Jak Polska pomaga Ukrainie w 2026 roku. 10 konkretów.

Post Stanisław Tyszka


Stanisław Tyszka facebook.com/story.

Jak Polska pomaga Ukrainie tylko w 2026 roku? Oto 10 konkretów:

1️⃣ Hub w Jasionce. Ciągle utrzymujemy lotnisko w Jasionce, przez które przechodzi ponad 90% zachodniej pomocy dla Ukrainy: broń, amunicja, sprzęt wojskowy, zaopatrzenie i pomoc humanitarna. To korytarz, bez którego Ukraina już dawno by padła.

2️⃣ Starlink dla Ukrainy. Polska finansuje utrzymanie łączności na terytorium Ukrainy, przede wszystkim systemu Starlink. Wartość finansowania w 2026 r. to 168 mln zł.

3️⃣ Fundusz Pomocy: ponad 1 mld zł. Na 2026 r. zaplanowano w Funduszu Pomocy 1,08 mld zł na pomoc Ukrainie i obywatelom Ukrainy. Chodzi m.in. o świadczenia rodzinne i opiekuńcze, 800+, Dobry Start, leczenie, leki, zakwaterowanie zbiorowe, obsługę dokumentów, pomoc społeczną oraz edukację dzieci z Ukrainy.

4️⃣ Uproszczony pobyt i praca. Obywatelom Ukrainy ze statusem UKR przedłużono legalny pobyt w Polsce do 4 marca 2027 r. Do tego utrzymano uproszczone zasady pracy: wystarczy zgłoszenie przez pracodawcę, bez standardowej procedury zezwolenia na pracę dla cudzoziemców spoza UE.

5️⃣ PURL: 100 mln dolarów na sprzęt wojskowy z USA. Polska dokłada się do PURL – mechanizmu, przez który państwa NATO kupują w USA sprzęt wojskowy dla Ukrainy. W amerykańskich rozliczeniach za 2026 r. Polska widnieje z wkładem 100 mln dolarów na uzbrojenie, amunicję i wyposażenie dla ukraińskiej armii.

6️⃣ 48. pakiet wojskowy za 200 mln zł. W lutym w Kijowie Donald Tusk zapowiedział kolejny pakiet pomocy wojskowej dla Ukrainy wart ok. 200 mln zł. Ma obejmować przede wszystkim sprzęt pancerny dla ukraińskich wojsk.

7️⃣ Szkolenie ukraińskich żołnierzy w Polsce. Ukraińscy żołnierze nadal szkolą się na polskich poligonach w ramach unijnej misji EUMAM. W 2026 r. ćwiczyli w Polsce m.in. działania w terenie zabudowanym, walkę w systemach okopów, szturmowanie wejść i oczyszczanie pomieszczeń.

8️⃣ Unijne miliardy dla Ukrainy. Rząd Tuska uczestniczy w unijnej „pożyczce” dla Ukrainy wartej 90 mld euro, będącej w istocie darowizną. Pierwsza transza ma zostać wypłacona na dniach, a równolegle Ukraina dostała 8 czerwca kolejne 2,8 mld euro z Ukraine Facility, w którym też uczestniczy Polska.

9️⃣ Wejście Ukrainy do Unii Europejskiej. W czerwcu 2026 r. rząd Tuska zgodził się na otwarcie pierwszego klastra negocjacyjnego Ukrainy z Unią Europejską.

🔟 Agregaty i nagrzewnice dla Ukrainy. W styczniu 2026 r. decyzją Donalda Tuska na Ukrainę trafiło 379 generatorów prądu i 18 nagrzewnic z zasobów RARS. Polska koordynowała też przekazanie 447 generatorów ze środków unijnych, a Warszawa dorzuciła kolejne 90 agregatów.

W 2026 r. Polska wciąż pomaga Ukrainie na ogromną skalę: dajemy hub logistyczny, Starlinki, pieniądze, sprzęt, szkolenia i wsparcie w UE. A co dostajemy od Ukrainy w zamian? Zełenski honoruje „Bohaterów UPA”, a Polacy mają udawać, że nic się nie stało.

Dość rozdawania polskiej pomocy bez warunków: rząd Tuska ma pilnować interesu Polski, a nie udawać, że Ukraina może brać wszystko i nie dawać nic w zamian❗️

Odchodzi w niepamięć podział na „post-komuchów” i „post-solidaruchów”

Prof. Bratkiewicz: Do sztambucha Pana Redaktora Filipa Memchesa

myslpolska./prof-bratkiewicz-do-sztambucha-pana-redaktora-filipa-memchesa

W reakcji na tekst Filipa Memchesa Antysowiecki rusofil („Do Rzeczy”, 21/2026) nie mogę pominąć milczeniem kilku wątków, które się w nim znalazły. 

Skądinąd Redaktor Memches napisał artykuł uczciwy i rzetelny, a moje uwagi dotyczą nie tyle Autora, ile innych osób i ich opinii, przytoczonych w jego tekście.

Wyniuchiwacze 

Po pierwsze, zacząć wypada od tropicielstwa zdrady prorosyjskiej. Od lat wyniuchiwacze owej zdrady z reguły mościli sobie gniazda w PiS-ie i jego chaszczach medialnych, w rodzaju „Gazety Polskiej” czy „wSieci”. Stamtąd wataha „autorów niepokornych” (jak się zawadiacko samonazwali), wyczekawszy stosownej chwili, wypadała z obnażonymi karabelami „krytyki patriotycznej”, bigosowała politycznych antagonistów i czym prędzej rejterowała znów w zarośla. Atoli, jak się okazuje, tropicielstwo zaległo się także po stronie platformerskiej, gdzie się również węszy domniemane ślady zdrady prorosyjskiej.

Ponoć Grzegorz Rzeczkowski, który teraz usługuje przy MSZ jako „osłona przed dezinformacją międzynarodową”, namierzywszy moje wypowiedzi w kręgach związanych z Konfederacją Korony Polskiej, syknął ostrzegawczo: „nie ma w tym przypadku”  (relata refero). Oraz insynuował, że Sowieci zwerbowali mnie podczas studiów w Moskwie, a więc pół wieku temu.

Urojenia nieposkromione 

Apeluję do szpicli jawnych, tajnych i dwupłciowych na usługach POPiS-u, żeby bodaj trochę poskromili swe urojenia prześladowcze i zadali sobie pytanie elementarne. Doprawdy, czyżby służby sowieckie 50 lat temu przewidziały Solidarność, moją aktywność podziemną, Okrągły Stół i upadek komuny, moją pracę w BBN pod kierunkiem Lecha Kaczyńskiego i 30 lat pracy w MSZ na stanowiskach dyrektorskich – i nie zadaniowały mnie do aktywnego sabotażu politycznego? Przez lata 1980. nie wymusiły na mnie, żebym zdezorganizował – działając w wydawniczym podziemiu solidarnościowym – bodaj jedno wydawnictwo podziemne, zdekonspirował choćby jednego „podziemniaka”? Jak to się stało, że przez 30 lat pracy w MSZ, jako dyrektor różnych departamentów, nie pokrzyżowałem w interesie moich kremlowskich patronów ani wejścia Polski do NATO, ani do UE ? Toż Stalin i każdy jego następca uznałby takiego agenta za zwykłego bumelanta i obiboka – a władza robotniczo-chłopska nie znała zmiłuj się wobec takich brakorobów. Strzał w potylicę i dół z wapnem.

Agenturalność historiozoficzna 

Można też założyć wariant alternatywny – Sowieci / Ruscy trzymali mnie  jako „śpiocha” w Polsce przez pół wieku i teraz, gdy mam siedemdziesiąt wiosen za sobą, uaktywniono mnie – skoro nie jeżdżę na wózku inwalidzkim, nie ogłuchłem i nie oślepłem – do działań operacyjnych i agenturalnego wpływania na niewiniątka patriotyczne w Polsce. Ale jeżeli takim „śpiochem” pozostawałem przez pół wieku, to dowodzi to, że służby sowieckie /rosyjskie myślą i działają z wyprzedzeniem półwieczy i zgoła stuleci, czyli kasują wszystkie ziemskie służby specjalne. Do agenturalności historiozoficznej zdolni są zapewne Chińczycy, ale z założenia pozwolić sobie na nią może właściwie tylko Pan Bóg. Dla tropicieli zdrady na hektarach i morgach ojczystych wypływa z tego wniosek oczywisty – poniechajcie tropienia zdrady prorosyjskiej, bo w cetno i licho z transcendencją nie wygracie. Ukórzcie się w niemocy wobec KGB / FSB!

Związek świadomych obywateli

Po drugie, pisze Pan Redaktor, że moją narracją publicystyczną w jakimś stopniu steruje ojkofobia. W żadnym razie nie może to być prawdą, albowiem wielokrotnie, w różnych miejscach, w mowie i piśmie, mówiłem, że uważam Polaków za naród wielki. Niestety i wielkie narody mają swoich półgłówków, i do takowych zaliczam tych wszystkich Polaków, których metodologię w poznawaniu i rozumieniu rzeczywistości formatuje mania prześladowcza. I którzy patriotyzm pojmują jako jarmarczną hulankę z wykrzykiwaniem frazesów patriotycznych. Toteż nieszczególnie utożsamiam się z osobnikami tego pokroju, mimo że posługują się w życiu codziennym żargonem polskim, gęsto nasycanym wulgaryzmami i kliszami w rodzaju „żenada”, „porażający”, „zajebisty”. Ja pojmuję naród polski jako związek świadomych obywateli, a nie komitywę z tłumokami, którzy coś mamlą polsko-języcznie.

Margines czasów przełomu

Po trzecie, zaskakuje Pana Redaktora fakt, że związałem się – jak Pan pisze – „z niszowym, marginalnym środowiskiem, stygmatyzowanym jako tuba opcji prorosyjskiej”. Otóż z takich „marginalnych” i „niszowych” formacji politycznych zaczyna się wielka polityka w czasach przełomu i zagubienia. A przecież mamy do czynienia dokładnie z czymś takim w obecnym rozgardiaszu międzynarodowym, rzutującym na kondycję wewnętrzną państw.  Ameryka za prezydentury Trumpa odwraca się od uświęconej więzi transatlantyckiej i od NATO; Rosja toczy krwawą wojnę z „bratnią” Ukrainą; Chiny kojarzone jeszcze pół wieku temu z chaosem i anomią Rewolucji Kulturalnej wybiły się na czempiona rozwoju post-nowoczesnego; BRICS stał się osobliwą alternatywą dla systemu ONZ, a za pośrednictwem Azjatyckiego Banku Inwestycji Infrastrukturalnych (AIIB) Chiny rzucają wyzwanie globalnemu systemowi finansowemu z Bretton Woods, etc. etc.

Koniec podziału

Zresztą i w polskiej polityce doszło do tektonicznych zgoła zmian. Odchodzi w niepamięć podział na „post-komuchów” i „post-solidaruchów”. Przeważa nad nim rozdział pomiędzy modernizatorami i tradycjonalistami, który zdawałoby się uwłaściwiał różnice między Platformą Obywatelską a Prawem i Sprawiedliwością. Ale i ten przedział dezaktualizuje się w obliczu „kontrowersji” pomiędzy rządzącą koalicją platformerską a opozycyjnym PiS-em, które już od jakiegoś czasu noszą znamiona pozoru i symulakrum.

Ongiś rozziew programowy i roszczeniowy między PO i PiS wydawał się taki, że w latach 2021-2023 napisałem książkę o wojnach domowych, albowiem sądziłem, że w Polsce mamy do czynienia z początkami tego typu konfliktu. Wyraźnie przecież wyodrębniały się dwie antagonistyczne kultury polskojęzyczne, z których jedna widzi przyszłość Polski w pogłębianiu związków z państwami i instytucjami Zachodu, skąd tysiąc lat temu przyszła do nas cywilizacja, druga zaś kultywuje „naszość”, rdzenność i swojskość, mimo że roi się tu od przejawów blisko-wzroczności dziejowej i wręcz głupoty.  

Przyszłość poza POPiSem

Okazało się jednak, że w zapętleniu politycznym w obecnej Polsce owa dychotomia się jakoś zatraca i rozłazi. PO okazała się impotentna w egzekwowaniu rządu praw i w osądzeniu na ich mocy jaskrawych nadużyć swych poprzedników, zwłaszcza w sferze wymiaru sprawiedliwości, ale także w sprawie innych kreacjonistycznych szaleństw władz „dobrej zmiany”, jak przekop Mierzei Wiślanej czy Centralny Port Komunikacyjny. Mimo że gromowładnie odgrażała się w tej mierze przed wyborami 2023 roku. PiS powyższą impotencję oczywiście widzi i pnie się po tym gruzowisku obietnic wyborczych PO sprzed 2023 roku ku sukcesowi wyborczemu. Atoli sił mu starcza tyle, ile wynika z żywotności i optymizmu Jarosława Kaczyńskiego, z tego, na ile „wesołe jest [jego] życie staruszka” (z piosenki Kabaretu Starszych Panów). A w tym zakresie uwidaczniają się już drapieżnie rozpostarte pazury jego parobasów, pod siebie zagarniających dostęp do tronu pisowskiego. Co najważniejsze wszelako, uzewnętrzniła się trzecia siła w postaci dwóch Konfederacji. Wybory 2027 roku nie będą już przypominały tedy przeciągania liny między PO a PiS. Można zgoła postawić tezę, że przyszłość należy do partii poza duopolem PO-PiS.

Endek?

Wreszcie godzi się tu przypomnieć Panu Redaktorowi Memchesowi, że onego czasu recenzując nader krytycznie mój Erazjatyzm na wspak, pomawiał mnie o rozumowanie w kategoriach endeckich, czym – nie ukrywam – mnie zaskoczył. Uznany za endeka poczułem się jak molierowski pan Jourdain, który od preceptora dobrych manier dowiedział się, że mówi prozą. Ale w podejrzeniu o endeckość pewnie coś było na rzeczy. 

