Skąd w gospodarce biorą się pieniądze

Szwajcarzy zdecydują w referendum, czy odebrać bankom komercyjnym prawo do kreowania pieniądza bezgotówkowego i przywrócić je bankowi centralnemu.

https://www.rp.pl/opinie-ekonomiczne/art9771491-skad-w-gospodarce-biora-sie-pieniadze 31.05.2018

Jacek Chołoniewski

Dziesiątego czerwca odbędzie się w Szwajcarii referendum, w którym obywatele tego kraju mają odpowiadać na pytanie: „Czy jesteś za popularną inicjatywą wprowadzenia odpornego na kryzysy Pieniądza Suwerennego, który będzie emitował jedynie bank centralny?”. [Vollgeld jednak odrzucili. MD]

Pisząc o „kryzysach”, inicjatorzy referendum mają na myśli ten z 2008 roku i wcześniejsze. Natomiast aby zrozumieć, o co chodzi w drugiej części referendalnego pytania, trzeba wiedzieć, że obecnie zdecydowana większość znajdujących się w obiegu pieniędzy to pieniądz bezgotówkowy, który kreują (z „niczego”) banki komercyjne poprzez udzielanie kredytów.

O co chodzi Szwajcarom

Banki centralne tworzą jedynie gotówkę. Przykładowo: obecnie w Polsce znajduje się w obiegu około 1300 mld zł. Z tej kwoty jedynie 14 proc. to gotówka (banknoty i monety), a reszta – głównie pieniądz bezgotówkowy istniejący jako elektroniczne zapisy na kontach konsumentów i firm. Inicjatorzy szwajcarskiego referendum chcą, aby bank centralny emitował cały pieniądz, a więc także bezgotówkowy.

Fakty te są mało znane poza środowiskiem ekonomistów i bankowców. Dominuje przekonanie, że to banki centralne kreują cały pieniądz, a banki mogą udzielać tylko tylu kredytów, na ile mają pokrycie w depozytach. Oba te poglądy są błędne. Wątpiących odsyłam do opublikowanego w 2014 r. przez Bank of England raportu „Money creation in the modern economy”.

Kreacja pieniądza bezgotówkowego, który obecnie stanowi zdecydowaną większość pieniędzy w obiegu, została zatem sprywatyzowana. Stan ten banki komercyjne osiągnęły stopniowo, metodą małych kroków i faktów dokonanych. Pieniądze kreowane w momencie udzielania kredytów są potem wydawane – trafiają do obiegu. Z drugiej strony każda spłata raty kredytu powoduje, że pieniądze znikają. System monetarny świata przypomina więc dziurawe wiadro, z którego wciąż wycieka woda i trzeba cały czas ją dolewać.

Brak stabilności

Banki centralne mają jedynie pośredni wpływ na ilość pieniądza w obiegu poprzez ustalanie stóp procentowych dla transakcji międzybankowych. Wpływ bezpośredni na podaż pieniądza ma polityka kredytowa banków i wielkość popytu na kredyty. Oba te czynniki są zmienne, zależne od aktualnych preferencji banków i ich klientów.

Kreowanie przeważającej ilości pieniądza przez kredyt jest niebezpieczne, bo niestabilne: raz może być go za dużo, a innym razem za mało. Podczas światowego kryzysu finansowego w 2008 roku banki ograniczyły akcję kredytową, przez co spadła ilość pieniędzy w obiegu, co „zdusiło” całą światową gospodarkę.

Stąd właśnie wziął się pomysł (testowany w szwajcarskim referendum), aby odebrać bankom komercyjnym prawo do kreowania pieniądza bezgotówkowego i przywrócić je bankom centralnym, które kreowałyby pieniądz w takiej ilości, aby nie spowodować inflacji, a równocześnie „nadążać” z jego podażą za wzrostem PKB.

Niestabilność i wytwarzanie światowych kryzysów, to niejedyne wady obecnego systemu monetarnego świata. Inną jego wadą jest fakt, że pieniądze te „nie są za darmo”, gdyż aby je uzyskać, trzeba zapłacić odsetki. Sytuacja jest paradoksalna: pieniądz, czyli środek wymiany (kupna – sprzedaży) dóbr i usług, nie powinien być przecież odpłatnie udostępniany (pożyczany) pracownikom i firmom, którzy te dobra i usługi sami wytworzyli.

Banki nie tylko decydują o tym, ile pieniędzy będzie w obiegu, ale też, kto te pieniądze będzie wydawać. Osoby niemające zdolności kredytowej są skazane na firmy pożyczkowe z ofertą o RRSO [rzeczywista roczna stopa oprocentowania – red.] rzędu 100 proc. Pogłębia to nierówności dochodowe.

Konstytucyjne wątpliwości

W polskim systemie prawnym scedowanie na banki komercyjne misji kreowania pieniądza bezgotówkowego jest sprzeczne z konstytucją, gdyż jej art. 227 pkt 1 wyraźnie stanowi, że prawo do emisji pieniądza przysługuje wyłącznie NBP. Zatem albo łamana jest konstytucja, albo to, co mamy na kontach, to nie są pieniądze.

