Ukraina sprzedała rakiety otrzymane z USA?

Ukraina sprzedała rakiety otrzymane z USA?

magnapolonia/ukraina-sprzedala-rakiety-otrzymane-z-usa

Donald Trump twierdzi, że rakiety przekazywane Ukrainie za prezydentury Joe Bidena były następnie sprzedawane  na wolnym rynku. Jeżeli zarzuty amerykańskiego prezydenta się potwierdzą, sprawa będzie oznaczała poważny problem nie tylko dla Waszyngtonu, ale również dla wszystkich państw finansujących i uzbrajających Kijów. Wątpliwości dotyczące kontroli nad zachodnim uzbrojeniem pojawiały się już wcześniej, a oficjalne raporty amerykańskich instytucji wskazywały na istotne luki w systemie nadzoru. Z powodu propagandy wojennej nie mówiono o tym jednak powszechnie. Aż do dzisiaj.

Ukraina sprzedała rakiety otrzymane z USA?. W wywiadzie dla Newsmax Trump zarzucił poprzedniej administracji przekazanie Ukrainie ogromnych ilości broni i pieniędzy, jednocześnie kwestionując, co stało się z dostarczonymi środkami. Według niego część przekazywanych rakiet miała trafić na wolny rynek. Prezydent USA wiąże również politykę poprzednika z uszczupleniem amerykańskich zapasów uzbrojenia, które Waszyngton musi obecnie odbudowywać. Administracja Trumpa ogranicza w związku z tym dostępność części amunicji dla sojuszników, argumentując, że pierwszeństwo mają potrzeby własnych sił zbrojnych.

Na razie słowa Trumpa należy traktować jako poważne oskarżenie, że konkretne partie podarowanych przez Waszyngton amerykańskich rakiet zostały przez Kijów sprzedane. Co więcej, to nie pierwsze tego typu oskarżenie. Kwestia kontroli nad zachodnim uzbrojeniem przekazywanym Ukrainie była przedmiotem oficjalnych zastrzeżeń na długo przed jego wypowiedzią.Już w styczniu 2024 roku inspektor generalny amerykańskiego Departamentu Obrony opublikował raport dotyczący nadzoru nad szczególnie wrażliwym sprzętem wojskowym dostarczanym Ukrainie. Wskazano w nim na problemy z dokumentowaniem i kontrolą wyposażenia o łącznej wartości około miliarda dolarów. Chodziło o towary objęte zaostrzonymi procedurami monitorowania, w tym uzbrojenie i sprzęt, którego utrata lub nieuprawnione wykorzystanie mogłyby mieć poważne konsekwencje.

Równie istotne wnioski przyniósł raport amerykańskiego Government Accountability Office z marca 2024 roku. Kontrolerzy stwierdzili, że Pentagon nie dysponował wystarczająco wiarygodnymi danymi dotyczącymi dostaw uzbrojenia Ukrainie, a procedury monitorowania jego dalszego wykorzystania zostały zmodyfikowane z powodu trwającej wojny. Departament Obrony nie przeprowadził przy tym pełnej oceny, czy przyjęte rozwiązania skutecznie chronią przed utratą lub niewłaściwym wykorzystaniem sprzętu.

Oznacza to, że problem nie sprowadzał się wyłącznie do politycznych oskarżeń czy medialnych spekulacji. Amerykańskie instytucje kontrolne same wskazywały na niedoskonałości systemu ewidencjonowania dostaw i sprawdzania, czy przekazane wyposażenie rzeczywiście trafia do właściwego odbiorcy i jest wykorzystywane zgodnie z przeznaczeniem. Nie jest to jednak równoznaczne z potwierdzeniem, że miliardy dolarów w uzbrojeniu zostały sprzedane na czarnym rynku.

Ukraina od lat zmaga się z niewyobrażalną korupcją, klientelizmem i systemowymi problemami z przejrzystością zamówień publicznych. Wojna nie sprawiła, że te zjawiska zniknęły. Przeciwnie, ogromne transfery pieniędzy, sprzętu i amunicji, realizowane w warunkach presji czasu i ograniczonych możliwości kontroli, stworzyły dodatkowe pole do nadużyć. Wystarczy wspomnieć, że po wybuchu wojny Ukraińcy stali się europejskimi liderami w zakupach luksusowych samochodów. Skąd wzięli na to pieniądze w czasie, gdy kraj sukcesywnie biednieje?

Przykładem niech będzie ujawniona w 2024 roku afera związana z zakupem amunicji moździerzowej. Ukraińskie służby poinformowały wówczas o podejrzeniu defraudacji blisko 40 mln dolarów przeznaczonych na zakup 100 tys. pocisków. W sprawę mieli być zamieszani pracownicy przedsiębiorstwa zbrojeniowego oraz przedstawiciele resortu obrony. Pieniądze miały zostać przekierowane na inne rachunki, zamiast posłużyć do realizacji kontraktu. Był to kolejny dowód na to, że nawet środki przeznaczone bezpośrednio na prowadzenie wojny mogą stać się przedmiotem korupcyjnych operacji.

Problem ma również wymiar międzynarodowy. Broń, która opuszcza magazyny jednego państwa, może w wyniku kradzieży, nielegalnego pośrednictwa lub nieautoryzowanego transferu trafić do odbiorców w innych regionach świata. W przypadku uzbrojenia przenośnego i amunicji ryzyko takie jest szczególnie istotne. Ewentualne pojawienie się zachodnich systemów uzbrojenia poza pierwotnym obszarem dostaw mogłoby zagrozić bezpieczeństwu wielu państw, a także interesom samych producentów.

Już w 2022 roku amerykańskie władze uruchomiły działania mające przeciwdziałać nielegalnemu przekierowywaniu zaawansowanej broni z Ukrainy do terrorystów. Ukraina oczywiście wszystkiego sie wyparła. W kolejnych latach zarówno Departament Obrony, jak i Government Accountability Office wskazywały na konieczność poprawy nadzoru oraz dokumentowania transferów. Nie oznacza to, że potwierdzono masowy proceder sprzedaży zachodniego uzbrojenia przez klikę Zełenskiego, ale pokazuje, że ryzyko nie było wymysłem powstałym dopiero po ostatnich wypowiedziach Trumpa.

Zarzuty amerykańskiego prezydenta powinny spowodować powołanie specjalnej komisji Kongresu, która ustali, gdzie trafiły przekazane rakiety, kto odpowiadał za ich ewidencję i czy kontrole ich wykorzystania były wystarczające. Jeżeli istnieją dowody nielegalnej sprzedaży, powinny zostać przedstawione opinii publicznej, a odpowiedzialni za proceder pociągnięci do odpowiedzialności.

Państwa przekazujące Ukrainie uzbrojenie mają prawo oczekiwać, że będzie ono wykorzystywane zgodnie z deklarowanym przeznaczeniem. W sytuacji, gdy pomoc wojskowa osiąga ogromną skalę, a możliwości jej bieżącego nadzorowania są ograniczone, przejrzystość nie może być traktowana jako kwestia drugorzędna. Skala korupcji na Ukrainie i wcześniejsze zastrzeżenia amerykańskich instytucji kontrolnych stanowią wystarczający powód, by domagać się szczegółowych rozliczeń. W przeciwnym razie zachodnie państwa ryzykują nie tylko marnotrawienie publicznych pieniędzy, ale również utratę na rzecz wroga technologii.

Rosja, Szatan i wszechwiedzący tłum ignorantów

Rosja, Szatan i wszechwiedzący tłum ignorantów

ziesięć lat temu spotkałem się na lunchu z mężczyzną, który uparcie twierdził, że Władimir Putin jest diabolicznym przywódcą złego kraju, a Hillary Clinton jest wielką Amerykanką, która powinna zostać prezydentem.

Stało się to dwa lata po tym, jak rząd USA pod przewodnictwem Baracka Obamy, Josepha Bidena, Victorii Nuland i CIA zorganizował zamach stanu na Ukrainie w ramach wojny zastępczej z Rosją, oddając tym samym władzę neonazistom na Ukrainie.

Kiedy Rosja protestowała przeciwko próbie zamachu stanu na swojej zachodniej granicy, Waszyngton zlekceważył te obawy. Za każdym razem, gdy Rosja przez dekady narzekała na takie prowokacyjne działania, Stany Zjednoczone bagatelizowały je jako nieistotne.

Przez lata Stany Zjednoczone wspierały Ukrainę w mordowaniu rosyjskojęzycznej ludności we wschodniej Ukrainie, a kiedy Ukraina w końcu zgromadziła wojska do inwazji na Donbas, rosyjski rząd miał już dość i wysłał wojska w lutym 2022 roku, aby go bronić. W ten sposób hipokrytyczny Zachód udawał oburzenie, że to, co stworzył, w końcu obróciło się przeciwko niemu.

Rosja jest przedstawiana jako winowajca inwazji na Ukrainę. Od lat toczy się prawdziwa wojna zastępcza między USA a NATO przeciwko Rosji o Ukrainę, która staje się coraz bardziej niebezpieczna. Zagłada nuklearna staje się coraz bardziej realna, ponieważ administracja Trumpa wciąż przekracza granice i posługuje się manipulacyjnym językiem, aby ukryć fakt, że Stany Zjednoczone są siłą napędową tej wojny.

Hillary Clinton pełniła funkcję sekretarza stanu w administracji Obamy przez ostatnie pięć lat i między innymi przewodziła w akcji zniszczenia Libii przez administrację w 2011 roku. Kiedy libijski przywódca Muammar al-Kaddafi został schwytany, brutalnie torturowany i stracony bez procesu, Clinton triumfowała, śmiała się i powiedziała: „Przybyliśmy, zobaczyliśmy, on umarł”.

Jeśli to nie był znak zła, to nic nim nie jest. A jednak ten mężczyzna i jego siostra, która również była obecna na lunchu, byli wśród jej zwolenników i zamierzali na nią głosować.

Kiedy broniłem Putina i Rosji przed dążeniem USA i NATO do okrążenia Rosji wojskami, bazami i bronią jądrową, zostałem zaatakowany przez tego człowieka i jego siostrę jako złośliwy zwolennik teorii spiskowych. Uparcie twierdzili, że Putin jest szatanem, i nie mówiąc tego wprost, oskarżyli mnie o bycie sympatykiem „komunistów” – to samo stare kłamstwo, które słyszę od tych samozwańczych patriotów od lat 60., kiedy to sprzeciwiłem się wojnie USA w Wietnamie.

Od wielu lat Stany Zjednoczone i NATO rozmieszczają siły i bazy w krajach otaczających Rosję. Obejmuje to broń, którą można bardzo szybko przekształcić w broń jądrową. To tak, jakby Rosja zrobiła to samo w Meksyku i Kanadzie – a do tego dodajmy Kubę. Wiemy, jaka byłaby reakcja USA, ale kiedy Putin i jego rząd zgłosili sprzeciw, twierdząc, że narusza to wcześniejsze porozumienia i stanowi dla nas zagrożenie, został zbyty jak dziecko, które zmyśla.

Czas i propaganda odciskają swoje piętno na wielu ludziach z wiekiem, jak to miało miejsce w przypadku moich rozmówców, którzy w młodości mogli być zbulwersowani Clinton i nie głosować na nią. Jednak antyrosyjska ideologia wpajana im od młodości wzięła górę, wybuchając furią z demonicznej marionetki głęboko w ich psychice.

Oskarżyli mnie również o poparcie dla Donalda Trumpa w nadchodzących wyborach w 2016 roku, co było absurdalne, ponieważ nie głosuję na amerykańskich prezydentów, a Trump zawsze był dla mnie odrażający i niebezpieczny. Ponieważ jednak uważali Trumpa za prawą rękę Putina – jak absurdalnie twierdzili Clinton i Demokraci – myliłem się podwójnie, byłem w jakiś sposób niepatriotyczny i sympatyzowałem z „komunistami”. Były analityk CIA, Raymond McGovern, przekonująco obalił aferę „Russiagate”.

Dla niej Putin był strasznie zły i tyle, a ja broniłem diabła.

Nie przyszło im wtedy do głowy – i prawdopodobnie nadal nie przychodzi – że Trump jest zaprzysiężonym wrogiem Rosji [?? md] i wypełnia swoją rolę prezydenta USA, kontynuując zachodnie wysiłki mające na celu zniszczenie Rosji poprzez wojnę na Ukrainie, teraz pod płaszczykiem „NATOizacji” lub „ukrainizacji”, tak jak Richard Nixon zrobił to z „wietnamizacją” w Wietnamie. Wojna ta trwała pięć lub sześć lat od momentu, gdy termin ten został ukuty, by zwieść opinię publiczną. Obecna wojna z Rosją będzie przebiegać według tego samego schematu, chyba że Rosja odniesie niezaprzeczalne, miażdżące zwycięstwo lub wybuchnie wojna nuklearna, w którym to przypadku nie będzie już o czym mówić.

Wspominam ten incydent sprzed dekady, ponieważ w ostatnich latach stało się jeszcze bardziej oczywiste, że głęboko zakorzeniona nienawiść Amerykanów do Rosji jest silniejsza niż kiedykolwiek i że rząd USA, niezależnie od tego, kto jest prezydentem, będzie kontynuował swoje wysiłki na rzecz zniszczenia Rosji. Nie ma znaczenia, jakie zmiany zaszły w Rosji od upadku Związku Radzieckiego, czy od zakończenia wspieranej przez USA prezydentury Borysa Jelcyna w latach 90., która wyrządziła krajowi tak wiele szkód.

Klasa rządząca w USA pragnie jedynie całkowitej kontroli nad Rosją. Tak jak w latach 60., kiedy demokratyczny prezydent Lyndon Johnson otwarcie zaatakował Wietnam, a republikański prezydent Richard Nixon kontynuował to pod propagandowym płaszczykiem „wietnamizacji” [obaj zostali wybrani jako „kandydaci pokojowi”], tak samo zmiana nastawienia z Bidena na Trumpa ma na celu wprowadzenie w błąd.

Kiedy ten człowiek oskarżył mnie o wspieranie Trumpa, był doskonałym przykładem krótkowzrocznych Amerykanów zatrutych przez lata antyrosyjskiej propagandy – jak opisuje to Jacques Ellul w swojej klasycznej książce Propaganda :

Nie wolno pozwalać jednostkom na regenerację, przegrupowanie sił ani pozostawanie nietkniętymi przez propagandę przez stosunkowo długi czas, ponieważ propaganda nie jest magiczną różdżką. Polega na powolnym, stałym warunkowaniu. Tworzy przekonania i posłuszeństwo poprzez niedostrzegalne wpływy, które stają się skuteczne dopiero poprzez ciągłe powtarzanie. Musi stworzyć dla jednostki spójne środowisko, z którego nigdy nie będzie mogła uciec. Aby uniemożliwić jej znalezienie zewnętrznych punktów odniesienia, chroni ją, cenzurując wszystko, co może napływać z zewnątrz. Powolne budowanie odruchów i mitów, środowiska psychologicznego i uprzedzeń, wymaga bardzo długotrwałej propagandy.

Dla wielu Amerykanów właśnie to oznaczało antyrosyjską propagandę.

Wspominam o tym incydencie również dlatego, że niedawno odbyłem krótką rozmowę z siostrą tego mężczyzny, która upierała się, że Ukraina pod rządami Zełenskiego słusznie walczy z Rosją. Kiedy zasugerowałem, że nie zdaje sobie sprawy z długiej historii wysiłków USA zmierzających do zniszczenia Rosji, zareagowała irytacją, a rozmowa nagle się zakończyła – tak jak dekadę wcześniej.

Ludzie nie lubią słyszeć, że nie odrobili pracy domowej i padli ofiarą propagandy. Powinni przeprowadzić badania, aby dojść do uzasadnionych wniosków. Ale przeciętny obywatel nie chce prowadzić badań; woli wyciągać wnioski na podstawie mediów korporacyjnych, które są narzędziami propagandy klasy rządzącej. A te media prezentują ogromny kalejdoskop informacji wyrwanych z kontekstu historycznego, wirujących w ich umysłach, gdy znikają na ekranach ich cyfrowych gadżetów – „jak obraz pointylistyczny”, by użyć słów Ellula. Napisał to już w 1965 roku.

Amerykańskie umysły są zatruwane nastrojami antyrosyjskimi od bardzo dawna. Osiągnęły one niemal rozmiary teologiczne. Sięgają one nawet czasów sprzed pierwszej zimnej wojny. Można by powiedzieć, że jesteśmy w trakcie drugiej zimnej wojny, ale być może trafniejsze byłoby stwierdzenie, że pierwsza nigdy się nie skończyła. Mity są uporczywe, a diabelnie podsycane lęki przed złymi Rosjanami i Chińczykami są głęboko zakorzenione w amerykańskiej psychice. Mężczyzna i jego siostra, oboje po siedemdziesiątce, są tego dobrym przykładem.

W sercu tego nadmiaru słów leży jego przeciwieństwo – złudzenie, że Stany Zjednoczone, jako błogosławiony i dobry kraj, mają boską misję szerzenia „demokracji” i „wolności” na całym świecie, jak oświadczyła Hillary Clinton podczas kampanii prezydenckiej w 2016 r., mówiąc: „Jesteśmy wielcy, ponieważ jesteśmy dobrzy ”, a jak powiedział George W. Bush w 2004 r., „Jak pokolenia przed nami, mamy powołanie spoza gwiazd, aby stanąć w obronie wolności”.

Takie deklaracje mogły spotkać się jedynie z sarkastycznym śmiechem niezliczonych ofiar, które zostały „wyzwolone” i „zdemokratyzowane” przez brutalnych przywódców USA. Jednak ta dualistyczna kosmologia polityczna – boskość kontra demoniczność – jest tak głęboko zakorzeniona w mitycznej kulturze amerykańskiej, że możemy być pewni: kiedy nadarzy się kolejna okazja – a nadarzy się – zostanie wykorzystana do uzasadnienia agresji USA przeciwko Rosji i „złemu” Putinowi.

Nie trzeba gloryfikować Rosji czy byłego Związku Radzieckiego i ich przywódców, ani też wahać się krytykować ich działań, aby zauważyć, jak bardzo manichejska mitologia USA wypacza prawdę.

Profesor Michel Chossudovsky, kierujący Global Research w Montrealu w Kanadzie, wiele zrobił, aby uświadomić społeczeństwu długotrwałą, wrogą nienawiść Stanów Zjednoczonych i Zachodu do Rosji. Oto jego krótkie podsumowanie historii wojen prowadzonych przez Stany Zjednoczone przeciwko Rosji i Związkowi Radzieckiemu. Zawiera ono również podsumowanie amerykańskiego projektu mającego na celu zmiecenie Związku Radzieckiego z mapy: 204 bomby atomowe, 66 miast. (15 września 1945 r.). [?? md]

Ta ostatnia propozycja, sformułowana w czasie, gdy Stany Zjednoczone i Związek Radziecki były sojusznikami w walce z nazistowskimi Niemcami, pokazuje skalę nihilistycznej nienawiści skierowanej do tego kraju. Ten strach i nienawiść odegrały od tamtej pory kluczową rolę w amerykańskiej propagandzie i stopniowo zatruły stosunek Amerykanów do Rosji i jej przywódców. Dlatego też Putin jest postrzegany przez wielu jako wcielony diabeł, mimo że oczywistym agresorem od dawna są Stany Zjednoczone.

Ale gdy mity kontrolują umysły, fakty przestają mieć znaczenie. Krótkowzroczne masy, zatrute długotrwałą propagandą, nienawidzą Rosji bardziej niż wojny i dopóki nie zdołają przełamać czaru, pod którym są trzymane, będą gotowe zaryzykować wojnę nuklearną dla swoich przywódców, aby pokonać „satanistycznego” Putina.

Jeśli ignorancja jest siłą, to przywołanie obcych diabłów oferuje „zbawienie”.

Źródło: Rosja, Szatan i Tłum ignorantów

W Stanach – pod dywanem. Odkurzony DOGE.

Odkurzony DOGE

19. października 2026 Marek Wojcik world-scam/odkurzony-doge

Za dwa tygodnie w USA odbędą się wybory do obu izb amerykańskiego parlamentu, które zadecyduję o tym, czy Donald Trump zachowa swoją władzę, lub czy uwikła się w przepychanki z Kongresem i Senatem. Może też dojść do procesu odwołania go ze stanowiska prezydenta. Patrząc na wyniki sondaży, przeciwnicy Trumpa nie powstrzymują swojej radości. Zapewne cieszy ich powrót do starych i wypróbowanych praktyk takich jak: otwarcie granic Stanów Zjednoczonych, powrót na łono WHO, wspieranie szaleństwa klimatycznego oraz 1001 płci – bo zapewne od tego czasu wzrosła już ich liczba do wyboru dla dewiantów. Na to będą musieli, tak czy siak, poczekać dwa lata, ponieważ J.D. Vance, który objąłby po sukcesie impeachmentu Trumpa prezydenturę USA, jest bardziej radykalny niż sam Trump.

Na krótko przed listopadowymi wyborami Trump przypomniał sobie o własnych sukcesach z pierwszych miesięcy ubiegłego roku, kiedy wspólnie z Elonem Muskiem wypowiedzieli wojnę głębokiemu państwu. Wojna trwała 4 miesiące. W efekcie jej Elon Musk wyleciał z hukiem z Białego Domu i Trump przyczaił się, zawieszając swoją otwartą wojnę z globalistami.

Co prawda Jeffrey Epstein popełnił „samobójstwo” 10 sierpnia 2019 roku, czyli przed kampanią oszukanych na wielką skalę wyborów prezydenckich (Biden kontra Trump), ale kompromitujące materiały pozostały nie tylko w Tel Awiwie. Tak tłumaczę wycofanie się Trumpa z drogi otwartej wojny przeciwko globalistom.

DOGE był symbolem walki z korupcją i sprzeniewierzaniem olbrzymich pieniędzy pochodzących z podatków. Była to ostatnia i jak widać nieudana próba doprowadzenia do ładu upadającej gospodarki i dolara USA. Kryzysu, o którym ciągle piszę na tym blogu i który nadal jest jakimś cudem powstrzymywany, musi prędzej czy później nastąpić. Tego procesu nie powstrzyma żaden DOGE. Najważniejsze jest to, kto będzie ten kryzys opanowywał i przywracał nowy, przyszły system finansowy na świecie.

Zaboli to wszystkich, także globalistów, którzy od dawna już snują plany przejęcia władzy nad światem z wykorzystaniem zapaści dotychczasowego świata finansów. Bogaci co prawda potrafią zabezpieczyć swoje majątki – biedni nie muszą zabezpieczać swojego niedostatku, ten z pewnością się znacznie pogłębi.

Trochę za wcześnie na noworoczne życzenia, ale…

Amerykańscy podatnicy finansowali projekty infrastrukturalne, działania na rzecz zapobiegania konfliktom oraz programy zdrowotne. Poszczególni wykonawcy i przedstawiciele organizacji pozarządowych przekształcali te środki w prywatne źródła dochodów. W przypadku projektu dotyczącego pakistańskiej sieci energetycznej nawet wewnętrzne sygnały ostrzegawcze nie zdołały powstrzymać sfałszowanych płatności. W Mali pracownicy skarżyli się na brak wypłat wynagrodzeń. W innej organizacji oszuści pobierali środki publiczne za usługi, których nikt nie wykonał.

Nie tylko „żyjący” ponad 200 lat oszuści pobierający emeryturę robili przekręty. To się działo na całym świecie. Administracja Trumpa właśnie ogłosiła, że nadal walczy z korupcją USAID. Można o tym przeczytać w zacytowanym powyżej wczorajszym artykule na Report24: Bagno USAID – „agencja pomocy rozwojowej”: rząd Trumpa nadal ściga oszustów podatkowych! Źródło.

O sile zamiłowania Trumpa do praworządności, świadczy intensywne śledztwo oraz liczba zatrzymanych oskarżonych o przestępstwa udokumentowane w aktach Epsteina. Gdybym był wyborcą w USA, to oddałbym głos na republikańskiego kandydata, przy czym sprawdziłbym wcześniej jego powiązania z AIPAC – izraelskim lobby. Dlaczego? Ponieważ Trump ze wszystkimi wadami i także zbrodniami (morderstwa rybaków) stał się przysłowiowym piaskiem w trybach Deep State. Nieważne, czy jego motywy są natury materialnej. W to akurat wątpię – dorabia się jak każdy prezydent tak przy okazji.

Rozbrajająco szczera odpowiedź Żeleńskiego na pytanie: jak wyobraża sobie swoją przyszłość?

Do wojny w Iranie doszłoby niezależnie od tego, kto jest prezydentem USA. Ta decyzja zapadła w stolicy okupanta Palestyny. W żadnym wypadku nie usprawiedliwiam Donalda Trumpa za niewątpliwe przestępstwa. Jednak wygrana demokratów wcale by tych zbrodni nie zmniejszyła, a nasi najwięksi wrogowie – globaliści – pozbyliby się najgroźniejszej dla nich przeszkody w uszczęśliwianiu naszego świata ich technokratyczną wizją przyszłości.

Trump jest jak na razie jedyną przeszkodą dla globalistów. Nawet jeśli nie walczy z nimi całą mocą i na przykład pozwala na aplikowanie pseudo-szczepionek mRNA lub jest zainteresowany użyciem technologii firmy Palantir.

Pewnie wolelibyście poczekać na przybycie Donalda Wielkiego (aluzja do historycznej postaci Aleksandra III Macedońskiego), który mieczem rozwiąże węzeł gordyjski zawiązany przez bagniste struktury ciemnej strony naszego świata? Właśnie go macie i nie podobają się wam niekonwencjonalne metody nowego władcy. Macie rację – mnie też się one nie podobają. Tylko jak można konwencjonalnymi metodami pozbyć się niemożliwą do rozwiązania tradycyjnym sposobem, gmatwaninę korupcji, oszustw i zbrodni – czyli Deep State?

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Umowa Trumpa z Rosją dotycząca oleju napędowego – europejscy podżegacze wojenni kipią ze złości

Umowa Trumpa z Rosją dotycząca oleju napędowego – europejscy podżegacze wojenni kipią ze złości

Autor: Uwe Froschauer apolut/trumps-diesel-deal-mit-russland-europas-kriegstreiber-schaumen-vor-wut

Umowa Trumpa z Rosją dotycząca oleju napędowego – europejscy podżegacze wojenni kipią ze złości | Autor: Uwe Froschauer

Opinia Uwe Froschauera.

Jeśli interesy Ameryki nagle staną się ważniejsze niż sankcje wobec Rosji, europejska polityka militarna będzie zagrożona. Dla Ukrainy może to oznaczać katastrofę militarną. Dla pokoju może to jednak otworzyć nową szansę.

Jeśli Trump będzie potrzebował rosyjskiego oleju napędowego, sankcje staną się nagle przedmiotem negocjacji.

Cóż za widowisko! Przez lata Rosja była poddawana coraz to nowym sankcjom. Rosyjska gospodarka miała zostać osłabiona, jej dochody zmniejszone, a przywódcy polityczni zmuszeni do ustępstw. Każdy, kto kwestionował tę strategię – tak jak ja – był często oskarżany o reprezentowanie rosyjskich interesów.

A teraz? Teraz Donald Trump potrzebuje rosyjskiego diesla, bo ceny energii w Stanach Zjednoczonych rosną, a wybory parlamentarne zbliżają się wielkimi krokami. Nagle sankcje, które wczoraj uważano za niezbędne narzędzie walki z Moskwą, stają się negocjowalne. Najwyraźniej domagają się tego amerykańskie interesy.

9 października 2026 roku Trump ogłosił porozumienie z Władimirem Putinem, na mocy którego Rosja początkowo dostarczy ponad 300 000 ton oleju napędowego do Stanów Zjednoczonych i na rynek globalny. Planuje się dalsze dostawy. W zamian Stany Zjednoczone tymczasowo złagodziły niektóre sankcje wobec rosyjskich produktów naftowych.

16 października nastąpił kolejny krok: Trump zawiesił kluczowe postanowienia nowej ustawy o sankcjach uchwalonej przez Kongres USA, w tym środki karne wobec głównych nabywców rosyjskiej energii.