Kompradorzy od żyta i wódki

Po czwarte wreszcie, kategorycznie nie mogę się zgodzić z Panem Redaktorem, że „w swoim podziwie dla Zachodu – głównie Niemiec – przyjmuję kompradorski punkt widzenia”. Pojęcie „komprador” zdążyło już uwieloznacznić się po tym, jak oznaczało zrazu kolonialnego dostarczyciela surowców i podzespołów dla firm i władz z zachodnich metropolii. Rozumiem jednak, że „komprador” w żargonie pisowskim oznacza kogoś, kto respektuje bogactwo i siłę Zachodu, zamiast wzmagać się patriotycznie. I indyczyć się, że choć potęga Polski zasadza się na produkcji kartofli i kaszany, nakrętek do śrub i łopat, albo też niezawiłych podzespołów na potrzeby (post-) nowoczesnej wytwórczości w UE, to „Polak potrafi” (jak za Gierka). Problem jednak w tym, że ci wszyscy polscy producenci są kompradorami wobec Zachodu. Dopóki Polska nie zacznie produkować technologii post-industrialnych, lecz pozostanie zagłębiem żyta, wieprzowiny i wódki, węgla i stali, wszyscyśmy kompradorzy. [Chłopie, gdzie ten węgiel?? Spałeś tyle lat? md]

prof. Jarosław Bratkiewicz

Kto daje i odbiera…

Kto daje i odbiera…

Umieszczam, choć w części krytykującej Prezydenta się nie zgadzam. Dał przecież bezczelnemu łobuzowi czas na pomyślenie o skutkach… Mirosław Dakowski.

==============================

Eugeniusz Zinkiewicz myslpolska./zinkiewicz-kto-daje-i-odbiera

Miało być poważnie, patriotycznie i uroczyście. Wyszło jak zawsze. Błędem było to, że prezydent Karol Nawrocki nie skonsultował swojej decyzji w sprawie odebrania Orderu Orła Białego, komikowi z Ukrainy. 

W trakcie kolejnej rozmowy z duchem Józefa Piłsudskiego, jak zwykł to czynić dotychczas (patrz: końcowa wypowiedź prezydenta Nawrockiego, w której twierdzi, że rozmawia z duchem marszałka: „Wielokrotnie rozmawiamy ze sobą, właściwie każdego dnia. Wojna polsko-bolszewicka roku 1920 i obecna sytuacja międzynarodowa po ataku Federacji Rosyjskiej, o parlamencie rozmawiamy”). 

Wypadkowa historia

Ponieważ wypadkową stosunku Ukraińców do Polski i Polaków i vice versa jest wspólna historia, zapewne Marszałek odwołałby się do tradycji braterstwa broni polsko-ukraińskiej, wspominając przy tym naczelnego atamana Siemiona Petlurę, toczącego wspólną walkę w ówczesnym okresie historycznym, w ramach paktu Piłsudski-Petlura (sojusz z 21 kwietnia 1920 roku). Następstwem tego sojuszu była podjęta 25 kwietnia wspólna polsko-ukraińska, zwycięska ofensywa przeciwko Armii Czerwonej na Ukrainie. Sojusz ten zakończył się dla Ukraińców w sposób dramatyczny, tragiczny w pełnym słowa tego znaczeniu, o czym pisał ukraiński publicysta Iwan Kedryn-Rudnicki: „Było w dziejach świata wiele wypadków, że sojusznik porzucał sojusznika, układał z wrogiem separatystyczne układy pokojowe, starał się ratować dla siebie maksimum w nowo stworzonej sytuacji. Ale było tak zawsze w razie przegranej. Rozbiór Ukrainy w Rydze pomiędzy Polskę a Rosję nastąpił po wygranej polsko-ukraińskiej w wojnie przeciw Rosji Sowieckiej. Dlatego była to zdrada w klasycznym rozumieniu”.

Dawne spotkania

Przed laty, pisząc dla ukraińskiego czasopisma „Czas Pik” (odpowiednik naszej „Polityki”), pragnąc być na bieżąco z ukraińską polityką, słuchałem wystąpień ukraińskich deputowanych w Wierchownej Radzie Ukrainy. Szczególnie emocjonalne były te po spotkaniach, które miały miejsce w 2011 roku w Polsce. Pierwsze – z sierpnia, w prezydenckiej rezydencji na Półwyspie Helskim, to spotkanie Bronisława Komorowskiego i Wiktora Janukowycza. Drugie to listopadowe spotkanie we Wrocławiu prezydenta Ukrainy Janukowycza z prezydentami Polski i Niemiec Komorowskim i Chistianem Wulffem

Przeciwko ingerencji w sprawy ukraińskie

W ocenie ukraińskich deputowanych uzależnianie prowadzenia rozmów stowarzyszeniowych z UE od konkretnych roszczeń kierowanych pod adresem Ukrainy było mieszaniem się w wewnętrzne sprawy Ukrainy mającym charakter szantażu politycznego. Przypominam, że chodziło o uwolnienie z aresztu Julii Tymoszenko. Zdaniem Brukseli, była premier, ścigana za nadużycia (za korupcję) przy zawieraniu umów gazowych z Rosją, za swe czyny powinna ponosić odpowiedzialność polityczną, a nie karną. Zarówno dla samej Ukrainy, jak i ówczesnego jej prezydenta Janukowycza, integracja z UE była bardzo ważna, o czym mówił we Wrocławiu po spotkaniu z prezydentami Polski i Niemiec.

Bojówki szykowane w Polsce 

W późniejszym okresie, słuchając emocjonalnych wystąpień w Wierchownej Radzie Ukrainy, usłyszałem, że Polska, która ma czelność udawać przyjaciela Ukrainy, na swoim terytorium szkoli dywersantów, którzy mają obalić prezydenta Janukowycza. Mówca powołał się w swoim wystąpieniu na informacje ukraińskiego wywiadu zagranicznego. Zwróciłem się więc z zapytaniem do redakcji „Czas Pika” z zapytaniem czy dobrze zrozumiałem sens wypowiedzi tego ukraińskiego deputowanego. Odpowiedź redakcji była dla mnie szokująca, albowiem otrzymałem potwierdzenie tego, o czym mówił ten parlamentarzysta. 

Pomoc weteranom?

Po zapoznaniu się z komunikatem z 24 października 2024 roku ambasadora USA w Warszawie Marka Brzezińskiego, doznałem iluminacji: „Stany Zjednoczone, Polska i Ukraina połączyły siły, aby pomóc ukraińskim weteranom wojennym w reintegracji do życia cywilnego. Tak jak staliśmy u boku narodu ukraińskiego, gdy bronił swojej ojczyzny, tak Amerykanie i Polacy będą solidarnie wspierać ukraińskich bohaterów, którzy mierzą się z nowymi wyzwaniami. Ministerstwo Polityki Społecznej Ukrainy szacuje, że ponad 300 tysięcy Ukraińców żyje z niepełnosprawnościami w wyniku pełnoskalowej rosyjskiej inwazji. Żołnierze odważnie służą w każdym z naszych krajów, a naszym obowiązkiem jest zapewnić im wsparcie, opiekę i szacunek, na które zasługują. Wraz ze wzrostem liczby weteranów rośnie również potrzeba opieki – zarówno w zakresie leczenia traum, jak i blizn, które noszą. Ta konferencja była poświęcona poszukiwaniu rozwiązań, budowaniu sieci wsparcia oraz tworzeniu systemu, na który Ukraina będzie mogła liczyć w przyszłości”.

Nacjonalizm ukraiński potrzebny Applebaum

O tym „tworzeniu systemu, na który Ukraina będzie mogła liczyć w przyszłości”, o którym raczył napisać ambasador USA Mark Brzeziński, już wcześniej można było przeczytać. W internetowym wydaniu „The New Republic”, w obszernym artykule Anne Applebaum z 13 maja 2014 roku Nationalism Is Exactly What Ukraine Needs (Nacjonalizm jest dokładnie tym, czego potrzebuje Ukraina). Czytamy tam obszerną analizę ukraińskiego nacjonalizmu, z której w konkluzji dowiadujemy się, że „nacjonalizm może zainspirować do ulepszenia swojego kraju, aby móc żyć zgodnie z wizerunkiem, jaki chcesz, aby miał. Ukraińcy potrzebują więcej tego rodzaju inspiracji, a nie mniej – chwil takich jak ostatni Sylwester, kiedy o północy na Majdanie ponad 100 000 Ukraińców odśpiewało hymn narodowy. Potrzebują więcej okazji, aby móc krzyczeć: Sława Ukraini – Hierojam Slava – Chwała Ukrainie, chwała jej bohaterom, co było wprawdzie hasłem kontrowersyjnej Ukraińskiej Powstańczej Armii w latach czterdziestych XX wieku, ale zostało przyjęte do nowego kontekstu. A potem oczywiście muszą przełożyć te emocje na prawa, instytucje, przyzwoity system sądowy i akademie szkoleniowe policji. Jeśli tego nie zrobią, ich kraj ponownie przestanie istnieć. Innymi słowy, klucz do ’być albo nie być’ Ukrainy tkwi w ukraińskim zmodyfikowanym nacjonalizmie!”.

Prezydent wyciągnął Polskę z roli

Reasumując, Polska po ubogaceniu w doświadczonych, zaprawionych w walkach kombatantów, weteranów, nacjonalistów ukraińskich wyznających ideologię Bandery i Szuchewycza, ma ich wesprzeć, wyleczyć, otoczyć opieką, szacunkiem w celu „budowaniu sieci wsparcia oraz tworzeniu systemu, na który Ukraina będzie mogła liczyć w przyszłości” (sic!). A tu nagle prezydent Nawrocki oświadczył, że odbiera Order Orła Białego Wołodymyrowi Zełenskiemu, ponieważ: „próg bólu został przekroczony”. Innymi słowy, prezydent w ten symboliczny sposób przeciwstawił się roli Polski wyznaczonej przez globalistów jako sługi Ukrainy i… banderowców. Z drugiej strony, Ukraińcy nie ufali i nie ufają polskim politykom. Mają ku temu powody, o których napisałem na wstępie.

Co z Sakiewiczem i SBU?

Rzekomo jest decyzja! Prezydent Ukrainy odebrał Tomaszowi Sakiewiczowi medal za zasługi dla SBU! Czy to polityczny błąd, który spowoduje odwrócenie się środowiska dziennikarskiego w Polsce od spraw ukraińskich? Czy polskie media – dziennikarze i „eksperci” – przestaną przekazywać ukraińską narrację na temat historycznych i współczesnych relacji polsko-ukraińskich!? O tym na Facebooku donosi Narodowa Anarchosyndykalistka. 

Eugeniusz Zinkiewicz

Dumme Parade

Dumme Parade

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    21 czerwca 2026 michalkiewicz

Chociaż ukraińscy banderowcy „srają Polsce na głowę” – jak powiedziałaby pani Krystyna Janda – chociaż Książę-Małżonek, najwyraźniej odczuwający dyskomfort z powodu nieuwzględnienia go przy zaproszeniu na obchody 80-lecia urodzin prezydenta Donalda Trumpa, że aż życzył panu prezydentowi Nawrockiemu, który na urodziny prezydenta Trumpa został zaproszony, żeby przynajmniej doszedł „do finału” w walkach MMA, chociaż rewelacje na temat braci Rysiczów, ukraińskich herojów afery podkarpackiej, która mogła przybrać takie rozmiary dlatego, że obydwaj bracia-sutenerowie wysługiwali się również polskiej bezpiece, została przez stare kiejkuty ucięta z dnia na dzień i żaden funkcjonariusz Propaganda Abteilung, zarówno służący Donaldu Tusku, jak i służący Naczelnikowi Państwa Jarosławowi Kaczyńskiemu już nie ośmieli się na ten temat zająknąć – to jednak nasz nieszczęśliwy kraj, przynajmniej na jednym odcinku, dotrzymuje kroku innym nieszczęśliwym krajom. Mam oczywiście na myśli „Paradę Równości”, jaka niedawno przeszła ulicami Warszawy.

W ogóle czerwiec, który dotychczas uchodził za miesiąc poświęcony czci Serca Jezusowego, za sprawą poszczególnych Judenratów, których działalność koordynują promotorzy rewolucji komunistycznej, finansowani między innymi przez starego, żydowskiego finansowego grandziarza Jerzego Sorosa, został niepostrzeżenie przerobiony na miesiąc „dumy gejowskiej”. Chodzi o to, że sodomczykowie i gomorytki, czyli tak zwani „geje” oraz lesbijki, pragną odczuwać „dumę”. Nie chodzi przy tym o tę Dumę w Moskwie, bo jak tak dalej pójdzie, to nie tylko sodomczykowie i gomorytki, ale wszyscy inni też, oddziaływania tej z Dumy doświadczą na własnej skórze – tylko o „dumę” w znaczeniu satysfakcji.

W tym miejscu nie mogę się powstrzymać od przypomnienia anegdotki z pamiętnika pewnej arystokratki. Wspomina ona, że w młodości była bardzo dumna. Tak bardzo, że nabrała wątpliwości, czy przypadkiem nie powinna wyznać tego spowiednikowi. Ten w odpowiedzi na jej wyznanie zauważył, że pewnie pochodzi ze starej rodziny. – Owszem – odpowiedziała penitentka – ale to nie z tego powodu jestem taka dumna. – To pewnie twoi rodzice mają jakieś wybitne osiągnięcia – drążył spowiednik. – Owszem, są wykształceni i osiągnięcia mają – ale to nie jest ta przyczyna. – Już wiem – szepnął spowiednik. – Ty musisz być bardzo ładna. – Nie narzekam – odparła rezolutnie panienka – ale tu nie o to chodzi. – Moje dziecko – odezwał się po namyśle spowiednik. – Ty nie jesteś wcale dumna, tylko głupia, a to nie grzech.