Postulat powrotu misji kreowania pieniądza do banków centralnych (system 100-proc. rezerwy) jest na świecie przedmiotem coraz większego zainteresowania i przybrał już formę konkretnej propozycji wprowadzenia Pieniądza Suwerennego (Sovereign Money). W 2016 r. firma KPMG opublikowała raport „Emisja pieniądza. Alternatywne systemy monetarne” zawierający omówienie wyników kilkudziesięciu publikacji naukowych, w których analizowano, jakie skutki miałoby wprowadzenie Pieniądza Suwerennego. Okazuje się, że jego wynikiem byłoby m.in. stabilność gospodarcza, odporność systemu finansowego na kryzysy i panikę bankową, wzrost gospodarczy, ograniczenie inflacji, obniżenie cen nieruchomości, obniżka podatków i zwiększenia płac oraz zdecydowana redukcja zarówno długu prywatnego, jak i publicznego.

Jak jest możliwe to ostatnie? Przedstawię odpowiedź na przykładzie Polski. Wzrostowi PKB powinien towarzyszyć proporcjonalny wzrost ilości pieniędzy w obiegu. Skoro polski PKB rośnie o około 3 proc. rocznie (w cenach stałych), inflacja jest rzędu 2 proc., a ilość pieniądza w obiegu to około 1300 mld zł, to w obiegu powinno się znaleźć co roku około 65 mld zł dodatkowych pieniędzy.

Gdyby w Polsce obowiązywał Pieniądz Suwerenny, to NBP wykreowałby tę kwotę i wprowadził do obiegu przez przekazanie jej rządowi na pokrycie części wydatków państwa oraz osiągnąłby dochód z emisji pieniądza zwany (od wieków) senioratem. Okazałoby się wtedy, że Polska nie ma deficytu budżetowego, ale nadwyżkę budżetową.

Jednak przez ponad 20 lat NBP nie kreował pieniędzy [dla rządu – red.], ale rząd je pożyczał.

Efekt: skumulowany dług publiczny Polski w wysokości ponad biliona złotych. Płacone od niego odsetki, i odsetki od odsetek (większość tej kwoty to skapitalizowane odsetki), to w sumie kilkaset miliardów złotych.

Jednak „wyzerowanie Licznika Balcerowicza” może być dokonane nie tylko przez pełne wprowadzenie w Polsce Pieniądza Suwerennego. Można to także zrobić okrężną drogą poprzez kupowanie przez NBP krajowych obligacji. Nie wymaga to zmiany prawa,. Oczywiście wykupywanie krajowych obligacji nie powinno następować zbyt szybko, aby nie spowodować inflacji. Czuwałby nad tym także NBP, gdyż zgodnie z art. 2 pkt 1 ustawy o NBP „podstawowym celem działalności NBP jest utrzymanie stabilnego poziomu cen”.

Śladem EBC i Chin

Skup rządowych obligacji krajów strefy euro prowadzi już od kilku lat Europejski Bank Centralny. W podobnym duchu działają też banki centralne w Chinach, Wielkiej Brytanii i USA. Polska powinna pójść w ich ślady.

Zapewne wywołałoby to sprzeciw, gdyż tego typu operacja ma złą opinię. Bywa nazywana „monetyzacją” długu, który jakoby miałby przez to być jeszcze trudniejszy do spłacenia. Chodzi tu jednak o realne i trwałe ograniczenie lub nawet wyzerowanie długu publicznego przy niewielkim koszcie tej operacji. Widać przez to, że długi publiczne są w dużej mierze pozorne, a straszenie nimi ludzi, gdyż „będą musiały je spłacać przyszłe pokolenia” – przesadne.

Na koniec wspomnę, że dyskutując o reformie systemu monetarnego, nie należy zapominać o nowej kategorii pieniędzy – bitcoinach – które nie są emitowane ani przez banki komercyjne, ani przez centralne. ©?

Autor jest niezależnym ekspertem i publicystą ekonomicznym i prawnym oraz przedsiębiorcą. Ma stopień naukowy doktora nauk fizycznych

Banki tworzą pieniądze z niczego.

„Gdyby wszystkie pożyczki bankowe zostały spłacone, nikt nie miałby depozytu bankowego i nie byłoby ani jednego dolara waluty lub bilonu w obiegu. Jest to osłupiająca myśl. Jesteśmy całkowicie zależni od banków komercyjnych. Ktoś musi pożyczyć każdego dolara, jaki mamy w obiegu – gotówkę lub kredyt. Jeśli banki tworzą dostatecznie dużą ilość syntetycznego pieniądza, jesteśmy bogaci; jeśli nie, przymieramy głodem. Nie mamy absolutnie trwałego systemu monetarnego. Kiedy całkowicie zrozumie się ten obraz, tragiczny absurd naszej beznadziejnej sytuacji jest prawie niewiarygodny – ale tak jest”. https://www.czasopismomichael.pl/archiwa/item/tak-banki-tworza-pieniadze-z-niczego 1 październik 2015.

Oliver Heydorn jest założycielem i dyrektorem Instytutu Studiów i Promocji Kredytu Społecznego Clifforda Hugh Douglasa (www.socred.org ). Jest on także autorem dwóch książek na ten temat: „Ekonomia Kredytu Społecznego” („Social Credit Economics”) i „Ekonomia Kredytu Społecznego a katolicka nauka społeczna” („The Economics of Social Credit and Catholic Social Teaching”).

