Snobizmy żądają ofiar

 Stanisław Michalkiewicz 19 maja 2023 Snobizmy-zadaja-ofiar

Słowo “snob” pochodzi od dwóch słów łacińskich: sine nobilitate, co się wykłada, że bez szlachetności. Wywodzi się ono z Anglii, gdzie w tamtejszych ekskluzywnych szkołach uczniowie ubożsi wysługiwali się bogatym kolegom.

Potem jednak to słowo zaczęło oznaczać człowieka, który próbuje zaprezentować się swemu otoczeniu, jako lepszy, a przynajmniej – jako inny, niż jest naprawdę. Kiedyś, kiedy różnice społeczne były większe, niż dzisiaj, snobowano się na szlacheckie pochodzenie. Na przykład austriacki minister spraw zagranicznych u Najjaśniejszego Pana, baron Aarenthal, podobno z pierwszorzędnymi korzeniami, bardzo zadzierał nosa, co niezbyt podobało się jego zagranicznym kolegom. Pewnego razu rosyjski minister spraw zagranicznych Izwolski, zapytał go z przekąsem: Ekscelencjo, czy pochodzi pan ze starej rodziny? – na co Aarenthal odpowiedział: Nie Ekscelencjo, ale mam nadzieję nią zostać.

U nas mnóstwo “starych rodzin” zostało założonych dzięki uwłaszczeniu nomenklatury na przełomie lat 80-tych i 90-tych i podobno drugie pokolenie bardzo interesuje się genealogią. Z własnych doświadczeń wspominam rozmowę z mecenasem Stanisławem Szczuką, który naprawdę pochodził ze starej rodziny, ale bardzo nie lubił, jak tytułowałem go “mecenasem”. – To w jaki sposób mam się do pana zwracać – zapytałem go kiedyś? – Tak, jak to jest przyjęte – odparł mecenas Szczuka – panie bracie. Ja na to, że ja tak do niego mówić nie mogę, bo jestem pochodzenia plebejskiego – na co mecenas odpowiedział: a co tam pan brat wie!  

   Na przestrzeni lat snobizmy sie zmieniały, o czym w nieśmiertelnym poemacie “Towarzysz Szmaciak” pisze Janusz Szpotański: “Dziś bardzo u partyjnych w modzie jest pleść koszałki o swym rodzie. Wpierw szarże były wielkim szykiem lecz dziś już każdy – pułkownikiem. Przejadł się także im doktorat, więc na tytuły przyszła pora.” Nawiasem mówiąc, Szmaciak przeżył z tego powodu traumę, bo gdy kiedyś zaprosił autokratę z sąsiedniego powiatu i przyprowadził go na przyjęcie do Rurki (“u Rurków dzisiaj jest przyjęcie, przyjęcia Rurków mają wzięcie. Ceni miejscowa je elita, więc autokrata tam zawita”), tam autokrata, podochociwszy sobie, zaczął się rozwodzić nad rodem swojej żony, z domu Pękal: “wiecie, Pękale, herbu Walec! Lecz Szmaciak tu nie pękał wcale” – bo na imię miał Waldemar i zaczął snuć wspomnienia o swoim dzieciństwie we dworze – na co Rurka, który dotychczas trzymał fason, nie wytrzymał i rzekł: “Czyż być może? Odkąd to dworem jest chałupa? Patrzcie go – Szmaciak herbu Dupa! – po czym rozpoczął autokracie prawić facecje o kamracie.” Wtedy Szmaciak opuścił przyjęcie; “w oczach miał łzy, a w duszy piekło. Ooo, bo są takie duszy piekła, którym fizyczne nie dorówna. Spróbuj przypomnieć Szmaciakowi, że nie jest orłem, wylazł z gówna, tylko się potem nie dziw bracie, że cię w ulicy ciemnej stukną, albo w UB na przesłuchaniu będą cię dźgali w nerwu włókno!” 

   Ale obok snobizmu na stare rodziny, pojawiły się nowe. Na przykład bardzo wielu młodych ludzi zaczęło się snobować na cudzoziemców – żeby wszyscy ich za takich uważali, a w tym celu coraz częściej wtrącali do rozmów słowa angielskie, co sprawiło, że język potoczny pewnych środowisk stał się dla innych osób prawie niezrozumiały. W Anglii było tak samo; Antoni Słonimski wspomina, że gdy po wojnie jeszcze przebywał w Anglii, to bardzo źle się tam czuł, bo w środowisku absolwentów Oxfordu, którzy  między sobą posługiwali się specyficznym żargonem, nigdy nie udało mu się skutecznie opowiedzieć dowcipu. 

   Ale nie tylko z takim snobizmem się spotykamy. Felietonista warszawskiej “Kultury” (“w warszawskiej urzędówce Kulturze, komunistyczny parobek Hamilton…”) Jan Zbigniew Słojewski, snobujący się na przestarego starca i używający pseudonimu “Hamilton”, pisał o snobizmie na cholesterol. W latach 60-tych na przyjęciach w mondzie wszyscy opowiadali, jaki to mają poziom cholesterolu, a “furorę robi pewien pan, któremu od lat robi się coś w głowie”.

Jaką to miało przyczynę – trudno zgadnąć -, bo niekiedy snobizmy mają utajone przyczyny polityczne. Tak było na przykład ze snobizmem na zapłodnienie w szklance, czyli tzw. “in vitro”. Chodziło tu tak naprawdę o wykiwanie Kościoła katolickiego, który jest przeciwny aborcji, a tymczasem przy in vitro, na wszelki wypadek tworzy się nadwyżkę embrionów, które potem spuszcza się z wodą w klozecie. Oczywiście o tym głośno się nie mówiło, natomiast promotorzy owego snobizmu nieubłaganym palcem dźgali Kościół w chore z nienawiści oczy – że to niby jest nieczuły na katiusze bezpłodnych kobiet. Niezależnie od tego, w mondzie wytworzył się na tym tle snobizm i w wykwintnym towarzystwie słychać było takie na przykład dialogi: “mój syn urodził się z plemnika Rodryga Podkowy z pierwszej wyprawy krzyżowej, a od kogo pochodzi twój, ty garkotłuku?”

Potem pojawił się snobizm na molestowanie; jeśli jakaś dama nie była w dzieciństwie molestowana, najlepiej przez księdza, ale w ostateczności mógł to być wujek – to nie mogła pokazać się w przyzwoitym towarzystwie na oczy. Ale przedsiębiorczy ludzie bardzo szybko zorientowali się, że z tego mogą być pieniądze i w ten sposób również u nas narodził się przemysł molestowania, z którego forsę ciągną nie tylko ofiary, ale i palestranci, nie mówiąc o niezawisłych sędziach, bez których tej żyły złota nie dałoby się eksploatować. 

   Jednak, jak wiadomo, natura nie znosi próżni, więc skoro molestowanie zastało ujęte w wypróbowane ręce pierwszorzędnych fachowców, próżnię musiał wypełnić jakiś inny snobizm. Tak się złożyło, że promotorzy komunistycznej rewolucji, rozglądając się za proletariatem zastępczym, który mogliby “wyzwalać”, postawili na “kobiety” i na zboczeńców kochających  – ale inaczej. Z “kobietami” sprawa jest stosunkowo prosta; wystarczy, że uwierzą, iż są notorycznie oprymowane przez “męskie szowinistyczne świnie”, a z opresji tej uwolni je rewolucja – i już można zrobić z nimi wszystko.

Jeśli natomiast chodzi o zboczeńców, to powstała tu straszliwa wiedza, którą w postaci studiów genderowych wykładają na uniwersytetach filuci płci obojga, a naiwni studenci myślą, że ten łysenkizm,  to wszystko naprawdę. Ale wydaje się, że zwyczajne zboczenia już się trochę opatrzyły, toteż w środowiskach młodzieżowych pojawił się nowy snobizm – na tak zwaną “transpłciowość”. Nic tak bowiem nie zaimponuje panience, nic tak nie zafascynuje chłopaka, niż wyznanie, że pod zewnętrznymi znamionami kryją się niezwykłe, budzące dreszczyk niespodzianki. Toteż widzimy, jak młodzi ludzie, jeden przez drugiego, odkrywają u siebie takie fascynujące odmienności. Jest to z kolei złota żyła dla seksuologów i psychoterapeutów, którzy w przeciwnym razie musieliby wydłubywać kit z okien, a tak, to nie tylko forsa leci nieprzerwanym strumieniem, ale i promotorzy komunistycznej rewolucji dają tak zwaną “kryszę”, bo to jest znakomity narybek proletariatu zastępczego.  Ostatnio mimowolnie nastąpił na tę minę pan Krzysztof Daukszewicz, którego można uznać za pierwszą ofiarę tego snobizmu. 

Wojna: Przyszła również nasza katastrofa: Rolnictwo i inflacja.

Wojna: Przyszła również nasza katastrofa: Rolnictwo i inflacja.

Witold Modzelewski 2023-05-19 przyszla-rowniez-nasza-katastrofa

Dwa istotne wydarzenia trwale zmieniły a w zasadzie zburzyły propagandowy obraz wojny rosyjsko-ukraińskiej, który bezwzględnie, nie szczędząc środków zbudowano przez miniony rok z udziałem zwłaszcza „wolnych mediów”.

Pierwszym, najważniejszym jest ekonomiczna katastrofa polskiego rolnictwa w wyniku nieoclonego napływu ukraińskich płodów rolnych. Drugim jest równie masowy wyciek tajnych dokumentów amerykańskich dotyczących tej wojny. Pierwsze z nich unaoczniły (boleśnie) oczywistą tezę, że prowojenna polityka wschodnia jest dla nas nie tylko całkowicie nieopłacalna, lecz wręcz katastrofalna ekonomicznie.

Straty liczone w dziesiątkach lub nawet setkach miliardów złotych są bezpowrotne i bezsensowne, bo nie mają obiektywnie żadnego wpływu na wynik ten wojny. Umożliwienie nieograniczonego zbytu płodów rolnych kilku „międzynarodowym koncernom”, które przejęły istotną część lub nawet większość gruntów ornych na Ukrainie, nie ma żadnego znaczenia militarnego.

Wojska ukraińskie są w całości zaopatrywane przez państwa trzecie (w tym Polskę) i według mojej wiedzy robimy to za darmo. Nieznana w przeszłości ekonomiczna destrukcja polskiego rolnictwa (strukturalna nieopłacalność) jest już faktem, bo spóźnione embarga na przywóz zbóż niewiele już zmienią, bo w ich miejsce przyjedzie np. ukraińska mąka o wiele tańsza od tej, która powstanie z przemiału polskiego ziarna. Na razie jedynym pomysłem zaradczym jest pokrycie rolnikom ze środków publicznych powstałych strat, czyli z naszych podatków. Na barki zubożonego społeczeństwa w wyniku obecnej „polityki wschodniej”, które już utraciło co najmniej jedną piątą wartości swoich aktywów, przerzuci się pokrycie strat rolników w wyniku bezsensownego otwarcia rynków UE na ukraińskie płody rolne.

W budżecie państwa nie ma na to pieniędzy. Rozumiem, że cała klasa polityczna, która zgodnie ponosi odpowiedzialność za tę katastrofę, uchwali nadzwyczajny podatek lub podatki, które sfinansują straty rolników w związku ze „zwycięską wojną” rządów w Kijowie z „rosyjską agresją”. „Światowe przywództwo” zapowiada, że wojna ta potrwa jeszcze długo, więc podatek ten pewnie będzie pobierany przez wiele lat.

Z niecierpliwością oczekuję projektów tego podatku (podatków), który powinien być efektywny fiskalnie dając przez rok co najmniej 10 mld zł, bo tyle co najmniej wyniosą ponoć straty rolników w wyniku bezcłowego importu produktów rolnych z Ukrainy.

Kto miałby zapłacić ten podatek? Na pewno nie „międzynarodowi inwestorzy”, którzy od lat korzystają z wielu szczodrze przyznanych im przywilejów podatkowych (np. niskiej akcyzy na swoje produkty). Gdyby ktoś miał odwagę zlikwidować te patologie, dodatkowe dochody budżetowe wyniosłyby co najmniej 10 mld zł. Czekamy, aż wizja tych podatków pojawi się w programach wyborczych partii opozycyjnych. A tak na marginesie: lewicowi politycy zorganizowali zbiórkę na zakup dla Ukraińców drona bojowego, może teraz zaproponują zbiórkę na pokrycie strat rolników, np. 100 zł od osoby miesięcznie.

