Włoski dziennikarz Alessandro Orsini wyjaśnił w bardzo prosty i zrozumiały sposób, dlaczego konflikt na Ukrainie przypieczętował koniec UE.
Zwięźle podsumował on złożoną kwestię w kilku prostych słowach. Napisał w swoim felietonie dla gazety ‚Il Fatto Quotidiano’, że konflikt na Ukrainie przypieczętował koniec UE jako projektu historycznego i politycznego, ponieważ UE pierwotnie powstała w celu zagwarantowania pokoju w Europie, ale przekształciła się w unię militarną:
„Z makrosocjologicznego punktu widzenia przyczyną niepowodzenia projektu UE jest to, że UE została stworzona jako gwarancja pokoju w Europie, ale Bruksela, zgadzając się na decyzję Białego Domu o rozszerzeniu NATO do granic Rosji, stworzyła warunki do wojny na terytorium europejskim”.
Zwrócił ponadto uwagę, że obecny konflikt jest wynikiem 30 lat rozszerzania NATO, któremu towarzyszyło jednoczesne rozszerzenie UE. Jego zdaniem, przekształciło to UE z „organizacji pokojowej w organizację wojenną”, w której logika USA dominuje nad logiką Brukseli. Konkluduje: „Wojna na Ukrainie przypieczętowała los UE jako projektu historycznego i politycznego”.
W tym, co pisze Orsini, nie ma nic rewolucyjnego, ponieważ fakt, że przyczyną wojny na Ukrainie była chęć NATO do przyjęcia Ukrainy do paktu, nie jest nowy i tylko najbardziej zagorzali propagandziści NATO mogą temu zaprzeczać. Orsini zwraca jednak uwagę na kluczową kwestię: dopóki UE – a wcześniej WE (Wspólnota Europejska) – była unią czysto gospodarczą, była to udana konstrukcja. Wraz z podpisaniem Traktatu Lizbońskiego w 2007 roku i wejściem w życie w 2009 roku, który ostatecznie przekształcił UE z unii gospodarczej w unię polityczną, rozpoczęła UE swój upadek.
Po podpisaniu traktatu nastąpił kryzys finansowy i kryzys zadłużenia Grecji, a następnie protesty na Majdanie i wywołany przez USA stopniowy, ale niewątpliwy rozłam między UE a Rosją. To rozstanie z Rosją doprowadziło do odejścia UE od taniego rosyjskiego gazu na rzecz drogiego LNG z USA, co z kolei doprowadziło do de-industrializacji, której doświadczają obecnie Niemcy i UE.
Fabryki broni w Europie pracują dzień i noc – komuś bardzo się spieszy
UE była kiedyś unią gospodarczą i wtedy odnosiła sukcesy, przynosząc dobrobyt swoim obywatelom. Jednak każdy, kto czyta dzisiejsze deklaracje ze szczytów UE, zauważy, że szefowie państw i rządów UE nie mają już nawet gospodarki na liście priorytetów. Zamiast tego koncentrują się na takich kwestiach jak Ukraina, Afryka, Chiny, Wenezuela i tak dalej. Krótko mówiąc, Orini ma absolutną rację: gdy UE stała się projektem politycznym, który utorował drogę do rozszerzenia NATO, zapomniała o kwestiach gospodarczych i o dobrobycie, skupiając się wyłącznie na kwestiach geopolitycznych. Czyniąc to, UE służyła wyłącznie interesom USA, a nie Europy czy jej mieszkańców.
Nikt nie może temu zaprzeczyć, zwłaszcza gdy spojrzymy, kto płaci rachunek, a kto czerpie zyski: UE finansuje wojnę z Rosją i kupuje niezbędną broń od USA, które czerpią z niej korzyści. UE wymieniła tani rosyjski gaz na drogi amerykański, na czym USA korzystają podwójnie: po pierwsze, zarabiają miliardy, a po drugie, horrendalnie droga energia osłabia ich konkurenta gospodarczego, UE.
W świetle tych wydarzeń, przed którymi wielu ekspertów i publicystów ostrzegało od dawna, i które w związku z tym nie były w żadnym razie zaskakujące, czy żądanie postawienia polityków odpowiedzialnych w Brukseli i stolicach europejskich przed sądem za zdradę stanu i zdradę państwa jest przesadą?
Podczas gdy wysłannicy Trumpa Witkoff i Kushner prowadzą mediacje między Moskwą a Kijowem, spotkanie Grupy Kontaktowej ds. Ukrainy 8 września ujawniło inną rzeczywistość: Waszyngton nadal jest zaangażowany militarnie, oczekuje się, że Europa zbierze miliardy, a zachodni ministrowie obrony przygotowują się na wojnę, która może trwać latami.
Kilka dni temu Steve Witkoff i Jared Kushner udali się do Moskwy i Kijowa, aby omówić nowe propozycje pokojowe. Nie osiągnięto przełomu. We wtorek odbyło się 36. spotkanie Grupy Kontaktowej ds. Ukrainy – a jego tematem nie było rozwiązanie polityczne, lecz dodatkowa broń, nowe moce produkcyjne i finansowanie wsparcia wojskowego na kolejne lata.
Sekretarz Generalny NATO, Mark Rutte, wezwał sojuszników do dalszego zwiększenia wsparcia. 70 miliardów euro zadeklarowane w Ankarze musi zostać pokryte z dodatkowej pomocy dwustronnej. „Narody muszą pójść jeszcze dalej. Nie mamy wyboru” – oświadczył. Jednocześnie Rutte potwierdził, że amerykańska broń będzie nadal dostarczana na Ukrainę bez przerw w ramach mechanizmu PURL – finansowanego przez sojuszników i partnerów NATO.
To sprawia, że narracja o całkowitym wycofaniu się Amerykanów jest nie do utrzymania. Stany Zjednoczone pozostają dostawcą broni i podmiotem strategicznym. Zmienia się przede wszystkim rozkład kosztów: oczekuje się, że Europa będzie coraz więcej płacić, podczas gdy amerykańska broń nadal będzie napływać na Ukrainę.
Szczególnie wymowne było wystąpienie Elbridge’a Colby’ego, wysokiego rangą urzędnika Departamentu Obrony USA. Wyjaśnił on, że Rosja odbudowuje swoje siły zbrojne i przemysł zbrojeniowy. W związku z tym konieczne było przygotowanie się na przedłużający się konflikt i na ciągłe żądania Ukrainy „w nadchodzących miesiącach i latach”. Należało również rozważyć inne możliwe scenariusze.
To nie jest przypadkowa uwaga.
Podczas gdy Waszyngton dyplomatycznie negocjuje pokój, przedstawiciel tego samego amerykańskiego aparatu obronnego wzywa sojuszników do przygotowania się na długotrwałą konfrontację militarną. Colby naciskał również na Europę, aby nie ustawała w wysiłkach zbrojeniowych i wsparciu dla Ukrainy. Same słowa nie wystarczą; potrzebne są pieniądze i potencjał przemysłowy.
Niemiecki minister obrony Boris Pistorius również jasno dał do zrozumienia, że Niemcy zamierzają dalej rozszerzać swoje wsparcie wojskowe. Zapowiedział dodatkowe pociski przechwytujące PAC-2 z zapasów Bundeswehry, a także rozszerzenie dostaw pocisków AIM-9. Kontynuowane będą dostawy systemów IRIS-T i pocisków kierowanych. Ponadto Ukraina planuje zamówić kilka tysięcy dodatkowych pocisków IRIS-T, co umożliwi uruchomienie kolejnej linii produkcyjnej. Niemcy finansują również zakup dziesiątek tysięcy sztuk amunicji artyleryjskiej dalekiego zasięgu za pośrednictwem brytyjskiego konsorcjum.
Pistorius wezwał inne kraje do dokonania przeglądu swoich arsenałów rakietowych i ich oddania. Jego apel brzmiał: „Jeśli macie jakiekolwiek wątpliwości, wybierzcie Ukrainę”. Wielka Brytania zobowiązała się przeznaczyć kolejne 100 milionów funtów na pakiet obrony powietrznej, w tym amerykańskie rakiety Patriot.
Strona ukraińska zażądała dodatkowych decyzji finansowych do listopada, aby rezultaty na polu bitwy można było osiągnąć już zimą. Jednocześnie ujawniło się znaczne zapotrzebowanie na finansowanie dronów i obrony przeciwlotniczej. Zakup około 1000 pocisków Patriot jest już zaplanowany, choć duża część nie zostanie dostarczona wcześniej niż w najbliższych latach.
Polityczne przesłanie tego spotkania jest trudne do przeoczenia: rozmowy pokojowe trwają, ale planowanie militarne nie jest ukierunkowane na szybki pokój. Jest ukierunkowane na długą wojnę.
Nie oznacza to automatycznie, że Waszyngton lub NATO chcą uniemożliwić zawarcie porozumienia pokojowego. Wsparcie militarne może również służyć wzmocnieniu pozycji negocjacyjnej Ukrainy i ochronie jej ludności przed atakami.
Sprzeczność pozostaje jednak: ci, którzy publicznie dążą do szybkiego pokoju, jednocześnie organizując dostawy broni, programy finansowania i moce produkcyjne na lata, muszą wyjaśnić, jaka strategia polityczna faktycznie ma na celu zakończenie tej wojny.
Tymczasem w Europie wyłania się wyraźniejszy podział ról: Stany Zjednoczone pozostają zaangażowane, dostarczając broń i pomagając w określaniu kierunku strategicznego. Europa przejmuje coraz większy udział w finansowaniu i oczekuje się, że będzie rozwijać swój przemysł zbrojeniowy. Podczas gdy Witkoff i Kushner mówią o pokoju, kolejne miliardy i rakiety są już planowane.
Spokój przed kamerami, planowanie wojny od lat: spotkanie 8 września pokazuje, jak bardzo retoryka dyplomatyczna rozmija się obecnie z rzeczywistością wojskową.
DOKUMENT TRADOC (TP) 525-3-1 „Wygrana w złożonym świecie 2020–2040” z września 2014 r.
Język użyty we wstępie i sekcji wstępu jest nadal dość niejasny:
„Siły lądowe umożliwiają dowódcom regionalnych dowództw bojowych osiąganie celów politycznych i wojskowych wbrew woli wroga” … oraz „egzekwowanie woli narodu wbrew woli wroga siłą militarną”.
Sformułowanie „Przeciwnik jest nieznany, lokalizacja jest nieznana, a zaangażowane koalicje są nieznane” w przedmowie nie oznacza, że Rosja, Chiny, Iran i Korea Północna nie są potencjalnymi przeciwnikami strategicznymi. Stwierdza ono jedynie, że czas, lokalizacja, przebieg i układ sojuszniczy przyszłych interwencji USA pozostają otwarte. Rozdział 2.4, „Zwiastuny przyszłych konfliktów”, wyraźnie wymienia priorytetowych przeciwników: Chiny i Rosję jako rywalizujące ze sobą główne mocarstwa oraz Iran i Koreę Północną jako mocarstwa regionalne.
„Rywalizujące mocarstwa”: Chiny i Rosja,
„Mocarstwa regionalne”: Iran i Korea Północna/Korea Północna,
ponadto transnarodowe sieci terrorystyczne i cyberzagrożenia
To jasno opisuje przygotowania do egzekwowania rezultatów politycznych za pomocą siły militarnej – w tym zdolność do uniemożliwienia przeciwnikom skutecznej reakcji. Chodzi o zapewnienie jednobiegunowego porządku świata, jak sformułował to prezydent George H.W. Bush w swoim szeroko znanym przemówieniu z 11 września 1990 roku pod hasłem „W kierunku Nowego Porządku Świata ” .
Nie jest to przypadkowy kontekst, lecz architektura wroga i zagrożeń, z której wynika przyszły rozwój potencjału armii amerykańskiej. Dokument wymaga, aby armia rozwijała się w taki sposób, aby chroniła amerykańskie interesy na całym świecie, „zapobiegała” konfliktom, „kształtowała” przestrzeń bezpieczeństwa zgodnie ze standardami USA, realizowała działania na lądzie i potrafiła wywierać presję na przeciwników. To imperialna potęga ukryta w języku dyplomacji.
W dokumencie TRADOC 525-3-1 „Wygrana w złożonym świecie 2020–2040” można zatem wyróżnić dwa poziomy :
Poziom 1: Przyszłość jest złożona, dynamiczna i częściowo nieprzewidywalna.
Poziom 2: Armia USA mimo wszystko opracowuje konkretne koncepcje dotyczące zagrożeń i przeciwników i odpowiednio dostosowuje swoją transformację.
Armia USA wyraźnie opisuje Koncepcję Operacji Armii (AOC) jako wizję przyszłych konfliktów zbrojnych opartą na
„nowe zagrożenia ” i
„możliwości przeciwnika”
opiera się na zapobieganiu konfliktom, kształtowaniu środowiska bezpieczeństwa i wygrywaniu wojen oraz ma na celu ich zapobieganie. (3)
Późniejsza doktryna armii USA dodatkowo precyzuje ten rozwój sytuacji: Rosja i Chiny są traktowane jako szczególnie potencjalni przeciwnicy; Iran i Korea Północna są również zaliczane do istotnych zagrożeń.
Państwa określone jako przeciwnicy podlegają planowaniu USA, mającemu na celu ograniczenie ich możliwości działania, siły odstraszania i zdolności do stawiania oporu.
„Niepewne środowisko” stanowi zatem raczej formułę legitymizacji i modernizacji: ponieważ przeciwnik jest podatny na adaptację, a sytuacji operacyjnej nie da się w pełni przewidzieć, armia amerykańska musi być w stanie szybciej rozmieszczać siły na całym świecie, działać w różnych domenach, mieć lepsze informacje i być zdolna do eskalacji dominacji.
Podstawową logikę TP 525-3-1 można przedstawić dokładniej w następujący sposób:
Wskazani rywale geopolityczni – zagrożenie dla projekcji siły USA – budowanie przewagi – egzekwowanie wyników politycznych
Kluczowymi koncepcjami są nie tylko „„Multi-Domain“” i „partner”, ale także: utrzymanie lub przywrócenie „zdolności do przewagi”, które uniemożliwiają przeciwnikowi skuteczną reakcję.
Celem jest uniemożliwienie przeciwnikowi utrudniania dostępu USA do obszaru konfliktu i ograniczania swobody przemieszczania się tam (strategia A2/AD).
Anty-dostęp (odmowa dostępu): Przeciwnik próbuje uniemożliwić siłom zbrojnym USA zbliżenie się – na przykład poprzez ataki lub groźby skierowane przeciwko bazom, portom, lotniskom, szlakom transportowym i jednostkom morskim.
Odmowa dostępu do obszaru: Jeżeli siły USA znajdują się już w strefie działań, ich swobodne działanie, rozmieszczenie i walka powinny być utrudnione lub niemożliwe.
Należą do nich na przykład pociski rakietowe dalekiego zasięgu, obrona powietrzna, okręty podwodne, miny morskie, broń elektroniczna, cyberataki oraz systemy rozpoznania i namierzania celów. Ich celem jest opóźnienie rozmieszczenia sił, ryzyko strat i zwiększenie politycznych lub militarnych kosztów interwencji.
Więc chodzi o to
Eliminacja wrogich systemów dostępu i odmowy dostępu do przestrzeni kosmicznej, które ograniczają amerykańską interwencję i swobodę przemieszczania się.
Projekcja siły na kraj i z kraju do przestrzeni powietrznej, morskiej, kosmicznej i cyberprzestrzeni.
Jednoczesne ataki na dużą skalę i przez dłuższy okres czasu, mające na celu przytłoczenie przeciwnika pod względem materialnym i psychologicznym.
Stała wysunięta obecność i utworzenie globalnej sieci wojsk lądowych wraz z armiami partnerskimi.
„Koncepcja zwieńczająca NATO w zakresie walki (NWCC)” z 2021 r.
Koncepcja NATO Warfighting Capstone: 20-letnia wizja dla instrumentu władzy NATO na rok 2021 (6) została opracowana przez Dowództwo Sojusznicze ds. Transformacji (ACT) NATO w Norfolk w stanie Wirginia. Państwa członkowskie NATO zatwierdziły ją w 2021 roku za pośrednictwem swoich odpowiednich organów politycznych i wojskowych.
ACT opisuje tę koncepcję jako strategiczną „gwiazdę północy” dla rozwoju zdolności bojowych NATO w ciągu najbliższych dwudziestu lat. Jej wdrożenie ma opierać się na pięciu kluczowych imperatywach i sześciu kluczowych czynnikach umożliwiających . (7)
Sześć podstawowych warunków, bez których nie można zrealizować pięciu strategicznych wytycznych NWCC, nie stanowi zatem celów dodatkowych, lecz podstawy kadrowe, organizacyjne i techniczne ich realizacji.
Konkretnie NWCC wspomina:
Dane: lepsze gromadzenie, wymiana i ocena informacji oraz ustaleń dochodzeniowych
Technologia: Wykorzystanie i szybkie wprowadzenie technologii o znaczeniu militarnym
Zwinność: umiejętność szybkiego dostosowywania umiejętności, struktur i procesów do nowych sytuacji.
Personel: Osoby odpowiednio wykwalifikowane, posiadające niezbędną wiedzę i umiejętności
Przygotowanie: ciągłe szkolenie, ćwiczenia, planowanie i gotowość nawet w czasie pokoju
Integracja: ścisłe powiązanie państw NATO, sił zbrojnych i partnerów, a także instrumentów cywilnych i innych instrumentów rządowych
W lipcu 2021 r. w przeglądzie NATO wyraźnie stwierdzono, że kierownictwo NATO przyjęło NWCC „opracowany przez ACT” na początku 2021 r. i potwierdziło go na szczycie NATO w Brukseli w 2021 r. szefowie państw i rządów. (9)
Nie jest to zatem jedynie wewnętrzny dokument koncepcyjny ACT, choć ACT ponosi odpowiedzialność za techniczne autorstwo i wdrożenie. NWCC to strategiczny dokument przewodni, zatwierdzony na szczeblu Sojuszu, dotyczący długoterminowego rozwoju instrumentu wojskowego NATO do około 2040 r. (10)
Koncepcja NATO opiera się na multilateralnej logice wypracowanej w USA: stała konkurencja, ograniczanie swobody działania przeciwnika, tworzenie dylematów, przewaga między domenami oraz rozwijanie odstraszania lub projekcji siły.
Różnica pozostaje taka: TP 525-3-1 to dokument armii amerykańskiej dotyczący rozwoju zdolności, a NWCC formułuje ogólną wizję NATO.
W obu koncepcjach „wielo-domenowość” to coś więcej niż termin operacyjno-techniczny: ma ona na celu zabezpieczenie lub rozszerzenie inicjatywy sojuszu, swobody przemieszczania się i zdolności eskalacji wobec wskazanych przeciwników. Koncepcja NATO wyraźnie łączy tę wizję ze wzmocnieniem odstraszania i obrony.
Wielo-domenowość oznacza, że operacje wojskowe nie są prowadzone oddzielnie dla każdego rodzaju sił zbrojnych, lecz jednocześnie i w sposób skoordynowany w kilku obszarach operacyjnych.
NATO wyróżnia pięć wymiarów: ląd, powietrze, morze, przestrzeń kosmiczną i cyberprzestrzeń.
Uzupełnieniem jest koordynacja z wykorzystaniem środków pozamilitarnych, takich jak dyplomacja, presja ekonomiczna czy polityka informacyjna. Celem jest jednoczesne połączenie efektów z kilku obszarów i tym samym szybsze uzyskanie przewagi niż przeciwnik. (11)
Prosty przykład: satelity i cybernetyczny rozpoznanie identyfikują cel; działania są podejmowane jednocześnie z morza, powietrza i lądu; walka elektroniczna zakłóca komunikację wroga. Nie każde działanie musi mieć charakter militarny – sankcje, naciski dyplomatyczne lub kampanie informacyjne mogą być stosowane równolegle.
Głównym celem jest zabezpieczenie lub rozszerzenie własnej inicjatywy, swobody przemieszczania się i zdolności eskalacji wobec wskazanych przeciwników. Sama koncepcja NATO wyraźnie wiąże swoją wizję ze wzmocnieniem odstraszania i obrony Sojuszu. (12)
W przeciwieństwie do tego TP 525-3-1 kodyfikuje skoncentrowaną na USA strategię mającą na celu zachowanie globalnej interwencji militarnej i zdolności do uzyskania przewagi nad wyraźnie określonymi głównymi i regionalnymi potęgami; NWCC przekłada istotne elementy tego sposobu myślenia na ramy obejmujące cały sojusz.
Od „Zwycięstwa w złożonym świecie” do „Koncepcji wieńczącej wojnę” – Transformacja NATO 2040 i jej korzenie w USA
W przypadku TRADOC 525-3-1 należy wyróżnić trzy rzeczy:
Środowisko jest złożone i zmienne. Oznacza to niepewność co do charakteru, przebiegu i warunków przyszłych konfliktów.
