Kardynał Gerhard Müller o heretyckich wypowiedziach hierarchów: Papież i biskupi muszą strzec depozytu wiary.

19 stycznia 2024

Kardynał Gerhard Müller o heretyckich wypowiedziach hierarchów: papież i biskupi mają strzec depozytu wiary

Choć orientacja na „Rzym” jest ważna ze względu na jedność Kościoła powszechnego w prawdzie Chrystusa, nie możemy mylić artykułu wiary dotyczącego prymatu nauczania i jurysdykcji biskupa rzymskiego jako następcy Piotra z kultem jednostki – powiedział kardynał Gerhard Ludwig Müller w rozmowie z Cole DeSantisem, publicystą katolickiego portalu Crisis Magazine.

Pierwsze pytanie dotyczyło kwestii nieomylności papieskiej. Niemiecki hierarcha wskazał tu rozdział 4 Konstytucji dogmatycznej Pastor aeternus Soboru Watykańskiego I (1870). Z kolei Konstytucja dogmatyczna o Kościele Lumen Gentium (25) stwierdza: „nieomylność, jaką Boski Odkupiciel chciał obdarzyć swój Kościół przy określaniu doktryny wiary i moralności, rozciąga się tak dalece, jak wymaga tego depozyt Objawienia Bożego (divinae Revelationis depozytum), które należy zachować w czystości i wiernie interpretować.

Kardynał Müller przywołał też oświadczenie niemieckich biskupów skierowane do kanclerza Bismarcka, który za pomocą polityki Kulturkampfu dążył do zniszczenia struktur Kościoła. Hierarchowie wskazali, że „…nieomylne Magisterium Kościoła jest zobowiązane do zachowania treści Pisma Świętego i Tradycji, a także decyzji doktrynalnych wydanych już przez Magisterium Kościoła” (Denzinger-Hünermann nr 3116).

Sobór Watykański II w Konstytucji dogmatycznej o Objawieniu Bożym Dei verbum (art. 10) wskazuje natomiast na ciążący na wiernych obowiązek okazywania „religijnego posłuszeństwa woli i zrozumienia” wobec swych biskupów, a w szczególności względem autentycznego nauczania Biskupa Rzymu, nawet jeśli nie przemawia on na mocy najwyższej władzy nauczycielskiej (ex cathedra). „Stosuje się to w zależności od nacisku położonego na konkretną doktrynę, która jednak musi być wyraźnie lub pośrednio zawarta w Objawieniu” – zastrzega dokument SV II.

Na pytanie o granice władzy papieskiej kardynał odparł między innymi: (…) wbrew temu, co głosiły tradycyjne protestanckie polemiki, Kościół katolicki nie jest Kościołem papieża, a zatem katolicy nie są papistami, ale chrześcijanami. Chrystus jest Głową Kościoła i od Niego wszelka Boża łaska i prawda przechodzi na członków Jego Ciała, którym jest Kościół.

Jednak z woli Bożej Kościołowi przynależy też szafowanie sakramentami. Stanowi on widzialną wspólnotę spowiedzi, środków łaski i jedności w kierownictwie biskupim. – Dlatego biskupi i księża nauczają, prowadzą i uświęcają wiernych w imię Chrystusa (a wcale nie w imię Papieża). Ale katolicy nie są poddanymi zwierzchników kościelnych, którym winni byliby ślepego posłuszeństwa, jak w totalitarnym systemie politycznym. Jako osoby we własnym sumieniu i modlitwie zwracają się bezpośrednio do Boga w Chrystusie i Duchu Świętym. Akt wiary skierowany jest bezpośrednio do Boga, zaś Urząd Nauczycielski biskupów ma jedynie za zadanie wiernie i całkowicie zachować treść Objawienia – podaną w Piśmie Świętym i Tradycji Apostolskiej – i przedstawić ją Kościołowi jako objawioną przez Boga – wyjaśniał kardynał Müller.

Purpurat przytoczył w tym miejscu fragment Konstytucji dogmatycznej o Objawieniu Bożym SV II Dei verbum (10): „Urząd Nauczycielski nie stoi ponad słowem Bożym, ale służy mu, nauczając jedynie tego, co zostało mu przekazane, ponieważ z Bożego nakazu słyszy słowo Boże i przy pomocy Ducha Świętego słucha go z szacunkiem oraz święcie zachowuje wiernie interpretując…”.

Prowadzący wywiad Cole DeSantis spytał o zróżnicowane opinie dotyczące postępowania Kościoła wobec papieża głoszącego heretyckie opinie.

Zasadniczy problem wynika z rozróżnienia między papieżem jako sprawującym urząd Piotrowy z jego specyficznymi uprawnieniami, a papieżem jako chrześcijaninem pielgrzymującym, który może utracić łaskę uświęcającą także przez grzech śmiertelny lub który może wewnętrznie czy zewnętrznie, jawnie odstąpić od wiary, heretycko zaprzeczyć doktrynie wiary, a nawet schizmatycko odłączyć się od Kościoła – wyjaśniał były prefekt Kongregacji Nauki Wiary.

Kardynał odwołał się do dzieła De Romano Pontifice (Księga II, rozdział 30) Doktora Kościoła Roberta Bellarmina. Podsumował on dotychczasowe opinie teologiczne na temat możliwej herezji papieża i utraty przez niego urzędu. – W każdym razie wyklucza się pogląd, jakoby jakakolwiek władza kościelna czy nawet świecka mogła zdetronizować papieża w postępowaniu sądowym (…) – zastrzegł rozmówca Crisis Magazine.

Rzeczywiście jest on wybierany przez kardynałów na osobę, która ma zająć Cathedra Petri. Tak naprawdę jednak jest on mianowany przez Chrystusa, jeśli przyjął wybór i przez konsekrację, jest Biskupem Rzymu, a zatem następcą Piotra. W przypadku rażącej i notorycznej sprzeczności – czego nie daj Boże – z nauką Pisma Świętego lub dogmatycznymi definicjami nauki wiary, wierni nie byliby już zobowiązani do posłuszeństwa mu, a on, że tak powiem, utraciłby swą władzę – tłumaczył niemiecki hierarcha.

W praktyce jednak, podobnie jak w późnym średniowieczu, dzieliłoby to Kościół na różne obediencje, w zależności od tego, kto uważa swojego papieża za prawowitego następcę Piotra – wskazał.

Poza wspomnianym rozróżnieniem (pomiędzy papieżem sprawującym urząd następcy Chrystusa a aktualnym sprawującym ten urząd w ramach swego pontyfikatu) nie może być żadnej procedury kanonicznej (czyli czysto pozytywnego prawa kościelnego ponad prawem boskim), która mogłaby pozwolić na oficjalne ogłoszenie panującego papieża formalnym heretykiem i legalnie go usunąć – zastrzegł kardynał Müller.

Osobowego charyzmatu nieomylności ex cathedra nie należy mylić ze szczególną łaską wybawienia od grzechu i apostazji papieża jako pielgrzyma na ziemi. Tej luki nie da się załatać wewnątrz Kościoła, gdyż najwyższa władza nie może być osądzana w nieskończoność przez jeszcze wyższą. Dlatego jedynym sędzią panującego papieża jest sam Bóg. On zadba o to, aby Kościół nie zniszczył sam siebie u podstaw swojej jedności w prawdzie Chrystusa. Dlatego w tej sytuacji tym bardziej konieczna jest nasza pokorna modlitwa i chrześcijański styl postępowania – wskazał wiernym hierarcha.

Jedno z pytań dotyczyło procederu wykorzystywania niejasnych wypowiedzi Franciszka przez środowiska rewolucyjne dążące do zmiany nauczania Kościoła w niektórych kwestiach. Kardynał zauważył, że klarowna jednoznaczność przekazu wcale nie była żelazną zasadą stosowaną przez następców świętego Piotra w przeszłości.

Pod względem teologicznej głębi i precyzji wypowiedzi papież Benedykt był raczej wyjątkiem niż normą w burzliwej historii papieży. Ale biskupi i papież muszą być także świadomi granic swojej misji. Mogą jedynie wykorzystywać swoją władzę daną im przez Chrystusa, aby prowadzić ludzi do Chrystusa poprzez Słowo Boże i święte sakramenty – i w żaden sposób nie szkodzić wiarygodności Kościoła nepotyzmem, faworyzowaniem i uleganiem „duchowi czasu” – zaznaczył purpurat.

Nie może być też absolutnej, a nawet pragmatycznej sprzeczności między doktryną a duszpasterstwem, ponieważ sam Chrystus jest Nauczycielem i Pasterzem w swojej osobie. W żadnym wypadku nie można zakładać, że doktryna współczesnego Kościoła jest znana. Niestety, nie jest znana nawet wszystkim biskupom, czego przykładów jest wystarczająco dużo. Nie można zatem koncentrować się wyłącznie na duszpasterstwie skierowanym do poszczególnych osób lub „grup marginalizowanych”. Nie wystarczy dać się sfotografować z tzw. „osobami trans”. Trzeba jeszcze mieć odwagę nazwać wrogą wobec ludzkiego ciała procedurę „zmiany płci” grzechem ciężkim przeciwnym woli Stwórcy – wskazał.

– (…) media skupiają na całym świecie uwagę Kościoła na Papieżu. Należy zauważyć, że katolicy wierzą w Chrystusa i wyłącznie od Niego mogą oczekiwać zbawienia. Papież i biskupi są jedynie Jego sługami. Zapomina się bowiem, że Kościół jako Ciało Chrystusa i świątynia Ducha Świętego stanowi najściślejszą komunię życia z Trójjedynym Bogiem, dla którego widzialna forma Kościoła służy jedynie jako medium (Lumen gentium 8) – wskazał kardynał.

Jak zauważył, Kościół jest błędnie postrzegany i oceniany przez dziennikarzy, którzy posługują się kategoriami politycznymi i ideologicznymi (lewicowo-prawicowy, konserwatywno-modernistyczny itp.). – Pochlebne określenia „Kościół papieża Franciszka” lub biskupi „po linii Bergoglio”, którzy rewolucjonizują Kościół Chrystusowy poprzez „nieodwracalne” decyzje, jest nie tylko niedoświetlone teologicznie, ale także podważa wiarygodność Kościoła jako sakramentu zbawienia świata w Chrystusie Jezusie (1 Tm 2-5) – zauważył ksiądz kardynał.

Jak więc katolicy powinni odnosić się do niejednoznacznych czy błędnych teologicznie wypowiedzi papieża?

– Naszą wiarę czerpiemy z Pisma Świętego i nauczania Kościoła, podsumowanego w oficjalnym Katechizmie opartym na nauczaniu Soboru Watykańskiego II. Żyjemy dzięki łasce Chrystusa w sakramentach. Życie Kościoła toczy się w parafiach, wspólnotach modlitewnych, szkołach katolickich i instytucjach. Choć orientacja na „Rzym” jest ważna ze względu na jedność Kościoła powszechnego w prawdzie Chrystusa, nie możemy mylić artykułu wiary dotyczącego prymatu nauczania i jurysdykcji biskupa rzymskiego jako następcy Piotra z kultem jednostki – zauważył rozmówca Crisis Magazine.

Chrystus jest Głową Kościoła, od Niego wypływa wszelka łaska i prawda. Apostołowie z Piotrem na czele są jedynie Jego świadkami i prorokami. Poświęcają się „służbie słowa i modlitwy”, czyli liturgii (Dz 6,4). To nie ich prestiż społeczny i obecność w mediach jest kryterium przyjmowanym wobec papieża i biskupów w naszych czasach, ale kwestia, czy uobecniają Chrystusa w tych czasach. Papież i biskupi służą Kościołowi jako wzorce do naśladowania, naśladując przykład Dobrego Pasterza, który oddał życie za swoje owce (1 P 5, 1-4) – podsumował kardynał Müller.

Źródło: Crisis Magazine RoM

Papiestwo eko-maoistyczne: Aktywistki “Extinction Rebellion” przerywają Mszę, by zacytować Bergoglia. Arcybiskup “ma wielki szacunek”…

Papiestwo eko-maoistyczne: Aktywiści Extinction Rebellion przerywają Mszę, by zacytować Bergoglia

Date: 5 dicembre 2023 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/papiestwo-eko-maoistyczne

Do zdarzenia doszło w niedzielę podczas mszy w katedrze w Turynie, którą odprawiał miejscowy arcybiskup. Nabożeństwo zostało przerwane przez aktywistów ekologicznych należących do Extinction Rebellion. Dwie aktywistki weszły na ambonę, aby wygłosić swoje przesłanie na temat zmian klimatycznych.

Jednak ze względu na pewien rodzaj spięcia, które stało się możliwe za sprawą dobrze obserwowalnego dryfu neo-kościoła katolickiego, jedyne, co zrobiły, to przeczytały fragmenty encykliki Laudato si’ oraz jej kontynuacji, czyli niedawnej adhortacji apostolskiej Laudate Deum. Aktywistki starały się “zwrócić uwagę wiernych na słowa papieża dotyczące kryzysu klimatycznego”. Grupa ekologiczna przerwała ceremonię kościelną po to, by odczytać słowa samego przywódcy Kościoła. Paradoks, który mógl wydarzyć się wyłącznie podczas obecnego pontyfikatu, którego szaleństwo z każdym dniem staje się coraz to bardziej niewyobrażalne.

“Mam wielki szacunek dla tych, którzy mobilizują się w obronie Stworzenia i przyjmują apele papieża Franciszka, doceniam zaangażowanie w tym sensie działaczy Extinction Rebellion, ale było mi przykro, że zdecydowali się zabrać głos w katedrze bez uprzedniej rozmowy ze mną i zapytania, czy mogą interweniować” – powiedział arcybiskup Roberto Repole. “Odpowiedziałbym, że podczas mszy często modlimy się o pokój i ochronę Stworzenia, ale celebracja Eucharystii nie jest odpowiednim momentem na publiczne przemówienia: początkowo pozwoliłem aktywistom mówić, a następnie poprosiłem ich, aby skończyli, ponieważ msza jest chwilą modlitwy i jako taka musi być szanowana, także i przede wszystkim przez tych, którzy deklarują, że chcą pracować z szacunkiem dla wszystkich”.

Reakcja arcybiskupa miasta Całunu była całkiem «gustowna»:

Zakłopotanie prałata było wyraźnie widoczne. Mimo to, następca apostołów zaczyna od pochwały tych, którzy przeszkodzili mu w odprawieniu rytuału. Jak widać na filmie, rozpoznaje słowa papieża Franciszka. A zatem, nie ma się czym denerwować…

INFO: https://www.renovatio21.com/il-papato-eco-maoista-e-qui/

Istnienie Kościoła a urząd papieża.

Istnienie Kościoła a urząd papieża.

Mirosław Dakowski październik 2023, Spod Turbacza 7

Od sześciu dekad widzimy coraz gwałtowniejsze ataki Złego na Kościół. Spieszy się.

Malachi Martin twierdzi , że 28/29 czerwca 1963 roku nastąpiła tajna Intronizacja Szatana w Capella Paulina w Watykanie. Nie została nigdy pokonana, usunięta przez papieskie egzorcyzmy. [Dom smagany wiatrem, por.: Watykan. Intronizacja  Archanioła Lucyfera w Capella Paolina. To już 60 lat – skutki widać gołym okiem. ..]

Wielu watykanistów to potwierdza. Analiza faktów dziejących się od tego czasu w Watykanie również.

Ostatni papieże jakby „zmuszani” byli do budowy kościoła synkretycznego. „Zjazd wszystkich religii” w Asyżu w 1986 roku, całowanie Koranu, przyjęcie znaku bogini Kali przez Jana Pawła II, atak i okupacja Watykanu przez masonów i zboczeńców, cały pontyfikat Franciszka, w tym kulty bałwana Paczamamy itp.

To wszystko narasta.

Ale przecież Chrystus powiedział o Kościele: „Bramy piekielne go nie zwyciężą “.

Zagwarantował więc, że Kościół nie zostanie zwyciężony, nie zaś, że do końca Czasu na jego czele będzie stał papież – namiestnik Chrystusa!

To ostatnie jest wątpliwe, bo ewidentnie anty-chrystusowy papież [sic !!] Franciszek namianował tylu anty-chrystusowych kardynałów, że następne konklawe może być końcem papiestwa.

Ale nie Kościoła, katoliku! Zawsze pozostaną grupy, bractwa prawdziwie katolickie.

Do Końca Czasu pozostanie Kościół.

Franciszek w Mongolii zachwyca się ludobójcą chrześcijan Czyngis Chanem, szamanami, buddyzmem i ekologią jurt

Papież Franciszek w Mongolii zachwyca się ludobójcą chrześcijan, szamanami, buddyzmem i ekologią jurt

franciszek-w-mongolii-zachwyca-sie-ludobojca-chrzescijan-szamanami-i-ekologia-jurt

Franciszek ponownie wychwala imperializm. Tym razem „przywódca katolików” zrobił to w Mongolii. Ojciec Święty zachwycał się Czyngis Chanem – krwawym tyranem i ludobójcą chrześcijan.

Franciszek niejednokrotnie wprawiał katolików na całym świecie w konsternację swoimi czynami. Już nie raz wygłaszał tezy, które zdawały się [są !! md] sprzeczne z nauką chrześcijańską. W obliczu rosyjskiej napaści na Ukrainę wykazywał prorosyjskie sympatie, a podczas spotkań z Indianami brał udział w rytuałach, które można uznać za pogańskie i odprawiane ku czci bożków. Po papieskiej wizycie w Mongolii katolicy znów mogą czuć się zdezorientowani.

Papież znów o ekologii

Podczas wizyty w Mongolii papież Franciszek zachwycał się tradycyjnymi mongolskimi jurtami. Ojciec Święty stwierdził, że są one przykładem dla ludzi w reszcie świata, bo są ekologiczne, czyli „wszechstronne, wielofunkcyjne i mają zerowy wpływ na środowisko”.

Franciszek zauważył, że „jurty dzięki swojej zdolności adaptacji do skrajności klimatycznych, umożliwiają życie na bardzo zróżnicowanych terytoriach”.

W ogóle papież zaskakująco dużo miejsca w swoim przemówieniu poświęcił właśnie jurtom. Może jednak lepiej byłoby, gdyby przez całe przemówienie trzymał się właśnie tego tematu. Reszta tego, co powiedział, jest bowiem o wiele bardziej kontrowersyjna.

Franciszek zachwyca się szamanami i buddyzmem

W dalszej części przemówienia Ojciec Święty zachwycał się buddyzmem i mongolskimi szamanami. Zdaje się, że przywódca katolików przejawia jakiś rodzaj fascynacji religiami szamanistycznymi, bo to nie pierwszy raz, gdy wyraża tego rodzaju podziw.

W Mongolii Franciszek mówił, że „holistyczna wizja mongolskiej tradycji szamańskiej i szacunek dla każdej istoty żywej wywodzący się z filozofii buddyjskiej, stanowią ważny wkład w pilne zaangażowanie na rzecz ochrony planety Ziemi”.

Papież znów chwali imperializm i zachwyca się ludobójcą chrześcijan

Franciszek przypomniał Mongołom, że przybył do nich „w czasie ważnej dla was rocznicy, 860-lecia urodzin Czyngis-Chana”. Papież wyraził podziw dla przodków gospodarzy, że „ogarniali przez wieki ziemie tak odległe i zróżnicowane”. Zdaniem papieża imperium Czyngis Chana może być przykładem dla dzisiejszej cywilizacji, jak przywrócić pokój i harmonię na świecie naznaczonym przez konflikty.

Franciszek zupełnie pominął fakt, że Czyngis Chan rozszerzał swoje imperium poprzez prowadzenie krwawych podbojów i mordowanie autochtonicznych ludów – najczęściej chrześcijan. W 1240 roku Mongołowie zajęli Kijów, a następnie organizowali najazdy na Polskę, podczas których zginęło ok. 20 tys. mieszkańców ziem polskich, co, odnosząc do mniejszej liczebności ludzi niż obecnie, można uznać za ogromne i krwawe ludobójstwo.

To jednak nie pierwszy raz, gdy Ojciec Święty zachwyca się imperializmem. Nie tak dawno w rozmowie z rosyjską młodzieżą mówił młodym ludziom z Rosji, że są spadkobiercami wielkiej Rosji Piotra I i Katarzyny II i apelował, by nie rezygnowali ze swojego dziedzictwa.

[Dalej NCz cytuje jakiegoś lewaka z UWarsz., nie warto powtarzać lewych sloganów poganina. MD]

—————————–

Pseudo-religia New Age à la “Droga synodalna”

Pseudo-religia New Age à la “Droga synodalna” 

wideo: https://vkpatriarhat.org/pl/?p=20634  https://eglise-vivante.wistia.com/medias/tks0okzwcq

https://bcp-video.org/pl/pseudoreligia/  https://rumble.com/v30ddiq-pseudoreligia.html

cos.tv/videos/play/45873099533751296  ugetube.com/watch/Fe6xStexUS9HotJ

Podstawą pseudo-religii New Age nie jest ateizm, ale renesans pogaństwa, które odrzuca prawdziwego Boga i jedynego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa. Współczesne neopogaństwo jest połączone z ezoteryzmem, który miesza różne pogańskie pseudoduchowości z chrześcijaństwem.

Temu synkretyzmowi otworzył już drzwi II Watykański Sobór, a zwłaszcza deklaracja Nostra aetate. Pseudo-papież Franciszek intronizował demona Pachamamę w Watykanie i sam się w Kanadzie poświęcił demonom i szatanowi. W tym duchu promuje synodalną drogę, której kulminacja ma nastąpić tej jesieni. Promując LGBTQ, postawił się w otwarty sposób przeciwko Bogu i samej istocie chrześcijaństwa.

Poprzez stopniową satanizację ludzie stają się mediami demonów, niezdolnymi do przyjęcia prawdy i zbawienia. Chodzi o systematyczne naruszanie ludzkiej natury poprzez stopniowe usuwanie sumienia i rozumu. Zanika zmysł odróżniania dobra od zła, prawdy od kłamstwa. Jest to również częścią ideologii pogańskiego buddyzmu, który twierdzi , że najgorszą istotą jest kobieta. Nienawiść do kobiety jest spowodowana jej misją jako nosicielki życia, co jest sprzeczne z celem buddyzmu, którym jest samozniszczenie. Dlatego według nich kobieta nie może być zbawiona, dopóki nie zostanie tzw. transformowana w mężczyznę. Gender-absurd jest promowany nie tylko buddyzmem, ale także gnozą, która kojarzy się z ezoteryką.

Gnoza ma u swoich korzeni fałszywy szacunek religijny. Poprzez różne etapy poświęcenia, czyli inicjacji, otwiera ludzką duszę i potajemnie podporządkowuje ją szatanowi. Obiecuje człowiekowi niezwykłe zdolności, ale w rzeczywistości czyni go medium duchowych istot, które chrześcijaństwo identyfikuje jako demony, a osobę jako opętaną. Ta droga związana jest z różnymi formami okultyzmu, czyli z wyzwalaniem i działaniem tych sił duchowych, tzw. energii. Wszystko to jest opakowane w filozoficzną, a nawet naukową terminologię z duchowym lub nawet mistycznym słownictwem, którym zwodzi się wiele poszukujących i szczerych dusz.

Zwolennicy gnostycyzmu propagują pogląd, że podział ludzi na mężczyzn i kobiety rzekomo jest czymś złym, rzekomo dziełem złego demiurga. Lucyfera nazywają dobrym demiurgiem, czyli bogiem. On, ich zdaniem, nie uznaje tej naturalnej ludzkiej rzeczywistości. Pytacie: dlaczego? Ponieważ demony nie mają płci. Dlatego podstawą satanizacji ludzkości dzisiaj jest właśnie LGBTQ-chaos. Jest zbudowany na kłamstwach. Nie ma komórek homoseksualnych ani komórek, które są w połowie męskie, a w połowie żeńskie. Nauka wyraźnie mówi, że płeć człowieka jest dana biologicznie.

Osoba z chromosomami XX jest kobietą, podczas gdy osoba z jednym chromosomem X i jednym chromosomem Y jest mężczyzną. Od niepamiętnych czasów wszyscy wiedzieli, że mężczyzna to mężczyzna, a kobieta to kobieta, i nie potrzebowali do tego naukowej wiedzy o chromosomach. Gnostycy mają fałszywy ideał człowieka – tzw. androgyne. Etymologia słowa androgyne składa się z dwóch greckich słów: ανήρ (anér) – „mężczyzna” i γυνή (gyné) – „kobieta”. Więc jest to swego rodzaju hermafrodyta. W ten sposób człowiek schodzi mniej więcej do poziomu dżdżownic.

Pseudopapież propagując ideologię LGBTQ, promuje satanizm, który odrzuca rzeczywistość wyjątkowości ludzkiej natury istniejącej wyłącznie jako mężczyzna lub kobieta. W ten sposób publicznie buntuje się przeciwko Bogu Stwórcy. Jeżeli są sztucznie niszczone podstawowe warunki istnienia ludzkości – przekazywania życia, to za tym stoi jasny cel, a mianowicie samozniszczenie. Za tym samym celem, ukrytym za osiągnięciem tzw. nieśmiertelności, podąża także tzw. transhumanizm. Propaguje go nie tylko NWO, ale także Bergogliowy odstępczy Watykan.

Chora transhumanistyczna ideologia prowadzi do utraty osądu i rozsądku, a także utraty postrzegania rzeczywistości. Celowo zwiększa poziom oszustw i najokrutniejsze kłamstwa przedstawia opinii publicznej tak, jakoby były rzeczywistością. Za całym tym systemem opartym na kłamstwie stoi duch kłamstwa i śmierci – szatan. Każdy, kto daje się wciągnąć w ten kłamliwy system myślenia, przyjmuje ducha kłamstwa i jest zgubiony, idzie drogą do wiecznego potępienia.

Biskupi, którzy zaprzeczają, że Bóg stworzył mężczyznę i kobietę oraz twierdzą, że Bóg stworzył homoseksualistów, transseksualistów, Q-seksualistów itp., sprzeciwiają się porządkowi stworzenia i buntują się przeciwko Bogu Stwórcy. Głoszą szatańską antyewangelię, za którą ściągają na siebie bożą anatemę, czyli wykluczenie i wyklęcie z Kościoła.

W wyniku pierworodnego grzechu natura ludzka została złamana, zdeformowana. Patologie przejawiły się zwłaszcza w postaci perwersji seksualnych, które otwierają człowieka na demoniczne siły. Dlatego, gdy Jezus wypędzał nieczyste demony, ludzie byli również uzdrawiani z niemowy, głuchoty i innych chorób. Przypominamy, że na przykład Q-orientacja jest związana z morderstwami na tle seksualnym. Na Ukrainie mężczyzna z tą Q-orientacją podciął gardło ponad 50 kobietom. Ten morderczy i zarazem nieczysty duch prowadzi do moralnego i fizycznego samobójstwa ludzkości. A tej zbrodni przeciwko ludzkości służy nadużywany papieski autorytet. Pseudopapież Franciszek i jego synodalna droga chce, aby wszyscy biskupi byli „otwarci” dla LGBTQ osób.

