50 lat Cyrku Polskiego czyli elita przy władzy

50 lat Cyrku Polskiego czyli elita przy władzy

Izabela Brodacka, 18 listopada 2023

W 1970 roku, w 25 rocznicę powstania Sejmu, na ulicach Warszawy pojawiły się plakaty z tekstem „25 lat Cyrku Polskiego”. Na rozkaz rozjuszonej komunistycznej władzy specjalne grupy porządkowych zdzierały te plakaty, choć nie była to bynajmniej akcja małego sabotażu opozycji, a tylko zwykły zbieg okoliczności.  

Sale różnych szacownych instytucji niejedno w historii widziały. W październiku 1960 r. Nikita Chruszczow na Sali obrad ONZ walił butem w pulpit. W 2015 roku Bronisław Komorowski podczas wizyty w japońskim parlamencie najpierw wszedł w butach na fotel spikera, a później przywoływał generała Stanisława Kozieja słowami: „chodź, szogunie”. W październiku 2016 roku polityk brytyjski Steven Woolfe wdał się w bójkę z kolegą z partii Mike’m Hookem. Do incydentu doszło podczas spotkania wewnętrznego członków UKiP. (Partii Niepodległości Zjednoczonego Królestwa) w związku z decyzją deputowanego, który postanowił zmienić partyjne barwy i dołączyć do brytyjskich Torysów. W 2000 roku Gabriel Janowski zatruty podstępnie podanymi mu narkotykami skakał po ławach sejmowych i został wyniesiony z sali obrad przez straż marszałkowską.

Jednak takiego cyrku jakim jest obecny Sejm polski nigdy nie widzieliśmy.

Marszałkiem Senatu została Małgorzata Kidawa- Błońska. To przedstawicielka prawdziwej elity intelektualnej. Zdystansowała głębią swych wypowiedzi nawet Ewę Kopacz Trzeba pamiętać, że Ewa Kopacz jest autorką rewolucyjnej koncepcji wyginięcia dinozaurów, zgodnie z którą dinozaury wytłukli kamieniami pierwotni ludzie. Fakt, że pomiędzy erą w której żyły dinozaury a pojawieniem się homo sapiens jest różnica kilkudziesięciu milionów lat dla Ewy Kopacz nie ma najmniejszego znaczenia. To prawdziwy przewrót kopernikański w geologii i antropologii. Ewa Kopacz niewątpliwie otrzyma nagrodę Nobla, a przynajmniej doktorat honoris causa Uniwersytetu Makerere. Na ministra finansów KO proponuję niejakiego Ryszarda Petru. Petru jak pamiętamy wsławił się stworzeniem całkowicie nowej algebry. Zgodnie z jej prawami 3=6. Gdy Petru ujawni pozostałe aksjomaty swojej algebry niewątpliwie też zasłuży na nagrodę Nobla.

Marszałkiem Sejmu został Szymon Płaczliwy zwany odtąd Szymonem Rotacyjnym albo ze względu na szczególną urodę – laleczką Chucky. Jak mówią złośliwi ex-katolik i ex- talent. Wśród wicemarszałków jest Krzysztof Bosak ex- tańczący z wilkami (przepraszam, ex-tańczący z gwiazdami) oraz pani Dorota Niedziela z KO. Jako priorytet swojej działalności pani Dorota postuluje przeforsowanie wpuszczania psów do budynku Sejmu i do ogrodów sejmowych Dodajmy, że pies pani Doroty – jak sama oznajmiła wyborcom – waży tylko 4,5 kilograma czyli tyle co duży kot. Mogłaby go właściwie przemycać pod swetrem. Piesek pani poseł miał poza tym prekursora, słynną Sabę marszałka Ludwika Dorna. Saba, niby sznaucer, swobodnie przechadzała się po Sejmie, była wyprowadzana przez borowców i doczekała się nawet inwokacji prezydenta Kwaśniewskiego. Brzmiała ona mniej więcej tak ( cytuję z pamięci): „ Ludwiku Dornie, psie Sabo, błagam, nie idźcie tą drogą”. Pani Dorota będzie mogła się oczywiście powołać również na precedens Incitatusa, którego cesarz rzymski Kaligula uczynił senatorem. Incitatus mieszkał w marmurowej stajni, jadł ze żłobu z kości słoniowej, nosił uprząż wysadzaną drogocennymi kamieniami, chodził okryty purpurą i miał do dyspozycji osiemnastu służących. Pies Pani Doroty ma więc przed sobą wielką przyszłość a ona sama bardzo wiele do zrobienia dla społeczeństwa.

Wśród senatorów widzimy Rafała Grupińskiego z KO oraz Michała Kamińskiego. Rafał Grupiński to człowiek orkiestra. Był ministrem, wydawcą, pisarzem, członkiem licznych rad i fundacji. Wchodził w skład Rady Muzeum Historii Żydów Polskich Polin w Warszawie lecz zasiadał również kiedyś w radzie nadzorczej Przedsiębiorstwa Produkcyjno-Handlowego AGROPOL w Sokołowie. Michał Kamiński to taki Jaś Wędrowniczek ( bon mot zapożyczyłam od Witolda Gadowskiego) polskiej sceny politycznej. Z pewnością będzie mógł wykorzystać swoje doświadczenie w transferach.

Jak Państwo widzą piszę tylko o wybitnych postaciach. Bardzo ciekawie wygląda droga życiowa i polityczna Włodzimierza Karpińskiego. Karpiński przebywający w więzieniu w związku z aferą śmieciową w Warszawie obejmuje mandat europosła, który chroni go przed prokuratorem. Nic nowego – mecenas Giertych ukrywający się przed prokuratorem za granicą też zostaje posłem co daje mu chwilowo ochronę przed zbytnią dociekliwością śledczych. Mecenas Giertych z racji wykształcenia i praktyki kryminalnej ma najwyższe kwalifikacje aby zostać ministrem sprawiedliwości. To słuszna droga. Najlepszym ekspertem w sprawie podpaleń jest przecież piroman -z atem piromana powinno się zatrudniać jako naczelnika Straży Pożarnej. Jak wiadomo hakerów zatrudnia się do walki z przestępstwami komputerowymi.

Do ustawowej walki z hejtem w Internecie może być zatem powołany Krzysztof Brejza – jak sam podaje- zawód senator. Teraz będzie podawał- zawód poseł. Pamiętam jak za czasów komuny zaśmiewaliśmy się z pewnego generała lotnictwa, który w sądzie podał jako swój zawód – generał. Pomimo, że ten generał wysłał na pewną śmierć dwóch lotników większość społeczeństwa nabrała do niego sympa

tii. Powszechnie wiadomo, że większość ludzi zdecydowanie woli osoby śmieszne od poważnych. Nie bez przyczyny, swego czasu, gwiazdą internetowych filmików stał się niejaki Kononowicz z Białegostoku, lansowany przez internautów na prezydenta RP. Ludzie wolą również na ogół niezamierzony talent komiczny od profesjonalnego rozbawiania. Podobny jak pan Kononowicz talent miał niegdyś Władysław Gomułka.

Niezamierzony, lecz duży efekt komiczny to również jedyne rozsądne wyjaśnienie niesłabnącego poparcia dla Donka, pomimo braku jakichkolwiek realnych tego podstaw. Donek to specjalista najwyższej klasy. Swą pokerową twarzą mógłby konkurować z Buster Keatonem. A jego sejmowa drużyna obok profesjonalnych błaznów ma wielu utalentowanych amatorów.

W tył zwrot

18 listopada  2023 r. | Nr 46/2023 (646)
W tył zwrot    
mtodd
    Szanowni Państwo!
       U zarania dziejów człowiek rozumny sformułował trzy zasady, do których podążał: dobroć, prawda i piękno. Z nimi utożsamiał Pana Boga, a z ich przeciwieństwami szatana.
       Z postulatu dobroci wzięła się moralność, a ta z kolei dała początek prawu. „Błędy i wypaczenia” w tej dziedzinie mają długą historię. Kaduk był niechlubnym przykładem naginania prawa. Unia Europejska powinna wystawić mu pomnik tuż obok postumentu Marksa.
       Prawda jest warunkiem koniecznym rozwoju nauki. Naginanie jej prowadzi zawsze do błędu poznawczego i końca jej rozwoju w każdej dziedzinie. Za czasów Związku Sowieckiego była niejaka tow. Lepieszyńska, która „udowodniła”, że potrafi ożywić materię nieożywioną. Obecne, nieprzebrane rzesze „profesorów” nie muszą już niczego udowadniać, wystarczy im sam tytuł do nobilitacji. Postępu w nauce dokonują jeszcze amatorzy, pasjonaci, jeśli udaje im się obejść profesorskie blokady.
       Najlepiej mają „artyści”. Porzucenie piękna na rzecz brzydoty zdaje się być oczywistą oczywistością. W malarstwie prekursorem tegoż był Picasso. Chciał sobie penie zakpić z głupich Francuzów, którzy kpiny nie zrozumieli i tak powstał Kubizm. Teraz piękno jest wypierane z każdej ze sztuk. Ładny kadr filmowy, to chyba raczej niedopatrzenie, a może chodzi o kontrast? Brzydka aktorka mamrocząca coś pod nosem, na tle pięknego krajobrazu może wydawać się jeszcze szpetniejsza.
       Czy jako ludzkość jesteśmy w odwrocie od tych trzech zasad? Nie martwmy się. Przyjdzie sztuczna inteligencja i pozamiata po nas cały ten świat, w którym już dla ludzi miejsca nie będzie.
Z pozdrowieniami
Małgorzata Todd

Peregrynacja Obrazu Matki Bożej Łaskawej

Laudetur Iesus Christus !

W imieniu Krucjaty Różańcowej w Łomży informuję, że jesteśmy wdzięczni Bogu i Matce, że obraz Sprawczyni cudów nad Wisłą (od Karpat po Bałtyk) przybywa do Łomży – Parafii p.w. Andrzeja Boboli. Bo przez wiele lat i wiele razy razy przy różnych okazjach modliliśmy się o nowy cud nad Wisłą. Z inspiracji, albo za zgodą Proboszcza ks. Andrzej Popielskiego. Np. w r 2020 w tej parafii odprawiliśmy Nowennę do Matki Bożej Łaskawej, na Przemienienie Pańskie rozpoczynając. 

Ale jest coraz więcej grzechów w Polsce, skoro coraz gorzej. Jednak nie ustajemy w ufnej modlitwie, bo „Jeżeli Matka Boska nas nie uratuje, to co się stanie z tym Narodem” – śpiewał bard Solidarności.

W związku z peregrynacją Obrazu Matki Bożej Łaskawej w Łomży, w imieniu Krucjaty Różańcowej poprosiłem o możliwość złożenia Aktu Wdzięczności – w imieniu ludu Łomży – Matce i Królowej Polski – Sprawczyni cudów nad Wisłą. 

Dziś ustalono, iż Akt zostanie złożony 18 XI na Mszy św. powitalnej, przed błogosławieństwem.

Jeszcze pragnę zaznaczyć, iż wiedziony jakąś ufnością wklejam w tle plakatów zapowiadających kolejne  Pokutne Marsze Różańcowe – Obraz Matki Bożej Łaskawej. Bo tylko Jezus Chrystus Król Polski i NMP Polski Królowa jeszcze mogą Naród Polski wydobyć z bagna bezbożnictwa i zapaści cywilizacyjnej..

Króluj nam Chryste, w Polsce i wszędzie!

Jerzy Kondrat

Ukraina wciela do wojska ciężarne kobiety

Ukraina zaczęła wcielać do wojska nawet ciężarne kobiety

drnowopolski 17 listopada, 2023 dr.nowopolski-ukraina-wcielac-do-wojska-nawet-ciezarne

Od ponad półtora roku słuchamy i czytamy o wszystkich mitycznych „zwycięstwach” wojsk reżimu kijowskiego. Jeśli wierzyć machinie propagandowej głównego nurtu, Rosja jest na skraju upadku, jej wojska są w rozsypce, prezydent Putin na zawsze ukrywa się w jakimś bunkrze itp. I w tym samym czasie ta sama machina propagandy głównego nurtu publikuje teksty o ogromnym wzroście liczby kobiet wcielanych przymusowo do oddziałów neonazistowskiej junty. Nasuwa się oczywiste pytanie: dlaczego? Dlaczego rzekomo „wygrywająca” strona miałaby narzucać komukolwiek pobór do wojska, a co dopiero kobietom? Mężczyźni znacznie lepiej nadają się na żołnierzy z oczywistych powodów biologicznych (chyba że jesteś ultraliberalnym, „przebudzonym” ekstremistą), pisze Drago Bosnic .

https://alethonews.com/2023/11/17/neo-nazi-junta-draft-commissions-now-after-pregnant-women/embed/#?secret=xW09TcaXRb#?secret=nsEEwDQqkJ

Kobiety z pewnością mogą odegrać rolę w obronie własnych krajów, ale w idealnym przypadku nie należy do tego zachęcać. Wojna zawsze była paskudnym zajęciem, nawet dla najtwardszych ludzi, o czym świadczy liczba weteranów cierpiących na zespół stresu pourazowego (PTSD). W związku z tym jednostki frontowe są szczególnie narażone na okropności wojny, a żołnierki z pewnością powinny być trzymane jak najdalej od stref bezpośrednich walk. Okropności, których mogą doświadczyć jeńcy wojenni płci męskiej, są już więcej niż wystarczające, podczas gdy kobiety w tej samej sytuacji są narażone na ryzyko przeżycia jeszcze gorszych okropności. Już samo to powinno dyskwalifikować żołnierki ze służby w jednostkach frontowych. Pomimo wielu znanych kobiet, które służyły na wojnach w doniosłych momentach historii, powinien to być aksjomat.

Wydaje się jednak, że reżim w Kijowie tej notatki nie otrzymał. Co gorsza, nie tylko wysyłają kobiety do okopów, ale obecnie zatrudniają także kobiety w ciąży. Tak, dobrze czytacie – Ukrainki w ciąży wysyłane są na linię frontu. Każdy zdrowy rozsądek nazwałby to zbrodnią wojenną. Tych, których wysyłają, można określić jedynie jako wrogów własnego ludu. Kobiety w ciąży są zdecydowanie najcenniejszymi ludźmi, jakie można sobie wyobrazić, a traktowanie ich bez absolutnej opieki jest po prostu zbrodnią. Biorąc pod uwagę trwający załamanie demograficzne na Ukrainie, kobiety (zwłaszcza kobiety w ciąży) powinny być najwyższym priorytetem, jeśli chodzi o zapewnienie im bezpieczeństwa i dobrostanu. Jednakże neonazistowska junta i jej władcy z NATO mają inne plany.

Tak naprawdę im zależy na nieskończonych dostawach mięsa armatniego. Jak dotąd jest co najmniej ćwierć miliona KIA (poległych w akcji), podczas gdy wielokrotnie więcej jest WIA/MIA (rannych/zaginionych w akcji). Niektórzy, jak pułkownik armii amerykańskiej Douglas McGregor (w stanie spoczynku), twierdzą, że liczby są znacznie gorsze. Według jego szacunków w bitwach zginęło dotychczas ponad pół miliona Ukraińców. Liczby mogą podlegać dyskusji, ale nie ma wątpliwości, że są przerażające. Ale to wciąż nie wystarczy politycznemu Zachodowi i jego ulubionemu marionetkowemu reżimowi. Neonazistowskie junty aktywnie werbują kobiety, aby zrekompensować te straty, ponieważ próby werbowania ukraińskich uchodźców mieszkających za granicą nie powiodły się, a kraje przyjmujące po prostu odmawiają ich egzekwowania.

Setki tysięcy młodych Ukraińców, którym nie dano szansy na opuszczenie kraju, ukrywa się, bo nie ma innego sposobu, aby uniknąć bezwzględnych komisji poborowych, które regularnie wyłapują ludzi na ulicach i wysyłają ich do jednostek frontowych. Oczywiście zwolnieni są z tego zwolennicy reżimu w Kijowie, a także ci, których stać na płacenie ogromnych łapówek wojskowym komisjom medycznym (MMC). W ten sposób synowie niezliczonej liczby skorumpowanych oligarchów otrzymują możliwość prowadzenia wystawnego stylu życia za granicą (wszystko kosztem narodu ukraińskiego), podczas gdy kobiety w ciąży wysyłane są na wojnę. Ponadto z niedawno opublikowanego materiału filmowego wynika, że ​​niektóre z nich zostały już przechwycone przez rosyjskie wojsko. Na nagraniu widać kobietę krzyczącą „Jestem w ciąży!” krzyczy, poddając się rosyjskim żołnierzom.

Choć można powiedzieć, że żołnierka na nagraniu mówi to po prostu ze strachu, to już pojawiły się skargi ze strony kobiet w ciąży powołanych do służby wojskowej. Ponieważ w różnych jednostkach służy obecnie ponad 50 000 żołnierek, liczba ciężarnych żołnierzy jest trudna do ustalenia, ale z łatwością może sięgać setek (jeśli nie nawet tysięcy). I chociaż ograniczenia prawne chroniły wcześniej kobiety, zakazując im służby w jednostkach frontowych, większość z nich została zniesiona po rozpoczęciu Specjalnej Operacji Wojskowej (SMO). Tak więc kobiety-żołnierze mogą teraz służyć jako strzelcy maszynowe, dowódcy czołgów, snajperzy, kierowcy ciężarówek itp. Niestety nie jest to zaskakujące, ponieważ osoby z poważną niepełnosprawnością fizyczną i psychiczną również są uważane za „zdolne do służby”.

Przywódca neonazistowskiej junty Wołodymyr Zełenski ma obsesję na punkcie zadowalania swoich władców z NATO, włączając w to „zwycięstwa” militarne za wszelką cenę. Doprowadziło to jedynie do dalszej eskalacji konfliktu między Zełenskim a naczelnym dowódcą reżimu w Kijowie, generałem Walerym Załużnym. Ten ostatni po prostu nie chce marnować życia niezliczonych żołnierzy tylko po to, by osiągnąć taktyczne „zwycięstwa”, które tak naprawdę nie zmieniają ogólnej sytuacji na polu bitwy. Bezpośrednie zaangażowanie Zełenskiego w sprawy wojskowe (w tym zakresie nie ma on żadnej wiedzy) jest nieustannym źródłem frustracji Załużnego i jego oficerów. Jest tak nieziemski, że jeszcze bardziej utrudnia i tak już nędzne życie setkom tysięcy ukraińskich żołnierzy, ponieważ brakuje im odpowiedniego przeszkolenia i zaopatrzenia.

Polska niedowieziona

Polska niedowieziona

14 listopada, wpis nr 1232 dziennikzarazy Jerzy Karwelis

Jak tu już zaprorokowałem na temat Tuska, trochę już wiadomo jak to będzie wyglądać. Biegacze kolejnej kadencji moszczą się w blokach i widać powoli jak, a właściwie w jakim kierunku, będą biegać. Jako się rzekło z Tuskiem, co widać zresztą po pierwszych posiedzeniach w Sejmie – będą igrzyska zamiast chleba. Pytanie tylko czy lud się tym pożywi? Ekstremalni pewnie i owszem, bo tym tak dudni zemstą w główkach, że długo nie usłyszą burczenia w brzuszkach. Ale z innymi będzie gorzej. Tusk ładnie wystawił Hołownię na marszałka Sejmu, bo ten się będzie zużywał w sejmowych awanturach, co osłabi jego potencjał jako kandydata na prezydenta koncyliacyjnego, na jakiego się maluje. Już mieliśmy tego próbę, kiedy po swoim sejmowym expose „marszałka wszystkich Polaków” wspólnie z kolegami, i własnymi głosami wykopał z prezydium Sejmu i Senatu przedstawicieli zwycięskiej w wyborach partii. Tusk siedział cichutko w ławach i się uśmiechał, bo rączki z tyłu, a brudną robotę odwalali inni. Ale to już drobnica – dzieje się za to w PiS-ie.

