Adding wokeness: Oregon promotes teacher program to subtract ‘racism in mathematics’ [źródło+foto]

Adding wokeness: Oregon promotes teacher program to subtract ‘racism in mathematics’

[Umieszczam oryginał, każdy nieuk może sobie przetłumaczyć maszynowo. Moja reakcja – nagłosy oburzenia, że „to niemożliwe, to ponury żart !!”.

======================

Sam Dorman, Fox News wokeness-oregon-promotes-program-to-subtract-racism-in-mathematics/

The Oregon Department of Education (ODE) recently encouraged teachers to register for training that encourages “ethnomathematics” and argues, among other things, that White supremacy manifests itself in the focus on finding the right answer.

An ODE newsletter sent last week advertises a Feb. 21 “Pathway to Math Equity Micro-Course,” which is designed for middle school teachers to make use of a toolkit for “dismantling racism in mathematics.” The event website identifies the event as a partnership between California’s San Mateo County Office of Education, The Education Trust-West and others. 

Part of the toolkit includes a list of ways “white supremacy culture” allegedly “infiltrates math classrooms.” Those include “the focus is on getting the ‘right’ answer,” students being “required to ‘show their work,’” and other alleged manifestations.

“The concept of mathematics being purely objective is unequivocally false, and teaching it is even much less so,” the document for the “Equitable Math” toolkit reads. “Upholding the idea that there are always right and wrong answers perpetuate objectivity as well as fear of open conflict.”

The ODE, led by Colt Gill, confirmed the letter to Fox News. ODE Communications Director Marc Siegel also defended the “Equitable Math” educational program, saying it “helps educators learn key tools for engagement, develop strategies to improve equitable outcomes for Black, Latinx, and multilingual students, and join communities of practice.”

An associated “Dismantling Racism” workbook, linked within the toolkit, similarly identifies “objectivity” — described as “the belief that there is such a thing as being objective or ‘neutral’” — as a characteristic of White supremacy.

Instead of focusing on one right answer, the toolkit encourages teachers to “come up with at least two answers that might solve this problem.” 

It adds: “Challenge standardized test questions by getting the ‘right’ answer, but justify other answers by unpacking the assumptions that are made in the problem.”

It also encourages teachers to “center ethnomathematics,” which includes a variety of guidelines. One of them instructs educators to “identify and challenge the ways that math is used to uphold capitalist, imperialist, and racist views.”

The newsletter surfaced amid a broader uproar over critical race theory and diversity training sessions in government entities. For example, a media frenzy erupted last year after a controversial graphic on “whiteness” surfaced from National Museum for African American History and Culture.

The museum’s graphic broke the “aspects and assumptions of whiteness” into categories such as “rugged individualism” and “history.” For example, under “future orientation,” the graphic listed “delayed gratification” and planning for the future as ideas spread by White culture.

The training promoted by Oregon references a 2016 workbook titled “Dismantling Racism.” 

“We do not claim to have ‘discovered’ or to ‘own’ the ideas in this workbook any more than Columbus can claim to have discovered or own America,” the workbook reads in one section. 

It’s unclear to what extent, if at all, teachers would be involved with this particular workbook, created by the group DismantlingRacism.org, but it appeared to form part of the foundation for the course’s material.

“The framework for deconstructing racism in mathematics offers essential characteristics of antiracist math educators and critical approaches to dismantling white supremacy in math classrooms by visualizing the toxic characteristics of white supremacy culture,” the toolkit reads before linking to both the workbook and a paper on “white supremacy culture.”

The toolkit adds that “building on the framework, teachers engage with critical praxis in order to shift their instructional beliefs and practices toward antiracist math education. By centering antiracism, we model how to be antiracist math educators with accountability.”

In one section of the “Dismantling Racism” workbook, the argument is made that “only white people can be racist in our society, because only white people as a group have that power.” Another section seems to justify anti-cop sentiments. 

“In some cases, the prejudices of oppressed people (‘you can’t trust the police’) are necessary for survival,” it reads.

That particular workbook seems to take a decidedly anti-capitalist tone as well. 

“We cannot dismantle racism in a system that exploits people for private profit,” it reads. “If we want to dismantle racism, then we must build a movement for economic justice.” One of the graphics includes protesters calling for taxes on corporations. Quotes are also featured from Howard Zinn, a self-described socialist, and Marxist revolutionary Che Guevara, although the quotes are more generally about activism rather than economics.

Anti-racism curricula have received an array of criticism and support.

For example, political scientist Carol M. Swain told Fox News’ Laura Ingraham last week that certain curricula “put forth by Black Lives Matter and being embraced in too many places is really destructive of the Black community and the Black family and racial justice.”

Angela Onwuachi-Willig, an expert on critical race theory at Boston University School of Law, told the Boston Globe that critical race theory helped people understand the complexity of race – beyond “simple” narratives that they may have been taught.

“Racism is not extraordinary,” she continued. “Race and racism are basically baked into everything we do in our society. It’s embedded in our institutions. It’s embedded in our minds and hearts.”

Attorney M.E. Hart, who has conducted these types of training sessions, told The Washington Post that the training helped people live up to “this nation’s promise – ‘We hold these truths to be self-evident, that all men are created equal.’”

Matematyka w USA; to nie jest surrealistyczny żart. To komunistyczna REALNOŚĆ.

Matematyka w USA; to nie jest surrealistyczny żart. To komunistyczna REALNOŚĆ.

To-subtract-racism-in-mathematics

W kilku amerykańskich stanach wdrażane są nowe zasady nauczania matematyki, by „nie utrwalała imperialistycznego i kapitalistycznego świata”, jak napisano w wytycznych „Droga do równej edukacji matematycznej: Demontaż rasizmu w nauczaniu matematyki”. Opracowano je przy wsparciu fundacji Gatesów.

„Skupianie się na uzyskiwaniu rozwiązań i prawidłowych odpowiedzi należy do toksycznych cech białej supremacji”.

Wymaganie przez nauczycieli pokazywania prac domowych i zeszytów to przejaw „białego paternalizmu”. W ogóle stawianie wymagań jest rasistowskie, bo dla różnych kultur różne są właściwe poziomy znajomości matematyki. Nauczyciel zaś powinien uwzględniać różnice kulturowe i językowe, bo ma uczniów różnych ras czy odmiennego pochodzenia etnicznego i społecznego. Jednym nauka tego przedmiotu idzie lepiej, innym gorzej i to jest niesprawiedliwe.

Dlatego też w szkołach zostaną zlikwidowane kursy i dodatkowe zajęcia dla lepszych i bardziej zainteresowanych, bo tylko pogłębiają nierówności.

——————————————————————————–

Z tego, co wynika z mojego oglądu tej sprawy, to nie jest surrealistyczny żart. To jest aktualna lewicowa rzeczywistość. Objaw lewicowego obłędu zwiastującego czasy, których porównanie z czasami Stalina będzie niestosowne, bo czasy stalinowskiego terroru i ideologicznej ekspansji stalinizmu wyglądają jak czasy swobody i głębokiej intelektualnej refleksji.

Ale może jednak to jest żart, a ja jestem nierozgarnięty młot?

Pozdrawiam Cię, Jerzy 

================

Ktoś:  Dziękuje, ciekawe.

Jerzy : Ciekawe? A co cię tak „zaciekawiło”? Dla mnie, jeśli to nie jest jakiś surrealistyczny żart ze sporym przegięciem, to jest objaw lewicowego obłędu zwiastującego czasy, których porównanie z czasami Stalina będzie niestosowne, bo czasy stalinowskiego terroru i ideologicznej ekspansji stalinizmu wyglądają jak czasy swobody i głębokiej intelektualnej refleksji. A dla Ciebie to jest, q&wa, „ciekawe”! A może również dla ciebie nauczanie matematyki to objaw „socjalnej opresji”?

Szczepionki na COVID-19 mogą powodować „trwałe kalectwo”, mówi TERAZ niemiecki minister zdrowia. Pozwy sądowe.

Szczepionki na COVID-19 mogą powodować „trwałe kalectwo”, mówi TERAZ niemiecki minister zdrowia. Pozwy sądowe.

covid-19-vaccines-permanent-disabilities

Niemiecki minister zdrowia Karl Lauterbach, który kiedyś twierdził, że szczepionka na COVID-19 jest wolna od skutków ubocznych, przyznał w zeszłym tygodniu, że się mylił, przyznając, że reakcje niepożądane występują w ilości 1 na 10 000 dawek i mogą powodować „poważne kalectwo”.

14 sierpnia 2021 roku Lauterbach powiedział na Twitterze, że szczepionki nie mają „żadnych skutków ubocznych”, w dalszej części pytając, dlaczego niektórzy Niemcy odmówili zaszczepienia się przeciwko COVID-19.

Podczas wywiadu w programie ZDF „Heute Journal” 12 marca 2023 roku, Lauterbach został zapytany o twierdzenie z lata 2021 roku. Gospodarz programu skonfrontował ministra z jego poprzednim tweetem, w którym twierdził, że zastrzyki są praktycznie wolne od skutków ubocznych.

Lauterbach odpowiedział, że tweet był „nietrafiony” i był „przesadą”, której dokonał w tamtym czasie, zauważając, że „nie prezentował on jego prawdziwego stanowiska”.

„Zawsze byłem świadomy liczb i pozostały one stosunkowo stabilne … 1 na 10000 [poszkodowanych]”, powiedział Lauterbach. „Niektórzy mówią, że to dużo, a niektórzy, że nie”.

Komentarze Lauterbacha na temat niepożądanych zdarzeń związanych ze szczepionkami pojawiły się po tym, jak niemiecka sieć pokazała historie kilku Niemców, którzy zostali poważnie poszkodowani po otrzymaniu zastrzyku, w tym 17-letniej gimnastyczki, która wcześniej rywalizowała w Mistrzostwach Niemiec w gimnastyce artystycznej, zanim została hospitalizowana przez ponad rok, wkrótce po otrzymaniu drugiej dawki szczepionki BioNTech na COVID-19.

„Co Pan powie tym, którzy zostali dotknięci [przez urazy po szczepionkach]?” Sievers zapytał Lauterbacha.

„To co spotkało tych ludzi jest absolutnie przerażające, a każdy przypadek to o jeden za dużo” – odpowiedział Lauterbach. „Szczerze mówiąc bardzo współczuję tym ludziom. Są poważne niepełnosprawności, a niektóre z nich będą trwałe”.

Steve Kirsch, dyrektor wykonawczy Vaccine Safety Research Foundation, nie zgodził się z Lauterbachem, ale pochwalił ministra zdrowia za „postęp”, porównując jego ostatnią uwagę do poprzednich komentarzy dotyczących bezpieczeństwa i skuteczności szczepionek COVID-19.

„Prawdziwy wskaźnik poważnych zdarzeń niepożądanych jest około 100 razy większy niż liczby, które przytoczył Lauterbach – 'bliżej 1 na 100 dawek’, a 'dla zgonów jest to ok. 1 na 1000 dawek'” – napisał Kirsch na Twitterze.

Do 31 października 2022 roku Paul-Ehrlich-Institut otrzymał łącznie 333 492 indywidualnych zgłoszeń przypadków dotyczących podejrzewanych działań niepożądanych szczepionki na COVID lub skutków ubocznych szczepionki w Niemczech, zgodnie z oficjalnymi danymi (pdf) wydanymi w grudniu 2022 roku przez medyczny organ regulacyjny, który bada szczepionki i lekarstwa.

„Liczba zgłoszeń pojedynczych przypadków miesięcznie osiągnęła szczyt w grudniu 2021 r. i utrzymywała się aż do lata”, według agencji federalnej, która podlega niemieckiemu Ministerstwu Zdrowia.

Mimo tych ustaleń, na stronie internetowej ministerstwa zdrowia Niemiec od 16 marca br. widnieje informacja, że „nowoczesne szczepionki są bezpieczne, a działania niepożądane występują tylko w sporadycznych przypadkach.”

Pozwy sądowe w toku

Ponieważ temat urazów poszczepiennych zaczął być szerzej poruszany przez niektóre niemieckie media, zaczęły się pojawiać pozwy przeciwko firmie BioNTech, a także przeciwko innym producentom szczepionki na COVID-19.

BioNTech zaprzeczył wszelkiej odpowiedzialności, podała ZDF.

Producenci szczepionek tacy jak Pfizer i Moderna są zwolnieni z odpowiedzialności tzn. nawet że jeśli coś pójdzie nie tak z ich szczepionkami, to mają bardzo silną pozycję prawną.

„To prawda, że w ramach tych umów unijnych firmy były w dużej mierze zwolnione z odpowiedzialności i że odpowiedzialność, w związku z tym, leży po stronie państwa niemieckiego” – powiedział Lauterbach.

Źródła Zerohedge , oryg. Epoch Times

Schody Świętego Józefa

Schody Świętego Józefa

[z internetu, ale sprawdzone. MD]


Tajemnicze schody, które zgodnie z [widocznymi.. md] prawami fizyki powinny były runąć.

Zakonnice z Santa Fe były przekonane, że to sam Święty Józef wysłuchał ich modlitw i przybył im z pomocą lub przynajmniej przysłał im genialnego wykonawcę.
W Santa Fe (hiszp. Święta Wiara) stolicy stanu Nowy Meksyk (USA) znajduje się kaplica loretańska (Loretto Chapel Santa Fe), a w niej drewniane schody wiodące na chór.


Mówi się o nich, że wykonał je sam Święty Józef.
Budowę kaplicy sióstr loretanek rozpoczęto w 1872 r. Miała być ona miniaturą słynnej paryskiej Świętej Kaplicy. Po ukończeniu budowy okazało się, że architekt nie zaprojektował schodów prowadzących na chór. Teoretycznie schody można było dobudować, ale w praktyce ze względu na bardzo małe rozmiary kaplicy nikt nie chciał się tego podjąć. Wszyscy zapraszani specjaliści sugerowali, że w takich warunkach wejście na chór może odbywać się jedynie po drabinie.


Siostry rozpoczęły nowennę do Świętego Józefa, który sam był cieślą, o pomoc.
Święty Józef nie dał się długo prosić. Ostatniego dnia nowenny do furty klasztornej zapukał niepozorny staruszek. Niewiele mówiąc, oświadczył że jest cieślą, że słyszał o kłopocie sióstr i chętnie im pomoże.
W ciągu kilku miesięcy tajemniczy cieśla zbudował schody, które uważane są za prawdziwe arcydzieło.
Schody są w kształcie spirali, pięknie wykonane i według praw fizyki … powinny były runąć chociażby pod ciężarem jednej osoby. ponieważ nie zawierają żadnej centralnej podpory, słupa wokół którego by się wiły czy ściany na której by się wspierały. Do ich budowy nie użyto ani jednego gwoździa lub kleju (do spojeń staruszek użył jedynie drewnianych czopów).
Kolejny ciekawy fakt to liczba stopni – 33 – kojarząca się z wiekiem Chrystusowym oraz sam budulec. Nie wiadomo skąd cieśla wziął drewno do wykonania swojego dzieła, na pewno takowe nie występuje w stanie Nowy Meksyk. Nie kupił go też u dostawcy w Santa Fe.
Dzisiejsi fachowcy są zgodni, nawet teraz, przy obecnym stanie wiedzy, przy zastosowaniu nowoczesnych narzędzi czy specjalistycznych programów można by pokusić się o wybudowanie podobnej konstrukcji z innych materiałów (stal, żelbet) ale z drewna, bez użycia gwoździ, kleju czy odpowiednich wzmocnień stalowych wykonanie podobnych schodów jest chyba niemal niemożliwe
Ostatecznie po wykonaniu pracy rzemieślnik nagle zniknął, nie czekając na wynagrodzenie.
Oryginalne schody nie miały poręczy (widocznych na załączonym zdjęciu) dopiero dziesięć lat później dobudował ją inny cieśla.
Zakonnice z Santa Fe były przekonane, że to sam Święty Józef wysłuchał ich modlitw i przybył im z pomocą lub przynajmniej przysłał im genialnego wykonawcę. A schody, które przez wiele lat służyły zakonnicom, stoją do dziś. W latach siedemdziesiątych minionego wieku odgrodzono je i przeznaczono do zwiedzania jako przykład wybitnej sztuki ciesielskiej.

Atmosfera jurydyczna

Stanisław Michalkiewicz atmosfera-jurydyczna

Atmosfera jurydyczna pojawiła się u nas jeszcze za głębokiej pierwszej komuny. Świadczy o tym zapis we wspomnieniach Adama Grzymały-Siedleckiego, który pisze, że jak nauczycielka na lekcji rachunków mówi uczniom, że dwa dodać dwa, to jest cztery, to oni pytają, czy ma na to świadków.

Być może, że początki atmosfery jurydycznej sięgają jeszcze głębiej, bo, czyż Fredro w “Zemście” nie cytuje Rejenta Milczka, który powiada: “nie brak świadków na tym świecie”? No a po co są na tym świecie świadkowie? Po to, żeby pomagali ustalić, jak było. A komu mają w tym ustaleniu pomagać? To jasne, że niezwisłemu sądowi, który dzięki świadkom zeznającym, jak trzeba, może wydać wyrok zgodny z życzeniami oficerów prowadzących. Toteż świadomi swojej roli świadkowie na pytanie: “Józiu, Zosiu, Franiu, powiedzcie, jak było? Czy było tak, jak on mówi? – odpowiadają: “nie tak było, inaczej było!” – no i uzasadnienie pięknego wyroku gotowe.

Na przykład niezawisła pani sędzia Joanna Knobel, ze znanego na całym świecie z niezawisłości okręgu sądowego w Poznaniu, uniewinniła 32 osoby z zarzutu złośliwego zakłócania obrzędu religijnego. Chodziło o to, że podczas Mszy św. do tamtejszej katedry wtargnęła 32-osobowa grupa “aktywistów”, którzy wznosili okrzyki, rozwijali transparenty i tak dalej, wskutek czego dalsze odprawianie nabożeństwa stało się niemożliwe. Ponieważ chodziło o reakcję na orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, uznającego tzw. “aborcję genetyczną”, czyli mordowanie dzieci bardzo chorych, za sprzeczną z konstytucją, pani sędzia Joanna Knobel wiedziała, na czym polega powinność jej służby i wszystkich uniewinniła. Jestem pewien, że uniewinniłaby tych “aktywistów” nawet wtedy, gdyby nasrali na ołtarz tym bardziej, że słychać, iż 550 niezawisłych sędziów wyraziło jej poparcie.

Ciekawe, ilu wśród nich jest konfidentów Wojskowych Służb Informacyjnych, a ilu konfidentów ABW, która werbowała sędziów w ramach operacji “Temida”? Tak czy owak, pani sędzia Joanna Knobel, tylko patrzeć, jak zostanie autorytetem moralnym, obok “Babci Kasi”, pana Mateusza Kijowskiego, Kukuńka i innych szermierzy wolności. W takiej sytuacji moja faworyta, Wielce Czcigodna Joanna Scheuring-Wielgus, może składać deklaracje, że będzie “łamać prawo” bez najmniejszego ryzyka. Już tam niezawiśli sędziowie z góry wiedzą, kogo powinni skazywać, a kogo nie wolno im tknąć palcem.

