Krzysztof Bosak: Co za poziom ZIDIOCENIA w tej Izbie! Kłamiecie! O węglu i inflacji. 3 minuty.

Krzysztof Bosak: Co za poziom ZIDIOCENIA w tej Izbie! Kłamiecie! O węglu i inflacji.

trzy minuty

Nie dla lockdownu! nie dla szczepionek z aborcji ! – zadzwoń do Premiera Mateusza Morawieckiego.

– zadzwoń do Premiera Mateusza Morawieckiego.

Rząd rozkręca kolejną falę Paniki wokół pandemii – zadzwoń do Premiera Mateusza Morawieckiego, powiedz Mu, co o tym myślisz i czego żądasz

zadzwoń teraz
22 250 01 15 WEWN. 0

zadzwoń teraz
22 694 60 00 WEWN. 1

Przestańcie straszyć Polaków!


Gdy Polacy cieszą się wakacjami, a większość krajów zniosło wszelkie obostrzenia, przymus testowania i kwarantanny przyjazdowe, Minister Zdrowia w środku lata rozpoczął kampanię procovidową. Adam Niedzielski planuje kolejną falę zakażeń i namawia do przyjęcia czwartej dawki szczepionki.

Polacy wciąż są naciskani i przymuszani, by szczepili się preparatami, które korzystają z owoców zbrodni aborcji. Wszystkie szczepionki na Covid-19 były opracowywane, testowane i/lub produkowane przy użyciu linii komórkowych z tkanek pobranych z zabijanych dzieci.

Ostatnie 2 lata pokazały, że Polacy nie mogą być pewni niczego, dlatego widmo nałożenia ponownych obostrzeń i ograniczeń na społeczeństwo jest wciąż realne. Społeczeństwo ma dość siania propagandy strachu.

Pokłosiem polityki lockdownowej jest największy od lat kryzys gospodarczy, upadek przedsiębiorstw i nadchodząca recesja. Przedsiębiorcy mają dość niszczenia ich firm i obciążania polskiej gospodarki kolejnymi kosztami związanymi z kampaniami szczepionkowymi.

zadzwoń do premiera i Powiedz mu, że żądasz:

1. Niewprowadzania żadnych ograniczeń życia społecznego ani lockdownu.

2. Niewznawiania akcji przymusowego testowania i szczepień preparatami z abortowanych dzieci (szczepionki na Covid-19 firm Pfizer i Moderna są oparte na technologii mRNA, która była opracowywana i testowana na liniach komórkowych z aborcji, preparaty firm Astra Zeneca i Johnson&Johnson – są na tych liniach produkowane bezpośrednio).

3. Niewydawania publicznych pieniędzy na preparaty skażone zbrodnią na dzieciach.

4. Wycofania przymusu szczepień dla jakichkolwiek grup zawodowych.

5. Zdymisjonowania Ministra Zdrowia Adama Niedzielskiego, który stał się propagatorem szczepionek korzystających ze zbrodni aborcji.

Zadzwoń teraz
22 250 01 15 wewn. 0

Zadzwoń teraz
22 694 60 00 wewn. 1

(telefony czynne w dni robocze przez całą dobę)

Uniwersytet Adama Mickiewicza w Poznaniu wyrównał do uczelni Bangladeszu!

Józef Wieczorek

Szerokim echem w przestrzeni publicznej odbiła się ostatnio polityka równościowa i antydyskryminacyjna na Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu, będąca dziełem rektorki prof. Bogumiły Kaniewskiej, wspieranej przez senat tej uczelni.

 W wyniku tej polityki kilku profesorów UAM już zostało poddanych dyskryminacji na drodze do wyrównania poziomu i osiągnięcia należytego stosunku do orientacji seksualnej. W tegorocznym rankingu „Perspektyw” polskich uczelni UAM został wysoko uplasowany (na 4. miejscu) i rektorka UAM z dumą oświadczyła: „Jesteśmy uniwersytetem europejskim i badawczym. Naszą mocną stroną zawsze była znakomita kadra naukowa. (…) Ten wynik z jednej strony nas cieszy, z drugiej daje impuls do dalszych starań”. Podkreśla się, że wysokie miejsca w rankingu „Perspektyw” dodają prestiżu uczelniom i więcej jest chętnych, aby na nich studiować.

Wieloletnie działania na rzecz równości w domenie akademickiej znajdują też odzwierciedlenie w rankingach światowych i w tegorocznym QS World University Rankings 2023. Wynik wywołał euforię rektorów ze względu na wysokie – jak zaznaczano w mediach – miejsca polskich uczelni. Europejski uniwersytet poznański wyrównał do poziomu uniwersytetów azjatyckiego Bangladeszu (miejsca: 801–1000 – Adam Mickiewicz University, Bangladesh University of Engineering and Technology, University of Dhaka, Bangladesh).

No cóż, niewiele polskich uczelni taki poziom osiąga (mniej niż 10 proc.), więc takie miejsca cieszą rektorów i w konsekwencji nie widać impulsu do starań, aby dorównać najlepszym uczelniom. Ciekawe, ilu potencjalnych polskich studentów sprawdza zasadność entuzjazmu rektorów i rzetelność informacji medialnych przed podjęciem decyzji wyboru uczelni. Wielu nawet na to nie wpadnie. Mimo korzystania z internetu, większości zapewne to nie interesuje, bo przecież chodzi im tylko o dyplom. A jak się rzeczywistego stanu rzeczy nie ujawnia, to i pochwalić się można, na jakiej to podobno znakomitej (według polskich kryteriów) uczelni się studiowało.

„PiS się wyżywi, a ty?” Czy „PiS zdąży uciec?”. A to Polska nad przepaścią…

Andrzej Szlęzak https://www.prokapitalizm.pl/czy-pis-zdazy-uciec-polska-nad-przepascia/

Wydawałoby się, że jeśli państwo tak, jak Polska w przypadku zaangażowania w wojnę na Ukrainie, ponosi porażki zarówno w skali geopolitycznej, jak i w wymiarze wewnętrznym, to naturalnym jest skorygowanie takiej fatalnej polityki. Niestety nic z tych rzeczy! Rząd PiS-u przy milczącym wsparciu PO, PSL i Lewicy brnie dalej

======================

Pochłania mnie walka z patologiami życia publicznego w skali lokalnej. Trochę to przypomina bicie głową w mur z napisem „PiS – kradniemy i co nam zrobicie?” Na moje szczęście albo nieszczęście zdaje się, że łeb mam twardy, więc to bicie nie uszkadza mózgu. Co więcej, obok stoi ściana ze świeżo namalowanym hasłem „PiS się wyżywi, a ty?”, a na następnej zaczynają malować kolejne hasło. Ono jeszcze nie skończone, ale sądzę, że ostatecznie będzie brzmiało „PiS zdąży uciec, a ty?”.

Zrobiłem sobie krótką przerwę w walenie w mur pisowskiego złodziejstwa w województwie podkarpackim i dla odmiany przywalę kilka razy w mur z jeszcze niedokończonym napisem o tym, że PiS zdąży uciec. Co prawda nie jestem pewien przed kim PiS zdąży uciec. Czy będzie to gniew Polaków sponiewieranych problemami życia codziennego, czy może perspektywa zawalenia się obecnej formy polskiej państwowości pod wpływem sytuacji międzynarodowej. Na to z kolei wpływ będzie miał nie tylko PiS, ale inne ugrupowania polityczne mniej lub bardziej wspierające politykę PiS-u względem wojny na Ukrainie.
Spieszę wyjaśnić, co mam na myśli.

Otóż w mojej ocenie agresja Rosji na Ukrainę nie spowodowała międzynarodowej izolacji Rosji na co bardzo liczyły największe ugrupowania polityczne w Polsce. Również nazywanie Włodzimierza Putina zbrodniarzem nie spowodowało jego izolacji. Nie wiem czy wojna na Ukrainie tylko przyspieszyła czy też wygenerowała globalny podział sił. Po jednej stronie są USA i inne państwa anglosaskie oraz Europa i to ta bardziej środkowa niż zachodnia, czyli ta bardziej uzależniona od Anglosasów oraz Japonia. Po drugiej stronie znajdują się Rosja, duża część Azji z Chinami, Iranem i być może Indiami. Generalnie są to państwa o potencjale globalnym, których przywódcom nie w głowie izolowanie Rosji i nazywanie Putina zbrodniarzem.

Ten podział jest porażką polityki USA [i również Polski]. Wynika z tego, że nie udało się złamać Rosji gospodarczo i widoków na to póki co nie ma. Co więcej, Polska, której różnym elitom politycznym szczególnie zależało i zależy na gospodarczym zniszczeniu Rosji, sama pogrąża się w kryzysie gospodarczym, którego skala za kilka miesięcy może okazać się większa niż to z czym boryka się Rosja. Na przykład nie sądzę, żeby Rosjanie zimą mieli takie problemy z ogrzaniem domów, jakie zapowiadają się w Polsce.

Druga porażka polityki rządu PiS-u, to zachowanie najsilniejszych państw w Unii Europejskiej. Niemcy, Francja i Włochy są przeciwne nakładaniu kolejnych sankcji na Rosję i po cichu robią wiele, żeby rozwodnić te już nałożone. W miarę pogłębiania się problemów z pozyskaniem surowców energetycznych stanowisko tych państw wobec Rosji będzie coraz łagodniejsze. Można to podsumować trawestując hasło sprzed wybuchu drugiej wojny światowej o umieraniu za Gdańsk, że w Niemczech nikt nie będzie marznął za Kijów. Polska ze swą nienawiścią do Rosji staje się coraz bardziej osamotniona wśród dużych państw Unii Europejskiej.

I trzecia porażka Polski, to potwierdzenie się polityki USA wobec wojny na Ukrainie, czyli Amerykanom chodzi o jak najdłuższe wykrwawianie Rosji, a nie o w miarę szybkie zwycięstwo Ukrainy nawet przyjmując, że jest to pojęcie wieloznaczne. Na dobrą sprawę jest to już wojna coraz bardziej anglosasko – rosyjska niż ukraińsko – rosyjska. Przecież bez anglosaskich dostaw uzbrojenia i innych materiałów niezbędnych do prowadzenia wojny, Ukraina już poniosłaby klęskę. Zatem trzeba podkreślić, że takie prowadzenie wojny narzucone przez Amerykanów wykrwawia Ukrainę i Rosję, ale także Polskę.

Polskę na własne życzenie, żeby nie powiedzieć, że z głupoty.

Wydawałoby się, że jeśli państwo tak, jak Polska w przypadku zaangażowania w wojnę na Ukrainie, ponosi porażki zarówno w skali geopolitycznej, jak i w wymiarze wewnętrznym, to naturalnym jest skorygowanie takiej fatalnej polityki. Niestety nic z tych rzeczy! Rząd PiS-u przy milczącym wsparciu PO, PSL i Lewicy brnie dalej. Paradoksem przy tym jest, że wymienione wyżej partie opozycyjne ostro krytykują PiS za politykę gospodarczą, jakby nie wiedząc, że jest ona w dużej mierze efektem zaangażowania w wojnę na Ukrainie.

Najważniejszą konkluzją z powyższych faktów jest to, że polityka największych ugrupowań politycznych w Polsce jest zafiksowana na niszczenie Rosji. Politycy tych ugrupowań albo nie rozumieją, albo nie dopuszczają do siebie myśli, że prędzej doprowadzą w ten sposób do zniszczenia obecnej formy polskiej państwowości niż w poważny sposób zaszkodzą Rosji. Im się wydaje, że Polska jest jak skorpion, którego jad co najmniej poważnie osłabi ukąszoną ofiarę. Tymczasem prawda jest taka, że Polska ze swoim obecnym potencjałem jest jak komar, którego ukąszenie tylko rozdrażnia ofiarę i przeważnie kończy się to zmiażdżeniem komara nawet jeśli do czasu trzepnięcia napije się krwi ofiary.

Z kolei problem takich, jak ja, czyli będących w Polsce w mniejszości, polega na tym, że nie mamy sił i środków, żeby choć znaczącej części Polaków wytłumaczyć, iż polityka pisowskiego rządu i wspierającej go de facto części opozycji, prędzej doprowadzi do upadku Polski niż do wyniszczenia Rosji. Co prawda nie spodziewam się rosyjskich żołnierzy siedzących na schodach pomnika katastrofy smoleńskiej na Placu Piłsudskiego w Warszawie, ale Rosja, żeby dopaść Polskę, może mieć inne sposoby niż bezpośrednia agresja. Z tego względu uważam za sensowne bicie głową w mur na którym już niedługo może pojawić się napis „PiS zdąży uciec, a ty?”