W zeszłym roku Bank Anglii otwarcie przyznał, że banki prywatne są odpowiedzialne za tworzenie z niczego większości podaży pieniądza. Jest to ważne, ponieważ mimo tego, że prawda na temat tworzenia pieniędzy przez banki krąży na forum publicznym przez co najmniej ostatnie sto lat (głównie dzięki wysiłkom Clifforda H. Douglasa i innych), niektórzy bankierzy i ekonomiści zaprzeczali temu.

Na dorocznym spotkaniu akcjonariuszy Banku Midland 25 stycznia 1924 r. Reginald McKenna, prezes banku, przedstawił jasne i zwięzłe wyjaśnienie procesu tworzenia kredytu:

„Ilość istniejącego pieniądza zmienia się tylko wtedy, kiedy banki podejmują działania zwiększające lub zmniejszające depozyty. Wiemy, jak się tego dokonuje. Każda pożyczka bankowa i każdy bankowy zakup papierów wartościowych tworzą depozyt, a każda spłata pożyczki bankowej i każda bankowa sprzedaż [papierów wartościowych – przyp. OH] likwidują go”. (Relacja w „San Bernardino County Sun”, 15 marca 1924 r.,)

Nawet dziś jest wielu ludzi, w tym wielu polityków, którzy pozostają w błogiej nieświadomości i/lub są poważnie wprowadzani w błąd w sprawie pochodzenia naszej podaży pieniądza.

W dokumencie Banku Anglii „Tworzenie pieniędzy we współczesnej ekonomii” („Money Creation in the Modern Economy”) przedstawione są istotne fakty zawarte w jego streszczeniu.

We współczesnej ekonomii większość pieniędzy przyjmuje formę depozytów bankowych. Ale często błędnie jest rozumiane to, w jaki sposób te depozyty są tworzone: głównie przez banki komercyjne udzielające pożyczek. Kiedykolwiek bank udziela pożyczki, jednocześnie tworzy on zgodny z nią depozyt na bankowym koncie pożyczkobiorcy, kreując tym samym nowe pieniądze.

Ilekroć banki udzielają pożyczek, tzn. ilekroć kupują one IOU [skrót od „I owe you” – „jestem ci winien”], czyli skrypty dłużne lub weksle własne firm, rządów lub osób indywidualnych albo kupują papiery wartościowe lub opłacają swoje własne koszty operacyjne, tworzą one nowe pieniądze w formie kredytu bankowego. Istnieje on w formie niematerialnych, elektronicznych liczb. W typowym kraju przemysłowym 95% lub więcej podaży pieniądza istnieje w formie kredytu bankowego i większość tego kredytu jest tworzona z odpowiadającym mu wielkością, obciążonym odsetkami długiem (lub odpowiednikiem długu). Tylko 5% lub mniej istnieje w formie banknotów i monet lub waluty.

Bankowa kreacja większości naszej podaży pieniądza jest czymś, co powinno być otwarcie przyznane przez banki i powinno być częścią podstawowej wiedzy społeczeństwa. Trzeba powtórzyć: banki nie pożyczają depozytów innych ludzi. Zamiast tego, każda pożyczka i każdy zakup bankowy tworzą depozyt albo zupełnie nowe pieniądze.

Jest łatwo, na podstawie tego zaskakującego odkrycia, uwierzyć, że głównym problemem istniejącego systemu finansowego jest nagi fakt, iż banki tworzą większość podaży pieniądza z niczego. Z perspektywy Kredytu Społecznego jednak ten stan rzeczy nie powinien znajdować się w centrum naszego zainteresowania. Poza tym, ktoś – czy to banki, czy państwo albo banki w połączeniu z państwem – musi tworzyć podaż pieniądza. Główny problem systemu dotyczy warunków, jakim podlega tworzenie, emisja i wycofywanie naszych pieniędzy.

Innymi słowy, główna kwestia ma związek z polityką: kto kontroluje podaż pieniądza i w jakim celu?

W istniejącym systemie podaż pieniądza jest w większości kontrolowana przez prywatne banki, a warunki jego tworzenia, emisji i wycofywania służą interesom finansjery kosztem uzasadnionych interesów konsumentów.

Rozwiązaniem wobec prywatnej dominacji podaży pieniądza nie jest jej zastąpienie całkowitym monopolem państwowej czy rządowej kontroli pieniędzy. Państwo może równie łatwo tworzyć, emitować i wycofywać pieniądze, żeby służyć interesom oligarchicznej elity, która przejęła nad nim kontrolę, jeśli inne finansowe i ekonomiczne konwencje nie zostaną zmienione. Przede wszystkim na korzyść indywidualnego człowieka trzeba zmienić warunki, jakie kierują operacją podaży pieniądza.

W uczciwym systemie monetarnym tzn. takim, który wiernie odzwierciedla właściwą rzeczywistość, indywidualni konsumenci będą pełnili naczelne stanowiska w ekonomii i będą, bezpośrednio lub pośrednio (tj. przez Narodowe Biuro Kredytowe) kontrolowali warunki kreacji pieniądza, emisję i wycofywanie, żeby zagwarantować, że ich polityka (tzn. cel, który jest zgodny z ich najlepszymi interesami) jest właściwie promowana.

Jaka jest ta alternatywna polityka, której system finansowy (tj. system bankowy i system księgowości kosztowej) powinien służyć? Odpowiedź: skuteczne dostarczenie pożądanych dóbr i usług przy najmniejszej wielkości wysiłku i wydatków materiałowych.

