Sasin daje dupy władcom z UE. …Ale dupa nasza !!… VAT !!

Sasin daje dupy władcom z UE. Ale dupa nasza…

Wicepremier Sasin: „Będziemy musieli przywrócić VAT na energię elektryczną, paliwa i nawozy”

20 listopada 2022 https://pch24.pl/wicepremier-sasin-bedziemy-musieli-przywrocic-vat-na-energie-elektryczna-paliwa-i-nawozy/

Będziemy musieli przywrócić wyższe stawki VAT nie tylko w przypadku energii elektrycznej, ale także w przypadku paliw i nawozów. Możemy za to utrzymać zerowy VAT na żywność – tłumaczył w niedzielę wicepremier i minister aktywów państwowych Jacek Sasin.

Wicepremier w niedzielę w Programie Pierwszym Polskiego Radia odniósł się m.in. do kwestii funkcjonowania tzw. tarczy antyinflacyjnej i wynikających z niej obniżonych stawek podatków na niektóre dobra.

Sasin przyznał, że ze względu na decyzję Komisji Europejskiej, która zakwestionowała niektóre działania w związku z tarczą, polski rząd będzie musiał przywrócić wyższe stawki VAT na energię elektryczną czy paliwa. – Będziemy musieli niestety ten VAT przywrócić, nie tylko w tym zakresie (energii elektrycznej – PAP), ale w obszarze pozostałych surowców energetycznych, również nawozów – powiedział.

Minister podkreślił, że polski rząd otrzymał informację od Komisji, że obniżenie stawek VAT „jest niezgodne z prawem europejskim i musimy ten VAT przywrócić i akcyzę w przypadku chociażby rynku paliwowego, gdzie ona funkcjonuje”.

Jedynym odstępstwem, które udało się nam uzyskać – tu walczyliśmy do samego końca jest – możliwość utrzymania zerowego VAT-u na żywność. To, że żywność będzie tańsza, to jest zasługa również naszego rządu, który taką odważną decyzję podjął, a potem wywalczył w Komisji Europejskiej zgodę na to. Natomiast w przypadku surowców energetycznych i również energii elektrycznej takiej zgody uzyskać się nie udało – dodał.

Na początku listopada Komisja Europejska, odpowiadając na pytania PAP, poinformowała, że obecne ramy prawne nie pozwalają na zastosowanie zerowej stawki VAT na gaz ziemny i nawozy, natomiast paliwa silnikowe nie mogą korzystać z żadnej obniżonej stawki VAT, nawet tymczasowo. (PAP)

Lewackie „Klimaschutz über alles”. Utopia anty-energetyczna, anty-gospodarcza. W stronę „klimatycznego” komunizmu. Przypominam, żebyście kiedyś nie mówili: „Ojej, nie wiedziałem”

Lewackie „Klimaschutz über alles”. Utopia anty-energetyczna, anty-gospodarcza. W stronę „klimatycznego” komunizmu.

[Przypominam, żebyście nie mówili: „Ojej, nie wiedziałem”. MD]

Tomasz Mysłek https://nczas.com/2021/11/05/anty-energetyczna-anty-gospodarcza-w-strone-klimatycznego-komunizmu/

W związku z szaleńczą „klimatyczną”, czyli anty-energetyczną i anty-gospodarczą polityką władz Unii Europejskiej (coraz bardziej lewacko-komunistycznych), również w Niemczech, podobnie jak w Polsce, w ostatnich miesiącach podrożało niemal wszystko. Oprócz postępującej drożyzny towarów, usług i inflacji, niemieckie sklepy, firmy i konsumentów prześladują także duże opóźnienia w dostawach i inne problemy.

9 października aż 38 dostawców gazu ziemnego ogłosiło, że cena tego surowca dla konsumentów w Niemczech, w tym dla firm i gospodarstw domowych, wzrośnie w ostatnim kwartale br. o średnio 13 procent.

W pierwszym półroczu 2021 r. przeciętne niemieckie gospodarstwo domowe musiało zapłacić za prąd i gaz łącznie już o 4,7 proc. więcej, niż w drugim półroczu 2020 r. Natomiast ceny produktów energetycznych w Niemczech (jak informował dziennik „Die Welt”) były we wrześniu br. aż o 14,3 proc. wyższe, niż rok wcześniej. Szczególnie dużo wzrosły ceny oleju opałowego (aż o 76,5 proc.) i paliw do samochodów (o 28,4 proc.). A cena benzyny na wielu stacjach w Saksonii i innych landach wynosiła 17 października już nawet 1,779 euro za litr (tj. ok. 8,14 zł). Ceny detaliczne gazu ziemnego wzrosły przez ten rok o 5,7 proc., ceny energii elektrycznej o 6,6 proc., a żywności średnio o 4,9 proc. (ale np. ceny warzyw aż o 9,2 proc.). Z kolei koszty ogrzewania w Niemczech wzrosły we wrześniu br. aż o 33 proc. w porównaniu z wrześniem 2020 r. (!). W związku z tym jedna z kilkunastu bardzo „postępowych” i „demokratycznych” posłanek SPD do parlamentu UE, tj. Katarina Barley, poradziła niemieckim konsumentom, żeby w swoich mieszkaniach przykręcili ogrzewanie i nosili ciepłe swetry. Sehr schön und demokratisch!

Rosnące na rynkach świata i Europy od miesięcy hurtowe ceny węgla i gazu skutkują ponoć również tym, że w wielu niemieckich magazynach i elektrowniach już od kilku tygodni gazu i węgla brakuje i nie jest pewne, czy tych nośników energii wystarczy na całą nadchodzącą zimę. Należy jednak pamiętać, że w Niemczech aż około 75 proc. końcowej, detalicznej ceny energii elektrycznej i kosztów ogrzewania domów nie jest pochodną samych kosztów surowców i kosztów wytworzenia tej energii, ale przede wszystkim efektem licznych podatków, tzw. opłat sieciowych i innych oraz różnych przymusowych dopłat. A więc skutkiem niemieckiego i unijnego socjalizmu!

Ciągle rosnące koszty i ceny energii i paliw, a także liczne inne „zielone”, „klimatyczne”, finansowo-podatkowe i biurokratyczne wymagania władz UE i władz krajowych, powodują więc rosnącą drożyznę towarów i usług i coraz większą inflację. Jak podał oficjalnie niemiecki GUS (14 października), w sumie inflacja w Niemczech wyniosła we wrześniu br. już 4,1 proc. rocznie – tj. najwięcej od prawie 28 lat. A to przecież zapewne nie koniec jej postępów i wzrostów. Tym bardziej, że ceny w niemieckich hurtowniach były we wrześniu br. już o 13,2 proc. wyższe, niż w tym samym okresie roku 2020. Tak wysokiej inflacji w niemieckim handlu hurtowym nie było ponoć od roku 1974. Z kolei, jak podawał monachijski instytut ekonomiczny Ifo, aż 74 proc. ankietowanych niemieckich sklepów detalicznych skarżyło się we wrześniu br. na coraz większe problemy i opóźnienia z dostawami towarów. W przypadku sklepów budowlanych na zaległości i opóźnienia w dostawach narzekało aż 98 proc. tych placówek handlowych, a np. wśród ankietowanych sklepów z meblami 94 proc. Natomiast w dziedzinie sklepów spożywczych te zaległości i opóźnienia dotknęły „tylko” 47 proc. z nich.

Co na to wykonawcze władze UE?

Co w reakcji na tę skandaliczną drożyznę podstawowych dóbr i usług i ciągle rosnącą inflację (także w Polsce, Rumunii, Italii, socjalistycznej Republice Francuskiej i pozostałych krajach euro-kołchozu) proponują wykonawcze władze UE? Czyli brukselska Komisja UE (zwana przez lewicowych polityków i lewicowe media „Komisją Europejską”), w tym niezwykle „zielone” i „postępowe” komisarki, ich rzeczniczki i inne urzędniczki? Ano, proponują – jak to zwykle wszelkiego rodzaju euro-socjaliści i komuniści płci obojga – „dopłaty do rachunków za gaz i prąd dla najuboższych” oraz „dopłaty dla firm najbardziej dotkniętych podwyżkami” (chodzi oczywiście o dopłaty na koszt ogółu podatników, w tym tych ubogich). Ponadto, zamiast pożądanej przez cały przemysł i ogół konsumentów całkowitej likwidacji czy choćby znacznej redukcji przymusowo-złodziejskich unijnych opłat za dozwolone emisje dwutlenku węgla czy np. wielkiej redukcji podatków w branży energetycznej, postulują jakiś zagadkowy „system specjalnych bonów energetycznych” (który miałby być finansowany ze środków pochodzących z unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji gazów, czyli tzw. ETS). Ponadto postulują jakiś system „dotacji w ramach dozwolonej pomocy publicznej” dla firm i „na dłuższą metę być może także wspólne zakupy gazu przez kraje UE”. Komisarka UE do spraw energii Kadri Simson zapowiedziała (13 października), że jej urzędnicy już „pracują” nad systemem wspólnych zamówień gazu przez państwa UE oraz nad planem „koordynacji zmagazynowanych rezerw gazu” we wszystkich krajach UE. Ale zaraz czujnie dodała: musimy mieć jednak pewność, że nadal będziemy mogli realizować nasz Europejski Zielony Ład (..) i nasze cele klimatyczne (!).

Sehr dumm und demokratisch!

Tego samego 13 października komisarze UE przedstawili – obok powyższych „propozycji” – także swoją opinię, że „przejście na energię czystą jest najlepszym zabezpieczeniem przed skokami cen w przyszłości, więc to przejście należy przyspieszyć”. W związku z tym zapowiedzieli „dalsze wspieranie inwestycji w energię odnawialną i w energetyczną efektywność”. Widać więc wyraźnie, że przy tym ich całym neo-sowieckim „centralnym planowaniu” i „koordynowaniu” polityki energetycznej i innej we wszystkich 27 państwach UE, ci brukselscy i inni euro-komuniści nadal twardo obstają przy swoim ideologiczno-absurdalnym i niezwykle kosztownym (dla ludzi i firm) „Zielonym Ładzie”. Czyli przy systemie centralistyczno-socjalistycznym, który chcą zaprowadzić w niemal całej Europie. Furchtbar!

Co proponują kierownicy niemieckich partii?

Tymczasem w reakcji na te „klimatyczno”-energetyczne szaleństwa i plany (tysięcy polityków i urzędników UE i Niemiec) oraz na wielkie problemy przez nich wywołane, już nawet (nieduża) część lewicowej elity Niemiec wyraziła publicznie swoje silne zaniepokojenie postępującymi deficytami i rekordowo wysokimi cenami energii, paliw oraz związanymi z tym licznymi problemami. Np. jeden z liderów pokomunistycznej partii Lewica (Die Linke), Dietmar Bartsch, opowiedział się nawet za czasowym obniżeniem podatków i ceł na benzynę i olej napędowy. Z kolei np. w zbiorowym liście, podpisanym przez kilkudziesięciu niemieckich i innych „europejskich” publicystów i dziennikarzy, w tym m.in. przez byłego naczelnego redaktora opiniotwórczego tygodnika „Die Zeit” Theo Sommera, wezwali oni władze Republiki Federalnej, żeby – wbrew swoim wciąż obowiązującym planom (z roku 2011 i 2012) – nie rezygnowały jednak z dalszej i wieloletniej produkcji energii atomowej. Według sygnatariuszy listu, całkowite odejście od energii atomowej przyczyniłoby się bowiem nie tylko do zwiększenia problemów gospodarczych i socjalnych, ale także do znacznego zwiększenia krajowej emisji dwutlenku węgla. A także do znacznego opóźnienia osiągnięcia unijnych i niemiecko-rządowych „celów klimatycznych”. Bo energię jądrową w Niemczech, w razie jej braku, mogą zastąpić jedynie paliwa kopalne, a to by oznaczało „dodatkowe 60 mln ton dwutlenku węgla” rocznie. Wskutek tego emisja tego (złowrogiego) gazu wzrosłaby wówczas w Niemczech co najmniej o 5 proc. – alarmują mocno zatroskani (głównie o „klimat”) pismacy lewicy (wg welt.de).

A co proponują kierownicy pięciu parlamentarnych niemieckich partii (licząc z dwoma partiami chadeków), które chcą w Niemczech rządzić (zapewne już za 1-2 miesiące) w już nowym partyjno-powyborczym układzie? Wydaje się, że na razie w palącej kwestii ww. drożyzny, inflacji, braków węgla i gazu itp. problemów nic istotnego i nic mądrego nie proponują. Choć rozmowy zwycięskiej w wyborach (26 września) lewicowej SPD z euro-komunistycznymi Zielonymi i demo-liberałami z FDP na temat utworzenia nowego rządu trwają już od 11 października, to na razie (tj. do 18 października włącznie) partie te, jak podawała niemiecka prasa, osiągnęły „wstępne porozumienie” głównie w sprawie tzw. płacy minimalnej – czyli w sprawie stałego priorytetu (stałego hopla) lewicy. Ponoć ta płaca ma zostać podniesiona aż ok. 25 proc. – z obecnych 9,60 euro brutto za godzinę pracy do 12 euro za godzinę (!). I to już w pierwszym roku ich partyjnych rządów. W skali miesiąca ma to dać niemieckim „minimalnym” podwyżkę aż o ponad 290 euro brutto, a ich „płaca minimalna” ma wynieść w sumie już ok. 1980 euro miesięcznie i ma być drugą najwyższą w całym euro-socjalistycznym kołchozie (po Luksemburgu). Wunderbar!

Należy przy tym pamiętać, że w dość licznych sektorach niemieckiej gospodarki, jak np. w przemyśle motoryzacyjnym, obowiązują jeszcze wyższe (niż 9,60 euro/godz.) „płace minimalne”. Wyższe, bo ustalane na podstawie branżowych tzw. układów zbiorowych (kierownictw firm ze związkami zawodowymi i radami pracowników). A nie zanosi się przecież na obniżenie jakichkolwiek podatków i opłat obciążających niemieckie przedsiębiorstwa przemysłowe i handlowe. Zanosi się więc na to, że w razie kilkuletnich wspólnych rządów ww. dwóch partii lewicy i demo-liberalnej FDP w znacznej części branż niemieckie produkty i niemiecka gospodarka utracą na rynkach świata swoją dotychczasową (jako taką) cenową atrakcyjność i konkurencyjność. Pytanie tylko – kiedy utracą? Może już w drugim czy trzecim kwartale przyszłego roku?Sehr schlimm!

Z przecieków do krytycznej prasy (jak tygodnik „Junge Freiheit”) wynika, że już nie Deutschland über alles, jak dawniej, ale lewackie „Klimaschutz über alles („ochrona klimatu nade wszystko”) stało się dewizą i naczelnym priorytetem większości niemieckich polityków. Podobno „liberałowie” z FDP zgodzili się już wstępnie i warunkowo na: powszechny przymus instalowania solarów na wszelkich dachach w Niemczech, na przyspieszenie całkowitej rezygnacji Niemiec z węgla kamiennego i węgla brunatnego w energetyce i ciepłownictwie oraz na zbudowanie wiatraków („farm wiatrowych”) na łącznej powierzchni aż 2 procent całego lądowego terytorium Niemiec (!). Czy tych zwariowanych i już niemal zbrodniczych szaleńców, lewaków i euro-komunistów z partii Zieloni, SPD i innych – w tym także tych z euro-komunistycznej Brukseli i Paryża – już nikt i nic w naszej Europie nie powstrzyma?

Jak „błędy Rosji” rosną lawinowo w UE: „Prawa Natury” i Europejska Karta Praw Podstawowych Natury. Zamach na Boga, zamach na człowieka.

Agnieszka Stelmach https://pch24.pl/prawa-natury-i-europejska-karta-praw-podstawowych-natury-zamach-na-boga-zamach-na-czlowieka/

Parlament Europejski i Komisja Europejska prowadzą badania nad możliwością uznania w europejskim systemie prawnym „praw Natury”, przy czym „Natura” celowo jest pisana z dużej litery i rozumiana szeroko jako „Pachamama”, „Matka Ziemia”, „Gaja”. Nowe regulacje mają oznaczać coś więcej niż obronę „praw Natury”. Chodzi o bardziej fundamentalną zmianę: postawienie natury i jej potrzeb przed ludzkimi potrzebami, które mogłyby być zaspokajane jedynie w takim zakresie, na jakie pozwalają „granice planetarne”. Rewolucyjne uznanie „praw Natury” przyniesie degradację praw należnych człowiekowi.

Zgodnie z koncepcją „praw Natury”, każdy ekosystem, rzeka czy drzewo będą mogły – jako podmioty prawa – „występować” przed sądem, „domagając się” naprawy szkód. Chociaż brzmi to absurdalnie, by drzewo „występowało” przed sądem, prawnicy mają na to rozwiązania, które wciąż dopracowują. Ulepszają system regulacji w miarę jak pojawiają się kolejne wyroki w ramach „orzecznictwa ziemskiego”. Obiekty środowiska w niektórych państwach są z powodzeniem reprezentowane przez opiekunów prawnych, np. organizacje ekologiczne.

„Ekobójstwo” – nowa zbrodnia

Dwa lata temu niemiecki kanał ARD wyemitował film pt. Ökozid („Ekobójstwo”), odmalowujący ponurą wizję pozwania niemieckiego państwa przez 31 krajów globalnego Południa do Międzynarodowego Trybunału Karnego za zbrodnię „ekobójstwa”. Skarżący domagali się odszkodowania z powodu nieodpowiedniej reakcji władz w Berlinie na „zmiany klimatyczne”. Twierdzili, że naruszono „prawa Natury do integralności”. W rezultacie nastąpiło ocieplenie klimatu i pojawiło się więcej gwałtownych zjawisk pogodowych w innych państwach, doprowadzając do licznych szkód, w tym śmierci ludzi oraz zwierząt.

