„Fit for 55” czy „Putin” – kto nam zakręca kurki i podnosi ceny?

„Fit for 55” czy „Putin” – kto nam zakręca kurki i podnosi ceny?

Energia staje się dobrem luksusowym, wręcz reglamentowanym, co tłumaczone może być zarówno „dobrem planety/klimatu”, jak i np. „solidarnością energetyczną z Ukrainą”.

Wmawianie Europejczykom, że przymusowa redukcja konsumpcji energii to wynik wojny na Ukrainie znakomicie tłumi wszelkie głosy sprzeciwu wobec drożyzny, postępującego wykluczeniu energetycznego i strategii klimatycznego zaciskania… kabla. Tymczasem, wbrew pozorom, nie ma mowy o żadnej sytuacji nadzwyczajnej, a cięcia w dostępie do energii dla przemysłu i gospodarstw domowych są prostym wynikiem przemyślanej strategii mającej zmienić strukturę konsumpcji energetycznej w Europie, równocześnie komponując się z globalistycznym trendem przetrwania kapitalizmu w formie tak zwanego „Zerowego Wzrostu”.

Luksusowa energia

Projekt ten przewiduje m.in. dalsze rażące różnicowanie nie tylko dochodów, ale także możliwości ich wykorzystywania w dotychczasowy sposób, m.in. przy mało zróżnicowanym klasowo zużyciu energii. Ta stać się ma dobrem luksusowym, wręcz reglamentowanym, co tłumaczone może być zarówno „dobrem planety/klimatu”, jak i np. „solidarnością energetyczną z Ukrainą itp. Efekt ma być jednak ten sam – zostaniemy zmuszeni, by zużywać mniej i to pomimo faktu, że jednocześnie radykalnie ograniczona zostanie dywersyfikacja energetyczna, zaś niemal cały system, przynajmniej dla gospodarstw domowych, oparty zostanie o prąd.

Zasady te, jawnie, obficie i publicznie wykładane w literaturze przedmiotu, zostały legislacyjnie dookreślone w strategii klimatycznej Unii Europejskiej, w tym ze szczególną dobitnością w przyjętej w lipcu 2021 r. Wersji pakietu Fit for 55. Równolegle ze wzmożoną spekulacją na rynkach gazowych kontraktów długoterminowych (gas futures) oraz uprawień do emisji dwutlenku węgla (EU ETS) doprowadziło to od II kw. 2021 r., do wolniejszej, a następnie do skokowej podwyżki cen energii jesienią ubiegłego roku. Na długo, przypomnijmy, nawet przed początkiem straszenia „najazdem Putina na Ukrainę”.

Zmniejszyć konsumpcję

Komisja Europejska już w 2013 r. podnosiłaEuropejskie gospodarstwa domowe i przedsiębiorstwa powinny mieć możliwość obniżenia rachunków i uzyskiwania dalszych korzyści, jeśli pomogą złagodzić presję w systemie energetycznym poprzez dostosowanie ich zapotrzebowania tak, aby zużywać energię w okresach, gdy jest ona relatywnie tania lub szerzej dostępna”. W następnych latach coraz natarczywsze domaganie się „odpowiedzi popytowej”, czyli mówiąc wprost redukcji konsumpcji, zamieniało się w zniecierpliwienie i żądania „likwidacji barier utrudniających społeczeństwom zrozumienie dobrodziejstw życia „mniej energochłonnego”. To zaś na skalę makrogospodarczą miało zostać uzyskane w postaci promowania dywestycji, nie poszczególnych przedsiębiorstw, ale globalnej gospodarki jako całości.