Obecnie konsument zazwyczaj otrzymuje najmniejszą wielkość dóbr i usług w zamian za największą wielkość wysiłku i wydatków materiałowych. Dopóki ten ostatni cel polityki nie zostanie zamieniony na poprzedni, nie może istnieć żadna prawdziwa demokracja ekonomiczna ani żadna realna demokracja polityczna.

Fakt, że banki tworzą pieniądze, które pożyczają lub inaczej emitują je z niczego był uznany przez wielu innych wybitnych bankierów XX wieku. Oto dwa kolejne przykłady.

Graham Towers

Odpowiedzi Grahama F. Towersa, gubernatora Banku Kanady w latach 1934-1955, na pytania pana McGeera podczas spotkania 3 maja 1939 r. Komisji Stałej Bankowości i Handlu niższej izby parlamentu kanadyjskiego.

Pytanie: Ale nie ma kwestii co do tego, że banki tworzą to medium wymiany?

Towers: To prawda. Po to one istnieją.

Pytanie: Po to one istnieją i to jest to, co one robią?

Towers: Tak, robią to.

Pytanie: I emitują one tę formę środka wymiany, kiedy kupują papiery wartościowe albo udzielają pożyczek?

Towers: To jest działalność bankowa, tak samo jak huta stali produkuje stal.

Pytanie: Więc jesteśmy zgodni, że nasze banki handlowe kreują i emitują 88 procent pieniężnych środków wymiany znajdujących się dziś w powszechnym użytku w Kanadzie? Czy tak jest?

Towers: Mniej więcej.

Źródło: Komitet Stały Bankowości i Handlu, Protokoły Obrad i Zeznań odnośnie Banku Kanady (Ottawa, J. O. Patenaude, I.S.O., Drukarz Jego Królewskiej Mości, 1939), s. 287.

„Gdyby wszystkie pożyczki bankowe zostały spłacone, nikt nie miałby depozytu bankowego i nie byłoby ani jednego dolara waluty lub bilonu w obiegu. Jest to osłupiająca myśl. Jesteśmy całkowicie zależni od banków komercyjnych. Ktoś musi pożyczyć każdego dolara, jaki mamy w obiegu – gotówkę lub kredyt. Jeśli banki tworzą dostatecznie dużą ilość syntetycznego pieniądza, jesteśmy bogaci; jeśli nie, przymieramy głodem. Nie mamy absolutnie trwałego systemu monetarnego. Kiedy całkowicie zrozumie się ten obraz, tragiczny absurd naszej beznadziejnej sytuacji jest prawie niewiarygodny – ale tak jest”.

Robert H. Hemphill, były dyrektor ds Kredytu Banku Rezerwy Federalnej Atlanty, w słowie wstępnym do książki Irvinga Fishera z 1935 r. pt. „100% pieniędzy”.

Kryzys? Jaki kryzys? Banki zarobiły o 111 procent więcej niż rok temu.

Autor: Magdalena Podgórska 2022-06-01 https://swiatrolnika.info/wiadomosci/kraj/banki-zarobily-o-111-procent-wiecej-niz-rok-temu-kryzys-jaki-kryzys.html

Zysk netto sektora bankowego w okresie styczeń-kwiecień 2022 roku wyniósł 9,19 mld zł, Oznacza to, że banki zarobiły rok do roku więcej o 111 proc. 

Taką informację przekazał Narodowy Bank Polski. W samym kwietniu 2022 r. zysk netto wyniósł 2,98 mld zł, czyli wzrósł 70 proc. rdr. Całkowite przychody operacyjne netto w okresie pierwszych czterech miesięcy 2022 roku wyniosły 31,08 mld zł, co oznacza wzrost o 36 proc. rok do roku.

Banki to krezusi. Ich kryzys nie dotyczy

Przychody odsetkowe wzrosły 83 proc. rdr, a koszty odsetkowe o 331 proc.

Przychody odsetkowe w samym kwietniu wyniosły 8,36 mld zł, podczas gdy w marcu były na poziomie 7,69 mld zł. Koszty odsetkowe w tym okresie wzrosły do 2,11 mld zł z 1,7 mld zł.
Koszty administracyjne jakie poniosły banki w okresie od stycznia do kwietnia 2022 roku były na poziomie 14,33 mld zł, o 18 proc. więcej niż przed rokiem.

Odpisy (utrata wartości lub odwrócenie utraty wartości z tytułu aktywów finansowych nie wycenianych według wartości godziwej ze skutkiem wyceny odnoszonym do rachunku zysków i strat) wyniosły 2,08 mld zł, spadając rdr o 9 proc.

Poniżej wyniki sektora bankowego według danych NBP (w mln zł).

[tabelka, zbędna, w oryg. md]

Dodruk „pieniądza” a rabunek i budżet

Najważniejszy artykuł 2021 roku

Na początek małe wyjaśnienie. Kiedy wspominamy o „dodruku”, mamy na myśli sytuację, w której rząd emituje obligacje, a bank centralny je skupuje. Pojawia się więc dodatkowy, „sztuczny” popyt na dług rządowy. Dzięki temu politycy mogą zaciągać kredyty po niższym koszcie i zadłużać poszczególne kraje na jeszcze większą skalę. Tego typu praktyki stały się popularne zwłaszcza po kryzysie z 2008 roku.