Chociaż w obecnej chwili wszczęcie tego typu procedury nie jest możliwe, jednak wszystko wskazuje na to, że rządzący w wielu krajach ekosocjaliści zmierzają do urzeczywistnienia takiego scenariusza.

Niemcy, Włosi, Francuzi, Finowie, Portugalczycy i Szwedzi chcą wprowadzić do konstytucji stosowne zmiany. We Włoszech odbyła się już debata w parlamencie. W Portugalii petycja o uznanie „praw Natury” w ustawie zasadniczej jak na razie nie zyskała dużego poparcia. Podobnie, wysiłki ekologistów i propozycje Partii Zielonych w Szwecji, na razie nie zakończyły się powodzeniem. Jednak podejmowane działania mają zwiększać świadomość na temat „praw Natury” wśród Europejczyków i doprowadzić do rewolucji.

Europejski Komitet Ekonomiczno-Społeczny, organ doradczy i opiniodawczy UE pod koniec 2019 roku przygotował studium na temat Europejskiej Karty Praw Podstawowych Natury pt.: Towards an EU Charter of Fundamental Rights of Nature. Dokument zawierający ramy prawne dla wdrożenia tego typu praw w UE opracowali uczeni z uniwersytetów Salento, Siena i think tanku Nature Rights. Brytyjski NGO przygotował projekt dyrektywy w celu uznania „praw Natury” w UE.

Zmiana paradygmatu z antropocenu na ekocen. Przejście do gospodarki postwzrostowej

Rewolucja, jaka dokonuje się na świecie, w szczególności w Ameryce Południowej, ale i powoli także w USA, Kanadzie, Europie, niektórych krajach afrykańskich i azjatyckich, ma doprowadzić do zmiany paradygmatu z antropocenu na ekocen i do bardziej elastycznego stanowienia prawa, by umożliwić przejście do gospodarki postwzrostowej. Ma pomóc w rozprawieniu się z kolonializmem, patriarchatem, „seksizmem”, z wszelkimi nierównościami – w szczególności z prawem własności – i doprowadzić do urzeczywistnienia komunaryzmu, systemu w rodzaju socjalizmu samorządnego, jaki promował na początku lat 80. ubiegłego wieku francuski prezydent François Mitterrand. Tyle, że obecnie w jeszcze bardziej radykalnej formie.

Nadanie „Naturze” osobowości prawnej i przyznanie opiekunów do obrony jej praw w sądzie. zmienia ramy zarządzania ekologicznego. „Prawa Natury” obejmują prawo do rozkwitu, regeneracji/odtworzenia, prawo do naturalnych procesów, do funkcjonowania ekosystemu bez ingerencji z zewnątrz itp.

Pomysł nadania praw naturze zrodził się na początku lat 70. minionego wieku w Stanach Zjednoczonych. W orzeczeniu Sądu Najwyższego z 1972 roku w sprawie Sierra Club przeciwko Morton – chodziło o zablokowanie pozwolenia dla Disney Enterprises na budowę kompleksu obiektów rekreacyjno-noclegowych w Mineral King Valley na terenach kalifornijskiego pasma górskiego Sierra Nevada. Jeden z sędziów, William O. Douglas wydał opinię odrębną. Powołał się na artykuł zatytułowany Should Trees Have Standing? – Towards Legal. Rights for Natural Objects, autorstwa prof. Christophera Stone’a, wykładowcy University of California School of Law. Profesor argumentował, że obszary naturalne i obiekty środowiska powinny mieć prawo do obrony swojej integralności ekologicznej.

W latach 80. podjęto działania na rzecz rozszerzenia podmiotowości prawa, skupiając się w pierwszej kolejności na tzw. prawach zwierząt. Jednak dopiero konstytucja Ekwadoru z 2008 roku jako pierwsza na świecie – uznała, że „Natura, czyli Pachamama, gdzie życie się odtwarza i występuje, ma prawo do integralnego poszanowania swojej egzystencji oraz utrzymania i regeneracji swoich cykli życiowych, struktury, funkcji i procesów ewolucyjnych”.

Konstytucja, co prawda zobowiązuje władze do zapobiegania lub ograniczania działań prowadzących do wyginięcia gatunków, niszczenia ekosystemów i trwałej zmiany cykli naturalnych, ale jednocześnie zawiera przepisy, które „prawa Natury” osłabiają, dopuszczając eksploatację zasobów naturalnych, o ile podyktowana jest koniecznością zapewnienia rozwoju kraju. Stąd ekolodzy zabiegają, by „lepiej edukować” sędziów i by w drodze orzecznictwa wymusić uznanie bardziej rygorystycznej definicji „praw Natury”.

W 2010 r. Boliwia uchwaliła kompleksową ustawę o prawach Natury, a także zorganizowała międzynarodowy szczyt z udziałem organizacji pozarządowych (NGO) z całego świata. Powstał Globalny Sojusz na rzecz Praw Natury, który skupia polityków, ekspertów rządowych, prawników, uczonych i aktywistów z różnych krajów zabiegających o zmiany na poziomie lokalnym i międzynarodowym. W Nowej Zelandii udało im się – dzięki połączeniu zachodnich koncepcji prawnych i tradycji maoryskich – przyznać w 2012 r. osobowość prawną rzece Whanganui, której opiekunami prawnymi są wspólnie przedstawiciele Maorysów i rządu.

W Rumunii od 2014 r. parlament debatuje nad możliwością przyznania osobowości prawnej delfinom. W 2019 r. we Francji grupa prawników opracowała deklarację o prawach zwierząt i wydała „Kartę praw życia”. W lutym 2022 r. odbyło się referendum w sprawie praw naczelnych żyjących w szwajcarskim mieście Bazylea. Chociaż propozycję odrzucono, prawnicy i aktywiści podkreślają, że chodzi o ogólny wzrost świadomości dotyczącej możliwości przyznawania osobowości prawnej obiektom przyrody ożywionej i nieożywionej.

Zdaniem ekologów, bardzo im pomógł papież Franciszek, prezentując encyklikę środowiskową Laudato Si’, odróżniając prawa środowiska od prawa do środowiska, odnoszącego się do ludzi.

Inicjatywy uznania „praw Natury”                 

Od 2016 r. w Europie przybyło inicjatyw na rzecz uznania „praw Natury”. O ile rok po ukazaniu się encykliki papieża były trzy tego typu propozycje, to już w 2019 roku pojawiło się ich co najmniej trzynaście.

Z inicjatywami występują zarówno politycy, partie polityczne głównie „Zieloni” jak i organizacje pozarządowe, w tym kolektywy artystyczne, takie jak holenderska Ambasada Morza Północnego, a także grupy religijne. W Szwecji przedstawiciele Kościoła katolickiego wykorzystują dokument końcowy Synodu Amazońskiego z 2019 r. i inicjatywę Światowej Rady Kościołów dla uzasadnienia konieczności uznania „praw Natury”. Szwedzki parlament poparł Deklarację o Prawach Matki Ziemi z Boliwii.

We Francji zabiega się o to, by osobowość prawną zyskała m.in. rzeka Loara, w Holandii – Moza, w Szwajcarii – Rodan i w Wielkiej Brytanii rzeki Froome oraz Dart. W Szwecji osobowość prawną miałoby zyskać jezioro Vättern, w Hiszpanii Mar Menor Laguna, a w Wielkiej Brytanii Rodden Meadow. W Belgii wszczęto pozwy w obronie m.in. 82 drzew.

Dotychczas uznano „prawa Natury” w niektórych konstytucjach, ustawach czy orzeczeniach sądowych – między innymi w Ekwadorze, Boliwii, Nowej Zelandii, Kolumbii, Argentynie, Indiach, Ugandzie, Pakistanie, Bangladeszu, Kanadzie i USA.

Nawet Porozumienie Paryskie w sprawie klimatu z 2015 roku akcentuje kwestię „zapewnienia integralności wszystkich ekosystemów (…) uznawanych przez niektóre kultury za Matkę Ziemię”.

Uznanie obiektów przyrody np. lasów, gór, rzek, mokradeł, drzew, lodowców za podmioty prawa ma poważne konsekwencje. Dokonuje się rewolucja, w wyniku której człowiek jest spychany do poziomu obiektów przyrody i ma mniej praw niż Ziemia.

To, co można zaobserwować już w wielu państwach na świecie, jest urzeczywistnieniem przejścia od paradygmatu antropocentryzmu prawnego do ekocentrycznego, niemożliwego do pogodzenia z nauką Kościoła katolickiego.

Coraz częściej w różnych deklaracjach i umowach przemyca się zapisy, mające torować drogę do orzecznictwa na rzecz uznania „praw natury” pod pretekstem konieczności walki ze zmianami klimatu i ochrony bioróżnorodności. Na forum międzynarodowym zainicjowano proces wprowadzania do katalogu przestępstw przeciwko ludzkości tak zwane ekobójstwo.

Nowe regulacje lansuje się w celu drastycznego ograniczenia produkcji przemysłowej i konsumpcji, a także uniemożliwienia niektórym krajom dynamicznego rozwoju, zabraniając eksploatacji zasobów naturalnych ze względu na domniemane znaczenie danego ekosystemu dla klimatu.

Obrońcy „praw Natury” twierdzą nawet, że wydobywanie surowców jest moralnym złem, które należy powstrzymać. Chętnie odwołują się do tzw. grzechu ekologicznego koncepcji, o której wspomina papież Franciszek w swojej encyklice środowiskowej.

„Prawa Natury” wywodzi się z teorii praw interesu. Argumentuje się, że już samo istnienie, siedlisko i pełnienie ról ekologicznych jest wystarczające do przyznania elementom nieożywionym praw. Inne argumenty wywodzone są z duchowości plemiennej, z kosmologii ludów tubylczych, z szeroko pojmowanych zwyczajów odnoszących się do tzw. dobrego życia (filozofia sumak kawsay – opozycja do „modernizacji, rozwoju i wzrostu gospodarczego”; buen vivir – obejmuje walkę z kolonializmem, seksizmem, rasizmem, antropocentryzmem, z cywilizacją, kulturą; „kosmologiczne granice wzrostu”).

Laudato si’ potępiając „tyrański antropocentryzm” i wzywając do stworzenia nowych ram prawnych dla ochrony ekosystemów, de facto wsparła prawa ekocentryczne, co chętnie wykorzystują zwolennicy redukcjonistycznej koncepcji „praw Natury”.

Trwa szukanie najlepszej definicji „Matki Ziemi” jako żywego organizmu – nawiązanie do wizji Gaji Jamesa Lovelocka. Wspomina się o prawie własności, np. gatunków do ich siedlisk, prawie do istnienia i rozwoju lub prawie do regeneracji i adaptacji różnych obiektów przyrody.

Przekonuje się, że trwała zmiana wzorców życia i konsumpcji, zgodnie z zamierzeniami Agendy 2030 na rzecz zrównoważonego rozwoju, nie nastąpi dopóki „prawa Natury” nie zostaną uznane za ważniejsze niż wszystkie prawa człowieka.

Światowa Konferencja Ludowa na temat Zmian Klimatu i Praw Matki Ziemi z 2010 r., która odbyła się w Boliwii zaowocowała przyjęciem Powszechnej Deklaracji Praw Matki Ziemi. Dokument miał pomóc w kształtowaniu prawa międzynarodowego całkowicie poza międzynarodowym systemem sprawiedliwości lub rządami jakiegokolwiek państwa. Ogromną rolę mają do odegrania sędziowie, którzy np. w Nepalu kilka lat temu zakazali eksploatacji kamieniołomu marmuru. Z kolei 51 procent terytorium Bhutanu zostało „zabezpieczone przed rozwojem”, czyli wykorzystaniem przez człowieka. Konstytucja tego państwa wymaga również, aby 60 procent lasów w kraju było chronionych dożywotnio. Królestwo chce zastąpienia PKB – podobnie jak propagatorzy ideologii zrównoważonego rozwoju – nowym wskaźnikiem mierzącym poziom szczęścia narodowego brutto. Bhutan jest chwalony przez działaczy na rzecz walki ze zmianami klimatu za scentralizowane zarządzanie zasobami naturalnymi oraz zaangażowanie w wypełnianie międzynarodowych zobowiązań.

Odrzucona we wrześniu 2022 r. konstytucja Chile – niezwykle rewolucyjna – także wprowadzała „prawa Natury” obok aborcji na życzenie i eutanazji.

Prawnicy związani z tzw. orzecznictwem ziemskim wskazują, że celowo mówi się o zmianie paradygmatu, a nie wprowadzeniu nowego, ponieważ prawa do przyrody są od wieków częścią prawa zwyczajowego wielu rdzennych populacji na całym świecie. Nie przyniosło to jednak należytej ochrony środowiska z powodu tworzenia prawa w oparciu o paradygmat antropocentryczny. Dlatego Porozumienie Paryskie i podjęte ostatnio wysiłki globalne mają doprowadzić do „zmiany paradygmatu” na skoncentrowany na Ziemi, w którym ludzie są częścią układu planetarnego i których prawa będą się liczyć o tyle, o ile nie zaszkodzą „Naturze”. Ma to pomóc w szybszej transformacji świata.

Europejska „Karta Praw Podstawowych Natury”. Rewolucja w prawie

W analizie jednego z komitetów Komisji Europejskiej wskazuje się na potrzebę stworzenia Karty Praw Podstawowych Natury ze względu na bezprecedensowy „kryzys środowiskowy i klimatyczny”. Zostało nam „mało czasu” i aby „przetrwać” trzeba ustanowić nowy rodzaj praw, które pozwolą lepiej chronić środowisko.

„Jesteśmy Naturą częścią współzależnej sieci życia. Kiedy Natura kwitnie, my kwitniemy. Kiedy Natura umiera, umieramy”. „Nigdy wcześniej nie było jasne, że jeśli mamy przetrwać i mieć przyszłe pokolenia, które będą się rozwijać, to potrzebujemy nowej drogi naprzód – nie opartej na separacji i chciwości – ale na cyklu regeneracyjnym opartym na wzajemnym szacunku i zrozumieniu naszej więzi, i współzależności z całym życiem” – czytamy w dokumencie przygotowanym dla KE. Proponuje się w nim zupełną zmianę perspektywy tworzenia przepisów.

„Prawo kieruje sposobem działania naszych systemów jeśli zakodujemy nowy paradygmat w prawie, zaczniemy obracać koło w drugą stronę, programując nasze systemy społeczne na regenerację. Cykl regeneracyjny jest podstawą nawrócenia ekologicznego, które będzie wymagało nowego paradygmatu i nowych zestawów zachowania, dostosowujących działalność człowieka do systemów ekologicznych, rządzących i podtrzymujących wszelkie życie, przynosząc bardziej pożądane rezultaty dla społeczeństwa i reszty Natury” czytamy.

Autorzy dodali, że chociaż UE zobowiązała się do wdrożenia Europejskiego Zielonego Ładu, to „poczyniliśmy dotychczas niewielkie postępy w tym kierunku” i żeby przyspieszyć wdrażanie „ogromnej zmiany systemowej”, trzeba już teraz „przekształcić system”, wprowadzić Kartę Praw Podstawowych Natury w UE. Od tego zależy sukces „Zielonego Ładu”.

Kluczem ma być „integracja kwestii środowiskowych we wszystkich obszarach polityki oraz integracja praw przyrody we wszystkich sektorach społecznych”, „uznanie Praw Natury na wszystkich poziomach i odejście od czysto antropocentrycznego światopoglądu na rzecz bardziej ekocentrycznego”.

Proponuje się rewolucję prawną polegającą na: „1) wprowadzeniu materialnych praw Natury; 2) wskazaniu nowych zasad i sposobów interpretacji oraz stosowania ustaw; 3) wprowadzeniu obowiązku uwzględniania praw Natury w polityce wszystkich krajów UE, a nie tylko w orzeczeniach sądów”.

„Pięć zasad/filarów” tych praw to: „1) zasada nieregresji; 2) zasada odporności; 3) reguła in dubio pro natura et clima; 4) zasada zrównoważonych metod demokratycznych; 5) zasada pięciu odpowiedzialności wobec Natury, z odwróceniem ciężaru dowodu”.

Ma to przynieść: „1) Stałą poprawę ochrony przyrody w UE i państwach członkowskich; 2) Zapobiegać praktykom krajowym polegającym na obchodzeniu prawa UE, np. „krojenie salami”; 3) Wyznaczać kierunek interpretacji w sądach krajowych zgodnie z prawem UE; 4) Promować harmonizację ustawodawstw państw członkowskich; 5) Zapobiegać konfliktom interpretacyjnym między sędziami państw członkowskich a sędziami UE oraz między prawami Natury i innymi uznanymi przepisami; 6) Promować dialog z Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w kwestiach środowiskowych, zgodnie z art. 6 TUE; 7) Wzmacniać i konsolidować prawo w sprawie środowiska już chronione na poziomie krajowym i Europejskiego Trybunału Praw Człowieka”.

Karta miałaby być „instrumentem przewodnim ekologicznej interpretacji istniejących przepisów”. Dodano, że całe systemy prawne w państwach zostałyby dostosowane do nowych ram ekologicznych poprzez np. precedensy prawne i praktyki administracyjne. Przyjęcie „Karty Praw Podstawowych Natury” pozwoliłoby na „ekologiczne przekształcenie prawa”, powodując zarówno polityczne, jak i społeczne skutki. Pozwoliłoby wreszcie budować nową „cywilizację ekologiczną opartą na wzajemnym szacunku i uznaniu współzależności oraz nieodłącznej wartości całego życia”.

Trzeba przyznać, że propozycja KE odnosi się do dekonstrukcji prawa naturalnego i usankcjonowania redukcjonistycznego prawa natury, które przedstawiane są jako „uniwersalne prawa, rządzące całym życiem”. Sugeruje się, że jeśli się je wdroży, zapanuje „pokój, harmonia i dobrobyt dla całego życia”.