PiS i jego nowa narracja

Dzień pierwszy sejmowy, to PiS-u dwa wystąpienia: sprawozdanie ustępującego rządu autorstwa Mateusza Morawieckiego oraz wywiad w biegu, udzielony przez prezesa Kaczyńskiego. Ten ostatni był poprzedzony mniej emocjonalną i mniej wyzwiskową analizą dokonaną w przeddzień 11 listopada. Z tych wszystkich opowieści wyłania się nowy kierunek PiS-u, o dużym potencjale rozwojowym, ale przede wszystkim polaryzacyjnym. Chodzi o zapędy federalizacyjne Unii Europejskiej.

PiS samomianował się tu głównym walczącym z Unią. Ma to osiągnąć kilka celów (sceptycy mówią – kilka cel…). Po pierwsze PiS gra znowu na podział. Oni chyba tak już mają, że inaczej nie mogą. Zresztą cała scena polityczna gra na podział, bo to się najbardziej opłaca, ale jedynie w horyzoncie praktycznym. Dla powalczenia, wywalczenia i ewentualnie utrzymania władzy. Co oznacza zanik programów pozytywnych, bo jedyny postulat anihilacji przeciwnika, trudno uznać za coś budującego. Będziemy więc mieli powtórkę z rozrywki, czyli zawłaszczenie tematu unijnego, tworzenie sekt i fal histerii. Ale, używając analogii do scenariusza smoleńskiego z tą zanikającą suwerennością Polski, to tak jakby za sterami fatalnej tutki siedział Jarosław Kaczyński, a po jej rozwaleniu żalił się Polakom, że to wszystko przez Tuska. Przecież obecny lejek utraty właściwie już niepodległości nie powstał wczoraj – PiS ochoczo wchodził w niego przez ostatnie osiem lat, z naiwnością dzieciaka, co najmniej dając się ograć wciąż na ten sam trick.

Teraz więc narzekanie na Unię, której się podpisało wcześniej wszystko jest obliczone na łaskawą niepamięć, ale chyba tylko własnego twardego elektoratu. Ten jest w stanie wybaczyć Jarosławowi wszystko, a właściwie zapomnieć o niewygodnych faktach. Ale to „twardziele” z PiS-u. Inni, którzy się wahnęli w wyborach, przeszli to tu, to tam, i nie kupią tej bajeczki o niewinnych łątkach, które od tyłu zaszła Unia.

Znowu zły Tusk i Konfa

To jest też granie na złego Tuska, ten bowiem, nawet jakby tylko realizował dalszy ciąg kalendarza utraty suwerenności rozpisanego przez PiS, wyjdzie na strasznego egzekutora brukselsko-berlińskich zapędów. Tu będzie jechane. Spodziewajmy się rwania biało-czerwonych szat z trybuny sejmowej, oraz oczywistych replik ze strony nowej większości – o co wam chodzi, pany, przecież jedziemy na wspólnym wózku, który wy też pchaliście w tę stronę. Oczywiście, Tusku poluzuje parę propozycji, które niby pójdą za daleko, wstawi się o odpuszczenie do Ursuli, nawet wskaże palcem na PiS, że już z tym pozbawieniem suwerenności to się zapędził swoimi zgodami. Ale to będą tylko harce na użytek wewnętrzny – na zewnątrz wszystko się odbędzie jak trzeba.

PiS robi to też ze względu na konkurencję z prawej strony. Znowu wnioski błędne zostały wyciągnięte z oczywistych faktów. Czyli znowu – żadnych kolegów, żadnego hodowania rozszerzających swój elektorat przyszłych partnerów koalicyjnych. Kaczyńskiemu dwa razy udał się cud – hołdując strategii „ja siama” udało mu się zebrać większość, a to jest cud właśnie w obowiązującej ordynacji proporcjonalnej, która zakłada rozproszenie i zdolność do koalicji. I dalej w to brnie. Symbolem tego, że teraz będzie na złą Konfederację jest nawet taka małostkowość, jak odmówienie jej siedzenia w ławach sejmowych z brzegu prawej strony. Nawet wizualnie PiS ma wyglądać na jedyną prawicową partię, choć rację miał pewien X-sowicz, że tak naprawdę, biorąc pod uwagę podejście do gospodarki i polityki społecznej, to PiS powinien siedzieć gdzieś pomiędzy Koalicją Obywatelską a Lewicą. PiS rzutem na taśmę a właściwie zrządzeniem losu odebrał w końcówce kampanii monopol Konfederacji na dwa kluczowe dla niej tematy: Ukraina i migranci – widzi w tej niszy swoją szansę na wywalenie z tych pól konkurencyjnej Konfederacji, którą już od dni pierwszych sejmowych oskarża o kolaborację z tuskami. Zrządzenie losu z tymi dwoma tematami nie polegało na tym, że Kaczyński zobaczył tam szansę. Bóg chyba jednak go lubi(-ł?), bo znowu poddał mu fuksa, jakim był widowiskowy najazd migrantów na Lampeduzę, żeby nie wspomnieć o tym, że buta Zełeńskiego dała mu pretekst do zmiany narracji proukraińskiej. Doszło aż do tego, że PiS pojawił się na granicy i u rolników jako ich obrońca. I znowu jak z Unią – najpierw sam powywijał jako „sługa narodu ukraińskiego”, by za chwilkę taktycznie wstawić się za ofiarami swych własnych błędów.

PiS idzie na podział, czego dowodem jest wręcz prowokacyjne wystawienie posłanki Witek na stanowisko marszałka Sejmu. Wiadomo było, że nie przejdzie, że to jest pusty gest, mający tylko rozsierdzić jeszcze tylko przez chwilę opozycyjne ławy. Tyle się przy tych pierwszych podchodach nagadało na Witek (genialny jak zwykle Braun! I tego człowieka schowano na wybory, by zamiast soczystych i kwiecistych połajań na system zaprezentować centromiałkość samobójczej narracji Konfederacji w końcówce kampanii), tyle się nagadało, że jej krytyczna ocena przeniosła się na jej porażkę w kandydowaniu również na wicemarszałka. PiS to moim zdaniem robi specjalnie, by pokazać brzydką twarz opozycji, ale i nowego marszałka. Czyli gramy na zaostrzenie podziału, nawet za cenę nieobsadzenia wakującego stanowiska. Będzie mówione – proszę, tacyście nowi, a nie ma w prezydium Sejmu nikogo ze zwycięskiej partii! Opozycja zgodziłaby się pewnie na inną propozycję PiS-u, ale właśnie o to chodzi, by się na tę konkretną nie zgodziła, po to by utyskiwać na gorsze (w rzeczywistości takie same, tyle, że ze znakiem odwrotnym) standardy nowej władzy.

Zmarnowane referendum

Ale głównym pisowskim tematem grzanym będzie walka o utrzymanie unijnego weta. Tu będzie totalny monopol na temat, dopóki PiS nie odda publicznej telewizji. To zajmie tak ze trzy miesiące, zanim pojawią się tam komisarze, ale przez ten czas będzie dudnienie w jeden bęben. A przecież można było inaczej. PiS musi teraz żałować, że przerżnął z głupoty referendum. Gdyby tam wstawił jedno pytanie o zaakceptowanie rezygnacji z weta, to miałby i frekwencję, i większość po swojej stronie. Teraz by szermował wolą ludu, że tuski jej nie respektują, mimo tego, że od wyniku, nawet stanowiącego, referendum daleka droga do realizacji, to można byłoby wtedy mocno grzać temat i nawet zrobić ruch na referendum polexitowe, a co najmniej dać sobie nowy impuls do zjednoczenia eurosceptyków z nową narracją. Ta dzisiaj jest już przegrzana po pudle referendalnym.

Najgorsze jest, że to temat ważny, tylko… PiS się za niego wziął. Przypomnę, że formacja Kaczyńskiego miała od 2015 roku dość dobrze zdefiniowany projekt tego, gdzie się ma znaleźć Polska. Tylko realizacja nie wyszła. Nie wyszła na tyle, że z powodów wręcz estetycznych Polacy przyjęli projekt dużo gorszy, nawet o tym nie wiedząc. Ale tak to jest z PiS-em: swoją kampanię tradycyjnie oparł na polaryzacji, walił w Tuska, zamiast przypominać o swoich dobrych dokonaniach. Suweren więc o tym zapomniał, zniesmaczył się tą ciągłą walką i poszedł nie do Tuska, ale do… Hołowni, który wrzucił pod koniec kampanii ideę pojednania, którą kupił elektorat zmęczony Tuskiem.

Należy też przypomnieć, że wielu głosujących z powodu młodego wieku nie pamiętało rządów Tuska, a tylko tego strasznego PiS-u, więc dla nich decyzja była boleśnie prosta – może być tylko lepiej. Ci, niewiele wiedzieli o osiągnięciach PiS-u, dla nich to była normalka, zawsze tak było za ich świadomego życia, wystarczy sobie tylko uświadomić, że najmłodsi głosujący na Tuska mieli po 10 lat, jak w 2015 roku odchodził pełowski klientelizm z jego wrodzonymi wadami, które teraz – zmutowane – będzie można obejrzeć ponownie. Dla nich dorosłe życie to ten okropny PiS, którym straszono codziennie, a który sam dostarczał kontrargumentów przeciw sobie, popadając w pychę opartą na (mylnym okazało się) przeświadczeniu, że jesteśmy jacy jesteśmy, ale alternatywą jest straszny Donek. A okazało się, że to magicznie sprawdzające się do dziś zaklęcie już nie działa, zaś perspektywa pojednania i zejścia z kręgu wojny polsko-polskiej emulowana fałszywie przez Trzecią Drogę pozwala wahającemu się wyborcy wybrać coś innego niż proponowane „mniejsze zło”.

Zawłaszczą i nie dowiozą

To rodzi niebezpieczeństwo takie, że taktyczne znowu, i obliczone na rynek wewnętrzny, zmonopolizowanie przez PiS tematu obrony naszej suwerenności przed Unią może skończyć się tak samo. Strategiczny temat będzie niedowieziony. Najpierw pogonimy wszystkich konkurentów do tej idei, zawłaszczymy ją, a potem spitolimy. Jak zwykle. Dlatego jest to niebezpieczny moment, bo nie tylko PiS może to przegrać, ale i wszyscy Polacy.    

Napisał Jerzy Karwelis

Soros i Ringier Axel Springer właśnie dokonały podziału polskich mediów

Co z pluralizmem? Soros kupił udziały w Wirtualnej Polsce

5–6 minut


Francuski portal internetowy „Observatoire du journalisme” podał, że fundusz inwestycyjny znanego węgierskiego [?? md] miliardera Geogre’a Sorosa Media Development Investment Fund oraz niemiecki koncern Ringier Axel Springer dokonały podziału polskich mediów między siebie.

Według materiału zamieszczonego w „Observatoire du journalisme” w dniu 8 listopada radę nadzorczą holdingu Wirtualnej Polski zasilił przedstawiciel funduszu George’a Sorosa. Portal dodał, że rodzina Sorosa opanowała w 2016 roku przyczółek w polskiej prasie codziennej, a później rozwinęła swoje wpływy na radio, co miało miejsce w 2019 roku. Z początkiem października bieżącego roku familia wpływowego węgierskiego finansisty zakupiła udziały w Wirtualnej Polsce.

Francuski portal podał informację, że szacunkowa kwota, za jaką Soros nabył 0,2 proc. udziałów w Wirtualnej Polsce wynosi sześć milionów złotych. Autorzy publikacji określili wkład inwestycyjny Sorosa jako „szlachetny cel”, który przede wszystkim ma wesprzeć niezależność mediów w Polsce. Według ich informacji włodarze Wirtualnej Polski postanowili sprzedać udziały funduszowi Media Development Investment poniżej rzeczywistej ceny rynkowej.

Polityczne intencje

Wsparcie finansowe Sorosa dla Wirtualnej Polski utożsamiane jest przez samego jej prezesa w kategoriach politycznych.

W tym przypadku znacznie ważniejsze dla nas jako właścicieli jest jednak znalezienie partnera, który wesprze nas w obronie wolności mediów w Polsce. Pakiet kontrolny pozostaje w polskich rękach — powiedział Jacek Świderski, zacytowany przez „Observatoire du journalisme”.

Intencji wykupienia 0,2 proc. akcji przez fundusz George’a Sorosa nie kryje również inny prominent z MDIF.

MDIF wspiera wolne media na całym świecie, ponieważ są one podstawą demokracji i kręgosłupem społeczeństwa obywatelskiego. (…) Ta inwestycja pokazuje stałe zaangażowanie MDIF w ochronę niezależnych mediów na polskim rynku — zaznaczył Harlan Mandel z CEO MDIF.

Co ciekawe, francuscy dziennikarze zwrócili uwagę w swoim artykule na rywalizację Wirtualnej Polski i portalu Onet.pl o miano najchętniej odwiedzanego polskiego portalu informacyjnego.

Podział rynku medialnego

W publikacji zaznaczono również, że rynek medialny w Polsce został zdominowany przez media, które nie kryją swoich sympatii do Koalicji Obywatelskiej. Francuski portal nie ukrywa, że Onet jest własnością medialnej grupy Ringier Axel Springer, do której nalezy również dziennik „Fakt” i tygodnik „Newsweek Polska”.

W dalszej części artykuły można przeczytać o tym, że Holding Wirtualna Polska jest w posiadaniu o2.pl, a portal Gazeta.pl to własność „Gazety Wyborczej” z grupy medialnej Agora, gdzie George Soros także ma swoje udziały.

Na trzecim miejscu listy polskich portali znalazła się interia.pl, ktora należy do grupy Polsat. W tym przypadku wskazano, że grupa ta jest mniej wrogo nastawiona do konserwatystów [sic!! md] z Prawa i Sprawiedliwości.

Interesujące, że portal „Observatoire du journalisme” dość trzeźwo w swej analizie podchodzi do sprawy ewentualnego przejęcia polskich mediów publicznych przez formującą się koalicję KO, Trzeciej Drogi i Lewicy. W tym kontekście można przeczytać, że jeśli TVP znów dostanie się w ręce stronnictwa Donalda Tuska, to polskie media staną się monotonne jak przed dojściem PiS do władzy.

Media współzależne

Analiza dotyczy także grupy Gremi Media, do której należą dzienniki „Rzeczpospolita” i „Parkiet”. Tutaj w posiadaniu największej ilości udziałów jest Pluralis B.V., spółka z Holandii. Ona również należy do funduszy George’a Sorosa.

Francuski portal pokusił się o stwierdzenie, że w Polsce zamiast mediów niezależnych istnieją „media współzależne w ramach tej samej sieci”.

Podsumowanie publikacji nie jest pokrzepiające, gdyż mimo przewidywań, że w nieodległym czasie we Francji nie będzie się już dłużej słyszeć o problemach wolności mediów i  pluralizmu w Polsce, to dopiero teraz zaczną się one naprawdę. Autorzy podkreślają, że najpotężniejsze i najbogatsze medialne ośrodki nad Wisłą stoją już po stronie Donalda Tuska i jego akolitów.

pn/tvp.info

Publikacja dostępna na stronie: https://wpolityce.pl/media/671164-co-z-pluralizmem-soros-kupil-udzialy-w-wirtualnej-polsce

Zamoyski #6486

Dlaczego jasno nie okreslicie, ze sa to skoordynowane dzialania? Strefa informacyjna i medialna jest tak wazna stratagicznie, jak energia, obronnosc i sadownictwo. Powinna byc objeta szczegolna piecza i uwaga. Powazne panstwa maja to restrykcyjnie uporzadkowane, ale trudno nazwac PL powaznym panstwem. Republika bananowa kolesi Tuska. Dramat.

mello #15031

Wielkie zaniedbanie. Mało się o tym mówi, do dziś nie mam wiedzy, dlaczego nie uchwalono ustawy, zabraniającym obcym podmiotom posiadanie wiecej niż 30% akcji danego medium. Czy są, były jakies przeszkody? Może ktoś wie? Może o tym należałoby wiecej pisać?

 Brr #34382

Syn Sorosa powiedzial publicznie ze jest jeszcze bardziej radykalny jak ojciec . Wlasnie przejal po nim schede.

wgm #2595

SP.pl Sorosowa Polska Gazeta Sorosa Radio Zet Soros Radio TokSoros * Der Onet Der Newsweek Der Fakt ** Trzeba będzie jak za komuny – czytać między wierszami.

Miles #19224

Czy rodzina Sorosa poprzez prezydenta Warszawy Trzaskowskiego, który korzystał ze stypendium Sorosa, a niedawno nawet fotografował się z Sorosem jr., nie uzyskała nienależnych wpływów w Warszawie? Czy nie wspierała, poprzez Trzaskowskiego, marszów zwolenników Tuska?

Jajec #20970

Taka to była „repolonizacja mediów”. No takiej repolonizacji to świat nie widział jeszcze. Prezes Obajtek zrobił co mógł i kupił kilka małych gazetek. I to wszystko. Taka repolonizacja! I wybory chcieliście wygrać? Repolonizatorzy w krótkich spodenkach!

Mop #36600

Nic dziwnego, że tylu ludzi ma wyprane mózgi skoro z wielu strony atakuje ich lewactwo, które opanowało media. Na każdym już kroku widać tę ofensywę w portalach internetowych, filmach i prasie. Nawet programów czy treści historycznych nie można spokojnie obejrzeć (np. Discovery) czy poczytać nie natykając się na każdym kroku na natarczywą indoktrynację, a to o Hilterze atakującym Polskę, a wojska niemieckie tylko maszerują, bo mordują przecież tylko naziści, a to o np. miastach na śląsku w ramach programu Polska z góry, gdzie lektor natarczywie przypomina, że są one pod polską administracją (jakby miały zaraz wrócić do Reichu). Niestety te medialne działania Sorosa odnoszą skutek, co widać po wyborach, jak i obserwuję to zjawisko w rozmowach z ludźmi z otoczenia (wszyscy po studiach) powtarzającymi bezkrytycznie różne głupoty z Wyborczej czy TVN. Gdy ich pytam czemu tak nienawidzą PIS, a przecież biorą 500+, wyprawki i inne benefity, to plotą coś o zagrożeniu demokracji, ale szczegółowo to nie wiedzą dlaczego. Typowy wyprany mózg.

karowd #17859

Okazuje się, że w świetle kamer i z przychylnością różnych „wolnościowych” gremiów, powstaje w Polsce państwo totalitarne. Pierwsze oznaki już widać: brak reprezentacji najsilniejszego klubu w Prezydium Sejmu, przejmowanie TVP. groźby rozliczeń poprzedniej władzy (w sposób bezprawny); promowanie ludzi mających zarzuty prokuratorskie o przestępstwa kryminalne. Jakby tego było mało zwycięstwo opozycji w ostatnich wyborach osiągnięte zostało w sposób co najmniej wątpliwy. Wyborcy głosujący na PSL nie głosowali na Donalda Tuska, na Hołownie nie głosowali na Czarzastego. Pytanie ilu z tych wyborców popiera zmianę w prawie aborcyjnym. Na dodatek spory udział w tym wątpliwym zwycięstwie mają zagraniczne grupy medialne, które mają swoje interesy i nie pokrywają się one z pomyślnością Polski. Także wyborcy centrolewu nie unikniecie odpowiedzialności za poparcie nieograniczonej aborcji. Jeżeli jest uniwersalna sprawiedliwość, to kiedyś spotkacie się z jej wyrokiem. Na koniec pani Holland. My nie najechaliśmy na Białoruś. To ten kraj napadł na Polskę za pomocą migrantów. Przecież mogli zostać u Łukaszenki. Pamięta pani „Obronę Głogowa”, pewnie nie, bo to nie pasuje do kontekstu pani twórczości.