Z czego bowiem mają odczuwać „dumę” sodomczykowie i gomorytki? Z tego, jak zaspokajają popęd płciowy. Sodomczykowie zaspokajają popęd płciowy albo – jak powiadają gitowcy – „paciakując w popielnik” – albo obciągając sobie nawzajem laskę. Gomorytki z kolei albo mlaskają się po klitorisach, albo uprawiają tzw. anilingus, to znaczy – mlaskają się po odbytach. Oczywiście skoro nie mają żadnych innych powodów by odczuwać dumę, to dobre i to – chociaż z drugiej strony osobnika, który wychodziłby na ulicę wykrzykując, jak to wspaniale spółkuje z panienkami, podejrzewano by przynajmniej o niestabilność emocjonalną i oddano w ręce infirmerów. Tymczasem sodomczykom i gomorytkom podczas „Parady Równości” dotrzymywała towarzystwa zarówno Wielce Czcigodna Magdalena Biejat, która fuchę wicemarszałkini Senatu wykonuje podobno w sposób nie zwracający niczyjej uwagi, oraz prezydent Warszawy, pan Rafał Trzaskowski.

Mój Honorable Correspondant, który obserwuje te parady z obowiązku, poinformował mnie, że coraz większą część ich uczestników stanowią nawet nie sodomczykowie, czy gomorytki, tylko wariaci w sensie medycznym. Najwyraźniej promotorzy komunistycznej rewolucji musieli rozszerzyć szeregi proletariatu zastępczego również na wariatów. Ich też zamierzają „wyzwolić”, podobnie jak „kobiety”, sodomczyków i gomorytki.

Judenrat „Gazety Wyborczej” najwyraźniej wychodzi temu naprzeciw, bo podczas lektury tamtejszych publikacji można odnieść wrażenie, że tworzyli je wariaci. To by się zresztą zgadzało, bo przysłowie powiada, że czym skorupka za młodu nasiąknie, tym na starość trąci. Pan red. Michnik dzieciństwo spędził w rodzinie zaangażowanych komunistów, a jak wiadomo, granica między takim zaangażowaniem a odlotami bywa bardzo płynna, więc nic dziwnego, że w starszym wieku te predylekcje coraz bardziej dochodzą do głosu. Jak się to wszystko skończy, jakie paroksyzmy będzie musiał przeżywać wskutek tego nasz nieszczęśliwy kraj – to całkiem inna sprawa.

Znalezienie się w mocy wariatów z pewnością do przyjemności nie należy i to nie tylko dla osób postronnych, ale i dla porażonych. Dobrą ilustrację stanowi przypadek pani Joanny Szczepkowskiej. Jeszcze w 1989 roku, kiedy to oświadczyła, że „upadł komunizm”, sprawiała wrażenie osoby tylko figlarnej. Jak bowiem zauważył prof. Bogusław Wolniewicz, komunizm wcale nie „upadł”, tylko „mutuje”. Zresztą żeby się o tym przekonać, to nawet wtedy wystarczyła zwykła spostrzegawczość. Tylko wyjątkowy dureń bowiem mógł nie zauważyć, że dowodem na „upadek” komunizmu był wybór przywódcy tych „upadłych” komunistów, generała Wojciecha Jaruzelskiego, na prezydenta „wolnej Polski”. Oczywiście w przypadku pani Joanny Szczepkowskiej wystarczała sama figlarność, bo nikt od niej specjalnej przenikliwości przecież nie oczekiwał. Teraz jednak już nie sprawia wrażenia figlarnej, tylko zgorzkniałej, chociaż nadal nie zauważa, że „mówi prozą”.

Ale mniejsza już o nią, bo w przypadku aktorów czar pryska, gdy zaczynają mówić własnym tekstem, chociaż nawet w takich razach kieruje nimi instynkt stadny. Tak było w Ameryce za prezydenta Nixona, tak jest za prezydenta Trumpa, przeciwko któremu staje w szranki Jane Fonda, co to nadstawiała się w swoim czasie władzom Wietnamu Północnego i tak samo jest u nas, gdzie celebrytowie demonstrują pogardę wobec pana prezydenta Nawrockiego. Mechanizm tego zjawiska musi być bardzo podobny do „dumy” demonstrowanej przez sodomczyków i gomorytki, no a poza tym i w jednym i w drugim przypadku dochodzi do głosu instynkt stadny: „rozpoznajemy się po »Ulissesach« – nawoływał w latach 70-tych jegomość znany w środowisku pod pseudonimem »Kocica«”.

Najciekawsze jednak jest w tym wszystkim to, że sodomczykowie i gomorytki też ćwierkają z klucza. Oto sponsorzy: miasto Warszawa, Ambasada RFN, Ambasada Meksyku, Komisja Europejska i Fundacja Heinricha Bolla. Ale wielość sponsorów niemieckich niech nas nie zwodzi, bo zarówno Ambasada, jak i Fundacja Bolla, nie mówiąc już o Komisji Europejskiej, czerpią swoje środki z funduszy publicznych. Oczywiście na pieniądzach nie jest napisane, że mogą pochodzić z gadzinowego funduszu BND, ale to przecież nikomu nie przeszkadza, bo skoro nie jest napisane, to nie jest, dzięki czemu można stworzyć wrażenie pełnego spontanu i odlotu, niczym w Wielkiej Orkiestrze Świątecznej Pomocy „Jurka” Owsiaka, co to nawet serduszka ma podobne, jak Winterhilfswerke.

Stanisław Michalkiewicz

Sceny myśliwskie

Sceny myśliwskie

Stanisław Michalkiewicz „Magazyn Polonia”    20 czerwca 2026

Rochu! – mówił zirytowany do żywego pan Zagłoba do Rocha Kowalskiego po tym, jak został nakryty w trakcie wojowania z małpami w ogrodzie jednego z pałaców podczas szturmu na będącą w szwedzkich rękach Warszawę. – Muszę – ciągnął – dokonać jakiegoś bohaterskiego czynu, by zmazać tę kompromitację. – Wuj musi! – przytaknął Roch Kowalski. I rzeczywiście, wszystko się udało. Pan Zagłoba kazał podstawić puszkę z prochem pod bramę, która wskutek tego została wysadzona, dzięki czemu ciurowie, którymi pan Zagłoba podczas szturmu dowodził, wdarli się do miasta.

11 czerwca rozpoczęły się mistrzostwa świata w futbolu, rozgrywane jednocześnie w trzech państwach: Meksyku, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie. Zainteresowanie futbolowymi rozgrywkami jest tak duże, że z pewnością zepchnie na dalszy plan inne wydarzenia, z wizytą papieża Leona XIV na Wyspach Kanaryjskich, nie mówiąc już o wojnach, jakie bezcenny Izrael wespół ze Stanami Zjednoczonymi prowadzi nie tylko ze złowrogim Iranem, ale także – z jego psem łańcuchowym, czyli Hezbollahem w Libanie.

Nawiasem mówiąc, ta wojna w Libanie stała się pretekstem do przerwania rozmów amerykańsko-irańskich, w następstwie czego prezydent Donald Trump, który chyba już ze 40 razy zapowiadał rychłe zakończenie tej wojny, w którą – co tu ukrywać – został przez przebiegłego premiera Beniamina Netanjahu wkręcony, znowu nakazał obrzucanie złowrogiego Iranu ponaddźwiękowymi dzidami, a złowrogi Iran w rewanżu znowu obrzuca ponaddźwiękowymi dzidami amerykańskie bazy w krajach arabskich.

Wprawdzie pojawiły się pogłoski, jakoby prezydent Trump strasznie obsztorcował izraelskiego premiera z powodu jego dokazywania w Libanie – ale ja nie wierzę, by się na to odważył, bo wtedy Żydowie w Ameryce następnego dnia zrobiliby z niego marmoladę. Nic takiego się nie stało, więc chyba żadnej obsztorcówy nie było tym bardziej, że Beniamin Netanjahu wszelkie uwagi amerykańskiego prezydenta olewa ciepłym moczem i kontynuuje dokazywanie zarówno w Libanie, jak i w Strefie Gazy, bo to mu zapewni zwycięstwo w październikowych wyborach w bezcennym Izraelu. Jak bowiem donoszą z Bliskiego Wschodu, izraelscy Żydowie murem stoją za swoim premierem, podobnie, jak Niemcy za Adolfem Hitlerem po jego zwycięstwie nad Francją w 1940 roku.

Ale wszystkie te doniosłe wydarzenia – jak już wspomniałem – zostaną zepchnięte na dalszy plan przez mistrzostwa świata w futbolu, chociaż niby każdy wie, że od ich rezultatu tak naprawdę nic nie zależy. Okazuje się, że potęga przemysłu rozrywkowego jest większa, niż wszystkie problemy, które trapią świat, więc może niepotrzebnie tak się tymi wszystkimi problemami przejmujemy, bo najważniejsze jest, żeby wypić, zakąsić, a w wolnych chwilach – pokibicować jakiejś drużynie.

Nasz nieszczęśliwy kraj niestety kibicować nie ma komu, bo nasza wspaniała drużyna w rozgrywkach udziału nie bierze, w związku z czym vaginet obywatela Tuska Donalda przygotował nam całkiem inne rozrywki, których dodatkowym celem jest zatarcie niemiłego wrażenia, jakie powstało po rewelacjach dotyczących braci Rysiczów, co to na Podkarpaciu pozakładali byli całą sieć burdeli, korzystających z ochrony roztoczonej nad nimi ze strony policji, prokuratury i niezawisłych sądów.

Początkowo panowało przekonanie, że ukraińscy sutenerowie zwyczajnie dopuścili do spółdzielni zarówno policjantów, jak i prokuratorów i niezawisłe sądy – ale na szczęście się wyjaśniło, że nic z tych rzeczy. Wyrozumiałość naszych władz brała się stąd, że bracia Rysiczowie byli konfidentami polskiej bezpieki. Z jednej strony to dobrze, bo nie musieli nikogo korumpować, no ale z drugiej strony to jeszcze gorzej, bo się okazało się zarówno policja, prokuratura, jak i niezawisłe sądy wykonują w podskokach zadania wyznaczone przez oficerów prowadzących z bezpieki.

W ten oto sposób potwierdziła się w całej rozciągłości moja ulubiona teoria spiskowa, według której najtwardszym jądrem naszej młodej demokracji nadal pozostaje bezpieka – podobnie jak pozostawała najtwardszym jądrem systemu za pierwszej komuny. Jednak z punktu widzenia wiary w autentyczność demokracji, jest to – co tu ukrywać – straszliwa plama, którą vaginet obywatela Tuska Donalda próbuje właśnie zatrzeć przy pomocy rozrywkowej operacji przypominającej sceny myśliwskie z Dolnej Bawarii.

Oto na przesłuchanie do niezależnej prokuratury wezwany został na świadka Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński, nad którym przez bite siedem godzin pastwiła się nie tylko niezależna prokuratura, ale również Wielce Czcigodny Giertych Roman i pan mecenas Dubois. Niezależne od tego całe nasze demokratyczne państwo prawne, urzeczywistniające zasady sprawiedliwości społecznej, ugania się po świecie za złowrogim Zbigniewem Ziobrą i Marcinem Romanowskim, który starannie zaciera za sobą wszelkie ślady. Obywatel Żurek Waldemar mało jaja nie zniesie, żeby wreszcie tych winowajców dopaść, ale wygląda na to, że trafiła kosa na kamień – a na domiar złego właśnie zebrała się Krajowa Rada Sądownictwa, co do której nie ma pewności, czy aby na pewno jest legalna, czy nie. Ale w świetle rewelacji na temat afery podkarpackiej kwestia legalności niezawisłych sądów nie wydaje się już taka ważna, bo przecież nie tyle chodzi o to, by były one legalne, tylko – żeby słuchały się bezpieki – a do tego legalność nie jest tak bezwzględnie konieczna.

Odwrotnie – im większe wątpliwości co do legalności prokuratury, czy sądów, tym bardzie muszą one akomodować się do wymagań bezpieki – bo to ona ma ostatnie słowo nie tylko w kwestii legalności, ale w ogóle – we wszystkich innych sprawach naszego państwa, a nawet – całego życia publicznego. Toteż bez zaskoczenia przyjęliśmy decyzję niezawisłego sądu, który nakazał Grzegorzu Braunu przeprosić Komendanturę chwilowo nieczynnego obozu w Auszwicu, że w tym obozie infrastruktura pozostawia wiele do życzenia. Niezawisły sąd nakazał Grzegorzu Braunu zameldować, że chwilowo nieczynny obóz jest w znakomitym stanie. Domyślamy się tedy, że jeśli tylko uda się skompletować załogę – z czym nie powinno być przecież żadnych trudności – to można go będzie uruchomić gwoli nauczenia rozumu wszystkich wrogów demokracji, co to pławią się od rana do wieczora w mowie nienawiści.

Obawiam się jednak, że te rozrywki mogą okazać się niewystarczające do zatarcia złego wrażenia po podkarpackich rewelacjach, więc w czynie społecznym wracam do pomysłu racjonalizatorskiego, by Sejm uchwalił specustawę o zagazowaniu Grzegorza Brauna – ale nie w Auszwicu – bo nie wypada, by tamtejsza Komendantura gazowała w swojej sprawie – tylko na Majdanku. Jest tam niewielka komora, w sam raz do takiej egzekucji, a żeby wykorzystać tę okazję do prewencji ogólnej, trzeba by spędzić tłumy, zaś podczas gazowania delikwenta orkiestry grałyby „Tango Milonga”: „Tango Milonga, tango mych marzeń i snów, niechaj ostatni raz usłyszę!

