Polityczny kurwidołek nad Wisłą

Polityczny kurwidołek nad Wisłą

Autor: CzarnaLimuzyna, 26 czerwca 2026 ekspedytpolityczny-kurwidolek-nad-wisla

Przepraszam Czytelników, że musiałem użyć takiego tytułu, ale nazwa ta jest adekwatna do bardzo brzydkiego miejsca w którym przedstawiciele drugiego najstarszego zawodu świata załatwiają w białych rękawiczkach, a często nawet bez zachowania pozorów, szemrane interesy Bestii (hegemona). W klasycznym ujęciu możemy użyć określenia interesariusze (ang. stakeholder).

Na szyldzie projektu „Odbudowa banderowskiej Ukrainy” z przyczyn propagandowych jest wykreślone słowo „banderowskiej” kojarzące się osobom znającym historię i współczesne realia z nazizmem – ta odbudowa ma pochłonąć, bagatela, 850 mld dolarów. Na razie jest to transfer zaspakajający bieżące potrzeby na użytek oligarchów i trwającej wojny.

Marek Tomasz Chodorowski, któremu nie można odmówić, przynajmniej od czasu do czasu, trafnej konceptualizacji zaliczył projekt Ukraina obok projektów Izrael i UE do trzech ulubionych pomysłów Bestii, których realizacja niszczy nasz świat, i zagraża jego trwaniu w dotychczasowym cywilizacyjnym kształcie.

„Lepszy przykład niż wykład” mawia z kolei lider środowisk antydiabelskich, Grzegorz Braun, dlatego kończę dobitnym przykładem ilustrującym stopień degradacji naszego kraju do poziomu wyrażonego w tytule.

Koniec fałszywej przyjaźni

Lewicki: Koniec fałszywej przyjaźni.

konserwatyzm.pl/lewicki-koniec-falszywej-przyjazni

Ta przyjaźń miedzy Polską a Ukrainą rozpoczęła się, tak na dobre w roku 1997, kiedy to ówczesny prezydent Kwaśniewski nadał order Orła Białego prezydentowi Kuczmie. Pamiętać też trzeba, że nie było to coś, co pojawiło się nagle i nie wiadomo skąd, gdyż kołatało się to w kręgach paryskiej Kultury Giedroycia i Mieroszewskiego od dawna.
Ale formalnie rozpoczął to Kwaśniewski i trzeba przyznać, że jemu dało to konkretne korzyści, gdyż potem uzyskiwał lukratywne wsparcie finansowe od różnych ukraińskich oligarchów.

Następcy Kwaśniewskiego, jak Lech Kaczyński, Bronisław Komorowski, czy Andrzej Duda, trzymali się tego proukraińskiego kierunku jak pijany płotu, nie zważając na rozlewającą się coraz szerzej na Ukrainie nazistowską ideologię banderyzmu. Najważniejsze dla nich było pielęgnowanie, umacnianie i betonowanie tej wymyślonej przyjaźni, odwracając jednocześnie wzrok od tego, że postacie, które dopuściły się ludobójstwa na Polakach, są obwoływane w Kijowie Herojami Ukrainy. Warto zauważyć, że tym który cofnął  skandaliczną decyzję Juszczenki, przyjaciela Lecha Kaczyńskiego, o państwowym uhonorowaniu dwóch najbardziej polakożerczych ukraińskich nacjonalistów, czyli Bandery i Szuchewycza, był prezydent Janukowycz, ale akurat on nie cieszył się dobrą opinią wśród polskich elit dotkniętych giedrojciowskim ukąszeniem, które nakazywało im ignorowanie aktów heroizacji ludobójców.
W powszechnej polskiej opinii to bezwarunkowe popieranie Ukrainy oraz haniebne zamykanie oczu na akty nieprzyjazne i pogardę jaka płynęła ze strony władz ukraińskich, spowodowała, że narastała niechęć do takiej polityki. Pewną granicą, która wielu otworzyła oczy, było zaatakowanie Polski przez Zełenskiego na forum ONZ i faktyczne zrównanie naszego kraju z Rosją, jako wroga Ukrainy. Stało się to zaledwie kilkanaście miesięcy po tym jak Polska udzieliła Ukrainie pełnego poparcia humanitarnego, militarnego i politycznego po ataku Rosji w 2022 roku. Inni, jak Niemcy, do których teraz łasił się Zełenski, w tej chwili próby odmówili mu wszelkiego wsparcia.
Dla mnie akurat, takie zachowanie władz ukraińskich nie było żadnym zaskoczeniem, gdyż z historii wiem że dla ukraińskich elit, od samego ich zarania, czyli powstania Chmielnickiego, przez prawie 380 lat, ewentualny sojusz z Polską był zawsze dla nich sprawą ostatniego wyboru, do którego uciekali się na krótko i tylko wtedy, gdy nie mieli absolutnie żadnej innej alternatywy.

Tak przedstawiała się sprawa z Petlurą, kiedy to po upadku Niemiec jego formacja nie miała już nikogo, kto mógłby pomóc, a bolszewicy byli blisko i chcieli go zniszczyć. Jednak ostatecznie  petlurowcy i tak, w większości, znaleźli się na żołdzie Abwery, a potem poszli na pełną współpracę z III Rzeszą. Wykształciła się u nich, można powiedzieć, swego rodzaju prawidłowość, by zawsze być przeciw Polsce, a tylko w stanie gdy groziło im unicestwienie, to dopuszczali warunkowo, i na bardzo krótko, jakąś formę współpracy, ale takiej, gdzie mogli uzyskać od nas maksymalne korzyści. Taki mają sposób działania i nic na to chyba nie jesteśmy w stanie poradzić. Aby uniknąć dalszych strat i haniebnych ataków od tyłu trzeba być tego świadomym.
Wobec decyzji Zełenskiego, by nadać jakiemuś oddziałowi ich wojska imię „bohaterów UPA”, odebranie przez prezydenta Nawrockiego orderu Orła Białego jawi się najłagodniejsza możliwą odpowiedzią. Niektórzy obrońcy Zełenskiego utrzymują, że on nie wiedział, nie zdawał sobie sprawy. Przeciwnie! Istnieją przekazy jego współpracowników, że niektórzy z nich mu to odradzali, a on w sposób wulgarny zakomunikował im, że na Polsce mu absolutnie nie zależy.

O tym, że tak było, świadczy jeszcze jeden fakt, o którym mało kto w Polsce wie. Otóż w sierpniu 2022 roku cześć personelu 80 brygady desantowo-szturmowej ze Lwowa, wystąpiła z petycją by nadano tej jednostce imię Szuchewycza, znanego zbrodniarza, hitlerowskiego kolaboranta i szefa UPA. Ich działania poparł mocno, żyjący jeszcze wtedy, syn wspomnianego zbrodniarza – Jurij. Jednak wtedy sytuacja była inna i Zełenski nie wyraził na to zgody. A dlaczego? Sprawa jest prosta: wtedy Polska była państwem, które dawało największe wsparcie militarne Ukrainie, zatem nie mógł on sobie na to pozwolić.

A dziś sytuacja jest inna i Zełenski uznał, że teraz to już może. Taka właśnie jest ich polityczna „kultura”. To chyba nawet dobrze, że tak się stało, gdyż jak mówi znany aforyzm starożytnych Greków: lepszy otwarty wróg, niż fałszywy przyjaciel.
Na koniec chciałbym też zwrócić uwagę na bardzo ważną sprawę. Wielu Polaków posiada znajomych z Ukrainy, a niektórzy mają także przybyszów z tego kraju w swoich rodzinach. Serdecznie apeluję, by nie czynić z relacji polsko-ukraińskich tematu do konfrontacji osobistych ze znajomymi, gdyż za politykę obecnego państwa ukraińskiego odpowiada skorumpowana klika Zełenskiego, a nie jakiś człowiek, który najpewniej stamtąd uciekł, bo nie dało się żyć w tym mafijnym państwie. Pamiętajmy, że łatwo w rozmowie kogoś urazić w taki sposób, że spowoduje to jego opowiedzenie się po takiej stronie, której on przedtem nie popierał.  

Można łatwo wydobyć z człowieka to co najgorsze, ale znacznie trudniej skłonić go ku dobru. A przecież nawet wśród ukraińskich elit nie wszyscy to banderowcy, że wspomnę choćby Oleksija Arestowycza, który od dawna zwalcza wprowadzanie banderyzmu jako ideologii państwowej, przestrzega przed szkodliwością takiego wyboru i nazywa pogardliwie ten kierunek „ziemianką UPA”. Nie poszukujmy też na siłę jakichś członków  banderowskiej V kolumny w Polsce. Wystarczą ci co sami się zdemaskowali i wypełzli teraz na powierzchnię. Ich poszukiwanie i neutralizacja to sprawa służb państwowych, choć oczywiście ostrożność zachować trzeba i zawsze wiedzieć z kim się ma do czynienia.

Stanisław Lewicki

Za żółtymi firankami

Stanisław Michalkiewicz: Za żółtymi firankami

   Młodsi czytelnicy już nie pamiętają sklepów „za żółtymi firankami”, jakie bywały w Polsce w czasach stalinowskich, ale osoby starsze, jak np. ja – wiedzą, o co chodzi, Jak pisze Jerzy Orwell w „Folwarku zwierzęcym”, wprawdzie wszystkie zwierzęta są sobie równe, ale niektóre są równiejsze od innych – toteż partia i bezpieka zatroszczyły się o jaki-taki dobrobyt dla siebie – właśnie w postaci sklepów za żółtymi firankami.

Osoby uprzywilejowane – bo tak sobie, z ulicy, nikt nie mógł tam wejść – mogły sobie tam kupować towary niedostępne dla zwykłych śmiertelników. Nie było to zapewne jakieś oszałamiające luksusy – ale na  na tle powojennej biedy i „planu sześcioletniego”, kiedy to rozbudowywany był przemysł zbrojeniowy, było to jednak coś.

Po 1956 roku sklepy za żółtymi firankami zostały zlikwidowane, ale w innej formie odżyły w latach 70-tych i 80-tych i do w dwóch postaciach. Pierwszą postać stanowiły „peweksy”, w których można było kupić niedostępne na zwykłym rynku towary za dewizy, a drugą – tak zwane „sklepy komercyjne”, jakie pojawiły się masowo w latach 80-tych, kiedy to prawie wszystko, a przede wszystkim – mięso – [normalnym ludziom md] można było kupić tylko na „kartki”.