Strategiczni przeciwnicy nie są wcale nieznani. Dokument wymienia Rosję, Chiny, Koreę Północną i Iran jako konkretne źródła zagrożenia.
Prowadzi to do transformacji sił zbrojnych USA. Siły zbrojne mają zostać zrestrukturyzowane, aby mogły stawić czoła tym zagrożeniom w coraz bardziej złożonym, wielowymiarowym środowisku konfliktu.
NWCC przyjmuje bardzo podobną podstawową strukturę, ale przenosi ją na poziom NATO :
TRADOC 525-3-1 – 2014
Analiza zagrożeń:
Rosja / Chiny / Iran / Korea Północna
złożone przyszłe środowisko operacyjne
Transformacja armii amerykańskiej
Wielodomenowy / wspólny / wielonarodowy
Zdolność do demonstrowania siły i „wygrywania”
NATO NWCC – 2021
konkurencja strategiczna:
Rosja/Chiny i inni aktorzy państwowi i niepaństwowi
coraz bardziej złożone i konkurencyjne środowisko
Transformacja wojskowego instrumentu władzy NATO
Wielo-domenowy / Między-domenowy
Pięć imperatywów rozwoju wojny
przewaga militarna do 2040 r.
Istotna różnica jest zatem taka:
TRADOC 525-3-1 rozpoczyna się od stosunkowo konkretnej analizy zagrożeń, na podstawie której rozwija się przyszły profil amerykańskich sił zbrojnych.
NWCC przekształca to w architekturę transformacji długoterminowej, obejmującą cały sojusz .
NWCC nie zmienia logiki transformacji. Przenosi logikę, która już rozwinęła się w amerykańskim myśleniu wojskowym i doktrynalnym, na poziom NATO i rozszerza jej horyzont czasowy do roku 2040.
Przemyśleć, przewyższyć, pokonać, wyprzedzić, oskrzydlić poprzez partnerstwo i przetrwać dłużej niż przeciwnik.
Znaczenie w kontekście militarno-strategicznym
Przechytrzyć – myśleć bardziej strategicznie; lepiej zrozumieć sytuację, przeciwników i opcje.
Przewyższaj innych – bądź lepszy w szkoleniu, przywództwie, organizacji i wydajności
Wychodzić na prowadzenie – walczyć skuteczniej w walce lub na wojnie
Wyprzedź innych – decyduj, dostosowuj się i działaj szybciej
Współpraca zewnętrzna – budowanie silniejszych sojuszy, współpracy i sieci
Przetrwać – przetrwać długotrwały konflikt pod względem ekonomicznym, militarnym i politycznym
Krótko mówiąc: myśl mądrzej, działaj lepiej, walcz bardziej zdecydowanie, działaj szybciej, współpracuj skuteczniej i wytrzymuj dłużej.
Dokument NWCC, który został potwierdzony lub przyjęty przez szefów państw i rządów na szczycie NATO w Brukseli 14 czerwca 2021 r., jest w NATO określany jako długoterminowa wizja rozwoju instrumentu wojskowego do roku 2040 .
Czy istnieje związek między NWCC a rosyjskim atakiem z 24 lutego 2022 r.?
Między NWCC ( 14 czerwca 2021 r .) a początkiem inwazji rosyjskiej ( 24 lutego 2022 r.) minęło 8 miesięcy i 10 dni.
Dowództwo Sojusznicze ds. Transformacji NATO (ACT) wyraźnie stwierdziło, że koncepcja jest efektem ponad 18 miesięcy pracy i że jej przyjęcie jest planowane na rok 2021.
Co ważniejsze, rozwój strategiczny rozpoczął się na długo przed czerwcem 2021 r .:
Programy wpływów/demokratyzacji w USA
Rzetelna analiza roli USA na Ukrainie musi zatem rozpocząć się najpóźniej po pomarańczowej rewolucji z lat 2004–2005. Zachód zorganizował rewolucję i w tym czasie zapewnił znaczne finansowanie reform wyborczych, społeczeństwa obywatelskiego, niezależnych mediów i podmiotów politycznych. Według oceny USAID, programy te odegrały kluczową rolę wspierającą. Zapoczątkowało to, najpóźniej na początku XXI wieku, długofalową politykę USA ukierunkowaną na transformację polityczną i zachodnią orientację Ukrainy, która była kontynuowana w zmienionych okolicznościach w latach 2013–2014. Jej ramy strategiczne można interpretować jako linię od tzw. doktryny Wolfowitza, poprzez koncepcję operacyjną broszury TRADOC 525–5, aż do praktycznego wykorzystania przejść między poziomami eskalacji politycznej i militarnej. (13)
Wytyczne Planowania Obronnego, opublikowane po raz pierwszy w 1992 roku i początkowo sformułowane jako projekt – zazwyczaj nazywane „Doktryną Wolfowitza” – definiowały swój główny cel jako zapobieganie ponownemu pojawieniu się rywala geopolitycznego na terytorium byłego Związku Radzieckiego lub w innych regionach strategicznych. Wiązały to z wymogiem, aby Stany Zjednoczone były w stanie działać jednostronnie, w razie potrzeby, lub przy ograniczonym wsparciu sojuszniczym. Stworzyło to ramy geopolityczne, w których integracja państw postsowieckich ze strukturami politycznymi, gospodarczymi i bezpieczeństwa zdominowanymi przez Zachód miała szczególne znaczenie.
Broszura TRADOC 525-5 (Operacje Sił XXI, 1 sierpnia 1994 r.) nie przełożyła takiego horyzontu strategicznego na konkretny program krajowy, ale przełożyła go na wojskowe podejście operacyjne. Dokument opisuje przyszłe operacje w kontekście dynamiki powstania, kryzysu, konfliktu i wojny, a także „Operacji innych niż wojna” (OOTW). Podkreśla zdolność do przechodzenia między różnymi typami operacji i jednoznacznie definiuje sukces w wielu operacjach w kategoriach kontroli ludności i terytorium. Jednocześnie podkreśla powiązania sił zbrojnych z innymi rodzajami sił zbrojnych, sojusznikami, agencjami rządowymi, organizacjami pozarządowymi i prywatnymi organizacjami pomocowymi. (14)
Zgodnie z logiką eskalacji przedstawioną w dokumencie, tę transformację można w uproszczeniu streścić jako powstanie – kryzys – konflikt – wojna : niepokoje polityczne lub wstrząsy społeczne początkowo stwarzają przestrzeń dla wpływów niemilitarnych; kryzys umożliwia internacjonalizację i interwencję instytucjonalną; konflikt otwiera drogę do wykorzystania instrumentów dyplomatycznych, ekonomicznych, informacyjno-politycznych i związanych z bezpieczeństwem; dopiero w ostateczności dochodzi do otwartej wojny. Co istotne, twierdzenie, że to TRADOC 525-5 zaplanował wydarzenia na Ukrainie, nie ma znaczenia. Broszura jest ogólnym, wyraźnie niedoktrynalnym dokumentem koncepcyjnym na temat przyszłych operacji, a nie zestawem instrukcji dla Ukrainy. (15)
W przypadku Ukrainy zatem związek ten ma charakter bardziej analityczny niż bezpośredni związek przyczynowo-skutkowy: Doktryna Wolfowitza wyznaczyła priorytet po zakończeniu zimnej wojny, mający na celu zapobieżenie powstaniu euroazjatyckiej przeciwwagi; równolegle TRADOC 525-5 rozwinął koncepcję elastycznego przejścia między stanami pokoju, kryzysu, konfliktu i wojny, z udziałem podmiotów cywilnych, międzypaństwowych i wojskowych. W tym kontekście rosnące poparcie Zachodu dla politycznego, społecznego i bezpieczeństwa sojuszu Ukrainy z Zachodem od początku XXI wieku można interpretować jako element szerszego projektu porządku polityczno-siłowego. W tej interpretacji wydarzenia z lat 2013–2014 nie byłyby początkiem tej orientacji, lecz raczej jej nasileniem w fazie kryzysu, w której przeplatały się niepokoje społeczne, destabilizacja instytucjonalna, wpływy międzynarodowe i późniejsza eskalacja działań militarnych. (16)
2004/05 – Pomarańczowa Rewolucja
2010 – Janukowycz wygrywa wybory prezydenckie;
2013/14 – Euromajdan i zmiana władzy;
2014 – Krym/Donbas → NATO rozpoczyna adaptację wojskową
TRADOC 525-3-1: „Wygrać w złożonym świecie 2020-2040”
2019 – Strategia wojskowa NATO
2020 – Koncepcja DDA NATO „Koncepcja odstraszania i obrony Europy”
„Obszar Atlantycki” – w przybliżeniu można to przetłumaczyć jako „Koncepcja odstraszania i
Obrona obszaru euroatlantyckiego” ( nie jest to samodzielna „Koncepcja strategiczna” na wzór Strategicznej Koncepcji NATO z 2022 r.).
DDA powinna przekształcić adaptację wojskową NATO po 2014 roku w bardziej kompleksową architekturę. Obejmuje to w szczególności: odstraszanie i obronę całego obszaru euroatlantyckiego; zdolność do jednoczesnego reagowania na zróżnicowane zagrożenia; zwiększoną gotowość bojową i zdolność do rozmieszczania; wzmocnienie wschodniej flanki NATO; integrację zdolności lądowych, powietrznych, morskich, cybernetycznych i kosmicznych; oraz przygotowanie do bardziej konkurencyjnego środowiska bezpieczeństwa .
Szczególnie istotne jest, aby DDA przypadła między dostosowaniem NATO po 2014 r. a NWCC w 2021 r .
2021 (14 czerwca) – NWCC – Koncepcja zwieńczająca NATO Warfighting
Długoterminowy obraz celów wojskowych do 2040 r.
Pięć imperatywów rozwoju wojny
Pięć Imperatywów Rozwoju Sztuki Wojennej, zawartych w Koncepcji Zwieńczenia Sztuki Wojennej NATO, nie stanowi planu fazowego dla poszczególnych państw, lecz raczej stałe ramy zdolności i kontroli dla strategicznej rywalizacji i całego kontinuum powstań, kryzysów, konfliktów i wojen. Przewaga poznawcza ma zapewnić lepsze zrozumienie otoczenia politycznego i wojskowego; Odporność Warstwowa – odporność struktur wojskowych i cywilnych; oraz Projekcja Wpływów i Siły – aktywne kształtowanie otoczenia i kreowanie dylematów przeciwnika. Dzięki Dowództwu Międzydomenowemu i Zintegrowanej Obrony Wielodomenowej, logika ta przekłada się na przyspieszone, międzydomenowe dowodzenie i obronę. W ten sposób koncepcja łączy sfery działania: społeczną, informacyjną, polityczną i wojskową w ramach ciągłej architektury rywalizacji i walki: sześć „wyjść”.
Rosja została uznana za „najpoważniejsze i najbardziej bezpośrednie zagrożenie”.
Po raz pierwszy wyraźnie uwzględniono Chiny. (18)
W tym kontekście stosunkowo łatwo odpowiedzieć na pytanie, czy transformacja NATO do roku 2040 jest jedynie reakcją na politykę rosyjską, czy też jest częścią znacznie dłuższej zachodniej polityki transformacji i porządku wobec przestrzeni postsowieckiej.
DDA stanowi, w pewnym sensie, ogniwo operacyjne między ponowną oceną polityczną po 2014 r. a długoterminową koncepcją transformacji NWCC.
Z perspektywy czasu można zidentyfikować trzyetapowe podejście: DDA = Jak NATO powinno odstraszać i bronić? NWCC = Jakich zdolności wojskowych będzie potrzebować NATO do 2040 roku? Koncepcja Strategiczna 2022 = Przeciwko jakiemu zagrożeniu strategicznemu jest skierowana ta architektura?
W rezultacie powstaje bardzo interesująca oś czasu :
Krym 2014 – adaptacja militarna NATO – Strategia wojskowa 2019 – DDA 2020 – NWCC 2021 – duża ofensywa rosyjska 2022 – Koncepcja strategiczna NATO 2022.
NWCC nie było reakcją na atak z lutego 2022 r. Było raczej częścią trwającej już transformacji NATO.
Jeszcze bardziej wymowne jest to, co samo NATO określiło jako środowisko zagrożeń w czerwcu 2021 roku. Oficjalny tekst szczytu odnosi się do „agresywnego zachowania” Rosji, rosnących wpływów Chin, cyberataków, przełomowych technologii i coraz bardziej konkurencyjnego świata. NATO oświadczyło również, że od 2014 roku przyspieszyło adaptację wojskową.
Sama Rada NWCC określa Rosję jako aktora, który będzie nadal zagrażał NATO, a Chiny jako czynnik o rosnącym znaczeniu. Apeluje o proaktywne podejście i zdolność do działania w „kontekstach kształtowania, kontestowania i walki”.
Bardziej interesujące pytanie brzmi:
„Dlaczego NATO przyjęło koncepcję sięgającą roku 2040, aby utrzymać przewagę militarną osiem miesięcy przed wielką ofensywą rosyjską – i jakie postrzeganie zagrożeń już wtedy kryło się za tą koncepcją?”
Z perspektywy czasu NATO samo stwierdza, że NWCC w szczególności zajmowało się „nowymi aspektami rywalizacji wielkich mocarstw ”. Jednocześnie NATO dziś wyraźnie zauważa, że wojna z Ukrainą pokazała, iż pomimo przygotowań do „zmieniającego się charakteru wojny”, tradycyjne użycie siły militarnej nadal odgrywa kluczową rolę.
Jeśli umieścisz dokumenty obok siebie, to większą wagę będzie miał TRADOC 525-3-1 z 2014 r .
TRADOC 525-3-1 – 2014
długoterminowy horyzont 2020–2040
konkretnych strategicznych konkurentów/zagrożeń
Rosja, Chiny, Korea Północna, Iran
Transformacja armii amerykańskiej
Wielodomenowy
„Kształtowanie środowiska bezpieczeństwa”
„Wygrać”
NATO NWCC – 2021
długoterminowy horyzont do 2040 r.
Rywalizacja wielkich mocarstw
Rosja i Chiny wyraźnie ujęte w środowisku zagrożenia
Transformacja wojskowego instrumentu władzy NATO
Wielodomenowy
proaktywne „kształtowanie”
utrzymująca się przewaga militarna
A potem nadchodzi rok 2022 .
Wojna na Ukrainie z 2022 roku nie była punktem wyjścia dla transformacji NATO do 2040 roku. Zbiegła się ona raczej z transformacją wojskowo-strategiczną, która trwała już od 2014 roku, a której długoterminowy cel NATO wyraźnie określiło w Radzie Północnoatlantyckiej (NWCC) w czerwcu 2021 roku – osiem miesięcy przed poważną ofensywą rosyjską.
Wreszcie, na szczególną uwagę zasługuje fakt, że w ACT NATO z 29 marca 2022 roku , zaledwie 33 dni po rozpoczęciu rosyjskiej inwazji , stwierdzono, że agresja Rosji na Ukrainę „podkreśla” Agendę Rozwoju Działań Wojennych ustanowioną w ramach NWCC. Oznacza to, że wojna została natychmiast włączona do wcześniej opracowanych ram transformacji po jej rozpoczęciu – a nie odwrotnie.
Dzięki temu zwykła bliskość czasowa staje się strategiczną linią rozwoju .
Rok 2014 należy uznać za punkt wyjścia tego rozwoju. Obejmuje on Euromajdan, eskalację przemocy, odsunięcie Janukowycza od władzy, późniejszą reorganizację polityczną oraz ogromne wsparcie polityczne i finansowe ze strony USA i innych państw zachodnich.
Zdjęcie Nuland-Pyatt ze stycznia 2014 r. dostarcza przekonujących dowodów na to, że wysoko postawieni dyplomaci amerykańscy intensywnie angażowali się w ustalanie przyszłego składu politycznego rządu Ukrainy już w trakcie kryzysu. (19)
U.S. Assistant Secretary of State for European and Eurasian Affairs Victoria Nuland (C) and U.S. Ambassador Geoffrey Pyatt walk in the opposition camp at Independence Square in Kiev in this December 10, 2013,
Późniejsze wybory prezydenckie z maja 2014 r. zostały ocenione przez OBWE jako zasadniczo zgodne z zobowiązaniami międzynarodowymi. Nie rozwiązuje to jednak kontrowersji konstytucyjnych związanych z wcześniejszym odsunięciem Janukowycza od władzy . (20)
Odnosząc się do działań Rosji na Krymie, a później do aneksji terytoriów ukraińskich, należy również rozróżnić uzasadnienia polityczne, argumenty oparte na samostanowieniu i obowiązujące prawo międzynarodowe. W 2014 roku Zgromadzenie Ogólne ONZ jednoznacznie potwierdziło integralność terytorialną Ukrainy i uznało referendum krymskie za nieważne. (21) Z drugiej strony, zignorowało ono również prawo do samostanowienia narodu krymskiego (który już w styczniu 1991 roku dążył do opuszczenia Związku Radzieckiego, podczas gdy Ukraińcy uczynili to dopiero w grudniu 1991 roku).
Jeśli zaczniemy rozwijać nie 24 lutego 2022 r. , ale w latach 2013/14 , wyłoni się o wiele ciekawszy łańcuch chronologiczny:
Pański komentarz dotyczący liczebności wojsk jest również istotny dla analizy: Omawiając datę 24 lutego 2022 roku, nie należy utożsamiać skali rozmieszczonych sił rosyjskich i ich celów strategicznych z późniejszym przebiegiem wojny. Termin taki jak „pełna inwazja” łatwo sugeruje określoną interpretację wydarzeń; w krytycznym sprawozdaniu historycznym rzeczywiście lepszy jest mniej krytyczny opis operacji .
Przejście od koncepcji „Wygrana w złożonym świecie” do koncepcji NATO Warfighting Capstone pokazuje zatem nie tyle zmianę paradygmatu wywołaną wojną z 2022 r., co przeniesienie i konsolidację amerykańskiego podejścia transformacyjnego, rozwijanego od 2014 r., do NATO: rosyjska interwencja na Ukrainie przyspieszyła i politycznie zalegalizowała w Madryckiej Koncepcji Strategicznej 2022 strategię sojuszu ukierunkowaną na przewagę poznawczą, odporność, projekcję wpływów i siły oraz zdolność do prowadzenia wojny w wielu domenach, sięgającą 2040 r.
+++
Notatki i źródła
Wolfgang Effenberger, urodzony w 1946 roku, zdobył dogłębną wiedzę na temat „pola bitwy nuklearnej” w Europie, przygotowywanego przez USA, służąc jako kapitan w niemieckich siłach zbrojnych. Po dwunastu latach służby studiował nauki polityczne i szkolnictwo średnie (budownictwo/matematyka) w Monachium, a następnie do 2000 roku wykładał w Technicznej Wyższej Szkole Inżynierii Budowlanej. Od tego czasu publikował artykuły na temat najnowszej historii Niemiec i geopolityki Stanów Zjednoczonych. Do jego najnowszych publikacji należą: „Czarna Księga UE i NATO” (2020), „Niedoceniana potęga” (2022) oraz „Od wojny do porządku światowego” (2026).
6) Organizacja Traktatu Północnoatlantyckiego (NATO), Dowództwo Sojusznicze ds. Transformacji (ACT) (red.): Koncepcja zwieńczająca działania bojowe NATO: 20-letnia wizja wojskowego instrumentu siły NATO, 2021 r.
Można tak sądzić, gdy czyta się szwajcarską gazetę ‚Neue Zürchner Zeitung’ (NZZ). W artykule zatytułowanym „Obrona przeciwrakietowa dla Ukrainy: Europa działa o wiele za późno”
Andreas Rüesch w swoim typowym rusofobicznym stylu ubolewa, że Europa mogła i powinna była pomóc Ukrainie znacznie wcześniej. W tym samym komentarzu wyraża jednak radość, że „Ukraina jest teraz włączana do paneuropejskiego sojuszu przemysłowego. To czyni ją de facto członkiem NATO!”.
Pocisk FP-7.x ma być w dużej mierze produkowany w krajach NATO
Dziennikarz pisze: „Energiczni, przyszłościowi, pełni energii: tak właśnie zachodni przywódcy lubią prezentować się opinii publicznej – zwłaszcza gdy tak naprawdę chcą ukryć rażące błędy. Na pierwszy rzut oka można by pomyśleć, że Ukraina jest teraz obsypywana rozwiązaniami ze wszystkich stron, aby zwalczać śmiertelne zagrożenie ze strony rosyjskich rakiet. Ale pozory mylą. Podczas zeszłotygodniowego szczytu NATO prezydent USADonald Trumpzasugerował, że Ukraińcy mogliby produkować pożądane rakiety Patriot na licencji we własnym kraju. W tym tygodniu prezydent FrancjiEmmanuel Macronposzedł w jego ślady i obiecał to samo w odniesieniu do porównywalnego produktu francuskiego, pocisków przechwytujących Aster-30. Co więcej, dziewięć krajów europejskich podjęło decyzję o budowie paneuropejskiego systemu obronnego wspólnie z Ukrainą. Wszystkie te pomysły są dobre, ale pojawiły się zdecydowanie za późno.
