbiorem półprawd, czyli odpowiednio dobranych przez obecnych inżynierów dusz treści, które pasowały do ich propagandowych koncepcji i założeń, ale z rzeczywistością tamtych czasów, nie miały i nie mają z nią zgoła nic wspólnego. Jak napisał o tych goebbelsowskich propagandystach i fałszerzach historii, z obecnych agend stojących na straży jedynie słusznych prawd obecnego układu władzy, i o tych wytworach ich bujnej wyobraźni na ten właśnie temat, śp. profesor Jacek Edward Wilczur, doskonale podsumowując w swojej książce pt. ,,Raport Wilczura”, te wszystkie brednie, jakie od ponad dekady sprzedaje się bez cienia najmniejszego nawet zażenowania całemu pokoleniu współczesnych Polaków, jako prawdy objawione, które z jakimkolwiek objawieniem nie mają nic wspólnego, a tym bardziej z rzetelnym przedstawieniem tej kwestii, który byłby również uczciwym ukazaniem tego tematu, a nie cyniczną realizacją propagandowego zamówienia.

 

,,Kłamliwe są głoszone dziś twierdzenia przedstawicieli prawicy i skrajnej prawicy, fałszerzy historii – tych nawiedzonych, wierzących w swoje kłamstwa – oraz fałszerzy cyników, znających prawdę i ukrywających prawdę o tym, kogo rozstrzeliwano i wieszano dniami i nocami. Według ich wersji ofiarami stalinowskich oprawców byli wyłącznie ludzie prawicy, chrześcijanie wierni Bogu i Ojczyźnie. W rzeczywistości tracono – inaczej mówiąc: mordowano na podstawie bandyckich wyroków sądowych ogłaszanych przez sądy wojskowe i powszechne – ludzi z prawa i z lewa: żołnierzy Armii Krajowej, Narodowych Sił Zbrojnych, Batalionów Chłopskich, oficerów i podoficerów Ludowego Wojska Polskiego, komunistów oddanych polskiej sprawie narodowej, mordowano oficerów, podoficerów i szeregowych żołnierzy Brygad Międzynarodowych w Hiszpanii i z francuskiego, czerwonego ruchu oporu, członków byłej Komunistycznej Partii Polski i Polskiej Partii Socjalistycznej, syndykalistów i byłych żołnierzy Gwardii i Armii Ludowej. Funkcjonariusze aparatu bezpieczeństwa i Informacji Wojskowej, prokuratorzy i sędziowie, często ludzie słabo znający język polski, emigranci z Francji i Belgii, ( a także Żydzi przywiezieni z ZSRR na sowieckich tankach – dopisek mój J.B.) realizowali bowiem cele nie polskich komunistów, nie przedwojennej Komunistycznej Partii Polski zgładzonej przez NKWD na polecenie Stalina, a cele strategiczne mongolsko – rosyjskiego ( czytaj chazarskiego ) modelu komunizmu i imperializmu, modelu zagłady europejskiej cywilizacji.


Rugowano z życia publicznego, przenoszono w stan niebytu i mordowano na mocy wyroków stalinowskich sądów wszystkich bez wyjątku, tych z prawa i tych z lewa, którzy zachowali tożsamość narodową, wierność tradycjom i lojalność wobec swego narodu.”

 

Jednym z najgłośniejszych przykładów tych faktów, o których wspomina w powyższym tekście śp. profesor Jacek Wilczur, który obecna IPN-owska propaganda skrzętnie pomija i nie nagłaśnia, z oczywistych dla niej przyczyny, którą jest strach przed faktem, iż cała zbudowana przez tą agendę legenda o tzw. ,,Żołnierzach Wyklętych”, jako tych jedynych walczących z wrażą komuną o wolność Polski, mogłaby się tym samym rozlecieć jak domek z kart i cała ta budowla wzniesiona na fundamencie kłamstwa runęłaby z hukiem, obracając się w kupę gruzu i co stałoby się wtedy z nimi samymi i instytucją, której są funkcyjnymi kapo?

Przejdźmy więc do przedstawienia krótkiego szkicu zadającemu kłam baśniom z mchu i paproci stręczonym od ponad 12 lat przez obecnych propagandystów Czeciej Erpe, o wyjątkowości tzw. ,,Żołnierzy Wyklętych”, oraz, że byli oni jedynymi i niepowtarzalnymi, którzy walczyli rzekomo z komunistycznym zniewoleniem. A oto niewygodne dla tych kłamców fakty na ten temat, że i wśród żołnierzy LWP i tzw. komunistów, było bardzo wielu takich, którzy myśleli po polsku, tak samo, jak ci, których dziś sprzedaje się nam jako tych jedynych i słusznych ideowo.

 

Sygnałem do rozpoczęcia kolejnego etapu umacniania władzy komunistów. Jednym z jej przejawów miały być sfingowane procesy pokazowe oficerów Ludowego Wojska Polskiego o międzywojennym rodowodzie. Pierwszym krokiem było usunięcie z Biura Politycznego KC PZPR gen. Mariana Spychalskiego i oskarżenie go o „ślepotę” wobec rozwoju zachodniej agentury.

 

 „Warto w tym kontekście zauważyć, obok koniecznych stwierdzeń o absurdalności oskarżeń i sfingowanych dowodach, dostrzec niedostrzegalne jak widać dla obecnego pokolenia propagandystów z IPN, ziarenko prawdy kryjące się gdzieś na dnie, a mianowicie że, oskarżeni generałowie i oficerowie, wywodzący się z przedwojennej armii II RP, w naturalny sposób, bez żadnych spisków i w dobrej wierze, liczyli na nadanie »ludowej« armii możliwie polskiego charakteru. (..) Byli też zainteresowani ściąganiem do niej fachowców: lojalnych wobec ustroju, ale niekoniecznie godzących się na dominację sowieckich dowódców w polskim (choć komunistycznym) wojsku”, jak pisał o tym fakcie prof. Patryk Pleskot w książce „Sądy bezprawia. Wokół pokazowych procesów politycznych organizowanych w Warszawie (1944-1989)”.

Stalinowska czystka jaka rozpoczęła w Wojsku Polskim legendarnym procesem czterech generałów –  Tatara, Hermana, Kirchmayera i  dowódcy ,,Operacji Wisła”, która zakończyła ukraińskie ludobójstwo narodu polskiego, czyli Stanisława Mossora, którzy w procesie trwającym od 31 lipca do 13 sierpnia 1951roku, któremu towarzyszyła brutalna kampania propagandowa wymierzona przede wszystkim w środowiska, z którymi mieli być związani ci oficerowie. Przebieg tej farsy procesu transmitowało radio, pisano o nim agresywne artykuły w prasie, a kronika filmowa pokazywała twarze rzekomych „spiskowców”, z równie odpowiednią nawałnicą zawoalowanej nienawiści, skierowanej wobec oskarżonych oficerów.

 

W przypadku procesu czterech generałów należy podkreślić, że z największą brutalnością ze strony stalinowskich oprawców spotkał się były dowódca ,,Operacji Wisła”, chyba nieprzypadkowo, generał Stefan Mossor: 

 

 

 

Generał dywizji Stefan Mossor – dowódca Grupy Operacyjnej Wisła

 

 

,,13 maja 1950 aresztowany pod zarzutem antypaństwowego „spisku w wojsku” (m.in. wraz ze gen. Stanisławem Tatarem i Jerzym Kirchmayerem). Oskarżano go o to, że w czasie II wojny światowej działał na szkodę państwa i narodu polskiego, sporządzając memoriały, w których „nakreślił projekt faszystowskiej Polski pod protektoratem hitlerowskich Niemiec”, a po 1945 prowadził – wraz z gen. Tatarem, gen. Kirchmayerem, gen. Hermanem, płk. Utnikiem, płk. Jureckim, płk. Nowickim oraz kmdr ppor. Wackiem – działalność szpiegowską skierowaną przeciwko państwu ludowemu. 13 sierpnia 1951 w tzw. „procesie generałów” Najwyższy Sąd Wojskowy, w składzie ppłk Roman Waląg, ppłk Roman Bojko i mjr Teofil Karczmarz, uznał go winnym zarzucanych czynów i skazał na dożywotnie więzienie i degradację. W 1951 wszystkie jego prace zostały wycofane z polskich bibliotek oraz objęte cenzurą. W więzieniu poddawany brutalnym torturom, jednak śledczym nie udało się go złamać i zmusić do obciążenia zarzutami innych, przede wszystkim gen. Wacława Komara i marsz. Żymierskiego. ( Głównym oprawcą generała Stefana Mossora, który torturował go nawet osobiście, był jego zastępca z czasów ,,Operacji Wisła”, d/s wojsk KBW generał Juliusz Hibner, w późniejszych latach sześćdziesiątych wykładowca fizyki na jednym z uniwersytetów w Paryżu i Warszawie, a także o ironio autor kilku traktatów filozoficznych. Takiej to ,,duchowej przemiany”doznał ten przyjemniaczek, gdy chazaria po 1956 roku utraciła władzę w Polsce) Karę Mossor odbywał w Zakładzie Karnym we Wronkach. 10 grudnia 1955 Rada Państwa skorzystała z prawa łaski i zamieniła karę dożywocia na 15 lat więzienia. Najwyższy Sąd Wojskowy udzielił Mossorowi rocznej przerwy w odbywaniu kary i 13 grudnia 1955 opuścił więzienie. 24 kwietnia 1956 jego sprawa została wznowiona, w efekcie czego postępowanie zostało umorzone, a generała prawnie zrehabilitowano.”

Generałowie Tatar, Herman, Kirchmayer i Mossor zostali skazani na dożywocie, Jurecki, Utnik i Nowicki dostali po 15 lat więzienia, a Roman oraz Wacek usłyszeli wyrok 12 lat więzienia. Wyroki uchylono na fali odwilży w 1956 roku. Nie doczekał tego gen. Herman, który zmarł w mokotowskim więzieniu w 1952 roku na zawał serca.  

Dlaczego oficerowie skazani w procesie generałów uniknęli najwyższego wymiaru kary?

– Można postawić tezę, że jeśli zasądzono by najwyższy wymiar kary, to ubyłyby osoby, które można było wykorzystać w przygotowywanym procesie Gomułki i Spychalskiego – oceniał prof. Rafał Habielski.

W latach 1950-1953 Informacja Wojskowa zatrzymała pod zarzutem szeroko rozumianej wrogiej działalności 2115 żołnierzy różnych stopni oraz pracowników cywilnych wojska. Od 1949 do 1954 roku zwolniono z wojska około 10 tysięcy oficerów uznanych za „wrogich” komunistycznej Polsce. W procesach politycznych w Wojsku Polskim pod sfałszowanymi zarzutami komuniści skazali łącznie 94 oficerów. Wydano 40 wyroków śmierci, z których 20 wykonano.

  Zdrajcy ojczyzny przed sądem

 http://www.repozytorium.fn.org.pl/?q=pl/node/6783

Ale o tych ŻOŁNIERZACH WYKLĘTYCH wywodzących się z Ludowego Wojska Polskiego, nigdy nie usłyszycie w oficjalnym przekazie reżimowych mediów, jak również w tych mieniących się patriotycznymi, które ponoć strasznie prześladuje obecna władza. Sami domyślcie się Państwo, dlaczego ci ostatni milczą o tych faktach jak zaklęci? Ich nazwiska nigdy też nie zostaną wymienione w żadnym z Apeli Pamięci w tzw. Narodowy Dzień Pamięci Żołnierzy Wyklętych 1 marca, choć byli takimi samymi wyklętymi, jak ci z leśnych ostępów.

No bo jak widać z powyższych dowodów, nie tylko wyklęci byli poddani zbrodniczym prześladowaniom w czasach bierutowsko – stalinowskiego terroru.     I nie tylko oni walczyli o wolną, niepodległą i suwerenną, od obcego dyktatu Polskę.

 Jacek Boki – 25 Marzec 2023 r.

Źródła:  

Inicjatywa Prezydenta: Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych”

https://www.prezydent.pl/kancelaria/archiwum/archiwum-lecha-kaczynskiego/aktualnosci/rok-2010/inicjatywa-prezydenta-narodowy-dzien-pamieci-zolnierzy-wykletych,13696,archive 

Narodowy Dzień Pamięci „Żołnierzy Wyklętych” 

https://www.prezydent.pl/aktualnosci/polityka-historyczna/zolnierze-wykleci/narodowy-dzien-pamieci-zolnierzy-wykletych

Prof. Jacek Edward Wilczur – Raport Wilczura – Wydawnictwo Technol – Kraków 2010 r. str 42 – 43

70 lat temu zakończył się tzw. proces generałów

https://dzieje.pl/wiadomosci/70-lat-temu-zakonczyl-sie-tzw-proces-generalow 

Proces generałów. Tak zaczęła się stalinowska czystka w Wojsku Polskim

https://www.polskieradio.pl/39/156/Artykul/2787644,Proces-generalow-Tak-zaczela-sie-stalinowska-czystka-w-Wojsku-Polskim 

Stefan Mossor

https://pl.wikipedia.org/wiki/Stefan_Mossor#cite_note-phw-42 

Prowadzenie tego bloga to moja pasja ale także wielogodzinna praca. Jeśli uważasz, że to co robię ma sens to możesz wesprzeć mnie w tym co robię, za co serca już teraz dziękuję.

PKO BP SA Numer konta: 44 1020 1752 0000 0402 0095 7431

================================

Tym tekstem kończę swoja działalność. Pozdrawiam Wszystkich.

Jacek BOKI

POSTĘPOWA RODZINA

POSTĘPOWA RODZINA rodzina


– Jak to się stało, że delegowano właśnie ciebie tu na sam szczyt? – zapytał Borys
– Tata załatwił – odparła dziewczyna.
– Nie dosłyszałem twojego nazwiska.
– Nazwisko nie ma tu nic do rzeczy. Tatą nazywam drugiego męża trzeciej żony pierwszego męża mojej mamy.
– Nie chwytam. Ty się możesz w tym połapać?
– Czasami – przyznała Jasiunia. – Najtrudniej jest spamiętać kto jest moim bratem, albo siostrą, a z kim nie łączą mnie żadne więzy rodzinne.
– No proszę! – powiedział Borys. – A konserwatystom się zdaje, że to oni popierają duże rodziny.
– Są w mylnym błędzie,
– Cytujesz naszego nobli­stę?
– Kogo?
– Mniejsza z tym. Masz bardzo postępową rodzinę.
– Starzy tacy postępowi nie są. Moja mama czte­ry razy wychodziła za mąż i cztery razy się rozwodziła, za­nim zrozumiała, że związku nie należy pieczętować nawet w Urzędzie Stanu Cywilnego.
– Zapewne.
– Są jednak wyjątki. Moi dwaj bracia chcieliby zostać małżeństwem i założyć rodzinę.
– Jak przystało na prawdziwych Europejczyków.
– Kiedy dojdziemy znowu do władzy, to będą mogli sobie dzieci adoptować.
– Pragną mieć samych synów, jak się domyślam.
– Skąd wiesz? – zdziwiła się Jasiunia.

 

Likwidacja gotówki? Najpierw w Nigerii, zaraz potem w Polsce?…

Likwidacja gotówki? Najpierw w Nigerii, zaraz potem w Polsce?…

likwidacja-gotowki

Bez gotówki nie kupisz tego, co chcesz, a jak pójdziesz i będziesz chciał, to władza to zablokuje, bo np. wykorzystasz „swój limit”. Te pomysły w połączeniu z pieniądzem cyfrowym są wykonalne – mówi w programie „Antysystem” Wojciech Cejrowski.