Konwersja na biskupów „otwartych” [na pokusy i zwodzenia szatana] , której bezwzględnie domaga się Begoglio, jest zdradą Chrystusa i oddaniem duszy szatanowi. Taka dusza będzie wówczas opętana przez nieczyste demony. Oni poprzez takich biskupów-„otwartych” – będą bezczelnie i cynicznie drwić z ukrzyżowanego Zbawiciela. W ten sposób biskupi praktycznie zaakceptują homoseksualizm jako normę i będą utwierdzać tych ludzi w grzechu, a tym samym na drodze do piekła. Droga synodalna jest drogą odrzucenia praw Bożych i bojkotu prawdziwej pokuty, bez której nikt nie będzie zbawiony. Swoim witaniem, współczuciem i delikatnością biskupi-witacze dopuszczają się największego okrucieństwa wobec zwiedzionych i oszukanych dusz. Nie pozwalają im się zbawić przez Chrystusa.

Droga synodalna prowadzi do ucieleśnienia kościelnego bergogliańskiego transhumanizmu. Ona wiąże się z satanizacją i redukcją człowieczeństwa, czyli z programem Nowego Porządku Świata (NWO), oddającym cześć wielkiemu architektowi wszechświata. Nie jest to jednak Bóg, lecz szatan.

Bergogliański odstępczy anty-kościół dąży do przekształcenia się w synagogę szatana. Jest to ukryty proces maskowany ciągłym oszukiwaniem pozytywnymi i religijnymi frazesami. Jak to możliwe, że już na pięciu kontynentach pod pozorem spotkań kontynentalnych miała miejsce ukryta satanizacja? Jak to możliwe, że biskupi tę zbrodnię i samobójstwo zaakceptowali? Dlaczego nie bronili Chrystusa i Jego nauki i nie ostrzegali powierzonych dusz!? Ponieważ popadli w herezję tzw. papalatrii! Największy przeciwnik Boga działa jako namiestnik Chrystusa, publicznie niszczy wszystkie Boże prawa i przykazania, a oni nadal czczą go jako namiestnika Boga na ziemi i następcę apostoła Piotra!

Szczerzy katolicy pytają: Czy Bergoglio jest prawdziwym czy fałszywym papieżem? Jeśli ktoś twierdzi, że jest prawdziwym papieżem, zaprzecza podstawom całego chrześcijaństwa. Więc nie jest już chrześcijaninem. Wykluczył się wraz z Bergoglio z Kościoła Chrystusowego. Niech każdy katolicki biskup weźmie sobie za wzór byłego nuncjusza w USA, Carla Marię Vigano. Niech tak jak on wezwie uzurpatora papiestwa do abdykacji i już mu się nie podporządkowuje! Fałszywe posłuszeństwo jest dziś duchowym samobójstwem.

Biskupi jako kolegium są odpowiedzialni za dzisiejszy Kościół! Jeśli nie wykorzystają swojego apostolskiego autorytetu, to swoją biernością, czyli tchórzostwem, współdziałają w samozniszczeniu Kościoła. Ponownie niech każdy biskup uświadomi sobie, że do jeziora ognia najpierw zostaną wrzuceni tchórze (Ap 21:8). Czyli, konkretnie ci biskupi, którzy przeciwko uzurpatorowi papiestwa i jego LGBTQ synodalnej drogi się nie przeciwstawiali. Czyniąc to, publicznie zaparli się Jezusa Chrystusa i zdradzili Go, jak apostoł Judasz.

+ Eliasz

Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu

+ Metodiusz OSBMr          + Tymoteusz OSBMr

biskupi-sekretarze

12.06.2023

Pseudoreligia New Age à la Droga synodalna

vkpatriarhat.org/en/?p=23239  /english/

vkpatriarhat.org/it/?p=9945  /italiano/

vkpatriarhat.org/fr/?p=16671  /français/

vkpatriarhat.org/es/?p=13209  /español/

Encyklika Mit brennender Sorge. TEGO BOJĄ SIE FAŁSZYWI PROROCY! ZAKAZANA ENCYKLIKA

TEGO BOJĄ SIE FAŁSZYWI PROROCY! ZAKAZANA ENCYKLIKA!

Prof. Marek Kornat był gościem Tomasza Kolanka w programie „Rozmowa PCh24”.

1 godzina.

————————————

Encyklika Mit brennender Sorge

Encyklika Ojca Świętego Piusa XI o położeniu Kościoła Katolickiego w Rzeszy Niemieckiej, 14.03.1937

CZCIGODNI BRACIA,
Pozdrowienie i Błogosławieństwo Apostolskie!

1. Z wielka troską i ze wzrastającym zdziwieniem patrzymy od dłuższego czasu na udręczenie Kościoła, na wzmagające się uciemiężenie katolików, dochowujących mu wierności w tym kraju i w tym narodzie, któremu kiedyś św. Bonifacy przyniósł radosna wieść o Chrystusie i Królestwie Bożym.

2. Troski Naszej bynajmniej nie umniejszono tym, co zgodne z prawdą i ze swym obowiązkiem powiedzieli Nam przedstawiciele najdostojniejszego Episkopatu, odwiedzając nas w czasie choroby. Mówili Nam wiele rzeczy pocieszających i wzniosłych o walce swych wiernych za wiarę, lecz pomimo całej swej miłości ku narodowi i ojczyźnie i pomimo tak usilnego starania o sąd obiektywny, nie mogli pominąć wielu rzeczy złych i przykrych. Po zapoznaniu się z ich relacjami mogliśmy, pełni szczerej wdzięczności ku Bogu, rzec z Apostołem Miłości: “Nie znam większej radości nad tę, kiedy słyszę, że dzieci moje postępują zgodnie z prawdą”. Lecz otwartość, jaka przystoi Naszemu urzędowi apostolskiemu, pełnemu odpowiedzialności i pragnienie, by Wam i całemu światu chrześcijańskiemu przedstawić rzeczywistość w całej doniosłości, zmuszają nas także do tego, by dodać słowa: nie mamy większej troski i gorszego cierpienia, jak gdy słyszymy, że wielu opuszcza drogę prawdy.

I. KONKORDAT Z RZESZĄ

3. Gdy, Czcigodni Bracia, w lecie 1933 r., uwzględniając inicjatywę rządu Rzeszy, poleciliśmy wznowić pertraktacje konkordatowe nawiązujące do długoletniego poprzedniego projektu i ku zadowoleniu was wszystkich zakończyć je uroczystym traktatem, kierowała Nami, jak tego wymaga Nasz obowiązek, troska o wolność zbawczego posłannictwa Kościoła w Niemczech i o zbawienie dusz mu powierzonych – równocześnie jednak wpłynęło na naszą decyzję szczere pragnienie, by rzeczywiście przyczynić się do dalszego pokojowego rozwoju i do dobra narodu niemieckiego.

Pomimo wielu poważnych wątpliwości powzięliśmy jednak wtedy decyzję, by swej zgody nie odmówić. Chcieliśmy wówczas, w miarę możliwości, zaoszczędzić Naszym synom i córkom w Niemczech tarć i cierpień, których w ówczesnych stosunkach z całą pewnością można by się było spodziewać. Chcieliśmy wówczas pokazać czynem, ze szukając jedynie Chrystusa i tego, co do Chrystusa należy, wyciągamy do wszystkich rękę do zgody, tak długo, dopóki ktoś jej nie odtrąci.

4. Jeżeli drzewo pokoju, wsadzone przez Nas w najczystszej intencji do ziemi niemieckiej, nie przyniosło tych owoców, których pragnęliśmy dla dobra narodu, to nikt w całym świecie, kto oczy ma, by widzieć, i uszy, by słyszeć, nie będzie już mógł obecnie powiedzieć, że wina leży po stronie Kościoła i jego Głowy. Lekcja poglądowa ostatnich lat wyjaśnia, kto ponosi odpowiedzialność. Ujawnia ona knowania, których od samego początku celem było zniszczenie. W bruzdy, w których usiłowaliśmy posadzić nasienie szczerego pokoju, inny – jak ów inimicus homo (nieprzyjazny człowiek), o którym wspomina Pismo święte – posiali kąkol nieufności, niezgody, nienawiści, oszczerstwa, zasadniczej nieprzyjaźni ukrytej i otwartej, płynącej z tysiąca źródeł i posługującej się wszelkimi środkami w stosunku do Chrystusa i Jego Kościół. Oni i tylko oni oraz ich ukryci i widoczni pomocnicy ponoszą odpowiedzialność za to, że zamiast tęczy pokoju na horyzoncie Niemiec widoczna jest chmura dzielących walk religijnych.

5. Odpowiedzialnym kierownikom losów waszego kraju wskazaliśmy, Czcigodni Bracia, bezustannie na skutki, które z koniecznością muszą wpłynąć na tolerowanie lub nawet popieranie takich prądów. Robiliśmy wszystko co możliwe, by świętość słowa raz uroczyście danego i dochowanie przyjętych zobowiązań obronić przeciw teoriom i praktykom, które – o ile przez miarodajną władzę byłyby uznawane – musiałyby zniszczyć wszelkie zaufanie i pozbawić wartości każde słowo dane w przyszłości. Kiedy nadejdzie czas ujawnienia tych Naszych starań przed całym światem, wszyscy ludzie dobrej woli będą wiedzieli, gdzie mają szukać obrońców, a gdzie burzycieli pokoju. Każdy (…) będzie musiał wówczas przyznać, że w tych ciężkich i pełnych wydarzeń czasach pokonkordatowych każde Nasze słowo i wszelkie Nasze postępowanie było nacechowane wiernością dla zobowiązań. Jednak również z niemiłym zdziwieniem i wewnętrzną odrazą będzie musiał stwierdzić, jak po drugiej stronie przekształcenie umowy, jej obchodzenie, pozbawianie jej wewnętrznej treści, wreszcie jej łamanie stały się niepisanym prawem postępowania.

6. Okazywane przez Nas pomimo wszystko umiarkowanie było podyktowane względami na korzyść ziemskie albo niegodną słabością, lecz wypływało jedynie z pragnienia, by wraz z kąkolem nie wyrwać roślin wartościowych, z chęci, by nie prędzej wydać sąd publiczny, aż zmysły dojrzeją do przekonania, że sąd taki stał się nieunikniony. Dalej, było ono podyktowane zdecydowaną wolą, by definitywnie nie zarzucać innym niedotrzymywania umów, dopóki w sposób oczywisty nie udowodni im się systematycznego kamuflażu, ukrywającego ataki przeciw Kościołowi. I dzisiaj raz jeszcze, kiedy otwiera się walka przeciwko szkole wyznaniowej, chronionej konkordatem, i pozbawianie głosu katolickich rodziców i wychowawców w szczególnie ważnej dziedzinie życia kościelnego uwydatniają przejmującą grozą powagę położenia i bezprzykładny ucisk sumienia wierzących chrześcijan – dzisiaj jeszcze ojcowska troska o zbawienie dusz każe Nam uwzględnić istniejącą jeszcze, choć małą nadzieję powrotu do przestrzegania umowy i do porozumienia.

7. Idąc za prośbami najdostojniejszego Episkopatu, również w przyszłości nie przestaniemy u kierowników waszego narodu się za pogwałconym prawem i niezależnie od powodzenia czy niepowodzenia – kierując się tylko głosem sumienia i spełniając swe posłannictwo pasterskie – bezustannie przeciwstawiać się będziemy umysłowości, która bezsporne prawo chce stłumić otwartym lub ukrytym gwałtem.

8. Cel niniejszego pisma, Czcigodni Bracia, jest jednak inny. Wy odwiedziliście Nas mile w chorobie. My zaś zwracamy się dzisiaj do was i przez was do katolików Niemiec, którzy – jak wszystkie cierpiące i uciemiężanie dzieci – są szczególnie bliskie sercu wspólnego Ojca. W tej godzinie, kiedy ich wiara w ogniu udręki, poddawana próbie ukrytego i otwartego prześladowania, okazuje się prawdziwym złotem, i kiedy spotykają się z niezliczonymi formami zorganizowanej religijnej niewoli, kiedy dotkliwie daje im się we znaki brak nauki zgodnej z prawdą, a nie mają możności obrony, mają podwójne prawo, by usłyszeć głos prawdy i duchowego pokrzepienia z ust tego, którego pierwszy poprzednik usłyszał z ust Zbawiciela te brzemienne w treść słowa: “Ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara. Ty ze swej strony umacniaj swoich braci”

II. PRAWDZIWA WIARA W BOGA

9. Czuwajcie, Czcigodni Bracia, by przede wszystkim wiara w Boga, pierwsza i nieodzowna podstawa wszelkiej religii, była zachowana czysta i nieskalana w krajach niemieckich. W Boga wierzy nie ten, kto w mowie używa słowa Bóg, lecz kto z tym wzniosłym słowem łączy prawdziwe i godne pojęcie Boga.

10. Kto, hołdując panteistycznej mglistości, utożsamia Boga ze światem, kto z Boga czyni coś ziemskiego a ze świata coś boskiego, nie należy do wierzących w Boga.

11. Kto idąc za wierzeniami starogermańsko – przedchrześcijańskimi, na miejsce Boga osobowego stawia różne nieosobowe fatum, ten przeczy mądrości Bożej i Opatrzności, która “sięga potężnie od krańca do krańca i włada wszystkim z dobrocią”(1), i wszystko prowadzi ku dobremu. Taki człowiek nie może sobie rościć prawa, by go zaliczać do wierzących w Boga.

12. Kto ponad skalę wartości ziemskie rasę albo naród, albo państwo, albo ustrój państwa, przedstawicieli władzy państwowej albo inne podstawowe wartości ludzkiej społeczności, które w porządku doczesnym zajmują istotne i czcigodne miejsce, i czyni z nich najwyższą normę wszelkich wartości, także religijnych, i oddaje się im bałwochwalczo, ten przewraca i fałszuje porządek rzeczy stworzony i ustanowiony przez Boga – Człowieka i daleki jest od prawdziwej wiary w Boga i od światopoglądu odpowiadającego takiej wierze.

13. Zwróćcie uwagę, Czcigodni Bracia, na nadużycie, jakie się popełnia, kiedy najświętszego Imienia Bożego używa się jako etykiety bez treści dla określenia mniej lub bardziej dowolnego tworu ludzkich pragnień. Starajcie się, by wierni wasi temu błędowi czynnie się przeciwstawiali, jak na to zasługuje. Naszym Bogiem jest Bóg osobowy, nadludzki, wszechmogący, nieskończenie doskonały, jeden w Trzech Osobach, Trójosobowo w jedności istoty Boskiej. Stwórca wszelkiego stworzenia, Pan i Król, i ostateczna przyczyna dziejów świata, nie znoszący i nie mogący znieść obok siebie żadnych innych bogów.

14. Ten Bóg dał swe przykazania jako najwyższy władca. Mają one znaczenie niezależnie od czasu i przestrzeni, kraju i rasy. Jak Boże słońce wszystko oświeca, tak też prawo Jego nie uznaje żadnych przywilejów i wyjątków. Rządzący i podwładni, ukoronowani i nie noszący korony, bogaci i ubodzy w ten sam sposób podlegają Jego słowu. Ponieważ jest On jedynym Stwórcą, ma prawo domagać się posłuszeństwa od poszczególnych jednostek i od wszelkiego rodzaju społeczności. Posłuszeństwo to odnosi się do wszystkich dziedzin życia, w których kwestie moralne domagają się uzgodnienia z niezmiennym prawem Bożym i skutkiem tego – poddania zmiennego prawa ludzkiego niezmiennemu prawu Bożemu.

15. Tylko płytkie umysły mogą popaść w ten błąd, by mówiąc o bogu narodowym, o religii narodowej. Tylko one mogą podjąć daremną próbę, by w granicach jednego tylko narodu, w ciasnocie krwi jednej rasy zamknąć Boga, Stwórcę wszechświata, Króla i Prawodawcę wszystkich narodów, wobec wielkości którego narody są jakoby krople u wiadra.(2)

16. Biskupi Kościoła Chrystusowego ustanowieni w “prawach odnoszących się do Boga”(3) muszą czuwać, by nie zakorzeniły się wśród wiernych takie zgubne błędy, za którymi idą jeszcze zgubniejsze praktyki. Jest ich świętym obowiązkiem pasterskim uczynić wszystko co możliwe, aby przykazania Boskie były zachowywane jako obowiązująca podstawa życia prywatnego i publicznego, moralnie uporządkowanego, a prawa Majestatu Bożego, imię i słowo Boże nie były bezczeszczone(4), aby unikały bluźnierstwa przeciwko Bogu – w słowie, w piśmie i w obrazach – na razie liczne jak piasek morski, aby przeciwko duchowi buntowniczemu tych, którzy przeczą istnieniu Boga, Nim gardzą i Go nienawidzą, nigdy nie osłabła modlitwa przebłagalna wiernych, nieustannie wznosząca się jak dym kadzielny ku Najwyższemu i powstrzymująca jego karzącą rękę.

17. Dziękujemy wam, Czcigodni Bracia, waszym kapłanom i wiernym, którzy spełnili i spełniają swe obowiązki chrześcijańskie w obronie praw Majestatu Bożego przeciwko agresywnemu neopogaństwu, znajdującemu, niestety, często poparcie stron wpływowych. Wdzięczność ta jest szczególnie głęboka i pełna uznania dla tych, którym dane było w spełnianiu tego obowiązku ponosić dla Boga doczesne ofiary i cierpienia.

III. PRAWDZIWA WIARA W CHRYSTUSA

18. Żadna wiara w Boga nie ostoi się przez dłuższy czas czysta i nieskazitelna, jeżeli nie znajdzie oparcia w wierze w Chrystusa. “Nikt tez nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić”(5). “A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa”(6). Nikt więc nie może powiedzieć – wierzę w Boga, to mi wystarczy w dziedzinie religijnej. W słowach Zbawiciela nie ma miejsca dla tego rodzajów wybiegów. “Każdy, kto nie uznaje Syna, nie ma też i Ojca, kto zaś uznaje Syna, ten ma i Ojca”(7).

19. W Jezusie Chrystusie, wcielonym Synu Bożym, ukazała się pełnia Objawienia Boskiego. “Wielokrotnie i na różne sposoby przemawiał niegdyś Bóg do ojców naszych przez proroków, a w tych ostatecznych dniach przemówił do nas przez Syna”(8). Księgi Starego Testamentu są w pełni słowem bożym, ograniczoną częścią Jego Objawienia. Stosownie do stopniowego rozwoju Objawienia spoczywa na nich jeszcze ciemność czasu przygotowania na świetlany dzień odkupienia. Są one w pewnych szczegółach odbiciem ludzkiej niedoskonałości, słabości i grzechu, co jest nieuniknione w księgach historycznych i prawodawczych. Obok bardzo wielu rzeczy wzniosłych i szlachetnych opisują nam one także, jak naród wybrany, przechowujący Objawienie i obietnice Boskie, zwraca się ku rzeczom czysto ziemskim. Każdy jednak, kto nie jest zaślepiony przesądem lub namiętnością, widzi, że wśród występków powstałych przez ludzką słabość i opisanych w Biblii tym jaśniej świeci Boskie światło ekonomii zbawienia, odnoszące ostatecznie triumf nad wszelkim błędem i grzechem. Na takim, często ciemnym tle występuje w bardzo wyrazistej perspektywie zbawcza pedagogika Wieczności, która równocześnie wskazuje drogę, ostrzega, podnosi i uszczęśliwia. Tylko ślepota i pycha mogą zamknąć oczy na skarby zbawiennych nauk, jakie mieszczą się w Starym Testamencie. Kto chce wyrzucić z Kościoła i ze szkoły historię biblijną i mądre nauki Starego Testamentu, ten ciasnej i ograniczonej myśli ludzkiej każe być sędzią planów Bożych względem historii świata, ten zaprzecza wierze w prawdziwego Chrystusa, takiego, jaki się pojawił w ciele i przyjął naturę ludzką w narodzie mającym go przybić do krzyża. Dla takiego niezrozumiały jest dramat Syna Bożego, który zbrodni świętokradztwa swych oprawców przeciwstawia Boski czyn swej zbawczej śmierci i tym samym sprawia, że Stary Testament znajduje spełnienie, swój kres i swoje wywyższenie w Nowym Testamencie.

20. Szczyt Objawienia osiągnięty w Ewangelii Jezusa Chrystusa jest definitywny i obowiązujący po wszystkie czasy. Objawienie to nie dopuszcza żadnych uzupełnień i nie może być zastąpione przez dowolne “objawienie”, które pewni rzecznicy doby obecnej chcą wywieść z tzw. mitu krwi i rasy. Odkąd Chrystus Namaszczony dopełnił dzieła odkupienia, złamał panowanie grzechu i nam wysłużył łaskę, byśmy się mogli stać dziećmi Bożymi, odtąd nad imię Jezusa nie ma pod niebem innego imienia, danego ludziom, przez które mogliby dostąpić zbawienia(9). Żaden człowiek – choćby nawet wszelka władza, wszelka umiejętność i cała zewnętrzna potęga ziemi była w nim ucieleśniona – nie może położyć innego fundamentu jak ten, który już jest położony w Jezusie Chrystusie(10). Kto świętokradzko zapoznaje przeogromną, istotną różnicę pomiędzy Bogiem – Człowiekiem a ludźmi i odważa się kogokolwiek ze śmiertelników, choćby to nawet był największy człowiek wszystkich czasów, postawić obok Chrystusa lub nawet ponad Nim i przeciwko Niemu, ten musi pozwolić sobie powiedzieć, iż jest obłąkanym prorokiem, głoszącym urojenia, do którego w przerażający sposób stosują się słowa Pisma Świętego: “Śmieje się Ten, który mieszka w niebie”(11).

IV. PRAWDZIWA WIARA W KOŚCIÓŁ

21. Wiara w Chrystusie nie będzie mogła utrzymywać się w swej czystości i nieskazitelności, jeżeli nie znajdzie oparcia i podpory w wierze w Kościół, będący “filarem i podporą prawdy”(12). Sam Chrystus, Bóg błogosławiony na wieki, postawił ten filar wiary. Ludzie wszystkich czasów i wszystkich krajów obowiązuje rozkaz Chrystusa, by słuchać Kościoła(13) i by widzieć w słowach i przykazaniach Kościoła Jego własne słowa i przykazania(14).

22. Kościół ustanowiony przez Zbawiciela jest jeden – ten sam dla wszystkich narodów. Pod jego kopułą, otaczającą jak firmament całą ziemię, jest miejsce i ziemia rodzinna dla wszystkich narodów i języków, jest możność rozwoju dla wszystkich właściwości, doskonałości, zadań i powołań, jakimi Bóg, Stwórca i Odkupiciel obdarzył jednostki społeczeństwa. Macierzyńskie serce Kościoła jest dość wielkie i dość szerokie, by w rozwoju tych właściwości i poszczególnych darów, w myśl woli Bożej, widzieć raczej bogactwo rozmaitości niż niebezpieczeństwo podziałów. Cieszył go wysoki poziom duchowy jednostek i narodów. Z radością i dumą macierzyńską widzi w ich udanych czasach owoce wychowania i znaki postępu, którym błogosławi i dopomaga do rozwoju, gdzie tylko może to uczynić zgodnie ze swym sumieniem. Lecz wie on także, że wolność ta ma zakreślone granice przez majestat Boskiego przykazania, który chciał, by z wszystkimi istotnymi cechami Kościół ten istniał jako całość niepodzielna, i tak go ustanowił. Kto burzy tę jedność i niepodzielność, ten zabiera Oblubienicy Chrystusa jeden z diademów, nałożony przez samego Boga na jej skronie, ten budowlę przez Boga stworzoną i spoczywającą na wiecznych fundamentach, poddaje próbie i zmianom, a przecież Ojciec niebieski na dał budowniczym władzy budowania.

23. Boskie posłannictwo Kościoła, który działa wśród ludzi i działać musi przez ludzi, może boleśnie przyćmione przez czynnik ludzki, aż nader ludzki, który zawsze pojawia się od nowa jak kąkol w pszenicy Królestwa Bożego. Kto zna słowo Zbawiciela o zgorszeniu i gorszycielach, wie, co Kościół i każdy w ogóle sądzić winien o tym, co było i jest grzechem. Kto jednak przy tych godnych potępieniach rozdźwiękach pomiędzy wiarą a życie, słowem a czynem, pomiędzy zewnętrznym zachowaniem a stanem wewnętrznym u pewnych jednostek – choćby ich nawet było wiele – zapomina o niezliczonych przykładach prawdziwych cnót, ducha ofiary, miłości braterskiej, heroicznego pragnienia świętości lub wszystko przemilcza, ten ujawnia pożałowania godną ślepotę i niesprawiedliwość. Jeżeli nad to widzi się, że człowiek taki, sądząc tak ostro znienawidzony przez siebie Kościół, zapomina o tej ostrości z chwilą, gdy chodzi o inne społeczności, bliskie mu uczuciowo lub z powodu jakichś korzyści, to w swym niby to dotkniętym poczuciu czystości objawia się on jako bliski tym, którzy według ostrych słów Zbawiciela widzą źdźbło w oku brata, a nie widzą belki we własnym oku.