W porównaniu ze sklepami „za żółtymi firankami” był to pewien postęp, bo o ile za żółte firanki mogły wchodzić tylko osoby uprzywilejowane, to do peweksów i sklepów komercyjnych mógł wejść każdy, o ile miał dewizy, albo tak zwane” bony” dolarowe, albo gotówkę. Od biedy można by uznać, że były to elementy gospodarki rynkowej w socjalizmie, w którym gospodarka była centralnie planowana. Temu centralnemu planowaniu towarzyszyła indoktrynacja, której ja też doświadczyłem w pierwszych klasach podstawówki.

W tak zwanych „czytankach” do nauki języka polskiego była na przykład  czytanka o różnicach między ZSRR i USA. Tych różnic było bodajże ponad 20, a na pierwszym miejscu była taka: „W ZSRR istnieje planowa gospodarka państwowa”, podczas gdy „W USA pracuje się bez planu”. Od tamtej pory minęło ponad 70 lat i co Państwo powiecie? Podczas dyskusji, w jakiej niedawno wziąłem udział, mój partner oraz jej organizator, pryncypialnie potępili zbrodniczy liberalizm, który – jak się okazało – sprzeczny jest nie tylko z socjalizmem, ale również – z religią katolicką.

Wprawdzie nie słychać, by z powodu liberalizmu ludzie byli masowo mordowani (mordy aborcyjne są w krajach liberalnych powszechne, a w wielu z nich np. Kanadzie i Holandii, kwitnie też eutanazja – przyp. red.), podczas gdy pod pretekstem socjalizmu – jak najbardziej – ale widocznie socjalizm jakoś z katolicyzmem się dogaduje, podczas gdy liberalizm – nie. Co prawda Jezus Chrystus mówił: „daj!”, podczas gdy socjaliści mówią: „bierz!” – ale co z tego, skoro nawet papież Franciszek w niepojętym przypływie szczerości powiedział kiedyś, że idee chrystusowe dzisiaj najlepiej wyrażają komuniści?  Taka to ci devotio moderna.

Jaki był powód istnienia sklepów za żółtymi firankami? Ano taki, że gospodarka socjalistyczna to gospodarka niedoborów. Wprawdzie centralny planifikator wszystko drobiazgowo zaplanował, ale co z tego, skoro system nie chce działać? Składa się na to szereg zagadkowych przyczyn, wśród których na pierwsze miejsce wybijają się knowania wrogów ludu. Z wrogami ludu rozprawia się surowa ręka sprawiedliwości ludowej, ale  niedoborom trzeba jakoś stawić czoła. Toteż na przykład ówczesna definicja koniaku głosiła, że jest to napój klasy robotniczej, spijany ustami jej przedstawicieli, mających dostęp do sklepów za żółtymi firankami.

Dzisiaj, za sprawą zbrodniczego liberalizmu, już nie odczuwa się tak boleśnie niedoboru mięsa, jak kiedyś, kiedy to poeta w nieśmiertelnym poemacie „Towarzysz Szmaciak” wkładał w usta zirytowanego bohatera apel: „Więc albo dajta im to mięso, albo też im połamta kości!” – ale – jak to w socjalizmie – pojawiły się ostre niedobory na odcinku ochrony zdrowia.

Wprawdzie pani, która w vaginecie obywatela Tuska Donalda „robi na odcinku zdrowia” uważa, że – jak powiadają Rosjanie – „wsie wsiem dawolny” – ale niedobory na tym odcinku dają się odczuć coraz bardziej dotkliwie – więc tam właśnie pojawiły się sklepy za żółtymi firankami.

W warszawskim Szpitalu Południowym wybuchła mianowicie straszliwa afera z panem doktorem Dawidem Kacprzykiem, który dla swoich partyjnych towarzyszy urządzić miał tam „saloniki VIP-ów” stanowiące odpowiednik sklepów za żółtymi firankami, jako że członkowie Volksdeutsche Partei mogli tam nabywać deficytowe usługi medyczne poza kolejnością.

Zresztą nie tylko członkowie Volksdeutsche Partei – bo wróbelki ćwierkają od samego rana, że z podobnych sklepów za żółtymi firankami korzystają też towarzysze partyjni Naczelnika Państwa – o ile oczywiście mają szczęście być funkcjonariuszami, albo znajomymi funkcjonariuszy samorządów terytorialnych, które na usługach medycznych położyły łapę.

Warto tedy przypomnieć, że samorządy powiatowe i wojewódzkie pojawiły się u nas za sprawą wiekopomnej reformy charyzmatycznego premiera Buzka. Podobnie jak w przypadku trzech innych wiekopomnych reform, reforma samorządowa miała na celu wyłącznie zwiększenie liczby synekur w sektorze publicznym, by było gdzie ulokować zaplecze polityczne zwycięskiej koalicji AWS-UW – ponieważ poprzednia koalicja SLD-PSL „zawłaszczyła państwo” to znaczy – nie tylko pozajmowała wszystkie synekury, ale w dodatku obwarowała je takimi gwarancjami nietykalności, że nawet zmiana rządu nie miała znaczenia.

Charakterystyczne było również to, że najpierw samorządy powiatowe i wojewódzkie powstały, a dopiero potem zaczęło się zastanawiać, jakież to kompetencje im przydzielić, żeby samorządowcy mogli sobie zarobić na bułeczkę i masełko. Nieomylny to znak, że jedynym celem reformy samorządowej była korupcja i partyjniczy nepotyzm.

Toteż kiedy dzisiaj, gdy mleko się rozlało, obywatel Tusk odgraża się, że będzie zło wypalał rozpalonym żelazem, a otoczenie Naczelnika Państwa nie posiada się z oburzenia na widok tego łajdactwa, wszyscy rozumiemy, że to tylko takie rutynowe zaklęcia na użytek wyznawców i to tych głupszych, co to myślą, że to wszystko naprawdę, podczas gdy cwaniacy wiedzą, że nic nie jest naprawdę, skoro nikt nie domaga się rozpędzenia na cztery wiatry samorządów powiatowych i wojewódzkich.

Toteż wszyscy zachowują błogi spokój, bo wiadomo, że kiedy już w ramach święta demokracji wybory zostaną wygrane, to nastąpi urocza gra miłosna po orgazmie zwycięstwa, w postaci rozdzielania synekur.

Czyż nie dlatego tak kochamy demokrację, ,że stwarza nam ona tyle znakomitych okazji służenia dobru wspólnemu za żółtymi firankami – bo – powiedzmy sobie, towarzysze, otwarcie i szczerze – kogóż w dzisiejszych zepsutych zbrodniczym liberalizmem czasach wynagradzać, jeśli nie tych, co to poświęcają swój czas, a nawet życie dla dobra wspólnego, dla szczęścia ludu pracującego miast i wsi oraz osiedli robotniczych, uzdrowiskowych i rybackich.

Pępek zdrowia. MEM-y III.

—————————-

——————————-

————————–

—————–

—————

——————–

—————–

—————————-

————————

——————————

Zanim padnie salwa

Zanim padnie salwa

Stanisław Michalkiewicz „Magazyn Polonia”    25 czerwca 2026 michalkiewicz

Z wszystkiego można szmal wydostać, tak, jak za okupacji z Żyda” – pisze Janusz Szpotański w nieśmiertelnym poemacie „Towarzysz Szmaciak”. Nawiasem mówiąc, ten poemat jest z kluczem, bo na przykład w osobie generała Bagno można bez trudu rozpoznać generała Mieczysława Moczara, podobnie, jak w postaci Aleksa, gęgającego syna sekretarza Wardęgi i Żydówki Sabiny, można rozpoznać pana redaktora Michnika. W stanie wojennym Aleks schronił się w kombinacie, który mieli zdobyć zomici dowodzeni przez generała Tumora. Wkrótce przed rozpoczęciem szturmu generał Tumor wziął na stronę pułkownika MO Maczugę i powiada jemu tak: „Stary towarzysz, zasłużony, samego jeszcze znał Stalina (to o sekretarzu Wardędze – SM). Fakt, że ma głupawego syna, ale to zawsze syn rodzony. Więc oszczędź Alka, bardzo proszę. Ja ze swej strony zaraz wnoszę pismo o awans”. Oczywiście Aleks wcale nie był „głupawy” – jak uważał generał Tumor – bo mamełe Sabina, która znała go przecież lepiej, twierdziła, że ma on „mózgowe zwoje”. Słowem – wypisz, wymaluj pan red. Michnik.

Zniosło mnie w stronę tych dywagacji, a tymczasem przywołany na początku cytat miał zilustrować coś zupełnie innego – mianowicie aferę z panem doktorem Dawidem Kacprzykiem, co to na SOR w warszawskim Szpitalu Południowym zarobił sobie w ciągu roku ponad 1 600 tys. złotych. Już sama wysokość tej sumy wywołuje zrozumiałe podniecenie opinii publicznej, a cóż dopiero – jeśli towarzyszy jej informacja, że pan doktor miał zaledwie 28 lat, nie zdążył nawet zrobić specjalizacji, ale mimo to zajmował poważne stanowisko „koordynatora SOR”, którego nie ma w żadnym innym szpitalu. Ale nie bez kozery perskie, to znaczy – irańskie przysłowie – powiada, że „dobry kogut w jajku pieje”.

Pan Kacprzyk wprawdzie nie zrobił jeszcze specjalizacji, ale wiedział, z której strony chleb jest posmarowany – bo i Dawid i radny Koalicji Obywatelskiej, to znaczy – Volksdeutsche Partei z jej kolaboranty i twórca salonika VIP-ów w szpitalu – czegóż chcieć więcej? Takich właśnie ludzi nasz nieszczęśliwy kraj potrzebuje, więc kogóż szczodrze wynagradzać, jak nie ich? Weźmy dla przykładu pana Aleksandra Kwaśniewskiego. Dwukrotnie został wybrany na prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju, chociaż nad nikim nie stał bolszewik z naganem. Znaczy się – nasz mniej wartościowy naród tubylczy upodobał sobie właśnie w nim z nieprzymuszonej woli. A dlaczego? Na trop odpowiedzi na to pytanie naprowadza nas ludowe przysłowie, że „pokorne cielę dwie matki ssie”.

Otóż pan Aleksander Kwaśniewski jest znakomitą ilustracją takiego ssaka. Wyssał, co się tylko dało, z komuny, potem – co się tylko dało z demokracji – a teraz autorowi książki na swój temat daje do zrozumienia, że tak naprawdę, to zawsze był w opozycji. Tylko patrzeć, jak powiększy szeregi kombatantów i osób represjonowanych. Wspominam o tym, by dać odpór tym wszystkim, którzy oskarżają nasz mniej wartościowy naród tubylczy nawet o zanik instynktu samozachowawczego. Dwukrotny wybór pana Aleksandra Kwaśniewskiego na prezydenta naszego nieszczęśliwego kraju, podobnie jak utrzymujące się na niezmiennym poziomie poparcie dla Volksdeutsche Partei i Prawa i Sprawiedliwości pokazuje, że z nami wszystko jest w jak najlepszym porządku, to znaczy – że czego, jak czego, ale instynktu samozachowawczego nikomu u nas nie brakuje. Co z tego będzie – to znaczy – jak to się wszystko skończy – to całkiem inna sprawa – ale zanim nie padnie salwa, to niech nam humory dopisują.