W mediach głównego nurtu działania banków centralnych rzadko opisywane są wprost jako „dodruk”. Częściej określa się je jako „skup aktywów przez bank centralny” bądź też z angielskiego „QE – quantitative easing”. Skąd wziął się ten termin? Wymyślił go profesor Richard Werner. Niedawno trafiliśmy w sieci na wywiad, w którym ten niemiecki ekonomista opisał jakie były jego założenia dotyczące QE, jak zostały one zmodyfikowane przez polityków oraz jakie mogą być tego konsekwencje.

Historia dodruku


Swoją opowieść Richard Werner zaczął od sytuacji w Japonii na początku lat 90-tych. Profesor pracował wówczas w tym kraju i z uwagą śledził to, co działo się w gospodarce i na rynkach finansowych. A trzeba przyznać, że sytuacja była dość specyficzna – indeks Nikkei akurat notował dość poważne spadki po wspaniałej hossie z lat 80-tych. Jednocześnie gospodarka Japonii wciąż rozwijała się w bardzo dobrym tempie (5,6% wzrostu w 1990 roku), stąd też wielu inwestorów skupowało akcje licząc na rychłe odbicie.

Werner wziął wówczas pod uwagę sytuację japońskich banków. Po szczegółowej analizie stwierdził, że toksyczne aktywa stanowią średnio 25% ich bilansów. Doszedł do wniosku, że jeśli bank centralny nie podejmie zdecydowanych kroków, to wiele banków zbankrutuje, a Japonię nawiedzi recesja. W kolejnych miesiącach Werner wymyślił konkretne rozwiązanie, które miało zapobiec problemom. Zgodnie z jego wizją bank centralny miał odkupić od banków komercyjnych toksyczne aktywa, dzięki czemu mogłyby one ponownie zwiększyć swoją aktywność i udzielać sporą ilość kredytów. Werner wspomniał tutaj o jeszcze jednej różnicy – jeśli bank centralny reaguje, to tak naprawdę skupuje aktywa po koszcie zero. Jeśli reakcji nie ma, to wszystko kończy się tak, że reagować musi państwo, a wtedy koszty są spore.

To, co proponował wówczas niemiecki ekonomista było dla innych kompletną nowością. Nie istniał nawet odpowiedni termin, który określałby takie działania banku centralnego. Kiedy Werner udzielił obszernego wywiadu na ten temat, konieczne było wymyślenie odpowiedniej nazwy. Padło na „quantitative easing”, czyli określenie, które po dosłownym tłumaczeniu na polski brzmi „luzowanie ilościowe”.

Propozycje Wernera były ignorowane przez Bank Japonii, który prowadził najbardziej typowe luzowanie polityki jakie można wymyślić – po prostu obniżał stopy procentowe. Wielu przedstawicieli BOJ krytykowało Wernera mówiąc, że proponuje rozwiązania, które nigdy wcześniej nie zostały wprowadzone. Sam profesor miał na ten temat inne zdanie i podawał dwa przykłady QE, jakie jego zdaniem miały miejsce w przeszłości.

Pierwszym z nich była właśnie Japonia w 1945 roku. Kraj był wówczas w ruinie po II Wojnie Światowej, a w bilansach banków komercyjnych znajdowały się wyłącznie nic nie warte aktywa. Wszystko zmierzało więc w stronę potężnej recesji, do której władze nie chciały dopuścić. Postanowiono więc, że bank centralny odkupi od banków komercyjnych aktywa znacznie powyżej ceny rynkowej. W ten sposób sektor stanął na nogi. Recesja trwała zaledwie rok, a potem pojawiła się koniunktura gospodarcza. Dla porównania w 1990 roku problem w sektorze bankowym był dużo mniejszy, a skończyło się 20-letnią stagnacją gospodarczą.

Drugim przykładem przytoczonym przez Wernera była Wielka Brytania z 1914 roku. Kiedy tylko stało się jasne, że kraj idzie na wojnę, przedstawiciele banków natychmiast ogłosili rządzącym, że są na skraju bankructwa. Ostatecznie bank centralny (BOE) odkupił od nich śmieciowe aktywa (były to głównie papiery wartościowe pochodzące z zagranicy, które w chwili ogłoszenia wojny stały się praktycznie bezwartościowe).

Nasz komentarz: Należy podkreślić jedną kwestię, o której Werner nie wspomniał. W obu przypadkach banki musiały być ratowane ze względu na to, co przyniosła wojna. Nie mamy tu więc bezpośrednio efektów lekkomyślnej polityki kredytowej tych banków, ale przede wszystkim efekty wojny (większość banków nie miała wpływu na jej przebieg).

Kończąc wątek japoński, tamtejsi bankierzy centralni przez 10 lat odrzucali propozycje Wernera, aż w końcu w 2001 roku postanowili zacząć eksperyment. Cały problem polegał na tym, że chociaż mówiono o QE, to wprowadzone zmiany nie były tym, co proponował niemiecki ekonomista. Zamiast odkupić od banków śmieciowe aktywa, Bank Japonii po prostu zwiększył ich rezerwy, odkupując od nich krótkoterminowe obligacje rządowe. A zatem toksyczne aktywa pozostały w bilansach banków komercyjnych i z ich perspektywy niewiele się zmieniło.

W niedawnym wywiadzie Werner stwierdził, że pierwszym bankiem centralnym, który naprawdę zastosował jego metody była amerykańska Rezerwa Federalna w 2008 roku.