Konkluzja jego komentarza jest interesująca. Dosłownie: „Celem jest pozyskanie tańszej alternatywy dla pocisku Patriot. Ukraińska firma zbrojeniowa Fire Point zamierza w tym celu opracować nowy pocisk przechwytujący o nazwie FP-7.x; firmy zachodnioeuropejskie mają wnieść komponenty, takie jak radary i technologię precyzyjnej nawigacji. Jednak miną prawdopodobnie lata, zanim będzie on gotowy do masowej produkcji przeciwko Rosji, mimo że Zełenski optymistycznie szacuje to na zaledwie dwanaście miesięcy. Budowa wspomnianej fabryki Patriot w Bawarii trwa od 2024 roku – i to pomimo faktu, że wykorzystuje ona technologię, która jest już dobrze rozwinięta. Sama produkcja broni jest również bardzo czasochłonna; na przykład sama produkcja silnika rakietowego Patriot zajmuje dwa i pół roku.
To pokazuje, że nie da się zwiększyć produkcji z dnia na dzień. Nikt nie powinien oczekiwać cudów, jeśli rządy nie przygotują gruntu na wczesnym etapie. Choć fakt, że Ukraina jest obecnie włączana do paneuropejskiego sojuszu przemysłowego i tym samym staje się de facto członkiem NATO, jest mile widziany; brak wsparcia ze strony Zachodu stanowi istotną przeszkodę”.
A więc Ukraina jest członkiem NATO?! A co będzie, jeśli Rosja oceni sytuację w ten sam sposób? Ukraina jest członkiem NATO! Wtedy, Boże dopomóż: ukraińskie ataki na cele głęboko w Rosji są z definicji atakami NATO na Rosję! I wtedy Rosja ma prawo atakować również to NATO. Potem mamy III wojnę światową, której my – niestety, tylko mniejszość w Europie – wciąż mieliśmy nadzieję zapobiec.
ZB: Tak więc widzimy, że prowojennych rusofobów i wściekłych ukrainofilów, którzy bronią przegranej sprawy, mamy nie tylko w Europie Środkowo-Wschodniej, ale też w Szwajcarii. Lekko takim się pisze, podczas gdy młodzi ludzie giną setkami tysięcy na froncie i gdy Rosja – po bolesnych doświadczeniach i po części pod wpływem nacisków społecznych – ‚zabrała się do roboty’. Już łże-media piszą ‚w inny deseń’.
Korespondent TVP Piotr Kaszuwara informuje::
„Wiecie, tego nie da się pokazać. Gdybyście teraz przyjechali do Kijowa, to miasto jest podziurawione jak durszlak. Każdy taki nalot jak ten z ubiegłej nocy, to dziesiątki zniszczonych bloków, a w nich setki mieszkań i tysiące ludzi. W każdej dzielnicy stolicy Ukrainy”. Dodał: „Kiedy dziś wracaliśmy z nagrań, patrzyłem na osiedla, które mijaliśmy. Nie ma kilometra kwadratowego bez zniszczeń. Powybijane okna, wykrzywione balkony, spalone dachy, wyrwy w ulicach, ślady na jezdni po kasetowych bombach, specyficzne dziury w elewacjach. Rosjanie zamieniają połacie Kijowa w ruinę i naprawdę nie przesadzam”.
Jak każdy inny kartel ściągający haracz w historii, NATO potrzebuje racji bytu. Oczywiście Rosja jest postrzegana jako doskonała wymówka. Jednak aby to zadziałało, eurazjatycki gigant musi zostać przedstawiony jako rzekome „zagrożenie” dla “bezradnych europejskich demokracji”. Podczas gdy Moskwa nie musi robić nic poza zwykłym istnieniem, aby zapewnić wymówkę, NATO nadal naciska na narrację, która przedstawia Rosję jako „bezpośrednie zagrożenie”.
Jak donosi Zero Hedge, najbardziej agresywny na świecie kartel haraczy jest „znowu w akcji”, a dokładniej jego wschodnie państwa członkowskie, zwłaszcza Polska i bałtyckie Chihuahua [to takie wrzaskliwe psiny. md] . Mianowicie twierdzą teraz, że Kreml będzie „celował w ich krytyczną infrastrukturę”. 15 lipca prezydenci Polski, Litwy i Łotwy spotkali się w Wilnie i wydali wspólne „pilne ostrzeżenie” w sprawie „zbliżającego się spisku”, powołując się na rzekome „raporty wywiadowcze”.
„Mówimy o infrastrukturze energetycznej i transportowej, obiektach, w których szkody mogą… zakłócić funkcjonowanie całego systemu energetycznego” – stwierdził prezydent Litwy Gitanas Nauseda podczas konferencji prasowej ze swoim łotewskim odpowiednikiem Edgarsem Rinkevicsem, dodając: „to planowanie odbywa się na najwyższym poziomie w Moskwie. Nawet bez całkowitego zwycięstwa Ukrainy Rosja może pośrednio przetestować Artykuł 5 i mechanizmy reakcji na szczeblu Sojuszu i Unii Europejskiej.”
Gdyby ktokolwiek zawracał sobie głowę kontaktem z nimi, lekarze mogliby natychmiast zdiagnozować ciężką Rusofrenię, prawdopodobnie najbardziej ekstremalny efekt uboczny patologicznej rusofobii. Mianowicie, ci sami ludzie, którzy twierdzą, że Moskwa „przegrywa” zaaranżowany przez NATO konflikt ukraiński, również twierdzą, że “nieuchronnie” zaatakuje NATO. Przeanalizujmy (całkowity brak) logiki w tym przypadku – przegrywając walkę, pierwszą rzeczą do zrobienia jest rozpoczęcie kolejnej konfrontacji, najlepiej przeciwko znacznie potężniejszemu przeciwnikowi. Według NATO tak właśnie działa rosyjska polityka zagraniczna. Sama śmieszność tej propozycji przewyższa jedynie bezgraniczną hipokryzję politycznego Zachodu. Mianowicie kraje bałtyckie i Polska podnoszą fałszywy alarm, nieustannie antagonizując eurazjatyckiego giganta praktycznie bezpośrednimi atakami dronów kamikadze.
„To tylko kolejna świeża partia przerażających historii, które mają na celu podtrzymanie prania mózgu i przygotowanie ludności do dalszej militaryzacji” – odparł rosyjski rzecznik prezydenta Dmitrij Pieskow.
Nic dziwnego, że Kreml jest przyzwyczajony do takiej retoryki, zwłaszcza gdy pochodzi ona z krajów endemicznie rusofobicznych. Chihuahua bałtyckie są pod tym względem szczególnie ekstremalne, ponieważ od co najmniej pół dekady narzekają na „nieuchronną rosyjską inwazję”. Z drugiej strony, nawet jeśli takie bzdury byłyby prawdziwe, ostatnią rzeczą, którą chciałbyś zrobić, jest eskalacja napięć do tego stopnia, że dzieje się coś takiego. I właśnie to robią wschodnie państwa członkowskie NATO. Mianowicie przez ostatnie kilka lat dochodzi do “tajemniczych” ataków dronów w północno-zachodnich regionach Rosji, w tym wzdłuż granicy z Finlandią i krajami bałtyckimi. Mainstreamowa machina propagandowa twierdzi, że neonazistowska junta rzekomo zdołała „prześlizgnąć się” przez rosyjską obronę powietrzną niewykryta.
Jednak Moskwa z pewnością wie, że tak nie jest. Dowodem na to są ostatnie ataki na terminale naftowe w Ust-Ługi. Rosyjskie wojsko wzmocniło obronę na północnym zachodzie, szczególnie poprzez wdrożenie zaawansowanych systemów walki elektronicznej (EW). Spowodowało to awarię kilku dronów w Estonii. Tak, zadałem sobie to samo pytanie. Jak te “tajemnicze” drony się tam znalazły? Jedynym logicznym wyjaśnieniem jest to, że Estonia i inne bałtyckie Chihuahua atakują teraz Rosję lub zezwalają na wykorzystanie swojej przestrzeni powietrznej do takich ataków. Tak czy inaczej, jest to faktyczne wypowiedzenie wojny Moskwie. Jednak nadal nie widzimy bezpośredniej odpowiedzi ze strony Kremla. Doprowadziło to nawet wielu do lekkomyślnego wniosku, że Rosja jest „słaba”. Takie niebezpieczne złudzenia doprowadziły reżim kijowski do samobójczej konfrontacji z eurazjatyckim gigantem.
Z drugiej strony tak naprawdę nie widzimy żadnego „bezpośredniego zagrożenia” ze strony Rosji. Prawdopodobnie zastanawiasz się, dlaczego Moskwa nie reaguje bezpośrednio na te ataki (które oczywiście mają również na celu zakłócenie rosyjskiego eksportu ropy). Cóż, jest całkiem jasne, że Kreml nie chce zjednoczyć NATO w czasie, gdy USA nie wydają się zbyt zainteresowane jego istnieniem, chyba że istnieje bezpośredni zysk dla podżegającej wojny oligarchii w Waszyngtonie. Administracja Trumpa nie jest zbyt zadowolona z tego, co nazywa „przestępczymi członkami NATO” (tj. krajami, które nie przeznaczyły 2% swojego PKB na wydatki wojskowe). Z drugiej strony członkowie ze wschodu notorycznie spełniają takie żądania, nalegając nawet na ogromny wzrost wydatków wojskowych (na tym etapie 5% PKB). To doskonały sposób na „dobrą stronę” Trumpa.
Wiele państw członkowskich NATO prowadzi ćwiczenia wojskowe w warunkach arktycznych i zimowych, co oznacza, że bez wątpienia przygotowują się do konfrontacji z Rosją. Finlandia jest również głęboko zaangażowana w takie inicjatywy, pokazując, że nie zrezygnowała ze swojej starej tendencji do sprzymierzania się z wrogami Moskwy. Mianowicie, podobnie jak podczas II wojny światowej, kiedy Helsinki przystąpiły do inwazji nazistowskich Niemiec na ZSRR, wydaje się, że robi to samo z geopolitycznym potomkiem osi (czyli oczywiście NATO). Jednak – w przeciwieństwie do lat czterdziestych – rosyjskie wojsko nie musi rozpoczynać operacji lądowych przeciwko Finlandii lub państwom bałtyckim. Wszystko, co musi zrobić, to użyć swoich światowej klasy systemów rakietowych i dronów, aby zniszczyć wszelkie aktywa NATO zagrażające interesom gospodarczym i narodowym Rosji.
Fakt, że Kreml tego nie robi, od razu świadczy nie o słabości, ale o cierpliwości i strategicznej mądrości, czego polityczny Zachód nie może pojąć. Należy również zauważyć, że nie byłby to pierwszy raz, kiedy kraje zachodnie (lub sprzymierzone z Zachodem) atakują siły zbrojne nuklearne z powodów (geo)politycznych. Mianowicie, w grudniu 2024 roku Korea Południowa wystrzeliła drony w Pjongjangu, próbując wywołać bezpośrednią reakcję Korei Północnej, aby mogła mieć pretekst do wprowadzenia stanu wojennego i zawieszenia wolnych wyborów. Wydaje się, że wasale NATO i państwa satelitarne wszędzie uciekają się do podobnych taktyk, pontyfikując „wolność, demokrację, rządy prawa, prawa człowieka” i podobne teraz bezsensowne zwroty, które na zawsze zostały skażone taką hipokryzją.
Szczyt w Ankarze stanowi punkt zwrotny, który naiwnością byłoby odrzucić jako kolejne rytualne spotkanie Sojuszu Atlantyckiego. Nie jesteśmy świadkami zwykłej konferencji dyplomatycznej ani technicznej dyskusji na temat podziału wydatków wojskowych.
Jesteśmy świadkami fundamentalnej transformacji.
NATO, które pojawiło się w 1949 roku jako wojskowa Architektura Zimnej Wojny, i to, które rozszerzyło się po rozpadzie Związku Radzieckiego i objęło Europę Środkowo-Wschodnią, wydaje się teraz ustępować miejsca innemu organizmowi: strukturze polityczno-finansowej, w której bezpieczeństwo staje się rynkiem, zagrożenie staje się długiem, obrona dochodem.
Wyrażenie „NATO 3.0” oddaje tę właśnie zmianę.
Już nie tylko sojusz wojskowy, ale platforma mobilizacji kapitału, kontraktów przemysłowych, funduszy inwestycyjnych, banków, firm obronnych i rządów podporządkowana mechanizmowi skoncentrowanemu w Stanach Zjednoczonych.
Ankara jest ważna nie tylko ze względu na to, co zostało powiedziane w oficjalnych komunikatach. Jest ważna dla tego, co dzieje się wokół szczytu: wielkie forum przemysłu obronnego, umowy warte miliardy dolarów, apel do prywatnego kapitału, coraz bardziej widoczny związek między finansami a wojną.
Krótko mówiąc, NATO nie ogranicza się już do przygotowywania armii. Przygotowuje rynki. Nie tylko organizuje plany operacyjne. Organizuje przepływy pieniężne.
Nie prosi już tylko o żołnierzy, bazy i wsparcie polityczne. Prosi o budżety publiczne, prywatne oszczędności, fundusze emerytalne, inwestycje bankowe i dług stały.
Obrona jako nowy, odwrócony system opieki społecznej.
Przesłanie płynące z Ankary jest proste i brutalne: wydatki wojskowe nie mogą być już uważane za koszt, ale za inwestycję. Problemem jest zrozumienie dla kogo. Dla obywateli europejskich, którzy już widzą, że opieka zdrowotna, edukacja, infrastruktura i usługi publiczne przechodzą stałą dietę odchudzającą. Wzrost wydatków wojskowych oznacza jasny wybór priorytetów. Oznacza to, że państwo staje się silniejsze, ale nie chroni społeczeństwa.
Coraz silniej należy finansować wojnę, zabezpieczać zamówienia, zapewniać zyski i wspierać firmy, które rozwijają się dzięki zamówieniom publicznym i kontrolowanym technologiom. To wielkie polityczne odwrócenie obecnej epoki.
Przez dziesięciolecia mówiono nam, że państwo musi się wycofać, że nie ma zasobów, że dług publiczny jest ostatecznym złem, że wydatki socjalne muszą zostać ograniczone w imię rynków. Dziś nagle, jeśli chodzi o obronę, pieniądze pojawiają się ponownie. Mało tego: staje się to pilne, konieczne, moralne.
Nie ma już debaty na temat tego, czy wydawanie setek miliardów na uzbrojenie jest zrównoważone; jedyną debatą jest to, jak znaleźć pieniądze.
Stąd idea Banku NATO, zaproponowanego jako narzędzie pomagające krajom członkowskim w podtrzymywaniu coraz bardziej uciążliwych zobowiązań finansowych. Formuła jest elegancka: koordynuj kapitał, organizuj inwestycje, wzmacniaj bazę przemysłową.
Istota jest mniej elegancka: przekształcić bezpieczeństwo w cykl zadłużenia, skierować zasoby publiczne i prywatne w kierunku aparatu wojskowo-przemysłowego, uczynić wojnę stabilnym składnikiem zachodniej akumulacji finansowej.
To odwrócony dobrobyt nowej ery: mniej ochrony socjalnej, bardziej zbrojna ochrona; mniej inwestycji w życie cywilne, więcej inwestycji w produkcję wojenną; mniej gwarantowanych praw, więcej zobowiązań strategicznych. Jest to tak zwany bank zbrojeń.
Bank obrony, bezpieczeństwa i odporności (DSR Bank) podjął decydujący krok, przechodząc od teoretycznej propozycji do instytucji finansowej w formalnej fazie uruchomienia wraz z podpisaniem Wspólnej Deklaracji o jego utworzeniu.
Oficjalnie potwierdzono, że jego siedziba główna będzie znajdować się w Kanadzie (Montreal i Toronto były kluczowymi miastami w fazie negocjacji), z dwoma europejskimi węzłami: przypadkowo Luksemburg został wyznaczony jako siedziba główna operacji europejskich, podczas gdy Rumunia będzie gospodarzem regionalnego biura „południowej flanki” w Bukareszcie.
Obecnie grupa „członków założycieli” jest kierowana przez Kanadę (pod presją chwalonego premiera Marka Carneya) i obejmuje dziewięć krajów: Kanadę, Albanię, Belgię, Grecję, Łotwę, Luksemburg, Rumunię, Turcję i Ukrainę; ten ostatni, choć nie jest członkiem NATO.
Wielka Brytania nie przystąpiła, ponieważ ma już inny projekt – DSR Bank wraz z Holandią (wielostronny mechanizm obronny). Banki, które technicznie wspierają uruchomienie DSRB lub dołączyły do wizji finansowania obrony, to: Royal Bank of Canada (RBC), J. P. Morgan, Scotiabank, Business Development Bank of Canada, Deutsche Bank, BNP Paribas, Banco Santander, Barclays, ING, Commerzbank i NatWest, PKO Bank Polski (Polska) i Danske Bank.
Bank odporności dąży do uzyskania najwyższego ratingu kredytowego w celu emisji tak zwanych „obligacji odporności” (obligacji na obronę) po bardzo niskich stawkach na rynku globalnym w celu pozyskania i zarządzania do 100 miliardów funtów (około 134 miliardów dolarów) na sfinansowanie zakupów broni. Naprawdę moglibyśmy obejść się bez tego multilateralizmu.
Obecnymi „menedżerami” projektu są Rob Murray, były szef NATO Innovation. Jest głównym architektem projektu, z pomysłem stworzenia narzędzia, które pozwoli osobom prywatnym inwestować w obronę przy zmniejszonym ryzyku; Stephen Kelly, z głośnym doświadczeniem w rządzie brytyjskim ( Gabinet); wraz z byłymi generałami NATO, byłymi urzędnikami Pentagonu i weteranami finansów międzynarodowych (takimi jak byli dyrektorzy Goldman Sachs i Barclays).
Bez większych fanfar Ankara stworzyła kolejny element wyścigu zbrojeń i zbierania globalnych oszczędności dla gospodarki wojennej, podnosząc poziom międzynarodowego konfliktu poprzez instytucjonalną normalizację finansów, które czerpią zyski z militaryzacji.
Kompleks wojskowo-przemysłowy i kapitalizm zawyżający koszty.
Sednem problemu nie jest tylko ilość pieniędzy wydanych na obronę. To związek między wydanymi pieniędzmi a rzeczywistą zdolnością wojskową.
Stany Zjednoczone wydają ogromne sumy, więcej niż jakikolwiek inny globalny gracz. Jednak wojna na Ukrainie i napięcia w Zatoce Perskiej ujawniły zaskakującą kruchość: trudności w produkcji amunicji w odpowiednich ilościach, brak przechwytywaczy, strategiczne zapasy pod presją i systemy uzbrojenia, które są niezwykle drogie, ale nie zawsze powtarzalne na dużą skalę.
Tutaj wyłania się sedno strukturalne: System zachodni, zwłaszcza USA, nie jest zorganizowany, aby wygrywać długie wojny konfrontacji przemysłowej. Jest zorganizowany w celu generowania zysków poprzez złożone, drogie, wyrafinowane technologicznie, często delikatne programy, zawsze zależne od ciągłych aktualizacji.
Myśliwiec F-35 jest symbolem tego modelu: ogromny, niezwykle drogi, politycznie strzeżony, rozgałęziony przemysłowo program, ale także nękany opóźnieniami, problemami technicznymi i zależnością krzyżową.
Logika nie polega na czystej skuteczności militarnej. Chodzi o maksymalizację kosztów. Jeśli głównym celem staje się zysk firm dostawców, system niekoniecznie ma na celu produkcję prostej, licznej, solidnej i łatwo wymienialnej broni. Ma na celu produkcję złożonych platform, wieloletnich kontraktów, obowiązkowej konserwacji, zamkniętych łańcuchów dostaw i zależności technologicznej.
Rosja, pomimo znacznie mniejszej gospodarki, wykazała inne możliwości: scentralizowaną produkcję, kontrolę państwa, kontrolowane koszty, priorytet ilościowy i ciągłą adaptację do pola bitwy.
Konfrontacja nie jest między demokracją a autorytaryzmem, jak chciałaby propaganda. Jest między dwiema gospodarkami wojny.
Z jednej strony aparat finansowany, który przekształca obronę w dochód; z drugiej aparat państwowy, który podporządkowuje przemysł celom wojskowym.
Europa jako klient, a nie sojusznik
Najważniejsza transformacja dotyczy Europy. Stary dyskurs o europejskiej autonomii strategicznej coraz częściej wydaje się pustym frazesem. Europejczycy mówią o suwerenności, ale kupują systemy amerykańskie.