Bełkot pełen sprzeczności w TVP: „Deficyt cukru wynika z zachowań konsumentów”.[Emeryci złośliwie wykupują?]

km, mnie 26.07.2022 https://www.tvp.info/61489623/dlaczego-brakuje-cukru-ekonomista-wyjasnia

Deficyt cukru w znacznym stopniu wynika z zachowań konsumentów – powiedział ekonomista banku Credit Agricole Jakub Olipra. Dodał, że efektem wzmożonego popytu i większych kosztów produkcji będą kolejne podwyżki.

Według eksperta „żaden system logistyczny nie jest w stanie obsłużyć konsumentów, którzy wykupują cukier w ilościach hurtowych”. Wyjaśnia on, że sklepy analizują strukturę i ilości zakupów, dostosowując do nich zapasy.
– Jednak utrzymanie dużych zapasów jest dla nich kosztem, a często nie jest to możliwe ze względów braku odpowiedniej powierzchni – zaznaczył.
Olipra uważa, że to, co dzieje się w marketach, zwłaszcza sieciowych, obsługujących znacznie więcej klientów niż np. małe lokalne sklepy, przypomina to, co działo się na stacjach benzynowych na początku wojny w Ukrainie.
– Owszem, przejściowo wystąpiły braki paliwa na niektórych stacjach, ale to nie znaczyło, że paliwo się skończyło. Po kilku dniach sytuacja unormowała się. I tak będzie również w przypadku cukru – powiedział.

[Deficyt Coca Coli w Wenezueli. Dotkliwe braki cukru na rynku wewnętrznym zmusiły miejscową filię koncernu do wstrzymania produkcji tego słodzonego…]

Cukru nie zabraknie, ale nadal będzie drożał

Zaznaczył, że Polska jest trzecim największym producentem cukru w Europie i w magazynach jest go więcej niż Polacy potrzebują.
– Naprawdę, nie bałbym się o dostępność cukru na rynku krajowym – wskazał.
Dodał, że efektem obserwowanego obecnie wzmożono popytu będzie wzrost cen, „bo w warunkach, gdy konsumenci za wszelką cenę chcą kupić cukier, sklepy mają dowolną rękę, by ją podnosić” – powiedział.
Przypomniał, że ceny cukru wzrosły w ciągu roku o 40 proc. m.in. ze względu na drożejące nawozy, środki ochrony roślin, paliwa czy koszty pracy. Dodał, że wzrost cen ropy naftowej przyczynił się do zwiększenia popytu na biopaliwa, które wytwarza się m.in. z buraków cukrowych.
Jego zdaniem cukier będzie nadal drożał, ze względu na czynniki inflacyjne, które mają bardzo szeroki zakres. Zauważył, że choć ceny cukru rosną na całym świecie, w Polsce dodatkowym czynnikiem są właśnie zachowania konsumenckie.

Kryzys na polskim rynku cukru zaczął się od likwidacji trzech ogromnych cukrowni: Łapy, Brześć Kujawski, Lublin. Bo UE nakazało…

Adam Białous https://pch24.pl/kryzys-na-polskim-rynku-cukru-zaczal-sie-od-likwidacji-trzech-ogromnych-cukrowni/

Obecny deficyt cukru w Polsce i związana z tym jego horrendalnie wysoka cena produktu jest w dużej mierze wynikiem likwidacji trzech bardzo dużych polskich cukrowni (Łapy, Brześć Kujawski, Lublin) do czego doszło w roku 2008. Stało się to wskutek decyzji ówczesnego rządu (koalicji PO-PSL), którą pozwolono Krajowej Spółce Cukrowej zlikwidować te trzy ogromne cukrownie. W całej Polsce produkcja cukru zmniejszyła się wtedy o ponad 360 tysięcy ton. Ten błąd coraz mocniej odbija się niezdrową „czkawką” na polskim rynku spożywczym.

Jak wielkie straty polskiemu rynkowi cukru, i nie tylko jemu, przyniosły decyzje ówczesnego rządu najlepiej widać na przykładzie likwidacji Cukrowni Łapy (woj. podlaskie), która w ostatnim roku swojej działalności miała drugi wynik w kraju, czyli była zakładem czołowym. Polski rynek wskutek  likwidacji tej cukrowni stracił około 60 tysięcy ton cukru rocznie, a krajowy areał uprawy buraka cukrowego zmniejszył się aż o 20 procent. Już wówczas Polska z dużego eksportera cukru stała się jego importerem.

W grudniu 2007 roku, pomimo protestów pracowników Cukrowni Łapy, plantatorów, podlaskich samorządowców i parlamentarzystów, Krajowa Spółka Cukrowa, powołując się na wydany przez UE nakaz ograniczenia produkcji cukru, przyjęła plan restrukturyzacji i m.in. zdecydowała się zlikwidować łapski rejon plantacyjny. Decyzja ta oznaczała w praktyce zaprzestanie produkcji cukru w Łapach oraz agonię tego nowoczesnego zakładu. Produkcja w łapskich zakładach stanęła ostatecznie w roku 2008. Maszyny wywieziono, zostały puste hale.   Ówczesny rząd obiecywał, zgodnie z obecną i dziś zieloną ideologią, że zamiast produkcji cukru w cukrowni będzie się wytwarzać na dużą skalę biopaliwa i ekologiczną energię, więc nikt nie straci. Teraz wiadomo już, że było to zwykłe mydlenie oczu. Nic takiego w Łapach nie powstało.

Likwidacja Cukrowni Łapy do dziś jest oceniania przez mieszkańców województwa podlaskiego, jako decyzja szkodliwa i niezrozumiała. Szczególnie mocnej krytyce podlega w związku z obecnie panującym deficytem cukru na polskim rynku. Upadek Cukrowni Łapy przyniósł cały szereg szkód (podobnie było w przypadku likwidacji cukrowni w Brześciu Kujawskim i Lublinie). Bardzo dotkliwe są szkody społeczne. Dla niewielkiego miasta, jakim są Łapy, zwolnienia pracowników cukrowni, to do tej pory dramat. Po likwidacji jednego z największych zakładów, w Łapach drastycznie zwiększył się poziom bezrobocia. Pracę w cukrowni straciło ponad 250 jej pracowników etatowych  i 300 sezonowych. Wiele rodzin wpędziło to w biedę. Zubożeniu uległo również wiele rodzin rolniczych, bowiem  dochody z upraw buraka utraciło około 2 tysięcy plantatorów.

Do tego zamknięcie cukrowni pociągnęło za sobą duże straty finansowe osób trudniących się transportem buraków. Kiedy Krajowa Spółka Cukrowa zdecydowała się zlikwidować rejon plantacyjny w północno-wschodniej Polsce, co doprowadziło do zaprzestania produkcji cukru w łapskim zakładzie, zupełnie nie wzięła pod uwagę, że ta decyzja uderzy również w rolników. Podlascy hodowcy krów zostali pozbawieni doskonałej paszy, jaką są wysłodki. Likwidacja łapskiej cukrowni pociągnęła za sobą również wyrzucenie w błoto ogromnych publicznych pieniędzy. W ostatnich latach działalności, w ten zakład zainwestowano około 30 mln złotych. Ta inwestycja sprawiła, iż cukrownia w Łapach była jedną z najbardziej wydajnych i nowoczesnych w Polsce.

Likwidacja polskich cukrowi, podobnie jak likwidacja polskich kopalni, odbija się dziś nieprzyjemną czkawką. Podobnie też nie da się uruchomić produkcji z dnia na dzień. Reaktywacja cukrowni trwałaby kilka lat. Do tego koszty wznowienia produkcji byłby ogromne. Do ponownego uruchomienia cukrowni Łapy przymierzano się już dwukrotnie. Pierwszy raz w roku 2011, kiedy to miał miejsce pierwszy poważny kryzys na rynku cukru. Później w roku 2016. Ówczesny podlaski poseł PSL Mieczysław Baszko, wnioskował o wznowieni produkcji cukru w Łapach do rządu PiS. Koszty rozpoczęcia wznowienia procesu przywracania produkcji w cukrowni Łapy oszacował w roku 2016 na 100 mln złotych. Zaś całkowity proces, który miałby przywrócić cukrowni jej dawne moce produkcyjne miał jego zdaniem kosztować budżet państwa około 500 mln. 

Ostatecznie rząd nie znalazł takiej sumy na reaktywację cukrowni Łapy. W roku 2018 Krajowa Spółka Cukrowa postanowiła zlikwidować ostatnie ślady po cukrowni i postawić tam zupełnie inny obiekt. Budowle cukrowni zostały zrównane z ziemią, a w listopadzie roku 2021 oddano już do użytku nowy terminal spedycyjny, którego silosy stanęły w miejscu hali produkcyjnej dawnej cukrowni Łapy. Jego budowa kosztowała 9 mln złotych. Można tam przechowywać około 50 tysięcy ton cukru. Wszystko ładnie, tylko jest „mały” problem – skąd wziąć ten cukier? 

Krajowa Grupa Spożywcza (w której weszła m.in. Krajowa Spółka Cukrowa) posiada dziś zaledwie 40 procent udziału w polskim rynku cukru. 60 procent cukru w Polsce produkują cukrownie sprzedane (jako nie rentowne) „za grosze” dla Niemców, podczas tzw. przemian demokratycznych. Obecnie nasi zachodni sąsiedzi też mają problemy z cukrem, więc ich cukrownie w Polsce wysyłają swoją produkcję do Niemiec.

Jakże dziś byłby potrzebne te trzy wspaniałe polskie cukrownie, które w roku 2008 zlikwidowano (Łapy, Brześć Kujawski, Lublin). Czy zawsze Polak musi być mądry po szkodzie?

Przygotowania do ostatecznego zwycięstwa

Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5218

„Goniec” (Toronto)  •  24 lipca 2022

Rosja, która na Ukrainie wojuje z całym NATO, już ledwie zipie i tylko patrzeć, jak poniesie sromotną klęskę. Takim obrotem sprawy tłumaczę sobie czystkę w ukraińskiej bezpiece i prokuraturze. Jak wiadomo, prezydent Zełeński „odsunął” nie tylko szefa Służby Bezpieki Ukrainy, ale również szefów z kilku obwodów. „Odsunął” także panią Irinę Wieniediktową, która piastowała urząd prokuratora generalnego. Po raz pierwszy usłyszeliśmy o niej, kiedy w sieci pojawiło się nagranie, jak to bohaterscy żołnierze ochotniczego pułku „Azow”, będącego rodzajem prywatnej armii żydowskiego oligarchy Igora Kołomojskiego, maltretują, torturują i rozstrzeliwują rosyjskich jeńców.

Wzbudziło to zainteresowanie nawet w Kongresie Stanów Zjednoczonych, a w tej sytuacji nie było rady; trzeba było odkryć rosyjską zbrodnię wojenną w Buczy i podsunąć ją pod nos skonsternowanemu światu, żeby zapomniał o scenach z udziałem bohaterskiego pułku „Azow”. Wprawdzie początkowo ukraińskie władze obiecywały, że rząd sprawę nagrań potraktuje „bardzo poważnie”, ale potem okazało się, że to wszystko zainscenizowali Rosjanie, w związku z czym pani Irina już żadnego „śledztwa” nie musiała w tej sprawie wszczynać.

Skoro wszystko zakończyło się wtedy wesołym oberkiem, to skąd obecna czystka w bezpiece i prokuraturze?

Myślę, że jej przyczyną jest zbliżające się nieubłaganie ostateczne zwycięstwo. Jak wiadomo, klęska jest sierotą, podczas gdy sukces, zwłaszcza w postaci ostatecznego zwycięstwa, ma wielu ojców. Zatem prezydent Zełeński musiałby dzielić się sławą zwycięzcy z jakimiś bezpieczniakami i panią Iriną. A po co miałby się dzielić, skoro może się nie dzielić? Dzięki rewolucyjnej czujności okazało się tedy, że na Ukrainie aż roi się od „zdrajców i kolaborantów”, którzy sypią piasek w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów. Skoro tak, to nieuchronnie musi pojawić się pytanie, kto za to odpowiada. No i się pojawiło, a w odpowiedzi prezydent Zełeński nieubłaganym palcem wskazał winowajców. Myślę, że to dopiero początek, bo w miarę jak ostateczne zwycięstwo będzie się przybliżało szybkimi krokami, liczba „zdrajców i kolaborantów” będzie się zwiększała w tempie stachanowskim, aż w końcu okaże się, że jedynym sprawiedliwym w Sodomie i Gomorze był prezydent Zełeński i jego przyjaciele z kabaretu.