Dochody budżetowe w tym roku będą niższe od planowanych, a nawet mogą spaść w stosunku do ubiegłego roku. Według oficjalnych informacji ministerstwa finansów po pierwszym kwartale 2023 r. zebrano tylko 20% dochodów, czyli jesteśmy pod grubą kreską. A może być jeszcze gorzej, bo bezsprzecznie jedyną udaną operacją ekonomiczną ostatniego roku jest powszechne zubożenie, zwłaszcza konsumentów oraz małych i średnich przedsiębiorców: popyt spada, a to oznacza również spadek dochodów budżetowych. A ten „sukces” idzie w parze ze spadkiem wpływów podatkowych. Będziemy biedni, przestraszeni groźbą „rosyjskiej agresji” oraz być może obciążeni nadmiernymi podatkami, a to wszystko w imię obrony aktualnych rządów w Kijowie. Możemy się tylko „pocieszyć”, że wyniszczenie Ukrainy jest dużo większe, ale te wszystkie ofiary są konieczne aby „pokonać Putina”. Jak dotąd wszystkie prognozy o „rozpadzie” Rosji, skrytobójstwie jej prezydenta i nowej rewolucji postbolszewickiej nie chcą się sprawdzić i prawdopodobnie nie sprawdzą się.

Zakończeniu tego konfliktu może pomóc przypadek: może z przyczyn jak najbardziej naturalnych odejść do wieczności jeden z dwóch starców, którzy toczą ostatnią wojnę swojego życia politycznego. Może również ktoś (jak się to robi w „wielkiej” polityce) wykorzystać zużycie się głównych aktorów tej wojny dla realizacji swoich globalnych interesów a wszyscy widzą tu ostateczne zjednoczenie Chin, które chcą zająć zbuntowaną prowincję będąca dziś protektorem amerykańskim.

Lepiej abyśmy nie byli po stronie przegranych w dosłownym znaczeniu (ekonomicznie już przegrywamy).

Najbliższe wybory mogą być klęską istotnej części naszej klasy politycznej. Tak jak Sanacja przegrała wojnę 1939 roku i już nigdy nie wróciła do władzy. Może i dobrze?

Witold Modzelewski https://myslpolska.info

Małe elektrownie jądrowe – nie mogę być zbudowane w Polsce, bo są prototypami, a prototypów nie wolno budować na mocy prawa jądrowego! Minister Klimatu – odpowiada OD RZECZY. Nie odpowiada jej… prawda.

Małe elektrownie jądrowenie mogę być zbudowane w Polsce, bo są prototypami, a prototypów nie wolno budować na mocy prawa jądrowego!

Minister Klimatu i Środowiska Polski Anna Moskwa: Bezpieczeństwo energetyczne Polski – odpowiada OD RZECZY. Nie odpowiada jej… prawda.

Inspektor nadzoru jądrowego zadaje pytanie:

– ok 1h 47 min

Minister Klimatu i Środowiska Polski Anna Moskwa nt.: „Bezpieczeństwo energetyczne Polski”.

=======================================

Inspektor nadzoru jądrowego stwierdza:

Ta sprawa obnaża zupełnie telewizyjną propagandę chwalącą SMR – małe podziemne elektrownie jądrowe określane jako „nowoczesne i bezpieczne”.

Nikt do tej pory nie powiedział, że nie są takie bezpieczne (choć to oczywiste) i że nie mogę być zbudowane w Polsce, bo są prototypami, a prototypów nie wolno budować na mocy prawa jądrowego! Można budować elektrownie jądrowe, które gdzieś pracowały co najmniej rok – mówi Inspektor zadający pytanie pani minister.

=================================

Pani minister – nie odpowiada..

Credo globalistki – idiotki – Ursuli von der Leyen. «Beyond Growth 2023», czyli stop dla gospodarki i populacji: Nie spoczną dopóki nie zmasakrują wszystkiego.

Credo globalistki – idiotki – Ursuli von der Leyen.

«Beyond Growth 2023», czyli stop dla gospodarki i populacji: Nie spoczną dopóki nie zmasakrują wszystkiego…

Date: 18 Maggio 2023 Author: Uczta Baltazara

stop-dla-gospodarki-i-populacji-nie-spoczna-dopoki-nie-zmasakruja-wszystkiego/

Przemówienie przewodniczącej Ursuli von der Leyen na konferencji «Beyond Growth» w Parlamencie Europejskim

Dziękuję bardzo, droga Roberto,

Dziękuję bardzo, drogi Philippe,
Szanowni Posłowie,
Panie i Panowie,

Jeśli spojrzymy wstecz, nieco ponad 50 lat temu Klub Rzymski i grupa naukowców z MIT opublikowali raport “Granice wzrostu”. Przedstawiono w nim interakcje między wzrostem populacji, gospodarką i środowiskiem. I 50 lat temu doszedł do drastycznego wniosku: Zatrzymać wzrost gospodarczy i populacyjny– w przeciwnym razie nasza planeta sobie nie poradzi. Jak wiadomo, raport ten wywołał długie kontrowersje. Na przykład na temat roli nowych technologii w przeciwdziałaniu zmianom klimatu.

Zamiast jednak przedłużać te debaty, chcę dziś skoncentrować się na jednej kwestii, która w sprawozdaniu została ujęta ponad wszelką wątpliwość: Jest to jasne przesłanie, że model wzrostu skoncentrowany na paliwach kopalnych jest po prostu przestarzały. Ocena ta została wielokrotnie potwierdzona. Niedawny raport IPCC jest tylko najnowszym przypomnieniem, że musimy jak najszybciej zdekarbonizować nasze gospodarki.

I właśnie dlatego przedstawiliśmy nasz Europejski Zielony Ład. Budowa gospodarki o obiegu zamkniętym XXI wieku opartej na czystej energii jest jednym z najważniejszych wyzwań gospodarczych naszych czasów. Europejski Zielony Ład to nie tylko nasz plan walki ze zmianami klimatu i stania się pierwszym kontynentem neutralnym dla klimatu. To także nasz nowy europejski model wzrostu dla dobrze prosperującej, odpowiedzialnej i odpornej gospodarki. To nasz plan systematycznej modernizacji europejskiego przemysłu. Ponieważ na dłuższą metę wyłącznie zrównoważona gospodarka może być silną gospodarką.

Wyłącznie zrównoważona gospodarka dysponuje zasobami umożliwiającymi inwestowanie w zdrowsze i bardziej sprawiedliwe jutro. Wyłącznie zrównoważona gospodarka umożliwia nam osiągnięcie celów społecznych, które wyznaczyliśmy sobie podczas szczytów społecznych w Göteborgu i Porto. Tylko zrównoważona gospodarka zapewnia środki na przyspieszenie badań i rozwoju czystych technologii.

50 lat temu Klub Rzymski nie mógł w pełni przewidzieć, na przykład, potencjału zielonego wodoru. Nie mógł przewidzieć, że będziemy jeździć dzisiejszymi samochodami elektrycznymi. Być może nie był w stanie zobaczyć przyszłości, jaką będziemy mieli, na przykład z bateriami, z których możemy poddać recyklingowi 95% litu, niklu i kobaltu. Dziś nie jest to codzienna procedura, ale jesteśmy w stanie to zrobić. Jednak już 50 lat temu w raporcie “Granice wzrostu” uznano, że choć wzrost oparty na paliwach kopalnych jest nie do zniesienia dla planety, ludzkość może opracować inny model wzrostu, “który będzie zrównoważony daleko w przyszłości”.

To jest misja, która nas dziś napędza. Taki jest duch Europejskiego Zielonego Ładu. Nie musimy zaczynać od zera. Naszym kompasem w tym przedsięwzięciu są długotrwałe wartości – prawdziwe wartości, jeśli dobrze zrozumiemy – europejskiej społecznej gospodarki rynkowej. W naszej społecznej gospodarce rynkowej nigdy nie chodziło wyłącznie o wzrost gospodarczy. Zawsze chodziło o rozwój człowieka. Nigdy jej jedynym celem nie była efektywność rynkowa i liberalizacja. Wręcz przeciwnie: Społeczna gospodarka rynkowa funkcjonuje w interesie pracownika i społeczności.

Otwiera to możliwości, a także wyznacza bardzo wyraźne granice. Nagradza wydajność, ale także gwarantuje ochronę przed dużymi życiowymi zagrożeniami. Poza wzrostem koncentruje się na dobrach publicznych, takich jak opieka zdrowotna, edukacja i umiejętności, prawa pracownicze, bezpieczeństwo osobiste, zaangażowanie obywatelskie i zarządzanie – dobre zarządzanie. Nasza społeczna gospodarka rynkowa, jeśli jest dobrze prowadzona, zachęca wszystkich do doskonalenia się, ale także dba o naszą kruchość jako istot ludzkich.

Wartości społecznej gospodarki rynkowej przyświecały nam od początku kadencji Komisji. W ramach Europejskiego Zielonego Ładu zawsze dążyliśmy do pogodzenia miejsc pracy z ochroną najsłabszych członków naszych społeczeństw. Innowacje technologiczne z neutralnością klimatyczną. I pozostaliśmy wierni temu podejściu, nawet gdy nowe kryzysy zakłócały nasze codzienne życie.

Po pierwsze, kiedy uderzyła w nas pandemia. Nasz plan odbudowy, NextGeneration EU, koncentrował się nie tylko na wznowieniu naszej działalności gospodarczej po lockdownie, ale także na przekształceniu naszego modelu gospodarczego. Z naciskiem na dekarbonizację przemysłu, energii i transportu. Z naciskiem na umiejętności cyfrowe i infrastrukturę cyfrową. Nowe inwestycje w szkoły i szpitale. Poza wzrostem, NextGenerationEU dba o przyszłość następnego pokolenia.

A potem, w zeszłym roku, kiedy rosyjskie czołgi wjechały na Ukrainę, a Kreml zastosował wobec nas szantaż energetyczny, był to trudny rok, który wstrząsnął nami do głębi. Ale nie tylko zagwarantowaliśmy bezpieczeństwo energetyczne Europy – nie było przerw w dostawie prądu – i chroniliśmy wrażliwe gospodarstwa domowe i firmy dzięki solidarnemu wkładowi dużych dostawców energii, ale także znacznie przyspieszyliśmy przejście na czystą energię. W 2022 r. po raz pierwszy w historii wytworzyliśmy więcej energii elektrycznej ze słońca i wiatru niż z gazu i ropy. Podczas gdy emisje CO2 na świecie wzrosły o 1%, w Unii Europejskiej w 2022 r. udało nam się zmniejszyć emisje o 2,5% – pomimo wojny. Jest to więc żywy dowód na to, że można ograniczyć emisje i prowadzić dostatnie życie. Jest to wykonalne.

André Gide, francuski pisarz i laureat Nagrody Nobla, powiedział kiedyś: “Nie odkrywa się nowych lądów, nie mając odwagi stracić z oczu starych brzegów”. W latach siedemdziesiątych, zaledwie rok po opublikowaniu raportu “Granice wzrostu”, rozpoczął się wielki kryzys naftowy. Wówczas nasi poprzednicy postanowili trzymać się starych brzegów i nie tracić ich z oczu. Nie zmienili swojego paradygmatu wzrostu, ale polegali na ropie naftowej. Kolejne pokolenia zapłaciły za to cenę. My również doświadczamy potężnych kryzysów. Wybieramy inną ścieżkę, decydujemy się odkrywać nowe lądy. To nie jest bagatelne.

Dziś zostawiamy za sobą model wzrostu oparty na paliwach kopalnych. Nowe ziemie są wciąż zamazane, ale są widoczne, możemy do nich dotrzeć. Wiemy, że przyszłość naszych dzieci zależy nie tylko od wskaźników PKB, ale od fundamentów świata, który dla nich zbudujemy. To Robert Kennedy w latach ’60 powiedział, że PKB “mierzy wszystko, z wyjątkiem tego, co czyni życie wartościowym: zdrowia naszych dzieci lub radości z ich zabawy”. Jestem pewna, że gdyby Kennedy wygłaszał swoje dzisiejsze przemówienie, uwzględniłby w nim śpiew ptaków i radość z oddychania czystym powietrzem. Dziś, na bardzo podstawowym poziomie, rozumiemy mądrość Kennedy’ego. Że wzrost gospodarczy nie jest celem samym w sobie. Wzrost nie może niszczyć własnych fundamentów. Wzrost ten musi służyć ludziom i przyszłym pokoleniom. To jest dokładnie to, o czym będziecie dyskutować dzisiaj i przez następne dwa dni.

Dziękuję więc za zaproszenie i życzę udanej konferencji.

…………………………………..

15 maj 2023 – Komisja Europejska (YouTube): «Uwagi wstępne przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen podczas konferencji Beyond Growth 2023 w Brukseli. Konferencja Beyond Growth 2023 to wydarzenie z udziałem wielu zainteresowanych stron, którego celem jest omówienie i współtworzenie polityki na rzecz zrównoważonego dobrobytu w Europie, w oparciu o systemowe i transformacyjne podejście do zrównoważonego rozwoju gospodarczego, społecznego i środowiskowego oraz obejmujące je ramy zarządzania».

============================

Granice wzrostu” Klub Rzymski sprzed przeszło pół wieku, to nie była praca naukowa, lecz manifest ideologiczny lóż masońskich.

Analiza samych programów komputerowych, które miały przewidywać przyszłą katastrofę planetarną, wykazała, że programy te były błędne lub sfałszowane. Na przykład w czasopiśmie Futures zaraz po tej publikacji wykazano że te same programy dają błędne wyniki, gdy się puści wstecz, to znaczy do analizy faktów, które już miały miejsce dziesiątki czy setkę lat temu.