Co to są prawa Natury? Autorzy wyjaśniają, że to coś więcej niż prawa przyrody. „Formuła Praw Natury nie podkreśla samej ochrony praw przyrodniczych podmiotów różniących się od ludzi, takich jak zwierzęta i rośliny”, ponieważ w tej kwestii istnieją już liczne regulacje np. „Powszechna Deklaracja Praw Zwierząt” UNESCO, prawodawstwo dotyczące dobrostanu zwierząt czy unijne prawo dotyczące zdrowia roślin. „Formuła Praw Natury oznacza radykalną transformację obowiązującego prawa poprzez nowy paradygmat relacji między ludźmi a resztą Natury, a więc między prawami człowieka i prawami Natury. Zmianę tę dobrze wyrażają następujące sformułowania: orzecznictwo ziemskie oraz mandat ekologiczny. Pierwsze dotyczy ram teoretycznych zmiany relacji między Prawem a Naturą; drugie określa nowe regulacje prawne, które sprzyjają zmianom w oparciu o wiedzę naukową na temat systemu Ziemi (Earth System Science) i praw Natury”.

Tak więc „Prawa Natury to szereg zasad i reguł, które dostosowują prawo do struktur, procesów, funkcji i usług systemów naturalnych. Innymi słowy, jest to prawny zbiór rozwiązań opartych na Naturze”. Konstytucja Ekwadoru z 2008 r. była punktem zwrotnym w konstrukcji tego zestawu prawnego: w rzeczywistości była to pierwsza na świecie konstytucja regulująca mandat ekologiczny. Od tego momentu debata na temat praw Natury i „rozwiązań opartych na Naturze” zyskała na znaczeniu, wpłynęła na treść celów Agendy 2030.

W dokumencie pojawiają się określenia dot. „kapitału ekosystemu” i „usług ekosystemowych”, np. zapylanie kwiatów przez pszczoły, które chce się opodatkować. Autorzy zaznaczyli, że chociaż na razie nie koncentrują się na usługach ekosystemowych, to istotne jest uznanie prawne kapitału naturalnego za „niezastąpiony” i ograniczenie dostępu do zasobów Ziemi.

Proponuje się regulacje, które pomogą podważyć suwerenność państw nad zasobami naturalnymi m.in. przez nowy pakt międzynarodowy i prawo do dóbr wspólnych czy nowe porozumienie o zrównoważonym rozwoju oraz Prawach Natury. Proponuje się także, by tę rewolucję wprowadzać poprzez precedensowe wyroki dotyczące praw człowieka.

W raporcie sporo mówi się o „ekologicznym nawróceniu” i wyjaśnia, w jaki sposób uznanie „Praw Natury” „pomoże zmienić paradygmat, odwracając strukturę prawa, które traktuje Naturę jako przedmiot odrębny od nas – co jest źródłem problemu – poprzez uznanie Natury za podmiot posiadający prawa, podmiot prawa równy ludziom i korporacjom. To przełomowy krok, który sprawi, że Natura znajdzie się w naszym systemie zarządzania jako główny interesariusz i ułatwi transformację całego systemu”. Nowe ramy prawne, swoista „umowa między Ziemią a ludzkością” na poziomie praktycznym ma się przełożyć na „pozytywne zmiany w naszym systemie prawnym”. Zmiany te obejmują: „1) Przezwyciężenie obecnego fragmentarycznego podejścia poprzez zapewnienie nadrzędnego kontekstu dla naszego istnienia jako części Ziemi traktowanej jako jeden zbiór; 2) Uznanie, że gospodarka to podsystem społeczeństwa ludzkiego, które z kolei jest podsystemem Ziemi. Aby to osiągnąć, musimy przeformułować samo pojęcie praw, ustanawiając hierarchię praw zgodnie z naturalną hierarchią systemów; 3) Umożliwienie ludziom aktywnego odrzucania działań rządowych, które pozwalają na niechciany i szkodliwy rozwój, umożliwiając dochodzenie praw tych ekosystemów, które w przeciwnym razie zostałyby zniszczone; 4) Zmianę systemu gospodarczego poprzez samoistne wzmocnienie Natury. Prawa własności nie byłyby już absolutne; byłyby kwalifikowane na podstawie praw ekosystemów i gatunków w nich żyjących; 5) Ustanowienie ludzkiego obowiązku troski o Naturę, w tym obowiązku naprawienia szkód; 6) Stworzenie odpowiedniego narzędzia prawnego do przeciwdziałania nierównowadze sił (np. ludność tubylcza, kobiety, dzieci) poprzez prawne uznanie Praw Natury. Obecnie występuje brak równowagi między korporacjami, instytucjami finansowymi i wszystkimi innymi. Uznanie Praw Natury w systemie prawnym UE może stanowić skuteczną przeciwwagę dla polityk, które mają tendencję do koncentracji władzy korporacyjnej, jak w umowach handlowych zawieranych w ostatnich latach, takich jak CETA (Kompleksowa Umowa Gospodarczo-Handlowa), a także jak w przypadku komercjalizacji Natury; 7) Wzmocnienie koordynacji między Prawami Natury a ochroną praw człowieka oraz stworzenie stabilnej podstawy prawa człowieka do życia, ponieważ bez ochrony przyrody i integralności ekosystemów ludzie nie mogą istnieć i rozwijać się; 8) Korzyści z podejścia ekologicznego”.

Uznanie Praw Natury wymaga holistycznego i ekologicznego podejścia do prawa, które opiera się na kluczowych zasadach orzecznictwa ziemskiego: „1) Całość: Ziemia jest żywą istotą, pojedynczą społecznością połączoną siecią współzależnych relacji, co implikuje ograniczenie korzystania z prawa własności. Dobrobyt każdego członka Ziemi zależy od dobrobytu Ziemi jako całości; 2) Praworządność: Ziemia jest częścią złożonego systemu, który jest uporządkowany i działa zgodnie z własnymi prawami – rządzącymi całym życiem – łącznie z istotami ludzkimi. Musimy zrozumieć prawa Natury i przestrzegać ich dla naszego własnego dobra i dla dobra całości; 3) Obowiązek dbałości, zapobiegania i ochrony: prawodawstwo dotyczące Ziemi jest żywym prawem; drogą życia, wymagającą odpowiedzialności moralnej. Mamy obowiązek dbać o wszystkich obecnych i przyszłych członków Ziemi, aby przyczyniać się do jej integralności i dobrego samopoczucia. Jeśli tworzymy nierównowagę, powodujemy nieporządek w dynamicznej równowadze Ziemi, którą mamy obowiązek przywrócić; 4) Prawa Natury: Ziemia i cała Społeczność Ziemi mają trzy nieodłączne prawa: prawo do istnienia, prawo do zamieszkiwania i prawo do pełnienia swojej roli w ciągle odnawiających się procesach życiowych; 5) Wzajemne wzmacnianie: Relacje w ekosystemie Ziemi są wzajemne; cykl dawania i odbierania. Naszą rolą jest uczestnictwo i przyczynianie się do zdrowia oraz odporności ekosystemu Ziemi. To, co nie wzbogaca całości, ostatecznie nie sprzyja też nam; 6) Odporność: Wszystkie zdrowe systemy życia mają zdolność do wzrostu, ewolucji i adaptacji do zmian oraz zakłóceń, bez utraty wewnętrznej spójności. Przestrzegając przepisów, które utrzymują zdrowe życie i witalność wzmacniamy odporność ekosystemu Ziemi, jak również naszą własną. Aby uczyć się od Natury i zrozumieć jej zasady musimy stać się eko-piśmienni i zaangażować się w inne sposoby poznania: odczuwania i intuicji. Praktykowanie takiego podejścia do prawa wymaga od nas podejmowania decyzji, które stawiają na pierwszym miejscu długofalowe kwestie ekologicznych interesów całości i przyszłych pokoleń nad krótkoterminowe zyski”.

Karta Praw Podstawowych Natury nie tylko podważy prawo do własności, ale także szereg praw człowieka, w tym prawo do życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Wynikałoby to z innej hierarchii prawa, jaką się proponuje: najwyższe byłoby prawo Natury, potem prawa ludzi, stanowiących podsystem systemu Ziemi, a następnie prawa ekonomiczne. Natura z przedmiotu prawa stałaby się podmiotem prawa.

Autorzy opracowania wskazali, że w celu pomyślnego wdrożenia nowego paradygmatu ważne jest zapewnienie nadrzędności prawa UE nad konstytucjami państw członkowskich i ustanowienie jednolitych ram interpretacyjnych, aby poradzić sobie z wszystkimi wyzwaniami nękającymi UE. Tego nie uda się wprowadzić bez zmiany sposobu myślenia i bez nowej etyki.

Bruksela musi zmienić naszą świadomość, bo „prawo jest wehikułem, który koduje ludzką świadomość (…), ustanawiając zasady regulujące sposób prowadzenia naszego życia”. Komisja Europejska chce pozbyć się „paradygmatu mechanistycznego” zakodowanego w prawie poprzez konstrukcję Natury będącej „przedmiotem” prawa odrębnego od człowieka na paradygmat, zgodnie z którym Natura będzie podmiotem prawa jak ludzie i korporacje. Bruksela chce podważyć prawo własności, ponieważ „obwinia” je za przyczynę niezrównoważenia w dzisiejszym świecie (przekształcenie obfitych dóbr wspólnych w dobra na własność, a potem w kapitał i jego kumulacja oraz implikacje w postaci nierówności; dążenie do posiadania własności wpłynęło na eksploatację Natury, przez co grozi nam „katastrofa ekologiczna”, „klimatyczna”, „wymieranie” itp.). Przez „odłączenie od Natury” mamy wiele niepokojów społecznych na dużą skalę. By przerwać ten „cykl” prowadzący do unicestwienia proponuje się rewolucję prawną, która ma umożliwić „cykl regeneracyjny” w społeczeństwie i „prowadzić do pozytywnego wyjścia”. Bez radykalnych zmian sposobu myślenia, paradygmatów myśli, nie będzie trwałej przemiany. Dlatego Natura ma być „reprezentowana w systemie prawa UE jako pełnoprawny interesariusz, mający osobowość prawną i prawa na poziomie konstytucyjnym wraz z ramami wykonawczymi określonymi w kluczowych aktach prawnych. Będzie to działać jako potężna przeciwwaga dla praw korporacyjnych i praw własności. Ma także pomóc w przywróceniu części kapitału generowanego w społeczeństwie do domeny dóbr wspólnych dostępnych dla Natury i ludzi jako części Natury, bez konieczności uprzedniego niszczenia Natury”.

Opracowanie pt. „W kierunku Karty Praw Podstawowych Natury UE” wskazuje konkretne scenariusze realizacji rewolucji prawnej w UE. Wraz z nią równolegle ma odbywać się rewolucja w nauce, kładąc nacisk na naukę o systemie Ziemi stosunkowo młodą dziedzinę, integrującą wiedzę z różnych obszarów nauk przyrodniczych i społecznych – której muszą być podporządkowane inne dyscypliny.

Karta Praw Podstawowych Natury wprowadziłaby konstytucyjny obowiązek ochrony przyrody, ekosystemów itp. Oznaczałaby zmianę paradygmatu z obecnego neoklasycznego modelu ekonomicznego i przejście do modelu holistycznego, zgodnie z którym Natura jest podmiotem praw chronionym i szanowanym ze względu na swoją wewnętrzną (nieekonomiczną) wartość jako synonim źródła życia. Karta miałaby taki sam status prawny jak Karta Praw Podstawowych UE a w konsekwencji również jak traktaty UE i wszystkie akty unijne musiałyby być z nią zgodne. Instytucje unijne miałyby obowiązek działać „odpowiednio”. „Ponadto Karta Praw Podstawowych” Natury stanowiłaby źródło prawa dla Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości, co miałoby rozwiązać aktualny problem prawny występowania przed sądami UE i zapewnienia odpowiedniego dostępu do wymiaru sprawiedliwości oraz kontroli sądowej w zakresie ochrony środowiska, umożliwiając wdrażanie trzeciego filaru konwencji z Aarhus. Zmieniłaby hierarchię praw, zatem skuteczniejszej egzekucji podlegałoby wdrażanie wszystkich celów oraz zadań zrównoważonego rozwoju zapisanych w Agendzie 2030. Bardziej efektywnie egzekwowano by także zobowiązania wynikające z przekraczania „granic planetarnych”.

Warto pamiętać, że byłaby to także prawnie usankcjonowana rewolucja w dziedzinie moralności.

ONZ: inicjatywa „Harmony with Nature”

W celu uregulowania Praw Natury na poziomie międzynarodowym ONZ już w 2009 r. zainicjowała projekt Harmony with Nature. Jego zasadniczym celem jest przekonanie do opinio juris, czyli do uznania, że istnieje zwyczaj międzynarodowy odnośnie respektowania „Matki Ziemi”, przedstawianej jako żywy organizm i w związku z tym mającej prawa przynależne osobom (tzw. miękkie prawo międzynarodowe).

W 2009 roku Zgromadzenie Ogólne ONZ ogłosiło 22 kwietnia Międzynarodowym Dniem Matki Ziemi. Był to wyraz uznania, że „Ziemia i jej ekosystemy są naszym wspólnym domem”, zaś państwa członkowskie „wyraziły przekonanie, iż konieczne jest promowanie harmonii z naturą w celu osiągnięcia sprawiedliwej równowagi między ekonomicznymi, społecznymi i środowiskowymi potrzebami obecnego i przyszłych pokoleń”.

ONZ podaje, że „wymyślenie nowego świata będzie wymagało nowego związku z Ziemią i z własną egzystencją ludzkości”.

Globalna etyka i New Age. Odrodzenie gnozy

W dokumencie z 2003 roku pt. „Jezus Chrystus dawcą wody żywej. Chrześcijańska refleksja na temat New Age”, autorstwa Papieskiej Rady Kultury oraz Papieskiej Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego, Kościół trafnie zauważył, że odradza się gnoza. Bardzo dobre opracowanie z wyprzedzeniem rozprawiło się ze zmianą paradygmatu w prawie, ekologizmem, holizmem, nową duchowością, „sakralizacją psychologii” i „psychologizacją religii”, z hipotezą Gaji, resakralizacją Ziemi czy globalnym zarządem. Wyraźnie wskazano tu na inspiracje okultystyczne, kabałę, gnostycyzm wczesnochrześcijański, sufizm, buddyzm Zen, jogę i wiele innych.

„Ludzie mogą być wprowadzeni w misterium kosmosu, Boga i ja za pomocą duchowej drogi ku przemianie. Ostatecznym jej celem jest gnosis, najwyższa forma wiedzy, odpowiednik zbawienia. Wiąże się ona z poszukiwaniem najstarszej i najwznioślejszej tradycji w filozofii (mylnie zwanej philosophia perennis) i religii (pierwotnej teologii), tajemnej (ezoterycznej) doktryny, będącej kluczem do wszystkich ezoterycznych tradycji, które są dostępne dla każdego (…) Alchemia, magia, astrologia i inne elementy tradycyjnego ezoteryzmu zostały dogłębnie zintegrowane z aspektami współczesnej kultury, zasilając poszukiwanie praw przyczynowości, ewolucjonizm, psychologię i religioznawstwo porównawcze. Osiągnął on swoją najczystszą formę w ideach Rosjanki, Heleny Blavatsky, będącej medium, która z Henry Olcottem założyła w Nowym Jorku w 1875 Towarzystwo Teozoficzne. Towarzystwo to miało za zadanie połączenie elementów tradycji Wschodu i Zachodu w ewolucyjny typ spirytualizmu. Miało ono trzy główne cele: 1. Stworzenie zaczątku Uniwersalnego Braterstwa Ludzkości bez względu na rasę, wyznanie, kastę lub kolor skóry. 2. Zachęcanie do religioznawstwa porównawczego, filozofii i nauki. 3. Zbadanie niewyjaśnionych praw Natury i mocy ukrytych w człowieku – czytamy w dokumencie.

„Silny nacisk radykalnych ekologów kładziony na biocentryzm zaprzecza antropologicznej wizji zawartej w Piśmie Świętym, według której ludzie znajdują się w centrum świata, ponieważ są uważani za jakościowo lepszych od innych form naturalnych (…). Ten sam ezoteryczny model kulturowy można odnaleźć w ideologicznej teorii, tkwiącej u podstaw polityki kontroli urodzeń i eksperymentów inżynierii genetycznej, które wydają się spełniać ludzkie marzenie o stwarzaniu siebie na nowo. W jaki sposób ludzie chcą to osiągnąć? Poprzez odcyfrowywanie kodu genetycznego, zmieniając naturalne zasady seksualności oraz przeciwstawiając się granicom śmierci” – ostrzegały papieskie rady.

„Najbardziej zgubne konsekwencje każdej filozofii egoizmu, która zostaje przyjęta przez instytucje lub przez znaczną liczbę osób, zostały nazwane przez kardynała Josepha Ratzingera zestawem strategii pozwalających na zmniejszenie liczby osób, które będą jadły przy stole ludzkości. Jest to podstawowa miara, za pomocą której można oceniać wpływ każdej filozofii czy teorii – wskazali autorzy „Chrześcijańskiej refleksji na temat New Age”.

„Nowa Era, która nadchodzi, będzie zamieszkana przez idealne, androgyniczne istoty, które będą całkowicie podporządkowane kosmicznym prawom natury. W tym scenariuszu chrześcijaństwo musi zostać wyeliminowane i ustąpić miejsca globalnej religii, i porządkowi nowego świata” – trafnie ocenił intencje zielonych ideologów dokument watykański z 2003 roku.

=================================

mail, RW:

Czego jak czego, ale o takich błędach ani Rosja carska, ani stalinowska 
nigdy nawet nie  myślała.