Pytanie nie brzmi więc czy wzrost cen można było przewidzieć, bo wiemy, że był przewidywany i wprost zakładany bezpośrednio w ramach dyskusji nad Fit for 55. Istotniejsze w jakim celu strategicznym prowadzona jest polityka celowego i świadomego doprowadzenia do wzrostu cen, a w efekcie do redukcji konsumpcji energii. Otóż kluczowy dla manipulowania podażą energii i administracyjnego regulowania popytu na nią jest fakt, że element popytowy całego schematu istnieje nie tylko w formie zapotrzebowania na energię jako na jedno z wielu dostępnych dóbr, ale przede wszystkim jako na sposób korzystania z dóbr innych. Inny słowy, choć bezpośrednio doceniamy (zwłaszcza dziś…) szczególnie energię cieplną, to w normalnych warunkach nasze zapotrzebowanie na różne nośniki energii wiąże się ze współczesną cywilizacją techniczną, przede wszystkim masową produkcją przemysłową, ale także naszą indywidualną potrzebą podróży, komunikacji, rozrywki. Jeszcze prościej, uświadamiamy sobie rolę np. elektryczności w naszym życiu dopiero włączając telewizor i podłączając ładowarkę. I właśnie taką inżynierię popytową funduje nam Unia Europejska, a w praktyce całość systemu zachodniego. Równie restrykcyjne są bowiem np. założenia „British Energy Security Strategy” z 7. kwietnia 2022 r. Nie uciekniemy zatem przez transformacją energetyczną jedynie wychodząc z UE. Konieczne byłoby całkowite odcięcie się od Zachodu, zupełnie niewyobrażalne w obecnym stanie świadomości Polaków.

Zero zdziwień

Kluczowymi momentami okazały się pandemia COVID-19, kiedy dokonano próbnego wystudzenia systemu, a następnie wojna na Ukrainie, pod której pretekstem można było wystąpić z programem radykalnego ograniczenia konsumpcji, motywując go „względami etycznymi/humanitarnymi”, bądź zwalając winę na „rosyjską agresję energetyczną”, cokolwiek w danym momencie i środowisku lepiej sprzedaje się propagandowo. Zapisy o redukcji zapotrzebowania na gaz ziemny poprzez obniżenie temperatury w mieszkaniach znalazły się już w osławionym unijnym „A 10-Point Plan to Reduce the European Union’s Reliance on Russian Natural Gas” z 3. marca 2022 r., nb. popieranym zdecydowanie również przez władze III RP, choć uważanym przez nie za zbyt mało radykalny. Już w tym wariancie była mowa o redukcji konsumpcji energii przemysłowej o 5-10 proc. i indywidualnej nawet do 14 proc. i to przy założeniu zmniejszonych, ale ciągłych dostaw rosyjskiego gazu. Nie może więc być mowy o żadnym zaskoczeniu, obecna sytuacja, odbierana przez zwykłych ludzi jako kryzys i nadchodzący energetyczny Armagedon, jest bowiem w istocie konsekwentną realizacją wizji przedstawianych lata temu i wdrażanych jawnie od miesięcy. A zatem w tymże duchu jawności zobaczmy (i poczujmy…) co jeszcze czeka nas w najbliższym czasie i to nie przez Putina, ale dobrowolnie, w wyniku głosowania demokratycznie wybranych przedstawicieli Europy…

Zaciskanie kabla

Zdecydowaną większością głosów (469 za, 93 przeciw i 82 wstrzymujących się), 14. września Parlament Europejskipodniósł unijny cel redukcji zużycia energii końcowej i pierwotnej, tak aby kraje członkowskie musiały wspólnie zapewnić REDUKCJĘ ZUŻYCIA ENERGII finalnej o co najmniej 40% do 2030 roku i 42,5% w zużyciu energii pierwotnej w porównaniu z prognozami z 2007 roku. Odpowiada to odpowiednio 740 i 960 mln ton ekwiwalentu ropy naftowej (Mtoe) w przypadku końcowego i pierwotnego zużycia energii. Państwa członkowskie powinny ustalić wiążące wkłady krajowe, aby osiągnąć te cele”. Dla wyjaśnienia: zużycie finalne nośnika energii to takie, w wyniku którego nie wytwarza się już innych nośników, czyli np. produkcja ciepła. Zużycie energii pierwotnej danej jednostki równa się z kolei sumie energii potrzebnej do zaspokojenia wszystkich jej potrzeb energetycznych (ogrzewanie, oświetlenie i zasilanie urządzeń elektrycznych, gotowanie posiłków, grzanie wody, klimatyzację). I jeszcze dla załapania skali: jak podawał GUS w Polsce „całkowite zużycie energii pierwotnej WZROSŁO w latach 2010–2020 z 100,5 Mtoe do 101,8 Mtoe (0,1%/rok). Finalne zużycie energii WZROSŁO w analizowanym okresie z 65,6 do 70,5 Mtoe, co oznacza średnie roczne tempo wzrostu 0,7%”. Łapią Państwo? Przez dekadę ROSŁO 0,1 i 0,7 procenta rocznie. A teraz mamy w osiem lat zbić zużycie o 40 i 42,5 procenta!