24. Wprawdzie intencja tych, którzy zajmowali się pierwiastkiem czysto ludzkim w Kościele uważają za swój zawód, a czasem nawet robią z tego brzydki użytek, nie jest bynajmniej czysta, w władza kapłańska przychodząca od Boga nie zależy wcale od wartości ludzkiej i poziomu etycznego kapłana, ale mimo to każda epoka, każda jednostka, każda społeczność ma obowiązek gruntownie zbadać swe sumienie, oczyścić się, całkowicie odnowić w myśli i czynie. W Naszej encyklice o kapłaństwie, w Naszych enuncjacjach o Akcji Katolickiej zwróciliśmy ze szczególnym naciskiem uwagę na święty obowiązek, jaki mają wszyscy należący do kościoła, a przede wszystkim wszyscy członkowie stanu kapłańskiego i zakonnego oraz apostolstwa świeckiego, by życie uzgodnić z wiarą w myśl tego, czego wymaga prawo Boże i co Kościół bezustannie podkreśla. I dzisiaj znowu powtarzamy z całą powagą: nie wystarczy być zaliczonym do Kościoła Chrystusowego; trzeba być także żywym członkiem tego Kościoła w Duchu i w Prawdzie. A takimi członkami Kościoła są tylko ci, którzy w niewinności albo w szczerej, rzeczywistej pokucie są w łasce u Pana i żyją nieustannie w obecności Bożej. Jeżeli Apostoł Narodów, “naczynie wybrane”, karcił swe ciało i umartwiał, by innych nauczając, sam nie został odrzucony(15), czyż wobec tego dla tych, którym powierzono podtrzymanie i rozszerzanie Królestwa Bożego, może istnieć inna droga niż droga najściślejszego zespolenia apostolstwa z własnym uświęceniem? Tylko w ten sposób pokaże się dzisiejszej ludzkości, a przede wszystkim wrogom Kościoła, że sól ziemi, że kwas chrześcijaństwa bynajmniej nie zwietrzał, lecz jest zdolny i gotowy odnowić i odmłodzić obecną ludzkość, pogrążoną w wątpliwościach i błędach, w obojętności i bezradności duchowej, zniechęconą do wiary i oddaloną od Boga. A tego potrzebuje ona bardziej niż kiedykolwiek przedtem, czy uznaje to, czy też nie. Chrześcijaństwo mające głęboką świadomość samego siebie we wszystkich swych członkach, odrzucające czystą zewnętrzność i wszelkie zeświecczenie, zachowujące rzeczywiście przykazania Boskie i kościelne, praktykujące miłość Boga i czynną miłość bliźniego, będzie mogło i będzie musiało być wzorem i przewodnikiem dla świata, chorego w najgłębszych swych podstawach i szukającego oparcia i kierunku. W przeciwnym razie nastąpi straszne nieszczęście i upadek przechodzący wszelkie wyobrażenie.

25. Wszelka prawdziwa i trwała reforma zawsze miała swe ostateczne źródło w świętości, w ludziach pałających miłością i pociągniętych przez nią ku Bogu i bliźnim. Wspaniałomyślni, gotowi posłuchać każdego wezwania Bożego i spełnić je najpierw w swym sercu, a przy tym pokorni i pewni swego powołania, stali się luminarzami i odnowicielami swego czasu. Gdzie gorliwość reformatorska nie zrodziła się z czystej intencji, lecz była wyrazem i wybuchem gwałtownych namiętności, tam zamiast światła wprowadziła zamieszanie, zamiast budować – niszczyła i nierzadko stawała się źródłem bardziej zgubnych niż szkody, jakie rzeczywiście lub pozornie chciano naprawić. Bezsprzecznie “Duch Boży wieje kędy chce”(16). Może On sobie z kamieni stworzyć tych, którzy będą przygotowywali drogę dla Jego zamiarów(17). Wybiera On narzędzie swej woli według własnych planów, a nie według planów ludzkich. Lecz On, który ustanowił Kościół i pod tchnieniem Ducha Świętego powołał go do życia, nie burzy fundamentów tej zamierzonej przez siebie instytucji zbawczej. Kimkolwiek kieruje Duch Boży, ten i we wnętrzu i na zewnątrz swego serca zajmuje należyte stanowisko wobec Kościoła, który jest szlachetnym owocem na drzewie Krzyża i darem danym w Zielone Świątki przez Ducha Bożego dla ludzkości potrzebującej kierownictwa.

26. W waszym kraju, Czcigodni Bracia, coraz częściej odzywają się głosy nawołujące do wystąpienia z Kościoła. Wśród przywódców tego ruchu są często tacy, którzy zajmują stanowiska urzędowe i przez to starają się wywołać wrażenie, jakoby wystąpienie z Kościoła i połączona z tym niewierność wobec Chrystusa – Króla była szczególnie przekonywającym i pełnym zasługi sposobem okazywania swej wierności wobec państwa. Przez ukryte i jawne środki przymusu, przez lęk i groźbę szkód gospodarczych, zawodowych, obywatelskich i innych wywiera się taki nacisk na przywiązanie katolików do wiary, a szczególnie pewnych klas katolickich urzędników, który jest sprzeczny z prawem i nieludzki. Całe Nasze ojcowskie współczucie i najgłębsza litość towarzyszą tym, którzy tak drogo muszą okupić swą wierność dla Chrystusa i Kościoła. Lecz tu jest punkt, gdzie wchodzą w grę rzeczy ostateczne i najwyższe, ratunek i zagłada, i gdzie wskutek tego droga heroicznego męstwa jest dla wiernego jedyną drogą zbawienia. Jeżeli kusiciel albo gnębiciel przystąpi z judaszową intencją skłonienia katolika do wystąpienia z Kościoła, to ten może mu tylko, nawet za cenę ciężkich ofiar doczesnych, powiedzieć słowa Zbawiciela: “Idź precz szatanie! Jest bowiem napisane: “Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz””(18). Kościołowi zaś powie: Tyś matka moją od lat mego dzieciństwa, pociechą w życiu, orędownikiem w śmierci; język niech mi przylgnie do podniebienia, jeżeli miałbym ulec doczesnym pokusom i pogróżkom i stać się zdrajcom ślubowania chrzestnego. A dla tych, którzy sądzą, że zewnętrzne wystąpienie z Kościoła mogą pogodzić z wewnętrzna wiernością dla niego, niech będą poważnym ostrzeżeniem słowa Zbawiciela: “kto się Mnie wyprze wobec ludzi, tego wyprę się i Ja wobec aniołów Bożych”(19).

V. PRAWDZIWA WIARA W PRYMAT

27. Wiara w Kościół nie będzie zachowana w swej czystości i nieskazitelności, jeżeli nie znajdzie oparcia w wierze w prymat Biskupa rzymskiego. W tej samej chwili, w której Piotr przed wszystkimi apostołami wyznał swą wiarę w Chrystusa, Syna Boga żywego, odpowiedzią Chrystusa, będącą nagrodą za jego wiarę i jego wyznanie, było słowo o budowie Kościoła, jedynego Kościoła, i to na Piotrze Opoce(20). Wiara więc w Chrystusa, wiara w Kościół, wiara w prymat stanowią uświęcający związek. Prawdziwy i legalny autorytet jest wszędzie więzią jedności, źródłem mocy, tarczą przeciwko rozkładowi i rozdrobnieniu, rękojmią przyszłości; jest tym wszystkim szczególnie tam, gdzie – jak to ma miejsce jedynie w Kościele – autorytetowi temu jest przyobiecane przez Ducha Świętego i jego niezłomna pomoc.

28. Jeżeli ludzie, którzy są nawet zgodni w wierze w Chrystusa, nęcą nas mirażem narodowego kościoła niemieckiego, to wiedzcie, że będzie on tylko zaprzeczeniem jednego Kościoła Chrystusowego, wyraźna zdradą tej powszechnej misji ewangelizacyjnej, którą może spełnić i do której może się dostosować jedynie Kościół powszechny. Historia innych kościołów narodowych, ich martwota duchowa, skrępowanie i ucisk władz świeckich wskazują na beznadziejną bezpłodność, jakiej ulega z konieczności każda latorośl oddzielająca się od żywego szczepu winnego Kościoła. Kto takim błędom przeciwstawia od samego początku swe czujne i kategoryczne “nie”, oddaje przysługę nie tylko czystości swej wiary chrześcijańskiej, lecz także zdrowiu i sile żywotnej własnego narodu.

VI. UNIKAĆ PRZEKRĘCANIA ŚWIĘTYCH SŁÓW I POJĘĆ

29. Szczególnie bacznie będziecie musieli czuwać, Czcigodni Bracia, by podstawowych pojęć religijnych nie pozbawiano ich zasadniczej treści i nie nadawano im znaczenia świeckiego.

30. Objawienie w znaczeniu chrześcijańskim oznacza słowo Boże wypowiedziane do ludzi. Używanie tego słowa na określenie “podszeptów” krwi i rasy, dla wyrażenia promieniowania historii jakiegoś narodu, wprowadza w każdym razie zamieszanie. Nie warto takiej fałszywej monety brać do językowego skarbca wierzącego chrześcijanina.

31. Wiara polega na tym, że uznaje się za prawdziwe to, co Bóg objawił i przez Kościół podaje: “jest poręką tych dóbr […], dowodem tych rzeczywistości, których nie widzimy”(21). Radosna i droga każdemu dumna ufność w przyszłość swego narodu oznacza coś zupełnie innego niż wiara w znaczeniu religijnym. Wygrywać jedno przeciwko drugiemu, chcieć zastąpić jedno drugim, i z tego powodu chcieć być przez prawdziwego chrześcijanina uznanym za “wierzącego”, to nic innego jak pusta gra słów albo świadome zacieranie granic, albo też coś gorszego.

32. Nieśmiertelność w pojęciu chrześcijańskim oznacza życie człowieka po śmierci doczesnej jako jednostki osobowej dla wiecznej nagrody lub wiecznej kary. Kto przez słowo nieśmiertelność chce oznaczać tylko zbiorowe życie w dalszym istnieniu ziemskim swego narodu przez czas bliżej nieokreślony, ten przekręca i fałszuje jedną z podstawowych prawd wiary chrześcijańskiej, podrywa fundamenty wszelkiego światopoglądu religijnego, domagającego się porządku moralnego. Jeżeli nie chce być chrześcijaninem, niech przynajmniej nie wzbogaca skarbca językowego swej niewiary zapożyczeniami z chrześcijańskiego skarbca językowego.

33. Grzech pierworodny jest dziedziczną, chociaż nieosobistą winą potomków Adama, którzy w nim zgrzeszyli(22). Jest to utrata łaski i skutkiem tego utrata życia wiecznego, a łączy się z nim skłonność do złego, którą każdy musi odrzucić i przezwyciężać przez łaskę, walkę i wysiłek moralny. Cierpienie i śmierć Syna Bożego odkupiły świat od dziedzicznego przekleństwa grzechu i śmierci.

Wiara w te prawdy, które dzisiaj w ojczyźnie waszej są przedmiotem takiego szyderstwa ze strony wrogów Chrystusa, należy do niewzruszonej treści religii chrześcijańskiej.

34. Krzyż Chrystusa jest nadal dla chrześcijanina świętym znakiem zbawienia, sztandarem moralnej wielkości i siły, choćby nawet samo imię stało się dla wielu głupstwem i zgorszeniem(23). W cieniu jego żyjemy, całując go umieramy. Ma on stać na naszym grobie i głosić naszą wiarę, ma świadczyć o naszej nadziei skierowanej ku światłości wiekuistej.

35. Pokora w duchu Ewangelii i modlitwa o łaskę i pomoc Bożą dadzą się dobrze pogodzić z szacunkiem dla samego siebie, z ufnością w swe siły i z duchem bohaterskim. Kościół, który przez wszystkie czasy aż do chwili obecnej ma więcej wyznawców i świadków przelewających dobrowolnie swa krew niż jakakolwiek inna społeczność, nie potrzebuje bynajmniej nauki z takiej właśnie strony o tym, czym jest duch bohaterski i czyn bohaterski. Wstrętna pycha tych nowatorów ośmiesza samą siebie, kiedy w swej płytkości określa chrześcijańską pokorę jako niegodne poniżanie się i czyn niebohaterski.

36. Łaską w znaczeniu niewłaściwym można nazwać wszystko, co stworzenie otrzymuje od Stwórcy. Jednak łaska w znaczeniu właściwym i chrześcijańskim obejmuje nadprzyrodzone dowody miłości Bożej, łaskawość i działanie Boga, przez które podnosi On człowieka do owego najściślejszego uczestnictwa w swym życiu, nazwanym przez Nowy Testament synostwem Bożym. “Popatrzcie, jaką miłością obdarzył nas Ojciec: zostaliśmy nazwani dziećmi Bożymi: i rzeczywiście nimi jesteśmy”(24). Odrzucenie tego nadprzyrodzonego wyniesienia przez łaskę, z racji rzekomej niemieckości, jest błędem, jest otwartym wypowiedzeniem walki jednej z podstawowych prawd chrześcijańskich. Stawianie na tym samym poziomie łaski nadprzyrodzonej z darem natury jest burzeniem skarbca językowego stworzonego i uświęconego przez religię. Pasterze i stróże ludu bożego zrobili dobrze, przeciwstawiając się czynnie tej grabieży świętości i dążeniu do wprowadzenia zamieszania w umysłach.

VII. NAUKA MORALNA I PORZĄDEK MORALNY

37. Na prawdziwej i czystej wierze w Boga opiera się moralność ludzkości. Wszelkie próby oderwania nauki moralnej i porządku moralnego od fundamentu wiary, silnego jak skała, i oparciu ich na piasku norm ludzkich, prowadzą jednostkę i społeczeństwa prędzej czy później do upadku moralnego. Głupiec, który mówi w swym sercu, że nie ma Boga, będzie chodził drogami zepsucia moralnego(25). Głupców tych, zamierzających obecnie rozdzielić religię i moralność, jest legion.

Nie widzą oni albo nie chcą widzieć, że usuwanie chrześcijaństwa wyznaniowego, tzn. jasnego i ściśle określonego pojęcia chrześcijaństwa, z nauczania i wychowania i udaremnianie mu możności wpływania na kształtowanie się życia społecznego i publicznego wiedzie do zubożenia duchowego i upadku.

38. Żaden przymus, żadne czysto ziemskie ideały, choćby nawet same w sobie były szlachetne i wzniosłe, nie będą w stanie zastąpić na dłuższą metę ostatecznych i decydujących bodźców, pochodzących z wiary w Boga i Chrystusa. Jeżeli żąda się od człowieka najwyższych ofiar i wyrzeczenia się swego małego “ja” na korzyść dobra publicznego, a przy tym odbiera mu się moralne oparcie na tym, co wieczne i boskie, na podnoszącej i krzepiącej wierze w Boga, wynagradzającego za dobro, a karzącego za zło, to dla niezliczonych jednostek następstwem tego będzie nie branie na siebie obowiązku, lecz ucieczka przed nim. Sumienne przestrzeganie dziesięciorga przykazań Bożych i przykazań kościelnych, będących jedynie przepisami wykonawczymi zasad ewangelicznych, jest dla każdej jednostki niezrównaną szkołą systematycznego wychowania samego siebie, tężyzny moralnej i wyrabiania charakteru. Jest szkołą, która wymaga wiele, ale nie za wiele. Bóg pełen dobroci, który jako prawodawca mówi: “Masz to uczynić”, w łaskawości swej daje również możność i wykonanie. Nie wykorzystać tak głęboko działających, twórczych sił moralnych, albo wprost uniemożliwić im oddziaływanie na wychowanie narodu, to znaczy przyczyniać się w sposób nieodpowiedzialny do “niedorozwoju” religijnego społeczeństwa. Uzależnienie nauki moralności od subiektywnej, zmiennej opinii ludzkiej zamiast oparcia jej na świętej woli Boga wiekuistego, na Jego przykazaniach, otwiera szeroko wrota siłom rozkładu. Rozpoczęte przez to zaprzepaszczenie wiecznych norm obiektywnej nauki moralnej, przeznaczonej do ukształtowania sumień, do uszlachetnienia wszystkich dziedzin życia, jest grzechem przeciwko przyszłości narodu, a za gorzkie owoce grzechu będą musiały zapłacić przyszłe pokolenia.

VIII. UZNANIE PRAWA NATURALNEGO

39. Zgubną tendencją czasów obecnych jest odrywanie od fundamentu Bożego Objawienia nie tylko moralności, lecz także teorii i praktyki prawa. Mamy tu na myśli szczególnie tzw. prawo naturalne, które ręką samego Stwórcy zostało wpisane do serca ludzkiego(26); a w sercu tym może je odczytać zdrowy, nie zaślepiony grzechem i namiętnością.

Według przykazań tego prawa naturalnego może być ocenione cale prawo pozytywne – bez względu na to, od jakiego prawodawca pochodzi – co do jego treści moralnej i tym samym co do siły jego obowiązywania. Ludzkie prawa, gdy sprzeczne są z prawem naturalnym do tego stopnia, że tej sprzeczności usunąć nie można, już od samego początku obciążone są wadą, której żaden przymus, żadna zewnętrzna siła uzdrowić nie może.

40. Właśnie w świetle tej zasady trzeba ocenić aksjomat: “Prawem jest to, co narodowi przynosi pożytek”. Można wprawdzie zdaniu temu nadać sens właściwy, jeżeli się je rozumie w tym znaczeniu, że to, co jest moralnie złe, nigdy nie może być prawdziwie korzystać dla dobra narodu. Już dawni poganie uznali, że zdanie to, by mogło być naprawdę poprawne, musi być odwrócone i brzmieć: “Jest niemożliwe, by coś było pożyteczne, jest równocześnie nie jest moralne dobre. I nie dlatego jest coś moralnie dobre, że jest pożyteczne, lecz dlatego jest pożyteczne, że jest moralnie dobre”(27). Owa zasada, oderwana od tej normy moralnej, oznaczałoby bezustanny stan wojny pomiędzy poszczególnymi narodami.

41. W życiu wewnętrznym państwa, mieszając dziedzinę pożytku i dziedzinę prawa, zapoznaje się zasadniczą prawdę, że człowiek jako osoba posiada prawa dane mu od Boga. Muszą one być strzeżone przed wszelkimi atakami ze strony duchowieństwa, które by chciało im zaprzeczyć, zniszczyć je lub zlekceważyć. Gardzić tą prawdą – to znaczy nie widzieć, że ostatecznie określamy i poznajemy dobro wspólne, biorąc za podstawę zarówno naturę człowieka, godzącą harmonijnie prawa jednostki i obowiązki społeczne, jak i cel społeczności, który również określany jest przez naturę ludzką. Bóg chciał, by społeczność istniała jako środek pełnego rozwoju zdolności indywidualnych i społecznych, które człowiek przez wzajemną wymianę na wykorzystać dla swego dobra i dobra drugich. Bóg chciał również, by owe ogólniejsze i wyższe wartości, możliwe do zrealizowania tylko przez społeczność, a nie jednostkę, istniały ostatecznie dla człowieka, by służyły jego przyrodzonemu i nadprzyrodzonemu rozwojowi i jego udoskonaleniu. Oddalić się od tego porządku – znaczy wstrząsnąć samymi podstawami, na których opiera się społeczność, i narazić na szwank jej spokój, bezpieczeństwo i samo istnienie.

42. Człowiek wierzący posiada niezniszczalne prawo wyznawania swej wiary i praktykowania jej w odpowiedni sposób. Prawa uniemożliwiające lub utrudniające wyznawania i praktykowania tej wiary są sprzeczne z prawem naturalnym.

43. Rodzicom sumiennym, świadomym swego wychowawczego obowiązku, przysługuje pierwotne prawo do wychowania dzieci danych im przez Boga, w duchu prawdziwej wiary, według jej zasad i przepisów. Prawa i rozporządzenia, które nie uznają tego przyrodzonego prawa rodziców w sprawach szkolnych lub też przez groźbę i przymus odbierają im wszelką wartość praktyczną, są sprzeczne z prawem przyrodzonym i w najgłębszych swych podstawach niemoralne.

Kościół, powołany do strzeżenia i wyjaśniania prawa naturalnego danego przez Boga, musi wobec tego oświadczyć, że wpisy szkolne, dokonane ostatnio przy zupełnym braku swobody, są wymuszone i wobec tego nie są obowiązujące.

IX. DO MŁODZIEŻY

44. Jako zastępca Tego, który w Ewangelii rzekł do młodzieńca: “A jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowaj przykazania”(28) – zwracamy się w słowach, prawdziwe ojcowskich do młodzieży.

45. Tysiące języków głosi wam dzisiaj ewangelię, która nie jest objawiona przez Ojca niebieskiego. Tysiące piór stoi na usługach pozornego chrześcijaństwa, nie będącego chrześcijaństwem Chrystusa. Prasa i radio zasypują was codziennie wytworami o treści wrogiej Kościołowi i wierzę i atakują bezceremonialnie i bez żadnych skrupułów wszystko, co dla was musi być wzniosłe i święte.

46. Wiem, że bardzo wielu z was w skutek swej wierności dla wiary i Kościoła oraz swej przynależności do stowarzyszeń katolickich, chronionych przez konkordat, musiało i musi cierpieć widząc, że nie rozumie się ich wierności wobec ojczyzny, że podaje się ją w wątpliwość, że jej się uwłacza, a nawet zaprzecza; nadto musieli i muszą oni ponosić wiele szkód w życiu zawodowym i towarzyskim. Wiemy dobrze, że w waszych szeregach znajduje się nie jeden nieznany żołnierz Chrystusowy, który z bólem w sercu, lecz z głową w górę wzniesioną znosi swój los i znajduję pociechę jedynie w myśli, że cierpi zelżywość dla imienia Chrystusa(29).

47. Dzisiaj, kiedy grożą nowe niebezpieczeństwa i nowe tarcia, mówimy do tej młodzieży: “Gdyby wam kto głosił Ewangelię różną od tej, którą […] otrzymaliście” od pobożnej matki, z ust wierzącego ojca, z nauki wychowawcy wiernego samemu Bogu i Kościołowi – “Niech będzie przeklęty!”(30) Jeżeli państwo tworzy państwowe stowarzyszenie młodzieży, do którego muszą należeć wszyscy, to – pomijając, że przez to w niczym nie powinno umniejszać się prawa stowarzyszeń katolickich – wszyscy młodzi ludzie i ich rodzice odpowiedzialni za nich przed Bogiem mają bezsporne i niezniszczalne prawo domagać się, by takie stowarzyszenie obowiązkowe wolne było od wszystkich czynności, w których przejawia się duch wrogi chrześcijaństwu lub Kościołowi. Wywołuje to bowiem – jeszcze niedawno, a także i dziś – u wierzących rodziców konflikt sumienia nie do rozwiązania, gdyż nie mogą dać państwu tego, czego się od nich domaga, by jednocześnie nie zabrać Bogu tego, co do Niego należy.

48. Nikt nie myśli o tym, by stawiać młodzieży niemieckiej przeszkody na drodze mającej ja prowadzić do stworzenia prawdziwej jedności narodowej, do pielęgnowania szlachetnego umiłowania wolności, do niezłomnej wierności wobec ojczyzny. Występujemy natomiast przeciwko wytwarzaniu przeciwieństw pomiędzy tymi celami wychowawczymi a celami religijnymi. Dlatego też wołamy do tej młodzieży: śpiewajcie swe pieśni wolności lecz nie zapominajcie przy tym o wolności synów Bożych. Nie pozwólcie, by szlachectwo tej niezastąpionej wolności znikło w okowach grzechu i zmysłowości. Kto śpiewa pieśni wierności wobec ojczyzny, nie może sprzeniewierzyć się swemu Bogu, swemu Kościołowi i swej wiecznej ojczyźnie, stając się wobec nich zbiegiem i zdrajcą.

49. Mówi się do was o bohaterskiej wielkości – przeciwstawiając ją świadomie, a wbrew prawdzie, pokorze i cierpliwości ewangelicznej. Dlatego przemilcza się wobec nas, że istnieje bohaterstwo w walce moralnej, że zachowanie czystości zdobytej na chrzcie świętym jest czynem bohaterskim, który należałoby należycie ocenić zarówno z punktu widzenia religijnego, jak i przyrodzonego?

50. Mówi się wam wiele o słabościach ludzi w historii Kościoła. A dlatego przemilcza się wobec was wspaniałe czyny, przejawiające się przez cały ciąg jego dziejów, i świętych, których wydał, i błogie skutki, jakie płynęły dla zachodniej kultury z połączenia tego Kościoła z waszym narodem?

51. Mówi się do was wiele o sporze. Uprawianie z umiarem i celowo wychowanie fizyczne jest dobrodziejstwem dla młodzieży. Uprawia się je jednak obecnie w takim zakresie, że nie uwzględnia się ani harmonii w kształceniu ciała i ducha, ani należytej troski o życie rodzinnej, ani też przykazania, by dzień święty święcić. Z obojętnością graniczącą z pogardą pozbawia się dzień Pański jego świętości i skupienia, jakie odpowiadają najpiękniejszej tradycji niemieckiej. Pełni ufności oczekujemy od wierzącej młodzieży katolickiej, że wobec państwowych organizacji przymusowych podkreśli silnie swe prawo do chrześcijańskiego święcenia niedzieli, że dbając o rozwój fizyczny, nie zapomni o swej duszy nieśmiertelnej, że nie pozwoli, by zło odniosło nas nią zwycięstwo, lecz przeciwnie, będzie usiłowała dobrem zło zwyciężać(31), a jej największym i najświętszym pragnieniem będzie, by na bieżni wiecznego żywota zdobyć koronę zwycięstwa(32).

X. DO KAPŁANÓW I OSÓB ZAKONNYCH

52. Tymi słowami szczególnego uznania, zachęty i napomnienia zwracamy się do kapłanów niemieckich, którym w ciężkim czasie i trudnych okolicznościach przypada obowiązek, by podporządkowując się swym biskupom, wskazywali owczarni Chrystusowej słowem i przykładem właściwą drogę, w codziennej ofierze i z apostolską cierpliwością. Nie ustawajcie, drodzy synowie i uczestnicy świętych tajemnic, w naśladowaniu wiecznego Arcykapłana Jezusa Chrystusa w Jego miłości i samarytańskiej trosce. Niech wasze postępowanie codzienne będzie nieskazitelne przed Bogiem! Niech się w nim przejawia bezustanna troska o własne uświęcenie i udoskonalenie! Okazujcie zwłaszcza miłość pełna litości wszystkim, którzy są wam powierzeni, przede wszystkim znajdującym się w niebezpieczeństwie, słabym i chwiejnym. Dla wiernych bądźcie przewodnikami, dla chwiejących się podporą, pouczajcie wątpiących, pocieszajcie smutnych, a wszystkim nieście bezinteresownie pomoc i radę.

53. Doświadczenia i cierpienia czasów powojennych wycisnęły ślad w duszy waszego narodu. Pozostawiły one tarcia i gorycz, które tylko czas uleczyć może, a przezwyciężyć tylko bezinteresowna i czynna miłość. Tej miłości, niezbędnej dla apostoła, zwłaszcza w czasach obecnych, tak wzburzonych i pełnych nienawiści, życzymy wam z całego serca i o nią dla was Boga błagamy. Dzięki tej miłości apostolskiej zapomnicie, a przynajmniej przebaczycie wiele niezasłużonej goryczy, z którą w swej pracy kapłańskiej i duszpasterskiej spotkacie się częściej niż kiedykolwiek.

54. Ta miłość pełna zrozumienia i litości ku błądzącym, a nawet ku szydercom, nie oznacza i nie może oznaczać rezygnacji z głoszenia prawdy, z ukazywania jej wartości, z jej obrony, ani też ze stosowania jej w życiu na odcinku wam powierzonym. Najpierwszym i najoczywistszym darem, jaki kapłan może złożyć ludziom, jest służenie prawdzie, i to całej prawdzie, wykrywanie błędu i walka z nim, obojętne w jakiej formie błąd ten się pojawia. Zrezygnować z tego – to sprzeniewierzyć się Bogu i waszemu świętemu powołaniu. Byłby to także grzech popełniony przeciwko prawdziwemu dobru, waszego narodu i waszej ojczyzny.