Atmosfera jurydyczna przekroczyła już granice naszego nieszczęśliwego kraju i poraziła również niezawisłych sędziów z Międzynarodowego Trybunału Karnego w Hadze. Гага – самый скучный город в мире; прошу Ваше Величество прислать икру, водку и тройку лошадей– pisał jeszcze w XIX wieku do centrali w Sankt-Petersburgu zdesperowany rosyjski dyplomata. (Haga, najnudniejsze miasto na świecie. Proszę Waszą Wielmożność o przysłanie kawioru, wódki i trójki koni)

Nic tedy dziwnego, że w tej atmosferze nudy, niezawisłym sędziom przychodzą do głowy rozmaite pomysły. Ostatnio wpadli na pomysł, by wydać nakaz aresztowania zimnego ruskiego czekisty, zbrodniarza wojennego Putina. O mianowaniu Prezydenta Putina na zbrodniarza wojennego zdecydowali amerykańscy twardziele z Senatu USA, więc niezawisły Trybunał w lot zrozumiał powinność swojej służby, przechodząc do porządku nad drobiazgiem, że Rosja go nie uznaje, podobnie zresztą jak m.in. Stany Zjednoczone, Izrael, Chiny, Indie, Iran i… Ukraina, która najwyraźniej uważa, że lepiej nie przeciągać struny, bo wprawdzie świat już się przyzwyczaił do traktowania jej jako państwa specjalnej troski, od czego tamtejsi politycy wprawnie obcinają kupony, ale niech no któregoś dnia padnie inny rozkaz? Bo niezawiśli sędziowie, podobnie jak pani sędzia Joanna Knobel, wiedzą, co im wolno, a czego nie. Nie są wprawdzie tak wszechmogący, jak sędziowie amerykańscy, który uważają, że obszar ich jurysdykcji rozciąga się nie tylko na cały świat, ale również – na wszystkie możliwe ludzkie zachowania – ale co to szkodzi puścić wodze fantazji, zwłaszcza w Hadze, która i teraz też jest nudna, jak flaki z olejem?

To jeszcze można by jakoś znieść, natomiast niepokojąca jest ekspansja atmosfery jurydycznej na obszar nauki. Jeszcze do niedawna uważano, że prawdy naukowe ustala się na drodze poddawanych nieustannej weryfikacji eksperymentów i że polegają one na tym, iż WIEMY – jak jest. Ale na początku lat 90-tych, za sprawą biurokratycznego gangu, zwanego Światową Organizacją Zdrowia, nastąpiła zmiana. WHO mianowicie przez głosowanie ustaliła, że zboczenia seksualne nie są zboczeniami, tylko szlachetnymi “orientacjami”. Problem w tym, że w drodze głosowania możemy ustalić tylko to, jak myśleli jego uczestnicy, ale nie to, jak jest naprawdę. Niestety postępująca demokracja totalna wkracza ze swoimi metodami nie tylko na teren polityki, nie tylko do dziedziny rozstrzygania sporów, chociaż nawet i tu zasada, iż większość ma rację niekoniecznie musi się sprawdzać – ale również na teren nauki, która z natury rzeczy żadnej demokratycznej większości się nie poddaje i nie powinna. Akurat mamy rok Kopernika, który stanął sam jeden przeciwko całemu ówczesnemu światu i okazało się, że to on miał rację.

Tymczasem w tym samym Poznaniu, w którym “orzeka” pani sędzia Joanna Knobel, miał rozpocząć się proces 19 lekarzy, którym Naczelny Sąd Lekarski zarzuca głoszenie opinii, iż szczepionki przeciwko zbrodniczemu koronawirusowi wywołują różne działania niepożądane. Wydawało się, że skoro biurokratyczny gang zwany WHO i większość biurokratycznych gangów okupujących poszczególne państwa, zadekretowały, iż szczepionki są dobre na wszystko, nawet na ładną, niewinną panienkę, to Naczelny Sąd Lekarski z automatu przysoli podsądnym piękne wyroki, ale czy to sprawiły resztki poczucia przyzwoitości, czy też protesty antyszczepionkowców – dość że Sąd postanowił najpierw wysłuchać specjalistów, którzy podpowiedzą mu – jak jest. Ale zdaje się, że wśród specjalistów zdania też są podzielone, toteż jeśli będzie musiało dojść do wyrokowania, ostatnie słowo będzie należało do Sądu, który oczywiście zdecyduje o wyroku w drodze głosowania. Krótko mówiąc, kwestia, czy te szczepionki wywołują niepożądane skutki uboczne, czy nie, będzie rozstrzygnięta w drodze głosowania.

Otóż jest to praktyka barbarzyńska, która nigdy nie powinna mieć zastosowania na terenie nauki, więc jeżeli Naczelny Sąd Lekarski się takich działań dopuści, ściągnie zarówno na siebie, jak i na gang, który go powołał, wieczną hańbę i pogardę, jako ognisko i rozsadnik ciemnoty, maskowanej tytułami i dyplomami. Niestety prawo Murphy`ego głosi, że jeśli coś złego może się stać, to na pewno się stanie, co jest i w tym przypadku prawdopodobne tym bardziej, iż za opinią, jakoby szczepionki nie wywoływały żadnych niepożądanych skutków ubocznych, stoją wielkie pieniądze farmaceutycznych koncernów i wpływowe gangi polityczne, a wiadomo, że nie ma takiej bramy, której nie przeszedłby osioł obładowany złotem.,,.

„okno dla przeprowadzenia klimatycznej rewolucji szybko się zamyka”.

okno dla przeprowadzenia klimatycznej rewolucji (…) szybko się zamyka”.

Getto albo lockdown. Co wybierasz?

Piotr Relich getto-albo-lockdown

Wybałuszający oczy na totalitarne zapędy C40 Cities niech lepiej nie narzekają, lecz całują rękę pozwalającą dojeść resztki schabowego i pojeździć samochodem jeszcze kilka lat. Mogło być bowiem znacznie gorzej; do naszych drzwi już pukały klimatyczne lockdowny.

To co dla przeciętnego zjadacza chleba oznaczało groźbę utraty pracy, utrudniony dostęp do lekarza, dalsze programowe ogłupianie czy skazanie na samotność i izolację, dla kochających planetę bardziej niż bliźniego było pięknym, metafizycznym doznaniem; oknem z widokiem na naturę pozbawioną swojego największego szkodnika.

Krótką nieobecność pochowanych ze strachu przed wirusem ludzi momentalnie wykorzystały zwierzęta; spacerując ulicami czy wpływając do portów cieszyły oczy i napawały serca nadzieją. Pozamykanym w mieszkaniach wreszcie ukazało się niebieskie, wolne od smogu i zanieczyszczeń niebo, a ze szlaków poznikali hałaśliwi turyści, ku radości mieszkańców leśnych kniei i górskich ostępów. Co jednak najważniejsze, wyraźnie spadły emisje znienawidzonego dwutlenku węgla.

Widząc tę sielankę, niektórzy oświeceni wizjonerzy zaczęli otwarcie snuć marzenia o możliwości jej przedłużenia. Skoro – jak przekonywał sam Bill Gates – straty spowodowane przez COVID-19 to „pikuś” w porównaniu z kosztami, jakie przyjdzie nam zapłacić za bierność w walce z klimatem, to dlaczego nie chronić ludzkości przed sobą samą, zamykając ją od czasu do czasu na cztery spusty? Czyż może istnieć dzisiaj bardziej szlachetny cel?

Całkiem poważnie o takiej możliwości pisała „światowej sławy” ekonomistka prof. Mariana Mazzucato, absolwentka prestiżowej London School of Economics i nowy członek… Papieskiej Akademii Życia. Jak przekonywała na łamach Project Syndicate, podczas „klimatycznego lockdownu” poszczególne rządy mogłyby ograniczyć mobilność prywatnymi samochodami, zakazać konsumpcji czerwonego mięsa, a koncernom paliwowym zatrzymać wydobycie.

Choć sama Mazzucato uznaje takie rozwiązanie za drastyczne i nieprzyjemne, będziemy zmuszeni po nie sięgnąć, ale wyłącznie w ostateczności. Czyli – bagatela! – o ile nie uda nam się przeprowadzić klimatyczno-komunistycznej rewolucji na poziomie globalnym; przekazania władzy nad rynkiem w ręce państwa opiekuńczego, obarczenia korporacji społeczno-ekologicznymi kosztami własnej działalności, zastąpienia kopalni farmami wiatrowymi czy wprowadzenia w miejsce wskaźnika PKB miernika „poziomu szczęścia”.

Trzeba przyznać, dość karkołomne zadanie, zważywszy, że – jak uzmysławia sama Mazzucato – „okno dla przeprowadzenia klimatycznej rewolucji (…) szybko się zamyka”. Na dodatek wszystko popsuła rosyjska napaść na Ukrainę, zmuszając do ponownego przeproszenia się z paliwami kopalnymi.

Czyżbyśmy zatem byli skazani na rozwiązania rodem z komunistycznych Chin, tym razem jednak wprowadzanymi w trosce o zdrowie ekosystemu?

Jak się jednak okazuje, wcale nie trzeba tak drastycznych rozwiązań, by osiągnąć wyśrubowane cele klimatycznej agendy. Kowidowe perypetie zainspirowały planistów zrównoważonego rozwoju do odkurzenia dawno pogrzebanej idei „miasta 15-minutowego”, gdzie wszystkie niezbędne usługi dostępne są w zasięgu krótkiego spaceru, a stłoczenie na niewielkiej przestrzeni sprzyja współpracy, pobudza tolerancję i otwiera na różnorodność.

A patrząc chociażby na raporty organizacji C40 Cities, cele promotorów 15-minutowych gett zasadniczo nie odbiegają od tego, co zakładały klimatyczne lockdowny. Limity w zużyciu energii elektrycznej, konsumpcji mięsa, kupnie odzieży czy podróżach osiągnie się natomiast w dłuższej perspektywie, bez niepotrzebnych dramatów i niepokojów społecznych.

Tym samym klimatyści grają z nami w dobrego i złego policjanta. W tej chwili przesłuchuje nas ten pierwszy. Jeżeli jednak nie pójdziemy na współpracę po dobroci, zawsze mogą się zamienić. O ile wcześniej nie wykończy nas inflacja i kryzys zwiastowany przez upadek kolejnych banków.  

Przez MEMy wiedza wchodzi nie przerywając śmiechu…

======================================

=========================================

Powyższe jest autentyczne, sprawdzone przez IPN: historyczne/zbrodniczy-dekalog-oun-upa

==========================

==================================

===================================================

Poniżej AUTENTYCZNE, SPRZEDAJĄ, KUPUJĄ, DYSKUTUJĄ…

„Wywodząc się z pierwotnej materii, wszystko jest Bogiem”… CMENTARZ ŚWIĘTEGO MEDARDA (14)

Wywodząc się z pierwotnej materii, wszystko jest Bogiem…

CZĘŚĆ DRUGA CYKLU POWIEŚCIOWEGO

Andrzej Juliusz Sarwa

CMENTARZ ŚWIĘTEGO MEDARDA (14)

Château de Diziers

Tedy panno Pauline przychodzi nam się rozstać – powiedział Mikołaj, ze smutkiem wpatrując się w śliczną twarzyczkę dziewczyny. – Najchętniej towarzyszyłbym pani w jej dalszej drodze, lecz chyba nie tym razem…

Dziewczę się odrobinę zarumieniło i zasłoniło twarz śnieżnobiałą chusteczką z jedwabnego batystu zdobną monogramem wyhaftowanym nicią barwy wrzosu.

– Może kiedy indziej, Nicola… – szepnęła i opuszczając karetę, niby to niechcący upuściła chusteczkę.

Białecki się czym prędzej schylił i podniósłszy ją, wyciągnął rękę ku pannie, ale ta udała, że tego nie widzi i pośpiesznie oddaliła się w stronę zajazdu, gdzie z towarzyszką miały się zatrzymać do czasu, aż ich pojazd zostanie naprawiony.

Mikołaj zatem ukrył ową chustkę w zanadrzu na sercu, w którym na nowo zatliła się nadzieja na wzajemność uczucia, i ze smutkiem spoglądał na znikająca w drzwiach gospody śliczną Pauline.

– Oj, paniczu, paniczu – westchnął Bartuszżal mi was… pierwsze zakochanie i takie pechowe…

Zawiesił głos, widząc, że chłopakowi oczy wilgotnieją, bo nie chciał go wpędzać w zakłopotanie, ani tym bardziej zawstydzać. Lecz Białecki, poskromiwszy ucisk w gardle i łzy cisnące się do oczu rzekł:

– Tak waszmość myśli?… Może jeszcze kiedyś nasze drogi się skrzyżują. Nie może być przypadkiem, że już dwakroć – nie spodziewając się tego zupełnie – przyszło nam się spotkać…

– Więc panicz nie zaprzeczając temu, com powiedział o zakochaniu, tym samym jakby owemu przytaknął?

– Nie mam się czego wstydzić…

– A pewnie! Obojeście młodzi, oboje piękni, niczym aniołowie niebiescy. Pan na dodatek jesteś zamożny, ona chyba raczej nie… Ergo – raczej nic poważniejszego z tej miłości wyjść nie może. No… chyba…

– Co chyba?

– Chyba że weźmie ją panicz za kochankę. To teraz i tutaj bardzo w modzie.

Mikołaj zgrzytnął zębami:

– A nie zapominasz się wasze czasem?

– Wybaczcie paniczu, ale jak już kiedyś rzekłem, mam was prawie za syna, to i troszcząc się o waszą przyszłość, nieraz niebacznie niestosownie się odezwę. Proszę raz jeszcze, wybaczcie. To nie ze złej woli ani dla żartu, ale z troski.

– No niech tam… dobrze… jedźmyż dalej.

* * *

Château de Diziers, miejsce zamieszkania, a dokładniej mówiąc wygnania, Madame Guyon nie prezentowało się zbyt wspaniale. Była to stara warownia wzniesiona w XV stuleciu, a potem rozbudowywana. Zamek składał się z dwóch skrzydeł przylegających do siebie pod kątem prostym, jednej, najstarszej, potężnej krągłej baszty, czy może raczej wieży oraz dwóch mniejszych, ośmiokątnych. Dwie z tych trzech wież nakryte były spiczastymi hełmami, środkowa zaś latarnią.

Fosa, ogród, oranżeria, stajnie i inne zabudowania gospodarcze dopełniały obrazu całości.

Gdy pan Białecki zajechał przed główne wejście, wysiadł, rozejrzał się wokół i bynajmniej nie poczuł się tu dobrze, a wręcz przeciwnie – ogarnął go niepokój, a nawet dziwne drżenie nóg połączone z uczuciem, jakby ktoś przez te trzęsące się nogi wysysał z niego energię, moc.

Pomyślał jednak – „to zapewne po podróży, rozprostuję się, to wrócę do formy”.

– To ja, paniczu, może opowiem się służbie, kim jesteśmy i że panicz byłby wdzięczny, gdyby madame uprzejmie zechciała panicza przyjąć.

Mikołaj przyzwalająco skinął głową. Sam by chyba sobie z tym nie poradził, taki czuł się zlękniony, spięty i – jak już było wyżej – rozdygotany cały, zesłabły. Czemu? Sam tego nie mógł pojąć, ale może fakt, że zobaczy i usłyszy żywą świętą męczennicę, tak okrutnie go deprymował.

* * *

Dystyngowana dama, a zarazem zwyczajna kobieta o twarzy oszpeconej ospą, lecz jednocześnie pięknej niezwykłym spokojem i uduchowieniem malującym się na niej… dama o twarzy staruszki, na której przecież zachowała się młodzieńcza pewność, że nigdy osobiście nie doświadczy żadnych przeciwności losu, wbrew temu, co ją od wielu, wielu lat ustawicznie spotykało… przedziwne połączenie arystokratyzmu z pokorą, mądrości ze skromnością, spokoju i powagi z ogniem gorejącym i trawiącym te uczucia…

Pan Białecki, widząc kogoś tak niezwykłego, poczuł się jeszcze bardziej onieśmielony i zakłopotany.

Zanim się tutaj wybrał, zapoznał się w miarę szczegółowo z życiorysem madame, dobrze znanej podówczas we Francji. Wiedział, ile cierpień doznała w swym życiu, od najmłodszych nieomal lat. Przez niefortunne małżeństwo, utratę bliskich, chorobę, którą oszpeciła jej twarz i omal nie pozbawiła życia, aż po oskarżenie o herezję, prześladowania ze strony hierarchii kościelnej, tułaczki z więzienia do więzienia, do samej Bastylii wreszcie, gdzie w najciemniejszym, plugawym, pełnym robactwa i szczurów lochu trzymano ją aż cztery lata, w lochu, do którego weszła o własnych siłach, lecz z którego, gdy postanowiono w końcu okazać jej odrobinę litości, trzeba ją było wynosić, bo o własnych siłach nie mogła nawet ustać na nogach

I oto ta kobieta, przyglądając się Mikołajowi, spod wpół przymkniętych powiek, wypowiedziała takie dziwne słowa:

– Pan Bóg bynajmniej nie domaga się takiego twego serca, które zaledwie mogłoby żywić przekonanie, iż aktem łaski uzyskało darowanie win, a co sprawiło, że wyślizgnąłeś się piekielnym czeluściom i nie wpadniesz w przepaść gorejącą. Nie, młodzieńcze, po stokroć nie…

– Więc czego żąda? Nie rozumiem, pani, twoich słów…

– Ach! Pan żąda, byś swoje serce nie tylko oczyścił, lecz oddał je całe i całkowicie Najwyższemu, by twoje ja uschło, obumarło dla świata i zostało ujarzmione, tak iżby mogła go obsiedlić pełnia duchowej czystości, tak doskonałej, że godnej takiego zjednoczenia się z naturą Pana Boga, aby już nic nie miało ni kondycji, ni siły, ni możliwości działania w takim natężeniu, iżby tę czystość zbrukać… A wtedy zdobędziesz pewność zbawienia wiecznego wyłącznie z łaski przez wiarę w najdroższego naszego Zbawiciela… i opuściwszy mroczną pieczarę dotychczasowej egzystencji, zespolony z Jezusem nareszcie posiędziesz pokój Boży i światło

Czyli, jak mam to rozumieć, madame? Wystarczy mi do tego sama wiara i łaska? Toż tego samego lutry nauczają! Czyż nie?

– Tak, panie kawalerze, lecz w zgoła innym znaczeniu.

Zamilkła na chwilę, a potem podjęła przerwany wątek:

– Chociaż trudna to droga i potrzeba czasu, iżby wywikłać się z tego wszystkiego, co cię pęta…

– Jak?

– Nie łudząc się, iż osiągniesz zbawienie poprzez własne starania, a zdając się wyłącznie na łaskę Bożą.