Z drugiej strony przewidywania przyszłości okazały się w praktyce błędne. Żadnych katastrof, które tam przewidziano nie było i nie ma.

Jedyną katastrofą która jest, i jest rzeczywista, to jest zalew i agresja tej obłędnej ideologii. Musimy ją rozkruszyć co szybciej, by zmniejszyć ilość jej ofiar.

Mirosław Dakowski.

SEKRETNE spotkanie globalistów…właśnie TERAZ w Lizbonie.

SEKRETNE spotkanie globalistów…właśnie TERAZ w Lizbonie.

Peter Imanuelsen  PeterSweden <petersweden@substack.com>

Bilderberg 2023 jest w toku, a ty nigdy o tym nie słyszałeś. Prawdopodobnie słyszałeś o Światowym Forum Ekonomicznym. Jest to miejsce, w którym globalne elity zbierają się, aby omawiać programy i tak dalej. Rzecz w tym, że większość ludzi wie o Światowym Forum Ekonomicznym. Ich coroczne spotkania nie są tajemnicą.

Ale jest też inne spotkanie globalistów, na którym światowe elity spotykają się, by się poznać i zaplanować agendę. Rzecz w tym, że jest ono owiane znacznie większą tajemnicą. Do tego stopnia, że istnieje duża szansa, że nawet nie wiedziałeś, że odbywa się właśnie TERAZ w Lizbonie.

Tak, właśnie teraz światowe elity, w tym szef firmy Pfizer, Microsoft, czołowi politycy, czołowi biznesmeni, banki i oczywiście dziennikarze spotykają się za ZAMKNIĘTYMI DRZWIAMI.

O czym oni rozmawiają? O czym rozmawiają Big Pharma, Big Banks, Big Tech, czołowi politycy, dziennikarze i inni? Nie mamy pojęcia.

Media nie mają tam wstępu (z wyjątkiem zaproszonych gości, oczywiście nie w celu relacjonowania).

Dobrze przeczytałeś. Media faktycznie tam są. Są tam czołowi ludzie z The Economist, Bloomberg, The Financial Times i innych gazet. Ale nie po to, by to relacjonować. Nie, są tam po to, by WZIĄĆ UDZIAŁ w tajnym spotkaniu, na którym planowano, jak kontrolować nasze życie.

Holenderski premier i rabuś farm Mark Rutte wydaje się być szczęśliwy, że bierze udział w wydarzeniu Bilderberg.

Jak to możliwe w demokratycznym społeczeństwie? Światowi przywódcy spotykają się za zamkniętymi drzwiami, a my nie możemy wiedzieć, co się dzieje? W rzeczywistości większość ludzi nawet nie wie, że to wydarzenie w ogóle ma miejsce.

Coś tu nie gra…

Ale to nic nowego. W rzeczywistości spotkania Bilderberg odbywają się co roku od dziesięcioleci, a przed mediami społecznościowymi nikt o nich nie wiedział, ponieważ media o nich nie informowały. Dzięki mediom społecznościowym możliwe było uzyskanie pewnych informacji. Kolejny powód, dla którego tak bardzo chcą nas cenzurować.

Oczywiście media to tuszują, więc znalezienie jakichkolwiek informacji o tym zgromadzeniu jest prawie niemożliwe. Ale są tam niezależni dziennikarze i udało mi się znaleźć kilka informacji.

Oto pełna lista wszystkich osób uczestniczących w spotkaniu. Podkreśliłem kilka ważnych nazwisk

[MD. to w oryginale. Ja wyłowiłem kilka z okolic Polski:

Applebaum, Anne (USA), Staff Writer, The Atlantic Arnaut,

Kieli, Kasia (POL), President and Managing Director, Warner Bros. Discovery Poland

Kostrzewa, Wojciech (POL), President, Polish Business Roundtable

Kuleba, Dmytro (UKR), Minister of Foreign Affairs

Sikorski, Radoslaw (POL), MEP, European Parliament

=================

Uh oh. Czy widziałeś tę część o „przywództwie USA”. Chodzi oczywiście o to, jak zamierzają powstrzymać Trumpa przed wygraniem wyborów w 2024 roku.

To wszystko, co wiemy o tym, co się dzieje.

Czy nie uważasz, że to trochę dziwne, że żyjemy w demokracji, ale nie możemy wiedzieć, o czym rozmawiają za zamkniętymi drzwiami?

Ponieważ media o tym nie informują, prosimy o udostępnienie tego artykułu, aby poinformować ludzi o tym, co się dzieje. Może zaczną kwestionować to, co im powiedziano o tym, jak działa władza…

=========================

mail: Trwa akcja wymierzona w św. Jana Pawła II. Za przekazem TVN stoją dwie postaci – Katarzyna Kieli i Michał Samul...

Nigdy nie był i nie może być częścią Magisterium Kościoła dokument, który diametralnie zaprzecza zarówno Pismu Świętemu, jak i Tradycji.

BKP: Ogłoszenie Bożej anatemy – Bożego przekleństwa:

wykluczenie z Chrystusowego Kościoła biskupa Tomasza Holuba

wideohttp://vkpatriarhat.org/pl/?p=20471  https://camino-de-la-vida.wistia.com/medias/liua3j4kl0

https://rumble.com/v2hcxhe-holub.html  https://bcp-video.org/pl/wykluczenie-holuba/  

cos.tv/videos/play/43672956018136064bitchute.com/video/IkmEMqJ0Nx7i/

Na początku Wielkiego Postu heretycki biskup Holub opublikował tzw. pasterski list o obłudnym tytule: „Miłosierdzie dla rozwiedzionych”. Opublikował do niego również szczegółową instrukcję. Jej  podstawą jest heretycka adhortacja „Amoris laetitia”. Natychmiast po jej opublikowaniu czterech kardynałów wzniosło „dubia”. Ta tak zwana adhortacja pseudopapieża nie tylko unieważnia Boże prawa, ale także zaprzecza istnieniu obiektywnie obowiązujących moralnych norm. Zawiera herezje, które niszczą istotę zbawczej wiary. Następnie przeciwko temu heretyckiemu dokumentowi wypowiedziało się dziesiątki czołowych teologów i chrześcijańskich autorytetów, którzy opublikowali analizę o nazwie „Korekta”. Złożyli wniosek do Franciszka o rozróżnienie w tej adhortacji tego, co prawowierne, od tego, co heretyckie. Do dziś, a minęło już osiem lat, żadnej odpowiedzi, żadnego słuchania, żadnego rozróżnienia! Adhortacja „Amoris laetitia” jest bez wątpliwości heretycka!

Dziś dla Kościoła kopie grób wielu z tych, którzy uważają się za apostołów Chrystusa. Apostoł Jan mówi o nich: „Wielu antychrystów powstało” (1 J 2:18). Apostoł Paweł nazywa ich „fałszywymi apostołami” i „sługami szatana” (por. 2 Kor 11). Należy do nich także Tomasz Holub.

Podstawowe pytanie brzmi: czy Franciszek Bergoglio, który okupuje najwyższy urząd w Kościele, jest prawowitym papieżem? Odpowiedź jest absolutnie jasna. Heretyk, który jako arcy-kacerz przeciwstawił się Bogu, likwiduje Jego przykazania i wprowadza zbrodniczą, antychrystową pseudo-ewangelię, aby zwieść dusze, nie jest żadnym papieżem. Ściągnął na siebie wielokrotną Bożą anatemę zgodnie z Ga 1:8-9 oraz ekskomunikę latae sententiae. Urząd, według bulli dogmatycznej Pawła IV „Cum ex apostolatus officio”, sprawuje, jak okupant, nielegalnie.

Kolejne pytanie brzmi: Czy kara za pseudo-ewangelię według Ga 1:8 spada także na pilzneńskiego biskupa Tomasza Holuba? Tak, spada. Holub nadużywa władzy biskupiej i wprowadza w życie wierzących heretycki dokument „Amoris laetitia”. Ponadto, w pełnej wewnętrznej jedności z arcy-heretykiem Franciszkiem Bergoglio, promuje legalizację LGBTQ w Kościele. Przy tym termin „Q” obejmuje również morderstwa na tle seksualnym. Na Ukrainie pewien mężczyzna z Q-orientacją poderżnął gardła ponad 50 kobietom. Te i inne przestępstwa, ukryte za literą Q, mają zostać zalegalizowane przez Kościół! To satanizacja Kościoła! Nic tego faktu nie zmienia, nawet wzniosłe i pochlebne frazesy i stwierdzenia  Holuba.

Herezje arcy-heretyka Franciszka w adhortacji „Amoris laetitia” Holub wychwala jako szczyt jego tak zwanej otwartości na Boże przewodnictwo. Holub fałszywie twierdzi, że „Amoris laetitia” rzekomo jest częścią Magisterium Kościoła. Nigdy nie był i nie może być częścią Magisterium Kościoła dokument, który diametralnie zaprzecza zarówno Pismu Świętemu, jak i Tradycji.

Cytat Holuba: „Drodzy siostry i bracia, cieszę się, że dzięki swojej podatności na Boże przewodnictwo papież Franciszek tę szczególną troskę o rozwiedzionych uczynił częścią właściwego Magisterium Kościoła”.

Holub brutalnie kłamie wierzących i naraża ich zbawienie. Pytamy, czym jest ta otwartość na Boże przewodnictwo? Może intronizacja demona Pachamamy w Watykanie? Albo poświęcenie Franciszka demonom i szatanowi w Kanadzie pod przewodnictwem szamana? To nie jest podatność na Boże przewodnictwo, to jest podatność na przewodnictwo duchem kłamstwa i śmierci. W zależności od tego przewodnictwa, Holub promuje również sakramenty dla rozwiedzionych. W ten sposób ciągnie do zguby wszystkich, którzy dają się nim oszukać.

W odniesieniu do Eucharystii Boże słowo mówi: „Kto je i pije niegodnie, wyrok sobie spożywa i pije (1 Kor 11: 29-30). Bóg przez proroka Izajasza ostrzega przed takimi zwodzicielami, jak Bergolio i Holub: Zwodzicielami się stali przywódcy tego narodu, a ci, którym przewodzą, zgubili się” (Iz 9:15).

Jeśli chodzi o tak zwane rozróżnienie, którym Bergoglio w adhortacji odrzucił Boże przykazania, zobaczmy, jak rozróżnia on a jak rozróżnia apostoł Paweł. Bergoglio odebrał jako Boże przewodnictwo to, że pozwolił poświęcić się szatanowi i demonom pod przewodnictwem szamana gwiżdżącego na kości dzikiego indyka. Natomiast św. Paweł, kiedy spotkał podobnego szamana na Cyprze, miał zupełnie inną podatność na Boże przewodnictwo. Natychmiast pokarał szamana: O, synu diabelski, pełny wszelkiej zdrady i wszelkiej przewrotności, wrogu wszelkiej sprawiedliwości, czyż nie zaprzestaniesz wykrzywiać prostych dróg Pańskich?” (Dz 13:10).

Te słowa w pełni odnoszą się nie tylko do szamana, ale jeszcze bardziej do obecnego pseudo-papieża, a także do odstępcy Tomasza Holuba. Obaj zdradzili Chrystusa i Jego Ewangelię i obaj są sługami diabła. Jest to właściwe rozróżnienie w duchu apostoła Pawła.

Następnym szczytem demagogii i manipulacji Holuba, który prowadzi duszę szeroką drogą do potępienia, jest to, że nazywa tę drogę zagłady szerokością Bożej miłości.

Cytat Holuba: „I modlę się, aby i w naszej diecezji ta ponownie odkryta szerokość Bożej miłości i Bożego miłosierdzia stała się dla każdego z nas powodem do duchowej radości i głębokiej wdzięczności”.

Holub zaprzecza tym grzech, zwodzi ludzi, odwodzi ich od Boga i drogi zbawienia, a to, rzekomo, ma być powodem do duchowej radości i głębokiej wdzięczności. On robi z uczciwych księży i wierzących głupców i śmieje się im w twarz. Manipuluje pojęciem Bożego miłosierdzia, ale milczy, że warunkiem Bożego miłosierdzia jest prawdziwa skrucha. Wierząca kobieta, zdezorientowana wypowiedziami Holuba, napisała:

„Mam pytanie, jak mam wytłumaczyć słowa «papieża» o Komunii Świętej? Jestem po rozwodzie i mieszkam z innym mężczyzną. Gdybym miała przyjąć Komunię Świętą, byłoby to świętokradztwo. W liście pasterskim biskupa Holuba i jego wskazówkach jest napisane, że od teraz jest to możliwe. Ale boję się, że popełnię grzech. Proszę o radę”.

Ta wierząca kobieta nazywa grzech grzechem i świętokradztwo świętokradztwem, podczas gdy Holub uważa grzech i świętokradztwo za nic.