W Nigerii ludzie zostali odcięci od gotówki. Wcześniej w ramach „zachęty” do korzystania z bezgotówkowych form płatności, dostęp do waluty był stopniowo limitowany. Wybuchły protesty. Potrzebę przeprowadzenia tej operacji bank centralny argumentował licznymi fałszerstwami krajowego pieniądza, tłumacząc jednocześnie, że transformacja na walutę cyfrową zagwarantuje, że nawet jedna Naira nie będzie wyprowadzona poza system bankowy. Oficjalnie regulacje miały też na celu zachęcenie do płatności kartą, a także korzystania bankowości internetowej i aplikacji mobilnych. Wcześniej media informowały o uruchomieniu od października 2021 roku cyfrowej waluty o nazwie eNaira. Niedługo później władze Nigerii rozpoczęły przymusowe ograniczenie obywatelom płatności gotówką. Ostatecznie, pod wpływem protestów prezydent Nigerii Muhammadu Buhari 16 lutego zezwolił na przedłużenie terminu używania starych banknotów do 10 kwietnia, jednak banknotów szybko zaczęło brakować.

Ograniczenia dot. gotówki w Polsce. Lisicki i Cejrowski dyskutują

Z kolei w Polsce za niespełna rok w życie wejdą przepisy ograniczające możliwość płatności gotówką. Nowe limity płatności gotówką wejdą w życie 1 stycznia 2024 r. (rząd pierwotnie chciał zmianę wprowadzić już w 2023 r.). Wyniosą one 8 tys. zł w przypadku transakcji pomiędzy przedsiębiorcami oraz 20 tys. w przypadku transakcji na linii konsument-przedsiębiorca.

O planach dot. ograniczenia płatności gotówką rozmawiali w nowym odcinku programu „Antysystem” Paweł Lisicki, red. naczelny „Do Rzeczy” oraz Wojciech Cejrowski. – Bez gotówki nie kupisz tego, co chcesz, a jak pójdziesz i będziesz chciał, to władza to zablokuje, bo np. wykorzystasz swój limit. Te pomysły w połączeniu z pieniądzem cyfrowym są wykonalne. Jak zlikwidują gotówkę, co moim zdaniem jest niewykonalne, to już się nie da kupić niczego na rynku wtórnym. Musimy wtedy cofnąć się do wymiany towarowej – wskazywał Cejrowski.

Pan powiedział, że to niemożliwe, ale ja bym chciał wierzyć, że to niemożliwe. Tylko zobaczmy, jak kiedyś funkcjonował system finansowy. Ludzie kiedyś dostawali pieniądze do ręki, a teraz wszyscy dostają pieniądze na konta bankowe. Zresztą jeden z banków przygotował nawet kalkulator węglowy, który miał pokazać, że Ziemia zniknie, jak ludzie będą żyli jak do tej pory.

To pokazuje, że te zakusy na limity używania gotówki są coraz większe, nawet w Polsce. Chciano drastycznie ograniczyć możliwość posługiwania się gotówką – mówił Paweł Lisicki. – Uważam, że to wprowadzono w Davos i zwolennikiem tego jest premier Mateusz Morawiecki, bywalec w Davos – dodał Cejrowski.

Unią rządzą wariaci! Burdel do kwadratu. [Ależ skądże !! Marionetki satanistów].

Unią rządzą wariaci! Burdel do kwadratu. [Ależ skądże !! Marionetki satanistów].

Stanisław Michalkiewicz bezlitosny dla eurokratów.

unia-rzadza-wariaci

W Parlamencie Europejskim wariatów w sensie medycznym może być nawet większość – mówi w rozmowie z Tomaszem Cukiernikiem redaktor Stanisław Michalkiewicz. 

Przynajmniej za niektórymi aferami korupcyjnymi w Unii Europejskiej stoi Rosja. Przyznała to nawet jedna z europosłanek Zielonych. Czy to Kreml dyktuje Brukseli politykę klimatyczną?

Nie tylko Rosja przekupywała europosłów, ale i inne państwa. Zaczęło się od Kataru. Ci Katarczycy, podobnie jak Rosjanie, za darmo pieniędzy nikomu nie dadzą. W związku z tym muszą liczyć na jakieś korzyści. Trochę mnie dziwi, że akurat europosłów przekupują, bo przecież Parlament Europejski wielkiej władzy nie ma. Uchwala tylko rezolucje przeciwko trzęsieniom ziemi. To jest taki luksusowy przytułek dla byłych polityków.

Nie do końca tak jest. Akty prawne są omawiane w komisjach, a potem głosowane na forum i musi być zgoda Parlamentu Europejskiego, żeby weszły w życie.

Przypuszczam, że ci europosłowie, którzy się korumpowali, byli tylko listonoszami. Prawdziwą władzę w Unii ma Komisja Europejska. Przypuszczam, że głównym centrum korupcyjnym jest Komisja Europejska. Zresztą tam są takie postacie jak pani Vĕra Jourowá, która już raz miała epizod kryminalny właśnie korupcyjny.

Nie tylko ona i nie tylko z tej Komisji.

Tak. Być może, że to pod tym kątem są dobierani ci komisarze. Na czele z panią Urszulą von der Leyen, która była zdaje się przesłuchiwana w związku z aferą Pfizera.

Wcześniej już miała takie ciągotki, bo jako minister obrony Niemiec podejrzewana była o tego typu sprawki.

Już starożytni Rzymianie zauważyli, że nie ma takiej bramy, której by nie przeszedł osioł obładowany złotem. W Unii Europejskiej takich bram jest całkiem sporo. Korupcja jest zasadą rządzenia. W tej chwili widzimy wyraźnie nasilającą się ze strony niemieckiej, które wykorzystują w tym celu instytucje Unii Europejskiej opanowane przez rozmaite niemieckie owczarki, do dyscyplinowania członkowskich bantustanów po to, żeby – to zresztą jest wpisane do umowy koalicyjnej trzech partii tworzących aktualny rząd niemiecki – Unia Europejska stała się państwem federalnym. To już zostało zdecydowane w traktacie z Maastricht i jest konsekwentnie, cierpliwie i metodycznie realizowane.

Naczelnik państwa pyskuje, że on jest przeciwny budowie IV Rzeszy, ale to nieprawda. Przecież w 2021 roku przy pomocy kluby parlamentarnego Lewicy, bo nawet jego własne ugrupowanie mu się częściowo zbuntowało, przeforsował ratyfikację decyzji [Rady] o zasobach własnych Unii Europejskiej, która wyposażyła Komisję Europejską w dwa nowe uprawnienia. Uprawnienie do zaciągania zobowiązań finansowych w imieniu całej Unii i uprawnienie nakładania unijnych podatków. To jest milowy krok w kierunku budowy IV Rzeszy. To dlaczego mamy poważnie traktować rozmaite deklaracje naczelnika państwa? Posuwa się do bezczelności, mówiąc, że tegoroczne wybory będą wyborami pomiędzy niepodległością a niewolą. A cóż innego on nam tu naszykował? Przecież w 2003 roku on, tak jak Donald Tusk, był za Anszlusem. W 2008 roku był za ratyfikacją traktatu lizbońskiego, który amputował Polsce potężny kawał suwerenności. Te trzy przykłady są chyba wystarczające.

Afery łapówkarskie w Unii Europejskiej pojawiały się od dawna, a ostatnio tego się sporo namnożyło. Czy zgadza się Pan ze stwierdzeniem, że na tym opiera się cała unijna polityka?

W demokracji korupcja nie jest żadnym patologicznym marginesem, tylko samą zasadą rządzenia. Unia Europejska też jest tak pomyślana. Bo na czym polega pokojowe jednoczenie Europy? Na przekupywaniu biurokratycznych gangów, żeby one rezygnowały z suwerenności państwowej na rzecz IV Rzeszy. Hitler próbował to siłą narzucić, ale się nie udało i całe narody znienawidziły Niemców. Po wojnie Niemcy wpadły na znakomity pomysł, żeby zbudować IV Rzeszę metodą pokojowego jednoczenia, tzn. przekupywania biurokratycznych gangów, które rządzą poszczególnymi bantustanami. Unia Europejska siedzi na niecałych 2 proc. PKB. I jak skuteczne to jest. To jest majstersztyk.

Moim zdaniem to nie chodzi o te pieniądze z budżetu Unii Europejskiej. Chodzi o regulacje, które z budżetem Unii mogą nie mieć nic wspólnego. Regulacje, które powodują, że jedna firma z dnia na dzień może zarabiać miliardy na całym rynku unijnym.

Bardzo możliwe. Tylko ponieważ mówiliśmy o korupcji, to mówię, że Unia Europejska jest zbudowana na korupcji jako zasadzie funkcjonowania. Jeżeli ktoś wierzył, że Niemcy będą przez całe lata drenować własnych podatników, żeby dogodzić Grecji, Polsce, Słowacji czy Rumunii, to ja mu nie mogę zabronić, żeby w to wierzył, ale ja sam w to nie wierzę. Niemcy traktują budowę Unii Europejskiej jako inwestycję, która w pewnym momencie musi zacząć się zwracać. Ten moment właśnie nadszedł.

Węgiel koksujący służący do wyrobu stali Bruksela uznała za surowiec strategiczny. Tymczasem unijne rozporządzenie metanowe de facto likwiduje na terenie UE kopalnie węgla, w tym również węgla koksującego. Wygląda na rozdwojenie jaźni.

Nie rozdwojenie jaźni. I jedni, i drudzy jakieś tam fundusze korupcyjne przeznaczyli na przekupywanie komisarzy, to oni zataczają się od jednej ściany do drugiej.

Kolejne unijne regulacje pozamykają kopalnie węgla kamiennego, energetykę węglową, zakażą ogrzewania domów paliwami stałymi, opodatkują samochody spalinowe, a docelowo wyeliminują je z rynku i zmuszą właścicieli domów do drogiej termomodernizacji. Kto stoi za zieloną rewolucją w Unii Europejskiej?

Myślę, że dwie grupy. Pierwsza grupa to wariaci. W Unii Europejskiej, a szczególnie w Parlamencie Europejskim, wariatów w sensie medycznym jest więcej niż gdziekolwiek indziej. To może nawet być większość. Oni naprawdę wierzą w te wszystkie ekologiczne dyrdymały. Druga grupa to są cwaniacy, którzy wykorzystują tę naiwną wiarę wariatów w ekologiczne dyrdymały do tresury całych narodów. To zmierza do tego, żeby narzucić krajom słabym i głupim, żeby zrezygnowali z tych źródeł energii, które mają, na rzeczy korzystania ze źródeł energii, których nie mają, a które ktoś im będzie sprzedawał. To jest proste jak budowa cepa, ale tego nie można powiedzieć wprost, w związku z tym opowiada się, że trzeba ratować planetę, lansuje się niestabilne emocjonalnie panienki, jak Greta Thunberg. Ona teraz została nominowana do Pokojowej Nagrody Nobla. To pokazuje, że „głupoty powagą Najmądrzejszych wodzisz za łby”, jak to pisał Boy-Żeleński. 

Niemcy dokonały wolty w kwestii unijnego zakazu samochodów spalinowych po 2035 roku. Która opcja ostatecznie wygra?

Obawiam się – zgodnie z prawem Murphiego – jak coś złego może się stać, to na pewno się stanie. Według oficjalnych statystyk medycznych w Polsce jest 20 proc. wariatów. Myślę, że te statystyki są zaniżone, dlatego że bardzo wielu wariatów nie jest w ogóle diagnozowanych. Oni uważają, że nie są żadnymi wariatami i nie idą się badać. Jeżeli demokracja utrzyma się jeszcze przez jakiś czas, a ten odsetek wariatów będzie rósł, a będzie, bo nawet system wychowawczy temu sprzyja, to w pewnym momencie wariaci w demokracji przejmą władzę polityczną i będziemy w mocy wariatów.

Polski rząd zgadza się realizować tzw. kamienie milowe i inne narzucone przez UE regulacje, które wywrócą nam życie do góry nogami i uderzą w nas finansowo. W tym celu na szybko zmienia też ustawy, byle tylko w końcu Bruksela dała kredyty i dotacje na KPO. Wygląda na to, że te pieniądze są potrzebne nie tyle społeczeństwu, co bardziej politykom – żeby mieli co rozdawać i co rozkradać. Czy nie lepiej by było dla Polaków całkowicie zrezygnować z wszelkich unijnych pieniędzy i dzięki temu nie podlegać unijnym szantażom?

Bardzo możliwe. Mądre państwa tak właśnie robią. Szwajcaria jest trochę poważniejszym państwem niż Polska. Mimo że były podchody, żeby ona też do Unii Europejskiej się przyłączyła, to nie zrobiła tego, bo nie chce. Ale o tym trzeba było myśleć w 2003 roku, kiedy było referendum akcesyjne. Mówiłem wtedy, że Szwajcaria nie chce. To zwolennicy Anszlusu mówili: „To co innego, bo Szwajcaria jest bogatym państwem”. Odpowiadałem: „Tak, jest bogatym państwem, ale nie dlatego, że się gdzieś zapisała i spadł na nią deszcz złota, tylko dlatego, że się rządzi rozsądne”.

No to my też się rozsądnie rządźmy. Metoda przekupywania biurokratycznych gangów okazała się bardzo skuteczna. Zwrócił pan uwagę, że te kamienie milowe odwracają całe nasze życie do góry nogami. Jest to analogia z wiekiem XVIII. Do czego dążyły państwa zaborcze w Polsce, przede wszystkim Prusy i Rosja? Do tego, żeby doprowadzić Polskę do stanu całkowitego obezwładnienia. W tej chwili jest to samo. Podam dwa przykłady. W tej formule bezwarunkowej kapitulacji Polski w kwestii praworządności, co przybrało postać nowelizacji ustawy o Sądzie Najwyższym, jest zapisane testowanie niezawisłości, tzn., że jeden sędzia może podważyć autentyczność drugiego sędziego, a jeżeli skutecznie to zrobi, to wszystkie orzeczenia zapadłe z udziałem tego sędziego już są nieważne. Bo to nie jest żaden sędzia, tylko przebieraniec. Będzie burdel do kwadratu.

Druga rzecz: ostatni wyroku TSUE w sprawie możliwości zaskarżania decyzji administracji leśnej w Polsce przez organizacje ekologiczne do sądu. Doprowadzi to do tego, że o sposobach urządzania lasu będą decydowały sądy, które się na tym przecież nie znają. Sądy się znają na tym, jak wypić i zakąsić i się skorumpować, natomiast na urządzaniu lasu raczej nie. A to one mają o tym decydować. Dojdzie do całkowitego obezwładnienia administracji leśnej. Tu kluczową postacią jest premier Mateusz Morawiecki. W 1989 roku był zarejestrowany przez enerdowską Stasi jako tajny współpracownik. [Informacje takie w 2022 roku ujawnił Leszek Szymowski, a 13 grudnia 2022 pytanie o tę sprawę publicznie z mównicy sejmowej zadał poseł Grzegorz Braun. Kwestia ta pozostała bez komentarza zainteresowanego – red.] Ponieważ po zjednoczeniu Niemiec wszystkie aktywa Stasi zostały przejęte przez BND, to ta sprawa mogła mieć dalszy ciąg. Nie wiem, czy miała, ale mogła mieć. Proszę zwrócić uwagę na to, co robi pan premier Morawiecki. On się na to wszystko zgodził: i na mechanizm warunkujący, i na dekarbonizację. Krótko mówiąc: agent niemiecki nie zrobiłby niczego lepiej. Tylko że on pokrywa te ustępstwa taką tromatadracką retoryką. Ale nie dajmy się nabrać na tę tromatadracką retorykę. Popatrzmy, co on naprawdę robi.

Co chwilę objawiane są Polakom (ale też pozostałym narodom UE) coraz bardziej absurdalne i sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem głównie „zielone” pomysły UE. Czy w ten sposób nie jest sprawdzany kres naszej wytrzymałości?