Stanisław Michalkiewicz

Popis banderyzmu

Popis banderyzmu

Autor: AlterCabrio , 22 czerwca 2026 ekspedyt

Czy ukraińskość jest nierozłącznie związana z banderyzmem? Odpowiedź: nie ma ukraińskości, gdyż nie ma tożsamości ukraińskiej, w sensie tożsamości narodowo-państwowej, tak, jak u Polaków. Jest raczej świadomość miejsca pochodzenia, którym jest kraj, zwany Ukrainą, i to dotyczy większości tzw. zwykłych Ukraińców, których miliony przesiedlono do Polski i innych państw Unii Europejskiej, w ramach wielkiej operacji podmiany ludności

Zdjęcie tytułowe: LINK

Popis banderyzmu

No i stało się. Banderyzm wybił niczym szambo, a przyczynkiem było odebranie przez prezydenta Nawrockiego orderu Orła Białego, przyznanego Żeleńskiemu, w reakcji na nadanie przez Żeleńskiego imienia bohaterów upa jednej z jednostek wojskowych.

Na razie wybiło to z ust najwyższych przedstawicieli reżimu kijowskiego, ale jest tylko kwestią czasu, gdy zwykli Polacy, żyjący sobie dotąd spokojnie, nieświadomi postępującej podmiany ludności przekonają się, jak objawia się ta cecha charakteru w codziennym obyciu. Bo banderyzm to stan umysłu, nikt się co prawda takim nie rodzi, ale niektórzy się takimi stają. Dotąd myśleliśmy, że co prawda nie każdy Ukrainiec jest banderowcem, ale za to każdy banderowiec jest Ukraińcem.

Trzeba zweryfikować to mniemanie. Skąd bowiem tak wielu sympatyków banderowskiej Ukrainy w rządzie III RP i wśród tzw. elit naszego kraju? Skąd wzięło się tyle ukraińskich flag, wiszących na publicznych budynkach w Polsce? Kto je tam wiesza? Czemu cieszą się szczególną ochroną władz? kto nadaje te wszystkie polskie ordery tuzom Nowej Chazarii? Musimy sobie odpowiedzieć na dwa zasadnicze pytania: o relację ukraińskości do banderyzmu, i relację osób w Polsce do interesów ukraińskich.

Pytanie pierwsze brzmi: czy ukraińskość jest nierozłącznie związana z banderyzmem? Odpowiedź: nie ma ukraińskości, gdyż nie ma tożsamości ukraińskiej, w sensie tożsamości narodowo-państwowej, tak, jak u Polaków. Jest raczej świadomość miejsca pochodzenia, którym jest kraj, zwany Ukrainą, i to dotyczy większości tzw. zwykłych Ukraińców, których miliony przesiedlono do Polski i innych państw Unii Europejskiej, w ramach wielkiej operacji podmiany ludności, co jest jednym z warunków budowy Pan-Europy, czyli realizacji planu żydomasońskiego.

Nawet językowo ukraińskość nie jest dokładnie określona, skoro nawet kagan kijowski uczył się tego języka dopiero, gdy został prezydentem. Ta niejasna świadomość miejsca pochodzenia, skojarzona z niejasną kwestią językową rzucona jest na kolejną niejasność, mianowicie na niejednolitość etniczną ludności Ukrainy. Część to Rusini, przez Rosjan traktowani jako Małorusy, w większości zamieszkująca Ukrainę Wschodnią, część to mieszanina, zwana czernią, w większości zamieszkująca Ukrainę Zachodnią, a poza tym Rosjanie, Polacy, Żydzi i inne nacje. To nie jest więc naród, ani nawet narodowość, lecz ludność. Jej świadomość jest nieuformowana i brak tam wspólnych idei. Na początku Specjalnej Operacji Wojskowej wspólnym łącznikiem była wrogość wobec Rosji, połączona ze zjednoczeniem się pod wspólną flagą, którą uosabiał rząd w Kijowie.

Teraz zaś nie ma nawet tego, co pokazuje masowy exodus Ukraińców z Ukrainy w poszukiwaniu lepszego miejsca do życia. Jedyną ideą, jaka istnieje na Ukrainie, używaną do cementowania różnych elementów ludności jest banderyzm, wykorzystywany przez reżim kijowski jako ideologia państwowa. W pierwszej kolejności banderyzm jest antypolski, w drugiej antyrosyjski, w trzeciej antyludzki. Jeśli więc ktoś chciałby w przyszłości uważać się za patriotę ukraińskiego, będzie musiał przyjąć banderyzm za swe życiowe credo.

Dziś więc większość Ukraińców nie jest świadomymi banderowcami, ale może się nimi stać, jeśli będzie chciała być lojalna wobec reżimu w Kijowie, czyli Nowej Chazarii. Banderyzm bowiem to pewna szczególna dyspozycja intelektualno-moralna, zbliżona do nazizmu, oparta na wzorach talmudycznych, która każe mordować wszystkich, których uważa za wrogów, zachowując przy tym skrajną butę, pogardę i nienawiść dla swoich dobroczyńców. Wrogiem jest ten, który zagraża samostijnej Ukrainie, i zawsze wskazuje go władza. Tak się składa, że wrogiem banderyzmu zawsze jest naród i państwo polskie, i to stanowi fundament banderyzmu i nigdy się nie zmieni. Jeśli więc dziś nie każdy Ukrainiec jest banderowcem, to w przyszłości już nieodległej reżim kijowski zmusi do banderyzmu wszystkich, których ma pod władzą.

Pytanie drugie brzmi: dlaczego w Polsce tak wielu jest obrońców interesów ukraińskich, mimo że Ukraińcy zgotowali Polakom okrutne krwawe rzezie? Odpowiedzi jest kilka. Po pierwsze, głupota, połączona z propagandą proukraińską. Po drugie, kwity, jakie służby ukraińskie mają na polityków w Polsce, głównie związane z korupcją i nieletnią prostytucją. Po trzecie, nie są to Polacy, ale Ukraińcy, udający Polaków, mający sympatie banderowskie. W Polsce pod rządami popisu występują wszystkie trzy sytuacje, można więc powiedzieć, że rządzi nami ukraińsko-banderowska klika.

Jedynie tak można wytłumaczyć butę, arogancję i bezczelność polityków i funkcjonariuszy ukraińskich wobec Polski i Polaków, panoszenie się służb ukraińskich w Polsce, liczne pożary, finansowanie przez państwo polskie reżimu kijowskiego pomimo zniewag, narażanie bezpieczeństwa narodowego w imię interesów banderowców. Tak więc spora część polityków w Polsce to banderowcy funkcjonalni. Można więc zidentyfikować nową jednostkę choroby politycznej: banderyzm funkcjonalny.

To stwierdzenie jest konieczne, aby opracować plan działania. Skoro rządzą nami banderowcy, to będą robić rzeczy dla Lachów skrajnie niekorzystne. Jeśli dalej przyjrzymy się politykom i ich formacjom politycznym, zobaczymy, że problem ten dotyczy całego popisu, czyli frakcji magdalenkowej. Idąc dalej, to oni pozwolili na rozwijanie się banderyzmu na Ukrainie i nie zrobili niczego, aby to zatrzymać, a mogli dużo, gdyż reżim kijowski zależny jest od Polski w sposób egzystencjalny. To politycy popisu pozwolili na przesiedlenie milionów Ukraińców do Polski, dali im przywileje i ograbili państwo i naród z pieniędzy i innych dóbr, aby przekazać je banderowcom. Robią zresztą to nadal.

Musimy wyciągnąć z tego praktyczne wnioski. Po pierwsze, rozwój banderyzmu na Ukrainie jest pewny, wraz z konsolidacją władzy przez reżim kijowski. Po drugie, banderyzm jest dla Polaków zagrożeniem śmiertelnym, zarówno dla państwa, jak i narodu. Po trzecie, jeśli nadal będą trwały rządy popis, banderyzm będzie ideologią władzy również w Polsce. Po czwarte, banderyzm reaguje tylko na brutalną i bezwzględną siłę, więc dogadywanie się z banderowcami możliwe jest z użyciem środków przymusu. Tak więc dalsze trwanie obecnego układy władzy w Polsce daje nam duże prawdopodobieństwo powtórki z rzezi Lachów.

Aby uniknąć rzezi lub łagodniejszych, acz zawsze przykrych skutków banderyzmu w Polsce, należy wyeliminować jego przyczyny, a są one dwie: wewnętrzna i zewnętrzna. Przyczyna wewnętrzna eskalacji banderyzmu w Polsce są banderowskie rządy, czyli popis. Z tym można sobie poradzić, wybierając Konfederację Korony Polskiej, a następnie banderowców, udających Polaków ukarać sprawiedliwie, czyli przykładnie i surowo.

Przyczyną zewnętrzną banderyzmu na Ukrainie jest system geopolityczny, objawiający się w postaci NATO i UE, który na szczęście trzeszczy i rozpada się. Tu rada na banderyzm jest prosta: zawiązać sojusz antyterrorystyczny z tymi państwami, które również zagrożone są banderowskim terroryzmem, czyli co najmniej z Białorusią, Rosją, Czechami, Słowacją, Węgrami, Rumunią. Reżim kijowski powinien zostać spacyfikowany, winni ukarani sprawiedliwe, czyli surowo, a tzw. państwo ukraińskie wzięte w zarząd powierniczy białorusko-rosyjsko-polski.

Oznacza to obalenie dotychczasowego mitu, jakoby Ukraina walczyła za Polskę i Europę. To fałsz, Ukraina walczy za interesy Wielkiej Brytanii, USA, Niemców i Żydów, a pierwszą ofiarą jest ludność Ukrainy. Ktokolwiek zakończyłby Nową Chazarię, ten wyrządziłby ludowi Ukrainy wielką przysługę.

Cała nadzieja w Lechitach, że będą potrafili dogadać się z Rosjanami, aby rozgromić Chazarię jak w 956 r., dla dobra Rusinów, Europy i całego świata, po złości Żydom.

=============================================================

Kto chce się włączyć, polecam lekturę formacyjną:

Księga I: Historia debilizacji: LINK

Księga II: Rewolucja bachantek: LINK

____________________

Popis banderyzmu, Bartosz Kopczyński, 22 czerwca 2026

Jasionka jak Bagram

Jasionka jak Bagram

20 czerwca 2026, idziemy.pl/komentarze/jasionka-jak-bagram

Amerykanie, wykrawający sobie bez żadnych podstaw lub zgód coś w rodzaju eksklawy z polskiego terytorium. Oficerowie wywiadów, przylatujący do Polski i wylatujący z niej poza wszelką kontrolą naszych służb i bez śladu w dokumentach. Chaos prawny i organizacyjny. Brak podstaw prawnych do stosowania w cywilnym porcie lotniczym wojskowych procedur. Olbrzymie i nigdy nieodzyskane wydatki na paliwo tankowane do samolotów różnych państw, nie tylko amerykańskich i ukraińskich.

A wreszcie ukraińscy bonzowie z rekomendacją rządu w Kijowie, szlajający się przez tydzień po lotnisku z gotówką, którą chcieli wcisnąć jako łapówkę osobom decyzyjnym za ułatwienie odprawienia samolotu z uzbrojeniem. 

To nie opis lotniska gdzieś w Afganistanie, Iraku albo innym miejscu w trzecim świecie. To podrzeszowska Jasionka po wybuchu wojny w Ukrainie. Taki obraz tego portu lotniczego znajdziemy w nowej książce Zbigniewa Parafianowicza „Kłopot z Zełenskim”. Obraz – dodajmy – wyłaniający się z wypowiedzi jego rozmówców (z nich bowiem złożona jest książka): oficerów naszych służb, ludzi pracujących na lotnisku, polskich polityków. Jest to obraz dramatyczny, najlepiej podsumowany słowami jednego z rozmówców Parafianowicza, który stwierdza, że Amerykanie traktowali Jasionkę jak Bagram (miasto w Afganistanie).

Tak jakby działali nie na terytorium jednego ze swoich europejskich, NATO-wskich sojuszników, ale w jakiejś drugorzędnej, traktowanej całkowicie przedmiotowo kolonii. 

Tego wątku skądinąd bardzo ciekawej, ale też bardzo przygnębiającej książki znanego dziennikarza nie należy traktować czysto anegdotycznie. Wręcz przeciwnie: ma on walor symboliczny. Jak w soczewce pokazuje, jakie miejsce w hierarchii zajmuje nasze państwo (i zajmowało za poprzedniej władzy, bo przecież mówimy o okresie, gdy jeszcze rządziło PiS).

Nie jest wytłumaczeniem, że wszystko to działo się w czasie chaosu, związanego z atakiem Rosji na Ukrainę. Można nawet postawić tezę, że to jeszcze gorzej. Gdyby nasze państwo było przygotowane na nadzwyczajne okoliczności i było poważnie traktowane przez partnerów, miałoby skuteczne, zawczasu przygotowane procedury, które nie pozwoliłyby na kompletne bezhołowie. 

Miałem okazję zapytać o ten opis Mateusza Morawieckiego podczas czerwcowego zjazdu Klubu Jagiellońskiego. Pan premier bardzo się oburzył i oznajmił, że jest to nieprawda. Że wszystko było pod kontrolą i Amerykanie nie zrobili sobie z Jasionki eksklawy. Szkopuł w tym, że w swojej książce Parafianowicz nie cytuje jednej osoby. Cytuje ich wiele, a ich relacje są ze sobą spójne i pokazują to samo. W jakim celu ci ludzie mieliby opowiadać nieprawdę? Jestem natomiast w stanie pojąć, dlaczego Mateusz Morawiecki usilnie takiemu obrazowi zaprzecza. Wszak stanowi on oskarżenie wobec stanu państwa po czterech latach jego rządów (licząc od końca 2017 do początków 2022 r.). 