Problem odpowiedzialności


Kiedy dotarliśmy do tego momentu, zaczęliśmy zadawać sobie pytanie czy Werner nie dostrzega faktu, że odkupienie toksycznych aktywów od banków, tak naprawdę zachęca je do kontynuowania dotychczasowej lekkomyślnej polityki. Skoro możemy ryzykować bez odpowiedzialności, to czemu tego nie wykorzystać?

Na szczęście dziennikarz prowadzący wywiad zapytał profesora o tą kwestię.

Zdaniem Wernera ratowanie banków przez bank centralny nie musi wiązać się z „promowaniem nieodpowiedzialności”. Można zapobiec podobnym problemom w przyszłości, o ile postawi się odpowiednie warunki. Według Wernera komunikat banku centralnego w stronę zagrożonych banków powinien być następujący: odkupimy od Was śmieciowe aktywa, ale od tej pory każdy udzielany przez Was kredyt musi przekładać się na wzrost produktywności (i przy okazji wzrost PKB).

Innymi słowy: według Wernera, wyratowane banki nie mogłyby udzielać kredytów np. na zakup akcji czy nieruchomości. Tak, hipoteki również nie wchodziłyby w grę. Tutaj Werner postuluje, aby osoby potrzebujące pieniędzy na nieruchomość, zgłaszały się do odpowiednich specjalistów działających w tym obszarze, w celu uzyskania pożyczki (różnica między kredytem a pożyczką jest gigantyczna).

Takie zasady faktycznie bardzo dużo zmieniają, ponieważ ograniczona w ten sposób akcja kredytowa banków:

A) nie przyczynia się do powstawania baniek spekulacyjnych na rynkach,

B) nie przyczynia się do sztucznego powiększania dysproporcji majątkowych między ludźmi,

C) napędza prawdziwy wzrost gospodarczy (znajdują się środki na innowacyjne projekty, rośnie produktywność).

Niestety, oczekiwania i plany Wernera bardzo rozminęły się z rzeczywistością. W 2008 roku, owszem, odkupiono od banków sporo toksycznych aktywów, ale nie postawiono im żadnych wymagań. W efekcie waluta kreowana przez bank centralny uspokoiła sytuację, a banki komercyjne ponownie zaczęły udzielać kredyty na dużą skalę co przyczyniło się do powstania bańki wszechczasów (akcje, obligacje oraz nieruchomości). Bogaci stali się jeszcze bogatsi, a biedniejsi musieli potężnie się zadłużyć, by kupić dom czy mieszkanie. Produktywność praktycznie stanęła w miejscu, co sprawiło, że dług wzrósł mocniej niż PKB. Największe banki pozostały na tyle silne, by wprowadzić przeszkody dla mniejszych banków (swoją drogą, w Europie w ciągu dekady zbankrutowało 5000 takich podmiotów). Stworzono także SIFI, czyli grupę „finansowych instytucji mających kluczowe znaczenie dla funkcjonowania systemu” – w praktyce były to banki, które stały się nie do ruszenia.

Nasz komentarz: Niektórzy pewnie pomyślą, że teraz jest już za późno na wprowadzanie zasad, o których mówi Werner, ponieważ doprowadziłoby to do potężnych spadków cen akcji czy nieruchomości. A jednak Chiny w tej chwili planują schłodzić rynek nieruchomości i nie będziemy zaskoczeni, jeśli w pewnym stopniu zastosują się do sugestii Wernera. Ostatecznie zamiarem Pekinu jest przekierowanie kapitału w taki sposób, aby przyczyniał się on do wzrostu produktywności i realnego rozwoju Chin.

Co teraz?


Począwszy od globalnego lockdownu (marzec 2020 roku) banki centralne jeszcze bardziej zwiększyły swoją aktywność. Dziś, oprócz obligacji rządowych, skupuje się obligacje korporacyjne, akcje czy REIT-y. Tego typu działania nie są już wyłącznie domeną największych banków centralnych, ale także tych z krajów rozwijających się, jak Polska czy Chile.

Richard Werner na bieżąco obserwuje działania banków centralnych w 38 krajach świata. Jego zdaniem działają one w bardzo podobny sposób, co sugeruje ścisłą koordynację. W wywiadzie Werner podkreślił, że w 2020 roku zauważalny był gigantyczny nacisk na wzrost ilości udzielanych kredytów, a dodatkowo więcej niż zwykle wydawały rządy. Jego zdaniem byliśmy na drodze do hiperinflacji, jednak z czasem banki centralne wyhamowały swoje działania.

Według Wernera to, co widzimy obecnie, to dążenie do scentralizowania całego systemu. Ten proces przyspieszy wraz z wprowadzeniem CBDC, czyli cyfrowych walut banków centralnych. W niektórych założeniach (w tym planach FED) mówi się o tym, że zwykli obywatele mieliby posiadać konto bezpośrednio w banku centralnym. W takiej sytuacji banki komercyjne stawałyby się niemal bezużyteczne – już dziś wiele z nich upada ze względu na rosnącą biurokrację, jak i historycznie niskie stopy procentowe. Tymczasem bank centralny, to ten jedyny podmiot, który nie ma potrzeby wypracowywania zysku. W związku z tym jest w stanie przetrwać w każdych warunkach.

Dokąd zmierzamy?