55. Wszystkim tym, którzy biskupom swoim dochowali wiary, przyrzeczonej na święceniach kapłańskich, którzy wskutek wykonywania swych obowiązków duszpasterskich musieli i muszą znosić cierpienia i prześladowania – a nawet więzienie i zesłanie do obozów koncentracyjnych – Ojciec chrześcijaństwa wyraża swą wdzięczność i uznanie.

56.Ojcowską swą wdzięczność wyrażamy również zakonnikom i zakonnicom. Współczujemy im serdecznie, ponieważ z powodu zarządzeń wrogich zakonom wielu z nich zostało oderwanych od owocnej i umiłowanej pracy. Niektórzy wprawdzie zbłądzili i okazali się nie godni swego powołania, jednak przewinienia ich, piętnowane również przez Kościół, nie zmniejszają bynajmniej zasług olbrzymiej wielkości tych, którzy starali się ofiarnie i bezinteresownie służyć Bogu i ojczyźnie w dobrowolnym ubóstwie. Przez swą gorliwość, wierność, dążenia do doskonałości, czynną miłość bliźniego, gotowość do poświęceń, zakony pracujące w duszpasterstwie, na polu charytatywnym i w szkolnictwie chlubnie przyczyniają się do dobra prywatnego i publicznego. W dalszej przyszłości ocenione to zostanie bezsprzecznie z większą sprawiedliwością niż w obecnych niespokojnych czasach. Ufamy, ze przełożeni zgromadzeń zakonnych skorzystają z trudności i do świadczeń, by przez podwojenie gorliwości, pogłębienie życia modlitwy, pielęgnowanie cnót zakonnych uprosić od Boga Najwyższego nowe błogosławieństwo i nowe owoce dla swej ciężkiej pracy.

XI. DO WIERNYCH STANU ŚWIECKIEGO

57. Przed Naszymi oczyma stoi niezliczony tłum synów i córek, w których cierpienie Kościoła w Niemczech i ich własne cierpienie nie umniejszyło w niczym ich przywiązaniu do Kościoła, miłości ku Ojcu chrześcijaństwa, ani też posłuszeństwa biskupom i kapłanom. I pomimo tych cierpień są oni nadal gotowi, cokolwiek by się stało, pozostać wierni swej naturze, przekazanej im przez przodków w świętym dziedzictwie. Im wszystkim przesyłamy wzruszeni swe Ojcowskie pozdrowienie.

Przesyłamy je przede wszystkim członkom stowarzyszeń katolickich, którzy mężnie i za cenę licznych ofiar dochowali wierność Chrystusowi i nie zgodzili się na zaprzepaszczenie praw, jakie Kościołowi i im w uroczystej umowie były zagwarantowane zasadą dobrej wiary.

58. Szczególnie czule pozdrawiamy rodziców katolickich. Ich prawa i obowiązki wychowawcze dane im przez Boga stanowią w chwili obecnej ośrodek walki nader brzemiennej w skutki. Smutek i skarga Kościoła nie może rozpocząć się dopiero wówczas, kiedy ołtarze będą zburzone, a ręce świętokradcze w perzynę obrócą świątynie. Gdy próbuje się przez wychowanie wrogie Chrystusowi zbezcześcić tabernakulum dziecięcej duszy uświęcone wodą chrztu świętego, gdy w tej świątyni Bożej wyrywa się wieczną lampkę wiary w Chrystusa, by w jej miejsce postawić błędne światło namiastki wiary, nie mającej nic wspólnego z wiarą krzyża – jest się blisko zbeszczeszczania świątyni ducha. Wówczas wierzący chrześcijanin ma obowiązek uwolnić się od odpowiedzialności wobec strony przeciwnej; obowiązkiem jego jest też być wolnym w sumieniu od niecnego współdziałania w tych machinacjach i w tym zepsuciu. I im bardziej wrogowie starają się ukryć i upiększyć swe ciemne zamiary, tym bardziej wskazana jest czujna nieufność i wzbudzona przez gorzkie doświadczenie ostrożność.

59. Skoro nauka religii w szkole jest kontrolowana i ograniczona przez czynniki niepowołane i skoro przeciwko tejże religii działa się systematycznie i nienawistnie w wykładzie innych przedmiotów, to samo jej formalne zachowanie w szkole nie może być nigdy racją dla wierzącego chrześcijanina, by mógł się dobrowolnie zgodzić na takie szkodliwe szkolnictwo. Drodzy rodzice katoliccy, My wiemy, że nie może być mowy o waszej dobrowolnej zgodzie. Wiemy, że wolne i tajne głosowanie wśród was byłoby równoznaczne z plebiscytem za szkołą wyznaniową. Stąd też nadal otwarcie wskazywać będziemy czynnikom odpowiedzialnym, że dotychczasowe środki przymusowe są sprzeczne z prawem, a dopuszczenie do swobodnego wypowiedzenia się jest obowiązkiem. Tymczasem nie zapominajcie o jednym: żadna moc ziemska nie może was uwolnić od odpowiedzialności za dzieci, jaka na was ciąży z woli Bożej. Nikt z tych, którzy dzisiaj przeszkadzają wam w wykonywaniu praw wychowawczych i chcą was jak gdyby zastąpić w obowiązkach wychowawczych, nie będzie mógł za was odpowiedzieć Najwyższemu Sędziemu, który was zapyta: “Gdzie są ci, których ci dałem?” Czy każdy z was będzie w stanie Mu odpowiedzieć: “Nie utraciłem żadnego z tych, których mi dałeś?”(33)

ZAKOŃCZENIE

60. Czcigodni Bracia! Jesteśmy pewni, że słowa, z którymi w decydującej chwili zwracamy się do was, a przez was do katolików Niemiec, odbijają się w szeregach i czynach naszych drogich dzieci takim echem, jakiego wspólny Ojciec z pełną miłości troski oczekuje. Ze szczególną żarliwością błagamy pana o jedno, by słowa Nasze doszły do uszu i do serc i skłoniły do namysłu także tych, którzy już częściowo ulegli namowom i groźbom wrogów Chrystusa i Jego świętego Królestwa.

61. Każde słowo tej encykliki odważyliśmy na wadze prawdy i miłości. Nie chcieliśmy bynajmniej przez niewłaściwe milczenie stać się współwinni braku uświadomienia ani też przez zbytnią surowość współodpowiedzialni za zatwardziałość serc kogokolwiek spośród tych, którzy podlegają naszej pieczy pasterskiej i których miłujemy, chociaż obecnie chodzą po drogach błędu i od nas się oddalili. Niektórzy z nich, dostosowując się do ducha nowego otoczenia, mają dla opuszczonego domu ojcowskiego tylko słowa niewierności, niewdzięczności lub nawet naigrywania, zapominając, co porzucili. Nadejdzie jednak dzień, w którym tych synów zgubionych wskutek ich oddalenia się od Boga i pustki duchowej ogarnie lęk, w którym tęsknota doprowadzi ich “do Boga, który radował ich młodość”, i do Kościoła, który ich pouczył o drodze do ojca niebieskiego. Te godziny pragniemy przyśpieszyć Naszym bezustannymi modlitwami.

62. Jak inne czasy, tak i ten jest dla Kościoła czasem nowego rozwoju i wewnętrznego oczyszczenia, jeżeli wola wyznania wiary i gotowości cierpienia będą u wiernych Chrystusowych dość wielkie, by sile fizycznej ciemiężycieli Kościoła przeciwstawić siłę wiary, niezłomną nadzieję, pewną szczęścia wiecznego i wszechpotężną czynną miłość. Post i Wielkanoc, które głoszą odnowienie wewnętrzne i pokutę kierują wzrok chrześcijanina bardziej niż zwykle na Krzyż, a zarazem na chwałę Chrystusa zmartwychwstałego, niech będą dla nas radosną i dobrze wykorzystaną okazją, by duszę napełnić duchem bohaterstwa, cierpliwości i zwycięstwa, jaki promieniuje z Krzyża Chrystusowego. Nieprzyjaciele Kościoła, sądzący, że ostatnia jego godzina już nadeszła, poznają wówczas – jesteśmy tego pewni – że zbyt szybko się radowali i przedwcześnie chwytali łopatę grabarza. Nadejdzie wówczas dzień, w którym zamiast przedwczesnych zwycięskich pieśni wrogów Chrystusowych, wzniesie ku niebu z serc i z ust wiernych Chrystusowych Te Deum wyzwolenia, Te Deum, wdzięczności do Najwyższego, Te Deum radości, że również błądzący dziś członkowie narodu niemieckiego weszli na drogę powrotu do religii, że naród niemiecki, pełen wiary oczyszczonej cierpieniem, znowu zgina swe kolana przed Jezusem Chrystusem, królem czasu i wieczności, i że gotów jest spełnić zadanie, włożone nań przez Najwyższego, w walce z burzycielami chrześcijańskiego Zachodu, w zgodzie ze wszystkimi ludźmi dobrej woli z innych narodów.

63. Ten, który bada serce i nerki(33), jest Nam świadkiem, że pragniemy jedynie jak najgoręcej przywrócenia w Niemczech prawdziwego pokoju pomiędzy Kościołem i państwem. Jeżeli zaś bez Naszej winy pokoju nie będzie, Kościół Boży będzie bronił swych praw i swobód w imię Boga wszechmogącego, którego ramię i dzisiaj nie jest ukrócone. Mając w nim ufność, “nie przestajemy” za wami, dziećmi Kościoła, “się modlić i prosić [Boga]”(35), by dni smutku zostały skrócone i byście okazali się wierni w dniu doświadczenia; nie ustajemy również modlić się i wołać za prześladowcami i ciemiężycielami, aby ojciec wszelkiego światła i zmiłowania oświecił ich, jak Pawła w drodze do Damaszku, i tych wszystkich, którzy wraz z nimi błądzili i błądzą.

64. Z tą modlitwą błagalną w sercu i na ustach, pełni Ojcowskiej miłości, udzielamy wam, pasterzom i biskupom waszego wiernego ludu, kapłanom i osobom zakonnym, apostołem świeckim Akcji Katolickiej, wszystkim waszym diecezjanom – zwłaszcza chorym i uwięzionym – błogosławieństwa Apostolskiego jako zadatku pomocy Bożej, jako podpory w waszych ciężkich i odpowiedzialnych decyzjach, pokrzepienia w walce i pociechy w cierpieniu

Dan w Watykanie, w Niedzielę Męki Pańskiej, dnia 14 marca 1937 roku, w szesnastym roku Naszego Pontyfikatu.

PIUS PP. XI

—————————————————–

Źródło: Wiadomości Archidiecezji Warszawskiej, Rok XXVII, nr 4(1937)

O horrorze obecnego pontyfikatu – dyplomatycznie.

O horrorze pontyfikatu w Watykanie – dyplomatycznie.

Aktualne trendy pontyfikatu papieża Franciszka.

=======================

Większość paragrafów jest przerażająca! Są tam jednak zwłaszcza dwa ustępy, które, jak sądzę, wyrażają intencję całego dokumentu, a w szczególności pragnienie zmiany samej istoty Kościoła katolickiego

==================================

Wywiad z przełożonym generalnym Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, ks. Dawidem Pagliaranim FSSPX aktualne-trendy-pontyfikatu-franciszka

Czcigodny Księże Przełożony, niedawno przypadała 10. rocznica wyboru papieża Franciszka na Stolicę Piotrową. Co, w opinii Księdza, stanowiło najważniejsze wydarzenie tych kilku ostatnich lat?

Trudno nie zauważyć, że po jego dwóch głównych oraz nowatorskich ideach: miłosierdzia, rozumianego jako „powszechna amnestia”, oraz nowej moralności, opartej na szacunku do Ziemi jako „wspólnego domu całej ludzkości”, ostatnie lata były zdominowane przez ideę synodalności. Nie jest to zupełnie nowa idea1, jednak papież Franciszek uczynił ją osią swojego pontyfikatu.

Idea ta jest tak wszechobecna, że wielu ludzi przestało się nią zbytnio interesować, choć stanowi ona kwintesencję dojrzałego i pełnego modernizmu. Z punktu widzenia eklezjologii rewolucja synodalna ma wywrzeć na Kościół poważny wpływ i dogłębnie przeobrazić jego hierarchiczną strukturę, jego funkcjonowanie, a przede wszystkim nauczanie wiary.

Dlaczego ludzie stali stracili zainteresowanie synodalnością?

Być może była ona postrzegana jako problem wyłącznie krajów niemieckojęzycznych lub też – zachowując wszystkie proporcje – jako problem zasadniczo belgijski, a świadomość jego uniwersalnego wymiaru z czasem zanikła. Jest pewne, że Niemcy odgrywali szczególną rolę w procesie synodalnym, jednak sam problem dotyczy Rzymu – a więc jest powszechny, dotyczy Kościoła katolickiego jako całości.

Jak zdefiniowałby Ksiądz proces synodalny?

Przede wszystkim ten proces jest raczej konkretną rzeczywistością niż wcześniej zdefiniowaną doktryną. Jest on zagmatwaną metodą czy też „praktyką”, która została przyjęta bez wcześniejszej znajomości wszystkich możliwych skutków. Mówiąc konkretnie, stanowi on wyraz pragnienia postawienia Kościoła „na głowie”. Kościół nauczający nie uważa się już za depozytariusza Bożego Objawienia, którego jest strażnikiem, ale za grupę biskupów w jedności z papieżem, którzy słuchają wiernych, a zwłaszcza głosów z peryferii, przywiązując szczególne znaczenie do tego, co mogłyby postulować najbardziej wyalienowane jednostki. Jest to Kościół, w którym pasterze stają się owcami, a owce – pasterzami.

U źródła tej idei leży przekonanie, że Bóg nie objawia się poprzez Pismo św. i Tradycję, których strażnikiem jest hierarchia Kościoła, ale poprzez „doświadczenie ludu Bożego”. Właśnie dlatego proces synodalny rozpoczął się od konsultacji z wiernymi wszystkich diecezji świata. W oparciu o te dane konferencje biskupów sporządziły podsumowania, których owocem była opublikowana kilka miesięcy temu pierwsza synteza rzymska.

Jakie jest znaczenie idei, wedle której Bóg objawia się i daje poznać swoją wolę poprzez doświadczenia ludu Bożego?

Ta idea stanowi fundament całego gmachu modernizmu. Na potępieniu tej błędnej idei dotyczącej Objawienia św. Pius X oparł swoją encyklikę Pascendi dominici gregis. Jeśli wiara, zamiast odwoływać się do Pisma św. i Tradycji, jest redukowana do doświadczenia – najpierw jednostkowego, a następnie wspólnotowego – to wówczas jej treść, a w konsekwencji ustrój Kościoła, mogą podlegać wszelkim możliwym ewolucjom. Doświadczenie – z samej definicji – dotyczy pewnego momentu lub okresu czasu. Jest to rzeczywistość pojawiająca się w czasie i w historii, która ze swej natury ma charakter ewolucyjny. W analogiczny sposób w życiu każdego z nas występuje ruch, a więc to życie ewoluuje.

Taka wiara-doświadczenie, z konieczności podlegająca ewolucji zgodnie ze zmianą świadomości i potrzebami kolejnych etapów historycznych, jest stale „wzbogacana” o nową treść, a równocześnie odrzuca to, co nie jest już aktualne. W ten sposób wiara staje się rzeczywistością przede wszystkim ludzką, związaną – podobnie jak historia ludzkości – z coraz to nowymi i zmieniającymi się warunkami. W dłuższej perspektywie niewiele pozostaje z tego, co wieczne, transcendentne i niezmienne. Jeśli wciąż mówimy o Bogu i Kościele katolickim, to te dwie rzeczywistości stają się projekcją tego, co doświadczenie może odczuć hic et nunc. W nieunikniony sposób zmienia się sens oraz zakres tych dwóch pojęć, wraz ze wszystkimi innymi dogmatycznymi elementami naszej wiary. Stopniowo są one wchłaniane przez to, co jest jedynie światowe i zmienne. Ich znaczenie ewoluuje wraz z ludzkością oraz jej doświadczeniem Boga. Ta idea nie jest nowa, jednak proces synodalny stanowi nową kulminację jej zakresu.

Co mógłby nam Ksiądz powiedzieć na temat wspomnianej przed chwilą „syntezy rzymskiej”?

Mam tu na myśli dokument opublikowany w październiku 2022 r., zatytułowany Rozszerz przestrzeń twego namiotu2. Jest to dokument roboczy etapu kontynentalnego synodu, a więc przeznaczony dla biskupów spotykających się na poszczególnych kontynentach3. Jest on prezentowany jako wyraz sensus fidei wiernych, zaś biskupom zaleca się, aby go czytali „oczami ucznia, który uznaje go za świadectwo drogi nawrócenia w kierunku Kościoła synodalnego, który uczy się ze słuchania, jak odnowić swoją misję ewangelizacyjną w świetle znaków czasu”4. Tak więc oczekuje się, że to właśnie na podstawie tego rzekomego wyrazu sensus fidei wiernych biskupi będą wyciągali wnioski i podejmowali ostateczne decyzje.

Jednak treść tego dokumentu oraz zawarte w nim sugestie są po prostu katastrofalne. Nie ma w nim praktycznie niczego, co mogłoby zostać uznane za wyraz wiary katolickiej. Przeciwnie, większość sugestii zaleca transformację Kościoła w całkowicie nową jakość. Możemy poniekąd zrozumieć, że wierni, a nawet księża – zwłaszcza obecnie – głoszą różne dziwaczne opinie, jest jednak całkowicie niedopuszczalne, żeby takie twierdzenia znalazły się w syntezie opracowanej przez watykański Sekretariat Generalny synodu.

Czy w tej syntezie są jakieś ustępy, które należy uznać za szczególnie niebezpieczne?

Niestety, trzeba powiedzieć, że większość paragrafów jest przerażająca! Są tam jednak zwłaszcza dwa ustępy, które, jak sądzę, wyrażają intencję całego dokumentu, a w szczególności pragnienie zmiany samej istoty Kościoła katolickiego w wyniku procesu synodalnego. Przede wszystkim, w odniesieniu do władzy, można dostrzec wyraźne pragnienie akceptacji Kościoła, który funkcjonowałby odwrotnie niż w sposób tradycyjny i w którym Kościół nauczający nie miałby już czego nauczać: „Ważne jest budowanie synodalnego modelu instytucjonalnego jako eklezjalnego paradygmatu dekonstrukcji władzy piramidalnej, która uprzywilejowuje jednoosobowe zarządzanie. Jedyną słuszną władzą w Kościele musi być władza miłości i służby, na wzór Pana”5.

Możemy się zastanawiać, czy mamy tu do czynienia z herezją, czy też po prostu z pustosłowiem, którego nie potrafimy bliżej sklasyfikować. Heretyk w istocie wciąż w coś „wierzy” i wciąż może mieć jakieś pojęcie o Kościele, nawet jeśli jest ono wypaczone. Tu jednak mamy do czynienia z ideą Kościoła, który byłby nie tylko niespójny, ale również – by posłużyć się współczesnym określeniem – „płynny”. Proponuje się Kościół bez doktryny, bez dogmatów, bez wiary, Kościół, w którym nie jest już potrzebna żadna władza do nauczania czegokolwiek. Wszystko rozpływa się w duchu „miłości i służby”, choć nikt nie wie, co to w istocie oznacza – o ile faktycznie coś oznacza – oraz do czego zmierza.

Wspomniał Ksiądz również o drugim szczególnie niebezpiecznym fragmencie.

Zgadza się. Jest też drugi ustęp, który wydaje mi się wyrażać ducha całego tekstu, a równocześnie prawdziwą atmosferę tych kilku ostatnich lat pontyfikatu papieża Franciszka: „Świat potrzebuje «Kościoła wychodzącego», który odrzuca podział na wierzących i niewierzących, który zwraca się ku ludzkości i oferuje jej, zamiast doktryny czy strategii, doświadczenie zbawienia, «przepełnienie darem», który odpowiada na wołanie ludzkości i przyrody”6. Jestem przekonany że ten krótki fragment posiada znacznie głębszy sens i znaczenie, niż mogłoby się to na pierwszy rzut oka wydawać.

Odrzucanie podziału na wierzących i niewierzących jest z pewnością szaleństwem, choć w obecnym kontekście należy to uznać za logiczne. Jeśli wiara nie jest już rzeczywistością autentycznie nadprzyrodzoną, wówczas zmieniają się sama racja bytu oraz misja Kościoła, ustanowionego, aby tę wiarę zachowywał i głosił. Jeśli bowiem wiara jest tylko jednym z wielu doświadczeń, jak można przedstawiać ją jako lepszą i twierdzić, że powinna być powszechnie przyjmowana? Po prostu uczucie-doświadczenie nie może odpowiadać prawdzie absolutnej – posiada jedynie wartość opinii, która nie może być już prawdą w tradycyjnym sensie tego słowa. Logicznie prowadzi nas to do odrzucenia podziału na wierzących i niewierzących. Pozostaje jedynie ludzkość, z jej oczekiwaniami, opiniami i pragnieniami; ludzkość, która jako taka nie rości sobie prawa do niczego nadprzyrodzonego.

Zatem Kościół oferuje ludzkości nauczanie, które nie odpowiada już przekazowi transcendentnego Objawienia. Kościół ogranicza się do proponowania okrojonej i pozbawionej elementów nadprzyrodzonych „ewangelii”, która staje się księgą refleksji i pocieszenia, dopasowaną do wszystkich bez żadnej różnicy. W tej perspektywie rozumiemy, jak nowa teologia i nowa moralność ekologiczna, przedstawione w Laudato si’, są oferowane ludzkości, która nie potrzebuje już nawrócenia i w której nie ma już podziału na wierzących i niewierzących.

Środki masowego przekazu podkreślają zwłaszcza uwagę, jaką synod poświęca związkom osób tej samej płci. Jak Ksiądz postrzega ten problem?

Nie ulega wątpliwości, że ogólnoświatowa presja w tej sprawie przekłada się na proces synodalny. Wywiera się presję, żeby Kościół stał się bardziej otwarty na tych ludzi i wrażliwy na ich potrzeby uczuciowe, zwłaszcza po tym, jak otwarto dla nich drzwi poprzez ogłoszenie adhortacji Amoris laetitia. Jest to jedna ze spraw, co do których oczekiwania są największe. Z jednej strony możemy odnieść wrażenie, że władze Kościoła potwierdzają niemożliwość błogosławienia takich par – np. odpowiedź Kongregacji Nauki Wiary z marca 2021 r.; natomiast z drugiej strony obserwujemy przypadki udzielania im błogosławieństwa – przy czym niekiedy przychodzą one do kościoła, aby otrzymać błogosławieństwo po zawarciu świeckiego związku w ratuszu.

Kilka miesięcy temu biskupi flamandzcy opublikowali nawet oficjalny obrzęd błogosławieństwa takich par; do tej pory Watykan nie zareagował na tę inicjatywę. Według biskupa Antwerpii Ojciec Święty wiedział o tym, jednak postanowił nie podejmować żadnych kroków. Poważne i jawnie rewolucyjne zmiany w tej kwestii postulują również biskupi niemieccy. Wszystko to w nieunikniony sposób wywołuje reakcje niektórych biskupów oraz wiernych. Wielu innych ogranicza się jednak do biernej obserwacji.

W ten sposób powstaje pewna dialektyka, pewne zamieszanie – zarówno w tej dziedzinie, jak i w wielu innych – które powodują, że wszyscy w naturalny sposób oczekują na wypowiedź kompetentnej władzy… Władza ta może – gdy dane kroki wydają się jej zbyt pochopne – wyhamowywać takie inicjatywy; jednak może też zaaprobować je i pozwolić, aby sprawy potoczyły się własnym biegiem, aż ostatecznie będzie można mówić o lokalnych „tradycjach” i zwyczajach. Niekiedy tradycyjna doktryna Kościoła jest potwierdzana, a nawet określana jako niezmienna, co dodaje otuchy konserwatystom. Równocześnie w innych przypadkach władza powołuje się na potrzeby duszpasterskie, stosując „cudowne” miłosierdzie, które godzi rzeczy nie do pogodzenia. W ten sposób tradycyjne zasady moralne, tak jak i wiara, stają się opcjonalnymi opiniami. Jest to typowe dla władzy, która nie opiera się już na transcendentnych zasadach, ale wykazuje wrażliwość na oczekiwania chwili – i jest zdecydowana je spełnić, kierując się względami czysto pragmatycznymi.

Należy jednak zrozumieć, że to wszystko nie skończy się w jakimś konkretnym momencie. Taki sposób sprawowania władzy przypomina mechanizm funkcjonowania współczesnych demokracji: coś, czego nie można zaaprobować dziś, zostanie zaaprobowane jutro, kiedy za sprawą tej samej dialektyki i pod wpływem nowych nacisków i precedensów sytuacja do tego dojrzeje, a umysły ludzi zostaną stosownie przygotowane. Jest to krótki opis mechanizmu uruchamianego przez synodalność – i pokazuje, dlaczego mamy tu do czynienia z najdoskonalszym przykładem modernizmu.

Ogłoszony niedawno reskrypt papieża Franciszka potwierdził, że każdy nowy kapłan pragnący odprawiać Mszę trydencką musi uzyskać stosowne pozwolenie Stolicy Apostolskiej. Ponadto, żeby móc odprawiać tradycyjną Mszę św. w kościele parafialnym, również należy uzyskać jej zgodę. Jak Ksiądz ocenia te decyzje?

Myślę, że nie trzeba być szczególnie doświadczonym ekspertem, aby dostrzec wyraźną chęć wyrugowania tradycyjnej Mszy św. Wspomniany reskrypt, opublikowany w lutym 2023 r., podobnie jak list apostolski Desiderio desideravi z czerwca 2022 r., mają na celu maksymalne ograniczenie posługiwania się tradycyjnym mszałem, a także odstraszenie wszystkich, którzy pragnęliby go używać. W takich okolicznościach trudno mi sobie wyobrazić, aby jakikolwiek młody kapłan miał odwagę prosić Stolicę Apostolską o zgodę na odprawianie Mszy trydenckiej. Czy nam się to podoba, czy też nie, od czasu motu proprio Traditionis custodes ta Msza została w Kościele praktycznie zakazana. Jak ostatnio przypomniał nam kard. Roche, wraz z soborem „zmieniła się teologia Kościoła”7, a w konsekwencji także jego liturgia, gdyż stanowi ona wyraz tej teologii.

