Pakistańczycy nigdy nie będą Szkotami. Czy chłop może być babą. Czy żydzi są odpowiedzialni za zniszczenie „cywilizacji Zachodu”? Polemika.

Pakistańczycy nigdy nie będą Szkotami. Czy chłop może być babą. Czy żydzi są odpowiedzialni za zniszczenie „cywilizacji Zachodu”? Polemika.

are-jews-responsible-for-the-destruction-of-western-civilization

Tobias Langdon wysuwa tezę, że żydzi pracowali nad osłabieniem państw chrześcijańskich.

 Trouble-with-trans-westernism

Giftzwerg to wspaniałe niemieckie słówko. Wymawia się je „gift-tsvairk” i dosłownie oznacza „trujący karzeł”. Niemcy używają go, mówiąc o kimś, kto jest mały, ale złośliwy, zwłaszcza gdy ta osoba jest złośliwa, ponieważ jest mała.  Charles Dickens, w  książce Magazyn osobliowści (1841), stworzył prawdopodobnie największy Giftzwerg wszech czasów w osobie Daniela Quilpa, złego i przebiegło karła, który szpieguje, spiskuje i rujnuje ludziom życie.

Mały z wyglądu, zły z natury

W artykule „Złośliwość mniejszości” dowodziłem, że zamiarem Dickensa było, aby Quilp był żydowskim czarnym charakterem, symbolizującym złośliwość i przebiegłość żydów jako mniejszości wśród gojów. Pomimo tego, że jest karłem, Quilp ma ogromny wpływ na wszystkich wokół niego, podobnie jak żydzi. Pomimo bycia mniejszością, mieli i mają ogromny wpływ na świat. Na przykład, to żydzi byli kluczowi w przekształceniu niedoskonałego, ale reformującego się imperium carskiego w tyranię Związku Radzieckiego.  Żydzi byli kluczowi w zalaniu zachodnich narodów podatkożerczymi przestępcami  ze skorumpowanego, brutalnego i chorego Trzeciego Świata. Żydzi byli również głównymi twórcami obłędnego i kłamliwego kultu trans-genderowego, który wymaga, aby chorzy psychicznie lub seksualnie zboczeni mężczyźni byli akceptowani jako pełne i autentyczne kobiety, tylko dlatego, że twierdzą, że są kobietami.

Jednak żydowskie Giftzwergvolk – Plemię Trujących Karłów, w swojej wojnie z wielkością i gigantycznymi osiągnięciami Białego Zachodu – zawsze potrzebowało pomocników wśród gojów i zawsze było w stanie ich znaleźć. W wielkim Białym narodzie Szkocji, Giftzwergvolk znalazł dosłownego Giftzwerga do wykonania swojej brudnej roboty. Nicola Sturgeon, liderka Szkockiej Partii Narodowej (SNP), jest niedużego wzrostu, ale wielka złem jakie uprawiała jako pierwszy minister Szkocji. Podobnie jak tzw. nacjonaliści z Plaid Cymru w Walii, SNP chce niepodległości dla swojego narodu. Jednak nie dlatego, że chce mu  poprawić los, lecz dlatego, że uważa, iż nie jest on niszczony wystarczająco szybko jako część Wielkiej Brytanii. Zarówno SNP jak i Plaid Cymru chcą zalać swoje dumne i stare  narody nie-Białymi z Trzeciego Świata, a następnie przyznać tym nie-Białym władzę i przywileje nad zwykłymi Szkotami i Walijczykami. W tym procesie rozmyliby i ostatecznie zniszczyli wszystko, co jest unikalne i cenne w Szkocji i Walii, zwłaszcza klejnoty w koronie narodowości – języki; szkocki i walijski.

Wbijanie klina

Podobnie jak lewicowcy na całym Białym Zachodzie, partie te chcą wykorzystać nie-Białych jako rodzaj klina, wbitego w fundamenty tożsamości narodowej. W miarę jak klin wbija się coraz głębiej, rozłamy stają się coraz szersze, a ostateczna destrukcja coraz bliższa. Gdy Biały, chrześcijański naród zaczyna akceptować nie-Białych i nie-chrześcijan jako pełnoprawnych i autentycznych obywateli, zaczyna obalać sam siebie. Likwidacja Szkocji i Walii jest tym, nad czym SNP i Plaid Cymru niestrudzenie pracują. Są typowo lewicowe w swoim dążeniu do zniszczenia tego, na czym rzekomo najbardziej im zależy. Na przykład twierdzą, że zależy im na prawach kobiet i ich bezpieczeństwie, ale Nicola Sturgeon kierowała kampanią mającą na celu podważenie obu tych kwestii poprzez umożliwienie  więźniom w Szkocji samo-identyfikowania się jako kobiety, a następnie przenoszenie ich do więzień dla kobiet. Odrzuciła obawy trans-sceptyków takich jak J.K. Rowling jako „nieuzasadnione”.

Niestety dla Sturgeon, te obawy okazały się bardzo słuszne, ponieważ gdy Sturgeon przeprowadzała swoją ukochaną ustawę o uznaniu płci przez szkocki parlament,  gwałciciel Adam Graham wbijał klin w fundamenty tej ustawy. Graham oświadczył podczas swojego procesu, że w rzeczywistości jest kobietą o imieniu Isla Bryson i dlatego trafił do żeńskiego więzienia. Kiedy wiadomość ta wyszła na jaw wraz z towarzyszącymi jej zdjęciami Grahama w źle dopasowanej blond peruce, nastąpiło powszechne oburzenie i SNP musiała wycofać  swoją inicjatywę pozwalającą  transwestytom na odbywanie kary w więzieniach dla kobiet.

Ale nie tylko ustawodawstwo SNP upadło przez ten skandal. Skompromitowały się również obłędne i kłamliwe opinie na temat trans-genderyzmu.

Oto transkrypcja rozmowy Nicoli Sturgeon z wykazującym się refleksem dziennikarzem:
=======================================
Dziennikarz: Moje pytanie brzmi: czy wszystkie transseksualne kobiety są [w rzeczywistości] kobietami? Nie odpowiedziała Pani na to pytanie.

Sturgeon: Ale nie o tym teraz rozmawiamy

Dziennikarz: Ale takie jest moje pytanie

Sturgeon: Kobiety trans-seksualne to kobiety, ale w kontekście więziennym nie mają automatycznego prawa do bycia kobietami trans…

Dziennikarz: Czyli są konteksty, w których kobiety trans-seksualne nie są kobietami?

Sturgeon: No nie, są [śmieje się nerwowo], są pewne okoliczności, w których kobieta trans-seksualna zostanie umieszczona w więzieniu dla mężczyzn.

Dziennikarz: Czy istnieje jakiś kontekst, w którym kobieta urodzona jako kobieta zostanie umieszczona w więzieniu dla mężczyzn?

Sturgeon: Ale przecież rozmawiamy tu o kobietach trans-seksualnych.

Dziennikarz: A ja teraz pytam o kobiety urodzone jako kobiety.

Sturgeon: Eee, nie sądzę, że są takie sytuacje, ale -.

Dziennikarz: Czyli w przypadku kobiet trans-seksualnych jest inaczej?

Sturgeon: No tak, a ja nie jestem…

Dziennikarz:  Czyli nie są sobie równe?

Sturgeon: To nie tak – w przypadku kobiet transseksualnych przeprowadza się proces oceny ryzyka, który uwzględnia charakter przestępstwa. Oczywiście duże obawy budzi przestępczość seksualna i to, czy właściwe jest dla nich przebywanie w więzieniu żeńskim czy męskim. (Wywiad z Nicolą Sturgeon na temat transseksualizmu)

Sturgeon nie potrafiła przedstawić spójnej obrony swojej kampanii na rzecz transwestytów, ponieważ transgenderyzm nie jest spójną sektą. Gniewne spojrzenia, jakimi obrzucała reportera, gdy ten zadawał swoje impertynenckie pytania, po raz kolejny dowodziły, że jest  ideologiem pozbawionym tolerancji, który nie znosi konfrontacji.  Zainwestowała w swoją kampanię na rzecz trans-seksualistów  ogromny prestiż i wolę mocy(Nitzche), a porażka  okazała się dla niej zbyt dużym ciosem. Po tym skandalu ogłosiła rezygnację ze stanowisk pierwszego ministra i lidera SNP.

===============================

Giftzwerg wkrótce zniknie ze szkockiej polityki. Jest to dobre samo w sobie, a także dobre  dla przyszłości lewactwa jako całości. Nie tylko Nicola Sturgeon zainwestowała ogromny prestiż i wolę mocy w kult trans-genderyzmu. To główny nurt lewicy na całym Zachodzie. Jeśli trans-genderyzm zostanie zdemaskowany i obalony z powodu swojego szaleństwa i kłamstw, będzie to ogromna porażka dla lewactwa i może okazać się, jak na ironię,  że ten ostry klin trans-genderyzmu zniszczy lewicową dominację w zachodniej polityce i kulturze.

Trans-okcydentalizm przyćmiewa trans-genderyzm (z łac. occidentalis – zachodni)

Dzieje się tak dlatego, że kłamstwa i obłęd trans-genderyzmu są również kłamstwami i obłędami tego, co można nazwać trans-okcydentalizmem. Transgenderyzm opiera się na kłamstwie, że mężczyźni mogą stać się pełnymi i autentycznymi kobietami; trans-okcydentalizm opiera się na kłamstwie, że nie-biali mogą stać się pełnymi i autentycznymi obywatelami państw zachodnich. Jak wskazałem w poprzednim artykule, różnice rasowe nie są tak absolutne i łatwo definiowalne jak różnice anatomiczne między mężczyznami i kobietami, ale istnieją silne podobieństwa między trans-genderyzmem i trans-okcydentalizmem. W sensie dosłownym, mężczyźni nie mogą rodzić dzieci; w sensie metaforycznym nie-biali nie mogą urodzić zachodniej cywilizacji. Wręcz przeciwnie, są w stanie jedynie abortować zachodnią cywilizację.

Trans-okcydentalizm jest znacznie większym zagrożeniem dla kobiet i ich praw niż trans-genderyzm. Zdecydowanie sprzeciwiam się trans-genderyzmowi, ale ile trans-genderowych „kobiet” – czyli omamionych lub zboczonych mężczyzn – rzeczywiście zgwałciło lub w inny sposób skrzywdziło prawdziwe kobiety po uzyskaniu dostępu do przestrzeni przeznaczonej tylko dla kobiet? Gwałty i napaści ze strony transwestytów zdarzają się, ale są rzadkie. Teraz zapytajmy: Ilu trans-okcydentalnych mężczyzn- to znaczy nie-białych mężczyzn z zachodnim obywatelstwem lub zachodnim miejscem zamieszkania – zgwałciło lub w inny sposób skrzywdziło Białe kobiety? Ogromna liczba. Gwałty na Białych kobietach dokonywane przez trans-okcydentalnych mężczyzn są liczone w milionach. Innymi słowy, trans-okcydentalni nie-biali mężczyźni stanowią o wiele większe zagrożenie dla kobiet niż mężczyźni, którzy podają się za kobiety.

Trans-sceptycy tacy jak J.K. Rowling nigdy na to nie wskazują, ponieważ Rowling i jej sojusznicy są nadal lewakami. Innymi słowy, nie stają w obronie Prawdy, Piękna i Dobra: spierają się jedynie o swój status w tej lewicowej wojnie z Zachodem. TWRF, czyli Trans-Wybiórcze Radykalne Feministki, uważają, że trans-kobiety są nadal mężczyznami i dlatego stoją niżej od prawdziwych kobiet w wielkiej lewicowej hierarchii cnoty i łotrostwa. Tak, podziwiam J.K. Rowling za to, że zabrała głos, ponieważ SNP aprobuje nieograniczoną męską migrację do przestrzeni przeznaczonej tylko dla kobiet. To wymaga moralnej odwagi i naraziło ją na niezliczone groźby gwałtu i przemocy ze strony fanatyków trans-genderyzmu.

Pakistańczycy nigdy nie będą Szkotami

 Podziwiałbym Rowling o wiele bardziej, gdyby zabrała głos z powodu przyzwolenia przez SNP na nieograniczoną migrację nie-białych do Szkocji. SNP wyrządza szkockim kobietom ogromną krzywdę, importując i uprzywilejowując gwałcicieli i mizoginów z Trzeciego Świata. Jednakże, ponieważ nie-biali mężczyźni są wyżej w lewicowej hierarchii niż Białe kobiety, lewicowe feministki takie jak Rowling nie protestują przeciwko imigracji nie-białych. W rzeczywistości Rowling i jej lewicowi sojusznicy będą niewątpliwie świętować, jeśli Szkocja zyska trans-okcydentalnego lidera w postaci Hamzy Yousufa, autorytarnego i nieznoszącego białych Pakistańczyka, który chce zastąpić Sturgeon na stanowisku lidera SNP. Jeśli Yousuf wygra walkę o przywództwo, Rowling powie coś w rodzaju: „Nie zgadzam się z polityką SNP dotyczącą trans-seksualistów, ale czy to nie wspaniałe, że partia jest teraz prowadzona przez potomka pakistańskich imigrantów?”.

Nie, to nie byłoby wspaniałe. Byłby to kolejny znak rozpadu Szkocji jako prawdziwego narodu. Klin zostałby wbity głębiej we wciąż żywe korzenie szkockiej tożsamości.  Mianowanie Rishi Sunaka na premiera w 2022 roku zrobiło to z korzeniami brytyjskiej tożsamości. Hindus Sunak jest trans-brytyjczykiem, a nie prawdziwym Brytyjczykiem. Nie ma korzeni w Wielkiej Brytanii i jako brytyjski premier nie jest lojalny wobec prawdziwych Białych narodów Anglii, Szkocji, Irlandii i Walii, ani nie troszczy się o nie. Zamiast tego, jest lojalny wobec siebie oraz bogatych i potężnych żydów, którzy kontrolują brytyjską politykę.

Żydzi nie mogą być Amerykanami

Żydzi byli pierwszymi trans-okcydentalistami. Uzyskali tę fałszywą tożsamość, kiedy zaczęli być akceptowani jako prawdziwi obywatele narodów zachodnich w XIX wieku. Ci pierwsi trans-okcydentalni żydzi byli klinem jeszcze w innym sensie. Byli klinem zła i ucisku, małym rozmiarem, ale silnym w spójności i woli mocy. Żydzi zaczęli rozszczepiać zachodnią tożsamość poprzez anty-biały i antychrześcijański aktywizm, a następnie odnieśli sukces w obaleniu zakazów imigracji nie-białych na całym Zachodzie. Po tym sukcesie, stworzyli transgenderyzm, klin wbity w tożsamość seksualną. Dlatego żyd Richard Levine, minister zdrowia w żydowskiej administracji Joe Bidena, jest tak doskonałym symbolem rozpadu Zachodu.

Levine jest zarówno trans-genderowy, jak i trans-amerykański, twierdząc, że jest zarówno kobietą, jak i Amerykaninem. W obu przypadkach kłamie. Jako mężczyzna, nie może być kobietą; jako żyd, nie może być Amerykaninem. I tak jak trans-kobiety szkodzą interesom prawdziwych kobiet, tak trans-amerykanie tacy jak Levine szkodzą interesom prawdziwych Amerykanów. Złowrogi trans-amerykański żyd Alejandro Mayorkas, tak zwany Sekretarz Bezpieczeństwa Narodowego, wbija klin jeszcze mocniej w Białe korzenie Ameryki poprzez masowe zwiększanie i tak już katastrofalnego poziomu imigracji nie-białych. Jeszcze bardziej złowrogi trans-amerykański żyd Merrick Garland, prokurator generalny USA. Prowadzi on  wojnę z „białą supremacją”, która jest judeo-lewicowym kodem dla „białego Narodu Amerykańskiego „.

Ci trans-amerykańscy żydzi są dowodem na to, że szkody wyrządzone przez trans-genderyzm są wielokrotnie mniejsze w stosunku do szkód wyrządzonych przez trans-okcydentalizm. Rzeczywiście, jeśli Nicola Sturgeon może być nazwana Giftzwerg, „trującym karłem”, trans-okcydentalni żydzi tacy jak Karol Marks, Zygmunt Freud i Franz Boas mogą być nazwani Giftriesen, lub „trującymi olbrzymami”. Obłęd i kłamstwa tych dawno zmarłych  żydowskich ideologów nadal zasilają wojnę z Zachodem. Ale mam nadzieję, że porażka  trans-genderyzmu będzie zapowiadać porażkę nad trans-okcydentalizmu. Lewicowcy kłamią, gdy  mówią, że mężczyźni mogą stać się kobietami. Kłamią również, gdy mówią, że nie-biali mogą stać się ludźmi Zachodu. Kobieca tożsamość należy tylko do kobiet, a zachodnia tożsamość należy tylko do Białych. Nie do Pakistańczyków czy Somalijczyków. A już na pewno nie do żydów.

Tobias Langdon
===============================
Polemika Paula Craiga Robertsa

Jak widzę to tak, że jeśli rzeczywiście tak było, to żydzi uzyskali dużą pomoc od samych gojów.  Sceptycyzm myśli oświeceniowej rozwalał cywilizację, poddając wszystko pod wątpliwość. Jest to długi proces erozji, który jeszcze oczekuje na opisanie.  Jacques Barzun podjął taką próbę w książce „Od świtu do dekadencji”, którą dedykował „wszystkim, których to może dotyczyć”.  Pierwsze wersy tej książki brzmią: „Wystarczy spojrzeć na cyfry, by przekonać się, że wiek XX dobiega końca. Wystarczy spojrzeć szerzej i głębiej, aby zobaczyć, że w tym samym czasie kończy się kultura Zachodu ostatnich 500 lat.”

Wygląda na to, że Barzun ma rację, bo w XXI wieku trudno znaleźć jakiekolwiek pozostałości kultury zachodniej. Zamiast tego, furorę robi upowszechnienie perwersji i instytucjonalizacja tyranii oraz demonizowanie białych grup etnicznych. Jednak w książce Bazuna nie dostrzegłem żadnego pomysłu lub propozycji odzyskania zniszczonej cywilizacji.

Zrzucenie całej winy za to na żydów jest być może zbyt łatwym wyjaśnieniem.  Nawet jeśli przyjmiemy za Langdonem, że żydzi są za to odpowiedzialni, musiała istnieć jakaś skaza w fundamentach cywilizacji białych gojów, którą żydzi mogli wykorzystać.  Michael Polanyi wykazał tę skazę, ale jego wyjaśnienie nie spotkało się z zainteresowaniem.

Być może doszliśmy już tak daleko, że takiego pytania nie można już zadać. Z tego, co widać, biali nieżydowscy intelektualiści są raczej zaangażowani w atak na cywilizację zachodnią, a niż w jej obronę.

Afirmacja cywilizacji zachodniej zniknęła z edukacji. Dzieła sztuki, dawniej uznawane za osiągnięcia, dziś są określane przez kustoszy muzeów jako „rasistowskie”.  Naruszanie moralność chrześcijańskiej spotyka się z większym szacunkiem niż jej przestrzeganie. Uniwersytety, administracja i studenci nie szanują już Pierwszej Poprawki. Wolność słowa jest wszędzie likwidowana i traktowana jako „oszczerstwo” i „dezinformacja”, która jest zagrożeniem dla demokracji”. Prawda została przedefiniowana w to, co sprzyja projektom  wokizmu. Empiryczne fakty, które nie wspierają tych projektów, nie liczą się. Tym sposobem upada nauka.

Paul Craig Roberts

tłum. Sławomir Soja

I ZNOWU GIBRALTAR

I ZNOWU GIBRALTAR

 Sławomir M. Kozakwww.oficyna-aurora.pl2023-03-17 znowu-gibraltar

Moją książkę „Requiem dla Amelii Earhart” potencjalni odbiorcy ocenili zapewne po tytule, jako opowieść o amerykańskiej kobiecie – pilocie z globtroterskimi aspiracjami, które zakończyły się dla niej tragicznym wypadkiem i może stąd nie spotkała się ta historia z zainteresowaniem zbliżonym choćby do innych pozycji mojego autorstwa.

Nie piszę tego, żeby się żalić, bo nieskromnie uważam, że ludzie nie czytający moich książek tracą po prostu okazję do ciekawej lektury, natomiast chętnie ją zareklamuję, bo taki dziś los autorów niezłomnych, jak mawiał o pisarzach będących na indeksie III RP, wybitny aktor i reżyser Ryszard Filipski, ale też  autor nieznanej szerzej powieści „Mzehomo”.

Ludzi piszących rzeczy władzy niemiłe, uważa się za nieistniejących i można odnieść wrażenie, że takimi rzeczywiście się stają po opublikowaniu krytycznego dla niej artykułu, czy wydaniu nieprawomyślnej pozycji książkowej, a jeśli z uporem czynią to dalej, wpadają w otchłań literackiego zapomnienia. Te tytuły nie mają prawa pojawić się w przestrzeni publicznej, nie widać ich na półkach setek niewielkich księgarni, które choćby chciały, to spętane z hurtowniami restrykcyjnymi umowami, nie mogą ich przyjąć na swoje półki. Natomiast księgarnie sieciowe nie biorą ich, bo one z kolei nie muszą. Są zbyt silne, nie bez powodu przecież, a osoby decydujące w nich o zamówieniach powinność swej służby znają. Hurtownie zmonopolizowały rynek księgarski już wiele lat temu i promują najczęściej chłam, który ląduje po pewnym czasie na wyprzedażach w koszach stojących u wejść supermarketów, przeceniany kilkukrotnie, do poziomu ceny papieru, na którym go wydrukowano. Bywa też, że hurtownie budują sieć własnych księgarni, również stacjonarnych, oczywiście umiejętnie maskując ślady, by – mając u wydawcy zniżki sięgające 55%, sprzedawać je u siebie za 65% ceny detalicznej, zarabiając na szybkim obrocie towaru, choć tempo tej działalności nie przekłada się na szybkość płacenia wydawnictwu, które, nie mając wyjścia, podpisuje umowę na trzymiesięczne odroczenie płatności, oczywiście dopiero po tym, kiedy sprzedane zostaną wszystkie wysłane do hurtowni książki. Jakby tego było mało – wydawca, chcąc sprzedawać swoje książki własnym sumptem, nie jest w stanie tego robić, bo jej cena u niego jest nadal wyższa od sprzedanej pośrednikowi. A musi on często, działając poprzez Internet, doliczyć koszt wysyłki, który rośnie lawinowo, równolegle zresztą z ceną papieru i wszystkimi elementami składającymi się na końcowy koszt sprzedawanej przez niego pozycji. Pominę w tym miejscu częste do niedawna praktyki dodrukowywania książek ponad zamówiony nakład i ich bazarowy kolportaż przez nieuczciwych drukarzy. Jakkolwiek ten proceder swoje apogeum przechodził w latach 90 ubiegłego już wieku, to nie mogę stwierdzić jednoznacznie, że przestał istnieć. Wszystkie te nieuczciwe praktyki powinny być piętnowane, bo w sposób oczywisty psują rynek.

Dlatego, zachęcam do kupowania książek bezpośrednio u autora-wydawcy, który z pewnością stałym klientom zaproponuje zniżkę, na życzenie wpisze autograf i będzie informował o nowościach wydawniczych. Jednak, taki wydawca nie dysponuje niezbędnymi środkami na kampanie reklamowe, stąd to jego trzeba szukać, jeśli chce się dotrzeć do  rzeczy, o których inni milczą. A, poza wszystkim innym, warto kupować u swoich! Ale, jak mawiał klasyk – wracajmy do adremu.

Jak w każdej mojej książce, główny temat jest dla mnie zawsze pretekstem do pisania o rzeczach teoretycznie z nim nie związanych, choć powiązanych cieńszą lub grubszą nicią. Podobnie jest w „Requiem dla Amelii Earhart”. Znajdziecie w niej wiele informacji, które z tytułową bohaterką nie mają nic  wspólnego. Przytoczę tu urywki rozdziału, w którym piszę o niesławnej Al Kaidzie, organizacji, która miała rzekomo przeprowadzić przez punkty kontrolne kilku lotnisk, w sposób niezauważony, 19 osób figurujących na liście zakazu wstępu na teren USA, czyli bez ważnych wiz wjazdowych, po czym wyłączyć monitoring w nowojorskich wieżach WTC pamiętnego 11 września 2001 roku, podobnego majstersztyku dokonując tego samego dnia w Pentagonie, ale również na trasie przejazdu polityków ewakuowanych pospiesznie z Białego Domu i z innych miejsc, w których akurat znalazły się w tym czasie ich żony, które agenci Secret Service w trybie awaryjnym dowozili do schronów przeciwatomowych.

To ci sami arabscy terroryści, którzy oślepili wówczas systemy radarowe najlepszej służby kontroli ruchu lotniczego na świecie, wysłali myśliwce przechwytujące nad puste wody oceanu i pokonując prawa fizyki rozbili bez pośpiechu kilka samolotów pasażerskich o najsłynniejsze  budynki w kraju. Wszystko to oczywiście przy użyciu nożyków do cięcia kartonów i kieszonkowych słowników.

Acha, wcześniej zdołali jeszcze porobić finansowe malwersacje w amerykańskim sektorze zbrojeniowym na skromne 3 miliardy dolców, ogołocić podziemne skarbce w piwnicach wież z niezliczonej ilości złota, diamentów, pieniędzy, broni, zarekwirowanych i składowanych tam narkotyków, i dokumentów dotyczących najpoważniejszych w państwie przestępstw oraz obrócić z zyskiem  na giełdzie akcjami, też na kilka miliardów, dwóch, zaangażowanych w ten dramat, amerykańskich linii lotniczych. To tak z grubsza – wszystko po to, żeby wkrótce potem USA wraz z  aliantami, broniąc wartości demokratycznych obróciły w ruinę kilka państw świata i zaprowadziły na całym globie zamordyzm, którego właśnie doświadczamy.

W rzeczywistości, odnosiłem się w tekście do początków zalewania Europy imigrantami różnych narodowości w celu jej destabilizacji religijnej, etnicznej i w efekcie politycznej. Ale, nie mniej ważna była powiązana ściśle z tymi działaniami szeroko pojmowana propaganda. „Protoplastami wykorzystywania radykalnego islamu dla walki politycznej, byli Niemcy, jednak kierowali oni ten oręż przede wszystkim w stronę Sowieckiej Rosji.

Wysiłki Hitlera mające na celu rozszerzenie wpływów nazistowskich na sowieckich muzułmanów były kierowane przez Gerharda von Mende, byłego profesora i bojówkarza SA, który pracował dla Ministerstwa Rzeszy. Centrum tej operacji był zatem Berlin, natomiast po II Wojnie Światowej, Amerykanie postanowili wykorzystać te struktury, przenosząc centralę swych działań do Monachium.To tam postanowiono wybudować pierwszy w Europie meczet, pozyskując muzułmanów dla swoich potrzeb.(…) Pomysł wyszedł od byłego, niemieckiego nazisty, który kierował muzułmańską operacją propagandową na rzecz Hitlera podczas II wojny światowej. CIA przejęła niemiecki plan i odegrała kluczową rolę w zaszczepieniu go islamskim radykałom, którzy z kolei postrzegali go, jako szansę religijnej ekspansji. (…) Monachium było przyczółkiem, z którego Bractwo Muzułmańskie rozprzestrzeniło się na zachodnie społeczeństwo.