Chociaż dzisiaj ta wizja dla wielu wciąż wydaje się być nierealna, to Werner zgadza się, że zmierzamy do sytuacji, w której jest tylko jeden bank. I jedyne z czym mu się kojarzy taka sytuacja, to Związek Radziecki, w którym jeden centralny podmiot miał kontrolę nad transakcjami finansowymi. W tym miejscu niemiecki ekonomista zaznaczył, że w obecnych czasach taka dyktatorska władza byłaby dużo „ciekawsza”, ponieważ decyzyjna osoba (bądź grupa osób) miałaby więcej narzędzi. Przy dzisiejszych możliwościach realne byłoby:

A) Opodatkowanie gotówki.

B) Nałożenie daty ważności na gotówkę bądź też środki na kontach („musisz wydać środki do dnia…”).

C) Określenie na co dany obywatel może wydawać środki.

D) Uruchamianie dodatkowych transferów pieniędzy do osób, które postępują w taki sposób, jakiego życzy sobie rząd.

I żadna z tych decyzji nie podlegałaby demokratycznemu głosowaniu.

W takiej sytuacji rządzący nie musieliby się przejmować wynikami, bo kierowaliby bankiem centralnym, który przecież może cały czas notować straty.

W długim terminie jednak efekt centralizacji byłby taki jak zawsze w przypadku gospodarek centralnie sterowanych. Brak rozwoju. Istniałby jeden bank, mający za zadanie służyć wybranej grupie ludzi, których celem byłoby utrzymanie się u władzy. Wszelkimi decyzjami kierowałby więc interes polityczny, a nie rozsądek. Nie byłoby konkurencji, więc i nie byłoby bodźców, które prowadziłyby do wzrostu produktywności.

W ostatnim akapicie nieco rozszerzyliśmy przekaz Wernera. Tak czy inaczej – całkowicie zgadzamy się z nim, że ograniczenie bankowości wyłącznie do banku centralnego wręcz cofnęłoby nas w rozwoju.

Czy istnieje alternatywne rozwiązanie?


Warto zadać sobie pytanie: czy możemy odejść od tego pędu w kierunku centralizacji i wybrać lepszy kierunek? Aby tak się stało muszą w ogóle pojawić się alternatywne rozwiązania. W tym zakresie Werner, mający przecież spore doświadczenie w tym obszarze, przedstawił dwie propozycje.

Pierwsza z nich zakłada zwrot w kierunku zdecentralizowanej bankowości i promowanie małych banków, które z kolei wspierają małe firmy, a to one są największymi pracodawcami w większości krajów. Z dużym rozdrobnieniem wewnątrz sektora bankowego mamy do czynienia chociażby w Niemczech, gdzie dużo dzieje się na poziomie lokalnym. Małe firmy nie zgłaszają się po kredyt do potężnych banków, gdyż ich zapytania zostałyby odrzucone. Zamiast tego współpracują z mniejszymi lokalnymi bankami, które z kolei muszą aktywnie wspierać lokalny biznes, aby przetrwać.

Obecnie w Europie wprowadza się regulacje Basel III, które są podobne dla małych i dużych banków, przez co wielu mniejszych graczy nie daje sobie rady. Dochodzi do przejęć, postępuje konsolidacja wewnątrz sektora, zyskują najwięksi. Tymczasem rozwiązanie, o którym wspomina Werner (znacząca decentralizacja) sprawia, że jest odpowiednio duża konkurencja, a rozwój gospodarczy jest na tyle wysoki, że nie ma potrzeby podnoszenia podatków. To właśnie Niemcy mogą pochwalić się ogromną liczbą miliarderów, którzy na co dzień prowadzą małe i średnie przedsiębiorstwa.

Dlaczego? Niemieckie firmy generują gigantyczne przychody z eksportu. Skalę najlepiej oddaje fakt, że pod tym względem Chiny dorównały Niemcom dopiero w 2009 roku! Jak to możliwe? Okazuje się, że ogromna w tym zasługa małych niemieckich firm, które w swoich niszach należą do TOP3. Mowa o przedsiębiorstwach bez marki, tzw. „cichych zwycięzcach”. Według Wernera takich firm jest w Niemczech ok. 1500. Jego zdaniem wynika to w dużej mierze ze specyfiki tamtejszego sektora bankowego. Duża liczba małych lokalnych banków wspiera lokalne biznesy. Tylko lokalne! Dzięki temu przedsiębiorstwa mają zapewnione stabilne otoczenie i w razie potrzeby są w stanie szybko wprowadzać innowacje. Nie muszą ich wymyślać, po prostu są w stanie je wprowadzać, co podnosi ich produktywność. Nie jest to tanie, ale prezes firmy udaje się do zaprzyjaźnionego banku i pokazuje w jaki sposób zamierza wydać kasę, udowadnia przy okazji, że jest to przyszłościowa inwestycja. Bank udziela kredyt.

Nasz komentarz: Zauważcie, że w takim systemie nie ma uprzywilejowanych banków, które określa się mianem „zbyt dużych, by upaść”. Banki działają na tyle, na ile mogą. Wiedzą, że nie mogą przekroczyć pewnego poziomu ryzyka, bo nikt nie rzuci się im na ratunek – kogo obchodzi kilka małych banków?