Jeffrey Sachs, Mateusz Jakub M. – prorok Wielkiego Resetu i zrównoważony rozwój służb

Jeffrey Sachs, Mateusz Jakub M. – prorok Wielkiego Resetu i zrównoważony rozwój służb

wawel , 18 listopada 2023 ekspedyt-effrey-sachs-mateusz-jakub-m-prorok-wielkiego-resetu

Premier Mateusz Jakub Morawiecki wczoraj zapowiedział, że nowy rząd ma się formować pod hasłami Koalicja Polskich Spraw i Zrównoważony Rozwój. Premier Jakub M. od momentu swojego exposé do dzisiaj wykazuje wyjątkową słabość do idei Zrównoważonego Rozwoju (SUSTAINABLE DEVELOPMENT)  Jeffreya Sachsa (znanego z planu Balcerowicza).

J. Sachs jest Dyrektorem Centrum Zrównoważonego Rozwoju na Uniwersytecie Columbia. Oczywiście, lisek chytrusek Jakub, od 2017 r. tak przedstawia opinii publicznej ów Zrównoważony Rozwój, żeby elektorat PIS-u z Trąbek Wielkich Jerychońskich myślał, że tu chodzi tylko o zrównanie (zrównoważenie) wsi z miastami, Trąbek Wielkich Jerychońskich z Warszawą itp.

Słowem nasz Jakub nie zająknie się, że Zrównoważony Rozwój to cały pakiet, czyli tzw. w komunizmie “sprzedaż wiązana”. Nabywasz to, co jest ci potrzebne ale pod warunkiem nabycia tego, co jest ci zbędne, albo czego winieneś się wręcz wystrzegać. Wyczerpuje to definicję niewolnictwa: masz wikt (zielony i entomologiczny) oraz opierunek (w wypożyczonych i będących własnością całego kibucu pralkach) a o całej reszcie możesz zapomnieć. You’ll own nothing and be happy…

image
image

Ilustracja. Cele Zrównoważonego Rozwoju.

image

Zrównoważony Rozwój to kompleksowa, globalna operacja kulturowo-ekonomiczno-psychologiczna (socjalizm oligarchiczno-plutokratyczny plus kolektywizm neomarksistowski). W jego kilkunastu celach są precyzyjnie “upakowane” wszystkie czynniki destruujące tożsamość i zamożność cywilizacji zachodniej. Jest tam “zzipowana” plemienna ideologia gender, anomalistyczny atak na tradycyjną moralność (LGBT, relatywizacja pedofilii, wprowadzenie płci urojonej oraz… normalizacja sadomasochizmu i fetyszyzmu), walka z globalnym ociepleniem, walka ze zmianami klimatu, walka z CO2, neomarksistowska destrukcja edukacji, sukcesywne niszczenie naturalnego rolnictwa i hodowli na rzecz “hodowli” syntetycznej żywności (sztuczne mięso w kadziach, owady etc.), przechwycenie zasobów naturalnych (lasy, zbiorniki wodne), przygotowywanie faszystowskiego traktatu pandemicznego WHO, zacieśniająca się cenzura, likwidacja własności (ekonomia współdzielenia), transhumanizm, cyfrowa inwigilacja… ciała, psychiki i mobilności, centralna, cyfrowa waluta połączona z chińskim kredytem społecznym i wiele, wiele innych niespodzianek od naszych ukochanych, dynastycznych filantropów…

2.

Mało kto zauważył, że Premier Jakub Mateusz głosił, sławił i promował Wielki Reset już 2,5 roku przed jego powiązaniem z pseudopandemią Covid i ogłoszeniem przez Klausa Schwaba w książce “COVID-19: The Great Reset”. W swoim exposé z 2017 r. Jakub Mateusz promował hasło Nie będziesz miał nic i będziesz szczęśliwy, nie w tym brzmieniu w jakim ogłosił je krąg Światowego Forum Ekonomicznego 2,5 roku później, lecz opisowo i w języku technicznym: “[…] gospodarka współdzielenia to nowy nurt myślenia w gospodarce o środowisku, o życiu społecznym, o życiu gospodarczym. Jest to odejście od skupienia się na własnych potrzebach na rzecz wspólnoty i wspólnego dobra.”

Skąd takie prorocze zdolności magistra historii z Wrocławia? Czyżby gorąca linia z przyszłą stolicą UE, Berlinem (filią Waszyngtonu z o.o.)? 😉

image

3.

Andrzej Czyżewski to były prokurator, działacz „Solidarności”, internowany w 1981 r. (jako jeden z dwóch w kraju prokuratorów), w latach 90 współpracownik Uniwersytetu w Hamburgu, później związany z firmami paliwowymi i budowlanymi w Niemczech, w Belgii i w Holandii, ekspert międzynarodowych grup gospodarczych działających w Polsce. Zasłynął ujawnieniem w 2000 r. kulisów działania mafii paliwowej w Polsce.

Prokurator Andrzej M.Czyżewski twierdzi, że Solidarność Walcząca (jak i wiele innych, podobnych grupek) została założona przez WSI (prawdopodobnie – podobnie jak V Komenda WiN – w celu odławiania potencjalnie najgroźniejszych patriotów) i że dokumenty to potwierdzające osobiście oglądał i kopiował w archiwum Stasi, tzn. Federalnym Urzędzie ds. Akt Stasi (Instytut Gaucka) i przekazał także kilku osobom. Twierdzi też, że ma kopie dokumentów pokazujących czarno na białym, że obaj panowie Morawieccy mieli swoich oficerów prowadzących z WSI. Prokurator Czyżewski relacjonuje też kulisy “kariery” bankowej p.Mateusza…

Ostatnio wersję prokuratora Czyżewskiego potwierdził Leszek Szymowski.

I co? I nic. Wszyscy milczą. Nikt nie zakłada sprawy. Oprócz niszowych stron internetowych – woda w usta. Niech żyje Rzeczpospolita haków! I SW niech żyje, jedyna nie zinfiltrowana organizacja w całym obozie sowieckim! ; ) Jeśli lud w to wierzy, to tak jest i tak będzie! Bo ma być tak, jak być ma! A wiara czyni cuda. A służby mają wszystko – jak mówił… Mateusz na amerykańskich, sowich taśmach – mają nawet wszystkie banki (tutaj sprostaczył trochę ten wgląd za kulisy nasz Mateusz, bo struktura zakulisowej władzy jest trochę bardziej złożona i są instancje bardziej fundamentalne od służb, albo co najmniej będące równej rangi).

4.

Mateusz Morawiecki objął stanowisko kapitana nawy państwowej podczas tzw. rekonstrukcji, która spowodowała pełzające samobójstwo PIS-u. Mało kto pamięta dziwne okoliczności owej rewolucji zarządzania dużym krajem w środku Europy. Otóż w czasie procesu rekonstrukcji pojawiła się informacja, że radykalne zmiany muszą zajść w rządzie, gdyż są jakieś informacje od służb o sytuacji międzynarodowej, która tego wymaga. Pisał o tych tajnych informacjach od służb nawet prof. Andrzej Nowak.

Pół roku wcześniej pojawiały się naciski ze strony izraelskiej co do konieczności zmian w… polskim rządzie (na stanowisku premiera i niektórych ministrów). Informowały o tym portale izraelskie. Mówił o tym też JK. Później był telefon od Merkel. Ewidentnie służby (Mosad, BND, CIA) kręciły się wokół polskich spraw.

Jakie (dez)informacje dostały  polskie służby od “sojuszniczych”, tego się raczej nie dowiemy. W każdym razie przekazano ten pakiet dezinformacyjny Prezesowi. Dziadkowi, który nawet matury nie był w stanie zdać o własnych siłach i przez całą późniejszą drogę “naukową” musiał być prowadzony przez starszych i mądrzejszych – było łatwo wcisnąć dowolny matriks… Po to, by umieścić na wierchuszce w centrum Europy najbardziej ergonomiczną marionetę. Może też najbardziej zahakowaną.

Istnieje też pewna ewentualność, że nie był to matriks i że planowano którąś z operacji – “pandemia”, “ukraińska wojna”, fałszywa flaga Hamasu (?) – i chciano mieć na czele RP osobę maksymalnie poręczną (przypomnijmy sobie późniejszą nadgorliwość Mateusza Jakuba: najwięcej w Europie psu na budę potrzebnych szpitali tymczasowych, zapowiedź budowy fabryki szczepionek w Polsce, irracjonalne wyrwanie się Mateusza przed szereg z  sankcjami na Rosję itd.).

W każdym razie pionek Jakub Mateusz został wstawiony na szachownicę w trakcie partii szachów przez tzw. “umbrella people”…, czyli przez jedno, dwa lub trzy państwa (USA – Izrael, RFN), które wypełniają definicję  ‘counterintelligence state’ (“Państwo kontrwywiadowcze to państwo, w którym służba bezpieczeństwa państwa penetruje i przenika wszystkie instytucje społeczne, w tym wojsko”, https://en.wikipedia.org/wiki/Counterintelligence_state). Szczegółów operacji zamiany pionków nie poznamy, ale wiemy, że miała miejsce i że w obcych interesach.

5.

Na zakończenie zbadajmy prorocze geny i zdolności naszego Premiera.

Pamięć i archiwa to dobra rzecz. Dlatego z punktu widzenia orwellowskich demiurgów muszą zostać zneutralizowane. Co nie zawsze jest proste, dzięki czemu możemy przytoczyć z 2017 r. expose premiera będące proroczą wizją (czasem dosłowną, czasem brzmiącą jak czarna ironia) ery “pandemii” i Wielkiego Resetu:

“Sercem naszej filozofii gospodarczej są mikro, małe i średnie firmy, [= LOCKDOWN], które dają utrzymanie milionów Polaków. Dla małych i średnich przedsiębiorców mam ważne przesłanie: wszyscy uczciwi przedsiębiorcy mogą oczekiwać dbałości o otoczenie prawne, [=ZARZĄDZENIA] a jednocześnie równych zasad konkurencji [= WYKUPYWANIE ZBANKRUTOWANYCH MAŁYCH I ŚREDNICH FIRM PRZEZ HOLDINGI I KORPORACJE]

Jednocześnie też chciałbym poruszyć przy tej okazji, może taki ważny społeczny i gospodarczo temat jakim jest gospodarka współdzielenia. [= KOMUNIZM] To nowy nurt myślenia [= WIELKI RESET] w gospodarce o środowisku, o życiu społecznym, o życiu gospodarczym. Jest to odejście od skupienia się na własnych potrzebach [ = NIC NIE BĘDZIESZ MIEĆ, ALE BĘDZIESZ SZCZĘŚLIWY] na rzecz wspólnoty i wspólnego dobra.[= TECHNOFEUDALIZM = KLAUS SCHWAB] Zresztą jest to zbieżne z chrześcijańską nauką [ = NIE LICZCIE NA KOŚCIÓŁ, ONI TEŻ DOŁĄCZAJĄ DO NAS], jest to zbieżne z etyką „Solidarności” [ = LOŻE JUŻ PISZĄ PROGRAMY DLA “WEF”], ale o dziwo – i bardzo się cieszę – jest to również zbieżne ze strategią Komisji Europejskiej  [= SOWIECKI SOJUZ]– nie zawsze się to zdarza.

Korzyści płynące z gospodarki współdzielenia to: wyższa produktywność gospodarki, właśnie czystsze środowisko, lepsze wykorzystanie zasobów naturalnych i oszczędności dla naszego portfela [ = DLA ICH PORTFELA]. To wszystko jest dzisiaj możliwe dzięki technologii. Ja wierzę, że właśnie technologia [ = TECHNOKRACJA] – również wszystkich nas tutaj – może dzisiaj połączyć.

Bezpieczeństwo naszego kraju, naszych rodaków, [= ORWELL] było, jest, i będzie priorytetem działań rządu Prawa i Sprawiedliwości. Dzięki dotychczasowym działaniom naszego rządu ponad 90 proc. Polaków uważa, że w Polsce żyje się bezpiecznie. Pragnę też, by wszyscy żołnierze, policjanci, strażacy, strażnicy, funkcjonariusze – dzielni, odważni ludzie – wiedzieli, że mogą liczyć na państwo, bo są jego tarczą i mieczem,[= ORWELL] i bardzo im wszystkim dziękuję.

Następne pole naszych działań to program Przyjazna Polska. Miarą dojrzałości państwa jest to, jak traktuje i opiekuje się swoimi słabszymi obywatelami. Naszym wielkim zadaniem będzie stworzenie Polski prawdziwie przyjaznej dla osób starszych i niepełnosprawnych. [250 TYS. NADMIAROWYCH przeniesień na przyjazne łono Abrahama] Dzisiaj wiele osób z niepełnosprawnościami wciąż nie ma możliwości w pełni funkcjonować w życiu społecznym i zawodowym. Seniorom i emerytom będziemy nadal pomagać w najróżniejszy sposób [ = W ICH DŁUUUGIEJ JAK STRZYKAWKA PODRÓŻY PRZEZ ŻYCIE].”

Jeffrey Sachs at the opening of the third Siena Advanced School on Sustainable Development - enelfoundation.org
Prof Jeffrey Sachs - Building Back Better: Sustainability Post-COVID-19 - YouTube

Dyrektor Centrum Zrównoważonego Rozwoju.

Doktryna, CPK, czyli o Amerykanach wychodzących po angielsku

Doktryna, CPK, czyli o Amerykanach wychodzących po angielsku

Autor: Ewaryst Fedorowicz , 17 listopada 2023 ekspedyto-amerykanach-wychodzacych-po-angielsku

Kolonie nie mają doktryny, ponieważ ze swej, ułomnej natury, są nie podmiotem, a przedmiotem.

Przedmiotem, podlegającym obrotowi, w którym to obrocie uczestniczą zbywca i nabywca.

***

Kiedy panowie Kriuczkow i Fried dogadywali szczegóły przekazywania dotychczasowej, sowieckiej kolonii w amerykańską sferę wpływów, pijany tzw. wolnością lud tubylczy, nie zwracał uwagi na takie detale, jak wielkoskalowa (to modne dziś określenie) grabież (marka handlowa – transformacja).

Trzeba przyznać, że Amerykanie zachowali się pragmatycznie i na początku, błyskawicznie wycisnęli z nowej kolonii co się dało (a dało się wiele, bo PRL była kolonią zasobną), po czym w ramach tzw. partnership in leadership , wydzierżawili Kraj nad Wisłą (dalej KnW) swoim, zaufanym wasalom, czyli Niemcom, którzy kontynuowali grabież latami, z właściwą sobie systematycznością.

Wyciskanie odbywało się przy udziale sitw kompradorskich (najpierw kapitalistycznych, potem socjalistycznych), pod czujną opieką przewerbowanych z rubli na dolary smutnych panów, co gwarantowało i regularność transferów haraczu, i spokój.

Pragmatyzm amerykański (czyli grab and run) wynikał z tzw. twardej przesłanki:

kolonia była położona daleko, bo aż za oceanem, a niemiecki wasal miał KnW tuż za rzeką, czyli najdosłowniej pod (grabiącą) ręką.
***

Emancypacja (nadmierna zdaniem Waszyngtonu) wasala niemieckiego, sprowokowała ponowne wejście do gry Amerykanów (to nie ja – to staliniątko Targalski), które spowodowało 8 lat temu przemeblowanie tzw. sceny politycznej w KnW.

Ale każdy, kto choć raz meblował mieszkanie wie, że meble (jak każdy sprzęt) się zużywają, nie tylko fizycznie, ale i moralnie.

Dlatego też, powróceni do gry Amerykanie, zmajstrowali nowoczesny zestaw meblowy „Szymek”, który ma zastąpić zużytą (fizycznie i moralnie) post peerelowską meblościankę „Jarek”, z jednoczesnym przyblokowaniem przestrzeni mieszkaniowej dla importowanych zza Odry meblarskich szrotów, pod roboczą marką „Donek”.

***

Kolonia KnW była i jest kompradorsko zarządzana przez lokalsów w najlepszym razie bez kindersztuby, a w najgorszym… wstyd być precyzyjnym, co każdy mógł (i może) sam zauważyć i usłyszeć.

Oczywiście wiek zaawansowany daje tu wielki handicap, bo ja pamiętam ferajny Gomułki, Gierka, Jaruzelskiego, Mazowieckiego, Bieleckiego. Suchockiej, Cimoszewicza…aż do Morawieckiego włącznie i bez problemu dostrzegam swoim, uzbrojonym w okulary okiem, nieustanną replikację buractwa, wyłażącego spod pseudo-inteligenckiej panierki.

I dlatego bardzo sobie cenię dobre maniery.

Rzecz jasna, wzorem savoir vivre jest Albion, znany ze swej uprzejmości aż po ostatni stopień szafotu.
Do kodeksu dobrych manier wrócę po krótkim opisie sensacyjki, której autorem jest prezes NBP Glapiński, który w przerwach pomiędzy naradami z asystentkami potrafi strzelić takim bon motem, że buzi dać (to przenośnia):

„Jest (…) bezpieczeństwo (…) militarne, bo jesteśmy częścią NATO.
Chociaż między nami Polakami (…) bez centralnego portu komunikacyjnego, ten 5 punkt NATO jest po prostu punktem.
Musi być taki port, żeby amerykańskie na przykład wspomożenie obrony naszego wschodu miało gdzie wylądować i się logistycznie rozłożyć.
O tym się nie mówi publicznie, bo każdy się boi, ja się nie boję, powiem: ogromne znaczenie strategiczne, militarne CPK a nie fiu bździu”

To piękne, że pomiędzy obowiązującym bajdurzeniem o wygodzie Polaków podróżujących po świecie, ktoś wreszcie powiedział, że budujemy CPK dla Amerykanów, żeby mogli tu przylecieć (do czego jeszcze wrócę).

Budujemy za w sumie nieduże pieniądze, bo 40 miliardów, co wobec 100 miliardów wydanych w rok na ferajnę pajaca Zełeńskiego jest niewiele.

Bo jak nam Ukraina te 100 miliardów odda, to będziemy mogli sobie wybudować kolejne 2 (i pół) CPK, tym razem już dla zwiedzających świat Polaków, albo 50 razy przekopać Mierzeję Wiślaną – bo kto bogatemu zabroni?

***

Wracając do dobrych manier (i mojej, długiej pamięci) zatrzymam się na wychodzeniu po angielsku:

Pamiętam, jak po angielsku wyszli Amerykanie z Wietnamu, co doskonale wizualizowały zdjęcia helikopterów startujących z dachu ambasady w Sajgonie, zabierających tylko najcenniejsze aktywa, w tym co ładniejsze panienki.

Cóż, helikoptery miały ładowność ograniczoną, stąd zrozumiałym jest, że zdecydowaną większość lokalnych sojuszników USA, trzeba było zostawić do dyspozycji wjeżdżających w tym samym czasie do Sajgonu na czołgach, komunistów.