Oczywiście też entuzjastycznie przegłosowano dalsze zaostrzenie i przyspieszenie celu klimatycznego, zatwierdzając „zwiększenie udziału energii odnawialnej w końcowym zużyciu energii w UE do 45% do 2030 roku, w ramach rewizji dyrektywy w sprawie odnawialnych źródeł energii (RED)”, czyli poprzez wymuszanie większego udziału m.in. technologii wodorowej i biopaliw w transporcie, budownictwie, ciepłownictwie i chłodnictwie. Wszystkie te założenia i tak jednak mogą okazać się naprawdę zbyt mało… ambitne. Jeśli bowiem rosyjskiego gazu faktycznie w ogóle nie będzie na rynku europejskim, wówczas ceny tego nośnika energii do grudnia wzrosną średnio o co najmniej kolejne 86 proc., dzięki czemu uda się wymusić redukcję popytu o przynajmniej 84 proc. I to dopiero będzie satysfakcjonujący cel energetyczny, klimatyczny i transformacyjny!

Szczęśliwej zatem „zimy solidarności”, jak nazwali to europosłowie.

FIT for 85…

Konrad Rękas

===============================

mail:

Analitycy wyliczyli, że Polskę będzie kosztował pakiet klimatyczny UE pięć budżetów rocznych.

Unia Europejska przedstawiła w lipcu 2021 r. program Fit for 55, który zakłada rygorystyczne ograniczenie emisji gazów cieplarnianych do 2030 r. Pakiet Fit for 55 podwyższa cel redukcji emisji w UE na 2030 r. z 40 do 55 proc. względem poziomu z 1990 r. Eksperci Banku Pekao SA oszacowali, że koszty dla Polski wzrosną łącznie o 189 mld euro do 2030 r. względem planu redukcji emisji o 40 proc. W ciągu zaledwie 8 lat musielibyśmy więc zapłacić 865 mld złotych za samą realizację utopijnego i zbędnego celu wyznaczonego przez EU. Jest to ponad 22 tys. złotych na każdego Polaka, dorosłego, pracującego i emeryta, ale też dziecko.

 Chris Klinsky https://prawy.pl/118046-szok-analitycy-banku-pko-sa-wyliczyli-ile-polske-bedzie-kosztowal-pakiet-klimatyczny-ue/

————————–

Na tę liczbę wpłynie m.in. wzrost cen uprawnień do emisji CO2 w systemie EU ETS. Ponadto wpływ wywrze także tzw. mini-ETS, czyli rozszerzenie systemu handlu emisjami na budownictwo i transport drogowy. Tak, jak obecnie firmy energetyczne płacą w gruncie rzeczy dodatkowy podatek za emisję CO2, tak samo płacić miałyby firmy budowlane i transportowe. Oznaczać to będzie wzrost kosztów wszystkiego, nie tylko mieszkań czy biletów na autobusy i kolej. Wiele branż opiera się bowiem na transporcie, wszystkie dostawy są realizowane w ten sposób.