W tej sytuacji różne wspólnoty Ecclesia Dei odczuwają zaniepokojenie oraz niepewność co do swej przyszłości. Słyszy się, że niebawem ma zostać ogłoszony nowy dokument papieski dotyczący właśnie ich. Co mógłby nam Ksiądz powiedzieć na ten temat?

Nic nie wiem na temat takiego dokumentu. Myślę jednak, że nie można przeżywać swego kapłaństwa w sposób satysfakcjonujący godząc się z tym, iż nad naszą głową nieustannie wisi miecz Damoklesa. Nie można też żyć w pokoju, ciągle zajmując się wszelkiego rodzaju pogłoskami. Kapłan powinien żyć zjednoczony ze swoją Mszą, nie musząc zastanawiać się, czy jutro jego przełożeni pozwolą mu ją odprawiać. Ma troszczyć się przede wszystkim o dzielenie się z innymi duszami tym wielkim skarbem, bez nieustannej obawy, że sam zostanie go pozbawiony, czy też żyjąc nadzieją na cud, który pozwoli mu wybrnąć z obecnej, niepewnej sytuacji. Naprawdę nie sądzę, żeby Boża opatrzność pragnęła tego rodzaju sytuacji.

Ponadto – niestety – członkowie tych instytutów, podobnie jak wielu innych księży, którzy pragną odprawiać Mszę w tradycyjnym rycie, żyją w takim strachu, że są zmuszeni zachowywać milczenie na temat bieżących wydarzeń z życia Kościoła. Bardzo dobrze wiedzą, że w dniu, w którym zaczęliby wyrażać zastrzeżenia wobec tego, co dziś dzieje się w Kościele, na ich karki mógłby spaść miecz Damoklesa – a kard. Roche gotów jest im w każdej chwili o tym przypomnieć! Mówię to z całą miłością: ta sytuacja rodzi permanentną dychotomię między sferą liturgii a sferą doktryny, co stwarza niebezpieczeństwo, że ci kapłani będą żyć w zakłamaniu, które ich nieuchronnie sparaliżuje, gdy staną wobec konieczności publicznego wyznania swej wiary. Właśnie z tego powodu, zwłaszcza w pewnych krajach, reakcję przeciwko szaleństwu drogi synodalnej można zaobserwować – paradoksalnie – raczej w środowiskach nieprzywiązanych do tradycyjnego mszału.

A jak Ksiądz widzi przyszłość Bractwa św. Piusa X?

Widzę ją po prostu jako wierną kontynuację tego, co czyniło ono do tej pory. Bractwo musi zajmować się bieżącymi sprawami Kościoła, nie przywiązując wagi do pogłosek o tym, co taki a taki kardynał powiedział w zaufaniu takiemu a takiemu seminarzyście, co mogłoby się wydarzyć w Kościele czy też nawet co mogłoby spotkać nas… Musimy żyć ponad tym wszystkim.

Dla dobra Kościoła katolickiego Bractwo musi zachować i zapewniać swoim kapłanom oraz wiernym możliwość sprawowania tradycyjnej liturgii oraz uczestnictwa w niej. Równocześnie w dalszym ciągu musi strzec tradycyjnej teologii katolickiej, która tej liturgii towarzyszy i która ją podtrzymuje. Nikt, kto wciąż jeszcze posiada sensum catholicum, nie może wyrzec się tej doktryny. Parafrazując kard. Roche’a, wprowadzona przez sobór zmiana w doktrynie stanowiła w istocie inspirację dla nowej Mszy! Mamy obowiązek dochować wierności zarówno Mszy, jak i doktrynie katolickiej, równocześnie zachowując pełną swobodę do przeciwstawiania się błędom oraz tym, którzy ich nauczają. Ostatecznie, jeśli liturgia jest z definicji publiczna, to również wyznawanie wyrażanej przez nią wiary ma charakter publiczny.

Dziś bardziej niż kiedykolwiek musimy być świadomi, że tradycyjna liturgia w Kościele katolickim ma również związek z moralnością, której zasad nie mamy prawa zmieniać. Wszechmogący Bóg w centrum naszej religii umieścił krzyż oraz prawdziwą ofiarę. Nikt nie może osiągnąć zbawienia bez krzyża i bez tej ofiary. Nikt nie może osiągnąć zbawienia akceptując, w imię fałszywej miłości i fałszywie rozumianego miłosierdzia, wszelkiego rodzaju zgorszenia. Zbawienie daje tylko jeden rodzaj miłości – ponieważ istnieje tylko jedna prawdziwa miłość, która oczyszcza: miłość krzyża, miłość odkupienia, miłość okazana nam oraz przekazana przez Chrystusa Pana, a którą On nazwał caritas. Ta miłość nie może jednak istnieć bez wiary ani bez tych, którzy jej nauczają.

Wywiad z przełożonym generalnym Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X, ks. Dawidem Pagliaranim FSSPX, przeprowadzony przez FSSPX.Actualités w Menzingen 5 maja 2023 r., w uroczystość św. Piusa V.

Źródło

Przypisy

  • 1 Proces synodalny rozpoczął się bezpośrednio po II Soborze Watykańskim, od czasu którego odbyło się ponad tysiąc synodów diecezjalnych – często z udziałem świeckich, co stanowi całkowitą nowość. Papież Franciszek precyzował koncepcję synodalności od początku swego pontyfikatu: najpierw poprzez interpretację sensus fidei oraz pobożności ludowej jako źródła Objawienia (por. Evangelii gaudium, par. 119–120), a następnie poruszając kwestię synodalności bardziej otwarcie w swojej Mowie z okazji 50 rocznicy utworzenia synodu biskupów (17 października 2015). Na tej podstawie Międzynarodowa Komisja Teologiczna zredagowała tekst Synodalność w życiu i misji Kościoła, przedstawiający podstawy teoretyczne procesu, którego świadkami jesteśmy obecnie.
    Synod o synodalności można więc postrzegać jako praktyczne zastosowanie, w skali całego Kościoła, idei głoszonych i rozwijanych w trakcie obecnego pontyfikatu, a które stanowiły punkt wyjścia dla wielu eksperymentów podejmowanych od czasu Vaticanum II.
  • 2 Cytat z Iz 54, 2 – przyp. red.
  • 3 Zorganizowano siedem oddzielnych grup kontynentalnych, osobno dla obu Ameryk oraz dla Bliskiego Wschodu.
  • 4 Rozszerz przestrzeń twego namiotu, par. 13. Wszystkie cytaty za: https://www.diecezja.kielce.pl/sites/default/files/etap_kontynentalny.pdfprzyp. tłum.
  • 5 Ibidem, par. 57.
  • 6 Ibidem, par. 42.
  • 7 Kard. Roche powiedział, że „teologia Kościoła zmieniła się. Wcześniej kapłan, oddalony od wiernych, reprezentował ich wszystkich. Byli oni niejako kierowani przez tego, który jako jedyny odprawiał Mszę św. [Dziś jednak] liturgię sprawuje nie tylko kapłan, ale razem z nim także ci, którzy są ochrzczeni. I ta konstatacja jest wręcz przełomowa” (audycja w BBC Radio 4, 19 marca 2023).

Abp Héctor Aguer: Kościół zmierza ku panowaniu Antychrysta. W tle masoneria.

Abp Héctor Aguer: Kościół zmierza ku panowaniu Antychrysta.

Antyliturgiczna obsesja Franciszka to papieska tyrania. W tle jest masoneria.

antyliturgiczna-obsesja-franciszka-to-tyrania-masonerii

Abp Héctor Aguer, arcybiskup La Platy w Argentynie w latach 2000-2018, wskazuje na infiltrację Watykanu przez masonerię. W jego ocenie to między innymi z tego wynika antyliturgiczna rewolucja, którą prowadzi dziś Watykan – podobnie jak próby zadekretowania „poganizacji” liturgii.

Arcybiskup pisał na ten temat na łamach „Rorate Caeli”.

„Rzym powinien zadać sobie pytanie, dlaczego coraz więcej księży i świeckich – przede wszystkim tych drugich – skłania się z czcią ku starożytnemu obrządkowi. Obsesja antyliturgiczna jest ideologią, która w przestrzeni kanonicznej staje się tyranią. Zakaz używania Mszału Jana XXIII nie jest respektowany przez młodych ludzi, którzy pragną kultu odpowiadającego prawdzie wiary: kultu Boga, a nie człowieka. Rzym ze swej strony nadal trzyma się „die anthropologische Wende (zwrot antropologiczny)” Karla Rahnera” – stwierdził hierarcha, odwołując się do Traditionis custodes oraz niedawnego Reskryptu Dykasterii ds. Kultu Bożego.

Według arcybiskupa w ostatniej dekadzie doszło jeszcze do tego pewne jezuickie, aliturgiczne skrzywienie. Wypiera się liturgię, wprowadza się relatywistyczny moralizm.

Hierarcha wskazał, że on sam celebruje Mszę świętą w nowym rycie. Z biegiem lat dostrzegł jednak, że posoborowe zmiany liturgiczne nie miały swojej adekwatności względem Soboru Watykańskiego II. Jak wskazał, wola Ojców Soboru wyrażona w konstytucji o liturgii Sacrosanctum concilium mogłaby zostać wypełniona przy niewielkich zmianach Rytu Rzymskiego; chodziło tak naprawdę o realne „przywrócenie” czystości rytu, nie o dramatyczne zmiany. Paweł VI podjął jednak inne, niezwykle brzemienne w skutki decyzje.

Zdaniem arcybiskupa papież Benedykt XVI z kolei podjął decyzję iście salomonową, ogłaszając motu proprio Summorum pontificum; mógł w ten sposób zaspokoić zarówno środowiska przywiązane do Tradycji, jak i wskazać [zasugerować.. md] błąd tych, którzy odmawiają prawomocności Mszy Pawła VI.

Zmienił ten stan rzeczy papież Franciszek. „Linia otwarta przez motu proprio Franciszka została ostatnio ratyfikowana i pogłębiona przez «Reskrypt», który nakłada na biskupów obowiązek uzyskania papieskiej zgody przed zezwoleniem na użycie Mszy Wszechczasów. Te niebywałe wymogi podważają tak bardzo zachwalaną «synodalność»; autorytet biskupów został ograniczony w zasadniczym obszarze ich munus jako Następców Apostołów” – napisał hierarcha.

„Antyliturgiczna obsesja, o której już wspomniałem, posuwa się do skrajnego bojkotu synodalności. Biskup, aby upoważnić księdza do odprawiania Mszału Jana XXIII – czyli Mszy Wszechczasów – musi prosić o pozwolenie Rzym. Taki jest wydźwięk ostatniego «Reskryptu»: to regularna papieska tyrania, która pozbawia następców Apostołów możliwości wypełniania ich posługi w tak fundamentalnej sprawie” .

Zwrócił następnie uwagę na problem jezuicki – oraz masoński.

„Towarzystwo Jezusowe zawsze było siłą na rzecz ponownego zakorzenienia Kościoła w społeczeństwie, spierając się z masonerią. Dzisiejszy Watykan jest jednak pełen masonów, a papież próbuje ich wykorzystać [?? md] . Dziwi mnie samozadowolenie papieża z dziesięciolecia rządów i fikcyjne przypisywanie sukcesów swoim współpracownikom; pokora była jednak chronicznym problemem Towarzystwa” – zauważył.

Następnie nawiązał do prób „poganizacji” liturgii.

„Prześladuje się tradycjonalistów, ale wyraża się zgodę na włączenie do Rytu Rzymskiego «rytów perkusyjnych i tanecznych» oraz przyjęcie obrzędów pogańskich, hinduskich czy buddyjskich, zgodnie z zasadami Nowego Porządku Świata […]. Za dopuszczalne uznaje się wprowadzanie do liturgii obrzędów plemiennych, związanych z kultem przodków. W ten sposób deformacja kultu Bożego graniczy z bałwochwalstwem” – stwierdził.

Następnie odwołał się do dokumentu z Abu Zhabi oraz innych inicjatyw watykańskich, które wskazują na indyferentyzm religijny.

Nie byłoby to możliwe, gdyby Watykan nie był już infiltrowany przez masonerię. Z tej perspektywy można zrozumieć włączenie pogańskich obrzędów do liturgii. Wyjaśnia to również prześladowanie tradycjonalistów, którzy przez swoją postawę utrudniają pełne wprowadzenie Kościoła do Nowego Porządku Świata; w ten sposób Kościół zmierza ku panowaniu Antychrysta. Konsekwencją tego jest zamieszanie wśród wiernych; jest to mysterium iniquitatis realizowane przez diabła” – podkreślił.

 Źródło: rorate-caeli.blogspot.com Pach

==============

======================================

mail:

=====================

Odpowiedź pseudopapieżowi na jego promowanie LGBTQ w światowych mediach.

Odpowiedź pseudopapieżowi na jego promowanie LGBTQ w światowych mediach.

[Dostałem ten tekst od „Biskupi-sekretarze Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu”. Wahałem się, czy umieszczać argumenty sedewakantystów. Zapytałem Biskupa, naprawdę katolika. Oto odpowiedź:

=============================

Ależ Profesorze!

ludzików bez wątpienia zgorszy. Ja bym tekst puścił, ale z zastrzeżeniem, objaśnieniem:

Ci konkretni sedewakantyści mają rację, ale w części, nie tak całkiem do końca:

Ich zdaniem: “Jedynym wyjściem dzisiaj dla katolickich biskupów, księży i wiernych jest radykalne oddzielenie się od struktury Bergoglia i stworzenie dla Chrystusowego Kościoła równoległej struktury z prawowiernym papieżem.”

Moim prywatnym zdaniem należałoby skupić się głównie na dwóch sprawach: uchronieniu wiary (a więc oddzieleniu się od sekty, która niszczy Kościół od środka) i “zakotwiczeniu się” w Chrystusie, oraz uratowaniu sakramentalnego kapłaństwa.

Zaczęto skromnie, od zmiany Mszy, która jednakże mimo to nadal pozostała Mszą (vide: cuda eucharystyczne).

Teraz nadchodzi kolejna zmiana, kiedy Msza może stać się już tylko mszą – pustym obrzędem. Co dalej? Dalej – jak domniemywam – przystąpi atak na kapłaństwo, i nie mam tu na myśli przede wszystkim tzw. „kapłaństwa kobiet”, czyli symulacji udzielania tego sakramentu osobom niezdolnym do jego przyjęcia, chociaż i to zapewne dziać się będzie, ale przede wszystkim na zmianie obrzędu udzielania sakry biskupiej, który aby był ważny musi zawierać trzy elementy: intencję, materię i formę, a musi być udzielany przez biskupa (biskupów) posiadających sukcesję apostolską. Jeśli choćby jednego z tych elementów zabraknie bądź zmieni się ich treść lub znaczenie, sakra nie będzie ważna (vide anglikanie). 

To jest najistotniejsze – bo jeśli nie będzie biskupów, nie będzie też możliwe udzielanie pozostałych sakramentów (z wyjątkiem chrztu i małżeństwa), bo “gdzie jest biskup, tam jest Kościół” (św. Ignacy Antiocheński), ale prócz biskupa musi być też lud wierny, bo Pan Jezus powiedział przecież: “Gdzie dwóch albo trzech gromadzi się w Moje imię, tam jestem pośród nich” (Mt 18,20).

Jeśli Pan Bóg dopuścił taki czas, że zabrakło prawowitego papieża, nie musi to oznaczać i bynajmniej nie oznacza, że Kościół upadł, bo Kościół nigdy nie upadnie, ale nie musi to być taki Kościół jaki wszyscy teraz znamy.

Pan Bóg ten problem może rozwiązać na dwa sposoby – albo sprawi, że stanie się (jakoś) możliwe ponowne pojawienie się katolickiego papieża, albo zakończy to wszystko powtórnym przyjściem Pana Jezusa, a więc i końcem obecnego porządku rzeczy.

Jakaś forma organizowania się wiernych Bogu bez wątpienia powinna zaistnieć, ale czy koniecznie pod zwierzchnictwem jakiegoś konkurencyjnego papieża? Wszak takich na świecie jest już wielu, ale czy rozwiązali problemy i bolączki jakie dotykają wiernych Panu Jezusowi i Jego nauce, Jego woli, Jego zaleceniom, prośbom? Bynajmniej!

Przyjmijmy raczej z pokorą to co Pan Bóg dopuszcza, nie tracąc ufności, że nie zostawi nas na pastwę złych mocy…

======================================

Więc umieszczam pogląd i argumenty TYCH sedewakantystów. Przypominam, że sedewakantyści są liczni – ale nie są zjednoczeni. [MD]:

==========================

Biskupi-sekretarze Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu 

———————————————————————

BKP: Odpowiedź pseudopapieżowi na jego promowanie LGBTQ w światowych mediach

Część 4:

Konwersja biskupów na osoby witające LGBTQ

wideohttp://vkpatriarhat.org/pl/?p=20262  https://pseudopapezi.wistia.com/medias/dfrbj3plxv

https://rumble.com/v29ccpmpseudopapieowi.html  cos.tv/videos/play/42401534560735232

ugetube.com/watch/eEobBYK48Nzk944  bitchute.com/video/m2rqF06cSenA/

Cytat z agencji prasowej AP: „(Franciszek) wezwał także biskupów katolickich… do powitania osób LGBTQ w Kościele”.

Franciszek absurdalnie zmusza biskupów do aprobacji drogi grzechu, a to jest zdrada Boga i Jego przykazań. Biskupi, którzy głoszą i bronią Bożych prawd i przykazań, rzekomo muszą przejść bergogliańską konwersją, o której również wspomniał. Gestem tej pseudokonwersji jest witanie nieskruszonych osób LGBTQ w Kościele. Święty apostoł Jan przed takim paradoksalnym powitaniem ostrzega: „Nie przyjmujcie ich do domu (Kościoła) ani nie pozdrawiajcie ich, albowiem kto pozdrawia takich, staje się współuczestnikiem ich złych czynów!” (por. 2J 10). 

Bergoglio swoim wezwaniem zmusza biskupów, aby już nie prowadzili grzeszników, w tym osób LGBTQ, do pokuty, a tym samym do zbawienia. To rozporządzenie i program Bergoglia jest zbrodnią nie tylko przeciwko Kościołowi, ale także przeciwko tym ludziom. Przede wszystkim jest to zbrodnia przeciwko Bogu, która w konsekwencji unieważnia Boże prawa i przykazania oraz rozróżnienie między dobrem a złem.

Cytat z agencji prasowej AP: (Franciszek) powiedział, że biskupi muszą przejść przez proces zmiany, aby następnie uznali godność każdej osoby”. 

Komentarz: Co kryje się za określeniem „godność” w ustach Bergoglio? Zasadniczo jest to pełna pychy  perwersja, odrzucenie Boga i samodegradacja człowieka.

Czym zatem jest bergogliański proces zmiany myślenia, czyli antymetanoia? Każdy biskup musi zdradzić Chrystusa i Jego Ewangelię i przyjąć sodomską antyewangelię, za którą na każdego spada Boża anatema, czyli wykluczenie z Chrystusowego Kościoła (por. Ga 1, 8-9).

Katolickich biskupów to absurdalne żądanie Bergoglia powinno już w końcu obudzić, aby radykalnie oddzielili się od niego jak to od nieważnego papieża. W obecnej sytuacji muszą też oddzielić się i od struktury, którą on okupuje. Bergoglio w tej strukturze dokonał nieodwracalnych zmian, tak że nawet w przyszłości nie może zostać wybrany prawowierny, a więc prawowity papież. De facto tym znosi instytucję papiestwa, którego podstawowym obowiązkiem jest ochrona nauczania wiary i moralności przed herezjami.

Jeśli katoliccy biskupi odłączą się od Bergoglio, i to tak szybko, jak to możliwe, nic tym nie stracą, tylko bergogliańskie kajdany. W tej sytuacji następnie powinni stworzyć równoległą strukturę, niezależną od heretyckiej i samobójczej. Tylko prawowierna struktura może chronić podstawy wiary i moralności, a tym samym godnie reprezentować Kościół Chrystusowy w przeciwieństwie do bergogliańskiej sekty.

Bergoglio wymaga, aby biskupi pod pojęciem godność aprobowali wszystkie perwersje seksualne, w tym perwersje „Q” związane z sadomasochizmem, nekrofilią lub seksualnymi morderczymi maniami. Jeśli biskupi nie aprobują perwersji LGBTQ, sekta Bergoglia usunie ich z urzędu. Dlatego konieczne jest jak najszybsze wyjście spod władzy tej sekty, dopóki jest jeszcze czas i możliwość.

Cytat Franciszka: „Ci biskupi muszą przejść przez proces konwersji (zmiany)”

Komentarz: Termin konwersja, przez którą rzekomo biskupi mają przejść, jest w rzeczywistości apostazją, zdradą Chrystusa i ostatecznie przejściem do szatańskiego antykościoła New Age. Bergoglio de facto tym swoim stwierdzeniem przed całym Kościołem katolickim ogłosił: Każdy biskup, który nie aprobuje samobójczej legalizacji LGBTQ w Kościele, nie może dłużej sprawować urzędu biskupiego.

Uczeń św. Jana Apostoła, św. Polikarp, spotkał w Rzymie heretyka Marciona. Zapytany, czy go rozpoznał, Polikarp odpowiedział: „Tak, rozpoznaję tego, który jest pierworodnym szatana”. Co powiedziałby św. Polikarp dzisiaj Franciszku Bergoglio? Z pewnością to samo, co powiedział  heretykowi Marcionowi.

Jedynym wyjściem dzisiaj dla katolickich biskupów, księży i wiernych jest radykalne oddzielenie się od struktury Bergoglia i stworzenie dla Chrystusowego Kościoła równoległej struktury z prawowiernym papieżem.

Część 4

vkpatriarhat.org/en/?p=22768  /english/

vkpatriarhat.org/it/?p=9580  /italiano/

vkpatriarhat.org/fr/?p=16203  /français/

vkpatriarhat.org/es/?p=12846  /español/

vkpatriarhat.org/de/antwort-4/  /deutsche/

Część 5

Kościół katolicki nie ma papieża. Jest stan sede vacante

Wszyscy katolicy, którzy uznają Pismo Święte, Tradycję, prawa Kościoła i opartą na nich naukę, dziś nie mają papieża. Jest stan sede vacante.

Franciszek w Kanadzie publicznie poświęcił się szatanowi i demonom. W ten sposób wykluczył się z Kościoła katolickiego. Ponadto zaprzecza podstawom wiary i moralności oraz buntuje się przeciwko Bogu. Zdradził Chrystusa jak Judasz i dlatego nie może być głową Kościoła Chrystusowego na ziemi. Co więcej, masowo promuje kościelną legalizację LGBTQ. Ten program sodomskiej antyewangelii, która rzuca przekleństwo (Ga 1:8-9), jest obecnie promowany przez tak zwaną kontynentalną fazę Synodu o synodalności. Ci, którzy uznają Franciszka Bergoglia za prawowitego papieża i podporządkowują się mu, w ten sposób wchodzą pod panowanie antychrysta. Boże przekleństwo, które jest na nim, rozprzestrzenia się z niezwykłą intensywnością poprzez nadużywanie urzędu papieskiego, który okupuje Bergoglio. Dlaczego biskupi, księża i zakonnicy to mu do dziś tolerują? Powodem jest fałszywy strach o swoje ego. Brakuje im jednak zbawiennej bojaźni o swoją duszę i bojaźni wiecznego potępienia. Fałszywy strach jest wynikiem tego, że nie miłują i nie bronią prawdy, która mogłaby ich zbawić (por. 2 Tes 2:10). Co mają robić? Pokutować! Szczerze szukać prawdy, przeciwstawić się kłamstwu i oddzielić od kościelnego kłamcy i oszusta Bergoglia. Prawda jest taka, że Kościół katolicki nie ma dziś papieża, więc jest stan sede vacante.

Wywiad Bergoglia dla agencji AP odbył się podczas tzw. fazy kontynentalnej Synodu o Synodalności. Na przykład w Pradze to spotkanie dla kontynentu europejskiego zaplanowano na 5-12 lutego. W Stanach Zjednoczonych i Kanadzie odbywały się wyłącznie online. Ameryka Południowa i inne kontynenty wciąż czekają. Ta tragikomedia prowadzi do akceptacji dyktatury LGBTQ w Kościele i pogańskiej duchowości, za którą, jak pokazał Bergoglio w Kanadzie, już kryje się poświęcenie demonom. W wywiadzie dla AP 24 stycznia 2023 r. Bergoglio ujawnił istotę tzw. transformacji Kościoła. Właśnie kościelna legalizacja LGBTQ i wyświęcanie feministek na wzór amazońskich czarownic na diakonisy i kapłanki ma służyć przekształceniu Kościoła w satanistyczny antykościół New Age.

Trzeba jednak wiedzieć, że po tej transformacji to już nie będą kapłani i biskupi Chrystusa, ale kapłani antychrysta, które będą czcić i składać ofiary nie Bogu, ale szatanowi i jego demonom. Dlatego Bergoglio też planuje włączenie do liturgii pogańskie rytuały, oddające cześć demonom, o czym otwarcie wspomniał w dokumentach Synodu o Amazonii. Więc jest to powrót do pogaństwa. Aby nie było wątpliwości, Bergoglio uczestniczył wraz z amazońskimi czarodziejami i czarownicami w pogańskiej ceremonii w Ogrodach Watykańskich. Tutaj nawet symbolicznie zasadził z nimi święte drzewo i posypał ziemię przyniesioną z pogańskich ołtarzy, na których składano ofiary z ludzi. W rzeczywistości ofiary z ludzi są składane Pachamamie do dziś, zwłaszcza podczas budowy dużych wielopiętrowych budynków, o czym świadczą współczesne wideo z Boliwii. W końcu Bergoglio wprowadził demona Pachamamę oraz czarowników i czarownic do katedry św. Piotra. Główna świątynia Kościoła katolickiego była zbezczeszczona intronizacją tego pogańskiego demona. Ale nie tylko to, sekta Bergoglio przez intronizację przekazała temu demonowi władzę nad całym Kościołem katolickim! Dlatego dzisiaj należy dokonać prawdziwej pokuty. To polega na oddzieleniu się od bergogliańskiej kościelnej struktury, która dziś służy już szatanowi i demonom. Bergoglio wypędził Ducha Świętego z Kościoła. Drogę prawdy zastąpił herezjami i bałwochwalstwem, a teraz Boże prawa już bezczelnie zastępuje prawami LGBTQ.