Mówią o wspólnym przemyśle, ale integrują się z łańcuchami produkcyjnymi zdominowanymi przez dużych amerykańskich kontrahentów. Mówią o europejskim bezpieczeństwie, ale akceptują standardy, technologie, priorytety i ograniczenia ustanowione w Waszyngtonie. Rezultatem jest NATO złożone z kilku prawdziwych członków i wielu klientów.
Stany Zjednoczone sprzedają bezpieczeństwo, Europejczycy je kupują. Stany Zjednoczone dostarczają systemy uzbrojenia; Europejczycy zadłużają się, aby je kupić. Stany Zjednoczone zachowują kontrolę nad kluczowymi technologiami; Europejczycy produkują komponenty, uczestniczą w programach i uzyskują pewne zwroty przemysłowe, ale pozostają na podrzędnej pozycji.
Niemcy to najbardziej oczywisty przypadek. Jego przezbrojenie jest przedstawiane jako powrót do władzy niemieckiej, ale należy to interpretować z większą ostrożnością. Ogromny wzrost budżetu wojskowego nie przekłada się automatycznie na siłę militarną. Może to po prostu przełożyć się na transfer środków publicznych do firm poszukujących wyjścia z kryzysu cywilnego modelu przemysłowego. Niemiecki przemysł samochodowy znajduje się pod presją: utracona rosyjska energia, droższe surowce, coraz bardziej zaawansowana chińska konkurencja. Pokusa polega na przekształceniu części niemieckiego kapitalizmu przemysłowego w kapitalizm wojenny. Ale naród, który przekształca rosnącą część swojej gospodarki cywilnej w gospodarkę wojskową, niekoniecznie staje się silniejszy. Może stać się bardziej sztywny, bardziej zależny od państwa, bardziej narażony na zewnętrzne decyzje geopolityczne, bardziej podobny do tych późnych systemów, które rekompensują utratę produktywnej witalności trwałą mobilizacją.
Artykuł 5 i iluzja automatycznej ochrony
Jednym z najtrwalszych mitów jest to, że podstawową zasadą Sojuszu Atlantyckiego jest Artykuł 5, często przedstawiany jako automatyczna gwarancja zbiorowej interwencji wojskowej. Ale ten automatyczny mechanizm nie dotyczy wojny. Chodzi o konsultacje polityczne. W przypadku ataku na Państwo Członkowskie pozostali sojusznicy konsultują się i decydują o środkach uznanych za konieczne. Nie ma mechanizmu, dzięki któremu wszyscy automatycznie idą na wojnę z agresorem. Ta dwuznaczność jest przydatna od dziesięcioleci. Pozwoliło to Europejczykom uwierzyć, że są chronieni, ale tak naprawdę nie uzyskali autonomii. Pozwoliło to Stanom Zjednoczonym utrzymać bazy, wpływy i kontrolę polityczną nad Europą, nie ryzykując w pełni własnego przetrwania, aby ją bronić.
Podczas zimnej wojny prawdziwa funkcja NATO składała się z trzech części: odstraszania Rosjan, tłumienia Niemców i interwencji Amerykanów. Dziś ta formuła wydaje się zmieniona. Rosjanie pozostają użytecznym wrogiem, Niemcy są przezbrojeni, ale w kontrolowanym obwodzie, a Amerykanie pozostają w środku, ale mają inny cel: nie tyle bronić Europy, ile zarabiać na jej zależności. Trump wyjaśnił, co inni prezydenci utrzymywali w bardziej dyplomatycznej formie. Amerykański parasol ma swoją cenę. Ochrona ma swoją cenę. Dostęp do technologii ma swoją cenę. Lojalność geopolityczna ma swoją cenę. A przede wszystkim płaci się to kupując made in America.
Finanse, fundusze emerytalne i dolaryzacja europejskich oszczędności – najbardziej niepokojący rozwój NATO 3.0 dotyczy zaangażowania finansów prywatnych. Kiedy banki, fundusze i zarządzający dużymi aktywami wchodzą na stałe do przemysłu obronnego, wojna przestaje być jedynie decyzją polityczną i staje się kategorią inwestycyjną. Granica między bezpieczeństwem narodowym a zwrotami finansowymi zaciera się. Duże fundusze globalne pozyskują kapitał wszędzie, zarządzają nim w skali globalnej i kierują go tam, gdzie zwroty wydają się najbardziej obiecujące. Jeśli obrona stanie się głównym sektorem gwarantowanym przez państwa, wówczas europejskie oszczędności mogą zostać skierowane do amerykańskiego przemysłu wojskowego. W tym sensie kwestia dotyczy nie tylko budżetów publicznych, ale także oszczędności prywatnych: funduszy emerytalnych, odpraw, zarządzania aktywami, ubezpieczeń i wehikułów zbiorowego inwestowania. To tutaj wojna gospodarcza przybiera najnowocześniejszą formę.
Nie ma potrzeby podbijania kraju, jeśli kontrolujesz jego infrastrukturę finansową, dług, standardy przemysłowe, zakupy wojskowe, a nawet wykorzystanie oszczędności. Europa ryzykuje sfinansowanie własnego podporządkowania. Opłaca się uzbroić, ale uzbroić się w standardy innych ludzi. Inwestuje w obronę, ale wzmacnia inne firmy. Mobilizuje zasoby narodowe, ale umieszcza je w politycznym, technologicznym i finansowym łańcuchu dowodzenia, którego nie kontroluje.
To jest geoekonomiczne serce szczytu w Ankarze: nie obrona Europy, ale integracja Europy z nowym zmilitaryzowanym zachodnim porządkiem, w którym suwerenność zostaje zastąpiona zgodnością z amerykańskimi potrzebami strategicznymi.
Zmniejszona globalizacja i zmilitaryzowane łańcuchy wartości: kryzys globalizacji nie oznacza automatycznego powrotu do suwerenności narodowej. Oznacza pojawienie się ograniczonej, selektywnej i opancerzonej globalizacji. Stany Zjednoczone zrozumiały, że zamówienia zbudowane po zimnej wojnie wywołały paradoks: wzbogaciły zachodni kapitał, ale przeniosły moce przemysłowe, wiedzę i łańcuchy produkcyjne do Azji, zwłaszcza do Chin.
W rezultacie Waszyngton konkuruje teraz z krajem, któremu pomógł się rozwijać. Chiny nie stały się udomowioną Japonią ani fabryką bez ambicji politycznych. Stały się światowym centrum produkcyjnym, wiodącym graczem technologicznym, potęgą zdolną do kontrolowania kluczowych segmentów globalnych łańcuchów dostaw. Właśnie dlatego Stany Zjednoczone dążą obecnie do reorganizacji globalizacji ze względów geopolitycznych. Nie chodzi już tylko o produkcję tam, gdzie kosztuje mniej. Liczy się produkcja tam, gdzie gwarantowana jest kontrola polityczna. Fabryki muszą opuścić rywalizujące kraje i przenieść się do Stanów Zjednoczonych lub innych krajów uważanych za wiarygodne. Taryfy to nie tylko narzędzia ekonomiczne. Są narzędziami imperialnej dyscypliny. Służą do zmuszania sojuszników, partnerów i podwładnych do wyrównania. Europa, Japonia, Korea Południowa i kraje Zatoki Perskiej są traktowane nie jako równi sojusznicy, ale jako rezerwy kapitałowe, wymuszone rynki, platformy produkcyjne i nabywcy bezpieczeństwa. W tym sensie NATO staje się również instrumentem reorganizacji zachodniej globalizacji: mniej otwartości, więcej bloków; mniej wolnego rynku, bardziej uzbrojony rynek; mniej efektywności ekonomicznej, więcej lojalności geopolitycznej.
Ryzyko Europejskie: płacenie za wojny innych o Europę, wynik jest trudny. Szczyt w Ankarze potwierdza, że kontynent nie buduje własnego bezpieczeństwa. To zakup bezpieczeństwa, o którym decydują inni. Nie tworzy strategicznej autonomii. Pogłębia własną zależność. Nie wykorzystuje kryzysu do odzyskania swojego geopolitycznego status. Europa staje się głównym płatnikiem zachodniej reorganizacji wojskowej. Zwiększone wydatki wojskowe, jeśli nie towarzyszą suwerenności politycznej, przemysłowej i technologicznej, nie dają niezależności. Powodują bardziej kosztowne podporządkowanie. Europejczycy ryzykują, że znajdą mniej dobrobytu, więcej długu, więcej amerykańskiej broni, więcej ograniczeń atlantyckich, większą ekspozycję na kryzysy i brak rzeczywistej zdolności decyzyjnej.
NATO 3.0 narodziło się w ten sposób: nie jako sojusz równych sobie, ale jako urządzenie rządzące dla Zachodu w kryzysie. Struktura, która zarabia na strachu, finansuje obronę, zamienia sojuszników w klientów i wykorzystuje rosyjskie, irańskie lub chińskie zagrożenie do narzucenia nowej dyscypliny gospodarczej i strategicznej. Ankara nie tylko zainaugurowała nową fazę dla NATO. Pokazała oblicze wojny w dobie kapitału finansowego: nie tylko czołgi, pociski i bazy wojskowe, ale banki, fundusze, prywatne oszczędności, dług publiczny, łańcuchy przemysłowe i zależność technologiczna. Wojna jako totalny rynek. Bezpieczeństwo jako produkt. Sojusz jako kontrakt.
Europa, po raz kolejny, jako płatnik ostatniej instancji.
Zakończony 8 lipca szczyt NATO w Ankarze był kolejnym starannie wyreżyserowanym, syntetycznym pokazem jedności Sojuszu. Donald Trump zadbał przy tym o wszystko, do czego zdążył już przyzwyczaić światową opinię publiczną.
Pierwszego dnia wywołał burzę, ostro krytykując Hiszpanię, by już następnego opowiadać dziennikarzom o „ogromie miłości” panującym przy stole obrad oraz wychwalać jedność NATO i „świetnego lidera”, Marka Rutte. Przywódcy państw NATO ponownie zapewnili o niezachwianym poparciu dla Ukrainy, zapowiedzieli przekazanie 70 mld euro pomocy wojskowej do końca 2027 roku, rozszerzenie współpracy w zakresie przemysłu obronnego, nowe programy dotyczące produkcji dronów oraz wsparcie dla rozwoju ukraińskich zdolności związanych z systemami Patriot. Największe zainteresowanie wzbudziła zapowiedź, że Ukraina ma w bliżej nieokreślonej przyszłości uzyskać możliwość produkowania tych systemów na własnym terytorium. Sam Trump przyznał jednak chwilę później, że producent Patriotów nie został jeszcze nawet poinformowany o takim pomyśle. Trudno więc mówić o uruchomieniu jakichkolwiek procedur prawnych czy przemysłowych, a tym bardziej o realnym przedsięwzięciu, którego powodzenie można byłoby dziś w ogóle oceniać.
Szczyt nie przyniósł żadnej nowej inicjatywy dyplomatycznej, żadnych politycznych ram prowadzących do zakończenia wojny ani poważnej debaty o tym, jak mogłoby wyglądać przyszłe porozumienie pokojowe. Nie padły również praktycznie żadne propozycje dotyczące przyszłej architektury bezpieczeństwa w Europie po zakończeniu konfliktu. Zamiast tego NATO usankcjonowało strategię długotrwałego wywierania presji na Rosję poprzez dalsze dozbrajanie Ukrainy, utrzymywanie sankcji oraz stopniowe zwiększanie kosztów prowadzenia wojny z nadzieją, że w pewnym momencie Moskwa zostanie ostatecznie zamęczona.
Priorytetem jest ciągłe przedłużanie wojny. Taka strategia ma z jednej strony kupić Europie czas niezbędny do odbudowy własnego potencjału militarnego, a z drugiej – nakładać na Rosję możliwie najwyższe koszty militarne, gospodarcze i polityczne. Temu mają służyć zarówno kolejne pakiety sankcji, jak i dostawy uzbrojenia, uderzenia z użyciem rakiet i dronów dalekiego zasięgu oraz próby wyniszczania rosyjskiego potencjału na froncie.
Najważniejszym przesłaniem szczytu w Ankarze nie była więc zapowiedź rychłego zakończenia wojny, a deklaracja długofalowego zaangażowania. Zobowiązanie do utrzymania co najmniej obecnego poziomu pomocy wojskowej dla Ukrainy do końca 2027 roku pokazuje, że NATO coraz wyraźniej postrzega ten konflikt jako wieloletnią konfrontację. W deklaracji końcowej czytamy:
„Państwa członkowskie podkreślają, że wsparcie dla Ukrainy musi być sprawiedliwe, przewidywalne i trwałe w długoterminowej perspektywie. W 2026 roku zobowiązują się przekazać 70 mld euro na sprzęt wojskowy, pomoc i szkolenie oraz utrzymać co najmniej równoważny poziom wsparcia również w 2027 roku.”
Dokument opisuje mechanizm dalszego prowadzenia wojny, natomiast praktycznie nic nie mówi o politycznej strategii jej zakończenia.
Każdy szczyt NATO od początku wojny przynosił kolejne deklaracje dotyczące wsparcia Ukrainy. W Madrycie w 2022 roku przyjęto nową Koncepcję Strategiczną i uznano Rosję za „najbardziej znaczące i bezpośrednie zagrożenie” dla bezpieczeństwa Sojuszu. W Wilnie w 2023 roku powołano Radę NATO–Ukraina, zapowiedziano wieloletni program pomocy wojskowej oraz ponownie zadeklarowano, że Ukraina zostanie członkiem NATO. W Waszyngtonie w 2024 roku utworzono misję NSATU koordynującą dostawy uzbrojenia i szkolenie ukraińskich sił zbrojnych, zapowiedziano dalszą rozbudowę współpracy przemysłów obronnych oraz kolejne wielomiliardowe pakiety wsparcia. W Ankarze zwiększono skalę zobowiązań finansowych, wydłużono horyzont ich obowiązywania i przedstawiono nowe projekty dotyczące produkcji uzbrojenia. Realistycznej wizji politycznego zakończenia konfliktu nadal brak.
Rosja natomiast konsekwentnie przedstawia tę wojnę jako środek do osiągnięcia celów politycznych, przede wszystkim: zablokowanie dalszego rozszerzenia NATO na Ukrainę, demilitaryzacja Ukrainy oraz tzw. „denazyfikacja”. Należy domniemywać, że rosyjskie władze rozumieją to jako likwidację środowisk i struktur odwołujących się do tradycji banderowskich i rusofobii jako czynnika państwowotwórczego. To, czy uzna się te cele za uzasadnione i realistyczne, nie ma w tym kontekście większego znaczenia. Istotne jest to, że stanowią one jasno określone cele polityczne, względem których można oceniać rosyjskie działania militarne, choćby nawet bardzo negatywnie.
Brak analogicznie sprecyzowanego celu po stronie NATO jest tym bardziej uderzający, że każda strategia wojskowa czerpie swoją logikę z politycznego celu, któremu ma służyć. Jeżeli takowym pozostaje odzyskanie przez Ukrainę granic z 1991 roku, sytuacja na froncie, oględnie mówiąc, dostarcza doprawdy niewielu przesłanek, by uznać taki scenariusz za realny. Mimo ogromnych nakładów finansowych, dostaw nowoczesnego uzbrojenia i szerokiego wsparcia wywiadowczego państw NATO.
Jeżeli natomiast celem miałaby być strategiczna porażka Rosji, zmiana władzy na Kremlu, a nawet dezintegracja Federacji Rosyjskiej, to są to wizje kompletnie oderwane zarówno od doświadczeń historycznych, jak i od realiów obecnej wojny. Tymczasem NATO stawia na długotrwały konflikt takie właśnie fantasmagorie biorąc za punkt wyjścia.
W całej Europie rządy zwiększają wydatki na obronność, rozbudowują moce produkcyjne przemysłu zbrojeniowego i odbudowują siły zbrojne, które przez dziesięciolecia po zakończeniu zimnej wojny ulegały stopniowej redukcji. Ukraina coraz wyraźniej pełni przy tym rolę strategicznego bufora NATO wobec Rosji, kupując europejskim państwom czas na odbudowę własnego potencjału militarnego. Problem polega jednak na tym, że czas jest zasobem strategicznym wyłącznie jeśli zostanie wykorzystany do zasadniczej zmiany układu sił.
Czy istnieją dziś przekonujące przesłanki wskazujące, że kolejne trzy lata wojny przyniosą jakościowo odmienny rezultat polityczny niż poprzednie cztery, niemal pięć? Czy Rosja wykazuje oznaki załamania gospodarczego, politycznego lub militarnego, których nie było widać wcześniej? Czy stanowisko Kremla staje się bardziej elastyczne czy raczej się usztywnia? Obradujący w Ankarze nie zajęli się żadnym z tych pytań.
Przez ponad trzy dekady zachodnia doktryna wojskowa opierała się na przewadze technologicznej, broni precyzyjnej, szybkich działaniach manewrowych oraz dążeniu do rozstrzygnięcia konfliktu w początkowej fazie. Rosyjska myśl wojskowa rozwijała się natomiast w zupełnie innym kierunku. Ukształtowana doświadczeniami II wojny światowej, od dawna traktuje czas, terytorium, mobilizację przemysłową, głębię operacyjną/strategiczną oraz systematyczne wyniszczanie przeciwnika jako podstawowe instrumenty prowadzenia wojny. W konfliktach między państwami uprzemysłowionymi o zwycięstwie decyduje nie wejściowy spektakularny manewr, lecz zdolność do uzupełniania strat, utrzymania produkcji i logistyki, przetrwania uderzeń przeciwnika oraz stopniowego ograniczania jego potencjału bojowego.
W tym kontekście jednym z największych paradoksów wojny na Ukrainie jest to, że NATO coraz bardziej wikła się w konflikt prowadzony na zasadach odpowiadających rosyjskiej koncepcji wojny, a nie tej, do której Zachód przygotowywał się przez ostatnie 30 lat. Oczekiwania, że broń precyzyjna i przewaga technologiczna zapewnią przełamanie frontu i doprowadzą do jakiegoś knock outu Rosji, ustąpiły miejsca wyniszczającej rywalizacji opartej na artylerii, dronach, zdolnościach produkcyjnych, logistyce i zasobach ludzkich. Drony, rozpoznanie satelitarne i systemy cyfrowe zrewolucjonizowały poziom taktyczny prowadzenia działań wojennych, jednak strategiczna logika konfliktu coraz bardziej przypomina klasyczną radziecką koncepcję prowadzenia wielkoskalowej wojny konwencjonalnej.
Szczyt NATO w Ankarze uwidacznia zatem paradoks strategiczny. Sojusz pozostaje najpotężniejszym militarnie blokiem na świecie. Łączny potencjał gospodarczy państw członkowskich, ich przewaga technologiczna oraz wydatki na obronność wielokrotnie przewyższają możliwości Rosji. Mimo to przewaga ta nie przekłada się na rozstrzygającą przewagę polityczną. A to dlatego, że NATO nie jest gotowe na bezpośrednią konfrontację z innym mocarstwem nuklearnym. Co więcej, nawet w wymiarze konwencjonalnym, według wielu analityków, Sojusz nie jest dziś przygotowany do prowadzenia wojny o skali i intensywności, z jaką Rosja prowadzi działania na Ukrainie.
Prawdziwe znaczenie szczytu w Ankarze nie sprowadza się więc do zapowiedzianych 70 mld euro wsparcia. Znacznie ważniejsze jest to, co zostało w nim milcząco przyjęte jako punkt wyjścia: NATO oficjalnie przyjęło strategię długiej wojny, nie wskazując jednocześnie, w jaki sposób miałaby się ona zakończyć ani jaki konkretny cel polityczny miałaby ostatecznie zrealizować. Dopóki cel ten nie zostanie jasno zdefiniowany, kolejne pakiety finansowe, coraz bardziej zaawansowane uzbrojenie i pogłębianie współpracy przemysłów obronnych mogą przedłużać konflikt oraz zwiększać koszty ponoszone przez Rosję. Nie są jednak w stanie zastąpić spójnej strategii politycznej.
Mało tego. Za starannie podtrzymywaną fasadą „niezachwianej jedności” coraz wyraźniej widać nie tylko brak spójnej strategii politycznej, lecz także narastający sceptycyzm. Aż cztery państwa zgłosiły votum separatum: Holandia, Czechy, Słowacja i Bułgaria. Mało tego, państwa NATO zaczynają budować podzbiory, których deklarowanymi celami są koordynacja finansowa, organizacyjna i wojskowa, czyli funkcje nakładające się de facto z tymi Sojuszu.
To szczególnie istotne w kontekście zapowiadanego „NATO 3.0”. Jeżeli nowa formuła Sojuszu ma polegać na powstawaniu wewnętrznych bloków – jednego skupionego wokół Wielkiej Brytanii, Polski, Finlandii i Holandii (Multilateral Defence Mechanism), drugiego wokół Kanady i Luksemburga (DSRB) – to trudno mówić wyłącznie o technicznych różnicach organizacyjnych.