Mówimy tu zaś jedynie o dodatkowym celu i dodatkowym koszcie. Fit for 55 uzupełnia bowiem już bieżące zobowiązanie Fit for 40. Analitycy Pekao uważają, że wypełnienie dzisiejszych regulacji klimatycznych UE będzie kosztować 338 mld euro. W tym są koszty niezbędnych inwestycji w sektorze energetycznym (186 mld euro) oraz te dotyczące efektywności energetycznej w gospodarstwach domowych (prawie 100 mld). Do tego dochodzą koszty unijnego systemu handlu emisjami ETS.

Łącznie wynosi to 527,5 mld euro, czyli 2 bln 400 tys. złotych! W przeliczeniu na jednego Polaka (nie tylko pracującego) jest to ponad 63 tys. złotych!

Jest to niewyobrażalna suma, która odbije się na każdej rodzinie i to w sposób znaczny. Oczywiście, analitycy Pekao SA zwracają też uwagę, że do polskiego budżetu wpłynie 220 mld euro, pochodzących przede wszystkim z uprawnień do handlu emisjami, a także unijnego Funduszu Odbudowy i wieloletnich ram finansowych UE. Po pierwsze jednak, już teraz polski rząd przejada pieniądze z handlu emisjami. Po drugie, raczej nie ma co liczyć na unijny Fundusz Odbudowy, z którego wypłaty dla Polski zostały wstrzymane ze względów ideologicznych. Jeśli nawet nastąpi ich odblokowanie, to za wielką cenę, jaką zapłacimy, przyjmując skrajnie lewicowe rozwiązania. Po trzecie, „wieloletnie ramy finansowe UE” także, na skutek np. „niepraworządności” w Polsce, mogą być dla nas niekorzystne.

Dodać trzeba, że analitycy Pekao SA wcale nie odrzucają z tego powodu Fit for 55, ale doniesienia medialne mówią, że prezentacja ich raportu na posiedzeniu rządowym wstrząsnęła wieloma politykami. Część z nich wprost mówi, że Polski nie stać na taki wydatek.

Jacek Sasin, wicepremier i minister aktywów państwowych, powiedział: „Budżet państwa to 500 mld zł na rok, więc te 2,5 biliona to jest pięć budżetów polskiego państwa. To jest coś, na co nas nie stać. Oznaczałoby to cofnięcie nas w rozwoju naszej gospodarki, Polski jako kraju w stosunku do krajów zachodniej Europy. 256 tysięcy złotych na 4 osobową rodzinę. To spowodowałoby ogromne rozwarstwienia społeczne. Musimy zadać sobie pytanie czy to jest propozycja dla nas do przyjęcia:.

Jarosław Kaczyński stwierdził natomiast: „Uważam, iż w kwestiach klimatu rzeczywistość szybko dezawuuje różne tezy. Zatem czasami bardziej opłaca się na coś zgodzić, odciąć od tego kupon, bo i tak można mieć pewność, iż te najbardziej radykalne rozwiązania nie wejdą w życie”.

W jego wypowiedzi, dla Gazety Polskiej zaznaczmy, widać taką sugestię, że Polska godzi się na klimatyczne szaleństwo, bo wie, że pomysły ekologistów nigdy nie wejdą w życie, a oni sami będą musieli szybko wycofać się ze swoich utopijnych założeń. W ten sposób natomiast polski rząd wyjdzie na postępowy i otwarty. Problem w tym, że jest to tylko interpretacja prezesa PiS.

Szaleńcy z Brukseli mogą przeć do wdrożenia swoich rozwiązań za wszelką cenę, a Polska, godząc się na nie, coraz bardziej zamyka sobie drogę odwrotu. Tym bardziej, że już dawno weszła na tę ścieżkę, przyjmując, i czerpiąc z tego profity, system handlu emisjami.

„Fit for 55”. Podejrzewam, że Zielony Ład jest napędzany biznesem na gigantyczną skalę

„Myślę, że to jest coś poważniejszego, niż zmowa. Podejrzewam, że Zielony Ład jest napędzany nie tylko lewicową ideologią, ale także biznesem na gigantyczną skalę. Znamy ten mechanizm z historii. W czasie kryzysów, wojen i rewolucji cierpią miliony ludzi, ale garstka zbija fortuny” – mówi w rozmowie z portalem wPolityce.pl eurodeputowana Izabela Kloc (PiS) odnosząc się do forsowanego przez lewicowych polityków pakietu klimatycznego.