Co do publicznego poświęcenia tak zwanego „naszego Ojca Świętego Franciszka” demonom pod przywództwem szatanowego antykapłana – szamana – to jest wielka prowokacja. Niestety, większość katolików w ogóle tego nie dostrzega. Ale Bergoglio wymaga i będzie wymagał, aby ci, których trzyma w apostatycznej strukturze, podążali za nim. Będzie to kolejny etap jego Drogi synodalnej. Co za głupota w tej sytuacji każdego dnia w świętej liturgii nazywać tego poświęconego sługę szatana „naszym Ojcem Świętym” i wyznawać z nim jedność! To bluźnierstwo przeciwko Bogu! Ale wielu katolików, którzy nie dostrzegają rzeczywistości, kiedy jest im pokazywana, nie chcą jej widzieć ani słyszeć. Boże, dokąd przyszliśmy i dokąd zmierzamy z Synodem Bergoglio o synodalności?!

Drodzy biskupi, podejmijcie radykalny krok. Oddzielcie się, póki jeszcze jest to możliwe, aby ocalić całą swoją diecezję, lub przynajmniej większą jej część. Jutro już może być za późno. Jeśli zmarnujecie czas i nie wyjdziecie z bergogliańskiego Babilonu, zablokujecie duszom zbawienie i sami zostaniecie zniszczony bergogliańską sektą. Również zdajcie sobie sprawę, że w bergogliańskiej strukturze na nowych biskupów mogą zostać wybrane tylko osoby LGBTQ lub osoby, które straciły sumienie i zdradziły Chrystusa. Dlatego, póki jest jeszcze czas, wyjdźcie z Babilonu! Rzeczywistość jest taka, że Kościół katolicki nie ma dzisiaj papieża, jest stan sede vacante. Wszyscy prawowierni biskupi, księża i wierzący są dziś sedewakantystami!

Bizantyjski Katolicki Patriarchat (BKP) – głos wołającego na pustyni

27.01.2023

Część 5

vkpatriarhat.org/en/?p=22801  /english/

vkpatriarhat.org/it/?p=9604  /italiano/

vkpatriarhat.org/fr/?p=16220  /français/

vkpatriarhat.org/es/?p=12848  /español/

vkpatriarhat.org/de/antwort-5/  /deutsche/

Kryzys w Kościele: Żadna władza, nawet najwyższa hierarchia, nie może nas zmusić do porzucenia lub umniejszenia naszej katolickiej wiary.

Kryzys w Kościele: Żadna władza, nawet najwyższa hierarchia, nie może nas zmusić do porzucenia lub umniejszenia naszej katolickiej wiary.

Żadna władza

remnant

“Całym sercem i całą duszą należymy do katolickiego Rzymu, stróża wiary katolickiej oraz tradycji niezbędnych do jej zachowania, do wiecznego Rzymu, nauczyciela mądrości i prawdy. Odrzucamy natomiast i zawsze odrzucaliśmy pójście za Rzymem o tendencji neo-modernistycznej i neo-protestanckiej, która wyraźnie zaznaczyła się podczas Soboru Watykańskiego II, a po soborze we wszystkich z niego wynikających reformach.”Deklaracja Abpa Marcelego Lefebvre z 21 listopada 1974 roku

Prawie pięćdziesiąt lat po napisaniu tych słów, jednym z bardziej uderzających aspektów słynnej Deklaracji Arcybiskupa Marcela Lefebvre z 1974 roku jest to, co powiedział później. Stwierdził, iż sporządził ją “w duchu niewątpliwie nadmiernego oburzenia”. Był oburzony tym, że dwóch wizytatorów wyznaczonych przez Komisję Kardynałów do przeprowadzenia wizytacji apostolskiej w seminarium w Ecône, zgorszyło jego seminarzystów swoimi heretyckimi poglądami.

Michael Davies opisał powody zgorszenia w swojej Apologii Marcela Lefebvre:”[Ci] dwaj Wizytatorzy uważali za normalne i wręcz nieuniknione, że duchowieństwo powinno być żonate; nie wierzyli, że istnieje niezmienna Prawda; mieli też wątpliwości dotyczące tradycyjnej koncepcji Zmartwychwstania Naszego Pana”.Z perspektywy czasu wydaje się, że Arcybiskup miał wszelkie powody do oburzenia, które tak wymownie wyraził w deklaracji z 1974 roku.Dr David Allen White opisał niekorzystne skutki Deklaracji z 1974 roku w swoim The Horn of the Unicorn: A Mosaic of the Life of Archbishop Marcel Lefebvre:( Róg jednorożca. Mozaika życia Arcybiskupa Marcelego Lefebvre)”Deklaracja została napisana, aby uspokoić seminarzystów i upewnić ich o kierunku rozwoju seminarium. Nie miała być atakiem na Rzym, ani nie miała być publicznym oświadczeniem.  Jak na ironię, raport wizytatorów kanonicznych był pozytywny, a zatem nie był przydatny dla wrogów Ecône ( ich raport nigdy nie był wykorzystany przez Rzym). Deklaracja jednak posłużyła za doskonały pretekst do ataku. Arcybiskup Lefebvre wręczył swoim przeciwnikom młot, a oni mieli go chwycić i nim uderzyć.” (p. 182)

Mając tę broń w ręku, wrogowie Arcybiskupa Lefebvre, w tym Paweł VI, podjęli nieprzepisową kanonicznie i nieuczciwą akcję prześladowania Arcybiskupa, która ostatecznie doprowadziła do jego “suspensy a divinis” 22 lipca 1976 roku:”Kongregacja Biskupów wydała cenzurę: Arcybiskup Lefebvre został “suspendowany a divinis” (tzn. zakazano mu udzielania sakramentów). Jednak 1) akt, podpisany przez sekretarza, był kanonicznie nieważny; 2) Arcybiskup złożył apelację “in forma surpensiva”, co oznaczało, że akt został zawieszony do czasu wydania decyzji prawnej. Ta nigdy nie nastąpiła”Rok później, jego kazanie w czasie święceń kapłańskich w Ecône,  odzwierciedlało  oburzenie człowieka, który w pełni zdawał sobie sprawę, że ma do czynienia z siłami, które próbują zniszczyć Kościół, który kochał, i wysłać niezliczone dusze do piekła:

“Chcę być i pozostać katolikiem. Dlaczego więc wymaga się ode mnie, abym wygasił nasze seminarium? Dlaczego wymaga się ode mnie, abym wygasił nasze Bractwo Kapłańskie  Świętego Piusa X? Dlaczego wymaga się ode mnie, abym nie dokonywał tych święceń ? Jest tylko jeden powód: aby dostosować mnie do ich polityki. Chcą, abym przyłożył rękę do  zniszczenia Kościoła, abym przyłączył się do tej komunii, która dla Kościoła jest cudzołóstwem. Nie będę cudzołożnikiem. Zachowam moją katolicką wiarę! Dlatego odmawiam. Odmawiam współpracy w niszczeniu Kościoła. Odmawiam współpracy w utracie wiary, w powszechnej apostazji”.To kazanie z 1977 roku jest warte przeczytania w całości, ale na okoliczność Wielkiego Postu 2023 roku, na naszą szczególną uwagę zasługuje kazanie Arcybiskupa Lefebvre wygłoszone kilka miesięcy później w Poitiers.

W tym kazaniu, z okazji prymicji nowego księdza, Arcybiskup dał nam świętą mądrość, której tak bardzo potrzebujemy dzisiaj, gdy wielu katolików zadaje pytania dotyczące posłuszeństwa wobec bezbożnej tyranii pochodzącej z Rzymu:- Wierność Chrystusowi i Tradycji jest znakiem prawdziwego posłuszeństwa. “Obecnie nie można powiedzieć, że jest się posłusznym władzy, nie będąc jednocześnie posłusznym całej Tradycji. Właśnie podążanie za Tradycją jest znakiem naszego posłuszeństwa. Jesus Christus heri, hodie et in saecula – ‘Jezus Chrystus wczoraj, dziś i na wieki’.”-

To ci, którzy nas oskarżają, są prawdziwie nieposłuszni. “Myślę, że ci, którzy nas oskarżają,  wybrali drogę pozornego posłuszeństwa, która w rzeczywistości jest nieposłuszeństwem. Ci, którzy idą nową drogą, którzy idą za nowościami, którzy przywiązują się do nowych zasad przeciwnych tym, których uczy nas Tradycja, wszyscy papieże i wszystkie sobory, to oni  właśnie wybrali drogę nieposłuszeństwa.”- “Wystarczy przeczytać przemówienia, które są wygłaszane w naszych czasach, aby uświadomić sobie, że ci, którzy oskarżają nas o nieposłuszeństwo, to właśnie ci, którzy nie podążają za papieżami, którzy nie podążają za soborami, i to oni w rzeczywistości są nieposłuszni”.– Święty Pius V jasno stwierdził, że żadna władza nie może prawomocnie zakazać odprawiania Mszy trydenckiej.

“Papież Św. Pius V ogłosił w sposób uroczysty i ostateczny, że bez względu na to, co wydarzy się w przyszłości, nikt nigdy nie może zabronić kapłanowi odprawiania Ofiary Mszy Świętej; i że wszystkie ekskomuniki, wszystkie suspensy, wszystkie kary, które kapłan mógłby ponieść z powodu odprawiania tej Świętej Ofiary, będą całkowicie nieważne, in futuro, in perpetuum”.- Możemy więc działać z czystym sumieniem. ” Mamy w związku z tym czyste sumienie, cokolwiek miałoby się nam przydarzyć. Jeśli jesteśmy tylko pozornie nieposłuszni, to tak naprawdę jesteśmy posłuszni. Taka jest nasza sytuacja. I słuszne jest, abyśmy o tym mówili, abyśmy to wyjaśniali, ponieważ to my trwamy w Kościele. Naprawdę nieposłuszni są ci, którzy psują Ofiarę Mszy Świętej, Sakramenty i nasze modlitwy, ci, którzy stawiają Prawa Człowieka w miejsce Dziesięciu Przykazań, ci, którzy zmieniają Credo.”– Ich ataki na nas pogrążają ich samych.

“Jest całkiem oczywiste, że nadal jesteśmy w komunii z Kościołem. W ich postawie jest sprzeczność, która ich pogrąża. Oni doskonale wiedzą, że mamy rację, ponieważ nie możemy być poza prawdą, kiedy po prostu kontynuujemy to, co czyniono przez dwa tysiące lat, wierząc w to, w co wierzono przez dwa tysiące lat. To niemożliwe.”- Nasze zbawienie zależy od przestrzegania tradycji. “Jeszcze raz musimy powtórzyć to zdanie i nadal je powtarzać: Jesus Christus heri, hodie et in saecula. Jeśli jestem z Jezusem Chrystusem dnia wczorajszego, to jestem z Jezusem Chrystusem dnia dzisiejszego i dnia  jutrzejszego. Nie mogę być z Jezusem Chrystusem dnia wczorajszego, nie będąc z Jezusem Chrystusem dnia jutrzejszego. Jest tak dlatego, że nasza wiara jest wiarą przeszłości i przyszłości. Jeśli nie jesteśmy związani z wiarą przeszłości, nie jesteśmy też związani z wiarą teraźniejszości, ani przyszłości. To jest to, w co musimy zawsze wierzyć. To jest to, czego musimy się trzymać za wszelką cenę – od tego zależy nasze zbawienie.”

Poprzez dekady, które upłynęły od tego kazania, ci, którzy podążają za Tradycją, nie zmienili się – nadal wierzą i praktykują to, w co wierzyli i praktykowali wszyscy święci. Nasz Pan powiedział nam, abyśmy sądzili po owocach, i widzimy, że owoce przestrzegania Tradycji wyróżniają się swoją prawdą, dobrem i pięknem w świecie ohydnych kłamstw.A co z tymi, którzy są “posłuszni” niszczycielom Kościoła? Tak gwałtownie oddalają się od tego, czego Kościół zawsze nauczał,  że żaden rozsądny człowiek nie może ich uznać za katolików. Stali się potworami, traktując najbardziej perwersyjne i bezbożne obrzydliwości jako zgodne z “katolicyzmem”, jednocześnie potępiając tylko jedną rzecz: To, w co nakazali nam wierzyć święci i papieże przed Janem XXIII.

W kazaniu wygłoszonym w 1977 r. w Poitiers, Abp. Lefebvre powiedział, że kryzys w Kościele jest niezgłębioną tajemnicą:“Powtarzam: Iesus Christus heri, hodie et in saecula. I jeśli dzisiaj, przez tajemnicę Opatrzności, tajemnicę, która dla nas jest niezgłębiona, niepojęta, jesteśmy w pozornym nieposłuszeństwie, to w rzeczywistości nie jesteśmy nieposłuszni, ale posłuszni.”

Ten kryzys jest dziś jeszcze większą tajemnicą dzięki Franciszkowi i jego Synodowi o Synodalności, ale kierunek obrany przez wiernych katolików nie jest już obarczony wątpliwościami: Musimy pozostać przy Chrystusie, więc musimy pozostać przy tym, czego zawsze nauczał Jego Kościół i odmówić współpracy przy jego niszczeniu.

Jak napisał Arcybiskup Lefebvre w swojej Deklaracji z 1974 roku: żadna władza na ziemi nie ma mocy, by zmusić nas do porzucenia naszej katolickiej Wiary:“Żadna władza, nawet najwyższa hierarchia, nie może nas zmusić do porzucenia lub umniejszenia naszej katolickiej wiary, tak jasno wyrażonej i wyznawanej przez Magisterium Kościoła od dziewiętnastu wieków”.

Tak długo, jak pozostajemy wierni Chrystusowi i Tradycji, możemy być pewni, że jesteśmy naprawdę posłuszni, bez względu na to, co mówi Franciszek i burzyciele Kościoła. Co więcej, jeśli kiedykolwiek stwierdzimy, że Franciszek i jego koledzy niszczyciele zaaprobują to, co robimy, możemy być absolutnie pewni, że jesteśmy naprawdę nieposłuszni Chrystusowi i Jego Kościołowi.

Niepokalane Serce Maryi, módl się za nami!

Robert Morrison

tłum. Sławomir Soja

================================

mail:

Historia Kościoła a samobójczy synod Bergoglia na temat synodalności

BKP: Historia Kościoła a samobójczy synod Bergoglia na temat synodalności

wideohttps://vkpatriarhat.org/pl/?p=20280  https://synoda.wistia.com/medias/dji2gfk50x

https://rumble.com/v29rucw-samobjczy-synod.html  https://cos.tv/videos/play/42473890934984704

ugetube.com/watch/RpAVRvee6DAgsJ8  bitchute.com/video/ZwE1BWt9G15t/

W Pradze w dniach 5-12 lutego 2023 r. ma odbyć się Zgromadzenie Kontynentalne Synodu o synodalności, w którym mają uczestniczyć przewodniczący konferencji episkopatów Europy. W przyszłym miesiącu ma się odbyć podobny satanizujący sabat w Ameryce Południowej, Afryce i Australii. To jest wbijanie gwoździ w trumnę Kościoła katolickiego i jednocześnie kopanie mu grobu. W rzeczywistości jest to przygotowanie do kościelnej legalizacji sodomii i wszelkich perwersji związanych z nieczystymi demonami pod pojęciem LGBTQ.

Bizantyjski Katolicki Patriarchat (BKP) – głos wołającego na pustyni – w tych dniach wezwał do odwołania Praskiego sabatu i oddzielenia czeskich biskupów od nieważnego papieża Bergoglia. Dla wyjaśnienia obecnego katastrofalnego stanu Kościoła posłuży również spojrzenie na historię. Przyjrzyjmy się najpierw okresowi wczesnego chrześcijaństwa.

==============================

Już w I wieku rozpętał krwawe prześladowania chrześcijan cesarz Neron. Skończyło się dopiero w 313 r. Jednak od razu pojawiła się herezja arianizmu, kwestionująca podstawę chrześcijaństwa – boskość Chrystusa. Ta herezja jest niemal identyczna ze współczesną historyczno-krytyczną teologią – metodą. Ona fałszywie dzieli Jezusa Chrystusa jedynego prawdziwego Boga na Chrystusa historycznego i Chrystusa wiary, a także kwestionuje Jego boskość.

Arianizm nie spowodował zewnętrznej schizmy – oddzielenia – ale jego wyznawcy, heretyccy biskupi i patriarchowie, nawet z pomocą niektórych cesarzy, próbowali tą herezją zatruć całe chrześcijaństwo. Podobnie dzisiaj czyni heretycki modernizm. Papież Jan XXIII wykorzystał do promowania tego heretyckiego ducha II Sobór Watykański. Teraz ten duch herezji osiąga kulminację przez nieważnego papieża Franciszka i prowadzi do samozniszczenia Chrystusowego Kościoła.

Arianizm stworzył przestrzeń dla herezji monofizytyzmu, który również kwestionował, podobnie jak arianizm i współczesny neomodernizm, boskość Chrystusa. Modernizm ze swoją historyczno-krytyczną metodą przygotował Franciszkowi Bergoglio drogę do zniesienia Bożych przykazań i zalegalizowania LGBTQ, a także do transformacji Kościoła. Celem jest przekształcenie Kościoła katolickiego w antykościół New Age. Ten ma w programie,na wzór gestu Franciszka w Kanadzie, czcić już nie Boga, ale demony.

W VI wieku Egipt przyjął herezję monofizytyzmu i odłączył się od katolickiej prawowierności. Podobnie monofizytyzm przyjęła Syria, Etiopia i Armenia. W 1054 roku nastąpiła schizma wschodnia. Kościół katolicki podzielił się na zachodni katolicki i wschodni prawosławny. W XVI wieku nastąpiła zachodnia schizma, czyli podział na katolików i protestantów. Jaki był korzeń tego podziału? 

Przed soborem w Pizie, który odbył się w 1409 r., istniało podwójne papiestwo. Był to Grzegorz XII (1406-1415), rezydujący w Rzymie, oraz Benedykt XIII (1394-1423), rezydujący w Awinionie. Sobór zdetronizował obu papieży jako znanych schizmatyków, heretyków i krzywoprzysięzców i wybrał Aleksandra V. Jednak żaden z papieży nie zrezygnował, tworząc w ten sposób potrójne papiestwo.

W 1410 roku Aleksander zmarł, a jego następcą został Jan XXIII. On w 1414 zwołał Sobór powszechny w Konstancji. 6 kwietnia ogłoszono heretycki dekret „Haec sancta synodus”, stawiający Sobór ponad papieżem. Cytuję: „Każdy musi się podporządkować Soborowi i być mu posłuszny, niezależnie od jego godności, w tym papieskiej”. 29 maja ten sobór zdetronizował papieża Jana XXIII, który został później uwięziony i po czterech latach więzienia zmarł. Następnie, zamiast trzech papieży, w listopadzie 1417 roku wybrano czwartego – Marcina V. 

W 1415 r. na podstawie fałszywych zeznań Sobór dopuścił się sądowego przestępstwa. Skazał kaznodzieję pokuty mistrza Jana Husa na śmierć przez spalenie jako heretyka.

Sto lat po zakończeniu soboru wystąpił Marcin Luther (rok 1521). Sobór odrzucił wymaganą i konieczną reformę, a czeskiego kaznodzieję pokuty spalił. Tak więc zamiast reformy nastąpiła reformacja. Jeden z historyków pisze:

 „Kościół w tamtym czasie nie był w stanie sam się zreformować i w końcu utorował drogę reformacji w Niemczech. Spowodowało to najgłębszy podział, znany w historii chrześcijaństwa”.

Możemy powiedzieć, że II Watykański Sobór przygotował grunt nie tylko pod dalszą reformację, ale bezpośrednio pod samobójczą transformację w satanistyczny antykościół New Age.

Coś takiego nie miało w historii Kościoła miejsca.

Gdyby zamiast spalenia czeskiego kaznodziei pokuty, dążącego do reformy kapłańskiego życia, nastąpiła reforma kapłaństwa, nie musiałby być przez Luthra zniesiony sakrament kapłaństwa i świętej liturgii. Nie musiało dojść do tragicznego podziału zachodniego chrześcijaństwa. Prawdziwym powodem było to, że prałaci nie chcieli słyszeć proroczego głosu wzywającego do prawdziwej pokuty i prawdziwej reformy, czyli odrodzenia Kościoła.

Musiała nadejść reformacja Luthra i odłączenie się od Kościoła katolickiego, aby Kościół katolicki w końcu ocknął się tym wstrząśnięciem i dał miejsce do duchowego odrodzenia, o które apelował czeski kaznodzieja pokuty Jan Hus. Zaczęły powstawać odrodzeniowe ruchy, kongregacje, zakony, które po raz kolejny wlewały krew w żyły Mistycznego Ciała Chrystusa.

Jeśli porównamy niemoralne życie wyższego duchowieństwa w XV i XVI wieku ze współczesną sektą bergogliańską, jest w tym wiele wspólnego. Bergoglio jednak swoją hiperaktywną promocją niemoralności i konkretnymi krokami w celu likwidacji praw Bożych oraz legalizacji grzechu i perwersji LGBTQ prześcignął wszystkich. Nawet poświęcił się diabłu pod przewodnictwem szamana w Kanadzie.

Historia Kościoła świadczy o nieustannej walce toczącej się nie tylko w Kościele, ale także w duszy każdego członka Mistycznego Ciała Chrystusa. Jest to walka ze źródłem zła, jakim jest pierworodny grzech. Jego otoczką jest ludzkie ego. Ono nie akceptuje obiektywnej prawdy i sprzeciwia się Bożym przykazaniom. Dlatego musimy szukać prawdy, walczyć o nią i uczyć się prawdziwego samokrytycyzmu. Tego nauczymy się pod krzyżem Chrystusa. Tam jest światło, prawda i zbawienie. Tutaj zaczyna się prawdziwa reforma, która czeka nas w XXI wieku. W końcu chodzi o wieczne zbawienie lub potępienie każdego z nas! Konieczne jest oddzielić się od samobójczej drogi synodalnej i od jej twórcy, arcyheretyka Franciszka Bergoglia, który nie jest papieżem!

 Bizantyjski Katolicki Patriarchat (BKP) – głos wołającego na pustyni

3. 02. 2023

Historia Kościoła i samobójczy synod Bergoglia na temat synodalności

vkpatriarhat.org/en/?p=22753  /english/

vkpatriarhat.org/it/?p=9569  /italiano/

vkpatriarhat.org/fr/?p=16177  /français/

vkpatriarhat.org/es/?p=12826  /español/

 ———————————————————–

BKP: Odpowiedź pseudopapieżowi na jego promowanie LGBTQ w światowych mediach 

Część 3. 

Jak to jest z Bożą miłością do osób LGBTQ

Cytat z agencji prasowej AP „(Franciszek) powiedział, że Bóg miłuje wszystkie swoje dzieci takimi, jakie są”.

Komentarz: Franciszek Bergoglio stwarza fałszywe wrażenie, że wszyscy ludzie są dziećmi Bożymi i że Bóg miłuje nawet zło i grzech, które popełniają. Ale prawda jest taka, że Bóg nienawidzi grzechu i sprawiedliwie go karze, czy to na ziemi, czy w wieczności. Z drugiej strony miłuje skruszonego grzesznika i przebacza mu grzechy przez przelaną krew Swego Syna Jezusa Chrystusa.

Boże miłujesz wszystko, co stworzyłeś” (por. Mdr 11:24). „A Bóg widział, że wszystko było dobre” (Rdz 1).

Zło nie pochodzi od Boga, ale od ducha kłamstwa i śmierci – diabła. Bóg stworzył wszystko z miłości, nawet aniołów. On dał im wolność, ale nie było Jego wolą, aby wielu z nich jej nadużywało. W ten sposób dobrzy aniołowie na ich wieczną szkodę stali się złymi duchami.

Tu stajemy przed najbardziej dramatycznym pytaniem, które zasadniczo dotyczy każdego człowieka. Ty też możesz nadużywać swojej wolnej woli i uparcie trwać na ścieżce kłamstwa i zła. Kiedy umrzesz w tym stanie, zostaniesz na zawsze oddzielony od Boga, źródła miłości i wiecznego szczęścia. Tak, ty też możesz skończyć w piekle jak pełni pychy aniołowie, mimo że Bóg cię miłuje. Jeśli nie chcesz oddzielić się od kłamstwa i zła i zejść z ścieżki buntu przeciwko Bogu i niemoralności LGBTQ, to tak naprawdę nie miłujesz siebie.

Bergoglio, fałszywy prorok, swoją sodomiczną, kowidową, ekologiczną i innymi antyewangeliami ciągnie masy do piekła. Ale obowiązkiem każdego prawowiernego papieża jest ostrzeganie ludzi przed wiecznym potępieniem.

Pierwsi ludzie zostali zwiedzeni przez ducha kłamstwa i śmierci do grzechu. Odrzucili przykazania Boże, Bogu już nie wierzyli i uwierzyli w kłamstwo, które diabeł przedstawił im jako ich dobro. W ten sposób weszło w ludzką naturę duchowe nasienie diabła, grzech pierworodny. Dlatego, żeby ocalić naszą nieśmiertelną duszę od korzenia zła, jakie jest w nas, musimy nazwać to zło po imieniu i przeciwstawić się mu. Wyraża to żądanie Chrystusa: „Zaprzyj się samego siebie”. Prawdziwe samopoznanie i samokrytyka jest częścią zbawczej pokuty, czyli zbawienia duszy.

Jezus na krzyżu przelał za nas Swoją krew na odpuszczenie grzechów. Ale Swego Syna otrzymuje tylko ten, kto pozwoli Synowi Bożemu, Zbawicielowi, aby Jego krew oczyściła duszę z grzechów. Warunkiem jest, aby penitent wyznał swój grzech i oddał go z wiarą pod krzyż Chrystusa. Boża miłość objawiła się w tym, że Bóg nie tylko nas stworzył i dał nam istnienie, ale za nasze grzechy dał na śmierć Swego jedynego Syna. Syn Boży na krzyżu zapłacił swoją śmiercią, abyśmy mieli życie wieczne. To życie jest w miłości i jedności z Bogiem i Bożymi aniołami oraz ze wszystkimi świętymi i sprawiedliwymi.

Bergoglio celowo swoim twierdzeniem tworzy fałszywe wrażenie. W rezultacie z tego wynika, że Bóg już nie wzywa do pokuty, ale chce, aby człowiek został zniewolony grzechem, aby ostatecznie w grzechu umarł i wraz z grzechem, oddzielającym go od Boga, został na wieki potępiony. To, co przedstawia Bergoglio, nie jest Boża miłość. Jest to nienawiść węża, który zwodzi dusze, aby zniszczyć je w nieskruszoności. Bergoglio legalizuje szeroką ścieżkę grzechu, zaślepia oczy i przytępia sumienie. On dobrze wie, gdzie kończy się jego tzw. Droga synodalna z legalizacją LGBTQ.