Amerykański konsulat w Monachium był drugim, co do wielkości, na świecie. Służył jako punkt nasłuchowy dla wszystkiego, co było związane z ZSRR. Gerhard von Mende przeżył wojnę. W chaosie zbombardowanych Niemiec, okupowanych przez ZSRR na wschodzie oraz przez Stany Zjednoczone, Wielką Brytanię i Francję na zachodzie, udało mu się ukryć i udawać akademickiego biurokratę. Już wkrótce znalazł się na liście płac brytyjskiego MI5. Dość szybko rozpoczął działalność dla służb zachodnioniemieckich i oczywiście amerykańskich. Błyskawicznie odtwarzał kontakty z byłymi radzieckimi żołnierzami muzułmańskimi i uciekinierami najróżniejszych narodowości. Nieprzypadkowo właśnie w Monachium powołano do życia dwie najbardziej znane stacje radiowe. W roku 1949 powstało Radio Wolna Europa, nadające do wszystkich krajów Europy Wschodniej, a w 1951 

Radio Liberty,które nadawało na falach krótkich audycje skierowane głównie na obszar ZSRR. Dziś, po kolejnych doświadczeniach ostatnich lat, w świetle przytoczonych wyżej materiałów, możemy chyba z lepszej perspektywy spojrzeć na kontynuację islamskiego ekspansjonizmu w Europie.

Niemiecki zalew krajów europejskich imigrantami, tym razem pod egidą polityki unijnej, nie jest niczym innym, jak konsekwentną realizacją planów i działań rozpoczętych w latach 30 minionego wieku, starannie podsycanych w czasie zimnej wojny i dziś rozniecanych na nowo. My również wpadliśmy w wir polityki zmierzającej do pełnej bałkanizacji tej części świata, wsłuchując się w zagłuszane, chyba niezbyt skutecznie, wiadomości płynące do nas z tych rozgłośni przez lata, w języku polskim”. Na temat Radia Wolna Europa powstały dziesiątki, jeśli nie setki opracowań, znana jest nieustająca dyskusja wokół rzeczywistej roli tej rozgłośni w tym wszystkim, co działo się w Polsce czołgającej się mozolnie przez lata do tak zwanej niepodległości. Warto przytoczyć to, co o stacji mówi Wikipedia

„Amerykańska rządowa rozgłośnia utworzona w 1949 r. z połączenia ‘Radia Wolna Europa’ i ‘Radia Swoboda’ prowadząca transmisje informacji, analiz i aktualności do krajów Europy Środkowo-Wschodniej, Azji Środkowej i Bliskiego Wschodu, w których swobodny przepływ informacji jest zakazany przez organy rządowe, lub nie jest w pełni rozwinięty. Misją RWE jest promowanie demokratycznych wartości i instytucji poprzez informowanie w krajach, w których wolność słowa jest zabraniana przez rząd, lub nie jest w pełni ugruntowana. RWE opiera się na przekonaniu, że pierwszym wymogiem demokracji są dobrze poinformowani obywatele. (..) RWE jest finansowana przez Kongres Stanów Zjednoczonych (…). Niezależność redakcyjna RWE/RS jest gwarantowana amerykańskim prawem”.

Dla kontrastu przypomnę słowa „kuriera z Warszawy”, szefa polskiej sekcji RWE, który w książce „Polska z oddali” z rozbrajającą szczerością napisał, że „zaufanie amerykańskich partnerów było niezbędnym warunkiem zachowania naszej autonomii”. W tym zdaniu zawiera się cała strategia, niosącej swoje przesłanie w 25 językach dla kilkudziesięciu milionów słuchaczy, Centralnej Agencji Wywiadowczej, która zarządzała rozgłośnią, mniej lub bardziej zagłuszaną (w zależności od aktualnych potrzeb politycznych i frakcyjnych rozgrywek  lokalnych kacyków), ale zawsze słyszalną. 

Rola RWE jest wynoszona pod niebiosa po dzień dzisiejszy, bo też rzeczywiście jej znaczenie dla tzw. transformacji ustrojowej w krajach Europy Środkowej i Wschodniej, jest nie do przecenienia.

Dla rzetelności historycznej należy jednak wspomnieć o radiostacji, która naprawdę działała na rzecz sprawy polskiej, nie obarczonej współpracą z żadnym ośrodkiem obcym, a do tego dużo wcześniej, aniżeli wychwalana rozgłośnia amerykańska. Była to radiostacja „Maria”, transmitująca programy skierowane do Polski już w latach 1947-1948! Ta mało znana inicjatywa została zapoczątkowana, zorganizowana, a następnie realizowana przez Jędrzeja Giertycha, znienawidzonego przez wielu do dziś, wybitnego patrioty służącego całym swym życiem Bogu, Narodowi i Polsce. Giertych już w pierwszym roku po wojnie zauważył, że rząd polski w Londynie powinien mieć możliwość informowania i podtrzymywania na duchu społeczeństwa polskiego w Kraju, tym bardziej, że radiostacje zachodnie, w tym BBC, zaczynały właśnie rozwijać propagandę sprzeczną z polskim interesem narodowym.

Jako, że próby uzyskania wsparcia dla tego pomysłu ze strony brytyjskiej, spełzły na niczym, a wręcz dano polskiemu rządowi na uchodźstwie do zrozumienia, że tamtejsze władze nie życzą sobie obecności na brytyjskiej ziemi żadnej tego typu rozgłośni, wymyślono rzecz genialną. Rząd polski wszedł w posiadanie 40% udziałów w spółce żeglugowej „Neptune Shipping Co.”, która dysponując luksusowym jachtem motorowym do wypraw dalekomorskich, uruchomiła  na nim  pływającą rozgłośnię radiową. Jedną z kabin dostosowano do wymogów nadajnika, zamontowano wymyślny, specjalny zestaw antenowy, który zaprojektował prof. Antoni Krzyczkowski, kierownik laboratorium radiotechnicznego na Wydziale Elektrycznym Polish University College w Londynie. Zakres fal dobrano w taki sposób, aby znajdując się w bezpośrednim sąsiedztwie częstotliwości radia warszawskiego i BBC, pozwalały na audycje „Marii” trafić przypadkowym słuchaczom. Oficjalnie jacht realizował rejsy przewożąc pasażerów, głównie po Morzu Śródziemnym, ale też rozmaite towary, w zależności od aktualnego zapotrzebowania. O jego rzeczywistym przeznaczeniu wiedziała garstka osób, na samej jednostce tylko jej kapitan, Jędrzej Giertych będący spikerem radiostacji i jego pomocnik.

Rozgłośnia uzyskała formalną nazwę „Radiostacja Polska w Walce”. Swoje audycje rozpoczynała pierwszymi taktami hymnu „Bogurodzica”. Być może więc radiostacja „Maria” była inspiracją dla znanego dziś powszechnie Radia Maryja? Funkcjonowała dwa lata, jej działalność początkowo Brytyjczycy tolerowali, bo jacht pływał pod banderą panamską i nie w bezpośredniej bliskości wysp, jednak prof. Giertych miewał sygnały niezadowolenia ze swej działalności, wypływające w mniej lub bardziej zakamuflowany sposób z kręgów wywiadu brytyjskiego, sugerujące mu nawet próby jego fizycznej likwidacji. Statek po dwuletniej pracy został uwikłany w rzekomą działalność przemytniczą, co stało się podstawą do zatrzymania go na dłuższy czas u wybrzeży Włoch, później toczono na kanwie tej prowokacji proces sądowy. Kiedy już pozbyto się tego kłopotu, okazało się, że na statku dokonywany jest regularny sabotaż w maszynowni, przestały spływać zlecenia na dalsze przewozy i rząd polski zdecydował o demontażu urządzeń oraz sprzedaży jachtu, co – jakże dla nas wymowne – dokonało się w Gibraltarze. Historia „Marii” zasługuje na sensacyjną książkę lub film, który mógłby być hitem, gdyby zechciały o niej propagować wiedzę instytucje rzeczywiście polskie. Ale, próżno marzyć o tym.

Sławomir M. Kozak

Książeczkę na temat tego wyjątkowego przedsięwzięcia, autorstwa samego prof. J. Giertycha, można zamówić tutaj.

  Sławomir M. Kozak
www.oficyna-aurora.pl

========================================

Drogi Czytelniku, 

jeśli podoba Ci się to, co robię

postaw Autorowi kawę https://buycoffee.to/s.m.kozak

wszystkim dotychczasowym Darczyńcom serdecznie dziękuję

pozdrawiam

Sławomir M. Kozak

Odpowiedź pseudopapieżowi na jego promowanie LGBTQ w światowych mediach.

Odpowiedź pseudopapieżowi na jego promowanie LGBTQ w światowych mediach.

[Dostałem ten tekst od „Biskupi-sekretarze Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu”. Wahałem się, czy umieszczać argumenty sedewakantystów. Zapytałem Biskupa, naprawdę katolika. Oto odpowiedź:

=============================

Ależ Profesorze!

ludzików bez wątpienia zgorszy. Ja bym tekst puścił, ale z zastrzeżeniem, objaśnieniem:

Ci konkretni sedewakantyści mają rację, ale w części, nie tak całkiem do końca:

Ich zdaniem: „Jedynym wyjściem dzisiaj dla katolickich biskupów, księży i wiernych jest radykalne oddzielenie się od struktury Bergoglia i stworzenie dla Chrystusowego Kościoła równoległej struktury z prawowiernym papieżem.”

Moim prywatnym zdaniem należałoby skupić się głównie na dwóch sprawach: uchronieniu wiary (a więc oddzieleniu się od sekty, która niszczy Kościół od środka) i „zakotwiczeniu się” w Chrystusie, oraz uratowaniu sakramentalnego kapłaństwa.

Zaczęto skromnie, od zmiany Mszy, która jednakże mimo to nadal pozostała Mszą (vide: cuda eucharystyczne).

Teraz nadchodzi kolejna zmiana, kiedy Msza może stać się już tylko mszą – pustym obrzędem. Co dalej? Dalej – jak domniemywam – przystąpi atak na kapłaństwo, i nie mam tu na myśli przede wszystkim tzw. „kapłaństwa kobiet”, czyli symulacji udzielania tego sakramentu osobom niezdolnym do jego przyjęcia, chociaż i to zapewne dziać się będzie, ale przede wszystkim na zmianie obrzędu udzielania sakry biskupiej, który aby był ważny musi zawierać trzy elementy: intencję, materię i formę, a musi być udzielany przez biskupa (biskupów) posiadających sukcesję apostolską. Jeśli choćby jednego z tych elementów zabraknie bądź zmieni się ich treść lub znaczenie, sakra nie będzie ważna (vide anglikanie). 

To jest najistotniejsze – bo jeśli nie będzie biskupów, nie będzie też możliwe udzielanie pozostałych sakramentów (z wyjątkiem chrztu i małżeństwa), bo „gdzie jest biskup, tam jest Kościół” (św. Ignacy Antiocheński), ale prócz biskupa musi być też lud wierny, bo Pan Jezus powiedział przecież: „Gdzie dwóch albo trzech gromadzi się w Moje imię, tam jestem pośród nich” (Mt 18,20).

Jeśli Pan Bóg dopuścił taki czas, że zabrakło prawowitego papieża, nie musi to oznaczać i bynajmniej nie oznacza, że Kościół upadł, bo Kościół nigdy nie upadnie, ale nie musi to być taki Kościół jaki wszyscy teraz znamy.

Pan Bóg ten problem może rozwiązać na dwa sposoby – albo sprawi, że stanie się (jakoś) możliwe ponowne pojawienie się katolickiego papieża, albo zakończy to wszystko powtórnym przyjściem Pana Jezusa, a więc i końcem obecnego porządku rzeczy.

Jakaś forma organizowania się wiernych Bogu bez wątpienia powinna zaistnieć, ale czy koniecznie pod zwierzchnictwem jakiegoś konkurencyjnego papieża? Wszak takich na świecie jest już wielu, ale czy rozwiązali problemy i bolączki jakie dotykają wiernych Panu Jezusowi i Jego nauce, Jego woli, Jego zaleceniom, prośbom? Bynajmniej!

Przyjmijmy raczej z pokorą to co Pan Bóg dopuszcza, nie tracąc ufności, że nie zostawi nas na pastwę złych mocy…

======================================

Więc umieszczam pogląd i argumenty TYCH sedewakantystów. Przypominam, że sedewakantyści są liczni – ale nie są zjednoczeni. [MD]:

==========================

Biskupi-sekretarze Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu 

———————————————————————

BKP: Odpowiedź pseudopapieżowi na jego promowanie LGBTQ w światowych mediach

Część 4:

Konwersja biskupów na osoby witające LGBTQ

wideohttp://vkpatriarhat.org/pl/?p=20262  https://pseudopapezi.wistia.com/medias/dfrbj3plxv

https://rumble.com/v29ccpmpseudopapieowi.html  cos.tv/videos/play/42401534560735232

ugetube.com/watch/eEobBYK48Nzk944  bitchute.com/video/m2rqF06cSenA/

Cytat z agencji prasowej AP: „(Franciszek) wezwał także biskupów katolickich… do powitania osób LGBTQ w Kościele”.

Franciszek absurdalnie zmusza biskupów do aprobacji drogi grzechu, a to jest zdrada Boga i Jego przykazań. Biskupi, którzy głoszą i bronią Bożych prawd i przykazań, rzekomo muszą przejść bergogliańską konwersją, o której również wspomniał. Gestem tej pseudokonwersji jest witanie nieskruszonych osób LGBTQ w Kościele. Święty apostoł Jan przed takim paradoksalnym powitaniem ostrzega: „Nie przyjmujcie ich do domu (Kościoła) ani nie pozdrawiajcie ich, albowiem kto pozdrawia takich, staje się współuczestnikiem ich złych czynów!” (por. 2J 10). 

Bergoglio swoim wezwaniem zmusza biskupów, aby już nie prowadzili grzeszników, w tym osób LGBTQ, do pokuty, a tym samym do zbawienia. To rozporządzenie i program Bergoglia jest zbrodnią nie tylko przeciwko Kościołowi, ale także przeciwko tym ludziom. Przede wszystkim jest to zbrodnia przeciwko Bogu, która w konsekwencji unieważnia Boże prawa i przykazania oraz rozróżnienie między dobrem a złem.

Cytat z agencji prasowej AP: (Franciszek) powiedział, że biskupi muszą przejść przez proces zmiany, aby następnie uznali godność każdej osoby”. 

Komentarz: Co kryje się za określeniem „godność” w ustach Bergoglio? Zasadniczo jest to pełna pychy  perwersja, odrzucenie Boga i samodegradacja człowieka.

Czym zatem jest bergogliański proces zmiany myślenia, czyli antymetanoia? Każdy biskup musi zdradzić Chrystusa i Jego Ewangelię i przyjąć sodomską antyewangelię, za którą na każdego spada Boża anatema, czyli wykluczenie z Chrystusowego Kościoła (por. Ga 1, 8-9).

Katolickich biskupów to absurdalne żądanie Bergoglia powinno już w końcu obudzić, aby radykalnie oddzielili się od niego jak to od nieważnego papieża. W obecnej sytuacji muszą też oddzielić się i od struktury, którą on okupuje. Bergoglio w tej strukturze dokonał nieodwracalnych zmian, tak że nawet w przyszłości nie może zostać wybrany prawowierny, a więc prawowity papież. De facto tym znosi instytucję papiestwa, którego podstawowym obowiązkiem jest ochrona nauczania wiary i moralności przed herezjami.

Jeśli katoliccy biskupi odłączą się od Bergoglio, i to tak szybko, jak to możliwe, nic tym nie stracą, tylko bergogliańskie kajdany. W tej sytuacji następnie powinni stworzyć równoległą strukturę, niezależną od heretyckiej i samobójczej. Tylko prawowierna struktura może chronić podstawy wiary i moralności, a tym samym godnie reprezentować Kościół Chrystusowy w przeciwieństwie do bergogliańskiej sekty.

Bergoglio wymaga, aby biskupi pod pojęciem godność aprobowali wszystkie perwersje seksualne, w tym perwersje „Q” związane z sadomasochizmem, nekrofilią lub seksualnymi morderczymi maniami. Jeśli biskupi nie aprobują perwersji LGBTQ, sekta Bergoglia usunie ich z urzędu. Dlatego konieczne jest jak najszybsze wyjście spod władzy tej sekty, dopóki jest jeszcze czas i możliwość.

Cytat Franciszka: „Ci biskupi muszą przejść przez proces konwersji (zmiany)”

Komentarz: Termin konwersja, przez którą rzekomo biskupi mają przejść, jest w rzeczywistości apostazją, zdradą Chrystusa i ostatecznie przejściem do szatańskiego antykościoła New Age. Bergoglio de facto tym swoim stwierdzeniem przed całym Kościołem katolickim ogłosił: Każdy biskup, który nie aprobuje samobójczej legalizacji LGBTQ w Kościele, nie może dłużej sprawować urzędu biskupiego.

Uczeń św. Jana Apostoła, św. Polikarp, spotkał w Rzymie heretyka Marciona. Zapytany, czy go rozpoznał, Polikarp odpowiedział: „Tak, rozpoznaję tego, który jest pierworodnym szatana”. Co powiedziałby św. Polikarp dzisiaj Franciszku Bergoglio? Z pewnością to samo, co powiedział  heretykowi Marcionowi.

Jedynym wyjściem dzisiaj dla katolickich biskupów, księży i wiernych jest radykalne oddzielenie się od struktury Bergoglia i stworzenie dla Chrystusowego Kościoła równoległej struktury z prawowiernym papieżem.

Część 4

vkpatriarhat.org/en/?p=22768  /english/

vkpatriarhat.org/it/?p=9580  /italiano/

vkpatriarhat.org/fr/?p=16203  /français/

vkpatriarhat.org/es/?p=12846  /español/

vkpatriarhat.org/de/antwort-4/  /deutsche/

Część 5

Kościół katolicki nie ma papieża. Jest stan sede vacante

Wszyscy katolicy, którzy uznają Pismo Święte, Tradycję, prawa Kościoła i opartą na nich naukę, dziś nie mają papieża. Jest stan sede vacante.

Franciszek w Kanadzie publicznie poświęcił się szatanowi i demonom. W ten sposób wykluczył się z Kościoła katolickiego. Ponadto zaprzecza podstawom wiary i moralności oraz buntuje się przeciwko Bogu. Zdradził Chrystusa jak Judasz i dlatego nie może być głową Kościoła Chrystusowego na ziemi. Co więcej, masowo promuje kościelną legalizację LGBTQ. Ten program sodomskiej antyewangelii, która rzuca przekleństwo (Ga 1:8-9), jest obecnie promowany przez tak zwaną kontynentalną fazę Synodu o synodalności. Ci, którzy uznają Franciszka Bergoglia za prawowitego papieża i podporządkowują się mu, w ten sposób wchodzą pod panowanie antychrysta. Boże przekleństwo, które jest na nim, rozprzestrzenia się z niezwykłą intensywnością poprzez nadużywanie urzędu papieskiego, który okupuje Bergoglio. Dlaczego biskupi, księża i zakonnicy to mu do dziś tolerują? Powodem jest fałszywy strach o swoje ego. Brakuje im jednak zbawiennej bojaźni o swoją duszę i bojaźni wiecznego potępienia. Fałszywy strach jest wynikiem tego, że nie miłują i nie bronią prawdy, która mogłaby ich zbawić (por. 2 Tes 2:10). Co mają robić? Pokutować! Szczerze szukać prawdy, przeciwstawić się kłamstwu i oddzielić od kościelnego kłamcy i oszusta Bergoglia. Prawda jest taka, że Kościół katolicki nie ma dziś papieża, więc jest stan sede vacante.

Wywiad Bergoglia dla agencji AP odbył się podczas tzw. fazy kontynentalnej Synodu o Synodalności. Na przykład w Pradze to spotkanie dla kontynentu europejskiego zaplanowano na 5-12 lutego. W Stanach Zjednoczonych i Kanadzie odbywały się wyłącznie online. Ameryka Południowa i inne kontynenty wciąż czekają. Ta tragikomedia prowadzi do akceptacji dyktatury LGBTQ w Kościele i pogańskiej duchowości, za którą, jak pokazał Bergoglio w Kanadzie, już kryje się poświęcenie demonom. W wywiadzie dla AP 24 stycznia 2023 r. Bergoglio ujawnił istotę tzw. transformacji Kościoła. Właśnie kościelna legalizacja LGBTQ i wyświęcanie feministek na wzór amazońskich czarownic na diakonisy i kapłanki ma służyć przekształceniu Kościoła w satanistyczny antykościół New Age.

Trzeba jednak wiedzieć, że po tej transformacji to już nie będą kapłani i biskupi Chrystusa, ale kapłani antychrysta, które będą czcić i składać ofiary nie Bogu, ale szatanowi i jego demonom. Dlatego Bergoglio też planuje włączenie do liturgii pogańskie rytuały, oddające cześć demonom, o czym otwarcie wspomniał w dokumentach Synodu o Amazonii. Więc jest to powrót do pogaństwa. Aby nie było wątpliwości, Bergoglio uczestniczył wraz z amazońskimi czarodziejami i czarownicami w pogańskiej ceremonii w Ogrodach Watykańskich. Tutaj nawet symbolicznie zasadził z nimi święte drzewo i posypał ziemię przyniesioną z pogańskich ołtarzy, na których składano ofiary z ludzi. W rzeczywistości ofiary z ludzi są składane Pachamamie do dziś, zwłaszcza podczas budowy dużych wielopiętrowych budynków, o czym świadczą współczesne wideo z Boliwii. W końcu Bergoglio wprowadził demona Pachamamę oraz czarowników i czarownic do katedry św. Piotra. Główna świątynia Kościoła katolickiego była zbezczeszczona intronizacją tego pogańskiego demona. Ale nie tylko to, sekta Bergoglio przez intronizację przekazała temu demonowi władzę nad całym Kościołem katolickim! Dlatego dzisiaj należy dokonać prawdziwej pokuty. To polega na oddzieleniu się od bergogliańskiej kościelnej struktury, która dziś służy już szatanowi i demonom. Bergoglio wypędził Ducha Świętego z Kościoła. Drogę prawdy zastąpił herezjami i bałwochwalstwem, a teraz Boże prawa już bezczelnie zastępuje prawami LGBTQ.

Co do publicznego poświęcenia tak zwanego „naszego Ojca Świętego Franciszka” demonom pod przywództwem szatanowego antykapłana – szamana – to jest wielka prowokacja. Niestety, większość katolików w ogóle tego nie dostrzega. Ale Bergoglio wymaga i będzie wymagał, aby ci, których trzyma w apostatycznej strukturze, podążali za nim. Będzie to kolejny etap jego Drogi synodalnej. Co za głupota w tej sytuacji każdego dnia w świętej liturgii nazywać tego poświęconego sługę szatana „naszym Ojcem Świętym” i wyznawać z nim jedność! To bluźnierstwo przeciwko Bogu! Ale wielu katolików, którzy nie dostrzegają rzeczywistości, kiedy jest im pokazywana, nie chcą jej widzieć ani słyszeć. Boże, dokąd przyszliśmy i dokąd zmierzamy z Synodem Bergoglio o synodalności?!

Drodzy biskupi, podejmijcie radykalny krok. Oddzielcie się, póki jeszcze jest to możliwe, aby ocalić całą swoją diecezję, lub przynajmniej większą jej część. Jutro już może być za późno. Jeśli zmarnujecie czas i nie wyjdziecie z bergogliańskiego Babilonu, zablokujecie duszom zbawienie i sami zostaniecie zniszczony bergogliańską sektą. Również zdajcie sobie sprawę, że w bergogliańskiej strukturze na nowych biskupów mogą zostać wybrane tylko osoby LGBTQ lub osoby, które straciły sumienie i zdradziły Chrystusa. Dlatego, póki jest jeszcze czas, wyjdźcie z Babilonu! Rzeczywistość jest taka, że Kościół katolicki nie ma dzisiaj papieża, jest stan sede vacante. Wszyscy prawowierni biskupi, księża i wierzący są dziś sedewakantystami!

Bizantyjski Katolicki Patriarchat (BKP) – głos wołającego na pustyni

27.01.2023

Część 5

vkpatriarhat.org/en/?p=22801  /english/

vkpatriarhat.org/it/?p=9604  /italiano/

vkpatriarhat.org/fr/?p=16220  /français/

vkpatriarhat.org/es/?p=12848  /español/

vkpatriarhat.org/de/antwort-5/  /deutsche/

Czy to już kontrolowany upadek systemu bankowego? Czy tylko w USA?

Czy to już kontrolowany upadek systemu bankowego? Czy tylko w USA?

CBDC i upadek Silicon Valley Bank czyli zbliża się finansowe zniewolenie

AlterCabrio upadek-silicon-valley-banku

W miarę jak system finansowy zdobywa coraz większą kontrolę i staje się bardziej inwazyjny, przypomina to trochę tworzenie wokół nas zagrody. A CBDC (Cyfrowe Waluty Banku Centralnego) i paszporty szczepień lub identyfikatory cyfrowe, to coś w rodzaju domknięcia ostatniej furtki.

−∗−

CBDC, SVB i powiązania Jeffreya Epsteina

CBDC, upadek Silicon Valley Bank i powiązania z Jeffrey’em Epsteinem: „Cyfrowa waluta banku centralnego zbliża się do nas szybko i równa się finansowemu zniewoleniu”.

Transkrypcja przygotowana przez redakcję serwisu Truth Comes to Light:

Na kilka tygodni przed upadkiem Silicon Valley Bank kilku dyrektorów wyprzedało duże ilości akcji, podczas gdy media głównego nurtu namawiają swoich odbiorców, aby w nie inwestowali.

9 marca, dzień przed upadkiem, dwa największe izraelskie banki wypłaciły z SVB prawie miliard dolarów, podczas gdy Peter Thiel’s Founders Fund wycofał miliony i poradził swoim klientom, aby zrobili to samo.

Następnego dnia nastąpił run na bank i Silicon Valley Bank upadł.

Czy to dowód na kontrolowaną czy raczej pochopną demolkę?

Dzień przed upadkiem amerykański sędzia nakazał JP Morgan Chase przekazanie dokumentów w procesie, w którym oskarżeni są o pomoc w operacji handlu ludźmi w celach seksualnych w sieci Jeffreya Epsteina.

Zespół stojący za tym pozwem to ten sam zespół, który z powodzeniem ujawnił zaangażowanie Deutsche Banku. Wezwali też do sądu kilka innych banków, które ich zdaniem były zamieszane w seks-handel, w tym Silicon Valley Bank oraz Bank Leumi, izraelski bank, który wyciągnął miliard dolarów z SVB dzień przed upadkiem.

Bez względu na powód, reakcja rządu USA grozi załamaniem gospodarki światowej.