Mówiłem o tresurze. Z jednej strony wariaci, a z drugiej treserzy. Tresuje się całą ludzkość. Epidemia była znakomitym pretekstem do tresury. Obrona planety przed globalnym ociepleniem też jest znakomitym pretekstem do tresury, a myślę, że nie jest to jeszcze ostatnie słowo i znajdą się następne.

Biorąc pod uwagę te wszystkie szkodliwe unijne regulacje, o których rozmawiamy, czy nie sądzi Pan, że to, co serwuje nam Bruksela, jest znacznie gorsze niż rządy PO, PiS i postkomunistów razem wzięte? Oni nie chcieli zakazywać samochodów.

To jest porównywalne. Preteksty do tresury się zmieniają. Bolszewicy tresowali całe narody pod hasłem „dobra proletariatu”. Ta argumentacja już nie skutkuje, natomiast mnóstwo wariatów wierzy w obronę planety przed globalnym ociepleniem i że tak trzeba. Dlaczego mają nie wierzyć, skoro panna Greta dostanie Pokojową Nagrodę Nobla? Będą wierzyli jeszcze bardziej.

Czy członkostwo w Unii Europejskiej w ogóle nam się opłaca? 

Myślę, że nie. Kiedyś sobie obliczałem, ile kosztuje wybudowanie autostrad. Już ładnych parę lat temu wyszło mi, że za roczną składkę, jaką Polska wpłaca do Unii Europejskiej, można by wybudować 500 km autostrady. Łącznie z wykupem gruntów pod autostradę itd. Polska do Unii Europejskiej należy już 19 lat. To proszę sobie pomnożyć 500 km autostrady razy 19. Mielibyśmy zakończony program budowy autostrad i to bez łaski. Za własne pieniądze.

Moim zdaniem najbardziej szkodliwa nie jest kwestia składki unijnej, ponieważ ona wynosi tylko około 1 proc. PKB Polski. Znacznie bardziej szkodliwe jest to, że Unia Europejska swoimi regulacjami ingeruje w rynek, powodując nieoptymalną alokację zasobów. To powoduje o wiele większe koszty dla gospodarki niż ta cała składka.

Ależ oczywiście. Już Frédéric Bastiat w broszurze Co widać i czego nie widać to zauważył. Składkę widać, natomiast tego, o czym pan mówi, nie widać. Nikt tego nie liczy. Nie bardzo wiadomo jak. W związku z tym bilans członkostwa Polski w Unii Europejskiej może być ujemny. Tyle tylko, że nie sposób jest to udowodnić. Poza tym reszta świata do Unii Europejskiej nie należy, a proszę popatrzeć, jak ładnie się rozwija. Poza Unią Europejską jest też życie. To jest dobra wiadomość. Tyle tylko, że nasz biurokratyczny gang został tak skutecznie skorumpowany, że już nie wyobraża sobie życia poza Unią. Proszę próbować odebrać te apanaże całej tej czeredzie europosłów. Dożywotnie emerytury po jednej kadencji. Oni wydrapią panu oczy.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Tomasz Cukiernik

bigos21 marzec 2023 Dożywotnie emerytury po jednej kadencji. Tak to z pewnością jest forma legalnej korupcji. Bardzo skuteczna forma.

Szara strefa w walce z rządowym –> z UE -> obłędem anty-białoruskim.

Szara strefa w walce z rządowym – z UE – obłędem anty-białoruskim.

To miał być cios w reżim Łukaszenki. Białoruskie drewno wciąż w Polsce

cios-bialoruskie-drewno

Zakaz handlu produktami drzewnymi miał być szczególnie dotkliwy dla reżimu prezydenta Aleksandra Łukaszenki. Mimo to białoruskie drewno wciąż wyłapywane jest podczas kontroli w Polsce.

2 marca ub. roku Rada UE przyjęła pakiet restrykcji wymierzonych w Białoruś. Zablokowano eksport m.in. wyrobów tytoniowych, produktów naftowych, nawozów mocznikowych oraz produktów z drewna.

Eksport takich produktów z Białorusi do Polski nie został jednak całkowicie zastopowany. Od chwili wejścia w życie sankcji na drewno pochodzące z Białorusi dokonano 80 zatrzymań przesyłek budzących wątpliwości lub naruszających nałożone sankcje.

Białoruskie firmy[zapewne, przypuszczalnie.. .. md] obchodzą sankcje, posługując się fałszywymi dokumentami, a do eksportowania zakazanych produktów służą papiery z Kazachstanu i Kirgistanu.

W 2021 roku Kazachstan wysłał Unii drewno warte 387 tys. euro, a od stycznia do października 2022 roku aż za 22,5 mln euro – większość z tego (95%) w miesiącach po wprowadzeniu sankcji na drewno z Białorusi.

Kirgistan jeszcze rok temu wysłał Unii drewno za zaledwie 1,3 tys. euro, a od czerwca do października tego roku – już za 8,9 mln euro.

Białoruskie Centrum Śledcze [to świnie, szkodzą handlowi!! Widzę, że to pochodna zakłamanej stacji Biełsat. MD] podało nazwę polskiej firmy, która po wprowadzeniu sankcji kontynuuje bezpośrednie wpłaty do białoruskiej państwowej centrali drzewnej. Zdaniem białoruskiego niezależnego [Q.. !! od kogo?? md] portalu, firma twierdzi, że ściąga drewno z Kazachstanu.

„Za co nienawidzicie PiS-u”? [30 + 10+] odpowiedzi.

Fogiel pyta: „Za co nienawidzicie PiS-u”? Dziambor szybko podaje 30 dobrych powodów

za-co-nienawidzicie-pis

Na tiktokowym koncie Prawa i Sprawiedliwości pojawiło się nagranie, na którym były rzecznik PiS Radosław Fogiel pyta młodych użytkowników platformy: „Za co tak naprawdę nienawidzicie PiSu? Czy wy w ogóle wiecie cokolwiek o Prawie i Sprawiedliwości?”. Politykowi odpowiedział prezes Wolnościowców – Artur Dziambor.

– Waszą nienawiść ukształtowały teksty Cypisa i Maty. Nie wiecie nic o naszych programach, o naszej polityce o tym co nam się udało zrobić przez te osiem lat – mówi do młodzieży Fogiel. – Chętnie posłucham: konkrety w komentarzach – za co tak naprawdę nienawidzicie PiSu – mówi dalej przedstawiciel partii władzy.

Młodzież politykowi nie odpowiedziała, ale zrobił to prezes Wolnościowców – Artur Dziambor. Polityk z Kaszub wymienił, za co młodzi ludzie mają prawo odczuwać niechęć do PiS-owców.

– No dobra, Radek, jak tak bardzo prosisz, to jedziemy:

  1. podatek cukrowy,
  2. podatek bankowy, podatek handlowy,
  3. podatek galeryjny,
  4. podwyżka akcyzy na alkohol,
  5. podwyżka akcyzy na papierosy,
  6. podwyżka akcyzy na e-papierosy,
  7. podatek od małpek,
  8. podatek od biurowców,
  9. podatek od budynków komercyjnych,
  10. podatek od budynków mieszkalnych,
  11. które prowadzą różne działalności,
  12. podatek od VOD,
  13. podwyżka abonamentu RTV,
  14. podwyższenie opłaty wyrównawczej do 2,7 miliarda na propagandę TVP, której nie da się wytrzymać,
  15. podwyżka opłat za wywóz śmieci,
  16. opłata wodna,
  17. opłata denna,
  18. opłata emisyjna,
  19. opłata paliwowa,
  20. opłata akcyzowa od starszych samochodów,
  21. ceny na Orlenie,
  22. upolitycznione sądy,
  23. Trybunał Konstytucyjny z waszym posłami w składzie,
  24. prokuratura na polityczne wezwanie,
  25. podsłuchy i inwigilacja,
  26. służba zdrowia – zniszczona,
  27. edukacja – zniszczona,
  28. klasa średnia – prawie zabita, i jeszcze…

W tym momencie Dziamborowi przeszkodziła jego żona:

– Spać! Idź już spać.

– Ale ja jeszcze nie skończyłem…

– Jutro skończysz.

==========================

MD:

Śpij Arturek, może masz jakieś zaniki pamięci.. Dostaniesz ciepłą owsiankę…

To ja dodam ważniejsze, tylko 10:

————————————-

Danie dupy „zielonemu komunizmowi” UE,

Obłędne podwyżki kosztów gazu, elektryczności, podatek od emisji CO2,

Brak obrony przed „ustawą 447”.

Brak obrony przed rabunkiem LASÓW,

Usilne karmienie tłumów z Ukrainy,

Zbrojenie Ukrainy, kosztem naszego wojska,

Brutalna i głupawa propaganda anty- rosyjska,

Postawienie znaku równości między „Putinem”, a Rosjanami,

Ukrywanie, że TO NIE NASZA WOJNA,

Zniszczenie, zalanie polskich kopalń węgla!

Trwanie w skandalicznej, anty-polskiej ordynacji do sejmu

Wydawanie „nadzieńdobry” ok 200 miliardów zł. na dinozaury jądrowe..

Za nie-karanie sprawców FOZZ, morderców Papały, twórcy hiper-inflacji lato 90-tych [Balcerowicz], za poziom TVP …….

– … Ale ja jeszcze nie skończyłem…

===============================

mail:

Wielokrotne odsunięcie prok. Andrzeja Witkowskiego od śledztwa ws. morderstwa ks. Jerzego 

By żyło się lepiej!! …KOLEGOM. … 4.5 minuty

By żyło się lepiej!! KOLEGOM.

4.5 minut

Operacja “Menora”, czy jakaś inna?

Stanisław Michalkiewicz operacja-menora 20. III.

W dniach ostatnich (najwyraźniej zapowiadane w proroctwach “dni ostatnie” właśnie nadeszły), rząd “dobrej zmiany” podał informację o schwytaniu przez Agencję Bezpieczeństwa Wewnętrznego grupy dywersantów – jak się okazało – nie Rosjan, tylko innych: Białorusów i Ukraińców – którzy mieli “monitorować” transporty broni przez Polskę na Ukrainę a poza tym “przygotowywali” akcje dywersyjne. Żadnych szczegółów oczywiście nie podano, bo ABW, podobnie jak kiedyś SB, tradycyjnie chroni się za murami tajności.

Czemu ta “tajność” służy, tego do końca nie wiemy, więc równie dobrze może służyć realizowaniu polskich interesów państwowych, jak też – ukrywaniu łajdactw bezpieczniackich. Zaangażowanie naszych mężyków stanu w prowadzoną przez USA z Rosją na Ukrainie wojnę do ostatniego Ukraińca sprawia, że Rosja rzeczywiście mogła zwerbować tu jakichś agentów, żeby w razie potrzeby monitorowali linie kolejowe na Podkarpaciu. To oczywiście możliwe – ale właściwie po co ruskim szachistom takie wiadomości? Przecież przy pomocy choćby satelitów szpiegowskich mogą te transporty śledzić w czasie rzeczywistym i pewnie to robią, chociaż też nie bardzo wiadomo  po co, bo jak wiemy, chociaż wojna na Ukrainie trwa już od ponad roku, to jak dotąd żadna linia kolejowa nie została przez Rosjan zniszczona, a nawet – zaatakowana. W związku z tym – jak niedawno przechwalał się jakiś ukraiński dygnitarz – 98 % tamtejszych pociągów – pewnie i tych, wiozących transporty ciężkiej broni i amunicji – nie ma żadnych opóźnień. Jeśli to prawda – a chyba to prawda – to pod tym względem gorsza sytuacja panuje na kolejach polskich, chociaż Polska – przynajmniej na razie, bo jak będzie wkrótce, tego nie wiemy – nie jest objęta bezpośrednimi działaniami wojennymi. Ale być może z zagadkowych powodów ruscy szachiści rzeczywiście zwerbowali w Polsce jakichś agentów i wyznaczyli im takie groteskowe zadania, a ABW ich chwalebnie wyłapała.  Zatem to, że wiadomość podana przez rząd jest prawdziwa, jest całkiem możliwe – ale to tylko jedna z wielu możliwości.

Druga możliwość jest taka, że żadnych ruskich dywersantów nie złapano, a tylko ABW ogłosiła o przeprowadzeniu takiej operacji, żeby pod tym pretekstem porozdawać agentom ordery i premie pieniężne. Dopuszczam taką możliwość na podstawie osobistych doświadczeń z bezpieczniakami ABW. Pan red. Leszek Szymowski wykrył bowiem i podał do wiadomości, że w roku 2012 ABW przeprowadziła operację “Menora”, w której tak zwanymi “figurantami” byli: prof. Jerzy Robert Nowak, Waldemar Łysiak i ja. Ta nasza trójka miała przygotowywać na kolejną rocznicę powstania w getcie warszawskim coś tak okropnego, że nawet między sobą nawzajem utrzymywała to w tajemnicy.

Ale energiczna akcja ABW zapobiegła katastrofie, a z zagadkowych powodów żaden z “figurantów” nie został o tym nawet powiadomiony. Inna sprawa, że nie ma obowiązku informowania “figurantów” o prowadzeniu przeciwko nim sprawy operacyjnego rozpracowania, więc prawo nie zostało złamane. Ale dzięki doświadczeniom zdobytym jeszcze za pierwszej komuny, kiedy to sprawy operacyjnego rozpracowywania przeciwko mnie prowadziła SB, zanim jeszcze red. Szymowski całą rzecz ujawnił, zorientowałem się, że coś się dzieje. Oto w sieci ukazała się fałszywka z moim rzekomym zobowiązaniem do współpracy z SB. Przy pomocy szefa lubelskiego oddziału IPN – bo fałszerz używał pieczęci tego właśnie oddziału – udało się potwierdzić, że to fałszywka, a ponieważ holenderski administrator serwera w rozmowie telefonicznej powiedział mi, że może ujawnić tożsamość komputera tylko prokuraturze lub policji, złożyłem w Policji zawiadomienie o przestępstwie z pełną dokumentacją, obejmującą również opinię lubelskiego oddziału IPN, który zapowiadał również ze swojej strony, zawiadomienie prokuratury. Minęło 6 miesięcy, po czym  pani z Policji przesłuchała mnie na okoliczność faktów, które na piśmie im podałem. Kiedy zapytałem ją, czy skontaktowali się z Holendrem, odparła, żebym nie wtykał nosa w nie swoje sprawy. Na takie dictum byłem już prawie pewien, że policja chroni konfidenta ABW, który wykonywał zlecone przez nią zadanie obsrania mnie, a po upływie dalszych 6 miesięcy uzyskałem pewność, gdy prokuratura poinformowała mnie o umorzeniu śledztwa z powodu niemożności skontaktowania się z holenderskim administratorem serwera, z którym ja skontaktowałem się w minutę. Zatem również dobrze żadnych ruskich dywersantów mogło nie być, tylko bezpieczniacy z ABW wykombinowali sobie, żeby przed Świętami Wielkanocnymi podzielić trochę forsy i listków do wieńca sławy.

No dobrze – ale dlaczego do tej bezpieczniackiej spółdzielni przyłączył się również rząd “dobrej zmiany”? Myślę, że mógł to zrobić przynajmniej z dwóch powodów. Po pierwsze – mamy rok wyborczy, a w tej sytuacji co to komu szkodzi pokazać, jak rząd, za pośrednictwem ABW, własną piersią zasłania nasz nieszczęśliwy kraj przed Putinem? To mogłoby być trochę kłopotliwe, bo gwoli większej wiarygodności trzeba by tych dywersantów opinii publicznej pokazać, ale od czego mury tajności?Łukaszenka nawet już pokazał, ale nasza strona wszystko otacza mgłą tajemnicy. Śledztwo w tej sprawie prokuratura może bowiem prowadzić tak samo długo, jak śledztwo przeciwko panu Mateuszowi Piskorskiemu, który – jak pamiętamy – trzymany był w tzw. “areszcie wydobywczym” przez 3 lata, po czym wszystko zakończyło się, może nie tyle wesołym oberkiem, co po prostu zakończyło bez żadnych konsekwencji dla nikogo, jeśli nie liczyć 200 tys. złotych poręczenia majątkowego. Jeśli tedy śledztwo będzie ciągnęło się bez jakichś spektakularnych rezultatów do wyborów, to może to być wskazówka, że żadnych dywersantów nigdy nie było, tylko fachowcy od “pijaru” wymyślili taką atrakcję dla wyznawców Zjednoczonej Prawicy.