Widocznie Ukraińcy też czują pismo nosem, bo chociaż ostateczne zwycięstwo zbliża się wielkimi krokami, to jednocześnie polscy wolontariusze alarmują, że do naszego i tak już przecież wystarczająco nieszczęśliwego kraju, napływa coraz więcej uchodźców z Ukrainy. Nie ma w tym nic dziwnego; skoro już wiadomo, że na Ukrainie aż się roi od „zdrajców i kolaborantów”, to na wszelki wypadek trzeba się stamtąd zawczasu oddalić na bezpieczną odległość, bo w przeciwnym razie trzeba będzie udowadniać, że nie jest się wielbłądem, a wiadomo, że takie zadanie bywa z reguły niewykonalne, zwłaszcza gdy ze stolicy przyjdą odpowiednie rozkazy.

Tymczasem w Polsce nikt uchodźców nie ośmieli się przepytywać, czy przypadkiem nie byli „zdrajcami”, albo „kolaborantami”, więc nie ma się co namyślać, tylko zwiewać z Ukrainy jak najdalej.

Obecnie w naszym nieszczęśliwym kraju zapanowała podobna sytuacja. Czystki wprawdzie jeszcze nie ma, bo ostateczne zwycięstwo zostało zaplanowane dopiero na przyszłoroczne wybory parlamentarne, ale w czeluściach obozu „dobrej zmiany” rozpoczęły się przygotowania do wyznaczenia winowajcy. Bo wprawdzie jest dobrze, a będzie jeszcze dobrzej, ale właśnie Wielce Czcigodny poseł Janusz Kowalski, piaskujący w rządzie „dobrej zmiany” stanowisko sekretarza stanu w Ministerstwie Aktywów Państwowych kierowanym przez pana ministra Jacka Sasina, opublikował wyliczenie, z którego wynika, że w Polsce w zimie zabraknie gazu. Ponieważ tajemnicą Poliszynela jest napięcie, jakie utrzymuje się między premierem Morawieckim, a ministrami Ziobrą i Sasinem, aż nawet sam Naczelnik Państwa musiał nawoływać do opamiętania, wyliczenie posła Kowalskiego może być sygnałem, że panu Mateuszowi Morawieckiemu już złocą rogi, jako przeznaczonemu na zaszlachtowanie najpóźniej na wiosnę przyszłego roku.

Bo pan premier Morawiecki nadaje się do tej roli, jak mało kto. Jak pamiętamy, został premierem gwoli „ocieplenia” stosunków Polski z Unią Europejską. Po prawie pięciu latach jego rządów, stosunki Polski z UE są gorsze, niż kiedykolwiek, a poza tym pan premier Morawiecki popodpisywał rozmaite cyrografy i podjął decyzje, w następstwie których Polska stoi w obliczu kryzysu energetycznego.

Podczas jednego ze spotkań, jakie pan premier odbywa ze specjalnie zaproszonymi obywatelami, któryś zadał mu pytanie, czy przypadkiem Polska nie kupuje aby ruskiego gazu. Pan premier spontanicznie odpowiedział, że kupujemy gaz „na giełdzie”, co zostało zrozumiane, że gaz po staremu jest ruski, tylko Polska teraz kupuje go przez pośredników.

Z węglem jest jeszcze gorzej, bo wskutek „dekarbonizacji” oraz wstrzymania importu rosyjskiego węgla, z którego korzystały przede wszystkim gospodarstwa domowe i spółdzielnie mieszkaniowe, okazało się, że w składach węglowych niemalże nie ma żadnych zapasów. W tej sytuacji pan premier zachęca obywateli do „ocieplania” domów, a inni ministrowie udzielają zbawiennych rad, żeby mniej jeść – i tak dalej. To trochę podobne do spostrzeżenia Jerzego Urbana z początku stanu wojennego, że „rząd się wyżywi”, więc widać, że ciągłość jest większa, niż nam się wydaje.

Tymczasem pan Marian Banaś, prezes Najwyższej Izby Kontroli, którego Naczelnik Państwa z zagadkowych przyczyn chciał wysadzić w powietrze, właśnie złożył zawiadomienie do prokuratury w sprawie zakupu respiratorów. Jak pamiętamy, pan minister Szumowski, który dzisiaj, zgodnie z zaleceniem greckiego filozofa hedonisty Epikura, „żyje w ukryciu”, kupił w imieniu rządu te respiratory od pewnego handlarza bronią, co oczywiście kieruje naszą uwagę w stronę starych kiejkutów, no bo kogóż innego? Toteż bez zdziwienia przyjęliśmy informację, że sprzedawca owych respiratorów właśnie taktownie umarł i już nic żadnemu prokuratorowi nie powie. Wyobrażam sobie, z jaką ulgą musiał przyjąć tę wiadomość pan Szumowski, podobnie jak stare kiejkuty, które dzięki temu będą mogły spokojnie korzystać z wyprowadzonego w nieznanym kierunku szmalcu, tak, jak w przypadku „Amber Gold”.

Tymczasem rząd na wrzesień właśnie zaplanował nową falę epidemii, tym razem spowodowaną przez mutację koronawirusa nazwaną „Centaurem”. Najwyraźniej jednak urzędnicy resortu zdrowia wyciągnęli wnioski z poprzednich, niezbyt fortunnych doświadczeń, więc wprawdzie ogłaszają, że ten cały „Centaur” jest jeszcze bardziej zaraźliwy, niż poprzednie mutacje, ale za to znacznie od nich łagodniejszy, więc jak tylko się zaszczepimy, żeby rozładować nagromadzone w rządowych magazynach krocie „dawek”, to będziemy musieli nauczyć się z nim żyć, a kto wie – może nawet się zaprzyjaźnić. I słusznie – skoro musimy przyjaźnić się z uchodźcami, to dlaczego nie z „Centaurem”?

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Czy idioci czytają Tokarczuk? Tak, toć to ikona antykultury…

Kategoria: Archiwum, Polecane, Ważne

CzarnaLimuzyna https://www.ekspedyt.org/2022/07/25/czy-idioci-czytaja-tokarczuk/

,

H.B., Wiedźmy (1510)

Ikona antykultury, Tokarczuk stwierdziła niedawno, że „literatura nie jest dla idiotów”.

Nigdy nie oczekiwałam, że wszyscy mają czytać i że moje książki mają iść pod strzechy. Wcale nie chcę, żeby szły pod strzechy. Literatura nie jest dla idiotów.

Abstrahując od tego co ma na myśli Tokarczuk odważnie łącząc literaturę z książkami przez siebie napisanymi, zacznijmy od przypomnienia kim jest przysłowiowy idiota ἰδιώτης. W starożytnej Grecji była to osoba nie zajmująca się sprawami natury publicznej, politycznej, zamknięta w swoim świecie. Brak tego rodzaju aktywności był kojarzony z rodzajem upośledzenia, niemożności intelektualnej. Grzegorz Braun określił prezydenta Dudę mianem: idioty w starożytnym rozumieniu tego słowa. Być może miał na myśli jego sposób pojmowania polityki oraz związany z tym brak pozytywnego zaangażowania. Od siebie mogę dodać, że dziś prawie każdy polityk sprawia wrażenie idioty. W wielu przypadkach są to jedynie pozory, ale to oddzielny temat.

W wieku XX pojawili się idioci pożyteczni. Termin ten oznaczał osoby i środowiska sympatyzujące z ZSRR i jego polityką, ludzi podatnych na komunistyczną propagandę. Słowo idiota oznacza również w potocznym rozumieniu ignoranta, nieuka, wtórnego analfabetę łykającego propagandową papkę.

Czy Tokarczuk jest idiotką?

W kontekście powyższego opisu, biorąc pod uwagę wypowiedzi noblistki o Polakach typu: “Robiliśmy rzeczy straszne jako kolonizatorzy, większość narodowa, która tłumiła mniejszość, jako właściciele niewolników czy mordercy Żydów” wielu skłania się do opinii, że Tokarczuk jest pospolitą idiotką zwaną pożyteczną czyli osobą będącą pod wpływem antypolskiej propagandy.

“…Twierdzenie, które niekiedy zaczyna pojawiać się w naszej debacie historycznej, głoszące że „Polska nie miała co prawdzie w swojej historii zjawiska niewolnictwa, ale miała zjawisko pańszczyzny i poddaństwa chłopów” uważam za wyjątkowo chybione i szkodliwe, gdyż zrównuje ono ze są dwa zupełnie różne od siebie zjawiska historyczne, co w poważnej nauce nigdy nie powinno mieć miejsca”. /Czy polscy chłopi byli „niewolnikami wyzyskiwanymi przez szlachtę?”/

Należy też wyraźnie podkreślić, że handlem porywaną ludnością na terenie Polski zajmowali się żydzi oraz muzułmanie (Tatarzy i Turcy).

Tokarczuk: moi krajanie nie są idiotami

Tokarczuk określiła również kto według niej nie jest idiotą, który m.in. „mieszka pod strzechą i nic nie wie”

Żeby czytać książki trzeba mieć jakąś kompetencję, trzeba mieć pewną wrażliwość, pewne rozeznanie w kulturze.(…)

Więc piszę swoje książki dla ludzi inteligentnych, którzy myślą, którzy czują, którzy mają jakąś wrażliwość. Uważam, że moi czytelnicy są do mnie podobni, piszę jakby do swoich krajanów.

Kultura czy antykultura?

Nie wiem jakie rozeznanie ma Tokarczuk w kulturze, ale obawiam się, że bardzo podobne do rozeznania w polityce i polskiej historii. Postrzegam ją prędzej jako osobę osadzoną w antykulturze. Antykultura to nurt czerpiący inspirację z postmodernizmu i ideologii neomarskistowskiej. Dobitnie o tym świadczy zdjęcie uśmiechniętej Tokarczuk na tle krzyża przerobionego na swastykę. Pomijam milczeniem ideologiczny bełkot rzekomo uzasadniający taką deformację. Sama Tokarczuk nie kryje się z poglądami osoby o innej orientacji moralnej, oderwanej od korzeni cywilizacji łacińskiej.

Dyskusja wśród sympatyków Tokarczuk

Wielu “krajanów” Tokarczuk tworzących wiodący nurt antykultury podzieliło się w opiniach na temat inkryminowanej wypowiedzi. Cześć stwierdziła, że jest to “klasizm”. Inni, że wcale nie. Do dyskusji włączyli się sympatycy noblistki na Twitterze. Na początek wybrałem jeden z tychże głosów z powodu niewyczuwalnego, dla niektórych, smaku dodanej do tej beczki łyżki dziegciu:

Przydałby się taki coaching, oj przydał, nie tylko dla dobra Narodu, ale też Olgi Tokarczuk – poszerzy się grono ludzi godnych jej ksiąg, grono jej krajan, więcej osób będzie mogło osiągnąć to, do czego wszyscy powinniśmy dążyć – do stania się podobnymi do naszej noblistki

Do tego dorzucę tzw. pełen odlot, który zaliczył niejaki pan Szubartowicz szeroko znany wśród  “nie idiotów”, nazywający wypowiedź Tokarczuk “neutralną”, a opinie o niej “egzaltowaną histerią”

Ta egzaltowana histeria, która rozlewa się po zupełnie neutralnej wypowiedzi Olgi Tokarczuk, jest znakiem czasów. Grupki oderwanych od rzeczywistości, infantylnych strażników moralności usiłują terroryzować wszystkich karykaturalną poprawnością polityczną. Nowy purytanizm u bram.

Inny rodzaj odlotu zaprezentowała Gazeta Wyborcza pisząc:

Noblistkę zaatakowały głównie osoby z roczników 80. i 90. wychowane na amerykańskiej popkulturze i anglosaskim modelu, w którym kultura jest rozrywką. Tymczasem Olga Tokarczuk wychowała się na oświeceniowym przekonaniu, że pęd do wiedzy daje szczęście.