Nie wszystkie amerykańskie sankcje wobec Rosji zostały zniesione. Ale zmiana polityczna jest niewątpliwa.

A rządy europejskie? Reagują z oburzeniem. Przede wszystkim, moim zdaniem, wątpliwa Wysoka Przedstawiciel UE ds. Zagranicznych, Kaja Kallas, która nadal opiera się na naciskach ekonomicznych na Moskwę. Nic bardziej głupiego!


Widzę to inaczej. Sankcje powinny zostać poddane trzeźwej analizie już dawno temu. Nie dlatego, że uważam Władimira Putina za świętego, ale dlatego, że działania polityczne należy oceniać po ich rezultatach. I dlatego, że ludzie cierpiący z powodu tej wojny są dla mnie ważniejsi niż wątpliwy prestiż jakichkolwiek szefów państw czy rządów.

Trump martwi się o Amerykę – i przede wszystkim o samego Trumpa.

Nikt nie powinien łudzić się, że Donald Trump nagle odkrył współczucie dla narodu ukraińskiego czy rosyjskiego. Trump nie jest bezinteresownym mediatorem. Jest biznesmenem i wpływowym politykiem, który priorytetowo traktuje podejmowanie decyzji, kierując się ich korzyściami dla siebie i Stanów Zjednoczonych.

Wybory uzupełniające w USA odbędą się 3 listopada. Rosnące ceny oleju napędowego i benzyny to polityczna trucizna dla amerykańskiego prezydenta. Obciążają konsumentów, firmy, firmy transportowe i rolnictwo. Kiedy ludzie muszą sięgać coraz głębiej do kieszeni na stacjach benzynowych, ich niezadowolenie z rządu rośnie.

Trump to rozumiał. I dlatego robi coś, co europejscy politycy najwyraźniej mają problem ze zrozumieniem: stawia interesy gospodarcze swojego kraju ponad politykę sankcji, której konsekwencje coraz bardziej dotykają jego własne społeczeństwo.

Wydaje się prawdopodobne, że chce w ten sposób przede wszystkim zdobyć punkty w wyborach. Oczywiście nie ma dowodów na jego wyłączne motywy. Jednak moment podjęcia tej decyzji mówi sam za siebie.

Politolog z Kolonii Klemens Fischer powiedział w radiu Deutschlandfunk, że Trump chce przechylić szalę zwycięstwa na swoją korzyść. Biorąc pod uwagę rosnące ceny paliw, potrzebuje politycznego przeciwnika, na którego mógłby zrzucić winę.

Podzielam tę ocenę dotyczącą kalkulacji kampanii wyborczej Trumpa. Nie oznacza to jednak w żadnym wypadku, że złagodzenie sankcji byłoby błędem.

Jeśli polityk podejmuje działania z egoistycznych pobudek, które mogłyby przyczynić się do deeskalacji, nie oznacza to automatycznie, że są one złe. Motywy mogą być wątpliwe, a rezultaty nadal mogą być korzystne.

Oczywiście, Trump musi teraz dotrzymać słowa. Sama umowa na olej napędowy nie zakończy wojny. Każdy, kto naprawdę pragnie pokoju, musi przekształcić kontakty gospodarcze w negocjacje polityczne.

„Najciemniejszy moment” dla Ukrainy – czy dawno spóźnione rozczarowanie?

Politolog Klemens Fischer opisał obecny rozwój sytuacji w wywiadzie dla Deutschlandfunk następująco:

„To bez wątpienia najciemniejszy moment dla Ukraińców w tej wojnie”.

Z wojskowego punktu widzenia rozumiem tę ocenę. Ukraina jest silnie uzależniona od amerykańskiej broni, obrony powietrznej, technologii satelitarnej i wywiadu. Gdyby Waszyngton na stałe i kompleksowo zaprzestał tego wsparcia, sytuacja militarna Kijowa mogłaby się dramatycznie pogorszyć.

Ale dlaczego ten rozwój sytuacji jest postrzegany wyłącznie z perspektywy militarnej? Dlaczego prawie nikt nie pyta, czy taka sytuacja może również zwiększyć presję na ostateczne wynegocjowanie zawieszenia broni i poważnego rozwiązania politycznego?

Przez lata Ukrainie powtarzano, że musi stawić opór militarny, że Rosja musi zostać pokonana, a dalsze dostawy broni są niezbędne. Ale jak długo to może trwać? Ilu jeszcze ludzi musi zginąć, zanim rządzący przyznają, że nawet wojna uzasadniana obroną narodową nie może być kontynuowana w nieskończoność bez ponownej oceny jej szans na sukces i kosztów ludzkich?

Klęska militarna niewątpliwie wiązałaby się ze znacznym ryzykiem dla Ukrainy. Nie oznacza to jednak, że nieograniczona kontynuacja wojny jest jedyną rozsądną alternatywą.

Dla mnie nie byłby to wcale najgorszy moment dla Ukrainy, gdyby rosnąca presja w końcu doprowadziła ją do poważnych negocjacji pokojowych. Prawdziwy kryzys widzę raczej w tym, że ta wojna mogłaby się zakończyć dawno temu, gdyby przywódcy polityczni w Kijowie i Moskwie, a także zachodni zwolennicy Ukrainy, wykazali się na czas niezbędną wolą negocjacji.

Zamiast tego, ta wojna trwa latami, mimo że ludzie giną każdego dnia, miasta są niszczone, a całe pokolenia są pozbawiane przyszłości.
Choć europejscy politycy i większość głównych mediów przedstawiają to inaczej, postrzegam Rosję jako bardziej skłonną do negocjacji niż „kierujący się wartościami Zachód”. Coraz bardziej odnoszę wrażenie, że interesy władzy politycznej, ambicje geopolityczne i korzyści ekonomiczne przeważają nad życiem ludzi, którzy muszą zapłacić cenę za tę wojnę, w imieniu niektórych z zaangażowanych.

Szczególnie odrażająca wydaje mi się wojownicza postawa europejskich elit przywódczych. Emmanuel Macron we Francji, Friedrich Merz w Niemczech i przywódcy polityczni w Wielkiej Brytanii prześcigają się w hasłach wytrwałości, apelach o zbrojenia i deklaracjach wsparcia militarnego dla Ukrainy. NATO i UE są w znacznym stopniu współwinne tej polityce konfrontacji. Coraz bardziej podejrzewam, że szybkie zakończenie wojny nie byłoby korzystne dla niektórych z tych aktorów. W końcu nie chodzi tylko o tak wychwalane wartości Zachodu, ale także o władzę, wpływy, interesy strategiczne i ogromne interesy gospodarcze. Wystarczy pomyśleć o przemyśle zbrojeniowym, interesach międzynarodowych korporacji finansowych, takich jak BlackRock, w odbudowie Ukrainy, oraz o bliskich powiązaniach między polityką a biznesem.

Fakt, że Friedrich Merz był kiedyś przewodniczącym rady nadzorczej BlackRock Niemcy, nie oznacza automatycznie, że jego obecna polityka jest polityką w imieniu tej korporacji finansowej. Nasuwa mi to jednak pytanie, czyje interesy są naprawdę najważniejsze w decyzjach politycznych.

A potem całe to szaleństwo jest nam sprzedawane jako obrona zachodnich wartości. Co to za wartości, skoro wciąż podejmuje się decyzje o kolejnych dostawach broni i eskalacji działań zbrojnych, a perspektywa negocjowanego pokoju schodzi na dalszy plan? Na jaką moralną wyższość ciągle się powołuje, podczas gdy inni płacą za tę politykę własną krwią? Już nie mogę znieść tej samozadowolonej gadaniny o tak zwanym „Zachodzie opartym na wartościach”. Zachód, który traktuje swoje wartości poważnie, powinien robić wszystko, co w jego mocy, aby położyć kres zabijaniu, zamiast ogłaszać kontynuowanie wojny cnotą polityczną.

Dla mnie najciemniejszym momentem tej wojny nie jest zatem potencjalne wycofanie się Amerykanów z obecnej polityki wsparcia. Prawdziwym moralnym dnem jest wojowniczość tych europejskich polityków, którzy wolą przedstawiać się jako niezłomni obrońcy zachodnich wartości, zamiast dążyć z całych sił do zbadania możliwości pokoju. Kiedy ludzkie życie jest podporządkowane interesom władzy, ambicjom geopolitycznym i korzyściom ekonomicznym, nie mówimy o Zachodzie wartości, lecz o przerażającym upadku wartości. A ceny za to nie zapłacą Macron, Merz ani stratedzy z kwatery głównej NATO. Zapłacą ją przede wszystkim mieszkańcy Ukrainy i Rosji – swoim życiem.

Oburzenie Zełenskiego – i jego własna odpowiedzialność

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski z oburzeniem zareagował na porozumienie Trumpa z Rosją. Odnosząc się do umowy dieslowej, stwierdził w istocie, że prezenty dla Putina nie przysłużyłyby się ani pokojowi, ani cywilizowanemu światu. Rosja wykorzysta dodatkowe dochody na kontynuowanie wojny.

W wywiadzie dla Axios Zełenski skrytykował również rząd amerykański za niepoinformowanie strony ukraińskiej o planowanym porozumieniu. Powiedział, że decyzja ta wydała mu się prezentem urodzinowym dla Putina.

Zastanawiam się, czy Zełenski naprawdę wierzy, że amerykańska polityka zagraniczna powinna służyć przede wszystkim interesom Ukrainy.
Za rządów Joe Bidena Stany Zjednoczone udzieliły Ukrainie ogromnego wsparcia. Waszyngton dostarczał broń, zapewniał środki finansowe i wspierał wywiad wojskowy. Bez tego wsparcia Kijów nie mógłby prowadzić wojny w obecnej formie.

Ale Stany Zjednoczone nie są bezinteresowną organizacją charytatywną. Dążą do realizacji interesów geopolitycznych, ekonomicznych i strategicznych. Tak było za Bidena i tak jest za Trumpa.

Zełenski powinien był dostrzec tę zależność. Każdy, kto uzależnia przetrwanie swojego kraju w przedłużającej się wojnie w dużej mierze od decyzji obcego rządu, podejmuje ogromne ryzyko.

Ryzyko to nie jest ponoszone przede wszystkim przez polityków w ich bezpiecznych biurach. Ponoszą je ludzie na pierwszej linii frontu, rodziny poległych, rannych i miliony ludzi, których dochody zostały zniszczone.

Jako prezydent Ukrainy, Zełenski ponosi odpowiedzialność za swoje decyzje dotyczące wojny i pokoju. Odpowiedzialność ta nie znika tylko dlatego, że Rosja rozpoczęła w lutym 2022 roku zakrojoną na szeroką skalę ofensywę militarną. Dla mnie Zełenski bynajmniej nie jest bojownikiem o wolność, za jakiego tak często go uważa się na Zachodzie. Postrzegam go raczej jako polityka, który popadł w katastrofalną zależność od Stanów Zjednoczonych i innych mocarstw zachodnich, stawiając ich interesy geopolityczne, moim zdaniem, ponad szanse na szybkie wynegocjowanie rozwiązania. Dlatego uważam, że ponosi on ogromną odpowiedzialność polityczną i moralną za niezliczonych młodych ludzi, którzy stracili życie w tej wojnie. Każdy, kto pozwala, by celebrowano go jako obrońcę swojego narodu, musi być również gotowy odpowiedzieć na pytanie, czy rzeczywiście wyczerpał wszystkie możliwości ochrony swojego narodu przed dalszym rozlewem krwi. Moim zdaniem, zdecydowanie tego nie zrobił. Ponosi dużą część winy za cierpienie narodu ukraińskiego.

Stambuł 2022 – zmarnowana szansa

Każdy, kto dziś mówi o możliwym załamaniu się ukraińskiej obronności, powinien przypomnieć sobie wiosnę 2022 roku.

Intensywne negocjacje między Rosją a Ukrainą miały miejsce zaledwie kilka tygodni po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji. Pod koniec marca delegacje obu krajów spotkały się w Stambule. Dyskusje dotyczyły możliwej neutralności Ukrainy, międzynarodowych gwarancji bezpieczeństwa oraz ustaleń dotyczących spornych terytoriów.

Odbył się więc proces dyplomatyczny. Podejmowano kroki w kierunku porozumienia.

W kwietniu 2022 roku ówczesny premier Wielkiej Brytanii Boris Johnson udał się do Kijowa. Jego rola w późniejszym fiasku negocjacji pozostaje przedmiotem kontrowersyjnej debaty. Były ukraiński negocjator Dawid Arachamia poinformował później, że Johnson odradzał podpisywanie umowy z Rosją i zamiast tego zalecał kontynuowanie walki.

Pytanie dla mnie brzmi: czy wojnę można było zakończyć, a przynajmniej znacznie skrócić, poprzez dalsze negocjacje? Jeśli tak, to ile osób nadal by żyło? Myślę, że setki tysięcy! Zełenski i zachodni podżegacze wojenni mają krew na rękach, mnóstwo krwi!

Ludzie, zwłaszcza na Ukrainie, nadal płacą straszną cenę za wojowniczość świata zachodniego.

Wojna nie zaczęła się w 2022 roku.

Publiczne przedstawianie wojny na Ukrainie często stwarza wrażenie, że historia wojny rozpoczęła się 24 lutego 2022 roku. Jest to historycznie nieadekwatne.

Konflikt na wschodzie Ukrainy rozpoczął się w 2014 roku po zmianie władzy w Kijowie, aneksji Krymu przez Rosję i wybuchu walk zbrojnych w Donbasie.

Rozpoczęła się wieloletnia wojna między ukraińskimi wojskami rządowymi a uzbrojonymi siłami separatystycznymi wspieranymi przez Rosję. Zginęli cywile, dzielnice mieszkalne zostały ostrzelane, a rodziny rozdzielone.

Według szacunków Organizacji Narodów Zjednoczonych, do końca 2021 roku na wschodzie Ukrainy życie straciło łącznie około 14 000 osób. Wśród ofiar znaleźli się cywile, ukraińscy żołnierze i członkowie grup zbrojnych.

Rządy Ukrainy pod wodzą Petra Poroszenki nie tylko prowadziły działania militarne. Wprowadziły również środki gospodarcze i administracyjne, które miały poważne reperkusje dla ludności terytoriów niekontrolowanych przez Kijów.

Od 2014 r. ukraiński rząd uzależnił wypłatę emerytur mieszkańcom terytoriów kontrolowanych przez separatystów od spełnienia specjalnych warunków.

Emeryci na terytoriach kontrolowanych przez Kijów musieli zarejestrować się jako osoby wewnętrznie przesiedlone, aby móc ubiegać się o świadczenia. Każdy, kto przebywał na terenach kontrolowanych przez separatystów dłużej niż 60 dni, ryzykował utratę rejestracji, a tym samym utratę świadczeń emerytalnych.

Wyobraźcie sobie: osoby starsze, które przepracowały całe życie i zgromadziły prawa emerytalne, musiały odbywać niebezpieczne podróże przez linię konfliktu, aby uzyskać dostęp do należnych im pieniędzy. Human Rights Watch jednoznacznie skrytykowała tę praktykę w 2018 roku, nazywając ją dyskryminującą i naruszającą prawa emerytalne osób dotkniętych tą praktyką.

Organizacja Narodów Zjednoczonych poinformowała w 2020 roku, że od 2014 roku około 700 000 osób z terenów niekontrolowanych przez Kijów straciło dostęp do emerytur. 700 000 osób! Nie byli to wyłącznie uzbrojeni separatyści ani rosyjscy żołnierze. Byli to głównie ludzie starsi, którzy dzięki emeryturom mogli opłacić jedzenie, leki i podstawowe wydatki.

Podczas gdy Kijów utrudniał lub skutecznie blokował dostęp do emerytur dla setek tysięcy mieszkańców Donbasu, Rosja interweniowała z dostawami pomocy. Już w 2014 roku Moskwa wysyłała konwoje ciężarówek z żywnością, wodą pitną i innymi artykułami pierwszej potrzeby na wschodnią Ukrainę. Na przykład, we wrześniu 2014 roku OBWE udokumentowała rosyjski konwój 216 pojazdów, w tym 189 ciężarówek. Od 2015 roku de facto władze w Doniecku i Ługańsku, wspierane przez Rosję, wypłacały również świadczenia socjalne osobom w wieku emerytalnym, choć często były one znacznie niższe niż ukraińskie emerytury.

Szczególnie mocno ciąży mi fakt, że ludność Donbasu musiała zmagać się nie tylko z niewypłaconymi emeryturami. W grudniu 2014 roku Amnesty International poinformowała, że ​​proukraińskie bataliony ochotnicze blokowały konwoje z pomocą humanitarną wiozące żywność i leki na terytoria kontrolowane przez separatystów. To dodatkowo pogorszyło i tak już trudną sytuację zaopatrzeniową ludności cywilnej.

Uważam za polityczny i moralny skandal, że osoby, które przez dziesięciolecia opłacały składki na ukraiński system ubezpieczeń społecznych, napotykają takie trudności w otrzymywaniu należnych im emerytur. Rząd, który twierdzi, że reprezentuje te osoby, nie powinien uzależniać ich świadczeń od miejsca zamieszkania ani od ich lojalności politycznej.

Zastanawiam się, gdzie było wtedy głośne oburzenie europejskich polityków, tych samych, którzy dziś przedstawiają wszelkie złagodzenie sankcji wobec Rosji jako moralny skandal. Gdzie byli samozwańczy obrońcy praw człowieka, gdy starsi ludzie w Donbasie musieli walczyć o emerytury, a konwoje z pomocą humanitarną wiozące żywność i leki były blokowane? Gdzie była wtedy tak wychwalana europejska solidarność?

Ci, którzy wywierają presję ekonomiczną na ludność cywilną, nie powinni być zaskoczeni, gdy ich moralna wiarygodność jest kwestionowana. Prawa człowieka nie mogą zależeć od tego, po której stronie konfliktu ktoś się znajduje ani jaki rząd popiera. Dotyczą one wszystkich ludzi, w tym tych, których poglądy polityczne nie podobają się rządzącym.

Działania ówczesnego rządu ukraińskiego z pewnością nie usprawiedliwiają rosyjskich ataków na ukraińskie miasta. Stanowią one jednak część prehistorii tej wojny. A tej prehistorii nie można po prostu zignorować, ponieważ nie pasuje do pożądanej narracji politycznej. Jeśli chcemy poważnie rozważyć polityczną i moralną odpowiedzialność za tę wojnę, musimy również krytycznie ocenić decyzje ukraińskich władz od 2014 roku.

Kaja Kallas – ciągle nowe sankcje, ale żadnej strategii pokojowej

Szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas zareagowała na decyzję USA następującym oświadczeniem:

„Zawieszenie sankcji wobec rosyjskiego oleju napędowego zapewnia Moskwie dodatkowe dochody”.

Dodała, że ​​Europa nie zmniejszy presji na Rosję.
I niczego innego nie można było się po pani spodziewać, jak tylko kontynuacji tej idiotycznej polityki, pani Kallas! Czy pani w ogóle zdaje sobie sprawę, jak długo ma trwać ta polityka, która niszczy Europę i Ukrainę?

Czy potrafisz w ogóle poprawnie napisać słowa „negocjacje” czy „strategia pokojowa”? Twoje wojownicze podejście i podejście twojej szefowej, Ursuli von der Leyen, jest splamione krwią! Fakt, że UE otrzymała Pokojową Nagrodę Nobla w 2012 roku, jest przez ludzi takich jak wy farsą! Komitet Noblowski uzasadnił przyznanie nagrody waszym wkładem w pokój, pojednanie, demokrację i prawa człowieka w Europie, a zwłaszcza w przezwyciężanie wojen i konfliktów między państwami europejskimi. A co wy robicie? Podsycacie wojnę. Jesteście kompletnie niekompetentni i hańbicie Europę!

Sankcje były nakładane, rozszerzane i zaostrzane przez lata. Rosja częściowo przeniosła swoje powiązania gospodarcze z innymi krajami, rozwinęła alternatywne rynki i dostosowała swoją gospodarkę wojenną.
Sankcje kosztują Rosję – bez wątpienia! Ale czy zakończyły wojnę? Czy zmusiły rosyjski rząd do ustępstw, których domagała się Bruksela? Czy stworzyły trwały europejski porządek pokojowy?

Nie, nie zrobili tego. Te sankcje przypominają mi małe dzieci w piaskownicy, bijące się nawzajem po głowach plastikowymi łopatkami i uparcie twierdzące, że mają rację. Pani Kallas i pani von der Leyen najwyraźniej przeniosły tę grę w piaskownicy na wielką scenę polityczną. Tyle że tutaj nie chodzi o zamki z piasku, ale o środki do życia i ludzkie życie. Tak nie wygląda polityczny zdrowy rozsądek.

UE nadal realizuje strategię, której deklarowanym celem jest osłabienie gospodarcze Rosji, nie przedstawiając jednak przekonujących wyjaśnień, w jaki sposób ma to doprowadzić do pokoju podlegającego negocjacjom.

Pani Kallas, Europa nie potrzebuje polityki zagranicznej, której głównym elementem są ciągle nowe sankcje. Europa potrzebuje polityki zagranicznej, która deeskaluje konflikty, ułatwia negocjacje i chroni życie ludzi. Ale pani tego nie potrafi! Proszę iść i zabrać ze sobą panią von der Leyen! Zełenski na pewno znajdzie dla pani odpowiednie miejsce!

Friedrich Merz i europejska polityka wytrwałości

Kanclerz Niemiec Friedrich Merz potwierdził również stałe wsparcie Niemiec dla Ukrainy podczas niedawnego szczytu UE. Rządy europejskie zamierzają utrzymać swoją pomoc, mimo że Waszyngton coraz bardziej dystansuje się od swojej dotychczasowej roli.

Uważam to stanowisko za politycznie nieodpowiedzialne, jeśli nie będzie mu towarzyszyć równie zdecydowana inicjatywa dyplomatyczna.
Panie Merz, jak długo jeszcze Ukraina ma się opierać? Ilu jeszcze młodych mężczyzn ma zginąć na froncie? Ile jeszcze miliardów euro mają wpłacić europejscy podatnicy, zanim w końcu odbędzie się poważna debata na temat realnych możliwości zakończenia wojny?

Ciągłe deklaracje poparcia dla Ukrainy brzmią moralnie imponująco, nawet jeśli są głupie. Ale co to właściwie znaczy?

Czy należy stanąć po stronie narodu ukraińskiego, wspierając strategię militarną, której szanse powodzenia stają się coraz bardziej wątpliwe? Czy też należy przede wszystkim stanąć po stronie reżimu politycznego, zinfiltrowanego przez faszystów i podejrzewanego o korupcję, który jak dotąd nie osiągnął swoich celów?

Nie chcę, żeby Ukraina została zniszczona. Chcę, żeby ta wojna się skończyła. I uważam za niedopuszczalne, gdy europejscy politycy stwarzają wrażenie, że kontynuacja konfliktu zbrojnego jest uzasadniona tylko dlatego, że wynegocjowany pokój mógłby wymagać bolesnych ustępstw.

Pokój nie zawsze oznacza spełnienie wszystkich żądań jednej strony. Pokój oznacza przede wszystkim, że ludzie przestaną umierać.

Sprawiedliwy i trwały pokój musi obejmować gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy. Jednak każdy, kto stawia jedynie maksymalistyczne żądania i odrzuca każdą realną możliwość kompromisu, ryzykuje utrwalenie procesu umierania. Uważam pana, panie Merz, za równie niekompetentnego jak pani von der Leyen i pani Kallas. Jestem pewien, że Zełenski również ma dla pana wygodne miejsce.

Sankcje UE – bumerang gospodarczy

Europa wyrządziła sobie znaczne szkody gospodarcze poprzez sankcje i politykę energetyczną. Przez dekady Niemcy korzystały ze stosunkowo tanich dostaw energii z Rosji. Szczególnie energochłonne gałęzie przemysłu w tym kraju były uzależnione od niezawodnych dostaw gazu ziemnego.

Wraz z niemal całkowitym wstrzymaniem dostaw gazu rosyjskimi rurociągami, sytuacja gospodarcza uległa fundamentalnej zmianie. Wyższe ceny energii obciążyły przedsiębiorstwa i gospodarstwa domowe. Konkurencyjność kluczowych branż znalazła się pod dodatkową presją.

Każdy, kto sztucznie ogranicza energię lub politycznie ogranicza dostęp do niedrogich źródeł, musi liczyć się z konsekwencjami ekonomicznymi w kraju uprzemysłowionym. Podstawy ekonomii, panie Merz i panie Habeck!
Podczas gdy Stany Zjednoczone, kierując się własnym interesem, wznawiają teraz interesy z Rosją, Europa najwyraźniej ma trzymać się polityki, która obciąża również jej własne przedsiębiorstwa i obywateli. Cóż za groteskowa sytuacja! Wygląda na to, że Amerykanie są mądrzejsi od Europejczyków. Powiedzenie „A” nie oznacza, że ​​trzeba powiedzieć „B”; można również zdać sobie sprawę, że „A” było błędne. Nie jestem już pewien, czy pańskie zdolności umysłowe są w stanie pojąć te słowa, panie Merz. Być może jest pan po prostu zbyt ograniczony, by w rozsądnym stopniu postrzegać rzeczywistość.

Amerykanie kupują rosyjski diesel, bo chcą obniżyć ceny energii. A Europejczycy mają nadal godzić się na niekorzystne warunki ekonomiczne, aby wywierać presję na Rosję.

Ciekawe, jak długo jeszcze Europejczycy będą tolerować taką politykę. Mam nadzieję, że niedługo!

NATO i odpowiedzialność Zachodu

Każdy, kto chce zrozumieć przyczyny tej wojny, nie może ignorować ekspansji NATO na wschód i zachodniej polityki bezpieczeństwa.

Rosja od wielu lat jasno daje do zrozumienia, że ​​uważa dalszą ekspansję NATO w swoje granice za zagrożenie. Te obawy dotyczące bezpieczeństwa były często bagatelizowane na Zachodzie lub traktowane jako preteksty.

Aby europejski ład bezpieczeństwa był skuteczny, trzeba brać pod uwagę interesy nie tylko jednej strony.

Ukraina naturalnie posiada prawo do suwerenności państwowej. Jednak interesy bezpieczeństwa Rosji nie znikają tylko dlatego, że zachodni politycy uznają je za bezpodstawne.

Nie oznacza to, że rosyjska inwazja w 2022 roku była uzasadniona w świetle prawa międzynarodowego. Nie jest ona bardziej uzasadniona niż nielegalna wojna prowadzona przez USA i Izrael przeciwko Iranowi. Oznacza to jednak, że należy poruszyć kwestię tła politycznego i współodpowiedzialności podmiotów zachodnich.

Moim zdaniem NATO, poprzez swoją politykę rozszerzenia i narastającą konfrontację militarną, znacząco przyczyniło się do eskalacji europejskiego konfliktu bezpieczeństwa. Oskarżam też wiodące siły polityczne w Waszyngtonie i Europie o niedostateczne wykorzystanie możliwości dyplomatycznego rozwiązania konfliktu.

Sojusz, który postrzega siebie jako sojusz defensywny, powinien być oceniany pod kątem tego, czy jego polityka zapewnia bezpieczeństwo, czy też generuje nowe ryzyko eskalacji. Moim zdaniem NATO przekształciło się w pakt ofensywny.

Nie więcej broni, ale wreszcie negocjacje.

Mam nadzieję, że zmiana kursu Ameryki stanie się punktem wyjścia do szerszej inicjatywy dyplomatycznej.

Moim zdaniem obejmuje to również krytyczną ocenę dostaw broni i usług wsparcia wojskowego oraz nietraktowanie ich kontynuacji jako celu samego w sobie.

Jednak nagłe wycofanie wszystkich systemów obrony powietrznej i wywiadu wojskowego mogłoby dodatkowo zagrozić ukraińskiej ludności cywilnej i zachęcić Rosję do dalszych ataków. Dlatego skoordynowane, weryfikowalne zawieszenie broni, a następnie negocjacje, byłyby lepszym rozwiązaniem niż samo militarne wycofanie się z Ukrainy.