Werner podał jeszcze jeden przykład – Chiny. Podkreślił, że jest to kraj, w którym partia komunistyczna ma ogromną władze, ale jednocześnie zwrócił uwagę na zmiany jakie zostały wprowadzone w Państwie Środka pod koniec lat 70-tych. Wówczas władzę objął Deng Xiaoping, który odrzucił podejście ideologiczne, zignorował zasady panujące w ZSRR i zainteresował się wzrostem gospodarczym w Japonii. Okazało się, że działało tam tysiące banków, które udzielały kredytów małym firmom. Bank centralny sprawdzał jedynie czy środki są przeznaczane na projekty, które podniosą produktywność. Ostatecznie Deng Xiaoping postanowił wprowadzić podobny model w Chinach. Przyczyniło się to do niesamowitego rozwoju gospodarczego Państwa Środka – w ciągu kilku kolejnych dekad wyciągnięto z biedy setki milionów Chińczyków.

O swoim drugim pomyśle Werner opowiedział w skróconej formie. Chodzi o emisję tokenów, które dają zwykłym ludziom prawo głosu i możliwość współdecydowania o losach banku (głosowania na temat tego na co pozwoli sobie bank bądź też jaki sektor będzie wspierał w największym stopniu). Najważniejszy warunek: nie chodzi o jeden czy kilka banków, powinno się założyć gigantyczną liczbę takich podmiotów. Jest to rozwiązanie, w którym władza w pewien sposób wróciłaby w ręce zwykłych ludzi. Zupełne przeciwieństwo systemu z jedną centralną walutą cyfrową, w którym bankierzy centralni mogą wpływać na zachowania zwykłych ludzi. Co ciekawe, Richard Werner aktywnie działa w kierunku promowania lokalnych banków, a jeden z jego projektów można znaleźć tutaj.

Nasz komentarz: Jeśli tak miałaby wyglądać gospodarka współdzielenia, o której pisali globaliści, to my jesteśmy za. Ostatecznie w takim systemie własność byłaby podzielona na miliony osób, które kierowałyby się różnymi motywami i działały we współpracy z lokalnym firmami. Zdecentralizowany system pozwoliłby uniknąć sytuacji, w której jedna grupa (bankierzy wyłączeni spod prawa) kieruje się wyłącznie żądzą posiadania jak największej władzy.

Na ten moment w skali globalnej zmierzamy mimo wszystko w stronę scentralizowanego systemu bankowego, o czym świadczą postępy w pracach nad CBDC w niemal wszystkich rozwiniętych krajach świata. Aby zakończyć bądź spowolnić ten proces, konieczna jest reakcja ze strony zwykłych ludzi. Mamy tutaj na myśli:

1. Uniezależnienie się od decyzji polityków (rozsądne gospodarowanie oszczędnościami, ograniczanie własnego zadłużenia, sprzeciwianie się wszelkim lockdownom, które prowadzą do wzrostu bezrobocia, sprzeciwianie się wszelkim nowym dotacjom i zasiłkom, które czynią ludzi/firmy zależnymi od państwa).

2. Krytykę wszelkich działań polityków, które prowadzą do uzależnienia kraju od zagranicznych podmiotów (zwiększanie zadłużenia w obcych walutach, przystępowanie do unii walutowych).

3. Krytykę wszelkich działań polityków, które premiują duże firmy (umożliwianie inwestycji na preferencyjnych warunkach, pisanie prawa pod dyktando największych firm, wyłączanie korporacji spod prawa).

4. Promowanie własności prywatnej, jako fundamentu wolnego i przedsiębiorczego społeczeństwa.

5. Promowanie lokalnych projektów w podobny sposób jak zostało to przedstawione w artykule.

P.S. W ostatnich latach w komentarzach regularnie pojawiały się głosy, że działania banków centralnych nie mogą być określane dodrukiem, gdyż te środki nie trafiają do realnej gospodarki. W rzeczywistości środki wykreowane bank centralny w pierwszej kolejności trafiają na giełdę i doprowadzają do wzrostu cen akcji, obligacji czy nieruchomości. Mamy więc inflację w obrębie rynków finansowych. Pamiętajmy jednak o tym, że część inwestorów sprzedaje aktywa po „sztucznych” wzrostach, wyciąga środki z konta i wydaje na dobra i usługi już w realnej gospodarce. A zatem część środków wykreowanych przez bank centralny z całą pewnością trafia do realnej gospodarki. Kto ma przywilej ich wydawania? Bogaci i średnio zamożni ludzie. To oni posiadają w portfelu akcje czy obligacje. Biedni ludzie nigdy na tym procesie nie skorzystają.

Jest jeszcze drugi aspekt całej sytuacji. W ostatnich dniach Janet Yellen, była szefowa FED-u, po raz kolejny wspomniała o pomyśle opodatkowania niezrealizowanych zysków. Całość działałby zatem mniej więcej w ten sposób:

1. Bank centralny skupuje obligacje i inne aktywa.

2. W efekcie napływu dodatkowych środków na rynki, rosną ceny akcji, obligacji czy nieruchomości.

3. Rząd opodatkowuje zyski, które pojawiły się na kontach inwestorów (nie ma znaczenia, że inwestorzy jeszcze nie zamknęli tych pozycji).

4. Następnie rządzący wydają te środki i trafiają one do realnej gospodarki.


Mówiąc krótko: już niebawem dodruk ze strony banków centralnych może stać się jeszcze bardziej odczuwalny dla zwykłych obywateli.

Trudno więc nie nazywać tego wszystkiego wprost – to, co robią bankierzy centralni to zwyczajny dodruk.

Independent Trader Team https://independenttrader.pl/najwazniejszy-artykul-2021-roku.html