CZYTAJ RÓWNIEŻ: NASZ WYWIAD. Koszty transformacji mogą być większe niż w raporcie Pekao?! Prof. Krysiak: Te 2,4 bln zł może się nawet zwiększyć dwukrotnie

wPolityce.pl: Raport Banku Pekao nie pozostawia złudzeń – przyjęcie proponowanego przez Fransa Timmermansa pakietu klimatycznego będzie Polskę kosztowało więcej niż wynosi jej roczny PKB. Niektórzy eksperci wskazują, że koszt ten może być nawet dwukrotnie większy niż we wspomnianym raporcie. Czy Komisja Europejska zrobiła symulację dla poszczególnych krajów członkowskich, jaki będzie wpływ proponowanych przez Timmermansa rozwiązań na gospodarkę? Czy w ogóle są naciski, żeby ją zrobiła?

Izabela Kloc: Komisja Europejska nie robi takich symulacji, ponieważ musiałaby odpowiedzieć nie tylko na pytanie, ile kosztuje wprowadzenie pakietu „Fit for 55”, ale także kto za to zapłaci? To nie jest trudne pytanie, ale dla Brukseli piekielnie niewygodne. Frans Timmermans już dawno przekroczył próg racjonalności, choć chciałoby się powiedzieć wprost, że oszalał. „Fit for 55” zmienia każdy aspekt naszego życia. Większość samochodów, samolotów i systemów grzewczych wykorzystywanych w Unii Europejskich zostanie odesłanych do lamusa. Najważniejsze, a w zasadzie wszystkie gałęzie przemysłu czeka przebudowa od podstaw procesów produkcyjnych. Do 2033 roku każdy budynek w Unii Europejskiej będzie musiał zostać wyremontowany i dostosowany do wyśrubowanych wymagań efektywności energetycznej. Można tak wymieniać jeszcze długo, bo „Fit for 55” ingeruje w każdy aspekt życia. Wchodzi z butami i głęboko sięga do naszych kieszeni, bo za ideowy „odlot” garstki eurokratów słono zapłaci pół miliarda Europejczyków. Oczywiście, że unijni politycy, którzy zachowali jeszcze rozsądek naciskają na Komisję Europejską, aby przeprowadziła analizę zysków i strat pakietu „Fit for 55”. Niestety, z rządzącą lewicą nie ma szans na merytoryczną dyskusję. Oni nie używają argumentów tylko slogany, a obok Fransa Timmermansa mistrzynią pustosłowia staje się Ursula von der Leyen, która na konkretne pytania o pieniądze odpowiada, że „niszczenie klimatu musi kosztować”.

Czy w kuluarach mówi się o rzeczywistych celach „Fit for 55”? Widać bowiem wyraźnie, że ochrona klimatu to zasłona dymna. Gdyby było inaczej, to Ursula von der Leyen uwolniłaby na rynek pozwolenia na emisję z posiadanej rezerwy, zamiast je skupować podbijając dodatkowo rynkową cenę.

Trzeba sobie powiedzieć wprost, że „Fit for 55” jest projektem antyspołecznym, antycywilizacyjnym i niebywale cynicznym. Jego skutkiem będzie zubożenie ludzi i gospodarczy regres, a cel i tak nie zostanie osiągnięty. Unia Europejska emituje niecałe 10 proc. gazów cieplarnianych i nawet gdybyśmy jutro osiągnęli neutralność klimatyczną, to przy tak znikomym oddziaływaniu na ekosystem całej planety, efekt tych wyrzeczeń będzie zerowy. Trzeba się pozbyć złudzeń, że celem „Fit for 55” jest poprawa klimatu. To chwytliwy, modny, wykorzystujący wrażliwość młodych pokoleń pretekst, aby przebudować Unię Europejską w państwo federalne. Zresztą taki jest cel rządu kanclerza Olafa Scholza, a Niemcy nadają polityczny ton Unii Europejskiej. Radykalny pakiet klimatyczny może wymusić centralizacyjny trend, ponieważ wszystkie regulacje, przepisy, mechanizmy finansowe, plany inwestycyjne zostaną podporządkowane jednemu, wspólnemu celowi. Państwom członkowskim będzie niesłychanie trudno zachować gospodarczą, a co za tym idzie polityczną niezależność. Nie zapominajmy przy tym, że razem z pakietem klimatycznym Komisja Europejska narzuca też inne projekty „integrujące”, jak promocja mniejszości seksualnych czy otwartość na nielegalną imigrację.