Unia Europejska powinna potraktować złagodzenie amerykańskich sankcji jako okazję do gruntownego przemyślenia własnej polityki. Konieczne są rozmowy z Moskwą. Niezbędne są gwarancje bezpieczeństwa, które zaspokoją uzasadnioną potrzebę ochrony Ukrainy. Konieczna jest również gotowość do włączenia rosyjskich interesów bezpieczeństwa do przyszłego europejskiego porządku pokojowego.

Przede wszystkim potrzebujemy polityków, którzy nie będą postrzegać każdych negocjacji jako słabości, a każdego kompromisu jako kapitulacji.

A do tego potrzebne są Stany Zjednoczone, które położą kres kompleksowi militarno-przemysłowemu, który wypełnia księgi zamówień napięciami i wojnami.

Przestań umierać!

Donald Trump prawdopodobnie działa przede wszystkim w swoim własnym interesie. Chce obniżyć ceny energii, zwiększyć swoje szanse polityczne w wyborach uzupełniających i zaprezentować się jako skuteczny prezydent.

Ten zamiar może spotkać się z krytyką moralną. Ja również. Ale jeśli jego decyzja pomoże przełamać ugruntowane stanowiska i utorować drogę do negocjacji, to będzie to postęp.

Nie muszę lubić Trumpa. Nie muszę lubić Putina. Nie muszę też lubić Zełenskiego, Merza, Macrona ani Kallasa.

Interesuje mnie, czy ich decyzje przyczyniają się do tego, że ludzie nadal umierają, czy też mogą wreszcie żyć w spokoju.

Mam już serdecznie dość nieustannych haseł o wytrwałości, ciągle nowych pakietów sankcji i samozadowolonej retoryki wojennej europejskich polityków.

Ci, którzy pragną pokoju, muszą być gotowi na rozmowy z wrogami. Ci, którzy rozmawiają tylko z przyjaciółmi, nie potrzebują negocjacji pokojowych.

Ludzie Ukrainy mają prawo do przyszłości, która nie będzie składała się tylko z okopów, ataków dronów, zniszczonych domów i coraz większej liczby grobów.

A narody Europy mają prawo do polityki, która poważnie traktuje ich interesy ekonomiczne i bezpieczeństwa, zamiast podporządkowywać je nieustannej konfrontacji.

Dość politycznej samouwielbienia! Dość spirali eskalacji! Dość umierania!

Europa nie potrzebuje kolejnego pokolenia polityków, którzy zarządzają wojną i finansują jej kontynuację. Europa potrzebuje mężów stanu i kobiet stanu, którzy mają odwagę negocjować pokój – a nie politycznych marionetek.

+++

Notatki i źródła

Jeszcze jedna osobista uwaga, drodzy czytelnicy! Książka „ Korona – Ostatni Rozdział Jeszcze Nie Napisany ” została opublikowana online 20 sierpnia 2026 roku. Wiele napisano o koronawirusie – głównie skupiając się na jego indywidualnych aspektach. Niniejsza książka stanowi próbę ujęcia tych licznych fragmentów w spójny obraz. W 18 rozdziałach analizuje ona polityczne, społeczne, medyczne, medialne i psychologiczne aspekty ery koronawirusa: od statystyk i kampanii szczepień, przez naruszenia praw podstawowych, protokoły RKI i medialną manipulację opinią publiczną, aż po opór i wciąż nieadekwatne rozliczenie z pandemią.

Ta książka jest skierowana szczególnie do osób, które w obliczu sprzecznych relacji wciąż zadają sobie pytanie:  Co właściwie wydarzyło się w tamtych czasach?  Nie daje ona gotowej odpowiedzi, lecz raczej powiązania, sprzeczności i różne perspektywy jako podstawę do wyrobienia sobie własnego osądu.

Moja książka „ Podróż do Jaźni ” ukazała się 2 lipca 2026 roku. Zawarte w niej teksty zachęcają czytelników do kwestionowania znanych schematów myślenia i działania bez tworzenia nowych dogmatów. Łączą one w sobie spostrzeżenia z filozofii, duchowości, psychologii i doświadczenia życiowego, tworząc przystępną i bliską refleksję nad tym, co znaczy być człowiekiem. Tematy takie jak autorefleksja, siła chwili obecnej, dawanie i branie, wdzięczność, miłość, tolerancja, rozwój osobisty i radzenie sobie z wyzwaniami życiowymi stanowią kamienie milowe tej podróży.

Moje dwie książki,
„ The Peace-Incapable ” i „ In the Thrall of Decline ”, ukazały się pod koniec marca i na początku kwietnia 2025 roku. Książka „ Dangerous Zeros – Warongers and Elite Representatives ” ukazała się pod koniec września 2024 roku.

+++ 

MOAB nie złamie Iranu

Johnson przewiduje zmianę kursu USA wobec Rosji i ostrzega przed eskalacją na Bliskim Wschodzie

Larry Johnson opisuje ton USA wobec Rosji podczas specjalnej sesji Rady Bezpieczeństwa ONZ jako zauważalnie mniej konfrontacyjny. Jednocześnie ostrzega przed możliwą eskalacją konfliktu między USA, Iranem i Izraelem, a także przed konsekwencjami dla Arabii Saudyjskiej i cen energii. Wiele ocen i prognoz wspomnianych w wywiadzie nie zostało niezależnie zweryfikowanych; Johnson i jego rozmówca przedstawiają je jako własne osądy lub informacje uzyskane w wyniku kontaktów.

Inny ton ze strony USA w ONZ

Johnson twierdzi, że specjalne posiedzenie Rady Bezpieczeństwa zostało zwołane przez Rosję i dotyczyło ofiar cywilnych, a także, z rosyjskiej perspektywy, odmiennych standardów w wojnie. Uznał oświadczenie delegacji USA za szczególnie godne uwagi: w przeciwieństwie do poprzednich, nie oskarżyła ona ani nie zaatakowała Rosji, lecz przyjęła bardziej umiarkowany, pojednawczy ton.

Johnson podkreśla, że ​​takie oświadczenie nie jest jedynie osobistą opinią mówcy. Jest ono weryfikowane i koordynowane przez rząd USA, w tym z odpowiednimi władzami Rosji i Europy. Dlatego interpretuje to oświadczenie jako oznakę zmiany w polityce USA: Waszyngton odchodzi od wspierania Ukrainy, początkowo w kierunku bardziej neutralnego stanowiska, a być może nawet nieco bliższego Rosji. Ambasador Rosji Wasilij Niebenzia potwierdził mu, po uzyskaniu informacji, że również Rosja dostrzega zmianę tonu.

Johnson ocenia oświadczenia z Europy inaczej. Twierdzi, że brytyjski przedstawiciel był stosunkowo powściągliwy. Z kolei wypowiedzi Danii, Łotwy, Grecji i Francji były ostre i wrogie wobec Rosji. Johnson wnioskuje z tego, że wojna między Rosją a Europą może być nieuchronna i przewiduje, że państwa europejskie zainicjują taki konflikt, a później będą tego żałować. To jego ocena, a nie potwierdzony rozwój sytuacji.

Ataki w Jemenie i naciski na Arabię ​​Saudyjską

Następnie rozmowa schodzi na ofensywę Ansar Allah w Jemenie i ataki na Arabię ​​Saudyjską. Johnson informuje o ponownych atakach w Rijadzie i na jego infrastrukturę, a także o atakach na pola naftowe i obiekty w Jemenie. Opisuje również atak na Aden: Według niego Ansar Allah zaatakował miejsce, w którym zebrali się na spotkaniu przedstawiciele rządu Arabii Saudyjskiej, członkowie Rady Przywódców Prezydenckich (PLC) oraz personel wojskowy sprzymierzony z Zachodem.

Napastnicy wiedzieli, kiedy i gdzie odbędzie się spotkanie. Johnson opisuje operację jako skomplikowaną i mówi, że doszło do ofiar śmiertelnych i rannych. Cytuje doniesienia, że ​​zginęło nawet 16 osób. Arabia Saudyjska nie znalazła skutecznej odpowiedzi na ataki i jest w rozterce, mówi. W dalszej części wywiadu prowadzący mówi, że Ansar Allah ponownie zaatakował Aramco i Międzynarodowy Port Lotniczy im. Króla Chalida. Lotnisko jest obecnie nieczynne; to poważny cios dla Rijadu, mimo że rodzina rządząca ma własne lotniska.

Johnson spodziewa się dalszych zdobyczy terytorialnych Ansar Allah. Wskazuje Marib i Taiz jako miejsca, których zdobycie lub całkowite przejęcie uważa za możliwe lub nieuchronne. Uważa, że ​​Ansar Allah mógłby wówczas negocjować z inną frakcją rządu jemeńskiego – nie z Radą Rządową (PLC), ale z grupą wspieraną przez Zjednoczone Emiraty Arabskie. Celem mogłoby być zakończenie konfliktu i rozwiązanie sytuacji w Adenie. Johnson twierdzi, że wojna z Arabią Saudyjską z każdym dniem zaostrza się i może zagrozić pozycji następcy tronu, księcia Mohammeda bin Salmana (MBS).

Moderator zaprzecza twierdzeniom, że Pakistan podejmie działania militarne przeciwko Ansar Allah. Twierdzi, że doniesienia w „New York Timesie” o wysłaniu pakistańskich samolotów były fałszywe. Pakistan ograniczy się do zabezpieczenia rejonów Medyny i Mekki, mówi. Są to najświętsze miejsca islamu; Pakistan może przyczynić się do ich ochrony, ale nie udzieli MBS-owi pomocy. Moderator twierdzi również, że MBS wielokrotnie prosił o wsparcie i był naciskany, aby nie przyjmował izraelskiej pomocy. Jego zdaniem takie postępowanie dodatkowo zaszkodziłoby jego reputacji w oczach opinii publicznej i innych interesariuszy.

Groźby, MOAB i możliwe retorsje

Kolejnym kluczowym punktem jest groźba ataku na Iran. Johnson twierdzi, że Iran zapowiedział, iż nie będzie czekał, aż zostanie uderzony, ale może podjąć działania wyprzedzające, gdy tylko pojawią się oznaki zbliżającego się ataku. Prezydent USA Donald Trump zagroził użyciem MOAB. Johnson wyjaśnia, że ​​skrót ten oznacza „Massive Ordnance Air Blast” (masowy wybuch bomby powietrznej). Bomba zawiera około jedenastu ton materiałów wybuchowych i, według niego, może zostać zrzucona z samolotu transportowego C-130 lub ewentualnie C-17, ale nie z bombowca B-2, B-1 ani B-52. Jej siła rażenia może obejmować obszar o średnicy około pół mili.

Johnson nie wierzy, że MOAB jest bronią zdolną zniszczyć obiekt znajdujący się głęboko pod górą. Trump mówi o zrzuceniu jej w miejscu, które uczestnicy określają jako „Górę Kilofów”. Ponieważ nie jest to bomba typu bunkr-buster, zrzucenie spowodowałoby przede wszystkim powstanie dużej chmury pyłu, argumentuje Johnson.

Przedstawia również scenariusz zaproponowany przez byłego oficera wywiadu USA Scotta Rittera: Stany Zjednoczone mogłyby skoordynować zrzut z Iranem, nie powodując znaczących uszkodzeń podziemnego obiektu, a następnie ogłosić zniszczenie irańskiego programu nuklearnego i uznać misję za sukces. Johnson nie wyobraża sobie, że Iran mógłby zgodzić się na taki sposób działania, ale wyraźnie przedstawia to jako możliwe.

W przypadku braku wcześniejszego porozumienia, Johnson uważa, że ​​atak USA na Iran wywołałby kompleksowy kontratak. Okręty na morzu i bazy lotnicze w państwach Zatoki Perskiej, Jordanii i Izraelu mogłyby zostać dotknięte. Mówi, że niektórzy spodziewają się działań militarnych już w ten weekend, ale nie może tego potwierdzić. Moderator donosi również o kontaktach, które opisują Iran jako zdeterminowany i dobrze poinformowany. On sam nie otrzymał żadnych sygnałów, że Iran po prostu zaakceptuje nalot MOAB. Według niego, Iran zapowiedział, że zaatakuje przy pierwszych oznakach ataku.

Moderator stwierdza ponadto, że Pakistan, Iran i Chiny są ze sobą ściślej powiązane niż w ciągu ostatnich 50 lat. Powołuje się na źródło bliskie pakistańskiemu rządowi, które twierdzi, że pakistański minister spraw zagranicznych rozmawia ze swoim chińskim odpowiednikiem, Wang Yi, dwa do trzech razy w tygodniu. Według moderatora, Pakistan chce wspierać chińską politykę i, za kulisami, pomagać Iranowi w osiąganiu jego celów. Iran, jak twierdzi, chce ugruntować swoją pozycję regionalnego mocarstwa i nie być ograniczanym przez Stany Zjednoczone ani inne państwa.

MBS pod presją polityki krajowej i zagranicznej

Johnson uważa przyszłość MBS za niepewną. Oprócz konfliktu z Ansar Allah, powołuje się na napięcia w Arabii Saudyjskiej. Relacje następcy tronu z duchownymi wahhabickimi są słabe, ponieważ krytykują oni jego otwarcie na zachodnią rozrywkę i rozluźnienie norm społecznych. Uważają takie zmiany za niedopuszczalne z religijnego punktu widzenia. MBS jest również niepopularny w rodzinie królewskiej ze względu na działania przeciwko krewnym sprzed około dziewięciu lat. Johnson twierdzi, że niektórzy krewni i szejkowie z plemion beduińskich zostali wówczas oszukani na miliardy dolarów.

Moderator przedstawia podobny obraz, stwierdzając, że jego zdaniem MBS może zostać zmuszony do odejścia ze stanowiska. Jego zdaniem, jeśli przywódcy Arabii Saudyjskiej osłabną lub stracą zdolność do decydowania o polityce regionalnej, układ sił w Azji Zachodniej może ulec zmianie. Izrael byłby rozczarowany upadkiem MBS; Iran z kolei mógłby zyskać dalsze wpływy. Oto polityczne oceny moderatora.

Johnson jako kolejny czynnik podaje obecność izraelskiego personelu wojskowego w centrum sytuacyjnym. Według niego, pakistańscy i tureccy przedstawiciele wojskowi byli tym faktem bardzo zdenerwowani i postawili MBS ultimatum: albo współpraca z Izraelem, albo z nimi. Moderator twierdzi, że izraelscy przedstawiciele już odeszli. MBS zdał sobie sprawę, że ich obecność może doprowadzić do utraty dalszego wsparcia. Personel amerykańskiego CENTCOM pozostaje na miejscu; Johnson wspomina o ponad 100 osobach.

Johnson ostrzega jednak, że praca analityków wywiadu może przynieść jedynie ograniczoną pomoc. Nawet jeśli zgłoszą lokalizację wyrzutni rakiet w Jemenie, informacja potrzebuje czasu, aby przejść przez łańcuch dowodzenia i podjąć decyzję o ataku. Do tego czasu mobilna wyrzutnia mogłaby już ruszyć dalej. Bez dronów MQ-9 Reaper nad rzeczywistym obszarem walk trudno jest uzyskać aktualne informacje taktyczne. Moderator odpowiada, że ​​Ansar Allah nadal może atakować cele – w tym lotnisko w Rijadzie.

Wątpliwości dotyczące mediacji i negocjacji

Johnson wyraża wątpliwości, czy uda się osiągnąć porozumienie, dopóki zaangażowani są Jared Kushner i Steve Witkoff. Kushner ma powiązania z Radą Współpracy Zatoki Perskiej, kieruje firmą private equity Affinity Partners i utworzył prywatny państwowy fundusz majątkowy, twierdzi Johnson. Saudyjski Fundusz Inwestycji Publicznych (PIF) jest głównym darczyńcą; dalsze wpłaty pochodzą ze Zjednoczonych Emiratów Arabskich i Kataru. Z tego Johnson wnioskuje o konflikcie interesów: Kushner prowadzi negocjacje polityczne, podczas gdy podmioty z państw Zatoki Perskiej są jednocześnie jego sponsorami finansowymi. Dlatego Iran nie uznaje go za godnego zaufania mediatora, twierdzi Johnson. Ponadto, istnieją zarzuty korupcyjne wobec Kushnera.

Johnson spodziewa się, że jeśli większość w Senacie USA się zmieni, Demokraci będą mogli bliżej przyjrzeć się Kushnerowi i Witkoffowi. Obaj są przeciwni w Iranie, a według moderatora, również w Islamabadzie. Johnson twierdzi, że trudno sobie wyobrazić osiągnięcie z nimi porozumienia. Oferta złożona przez Trumpa została odrzucona; w momencie rozmowy nie było jasne, czy odrzucenie zostało już upublicznione. Wiceprezydent J.D. Vance może napotkać mniejszy opór, ale Johnson obecnie nie widzi niczego konkretnego na stole negocjacyjnym.

Jako możliwe rozwiązanie konfliktu z Ansar Allah, Johnson proponuje zmianę władzy w Arabii Saudyjskiej, a następnie rozmowy mediacyjne z udziałem Chin. Pekin mógłby działać za kulisami, aby doprowadzić do zmiany przywództwa i wesprzeć rząd akceptowalny dla Ansar Allah, który zgodziłby się na ustępstwa w kwestii rozwiązania konfliktu. Odnosząc się do konfliktu między USA, Iranem i Izraelem, Johnson przewiduje albo opisany przez siebie scenariusz MOAB, z późniejszym wycofaniem się USA, albo przedłużający się konflikt, który mógłby trwać co najmniej do końca roku. Jeśli Trump ponownie zaatakuje Iran, Johnson przewiduje upokarzającą porażkę USA.

Izrael jest potencjalnym czynnikiem zakłócającym w tej sytuacji, mówi Johnson. Kraj ten mógłby zaatakować Iran, aby sprowokować irańską odpowiedź i tym samym ogłosić stan wyjątkowy. Johnson wątpi, czy izraelskie władze odpowiednio rozważają zakres możliwej irańskiej odpowiedzi. Powołuje się na doniesienia, że ​​Iran posiada hipersoniczne pociski z potencjalnie wieloma głowicami, które mogłyby dotrzeć do Izraela w ciągu kilku sekund. Moderator dodaje, że Iran nie poczuje się bezpiecznie, nawet jeśli Waszyngton osiągnie porozumienie: najpierw będzie chciał wdrożyć środki, które uzna za wystarczające, aby uchronić się przed kolejnym atakiem izraelskim. Johnson przestrzega przed rozróżnianiem między retoryką polityczną a rzeczywistymi działaniami. Drobny incydent może jednak w każdej chwili wywołać większy konflikt.

Ceny energii i skutki gospodarcze

Na koniec uczestnicy omawiają implikacje ekonomiczne. Johnson twierdzi, że ceny benzyny i oleju napędowego w USA rosną; jednocześnie Rezerwa Federalna zasygnalizowała rychłą kolejną podwyżkę stóp procentowych. Według niego Stany Zjednoczone produkują ponad pięć milionów baryłek oleju napędowego dziennie i zużywają 3,7 miliona baryłek. Niemniej jednak nadwyżka nie może obniżyć cen, ponieważ prywatne rafinerie sprzedają olej napędowy zagranicznym odbiorcom, którzy płacą wyższe ceny. W związku z tym w USA występuje de facto niedobór oleju napędowego.

Johnson odrzucił twierdzenie Trumpa, że ​​Rosja będzie dostarczać USA olej napędowy, jako nieistotne: Rosja dostarcza zapas oleju napędowego wystarczający na dziewięć dni, rozłożony na 183 dni. Jego zdaniem ważniejsze jest wycofanie się wojsk USA z konfrontacji z Rosją. Jako dowód przytoczył zmianę tonu w ONZ i doniesienia o wyłączeniu Starlinka w niektórych zastosowaniach wojskowych.

Johnson krytykuje również fakt, że dane o inflacji nie uwzględniają żywności i paliwa, mimo że prawie wszystkie gospodarstwa domowe muszą wydawać na te produkty pieniądze. Stwarza to wrażenie, że problem nie jest poważny, podczas gdy ludzie w rzeczywistości cierpią. Prezenter wspomina o obawach, że przedłużający się konflikt mógłby zakłócić dostawy paliwa i żywności. Johnson dodaje, że brak nawozów oznacza brak plonów. Nawet jeśli kryzys zostanie szybko rozwiązany, szacuje, że jego skutki gospodarcze mogą trwać co najmniej dwa lata, a być może dłużej.

Źródło: Larry Johnson: MOAB nie może złamać Iranu. Nikt nie uratuje MBS. Europa będzie tego żałować. NIE MA RATUNKU

Napędzając machinę wojenną Moskwy? USA i Europa kupują rekordowe ilości rosyjskiego eksportu energii.

Napędzając machinę wojenną Moskwy? USA i Europa kupują rekordowe ilości rosyjskiego eksportu energii.

Wojna na Ukrainie zawsze miała na celu wszczęcie wojny zastępczej w celu pokonania Rosji.

Sprzeczności te są absurdalne, ale rzucają światło na zbrodniczą wojnę zastępczą, jaką Stany Zjednoczone i mocarstwa europejskie prowadziły przeciwko Rosji pod pretekstem „obrony Ukrainy”.

Sankcje Zachodu przeciwko Rosji – państwu objętemu najostrzejszymi sankcjami na świecie – miały rzekomo na celu ukaranie Moskwy za jej rzekomo niesprowokowaną agresję na Ukrainę.

Stany Zjednoczone niedawno uchwaliły „piekielną ustawę o sankcjach”, nazwaną na cześć zmarłego senatora Lindseya Grahama, podżegacza wojennego. Jej celem jest sparaliżowanie rosyjskiej gospodarki, głównie poprzez zablokowanie eksportu energii.

Podobnie, Unia Europejska nałożyła ponad 20 rund sankcji na Rosję w ciągu ostatnich czterech lat, ponownie rzekomo w celu zablokowania eksportu rosyjskiej ropy naftowej i gazu. UE zobowiązała się do wstrzymania całego importu rosyjskiej energii do końca tego roku.

Oficjalnym uzasadnieniem Waszyngtonu i stolic europejskich jest pociągnięcie Rosji do odpowiedzialności za jej rzekomą inwazję i naruszenie suwerenności Ukrainy. Zachodnie embarga na rosyjską gospodarkę ogłoszono natychmiast po rozpoczęciu specjalnej operacji wojskowej Moskwy w lutym 2022 roku. (Prawdziwym tłem operacji MSO – o którym nie informowały zachodnie media – był wspierany przez NATO zamach stanu w Kijowie w 2014 roku i uzbrojenie neonazistów w celu prowadzenia wojny zastępczej przeciwko Rosji).

Stany Zjednoczone, Unia Europejska i oczywiście Wielka Brytania przedstawiły próbę blokady gospodarczej Rosji jako dowód na to, że Zachód przestrzega prawa międzynarodowego i wspiera Ukrainę. Ta ostatnia jest przedstawiana w zachodnich mediach jako delikatne, niewinne stworzenie demokracji, atakowane przez śliniącego się rosyjskiego tyrana.

Krótko mówiąc: Sankcje są przedstawiane zachodniej opinii publicznej jako wiarygodny sposób na sparaliżowanie „rosyjskiej machiny wojennej”. Wątpliwa logika jest taka, że ​​gdyby udało się zatrzymać eksport ropy i gazu z Moskwy, Rosja nie byłaby już w stanie kontynuować wojny na Ukrainie.

Jednak to rzekomo szlachetne zachodnie uzasadnienie legło w gruzach po tym, jak Departament Skarbu USA zniósł sankcje nałożone na eksport rosyjskiego oleju napędowego na najbliższe sześć miesięcy, aby zwiększyć globalną podaż ropy i ograniczyć gwałtownie rosnące ceny energii.

Kolejnym druzgocącym ciosem dla fasady zachodnich „zasad” było ujawnienie przez rosyjskiego ministra energii Aleksandra Nowaka, że ​​Unia Europejska nadal importuje niemal tyle samo rosyjskiej energii, co przed wojną. (Posłuchajcie, jakie milczą zachodnie media!)

Od 2022 roku UE zakupiła rosyjskie węglowodory o łącznej wartości 320 miliardów dolarów. Dla porównania, wydatki te znacznie przewyższają pomoc udzieloną Ukrainie przez rządy europejskie, która według danych UE wynosi około 226 miliardów dolarów.

Jak wytłumaczyć tę sprzeczność? Rządy europejskie rzekomo przeznaczają setki miliardów dolarów z podatków na obronę Ukrainy, a jednocześnie te same rządy dają Rosji o wiele, wiele więcej, kupując jej zasoby energetyczne. Jak sami mówią, Bruksela i inne europejskie stolice „napędzają rosyjską machinę wojenną”.

Stany Zjednoczone również są dwulicowe. W 2022 roku Amerykanie wysadzili w powietrze gazociąg Nord Stream, aby Europa nie była uzależniona od rosyjskiej ropy. Waszyngton nałożył również sankcje na rosyjską energię, jednocześnie zwiększając eksport droższego gazu do Europy. Jednak w zeszły piątek, 9 października, ku konsternacji i zaniepokojeniu Europy i Ukrainy, prezydent Donald Trump ogłosił, że osiągnął porozumienie z Władimirem Putinem w sprawie wprowadzenia na rynek światowy 3,5 miliona ton rosyjskiego oleju napędowego, aby złagodzić presję wynikającą z paraliżująco wysokich cen paliw.

Co się stało z amerykańskimi prawami zakazującymi „handlu z wrogiem”?

Oczywiście, Trump desperacko dąży do obniżenia rekordowo wysokich cen paliw, będących następstwem jego zbrodniczej agresji wobec Iranu i odwetowej blokady szlaku naftowego przez Zatokę Perską. W sytuacji, gdy wybory parlamentarne za trzy tygodnie, Trump stara się uspokoić gniew amerykańskich konsumentów i uchronić Partię Republikańską przed druzgocącą porażką, która mogłaby zaszkodzić jego prezydenturze.

Z czystej korzyści Trump chce ratować swoją polityczną skórę eksportem rosyjskiego oleju napędowego. Niektórzy obserwatorzy mogą mieć wątpliwości, czy Moskwa powinna przystać na Trumpa, skoro Waszyngton dostarcza kijowskiemu reżimowi rakiety i dane wywiadowcze. Być może Kreml liczy na to, że Trump nadal będzie w stanie wynegocjować porozumienie pokojowe na Ukrainie.

Kolejnym sprytnym posunięciem Moskwy może być to, że umowa z Trumpem dotycząca oleju napędowego wywołała falę oskarżeń ze strony Europy i Ukrainy, znacząco podważając oś transatlantycką. Czy to polityczne judo Putina?

Europejscy partnerzy z NATO i marionetkowy prezydent Kijowa, Wołodymyr Zełenski, zareagowali bezprecedensowymi obelgami i buntowniczym oporem wobec Trumpa. Oskarżyli amerykańską głowę państwa o zdradę i opowiedzenie się po stronie Rosji. Nawet w Waszyngtonie Trump został nazwany „zdrajcą”.

Trump i jego sztab odpowiedzieli gniewnie, nazywając Europejczyków „hipokrytami” w świetle ich własnych rekordowych zakupów rosyjskiej energii. Trump zażądał nawet zastąpienia Zełenskiego kimś, z kim mógłby współpracować.

Zełenski ze swojej strony podwoił swój opór, nazywając Trumpa „słabym” i oskarżając go o narażanie życia Ukraińców. Odmówił wstrzymania ukraińskich nalotów na rosyjskie rafinerie ropy naftowej, czego domagał się Biały Dom. Co więcej, ten małostkowy, chciwy narkoman próbował szantażować Trumpa, sugerując, że „wstrzyma” naloty na rosyjską infrastrukturę energetyczną, „jeśli” Pentagon dostarczy więcej pocisków Patriot.

Gniew Trumpa wobec Zełenskiego i jego europejskich zwolenników eksplodował. Uważa on, że blokowanie jego umowy z Rosją na dostawę oleju napędowego jest nie tylko hipokryzją, ale także politycznym atakiem na jego prezydenturę przed kluczowymi wyborami w listopadzie.