A ci potrafili się nimi zająć wg najlepszych sowieckich wzorów.

Ale kogo to dziś obchodzi?

***

Znacznie później, gdy jako tzw. młody pracownik naukowy zarabiałem na swój pierwszy kolorowy telewizor (i magnetowid – było kiedyś takie słowo) zbierając na norweskich zboczach truskawki, Saddamowi zachciało się/został podpuszczony podboju Kuwejtu.

Robota była prosta, łup atrakcyjny, ale wtedy do gry wkroczyli Amerykanie w osobie gen Schwarzkopfa, a dokładniej w ciągu 100 godzin armie sprzymierzone wyzwoliły Kuwejt i wkroczyły na ok. 200 kilometrów w głąb Iraku, jednak rozkaz ówczesnego amerykańskiego prezydenta George’a H.W. Busha zmusił generała do zaniechania ofensywy (Wiki)

Kłopot w tym, że „Pod wrażeniem wezwań amerykańskich przywódców do buntu przeciwko irackiej dyktaturze, do walki z nią spontanicznie przystąpiły dwie dyskryminowane grupy: iraccy szyici w południowym Iraku oraz zamieszkujący północną część kraju Kurdowie.

Powstańcy nie otrzymali zagranicznego wsparcia; słabo uzbrojeni i pozbawieni jednolitego kierownictwa ponieśli klęskę w walkach z Gwardią Republikańską. Podczas przeprowadzonej przez Alego Hasana al-Madżida, Husajna Kamila al-Madżida oraz Tahę Jasina Ramadana pacyfikacji szyitów zginęło od 50 tys. do 300 tys. powstańców i cywilów. Z Iraku uciekło ponadto ok. 2 mln Kurdów (Wiki)

Swoją drogą, urocza jest ta dezynwoltura:
zginęło od 50 tys. do 300 tys. powstańców i cywilów”

No, ale tu przecież chodzi o jakichś szyitów, irackich do tego, więc nie ma co się obruszać.

***

Amerykanów wyjście po angielsku z Afganistanu było tak niedawno, że kto chciał, mógł obejrzeć hollywoodzkie wręcz sceny z Afgańczykami, czepiającymi się podwozi startujących wieeeelkich samolotów i potem spadających na rodzinną ziemię lotem swobodnym, ze skutkiem rozczarowującym.

Sceny szturmowania odgrodzonego szpalerem marines_lotniska, przez przerażonych, uciekających przed talibami lokalsów, wyglądały przy tym banalnie.

Swoją drogą, jakoś nie widzę/nie słyszę troski o los afgańskich kobiet pozostawionych przez Amerykanów na łaskę talibów, ale to pewnie kwestia niedoskonałości mojego wzroku i słuchu.

Zresztą – pewnie brzydkie te kobiety były.
***

Wracając do CPK:

prezes Glapiński nie powiedział jednak wszystkiego (bo odwaga nawet Glapińskiego, ma swoje granice:

otóż nie wspomniał, że pasy startowe CPK będą, jak by to ująć…. o! mam! – dwukierunkowe, co oznacza, że będą służyły nie tylko samolotom lądującym w KnW z amerykańskim cargo, ale i startującym np. za Atlantyk, albo choćby tylko do (niemieckiej) bazy w Ramstein

***

Na koniec wytłumaczę położenie ekipy, która postawiła wszystko (z nami włącznie), na egzotycznego (no oczywiście, że egzotycznego) sojusznika:

kot, który jednej dziury pilnował, z głodu zdechł.

http://ewaryst-fedorowicz.szkolanawigatorow.pl/jak-pis-kondominium-na-kolonie-amerykanska-zamieniI

https://www.money.pl/gospodarka/prawie-40-mld-zl-na-cpk-tyle-potrzebuja-na-pierwszy-etap-budowy-nowego-lotniska-6886178680064960a.html

https://www.money.pl/gospodarka/przekop-mierzei-wislanej-pokazali-liczby-oto-efekty-sztandarowej-inwestycji-pis-6915190056385184a.html

Rosja: Ministerstwo Sprawiedliwości domaga się zakazania „międzynarodowego ruchu LGBT”

17 listopada 2023 pch24.rosja-domaga-sie-zakazania-ruchu-lgbt

Rosja: Ministerstwo Sprawiedliwości domaga się zakazania „międzynarodowego ruchu LGBT”

(Fot. LEGO/Facebook)

Rosyjskie ministerstwo sprawiedliwości chce uznać za „organizację ekstremistyczną” i zakazać w Rosji „międzynarodowego ruchu społecznego LGBT”. Stosowny wniosek resort skierował do Sądu Najwyższego – donosi w piątek portal Meduza.

W działalności lobby LGBT funkcjonującego na terytorium Rosji ministerstwo sprawiedliwości dopatrzyło się „znamion i przejawów ekstremizmu, w tym wzniecania wrogości na tle społecznym i religijnym” – pisze portal Meduza, powołując się na komunikat resortu.

Sprawę LGBT rosyjski Sąd Najwyższy ma rozpatrzyć 30 listopada. Jak przypomina cytowany portal, już w 2013 r. zakazano w tym kraju propagandy homoseksualizmu wśród nieletnich. W 2022 r. uchwalono z kolei ustawę, która zakazuje „propagandy nietradycyjnych stosunków seksualnych i pedofilii” w kinie, internecie, reklamie i w przestrzeni publicznej. Stosowne fragmenty (odnoszące się do stosunków osób tej samej płci) są wycinane z filmów, a książki usuwane z księgarni.

Dziennik „The Guardian” zwraca uwagę, że od początku wojny przeciwko Ukrainie Władimir Putin z nową siłą promuje się jako obrońca „tradycyjnych wartości”, a „retoryka antygejowska stała się fundamentem jego agendy politycznej”.

Źródło: PAP

Czy w okolicy obu biegunów widzimy globalne oziębienie?

Czy na obu biegunach Ziemi widzimy globalne oziębienie?

nczas-na-obu-biegunach-widzimy-globalne-oziebienie

Antarktyda. Lód.
Zdjęcie ilustracyjne. / foto: Pixabay

Klimat i pogoda to dwie emanacje procesu przepływu energii słonecznej przez Ziemię. Nasza planeta każdej doby jednocześnie nagrzewa się po jednej, nasłonecznionej stronie globu, a po drugiej, nocnej stronie, oddaje taką samą porcję energii. Jeśli te ilości są równe, to ilość energii cieplnej na globie jest stała. Z obserwacji przyrody z ostatnich kilku tysięcy lat możemy wnioskować, że mechanizm homeostazy działa i utrzymuje bilans energetyczny naszej planety wokół stałej wartości.

Ruch wirowy planety powoduje, że co 12h jesteśmy w jednej z tych sytuacji. Dodatkowym czynnikiem zmieniającym pory roku jest nachylenie osi wirującej Ziemi do płaszczyzny, po której Ziemia okrąża naszą gwiazdę, czyli Słońce. Skutkiem tego jest zjawisko nocy i dnia polarnego trwających nawet do pół roku na samych biegunach. Tereny polarne w okresie zimy to potężne kominy, gdzie ciepło niesione prądami morskimi ulatuje w bezkresny kosmos przez długie miesiące.

Od dobowego bilansu cieplnego oraz zjawisk takich jak efekt cieplarniany zależy kierunek zmian klimatycznych na Ziemi. Jest wiele pośrednich dowodów, że Ziemia w przeszłości była bardzo zimna lub bardzo gorąca. W ostatnim stuleciu dowiedzieliśmy się dużo o tych procesach, ale nadal nie wiemy dość, by rozumieć, co się dzieje. Wśród naukowców nie ma zgody np. co do długości okresu, w którym ciepło słoneczne przechwycone od Słońca przez oceany, utrzymywane jest na planecie przed jego utratą w procesie nocnego stygnięcia. Opinie specjalistów wahają się pomiędzy kilkoma latami, a okresem blisko 200 lat. W obliczu takiej niewiedzy próba zbudowania wiarygodnego modelu termodynamicznego dla naszej planety jest strzelaniem na oślep.

Jeden, wielki „kipisz”

Potoczne rozumienie relacji Słońce-Ziemia sprzyja wielu mitom rozpowszechnionym na ten temat. Zacznijmy od tak banalnego faktu, że Słońce nie nagrzewa ziemskiego powietrza. Jakkolwiek mamy gorące lato, to promienie słoneczne przelatują przez na 100 km grubą atmosferę zupełnie swobodnie w 99 proc., tak jakby tej atmosfery nie było. Mówimy, że powietrze jest przeźroczyste i to jest prawda. Oznacza to, że miedzy promieniowaniem płynącym od Słońca a powietrzem nie zachodzą interakcje skutkujące wymianą energii, czyli powietrze się nie nagrzewa od promieni słonecznych. Zupełnie nieistotne dla całości zjawiska jest przechwytywanie energii słonecznej przez zanieczyszczenia, takie jak pyły.

Skoro tak, to dlaczego w letni poranek powietrze się szybko nagrzewa? Nagrzewa się ono od niewidzialnych dla człowieka promieni podczerwonych, które emitują nagrzewające się od Słońca: grunt, skały, budynki, drzewa itp. Tak to działa, dlatego w asfaltowych miastach upał jest szczególnie uciążliwy i nie wyczuwalny w gęstym lesie, gdzie korony drzew pracują jak nasze domowe lodówki, schładzając powietrze w chwili odparowywania cząstek wody przez powierzchnie liści. Ciekawych odsyłam do tematu: „chłodnictwo, przejście fazowe cieczy”.

Skoro powietrze się nie nagrzewa od Słońca, a większość pasa międzyzwrotnikowego stanowią oceany, to większość ciepła słonecznego zbierane jest właśnie przez ziemskie wody. Prądy morskie rozprowadzają to ciepło w okołobiegunowe strefy chłodne, a stamtąd umyka ono na zawsze w bezkresny Kosmos w postaci fal podczerwonych. Atmosfera jest oczywiście elementem tego procesu. Termodynamika mówi, że energia przepływa od miejsc cieplejszych do zimniejszych. Ciepło, czyli energia termiczna, to nic innego jak ruch cząsteczek. Niewyobrażalne ilości cząstek różnych gazów atmosferycznych nieustannie się zderzają ze sobą, przekazując sobie energię, cieplejsze cząstki lecą do góry, gdzie oddają swoją energię w Kosmos w postaci podczerwieni. Jednocześnie, gdy podczerwień z nagrzanego gruntu natrafi na swym torze na gazową cząstkę, to ją podgrzewa. Atmosfera to jeden wielki „kipisz”.

Wiemy z autopsji, że chmury odgrywają kluczową rolę w lokalnym, dobowym bilansie cieplnym. Latem w dzień chronią nas przed nadmiernym nagrzaniem naszej okolicy, a zimą w nocy chronią od zbyt gwałtownego wychłodzenia i pozwalają zachować nawet dodatnią temperaturę do świtu. Często jako ludzkość popadamy w pychę, np. panuje pogląd, że współczesna nauka wie już wszytko o atmosferze itp. Tymczasem nie jest dokładnie znany proces powstawania chmur. Po 20 latach badań i walki z ideologiami duński Henrik Svensmark opublikował w renomowanym piśmie naukowym „Nature” wynik swych mozolnych badań. Okazuje się, że na tempo powstawania „zalążków” kropel pary, które dopiero utworzą chmurę, kluczowy wpływ ma promieniowanie kosmiczne niepochodzące ze Słońca. Zmienność tego promieniowania reguluje grubość jonosfery, która to jest skutkiem 11-letnich cykli aktywności Słońca. Wiemy też, że aktywność naszej gwiazdy waha się w cyklu około 107 letnim i w roku 2020 oba cykle były w swych minimach. Wynika z tego, że na klimat i pogodę na Ziemi mają i miały w przeszłości wpływ kosmiczne katastrofy w dalekim Kosmosie, takie jak eksplozje Supernowych.

Upadły symbol

Symbolem przemian klimatycznych są topniejące lody Arktyki i topnienie lodowców na Antarktydzie. Lód Arktyki to pływająca po oceanie sezonowa czapka bieguna północnego. Jego ilość ma zerowe znaczenie dla poziomu globalnego oceanu zarówno z przyczyn ilościowych, jak i natury samego zjawiska zmiany objętości wody w chwili zamarzania. Pokazywanie topniejącej Arktyki i zalewanych oceanem wysp na Pacyfiku jest przejawem wielkiej niekompetencji z fizyki na poziomie szkoły podstawowej. Lody Antarktydy, wielkiego kontynentu, stanowią istotną masę słodkiej wody uwięzionej w lodzie na Ziemi. Górzysta Antarktyda nie ma najmniejszych szans na topienie się; z powodu położenia i wysokości temperatury tam oscylują między minus 30 a minus 80 stopni Celsjusza. Szczególnie opinię publiczną poruszają sceny odrywania się do oceanu olbrzymich gór lodowych. Obszary biegunowe są mało zbadane z wielu powodów, a jednym z nich jest fakt, że nad biegunami rzadko latają satelity i jest mało zdjęć tego obszaru. Aby się dowiedzieć, co dzieje się z brzegami Antarktydy, Europejska Unia Nauk o Ziemi z siedzibą w Monachium przeprowadziła badania pt. „Zmiana powierzchni szelfu lodowego Antarktyki w latach 2009–2019”. Przez 10 lat zbierano według z góry opracowanej metodologii dużo zdjęć lotniczych i opublikowano raport mówiący, że ocean południowy stygnie, a Antarktyda szybko zwiększa swój lodowy szelf. W pewnych obszarach trochę lodu ubyło, ale w innych o wiele więcej lodu przybyło. Narastanie wielkiego lodowca trwa całe dekady i jest to proces bardzo powolny. Spektakularne załamanie się części lodowca i upadek do oceanu trwa chwilę i jest pokazywany przez media całemu światu. W raporcie też czytamy, że proces jest długoterminowy i po 10 latach badań wiemy, że musimy to jeszcze długo badać, aby zrozumieć, co się dzieje u brzegów Antarktydy.

Jednak globalne oziębienie?

Aby orzec o tym, czy klimat się zmienia i w którą stronę, trzeba przy stałej metodologii pomiarowej obserwować zjawisko przez setki lat. Ludzkość robi to od kilkudziesięciu lat w chaotyczny sposób. Jedną z poważnych wad metody jest mierzenie temperatur w miejscach nielosowych, a wprost przeciwnie – wybranych przez człowieka miejscach przyjaznych. Pomiary głównie są robione w osadach ludzkich, czyli miejscach o łagodnym, lokalnym klimacie. Najzwyklej zbieramy dane z miejsc wyjątkowych pod względem klimatu.

Nowe odkrycia, w tym związki między ilością chmur a cyklami solarnymi tłumaczy to, co się dzieje na Antarktydzie. Na północnej półkuli mamy równie ujemny bilans zimy w sezonie 2022/23. Jak podaje Światowa Organizacja Metrologiczna, w tym sezonie na północnej półkuli spadły rekordowe w historii pomiarów ilości śniegu i po raz pierwszy z powodu zimnego polarnego lata znaczne jego złoża nie stopniały i obecnie (październik) są już zasypywane nowymi opadami arktycznej zimy.

Na dzień dzisiejszy klimatyczne trendy długoterminowe są poza naszym poznaniem, nie znamy wszystkich zmiennych i ich wagi w procesie. To, co widzimy, to globalne oziębienie. Miejmy nadzieję, że coraz aktywniejsze Słońce powstrzyma je w ciągu najbliższych lat…

Antarktyda szybko zwiększa swój lodowy szelf. W pewnych obszarach trochę lodu ubyło, ale w innych o wiele więcej lodu przybyło…
Antarktyda szybko zwiększa swój lodowy szelf. W pewnych obszarach trochę lodu ubyło, ale w innych o wiele więcej lodu przybyło… (źródło: https://tc.copernicus.org/articles/17/2059/2023/#&gid=1&pid=1)

Trójmiasto zrobione z Holandii, Belgii i Ruhry. Oni to planują – i robią.

Tristatecity czyli komu wadzą holenderscy rolnicy

Kategoria: Archiwum, Biologia, medycyna, Co piszą inni, Gospodarka, Kontrowersyjne, News, Polecane, Polityka, Polska, Pudło, Świat, Ważne

Autor: AlterCabrio , 22 września 2022 ekspedyt-tristatecity-czyli-komu-wadza-holenderscy-rolnicy

Tristatecity to projekt „inteligentnego miasta”, który zaczął pojawiać się jako koncepcja w 2015 roku. Wizją Petera Savelberga, holenderskiego „konsultanta”, jest stworzenie gigantycznego megalopolis od Holandii przez Belgię do Zagłębia Ruhry w Niemczech, obejmującego od 30 do 45 milionów ludzi.

−∗−

Tłumaczenie w zestawieniu kilku tekstów dotyczących planów budowy Tristatecity, megalopolis na bazie trzech państw i protestów holenderskich rolników. W materiałach zawarta jest próba odpowiedzi na ile te dwa wydarzenia są ze sobą powiązane. /AlterCabrio/

_____________***_____________

Czytelnicy mogą być zainteresowani wcześniejszym zapoznaniem się z tym, jak się wydaje, oryginalnym dokumentem [TRISTATECITY, A PRIVATE SECTOR PLACE BRANDING INITIATIVE, pdf] na temat planu Trójpaństwowego miasta dla Holandii, Belgii i Zagłębia Ruhry w Niemczech oraz krótkim filmem [13min].

Tristate City – The Reason to Bankrupt Dutch Farmers – The Netherlands https://www.youtube.com/embed/s45OeHX5veM

_____________***_____________

Elita buduje Megalopolis, gdzie plebs będzie zjadał owady

Jesteśmy w stanie wojny w Europie. Ale nie z Rosją. Wróg nie wysłał żołnierzy, czołgów, karabinów maszynowych ani bomb. Nie zobaczymy tego.

To przebiegła, podstępna wielogłowa hydra kształtująca nasze życie, wspomagana przez tych, którzy mają nas reprezentować. Otworzyła się kluczowa linia frontu przeciwko temu amorficznemu wrogowi w sercu Europy. W Holandii.

Dzielni holenderscy rolnicy zmobilizowali swoje ciągniki, wozidła do obornika i bele słomy. Wyjechali na ulice, aby zaprotestować, jak już tutaj donosiliśmy, i nie dają za wygraną.

Po burzliwym lecie protestów rolników przeciwko tzw. przepisom dotyczącym „zanieczyszczenia” – rozporządzeniu rządu holenderskiego, który będzie wymagał od rolników ograniczenia emisji azotu nawet o 70 procent w ciągu najbliższych ośmiu lat – holenderski minister rolnictwa Henk Staghouwer zrezygnował po zaledwie dziewięciu miesiącach na stanowisku, mówiąc dziennikarzom, że nie jest odpowiednią osobą do tej pracy. Rzeczywiście.

Dobrze zrobimy śledząc to z uwagą. Protestują w naszym imieniu. Zmagają się z czymś, co trafnie opisano jako „skorporatyzowany program „zrównoważonego rozwoju” stworzony przy poparciu miliarderów przez „zieloną” elitę, która nie wywodzi się z żadnego popularnego okręgu wyborczego”.

Niewidzialne instytucje, takie jak Światowe Forum Ekonomiczne, Fundacja Billa i Melindy Gatesów, Fundacja Rockefellera, a także zgrupowanie ponadnarodowych korporacji, są kluczowymi „interesariuszami” tej ściśle powiązanej sieci. Są to niewybieralne postacie, które wpływają na politykę rządową w rzekomo suwerennych państwach na całym świecie.