Wracając tedy do cytatu, to czyż nie ilustruje on niebywałe szczęście obywatela Tuska Donalda, który nawet taki wstydliwy zakątek potrafi przekuć na narzędzie totalniactwa. Nie jest przecież tajemnicą, że sytuacja w ochronie zdrowia jest katastrofalna, że bankructwo – i tak dalej. Ponieważ zarówno Volksdeutsche Partei, jak i PiS, stoją na nieubłaganym stanowisku, że to państwo ma obywatelom organizować leczenie, a w każdym razie – pod tym pretekstem łupić ich ze skóry, to – jak można było zauważyć – funkcjonariusze Propaganda Abteilung dostali rozkaz rozhuśtywania opinii publicznej przeciwko doktorom – że to oni bezczelnie drenują „system”, osiągają niebotyczne zarobki i w ogóle. Wszystko zatem było przygotowane do operacji, tylko brakowało jakiegoś spektakularnego przykładu. I oto nagle pojawił się pan Dawid Kacprzyk ze swoim rekordowym zarobkiem. Czy to przypadek? „Byłby to przypadek rzadki, a czy w ogóle są przypadki?” – zastanawia się poeta – toteż i ja wcale bym się nie zdziwił, gdyby stare kiejkuty wykonały telefon gdzie trzeba: wiecie, rozumiecie, mamy tu niezwykle utalentowanego młodzieńca. Stwórzcie wy mu odpowiednie warunki rozwoju, a my i o was też pomyślimy.

Bo oto obywatel Tusk Donald, kiedy Propaganda Abteilung doniosła o panu doktorze Kascprzyku, wcale nie sprawiał wrażenia skonfundowanego. Przeciwnie – wyglądał, jakby go kto na sto koni wsadził. I słusznie – bo dzięki temu na tym ogniu może upiec kilka pieczeni jednocześnie.

Po pierwsze – przeprowadzi kurację przeczyszczającą we wszystkich szpitalach i jeśli nawet nikogo nie zdegraduje, ani nie powyrzuca – co wydaje się niepodobieństwem – to tak wszystkich nastraszy, że nikt już vaginetowi nie podskoczy, że nie ma pieniędzy i w ogóle. Każdy będzie się cieszył, ze żywy-zdrowy i porzuci wszelką myśl o protestach.

Po drugie – obywatel Tusk Donald już zapowiedział, że przejdzie na ręczne sterowanie zarobkami doktorów – podobnie jak pan minister Motyka ręcznie sterował cenami benzyny i oleju napędowego. Jestem przekonany, że ten pomysł znajdzie poklask w szerokich kręgach naszego społeczeństwa, cierpiącego na chorobę czerwonych oczu, która objawia się w gorącym pragnieniu, by każdemu było tak źle, jak mnie. Co to komu szkodzi, jak jeszcze jedna grupa zawodowa zostanie wzięta pod obcasy? Jestem przekonany, że takiemu pomysłowi przyklasną zwłaszcza artyści, którzy w większości chlipią swoją intelektualną zupę z kotła przygotowanego przez Judenrat „Gazety Wyborczej”, uważając to za dowód myślenia niezależnego i myślenia w ogóle. Wreszcie – po trzecie – Wszystkie te przedsięwzięcia umocnią tylko tak zwany „system”, który zostanie w ten sposób wyjęty spod jakiegokolwiek podejrzenia, dzięki czemu żerowisko dla obydwu biurokratycznych gangów, no i oczywiście – starych kiejkutów – zyska dodatkowo na bezpieczeństwie. Czegóż chcieć więcej?

Jak wspominał bohater powieście Roberta Penn Warrena „Gubernator” – dobro można robić przede wszystkim ze zła – bo ono jest wszędzie pod ręką. Jeśli zatem pan doktor Dawid Kacprzyk dostarczył tyle znakomitego materiału do przekucia go w dobro, to czy choćby dlatego nie powinien być szczodrze wynagrodzony?

Stanisław Michalkiewicz

PiS w awangardzie wspierania neobanderyzmu

PiS w awangardzie wspierania neobanderyzmu

Mateusz Piskorski myslpolska/pis-w-awangardzie-wspierania-neobanderyzmu

Gromkie okrzyki i prymitywne slogany o konieczności rozprawienia się z ukraińską „piątą kolumną”, padające dziś z ust prominentnych polityków Prawa i Sprawiedliwości, wydają się być łabędzim śpiewem tej partii dołującej dziś w kolejnych sondażach jak nigdy dotąd.

Wyczerpuje się pewna formuła polityczna neosanacji wypracowana przez Jarosława Kaczyńskiego i jego współpracowników. Stąd hasło, by poszukać tożsamości nowej, jak zwykle przebranej w odpustowo-patriotyczne piórka.  Michał Szułdrzyński z „Rzeczpospolitej” ukuł słuszne, ironiczne pojęcie „oburzingu” jako ulubionej gry polskiej klasy politycznej. Ma ono nawiązywać do tak modnych obecnie w korpo-języku, ale też zaśmiecającej język polityki angielszczyzny, ale nie o to w nim chodzi. Na czoło wysuwa się tu skłonność polskich polityków do nieustannego oburzania się na wypowiedzi, fakty, zdarzenia. Tyle, że to ich oburzenie, to uprawianie osobliwej dyscypliny „oburzingu” okazuje się całkowicie jałowe. Pozbawione jest bowiem realnej treści politycznej pod postacią decyzji i ruchów na politycznej szachownicy. Opiera się jedynie na biciu piany i liczeniu na to, że wyborca doceni głośność owego oburzenia.

O banderyzacji tożsamościowej współczesnej państwowości ukraińskiej, nieudolnie budowanej po roku 1991 od zera, powiedziano już i napisano właściwie wszystko. Wystarczy zresztą poczytać prace na ten temat wydawane przez ukraińskich autorów na Zachodzie, choćby takich jak prof. Iwan Kaczanowski (Kanada), Władimir Iszczenko (Niemcy) czy Marta Hawryszko (Stany Zjednoczone), by zrozumieć, że jesteśmy świadkami budowy ukraińskości w oparciu o fundamenty banderowsko-mielnikowsko-nazistowskie. Dzieje się to od dawna, jednak ze szczególną intensywnością proces banderyzacji Kijowa odbywa się od roku 2004 (z krótką przerwą na prezydenturę Wiktora Janukowycza, którego Partia Regionów – przypomnijmy – musiała namawiać polskich polityków do wspólnego podnoszenia wątków antybanderowskich, zazwyczaj zresztą mało skutecznie). Wszyscy zatem idole szeroko rozumianego Zachodu – kolejno Wiktor Juszczenko, Piotr Poroszenko i teraz Władimir Zełenski – realizują w zasadzie jednakową linię polityki tożsamościowej. Zero zdziwień, bo właśnie na takim jej fundamencie opiera się cały konstrukt współczesnej Ukrainy, która ma być jednocześnie anty-Rosją i anty-Polską.

Co na to Polska? Z reguły obawiała się nawet głośno oburzyć (rzecz jasna, chodzi tu o przedstawicieli klasy politycznej), co najwyżej mamrocząc jakieś delikatne i słabo słyszalne dźwięki krytyki po kolejnym splunięciu nam w twarz przez kijowskie władze. Tak postępowały przez lata władze w Warszawie. Tak również postępowało przez lata swoich długich rządów PiS. Czerpało z nie byle, w ich mniemaniu, kogo, bo z samego Lecha Kaczyńskiego, którego rusofobia, ignorancja i nierozumienie świata doprowadziły do tego, że stanął po stronie chwalców i piewców banderyzmu od Juszczenki. Podobnie robili jego kolejni partyjni i niepartyjni uczniowie, na czele z niegdysiejszym posłem PiS Pawłem Kowalem.

Warto o tym pamiętać, gdy dziś rozdęte do czerwoności gęby PiSowskich partyjniaków grzmią o swojej stanowczości. Warto mieć w pamięci nie tylko ich słowa z ostatnich lat, ale przede wszystkim ich działania oraz zaniechania. To oni odbierali od neobanderowskiej Służby Bezpieczeństwa Ukrainy ordery, dumnie wypierając pierś jako bezpłatni agenci obcej służby specjalnej. To oni karmili jawnie antypolski Związek Ukraińców w Polsce, który za promowanie banderyzmu otrzymał tylko w 2023 roku (ostatni rok rządów partii Kaczyńskiego) dotację w wysokości 1,3 mln złotych. To oni obściskiwali się na froncie z ukraińskimi nacjonalistami i neonazistami, chwaląc się tym wszem i wobec, publikując zdjęcia pod banderowskim, czarno-czerwonym sztandarem. Wreszcie to oni przyjmowali, przegłosowywali i realizowali kolejne ustawy mające doprowadzić do głębokiej ukrainizacji naszego państwa.

I właśnie dlatego przerażać może poziom hipokryzji tych ludzi. Gdy patrzymy jak stają dziś pod pomnikami ofiar przeprowadzonego przez UPA ludobójstwa, przypominamy sobie ich słowa i czyny z ostatnich lat, które sprowadzić można do esencjonalnego hasła najlepiej opisującego ich status: „słudzy Ukrainy”. A właściwie nie tyle Ukrainy, co najgorszego wydania ukraińskości pod postacią szczerzącego ociekające krwią Polaków kły neobanderyzmu.

Mateusz Piskorski

Myśl Polska, nr 25-26 (21-28.06.2026)

Prawda jako drzewo życia, czyli wyjść z upupienia

[„ludzie o mistrzowskich umysłach”… Co najmniej siedmiorgu z nich, których znam z działalności publicznej, nie podałbym ręki. Ale wypracowanie umieszczam, choćby jako świadectwo, co się dzieje z Prawdą. Mirosław Dakowski]

=====================================================

Prawda jako drzewo życia, czyli wyjść z upupienia

dr Katarzyna Obłąkowska myslpolska/prawda-jako-drzewo-zycia-czyli-wyjsc-z-upupienia

W książce „Prawda wyzwolona” stawiam tezę, że upupiono nas, czyli Polaków, i zamknięto w gabinecie krzywych luster. Siedzimy w nim. Jedna ściana to krzywe zwierciadło właśnie upupiania nas jako niesamodzielne dzieci i petryfikowania w uzależnieniu. Druga ściana to krzywe zwierciadło mikromanii, w którym widzimy się jako brzydkie kaczątko. Trzecia ściana to krzywe zwierciadło zbagatelizowanej krzywdy naszej. Czwarta ściana to krzywe zwierciadło wyolbrzymionego zła, które niby uczyniliśmy. Sufit to krzywe zwierciadło sponiewieranego heroizmu, a podłoga to krzywe zwierciadło narcyzmu. Część z nas siedzi wpatrzona w podłogę. Inna część biega polerując lustra i licząc, że w nagrodę siła zewnętrzna zabierze ich z gabinetu. Jeszcze inna próbuje się w tym gabinecie urządzić, patrząc w oczy bliskich, a nie w odbicia w lustrach. I wreszcie ostatnia trzyma w ręku młoteczek, gotowa rozbić lustro za lustrem i pokazać, że bez tych luster to całkiem dobry dom, jedyny, jaki mamy i który musimy razem naprawić.