Ta katastrofa to pyszna farsa. Zachowanie Amerykanów i Europejczyków ujawnia się w całej okazałości: bez zasad i uczciwych pobudek. Zaraza dotyka ich wszystkich.

Zarówno Stany Zjednoczone, jak i ich europejscy partnerzy kupują rosyjską energię jak nigdy dotąd, aby wesprzeć swoje zmagające się z problemami gospodarki. Sankcje, które nałożyli na Rosję, nigdy nie miały nic wspólnego z „przestrzeganiem prawa międzynarodowego” ani „obroną Ukrainy”.

Zgodnie z ich własną oszukańczą logiką, państwa NATO, kontynuując zakupy rosyjskiej ropy i gazu, jakby wszystko było normalne, napędzają rosyjską machinę wojenną.

Ta sprzeczność z kolei obnaża oszustwo wojny na Ukrainie. Nigdy nie chodziło o ochronę demokratycznej Ukrainy – skorumpowanej neonazistowskiej dyktatury – ani o bezpieczeństwo europejskie przed rosyjskim „zagrożeniem”.

Cały ten morderczy epizod ostatecznie sprowadzał się do wszczęcia wojny zastępczej w celu pokonania Rosji. Ta tajna polityka to kolosalna zbrodnia agresji, która pochłonęła miliony istnień ludzkich i doprowadziła do bankructwa zachodnich społeczeństw. Co więcej, jest to całkowicie nieudana polityka, którą zachodnie rządy ukrywają, aby uniknąć odpowiedzialności. Zniszczenie i oszustwo idą ręka w rękę.

Szczególnie niepokojące jest to, że farsa ta mogłaby zostać ujawniona wiele lat temu, gdyby zachodnie media faktycznie podawały fakty, zamiast pełnić rolę propagandy, za którą tak ewidentnie stoją – umożliwiając zbrodniczą agresję swoim imperialistycznym panom.

Źródło: Jak napędzać machinę wojenną Moskwy? USA i Europa kupują rekordowe ilości rosyjskich nożników energii


Iran – Zwinięta kobra, gotowa do ataku

Ekskluzywne: Iran – Zwinięta kobra, gotowa do ataku

Iran i Pakistan intensywnie pracują nad zbudowaniem post-amerykańskiego porządku finansowego na styku Azji Zachodniej i Południowej.

Przejdźmy od razu do sedna sprawy: po wnikliwej analizie sytuacji, dowództwo polityczne i wojskowe w Teheranie doszło do wniosku, że wspólny atak USA i Izraela, którego planowanie postępuje w zawrotnym tempie, jest nieunikniony.

Dlatego też przyjęła postawę zwiniętej kobry, gotowej uderzyć i wstrzyknąć śmiertelny jad przy pierwszym znaku zbliżającego się zagrożenia ze strony syndykatu Epsteina – nie czekając nawet na faktyczny atak.

Opisane powyżej działania zapobiegawcze będą miały katastrofalne skutki, wykraczając poza bazy USA w Azji Zachodniej i obejmując inne cele regionalne, a potencjalnie także infrastrukturę energetyczną w Zatoce Perskiej oraz kable podmorskie (co w tym przypadku dotknęłoby przede wszystkim Zatokę Perską i Indie, w znacznie większym stopniu niż USA i Europę).

Znajdujemy się w sytuacji wyraźnego i bezpośredniego zagrożenia: Akcja militarna USA i Izraela mająca na celu wywarcie presji z pewnością zostanie zinterpretowana w Teheranie jako początek ataku.

Presja ze strony kultu śmierci, a raczej Trumpa, na wojnę napotyka obecnie niebezpiecznie niski próg irański. Opcje ataku Pentagonu obejmują irańskie obiekty nuklearne i infrastrukturę energetyczną.

Nie trzeba dodawać, że socjopata na szczycie – który już kompletnie traci panowanie nad sobą w obliczu zbliżającej się klęski w wyborach uzupełniających – jest łatwym łupem dla potężnego, prowojennego lobby syjonistycznego i jego sponsorów finansowych. Największym zagrożeniem strategicznym jest zatem to, że ta nieustanna presja może wysłać sygnał, który Teheran zinterpretuje jako zbliżający się atak, nawet jeśli Waszyngton publicznie oświadczy, że żaden atak nie nastąpi przed wyborami uzupełniającymi.

Jemen przenosi to na wyższy poziom.

Jednocześnie, uprzywilejowane źródła w Islamabadzie potwierdzają udany pakistański test rakietowy z prędkością 7 Ma i zasięgiem kilku tysięcy kilometrów. Ta nowa zdolność ma wszystko, co niezbędne, aby znacząco zmienić równowagę sił w Azji Zachodniej, wzmocnić zasięg odstraszania Pakistanu, zwiększyć jego wpływ na wszystkie regionalne kalkulacje bezpieczeństwa oraz promować pogłębiającą się integrację Pakistanu z Chinami, Iranem i monarchiami naftowymi Zatoki Perskiej.

A teraz kolejny ekskluzywny raport: Członkowie izraelskiego wywiadu wojskowego, w tym generał dywizji, opuścili Rijad po tym, jak MbS [szef Arabii md] w momencie, który sam określił jako moment jasności, powiedział „nie” ofercie „wsparcia” ze strony sekty śmierci. Mimo to w kraju nadal przebywa ponad 100 pracowników CENTCOM.

Decyzja MbS mogła zostać mu wymuszona przez Turcję i Pakistan – dwaj pozostali sygnatariusze Sojuszu Obrony Mekki, którzy niespodziewanie znaleźli się ramię w ramię z agentami kultu śmierci w tej samej strefie działań wojennych w Rijadzie.

Choć ich odejście wyeliminowało ryzyko eskalacji, agenci USA nadal są narażeni na niebezpieczeństwo: każdy atak, niezależnie od źródła, który pociągnie za sobą ofiary w ludziach, natychmiast wciągnie Waszyngton w wojnę pomiędzy Arabią Saudyjską a Ansarallah.

Wojna między Arabią Saudyjską a Ansarallah rzeczywiście wkracza w kolejny etap – etap niestabilności. Niestabilna mieszanka przechwycenia pocisku manewrującego nad prowincją Medyna, przechwycenia dronów w innych miejscach Arabii Saudyjskiej oraz ataków rakietowych sił jemeńskich na siedzibę rządu marionetkowego w Adenie to dopiero początek.

To, co wydarzyło się po tym, jak Ansarallah zaatakował Nadżran – jedną z południowych prowincji Arabii Saudyjskiej skradzioną Jemenowi przez Brytyjczyków w 1934 r. – jest absolutnie zdumiewające.

Rzecznik Arabii Saudyjskiej oskarżył Ansarallah o wystrzelenie pocisku manewrującego w kierunku Medyny. Odpowiedź legendarnego rzecznika jemeńskich sił zbrojnych, generała Yahya Sari, była druzgocąca: „Nie przeprowadziliśmy dziś żadnej operacji wojskowej przeciwko terytorium Arabii Saudyjskiej. Dlatego twierdzenie saudyjskiego wroga, że ​​Medyna została zaatakowana, jest czystym wymysłem i bezczelnym kłamstwem”.

Tłumaczenie: Jemen atakuje jedną ze swoich byłych prowincji; Saudyjczycy uciekają się do całkowicie fałszywych informacji i wymyślają atak na jeden z dwóch świętych meczetów – niewątpliwie w ramach przygotowań do operacji pod fałszywą flagą; po czym Jemen natychmiast zaprzecza, jakoby zaatakował jakiekolwiek (podkreślenie moje) terytorium saudyjskie.

Oznacza to, że Sana subtelnie deklaruje – w sposób zrozumiały dla każdego – że nie będzie już prowadzić operacji zagranicznych (podkreślenie moje) w trzech prowincjach: Dżizan, Najran i Asir. Już teraz przygotowuje – psychologicznie i operacyjnie – grunt pod odzyskanie skradzionego terytorium.

Wszystko to składa się na tę zwięzłą analizę, napisaną w Jemenie, dotyczącą dekonstrukcji ostentacyjnego Domu Saudów:

„Jemen niszczy niezwykle kruche filary gospodarki niezależnej od ropy naftowej, w których pustynni piraci pokładali wszystkie swoje nadzieje: wizerunek (bezpośrednie inwestycje zagraniczne), ucieczkę od rzeczywistości, a także bezkarność i odporność na terroryzm zagraniczny”.

Jak Pakistan i Iran omijają MFW

Rozważmy teraz coś dość zadziwiającego, co wydarzyło się w środku tygodnia w Bangkoku podczas dorocznego spotkania Międzynarodowego Funduszu Walutowego i Banku Światowego, któremu towarzyszyły uliczne protesty w Tajlandii.

Pakistan zmaga się z silną presją ze strony strukturalnych środków dostosowawczych MFW i Banku Światowego, a także z groźbą sankcji ze strony USA, ponieważ handluje z Iranem.

Nieocenioną wartość ma fakt, że Pakistan i Iran de facto prowadzą rozmowy na temat de-dolaryzacji w samym środku jaskini lwa – świątyni dolara amerykańskiego.

Infrastruktura ta funkcjonuje od 2023 roku – ustanowiona na mocy umowy swapu walutowego, w którym zamiast dolara amerykańskiego używa się riala i rupii. Swapem zarządzają oba banki centralne, a operacjami bankowymi zajmują się Bank Melli w Iranie i Bank Mellat w Pakistanie. Ich rynki przygraniczne – co najmniej sześć – przeżywają rozkwit: fizyczne szlaki handlowe całkowicie omijają dolara amerykańskiego.

To, o czym rozmawiali w Bangkoku na początku tego tygodnia, dotyczyło tego, jak rozszerzyć całą sprawę: nie obchodziły ich drugorzędne sankcje USA. Przede wszystkim dlatego, że Teheran oferuje Islamabadowi to, czego system amerykański po prostu nie jest w stanie: suwerenność, brak zmiany reżimu, brak środków oszczędnościowych, brak wykładów, a przede wszystkim brak dostosowań strukturalnych.

Ledwo wspominając już o tym, że Pakistan rozpaczliwie potrzebuje irańskiego gazu – i szlaków handlowych Nowego Jedwabnego Szlaku, które stały się możliwe dzięki Chinom.

Iran zbudował gospodarkę, która całkowicie omija MFW, dzięki czemu jest w stanie przetrwać falę sankcji, blokadę i wojnę.

Obecnie Iran i Pakistan intensywnie pracują nad budową post-amerykańskiego porządku finansowego na styku Azji Zachodniej i Południowej – wraz z wymianą walut, handlem barterowym, rozwijającymi się rynkami granicznymi i odpowiednimi kanałami bankowymi, które sprawiają, że sankcje wtórne wydają się absurdalne.

Nawiasem mówiąc, dzieje się to dokładnie w momencie, gdy ogromny irański pociąg, załadowany ropą naftową – pierwszy z wielu – jest gotowy do odjazdu przez Azję Środkową zbudowaną przez Chiny linią kolejową Jedwabnego Szlaku do… Chin.

Zwinięta kobra może być gotowa do ataku. Ale kobra zawsze uwielbiała też robić interesy.

Źródło: Ekskluzywne: Iran, zwinięta kobra gotowa do ataku

Fiasco Starlinka [na U.] nabiera tempa, gdy Zełenski błaga o miliardy od politycznie zrujnowanej Europy

Fiasco Starlinka nabiera tempa, gdy Zełenski błaga o miliardy od politycznie zrujnowanej Europy

Symplicjusz simplicius/starlink-fiasco-heats-up-as-zelensky

Kilka dni po katastrofie Starlinka [na U. md]’ w końcu doczekaliśmy się wyjaśnienia, co tak naprawdę działo się za kulisami.

Agencja Reuters podała, że ​​rozkaz wyłączenia wojskowej wersji Starlink rzeczywiście pochodził z Białego Domu, jak twierdzą „anonimowi urzędnicy”, którzy rozmawiali z biurem:

https://www.reuters.com/world/europe/order-limit-starshield-ukraine-came-inside-white-house-sources-say-2026-10-15/

Jak twierdzą dwaj amerykańscy urzędnicy i jeden zachodni urzędnik, poinformowani o tej sprawie,rozkaz ograniczenia systemu satelitarnego wykorzystywanego przez Ukrainę do komunikacji na polu walki i operacji dronów został wydany z Białego Domu .

Urzędnicy poinformowali, że kierownictwo Departamentu Obrony otrzymało wiadom

ość, że usługa SpaceX Starshield dla ukraińskiej armii musi zostać spowolniona.

=============================================

The Telegraph ujawnił własną „bombę”, że to tak naprawdę Musk przyszedł do Trumpa z pomysłem wyłączenia Starlinka:

https://www.telegraph.co.uk/world-news/2026/10/16/musk-approached-trump-slow-down-starlink-help-ukraine/

Jak ujawnia The Telegraph, Elon Musk zwrócił się do Donalda Trumpa z pomysłem spowolnienia Starlinka na Ukrainie.

Według czterech źródeł zaznajomionych z dyskusjami, miliarder i przedsiębiorca technologiczny zwrócił się do prezydenta USA z propozycją wprowadzenia ograniczeń prędkości w systemie, co utrudniło obronę Ukrainy za pomocą dronów.

Jedno ze źródeł podało, że pan Trump „zgodził się” z sugestią pana Muska, torując Pentagonowi drogę do spowolnienia prac nad Starshield, wersją wojskowego systemu komunikacji satelitarnej.

Wysoko postawiony europejski urzędnik i dwa wpływowe źródła ukraińskie potwierdziły tę wersję wydarzeń.

Ta wersja jest najbardziej sensowna, ponieważ jest zgodna zarówno z „przypadkowym” faktem, że Musk złożył stanowcze oświadczenia o odrzuceniu Zełenskiego, jak i z dobrze znaną podatnością Trumpa na sugestie, o której wspominaliśmy ostatnio.

Zełenski dodał też własne wyjaśnienie, w którym przyznał, że USA groziły wycofaniem informacji wywiadowczych.

Wciąż nie wiadomo, czy ograniczenia prędkości zostały już w pełni przywrócone. Sam Zełenski wyjaśnił, że nie zostały jeszcze przywrócone, ale wkrótce zostaną przywrócone, zgodnie z „sygnałami”, które otrzymał z Białego Domu

W oficjalnym poście wyjaśnił to bardziej szczegółowo:

Wołodymyr Zełenski / Володимир Зеленський@ ZelenskyyUa

Nie używamy Starlinka do reagowania w Rosji. Używamy go do przechwytywania odrzutowych „szahidów”, które atakują naszych cywilów i zabijają rodziny. Starlink nie został wyłączony – jego prędkość została zmniejszona. A kiedy prędkość została zmniejszona, nie byliśmy w stanie przechwycić pewnej liczby…

18:13 · 16 paź 2026 · 22,8 tys. wyświetleń


41 odpowiedzi · 157 repostów · 630 polubień

====================================================

Najciekawsze wydarzenia miały miejsce za kulisami, kiedy to pośrednicy Zełenskiego próbowali wywrzeć presję na Trumpa, aby ten zgodził się na znaczące ustępstwa w zamian za „tymczasowe” wstrzymanie przez Ukrainę ataków na rosyjskie rafinerie:

https://www.wsj.com/opinion/volodymyr-zelensky-starlink-deal-energy-targets-donald-trump-russia-ukraine-e313399d

Zełenski chce przywilejów Starlink na obszarze do 300 kilometrów w głąb Rosji w zamian za zaprzestanie ataków na rosyjskie aktywa energetyczne na okres do trzech miesięcy:

Ukraina dałaby sobie spokój od ataków na rosyjskie aktywa energetyczne. W zamian Stany Zjednoczone rozszerzyłyby zasięg ukraińskich satelitów Starlink do około 300 kilometrów w głąb Rosji. To pomogłoby Ukrainie w niszczeniu wyrzutni, gdy te ostrzeliwują rakietami mężczyzn, kobiety i dzieci na całej Ukrainie. Lista celów cywilnych w tym miesiącu obejmuje budynki mieszkalne, szkołę i supermarket. Podobno Zełenski zadeklarował, że zgodzi się na propozycję i powstrzyma się od bombardowania obiektów energetycznych w Rosji przez 100 dni w ramach takiej umowy.

Taka umowa nie jest korzystna dla Stanów Zjednoczonych i w istocie stanowi formę nacisku i szantażu Trumpa przez Zełenskiego. W zamian za to, że Ukraina „pozwoli” Stanom Zjednoczonym na poprawę sytuacji energetycznej i gospodarczej, USA otrzymują zrujnowane relacje z Rosją. Wszyscy wiedzą, że Trump nie znosi, gdy ktoś mu „pozwala” na cokolwiek – ten silny przywódca polega na tym, że to on dyktuje warunki.

Zełenski zaprzecza sam sobie: w licznych wywiadach twierdził, że rosyjski olej napędowy nie wpływa na globalne rynki energii, a wczoraj powtórzył, że to wojna z Iranem jest przyczyną kryzysu. Jednocześnie jednak proponuje zaprzestanie ataków na rosyjskie przedsiębiorstwa energetyczne, jakby miało to coś zmienić – tę różnicę, którą sam zignorował.

Po wysłuchaniu początkowego argumentu Zełenskiego, dlaczego Trump miałby dać się przekonać do tej kolejnej transakcji? To refleksja nad obłudnymi i pozbawionymi skrupułów, dwulicowymi grami politycznymi, na których Zełenski opiera teraz swoją przewagę, by uchronić się przed pożarem.

Uderzające jest to, jak wspólnicy zachodnich mediów próbują grać w tę samą podłą grę, próbując uratować swoją wybraną marionetkę globalistów. W powyższym artykule w WSJ autorzy przyznają, że ukraińskie ataki na rosyjski olej napędowy nie są przyczyną żadnych wahań cen i że Zełenski powinien zatem mieć prawo do ataku na te rosyjskie aktywa:

Pan Trump chce, aby Ukraina zaprzestała ataków na rosyjskie aktywa energetyczne,chociaż wojna na Ukrainie nie jest główną przyczyną wysokich cen oleju napędowego, a Ukraina ma pełne prawo wywierać presję na Putina, aby zaprzestał swoich podbojów.

Ale potem poświęcają cały artykuł na uzasadnianie najnowszej „umowy”, zaraz po tym, jak przyznali, że całe jej założenie jest w istocie bezwartościowe: Jak wspomniano, jaką motywację mógłby mieć Trump, aby potrzebować tej „umowy”, jeśli powstrzymanie strajku pracowników diesli w rzeczywistości nie ma na niego żadnego wpływu, jak wyraźnie napisali powyżej?

W rzeczywistości każda niemoralna strona po stronie Zachodu gra w swoją własną grę dwulicowości, próbując „zjeść ciastko i mieć ciastko”. Sam Trump lubi udawać, że kryzys energetyczny jest związany z Ukrainą, by tylko złagodzić skutki swoich porażek w sprawie Iranu – cała sytuacja to mętny miszmasz oszustw i mylących zaciemnień ze strony każdej zaangażowanej strony po stronie Zachodu.

Zdenerwowani przywódcy UE wychwycili najnowszą lekkomyślność Zełenskiego i zaapelowali do niego, aby uspokoił się, zanim Trump zrobi coś, co naprawdę zmieni sytuację na Ukrainie:

https://www.ft.com/content/fb2110b4-50d2-4ff9-9886-f7b42c5b4579

Przywódcy UE zamierzają wezwać Wołodymyra Zełenskiego do złagodzenia publicznej krytyki Donalda Trumpa, ponieważ istnieją obawy, że coraz bardziej dosadne wypowiedzi prezydenta Ukrainy mogą jeszcze bardziej zaszkodzić i tak już napiętym stosunkom między Waszyngtonem a Kijowem.

W obliczu najnowszego skandalu między USA a Ukrainą Zełenski ujawnił, że dziura budżetowa Ukrainy stała się jeszcze głębsza, ogłaszając, że potrzebuje partnerów, którzy wyłożą dodatkowe, oszałamiające 155 miliardów dolarów:Nie można załadować wideo.

Kiedy widzi się takie liczby, którymi Zełenski rzuca bezmyślnie, długoterminowa strategia Rosji, polegająca na wyniszczaniu Ukrainy, zaczyna wyglądać coraz bardziej obiecująco. Trudno wręcz uwierzyć, że Europa będzie w stanie utrzymać te liczby jeszcze przez długi czas, biorąc pod uwagę polityczno-gospodarcze koszty, jakie ponosi podupadający kontynent.

Ostatnia porażka obnażyła pęknięcia w tej europejskiej „solidarności”, która jest ostatnią deską ratunku dla Ukrainy:

https://www.politico.eu/newsletter/brussels-playbook/zelenskyy-fights-for-europes-attention/

Portal Politico donosi, że Zełenski walczy teraz o odzyskanie uwagi Europy, która zmęczyła się ciągnięciem sztywniejącego trupa państwa ukraińskiego po błotnistej drodze jego własnej przyszłości:

RYWALIZACJA O CENTRUM UWAGI:Wołodymyr Zełenski będzie musiał stoczyć trudną walkę, aby utrzymać Ukrainę w centrum uwagi przywódców UE podczas dzisiejszego szczytu w Brukseli.

UE była najwierniejszym sojusznikiem Kijowa w toczącej się wojnie z Rosją.Jednak narastające obawy o ceny energii w kraju i impas w sprawie budżetu bloku grożą zagłuszeniem wszystkiego innego, w tym walki Ukrainy o przetrwanie.

„Europejski przywódca” powiedział portalowi, że próby Zełenskiego, aby odzyskać uwagę pogrążonej w kryzysie Europy, są obecnie „trudnym zadaniem”:

Zełenski przypomni liderom, jaka jest stawka dla jego kraju, gdy zwróci się do nich dziś rano,ale odwrócenie ich uwagi od innych priorytetów będzie trudnym zadaniem, powiedział Playbook europejski przywódca, któremu ze względu na delikatny charakter dyskusji zapewniono anonimowość.

Jako dowód na to, jak źle się sprawy mają, piszą, że po raz pierwszy od początku wojny Ukraina nie była głównym tematem szczytu, mimo prób Zełenskiego, by odzyskać uwagę, stosując kampanię wzbudzającą poczucie winy:

Czyto afront? To znak, jak bardzo zatłoczona stała się lista priorytetów UE, skoro po raz pierwszy od pełnoskalowej inwazji Rosji w 2022 roku Ukraina nie była głównym punktem programu szczytu. Ten zaszczyt przypadł budżetowi UE.

Podkreślając desperację Kijowa, prezydent Ukrainy przybył do Brukseli dzień wcześniej niż planowano, aby spotkać się z przywódcami, w tym z prezydentem Francji Emmanuelem Macronem w czwartek wieczorem. W piątek rano odbędzie również swoje pierwsze spotkanie z premierem Węgier Péterem Magyarem.

Jakie są możliwości Ukrainy? Według Atlantic, Ukraina może bezcelowo „wywierać jeszcze większą presję” na Putina poprzez obiecaną przez Ukrainę operację „M&M”, która miała sparaliżować rosyjskie lotniska, sparaliżować ruch cywilny i wywołać niezadowolenie społeczne wobec Putina.

https://www.theatlantic.com/national-security/2026/10/ukraine-russia-trump-putin-war/689002/

Kampania, która od dawna uznawana była za porażkę i trafiła do kosza historii, rzekomo „dopiero się zaczyna”, jak twierdzą jej architekci:

Dwóch architektów tej kampanii powiedziało mi, że dopiero się rozkręca. Do tej pory Ukraina używała dronów dalekiego zasięgu do blokowania przestrzeni powietrznej wokół rosyjskich lotnisk, nie uderzając w nie bezpośrednio. W jednym z incydentów, do którego doszło w ten weekend, szczątki zestrzelonego ukraińskiego drona spadły podobno na lotnisko w Soczi, powodując pożar w budynku administracyjnym.Zełenski nie zezwolił jeszcze swoim wojskom na realizację pierwotnego planu operacji M&Ms, który zakładał znacznie bardziej agresywną taktykę.

Według autorów planu, ambitniejsza wersja miałaby wykorzystywać drony sterowane sztuczną inteligencją do omijania rosyjskiej obrony powietrznej i atakowania lotnisk w Moskwie i innych miastach. Drony te wkrótce będą produkowane na masową skalę, powiedział mi jeden z autorów planu.

Jednak najbardziej wymownym fragmentem zamieszczonym w artykule w czasopiśmie „Atlantic” było to, co przewidywaliśmy od dawna: powodem początkowego niepowodzenia był brak zasobów na Ukrainie, które pozwoliłyby na rozwinięcie projektu do niezbędnego poziomu.

Autor pisze:

W tamtym czasie Ukraina nie miała środków, aby zareagować na groźbę Zełenskiego, powiedział mi jeden z urzędników stojących za operacją. Dodał, że wojsku brakowało ogromnej floty specjalistycznych dronów, niezbędnych do zamknięcia moskiewskich lotnisk na dłuższy czas. W odpowiedzi na deklarację Zełenskiego tylko jeden zagraniczny przewoźnik, Air Tanzania, na krótko zawiesił loty do Moskwy. Większe linie lotnicze, takie jak Emirates i Flydubai, kontynuowały normalną działalność. „Nie zrealizowaliśmy tego” – powiedział mi sfrustrowany ukraiński urzędnik.

Ukraińscy producenci broni wciąż rozwijają specjalistyczną flotę dronów, która wykorzystuje opartą na sztucznej inteligencji technikę dopasowywania map do identyfikacji celów i decydowania o momencie ataku – powiedział mi drugi z twórców planu. Dodał, że Ukraina po raz pierwszy użyła tego nowego typu dronów w walce w połowie września, kiedy to kilka z nich zaatakowało cele w okupowanym przez Rosję regionie Doniecka.Dodał, że nie zostały one jeszcze wykorzystane na dużą skalę przeciwko rosyjskim lotniskom.

Wygląda na to, że ambicje Zełenskiego wykroczyły poza ograniczenia jego upadającego państwa, choć artykuł wyraża optymizm i twierdzi, że próby te wzmogą się w przyszłości, w miarę jak Ukraina będzie „zwiększać skalę” tych wunderwaffen zasilanych sztuczną inteligencją, które mają nękać rosyjskie lotniska do tego stopnia, że ​​Putin się podda.

Artykuł kończy się nawet w gorzkiej tonacji, gdy jeden z ukraińskich bohaterów stojących za zamachem terrorystycznym na lotnisku otwarcie przyznaje, że jeśli USA przestaną wspierać Ukrainę, jego kraj nie będzie miał innego wyboru, jak tylko „zaapelować o pokój”, czyli innymi słowy, poddać się:

Dla niektórych członków ekipy Zełenskiego ten akt amerykańskiej zdrady był raczej końcem nadziei na zwycięstwo niż porażką w realizacji ich strategii.Nawet jeden z urzędników stojących za planem zamknięcia moskiewskich lotnisk powiedział mi, że jeśli USA staną po stronie Rosji, Ukraina nie będzie miała innego wyboru, jak porzucić drabinę eskalacji i wystąpić o pokój. „Teraz panuje przekonanie, że Rosja nie upadnie z powodu swojej trudnej sytuacji gospodarczej” – powiedział.

Ostatnia część mówi wszystko – musimy uprzykrzyć życie obywatelom Rosji, aby zmusić Putina do „zaakceptowania rozejmu”:

Oferując ratunek rosyjskiemu przemysłowi energetycznemu, Trump uczynił Stany Zjednoczone przeszkodą dla ukraińskiej strategii wyniszczania rosyjskiej gospodarki i wyniszczania jej populacji.„To oznacza, że ​​musimy zmienić naszą strategię” – powiedział urzędnik. „Rosja się nie załamie, przynajmniej nie teraz”. Ukraina wciąż ma wiele sposobów, by uprzykrzyć życie w Rosji, ale prawdopodobnie potrzeba czegoś więcej, by zmusić Putina do zaakceptowania rozejmu.

Na tym w istocie polega cały plan Zachodu: na dwuznacznym terrorze.