FDIC ubezpiecza do 250 000 $ dla każdego deponenta, ale teraz zamierza pokryć wszystkie straty deponentów. A nie mają wystarczająco dużo, aby pokryć 175 miliardów dolarów strat SVB, nie mówiąc już o bilionach dolarów, które zostaną utracone w najbliższym czasie, gdy banki na całym świecie zaczną padać.

Ryzyko systemowe wśród GSIB (Global Systemically Important Banks) polega na tym, że są one tak głęboko powiązane, że gdy jeden upadnie, wszystkie pójdą w jego ślady.

Znaczna część światowej gospodarki już się załamuje z powodu działań rządu USA i systemu bankowego Rezerwy Federalnej. Znaczna część świata przygotowuje się na koniec dolara amerykańskiego jako światowej waluty rezerwowej.

Po zniknięciu wszystkich mniejszych banków ludzie zostaną z bankiem centralnym, a tu rozwiązaniem jest CBDC.

CBDC oznacza Cyfrową Walutę Banku Centralnego. Z CBDC nie ma już żadnych opcji. Rachunek każdego klienta prowadzony jest bezpośrednio przez system banku centralnego.

[Tutaj udostępniony jest fragment wypowiedzi Catherine Austin Fitts w wywiadzie dla Tuckera Carlsona z Fox News.]

„W miarę jak system finansowy zdobywa coraz większą kontrolę i staje się bardziej inwazyjny, przypomina to trochę tworzenie wokół nas zagrody. A CBDC (Cyfrowe Waluty Banku Centralnego) i paszporty szczepień lub identyfikatory cyfrowe, to coś w rodzaju domknięcia ostatniej furtki.

„Wielu ludziom trudno jest wyobrazić sobie to ryzyko, ponieważ jesteśmy tak przyzwyczajeni do wolności transakcji finansowych.

„I nie rozumiemy, że kiedy ta furtka się przed nami zamknie, będziemy dosłownie siedzieć w systemie, w którym banki centralne uważają, że nasze aktywa należą do nich.

„I mogą dyktować, gdzie możemy wydawać pieniądze i na co możemy je wydawać. A jeśli nie będziesz grzeczny, to te twoje pieniądze ci «wyłączą».“

Istnieje 12 banków Rezerwy Federalnej, które są zlokalizowane w miastach rozważanych jako model 15-minutowego miasta Światowego Forum Ekonomicznego. To jest kierunek, w którym to wszystko zmierza, a w rządzie federalnym nie widać dużego sprzeciwu.

Senator z Utah, Mike Lee, przedstawił we wrześniu zeszłego roku ustawę o zakazie CBDC [No CBDC Act], która prawdopodobnie do niczego nie doprowadzi. Ale my, społeczeństwo, mamy znacznie większy wpływ na nasze samorządy.

Komisja w Izbie Reprezentantów Oklahomy jednogłośnie przyjęła ustawę chroniącą mieszkańców Oklahomy przed zmuszaniem ich do przyjęcia CBDC.

Nadszedł czas, abyśmy my, obywatele, zjednoczyli się z naszymi sąsiadami i społecznościami lokalnymi i przygotowali się do wyzwolenia nas z systemu banków centralnych, odwołali naszych skorumpowanych urzędników w hrabstwach i zaczęli przyglądać się lokalnym systemom barterowym i handlowym.

Ponieważ Cyfrowa Waluta Banku Centralnego zbliża się do nas szybko i jest równoznaczna z finansowym zniewoleniem.

_______________

CBDC SVB and the Jeffrey Epstein Connection, Greg Reese, March 15, 2023

−∗−

Powiązane tematycznie:

CBDC czyli ostateczna kontrola nad stadem
Jeśli CBDC ostatecznie stanie się nowym systemem monetarnym, jego podstawowe cechy sprawią, że światowe rządy nie będą już potrzebować czegoś takiego jak globalny kryzys zdrowotny, aby drukować pieniądze lub zamykać społeczeństwo. (…) Cała platforma zostanie zaprojektowana tak, aby usuwać siłę roboczą, która nie jest już uważana za potrzebną. […]

_______________

RAPORT: „90% krajów planuje cyfrową walutę banku centralnego”
„Cyfrową gotówkę można zaprogramować tak, aby była wydawana tylko na podstawowe rzeczy lub towary, które pracodawca lub rząd uznają za rozsądne […] Może to przynieść pewne społecznie korzystne skutki, zapobiegając działalności, która jest w jakiś sposób postrzegana jako społecznie szkodliwa” […]

_______________

Tryptyk cyfrowy czyli w przededniu bezgotówkowej tyranii
Wprowadzają nas do Niewolniczego Systemu Kredytu Społecznego opartego o zerową emisję dwutlenku węgla z walutą cyfrową banku centralnego – i o TO właśnie w tym wszystkim chodzi. Zastrzyk Śmierci, kontrolowane wyburzanie wszystkich światowych gospodarek, w tym WSZYSTKIM chodzi o jedno: implozję wszystkich istniejących struktur i „lepszą odbudowę” z tym orwellowskim programowalnym systemem pieniężnym […]

_______________

Delegalizacja społeczeństwa bezgotówkowego czyli Szwajcarzy próbują
Większość ludzi w większości krajów, gdyby odpowiednio się z nimi skonsultowano, prawdopodobnie sprzeciwiłaby się życiu w gospodarce, w której stopy procentowe byłyby znacznie poniżej zera, a gotówka, zgodnie z projektem i prawem, stale traciła na wartości, nawet bardziej niż to jest dziś. Prawdopodobnie woleliby również nie żyć w gospodarce opartej na CBDC, w której w dużej mierze nieodpowiedzialne banki centralne miałyby bezprecedensowe uprawnienia w zakresie nadzoru i kontroli nad populacją. […]

−∗−

Oczywiście, że to [prawie] natychmiast padnie. Kto przeżył stan wojenny i kartki na żywność w PRL-u wie, że automatycznie pojawią się ‘obejścia’ i ‘waluty alternatywne’. Łatwo będzie można sprawdzić w najbliższej piekarni. Chleb będzie, ale nie za ‘impulsy’ z telefonu czy plastikowej karty.
Zaopatrzenie i dostawy, to coś, na czym komuna zawsze się wykłada.

Bój to jest już naprawdę ostatni i nie może nas w nim zabraknąć. Agresja zielonego KOMUNIZMU.

Bój to jest już naprawdę ostatni i nie może nas w nim zabraknąć. Agresja zielonego KOMUNIZMU.

Co zrobi premier Morawiecki?

Roman Motoła boj-to-jest-nasz-juz-naprawde-ostatni

Gdy komunizm wywracał spory kawałek świata pod hasłami wyzwolenia proletariatu, ten ostatni mógł chociaż zaprotestować, co skwapliwie zresztą od czasu do czasu czynił. Nowi komuniści ratują Ziemię i klimat, bo te będą siedzieć cicho, przynajmniej do czasu. W rolę Związku Sowieckiego coraz bardziej wciela się i wczuwa Unia Europejska, za którą do końca – własnego lub jej – podążać będą nasi przywódcy. Właśnie zapewnił nas o tym po raz kolejny sam premier Morawiecki.

Ponieważ polityka klimatyczna UE jest rdzeniem polityki gospodarczej całej UE i wszyscy, którzy znają się na UE, wiedzą, że gdybyśmy sobie chcieli wyjść z polityki klimatycznej, tak po prostu zrezygnować z polityki klimatycznej UE, byłoby to jednoznaczne z wyjściem z Unii Europejskiej de facto  to świeże jeszcze słowa szefa polskiego rządu wypowiedziane w rozmowie z Jakubem Wiechem. Mateusz Morawiecki nie widzi możliwości opuszczenia Unii Europejskiej i wprost to ogłasza, podkreślając:  Ja nie dam się wepchnąć w narrację polexitu i wolę manewrować między tymi skałami, czasami ostrymi wystającymi skałami ponad wody. I co nam się do tej pory całkiem nieźle udaje, niż dać się wpuścić w taką pułapkę.

Czy takie deklaracje zwiększają nasze pole manewru w „negocjacjach” z Brukselą w jakiejkolwiek kwestii, czy też wręcz przeciwnie? To nie zagadka, ale truizm.

Jednak w twardym postanowieniu trwania przy Unii utwierdzają nas zgodnie wszystkie duże siły polityczne. Przekonał się o tym nie tak dawno znany pisarz, a przy tym zwolennik PiS.

Zero mięsa, zero nabiału, zero samochodów, 3 sztuki ubrania rocznie, podróż samochodem raz na 3 lata. To ambitny plan, na jaki zgodził się Trzaskowski w programie 40 Cities. Tak ma wyglądać życie zwykłych obywateli w 2030 r. pod rządami światłych, progresywnych elit. Super!” – szydził ów pisarz [Piekara md] na Twitterze po tym jak „Dziennik Gazeta Prawna” opisała szczegóły założeń rzekomo ekologicznej polityki zadeklarowanej przez włodarzy wielu światowych metropolii.

Bezlitośni internauci odpowiedzieli przypomnieniem informacji zamieszczonej na łamach „Rzeczpospolitej” w grudniu 2020: „Mateusz Morawiecki zrezygnował z drugiego weta. Cel klimatyczny zaakceptowany”. Podtytuł artykułu głosił zaś: „UE obniży emisję CO2 o 55 procent do 2030 roku. Polska po ciężkich negocjacjach zaakceptowała ten ambitny cel”. – Odrzucanie Europejskiego Zielonego Ładu oznaczałoby ustawienie się na marginesie i innego rodzaju kłopoty, to plan w którym warto uczestniczyć nawet za pewną cenę – przekonywał niespełna pół roku później szef PiS, wówczas wicepremier Jarosław Kaczyński.

Z kolei we wrześniu 2021 głośno było o zdjęciu z anteny w trybie „last minute” przez szefostwo Telewizji Republika wywiadu Ewy Stankiewicz z ówczesnym rządowym pełnomocnikiem ds. infrastruktury energetycznej państwa Piotrem Naimskim. Światło dzienne zdołała jednak ujrzeć i do dzisiaj krąży po „internetach” krótka zapowiedź rozmowy. Ten szokujący dialog ujawnił, że Polska zobowiązała się w tajemnicy przed opinią społeczną do systemowego wyłączania kopalń oraz elektrowni węglowych. Powstał nawet już wówczas szczegółowy harmonogram dekarbonizacji kraju leżącego przecież na „czarnym złocie”. – Czy to nie jest samobójstwo? (…) jeśli 70 procent energii w Polsce pochodzi z węgla, to najtańsza energia w Europie – pytała wzburzona dziennikarka.

– Gdyby nie było dzisiaj tych uwarunkowań płynących z naszego członkostwa w Unii Europejskiej, to można byłoby tak do tego podejść, ale mamy takie uwarunkowania – brzmiała odpowiedź Naimskiego.

A zatem, płacz i płać polski użytkowniku prądu, upadaj polska firmo, bo jesteśmy w Unii Europejskiej – to komunikat dla tubylców od posłów, senatorów i prezydenta wybranych między innymi ze względu na głoszone wszem i wobec hasła niezłomnej obrony tutejszej branży górniczej oraz dotychczasowego systemu energetycznego.

W optyce polityków, przynależność Polski do Unii Europejskiej jest więc czymś nienaruszalnym i niepodlegającym dyskusji, i to niezależnie od okoliczności. Jeśli traktujemy członkostwo w tej strukturze jako dogmat i poświęcamy (właśnie w tej chwili) bezpieczeństwo energetyczne oraz ekonomiczne polskich rodzin (na przykład poprzez limity emisyjne ETS, wspomniane zamykanie kopalń i elektrowni węglowych, zakaz produkcji i rejestracji samochodów spalinowych od 2035 r., wkrótce niezwykle kosztowne dla wielu certyfikaty energetyczne budynków i tak dalej), to czy istnieje w ogóle jakaś granica, za którą Zjednoczona Prawica, Platforma Obywatelska, Lewica, Polskie Stronnictwo Ludowe, Partia Razem czy Polska 2050 powiedzą: „stop, na to nie możemy się zgodzić!”? Z dotychczasowego doświadczenia trzeba powiedzieć, że niestety, takiej granicy nie ma.

Prowadzimy więc – i to niezależnie od tego, kto aktualnie jest w posiadaniu zewnętrznych znamion władzy – bezalternatywną politykę spełniania wszelkich zachcianek eurokratów. Czasem, tak jak w obecnym momencie, odbywa się to jedynie przy akompaniamencie pseudo-patriotycznego hałasu utrzymanego w retoryce „nie oddamy ani guzika”. Jednak w świetle faktów i czynów są to tylko nic nieznaczące didaskalia, telewizyjna szopka noworoczna, czy też raczej – całoroczna.

Założenie, że bezalternatywność udziału Polski do UE jest już dostatecznie mocno wdrukowana w świadomość tubylców, musi być jednak poparte na mocnych podstawach. Istotnie: skoro totalna propaganda „pandemiczna” – której trwanie mierzyć możemy zaledwie w miesiącach bądź dwóch, trzech latach – okazała się tak skuteczna, dlaczego wątpić, iż „poza Unią nie ma zbawienia”? Bądź co bądź, w tej kwestii nasze mózgi permanentnie prane są z użyciem wszelkich dostępnych środków już z górą od dwóch dekad.

Brakuje jedynie „kropki nad i” w postaci wpisania wiecznej przynależności do gwiezdnego raju na karty naszej Konstytucji. Znamy już podobny zabieg i dla wielu z nas powrót do przeszłości nie byłby niczym zaskakującym. Jak mówią historyczne źródła, 10 lutego 1976 roku zadekretowano wprowadzenie do ustawy zasadniczej deklaracji mówiącej, iż Polska jest państwem socjalistycznym, PZPR – przewodnią siłą społeczeństwa w budowie socjalizmu, zaś PRL w swej polityce umacnia przyjaźń i współpracę ze Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich.

Każdy kto to kwestionował, nie stawał się równoprawnym uczestnikiem publicznej debaty, ale wrogiem ludu i pensjonariuszem zakładów karnych – wichrzycielem, szaleńcem, wyrzutkiem mogącym zapomnieć o przyzwoitej pracy, karierze naukowej, zagranicznych wyjazdach.

Retoryka i mentalność entuzjastów Unii Europejskiej jest już niemal bliźniaczo podobna do niegdysiejszych wielbicieli sowieckiego Wielkiego Brata. Socjalistyczne zawracanie kijem Wisły (a obecnie także Renu, Sekwany, Tagu i innych) znów odbywa się pod hasłami nowoczesności i postępu. I jak zawsze – rządy „się wyżywią”, zapłacą szaraczkowie.

PANEUROPA i jej realizacja w UE

PANEUROPA i jej realizacja w UE

Obalenie imperium Papieży pozwoliło narodzić się idei laickiej federacji europejskiej

Epiphanius, Ukryta strona dziejów. Nowy Porządek Świata.…

Ukryta-strona-dziejow, str. 245

Wreszcie wszystko dojrzało do tego, by w skali globalnej zainicjować nurt opinii publicznej wspierający idee Synarchii. Z wolna miałyby zostać położone fundamenty pod Wielkie Dzieło. Chodzi więc o przedstawienie na forum publicznym (oczywiście bez ujawniania mrocznych źródeł inspiracji) planu obmyślanego trzy wieki temu przez Comeniusa i zaadaptowanego do współczesności przez Saint-Yvesa.

Ale nie wystarczało nagłośnić sprawę. Ważne było przecież nadanie właściwego tonu, a do tego potrzebny był odpowiedni „kamerton”, dyrygenci orkiestr oraz ludzie wtajemniczeni, o wiele bardziej niezbędni, gdy chodzi o kamuflowanie faktycznych celów, niż całe legiony technokratów.

Wśród nich należy niewątpliwie wymienić hrabiego Richarda Nikolausa Coudenhove-Kalergi (1894-1972). We współpracy z Vivienem Postelem du Masem, uważanym obok Jeanne Canudo za głównego propagatora Archetypu Społecznego z 1922 r., Kalergi zainicjował w tym samym roku w Wiedniu „Ruch Paneuropejski”. Ten rzecznik Synarchii w Europie był potomkiem słynnych rodów europejskich. Jego babka, Maria Kalergi, która przyjaźniła się z Bismarckiem, Heinem i Wagnerem (członkami jednego kręgu wtajemniczonych) pochodziła z bizantyńskiej, cesarskiej dynastii Focas, natomiast dziadek Franz Coudenhove, dyplomata w służbie Francji, wywodził się ze starej szlachty brabanckiej. Richard narodził się w 1894 r. z łona księżniczki japońskiej. Przyszedł na świat w Tokio, gdzie jego ojciec był ambasadorem i gdzie od dzieciństwa oddychał atmosferą kosmopolityczna. Później zamieszka w Wiedniu – mimo swego francuskiego obywatelstwa. Tam uzyska w 1917 r. dyplom z filozofii. Młody Kalergi unika służby wojskowej żeniąc się w porę z gwiazdą teatru Idą Roland, pochodzenia żydowskiego.

Około 1919 r. zaczyna się interesować planem Nowego Ładu Międzynarodowego pomyślanego jako federacja narodów pod przewodem Stanów Zjednoczonych Ameryki. Wedle jego koncepcji pierwszym krokiem na drodze do Nowego Ładu miałoby być doprowadzenie do powstania zjednoczonej Europy, czyli Paneuropy. Kalergi zaczął współpracować z prasą, a na początku 1923 r. opublikował swoją „biblię” Ruchu Paneuropejskiego – projekt federacji ludów pod nazwą „Paneuropa ” – gdzie na okładce widnieje symbol unii paneuropejskiej: czerwony krzyż na tle złotej tarczy słonecznej .

„Czerwony krzyż średniowiecznych krucjat jest najstarszym symbolem ponad-narodowej unii europejskiej. Dziś stanowi on symbol międzynarodowego Humanita- ryzmu. Słońce oznacza ducha europejskiego, który promieniował na cały świat. Cywilizacja grecka i chrześcijańska – krzyż Chrystusa na tle słońca Apollona – stanowią trwały fundament kultury europejskiej.” (R.C. Kalergi, „J’ai choisi l”Europe”, wydawn. Plon, Paryż 1952, str. 116).

„Marzenie Komenskiego (Comeniusa – przyp. Red.) i Nietzschego, koncepcja Kanta, pragnienie Bonapartego i Mazziniego, słowem: Stany Zjednoczone Europy ziszczą się dzięki Ruchowi Paneuropejskiemu. Pod znakiem słonecznego krzyża, gdzie słońce Oświecenia splata się z Czerwonym Krzyżem międzynarodowego humanizmu, idea paneuropejska odniesie zwycięstwo nad małostkowością i bezużytecznością każdej destrukcyjnej i zaściankowej polityki. (R.C. Kalergi, „Storia di Paneuropa”, str. 56-57).

„Symbolem Ruchu miał stać się czerwony krzyż na tle złotego słońca: krzyż Chrystusa na tle słońca Apollona [jako wyraz] ponadnarodowej ludzkości zbratanej z promieniującym duchem Oświecenia. Ten sam symbol na tle błękitnym – oznaczającym pokój – ma odtąd widnieć na fladze Ruchu.”

Jednakże ten sam symbol stanowi znak Wielkiego Mistrza Różokrzyżowców i widnieje na okładce książki „The Rosicmcians, their Rites and Mysteries” napisanej w 1870 r. w Londynie przez historyka i znawcę Różokrzyżowców, Hargrave’a Jenningsa. Sam Kalergi musiał coś na ten temat wiedzieć – zwłaszcza, że sam był masonem, jak przyznał niedawno oficjalny organ Wielkiej Loży Szwajcarii „Alpina” (nr 1 z 1989 r.) w artykule redakcyjnym sygnowanym przez niejakiego Jiirga von Insa.

Zresztą Kalergi pozostawał w zażyłych relacjach z Wysoką Finansjerą, a zwłaszcza z Rotszyldami i Warburgami: w 1924 r. Max Warburg wpłacił na rzecz Ruchu Paneuropejskiego pierwszy datek w wysokości 60 tys. marek w złocie. W tym samym roku zaczęło wychodzić czasopismo „Paneuropa ” – oficjalny organ Ruchu – mające siedzibę w wiedeńskim pałacu cesarskim. Równocześnie dużą poczytnością cieszyła się książka Kalergiego, która została przetłumaczona na wiele języków, w tym na japoński i esperanto. Pomysł więc chwycił i Unia Paneuropejska zyskała wielu znamienitych członków.

Byli wśród nich: dr Hjalmar Schacht (1877—1970), członek Wielkiej Loży Prus, zaufany człowiek Wysokiej Finansjery z Wall Street działający w otoczeniu Hitlera, mason i przyszły prezes Reichsbanku; burmistrz Kolonii Adenauer, mason Benesz – czechosłowacki minister spraw zagranicznych i przewodniczący Ligi Narodów (1935), a także ludzie kultury i nauki, jak Paul Valery, Thomas Mann, Rainer Maria Rilke, Albert Einstein czy Sigmund Freud, wreszcie przyszły założyciel Amnesty International Sean Mac’Bride czy twórca hitlerowskiej teorii przestrzeni życiowej Karl Haushofer (obaj byli członkami O.T.O).

Również Mussolini nie krył swojej sympatii dla Ruchu Paneuropejskiego, co wynikało z faktu, że podobnie jak Coudenhove-Kalergi czuł się on uczniem Nietzschego. Kalergi zwrócił się do swojego przyjaciela Williama Steada, członka – założyciela Round Table i członka Fabian Society z prośbą, aby ten postarał się dla niego o dojścia do angielskiego establishmentu, gdyż chciał tą drogą rozpropagować ideę Europy kontynentalnej sprzymierzonej z Imperium brytyjskim. W rezultacie Kalergi odbędzie szereg podróży do Wlk. Brytanii i do USA, gdzie spotka się z takimi osobistościami, jak H. Hoover (CFR), Owen Young (CFR) czy Bernard Baruch — wielki żydowski finansista, członek Pilgrims Society i CFR, który w 1919 r. na konferencji w Wersalu reprezentował Stany Zjednoczone. & Dzięki ich wsparciu Kalergi założy „Komitet Współpracy Amerykańskiej Unii Paneuropejskiej”, liczący pośród swoich członków dyrektora CFR Duggana, Feliksa Frankfurtera, Paula i Feliksa Warburgów, członka Pilgrims Society Johna W. Daviesa oraz rzecz jasna Nicholasa Murreya Butlera, który kierował w swoim czasie nie tylko British Israel, ale tez CFR-em i Round Table i był członkiem Pilgrims Society, a którego Kalergi nazwał „jednym z swych najaktywniejszych przyjaciół i protektorów”.

W dniach 3-6 października odbył się w Wiedniu pierwszy Kongres Unii Paneuropejskiej. Obrady prowadzili: czechosłowacki mason Edward Benesz, Francuz Joseph Caillaux, przewodniczący Reichstagu Niemiec Paul Loebe oraz mason Francesco Nitti. Wśród zaproszonych był austriacki duchowny bp Ignas Seipel oraz Nicola S. Politis, członek Europejskiego Komitetu Fundacji Carnegie (gdzie funkcję prezesa sprawował wspomniany już Murray Butler). W sumie zaproszono dwustu delegatów z 24 krajów. W kuluarach były rozwieszone portrety tych, których uważano za ojców Paneuropy, a mianowicie: Różokrzyżowca Comeniusa, Kanta, V. Hugo, Mazziniego i Nietzschego. Stany Zjednoczone reprezentował Skarbnik CFR Frederick H. Allen, Wielką Brytanię A. Watts, członek RIIA, zaś demokrację rosyjską były przewodniczący Rady, Żydowski mason Aleksander Kiereński.

We Włoszech na czele tego ruchu stali Benedetto Croce, Nitti oraz hrabia Carlo Sforza, członek Środkowoeuropejskiego Komitetu Fundacji Carnegie, mason i prominentny globalista . Warto zwrócić uwagę, że w 1917 r. odbywały się w paryskim Wolnym Kolegium Nauk Społecznych kursokonferencje nt. federalizmu z udziałem Francesco Saverio Nittiego, wówczas byłego prezesa Rady Ministrów Włoch oraz martynisty Miliukowa, byłego ministra Spraw Zagranicznych, architekta obalenia caratu w 1917 r. razem ze słynnym żydowskim bankierem Jakobem Schiffem, który sfinansował Rewolucje W Rosji, a którego wspólnikiem w interesach był Max Warburg, wierny przyjaciel Kalergiego. Inicjatywa Coudenhove -Kalergiego została twórczo rozwinięta przez masona Ąristide’a Brianda i synarchę Jeana Monneta, który zaproponował podział świata na pięć stref: pan-sowiecką, pan-europejską (a właściwie pan-euroafrykańską), pan- brytyjską, pan-amerykańską i pan-azjatycką. Byłaby to „racjonalna” organizacja świata bez granic, oparta na imperatywnym planie ekonomicznym zgodnym z Archetypem Społecznym, gdzie rozwiązywaniem sporów między blokami zajmowaliby się mędrcy ukształtowani w tej samej szkole ideowej.

Charakter owej „szkoły” można łatwo wywnioskować, uważnie wsłuchując się w wypowiedzi Coudenhove – Kalergiego, który np. podczas wykładu wygłoszonego dnia 15 kwietnia 1960 r. na paryskiej Akademii Nauk Moralnych i Politycznych, nawiązując do historycznych dywagacji żarliwego federalisty i internacjonalisty Saint- Yvesa, powiedział: „Obalenie imperium Papieży pozwoliło narodzić się idei laickiej federacji europejskiej”.

Powyższa teza doskonale współbrzmi z deklaracją masona 33 st. Alberta Pike’a – „satanisty z Bostonu” – pochodzącą z końca XIX stulecia i przytoczona na wstępie niniejszej książki: „Kiedy Ludwik XVI został stracony, wykonana została połowa pracy; odtąd Armii Świątyni pozostało skierować wszystkie swe wysiłki przeciwko Papiestwu. Ci, którzy w swoim czasie wspierali dyktatorskie nacjonalizm mające utorować drogę „[…] nowej formie bytu, nowej moralności w Europie” , wyrastali z masonerii.

Słynny sowietolog P. Faillant de Villemarest wskazuje na ten sam rodowód, kiedy wymienia „bezpośrednich spadkobierców Paneuropy”, a mianowicie: Komisję Trójstronna, Kluby Bilderberg oraz „Instytuty Spraw Międzynarodowych na obu brzegach Atlantyku i w świecie komunistycznym: w Moskwie, Pradze, Warszawie czy w Budapeszcie”.

Można pogodzić to, co wzajemnie sprzeczne: Boga z Szatanem, dobro ze złem, prawdę z fałszem…

Oficjalny emblemat Towarzystwa Teozoficznego.

——————————–


Epiphanius, Ukryta strona dziejów. Nowy Porządek Świata.…

Ukryta-strona-dziejow, str. 250

Symbol wysokiego wtajemniczenia, gdzie zamknięte w obręczy gnostyckiego węża masonerii gwiazda Dawida i swastyka odzwierciedlają tajne związki.