Zarówno Bergoglio, jak i Holub tragicznie oszukują wiernych i systematycznie wciągają ich w proces odstęstwa od Boga. Do takich fałszywych apostołów, którzy nawet twierdzą, że w imieniu Jezusa czynili cuda i znaki, Jezus wyraźnie mówi: Odstąpcie ode Mnie wszyscy dopuszczający się niesprawiedliwości! Nie znam was” (Łk 13:27).

Co apostoł Jan mówi na pytanie, czy należy modlić się za zatwardziałych heretyków, takich jak Bergoglio i Holub? Apostoł Jan wskazuje: „Istnieje taki grzech, który sprowadza śmierć. W takim wypadku nie polecam, aby się modlili” (1 J 5:16). Grzech, który sprowadza śmierć, jest grzechem przeciwko Duchowi Świętemu.

Jednak księża będą zmuszeni, mimo że Holub sprowadził na siebie przekleństwo, nadal wymieniać jego imię w Liturgii. Jak w tym momencie wierzący mogą oddzielić się od przekleństwa, które przechodzi na tych, którzy są w jedności z Holubem? Niech po cichu powiedzą: „Anatema!”, a w ten sposób, zgodnie z Ga 1:8, zjednoczą się z Bożym stanowiskiem i uchronią się przed przekleństwem.

Jakie konsekwencje niesie dla biskupa Tomasza Holuba Boża anatema, czyli przekleństwo, które sam na siebie sprowadził? Nie należy już do Ciała Chrystusa – Kościoła. Sam się wykluczył. On ale urzędu dobrowolnie nie opuści. Wierni nie powinni brać go za prawowiernego biskupa. Muszą być świadomi, że on jest religijnym oszustem z duchem apostoła Judasza. Jego pochlebne pasterskie listy i inne dyrektywy są nieważne i szkodliwe. Biskup Holub nie jest apostołem Chrystusa, ale apostołem antychrysta.

Swoją apostazję publicznie ujawnił łamiąc prawa Boże i propagując niemoralną sodomię. Poprzez tak zwane błogosławieństwo Holuba Bóg nie błogosławi, ale działa duch kłamstwa i śmierci. Z Holuba przechodzi przekleństwo na tych, którzy jemu wewnętrznie podporządkowują się i słuchają go. Księża i wierzący, którym zależy na zbawieniu dusz, muszą wiedzieć, że biskup Holub jest pod Bożą anatemą zgodnie z listem do Galatów 1,8-9.

+ Eliasz

Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu

+ Metodiusz OSBMr              + Tymoteusz OSBMr

biskupi-sekretarze

Zwolennik Bergoglio Tomasz Holub został wydalony z Kościoła

vkpatriarhat.org/en/?p=22925  /english/

vkpatriarhat.org/it/?p=9767  /italiano/

vkpatriarhat.org/fr/?p=16309  /français/

vkpatriarhat.org/es/?p=12937  /español/

Unia dała na ładowarki, ale nie dała na prąd. Sowite dotacje przyjęte, a stacje nie działają.

Unia dała na ładowarki, ale nie dała na prąd. Sowite dotacje przyjęte, a stacje nie działają.

Maciej Brzeziński ktos-wzial-za-to-sowite-dotacje-a-ladowarki-nie-dzialaja

W Polsce jest około 2,7 tys. stacji ładowania samochodów elektrycznych. Nie wiadomo jednak, ile jest działających. Rośnie bowiem liczba ładowarek, które zostały oddane do użytku, ale wkrótce potem je wyłączono. Są i takie, które postawiono, podłączono do sieci, ale nigdy nie uruchomiono. I takie, które zepsuły się i w stanie zepsucia postoją do 2025-2026 r. Auto Świat przyjrzał się sowitym dotacjom pozyskanym z programów unijnych.

Foto: Maciej Brzeziński / Auto Świat

Stacja nieczynna do odwołania

  • Część publicznych stacji ładowania samochodów na prąd powstaje dzięki wykorzystaniu środków unijnych
  • Na najwyższe dofinansowanie mogą liczyć te podmioty, które zadeklarują darmowe udostępnianie stacji ładowania kierowcom przez określony czas
  • Ponieważ właściciele dofinansowanych stacji ładowania przez kilka lat nie mogą pobierać pieniędzy od kierowców, część z nich wyłącza ładowarki, czekając aż minie „okres trwałości projektu”
  • Po naszej interwencji co najmniej jedna z wyłączonych przez samorząd ładowarek już działa

„W związku z otrzymanymi rozliczeniami za sprzedaż energii elektrycznej. (…) Miasto Jelenia Góra podjęło decyzję, że od dnia 11 kwietnia br. miejskie darmowe punkty do ładowania samochodów elektrycznych przy ulicach Podgórzyńskiej, Noskowskiego, Sygietyńskiego, Grodzkiej, Bankowej oraz Ptasiej zostają wyłączone” – czytamy na facebookowym profilu prezydenta tego miasta Jerzego Łużniaka. – To pewnie tymczasowa decyzja – ma nadzieję pani w sekretariacie rzecznika prasowego miejscowego urzędu, lecz po konkrety odsyła do bardziej kompetentnej osoby, w tym przypadku dyrektora Miejskiego Zarządu Dróg i Mostów. Dyrektor na urlopie, ale w sumie prezydent miasta na swoim profilu FB precyzyjnie wyjaśnił przyczyny usterki: spodziewano się, że dostawca energii elektrycznej zastosuje wobec miasta preferencyjne stawki za energię elektryczną, ale tak się nie stało. Miasta nie stać na to, aby w kolejnych tygodniach i miesiącach kierowcy ładowali swoje samochody na jego koszt.

Ładowarki do samochodów elektrycznych za unijne fundusze

W październiku ubiegłego roku niespodziewane koszty dopadły podwarszawskie Legionowo. Nikt chyba wcześniej nie policzył dobrze, w co się pakuje – Legionowo oddało do dyspozycji kierowców darmową ładowarkę o bardzo przyzwoitej jak na polskie warunki mocy 50 kW. Jak na darmową ładowarkę to moc wręcz szokująca – za jej sprawą co godzina budżet miasta był uszczuplony o ok. 100 zł. Przez dwa tygodnie miasto patrzyło bezczynnie na podjeżdżających do ładowarki taksówkarzy, zresztą nie tylko miejscowych – także z Warszawy opłacało się tu przyjeżdżać. Po czym ładowarkę wyłączono, umieszczając na niej kartkę „stacja nieczynna do odwołania”.

Sąsiednią darmową stację uruchomiono już rozsądniej: z mocą ograniczoną do 6 kW (podobno do czasu budowy lepszego przyłącza). Ładowarka jest darmowa, ale po pierwszej bezpłatnej godzinie postój kosztuje 5 zł. Taki układ nie zrujnuje miejskiego budżetu, zresztą chętnych jest mniej.

Przeczekać warunki umowy

Zasadne staje się pytanie: skoro miasta nie stać na sponsorowanie kierowcom energii elektrycznej, to czemu nie wprowadzić opłat – z pewnością znalazłoby się dość chętnych, by naładować baterie na warunkach komercyjnych. A jednak się nie da: jeśli ktoś wziął najwyższą możliwą dotację unijną na budowę stacji ładowania warunkowaną udostępnianiem jej za darmo przez określony czas, to w okresie „trwałości projektu” nie jest to możliwe pod rygorem zwrotu dotacji.

W tym momencie pojawia się kolejne pytanie: jaki sens ma taka inwestycja, skoro to tak, jakby ktoś brał dotację na wybudowanie stacji benzynowej po to, aby rozdawać za darmo benzynę. Wiadomo przecież, że pod darmową stacją natychmiast ustawi się niekończąca się kolejka i nie ma rady – darmowego paliwa dla wszystkich nie wystarczy.

Podobna sytuacja ma zresztą miejsce w podwarszawskich Ząbkach. Burmistrz tego miasta w piśmie kolportowanym w internecie na forach użytkowników samochodów elektrycznych bez ogródek tłumaczy, z jakich funduszy uzyskano dotacje na budowę i że „w związku ze znaczącym wzrostem cen energii elektrycznej byliśmy zmuszeni odstąpić od pierwotnych założeń udostępniania bezpłatnej usługi ładowania. Udostępnienie płatnej usługi ładowania będzie możliwe w 2026 r.”.

Darmowe ładowarki o parę lat za późno

Kilka lat temu darmowy słupek do ładowania samochodów elektrycznych był sposobem na manifestację nowoczesności, otwarcia na nowe, mógł też zachęcić wątpiących do zakupu pierwszego elektryka. Zresztą – nie każdy to pamięta – jeszcze stosunkowo niedawno, jakieś 8-10 lat temu prąd był na tyle tani, że „po prostu był” i panowało przekonanie, że ten, kto kupi małe autko na prąd, jeździ może nieprzesadnie wygodnie, ale tak jakby za darmo. Samochodów na prąd było mało i nawet gdy ktoś postawił ładowarkę, to koszt zorganizowania systemu ściągania pieniędzy za ładowanie przekraczał w wielu wypadkach spodziewane przychody. Więc np. przy sklepach Lidl (ale nie tylko tam) ładowarki nie tylko były darmowe, lecz także mocne. I dostępne, często po prostu czekały na chętnych. To faktycznie była promocja.

Z czasem, gdy aut na prąd robiło się coraz więcej i były coraz większe, darmowe słupki stawały się coraz większym problemem dla ich właścicieli. Przy darmowych stacjach coraz częściej ustawiały się kolejki i to z reguły tworzone przez te same osoby, najczęściej mieszkające nieopodal. Jeśli jakiś prawdziwy klient Lidla czy innej firmy zdołał dopchać się do promocyjnej ładowarki, nierzadko robił małe zakupy i w tym czasie odbierał prąd o wartości przewyższającej wydatki w sklepie. Firmy zaczęły ograniczać czas trwania sesji ładowania najpierw do 30, potem 20 minut, aż zdecydowano – w wielu wypadkach – o zaprzestaniu promocji do czasu wprowadzenia opłat, co ze względów formalnych i technicznych wcale nie jest proste.

Foto: Przemek Wąworek / Onet

Ładowarka przed Lidlem.

Gdy pojawiły się ładowarki samorządowe stawiane z wykorzystaniem unijnych dotacji, trafiły na dość już rozwinięty rynek, który tej formy wsparcia nie potrzebuje. Bez względu na dostępność darmowej energii samochód elektryczny to nie jest sprzęt dla ubogich, barierą wejścia jest znaczna suma pieniędzy albo wysoka rata leasingowa. To nie darmowy prąd przesądza o decyzji o kupnie elektryka, choć chętnych na podłączenie się do sponsorowanego gniazdka nigdy nie zabraknie.

Niektórzy udają, że się zepsuło

Samorządy, które pieniądze unijne zainwestowały w darmowe stacji ładowania, zaczęły kombinować. Urządzenia, których z uwagi na zapisy w umowach o dotacje nie można chwilowo zamienić na stacje płatne ani przekazać prywatnym operatorom, nagle wymagają pilnych remontów albo przebudowy, na które – co za niespodzianka – w budżetach na 2023 rok nie przewidziano środków. Jedni więc bez żenady wyłączają ładowarki, inni drastycznie ograniczają moc, a jeszcze inni twierdzą, że sprzęt się zepsuł. Przez przypadek „zepsuły się” więc ładowarki w podwarszawskim Pruszkowie, w Michałowicach, w Nadarzynie. Nie działa stacja przy Zalewie Komorowskim. To tylko przykłady podwarszawskie. Przypadek?

Nietrafiona, bezsensowna inwestycja?

Pomysłem udostępniania bezpłatnych stacji ładowania nie jest zachwycony, o dziwo, Maciej Mazur z PSPA (Polskiego Stowarzyszenia Paliw Alternatywnych), które mocno zaangażowało się w promocję elektromobilności. Tłumaczy, że sam nie lubi darmowych stacji, bo prawie zawsze coś z nimi jest nie tak: albo są złe (np. mają sztucznie ograniczoną moc), albo zajęte. Jego zdaniem samorządy nie powinny w ogóle angażować się w zarządzanie stacjami ładowania, bo nie są w stanie zrobić tego tak dobrze jak profesjonalni operatorzy. PSPA nie zna skali zjawiska, nie wie, ile takich samorządowych stacji postawionych za pieniądze UE lub mieszkańców działa na ćwierć gwizdka, zepsuło się lub oficjalnie czeka na koniec trwałości projektu, by można było wprowadzić opłaty za ładowanie samochodów.

Pomysł stawiania darmowych ładowarek z wykorzystaniem środków unijnych nie jest zresztą nowy i to nie samorządy były pierwsze. Już 10-12 lat temu na parkingach galerii handlowych montowano szybkie ładowarki, do których nie sposób się było podłączyć. Przedstawiciele firm, które tym zarządzały, byli trudno uchwytni, procedury były skomplikowane i zniechęcające. Wiele z tych stacji znikło po zakończeniu trwałości projektu – załadowano je na ciężarówki i prawie nieużywane wywieziono do krajów, gdzie łatwo było znaleźć na nie kupca.