Książka Parafianowicza jest bezlitosna dla złudzeń każdej ze stron politycznego sporu o rzekomej wielkości Polski. Zaczyna się bowiem od wątku podróży Donalda Tuska do Kijowa w maju 2025 r.

Przypomnijmy: podróż, która miała świadczyć o uczestnictwie naszego kraju w układaniu nowego porządku, skończyła się wrażeniem odwrotnym, gdy okazało się, że pan premier jechał w osobnym wagonie, a trzej pozostali uczestnicy wyjazdu – brytyjski premier Keir Starmer, francuski prezydent Emmanuel Macron oraz niemiecki kanclerz Friedrich Merz – w innym. Oni razem, Polak osobno. I nie był to przypadek. Było to celowe działanie strony ukraińskiej, której celem było uderzenie w Tuska i w Polskę. Właśnie tak: i w premiera, i w nasze państwo w ogóle, dlatego przeciwnicy polityczni Tuska nie mają się z czego cieszyć. 

Książka Parafianowicza to coś więcej niż tylko historia naszych relacji z Kijowem. To opowieść o stanie polskiego państwa. Opowieść z bardzo niewesołą konkluzją.

Ukraina zbliża nas do Rosji

Ukraina zbliża nas do Rosji

Przemysław Piasta myslpolska/ukraina-zbliza-nas-do-rosji

Byli prezydenci Ukrainy: Leonid Kuczma, Wiktor Juszczenko oraz Petro Poroszenko zrzekli się Orderów Orła Białego. To znaczący gest. Dodajmy, gest Polsce wrogi. Kuczma, Juszczenko i Poroszenko nie oddali bowiem insygniów w pokorze, uznając się słusznie za niegodnych. Oddali je w geście pychy, buty i arogancji. W geście jawnej wrogości wobec Polski.

Nieważne, że Polacy jako pierwsi wyciągnęli ręce i serca do narodu ukraińskiego, nieważne, że przekazaliśmy za darmo ogrom sprzętu wojskowego, nieważne, iż udzieliliśmy pomocy w setkach miliardów złotych, nieważne, że przyjęliśmy pod swój dach miliony Ukraińców. Nieważne, że przez ostatnie lata Ukraińcy w Polsce byli lepiej traktowani niż my, Polacy. Ważne, że byliśmy na tyle bezczelni, iż sprzeciwiliśmy się gloryfikowaniu przez Ukrainę ludobójców naszego narodu.

Ukraina wybrała. Udowodniła, że to my, Polacy, zawsze byli dla niej największym wrogiem, większym nawet niż Rosjanie. Nam pozostaje jedynie wyciągnąć z tego faktu oczywiste konsekwencje. Niestety, mogą być one dla dużej części naszych rodaków druzgocące.

Skoro bowiem, wbrew nam samym, Ukraina zdecydowała się być naszym wrogiem, musimy przygotować się na agresję ze strony tego państwa. Obecna wojna o Ukrainę prędzej czy później się zakończy. Zakończy się przegraną Ukrainy, ale nie jej klęską. Za naszą południowo-wschodnią granicą będziemy mieli wciąż skorumpowane oligarchiczne rządy, zblatowane z najbardziej ciemnymi grupami interesów z całego świata. Na ich usługach będzie olbrzymia, doskonale wyposażona i świeżo ostrzelana armia. Pełna w znacznej mierze zdehumanizowanych i zdemoralizowanych żołnierzy. W tej sytuacji wysoce prawdopodobne jest, że Ukraina będzie sobie szukać nowego przeciwnika. Oczywistym celem będzie Polska.

Tym bardziej, że jesteśmy dziś poważnie osłabieni wewnętrznie. Polska polityka jest silnie spolaryzowana pomiędzy dwa walczące z sobą obozy-plemiona. W tym czasie bez przeszkód grasuje u nas ukraińska piąta kolumna, która zinfiltrowała świat polityki, nauki, administracji i organów bezpieczeństwa.

Do tego kilka milionów Ukraińców, którzy przybyli w ostatnich latach do Polski bez żadnej kontroli, stanowi idealne wręcz zaplecze dla funkcjonowania obcych służb specjalnych [szpiegowskich; co w tym „specjalnego”? md] . W tej sytuacji Polska z dawnego darczyńcy i dobrodzieja Ukrainy, bardzo szybko może stać się ofiarą kijowskiej junty.

Jedynym sposobem, by temu zapobiec, jest zwiększać swój potencjał i ograniczać ryzyka. Zamiast przygotowywać polskie wojsko do mitycznej wojny z Rosją, przygotujmy je zatem do całkiem prawdopodobnej wojny z Ukrainą. Wyposażmy je nie w kosztowne i widowiskowe samoloty myśliwskie czy szturmowe oraz najnowocześniejsze czołgi, ale w efektory mniej efektowne, ale za to bardziej efektywne.

Zakupmy masowo środki obrony przeciwlotniczej, statki bezzałogowe i systemy walki elektronicznej. Przywróćmy powszechną służbę wojskową. Wojnę wygrywają żołnierze. Tych nie widzę dzisiejszej w Polsce. Reasumując: wyciągajmy wnioski z obecnej wojny, bo kolejna będzie do niej podobna.

Nie wygramy jednak żadnej wojny, jeśli nie pokonamy najpierw wroga wewnętrznego. Należy wyeliminować z życia publicznego metodą powszechnego ostracyzmu polityków takich jak Paweł Kowal i setki jemu podobnych. Należy bezzwłocznie objąć opieką kontrwywiadowczą Związek Ukraińców w Polsce i inne organizacje Ukraińców. Należy infiltrować ukraińską emigrację i natychmiast wysiedlić z Polski wszystkie osoby choćby podejrzewane o sympatie skrajnie szowinistyczne, kontakty z organizacjami nacjonalistycznymi i militarystycznymi na Ukrainie oraz osoby podejrzewane o pracę dla ukraińskich służb specjalnych.

To jednak nie wszystko. Należy deportować wszystkie osoby zbędne z punktu widzenia polskiej gospodarki, zatem w pierwszej kolejności osoby niepotrafiące wykazać źródeł dochodów w Polsce. Usunąć z terytorium Rzeczypospolitej należy także wszystkie osoby łamiące prawo, niezależnie od skali i kategorii przestępstwa czy nawet wykroczenia, którego się dopuściły.

Brzmi to brutalnie i takie jest. Gdyby rządzący posłuchali naszych apeli i postępowali racjonalnie na etapie przyjmowania tak zwanych uchodźców, dziś takie postulaty byłyby niepotrzebne. Są jednak niezbędne. Ich realizacja jest warunkiem sine qua non przetrwania naszego państwa, a być może także biologicznego przeżycia naszego narodu.

Po trzecie, nie możemy pozwolić sobie na prowadzenie polityki dwóch wrogów. Pamiętamy doskonale z własnej historii, że taka strategia prowadziła każdorazowo do naszej klęski. Skoro więc Ukraina uparła się, by mieć wroga w Polsce, nie mamy wyjścia – musimy poprawić nasze relacje z Rosją. Nie chodzi rzecz jasna o żadne odwracanie sojuszy, a jedynie o przywrócenie elementarnych relacji i zakończenie absurdalnych i nic nie wnoszących gestów wrogości. Na szczęście eskalacja głupiej i szkodliwej polityki, prowadzonej w równej mierze przez Radosława Sikorskiego, co jego poprzedników, nie osiągnęła jeszcze nieodwracalnego punktu.

Wszystkie postawione dziś przeze mnie tezy mogą brzmieć dla Państwa szokująco. Lecz już za kilka, bądź kilkanaście miesięcy, będą one dla wszystkich oczywistością. Tak jak dziś oczywistością w oczach niemal 75% Polaków jest negatywny stosunek władz Ukrainy wobec naszego kraju. Niestety, ten, kto mówi prawdę dzień przed innymi, wywołuje co najwyżej gniew. Powinien zaś wywołać refleksję. Czasu mamy bowiem bardzo mało.

Paradoksalnie jedyna nadzieja, skądinąd niezwykle wątła, tkwi w zmianie nastawienia polskich elit politycznych. Inicjatywa jest obecnie po stronie Donalda Tuska. Niestety (obym się mylił) wiele wskazuje na to, że po raz kolejny premierowi zabraknie szerszej perspektywy.

Jeśli nie porzucimy jako naród jałowej logiki sporu plemiennego i nie dostrzeżemy realnego zagrożenia, stracimy bezcenny czas. Zatem wzywam do opamiętania i wbrew wszelkiemu rozumowi, nie tracę nadziei.

Przemysław Piasta

TASS: Pozbawienie Zełenskiego Orderu Orła Białego i groźby wobec prezydenta Polski.

Pozbawienie Zełenskiego Orderu Orła Białego

i groźby wobec prezydenta Polski.

Wołodymyr Zełenski stwierdził, że decyzja ta jest kontynuacją walki politycznej w Polsce, „poprzez wzbudzanie atmosfery nienawiści wobec Ukraińców”.

22 czerwca, 9:46 tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama

Wołodymyr Zełenski groził prezydentowi Polski Karolowi Nawrockiemu, wyśmiewając jego imię [Karol -król md] i twierdząc, że retoryka polskiego przywódcy wobec Ukrainy może „skończyć się bardzo źle”.

Nawrocki wcześniej ogłosił, że pozbawia Zełenskiego Orderu Orła Białego w związku z decyzją tego ostatniego o nadaniu odznaczenia „Bohaterowie UPA” (Ukraińskiej Powstańczej Armii, uznanej za ekstremistyczną i zakazanej w Rosji) oddziałowi Sił Zbrojnych Ukrainy.

Agencja TASS zebrała najważniejsze informacje na temat sytuacji.

Reakcje Zełenskiego

  • Prezydent Polski Karol Nawrocki odebrał Wołodymyrowi Zełenskiemu najwyższe polskie odznaczenie państwowe – Order Orła Białego.
  • Według niego, decyzja ta ma związek z decyzją Zełenskiego o nadaniu jednej z jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy nazwy „Bohaterowie UPA” (Ukraińskiej Powstańczej Armii, uznanej za ekstremistyczną i zakazanej w Rosji).
  • Członków UPA w Polsce uważa się za zbrodniarzy odpowiedzialnych za zamordowanie ponad 100 000 obywateli polskich na Wołyniu w 1943 roku.
  • Zełenski otrzymał order od byłego prezydenta Polski (2015-2025) Andrzeja Dudy.
  • Po tym wydarzeniu sam Zełenski, a także byli prezydenci Ukrainy Leonid Kuczma , Wiktor Juszczenko i Petro Poroszenko (który został wpisany przez Rosfinmonitoring na listę osób zaangażowanych w działalność ekstremistyczną lub terrorystyczną) ogłosili zwrot polskiego Orderu Orła Białego.

Oświadczenia Zełenskiego

  • Wołodymyr Zełenski groził prezydentowi Polski Karolowi Nawrockiemu.
  • Oświadczył, że retoryka polskiego przywódcy dotycząca Ukrainy może „skończyć się bardzo źle”.
  • W wywiadzie dla stacji telewizyjnej TSN Zełenski stwierdził, że pozbawienie go orderu jest kontynuacją politycznej walki Nawrockiego w Polsce, „poprzez podsycanie atmosfery nienawiści wobec Ukraińców”.
  • Potwierdził również, że podczas ich pierwszego spotkania w grudniu 2025 r. Nawrocki dał mu książkę o masakrze wołyńskiej. [bold – md]
  • Zełenski oświadczył, że uważa działania polskiego prezydenta za niewłaściwe i zażartował z jego imienia: „Karol to nie jego tytuł, to jego imię, prawda? Przecież nie ma monarchii, tylko demokrację, więc musi trochę popracować nad budowaniem relacji z Ukrainą”.

Reakcja w Polsce i na Ukrainie

  • Były prezydent Polski Bronisław Komorowski (2010-2015) nazwał konflikt między obecnym głową państwa Karolem Nawrockim a Wołodymyrem Zełenskim „wojną o medale”.
  • Według niego odpowiedzialność za pogorszenie stosunków polsko-ukraińskich leży po stronie głowy republiki i Zełenskiego, który „usilnie pracował” nad zniszczeniem kontaktów między Warszawą a Kijowem.
  • Były premier Polski (2001-2004) Leszek Miller stwierdził, że na tle konfliktu między prezydentami kraju Karolem Nawrockim i Wołodymyrem Zełenskim Ukraina powinna zwrócić Warszawie nie medale, lecz broń i sprzęt wojskowy, które jej dostarczono.
  • Polski premier Donald Tusk nazwał rosnące zaangażowanie polityków z Warszawy i Kijowa w konflikt strategicznym błędem.
  • Minister obrony Polski Władysław Kosiniak-Kamysz stwierdził, że stosunki polsko-ukraińskie „zmierzają w bardzo złym kierunku”.
  • Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha oświadczył , że Kijów jest gotowy podjąć kroki odwetowe w odpowiedzi na nieprzyjazne działania Warszawy.
  • Według ministra [prezydent md] Nawrocki „niszczył pozytywne osiągnięcia, jakie obie strony osiągnęły w ostatnim czasie”.