Pojawia się pytanie, czy mamy do czynienia z początkiem bardziej zdecentralizowanej architektury NATO, czy raczej z rywalizacją o kontrolę nad finansowaniem, zamówieniami i przyszłym kształtem europejskiego przemysłu militarnego. Jakby na to nie spojrzeć, nie umacnia to bynajmniej przekazu o „niezachwianej jedności”.
W kontekście szczytu w Ankarze warto przyjrzeć się zwłaszcza zabiegom i roli Luksemburga. Najbardziej konkretnym wkładem okazało się zdecydowane poparcie dla powołania nowej międzynarodowej instytucji finansowej – Defence, Security and Resilience Bank (DSRB). Bank ma zostać ulokowany w Kanadzie, natomiast Luksemburg ma odegrać rolę jednego z jego głównych europejskich filarów. Oficjalnym celem przedsięwzięcia jest kierowanie prywatnego kapitału do projektów związanych z bezpieczeństwem i obronnością. W praktyce nie chodzi jednak wyłącznie o technologie podwójnego zastosowania, lecz również o finansowanie produkcji uzbrojenia i innych zdolności bojowych.
Do projektu przystąpiły dotąd Albania, Belgia, Grecja, Łotwa, Rumunia, Turcja i Ukraina. Sama koncepcja powstała jeszcze w 2024 roku z inicjatywy grupy bankowców oraz byłych doradców NATO i wysokich rangą wojskowych. W jej rozwój zaangażowały się już takie instytucje jak JPMorgan, Deutsche Bank, Commerzbank, ING oraz największe banki kanadyjskie.
Równie wymowna jest ewolucja luksemburskiej polityki obronnej. Gdy premier Luc Frieden obejmował urząd, wydatki obronne tego państwa wynosiły zaledwie 0,4 proc. dochodu narodowego brutto. Dziś rząd zapowiada ich zwiększenie do 2,3 proc. do 2029 roku, co odpowiada kwocie około 1,66 mld euro. Trudno oprzeć się wrażeniu, że dla kraju dysponującego mikroskopijną armią równie istotne jak sam wzrost wydatków jest zapewnienie sobie miejsca przy stole, przy którym będą zapadały decyzje o podziale kontraktów i przepływach kapitału.
Na tym jednak ambicje Luksemburga się nie kończą. Państwo to przystąpiło również do nowych projektów NATO obejmujących system rozpoznawczy GlobalEye, współpracę w zakresie surowców krytycznych dla przemysłu obronnego oraz finansowanie kolejnego samolotu wielozadaniowego MRTT.
Bardzo ciekawy jest także kierunek zmian świecie spekulacji finansowych. Jeszcze kilka lat temu wielu zarządzających funduszami traktowało przemysł zbrojeniowy jako sektor od którego lepiej się trzymać z daleka. Dziś ten sam sektor stał się jedną z najbardziej pożądanych klas aktywów. Europejskie fundusze ETF inwestujące w spółki zbrojeniowe przyniosły od 2025 roku do połowy 2026 roku stopy zwrotu sięgające 60–75 proc., a tylko w pierwszych pięciu miesiącach 2025 roku napłynęło do nich ponad 2,7 mld dolarów nowego kapitału.
Zmianę widać również w polityce największych instytucji finansowych. Nawet BlackRock uruchomił europejski fundusz ETF skoncentrowany na sektorze obronnym. BNP Paribas zwiększył finansowanie przemysłu zbrojeniowego o kolejne 2 mld euro, jednocześnie rezygnując z ograniczeń dotyczących finansowania części rodzajów uzbrojenia ze względów etycznych. BPCE wyemitował obligacje przeznaczone na finansowanie sektora obronnego o wartości 750 mln euro, na które popyt okazał się niemal czterokrotnie większy od podaży. Z kolei fundusz Warburg Pincus rozważa utworzenie specjalnego funduszu obronnego o wartości do 1,5 mld euro. Deutsche Bank powołał już w 2024 r. specjalny zespół zajmujący się wyłącznie finansowaniem projektów związanych z obronnością i infrastrukturą. Według dostępnych informacji od tamtej pory zespół ten został jeszcze rozbudowany.
Trudno więc nie zauważyć, że europejskie dozbrajanie staje się nie tylko przedsięwzięciem geopolitycznym, lecz również spekulacyjno-finansowym, wokół którego powstaje rozbudowana infrastruktura kapitałowa, dla której rosnące wydatki wojskowe oznaczają po prostu nowy, dynamicznie wzrastający i niezwykle atrakcyjny rynek.
Deklaracja końcowa ze szczytu NATO w Ankarze pisze Thomas Röper na swym portalu – jest najkrótsza od co najmniej ćwierćwiecza. Składa się zaledwie z sześciu punktów, podczas gdy deklaracje ze szczytów NATO zazwyczaj zawierały kilkudziesiąt akapitów rozciągniętych na wiele stron. Po raz pierwszy w deklaracji nie wspomniano również o dacie ani miejscu kolejnego szczytu.
Pierwotnie kolejny szczyt NATO miał się odbyć w Albanii w przyszłym roku, ale ponieważ rząd albański naraził się Trumpowi, Albania nie jest już wspominana. Co więcej, doniesienia wskazują, że kolejny szczyt NATO może w ogóle nie odbyć się w przyszłym roku. Aby uniknąć trudnych spotkań z Trumpem, Europejczycy podobno rozważają organizowanie szczytów NATO co dwa lata, a nie co roku.
W związku z tym, zamiast zwyczajowo podać miejsce i datę kolejnego szczytu NATO, deklaracja kończy się następująco: „Dziękujemy Turcji za jej hojną gościnność. Z niecierpliwością czekamy na nasze kolejne spotkanie”.
Jako że omówienie tych sześciu punktów nie wniesie nam nic nowego i nie wydaje się być czytelniczo interesujące, zamieszczę tu artykuł Sevim Dagdelen. Pisze ona:
NATO świętowało w Ankarze ataki USA na Iran i kontynuowało przygotowania gruntu pod bezpośrednią wojnę z Rosją. Pod wpływem otwartego szantażu Donalda Trumpa europejscy wasale posłusznie oddają się w ręce wroga – finansowo, militarnie i egzystencjalnie.
Na szczycie NATO w dniach 7 i 8 lipca 2026 roku w Ankarze sojusz wojskowy postawił sobie za cel ponowne, gruntowne zdyskredytowanie mitu wspólnoty wartości i obrony. Podczas gdy prezydent Turcji Recep Tayyip Erdoğan nakazał aresztowanie setek naukowców i dziennikarzy przed spotkaniem sojuszu wojskowego, aby prewencyjnie stłumić protesty, sekretarz generalny NATO Mark Rutte określił niedawne ataki największego członka NATO, Stanów Zjednoczonych, na Iran jako ‚absolutnie konieczne’.
Szantaż USA i wasalstwo Europy
W świetle narastających sprzeczności w NATO, wynikających z przeciążenia zasobów i społecznych kosztów remilitaryzacji, należy podkreślić stałą wasalną relację między europejskimi członkami NATO, w tym Turcją i Kanadą, a Stanami Zjednoczonymi. Za prezydenta USA Donalda Trumpa szantaż stał się taktyką stosowaną do odnawiania tej wasalnej relacji. Podczas gdy prezydent Trump grozi – na przykład ponowną groźbą aneksji Grenlandii lub wycofaniem ochrony USA – Europejczycy muszą zadać sobie pytanie, jak zadowolić Trumpa. Tymczasem Stany Zjednoczone bezkompromisowo narzucają Europejczykom swoje zasadnicze żądania.
Recep Tayyip Erdogan, Karol Nawrocki, Donald Trump
Rekordowe wydatki na zbrojenia i przygotowania do wojny
Znaczny wzrost wydatków wojskowych europejskich członków NATO okazuje się prawdziwą licencją na dodruk pieniędzy dla amerykańskiego przemysłu zbrojeniowego, a także dla amerykańskich funduszy inwestycyjnych, takich jak BlackRock, które posiadają znaczące udziały w niemieckich fabrykach broni, takich jak Rheinmetall. Niemcy, na przykład, odnotowują w tym roku rekordowe wydatki wojskowe na rzecz NATO w wysokości prawie 125 miliardów euro. Rząd niemiecki zamierza zwiększyć tę kwotę do 140 miliardów euro do 2027 roku. Ponad jedna trzecia budżetu federalnego jest przeznaczana na zbrojenia, a w ciągu kilku lat ma to być prawie połowa. Czy jednak można nadal mówić o zbrojeniach w kraju, który połowę swojego budżetu przeznacza na wojsko, czy raczej o przygotowaniach do wielkiej wojny?
Jest faktem, że Stany Zjednoczone również odniosły całkowitą przewagę w stosunkach z Rosją i Ukrainą. NATO w Ankarze obiera kurs na wojnę z Rosją. Jednak to Europejczycy zostaną wysłani do walki z potęgą atomową, Rosją. Uzgodniono wcześniej, że Ukraina otrzyma 140 miliardów euro w ciągu najbliższych dwóch lat na kontynuację wojny. Podczas gdy Stany Zjednoczone wycofały się z finansowania, Niemcy stały się największym sponsorem Kijowa.
Stopień, w jakim wojna zastępcza NATO na Ukrainie przerodziła się już w wojnę NATO z Rosją, był również widoczny w wypowiedzi sekretarza generalnego NATO Ruttego podczas spotkania z premierem Ukrainy Zełenskim: „To naprawdę wspaniale. Udaje wam się uderzyć w rosyjską infrastrukturę energetyczną i obronną, głęboko na terytorium Rosji”. To są ataki, które byłyby niemożliwe bez aktywnego wsparcia NATO. W Ankarze NATO zamierza podjąć kolejny krok, kurczowo trzymając się niebezpiecznej iluzji, że może zmusić mocarstwo nuklearne, Rosję, do kapitulacji.
Wykorzystywanie europejskich sojuszników
Polityka szantażu Trumpa wynika z pragmatyzmu: upadek USA można powstrzymać, wykorzystując ich europejskich sojuszników. Podczas gdy Stany Zjednoczone osiągnęły już swój cel w stosunkach z Rosją, zachęcają Europejczyków, a zwłaszcza Niemców, do wojny z Moskwą, Trump dąży też do większego zaangażowania europejskich członków NATO w Azji Wschodniej i Zachodniej przeciwko Chinom i Iranowi. Zamierza wykorzystać swoje groźby, aby zapewnić sobie większy udział Europy w wojnach z Teheranem oraz w działaniach przeciwko Pekinowi.
Wszystkie dotychczasowe doświadczenia pokazują, że Stany Zjednoczone mogą ostatecznie odnieść w tym sukces, nawet jeśli będzie to kosztować Europejczyków ich istnienie.
WILNO, 8 lipca. /TASS/. Kierownictwo NATO zmieniło mandat misji nadzoru przestrzeni powietrznej państw bałtyckich z patrolowego na bojowy. Prezydent Litwy Gitanas Nausėda poinformował agencję BNS:
„Jednym ze znaczących rezultatów szczytu NATO w Ankarze jest decyzja o przeklasyfikowaniu misji patrolowania przestrzeni powietrznej NATO na misję obrony powietrznej” – agencja cytuje słowa głowy państwa.
Sojusznicy NATO sprawują kontrolę nad przestrzenią powietrzną państw bałtyckich, które nie posiadają własnych sił powietrznych. Od 2004 roku myśliwce państw członkowskich sojuszu stacjonują rotacyjnie w bazie lotniczej Zokniai na Litwie. Od kwietnia 2014 roku druga część misji stacjonuje w bazie lotniczej Ämari w Estonii.
Policja powietrzna monitoruje przestrzeń powietrzną, podobnie jak policjanci dbają o porządek publiczny na ulicach. To nie jest misja wojskowa. Format wojskowy pozwoli myśliwcom sojuszu uczestniczyć w operacjach bojowych i zintegrować się z planami obronnymi Litwy.
Ostateczna deklaracja szczytu NATO jest najkrótsza w historii
Ostateczna deklaracja szczytu NATO jest najkrótsza od bardzo dawna i zawiera zaledwie sześć punktów. Co dokładnie ogłosiło NATO, a czego nie?
Anti-Spiegel 8 lipiec 2026
Deklaracja końcowa szczytu NATO w Ankarze jest najkrótsza od co najmniej ćwierćwiecza. Składa się zaledwie z sześciu punktów, podczas gdy deklaracje szczytów NATO zazwyczaj składają się z kilkudziesięciu akapitów rozciągniętych na wiele stron. Po raz pierwszy w deklaracji nie podano również daty ani miejsca kolejnego szczytu.
Pierwotnie kolejny szczyt NATO miał się odbyć w Albanii w przyszłym roku, ale ponieważ rząd albański naraził się Trumpowi, Albania nie jest już wspominana. Co więcej, doniesienia wskazują, że kolejny szczyt NATO może w ogóle się nie odbyć w przyszłym roku. Aby uniknąć trudnych spotkań z Trumpem, Europejczycy podobno zamierzają organizować szczyty NATO co dwa lata, a nie co roku.
W związku z tym, zamiast zwyczajowo podać miejsce i datę kolejnego szczytu NATO, deklaracja kończy się następująco:
„Dziękujemy Turcji za jej hojną gościnność. Z niecierpliwością czekamy na nasze kolejne spotkanie”.
„Zagrożenie ze strony Rosji”
W swojej deklaracji przywódcy NATO podkreślają, że Rosja stanowi „długoterminowe zagrożenie” dla wspólnoty euroatlantyckiej:
„Aby przeciwdziałać długoterminowemu zagrożeniu, jakie Rosja stwarza dla bezpieczeństwa i stabilności euroatlantyckiej, a także stałemu zagrożeniu terroryzmem, Sojusznicy wdrażają zobowiązania podjęte na szczycie w Hadze”.
Chociaż europejskie media i politycy z entuzjazmem donoszą, że Stany Zjednoczone „wracają do walki” z Rosją, co ciekawe, Rosja jest wymieniona w deklaracji tylko raz. Słowo „Rosja” nie pojawia się również w części poświęconej wsparciu dla Ukrainy.
Nawiasem mówiąc, w przeciwieństwie do poprzednich deklaracji końcowych NATO, w tym roku Chiny nie są w ogóle wspomniane.
Pomoc dla Kijowa
Państwa NATO przekażą Ukrainie 70 miliardów euro w 2026 roku i zobowiążą się do wspierania kraju na tym samym poziomie w 2027 roku:
„Ukraina wnosi istotny wkład w bezpieczeństwo transatlantyckie, a Sojusznicy są zjednoczeni w swoim niezachwianym wsparciu dla Ukrainy i obronie jej wolności, suwerenności i integralności terytorialnej. (…) Do 2026 roku Sojusznicy zobowiązują się do przekazania Ukrainie 70 miliardów euro na sprzęt wojskowy, wsparcie i szkolenia oraz potwierdzają swoje suwerenne zobowiązanie do utrzymania tego wsparcia co najmniej na równoważnym poziomie do 2027 roku. W tym kontekście z zadowoleniem przyjmujemy decyzję Unii Europejskiej o udzieleniu Ukrainie wieloletniego finansowania w ramach Pożyczki na Wsparcie dla Ukrainy”.
Fragment, który wstawiłem w cytacie, zawiera kluczowy element, który chciałbym zacytować osobno:
„Europejscy sojusznicy i Kanada finansują obecnie większość wsparcia bezpieczeństwa dla Ukrainy, zarówno dwustronnego, jak i wielostronnego. Sojusznicy podkreślają, że to wsparcie musi być sprawiedliwe, przewidywalne i zrównoważone w perspektywie długoterminowej”.
Mówiąc wprost, ten punkt dotyczący Ukrainy oznacza, że chociaż państwa NATO zobowiązały się do przekazania Ukrainie 70 miliardów euro, nie ma wiążącego porozumienia co do sposobu podziału tych środków. Każdy kraj sam decyduje, czy i ile przekaże Ukrainie. Ciekawe zatem, czy pieniądze rzeczywiście zostaną przekazane i kto ostatecznie ile wniesie.
Sformułowanie to jest zatem słabym kompromisem, ponieważ państwa europejskie, takie jak Niemcy, nalegały na uwzględnienie kwoty 70 miliardów euro w deklaracji, podczas gdy inne państwa europejskie – takie jak Węgry, które nawet pod rządami nowego rządu odmawiają dostaw broni dla Ukrainy – nie chcą w tym uczestniczyć i z pewnością nie chcą być do tego zobowiązane. To samo dotyczy oczywiście Stanów Zjednoczonych, które nie udzielają już Ukrainie żadnej pomocy, a jedynie czerpią zyski ze sprzedaży broni.
Co więcej, deklaracja nie zawiera żadnej wzmianki o przyjęciu Ukrainy do NATO. Kwestia ta jest ewidentnie nieaktualna.
Iran
Deklaracja stwierdza, że Iran nie może utrudniać swobody żeglugi w Cieśninie Ormuz ani rozwijać broni jądrowej. Nie nakłada ona na europejskie państwa NATO obowiązku udzielania USA pomocy w sprawach Iranu ani w usuwaniu min z Cieśniny Ormuz. O Iranie wspomniano jedynie pobieżnie.
Jednak, jak zwykle, Sojusznicy podkreślają swoje zobowiązanie do przestrzegania Artykułu 5 dotyczącego obrony zbiorowej. Każdy, kto zapoznał się z Artykułem 5, wie jednak, że w rzeczywistości do niczego on nie zobowiązuje. To stwierdzenie jest jednak standardem w deklaracjach końcowych NATO.
Miliardy z Europy do USA
Najwyraźniej dążąc do zadowolenia Trumpa, deklaracja końcowa szczegółowo podkreśla, ile pieniędzy Europejczycy i Kanada już wydają na obronność i zamierzają przeznaczyć na nią w przyszłości:
„W 2025 roku europejscy sojusznicy i Kanada zwiększyli swoje inwestycje w obronę jądrową o ponad 139 miliardów dolarów. Nasze inwestycje zapewniają niezbędne możliwości, jednocześnie wzmacniając naszą bazę przemysłową i naszą odporność. Dzisiaj w Ankarze ogłaszamy nowe zakupy o wartości ponad 50 miliardów dolarów i zobowiązujemy się do rozbudowy wspólnych mocy produkcyjnych oraz współpracy z przemysłem w celu przyspieszenia innowacji”.
Ważne jest, aby zrozumieć, że chodzi tu przede wszystkim o zakup broni od Stanów Zjednoczonych i utworzenie zakładów produkcyjnych amerykańskiej broni w Europie. Nawet jeśli część tej broni będzie w przyszłości produkowana w Europie, amerykańscy wykonawcy zbrojeniowi otrzymają oczywiście lwią część finansowania.
To po raz kolejny pokazuje, czym NATO jest przede wszystkim: Amerykańskim instrumentem kontroli Europejczyków, a przede wszystkim instrumentem mającym na celu przekazywanie funduszy z Europy do kieszeni amerykańskich producentów broni. I nadal działa znakomicie.
Scott Ritter: Zostałem zaproszony do wygłoszenia przemówienia na konferencji w Stambule pt.„Bezpieczeństwo globalne a konferencja NATO”, zorganizowanej przez Centrum Badawcze Inicjatywy Globalnych Cywilizacji. Oto moje przygotowane wystąpienie.
W związku z tym, że konflikt między Rosją a Ukrainą wkracza w piąty rok, nadszedł najwyższy czas, aby państwa członkowskie NATO dokonały oceny sytuacji i zastanowiły się, co to oznacza dla przyszłości sojuszu transatlantyckiego. Zachodnie media głównego nurtu i ich platformy w mediach społecznościowych propagują narrację skupioną na ‚zmęczeniu Rosji’, odporności Ukrainy i determinacji Zachodu, wyraźnie czerpiąc przyjemność z podkreślania argumentów opartych na stworzonej przez Rosję sytuacji, która ciągnie się już dłużej niż Wielka Wojna Ojczyźniana z lat 1941–1945. Ta narracja jest zgodna z oficjalnym stanowiskiem większości państw członkowskich NATO, co nie dziwi, biorąc pod uwagę bliskie powiązania między mediami kontrolowanymi przez korporacje a rządami, które utrzymują z tymi korporacjami relacje typu ‚drzwi obrotowe’.
Ten obraz jest celowo mylący, ponieważ nie ma odzwierciedlać prawdy opartej na faktach, lecz raczej rozpowszechniać fikcję, mającą na celu manipulowanie opinią publiczną w sposób umożliwiający podtrzymywanie konfliktu rosyjsko-ukraińskiego aż do zamierzonego końca – strategicznego pokonania Rosji. Cel ten jest oficjalnym stanowiskiem NATO i jego kluczowych państw członkowskich i był wielokrotnie potwierdzany od czasu jego pierwotnego sformułowania w maju 2022 roku. Koncepcja opiera się na trzech filarach: załamaniu gospodarczym Rosji spowodowanym sankcjami gospodarczymi, wyczerpaniu militarnym Rosji w wyniku niekończącej się wojny finansowanej przez zbiorowość Zachodu oraz rozpadzie rosyjskich struktur społecznych, co ma doprowadzić do obalenia rosyjskiego rządu prezydenta Władimira Putina.