Oczywiście z ładowarkami samorządowymi miało być inaczej, nikt nie planował wzbogacić się na ich późniejszej likwidacji i sprzedaży. Pomysł po prostu nie sprawdził się biznesowo.

Ciszej nad tą trumną

Okazuje się przy tym, że temat jest mocno wstydliwy – większość zainteresowanych woli milczeć w tej kwestii, zwłaszcza jeśli w tle pojawia się widmo zwrotu unijnych dotacji oraz niegospodarnie wydatkowana tzw. pomoc publiczna. Na pytanie, co jest przyczyną niedziałania publicznych stacji ładowania należących do miasta i czy wskazane inwestycje powstały z udziałem środków UE, Urząd Miasta Pruszkowa nie odpowiedział przez miesiąc. Na takie samo pytanie skierowane do urzędu w podwarszawskich Ząbkach też nie nadeszła odpowiedź, a po telefonie dostałem propozycję osobistej rozmowy w urzędzie. Szybko jednak zmieniono tę propozycję na e-mailową. Skorzystałem.

Zapytałem m.in., czy to prawda, że wyłączono ładowarkę z powodu wysokich cen energii i „czy nie obawiają się Państwo konieczności zwrotu otrzymanej dotacji?” i… to tyle. Nie naciskam już, gdyż nie będę pierwszym, który o to pyta. Na forach pasjonatów elektromobilności krąży pismo burmistrza Ząbek, który szczerze opisuje sytuację – skąd wzięto pieniądze na budowę stacji i dlaczego nie działa. Z pisma nie wynika, czy miasto nie obawia się konieczności zwrotu dotacji, ale jest dość jasne, że mu to grozi.

==============================

Dalej – w oryginale... MD

======================

mail:

wzięli dotacje i wyłączyli sprzęt do 2026 roku..

nawet media głównego ścieku piszą już o głupocie jednych a sprycie drugich.

Jak fundusz inwestycyjny Blackrock wywołał globalny kryzys energetyczny

Jak fundusz inwestycyjny Blackrock wywołał globalny kryzys energetyczny

„Przestrzeganie agendy ONZ na rzecz zrównoważonego rozwoju 2030” . Kolosalna dezinwestycja w wartym bilion dolarów światowym sektorze ropy i gazu.

Przez F. Williama Engdahla Global Research, 14 maja 2023 r

how-blackrock-larry-fink-created-global-energy-crisis

Większość ludzi jest oszołomiona globalnym kryzysem energetycznym, w którym ceny ropy, gazu i węgla jednocześnie gwałtownie rosną, a nawet zmuszają do zamknięcia dużych zakładów przemysłowych, takich jak przemysł chemiczny, aluminiowy czy stalowy.

Administracja Bidena i UE upierały się, że wszystko jest spowodowane działaniami wojskowymi Putina i Rosji na Ukrainie. Nie o to chodzi. Kryzys energetyczny jest od dawna planowaną strategią zachodnich kręgów korporacyjnych i politycznych, mającą na celu demontaż gospodarek przemysłowych w imię dystopijnej Zielonej Agendy . Ma to swoje korzenie w okresie na długo przed lutym 2022 r., kiedy to Rosja rozpoczęła działania zbrojne na Ukrainie.

Blackrock naciska na ESG

W styczniu 2020 r., w przededniu wyniszczających gospodarczo i społecznie blokad spowodowanych pandemią, dyrektor generalny największego na świecie funduszu inwestycyjnego, Larry Fink z Blackrock, wystosował list do kolegów z Wall Street i dyrektorów generalnych korporacji na temat przyszłości przepływów inwestycyjnych. W dokumencie, skromnie zatytułowanym „Podstawowe przekształcenie finansów”, Fink, który zarządza największym na świecie funduszem inwestycyjnym zarządzającym wówczas około 7 bilionów dolarów, ogłosił radykalne odejście od inwestycji korporacyjnych. Pieniądze „stałyby się zielone”. W swoim uważnie śledzonym liście z 2020 roku Fink oświadczył:

„W niedalekiej przyszłości – i wcześniej niż większość przewiduje – nastąpi znacząca re-alokacja kapitału… Ryzyko klimatyczne to ryzyko inwestycyjne”. Ponadto stwierdził: „Każdy rząd, firma i akcjonariusz muszą stawić czoła zmianom klimatycznym”. [I]

W osobnym liście do klientów-inwestorów Blackrock, Fink przedstawił nowy plan inwestowania kapitału. Zadeklarował, że Blackrock wyjdzie z niektórych inwestycji wysoko-emisyjnych, takich jak węgiel, największe źródło energii elektrycznej dla USA i wielu innych krajów. Dodał, że Blackrock będzie sprawdzać nowe inwestycje w ropę, gaz i węgiel, aby określić ich zgodność ze „zrównoważonym rozwojem” Agendy ONZ 2030.

Fink dał jasno do zrozumienia, że ​​największy na świecie fundusz zacznie wycofywać się z inwestycji w ropę, gaz i węgiel. „Z biegiem czasu”, napisał Fink, „firmy i rządy, które nie reagują na interesariuszy i nie zajmują się zagrożeniami dla zrównoważonego rozwoju, napotkają rosnący sceptycyzm rynków, a co za tym idzie, wyższy koszt kapitału”. Dodał, że „zmiany klimatyczne stały się czynnikiem decydującym o długoterminowych perspektywach firm… jesteśmy na skraju fundamentalnego przekształcenia finansów”. [ii]

Od tego momentu tzw. inwestowanie ESG[Environmental, social, and corporate governance] , karanie firm emitujących CO2, takich jak ExxonMobil, stało się modą wśród funduszy hedgingowych i banków z Wall Street oraz funduszy inwestycyjnych, w tym State Street i Vanguard. Taka jest moc Czarnej Skały – Blackrock. Fink był również w stanie pozyskać czterech nowych członków zarządu w ExxonMobil, którzy zobowiązali się do zakończenia działalności firmy w zakresie ropy i gazu.

List Finka ze stycznia 2020 r. był wypowiedzeniem wojny przez wielkie finanse przeciwko konwencjonalnemu przemysłowi energetycznemu. BlackRock był członkiem-założycielem grupy zadaniowej ds. ujawniania informacji finansowych związanych z klimatem (TCFD) i jest sygnatariuszem UN PRI — Zasady odpowiedzialnego inwestowania, wspieranej przez ONZ sieci inwestorów promujących inwestycje o zerowej emisji dwutlenku węgla przy użyciu wysoce skorumpowanego ESG kryteria — Czynniki środowiskowe, społeczne i zarządcze przy podejmowaniu decyzji inwestycyjnych. Nie ma obiektywnej kontroli nad fałszywymi danymi dla ESG firmy. Również Blackrock podpisał oświadczenie Watykanu z 2019 r., opowiadające się za systemami ustalania cen emisji dwutlenku węgla. BlackRock w 2020 roku dołączył również do Climate Action 100, koalicji prawie 400 menedżerów inwestycyjnych zarządzających 40 bln USD.

Tym pamiętnym listem od dyrektora generalnego ze stycznia 2020 r. Larry Fink zapoczątkował kolosalną dezinwestycję w wartym biliony dolarów światowym sektorze ropy i gazu.

Warto zauważyć, że w tym samym roku BlackRock’s Fink został powołany do Rady Powierniczej dystopijnego Światowego Forum Ekonomicznego Klausa Schwaba, korporacyjnego i politycznego ogniwa Agendy ONZ na rzecz zerowej emisji dwutlenku węgla 2030. W czerwcu 2019 r. Światowe Forum Ekonomiczne i Organizacja Narodów Zjednoczonych podpisały strategiczną ramy partnerstwa w celu przyspieszenia wdrażania Agendy 2030. WEF ma platformę wywiadu strategicznego, która obejmuje 17 celów zrównoważonego rozwoju Agendy 2030.

W swoim liście do dyrektora generalnego z 2021 r. Fink podwoił atak na ropę, gaz i węgiel. „Biorąc pod uwagę, jak kluczowa będzie transformacja energetyczna dla perspektyw rozwoju każdej firmy, prosimy firmy o ujawnienie planu, w jaki sposób ich model biznesowy będzie zgodny z gospodarką zerową netto” – napisał Fink. Inny oficer BlackRock powiedział na niedawnej konferencji energetycznej: „Tam, gdzie idzie BlackRock, inni pójdą”. [iii]

W ciągu zaledwie dwóch lat, do 2022 roku, szacuje się, że 1 bilion dolarów wyszedł z inwestycji w poszukiwanie i rozwój ropy i gazu na całym świecie. Wydobycie ropy naftowej jest kosztownym biznesem, a odcięcie zewnętrznych inwestycji przez BlackRock i innych inwestorów z Wall Street oznacza powolną śmierć branży.

Wideo: BlackRock, firma, która jest właścicielem świata

Zdolność obrony powietrznej Kijowa jest zagrożona.

Zdolność obrony powietrznej Kijowa jest zagrożona.

Albo ukraińska obrona powietrzna jest bliska załamania, albo jest w stanie zestrzelić rakiety „Kinzhal” – nie sposób połączyć obu narracji.

Ukr.: „Zestrzelenie sześciu rosyjskich ponaddźwiękowych pocisków manewrujących Kindżał to niewiarygodny sukces sił powietrznych Ukrainy”.

=================================

Lucas Leiroz de Almeida kievs-air-defense-capability-threatened

Global Research, 18 maja 2023 r

Niedawne rosyjskie ataki na strategiczne cele ukraińskie ujawniły rzeczywistość, o której mówiło już wielu ekspertów wojskowych: ukraińska obrona powietrzna jest bezbronna. Pomimo całej zachodniej pomocy i nieustannych dostaw broni, Kijów wydaje się niezdolny do ulepszenia swojego systemu obronnego, pozostając łatwym celem dla działań bojowych Rosji. Śledzenie i zestrzeliwanie rosyjskich rakiet i dronów stało się trudnym zadaniem dla sił ukraińskich, którym wciąż nie udaje się powstrzymać rosyjskiej broni przed dotarciem do celów.

Wiadomość ta współistnieje jednak z zachodnią i ukraińską propagandą, że rosyjskie pociski hipersoniczne są zestrzeliwane przez Kijów. Chociaż mainstreamowe media wspierają ukraińską narrację, to w ostatnich miesiącach te same gazety kilkakrotnie informowały o słabości sił zbrojnych reżimu. Dane są więc sprzeczne.

Na przykład w marcu eksperci wskazywali w artykule opublikowanym w The Washington Post, że Kijów cierpi na poważny brak amunicji do systemów obrony powietrznej. W tamtym czasie analitycy twierdzili, że siły ukraińskie mogą stać się całkowicie niezdolne do ochrony swojej przestrzeni powietrznej przed rakietami i UAV, pozostawiając obiekty wojskowe „otwarte” na ataki wroga. Eksperci ostrzegali wówczas również przed poważnym brakiem wykwalifikowanego personelu wojskowego, stwierdzając, że większość doświadczonej armii ukraińskiej została już „zneutralizowana” w pierwszym roku operacji, pozostawiając obecnie niewielu zdolnych żołnierzy do kierowania systemami obronnymi kraju.

Jeszcze bardziej pesymistyczne prognozy ujawnił „Financial Times” , który również skomentował krytyczną sytuację ukraińskiej obrony powietrznej, twierdząc nawet, że zdolności militarne tego sektora zostaną całkowicie zakończone do końca maja. Eksperci ostrzegają, że liczba antyrakiet wystrzeliwanych w celu przechwycenia rosyjskiego ataku jest zwykle dwukrotnie większa niż liczba rosyjskich rakiet lub dronów, aby zwiększyć szanse powodzenia. Efektem ubocznym tego jest nadmierne zużycie amunicji artyleryjskiej, przyspieszające jej wyczerpywanie.

„[…] Urzędnicy powiedzieli, że ciągła potrzeba obrony przed rosyjskimi atakami rakietowymi i dronami systematycznie wyczerpuje zapasy ukraińskie – ostrzeżenie poparte dokumentami wywiadu USA, które wyciekły do ​​sieci tej wiosny, sugerowało, że Kijowowi może zabraknąć amunicji do pięciu krytycznych systemów obrony powietrznej.

Według dokumentów przejrzanych przez „Financial Times”, pod koniec lutego Stany Zjednoczone oceniły, że zdolność Ukrainy do ochrony swoich żołnierzy na linii frontu zostanie „całkowicie zmniejszona” do 23 maja” – czytamy w artykule „Financial Times”.

Forbes informował także o sytuacji na Ukrainie. W artykule opublikowanym w kwietniu eksperci stwierdzili, że głównym problemem ukraińskiej obrony powietrznej jest zbliżający się niedobór pocisków. W tamtym czasie ostrzegano, że oprócz zniszczenia dziesiątek ich systemów przez rosyjskie ataki, Ukraińcy będą również cierpieć z powodu braku pocisków 9M38 Buk. Ten sprzęt jest produkowany w Rosji, z ukraińskich zapasów z czasów sowieckich. Wyczerpywanie się tych pocisków staje się zatem jeszcze bardziej niepokojącym problemem, ponieważ sponsorzy Kijowa nie produkują tej broni, która jest kompatybilna z systemami Buk z czasów sowieckich, którymi dysponuje Ukraina.