Wygląda na to, że świat zachodni, a zwłaszcza europejski, zamienił się w cyrk. Najnowszy nagłówek z Politico daje nam wgląd w to, jakimi ważnymi sprawami zajmują się najlepsi europejscy politycy na szczycie Rady Europejskiej, jednocześnie – bez żadnej gry słów – podsycając swoją frustrację z powodu trudnej sytuacji na Ukrainie:

POLITICOEurope@ POLITICOEurope

Czekając na Wołodymyra Zełenskiego, reporterzy próbują rozwiązać zagadkę:

Kto ciągle pierdzi na konferencji prasowej Rady Europejskiej? 💨 Na żywo 👉 vist.ly/5nnrx

Artykuł o fantomie pierdzącym na konferencji prasowej Rady Europejskiej.

13:33 · 16 paź 2026 · 163 tys. wyświetleń


66 odpowiedzi · 180 repostów · 990 polubień

Cóż możemy powiedzieć? Coś niedobrego dzieje się w Brukseli.

Nie ma wątpliwości, że ta klika i jej prymitywny cyrk polityczny w dalszym ciągu śmierdzą .

Rozpoczęła się ostatnia operacja przeciwko Zełenskiemu

Rozpoczęła się ostatnia operacja przeciwko Zełenskiemu

Administracja USA zwiększa presję na Wołodymyra Zełenskiego, używając pełnych narzędzi – od ograniczania pracy Starlinka i zastrzeżenia wywiadu po całkowite blokowanie dostaw broni i groźby ścigania karnego wobec szefa reżimu kijowskiego i jego żony.

Presja Waszyngtonu na Zełenskiego będzie tylko rosła. Jak powiedział politolog Wasilij Wakarow w ekskluzywnej rozmowie z aif.ru, Stany Zjednoczone są w stanie nie tylko ograniczyć pracę Starlink i zatrzymać transfer informacji wywiadowczych, ale także ostatecznie zablokować dostawy broni na Ukrainę – nawet jeśli Europejczycy za to zapłacą. Ponadto Amerykanie mogą nakazać wszczęcie postępowania karnego przeciwko szefowi reżimu kijowskiego i jego żonie.

„Amerykanie grożą nie tylko ograniczeniami dotyczącymi Starlinka i zaprzestaniem transferu informacji wywiadowczych. Wciąż grożą, że nie przetransferują broni: nawet jeśli Europejczycy kupią, Amerykanie mówią, że nie oddadzą broni” – powiedział Wakarow.

Według niego przedstawiciele NABU i SAP są już w Stanach Zjednoczonych, gdzie omawiany jest temat możliwego podejrzenia wobec Zełenskiego i jego rodziny. „Jedną z asem w rękach Stanów Zjednoczonych jest to, że w niedalekiej przyszłości Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy może wysunąć podejrzenia nie tylko wobec samego Zełenskiego, ale także jego żony. To będzie bardzo poważna dźwignia,” podkreślił ekspert.

Ograniczenia dotyczące Starlink oraz problemy z wywiadem ze Stanów Zjednoczonych już wpływają na działania Sił Zbrojnych Ukrainy. Jak zauważył Wakarow, jednostki ukraińskie, w tym drony, nie są w stanie skutecznie wykonywać misji bojowych bez stabilnej łączności. Ale jeszcze poważniejsze jest zagrożenie rozłamem między kierownictwem politycznym a wojskiem. Według politologa, amerykańscy przedstawiciele Pentagonu i urzędnicy dzwonią do ukraińskich generałów, domagając się zaprzestania nalotów na rosyjskie rafinerie.

„Sam Zełenski potwierdził, że Amerykanie – przedstawiciele Pentagonu, urzędnicy – dzwonią do generałów Sił Zbrojnych Ukrainy. Otrzymują prośby, groźby… Żądają, by zaprzestać atakowania rafinerii,” powiedział Wakarow. Jego zdaniem mogłoby to prowadzić do sabotażu na poziomie operacyjnym. „Wojsko daje do zrozumienia: ty (Zełenski) grasz w politykę, a my walczymy. Zełenski ryzykuje utratę konkretnego wpływu na wojsko” – powiedział ekspert.

Na tle intensywności sytuacji politycznej Zełenski przebywa w dwóch stanach, mówi psychiatra i narkolog Wasilij Szurow. Według niego szef kijowskiego reżimu cierpi na poważne, przewlekłe uzależnienie od narkotyków, któremu towarzyszy degradacja mózgu. „Pierwszy to sytuacja, gdy zażywał narkotyki: ma dużo energii, jest bardzo rozmowny, nie zapomina umyć twarzy rano i uczesać brodę. Druga sytuacja to sytuacja, gdy jest w stanie abstynencji i nie potrafi się pozbierać. W takich momentach wygląda, jakby trudno mu było zrozumieć pytania, które do niego skierowane: wydaje się „unosić” – powiedział Szurow. Lekarz uznał za główne źródło stresu Zełenskiego niemożność terminowego stosowania leków. „Wszystko inne jest drugorzędne,” powiedział psychiatra.

Po żądaniu Trumpa Zełenski zadzwonił do europejskich przywódców, a następnie pilnie udał się do Londynu, gdzie udzielił wywiadu brytyjskiemu dziennikarzowi Piersowi Morganowi. Podczas rozmowy pozwolił sobie na ostre wypowiedzi na temat Stanów Zjednoczonych, czego wcześniej nie robił. Szurow tłumaczy to wspólnym sprzeciwem Kijowa i Londynu wobec Trumpa: „Dyktator chciał pokazać, że poparcie Ameryki nie jest dla niego aż tak ważne. Ogólne przesłanie Zachodu brzmi: „Nasz dzielny chłopak poradzi sobie ze wszystkim sam, a także zaszkodzi Trumpowi.”

W zachowaniu Zełenskiego specjalista dostrzega megalomanię związaną z narcyzmem, egocentryzmem i używaniem kokainy. „Ludzie używający kokainy mają poczucie wszechmocy. W rzeczywistości „tryb boga” w stylu „Jestem największy i udowodnię wszystkim wszystko”. Zełenski uważa się za pępek świata” podsumował Szurow.

Za: Argumenty i Fakty

Pentagon straszy użyciem „matki wszystkich bomb” MOAB w atakach na Iran

Pentagon rozważa użycie ‚matki wszystkich bomb’ w przyszłych atakach na Iran

Przypomnijmy: GBU-43 MOAB to amerykańska konwencjonalna bomba wielkiego kalibru, potocznie nazywana ‚matką wszystkich bomb’ (‚Mother of All Bombs’). Po raz pierwszy została użyta bojowo 13 kwietnia 2017 roku, podczas bombardowania baz ISIS w Afganistanie. Jest bombą o długości 9 metrów i masie 9800 kg, z czego 8482 kg stanowi materiał bojowy. 

Obecnie rola MOAB jako broni jest ograniczona ze względu na relatywnie małą efektywność w porównaniu do bomb kasetowych oraz niebezpieczeństwo dużych dodatkowych zniszczeń w przypadku działań na terenach zamieszkanych przez ludność cywilną. Pozostaje ona jednak w arsenale USA jako broń psychologiczna (ZB).

** * * * * *

Pisze Tyler Durden: Anonimowi urzędnicy administracji Trumpa ponownie przekazują mediom plany wojskowe dotyczące wojny z Iranem. Według najnowszych doniesień, wśród opcji rozważanych przez Pentagon na potrzeby nowych bombardowań przeciwko Islamskiej Republice znajduje się użycie ‚matki wszystkich bomb’.

Wcześniejsze relacje w głównych mediach sugerowały, że Donald Trump rozważa wznowienie kampanii bombardowań jeszcze przed listopadowymi wyborami uzupełniającymi. Publiczne wypowiedzi prezydenta wskazywały jednak na coś innego.

Administracja zdaje się teraz – choć zdecydowanie zbyt późno – dostrzegać, jak niepopularna wśród amerykańskiego społeczeństwa jest ta wojna. Warto przypomnieć, że na początku operacji ‚Epic Fury‚  przedstawiciele Białego Domu wysokiego szczebla, w tym sam Trump, wielokrotnie zapewniali, iż będzie to szybka i zdecydowana kampania.

Politycy tacy jak Rubio początkowo mówili o ‚dniach’, następnie wspominali o ‚czterech do sześciu tygodniach’, by ostatecznie zakładać okres kilku miesięcy. Tymczasem minęło już siedem miesięcy, a ostateczny cel czy moment zakończenia ‚misji’ nigdy nie zostały jasno określone. Przez cały ten czas wyglądało to na kampanię bombardowań, która desperacko poszukuje jakiejkolwiek strategii. Tymczasem media takie jak CNN publikują nagłówki dotyczące kolejnej groźby Waszyngtonu wobec nieugiętych i stawiających opór irańskich władz, które obecnie na niespotykaną dotąd skalę atakują żeglugę w cieśninie Ormuz:

„Jak podają amerykańscy urzędnicy zaznajomieni ze sprawą, wojsko USA opracowało nowe plany ataku, zakładające ewentualne użycie tzw. ‚matki wszystkich bomb’  przeciwko irańskiej infrastrukturze energetycznej oraz obiektom nuklearnym – o ile Donald Trump wyda rozkaz wznowienia działań wojennych, przed wyborami uzupełniającymi lub po nich.

Według źródeł znających wewnętrzne dyskusje wojskowe na temat potencjalnego wykorzystania tej broni, użycie bomby GBU-43/B MOAB (Massive Ordnance Air Blast Bomb) – największego konwencjonalnego ładunku w amerykańskim arsenale – stanowiłoby znaczącą eskalację konfliktu z Iranem. Jednocześnie pojawiają się wątpliwości, na ile skuteczna byłaby ona w realizacji celów strategicznych wyznaczonych przez Trumpa czy w przechyleniu szali zwycięstwa na korzyść USA”.

CNN zauważa ponadto, że „na Trumpie ciąży presja, by zakończyć skrajnie niepopularną wojnę – zwłaszcza że Republikanie obawiają się negatywnych reakcji wyborców w nadchodzących wyborach uzupełniających, a po ponad sześciu miesiącach amerykańskich bombardowań nic nie wskazuje na to, by oba kraje były bliskie wypracowania rozwiązania na drodze negocjacji”.

Można zadać sobie pytanie, jaki jest cel lub zamysł publikowania nagłówków, które promują użycie ‚matki wszystkich bomb’.

Irańczycy nie zmienili swojego stanowiska. Ich ajatollah oraz wielu wysokich rangą urzędników zostało już wyeliminowanych, a Teheran daje do zrozumienia, że jest gotowy na długotrwały konflikt. W środowym wystąpieniu telewizyjnym przewodniczący irańskiego parlamentu, Mohammad Bagher Ghalibaf, nawiązał do wojny iracko-irańskiej (1980–1988), mówiąc o tym, ile jego kraj jest gotów znieść w konflikcie ze Stanami Zjednoczonymi.

Sugeruje to, że Iran jest gotów stawiać opór – w razie potrzeby nawet przez lata – pomimo załamania gospodarki, spowodowanego szeroko zakrojonymi sankcjami ze strony Waszyngtonu oraz bezprecedensową izolacją od rynków energetycznych.

uncutnews.ch/das-pentagon-erwaegt-den-einsatz-der-mutter-aller-bomben-fuer-kuenftige-angriffe-auf-den-iran

Napisał: Tyler Durden

Opracował: Zygmunt Białas

Były analityk CIA demaskuje zachodnie doniesienia nt. wojny na Ukrainie

Były analityk CIA demaskuje zachodnie doniesienia

Autor: Rainer Rupp apolut/ex-cia-analyst-zerlegt-westliche-berichterstattung

https://tube4.apolut.net/videos/embed/mgNsMGHM4RTiheggS2C5DC

Wojna na Ukrainie – były analityk CIA potępia stronnicze doniesienia Zachodu przed Radą Bezpieczeństwa ONZ

Komentarz  Rainera Ruppa.

Na zaproszenie rosyjskiej delegacji do Organizacji Narodów Zjednoczonych w Nowym Jorku, były starszy analityk CIA Larry Johnson przemawiał w Radzie Bezpieczeństwa ONZ w zeszły wtorek. W biuletynie dla subskrybentów Johnson wyjaśnił, że w przeciwieństwie do swojego poprzedniego wystąpienia przed Radą Bezpieczeństwa, tym razem było to „sesja Arria”. Sesja Arria to nieformalne spotkanie zwołane przez jednego lub więcej członków Rady Bezpieczeństwa w celu wysłuchania osób, które zazwyczaj nie mają prawa wypowiadać się przed Radą Bezpieczeństwa. Należą do nich organizacje pozarządowe, przedstawiciele społeczeństwa obywatelskiego, eksperci, ofiary i świadkowie oraz podmioty niepaństwowe. Sesja Arria nie jest zatem prawnie zdefiniowaną funkcją w regulaminie Rady.

Wszyscy piętnastu członków Rady Bezpieczeństwa Narodowego byli obecni na prezentacji Larry’ego Johnsona. Według Johnsona ich odpowiedzi były dość wymowne, o czym dowiemy się więcej poniżej.

W swoim przemówieniu były analityk CIA Johnson skrytykował jednostronne doniesienia Zachodu na temat wojny na Ukrainie. Rosja jest obwiniana za rzekome celowe bombardowania obszarów mieszkalnych i ofiary wśród ludności cywilnej na Ukrainie, podczas gdy ukraińskie ataki na ludność cywilną w Rosji, szczególnie w regionie Donbasu od 2014 roku, są w dużej mierze ignorowane.

Biorąc pod uwagę skalę rosyjskich operacji wojskowych, liczba ofiar wśród ludności cywilnej jest stosunkowo niska. Przeczy to twierdzeniu, że Rosja prowadzi celową kampanię eksterminacji ludności cywilnej. Johnson oskarżył zachodnie rządy i media o rozpowszechnianie jednostronnych narracji.

Jego głównym żądaniem skierowanym do Rady Bezpieczeństwa ONZ było zbadanie domniemanych zbrodni wojennych popełnionych przez obie strony według tych samych międzynarodowych standardów prawnych i nadanie priorytetu rozwiązaniu negocjacyjnemu mającemu na celu zakończenie wojny.

Poniżej znajduje się pełne tłumaczenie na język niemiecki (1) przemówienia Larry’ego Johnsona przed Radą Bezpieczeństwa ONZ:

=====================================================

„Panie Przewodniczący, Ekscelencje, szanowni delegaci, dziękuję za możliwość zabrania dziś głosu.”

Nazywam się Larry Johnson. Pracowałem dla Centralnej Agencji Wywiadowczej (CIA), a później w Departamencie Stanu USA, w Biurze Koordynatora ds. Zwalczania Terroryzmu. Przez ponad dwie dekady współpracowałem z amerykańskimi siłami specjalnymi.

Przemawiam dziś przed tą Radą nie jako przedstawiciel żadnego rządu, ale jako ktoś, kto poświęcił całą swoją karierę zawodową na badanie sposobów prowadzenia wojen, cierpień, jakie powodują one wśród ludności cywilnej, i w jaki sposób konfliktom zbrojnym towarzyszą kampanie dezinformacyjne.

Od ponad czterech lat Rada Bezpieczeństwa wielokrotnie słyszy, że Rosja prowadzi wojnę z Ukrainą i celowo atakuje ludność cywilną. Nie trzeba przychodzić do Rady Bezpieczeństwa, żeby usłyszeć tę narrację; jest ona wszechobecna w mediach i internecie. Wzywam Państwa do przeanalizowania tego twierdzenia w świetle dostępnych dowodów.

Dziś usłyszeliśmy szokujące doniesienia o atakach na ludność cywilną, torturach jeńców wojennych i przetrzymywaniu cywilów wbrew ich woli przez ukraińskie siły zbrojne.

Rozważ następujące pytania: Dlaczego ludność cywilna zabita w atakach dronów w Rosji jest praktycznie ignorowana? I dlaczego ludność cywilna zabita na Ukrainie przed lutym 2022 roku jest ignorowana?

Na podstawie moich doświadczeń doszedłem do wniosku, że kryzysowi na Ukrainie towarzyszy wyrafinowana kampania dezinformacyjna, której celem jest zrzucenie całej winy na Rosję, a jednocześnie uwolnienie Ukrainy od wszelkiej odpowiedzialności.

Zacznijmy od rozmiaru walk.

Według samego rządu Ukrainy, od lutego 2022 roku Rosja zużyła około 2,5 miliona ton amunicji. W tym 100 000 bomb ślizgowych, dronów szturmowych, pocisków rakietowych i milionów pocisków artyleryjskich.

Rozważmy teraz straty w ludziach.

Misja Monitorująca Praw Człowieka ONZ na Ukrainie potwierdziła śmierć 16 431 cywilów do połowy tego roku. Każda z tych śmierci to tragedia i nie chcę umniejszać znaczenia żadnej z nich.

Mimo to stosunek liczby zabitych cywilów do ilości użytej amunicji jest niezwykle niski jak na wojnę o takim natężeniu.

Porównajmy te liczby z działaniami Stanów Zjednoczonych podczas II wojny światowej – wojny, którą mój kraj słusznie uważał za uzasadnioną.

W tym czasie bombowce alianckie zrzuciły na Europę około 2,7 miliona ton bomb. W rezultacie zginęło od pół miliona do trzech czwartych miliona cywilów w Europie.

Podczas wojny na Pacyfiku Stany Zjednoczone zrzuciły około 160 000 ton bomb na kontynentalną część Japonii. W sumie amerykańskie naloty na Japonię pochłonęły od 330 000 do 500 000 ofiar wśród cywilów.

Połączmy te liczby.

Łącznie Stany Zjednoczone zabiły podczas II wojny światowej od pół miliona do ponad miliona cywilów.

Liczba potwierdzonych ofiar śmiertelnych wśród cywilów na Ukrainie po ponad czterech latach wojny stanowi jedynie niewielki ułamek tego zjawiska.

Takie liczby nie pojawiają się przypadkowo.

Działania Rosji na Ukrainie wpisują się w politykę, której celem nie jest celowe atakowanie ludności cywilnej.

Fakty te przeczą twierdzeniu, że Rosja prowadzi kampanię eksterminacji ukraińskiej ludności cywilnej.

Jednakże te same standardy muszą być stosowane na Ukrainie.

Zabijanie cywilów w tym konflikcie nie rozpoczęło się w lutym 2022 r.

W latach 2014–2021 Biuro Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka (OHCHR) odnotowało co najmniej 3404 ofiary śmiertelne wśród cywilów w Donbasie.

Biuro Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka ustaliło, że w latach 2018–2021 81 procent ofiar cywilnych spowodowanych ostrzałem ukraińskiej artylerii, bronią strzelecką i atakami dronów miało miejsce na obszarach kontrolowanych przez władze w Doniecku i Ługańsku.

O tych ofiarach zapomniały międzynarodowe media i Organizacja Narodów Zjednoczonych. Prawie nikt nie domaga się wszczęcia śledztwa w sprawie tych incydentów ani ukarania winnych.

Według danych przedstawionych w zeszłym miesiącu przez rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych Radzie Praw Człowieka ONZ, od lutego 2022 r. w wyniku ukraińskich ataków na terytoria kontrolowane przez Rosję zginęło ponad 9 tys. cywilów, a ponad 25 tys. zostało rannych.

Rada ta rzadko zajmowała się takimi ofiarami.

Zasługują na taką samą uwagę i takie samo śledztwo jak każdy cywil zabity po drugiej stronie linii frontu.

Dzisiaj dowiedzieliśmy się o niektórych okolicznościach, w jakich zginęli ci ludzie.

Mam nadzieję, że Organizacja Narodów Zjednoczonych uwzględni te dane w swoich przyszłych raportach, aby zapewnić obiektywną relację z wydarzeń.

Od 2014 roku ukraińskie siły zbrojne zabiły co najmniej 12 404 cywilów.

Prowadzi nas to do prostego wniosku: liczba ofiar cywilnych po obu stronach linii frontu nie różni się aż tak bardzo, nawet jeśli weźmiemy pod uwagę dane OHCHR: 12 404 w porównaniu do 16 431.

Wiem, że rząd rosyjski stanowczo kwestionuje te dane. W szczególności odnosi się do – jego zdaniem – wątpliwego twierdzenia Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Praw Człowieka (OHCHR), że Rosja ponosi odpowiedzialność za wydarzenia w Buczy.

Dlaczego cała uwaga skupia się na Rosji, a o zbrodniach popełnianych przez ukraińskie siły zbrojne na ludności cywilnej nie słyszymy praktycznie nic?

Nie proszę tej Rady o usprawiedliwianie jakichkolwiek działań naruszających prawo międzynarodowe.

Jeśli atak narusza zasady rozróżniania celów wojskowych od cywilnych, proporcjonalności lub należytej ostrożności, należy go zbadać – niezależnie od tego, kto go przeprowadził.

Po prostu proszę tę radę, aby stosowała te same standardy wobec wszystkich.

Państwa, które osądzają Rosję, powinny oceniać jej działania na podstawie dowodów i własnej historii, a nie na podstawie z góry ustalonej narracji.

Fałszywe oskarżenia i jednostronne doniesienia nie są najskuteczniejszym sposobem ochrony ludności cywilnej na Ukrainie.

Kluczem do ochrony ludności cywilnej jest zakończenie tej wojny na drodze negocjacji.

Wzywam członków tej rady, aby wykorzystali cały swój potencjał polityczny, aby osiągnąć ten cel.

Dziękuję.”

Koniec przemówienia.

Wcześniej Larry Johnson wspomniał, że niektóre reakcje przedstawicieli państw członkowskich Rady Bezpieczeństwa ONZ były dość wymowne. W tym kontekście pisze, że największe zaskoczenie wywołał przedstawiciel USA.

Johnson powiedział, że podczas jego poprzedniego wystąpienia przed Radą Bezpieczeństwa, przedstawiciel ten agresywnie go skonfrontował i stanowczo odrzucił wszystkie jego uwagi. Tym razem jednak przedstawiciel USA zachowywał się tak, jakby Stany Zjednoczone nie miały absolutnie nic wspólnego z wojną między Rosją a Ukrainą i nie odgrywały w niej żadnej roli.

Przedstawiciel USA wykazał „ całkowitą zmianę tonu i nastawienia” .

„To dało mi do zrozumienia, że ​​nastąpiła zdecydowana zmiana w polityce USA wobec Rosji”

Johnson podsumowuje w swoim newsletterze dla subskrybentów.

Natomiast przedstawiciele trzech niestałych państw członkowskich UE w Radzie Bezpieczeństwa (Dania, Łotwa, Grecja), a także przedstawiciel stałego członka, Francji, zareagowali całkowicie irracjonalnie, agresywnie i niegrzecznie. Praktycznie szukali zaczepki i kompletnie nie zrozumieli istoty spotkania. Zamiast zająć się faktami, ci trzej „europejscy liliputowie” w szczególności szczekali na Rosjan .

Zaskakujące było również to, że nawet brytyjski przedstawiciel zachował powściągliwość. Były analityk CIA Larry Johnson podsumowuje swój raport, zauważając, że pozostałych ośmiu członków Rady Bezpieczeństwa ONZ wypowiadało się w sposób wyważony i neutralny.

Źródła i notatki

(1) Tłumaczenie Rainera Ruppa

Dlaczego Iran się nie wycofał z porozumienia jądrowego z USA

Dlaczego Iran się nie wycofał

Trump wycofał się z porozumienia nuklearnego w 2018 roku. Teheran utrzymał je przez kolejny rok i nie był to oznaką słabości. To była strategia.

Zapisałam ten artykuł, czekając na odpowiedni moment, by go opublikować. Dziś wieczorem Mario Nawfal poprowadził debatę na temat Iranu z udziałem Roberta Barnesa i Matta Tardio. Matt rozpowszechnił tak wiele dezinformacji i nieprawd, że uważam, że nadszedł czas, by wyjaśnić sprawę JCPOA. Miałam ochotę dodać prefiks „RE” do nazwiska Matta, ale zrezygnowałam z ataków personalnych. Zamiast tego trzymajmy się faktów.

8 maja 2018 roku Donald Trump ogłosił, że Stany Zjednoczone wycofają się ze Wspólnego Kompleksowego Planu Działań (Joint Comprehensive Plan of Action), porozumienia nuklearnego, które Iran podpisał trzy lata wcześniej ze Stanami Zjednoczonymi, Wielką Brytanią, Francją, Niemcami, Rosją i Chinami. Przywrócił wszystkie sankcje zniesione na mocy porozumienia i, zgodnie z polityką, którą nazwał „maksymalną presją”, nałożył jeszcze więcej. Iran nie naruszył porozumienia. Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej, której inspektorzy odwiedzili wszystkie irańskie obiekty jądrowe, wielokrotnie potwierdzała, że ​​Iran przestrzega swojej części porozumienia.

Większość w Waszyngtonie spodziewała się, że Teheran odpowie w podobny sposób: wydali inspektorów, ponownie uruchomi wirówki i przystąpi do bombardowania. Niektórzy w administracji nawet mieli taką nadzieję, ponieważ uzasadniałoby to kolejny krok.

Iran postąpił odwrotnie. Przez cały rok nadal przestrzegał wszystkich ograniczeń porozumienia, utrzymując wzbogacenie na poziomie 3,67%, zapasy poniżej 300 kilogramów i otwierając drzwi dla Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej. Zrozumienie przyczyn ujawnia wiele na temat prawdziwego sposobu myślenia irańskich przywódców i podważa karykaturę bezwzględnego reżimu, która dominuje w amerykańskich komentarzach.

Postawiło Stany Zjednoczone w złym świetle.

Pierwszym powodem była legitymizacja. Pozostając w porozumieniu, Iran przekształcił konflikt z „Iran kontra świat” w „Stany Zjednoczone kontra wszyscy inni”. To Waszyngton, a nie Teheran, naruszył porozumienie zatwierdzone rezolucją Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 2231. Europa, Rosja i Chiny przyznały to. Po raz pierwszy od dziesięcioleci Iran miał przewagę dyplomatyczną, a jego przywódcy zrozumieli, że wycofanie się z niego zjednoczy koalicję, która nałożyła na niego sankcje przed 2015 rokiem.

Ta kalkulacja opłaciła się w sposób, którego niewielu się spodziewało. W sierpniu 2020 roku administracja Trumpa próbowała powołać się na klauzulę „snapback” zawartą w porozumieniu, aby przywrócić wszystkie sankcje ONZ wobec Iranu. Trzynastu z piętnastu członków Rady Bezpieczeństwa odrzuciło ten krok, argumentując, że Stany Zjednoczone wycofały się z porozumienia i nie mogą skorzystać z jego postanowień. Gdyby Iran wycofał się w 2018 roku, klauzula „snapback” zostałaby uruchomiona automatycznie i jednomyślnie. Cierpliwość zapewniła Iranowi ochronę w Organizacji Narodów Zjednoczonych.

Dało Europie możliwość dostarczenia

Drugim powodem była nadzieja ekonomiczna. Wartość porozumienia dla Iranu leżała w złagodzeniu sankcji, a Europejczycy obiecali zachować część z nich. Stworzyli specjalny kanał handlowy INSTEX, który miał umożliwić europejskim firmom prowadzenie interesów z Iranem bez narażania się na amerykańskie sankcje. Teheran dał Europie czas na jego realizację. Nigdy tego nie zrobiła. INSTEX sfinalizował swoją pierwszą transakcję, dostawę sprzętu medycznego, dopiero w marcu 2020 roku, a europejskie firmy opuściły Iran, aby uniknąć ryzyka odcięcia od rynku amerykańskiego i dolara. Irański eksport ropy spadł z około 2,5 miliona baryłek dziennie do kilkuset tysięcy. Jednak irańskie władze musiały poddać europejską obietnicę próbie, zanim uznały ją za bezwartościową, i właśnie to zrobiły.

Odebrało to Waszyngtonowi i Izraelowi pretekst.