Dominującą pozycję ma tu gwiazda Dawida – kabalistyczny talizman utworzony z przenikających się dwóch trójkątów, które oznaczają zstępowanie Ducha w Materię i odwrotną ewolucję ku zapowiedzianemu przez węża z Księgi Rodzaju ubóstwieniu człowieka.

Natomiast wąż pożerający własny ogon obrazuje współistnienie przeciwieństw – na zasadzie doktryny o dwoistości prawdy, gdzie wbrew wszelkiej logice utrzymuje się, że można pogodzić to, co wzajemnie sprzeczne: Boga z Szatanem, dobro ze złem, prawdę z fałszem itp. Wysoka Masoneria uczyniła z tego „Wiekuiste Prawo”, zakładające nieustanne dążenie do godzenia przeciwieństw, aż do osiągnięcia ostatecznej harmonii.

A to przecie było bluźnierstwem i występkiem przeciw Nosicielowi Światłości, przeciw Świetlistemu Synowi Poranka… CMENTARZ ŚWIĘTEGO MEDARDA (13)

A to przecie było bluźnierstwem i występkiem przeciw Nosicielowi Światłości, przeciw Świetlistemu Synowi Poranka, który udzielał iluminacji, natchnienia i wiedzy tylko swym wybranym…

CZĘŚĆ DRUGA CYKLU POWIEŚCIOWEGO

Andrzej Juliusz Sarwa

CMENTARZ ŚWIĘTEGO MEDARDA (13)

Przypadek?

Pan Mikołaj nie mógł dojść do siebie. Oto ludzie, za których głowę by położył pod topór, mając ich za dobrych niezwyczajnie, nad przeciętną miarę, uczciwych, miłosiernych, ba! świętych, okazali się fanatykami niewahającymi się doprowadzić kogoś do śmierci w imię swoich wierzeń czy raczeń niezdrowych rojeń, swoich nauk, a może przede wszystkim swojego uporu. Skoro papież mówił – to złe, co głosicie i co robicie, a król owo uznając, karcił, lękając się, żeby owi ludzie nie wstrząsnęli posadami tronu, oni na przekór, powołując się na słowa Pisma, mówiące, że bardziej należy słuchać Boga, niźli ludzi, stawiali tym dwóm władzom i dwóm autorytetom okoniem, powołując się na powagę biskupa Jansena i jego Augustinusa, chociaż autor, konając, oddał to dzieło pod osąd papieża, nie twierdząc bynajmniej, że są tam zawarte niepodważalne prawdy, a on sam jest nieomylny.

Białecki ciągle mając przed oczami zagłodzonego na śmierć Jean-Luca, którego, chociaż był to człek z gminu, szczerze polubił, wpadł najpierw w stan wielkiego wzburzenia i gdyby go pan Bartusz nie hamował i nie powstrzymywał, to kto wie, czego mógłby się był dopuścić, bo ręka go świerzbiła, co i raz kierując się ku rękojeści szpady.

Na wieść o tym, że i rzeczywisty zabójca pokutnika, ojciec Gerberon także odszedł na drugą stronę żywota, nieco wystudził w sobie owe emocje, ale zamiast nich wzięła go we władanie trwoga, beznadzieja i nieopisana boleść duszy.

Święta Wielkiej Nocy, przypadające tego roku w miarę wcześnie, bo 5 i 6 kwietnia, minęły w ponurym nastroju. Pan Zbylut co prawda robił, co mógł, iżby pocieszyć panicza i sprawić by znów stał się on tym samym ciekawym świata beztroskim młodym człowiekiem. Na próżno jednak.

Ostatecznie więc stary szlachciura uznał, że musi poszukać gdzieś wsparcia.

„Księża go pokaleczyli, to niech teraz księża wykurują” – pomyślał, a pomyślawszy tak, przyodział się godnie, z polska: w kontusz, pas słucki, przypasał wierną szablę demeszkę odziedziczoną po naddziadach, nałożył safianowe1 buty i czapkę z czaplim piórem (bo taki to piękny i nietani strój nabył w Krakowie, nim jeszcze opuścili granice Rzeczypospolitej, a stare chodaki i lichą kapotę oddał jakiemuś proszalnemu dziadowi) i ruszył w kierunku domu ojców jezuitów, skąd sprowadził był ongi księdza z Wiatykiem.

Myślał bowiem sobie tak, że „skoro panicz tyle lat życia u jezuitów spędził, to musi im być duchowo bliski, a więc jedynie przez ich przyczynę jest największa szansa, aby go wyciągnąć z drętwoty i czarnej melancholii”.

„Tak czy inaczej” – myślał dalej – „a niech ta! spróbować nie zawadzi, ino jak zgrabnie rzecz całą wyłuszczyć taką marną francuszczyzną, jaką żem posiadł? No nic, pewnie od czasu do czasu po łacinie trzeba będzie coś wtrącić, choć i w niej żem kiepski”?

* * *

I to już wszystko, coście mi chcieli rzec? – zapytał chudy jezuita o szlachetnych rysach ascetycznej twarzy chudej i bladej. A potem rozłożył wypielęgnowanie arystokratyczne dłonie w geście bezradności – I cóż ja tu wymyślę, cóż wymyślę?…

– To już wy, ojcze na tym lepiej się znacie niźli ja. Szlachcic, bo szlachcic, ale chudopachołek z prowincji…

– Sądzę, iż dobrze by było, aby młodzieniec na jakiś czas opuścił Paryż. A może i do ojczyzny powrócił?

Bartusz pokręcił przecząco głową.

– Oj, wielebny ojcze, z Francji to on przynajmniej na razie nie wyjedzie. Może by zatem ojciec mu coś podpowiedział?

– Ba! Lecz jak? Żeby to na jawny spisek, jaki tu nań zawiązujemy, nie wyglądało? Najbezpieczniej było zorganizować niby to przypadkowe spotkanie po niedzielnej mszy…

– Racja, tyle że panicz tak się teraz znarowił, iż zaniechał chodzenia do kościoła. Nawet w samą Wielkanoc nie był.

Och, to niedobrze, to bardzo niedobrze. Spróbujcie go jakoś przekonać.

– Spróbuję, lecz za wynik ręczyć nie mogę.

* * *

Przez liczne okna kopuły zbudowanej na planie koła świątyni Notre-Dame-de-l’Assomption2 wpadały całe pęki promieni słonecznych, rozświetlając kościół tak, iż wiernym, którzy uczestniczyli w odprawianej właśnie Sumie, zdawało się, że w jakiś nadnaturalny sposób zostali przeniesieni z szarej codziennej doczesnej rzeczywistości do niebiańskiej krainy.

Mocny i czysty głos celebransa wznosił się i opadał w cudownym gregoriańskim pieniu:

Gloria in excelsis Deo! Et in terra pax hominibus bonae voluntatis…3

Dymy kadzideł o gęstej słodkawej z cierpkawogorzką nutą woni olibanum, mirry i labdanum4, przyprawiających o zawrót głowy, jasnobłękitnymi kłębami wznosiły się ku sklepieniu świątyni. Dostojnie było i podniośle, aż dusza się rwała ku Stwórcy, ku chwale niebios, ku szczęśliwości, jakiej nikt ni nigdy nie może zażyć na Ziemi…

Mikołaj, który przechodząc przez wielkie drzwi świątyni, żałował, że dał się przymusić panu Zbylutowi, iżby wysłuchać tej niedzielnej mszy, teraz poddał się nastrojowi owego miejsca i tego czasu.

Większą część liturgii przeklęczał w ławce, z twarzą w dłoniach. Nie modlił się jednak, a nawet nie myślał o niczym… Nie czuł podniosłej wzniosłości, jak inni tu współobecni, ale jednak powolutku się wyciszał i w serce wlewał mu się spokój.

Na koniec uświadomił sobie, że znajduje się w kościele poświęconym Matce Najświętszej i zwykła grzeczność by wymagała, iżby chociaż ją zauważyć i jeśli już nie oddać jej czci, to chociaż przywitać, wyszeptał więc słowa powitania z pozdrowienia anielskiego:

– Zdrowaś Maryja, pełna łaski… pełna łaski… tej łaski, której każdy syn pramatki Ewy chciałby zaznać… zdrowaś Maryja… zdrowaś…

* * *

O! Jakże miło panów spotkać! – jezuita znakomicie udał zdumienie.

– I nam także, czcigodny ojcze, i nam także – pan Bartusz odpowiedział na owo powitanie, jednocześnie porozumiewawczo mrugnąwszy do kapłana.

Ten ostatni udał jednak, iż owego mrugnięcia nie zauważył i z kamienną twarzą rozpoczął rozmowę tak naprawdę o niczym, byle tylko zapoczątkować jakąś konwersację.

Mikołaj raczej się przysłuchiwał, niż brał w niej udział.

W końcu więc jezuita zapytał wprost:

– Cóż to, panie kawalerze? Czyżby zdrowie nie służyło? Choroba jakaś? A może, wnosząc z miny, troska?… Proszę wybaczyć bezpośredniość, lecz gdyśmy spotkali się ostatnim razem… w owych… niemiłych okolicznościach…

– Może raczej tragicznych, ojcze. Niemiłych? Dobre sobie! – dość ostrym tonem ozwał się Mikołaj.

Wybaczcie, monsieur, niezręczne słowo…

Białecki skinął głową w milczeniu.

– Zatem? Nie chcę być natarczywy…

– A cóż tu do ukrycia? To com zobaczył, co kapłan katolicki może uczynić bliźniemu, wstrząsnęło mną do głębi i do tej pory nijak nie mogę dojść do siebie.

– Taaak – przeciągle ozwał się jezuita. – Taaak… niby… nie zapominaj jednak monsieur, że to janseniści, heretycy…

Ale ich tutaj, we Francji, w Niderlandach się nie tylko toleruje, ale i wspiera!

– A u was w Polsce, panie kawalerze, nie?

A u nas, ojcze, nie. Resztki kalwinów, po waszemu hugenotów i arian wymierają. Może i do któregoś z klasztorów ta nauka przeniknęła, lecz jeśli nawet, to mnisi czy mniszki cicho siedzą. Tymczasem to, com tu przeżył – dokładnie naprzeciwko paryskiej katedry, tak mną wstrząsnęło, że choć dni płyną, to ja nie mogę odzyskać spokoju.

– Jeśli byś, panie kawalerze, dozwolił, to może bym na to mógł coś zaradzić?…

– I cóż takiego?

Abyś się udał do Blois, do Château de Diziers. Tam, mam nadzieję, twojej duszy, twemu serca wróci spokój…

– Cóż takiego jest w owym zamku?

Osoba, dzięki której będziesz miał szansę na ukojenie i osiągnięcie stanu cudownej duchowej wolności.

– Któż ona, ta osoba?

– To starsza już, pobożna niewiasta, Madame Guyon5.

* * *

Paniczu, póki żeśmy się bawili w wędrowników świata ciekawych, to nam ta karetka we Włoszech zakupiona wystarczała, a i sami dawaliśmy sobie radę z powożeniem, zaopatrzeniem et cetera. Dla mnie taka praca nie była czymś nadzwyczajnym, a i paniczowi pewnie do głowy nie przychodziło, iż powinno to wyglądać inaczej. Mniemam jednak, iż teraz nadszedł już czas zadbać o powagę, o pozycję, słowem zacząć postępować i zachowywać się nie jak lichy szlachetka, ale możny i wysoko urodzony pan, arystokrata, jak to tutaj mówią.

– Oj, panie Bartuszu, jakiż tam ze mnie arystokrata? Jakiś przedziwny los wyniósł mnie z nędznej lepianki wysoko, ale w sercu wciąż jestem tym samym chłopcem z sandomierskiego przedmieścia, dla którego rarytasem był suchy chleb z mlekiem na śniadanie, a niekraszony krupnik na obiad, bo na kolację częstom się musiał zadowolić garnuszkiem zimnej wody ze studni… Jakiś wir przedziwny zassał moją familię w bezdeń moczaru, aż na koniec mnie – ostatniego z rodu – z jej dna wypluł… i – zawiesił głos – sam nie wiem, kim jestem, czemu tu jestem, co przede mną, los jaki, życie jakie…

To samo i ja mogę powiedzieć. Tyle że moja familia, w mojej osobie do dna tego trzęsawiska jeszcze stopami nie dotknęła, ale blisko, oj blisko mi już było… Ja jednakowoż myślę, że nie ma co głowy łamać po próżnicy, a podziękowawszy Panu Bogu za te cuda, jakimi nas udarował, żyć, po prostu żyć – nie tylko godnie i godziwie, lecz także i przyzwoicie. Ot co. A na ten czas, na dziś dzień trza nam, paniczu i jakiegoś sługi i porządnej karety i najwykwintniejszej garderoby. A że panicza na to wszystko stać, to wiem, bo się z tym panicz przede mną nie krył, i zdradził mi, jaki jest zamożny.

– Wszak tylko do jakiejś świątobliwej osoby się wybieramy, to i po cóż to wszystko?

– I cóż z tego? Przecie panicz u niej nie wiedzieć jak długo nie zostanie. Ukoi duszne rozterki, serce wyleczy, uspokoi skołatane nerwy i wróci do świata. I albo tu zostanie, we Francji, a to wtenczas trzeba będzie paniczowi jeszcze przyzwoity dom kupić, choćby i ten, który teraz wynajmujemy, albo wróci w rodzinne strony, wtedy tymczasowo na karecie i przyodziewku można będzie poprzestać.

– Powiem waszmości, że sam jeszcze nie wiem, co dla mnie lepsze. Ani tu, ani w Polsce nikogo nie mam. Sam jestem na tym świecie jak palec. Waszmość mi na razie towarzyszysz, lecz czas szybko płynie i odjedziesz pan do żony…

– Pewnie, że odjadę, ale i cknić mi się będzie za paniczem i żal mi panicza będzie. Polubiłem was bowiem, prawie jak własnego syna, którym mnie – niestety – Pan Bóg nie pobłogosławił. Byłbym spokojniejszy, widząc, że jakoś sobie panicz to życie poukładał.

To może, panie Bartuszu – krakowskim targiem rzecz załatwimy?

– Czyli?

– Teraz jedźmyż tym, czym mamy, nie zawlekając, a po powrocie zastanowię się co czynić dalej?

– Niechże i tak będzie, w końcu ważniejsze na dzisiaj jest, aby panicz jak najrychlej spokój ducha odzyskał, a reszta… jak Bóg da…

– No właśnie.

* * *

Dzień był pogodny, słoneczny, ciepły. Odkarmione i wypoczęte konie szły równo, niekiedy koła podskakiwały na wybojach, których i doświadczonemu woźnicy nie udawało się ominąć. Pan Bartusz napawał oczy widokiem rozciągającego urokliwego krajobrazu, pan Białecki natomiast odchyliwszy głowę do tyłu i przymknąwszy powieki, zdawał się drzemać, albo dumać nad czymś.

Zbliżało się południe, a właściwie już nadeszło, bo skądś, z daleka uszu podróżnych dobiegł głos kościelnego dzwonu wzywającego do modlitwy ku czci Błogosławionej Dziewicy.

Woźnica okazał się pobożnym człowiekiem i na ich dźwięk, trzasnąwszy z bicza, rozpoczął recytację, a ponieważ był to okres wielkanocny, to nie zaczął odmawiać modlitwy „Anioł Pański”, lecz „Regina Coeli”:

Reine du ciel, réjouissez-vous, alléluia6.

Polacy, spojrzawszy po sobie, dołączyli się do niego, odpowiadając mu po łacinie:

Quia quem meruisti portare, alleluia. Resurrexit, sicut dixit, alleluia…7

I płynęła owa modlitwa śród pól ciągnących się po obydwu stronach drogi… Ptaki śpiewały po zaroślach, od czasu do czasu zając przekicał w poprzek traktu, białe obłoczki leniwie przesuwały się po lazurowym niebie…

Gdy skończyli, Bogusz powiedział:

– No, skorośmy posilili się na duszy, oddając cześć Panu Jezusowi i Jego Najświętszej Matce, to może warto by już było pomyśleć o pokrzepieniu ciał? W brzuchu mi bowiem sromotnie burczy, a żołądek domaga się jadła.

A potem zwrócił się swoją kiepską francuszczyzną do woźnicy, którego już na stałe najęli:

– Raymond, czy dobrze znasz ten trakt?

– Owszem, panie.

– A jest tu w pobliżu jakaś przyzwoita oberża?

– Owszem, panie.

– Owszem i owszem. Więcej coś powiedz!

– Jak zatnę konie, to w kwadrans mamy szansę do niej dotrzeć.

– Więc zatnij. Jeśli to tylko kwadrans, to może jakoś wytrzymam.

Kareta nabrała pędu, ale i trzęsła o wiele mocniej niż do tej pory. Lecz owa szybka jazda nie trwała zbyt długo, oto bowiem minąwszy zakręt, Raymond tak ostro ściągnął lejce, że aż konie stanęły dęba.

– Cóż to?! – zaniepokoił się Mikołaj.

– A bo, panie kawalerze, nieomal najechałbym na pojazd, który zatarasował przejazd.

– I czemuż?

– Ano, bo mu koło odpadło.

– A czy można go wyminąć?

– Pewnie można, chociaż wąsko tutaj i trzeba by sporo zręczności.

– A czyjże to pojazd? – zainteresował się Bogusz, jednocześnie wyskakując na drogę.

Na jego widok jakaś młoda dama uchyliła drzwiczki, a wyjrzawszy na zewnątrz, z niekłamaną radością zawołała:

Oh, mon Dieu!8 Niebo mi pana zesłało! Jakże byłabym wdzięczna za pomoc!

Na te słowa z karety wysiadł i Mikołaj.

I… ledwie zerknął na damę, serce zabiło mu mocniej, a w gardle poczuł ucisk.

Demoiselle Pauline… – wyszeptał. – Co za zbieg okoliczności!

Dziewczyna przyjrzała mu się bacznie.

– Pan… Nicola?… Istotnie, niezwykły zbieg okoliczności…

Zaczerwieniła się i zmieszała.

– Myślę, demoiselle, że chyba jesteś mi winna kilka słów wyjaśnienia.

– Ja? Panu? A to czemu?

Mikołaj bez słowa sięgnął w zanadrze i wydobywszy starannie złożoną kartkę, podał ją pytającej.

– Oto czemu.

Pauline przebiegła oczami tekst i zarumieniła się jeszcze mocniej.

– To nieporozumienie, panie kawalerze.

– Czy więc ten liścik nie był przeznaczony dla mnie?

Dziewczyna westchnęła.

Nie wiem, skoro jest pan w jego posiadaniu, to zapewne dla pana… ale jego treść poznałam dopiero przed chwilą…

Jakże to? Czyż nie zostałem wpierw przez panią zaczepiony?

– Owszem zaczepiłam pana na owym balu, ale w nagłym odruchu, w porywie serca, w porywie nieroztropnej odwagi Tyle dam wokół zachowywało się – delikatnie mówiąc – nader swobodnie tom i ja, dziewczątko nieopierzone, pomyślała, iż to chyba nic zdrożnego… a znakomite italskie wino jeszcze przydało mi odwagi… Gdym jednak nieco ochłonęła… gdym sobie uświadomiła całą niestosowność swojego zachowania, zawstydziłam sięWstyd mi i teraz – zaczerwieniała się po samo czoło.

Więc co z bilecikiem? I tym paryskim adresem. I owym monogram demoiselle?

Nie umiem tego wytłumaczyć…

– Czyżbyś nie ty go, panno Pauline, pisała?

– Nie. Nie ja. To nie moje pismo, chociaż całkiem udatnie je naśladuje.

– Zatem kto?

– Nie wiem. Wychodząc z balu, wsunął mi go w dłoń marchese di Balletti, twój mentor. Prosząc, bym go przekazała posłańcowi.

– I zgodziłaś się, nie wiedząc, co przekazujesz?

– Byłam oszołomiona, zaskoczona, zatraciłam gdzieś trzeźwy osąd… A posłaniec wyrósł przede mną jak spod ziemi – nieomal natychmiast. Was obydwu jeszcze było widać w drzwiach, jeszcze nie opuściliście salonu. Machinalnie podałam mu więc ten karteluszek… A ów posłaniec w ptasiej masce, budzący grozę, bo przywołujący pamięć o Śmierci Czarnej, jak raptownie się pojawił, tak i raptownie zniknął. I to już wszystko, panie kawalerze.

– Więc to był, z twojej demoiselle, strony tylko taki przelotny kaprys… a tyś mi tak zapadła w serce… Więc już potem nie myślałaś, pani, o mnie?

Nie odpowiedziała.

– Moje imię jednak utkwiło ci w pamięci? To szczególne, rzekłbym nawet, że zadziwiająceMikołaj nie umiał powstrzymać się od odrobiny złośliwości, smutno się przy tym uśmiechając.

Pauline zawstydzona opuściła głowę.

Nie wiem, czemu markiz uknuł tę intrygę, ja bym sama z siebie nigdy na coś takiego się nie odważała. Zbrakłoby mi śmiałości, bo to nieobyczajne… ale…

– Co takiego?

– Chociaż kombinacja markiza Ballettiego się nie powiodła, to jednak pewnie mimo jego woli sprawiła, że spotkaliśmy się jednak… i…

– … I że jedno o drugim nie zapomniało…

– Właśnie…

* * *

Gdy oni gawędzili, pan Bartusz ze stangretem oglądali uszkodzoną karetę, a właściwie czterokołową kaleszę zwana tutaj calèche9.

– No niestety. My nie zaradzimy. To zbyt poważne uszkodzenie. Trzeba posłać po pomoc.

Na to odezwała się starsza niewiasta siedząca obok panny Pauline.

Owo już zrobiłyśmy. Stangret poszedł, a my tu drżymy, czy aby nie napadną na nas jacyś źli ludzie, nie obrabują, albo i nie uczynią czegoś gorszego.

– Panie tylko we dwie? – zdziwił się Mikołaj.

– Ano tak nam wypadło – z westchnieniem odparła Pauline.

– Więc nie możemy dam zostawić samych w szczerym polu!

– Co więc?…

Przesiądźcie się do naszej karety, a dowieziemy panie bezpiecznie do najbliższej oberży, a może i gdzieś dalej, jeśli nam będzie po drodze.

Starsza dama jednak – słysząc te słowa – bynajmniej się nie uspokoiła.

– Ależ my panów nie znamy…

– Panno Rosalie, poznałam pana Nicolę w Wenecji w bardzo zacnym towarzystwie markiza Ballettiego, którego znów dobrze znała moja świętej pamięci babka…

– To pani markiza nie żyje?! – Mikołaj, zapomniawszy się, wszedł w słowo pannie.

– No cóż, nie żyje…

– Pozwoli pani, demoiselle, że zapytam?…

– O co?

– Czy jej śmierć była powodem, że… że… niedane nam było… tam przy Rue du Cloître-Notre-Dame?

Pauline potwierdziła prawie niedostrzegalnym skinieniem głowy.

No dobrze, panie i panowie. Jedźmy już, bo słońce wchodzi w zenit. Nagadacie się ze sobą do woli, ale podczas podróżyzarządził pan Zbylut.

Błyski w mroku

Wtorek 23 czerwca 1711 roku był posępny… Na niebie w prawie idealnym bezruchu wisiały kłęby chmur siwoołowianych rozdęte ponad miarę od wypełniającej je wody, której ciężar z niewyobrażalnym wprost trudem dźwigały. I przyszła chwila, że nie strzymały naporu i otworzyły swoje upusty, a potoki dżdżu chlusnęły na ziemię.

Ciężkie krople niczym żołnierskie werble bębniły o połacie blachy na dachach domów i kościołów, żałośliwie pojękiwały przepełnione wodą rynny, której nie nastarczały wypluwać na ulice. Szybki w oknach drżały i dzwoniły smagane niemiłosiernie biczyskami skręconymi z milionów kropel. Przyginały się gałązki, zwijały i składały w pół liście drzew chłostane strugami nawałnicy, a trawa kładła się pokotem niby zdeptana stopami olbrzymów.

Powoli jednak ów potop jął się przemieniać w siąpawicę, która studziła powoli ziemię, bruk, mury domostw nasączone ciepłem przed godziną jeszcze upalnego letniego dnia.

Nim jednak zegar na wieży ratuszowej wydzwonił trzecią po południu, deszcz ustał, a niebo zaczęło się przecierać… była nadzieja na pogodny wieczór i noc…

A miała to być noc szczególna… Noc proroka Yahya ibn Zakariyya, zwanego przez chrześcijan Janem Chrzcicielem, którego ci ostatni pozbawili pierwszeństwa na rzecz mesziha kdaba – mesjasza kłamliwego – Jezusa, który to zdradził swego mistrza Yahyiję i pozmieniawszy i przeinaczywszy jego nauki, głosił ewangelię fałszywąprawdziwą przechowali na szczęście jednak mandejczycy… pielęgnując światłość swego oświecenia w ukryciu i tajemnicy na przekór chrześcijańskiemu, wypełzającemu z mroku zaciemnieniu, rozpościerającemu się nad światem całkowicie jawnie… bo dla chrześcijan nic nie miało być zakryte i wszystko widome i nie miało być wtajemniczonych i profanów, ale zrównanie – w Bogu, a nie w świecie – we wszystkim wszystkich istot o ludzkich kształtach, chociaż kształty owe o niczym jeszcze przecie, wedle oświeconych, nie przesądzałyA to przecie było bluźnierstwem i występkiem przeciw Nosicielowi Światłości, przeciw Świetlistemu Synowi Poranka, który udzielał iluminacji, natchnienia i wiedzy tylko swym wybranym

Wielu też innych przez stulecia usiłowało przywrócić miejsce należne tajemniczej Światłości jak choćby symonici, manichejczycy, mazdakici… Światłość w ludzkich sercach i umysłach próbowali ocalić druzowie, templariusze, bogomiłowie, katarzy, alumbrados, kabaliści, alchemicy, różokrzyżowcy i wielu, wielu oświeconychsłowem – wszelkich odmian gnostycy10… więc wiedza ta żyła, a teraz miała się umocniona ujawnić… bo wielkimi krokami nadchodził ten czas…

Czas nadchodził. I jakiż to miał być czas? Czas boga Świetlistego… Czas tego, który różne maski przybierał, którego rozmaicie nazywano i rozmaicie czczono – jako egipskiego Atona-Re, greckiego Apollina, hinduskiego Surję, perskiego Mitrę, celtyckiego Lugha, słowiańskiego Swaroga, azteckiego Huitzilopochtli… a z których każdy był personifikacją Światłości i jej nosicielem… a przez to także illuminacji i wiedzy… nie naiwnej wiary, lecz wiedzy racjonalnej i świadomej… Bo był… Słońcem! Nie światłością świata11, jak mówił o sobie Uzurpator, lecz Słońcem samym…

* * *

Markiz Balletti, hrabia Bellamarre de Montferrat na karym ogierze w uprzęży ozdobionej srebrnymi okuciami zmierzał samotnie od brodu na Wiśle znajdującego się naprzeciw miejscowości Kamień – ni to wsi, ni to dalekiego przedmieścia Sandomierza, znajdującego się w niewielkim oddaleniu od tajemniczych Gór Pieprzowych, a właściwie to wręcz ich dotykającego.