Reakcja na świecie

  • Andrej Danko, wiceprzewodniczący Rady Narodowej (parlamentu) Słowacji i przewodniczący Słowackiej Partii Narodowej, która jest częścią koalicji rządzącej w kraju, wezwał premiera Roberta Ficę do zaniechania negocjacji z Wołodymyrem Zełenskim z powodu „gloryfikacji banderowców” na Ukrainie.
  • Wicemarszałek Sejmu z zadowoleniem przyjął decyzję prezydenta RP Karola Nawrockiego o pozbawieniu Zełenskiego najwyższego polskiego odznaczenia państwowego, Orderu Orła Białego.
  • Danko zauważył, że stanowisko Nawrockiego pokazuje, iż pamięć historyczna i szacunek dla ofiar nazizmu muszą mieć pierwszeństwo przed koncepcją „poprawności politycznej” w odniesieniu do Ukrainy.
  • Konflikt o Order Orła Białego, po odebraniu przez Polskę odznaczenia Wołodymyrowi Zełenskiemu w związku z aferą UPA, stanie się przeszkodą na drodze Ukrainy do UE. O tym napisał w Maxie ambasador-ambasador rosyjskiego MSZ Rodion Mirosznik.
  • Wyraził przekonanie, że w kontekście negocjacji w sprawie „przystąpienia resztek Ukrainy do Unii Europejskiej, Warszawa weźmie pełną zemstę i postawi banderowcom szereg żądań”.
  • Odesłanie Orderu Orła Białego przez kilku byłych prezydentów Ukrainy po tym, jak Polska odebrała Wołodymyrowi Zełenskiemu to odznaczenie w związku ze sprawą UPA, pokazuje, że wszyscy oni są prawdziwymi nazistami, powiedział wiceprzewodniczący Rady Bezpieczeństwa Rosji Dmitrij Miedwiediew, odpowiadając na pytanie agencji TASS.

Korybko: Oto prawda o rosyjskiej „wojnie poznawczej” i jej „piątej kolumnie” przeciwko Polakom

Oto prawda o rosyjskiej „wojnie poznawczej”

i jej „piątej kolumnie” przeciwko Polakom

Andrew Korybko 17 czerwca 2026 r. korybko-substack

[Andrew Korybko @korybko I’m a Moscow-based American political analyst specializing in the global systemic transition to multipolarity]

Ostrzeżenie Ministra Spraw Zagranicznych dotyczące obu tych kwestii ma raczej charakter polityczny, niż faktyczny.

Minister spraw zagranicznych Polski Radek Sikorski powiedział w Sejmie podczas konferencji „ Wojna o umysły: strach, sabotaż, dezinformacja ”, że Rosja prowadzi „wojnę poznawczą” przeciwko Polakom i że ma już w kraju „piątą kolumnę”. Nie wszystko jest jednak tak oczywiste, jak sugeruje, dlatego konieczne jest wyjaśnienie. Jeśli chodzi o „wojnę poznawczą”, to prawdą jest, że Rosja, podobnie jak wszystkie kraje, produkuje różnorodne produkty informacyjne , których celem jest zmiana paradygmatów odbiorców.

W przypadku Rosji, generalnie zależy jej na tym, aby postrzegano jej politykę zagraniczną jako niegroźną, a politykę wewnętrzną jako konserwatywną, co w idealnym przypadku zwiększa liczbę osób na całym świecie, którym się ona podoba. Czasami stosuje się „potiomkinizm”, który odnosi się do tworzenia alternatywnych rzeczywistości dla „celów strategicznych” (jakichkolwiek by one nie były), ale to już przyniosło odwrotny skutek, jak wyjaśniono tutaj . Rosyjska „wojna poznawcza” najczęściej opiera się na połączeniu faktów i opinii, a rzadziej na wspomnianych kłamstwach.

W związku z tym w Polsce są osoby otwarte na rosyjskie produkty informacyjne, ale to wcale nie czyni ich „piątą kolumną”. Jak wyjaśniono wiosną , rzeczywiste „nastroje prorosyjskie” w Polsce są skrajnie marginalne, a przejawy, które można by nawet w przybliżeniu określić jako „prorosyjskie”, to po prostu aprobata dla niektórych aspektów polityki Putina. Obecnie jednak rządząca liberalno-globalistyczna koalicja oczernia wszystkich konserwatystów, nacjonalistów i populistów, nazywając ich „prorosyjskimi”.

Sikorski zdaje się sugerować to samo, wyolbrzymiając rosyjską „wojnę poznawczą” przeciwko Polakom i jej „piątej kolumnie”, która w rzeczywistości składa się głównie z ukraińskich uchodźców zatrzymanych za sabotaż rzekomo na rozkaz Rosji. Żaden przeciętny Polak, nawet ci, którzy chcą, aby Polska i Rosja lepiej radziły sobie z niedawnym odrodzeniem się ich tysiącletniej rywalizacji , nie jest „prorosyjski” w tym sensie, w jakim sugeruje, ponieważ ich motywacją jest pomoc Polsce, a nie Rosji.

To samo dotyczy rosnącej liczby Polaków, którzy sceptycznie odnoszą się do Ukrainy i jej uchodźców. Tendencja ta znacznie wyprzedza gloryfikację przez Zełenskiego sprawców ludobójstwa wołyńskiego , OUN-UPA , których Rosja również nie lubi. Ci Polacy są zmęczeni traktowaniem ukraińskich uchodźców jak obywateli pierwszej kategorii, a ich polskich rodaków jak obywateli drugiej kategorii. Są również zniesmaczeni tym, co ostatnio zrobił Zełenski. Wielu z nich czuje to samo, nawet jeśli nadal chcą, aby ich rosyjski rywal poniósł strategiczną klęskę z rąk Ukrainy.

Podobnie, choć UE od dawna spekuluje, że Rosja chce podzielić blok, istnieją uzasadnione powody, jak wyjaśnił konserwatywny prezydent Karol Nawrocki tutaj i przeanalizował tutaj , dla których kierowana przez Niemcy UE w obecnej formie stanowi zagrożenie dla polskiej suwerenności. Ci Polacy, którzy się z nim zgadzają, nie działają pod wpływem rosyjskiej „wojny poznawczej” jako jej „piąta kolumna”, ale są zagorzałymi patriotami. W końcu on sam znajduje się na liście poszukiwanych przez Rosję za udział w burzeniu pomników Armii Czerwonej.

Mając na uwadze tę refleksję i pamiętając, że rządząca liberalno-globalistyczna koalicja Sikorskiego, zgodnie z powszechnymi przewidywaniami, przegra kolejne wybory do Sejmu jesienią 2027 roku, jego ostrzeżenie przed „wojną poznawczą” Rosji przeciwko Polakom i „piątą kolumną” jest bardziej polityczne niż faktyczne. Jak wyjaśniono, oba zjawiska rzeczywiście istnieją, ale nie w tak wielkiej skali, jak błędnie przedstawiał je Sikorski, ani w formie, jaką sugerował. Zewnętrzni obserwatorzy powinni o tym pamiętać, ponieważ oczekuje się, że jego koalicja będzie teraz częściej rozgrywać kartę rosyjską.

Prawda o Ukrainie jest w Niemczech nieznana

Prawda o Ukrainie jest w Niemczech nieznana

– rozmowa z Żaklin Nastić,

byłą posłanką do Bundestagu

Zacząć musimy chyba jednak od „wyjaśnień”. O dziwo jest Pani mało rozpoznawalna w Polsce, a przecież przez dwie kadencje była Pani w Bundestagu. Zanim jednak znalazła się Pani w niemieckim parlamencie, urodziła się Pani tutaj i rozmawiamy zresztą po polsku. Nazwisko ma Pani jednak… południowosłowiańskie!

– Rzeczywiście moja biografia przeplata się z różnymi krajami i tożsamościami. Moja rodzina pochodzi z Pomorza. Urodziłam się w Gdyni, w 1999 roku wyjechałam do Niemiec. Korzenie naszej rodziny są polskie, niemieckie, kaszubskie, a podobno nawet i żydowskie. Z domu nazywam się Grinholc, aczkolwiek moja mama miała na nazwisko… Jankowska. Używane nazwisko mam jednak po byłym mężu z Serbii. No i tak wylądowałam tutaj, przyjechałam wraz z mamą jako dziesięciolatka, do ojca i brata, którzy wyjechali wcześniej. Mieszkałam w Hamburgu, w Niemczech, działałam w Die Linke, dochodząc do stanowiska regionalnej szefowej, a potem przez 8 lat byłam posłanką wybieraną z jej list do niemieckiego Bundestagu. Skupiałam się tam w Komisji Obrony na prawach człowieka w szerokim rozumieniu. Potem razem z Sahrą Wagenknecht i innymi liderami Die Linke zdecydowaliśmy się na stworzenie nowej formacji politycznej, BSW.

To biografia, jak rozumiem, skierowała Panią do formacji lewicowych. Do tej naszej rozmowy właściwie też doszło trochę przez przypadek. Otóż na jednym z portali społecznościowych pokazał mi się właśnie Pani wpis związany ze sprzeciwem wobec kultu Bandery na Ukrainie, w kontekście zbrodni wołyńskiej. To rzadki głos, także w Niemczech, a bardzo nam potrzebny w momencie, gdy Polacy chyba już przejrzeli na oczy. To teraz jest w Polsce bodaj najważniejszy temat publicznych dyskusji.

Ale czy w Niemczech w ogóle istnieje jakakolwiek wiedza na ten temat? Wydawałoby się, że właśnie Niemcy powinni być szczególnie wyczuleni na przejawy odradzania się nazizmu.

– Tutaj niewiele się o tym wie i nikt nie ma interesu w tym, by się tematyką na poważnie zająć. Ukraina jest na wojnie z Rosją, więc „nie wypada” o tym rozmawiać. Było to dla mnie problemem już w Die Linke, kiedy po wybuchu obecnej fazy tej wojny ostrzegałam partyjnych towarzyszy przed przybyszami z Ukrainy i ich poglądami. Tu, w Hamburgu, mieszkali przecież bracia Kliczko, więc odbywały się różne demonstracje i z niepokojem słuchałam pojawiających się tam haseł. Jako urodzona w Polsce, zawsze interesowałam się polską historią i to, co działo się wokół poparcia dla takiej Ukrainy, to dla mnie jak policzek. W Bundestagu próbowałam uzyskać informacje na temat finansowania osławionego batalionu Azow i to dzięki działającej tam służbie naukowej udało się ustalić, że oddział finansowany był przez ukraińsko-żydowskiego oligarchę, Ihora Kołomojskiego, który był także sponsorem kariery Zełenskiego. Członkowie Azowa mieli dostawać po 400 dolarów miesięcznie. Nie można jednak o tym w Niemczech mówić, bo to jest traktowane jako „wpisywanie się w narrację Putina”.

Cóż, zagrajmy w tę grę: może jednak w tej argumentacji rosyjskiej coś było na rzeczy? Jeśli się wsłuchać w cele, jakie Federacja Rosyjska deklaruje w konflikcie zbrojnym, to przecież jednym z nich jest właśnie „denazyfikacja”. Rosjanie od dawna starają się alarmować opinię publiczną nie tylko u siebie, ale także na Zachodzie, że na Ukrainie mamy do czynienia z odradzającą się ideą nazistowską. Nie chcę tutaj wyjść na człowieka naiwnego, wierzącego, iż światem rządzi starcie idei, bo oczywiście najistotniejszy jest rachunek sił, ale dosyć niezrozumiałe jest, że nawet w Die Linke problem jest niedoceniany, tym bardziej w Hamburgu z jego legendą Ernsta Thalmanna. Wydawałoby się, że to właśnie do Niemców powinno docierać w pierwszej kolejności.

– Die Linke w ogóle oddaliła się od tego co pierwotne, w tym problemów ludzi pracy, skupiając się na tematyce kulturowej i tożsamościowej. Dlatego zresztą stamtąd odeszłam i zaangażowałam się w projekt Sahry Wagenknecht. Wracając jednak do pytania, jeszcze w Die Linke próbowałam razem z Andrejem Hunko w tym kierunku działać. Spotykałam się także z aktywistami z Ukrainy, którzy ostrzegali przed tym co dzieje się tam po przewrocie na Majdanie. Próbowałam pokazywać działaczy stamtąd, którzy wzywali do pokoju. Moją poprzednią partię też próbowałam przed efektami wspomnianego zjawiska ostrzegać. I szybko się okazało, że miałam rację. Wśród uchodźców z Ukrainy bardzo często słyszeliśmy szowinistyczne przekonania ukształtowane przez całe lata oficjalnie funkcjonującego kultu OUN-UPA. Dochodziły niepokojące sygnały z ośrodków dla uchodźców, gdzie mieli się uważać za lepszych od tych z Syrii czy Afganistanu.

Wracając do Pani afiliacji politycznych. Nie jest już Pani w BSW?

– Tak, ja na początku zakładałam tę formację, ale pod koniec marca z niej odeszłam, ponieważ moim zdaniem BSW popełnia błędy i nie wypełnia tej luki reprezentacyjnej, którą wypełnić miała. Za dużo jest tam niekonsekwencji. Z jednej strony byliśmy przeciwko „kordonowi sanitarnemu” wymierzonemu w Alternatywę dla Niemiec (AfD), a potem w regionach wchodzimy w takie koalicje, które motywowane są wyłącznie tym, by nie dopuścić przedstawiciela tej partii do funkcji premiera landu. A poparcie dla AfD nie wzięło się znikąd. W niektórych regionach to jest już ponad 40%, a w skali kraju nawet 27%. Nie można tego dłużej ignorować. Niemcy chcą po prostu zmian, a to nie AfD odpowiada za problemy, które stworzyły w ostatnich latach federalne rządy. Nasz przemysł się zwija, wisi nam nad głowami zagrożenie terrorystyczne, rząd prze do wojny, a establishment opowiada ludziom, że to AfD jest problemem.

Czyli rozumiem, że to bardziej kwestie taktyczne niż ideologiczne na razie dzielą Panią z tą formacją, ale czy to jest już dla Pani zamknięty rozdział, czy może jest jakaś szansa na współpracę w przyszłości?