– Wszak wiara bez uczynków jest martwa, jak powiada Apostoł Paweła jak martwa, to i owoców nie przynosi… – szepnął Mikołaj i z nieskrywaną dezaprobatą pokręcił głową. – Poza tym, jak mogę się, jak to ujęłaś, wywikłać, bez uczynków, bez aktów woli?

Panie kawalerze, powtarzam – rzekła z naciskiem winieneś zdać się wyłącznie na łaskę Bożą i o nic się nie trapić, a osiągniesz pełnię wewnętrznego spokoju, co będzie niejako dowodem, że dotarłeś do wyznaczonego każdemu z nas celu.

A życie? Powszednie, zwyczajne? Codzienność niejednaka przecie, bo zmienna niczym pogoda na przedwiośniu?

Madame Guyon już na to pytanie nie udzieliła odpowiedzi. Zamilkła i przymknęła oczy, co pan Białecki odebrał jako delikatną sugestię, że winien odejść, co też i bez większego ociągania się uczynił, bo to, co usłyszał, srodze go zawiodło.

* * *

– Panie Bartuszu, widzę z całą jasnością, żeśmy tu całkiem po próżnicy jechali – rzekł mocno skwaszony Mikołaj.

– I czemuż to, paniczu? Ojciec jezuita w Paryżu zapewniał, że tu odzyskacie spokój ducha. Nie miał racji?

– Ba! Tum go dopiero na dobre stracił!

Niby z jakiego powodu?

– Z powodu dziwacznych słów, zdań, sugestii, nie wiem jak to nazwać, lepiej, celniej dookreślić, których się nasłuchałem z ust starej pani. Oni w tej Francji zwyczajnie, prosto, po dziecięcemu wierzyć w Pana Boga i święty Jego Kościół nie potrafią. Oni wciąż kombinują i jakieś wydumane nauki głoszą. Jedni każą tak się chłostać i z głodu mrzeć, iżby w ten sposób grzechy swoje odkupić, inni na odwyrtkę – nic nie robić i ufać. Ale jak ufać?! Jam z tego dorozumiał się, że zgoła bezmyślnie. Niczym wieprze, czekające przy korycie, aż im gospodarz strawy nałoży, a one przez to tuczyć się będę i słoniną obrastać. Tyle że wieprze nie mają wolności, bo ich jej pozbawiono, więc tyle tylko mogą, ufać, że zostaną nakarmione, tymczasem nam Pan Bóg wolność dał, bo szczodrobliwy i kochający. I nie stworzył nas na podobieństwo wieprzy, ale na Swoje własne. Nie, panie Bartuszu, to dla mnie albo nadto mądre, albo za głupie. Sam już nie wiem.

Bartusz się uśmiechnął, słysząc te słowa i dodał:

– A i pewnie nie brak takich, którzy by kazali paniczowi jak najsromotniej grzeszyć, aby się dzięki temu mógł panicz dostać do nieba.

W to już się raczej nie da uwierzyć.

– A dlaczego? Zależy jak się rzecz całą interesariuszowi naświetli.

– Może i tak, może waszmość masz rację?

– Więc może ruszmy poszukać tych ostatnich – zażartował stary – a wtedy się panicz już ostatecznie z tej dziwacznej, niezdrowej religijności wyzwoli. A ja nadto radzę: do pacierza wrócić, rano i wieczorem, Anioł Pański w południe odmówić, w niedzielę mszy nabożnie wysłuchać i tak będzie najzdrowiej, a nie mędrkować, nie filozofować, nie włazić w każdą szparę, skąd zda się, że jakiś nieziemski blask się wydobywa, a po bliższym się jej przyjrzeniu, wygląda na to, że owo to tylko próchno, co w starych wygniłych we środku wierzbach u nas po nocach świeci mamiącym błękitnawozielonkawym poblaskiem. I nic nadto.

Masz waszmość rację, masz rację.

– Tedy co dalej?

– A co niby ma być. Trza się udać do Blois, noclegu jakiegoś poszukać, a jutrzejszego ranka czym prędzej stąd uciec.

– Mądre słowa i decyzja zacna!

– Tedy siadajmyż do karety i ruszajmy! Decyzja zacna za nami, a zacna kolacja przed nami!

Roześmieli się obaj w głos, tylko stangret zachował powagę na twarzy, bo nie rozumiał, o czym panowie rozmawiali, albowiem rozmawiali po polsku.

Pontarlier

To co paniczu? Dokąd teraz? – zapytał pan Bartusz, obcierając sobie wąsy po sutym śniadaniu, złożonym z chrupkiego pszennego chleba, pasztetu z gęsich wątróbek garnirowanego gotowanymi na twardo jajami przepiórczymi i lekkiego półsłodkiego białego miejscowego, ale bardzo zacnego, wina.

Południe, zachód i kawałeczek północy już zjeździliśmy, więc może dla odmiany ruszmy gdzieś na wschód?

– Niechże będzie na wschód. Tylko czy ta karetka wytrzyma? Prosiłem panicza, by się w nową jakąś, mniej wytłuczoną po wyboistych drogach zaopatrzyć…

– Wiem, wiem, alem nie posłuchał. Mea culpa1. Mieliście, waszmość, rację, a jam jej nie miał. Mea culpa! Chociaż, patrząc z innej strony… taki dziadowski pojazd bezpieczniejszy, bo raczej nikt się nie domyśli, że może mieć skrytkę, w której schowano wielki skarb, czyli te moje luidory.

– Więc zdecydowanie na wschód? Do Paryża nie wracamy? – upewniał się pan Zbylut.

– Nie wracamy.

– A dziewka?

Primo nie żadna tam dziewka, tylko demoiselle Pauline, a po drugie dopiero cośmy ją spotkali w tej okolicy i o powrocie do Paryża nie wspominała, ale mówiła za to, że po krótkiej wizycie, jaką ma złożyć dalszym krewnym w Thoury, uda się jeszcze gdzieś dalej, ale nie pomnę już gdzie, nazwa mi uleciała… o już wiem, do Pontarlier! Czy jakoś tak. Tyle że nie mam pojęcia gdzie to.

Zaraz się dowiemy.

Stary szlachcic skinął na oberżystę, a gdy ten się zbliżył, gnąc się w ukłonach, zapytał:

– Dobry człowieku, a wiecie wy, gdzie się znajduje miejscowość Pontarlier? Czy jakoś tak?…

Pontarlier, tak, Pontarlier. Wiem, na wschód od nas, w pobliżu granicy ze Szwajcarią. Sławne to miasto!

– A czym?

Swoją historią, pięknością, wyjątkowością, bo należy do wolnych ludzi, którzy żadnych panów nad sobą nigdy nie mieli, no i znakomitym absyntem2! Można by śmiało rzec, iż to stolica owego trunku!

Pierwsze słyszę. A jakże ów trunek smakuje?

– Dziwnie – gorzki jest i słodkawy zarazem, barwę ma zielonkawą i tylko zapach, mmm! Cudny!

– Skoro tak, to ruszajmy, paniczu. Chociaż wolałbym zamiast dziwacznej wódki krzepkiego piwa się napić, lecz takiego u tych pożeraczy ślimaków i surowego chwastu nie uświadczysz. Niech więc będzie ono Pontarlier. Wpierw jednakowoż niechby miejscowy kowal, czy inny kołodziej obejrzał tę naszą brykę, czy zdatna jest jeszcze na starych kołach przebyć taki szmat drogi. Pamiętajmyż bowiem, że z Bari italskiego, aż tu żeśmy się nią przyturlali. I to w większości przemieszczając się marnymi drogami!

Miejscowi rzemieślnicy orzekli, że kareta całkiem sprawna i można jej będzie jeszcze długo używać, więc nic nie stało na przeszkodzie, by ruszać tam, dokąd zaplanowali.

Spowiedź

Wielebny Jean-Baptiste Girard, jezuita, siedząc w konfesjonale, udawał, że odmawia brewiarz, a tak naprawdę spoglądał rozmarzonym wzrokiem na piękną młodziutką dziewczynę, której w tejże w świątyni jeszcze nigdy nie widział.

Dziewczę tego nie dostrzegło, bo po pierwsze konfesjonał skrywał mrok bocznej nawy, a po wtóre zatopiona była w żarliwej modlitwie.

Po jakimś czasie zamknęła oprawną w zielony safian z wytłoczonym na okładce ozdobnym krzyżem okrytym pozłotą i złoconymi brzegami kart książkę do nabożeństwa. Przeżegnała się i dyskretnie rozejrzała po wnętrzu kościoła. Wypatrzywszy spowiednika, wyszła z ławki i skierowała się w jego stronę.

Wielebny Jean-Baptiste Girard, jezuita, aż się oblizał na jej widok. Pochylił głowę ku kratce oddzielającej go od penitentki i nadstawił ucha.

Laudetur Jesus Christus… – dziewczyna wymówiła słowa katolickiego pozdrowienia.

In saecula… – odpowiedział kapłan i jeszcze baczniej ucha nadstawił.

Dziewczę, a był to nie kto inny, lecz znana już nam Pauline, z niejakim zakłopotaniem poczęła wyznawać swoje grzeszki, bo jakimiś poważnymi wykroczeniami przeciw prawu Bożemu raczej trudno byłoby je nazwać.

Ale wielebny sługa Kościoła bynajmniej tego nie słuchał, ogarnęła go bowiem taka żądza, iż z nieopisanym trudem się tylko hamował, by nie wciągnąć panny do konfesjonału i tę śliczną delikatną twarzyczkę obsypać pocałunkami… na początek oczywiście…

Dziwne? Być może, ale trzeba nam wiedzieć, iż wielebny ojciec Girard, choć przyodziany w zakonne szatki, potajemnie wyznawał idee Amalryka z Beny3, Braci i Sióstr Wolnego Ducha i inszych także kacerzy, którzy dowodzili, iż jedyne co jest odwieczne, to materia, że jest ona nawet Bogiem samym, z której wszystko wzięło początek i do której powróci, więc tak Stwórca, jak i stworzenie są tym samym, co już było grubym panteizmem. Dalej, że dzieje świata dzielą się na trzy okresy – Ojca, Syna i Świętego Ducha, a nam przyszło żyć w tym ostatnim periodzie. A kiedy nastał ów czas, Duch Święty wcielając się w każdą z istot ludzkich, każdą z nich też uczynił Bogiem, więc jeśli każdy z ludzi jest Bogiem, to grzech nie istnieje! I bez względu na to, co kto czyni, byleby miał wiarę, ma jednocześnie zagwarantowane zbawienie.

Nie należy się więc dziwić, że kiedy dziewczyna zakończyła wyznawać przewiny, wielebny mąż ozwał się w te słowa:

– Córko! Niepotrzebnie się trapisz! Wszystko coś tu wyznała, niczym jest.

– Jakże to, ojcze? – zdumiała się Pauline.

– Ano tak, że – a tego zapewne nie wiesz – owo, czego cię uczono, nie zawiera prawdy.

– O czym, ojcze, mówisz?

O tym, że wywodząc się z pierwotnej materii, wszystko jest Bogiem… że czas dzieli się na periody, z których ostatni, to period Ducha Świętego, który wcielając się w każdą istotę – rozumną i bezrozumną przeistoczył ją w Boga… ciebie, dziecko też… dlatego, żaden z twych uczynków nie może być osądzany w kategoriach moralnych, bo coś takiego jak grzech po prostu nie istnieje!

Nie pojmuję. Jeśli nie ma grzechu, występku to również i cnoty? Czy tak mam rozumieć twoje słowa, ojcze?

– Zaiste. Roztropność, sprawiedliwość, umiarkowanie, męstwo – co ludzie nieoświeceni zowią cnotami kardynalnymi, to pęta, które dzierżą duszę w ciemnościach niewiedzy. A niewiedza uosabia Piekło… Ci natomiast, którzy pilnie poszukiwali światła wiedzy pozytywnej, w końcu dotarłszy do niej, uzyskują łaskę wcielenia się w nich Ducha Świętego i przez to oświecenia, iluminacji, osiągając Raj… Bo, zaakcentuję: wiedza to niebo, a ignorancja to piekło. I trzeba ci zrozumieć, dziecko, że oświeceni mają bezpośredni kontakt z Bogiem poprzez Ducha Świętego poprzez wizje i przeżycia mistyczne, aż do chwili, gdy sami stają się bogami… a może i dłużej też… na razie jeszcze tego nie wiem…

– Czemu?

– Zbyt mało światła… zbyt mało… ale to tylko na razie… intensywnie pracuję nad pozyskaniem pełni iluminacji…

– Więc co trzeba czynić?

– Co czynić? Mieć w pogardzie rzekomo boskie nakazy i wszelkie kościelne świętości. To fałszywe sacrum trzeba w miarę możliwości postponować. Najlepiej, bo może to przyspieszyć nadejście Oczekiwanego, po odejściu od konfesjonału grzeszyć cieleśnie ze spowiednikiem, najlepiej w świątyni. Bo tak jak nauczają bracia i siostry alumbrados4, Oczekiwany ma się ponownie narodzić ze współżycia dziewicy z jej kapłanem-spowiednikiem. A ponieważ nie wiadomo, z której dziewicy z którym spowiednikiem, każda winna oddawać się cieleśnie po każdej spowiedzi, z nadzieją, iż to ona dostąpi takiego zaszczytu i błogosławieństwa. I pamiętaj córko, że ci, którzy doznali przebóstwienia, mogą do woli folgować swym cielesnym pragnieniom i zaspokajać pożądliwość bez szkody dla swych dusz. Czy jesteś dziewicą? Powiedz!

Pauline bezwiednie potwierdziła, skinąwszy głową, ale zszokowana milczała, jedno tylko co jej przebiegło przez umysł to to, że nic z tego, co powiedział jezuita, nie ma najmniejszego sensu. Chciałaby uciec, lecz czuła się niczym sparaliżowana. Tymczasem kapłan zamilkł i gwałtownie otworzywszy skrzypiące nieprzyjemnie drzwiczki konfesjonału, wyszedł na zewnątrz, schwycił pannę za rękę i powlókł za sobą do małej zakrystii znajdującej się na zaplecku jednej z bocznych kaplic.

Nie protestowała. Nieopisane przerażenie tak ścisnęło jej gardło, iż nie była w stanie wydobyć z siebie głosu.

Tymczasem Girard zatrzasnął żelazem okute drzwi i przekręcił tkwiący w zamku masywny klucz. Zdjął stułę i komżę i cisnął z rozmachem w kąt, a następnie w jednej chwili rozdział się do naga, co przyszło mu bez trudu, albowiem pod sutanną nie miał nic na sobie i ruszył ku dziewczynie.

Pauline stała w bezruchu jakby tknięta stuporem. Tylko oczy miała rozszerzone tak bardzo, że chyba już bardziej się nie dało. Wyzierał z nich lęk, ale także… pewne niezdrowe zaciekawienie, powolutku przeistaczające się w chorobliwe jakieś podniecenie.

Girard zbliżył się do niej i najpierw zaczął całować oczy, usta, szyję, potem zaś posunął się dalej i zadarłszy spódnicę dziewczęcia, próbował obnażyć jej miejsce intymne.

I w tym momencie zdarzyło się coś, czego ani jezuita, ani Pauline się nie spodziewali. Oto spoza owych żelaznych drzwi dało się słyszeć rozmowę dwóch mężczyzn.

– Powiadam wam, paniczu, że i tu nikogo nie ma. Że też w tym momencie zachciało się paniczowi szukać oczyszczenia sumienia i duchowego pocieszenia! Akurat dziś, akurat teraz i akurat w tym kościele – żołądkował się pan Zbylut Bartusz.

A waszmość nigdy nie miewałeś jakichś nagłych olśnień? Jakichś pragnień? Jakiegoś przymusu, że tu i teraz, że od tego dalszy pański los, a może i życie zależy?

Może miałem, paniczu, a może i nie. Ja sobie czymś podobnym głowy nie zawracam. A panicz taki… rzewliwy i sentymentalny. No! Skoro już wszystko dokoła żeśmy obeszli, to wynośmy się stąd. Kiszki marsza mi grają, a paniczowi nie?

– Niechże wam będzie. Dla waszmości brzuch – jak zwykle – najważniejszy.

– Ba! I owszem. A zaraz po nim zbawienie duszy.

– A nie odwrotnie? – Mikołaj spojrzał karcącym wzrokiem na towarzysza.

– Przecież panicz wie, iż żartowałem!

Jezuita, słysząc rozmowę w nieznanym języku, zakrył dłonią usta Pauline. I to był jego błąd. Dziewczynę w tej samej bowiem chwili puścił paraliż i ukąsiwszy boleśnie księdza w palec, aż się zeń krew polała, poczęła krzyczeć, ile tylko miała sił w piersiach, tym bardziej że zdało się jej, iż w tej nie całkiem dla niej obco brzmiącej mowie rozpoznaje głos Nicoli i jego starszego towarzysza:

Plutôt que de parler, aidez-moi!5

– A to co? – zdumiał się Bartusz.

– Ktoś najwyraźniej prosi o pomoc! Jakaś niewiasta!

– Tedy?

– Tedy trzeba te drzwi sforsować i uwięzioną uwolnić, bo pewnie się zatrzasnęła.

– Zatrzasnęła? Ciekawe, po co tam lazła.

– Może to mniszka jakaś.

– Mniszka? Może. Wszelako ja ponowię pytanie – po co tam lazła? Za czym?

– Może miała posprzątać? – odpowiedział Mikołaj, badając zamek i próbując go podważyć końcem szpady.

Tymczasem jezuita nie czekał co będzie dalej. W mgnieniu oka narzucił na siebie sutannę, wlazł na komodę stojącą tuż pod oknem, złapał się za kamienny parapet, podciągnął na rękach, prześlizgnął przez dość wąskie okno i po chwili wyskoczył na zewnątrz, na trawnik, ryzykując, iż sobie nogi połamie, bo do ziemi było dość daleko, tak ze dwa sążnie6 najmniej.

– Kim, pani jesteś i co ci się przydarzyło? – zapytał pan Białecki.

I w tymże samym momencie Pauline upewniała się co do słuszności swojego wcześniejszego przypuszczenia, że to znajomy jej polski szlachcic.

– Nicola! Panie kawalerze, ratuj!

Demoiselle Pauline? – zdumiał się młodzian.

– W rzeczy samej! – usłyszał odpowiedź, wespół z jednoczesnym metalicznym szczęknięciem otwieranego kluczem zamka.

Masywne drzwi się rozwarły ze skrzypieniem i z zakrystii wybiegła młoda kobieta w potarganym ubraniu i włosami w nieładzie.

– Nicola! – jeszcze tylko tyle zdołała wyszeptać i zemdlona osunęła się na posadzkę.

– Co u licha? Co tu się wydarzyło? – zapytał nad wyraz zdumiony i mocno pobladły z wrażenia panBartusz.

* * *

Gdy Pauline skończyła opowiadać o tym, co się jej przytrafiło w kościele, Mikołaj poza kręceniem głową z niedowierzaniem, bo jako wychowanek sandomierskich jezuitów, nijak nie mógł uwierzyć w przygodę dziewczyny, chociaż przecie miał pewność, iż nie kłamie.