Jechał powolutku wzdłuż rzeki, nieśpiesznie, a gdy zrównał się z miastem rozpołożonym na siedmiu wzgórzach, niczym Rzym i stąd polskim Rzymem nazywanym przyglądał mu się bacznie.

Trzy z owych wzgórz, te najważniejsze – Zamkowe, Kolegiackie i Gostomianum usytuowane były względem Wisły niczym trzy gwiazdy Pasa Oriona – Alnitak, Alnilam i Mintaka względem Drogi Mlecznej12, wzgórza owe przez tysiąclecia święte, teraz sprofanowano, wznosząc na każdym z nich chrześcijańską świątynię… Na środkowym, najważniejszym, gdzie niegdyś rósł święty gaj dębowy i znajdowała się wyrocznia taka jak w Dodonie, na dodatek poświęcony Matce Jezusa, której przypisano atrybuty Jutrzenki, nazywając ją Panią świata, niebieską Królową, Panną nad panny, gwiazdą porankową. A także pełną łaski, prześliczną światłości… atrybuty należne komu innemu, a przez nią ukradzione prawowitemu właścicielowi… Balletti pomyślał, że już większego upokorzenia dla Promiennego i Jutrzenkę niecącego, nie można było wymyślićSprofanowano zresztą cały obszar tego niegdyś świętego miasta, dziś siedliska chrześcijańskich mrocznych zabobonów. Oto bowiem po przeciwległych stronach trzech świętych wzgórz usytuowane były jeszcze dwa – Salve Regina odpowiadająca położeniem Syriuszowi i Mons Sancti Michaeli13 będące w tym odbiciu nieba na ziemi, konkretnie na tej ziemi, Orionem. I te dwa wzniesienia także skalano chrześcijańskimi nazwami, nadając Syriuszowi imię Maryi, Orionowi zaś Michała Archanioła… Dwojga największych wrogów Świetlistego…

Syriusz… boska Izyda – gwiazda gorejąca, gwiazda płomienista, słońce duchowe podtrzymujące istnienie duchowego świata tak, jak słońce na firmamencie istnienie świata fizycznego… Syriusz – siedziba boskich mistrzów ludzkości… Gdy odcięto to miasto od mleka matki Izydy, wtedy pozbawiona pokarmu pradawna duchowość musiała obumrzeći obumarła…

Orion… boski Ozyrys – pan miłości i milczenia, łagodny pan śmierci i zmartwychwstania, który powstał z martwych po to, aby ci, którzy byli z nim w jedności przez magiczne rytuały, podczas których wtajemniczano i w obrzędy płodności, dostąpili życia wiecznego

– Ale to się zmieni… już rychło… rychlej niż można by się spodziewać. Najpierw jednakowoż trzeba owo przeklęte miasto za zdradę starych bogów unicestwić, a cały ten kraj zniszczyć… – mruknął pod nosem sam do siebie. – Miasto niegdyś umiłowane przez Świetlistego, a teraz przez niego bezgranicznie znienawidzone… skazane na zagładę…

Wstrzymał konia, zeskoczył na ziemię i przysiadłszy na zwalonym i na wpół spróchniałym pniu potężnego starego włoskiego orzecha, zerkał od czasu do czasu w kierunku Wisły, jakby stamtąd kogoś oczekiwał.

Koń skubał trawę gęsto poprzetykaną białymi główkami rozkwitłych stokrotek i gdzieniegdzie poznaczoną złocistymi gęstymi koszyczkami kwiatów mniszka, omijając wystające ponad murawę sztywne pędy jaskrów.

Wiślana woda skrzyła się refleksami dogasającego słońca, które po ulewie znów pokazało się na niebie, tak że trudno było wpatrywać się w jej powierzchnię, ale w końcu Balletti zauważył niewielką łódeczkę, która wkrótce miała dobić do tego brzegu, na którym jej oczekiwał.

Słońce dogasało, nieśpiesznie kryjąc się za horyzontem i powoli jęła stygnąć spocona od deszczu ciepła ziemia.

Od rozległych łąk biegnących het, aż do podnóża staromiejskich wzgórz ciągnął wilgotny chłód, niósł się żabi rechot i pojedyncze kumkania.

A potem i to zmilkło i tylko cisza aż parowała z mgieł rozsnutych ponad Wisłą.

Mrok i mgła…

I oto naraz, jakby na dany przez kogoś znak, w niebo wytrysły jęzory ogni i kłęby skier złocistokrwawych. I zgiełk się rozległ ponad pagórami i na nadrzecznych równinach. I gromady ludzi jęły pląsać i skakać przez płomienie. Nie wiedząc nawet, że to dawnym, zapomnianym już bogom, cześć oddają, bogom, których imiona dawno zgasły w ich pamięciwięc dla bogów owych ów obrzęd nie miał wielkiego znaczenia, i niczego nim nie można było wyprosić…

A potem z krzów i zagajników poczęły dobiegać odgłosy miłosnych zapasów i uniesień rozkosznych… co bogów cieszyło już bardziej…

Balletti uśmiechnął się. „A jednak – pomyślał – a jednak nie wszystko stracone. Pozwolimy im zaspokajać żądze do woli i aż do przesytu i to wystarczy. Nawet nie trzeba ich będzie karmić. Spętani niczym wół w kieracie będą krążyć i krążyć, i krążyć, aż pozdychają i staną się łupem robaków”.

Panie markizie – mężczyzna w uniformie grandmuszkietera14 dotknął ramienia szlachcica. – Panie markizie, pójdźmy.

– Tak, Stanisławie, dobrze… pójdźmy i ledwo widoczną w mroku dróżką ruszyli ku Sandomierzowi. Markiz jechał konno, a jego towarzysz trzymał się uzdy.

Z oddali dobiegł ich głos zegara z farnej dzwonnicy.

Grandmuszkieter liczył uderzenia.

– Jedenasta, panie markizie, przyśpieszmy kroku, aby stanąć na miejscu punktualnie przed północą.

– Przyśpieszmy…

* * *

W krypcie – skrytej pod grubą warstwą ziemi przemieszanej z okruchami gruzu i pecynami wapiennej zaprawy porosłej srebrzystolistnym piołunem i ostami rozkwitłymi ciemnopurpurowo – jedynej pozostałości po niewielkim kościółku beginek, który Szwedzi puścili z dymem, jak zresztą znaczną część miasta, do której zamaskowane i znane tylko wtajemniczonym wejście znajdowało się tuż za murem odgradzającym Wzgórze Kolegiackie od Wzgórza Zamkowego, przy okrągłym stole, na dwunastu zydlach, zasiadało dwunastu mężczyzn. Zydle były równej wysokości, a stół idealnie kolisty, co miało oznaczać, iż wszyscy, którzy przy nim zajęli miejsce, są sobie równi i to bez względu na status społeczny, majątek czy wykształcenie. Chociaż, oczywiście, był to pozór… ale na lep takich pozorów najłatwiej łowić tych, którzy zapragnęli stać się bogami…

Ściany krypty były umurowane z surowego białego kamiennego ciosu, na którym dało się jeszcze dostrzec ślady narzędzi kamieniarskich.

Na wschodniej ścianie pomieszczenia wisiał niepokojący wizerunek ukazujący dziwną postać. Była to androgyniczna istota mająca jeden tułów, jedną parę nóg i jedną parę rąk, ale dwie głowy, z których prawa należała do mężczyzny, lewa zaś do niewiasty. Z pleców istoty wyrastały potężne błoniaste skrzydła szarej barwy jakby smoka bądź gigantycznego nietoperza. Męska ręka dzierżyła kielich, z którego wychylały się trzy węże z pióropuszami na łbach – każdy innej barwy, lewa zaś jednego węża, którego łeb również przyozdobiony był piórami. Męska część postaci miała szatę barwy purpurowej – jaśniejszą u góry, bardzo zaś ciemną poniżej pasa, niewieścia natomiast białawą, czy może raczej kremową – ciemniejszą u góry jaśniejszą dołem. Istota stała krzepko na ogromnym głazie, z którego wychylały się trzy głowy smoka dzierżące w paszczach zakrwawione strzępy mięsa, z tyłu owej postaci czaił się lew. Od strony żeńskiej widać było pelikana, który karmi pisklęta własną krwią, od męskiej zaś dziwne proste drzewo, którego gałęzie były ułożone na pniu symetrycznie i jednocześnie każda z tych gałęzi była i kwiatem, z kształtu przypominającym kwiat słonecznika, ale i ludzką twarzą zarazem. A wszystkich ich było trzynaście, a każda głowa-kwiat miała dwanaście lub trzynaście płatków – naprzemiennie15.

Przed wizerunkiem, w wielkiej misie miedzianej, płonęła okowita, migocząc błękitnawo. Pochodnia wetknięta w szparę w murze dawała krwawy poblask i budziła niepokojące cienie.

Zebraniu dwunastu mężczyzn, którzy nawzajem nazywali siebie braćmi, przewodniczył markiz Balletti. Bo chociaż wszyscy mieli być sobie równi, to przecie ktoś musiał przewodniczyć. Kiedy wszyscy wpatrywali się z napięciem w jego twarz, on uniósł nieco głowę, lecz niezbyt wysoko. Rozłożonymi zaś dłońmi wspierał się o blat stołu. Czas jakiś milczał, aż wreszcie rzekł:

– Nie mam zbyt wiele do powiedzenia, prócz tej jednej niezmiernie istotnej rzeczy. Oto sytuacja w tym kraju jest nie do zaakceptowania. Nasza robota posuwa się co prawda do przodu, lecz z oporami, a można by wszystko przyśpieszyć. Formalnie jest król, który nie rządzi, a faktycznie jest nie-król, bo abdykował, który rządzi.

Co zatem czynić? – zapytał jeden z uczestników zgromadzenia.

– Sprawić, by ostał się jeden z nich, a drugi z pola ustąpił.

– Który ma zostać, a który ustąpić? Wszak obydwaj są wtajemniczonymi braćmi.

– Sądzę, że winien ponownie legalnie objąć tron August, a Stanisław odejść.

– I czemuż to, bracie?

– Bo August jest nam wygodniejszy i przy nim sprawy postąpią szybciej. To pijak i rozpustnik no i… adept. Stanisław zaś… kto wie?… może by naprawdę kiedyś zechciał panować?… Może jest pyszałkiem i ambicjonerem, ale nie głupcem…

– Zatem?

– Zatem niech każdy z nas rusza w swoją stronę i wykona poruczone mu zadanie.

Balletti rozdał zebranym zapieczętowane pisma, a potem polecił:

– Złamcie, bracia, pieczęcie, przeczytajcie, zapamiętajcie ich treście i wrzućcie do misy, do ognia.

W milczeniu spełniono owo polecenie.

Błękitny dotychczas ogień pożółkł mocno i wysnuł się z niego czarny gryzący dym… od czasu do czasu z owej misy wykwitały krwawe refleksy, niecąc w mroku upiorne błyski.

– Czy każdy wie, co mu poruczono?

– Tak bracie – posłyszał chóralne potwierdzenie.

– Tedy w drogę. Dla sprawy. Dla Niego. Dla Świetlistego.

* * *

12 lipca 1711 roku Turcja wspierająca Polskę przeciw Rosji pokonała w wielkiej bitwie nad Prutem armię tej ostatniej, wymuszając na Rosji podpisanie traktatu, który obligował cara do wycofania się ze spraw i terytorium Rzeczypospolitej, co jednocześnie jasno wskazywało, że ma on uznać za jedynego prawowitego monarchę Stanisława Leszczyńskiego.

Ale jak wiadomo, Rosjanie się do tego nie zastosowali, a Turcja była już zbyt słaba, chociaż jeszcze bitwy wygrywała, by owo na carze wymusić zbrojnie

I nie upłynęło wiele czasu, a stało się to, co odpowiadało braciom i co byli postanowili. Oto bowiem w grudniu 1712 roku Leszczyński abdykował, zastrzegając sobie jednakowoż, prawo do tytułowania się królem aż do samej śmierci, jednocześnie zwracając byłemu monarsze Augustowi II jego oryginalny akt zrzeczenia się korony, a tym samym, niejako własnoręcznie, znów posadził Sasa na polskim tronie… za roczną pensję, której mu i tak nigdy nie wypłacono…

* * *

Markiz Balletti, gdy tylko świt zaróżowił nieboskłon, powoli, nieśpiesznie ruszył konno starym traktem ku Krakowowi, by stamtąd podążyć dalej na południe, aż do portu morskiego w Trieście, skąd miał się udać statkiem do tajemniczej krainy pradawnych bogów i synów ich – faraonów

Zatęsknił za słońcem Egiptu za gąszczem papirusów porastających błotniste brzegi najświętszej z rzek, za flamingami brodzącymi po płyciznach słonawych jezior i rozlewisk, za feerią barw, za gwarem i zapachami suków16, za tajemniczym chłodem wnętrz starych świątyń mocno już nadgryzionych zębem czasu, lecz wciąż jeszcze tkwiących nieruchomo, milcząco przypominając, jak potężni byli pierwsi panowie tej ziemi…

Tymczasem zagłębił się w cienisty parów, którego zbocza porośnięte były niebieskawą sztywną trawą, spośród której tu i ówdzie wychylały się kępy fioletowo kwitnących macierzanek i osadzone na sztywnych wyniosłych łodyżkach czerwone główki dzikich goździków, z daleka wyglądające niczym plamki krwi, którą obryzgano trawiastą połać…

Markiz przynaglił konia do biegu, kilkakroć bodąc jego boki ostrogami. Wierzchowiec zarżał cicho.

Słoneczko powolutku wtaczało się na nieboskłon, ptaki skryte w krzewach aż zanosiły się od śpiewu, ale mrok, który obsiedlił serce markiza skrywał przed jego zmysłami całe to piękno, które obojętnie mijał…

Owładnięty smutkiem, cierpieniem i lękiem, samotny, tego samego życzył każdej żywej istocie i obsesyjnie pragnął, by każda zapadła się w nicość

* * *

Starzec z długą siwą brodą ni to mnich, ni derwisz o twarzy pokrytej drobniutką siatką zmarszczek, wysuszony niczym mumia, ale o oczach pałających dziwnym ogniem przydźwigał stos starych papirusów zapisanych pismem koptyjskim, a także jakieś arabskie pergaminy i położył je przed markizem Ballettim na blacie stareńkiego stołu zbitego z desek brunatno-brązowego, poznaczonego nieregularnym deseniem, drewna palmowego. Markiz przysunął bliżej owego stosu lampkę oliwną dająca niezbyt wiele żółtawego światła i wziąwszy w palce pierwszy z tajemniczych dokumentów, pochyliwszy nad nim mocno, zagłębił się w lekturze.

I oto odsłaniały się przed nim zapierające dech w piersiach tajemnice pradawności, tajemnice z czasów, kiedy jeszcze ziemi i dzieł wzniesionych na niej ludzkimi rękami, nie zmył potop… Kto, kiedy i jak wszedł w posiadanie starożytnych ksiąg, których kopie leżały tutaj, przed nim, nie tylko nie wiedział, ale nawet nie usiłował się domyślać. Najważniejsze, że były, że nie przepadły w odmętach wody i czasu… a teraz nadchodziła pora ową mądrość Władców Pradawnych znów wydobyć na światło dzienne. I takie zadanie musiał wziąć na siebie Balletti…

Starzec siedział na prostej ławie, opierając się plecami o nierówną ścianę groty, bo w grocie się znajdowali, i milczał, aby nie przeszkadzać. Przymknął także oczy i tkwił niczym statua wyrzeźbiona z jednej bryły szarobrązowego gnejsu17Tkwił tu, bo gdyby markiz chciał o coś dopytać, on miał mu pomóc, dodać, objaśnić, dopowiedzieć.

Ale Balletti, w którym już od dawna, od bardzo dawna, nie manifestował się ani też ujawniał Atanas mający prawie pełnię wszelkiej wiedzy, o nic nie pytał, tylko wręcz pożerał oczami informacje zawarte w starych manuskryptach, a im dłużej je czytał, tym więcej rozumiał i tym bardziej utwierdzał się w przekonaniu, że stare kulty i pradawna mądrość są niezbędne, aby oświeceni mogli wreszcie odzyskać pełnię władzy nad światem i nad tym ludzkim bydłem, którego jedynym przeznaczeniem było to, że miało im ono służyć i to na każdy z możliwych sposobów

=-=================-===============-=

Książkę w wersji papierowej można, klikając w poniższy link, kupić tu:

https://ksiegarnia-armoryka.pl/Cmentarz_Swietego_Medarda_Andrzej_Juliusz_Sarwa.html

1Safian – delikatna, lecz mocna miękka i barwiona szlachetna skóra owcza bądź kozia.

2XVII-wieczny kościół paryski pod wezwaniem Najświętszej Maryi Panny Wniebowziętej.

3Chwała na wysokościach Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli… (łac.).

4Olibanum – wonna żywica pozyskiwana z kadzidłowców (Boswellia sp.); mirra – aromatyczna żywica pozyskiwana z balsamowców, głównie z gatunku Commiphora myrrha; labdanum inaczej ladanumwonna żywica pozyskiwana z niektórych gatunków czystka, głównie z Cistus ladanifer, Cistus creticus.

5Jeanne Marie Bouvier de la Mothe-Guyon, francuska mistyczka, (1648-1717), propagatorka kwietyzmu, za co trafiła do więzienia.

6Królowo nieba, wesel się, alleluja. (fr.).

7Bo Ten, któregoś nosiła, alleluja. Zmartwychwstał, jako powiedział, alleluja. (łac.).

8Och, mój Boże! (fr.).

9Czyli po naszemu kolasę.

10Gnostycy – wyznawcy religii opierających się na dualizmie i gnozie, czyli na wierze w dwóch równorzędnych sobie bogów – dobrego i złego oraz na wiedzy, przeznaczonej dla wtajemniczonych. Uważający Boga chrześcijan za złego, za stwórcę materii i wszelkiego zła, którego należy zwalczać. Gnostycyzm powstał na Bliskim Wschodzie.

11Pan Jezus tak o sobie powiedział: Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia. Ewangelia św. Jana rozdział 8, wers 12 (Biblia Tysiąclecia)

12Świadczy to pradawnej sakralności tego miejsca. W świecie pogańskim było ich oczywiście więcej, dziś najbardziej znanym jest usytuowanie trzech wielkich piramid egipskich względem Nilu.

13Góra Świętego Michała (łac.). Dziś nie wiadomo, jaka była pierwotna nazwa Salve Reginy, natomiast w przypadku Góry Św. Michała powrócono do starej, pogańskiej – Żmigród.

14Zbrojny w muszkiet żołnierz królewskiej kompanii reprezentacyjnej w wojsku saskim – za: Polska Akademia Nauk | Instytut Języka Polskiego. Elektroniczny słownik języka polskiego XVII i XVIII wieku.

15Liczba 12 symbolizuje tu szczęście i powodzenie, liczba 13 zaś nieszczęście i niepowodzenie.

16Suk – arabskie targowisko.

17Gnejs – rodzaj skały.

Inflacja najwyższa od ponad 26 lat. Ministerka finansów dała głos. A zabrała pieniądz.

Inflacja najwyższa od ponad 26 lat. Ministerka finansów dała głos

Na podst.: inflacja-najwyzsza

[Paaanie, zabrała, to ona nasz pieniądz. A głos – dała..]

===========================

Główny Urząd Statystyczny (GUS) podał, że inflacja w lutym wyniosła 18,4 proc. Jest to wskaźnik najwyższy od  grudnia 1996 roku. Głos w sprawie podatku inflacyjnego zabrała minister finansów Magdalena Rzeczkowska.

Ceny towarów i usług konsumpcyjnych w lutym 2023 r. wzrosły rok do roku o 18,4 proc., a w porównaniu z poprzednim miesiącem ceny wzrosły o 1,2 proc. – podał Główny Urząd Statystyczny. W styczniu, po przeszacowaniu koszyka wag, ceny rok do roku wzrosły o 16,6 proc., a miesiąc do miesiąca wzrosły o 2,5 proc.

poszczególne składniki wskaźnika inflacji za luty i styczeń 2023 r.:

lutylutystyczeństyczeń
rdrmdmrdrmdm
INFLACJA OGÓŁEM18,41,216,62,5
Inflacja towarów20,21,117,72,9
Inflacja usług13,31,613,31,3
Żywność i napoje bezalkoholowe24,01,820,61,9
Napoje alkoholowe i wyroby tytoniowe11,12,49,81,2
Odzież i obuwie6,6-1,06,5-3,8
Użytkowanie mieszkania lub domu i nośniki energii22,70,521,68,4
Wyposażenie mieszkania i prowadzenie gospodarstwa domowego13,40,513,81,2
Zdrowie10,10,710,71,7
Transport23,71,116,5-1,2
Łączność7,82,96,31,4
Rekreacja i kultura16,02,316,72,4
Edukacja14,00,713,91,4
Restauracja i hotele17,21,217,61,4
Inne towary i usługi12,81,011,91,7

Tuż przed podaniem tych danych przez GUS głos zabrała minister finansów. Jak przyznała Rzeczkowska, „spodziewa się, że w lutym (inflacja) może być najwyższa”.

– I my tak mówiliśmy od dłuższego czasu, że [—-] powiedziała.

Jak dodała, [—]

———————————————

Czym jest inflacja?

Jak mawiał Milton Friedman, laureat Nagrody Nobla z ekonomii, inflacja jest to ukryty podatek, który można nałożyć bez ustawy.

Z kolei Ludwig Von Mises wyjaśniał, że „kiedy rząd zwiększa ilość papierowych pieniędzy, rezultatem tego jest to, że siła kupna jednostki pieniądza zmniejsza się i skutkiem tego wzrastają ceny. To nazywa się inflacją”.

„Zrównoważony rozwój” wywróci nasz świat do góry nogami

„Zrównoważony rozwój” wywróci nasz świat do góry nogami

Tomasz Cukiernik zrownowazona -katastrofa

Cena polskiej energii z węgla brunatnego jest ponad 10 razy niższa od cen, które notujemy obecnie.

==============================

Zrównoważony rozwój to eufemizm totalnej rewolucji społecznej. Rezultatem będzie spauperyzowanie społeczeństwa, które inwigilowane będzie na każdym kroku, by w zarodku gasić wszelkie bunty.

Zrównoważony rozwój to coś innego niż rozwój optymalny, najszybszy, który poprzez wolny rynek może zapewnić społeczeństwu coraz większy dobrobyt. Zrównoważony rozwój to rozwój kierowany nie przez rynkowe siły i uczestników tego rynku – firmy i konsumentów, a przez planistów i innych urzędników. To rozwój wyhamowany, koncesjonowany. „Zrównoważony rozwój to jest inna nazwa pomysłu, żeby gospodarką zarządzali urzędnicy. Jeżeli rozwój ma być zrównoważony, to musi być zaplanowany przez centralnego planifikatora, bo inaczej nie da się tego zrobić. To nic innego jak komuna. IV Rzesza [przyszła Unia Europejska] nie może się specjalnie różnić od III Rzeszy, a III Rzesza była państwem socjalistycznym, o czym możemy się przekonać chociażby z lektury pamiętników Alberta Speera, który coś tam o III Rzeszy musiał wiedzieć” – mówi Stanisław Michalkiewicz.

Ślad węglowy nowym bożkiem

Premier Mateusz Morawiecki odmienia zrównoważony rozwój przez wszystkie przypadki. I nie jest to zbieg okoliczności. A to dlatego, że polityka zrównoważonego rozwoju jest agendą ONZ, ale i Unii Europejskiej. To nadrzędny cel Brukseli. Nowym bożkiem stał się tzw. ślad węglowy, a do 2050 roku unijna gospodarka ma być zeroemisyjna. Politykę tę uskuteczniają unijne instytucje, takie jak Parlament Europejski, Komisja Europejska i Europejski Komitet Ekonomiczno-Społeczny. Niestety zrównoważony rozwój został wpisany również do polskiej konstytucji (artykuł 5). W dodatku o związanej ze zrównoważonym rozwojem sprawiedliwości społecznej mówi artykuł 2 tej ustawy zasadniczej, a o społecznej gospodarce rynkowej – artykuł 20.

Zrównoważony rozwój dąży nie do wzrostu dobrobytu, a do sprawiedliwości społecznej, która z prawdziwą sprawiedliwością ma niewiele wspólnego. Realizowanie sprawiedliwości społecznej oznacza, że najwięcej nie zyska ten, kto najbardziej się napracuje. Nie uzyska on nawet proporcjonalnie więcej od tego, co niewiele nie robi. Najbardziej pracowitemu zostanie najwięcej ZABRANE, by znaczną część z tego oddać temu, który nic nie robi. Zrównoważony rozwój de facto hamuje rozwój gospodarczy. W takiej bowiem sytuacji, nikomu nie opłaca się więcej pracować i inwestować, skoro i tak nie będzie mógł skorzystać z owoców własnego wysiłku.

„Wszystkich zwolenników tzw. zrównoważonego rozwoju łączy utylitarne podejście i wiara, że będą w stanie zbudować światowy system równowagi, w którym zostanie ustabilizowana liczba ludności, a także poziom produkcji oraz konsumpcji. Środowiska te nie tylko odrzucają paradygmaty rozwoju ekonomicznego i innowacyjności, a wraz z nimi sensowność odnoszenia się w kształtowaniu polityk publicznych do takich wskaźników życia gospodarczego jak tempo wzrostu Produktu Krajowego Brutto, ale także nie akceptują obecnego poziomu ludności globu. Zrównoważona, w ich wizji przyszłego świata liczba ludności, powinna siłą rzeczy być niższa niż obecnie” – pisze Agnieszka Stelmach we wprowadzeniu do swojego raportu Zrównoważony rozwój. Zaklęcie globalistów, instrument totalnego zniewolenia.

Jaki jest cel?

„Program zrównoważonego rozwoju, nad którym pracuje się już od dawna, ma z założenia pomóc krajom zachodnim utrzymać kontrolę nad gospodarką światową, bo kraje rozwijające się szybko nadrabiają dystans, który je od nich dzielił” – zauważa Stelmach. Po to właśnie Unii Europejskiej jest potrzebny Europejski Zielony Ład. Dzięki niemu kraje biedniejsze, takie jak Polska, zostały zmuszone do tego, by zrezygnować z surowców, których mają pod dostatkiem (węgiel kamienny i brunatny), na rzecz surowców, których nie mają (wstępnie gaz ziemny, a potem uran) oraz z taniej energii opartej na węglu, z której mogłyby korzystać nie tylko na miejscu, wytwarzając tanie towary, ale i mogłyby ją eksportować.