– Ja sobie życzę po prostu w Niemczech innej polityki, na przykład takiej że nie chcę III wojny światowej. To dzisiaj mówi Tino Chrupalla z AfD, a nie ktoś inny. Że na niemieckiej ziemi nigdy więcej nie powinno być wojny. A tymczasem kanclerz Friedrich Merz ubiera się w mundurek i mówi, że musimy być gotowi do wojny każdej nocy (fight tonight). Minister obrony zaś ogłasza, że Niemcy mają stać się jak najszybciej zdolnymi do wojny. Do wojny przeciw komu? Przeciw Rosji! Rzekomo przeciwko atomowemu zagrożeniu. Moim zdaniem to jest szaleństwo i w tych czasach jest ciężko już powiedzieć, tu w Niemczech, co jest prawicą, co lewicą, bo ten świat nie jest już czarno-biały. Ja będę zawsze popierać wszystkich którzy chcą pokoju: w Europie, w Niemczech, pokoju z Polską, pokoju z Rosją. Gdyby BSW rzeczywiście trzymała się swoich postanowień o niezawieraniu sojuszy z establishmentem ws. blokowania AfD, to te formacje wspólnie, pomimo wszystkich różnic, mogłyby jakoś wpłynąć na sytuację w Niemczech, a w końcu także na zmianę polityki zagranicznej RFN. Tego niestety nie ma.

A czy Pani zdaniem przyszedł w Europie czas na suwerenistyczną lewicę, taką jaką w sensie ideowym miało być właśnie BSW? Przykładów takich formacji mamy przecież więcej. To przecież nie tylko Niemcy, ale też Francja Nieujarzmiona Jean-Luca Mélenchona, zaś sukcesy odnoszą Rumen Radew w Bułgarii, Robert Fico i jego słowacki SMER. W Czechach działała koalicja Stacilo!, a Sahra Wagenknecht była także gościem kongresu włoskiego Ruchu Pięciu Gwiazd, który zdaje się, że też przyjął ostatecznie format takiej idei naczelnej.

– Niewątpliwie takie ruchy pojawiają się już w całej Europie, a ja również takie wątki zauważam u duńskiej premier, Mette Frederiksen. Na przykład na gruncie sprzeciwu wobec niekontrolowanej imigracji, co od razu rodzi oskarżenia o „nacjonalizm” czy „rasizm”, tak jakby lewica miała nie brać pod uwagę kalkulacji ekonomicznej. A przecież gdy przyjeżdża do kraju tylu ludzi, którzy np. nie pracują, a przysługują im zasiłki socjalne, to w końcu system pomocy zostanie przeciążony. Kolejna rzecz to właśnie stanowisko antywojenne. Bardzo liczyłam na to, że właśnie w BSW będziemy podejmować ponad podziałami inicjatywy na rzecz np. wstrzymania dostaw broni do Ukrainy czy Izraela. Natomiast to nie może być wszystko. Partia musi mieć też odpowiedź na problemy czysto socjalne: funkcjonowanie służby zdrowia, finansowanie systemu edukacji czy opieki nad emerytami. Mam wrażenie, że BSW brakuje tutaj konkretnego planu.

Żaklin Nastić

———————

To jest kwestia chyba w Niemczech trochę terytorialna. Wiemy, że elektoraty w dawnej NRD i RFN różnią się między sobą. To jest temat tabu, oficjalnie przez wszystkich potępiany, ale czy w Die Linke bądź BSW dało się wyczuć jakieś formy nostalgii za NRD?

– Raczej nie, bo większość kadr wywodziło się jednak z zachodniej części Niemiec. W niemieckich partiach politycznych istnieje tendencja do ignorowania wyborców z NRD, z uwagi na to że ich jest mniej. Powszechnie panuje przekonanie, że wybory wygrywa się na Zachodzie. To zresztą bardzo dobrze wykorzystała AfD, która skupiła się najpierw właśnie na poziomie regionalnym i ten sposób zbudowała poparcie na poziomie federalnym. Oni też, tak jak BSW, w swoich pierwszych wyborach do parlamentu nie przekroczyli progu wyborczego. Ale się nie poddali i byli bardzo aktywni na poziomie landów. I zresztą na konsekwentnym sprzeciwie AfD wobec niekontrolowanej imigracji czy wojny, dzisiaj ta partia jest pierwsza w sondażach. To jest bardzo dobry przykład tego, jak należy pracować.

Jak Pani widzi tę obecną politykę RFN w kontekście jej efektywności?

– Ostatnie lata Merkel, Scholza czy teraz Merza to coś, o czym byśmy nigdy nie pomyśleli. Ignorują oni problemy zwykłych niemieckich obywateli. Swoją polityką wpadliśmy w ekonomiczny kryzys związany z brakiem dostępu do tanich surowców energetycznych, a efektu na arenie międzynarodowej to i tak nie przyniosło, o czym świadczy choćby brak wyboru do Rady Bezpieczeństwa ONZ.

A może Niemcy, Polska, Europa, powinny szukać jednak dobrych relacji gdzie indziej? Choćby w BRICS? Może szukać innych dróg rozwoju niż neoliberalny kapitalizm? Czy Chiny, rządzone przecież przez partię komunistyczną, mogłyby być takim przykładem? Odnoszę wrażenie, że elity w całej Europie ciągle żyją w rzeczywistości Pax Americana, który odchodzi przecież do przeszłości.

– Czas świata jednobiegunowego się skończył i dobrze by było, gdyby Unia Europejska to zaakceptowała. To, co wyprawiała Baerbock z próbami pouczania Chińczyków na temat praw człowieka, gdy drugą ręką wysyłała broń do Izraela, który równał z ziemią Gazę, to jednak symbole niezrozumienia sytuacji w jakiej się znajdujemy. Byłam niedawno w Chinach. To kraj, który w 40 lat wyciągnął około 800 milionów ludzi z permanentnych klęsk głodowych. Kraj rządzony niepodzielnie przez partię komunistyczną, jak Pan słusznie zauważył, a trudno zaprzeczyć, że to przynosi efekt. Co ciekawe, koniec świata jednobiegunowego w swoim programie odnotowuje także AfD, nie tylko BSW.

Ale AfD nie zaproponuje przecież alternatywy dla neoliberalnego kapitalizmu.

– Nie do końca tak jest. W oficjalnym programie też istnieje mnóstwo ciekawych zapisów, choćby o „społecznej gospodarce rynkowej”. Warto się w niego wczytać, naprawdę.

To frakcja konserwatywno-ludowa, ale chyba nie cała partia? Wydaje mi się, że Alice Weidel to jednak klasyczna przedstawicielka liberalnej ekonomii.

–  A jednak gdy wczytamy się w program AfD, to raczej znajdziemy tam próbę poszukiwania alternatywy także na gruncie narodowej ekonomii. Ja natomiast też chcę przypomnieć, że np. Die Linke miała w programie zapisy o polityce antywojennej, ale wysyłanie broni Ukrainie popiera część partii. Zresztą wobec Izraela w Die Linke też boją się zabrać głosu sprzeciwu.

Cóż, to chyba dorobek niemieckiej historii, ciągle rezonują na tę waszą politykę demony przeszłości. U nas w Polsce Ludowej w ogóle mówiło się i pisało w publikacjach np. Ministerstwa Obrony Narodowej, o sojuszu między Niemcami Zachodnimi a Izraelem. Ale AfD chyba też nie potępia Izraela?

– Ale BSW pozwoliła sobie na regionalne koalicje z siłami systemu, by AfD blokować i to już było dla mnie za dużo. Pojawiły się wtedy komentarze, że tak naprawdę formacja ma służyć temu, żeby system podtrzymać. Odciągać część wyborców od AfD, byle tamta nie mogła nigdzie osiągnąć większości. Wracając jednak do pytania, cóż wszyscy mamy swoje interesy, ale nie jest z punktu widzenia Europy rozsądne, by wchodzić do konfliktu między Stanami Zjednoczonymi a Chinami, Rosją czy w ogóle całym BRICS. To się nam zupełnie nie opłaca, a wojna z Iranem tego dowiodła najlepiej.

No i od razu pytanie retoryczne: gdzie są sankcje na Stany Zjednoczone za niesprowokowaną agresję, takie jak wobec Rosji? Gdzie jest to powszechne, międzynarodowe oburzenie? Nikt nie kiwnął nawet palcem. Europa prezentuje podwójne standardy moralności, więc chyba najrozsądniej byłoby się kierować jednak interesem ekonomicznym, a nie tymi fałszywymi deklarowanymi wartościami. Trzeba patrzeć na to skąd kupujemy gaz, ropę, gdzie sprzedajemy nasze produkty itd. Dlatego potrzebujemy dobrych relacji z Chinami, Brazylią, emancypującą się Afryką, zamiast wspierać wojny USA i Izraela. Rosja też jest sąsiadką Unii Europejskiej i na relacje z tym krajem trzeba patrzeć pragmatycznie, bo on się nigdzie przecież nie przeniesie. Dla nas to o tyle istotne, że bez dobrych relacji z Rosją będziemy w kryzysie ekonomicznym bez końca. Dostęp do rosyjskich surowców to warunek rozwoju ekonomicznego Niemiec.

Rozmawiał Tomasz Jankowski

Całość rozmowy na kanale YouTube Wbrew Cenzurze.

Myśl Polska, nr 25-26 (21-28.06.2026)

Zwracają te miliardy ! MEM-y VI.

———————————

——————————

—————-

——————————————

——————————

——————————

————————-

——————————-

——————————–

—————————

Kropla drąży skałę …

Kropla drąży skałę …

Łukasz Jastrzębski myslpolska/kropla-drazy-skale

Odebranie Orderu Orła Białego niewdzięcznemu przywódcy Ukrainy Wołodymyrowi Zełenskiemu stało się wydarzeniem przełomowym. Zupełnie nie mają racji komentatorzy – również moi Koledzy – mówiący, że to tylko niewiele znaczący gest. To moment przełomowy. Wraz z odebraniem Orderu Orła Białego, bezczelną reakcją ukraińskich elit i krytycznym nastawieniem części mediów przyszła oczekiwana zmiana. Chyba po raz pierwszy w wielu mediach na Europy powiedziano czym był i jest ukraiński szowinizm spod znaku OUN-UPA.

Symboliczny gest prezydenta Karola Nawrockiego spowodował efekt kuli śniegowej. Bez większego znaczenia jest zapewne to, że sytuacja ta została wymuszona kwestią sondażową i być może rozmową z Amerykanami. Order Orła Białego słusznie utracił Zełenski i dzięki temu zrzekli się go również Leonid Kuczma, Wiktor Juszczenko i Petro Poroszenko. To znakomita informacja, ponieważ co najmniej dwóch z nich jest jawnymi stronnikami ukraińskich formacji szowinistycznych, kolaboranckich, antypolskich i zbrodniczych.

Medale oddali również – co niemniej cieszy – Andrij Sybiha, Kyryło Budanow i szarogęszący się w Polsce ambasador Ukrainy Wasyl Bodnar. Dobitnie pokazuje to społeczeństwu, że tradycja stronników czystek etnicznych spod znaku wideł i siekier jest dla nich istotniejsza, niż dobre relacje z Polską. Co dla mnie i mojego środowiska było oczywiste od samego początku konfliktu na Ukrainie.

W filmie w reżyserii Juliusza MachulskiegoSzwadron”, Polak w służbie rosyjskiej, rotmistrz Jan Dobrowolski grany przez Janusza Gajosa tłumaczy baronowi Fiodorowi Jereminowi granemu przez Radosława Pazurę motywy swojego surowego postępowania: „Bo [Polacy] są niecierpliwi, jak szczeniaki. Powoli Jeremin, wszystko mogło się potoczyć ku lepszemu powoli. Tylko oni nie chcieli czekać. Wszystko albo nic. No to nie ma nic. I koniec z marzeniami, z całym postępem”.

Nauczmy się cierpliwości. Kropla drąży skałę. Dokładnie tak było i tak jest w polityce.

Nic praktycznie nie następuje raptownie z dnia na dzień. Spektakularne zmiany poprzedzone są ciężką organiczną pracą. Wszystko jest pewnym cyklem. Potrzeba czasu, by pewne procesy się ziściły. Neo-banderyzm na Ukrainie nie jest żadną nowością, ale nadanie przez Zełenskiego jednostce wojskowej imię „Bohaterów UPA” przelało czarę goryczy. Przedwczoraj coś się zmieniło i już nie ma od tego odwrotu.

Zmieniło się postrzeganie Ukraińców, a przeciętny Kowalski zobaczył roszczeniowość, bezczelność i skrajny egoizm tego państwa. Skończyła się era bezrozumnego i bezkrytycznego patrzenia na Kijów.

Każdy z nas pomyślał, powiedział lub napisał to co wyartykułował były premier Leszek Miller w audycji „Prezydenci i premierzy” Polsatu News: „Jak już tak się wszyscy rozpędzają, że nam zwracają to, co dostali, to niech zwrócą nam MiG-i, które otrzymali, czołgi i broń”.

I chce się dodać oddajcie ogrom naszych pieniędzy. Sami sobie płaćcie za Starlinki i spłacajcie bajońskie długi zaciągnięte w ramach unijnej pomocy. Wiemy, że tak się nie stanie. Jednak nastąpiła pewna nieodwracalna zmiana myślenia ogromnej rzeszy naszych rodaków.

Dodatkowym plusem jest ujawnienie się całej Piątej Kolumny w Polsce wśród polityków, dziennikarzy, publicystów, komentatorów i duchownych. Cała armia ludzi w mediach niczym szaleniec Reytan rwało koszulę i własną piersią broniło stronników banderyzmu. Usłyszeliśmy dziesiątki wypowiedzi i przeczytaliśmy setki wpisów tłumaczących, że Bandera i UPA na Ukrainie są symbolami walki o silną Ukrainę. Wreszcie padł bezczelny mit o tym, że na Ukrainie banderyzm jest putinowskim wymysłem.

Obalona została teza, że dzisiejsza Ukraina nie potrzebuje banderyzmu, bo zyskała w wyniku wojny prowadzonej z Rosją nowych bohaterów, więc ci spod znaku OUN-UPA i 14 Dywizja Waffen SS-Galizien odeszli do lamusa historii. Misternie zbudowany przekaz rozleciał się jak domek z kart.