Ale to jest powód, można powiedzieć – zwyczajny – w którym nie ma żadnych elementów demonicznych.

Drugim bowiem powodem, a którym elementy demoniczności już by się pojawiły, jest próba wytworzenia w Polsce nastroju szpiegomanii po to, by pod tym pretekstem rozprawić się  ze wszystkimi, którzy nie poddają się propagandzie wymyślanej przez pierwszorzędnych fachowców z ukraińskiego Sztabu Generalnego i powtarzanej potem przez warszawskie niezależne media głównego nurtu. Jak bowiem widzimy, blokowanie przez ABW portali internetowych, jak np. portalu nczas.com, może nie wystarczyć, podobnie jak może nie wystarczyć  wyrzucenie z pracy pana doktora Leszka Sykulskiego. Gdyby tak udało się im udowodnić kolaborację z ruskimi szachistami, a zwłaszcza – patronat medialny nad dywersantami, to można by pozbyć się ich za jednym zamachem i zagwarantować w ten sposób jedność moralno -polityczną narodu – jak za Edwarda Gierka. Niezawisłe sądy zrobią, co tam będzie trzeba  i to zarówno te rządowe, jak i te nierządne, bo w tej sprawie, podobnie jak w wielu innych, między “dobrą zmianą”, a obozem zdrady i zaprzaństwa panuje całkowita jedność ponad podziałami. Toteż wszyscy przeznaczeni do odstrzału spotkają się z zarzutem: „wiecie, rozumiecie, z wami jest brzydka sprawa” – po czym zostaną umieszczeni aż do odwołania w areszcie wydobywczym, gdzie będą mogli się pocieszać, że jak zamykają, to będą wypuszczać.

Jednym z największych absurdów jest polityka zmierzająca do wyeliminowania w UE gazu, węgla i oleju opałowego.

Jednym z największych absurdów jest polityka zmierzająca do wyeliminowania w UE gazu, węgla i oleju opałowego.

Czy Unia Europejska odbierze milionom Polaków dach nad głową?

Czy nastąpią nominacje na wampirów energetycznych? Niemcy zarobią ogromne pieniądze na transformacji, a będą to pieniądze z naszych kieszeni

Prof. Wojciech Polak na-wampirow-energetycznych

Szaleństwo, które ogarnia unijnych urzędników zaczyna już uderzać w bezpośrednie podstawy naszego bytowania. Jednym z największych absurdów jest polityka zmierzająca do wyeliminowania w Unii Europejskiej paliw kopalnych: gazu, węgla i oleju opałowego. Od 2030 r. każdy nowo wybudowany budynek będzie musiał być ogrzewany „ekologicznie”, w praktyce chodzi tutaj o  urządzenia z zakresu geotermii niskotemperaturowej. Równocześnie jednak każdy kraj w najbliższym czasie będzie musiał wytypować 15-30 procent starych budynków o największym zużyciu energii (określanych pieszczotliwie jako „wampiry energetyczne”) i dokonać ich modernizacji (także do 2030 r.).

Zatrzymajmy się na tym ostatnim rozporządzeniu. Oznacza ono, że miliony Polaków mieszkających w swoich domach będzie musiało za grube pieniądze je remontować i wyrabiać dla nich jakieś ogromnie kosztowne certyfikaty (tzw. paszporty energetyczne). Ma na to tylko siedem lat. Dotyczyć to będzie także drewnianych domów np. na Podlasiu i Lubelszczyźnie i murowanych przedwojennych domostw w różnych częściach Polski, często zamieszkałych przez ludzi starszych, o nie najwyższej stopie życiowej. Można obawiać się, że część tych osób, nie dysponując pieniędzmi na termomodernizację, zostanie po prostu skazana na wysokie grzywny za brak owego „emisyjnego remontu”, a następnie wywłaszczona przez komorników (egzekwujących owe grzywny). A ich domy zmodernizują ochoczo rozmaite urzędy od emisyjności budynków, za pieniądze uzyskane od komorników sprzedających dorobek życia emerytów na cele przymusowej termomodernizacji. Propozycje unijne zakładają wprawdzie dopłaty państwa do remontów termomodernizacyjnych, ale sądzę, że wielu Polaków nie będzie nawet stać na wysupłanie sum podstawowych (do których państwo dopłacało by jakieś pieniądze). Można rozważać też inne warianty – np. zaproponowanie takim starszym ludziom „odwróconej hipoteki”. Dom zostanie zmodernizowany energetycznie, ale po ich śmierci stanie się własnością banku (najpewniej niemieckiego). W ten sposób tysiące nieruchomości polskich wpadną w obce ręce.

Podwyżki czynszów

W przypadku domów wielorodzinnych koszty ich termomodernizacji poniesie wspólnota mieszkaniowa, administracja lub spółdzielnia. Odbije się to na ogromnych podwyżkach czynszów za mieszkania.

Od razu powiem, że jestem przekonany, iż polski rząd nie dopuści do owego faktycznego wywłaszczenia milionów starszych osób, podobnie jak w ogóle do realizacji tego zgubnego planu.[hi, hi… optymista… MD] Trzeba to jednak jasno powiedzieć, zwłaszcza teraz w okresie przedwyborczym. Tak jak kiedyś PiS jasno oświadczył, że nigdy nie wprowadzi w Polsce podatku katastralnego.

Plany unii zakładają także renowację wszystkich budynków do 2040 r. Do tego roku mają być zlikwidowane wszystkie piece ogrzewane gazem, olejem napędowym i węglem. W praktyce oznacza to, że jedynym źródłem ogrzewania będzie geotermia. Koszty tego spadną głównie na obywateli. Wprawdzie publicyści-entuzjaści takich projektów twierdzą, że Polska ma być największym beneficjentem m.in. wartego 65 mld euro (nie licząc środków krajowych) Społecznego Funduszu Klimatycznego, ale nie przywiązywał bym do tego zbyt wielkiego znaczenia. Po pierwsze możemy tych pieniędzy nie dostać, pod byle pretekstem, tak jak nie dostaliśmy ani grosza na Krajowy Plan Odbudowy. Po drugie znaczącym beneficjentem tych sum (jeżeli jednak zostaną wypłacone) będą rozmaite urzędy zajmujące się emisyjnością budynków. A o tym jak kosztowna jest geotermia nikogo nie muszę przekonywać. Warto dodać, że po kilkunastu latach instalacje te wymagają wymiany.

Pomijam już szereg innych idiotycznych przepisów – jak np. nakaz montowania od 2030 r. ogniw fotowoltaicznych na wszystkich nowych domach. Trzeba je będzie zakładać nawet, gdy dach budynku permanentnie tkwi w cieniu. Dodajmy, że przerażające są biurokratyczne problemy związane z montowaniem i eksploatowaniem paneli, wielu Polaków żałuje, że wdało się w ich zakładanie.

Najbardziej skorzystają Niemcy

Podobnie jak w przypadku wielu innych absurdalnych przepisów unijnych, ich beneficjentem będą przede wszystkim Niemcy. Po agresji rosyjskiej na Ukrainie upadł niemiecki projekt korzystania z taniego (dla nich) gazu przesyłanego rurociągami po dnie Bałtyku i sprzedawania go z zyskiem całej Europie. Putin powysadzał i zniszczył rurociągi Nord Stream. [co za ślepy pan.. Ruscy by mieli sami sobie tak bardzo szkodzić?? A o roli USA i CIA, Norwegii – nie czytał?? MD] Niemcy, a za nimi posłuszne gremia unijne uznały wtedy, że gaz ziemny, podobnie jak węgiel i olej opałowy jest wybitnie nieekologiczny i wprowadziły do Europy obowiązkową geotermię. Nasz sąsiad zza Odry jest liderem w produkcji systemów ogrzewania geotermalnego i już obecnie w Polsce montuje się głównie niemieckie urządzenia w zakresie geotermii niskotemperaturowej. Niemcy zarobią więc ogromne pieniądze na owej transformacji, a będą to pieniądze z naszych kieszeni.

Polacy boją się tego wszystkiego i mają rację. Należy zrobić jak najwięcej, żeby ich uspokoić i zapewnić, że rząd polski nie dopuści do tego, żeby Unia Europejska odebrała milionom Polaków dach nad głową!

Gady i gadzie pieniądze

Gady i gadzie pieniądze

[Nie mój pogląd, jest zbyt wąski, ale .. ciekawy, a u mnie bez głupiej cenzury.. Mirosław Dakowski]

Jerzy Lubach https://niezalezna.pl/478592-gady-i-gadzie-pieniadze

Niemal rok temu napisałem dla portalu Niezależna.pl. tekst „Nasi reptilianie”, w którym starałem się przeniknąć powody tak niesłychanej nienawiści do Polski, jaką prezentują antypolskie partie totalitarnej opozycji. Doszedłem do wniosku, że to nie są po prostu wyrodki biorące forsę od wrogów za plucie na ojczyznę, ale przedstawiciele obcej rasy – reptilian, gadokształtnych kosmitów umiejących przybierać ludzkie kształty. Wierzących w ich istnienie uważa się za kompletnych szurów, no ale jak tu nie wierzyć, gdy znad markowego garnituru co rusz na moment wystaje gadzi łeb z rozdwojonym językiem? Reptilianie mogą mieć dowolne pseudoludzkie oblicze – Putina, Tuska, Scholza – ale jedno mają wspólne: to nieludzkie, zimnokrwiste spojrzenie.

Według poważnych badań przeprowadzonych w USA w 2013 r. 30 proc. Amerykanów uważa, że istnieje światowy spisek zmierzający do oddania pełnej władzy garstce pretendentów do rządzenia nami wszystkimi, a 4 proc. uważa, że to właśnie reptilianie! Bzdura totalna, nieprawdaż? Przecież nikt nie zamierza nam zabrać samochodów i przesadzić na rowerki, zamknąć w obozach koncentracyjnych – „miastach 15 minut”, nikt z bogaczy nie mówi nam, że za dużo żremy i mamy się przerzucić z mięsa na robale, nikt nie zabierze nam ogrzewania w zimie, bo to szkodzi planecie, wszystko to nam się tylko przywidziało!

Niemiecka tajna kiesa na pismaków

A tu się nagle okazuje, że gady istnieją naprawdę, co więcej, są potajemnie finansowane przez niektóre państwa – o dziwo, akurat te Polsce skrajnie wrogie – by wykonywały na ich zlecenie brudną robotę. Oto rząd naszego sojusznika w NATO i UE, Republiki Federalnej Niemiec, zmuszony był przyznać, że płacił 200 dziennikarzom zarówno mediów publicznych, jak i prywatnych za „moderowanie nastrojów społecznych”. Czyli w praktyce wszelkimi sposobami propagowanie posunięć władz, także tych ewidentnie szkodliwych dla Europy i świata, jak wspieranie przez całe dekady imperializmu rosyjskiego. Ileż to się nasłuchaliśmy niemieckich pouczeń, że Nord Streamy to prywatne przedsięwzięcie czysto biznesowe, niemające wcale zaszkodzić Ukrainie ani Polsce, że rujnowanie polskich stoczni na korzyść niemieckich czy dewastowanie polskiego sądownictwa rękami agend unijnych – to wszystko dla naszego dobra!

Najgorsze zaś, że choć teraz dopiero Niemcy zmuszone to były przyznać oficjalnie, w istocie wszystko to uprawiają wobec sąsiadów od ładnych już paru stuleci, a cały ten proceder ma w historiografii od lat 60. XIX w. dźwięczną nazwę: Reptilienfonds, czyli fundusze gadzinowe. Wymyślił je twórca Rzeszy Niemieckiej, kanclerz Otto von Bismarck, anektując pieniądze wcielonego do niej na siłę Królestwa Hanoweru i wykorzystując je całkowicie bezprawnie do opłacania napastliwych artykułów pod adresem króla zbiegłego do Francji i jego tamtejszych protektorów, a później wobec wszystkich innych „wrogów Rzeszy”.

Definicja gadziny

W 1869 r. usiłował zalegalizować tę pozaprawną praktykę w pruskim parlamencie, co zablokowała opozycja, choć kanclerz wywodził: „Wydaje mi się, że zasługujemy na państwa wdzięczność, gdyż oddani jesteśmy pościgowi za złośliwymi gadami aż do głębi ich nor, by obserwować, co knują”.
Opozycyjna prasa zmieniła jednak znaczenie słowa „gady”, odnosząc je nie do prawdziwych ani mniemanych wrogów Niemiec, ale właśnie do przekupionych przez władze publicystów. Sam fundusz zaś zyskał miano gadziego. Rozgoryczony takim postrzeganiem w jego mniemaniu jak najbardziej słusznych działań w interesie państwa Bismarck skarżył się w 1876 r.: „Jak powstało określenie gad? Ja gadami określałem tych ludzi, którzy z ukrycia intrygują przeciw naszej polityce, przeciw polityce państwa. A obecnie zmieniono znaczenie tego słowa, gadami zaś nazywa się właśnie tych, którzy wyrażają to, do czego dąży rząd”.

Podsumujmy: Reptilienfonds, fundusze gadzinowe, naprawdę istnieją, to tajne niemieckie fundusze rządowe wykorzystywane w celach politycznych do kupowania wpływów i opłacania przychylności prasy bądź wypłat łapówek. Wszystko zaś w równie zbożnym jak u Bismarcka celu powołania nowej Rzeszy pod płaszczykiem UE.

Reptilienpresse, czyli polskojęzyczne gadzinówki

I kilka ciekawych faktów – ujawniona z musu w Bundestagu lista 200 „gadzinowych” publicystów „nie obejmuje dziennikarzy opłacanych przez Federalną Służbę Wywiadowczą”. A były kanclerz Bundesrepubliki Gerhard Schröder, sługus Putina w gazowym podboju Europy, do 1 marca ubiegłego roku, czyli już po napaści Rosji na Ukrainę, był nadal doradcą w spółce medialnej Ringier AG, będącej właścicielempolskich rzekomo mediów – „Faktu”, „Newsweeka” i Onetu, które mają zwyczaj rozczulać się np. nad ciężkim losem żołnierzy Wehrmachtu w okupowanej Polsce i prześladowaną wielką kulturą rosyjską, a o Polsce mają do powiedzenia wszystko co najgorsze. Podczas okupacji Niemcy także oferowali polskim podludziom z Generalnego Gubernatorstwa dostęp do wiedzy o wielkości Rzeszy dzięki polskojęzycznym gazetom, słusznie przez Polaków zwanym gadzinówkami.

Tu pojawia się nowy aspekt – wszak ktoś te gadzie pieniądze zarabiał, pisząc antypolskie paskudztwa, wówczas przeciw polskiemu rządowi na uchodźstwie, dziś przeciw świętemu papieżowi. Wielbiciele twórczości J.R.R. Tolkiena wiedzą, że miano „Gadziego Języka” nosiła jedna z najpodlejszych postaci jego sagi, szpieg zaprzedanego złu czarodzieja Sarumana, przez lata zatruwający zwątpieniem dusze mieszkańców Rohanu jako główny doradca ich króla. Rozesłane po bastionach oporu „gadzie języki” ostatnio niezwykle nasiliły swoją działalność w naszym kraju.