Dr Tomasz Sommer, redaktor naczelny tygodnika „Najwyższy Czas!” w mediach społecznościowych pyta, „dlaczego polska klasa polityczna zniszczyła energetykę? Bo Niemcy dali parę groszy? Cel tych wszystkich »zielonych ładów« jest przecież tak naprawdę jeden – sztucznie podnieść ceny energii w Polsce, aby Polska nie zarobiła na jej eksporcie. A cena polskiej energii z węgla brunatnego jest realnie ponad 10 razy niższa od cen, które notujemy obecnie. Niemcy wpadli na szatański pomysł – zlikwidują polską energetykę węglową, a w zamian sprzedadzą nam ruski gaz. Dzięki temu będą nas kontrolować. Na to zgodził się Mateusz Morawiecki. A Kaczyński nie zaprotestował. Było to jednoczesne poddanie się i Niemcom, i Rosji. Teraz, w związku z wojną, ten plan się zawalił. Mimo to Morawiecki z Kaczyńskim brną dalej w to szambo. Tak, to oni są osobiście odpowiedzialni za podwyżkę cen energii”. Z kolei Stelmach dodaje, że „Niemcy propagują paradygmat zrównoważonego rozwoju i Czwartą Rewolucję Przemysłową, ponieważ chcą zachować pozycję światowego lidera innowacji i produkcji”.

Co więcej, Zielony Ład spowoduje, że energia z paliw kopalnych będzie bardzo droga albo nie będzie jej wcale. W zamian kraje naszej części regionu mają kupować drogie technologie OZE (fotowoltaika, pompy ciepła) z Niemiec i innych krajów Europy Zachodniej. Jak pisze Stelmach, dekarbonizacja ma „z założenia zachować przewagę ekonomiczną krajów, które wyrosły jako potęgi po II wojnie światowej i opracowały nowe technologie Odnawialnych Źródeł Energii (OZE), sekwestrowania i składowania dwutlenku węgla pod ziemią, szeroko pojętej geoinżynierii (wpływanie na pogodę), produkcji sztucznego mięsa, szczepionek nowej generacji itp.”. Tymczasem okazuje się, że OZE mają niewiele wspólnego z czystym wytwarzaniem energii: „Do najbardziej szkodliwych substancji emitowanych przez przemysł fotowoltaiczny należą związki fluorowe, kilkadziesiąt razy bardziej aktywne niż dwutlenek węgla. (…) Popularnym sposobem utylizacji paneli jest spalanie, podczas którego do atmosfery lub wód gruntowych mogą przedostawać się toksyczne pierwiastki”.

Standardy ESG

Unia Europejska wdraża do swojego systemu prawnego zrównoważony rozwój m.in. pod pseudonimem standardów ESG (ang. Environmental, Social and Corporate Governance). Najważniejszymi unijnymi aktami prawnymi w tym zakresie są: rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2020/852 w sprawie ustanowienia ram ułatwiających zrównoważone inwestycje, potocznie nazwane Taksonomią UE oraz dyrektywa Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) sprawozdawczości przedsiębiorstw w zakresie zrównoważonego rozwoju 2022/2464. Jak przypomina na swojej stronie Polska Agencja Rozwoju Przedsiębiorczości, wymienione rozporządzenie odnosi się do inwestycji, które mają być zrównoważone i zapewniać znaczący wkład w realizację co najmniej jednego z sześciu celów środowiskowych. Z kolei dyrektywa dotyczy obowiązkowego raportowania, które musi zawierać informacje z trzech zakresów: środowiskowego, czyli związanego ze środowiskiem naturalnym, w tym oddziaływaniem na klimat, społecznego, czyli związanego z ludźmi, na których organizacja ma wpływ, tj. z pracowników, kontrahentów, klientów, społeczność lokalną itd. oraz ładu korporacyjnego – związanego z zarządzaniem. Cała ta szczegółowa sprawozdawczość będzie obwarowana obowiązkowym audytem przez wyznaczone podmioty certyfikacyjne oraz umieszczaniem raportu w oficjalnej bazie raportów. Niewypełnianie tej regulacji będzie skutkowało karami finansowymi.

To oczywiste, że standardy ESG muszą sztucznie generować dodatkowe koszty i powodować oddalenie się od optymalnej alokacji zasobów. Bo gdyby standardy ESG sprawiały bardziej efektywną alokację zasobów i tańszą produkcję, to bez tej całej filozofii zrównoważonego rozwoju dawno by zostały wprowadzone. Nic takiego się nie stało. Dlatego z punktu widzenia inżynierów społecznych konieczny stał się przymus. Efekt będzie taki, że firma wdrażająca standardy ESG stanie się mniej konkurencyjna, ponieważ nie będzie działała w sposób, który zapewnia jak największy zysk, a przecież to jest celem istnienia każdego biznesu. Tak samo jak priorytetem funkcjonowania firm nie jest dawanie pracy związkowcom czy płacenie podatków (świetnie bez tego dałyby sobie radę), nie jest również ratowanie planety czy redukowanie biedy i emisji dwutlenku węgla do atmosfery. Przeciwna teza to bełkot. Zresztą według raportu PwC ESG — miecz Damoklesa czy szansa na strategiczną zmianę kwestie ESG wpływają na wycenę spółek na polskim rynku. Niemal 30 proc. badanych jest w stanie obniżyć wycenę lub zrezygnować z inwestycji w sytuacji, kiedy ryzyka ESG są zbyt wysokie (Pb.pl). Inaczej mówiąc, standardy ESG to kolejna unijna szkodliwa regulacja wrzucona na plecy zmagających się z coraz większym ogromem bzdurnych przepisów firm działających na terenie Unii Europejskiej.

To może zadziałać właściwie tylko w jednej sytuacji – w razie metodycznej i nachalnej propagandy, która zrobi ludziom wodę z mózgu. Będzie wmawiała, że dla dobra ludzkości muszą kupować droższe i gorsze produkty wytwarzane przez firmy przestrzegające ESG. Tak samo jak wcześniej dla zysków pewnych firm cwaniacy propagowali tzw. fair trade. Niemyśląca i bezrefleksyjna większość się na to nabierze. Tak samo jak już wmówiono społeczeństwom, że dla ratowania planety należy rezygnować z wygodnych samochodów spalinowych na rzecz niewygodnych i drogich elektrycznych, lotów samolotami, taniej energii i kupować drogą żywność. Widać, że propaganda czyni cuda.

W ramach zrównoważonego rozwoju realizowanego przez Europejski Zielony Ład Unia Europejska wytoczyła swoje działa nie tylko przeciwko firmom, ale także przeciwko rolnictwu, a tym samym wszystkim konsumentom. Bruksela chce o 25 procent zwiększyć ilość gruntów przeznaczanych na rolnictwo ekologiczne, a przecież rolnictwo ekologiczne jest znacznie mniej wydaje. Unia zamierza także zmniejszyć pogłowie zwierząt hodowlanych. Oba te działania oznaczają radykalny wzrost cen produktów spożywczych.

Katastrofalne rezultaty

Niektóre z tych działań utrudniających ludziom życie już odczuwamy, a to dopiero początek: zakazy wjazdu do miast, likwidacja parkingów, zakazy lotów na razie na krótkie dystanse, zakazy jedzenia mięsa i nabiału, ograniczenie nabywania ubrań, przymus niewygodnej elektromobilności, obowiązkowe termomodernizacje budynków, przymusowe OZE, zakazy kotłów na paliwa stałe. Wszystkie te regulacje to niewiarygodne ograniczanie naszej wolności, które jeszcze w latach 90. byłyby nie do pomyślenia. Po drugie, polityka ta (np. cały ten ETS, czyli opodatkowanie dwutlenku węgla) prowadzi do podnoszenia kosztów życia. Właśnie z jej powodu ceny paliw i energii elektrycznej szybują ostro w górę, co skutkuje wzrostem cen nie tylko transportu i ogrzewania, ale wszystkich towarów i usług. „Stale trzeba będzie liczyć się z rosnącymi kosztami utrzymania. Inflacja będzie napędzana nie tylko przez regionalne wojny i konflikty, ale przede wszystkim wskutek wielkiej akcji finansowania inwestycji związanych z klimatem i w celu »naprawy« systemu finansowego. Koszty transformacji już przerzuca się na obywateli”, pisze Stelmach. Co więcej, by zrealizować cele klimatyczne, Komisja Europejska proponuje też wprowadzenie minimalnych (czytaj: wysokich) stawek podatkowych na ogrzewanie i transport, co dodatkowo podniesie ich ceny. Jakby tego było mało, w 2022 roku Rada Unii Europejskiej osiągnęła porozumienie w sprawie reformy ETS i pakietu Fit for 55 odnośnie redukcji gazów cieplarnianych z rolnictwa, budynków i odpadów: „Mają one również być włączone do systemu handlu pozwoleniami na emisje, narażając obywateli na stały wzrost kosztów rachunków i duże wahania cen”.

Stelmach zauważa, że ponieważ cały ten przymus i gwałtowne wzrosty cen mogą nie przypaść do gustu zdecydowanej większości społeczeństwa, społeczni inżynierowie już się przygotowują na ogólny bunt przeciwko tym uderzającym w ludzi przepisom: „W ramach rozwiązań zrównoważonego rozwoju proponuje się także »odporne miasta« przygotowane na rebelie społeczne, które »nie rozlewają się na zewnątrz«, czyli są zwarte pod względem zasięgu. Istotą jest zagęszczanie, ograniczanie zabudowy jednorodzinnej, tworzenie miast tzw. krótkich odległości (ścieżki rowerowe, elektryczne auta i co najwyżej komunikacja publiczna). Skromniejsza powierzchnia mieszkań, mniejsze odległości między budynkami, różnorodność kulturowa (wymieszanie mieszkańców dzielnic), budownictwo socjalne i spółdzielcze, szkoły integracyjne (chodzi rzekomo o budowanie spójności społecznej) to także elementy polityki zrównoważonych miast”.

Te wszystkie działania są możliwe tylko dlatego, że cywilizacja za pomocą wolnego rynku osiągnęła taki poziom dobrobytu, który powoduje, że znaczna część społeczeństwa może się zajmować pracami niepotrzebnymi i nieproduktywnymi, a nawet szkodliwymi z ekonomicznego punktu widzenia. To przede wszystkim urzędnicy, który nie tylko uskuteczniają szczegółowe planowanie miast, niepotrzebne „inwestycje” i coraz bardziej powszechną inwigilację. To także politycy, którzy wdrażają takie absurdy, jak sztuczny „rynek” handlu emisjami czy ESG. W działaniach tych bardzo istotny jest dla nich monitoring, raportowanie, inwentaryzacja emisji, czyli znowu obciążanie firm dodatkowymi obowiązkami i przerabianie tych informacji przez biurokratyczne systemy. Coś, czym nikt w ogóle nie powinien zaprzątać sobie głowy. W ten sposób marnotrawi się zasoby nie tylko ludzkie, a tym samym ogranicza dalszy wzrost dobrobytu społeczeństw. Żeby jeszcze te działania miały sens, a niestety ich rezultaty będą katastrofalne.

Komunizm powraca! Ideologia weganizmu i ekologizmu to atak na polską tożsamość narodową

Prof. Nalaskowski: Komunizm powraca! Ideologia weganizmu i ekologizmu to atak na polską tożsamość narodową

komunizm-powraca-ideologia-weganizmu

„Pod naszym bokiem śmiało wykluwa się nowy rodzaj komunizmu, widzimy go, ale nie dostrzegamy. I nie ma większego znaczenia, czy komunizm wejdzie drzwiami z napisem marksizm, czy może drzwiami z napisem ekologizm/weganizm”, pisze na łamach tygodnika „SIECI” prof. Aleksander Nalaskowski.

W ocenie naukowca propagowanie idei weganizmu jest postulowaniem znaczących i nieodwracalnych zmian w kulturze i cywilizacji, które w sposób istotny mogą wpływać na naszą tożsamość.

„Ważnym elementem kultury, kultury łacińskiej, jest bowiem zbiorowe biesiadowanie, wspólne ucztowanie. Świąteczne tradycje są związane z określonymi potrawami i smakami. Przed Wielkanocą święcimy pokarmy, w wielu rodzinach przetrwała tradycja modlitwy przed jedzeniem czy chociażby uczynienia znaku krzyża. Poszczególne święta mają swoje niepowtarzalne smaki. Trudno sobie wyobrazić Wigilię przy gotowanych pokrzywach albo Wielkanoc ze smażonym perzem. Wprowadzanie weganizmu do naszej diety jest próbą anihilacji bardzo ważnych tradycji oplatających naszą tożsamość narodową, a w węższym wymiarze – rodzinną”.

Prof. Nalaskowski zwraca uwagę, że w całym sporze nie chodzi o to, że ktoś koniecznie chce i musi zjeść kotleta schabowego czy jajka na miękko.

„To trywializacja problemu! Idzie o coś ważniejszego, co nazwalibyśmy kuchnią lokalną, a więc rodzajem kotwicy tożsamości. Wyróżniamy wszak kuchnię chińską, śródziemnomorską, kuchnię Lewantu czy kuchnię polską. Stosowane w każdej kuchni produkty są związane z klimatem i sposobem ich pozyskiwania, a to z kolei wynika z narodowych tradycji i możliwości generowanych przez dany obszar. Nie da się zatem masowo zmienić diety bez naruszania najszerzej pojętej narodowej tradycji”, wyjaśnia.

Drugim niebezpieczeństwem wynikającym z myślenia wegańskiego jest ingerowanie w społeczny podział pracy.

„Z produkcji żywności żyją miliony ludzi, są wśród nich także hodowcy. Zakaz spożywania mięsa i wyrobów odzwierzęcych spowodowałby nieprawdopodobne spustoszenie na rynku pracy, począwszy od hodowców bydła, przez hodowców drobiu, aż po bartników. Weganie bowiem również zabraniają jedzenia miodu. Taka ingerencja w naszą dietę spowodowałaby, na zasadzie klocków domina, spustoszenie w innych dziedzinach, takich jak produkcja pasz, produkcja maszyn i narzędzi rolniczych, a także cały przemysł przetwórczy, handel specjalistyczny, edukację zawodową, handel międzynarodowy, transport. Dla ogromnej części gospodarek europejskich i światowych byłby to cios śmiertelny”, przekonuje.

„Efektem komunizmu ekologicznego będzie niedostatek. Tak samo jak w komunizmie marksistowskim, w jednym i drugim przypadku zostanie ograniczona konsumpcja białka zwierzęcego i nabiału. W przypadku komunizmu marksistowskiego owa zmniejszona konsumpcja była efektem niskiej podaży wynikającej z systemowej niegospodarności i tzw. socjalistycznego sposobu produkcji. W przypadku komunizmu ekologicznego będzie to ograniczenie podaży w skutek zarządzeń ideologicznych”, podsumowuje prof. Aleksander Nalaskowski.

====================

mail: Przede wszystkim jest to atak na byt każdego.
Już od bardzo dawna wiadomo, że dieta bezmięsna jest niebezpieczna dla 
zdrowia.

PEWNE JEST TO, ŻE TEOLOGIA MASOŃSKA ODPOWIADA dość DOKŁADNIE TEOLOGII KABAŁY. ZWIASTUN NARODU-WODZA.

ZWIASTUN NARODU-WODZA. POWSZECHNE PRZYMIERZE IZRAELSKIE

Nie będziesz cierpiał nad sobą żadnej obcej prasy, abyś długo panował nad gojami. Zawładnijmy prasą, a wnet będziemy rządzić i kierować losami całej Europy.

PEWNE JEST TO, ŻE TEOLOGIA MASOŃSKA ODPOWIADA dość DOKŁADNIE TEOLOGII KABAŁY.

=================

Epiphanius, Ukryta strona dziejów. Nowy Porządek Świata.…

Ukryta-strona-dziejow, str. 138

W 1872 r. Ulysses Grant, bohater Północy w Wojnie Secesyjnej, został ponownie wybrany prezydentem Stanów Zjednoczonych. [Ulysses Grant, generał wojsk Północy, był wolnomularzem i wrogiem katolicyzmu. W 1854 r. ten były pułkownik zawodowy został wydalony z armii za pijaństwo. Przyjaźnił się z bankierami żydowskimi Seligmanami; był wykorzystywany jako figurant i człowiek do specjalnych poruczeń przez tajne towarzystwa w USA; por. J. Lombard, op. cit., t. III, str. 364-371.]

W tym samym roku wygłosił przemówienie zawierające zapowiedź przyszłej „przewodniej roli” narodu amerykańskiego w umacnianiu demokracji, która to rola została ostatecznie usankcjonowana w Traktacie Wersalskim z 1919 roku: „Cywilizowany świat zmierza w kierunku republikanizmu – tj. rządów narodu, których sprawowanie powierza on wyłonionym przez siebie przedstawicielom; a nasza wielka Republika powołana jest aby służyć jako przewodnik wszystkim pozostałym […]. Nasz Stwórca przygotowuje świat na to ażeby w stosownym czasie stał się on jednym wielkim narodem, mówiącym jednym językiem, gdzie ani armia, ani flota wojenna nie będą już potrzebne ”

W tym samym roku przenosi się do Nowego Jorku Międzynarodówka Komunistyczna założona przez Żyda Karola Marksa. Już od 1867 r. swoją siedzibę w tym mieście ma Powszechne Przymierze Republikańskie Mazziniego, a od 1843 r. działa tam bardzo wpływowa żydowska organizacja masońska B’nai Brith, czyli „ściśle tajny zakon przeznaczony wyłącznie dla Żydów sprawujących Odpowiedzialne funkcje.”

W dniu 12 września 1874 r. B’nai B’rith zawarł z Radami Najwyższymi Rytu Szkockiego porozumienie O wzajemnym uznawaniu (tzw. konkordat). Podpisy pod dokumentem złożyli. Armand Levy z ramienia B’nai Brith oraz Albert Pike jako szef Najwyższego Dyrektoriatu Dogmatycznego Rytu Szkockiego – w imieniu Masonerii Powszechnej.

Przy czym nie chodziło tylko o wzajemne uznawanie intencji, ale przede wszystkim o wspólnotę doktryn. Co się tyczy strony masońskiej, Pike skodyfikował je już w swoim opasłym traktacie „Morals and Dogma”:

„Wszystkie prawdziwe religie dogmatyczne wywodzą się z Kabały i do niej powracają; wszystko co wielkie i naukowe w myśli religijnej wszystkich iluminatów: Jakuba Boehme, Swedenborga, Saint- Martina i pozostałych – bierze się z Kabały; jej zawdzięczają swe sekrety 1 symbole wszelkie stowarzyszenia masońskie ”.

Podobną tezę wyakcentował rabin Livorno Elia Benamozegh. W swoim dziele uważanym za kwintesencję współczesnej myśli żydowskiej, pt. Izrael a Ludzkość: „PEWNE JEST TO, ŻE TEOLOGIA MASOŃSKA ODPOWIADA dość DOKŁADNIE TEOLOGII KABAŁY.

Zresztą fundamentalne dzieła rabinistyczne z pierwszych wieków ery chrześcijańskiej dostarczają wielu dowodów na to, że Haggada była ludowa wersja nauki tajemnej, która pod względem metod inicjacyjnych wykazuje zaskakujące podobieństwa z instytucją masońska. Kto zada sobie trud, aby przyjrzeć się baczniej stosunkom między judaizmem a Masonerią filozoficzną i ogólnie – misteriami, pozbędzie się przynajmniej częściowo swego pogardliwego stosunku do Kabały.

W wydaniu francuskim z 1961 r. znajdujemy w przypisie następujący komentarz rabina kabalisty Elio Toaffa do zdania wydrukowanego powyżej dużymi literami: „Osobom, które mogą być zaskoczone powyższym stwierdzeniem, należy wyjaśnić, iż teologia masońska istnieje w takim sensie, że w Masonerii kultywowana jest tajna doktryna religijna wprowadzona przez gnostyckich Różokrzyżowców w momencie ich połączenia z Wolnymi Mularzami w 1717 r. Owa tajna doktryna, czyli gnoza, jest w wyłącznym posiadaniu Masonerii Wysokich Stopni, tj. Masonerii filozoficznej”.

Salvatore Farina, mason 33 st., nie przeczy temu, choć wypowiada się bardziej hermetycznie: „To, co Masoneria Szkocka zawdzięcza Kabale, to alegoria świętego słowa, która napełni nasze ręce pełnią gnozy, oraz panowanie nad wszechświatem.

Zresztą już W 1861 r. pojawiają się zapewnienia strony żydowskiej, że [jej] stosunki z masoneria „ ściślejsze, niż się na ogół sadzi. Judaizm winien żywić do całej masonerii głęboką sympatię, i nic, co dzieje się w tej potężnej instytucji nie powinno być mu obojętne. [.] Duchem masonerii jest duch judaizmu w jego najbardziej fundamentalnych przekonaniach; to jego idee, jego język, nieomal jego organizacja.”

Jeszcze jaśniej ujął to ojciec rabina z B’nai Brith Stephana S. Wise’a, który w 1873 r. założył Unię Kongregacji Żydów Amerykańskich:

„Masoneria jest instytucją żydowską, której historia, stopnie, funkcje, hasła i katechizm są żydowskie od początku do końca, za wyjątkiem jednego pośredniego stopnia i kilku słów wypowiadanych podczas wtajemniczenia.

Powyższe tezy podsumowuje Izrael Mair Lau, obecny Wielki Rabin i największy autorytet religijny Izraela w swojej wypowiedzi z okazji czterdziestej rocznicy założenia Wielkiej Loży Masońskiej Państwa Izrael: „wszystkie zasady masonerii są zawarte w księdze narodu żydowskiego.” (nie chodzi o Biblię, lecz o Talmud — przypisek redakcji) .

Jeżeli ktoś nadal jest skłonny sądzić, że zbitka „judaizm-masoneria” to efekt tendencyjnej i naciąganej interpretacji, niech zapozna się z poniższym stwierdzeniem Żyda E. Helbronnera: „Kwestia żydowsko – masońska to moim zdaniem […] nie jest żadna bujda. Można ją zasadnie podnosić, ponieważ od dwudziestu lat (czyli jeszcze przed 1916 rokiem — przypisek redakcji) wszystkimi ruchami rewolucyjnymi kierowali z reguły Żydzi bezpaństwowcy, mający wsparcie lóż masońskich. Rozstrzygające wydaje się stwierdzenie rabina i masona Magnina zamieszczone w „B’nai B’rith Magazine”, tom XLIII, str. 8:

„B’nai B’rith to jedynie wybieg. Wszędzie, gdzie masoneria może przyznać się swobodnie, że jest żydowska zarówno z samej natury jak ze względu na realizowane założenia, to z punktu widzenia naszego celu wystarczają zwykłe reguły.

A wracając do porozumienia z 1874 r., do którego doprowadził Albert Pike (który przy tej okazji posłużył się swym masońskim imieniem Limoude Ainchhoff) i Armand Levy, oto jego brzmienie:

„My, Wielki Mistrz, Konserwator Świętego Palladium, Najwyższy Patriarcha masonerii całego Wszechświata, za zgodą wielkiego i Dostojnego Kolegium Zasłużonych Masonów, zgodnie z aktem Konkordatu zawartego między Nami a trzema federalnymi Konsystorzami Ameryki, Anglii i Niemiec, przez nas dziś podpisanego, przyjęliśmy jedno postanowienie: „W dniu dzisiejszym, zgodnie z zasadami określonymi w Konkordacie, zostaje założona Generalna Konfederacja Izraelskich Tajnych Lóż.” Zaprzysiężono pod Świętym Sklepieniem Wielkiego Wschodu Charleston w dolinie drogiej sercu Boskiego Mistrza, w pierwszym dniu Księżyca Tikshru 12 czerwca siódmego miesiąca roku 00874 (=1874 przypisek redakcji) Prawdziwego Światła.”

Jak dodaje Emmanuel Ratier, mogło to być powodem, dla którego B’nai B’rith przez długi czas powstrzymywał się od krytykowania Ku Klux Klanu. Założony de facto przez Pike,a – generała wojsk konfederatów – i przez przedstawicieli wysokich stopni masonerii Południa, liczący w latach dwudziestych 3-5 mln członków Ku Klux Klan nie napotykał na sprzeciwy ze strony ADL (Anti-Defamation League, oficjalnie działającej organizacji, będącej narzędziem B’nai Brith) ani samego B”nai Brith. W styczniu 1923 r. B’nai B’rith oświadczył wręcz: „Ku Klux Klan może stać się instrumentem postępu i filantropii, pożytecznym zarówno dla państw, jak i dla ich obywateli, o ile pozbędzie się kilku tysięcy fanatyków, którzy spychają go na drogę nietolerancji, nikczemności i zbrodni.”

Kiedy w Ameryce wspomniane stosunki zaczęły się zacieśniać i „nabierać rumieńców”, w Europie – a konkretnie w Paryżu – dzięki ogromnemu wsparciu finansowemu Rotszyldów i bogatego bankiera Mojżesza Montefiore powstała w 1860r. nowa Międzynarodówka: Powszechne Przymierze Izraelskie.

Izaak Mojżesz Cremieux zwany Adolfem (1796-1880) był współzałożycielem i jedną z najznamienitszych osobistości tej organizacji. Był on francuskim adwokatem związanym z Rotszyldami, wiceprzewodniczącym Żydowskiego Konsystorza w Paryżu, ministrem sprawiedliwości (1848). W 1870 r., po okresie Drugiej Republiki, otrzymał tytuł Wielkiego Mistrza Wielkiego Wschodu Francji, zanim został mianowany (w dn. 8 marca 1869 r.) Suwerennym Wielkim Komandorem Rady Najwyższej Francji.

Cremieux, który już w tamtym czasie dostrzegał znaczenie mediów jako narzędzia wpływania na tak zwaną „opinię publiczną”, zasłynął z maksymy: „Pieniądz i wszystko inne miejcie za nic. Jeżeli posiadacie prasę, posiądziecie całą resztę.”

Tę maksymę sparafrazował na swój sposób angielski rabin Mojżesz Montefiore: „Dopóki dzienniki na całym świecie nie będą w naszych rękach, wszystko na nic się nie zda. Miejmy stale W pamięci jedenaste przykazanie: „Nie będziesz cierpiał nad sobą żadnej obcej prasy, abyś długo panował nad gojami. Zawładnijmy prasą, a wnet będziemy rządzić i kierować losami całej Europy”.