Książka ta jest zaproszeniem na wyprawę do punktu początkowego pracy przy remoncie naszego wspólnego domu, na spotkanie z wielkimi umysłami, uczestnikami historii i badaczami. Moje rozmowy z 24. takimi osobami, ocierając się o siebie niczym krzemienie, sprawiają, że w czytelniku zaczyna płonąć iskra gotowości stawiania pytań i mierzenia się z informacjami, które przynoszą ważne owoce rozumienia. Nie zadawajcie tych pytań sztucznej inteligencji, kierowani kulturą natychmiastowej satysfakcji oraz apatią w obliczu wysiłku niezbędnego do poszukiwania prawdy czy wrażeniem neutralności, które ta technologia wyzwala. Jej obiektywność jest ułudą, projekcją naszych pragnień rozmowy z Bogiem. Jest to groźny pozór, bowiem jej stosowanie w zastępstwie myślenia oraz samodzielnego dochodzenia do wiedzy może przyczynić się do wyjałowienia naszych umysłów. Ponadto, jeśli przestanie być dla nas istotne rozróżnienie między faktami a zmyśleniem oraz jeśli zaczną nam wystarczać informacje z pamięci roboczej, krótkotrwałej, przechowującej niewielką ilość informacji dotyczących krótkiego czasu i przez krótki czas, to staniemy się idealnymi poddanymi totalitaryzmu.

Rządy obywateli dla dobra ogółu wymagają pamięci długotrwałej i odległej, magazynów pamięci o wielkich pojemnościach w umysłach ludzkich, które osiągnęły mądrość zbudowaną na łączeniu danych w informacje, a tych w wiedzę. W „Prawdzie wyzwolonej” ludzie o mistrzowskich umysłach na moje podstawowe pytanie „Dlaczego Polska znajduje się w aktualnej sytuacji?” odpowiadają, sięgając wieków wstecz i obejmując procesy natury geopolityczno-historycznej, społeczno-psychologicznej, ekonomiczno-rozwojowej, cywilizacyjno-kulturowej, a także ich wieloaspektowe następstwa. Spojrzałam na nie z lotu ptaka, próbując dokonać pewnej syntezy, choć nie była to sprawa prosta wobec faktu różnorodności światopoglądów moich rozmówców (dokładnie tak, jak jest wśród obywateli Rzeczypospolitej Polskiej). Wyniki przedstawiam poniżej.

Prof. Ewa Thompson mówi, że wydarzenia ostatnich stuleci były preludium tego, co jest obecnie, ale kluczowe jest to, że Polacy w okresie, gdy kształtowały się postawy europejskie i zwyczaje polityczne Europy w XIX w., nie mieli własnej państwowości. Zauważa, że Polska ma potężniejszych od siebie sąsiadów, bo agresywnych („potęga często wynika z agresji”), że nie ma tradycji uprawiania dialogu politycznego w taki sposób, w jaki czynią to te potężne państwa, oraz że brakuje jej elit politycznych niechciwych i nieukierunkowanych na wykorzystywanie publicznych stanowisk do prywatnych celów. Prof. Witold Modzelewski zwraca uwagę na naszą uległość i zanik (atrofię) świadomości państwowej. Mówi, że skupieni jesteśmy na przyjmowaniu cudzych wzorców, dostosowywaniu się i powtarzaniu czyichś myśli, a przecież nasze polskie problemy nie są poza granicami Polski w niczyim zainteresowaniu. Zauważa też, że nie doceniamy naszej bardziej odległej przeszłości, na przykład dorobku polskiej myśli państwowej z XIX w. Wskazuje także, że w tym trzydziestoleciu przyłączyliśmy się do cywilizacji schyłkowej. Dr Jan Parys odnotowuje, że w związku z naszym geograficznym położeniem bardzo trudnym zadaniem polskich polityków jest znalezienie takiej koncepcji porządku europejskiego, która nas nie tłamsi, lecz pozwala nam zająć godne miejsce. Podkreśla on nasze problemy z sąsiadami od trzystu lat oraz to, jak trudno w zadanych nam warunkach geopolitycznych wyrwać się z zależności, a następnie utrzymać niezależność. Prof. Tomasz Grzegorz Grosse kładzie nacisk na dwie kwestie. Z jednej strony na naszą wewnętrzną polaryzację, podzielenie polityczne i skłócenie wewnętrzne, które często toczy się o wąskie partykularne interesy, a czego źródła upatruje w naszej kulturze politycznej sięgającej korzeniami I Rzeczypospolitej i silnej jej zależności od mocarstw zewnętrznych. A z drugiej strony akcentuje naszą tendencję do niesamodzielności, nasze przyzwyczajenie do tego, że ktoś za nas czy nami zarządza (patroni geopolityczni), że ktoś za nas podejmuje decyzje nie zawsze dla nas korzystne.

Prof. Stanisław Bieleń rozpatruje sytuację Polski w uwarunkowaniach międzynarodowych i przypomina, co znaczące, że dawnej Rzeczypospolitej w ogóle nie dostrzegano w europejskich mechanizmach równoważenia sił. Ksiądz Antoni Moskal uwypukla problem zdrady w Polsce od XVIII w., która niszczyła i niszczy polską tożsamość narodową oraz zdrady w stosunkach międzynarodowych ze strony naszych sojuszników. Prof. Andrzej Nowak prezentuje obecną sytuację Polski jako kompozyt trzech płaszczyzn: wyborów (naszych i naszych przodków), geografii polityczno-historycznej oraz cywilizacji, do której należymy (łacińskiej, zachodniej), a która jest teraz w kryzysie. Podkreśla, że nie wszystkie nasze wybory były dokonywane w sposób wolny, a czasem dokonywały się pod przymusem wynikającym z nierównowagi sił w naszym położeniu geopolitycznym. Zaznacza, że w naszych głowach istnieje zniewolenie, mentalność postkolonialna wynikająca z bycia przedmiotem kolonizacji imperiów rosyjskiego i niemieckiego. Mecenas Marek Markiewicz aktualną polską rzeczywistość widzi jako skutek położenia pomiędzy dwoma mocarstwami, dla których nie jesteśmy partnerem, działalności warstwy społecznej uprzywilejowanej w czasach PRL-u, która u boku radzieckiego patrona sprawowała władzę, a po 1989 r. nie doznała uszczerbku, oraz systemu Unii Europejskiej, któremu Polska przeszkadza i dlatego musi on Polskę ociosać z jej hardości, tradycji i wiary. Wzmiankuje także historyczną łagodność Polaków, państwo bez stosów, nasze odrębne instytucje i ideały dziś skarłowaciałe. Prof. Wojciech Roszkowski podkreśla, że przeszłość dawniejsza (rozbiory, strata własnego państwa, nieudana walka o wolność, pozostanie w tyle) i średniookresowa (katastrofa drugiej wojny światowej, nie obronienie swojego odzyskanego państwa) skutkują dziś kompleksem niższości większości Polaków. Wpływ na teraźniejszość ma także wykorzenienie większości polskiego społeczeństwa w wyniku powojennych przemieszczeń ludności, rewolucja społeczna komunizmu w postaci wywrócenia elit (likwidacja dawnych elit, upokorzenie i degradacja tych, co przeżyli wojnę, oraz wytworzenie nowych elit spośród ludzi, którzy poszli na współpracę z reżimem), a także trwająca wojna polsko-polska podsycana z zewnątrz.

Prof. Jerzy Żyżyński omawia procesy przechodzenia z gospodarki komunistycznej do gospodarki rynkowej, zauważając utratę bazy kapitałowej, która mogła być punktem wyjścia do zbudowania naprawdę zdrowej, silnej gospodarki. Jan Pospieszalski fundamentów obecnej sytuacji Polski upatruje w historii i położeniu geopolitycznym w „strefie zgniotu” Wschodu i Zachodu bez barier ochronnych w postaci potężnych łańcuchów górskich, czy wielkich akwenów. Podkreśla, że armie, które przechodziły przez polskie ziemie, rujnowały, burzyły, gwałciły, pozostawiając w sercach i umysłach ludzi tu żyjących ślady tragiczne. Prof. Jan Żaryn akcentuje współczesne zagrożenia suwerenności i wojenne Polski oraz cywilizacyjne, w tym antywartości i walka z dziedzictwem. Prof. Maria Szyszkowska podkreśla negatywny wpływ na psychikę Polaków neoliberalizmu ekonomicznego, czyli materializm, rywalizację i konkurencję prowadzące do wrogich stosunków między ludźmi, do zaniku braterstwa. Uważa też, że Polaków cechuje mikromania narodowa, czyli wadliwe poczucie, że jesteśmy rzekomo gorszym narodem niż inne, a także konformizm widoczny w udawaniu poglądów, aby utrzymać swoje stanowiska (marksiści w 1989 r. zaczęli udawać zwolenników poglądów Jana Pawła II, filozofii chrześcijańskiej, poglądów Tomasza z Akwinu, twierdząc, że wcześniej udawali). Zauważa także upowszechnianie się w Polsce pragmatyzmu amerykańskiego pod wpływem amerykanizacji. Prof. Elżbieta Mączyńska wskazuje, że w ocenie pozycji i kondycji społeczno-gospodarczej każdego kraju oraz czynników ją kształtujących niezbędne jest uwzględnianie nie tylko głównych wskaźników ekonomicznych, lecz także kwestii instytucjonalnych i systemowych. Podkreśla, że najczęstszą przyczyną tego, że narody przegrywają, jest funkcjonowanie w nich gospodarczych oraz politycznych instytucji wyzyskujących, a system społeczno-gospodarczy traktuje ona jako całościową konstrukcję – gmach oparty na trzech fundamentach: filarze gospodarczym, społecznym i ekologicznym. I dlatego, pomimo że mamy dobre efekty ilościowe w postaci wzrostu produktu krajowego brutto, zarazem mamy problemy z jakościową stroną tego wzrostu gospodarczego, która jest niesatysfakcjonująca. Zdaniem prof. Jerzego Bralczyka, nasza aktualna sytuacja wynika z globalizacji i sytuacji klimatycznej. Zaznacza, że Polska jest obecnie najbardziej w swojej historii wtopiona w cywilizację europejską i nie może mieć żadnych kompleksów, jeśli chodzi o stosunki z innymi krajami, ponieważ nie jesteśmy uzależnieni od żadnego państwa. Zauważa jednak skłócenie wewnętrzne Polaków.