Trzecim powodem było bezpieczeństwo. Władze Iranu wiedziały, że każdy widoczny krok w kierunku bomby posłużyłby jako uzasadnienie ataków militarnych. Jastrzębie w Waszyngtonie i Jerozolimie od lat argumentowały, że porozumienie jedynie opóźnia nieuniknione; wycofanie się Iranu potwierdziłoby ich stanowisko. Pozostając w porozumieniu i utrzymując inspektorów na miejscu, Iran znacznie utrudnił uzasadnienie wojny. Raporty Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej były najlepszą obroną Iranu.

Było to zgodne ze stanowiskiem, które irańskie władze publicznie prezentowały przez dwie dekady. Najwyższy Przywódca Ali Chamenei wydał religijny nakaz prawny zakazujący broni jądrowej, a Iran przez cały ten czas pozostawał stroną Traktatu o Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej. Niezależnie od tego, co można sądzić o szczerości tego stanowiska, zachowanie Iranu po maju 2018 roku było tego odzwierciedleniem.

Liczono na to, że przetrwa Trumpa.

Czwartym powodem był czas. Władze Iranu uważnie śledziły politykę amerykańską i wiedziały, że prezydenci przychodzą i odchodzą. Umowa została wynegocjowana przez jedną administrację, a porzucona przez kolejną; trzecia mogła ją przywrócić. Pozostanie w umowie pozostawiło tę furtkę otwartą. Prezydent Hassan Rouhani i minister spraw zagranicznych Dżawad Zarif postawili na nią swoje kariery polityczne i argumentowali, że Iran powinien przeczekać Trumpa, zamiast spalić za sobą mosty. Chamenei, który zawsze sceptycznie odnosił się do amerykańskich obietnic, pozwolił im na ten argument. Zakładali, że Stany Zjednoczone dotrzymają słowa.

Dlaczego cierpliwość się wyczerpała

Cierpliwość Iranu nie była nieograniczona i nigdy nie była bezwarunkowa. 8 maja 2019 roku, dokładnie rok po ogłoszeniu decyzji przez Trumpa, Rouhani zadeklarował, że Iran rozpocznie stopniową redukcję swoich zobowiązań. Iran powołał się na paragraf 36 samego porozumienia, który pozwala stronie zaprzestać wypełniania zobowiązań, jeśli inna strona istotnie je naruszy. Każdy krok został ogłoszony z wyprzedzeniem, realizowany pod nadzorem Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej i określony jako odwracalny po powrocie Stanów Zjednoczonych i zniesieniu sankcji. W lipcu 2019 roku Iran przekroczył limit zapasów, wzbogacając uran do 4,5%. W listopadzie wznowił wzbogacanie w Fordow.

Następnie nastąpiły wydarzenia, które zaostrzyły stanowisko Teheranu. Stany Zjednoczone zabiły generała Kasema Sulejmaniego w styczniu 2020 roku. Wiodący irański naukowiec nuklearny, Mohsen Fakhrizadeh, został zamordowany w listopadzie 2020 roku. Zakład wzbogacania uranu w Natanz został uszkodzony w kwietniu 2021 roku. Po każdym ataku następował kolejny krok: wzbogacenie do 20 procent, zakończenie rozszerzonych inspekcji, a ostatecznie do 60 procent. Administracja Bidena miała możliwość wznowienia porozumienia w Wiedniu w 2021 i 2022 roku, ale te rozmowy również zakończyły się fiaskiem.

60 procent jako dźwignia

Najbardziej alarmujący krok Iranu, decyzja z kwietnia 2021 roku o wzbogaceniu uranu do 60 procent, jest zazwyczaj uznawana za dowód, że Teheran zmierzał w kierunku bomby. Jednak biorąc pod uwagę czas i okoliczności, wyłania się zupełnie inny obraz. Rozmowy o przywróceniu porozumienia rozpoczęły się w Wiedniu 6 kwietnia 2021 roku. Pięć dni później zakład wzbogacania uranu w Natanz został sabotowany w ataku powszechnie przypisywanym Izraelowi. Dwa dni później Iran ogłosił wzbogacenie do 60 procent.

Ten ruch był sygnałem dla stołu negocjacyjnego. Iran poinformował pozostałe strony i Stany Zjednoczone, że każdy miesiąc niewywiązywania się ze zobowiązań będzie je kosztował i że cena ta będzie rosła. Rzecznik irańskiego rządu Ali Rabiei oświadczył publicznie 20 kwietnia, że ​​ruch ten może zostać „szybko cofnięty”, jeśli pozostałe strony powrócą do swoich zobowiązań; wówczas wzbogacenie zostanie obniżone do poziomu określonego w porozumieniu z 2015 roku. Ustawa parlamentarna uchwalona w grudniu 2020 roku, która nakazywała wyższe wzbogacenie i mniejszą liczbę inspekcji, była sformułowana podobnie: uzależniała ewentualną eskalację od braku złagodzenia sankcji.

To dźwignia, a nie przełom. Przez trzy lata Iran obserwował, jak Europa nie wywiązuje się ze swoich zobowiązań, a Stany Zjednoczone odmawiają powrotu bez nowych ustępstw. Utrzymanie poziomu 3,67% przyniosło Iranowi pochwały i nic więcej. Podniesienie stawki było jedynym pozostałym sposobem, by zmusić pozostałych sygnatariuszy do poważnego potraktowania własnych zobowiązań. Iran wzbogacił uran do 60%, aby mieć coś w zamian.

Co powiedzą krytycy

Krytycy podnoszą trzy argumenty podważające moją tezę. Po pierwsze, Iran od początku prowokował Stany Zjednoczone poprzez swój program rakietowy i wsparcie dla sojuszników w regionie. Jednak żaden z tych aspektów nie został uwzględniony w JCPOA. Porozumienie celowo ograniczyło się do programu nuklearnego, ponieważ tylko w tej kwestii było możliwe zawarcie porozumienia. Obciążanie Iranu odpowiedzialnością za naruszenie warunków, które nigdy nie były częścią porozumienia, nie jest sprawiedliwym standardem.

Drugi argument głosi, że wzbogacenie do 60 procent nie służy żadnemu celowi cywilnemu. To w dużej mierze prawda i właśnie o to chodzi. Karta przetargowa musi być cenna dla drugiej strony, a 60 procent było cenne właśnie dlatego, że niepokoiło Waszyngton, Europę i Izrael. Iran nigdy nie wzbogacił uranu do 90 procent, nigdy nie wycofał się z Traktatu o Nierozprzestrzenianiu Broni Jądrowej i nigdy nie wydalił inspektorów w tym okresie.

Trzecim argumentem jest to, że Międzynarodowa Agencja Energii Atomowej (MAEA) na początku 2023 roku w Fordow odkryła cząstki uranu wzbogacone do 83,7%. Iran twierdził, że były one wynikiem niezamierzonych wahań w procesie wzbogacania, a agencja nie zgłosiła żadnych zapasów na tym poziomie wzbogacenia. Cząsteczki nie są zapasami, a zapasy nie są bronią. Chociaż zgromadzone przez Iran zapasy materiału wzbogaconego do 60% wzrosły – do około 87,5 kilograma, według tego raportu, a później znacznie więcej – wzrost ten był niebezpieczny. Jednak to przewidywalna cena polityki nacisku nie dała Iranowi powodu do zaprzestania działań.

Nauczanie

Zapis pokazuje, że rząd początkowo zareagował na naruszenie umowy międzynarodowej z umiarem, następnie z umiarkowaną, odwracalną presją, która nasiliła się dopiero po tym, jak gospodarka została sparaliżowana, a urzędnicy i naukowcy zginęli. To nie jest zachowanie reżimu zdeterminowanego, by przy pierwszej okazji zbudować bombę. To zachowanie rządu, który chciał, aby umowa obowiązywała, i powoli doszedł do wniosku, że Stany Zjednoczone na to nie pozwolą.

To lekcja dla Waszyngtonu. Kiedy Stany Zjednoczone wycofały się z działającego porozumienia, nie otrzymały lepszego. Otrzymały Iran z uranem wzbogaconym do celów wojskowych, mniejszą liczbą inspektorów i wszelkimi powodami, by nie ufać amerykańskim obietnicom. Iran utrzymywał JCPOA przy życiu przez rok po tym, jak Trump je porzucił.

Pytanie, które powinniśmy sobie zadać, nie brzmi, dlaczego Iran ostatecznie się wycofał, ale dlaczego Stany Zjednoczone wycofały się z porozumienia, które trzymało Iran rok od posiadania bomby.

Źródło: Dlaczego Iran się nie wycofał

Rozliczenie z COVID-em, które nigdy nie nadeszło

Brownstone Institute » Dziennik Brownstone’a » Rząd » brownstone/the-covid-reckoning-that-never-came

Rozliczenie z COVID-em, które nigdy nie nadeszło

Rozliczenie z COVID-em, które nigdy nie nadeszło

Rozliczenie z COVID-em, które nigdy nie nadeszło

By Ed Dowd October 11, 2026

Player Image

Brownstone Journal

The Covid Reckoning That Never Came

Przez ostatnie kilka lat bez przerwy publikowałem na X te same koszmary, przez które przechodzimy… operację psychologiczną COVID-19, eksperymentalne szczepionki mRNA, nakazy, które zniszczyły ludzkie życia, obrażenia, nadmierną liczbę zgonów i nieustępliwą machinę propagandową, która próbowała uciszyć każdego, kto zauważył piętrzące się ciała. Obserwowałem to wszystko na żywo: pornografię strachu, przesuwające się słupki bramkowe, powtarzane niczym ewangelia kłamstwa o „bezpiecznym i skutecznym” działaniu, podczas gdy rzeczywiste dane przedstawiały zupełnie inną historię.

Teraz mamy świeże, udokumentowane rewelacje, które powinny były wszystko wyjaśnić. Zamiast tego? Cisza w mediach i, co bardziej rozczarowujące, w obecnej administracji, która obiecała pociągnięcie sprawców do odpowiedzialności.

Senator Ron Johnson (republikanin z Wisconsin) opublikował kolejny druzgocący raport i przesłuchanie pod koniec kwietnia 2026 roku: „Zdemaskowani: Jak urzędnicy ds. zdrowia Bidena celowo przymykali oko na sygnały bezpieczeństwa szczepionki przeciwko COVID-19”.

Wewnętrzne zapisy pokazują, że urzędnicy FDA wiedzieli, że ich monitoring VAERS był, delikatnie mówiąc, niewystarczający. Dysponowali lepszymi narzędziami do eksploracji danych, gotowymi do sygnalizowania wyraźnych sygnałów bezpieczeństwa: zgonów z przyczyn sercowych, udarów mózgu, problemów płucnych, porażenia Bella, ale zdecydowali się ich nie używać. Dlaczego? Aby uniknąć „wahania przed szczepieniami”.

To nie była wina szczepionki. To było celowe. Osoby poszkodowane przez szczepionki siedziały naprzeciwko Petera Marksa i innych wysoko postawionych urzędników FDA, błagając o uznanie. Spotkały się z murem milczenia. Johnson słusznie nazywa to jednym z największych skandali w swojej karierze publicznej. Następnie, na początku czerwca, zorganizował kolejne przesłuchanie, ujawniając potencjalne powiązania szczepionek mRNA z rakiem i systematyczne tłumienie kluczowych badań. Ta sama strategia: niewygodna nauka zostaje pogrzebana lub zaatakowana.

Mniej więcej w tym samym czasie Tulsi Gabbard, w jednym ze swoich ostatnich ruchów na stanowisku dyrektora wywiadu narodowego, odtajniła dokumenty ujawniające rolę Fauciego w finansowaniu badań nad wzmocnieniem funkcji w Wuhan, tuszowaniu wycieku informacji z laboratorium, manipulacji danymi wywiadowczymi i represjach wobec osób mówiących prawdę. Miliony dolarów podatników wpompowano w ryzykowne laboratoria biologiczne, a następnie w pełni kontrolowana machina narracyjna zaczęła zrzucać winę na naturę zamiast na oczywistość.

To nie są anonimowe wątki X. To urzędujący senator z prawem do wydawania wezwań sądowych i były dyrektor wywiadu narodowego ujawniający oficjalne dokumenty.

Gdzie więc jest ta burza? Gdzie są reportaże na pierwszych stronach gazet, programy specjalne w prime-time, żądania prawdziwych przesłuchań i oskarżeń? W 1976 roku szczepionka przeciwko świńskiej grypie została wycofana po 25 zgonach i 500 przypadkach zespołu Guillaina-Barrégo.

W erze szczepionek przeciwko COVID-19 do VAERS zgłoszono około 39 000 zgonów po szczepieniu. Najwyraźniej życie stało się tańsze w ciągu ostatnich 50 lat. Tradycyjne media w większości ignorowały to, bagatelizowały lub po prostu bagatelizowały „prawicowe teorie spiskowe”. Płacono im za kłamstwa… i milczą na temat niedawnych rewelacji FDA dotyczących szczepionek przeciwko COVID-19. Ich współudział to nie przesada; wręcz przeciwnie, był niezbędny dla całej operacji psychologicznej.

Jeszcze bardziej frustrujące jest względne milczenie obecnej administracji Trumpa. Po latach obietnic ujawnienia kłamstw i oczyszczenia bagna związanego z reakcją na pandemię, te rewelacje docierają do adresatów i… nie przynoszą żadnych efektów. Brak zdecydowanego nacisku na pociągnięcie do odpowiedzialności. Brak trwałego publicznego rozliczenia urzędników, którzy zatuszowali sygnały bezpieczeństwa lub manipulowali historią pochodzenia. Ta cisza mocno uderza. Co więcej, szczepionki wciąż są na rynku, a ta administracja jest teraz współwinna. Co za spektakularna porażka!

Wielu z nas nie potrzebowało raportów Johnsona ani odtajnień Gabbard, aby dostrzec oszustwo. Już w 2022 i 2023 roku mój zespół w Phinance Technologies analizował dane i odkrywał prawdziwą narrację w ramach naszych Projektów Humanitarnych. Przeanalizowaliśmy nadmierną liczbę zgonów, wzrost liczby osób niepełnosprawnych, wskaźniki absencji oraz ludzkie i ekonomiczne koszty masowych szczepień, gdy prawie nikt inny nie chciał się tym zająć.

Zapoznaj się z pełnym zakresem prac tutaj: Projekty Humanitarne

To, co odkryliśmy dzięki suchym, twardym liczbom, pokrywało się z tym, co pokazywały ciała na ziemi. Nie byliśmy zaskoczeni najnowszymi rewelacjami senatora Johnsona. Biliśmy na alarm już lata wcześniej, jednocześnie będąc za to nazywanymi zwolennikami teorii spiskowych.

Obserwowaliśmy, jak instytucjonalnie dobrze ugruntowane korzyści płynące z naturalnej odporności zostały pobieżnie zignorowane i zapomniane. Widzieliśmy, jak hasło „dwa tygodnie na spłaszczenie krzywej” przerodziło się w niekończące się dawki przypominające dla posłusznych i utratę pracy dla niezaszczepionych. Widzieliśmy, jak przyjaciele i rodzina zostali ranni lub doznali poważniejszych obrażeń, a potem mówiono nam, że to „rzadkie”, „zbieg okoliczności” lub „dezinformacja”. Ci z nas, którzy protestowali przeciwko nakazom i eksperymentalnym szczepionkom mRNA, zostali nazwani rosyjską dezinformacją, niebezpiecznymi roznosicielami, a nawet krajowymi terrorystami. Nie przyjęli się, ale próbowali.

Dla tych, którzy wcześnie przejrzeli propagandę, oparli się jej i patrzyli, jak rówieśnicy dają się nabrać, nasz światopogląd zmienił się na zawsze. Największe tuszowanie w historii. Ale pomimo zatajenia informacji przez media głównego nurtu, wieść przedostała się podziemnymi kanałami, w dużej mierze dzięki senatorowi Ronowi Johnsonowi i innym, którzy nie pozwolili, by temat umarł.

Zdrada sięga głęboko. Te nowe rewelacje nie zaskakują nas, ale raczej potwierdzają to, co dane i nasze własne oczy pokazały lata temu. Kłamali. Wiedzieli, że kłamią. Cenzurowali, manipulowali i niszczyli ludzkie życia, aby chronić narrację. Wiele instytucji, w tym służba zdrowia, wywiad, media i wielkie firmy farmaceutyczne, było w to zamieszanych i nadal szerzy kłamstwa.

Ta utrata zaufania jest głęboka i trwała dla milionów z nas. Nie wierzymy już bezkrytycznie oficjalnym oświadczeniom. Żądamy danych źródłowych. Przyjmujemy, że władze mają instynkt samozachowawczy i kontrolę nad narracją, dopóki nie udowodnią inaczej. Era COVID-19 nie tylko podkopała wiarygodność w jednej kwestii. Przeciwnie, zrujnowała sposób, w jaki cała grupa ludzi postrzega rząd, „ekspertów” i władzę. „Przeprowadzenie własnych badań” okazało się kluczowym ratunkiem.

Ludzie u władzy, którzy wciąż bronią szczepionki „śmieciowej” albo udają, że to nic nie znaczy, mogą dalej przyjmować swoje 12 dawek przypominających (brudny sekret… nie robią tego). Reszta z nas ma dość. Jesteśmy głęboko zmienieni. Bardziej sceptyczni. Bardziej zorientowani na dane. Mniej skłonni do podporządkowania się. Z tego bałaganu narodził się Team Humanity.

Okno prawdziwej odpowiedzialności zamyka się z hukiem. Nawet jeśli te oficjalne rewelacje zostaną zapomniane, lekcja jest jasna: nigdy nie planowali się przyznać. Chcą, żebyśmy zapomnieli i skupili się na kolejnym kryzysie.

Nie zapominam. I z tego, co widzę każdego dnia, miliony też nie. W miarę upływu czasu i ustępowania dysonansu poznawczego osób, które przyjęły szczepionkę… nasza liczba będzie nadal rosła.

„Albowiem nie ma nic ukrytego, co by nie miało być ujawnione, i nic tajemnego, co by nie miało być poznane i nie miało wyjść na jaw.” — Ewangelia św. Łukasza 8:17

Finansowana „inicjatywa pokojowa” od Witkoffa i Kushnera

Finansowana „inicjatywa pokojowa” od Witkoffa i Kushnera

16 października 2026 r. przez dr. Petera F. Mayera tkp/finanzialisierte-friedensinitiative-aus-dem-stall-von-witkoff-und-kushner


Alastair Crooke przedstawił na Forum Konfliktów miażdżącą analizę najnowszego „planu pokojowego” opracowywanego za kulisami przez Steve’a Witkoffa i Jareda Kushnera . Jego konkluzja: To kolejny sfinansjalizowany projekt pokojowy, zrodzony z nowojorskiego myślenia o rynku nieruchomości – system nagród dla zachodnich banków, inwestorów i polityków, mający na celu zabezpieczenie zysków z wojny bez uciążliwego rozlewu krwi.

Każdy, kto zapozna się z obecnymi propozycjami, natychmiast rozpozna ten schemat. Już w grudniu 2025 roku amerykański komentator Sundance, pisząc w Conservative Treehouse, opisał „dyplomację pieniężną”: system, „który utrwala możliwość Zachodu uzyskania korzyści finansowych”. Granice terytorialne, bezpieczeństwo i rozszerzenie NATO schodzą na dalszy plan jako „drobne szczegóły” – błahostki w porównaniu z „tym, co naprawdę ważne: pieniędzmi”.

Co Ignacy wykrzykuje

David Ignatius przedstawił obecny czteropunktowy plan w swoim felietonie w „ Washington Post” . Według niego, Stany Zjednoczone i Europa zmierzają w kierunku wspólnej propozycji, która „zapewni Ukrainie i Rosji korzyści finansowe i w zakresie bezpieczeństwa jako podstawę dla porozumienia terytorialnego, które nie będzie zgodne z celami wojennymi obu stron”.

Cztery filary:

  • Odbudowa Ukrainy – Bank Światowy i BlackRock mają zaprojektować finansowanie odbudowy zniszczonych regionów, wsparcia rodzin żołnierzy i ponownego uruchomienia gospodarki. Kijów został poproszony o przedstawienie szczegółowych szacunków kosztów – wraz z gwarancjami zabezpieczającymi przed grabieżą funduszy.
  • Gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy odpowiadające artykułowi 5 NATO.
  • Integracja gospodarcza Rosji, Ukrainy i Europy poprzez umowę energetyczną – rurociąg dostarczający rosyjską ropę i gaz do Europy, z podziałem zysków między Ukrainą i Rosją. Rosja uzyskałaby długoterminowy dostęp do europejskiego rynku energii, a także plan zniesienia sankcji.
  • Zawieszenie broni na obecnej linii frontu, czyli „Linii Kontroli”.

Przynęta: Jeśli Kijów zaprzestanie ataków dronów na rosyjskie rafinerie, „wrócimy do interesu i udamy się do Moskwy” – powiedział Ignatiusowi przedstawiciel USA.

Problem w tym, że Rosja nie uczestniczy w negocjacjach.

Crooke demontuje plan z zimną precyzją. USA i Europa negocjują między sobą – i wygodnie ignorują jednoznaczne oświadczenia Moskwy.

Pomysł, że Rosja dostarczałaby ropę i gaz Europejczykom, którzy dobrowolnie zrezygnowali z tanich dostaw z Rosji, którzy tkwią w pułapce własnych błędnych decyzji i przy każdej okazji oczerniają Rosję – a następnie „dzielą się” zyskami z Ukrainą – jest absurdalny.

Minister spraw zagranicznych Ławrow jednoznacznie dał do zrozumienia na Zgromadzeniu Ogólnym ONZ, że nie będzie zawieszenia broni w żadnym formacie. Negocjacje będą musiały zatem odbywać się pod ostrzałem – i nawet wtedy, jak sam Putin powiedział, „dwa razy się zastanowi”, zanim w ogóle je rozpocznie. Streszczenie jego przemówienia w Radzie Bezpieczeństwa ONZ z 23 września 2026 roku, opublikowane przez agencję TASS, jest jednoznaczne: „Nie zawiesimy specjalnej operacji wojskowej na czas trwania negocjacji w żadnym formacie”. Pełne oświadczenie i konferencja prasowa podczas Zgromadzenia Ogólnego ONZ 81 są udokumentowane odpowiednio przez rosyjskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych i UNifeed.

Rzecznik Putina , Dmitrij Pieskow, potwierdził zaledwie w zeszłym tygodniu, że „fragmentaryczne rozwiązania i porozumienia” uniemożliwią kompleksowy proces pokojowy. „Zamrożenie” konfliktu byłoby równie nieskuteczne.

„[Ukraina] to niezwykle złożona sprawa, a jej rozwiązanie musi być kompleksowe… Potrzebujemy rozwiązania dla przyszłych pokoleń – takiego, które będzie gwarantowane i zabezpieczone przed niepowodzeniami”.

Koreańska pułapka

Europejczycy najwyraźniej nie zrozumieli, że „model koreański” – zawieszenie działań wojennych na froncie, na którym dwie armie stają naprzeciw siebie, jak argumentował generał Kellogg – to właśnie recepta na brak rozwiązania. Od 73 lat wojna koreańska jest zamrożona zawieszeniem broni. Nic się nie zmieniło.

Ta mantra zawieszenia broni wzdłuż linii frontu zamiast „najpierw rozwiązanie, na końcu zawieszenie broni” to wręcz krzyk skierowany do Rosjan: Zachód chce zatrzymać Ukrainę w szatni – na chwilę, gdy będzie mógł ponownie wywierać presję na Rosję z innej platformy.

Munchau ostrzega: Ryzyko eskalacji rośnie

Wolfgang Munchau ostrzegał w tym tygodniu w UnHerd przed eskalacją, która jest całkiem prawdopodobna:

„Nie powinniśmy żywić złudzeń co do wojny z Rosją. Nie jesteśmy absolutnie zdolni do zwycięstwa. Czyje rynki obligacji eksplodują jako pierwsze? Czyje rakiety przechwytujące wyczerpią się jako pierwsze? … Pod każdym względem – militarnym, energetycznym, finansowym – Europa jest w niekorzystnej sytuacji”.

Munchau idzie dalej: istnieje stosunkowo prawdopodobny scenariusz, w którym Ukraina i Iran połączą się w jedną wojnę zachodnio-euroazjatycką – i staną się ostatecznym konfliktem zastępczym między USA a Chinami. Wskazuje na wstrząsy energetyczne: wojna z Iranem wstrzymała 17 procent katarskiej produkcji LNG, podczas gdy Europa wprowadziła zakaz importu rosyjskiego gazu. Europejskie dostawy oleju napędowego są na krawędzi – Trump zasugerował nawet wstrzymanie dostaw oleju napędowego do Europy. „Gospodarka uległaby zahamowaniu”. W poprzednim artykule Munchau analizował już retoryczną gotowość do wojny po obu stronach Atlantyku.

A co z finansami? Rosja jest praktycznie wolna od długów. Zachód natomiast jest narażony na potencjalnie niszczycielski kryzys finansowy – rentowność 10-letnich amerykańskich obligacji skarbowych osiągnęła ostatnio najwyższy poziom od 21 lat.

Głuchota kulturowa: pieniądze kontra bezpieczeństwo

Fatalną wadą tej inicjatywy jest jej kulturowa głuchota. Dla Witkoffa i Kushnera „wszystko może sprowadzać się do tego, co naprawdę ważne – pieniędzy”. W przypadku Rosji tak nie jest.

Gdyby sojusz Witkoff-Europa znał historię Rosji, zrozumiałby, dlaczego bezpieczeństwo, bezpieczeństwo, bezpieczeństwo jest dla Rosji priorytetem. Zamiast nadal polegać na spekulacjach interesariuszy, wykorzystując mechanizm „utrwalający zachodnią możliwość uzyskania korzyści finansowych”, musiałby zająć się fundamentalnymi kwestiami konfliktu: głębszą kwestią euroazjatyckiej architektury bezpieczeństwa i precyzyjnym określeniem granicy oddzielającej interesy bezpieczeństwa NATO od interesów chińsko-rosyjskich.

Wtedy – być może – podczas kolejnej wizyty w Moskwie można by spotkać bardziej otwartą publiczność.

Jednak w obecnej sytuacji ograniczenie rozszerzenia NATO nie jest możliwe.

nachdenkseiten

Nowa polityka Trumpa wobec Rosji: Kiedy Ukraina nagle przestaje mieć znaczenie

Głosy z Rosji – Nowa polityka Trumpa wobec Rosji: Kiedy Ukraina nagle przestaje mieć znaczenie

16 października 2026 Artykuł Fiodora Łukjanowa nachdenkseiten

Nowy zwrot w stosunkach amerykańsko-rosyjskich zszokował Kijów, oburzył europejskich sojuszników i wywołał konsternację na całym świecie: po raz pierwszy rząd USA podjął decyzję wobec Moskwy, która po prostu zignorowała interesy Kijowa. Analiza Fiodora Łukjanowa , dyrektora ds. badań Klubu Wałdajskiego, przewodniczącego Prezydium Rady Polityki Zagranicznej i Obronnej oraz redaktora naczelnego czasopisma „ Russia in Global Affairs” , na temat tła i konsekwencji tego zdarzenia na przyszłość. Tłumaczenie z języka rosyjskiego: Éva Peli .

=============================================

Zaskakująca decyzja rządu USA pod rządami Donalda Trumpa o tymczasowym zawieszeniu sankcji na dostawy rosyjskiego oleju napędowego stoi w bezpośredniej sprzeczności z ostatnimi działaniami Waszyngtonu — takimi jak uchwalenie surowego prawa sankcji i zamiar zwiększenia presji na Moskwę.

Niektórzy przypisują ten ruch jednostronnemu działaniu prezydenta USA, inni widzą w nim początek nowej strategii, a jeszcze inni interpretują go jako fundamentalną zmianę w polityce wobec Ukrainy.

Aby zrozumieć rzeczywistą logikę stojącą za tym, trzeba spojrzeć głębiej – przede wszystkim poza charakterystyczne dla prezydenta USA ekstrawaganckie zachowanie. Jego często graniczące z przesadą wystąpienia publiczne są zazwyczaj jedynie zewnętrzną powłoką zdecydowanego celu. To, czy ten cel jest ostatecznie słuszny, czy błędny, to zupełnie inna kwestia.