Gad gadowi krzywdy nie zrobi

I nic w tym dziwnego, bo z samotnych Okopów Świętej Trójcy Polska w ostatnich latach w przyspieszonym tempie przekształca się w czołowe ogniwo stworzonego przez siebie i rosnącego w siłę sojuszu podobnie „zacofanych obyczajowo” państw Trójmorza, czyli wschodniej flanki NATO, coraz ściślej współpracującej z broniącą się przed rosyjską barbarią Ukrainą. Wszystko to usiłują na zlecenie swych mocodawców deprecjonować lokalne „gadzie języki”, u nas np. pod podłym a nieprawdziwym hasłem „To nie nasza wojna!”.[Oj, nie nasz, kolego, nie nasza.. Mirosław Dakowski]

Ostatnio mogliśmy się zaś dowiedzieć, że polityka niemiecka i na tym polu ma swój podwójny cel: broń Boże nie ukrzywdzić Rosji, a dowalić Ukraińcom i oczywiście Polakom. Niemcy chcą bowiem skreślenia siódmego punktu tzw. konkluzji Rady Europejskiej rozesłanych do państw członkowskich w celu negocjacji. W punkcie tym znalazł się zapis o „pełnym poparciu Unii Europejskiej na rzecz ustanowienia międzynarodowego mechanizmu rekompensat za szkody i straty, a także zebranie dokumentacji z dowodami oraz roszczeniami w odniesieniu do szkód spowodowanych przez Rosję”. Zapis głosił też konieczność wykorzystania na potrzeby odbudowy Ukrainy zamrożonych i przejętych aktywów rosyjskich.
Niemcy żądają wykreślenia tego fragmentu, proponując własny zapis o „potrzebie powstania mechanizmu rejestrowania strat spowodowanych przez Rosję”. Czyli w istocie – żadnych pieniędzy za rosyjskie zbrodnie dla Ukrainy! Czy ta lojalność wobec rosyjskiego wspólnika może dziwić, gdy Niemcy nie chcą wszak płacić nam za swe własne nierównie większe zbrodnie? Która z „polskich” gadzinówek jako pierwsza weźmie się do usprawiedliwiania takiego stanowiska gadów? Co ja mówię – Herrenvolku!
Nikt wszak nie odwołał „für Deutschland”, choć Opposition Führer udaje, że nigdy tego nie powiedział. Gadzie pieniądze wcale im nie śmierdzą, choćby na banknotach jako główny bankier podpisał się sam Lucyfer.

===========================

Valdu Pedescou 17.03.2023

Prawdopodobnie owe fundusze nie ograniczają się do mediów. Wywłaszczenie Polaków w latach 90. z państwowego przemysłu i rolnictwa mogło być finansowane gadzinowymi funduszami na łapówki, szantaże i inne środki nacisku/podstępu.

Punkt potrójny 

Punkt potrójny 

Izabela Brodacka 18. III.2023.

Punkt potrójny na diagramie fazowym występuje tam, gdzie spotykają się krzywe przejścia ciała stałego, cieczy i gazu. To punkt, w którym wszystkie trzy fazy mogą współistnieć i jest on inny dla każdej substancji. Woda osiąga swój potrójny punkt tuż powyżej temperatury zamarzania (0,01 °C) i pod ciśnieniem 611,73 Pa. W punkcie potrójnym woda jednocześnie wrze i zamarza.

W punkcie potrójnym i tylko w nim substancje współistnieją we wszystkich swoich stanach skupienia.

Punkt potrójny traktuję jako metaforę pewnego stanu społeczeństwa, stanu w którym -moim zdaniem- obecnie się znajdujemy. Społeczeństwo traktowane jako zbiór chaotycznie poruszających się jednostek ludzkich podlega prawom statystyki. Podobnym do praw termodynamiki statystycznej opisującej stan gazu. Modelem gazu jest tak zwany gaz doskonały, który jest właśnie zbiorem chaotycznie poruszających się i zderzających cząstek. Gazy rzeczywiste zachowują się jak gaz doskonały tylko w określonych warunkach ciśnienia i temperatury.

Na prawomocność tej metafory społeczeństwa wskazuje język, w którym często pojawiają się zwroty wzięte wprost z podręcznika fizyki. Na przykład: „atmosfera sali sejmowej osiągnęła punkt wrzenia”.

Wychodząc z punktu potrójnego można osiągnąć każdą fazę, każdy stan skupienia danej substancji. Jeżeli jednak opuścimy punkt potrójny – skazani jesteśmy na dualizm. Na przemianę stanu ciecz -ciało stałe. Albo ciecz- para. Społeczeństwo polskie znajdowało się w punkcie potrójnym w czasie transformacji ustrojowej. Współistniały wtedy i współgrały rozmaite koncepcje, ugrupowania i światopoglądy w istocie całkowicie sprzeczne.

Chaotycznie poruszające się cząsteczki gazu można, pomimo ograniczenia jakim jest druga zasada termodynamiki czyli niemożliwość perpetuum mobile drugiego rodzaju, nakłonić do wykonania pracy makroskopowo użytecznej, na przykład do poruszania tłoka maszyny parowej.

Drobiny ludzkie jak uczy doświadczenie historyczne też można zmusić (nakłonić) do określonych sposobów zachowania, do działania w pożądany sposób. Jeżeli opuścimy punkt potrójny dokonaliśmy wyboru- mamy do czynienia tylko z dwiema fazami współistnienia materii. Mamy skraplanie i parowanie, albo topnienie i krzepnięcie. Opuszczając punkt potrójny okresu transformacji ustrojowej społeczeństwo straciło możliwość legendarnej trzecie drogi. Skazało się na dryfowanie pomiędzy kapitalizmem i socjalizmem, a właściwie pseudo -kapitalizmem i pseudo- socjalizmem.

Obecnie też jesteśmy  w punkcie potrójnym. Koegzystują (może nawet tylko mentalnie) populiści, socjaliści, zamordyści,  liberałowie i tradycjonaliści. Jest to równie rzadkie jak równoczesne wrzenie i zamarzanie wody, które można obserwować właśnie w punkcie potrójnym. Społeczeństwo nakłaniane do hołdowania zasadzie:„ róbta co chceta” niespodziewanie dowiaduje się, że ktoś ma zamiar ustalać ile białego chudego sera ma prawo rocznie zjeść obywatel, czyli dowiaduje się, że ma podlegać skrajnie zamordystycznym i w dodatku absurdalnym prawom. Polacy, którzy wchodzili do UE przede wszystkim dla swobody poruszania się po świecie dowiadują się, że mają być zamknięci w gettach, a wszystkie sprawy życiowe mają załatwiać  w obszarze o promieniu wyznaczonym przez 15 minut marszu. Tego wymaga program „miasta 15 minutowe”, w którego wdrażanie zaangażował się Trzaskowski. Podobno zapisał już Warszawę do organizacji C40. Nie wiemy ile za to płacimy. Nie wiemy co nam naprawdę szykują zielone ludziki. Na marginesie- kwadrans, podobnie jak rok świetlny, stał się w ten sposób jednostką odległości, a nie czasu.

Zauważmy, że założenia klimatyczne prowadzące do utopijnego celu redukcji emisji dwutlenku węgla podpisał premier Mateusz Morawiecki. Tak więc niezależnie od tego, która z głównych sił politycznych znajdzie się po wyborach przy władzy, Polskę może czekać zielony totalitaryzm, czyli totalitaryzm wprowadzany pod ekologicznymi hasłami.

Podobny sposób wciągania ludzi w na pozór neutralne lecz brzemienne w skutkach decyzje nazywa się: „stopa w drzwiach”. Przeciętna amerykańska pani domu myśli sobie:  „cóż szkodzi wpuścić do mieszkania przypadkowego domokrążcę? Przecież i tak nie mam zamiaru niczego kupować”.  Zaczyna tego żałować za późno, gdy rzekomy domokrążca okaże się seryjnym mordercą.

Przeciętny polityk myśli sobie:  „cóż szkodzi podpisać jakieś tam ogólnie sformułowane deklaracje i zobowiązania.” Przecież nikt nie będzie się tym przejmował ani do tego stosował. Na podobnej zasadzie ludzie wstępowali kiedyś do PZPR. Nie chcieli mieć ograniczanych możliwości działania. Uważali, że deklaracje ideowe to tylko: „ mowa trawa do chińskiego ludu przez zamknięty lufcik”. Nie brali pod uwagę, że gdy lufcik się otworzy ukaże się  w nim lufa karabinu. Na tej samej zasadzie- jak sadzę –  Lech Kaczyński podpisał traktat w Lizbonie. W przeświadczeniu, że traktat zawiera ogólnikowe brednie, których nikt nie będzie przestrzegał. Na tej samej zasadzie Morawiecki podpisał zieloną agendę. Tak głupią, że tylko wariat traktowałby te wszystkie deklaracje poważnie. [Musze dodać: Oj, niepoprawna optymistką jest Autorka.. M. Dakowski].

Te brednie okazały się jednak groźną ideologiczną bronią.

Robert Beno Cialdini w książce  „Wywieranie wpływu na ludzi” („Influence: Science and Practice”) podaje sześć  podstawowych metod wywierania tego wpływu. Opierają się one na głęboko wdrukowanych w psychikę ludzką zasadach takich jak „zasada wzajemności” czy „zasada konsekwencji”. Jeżeli powiedziało się A -trzeba powiedzieć B. Jeżeli poparło się jakiś program- to dla zachowania twarzy należy brnąć dalej. Jeżeli zebrało się trujące grzybki trzeba je zjeść, bo szkoda byłoby chodzenia po lesie. Takimi trującymi grzybkami okazały się dobrodziejstwa Unii Europejskiej i jej zielona agenda. Marksizm udając zgon przemalował się na zielono. Miliony ofiar były tylko ubocznymi skutkami czerwonego marksizmu.

Miliony ofiar są natomiast oficjalnym programem marksizmu zielonego, gdyż jest nim depopulacja w imię zrównoważonego rozwoju.

Jesteśmy obecnie w punkcie potrójnym. I mamy jeszcze- tak sądzę – możliwość ucieczki z tej drogi.

Morawiecki: Rezygnacja z polityki klimatycznej jednoznaczna z wyjściem z UE. I slogany niefachowca o EJ. Polska w kleszczach.

Morawiecki: Rezygnacja z polityki klimatycznej jednoznaczna z wyjściem z UE. I slogany niefachowca o EJ.

Adam Zygiel 15 marca rezygnacja-z-polityki-klimatycznej

Gdybyśmy chcieli zrezygnować z polityki klimatycznej UE, byłoby to jednoznaczne z wyjściem z Unii Europejskiej – ocenił premier Mateusz Morawiecki. Stwierdził, że nie da się „wepchnąć w narracje Poleksitu”.

===========================

W podkaście Jakuba Wiecha „Elektryfikacja” premier Mateusz Morawiecki był pytany, dlaczego w Polsce brakowało węgla.

Ponieważ od wielu lat byliśmy zmuszani do tego, aby zamykać kopalnie węgla. Przypominam sobie różne przemowy naszych szanownych oponentów w Sejmie, którzy apelowali, żeby zamykać kopalnie węgla kamiennego jeszcze szybciej, żeby dostosować się do tych mód współczesności jeszcze szybciej – wskazał premier, dodając, że „to dopiero wielki kryzys energetyczny końcówki roku 2021 i całego 2022 r. doprowadził do tego, że szereg elektrowni węglowych zostało na powrót uruchomionych w Europie Zachodniej i energetyka węglowa na krótko odzyskała swoją rentowność”.

Zdaniem szefa rządu „brutalna polityka” klimatyczna Unii Europejskiej, prowadzi do tego, że koszty uprawnień do emisji 1 tony CO2 znowu oscylują wokół 100 euro, a to spowoduje, że energetyka węglowa nie będzie opłacalna.

Ponieważ polityka klimatyczna UE jest rdzeniem polityki gospodarczej całej UE i wszyscy, którzy znają się na UE, wiedzą, że gdybyśmy sobie chcieli wyjść z polityki klimatycznej, tak po prostu zrezygnować z polityki klimatycznej UE, byłoby to jednoznaczne z wyjściem z Unii Europejskiej de facto – stwierdził Morawiecki. Zwrócił uwagę, że ci, którzy tak mówią, „radykałowie, z jednej czy drugiej strony, albo świadomie, albo nie świadomie chcą nas wepchnąć w narracje Poleksitu”.

[Wychodź, synku, wychodź co prędzej, nim ten idiotyzm się zawali z hukiem!! MD]

Ja nie dam się wepchnąć w narrację Poleksitu i wolę manewrować między tymi skałami, czasami ostrymi wystającymi skałami ponad wody. I co nam się do tej pory całkiem nieźle udaje, niż dać się wpuścić w taką pułapkę – podkreślił Morawieckie

Premier, pytany był też o to czy to oznacza, że nie popiera „narracji zniesienia ustawą dyrektywy ETS”, odpowiedział: To nie jest możliwe w planie europejskim. To proponują ci, którzy albo nie mają wiedzy, albo mają po prostu złą wolę w tej kwestii.

Ile powstanie elektrowni jądrowych w Polsce?

Premier powiedział także, że bardzo wierzy w projekt polskiej elektrowni jądrowej. Dlatego ruszyliśmy “z kopyta” z tym projektem i nie tylko w jednej odsłonie, ale w trzech, a wkrótce może nawet w czwartej – powiedział.

Przypomniał, że pierwszy projekt, państwowy, będzie realizowany razem z amerykańskim Westinghouse i „prawdopodobnie Bechtel, który jest w kooperacji z Westinghouse”. Drugi projekt będzie realizowany przez partnera koreańskiego z podmiotami prywatnymi: ZE PAK oraz PGE. Trzeci – wymienił premier – to projekt SMRów, czyli małych reaktorów jądrowych, rozwijany przez GE Hitachi i Orlen Synthos Green Energy.

Jest pełne wsparcie regulacyjne ze strony państwa polskiego w realizacji tych projektów – zapewnił premier.

Pytany, dlaczego jest tak wielu partnerów przy polskim programie energetyki jądrowej, premier odpowiedział: „czasami dzieje się tak dlatego, że inicjatywa poszczególnych partnerów jest tak wiarygodna i jednoznaczna, że ona uprawdopodabnia powstanie tych projektów w kilku obszarach”.

Premier zwrócił też uwagę, że stopień zaawansowania poszczególnych projektów jest różny. Np. partnerzy francuscy też rozwijają SMRy, ale nie są tak zaawansowani jak GE Hitachi, który ma technologię 3+. Ten projekt nie jest tylko projektem na deskach kreślarskich, ale projektem, który w 2029 r. ma szansę ujrzeć światło dzienne, już pierwszy reaktor ma szansę powstać na świecie, a wkrótce potem będą powstały takie reaktory w Polsce. Potrzebujemy takich reaktorów kilkadziesiąt – wskazał szef rządu.

Podobnie jest z partnerem koreańskim, który w Zjednoczonych Emiratach Arabskich wybudował elektrownie jądrowe, o czasie, w budżecie przyzwoitym, podczas gdy – niech się nie gniewają na mnie partnerzy francuscy – (…) elektrownia francuska w Olkiluoto w Finlandii czy Flamanville w Normandii była budowana o wiele dłużej niż założenia pierwotne i budżet był wielokrotnie przekroczony. I wreszcie partner amerykański, Westinghouse – to przecież jeden z największych dostawców rozwiązań dla energetyki jądrowej na świecie, bardzo wiarygodny partner, z którym rozmawialiśmy od 6 lat – powiedział premier.