Czy traktaty europejskie pozwalają na wprowadzenie takiego nowotworu jak „Fit for 55”? Co z praworządnością rozumianą jako gospodarność?

Traktaty europejskie nie przewidują takich eksperymentów jak „Fit for 55”, ponieważ miks energetyczny, podobnie jak organizacja wymiaru sprawiedliwości, należy do wyłącznej kompetencji państw członkowskich. Komisji Europejskiej to jednak nie przeszkadza, ponieważ sama rozszerza swoje kompetencje i nadaje sobie nowe uprawnienia. Komisja Europejska jest silna swoją bezkarnością, którą maskuje merytoryczną, organizacyjną i intelektualną słabość. W dodatku ma w odwodzie Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Jeśli jakieś państwo – jak Polska – próbuje bronić swoich praw i racji, Bruksela ma w odwodzie usłużnych sędziów TSUE wydających wyroki na polityczne zamówienie. Praworządność w Unii Europejskiej przypomina sławną scenę z filmu „Miś”, kiedy klient restauracji domaga się pozostawionego okrycia, a szatniarz odpowiada: „nie mam pańskiego płaszcza i co mi pan zrobisz”.

Z dotychczasowych doświadczeń z ETS widać wyraźnie, że nie spełnia on zadania i nie doprowadził do redukcji CO2, skutecznie za to zredukował zasobność portfeli obywateli i równie skutecznie podbił inflację. Jak duży opór jest przeciwko temu systemowi w poszczególnych krajach członkowskich?

Na razie jest strach. Ludzie naprawdę zaczęli się bać, że nie wytrzymają finansowo obecnego kryzysu energetycznego albo, że przyjdzie mi marznąć i żyć w ciemnościach, kiedy zabraknie prądu. Zresztą, jak tu się nie bać, skoro w bogatych i dobrze zorganizowanych Niemczech pojawiają się programy instruktażowe o tym, jak sobie radzić w razie blackoutu. Ten strach już przeradza się w opór. Proszę zobaczyć, co wydarzyło się w Kazachstanie choć tamtejsza brutalnie stłumiona rewolucja miała podłoże polityczne, ale impuls do wyjścia na ulice dały podwyżki cen energii. W Unii Europejskiej jest nam trudno sobie wyobrazić taki scenariusz choć interwencja holenderskiej policji, szczującej psami protestujących obywateli powinna nam dać wiele do myślenia. Skuteczny opór przeciwko nieracjonalnym działaniom Komisji Europejskiej mogłyby dać rządy krajów członkowskich, ale panuje wśród nich zbyt duża rozbieżność interesów, co tylko wzmacnia wszechwładzę ludzi pokroju Timmermansa. Poza tym, trudno sobie wyobrazić jakiś międzyrządowy sojusz na rzecz racjonalnej polityki klimatycznej, skoro Niemcy – najsilniejszy gracz – robią gazowy interes z Rosją i zamknęły trzy elektrownie atomowe, które teraz przydałyby się w europejskim systemie energetycznym.

Czy wobec faktu, że już w tej chwili skutki wprowadzania Zielonego Ładu są katastrofalne, a mimo to nie ma żadnej refleksji po stronie Unii Europejskiej, można mówić o zmowie lewicowych polityków i urzędników przeciwko obywatelom?