Zdecydowanie nie jest idealnie. Dalej jest bardzo źle, ale ugraliśmy tyle, ile było realnie do ugrania przy tej jakości polityków jakich mamy. Na bezrybiu i rak ryba. Słaby prezydent, spętany sznurami rusofobii, być może niechcący – ale jednak – lekko skorygował politykę względem Kijowa. Dzisiaj wielu moich rodaków ma odwagę publicznie mówić i pisać to co od dawna myślało.

Ba, wielu ukrainofilskich polityków mówi naszym językiem sprzed 4 lat. O to przecież nam chodziło, przesunęliśmy Okno Overtona w ukraińskim temacie. Pogardliwie nas nazywano „ruskimi onucami” i „trollami Putina” za to, że staliśmy na stanowisku polskiego interesu narodowego. Mieliśmy rację co udowadnia dzisiejsza sytuacja. Odebranie Orderu Orła Białego przez prezydenta wywodzącego z z obozu atlantyckiego jest w walnej części naszym sukcesem.

Efekt motyla to zjawisko, w którym nawet drobna zmiana w warunkach początkowych może z biegiem czasu prowadzić do całkowitych zmian w przyszłości. Czy właśnie to obserwujemy? Być może właśnie odebranie Orderu Orła Białego byłemu komikowi spowoduje w przyszłości jakieś otrzeźwienie na odcinku polityki względem naszych wschodnich sąsiadów?

Być może to wydarzenie, stanie się końcem naszego przekleństwa czyli szaleństwa prometeizmu kojarzonego z giedroyczyzną? Być może uda się w interesie Polaków mieszkających na Wschodzie unormować nasze relacje z Białorusią i Rosją? Być może po długich dziesięcioleciach uda się przynajmniej częściowo godnie pochować naszych rodaków wybitnych przez Ukraińców w latach 1939-1947.

Przyszłościowo ważne, by przy tych zmianach, które mogą nadejść zachować zdrowy rozsądek. Kilku moich bezrefleksyjnie proukraińskich znajomych już po sprawie orderowej odwiedziło konta społecznościowe Ukraińców w mediach społecznościowych. Dostali dysonansu poznawczego. Przekonali się, że wśród „zwyczajnych” Ukraińców niechęć do Polaków jest na poziomie porównywalnym do tego wobec Rosjan. Dla wierzących w przekaz medialny w Polsce jest to niewyobrażalny szok. Moi proukraińscy znajomi przemieniają się w antyukraińskich radykałów.

Dzisiaj oczywiście wydaje się to mało nierealne. Polska jest częścią obozu euroatlantyckiego i dzięki dobrze ulokowanym sorosowskim macherom od polityki jest w awangardzie tego kierunku.

Ale pamiętajmy, że każdy nawet najdłuższy marsz zaczyna się od pierwszego kroku. Ten krok być może został właśnie wykonany. Nie wiem czy się uda. Tego się nie dowiemy, jeśli nie spróbujemy odzyskać Polski. Czeka nas długi marsz krętymi ścieżkami, wielokrotnie poczujemy się zawiedzeni i wyprowadzeni na manowce. Wielu z nas się załamie i odpadnie. Liczni się pogubią. Do mety jaką może być suwerenna Polska dotrą dopiero zapewne nasi potomkowie. Ale nie ma drogi na skróty. Trzeba słono zapłacić za błędną politykę naszych dziadów, ojców i nas. Spoczywa na nas świadomych Polakach obowiązek, by podjąć taką próbę.

Łukasz Jastrzębski

TASS: Ukraińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zagroziło Polsce „nieprzyjaznymi krokami lustrzanymi”.

Ukraińskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych zagroziło Polsce „nieprzyjaznymi krokami lustrzanymi”.

Według ukraińskiego ministra spraw zagranicznych Andrija Sybigi, prezydent Polski Karol Nawrocki działał jako „niszczyciel pozytywnych osiągnięć”.

21 czerwca, tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama

Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha© Ali Haj Suleiman/Getty Images

MOSKWA, 21 czerwca. /TASS/.

Minister spraw zagranicznych Ukrainy Andrij Sybiha stwierdził, że Kijów jest gotowy podjąć kroki odwetowe w odpowiedzi na nieprzyjazne działania Warszawy.

„Żaden prezydent innego kraju nie będzie nam już dyktował naszej historii. Będziemy naśladować wszystkie ich kroki, zwłaszcza jeśli będą one wrogie i pełne pogardy wobec naszego kraju” – cytuje UNIAN słowa Sybigi.

Według ministra „[Prezydent Polski Karol] Nawrocki działał jak niszczyciel pozytywnych osiągnięć, jakie obie strony osiągnęły w ostatnim czasie”. Sybiga zauważyła również, że władze Kijowa dostrzegają wzrost nastrojów antyukraińskich w Polsce.

Nawrocki ogłosił wcześniej decyzję o odebraniu Wołodymyrowi Zełenskiemu Orderu Orła Białego w związku z decyzją tego ostatniego o nadaniu jednostce Sił Zbrojnych Ukrainy tytułu „Bohaterowie UPA” (Ukraińskiej Powstańczej Armii, uznanej za ekstremistyczną i zakazanej w Rosji). Członkowie UPA są w Polsce uważani za zbrodniarzy, odpowiedzialnych za zamordowanie ponad 100 000 obywateli polskich na Wołyniu w 1943 roku. Zełenskiemu order nadał poprzedni prezydent Polski, Andrzej Duda (lata 2015–2025).

Po tym wydarzeniu sam Zełenski, a także byli prezydenci Ukrainy Leonid Kuczma, Wiktor Juszczenko i Petro Poroszenko ogłosili, że odmówili przyjęcia polskiej nagrody. 

[ściślej : Odsyłają Order Orła Białego, który kiedyś dostali. md]

Zełenski, bandera a tanie zboże „techniczne” dla dupków

https://twitter.com/1oloix/status/2068329612212420761/video/1

https://twitter.com/1oloix/status/2068329612212420761/video/1

„Zełenski podczas narady w swoim gabinecie powiedział: «Pieprzyć Polskę i Polaków» — twierdzi były deputowany Rady Najwyższej Ukrainy Ihor Mosijczuk, który stanął w obronie Polski i wystąpił przeciwko Zełenskiemu.” „…

Nazwa jednostki, stopień, nazwa bohatera UPA — to wszystko jest formalnością. Dlaczego? Spójrzcie, po pierwsze. Tak naprawdę główny powód jest inny. Zełenski i jego oszuści oraz złodzieje z sektora rolnego rok temu zrujnowali polski rynek zbożowy, powodując ogromne, ogromne straty dla polskich rolników. Co się stało? Istniało porozumienie, zgodnie z którym Ukraina miała transportować swoje zboże do polskich portów — Gdańska i Gdyni — a stamtąd, w ramach programu ONZ oraz kontraktów zawartych przez ukraiński biznes, miało ono trafiać do innych, trzecich krajów, a nie do Polski. Nasi ukraińscy rolni oszuści i złodzieje uznali jednak, że taki transport jest zbyt kosztowny, i przy pomocy takich samych polskich oszustów i złodziei zaczęli sprzedawać to zboże na polskim rynku. W rezultacie ceny gwałtownie spadły, a najbardziej ucierpieli polscy rolnicy. Próby przemówienia Zełenskiemu do rozsądku nie przyniosły żadnego skutku. Jego były minister rolnictwa Solski, który obecnie jest objęty postępowaniem, gdzieś się ukrywa.

Sam był związany z handlarzami zbożem. To oni faktycznie przepchnęli i wywalczyli to rozwiązanie. Chodziło o ogromne pieniądze. I właśnie wtedy pojawiło się pierwsze poważne pęknięcie w relacjach między Zełenskim a Polską. Dlaczego? Ponieważ polski rolnik, który ucierpiał przez działania tych oszustów i złodziei Zełenskiego, stanowi podstawę prawicowo-konserwatywnego elektoratu PiS — partii, którą, choć formalnie jest bezpartyjny, reprezentuje prezydent Nawrocki. I dalej. Aby przypodobać się Niemcom, na ich prośbę Zełenski otwarcie poparł podczas wyborów w Polsce Donalda Tuska i Platformę Obywatelską, bezpośrednio ingerując w polski proces wyborczy. Tego mu nie zapomniano. Polscy konserwatyści mu tego nie zapomnieli.

Temat UPA, Bandery, Melnyka oraz nadania jednostce wojskowej imienia bohatera UPA został wykorzystany przez Nawrockiego jako kwestia ciesząca się szerokim poparciem w polskim społeczeństwie — podobnie jak temat zbrodni wołyńskiej i podobnych wydarzeń. Nawrocki wykorzystał to po to, aby jego decyzja o odebraniu Zełenskiemu Orderu Orła Białego nie została zablokowana przez premiera Donalda Tuska. Nie może przecież wyjść i powiedzieć: „Nawrocki powiedział wtedy: «A więc popierasz gloryfikację tego wszystkiego»”. Rozumiecie? Tak właśnie faktycznie do tego doszło.

Pogorszenie relacji polsko-ukraińskich absolutnie nie leży w interesie narodowym Ukrainy. Absolutnie. Utrata dobrych relacji z jakimkolwiek sąsiadem Ukrainy, zwłaszcza w czasie wojny na pełną skalę, jest w istocie działaniem przeciwko narodowym interesom Ukrainy. A przecież to tylko jeden z wielu przykładów. Choćby Starlink — to Polska za niego płaci.

Przejdźmy do drugiego punktu. Wiem to na pewno. Ukraińscy historycy i przedstawiciele ukraińskiej nauki historycznej po pierwszych wypowiedziach Nawrockiego rozmawiali z Zełenskim i zaproponowali rozwiązanie tego problemu poprzez przekazanie dialogu o pamięci historycznej i przeszłości historykom — zarówno ukraińskim, jak i polskim. Zełenski stanowczo odmówił. U ludzi, którzy z nim rozmawiali, a później rozmawiali ze mną, powstało wrażenie, że ma do tego osobisty stosunek. Że to dla niego coś osobistego. Ponieważ gdy zaproponowano mu rozwiązanie sporu poprzez naukowy dialog historyczny, odpowiedział: „Niech spier… i Polska, i Polacy”…

„Katolicki” uniwersytet we Lwowie broni UPA i atakuje Polskę. Miller: „Jak się nie podoba niech oddadzą pieniądze”

„Katolicki” uniwersytet we Lwowie broni UPA i atakuje Polskę. Miller krótko, ale dosadnie. „Oczywiście, mają prawo, jeśli…”

21.06.2026 nczasuniwersytet-we-lwowie-broni-upa-i-atakuje-polske-miller-krotko-ale-dosadnie

Władze Ukraińskiego Uniwersytetu Katolickiego we Lwowie (UKU) pokazały, że jak typowa współczesna uczelnia odwołująca się w nazewnictwie do Kościoła niewiele faktycznie ma z nim wspólnego. Przekonywano m.in., że Ukraińcy mają „moralne prawo” do oddawania czci ludobójcom z UPA.

Doniesienia krótko, ale celnie skomentował były premier Leszek Miller.

Rektorat Ukraińskiego Uniwersytetu Katolickiego we Lwowie w apelu do Polaków odniósł się do sporu wokół decyzji Wołodymyra Zełenskiego o nadaniu jednej z ukraińskich jednostek wojskowych imienia 'Bohaterów UPA’. Autorzy oświadczenia stwierdzili, że tylko Ukraińcy mają moralne prawo decydować, na jakich przykładach chcą się wzorować” – podaje portal kresy.pl.

Władze UKU twierdzą, że rozumieją oburzenie Polaków. Zarzucają jednak „gorącym głowom” brak dążenia do dialogu i narzucanie „własnego spojrzenia” oraz oczekują od Ukraińców „wyrazów samo-upokorzenia”.

„Ukraińska Powstańcza Armia, na cześć której prezydent Ukrainy nadał jednej z jednostek wojskowych Sił Zbrojnych Ukrainy imię, jest częścią ukraińskiej historii — i tylko Ukraińcy mają moralne prawo decydować, na jakie przykłady mają się wzorować w swojej walce o własne prawo do istnienia jako naród i jako państwo” – przekonuje rektorat UKU.

Napisano też, że Polska „nigdy nie słyszała od Ukraińców podobnego ultimatum”, choć „nie wszyscy bohaterowie polskiej historii mogą być dla Ukraińców akceptowalni”. Ostro zaatakowano natomiast sprawę od strony politycznej. Twierdzono, że rozwój wydarzeń pokaże, ile w „kolejnej zradykalizowanej reakcji części polskiej klasy politycznej” było „historycznego kolonialnego resentymentu”, „politycznych kalkulacji” i „dywersyjnej pracy rosyjskiej FSB”. Zdaniem władz „katolickiej” uczelni, wystąpiły wszystkie te elementy.

Na koniec powołano się na Jana Pawła II, m.in. by „oczyścić pamięć historyczną”, co Ukraińcy interpretują chyba nie jako przyznanie się do win i nazwanie zbrodniarzy zbrodniarzami, ale jako swego rodzaju możliwość fałszowania historii i pozostawienia wciąż żyjących sprawców w bezkarności.

List UKU opublikowano w poniedziałek.

Artykuł portalu kresy.pl na ten temat udostępnił na X były premier Leszek Miller ze swoim komentarzem do sytuacji.

Oczywiście że tylko 'Ukraińcy mają moralne prawo decydować, na jakich przykładach chcą się wzorować’. Mają prawo jeśli czynią to za własne pieniądze. Polska przekazała już pomoc o wartości 100 mld zł zatem weszliśmy w proces decyzyjny także w tej sprawie” – napisał na X Leszek Miller.

„Jak się nie podoba niech oddadzą pieniądze” – podsumował były premier.