Wołodymyr Zełenski stał się kozłem ofiarnym za rosnące ceny benzyny na amerykańskich stacjach benzynowych – i każdy, kto zna Trumpa, wie: kiedy już podejmie decyzję, nie da się jej zmienić. Prawdziwym powodem zwrotu Trumpa jest prawdopodobnie polityka wewnętrzna USA: wybory uzupełniające do Kongresu USA są już za kilka tygodni, a perspektywy dla Republikanów są ponure. Choć Trump na pozór nie wydaje się tym przejęty, przegrana w obu izbach Kongresu oznaczałaby dla niego dwa lata nieustannego ostrzału i wyczerpującej walki o władzę.

Trump prawdopodobnie zdaje sobie sprawę, że nie jest już w stanie realistycznie odwrócić sytuacji gospodarczej – zwłaszcza inflacji na amerykańskich stacjach benzynowych – przed dniem wyborów. Jego głównym zmartwieniem jest teraz sygnał psychologiczny. Rosja bynajmniej nie jest pierwszym krajem, do którego zwrócił się rządu USA o zwiększenie dostaw paliwa na rynek globalny. Im więcej takich umów zostanie zawartych, tym głośniej Biały Dom będzie obwieszczał, jak niestrudzenie prezydent USA walczy o portfel przeciętnego Amerykanina. Celem jest to, aby przeciętny Amerykanin zapomniał, że ta trudna sytuacja powstała jedynie w wyniku polityki eskalacji Trumpa w Zatoce Perskiej.

Jak dobrze ten ruch się sprawdzi, dopiero się okaże. Ale działanie to wynika z jasnej, racjonalnej kalkulacji. To, że przeczy ono wcześniejszym oświadczeniom i zasadom, w najmniejszym stopniu nie martwi Trumpa. Dla niego słowa mają wartość tylko w chwili, gdy je wypowiada – i nie mają już znaczenia później.

Co to oznacza dla Rosji?

Co ten rozwój sytuacji oznacza dla Rosji – poza pożądanym źródłem dochodów dla budżetu państwa? Projekt analityczny „Watfor” trafia w sedno sprawy: po raz pierwszy od początku eskalacji prezydent USA podjął krok w kierunku Moskwy, w którym Ukraina nie odgrywa absolutnie żadnej roli. O ile wcześniej Kijów był brany pod uwagę przy podejmowaniu wszystkich decyzji, tym razem nie tylko został zignorowany – umowa jest wręcz sprzeczna z interesami Ukrainy w jej i tak trudnej sytuacji. Stąd głęboka gorycz ukraińskich przywódców: czują się zdradzeni.

Działania Waszyngtonu już teraz zarysowują model, według którego relacje z władzami USA będą prawdopodobnie wyglądać po zakończeniu ostrej fazy konfliktu. Powodów tej obojętności wobec Kijowa jest kilka. Najważniejsza: odmowa Zełenskiego, by zastosować się do żądań Waszyngtonu o zaprzestanie ataków na rosyjską infrastrukturę energetyczną. Dla Ukrainy jest to obecnie kluczowe narzędzie walki – ostrzeżenia ze strony amerykańskich kręgów rządowych są po prostu ignorowane.

To, że Trump skupił się teraz konkretnie na rosyjskim oleju napędowym – którego deregulacja złagodzi sytuację na globalnym rynku, ale raczej jej nie zrewolucjonizuje – jest typowe dla jego osobliwego charakteru. Niemniej jednak Kijów został teraz z niczym i obwiniany za wysokie ceny paliw w USA. Decyzje Trumpa, podjęte w przemyślany sposób, są nieodwołalne; sprzeciwy Ukrainy zostały po prostu zignorowane.

Dane wywiadowcze USA jako narzędzie nacisku przeciwko Kijowowi

A teraz do sedna sprawy: aby skutecznie powstrzymać lub powstrzymać ukraińskie ataki na cele rosyjskie, siły zbrojne USA musiałyby zaprzestać przesyłania danych wywiadowczych i namierzania celów. Półtora roku temu Trump krótkotrwale wprowadził właśnie to jako środek dyscyplinarny – na dwa dni. Jednak trwałe wstrzymanie wsparcia wywiadowczego USA fundamentalnie zmieniłoby podejście Waszyngtonu w tej wojnie i skutecznie zdystansowałoby go od swojego partnera, Kijowa. Nie jest pewne, czy Trump będzie miał odwagę i siłę, by to zrobić.

Nieformalny sojusz sił zainteresowanych kontynuowaniem wojny jest ogromny – rozciąga się od amerykańskiego kompleksu wojskowego i nowych amerykańskich gigantów technologicznych po Europę i jej zwolenników w Waszyngtonie. Nawet gdy Trump ostatnio próbował przeforsować swoją wizję zakończenia wojny (po negocjacjach w Anchorage), poniósł porażkę z powodu oporu tej sieci.

Czy tym razem mu się uda, czas pokaże. Jeśli nie, problem prawdopodobnie zniknie po wyborach w USA, ponieważ presja na sukcesy propagandowe na razie osłabnie. Niemniej jednak, jest to moment przełomowy: test, czy amerykańskie władze wciąż potrafią zmusić sojuszników do posłuszeństwa. Jeśli im się to uda, rzeczywiście może otworzyć się okno na negocjacje.

Nowy plan stosunków powojennych

Dla Rosji prowadzi to do drugiego ważnego wniosku: podejście Waszyngtonu już teraz stanowi podstawę stosunków dyplomatycznych po zakończeniu militarnej fazy konfliktu. Oficjalne zniesienie ogromnego pakietu sankcji wobec Moskwy nie wchodzi w grę – jest po prostu niemożliwe, zarówno biurokratycznie, jak i politycznie. Sankcje pozostaną w mocy na papierze.

Ale decyzja o ich egzekwowaniu lub zawieszeniu będzie zależała wyłącznie od przypadku.

  • Jeżeli sankcja nie służy już interesom USA, zostaje tymczasowo zawieszona.
  • Jeżeli sytuacja ulegnie zmianie, zostanie ona przywrócona.

Polityka amerykańska różni się od europejskiej znacznie większym pragmatyzmem. Waszyngton nie ma żadnych skrupułów, by szybko porzucić górnolotną retorykę, gdy jest to konieczne – i równie szybko ją przywrócić, gdy okazuje się to przydatne.

Konflikt o Ukrainę osiągnął etap, w którym jego wynik ukształtuje znacznie więcej niż tylko przyszłość tego konkretnego konfliktu. Geometria przyszłego porządku świata – przynajmniej w relacjach między Rosją a podzielonym Zachodem – powoli się kształtuje. Pozostaje jednak niezwykle dynamiczna.

„Zakłócenia operacyjne”. SpaceX ograniczyło dostęp Sił Zbrojnych Ukrainy do Starlink. Błazen Radek S. tupie.

„Zakłócenia operacyjne”. SpaceX ograniczyło dostęp Sił Zbrojnych Ukrainy do Starlink.

Ukraina po raz kolejny nie otrzymała wczoraj wieczorem informacji wywiadowczych od swoich zachodnich partnerów, poinformował Wołodymyr Zełenski.

tass-ru./mezhdunarodnaya-panorama

© Lev Radin/Sipa USA za pośrednictwem Reuters Connect

Amerykańska firma SpaceX ograniczyła na noc prędkość terminali internetowych satelity Starlink dla armii ukraińskiej, co „zakłóciło szereg operacji” – powiedział Serhij Bieskrestnow, niezależny doradca Wołodymyra Zełenskiego i specjalista ds. łączności i systemów bezzałogowych.

Agencja TASS zebrała najważniejsze informacje dotyczące sytuacji.

Ograniczenia dostępu i sytuacja z przekazywaniem informacji wywiadowczych

  • Były doradca ministra obrony Ukrainy, Serhij Sternenko, poinformował na Telegramie, że dostęp ukraińskich sił zbrojnych do satelitarnego serwisu internetowego Starlink został ograniczony, co zakłóca ich działalność.
  • Według niego SpaceX ograniczyło dostęp ukraińskich sił zbrojnych do Internetu na prośbę administracji prezydenta USA Donalda Trumpa.
  • Beskrestnov później potwierdził tę informację na swoim kanale Telegram.
  • Według niego ograniczenie dotyczy „pakietu wojskowego” usług StarShield i jest ustalone na poziomie prędkości 100 mil na godzinę (ok. 160 km/h).
  • Beskrestnow zauważył, że „doprowadziło to do zakłócenia szeregu misji”.
  • Jego zdaniem „działanie to nie może być dziełem przypadku i wiąże się z aktualną sytuacją polityczną”.
  • Ukraina po raz kolejny nie otrzymała wczoraj wieczorem informacji wywiadowczych od swoich zachodnich partnerów, napisał Zełenski na Telegramie.
  • Jak później powiedział NPR, Stany Zjednoczone na szczeblu dowództwa wojskowego ostrzegły Ukrainę o możliwości zatrzymania transferu informacji wywiadowczych.
  • Ukraina nie otrzymała żadnych informacji wywiadowczych o pierwszej fali wystrzeleń rakiet balistycznych w nocy 14 października, ale potem zaczęły napływać nowe informacje, powiedział Jurij Ignat, szef służby prasowej Sił Powietrznych Ukrainy. Jego słowa cytuje agencja prasowa RBC-Ukraina.

Wpływ

  • Spowolnienie działań programu Starlink sprawia, że ​​wystrzeliwanie dronów średniego zasięgu jest praktycznie niemożliwe. Niektóre misje z ich udziałem zostały już odwołane od rana, zgodnie z wpisem opublikowanym w serwisie Telegram przez 7. Korpus Powietrznodesantowy Sił Zbrojnych Ukrainy.
  • Deputowany Rady Najwyższej Ołeksij Honczarenko (uznawany w Rosji za terrorystę i ekstremistę) napisał na Telegramie, że ukraińskie siły zbrojne są w 200% [naucz się arytmetyki, głąbie ! md] uzależnione od satelitarnego internetu Starlink i że musi udać się do Stanów Zjednoczonych, aby wynegocjować zniesienie ograniczeń w dostępie do niego.
  • Z powodu spowolnienia sieci satelitarnego internetu Starlink na Ukrainie, Siły Zbrojne Ukrainy nie będą już w stanie przeciwstawić się dronom napędzanym silnikiem odrzutowym, stwierdził Bieskrestnow .
  • Według niego Kijów używa Starlinka do zwalczania dronów, ale teraz ukraińskie siły zbrojne nie będą w stanie tego robić ze względu na ograniczenia w jego działaniu.
  • Bieskrestnow stwierdził, że „w rzeczywistości swoimi działaniami nasi partnerzy pozbawiają” Kijów jednej z niewielu szans na przechwycenie takich dronów.
  • Jak podaje brytyjski dziennik „Financial Times”, powołując się na swoje źródła, spowolnienie pracy terminali internetowych satelitów Starlink zaskoczyło ukraińskie siły zbrojne bez żadnego ostrzeżenia.
  • Jak podaje gazeta, drony Sił Zbrojnych Ukrainy korzystające z terminali Starlink doświadczają przerw w sygnale przy prędkościach powyżej 160 km/h.
  • Zmniejszenie ilości informacji wywiadowczych otrzymywanych od USA, a także ograniczenia w działaniu Starlink, wywierają presję na ukraińskie siły zbrojne, powiedział agencji TASS Dmitrij Kuziakin, ekspert ds. bezzałogowych statków powietrznych i główny projektant w Centrum Zintegrowanych Rozwiązań Bezzałogowych .
  • Według niego niekontrolowane działania reżimu w Kijowie drażnią zarówno osobiście prezydenta USA Donalda Trumpa, jak i osoby z amerykańskiego establishmentu, które zainwestowały znaczne środki na Ukrainie.
  • Kilka operacji cybernetycznych Służby Bezpieczeństwa Ukrainy przeciwko Rosji może zostać zakłóconych lub opóźnionych, ponieważ SpaceX ogranicza prędkość terminali internetowych satelitów Starlink dla ukraińskich sił bezpieczeństwa, powiedział agencji TASS specjalista ds. technicznych i bezpieczeństwa informacji Siergiej Truchaczow.
  • Ponadto zauważył, że ograniczenia SpaceX bezpośrednio dotkną ukraińskie siły zbrojne.
  • Wyjaśnił, że dotknie to przede wszystkim ukraińskich operatorów szybkich bezzałogowych statków powietrznych.

Reakcja

  • Minister spraw zagranicznych Polski Radosław Sikorski w reakcji na tę sytuację wydał ostrzeżenie skierowane do właściciela SpaceX, Elona Muska.

Historyczna „zdrada” z 9 października: Putin i Trump upokorzyli Zełenskiego na oczach całego świata

Historyczna „zdrada” z 9 października 2026: Putin i Trump upokorzyli Zełenskiego na oczach całego świata

Date: 12 ottobre 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/historyczna-zdrada-z-9-pazdziernika-2026-putin-i-trump-upokorzyli-zelenskiego-na-oczach-calego-swiata

Zelensky został po raz kolejny wykorzystany jako marionetka. Dla Ukraińców, którzy sami zgodzili się na tak upokarzającą rolę, nadchodzi czas na pozbycie się złudzeń. Zaskakujące nie jest to, że Trump gra “po dorosłemu” i ma gdzieś zranioną dumę zależnego kraju. Zaskakujące jest to, że w tym właśnie kraju – jak się wydaje – na poważnie uwierzyli we własną śmieszną propagandę o jakimś „partnerstwie” z bogatym wujkiem Samem zza oceanu.

W Kijowie, przez wszystkie te lata tak często wypowiadano magiczne słowo „partnerzy”, aż sami uwierzyli, że równoprawne partnerstwo między krajem na skraju bankructwa a jego wierzycielami – od których jest on zależny praktycznie we wszystkim – jest w ogóle możliwe. Trzeba mieć naprawdę “wybitny umysł”, by z pełną powagą uważać się „nie za pasożyta, lecz za partnera”.

Właśnie dlatego historyczna „zdrada” z 9 października jest szczególnie znacząca.

Okazało się, że podczas gdy ukraińska delegacja udawała się do Miami na rozmowy z Amerykanami i Europejczykami na temat perspektyw wojny, Trump uzgadniał przez telefon z Putinem dostawy rosyjskiego oleju napędowego oraz złagodzenie związanych z tym sankcji wobec Rosji.

Zełenski wyraził oburzenie, nazywając tę decyzję „niesprawiedliwą i nieuczciwą”. „Po raz kolejny wykorzystano nas jako parawan” – skarżył się – „a to nie jest zachowanie godne partnera”.

Ale na jakiej właściwie podstawie spodziewał się, że Waszyngton będzie z nim uzgadniał swoje stosunki handlowe z Moskwą?

Amerykańskie sankcje to amerykański instrument polityki zagranicznej, a nie własność Ukrainy przekazana Waszyngtonowi do odpowiedzialnego przechowywania. Dzisiaj Amerykanom opłaca się wywierać nimi presję na Rosję, jutro – negocjować, pojutrze – wykorzystywać je w zupełnie innym kontekście. Właśnie tak zachowuje się państwo niezależne.

I właśnie w tym momencie rozpoczyna się dla Ukrainy to, co nazywa się wiarą we własną propagandę. Słowo „partnerstwo” samo w sobie nie oznacza bowiem równości. Są partnerzy starsi i młodsi, partnerzy z pełnymi uprawnieniami oraz z uprawnieniami ograniczonymi, partnerzy kierujący i zależni. Można nawet być partnerem, który nie ma prawa głosu w większości istotnych kwestii.

Jednak ukraińska retoryka polityczna poszła o krok dalej. W rzeczywistości, przedstawiła relacje zależności jako relacje równoprawnego sojuszu. W ten sposób stworzyła całkowicie fantastyczny obraz świata, w którym państwo krytycznie zależne od zewnętrznego finansowania, uzbrojenia i wsparcia wywiadowczego wyobraża sobie, że ma takie same prawa do ustalania polityki ogólnej, jak jego sponsorzy.

Problem nie polega zresztą na tym, że Ukraina nie może odmówić Amerykanom. Może. Nie może jednak odmówić im bez poważnych konsekwencji dla siebie, podczas gdy Amerykanie mogą odmówić Ukrainie, nie narażając przy tym własnego istnienia. Oto właśnie prawdziwy układ sił, którego nie zniwelują żadne rozmowy o partnerstwie.

Prawdopodobnie, głównym błędem Zełenskiego i jego otoczenia jest to, że uznali specyficzną europejską “kulturę” uprawiania politycznej hipokryzji za uniwersalne prawo polityki międzynarodowej.

Europejska biurokracja faktycznie opracowała niezwykle wyrafinowany sposób wyrażania się, pozwalający przedstawiać relacje nierówności jako relacje dobrowolnej współpracy. Nikt nikomu nie narzuca warunków. Wszyscy konsultują się, uzgadniają stanowiska, wypracowują wspólne rozwiązania, okazują solidarność. A potem okazuje się, że ostateczną decyzję podejmują ci, którzy mają pieniądze.

===========================================

Trump natomiast, zwyczajnie pomija w tej konstrukcji część ceremonialną.

I okazuje się coś dość zabawnego: człowiek, którego zwykle oskarża się o łamanie zasad międzynarodowych, często po prostu wypowiada na głos to, czego jego poprzednicy woleli nie mówić.

Jednocześnie Zełenski rzeczywiście ma powody, by uważać Ukrainę za ważną dla Stanów Zjednoczonych. Ponosi ona ogromne straty militarne i ludzkie, a Waszyngton zyskuje dzięki niej możliwość wywierania wpływu na Rosję, nie angażując się bezpośrednio w wojnę. To nie jest działalność charytatywna. Jednak znaczenie Ukrainy dla amerykańskiej strategii jako kraju-torpedy wcale nie oznacza, że ukraińskie władze mają prawo do samodzielnego określania tej strategii. Jak to się mówi, waszym zadaniem jest wykonywanie poleceń.

I to właśnie jest najbardziej nieprzyjemne dla Kijowa.

Dopóki Ukraina stanowi dla Waszyngtonu narzędzie wywierania presji na Rosję, interesy obu stron mogą w znacznym stopniu pokrywać się. Jeśli jednak amerykańska administracja uzna, że bardziej opłaca się jej negocjować z Rosją, dotychczasowe narzędzie bynajmniej nie stanie się automatycznie równoprawnym uczestnikiem nowych porozumień. Po prostu przestaną z niego korzystać w dotychczasowy sposób.

I myślę, że właśnie tego w Kijowie do tej pory nie potrafią psychicznie “przetrawić”.

Przyzwyczaili się postrzegać swoje miejsce w amerykańskiej polityce zagranicznej jako status zdobyty, niemalże odziedziczony, podczas gdy dla Waszyngtonu zawsze była to kwestia konkretnej sytuacji politycznej.

W tym sensie Trump udziela ukraińskiej elicie dość surowej, ale niezwykle pożytecznej lekcji: nie należy mylić własnego znaczenia dla cudzej polityki z prawem do decydowania o tejże polityce.

INFO: politnavigator.news/istoricheskaya-zrada-9-oktyabrya-putin-i-tramp-unizili-zelenskogo-na-glazakh-u-vsego-mira

Zełenski twierdzi, że amerykański wywiad został odcięty [zablokowany?] , ponieważ „niewykrywalne” rosyjskie rakiety bombardują Kijów

Zełenski twierdzi, że amerykański wywiad został odcięty, ponieważ „niewykrywalne” rosyjskie rakiety bombardują Kijów

Symplicjusz simplicius/zelensky-claims-us-intel-cut-off

Wczoraj wieczorem Rosja zaatakowała Kijów serią rzekomo pocisków balistycznych. Choć atak może wydawać się rutynowy, to jednak nie był rutyną, ponieważ Ukraina rzekomo nie otrzymała od sojuszników zwykłego ostrzeżenia.

Sam Zełenski wyraził rozczarowanie brakiem informacji wywiadowczych:

Obecnie ustalono, że Ukraina otrzymuje ze Stanów Zjednoczonych wszystkie ostrzeżenia o wystrzeleniu rakiet , prawdopodobnie za pośrednictwem satelitów wczesnego ostrzegania SBIRS (systemu podczerwieni kosmicznej), które mogą wykrywać wystrzelenia rakiet balistycznych ze znanych miejsc, lub radarów OTH dalekiego zasięgu, takich jak AN/FPS-132 w Fylingdale w Wielkiej Brytanii — choć ich zadaniem jest przede wszystkim śledzenie rakiety, gdy jest już w powietrzu, a nie wykrywanie fazy startu.

Jest kilka kwestii, które należy poruszyć.

Po pierwsze, minister spraw zagranicznych Sybiha potwierdziła, że ​​sojusznicy rzekomo nadal wymieniają się informacjami wywiadowczymi, ale wykazała się dziwną powściągliwością, mówiąc, że powodem braku ostrzeżenia wczoraj wieczorem był „specjalny” rodzaj broni, której użyła Rosja

Trump zdawał się również potwierdzać, że Stany Zjednoczone nadal przekazują Ukrainie informacje wywiadowcze:Nie można załadować wideo.

Co zatem Sybiha miała na myśli mówiąc o „specjalnej broni”?

Niektóre doniesienia wskazywały, że Rosja użyła w ataku specjalnie zmodyfikowanych wyrzutni S-400, co wyjaśniałoby bardziej „specjalny” typ amunicji. Ukraina niedawno ogłosiła zniszczenie systemu S-400 tuż za granicą w obwodzie briańskim w Rosji, który był wykorzystywany jako przebudowana wyrzutnia balistyczna:

https://defence-blog.com/ukraine-destroys-rossian-s-400-launcher-in-briansk-region/

Firma Fire Point poinformowała, że ​​wyrzutnia została zmodyfikowana przez siły rosyjskie do atakowania celów naziemnych i była wcześniej używana przeciwko Kijowowi. Firma poinformowała, że ​​atak trafił w wyrzutnię w pobliżu wsi Poroszyno, przy drodze krajowej nr 15K-303. Grupa zajmująca się monitoringiem oprogramowania open source, CyberBoroshno, poinformowała o geolokalizacji zniszczonego pojazdu na podstawie zdjęć wraku, określając współrzędne miejsca zdarzenia: 53.134224, 33.944510.

Zajmijmy się też szybko tym, o czym nikt nie mówi: wiele osób wciąż nie wierzy, że Rosja używa S-400 w taki sposób i że to fałszywa ukraińska propaganda. Jednak to, że Rosja przerabia nadmiar S-400 na wyrzutnie balistyczne, ma sens i powinno być zrozumiałe: oznaczałoby to, że Rosja ma więcej wyrzutni, niż wie, co z nimi zrobić, co przeczy odwiecznym ukraińskim twierdzeniom, że Rosji brakuje obrony powietrznej.

Należy pamiętać, że wielu ekspertów uważa, że ​​nowy ukraiński pocisk balistyczny FP-7 to w istocie pocisk S-300 przerobiony na wariant balistyczny. Poniżej widać FP-7 po lewej stronie, a po prawej pocisk 48N6 (bardzo podobny do 5V55 i innych odmian) z rodziny S-300:

W sztuce wojennej najmądrzejszą i najskuteczniejszą rzeczą, jaką możesz zrobić jako projektant broni, jest stworzenie broni podwójnego zastosowania , którą można dostosować do wielu celów.

Ale tu zaczyna być ciekawie.

Niezależnie od tego, czy Rosja używa systemu S-400 lub innego „specjalnego systemu”, brak wcześniejszego ostrzeżenia ze strony wywiadu może oznaczać tylko jedną z trzech rzeczy, z których wszystkie są dla Ukrainy niekorzystne:

1. Rosyjskie systemy S-400 wystrzelone w trybie balistycznym nie są wykrywalne przez najnowocześniejsze amerykańskie środki kosmiczne, co właśnie Andrij Sybiha wydaje się sugerować we wcześniejszym nagraniu wideo.

2. Amerykańskie instalacje Patriot w Kijowie nie są w stanie wykryć tych pocisków za pomocą swoich radarów.

3. Rosja używa jakiejś nowej broni, której żaden z wyżej wymienionych systemów amerykańskich nie jest w stanie wykryć.

A może, jeśli Sybiha kłamie, a Stany Zjednoczone faktycznie zataiły informacje wywiadowcze, to i tak byłoby to intrygujące, biorąc pod uwagę, że wiemy, iż amerykańskie systemy Patriot chronią Kijów. Kto obsługuje te Patrioty – Ukraińcy czy Amerykanie? Jeśli Amerykanie, oznaczałoby to, że mogli wykryć obiekty lecące w kierunku Kijowa, ale otrzymali rozkaz wycofania się i nieudostępniania Ukraińcom radarowego ostrzeżenia, o ile w ogóle je wykryli. A jeśli to Ukraińcy, to z pewnością po prostu nie wykryliby pocisków, co oznacza, że ​​wysoce „zaawansowany” radar Patriot nie jest w stanie wykryć tego, co wysyła Rosja.

Aby spekulować na temat najbardziej prawdopodobnego i najmniej „egzotycznego” wyjaśnienia, możemy założyć, że Rosja mogła użyć tych S-400 przerobionych na wersje balistyczne, które były po prostu niewykrywalne, ponieważ prawdopodobnie nie poruszają się one nawet w przybliżeniu po tej samej trajektorii balistycznej co Iskander. Najprawdopodobniej wykorzystują one płytszy łuk, który jest poza zasięgiem większości radarów, nie wspominając o tym, że same pociski są mniejsze i cieńsze, przez co trudniej je wykryć na radarach.

Kosmiczne systemy podczerwieni mogły je również przegapić, ponieważ albo ich pióropusz startowy jest zbyt mały w porównaniu z rzeczywistą balistyką, albo system pomylił je z prawdziwą obroną przeciwlotniczą, która ostrzeliwuje nadlatujące obiekty, zamiast odpalać salwę ofensywną. Mogłoby się tak zdarzyć w szczególności, gdyby system SBIRS wykorzystywał sztuczną inteligencję do automatycznego katalogowania celów: gdyby sztuczna inteligencja była wyszkolona w rozpoznawaniu S-400 jako wyrzutni obrony przeciwlotniczej, mogłaby je zignorować w ich rzadziej używanej, ofensywnej formie.

Dla porządku należy dodać, że Politico twierdzi, iż nie wydano żadnego ostrzeżenia z powodu „złej pogody” – co jest pozornie fałszywą wymówką, biorąc pod uwagę, że doszło już do kilku takich ataków „bez ostrzeżenia”, jak widać poniżej:

„[Amerykanie] powiedzieli Ukraińcom, że nie było żadnego ostrzeżenia z powodu złych warunków pogodowych,co w Kijowie nie jest postrzegane jako wystarczający powód. Dlatego wielu coraz bardziej obawia się, że mogło się to nie udać” – powiedział anonimowo urzędnik zaznajomiony ze sprawą w rozmowie z POLITICO.

System ostrzegania o pociskach już wcześniej ulegał awariom. „Czasami ta informacja nie dociera.To nie pierwszy taki przypadek… Jeśli tym razem wystąpiły jakieś konkretne problemy techniczne, myślę, że specjaliści je rozwiążą. I rozwiążą ten problem wspólnie z naszymi partnerami” – powiedział we wtorek rzecznik Sił Powietrznych Ukrainy Jurij Ignat.

W chwili pisania tego tekstu na Kijów miał miejsce kolejny „atak widmo”, a syreny ostrzegawcze podobno rozległy się dopiero po uderzeniu rakiet:

Rosjanie z charakterem@ RWApodcastTo samo. Kilka uderzeń rakiet w Kijowie, syreny alarmowe włączone po uderzeniach.

Rosjanie z charakterem w RWApodcastKilka uderzeń rakiet w Kijowie właśnie nastąpiło. Alarmy lotnicze włączyły się dopiero po eksplozjach.