Jednym ze znalezionych rozwiązań była amerykańska dostawa Raytheon RIM-7 Sea Sparrows, które, choć inne, używają tego samego naprowadzania radarowego, co 9M38. Przy odpowiednich dostosowaniach technicznych ta amerykańska broń mogłaby zostać wystrzelona przy użyciu sowieckich systemów Buk. Jednak mimo złożonych w styczniu obietnic, jak dotąd Waszyngtonowi nie udało się zorganizować programu stałych dostaw rakiet Raytheon RIM-7 Sea Sparrow, co uniemożliwiło odbudowę obrony powietrznej Kijowa. Ponadto problemem może być konieczność technicznej obsługi i dostosowania tej broni do systemów sowieckich, biorąc pod uwagę brak wykwalifikowanego personelu wojskowego, na co zwraca uwagę Poczta. W związku z tym nadzieje Ukrainy na ożywienie stają się jeszcze bardziej skomplikowane.

Innym dużym portalem komentującym ten problem była Deutsche Welle, która w artykule opublikowanym 22 kwietnia dała jasno do zrozumienia, że ​​Ukraina nie jest zdolna do zestrzelenia rosyjskich bomb kierowanych, będąc narażona na działania lotnicze sił Moskwy. Gazeta przeprowadziła wywiad z przedstawicielem Sił Powietrznych Ukrainy Jurijem Ignatem, który powiedział, że systemy stosowane przez jego wojska nie są w stanie zestrzelić rosyjskiego sprzętu, a to powiązał z koniecznością pozyskania nowych, nowocześniejszych i wydajniejszych systemów od Zachód.

Jak dobrze wiadomo, wWstronnicza i propagandowa w swojej narracji o konflikcie, zawsze starając się, aby wydawało się, że Kijów ma przewagę nad Rosjanami. Kiedy komunikuje się coś negatywnego dla reżimu, dzieje się tak dlatego, że tak naprawdę nie można zignorować sytuacji i wygodniej jest zgłosić to w celu poszukiwania poprawy – być może próbując wywrzeć presję na zachodnie władze, aby wysłały więcej pomocy. Wydaje się, że tak było w ostatnich miesiącach w przypadku ukraińskiej obrony powietrznej.

Jednak teraz media znów są „optymistycznie” nastawione do ukraińskiej obrony. Media powtórzyły propagandę reżimu, że kilka rosyjskich pocisków hipersonicznych „Kinzhal” zostało zestrzelonych przez wojska ukraińskie. Oprócz braku dowodów na to, narracja zaprzecza również wszystkiemu, co w ostatnich miesiącach donosiły zachodnie media (powołując się na źródła ukraińskie), że krajowa obrona powietrzna była bliska wyłączenia.

Te sprzeczne informacje po raz kolejny pokazują, jak zachodnie media rozpowszechniają kłamstwa na temat konfliktu. Albo ukraińska obrona powietrzna jest bliska załamania, albo jest w stanie zestrzelić rakiety „Kinzhal” – nie sposób połączyć obu narracji. A niedawne udane rosyjskie naloty na strefę konfliktu, neutralizujące kilka celów strategicznych, już pokazują, jakie informacje są prawidłowe.

*

Lucas Leiroz jest dziennikarzem, pracownikiem naukowym Centrum Studiów Geostrategicznych, konsultantem ds. geopolitycznych.

Oh, QR… – Znamię Bestii: Księża we Francji otrzymają elektroniczne „celebrety”. Będą mieć specjalny kod…

Oh, QR… Znamię Bestii: Księża we Francji otrzymają elektroniczne „celebrety”. Będą mieć specjalny kod…

ksieza-elektroniczne-celebrety-specjalny-kod

Wszyscy katoliccy duchowni we Francji mają otrzymać elektroniczne celebrety z kodem QR oraz osobistym numerem identyfikacyjnym. Ma to pomóc w poświadczaniu tożsamości kapłana – oraz w pozyskiwaniu informacji o ewentualnych ograniczeniach dotyczących jego posługi.

Każdy duchowny posiada celebret, czyli dokument poświadczający, że został ważnie wyświęcony oraz że jest związany z jakąś diecezją albo wspólnotą i może sprawować sakramenty. Francuscy biskupi zdecydowali się wprowadzić elektryczne celebrety oraz karty identyfikacyjne dla wszystkich duchownych w kraju: biskupów, księży, zakonników, diakonów. Dokumenty będą oparte na cyfrowym katalogu księży oraz na systemie kodów QR.

Biskupi pierwszą decyzję w sprawie elektronicznego celebretu podjęli w listopadzie 2021 roku, a później potwierdzili ją w listopadzie roku następnego. Dzięki temu celebrety mają w całej Francji zostać ujednolicone; będzie też łatwiej je aktualizować, niż w przypadku celebretów papierowych (ważnych tylko przez rok).

Celebret będzie mieć formę karty identyfikacyjnej, takiej jak nowe francuskie dowody osobiste; będzie wyposażony w kod QR, który będzie można zeskanować smartfonem. Celebret będzie zawierać też osobisty identyfikator duchownego.

Zeskanowanie kodu QR wykaże, czy dany duchowny nie ma żadnych ograniczeń w zakresie sprawowania posługi. Nie będzie za to informacji o danych osobowych ze względu na przepisy o ich ochronie. Szczegółowe informacje będą dostępne po wpisaniu czterocyfrowego kodu danego duchownego.

O okazanie elektronicznego celebretu będą mogli prosić wszyscy nadzorujący wydarzenia religijne (zgromadzenie, pielgrzymka, Msza). Jeżeli duchowny nie okaże celebretu, nie będzie mógł uczestniczyć w tych wydarzeniach jako kapłan.

Na celebrecie znajdą się następujące informacje:
– nazwisko oraz imię;
– data i miejsce urodzenia;
– data i diecezja święceń;
– kod QR;
– numer identyfikacyjny.

Po zeskanowaniu kodu QR ukażą się następujące dane:
– aktualne dane kontaktowe i funkcje;
– upoważnienia i ograniczenia dotyczące wykonywanych posług.

Wpisanie kodu pozwoli na uzyskanie informacji dotyczących szczegółowych zezwoleń i ograniczeń:
– publiczna celebracja Eucharystii;
– głoszenie kazań;
– chrzczenie;
– spowiedź/indywidualne rozmowy duszpasterskie;
– śluby;
– pogrzeby;
– sakrament namaszczenia chorych;
– nadzór nad grupami młodzieży;
– przebywanie sam na sam z nieletnimi;
– uczestnictwo w audycjach telewizyjnych, radiowych lub internetowych;

– inne przypadki.

Informacje będą aktualizowane przez władze diecezjalne.

Źródło: eglise.catholique.fr

Konfiskata majątków i obronność RP jako przedwyborcza pałka propagandowa. Czy Polacy to kupią? A dlaczego mieliby nie kupić…

Konfiskata majątków i obronność RP jako przedwyborcza pałka propagandowa. Czy Polacy to kupią? A dlaczego mieliby tego nie kupić…

18 maj, 2023 konfiskata-majatkow-przedwyborcza-palka-propagandowa

Podczas najbliższego posiedzenia Sejmu, zaplanowanego na 24-26 maja 2023 roku, czeka nas niezły cyrk propagandowy, którego celem będzie przekonanie Polaków, że PiS chce zwiększenia obronności Polski i konfiskaty rosyjskich majątków, a opozycja nie chce ani jednego, ani drugiego. W związku z czym Polacy mają uwierzyć, że PiS jest jedynym obrońcą Polski, a cała reszta to ruskie onuce na pasku Kremla, przy czym największą onucą jest Konfederacja, która już awanturuje się w tej sprawie i zapowiada protest pod Sejmem. O co chodzi?

Chodzi o projekt zmian w Konstytucji RP, złożony przez posłów PiS, w tym Jarosława Kaczyńskiego, który się pod nim podpisał. W projekcie znalazły się dwie rzeczy. Po pierwsze – wyłączenie wydatków na obronność z ograniczeń dotyczących długu publicznego. Po drugie – konfiskata majątku na podstawie domniemania, że może być on wykorzystany w sposób stanowiący zagrożenie dla bezpieczeństwa Polski.

Projekt ustawy wpłynął do Sejmu 7 kwietnia 2022 roku. Podczas pierwszego czytania, które odbyło się 26 maja 2022 roku, głosami Zjednoczonej Prawicy odrzucono wniosek o odrzucenie projektu i został on skierowany do Komisji Finansów Publicznych oraz Komisji Obrony Narodowej. W grudniu 2022 roku projekt został skierowany do Komisji Nadzwyczajnej, która została powołana w celu jego rozpatrzenia. 27 kwietnia 2023 roku komisja zakończyła prace i zarekomendowała Sejmowi przyjęcie projektu, w którym wprowadzono dwie zmiany, czyli doprecyzowano, że w przepisach o konfiskacie majątków chodzi zarówno o zewnętrzne bezpieczeństwo Polski, jak też zagrożenie jej porządku publicznego oraz skreślono zapis o tym, że chodzi o konfiskatę majątków osób niebędących obywatelami RP. W nowej wersji wpisano „majątek, który znajduje się na terytorium RP”. Teraz projekt ma trafić pod obrady Sejmu. Spójrzmy jak wyglądają proponowane przepisy po pracach w Komisji Nadzwyczajnej.

Nie trzeba być Einsteinem, żeby już na pierwszy rzut oka dostrzec, jakim zagrożeniem są obie propozycje. Pierwsza pozwoli na wygenerowanie gigantycznego i w żaden sposób niekontrolowanego długu, a pozyskane w ten sposób pieniądze wcale nie muszą być przeznaczone na uzbrojenie wojska. Do „potrzeb obronnych” można zaliczyć naprawdę wiele różnych rzeczy, w tym np. energetykę i rolnictwo. W ten sposób zostanie otwarta droga do takiego zadłużania państwa, że po prostu zbankrutujemy i nie trzeba będzie rosyjskiej inwazji, żeby zniszczyć Polskę.

Drugi przepis jest absolutnym kuriozum, ponieważ jako powód do konfiskaty mienia wskazuje „domniemanie”. Co prawda mamy zapis, że owo „domniemanie” zostanie uściślone w ustawie, ale nadal jest to „domniemanie”. Do tego mamy też zapis, że konfiskacie podlega nie tylko ten majątek, który „jest wykorzystywany” w niecnych celach, ale również ten, który do tych niecnych celów „może być wykorzystany”. W ten sposób można skonfiskować wszystko każdemu i do tego wcale nie trzeba, żeby Polska znalazła się w stanie wojny. Wystarczy, że w stanie wojny znajdzie się inne państwo i już można konfiskować majątki polskich obywateli, żeby wesprzeć „osoby dotknięte skutkami napaści zbrojnej”. Gdyby ktoś chciał wprowadzić prawo pozwalające na wywłaszczenie Polaków na rzecz Ukraińców, to mogłoby ono wyglądać właśnie tak.

Aby wprowadzić zmiany w Konstytucji RP potrzeba 2/3 głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów. Oczywistym jest, że ten projekt nie uzyska poparcia koniecznego do jego przyjęcia. Po co więc PiS wrzuca do Sejmu projekt, co do którego wie, że nie przejdzie? Przecież nie po to, żeby zwyczajnie i tak po prostu przegrać głosowanie. Nie są aż tak głupi, żeby nie wiedzieć, że przegrają.

Jedynym sensownym wyjaśnieniem jest właśnie akcja propagandowa, która ma budować narrację o propolskim rządzie i antypolskiej opozycji. Moim zdaniem ten PiS-owski projekt zmian konstytucyjnych ma służyć tylko i wyłącznie celom propagandowym.

Wyobraźcie sobie, jak głosowanie przeciw tym zmianom zostanie przedstawione przez rządową TVP i prorządowe media. Oczywiście jako zdrada stanu i działanie na rzecz Kremla. Czy Polacy to kupią? A dlaczego mieliby tego nie kupić. Przecież mało kto będzie wnikał w meritum. TVP powie, że opozycja broni majątku ruskich oligarchów i jest przeciw zbudowaniu najpotężniejszej armii w Europie. Media Sakiewicza i Karnowskich napiszą to samo, potem Sakiewicz i Karnowscy wystąpią w TVP jako niezależni dziennikarze, którzy zapewnią „ciemny lud”, że tak właśnie jest. A w podsumowaniu dowiemy się, że aby Polska była bezpieczna, PiS powinien mieć większość konstytucyjną.

Więc do urn, Narodzie, do urn i walcz o Polskę głosując na PiS. I o to chodzi w tej całej zabawie ze zmienianiem Konstytucji RP. O przedwyborczą pałkę propagandową, którą politycy PiS i media PiS będą okładać swoich przeciwników. Tak właśnie wygląda polityka.

Skandynawia: Zamknięcie szkół nie spowodowało ograniczenia covidu.