Pamiętam wiersz Broniewskiego:

Czy nowa wojna,
czy wał Turgajski stłuc jak łupinę orzecha?
Rewolucjo, nowe twórz bajki,
wstecz niech popłynie rzeka.

KATASTROFA w UE: W Azji energia tańsza nawet 20-krotnie. W USA siedem razy mniej za gaz.

KATASTROFA w UE: Gwałtownie rosnące ceny energii miażdżą biznes. Przestajemy być konkurencyjni. W Azji energia tańsza nawet 20-krotnie. W USA siedem razy mniej za gaz.

https://nczas.com/2022/09/26/widmo-katastrofy-gwaltownie-rosnace-ceny-energii-miazdza-biznes-przestajemy-byc-konkurencyjni/

Kryzys energetyczny, będący następstwem m.in. tzw. zielonej unijnej polityki, zbiera tragiczne żniwo. Z powodu kosmicznych cen energii firmy głowią się, jak pozostać konkurencyjnym. W Azji energia jest nawet 20 razy tańsza.

Europa, w imię „walki z globalnym ociepleniem”, od lat prowadzi politykę antywęglową. Z węgla można tanio produkować prąd, ale eko-lobbyści tego zabronili, nakładając nowe podatki w postaci chociażby ETS.

Do tego nałożyła się rosyjska agresja na Ukrainę, w następstwie której Rosja zakręciła kurek z gazem dla Europy i jesteśmy świadkami gospodarczej katastrofy. Na razie raczkującej.

Europa przestaje być konkurencyjna. Firmy się wynoszą

Za względu na koszty energii europejski przemysł staje się coraz mniej konkurencyjny. Pierwsze firmy już wynoszą się z Europy – w dużym stopniu ograniczając tutaj produkcję.

Producent stali ArcelorMittal znacznie redukuje działalność w dwóch niemieckich zakładach i przenosi je do amerykańskiego Teksasu. Na podobny krok zdecydowała się holenderska firma OCI, zajmująca się chemikaliami. Także stawia na wolnościowy Teksas.

Ekspansję w USA, kosztem europejskiej, planuje duński potentat jubilerski Pandora. Z kolei Tesla poinformowała, że z uwagi na ceny energii wstrzymuje plany produkcji baterii samochodowych w Niemczech.

W Azji energia tańsza nawet 20-krotnie. W USA siedem razy mniej za gaz

Producent tworzyw sztucznych Covestro AG wskazuje, że w obecnej sytuacji nie ma szans na nowe inwestycje w Europie. Pokazuje rachunki, z których wynika, że tylko za energię w 2022 roku firma zapłaci 2,2 miliarda euro. Jeszcze w 2020 roku koszty były czterokrotnie niższe.

Dodaje, że jeśli nic się nie zmieni, to przeniesie się do Azji, gdzie na rynku spot można zakontraktować energię 20 razy taniej niż aktualnie w Europie.

„W przypadku wielu chemikaliów import z USA lub Chin jest już tańszy niż produkcja lokalna” – konkluduje Covestro.

Także Volkswagen, największy producent samochodów w Europie, ostrzega, że może skończyć z produkcję w Niemczech i Europie Wschodniej. W Europie za gaz płaci się aż siedem razy więcej niż w USA.

Mercedes Benz AG przewiduje, że ceny energii na rynku europejskim będą jeszcze wyższe. W ostatnich tygodniach podjął decyzję o zwiększonej produkcji kluczowych części samochodowych. Będzie je magazynować na wypadek, gdyby koniecznością było w najbliższym czasie zamknięcie fabryki. I zwolnienie pracowników.

Francuska firma Duralex poważnie zastanawia się nad wstrzymaniem działalności na pięć miesięcy. Ma nadzieję, że do tego czasu politycy „coś” wymyślą i ceny energii się ustabilizują. Politycy o tym „czymś” mówią od kilku tygodni, ale efektów na razie nie widać.

„Kontynuowanie produkcji po obecnych cenach byłoby aberracją finansową” – powiedział Jose-Luis Llacuna, prezes Duralex, czyli firmy, która eksportuje swoje produkty do 110 krajów.

„Przed nami spektakularne bankructwa albo chleb po 12 złotych”

Problemy mamy także na polskim podwórku. Upadają firmy, które to nie zostały objęte programem „zamrożenia cen”, a u których energia stanowi lwią część kosztów. Na przykład w Pszowie zamknęła się piekarnio-cukiernia z 50-letnią tradycją.

Przed nami spektakularne bankructwa albo chleb po 12 złotych – mówiła niedawno w rozmowie z „Business Insider” Hanna Mojsiuk, Prezes Północnej Izby Gospodarczej w Szczecinie.

Wiesław Żelek, właściciel piekarni w Kamieniu Pomorskim, wskazuje, że w jego przypadku cena gazu od maja wzrosła o 760 proc. Szczeciński piekarz Andrzej Wojciechowski rachunki za energię ma o tysiąc procent wyższe niż w analogicznym okresie ubiegłego roku.

Andrzej Wodzyński, właściciel Grupy Tubądzin, produkującej płytki ceramiczne dla połowy Europy, uważa, że ceny energii będą miały „katastrofalne” następstwa.

„W obliczu obecnych poziomów cenowych, mówimy już nie tylko o głębokim spadku rentowności i wspieraniu naszej produkcji przez obce podmioty, ile o zagrożeniu dla dalszego istnienia branży ze względu na szybko postępującą utratę płynności, konieczność gwałtownego ograniczania, a nawet całkowitego wygaszania produkcji, redukcję zatrudnienia i wstrzymanie współpracy z kooperantami” – pisze w liście do polityków Wodzyński.

To przykłady pierwsze z brzegu. Z takimi problemami, jak Grupa Tubądzin czy piekarnie, w Polsce w najbliższym czasie zmagać się będzie mnóstwo firm. Nadchodzi kryzys energetyczny, jakiego nie widziano od wielu pokoleń. Jednym z głównych powodów takiego stanu rzeczy jest tzw. zielona polityka prowadzona pod pretekstem „walki z globalnym ociepleniem”. Wszyscy za to drogo (za)płacimy.

=====================

mail:

„Rosja zakręciła kurek z gazem dla Europy”

Nie Rosja zakręciła kurek, tylko Europa postanowiła dać nauczkę Rosji.
Demokratyczna Europa obraziła się na Rosję, bo ta robi porządek z 
banderowcami.
Tymczasem Rosja wysyła gaz nawet na Ukrainę, z którą podobno walczy.

Budzą się? Minister Wójcik: Timmermans do dymisji, to szaleniec, a polityka klimatyczna UE to błąd. [Bo już ręce w nocniku…]

Budzą się? Minister Wójcik: Timmermans do dymisji, to szaleniec, a polityka klimatyczna UE to błąd. [Bo ręce w nocniku…]

https://www.tvp.info/62922768/wojcik-pomysly-szalenca-timmermansa-i-cala-polityka-klimatyczna-ue-to-blad 23.09.2022,

Główny problem widzę w unijnej polityce Brukseli – powiedział minister w KPRM Michał Wójcik, który ostro skrytykował politykę klimatyczną Unii Europejskiej, a Fransa Timmermansa nazwał szaleńcem. Polityk w programie „ Kwadrans Polityczny” na antenie TVP 1 odniósł się także do wypowiedzi szefowej komisji, która w publicznym Wystąpieniu życzyła Donaldowi Tuskowi powrotu do funkcji premiera w Polsce. – Dzisiaj mamy problem z KE, z von der Leyen, z KPO, to jest jasne gdzie prowadzą te wszystkie ślady – ocenił Wójcik.

=========================

Minister podkreślił, że Frans Timmermans jeszcze kilkanaście miesięcy temu w Glasgow twierdził, że w polityce klimatycznej UE nie ma miejsca dla węgla. – To jest szaleniec i nie boję się tego powiedzieć w telewizji publicznej – powiedział polityk. Jak dodał „Timmermans potem zmienił pogląd, bo zobaczył, że sytuacja jest dramatyczna w różnych krajach, że węgiel jest konieczny i że w kraju jego pochodzenia, kiedy elektrownie opalane węglem pracowały na 30 procent, przyjęto regulacje, że mają pracować na sto procent”.

Mówiąc o polityce klimatycznej polityk stwierdził, że „trzeba ratować sytuację. To jest błąd UE. Cała polityka klimatyczna Unii Europejskiej to jest błąd”.

– Timmermans powinien podać się do dymisji – zaznaczył Wójcik, który podkreślił, że przede wszystkim należy „wysadzić w powietrze system ETS”. Skomentował także wstrzymywanie funduszy z KPO Polsce. – My mamy inną sytuację, ponieważ ten mechanizm warunkowości nie jest stosowany do KPO. Chcę powiedzieć, że w tej trudnej sytuacji kiedy jest wojna i kiedy wstrzymuje się fundusze to jest decyzja polityczna – powiedział. 

– Jeśli przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen mówi: „Donald, przyjacielu ja Ciebie widzę w fotelu premiera” to za coś takiego kiedyś trzeba było się podać do dymisji. Takie są zasady gry w UE – albo jesteś bezstronny albo nie – wyjaśnił. Polityk powiedział, że w tej sytuacji, kiedy „dzisiaj mamy problem z KE, z von der Leyen, z KPO”, to „jest jasne gdzie prowadzą te wszystkie ślady”.

Kamienie milowe i KPO

Polityk był pytany także o to czy utworzenie Izby Odpowiedzialności Zawodowej wypełnia jeden z kamieni milowych związanych z wypłatą funduszy z KPO.

– To jest wypełnienie tego kamienia – powiedział Wójcik. – Jest taka łacińska paremia „pacta sunt servanda” (umów należy dotrzymywać –przyp. red.) i Ursula von der Leyen tego nie rozumie – podkreślił.

– Jeżeli z kimś się dogadujemy to trzeba się wywiązać z obowiązków. My się wywiązaliśmy, a oni się nie wywiązują. Powstała nowa izba, bo sędziowie nie są nadzwyczajną kastą, musi być system dyscyplinarny. Sędziowie muszą być rozliczani jeśli jakieś przewinienia popełnią – zaznaczył. Jak wyjaśnił „Brukseli jednak chodzi o to, żeby to kręcić, a ślady prowadzą do Tuska i całej opozycji”.

– Cały problem polega na tym, że od siedmiu lat polska opozycja uwiarygodniła instytucje unijne w tego typu podejściu tak, że potem ktoś ma tę czelność powiedzieć kto jest legalny a kto nie – mówił Wójcik – Jakaś Barley (Katarina Barley – niemiecka eurodeputowana) – kto to w ogóle jest w Parlamencie Europejskim? Raz mówi, że zagłodzi ludzi z tej części Europy, a potem ma czelność mówić kto jest legalny a kto nie. Niech spojrzy na swój kraj – dodał. 

– Ja dzisiaj słyszę, że jest wątpliwość, że prezydent decyduje o tym, kto ma być sędzią. To jest polska konstytucja. Mianowanie sędziów to jest jedna z najważniejszych prerogatyw prezydenta i ktoś w Brukseli mówi, że on nie może tego robić, bo jest politykiem. To jest coś niewyobrażalnego – podkreślił minister. 

Trudna zima

Polityka zapytano również o sytuację związaną z kryzysem energetycznym i gospodarczym. 

– Oczywiście sytuacja jest trudna i nie ma co ludzi czarować – powiedział Wójcik. – Myślę, że węgiel będzie. Uczestniczę w posiedzeniach Rady Ministrów i my co tydzień rozmawiamy jak zwalczyć kryzys, który jest na rynku energetycznym – dodał. Minister zapewnił, że „węgiel systematycznie z różnych części świata spływa do Polski”. [A polski węgiel, gnojki ?!! Mirosław Dakowski].

Wójcik mówił, że okres zimy „to nie będą łatwe miesiące”. – To trzeba ludziom powiedzieć. Jest wojna, trudna sytuacja gospodarcza na całym świecie, największy kryzys energetyczny od kilkudziesięciu lat. Robimy wszystko, co możemy, by pomóc ludziom – podkreślił. 

Rok wyborczy [bla- bla. MD]

Kryzys energetyczny: Hipokryzja unijnych bandytów

https://babylonianempire.wordpress.com/2022/09/20/kryzys-energetyczny-hipokryzja-unijnych-bandytow/

Date: 20 settembre 2022Author: Uczta Baltazara0 Commenti

Kryzys energetyczny: Hipokryzja Unii Europejskiej, która wzywa do ograniczenia zużycia energii o 15%, ale sama wydaje 17 milionów euro rocznie na ogrzewanie i oświetlenie 3 swych siedzib

(Artykuł opublikowany przez wloski dziennik mainstreamowy)

Parlament Europejski jest jedyną instytucją na całym świecie, która posiada dwie identyczne siedziby plus trzecią – administracyjną. Uchwały zalecające “jedną siedzibę” są poddawane pod głosowanie od roku 1981, ale pozostają one makulaturą. Europejczycy płacą więc trzy rachunki, które razem z kosztami podróży europosłów kosztują 30 milionów euro rocznie. Kilku europosłów apeluje o fuzję siedzib, ale Francja i Luksemburg wetują inicjatywę.

Bruksela żąda od obywateli europejskich, aby zaoszczędzili 15 procent na rachunkach za energię, ale jednocześnie pozwala sobie na luksus płacenia potrójnych rachunków, wydając niebotyczną kwotę 17,5 miliona euro rocznie na ogrzewanie i oświetlenie budynków w Strasburgu, Brukseli i Luksemburgu.

Jest to marnotrawstwo, o którym dyskutuje się od 70 lat, ponieważ próby przekonania Francji i Luksemburga do rezygnacji z prestiżu, władzy i biznesu związanego z podróżującymi europosłami – co zawyża koszty transportu parlamentarzystów aż do 28,5 miliona euro rocznie, plus wszystkie produkowane zanieczyszczenia – spełzły na niczym.

Kwestia ta pojawia się za każdym razem, gdy przez hemisferę Parlamentu wieje wiatr kryzysu. Zdarza się więc, że podczas gdy w Brukseli wygłasza się płomienne przemówienia na temat tego, jak przeciwdziałać eskalacji cen energii, jakiś nierdzewny miłośnik logiki, uczciwości i dobrego przykładu podnosi paluszek i pyta: przepraszam, ale dlaczego, do cholery, wciąż płacimy rachunek trzy razy?

Sierpniowa zapowiedź szlachetnego odstąpienia przez Parlament Europejski od wydania 6,7 mln euro na 14 projektów odnowy biur, w tym nowe wykładziny i bary, w celu pokrycia “drastycznego wzrostu” cen energii, stanowiła właściwą okazję. W dniu 19 sierpnia komisja budżetowa parlamentu zatwierdziła usunięcie tych prac z budżetu dyrekcji ds. infrastruktury i logistyki. Zawieszone modernizacje, jak podaje Politico.com, obejmowały nowy system klimatyzacji, 250 tys. euro na nowe wykładziny i 400 tys. euro na oświetlenie muzeum “Domu Europejskiego”. Plus remont sali prasowej za 1 mln w Brukseli. Zawieszono prace związane z obsadzaniem i upiększaniem o wartości 1,4 mln euro oraz budową nowego tarasu z barem o wartości 500 tys. euro w Strasburgu. Wszyscy bili brawo, lub prawie wszyscy. Ponieważ europosłowie i pracownicy Europarlamentu doskonale wiedzą, że są to okruchy w monstrualnym, dwumiliardowym budżecie, w którym trójca biur powoduje największe marnotrawstwo: samo zużycie energii w trzech budynkach kosztowało w roku 2021 17,5 mln euro (o dwa więcej niż w roku 2019), 16 mln euro na monitoring i ochronę, 67 mln euro na konserwację, sprzątanie itp. Przy czym od lat podejmowane są próby wyliczenia potencjalnych oszczędności wynikających z integracji.

Według Europejskiego Trybunału Obrachunkowego, koszty “rozproszenia geograficznego” już w roku 2014 wynosiły 114 mln euro rocznie. Rok wcześniej, raport Foxa-Hafnera szacował je na 156 do 204 milionów, co stanowiło kwotę odpowiadającą około 10% rocznego budżetu Parlamentu. Według własnego sprawozdania Parlamentu, 78% wszystkich podróży służbowych pracowników Parlamentu to podróże między jego trzema siedzibami. Oprócz kosztu ekonomicznego istnieje również koszt środowiskowy, ponieważ podróż z Brukseli do Strasburga wiąże się z emisją od 11 000 do 19 000 ton CO2. Wreszcie, Europejski Trybunał Obrachunkowy obliczył, że wartość netto oszczędności w okresie 50 lat przekracza 3 miliardy euro.

Dlatego nie jest demagogią, że niektórzy eurodeputowani wznawiają kwestię zmniejszenia liczby siedzib zamiast oświadczeń, które niczego nie zmieniają. Niemiecki europoseł Zielonych, Daniel Freund nalegał, mówiąc, że “zaprzestanie kosztownych dojazdów do Strasburga byłaby najprostszą i najbardziej oczywistą decyzją, aby zmniejszyć rosnące koszty energii. Trudno jest wytłumaczyć obywatelom europejskim, dlaczego parlament ma ogrzewać dwa kompleksy budynków, a tysiące ludzi jeździć do Strasburga, podczas gdy cała Europa namawiana jest do oszczędzania energii”.

Ale natychmiast zainterweniował europoseł z Francji, w tym przypadku Pierre Karleskind z grupy Renew Europe, który powiedział portalowi Politico.com, że “jedyną prawowitą siedzibą Parlamentu jest ta w Strasburgu”. Mario Furore, poseł do PE z ramienia Ruchu 5 Gwiazd stwierdził: “Postawa UE to hipokryzja. Z jednej strony domaga się od swoich obywateli ograniczenia konsumpcji o 15%, z drugiej utrzymuje podwójne i potrójne siedziby, co jest monumentem marnotrawstwa energii. Potrzebujemy konsekwencji, a zamknięcie siedziby w Strasburgu przywróciłoby wiarygodność instytucjom europejskim”.