Prof. Grzegorz Kucharczyk mówi o naszym położeniu międzynarodowym między Rosją a Niemcami oraz o sytuacji wewnętrznej jako wspólnoty narodowej, wspólnoty kulturowej, co ma przełożenie na naszą pozycję międzynarodową. Diagnozuje on zagrożenie dla rozwoju Polski w postaci aktualnego kryzysu demograficznego (inni moi rozmówcy także na to wskazują), oraz nadzieję w tym, że młode pokolenie chce Polski, która się rozwija i jest ambitna (realizuje ambitne projekty rozwojowe). Prof. Zbigniew Lewicki mówi prosto, że jesteśmy tam, gdzie jesteśmy, tak jak każde inne państwo jest tam, gdzie jest. Zdaniem dr Jacka Saryusz-Wolskiego praprzyczyna obecnej sytuacji Polski to rozziew między tym, co bieg historii nam zaoferował w 1989 r., czyli przeniesienie ze Wschodu na Zachód, a tym, że mentalnie społeczeństwo polskie jako całość nie jest do tego przygotowane, że są wielkie pokłady niezrozumienia, kompleksów, że duża część społeczeństwa nie chce uczestniczyć w realizacji naszych aspiracji cywilizacyjno-gospodarczych, ale jest gotowa zaaprobować świat orwellowski, świat odwróconej narracji historycznej i etycznej. Zauważa także głęboki kryzys państwa polskiego. Prof. Antoni Dudek ogniskuje swoją diagnozę na bardzo ostrym konflikcie politycznym w Polsce, który, jak wskazuje, charakteryzuje życie obywatelskie w Polsce od wieków, oraz mówi, że Polacy nie od dziś słyną z kłótliwości, co jest na świecie stereotypowo do nas przypisywane. Ponadto dawaliśmy się rozgrywać przez czynniki zewnętrzne. Zauważa, że aktualny konflikt przybrał już formę toksyczną i niszczy państwo oraz instytucje coraz głębiej, rozprzestrzeniając się na kolejne obszary. Jan Truszczyński uważa, że opłaciło się nam wejście Polski do UE, a ostatnie 20 lat to dobry okres dla Polski pod względem gospodarczym, cywilizacyjnym i społecznym. Jest zdania, że Polska jest w fazie potencjalnego spełnienia swojego mandatu kraju, który ma więcej do powiedzenia i konstruktywnie wpływa na przyszłe losy Europy. Prof. Gertruda Uścińska akcentuje, że dzisiejsza sytuacja Polski jest ściśle uwarunkowana tym, że jesteśmy od 20 lat w Unii Europejskiej oraz że w ciągu minionych 20 lat odnotowaliśmy postęp gospodarczy, społeczny i prawny. Zauważa także, że wynika ona z dalszej i bliższej przeszłości, ze zdarzeń o charakterze globalnym oraz z decyzji ludzi i ich związków, wspólnot, organizacji.

Sędzia Barbara Piwnik wychodząc od złej sytuacji wymiaru sprawiedliwości, od wskazania, że proces psucia postępował i postępuje w nim od wielu lat, zaznacza, że to wpływa na nastroje społeczne, na to, jak funkcjonuje społeczeństwo i na to, że mamy coraz częściej przejawy nieuzasadnionej niczym agresji, że ludzie są podzieleni, skłóceni. Dla każdego obywatela, jak mówi, znaczący jest bowiem sposób funkcjonowania prawa w społeczeństwie oraz to, jak sąd i sędziowie wypełniają swoje obowiązki.

Prof. Ryszard Piotrowski podkreśla, że obecna sytuacja Polski w jej pozytywnym aspekcie to fakt, że znaleźliśmy się w niezwykle dla nas korzystnym położeniu polegającym na tym, że mamy niekwestionowane, przynajmniej oficjalnie, granice, że mamy niekwestionowaną konstytucję, że mamy bezpieczeństwo zagwarantowane przez członkostwo w Pakcie Północnoatlantyckim, wsparcie potężnych sojuszników, że jesteśmy częścią Unii Europejskiej i mamy wpływ na decyzje w niej podejmowane, a także perspektywę utrzymania stabilności. Zaś negatywny aspekt obecnej sytuacji wynika z braku naszego przywiązania do reguł prawnych, sporów wewnętrznych oraz nierespektowania konstytucji.

Dr Artur Bartoszewicz stoi na stanowisku, że obecny stan polskiego państwa i narodu wynika z deficytu elit i kapitału społecznego oraz podatności społeczeństwa na manipulacje i uczestnictwo w działaniach niemoralnych. Wskazuje, że nie mamy elity rozumianej jako grupa, która chroni, buduje i rozwija państwo oraz naród (dlatego dziś obserwujemy zaawansowaną destrukcję państwa). Zamiast elity, jak zauważa, mamy zaś decydentów pasożytujących na państwie i narodzie, którzy kształtują reguły, odbierając społeczeństwu pewność, nadzieję i skuteczność działania, a pozostawiając ludzi w stanie niespełnienia oraz wpędzając ich w rozdygotanie, niepewność i podziały społeczne, z dehumanizacją drugiej strony politycznej. Moje zaś spojrzenie na to zagadnienie, widoczne w moich wypowiedziach, ogniskuje się na skolonizowaniu naszych umysłów, przeistaczaniu się UE w państwo, a Polski w region tegoż państwa oraz przemianie cywilizacji łacińskiej (zachodniej) w cywilizację (neo)(freudo)marksistowską i ciągłości elit od PRL-u, które dołączyły nas do tej cywilizacji.

Synteza diagnoz wskazywałaby, że negatywne aspekty obecnej sytuacji Polski mają swoje fundamenty w następujących czynnikach: niemoralna klasa polityczna (brak moralnych elit politycznych), rozkład (kryzys) państwa, atrofia świadomości państwowej, potężni sąsiedzi od wschodu i zachodu, brak koncepcji porządku europejskiego nietłamszącego Polski, uległość, tendencja do niesamodzielności, mentalność postkolonialna, mentalność straumatyzowana tragiczną historią, niedocenianie siebie (kompleks niższości, mikromania narodowa), podzielenie polityczne (ostry konflikt), przeistaczanie się UE w państwo,  skłócenie wewnętrzne, brak braterstwa (kapitału społecznego), skarłowacenie ideowo-duchowe, brak przywiązania do reguł prawnych, nierespektowanie konstytucji, utrata bazy kapitałowej potrzebnej zdrowej i silnej gospodarce, niesatysfakcjonujące jakościowe efekty wzrostu gospodarczego, kryzys (schyłek) cywilizacji zachodniej (łacińskiej). Pozytywne aspekty wynikają zaś z następujących okoliczności: niekwestionowane granice, niekwestionowana (choć nierespektowana) konstytucja, suwerenność, członkostwo w NATO, członkostwo w UE, wtopienie w cywilizację zachodnioeuropejską, dobre ilościowe wyniki wzrostu gospodarczego, ambitne młode pokolenie, brak współcześnie podstaw do kompleksów. Zarówno negatywne, jak i pozytywne aspekty, które moi rozmówcy dostrzegli, powinny być przedmiotem pogłębionej oceny analitycznej, a zapewne każdy z czytelników ma własną ocenę pozytywności, negatywności wymienionych poszczególnych czynników.

Żyjąc w Polsce, można mieć wrażenie, że prawda dotycząca życia polityczno-ekonomiczno-społeczno-cywilizacyjnego jest dla nas otoczona nie tylko kotarą manipulacji, ideologizacji, niedomówień i kłamstw, ale także mgłą i siatką z drutem kolczastym wytwarzanymi przez tych, którym zależy na tym, aby Polacy byli zdziecinniali, podzieleni i upokorzeni. Sprawia to, że nawet ten, któremu uda się przebyć mgłę, musi potem walczyć z siatką i drutem kolczastym, a jeśli to przetrwa i dotrze do prawdy, to rzadko kto zechce za nim podążyć, wybierając przyjemne siedzenie na kanapie lenistwa umysłowego w otuleniu kotarą manipulacji i w oparach mgły (i może alkoholu, z którego nadmiernym spożywaniem mamy do czynienia w społeczeństwie polskim, czy rozgrzewającego, chociaż banalnego, romansu). Prawda wyzwolona może stać się drzewem życia, którego liście będą służyć leczeniu naszego narodu z traum, zaćmy, mikromanii i braku asertywności, a pozwolą nam skupić się na regeneracji, zdrowiu, prawdzie, pięknie, odpowiedzialności i wolności opartej na cnotach obywatelskich (a nie na swawoli i bezrządzie-anarchii), systematyczności w pracy, stawianiu granic w spokojnym tonie i kontakcie wzrokowym, analizowaniu sukcesów oraz na dojrzałym poczuciu własnej wartości.

We wstępie do „Prawdy wyzwolonej” napisałam, że naprawa naszego domu będzie wytężoną pracą, która musi mieć swój początek. Gdy skończymy, podłogą będzie duma z tego, kim jesteśmy. Sufitem będą skrzydła dodawane nam przez naszych bohaterów. Jedną ścianą będą dorosłość, odpowiedzialność, postawa dorosłego człowieka. Drugą ścianą będą właściwy obraz siebie i poczucie własnej wartości. Trzecią ścianą będzie świadomość i akceptacja krzywd, których doznaliśmy, jako uwolnienie traum i odzyskanie kontroli nad własnym losem, ale nie zapomnienie. Czwartą ścianą będzie racjonalna świadomość własnych win. W ścianach zamontujemy piękne, duże okna dające szeroki i klarowny ogląd świata oraz bezpieczne drzwi pozwalające na wyjście i powrót do naszego domu. Zapraszam do lektury całej książki.

dr Katarzyna Obłąkowska

Dlaczego w Polsce prawda stała się wrogiem

Anatomia samozakłamania:

Dlaczego w Polsce prawda stała się wrogiem

Bogdan Morkisz myslpolska/anatomia-samozaklamania-dlaczego-w-polsce-prawda-stala-sie-wrogiem

Ludzie zazwyczaj nie szukają prawdy, lecz potwierdzenia własnych iluzji” – Bertrand Russell

Żyjemy w kraju, który z fascynującą, choć bolesną precyzją, pielęgnuje swoje iluzje. To nie jest teza publicystycznej egzaltacji. To po prostu brutalna diagnoza codzienności. Widzimy, że choć wiedza o manipulacji jest powszechna, paradoksalnie największym wrogiem staje się nie pociągający za sznurki, lecz ten, który ośmiela się wskazać mechanizm ich działania.