To, co usłyszał, wręcz go zmroziło, a już wcześniej dość mocno nadwątlone fundamenty wiary – dotychczas krzepkiej, prostej i dziecięcej nieomal, jeszcze mocniej spękały. Jeszcze im co prawda nie groziło rozpadnięcie się, jeszcze podtrzymywały gmach jego religijności, ale na ścianach pojawiały się głębokie rysy… i to coraz więcej tych rys było…

Pan Bartusz natomiast, chociaż nie raptus, lecz raczej człowiek spokojny i wyważony, tym razem nie zdzierżył. Odpasawszy szpadę, którą nosił u boku, na jej miejsce zawiesił swoją starą szablę.

– I po cóż wam to? Czemu waszmość tę szablę do boku przytroczyłeś? – zapytał młody pan Białecki.

– Po cóż? Ano po to, iżby tego łotra porządnie wypłazować, a szabla do tego zdatniejsza – wycedził przez zęby.

– Panie Zbylucie! Nie ryzykujcież! Toż to osoba duchowna! Gardłem możecie zapłacić!

– To, że duchowna, to tym bardziej się jej należy, a żebym miał gardłem płacić, to najsampierw musiałby mnie ktoś przy tej robocie zdybać! A taki znów głupi, co by do tego dopuścić, tom akurat nie jest. Panicz wybaczy. Postaram rychło się sprawić. I pomyśleć – dodał – że w Paryżu tę tu oto niewinną dziewczynę pomawiano o zadawanie się z owym łajdakiem, którego nawet nie znała! I dlatego tym bardziej mu się należy!

– Zmierzcha – zauważył Mikołaj.

– To i lepiej, trudniej będzie o świadka.

Obrócił się na pięcie i wyszedł, głośno trzasnąwszy drzwiami.

* * *

Wielebny Jean-Baptiste Girard po przygodzie w zakrystii długo nie mógł dojść do siebie. Nie obawiał się bynajmniej, że dziewczyna rozgada o tym, co ją spotkało i co jeszcze by mogło spotkać, bo choćby nawet nie trzymała języka za zębami, to jej słowo przeciw jego słowu… któż by uwierzył niewieście, a na dodatek młódce i do tego jeszcze obcej?!

Bał się, iż ktoś mógł widzieć, że wyskoczył z kościoła przez okno, a to już mogło pociągnąć za sobą, jeśli nawet nie śledztwo, to przynajmniej szczegółową indagację ze strony władzy zwierzchniej, bo to, co zrobił, było co najmniej niezwyczajne. Dumał więc teraz, obgryzając paznokcie, jak mógłby to wytłumaczyć, żeby było i logicznie i bezpiecznie.

Ten dzień jednak był dlań jakiś pechowy, bo rozmyślania przerwało mu kołatanie do drzwi jego izdebki.

Wstał, podszedł do nich i otworzył. Tuż za progiem, na korytarzu stał brat-laiczek w towarzystwie jakiegoś nieznajomego mężczyzny.

– Ojcze Girard, ten tu szlachcic przyszedł prosić cię, byś mu udzielił ostatniej posługi.

– Jemu? – zdumiał się Girard. – Przecie wygląda jak okaz zdrowia!

– Nie posługi, a przysługi – poprawił przybyły.

– A jakiejże to? – spytał zaintrygowany jezuita.

– A to ci już tylko, ojcze – to ostatnie słowo mocno zaakcentował – mogę wyjawić wyłącznie w cztery oczy.

– Chcesz mi coś wyznać? Wyspowiadać się? To może idźmy do kościoła. Chociaż już zmrok zapadł…

– Nie ma takiej potrzeby. To, co ci mam powiedzieć, mogę powiedzieć i tutaj, byle bez świadków.

Laiczek skłonił się i tyłem wycofawszy z celki, dokładnie i starannie zamknął za sobą drzwi.

– Żebyś wiedział od kogo ta wiadomość, jaką chcę ci ojczaszku przekazać i komu teraz usłużysz, przedstawię ci się. Jestem Zbylut Bartusz, herbu Barszcz alias Wiewiórka, szlachcic polski. A oto owa wiadomość – i wyciągnął szablę.

Ksiądz zadrżał.

– Nie zabijaj mnie, błagam, com ci winien? Litości!… Nawet jednym sou nie śmierdzę… nie pożywisz się na mnie!

A co? Wszystkoś przeżarł i przepił? Lepiej zamknij gębę, łajdaku!

Jezuita posłusznie zamilkł i padłszy na kolana, wyciągnął złożone w błagalnym geście ręce w stronę pana Bartusza.

Nie będę cię zabijał, ale wypłazuję!

– Za co, panie kawalerze, za co?

– Nie wiesz za co? Za tę pannę coś ją chciał w domu Bożym chędożyć!

– Nie znasz sprawy… litości…

– Zamknij gębę, bo naprawdę cię ubiję! Jeśli choć raz piśniesz, ubiję! Ma tu być cisza, jak makiem zasiał! Zrozumiałeś bezwstydny zwyrodnialcu?

Girard przytaknął, kilkakroć kiwając głową.

– No to zadzieraj kiecę.

Duchowny posłusznie w mig spełnił polecenie.

– Klękaj przy pryczy i się nadstaw.

Girard zrobił to, co mu pan Zbylut kazał.

– Wypnij półdupki, ale wpierw zzuj gacie, łotrze.

W jednej chwili w półmroku izby dało się widzieć białawe i chude pośladki świętego męża, a wtenczas Bartusz jął go płazować po owej gołej dupinie bez litości.

Musiało setnie boleć, bo jezuita aż wbił zęby w siennik, co by nie wydać z siebie głosu, lecz wrzeszczeć nie miał odwagi, bo widząc determinację i wściekłość w twarzy i oczach nieproszonego i nieoczekiwanego gościa okrutnie się wystraszył, iż ów nie żartuje i może pociągnąć go nie płazem po zadzie, lecz ostrzem po szyi...

– No, teraz nie usiądziesz w konfesjonale co najmniej ze dwie niedziele. Powinienem ci jeszcze przyrodzenie oberżnąć, ale nie będę rąk brudził takim bazyliszkiem, tę przyjemność pozostawiając komuś innemu, bo że cię ktoś kiedyś w końcu dopadnie, w owo nie wątpię.

Girard cichuśko łkał z bólu, a po policzkach spływały mu strużki łez, bo jego zad doznał nie lada uszczerbku. Przez poodbijaną i pokaleczoną skórą sączyła się krew, a nawet i przezierało żywe mięso.

– No. To ja tylem miał ci do powiedzenia, a ty możesz konfratrom skłamać, żeś się tak dyscypliną umartwiał. Zapamiętaj! Dyscypliną! I jeszcze na tym zyskasz, bo cię wezmą za świętego. Widzisz? Nie ma tego złego, co by na dobre wyjść nie mogło. Ale jakbyś chciał coś z tej naszej rozmowy zdradzić, to wrócę tu i – jak Bóg na niebie – łeb ci odrąbie i bezpańskim psom rzucę na żer.

Bartusz splunął w stronę Girarda i trzasnąwszy drzwiami, wyszedł. Za zakrętem długiego bardzo korytarza oświetlonego ledwie dwoma kagankami czekał nań ów laiczek, który go do celi owego rozpustnika w habicie był przyprowadził.

– I cóż, panie kawalerze? Lżej panu na duszy po spotkaniu z ojcem Girardem? To nasz najlepszy i najbardziej ceniony spowiednik! – powiedział, nie kryjąc dumy, że w jego klasztorze mieszka taka znakomitość.

– A i owszem, braciszku, ulżyło. Oj! Żebyś ty wiedział jeszcze jak! Oj! Jak mi to na duszy pofolgowało, jak ją ukoiło! Tego się opowiedzieć nie da. Ach! Gdybyś wiedział, jak i co teraz czuję, to byś mi bez wątpienia pozazdrościł!

– Starałbym się nie, albowiem zazdrość to grzech, a ja chciałbym dojść do doskonałości. I o to codziennie Pana Jezusa proszę.

Laiczek dopowiedziawszy tych słów, przeżegnał się nabożnie, a następnie uchyliwszy drzwi wchodowych, wypuścił szlachcica na zewnątrz.

Mrok już całkiem otulił miasto, cicho było, a chłodne powietrze przyjemnie studziło rozgrzaną wprzódy głowę pana Bartusza…

=-=================-===============-=

Książkę w wersji papierowej można, klikając w poniższy link, kupić tu:

https://ksiegarnia-armoryka.pl/Cmentarz_Swietego_Medarda_Andrzej_Juliusz_Sarwa.html

1Moja wina (łac.).

2Absynt gorzkawa wódka ziołowa ze znacznym dodatkiem piołunu (Artemisia absinthium), z tym że nie wiadomo czy w roku 1711 już go znano, bo pierwsza potwierdzona zapiska, dotycząca produkcji tego trunku (początkowo lekarstwa – uważanego nieomal za panaceum) pochodzi dopiero z 1792 roku.

3Amaury de Chartres, zwany Amalrykiem z Beny (?-1204), profesor uniwersytetu paryskiego, heretyk głoszący panteizm.

4Ruch alumbrados miał korzenie żydowskie, muzułmańskie i kwietystyczne, obiecywał iluminację przez osobisty bezpośredni kontakt z Bogiem Ojcem przez Ducha Świętego przez wizje i doświadczenia mistyczne, które prowadziły do zbawienia, bez pośrednictwa Kościoła hierarchicznego. Kolebką sekty była Salamanka, a pierwszą nauczycielką prawdopodobnie niejaka María de Santo Domingo tamże urodzona, bardziej znana jako Beata de Piedrahita. Alumbrados ostatecznie zanikli w latach dziewięćdziesiątych XVIII stulecia we Francji, pośrednio przygotowując jednak klimat dla rewolucji z 1789r.

5Zamiast rozmawiać, pomóżcie mi! (fr.).

6Sążeń – dawna miara długości licząca niecałe 2 metry.

Obliczamy szanse p.rezydentów

Obliczamy szanse prezydentów

Stanisław Michalkiewicz szanse 18 marca 2023

Nie zmienia się koni podczas przeprawy – głosi słynne ludowe przysłowie – toteż nic dziwnego, że i kadencja I Sekretarza NATO, pana Jensa Stoltenberga, ma zostać przedłużona może nawet do kwietnia 2024 roku – ale nie jest wykluczone, że zostanie przedłużona jeszcze raz – do listopada 2024 roku, kiedy to w Ameryce odbędą się wybory prezydenckie. Myślę, że nawet wojna na Ukrainie może się do tego czasu przeciągnąć, bo prezydent Biden powiedział w Warszawie, że Ukraina „musi zwyciężyć”. Dlaczego „musi” – tego już nie powiedział, ale sami możemy się domyślić, że gdyby nie zwyciężyła, to i prezydent Biden też mógłby nie wygrać wyborów na drugą kadencję tym bardziej, że złowrogi Trump już teraz go oskarża o przyczynienie się do tego konfliktu. Choćby z tego względu wojna musi przeciągnąć się aż do listopada 2024 roku, bo gdyby prezydent Biden te wybory przegrał, to mogłaby się zakończyć „zwycięstwem”, choćby w postaci „zamrożenia konfliktu”, o którym wspominała amerykańska ambasardoressa przy NATO jeszcze w ubiegłym roku. Skoro tak, to czemuż kadencja pana Stoltenberga nie mogłaby przeciągnąć się aż do roku 2025?

Nic nie stoi na przeszkodzie, a przeciwnie – świetnie by się składało, bo w 2025 roku zakończy się druga kadencja pana Andrzeja Dudy na stanowisku prezydenta naszego bantustanu. Dla „byłych ludzi”, zwłaszcza młodych – a pan prezydent, jak na swój wiek, jest przecież młody – problem znalezienia jakiegoś godnego zajęcia po zakończeniu prezydentury, jest szalenie ważny. Losy Aleksandra Kwaśniewskiego, który musiał korzystać ze wsparcia ukraińskiego oligarchy z pierwszorzędnymi korzeniami, zięcia byłego prezydenta Kuczmy, a potem kręcić lody do spółki z synem prezydenta Bidena, Hunterem, o których kremlowska propaganda opowiada dziś cuda-cudeńka, stanowią dostateczną przestrogę. Toteż trudno się dziwić panu prezydentowi Dudzie, że nie chciałby puszczać się na żadne hazardy i chciałby zawczasu zyskać jakąś pewność co do swego dalszego losu.

Tymczasem na mieście („a tymczasem na mieście inne były już treście” – wspomina poeta) pojawiły się fałszywe pogłoski, jakoby trzech ambasadorów państw NATO poparło kandydaturę na I Sekretarza Sojuszu byłego prezydenta naszego bantustanu Aleksandra Kwaśniewskiego. Aleksander Kwaśniewski zawsze chciał być I Sekretarzem, jak nie KC PZPR, to Organizacji Narodów Zjednoczonych, a w ostateczności – niechby i NATO. Spełniłby w ten sposób, co prawda po latach, ale lepiej późno, niż wcale, swoje marzenie. No dobrze – ale marzenia to jedna sprawa, a szanse – to sprawa druga. Postawmy zatem pytanie, czy pan Aleksander Kwaśniewski ma szanse na objęcie stanowiska I Sekretarza NATO?

Myślę, że nie jest ich pozbawiony. Za jego kandydaturą przemawiają dokonania, które przedstawię chronologicznie. 10 lipca 2001 roku, prezydent Kwaśniewski, przemawiając podczas hucpy zorganizowanej w Jedwabnem w ramach „upokarzania Polski”, przyłączył się do oskarżeń narodu polskiego, że jest współodpowiedzialny za dokonaną przez Niemców masakrę europejskich Żydów w czasie II wojny światowej w ten sposób, że „w mieniu narodu polskiego” za ten współudział „przeprosił”. Z całą pewnością ta zdrada prezydenckiej przysięgi musiała zostać zauważona przez żydowskie organizacje przemysłu holokaustu, przede wszystkim amerykańskie. a ponieważ AIPAC, czyli rodzaj żydowskiego Sanhedrynu, ma w USA spore wpływy polityczne do tego stopnia, że mówią, iż „ogon wywija psem”, to – zakładając oczywiście, że Żydzi są solidarni i nie pozbawieni uczucia wdzięczności – to kandydatura Aleksandra Kwaśniewskiego może liczyć na ich poparcie, a co za tym idzie – również na poparcie amerykańskich twardzieli. Ponadto Aleksander Kwaśniewski, jako prezydent i zwierzchnik Sił Zbrojnych, a więc również – starych kiejkutów – nie sprzeciwił się zainstalowaniu w Starych Kiejkutach tajnego więzienia CIA. Amerykańskie samoloty dowoziły z koncentraka w Guantanamo na Kubie delikwentów na lotnisko w Szymanach, skąd byli oni dowożeni do Starych Kiejkutów, gdzie amerykańscy pierwszorzędni fachowcy ich oprawiali, a stare kiejkuty stały na świecy, za co potem dostały od CIA 15 mln dolarów w gotówce. Toteż amerykańscy twardziele mogą na kandydaturę Aleksandra Kwaśniewskiego na I sekretarza NATO spoglądać życzliwie, bo co to komu szkodzi, jeśli na czele Sojuszu stanąłby człowiek zdolny do wszystkiego? Wreszcie – jak już wspomniałem – na Ukrainie Aleksander Kwaśniewski kręcił lody do spółki z Hunterem Bidenem, dzięki czemu mógł zaskarbić sobie życzliwość aktualnego amerykańskiego prezydenta.

Jak widzimy, nie jest on pozbawiony szans, chociaż za panem prezydentem Dudą też przemawiają podobne dokonania. Pan prezydent Duda w lipcu 2017 roku, po 45-minutowej rozmowie telefonicznej z Naszą Złotą Panią z Berlina, zapowiedział zawetowanie przyjętych w maju tego roku ustaw sądowych, a potem tę zapowiedź spełnił.

Ponieważ rząd uznał, że skoro pan prezydent lepiej wie, jak powinny być zorganizowane sądy, to niech przedstawi swój projekt. I tak się stało. Projekt pana prezydenta Dudy został uchwalony przez Sejm, no a teraz mamy z tego powodu nieustanne zgryzoty, a Komisja Europejska podyktowała panu ministrowi Szynkowskiemu (vel Sękowi) formułę bezwarunkowej kapitulacji Polski. To również przez amerykańskich twardzieli może być uznane za dobrą kwalifikację na stanowisko I Sekretarza NATO, nie mówiąc już o Niemcach, dla których też postępek pana prezydenta stanowił prawdziwy dar Niebios. Podobnie zarówno przez Niemców, jak i przez Żydów, a co za tym idzie – również amerykańskich twardzieli – może być życzliwie potraktowane milczenie pana prezydenta Dudy, a nawet przeciwdziałanie przez polskiego wiceministra spraw zagranicznych, pana Magierowskiego, podjętej przez Polonię Amerykańską próbie zablokowania w amerykańskim Kongresie ustawy nr 447, dzięki czemu została ona przez przeszkód przeforsowana, a następnie, w 2018 roku podpisana przez prezydenta Trumpa. Ponadto w listopadzie tego samego roku prezydent Duda odbył w Białym Domu 20-minutową rozmowę w cztery oczy z prezydentem Trumpem. Tego samego dnia wieczorem, na przyjęciu w ambasadzie polskiej w Waszyngtonie, odbywało się z udziałem pana prezydenta Dudy przyjęcie z okazji 100 rocznicy odzyskania przez Polskę niepodległości. Pan prezydent został zapytany, czy podczas tej rozmowy z prezydentem Trumpem została poruszona sprawa ustawy nr 447. Pan prezydent odparł, że nie, „bo strona amerykańska tego nie zaproponowała”.

Taki nieśmiały wobec amerykańskich twardzieli kandydat może chyba liczyć na ich poparcie przy obsadzaniu stanowiska I Sekretarza NATO, nie mówiąc już o tym, iż pan prezydent Duda nie potrafi postawić granic poświęceniom, jakie Polska powinna ponieść dla Ukrainy, łącznie ze swoim samodzielnym istnieniem, bo przecież pomysł „unii” polsko-ukraińskiej wyszedł 3 maja ub. roku z jego ust.

Należy zwalczyć programy Agendy 2030 i Wielki Reset. Potrzebujemy sojuszu antyglobalistycznego. Carlo Maria Viganó, Arcybiskup

Należy zwalczyć programy Agendy 2030 i Wielki Reset. Potrzebujemy sojuszu antyglobalistycznego

+ Carlo Maria Viganó, Arcybiskup

vigano-message Moskwa 14 marca 2023


 Drodzy Przyjaciele, wielką radość sprawia mi możliwość skierowania do Was krótkiego przesłania z okazji powstania Międzynarodowego Ruchu Poparcia Rosji. Manifest tego stowarzyszenia zaczyna się od słowa, które, jak się wydaje, zniknęło z zachodniego słownika: słowem tym jest przyjaźń. W tym przypadku jest to przyjaźń z narodem rosyjskim, podzielana przez wielu ludzi na całym świecie, oraz przyjaźń narodu rosyjskiego z innymi narodami. Jest to przyjaźń w duchu braterstwa, które ma swój fundament w uznaniu, że jesteśmy dziećmi jednego Ojca Przedwiecznego oraz braćmi i siostrami w Panu Naszym Jezusie Chrystusie.