Jednak ta koncepcja ma poważną wadę: jest nieskuteczna. Rosyjska gospodarka rośnie, zamiast się kurczyć, i udało jej się znaleźć równowagę między potrzebami ekonomicznymi społeczeństwa konsumpcyjnego a masową ekspansją przemysłu zbrojeniowego – do tego stopnia, że Rosja prześciga obecnie swoich zachodnich konkurentów w produkcji broni krytycznej. Rosyjska armia staje się silniejsza, a nie słabsza, i odnosi sukcesy na skomplikowanym polu bitwy – pomimo wysiłków całego Zachodu, by ją osłabić poprzez pozornie niekończącą się wojnę zastępczą z Ukrainą. Co więcej, rząd prezydenta Rosji Władimira Putina nadal cieszy się poparciem nie tylko większości rosyjskiego społeczeństwa – frustrując tych, którzy marzą o sprowokowaniu ‚moskiewskiego majdanu’ – ale także świata poza wąskimi ramami wspólnoty transatlantyckiej.
Te same filary, które plan działania NATO ma na celu zdemontować w Rosji, w rzeczywistości kruszą się w samym NATO. Kryzys energetyczny, wywołany przez dobrowolne odcięcie się Europy od rosyjskich dostaw energii i zaostrzony wojną na Bliskim Wschodzie, doprowadził kilka dużych europejskich gospodarek na skraj załamania.
Siła militarna NATO znacznie zmalała w latach od upadku Związku Radzieckiego, do tego stopnia, że żaden z członków NATO nie jest w stanie skutecznie prowadzić na dużą skalę bitew lądowych w Europie, takich jak te, które obecnie toczą się między Rosją a Ukrainą.
Koszty związane z rozbudową sił NATO do poziomu niezbędnego do konfrontacji i pokonania armii rosyjskiej są zaporowo wysokie, co stanowi nieosiągalne cele dla większości, jeśli nie wszystkich, krajów europejskich, biorąc pod uwagę ogólnie opłakany stan europejskiej gospodarki. Ostatecznie elity polityczne i gospodarcze, które przejęły i utrzymały władzę w Europie w ciągu ostatnich trzech dekad, same są odsuwane na boczny tor. Wielka Brytania miała czterech premierów w ciągu czterech lat. Rząd niemiecki stoi na krawędzi upadku, podobnie jak rząd francuski. Krótko mówiąc, te same cele, które NATO zamierzało narzucić Rosji, są realizowane – nieumyślnie, ale skutecznie – w samych państwach członkowskich NATO.
Najbardziej szokującym aspektem obecnej sytuacji jest to, że nie jest to produkt uboczny krótkoterminowej błędnej kalkulacji, lecz rezultat dekad polityki. Jeszcze przed oficjalnym powstaniem NATO Stany Zjednoczone i Wielka Brytania planowały uczynić z terytorium Europy Środkowej, które obecnie obejmuje Ukrainę, ‚truciznę’ dla idei Wielkiej Rosji. Zarówno Jałta, jak i Poczdam posłużyły do odcięcia Rosji od terytoriów należących do Ukrainy w 2021 roku. CIA otwarcie współpracowała z byłymi pracownikami i organizacjami nazistowskiego wywiadu, budując antyrosyjski ruch oporu na Ukrainie, rekrutując jego członków z najgorszych zachodnich ukraińskich organizacji nacjonalistycznych, w tym tych kierowanych przez Stepana Banderę i Andrieja Melnyka.
Nawet po tym, jak Związek Radziecki zmiażdżył resztki tych pronazistowskich sił w latach 1954–1955, USA i NATO nadal fantazjowały o współpracy z ocalałymi elementami ukraińskiego ruchu nacjonalistycznego. Amerykańskie siły specjalne planowały utworzenie rodzimych ruchów oporu na terytorium ZSRR, podczas gdy CIA propagowała odrażającą ideologię ukraińskiego nacjonalizmu poprzez bezpośrednie finansowanie i wsparcie szkoleniowe – praktyka ta trwała nieprzerwanie do 1990 roku.
Po zakończeniu zimnej wojny NATO współpracowało ze Stanami Zjednoczonymi w celu destabilizacji Rosji, pomagając w instalowaniu w Kijowie antyrosyjskich, proukraińskich rządów. Rozszerzenie NATO odbywało się w tajemnicy; prawdziwe motywy były ukrywane przed opinią publiczną przez tych, którzy postrzegali Rosję jako słabą i podatną na zwodnicze narracje. NATO było wspierane przez różne organizacje pozarządowe, które przeznaczały pieniądze i zasoby na realizację planu mającego na celu uczynienie wojny z Europą i NATO nieuniknioną.
W 1993 roku George Soros, który w dużym stopniu zaangażował się w zmianę reżimu w Rosji, opublikował artykuł, w którym pisał o nieuchronności i konieczności przemocy między NATO a Rosją. Soros otwarcie przyznał jednak, że NATO jako instytucja nie byłoby w stanie przetrwać konfliktu, w którym ciała setek tysięcy żołnierzy zostałyby odesłane do domu w workach na zwłoki. Zamiast tego, argumentował Soros, NATO musiałoby dostarczyć swój arsenał wojskowy wschodnioeuropejskiemu, nienależącemu do NATO państwu, które walczyłoby z Rosją jako pełnomocnik NATO.
Ten pełnomocnik zawsze był jednoznacznie identyfikowany jako Ukraina. Pomarańczowa rewolucja z 2004 roku była wspieraną przez NATO i finansowaną przez Sorosa operacją, mającą na celu zastąpienie prorosyjskiego Wiktora Janukowycza ukraińskimi nacjonalistami, takimi jak Wiktor Juszczenko, który otwarcie podzielał ideologię Stepana Bandery. Osiągnęła sukces.
Po politycznym powrocie Janukowycza w 2010 roku NATO wsparło wysiłki USA i UE zmierzające do przeprowadzenia w lutym 2014 roku brutalnego zamachu stanu, który obalił Janukowycza i zastąpił go ukraińskimi nacjonalistami – celowo stwarzając wydarzenia, które doprowadziły Rosję do rozpoczęcia specjalnej operacji wojskowej w lutym 2022 roku.
Współudział NATO w tej operacji jest oczywisty – NATO utworzyło na Ukrainie centra szkoleniowe, których misją było zbudowanie ukraińskiej armii zdolnej do przeciwstawienia się armii rosyjskiej. Działanie to jest dosłowną realizacją wizji Sorosa z 1993 roku, dotyczącej armii wschodnioeuropejskiej wyposażonej w sprzęt NATO.
I jest to sedno dzisiejszej sytuacji militarnej między Ukrainą a Rosją, gdzie miliony Ukraińców i miliardy dolarów z ukraińskich zasobów zostały poświęcone, aby umożliwić NATO nie do końca tajną wojnę z Rosją. Wojnę, którą NATO przegrywa z dużą przewagą.
Jak wiadomo, pierwszy Sekretarz Generalny NATO, Lord Ismay, stwierdził, że misją NATO jest „trzymanie Rosjan na dystans, Amerykanów w środku, a Niemców pod kontrolą”. Dziś widzimy NATO, z którego Amerykanie się wycofują, w którym Niemcy odzyskują siły, a Rosjanie są zmuszani wbrew swojej woli do bezpośredniej konfrontacji z NATO, które aktywnie dąży do wojny z Rosją do końca dekady.
Należy zauważyć, że NATO nie może sobie pozwolić na zbudowanie sił zbrojnych niezbędnych do zwycięstwa w bezpośrednim konflikcie z Rosją, a jakakolwiek wojna między NATO a Rosją nieuchronnie doprowadziłaby nie tylko do gospodarczej ruiny państw członkowskich, ale także do fizycznego zniszczenia społeczeństw, dla których ochrony NATO rzekomo zostało powołane.
W przyszłym miesiącu NATO zbierze się w Ankarze, aby omówić przyszłość organizacji, która straciła legitymację wraz z upadkiem Związku Radzieckiego i może usprawiedliwić swoje istnienie jedynie poprzez ożywienie zagrożenia ze strony Rosji poprzez prowokowanie Moskwy za pomocą wojny zastępczej na Ukrainie. W obecnej sytuacji planowana przez NATO konfrontacja z Rosją jest dosłownie paktem samobójczym. Doprowadzi ona do klęski NATO i prawdopodobnego zniszczenia Europy. Szczyt w Ankarze może okazać się ostatnim szczytem NATO w historii. Europa zachowuje się dziś jak wściekły pies, a jedynym sposobem, aby społeczność mogła się przed nim obronić, jest zastrzelenie psa. Rosja przygotowuje się do zastrzelenia europejskiego psa.
Zapobieganie wojnie musi być priorytetem NATO w przyszłości. Wymaga to zaakceptowania gorzkiej prawdy, że zwycięstwo Rosji nad Ukrainą jest nieuniknione i że każda próba NATO, by osiągnąć alternatywny wynik poprzez eskalację konfliktu między Rosją a Ukrainą, doprowadzi jedynie do bezpośredniego konfliktu z Rosją, którego NATO nie może wygrać – a który prawdopodobnie wywoła wojnę nuklearną, która na zawsze zakończy eksperyment europejskiej cywilizacji.
NATO gra w niebezpieczną rosyjską ruletkę, gdzie każda komora nabojowa jest załadowana, a wynik jest pewny. Chyba że przestanie grać w tę grę. Wybór jest jasny – życie albo śmierć dla Europy i sojuszu transatlantyckiego. A decyzja zapadnie w przyszłym miesiącu w Ankarze. Dokonajmy mądrego wyboru.
Zachodni imperializm i jego natowska broń, pełnomocnicy i media znów działają.
W tym tygodniu przypadała 85. rocznica inwazji nazistowskich Niemiec na Związek Radziecki – największej agresji w historii ludzkości. Również w tym tygodniu niemieckie czołgi, noszące nieomylne Żelazne Krzyże, przetoczyły się w kierunku granicy z Rosją wraz z innymi partnerami NATO w ramach ćwiczeń wojskowych cynicznie nazwanych „Operacja Tarcza Wolności”.
Naprawdę szokujące jest, jak historia powtarza się na tak kryminalną skalę – bezczelnie i pozornie przy obojętności społeczeństwa.
22 czerwca 1941 roku nazistowskie Niemcy rozpoczęły największą w historii inwazję militarną. W operacji Barbarossa uczestniczyły trzy miliony żołnierzy niemieckich oraz jednostki z krajów sprzymierzonych. Ten blitzkrieg zapoczątkował największy teatr II wojny światowej, znany w Rosji jako Wielka Wojna Ojczyźniana. Zginęło co najmniej 27 milionów obywateli radzieckich, w większości cywilów. Wyraziste nagrania z tamtego okresu pokazują rzędy ludzi rozstrzeliwanych i grzebanych w masowych mogiłach. W słynnej zbrodni we wrześniu 1941 roku ponad 33 000 cywilów zostało straconych w ciągu zaledwie dwóch dni w Babim Jarze, wąwozie niedaleko Kijowa.
Cztery lata później Armia Czerwona zepchnęła nazistowski Wehrmacht do Berlina, gdzie został ostatecznie pokonany.
Każda rosyjska rodzina była zszokowana horrorem i nieludzkim cierpieniem. Pamięć o tej katastrofie jest głęboko zakorzeniona w świadomości narodowej. Inwazja nazistowska była wojną na wyniszczenie, w której nie było litości dla mężczyzn, kobiet ani dzieci. „Ostateczne rozwiązanie” obejmowało systematyczną eksterminację Słowian, Żydów, komunistów, Romów i innych osób uważanych za „podludzi” zgodnie z nazistowską ideologią rasową. Niemiecki Wehrmacht i Einsatzgruppen były wspierane przez faszystowskie siły pomocnicze na Litwie, w innych krajach bałtyckich i na Ukrainie.
Dokładnie 85 lat później, 22 czerwca 2026 roku, na Litwie rozpoczęły się manewry NATO pod dowództwem armii niemieckiej. To właśnie w Probradė, miejscu odbywających się w tym tygodniu ćwiczeń wojskowych NATO, około 15 kilometrów od granicy z Białorusią, doszło do masakr dokonanych przez nazistów i ich kolaborantów.
Konsekwencje operacji Barbarossa są przerażająco głośne i wyraźne. Niemiecki minister obrony, Boris Pistorius, przewodził w tym tygodniu ćwiczeniom wojskowym NATO. W zachodnich mediach nie było ani wstydu, ani zażenowanych komentarzy.
Niemożliwe, żeby ta data była głupią pomyłką. To była celowa prowokacja. Niemiecki militaryzm znów rośnie w siłę i werbalnie atakuje Rosję. Kanclerz Niemiec Friedrich Merz ogłosił cel uczynienia z Niemiec największej potęgi militarnej w Europie. Dowódcy NATO bezmyślnie rozważają atak na terytorium Rosji za pomocą pocisków dalekiego zasięgu i dronów.
Podobnie jak w czasie II wojny światowej, Litwa, państwa bałtyckie i Ukraina są pośrednikami agresji przeciwko Rosji.
W ostatnich latach kraje te ożywiły tendencje faszystowskie, oddając hołd wojskowym kolaborantom nazistowskich Niemiec. Pomniki ku czci brygad Waffen-SS odsłonięto na Litwie, Łotwie, w Estonii i na Ukrainie. Zaledwie w zeszłym miesiącu osławiony ukraiński przywódca nazistowski z czasów wojny, Andriej Melnyk, został oficjalnie pochowany w Kijowie z pełnymi honorami państwowymi, w obecności marionetkowego prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Wywołało to ostry spór z Polską, ponieważ Melnyk i jego ukraińskie oddziały paramilitarne były odpowiedzialne za zamordowanie ponad 100 000 Polaków. Co godne uwagi, stolice europejskie i NATO starają się zatuszować tę kontrowersję, ponieważ obnaża ona prawdziwe, odrażające oblicze reżimu kijowskiego. Ujawnienie reżimu, co to mówi o NATO i UE? Podważyłoby to ich twierdzenia o „obronie ukraińskiej demokracji” przed Rosją i o tym, że Ukraina jest rzekomo bastionem dla reszty Europy.
Gloryfikacja ukraińskich kolaborantów nie jest zjawiskiem marginalnym i przypadkowym. W całej Europie wśród klasy politycznej powszechna jest tendencja do przepisywania historii II wojny światowej i tuszowania potwornej agresji na Związek Radziecki. Działania te wynikają z obecnego odrodzenia się rusofobii, która leży u podstaw polityki UE i NATO. Amerykańscy i europejscy przywódcy, zwani „kolektywnym Zachodem”, kierują się strategicznym celem pokonania Rosji, aby eksploatować jej ogromne zasoby naturalne. Ten sam cel przyświecał nazistowskim Niemcom i ich europejskim wspólnikom.
Tak jak w 1941 roku, propaganda NATO dziś wypacza rzeczywistość, oskarżając Rosję o stwarzanie bezpośredniego zagrożenia, przed którym należy się bronić. Cała Europa jest mobilizowana i militaryzowana, czemu towarzyszą ostrzeżenia o konieczności przygotowania się do wojny z Rosją. Bębny wojenne biją wściekle. Społeczeństwa europejskie są niszczone przez ten bezlitosny militaryzm, marnotrawstwo zasobów gospodarczych i obsesyjną wrogość wobec Rosji.
Założone w 1949 roku NATO kontynuuje działania tam, gdzie nazistowskie Niemcy poniosły porażkę. Posługuje się tymi samymi propagandowymi kliszami, aby przedstawić Rosjan jako barbarzyńców, których należy pokonać w imię pokoju i bezpieczeństwa.
Amerykańskie, brytyjskie, niemieckie, francuskie i inne natowskie rakiety i drony atakują głęboko w Rosji, zabijając cywilów i niszcząc kluczową infrastrukturę. Podobnie jak w przypadku operacji Barbarossa, wróg obiera sobie za cel Moskwę.
Niewiarygodne jest, że przerażające zbrodnie nazistowskich Niemiec przeciwko narodowi rosyjskiemu powtarzają się za naszych czasów.
Niesamowite jest też to, jak rażąco powtarza się historia.
Jak mogło dojść do takiej niesprawiedliwości? To zasługa propagandowej siły kontrolowanych przez Zachód mediów.
Wojna z Rosją jest przedstawiana jako pokój. Agresja jest przedstawiana jako obrona. Te same media ukrywają rehabilitację nazistów na Ukrainie i w krajach bałtyckich.
Kiedy niemieckie czołgi i artyleria, odznaczone Krzyżem Żelaznym, zbliżają się do granic Rosji, zachodnia opinia publiczna powinna być głęboko zaniepokojona tym, co się dzieje. Niestety, zbyt mało osób zdaje sobie sprawę z zagrożenia, ponieważ system propagandowy znany jako media informacyjne systematycznie kłamał. Prawda jest taka: europejscy i amerykańscy przywódcy napędzają wojnę światową, która pochłonie miliony ofiar.
Ambicje nazistowskich Niemiec, by podbić Rosję, wynikały z imperialistycznych celów, ideologii hegemonii i propagandowych kłamstw. Zachodni imperializm i jego natowska broń, partnerzy i media znów działają.
Jeśli Rosja będzie kontynuować tę „wojnę na wyczerpanie” przez kolejne lata, zamiast szybko i zdecydowanie ją zakończyć, to około 2030 roku będzie bardziej niż kiedykolwiek narażona na zagrożenia inwazyjne ze strony „kordonu sanitarnego”, co zmusi ją albo do kapitulacji, albo do użycia broni jądrowej w obronie własnej. Tak napisał Andrzej Korybko na swoim blogu korybko.substack.com w czwartek w artykule: Jakie jest prawdopodobieństwo starcia NATO z Rosją około 2030 roku?Źródło.
Więcej czołgów, więcej samolotów, więcej okrętów podwodnych i większa liczebnie armia NATO – tak argumentują natowscy stratedzy szanse zwycięstwa podczas wymarzonego przez nich konfliktu z Rosją. Skrzętnie przy tym przemilczają znacznie większą przewagę koalicji USraela nad Iranem i rezultaty ich agresji. Ta nieodpowiedzialna kryminalna awantura skończyła się bezwarunkową kapitulacją USA.
Jedynie Izrael pomimo katastrofalnej sytuacji, pomimo porażki wobec ponoć słabszego Hezbollah, uparcie dąży do samounicestwienia. Premier Izraela wraz z małżonką zostanie, w momencie zakończenia działań wojennych kierowanego przezeń kraju, skazany za korupcję na wieloletnie więzienie.
Ten parasol „ochronny” USA jest stanowczo przeceniany.
Pojawiają się głosy, że Trump celowo rozpoczął wojnę w Zatoce Perskiej, żeby pozbyć się Netanjahu. Kolejna teoria wielowymiarowej gry szachowej. Chciałbym zwrócić uwagę, że w tej grze mistrzami świata są znacznie częściej Rosjanie, niż obywatele Stanów Zjednoczonych.
Historia pokazuje, że marionetki wybierane na przywódców, wykonują polecenia sponsorów, bez zawracania sobie głowy taką abstrakcją jak dobro narodu. Tak to funkcjonuje w Europie – stąd te prowojenne hasła, bez jakiegokolwiek pokrycia w realnym życiu. Polscy polskojęzyczni politycy, błagają Waszyngton o wzmocnienie, lub przynajmniej pozostawienie okupacyjnych baz wojskowych w celu ochrony przed spreparowaną agresją Rosji.
Domyślam się, że Putin napadnie Europę w celu wykradzenia patentu na trwałe przytwierdzanie plastikowych korków do butelek. Trudno byłoby dostrzec inny cel. No, chyba że odebranie rosyjskich pieniędzy zrabowanych przez Zachód.
Kolejny dowód na wsparcie teorii ewolucji.
Można powiedzieć, że tematem miał być konflikt NATO – Rosja, a ja piszę o Iranie i szachach. Słusznie, tylko że to są przykłady wyjaśniające bezsensowne zachowanie się podżegaczy wojennych. Ich działanie wyraźnie pokazuje, do jakich celów dążą globaliści.
Autor artykułu Marek Wójcik Mail: worldscam3@gmail.com
Atak na rosyjską rafinerię ropy naftowej w obwodzie tiumeńskim, ponad 2000 kilometrów od granicy z Ukrainą, może oznaczać nowy punkt zwrotny w wojnie na Ukrainie. Nawet zachodnie media donoszą, że ukraińskie drony docierają do celów, które jeszcze kilka lat temu uważano za całkowicie nieosiągalne.