Holenderski rząd planuje wydać 25 miliardów euro na wywłaszczenie 11 200 gospodarstw – rzekomo w celu zmniejszenia o połowę emisji azotu do 2030 roku. Będzie to oznaczać utratę 20 procent gospodarstw, a kolejne 33 procent będzie zmuszone do ograniczenia wielkości i redukcji inwentarza żywego.

Szaleństwo tych cięć ma miejsce w czasie światowych niedoborów żywności i nawozów, kiedy Holandia jest drugim co do wielkości eksporterem żywności po USA. Obecnie ryzykuje pójście w ślady Sri Lanki i zostanie głównym importerem, a nie eksporterem żywności.

Oprócz czasu tych działań, tym, co wzbudza podejrzenia holenderskich rolników, jest fakt, że redukcja emisji azotu nieproporcjonalnie spada na rolnictwo, podczas gdy przemysł i transport są również głównymi trucicielami. Jest w tym jednak logika, jeśli konkretnym motywem zawłaszczania ich ziemi i środków do życia jest Tristatecity [Trójpaństwowe miasto -tłum.].

Tristatecity to projekt „inteligentnego miasta”, który zaczął pojawiać się jako koncepcja w 2015 roku. Wizją Petera Savelberga, holenderskiego konsultanta, jest stworzenie gigantycznego megalopolis od Holandii przez Belgię do Zagłębia Ruhry w Niemczech, obejmującego od 30 do 45 milionów ludzi.

Jak w tej epoce świadomej emisji dwutlenku węgla taki projekt mógł przetrwać ekopobożność fanatyków środowiska? Nie jest oczywiste, w jaki sposób budowanie drapaczy chmur i pokrywanie dużych obszarów betonem może być bardziej zrównoważone niż ziemia uprawna, ale projekt chwali się, że wspiera wszystkie cele zrównoważonego rozwoju ONZ.

Oczywiście, że tak – na papierze. Chętnie promuje również agro-tech, skupiony w regionie Brabancji, w tym uprawę wertykalną (np. hydroponika). Być może nie jest przypadkiem, że według Financial Times, belgijski rząd również zaczął skupować grunty rolne, rzekomo w celu uniknięcia holenderskiego „kryzysu”. Innymi słowy, Trójpaństwowe miasto to klasyczna koncepcja „czwartej rewolucji przemysłowej” Światowego Forum Ekonomicznego.

Peter Savelberg jest wspierany przez holenderską organizację pracodawców VNO-NCW, fundusze emerytalne i deweloperów. Wierzą, że Tristatecity, z 45 milionami mieszkańców, będzie w stanie lepiej konkurować o inwestycje i talenty z innymi globalnymi megamiastami, zwłaszcza z Chinami. A więc, nieuchronnie, Tristatecity potrzebuje holenderskich gruntów rolnych na mieszkania.

Tymczasem mieszkańcy Tristatecity prawdopodobnie będą żywić się robakami – bo będzie tam mniej pól uprawnych, by produkować dla nich żywność. Stąd potrzeba uprawy pionowej. Nie byłoby dla nich żadnego innego przemysłu, w którym mogliby pracować, ponieważ paliwa kopalne potrzebne do funkcjonowania przemysłu wysychają.

Niemcy już teraz doświadczają oznak dezindustrializacji, gdy rosyjski gaz znika, a wysychający Ren jak na ironię uniemożliwia transport węgla. Zero-carbon staje się rzeczywistością.

Pomimo rosnącego sprzeciwu wobec programu ONZ „zrównoważonego rozwoju” Agenda 2030, przeciwko WEF i Wielkiemu Resetowi, rząd holenderski, być może zachęcony m.in. przez niedawne Forum Wysokiego Szczebla ONZ [UN High-Level Forum], w którym Holandia uczestniczyła tego lata, uciekł się do używania tak zwanych „zmian klimatycznych” i „ochrony przyrody” jako podstępnej i zwodniczej wymówki dla zdobycia ziemi potrzebnej do realizacji tych celów.

Widać, że szum marketingowy wokół samego Tristatecity ucichł (zaledwie kilkaset osób śledzi tę stronę na Facebooku), a projekt poczuł potrzebę wydania publicznego oświadczenia, że ​​nie ma związku z programami redukcji azotu.

Tutaj, w Wielkiej Brytanii, być może na razie uniknęliśmy losu holenderskich rolników, chociaż zachęta finansowa naszego rządu dla rolników do opuszczenia gospodarstw była oferowana aż do 11 sierpnia. Nadal istnieje potrzeba zachowania czujności.

Podczas gdy walijskie szkoły zachęcają dzieci do jedzenia robaków, Francja stała się krajem innowacji w produkcji owadów i mieści największe na świecie farmy owadów.

Start-up o nazwie Ynsect zebrał 224 miliony dolarów od inwestorów – w tym koalicji Footprint Coalition gwiazdy Hollywood Roberta Downey Juniora – na budowę drugiej farmy owadów w Amiens w północnej Francji.

Firma zajmuje się hodowlą larw mącznika, które produkują białka dla zwierząt gospodarskich, karmę dla zwierząt domowych i nawozy. Antoine Hubert, dyrektor generalny i współzałożyciel, obiecał, że „40-metrowy zakład o powierzchni ponad 40 000 metrów kwadratowych” będzie „najwyższą pionową farmą na świecie i pierwszą pionową farmą ujemną pod względem emisji dwutlenku węgla na świecie”.

Jesteśmy wciąż atakowani przez wielogłową hydrę na inne sposoby. Manipulacje [gaslighting] przybierają wiele form. Jednym z niedawnych przykładów było przyznanie głównej nagrody podczas Chelsea Flower Show ogrodowi, którego centralną cechą było przeżuwane przez bobry drewno, a nie kwiaty – tak jakby nietknięta natura przebijała uprawę i tworzenie.

W czerwcu omalże nie przeoczyliśmy utraty 700 000 akrów ziemi uprawnej, kiedy budżet na „odnowę krajobrazu” (czyli „odnowę dzikiej przyrody”) został zmniejszony z 800 milionów do 50 milionów funtów.

Ta wojna jeszcze się nie skończyła i powinniśmy wspierać naszych europejskich sojuszników, tak jak robiliśmy to podczas II wojny światowej.

Polecam obejrzeć apokaliptyczne ostrzeżenie Jordana Petersona o tym, co tak naprawdę oznacza „zrównoważony rozwój” oraz program Michaela Yona z lipca, kiedy towarzyszył on holenderskim rolnikom.

Ich walka jest naszą walką. „Bezużyteczni zjadacze” łączmy się. Widły w pogotowiu. https://www.youtube.com/embed/R7gAEkzIgvw

___________________

The elite are building Megalopolis, where the plebs will eat insects, Lucy Wyatt, September 14, 2022

−∗−

Michael Yon: korespondent wojenny, holenderscy rolnicy, światowy głód, New Paradigms w/Sargis Sangari EP #107

W poniedziałek, 25 lipca 2022, w 107. odcinku New Paradigms z Sargisem Sangari, Michaelem Yon: to najbardziej doświadczony korespondent wojenny w Ameryce, a ja rozmawiałem o jego ostatnich doświadczeniach gdy towarzyszył #DutchFarmers w #Holandia.

Michael mówił o faktycznych przyczynach rządowych nakazów przeciwko rolnikom oraz o skutkach tych kroków dla rozwijającego się światowego głodu i imigracji.

Michael wskazuje, że Holandia jest punktem wyjścia dla Światowego Forum Ekonomicznego (#WEF) oraz programu i projektu sieciowego #TristateCity. Nie jest to więc przypadek, że #Holenderski Premier, #MarkRutte, jest ulubieńcem #KlausSchwaba, założyciela WEF.

Głównymi fundatorami WEF jest około 1000 firm członkowskich, zazwyczaj globalnych przedsiębiorstw z obrotem przekraczającym 5 miliardów dolarów amerykańskich plus subwencje publiczne.

Dołącz do mnie, aby wysłuchać tego ważnego programu z Michaelem Yonem, który towarzyszył holenderskim rolnikom, walczącym z potężną WEF, międzynarodową organizacją pozarządową i lobbingową.https://rumble.com/embed/v1azd3j/?pub=4

___________________

________________

Michael Yon: War Correspondent, Dutch Farmers, Global Famine, New Paradigms w/Sargis Sangari EP #107, NEC-SE, July 25, 2022

−∗−

Powiązane tematycznie:

Świat według Klausa
Ty i ja nie będziemy jeść robaków. Ty i ja nie będziemy wiecznie nosić masek. Ty i ja nie będziemy odgrywać ról cyborgów. I ty i ja nie będziemy w […]

________________

Od Sri Lanki do Niderlandów czyli jak działać
Wiedzą, że kiedy ludzie stają się wściekłym, głodnym tłumem, mogą być kontrolowani jak zwierzęta. I tego typu reakcje są dokładnie tym, na co liczą ci globalistyczni oszuści. Dlatego niszczą światowe […]

________________

Dyptyk żywnościowy czyli apokalipsa, robaki i GMO
Byliśmy świadkami jak lockdowny roznoszą gospodarkę na kawałki, podczas gdy klasa miliarderów osiąga rekordowe zyski, a korporacyjne molochy rozszerzają swoje monopole, tak też każda proponowana polityka bezpieczeństwa żywnościowego przyniesie korzyści […]

Tagi:Belgia, farmerzy, głód, holandia, niderlandy, Niemcy, ocieplenie klimatu, produkcja żywności, RFN, rolnictwo, tristatecity, trójpaństwowe miasto, wef, zmiany klimatyczne

====================================

AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!

Pilot ostrzega przed katastrofą w branży lotniczej z powodu szczepionek na COVID. Ilość „mayday” wzrosła czterokrotnie!!

Pilot ostrzega przed katastrofą w branży lotniczej z powodu szczepionek na COVID-19

Kula Lis

Zagorzały Antybolszewik herbu Jastrzębiec

————————-

Liczba alertów Squawk 7700 wzrosła o 386% w 2023 roku

                                                               ***

Pilot ostrzega przed katastrofą w branży lotniczej z powodu szczepionek na COVID-19
Autor: Sally Beck

Kapitan Shane Murdock twierdzi, że branża lotnicza znajduje się „nad przepaścią katastrofy”. Jako pilot od ponad 40 lat i wykwalifikowany badacz wypadków lotniczych, znalazł oficjalne dane, które potwierdzają jego twierdzenie o zbliżającej się globalnej katastrofie. Dodaje: „Skorelowane ze sobą dane wskazują na istnienie ogromnego problemu, który ma i będzie miał znaczący wpływ na bezpieczeństwo lotnictwa na całym świecie. Jest wystarczająco dużo dowodów, by wysyłać czerwone flagi”.

W tym roku doszło do wielu tragedii. Phil Thomas, młody absolwent akademii szkolenia lotniczego w hiszpańskim Kadyksie, zachorował i zmarł nagle w kwietniu. W marcu pięciu pilotów straciło zdolność do wykonywania lotów, w tym pilot British Airways, który zasłabł i zmarł w Kairze w Egipcie na krótko przed planowanym lotem.

Piloci są w świetnej formie, więc dlaczego tak wielu z nich nagle umiera lub zapada się? Kpt. Murdock doszedł do wniosku, że cierpią oni z powodu poważnych niepożądanych reakcji na szczepienia przeciwko Covid-19, których skutkami ubocznymi są zapalenie mięśnia sercowego, mgła mózgowa, bezsenność, zakrzepy krwi i anafilaksja.

Uważa on, że niektórzy piloci to tykające bomby zegarowe i twierdzi, że wielu z nich nie zgłasza złego stanu zdrowia. Powiedział: „Nie zgłaszają mgły mózgowej, trzepotania serca i zawrotów głowy, ponieważ nie chcą stracić pracy”.

Lotnicy przechodzą kompleksowe coroczne kontrole stanu zdrowia lub co pół roku, jeśli byli chorzy. Przepisy stanowią, że mogą zdać tylko wtedy, gdy prawdopodobieństwo wystąpienia choroby, która mogłaby ich obezwładnić, wynosi mniej niż 1 procent.

W jaki sposób przechodzą badania lekarskie, jeśli cierpią na poważne reakcje niepożądane? W ubiegłym roku globalny regulator lotnictwa, Federalna Administracja Lotnictwa (FAA), zmienił markery elektrokardiogramu (EKG), które mierzą „odstęp PR”. Jest to czas, w którym impuls elektryczny przemieszcza się z jednej części serca do drugiej i jest wskaźnikiem zdrowia serca. Nowy limit jest o 50 procent dłuższy niż poprzedni, co oznacza, że jeśli u pilota rozwinęła się choroba serca, może się on prześlizgnąć.

——————————–

15 listopada 2020 r. australijskie linie lotnicze wprowadziły obowiązek szczepień przeciwko Covid-19 dla 900 pilotów oraz całego personelu lotniczego i naziemnego. W Australii dostępne były szczepionki Pfizer, AstraZeneca i Moderna.

Dziś mija trzecia rocznica tego mandatu, a kpt. Murdock jest jednym z 12 pilotów, którzy odmówili. Został oczywiście zwolniony, oskarżony o poważne wykroczenie zawodowe, zarzut zwykle zarezerwowany dla niewłaściwych zachowań seksualnych lub lekkomyślnego i niebezpiecznego zachowania.

60-letni Murdock, mieszkający niedaleko Sydney w Australii, latał jako kapitan dla Virgin Australia przez 20 lat, a licencję posiada od 1984 roku. Posiada również tytuł magistra w dziedzinie Aviation Human Factors [czynników ludzkich w lotnictwie], nauki stojącej za tym, jak ludzie współdziałają z maszynami. Powiedział: „Codziennie gdzieś w międzynarodowej sieci można znaleźć samolot, który został zawrócony z powodu stanu zagrożenia zdrowia. Albo ze względu na stan zdrowia pasażera, albo załogi”.

Kiedy piloci wysyłają wezwanie radiowe mayday do kontroli ruchu lotniczego, jest ono nazywane „squawk„. Używają oni kodu 7700 dla wszystkich wywołań mayday, które są zarezerwowane dla poważnych incydentów, takich jak niezdolność pilota lub pożar na pokładzie. Niewiele scenariuszy uzasadnia wezwanie mayday; pasażerowie i załoga muszą stawić czoła prawdziwemu niebezpieczeństwu.

Odnotowano bezprecedensowy wzrost liczby połączeń mayday, śledzonych przez bota utworzonego przez konto X @GCFlightAlerts. Publikuje on wiadomości, gdy pilot wysyła sygnał 7700 w dowolnym miejscu na świecie.

W latach 2018-2019 średnia liczba wezwań mayday wynosiła 29,1 procent wszystkich wezwań pomocy. W 2022 r. liczba wezwań mayday wzrosła o 272 procent. W pierwszych trzech miesiącach 2023 r. wzrost ten wyniósł 386 procent. Wykres pokazuje, że nastąpił natychmiastowy, gwałtowny wzrost, gdy szczepionki zostały zlecone pilotom.                                                                                                                                                                                                                                                                                                    

Średni wiek zgonu w Australii podczas pandemii wynosił 85,3 lat. Liczby te nie uzasadniały nakazu szczepienia zdrowych, sprawnych pilotów i wdrożenia polityki „no jab, no job”. Naruszało to nawet ich własne wytyczne: zgodnie z zasadami FAA żaden pilot nie może przyjmować żadnego rodzaju leku, chyba że został zatwierdzony i był stosowany w populacji ogólnej przez 12 miesięcy. Piloci nie mogą brać udziału w testach leków, a wszystkie szczepionki na Covid-19 były dozwolone na podstawie zezwolenia na stosowanie w nagłych wypadkach. Ostatnia faza badania zakończy się w tym roku.

Kpt. Murdock przyjrzał się również liczbie licencji dla załóg wieloosobowych wydanych przez australijski organ regulacyjny, Urząd Bezpieczeństwa Lotnictwa Cywilnego (CASA). Urząd ten jest uprawniony do nakładania ograniczeń na licencje pilota liniowego (APTL). Licencja dla wielu członków załogi ogranicza pilotów do wykonywania lotów z wieloma członkami załogi i jest wydawana, gdy ich stan zdrowia wskazuje na możliwość utraty zdolności do wykonywania lotów. CASA monitoruje i zarządza certyfikacją medyczną i licencjonowaniem wszystkich australijskich pilotów. Dane udostępnione przez CASA pokazują, że nastąpił bezprecedensowy wzrost ograniczeń o 126 procent.

Można by pomyśleć, że skłoni to CASA do poważnego przeglądu, ale nie zrobią nic, podczas gdy australijski organ nadzorujący leki, Therapeutic Goods Administration (TGA), nadal popiera szczepienia przeciwko Covid-19 dla wszystkich. To drzwi obrotowe unikające odpowiedzialności, które są znane tym z nas, którzy badają kwestie szczepionek.

Kpt. Murdock uważa, że brak działania może mieć tylko jeden skutek, a należy pamiętać, że widzieliśmy wiele samolotów lądujących awaryjnie z powodu niezdolności pilota. Jest jednoznaczny i powiedział: „Dojdzie do katastrofy, a zarówno załogi samolotów, jak i podróżujący zginą niepotrzebnie”.

***

Komentarze dr Williama Makisa

 Zgłosiłem przypadki śmierci i niezdolności do lotu pilotów, o których mowa w tym artykule.

Mam bardzo dokładny rejestr obezwładnień pilotów i zgonów podczas lotu w 2023 r., Które śledziłem na moim podstacku, a gdy będziemy mieli wystarczającą ilość danych, opublikuję porównania obezwładnień pilotów w 2022 i 2023 r. W porównaniu z latami sprzed szczepionki COVID-19.

Kody Squawk to czterocyfrowe numery używane do komunikacji między samolotem a kontrolą ruchu lotniczego, umożliwiające skuteczną komunikację w różnych sytuacjach związanych z bezpieczeństwem i sytuacjami awaryjnymi.

Squawk 7700 to kod awaryjny, który wskazuje na poważny problem na pokładzie samolotu. Może to być spowodowane kwestiami technicznymi, środowiskowymi lub medycznymi, które prowadzą do sytuacji awaryjnej.

Może być wprowadzony przez pilotów lub poinstruowany przez ATC i ostrzega kontrolerów i personel naziemny, aby przygotowali się na przybycie samolotu.

Inne zarezerwowane kody squawk to 7500 dla sytuacji porwania i 7600 dla utraty łączności z ATC. Kody te zapewniają łatwe powiadomienie każdej osobie monitorującej statek powietrzny i umożliwiają ATC zapewnienie niezbędnej pomocy i priorytetowych usług.

*
Dr William Makis jest kanadyjskim lekarzem specjalizującym się w radiologii, onkologii i immunologii. Medal Gubernatora Generalnego, stypendysta Uniwersytetu w Toronto. Autor ponad 100 recenzowanych publikacji medycznych.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                      Światowy kryzys koronowy, globalny zamach stanu przeciwko ludzkości
autor: Michel Chossudovsky

Michel Chossudovsky szczegółowo analizuje, w jaki sposób ten podstępny projekt „niszczy ludzkie życie”. Zapewnia kompleksową analizę wszystkiego, co musisz wiedzieć o „pandemii” – od wymiaru medycznego po reperkusje gospodarcze i społeczne, podstawy polityczne oraz skutki psychiczne i psychologiczne.