Dopytywany, czy uwagi o partnerze francuskim należy traktować jako deklaracje, że nie będzie zaangażowany do trzeciej elektrowni, premier zapewnił, że tak nie jest i ta sprawa jest otwarta. Nie wykluczamy zaangażowania partnerów francuskich, ale nie wykluczamy również zaangażowania partnerów amerykańskich dla trzeciej lokalizacji elektrowni jądrowej. Ta kwestia jest cały czas jeszcze przedmiotem analiz technicznych, biznesowych, energetycznych, ale z drugiej strony – powiem bardzo jednoznacznie – jest również związana z przemyśleniami politycznymi – stwierdził Morawiecki.

Nowa Jerozolima skrywanym […źle… ] celem wojny na Ukrainie?

nowa-jerozolima-skrywanym-celem

Agnieszka Piwar

Pierwsza rocznica rozpoczęcia specjalnej operacji wojskowej Rosji na Ukrainie – gdzie od 2014 roku trwa wojna – skłania do pewnych przemyśleń i podsumowań. Znawcy tematu nie pozostawiają wątpliwości. Konflikt za naszą wschodnią granicą rozgrywa się w interesie i z inicjatywy mocarstwa zza Oceanu. Tymczasem warto zagłębić temat zaangażowania Żydów, o którym skrzętnie milczą redakcje w Polsce, także te będące w opozycji do głównego nurtu.

Miałam dużo czasu na obserwację i dedukcję, wszak wkrótce po tym jak Rosjanie wkroczyli na Ukrainę straciłam pracę. Czy miało to jakiś związek? Nie poinformowano mnie o powodzie rozwiązania ze mną umowy w trybie natychmiastowych, ale mogę się tego domyślać, gdyż pracowałam w archiwum publicznej telewizji. Utrata pracy zbiegła się w czasie, kiedy uruchomiono wobec mnie lawinę ataków, w tym publicznych zniesławień, zakłamanych artykułów czy nawet pogróżek wysyłanych w prywatnych wiadomościach. Byłam oczerniana, wyzywana od „ruskich agentów”, etc. Hejt wylewał z każdej strony. Mój przypadek nie jest odosobniony. Z podobną nagonką i problemami spotkali się inni polscy publicyści czy komentatorzy, którzy nie powielali narracji mainstreamu o „złej Rosji” i „niewinnej Ukrainie”.

Czym sobie zasłużyłam na nagonkę i problemy? Być może uwagą skierowaną pod adresem szefa rządu RP. Jeszcze przed rozpoczęciem tzw. rosyjskiej operacji specjalnej, Mateusz Morawiecki chwalił się w mediach społecznościowych, że Polska przekaże broń Ukrainie. W komentarzu, pod własnym nazwiskiem wytknęłam premierowi, że dostarczanie broni Ukraińcom to zły pomysł, gdyż przez 8 lat prześladowali i mordowali oni własnych obywateli, którzy mówili po rosyjsku czy sprzeciwiali się Euromajdanowi. Jako przykładowy dowód wkleiłam zdjęcia i relacje z masakry w Odessie, do jakiej doszło 2 maja 2014 roku.

Uciszyć za niewygodne fakty

Moją pierwszą publikację po 24 lutego 2022 roku – a więc po militarnym wejściu Rosjan na Ukrainę – rozpoczęłam od słów: «Kilka lat temu, już po wybuchu Euromajdanu, poznałam w Gliwicach młodego Ukraińca. Podczas luźnej rozmowy zapytałam dlaczego właściwie przyjechał do Polski. Odpowiedział, że wyjechał z Ukrainy, by wymigać się przed przymusowym wcieleniem do wojska. Wyjaśnił, że jego matka jest Rosjanką, a on po prostu nie chciał strzelać do swoich. Czy któryś z majdanowych podżegaczy z Polski pomyślał choć przez chwilę, że wpychanie Ukraińców na prozachodni kurs sprowadzi na zwykłych mieszkańców Ukrainy tego typu dramatyczne dylematy?».

W tamtych dniach udostępniłam też w mediach społecznościowych wypowiedź profesora Johna Mearsheimera, słynnego amerykańskiego politologa, twórcy teorii realizmu ofensywnego, wykładowcy nauk politycznych na uniwersytecie w Chicago. W wywiadzie zamieszczonym na kanale „King’s Politics” omówił on pochodzenie i historię kryzysu na Ukrainie. Jego analizę uznałam za bardzo ciekawą i odważną jak na dzisiejsze czasy, dlatego zamieściłam to na swoim profilu.

Mearsheimer powiedział wprost, że «głównymi winowajcami za ten kryzys są Stany Zjednoczone i ich sojusznicy, a nie Putin, ani Rosja». Ten były oficer sił powietrznych USA wyjaśnił, że pierwszy i najważniejszy wymiar to ekspansja NATO. Amerykanin powiedział: «Pomysł był taki, że mieliśmy rozszerzyć NATO na Wschód, tak aby obejmowało to Ukrainę». Po czym skwitował: «Pomysł aby wziąć sojusz wojskowy, któremu przewodzi USA, najpotężniejszy kraj na świecie i doprowadzić ten sojusz do granic Rosji licząc na to, że ten fakt nie wzruszy Rosjan, jest nie do pomyślenia».

Ponadto, udostępniłam wtedy nagranie z wypowiedzią Douglasa Macgregora, emerytowanego pułkownika armii USA, doradcy p.o. szefa Pentagonu za czasów prezydentury Donalda Trumpa. W wywiedzie dla telewizji „Fox News” Macgregor powiedział: «Władimir Putin robi to, przed czym ostrzegał nas przez mniej więcej ostatnie 15 lat, a mianowicie, że nie będzie tolerować wojsk Stanów Zjednoczonych lub naszych rakiet na swoich granicach. Dokładnie tak samo, jak my nie tolerujemy rosyjskich wojsk i rakiet na Kubie. Zignorowaliśmy go i on w końcu zaczął działać. W żadnym wypadku nie pozwoli Ukrainie dołączyć do NATO».

Za publikowanie wypowiedzi wyżej wymienionych zostałam zwyzywana w komentarzach. Zarzucono mi, że powielam rosyjską propagandę i sugerowano, że opłaca mnie Kreml. Absurdalność tych zarzutów podbija fakt, że cytowane przeze mnie osoby to Amerykanie.

W międzyczasie polskojęzyczna bezpieka zablokowała przed czytelnikami z Polski dostęp do mojej autorskiej strony. Po wielomiesięcznej korespondencji jeden z operatorów (z którego internetu korzystałam) wreszcie przyznał, że zablokował dostęp do mojego bloga na żądanie „uprawnionych podmiotów”, gdyż uznano, że mój blog stanowi „zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa i obronności”.

Zdumiewający powód, zważywszy na to, że w moich publikacjach opowiadam się za pokojem i przeciwko wojnie, nigdy też nie popierałam żadnej interwencji zbrojnej. Co więcej, zawsze byłam stanowczo przeciwna angażowaniu Polski w konflikt rosyjsko-ukraiński, gdyż uważam, że sprowadzi to na nas wielkie niebezpieczeństwo. Tymczasem władze w Polsce nieustannie wpychają nas w ten konflikt.

To wszystko daje solidne podstawy przypuszczać, że utrata pracy i jedynego źródła utrzymania mogła mieć związek z moimi poglądami oraz wyżej przytoczonymi komentarzami.

Prawdziwy początek wojny

Wbrew obiegowej opinii wojna na Ukrainie nie rozpoczęła się 24 lutego 2022 roku, lecz osiem lat wcześniej. Cofnijmy się zatem do Euromajdanu na Ukrainie. Przewrót został zorganizowany i sfinansowany przez Amerykanów oraz ich sojuszników z NATO. Pretekstem do rozpętania masowych protestów i obalenia władzy było niepodpisanie przez ówczesnego prezydenta Wiktora Janukowycza umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Celem Euromajdanu było osłabienie Rosji, co miało pomóc Stanom Zjednoczonych w utrzymaniu pozycji światowego hegemona.

W konsekwencji na Ukrainie przez osiem lat działy się niewyobrażalne tragedie. Dokonano licznych zbrodni na ludności cywilnej Donbasu, prześladowano rosyjskojęzycznych obywateli Ukrainy, likwidowano język rosyjski, będący dla wielu językiem ojczystym. I wreszcie, zorganizowano masakrę w Odessie, gdzie 2 maja 2014 roku bestialsko zamordowano i spalono kilkadziesiąt niewinnych osób, a kilkaset zostało rannych. Naiwny jest ten, kto uważał, że sprowokowana Rosja nie zareaguje.

Kilka lat temu, podczas konferencji prasowej zorganizowanej przez ambasadę Syrii w Warszawie, usłyszałam jak jeden z polskich uczestników przedstawił tezę, że odpalenie Euromajdanu na Ukrainie to także odwet Amerykanów za zaangażowanie Rosji w pomoc Syrii. W podobnym czasie, a konkretnie 29 listopada 2016 roku, wysłuchałam w Sejmie RP wystąpienia chińskiego ekonomisty Songa Hongbinga, autora serii książek pt. „Wojna o pieniądz”. Gość z Chin przyjechał wtedy do Polski na specjalne zaproszenie Wydawnictwa Wektory. Hongbing powiedział wówczas, że przeszkodą w budowie Nowego Jedwabnego Szlaku jest wojna w Syrii oraz możliwość rozprzestrzenienia się konfliktu na Bliskim Wschodzie na Eurazję.

Z powyższego nasuwa się następujący wniosek. Wieloletnia wojna w Syrii, zainspirowana przez USA (i sojuszników) pod fałszywą flagą, opóźniła sfinalizowanie budowy południowej gałęzi Nowego Jedwabnego Szlaku, zaś wojna na Ukrainie powstrzymuje dokończenie budowy jego północnej odnogi.

Dlaczego Amerykanom na tym tak zależało? Kiedy budowa chińskiego projektu zostanie dokończona, wówczas Państwo Środka przejmie dominującą kontrolę nad transportem lądowym. Tym samym Chiny wyprą z roli światowego hegemona Stany Zjednoczone, które kontrolują obecnie szlaki morskie. Dlatego w interesie Amerykanów jest to, aby zarówno na Bliskim Wschodzie jak i w Europie Środkowo-Wschodniej wciąż się tliło, wszak konflikty i niepokoje w tych regionach powstrzymują dokończenie wielkiej chińskiej inwestycji.

Tragedia za naszą wschodnią granicą jest więc de facto wojną amerykańsko-chińską, gdzie główny prowokator – czyli NATO «szczekające pod drzwiami Rosji» – wykorzystuje jako mięso armatnie napuszczonych na siebie Rosjan i Ukraińców.

Tymczasem znając historię Żydów, za wielce prawdopodobne należy uznać, że przy okazji rywalizacji największych mocarstw będą próbować ubić własny geszeft. Jakby nie patrzeć, w myśl zasady «gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta» niejako nadarzyła się okazja stworzenia nowego państwa na terenach objętych działaniami zbrojnymi.

Przecież historia pokazuje, że Żydzi w przeszłości wykorzystali już globalny konflikt, by ugrać dla siebie państwo. W czasie pierwszej wojny światowej syjoniści zrzeszeni potężnej organizacji pod przywództwem Dawida Ben Guriona oraz Żydzi z wpływowej amerykańskiej rodziny Rothschildów zaproponowali Brytyjczykom, że wciągną Amerykanów w wojnę. W zamian zażądali Palestyny. Brytyjczycy na to przystali i podpisali deklarację Balfoura, w której rząd brytyjski przyrzekł syjonistom Palestynę jako „narodowy dom dla Żydów”. Słowa dotrzymali i po drugiej wojnie światowej na Bliskim Wschodzie stworzono tzw. państwo Izrael.

Choćby z tego względu warto się zastanowić czy projekt utworzenia nowego państwa dla Żydów – tym razem nad Morzem Czarnym – to realny zamiar.

Nowa ziemia obiecana

Na odebranych Palestyńczykom terenach sytuacja Żydów wygląda nieciekawie. Prześladowani Palestyńczycy stawiają opór; wokół wrogo nastawione państwa arabskie; nieopodal potężny Iran, który za punkt honoru wyznaczył sobie wyzwolenie Al-Quds (Jerozolimy) spod syjonistycznej okupacji. W tej sytuacji wydaje się być zasadne, że Żydzi mogą szukać dla siebie wyjścia awaryjnego i nowego miejsca. A jeśli już, to najlepiej z żyznymi ziemiami, dochodowymi kopalniami, dostępem do morza i portów.

Taką idealną nową ziemią obiecaną mogą być właśnie tereny południowo-wschodniej Ukrainy, dawnego państwa Chazarów. Sęk w tym, że od pokoleń mieszkają tam Rosjanie i Ukraińcy. Czyżby bratobójcza wojna miała przy okazji pomóc zlikwidować wielu z nich, by wyludnić teren pod nowe zasiedlenie? Brzmi niedorzecznie? Ale przecież jeszcze bardziej niedorzeczne jest to, że każdego dnia giną tam ludzie, a Zachód – zamiast zabiegać o rozmowy pokojowe i przerwanie masakry – dostarcza coraz to więcej broni.

Przyjrzyjmy się zatem projektowi, o którym nie wypada w Polsce głośno mówić. Milczy się o tym zarówno w głównym nurcie (co oczywiste), ale także w przeciwnych kręgach (co daje do myślenia), tj. środowiskach wyrażających krytyczne stanowisko wobec obecnych władz Ukrainy i usprawiedliwiających stanowisko Rosji.

Oczywiście gdzieniegdzie zdarzą się w Polsce jednostkowe przypadki, które podnoszą ten temat. Jednak reakcja mainstreamu na ten głos do złudzenia przypomina metody, które dobrze wszyscy pamiętamy z czasów apogeum szaleństwa mniemanej pandemii.

Przechodząc do sedna sprawy. Oficjalnym wizjonerem idei związanej powstaniem Nowej Jerozolimy / Niebiańskiej Jerozolimy jest Igor Berkut. Nieliczne wzmianki na ten temat kończą się w Polsce natychmiastowym oskarżeniem o powielanie „teorii spiskowych” oraz „fake newsów”, a także szerzenie „rosyjski propagandy” i „antysemickiej nagonki”. Nerwowa reakcja świadczy o tym, że jest to bardzo niewygodny temat, który tym bardziej warto poddać analizie.

Jakie środowisko w Polsce najgłośniej obala tezę o szykowaniu Nowej Jerozolimy? Tę rolę przyjęło na siebie Stowarzyszenie Demagog. Na stronie internetowej demagog.org.pl reklamują się następująco: «Naszym głównym celem jest poprawa jakości debaty publicznej poprzez dostarczanie obywatelom bezstronnej i wiarygodnej informacji».

Na czym polega ich „bezstronność”? Możemy to wywnioskować z zakładki dotyczącej finansowania organizacji. Wśród hojnych sponsorów Stowarzyszenia Demagog znajduje się m.in. Fundacja Batorego (założona przez żydowskiego finansistę Georga Sorosa) oraz ambasada Stanów Zjednoczonych. Przy takich donatorach nie sposób oczekiwać, że mamy tu do czynienia ze środowiskiem niezależnym i wiarygodnym.

Jeśli osoby finansowane przez takie podmioty nerwowo zapewniają, że projekt Niebiańska Jerozolima to fake news, to tym bardziej powinno to skłaniać do refleksji, że coś jednak jest na rzeczy.

Oczywiście zaprzeczają też sami Żydzi. Przykładem jest Jakow Kedmi, izraelski dyplomata urodzony w Moskwie, były szef Biura ds. Łączności „Nativ” – izraelskiej rządowej organizacji zajmującej się utrzymywaniem kontaktów z Żydami mieszkającymi na obszarze postsowieckim. W wywiadzie dla kanału „Waldman-LINE” Kedmi totalnie zaprzeczył, że istnieją jakiekolwiek plany „Nowej Chazarii” czy „Niebiańskiej Jerozolimy”, nazywając to „bredniami łysej kobyły”.