Z drugiej strony, istnieją udowodnione dowody, że owszem, można to zrobić, nawet jeśli przy wecie Francji trudno jest zmienić traktaty. Zamknięcie jednego z dwóch miejsc nie spowoduje upadku meteorytów, topnienia lodowców czy utraty demokracji. Na przykład w marcu 2020 roku, w szczytowym momencie kryzysu covidowego, były przewodniczący parlamentu David Sassoli odwołał sesje parlamentarne w Strasburgu po tym, jak władze francuskie ogłosiły ten obszar strefą czerwoną ze względu na koronawirusa. Francuscy urzędnicy wielokrotnie wyrażali frustrację z powodu owej decyzji i ostatecznie posłowie wznowili sesje parlamentarne w Strasburgu w grudniu 2020 roku. Po upływie dwóch lat nic się nie zmieniło, poza rachunkiem, który wzrósł z 16,1 do 17,5 mln euro. https://www.ilfattoquotidiano.it/2022/09/02/crisi-energetica-lipocrisia-delleuropa-chiede-di-ridurre-i-consumi-ma-spende-17-milioni/6788053/

………..

VIDEO: Unijne “pielgrzymowanie” https://www.youtube.com/embed/9RtxbrU9Q5k?version=3&rel=1&showsearch=0&showinfo=1&iv_load_policy=1&fs=1&hl=it&autohide=2&wmode=transparent

Condividi:

Rząd obiecywał tani węgiel. Sprawdziliśmy ceny na składach

.

https://www.fakt.pl/pieniadze/ani-sladu-po-tanim-weglu-widzielismy-ceny-na-skladach-niedowierzanie/nyym027

Rząd jeszcze przed wakacjami namawiał Polaków, by wstrzymali się z zakupem opału i zapewniał, że cena węgla będzie taka jak przed rokiem. Minęły trzy miesiące i co się okazuje? Na wielu składach węgla w ogóle nie ma, a tam, gdzie jest, za tonę trzeba zapłacić nawet przeszło 4 tys. zł!

Ceny opału zaczęły rosnąć od wybuchu wojny w Ukrainie. Jednak po wprowadzeniu embarga na rosyjski węgiel wręcz eksplodowały. Właśnie wtedy ze składów zaczęły znikać zapasy – Polacy zaniepokojeni gwałtownymi podwyżkami cen węgla ruszyli na zakupy, chcąc zapewnić sobie opał na zimę.

[filmiki ze składów opału – w oryginale. MD]

Węgiel droższy o 100 proc. Polacy zaczęli robić zapasy

Pracowniczka składu: Co dostawa, to cena wyższa o 1 tys. zł

Kto by jednak chciał kupić węgiel w takiej cenie, musi się nieźle natrudzić. Sprawdziliśmy – na wielu składach w ogóle opału brak!

– Aktualnie nie mamy węgla kamiennego, który jest najbardziej poszukiwany przez klientów. Praktycznie nie ma dostaw z polskich kopalni – mówi „Faktowi” Patrycja Domańska pracownica składu opałowego w Białogardzie (woj. zachodniopomorskie).

[—]

Drżyjcie! Walczmy!! Unia Europejska chce jeszcze bardziej przyspieszyć „zieloną transformację”

https://nczas.com/2022/09/06/drzyjcie-unia-europejska-chce-jeszcze-bardziej-przyspieszyc-zielona-transformacje/
Unia Europejska twierdzi, że musi jeszcze bardziej przyspieszyć tzw. zieloną transformację. Komisarz UE ds. energii stawia na pakiet Fit for 55, który prowadzi do zubożenia społeczeństwa.
Zielony komunizm Źródło: Twitter

Przyspieszenie wprowadzenia pakietu Fit for 55 tłumaczone jest teraz wojną na Ukrainie. Wspomniana komisarz Kadri Simson uważa, że osiągnięcie celów tzw. Europejskiego Zielonego Ładu w zakresie energii miało zająć jedno pokolenie, ale ostatnie wydarzenia w Ukrainie „nasze plany w tym zakresie nieco utrudniły”.

– Teraz zmierzamy ku uniezależnieniu się od paliw kopalnych z Rosji. Dlatego musimy jeszcze bardziej przyspieszyć zieloną transformację w kierunku odnawialnych źródeł energii. To jest nie tylko ambitny scenariusz dla klimatu, ale też dla bezpieczeństwa energetycznego Europy – twierdzi.

Simson wskazała, że unijna dyrektywa o efektywności energetycznej, którą chce zaproponować Komisja, wprowadzi całkowicie nowe ramy odniesienia systemu promującego odnawialne źródła energii w gospodarce.

– Dzięki nowej regulacji zostanie stworzony zintegrowany system, który jeszcze bardziej poszerzy ambitne plany, jeśli chodzi o ciepłownictwo, chłodnictwo, przemysł i transport, tak aby nasza przyszłość klimatyczna była zrównoważona – przekonywała komisarz.

– Kryzys klimatyczny sprawia, że nasze cele musimy realizować jeszcze szybciej, niż nam się wcześniej wydawało i musimy działać we wszystkich obszarach – twierdziła Simson.

Co to jest Fit for 55?

Unijny pakiet „Fit for 55” zakłada, że do 2050 roku Unia Europejska osiągnie tzw. neutralność klimatyczną. Ponadto do 2030 roku emisja dwutlenku węgla ma być zredukowana o 55 proc. w stosunku do poziomu z 1990 roku. Pakiet „Fit for 55” to integralna część polityki Europejskiego Zielonego Ładu.

Dotyczy ona wielu dziedzin unijnej gospodarki – od energetyki, po transport, rolnictwo i podatki.

W kwestii transportu na przykład oznacza to całkowite przestawienie europejskiego przemysłu motoryzacyjnego na produkcję aut elektrycznych i zarazem uśmiercenie – poza skrajnymi wyjątkami – napędów spalinowych. Efekt tego będzie taki, że na elektryki mało kogo będzie stać.

O tym, jakie skutki przyniesie unijna polityka energetyczno-klimatyczna, na którą rządy POPiS posłusznie się zgadzają, pisaliśmy w „Najwyższym Czasie!” wielokrotnie. Poniżej tekst z października 2021 roku, który – niestety – już okazuje się proroczy.

Deindustralizacja wedle agend szaleńców postepuje: Hamburg betroffen: Europas größter Stahlkonzern schließt Anlagen

2.09.2022 https://www.mopo.de/hamburg/hamburg-betroffen-europas-groesster-stahlkonzern-schliesst-anlagen/

Drastische Folgen der Energiekrise: Europas größter Stahlkonzern Arcelormittal stoppt wegen der stark steigenden Energiepreise zwei Produktionsanlagen in Norddeutschland. Und auch andere Hamburger Industrien haben zu kämpfen.

„Ab Ende September wird der Konzern bis auf weiteres einen der beiden Hochöfen am Flachstahlstandort Bremen stilllegen“, teilte das Unternehmen am Freitag mit.

„Im Hamburger Langstahlwerk, in dem Arcelormittal Qualitätswalzdraht produziert, wird ebenfalls ab dem vierten Quartal die Direktreduktionsanlage auf Grund der aktuellen Situation und der negativen Aussichten außer Betrieb genommen werden.“ Die bereits in beiden Werken bestehende Kurzarbeit werde deswegen ausgeweitet.

Energiekrise: Anlagen nicht mehr wirtschaftlich

„Die exorbitant gestiegenen Energiepreise beeinträchtigen die Wettbewerbsfähigkeit der Stahlherstellung massiv“, heißt es in der Mitteilung. Hinzu kämen eine schwache Marktnachfrage, ein negativer Wirtschaftsausblick sowie anhaltend hohe CO₂-Kosten in der Stahlproduktion. „Arcelormittal zieht in Deutschland die Konsequenzen, da nicht mehr alle Anlagen wirtschaftlich betrieben werden können.“

„Die hohen Kosten für Gas und Strom belasten unsere Wettbewerbsfähigkeit stark. Dazu kommt ab Oktober die geplante Gasumlage der Bundesregierung, die uns weiter belasten wird“, sagte der Chef von Arcelormittal Deutschland, Reiner Blaschek.

„Mit einer Verzehnfachung der Gas- und Strompreise, die wir innerhalb weniger Monate hinzunehmen hatten, sind wir nicht mehr wettbewerbsfähig in einem Markt, der zu 25 Prozent aus Importen versorgt wird.“

Hamburger Industrie: Ersatz wird importiert

In der Hamburger Direktreduktionsanlage, wo das Vorprodukt Eisenschwamm entsteht, ist nach den Worten des dortigen Werkschefs Uwe Braun der Gasverbrauch bereits stark reduziert worden, indem Eisenschwamm extern aus Amerika zugekauft worden sei. „Die Anlage hat den Betrieb bereits um rund 80 Prozent reduziert“, sagte Braun. Nun werde Eisenschwamm „mit höherem CO₂-Fußabdruck“ vollständig importiert, „um zumindest weiter produzieren zu können“.

Auch andere Hamburger Industrien kämpfen mit den gestiegenen Strom- und Gaspreisen. Auch der Aluminiumhersteller Trimet hat die Produktion bereits heruntergefahren, erklärte der Sprecher der MOPO. (dpa/ncd)

Europejska katastrofa energetyczna przychodzi z Berlina i Brukseli, nie z Moskwy.

..

Autor: F. William Engdahl* Global Research, 01 września 2022 https://www.globalresearch.ca/europe-energy-armageddon-from-berlin-brussels-not-moscow/5792005
Za tłumaczenie i redakcję tekstu w języku polskim: Jan Rybski

22 sierpnia notowana na giełdzie cena gazu ziemnego w niemieckim hubie gazowym THE (Trading Hub Europe) była o ponad 1000% (10x) wyższa niż przed rokiem.

Neomarksistowski (a de facto neofaszystowski) reżim kanclerza Niemiec Scholza wmawia obywatelom, że przyczyną wzrostu cen jest „Putin” i jego wojna, czyli „wojna Rosji na Ukrainie”. A prawda jest zupełnie inna. Unijni politycy i główne ośrodki finansjery światowej wykorzystują Rosję do czerpania korzyści z kryzysu energetycznego made in Germany i w Brukseli. Konsekwencje w postaci wzrostu ceny gazu i paliw nie są przypadkowe, tylko celowe zamierzone.

Nie dzieje się tak dlatego, że politycy tacy jak Scholz (mason najwyższego 33 stopnia), czy niemiecki minister ds. zielonej gospodarki (kompletnie cyniczny kretyn) Robert Habeck, ani wiceprzewodniczący Komisji Europejskiej ds. zielonej energii (faszysta z krwi i kości) Frans Timmermans są głupi lub nie mają o czymkolwiek pojęcia. Nie, oni są „tylko” do cna skorumpowani i zbrodniczy wobec obywateli UE. I dokładnie wiedzą, co robią. Wnikliwie zapoznali się ze scenariuszem, którego kryzys energetyczny jest częścią unijnego planu deindustrializacji jednej z najbardziej efektywnych koncentracji przemysłowych na świecie. Jest to Zielona Agenda ONZ 2030, znana również jako „Wielki Reset” Klausa Schwaba.

Deregulacja rynku gazu w UE

To, co Komisja Europejska i ministrowie rządów w Niemczech i w całej UE skrzętnie ukrywają, to transformacja, jaką dokonali w sposobie ustalania dzisiejszej ceny gazu ziemnego. Przez prawie dwie dekady Komisja Europejska, wspierana przez big-banks, takie jak JP MorganChase, czy duże spekulacyjne fundusze hedgingowe, zaczęła kłaść podwaliny pod to, co dziś jest całkowitą deregulacją rynku gazu ziemnego. Promowano ją jako „liberalizację” unijnego rynku gazu ziemnego, która teraz pozwala na nieuregulowany handel na wolnym rynku w czasie rzeczywistym w celu ustalenia cen, a nie ustalania ich na podstawie kontraktów długoterminowych. 

Od około 2010 r. UE zaczęła forsować radykalną zmianę zasad ustalania cen gazu ziemnego. Wcześniej większość cen gazu była ustalana w stałych kontraktach długoterminowych na dostawę gazociągiem. Największy dostawca, rosyjski Gazprom, dostarczał gaz do UE, przede wszystkim do Niemiec, w kontraktach długoterminowych powiązanych z ceną ropy. Do kilku ostatnich lat kraje UE prawie nie importowały gazu LNG.. Wraz ze zmianą przepisów w USA z 2016 roku, umożliwiającą eksport LNG z ogromnej produkcji gazu łupkowego, amerykańscy producenci gazu rozpoczęli poważną rozbudowę istniejących i budowę nowych terminali eksportowych LNG. Budowa terminali zajmuje średnio od 3 do 5 lat.

W tym samym czasie Polska, Holandia i inne kraje UE rozpoczęły budowę terminali importowych LNG do odbioru LNG z zagranicy.

Wychodząc z II wojny światowej jako wiodący światowy dostawca ropy, anglo-amerykańscy giganci naftowi, nazywani wówczas Siedmioma Siostrami, stworzyli światowy monopol na ceny ropy. Jak zauważył Henry Kissinger podczas szoków naftowych w latach 70.: „Kontroluj ropę, a kontrolujesz całe narody”. Od lat 80. banki na Wall Street, kierowane przez Goldman Sachs, stworzyły nowy rynek „papierowej ropy”, czyli kontraktów terminowych i instrumentów pochodnych na przyszłe ceny za baryłkę ropy. Stworzone zostało ogromne kasyno umożliwiające osiąganie spekulacyjnych zysków, które było kontrolowane przez garstkę gigantycznych banków w Nowym Jorku i londyńskim City.

Te same potężne interesy finansowe od lat pracowały nad stworzeniem podobnego zglobalizowanego rynku „gazu papierowego” w kontraktach terminowych, które mogliby kontrolować. Komisja UE i jej program Zielonego Ładu mający na celu „dekarbonizację” gospodarki do 2050 r., eliminując ropę, gaz i paliwa węglowe, zapewniły idealną pułapkę, która doprowadziła do gwałtownego wzrostu cen gazu w UE od 2021 r. Aby stworzyć „jednolity” rynek kontroli, UE była lobbowana przez przedstawicieli globalistycznych interesów, aby narzucić drakońskie i de facto nielegalne zmiany przepisów na Gazprom, i aby zmusić rosyjskiego właściciela różnych sieci gazociągów dystrybucyjnych w UE do otwarcia ich na konkurencyjny gaz.

Wielkie banki i biznes energetyczny, które kontrolują politykę UE w Brukseli, stworzyły nowy, niezależny system cen równoległych do długoterminowych, stabilnych cen rosyjskiego gazu rurociągowego, którego nie kontrolowały.

Do 2019 roku seria biurokratycznych dyrektyw energetycznych brukselskiej Komisji UE umożliwiła w pełni zderegulowany handel na rynku gazu, aby de facto ustalać ceny gazu ziemnego w UE, mimo że Rosja była nadal zdecydowanie największym źródłem importu gazu. W kilku krajach UE utworzono szereg wirtualnych „hubów” handlowych w celu handlu kontraktami terminowymi na gaz. Do 2020 roku holenderski TTF (Title Transfer Facility) był dominującym centrum handlu gazem UE, tzw. benchmarkiem gazu UE. Warto zauważyć, że TTF to wirtualna platforma handlu kontraktami terminowymi na gaz pomiędzy bankami i innymi inwestorami finansowymi, „Over-The-Counter”. Oznacza to, że jest de facto rynek nieuregulowany, poza jakąkolwiek regulowaną giełdą. Ma to kluczowe znaczenie dla zrozumienia gry prowadzonej obecnie w UE.

W 2021 r. tylko 20% całego importu gazu ziemnego do UE stanowił gaz LNG, którego ceny w dużej mierze determinowały transakcje terminowe w hubie TTF, unijnym de facto benchmarku gazowym, którego właścicielem jest rząd holenderski, ten sam, który niszczy swoje farmy oszukańczym roszczeniem dotyczącym zanieczyszczenia azotem.

Największy udział w imporcie europejskiego gazu pochodził z rosyjskiego Gazpromu, który w 2021 r. dostarczał ponad 40% importu do UE. Gaz ten pochodził z długoterminowych kontraktów na rurociągi, których cena była znacznie niższa niż dzisiejsza cena spekulacyjna TTF. W 2021 r. państwa UE zapłaciły „szacunkową” karę za gaz ziemny w 2021 r., który kosztował około 30 miliardów dolarów więcej, niż gdyby trzymały się cen indeksowanych przez Gazprom. Banki to uwielbiały. Przemysł amerykański i konsumenci nie.

Tylko niszcząc rosyjski rynek gazu w UE, big-finance i zwolennicy Zielonego Ładu mogą stworzyć kontrolę nad rynkiem LNG.

Zamknięcie gazociągu w UE

Mając pełne poparcie UE dla nowego rynku hurtowego gazu, Bruksela, Niemcy i NATO zaczęły systematycznie zamykać stabilny, długoterminowy gaz rurociągowy do UE.

Po zerwaniu stosunków dyplomatycznych z Marokiem w sierpniu 2021 r. na spornych terytoriach, Algieria ogłosiła, że ​​uruchomiony w 1996 r. gazociąg Maghreb-Europa (MGE) przestanie działać 31 października 2021 r., po wygaśnięciu odpowiedniej umowy.