Pseudopapież odwodzi dusze od Chrystusowej wąskiej drogi zbawienia, połączonej z Bożymi przykazaniami. Celowo ukrywa podstawową prawdę, że każdy człowiek w godzinie swojej śmierci stanie przed sądem Bożym i zda sprawę ze swojego życia. Wtedy będzie albo wiecznie zbawiony, albo wiecznie potępiony.

Bergoglio używał terminu „dzieci Boże”. Kto jest dzieckiem Bożym? Ten, który przyjął Jezusa Chrystusa (J 1:12). Ten, kto ma Jego Ducha, ponieważ „kto nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy” (Rz 8:9). Jezus powiedział: „Ten Mnie miłuje, kto przestrzega Moich przykazań” (J 14:23-24) Tym, którzy odrzucają przykazania Boże, Jezus mówi: „Nigdy was nie znałem. Odejdźcie ode Mnie wy, którzy dopuszczacie się nieprawości!” (Mt 7:23) „…w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom!” (Mt 25:41).

Bergoglio oszukuje zatwardziałych grzeszników, aby utrzymać ich na ścieżce anty-pokuty, i dlatego twierdzi, że Bóg miłuje wszystkie Boże dzieci takimi, jakimi są. W ten podstępny i diaboliczny sposób eliminuje podstawowy warunek naszego zbawienia, jakim jest pokuta. Ale Jezus jasno i wyraźnie ostrzega: „Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy zginiecie” (Łk 13:3).

 Bizantyjski Katolicki Patriarchat (BKP) – głos wołającego na pustyni 

27.01.2023

Odpowiedź pseudopapieżowi na jego promowanie LGBTQ w światowych mediach. Część 3.

vkpatriarhat.org/en/?p=22734  /english/

vkpatriarhat.org/it/?p=9541  /italiano/

vkpatriarhat.org/fr/?p=16143  /français/

vkpatriarhat.org/es/?p=12833  /español/

vkpatriarhat.org/de/antwort-3/  /deutsche/

Poza Kościołem nie ma zbawienia. Dogmat w świetle orzeczeń Stolicy Apostolskiej.

Poza Kościołem nie ma zbawienia. Dogmat w świetle orzeczeń Stolicy Apostolskiej.

  • Autor: Joseph Clifford Fenton [(1958)]. Ksiądz amerykański.

poza-kosciolem-nie-ma-zbawienia to-dogmat

———————————

Autor tej pracy jest przekonany, że publikacja jej usprawiedliwiona jest z trzech powodów:

1. Książka niniejsza przytacza — i to obszernie — wypowiedzi i definicje Stolicy Apostolskiej oraz soborów powszechnych na temat konieczności Kościoła do osiągnięcia zbawienia. Analizuje te deklaracje i przedstawia w sposób wyraźny doktryny w nich zawarte oraz wynikające z nich wnioski. Analizuje też sam dogmat — tak jak został on wyrażony i wyjaśniony przez Magisterium Kościoła — w świetle tego, co źródła Objawienia mają do powiedzenia o naturze Kościoła oraz o procesie zbawienia i uświęcenia. Jest więc w stanie wykazać że to, czego Kościół zawsze nauczał i co definiował w tej kwestii, pokrywa się dokładnie z tym, co Objawienie — to jest Pismo Święte i Tradycja — mówi o zbawieniu i nadprzyrodzonym Królestwie Bożym. Każdy, kto ma ogólne choćby pojęcie o tym, co napisano o owym dogmacie w niezwykle licznych publikacjach religijnych, jakie pojawiły się w naszych czasach, świadomy jest również faktu, że — w przytłaczającej większości przypadków — publikacje te ograniczają się niemal wyłącznie do dowodzenia i wyjaśniania, iż dogmat ten nie oznacza bynajmniej, że zbawieni mogą być wyłącznie formalni członkowie Kościoła katolickiego. Jest to oczywiście prawdą. Magisterium Kościoła, nauczając i broniąc tego dogmatu, podkreśla, że poza Kościołem katolickim nie można dostąpić zbawienia, a równocześnie — że ci, którzy umierają, nie zostawszy formalnie członkami Kościoła katolickiego, mogą osiągnąć wizję uszczęśliwiającą. Gdybyśmy jednak, ze wszystkich praktycznych powodów, ograniczyli nasze wyjaśnienie dogmatu do zapewnienia, że nie oznacza on, iż każdy kto umiera, nie będąc formalnym członkiem Kościoła katolickiego, musi być skazany na wieczne potępienie — jak to wydaje się czynić wielu współczesnych autorów zajmujących się tą kwestią — utracilibyśmy z oczu tajemnice miłosierdzia Bożego w porządku nadprzyrodzonym. Albowiem — o czym nie wolno nam nigdy zapominać — prawdy objawione o konieczności Kościoła katolickiego do osiągnięcia zbawienia wiecznego należą do porządku wielkich tajemnic nadprzyrodzonych. Należą do objawionej przez Boga doktryny o łasce, o procesie zbawienia, dziele Odkupienia oraz Trójcy Przenajświętszej. Dzięki wykazaniu, że nauczanie Magisterium zawarte jest w źródłach Objawienia w tym samym sensie, w jakim zostało ono zdefiniowane przez Kościół, będziemy w stanie uznać ten dogmat Kościoła za właściwy i autorytatywny wyraz objawionej tajemnicy.

2. Podczas pontyfikatu papieża Piusa XII o znaczeniu dogmatu, wedle którego poza Kościołem katolickim nie ma zbawienia, mówiły trzy autorytatywne dokumenty ogłoszone przez Stolicę Apostolską. Dwoma z nich są encykliki: “Mystici Corporis Christi” z 29 czerwca 1943 roku oraz “Humani generis” z 12 sierpnia 1950 roku.

Trzecim jest list Świętego Oficjum “Suprema haec sacra” skierowany 8 sierpnia 1949 roku z polecenia Ojca Świętego do Najczcigodniejszego Arcybiskupa Bostonu. Część doktrynalna tego ostatniego dokumentu poświęcona jest w całości wyjaśnieniu wspomnianego dogmatu. Jest to najbardziej precyzyjna wypowiedź na temat tej doktryny, jaka kiedykolwiek pojawiła się w autorytatywnym dokumencie Magisterium Kościoła.

Wydaje się, iż istnieje pilna potrzeba publikacji, która przedstawiałaby i analizowała nauczanie zawarte w owych trzech ostatnich dokumentach Stolicy Apostolskiej. Tak więc, wobec braku jakiejkolwiek innej pozycji w języku angielskim poświęconej wyłącznie wyjaśnieniu tego elementu doktryny katolickiej, a powstałej po ogłoszeniu owych trzech dokumentów, mamy nadzieję, iż niniejsza praca w jakimś przynajmniej stopniu lukę tę wypełni.

3. W encyklice “Humani generis” obecny Ojciec Święty [Pius XII ] surowo zganił niektórych współczesnych autorów katolickich, ponieważ — jak pisał — „Inni sprowadzają do czczej formuły konieczność przynależenia do prawdziwego Kościoła, aby można zbawienie osiągnąć”. Wyjątkowość tej części doktryny katolickiej wynika z faktu, iż niewłaściwe jej przedstawianie lub interpretacja grożą właśnie sprowadzaniem jej do czczej formuły. Ponadto dziwaczne interpretacje tej doktryny, z jakimi spotkać się można w popularnej literaturze religijnej, są do pewnego stopnia możliwe do wytłumaczenia, biorąc pod uwagę zawiłą historię “tractatus de ecclesia” w ramach teologii scholastycznej. W książce niniejszej przedstawiam krótki zarys owej historii, sądzę bowiem, że dzięki znajomości różnych błędnych interpretacji dogmatu można lepiej zrozumieć i skuteczniej bronić prawdziwego nauczania Kościoła w tej kwestii.

Obowiązki papieża

Obowiązki papieża

05 czwartek sty 2023

Posted by Sacerdos Hyacinthus

Et tu, aliquándo convérsus, confírma fratres túos.
„A ty kiedyś, nawróciwszy się, utwierdzaj braci twoich” (Łk 22, 32).

Kościół Katolicki naucza:

Neque enim Petri successoribus Spiritus Sanctus promissus est, ut eo revelante novam doctrinam patefacerent, sed ut, eo assistente, traditam per Apostolos revelationem seu fidei depositum sancte custodirent et fideliter exponerent” (Conc. Vaticanum I, Sessio IV, 18 Jul. 1870, Constitutio dogmatica I Pastor aeternus de Ecclesia Christi).

Albowiem następcom Piotra Duch Święty został obiecany nie w tym celu, by na podstawie Jego objawienia podawali nową naukę, lecz aby przy Jego pomocy święcie zachowywali i wiernie wyjaśniali otrzymane przez Apostołów Objawienie, tzn. depozyt wiary” (Sobór Watykański, Sesja IV, 18 VII 1870, I Konstytucja Dogmatyczna Pastor aeternus o Kościele Chrystusowym, rozdział IV).


Treści katolickie czytajmy codziennie:
 sacerdoshyacinthus.com
 verbumcatholicum.com
 actualia.blog
Dalsze krzewienie powyższych adresów – w Polsce i za granicą –
będzie współpracą w dobrym dziele. A.M.D.G.

Z zaświatów… Odpowiedzią na tajność, powinna być jawność

Z zaświatów… Odpowiedzią na tajność, powinna być jawność

Stanisław Michalkiewicz

6.01.2023 https://prawy.pl/123580-stanislaw-michalkiewicz-z-zaswiatow-felieton/

Benedykt XVI 5 stycznia 2023 roku spoczął w Grotach Watykańskich. Jego pogrzeb spowodował zamieszanie protokolarne, bo w chwili śmierci nie był papieżem, tylko – “papieżem-emerytem”, a zatem nie był szefem Państwa Watykańskiego. Dlatego pogrzeb miał charakter “prywatny”, a celebrze przewodniczył urzędujący papież Franciszek.

Nawiasem mówiąc, papież Franciszek również przygotował pismo abdykacyjne na wypadek gdyby stan zdrowia, albo jakieś inne, zagadkowe przyczyny, zniechęciły go do dalszego sprawowania funkcji Namiestnika Chrystusowego na Ziemi.

Wspominam o “zagadkowych przyczynach”, bo trudno mi uwierzyć w oficjalną przyczynę abdykacji papieża Benedykta XVI, który po “przejściu na emeryturę” żył jeszcze przez 9 lat w doskonałej, jak na swój wiek, formie fizycznej i intelektualnej. Ponieważ nie jestem w tych wątpliwościach odosobniony, to wokół decyzji Benedykta XVI narosło wiele teorii spiskowych. O jednej z nich przypomniał mi Czytelnik.

Chodzi o to, że za panowania w USA prezydenta Baracka Obamy, kiedy sekretarzycą stanu była znana z prawdomówności Hilarzyca Clintonowa, szajka banksterów z założonej w roku 1973 Society for Worldwide Interbank Financial Telecomunication (SWIFT), zrzeszającej dzisiaj ponad 10500 banków z 215 państw świata, Instytut Dzieł Religijnych, czyli Bank Państwa Watykańskiego, został wykluczony ze SWIFT, podobnie jak obecnie stało sie to z Rosją w ramach amerykańskich sankcji z powodu wojny na Ukrainie. Słowem – Stolica Apostolska została przez dysponentów SWIFT potraktowana jako “państwo terrorystyczne”. A któż jest dysponentem SWIFT? Według zwolenników teorii spiskowych, jest to zmowa nie podlegających żadnej kontroli grupy amerykańskich bankierów – “system szantażu” – na którym opiera się hegemonia dolara, jako waluty światowej. Jak wiadomo, ż faktu, że dolar jest walutą światową, Stany Zjednoczone nie tylko ciągną grubą rentę, ale również – właśnie za pośrednictwem SWIFT – mogą dyscyplinować poszczególne państwa, które nie chcą ich w podskokach słuchać.

Taka kara spotkała na przykład Iran za realizowanie programu nuklearnego, którym do żywego zaniepokojony jest bezcenny Izrael, a także francuski bank PARIBAS, który próbował pomóc Iranowi w ominięciu tej blokady. Amerykański sąd skazał za to francuski bank na karę 8,8 mld dolarów, zainkasowanych przez USA. W rezultacie wykluczenia z systemu SWIFT, wszystkie transakcje wykluczonego banku zostają zablokowane. Nie można było w związku z tym przekazywać środków rozsianym na całym świecie nuncjaturom, ani wykonywać innych operacji finansowych. Zatem nie żaden “stan zdrowia”, ale groźba całkowitego sparaliżowania Stolicy Apostolskiej, mogła skłonić papieża Benedykta XVI do podjęcia decyzji o abdykacji. Skąd jednak Papież Benedykt XVI wiedział, że usuwając się ze swego stanowiska, by w ten sposób zrobić miejsce kolejnemu papieżowi, doprowadzi do odblokowania Banku Watykańskiego i umożliwi dalsze funkcjonowania Państwa Watykańskiego? Tego oczywiście nie wiemy, ale wydaje się, że musiał to wiedzieć i to na pewno, bo czyż w przeciwnym razie podjąłby decyzję o abdykacji “w ciemno”?

Do źródła tej informacji jeszcze wrócimy, a tymczasem nie mogę się powstrzymać przed daniem wyrazu swemu żalowi, że dysponując taką wiedzą, Benedykt XVI nie podzielił się nią z ponad miliardem katolików na świecie, w tym również – w Stanach Zjednoczonych. Odpowiedzią na tajność, powinna być jawność i gdyby Benedykt XVI ujawnił przed katolicką i w ogóle – światową opinią publiczną – mechanizm maskowanej demokratyczną retoryką dyktatury finansowych grandziarzy, którzy przecież mogą mieć, a skoro mogą, to z pewnością mają, swoje sympatie polityczne, ideologiczne a także – bo niby dlaczego nie? – religijne – wtedy z zachwalanej demokracji opadłyby majtki i kalesony i cały świat mógłby zobaczyć rozmaite wstydliwe zakątki. dzięki czemu panoszeniu się banksterów mógłby zostać położony kres.

“Poznajcie prawdę, a prawda was wyzwoli” – powiada św. Jan, ten sam, który napisał “Apokalipsę”, gdzie wśród przerażających zjawisk będących rezultatem posuszenia “Mocy Niebieskich”, umieścił również prozaiczną, żeby nie powiedzieć – plugawą w porównaniu z “rozchwianiem fundamentów światów” – zapowiedź, że kto nie będzie miał na czole znamienia Bestii, ten nie będzie mógł ani niczego sprzedać, ani niczego kupić.

Czyż nie w obliczu takiej sytuacji znalazł się w roku 2013 Benedykt XVI jako papież i szef Państwa Watykańskiego?

Wróćmy jednak do źródła informacji, która – jak przypuszczam – mogła skłonić Benedykta XVI do abdykacji. Stolica Apostolska, jak zresztą każde inne państwo – dysponuje rozmaitymi informacjami, o których albo nie wiedzą, albo nawet jak wiedzą, to nie wspominają niezależne media głównego nurtu. I to jest ta pierwsza wskazówka, co do źródła wiedzy, jaką mógł dysponować papież. Ale katolicy muszą dopuszczać jeszcze jedną możliwość. Papież bowiem korzysta z asystencji Ducha Świętego, która jest podstawą dogmatu o papieskiej nieomylności w sprawach wiary i moralności. O tym, że papież Benedykt tą asystencją się cieszył, katolikom nie wypada powątpiewać tym bardziej, że ta łaska Ducha Świętego mogła mu towarzyszyć nawet w okresie, gdy papieżem jeszcze nie był, tylko prefektem Kongregacji Doktryny Wiary. W tym charakterze opublikował był przecież słynną deklarację “Dominus Iesus”, będącą kubłem zimnej wody na łby rozgrzane do białości ogniem piekielnym, aż kłęby pary z sykiem podniosły się pod Niebiosa. Jeśli tedy samo funkcjonowanie Kościoła mogło zostać zagrożone, to czyż Duch Święty zatajałby takie informacje przed Namiestnikiem Chrystusa? Tym bardziej szkoda, że ewentualną wiedzą z takiego źródła nie podzielił się z całym Kościołem i światem. Przecież – jak pisze poeta – “nie jest światło, by pod korcem stało”.

I chociaż żaden ze mnie teolog, to nie mogę powstrzymać się przed postawieniem jeszcze jednego pytania. Skoro w chwili wyboru spływa na papieża łaska w postaci asystencji Ducha Świętego, to co się z nią dzieje w momencie, gdy papież “przechodzi na emeryturę”? Czy z tą chwilą Duch Święty go opuszcza, by po ponownym wyborze przesiąść się na innego papieża, czy też go nie opuszcza?

I w ogóle – jak z teologicznego, czy jeszcze lepiej – zaświatowego punktu widzenia wygląda sytuacja, gdy Namiestnik Chrystusa na Ziemi przechodzi “na emeryturę”? Wprawdzie powiedziane jest, że co rozwiążecie na ziemi, będzie rozwiązane w Niebiesiech, ale żeby aż tak? Czy zatem istnieją jakieś granice, czy też Niebo jest skrępowane, żeby nie powiedzieć – zniewolone – biurokratyczną zarazą, którą Kościół, jak się wydaje, został porażony – miejmy nadzieję, że nie trwale?

Pope Francis’s Tacit [?] Approval for Belgian Bishops’ Homo-Heresy

Pope Francis’s Tacit Approval for Belgian Bishops’ Homo-Heresy

by Luiz Sérgio Solimeo https://www.tfp.org/pope-franciss-tacit-approval-for-belgian-bishops-homo-heresy/?PKG=TFPE22312

On September 20, 2022, the Belgian-Flemish bishops’ released their “liturgy” for celebrating homosexual union ceremonies – a parody of real marriage. In a previous article,1 we wondered rhetorically whether Pope Francis would condemn the bishops’ homo-heresy.

As pointed out in that article, blessing a homosexual “couple” in a marriage parody implicitly denies that the homosexual act is a sin. That contradicts Revelation and perennial Church teaching. In other words, it is a heresy. Fr. Dariusz Oko, Ph.D., professor of Theology at the Pontifical Academy of Theology (Pontifical John Paul II University) in Krakow, called it “homo-heresy.”2

“‘Blessing’ of Homosexual Couples: The Flemish Bishops Had Prepared the Ground in Rome”

As for Pope Francis’s stance on the issue, it seems to emerge in the title of an October 13 article by Loup Besmond de Senneville in La Croix: “‘Blessing’ of homosexual couples: The Flemish Bishops Had Prepared the Ground in Rome.”3

This Catholic French newspaper’s Rome correspondent writes that work on the Flemish bishops’ September 20 liturgy started four years earlier and that “Pope Francis had been warned. After the September 20 publication of the prayer for homosexual couples by the Flemish bishops, the Vatican decided not to react.

La Croix’s vaticanologist adds: “The Flemish bishops, who are due to travel to Rome at the end of November with the rest of the Belgian episcopate, have been preparing the ground with the Curia for several months.”4

The insinuation is that Pope Francis knew about the Belgian bishops’ sacrilegious parody of the sacrament of marriage and that the ritual was prepared in collaboration with the Vatican.

The Bishop of Antwerp Confirms Pope Francis’s Support

In an interview for the German magazine Katolisch, reproduced by InfoCatólica5 on September 30, Most Rev. Johan Bonny, bishop of Antwerp and a leading proponent of the “liturgical” ceremony to bless homosexual “couples,” made clear that Pope Francis supports or at least tolerates the sacrilegious liturgy.

He was asked, “You have campaigned since 2015 for the blessing of homosexual couples. What has been the reaction to that? After all, you’re still a bishop. . . ”

He answered, “Yes, I’m still a bishop. They called me to Rome, and I told them what my opinion was. I also spoke personally with Pope Francis about it.”6

Thus, knowing Bishop Bonny’s standpoint on the issue, Pope Francis nevertheless retained him in his position as ordinary of the diocese of Antwerp, despite his opposition of Church teaching on homosexual sin. Pope Francis’s support did not stop there.

Continuing the interview, the Flemish prelate makes the pope’s involvement in this whole “same-sex marriage liturgy” affair even more explicit: “Now I know what [Pope Francis] thinks about it. That’s the most important thing for me. And I know that our guidelines for the blessing of homosexual couples, which we recently published, are in line with Pope Francis. That’s important to me because communion with the pope is sacred to me. It’s the personal responsibility the pope has given us bishops and which he also supports.”7

No Vatican denial of this Flemish bishop’s statements has been issued as of this writing.

The Bishop of Liège: “The Pope Has Unreservedly Supported These . . . Initiatives”

In 2021—before the Belgian-Flemish bishops presented their “liturgy” to celebrate homosexual unions—the French-speaking Belgian diocese of Liège had proposed a like ceremony mimicking the sacrament of marriage.8

Jean-Pierre Delville, bishop of Liège, had an audience with Pope Francis on July 4, 2021, to present recent documents from his diocese, including “the documents of the Diocesan Service for Couples and Families on preparation for marriage and on welcoming homosexual couples.” According to the prelate, “The pope has unreservedly supported these documents and initiatives.”9

Pope Francis on Same-Sex “Civil Union” Law: “I Have Defended This”

Readers do not need the statements of the Belgian bishops to know that Pope Francis supports homosexual “marriage.” He made it clear that he does, at least in the form of “civil unions.”

Indeed, in the documentary about him by Russian homosexual filmmaker Evgeny Afineevsky in October 2020, the pope stated, “What we need to create is a civil unions law. That way, homosexuals would enjoy legal coverage. I have defended this. . . . Homosexuals have the right to be in a family. They are God’s children and have the right to a family. No one should be thrown out of it or be unhappy about it.”10

We will outline Pope Francis’s thinking to make it clearer:

  1. Homosexual sin must be legally protected;
  2. It gives rise to a family when practiced in a stable relationship;
  3. Because homosexuals are “children of God.”

However, as Saint Thomas Aquinas teaches, the natural law is founded on the principle “bonum est faciendum et prosequendum, et malum vitandum”—“good is to be done and pursued, and evil avoided.”11 What is evil violates the natural law and, therefore, must not be protected by law.

That is why Pope Pius XII teaches that “what does not meet the truth and moral norm objectively has no right to either existence, propaganda, or action.”12

Pope Francis says that the homosexual union should be protected by law because it gives rise to a family: Homosexuals “are God’s children and have the right to a family.” This misconception concerns the notions of “child of God” and “family.”

Learn All AboutThe Encyclical that Condemned the Sexual Revolution

By analogy, as Creator, God can be called the Father of every human being. Nevertheless, only a person in the state of grace is an authentic “adoptive” son of God. 13

Saint John is adamant: “In this, the children of God are manifest, and the children of the devil. Whosoever is not just is not of God” (1 John 3:10).

Likewise, to call the spurious union between two persons of the same sex a “family” negates the natural law and insults the true family established by God—originating from the union between one man and one woman.

“My People Have Been a Lost Flock; Their Shepherds Have Caused Them to Go Astray”

Of all the crises God has allowed the Church to cross, the present one is undoubtedly the greatest before the final apostasy at the end of the world. Never in Church history have the Prophet Jeremiah’s terrible words been so true: “My people have been a lost flock; their shepherds have caused them to go astray” (Jer. 50:6).

It is a tragedy that the Church’s highest authorities—to whom it behooves to teach, govern, and sanctify the faithful—should lead them astray from the right path, the truth of Our Lord Jesus Christ, and into error and sin. That is the most severe punishment that could befall the faithful wishing to follow the Word Incarnate, Our Redeemer, Who is the way, the truth, and the life—via, et veritas, et vita (John 14:6).

However, always confiding in Mary, the Mother of Mercy, let us not be overwhelmed by this tragedy. As Saint Peter teaches, “Resist ye, strong in faith: knowing that the same affliction befalls your brethren in the world. But the God of all grace, who hath called us into his eternal glory in Christ Jesus, after you have suffered a little, will himself perfect you and confirm you and establish you” (1 Pet. 5:9—10).

Footnotes

  1. See Luiz Sérgio Solimeo, “Will Pope Francis Condemn the Belgian Bishops’ Homo-Heresy?” TFP.org, Oct. 13, 2022, //www.tfp.org/will-pope-francis-condemn-the-belgian-bishops-homo-heresy/.
  2. Solimeo, “Will Pope Francis Condemn.”
  3. Loup Besmond de Senneville, “‘Bénédiction’ des couples homosexuels, les évêques flamands avaient préparé le terrain à Rome,” La Croix, Oct. 13, 2022, //www.la-croix.com/print/article/1201237610. (Our translation.)
  4. de Senneville, “Bénédiction.”
  5. “Mons. Bonny pretende que la bendición de parejas homosexuales está en línea con el papa Francisco,” InfoCatolica, Sept. 30, 2022, //www.infocatolica.com/?t=noticia&cod=44530.
  6. “Mons. Bonny.” (Our emphasis.)
  7. “Mons. Bonny.” (Our emphasis.)
  8. Jean-Pierre Delville, preface to Accueillir, accompagner porter dans la prière: Le projet de vie partagé par des personnes homosexuelles, by Diocese of Liège (Liège: Chemins de Foi & Formations Chrétiennes, 2021), accessed Oct. 26, 2022, //chretiensinclusifs.org/wp-content/uploads/2021/12/Brochure-accueillir-accompagnerA4-PIXART.pdf.
  9. Mgr Jean-Pierre Delville reçu par le pape François, //www.evechedeliege.be/news/mgr-jean-pierre-delville-recu-par-le-pape-francois/ accessed 10/24/22.
  10. Gian Guido Vecchi, “Il Papa: ‘Favorevole alle unioni civili per le coppie omosessuali,’” Corriere della Sera, Oct. 21, 2020, //www.corriere.it/esteri/20_ottobre_21/papa-favorevole-unioni-civili-le-coppie-omosessuali-5e2a5276-13a4-11eb-8b5f-364ba608c2f1.shtml?. (Our emphasis.)
  11. St. Thomas Aquinas, Summa Theologica, I—II. q. 94, a. 2. C.
  12. Pius XII, Speech “Ci riesce” to Italian Catholic Jurists (Dec. 6, 1953), //www.vatican.va/content/pius-xii/it/speeches/1953/documents/hf_p-xii_spe_19531206_giuristi-cattolici.html. (Our translation.)
  13. See The Catechism of The Council of Trent (Tan Books and Publishers, Inc., Rockford, Ill.1982), 20—21.

Franciszku: Nie można iść jednocześnie do nieba i do piekła

=============================

BKP: Wejście do drugiego etapu synodalnego samobójstwa Kościoła

wideohttps://vkpatriarhat.org/pl/?p=19995  https://vstup.wistia.com/medias/2kdp84r2w3

https://rumble.com/v1vq7wi-wejcie.html  //cos.tv/videos/play/40461568063345664

ugetube.com/watch/GcBPHaV4PYf5tOa  bitchute.com/video/iORkmwHXPq9P/

Dnia 27 października 2022 r. Watykan opublikował Dokument Roboczy Kontynentalnej Fazy SynodalnejDrogi.