Kiedy Cesarstwo Zachodnio-rzymskie straciło swoje znaczenie polityczne pod naporem barbarzyńców, rolę tę przejął Konstantynopol. A kiedy w wyniku podboju Mahometa II, upadło Cesarstwo Wschodnio-rzymskie, to właśnie Moskwa ocaliła jego polityczne i religijne dziedzictwo oraz jego świętych. Obecny kryzys pokazuje nam upadek skorumpowanego Zachodu, na którym nie ma już papieża Leona Wielkiego, który mógłby go uratować.  Zachód ma szansę przetrwania, jeśli potrafi odzyskać swoją opatrznościową misję i rozpoznać to, co łączy go z misją Rosji.

Ostatnie wydarzenia pokazują nam, że materialistyczny ateizm, który niszczył Imperium Rosyjskie i świat od 1917 roku – jak zapowiedziała Najświętsza Maryja Panna w Fatimie – dołączył dziś do liberalnej ideologii globalistycznej, która leży u podstaw delirycznego projektu Nowego Porządku Świata. Jak słusznie zauważył w niedawnym przemówieniu prezydent Władimir Władimirowicz Putin, jest to piekielny projekt, w którym nienawiść do cywilizacji chrześcijańskiej chce stworzyć społeczeństwo niewolników podporządkowanych elitom z Davos. Chce stworzyć upiorne społeczeństwo bez przeszłości i bez przyszłości, bez wiary i bez ideałów, bez kultury i bez sztuki, bez ojców i matek, bez rodziny i duchowości, bez nauczycieli i przewodników duchowych, bez szacunku dla starszych i bez nadziei dla naszych dzieci.
Trudno się dziwić, że po dechrystianizacji świata zachodniego, elita ta uważa Rosję za wroga, którego należy obalić. Niezaprzeczalnie, Federacja Rosyjska jest ostatnim bastionem cywilizacji opierającej się barbarzyństwu i gromadzi wokół siebie te narody, które nie zamierzają ulec kolonizacji NATO, ONZ, Światowej Organizacji Zdrowia, Banku Światowego, Międzynarodowego Funduszu Walutowego i niezliczonych fundacji, których celem jest indoktrynacja mas, manipulacja informacją, tworzenie „kolorowych wiosen” w celu destabilizacji legalnie wybranych rządów i sianie chaosu, wojen i nieszczęść jako narzędzia sprawowania władzy.

Po niedawnej farsie pandemii – przeprowadzonej przy użyciu zbrodniczych metod, których nie wahałem się potępiać od początku 2020 roku – nastąpiły nowe kryzysy – w tym kryzys ukraiński. Były one celowo sprowokowane w celu zniszczenia tkanki społecznej i gospodarczej państw, zdziesiątkowania ludności świata, skupienia kontroli w rękach oligarchii, której nikt nie wybierał i która dokonała prawdziwego globalnego zamachu stanu, za który prędzej czy później odpowie przed światem.
Teoretycy tego przewrotu mają nazwiska i twarze, począwszy od George’a Sorosa, Klausa Schwaba i Billa Gatesa. Ci, którzy dziś deklarują, że Rosja jest wrogiem, uważają Europejczyków, Amerykanów, Australijczyków i Kanadyjczyków za wrogów i tak ich traktują; prześladując ich i zubażając. Jednak gdy emisariusze Światowego Forum Ekonomicznego w zachodnich rządach mogą stanowić prawo wbrew dobru własnych obywateli i trzymać w garści światowych przywódców, zmiany reżimu, które odniosły  sukces w innych państwach, zatrzymały się na granicach Rosji. Niezbędne do tego było oszustwo wyborcze w 2020 roku w Stanach Zjednoczonych Ameryki, aby powstrzymać politykę prezydenta Donalda Trumpa. Podobnie stało się w 2013 roku, gdy „głębokie państwo” i „głęboki kościół” zdołały skłonić papieża Benedykta XVI do rezygnacji i wybrać osobę miłą Nowemu Porządkowi Świata, czyli jezuitę Jorge Mario Bergoglio.
Wasze zaangażowanie musi zdecydowanie promować przyjazne stosunki Rosji ze wszystkimi państwami, zgodnie z zasadą wielo-biegunowości, która w mądrej, długoterminowej wizji politycznej jest najlepszym sposobem na zwalczenie monopolu globalizmu. Ale ta przyjaźń, te zgodne relacje i współpraca, nie mogą pomijać potępienia zamachu stanu dokonanego przeciwko ludzkości przez tych niebezpiecznych wywrotowców, których deklarowanym celem jest ustanowienie piekielnej tyranii, w której panuje nienawiść do Boga, nienawiść do człowieka stworzonego na Jego obraz, gdzie panują choroby, śmierć, ignorancja, ubóstwo, przemoc, egoizm i korupcja.  Tak właśnie wygląda królestwo Antychrysta.
Ten Lewiatan musi zostać nazwany i zwalczony poprzez wspólne działanie wszystkich wolnych narodów. Przede wszystkim, należy zwalczyć punkty  programowe Agendy 2030 i Wielki Reset. Potrzebujemy sojuszu antyglobalistycznego, który zwróci obywatelom odebraną im władzę, a państwom suwerenność, która została oddana w ręce lobby z Davos. Federacja Rosyjska oraz wasza inicjatywa odegrają w tym wysiłku decydującą rolę. Celem jest przywrócenie narodom Zachodu poczucia dumy ze swojej wiary i cywilizacji, do której powstania przyczynili się również święci Cyryl i Metody.
Toczymy dziejową bitwę: chroni nas Najświętsza Dziewica, chwalebna Nikopeia [Zwycięska. md] wraz z Archaniołem Michałem. Zwycięstwo należy do Chrystusa i do tych, którzy zdecydują się stanąć pod świętym sztandarem Krzyża.
+ Carlo Maria Viganó, Arcybiskup
tłum. Sławomir Soja

—————-

=======================

To jest przesłanie do Rosjan, do Rosji, nie do Putina. Mirosław Dakowski

Zwolennicy PŁASKIEJ ZIEMI, a zwolennicy darwinizmu. Podobne wyrazy – po kilka razy… O wierzeniach darwinistów. 16 minut.

Podobne wyrazy – po kilka razy.. O wierzeniach darwinistów.

Podobne wyrazy – po kilka razy.. O wierzeniach darwinistów.

16 minut.

Zwolennicy PŁASKIEJ ZIEMI, a zwolennicy darwinizmu | prof. Mirosław Dakowski

Podobne wyrazy – po kilka razy.. O wierzeniach darwinistów.

16 minut.

Gady i gadzie pieniądze

Gady i gadzie pieniądze

[Nie mój pogląd, jest zbyt wąski, ale .. ciekawy, a u mnie bez głupiej cenzury.. Mirosław Dakowski]

Jerzy Lubach https://niezalezna.pl/478592-gady-i-gadzie-pieniadze

Niemal rok temu napisałem dla portalu Niezależna.pl. tekst „Nasi reptilianie”, w którym starałem się przeniknąć powody tak niesłychanej nienawiści do Polski, jaką prezentują antypolskie partie totalitarnej opozycji. Doszedłem do wniosku, że to nie są po prostu wyrodki biorące forsę od wrogów za plucie na ojczyznę, ale przedstawiciele obcej rasy – reptilian, gadokształtnych kosmitów umiejących przybierać ludzkie kształty. Wierzących w ich istnienie uważa się za kompletnych szurów, no ale jak tu nie wierzyć, gdy znad markowego garnituru co rusz na moment wystaje gadzi łeb z rozdwojonym językiem? Reptilianie mogą mieć dowolne pseudoludzkie oblicze – Putina, Tuska, Scholza – ale jedno mają wspólne: to nieludzkie, zimnokrwiste spojrzenie.

Według poważnych badań przeprowadzonych w USA w 2013 r. 30 proc. Amerykanów uważa, że istnieje światowy spisek zmierzający do oddania pełnej władzy garstce pretendentów do rządzenia nami wszystkimi, a 4 proc. uważa, że to właśnie reptilianie! Bzdura totalna, nieprawdaż? Przecież nikt nie zamierza nam zabrać samochodów i przesadzić na rowerki, zamknąć w obozach koncentracyjnych – „miastach 15 minut”, nikt z bogaczy nie mówi nam, że za dużo żremy i mamy się przerzucić z mięsa na robale, nikt nie zabierze nam ogrzewania w zimie, bo to szkodzi planecie, wszystko to nam się tylko przywidziało!

Niemiecka tajna kiesa na pismaków

A tu się nagle okazuje, że gady istnieją naprawdę, co więcej, są potajemnie finansowane przez niektóre państwa – o dziwo, akurat te Polsce skrajnie wrogie – by wykonywały na ich zlecenie brudną robotę. Oto rząd naszego sojusznika w NATO i UE, Republiki Federalnej Niemiec, zmuszony był przyznać, że płacił 200 dziennikarzom zarówno mediów publicznych, jak i prywatnych za „moderowanie nastrojów społecznych”. Czyli w praktyce wszelkimi sposobami propagowanie posunięć władz, także tych ewidentnie szkodliwych dla Europy i świata, jak wspieranie przez całe dekady imperializmu rosyjskiego. Ileż to się nasłuchaliśmy niemieckich pouczeń, że Nord Streamy to prywatne przedsięwzięcie czysto biznesowe, niemające wcale zaszkodzić Ukrainie ani Polsce, że rujnowanie polskich stoczni na korzyść niemieckich czy dewastowanie polskiego sądownictwa rękami agend unijnych – to wszystko dla naszego dobra!

Najgorsze zaś, że choć teraz dopiero Niemcy zmuszone to były przyznać oficjalnie, w istocie wszystko to uprawiają wobec sąsiadów od ładnych już paru stuleci, a cały ten proceder ma w historiografii od lat 60. XIX w. dźwięczną nazwę: Reptilienfonds, czyli fundusze gadzinowe. Wymyślił je twórca Rzeszy Niemieckiej, kanclerz Otto von Bismarck, anektując pieniądze wcielonego do niej na siłę Królestwa Hanoweru i wykorzystując je całkowicie bezprawnie do opłacania napastliwych artykułów pod adresem króla zbiegłego do Francji i jego tamtejszych protektorów, a później wobec wszystkich innych „wrogów Rzeszy”.

Definicja gadziny

W 1869 r. usiłował zalegalizować tę pozaprawną praktykę w pruskim parlamencie, co zablokowała opozycja, choć kanclerz wywodził: „Wydaje mi się, że zasługujemy na państwa wdzięczność, gdyż oddani jesteśmy pościgowi za złośliwymi gadami aż do głębi ich nor, by obserwować, co knują”.
Opozycyjna prasa zmieniła jednak znaczenie słowa „gady”, odnosząc je nie do prawdziwych ani mniemanych wrogów Niemiec, ale właśnie do przekupionych przez władze publicystów. Sam fundusz zaś zyskał miano gadziego. Rozgoryczony takim postrzeganiem w jego mniemaniu jak najbardziej słusznych działań w interesie państwa Bismarck skarżył się w 1876 r.: „Jak powstało określenie gad? Ja gadami określałem tych ludzi, którzy z ukrycia intrygują przeciw naszej polityce, przeciw polityce państwa. A obecnie zmieniono znaczenie tego słowa, gadami zaś nazywa się właśnie tych, którzy wyrażają to, do czego dąży rząd”.

Podsumujmy: Reptilienfonds, fundusze gadzinowe, naprawdę istnieją, to tajne niemieckie fundusze rządowe wykorzystywane w celach politycznych do kupowania wpływów i opłacania przychylności prasy bądź wypłat łapówek. Wszystko zaś w równie zbożnym jak u Bismarcka celu powołania nowej Rzeszy pod płaszczykiem UE.

Reptilienpresse, czyli polskojęzyczne gadzinówki

I kilka ciekawych faktów – ujawniona z musu w Bundestagu lista 200 „gadzinowych” publicystów „nie obejmuje dziennikarzy opłacanych przez Federalną Służbę Wywiadowczą”. A były kanclerz Bundesrepubliki Gerhard Schröder, sługus Putina w gazowym podboju Europy, do 1 marca ubiegłego roku, czyli już po napaści Rosji na Ukrainę, był nadal doradcą w spółce medialnej Ringier AG, będącej właścicielempolskich rzekomo mediów – „Faktu”, „Newsweeka” i Onetu, które mają zwyczaj rozczulać się np. nad ciężkim losem żołnierzy Wehrmachtu w okupowanej Polsce i prześladowaną wielką kulturą rosyjską, a o Polsce mają do powiedzenia wszystko co najgorsze. Podczas okupacji Niemcy także oferowali polskim podludziom z Generalnego Gubernatorstwa dostęp do wiedzy o wielkości Rzeszy dzięki polskojęzycznym gazetom, słusznie przez Polaków zwanym gadzinówkami.

Tu pojawia się nowy aspekt – wszak ktoś te gadzie pieniądze zarabiał, pisząc antypolskie paskudztwa, wówczas przeciw polskiemu rządowi na uchodźstwie, dziś przeciw świętemu papieżowi. Wielbiciele twórczości J.R.R. Tolkiena wiedzą, że miano „Gadziego Języka” nosiła jedna z najpodlejszych postaci jego sagi, szpieg zaprzedanego złu czarodzieja Sarumana, przez lata zatruwający zwątpieniem dusze mieszkańców Rohanu jako główny doradca ich króla. Rozesłane po bastionach oporu „gadzie języki” ostatnio niezwykle nasiliły swoją działalność w naszym kraju.

Gad gadowi krzywdy nie zrobi

I nic w tym dziwnego, bo z samotnych Okopów Świętej Trójcy Polska w ostatnich latach w przyspieszonym tempie przekształca się w czołowe ogniwo stworzonego przez siebie i rosnącego w siłę sojuszu podobnie „zacofanych obyczajowo” państw Trójmorza, czyli wschodniej flanki NATO, coraz ściślej współpracującej z broniącą się przed rosyjską barbarią Ukrainą. Wszystko to usiłują na zlecenie swych mocodawców deprecjonować lokalne „gadzie języki”, u nas np. pod podłym a nieprawdziwym hasłem „To nie nasza wojna!”.[Oj, nie nasz, kolego, nie nasza.. Mirosław Dakowski]

Ostatnio mogliśmy się zaś dowiedzieć, że polityka niemiecka i na tym polu ma swój podwójny cel: broń Boże nie ukrzywdzić Rosji, a dowalić Ukraińcom i oczywiście Polakom. Niemcy chcą bowiem skreślenia siódmego punktu tzw. konkluzji Rady Europejskiej rozesłanych do państw członkowskich w celu negocjacji. W punkcie tym znalazł się zapis o „pełnym poparciu Unii Europejskiej na rzecz ustanowienia międzynarodowego mechanizmu rekompensat za szkody i straty, a także zebranie dokumentacji z dowodami oraz roszczeniami w odniesieniu do szkód spowodowanych przez Rosję”. Zapis głosił też konieczność wykorzystania na potrzeby odbudowy Ukrainy zamrożonych i przejętych aktywów rosyjskich.
Niemcy żądają wykreślenia tego fragmentu, proponując własny zapis o „potrzebie powstania mechanizmu rejestrowania strat spowodowanych przez Rosję”. Czyli w istocie – żadnych pieniędzy za rosyjskie zbrodnie dla Ukrainy! Czy ta lojalność wobec rosyjskiego wspólnika może dziwić, gdy Niemcy nie chcą wszak płacić nam za swe własne nierównie większe zbrodnie? Która z „polskich” gadzinówek jako pierwsza weźmie się do usprawiedliwiania takiego stanowiska gadów? Co ja mówię – Herrenvolku!
Nikt wszak nie odwołał „für Deutschland”, choć Opposition Führer udaje, że nigdy tego nie powiedział. Gadzie pieniądze wcale im nie śmierdzą, choćby na banknotach jako główny bankier podpisał się sam Lucyfer.

===========================

Valdu Pedescou 17.03.2023

Prawdopodobnie owe fundusze nie ograniczają się do mediów. Wywłaszczenie Polaków w latach 90. z państwowego przemysłu i rolnictwa mogło być finansowane gadzinowymi funduszami na łapówki, szantaże i inne środki nacisku/podstępu.

„Rosja nas weźmie pod swoją opiekę”, czyli Stany Zjednoczone Europy

„Rosja nas weźmie pod swoją opiekę”, czyli Stany Zjednoczone Europy

seaman 

https://www.salon24.pl/u/seaman/1290284,rosja-nas-wezmie-pod-swoja-opieke


Sytuacja miała miejsce w niemieckim obozie koncentracyjnym Ravensbrück na przełomie lat 1944/45, a dotyczyła planów na przyszłość Europy, jakie już wtedy niemieccy komuniści snuli wspólnie z sowietami. Cytat pochodzi z książki Karoliny Lanckorońskiej. Jest to opis krótkiej rozmowy między więźniarkami, choć wynika z niej, że kwestia już wcześniej była przez nie  omawiana.

Myślę, że zarówno cytat, jak i samo zagadnienie są dziś bardzo aktualne, a warto poznać korzenie chorych idei, które miały zapanować nad Europą, a które nieprzerwanie sufluje nam kanclerz Scholz.

…Gdy tam stałam, podeszła do mnie kobieta bardzo wysoka i bardzo koścista, i zapytała o moją narodowość. Gdy jej powiedziałam, że jestem Polką, odpowiedziała: „Ja jestem Niemką, ale z tych, które walczą o Stany Zjednoczone Europy”. – „Pod przewodnictwem Rosji?” – zapytałam z miejsca, ponieważ już znałam to hasło z rozmów „okiennych”. „Tak, tak” – odpowiedziała z ożywieniem. – „Oczywiście Rosja nas weźmie pod swoją opiekę, pójdziemy za jej przykładem. – „Ładna perspektywa” – pomyślałam…”. (Karolina Lanckorońska, „Wspomnienia wojenne”).

——————————–

Karolina Lanckorońska nie dożyła czasu, kiedy ta perspektywa niemal się ziściła. O mały włos zostaliśmy jej ofiarami, tylko Putin za wcześnie odkrył karty. Dzisiaj Niemcy nadal nie ukrywają chęci objęcia przywództwa w Europie. Jednocześnie nie wykluczają współpracy z Rosją, choć zastrzegają sobie, że to ma być Rosja poputinowska. Niestety, Niemcy jeszcze nie wytrzeźwiały po nocy poślubnej z Rosją  putinowską.

Akurat nam Polakom putinowska, czy poputinowska Rosja nie robi różnicy, bo wiemy, że to będzie ta sama Rosja. Mamy bowiem bogate doświadczenie. Ktokolwiek tam rządził, to zawsze przy pomocy ludobójczej sitwy, tylko nazwiska i nazwy tych instytucji się zmieniały. A imperialne ambicje są zapisane we łbie najciemniejszego mużyka z nad Wołgi.