W tym momencie zbliżyliśmy się do momentu odpowiedzi na tytułowe pytanie.  Swego czasu książki Tokarczuk próbował czytać Stanisław Lem. O swojej nieudanej próbie powiedział tak:

Tokarczuk do tego stopnia obraziła mój rozum, że chciałem napisać polemikę, ale uznałem, że gra jest nie warta świeczki, bo musiałbym jej książkę doczytać do końca.

Książki Tokarczuk nie zawędrowały więc pod “strzechę” wybitnego pisarza Stanisława Lema, a także pod “strzechę” wybitnego znawcy antykultury, Krzysztofa Karonia, który swego czasu spuentował “noblowską hucpę” w sposób następujący:

Nie widzę najmniejszego powodu, aby być dumnym z tego, że Olga Tokarczuk należąca do formacji barbarzyńskiej otrzymała nagrodę. Barbarzyńcy przejęli komitet noblowski i rozdają nagrody. Banda degeneratów przyznała nagrodę osobie, która spełniała ich warunki. (…) Kłamstwa pani Tokarczuk powinny być przedmiotem prawa karnego.

Polskie szpitale „Тільки для українців”

Polskie szpitale „Тільки для українців”? – Konrad Rękas

Sama tylko opieka medyczna, w tym szpitalna, dla obywateli Ukrainy przesiedlonych do Polski – miała w 2022 r. kosztować budżet państwa ponad miliard zł. Miała, bo już dziś wiadomo, że kwota ta zostanie zwielokrotniona, także w związku z faktem, że na naszym terytorium leczeni są i poddawani rehabilitacji ranni w walkach ukraińscy żołnierze i bojówkarze zbrojnych batalionów banderowskich. Spodziewając się zwiększenia ich liczby – zwłaszcza w województwach przygranicznych opróżniane są pośpiesznie z polskich pacjentów w szczególności oddziały chirurgii i ortopedii. Choć ministerstwo zdrowia zaprzecza istnieniu wydzielonych łóżek tylko dla Ukraińców – nasi informatorzy potwierdzają, że obowiązują zakazy przyjmowania Polaków, nawet na terminowe zabiegi, jeśli mieliby zostać położeni na miejscach czekających na przesiedleńców bądź rannych. W całym kraju nawet ok. 12.000 łóżek miałoby zostać wyłączonych jako „Тільки для українців”.

Co najmniej 50 miliardów złotych

Teoretycznie takie sprawy powinna regulować ustawy z dnia 12 marca 2022 r. o pomocy obywatelom Ukrainy w związku z konfliktem zbrojnym na terytorium tego państwa (Dz. U. z 2022 r. poz. 583, z późn. zm.). Faktycznie jednak szczegóły, w tym samą wysokość świadczeń, przeniesiono do umowy między ministrem zdrowia, a Narodowym Funduszem Zdrowia, zatem manipulować kwotami można już w praktyce poza bezpośrednią kontrolą i wiedzą Sejmu.

Sama ustawa zresztą, jak to w państwie PiS-u – napisana jest brudno, chaotycznie, niespójnie i z licznymi furtkami, oczywiście służącymi ułatwieniom w wyprowadzaniu pieniędzy budżetowych przez fundusze celowe, w tym przypadku na rzecz ludności ukraińskiej w Polsce.

To dlatego właśnie nie zgadzają się i wciąż zmieniane są kwoty, co do których udaje się uzyskiwać niechętne potwierdzenia rozdysponowania na rzecz przesiedleńców. I tak do wspomnianego 1 miliarda na ochronę zdrowia (już nieomal wydanego, choć miał starczyć na rok) doliczyć należy bezpośrednie zasiłki, dalej zaś księgowane osobno świadczenia z PFRON i Funduszu Solidarnościowego. Ile łącznie i ile trzeba będzie jeszcze dołożyć – nikt oczywiście przyznać nie chce, jednak podawana na początku wojny wstępna kalkulacja ok 24 miliardów zł już musiała zostać podwojona, ze względu na znacznie większy niż pierwotnie podawano napływ przesiedleńców.

Na dziś mowa więc co najmniej o 50 miliardach – i o konieczności dofinansowania samej opieki zdrowotnej „Тільки для українців” kwotą co najmniej kolejnych 3 miliardów zł.

Tajemnice wojskowe państwa niewojującego

Powtórzmy, to wszystko są wydatki formalnie cywilne, bez wliczania w to miliardów pomocy wojskowej i prezentów w postaci sprzętu i uzbrojenia oraz służby polskich „ochotników”.  

Ile wydaje się na leczenie samych rannych, w tym m.in. na opiekę psychologiczną i rehabilitację nazistów z AZOWA, wciąż pewnie w traumie po poddaniu się ich kolegów z Mariupola – to już tajemnica wojskowa! Tajemnicą wojskową, choć przecież Polska nie jest z nikim w stanie wojny próbuje się cenzurować informacje o przyjeżdżających do nas transportach z rannymi.  Tak było kilka dni temu z wyciemnionym pociągiem, którym dostarczono m.in. do lubelskiego SPSK-4 32 ukraińskich żołnierzy i bojówkarzy.

Moją ciotkę po amputacji nogi na siłę wyrzucili z oddziału naczyniowego do domu w piątej dobie. Osobę tak słabą, że nie była w stanie samodzielnie poprawić sobie ułożenia głowy. Z krwawiącą raną pooperacyjną, wypis w dobę po przetaczaniu krwi ratującej jej życie. To w temacie leczenia Polaków – komentowała w jednej z dyskusji przerażona lublinianka jednak takich historii próżno szukać w lokalnych mediach. Pod względem kolportowania kłamstw i manipulacji w niczym nie ustępują one tym ogólnokrajowym, te zaś działają pod dyktando kłamców rządowych.

Lista ukraińskich kłamstw III RP

32 rannych żołnierzy ukraińskich przyjechało do Polski specjalnym pociągiem sanitarnym. To pierwszy taki transport, a ranni żołnierze zostali umieszczeni w trzech szpitalach: w Łodzi, w Warszawie i w Lublinie” – powiedział w Radiu Zet szef kancelarii premiera, minister Michał Dworczyk.

Pierwszy? Doprawdy? To pierwsi nie byli ci leczeni w Polsce ukraińscy żołnierze, o których na łamach Wall Street Journal już 6. marca informował rzecznik rządu, Piotr Müller? A może tych kilkudziesięciu, którymi 15. kwietnia chwalił się we Lwowie sam premier Mateusz Morawiecki, zapowiadając miejsca nawet dla 10.000 rannych? A co z tą grupą z maja, z Ostrowa Wielkopolskiego, pan minister ich przeoczył?

Kłamią. Kłamią bezczelnie i bez przerw!

Każdy kolejny transport ma być pierwszy, każde wyrzucenie Polaków z łóżek zupełnie wyjątkowe i nadzwyczajne, a tymczasem planowali to od dawna. „Od wielu tygodni przygotowywaliśmy się do zapewnienia pomocy naszym sąsiadom z Ukrainy. Każdemu przybywającemu do naszego kraju musimy zapewnić bezproblemowy, bieżący dostęp do opieki medycznej, w tym również do hospitalizacji” – powiedział już 25. LUTEGO rzecznik ministerstwa zdrowia, Wojciech Andrusiewicz (prywatnie przesympatyczny).  Na wiele tygodni przed rosyjskim atakiem szykowali łóżka dla ukraińskich żołnierzy i przesiedleńców?! I nadal śmią twierdzić, że III RP nie była zaangażowana w ukraińsko-NATOwskie plany wojny przeciw Rosji? Naprawdę mają Polaków za takich idiotów, którzy nie pamiętają propagandy sprzed miesiąca i nie umieją jej porównać z tą obecną?

Ha, widać nie pamiętamy i nie umiemy dodawać miliardów. Tych miliardów, których brakuje na leczenie Polaków.

Konrad Rękas

Za: Konserwatyzm.pl (24 lipca 2022) | https://konserwatyzm.pl/rekas-polskie-szpitale-%D1%82%D1%96%D0%BB%D1%8C%D0%BA%D0%B8-%D0%B4%D0%BB%D1%8F-%D1%83%D0%BA%D1%80%D0%B0%D1%97%D0%BD%D1%86%D1%96%D0%B2/

Wesprzyj naszą działalność

Brak węgla w Polsce: Węgiel z Bogdanki będzie płynął na Ukrainę dalej…

Brak węgla w Polsce: Węgiel z Bogdanki będzie płynął na Ukrainę dalej, jeśli wojna nie przeszkodzi

Wojciech Jakóbik 28 marca 2022, https://biznesalert.pl/wegiel-z-bogdanki-bedzie-plynal-na-ukraine-dalej-jesli-wojna-nie-przeszkodzi/

Polski węgiel z Kopalni Bogdanka płynie szerokim strumieniem na Ukrainę doświadczoną atakiem Rosji i ma płynąć nadal, jeśli infrastruktura pozwoli pomimo działań wojennych.

– Mieliśmy zaplanowany eksport węgla na Ukrainę przez cały rok, ale przez działania wojenne i niebezpieczeństwo przerwy szlaków dostawy podjęliśmy decyzję o przyspieszeniu dostaw do odbiorców w zachodniej i środkowej części tego kraju tak, żeby nie zaburzyć dostaw do odbiorców w Polsce – powiedział Artur Wasil, prezes Lubelski Węgiel Bogdanka, spółki z Grupy Enea zarządzającej Kopalnią Bogdanka.

W 2021 roku wyeksportowaliśmy na Ukrainę blisko 0,5 mln ton węgla. W 2022 roku też planujemy wyeksportować około pół miliona ton węgla. Czas dostaw z uwagi na działania wojenne został skrócony i będzie najprawdopodobniej, jeżeli nie dojdzie do uszkodzenia infrastruktury, zrealizowany w pierwszym półroczu tego roku – zapowiedział Wasil podczas konferencji poświęconej wynikom Enei.

===================

mail: A w drugą stronę – nasi przyjaciele [i Obrońcy] już szykują worki na nasionka wierzby i topoli, z których będziemy mogli sobie wyhodować sadzonki na przyszły chrust.

Prof. Mirosław Dakowski | Lewe i prawe skrzydło PTASZYSKA KŁAMSTWA SMOLEŃSKIEGO. Przypomnienie; inaczej… 33 minuty

Prof. Mirosław Dakowski | Lewe i prawe skrzydło PTASZYSKA KŁAMSTWA SMOLEŃSKIEGO. Przypomnienie…

33 minuty

=====================

Поступил вопрос в радио Ереван:

Dlaczego Dakowski czasem umieszcza swoje filmiki, a niezwykle rzadko cudze. Odpowiedź: Wiem, co chce powiedzieć i co mówię, a jeśli się pomylę, to mogę to sprostować; i biorę za to co powiedziałem odpowiedzialność. Tymczasem wypowiedzi innych nie mogę sprostować czy komentować, a odpowiedzialności brać nie chcę.

Już opłaca się opalanie zbożem [ogrzewanie], panie premierze… Polacy nabici w soc-butelkę.

Polacy nabici w butelkę. Ludzie będą palić zbożem lub podrabianym pelletem.

Katarzyna Bartman https://www.money.pl/gospodarka/polacy-nabici-w-butelke-ludzie-beda-palic-zbozem-lub-podrabianym-pelletem-6792451602815872a.html

Rząd zajął się pomocą tym, którzy mają piece węglowe w domach, bo jak twierdzi, jest ich w kraju najwięcej i są najbiedniejsi. Ci, którzy zrezygnowali z „kopciuchów” i przeszli na piece do ogrzewania domów na inne paliwa, muszą poczekać, licząc, że też coś dostaną, albo szukać okazji cenowych na rynku. Tymczasem, jak informuje policja, coraz więcej „indywidualnych importerów” pelletu z Ukrainy i Białorusi zgłasza się do nich jako poszkodowani. Sytuacja na rynku surowców jest tak trudna, że nie brakuje też oszustów.

Polacy nie tylko szukają tańszego węgla na rynku (cena za tonę waha się obecnie pomiędzy 2,5 tys. zł a 3 tys. zł, ale i tak jest on trudny do zdobycia), ale też pelletu, którym ogrzewa się co najmniej 400 tys. gospodarstw domowych i bardzo wiele obiektów samorządowych.

Pellet drzewny zniknął z rynku już w chwili wybuchu wojny w Ukrainie – został wykupiony, magazyny całkowicie opróżniono z zapasów. Polscy producenci pelletu produkują go głównie na eksport do Europy Zachodniej, gdzie dostają za wysokogatunkowy pellet drzewny dużo wyższe stawki niż w Polsce (ok. 80 proc. produkcji jest wywożona z kraju).