Powszechne Przymierze Izraelskie – nowa Międzynarodówka otwarta w duchu kosmopolityzmu na wszystkich Żydów niezależnie od ich kraju pochodzenia i religii („Żydzi ze Wschodu i z Zachodu, z Północy i z Południa, wszyscy stano— wimy społeczność podtrzymująca świętą, niezniszczalną więź’” — oświadczy 12 maja 1872 r. Cremieux) istotnie dążyło do zjednoczenia wszystkich Żydów diaspory w imię ich żywotnych interesów, przy czym spoiwem miał tu być mocno akcentowany synkretyzm, który został scharakteryzowany przez samego Crćmieux w 1861 r. na łamach oficjalnego organu Przymierza, kierowanego przez Isidore’a Kahna: „Powszechne Przymierze Izraelskie nie ogranicza się do naszego wyznania; jest ono adresowane do wszystkich wyznań; pragnie przenikać wszystkie religie – podobnie, jak przenika wszystkie kraje. Niechaj światli ludzie, niezależnie od swoje- go wyznania, wstępują do tego Powszechnego Przymierza Izraelskiego, którego cel jest tak szlachetny i pro-cywilizacyjny. Chodzi o to, by wyciągnąć rękę do tych wszystkich, którzy wychowawszy się w innej niż nasza wierze wyciągają ku nam swoją braterską dłoń, uznając, że wszystkie religie oparte na moralności, która ma swoje zakorzenienie wXBogu, powinny odnosić się do siebie przyjaźnie i usuwać bariery rozdzielające to, co pewnego dnia ma zostać połączone. Oto jest, panowie, piękne i wzniosłe posłannictwo naszego Powszechnego Przymierza Izraelskiego.” („Archiwa Izraelskie”, XXV, str. 51445346)

Również W 1861 r. Archiwa Izraelskie, francuski periodyk żydowski, zapowiedziały uroczyście rychłe nadejście „Nowego Jeruzalem, święcie posadowionego między Wschodem a Zachodem, a które ma zastąpić podwójne miasto Cesarzy i Papieży.” (XXV, str. 600, 1861) dając tym samym do zrozumienia, jaki los ma spotkać Wieczne Miasto — Stolicę Piotrową i ośrodek Chrześcijaństwa.

Jeszcze dziś rozlegają się echa tej wyroczni — np. w organie British Israel „Wake Up!”, gdzie W artykule noszącym znamienny tytuł „Uwaga – Rzym zmie— rza nieuchronnie ku swojemu przeznaczeniu” (numer styczniowo—lutowy 1994) przypomniano przepowiednię Roberta Fleminga Jr, przyjaciela i zausznika Wilhelma III (1650-1702), dotyczącą ostatecznego upadku Rzymu, który miałby zbiegać się kabalistycznie z końcem tysiąclecia: Tysiąclecie (tysiącletnie królowanie świętych) zacznie się po tym, jak dojdzie do ostatecznego i doszczętnego zniszczenia Rzymu papieży […] koło roku 2000; […] samemu Chrystusowi przypadnie zaszczyt zgładzenia wielkiego wroga – a stanie się to w momencie Jego ponownego, nadzwyczajnego przyjścia […]”. (Robert Fleming Jr, „The Rise and Fall of Rome Papal”, Londyn, 1701, str. 44)

LASY: To atak gospodarczy Niemiec [UE] na Polskę. [a 447 to pikuś?]…

Dyrektor Generalny Lasów Państwowych: To atak gospodarczy

atak-gospodarczy

Dyrektor Generalny Lasów Państwowych: Atak ma ma podłoże gospodarcze. Cała narracja o ochronie przyrody to tylko zasłona dymna

Nie mam wątpliwości, że atak na lasy ma przede wszystkim podłoże gospodarcze. Cała narracja o ochronie przyrody to tylko zasłona dymna. Nie możemy się temu biernie przyglądać – powiedział dyrektor generalny Lasów Państwowych Józef Kubica w wywiadzie opublikowanym w środę w „Gazecie Polskiej”.

Kubica odniósł się w rozmowie m.in. do uwagi dziennikarza, że „w ostatnich dwóch dekadach mieliśmy kilka prób zmiany systemu gospodarowania lasami i wywrócenia stolika, a teraz do wszystkiego dołączają instytucje międzynarodowe”.

Rzeczywiście nie sposób nie zauważyć, że przez ostatnich 30 lat wewnętrzne ataki na Lasy Państwowe okazywały się nieskuteczne. Za każdym razem, gdy ktoś snuł intrygi i próbował sięgnąć po polskie lasy, to opór społeczeństwa był tak duży, że się to ostatecznie nie udawało. Myślę, że to dlatego towarzystwo, które nadal jest zainteresowane robieniem biznesu na upadku Lasów Państwowych, udało się do swoich kolegów za granicą— ocenił.

Rola wyroku TSUE

Uzyskali to wsparcie w sposób widoczny. Najpoważniejszą kwestią jest wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Szczególnie niebezpieczny jest element zaskarżania Planów Urządzania Lasów. Ten mechanizm może faktycznie oznaczać, że zostanie zablokowana gospodarka leśna- powiedział.

Zwrócił uwagę, że „to wszystko dzieje się tuż po tym, jak komisja ENVI w Parlamencie Europejskim – przy poparciu polityków PO i PSL – zagłosowała za tym, by przenieść kompetencje z krajów członkowskich na poziom całej wspólnoty”.

Dzieje się to mimo, że traktat lizboński stanowi wprost, że gospodarka leśna to wyłączna kompetencja państw członkowskich. Okazuje się że urzędnicy brukselscy chcą z tylnego fotela zarządzać lasami w Polsce. Efekty będą opłakane, podobnie jak miało to miejsce w Puszczy Białowieskiej— ocenił.

Pytany, czy widzi grupy interesu zainteresowane zdestabilizowaniem Lasów Państwowych, Kubica stwierdził, że nie ma wątpliwości, że atak ma przede wszystkim podłoże gospodarcze.

Cała narracja o chronię przyrody to tylko zasłona dymna. Nie możemy się temu biernie przyglądać— zaznaczył.

================================================

Podłoże gospodarcze -raz . Kolejny sposób by wykazywać nadrzędność TSUE nad polską polityką -dwa . Metoda na znalezienie synekur dla zielonych pasożytów -trzy. Marcin1111

Czy już wiemy dlaczego od kilku lat CODZIENNIE w mediach (wyborcza, tvn, wp, onet itd.) oczerniani są polscy leśnicy? Czy już wiemy w jakim celu i w czyim interesie przeprowadzono akcję „Rospuda” i akcję „Puszcza Białowieska”? Czy już wiemy, dlaczego dzisiaj forsowane jest kłamstwo o „pierwotnej puszczy karpackiej” rzekomo wycinanej przez polskich leśników? Obudźmy się, Polacy! Jozin #34212

Chodzi o uwalenie bardzo dochodowego przemysłu drzewnego i meblarskiego ! Pracę straci pół miliona Polaków ! Andrzej67. #26839

Ten wyrok [… ] sędziowskich TSUE ma na celu całkowite zablokowanie jakichkolwiek inwestycji w Polsce, bo zawsze, przy jakiejkolwiek budowie, trzeba jakąś roślinkę zniszczyć, więc ekoświry będą mogły zablokować WSZYSTKO.

Bardzo aktualne: Mason GARIBALDI: BICZ NA KOŚCIÓŁ I NA CYWILIZACJĘ CHRZEŚCIJAŃSKĄ

Mason GARIBALDI: BICZ NA KOŚCIÓŁ I NA CYWILIZACJĘ CHRZEŚCIJAŃSKĄ

Epiphanius, Ukryta strona dziejów. Nowy Porządek Świata.…

Ukryta-strona-dziejow, str. 132

Jednym ze stałych motywów apologetyki Risorgimento jest postać Giuseppe Garibaldiego, przedstawianego w barwach czystego idealisty i heroicznego bojownika, zawsze gotowego chwycić za broń w obronie uciśnionych wszędzie tam, gdzie wolność (oczywiście rozumiana po masońsku) była deptana lub zagrożona. Nimb chwały jakim otoczono tę legendarną już dzisiaj postać, sprawił, że nie było we Włoszech miasta, miasteczka ani wsi, gdzie nie nazwanoby jego imieniem placu ulicy, dworca itp. ( co więcej, „mówienie źle o Garibaldim” stało się sformułowaniem, które weszło nadługo do języka potocznego jako określenie mające zganić kogoś, kto w tępym uporze nie chce przyjąć do wiadomości oczywistych faktów).

Ale minął ponad wiek od tamtych wydarzeń i rzeka prawdy, którą usiłowano przykryć jakby całunem, rozlała się na tysiąc strumieni — pomimo czujności i trwaniu w nieustannym pogotowiu stróżów oficjalnej wykładni. Wyidealizowane postaci w nieskazitelnych apostołów, odważnych polityków i niezmordowanych wodzów zaczęły się rozwiewać, ukazując drugi szereg mniej znanych, za to o wiele potężniejszych kondotierów.

„W latach 1815 – 1870 istniały obok siebie dwie Europy: jedna – oficjalna, i druga, licząca zaledwie kilka tysięcy osób wyznających podobne ideały i które łączył duch odnowy społecznej. Osoby te siłą rzeczy, ale też siłą własnej determinacji dużo podróżowały i obracały się w szczególnych środowiskach […]. To one miały wkrótce zadecydować o nowym obliczu Kontynentu.”

Jeśli przyjrzeć się bliżej życiu i działalności Garibaldiego okaże się m.in., że w Urugwaju (po niespodziewanym przejściu do przeciwnego obozu) wolał on walczyć o zagwarantowanie Brytyjskiemu Imperium monopolu handlowego na Rio de Plata, występując przeciwko hegemonii katolicko-iberyjskiej.

I właśnie w Montewidco, rozpoczęła się w 1844 r. jego masońska kariera, zwieńczona stopniem Rytu Szkockiego – który otrzymał w Turynie dnia 17 marca 1844 i najwyższą godnością Wielkiego Hierofanta Rytu Egipskiego Memfis- Misraim (1881). Nigdy by tego nie osiągnął bez pomocy opiekuńczego boga w postaci brytyjskiej masonerii.

Nawet oficjalny historyk masonerii włoskiej, Aldo Alessandro Mola, uznał za stosowne podkreślić niezwykłą rolę tego czynnika: „[…] Wyprawa tysiąca odbywała się od początku aż do końca pod egidą brytyjską lub, jeśli kto woli, pod patronatem masonerii brytyjskiej.”

Czyniąc aluzję do szczególnej troskliwości Braci, którym udało się przy pomocy Adriana Lemmiego zwietrzyć spisek mający doprowadzić do zdyskredytowania, a być może nawet do zgładzenia Garibaldiego, A. Mola zaznacza, iż ten ledwo co wrócił „z „oficjalnej wizyty” w Wielkiej Brytanii, gdzie powitano go z wielkimi honorami, jakie dotąd nie przypadły w udziale żadnemu zwykłemu obywatelowi.

Giulio di Vita dodaje: „W wyniku przeglądania archiwów i czasopism edynburskich udało mi się ustalić fakt wypłacenia Garibaldiernu naprawdę niebagatelnej sumy pieniędzy podczas jego krótkiego pobytu w Genui, gdzie zawinęła do portu jego Ekspedycja. Była to dokładnie wymieniona kwota trzech mln franków francuskich, przekazana Garibaldiemu w złotych piastrach tureckich.

Trudno jest obecnie oszacować finansową wartość tej kwoty. Porównując ją z wartością innych walut ówczesnej Europy i odnosząc do dochodu narodowego, można powiedzieć w dużym przybliżeniu, iż stanowi ona ekwiwalent kilku milionów dzisiejszych dolarów. […] Potwierdzenie istnienia tajnej kasy Ekspedycji znajdujemy w liście Ippolita Nievo, oficjalnego szefa Intendentury, do jego siostry. Intendentura dysponowała m.in. rezerwą złota i innymi walorami na potrzeby wyprawy wojennej. Nievo pisze, że z przezorności trzyma sporą ilość „mieszków złota” pod siennikiem w swoim mieszkaniu.

Ów szczegół może rzucać interesujące światło na hipotezy dotyczące okoliczności śmierci Ippolita Nievo oraz na zniknięcie parowca „Ercole”, którym ten płynął z Palermo do Neapolu. Nievo, który po zakończeniu epopei Tysiąca miał zgłOsić się do Kwatery Głównej Armii Królewskiej i do ministerstwa Wojny, miał przy sobie całą dokumentację finansową Ekspedycji. Nie mogło w niej oczywiście brakować szczegółowych danych na temat sposobu wykorzystania złota otrzymanego przez Garibaldiego tuż przed jego wyprawa. Jak wiadomo, parowiec „Ercole” zatonął podczas krótkiego rejsu na Morzu Tyrreńskim. Inne jednostki pływające w tym rejonie nie natrafiły na sztorm. Wkrótce zaczęto snuć domysły o akcie sabotażu, który miał doprowadzić do wybuchu kotłów. Zdają się to potwierdzać niedawne oględziny wraku. Trzeba pamiętać. że piastr turecki. czyli waluta Imperium. które Utl Itilltn wieków panowało nad połową wybrzeży środziemno-morskich, był ceniony i uznawany w całym basenie Morza Śródziemnego, a zwłaszcza na takich wyspach. jak Sycylia. Malta, Kreta i Cypr.

Nie możemy formułować wprost oskarżeń o korumpowanie władz administracyjnych i cywilnych Królestwa Obojga Sycylii. Jednak nie ulega wątpliwości, że iście triumfalny pochód legionów Garibaldiego od Zatoki Palermo do Wezuwiusza znakomicie ułatwiał fakt nagłego nawrócenia możnych dostojników burbońskich z Sanfedyzmu na demokrację liberalną. Nie jest też nonsensowną teza, że katalizatorem tego olśnienia, przywodzącego na myśl zdarzenia Pięćdziesiątnicy, było złoto. […]

Istniały prawdopodobnie dwie linie strategii politycznej. Celem pierwszej było uderzenie w Papiestwo w jego wymiarze doczesnym – czyli bezpośrednio we Włoszech – a tym samym stworzenie warunków dla powstania państwa laickiego.

[…] Wyprawa Tysiąca pozostaje wydarzeniem, które wywarło wpływ na kształt nowożytnej Europy. Zbiegła się ona w czasie z Wojną Secesyjną w USA, z rewolucją przemysłową oraz z budową Kanału Sueskiego i przyczyniła się do uruchomienia procesu destabilizacji i przebudowy (przypomina to masońskie dewizy: „solve et coagula” i „ordo ab chao” — przypisek redakcji) w regionie Morza Śródziemnego, który trwa do dziś.

Równiez Giacinto de Sivo (1814—1867), autor o sympatiach pro-burbońskich, demaskuje w cytowanym dziele „machinę intryg i korupcji, przy pomocy której Anglicy i Piemontczycy przekupili cały rząd Franciszka II, w tym premiera Liboria Romano, a także znaczną część dowódców i urzędników, czyniąc jedna z najpotężniejszych na Półwyspie armii i niemniej potężną marynarkę wojenną praktycznie bezbronnymi W obliczu tysiąca kiepsko uzbrojonych ochotników.”

Z kolei Alianello przyglądając się wydatkom poniesionym podczas Wyprawy Tysiąca stawia pytanie: „gdzie podziało się pięć milionów dukatów wypłaconych legalnie lub wyprowadzonych po cichu z Banku w Palermo przez jasnowłosego wyzwoliciela? Tę sprawę spowija mrok tajemnicy […]. Nie przeniknie go nawet wzrok Argusa.”

Inna kwestia, nad którą podręczniki historii zazwyczaj „prześlizgują się”, dotyczy posiłków, które w ciągu trzech miesięcy od wyruszenia tysiąca ochotników na słynną wyprawę dotarły do Sycylii, by wzmocnić liczebnie oddziały Garibaldiego. Były to aż 22 tys. żołnierzy, na ogół służących wcześniej w woj sku sardyńskim, z którego bądż zostali zwolnieni, bądź pozwolono im zdezerterować3l7. Garibaldi poświęcił swoje życie na dechrystianizację narodów, w tym zwłaszcza narodu włoskiego, na bezpardonową walkę z Kościołem i papieżem Piusem IX, którego ośmielił się nawet nazwać „kubikiem gnoju”, na uderzanie w Papiestwo – „nieprzejednanego wroga Włoch i Jedności” i w księdza, w którym widział on „największego szkodnika spośród wszystkich stworzeń, będącego główną przeszkodą w urzeczywistnianiu postępu ludzkości oraz idei braterstwa między ludźmi i narodami.”,

W swoim liście z 1869 r. do loży Prawdziwy Postęp Społeczny w Genui mason 33 st. Garibaldi oznajmia: „[…] Tak! Zadaniem Masonerii, która niesie Powszechne Przymierze Demokratycznego i ludzkiego Braterstwa, jest zwalczanie despotyzmu i kleru – obu tych reprezentantów obskurantyzmu, niewolnictwa i nędzy.”

W dążeniu do celu, jakim była laicyzacja Włoch, nie przebierał w środkach. Mimo swoich republikańskich przekonań nie zawahał się wstąpić w szeregi Domu Sabaudzkiego: „Gdyby powstały zastępy demonów chcące zwalczać despotyzm i księży, zaciągnąłbym się do nich.”

To jego zawzięty antyklerykalizm doprowadził (już po proklamowaniu Królestwa Włoch) do batalii o zapewnienie protestantom i Żydom równych praw, do zlaicyzowania szkolnictwa podstawowego, do objęcia księży obowiązkową służbą wojskową, do zniesienia szkół kościelnych, a wreszcie do prób upowszechnienia praktyki kremacji zwłok, by odebrać Kościołowi możliwość „żerowania na zmarłych.”

Garibaldi dokonał żywota 2 czerwca 1882 r. Wcześniej wyraża w testamencie wolę, aby jego zwłoki zostały spalone. Oświadcza też, Że nie życzy sobie „kiedykolwiek odrażających, godnych pogardy i łajdackich usług księży, których uważam za okrutnych wrogów rodzaju ludzkiego, w tym szczególnie Włoch.”

A zatem w wyniku ostrzelania z armat słynnej Porta Pia stało się rzeczywiście tak, że władza doczesna Papieży legła w gruzach. Masoneria tryumfuje: „Skończył się czas zabobonów, czyli myślenia religijnego. Oto Papiestwo jest pogrążone również jako władza duchowa, w ślad za upadkiem jego władzy doczesnej. To tryumf wolnej myśli ludzkiej,”

Rzym jest nie tylko stolicą Włoch, ale także masonerii. Przewidział to Albert Pike, wskazując na ten kraj jako na drugą siedzibę „Rytu Palladycznego”, jeszcze zanim ustanowił Adriana Lemmiego swoim następcą na stanowisku szefa światowego dyrektoriatu Rad Najwyższych 33 stopnia. Fakt ten nastąpił w 1894 r. i dyrektoriat Rytu Palladycznego przeniósł swoją siedzibę do Rzymu. W tym czasie proces destrukcji władzy doczesnej papieża wydaje się przesądzony: samowole i napaści, okradanie i poniżanie katolików będą na terytoriach „wyzwolonych” przez lata na porządku dziennym – przy zupełnej obojętności t.zw. katolickich mocarstw.

Można mówić wręcz, bez obawy o przesadę, o nowym „Sacco di Roma” (złupieniu Rzymu). Nastąpią grabieże na ogromną skalę, kasata zakonów, konfiskata dóbr kościelnych na rzecz liberalnego rządu. Będzie dochodizić do plądrowania kościołów i profanowania Eucharystii; rozpętają się prześladowania kleru i religijnych rodzin. Ale szczyt bestialstwa następuje w nocy 13 lipca 1881 r., kiedy rozpasana hałastra, podżegana przez masonów, usiłuje wrzucić ciało Piusa IX do Tybru, podczas przeniesienia jego szczątków do Bazyliki Św. Wawrzyńca .

Przewodniczący Rady Agostino Depretis (mason 33st) i minister spraw zagranicznych Stanislao Mancini od razu obarczyli winą za ten haniebny czyn samych katolików. Nic nowego pod słońcem! Mason Depretis oczywiście nie zauważył, co „brat” Alberto Mario (1825 – 1883), pisarz i dziennikarz spod znaku Mazziniego, napisał nazajutrz po tym zajściu w masońskiej gazecie codziennej „La lega della Democrazia”:

Przenoszono wczoraj ścierwo Piusa IX; jego zabalsamowane zwłoki zostały złożone do krypty wśród gwizdów tłumu. Gdyby nie bagnety żołnierzy i rewolwery policjantów, zostałyby one zrzucone z żałobnego rydwanu […]. Nasze serca odpowiadały echem na te gwizdy. Pius IX był durniem. Uosabiał Kościół Katolicki, który jest dziś zredukowany do monstrualnego głupstwa. Rzymskim klerykałom dostało się za przenosiny tego Papieża ojcobójcy i pajaca. Zostali wygwizdani. Witamy te gwizdy z zadowoleniem. Ale spotkałyby się one z jeszcze większym aplauzem z naszej strony, gdyby szczątki tego wielkiego imbecyla zostały wrzucone z Mostu Św. Anioła do Tybru.”

Trzydzieści lat po wydarzeniach pod Porta Pia Leon XIII skonstatuje: „Ograbienie z suwerenności państwowej dokonało się po to, by wykańczać po trochu władzę duchową Głowy Kościoła. W tamtych czasach budowano pracowicie jeszcze jeden mit, mit o Trzecim Rzymie: po pierwszym Rzymie – starożytnym, i drugim – papieskim, miał nastać Rzym laicki i pogański, odrodzony dla wartości „obywatelskich”, demokratyczny, wolny od wszelkiego jarzma i przymusu doktrynalnego. Wróg (który dziś wdarł się do serca Chrześcijaństwa) będzie musiał czekać prawie sto lat – dzięki niestrudzonemu oporowi papieży przedsoborowych – na to, by wślizgnąć się do wewnątrz i zatknąć na dachu Kościoła „insygnia Wdowy”.

Komeniusz: W centrum Wszechświata stoi człowiek –

Komeniusz: W centrum Wszechświata stoi człowiek –

STRUKTURA TAJNYCH STOWARZYSZEŃ

Epiphanius, Ukryta strona dziejów. Nowy Porządek Świata.…

Ukryta-strona-dziejow, str. 63

LUX IN TENEBRIS

Posiadając już w pełni skrystalizowane koncepcje Komeniusz ogłosił drukiem W Amsterdamie „Lux in tenebris” (1657). Pewne zbieżności doktrynalne dają podstawy, by sądzić, że pisząc to dzieło był on pod wpływem mesjanistycznych proroctw rabina Abardanela (1437—1508)102, opublikowanych w tymże mieście w roku 1644 (to również rok ukazania się Panortosji). W tych proroctwach była mowa o zniszczeniu Kościoła Rzymskiego i Papiestwa, w którym widziano Antychrysta, dzięki skoordynowanemu działaniu sprzysiężonych krajów Północy, Tatarów oraz Turcji.

Tytuł był zaczerpnięty z Ewangelii wg Św. Jana, „ale osiem lat później (1665), prawdopodobnie w celu usunięcia z owego dzieła znaczeń związanych z tajemnicą

Wcielenia, pojawi się w jego miejsce „Lux e tenebris ” – światło wydobywające się z mroków – co dużo trafniej oddaje ideę rewolucyjnego bóstwa, które według różo-krzyżowców ma zastąpić prawdziwego Boga Objawienia ” .

Zgodnie z programem Komeniusza, prekursora współczesnego globalizmu, z owych mroków miałby się wyłonić Super-Kościół będący źródłem światła i integrujący w sobie wszystkie religie dzięki działaniu krajowych Konsystorzy – Kościołów narodowych, by w imię jednoczącego humanizmu o obliczu filantropijnym i tolerancyjnym doprowadzić do ogłoszenia równości i jednakowej godności wszystkich religii.

Jednak ten plan napotykał na kolosalne przeszkody, zwłaszcza w postaci doktryny katolickiej, hierarchii, papieskiego nauczania, zaś na płaszczyźnie politycznej – dynastii Habsburgów. Komeniusz będzie wobec niej szczególnie zajadły, wyczekując końca „Pychy Antychrysta ”, zgładzenia „Bałwochwalcy” oraz jego przedstawiciela, Papieża, określanego mianem „bożka ”.

Oto tłumaczenie z łaciny (fotokopia oryginalnego tekstu jest w książce) paru znamiennych fragmentów rozważań Komeniusza, zamieszczonych w jego przedmowie do „Lux in tenebris” (na podstawie kopii egzemplarza dzieła przechowywanego w Bibliotece Narodowej w Rzymie):

„II — Papież jest wielkim Antychrystem i Nierządnica babilońską.

III — Bestia, której dosiadła Nierządnica jest (Święte) Cesarstwo Rzymskie, a zwłaszcza Dom Austriacki.

IV — Bóg nie będzie tego dłużej znosił, przeciwnie: utopi świat bezbożników w morzu krwi

V — W tym celu poruszy Niebo i Ziemię, tj. sprawi, że jedne ludy powstaną przeciwko drugim, co wywoła zamęt, jakiego jeszcze nie widziano.

VI — Skutkiem tej wojny będzie śmierć Papieża i upadek Domu Austriackiego.

VII — [Polegną] z rąk ludów rozjuszonych ich tyrania, które zlecą się z czterech krańców Świata.

VIII— Pierwsze będą ludy Północy i Wschodu. [. .]

X — Próżno będą trudzić się w pojedynkę; lecz wreszcie z połączenia ich sił wyjdzie dzieło Boże

XI – A dokona się to niesłychanie szybko: w jeden rok, jeden miesiąc, jeden dzień, jedną godzinę, ku osłupieniu całego Świata.

XII— Turcy i Tatarzy wkroczą, by sprawić to dzieło.

XIII— Dzięki nim przyniosą światło Ewangelii.

XIV— Nastąpi powszechna Reforma Świata przed końcem czasów.

XV— Zasady i kształt tej reformy są postanowione, aby zginęły Bożki wraz z Bałwochwalcami i aby wszędzie na nowo zakwitł najczystszy kult Boga.”

========================

Tekst, jak widać, prawdziwie prorocki i jakże aktualny! Odsłania on arkana anty-teologii różokrzyżowców, która już sama wystarcza, by uzasadnić istnienie takiego planu – niezależnie od tego, w jakie synkretyczne szaty próbuje się on stroić – oraz dowodzi wielowiekowej ciągłości działań i dążeń. Jest tu ukazana Pierwsza Wojna Światowa, która zmiotła Dwór Austriacki, masoński atak przeciwko Papiestwu na przestrzeni wojen, jakie toczyły się w XIX w., z momentem kulminacyjnym w postaci wkroczenia do Rzymu [wojsk piemonckich] przez wyłom w Porta Pia w 1870 r., co doprowadziło do pozbawienia Papiestwa niezależności ekonomicznej i politycznej, wreszcie przenikanie idei modernistycznych, Konkordaty oraz Sobór Watykański II.

To wielce charakterystyczne, że motyw zniszczenia Kościoła Katolickiego „w jeden rok, jeden miesiąc, jeden dzień, jedną godzinę” powraca znowu – w sposób jeszcze bardziej naglący – we współczesnym tekście różokrzyżowców, gdzie Kościół Katolicki ukazany jest jako apokaliptyczna nierządnica i gdzie postacie Jakuba i Jana, którzy przychodzą zająć miejsce Papieża, symbolizują kolegializm demokratyczny biskupów i duchowieństwa:

„Który najpierw zacznie zamierać pośród doktrynalnego zepsucia kleru, co pociągnie za sobą zmierzch mistycznego ducha rzymskiego i jego ostatniego, integrystycznego bastionu […] Bogu dzięki – nadchodzi koniec Rzymu, dzięki wysiłkowi młodych kapłanów, którzy niedługo nie będą mieli nic wspólnego z klerykalnym obskurantyzmem, zwłaszcza tym, jaki istniał od XVI do XX wieku. Piotr i ci, którzy do niego należą, muszą teraz znowu liczyć się z Jakubem i Janem oraz tymi, którzy z nimi trzymają, i nie mogą nawet śnić o „zmiażdżeniu” kogokolwiek. […] Wtedy chrześcijański Rzym zostanie alchemicznie zasztyletowany […] w niecałą godzinę, niecałe sześćdziesiąt minut […] dzięki bezlitosnemu parciu z zewnątrz na papieski Rzym”.