Myślę, że to jest coś poważniejszego, niż zmowa. Podejrzewam, że Zielony Ład jest napędzany nie tylko lewicową ideologią, ale także biznesem na gigantyczną skalę. Znamy ten mechanizm z historii. W czasie kryzysów, wojen i rewolucji cierpią miliony ludzi, ale garstka zbija fortuny. Zapytała pani wcześniej, dlaczego Ursula von der Leyen nie chce wypuścić na rynek dodatkowej puli pozwoleń na emisję dwutlenku węgla? Wiadomo, że taka interwencja uspokoiłaby rynek, doprowadziła do spadku cen energii i wyhamowania inflacji. Dlaczego Komisja Europejska bezczynnie przygląda się ludzkim dramatom, choć ma narzędzia, aby położyć im kres? To jest dobre pytanie dla dziennikarzy śledczych. Podobno, jeśli chce się rozwiązać poważne przestępstwo należy iść śladem pieniędzy. Tak trzeba zrobić w przypadku ETS. Powinno się zbadać, jakie instytucje handlują uprawnienia, ile na tym zarabiają i z kim są związane. Może wtedy dowiemy się, dlaczego największy wróg uporządkowania rynku ETS, Frans Timmermans, tak nerwowo reaguje na każde wezwanie do działania w tej sprawie. Wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej nie jest jedynym odpowiedzialnym za kryzys energetyczny, ale to on stał się twarzą „zielonej” rewolucji, której falstart, a może i fiasko wpędziło Europę w gigantyczne kłopoty. Każdy rozsądny polityk w Unii Europejskiej na szczycie listy noworocznych postanowień powinien mieć odsunięcie Fransa Timmermansa od władzy.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała Anna Wiejak

https://wpolityce.pl/polityka/581393-fit-for-55-kloc-to-jest-cos-powazniejszego-niz-zmowa

Czeka nas głód, chłód i ubóstwo, bo tylko w ten sposób uratujemy klimat.

Prywatne odrzutowce i jachty zostaną zwolnione z opłat klimatycznych, a biedacy będą płacić za energię kilka razy więcej.

Nadciągające unijne klimatyczne tsunami firmowane frazą Fit for 55, już zaczyna nas atakować cenami energii, ale wciąż słyszymy od unijnych polityków, że to dopiero początek i czeka nas głód, chłód i ubóstwo, bo tylko w ten sposób uratujemy klimat. Okazuje się, że wyrzeczenia będą tylko dla biedaków, bo bogacze zostali właśnie zwolnieni z podatku węglowego od swoich prywatnych odrzutowców. 

Komisja Europejska właśnie zaproponowała zwolnienie prywatnych odrzutowców i lotów towarowych, dwóch najbardziej zanieczyszczających form transportu, z planowanego unijnego podatku od paliwa lotniczego.

Wygląda na to, że opodatkowany zostanie tylko biedny plebs. To właśnie plebsowi zakaże się nie tylko latać gdziekolwiek, ale też zabroni się posiadania samochodów osobowych. Można mieć obawy, że to właśnie ten plebs jest tym węglem, który oni chcą zredukować. 

Niestety zamiast się buntować, powoli zaczynamy się przyzwyczajać do klimatycznych nonsensów serwowanych nam przez szalonych ideologów z Unii Europejskiej. Dopiero co okazało się, że na skutek bzdurnych unijnych przepisów, linie lotnicze musiały zorganizować dziesiątki tysięcy lotów bez pasażerów, byle tylko utrzymać ilość operacji a tym samym dostęp do lotnisk, a tu nagle dowiadujemy się, że loty Cargo będą ponad prawem klimatycznym.

Za uprawnienia do emisji tony dwutlenku węgla trzeba na rynku ETS zapłacić już trzy razy więcej niż na początku zeszłego roku. Według banku UBS, koszt ETS dla europejskiej gospodarki wyniósł do tej pory 287 miliardów dolarów, a jego wpływ na ograniczenie emisji CO2 był „bliski zeru”!

https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/prywatne-odrzutowce-i-jachty-zostana-zwolnione-z-oplat-klimatycznych-biedacy-beda-placic