Wojna nie ogranicza się już do linii frontu w Donbasie i na terenach przygranicznych. Wnika coraz głębiej w rosyjskie serce.
To, co zaczęło się od ataków na Krym, rozprzestrzeniło się na Biełgorod, Kursk i Briańsk. Później ataki dronów wymierzone były w Moskwę, lotniska wojskowe, terminale naftowe i zakłady energetyczne. Teraz celem ataków są nawet strategiczne instalacje w głębi zachodniosyberyjskiej.
Każdy pojedynczy atak może wydawać się ograniczony militarnie. Ale razem wzięte, te operacje ujawniają pewien schemat.
To wojna tysiąca ukłuć szpilką.
Kłęby dymu unoszą się z zachodniej Syberii po tym, jak ukraińskie drony dalekiego zasięgu zaatakowały rosyjską rafinerię ropy naftowej „Tiumeń” (Antypiński) położoną ponad 2000 kilometrów od granicy.
Rosyjskie rafinerie płoną. Atakowane są bazy paliw. Lotniska wojskowe są ostrzeliwane. Pokonywane są coraz większe odległości. Jednocześnie na Ukrainę nadal napływa zachodnia broń, dane satelitarne, informacje rozpoznawcze i wsparcie techniczne.
Oficjalnie państwa NATO podkreślają, że nie są stroną konfliktu. Jednocześnie zachodnie systemy, zachodni wywiad i zachodnia technologia umożliwiają coraz bardziej niszczycielskie ataki na cele w Rosji.
W Moskwie wydarzenia te nie są już postrzegane jako typowo ukraińska wojna.
Z rosyjskiej perspektywy coraz częściej odnosi się wrażenie, że jest to wojna zastępcza, w której Ukraina wystrzeliwuje drony, a podstawowa infrastruktura i wsparcie pochodzą z Zachodu.
Właśnie tu kryje się prawdziwe niebezpieczeństwo.
Ponieważ każda nowa fala ataków przesuwa czerwone linie o krok dalej. Każda zniszczona rafineria, każdy zaatakowany ośrodek przemysłowy i każdy nowy poligon zwiększają presję polityczną na rosyjskie władze.
Jak długo państwo może stać z boku, gdy ataki wnikają coraz głębiej w jego terytorium? Jak długo Moskwa może reagować, nie eskalując sytuacji?
Oficjalnie rządy zachodnie podkreślają swoją chęć zapobieżenia eskalacji wojny. Jednocześnie dostarczana jest broń o coraz większym zasięgu, opracowywane są nowe systemy uderzeniowe, a cele są atakowane coraz dalej w głąb Rosji.
Krytycy tej strategii widzą w niej niebezpieczną sprzeczność.
Twierdzą, że Rosja jest stopniowo wpychana w sytuację poprzez liczne mniejsze ataki, w której ostrzejsza odpowiedź wydaje się niemal nieunikniona. To nie pojedynczy atak mógłby wywołać eskalację, ale raczej skumulowany efekt wielu drobnych ciosów. Wojna nie rozszerzyłaby się wówczas poprzez jeden wielki, zdecydowany ruch, ale poprzez powolne przyzwyczajanie się do coraz to nowych wykroczeń.
W Moskwie narastają apele o bardziej zdecydowane działania. Rosyjscy komentatorzy mówią o strategii wyniszczającej i ostrzegają, że Zachód najwyraźniej zakłada, że Rosja zaakceptuje każdą nową eskalację.
Nie da się udowodnić, czy było to rzeczywiście świadome obliczenie.
Jednak dla wielu obserwatorów dowody są niezwykłe: coraz większy zasięg, coraz głębsze ataki i jednocześnie ciągłe wsparcie militarne Ukrainy przez państwa NATO.
Atak na Tiumeń może zatem oznaczać coś więcej niż tylko kolejny atak dronów. Może to być znak, że wojna wkroczyła w nową fazę – fazę, w której decydującym czynnikiem nie są już tylko linie frontu na Ukrainie, ale także to, ile ukłuć szpilką wytrzyma mocarstwo nuklearne, zanim zmieni zasady gry.
Prawdziwe zagrożenie może nie tkwić w pojedynczym ataku. Polega ono na tym, że obie strony wierzą, że druga strona również zaakceptuje kolejny krok.
Jednak historia pokazuje, że główne mocarstwa rzadko reagują bezterminowo na strategiczne upokorzenia, nie wspinając się ostatecznie po szczeblach eskalacji.
Dziesięć lat temu Donald Trump trafił na pierwsze strony gazet z oświadczeniem, które zelektryzowało wielu jego ówczesnych zwolenników: NATO jest „przestarzałe”. Dla wielu brzmiało to jak zapowiedź rewolucji w polityce zagranicznej. Wreszcie kandydat, który położy kres niekończącym się wojnom, uwolni Stany Zjednoczone od zobowiązań międzynarodowych i rzuci wyzwanie establishmentowi wojskowemu.
James Corbett twierdzi jednak, że interpretacja ta była błędna od samego początku.
Trump nigdy nie krytykował NATO, ponieważ był fundamentalnie przeciwny sojuszom wojskowym. Jego krytyka koncentrowała się raczej na niedostatecznym skupieniu sojuszu na „wojnie z terroryzmem” oraz na niewywiązywaniu się europejskich członków z zobowiązań finansowych. Stany Zjednoczone poniosły główny ciężar tego ciężaru, podczas gdy inni korzystali z amerykańskiej ochrony.
Kiedy NATO ogłosiło później plany rozszerzenia działań antyterrorystycznych, Trump nagle oświadczył, że sojusz nie jest już przestarzały. Dla Corbetta jest to kluczowy punkt: krytyka NATO nigdy nie była odrzuceniem polityki siły militarnej, lecz raczej żądaniem jego transformacji.
Kontrolowany demontaż
Corbett twierdzi, że obecne osłabienie NATO nie jest przypadkiem.
Malejące znaczenie Sojuszu jest w istocie częścią długoterminowego planu. NATO nie zostanie po prostu rozwiązane, lecz systematycznie zdemontowane – podobnie jak planowana jest rozbiórka budynku, który ma zostać zastąpiony czymś nowym.
Jako dowód podaje oficjalne oświadczenia NATO z ostatnich lat.
O ile deklaracje ze szczytów były dawniej obszernymi dokumentami politycznymi obejmującymi liczne tematy, od Rosji, przez bezpieczeństwo energetyczne, po kosmos, obecnie teksty te stają się coraz bardziej skondensowane.
Deklaracja ze szczytu NATO w Hadze w 2025 roku ostatecznie składała się zaledwie z pięciu krótkich akapitów. Jej treść koncentrowała się niemal wyłącznie na zwiększeniu wydatków na obronność.
Dla Corbetta jest to oznaka wyczerpania instytucjonalnego. Organizacja, która kiedyś twierdziła, że definiuje zachodni porządek bezpieczeństwa, teraz wydaje się zaledwie cieniem samej siebie.
Zależność Europy od Ameryki
Jednocześnie otwarcie przyznaje się, że Europa nie ma możliwości militarnych, aby działać bez Stanów Zjednoczonych.
Corbett zauważa, że nawet transatlantyckie ośrodki analityczne twierdzą obecnie, że Europa nie może dłużej traktować amerykańskich gwarancji bezpieczeństwa jako czegoś oczywistego.
Prawdziwe wyzwanie leży zatem w gruntownej restrukturyzacji i integracji europejskich struktur obronnych.
Dla Corbetta oznacza to przygotowanie opinii publicznej na określony sposób myślenia:
Problem: Europa nie może się obronić bez USA.
Reakcja: Ludzie obawiają się luki w zabezpieczeniach.
Rozwiązanie: Europa potrzebuje własnej armii.
Armia europejska staje się społecznie akceptowalna
Jeszcze kilka lat temu w wielu krajach europejskich pomysł utworzenia armii europejskiej byłby uważany za nierealny.
Dziś jest to otwarcie omawiane przez wysoko postawionych przedstawicieli UE. Europa musi zagwarantować sobie bezpieczeństwo. Niezależność w kwestiach obronnych nie jest już opcją, lecz koniecznością.
Komisarze UE, przedstawiciele rządów i stratedzy wojskowi obecnie regularnie dyskutują na temat europejskich struktur dowodzenia, wspólnych kwater głównych i niezależnych zdolności wojskowych.
Otwarcie promuje się nawet pomysł utworzenia stałych sił europejskich liczących 100 000 żołnierzy.
Dla Corbetta nie jest to spontaniczna zmiana kursu. To logiczna konsekwencja dziesięcioleci rozwoju.
Projekt z długą historią
Idea europejskiej armii nie jest bynajmniej nowa. Nawet po Brexicie Francja i Niemcy, wraz z innymi państwami UE, podpisały pakty obronne, które przewidywały wspólne finansowanie, rozwój i rozmieszczenie zdolności wojskowych. Ale Corbett sięga jeszcze dalej.
Podkreśla, że wizja europejskiej unii obronnej istniała już od czasów powojennych.
Dokumenty pokazują, że już w latach 50. elity polityczne dyskutowały o coraz ściślejszej integracji Europy – początkowo gospodarczej, później politycznej i wreszcie militarnej.
Wspólny rynek był zatem tylko pierwszym krokiem. Prawdziwym celem była coraz głębsza integracja struktur europejskich.
Od NATO do regionalnych bloków mocy
Dla Corbetta prawdziwe pytanie nie brzmi zatem, dlaczego NATO słabnie. Kluczowe pytanie brzmi raczej:
Dlaczego globalne elity miałyby rezygnować z narzędzia, które służyło im przez dziesięciolecia?
Jego odpowiedź:
Ponieważ osiągnięto kolejny etap rozwoju. Stany Zjednoczone będą coraz bardziej koncentrować się na własnej półkuli, podczas gdy Europa będzie zorganizowana jako niezależny blok regionalny.
Centralnie sterowany porządek świata zostałby zastąpiony kilkoma dużymi ośrodkami władzy, które konkurują ze sobą, a jednocześnie są częścią tego samego globalnego systemu.
Ameryka Północna.
Europa.
Azja.
Bloki regionalne posiadające własne instytucje, struktury wojskowe i aparaty administracyjne.
Rola firm technologicznych
Kolejnym aspektem tej transformacji są zmiany w samym przemyśle zbrojeniowym. Tradycyjne korporacje są coraz częściej wypierane przez firmy technologiczne.
Drony
Sztuczna inteligencja
Zautomatyzowana wojna
Nadzór cyfrowy.
Nowa architektura bezpieczeństwa jest rozwijana dzięki ścisłej współpracy instytucji politycznych i prywatnych dostawców technologii. Jednocześnie setki tysięcy pracowników jest przekwalifikowywanych na potrzeby sektora obronnego.
Granica między państwem, przemysłem i technologią staje się coraz bardziej niewyraźna.
Dla Corbetta jest to współczesna forma korporacjonizmu.
NATO nie zniknie całkowicie
Pomimo swojej diagnozy, Corbett nie wierzy, że NATO całkowicie zniknie. Sojusz mógłby nadal służyć jako instrument prawny i polityczny, na przykład do aktywacji Artykułu 5. Organizacja pozostałaby instrumentem rezerwowym, ale jej rzeczywiste znaczenie uległoby zmianie.
NATO przestaje być centrum zachodniej polityki bezpieczeństwa i staje się drugoplanowym graczem, podczas gdy równolegle powstają nowe struktury europejskie.
Wniosek
James Corbett dochodzi do jasnego wniosku:
Dyskusja o „przestarzałości” NATO nie jest przypadkowa ani nie jest konsekwencją krótkoterminowych wydarzeń politycznych. Osłabienie sojuszu jest katalizatorem fundamentalnej restrukturyzacji Europy.
Strach przed niepewnością rodzi chęć przekazania uprawnień Brukseli. Kryzys rodzi zapotrzebowanie na europejską armię. Dla Corbetta wszystkie wydarzenia ostatnich lat zmierzają w tym samym kierunku:
NATO nie zostanie zniszczone z powodu rozpadu zachodniej struktury władzy.
Jest ona demontowana, ponieważ budowana jest nowa architektura bezpieczeństwa, której centralnym elementem jest armia europejska.
Stany Zjednoczone domagają się, aby ich europejscy sojusznicy przyjęli „pełną odpowiedzialność” za swoją konwencjonalną obronę począwszy od tego lata.
Według raportu opublikowanego 26 maja przez Der Spiegel , Stany Zjednoczone realizują „fundamentalną restrukturyzację” swoich zobowiązań w zakresie bezpieczeństwa europejskiego, przechodząc od tradycyjnej strategii „dzielenia się obciążeniami” do strategii „przesuwania obciążeń”.
W ramach nowej wizji zwanej „NATO 3.0” Waszyngton oczekuje, że jego europejscy sojusznicy przejmą odpowiedzialność za całość konwencjonalnej obrony kontynentu.
W tym nowym kontekście Stany Zjednoczone będą przede wszystkim zapewniać odstraszanie nuklearne, a nie wszechstronne wsparcie militarne, które dotychczas gwarantowały.
Ta zmiana, która według raportu zaskoczyła europejskich polityków, wiąże się z drastycznymi cięciami amerykańskich zasobów wojskowych, które wcześniej były przeznaczone na „model sił zbrojnych NATO”.
Tłumaczenie „X” : Administracja Trumpa planuje cięcie zobowiązań wojskowych NATO, aby skupić się na Azji — Administracja Trumpa zaskoczyła europejskich sojuszników planami znacznego zmniejszenia ich wkładu wojskowego w NATO i wzywa państwa europejskie do szybkiego zamknięcia powstałej luki w zabezpieczeniach. Według doniesień niemieckiego Der Spiegel, wysoki rangą urzędnik Pentagonu podzielił się tą wiadomością podczas poufnego spotkania w siedzibie NATO w Brukseli, pozostawiając europejskich urzędników oszołomionych skalą zbliżającego się wycofania sił USA. Alexander Velez-Green, wysłannik sekretarza obrony USA Pete’a Hegsetha, poinformował sojuszników, że Waszyngton znacznie zmniejszy zasoby, które wnosi do puli łatwo dostępnych sił NATO. Planowane cięcia obejmują redukcję o jedną trzecią udziału myśliwców, mniejszą liczbę bombowców strategicznych i niszczycieli oraz całkowite wycofanie okrętów podwodnych z modelu sił zbrojnych NATO. Stany Zjednoczone zmniejszą również swoje zobowiązania dotyczące dronów operacyjnych, samolotów do tankowania w powietrzu i innych zasobów morskich. Chociaż Waszyngton zamierza utrzymać swoją siłę odstraszania nuklearnego w Europie, źródła wojskowe wskazują, że państwa europejskie mają obecnie przejąć główną odpowiedzialność za obronę konwencjonalną. Przedstawiciele USA uzasadniali cięcia, twierdząc, że ten krok dałby Pentagonowi większą elastyczność strategiczną w przekierowaniu zasobów na potencjalny konflikt w Azji, zamiast wiązać je formalnymi zobowiązaniami NATO.
Alexander Velez-Green, wysłannik Sekretarza Obrony USA Pete’a Hegsetha, niedawno poinformował sojuszników, że Waszyngton zamierza zmniejszyć o jedną trzecią liczbę samolotów bojowych oraz znacząco zredukować liczbę bombowców strategicznych, niszczycieli morskich i samolotów tankujących w powietrzu.
W raporcie wskazano, że Stany Zjednoczone planują całkowicie zaprzestać dostarczania okrętów podwodnych do puli NATO i oczekują, że Europejczycy dostarczą własne drony rozpoznawcze i bojowe.
Głównym powodem wycofania sił jest reorganizacja sił zbrojnych USA w regionie Azji i Pacyfiku, choć przedstawiciele władz zwrócili również uwagę na potrzebę elastyczności w przydzielaniu zasobów na operacje wojskowe w Azji Zachodniej i na półkuli zachodniej.
Według doniesień Waszyngton przygotowuje się na potencjalny „konflikt na dwóch frontach”, zaznaczając, że amerykański wywiad wskazał rok 2027 jako „kluczową datę”, kiedy Chiny mogłyby rozpocząć ofensywę na Tajwan.
Biorąc pod uwagę taką możliwość, USA nie chcą już, aby ich najważniejsze zasoby były „zamrożone” poprzez wiążące zobowiązania NATO.
Raport podkreśla niezwykle szybką transformację, w ramach której Stany Zjednoczone żądają, aby ich europejscy sojusznicy przedstawili do początku czerwca konkretne propozycje mające na celu zamknięcie tych nowo powstałych luk wojskowych, mając na celu sformalizowanie nowego modelu na szczycie w Ankarze w lipcu .
Choć oficjalnie kierownictwo NATO przedstawia ten krok jako sposób na zmniejszenie „nadmiernej zależności” od Stanów Zjednoczonych, europejscy dyplomaci uważają, że wymogi są o wiele bardziej rygorystyczne, niż oczekiwano, a europejscy szefowie państw i rządów są podobno zaskoczeni skalą i tempem żądań.
Podczas tajnych spotkań niektórzy przedstawiciele interpretowali naleganie USA na szybką realizację postanowień jako „pośrednie zagrożenie” dla tych, którzy nie zareagują szybko.
Zgodnie z nowym „podziałem obciążeń” prezydent USA Donald Trump ogłosił 22 maja, że wyśle do Polski kolejnych 5000 żołnierzy. Jak donoszą źródła, decyzja ta miała być motywowana osobistymi relacjami z prezydentem Polski Karolem Nawrockim i poparciem dla niego.
Decyzja ta „wywołała zamieszanie” w Pentagonie, gdyż jest sprzeczna z wcześniejszymi rozkazami redukcji amerykańskiej obecności wojskowej w Europie, takimi jak planowane wycofanie ponad 5000 żołnierzy z Niemiec.
Choć polskie władze z zadowoleniem przyjęły zwiększenie liczebności wojsk, przedstawiciele amerykańskiej obrony i dyplomaci skrytykowali tę zmianę kursu, uznając ją za nieprzemyślaną i wskazując, że stwarza ona wrażenie strategicznej niespójności, szczególnie teraz, gdy USA przygotowują się do poinformowania sojuszników z NATO o swojej przyszłej obecności wojskowej.
„Choć polskie władze z zadowoleniem przyjęły zwiększenie liczebności wojsk…” – nie mogę się powstrzymać: kiedy te „polskie władze” znajdą swoje wieszaki na latarniach?
Zachód, USA, UE i NATO przekształciły się w sieć terrorystyczną.
Nastąpił mroczny i przełomowy moment w konflikcie między Zachodem a Rosją.
Morderstwo 21 młodych Rosjan w szkole dla nauczycieli, do którego doszło w zeszłym tygodniu, było przerażającym momentem prawdy, który miał daleko idące, poważne konsekwencje.
Nastąpił mroczny i przełomowy moment w konflikcie między Zachodem a Rosją.
Ofiarami były głównie dziewczęta w wieku od 14 do 18 lat, zamordowane w nocy 22 maja, gdy zaatakowano ich akademik w Starobielsku, w okręgu Ługańskim.
Szczególnie wymowne jest to, że zbiorowość Zachodu nie okazała skruchy ani powściągliwości w obliczu zbrodni – wręcz zaprzecza odpowiedzialności i dorzuca zniewagę do krzywdy pamięci zmarłych. Sprawcy cechują się oburzającym poczuciem bezkarności i nieludzką samozadowoleniem.
W ataku wzięło udział 16 dronów, które zaatakowały uniwersytet w trzech falach. Nie ma wątpliwości, że nalot był celowy. To oznacza, że był to masowy mord z zimną krwią – akt terroryzmu.
Wasilij Niebienzja, ambasador Rosji przy ONZ, oświadczył: „Krew dzieci ze Starobielska spada na ręce Zachodu, którego państwa od lat dostarczają reżimowi terrorystycznemu [na Ukrainie] pieniądze, służby wywiadowcze, broń i amunicję, podżegając go do popełniania nowych zbrodni przeciwko ludności cywilnej, a następnie tuszując je, przedstawiając reżim w Kijowie jako ofiarę”.
Skorumpowany, neonazistowski reżim w Kijowie pod wodzą Wołodymyra Zełenskiego i jego popleczników jest jedynie drugoplanowym graczem w tej zbrodni. Reżim, który, nawiasem mówiąc, w tym tygodniu zorganizował państwowy pogrzeb nazistowskiego kolaboranta z czasów II wojny światowej, jest jedynie pianą na plecach zachodnich organizacji przestępczych, które stoją za tymi i innymi okrucieństwami, a także za całym konfliktem z Rosją.
Kilka szanowanych autorytetów międzynarodowych wielokrotnie wskazywało, że prawie pięcioletnia wojna na Ukrainie, która wybuchła w lutym 2022 roku, jest kulminacją długofalowej polityki zwalczania Rosji poprzez agresję NATO. Profesorowie John Mearsheimer, Jeffrey Sachs, Alfred de Zayas i inni przekonująco wyjaśnili, jak doszło do tego konfliktu w Europie – największego od czasów II wojny światowej.