We wrześniu 2021 r. Gazprom ukończył swój wielomiliardowy podmorski gazociąg Nord Stream 2 z Rosji przez Morze Bałtyckie do północnych Niemiec. Podwoiłoby to przepustowość Nord Stream 1 do 110 mld m sześc. rocznie, pozwalając Gazpromowi na uniezależnienie się od ingerencji w dostawy gazu gazociągiem Sojuz biegnącym przez Ukrainę. Komisja Europejska, wspierana przez administrację Bidena, zablokowała otwarcie rurociągu za pomocą biurokratycznej sabotażu, a ostatecznie kanclerz Niemiec Scholz 22 lutego nałożył na rurociąg sankcję za uznanie przez Rosję Donieckiej Republiki Ludowej i Ługańskiej Republiki Ludowej. Wraz z narastającym od tamtej pory kryzysem gazowym niemiecki rząd odmówił otwarcia Nord Stream 2 pomimo jego ukończenia.

Następnie 12 maja 2022 r., mimo że dostawy Gazpromu do gazociągu Sojuz przebiegającego przez Ukrainę były nieprzerwane przez prawie trzy miesiące trwania konfliktu, pomimo rosyjskiej „specjalnej operacji wojskowej” na Ukrainie, kontrolowany przez NATO reżim Zełenskiego w Kijowie zamknął główny rosyjski rurociąg przez Ługańsk, którym płynął rosyjski gazu zarówno na Ukrainę, jak i do państw UE, deklarując, że pozostanie on zamknięty, dopóki Kijów nie uzyska pełnej kontroli nad systemem rurociągów przebiegającym przez dwie republiki Donbasu. Ten odcinek ukraińskiej linii Sojuz odciął jedną trzecią gazu płynącego przez Sojuz do UE. Z pewnością nie pomogło to gospodarce UE w czasie, gdy Kijów błagał o więcej broni z tych samych krajów NATO. Sojuz został otwarty w 1980 roku w Związku Radzieckim, czerpiąc gaz z pola gazowego Orenburg.

Dalej funkcjonował gazociąg jamalski przez Białoruś i przez Polskę do Niemiec.W grudniu 2021 r., na dwa miesiące przed konfliktem na Ukrainie, polski rząd zamknął polską część gazociągu, odcinając dostawy gazu Gazpromu po niskich cenach do Niemiec i Polski.

Zamiast tego polskie firmy gazowe kupowały rosyjski gaz w magazynach niemieckich koncernów gazowych za pośrednictwem polsko-niemieckiego odcinka gazociągu jamalskiego po wyższej cenie w rewersie. Niemieckie koncerny gazowe pozyskały rosyjski gaz na podstawie kontraktu długoterminowego za bardzo niską cenę kontraktową i odsprzedały do ​​Polski z ogromnym zyskiem.

To szaleństwo zostało celowo zbagatelizowane przez ministra gospodarki ekologicznej Habecka i kanclerza Scholza oraz niemieckie media, mimo że wymusiło to jeszcze wyższe ceny niemieckiego gazu i pogłębiło niemiecki kryzys gazowy. Polski rząd odmówił przedłużenia kontraktu gazowego z Rosją, a zamiast tego kupuje gaz na wolnym rynku po znacznie wyższych cenach. W efekcie nie płynie już rosyjski gaz do Niemiec przez Jamal.

Ostatecznie dostawy gazu rurociągiem podmorskim Nord Stream 1 zostały przerwane z powodu konieczności naprawy turbiny gazowej Siemensa. Turbina została wysłana do specjalnego zakładu Siemensa w Kanadzie, gdzie antyrosyjski reżim Trudeau przetrzymywał ją przez miesiące, zanim ostatecznie wypuścił ją na żądanie rządu niemieckiego. Jednak celowo odmówili dostawy rosyjskiemu właścicielowi, a zamiast tego firmie Siemens Germany, gdzie znajduje się siedziba, ponieważ rządy Niemiec i Kanady odmawiają zwolnienia z prawnie wiążących sankcji za transfer do Rosji. W ten sposób dostawy gazu Gazpromu przez Nord Stream 1 zostały również drastycznie zredukowane do 20% normalnego przesyłu.

W styczniu 2020 r. Gazprom rozpoczął przesyłanie gazu z gazociągu TurkStream przez Turcję oraz do Bułgarii i Węgier. W marcu 2022 r. Bułgaria jednostronnie, przy wsparciu NATO, odcięła dostawy gazu z TurkStream. Z kolei węgierski premier Viktor Orban zapewnił sobie kontynuację dostaw gazu z Rosji via TurkStream. W rezultacie dziś Węgry nie przeżywają kryzysu energetycznego i importują rosyjski gaz rurociągowy po bardzo niskich, stałych cenach kontraktowych .

Poprzez systematyczne sankcjonowanie lub zamykanie dostaw gazu z długoterminowych, tanich rurociągów do UE, spekulanci gazowi za pośrednictwem holenderskiego TTP byli w stanie wykorzystać każdą czkawkę lub wstrząs energetyczny na świecie, niezależnie od tego, czy była to rekordowa susza w Chinach, czy konflikt na Ukrainie, czy ograniczenia wywozowe w USA, do licytowania hurtowych cen gazu w UE do możliwych granic. W połowie sierpnia cena kontraktów terminowych na TTP była o 1000% wyższa niż rok temu i rosła z dnia na dzień.

Niemieckie szaleństwo najwyższych cen

Celowy sabotaż cen energii i elektryczności staje się jeszcze bardziej absurdalny. 28 sierpnia niemiecki minister finansów Christian Lindner, jedyny członek gabinetu z Partii Liberalnej (FDP), ujawnił, że zgodnie z niejasnymi warunkami przedłożonych warunków reformy rynku energii elektrycznej w UE producenci energii elektrycznej ze słońca lub wiatru automatycznie otrzymują tę samą cenę za swoją „odnawialną” energię elektryczną sprzedawaną spółkom energetycznym do sieci, jakby była wytwarzana z gazu ziemnego!

Lindner wezwał do „pilnej” zmiany niemieckiego prawa energetycznego w celu oddzielenia różnych rynków. Fanatyczny (de facto faszystowski) minister ds. gospodarki ekologicznej Robert Habeck natychmiast odpowiedział, że „ Ciężko pracujemy, aby znaleźć nowy model rynku”, ale ostrzegł, że rząd musi uważać, aby zbytnio nie interweniować: „Potrzebujemy funkcjonujących rynków, a jednocześnie musimy ustalić właściwe zasady, aby nie nadużywać pozycji na rynku ”.

Habeck w rzeczywistości robi wszystko, co możliwe, aby zbudować Zieloną Agendę i wyeliminować gaz, ropę i energię jądrową, które są obecnie jedynymi niezawodnymi źródłami energii. Odmawia ponownego otwarcia trzech zamkniętych rok temu elektrowni jądrowych ani przesunięcia  zamknięcia pozostałych trzech w grudniu. Deklarując w wywiadzie dla Bloomberga, że ​​„nie będę podchodzić do tego pytania ideologicznie”, w kolejnym tchu zadeklarował: „Energetyka jądrowa nie jest rozwiązaniem, to jest problem”. Habeck, podobnie jak przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen, wielokrotnie deklarowali, że zwiększenie inwestycji w zawodną energię wiatrową i słoneczną jest odpowiedzią na kryzys cen gazu, który celowo wywołali swoją polityką. Pod każdym względem samobójczy kryzys energetyczny trwający w Europie został „wyprodukowany w Niemczech”, a nie w Rosji.

*F. William Engdahl jest konsultantem ds. ryzyka strategicznego i wykładowcą, ukończył studia polityczne na Uniwersytecie Princeton i jest autorem bestsellerów na temat ropy naftowej i geopolityki. Jest pracownikiem naukowym Centrum Badań nad Globalizacją (CRG).

—————————

Komentarz JR:

Jak widać, Unia Europejska pod zarządem kompletnie ogarniętych ideologicznie neomarksizmem niemieckich polityków, prowadzi samobójczą politykę spychającą własne społeczeństwa do roli zniewolonych pariasów, do tego z(a)marzniętych i głodnych. Udział Polski w tym zbiorowym harakiri popełnianym z woli kompletnie zidiociałych i skorumpowanych ideologów nie wydaje się być konieczny. Warunkiem nie uczestniczenia w tym zbiorowym szaleństwie jest pójście w ślady Viktora Orbana. Co jednak na dzisiaj wydaje się równie abstrakcyjne, jak wygrana Ukrainy w konflikcie z Rosją.

Pozostaje nam zatem czekać na ekonomiczny upadek i rozpad moralnego, politycznego i demograficznego trupa, jakim jest już UE. Zmiana polityki energetycznej w wykonaniu naszych zbrodniczych zdrajców z rządu warszawskiego nie jest możliwa. Tego im ich panowie nie pozwalają. Podjęcie decyzji o wyjściu z UE przed jej rozpadem zależy niby od nas. Ale nadal jest w tym kraju zbyt wielu skorumpowanych szeklami płynącymi z Brukseli, oby mogło to nastąpić. Pozostaje zatem czekać na upadek, niestety, będąc jego uczestnikiem. Cóż, jak wszem i wobec zapowiadam: Nowa Polska powstanie na gruzach a nie wyniku rekonstrukcji systemu, skazanego, jako dzieło Szatana, na wieczną zagładę i potępienie. Miejmy nadzieję, że już wkrótce to nastąpi.

Serdecznie pozdrawiam

Jan Rybski
Inicjator-Założyciel Inicjatywa na Rzecz Zmian w Polsce "BASTA!"

Triumf „Zielonego Ładu”. Krótkie kąpiele, mniej smartfonów, bez oświetlania nocą. Mamy oszczędzać energię.

https://nczas.com/2022/08/29/tak-mamy-oszczedzac-energie-krotkie-kapiele-mniej-smartfonow-bez-oswietlania-noca/

Poszczególne kraje Unii Europejskiej ogłosiły kampanie oszczędności energii. Niemcy, Francja i Hiszpania uchwalają prawa ograniczające ogrzewanie pomieszczeń zimą. Wprowadzono zakazy oświetlania budynków nocą, wzywa się obywateli do krótszych kąpieli. Finowie namawiają zaś ludzi do rezygnacji z sauny i ograniczenia czasu spędzonego z telefonem komórkowym.

Europejskie ceny gazu osiągnęły w miniony piątek, 26 sierpnia, 341 euro za MWh, blisko rekordowego poziomu 345 euro z marca – poinformował portal France24. Ceny energii poszybowały w górę m.in. dlatego, że Rosja, która w przeszłości pokrywała około 40 proc. zapotrzebowania UE na gaz, ograniczyła jego dostawy. Sankcje miały więc wymiar obusieczny.

Jedna piąta energii elektrycznej w Europie jest wytwarzana przez elektrownie gazowe, więc spadki podaży nieuchronnie prowadzą do wyższych cen.

Dlatego część krajów UE już wprowadza przepisy dotyczące oszczędzania energii.

Niemcy. Zakaz podświetlania sklepów nocą, bez ogrzewania publicznych korytarzy i hal

W Niemczech od 1 września do 28 lutego w Niemczech drzwi sklepów nie mogą być stale otwarte, pomniki i obiekty reklamowe, w tym witryny sklepowe, nie mogą być podświetlane w godzinach 22.00 – 6.00.

W miejscu pracy temperatura zimą nie może przekraczać 19 stopni Celsjusza, a w budynkach użyteczności publicznej korytarze i hale muszą pozostać nieogrzewane, podobnie jak woda do mycia rąk. Zwolnione z tego są tylko placówki medyczne, żłobki, przedszkola i szkoły.

Prywatne baseny wewnętrzne i zewnętrzne nie mogą być ogrzewane gazem lub energią elektryczną z sieci, ale nie dotyczy to basenów w hotelach, obiektach wypoczynkowych czy ośrodkach rehabilitacyjnych.

Francja i Hiszpania. Ogrzewanie do 19 st. C

W połowie lipca we Francji, która otrzymuje około jednej piątej dostaw gazu z Rosji, ogłoszono plan „umiaru energetycznego”, który ma zostać przedstawiony pod koniec września. Rząd zamierza zabronić sklepom pozostawiania otwartych drzwi w czasie, kiedy działa klimatyzacja lub ogrzewanie, podświetlania reklam i bilbordów od godziny 1 w nocy do 6 rano, co obowiązuje już dziś w miastach do 800 tys. mieszkańców.

Do października francuskie sieci supermarketów mają zmniejszyć oświetlenie powierzchni handlowych o 30 proc. i obniżyć temperaturę do 17 stopni w godzinach szczytu zakupów.

We Francji uchwalono już prawo ograniczające klimatyzację do 26 stopni Celsjusza i ogrzewanie do 19 stopni, ale dopiero teraz władze mają zadbać o jego przestrzeganie.

W Hiszpanii zgodnie z nowym prawem zatwierdzonym przez parlament w czwartek 25 sierpnia, w budynkach publicznych ogrzewania zimą nie może być wyższe niż 19oC. Po godzinie 22 budynki użyteczności publicznej i witryny sklepowe nie mogą być podświetlane, a do końca września każdy klimatyzowany lub ogrzewany lokal musi mieć zainstalowany mechanizm automatycznego zamykania drzwi, by uniknąć marnowania energii.

Włochy. Krótsze ogrzewanie domów i biur

We Włoszech mowy plan zmniejszenia konsumpcji energii może zostać zatwierdzony na posiedzeniu gabinetu już w przyszłym tygodniu.

Może on obejmować obniżenie temperatur i skrócenie godzin ogrzewania w domach i biurach w okresie zimowym, ograniczenie oświetlenia miejsc publicznych i sklepów w nocy, a także wydłużenie działania elektrowni węglowych.

Grecja. Kontrola temperatury w budynkach

Grecki rząd ogłosił już w czerwcu środki mające na celu ograniczenie zużycia energii w sektorze publicznym o 10 proc. Władze będą oferować zachęty finansowe organizacjom oszczędzającym energię, a także stworzą cyfrowy system monitorowania zużycia energii. Przewidywane środki obejmują kontrole temperatury w budynkach, wyłączanie świateł i komputerów w nocy i zmiany w oświetleniu ulic.

Finlandia. Mniej używania smartfonu

Fiński rząd ogłosił kampanię wzywającą gospodarstwa domowe, a także firmy i organizacje do ograniczenia konsumpcji energii. Kampania ma na celu trwałe obniżenie zużycia energii i oficjalnie rozpocznie się w październiku. W jej ramach ma dojść do obniżenie temperatury w pomieszczeniach zimą, zwiększenie wykorzystania transportu publicznego oraz zmniejszenia prędkości pojazdów, zażywania krótszych kąpieli i skrócenie czasu spędzanego na komputerach i telefonach. Rząd zachęca również do spędzania mniej czasu w saunach, które są fińską tradycją narodową.

Kąpiel do 5 minut

Z kolei gabinet premier Szwecji Magdaleny Andersson ma nadzieję przeznaczyć równowartość ok. 28 mld złotych na rekompensaty dla gospodarstw domowych i firm, które pomogą zmniejszyć zużycie energii. Chodzi tutaj m.in. o izolację poddaszy i elewacji, wymianę baterii umywalkowych na bardziej wydajne, uszczelnianie lub wymianę okien i drzwi zewnętrznych oraz uzupełnienie systemów grzewczych o pompę ciepła.

Duńskie władze zalecają obywatelom m.in. skrócenie kąpieli do 5 minut i nieużywanie elektrycznych suszarek do ubrań.

Również nienależąca do UE Szwajcaria zwróci się do gospodarstw domowych i przedsiębiorstw z apelem o m.in. obniżanie temperatury ogrzewania w pomieszczeniach zimą w celu zmniejszenia zużycia gazu o 15 proc.

To katastrofa rolnictwa, czyli GŁÓD: Należąca do PKN Orlen grupa Anwil też wstrzymuje produkcję

To katastrofa rolnictwa: Należąca do PKN Orlen grupa Anwil też wstrzymuje produkcję.

https://nczas.com/2022/08/23/co-sie-dzieje-nalezaca-do-pkn-orlen-grupa-anwil-wstrzymuje-produkcje/

Należąca do PKN Orlen włocławska spółka Anwil podjęła decyzję o tymczasowym wstrzymaniu produkcji nawozów azotowych. Powodem są rekordowe ceny gazu, głównego surowca do produkcji tego typu nawozów.

W związku z bezprecedensowym i rekordowym wzrostem cen gazu ziemnego w Europie, spółka Anwil podjęła decyzję o tymczasowym wstrzymaniu produkcji nawozów azotowych – przekazał Orlen we wtorkowym komunikacie.

Jak podkreślono, Anwil na bieżąco monitoruje sytuację na rynku surowców i jak tylko warunki makroekonomiczne na rynku gazu ulegną stabilizacji, produkcja zostanie wznowiona. W czasie postoju linii produkcyjnych Anwil będzie realizował prace remontowe i inwestycyjne – zaznaczył Orlen.

W nocy z poniedziałku na wtorek Grupa Azoty poinformowała, że „w związku z nadzwyczajnym i bezprecedensowym wzrostem cen gazu ziemnego” zarząd podjął decyzję o czasowym zatrzymaniu pracy część instalacji i ograniczeniu produkcji.

Należące do Grupy Azoty Zakłady Azotowe Puławy ograniczyły produkcję amoniaku do około 10 proc. możliwości; wstrzymana została produkcja w Segmencie Tworzywa oraz w Segmencie Agro – nawozów azotowych, kaprolaktamu oraz poliamidu 6, za wyjątkiem produkcji siarczanu amonu z Instalacji Odsiarczania Spalin, oraz roztworów katalitycznych z mocznikiem i amoniakiem.

Jak podkreśliła Grupa Azoty, obecna sytuacja na rynku gazu ziemnego, determinująca rentowność prowadzonej produkcji, jest wyjątkowa, całkowicie niezależna od spółki i nie była możliwa do przewidzenia.