Nasz rynek był do czasu agresji Rosji na Ukrainę zaopatrywany pelletem z Białorusi i w mniejszym stopniu z Ukrainy. Teraz zagranicznego pelletu brakuje właśnie z powodu sytuacji u naszych wschodnich sąsiadów. Ceny od zimy wzrosły dwukrotnie. Za tonę certyfikowanego pelletu drzewnego trzeba zapłacić obecnie od 2,2 do 2,7 tys. zł. Nie jest on również dostępny od ręki. Czasami trzeba czekać na dostawę ok. miesiąc.

Łowcy okazji i prywatny import

Wiele osób próbuje więc szukać „okazji”, których w związku z trudną sytuacją na rynku nie brakuje. Nie zawsze takie zakupy kończą się happy endem. W sieci jest wiele ogłoszeń, w których oferowany jest pellet za połowę rynkowej stawki, a nawet za mniej.

Na internetowej giełdzie paliw wiszą kuszące ogłoszenia zarówno od zagranicznych producentów pelletu, jak i polskich pośredników.

Jeden z pośredników z Podlasia oferuje np. pellet już po 1200 zł za tonę. Po pellet trzeba jednak pojechać na granicę. Dowóz jest zapewniony tylko do granicy polsko- białoruskiej (obowiązują sankcje gospodarcze). Jest jeszcze coś, pellet ten jest z łusek słonecznika, nie nadaje się do kotłów indywidualnych, które nie są przystosowane do takiego surowca. Łuska słonecznikowa jest głównie wykorzystywana w elektroenergetyce.

Inny z kolei oferent twierdzi, że jest producentem pelletu z Ukrainy. Oferuje ten rodzaj opału już za 120 euro za tonę (ok. 570 zł), ale trzeba po niego pojechać na Ukrainę i kupić co najmniej 2 tony, a następnie zapłacić cło.

Na policję zaczynają zgłaszać ofiary pelletowych okazji cenowych. Niedawno bankier.pl opisywał przypadek mieszkańca powiatu ryckiego (lubelskie), który kupił pellet z Ukrainy w internecie, gdyż był oferowany po bardzo atrakcyjnej cenie. 41-latek zapłacił za 24 tony 30 tys. zł z góry (1250 zł za tonę). Po wykonaniu przelewu na konto internetowego „dostawcy” ten rozpłynął się we mgle.

Jak podaje st. asp. Agnieszka Marchlak z Komendy Powiatowej Policji w Rykach to nie pierwsze takie zgłoszenie w ostatnim czasie dotyczące oszustów oferujących tani opał. Ofiar jest w całej Polsce dużo więcej.

Europejska Rady ds. Pelletu (EPC) alarmuje, że pellet w całej Europie jest coraz częściej fałszowany. W internecie można znaleźć czarną listę producentów pelletu, którzy dopuścili się różnych nadużyć i fałszerstw.

Pozbyliśmy się kopciuchów, zostaliśmy na lodzie

Nie tylko łowcy cenowych okazji są nabijani w butelkę. Zdaniem prezesa Polskiej Rady Pelletu Adama Sarnaszka, wszyscy, którzy za namową rządu zrezygnowali z opalania w piecach węglem i przeszli na bardziej ekologiczne kotły pelletowe, czują się teraz przez rząd poszkodowani.

Przy przyznawaniu nowego, jednorazowego dodatku opałowego w kwocie 3 tys. zł zostali oni pominięci. Nie tylko to jest problemem. Pellet ma stawkę 23 proc. VAT – najwyższy w Europie. Prezes Sarnaszek podkreśla, że w większości państw Unii jest on obłożony 8. proc. stawką VAT.

– Moi starsi rodzice mieli piec węglowy, ale rząd zachęcał do przejścia na bardziej ekologiczne paliwo, więc kupili piec na pellet i teraz tego żałują, bo „truciciele węglowi” mają się od nich dużo lepiej. Oni zaś zostali z niczym – mówi pan Paweł, były urzędnik resortu środowiska z Warszawy.

Dodaje, że nie rozumie tej argumentacji przedstawicieli PiS, że dopłaty są tylko do węgla, bo tym paliwem opalają najbiedniejsi. – Moi rodzice również nie są zamożnymi ludźmi. Dlaczego zostali pominięci? Nie rozumiem tego – mówi wprost.

Minister środowiska Anna Moskwa podkreśliła, że rząd wspiera tych, którzy opalają węglem, gdyż jest ich w kraju po prostu najwięcej. Węglem – według danych resortu środowiska – domy opala aż ponad 40 proc. gospodarstw.

Na Lubelszczyźnie już palą chrustem

Argumenty rządu nie przemawiają również do prof. Piotra Gradziuka z Instytutu Rozwoju Wsi i Rolnictwa, Zakładu Modelowania Biznesowego Polskiej Akademii Nauk, wybitnego eksperta od biomasy. Uważa on, że pomijanie tych, którzy przeszli z węgla na inne, bardziej ekologiczne paliwa, jest niezrozumiałe i nie ma – jak na razie – racjonalnego wytłumaczenia.

W Grabowcu (lubelskie) do ogrzewania większości obiektów użyteczności publicznej używana jest słoma z pobliskich pól.

Z kolei w Nowej Dębie (podkarpackie) samorząd zainwestował w kocioł, w którym spalane lokalnie pozyskiwane odpady drzewne chrust. Dzięki wykorzystaniu tych lokalnych zasobów koszty ogrzewania należą do najniższych w Polsce.

Zdaniem prof. Gradziuka z powodu drożyzny w części kotłów do pelletu, po niewielkich przeróbkach, będzie spalane ziarno zbóż, jeżeli jego cena oscylować będzie w granicach 1 tys. do 1, 4 tys. zł za tonę – (np. w takiej cenie można nabyć teraz w niektórych regionach kraju owies albo jęczmień ozimy – red.).

Prof. Gradziuk wskazał na rozporządzenie Ministra Gospodarki z 23 lutego 2010 r. (Dz.U. Nr 34 poz. 182), w którym zmieniono definicję biomasy, tak by ziarno zbóż, które nie spełnia norm jakościowych, mogło być wykorzystane na cele energetyczne w elektroenergetyce.

Zbożami można palić w indywidualnych kotłach pelletowych, ten rodzaj opału jest tak samo energetyczny, jak pellet drzewny.

Minister Anna Moskwa nie wspomniała słowem o pomocy dla tych, którzy przeszli z węgla na inne paliwa opałowe. Zapytaliśmy więc biuro prasowe Ministerstwa Środowiska (MŚ), czy rząd planuje wesprzeć również tych, którzy ogrzewają domy pelletem, gazem lub innymi surowcami?

W odpowiedzi na nasze pytanie rzecznik prasowy resortu Aleksander Brzóska poinformował nas, że został powołany międzyresortowy zespół, który pracuje nad kompleksowym rozwiązaniem dotyczącym energii cieplnej dla odbiorców indywidualnych.

Nie potrafi jednak powiedzieć, kogo to wsparcie rządu obejmie i jakie będą zasady tej pomocy.

Minister Zdrowia znowu zaczyna straszyć restrykcjami i wracającą „pandemią”! I szczepionkami [zrobionymi] z dzieci!!

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Jak to dobrze, że otworzył Pan tego maila!

Bo sprawa jest niezwykle ważna, a czas szczególny… Wiele osób ma wolne i po prostu nie będzie mogło zareagować.

Proszę wyobrazić sobie, że właśnie teraz, w gorącym lipcu, gdy Polacy udali się na upragnione wakacyjne wyjazdy… Minister Zdrowia znowu zaczyna straszyć restrykcjami i wracającą „pandemią”! Nie do wiary, prawda? Ja też początkowo nie mogłam w to uwierzyć. Z nieba leje się żar, a Adam Niedzielski zupełnie serio zaczyna opowiadać o zwiększonej zachorowalności na koronawirusa, tego samego, o którym kilka tygodni temu mówił, że powinien być traktowany jak zwykła infekcja i nie ma podstaw, aby z jego powodu wprowadzać nadzwyczajne środki ostrożności.

I znów się pozmieniało! Minister już przepowiada, kiedy będą kolejne zachorowania (środek sierpnia). A może po prostu planuje wtedy podkręcić statystyki…????

Wraz z alarmującymi informacjami z rządu wraca znowu ten sam motyw: SZCZEPIENIA. Rozpoczyna się nowa odsłona stręczenia Polakom szczepionek produkowanych na liniach płodowych.

Jak dobrze Pan wie, wszystkie podawane w Polsce szczepionki na Covid czerpią z aborcji. Aby opracować i testować (Pfizer, Moderna) lub wprost produkować (Astra Zeneca, Johnson&Johnson) każdy z preparatów, użyto linii płodowych wyprowadzonych wprost od zabitych dzieci. Linie te są w obiegu od wielu lat, lecz starzeją się, zatem tworzy się popyt na kolejne linie. Dochodzi do kolejnych aborcji na potrzeby przemysłu farmaceutycznego. 

Aby preparaty były zdatne do użytku, trzeba było pobierać tkanki z dzieci żywcem i bez żadnego znieczulenia – w krótkim momencie pomiędzy wyjęciem dzieciątka z macicy a jego śmiercią. Aż trudno wyobrazić sobie, jak ogromny ból musiał odczuwać mały człowiek wyrwany z bezpiecznego łona mamy i poddany okrutnej procedurze usunięcia narządów żywcem… Teraz szczepionki powstałe dzięki liniom płodowym mamy wszyscy uznać za zdobycz cywilizacji i masowo je stosować. Straszenie kolejną falą koronawirusa jest niczym innym jak tworzeniem popytu na preparaty skażone gigantyczną zbrodnią.

#ZatrzymajAborcję

Szanowny Panie!

Przemysł aborcyjny jest powiązany z niektórymi gałęziami przemysłu farmaceutycznego i na tej podstawie próbuje się oswajać ludzi z tezą, że aborcja nie zawsze przynosi samo zło. Promotorzy zabijania dzieci bardzo chcą, abyśmy przyznali, że czasem z zabicia niewinnego dziecka wypływa dobro. Dlatego rozpętywanie strachu wokół konkretnego wirusa, kreowanie statystyk zachorowań i wmawianie opinii publicznej, że jedynym ratunkiem są szczepionki skażone aborcją – jest świetną okazją, aby relatywizować zbrodnię. W świadomości przeciętnego człowieka może wówczas pojawić się myślenie, że nie wszystkie aborcje są tak samo złe, w zależności od celu, do jakiego wykorzysta się ciała zamordowanych dzieci. To utylitarne myślenie o życiu człowieka pomaga ruchowi aborcyjnemu w osiąganiu jego celów – akceptacji aborcji (przynajmniej niektórych) i zarabianiu na nich wielkich pieniędzy.

Dlatego z przerażeniem obserwuję, jak polski rząd ponownie rozpoczyna kampanię strachu, kreowanie popytu i wmuszanie ludziom preparatów, które czerpią ze zbrodni aborcji.

STOP!

Potrzeba masowego sprzeciwu, aby znowu nie wprowadzono restrykcjilockdownu i nachalnej akwizycji szczepionek na Covid!

Szanowny Panie!

Chciałabym, aby w najbliższym czasie jak najwięcej osób zadzwoniło do Kancelarii Premiera i przekazało Mateuszowi Morawieckiemu, że nie chce:

– żadnych restrykcji ani lockdownów, żadnych testów, a przede wszystkim żadnych szczepionek z abortowanych dzieci,

– wydawania pieniędzy podatników na preparaty skażone zbrodnią aborcji ani na ich namolną promocję.

Ponadto pora na dymisję Adama Niedzielskiego i mianowanie Ministrem Zdrowia kogoś, kto nie będzie ulegał lobby aborcyjnemu.

Nie ma wątpliwości, że obecne sygnały płynące z rządu to zapowiedź kolejnego lockdownu i wszystkiego złego, co się z nim wiąże. Jeśli teraz nie uda się zahamować decyzji o nowych restrykcjach, spirala covidowego szaleństwa zacznie znowu się nakręcać. Być może w kolejnym roku szkolnym dzieci znowu nie pójdą do szkół. Być może znowu doświadczymy zamknięcia placówek ochrony zdrowia. Czy chcemy znowu zamknięcia branż gospodarki i szantażu, że jeśli nie weźmiemy skażonych aborcją szczepionek, to branże te nie będą mogły się otworzyć…?