„Prawda, tak jak złoto, daje się otrzymać nie przez powiększenie jej ilości, ale przez wypłukanie wszystkiego, co nią nie jest.”— Lew Tołstoj

Prawda w dyskursie przestała być wartością nadrzędną, a stała się towarem deficytowym, wręcz niebezpiecznym. Posiada ona bowiem jedną, niewybaczalną dla wielu cechę – nie daje świętego spokoju… Wymaga wysiłku intelektualnego i emocjonalnego, do którego wygodne przekonanie, że „jakoś to będzie”, skutecznie zniechęca. Łatwiej jest zadekretować wrogość do człowieka, który wyrywa nas z letargu, niż zmierzyć się z faktem, że nasze dotychczasowe kierunki rozmyślań były jedynie komfortowym kłamstwem. To psychologiczne zjawisko, w którym gniew przesuwa się z centrum manipulacji na posłańca złych wieści. Oplucie kogoś, kto ostrzega przed przepaścią, jest znacznie mniej wymagające niż zatrzymanie się i zmiana obranej ścieżki. Prawda psuje komfort samozakłamania, w którym tak wielu odnalazło swoją przystań.

„Nie można ukryć trzech rzeczy: słońca, księżyca i prawdy.” – Budda

W tym swoistym teatrze absurdu role zostały rozdzielone w sposób przewrotny. Kłamca, grający sprawnie na emocjach, awansuje do rangi autorytetu, stając się przewodnikiem dla zagubionych. Tymczasem osoba mówiąca prawdę jest spychana na margines, stając się wrogiem publicznym numer jeden. Nie pasuje do układu, nie dając się kupić komplementami ani groźbami, a co najważniejsze – burzy misternie budowaną fasadę wspólnego wyobrażenia o świecie. Warto jednak zauważyć, że ta niechęć do prawdy jest również dowodem na jej ogromną siłę. Skoro prawda budzi tak skrajne emocje, znaczy to, że wciąż potrafi poruszyć fundamenty, na których opiera się fałsz. Ludzie boją się prawdy nie dlatego, że jest ona słaba, ale dlatego, że jest ostateczna.

„W czasach powszechnego kłamstwa mówienie prawdy jest aktem rewolucyjnym.” – George Orwell

Czy skazani jesteśmy na wieczne trwanie w iluzji? Historia uczy, że nawet najsilniejszy gmach kłamstwa rozpada się pod wpływem konsekwentnego świadectwa. W krajach, gdzie prawda jest spychana do narożnika, każdy, kto decyduje się na jej głośne wypowiadanie, przestaje być tylko jednostką – staje się głosem sumienia. W świecie, który tak bardzo boi się lustra, autentyczność jest najbardziej radykalną formą buntu. Nie szukajmy w tym wszystkim nadziei na szybką zmianę, lecz na trwałe zasianie ziarna refleksji.

Nawet jeśli dziś prawdomówca jest intruzem, jutro może stać się jedynym punktem odniesienia w morzu chaosu. Prawda nie potrzebuje aplauzu; ona po prostu jest – i w odpowiednim momencie upomni się o swoje.

Bogdan Morkisz

Polka ze Lwowa atakuje polityków w Polsce: Dopiero się obudzili? Dopiero teraz zauważyli banderyzację?

Marsz Stepana Bandery w Kijowie, 1 I 2019 r. Fot. Aleksandr Gonczarow, Apostrof

Polka ze Lwowa atakuje polityków PiS: Dopiero się obudzili? Dopiero teraz zauważyli banderyzację?

24 June 2026

„Dopiero teraz zauważyli banderyzację?” – pyta Maria Pyż, Polka ze Lwowa i redaktor naczelna Polskiego Radia Lwów, komentując reakcje polskich polityków na nadanie ukraińskiej jednostce imienia „Bohaterów UPA”. Jak podkreśla, zmiany nazw ulic i inne działania odwołujące się do UPA trwały na Ukrainie od lat, a rząd PiS miał unikać odpowiedzi, zasłaniając się relacjami polsko-ukraińskimi.

Maria Pyż, dziennikarka i Polka ze Lwowa, odniosła się w rozmowie z Interią do sporu wokół odebrania Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego oraz napięć dyplomatycznych między Warszawą a Kijowem.

W rozmowie z Interią dziennikarka odniosła się również do decyzji Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek wojskowych tytułu „Bohaterów UPA”. Przyznała, że banderyzacja na Ukrainie jest poważnym problemem w relacjach polsko-ukraińskich, ale podkreśliła, że zjawisko to nie pojawiło się dopiero teraz.

„Dopiero się obudzili? Dopiero teraz zauważyli banderyzację? Czy to pierwsza jednostka, która otrzymała tytuł nawiązujący do UPA? Czy nie były zmieniane nazwy ulic we Lwowie i innych miastach? Czy to wszystko nie działo się latami?” – pytała.

Pani Pyż stwierdziła, że gdy Polacy ze Lwowa kierowali pytania do poprzedniego rządu, słyszeli odpowiedzi o nadrzędnym znaczeniu relacji międzynarodowych, w tym polsko-ukraińskich.

„To nie jest dla nas żadna nowość” – powiedziała.

Zobacz też: Prawy Sektor organizuje marsz ku czci SS „Galizien” we Lwowie. Start pod pomnikiem Bandery

Zobacz też: Grekokatolicki arcybiskup broni banderyzmu. Gość Niedzielny nazywa ludobójstwo „tragedią wołyńską”

Stosunki polsko-ukraińskie wcale się nie pogorszyły. Po prostu wrzód pękł.

Wina leży po stronie Ukrainy

Łukasz Jastrzębski myslpolska/wina-lezy-po-stronie-ukrainy

Stosunki polsko-ukraińskie wcale się nie pogorszyły. Są dokładnie takie same jak były tydzień, miesiąc, rok temu. Po prostu wrzód pękł i pewne sprawy wypłynęły i zostały zauważane przez opinię społeczną. Uważam, że mamy do czynienia z dwoma źródłami tego stanu rzeczy. Pierwszym jest Waszyngton, zaś drugim Kijów. Czasem tak bywa, że decyzje zapadające w sprawie Polski poza Polską są dla niej korzystne. Tak się właśnie stało moim zdaniem tym razem.

Prezydent Polski Karol Nawrocki zdecydował ogłosić decyzję o odebraniu Orderu Orła Białego wyjątkowo nieciekawemu przywódcy państwa jakim jest Wołodymyrowi Zełenskiemu – po powrocie z Stanów Zjednoczonych.

Mam hipotezę: Amerykanie kontrolują znaczną część przemysłu (w tym wydobywczego) i rolnictwa na Ukrainie. Zełenski się im rozbrykał, gdyż czuje oparcie polityczne i finansowe w konkurencyjnej dla USA Brukseli. Stanom Zjednoczonym zależy na konflikcie kontrolowanym i punktowym, nie na szaleńczej eskalacji. Swoje na broni zarobili, zapewne dzisiaj porównywalne lub większe pieniądze będą mogli robić na doprowadzaniu do pokoju i późniejszym pokoju. Nie jest w ich interesie rozlanie tego konfliktu, ponieważ to może uniemożliwić na lata czerpanie zysków z Ukrainy. Do tego zapewne chcą wrócić do interesów z Federacją Rosyjską, co jest konieczne w kwestii chińskiej.

Wołodymyr Zełenski z pełną premedytacją doprowadził do konfliktu z Polską. Tu nie ma przypadków. Nie jest on kompletnym idiotą i doskonale wiedział jak zareaguje polska opinia publiczna na nazwanie jednostki wojskowej imieniem „Bohaterów UPA”. Chciał tego, by jego słowa „P*****ć Polskę i Polaków” – o czym poinformowała na Kanale Zero dziennikarka Arleta Bojke – wypłynęły i stało się o nich głośno. Potwierdzeniem jest chamskie odesłanie najwyższego polskiego orderu poczta kurierską do Polski.

Zełenski potrzebuje konfliktu zewnętrznego, by ukryć problemy wewnętrzne. Głównie te związane z licznymi aferami i wszechobecnym złodziejstwem. Potężne afery korupcyjne są dla przywódcy Ukrainy wielkim obciążeniem i skończą się dla niego zapewne tragicznie. Szczególnie wizerunkowo ciąży mu wywlekana przez dziennikarzy sprawa korupcyjna swoich bliskich współpracowników Andrija Jermaka i przebywającego już w Izraelu Tymura Mindicza.

Wołodymyr Zełenski nie ma najmniejszych szans w jakichkolwiek wyborach na Ukrainie. Ludzie mają dosyć wojny, życia w strachu, łapanek na ulicach, wszechobecnej korupcji, deficytu demokracji. Jedyną szansą na trwanie Zełenskiego u władzy, jest przenoszenie niezadowolenia na obszary mniej związane z jego otoczeniem, najlepiej na te międzynarodowe. Do tej pory zaogniał sytuacje z Węgrami. Po przegranej Viktora Orbana i zwycięstwie wspieranego przez niego Pétera Magyara musiał znaleźć inne ogniwo konfliktu. Doskonale do tego nadaje się coraz mniej przychylna Ukrainie Polska.

Ta sytuacja nie jest wcale zła dla Polski. Odebranie Orderu Orła Białego roszczeniowemu Wołodymyrowi Zełenskiemu, co oczywiste było słuszne, ale może być również korzystne dla Polski. Po pierwsze chyba w wielu mediach na Europy powiedziano czym był i jest ukraiński w dalszym ciągu szowinizm spod znaku OUN-UPA. Po raz pierwszy Niemcy, Francuzi czy Brytyjczycy usłyszeli o mordowanych niemowlakach, dzieciach, kobietach i starcach. Usłyszeli o siekierach, widłach, cepach, nożach – nie jako o ruskiej propagandzie, ale jako o narzędziach krzewienia ukraińskiego szowinizmu.

Po drugie wspomniana sytuacja ośmieliła rzesze Polaków, by stawiać pytania o straty i korzyści z wspierania Ukrainy. To co ludzie mówili po cichu w kolejkach do lekarzy, na spotkaniach rodzinnych i w miejscach swojej pracy wylało się masowo w mediach społecznościowych. To klęska tych, których premier Leszek Miller słusznie nazwał V kolumną banderyzmu. Ludzie przestali wierzyć w wyświechtana i od początku kłamliwe slogany o tym, że Ukraina broni nas przed Rosją, że na Ukrainie nie ma banderyzmu, że Ukraina powinna wejść do Unii Europejskiej i NATO.