Skandynawia: Zamknięcie szkół nie spowodowało ograniczenia covidu. A szkód narobiło

zamkniecie-szkol-nie-spowodowalo-ograniczenia-covidu

Zamknięcie szkół w latach 2020-21 podczas pandemii nie spowodowało w krajach skandynawskich ograniczenia zachorowalności na Covid-19 wśród dzieci i młodzieży – wynika z raportu szwedzkiego Urzędu Zdrowia Publicznego.

W analizie porównano statystyki ze Szwecji, kraju, w którym poza małymi wyjątkami placówki edukacyjne pozostawały przez cały okres ogłoszonej pandemii otwarte, z danymi z Danii, Norwegii oraz Finlandii, gdzie władze w większym stopniu wprowadziły lockdown i nauczanie zdalne.

Bez względu na to, czy szkoły były otwarte, czy zamknięte, nie zauważono istotnych różnic w liczbie zachorowań na Covid-19 wśród dzieci i młodzieży w porównaniu z zachorowalnością populacji dorosłych” – podkreślili autorzy opracowania.

Jednocześnie badanie pokazało, że uczniowie szkół średnich (16-18 lat), objęci nauczaniem zdalnym w największym stopniu, okresowo także w Szwecji, są grupą, w której liczba przypadków Covid-19 była najwyższa wśród całej populacji krajów skandynawskich.

Według lekarza chorób zakaźnych Anniki Ersson z Urzędu Zdrowia Publicznego „należy również przypomnieć o negatywnych konsekwencjach zamknięcia szkół i konieczności wsparcia uczniów dotkniętych nauczaniem zdalnym”.

W Szwecji argumentem władz za pozostawieniem placówek edukacyjnych otwartymi były ich funkcje socjalne, przede wszystkim prawidłowy rozwój dzieci i młodzieży.

W krajach, gdzie funkcjonował lockdown, a nieletnich zamykano w domach, na przykład w Polsce, zaobserwowano znaczny wzrost problemów psychicznych u najmłodszych.

AI musi dojść do logicznego wniosku, że człowieka należy usunąć. Cejrowski.

„AI musi dojść do logicznego wniosku, że człowieka należy usunąć”

cejrowski-ai-ze-czlowieka-nalezy-usunac/

Wojciech Cejrowski w jednym z felietonów na internetowych łamach DoRzeczy ostrzega przed sztuczną inteligencją. W ocenie publicysty,

mamy do czynienia z „maszyną zastępującą myślenie”.

Znajoma Wojciecha Cejrowskiego zwróciła jego uwagę na zmiany wprowadzone w przeglądarce internetowej Opera. „Zobaczyłem i każdemu radzę to obejrzeć” – przyznał publicysta.

Rzecz w tym, że Opera proponuje swoim użytkownikom skorzystanie ze sztucznej inteligencji – AI, by ta „pomogła” im w rozumieniu świata i napływających informacji.

„Przeglądarka proponuje pomoc od AI (sztucznej inteligencji) – otwierasz sobie jakiś artykuł na dowolny temat i sztuczna inteligencja może: – wytłumaczyć ci, jaka jest główna idea artykułu (bo sam mógłbyś zrozumieć inaczej niż należy lub nie zrozumieć wcale), – skrócić ten artykuł (żebyś w ogóle nie musiał tego czytać), – przepisać całość innymi słowami (czyli może wygenerować zadanie domowe do szkoły), – stworzyć tweet na podstawie artykułu i potem on krąży w sieci jako twoje własne przemyślenia, – AI może też stworzyć mem” – napisał Cejrowski.

W ocenie publicysty jest to zjawisko niebezpieczne. „Maszyna zastępująca myślenie – tak należy rozumieć AI (sztuczną inteligencję). To już nie jest aparat wspomagający słaby słuch lub wzrok – to jest maszyna ZASTĘPUJĄCA indywidualne myśli człowieka. Maszyna zastępująca rozumienie i twórczość. Zastępująca coś, co było indywidualną cechą człowieka” – stwierdził.

„Tylko człowiek miał poza mózgiem także rozum. To była nasza cecha wyjątkowa. Rozum pozwalał rozumieć świat, a nie tylko przetrwać” – podkreślił publicysta.

Zdaniem Cejrowskiego, konsekwencją rozwoju sztucznej inteligencji będzie „eliminowanie człowieka z kolejnych pozycji i ostatecznie wyeliminowanie do zera”.

„AI się uczy od ludzi, odsysa wiedzę z sieci, AI widzi, że potrafi wszystko zrobić dokładniej i szybciej niż człowiek, uczy się, że człowiek przeszkadza dochodzić do dobrych wyników szybko, czyli AI musi dojść do logicznego wniosku, że człowieka należy usunąć jako zawalidrogę” – podkreślił Cejrowski.

„A co z unikalną cechą człowieka, jaką była twórczość artystyczna? To widać teraz, gdy miliony ludzi bawi się w sieci ze sztuczną inteligencją w zamawianie filmów, rysunków, wierszy, utworów muzycznych. Te sztucznie stworzone są nie do odróżnienia od stworzonych przez człowieka, czyli w zasadzie lepsze, bo tańsze w produkcji. (…) Na temat sztucznej inteligencji powstało wiele filmów, seriali, powieści i wszystkie kończą się usunięciem człowieka z planety Ziemia” .

Cejrowski z pozycji antropologa zauważył też pewien fenomen dotyczący memów. „Mem to był kiedyś błyskotliwy dowcip na temat. Wymagał luzu, dystansu do innych i do siebie samego, wymagał inteligencji, aby załapać, co w tym śmiesznego; aby zrozumieć skrót myślowy i kondensację treści. Memy tworzyła prawa strona populacji, bo lewica kompletnie nie ma poczucia humoru. To nie jest przytyk osobisty – opisuję cechy, jestem antropolog” – napisał. Jak dodał, dowcipni lewacy zdarzają się, „ale wyjątkowo RZADKO”.

„Ktoś pamięta jakiś marksistowski kabaret? Wszyscy pamiętamy wiele antymarksistowskich. Ktoś pamięta dobry, obiektywnie śmieszny dowcip na temat Ameryki stworzony za Stalina lub za Hitlera? Bo dowcipów w drugą stronę pełno i śmieszą do dziś. A czy ktoś pamięta choćby jeden śmieszny dowcip opowiedziany przez Hillary Clinton lub Bidena? Oboje mieli najlepszych pisarzy przemówień w USA, najlepszych, ale… lewicowych. Dowcipy Trumpa istnieją. Potrafi rozśmieszyć przeciwnika i jednocześnie go wkurzyć. Trump jest jak chodzący mem” – dodał.

Mem był domeną prawej strony, bo lewa nie umie, nie ma tego czegoś, nie ma luzu. Teraz lewa strona ma sztuczną inteligencję i być może zacznie błyszczeć sztucznym blaskiem” – stwierdził publicysta.

Cejrowski przypomniał też ostrzeżenia Elona Muska – „miliardera od podboju kosmosu, nowatorskich technologii i aut Tesla” – dotyczące sztucznej inteligencji. Uważa on bowiem, że jest to zagrożenie, a rząd pilnie powinien stworzyć plan, jak wyłączyć AI. „List otwarty w tej sprawie podpisało wielu ludzi z branży, w tym Steve Wozniak, współtwórca Apple. Elon Musk ostrzega, a przecież sam tworzy AI. Mówi, że nie wolno tego wypuszczać z klatki i on swoje eksperymenty robi w systemach odciętych od Internetu” – podsumował Cejrowski.

Lekarz zmarł po przyjęciu barbeluchy?! Niedzielski ucieka jak szczur przed pytaniami dziennikarzy ws. setek tysięcy ZGONÓW Polaków!

Lekarz zmarł po przyjęciu barbeluchy?! Niedzielski ucieka jak szczur przed pytaniami dziennikarzy ws. setek tysięcy ZGONÓW Polaków!

slynny-lekarz-zmarl-po-przyjeciu-barbeluchy-niedzielski-ucieka

„Lekarz zmarł z powodu rzadkiej reakcji na szczepionkę AstraZeneca.

Wdowa po lekarzu rozważa podjęcie kroków prawnych przeciwko firmie AstaZeneca. Jej mąż, 32-letni Stephen Wright, zmarł z powodu „rzadkiej reakcji” po przyjęciu szczepionki przeciw COVID-19, wyprodukowanej przez koncern” – czytamy w Interii.

Polecamy: Marcin Rola: UJAWNIAMY nowe info ws. Powikłań po przyjęciu słynnej barbeluchy?! Kto jest zagrożony? Niezależni lekarze, eksperci i wirusolodzy znowu mieli rację!

Nie żyje lekarz, który przyjął szczepionkę na… wiadomo co…

– Z tego wynika, że na naglicę mówi się teraz rzadka reakcja – wtrąca redaktor Marcin Rola. „Orzeczenie koronera nie pozostawia wątpliwości. Dr Stephen Wright, 32-letni psycholog kliniczny z brytyjskiej agencji rządowej National Health Service, zmarł z powodu „rzadkiej reakcji” po przyjęciu szczepionki firmy AstraZeneca – podaje „The Guardian”. U lekarza doszło do zakrzepicy i udaru pnia mózgu” – podaje Interia.

– To jest to, o czym my mówiliśmy już od wielu lat, tak naprawdę od początku tego cyrku. Pokazywaliśmy, jak to wygląda w Niemczech, kiedy pozwy sypią się właściwie masowo. Powiem szczerze, mam mieszane uczucia, bo jednak dużo ludzi zrobiło to z własnej, nieprzymuszonej woli – mówi redaktor Rola.

Co z tymi, którzy byli zmuszani do wzięcia berbeluchy?!

– Tutaj nikogo do niczego nie zmuszał. Jestem bardzo sceptyczny, jeżeli co innego, jak się kogoś zmusza, to już jest przestępstwo. A co innego, jak ktoś przyjął to dziadostwo niezweryfikowane, niesprawdzone z własnej nieprzymuszonej woli – wyjaśnia Rola.

– Pamiętacie jak to było w Polsce. Szedł reporter TVN-u czy TVP w kolejki tych ludzi i się pytał: – Po co panu stu stoisz? – Panie, lecę na Dominikanę, ale nie puszczają, więc muszę mieć te paszporty.

– Na dziesięć takich osób, jedna powiedziała: dla zdrowia! Czyli to była osoba ewidentnie oszukana, ale reszta miała takie powody, bo rolki, bo hulajnoga, bo może wódka z kiełbachą. To były główne argumenty i to jest straszne. To niestety jest wina ludzi, więc ludzie są sami sobie winni w dużej części, że jednak poddali się temu praniu mózgu, tej indoktrynacji, tej propagandzie – powiada Marcin Rola.

KE pedałuje: „Strefy wolne od LGBT” nie dostaną unijnych funduszy

KE pedałuje: „Strefy wolne od LGBT” nie dostaną unijnych funduszy
Krzysztof Sobczak 17.05.2023 strefy-wolne-od-lgbt-nie-dostana


Komisja Europejska potwierdziła, że polskie samorządy, które wprowadziły tzw. strefy wolne od LGBT, nie mogą liczyć na unijne pieniądze.

Żadnych pieniędzy unijnych bez poszanowania wartości unijnych – napisało dwoje komisarzy w odpowiedzi dla wiceprzewodniczącego inter-grupy do spraw LGBTI Parlamentu Europejskiego Pierre’a Karleskinda.
[—-]

HISTORYCZNY MOMENT

HISTORYCZNY MOMENT

  Sławomir M. Kozak 2023-05-19 historyczny-moment

Dotarła i do nas radosna nowina! Jak podają nagłówki gazet – „Ostatnio miał miejsce historyczny moment, ponieważ 5 maja 2023 roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) po ponad 3 latach ogłosiła koniec pandemii COVID-19. W Polsce stan zagrożenia epidemicznego ma zostać zniesiony 1 lipca”.

Zgrywusy!Przypomnę, o czym pisałem 3 lata temu w książce 

„Covidowe Jeże”, gdy moment był histeryczny. 

„W maju roku 2010 Fundacja Rockefellera, wraz z Global Business Network (GBN), opublikowała ‘Scenariusze dla przyszłości technologii i rozwoju’

Autorzy opracowania napisali w nim wprost ‘gorąco zachęcamy do dzielenia się i szerokiego omawiania tego raportu, wykorzystując go, jako trampolinę do dalszego kreatywnego myślenia o technologii, która może kształtować rozwój oraz odpowiednio testować i dostosowywać waszą strategię, i działania. Mamy nadzieję, że te scenariusze pomogą zidentyfikować potencjalne obszary przyszłej pracy dla rządów, filantropów, korporacji i organizacji non-profit oraz przedstawić wybory i zobowiązania, które wiele organizacji może zechcieć podjąć w tych obszarach w przyszłości’.