[Była, była, kolego!! A nie należało dawać ciągle dupy tym złym i głupim ludzikom z UE. Mirosław Dakowski]

Na początku sierpnia z powodu wysokich cen gazu Zakłady Azotowe Puławy całkowicie wstrzymały do odwołania produkcję melaminy.

W poniedziałek ceny gazu w holenderskim hubie TTF sięgnęły 270-280 euro za MWh, po wzroście o ok. 15 proc. w ciągu jednego dnia. W trakcie minionego tygodnia ceny gazu na europejskim rynku wzrosły o ok. 25 proc. We wtorek do południa poziom cen w TTF znacząco się nie zmienił.

W piątek rosyjski Gazprom ogłosił, że gazociąg Nord Stream 1 od 31 sierpnia do 2 września zostanie zamknięty z powodu prac serwisowych przy ostatniej działającej turbinie w tłoczni Portowa. Po ponownym uruchomieniu przesył ma powrócić do poziomu 33 mln m sześc. dziennie, czyli ok. jednej piątej maksymalnej zdolności.

Co te sługusy UE zarządzające Polską robią z cenami energii !!! 400% w półtora roku!!

W styczniu 2021 r. ceny prądu dla gospodarstwa domowego od PGNiG wynosiły 34 grosze za kilowatogodzinę netto.

Tymczasem w styczniu 2022 r. cena dla gosp. domowego sięgnęła złotówki, a w lipcu wyniosła 1,39 zł. Oznacza to wzrost o 400 procent.

[na podst.: https://nczas.com/2022/07/16/absurdalna-polityka-energetyczna-rzadu-dlatego-jest-drogo-konfederacja-apeluje-video/ ]

Obraz
Ada Karczmarczyk Źródło: YouTube

Niemcy nawarzyły piwa: „Zielony Ład”, bojkot Rosji. A my – pijmy te szczyny!! To nie żart! Podzielimy się gazem z Niemcami.

To nie żart! Podzielimy się gazem z Niemcami. Komunizm [dosłownie!!! ] w UE.

Niemcy nawarzyły piwa: „Zielony Ład”, bojkot Rosji. A my – pijmy te szczyny!!

Rzecznik PiS-u: zawsze popieraliśmy solidarność energetyczną….

[MD. Oto oficjalny BEŁKOT:]

– Myśmy zawsze apelowali o solidarność energetyczną mówił rzecznik Prawa i Sprawiedliwości, Radosław Fogiel podczas wywiadu w TVP Info. Polityk odniósł się w ten sposób do kwestii dzielenia się zasobami gazu przez państwa członkowskie Unii Europejskiej. Jak wskazał, gabinet Mateusza Morawieckiego sprzyja temu rozwiązaniu.

Oznacza to, że Polska będzie udostępniała swoje rezerwy m.in. najbardziej zagrożonemu niedoborami Berlinowi.

– Niemcy piją piwo, którego same nawarzyły, ale system gazowy w UE nikogo nie czyni samotną wyspą i jakieś rozwiązania trzeba znaleźć. (…) Myśmy zawsze apelowali o solidarność energetyczną – wyjaśniał przedstawiciel partii rządzącej.

Zdaniem Fogiela RFN samo jest winne swemu negatywnemu położeniu, przez lata państwo to pozostawało bowiem głównym partnerem w handlu surowcami z Rosją i uzależniło się energetycznie od Kremla. – Jest w tym pewna sprawiedliwość dziejowa, że Niemcy tę lekcję odrabiają w sposób bolesny – komentował polityk obozu „dobrej zmiany”.

Mimo tego przedstawiciel PiS-u podkreślił, że Warszawa nie zamierza „siąść na krześle, odwrócić się do ściany i powiedzieć nie dam, mało mam”, ponieważ w sytuacji niedoborów prądu w Polsce Niemcy wspomagały krajową energetykę. Zwrócił jednak uwagę, że jest to dobry pretekst do wysunięcia krytyki niemieckiego partnerstwa z Rosją.

Źródło: tvp.info

=====================

mail:

Panie Profesorze, bo to jest tak:

— za komuny „my wysyłaliśmy węgiel Ruskim, a oni nam w zamian buty…
do podzelowania”
— obecnie zaś my wysyłamy czołgi (i nie tylko) na Ukrainę, a w zamian
Niemcy co prawda obiecanych(?) Leopardów nie dadzą, ale za to zgodziły
się przyjąć nasz gaz

ZB

Skutki „Zielonego Ładu” i kryminalnych ustępstw „rządu”: Rekordowe ceny energii elektrycznej w Polsce.

Skutki „Zielonego Ładu” i kryminalnych ustępstw „rządu”: Rekordowe ceny en. elektrycznej w Polsce. Tak drogo jeszcze nie było… [ a o przyczynach inflacji – same bzdury !! md]

[Poniższy text i jego slogany – umieszczam jako ilustrację niewiedzy przyczyn, bezczelności i niekompetencji „decydentów”. Mirosław Dakowski]

https://nczas.com/2022/07/08/rekordowe-ceny-pradu-w-polsce-tak-drogo-jeszcze-nie-bylo/

W ostatnich dniach ceny prądu w Polsce osiągnęły rekordową wysokość, a nasz system energetyczny znalazł się nad przepaścią. Wśród głównych problemów eksperci wyliczają m.in. trudno dostępny węgiel, którego ceny na rynkach dochodzą do 400 dolarów za tonę.

Tylko w czwartek cena prądu z opcją dostawy na rok 2023 na Towarowej Giełdzie Energii przekroczyła 1500 zł za MWh. Według „Rzeczpospolitej” składa się na to kilka czynników.

Już w poniedziałek 4 lipca prąd w Polsce był najdroższy w całej Unii Europejskiej. Na tzw. Rynku Bilansującym cena wyniosła blisko 2500 zł za MWh.

Mimo że padł historyczny rekord, nie jest to wynik ostateczny. Ceny bowiem mogą się zmieniać w ciągu najbliższych dni czy tygodni.

Do wzrostu cen mogły przyczynić się m.in. dwie poważne awarie dużych jednostek wytwórczych. – W efekcie dostępna dla operatora rezerwa w godz. 19 w poniedziałek nie była wystarczająca – tłumaczyły w rozmowie z „Rzeczpospolitą” Polskie Sieci Energetyczne.

Zdaniem ekspertów problemem jest też dostępność węgla. [A wielkie polskie górnictwo węglowe- wspólnie ze wspólnikami z UE – niscza od trzech dziesięcioleci. MD]

Polskie elektrownie już niebawem mogą zacząć kupować [sic !!! md] ten surowiec z zagranicy. Jego ceny, w portach Amsterdam-Rotterdam-Antwerpia, wynoszą nawet 400 dolarów za tonę. Polski węgiel także jest coraz trudniej dostępny i coraz droższy.

Na tym jednak nie koniec polskich problemów. Są bowiem przestoje w systemie energetycznym. Wyłączono m.in. blok w elektrowni Kozienice.

Sytuacja ta spowodowana jest istotnym wzrostem produkcji energii wynikającym ze znacznie wyższego niż planowane zapotrzebowania Krajowego Systemu Energetycznego” – wyjaśniła Enea, do której należy B11.

Problemy odnotował także Tauron – z powodu chwilowego spadku mocy jednego ze swoich bloków. W weekend przeprowadzony ma być natomiast remont bloku w elektrowni Turów.

===========================

A oto Zielony Ład w Dakocie:

Multimedia w nagłówku

Skies turn green during South Dakota storm

W Niemczech wprowadzają reglamentację ciepłej wody – jak za PRL i DDR.

Kąpiel możliwa jest od godz. 4 do 8 rano, potem pomiędzy 11 a 13 i od 17 do 21.

https://zmianynaziemi.pl/bezcenzury/niemcy-wprowadzaja-reglamentacje-cieplej-wody-jak-za-prl

W Niemczech wprowadzono pilotaż Zielonego Ładu i wdrożono reglamentację ciepłej wody, zupełnie jak w PRL gdy królował czerwony, a nie zielony komunizm. Koło historii się zakręciło i wróciliśmy do czasów minionych, ale dla Niemców (przynajmniej tych z zachodu) będzie to coś nowego.

Regres cywilizacyjny w Unii Europejskiej już jest faktem. Jednak większość ludzi nawet w najgorszych snach nie wyobraża sobie tego co nadchodzi z powodu zielonego komunizmu narzuconego na poziomie UE. Już wiadomo, że wesoło podążmy w kierunku przyszłości w której nic nie będziemy posiadać, samochody spalinowe będą zabronione – przynajmniej dla plebsu – koniec z lotami na wakacje – w zimie będzie chłodno bo nie będzie stać ludzi na ogrzanie i cofniemy się w rozwoju w dziwnym zbiorowym samobójstwie energetycznym, które zamierza popełnić Europa.

Chińczycy, Hindusi, Rosjanie patrzą się na to i pukają się w czoło, ale unijna wierchuszka wydaje się być zdeterminowana, aby zniszczyć kraje członkowskie unijne szalonymi regulacjami, bredząc jakieś nonsensy o ratowaniu planety. Przedsmak tego co nadchodzi jest w Saksonii. A konkretnie w Dippoldiswalde. Tamtejsza spółdzielnia mieszkaniowa ogranicza swoim lokatorom dostęp do ciepłej wody. Kąpiel możliwa jest od godz. 4 do 8 rano, potem pomiędzy 11 a 13 i od 17 do 21.

Oto część ceny zielonego szaleństwa, czeka nas dużo więcej nieprzyjemności. To jednak wygląda jak 'program pilotażowy’ dla żyjących w blokowiskach.

Solą w oku klimatystów są posiadacze domów jednorodzinnych i toczy się obecnie w Niemczech debata aby zakazać posiadania własnychdomów z powodów „klimatycznych”. Nie ma wątpliwości, że tak jak zieloni komuniści spróbują wyrugować samochody spalinowe wysokimi podatkami, cenami paliw a ostatecznie zakazami, tak samo wezmą się za kułaków posiadających domy zmuszając ich do ich sprzedaży albo rujnując ich opłatami za powietrze tak samo jak fabryki czy elektrownie obecnie, albo dożynając katastrem.

Nie ma złudzeń. Polaków też to wszystko czeka, a rząd PiS grzecznie przyjmuje do wiadomości i implementuje w sposób dla plebsu niezauważalny, co tylko szalona UE wymyśli na polu ideologii klimatycznej. Dowodem na to są ceny węgla w Polsce, gdzie go po prostu zabrakło! Ta nieszczęsna władza ma taki plan, żeby zrzucać winę na Putina, podczas gdy to oni sami nałożyli sankcje na węgiel windując tym samym ceny, bo przecież wcześniej na rozkaz UE zaczęli likwidować kopalnie – początkowo metodą na Covidka – teraz już na pełnej kurtyzanie. To wiązało się z redukcją wydobycia i z niedoborem, któy teraz zaspokajamy oczekując na mityczny statek z węglem z Kolumbii. Teraz ci zasrańcy proponują propagandowy program dopłat do węgla, który jest medialnym żartem i żaden skład węgla nie chce w tym patrycypować. No ale dzięki temu, rząd może mówić, że obniżył cenę węgla co jest oczywistym nonsensem. 

Przyszłość rysuje się w mrocznych zielonych barwach, a bierność ludzi w obliczu katastrofalnych poczynań rządzących nie nastraja optymistycznie i ludzie gotowi są uwierzyć, że marzną i nie mają ciepłej wody, ani samochodu, bo trzeba ratować planetę, albo bo kacapy biją się z banderowcami…ludzie są tak głupi, że to niestety działa.

„Zielony Ład” w akcji: Policja w Holandii strzela do rolników. Puste półki w sklepach.

6.07.2022 https://www.tvp.info/61141542/protest-rolnikow-w-holandii-policja-zaczela-strzelac-w-kierunku-traktora


Protest rolników w Holandii (fot. EPA/VINCENT JANNINK: PAP/EPA)


Zaostrza się spór holenderskiego rządu z rolnikami. Politycy każą ograniczać hodowle, by zmniejszać emisję azotu. W odpowiedzi rolnicy zablokowali dystrybucyjne sieci supermarketów i doprowadzili do braków na półkach sklepowych, m.in. nabiału i warzyw. Na ulice wyjechały tysiące traktorów. Po tym, jak kierowcy jednego z takich pojazdów próbowali ominąć policyjną blokadę, funkcjonariusze otworzyli do nich ogień.

Rolnicy, którzy od poniedziałku protestują w Holandii przeciwko rządowej polityce ograniczania emisji tlenku azotu, postanowili blokować centra dystrybucyjne supermarketów.

– Domagamy się odblokowania naszych centrów i zdecydowanych działań policji – powiedział Marc Jansen, dyrektor Centralnego Biura ds. Handlu Żywnością (CBL), cytowany przez portal NOS. [—-]

Podkopują fundamenty, jeszcze do niedawna wspólne dla Europy: rodzinę opartą na nierozerwalnym małżeństwie kobiety i mężczyzny, prawo do wychowania dzieci z ojcem i matką, prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnym, katolickim światopoglądem. Już w POlsce !!!

Podkopują fundamenty, jeszcze do niedawna wspólne dla Europy: rodzinę opartą na nierozerwalnym małżeństwie kobiety i mężczyzny, prawo do wychowania dzieci z ojcem i matką, prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnym, katolickim światopoglądem.

Bierność rządu otwiera furtki lobby LGBT. Apelujmy do Premiera!

Wspólnie mamy szansę skutecznie przeciwstawić się tej rewolucji.