Donald Trump i Wołodymyr Zełenski przypadkowo pomogli Polakom w otrzeźwieniu.

Egoizm prezydenta Stanów Zjednoczonych i przywódcy Ukrainy sprawił, że Polska jest w minimalnie lepszym położeniu. Świadomość tego, kto kim jest – ma istotną wagę w sprawach politycznych. Wreszcie Polacy pytają – co my mieliśmy i mamy ze pełnego wsparcia dla mało przyjaznego nam państwa? Nareszcie ktoś pyta – ile nas to kosztuje i ile będzie kosztować w przyszłości. Kończy się właśnie w Polsce bezrozumna miłość do Ukrainy i Ukraińców.

Pytanie czy starczy nam determinacji, by konsekwentnie stać na polskim stanowisku. By robić to co się opłaca naszej wspólnocie narodowej. Mam nadzieję, że tym razem nie ulegniemy zagranicznej presji możnych, działaniu wewnątrzkrajowej agentury i ckliwym referowaniu w zależnych od obcych ośrodków mediów sprawy ukraińskiej.

Łukasz Jastrzębski

====================================

Miller o Ukrainie i decyzji Nawrockiego

Miller o Ukrainie i decyzji Nawrockiego:

„Pierwszy raz miałem satysfakcję”

24.06.2026 nczas/miller-o-ukrainie-i-decyzji-nawrockiego-pierwszy-raz-mialem-satysfakcje

Były premier Leszek Miller w rozmowie z Bogdanem Rymanowskim na antenie Radia ZET odniósł się do konfliktu polsko-ukraińskiego.

W ocenie polityka zaszkodzi on Ukrainie – a nie Polsce.

Miller jasno wskazał, że odpowiedzialny za pogorszenie stosunków polsko-ukraińskich jest Wołodymyr Zełeński. Jak powiedział, prezydent Ukrainy nie ma zamiaru ich odbudowywać.

Ukraina dalej idzie banderowskim kursem i to wszystko źle się skończy dla Ukrainy. Ukraina przegra wojnę z Rosją i nastąpi wymiana całego kierownictwa politycznego Ukrainy – ocenił Miller.

Jak dodał, dopóki Ukrainą rządzi „ta ekipa”, to kraj ten „spoczywa w swojej ideologicznej podstawie na banderowskim nazizmie”. – Jest jeden prezydent nacjonalista i nazywa się Zełeński – powiedział Miller, odnosząc się do wpisu prof. Antoniego Dudka.

„Dwóch prezydentów nacjonalistów niszczy to, co udało się osiągnąć Polsce i Ukrainie przez trzy ostatnie dekady” – grzmiał prof. Dudek.

W ocenie byłego premiera decyzja prezydenta Karola Nawrockiego o odebraniu Zełeńskiemu Orderu Orła Białego była dobra. – Pierwszy raz miałem satysfakcję, że polski polityk wysokiego szczebla stanął w obronie pamięci okrutnie pomordowanych, bezbronnych Polaków – wskazał.

Rymanowski zaznaczył, że ukraińskie społeczeństwo popiera odsyłanie polskich orderów. – 99 proc. Ukraińców, obecnych w sieci, popiera masowe odsyłanie orderów. Oni uznali decyzję prezydenta Nawrockiego za potwarz, za upokorzenie. Uważają, że mają prawo do tego, żeby prowadzić taką a nie inną politykę historyczną – mówił dziennikarz.

To tylko dowodzi tyle, co się stało w ostatnich latach ze społeczeństwem ukraińskim, jak przekierowanie świadomości Ukraińców na tory akceptacji zbrodniczego nacjonalizmu w dużej części się powiodło – skwitował Miller.

W dalszej części były premier ocenił, że doktryna Giedroycia zdezaktualizowała się po wejściu Polski do NATO i stała się doktryną „idealistyczną, kosztowaną i naiwną w realiach suwerennego państwa, będącego członkiem NATO”. – Kontynuowanie jej w czystej postaci prowadzi do jednostronnych koncesji na rzecz Ukrainy i zaniedbywania polskiego interesu narodowego – dodał. Zaznaczył też, że polskie bezpieczeństwo „nie zależy od Ukrainy, tylko od przyszłości, stabilności Paktu Północnoatlantyckiego i Unii Europejskiej”.

– Przecież my od dawna graniczymy z Rosją i rosyjskie wojska stoją na polsko-rosyjskiej granicy. Co więcej, jeżeli Pan połączy, czy doda, długość granicy z Obwodem Kaliningradzkim plus długość granicy z Białorusią, która jest w obrębie wpływów rosyjskich, to to jest linia dłuższa niż granica z Ukrainą – wskazał.

Konferencja prasowa połączonych Komisji ds. zwrotu orderów i zegarków

Konferencja prasowa

połączonych Komisji

ds. zwrotu orderów i zegarków

Autor: CzarnaLimuzyna , 24 czerwca 2026

AIX

Na samym początku pragnę rozwiać wrażenie, zaprzeczając opiniom prawicowych mediów jakoby Konferencja wypadła źle. Pomimo prowokacji ze strony proputinowskich środowisk pokazała stabilną wolę przezwyciężenia kryzysu we wzajemnych relacjach i utrzymania wieloletniej przyjaźni.

Konferencja

– Z powodu dość wolnego tempa zwrotów orderów…

– I zegarków. – dorzucił ktoś z grupy dziennikarzy

– I zegarków. – dokończył minister i chrząknął. Po chwili milczenia nabrał potężny haust powietrza i zaczął recytować.

– Wychodząc naprzeciw zwiększonego zapotrzebowania… postanowiliśmy razem z naszym ukraińskim partnerem nadać temu wydarzeniu rangę stałej bilateralnej współpracy. Nasze Ministerstwo postanowiło umożliwić stronie ukraińskiej zwiększenie ogólnej puli zwrotów poprzez przyznanie dodatkowej liczby orderów i pamiątkowych zegarków. Informujemy, że pierwszy pakiet już został dostarczony do Kijowa pocztą lotniczą. Czy są jakieś pytania?

– Czy plany uwzględniają również zwrot kopert?

– Pytanie jest niestosowne, panie redaktorze. Pan doskonale wie, że trwa wojna.

– Ale ja pytam o zwrot kopert z waszej strony.

– Jeżeli będzie pan dalej prowokować, każę wyprowadzić pana z sali – odpowiedział groźnie minister.

– Równocześnie deklarujemy, że nie będziemy stosować filozofii skrajnej prawicy oko za oko, order za order. Z tej okazji chcemy podziękować premierowi Morawieckiemu, który wyłamał się z konfrontacyjnego kursu. Jak widać jest możliwa współpraca ponad podziałami…

– Ponad przelewami! – krzyknął ten sam niesforny dziennikarz.

Po chwili, dwóch rosłych funkcjonariuszy wyprowadziło z sali próbującego stawiać opór dziennikarza. „Precz z cenzurą!” – zdążył jeszcze krzyknąć, na koniec, wypychany za próg.

– Nie będziemy tolerować dezinformacji. Putin cieszy się z każdej takiej prowokacji.

– Putin się cieszy z każdego zwróconego zegarka! – rzucił sarkastyczną uwagę kolejny dziennikarz. Złośliwy komentarz nie dotarł jednak do telewidzów. Ułamek sekundy wcześniej transmisja została  przerwana.

1 czerwca 2022 roku Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski uhonorował ówczesnego premiera Mateusza Morawieckiego oraz ówczesnego wicepremiera Jarosława Kaczyńskiego Orderem Jarosława Mądrego drugiej klasy. /link/

=====================================

mail:

Czeski polityk ostro o Ukrainie, UPA i Zełeńskim. Broni Polski mocniej, niż rząd w Warszawie. „Ukraina przyznaje się do kolaboracji z nazistami”

Czeski polityk ostro o Ukrainie, UPA i Zełeńskim.

Broni Polski mocniej, niż rząd w Warszawie.

„Ukraina przyznaje się do kolaboracji z nazistami”

23.06.2026 nczas/czeski-polityk-ostro-o-ukrainie-upa-i-zelenskim-broni-polski-mocniej-niz-rzad-w-warszawie-ukraina-przyznaje-sie-do-kolaboracji-z-nazistami

Tomio Okamura.
NCZAS.INFO | Przewodniczący czeskiej Izby Poselskiej Tomio Okamura. / Fot. PAP/CTK

Przewodniczący ruchu Wolność i Demokracja Bezpośrednia (SPD) oraz przewodniczący czeskiej izby poselskiej Tomio Okamura w ostrych słowach skrytykował Ukrainę, odradzanie się nazizmu i banderyzmu w Kijowie oraz opowiedział się za Polską. „Odmawiamy finansowania Ukrainy, która przyznaje się do kolaborantów z nazistami” podkreślił czeski polityk.

Okamura to czesko-japoński przedsiębiorca i przewodniczący czeskiej izby poselskiej. Urodził się w Tokio, matka była Morawianką, a ojciec miał pochodzenie japońsko-koreańskie.

W poniedziałek wieczorem ostro potępił Kijów i banderyzm oraz stanął po stronie Polaków.

„Nawet Polacy mają już dość tego, że ukraińskie państwo 🇺🇦 oficjalnie przyznaje się do kolaborantów, którzy mordowali Czechów, Polaków i Żydów. Kiedy Polacy zaprotestowali przeciwko temu, Ukraińcy zaczęli ich wulgarnie obrażać” – napisał Okamura na X.

„Odmawiamy finansowania Ukrainy, która przyznaje się do kolaborantów z nazistami. Odmawiamy, by takie państwo wstąpiło do UE i NATO! Kiedy ktoś zaprotestuje przeciwko temu, że ukraiński prezydent oficjalnie przyznaje się do ukraińskich rzeźników, którzy dokonywali ludobójstwa, Ukraińcy są jeszcze bardziej urażeni. A gdzie jest pan prezydent Petr Pavel? Dlaczego nie wypowie się na temat tego, że jego ukraińscy przyjaciele przyznają się do morderców, którzy mordowali także Czechów?” – zapytał czeski polityk.

Następnie odniósł się do nazwania jednej z ukraińskich jednostek imieniem „Bohaterów UPA”. Okamura przypomniał, że UPA odpowiedzialna jest za „masakry nawet kilkuset tysięcy Polaków, Żydów, Czechów i Ukraińców na Ukrainie podczas drugiej wojny światowej”. Wspomniał też o odebraniu przez Karola Nawrockiego Orderu Orła Białego Wołodymyrowi Zełeńskiego.