Cytat z dokumentu (punkt 39): „Wśród tych, którzy proszą o bardziej znaczący dialog i więcej gościnną przestrzeń odnajdujemy również tych, którzy z różnych powodów odczuwają napięcie między przynależnością do Kościoła a własnymi relacjami uczuciowymi, jak na przykład: … osoby żyjące w małżeństwie poligamicznym, osoby LGBTitp.”

Komentarz: Przede wszystkim nie jest to bardziej znaczący dialog, ale wręcz przeciwnie. LGBTQ osoby rzekomo odczuwają napięcie między przynależnością do kościoła a własnymi relacjami uczuciowymi. To, co w dokumencie nazywa się napięciem, jest w rzeczywistości niezgodnością zbawczej misji Kościoła z uporczywym odrzucaniem skruchy przez człowieka w grzechu ciężkim. Grzech nigdy nie będzie w jedności z drogą zbawienia. Tutaj napięcie jest i zawsze będzie. Nie można iść jednocześnie do nieba i do piekła 

Tak zwana droga synodalna stanowczo odmawia nazywać grzech grzechem. Mówi tylko o napięciu, które, podobno, musi zostać usunięte. Ale to oznacza, że taki Kościół z takimi paradygmatami już nie ma na celu zbawienia dusz. Kategorycznie odrzuca przestrzeganie Bożych przykazań, kłamie zniewolone dusze i utwierdza je na drodze do zagłady. To zbrodnia przeciwko Bogu i przeciwko duszom.

Co obejmuje termin LGBT? Lesbijki, geje, biseksualiści i transseksualiści, którzy odrzucają prawo Boże i zbawczą skruchę. Co oznacza dopełniona litera „Q”? Obejmuje to zoofile, pedofile, nekrofile, sadomasochistów, seksualnich maniaków, którzy popełniają nawet i seksualne morderstwa itp. Na Ukrainie 30 lat temu mężczyzna o orientacji „Q” wykorzystał seksualnie ponad 50 kobiet, podrzynając im przy tym gardła. Takie perwersje seksualne są związane z zaburzeniami psychiki opętanej przez nieczyste demony. Chrystus wypędzał nieczyste demony. Ale ukrywanie tych obrzydliwości i zbrodni pod pojęciem relacji uczuciowych jest zbrodniczą manipulacją bergogliańskiej sekty.

Zgodnie z Bożymi prawami na Franciszka Bergoglia i jego sektę spadła wielokrotna Boża klątwa i wydalenie z Kościoła Chrystusowego. Promowanie perwersji prowadzi do samozniszczenia człowieka i stwarza zagrożenie dla jego otoczenia. Społeczeństwo zawsze chroniło się przed tym sprawiedliwymi prawami. Obecny tak zwany synodalny Kościół niemoralnych ludzi preferuje, ale do pokuty ich nie prowadzi. Bergogliańskiej sekcie nie chodzi o ich zbawienie. Twierdzi, że muszą być przyjęci do Kościoła bez pokuty, a także stara się, aby zajmowali najwyższe kościelne urzędy. To szaleństwo! To jest celowa satanizacja Kościoła!

Synodalna droga trzyma zboczonych ludzi na drodze ignorowania pokuty, na drodze do zagłady, nazywając ich zbrodnie i grzechy miłością. Co więcej, zmuszają nawet prostych wierzących, aby pod posłuszeństwem, na wzór apostatyczengo autorytetu kościelnego, przeciwstawili się Bożym prawom i przykazaniom i zeszli z drogi zbawienia na drogę buntu przeciwko Bogu. To jest zbrodnia drogi synodalnej! Ta wymiana myślenia, ta anty-metanoia, jest znakiem satanizacji, którą synodalna droga promuje. Droga synodalna nadużywa struktury Kościoła z jego mechanizmem prawnym i posłuszeństwem. Umożliwi to globalne skażenie poprzez klątwę wszystkich kontynentów. Uruchamia mechanizm samozniszczenia człowieka, rodzin i całych narodów.

Należy wiedzieć, że Franciszek nie jest ani papieżem, ani członkiem Chrystusowego Kościoła. On sam wykluczył się z niego przez swoje herezje i buntem przeciwko Jezusowi Chrystusowi. Tu działa duchowa zasada: kto tworzy wewnętrzną jedność z Bergoglio, jego sektą i jego manipulacyjnym synodalnym programem, na tego spada klątwa, która spoczywa na Bergoglio. Taka osoba już jest kandydatem do piekła. Jeśli się od Bergoglio przynajmniej wewnętrznie nie oddzieli i pozostanie w zatwardziałości, zostanie na zawsze potępiony.

Cytat z punktu 61: „… Kościół musi znaleźć sposoby, aby… umożliwić kobietom pełniejsze uczestnictwo na wszystkich poziomach życia Kościoła”.

Komentarz: Kościół zbudowany jest na apostołach i prorokach (Ef 2:20). Żyjemy w czasach gender schizofrenii, połączonej z fanatycznym feminizmem. Promować to, żeby kobiety miały dziś tak zwany pełniejszy udział we wszystkich poziomach życia Kościoła, jest subtelnym planem przyspieszenia likwidacji Kościoła Chrystusowego. Co więcej, droga synodalna nie tylko promuje niemoralność LGBTQ, ale także zakazaną przez prawo poligamię. Dla katolickich kobiet z pewnością nie jest atrakcyjna.

Na świecie feminizacja jest wykorzystywana do wdrążania autodestrukcyjnego systemu politycznego. Pewien typ kobiet jest celowo umieszczany na kierowniczych stanowiskach, aby zakulisowa elita, kontrolująca światową politykę, mogła z łatwością nimi manipulować. Poprzez nie prowadzi do samozagłady całe narody. Tę zasadę droga synodalna stara się wprowadzić również do Kościoła.

Od wieków było jasne, jaką rolę w kościele pełni kobieta. Sam Chrystus i pierwszy Kościół oraz cała dwutysięczna Tradycja określały pozycję mężczyzn i kobiet w Kościele. Wzorem dla kobiet była zawsze Matka Boża w swojej wierności Chrystusowi aż pod krzyż. Jej cicha, wytrwała, ofiarna i pełna miłości służba Bogu jest jaśniejącym ideałem dla każdej zakonnicy, ale także dla kobiety w rodzinie. Sama Matka Boża powiedziała: „Jestem niewolnicą Pana”.

Dzisiejsze feministki to niewolnice i media demonów. Maryja swoimi modlitwami i cichym cierpieniem była największym wkładem dla Kościoła. Zamienić głowę, czyli misję mężczyzny, z sercem, i odwrotnie – to katastrofa. Głowa ma swoje zadanie i serce też ma swoje zadanie. Oba są potrzebne i godne.

Rola, jaką bergogliańska sekta nakłada na kobietę, jest sztuczna, autodestrukcyjna i nienaturalna. Dlaczego kobieta powinna kierować Kościołem na wszystkich poziomach życia Kościoła? Dla Kościoła ten plan jest destrukcyjny. Nawet w rodzinie mężczyzna jest głową. Jest to dla ochrony kobiety i dla jej dobra. Jej zadaniem jest tworzenie ciepła rodzinnego środowiska, wychowywanie dzieci oraz niesienie ofiarnej i bezinteresownej miłości zarówno dzieciom, jak i mężowi. W tym celu musi czerpać siłę z modlitwy. Być może dlatego w kościołach jest więcej kobiet niż mężczyzn.

Za planem „lepszego doceniania kobiet w kościele” obecni inicjatorzy drogi synodalnej się tylko chowają. W rzeczywistości mają ukryty cel – przekształcenie Kościoła w szatański anty-kościół New Age. Bardzo dobrze wiedzą, że przyznanie kobietom kluczowej roli w Kościele – to przejście im znacznie ułatwi. Kobietę tajni wrogowie Kościoła łatwiej oszukają przez obietnice i pochlebstwa. W rzeczywistości starają się o totalne rozłożenie instytucji rodziny i Kościoła. Do tego im mają służyć same kobiety.

Zakulisowe elity, z którymi Bergoglio jest w jedności, dążą do promowania niemoralności, LGBTQ i negowania szóstego i dziewiątego przykazania Dekalogu. Kobiety są też bardziej podatne na przesądy i magię, jak widzimy na przykładzie czarownic w Amazonii, które mają być pierwowzorem tak zwanej służby kobiet w Kościele. Kiedy Bergogliowy Synod promuje uczestnictwo kobiet na wszystkich poziomach, w perspektywie powinni być nie tylko diakonki i kapłanki, ale także biskupki i papieżyce.

W dokumencie użyto zwrotów o „słuchaniu”, „towarzyszeniu” itp. Ale kto chce komu i gdzie towarzyszyć, gdy łamane są Boże prawa i przykazania?! Zwykli katolicy są przygniatani duchem świata, który rozprzestrzenia się poprzez środki masowego przekazu, telefony komórkowe, internet, także wciąż słuchają ducha tego świata, ale nie słuchają Pana Jezusa, ani nie słuchają Bożego słowa. Chrześcijanie powinni także słuchać swoich najbliższych – żona męża, mąż żonę, dzieci rodziców i odwrotnie. Obecnie dla siebie jednak już czasu nie mają.

Jakim nonsensem jest chcieć, aby Kościół słuchał katolika, który nie słucha Boga, który nie słucha swoich bliźnich i jest przytłoczony duchem świata! Dlaczego taki katolik lub katoliczka mieliby zamiast Bożego słowa i tradycji stać się wiodącym głosem, określającym kierunek Kościoła? Jest to celowo zaprogramowana droga kontynentalnego samozniszczenia.

Wielu pyta, jak Bóg mógł pozwolić, aby taki duchowy przestępca był papieżem, skoro papiestwo jest chronione przez nieomylność w sprawach wiary i moralności. Bóg dopuścił go jako bicz Boży, aby każdy katolik, nie tylko ksiądz i biskup, ale także każdy wierzący, czynił prawdziwą pokutę i na pierwszym miejscu w swoim życiu stawiał Chrystusa, aby On był jego Panem i jego Bogiem.

Obecny katolicki Kościół już od II Watykańskiego Soboru notorycznie odrzuca drogę prawdy, drogę pokuty.

Jak przed bergoglianizmem powinni bronić się prości wierzący i księża, którzy chcą ocalić swoją nieśmiertelną duszę w tych czasach zamieszania, zdrady Bożych przykazań i nadużywania autorytetu? Konieczne jest, aby każdy w swoim życiu zaczął pokutować, a Bóg da każdemu światło i siłę. Prawdziwa reforma Kościoła zawsze wiązała się z pokutą. Była głoszona przez proroków, Jezusa Chrystusa i Jego Kościół. Bergogliowa sekta promuje coś przeciwnego – antypokutę.

Ksiądz, który dziś upublicznia swoją wierność Chrystusowi i Jego przykazaniom, zostanie natychmiast ukarany. Żadnego słuchania, żadnego znaczącego dialogu z nim nie będzie. Dlatego każdy szczery ksiądz, jeśli chce być zbawiony, musi przynajmniej wewnętrznie, ale radykalnie, oddzielić się od ducha bergogliańskiej sekty, która obecnie okupuje Watykan i nadużywa autorytetu Kościoła do autodestrukcji. Ksiądz, który się od Bergogliowej sekty wewnętrznie nie oddzieli, ściąga na siebie klątwę, która na niej spoczywa.

Synodalna droga jest przeciwieństwem Drogi, jaką jest Jezus Chrystus. Tak zwana synodalna droga prowadzi katolików poprzez stopniowe zwodzenie do szatańskiego antykościoła i do doczesnej i wiecznej nędzy w piekle.

+ Eliasz

Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu

+ Metodiusz OSBMr                + Tymoteusz OSBMr

biskupi-sekretarze

8. 11. 2022 

Wejście do drugiego etapu synodalnego samobójstwa Kościoła

vkpatriarhat.org/en/?p=22415  /english/

vkpatriarhat.org/it/?p=9289  /italiano/

vkpatriarhat.org/fr/?p=15784  /français/

vkpatriarhat.org/es/?p=12552  /español/

Papież Franciszek oszalał. Jego „Kościół” po stronie morderców?

Papież Franciszek oszalał. Jego „Kościół” po stronie morderców?

https://nczas.com/2018/08/02/papiez-franciszek-oszalal-kosciol-katolicki-po-stronie-mordercow/

Watykan opublikował w czwartek wydaną 11 maja bieżącego roku [2018] decyzję papieża Franciszka, nakazującą prefektowi Kongregacji Nauki Wiary wprowadzenie do Katechizmu Kościoła Katolickiego stanowczej tezy, że kara śmierci jest niedopuszczalna.

Jak podawał dotąd artykuł 2267 Katechizmu, tradycyjna nauka Kościoła nie wyklucza stosowania kary śmierci, jeśli jest ona jedynym dostępnym sposobem ochrony ludzkiego życia przed niesprawiedliwym napastnikiem. Zastrzegał jednocześnie, że przypadki absolutnej konieczności usunięcia winowajcy są bardzo rzadkie, a być może wcale się już nie zdarzają.

Cytując ubiegłoroczną wypowiedź papieża Franciszka, nowy tekst tego artykułu głosi, iż „kara śmierci jest niedopuszczalna, ponieważ jest zamachem na nienaruszalność i godność osoby”.

„Wymierzanie kary śmierci, dokonywane przez prawowitą władzę, po sprawiedliwym procesie, przez długi czas było uważane za adekwatną do ciężaru odpowiedź na niektóre przestępstwa i dopuszczalny, choć krańcowy, środek ochrony dobra wspólnego. Dziś coraz bardziej umacnia się świadomość, że osoba nie traci swej godności nawet po popełnieniu najcięższych przestępstw. Co więcej, rozpowszechniło się nowe rozumienie sensu sankcji karnych stosowanych przez państwo. Ponadto, zostały wprowadzone skuteczniejsze systemy ograniczania wolności, które gwarantują należytą obronę obywateli, a jednocześnie w sposób definitywny nie odbierają skazańcowi możliwości odkupienia win” – czytamy w zmodyfikowanej wersji art. 2267.

Jego konkluzja brzmi: „Dlatego też Kościół w świetle Ewangelii naucza, że +kara śmierci jest niedopuszczalna, ponieważ jest zamachem na nienaruszalność i godność osoby+, i z determinacją angażuje się na rzecz jej zniesienia na całym świecie”. Zawarty w niej cytat pochodzi z przemówienia, jakie papież Franciszek wygłosił 11 października 2017 roku do uczestników spotkania zorganizowanego przez Papieską Radę ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji.

Opublikowany także w czwartek i noszący datę 1 sierpnia list prefekta watykańskiej Kongregacji Nauki Wiary, kardynała Luisa Ladarii do biskupów zaznacza, że „nowe sformułowanie artykułu 2267 stanowi wyraz autentycznego rozwoju doktryny, który nie jest sprzeczny z wcześniejszym nauczaniem Magisterium”.

Jak zaznaczył kard. Ladaria, modyfikacja artykułu ma „zachęcić do tworzenia warunków, które pozwolą na wyeliminowanie kary śmierci tam, gdzie wciąż ona obowiązuje”.

Papież Franciszek jawnie opowiedział się po stronie morderców, wyrzucają dwa tysiące lat nauczania Kościoła Katolickiego do kosza, o biblijnych nakazach ledwo wspominając.

(PAP)

Co sieje czy leje Franek [Franciszek] w Bahrajnie? Potop sloganów na rzecz religii ogólno – ludzkiej. Postępy synkretyzmu.

Co sieje czy leje Franek w Bahrajnie? Potop sloganów na rzecz religii ogólno – ludzkiej. Postępy synkretyzmu. [Wyjaśniam: piszę czasem “Franek”, bo tak On woli.. MD]

Papież Franciszek w Bahrajnie. „Przybywam jako siewca pokoju”

Papież Franciszek rozpoczął dziś czterodniową podróż apostolską do Bahrajnu. Jej głównym celem jest udział w Bahrajńskim Forum Dialogu pod hasłem „Wschód i Zachód na rzecz ludzkiego współistnienia”. Mottem papieskiej podróży są słowa: „Pokój na ziemi ludziom dobrej woli”, zaczerpnięte z Ewangelii według św. Łukasza. Jest to 39. podróż zagraniczna obecnego papieża.

W budynku bazy lotniczej Sachir koło Awali powitał go król Hamad. Papież i monarcha przeszli przed frontem kompanii reprezentacyjnej. W Sali Królewskiej odbyła się pierwsza rozmowa Franciszka i Hamada w obecności przedstawicieli władz i osób towarzyszących papieżowi w podróży.

Z lotniska papież odjechał do pałacu królewskiego Sachir, położonego na pustyni koło Awali. Przy wjeździe do rezydencji monarchy grupa Arabów śpiewała powitalną pieśń na cześć Franciszka. Następnie papieski samochód eskortował kawaleria, a przed pałacem pozdrawiały go okrzykami dzieci. W pałacu papieża powitał król. W Sali Zielonej odbyła się ich rozmowa prywatna, zakończona wymianą prezentów.

Następnie na dziedzińcu pałacu miała miejsce oficjalna ceremonia powitania Franciszka. Wysłuchano hymnów Watykanu i Bahrajnu, kompania reprezentacyjna oddała honory wojskowe, na cześć papieża oddano również 21 wystrzałów armatnich.

Na dziedzińcu obecni byli przedstawiciele władz, społeczeństwa obywatelskiego oraz korpusu dyplomatycznego, do których przemówili kolejno król i papież.

Witając Ojca Świętego monarcha podkreślił bogate tradycje tolerancji, współistnienia i pokoju, którym szczyci się jego państwo. Przypomniał, że Franciszek jest osobistością darzoną powszechnym szacunkiem. Wskazał na konieczność umacnianie wartości sprawiedliwości, miłości, tolerancji i wzajemnego szacunku, aby szerzyć pokój na całym świecie. Przytoczył słowa papieża, że pokój jest naszą jedyną drogą do nadziei na bezpieczną przyszłość, gdzie panuje przyjaźń i stabilność.

Król przypomniał, że jego ojczyzna od czasów starożytnych zawsze była miejscem spotkań wielu światowych cywilizacji, łącząc Wschód z Zachodem, a jej otwarty i tolerancyjny klimat obejmował różne kultury i religie. Wyraził pragnienie, aby Ojciec Święty mógł doświadczyć, że Bahrajn jest krajem współistnienia wyznawców różnych religii, gdzie wszyscy oni cieszą się, wolnością wyznawania swoich przekonań i budowania miejsc kultu, w atmosferze przyjaźni, harmonii i wzajemnego uznania. Wskazał na znaczenie wydanej przed kilku laty „Deklaracji Królestwa Bahrajnu” – dokumentu wzywającego do różnorodności i odrzucającego dyskryminację religijną oraz potępiającego przemoc i podżeganie do przemocy.

Przywódca Bahrajnu podkreślił wysiłki tego kraju ma rzecz światowego partnerstwa opartego na dialogu dyplomatycznym i środkach pokojowych mogących przyczynić się do zakończenia wojen i konfliktów. „W szczególności wzywamy do zakończenia wojny rosyjsko-ukraińskiej i do poważnych negocjacji między stronami, a Królestwo Bahrajnu jest gotowe odegrać w tej dziedzinie każdą rolę” – stwierdził król Hamad.

Wyraził przekonanie, że takie skuteczne partnerstwo międzynarodowe bez wątpienia przyczyni się do skłonienia supermocarstw do zrewidowania i odnowienia swoich zobowiązań w zakresie ochrony bezpieczeństwa i pokoju na świecie oraz unikania eskalacji i konfrontacji, a także do przekierowania wysiłków międzynarodowych poprzez stawienie czoła ideologiom ekstremistycznym i wspólną pracę nad rozwiązywaniem wszelkich kwestii politycznych, gospodarczych, społecznych z perspektywy humanitarnej i integracyjnej, która uwzględniała by zabezpieczenie interesów światowych, dobro ludzkości i stabilność ludzkości.

„Wszystko to wymaga odnowienia i udoskonalenia porządku światowego, aby stał się on bardziej sprawiedliwy, równy, wyważony wobec wszystkich narodów i wszystkich ludów” – podkreślił władca.

Zapewnił o modlitwach swoich i wszystkich mieszkańców Bahrajnu w intencji posługi, którą papież Franciszek pełni w świecie. „Dostojny Gościu, życzę Tobie miłego pobytu wśród nas. Bardzo się cieszymy z wizyty Waszej Świątobliwości i przyjęcia naszego zaproszenia” – zapewnił Hamad.

W swoim przemówieniu papież podkreślił wyjątkowe cech przyrody a także bogatą przeszłość Królestwa Bahrajnu, którego mieszkańcy tworzą oryginalną mozaikę życia, będąc miejscem spotkań różnych grup ludności. Świadczy to o tym, że można i trzeba współistnieć w naszym świecie.

Ojciec Święty wyraził uznanie dla wkładu tego małego kraju w dialog ludzi różnych kultur, narodowości i religii apelując: „pracujmy razem, pracujmy na rzecz wspólnoty, na rzecz nadziei!”.

„Jestem tutaj, w krainie drzewa życia, jako siewca pokoju, aby przeżyć dni spotkania, aby uczestniczyć w Forum dialogu między Wschodem a Zachodem na rzecz pokojowego współistnienia ludzi” – podkreślił Franciszek. Zwrócił uwagę, że to to właśnie wkład tak wielu osób pochodzących z różnych narodów umożliwił w tym kraju niezwykły rozwój produkcji. Stało się to możliwe dzięki imigracji, której wskaźnik w Królestwie Bahrajnu jest jednym z najwyższych na świecie i około połowa mieszkańców to obcokrajowcy.

Papież przywołał konstytucję Bahrajnu, która stanowi, że „nie może być żadnej dyskryminacji ze względu na płeć, pochodzenie, język, religię lub przekonania”, że „wolność sumienia jest wartością absolutną” oraz że „państwo chroni nietykalność religii”.

„Są to przede wszystkim zobowiązania, które należy stale przekładać na praktykę, aby wolność religijna stała się pełna i nie ograniczała się do wolności kultu; aby równa godność i równe szanse były konkretnie przyznawane każdej grupie i każdej osobie; aby nie było dyskryminacji, a podstawowe prawa człowieka nie były gwałcone, lecz promowane; myślę przede wszystkim o prawie do życia, o konieczności zagwarantowania go zawsze, także wobec osób, które zostały ukarane, których egzystencja nie może być wyeliminowana” – wskazał Franciszek.

Papież przypomniał o zagrożeniu światowym kryzysem pracy. Często bowiem brakuje pracy, tak cennej jak chleb; często jest to chleb zatruty, bo zniewala. „Niech będą wszędzie zapewnione bezpieczne i godne człowieka warunki pracy, które nie utrudniałyby, lecz sprzyjały życiu kulturalnemu i duchowemu; które krzewiłyby spójność społeczną, z korzyścią dla wspólnego życia i samego rozwoju krajów” – zaapelował Ojciec Święty.

Franciszek podkreślił osiągnięcia Bahrajnu w dziedzinie równouprawnienia kobiet czy troski o osoby znajdujące się na marginesie społeczeństwa. Zaapelował o ochronę środowiska naturalnego człowieka, przeciwstawienie się rosnącym napięciom i wichrom wojny oraz budowanie pokoju.

„Przybywam tu jako wierzący, jako chrześcijanin, jako człowiek i pielgrzym pokoju, ponieważ dziś, jak nigdy dotąd, jesteśmy wszędzie wzywani do poważnego zaangażowania na rzecz pokoju” – powiedział papież na zakończenie swego przemówienia.

Gdy Franciszek opuszczał dziedziniec w towarzystwie króla, dziewczynki sypały przed nimi płatki róż. Następnie samochodem odjechał do swej rezydencji na terenie kompleksu pałacu królewskiego Sachir.

Źródło: KAI

Franciszek – już jawnie anty-papież? Powołał aborcjonistkę i muzułmanina do Papieskiej Akademii Życia.

Franciszek – już jawnie anty-papież? Powołał aborcjonistkę i muzułmanina do Papieskiej Akademii Życia. Katoliccy lekarze reagują

https://nczas.com/2022/10/27/franciszek-powolal-aborcjonistke-i-muzulmanina-do-papieskiej-akademii-zycia-katoliccy-lekarze-reaguja/

Papież Franciszek mianował niedawno nowych członków do Papieskiej Akademii Życia. Wśród powołanych znalazła się Mariana Mazzucato – feministka walcząca o legalny dostęp do aborcji oraz muzułmanin. Grupa lekarzy katolickich wyraziła zaniepokojenie nowymi nominacjami.

Papież Franciszek mianował 14 nowych członków zwyczajnych do Papieskiej Akademii Życia i sześciu nowych członków Rady Zarządczej tej instytucji. Wśród powołanych znalazła się Mariana Mazzucato.

Trudno zrozumieć, co kierowało Ojcem Świętym, gdy powoływał Marianę Mazzucato na członka Papieskiej Akademii Życia. Instytucja ta została powołana jeszcze przez papieża Jana Pawła II, by zajmować się studiami nad ochroną życia, a tymczasem feministka Mazzucato, którą Franciszek „wpuścił” do PAŻ, jest radykalną aborcjonistką.

Poza Mazzucato wśród nominowanych znalazło się jeszcze kilka kontrowersyjnych postaci. Mowa m.in. o muzułmaninie Saadzie Al-Dinie Mosaadzie Helaly’ym – wykładowcy prawa islamskiego na sunnickim Uniwersytecie Al-Azhar w Kairze.

Katoliccy lekarze zaniepokojeni

Lekarze z Międzynarodowej Federacji Stowarzyszeń Lekarzy Katolickich również nie rozumieją, co kierowało papieżem. Wystosowali komunikat zatytułowany Akademia życia: nie mogę już milczeć!.

W tekście krytykują przede wszystkim powoływanie do papieskiej akademii „naukowców zajmujących się aborcją, do pewnego stopnia obrońców eutanazji lub krytyków Humanae vitae”.

Lekarze twierdzą, że nominacje są „przeciwieństwem tego, czego chciał Jan Paweł II”, czyli założyciel PAŻ. „Członkowie Akademii muszą promować i bronić zasad związanych z wartością życia i godnością osoby ludzkiej, interpretowanymi zgodnie z Magisterium Kościoła” – czytamy.

Autorzy listu zauważają, że jest wyjście z tej sytuacji, bo członkostwo w Papieskiej Akademii Życia w każdej chwili może zostać cofnięte „w przypadku publicznego i celowego działania lub oświadczenia wyraźnie sprzecznego ze [wspomnianymi] zasadami lub poważnie uwłaczającego godności i wiarygodności Kościoła katolickiego oraz samej Akademii”.