Czy chcemy selekcji wiernych w kościołachNalotów Policji na świątynie, gdzie zgromadziło się zbyt wielu wiernych? Zakazu spotkań powyżej określonych przez władzę limitów?

Są wakacje. Mimo to nie zwalniamy tempa i wiemy, że właśnie TERAZ potrzeba pilnego i efektywnego działania. Uruchomiliśmy stronę internetową www.telefondopremiera.pl. Znajdują się na niej numery telefonów do Kancelarii Prezesa Rady Ministrów oraz krótka zachęta, aby zadzwonić i przekazać Mateuszowi Morawieckiemu, że nie ma zgody na rozkręcanie kolejnej fali restrykcji i promocji szczepień na Covid-19.

To bardzo ważne, aby jak najwięcej osób trafiło na stronę i zdecydowało się zadzwonić i powiedzieć premierowi, czego od niego oczekuje. Aby akcja się powiodła, chciałabym uruchomić Centrum Kontaktu, aby dotrzeć do osób, które mogą się w nią zaangażować. Bardzo mi zależy na dotarciu do jak największej liczby osób, bo w sezonie urlopowym trudniej o społeczną mobilizację. Dlatego użycie Centrum Kontaktu jest niezbędne.

Koszt jego działania w przeciągu jednego tygodnia to 4500 złotych. Bardzo Pana proszę o wsparcie finansowe, abyśmy mogli rozpocząć akcję. Chciałabym, aby była kontynuowana przez co najmniej 2 tygodnie, czyli koszt wyniesie 9 000 złotych.

Powiem to wprost: czasu jest bardzo mało. Niebezpieczne ruchy wokół wymuszania szczepień są już wyraźne. Szybka reakcja obywatelska jest bardzo potrzebna. Dlatego zależy mi, aby ruszyć z akcją jak najszybciej, najlepiej zaraz po weekendzie. Czy mogę liczyć na Pańską pomoc  ?Wiele osób jest na wakacjach i nie wie, co się dzieje, więc tym bardziej kieruję moją prośbę właśnie do Pana!

35, 70, 150 złotych lub inna wybrana przez Pana kwota  umożliwi szybkie zadziałanie, aby ludzie zaczęli jak najszybciej dzwonić do Mateusza Morawieckiego. Wpłat można dokonać na konto widoczne w stopce niniejszego maila.

Szanowny Panie!

Cierpienie dzieci, które zostały poddane aborcji i usunięciu tkanek, by wyprodukować szczepionki, to nie jest abstrakcja. Te dzieci to nasi bliźni, najsłabsi, niemogący się bronić, ginący na ołtarzu wielkiego biznesu i ogromnych pieniędzy. Protestujmy przeciw nieludzkiej polityce kreowania popytu i wymuszania szczepień preparatami, które powstały przy użyciu ciał tych niewinnych maleństw…

Serdecznie Pana pozdrawiam!

„Premierze, powinni was na taczkach wywieźć”. Gorąco na spotkaniu w Działdowie z Morawieckim.

https://nczas.com/2022/07/23/goraco-na-spotkaniu-z-morawieckim-powinni-was-na-taczkach-wywiezc/

[słuchałem o 8 rano w sobotę PR1 o tym spotkaniu – NIC z poniższego się tam nie znalazło. MD]

To nie rządy odpowiadają za drożyznę, tylko wojna na Ukrainie i przede wszystkim wysokie ceny surowców naturalnych – twierdził w piątek premier rządu warszawskiego Mateusz Morawiecki, odpowiadając na krytyczne pytania mieszkańców Działdowa o drożyznę.

Premier Mateusz Morawiecki w piątek po południu spotkał się z mieszkańcami Działdowa w woj. warmińsko-mazurskim. Po wystąpieniu premiera pytania zdawali mu uczestnicy spotkania.

– Panie Morawiecki. Ile doprodukowaliście pieniędzy za czasów obecnego rządu, bo za rządów poprzedniego nie produkowali tyle pieniędzy? – pytał jeden z uczestników spotkania.

Morawiecki odpowiedział, że „udowodnił, że wtedy produkowano więcej” pieniędzy. – Niech to jakiś ekonomista zakwestionuje, ja czekam. Dług publiczny w czasach PO de facto urósł więcej niż dwa razy. Tylko faktowi, że zabrali pieniądze z OFE, dywidend i sprzedaży aktywów zawdzięczamy fakt, że przejmując rządy po PO tego długu było 890 mld zł – odpowiadał premier.

– Pan tak pięknie mówi o podatkach, że pan obniżył, a niech pan idzie do sklepu. Przed obniżeniem podatków chleb kosztował 2 zł, a teraz kosztuje 7 zł. Za tę drożyznę powinni was na taczkach wywieźć kontynuował pytający.

Premier rządu warszawskiego odpowiedział, że „każdy ma prawo powiedzieć to, co uważa”. – Ja tylko zadam takie retoryczne pytanie, czy powinni również nas wywieźć za drożyznę w Niemczech. Inflacja jest najwyższa w Niemczech. Czy to rząd polski za to odpowiada? Inflacja jest najwyższa w Stanach Zjednoczonych. Czy rząd polski za nią odpowiada? – żachnął się Morawiecki.

– To nie rządy, ani niemiecki, ani polski, ani hiszpański, ani francuski, ani czeski – nie rządy odpowiadają za to. Tylko odpowiada za to wojna na Ukrainie, a przede wszystkim wysokie ceny surowców naturalnych, bo to one przekładają się na wysokie ceny wszystkich towarów – bredził szef rządu warszawskiego.

Inny z uczestników spotkania zapytał w kontekście dodatku węglowego, który ma wynosić po 3 tys. zł dla każdego gospodarstwa ogrzewanego węglem: „A ja zacząłem 20 lat temu palić drewnem opałowym, grabem i z niego produkuję holzgas, gaz drzewny”.

– My 20 lat temu przeszliśmy z węgla. Mnie to denerwowało, że popiół śmierdział siarkowodorem, zgniłym jajem. Tyle – mówił do premiera.

– Jednak większość pieców, to piece węglowe i dlatego zdecydowaliśmy się na tę dopłatę – odpowiedział szef rządu. Dodał, że „w skali całego państwa nie byłoby to takie łatwe”, żeby wszyscy przeszli na gaz drzewny.

Inny pytający przyznał, że jest zwolennikiem Platformy Obywatelskiej. – Cieszę się, że otrzymałem głos, bo myślałem, że się nie uda – przyznał i zwrócił się do premiera: „Kiedy pan mówił prawdę? Miesiąc temu mówił pan, że węgla nie ma, a dziś mówi, że idzie flotylla z węglem”.

– Kiedy dziś mówiłem o tym, że węgiel był zamawiany i płynął do nas, to mówiłem prawdę i kiedy mówiłem, że węgiel zamówimy i będzie płynął, to też mówiłem prawdę. Sprawa jest prosta. Zaczęliśmy więcej zamawiać węgla, ponieważ nałożyliśmy embargo na węgiel rosyjski – przyznał Morawiecki.

I tego węgla miesiąc temu było za mało i dziś jest jeszcze za mało. Mam nadzieję, że ten, który został zamówiony w ostatnich dniach i będzie zamówiony w najbliższych dniach przypłynie szybko i uda nam się wyeliminować te wąskie gardła, bo węgla na świecie jest coraz więcej, po prostu zgłaszają się producenci – dodał.

Przed budynkiem, gdzie odbywało się spotkanie z premierem stali mieszkańcy Działdowa, dla których zabrakło miejsca na sali. Po spotkaniu wzywali premiera, by podszedł do nich i z nimi porozmawiał. Mężczyzna z megafonem nawoływał premiera by ten podszedł i porozmawiał z nastolatkiem, który – jak mężczyzna mówił – przyjechał specjalnie z Wielkiej Brytanii. Morawiecki zgodził się porozmawiać z nastolatkiem.

– Premier mówił mi, że jak bym wrócił (do kraju), to warunki w Polsce są bardzo dobre – relacjonował potem chłopiec przebieg rozmowy dziennikarzom. – Pytałem się jego o inflację i powiedział mi, że inflacja w Polsce nie jest taka zła jak w innych krajach, że w innych krajach jest o wiele gorzej. Jak się pytałem o system edukacji, to powiedział mi, żebym się nie martwił, bo jest bardzo dobry w Polsce, i że jeszcze jest dobrze z węglem, bo się pytałem o węgiel też. I powiedział, że węgiel jest bardzo dostępny mówił.

Mimo to – powiedział dziennikarzom – że do Polski nie wróci. Jak zaznaczył na koniec, premier powiedział do niego „podaj mi rękę”. – I ją złapał, ja mu nie chciałem tej ręki podawać – mówił nastolatek

=====================================

https://youtu.be/mt2iFzLifYI .

„Zielony komunizm”. Czy Panama podzieli los Sri Lanki? Kolejna – Polska? Kontr-rewolucja !

Jakub Bożydar Wiśniewski https://www.prokapitalizm.pl/zielony-komunizm-zbiera-swoje-zniwo-czy-panama-podzieli-los-sri-lanki/

Pierwszym krajem, który uległ błyskawicznemu i spektakularnemu rozpadowi wskutek wdrożenia zielonego komunizmu zaordynowanego przez klikę z Davos, była Sri Lanka. Tymczasem dokładnie w kwietniu 2021, czyli wtedy, gdy na Sri Lance wprowadzono flagowy element owego komunizmu – zakaz używania nawozów sztucznych – również zarząd Kanału Panamskiego zobowiązał się do wdrożenia lokalnej wersji rzeczonej ideologii, inicjując „program dekarbonizacji”.

Na chwilę obecną Panama, gdzie koszt paliwa wzrósł o 50% od początku roku, szybkimi krokami zmierza w stronę Sri Lanki, a największe od dekad protesty grożą sparaliżowaniem tego jednego z najważniejszych obok Hong Kongu i Szanghaju węzłów spedycyjnych, wywołując kaskadę kolejnych załamań w globalnej gospodarce.

Zielony komunizm idzie zresztą w tym wielkim dziele zniszczenia ręka w rękę z komunizmem czerwonym, który wcześniej sparaliżował Hong Kong i Szanghaj przy użyciu totalitaryzmu hipochondrycznego.

Innymi słowy, czego w wymiarze totalnej destrukcji klasyczny „realny” komunizm nie był w stanie dokonać przez dekady, tego jego współczesne wersje „środowiskowe” i „zdrowotne” dokonają w ciągu kilku lat – i to w skali globalnej.

Pod warunkiem oczywiście, że w świecie nie dokona się wreszcie prawdziwie globalna i gruntowna rewolucja antykomunistyczna, która w sposób rzeczywisty, a nie pozorny, raz na zawsze oczyści ziemię z wszelkich śladów tej diabolicznej ideologii. Aby taka rewolucja w końcu nadeszła – tego pozostaje życzyć wszystkim ludziom dobrej woli, jednocząc się z nimi we wszelkich ich wysiłkach, tak żeby inspirujący ich Duch faktycznie i do końca odnowił oblicze tej ziemi.

=================

MD: Bunty mas przewidują, mają w planach. Konieczna jest więc kontr-rewolucja, czyli odwrotność rewolucji.

Podwyżki doprowadzą do rozruchów jak w 1976 r.?

Podwyżki doprowadzą do społecznych rozruchów jak w 1976 r.?

22.07.2022 https://prawy.pl/121135-podwyzki-doprowadza-do-spolecznych-rozruchow-jak-w-1976-r/

24 czerwca 1976 r. Sejm PRL-u zaakceptował podwyżki cen detalicznych na artykuły spożywcze, a już dzień później wybuchły masowe rozruchy. Czy dzisiaj wzrost cen może także doprowadzić do społecznego buntu?

Proponowany przez Sejm w gospodarce planowej średni wzrost cen wynosił od 30 do 100 proc., z czego mięsa o 69 proc., drobiu o 30 proc., masła i serów o 50 proc., cukru o 100 proc. a ryżu o 150 proc.

Obecny wzrost cen podstawowych produktów niebezpiecznie zbliża się do tamtych wartości. W czerwcu br. olej podrożał względem ceny sprzed roku o 57,9 proc., masło o 52,7 proc., wołowina 36 proc., drób 25%, mąka 47%, nabiału 24,1 proc.