Niemcy na serio uważali się za nadludzi i udowadniali tę nadludzkość naukowymi teoriami. A jeśli przypatrzeć się Niemcom dzisiaj, to nadal demonstrują nieznośną wyższość, która nie pozwala ich sąsiadom cieszyć się niezmąconą pogodą ducha. Rosjanie z kolei mają się za święty naród będący emanacją czystego dobra i też mają na to naukowe badania. A jakżeby inaczej. I nie poddają się zwątpieniu w swoje boskie posłannictwo. Oba narody łączy także skłonność do ludobójstwa w obronie rzekomej nadzwyczajności. Niemiecki Lebensraum świetnie współgra z z imperialną zachłannością Ruskiego Mira.

Zatem jeśli oba te państwa przetrwają wojnę na Ukrainie w znośnej kondycji, to Polska nie będzie bezpieczna. Nie będzie, bo ten sojusz zostanie odtworzony w starej postaci i ze starym przesłaniem. Już oni wtedy nami się zaopiekują po swojemu. Jedno z tych państw  musi zostać zmarginalizowane, żeby to zabójcze przymierze nie przetrwało. Na razie wygląda, że wybór pada na Rosję. Ale czy ostatecznie padnie na którekolwiek z nich?

Mówi się dużo o wariancie, w którym USA odpuszczają nasz kontynent, żeby zająć się Chinami. Ma to być rzekomo rozpatrywane przez Partię Republikańską, jeśli wygra wybory.

Tymczasem jest oczywiste, że USA nie mogą ot tak odpuścić Europy i zająć się tylko Chinami, gdyż w takim przypadku będą miały przeciwko sobie również Europę zdominowaną przez sojusz rosyjsko-niemiecki.

Tak przynajmniej wygląda to z logicznej perspektywy obserwatora-szaraka. Taka koalicja nie będzie tolerować obok siebie większego gracza. Nie po to tworzy się sojusz dwóch dominatorów, żeby ścierpieć obok siebie demokrację. Pod takim przywództwem Europa otwarcie zwróci się przeciwko Stanom Zjednoczonym, które muszą temu zapobiec.

Jedynym sensownym wyjściem z naszego punktu widzenia jest w takim razie utworzenie przy pomocy USA potężnego bloku państw bezpośrednio zagrożonych przez tandem niemiecko-rosyjski. Od Skandynawii po Bałkany, włącznie z Wielką Brytanią i Ukrainą. Taki blok  zmityguje zapędy nawet tej upiornej spółki nadludzi ze świętym narodem. 

Oczywiście, istnieje możliwość, że USA jednak postawią przysłowiową kreskę na nasz kontynent, czyli sytuacja będzie analogiczna jak przed II Wojną Światową, kiedy Roosevelt pod presją społeczną ociągał się przed zaangażowaniem w europejski konflikt. Wtedy musimy liczyć po pierwsze na siebie, a po drugie, że znajdzie się jakiś nowy Churchill, który przekona amerykańskiego przywódcę, ktokolwiek nim będzie. Tylko dla porządku jeszcze wspomnę, że Stanom Zjednoczonym równie dobrze może się przytrafić jakieś nowe Pearl Harbor, choć tego Amerykanom nie życzę. [Przecież to było „przeoczenie” CELOWE, chłopie.. MD]

The cause of China’s coming economic disaster in one word –POPULATION.

Can China’s Xi Jinping Keep His Authority Over a Nation of Pessimists?

The cause of China’s coming economic disaster is summed up in one word –POPULATION.

Laying flat, let it rot, and the last generation.

by Edwin Benson nation-of-pessimists

“Xi must be in a panic. His primary form of diplomacy is to intimidate others. If you’re going to have the world’s largest economy, if you’re going to be the most populous society, yeah, you can intimidate others.

But if your country is rapidly shrinking, and that’s what’s going to happen to China, then no one’s going to be particularly scared.”

A Gathering Storm

These are the words of China scholar, lawyer, and journalist Gordon Chang. Mr. Chang is the author of The Coming Collapse of China (2001) and The Great U.S.-China Tech War (2020).

Every aspiring author knows that making hyperbolic statements is an effective way to sell books. Still, a surprising variety of publications have swung around to Mr. Chang’s point of view, including at least one unlikely coupling, Fox News and CNN. Recently, the New York Times and the Washington Post have done lengthy articles describing China’s imminent peril.

They all agree that the cause of China’s coming economic disaster can be summed up in one word population.

A Myth and a Reality

Many modern Americans may be surprised at China’s precarious state. After all, for the last four decades, the popular analysis has been that China is a growing economic powerhouse with ever-lengthening tentacles in nations worldwide, including the United States. Within the last few weeks, American news watchers saw news of a massive Chinese “spy balloon” taking its leisurely course over U.S. missile installations in the Great Plains. Some coverage mentioned that the Chinese had purchased extensive farmland holdings near those installations.

Yet, the population figures are compelling. Fox reports, “A United Nations forecast shows China’s population decreasing 100 million by 2050 and 600 million by 2100.”

They are well on their way. In 2022, China’s population fell by 850,000. That same year, Chinese women gave birth to about half the number of babies that they did in 2016 9.6 million vs. 17.9 million. If the 2022 tally is accurate (and figures coming out of China are always doubtful), the birth rate was half the replacement rate.

What can explain this demographic disaster?

Bureaucratic Errors and Pessimism

First, the disastrous “one-child policy” that dominated the nation from the eighties until roughly 2015. The myth that China’s population was too large to be fed goes back at least to 1900. Therefore, China’s Communist leaders deliberately tried to shrink the population by limiting each set of parents to one child. However, this policy had one massive unintended consequence. Since Chinese parents depend on their sons to provide for them as they age, most want their one child to be a boy. Girls were selectively aborted, adopted by couples in other countries, or abandoned to starvation.

Second, many conditions indicate that much of China’s current population is deeply pessimistic about the future. They suffer from the emptiness of materialism that teaches there is nothing beyond material things. The spiritual appetites are thus neglected. Among China’s young adults, this has resulted in three phrases that make their way around social media— laying flat, let it rot, and the last generation. All three indicate that young Chinese see little, if anything, to work for because the future, in their estimations, is incredibly bleak. Insider quoted a young man in Shanghai, Dylann Wang.

“There are many things that make me think my generation is likely to be China’s last, or its last ‘good’ one. None of my friends want to have children. And I, for one, don’t want to bring a new life into a world like this, and for them to grow up to be lonely, aimless, and another useless statistic in the country’s birth rate.”

A Marriage Crisis

Third, marriage in China is, in the words of the Washington Post, “in freefall.” China’s “first marriages” rate has fallen by half since 2013. There are at least three reasons for this precipitous drop.

First, marriage has always been an expression of optimism, tending to increase in prosperous times and decrease when economic prospects are dim. Second, as noted above, the one-child policy has sharply diminished the number of marriageable women in China.

CNN relates a third reason, which will sound familiar to Western feminists. “These issues are exacerbated by entrenched gender roles that often place the bulk of housework and child care on women—who, more educated and financially independent than ever, are increasingly unwilling to bear this unequal burden. Women have also reported facing discrimination at work based on their marital or parental status, with employers often reluctant to pay maternity leave.”

Population Growth and National Power

Those who study history know that increased national power is accompanied by population growth. So how can it be that China is growing stronger while its population is in freefall? There are only two possible explanations. First, the descriptions of China’s growing strength are overblown—lies designed to scare citizens and policymakers in nations that China sees as its enemies.

The second explanation is that China’s growing power is only temporary—a house of cards that will soon fall. Xi Jinping radiates optimism about China’s growing influence. Still, many fear that his knowledge of just how fragile China’s future is may drive him to irresponsible acts. This is especially critical in the economic realm, the basis of much of China’s increasing power since the seventies. An aging population creates financial strains that are difficult for any bureaucracy—even a totalitarian one—to handle.

Xi has, in the words of CNN, “pledged to ‘improve the population development strategy’ and ease economic pressure on families.” However, his difficulties will be immense. He faces massive headwinds, represented by the social, economic and demographic factors described above.

“We are the Last Generation”

As an example, consider an anecdote from the Washington Post. It describes how despair among young adults threatens China’s future.

“[The] faceless hazmat-clad health police try to bully a young man out of his apartment and off to a quarantine camp. He refuses to leave.

“Don’t you understand,” they warn, “if you don’t comply, bad things can happen to your family for three generations?”

“Sorry,” he replies mildly. “We are the last generation.” In other words, save your threats for someone who cares.

Punkt potrójny 

Punkt potrójny 

Izabela Brodacka 18. III.2023.

Punkt potrójny na diagramie fazowym występuje tam, gdzie spotykają się krzywe przejścia ciała stałego, cieczy i gazu. To punkt, w którym wszystkie trzy fazy mogą współistnieć i jest on inny dla każdej substancji. Woda osiąga swój potrójny punkt tuż powyżej temperatury zamarzania (0,01 °C) i pod ciśnieniem 611,73 Pa. W punkcie potrójnym woda jednocześnie wrze i zamarza.

W punkcie potrójnym i tylko w nim substancje współistnieją we wszystkich swoich stanach skupienia.

Punkt potrójny traktuję jako metaforę pewnego stanu społeczeństwa, stanu w którym -moim zdaniem- obecnie się znajdujemy. Społeczeństwo traktowane jako zbiór chaotycznie poruszających się jednostek ludzkich podlega prawom statystyki. Podobnym do praw termodynamiki statystycznej opisującej stan gazu. Modelem gazu jest tak zwany gaz doskonały, który jest właśnie zbiorem chaotycznie poruszających się i zderzających cząstek. Gazy rzeczywiste zachowują się jak gaz doskonały tylko w określonych warunkach ciśnienia i temperatury.

Na prawomocność tej metafory społeczeństwa wskazuje język, w którym często pojawiają się zwroty wzięte wprost z podręcznika fizyki. Na przykład: „atmosfera sali sejmowej osiągnęła punkt wrzenia”.

Wychodząc z punktu potrójnego można osiągnąć każdą fazę, każdy stan skupienia danej substancji. Jeżeli jednak opuścimy punkt potrójny – skazani jesteśmy na dualizm. Na przemianę stanu ciecz -ciało stałe. Albo ciecz- para. Społeczeństwo polskie znajdowało się w punkcie potrójnym w czasie transformacji ustrojowej. Współistniały wtedy i współgrały rozmaite koncepcje, ugrupowania i światopoglądy w istocie całkowicie sprzeczne.

Chaotycznie poruszające się cząsteczki gazu można, pomimo ograniczenia jakim jest druga zasada termodynamiki czyli niemożliwość perpetuum mobile drugiego rodzaju, nakłonić do wykonania pracy makroskopowo użytecznej, na przykład do poruszania tłoka maszyny parowej.

Drobiny ludzkie jak uczy doświadczenie historyczne też można zmusić (nakłonić) do określonych sposobów zachowania, do działania w pożądany sposób. Jeżeli opuścimy punkt potrójny dokonaliśmy wyboru- mamy do czynienia tylko z dwiema fazami współistnienia materii. Mamy skraplanie i parowanie, albo topnienie i krzepnięcie. Opuszczając punkt potrójny okresu transformacji ustrojowej społeczeństwo straciło możliwość legendarnej trzecie drogi. Skazało się na dryfowanie pomiędzy kapitalizmem i socjalizmem, a właściwie pseudo -kapitalizmem i pseudo- socjalizmem.

Obecnie też jesteśmy  w punkcie potrójnym. Koegzystują (może nawet tylko mentalnie) populiści, socjaliści, zamordyści,  liberałowie i tradycjonaliści. Jest to równie rzadkie jak równoczesne wrzenie i zamarzanie wody, które można obserwować właśnie w punkcie potrójnym. Społeczeństwo nakłaniane do hołdowania zasadzie:„ róbta co chceta” niespodziewanie dowiaduje się, że ktoś ma zamiar ustalać ile białego chudego sera ma prawo rocznie zjeść obywatel, czyli dowiaduje się, że ma podlegać skrajnie zamordystycznym i w dodatku absurdalnym prawom. Polacy, którzy wchodzili do UE przede wszystkim dla swobody poruszania się po świecie dowiadują się, że mają być zamknięci w gettach, a wszystkie sprawy życiowe mają załatwiać  w obszarze o promieniu wyznaczonym przez 15 minut marszu. Tego wymaga program „miasta 15 minutowe”, w którego wdrażanie zaangażował się Trzaskowski. Podobno zapisał już Warszawę do organizacji C40. Nie wiemy ile za to płacimy. Nie wiemy co nam naprawdę szykują zielone ludziki. Na marginesie- kwadrans, podobnie jak rok świetlny, stał się w ten sposób jednostką odległości, a nie czasu.

Zauważmy, że założenia klimatyczne prowadzące do utopijnego celu redukcji emisji dwutlenku węgla podpisał premier Mateusz Morawiecki. Tak więc niezależnie od tego, która z głównych sił politycznych znajdzie się po wyborach przy władzy, Polskę może czekać zielony totalitaryzm, czyli totalitaryzm wprowadzany pod ekologicznymi hasłami.

Podobny sposób wciągania ludzi w na pozór neutralne lecz brzemienne w skutkach decyzje nazywa się: „stopa w drzwiach”. Przeciętna amerykańska pani domu myśli sobie:  „cóż szkodzi wpuścić do mieszkania przypadkowego domokrążcę? Przecież i tak nie mam zamiaru niczego kupować”.  Zaczyna tego żałować za późno, gdy rzekomy domokrążca okaże się seryjnym mordercą.

Przeciętny polityk myśli sobie:  „cóż szkodzi podpisać jakieś tam ogólnie sformułowane deklaracje i zobowiązania.” Przecież nikt nie będzie się tym przejmował ani do tego stosował. Na podobnej zasadzie ludzie wstępowali kiedyś do PZPR. Nie chcieli mieć ograniczanych możliwości działania. Uważali, że deklaracje ideowe to tylko: „ mowa trawa do chińskiego ludu przez zamknięty lufcik”. Nie brali pod uwagę, że gdy lufcik się otworzy ukaże się  w nim lufa karabinu. Na tej samej zasadzie- jak sadzę –  Lech Kaczyński podpisał traktat w Lizbonie. W przeświadczeniu, że traktat zawiera ogólnikowe brednie, których nikt nie będzie przestrzegał. Na tej samej zasadzie Morawiecki podpisał zieloną agendę. Tak głupią, że tylko wariat traktowałby te wszystkie deklaracje poważnie. [Musze dodać: Oj, niepoprawna optymistką jest Autorka.. M. Dakowski].

Te brednie okazały się jednak groźną ideologiczną bronią.

Robert Beno Cialdini w książce  „Wywieranie wpływu na ludzi” („Influence: Science and Practice”) podaje sześć  podstawowych metod wywierania tego wpływu. Opierają się one na głęboko wdrukowanych w psychikę ludzką zasadach takich jak „zasada wzajemności” czy „zasada konsekwencji”. Jeżeli powiedziało się A -trzeba powiedzieć B. Jeżeli poparło się jakiś program- to dla zachowania twarzy należy brnąć dalej. Jeżeli zebrało się trujące grzybki trzeba je zjeść, bo szkoda byłoby chodzenia po lesie. Takimi trującymi grzybkami okazały się dobrodziejstwa Unii Europejskiej i jej zielona agenda. Marksizm udając zgon przemalował się na zielono. Miliony ofiar były tylko ubocznymi skutkami czerwonego marksizmu.

Miliony ofiar są natomiast oficjalnym programem marksizmu zielonego, gdyż jest nim depopulacja w imię zrównoważonego rozwoju.

Jesteśmy obecnie w punkcie potrójnym. I mamy jeszcze- tak sądzę – możliwość ucieczki z tej drogi.

Oto żonata Pippa, Starsza dyrektor w Credit Suisse… Mane, tekel, fares.

Oto żonata Pippa, Starszy dyrektor w Credit Suisse… Mane, tekel, fares.

Oto Pippa “Pips” Bunce: Starszy dyrektor w Credit Suisse…

=========================

redit-suisse-czy-nadchodzi-kryzys

‘Szwajcarski bank Credit Suisse poinformował, że pożyczy do 50 mld franków szwajc., żeby utrzymać płynność. Czy to początek kryzysu?

=================================

Date: 16 marzo 2023

Author: Uczta Baltazara-w-credit-suisse

WIKIPEDIA: Pippa “Pips” Bunce (urodzona jako Philip Bunce) jest brytyjskim dyrektorem bankowym. Bunce, który jest osobą niebinarną i zmiennopłciową, jest starszym dyrektorem w Credit Suisse. Pełni funkcję szefa programów strategicznych Global Markets Core Engineering oraz współprzewodniczącej programu LGBT Ally w Credit Suisse. W roku 2018 Bunce został wyróżniony jako jedna z 100 czołowych kobiet w biznesie przez Financial Times. Zostali oni również umieszczeni na liście Financial Times i OUTstanding LGBT and Ally Executive List oraz znaleźli się na liście Top 10 Inspiring Leaders podczas British LGBT Awards. W roku 2022 Bunce otrzymała nagrodę British Diversity Award.

Bunce jest starszym dyrektorem w Credit Suisse, pełniąc funkcję szefa programów strategicznych Global Markets Core Enginering.[1][2] Pełni również funkcję współprzewodniczącej programu Credit Suisse’s LGBT Ally, organizując działania związane z różnorodnością i włączeniem oraz produkując zasoby edukacyjne na temat integracji LGBT w miejscu pracy.[3]

W roku 2018 zostały wymienione na liście Financial Times i HERoes Champions of Women in Business, zajmując trzydziestą drugą pozycję w rankingu Top 100 Women in Business.[1] Po otrzymaniu nagrody Bunce złożył oświadczenie, w którym powiedział: “Jestem naprawdę zaszczycony i onieśmielony z powodu tej nagrody i jestem dumny z postępu, jaki robimy w kierunku wszystkich form różnorodności płci i równości. “[4]

W marcu 2022 roku Bunce otrzymała British Diversity Award.[2] Została również wymieniona w Top 10 Inspiring Leaders podczas British LGBT Awards i znalazła się, na czwartym miejscu, na liście Financial Times i OUTstanding LGBT and Ally Executive List.[5]

Bunce jest członkiem St George’s House[6].

Bunce jest absolwentem Anglia Ruskin University. Identyfikuje się jako genderfluid i non-binary i używa kobiecych i neutralnych pod względem płci zaimków.[1] W wywiadzie dla Financial News w 2017 roku, Bunce powiedział, że wiedzieli, że są “inni” od czwartego roku życia i że czekali, aż ich kariera w Credit Suisse zostanie ugruntowana zanim publicznie się ujawnią.[7]

Bunce jest żonaty i ma dwoje dzieci[1]. https://en.wikipedia.org/wiki/Pips_Bunce

Franciszek nie ma dokąd pójść? „Piekła nie ma”.

Franciszek nie ma dokąd pójść? „Piekła nie ma”…

francis-denies-that-hell

WATYKAN (LifeSiteNews) – W wywiadzie z okazji 10-lecia swojego pontyfikatu, papież Franciszek zdaje się zaprzeczać istnieniu Piekła, twierdząc, że ” to nie jest fizyczne miejsce”, a raczej „stan serca” i „postawa życiowa”.