Mrzonki, prowokacja czy realny plan?

Kim jest wspomniany Igor Berkut? To lider partii Wielka Ukraina, weteran wojny w Afganistanie. Berkut ma oficjalnie poglądy lewicowe, antysystemowe i mocne kontakty w Izraelu, a nawet tamtejsze obywatelstwo.

Na nagraniu udostępnionym na YouTube w 2017 roku, Igor Berkut bez ogórek opowiada o „przełomowym wydarzeniu początku 2017 roku” jakim było wylądowanie w porcie Odessy imigrantów z Izraela. «Grupa 183 żydowskich pionierów przybyła na Ukrainę z Hajfy, aby położyć pierwszy kamień pod fundament Niebiańskiej Jerozolimy na żyznej ziemi pięciu regionów południowej Ukrainy». Z zapowiedzi Berkuta, dyrektora wykonawczego projektu, wynika, że Nowa Jerozolima do 2027 roku ma się stać ośrodkiem dobrobytu dla osadników żydowskich. Według Berkuta pieniądze i decydujące przełomowe technologie dla Niebiańskiej Jerozolimy mają zostać przekazane przez największe domy bankowe i międzynarodowe korporacje, z których większość należy do Żydów.

Na portalu „Moskwa – Trzeci Rzym” [3rm.info], czytamy: «Według tego projektu Ukraina nie przestanie istnieć, nawet jeśli pozostało jej 9 czy 7 regionów. Ilu z nich pozostanie, zdecyduje naród Ukrainy. Projekt „Nowej Jerozolimy” jest następujący: 5+5+5. Pierwsze 5 lat, począwszy od 2014 roku, to rozpad i dekompozycja dotychczasowego systemu władzy, systemu edukacji publicznej (prezydent Poroszenko). Kolejne 5 lat to destrukcja i fragmentacja, która rozpocznie się po 2019 roku (prezydent Zełenski – przyp. red.). A następne 5 lat to przeformatowanie i wchłonięcie oraz ustrukturyzowanie tych nowych stowarzyszeń politycznych, geograficznych i innych, które zastąpią tę Ukrainę, jaką znaliśmy, poczynając od Ukraińskiej SRR.»
Igor Berkut zapowiada: „Według naszego projektu rok 2029 jest rokiem, w którym w szczególności zacznie istnieć projekt Nowa Jerozolima i zrobi pierwszy krok. A 15 lat to normalny okres, po którym nowe, co najważniejsze, żywotne, dobrze prosperujące, zorientowane na przyszłość formacje pojawią się w miejsce istniejących podmiotów (państwo Ukraina – red.), w tym oczywiście Ukrainy”.

I wreszcie Berkut przyznaje: „Budowa Nowej Jerozolimy na Ukrainie rozpoczęła się zamachem stanu w lutym 2014 roku. Ukraina została wyjęta spod wpływów Rosji i Chin. Z powodu konfliktu na Ukrainie nie ma rosyjskich pieniędzy. W bitwie trzech stolic zwyciężył kapitał amerykański, w większości żydowski – to pieniądze światowej społeczności żydowskiej. Żydzi wygrali tę bitwę z Rosją i Chinami, ponieważ Ukraina jest „przyszłością narodu żydowskiego na planecie Ziemia”.

Co ciekawe, o Beniaminie Netanjahu – który jest najdłużej sprawującym urząd premierem Izraela – Igor Berkut powiedział, że będzie przyszłym premierem Nowej Jerozolimy. Pikanterii dodaje fakt, że Netanjahu przyznał niedawno, iż rozważy podjęcie roli mediatora pomiędzy Ukrainą a Rosją, jeśli go o to poproszą oba walczące kraje oraz Stany Zjednoczone. Poinformował, że został poproszony o bycie mediatorem krótko po inwazji Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku, ale wówczas odmówił, ponieważ był wtedy liderem opozycji w Izraelu, a nie szefem rządu. Nie chciał ujawnić, kto go poprosił o podjęcie się roli mediatora, ponieważ prośba była nieoficjalna.

Ponadto, Berkut przyznaje, że wyznaczeni są już członkowie nowego rządu Niebiańskiej Jerozolimy. Jakow Kedmi, który tak żarliwie zaprzecza projektowi, ma objąć funkcję w randze ministra resortu spraw wewnętrznych.

Zwykli ludzie – tacy jak niżej podpisana – nie mają bezpośredniego dostępu do decydentów i wielkiej polityki, ani wglądu do międzynarodowych dokumentów, w tym cichaczem podpisanych porozumień. Mamy jednak do dyspozycji narzędzie jakim jest dedukcja. I za jego pomocą możemy spróbować wyprowadzić wnioski. Także te dotyczące projektu jakim jest Nowa Jerozolima.

Żyd Wołodymyr Zelenski zostaje prezydentem Ukrainy. Z dokumentów Pandory wynika, że w przeddzień wyborów zostało mu wypłacone 40 milionów dolarów przez żydowskiego miliardera Ihora Kołomojskiego za pośrednictwem kont w rajach podatkowych. Oligarchowie z Ukrainy to Żydzi wiodący luksusowe życie, podczas gdy ukraińskie społeczeństwo od lat żyje w biedzie i niedostatku. Na przełomie ostatniego roku hitem w mediach społecznościowych stał się fragment archiwalnego nagrania z imprezy sylwestrowej w Rosji, która kilka lat temu była transmitowana w rosyjskiej telewizji. Na scenie tańczył i wygłupiał się Zelenski (zanim został prezydentem był komikiem), a na widowni oklaskiwał go rozbawiony Władimir Sołowjow. Kim jest ten ostatni? To słynny rosyjski dziennikarz o korzeniach żydowskich. W swoich popularnych programach telewizyjnych na kanałach Rossija 1 i Rossija 24, z niezwykłą agresją i arogancją nieustannie podżega do konfliktu rosyjsko-ukraińskiego.

A jaka jest w tym wszystkim rola zwykłych Ukraińców i Rosjan, którzy dali się podpuścić i wykorzystać w grze? Mają ginąć na froncie. I wszystko wskazuje na to, że podobny scenariusz rozpisano też dla Polaków. A co z tymi, którzy przeżyją? W ich „leczeniu” z wojennych traum mają zapewne pomóc specjalnie wyszkoleni psychoterapeuci z Izraela. Pierwsza grupa tychże przybyła w tym celu do Polski jeszcze wiosną 2022 roku.

Żydzi już w przeszłości wykazali, że mają w największej pogardzie Rosję i narody słowiańskie, dlatego 1917 roku odpalili rewolucję bolszewicką, którą sfinansowały zachodnie banki. Dzieło zniszczenia chrześcijańskiej Rosji firmowane przez zbrodniarza Lenina przyczyniło się do śmierci milionów niewinnych ludzi, w tym głównie Rosjan, a także Ukraińców, Polaków, Białorusinów i wielu innych narodów. Przeraża, że z tej strasznej lekcji historii nikt nie wyciąga wniosków.

Agnieszka Piwar

Tekst ukazał się na stronie „Bibuła – pismo niezależne”: https://www.bibula.com/?p=139032 oraz w tygodniku „Głos”.

Bój to jest już naprawdę ostatni i nie może nas w nim zabraknąć. Agresja zielonego KOMUNIZMU.

Bój to jest już naprawdę ostatni i nie może nas w nim zabraknąć. Agresja zielonego KOMUNIZMU.

Co zrobi premier Morawiecki?

Roman Motoła boj-to-jest-nasz-juz-naprawde-ostatni

Gdy komunizm wywracał spory kawałek świata pod hasłami wyzwolenia proletariatu, ten ostatni mógł chociaż zaprotestować, co skwapliwie zresztą od czasu do czasu czynił. Nowi komuniści ratują Ziemię i klimat, bo te będą siedzieć cicho, przynajmniej do czasu. W rolę Związku Sowieckiego coraz bardziej wciela się i wczuwa Unia Europejska, za którą do końca – własnego lub jej – podążać będą nasi przywódcy. Właśnie zapewnił nas o tym po raz kolejny sam premier Morawiecki.

Ponieważ polityka klimatyczna UE jest rdzeniem polityki gospodarczej całej UE i wszyscy, którzy znają się na UE, wiedzą, że gdybyśmy sobie chcieli wyjść z polityki klimatycznej, tak po prostu zrezygnować z polityki klimatycznej UE, byłoby to jednoznaczne z wyjściem z Unii Europejskiej de facto  to świeże jeszcze słowa szefa polskiego rządu wypowiedziane w rozmowie z Jakubem Wiechem. Mateusz Morawiecki nie widzi możliwości opuszczenia Unii Europejskiej i wprost to ogłasza, podkreślając:  Ja nie dam się wepchnąć w narrację polexitu i wolę manewrować między tymi skałami, czasami ostrymi wystającymi skałami ponad wody. I co nam się do tej pory całkiem nieźle udaje, niż dać się wpuścić w taką pułapkę.

Czy takie deklaracje zwiększają nasze pole manewru w „negocjacjach” z Brukselą w jakiejkolwiek kwestii, czy też wręcz przeciwnie? To nie zagadka, ale truizm.

Jednak w twardym postanowieniu trwania przy Unii utwierdzają nas zgodnie wszystkie duże siły polityczne. Przekonał się o tym nie tak dawno znany pisarz, a przy tym zwolennik PiS.

Zero mięsa, zero nabiału, zero samochodów, 3 sztuki ubrania rocznie, podróż samochodem raz na 3 lata. To ambitny plan, na jaki zgodził się Trzaskowski w programie 40 Cities. Tak ma wyglądać życie zwykłych obywateli w 2030 r. pod rządami światłych, progresywnych elit. Super!” – szydził ów pisarz [Piekara md] na Twitterze po tym jak „Dziennik Gazeta Prawna” opisała szczegóły założeń rzekomo ekologicznej polityki zadeklarowanej przez włodarzy wielu światowych metropolii.

Bezlitośni internauci odpowiedzieli przypomnieniem informacji zamieszczonej na łamach „Rzeczpospolitej” w grudniu 2020: „Mateusz Morawiecki zrezygnował z drugiego weta. Cel klimatyczny zaakceptowany”. Podtytuł artykułu głosił zaś: „UE obniży emisję CO2 o 55 procent do 2030 roku. Polska po ciężkich negocjacjach zaakceptowała ten ambitny cel”. – Odrzucanie Europejskiego Zielonego Ładu oznaczałoby ustawienie się na marginesie i innego rodzaju kłopoty, to plan w którym warto uczestniczyć nawet za pewną cenę – przekonywał niespełna pół roku później szef PiS, wówczas wicepremier Jarosław Kaczyński.

Z kolei we wrześniu 2021 głośno było o zdjęciu z anteny w trybie „last minute” przez szefostwo Telewizji Republika wywiadu Ewy Stankiewicz z ówczesnym rządowym pełnomocnikiem ds. infrastruktury energetycznej państwa Piotrem Naimskim. Światło dzienne zdołała jednak ujrzeć i do dzisiaj krąży po „internetach” krótka zapowiedź rozmowy. Ten szokujący dialog ujawnił, że Polska zobowiązała się w tajemnicy przed opinią społeczną do systemowego wyłączania kopalń oraz elektrowni węglowych. Powstał nawet już wówczas szczegółowy harmonogram dekarbonizacji kraju leżącego przecież na „czarnym złocie”. – Czy to nie jest samobójstwo? (…) jeśli 70 procent energii w Polsce pochodzi z węgla, to najtańsza energia w Europie – pytała wzburzona dziennikarka.

– Gdyby nie było dzisiaj tych uwarunkowań płynących z naszego członkostwa w Unii Europejskiej, to można byłoby tak do tego podejść, ale mamy takie uwarunkowania – brzmiała odpowiedź Naimskiego.

A zatem, płacz i płać polski użytkowniku prądu, upadaj polska firmo, bo jesteśmy w Unii Europejskiej – to komunikat dla tubylców od posłów, senatorów i prezydenta wybranych między innymi ze względu na głoszone wszem i wobec hasła niezłomnej obrony tutejszej branży górniczej oraz dotychczasowego systemu energetycznego.

W optyce polityków, przynależność Polski do Unii Europejskiej jest więc czymś nienaruszalnym i niepodlegającym dyskusji, i to niezależnie od okoliczności. Jeśli traktujemy członkostwo w tej strukturze jako dogmat i poświęcamy (właśnie w tej chwili) bezpieczeństwo energetyczne oraz ekonomiczne polskich rodzin (na przykład poprzez limity emisyjne ETS, wspomniane zamykanie kopalń i elektrowni węglowych, zakaz produkcji i rejestracji samochodów spalinowych od 2035 r., wkrótce niezwykle kosztowne dla wielu certyfikaty energetyczne budynków i tak dalej), to czy istnieje w ogóle jakaś granica, za którą Zjednoczona Prawica, Platforma Obywatelska, Lewica, Polskie Stronnictwo Ludowe, Partia Razem czy Polska 2050 powiedzą: „stop, na to nie możemy się zgodzić!”? Z dotychczasowego doświadczenia trzeba powiedzieć, że niestety, takiej granicy nie ma.

Prowadzimy więc – i to niezależnie od tego, kto aktualnie jest w posiadaniu zewnętrznych znamion władzy – bezalternatywną politykę spełniania wszelkich zachcianek eurokratów. Czasem, tak jak w obecnym momencie, odbywa się to jedynie przy akompaniamencie pseudo-patriotycznego hałasu utrzymanego w retoryce „nie oddamy ani guzika”. Jednak w świetle faktów i czynów są to tylko nic nieznaczące didaskalia, telewizyjna szopka noworoczna, czy też raczej – całoroczna.

Założenie, że bezalternatywność udziału Polski do UE jest już dostatecznie mocno wdrukowana w świadomość tubylców, musi być jednak poparte na mocnych podstawach. Istotnie: skoro totalna propaganda „pandemiczna” – której trwanie mierzyć możemy zaledwie w miesiącach bądź dwóch, trzech latach – okazała się tak skuteczna, dlaczego wątpić, iż „poza Unią nie ma zbawienia”? Bądź co bądź, w tej kwestii nasze mózgi permanentnie prane są z użyciem wszelkich dostępnych środków już z górą od dwóch dekad.

Brakuje jedynie „kropki nad i” w postaci wpisania wiecznej przynależności do gwiezdnego raju na karty naszej Konstytucji. Znamy już podobny zabieg i dla wielu z nas powrót do przeszłości nie byłby niczym zaskakującym. Jak mówią historyczne źródła, 10 lutego 1976 roku zadekretowano wprowadzenie do ustawy zasadniczej deklaracji mówiącej, iż Polska jest państwem socjalistycznym, PZPR – przewodnią siłą społeczeństwa w budowie socjalizmu, zaś PRL w swej polityce umacnia przyjaźń i współpracę ze Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich.

Każdy kto to kwestionował, nie stawał się równoprawnym uczestnikiem publicznej debaty, ale wrogiem ludu i pensjonariuszem zakładów karnych – wichrzycielem, szaleńcem, wyrzutkiem mogącym zapomnieć o przyzwoitej pracy, karierze naukowej, zagranicznych wyjazdach.

Retoryka i mentalność entuzjastów Unii Europejskiej jest już niemal bliźniaczo podobna do niegdysiejszych wielbicieli sowieckiego Wielkiego Brata. Socjalistyczne zawracanie kijem Wisły (a obecnie także Renu, Sekwany, Tagu i innych) znów odbywa się pod hasłami nowoczesności i postępu. I jak zawsze – rządy „się wyżywią”, zapłacą szaraczkowie.