Trzeba wziąć pod uwagę, że obecnie bardzo wzrosła także cena energii i benzyny, osiągając rekordowe stawki. To sprawia, że dla wielu osób jazda samochodem staje się luksusem, choć nie każdy może się bez niego obejść. Stopa życiowa jest oczywiście wielokrotnie większa niż w 1976 r., ale też oczekiwania ludzi są znacznie większe. Dla wielu fakt, że nie kupią sobie nowego komputera czy nie wyjadą na wakacje jest frustrujący.

Podobno, zasadniczą różnicą jest fakt, że w gospodarce planowej to rząd ustalał ceny i brał pełną odpowiedzialność za ich wzrost. Dzisiaj rządzący łatwo się usprawiedliwiają okolicznościami zewnętrznymi i mówią o „putininflacji”. W rzeczywistości jednak to covidowe zamykanie gospodarki, tarcze antykryzysowe, programy społeczne przyczyniły się walnie do obecnego stanu rzeczy. Wielu obywateli nie rozumie jednak tych związków i przykład właścicieli skupów węgla pokazuje, że rząd umiejętnie wykorzystuje spychologię. Kiedy właściciele skupów węgla nie chcieli przystąpić do programu sprzedaży węgla za 996,60 zł, który był dla nich zupełnie nieopłacalny, premier zrzucił winę na „chciwych” sprzedawców. Ci przyznawali, że wielu ludzi odchodziło od nich z pretensją. Jak widać, ta strategia działa.

Zjednoczona Prawica toleruje LGBT – Bezkarna manifestacja zboczeń i deprawacji.

https://myslpolska.info/wp-content/uploads/2022/07/Parada_Rownosci_2019_-_10-scaled.jpg

Zjednoczona Prawica toleruje LGBT – Bezkarna manifestacja zboczeń i deprawacji.

Jak to możliwe, że udało się doprowadzić całe społeczeństwa do takiego upadku?

Agnieszka Piwar https://www.bibula.com/?p=135366

Bezkarna manifestacja zboczeń i deprawacji. 25 czerwca ulicami Warszawy przeszła kolejna tzw. Parada Równości, która w tym roku połączyła się z ukraińską KyivPride.

Co znamienne, organizatorzy imprezy wykluczyli z tegorocznego marszu Rosjan zrzeszonych w antyputinowskiej organizacji „Za wolną Rosję”.

Pogoniono ich, mimo iż chcieli oni przynieść antywojenne biało-niebiesko-białe flagi. Cóż, klasyczny przykład dyskryminacji na tle narodowościowym. Rosyjski pedał jest gorszy od ukraińskiego pedała. Ot, zakłamanie na temat „równości” i „tolerancji” w praktyce.

Tymczasem postronni obserwatorzy przecierają oczy ze zdziwienia. I pytają. Jak to możliwe, że w państwie polskim rządzonym przez polityków powołujących się na konserwatywne i katolickie wartości, w biały dzień dochodzi aktu molestowania dzieci w przestrzeni publicznej i nikt nie ponosi za to odpowiedzialności?

Odpowiedź jest krótka. Obóz Zjednoczonej Prawicy w rzeczywistości sprzyja LGBT, lecz skrywa swoje prawdziwe oblicze, by nie stracić konserwatywnego elektoratu.

Wniosek ten jest oczywisty, ponieważ przez lata rządów PiS (i spółki) władza nie zrobiła nic realnego, by uchronić młode pokolenie przed najstraszniejszym z totalitaryzmów. Dlaczego? Wujek Sam z Ameryki kazał popierać środowiska LGBT, więc rządzący Polską namiestnicy grzecznie się temu podporządkowali, a przynajmniej nie przeszkadzają. Oczywiście coś tam niby ponarzekają, by przypodobać się swoim wyborcom. Dla przykładu: wysłali do studia TVP Info posła Janusza Kowalskiego z Solidarnej Polski, który w programie „Minęła Dwudziesta” miał za zadanie oficjalnie się oburzać na „tęczową paradę”.

Tymczasem parlamentarzysta utrzymywany z podatków ciężko pracujących Polaków, zamiast przestrzec społeczeństwo przed potężnym zagrożeniem, z udawanym zatroskaniem zakpił sobie z powagi sytuacji. Z jego pokrętnej analizy widzowie dowiedzieli się, że lewacka ideologia LGBT wchodzi do szkół, przedszkoli i umysłów dzieci za pośrednictwem… kolorowych kredek (sic!). «Kolorowe kredki. Wszystko po prostu w tych tęczowych barwach: kredki, tornistry» – grzmiał Kowalski na antenie telewizji publicznej.

Przykład Kowalskiego pokazuje, że przedstawiciele władzy „walczą” z największym zagrożeniem w historii ludzkości, sprowadzając potężny problem do farsy wywołującej śmiech na sali. Tymczasem gdyby faktycznie zależało im za uchronieniu polskiego społeczeństwa przed niszczycielską ideologią, zakazaliby publicznego demontowania perwersji.

Ktoś może powiedzieć: ale jak to, przecież mamy w Polsce wolność słowa i prawo do demonstrowania przekonań, dlatego rząd PiS im na to pozwala, choć się z nimi nie zgadza. Nic bardziej mylnego. Przecież reżim pod wodzą Jarosława Kaczyńskiego słynie z tego, że środowiska których autentycznie nie toleruje, bezwzględnie knebluje i ucisza. Oto przykład: rządzący kazali największym operatorom w Polsce zablokować dostęp do portalu „Myśli Polskiej”; zablokowali też mojego niszowego bloga z przedrukami moich artykułów.

Tymczasem podobnych praktyk nie zastosowali wobec prawdziwego zagrożenia, a więc propagatorów ideologii, której celem jest zniszczenie człowieka.

Ani poseł Kowalski, ani nikt inny z obozu Zjednoczonej Prawicy nie ośmielił się publicznie wyjawić co faktycznie kryje zbrodnicza ideologia. Ideologia, która pod pretekstem szerzenia tolerancji wdarła się do polskich miast, szkół, przedszkoli, szeroko pojętej kultury.

Tak oto, ideolodzy bezkarnie mogli wmówić całej rzeszy młodych ludzi, że mają prawo być kim chcą. Pogubiłeś się jako człowiek? Zostań psem, poczujesz się lepiej. Opleć swoje genitalia skórzanymi rzemykami, klęknij na czworaka, niech jakiś stary roznegliżowany pedał założy tobie kaganiec i smycz, a następnie wyprowadzi na Paradę Równości zademonstrować waszą odmienność. A gdy tylko ktoś spróbuje to skrytykować (np. rodzice oburzeni faktem, że przypadkiem zobaczyło to ich dziecko, które takim widokiem doświadczyło molestowania seksualnego), to zaraz organizacje zwalczające ksenofobię wytoczą im proces za „mowę nienawiści”.

Jak to możliwe, że udało się doprowadzić całe społeczeństwa do takiego upadku? Posłużono się w tym celu sprawdzoną metodą, czyli modą. A zatem wmówiono ludziom, że coś jest fajne, podczas gdy w rzeczywistości prowadzi to do zagłady. Czy w imię tolerowania czyichś upodobań, ludzie świadomi potwornego zagrożenia mają prawo pozostać biernymi? Absolutnie nie! Reagowanie jest naszym moralnym obowiązkiem. Przecież chodzi tutaj o ratowanie ludzkiego życia, a więc stan wyższej konieczności.

Proszę sobie wyobrazić nastoletnią dziewczynę, która pod wpływem mody narzucanej przez rówieśników i kolorowe czasopisma postanowiła zacząć się odchudzać. Dostała na tym punkcie takiej obsesji, że wpędziła się w groźną chorobę – anoreksję. Charakterystyczne dla osób z anoreksją jest to, że wydaje im się, iż wciąż są grube i jeszcze muszą schudnąć.

Każdy świadomy człowiek wie, że nieleczona anoreksja prowadzi do śmierci. Każdy ukształtowany moralnie człowiek zareaguje, gdy zobaczy, że komuś grozi śmierć. A co proponuje ideologia gender? „Czujesz się źle w swojej skórze? To jest twój wybór! Jak nie chcesz jeść, to nie jedz. Najwyżej umrzesz, ale przynajmniej pozostaniesz sobą”. Brzmi nieprawdopodobnie, prawda? Tymczasem właśnie na tym polega ta zbrodnicza ideologia, która przedarła się do społeczeństwa pod płaszczykiem pseudo-tolerancji.

Wyobraźmy sobie chłopca, który na naszych oczach chce skoczyć z dachu wieżowca. Nie, nie chce się zabić. Po prostu jest zaburzony, pogubiony i być może olany przez rodziców. Durni koledzy z podwórka czy Internetu wkręcili go, że jest superbohaterem i ma nadprzyrodzoną moc, dzięki której może latać jak ptak. No i chłopak chce skoczyć z tego dachu, bo uwierzył, że jest tym, kim nie jest! Uwierzył, że ma skrzydła i może unosić się w powietrzu. Czy mamy prawo pozwolić skoczyć temu chłopakowi tylko dlatego, że czuje się on superbohaterem i uważa, że może latać? Nie! Powinniśmy spróbować go uratować i przekonać, że nie ma on skrzydeł, więc jak skoczy z dachu, to straci swoje życie.

Zdziwieni? Przecież ideologia LGBT+ to nie jest „tylko” tolerowanie faceta, który poczuł się kobietą i każe do siebie mówić „per pani” (czy na odwrót). Ideologia ta niszczy tożsamość człowieka w każdym jego wymiarze, a kwestia podważania płciowości, to dopiero początek pokrętnej drogi prowadzącej w przepaść.

Papież Benedykt XVI powiedział o ideologii gender, że «jeśli zwycięży, zrobi więcej krzywdy ludziom i narodom niż komunizm».

Ale jak to? Przecież komunizm zgładził miliony istnień ludzkich, więc wydawać by się mogło, że to niemożliwe, aby w dzisiejszych czasach – gdzie nawołuje się do „tolerancji” i „praw człowieka” – przebić tak wielką liczbę ofiar. A jednak, jest to jak najbardziej realne.

Moja mama przez blisko ćwierć wieku pracowała w szpitalu psychiatrycznym. Na początku lat dwutysięcznych przysłuchiwała się naukowej konferencji na temat problemów i wyzwań w psychiatrii. Naukowcy obserwujący tendencje, prognozowali, że w pierwszej połowie XXI wieku dojdzie do tego, że największa liczba zgonów na świecie będzie spowodowana depresją, która prowadzi do samobójstw.

Kilka lat mieszkałam na warszawskim Śródmieściu, gdzie każdego dnia mijam na ulicy „tęczowych” ludzi, którzy ulegli modzie na bycie LGBT. Przyglądam się im z bliska. Takiej pustki, samotności i beznadziei w oczach nigdy nie widziałam (nawet jeśli ich usta sztucznie się uśmiechały). Ktoś bardzo zły pozbawił tych ludzi tożsamości, ich jestestwa. Przyjdzie dzień, że oni tego nie wytrzymają.

Nie mam złudzeń i wiem, że „tęczowa rewolucja” się dokona i przejdzie także przez Polskę. Właściwie już przechodzi bez realnych przeszkód i oporu. A następnie, jak każda rewolucja pożre własne dzieci i przyniesie wiele ofiar.

Grzechem zaniechania i zbrodnią wobec przyszłych pokoleń byłoby bezczynnie przyglądanie się temu procesowi. Trzeba próbować ratować tych ludzi, nawet jeśli wydaje nam się, że jesteśmy na straconej pozycji. Jak to robić? Zacząć od uświadamiania.

Agnieszka Piwar

Fot. tzw. parada równości w Warszawie [zdjęcie na stronie źródłowej]

Myśl Polska, nr 29-30 (17-24.07.2022)

Za: Mysl Polska – myslpolska.info (20-07-2022) | https://myslpolska.info/2022/07/20/zjednoczona-prawica-toleruje-lgbt/

Wesprzyj naszą działalność

W eurokołchozie nic się kupy nie trzyma. Nie brnijmy ku katastrofie energetycznej!

Bosak i Braun alarmują: To ślepa uliczka. Nie brnijmy ku katastrofie energetycznej! [VIDEO]

[Jestem energo-analitykiem. To nie mija. Przed trzema dekadami doradzałem [z wielu innymi fachowcami] co sensowniejszym posłom. Wtedy jeszcze tacy się znajdowali. Przed dwiema – doradzałem co sensowniejszym wodzom PiS. Wtedy jeszcze tacy się znajdowali. Mówiłem o energetyce i „zielonym ładzie” pełnym głosem w pałacu prezydenta A.Dudy. Takich głosów energetyków, przywódców górnictwa, było i jest dużo.