Komentarze papieża były częścią długiej rozmowy przeprowadzonej przez argentyński portal informacyjny Perfil. Poruszając wiele tematów, Franciszek odniósł się również do swojej myśli filozoficznej i teologicznej, a także do pewnych aspektów polityki światowej.

W trakcie rozmowy, zapytano Franciszka: „Jaka, zdaniem  Waszej Świątobliwości, Wasza  własna interpretacja Piekła i Raju, i co dzieje się z ludźmi, z których jedni idą do Piekła, a drudzy do Nieba?”.

Udzielając charakterystycznej dla siebie długiej, zawiłej i nieco wymijającą odpowiedzi, Franciszek zdawał się zaprzeczać istnieniu Piekła jako realnego miejsca. „Piekło nie jest miejscem” – powiedział. „Jeśli ktoś idzie na Sąd Ostateczny i widzi twarze tych, którzy idą do Piekła, to się boi. Jeśli czyta się Dantego, to człowiek się boi. Ale są to interpretacje literackie”.

Rozwijając swoją odpowiedź, Franciszek opisał Piekło po prostu jako „stan”, który raczej odnosi się do stanu umysłu. „Piekło jest stanem, są ludzie, którzy żyją w piekle bez przerwy”.

Wyjaśnił, że nie odnosi się do cierpienia ogólnie, ale do „tych, którzy tworzą zły i egoistyczny świat, i tym samym żyją w Piekle.”

Piekło to stan, to stan serca, duszy, postawa wobec życia, wobec wartości, wobec rodziny, wobec wszystkiego. Są ludzie, którzy żyją w Piekle, bo go sami szukają. Są inni, którzy tego nie robią, którzy cierpią. A kto idzie do Piekła, do tego Piekła, do tego stanu? Ci pierwsi już tam są.

Nie poprzestając na zaprzeczeniu istnieniu Piekła, Franciszek zasugerował, że Piekło jest puste.

„Jeśli pytacie mnie, ile osób jest w Piekle, odpowiem dygresją dotyczącą słynnej rzeźby z katedry w Vézelay”. Opisując tę rzeźbę, Franciszek zauważył, że rzeźba przedstawia ” wiszącego Judasza i diabła ciągnącego go w dół, a po drugiej stronie Dobrego Pasterza, Pana Jezusa, który chwyta Judasza i z ironicznym uśmiechem kładzie go sobie na ramiona.”

„Co to znaczy?” – Franciszek zapytał sam siebie. Oznacza to, „że zbawienie jest silniejsze od potępienia. Ta rzeźba to katecheza, która powinna nas skłonić do myślenia”.

Papież zakończył słowami: „Miłosierdzie Boże jest zawsze po naszej stronie, a Bóg chce być zawsze ze swoim ludem, ze swoimi dziećmi, a nie chce tego, aby Go opuściły na zawsze”. 

Jego uwagi są echem słów, które padły w kontrowersyjnym wywiadzie z ateistycznym dziennikarzem Eugenio Scalfari, w którym Scalfari twierdził, że Franciszek zaprzecza istnieniu Piekła i zamiast tego twierdzi, że „zagubione dusze” są unicestwiane po śmierci ziemskiego ciała.

Po publikacji wywiadu, Watykan przeprowadził procedurę przeglądu szkód, jaki ten wywiad  spowodował. Ks. Thomas Rosica, anglojęzyczny asystent Biura Prasowego Stolicy Apostolskiej, powiedział wtedy LifeSiteNews: „Wszystkie oficjalne, ostateczne teksty Ojca Świętego znajdują się na stronie internetowej Watykanu”. Ponieważ wywiad nigdy nie został  opublikowany przez Biuro Prasowe Stolicy Apostolskiej, „nie powinien być uważany za tekst oficjalny”.
 Ks. Rosica dodał, że była to „prywatna rozmowa i nie została nagrana przez dziennikarza.”

Nauka katolicka o istnieniu Piekła

Szczerość papieża Franciszka, zaprzeczająca istnieniu samego Piekła lub możliwości przebywania w nim kogokolwiek, jest sprzeczna z nauczaniem Kościoła katolickiego na ten temat.

Ewangelie przytaczają w tej sprawie słowa Pana Jezusa. W przypowieści o Łazarzu i bogaczu, Chrystus ostrzega, że chciwy i samolubny bogacz, który umarł bez skruchy, „umarł i został pogrzebany w Piekle.” (Łk 16, 22)

 Również w Ewangelii Św. Mateusza, Chrystus opisuje Dzień Sądu Ostatecznego i oddzielenie sprawiedliwych od potępionych. Ci, którzy nie przestrzegali prawa Bożego „pójdą na karę wieczną”, uczy Chrystus. (Mt 25, 46)

W jeszcze innej rozmowie z uczniami, Chrystus wyjaśnił znaczenie przypowieści o siewcy, porównując ją do ostatecznych Dni Sądu. „Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia i tych, którzy dopuszczają się nieprawości,” (Mat 13:41)

W swoim dodatku do Sumy Teologicznej, Św. Tomasz z Akwinu czerpie z nauczania Pisma Świętego, aby jasno opisać i obronić istnienie Piekła. Tak wielki teolog pisze o tym, gdzie dusze przenoszone są bezpośrednio po śmierci :

„A ponieważ miejsce jest przypisane duszom zgodnie z ich nagrodą lub karą, po uwolnieniu duszy z ciała jest ona albo pogrążona w Piekle, albo wznosi się do Nieba, chyba że powstrzymuje ją jakiś dług, z powodu którego jej lot musi być opóźniony, dopóki dusza nie zostanie najpierw oczyszczona.”

Św. Tomasz dodaje: „Ta prawda jest poświadczona przez oczywisty autorytet kanoniczny Pisma Świętego i naukę Świętych Ojców”, „dlatego powiedzenie czegoś przeciwnego, musi być osądzone jako heretyckie, jak stwierdzono w Dial. iv, 25 i w De Eccl. Dogm. xlvi”.

W dalszej części tego samego rozdziału, Św. Tomasz potwierdza fizyczne istnienie Piekła, czerpiąc jak zawsze z Ojców Kościoła i Pisma Świętego. Cytując Św. Bazylego, Akwinata pisze:

„…przy ostatecznym oczyszczeniu świata nastąpi rozdzielenie żywiołów: to, co czyste i szlachetne pozostanie w górze dla chwały błogosławionych, a to, co haniebne i nikczemne zostanie strącone na karę dla potępionych: tak jak każde stworzenie będzie dla błogosławionych przedmiotem radości, tak wszystkie żywioły będą sprzyjać torturom potępionych, zgodnie z Księgą Mądrości 5:21, „i jak miecz wyostrzy gniew nieubłagany, a razem z Nim świat będzie walczył przeciw nierozumnym.”.

Jest to również zgodne z Boską Sprawiedliwością, że jeśli ludzie odeszli przez grzech od Boga i oddali się rzeczom materialnym, które są liczne i różne, to i  powinni być dręczeni na wiele sposobów i z wielu źródeł.

Św. Tomasz tak stanowczo nauczał o istnieniu Piekła, że określił nawet dręczący ogień – o którym mówi Pismo Święte – jako rzeczywisty. „Cokolwiek jednak powiemy o ogniu, który dręczy oddzielone dusze, musimy przyznać, że ogień, który będzie dręczył ciała potępionych po zmartwychwstaniu, jest rzeczywisty, ponieważ nie można skutecznie zastosować kary dla ciała, jeśli ta kara sama nie będzie cielesna”.

 Na poparcie swoich słów, Akwinata przytacza nauczanie papieża Św. Grzegorza oraz nauczanie Św. Augustyna:

 Katecheta i pisarz, diakon Nick Donnelly,  podkreślił znaczenie nauczania o fizycznym istnieniu Piekła, ponieważ czyniąc to „podtrzymuje się obiektywną rzeczywistość Sprawiedliwości Bożej”

„Kiedy nasz Pan odnosił się do kar piekielnych – wiecznego ognia i nieśmiertelnego robaka – opisywał je w bardzo fizycznych kategoriach, a nie w kategoriach psychologicznych czy duchowych stanów umysłu” – powiedział Donnelly.

Ojcowie Kościoła rozumieli dosłownie wizję Piekła opisaną przez Pana Jezusa, czyli  jako dosłowny opis fizycznego miejsca. Nauczanie o naturze Piekła jako obiektu fizycznego jest niezbędne, ponieważ potwierdza obiektywną rzeczywistość Sprawiedliwości  Bożej. To Pan Bóg określa karę dla potępionych – oraz obiektywną rzeczywistość zmartwychwstania ciała. Ciała potępionych ponoszą rzeczywiste i fizyczne kary.

===========================

Angielski duchowny zarzucił Franciszkowi, że jego komentarze na temat Piekła są nie mniej nie więcej, a „przykładem detronizacji przez niego samego Pana Boga”.

Karykatura Piekła, dokonana przez papieża Franciszka, jako stanu zaledwie psychicznego, jest kolejnym przykładem bałwochwalczego humanizmu, który sprowadza wszystko do tego świata, tak jakby doświadczenie człowieka było miarą Boga, a nie wieczny Boży plan i zamysł był miarą losu człowieka.

Papież Franciszek lekceważąco odrzuca fizyczny opis Piekła dokonany przez naszego Pana, co jest kolejnym przykładem zdetronizowania przez niego prawdziwego Boga na rzecz tego, którego sam stworzył.

tłum. Sławomir Soja

=======================================

===================

Morawiecki: Rezygnacja z polityki klimatycznej jednoznaczna z wyjściem z UE. I slogany niefachowca o EJ. Polska w kleszczach.

Morawiecki: Rezygnacja z polityki klimatycznej jednoznaczna z wyjściem z UE. I slogany niefachowca o EJ.

Adam Zygiel 15 marca rezygnacja-z-polityki-klimatycznej

Gdybyśmy chcieli zrezygnować z polityki klimatycznej UE, byłoby to jednoznaczne z wyjściem z Unii Europejskiej – ocenił premier Mateusz Morawiecki. Stwierdził, że nie da się „wepchnąć w narracje Poleksitu”.

===========================

W podkaście Jakuba Wiecha „Elektryfikacja” premier Mateusz Morawiecki był pytany, dlaczego w Polsce brakowało węgla.

Ponieważ od wielu lat byliśmy zmuszani do tego, aby zamykać kopalnie węgla. Przypominam sobie różne przemowy naszych szanownych oponentów w Sejmie, którzy apelowali, żeby zamykać kopalnie węgla kamiennego jeszcze szybciej, żeby dostosować się do tych mód współczesności jeszcze szybciej – wskazał premier, dodając, że „to dopiero wielki kryzys energetyczny końcówki roku 2021 i całego 2022 r. doprowadził do tego, że szereg elektrowni węglowych zostało na powrót uruchomionych w Europie Zachodniej i energetyka węglowa na krótko odzyskała swoją rentowność”.

Zdaniem szefa rządu „brutalna polityka” klimatyczna Unii Europejskiej, prowadzi do tego, że koszty uprawnień do emisji 1 tony CO2 znowu oscylują wokół 100 euro, a to spowoduje, że energetyka węglowa nie będzie opłacalna.

Ponieważ polityka klimatyczna UE jest rdzeniem polityki gospodarczej całej UE i wszyscy, którzy znają się na UE, wiedzą, że gdybyśmy sobie chcieli wyjść z polityki klimatycznej, tak po prostu zrezygnować z polityki klimatycznej UE, byłoby to jednoznaczne z wyjściem z Unii Europejskiej de facto – stwierdził Morawiecki. Zwrócił uwagę, że ci, którzy tak mówią, „radykałowie, z jednej czy drugiej strony, albo świadomie, albo nie świadomie chcą nas wepchnąć w narracje Poleksitu”.

[Wychodź, synku, wychodź co prędzej, nim ten idiotyzm się zawali z hukiem!! MD]

Ja nie dam się wepchnąć w narrację Poleksitu i wolę manewrować między tymi skałami, czasami ostrymi wystającymi skałami ponad wody. I co nam się do tej pory całkiem nieźle udaje, niż dać się wpuścić w taką pułapkę – podkreślił Morawieckie

Premier, pytany był też o to czy to oznacza, że nie popiera „narracji zniesienia ustawą dyrektywy ETS”, odpowiedział: To nie jest możliwe w planie europejskim. To proponują ci, którzy albo nie mają wiedzy, albo mają po prostu złą wolę w tej kwestii.

Ile powstanie elektrowni jądrowych w Polsce?

Premier powiedział także, że bardzo wierzy w projekt polskiej elektrowni jądrowej. Dlatego ruszyliśmy “z kopyta” z tym projektem i nie tylko w jednej odsłonie, ale w trzech, a wkrótce może nawet w czwartej – powiedział.

Przypomniał, że pierwszy projekt, państwowy, będzie realizowany razem z amerykańskim Westinghouse i „prawdopodobnie Bechtel, który jest w kooperacji z Westinghouse”. Drugi projekt będzie realizowany przez partnera koreańskiego z podmiotami prywatnymi: ZE PAK oraz PGE. Trzeci – wymienił premier – to projekt SMRów, czyli małych reaktorów jądrowych, rozwijany przez GE Hitachi i Orlen Synthos Green Energy.

Jest pełne wsparcie regulacyjne ze strony państwa polskiego w realizacji tych projektów – zapewnił premier.

Pytany, dlaczego jest tak wielu partnerów przy polskim programie energetyki jądrowej, premier odpowiedział: „czasami dzieje się tak dlatego, że inicjatywa poszczególnych partnerów jest tak wiarygodna i jednoznaczna, że ona uprawdopodabnia powstanie tych projektów w kilku obszarach”.

Premier zwrócił też uwagę, że stopień zaawansowania poszczególnych projektów jest różny. Np. partnerzy francuscy też rozwijają SMRy, ale nie są tak zaawansowani jak GE Hitachi, który ma technologię 3+. Ten projekt nie jest tylko projektem na deskach kreślarskich, ale projektem, który w 2029 r. ma szansę ujrzeć światło dzienne, już pierwszy reaktor ma szansę powstać na świecie, a wkrótce potem będą powstały takie reaktory w Polsce. Potrzebujemy takich reaktorów kilkadziesiąt – wskazał szef rządu.

Podobnie jest z partnerem koreańskim, który w Zjednoczonych Emiratach Arabskich wybudował elektrownie jądrowe, o czasie, w budżecie przyzwoitym, podczas gdy – niech się nie gniewają na mnie partnerzy francuscy – (…) elektrownia francuska w Olkiluoto w Finlandii czy Flamanville w Normandii była budowana o wiele dłużej niż założenia pierwotne i budżet był wielokrotnie przekroczony. I wreszcie partner amerykański, Westinghouse – to przecież jeden z największych dostawców rozwiązań dla energetyki jądrowej na świecie, bardzo wiarygodny partner, z którym rozmawialiśmy od 6 lat – powiedział premier.

Dopytywany, czy uwagi o partnerze francuskim należy traktować jako deklaracje, że nie będzie zaangażowany do trzeciej elektrowni, premier zapewnił, że tak nie jest i ta sprawa jest otwarta. Nie wykluczamy zaangażowania partnerów francuskich, ale nie wykluczamy również zaangażowania partnerów amerykańskich dla trzeciej lokalizacji elektrowni jądrowej. Ta kwestia jest cały czas jeszcze przedmiotem analiz technicznych, biznesowych, energetycznych, ale z drugiej strony – powiem bardzo jednoznacznie – jest również związana z przemyśleniami politycznymi – stwierdził Morawiecki.

Nowa Jerozolima skrywanym […źle… ] celem wojny na Ukrainie?

nowa-jerozolima-skrywanym-celem

Agnieszka Piwar

Pierwsza rocznica rozpoczęcia specjalnej operacji wojskowej Rosji na Ukrainie – gdzie od 2014 roku trwa wojna – skłania do pewnych przemyśleń i podsumowań. Znawcy tematu nie pozostawiają wątpliwości. Konflikt za naszą wschodnią granicą rozgrywa się w interesie i z inicjatywy mocarstwa zza Oceanu. Tymczasem warto zagłębić temat zaangażowania Żydów, o którym skrzętnie milczą redakcje w Polsce, także te będące w opozycji do głównego nurtu.

Miałam dużo czasu na obserwację i dedukcję, wszak wkrótce po tym jak Rosjanie wkroczyli na Ukrainę straciłam pracę. Czy miało to jakiś związek? Nie poinformowano mnie o powodzie rozwiązania ze mną umowy w trybie natychmiastowych, ale mogę się tego domyślać, gdyż pracowałam w archiwum publicznej telewizji. Utrata pracy zbiegła się w czasie, kiedy uruchomiono wobec mnie lawinę ataków, w tym publicznych zniesławień, zakłamanych artykułów czy nawet pogróżek wysyłanych w prywatnych wiadomościach. Byłam oczerniana, wyzywana od „ruskich agentów”, etc. Hejt wylewał z każdej strony. Mój przypadek nie jest odosobniony. Z podobną nagonką i problemami spotkali się inni polscy publicyści czy komentatorzy, którzy nie powielali narracji mainstreamu o „złej Rosji” i „niewinnej Ukrainie”.

Czym sobie zasłużyłam na nagonkę i problemy? Być może uwagą skierowaną pod adresem szefa rządu RP. Jeszcze przed rozpoczęciem tzw. rosyjskiej operacji specjalnej, Mateusz Morawiecki chwalił się w mediach społecznościowych, że Polska przekaże broń Ukrainie. W komentarzu, pod własnym nazwiskiem wytknęłam premierowi, że dostarczanie broni Ukraińcom to zły pomysł, gdyż przez 8 lat prześladowali i mordowali oni własnych obywateli, którzy mówili po rosyjsku czy sprzeciwiali się Euromajdanowi. Jako przykładowy dowód wkleiłam zdjęcia i relacje z masakry w Odessie, do jakiej doszło 2 maja 2014 roku.

Uciszyć za niewygodne fakty

Moją pierwszą publikację po 24 lutego 2022 roku – a więc po militarnym wejściu Rosjan na Ukrainę – rozpoczęłam od słów: «Kilka lat temu, już po wybuchu Euromajdanu, poznałam w Gliwicach młodego Ukraińca. Podczas luźnej rozmowy zapytałam dlaczego właściwie przyjechał do Polski. Odpowiedział, że wyjechał z Ukrainy, by wymigać się przed przymusowym wcieleniem do wojska. Wyjaśnił, że jego matka jest Rosjanką, a on po prostu nie chciał strzelać do swoich. Czy któryś z majdanowych podżegaczy z Polski pomyślał choć przez chwilę, że wpychanie Ukraińców na prozachodni kurs sprowadzi na zwykłych mieszkańców Ukrainy tego typu dramatyczne dylematy?».