„Moim celem jako autora jest informowanie ludzi na całym świecie i obalanie oficjalnej narracji, która została wykorzystana jako uzasadnienie destabilizacji tkanki gospodarczej i społecznej całych krajów, a następnie narzucenie „śmiertelnej” „szczepionki” COVID-19. Kryzys ten dotyka całą ludzkość: prawie 8 miliardów ludzi. Jesteśmy solidarni z naszymi bliźnimi i dziećmi na całym świecie. Prawda jest potężnym narzędziem”.

Recenzje

Jest to dogłębne źródło bardzo interesujące, jeśli jest to szersza perspektywa, którą chcesz nieco lepiej zrozumieć, autor ma dużą wiedzę na temat geopolityki i widać to w sposobie, w jaki Covid jest rozpatrywany w szerszym kontekście.-Dr Mike Yeadon

W tej wojnie przeciwko ludzkości, w której się znajdujemy, w tym pojedynczym, nieregularnym i masowym ataku na wolność i dobro ludzi, książka Chossudovsky’ego jest skałą, na której możemy podtrzymać naszą walkę. -Dr Emanuel Garcia

W piętnastu zwięzłych rozdziałach opartych na nauce Michel śledzi fałszywą pandemię COVID-19, wyjaśniając, w jaki sposób test PCR, dający do 97% udowodnionych wyników fałszywie dodatnich, w połączeniu z nieustającą kampanią strachu 24/7, był w stanie stworzyć ogólnoświatową panikę „plandemii”; że ta plandemia nigdy nie byłaby możliwa bez niesławnego testu reakcji łańcuchowej polimerazy modyfikującego DNA – który do dziś jest narzucany większości niewinnych ludzi, którzy nie mają pojęcia. Jego wnioski potwierdzają znani naukowcy. -Peter Koenig

Profesor Chossudovsky ujawnia prawdę, że „nie ma związku przyczynowego między wirusem a zmiennymi ekonomicznymi”. Innymi słowy, to nie COVID-19, ale raczej celowe wdrożenie nielogicznych, naukowo bezpodstawnych blokad spowodowało zamknięcie globalnej gospodarki. -David Skripac

Lektura książki Chossudovsky’ego stanowi kompleksową lekcję na temat globalnego zamachu stanu zwanego „Wielkim Resetem”, który, jeśli nie zostanie oparty i pokonany przez kochających wolność ludzi na całym świecie, doprowadzi do dystopijnej przyszłości, której jeszcze sobie nie wyobrażano. Przekaż ten darmowy prezent od profesora Chossudovsky’ego, zanim będzie za późno. Nie znajdziesz tak wielu cennych informacji i analiz w jednym miejscu. -Edward Curtin.                                                                      https://www.globalresearch.ca/pilot-warns-airline-industry-disaster-due-covid-19-vaccines/5840318  

Niedziela: – Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i Pokutne Marsze Różańcowe

19.11.23 – Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i Pokutne Marsze Różańcowe

15/11/2023przez antyk2013

Na Różańcu świętym będziemy się modlić wraz z Maryja Królową Polski o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

BIAŁYSTOK – O godz. 13.30 wyruszymy sprzed Katedry (ul. Kościelna 2), przejdziemy Rynkiem Kościuszki, ul. Lipową do Bazyliki Mniejszej p. w. św. Rocha.

POZNAŃ – początek o godz. 12.30 Msza Święta za Ojczyznę w Sanktuarium Bożego Ciała przy ul. Krakowskiej. Po Mszy Świętej Pokutny Marsz Różańcowy poprowadzi Ojciec Jerzy Garda. Zakończenie u Ojców Franciszkanów w Sanktuarium Matki Boskiej w Cudy Wielmożnej na Wzgórzu Przemysła.

ZAMOŚĆ –  o godz. 15.00 Koronka do Miłosierdzia Bożego, po modlitwie wyruszy spod kościoła św. Katarzyny Pokutny Marsz Różańcowy.

Msza Święta za Ojczyznę w Kościele Rektoralnym Świętej Katarzyny, ul. Kolegiacka 3 o godz. 17.00

Kościół św. Katarzyny, pl. Jaroszewicza Jana, Zamość - zdjęcia

(zdjęcie: Internet)

Share

Kategorie Białystok, Msze św. za Ojczyznę, Pokutne Marsze Różańcowe, Poznań, Zamość Tagi Białystok, Jasnogórskie Śluby Narodu, Krucjata Różańcowa za Ojczyznę, modlitwa za Ojczyznę, Msza Święta za Ojczyznę, Pokutny Marsz Różańcowy, Poznań, różaniec za Ojczyznę, Zamość

Z pierdla do Brukseli. Karpiński oficjalnie otrzymał mandat europosła. Baniak z łapówkami się rozwarł…

Z pierdla do Brukseli. Karpiński oficjalnie otrzymał mandat europosła. Baniak z łapówkami…

do-brukseli-karpinski-oficjalnie-mandat-

W piątek Włodzimierz Karpiński oficjalnie otrzymał mandat europosła w miejsce wybranego do Sejmu Krzysztofa Hetmana; mandat otrzymał również Witold Pahl, który zastąpi wybranego do Sejmu Bartosza Arłukowicza – poinformował w piątek w komunikacie Parlament Europejski.

——————–

W komunikacie wydanym w piątek przez Parlament Europejski czytamy, że na posiedzeniu 20 listopada PE „przyjmie do wiadomości wybór na posłów do Parlamentu Europejskiego” dwóch nowych polskich euro-parlamentarzystów – Witolda Pahla i Włodzimierza Karpińskiego”. Jak podkreślono, są oni oficjalnie uznani za europarlamentarzystów od 16 listopada.

Jak podał PE, gdy poseł do Parlamentu Europejskiego decyduje się odejść, umiera lub traci mandat, powiadamia o tym (lub robią to w jego imieniu władze państwa, z którego pochodzi) Przewodniczącego PE.

Następnie Parlament ogłasza wakat. Właściwe organy krajowe są wtedy proszone o obsadzenie wakującego miejsca. Państwo członkowskie informuje Parlament o zastępstwie, którego ogłoszenie następuje na posiedzeniu plenarnym. Następnie nowy poseł do PE podpisuje oświadczenie o niepołączalności i obejmuje urząd.

Marszałek Sejmu Hołownia podpisał dokumenty informujące trzy osoby o pierwszeństwie przysługującym im w objęciu mandatu do Parlamentu Europejskiego.

Włodzimierz Karpiński, były sekretarz w warszawskim ratuszu i były minister w rządzie PO-PSL w czwartek opuścił areszt, w którym przebywał od lutego. Zatrzymano go w związku z tzw. aferą śmieciową. Usłyszał zarzuty korupcyjne związane z zawieraniem kontraktów na zagospodarowanie odpadów w Warszawie.

Karpiński kandydował w 2019 r. w wyborach do Parlamentu Europejskiego z listy Koalicji Europejskiej. Nie zdobył jednak mandatu europosła. Posłem PE z tej listy został Krzysztof Hetman, który w październiku tego roku zdobył mandat do polskiego Sejmu i go objął. Do PE za Hetmana trafić powinna Joanna Mucha, lecz ona także została wybrana na posłankę. Następny w kolejności do mandatu europosła byłby Riad Haidar, ale polityk zmarł w maju br. Mandat europosła przypada więc kolejnemu kandydatowi – właśnie Włodzimierzowi Karpińskiemu.

Zgodnie z Kodeksem wyborczym, Marszałek Sejmu zawiadamia, na podstawie informacji Państwowej Komisji Wyborczej, kolejnego kandydata z tej samej listy kandydatów, który w wyborach otrzymał kolejno największą liczbę głosów, o przysługującym mu pierwszeństwie do mandatu w PE w miejsce osoby, której wygasł mandat.

Oświadczenie kandydata o przyjęciu mandatu do PE powinno być złożone w terminie 7 dni od dnia doręczenia zawiadomienia. Niezłożenie go w tym terminie oznacza zrzeczenie się pierwszeństwa do obsadzenia mandatu.

Drugi mandat europosła obejmie Witold Pahl – były sędzia Trybunału Stanu i były wiceprezydent Warszawy. Otrzyma on mandat po wybranym do Sejmu z list KO Bartoszu Arłukowiczu. W wyborach do PE w 2019 roku kilkoro kandydatów z listy zdobyło lepszy wynik; była marszałek woj. lubuskiego Elżbieta Polak również zdobyła jednakże mandat w Sejmie, podobnie jak Jarosław Rzepa, który został posłem z ramienia Trzeciej Drogi. Wśród kandydatów przed Pahlem znalazła się jeszcze była minister pracy i polityki społecznej oraz posłanka Jolanta Fedak, która zmarła w 2020 roku. W tej sytuacji mandat po Arłukowiczu przydał więc Pahlowi.

Źródło:PAP

=============================

Przypominam: Afera śmieciowa w Warszawie

Z: afera-smieciowa-karpinski

Były minister skarbu za rządów PO-PSL Włodzimierz Karpiński został zatrzymany przez CBA w lutym. Wraz z kilkoma innymi osobami, w tym z byłym wiceministrem skarbu Rafałem Baniakiem, jest podejrzany o załatwianie wartych 600 mln zł kontraktów z Miejskim Przedsiębiorstwem Oczyszczania w Warszawie. 

Karpiński usłyszał zarzut przyjęcia korzyści majątkowej w kwocie blisko 5 mln zł. Do tej pory przebywa w tymczasowym areszcie. Pod koniec marca został odwołany z funkcji sekretarza Warszawy przez Rafała Trzaskowskiego. Zasiadał również w radach nadzorczych spółek: Metro Warszawskie i Veolia. 

Baniak usłyszał zarzuty m.in. kierowania zorganizowaną grupą przestępczą, prania pieniędzy i płatnej protekcji w zamian za prawie 5 mln zł łapówki.

==============

Marsz. Hołownia:

Próby wmontowywania mnie teraz w jakieś opowieści, że pierwsza decyzja marszałka to wypuszczenie przestępców z więzienia są po prostu żałosne

Kult brzydoty. Czy jesteśmy skazani na kłamstwo, zło i obrzydliwość?

Kult brzydoty. Czy jesteśmy skazani na kłamstwo, zło i obrzydliwość?

pch/kult-brzydoty

(Fot. stock.adobe.com)

Być może żyjemy już w czasach ostatecznych, podobnych do tych z końca Cesarstwa Rzymskiego, kiedy nastąpił podobny regres, a w końcu całkowity upadek wartości cnót obywatelskich oraz kanonów piękna, gdy deprawacja i demoralizacja osiągnęły prawdziwe wyżyny… – mówi w rozmowie z PCh24.pl dr Janusz Szewczak, autor książki „Piękno zdeptane, kult brzydoty” (Biały Kruk, 2023).

Gdyby miał Pan wskazać moment, kiedy prawda, dobro i piękno zostały „zastąpione” przez kłamstwo, zło i brzydotę, to co by to było?

To na pewno nie był jakiś jeden moment, ponieważ cały ten proces deptania piękna i lansowania brzydoty trwał dziesięciolecia. Gdybym jednak miał wskazać, kiedy miało miejsce swego rodzaju przesilenie, po którym to kłamstwo, zło i brzydota zaczęły triumfować, to powiedziałbym, że jest to okres po II wojnie światowej.

Oczywiście zjawiska, które opisuję w książce, pojawiły się wcześniej, ale nie były one globalne, tylko bardziej lokalne. Festiwal brzydoty mieliśmy podczas rewolucji protestanckiej zapoczątkowanej w 1517 roku przez Marcina Lutra – że przywołam tylko obrzydliwe grafiki, jakie promował reformator czy też nowy „wystrój świątyń”, gdzie piękne malowidła zostały zastąpione przez białe ściany.

To samo było w czasie rewolucji francuskiej, w czasie niemieckiego nazizmu, w czasie rewolucji bolszewickiej, ale jednak to wszystko odbywało się lokalnie. Globalny kult brzydoty trwa od kilkudziesięciu lat i niestety cały czas się nasila – coraz mniej piękna, coraz więcej szpetoty i obrzydliwości.

Pytanie brzmi: czy my, współcześni, musimy pokochać brzydotę, tak dziś wszechobecną w życiu codziennym? Czy musimy się pogodzić z brzydką sztuką współczesną, z paskudną, dołującą literaturą, pełną agresji i wulgaryzmów, głupawą muzyką i obscenicznym teatrem?

Brzydota ośmieliła się rzucić dzisiejszemu światu prawdziwe wyzwanie, napluć nam w twarz i ogłosić swoje zwycięstwo. Wywrócono do góry nogami całą dotychczasową hierarchię wartości, podważono skutecznie całą naszą cywilizację chrześcijańską, a więc i sposób rozumienia, i odróżniania piękna od brzydoty. Świadomie pomieszano kategorie i kanony, zdeformowano rzeczywistość, upodlono sztukę, pokrzywiono ludzkie charaktery i wypalono sumienia.

Współczesna sztuka odrzuciła wszelkie kanony piękna i rządzi się dziś egoizmem twórców, ideologią i dziwactwem. W XXI wieku przestało się praktycznie używać określenia „sztuka piękna”, zaczyna się już tylko mówić o sztuce. To ogromny kryzys estetyczny. Niemiecki filozof Georg Wilhelm Friedrich Hegel (1770–1831), twórca systemu idealistycznego, wykluczał piękno natury, uznając, że tylko sztuka może być piękna: „piękno sztuki zrodzone jest z ducha i dla ducha. Piękno jest domeną Ducha Absolutnego, jest objawieniem ideału”. Tak widział piękno ten myśliciel wspierający państwo pruskie.

Gdzie szukać przyczyny tej zmiany? Jak to się stało, że lokalne fanaberie stały się czymś globalnym?

Nie ma jednej przyczyny. Jest ich wiele: upadek wartości chrześcijańskich, odcięcie się od korzeni naszej cywilizacji, budowa cywilizacji śmierci, promowanie relatywizmu moralnego, bezbożność, traktowanie wulgarności i chciwości jako cnoty…

Nie można oczywiście zaprzeczyć, że w czasach antycznych, czy w średniowieczu nie było rzeczy złych, podłych, brzydkich. Nie można zaprzeczyć, że nie było wówczas fałszu, kłamstwa i po prostu zła. To wszystko było, ale żaden normalny człowiek tego nie promował, nie kultywował, nie przedstawiał jako czegoś dobrego. Zło było nazywane złem i nawet jeśli nie stało się to w danej chwili, to następne pokolenia nie miały problemu z odróżnieniem tego, co dobre, od tego, co złe. Dzisiaj jest inaczej. Wciska się nam, że to, co brzydkie jest piękne i mamy się tym zachwycać, bo inaczej będziemy skazani na ostracyzm i wykluczenie.

Nie dotyczy to jedynie kultury i sztuki, ale również innych aspektów jak ideologia. Proszę zauważyć: dzisiaj próbuje się obrzydzać tradycyjne małżeństwo, czyli związek kobiety i mężczyzny, oraz tradycyjną rodzinę. Z drugiej strony jako coś „fajnego” przedstawia się jakieś luźne związki bez zobowiązań, tzw. związki homoseksualne czy związki poliamoryczne, których legalizacji domagają się niektóre siły polityczno-pseudointelektualne na Zachodzie. Rodzina – podstawowa komórka społeczna – jest przedstawiana jako coś patologicznego, jako coś, co zasługuje na maksymalne potępienie i upodlenie.

Mimo tych wszystkich zabiegów socjotechnicznych i psychologicznych ludzie pragnęli piękna w sposób naturalny, i nadal go pragną – tego ziemskiego i tego boskiego, choć dziś już nawet ziemskiego pragną coraz mniej, o boskim praktycznie zapominają lub dawno zapomnieli. Simone Weil tak widziała piękno: „We wszystkim, co budzi w nas czyste i autentyczne odczucie piękna, Bóg jest oczywiście obecny”. Współcześnie można by tę opinię sparafrazować w następujący sposób: we wszystkim, co dziś brzydkie, złe, demoralizujące, a nawet obrzydliwe, podłe i wulgarne – również w sztuce – czuć rękę szatana, a na pewno pomniejszych diabłów. Nie ma dziś żadnej wspólnej koncepcji piękna ani, tym bardziej, jakichkolwiek barier dla brzydoty. Wszystko jest dozwolone, wszystko akceptowalne, wszystko uznawane za dzieło artystyczne i swobodę twórczą, bo podobno piękno i brzydota to dziś wyłącznie kwestia subiektywnej wrażliwości, kwestia umowna nowoczesnego obycia, otwartych horyzontów. Czy na pewno? Czy nie jest tak, że piękne dzieło jest piękne nawet po ponad 500 latach, a brzydota od razu brzydko pachnie i nigdy nie pięknieje?

Przecież piękno zawsze było i dla wielu nadal jeszcze jest pewną i realną, a zarazem i uniwersalną wartością, a brzydota – antywartością. Wszystko to było dobrze poukładane i zakorzenione w ludzkiej, rozumnej naturze i to piękno właśnie przez tysiące lat kształtowało cywilizację oraz ludzkie życie. W naszym uniwersum piękna nie mieszczą się przecież zło, deformacja, obrazoburczość, pogarda i zbrodnia – a to cechy konstytutywne brzydoty, to obraz upadku, kultury i cywilizacji, to nihilizm i transhumanizm zarazem.

Być może żyjemy już w czasach ostatecznych, podobnych do tych z końca Cesarstwa Rzymskiego, kiedy nastąpił podobny regres, a w końcu całkowity upadek wartości cnót obywatelskich oraz kanonów piękna, gdy deprawacja i demoralizacja osiągnęły prawdziwe wyżyny…

To samo można powiedzieć o tzw. prawach człowieka. Mam tutaj na myśli m.in. aborcję i eutanazję. Kiedyś uważano je za zło. Dzisiaj kobiety, które zamordowały dzieci w swoich łonach, otrzymują tytuły ludzi roku, a osoby pomagające w morderstwie dzieci nienarodzonych są przedstawiane jako wzór cnót obywatelskich i przykład do naśladowania…

Mamy wkrótce zaprzestać jedzenia mięsa, eleganckiego ubierania się, mamy jeść produkty z robaków i owadów, krowy mają przestać dawać mleko, bekać i emitować metan, bo już zajęły się tym najlepsze start-upy, wspomagane miliardami Billa Gatesa. Mamy przestać być szarmanccy wobec kobiet, mamy kochać byle kogo, byle nie Pana Boga, a za prawa człowieka uznawać prawo do śmierci dla nienarodzonych, starych i schorowanych, mamy przestać chcieć mieć dzieci i zakładać tradycyjne rodziny. Bo tylko wtedy będzie lepiej dla planety, bardziej ekologicznie i nowocześnie. Mamy na nowo zdziczeć i stać się heroldami złych emocji w postaci antynatalizmu, klimatyzmu, genderyzmu czy transhumanizmu i to ma być ta nowa, lepsza przyszłość ludzkości. Z pewnością nie będzie ona piękniejsza, no bo cóż pięknego jest w aborcji na życzenie, w eutanazji staruszków, kazirodztwie, czarnej magii, chodzeniu na czworakach i udawaniu psa czy w szczekaniu na modlących się na ulicy ludzi? Przecież to zwyczajnie głupie, podłe i bezsprzecznie brzydkie.

Mamy być w wiecznym transie, nieczuli na dobro, obojętni na piękno, egoistyczni i zadowoleni sami z siebie. Tyle że to wszystko już kiedyś było i źle się skończyło. Bez piękna, dobra i prawdy światu zawsze grozi katastrofa.