To, co mówią poniżej posłowie Konfederacji, jest rozumne. Czemu ci „rządzący” brużdżą? Mirosław Dakowski]

===================

Konfederacja obnaża sprzeczną i tragiczną w skutkach unijną politykę energetyczną, do której dostosowuje się Polska. – Dopominamy się o to, aby nie brnąć w tę ślepą uliczkę, nie pozwolić na dalsze zsuwanie się po równi pochyłej ku katastrofie energetycznej – apelował Grzegorz Braun.

Krzysztof Bosak przypomniał, że Prawo i Sprawiedliwość szczyciło się tym, że do Traktatu Lizbońskiego wpisano solidarność energetyczną. Jak to wygląda w praktyce, widzimy po dzisiejszym raczkującym kryzysie energetycznym.

Polityk Konfederacji wskazał, że europejskim liderem w polityce energetycznej są Niemcy. Dziś tamtejsi obywatele, a co za tym idzie po części także Polacy są ofiarami „obsesji pseudoekologicznej, która z ekologią nie ma nic wspólnego”.

Rząd PiS płaci za wygaszanie kopalń i ogłasza dopłaty do węgla

Niemiecki rząd przyznał ostatnio, że powrót do węgla jest nieunikniony, ale jednocześnie wymusza na państwach wspólnoty – także Polsce – realizację polityki klimatycznej, w tym odejście od węgla.

Rząd PiS akceptuje to, dopłacając do wygaszania i likwidacji kopalń – podkreślił Bosak.

Przypomniał o najnowszym programie socjalnym rządu, czyli po 3 tys. zł dla każdego gospodarstwa domowego na sprowadzany w głównej mierze z zagranicy węgiel. Polskiego podatnika kosztować to ma 11,5 mld zł. Jednocześnie z budżetu przewidziano 28 mld zł na całkowite wygaszenie wydobywania węgla w Polsce.

Bosak długo referował, jak wygląda aktualna sytuacja energetyczna w Europie, będąca następstwem tzw. „zielonej polityki wdrażanej w imię klimatu”.

Wszystko to brzmi jak jakaś komedia. A to najpoważniejsza dziedzina polityki energetycznej europejskiej – podsumował poseł Konfederacji, wyrażając (płonne?) nadzieję, że PiS wreszcie postawi się okoniem Unii Europejskiej.

Braun: W eurokołchozie nic się kupy nie trzyma

W tym zielonym ładzie, solidarności energetycznej eurokołchozowej, nic się kupy nie trzyma – tak z kolei obecną sytuację ocenił poseł Grzegorz Braun.

Upominamy się o to, aby (narzucana przez Niemcy i UE polityka) nie była bezkrytycznie akceptowana przez rząd warszawski. Aby rząd warszawski nie pozwalał na obciążanie Polaków, narodu polskiego, polskich rodzin kosztami tych konwulsji UE w dziedzinie energetycznej– dodał poseł Konfederacji.

Dopominamy się o to, aby nie brnąć w tę ślepą uliczkę, nie pozwolić na dalsze zsuwanie się po równi pochyłej ku katastrofie energetycznej, a co za tym idzie – gospodarczej – podsumował Braun.

Cała konferencja, z wieloma szczegółami i przykładami sprzecznej polityki, poniżej.

„Problemy bloków energetycznych”. Jaworzno raportuje ubytek mocy, brak węgla. Środek lata !!!

https://nczas.com/2022/07/21/problemy-blokow-energetycznych-w-polsce-jaworzno-raportuje-ubytek-mocy-brakuje-wegla/

[Czy również to powoduje żarcie Naimski- Sasin? md]

Nowy, kosztujący 6 miliardów złotych blok w Elektrowni Jaworzno, który z założenia ma być jednym z filarów bezpieczeństwa energetycznego kraju, raportuje ubytki mocy. Są ogromne problemy z dostępnością i jakością węgla.

Problemy notuje nie tylko Jaworzno, ale większość bloków energetycznych w kraju. Według relacji portalu energetyka24, nastąpiły już nieplanowane wyłączenia czterech bloków w Kozienicach, dwóch w Połańcu i jednego w Opolu.

Jaworzno. Ubytek mocy

Dziennikarze „Business Insider Polska” dotarli do wewnętrznej korespondencji między kierownictwem elektrowni w Jaworznie, a spółką Rafako, która blok zbudowała i wspiera jego działanie.

Pismo wysłano 15 lipca. Poinformowano w nim, że w tej chwili są kłopoty z dostawami odpowiedniego jakościowo węgla, który jest niezbędny do prawidłowego funkcjonowania bloków.

Właściwy węgiel miał dostarczać państwowy Tauron, ale tego nie robi. Dlaczego? Zgodnie z ujawnioną treścią pisma, spółka „nie wywiązuje się ze swoich obowiązków z różnych przyczyn, między innymi związanych z praktycznie całkowitym zatrzymaniem wydobycia w kopalni Sobieski (dostawy na poziomie ok. 5 tys. ton węgla na miesiąc), utrudnioną produkcją w innych kopalniach, wojną w Ukrainie i embargiem nałożonym na węgiel rosyjski”.

Przedstawiciel Rafako wskazuje, problemy z dostawą węgla zaczęły się w maju br. Do Jaworzna zaczął przyjeżdżać gorszej jakości węgiel, który „oddziałuje negatywnie na sam proces spalania i na urządzenia bloku”.

„Węgiel, który został podawany na zasobniki, zawierał szereg nieczystości stałych, które w ogóle nie powinny mieć miejsca, co powodowało szereg nieplanowych odstawień urządzeń i ich awarii, co wpływało na ograniczenia w możliwości pełnego wykorzystania potencjału bloku do wykonania prac zgodnie z założonym harmonogramem. Powyższe okoliczności zostały udokumentowane” – czytamy.

Autor korespondencji stwierdza, Tauron był świadomy tego, że dostarcza gorszej jakości węgiel do elektrowni.

Co więcej, w piśmie czytamy, że elektrownia najprawdopodobniej będzie musiała mierzyć się z problemem braku dostaw paliwa zimą.

Wszystko to spowodowało, że w środę, 20 lipca doszło do ubytku mocny na jednym z bloków Elektrowni Jaworzno. W adnotacji zapisano: „brak paliwa”.

=====================

mail:

Bogdanka chce wydobyć 9,5 mln ton węgla i część wyśle na Ukrainę

Cudne pół miliarda złotych. Łapowe? Dostaną 22 Lipca, dawniej E. Wedel.

Gigantyczne nagrody dla pracowników JSW. A inni? „Niech się martwi Skarb Państwa”

https://www.o2.pl/biznes/gigantyczne-nagrody-dla-pracownikow-jsw-a-inni-niech-sie-martwi-skarb-panstwa-6792777039170400a

Premier Mateusz Morawiecki radzi „dogrzewać mieszkania” i przekonuje, że węgiel „trzeba ściągać z różnych kierunków”. Tymczasem w państwowej spółce węglowej właśnie zabezpieczono pół miliarda złotych. Na co? Na nagrody dla pracowników.

Gigantyczne nagrody dla pracowników JSW. A inni? "Niech się martwi Skarb Państwa"

Tomasz Cudny, prezes JSW. W spółce przyznano ogromne premie dla pracowników (Agencja Gazeta)

Chodzi o Jastrzębską Spółkę Węglową. Na premie – zagwarantowane porozumieniem zarządu JSW ze związkami zawodowymi z 5 lipca – w budżecie spółki zarezerwowana została astronomiczna suma 480 mln zł – potwierdza nam JSW.

Suma robi wrażenie, podobnie jak kwoty, jakie trafią na konta pracowników. Jak czytamy w tekście porozumienia, do którego udało się dotrzeć redakcji o2.pl, pracodawca (reprezentowany przez trzech z pięciu członków zarządu, w tym prezesa Tomasza Cudnego) wypłaci nagrody jednorazowe „w związku ze znaczącym wzrostem cen towarów i usług konsumpcyjnych, powodującym istotny spadek płacy realnej”.

19 tys. zł dla górnika

Nagrody ci pracujący pod ziemią, zatrudnieni w Zakładzie Przeróbki Mechanicznej Węgla (ZPMW) oraz „wszyscy pozostali pracownicy spółki”. Według naszych informacji nagród nie otrzymali pracownicy SIG, czyli spółki Szkolenie i Górnictwo.

I tak górnik pracujący „w ścianie” otrzyma 19 tys. zł brutto. Pracownik ZPMW – 16 tys., a pozostali pracownicy – 13 tys. Nagrodę dostanie więc każdy: od górnika, przez ratownika i gońca, aż do osoby sprzątającej gabinet prezesa. Nagród nie otrzyma za to najwyższa kadra kierownicza – członkowie zarządu i rady nadzorczej.

JSW nie odpowiedziało nam na pytanie, czy o wysokości premii powiadomione zostało nadzorujące spółkę Ministerstwo Aktywów Państwowych i czy zaakceptowało ich wypłacenie.

Rzecznik MAP Karol Manys przekonuje, że choć resort sprawuje nad JSW nadzór właścicielski, to kwestie nagród i premii leżą w gestii władz spółki. Część środków została już wypłacona, ale nie wszystkie spółki otrzymały jeszcze środki ze spółki-matki.

Czytaj też: Prezes Cudny, problemy pozostały. Kosztowny spór węglowych spółek

Z moich informacji wynika, że w samym JSW nagrody zostaną wypłacone 22 lipca, a w pozostałych spółkach węglowych – pod koniec lipca, może na przełomie lipca i sierpnia. Wynegocjowaliśmy z zarządem po zapoznaniu się z wynikami finansowymi spółki. Mieliśmy bardzo dobrą koniunkturę na węgiel, teraz mamy dobrą – mówi o2.pl Paweł Kołodziej, przewodniczący Związku Zawodowego Górników JSW.

Według informacji o2, do Ministerstwa Aktywów Państwowych udał się na rozmowy osobiście prezes JSW Tomasz Cudny. MAP zaakceptował wypłaty nagród, jednak – jak mówi nasz informator – początkowo mieli je otrzymać tylko pracownicy dołowi. Na to bunt podnieśli wszyscy inni. W spółce zaczęto mówić nawet o strajku, więc prezes musiał wypłacić nagrody wszystkim.

Niech się martwią inni

Wszystko to w sytuacji, gdy pracownicy innych sektorów budżetowych o podobnych premiach mogą co najwyżej pomarzyć. A przecież „znaczący wzrost cen towarów i usług konsumpcyjnych, powodujący istotny spadek płacy realnej” odczuli tak samo nauczyciele, służba zdrowia czy policjanci i strażacy.

Kołodziej twierdzi, że spółce, w której pracuje, „państwo nigdy szczególnie nie pomogło”. A o nagrody dla innych grup zawodowych powinni martwić się politycy. Przekonuje również, że JSW jest firmą wnoszącą realny zysk do budżetu państwa.

Nie jesteśmy przedsiębiorstwem budżetowym, jesteśmy firmą produkcyjną i przynosimy do budżetu państwa zyski. Dziś dostajemy nagrody, na które zapracowaliśmy. A jak patrzą na to strażacy, policjanci czy nauczyciele, niech się martwi Skarb Państwa. W 2015 r. podpisaliśmy niekorzystne dla pracowników porozumienie, zrzekliśmy się zarobionych, wypracowanych pieniędzy, aby ratować spółkę. Dziś uważamy, że środki są i te nagrody się pracownikom spółki – jak mówił polityczny klasyk – po prostu należały. Pieniądze z środków pożyczonych spółce przez PFR oddajemy, musimy oddać pożyczkę do końca 2024 r. i się z tego wywiązujemy – mówi dalej związkowiec.

Fakt, że w pierwszym półroczu JSW zanotowało niezłe wyniki. Tomasz Siemieniec, szef zespołu komunikacji JSW, zapewnia, że spółka zrealizowała plan produkcyjny na pierwsze półrocze 2022.

Korzystna koniunktura – spółka, co istotne, produkuje węgiel koksujący, potrzebny przemysłowi ciężkiemu, nie opałowy – wywindowała ceny i firma generuje zyski.