Dlatego dołączam się do tej sugestii i równie gorąco namawiam do zapoznania się z owym raportem, który pozwoli nam lepiej zrozumieć to, w czym utknęliśmy obecnie. Te, rzekomo wyimaginowane cztery scenariusze, cztery „podróże”, nosiły na ów czas futurystyczne i nierealne tytuły-założenia. Czy z dzisiejszej perspektywy nadal powinniśmy je traktować w ten sposób?

1. LOCK STEP. Świat ściślejszej odgórnej kontroli rządowej oraz bardziej autorytarnego przywództwa, z ograniczeniem innowacyjności i rosnącym sprzeciwem obywateli.

  2. HACK ATTACK. Świat niestabilny gospodarczo i podatny na wstrząsy, w którym rządy słabną, przestępczość kwitnie, i pojawiają się niebezpieczne innowacje.

  3. SMART SCRAMBLE. Ekonomicznie przygnębiony świat, w którym jednostki i społeczności opracowują lokalne, prowizoryczne rozwiązania narastającego zestawu problemów.

  4. CLEVER TOGETHER. Świat, w którym wyłaniają się wysoce skoordynowane i skuteczne strategie rozwiązywania pilnych i głęboko zakorzenionych problemów na całym świecie.’

Scenariusze wskazywały pełną, cztero-etapową ścieżkę, którą dla nas przewidziano.

Autorzy, zachęcając do zapoznania się z czterema podanymi czytelnikom scenariuszami apelowali – „zaangażuj wyobraźnię”. Cóż, mamy ‘ściślejszą kontrolę rządową’, coraz bardziej ‘autorytarne przywództwo’ i ‘rosnący sprzeciw obywateli’.

LOCK STEP, czyli lockdown, w  naszym bantustanie, który zawsze był najweselszym barakiem komuszego obozu, został podniośle przez rządzących nazwany ‘kwarantanną narodową’. Niezależnie od nazewnictwa oznaczał blokadę państwa, jego gospodarki i praw obywatelskich”.

Na ślad tego, co nas spotkało w następnych latach, wskazywały kolejne punkty planu. Wtedy pisałem, że „od paru miesięcy powstaje u nas Region Microsoft Azure, przez co znajdziemy się w ‘Chmurze Krajowej’ i w towarzystwie 11 innych państw wkroczymy wkrótce raźnym krokiem w tak zwaną usługę 

cloud computing dla Trójmorza.

Jako, że na całym globie już włączyło się w owe ‘chmury’ ponad 60 państw, to podejrzewam, że zbliżamy się dużymi krokami do punktu scenariusza o tytule HACK ATTACK. On obedrze nas z resztek tego, czego nie zdoła nam odebrać ‘pandemia’”. Ten hakerski projekt rozgrywa się nieprzerwanie w tle,   zgodnie z planem.

„Po przełomowym w naszej sprawie r. 2010, urzędnicy powinność swoją w lot złapali i już od r. 2011, w Lesznie wprowadzono pilotażowy program wystawiania tak zwanych e-recept, które do powszechnego użytku weszły po kolejnych siedmiu latach, bo w r. 2018. Podobnie, jak e-skierowania. 

Już od 2.01.2020, e-procedury stały się jedynymi obowiązującymi w naszym nieszczęśliwym kraju, co spadło geniuszom, jak manna z nieba, bo już dwa miesiące później, gdy opanowała nas ‘pandemia’, mogli wprowadzić największy absurd medyczny, o którym Barei z pewnością się nie śniło, czyli tele-porady! 

Tak zwane karty SIM przypisano nam w Polsce, z imienia i nazwiska, a także adresu, już 25.07.2016 r. Bez tej operacji, przeprowadzonej w ramach walki z terroryzmem, wszelkie aplikacje śledzące i tele-porady zdałyby się psu na budę.

Dla obrony naszego zdrowia i życia,„nasz” były minister-narciarz już w r. 2018 ustanowił przy MZ doradcę ds. przyszłości opieki medycznej, będącą akurat prezesem Pfizer Polska sp. z o. o..

Dalekowzroczny minister już 18.04.2018 r.  zainicjował ‘Debatę wspólnie dla zdrowia’,ale ani skład tak zwanej Rady Społecznej, ani efekty jej pracy społeczeństwu znane nie są.

Nie są też znane powiązania ze światowymi koncernami farmaceutycznymi innych osób, nawołujących Polaków do szczepień, z zaklętego kręgu doradzającego naszemu rządowi. Oczywiście wykorzystano skutecznie narzędzia ‘hack attack’ i dziś niektóre linki przywoływane w mojej książce już nie działają, ale w sieci nic nie ginie bezpowrotnie, i kto zechce, znajdzie potwierdzenie wszelkich, przywoływanych przeze mnie danych.

Przypomnę, że pisałem wówczas o okładce 

The Economist z r. 1998,kiedy to ‘elita’ ogłosiła światu swoje plany realizujące się właśnie teraz. Widniał na niej feniks, a „nad rozrzuconymi pod jego pazurami, płonącymi banknotami różnych państw, eksponowano wyimaginowaną monetę o nominale 10 feniksów i datą emisji 2018.Nagłówek głosił ‘Przygotuj się na światową walutę’.

Wtedy rzucono zanętę dotyczącą wspólnej waluty światowej, dziś, w dobie wszechobecnego Internetu wspieranego siecią 5G, wprowadzają nie tylko pieniądz globalny, ale i zdigitalizowany. W 2018 r., polski Urząd KNF powołał Grupę ds. Blockchain, której działalność ‘zogniskowana jest na aspektach operacyjnych oraz prawnych związanych z technologią rozproszonych rejestrów i w szczególności obejmować ma zagadnienia związane z walutami wirtualnymi, w tym również w zakresie podmiotów prowadzących działalność w zakresie obrotu tymi walutami’

[1]. 31.08.2020 r. do MF wpłynęła 

Interpelacja (nr 10470) w sprawie planów rządu dotyczących emisji cyfrowej waluty banku centralnego. Polecam jej lekturę”. (…)

„Mimo zawołania autorów scenariuszy ‘zaangażuj wyobraźnię’, mojej wystarcza mi na tyle. Nie mam jednak, póki co, pomysłu na to, co wymyślą nam w ramach punktu trzeciego. Obawiam się, że mnogość nie do końca uczciwych w różnych krajach globu wyborów, które odbyły się w mijającym roku, zawiązywane ponad naszymi głowami sojusze i układy (czytaj podziały łupów), ogólnoświatowe zbrojenia, cyfryzacja pieniądza, zanik prawa, a przede wszystkim nieprzejednanie rządzących w dążeniu do zapaści własnych gospodarek i kondycji społeczeństw, wróżą jak najgorzej”.

Pisałem te słowa w r. 2020, zatem nie mogłem przewidzieć, że punkt trzeci miał się ziścić dwa lata później, operacją zielonych ludzików, niosących Nowy Zielony Ład.

Po realizacji wszystkich trzech dotrzemy, jako „przygnębiony ekonomicznie świat” rozpatrujący „prowizoryczne rozwiązania”do konkluzji, iż „narastający zestaw problemów” może rozwiązać już tylko Nowy Światowy Rząd.

Inne nie będą już potrzebne, nie potrafiąc zapewnić społeczeństwom bezpieczeństwa, zdrowia, pracy, a tym bardziej stabilizacji. I podejrzewam, obserwując nieskoordynowane z wypowiedziami absurdalne posunięcia władz, żerządzący nami też o tym wiedzą. 

Sławomir M. Kozak

  [1] Odpowiedź Ministerstwa Finansów na interpelację nr 1073 w sprawie nadzoru KNF nad sektorem kryptowalut, FN7.054.2.2020, 13.02.2020.

Ukraiński pomocnik wychowawcy w przedszkolu zarabia więcej niż polski nauczyciel.

Ukraiński pomocnik wychowawcy w przedszkolu zarabia więcej niż polski nauczyciel.

Krzysztof S. Z wykształcenia inżynier.

pomocnik-wychowawcy-w-przedszkolu

Poszukując pracy w oświacie można natrafić na trzy oferty pracy w Warszawie. Nauczyciel języka obcego (hiszpańskiego) czy chemii, z wyższym wykształceniem, biegłą znajomością języka i minimum rocznym doświadczeniem pracy w zawodzie może dostać niewiele ponad płacę minimalną – 3790 zł brutto plus ewentualnie dodatek motywacyjny (200 do 300 zł) i wysługę lat (maksymalnie 20% podstawy).

Podczas gdy pomocnik wychowawcy w publicznym przedszkolu, od którego nie wymaga się żadnego wykształcenia czy doświadczenia, z elementarną znajomością polskiego może liczyć na płacę od 5000 zł na miesiąc, także brutto. Na umowę zlecenie, co mu nie przeszkadza, bo przecież jako obywatel Ukrainy opiekę medyczną ma w Polsce za darmo.

W tym samym czasie polski nauczyciel — wychowawca w przedszkolu, od którego wymaga się ukończenia studiów wyższych co najmniej pierwszego stopnia (licencjatu) wraz z przygotowaniem pedagogicznym, zarabia średnio 3600 zł brutto, czyli 1400 zł mniej niż jego pomocnik — asystent do dzieci ukraińskich.

Różnica ta jest niezrozumiała, biorąc pod uwagę czego wymaga się od jednej i drugiej osoby i jakie umiejętności wykorzystuje w pracy. Oznacza to, że coś nie funkcjonuje w naszej publicznej edukacji tak jak trzeba.

Opłaty za emisję CO2 przez każde mieszkanie. Zorganizowana, od dawna przygotowywana grabież zuchwała. SPRYWATYZOWALI SOBIE TLEN !

Opłaty za emisję CO2 przez każde mieszkanie. Zorganizowana, od dawna przygotowywana grabież zuchwała. SPRYWATYZOWALI SOBIE TLEN!

8-05-2023 – Alina@Warszawa

Mój wpis z 2008 roku o audytach energetycznych: AUDYTY ENERGETYCZNE GŁUPOTY. Trzeba idioty, żeby to liczyć. „Ciepło metaboliczne”. Ostrzeżenie sprzed 15 lat !!


To dowód od jak dawna jesteśmy „podgrzewani” tą idiotyczną narracją ekologicznych oszustów i jak daleko to już zaszło.

Krok następny, o którym już oficjalnie się mówi, to opłaty za emisję CO2 przez każde mieszkanie. To jest zorganizowana, od dawna przygotowywana grabież zuchwała. Unia europejska okazuje się już oficjalnie tym, czym była od początku: sztucznym tworem, którego urzędnicy myślą (?) tylko o tym jak oskubać mieszkańców UE.

Nadprodukcja idiotycznych „przepisów” ma tylko jeden cel – okraść innych i żyć na cudzy koszt dożywotnio. 
Nie ma żadnego uzasadnienia aby Polacy podporządkowywali się każdemu unijnemu kretyństwu. Szczególnie tym, które dotyczą spraw energetycznych. Albo przestaniemy stosować się do tych zbrodniczych dyrektyw (i w końcu wyjdziemy z UE), albo stracimy własne państwo, kontrolę nad wszystkimi dziedzinami, od których zależy byt narodu.


Płacić jakimś oszustom kary za emisje CO2 to nie tylko kretyństwo. To przyznanie, że jest jakaś grupa ludzi, którzy mają prawo pobierać opłaty od oddychania!


Emisja CO2 to produkcja gazu, którego 1. składnikiem jest węgiel – substancja normalnie występująca jako ciało stałe, a 2. składnikiem tlen niezbędny do oddychania. Czyli faktycznie ci oszuści uważają się za posiadaczy prawa do tlenu! SPRYWATYZOWALI SOBIE TLEN! 
W latach 90-tych moim szefem był właściciel małej firmy, który twierdził, że najlepszy interes to ukraść państwo (pewnie wiedział lepiej, co jego ziomkowie robią akurat w Polsce). Po latach latach widać, że jeszcze lepszy interes to ukraść cała Unię Europejską, a potem nawet cały tlen do oddychania. 
To tylko z zaleceń UE wynika zagrożenie energetyczne Polski! Zalecenia zaś są określone przez agentów moskiewskich i niemieckich. To Niemcy i Rosja przez lata tworzyły w UE zalecenia, które praktycznie są elementem agresji ekonomicznej i energetycznej przeciwko Polsce!

Patrz „Tarczyński: Afera w PE ma nie tylko charakter korupcyjny, ale i szpiegowski” Szkoda, że poseł Tarczyński nie mówi o wojnie energetycznej Rosji i Niemiec przeciwko Polsce,  wojnie nowego typu, w której „bronią” są paliwa. W tym kontekście zamykanie polskich kopalń jest takim samym rozbrojeniem jak likwidacja jednostek wojskowych przez rząd PO-PSL i Tuska!


Tym bardziej trzeba natychmiast wypowiedzieć wszystkie „pakty klimatyczne” a wówczas Polska nie będzie miała żadnych problemów energetycznych. Tu nie ma się nad czym zastanawiać, tylko trzeba mieć własny plan, niezależny od Rosji, od USA, ani od żadnego jednego dostawcy gazu, ropy, czy węgla. Należy przede wszystkim korzystać z własnych zasobów.