Niech czytelnikowi, który zarzuciłby, że taka interpretacja myśli Komeniusza jest nieco naciągana, odpowiedzi udzieli znany badacz globalizmu Yann Moncomble, który stwierdza:

„Już wtedy widział, jak w ślad za Jerzym z Podiebradu (król Czech, sukcesor Jana Husa, teolog, organizator narodowego kościoła czeskiego – nota red.), nadchodzi zjednoczona Europa. Komeniusz, którego Michelet nazwał „Galileuszem pedagogii”, jawi się tu jako jeden z czołowych internacjonalistów, myślący już wówczas o stworzeniu języka bardziej giętkiego od łaciny. Wszystkie te pomysły odnajdujemy u niektórych masonów (np. idee i język Zamenhofa) a w szczególności na 18. stopniu Rytu Szkockiego, co daje masonerii podstawy, by traktować tego człowieka [Komeniusza], który tak niezwykle wyprzedził swoją epokę, wprawdzie nie jako jej bezpośredniego przodka, ale na pewno jako jednego z jej przewodników duchowych”.

Oto sama Masoneria autorytatywnie potwierdza przynależność Komeniusza do gnostyckiego związku Różokrzyżowców (a trzeba zaznaczyć, że 18. stopień Rytu Szkockiego jest też zwany stopniem „Suwerennego Księcia Róży i Krzyża”)

a nadto – wpisując się w najbardziej autentyczną i rdzenną doktrynę różokrzyżowców – podkreśla „emancypację ludzkości przez Gnostycyzm”. Stopień, o którym mowa, jest „jednym z najważniejszych stopnii masońskich; należał on i należy do niemal wszystkich Rytów” – nie tylko do Rytu Szkockiego.

Można by zatem dojść do konkluzji, że dla Komeniuszaw centrum wszechświata stoi człowiek – obraz mikrokosmosu, a zarazem potencjalny władca widzialnego świata, który go otacza, tj. makrokosmosu. Choć formalnie Komeniusz nie neguje upadku pierwszych rodziców, jego poglądy są w tej mierze bardzo zbieżne z poglądami humanistów doby Odrodzenia – zwłaszcza tymi reprezentowanymi przez niemieckiego prałata i teozofa Nicolasa de Cusa (1401-1464), za to bardzo oddalone od dogmatu katolickiego. W jego rozumieniu człowiek posiada w sobie to, co jest mi potrzebne do zbawienia:

„Nie trzeba przynosić człowiekowi czegoś z zewnątrz; wystarczy wydobyć z niego to, co ma on w sobie, rozwinąć to i ukazać w całej doniosłości” (Didactica magna, V, 5).

W innym miejscu zaś stwierdza:

„Czego potrzebuje człowiek? Siebie samego. Powinien on nauczyć się poznawać i cenić siebie […]. Nie powinien już szukać otuchy i wsparcia w innych, ale w sobie. W tobie samym drzemie świat – nie szukaj go poza sobą” (Unum necessarium, V, 2-4).

Patrząc przez ten pryzmat, dzieło Komeniusza jest prometejskim hymnem na cześć człowieka, jedynego architekta swoich własnych losów. Przyznał to – aczkolwiek nie wprost – Jean Piaget, profesor na Sorbonie i członek władz UNESCO, pisząc:

ducha jego filozofii odnajdujemy w jego pedagogii dyscyplinarnej, gdzie ten teolog w niewielkim tylko stopniu zwraca uwagę na grzech pierworodny, za to opiewa nieustannie przyrodę, którą cechuje ustawiczny postęp”.

Na cześć owego proroka światowej dyktatury wtajemniczonych, dyktatury elit uważających się za „oświecone z góry”, opartej na ekumenicznej i antykatolickiej super-religii (choć częste odniesienia do chrześcijaństwa dość skutecznie przesłaniają centralną ideę kultu człowieka) entuzjastyczną laudację wygłosił 16 kwietnia 1993 r. na międzynarodowym sympozjum odbywającym się w Rzymie pod hasłem „Spuścizna Komeniusza, bilans stulecia” wcale nie jakiś wolnomularz, lecz Książę Kościoła, Kardynał Poupart, przewodniczący Papieskiej Rady ds. Kultury, który złożył Komeniuszowi hołd jako pionierowi nowej edukacji „człowieka przez człowieka” .

Już samo to stwierdzenie świadczy dobitnie o tym, jak głęboko idee wypracowane w cieniu lóż masońskich zdołały przeniknąć do wnętrza współczesnego Kościoła.

Adwokackie oskarżenia i antysemityzm w Strasburgu

Adwokackie oskarżenia i antysemityzm w Strasburgu

Antysemitą jest ten, którego nie lubią Żydzi.

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”  •  14 marca 2023 michalkiewicz

Przed jednym ze znanych na całym świecie z niezawisłości niezawisłych sądów w Poznaniu, 27 lutego dobiegł końca proces grupy 32 osób oskarżonych o złośliwe przeszkadzanie w sprawowaniu obrzędów religijnych, to znaczy – Mszy św. w poznańskiej katedrze. Jak pisze na łamach swojej „Gazety Wyborczej” tamtejszy Judenrat, ten największy w czasie rządów PiS proces kończą „mocne oskarżenia” – ale nie przeciwko sprawcom zakłócenia, tylko – przeciwko polskiemu Kościołowi.

Przypomnijmy, że po ogłoszeniu przez Trybunał Konstytucyjny, którego postępactwo zasadniczo nie uznaje, orzeczenia, że tzw. aborcja genetyczna jest sprzeczna z konstytucją, która „każdemu”, a więc – również ludziom bardzo małym i zarazem bardzo chorym, gwarantuje prawną ochronę życia – w całej Polsce odbyły się protesty zwolenników bezkarności dzieciobójstwa.

Część z nich przyszła do poznańskiej katedry i podczas Mszy zaczęła wykrzykiwać hasła, rozpościerać transparenty i rozrzucać ulotki. Odprawiający Mszę ksiądz przerwał nabożeństwo, poprosił uczestników, by nie wdawali się w żadne spory z demonstrującymi osobami, do których zwrócił się, by zaprzestały awantur, a kiedy to nic nie pomogło, poprosił przez mikrofon, by ktoś wezwał policję. Policja nawet przyjechała, co w Poznaniu nie zawsze się zdarza, bo tamtejsze władze, z panem prezydentem Jaśkowiakiem, są nader postępowe i z jakichś zagadkowych powodów wyczulone zwłaszcza na sprawy erotyczne, więc i policja musi „powinność swej służby rozumieć”, by nie narazić się na nieprzyjemności. Grupa 32 oskarżonych ma oczywiście adwokatów, z których Poznań słynie w świecie co najmniej tak samo, jak z niezawisłości tamtejszych niezawisłych sądów, a którzy właśnie wygłosili swoje oskarżycielskie mowy.

Przypomina to trochę scenariusz z procesów „żołnierzy wyklętych” w czasach stalinowskich, kiedy to wielu adwokatów współzawodniczyło z prokuratorami w oskarżaniu swoich klientów – ale oprócz tych podobieństw są i różnice. Dzisiejsi adwokaci nie oskarżają swoich klientów, tylko – Kościół w Polsce. Z ław obrończych przedstawiono opinię, że ten proces jest „polowaniem na czarownice”, a w ogóle, to Kościół w Polsce „zawsze był antysemicki, homofobiczny i mizoginiczny”, zaś księża „widzą w kobietach diabły”. Adwokaci zawsze mają skłonność do przesady – i tak jest również w tym przypadku. Coraz więcej księży jest bowiem oskarżanych o bzykanie kobiet starszych i młodych, więc przynajmniej oni chyba nie widzą w bzykanych paniach „diabłów”, bo doświadczeni praktycy twierdzą, że bzykanie diabła jest jeszcze bardziej niebezpieczne, niż bzykanie jeża.

Zresztą – tak przynajmniej twierdził w jednym ze swoich odczytów dla panienek w Krakowie Stanisław Przybyszewski – w przypadku bzykania to raczej diabeł jest stroną aktywną, a poza tym wyposażony jest w zimnego jak lód phallusa z którego wystają haczyki w kształcie małych harpunów. Ale mniejsza już o to, bo adwokaci – jak to adwokaci – muszą jakoś swoich klientów bronić, jak tam potrafią, a wiadomo od teoretyków wojny, że najlepszą metodą obrony jest atak. W tym przypadku na Kościół w Polsce – że jest „antysemicki” i tak dalej.

Obawiam się, że te adwokackie oskarżenia również są przesadzone, a może nawet – w ogóle niesłuszne. Zacznijmy od Adama i Ewy, czyli od antysemityzmu. Według klasycznej definicji, najtwardszym jądrem antysemityzmu jest przekonanie, że Żydzi są winni „wszystkiemu”. Być może są jacyś ludzie, którzy tak myślą, ale nie sądzę, by było ich zbyt wielu. Chodzi o to, że na świecie raz po raz wybuchają wulkany, trzęsie się ziemia, rozmaite okolice nawiedzają powodzie, albo niszczą gigantyczne pożary – ale Żydzi nie mają z tym nic wspólnego, chyba, że któryś z nich padnie ofiarą takiego kataklizmu. Toteż tak pojmowany antysemityzm nie bardzo się nadaje do oskarżania. W tej sytuacji przedsiębiorczy wojownicy z antysemityzmem ze względów utylitarnych sięgnęli po inną definicję, w myśl której antysemitą jest ten, którego nie lubią Żydzi. Ta definicja znakomicie się nadaje do rozmaitych kampanii oskarżycielskich, bo oskarżana o antysemityzm osoba albo środowisko, o niczym nie wie, bo Żydzi przecież z góry nikogo nie uprzedzają, że zaczęli go nie lubić, więc zanim obmyśli jakieś sposoby obrony, nawet przy pomocy drogich panów mecenasów, to z reguły bywa to spóźnione i nieskuteczne.

Żydzi do chrześcijaństwa w ogóle, a zwłaszcza do Kościoła katolickiego, mają stosunek nieżyczliwy, o czym każdy może przekonać się z lektury broszurki autorstwa znawcy przedmiotu, księdza Justyna Bonawentury Pranajtisa Chrześcijanin w Talmudzie żydowskim”. Jest to o tyle dziwne, że – jak zauważył w swoim czasie chrześcijanin, ale z pierwszorzędnymi korzeniami, czyli Beniamin Disraeli – to właśnie chrześcijanie, a przede wszystkim – katolicy – są odpowiedzialni za popularyzację na całym świecie żydowskiej historii plemiennej, której opowieściom przypisują w dodatku inspirację ze strony Stwórcy Wszechświata, który najpierw upodobał sobie w pewnym mezopotamskim koczowniku, któremu obiecał, że jeśli tamten będzie Go chwalił, to On w rewanżu uczyni go protoplastą „wielkiego narodu”.

Trudno tę formę aktywności uznać za dowód jakiejś niechęci do Żydów, których w tej sytuacji można podejrzewać o prowadzenie przeciwko chrześcijaństwu czegoś na kształt walki konkurencyjnej. Zdaje się, że chrześcijanie ostatnio skapowali, w czym rzecz, o czym świadczy rozwijający się „dialog z judaizmem”, w którym Kościół w Polsce zdecydowanie przoduje, podlizując się Żydom i propagując żydowski przemysł rozrywkowy. Trochę mnie dziwi, że poznańscy adwokaci zachowują się tak, jakby o tym wszystkim nie wiedzieli, więc uprzejmie podejrzewam, że oskarżając Kościół w Polsce o antysemityzm, tylko udają ignorantów, bo w przypadku mniejszej uprzejmości musiałbym uznać, że niczego nie udają.

Widać to jak na dłoni zwłaszcza na tle innego procesu, który niedawno przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu wygrała przeciwko Polsce panna Dorota Rabczewska, znana jako „Doda Elektroda”. Poszło o to, że pani Rabczewska, co prawda jeszcze na etapie przyjaźni z panem Adamem Darskim, który nosi pretensjonalny pseudonim „Nergal”, a w niektórych środowiskach uważany jest za delegata Belzebuba na Polskę, a w każdym razie – na województwo pomorskie – dała wyraz przekonaniu, że prędzej uwierzyłaby w dinozaury, niż w Biblię, napisaną przez facetów naprutych winem i palących jakieś zioła.

Wynika z tego, że na tamtym etapie pani Rabczewska nie wierzyła nie tylko w Biblię, ale nawet w dinozaury, co w całej rozciągłości potwierdzałoby hipotezę Janusza Korwin-Mikke, że kobiety z reguły przyjmują za własne poglądy mężczyzn, z którymi akurat spółkują. Niezawisłe sądy w naszym bantustanie skazały ją za obrazę uczuć religijnych i dopiero trybunał w Strasburgu ją uniewinnił, nakazując przy okazji polskim podatnikom zapłacić jej jakieś zadośćuczynienie.

Moim zdaniem pani Rabczewska została w Polsce skazana za obrazę uczuć religijnych jak najbardziej słusznie, a uniewinnienie jej przez europejski Trybunał w Strasburgu przypisuję nieporozumieniu. Przyszło ono tym łatwiej, że żaden z niezawisłych sądów w naszym bantustanie nie podkreślił, że chodzi o znieważenie ŻYDOWSKICH uczuć religijnych, a nie jakichś tam mniej wartościowych uczuć chrześcijańskich.

Przecież Biblia została w całości napisana przez autorów żydowskich, a w tej sytuacji sugestia pani Rabczewskiej, jakoby tworzyli oni to dzieło w stanie upojenia alkoholowego i oszołomienia narkotycznego, z całą pewnością jest obraźliwa nie tylko dla nich, ale również dla tych, którzy napisane przez nich księgi uważają za natchnione przez Stwórcę Wszechświata, który – i tak dalej. Gdyby niezawisłe sądy w naszym bantustanie zwróciły na to uwagę, to Europejski Trybunał Praw Człowieka w Strasburgu dziesięć razy by się zastanowił, zanim by uniewinnił panią Rabczewską, a prawdopodobnie wcale by jej nie uniewinnił, choćby ze strachu przed oskarżeniem go o antysemityzm.

Do niezawisłych sądów w naszym bantustanie specjalnych pretensji mieć nie można, że w toku kontroli instancyjnej nie zauważyły tego słonia w menażerii, bo – jak zauważył już dawno ksiądz Benedykt Chmielowski – „koń, jaki jest – każdy widzi”. Jednak podejrzewanie o podobny brak spostrzegawczości Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu byłoby niegrzeczne. W takim razie nie ma innego wyjaśnienia, jak to, że wyrok uniewinniający panią Rabczewską był podyktowany wprawdzie starannie ukrywanym, niemniej jednak żywym, a nawet żarliwym antysemityzmem, jaki musi dominować w tym Trybunale.

Quod erat demonstrandum.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Wielokrotnie znikający fresk Cudu nad Wisłą. [Na obecnej Białorusi, w Castel Gandolfo…]

Znikający fresk

Historię pisze się dziś w Rosji i Białorusi na nowo. Jej najbardziej wstydliwe, kompromitujące Rosjan karty muszą być zniszczone. Dlatego z kościoła Matki Boskiej Różańcowej we wsi Soły pod Smorgoniami (Białoruś, obwód grodzieński) znika fresk przedstawiający rozgromienie bolszewików w Bitwie Warszawskiej. Paniczna ucieczka sołdatów przed obrońcami Warszawy w 1920 r. nie może gorszyć niczyich oczu.

Ewa Polak-Pałkiewicz znikajacy-fresk

Wtargnięcie do kościoła i zamalowanie ściennego malowidła pod hasłem, że „podżega do nienawiści na tle narodowościowym i religijnym”, ma symboliczną i polityczną wymowę. Był to kolejny zamach na dzieło Piotra Siergijewicza, malarza o białoruskich korzeniach, ale Polaka z wyboru, ochotnika w wojnie bolszewickiej. Pierwszy raz zamalowali je Sowieci w 1944 r., „po wejściu drugiego bolszewika”, jak mówi się na Białorusi („pierwszy bolszewik” wszedł w 1939 r.). Malowidło odkrył w latach 90. i poddał renowacji obecny proboszcz ks. Leonard Stankowski). Było ono odwzorowaniem słynnego obrazu Jerzego Kossaka z 1930 r., w wielu fragmentach udanym. 

Pierwowzór – synteza cudu

„Cud nad Wisłą” krakowskiego malarza, który miał uczcić dziesiątą rocznicę zwycięstwa nad bolszewikami, nie jest wiernym przedstawieniem bitwy pod Ossowem 14 sierpnia 1920 r., na motywach której Kossak oparł swoją malarską opowieść. Jest alegorią. Jednak zawiera syntezę wydarzeń, które stały się przełomem w historii XX-wiecznej Europy. Przywołuje symbolikę historyczno-religijną, która z naszym zwycięstwem się łączy. Przedstawia prawdziwy cud – chwilę, w której dopiero co powstały z niewoli kraj siłami ochotniczej armii pokonuje kilkukrotnie potężniejszego wroga.

Patrząc tylko po ludzku, byliśmy bez szans, zwłaszcza wobec braku realnej pomocy z Zachodu. Rozprawa z bolszewikami nie była tak widowiskowa, łatwa i szybka, jak pokazują to dziś migawki kronik filmowych czy pełne efektów specjalnych filmy w rodzaju obrazu Jerzego Hoffmana. Toczyła się ze zmiennym szczęściem, siły wroga były przytłaczające, zawziętość napastników wzmagała się z każdym dniem.

To obraz oryginalny, Jerzego Kossaka

=================

Gdyby Kossakowy obraz analizować tylko pod względem artystycznym, na pewno można by mu niejedno zarzucić: fotograficzny realizm postaci, nagromadzenie wątków (w dali widać Marszałka Piłsudskiego na koniu, we mgle porannej galopuje husaria, nadlatują polskie samoloty), nieścisłości topografii. Ale autor postawił sobie jako zadanie syntezy, uchwycenia dramatyzmu bitwy, wymowę bohaterskiej śmierci księdza Ignacego Skorupki.

Wreszcie wskazanie na interwencję Matki Boskiej, co z pewnością było najtrudniejszym wyzwaniem i z czym poradził sobie w sposób subtelny. Chciał też w realistycznym ujęciu ukazać panikę, jaką wywołało wśród bolszewików zarówno ukazanie się Maryi, jak i determinacja oraz nadludzki niemal wysiłek obrońców stolicy.

„Ja nie wiem, kto tę wojnę wygrał…” 

Bez wątpienia „trzeci Kossak” (syn Wojciecha, wnuk Juliusza) przekazał na słynnym płótnie to, co jest powodem naszej dumy: niebywałe męstwo, wiarę i zjednoczenie całego narodu.

Sowieci bali się Marszałka wprost panicznie. Podkreśla to ks. Walerian Meysztowicz, bohater wojny bolszewickiej, radca kanoniczny Ambasady Polskiej przy Watykanie (od 1932 r.): „Stalin bał się Piłsudskiego. Osoba wąsatego szlachcica o twardym wejrzeniu trzymała go jak na łańcuchu. Odważny nie był. Ambasador Grzybowski widział go kiedyś, gdy w przerażeniu przed urojonym zamachem, prawie czołgając się, szukał ratunku. Dopiero, gdy nie stało Marszałka, gdy na szachownicy został tylko bladooki histeryk z kosmykiem na czole – wówczas dopiero Stalin odważył się na wojnę. Wykorzystał niemieckie szaleństwo”.

Nuncjusz Ratti nie rozstaje się z ikoną jasnogórską

Jerzy Kossak udokumentował, że nasze zwycięstwo w wojnie bolszewickiej nie było tylko zwycięstwem militarnym.

I to jest z pewnością jednym z motywów barbarzyńskiego zniszczenia fresku w kościele w Sołach. Wizja Matki Boskiej na niebie nad Warszawą nad ranem 14 sierpnia 1920 r. pojawia się w relacjach sowieckich żołnierzy, właśnie tak, jak przedstawił ją Kossak: Maryja w znaku Matki Boskiej Łaskawej z wizerunku w sanktuarium Ojców Pijarów (obecnie Jezuitów) na Starym Mieście, w charakterystycznym rozwianym granatowym płaszczu, w koronie, z rozpostartymi ramionami, trzymająca w dłoniach połamane strzały, otoczona hufcami rycerskimi. 

Dla bolszewików obraz ten był tak przerażający, jak poświadczają relacje ludzi z okolic Warszawy, którzy słyszeli słowa sowieckich żołnierzy – przechowywane do dziś w parafiach Wyszkowa, Ossowa, Radzymina, Kobyłki i innych podwarszawskich miejscowości – że w jednej chwili zapomnieli o rozkazach i niechybnej śmierci za ich złamanie. O czekających ich bogatych łupach w stolicy „pańskiej Polszy”, o smaku zwycięstwa nad „starą Europą”. Uciekali jak wicher, rzucając po drodze broń, zostawiając konie, działa… 

Doskonale zdawał sobie sprawę z położenia Polski w czasie wojny bolszewickiej nuncjusz apostolski Achilles Ratti. Na dwa lata przed jej rozpoczęciem, udzielając w Chełmie specjalnego błogosławieństwa Polsce, zapowiedział: „Da Bóg, niedługo dźwignie się Wasza Polska – Ojczyzna, a w niej wolny i szlachetny naród polski nie będzie więcej prześladowany za swoje przekonania katolickie”.

W sierpniu 1920 r. nuncjusz Ratti wraz z kard. Aleksandrem Kakowskim, metropolitą Warszawy, odwiedzał rannych w szpitalach i żołnierzy w okopach, dodawał wszystkim otuchy. W czasie bitwy warszawskiej nie opuścił stolicy, był jednym z dwóch zaledwie dyplomatów wyższego stopnia (obok ambasadora Turcji), którzy nie szukali schronienia w Poznaniu. 

Wieść o śmierci Marszałka Pius XI mocno przeżył. „Eravamo amici”, powiedział, „Straciłem przyjaciela…” (przytacza jego słowa ks. Meysztowicz). Wyjeżdżając z Polski Achilles Ratti zabrał ze sobą dużych rozmiarów kopię obrazu Matki Boskiej Jasnogórskiej, która umieszczona została później w głównym ołtarzu jego prywatnej kaplicy w Castel Gandolfo. Nad drzwiami zawisły mapy Polski ozdobione okazałym herbem Piłsudskich, Kościeszą.

Fresk, który zniknął z papieskiej kaplicy

Fresk w Sołach nie jest jedynym malowidłem przedstawiającym Bitwę Warszawską, który zdobił ściany świątyni. Skandal z jego zamalowaniem przypomina mało znaną historię innego, bardzo wybitnego malarskiego uwiecznienia zwycięstwa 1920 r. 

Jan Paweł II był niezwykle zaskoczony, gdy wkrótce po konklawe w 1978 r. odkrył w kaplicy w Castel Gandolfo – swojej ulubionej rezydencji – ścienne malowidła Jana Henryka Rosena przedstawiające Cud nad Wisłą i obronę Częstochowy.

Zostały one namalowane na prośbę Piusa XI w 1933 r. Na życzenie Pawła VI (w czasie, gdy watykańską Ostpolitik prowadził kard. Agostino Casaroli – określał ją sam mianem modus non moriendi, „sposobu, żeby nie umrzeć”; sprowadzała się ona do polityki ustępstw wobec reżimów komunistycznych m.in. w kwestii mianowania biskupów) freski zostały zasłonięte. Jan Paweł II ujawnił je ponownie. Był pod wielkim wrażeniem tych dzieł, zapragnął osobiście poznać ich twórcę. W 1980 r., po wielu latach spędzonych w Stanach Zjednoczonych, Jan Henryk Rosen, sędziwy wówczas artysta, wykonał dla papieża wizerunek św. Stanisława, biskupa.

Papież Polak przypominał niejednokrotnie – także odwiedzając cmentarz bohaterów wojny bolszewickiej w Radzyminie – że urodził się w maju 1920 r., gdy bolszewicy szli na Warszawę. 

19.03.23 – Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i Pokutne Marsze Różańcowe.

19.03.23 – Białystok, Poznań, Zamość – Msze święte i Pokutne Marsze Różańcowe

14/03/2023

Na Różańcu świętym będziemy się modlić wraz z Maryja Królową Polski o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

BIAŁYSTOK – O godz. 13.30 wyruszymy sprzed Katedry (ul. Kościelna 2), przejdziemy Rynkiem Kościuszki, ul. Lipową do Bazyliki Mniejszej p. w. św. Rocha.

POZNAŃ – początek o godz. 12.30 Msza Święta za Ojczyznę w Sanktuarium Bożego Ciała przy ul. Krakowskiej. Po Mszy Świętej Pokutny Marsz Różańcowy poprowadzi Ojciec Jerzy Garda. Zakończenie u Ojców Franciszkanów w Sanktuarium Matki Boskiej w Cudy Wielmożnej na Wzgórzu Przemysła.

ZAMOŚĆ –  o godz. 15.00 Koronka do Miłosierdzia Bożego, po modlitwie wyruszy spod kościoła św. Katarzyny Pokutny Marsz Różańcowy.

Msza Święta za Ojczyznę w Kościele Rektoralnym Świętej Katarzyny, ul. Kolegiacka 3 o godz. 17.00

Kościół św. Katarzyny, pl. Jaroszewicza Jana, Zamość - zdjęcia

15.03.23 Opole – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

15.03.23 Opole – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

14/03/2023

W każdą trzecią środę miesiąca

Pokutny Marsz Różańcowy w każdą trzecią środę miesiąca. Zaczyna się Mszą Św. o 18.00 w intencji Ojczyzny w kościele Matki Bożej Bolesnej i św. Wojciecha. Marsz wiedzie wokół Uniwersytetu Opolskiego, dalej do Ratusza i na pl. Wolności, kończy się przy katedrze pod figurą bł. Księdza Popiełuszki. Często prowadzi Ojciec Ryszard (Jezuita). Pokutny Marsz Różańcowy w każdą trzecią środę miesiąca. Zaczyna się Mszą Św. o 18.00 w intencji Ojczyzny w kościele Matki Bożej Bolesnej i św. Wojciecha. Marsz wiedzie wokół Uniwersytetu Opolskiego, dalej do Ratusza i na pl. Wolności, kończy się przy katedrze pod figurą bł. Księdza Popiełuszki. Często prowadzi Ojciec Ryszard (Jezuita).

Kategorie

Msze św. za Ojczyznę, Opole, Pokutne Marsze Różańcowe Tagi Jasnogórskie Śluby Narodu, Krucjata Różańcowa za Ojczyznę, modlitwa za Ojczyznę, Msza Święta za Ojczyznę, Opole, Pokuta, Pokutny Marsz Różańcowy, różaniec za Ojczyznę