Święty Augustyn pisał, że „dusza żyje z Boga, a ciało żyje z duszy”. A więc, by było pięknie, a nie brzydko, nie wystarczy tylko ciało i materia, młodość i operacje plastyczne, algorytmy i aplikacje, a nawet gigantycznie rozbudowane własne ego. Sama cielesność i seksualność nie gwarantuje istoty piękna, potrzebna jest dusza, duchowość i wartości. Współczesne internetowe i medialne naloty dywanowe na ludzką wrażliwość, a szczególnie na duchowość, pozostawiają po sobie same ruiny zła i podłości. To zaś musi czynić nasz świat bardziej odpychającym niż przyciągającym, zdecydowanie bardziej brzydkim niż pięknym. Jak to krótko i celnie stwierdził wielki polski poeta Zbigniew Herbert w utworze „Pan Cogito”: „Dowodem istnienia potwora są jego ofiary”. A dzisiejszych ofiar zła i brzydoty, kłamstwa i obsceniczności, a także cywilizacji śmierci przybywa w zastraszającym tempie. Trwa więc dziś wojna o same fundamenty naszej cywilizacji. Ale biada tym, którzy zamieniają piękno na brzydotę, dobro na zło i prawdę na kłamstwo.

Na szczęście trwa jeszcze tęsknota za pięknem, za honorem, za duchowością. Ta tęsknota jeszcze całkiem nie umarła, choć dziś jest w ogromnych tarapatach. Platon twierdził, że „potęga dobra schroniła się w naturze piękna”. Zaś nasz ukochany papież św. Jan Paweł II pisał, że „piękno jest widzialnością dobra”. Jakie to proste, mądre i zarazem jak musi drażnić niektórych. Antyludzkie ideologie, odrzucenie Boga, dziwaczna i brzydka sztuka nigdy nie dadzą nam poczucia piękna i nie będą godne podziwu, nie będą też wsparciem dla naszej cywilizacji, dla przetrwania cennych dla nas wartości. Każda wspólnota musi mieć swój kod kulturowy i swój kanon piękna i brzydoty, bowiem jak twierdził Platon: „Piękno jest jedynym bytem duchowym, który kochamy instynktownie”.

Żyjemy dziś ewidentnie w czasach rozkładu moralnego i wielkiego upadku estetyki i wzorców kulturowych. Jesteśmy świadkami ogromnej skali deformacji sztuki i kultury, promocji antyestetycznych kanonów i konwencji. Jest to szczególnie widoczne w tzw. kulturze masowej. Widzimy współcześnie coraz bardziej wykolejone relacje intelektualne i międzyludzkie, społeczne dysfunkcje, przemoc, wulgarność i różnego rodzaju patologie, i to nie tylko w internecie. To zaawansowany proces likwidacji piękna, i to w wielu odsłonach. Jest brzydko i coraz brzydziej i będzie tak pewnie dalej.

Najbardziej wstrząsającym fragmentem Pana książki „Piękno zdeptane, kult brzydoty” był dla mnie rozdział VI „Ludzkie ciała”. Zarówno tekst, jak i zdjęcia, które tam zobaczyłem, mówiąc najdelikatniej, zrobiły na mnie wrażenie…

Uroda to niewątpliwie rzecz względna i wielce subiektywna, każdy z nas ma swój kanon urody i piękna ludzkiego ciała. Od zamierzchłych czasów istnieją pewne stałe cechy atrakcyjności fizycznej, cechy uniwersalne: dobre proporcje ciała, odpowiednia muskulatura w przypadku mężczyzn, delikatna skóra, długie nogi, bujne włosy, wąska talia, wyrazisty biust w przypadku kobiet. Wygląd, uroda i osobiste piękno nadal mają istotny wpływ na relacje społeczne, sukcesy życiowe i zawodowe, popularność i atrakcyjność. Powszechnie dziś uznaje się, że co jak co, ale na scenie, w modelingu, w mass mediach, w show-biznesie działać i eksponować swoje ciało mogą wyłącznie młodzi i piękni. Jeśli zaś ludzie starsi, to raczej w sferze reklamy suplementów i medykamentów związanych z problemami z pamięcią czy chorobami stawów.

Słynna celebrytka amerykańska, influencerka Kim Kardashian, eksponująca w mediach i show-biznesie swe nienaturalne, zmienione po wielu operacjach plastycznych kształty, stała się w drugiej dekadzie XXI wieku kanonem piękna kobiecego. Jednak dziś przecież płeć, kobiecość to coś wstydliwego i umownego, bo płeć ma być elastyczna, nie wiadomo jaka. Wyraziste jest teraz to, co brzydkie, a piękne jest to, co nijakie, sztuczne, unisex, to, co gender, trans i wielu to już odpowiada, to już ich kanon piękna coraz brzydszego.

Brylują więc na okładkach i w internecie młode, wysportowane, męskie kobiety i zniewieściali mężczyźni. A przecież jeśli chodzi o płeć nazywaną dawniej piękną, to istnieje ciągle dość uniwersalna klasyfikacja: „najpiękniejsze kobiety to te, którym się podobamy”.

W „Braciach Karamazow” Fiodora Dostojewskiego, można znaleźć fragment rozmowy seminarzysty Rakitina z Aloszą Karamazowem: „Jak się człowiek rozkocha w jakiejś tam piękności, w kobiecym ciele, albo nawet tylko w jednej części kobiecego ciała (lubieżnik to rozumie), to porzuci dla niej własne dzieci, zaprze się ojca i matki, Rosji i Ojczyzny: jest łagodny – to zabije, jeśli wierny – zdradzi (…), zwłaszcza jak w rodzinie lubieżność doszła do stanu zapalnego”. Jak widać, to zabijanie rosyjska dusza ma we krwi… A przecież właśnie dla współczesnych pokoleń ta body-centryczność, to piękno ciała nie tylko w kulturze, sztuce i mediach, stała się dziś wręcz obsesją i kult młodego, zmysłowego ciała coraz częściej zabija samo piękno. Współczesny człowiek, nie tylko dosłownie, ale i w przenośni, jest coraz bardziej nagi, bo został odarty z tego najcenniejszego ludzkiego odzienia, jakim są: zasady moralne, poczucie wstydu, ludzkiej godności, ale też pozbawiony został kanonów piękna, pobożności, pokory i delikatności.

Dziś uroda, piękno ciała i sylwetki są wręcz utożsamiane z człowieczeństwem, tolerancją i kulturą, a to właściwie uniemożliwia krytykę czy prawdziwą ocenę, bo współcześnie nie wolno oceniać niedoskonałości ludzkiego wyglądu, jeśli nie potrafimy odnaleźć piękna w przeciętności czy nawet w brzydocie. Jeśli zaś dostrzegamy ewidentną brzydotę czy niedoskonałość, musimy się powstrzymać z werdyktem, gdyż inaczej okażemy się ludźmi złymi, podłymi i źle wychowanymi. A przecież piękno nie jest już dziś zarezerwowane tylko dla ludzi urodziwych, atrakcyjnych fizycznie, wyjątkowych, jest dostępne praktycznie dla każdego, bo to współczesne piękno nie tylko się upowszechniło, ale wyjątkowo zdemokratyzowało. A skoro wszyscy są tylko piękni, choć nie wszyscy są szczupli, zgrabni, wysportowani, zbudowani proporcjonalnie, nie wszyscy mają piękne rysy twarzy i piękne włosy, to jednak nie ma ludzi brzydkich ani ludzkiej brzydoty. Obowiązuje bowiem idea tzw. body positive: podobasz się sobie, to już jesteś piękny i wygrany, pozytywnie nastawiony do życia, a nawet im brzydziej, tym modniej, a więc i piękniej. Kobieta nie musi być już zgrabna, zwiewna, wąska w talii, o ujmującej twarzy, nie musi być pociągającą istotą wynurzającą się z morskiej piany niczym Wenus ani prawdziwym aniołem. Może mieć zwyczajne ciało ze wszystkimi ludzkimi wadami i ułomnościami naszego wizerunku. Ma „być sobą” i już w ogóle nie musi być kobietą. Podobnie jak mężczyzna, który może czuć się kobietą i całkowicie się do niej upodobnić, poddając się zabiegowi „zmiany płci”, ale też i kobieta, i mężczyzna mogą być trans-, bi-, poli-, queer i też będzie ładnie i pięknie. Czy aby na pewno?

Co prawda nie wypada dziś mieć krzywych zębów, zmarszczek, siwych włosów, za małych piersi czy zbyt wąskich ust, bo to wszystko da się szybko poprawić odpowiednim zastrzykiem, skalpelem, można powiększyć pośladki i usta, zlikwidować „oponki”, odessać tłuszczyk, wyjąć parę żeber, spiłować kości policzkowe, podciąć i podnieść opadające powieki, teoretycznie odsunąć brzydką wizerunkowo starość i już jesteśmy piękni i młodzi niczym z katalogu mody. Czy zawsze i na pewno to gwarantuje nam prawdziwe piękno, czy walka z nieubłaganym czasem, owa uderzająca nienaturalność dla wszystkich muszą stanowić nowy kanon ludzkiego piękna, piękna ciała, które pomału przestaje być nasze własne? Przecież obiecywana przez złotoustych oszustów, ideologów transhumanizmu, zaklinaczy rzeczywistości ludzka nieśmiertelność nie nadejdzie, nie ma serum młodości i piękna, choć chirurgia i medycyna poczyniła ogromne postępy, to kres dla wszystkich jednaki.

Na koniec chciałbym przywołać dwie, jakże różne strategie „obrony piękna”. Pierwsza to realizacja wezwania, które pozostawił nam św. Jan Paweł II – żeby rechrystianizować Europę, a co za tym idzie razem z Ewangelią głosić prawdę, dobro i piękno. Druga to zaproponowana przez Roda Drehera tzw. opcja Benedykta, czyli wezwanie do tworzenia środowisk niezmąconej wiary w Chrystusa, miejsc umożliwiających rozwój rodzin i przekaz wiary, prawdy, piękna i dobra przyszłym pokoleniom. Która z tych strategii jest Panu bliższa?

Pierwsi chrześcijanie bronili swojej wiary, narażając się na plugawy język i prześladowania. Dzisiaj powinniśmy brać z nich wzór i bronić nie tylko wartości chrześcijańskich, ale i piękna, które dało nam chrześcijaństwo. Musimy mówić o prawdziwym pięknie w sposób śmiały i odważny, a nie chować się gdzieś po kątach.

60 lat temu Sobór Watykański II apelował do współczesnych: „Świat, w którym żyjemy, potrzebuje piękna, aby nie pogrążyć się w rozpaczy”. Ten apel szczególnie dziś, w 2023 roku, wydaje się niezwykle aktualny, a działania w tej sferze wręcz niezbędne. To przecież nasz wielki rodak, dzisiaj już święty, Jan Paweł II, dla którego „piękno zawsze było imieniem Boga”, potwierdzał to, pisząc o pięknie niezmiennym i absolutnym. W Wykładach lubelskich w 1986 roku tak to ujmował: „to Stwórca jest pełnią bytu, dobra i piękna (…) [to Bóg] stoi ponad wszelką miarą, pięknem i ładem, którego On sam nieskończony jest najwyższym źródłem”. I właśnie to piękno, piękno stworzenia, zbawienia i zmartwychwstania jest tym niezmiennym i odwiecznym, prawdziwym pięknem. Jak mówi 1 Księga Samuela (16, 7b): „bo człowiek patrzy na to, co widoczne dla oczu, Pan natomiast patrzy na serce”. To serce właśnie powinno być piękne, dobre, czyste i miłosierne. Nie będzie takie u tych, którzy wielbią brzydotę.

Bóg zapłać za rozmowę. 

Tomasz D. Kolanek

Szanowny Panie Gestapo!

Szanowny Panie Gestapo!

 Stanisław Michalkiewicz 17 listopada 2023 michalkiewicz

Zapoczątkowana młodzieżową rewoltą na Zachodzie nowa strategia rewolucji komunistycznej najwyraźniej wchodzi w nowy etap. Jak bowiem pamiętamy, wiodącym hasłem tamtej rewolty było: „Zabrania się zabraniać”. Chodziło przede wszystkim o usunięcie wszelkich możliwych ograniczeń w dziedzinie seksualnej, bo młodzi – jak to młodzi – w większości przypadków przede wszystkim chcieli się wybzykać z panienkami – ale nie da się ukryć, że to hasło było bardzo podobne do tego, które towarzyszyło rewolucji bolszewickiej w samych jej początkach: „Grab nagrabliennoje!” W jednym i drugim przypadku chodziło o obalenie dotychczasowych reguł stabilizujących społeczeństwo. „Grab nagrabliennoje” godziło w dotychczasowe stosunki własnościowe, bo gwałtowna i gruntowana zmiana stosunków własnościowych była – obok masowego terroru i masowego duraczenia – istotnym elementem bolszewickiej strategii rewolucyjnej. W 1968 roku sytuacja była inna; zmiana stosunków własnościowych, jeśli w ogóle była postulowana, to raczej na marginesie zmian obyczajowych. Myślę, że złożyły się na to dwie przyczyny. Po pierwsze ówczesna młodzież na Zachodzie znakomicie wpasowała się w panujący tam system ekonomiczny i nikomu nie przychodziło do głowy, by cokolwiek w nim zmieniać. Owszem, zdarzały się wyjątki.

Na przykład podczas wyjazdu na „saksy” do Francji w roku 1978, pracowałem na winobraniu z pewnym Grekiem. Był on zdecydowanym rewolucjonistą, ale kiedy zwróciłem mu uwagę, że jeśli wybuchnie rewolucja to prawdopodobnie zabraknie bagietek, bardzo się zaniepokoił i zażądał wyjaśnień. Wyjaśniłem mu więc, że w rewolucji udział biorą nie tylko tacy rewolucjoniści, jak on, ale przede wszystkim – tak zwany „lud”, czyli między innymi piekarze. – Co ty sobie myślisz – mówiłem – że ty będziesz się kotłował rewolucyjnie, a oni po staremu całymi nocami będą po piekarniach wypiekać bagietki, żebyś każdego ranka miał do dyspozycji świeżą i chrupiącą? Nic z tego; oni też będą chcieli się trochę pokotłować, więc bagietek może nie być. Na takie dictum mój Grek głęboko się zamyślił i sądzę, że zasiałem w nim straszliwą wątpliwość, czy w takim razie w ogóle robić jakąś rewolucję. Druga przyczyna była taka, że o ile w przypadku rewolucji bolszewickiej, jedną z jej sił napędowych był żydowski proletariat ze Wschodniej Europy, to w roku 1968 Żydzi, którzy nadal byli w awangardzie rewolucji komunistycznej, kontrolowali już sektor finansowy na Zachodzie, więc w tej sytuacji, na wszelki wypadek, woleli skierować uwagę zrewoltowanej młodzieży w stronę genitaliów, niż stosunków własnościowych.

Celem rewolucji komunistycznej jest bowiem uchwycenie władzy nad większością przez mniejszość i dlatego właśnie Żydzi tradycyjnie są w awangardzie komunistycznej rewolucji, bez względu na to, czy są biedni, czy bogaci. Nowa rewolucyjna strategia, której programem pilotażowym była wspomniana rewolta, nie dążyła do obalenia istniejących instytucji, jak np. banki czy fundusze inwestycyjne, tylko do ich wykorzystania w służbie rewolucji. Dotyczyło to również instytucji publicznych, czyli struktur państwowych, a także – co akurat dokonuje się na naszych oczach w postaci dokazywania w ramach enigmatycznej ”synodalności” – również struktury Kościoła katolickiego. Po ateistycznym, bolszewickim terrorze, pojawił się zwiastun nowego etapu w postaci „ekumenizmu”, w ramach którego ćwiczyliśmy i nadal ćwiczymy tak zwany „dialog z judaizmem”, który w końcu właśnie doprowadza do wmontowania struktur Kościoła w ariergardę komunistycznej rewolucji, dowodzonej oczywiście tradycyjnie przez tzw. starszych i mądrzejszych.

Od roku 1968 minęło już ponad 55 lat, czyli mniej więcej – dwa pokolenia – więc promotorzy rewolucji musieli dojść do wniosku, że musi ona wejść w kolejny etap. Toteż na naszych oczach etap umizgów z jego hasłem: „zabrania się zabraniać”, właśnie jest zastępowany przez nadchodzący etap surowości, w którym lista zachowań i postaw zabronionych nie tylko każdego dnia się wydłuża, ale w dodatku – coraz częściej na straży tych zakazów stawiane są instytucje państwowe, z orwellowskim Ministerstwem Prawdy i Ministerstwem Miłości na czele. A skoro tak, to nic dziwnego, że towarzyszą temu zmiany obyczajowe, a zwłaszcza jedna. O ile na etapie umizgów, podobnie jak na etapie uwiądu starczego, na który rewolucja bolszewicka zaczęła zapadać po śmierci Ojca Narodów Józefa Stalina, donosicielstwo uznane było powszechnie za zachowanie niegodne człowieka honorowego, to obecnie przeżywa ono nie tylko okres rehabilitacji, ale również – instytucjonalnego rozwoju. Donosiciele nie nazywani są już „konfidentami” – o co jeszcze w stanie wojennym obrażał się pewien oficer SB prowadzący ze mną „rozmowę ostrzegawczą” po zwolnieniu z obozu internowania w Białołęce – aż musiałem mu wyjaśnić, że po łacinie „konfident” znaczy po prostu „zaufany”, a więc nie ma w tym nic obraźliwego – to teraz donosiciele, podobnie jak zboczenia płciowe, które ponad 30 lat temu zostały uznane za szlachetne „orientacje”, noszą szlachetne nazwy „aktywistów” i „sygnalistów”, którzy pozostają pod szczególną ochroną prawa, przede wszystkim – funkcjonariuszy Ministerstwa Miłości, czyli niezawisłych sędziów – o czym świadczy niedawny prawomocny wyrok skazujący kol. Rafała Ziemkiewicza na przymusowe „prace społeczne” (jak zwykle: grabimy – mawiało się za pierwszej komuny), ale nawet tworzą specjalnie organizacje delatorskie w rodzaju „Nigdy Więcej”, czy Ośrodka Monitorowania Zachowań Rasistowskich i Ksenofobicznych.

Jak widać choćby na przykładzie pana Rafała Gawła, założyciela tej ostatniej organizacji delatorskiej, korzysta on z ochrony władz państw miłujących pokój chociaż skazany został w Polsce za przestępstwa kryminalne: oszustwa i wyłudzenia. Takich właśnie jednak komunistyczna rewolucja na tym etapie potrzebuje, bo zmiany obyczajowe dopiero się rozpoczynają, toteż Parlament Europejski, w którym liczba wariatów w sensie medycznym prawdopodobnie dorównuje liczbie rewolucyjnych postępków, którzy w podskokach dostarczają pozorów legalności coraz to nowym „myślozbrodniom”, właśnie na skutek donosu pana Gawła, cofnął immunitet czterem europosłom za „polubienie” jakiegoś wpisu na Twitterze. Jestem przekonany, że za ten bohaterski czyn pan Rafał Gaweł nie tylko już wkrótce zostanie oczyszczony ze wszystkich fałszywych zarzutów, być może nawet przez tego samego sędziego, który go wcześniej skazał (wiecie, rozumiecie sędzio, wy lepiej naprawcie krzywdę wyrządzoną naszemu sygnaliście, by inaczej będzie z wami brzydka sprawa), ale przez Judenrat „Gazety Wyborczej” zostanie dokooptowany do grona autorytetów moralnych. Toteż nic dziwnego, że na mieście krążą fałszywe pogłoski, jakoby na Uniwersytecie Warszawskim i innych tego typu parkach jurajskich w Polsce, mają zostać utworzone specjalne kierunki delatorskie, gdzie młode kadry będą przez starych praktyków kształcone w służbie rewolucji.