„W weekend na Ukrainie wybuchła antypolska 'burza’. Były ukraiński minister spraw zagranicznych Dmytro Kułeba oświadczył, że polski prezydent 'nienawidzi Ukraińców jako fenomen’. Radykalny ukraiński nacjonalista i dowódca ochotniczej armii Dmytro Jarosz nazwał rzekomo polskich polityków ’sprzedanymi dziwkami’. Pojawiło się też twierdzenie ukraińskiej dziennikarki, że po tym, jak Zełeński został ostrzeżony przed konsekwencjami swojego kroku, miał rzekomo wulgarnie skomentować sprawę: 'Je**ć Polaków.’ Ukraińcy masowo wysyłają swoje odznaczenia do Warszawy” – czytamy we wpisie.

Przytoczył też atak szefa ukraińskiego MSZ Andrija Sybihy, który „ostro zaatakował Polskę oraz prezydenta Nawrockiego”. Wspomniał też o zwrocie kolejnych orderów ze strony Ukraińców. Przytoczył także słowa szefa kancelarii prezydenta Zbigniewa Boguckiego, który podkreślił, że „przedstawiciele ukraińskich urzędów zwracają polskie odznaczenia lekką ręką, zapominając, że te same ręce były wyciągnięte po pomoc, a ta pomoc przyszła z polskich rąk: od polskiego rządu, samorządów, organizacji pozarządowych i milionów Polaków”.

„Polska dziennikarka Arleta Bojke z Channel Zero opublikowała komentarz do skandalu z nazwaniem ukraińskiej jednostki 'Bohaterów UPA’. Według Bojki, która powołuje się na oświadczenie byłego ukraińskiego posła Ihora Mosijczuka, Zełeński rzekomo użył wulgarnych wyrażeń do opisu Polski i Polaków i był świadomy tego, co jego krok wywoła. 'Kiedy do Zełeńskiego przyszli ludzie i powiedzieli mu, by nie nazywał tej ukraińskiej jednostki po UPA, że to rozdrażni Polaków, Wołodymyr Zełeński rzekomo odpowiedział: 'Je**ć Polskę i Polaków’” – napisał przewodniczący czeskiej izby poselskiej Tomio Okamura.

Szkoda, że władze Czech bardziej upominają się o pamięć Polaków, niż niby-polski rząd.

„Szanowny Panie Gestapo”… Doniósł na chłopca sprzedającego lemoniadę

Ktoś doniósł na chłopca sprzedającego lemoniadę.

Nietypowa interwencja straży miejskiej.

Posted by Marucha w dniu 2026-06-23 marucha/doniosl-na-chlopca-sprzedajacego-lemoniade-nietypowa-interwencja-straz

Mały stolik, domowa lemoniada i pomysł, żeby zarobić na wymarzone książki. Tyle wystarczyło, by w Bogatyni zrobiło się głośno o młodym sprzedawcy, na którego ktoś doniósł do straży miejskiej.

[Jakżeż to polskie… „Szanowny Panie Gestapo”… – admin]

Patrol rzeczywiście przyjechał na miejsce, ale zamiast chłodnej urzędniczej kontroli wydarzyło się coś, co rozbawiło i wzruszyło internautów. Strażnicy „zabezpieczyli” cały towar, wykupując lemoniadę z własnych pieniędzy.

Ta historia mogła potoczyć się zupełnie inaczej. W ostatnich latach w Polsce nie brakowało sytuacji, w których dziecięce stoiska z lemoniadą budziły więcej urzędowych emocji niż powinny. Tym razem jednak zwyciężyły zdrowy rozsądek, życzliwość i poczucie humoru.

Do zdarzenia doszło w Bogatyni. Jeden z mieszkańców poinformował straż miejską, że chłopiec sprzedaje przy ulicy przygotowaną przez siebie lemoniadę. Na miejsce wysłano patrol. Funkcjonariusze potwierdzili zgłoszenie, wykonali swoje czynności, a później podjęli decyzję o „zabezpieczeniu całego dostępnego towaru”. Brzmiało poważnie, ale finał okazał się wyjątkowo sympatyczny.

Najlepsza możliwa „konfiskata”

Straż Miejska w Bogatyni wyjaśniła później, że „zabezpieczenie” polegało po prostu na wykupieniu całej lemoniady przez funkcjonariuszy z własnych środków. Napój został wypity, a jego jakość oceniono bardzo wysoko.

— Uspokajamy — zabezpieczenie polegało na wykupieniu całej partii lemoniady przez strażników we własnym zakresie. Towar został skonsumowany, a jego jakość oceniono bardzo wysoko — przekazała Straż Miejska w Bogatyni.

Ten komunikat od razu nadał całej sprawie zupełnie inny ton. Zamiast kolejnej historii o nadgorliwości wobec dziecka, powstała opowieść o dorosłych, którzy potrafili potraktować sytuację z uśmiechem, a jednocześnie przypomnieć o bezpieczeństwie.

Strażnicy pogratulowali młodemu sprzedawcy przedsiębiorczości. W żartobliwym tonie pochwalili też skuteczność funkcjonariuszy w eliminowaniu „zagrożeń związanych z nadmiarem lemoniady na ulicach miasta”.

Fabian chciał zarobić na książki

Lokalne media podały, że chłopiec ma na imię Fabian i sprzedawał lemoniadę, aby uzbierać pieniądze na książki. To szczegół, który sprawił, że historia jeszcze mocniej poruszyła internautów. Bo trudno znaleźć bardziej niewinny przykład wakacyjnej przedsiębiorczości niż dziecko, które robi lemoniadę i próbuje samodzielnie zebrać pieniądze na coś, co jest dla niego ważne.

Po interwencji głos zabrała również mama chłopca. — Fabian jest bardzo zadowolony z dzisiejszej sprzedaży lemoniady, a przede wszystkim chce podziękować paniom ze straży miejskiej z Bogatyni — napisała pani Agnieszka.

To krótkie zdanie najlepiej pokazuje, że cała sytuacja nie zakończyła się stresem ani przykrym wspomnieniem. Przeciwnie — dla młodego sprzedawcy mogła stać się jedną z tych historii, które zapamiętuje się na długo: pierwsza sprzedaż, nietypowa wizyta straży miejskiej i klienci, którzy wykupili wszystko do ostatniej kropli.

Dziecięca przedsiębiorczość potrzebuje dorosłej życzliwości

W tej historii łatwo skupić się na samym zgłoszeniu. Ktoś uznał, że dziecięcy stolik z lemoniadą wymaga interwencji. Można się z tego śmiać, można się oburzać, ale najważniejszy jest finał. Strażnicy pokazali, że przepisy i zdrowy rozsądek nie muszą stać po przeciwnych stronach.

Funkcjonariusze przypomnieli przy okazji, że obecnie nie ma przepisów, które wprost regulowałyby takie okazjonalne, sąsiedzkie inicjatywy prowadzone przez dzieci. Zwrócili jednak uwagę na rolę rodziców i opiekunów.

— Zachęcamy rodziców i opiekunów do zachowania rozsądku oraz sprawowania nadzoru nad młodymi przedsiębiorcami, szczególnie w zakresie bezpieczeństwa i miejsca prowadzenia sprzedaży — podkreślili strażnicy.

To ważne dopowiedzenie. Dziecięca przedsiębiorczość jest piękna, ale najlepiej działa wtedy, gdy dorośli czuwają nad bezpieczeństwem. Chodzi o miejsce sprzedaży, ruch uliczny, higienę, kontakt z obcymi osobami i zwykłą obecność kogoś starszego w pobliżu. Nie po to, by zgasić zapał dziecka, lecz po to, by mogło próbować nowych rzeczy w bezpiecznych warunkach.

Mała lemoniada, duża lekcja

Historia z Bogatyni ma w sobie coś bardzo polskiego i bardzo dobrego. Jest w niej trochę absurdu, trochę humoru, ale przede wszystkim dużo życzliwości. Mógł być mandatowy chłód, a była pochwała przedsiębiorczości. Mógł być stres, a zostało wspomnienie udanej sprzedaży. Mógł być konflikt, a powstał uśmiech, który szybko rozszedł się po internecie.

Takie sytuacje przypominają, że dzieci uczą się odwagi nie tylko z podręczników. Uczą się jej wtedy, gdy wystawiają pierwszy stolik, robią pierwszy napój, rozmawiają z pierwszym klientem i widzą, że świat dorosłych nie musi od razu odpowiadać karą na każdy przejaw samodzielności.

Oczywiście nie każda dziecięca inicjatywa może działać bez zasad. Ale zasady powinny pomagać, a nie odbierać radość. W Bogatyni udało się znaleźć właściwy ton: była interwencja, było przypomnienie o bezpieczeństwie, ale była też zwykła ludzka sympatia.

Może dlatego ta krótka historia tak spodobała się internautom. W czasach, gdy łatwo narzekać na brak empatii, kilka kubków lemoniady wystarczyło, by pokazać coś odwrotnego: że rozsądek i dobroć nadal potrafią wygrać z nadgorliwością.

A Fabian? On prawdopodobnie zapamięta ten dzień jako bardzo udany biznesowo. W końcu nie każdy młody przedsiębiorca może powiedzieć, że jego pierwszy towar został wykupiony w całości przez straż miejską.

[Miejmy nadzieję, że nie zapomni też o skurwielu, który doniósł. Co trzeba mieć w czerepie, by donosić na dzieciaka? – admin]

Jarema Świt https://dobrewiadomosci.net.pl

Skuteczność przechwytywaczy Patriot PAC-3 zakupionych przez Polskę to od 2% do 4% !

Znikoma skuteczność przechwytywaczy Patriot PAC-3 zakupionych przez Polskę

news/nato-gathers-experts-for-integrated-air-and-missile-defence-conference-in-poland

Na powyższej dorocznej konferencji w Gdyni wykład wygłosił Ted Postol, profesor MIT i czołowy ekspert na temat technologii rakietowej i przechwytywania pocisków balistycznych. 

W poniższym wywiadzie Postol twierdzi, że Pentagon nie posiada żadnych dowodów na rzekomo ponad 90% udanych przechwyceń pocisków przez najnowszą generację Patriot Pac3.

Na podstawie analizy zebranych nagrań wideo rakiet irańskich, procent ten wynosi od 2% do 4% !

Postol powiedział o tym polskim oficerom obecnym na prezentacji, którzy po zakończeniu podziękowali mu za ostrzeżenie…

Pytanie: czy MON zażądał od Raytheon, producenta systemu Patriot, dowodów na jego skuteczność? Pieniądze podatnika wydane na złom jako haracz za iluzoryczną obronę sojuszniczą.