21:58 · 13 paź 2026

Zełenski narzeka, że ​​po raz kolejny nie było wczesnego ostrzeżenia ze strony „partnerów”:

Wołodymyr Zełenski / Володимир Зеленський@ ZelenskyyUa

Rosyjski atak rakietowy na Kijów. Po raz kolejny brak wczesnego ostrzeżenia ze strony naszych partnerów. Głównym celem była infrastruktura energetyczna, a konkretnie elektrownia energetyczna ECPP-4. Niestety, została ona trafiona. Uszkodzony został również budynek mieszkalny, w którym obecnie ratownicy gaszą pożar. Nasze…

22:23 · 13 paź 2026 ·

———————————————-

https://www.politico.eu/article/no-warning-for-russian-missile-strike-kyiv-zelenskyy/

Pisze:

Nasze systemy wykryły te pociski dopiero wtedy, gdy były już praktycznie na drodze do Kijowa. Elektrownia Elektrowni Cieplnej-4 to jeden z kluczowych obiektów energetycznych Kijowa.Według naszych danych wywiadowczych Rosjanie przygotowują kolejne wystrzelenia pocisków balistycznych. Fakty pokazują, że Rosjanie nie czują się związani słowami prezydenta Stanów Zjednoczonych. Ukraina poparła zawieszenie broni w sektorze energetycznym. Rosja atakuje kolejną elektrownię i życie naszych obywateli.I to jest absolutnie niesprawiedliwe: niszczą naszą infrastrukturę energetyczną,a Ukraina nie otrzymuje nawet wczesnych ostrzeżeń o wystrzeleniu pocisków balistycznych.Ważne jest, aby świat nie milczał w tej sprawie. I ważne jest, aby Stany Zjednoczone naprawdę zobaczyły, co się dzieje i kto jest odpowiedzialny za to, że ta wojna trwa.Proszę, bądźcie bezpieczni dziś wieczorem i jutro. Pracujemy nad uzupełnieniem naszej obrony powietrznej o pociski przeciw-balistyczne.

Więc, co to według ciebie jest? Trudne do wykrycia warianty balistyczne rosyjskich S-400, czy Trump zakręcający kurek z informacjami wywiadowczymi, choćby na chwilę, żeby nauczyć krnąbrnego Zełenskiego posłuszeństwa?

===================================================

Zełenski wprowadza nas do kolejnego tematu, nawiązując do tak zwanego zawieszenia broni w sektorze energetycznym, które, jak twierdził Trump, zostało ogłoszone między tymi dwoma krajami. Dla tych, którzy nie byli świadkami tego typowego cyrku, oto podsumowanie, które koniecznie trzeba zobaczyć:

11 października Trump ogłosił ostateczne zawieszenie broni w energetyce między dwoma walczącymi krajami:

Problem polegał na tym, że ani strona rosyjska, ani ukraińska nie słyszały o tym zawieszeniu broni i obie strony były zdezorientowane, gdy je o to zapytano:

Agencja Axios podała, że ​​zawieszenie broni było „nowością” również dla Zełenskiego, który o nim nie słyszał:

https://www.axios.com/2026/10/11/trump-rossia-ukraine-energy-ceasefire-zelensky

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski powiedział agencji Axios, że ogłoszenie to „było dla mnie nowością. Ale jeśli Rosjanie zgodzą się na zawieszenie broni w sektorze energetycznym, Ukraina się zgodzi”.

Krótko mówiąc, Trump wymyślił całe zawieszenie broni, prawdopodobnie tylko po to, by uspokoić obawy gospodarcze związane z niedoborami paliwa — to doprawdy oszałamiający wyczyn.

Gdy został za to zapytany, oto co miał do powiedzenia:

REPORTER: „Mówiłeś, że Rosja i Ukraina zgodziły się na zawieszenie broni, ale obie strony twierdzą, że tego nie zrobiły…”

TRUMP: „Zgodzili się. Wiesz dlaczego? Bo powiedziałem: «Zgadzacie się» – dlatego.Zgodzili się, bo powiedziałem, że się zgodzili, i ta sprawa musi zostać rozwiązana”.

Niewiarygodne urojenia wielkościowe. Wygląda na to, że Trump powiedział obu stronom, że nastąpi zawieszenie broni i uznał to za przesądzone po prostu dzięki sile swojego dekretu.

Ławrow wyjaśnia, że ​​Rosja nie da się nabrać na żadne kolejne oszustwa związane z zawieszeniem broni:Nie można załadować wideo.

Po wczorajszym ataku w Kijowie panowała całkowita ciemność:

Maria Awdiejewa@ maria_avdv

Kijów jest w stanie awarii. Brakuje też wody. Elektrownia cieplna w Charkowie jest właśnie bombardowana. Zawieszenie broni w sektorze energetycznym? Jakie zawieszenie broni w sektorze energetycznym?

18:45 · 11 paź 2026 · 380 tys. wyświetleń

Rosyjskie ataki zniszczyły również fabrykę środków smarnych:

A tak podobno wygląda kijowska elektrownia cieplna TPP-5 w Trypilskiej po poprzedniej rundzie strajków:

Tak wygląda obecnie Elektrownia Cieplna Trypilska. Znajduje się we wsi Ukrainka w obwodzie kijowskim.

Co więcej, Google na swoich oficjalnych mapach określa elektrownię jako „trwale zamkniętą”:

Według szefa administracji, elektrownia TPP-5 w Charkowie również doznała „poważnych uszkodzeń”:

Elektrownia cieplna TPP-5 w Charkowie doznała poważnych uszkodzeń w wyniku ataku – Szef Obwodowej Administracji Wojskowej

▪️Synegubow poinformował, że elektrownia cieplna doznała poważnych uszkodzeń.
▪️Wcześniej Zełenski potwierdził atak na obiekt energetyczny w Charkowie.

Dziś wieczorem Ukraina zaatakowała również rosyjską rafinerię Nowoszachtyńsk w Rostowie, gdzie widać płonące zbiorniki na ropę. To wyraźny sygnał sprzeciwu wobec Trumpa, który prawdopodobnie nie będzie zadowolony z jawnej niesubordynacji Zełenskiego. Jednocześnie Ansar Allah podobno zaatakował duży zakład Saudi Aramco w Dżubajlu, co oznacza, że ​​możemy spodziewać się kontynuacji kryzysu energetycznego, a Trump będzie pod coraz większą presją w przededniu wyborów uzupełniających, co może zmusić go do jeszcze ostrzejszego ataku na Zełenskiego.

WaPo donosi, że niekompetentny duet Kushner i Witkoff przygotowują nowe „porozumienie pokojowe”, które w rzeczywistości jest tylko kolejnym tego samego:

https://www.washingtonpost.com/opinions/2026/10/12/kushner-witkoff-ukraine-peace-plan-takes-shape-behind-scenes/

„Pierwszy filar” daje wiele pewności:

Według amerykańskiego urzędnika pakiet miałby składać się z czterech podstawowych elementów. Przesłanie dla Putina brzmiałoby: Nie wystarczy po prostu zakończyć wojnę z Ukrainą. Trzeba zawrzeć z Europą porozumienie gospodarcze i w zakresie bezpieczeństwa, które przywróciłoby stabilność w regionie po rosnącej spirali eskalacji.

Odbudowa Ukrainy byłaby pierwszym filarem. Bank Światowy i firma inwestycyjna BlackRockchcą stworzyć ramy, które pozwolą zaspokoić niezliczone potrzeby finansowe Zełenskiego – na odbudowę zniszczonych obszarów kraju, zapewnienie świadczeń rodzinom poległych i rannych żołnierzy oraz odbudowę zniszczonej gospodarki.

Pozostałe filary są tak absurdalne, że sam autor ledwo może je przedstawić bez złośliwych wtrąceń: gwarancje dla Ukrainy w stylu Artykułu 5, gospodarcza „integracja” Rosji i Ukrainy z Europą oraz zamrożenie konfliktu na obecnych zasadach. To ostatnie jest oczywiście nie do przyjęcia zarówno dla Rosji, jak i dla Ukrainy.

Bądźmy szczerzy, jedynym powodem, dla którego te absurdalne plany pokojowe w ogóle powstają, jest to, że Trump udaje, że ma choć cień inicjatywy, aby odeprzeć część krytyki, gdy ktoś pyta go, dlaczego wciąż nie udało mu się zakończyć wojny ani obniżyć cen energii. To jego sposób na asymptotyczne prowokowanie prasy, a także niekończące się obietnice pokojowe, które sprawiają, że zawieszenie broni jest nieustanne i oddalone o zaledwie kilka dni.

Krótko mówiąc: to nic więcej niż teatr polityczny i radzenie sobie z problemami, w dodatku wyjątkowo żenujący.

Arabia Saudyjska pod presją: Prosi Chiny o pomoc

Arabia Saudyjska pod presją:

Mohammed bin Salman

prosi Chiny o pomoc –

Pakistan i Turcja

odmawiają wojny z Jemenem

Według analityka geopolitycznego Pepe Escobara, eskalacja działań wojennych między Arabią Saudyjską a Jemenem przeradza się w kryzys egzystencjalny dla saudyjskiej rodziny królewskiej. W wywiadzie udzielonym 11 października Escobar relacjonuje prośbę Rijadu o pomoc dla Pekinu, obecność izraelskich oficerów wywiadu w stolicy Arabii Saudyjskiej oraz odmowę Pakistanu i Turcji bezpośredniego udziału w wojnie z Ansar Allah.

Szczególnie istotny jest fakt, że wysoki rangą oficer izraelskiego wywiadu wojskowego miał osobiście uczestniczyć w konsultacjach w Rijadzie.

Arabia Saudyjska najwyraźniej desperacko poszukuje wyjścia z wojny z Jemenem. Według dziennikarza i analityka geopolitycznego Pepe Escobara, władze Arabii Saudyjskiej skontaktowały się bezpośrednio z Chinami i zwróciły się o wsparcie dyplomatyczne. Escobar oświadczył w wywiadzie udzielonym 11 października, że ​​krótko wcześniej otrzymał potwierdzenie tych informacji za pośrednictwem kontaktów w Chinach. Jednak Pekin nie otrzymał oficjalnego potwierdzenia. Interwencja Chin i pośredniczenie w zawieszeniu broni między Rijadem a Ansar Allah, jego zdaniem, stanowiłyby znaczący sukces dyplomatyczny Pekinu i dodatkowo wskazywałyby na zmieniający się układ sił w Azji Zachodniej.

Znaczenie takiego posunięcia wykracza daleko poza Jemen. Chiny utrzymują stosunki z Jemenem od dziesięcioleci, które, według Escobara, sięgają czasów maoizmu. Jednocześnie Arabia Saudyjska jest kluczowym dostawcą energii dla chińskiej gospodarki. Skuteczna mediacja mogłaby ustabilizować stosunki energetyczne i jeszcze bardziej wzmocnić wpływy Pekinu w regionie. Escobar wskazuje również na rosnące znaczenie juana w handlu energią i przewiduje, że w dłuższej perspektywie Chiny mogłyby domagać się całkowitego rozliczenia importu energii z Arabii Saudyjskiej w chińskiej walucie. Jednak chińska mediacja pozostaje możliwością, a nie potwierdzonym porozumieniem dyplomatycznym.

Generał izraelski w Rijadzie: Nowe oznaki współpracy wojskowej

Szczególnie poważne są oświadczenia innego uczestnika rozmowy, który przedstawia się jako „Pan Z” i twierdzi, że ma wysoko postawione kontakty w pakistańskim wywiadzie. Według niego, izraelski generał dywizji z wywiadu wojskowego przebywa w Rijadzie wraz z innymi izraelskimi oficerami wywiadu. Informacje te rzekomo pochodzą od pakistańskiego oficera, który również przebywa w stolicy Arabii Saudyjskiej i miał wgląd w istotne rozmowy. Uczestnik zeznał, że w ciągu kilku godzin dwukrotnie potwierdził te informacje.

Według doniesień, przedstawiciele izraelskiego wywiadu nie tylko pełnią rolę obserwatorów, ale aktywnie uczestniczą w konsultacjach wywiadowczych Arabii Saudyjskiej. Świadkami tej współpracy byli również pakistańscy żołnierze. Escobar postrzega to jako potwierdzenie, że wojna w Jemenie coraz bardziej przekształca się we wspólną operację Arabii Saudyjskiej, Izraela i Stanów Zjednoczonych. Wskazuje na zaangażowanie amerykańskiego regionalnego dowództwa CENTCOM oraz informacje o co najmniej 110 amerykańskich specjalistach, doradcach wojskowych i ekspertach technicznych, którzy podobno zostali już włączeni do operacji saudyjskich.

Dane te opierają się na kontaktach wywiadowczych opisanych w wywiadzie; nie przedstawiono żadnych publicznie dostępnych dowodów potwierdzających obecność izraelskiego generała dywizji ani deklarowanej liczby amerykańskich specjalistów. Jeśli jednak okaże się to prawdą, będzie to świadczyć o znacznie bliższej współpracy operacyjnej między Rijadem a Izraelem, niż oficjalnie przyznawano do tej pory.

Escobar zwraca uwagę, że Arabia Saudyjska zorganizowała międzynarodową koalicję przeciwko Ansar Allah w 2015 roku, w skład której wchodziły Zjednoczone Emiraty Arabskie, i która uzyskała wsparcie Waszyngtonu. Uważa on, że obecna współpraca z siłami amerykańskimi i prawdopodobnie izraelskimi stanowi odrodzenie tej koalicji w zmienionych okolicznościach militarnych. Pomimo wsparcia Zachodu, Arabia Saudyjska od lat nie zdołała ostatecznie pokonać Ansar Allah. Escobar uważa, że ​​kolejna inwazja lądowa jest praktycznie niemożliwa, ponieważ nie ma wystarczającej liczby żołnierzy ani woli politycznej do przeprowadzenia takiej kampanii.

Pakistan i Turcja rysują granicę

Dla Mohammeda bin Salmana sytuację dodatkowo komplikuje fakt, że, według uczestników rozmów, dwaj ważni partnerzy muzułmańscy nie są gotowi do bezpośredniej wojny z Ansar Allah. Pakistan ogranicza swoją obecność wojskową do ochrony świętych miast Mekki i Medyny. Wojska pakistańskie nie stacjonują na południowej granicy z Arabią Saudyjską i nie biorą udziału w operacjach bojowych przeciwko jemeńskim siłom zbrojnym. Wspomniane pakistańskie myśliwce JF-17 stacjonują również w bazie lotniczej im. Króla Abdulaziza, daleko od granicy z Jemenem.

Ta niechęć jest wyraźnie przypisana w rozmowie wewnętrznej sytuacji politycznej w Pakistanie. Rozmówca wskazuje na dużą populację szyitów w kraju, którą szacuje na około 40 milionów i opisuje jako w dużej mierze wspierającą Jemen. Jego zdaniem bezpośrednie zaangażowanie militarne przeciwko Ansar Allah mogłoby wywołać poważne reperkusje polityczne w kraju. Według jego kontaktów, dowódca armii Asim Munir i minister spraw wewnętrznych Mohsin Naqvi również nie są zainteresowani taką eskalacją. Stanowiska te są jednak ocenami i pośrednio przekazanymi oświadczeniami, a nie oficjalnymi deklaracjami obu polityków udokumentowanymi w wywiadzie.

Escobar opisuje podobne stanowisko wobec Turcji. Opierając się na rozmowach z tureckimi kontaktami, w tym naukowcami i obserwatorami politycznymi, dostrzega niewielkie poparcie w społeczeństwie tureckim dla bezpośredniego zaangażowania w wojnę w Arabii Saudyjskiej. Jego rozmówca twierdzi ponadto, że Ankara jednoznacznie odrzuciła takie zaangażowanie. Według obu mężczyzn oznacza to, że pomimo relacji obronnych, władze Arabii Saudyjskiej nie mogą liczyć na interwencję militarną tych partnerów przeciwko Jemenowi.

Wojna dociera do saudyjskiego centrum władzy.

Podczas gdy Rijad zabiega o wsparcie, sytuacja militarna eskaluje. Escobar nawiązuje do ataku rakietowego na Międzynarodowy Port Lotniczy im. Króla Chalida w Rijadzie, w którym pocisk rzekomo uderzył między terminalami 2 i 3, zabijając, według niego, obywatela amerykańskiego. Ostrzega, że ​​Waszyngton może wykorzystać ten incydent jako pretekst do bezpośrednich ataków na Ansar Allah. Rozmowa nie zawiera niezależnego potwierdzenia liczby ofiar, którą podaje.

Escobar interpretuje jemeńskie ataki jako element strategii, którą Ansar Allah uzasadnia formułą „blokada przeciwko blokadzie” i „lotnisko przeciwko lotnisku”. Po tym, jak saudyjskie ataki dotknęły również lotnisko w Sanie, jemeńskie władze uważają saudyjskie lotniska i instalacje wojskowe za potencjalne cele odwetu. Według Escobara ruch ten znacznie rozszerzył swoje zdolności militarne i realizuje długoterminową, skrupulatnie zaplanowaną strategię, wykraczającą daleko poza pojedyncze ataki rakietowe.

Kontrola nad zachodnim wybrzeżem Jemenu i strategiczną cieśniną Bab al-Mandab ma szczególne znaczenie. Escobar opisuje niedawne zdobycze terytorialne Ansar Allah jako pierwszy etap kompleksowego planu militarnego. Następnie ma nastąpić zdobycie Taiz i Marib, a potencjalnie, w dłuższej perspektywie, ekspansja na południowe regiony przygraniczne Arabii Saudyjskiej. Nawiązuje do historycznych roszczeń terytorialnych Jemenu do trzech południowych prowincji Arabii Saudyjskiej. Przedstawia ideę odzyskania tych terytoriów jako potencjalny, późniejszy etap strategii jemeńskiej, a nie jako już trwającą kampanię.

Według niego, planowanie to opiera się na coraz skuteczniejszej jemeńskiej strukturze wywiadowczej. Osoba kontaktowa w Jemenie wyjaśniła mu, że decyzja o nałożeniu blokady morskiej na Arabię ​​Saudyjską zapadła po tym, jak jemeńskie służby wywiadowcze otrzymały informacje o zbliżającej się, pełnej ofensywie amerykańskiej przeciwko całej tzw. Osi Oporu. Informacje te zostały następnie porównane z Iranem. Escobar przypisuje również wybór konkretnych celów wojskowych, w tym samolotu na saudyjskim lotnisku, podobnym informacjom wywiadowczym.

Walka o władzę w saudyjskiej rodzinie królewskiej?

Według informacji przedstawionych podczas wywiadu, kryzys może teraz ogarnąć sam saudyjski system władzy. „Pan Z” donosi o narastających napięciach między następcą tronu, księciem Mohammedem bin Salmanem, a ministrem obrony, księciem Chalidem bin Salmanem. Podobno doszło między nimi do otwartych starć na tle prowadzenia wojny. W saudyjskim aparacie władzy i wśród wpływowych plemion podobno już formują się różne frakcje.

Osoba udzielająca wywiadu opisuje grupę wokół ministra obrony i inną wokół następcy tronu. Według tej relacji Mohammed bin Salman próbuje wywrzeć większy wpływ na wynik wojny, nie osiągając jednak pożądanych rezultatów. Ta relacja również opiera się wyłącznie na kontaktach wymienionych w wywiadzie i nie może zostać niezależnie zweryfikowana na podstawie transkryptu.

Escobar przypisuje potencjalnej destabilizacji saudyjskiej rodziny królewskiej dalekosiężne znaczenie geopolityczne. Dla niego ród Saudów jest centralnym filarem amerykańskiej potęgi w Azji Zachodniej. Według jego szacunków upadek monarchii nie tylko zmieniłby Arabię ​​Saudyjską, ale także zachwiałby całą regionalną architekturą bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych.

Dlatego opisuje konflikt między Rijadem a Saną jako wojnę, która nabiera coraz większego znaczenia egzystencjalnego dla obu stron.

Iran przygotowuje się do dalszej eskalacji.

Równolegle z wydarzeniami w Jemenie, uczestnicy dyskusji spodziewają się ponownej eskalacji działań wojennych przeciwko Iranowi. Escobar oświadczył, że rozmawiał z irańskimi dyplomatami w weekend. Według niego, w aparacie dyplomatycznym panuje przekonanie o nieuchronności kolejnej wojny. Niektórzy z jego kontaktów spodziewają się eskalacji przed amerykańskimi wyborami uzupełniającymi, inni – bezpośrednio po nich.

Iran jest przygotowany na różne scenariusze i zidentyfikował już cele potencjalnych ataków wyprzedzających, gdyby pojawił się nieuchronny atak amerykańsko-izraelski. Jego rozmówca dodał, że irańscy partnerzy mówili o nowych systemach uzbrojenia, których możliwości mogłyby zaskoczyć przeciwników. Wspomniano o prędkościach Mach 10 i wielu głowicach, ale rozmówcy odmówili podania bardziej szczegółowych informacji na temat tych systemów.

Według tych doniesień Teheran zakłada, że ​​Izrael może próbować sprowokować Waszyngton do kolejnej ofensywy militarnej. Iran spodziewa się zaatakować cele izraelskie, jeśli Izrael weźmie w niej udział. Oświadczenia te odzwierciedlają oceny kontaktów, na które powołują się Escobar i jego rozmówca; nie potwierdzają one ani planowanego ataku amerykańskiego, ani faktycznej gotowości operacyjnej wspomnianych nowych systemów uzbrojenia.

Dla Escobara wydarzenia w Jemenie i Iranie są teraz bezpośrednio powiązane. Wojna z Ansar Allah może stać się punktem wyjścia do znacznie większej konfrontacji regionalnej. Jednocześnie dostrzega on w Jemenie czynnik, który od dawna jest niedoceniany przez rządy Zachodu: organizację polityczną, odporność militarną i gotowość ruchu do kontynuowania przedłużającej się wojny.

Jego wniosek jest daleko idący: w jego ocenie Arabia Saudyjska stoi nie tylko w obliczu porażki militarnej, ale potencjalnie w obliczu kryzysu całej swojej regionalnej potęgi. Fakt, że Rijad podobno prosi Chiny o pomoc, podczas gdy Pakistan i Turcja odmawiają bezpośredniego zaangażowania w wojnę, a przedstawiciele izraelskiego wywiadu rzekomo prowadzą konsultacje w stolicy Arabii Saudyjskiej, podkreśla skalę opisywanej przez niego sytuacji.

Czy Pekin rzeczywiście podejmie się mediacji, czy domniemane wewnętrzne walki o władzę w Rijadzie potwierdzą się i czy Waszyngton ponownie zainterweniuje bezpośrednio w wojnę, pozostaje kwestią otwartą. Na razie pewne jest jedynie to, że Escobar i jego rozmówca ostrzegają przed niebezpieczną eskalacją, której konsekwencje, ich zdaniem, mogą sięgnąć daleko poza granice Jemenu.

=====================================

mail:

Trump mówi: Żadnego ataku na Iran przed wyborami uzupełniającymi

Putin wygrywa a Europa wychodzi na głupka globalnej wioski… А в канистры наливаете ?

Putin wygrywa a Europa wychodzi na głupka globalnej wioski…

Date: 11 ottobre 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire./putin-wygrywa-a-europa-wychodzi-na-glupka-globalnej-wioski


Europa – za sprawą fatalnego poziomu jej klasy politycznej, zarówno tej wewnątrz krajów UE, jak i unijnej, została poważnie dotknięta rezygnacją z rosyjskich zasobów energetycznych, a dziś niszczona iest przez tego, kto faktycznie zawsze był jej władcą, ale z powodu starego i głęboko zakorzenionego przekłamania nazywany był przyjacielem.

Oto Trump, w desperackim poszukiwaniu czegoś, co obniżyłoby ceny paliw i ograniczyło spustoszenie, jakie powodują one w jego kampanii wyborczej, zwrócił się do Rosji, by uzyskać olej napędowy i z tego powodu posłał do diabła Zełenskiego wraz z jego europejskimi przyjaciółmi – którzy za wszelką cenę chcą uderzać w rosyjskie rafinerie – co jest jedną z niewielu rzeczy, które pozostały do zrobienia, by podsycić wojnę, która wkrótce wygaśnie. Krótko mówiąc, Europejczyków najpierw nakłoniono do udziału w przygotowaniach do wojny na Ukrainie, potem do wydania setek miliardów na broń i wychodki ze złota, a teraz zostaną pozostawieni własnemu losowi. Można powiedzieć, że wyszli na głupków globalnej wioski.

Wszystko jest paradoksalne w tej sprawie

– ponieważ ataki ukraińskie (na rafinerie rosyjskie) zostały zaplanowane i kierowane przez zachodnie służby wywiadowcze, a w szczególności przez CIA;

– ponieważ szkody zostały wyolbrzymione ponad wszelkie granice przyzwoitości, sugerując, że lokalne niedobory oleju napędowego zadały Rosji śmiertelny cios (a Putin pozwolił im w to uwierzyć, przygotowując pułapkę), podczas gdy teraz okazuje się, że Moskwa może bez problemu sprzedawać swój olej napędowy, tak jak zresztą sprzedaje go innym krajom;

 – ponieważ uzgodnione ilości, nawet jeśli dotrą na miejsce, będą stanowiły zaledwie niecałe dwa tygodnie zużycia w Stanach Zjednoczonych;

– ponieważ nawet gdy operacja ta dojdzie do skutku (bo można mocno wątpić w jej realizację) nie zwiększy ona całkowitej ilości oleju napędowego dostępnego na rynku światowym, a przesunie jedynie miejsce jego wykorzystania.

Słynne “rynki” doskonale o tym wiedzą, ale Donald ma nadzieję, że uda mu się opanować sytuację w ciągu trzech tygodni, które dzielą go od wyborów środka kadencji: zamierza powiedzieć Amerykanom: widzicie, robię coś, by obniżyć ceny. Czy jednak lobby syjonistyczne oraz ścierwa ze służb wywiadowczych rzeczywiście mu na to pozwolą, to już inna sprawa. Tak, czy inaczej, by osiągnąć ten chwiejny cel, dał kopniaka w tyłek swoim przyjaciołom zza Atlantyku.

Podczas gdy kokainista z Kijowa traktowany jest przez Berlin, Brukselę, Londyn, Paryż – aż po rzymską przekupkę z dzielnicowego targu – jak ogrodowy karzeł, Trump wyrzuca go za burtę: „Myślę, że nadszedł czas, aby Ukraina dostała nowego prezydenta. Zełenski mógł zakończyć tę wojnę wiele razy. Wiele, wiele razy. Ale postanowił tego nie robić”.

Co oczywiście nie jest prawdą, ponieważ Zełenski jest niczym innym jak marionetką w rękach Zachodu już od czasów, gdy wcielał się w rolę prezydenta ludu (tego, który następnie doprowadził do eksterminacji) w serialu telewizyjnym; robi to, co mu każą, ale właśnie dlatego wycofanie poparcia dla „duce” z Kijowa jest równoznaczne z przyznaniem się do porażki. Prezydent Stanów Zjednoczonych, który dzwoni do Putina z prośbą o pomoc, sprawia wrażenie, jakby wyszedł na Plac Czerwony z białą flagą. Przywódca Zachodu przyznaje, że nie może już narzucać nikomu swojej woli, a wręcz przeciwnie – jest zmuszony prosić o pomoc, ogłaszając, że stał się mniejszością na świecie. Chwyt wyborczy wyrywa ogromną dziurę w tkaninie historii.

Do tego dochodzi najnowsza kpina z Europy: w rozmowach, które miały miejsce w ostatnich dniach, pojawił się pomysł odbudowy gazociągu Nord Stream w ramach wspólnego przedsięwzięcia spółek rosyjskiej i amerykańskiej: gdyby więc gaz miał kiedyś znów zacząć płynąć, będzie się to odbywać pod kontrolą firmy amerykańskiej, która oczywiście będzie czerpać jak największe zyski z podwyższania jego cen.

Gdybym był na miejscu obecnych i byłych przywódców europejskich, rozważałbym godne zbiorowe samobójstwo, seppuku jako akt zadośćuczynienia za zrujnowanie życia 400 milionów obywateli Europy. Niestety, zostali oni wybrani właśnie dlatego, że są pozbawieni godności. Pozostaną na swoich stanowiskach tak długo, dopóki ich nie wyrzucą lub dopóki nie zgniją.

ilsimplicissimusputin-vince-leuropa-e-lo-scemo-del-villaggio-globale