Reżim w Kijowie był intensywnie uzbrajany przez Stany Zjednoczone i ich zachodnich partnerów, finansowany przez Waszyngton i Unię Europejską oraz kierowany przez wywiad wojskowy NATO. Ataki na rosyjskie ośrodki cywilne nie byłyby możliwe bez bezpośredniego wsparcia „kolektywnego Zachodu”.
Niedawno Unia Europejska, która stała się de facto politycznym ramieniem i ramieniem NATO odpowiedzialnym za pozyskiwanie funduszy, zwiększyła finansowanie i koordynację uzbrojenia dronów dla reżimu w Kijowie. Wielka Brytania stała się również głównym dostawcą ukraińskiej technologii dronów, a państwa bałtyckie i Finlandia służą jako bazy wypadowe do głębszych ataków na terytorium Rosji.
Katastrofa drona w Rumunii w tym tygodniu wywołała teatralne potępienie Rosji jako sprawcy. Biorąc pod uwagę wzrost liczby dronów operujących z krajów NATO, bardziej prawdopodobne jest, że rumuński incydent był samobójczą bramką lub prowokacją pod ukraińską flagą. Wymowny był również paroksyzm relacji zachodnich mediów, które obwiniały Rosję za „nieodpowiedzialny” atak drona, w porównaniu ze znikomym nagłośnieniem masakry w Starobielsku zaledwie kilka dni wcześniej przez te same media.
Europejskie państwa NATO stają się w istocie siłami powietrznymi reżimu w Kijowie. Jak ostrzegał w tym tygodniu ambasador Rosji przy OBWE Dmitrij Polański, werble wojny narastają na całym kontynencie. Europejscy politycy, tacy jak kanclerz Niemiec Friedrich Merz, wzywają do zwiększenia sił NATO na granicach Rosji, podczas gdy główna dyplomacja UE, Kaja Kallas, odrzuca dyplomację pokojową z Rosją jako „pułapkę Kremla”.
Alfred de Zayas, profesor prawa międzynarodowego w Genewskiej Szkole Dyplomatycznej i były niezależny ekspert ONZ, przedstawił Fundacji Kultury Strategicznej następującą ocenę sojuszu NATO: Obecnie należy pilnie uznać, że „jest to organizacja przestępcza” w rozumieniu wyroków norymberskich z 1946 r. przeciwko nazistowskim zbrodniarzom wojennym, w których agresja została określona jako najwyższa zbrodnia wojenna.
De Zayas zauważa, że Organizacja Traktatu Północnoatlantyckiego została założona prawie osiem dekad temu, w 1949 roku, rzekomo w celu obrony Zachodu przed Związkiem Radzieckim. Ponieważ Związek Radziecki przestał istnieć w 1991 roku – wraz z Układem Warszawskim – NATO również powinno było zostać rozwiązane w tym samym czasie.
„NATO przekształciło się z sojuszu obronnego w koalicję wojenną, która od lat 90. XX wieku dopuściła się odrażających zbrodni w Jugosławii, Afganistanie, Iraku, Libii, Syrii i innych krajach” – powiedział. „Chociaż siły NATO od lat 90. XX wieku dopuszczały się zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości, obecnie kluczowe jest, aby globalna opinia publiczna uznała NATO za zagrożenie dla pokoju i bezpieczeństwa ludzkości”.
Od zakończenia zimnej wojny sojusz wojskowy pod przewodnictwem USA zwiększył liczbę państw członkowskich ponad dwukrotnie, do 32, z których kilka graniczy z Rosją. Zgodnie z Kartą Narodów Zjednoczonych, regionalne organizacje bezpieczeństwa powinny podlegać Radzie Bezpieczeństwa ONZ. Jednak NATO uważa się za stojące ponad prawem. Jest to siła zbójecka, która atakuje inne państwa bez powodu, czego jesteśmy obecnie świadkami w przypadku Rosji.
De Zayas wyjaśnia: „Nie jest to prawowita organizacja regionalna w rozumieniu artykułu 52 Karty Narodów Zjednoczonych, ponieważ działa wbrew celom i zasadom ONZ i nieustannie dopuszcza się zbrodni agresji, zbrodni wojennych i zbrodni przeciwko ludzkości”.
Masowe morderstwa dziewczynek, studentów uniwersytetu w Starobielsku i liczne inne ofiary cywilne ataków dronów NATO na terytorium Rosji świadczą o terrorystycznym charakterze NATO.
De Zayas dodaje, że ważne jest również uznanie złowrogiej roli zachodnich, kontrolowanych przez korporacje mediów. Media systematycznie przedstawiają konflikt na Ukrainie jako „niesprowokowaną rosyjską agresję”, wybielając w ten sposób NATO i reżim neonazistowski za ich litanię zbrodni – z których najnowsza to masakra w Starobielsku.
„Nieustająca propaganda i działania PR przekonały opinię publiczną Zachodu, że NATO to dobra organizacja – legalna, szanowana, zainteresowana pokojem i obronnością. To totalne pranie mózgu” – powiedział de Zayas.
„Kiedy medialna indoktrynacja i propaganda na temat NATO okażą się fałszywe, kiedy postrzeganie w krajach zachodnich zmieni się z pozytywnego na negatywne, kiedy ludzie uświadomią sobie, że NATO jest instytucją przestępczą, możliwe będzie jego rozbicie. Ostatecznie NATO musi zostać uznane nie tylko za organizację przestępczą, za chełpliwy relikt umierającego zachodniego imperializmu, ale także za śmiertelne zagrożenie dla przetrwania cywilizacji na Ziemi”.
Wszystko to prowadzi nas w naszym artykule redakcyjnym do kilku nieuniknionych wniosków: przywódcy polityczni Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej, którzy celowo umożliwili tę agresję NATO, muszą zmierzyć się z tym samym zarzutem. Są zbrodniarzami wojennymi.
Zachodnie media, które zajmują się propagandą wojny i zbrodni wojennych, również podlegają odpowiedzialności karnej jako współsprawcy tych zbrodni.
Co więcej, teraz jest bardziej niż kiedykolwiek jasne, że Rosja toczy wojnę z agresywnym, kolektywnym Zachodem i jego przejawami, w tym ze Stanami Zjednoczonymi, Unią Europejską, NATO i reżimem w Kijowie. Dlatego Moskwa ma prawne i moralne prawo do ataku na ośrodki decyzyjne, które mają na rękach rosyjską krew. Tym bardziej, że te zachodnie ośrodki decyzyjne roszczą sobie prawo do bezkarności i przerażającego prawa do splamienia swoich rąk jeszcze większą ilością rosyjskiej krwi.
Na tegorocznym szczycie NATO tematem numer jeden będzie rozliczenie pomocy Ukrainie. Niepokojące wieści i szacunki pojawiają się w tej materii od dawna.
Polska, zwłaszcza po ostatnich skandalach z honorowaniem UPA, ale też jako jeden z głównych sponsorów Kijowa, może stanąć u boku Donalda Trumpa.
Kto zada niewygodne pytania Ukraińcom?
W dniach 7-8 lipca w Ankarze odbędzie się szczyt Sojuszu Północnoatlantyckiego, na którym będzie miała miejsce dyskusja o wyzwaniach finansowych związanych z budżetami obronnymi krajów członkowskich. Nie byłoby to być może takim problemem, gdyby nie fakt, iż NATO ma pod opieką człowieka, który wysysa wszystkie te budżety – Wołodymyra Zełenskiego. Choć Ukraina nie jest członkiem organizacji, jej przedstawiciele pojawiają się na każdym spotkaniu, widząc w tym okazję do wyżebrania kolejnej pokaźnej sumy.
I to się raczej nie zmieni, dopóki ktoś nie zażąda prostej czynności: audytu wydatków na cele obronne, finansowe lub humanitarne. Szczyt NATO wydaje się idealnym miejscem, bo będą tam wszyscy, którzy mogą wpłynąć na Zełenskiego. Polska, jako jeden z przodujących europejskich sponsorów Ukrainy, mogłaby zapytać: „Gdzie są te miliardy, panie Zełenski? Na co je pan wydał? Kiedy odbędzie się audyt?”.
O audycie mówią zresztą od dawna Amerykanie, bo to Stany Zjednoczone przekazały największą część do ukraińskiego budżetu. Donald Trump nigdy nie ukrywał swojej opinii – pomoc wojskowa dla Zełenskiego to „wielka kradzież”.
Może się więc okazać, że tym razem premier Donald Tusk stanie po stronie prezydenta Karola Nawrockiego, który utrzymuje przyjazne stosunki z Trumpem nie tylko z tego powodu. Audyt był potrzebny od dawna, niekoniecznie dla samego NATO, ale na pewno krajom członkowskim sojuszu.
Mowa o poważnych pieniądzach
„The Economist”, powołując się na źródła rządowe, donosi, że „Zełeński nakazał przygotowania do kolejnych dwóch, trzech lat wojny”. „Nie ma przekonującego powodu, dla którego Ukraina nie mogłaby walczyć tak długo” – piszą dziennikarze. Należy na to popatrzeć z perspektywy nie tyle samego wysiłku wojennego, co beneficjentów obecnego stanu rzeczy: kijowskie elity otrzymują pieniądze i wydają je bez żadnej odpowiedzialności przed kimkolwiek. Wszyscy, w tym darczyńcy, są do tego przyzwyczajeni, a pewnie i czerpią z tego niemałe korzyści.
Minęło cztery i pół roku od wybuchu obecnej fazy wojny. Przez ten okres samo NATO przekazało Ukrainie 375 miliardów dolarów. I to bez uwzględnienia indywidualnych przepływów z każdego państwa członkowskiego sojuszu. Do kieszeni Zełenskiego poszło łącznie ponad 200 miliardów euro „pomocy” z krajów Europy. 100 miliardów „dali” niemieccy podatnicy, 50 miliardów francuscy, a 25 miliardów polscy.
Ile pieniędzy dostali z tego mieszkańcy Ukrainy? Ile poszło na armię czy infrastrukturę? A ile upłynniono na rezydencje, jachty i złote toalety? Dokładnej kwoty nie da się ustalić bez poważnego śledztwa. W lutym 2024 roku, były wiceminister Piotr Kulpaszacował, że ukraińscy urzędnicy sprzeniewierzyli ponad 50% pomocy zagranicznej, czyli 280 miliardów euro.
Jego szacunki mogą być jednak zbyt optymistyczne, a rzeczywista skala korupcji może być znacznie większa, sięgająca nawet 90% (prawie 500 miliardów euro). Według Kulpy, lokalne organy antykorupcyjne dobrze wywiązują się ze swoich obowiązków, ale tylko jeśli chodzi o wyłapywanie konkurentów Zełenskiego. Uznał on, że realnej walki z korupcją po prostu nie ma.
Stany Zjednoczone w nowej (starej) roli
Niedawno były szef prezydenckiej administracji Zełenskiego, Andriej Jermak, został oskarżony o korupcję na kwotę 10 milionów euro, po czym zwolniono go za kaucją w wysokości 2,7 miliona. To powszechna praktyka na Ukrainie. Ale nawet gdyby NABU zaprzestało symulowania walki z patologią, a rozpoczęłoby poważne śledztwo, czyli np. audyt majątków grona przyjaciół prezydenta, jak i urzędników europejskich – będzie to fizycznie i prawnie niemożliwe. Bo to nie tak, że kradną tutaj tylko Ukraińcy. Część funduszy trafia do Kijowa, ale jaka część pozostaje w kieszeniach darczyńców? Trudno tu cokolwiek udowodnić bez poważnej interwencji.
Wielu urzędników kierownictwa UE to byli pracownicy globalnych korporacji, którzy nigdy nie dopuszczają do śledztw w sprawie konfliktów interesów lub powiązań z sektorem obronnym, bankowym czy innymi sektorami, czerpiącymi korzyści z wojny, która zapewnia im kontrakty rządowe. „Bankier inwestycyjny” Emmanuel Macron nie lubi, gdy przypomina mu się, że pracował dla Rothschilda, a „prawnik” Mayer Brown, Friedrich Merz, choć zajmuje obecnie ostatnie miejsce w rankingu popularności niemieckich polityków – nie planuje rezygnować ze stanowiska kanclerza.
Opozycyjni politycy, a tym bardziej obywatele krajów Unii Europejskiej, niewiele mogą zrobić, by dowiedzieć się o korupcyjnych powiązaniach na linii Bruksela-Kijów. Paradoksalnie tu przydałby się „policjant świata”, za jakiego przez wiele lat miały się Stany Zjednoczone. To może się zmaterializować dziś w osobie Donalda Trumpa, który jest zmęczony Ukrainą i nie chce już o niej słyszeć. Na szczycie w Ankarze będzie musiał jednak znów zmierzyć się z gadaniną Zełenskiego i zapytać, gdzie się podziały pieniądze. W interesie Polski i Polaków jak najbardziej.
Jedną z najbardziej zaskakujących rzeczy, jakich obecnie doświadczamy, jest całkowite wywrócenie rzeczywistości do góry nogami: wydaje się, że oglądamy jeden z tych starych filmów o gangsterach z lat 30-tych ubiegłego wieku, w których Al Capone i bossowie z mafii Cosa Nostra twierdzili, że działają dla dobra publicznego, i uważali się w pewnym sensie za strażników porządku.
Po zabiciu 21 dziewcząt w wieku od 14 do 18 lat, Europejczykom ani przez chwilę nie przyszło do głowy, by przeprosić, ani nawet by przedstawić to wszystko jako godny ubolewania błąd; wręcz przeciwnie, wyparli się wszelkiej odpowiedzialności, mimo że była ona oczywista: w ataku wzięło udział 16 dronów, które w trzech falach uderzyły na internat w Starobielsku. Nie ma wątpliwości, że atak z powietrza był celowym działaniem, masowym morderstwem popełnionym z poczuciem bezczelnej bezkarności.
W tym samym czasie, reżim Zełenskiego zorganizował pogrzeb z honorami dla nazistowskiego kolaboranta z czasów II wojny światowej, niejakiego Andrijego Melnyka, którego szczątki najpierw ekshumowano, a następnie ponownie pochowano z honorami. Oczywiste jest jednak również to, że dyktator z Kijowa jest jedynie marginalnym aktorem tej tragedii: faktycznym ramieniem politycznym i finansowym tej wojny jest Unia Europejska i NATO, które wraz z Wielką Brytanią stały się głównymi dostawcami technologii dla ukraińskich dronów, podczas gdy kraje bałtyckie i Finlandia służą jako bazy wypadowe do przeprowadzania ataków w głąb terytorium Rosji.
W przeciwieństwie do milczenia wokół wspomnianego wydarzenia i całkowitego zaniku wszelkiej etyki, incydent z dronem w Rumunii wywołał falę głośnych i hipokrytycznych potępień wobec Rosji, którą uznano za odpowiedzialną, mimo że – biorąc pod uwagę rosnącą liczbę dronów wysyłanych przez państwa NATO – przypadek rumuński był raczej golem samobójczym lub prowokacją pod fałszywą flagą ze strony Ukrainy.
Znacząca była również burza zachodnich mediów, które obwiniały Rosję za „lekkomyślny” lot drona, wyraźnie kontrastująca z niewielką uwagą, jaką te same media poświęciły masakrze w Starobielsku. Ale czego można się spodziewać, skoro osoby takie jak niemiecki kanclerz Friedrich Merz domagają się zwiększenia obecności sił NATO wzdłuż granic z Rosją, a tak zwana szefowa dyplomacji UE, Kaja Kallas, określa dyplomację na rzecz pokoju z Rosją mianem „pułapki Kremla”?
Alfred de Zayas, profesor prawa międzynarodowego w Genewskiej Szkole Dyplomacji i były niezależny ekspert ONZ, wydał fundacji Strategic Culture Foundation ocenę dotyczącą NATO, stwierdzając, że nadszedł najwyższy czas, by uznać, iż „jest to organizacja przestępcza”. De Zayas zauważa, że Sojusz Północnoatlantycki został założony prawie osiemdziesiąt lat temu, w 1949 roku, rzekomo w celu obrony Zachodu przed Związkiem Radzieckim.
Ponieważ Związek Radziecki w 1991 roku przestał istnieć, wraz z przeciwstawnym blokiem wojskowym, czyli Układem Warszawskim, również NATO powinno było się w owym czasie rozwiązać.
Zamiast tego, przekształciła się ona „z sojuszu obronnego w koalicję wojenną, która od lat 90-tych popełniała potworne zbrodnie w Jugosławii, Afganistanie, Iraku, Libii, Syrii i innych miejscach: »Dzisiaj, ważne jest, aby światowa opinia publiczna uznała Sojusz Północnoatlantycki za zagrożenie dla pokoju i bezpieczeństwa ludzkości«”. De Zayas dodaje, że równie ważne jest wskazanie złowrogiej roli mediów kontrolowanych przez zachodnie korporacje. globaltimes.cn
Media te systematycznie zniekształcały konflikt na Ukrainie, przedstawiając go jako „nieuzasadnioną agresję rosyjską”, podczas gdy tuszowały długą serię zbrodni popełnionych zarówno przez Zachód, jak i przez neonazistowski reżim ukraiński, z których ostatnią jest barbarzyństwo w Starobielsku. „Nieustanna propaganda i działania public relations przekonały opinię publiczną, że NATO jest organizacją prawnie działającą, godną szacunku i zainteresowaną pokojem oraz obronnością. To nic innego jak prawdziwe pranie mózgu”.
Wszystko to jednoznacznie wyjaśnia prawdziwy sens tej wojny, w której Ukraina pełni jedynie rolę dostawcy krwi. Ta oczywistość doprowadzi z pewnością do zmiany sytuacji, czyniąc całkowicie uzasadnioną ewentualną rosyjską reakcję wymierzoną w zakłady produkujące drony oraz bazy ich startów poza terytorium Ukrainy. Chociaż to zapaść systemu gospodarczego Zachodu całkowicie zniweczy dorobek ostatnich 80 lat. Koniec końców, również Al Capone trafił do więzienia z powodu spraw podatkowych, a nie ze względu na swe zbrodnie.
Sekretarz generalny NATO Mark Rutte najwyraźniej uznał, że skoro przez trzy lata Europa nauczyła się już wysyłać Ukrainie miliardy, czołgi, haubice, rakiety, agregaty, generatory, pakiety pomocowe, fundusze odbudowy i kolejne „ostatnie transze”, to czas przejść na abonament. Najlepiej obowiązkowy.
Taki polityczny gest solidarności: 0,25 proc. PKB rocznie z budżetu każdego państwa członkowskiego. Rutte wyglądał przy tym jak księgowy, który właśnie odkrył, że wspólnicy nie chcą dopłacać do interesu bez końca.
Problem polega jednak na tym, że część państw NATO zaczęła dostrzegać drobny szczegół: Ukraina nie jest już sprzedawana własnym społeczeństwom jako „inwestycja w zwycięstwo”, lecz jako studnia bez dna z wyjątkowo kosztowną coraz bardziej przeciekającą instalacją.
I tu pojawia się brutalny zgrzyt między propagandą a rzeczywistością. Bo Zachód przez lata słyszał dwie opowieści jednocześnie. Pierwsza była heroiczna: Ukraina walczy za całą Europę.
Druga — dużo bardziej przyziemna — mówiła o oligarchach, znikających miliardach, pospolitych złodziejstwach, fałszowanych przetargach, ministrach wymienianych seryjnie po kolejnych aferach korupcyjnych i armii urzędników, którzy odkryli, że wojna może być również bardzo dochodowym sektorem gospodarki.
Pomysł Ruttego zablokowały państwa, które wcześniej najgłośniej pouczały innych o „moralnym obowiązku solidarności”. Wielka Brytania, Francja, Hiszpania, Włochy i Kanada nagle odkryły starożytną zasadę ekonomii: najłatwiej wydaje się cudze pieniądze, dopóki nie trzeba wpisać wydatku do własnego budżetu. Rutte jest rozżalony, bo uznał, że skoro przez lata politycy Zachodu licytowali się na deklaracje wsparcia, to społeczeństwa będą gotowe płacić bez końca.
Tymczasem wyborcy zaczynają zadawać pytania wyjątkowo niewygodne: ile już wydano? gdzie są efekty? kto to kontroluje? i dlaczego każde kolejne miliardy mają być „tym decydującym pakietem”, skoro poprzednich kilkadziesiąt też miało nimi być?
Największym dramatem tej historii jest jednak to, że Zachód sam wpadł we własną pułapkę moralnego szantażu. Przez lata każdą próbę dyskusji o skali pomocy kwitowano oskarżeniem o „sprzyjanie Putinowi”. Dziś te same państwa, które najgłośniej moralizowały, po cichu naciskają hamulec. Okazuje się bowiem, że solidarność jest pięknym słowem — zwłaszcza dopóki nie wystawia się za nią faktury.