===============================================================

Paweł Ozdoba | Centrum Życia i Rodziny <kontakt@czir.org>

W ostatnich dniach ujawniona została ostateczna treść umowy partnerstwa „wynegocjowanej” przez Komisję Europejską i polski rząd. A w niej znalazł się zapis, który powinien nas wszystkich zaniepokoić i na który musimy stanowczo zareagować! Otóż jednym z punktów tejże umowy jest zastrzeżenie, że wsparcie finansowe z programu polityki spójności będzie udzielane wyłącznie projektom i beneficjentom, którzy przestrzegają przepisów antydyskryminacyjnych. W przypadku, gdy beneficjentem jest jednostka samorządu terytorialnego (lub podmiot przez nią kontrolowany lub od niej zależny), która podjęła jakiekolwiek działania dyskryminujące, (…) wsparcie w ramach polityki spójności nie może być udzielone.
Zgodnie z tym zapisem Unia Europejska wprowadza zakaz finansowania samorządów, które przyjęły tzw. uchwały anty-LGBT lub Samorządowe Karty Praw Rodzin. Dotyczy to obecnie około 80 podmiotów samorządu terytorialnego w Polsce – wszystkie one zostają odcięte od wsparcia finansowego UE ze względu na to, że odważyły się przyjąć zapisy prawne niezgodne z jedynym słusznym według Unii światopoglądem! Mamy więc pierwszy bardzo jaskrawy przykład tego, przed czym jako Centrum Życia i Rodziny ostrzegaliśmy już jakiś czas temu: niezależnie od wartości cenionych przez większość Polaków, od ich decyzji i pragnień, Unia Europejska próbuje narzucać nam rozwiązania prawne, które grożą tym właśnie wartościom. Próbuje się podkopać te fundamenty, jeszcze do niedawna wspólne dla Europy: rodzinę opartą na nierozerwalnym małżeństwie kobiety i mężczyzny, prawo do wychowania dzieci z obojgiem rodziców, ojcem i matką, prawo rodziców do wychowania dzieci zgodnie z własnym światopoglądem. Nie oszukujmy się, pod płaszczykiem tolerancji i walki z dyskryminacją mniejszości seksualnych Komisja Europejska chce ideologicznie podporządkować sobie kraje członkowskie, na czele z Polską, chce, by związki osób tej samej płci zawarte w innych krajach unijnych były uznawane prawnie także w naszym kraju!
Dlatego zaapelujmy do Premiera Mateusza Morawieckiego o interwencję w tej sprawie i jasne wyrażenie sprzeciwu wobec próby przeforsowania prawa, które może poważnie zagrażać roli małżeństwa i rodziny opartej na nierozerwalnym związku kobiety i mężczyzny, a także jakości debaty publicznej i wolności słowa.
Apeluję do Premiera o stanowczą reakcję!
Już niegdyś zwracaliśmy się do Państwa z podobnym apelem. Ale, niestety, działania ze strony polskiego rządu nie wskazują na to, aby zamierzał on podjąć jakiekolwiek zdecydowane kroki w tej sprawie… 
Tymczasem nacisk ze strony Unii Europejskiej nasila się, a środowiska ideologicznej lewicy i ruchy LGBT mają właściwie wolną rękę we wszelkich swoich działaniach i coraz śmielej wyciągają ją po ten rząd dusz. Wystarczy spojrzeć na to, co opisywałem Państwu niedawno: wszystkie te skandaliczne wydarzenia z zeszłotygodniowej Parady Równości w WarszawieW tej manifestacji niczym w soczewce skupiają się wszystkie te zjawiska, z którymi musimy walczyć: z jednej strony promowanie wynaturzonej wizji seksualności, wyuzdane zachowania na forum publicznym, bluźniercze prowokacje, szydzenie z najważniejszych dla katolików wartości, zwiedzenie młodzieży. Z drugiej zaś zupełnie oficjalne postulaty wprowadzenia „małżeństw jednopłciowych” z prawem do adopcji dzieci i obowiązkowej edukacji seksualnej w duchu tolerancji już od przedszkola. To spotyka się z poklaskiem największych mediów, instytucji biznesowych i korporacji, a co najbardziej niebezpieczne – również z poklaskiem polityków. I to nie tylko tych skrajnie lewicowych, czego oczywiście mogliśmy się spodziewać. Apeluję do Premiera o stanowczą reakcję!
Chciałbym bowiem w tym miejscu zasygnalizować Państwu jeszcze jeden fakt, który pokazuje, że, niestety, polski rząd nie dość stanowczo przeciwstawia się tej unijnej agendzie zaprowadzenia powszechnej tolerancji.
Otóż w maju tego roku Rada Ministrów przyjęła uchwałę w sprawie ustanowienia Krajowego Programu Działań na Rzecz Równego Traktowania na lata 2022-2030, przedłożoną przez Pełnomocnika Rządu do Spraw Równego Traktowania. Jako główny cel polityki równego traktowania dokument ten wskazuje wyeliminowanie dyskryminacji z życia społecznego w Polsce. Oczywiście, wymienia się tam wiele działań służących poprawieniu sytuacji osób narażonych na nierówne traktowanie ze względu na płeć, rasę, pochodzenie etniczne, narodowość, religię, wyznanie, światopogląd, niepełnosprawność czy wiek. Proponowane działania obejmują m.in. wspieranie na rynku pracy kobiet czy osób niepełnosprawnych, wsparcie edukacyjne skierowane do uczniów o specjalnych potrzebach edukacyjnych czy poprawę dostępności świadczeń, a także dóbr i usług dla osób zagrożonych wykluczeniem.
Ale wśród tych wielu słusznych skądinąd postulatów przemycone zostały też zapisy o przeciwdziałaniu dyskryminacji ze względu na… „orientację seksualną”, czyli np. przeciwdziałanie i poprawa efektywnego ścigania przestępstw z nienawiści czy promowanie języka opartego na szacunku i rzetelnych źródłach informacji w celu ograniczenia szerzenia się „mowy nienawiści”. Są to więc dokładnie te zmiany w prawie, przed których narzucaniem Polsce ostrzegamy w petycji „W obronie polskich rodzin!”! Podpisuję petycję w tej sprawie!
Rozszerzenie unijnego prawa o ściganiu tzw. przestępstw z nienawiści jest jednym z podstawowych postulatów Komisji Europejskiej wyrażonych w Unijnej „Strategii na rzecz równości LGBTIQ na lata 2020-25”. Wprowadzenie tych zmian może doprowadzić do sytuacji, w której penalizowane będzie każde zachowanie, które zostanie uznane za „homofobiczne” czy „transfobiczne”.
Czy naprawdę my, Polacy, chcemy, aby tak wyglądała przyszłość naszej ojczyzny? Z pełnym przyzwoleniem na rozgoszczenie się i u nas rewolucji obyczajowej zaprowadzonej przez środowiska LGBT? W tej wojnie kulturowej nie możemy złożyć broni ani na chwilę! Trzeba wyraźnie postawić granicę wdzierającej się do nas lewackiej rewolucji! Chcemy, aby polski rząd wyraził zdecydowany sprzeciw wobec działań Unii Europejskiej skierowanych przeciwko wolności przekonań, przeciwko dobru polskich rodzin i dzieci!
Dlatego gorąco zachęcam Państwa do podpisania petycji „W obronie polskich rodzin”! Można to zrobić za pośrednictwem strony internetowej www.wObroniePolskichRodzin.pl. Podpisuję petycję do Premiera!
Potrzebujemy Państwa zaangażowania, aby móc z większą siłą oddziaływać na polityków i władze. A to właśnie od ich działań zależy to, czy uda nam się zatrzymać ideologię LGBT, która jak do tej pory bez problemów kontynuuje swój marsz przez unijne – a tym samym wkrótce i polskie – instytucje.
Dlatego bardzo Państwa proszę o pomoc w rozpowszechnianiu tej petycji. Jak widać, tylko duża liczba podpisów i głosów jest w stanie przekonać polityków do podjęcia działań na rzecz ochrony życia i rodziny. Już rozesłaliśmy nasz apel pocztą tradycyjną – otrzymaliśmy pozytywny i bardzo zdecydowany odzew w postaci kilku tysięcy podpisów i licznych telefonów z poparciem dla naszej kampanii. Dlatego chcemy rozesłać ją do jeszcze większej liczby Polaków i rozpoczynamy promocję tej petycji w Internecie. Bardzo Państwa proszę o wsparcie naszych działań na rzecz ochrony rodzin i wolności słowa, na rzecz promocji apelu „W obronie polskich rodzin!” datkiem 30 zł, 60 zł, 100 zł lub nawet większą kwotą. Tylko wspólne zaangażowanie przekona polityków do sprzeciwienia się tym niebezpiecznym lewicowym postulatom. Wspieram promocję petycji „W obronie polskich rodzin!”

@page { margin: 2cm } td p { margin-bottom: 0cm } p { margin-bottom: 0.25cm; line-height: 120% } a:link { so-language: zxx }
Każda złotówka i każdy Państwa podpis jest dla nas niezwykle cenny!
Wierzę, że
wspólnie mamy szansę skutecznie przeciwstawić się tej rewolucji.


Serdecznie pozdrawiam
Wspieram działania Centrum Życia i Rodziny!

Dane do przelewu: Centrum Życia i Rodziny
ul. Nowogrodzka 42/501, 00-695 Warszawa
Nr konta: 32 1240 4432 1111 0011 0433 7056, Bank Pekao SA Z dopiskiem: „Darowizna na działalność statutową Centrum Życia i Rodziny”
SWIFT: PKOPPLPW IBAN: PL32 1240 4432 1111 0011 0433 7056

Bluźniercza prowokacja w Brukseli przeciw Matce Boskiej. Żądamy usunięcia.

Paweł Woliński, CitizenGO” <petycje@citizengo.org

Sz.P. Profesor Mirosław Dakowski Dakowski,
co to znaczy, że placówka muzealna powołana przez Parlament Europejski dopuszcza się bluźnierstwa wizerunku Matki Boskiej Częstochowskiej?
To w pierwszej kolejności dowód świadomej prowokacji wobec katolików, ale też kolejny przykład na to, jaki, tak naprawdę, jest ideowy fundament współczesnej Unii Europejskiej.
Niestety, hasła poszanowania dla europejskich wartości są tam rozumiane bardzo wąsko. Jeśli wartości te nie są laickie i lewicowe, ale związane z dziedzictwem Kościoła katolickiego, to można je bezkarnie lżyć i ośmieszać. Nie podejmie się ich ochrony żaden unijny trybunał, nie wystosuje w ich sprawie żadnych rezolucji Parlament Europejski, a Komisja Europejska nie uzależni od ich ochrony np. dostępu do środków z Unijnego Planu Odbudowy.
Dla nas, ludzi wiary, to jedynie kolejne potwierdzenie, że sprzeciw wobec symboli naszej religii pobudza ten sam od wieków duch, który dziś przebrany jest w szaty oświeconej brukselskiej elity.
Duch nienawiści do wszystkiego co święte i nadprzyrodzone, czyli wyjęte spod panowania doczesnej władzy.
Czy pomogą nam Państwo, by nasza petycja zdobyła kolejnych 10 000 podpisów? Bardzo proszę dodać swój pod petycją z żądaniem usunięcia bluźnierczej grafiki z murów Domu Historii Europejskiej w Brukseli!
Musimy połączyć nasze siły i wspólnie stawiać czoła kolejnym bluźnierstwom w instytucjach Uniii Europejskiej, by lżenie i wyszydzanie symboli katolickiej wiary nie stało się tam nowym, świeckim obyczajem. Pozdrawiam serdecznie Paweł Woliński z całym zespołem CitizenGO P.S. Jeśli już podpisali Państwo petycję, proszę podzielić się nią z przyjaciółmi.
===========================================
Poniżej wiadomość, którą wysłałem Państwu wcześniej:
Dom Historii Europejskiej w Brukseli używa wizerunku Matki Boskiej Częstochowskiej w tęczowej aureoli, jako symbolu współczesnego, europejskiego aktywizmu społecznego. Ta bluźniercza prowokacja ma zaboleć wielu katolików, a szczególnie nas Polaków. Żądamy od szefa Rady Nadzorczej tej placówki i
Dyrektor Muzeum zaprzestania eksponowania bluźnierczego obrazu.
PROSZĘ PODPISAĆ PETYCJĘ
Sz.P. Profesor Mirosław Dakowski Dakowski, Dom Historii Europejskiej w Brukseli postanowił użyć wizerunku Matki Boskiej Częstochowskiej w tęczowej aureoli, żeby przedstawić współczesny, europejski aktywizm społeczny. Ta bluźniercza prowokacja ma zaboleć wielu katolików, a szczególnie nas Polaków. Bardzo proszę o podpis pod petycją szefa Rady Nadzorczej tej placówki Prof. Dr. Hansa-Gerta PÖTTERINGA i Dyrektor Muzeum Constanze ITZEL zaprzestania eksponowania tego obrazu. Dom Historii Europejskiej to muzeum powołane przez Parlament Europejski kilkanaście lat temu. Placówka opisuje swoją wizję działania tak:
być „wiodącym muzeum poświęconym zjawiskom transnarodowym, które wpłynęły na kształt naszego kontynentu.” Przyglądając się ekspozycjom stałym oraz wystawom czasowym, a także śledząc narrację jaką uprawia muzeum trudno oprzeć się wrażeniu, że autorzy tego pomysłu chcieli tak przedstawić kilka tysięcy lat historii Europy, żeby udowodnić, że wszystko co się wydarzyło prowadziło wprost i nieuchronnie do powstania Unii Europejskiej. Były oczywiście pewne przeszkody i przejścia, jak rewolucje, wojny, nazizm i chrześcijaństwo, ale ostatecznie zostały one pokonane i dziś idea jednej Europy jest dojrzałą i realistyczną wizją, jedyną jaką można i należy sobie wyobrażać.
Oczywiście, z punktu widzenia narratorów muzeum, „chrześcijaństwo to obca religia z bliskiego wschodu, która czasowo opanowała kontynent, ale już od epoki Oświecenia, a ostatecznie od Rewolucji Francuskiej przesądy z nią związane i ich waga w Europie została podważona”. Dziś większość mieszkańców tradycyjnie katolickich narodów jest już laicka. Co zapewne jeszcze  doskonalej przyspieszy urzeczywistnienie idei jednej (w domyśle laickiej) Europy. W całym muzeum w zasadzie nie ma żadnych eksponatów odwołujących się wprost do symboli chrześcijańskich z wyjątkiem jednego: plakatu: Ewy Podleśnej zatytułowanego Madonna i Jezus z tęczową aureolą”. Owa tęczowa aureola to, dziś wszechobecne, barwy tzw. ruchu LGBT.
Dla katolików zestawienie świętej ikony Matki Bożej, trzymającej na rękach małego Jezusa, z symboliką podważającą nauczanie Kościoła katolickiego musi być (i wydaje się, że było to celem kuratorów wystawy) bardzo bolesne. Bardzo proszę o podpis pod petycją do Hansa-Gerta PÖTTERINGA i Constanze ITZEL o usunięcie bluźnierczego dla katolików wizerunku Matki Boskiej z murów muzeum. Ruch Lesbijek, Gejów, Biseksualistów i Transseksualistów domaga się powszechnej akceptacji dla praktyk seksualnych. Z perspektywy wiary katolickiej są one wbrew naturze ludzkiej płciowości i jako takie muszą być potępiane. Tragedia takich osób dla katolika jest tym boleśniejsza, że z perspektywy nieśmiertelności duszy ludzkiej ich los jest dramatyczny. Stąd też łączenie z symboliką, życia, świętości i boskim wizerunkiem Jezusa symbolu tzw. seksualnej emancypacji może być odebrane przez wiernych katolickich jedynie jako prowokacja mająca na celu świadome upokorzenie i ostentacyjne wyrażenie braku szacunku dla ich wiary i uczuć religijnych. Jednocześnie wizerunek takich zjawisk, jak winny milionów ofiar komunizm jest w muzeum ocieplany.
Przedstawia się go jako idea, która może być w przyszłości Europy jeszcze czymś więcej niż tylko nieudanym eksperymentem z historii kontynentu. Dlatego zapewne twórcy komunizmu, Marks i Engels, oraz ich dzieło Manifest Komunistyczny mają w muzeum swoje oddzielne przedstawienia.
Oglądając je można odnieść wrażenie, że to te idee były, i nadal będą podwaliną idei zjednoczonej Europy. Podobne zabiegi perswazyjne stosowane są w przypadku imperializmu rosyjskiego. Rosja Putina jest przedstawiana jako kraj realizujący swoje geopolityczne interesy w Gruzji i na Ukrainie cóż, że okupione zniszczeniami i śmiercią.
Narratorzy nie oceniają i zostawiają tylko zwiedzającego z pytaniem, czy Unia powinna podejmować jakieś działania pokojowe poza swoimi granicami.
Pada ono w szerszym kontekście, który zdaje się sugerować, że dotychczasowe nadzieje na życie w pokoju przecież i tak się nie ziściły. Ewa Podleśna autorka tęczowej ikony miała w Polsce proces sądowy o obrazę uczuć religijnych.

Została jednak uniewinniona, gdyż polski sąd, podobnie jak niegdyś Europejski Trybunał Praw Człowieka, stał na stanowisku, że:
„członkowie wspólnot religijnych muszą tolerować i akceptować negowanie przez innych ich przekonań i praktyk religijnych”. Mówiąc inaczej negowanie przekonań i praktyk członków społeczności LGBT to homofobia i mowa nienawiści, natomiast katolicy muszą tolerować i akceptować lżenie ich wiary i symboli religijnych.

Tak w rzeczywistości wygląda europejska równość i w Domu Historii Europejskiej można znaleźć na to sporo przykładów. Niestety prawda jest taka, że tego rodzaju praktyki to kolejny totalitarny, ideologiczny dyktat, tym razem w wykonaniu środowisk, którym z ust nie schodzą hasła o miłości, czułości i nie wykluczaniu innego. Bardzo proszę o Państwa pod prośbą [żądaniem. MD] o usunięcie z wystawy czasowej plakatów „Kiedy ściany mają głos!” wizerunku Madonny z Jezusem w tęczowej aureoli. Dziękuję za wszystko, co Państwo robią, Paweł Woliński z całym zespołem CitizenGO P.S. Kolejna prowokacja wymierzona w Polskich katolików. Tym razem w wykonaniu Domu Historii Europejskiej w Brukseli. Jeśli my nie zareagujemy na bluźnierstwa w przestrzeni publicznej, czy ktokolwiek zrobi to za nas? Bardzo proszę o podpis pod naszą petycją
. Więcej informacji: Strona wystawy czasowej „Kiedy ściany mają głos w Domu Historii Europejskiej https://historia-europa.ep.eu/pl/kiedy-sciany-maja-glos Plakat Maryi z tęczową aureolą w Domu Historii Europejskiej w Brukseli. Europosłowie, żądają jego usunięcia. https://polskieradio24.pl/5/1223/Artykul/2974951,Plakat-Maryi-z-teczowa-aureola-w-Domu-Historii-Europejskiej-w-Brukseli-Europoslowie-zadaja-jego-usuniecia

To, co wymusza Bruksela, jest dowodem, że „znajdujemy się w mocy wariatów”.

Michalkiewicz OSTRO o klimatystach. „Gdyby o tym powiedziano, to byłoby to kompromitujące”

https://nczas.com/2022/06/27/michalkiewicz-ostro-o-klimatystach-gdyby-o-tym-powiedziano-to-byloby-to-kompromitujace/

27 czerwca 2022

W rozmowie z portalem DoRzeczy.pl Stanisław Michalkiewicz odniósł się do tzw. polityki klimatycznej Unii Europejskiej. [https://dorzeczy.pl/opinie/316834/pakiet-fit-for-55-michalkiewicz-znajdujemy-sie-w-mocy-wariatow.html ]
W ocenie publicysty to, co się dzieje w Brukseli, jest dowodem na to, że „znajdujemy się w mocy wariatów”.

– To, co się dzieje w tej sprawie w Parlamencie Europejskim i w całej Unii Europejskiej, jest ilustracją tego, że znajdujemy się w mocy wariatów. To jest grupa ludzi, którzy mają jakąś fiksację na punkcie „ratowania planety”. Najwyraźniej nie ma innych zmartwień, dlatego próbują wepchnąć, jeśli nie pół świata, to przynajmniej Europę, w bardzo poważne kłopoty – ocenił Michalkiewicz, komentując przegłosowane w środę poprawki do „Fit for 55”.

Zdaniem publicysty w Unii widać „objawy kryzysu energetycznego”. Jak dodał, najlepiej pokazuje to powrót do węgla. Dzieje się to pomimo programu dekarbonizacji, nikt od węgla nie odstępuje. Dziś mamy ilustrację tego, co kiedyś już powiedział prezydent USA Ronald Reagan, czyli nie rozwiązuje się problemów, tylko stwarza nowe – wskazał.

Michalkiewicz zdiagnozował też przyczynę takiego stanu rzeczy. – Przypuszczam, że możemy mieć do czynienia z próbą załatwiania interesów o których nie można powiedzieć wprost. Gdyby o tym powiedziano, to byłoby to kompromitujące i żadni młodzi ludzie, jak panna Greta Thunberg – sprawiająca wrażenie niestabilnej emocjonalnienie poszliby za tym – skwitował.

Publicysta zwrócił też uwagę, że sączona zielona propaganda jest „bardzo nachalna”. W jego ocenie wykorzystuje się ją, by odwrócić uwagę młodych ludzi od rzeczywistych problemów.

Między innymi od tego, że nawet jeśli pracują, to nie stać ich na zaspakajanie podstawowych potrzeb. Nawet jeśli chcieliby sobie kupić mieszkanie, to oddają się w niewolę dożywotnią – wyliczał, podkreślając że przeciwko temu nikt nie protestuje.

Na koniec Michalkiewicz, w kontekście planowanego zakazu sprzedaży samochodów spalinowych po 2035 roku, powiedział, że „współczuje młodym ludziom, którzy będą musieli się skonfrontować” ze skutkami kolejnych zielonych regulacji UE.