W tamtych dniach udostępniłam też w mediach społecznościowych wypowiedź profesora Johna Mearsheimera, słynnego amerykańskiego politologa, twórcy teorii realizmu ofensywnego, wykładowcy nauk politycznych na uniwersytecie w Chicago. W wywiadzie zamieszczonym na kanale „King’s Politics” omówił on pochodzenie i historię kryzysu na Ukrainie. Jego analizę uznałam za bardzo ciekawą i odważną jak na dzisiejsze czasy, dlatego zamieściłam to na swoim profilu.

Mearsheimer powiedział wprost, że «głównymi winowajcami za ten kryzys są Stany Zjednoczone i ich sojusznicy, a nie Putin, ani Rosja». Ten były oficer sił powietrznych USA wyjaśnił, że pierwszy i najważniejszy wymiar to ekspansja NATO. Amerykanin powiedział: «Pomysł był taki, że mieliśmy rozszerzyć NATO na Wschód, tak aby obejmowało to Ukrainę». Po czym skwitował: «Pomysł aby wziąć sojusz wojskowy, któremu przewodzi USA, najpotężniejszy kraj na świecie i doprowadzić ten sojusz do granic Rosji licząc na to, że ten fakt nie wzruszy Rosjan, jest nie do pomyślenia».

Ponadto, udostępniłam wtedy nagranie z wypowiedzią Douglasa Macgregora, emerytowanego pułkownika armii USA, doradcy p.o. szefa Pentagonu za czasów prezydentury Donalda Trumpa. W wywiedzie dla telewizji „Fox News” Macgregor powiedział: «Władimir Putin robi to, przed czym ostrzegał nas przez mniej więcej ostatnie 15 lat, a mianowicie, że nie będzie tolerować wojsk Stanów Zjednoczonych lub naszych rakiet na swoich granicach. Dokładnie tak samo, jak my nie tolerujemy rosyjskich wojsk i rakiet na Kubie. Zignorowaliśmy go i on w końcu zaczął działać. W żadnym wypadku nie pozwoli Ukrainie dołączyć do NATO».

Za publikowanie wypowiedzi wyżej wymienionych zostałam zwyzywana w komentarzach. Zarzucono mi, że powielam rosyjską propagandę i sugerowano, że opłaca mnie Kreml. Absurdalność tych zarzutów podbija fakt, że cytowane przeze mnie osoby to Amerykanie.

W międzyczasie polskojęzyczna bezpieka zablokowała przed czytelnikami z Polski dostęp do mojej autorskiej strony. Po wielomiesięcznej korespondencji jeden z operatorów (z którego internetu korzystałam) wreszcie przyznał, że zablokował dostęp do mojego bloga na żądanie „uprawnionych podmiotów”, gdyż uznano, że mój blog stanowi „zagrożenie dla bezpieczeństwa państwa i obronności”.

Zdumiewający powód, zważywszy na to, że w moich publikacjach opowiadam się za pokojem i przeciwko wojnie, nigdy też nie popierałam żadnej interwencji zbrojnej. Co więcej, zawsze byłam stanowczo przeciwna angażowaniu Polski w konflikt rosyjsko-ukraiński, gdyż uważam, że sprowadzi to na nas wielkie niebezpieczeństwo. Tymczasem władze w Polsce nieustannie wpychają nas w ten konflikt.

To wszystko daje solidne podstawy przypuszczać, że utrata pracy i jedynego źródła utrzymania mogła mieć związek z moimi poglądami oraz wyżej przytoczonymi komentarzami.

Prawdziwy początek wojny

Wbrew obiegowej opinii wojna na Ukrainie nie rozpoczęła się 24 lutego 2022 roku, lecz osiem lat wcześniej. Cofnijmy się zatem do Euromajdanu na Ukrainie. Przewrót został zorganizowany i sfinansowany przez Amerykanów oraz ich sojuszników z NATO. Pretekstem do rozpętania masowych protestów i obalenia władzy było niepodpisanie przez ówczesnego prezydenta Wiktora Janukowycza umowy stowarzyszeniowej z Unią Europejską. Celem Euromajdanu było osłabienie Rosji, co miało pomóc Stanom Zjednoczonych w utrzymaniu pozycji światowego hegemona.

W konsekwencji na Ukrainie przez osiem lat działy się niewyobrażalne tragedie. Dokonano licznych zbrodni na ludności cywilnej Donbasu, prześladowano rosyjskojęzycznych obywateli Ukrainy, likwidowano język rosyjski, będący dla wielu językiem ojczystym. I wreszcie, zorganizowano masakrę w Odessie, gdzie 2 maja 2014 roku bestialsko zamordowano i spalono kilkadziesiąt niewinnych osób, a kilkaset zostało rannych. Naiwny jest ten, kto uważał, że sprowokowana Rosja nie zareaguje.

Kilka lat temu, podczas konferencji prasowej zorganizowanej przez ambasadę Syrii w Warszawie, usłyszałam jak jeden z polskich uczestników przedstawił tezę, że odpalenie Euromajdanu na Ukrainie to także odwet Amerykanów za zaangażowanie Rosji w pomoc Syrii. W podobnym czasie, a konkretnie 29 listopada 2016 roku, wysłuchałam w Sejmie RP wystąpienia chińskiego ekonomisty Songa Hongbinga, autora serii książek pt. „Wojna o pieniądz”. Gość z Chin przyjechał wtedy do Polski na specjalne zaproszenie Wydawnictwa Wektory. Hongbing powiedział wówczas, że przeszkodą w budowie Nowego Jedwabnego Szlaku jest wojna w Syrii oraz możliwość rozprzestrzenienia się konfliktu na Bliskim Wschodzie na Eurazję.

Z powyższego nasuwa się następujący wniosek. Wieloletnia wojna w Syrii, zainspirowana przez USA (i sojuszników) pod fałszywą flagą, opóźniła sfinalizowanie budowy południowej gałęzi Nowego Jedwabnego Szlaku, zaś wojna na Ukrainie powstrzymuje dokończenie budowy jego północnej odnogi.

Dlaczego Amerykanom na tym tak zależało? Kiedy budowa chińskiego projektu zostanie dokończona, wówczas Państwo Środka przejmie dominującą kontrolę nad transportem lądowym. Tym samym Chiny wyprą z roli światowego hegemona Stany Zjednoczone, które kontrolują obecnie szlaki morskie. Dlatego w interesie Amerykanów jest to, aby zarówno na Bliskim Wschodzie jak i w Europie Środkowo-Wschodniej wciąż się tliło, wszak konflikty i niepokoje w tych regionach powstrzymują dokończenie wielkiej chińskiej inwestycji.

Tragedia za naszą wschodnią granicą jest więc de facto wojną amerykańsko-chińską, gdzie główny prowokator – czyli NATO «szczekające pod drzwiami Rosji» – wykorzystuje jako mięso armatnie napuszczonych na siebie Rosjan i Ukraińców.

Tymczasem znając historię Żydów, za wielce prawdopodobne należy uznać, że przy okazji rywalizacji największych mocarstw będą próbować ubić własny geszeft. Jakby nie patrzeć, w myśl zasady «gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta» niejako nadarzyła się okazja stworzenia nowego państwa na terenach objętych działaniami zbrojnymi.

Przecież historia pokazuje, że Żydzi w przeszłości wykorzystali już globalny konflikt, by ugrać dla siebie państwo. W czasie pierwszej wojny światowej syjoniści zrzeszeni potężnej organizacji pod przywództwem Dawida Ben Guriona oraz Żydzi z wpływowej amerykańskiej rodziny Rothschildów zaproponowali Brytyjczykom, że wciągną Amerykanów w wojnę. W zamian zażądali Palestyny. Brytyjczycy na to przystali i podpisali deklarację Balfoura, w której rząd brytyjski przyrzekł syjonistom Palestynę jako „narodowy dom dla Żydów”. Słowa dotrzymali i po drugiej wojnie światowej na Bliskim Wschodzie stworzono tzw. państwo Izrael.

Choćby z tego względu warto się zastanowić czy projekt utworzenia nowego państwa dla Żydów – tym razem nad Morzem Czarnym – to realny zamiar.

Nowa ziemia obiecana

Na odebranych Palestyńczykom terenach sytuacja Żydów wygląda nieciekawie. Prześladowani Palestyńczycy stawiają opór; wokół wrogo nastawione państwa arabskie; nieopodal potężny Iran, który za punkt honoru wyznaczył sobie wyzwolenie Al-Quds (Jerozolimy) spod syjonistycznej okupacji. W tej sytuacji wydaje się być zasadne, że Żydzi mogą szukać dla siebie wyjścia awaryjnego i nowego miejsca. A jeśli już, to najlepiej z żyznymi ziemiami, dochodowymi kopalniami, dostępem do morza i portów.

Taką idealną nową ziemią obiecaną mogą być właśnie tereny południowo-wschodniej Ukrainy, dawnego państwa Chazarów. Sęk w tym, że od pokoleń mieszkają tam Rosjanie i Ukraińcy. Czyżby bratobójcza wojna miała przy okazji pomóc zlikwidować wielu z nich, by wyludnić teren pod nowe zasiedlenie? Brzmi niedorzecznie? Ale przecież jeszcze bardziej niedorzeczne jest to, że każdego dnia giną tam ludzie, a Zachód – zamiast zabiegać o rozmowy pokojowe i przerwanie masakry – dostarcza coraz to więcej broni.

Przyjrzyjmy się zatem projektowi, o którym nie wypada w Polsce głośno mówić. Milczy się o tym zarówno w głównym nurcie (co oczywiste), ale także w przeciwnych kręgach (co daje do myślenia), tj. środowiskach wyrażających krytyczne stanowisko wobec obecnych władz Ukrainy i usprawiedliwiających stanowisko Rosji.

Oczywiście gdzieniegdzie zdarzą się w Polsce jednostkowe przypadki, które podnoszą ten temat. Jednak reakcja mainstreamu na ten głos do złudzenia przypomina metody, które dobrze wszyscy pamiętamy z czasów apogeum szaleństwa mniemanej pandemii.

Przechodząc do sedna sprawy. Oficjalnym wizjonerem idei związanej powstaniem Nowej Jerozolimy / Niebiańskiej Jerozolimy jest Igor Berkut. Nieliczne wzmianki na ten temat kończą się w Polsce natychmiastowym oskarżeniem o powielanie „teorii spiskowych” oraz „fake newsów”, a także szerzenie „rosyjski propagandy” i „antysemickiej nagonki”. Nerwowa reakcja świadczy o tym, że jest to bardzo niewygodny temat, który tym bardziej warto poddać analizie.

Jakie środowisko w Polsce najgłośniej obala tezę o szykowaniu Nowej Jerozolimy? Tę rolę przyjęło na siebie Stowarzyszenie Demagog. Na stronie internetowej demagog.org.pl reklamują się następująco: «Naszym głównym celem jest poprawa jakości debaty publicznej poprzez dostarczanie obywatelom bezstronnej i wiarygodnej informacji».

Na czym polega ich „bezstronność”? Możemy to wywnioskować z zakładki dotyczącej finansowania organizacji. Wśród hojnych sponsorów Stowarzyszenia Demagog znajduje się m.in. Fundacja Batorego (założona przez żydowskiego finansistę Georga Sorosa) oraz ambasada Stanów Zjednoczonych. Przy takich donatorach nie sposób oczekiwać, że mamy tu do czynienia ze środowiskiem niezależnym i wiarygodnym.

Jeśli osoby finansowane przez takie podmioty nerwowo zapewniają, że projekt Niebiańska Jerozolima to fake news, to tym bardziej powinno to skłaniać do refleksji, że coś jednak jest na rzeczy.

Oczywiście zaprzeczają też sami Żydzi. Przykładem jest Jakow Kedmi, izraelski dyplomata urodzony w Moskwie, były szef Biura ds. Łączności „Nativ” – izraelskiej rządowej organizacji zajmującej się utrzymywaniem kontaktów z Żydami mieszkającymi na obszarze postsowieckim. W wywiadzie dla kanału „Waldman-LINE” Kedmi totalnie zaprzeczył, że istnieją jakiekolwiek plany „Nowej Chazarii” czy „Niebiańskiej Jerozolimy”, nazywając to „bredniami łysej kobyły”.

Mrzonki, prowokacja czy realny plan?

Kim jest wspomniany Igor Berkut? To lider partii Wielka Ukraina, weteran wojny w Afganistanie. Berkut ma oficjalnie poglądy lewicowe, antysystemowe i mocne kontakty w Izraelu, a nawet tamtejsze obywatelstwo.

Na nagraniu udostępnionym na YouTube w 2017 roku, Igor Berkut bez ogórek opowiada o „przełomowym wydarzeniu początku 2017 roku” jakim było wylądowanie w porcie Odessy imigrantów z Izraela. «Grupa 183 żydowskich pionierów przybyła na Ukrainę z Hajfy, aby położyć pierwszy kamień pod fundament Niebiańskiej Jerozolimy na żyznej ziemi pięciu regionów południowej Ukrainy». Z zapowiedzi Berkuta, dyrektora wykonawczego projektu, wynika, że Nowa Jerozolima do 2027 roku ma się stać ośrodkiem dobrobytu dla osadników żydowskich. Według Berkuta pieniądze i decydujące przełomowe technologie dla Niebiańskiej Jerozolimy mają zostać przekazane przez największe domy bankowe i międzynarodowe korporacje, z których większość należy do Żydów.

Na portalu „Moskwa – Trzeci Rzym” [3rm.info], czytamy: «Według tego projektu Ukraina nie przestanie istnieć, nawet jeśli pozostało jej 9 czy 7 regionów. Ilu z nich pozostanie, zdecyduje naród Ukrainy. Projekt „Nowej Jerozolimy” jest następujący: 5+5+5. Pierwsze 5 lat, począwszy od 2014 roku, to rozpad i dekompozycja dotychczasowego systemu władzy, systemu edukacji publicznej (prezydent Poroszenko). Kolejne 5 lat to destrukcja i fragmentacja, która rozpocznie się po 2019 roku (prezydent Zełenski – przyp. red.). A następne 5 lat to przeformatowanie i wchłonięcie oraz ustrukturyzowanie tych nowych stowarzyszeń politycznych, geograficznych i innych, które zastąpią tę Ukrainę, jaką znaliśmy, poczynając od Ukraińskiej SRR.»
Igor Berkut zapowiada: „Według naszego projektu rok 2029 jest rokiem, w którym w szczególności zacznie istnieć projekt Nowa Jerozolima i zrobi pierwszy krok. A 15 lat to normalny okres, po którym nowe, co najważniejsze, żywotne, dobrze prosperujące, zorientowane na przyszłość formacje pojawią się w miejsce istniejących podmiotów (państwo Ukraina – red.), w tym oczywiście Ukrainy”.

I wreszcie Berkut przyznaje: „Budowa Nowej Jerozolimy na Ukrainie rozpoczęła się zamachem stanu w lutym 2014 roku. Ukraina została wyjęta spod wpływów Rosji i Chin. Z powodu konfliktu na Ukrainie nie ma rosyjskich pieniędzy. W bitwie trzech stolic zwyciężył kapitał amerykański, w większości żydowski – to pieniądze światowej społeczności żydowskiej. Żydzi wygrali tę bitwę z Rosją i Chinami, ponieważ Ukraina jest „przyszłością narodu żydowskiego na planecie Ziemia”.

Co ciekawe, o Beniaminie Netanjahu – który jest najdłużej sprawującym urząd premierem Izraela – Igor Berkut powiedział, że będzie przyszłym premierem Nowej Jerozolimy. Pikanterii dodaje fakt, że Netanjahu przyznał niedawno, iż rozważy podjęcie roli mediatora pomiędzy Ukrainą a Rosją, jeśli go o to poproszą oba walczące kraje oraz Stany Zjednoczone. Poinformował, że został poproszony o bycie mediatorem krótko po inwazji Rosji na Ukrainę w lutym 2022 roku, ale wówczas odmówił, ponieważ był wtedy liderem opozycji w Izraelu, a nie szefem rządu. Nie chciał ujawnić, kto go poprosił o podjęcie się roli mediatora, ponieważ prośba była nieoficjalna.

Ponadto, Berkut przyznaje, że wyznaczeni są już członkowie nowego rządu Niebiańskiej Jerozolimy. Jakow Kedmi, który tak żarliwie zaprzecza projektowi, ma objąć funkcję w randze ministra resortu spraw wewnętrznych.

Zwykli ludzie – tacy jak niżej podpisana – nie mają bezpośredniego dostępu do decydentów i wielkiej polityki, ani wglądu do międzynarodowych dokumentów, w tym cichaczem podpisanych porozumień. Mamy jednak do dyspozycji narzędzie jakim jest dedukcja. I za jego pomocą możemy spróbować wyprowadzić wnioski. Także te dotyczące projektu jakim jest Nowa Jerozolima.

Żyd Wołodymyr Zelenski zostaje prezydentem Ukrainy. Z dokumentów Pandory wynika, że w przeddzień wyborów zostało mu wypłacone 40 milionów dolarów przez żydowskiego miliardera Ihora Kołomojskiego za pośrednictwem kont w rajach podatkowych. Oligarchowie z Ukrainy to Żydzi wiodący luksusowe życie, podczas gdy ukraińskie społeczeństwo od lat żyje w biedzie i niedostatku. Na przełomie ostatniego roku hitem w mediach społecznościowych stał się fragment archiwalnego nagrania z imprezy sylwestrowej w Rosji, która kilka lat temu była transmitowana w rosyjskiej telewizji. Na scenie tańczył i wygłupiał się Zelenski (zanim został prezydentem był komikiem), a na widowni oklaskiwał go rozbawiony Władimir Sołowjow. Kim jest ten ostatni? To słynny rosyjski dziennikarz o korzeniach żydowskich. W swoich popularnych programach telewizyjnych na kanałach Rossija 1 i Rossija 24, z niezwykłą agresją i arogancją nieustannie podżega do konfliktu rosyjsko-ukraińskiego.

A jaka jest w tym wszystkim rola zwykłych Ukraińców i Rosjan, którzy dali się podpuścić i wykorzystać w grze? Mają ginąć na froncie. I wszystko wskazuje na to, że podobny scenariusz rozpisano też dla Polaków. A co z tymi, którzy przeżyją? W ich „leczeniu” z wojennych traum mają zapewne pomóc specjalnie wyszkoleni psychoterapeuci z Izraela. Pierwsza grupa tychże przybyła w tym celu do Polski jeszcze wiosną 2022 roku.

Żydzi już w przeszłości wykazali, że mają w największej pogardzie Rosję i narody słowiańskie, dlatego 1917 roku odpalili rewolucję bolszewicką, którą sfinansowały zachodnie banki. Dzieło zniszczenia chrześcijańskiej Rosji firmowane przez zbrodniarza Lenina przyczyniło się do śmierci milionów niewinnych ludzi, w tym głównie Rosjan, a także Ukraińców, Polaków, Białorusinów i wielu innych narodów. Przeraża, że z tej strasznej lekcji historii nikt nie wyciąga wniosków.

Agnieszka Piwar

Tekst ukazał się na stronie „Bibuła – pismo niezależne”: https://www.bibula.com/?p=139032 oraz w tygodniku „Głos”.