„Zrównoważony rozwój” wywróci nasz świat do góry nogami

„Zrównoważony rozwój” wywróci nasz świat do góry nogami

Tomasz Cukiernik zrownowazona -katastrofa

Cena polskiej energii z węgla brunatnego jest ponad 10 razy niższa od cen, które notujemy obecnie.

==============================

Zrównoważony rozwój to eufemizm totalnej rewolucji społecznej. Rezultatem będzie spauperyzowanie społeczeństwa, które inwigilowane będzie na każdym kroku, by w zarodku gasić wszelkie bunty.

Zrównoważony rozwój to coś innego niż rozwój optymalny, najszybszy, który poprzez wolny rynek może zapewnić społeczeństwu coraz większy dobrobyt. Zrównoważony rozwój to rozwój kierowany nie przez rynkowe siły i uczestników tego rynku – firmy i konsumentów, a przez planistów i innych urzędników. To rozwój wyhamowany, koncesjonowany. „Zrównoważony rozwój to jest inna nazwa pomysłu, żeby gospodarką zarządzali urzędnicy. Jeżeli rozwój ma być zrównoważony, to musi być zaplanowany przez centralnego planifikatora, bo inaczej nie da się tego zrobić. To nic innego jak komuna. IV Rzesza [przyszła Unia Europejska] nie może się specjalnie różnić od III Rzeszy, a III Rzesza była państwem socjalistycznym, o czym możemy się przekonać chociażby z lektury pamiętników Alberta Speera, który coś tam o III Rzeszy musiał wiedzieć” – mówi Stanisław Michalkiewicz.

Ślad węglowy nowym bożkiem

Premier Mateusz Morawiecki odmienia zrównoważony rozwój przez wszystkie przypadki. I nie jest to zbieg okoliczności. A to dlatego, że polityka zrównoważonego rozwoju jest agendą ONZ, ale i Unii Europejskiej. To nadrzędny cel Brukseli. Nowym bożkiem stał się tzw. ślad węglowy, a do 2050 roku unijna gospodarka ma być zeroemisyjna. Politykę tę uskuteczniają unijne instytucje, takie jak Parlament Europejski, Komisja Europejska i Europejski Komitet Ekonomiczno-Społeczny. Niestety zrównoważony rozwój został wpisany również do polskiej konstytucji (artykuł 5). W dodatku o związanej ze zrównoważonym rozwojem sprawiedliwości społecznej mówi artykuł 2 tej ustawy zasadniczej, a o społecznej gospodarce rynkowej – artykuł 20.

Zrównoważony rozwój dąży nie do wzrostu dobrobytu, a do sprawiedliwości społecznej, która z prawdziwą sprawiedliwością ma niewiele wspólnego. Realizowanie sprawiedliwości społecznej oznacza, że najwięcej nie zyska ten, kto najbardziej się napracuje. Nie uzyska on nawet proporcjonalnie więcej od tego, co niewiele nie robi. Najbardziej pracowitemu zostanie najwięcej ZABRANE, by znaczną część z tego oddać temu, który nic nie robi. Zrównoważony rozwój de facto hamuje rozwój gospodarczy. W takiej bowiem sytuacji, nikomu nie opłaca się więcej pracować i inwestować, skoro i tak nie będzie mógł skorzystać z owoców własnego wysiłku.

„Wszystkich zwolenników tzw. zrównoważonego rozwoju łączy utylitarne podejście i wiara, że będą w stanie zbudować światowy system równowagi, w którym zostanie ustabilizowana liczba ludności, a także poziom produkcji oraz konsumpcji. Środowiska te nie tylko odrzucają paradygmaty rozwoju ekonomicznego i innowacyjności, a wraz z nimi sensowność odnoszenia się w kształtowaniu polityk publicznych do takich wskaźników życia gospodarczego jak tempo wzrostu Produktu Krajowego Brutto, ale także nie akceptują obecnego poziomu ludności globu. Zrównoważona, w ich wizji przyszłego świata liczba ludności, powinna siłą rzeczy być niższa niż obecnie” – pisze Agnieszka Stelmach we wprowadzeniu do swojego raportu Zrównoważony rozwój. Zaklęcie globalistów, instrument totalnego zniewolenia.

Jaki jest cel?

„Program zrównoważonego rozwoju, nad którym pracuje się już od dawna, ma z założenia pomóc krajom zachodnim utrzymać kontrolę nad gospodarką światową, bo kraje rozwijające się szybko nadrabiają dystans, który je od nich dzielił” – zauważa Stelmach. Po to właśnie Unii Europejskiej jest potrzebny Europejski Zielony Ład. Dzięki niemu kraje biedniejsze, takie jak Polska, zostały zmuszone do tego, by zrezygnować z surowców, których mają pod dostatkiem (węgiel kamienny i brunatny), na rzecz surowców, których nie mają (wstępnie gaz ziemny, a potem uran) oraz z taniej energii opartej na węglu, z której mogłyby korzystać nie tylko na miejscu, wytwarzając tanie towary, ale i mogłyby ją eksportować.

Dr Tomasz Sommer, redaktor naczelny tygodnika „Najwyższy Czas!” w mediach społecznościowych pyta, „dlaczego polska klasa polityczna zniszczyła energetykę? Bo Niemcy dali parę groszy? Cel tych wszystkich »zielonych ładów« jest przecież tak naprawdę jeden – sztucznie podnieść ceny energii w Polsce, aby Polska nie zarobiła na jej eksporcie. A cena polskiej energii z węgla brunatnego jest realnie ponad 10 razy niższa od cen, które notujemy obecnie. Niemcy wpadli na szatański pomysł – zlikwidują polską energetykę węglową, a w zamian sprzedadzą nam ruski gaz. Dzięki temu będą nas kontrolować. Na to zgodził się Mateusz Morawiecki. A Kaczyński nie zaprotestował. Było to jednoczesne poddanie się i Niemcom, i Rosji. Teraz, w związku z wojną, ten plan się zawalił. Mimo to Morawiecki z Kaczyńskim brną dalej w to szambo. Tak, to oni są osobiście odpowiedzialni za podwyżkę cen energii”. Z kolei Stelmach dodaje, że „Niemcy propagują paradygmat zrównoważonego rozwoju i Czwartą Rewolucję Przemysłową, ponieważ chcą zachować pozycję światowego lidera innowacji i produkcji”.

Co więcej, Zielony Ład spowoduje, że energia z paliw kopalnych będzie bardzo droga albo nie będzie jej wcale. W zamian kraje naszej części regionu mają kupować drogie technologie OZE (fotowoltaika, pompy ciepła) z Niemiec i innych krajów Europy Zachodniej. Jak pisze Stelmach, dekarbonizacja ma „z założenia zachować przewagę ekonomiczną krajów, które wyrosły jako potęgi po II wojnie światowej i opracowały nowe technologie Odnawialnych Źródeł Energii (OZE), sekwestrowania i składowania dwutlenku węgla pod ziemią, szeroko pojętej geoinżynierii (wpływanie na pogodę), produkcji sztucznego mięsa, szczepionek nowej generacji itp.”. Tymczasem okazuje się, że OZE mają niewiele wspólnego z czystym wytwarzaniem energii: „Do najbardziej szkodliwych substancji emitowanych przez przemysł fotowoltaiczny należą związki fluorowe, kilkadziesiąt razy bardziej aktywne niż dwutlenek węgla. (…) Popularnym sposobem utylizacji paneli jest spalanie, podczas którego do atmosfery lub wód gruntowych mogą przedostawać się toksyczne pierwiastki”.

Standardy ESG

Unia Europejska wdraża do swojego systemu prawnego zrównoważony rozwój m.in. pod pseudonimem standardów ESG (ang. Environmental, Social and Corporate Governance). Najważniejszymi unijnymi aktami prawnymi w tym zakresie są: rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2020/852 w sprawie ustanowienia ram ułatwiających zrównoważone inwestycje, potocznie nazwane Taksonomią UE oraz dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) sprawozdawczości przedsiębiorstw w zakresie zrównoważonego rozwoju 2022/2464. Jak przypomina na swojej stronie Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, wymienione rozporządzenie odnosi się do inwestycji, które mają być zrównoważone i zapewniać znaczący wkład w realizację co najmniej jednego z sześciu celów środowiskowych. Z kolei dyrektywa dotyczy obowiązkowego raportowania, które musi zawierać informacje z trzech zakresów: środowiskowego, czyli związanego ze środowiskiem naturalnym, w tym oddziaływaniem na klimat, społecznego, czyli związanego z ludźmi, na których organizacja ma wpływ, tj. z pracowników, kontrahentów, klientów, społeczność lokalną itd. oraz ładu korporacyjnego – związanego z zarządzaniem. Cała ta szczegółowa sprawozdawczość będzie obwarowana obowiązkowym audytem przez wyznaczone podmioty certyfikacyjne oraz umieszczaniem raportu w oficjalnej bazie raportów. Niewypełnianie tej regulacji będzie skutkowało karami finansowymi.

To oczywiste, że standardy ESG muszą sztucznie generować dodatkowe koszty i powodować oddalenie się od optymalnej alokacji zasobów. Bo gdyby standardy ESG sprawiały bardziej efektywną alokację zasobów i tańszą produkcję, to bez tej całej filozofii zrównoważonego rozwoju dawno by zostały wprowadzone. Nic takiego się nie stało. Dlatego z punktu widzenia inżynierów społecznych konieczny stał się przymus. Efekt będzie taki, że firma wdrażająca standardy ESG stanie się mniej konkurencyjna, ponieważ nie będzie działała w sposób, który zapewnia jak największy zysk, a przecież to jest celem istnienia każdego biznesu. Tak samo jak priorytetem funkcjonowania firm nie jest dawanie pracy związkowcom czy płacenie podatków (świetnie bez tego dałyby sobie radę), nie jest również ratowanie planety czy redukowanie biedy i emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Przeciwna teza to bełkot. Zresztą według raportu PwC ESG — miecz Damoklesa czy szansa na strategiczną zmianę kwestie ESG wpływają na wycenę spółek na polskim rynku. Niemal 30 proc. badanych jest w stanie obniżyć wycenę lub zrezygnować z inwestycji w sytuacji, kiedy ryzyka ESG są zbyt wysokie (Pb.pl). Inaczej mówiąc, standardy ESG to kolejna unijna szkodliwa regulacja wrzucona na plecy zmagających się z coraz większym ogromem bzdurnych przepisów firm działających na terenie Unii Europejskiej.

To może zadziałać właściwie tylko w jednej sytuacji – w razie metodycznej i nachalnej propagandy, która zrobi ludziom wodę z mózgu. Będzie wmawiała, że dla dobra ludzkości muszą kupować droższe i gorsze produkty wytwarzane przez firmy przestrzegające ESG. Tak samo jak wcześniej dla zysków pewnych firm cwaniacy propagowali tzw. fair trade. Niemyśląca i bezrefleksyjna większość się na to nabierze. Tak samo jak już wmówiono społeczeństwom, że dla ratowania planety należy rezygnować z wygodnych samochodów spalinowych na rzecz niewygodnych i drogich elektrycznych, lotów samolotami, taniej energii i kupować drogą żywność. Widać, że propaganda czyni cuda.

W ramach zrównoważonego rozwoju realizowanego przez Europejski Zielony Ład Unia Europejska wytoczyła swoje działa nie tylko przeciwko firmom, ale także przeciwko rolnictwu, a tym samym wszystkim konsumentom. Bruksela chce o 25 procent zwiększyć ilość gruntów przeznaczanych na rolnictwo ekologiczne, a przecież rolnictwo ekologiczne jest znacznie mniej wydaje. Unia zamierza także zmniejszyć pogłowie zwierząt hodowlanych. Oba te działania oznaczają radykalny wzrost cen produktów spożywczych.

Katastrofalne rezultaty

Niektóre z tych działań utrudniających ludziom życie już odczuwamy, a to dopiero początek: zakazy wjazdu do miast, likwidacja parkingów, zakazy lotów na razie na krótkie dystanse, zakazy jedzenia mięsa i nabiału, ograniczenie nabywania ubrań, przymus niewygodnej elektromobilności, obowiązkowe termomodernizacje budynków, przymusowe OZE, zakazy kotłów na paliwa stałe. Wszystkie te regulacje to niewiarygodne ograniczanie naszej wolności, które jeszcze w latach 90. byłyby nie do pomyślenia. Po drugie, polityka ta (np. cały ten ETS, czyli opodatkowanie dwutlenku węgla) prowadzi do podnoszenia kosztów życia. Właśnie z jej powodu ceny paliw i energii elektrycznej szybują ostro w górę, co skutkuje wzrostem cen nie tylko transportu i ogrzewania, ale wszystkich towarów i usług. „Stale trzeba będzie liczyć się z rosnącymi kosztami utrzymania. Inflacja będzie napędzana nie tylko przez regionalne wojny i konflikty, ale przede wszystkim wskutek wielkiej akcji finansowania inwestycji związanych z klimatem i w celu »naprawy« systemu finansowego. Koszty transformacji już przerzuca się na obywateli”, pisze Stelmach. Co więcej, by zrealizować cele klimatyczne, Komisja Europejska proponuje też wprowadzenie minimalnych (czytaj: wysokich) stawek podatkowych na ogrzewanie i transport, co dodatkowo podniesie ich ceny. Jakby tego było mało, w 2022 roku Rada Unii Europejskiej osiągnęła porozumienie w sprawie reformy ETS i pakietu Fit for 55 odnośnie redukcji gazów cieplarnianych z rolnictwa, budynków i odpadów: „Mają one również być włączone do systemu handlu pozwoleniami na emisje, narażając obywateli na stały wzrost kosztów rachunków i duże wahania cen”.

Stelmach zauważa, że ponieważ cały ten przymus i gwałtowne wzrosty cen mogą nie przypaść do gustu zdecydowanej większości społeczeństwa, społeczni inżynierowie już się przygotowują na ogólny bunt przeciwko tym uderzającym w ludzi przepisom: „W ramach rozwiązań zrównoważonego rozwoju proponuje się także »odporne miasta« przygotowane na rebelie społeczne, które »nie rozlewają się na zewnątrz«, czyli są zwarte pod względem zasięgu. Istotą jest zagęszczanie, ograniczanie zabudowy jednorodzinnej, tworzenie miast tzw. krótkich odległości (ścieżki rowerowe, elektryczne auta i co najwyżej komunikacja publiczna). Skromniejsza powierzchnia mieszkań, mniejsze odległości między budynkami, różnorodność kulturowa (wymieszanie mieszkańców dzielnic), budownictwo socjalne i spółdzielcze, szkoły integracyjne (chodzi rzekomo o budowanie spójności społecznej) to także elementy polityki zrównoważonych miast”.

Te wszystkie działania są możliwe tylko dlatego, że cywilizacja za pomocą wolnego rynku osiągnęła taki poziom dobrobytu, który powoduje, że znaczna część społeczeństwa może się zajmować pracami niepotrzebnymi i nieproduktywnymi, a nawet szkodliwymi z ekonomicznego punktu widzenia. To przede wszystkim urzędnicy, który nie tylko uskuteczniają szczegółowe planowanie miast, niepotrzebne „inwestycje” i coraz bardziej powszechną inwigilację. To także politycy, którzy wdrażają takie absurdy, jak sztuczny „rynek” handlu emisjami czy ESG. W działaniach tych bardzo istotny jest dla nich monitoring, raportowanie, inwentaryzacja emisji, czyli znowu obciążanie firm dodatkowymi obowiązkami i przerabianie tych informacji przez biurokratyczne systemy. Coś, czym nikt w ogóle nie powinien zaprzątać sobie głowy. W ten sposób marnotrawi się zasoby nie tylko ludzkie, a tym samym ogranicza dalszy wzrost dobrobytu społeczeństw. Żeby jeszcze te działania miały sens, a niestety ich rezultaty będą katastrofalne.