Stanisław Michalkiewicz

TAJEMNICE PROMU „ESTONIA”. „Kosmos Association”…

https://www.oficyna-aurora.pl/aktualnosci/tajemnice-promu-estonia,p1901769450

TAJEMNICE PROMU „ESTONIA”

2023-11-17 Sławomir M. Kozak

Lata 90 ub. wieku przyniosły krajom Europy środkowo-wschodniej niewyobrażalne i wyczekiwane przez wielu przemiany. Na mocy tajnych porozumień sterników globalnej polityki zwijano ZSRR i jego wpływy w tzw. demoludach, czyli krajach demokracji ludowej. Kończył się okres blisko półwiecznej zimnej wojny. Po państwach byłego Układu Warszawskiego rozlała się fala przestępczości zorganizowanej, cechującej się brutalnymi walkami gangów przemycających w różnych kierunkach samochody, narkotyki, spirytus, papierosy, ludzi i elementy uzbrojenia szmuglowane z terenów byłych sowieckich republik na wszystkie strony globu. Rodzącą się na gruzach swej poprzedniczki Rosję plądrowano bez zahamowania, wywożąc na Zachód wszystko, co miało jakąkolwiek wartość. Nic dziwnego, że sięgano również po najnowsze, niedostępne w oddzielonej dotąd żelazną kurtyną reszcie świata, wytwory komunistycznego molocha, któremu nie miały być już potrzebne. Podobnie działo się po każdej wojnie, kiedy zwycięzcy rozdrapywali dobrostan pokonanych, zarówno intelektualny, jak i materialny. Przemyt łączył tajne służby wojskowe, niedawnych bezpieczniaków politycznych i pospolitych bandziorów, a granice między nimi były tak samo niezauważalne, jak te, które przyszło im wspólnie przekraczać. Co oczywiste, dochodziło między nimi dość często do sporów. Kompetencyjnych, terytorialnych, ambicjonalnych, czy finansowych. Na ogół zwyciężali ci, którzy nielegalną działalnością zajmowali się dłużej, mieli za sobą wsparcie aparatu państwowego, dostęp do nowocześniejszych technologii i pieniądze. O tych starciach przeciętny obywatel dowiadywał się z opóźnieniem, a informacje dochodziły do niego zmanipulowane i wskazujące na zwykłe porachunki gangsterskie, wypadki drogowe lub, w poważniejszych przypadkach, katastrofy.

Jedną z takich, do dziś nie wyjaśnionych katastrof, było zatonięcie w nocy z 27 na 28 września 1994 roku, promu pasażersko-samochodowego o nazwie „Estonia”. Ogólny zarys tego zdarzenia znajdziemy w Wikipediiktóra pisze, że „Estonia kursowała pomiędzy Tallinnem a Sztokholmem. Opuszczała Tallinn co drugi dzień o godzinie 19.00, a przybywała do Sztokholmu o godzinie 9.00 czasu lokalnego, następnie opuszczała Sztokholm tego samego dnia o godzinie 17.30 czasu lokalnego i była w Tallinnie godzinie 9.00 rano następnego dnia. (…) Do katastrofy doszło 28 września 1994 roku na Bałtyku, między godziną 00:55 a 1:50, podczas rejsu z Tallinna w Estonii do Sztokholmu w Szwecji. Estonia miała przypłynąć do Sztokholmu o 9:30. Na pokładzie znajdowało się 989 pasażerów i członków załogi. Większość pasażerów była Skandynawami, a załoga była w większości estońska. (…) Pierwszymi oznakami problemów był głośny odgłos tarcia metalu o metal około 1:00. Właśnie wtedy statek mijał archipelag Turku. Podczas oględzin furty dziobowej nie wykryto żadnych uszkodzeń. Około godziny 1:15 furta oderwała się od kadłuba; statek nabrał silnego przechyłu na prawą burtę. Około 1:20 przez megafony wypowiedziano słabym, damskim głosem słowa: „Häire, häire, laeval on häire”, co po estońsku oznacza „Alarm, alarm, alarm na pokładzie”. Wkrótce w ten sam sposób zaalarmowano załogę. Niedługo po tym na statku został ogłoszony generalny alarm ratunkowy. Przechył zwiększył się do 30–40 stopni na prawą burtę co sprawiło, że nie można było już się bezpiecznie przemieszczać po pokładzie statku. Drzwi oraz przejścia zostały zablokowane, aby uniemożliwić ewentualne przelewanie się wody. Pasażerowie, którzy próbowali się uratować, zostali uwięzieni.

O godzinie 1:22 nadane zostało przez załogę wezwanie Mayday, jednak jego forma nie spełniała międzynarodowych norm. Komunikacja ustała około 01:29. Po blisko siedmiu minutach od nadania pierwszego sygnału pomocy Estonia zniknęła z pola widzenia wszystkich radarów. Z powodu braku zasilania i silnego przechyłu akcja ratownicza na promie była spowolniona i utrudniona. Statek zniknął z ekranów radarów około 1:50. Mariella dotarła na miejsce tragedii około 2:12; pierwszy helikopter o 3:05”. Z 989 pasażerów uratowano jedynie 138, a głównym powodem śmierci były utonięcia i hipotermia, bo temperatura wody wynosiła zaledwie 10 st. Celsjusza.

Wokół zatonięcia promu narosło wiele kontrowersji, inspirujących dziennikarzy do snucia licznych teorii, okrzykniętych przez czynniki oficjalne mianem spiskowych. Jednak, jak podaje Wikipedia „W wyniku ponownego przeanalizowania sprawy Estonii przez estoński zespół prokuratora Margusa Kurma, którego raport ujawniono 30 marca 2006, rząd estoński zakwestionował wyniki prac wspólnej komisji i zaprosił rządy Szwecji i Finlandii do wznowienia dochodzenia. Raport sugeruje, że rząd szwedzki ukrywał część, mających związek ze sprawą, dowodów. Według analizy zeznań świadków dokonanej przez zespół Kurma, rampa dziobowa była podczas katastrofy jedynie uchylona i nie mogła przez nią dostać się na pokład podawana dotychczas ilość wody, nadto nie jest jasne, skąd brała się woda na pokładzie. Komisja ustaliła, że szwedzkie służby odnalazły urwaną furtę dziobową 9 dni przed oficjalnym ujawnieniem tego faktu, a także prowadziły niejawne nurkowania badawcze, a wnętrze ładowni zostało sfilmowane przez pojazd podwodny, czego również nie ujawniono wspólnej komisji. Podczas nurkowań poszukiwano m.in. jednej walizki z nieujawnioną zawartością, którą następnie zabrano ze statku. Raport ten stwierdza również, że trójstronna komisja nie zbadała hipotezy wybuchu na pokładzie”.

Tajemnicza walizka, czego już w Wikipedii nie przeczytamy, opatrzona była nazwiskiem Aleksander Woronin, a znaleziono ją w kabinie, której używał kapitan Avo Piht. Co ciekawe, kapitan płynął promem całkiem prywatnie, ponieważ miał dzień wolny od pracy. Po tym, kiedy odtransportowano go do szpitala, Piht nieoczekiwanie zniknął, a wraz z nim 11 innych członków załogi promu. Ich nazwiska równie tajemniczo zniknęły z pierwszej listy ocalonych.

Niektóre źródła wskazują na to, że 28 i 29 września odlecieli z lotniska w Sztokholmie dwoma wyczarterowanymi przez ambasadę amerykańską samolotami. Jeśli zaś chodzi o Woronina, to był właścicielem spółki z siedzibą w Tallinnie, o nazwie „Kosmos Association”, a jego brat Walerij zarządzał identyczną, mieszczącą się w Moskwie. Firmy handlowały bronią i elementami technologii kosmicznej. Kiedy, w r. 1998 W. Putin został szefem Federalnej Służby Bezpieczeństwa, spółki Woroninów zostały zlikwidowane, a przedsiębiorstwa amerykańskie, które z nimi handlowały, zniknęły z rynku. W 2019 r. ponad 1000 ocalałych i krewnych ofiar zażądało 40,8 mln euro odszkodowania od francuskiej agencji, która uznała statek za zdatny do żeglugi oraz od niemieckiej stoczni, która go zbudowała. Roszczenie zostało jednak odrzucone przez paryski sąd, który stwierdził, że powodowie nie udowodnili „winy umyślnej”. Rok później, podwodny robot sfilmował wrak promu i okazało się, że w kadłubie widnieje 4-metrowa dziura, co zmienia całkowicie dotychczasową narrację o awarii furty ładunkowej.

Sprawa „Estonii” jest doprawdy niezwykła, a Czytelnicy zainteresowani większą ilością szczegółów będą mogli o niej przeczytać w jednym z rozdziałów książki mojego autorstwa, zatytułowanej „Wrota Magadanu”, którą zamierzam wydać w grudniu tego roku.

  Sławomir M. Kozak
www.oficyna-aurora.pl

====================

„Jako buddyści i chrześcijanie postrzegamy Buddę oraz Jezusa jako wspaniałych uzdrowicieli”.

Watykan postrzega Buddę jako wspaniałego uzdrowiciela na tym samym poziomie co Chrystus

„Jako buddyści i chrześcijanie postrzegamy Buddę oraz Jezusa jako wspaniałych uzdrowicieli” – stwierdza się w oświadczeniu opublikowanym na łamach Vatican.va (16 listopada).

Wspomniane oświadczenie stanowi podsumowanie Siódmego Kolokwium Buddyjsko-Chrześcijańskiego, które miało miejsce na Uniwersytecie Mahachulalongkornrajavidyalaya (Bangkok, Tajlandia). Współorganizatorem wydarzenia była Dykasteria ds. Dialogu Międzyreligijnego.

Zgodnie z oświadczeniem – „Jezus i Budda promowali miłość oraz współczucie jako sposób na wykorzenienie ciemności z ludzkich serc i świata”.

Ktoś powinien przypomnieć watykańskim sklerotykom [to sataniści, optymistyczny Kolego.. MD] , że Kościół Katolicki opiera się na odrzuceniu fałszywych bogów, w tym ideologii pokroju buddyzmu, oraz czczeniu Trójcy Świętej, która otwiera przed nami wąskie drzwi do wiecznego zbawienia.

Grafika: Vatican Media, Divisione Foto, #newsYhhfydazrd

Do podlaskich puszcz wracają wotywne kapliczki deskowe

Do podlaskich puszcz wracają wotywne kapliczki deskowe

pch24-podlaskich-puszczy-wracaja-wotywne-kapliczki

(Fot. AB/PCh24.pl)

Mieszkańcy miejscowości Studzianki (woj. podlaskie) kultywują tradycję tzw. desek wotywnych. Są to pięknie zdobione, nieduże deski z krzyżem lub pasyjką, które wiesza się na drzewach, głównie w puszczach terenu województwa podlaskiego. Takie kapliczki deskowe to wotum dziękczynne Bogu lub błaganie w ważnej intencji.

Niegdyś desek wotywnych wieszanych na drzewach, najczęściej wzdłuż leśnych dróg, było w podlaskich puszczach bardzo wiele. Dziś zobaczyć taką „perełkę”, jest bardzo trudno. Dlatego mieszkańcy Studzianek powzięli decyzję, aby ratować tą piękną, religijną tradycję. W wiejskiej świetlicy zorganizowali warsztaty wyrobu desek wotywnych. W ten sposób wykonano już 11 takich rzadkich kapliczek, które w najbliższym czasie umieszczone zostaną w różnych miejscach Puszczy Knyszyńskiej, na skraju której leżą Studzianki. Na deskach, ich twórcy i twórczynie, zapisali osobiste podziękowania i intencje. W ten sposób cenna tradycja na nowo ożyła i została przekazana młodemu pokoleniu.  

Wieszanie na drzewach desek wotywnych jest bardzo dawną tradycją Podlasia. Nie jest jednak pewne jak starą, gdyż drewniany materiał, z których robi się deski, nie zachowuje się długo. Najstarsze, istniejące deski wotywne pochodzą z wieku XIX. Są one przechowywane w muzeach. Obecnie w Puszczy Knyszyńskiej można spotkać, wiszące jeszcze na drzewach, prawie stuletnie deski wotywne. Napis na jednej z nich, sporządzonej w roku 1930, brzmi „Jezu proszę serdecznie dopomóż w mojej biedzie.” Na innej desce znajdującej się w puszczy koło Supraśla znajdujemy napis „Boże miej nas zawsze w opiece”. Deski wotywne sporządzała głównie ludność puszczańskich wsi i osad. Były to formy leśnych kapliczek. 

W czasie Powstania Styczniowego deski wotywne pełniły też w rolę skrzynek kontaktowych między leśnymi oddziałami  tzw. partiami). To w nich ukrywano, przeważnie zaszyfrowane, wiadomości. Najstarsze zachowane XIX-wieczne deski wotywne, mają bogato profilowany kontur i są dość spore, od 70 do 180 cm wysokości i od 30 do 40 cm szerokości. Młodsze, powstałe po pierwszej i drugiej  wojnie światowej, są mniejsze – nie przekraczają 70 cm wysokości.

Kapliczki deskowe wykonywano najczęściej z żywicznego drewna sosnowego. Na najstarszych zawieszano krzyż z rzeźbioną figurą Ukrzyżowanego Chrystusa. Czasem rzeźbę mocowano bezpośrednio do deski, na namalowanym czarną farbą krzyżu. Deski polichromowano farbą olejną, dzieląc barwami całość na dwie części. Górę malowano na niebiesko, co symbolizowało niebo; dół na czarno lub brunatno, co oznaczało ziemię.

Często na deskach kapliczek drzewnych umieszczano symbol krzyża z półksiężycem, który dawni mieszkańcy Podlasia rozumieli jako symbol zwycięstwa Chrystusa nad śmiercią lub Matki Bożej nad szatanem. Półksiężyc traktowany tu jako symbol ciemności i zła, występuje u nasady większości kutych, kowalskiej roboty, krzyży. Te półksiężyce, znajdziemy na Podlasiu nie tylko na kapliczkach deskowych ale też wieńczą one szczyty dawnych, drewnianych krzyży przydrożnych i cmentarnych. Najbardziej znanym półksiężycem jest ten na słynącym łaskami wizerunku Matki Bożej Ostrobramskiej w Wilnie. Jako wotum podarowała go Maryi w roku 1849, nieznana osoba. „Dzięki Tobie składam Matko Boska za wysłuchanie próśb moich, a proszę Cię, Matko Miłosierdzia, zachowaj mnie nadal w łasce i opiece Swojej Przenajświętszej W. I. J.” – wygrawerowano na srebrnym półksiężycu. Treść tego napisu jest bardzo podobna do wielu napisów na wotywnych kapliczkach deskowych.  

Dawniej, ale i dziś, szczególnie szanowane jest drzewo, na którym zawieszano kapliczkę deskową. Takie drzewo mieszkańcy puszczańskich okolic nazywają „święte”. W powszechnym przekonaniu, nie można go ścinać, ale musi ono obumrzeć ze starości. Przykładem tego była stojąca, około stu lat, w Supraślu ogromna sosna – nazywana przez miejscowych świętą. Kiedy upadła, skruszona zębem czasu, pracownicy Lasów Państwowych, przygotowali dla niej specjalne, zadaszone miejsce, gdzie już kilkadziesiąt lat, do dziś dnia, można ją podziwiać. Sami leśnicy szanują tradycję drzew z leśnymi kapliczkami. Przy zrębach, nie wycina się ich.   

Adam Białous

Orędzie Hołowni. „Gdyby się przynajmniej popłakał. A on nic, śladu łez”. Laleczka Chucky?

Orędzie Hołowni. „Gdyby się przynajmniej popłakał. A on nic, śladu łez”

16.11.2023 nczas/oredzie-holowni-gdyby-sie-przynajmniej-poplakal-a-on-nic

Szymon Hołownia. Źródło: YouTube
Szymon Hołownia. Źródło: YouTube

Zostało wygłoszone. – Jedynie tyle można powiedzieć o „orędziu Hołowni”. Po raz kolejny okazało się, że bycie telewizyjnym celebrytą to coś zupełnie innego od – choćby odgrywania – roli poważnego polityka.

„Sejm ma przede wszystkim służyć tym Polakom, którzy na co dzień w nim nie bywają. Będzie bliżej zwykłych, codziennych spraw”.

„Dzięki państwa głosom i rekordowej frekwencji w wyborach 15 października Sejm X Kadencji ma najsilniejszy mandat w historii”.

„W tym tygodniu posłowie i posłanki zdecydowali się powierzyć mi zaszczytną rolę marszałka Sejmu. Dziękuję za okazane zaufanie w głosowaniu, które jest jednocześnie dowodem na stabilność nowej większości”.

„Zniknęły bariery, które od siedmiu lat niepotrzebnie odgradzały parlament od Polaków. Otwieramy znów Sejm na media. Zdecydowaliśmy też o poszerzeniu prezydium Sejmu, tak by mogli w nim zasiąść przedstawiciele wszystkich Klubów Parlamentarnych od Lewicy po Konfederację. Tego wymaga szacunek do Państwa głosów. Bo demokracja to rządy większości, z poszanowaniem praw mniejszości”.

„Jutro pojadę do prezydenta Andrzeja Dudy, by zapewnić go o potrzebie szybkiego stworzenia rządu, który zaraz zajmie się rozwiązywaniem realnych spraw Polaków: obniżeniem kosztów życia, zapewnieniem bezpieczeństwa”.

„Podziękuję też przewodniczącemu Państwowej Komisji Wyborczej za sprawne przeprowadzenie wyborów i omówię z nim niezbędne zmiany w Kodeksie Wyborczym. Zwrócę szczególną uwagę na konieczność usprawnienia głosowania Polek i Polaków mieszkających za granicą”.

Itd., itp., etc. Oto przesłanie, które dostarczył publiczności Szymon Hołownia. Banały, pustosłowie, zero konkretnej treści. To przykre, że odchodzące „elity” zastępują właśnie nowe – znów nijakie, napełnione dodatkowo polityczną poprawnością.

„Hołownia powiedział, że nie ma nic do powiedzenia. Gdyby się przynajmniej popłakał. A on nic, śladu łez” – celnie skomentował przemowę nowego marszałka Sejmu Tomasz Sommer, redaktor naczelny nczas.info i „Najwyższego czasu!”.

=============================

Hołownia płacze nad konstytucją. Internauci kpią [VIDEO]

==========================================

https://nczas.com/2020/05/04/holownia-placze-nad-konstytucja-internauci-kpia-video/embed/#?secret=sAw630KYGA#?secret=eFZMOjPTRt

Jednym słowem, jak słusznie mówi Janusz Korwin-Mikke: „Co to jest demokracja: rządy ludzi, którzy nie znają się na niczym i decydują o wszystkim”.

Tomasz Sommer

@1972tomek

Hołownia powiedział, że nie ma nic do powiedzenia. Gdyby się przynajmniej popłakał. A on nic, śladu łez.

z Warszawa, Polska

·

2 331 Wyświetlenia

Nie pomylić: To Laleczka Chucky