To Zbawiciel!! – Czy rzeczywiście??

Michael D. O’Brien, Ojciec Eliasz, str. 123 inn.

Orvieto.

Weszli do bocznej kaplicy. Na ścianach zobaczyli cztery monumentalne freski przedstawiające koniec świata. Były namalowane w bardzo jaskrawych kolorach w stylu, który wydawał się niezwykle nowoczesny jak na czasy autora.

— 1499 do 1500 Billy odczytał napis na tablicy z brązu. To są freski Luki Signorellego. Kim był? Uczniem Piera della Franceski. jego dzieła podziwiał Michał Anioł. Namalował apokalipsę.

Ale strasznie nieatrakcyjna! To malowidło to Piekło. Uff! Nienawidzę tłumów. Ta zgraja na obrazie nie zebrała się chyba na mecz piłkarski. Nie zamieniłbym się z tym gościem na wyobraźnię nawet za milion funtów. To jest straszne.

—Tak. Myślę, że to właśnie chciał przekazać. Horror potępienia.

—Wygląda na to, że są tu wszystkie grzechy śmiertelne. Zobaczmy, może znajdę tu pijaństwo. Oczywiście, tutaj jest, obok nieczystości. Niech spojrzę na twarze pijaków. Wiedziałem! Wiedziałem! On wygląda dokładnie tak jak ja.

]Żartobliwe uwagi Billy’ego nie pomogły w rozładowaniu napięcia wywołanego wstrząsającym wrażeniem, które robiły te sceny. Oni wyglądają cholernie ludzko, jak na mój gust. Diabły także.

Eliasz podszedł do następnego malowidła. Jego uwagę przykuła centralna postać obrazu, postać Chrystusa. Jakże to dziwne, pomyślał, widzieć obraz przedstawiający Pana z szatanem szepczacym do Jego ucha i z rękami penetrującymi jego szaty. Czy to jest dłoń Chrystusa, czy diabła, ta, która wystaje z pofałdowanej szaty?

To nie było literalne odzwierciedlenie sceny biblijnej. Chociaż może mogłoby to być artystyczne przedstawienie kuszenia na pustyni?

Było jednak coś dziwnego w sposobie, w jaki Chrystus przyzwalał na objęcie przez szatana i słuchał go z tak wielką uwagą. Wpatrywał się w malowidło przez dłuższą chwilę.

Nagle przesłanie obrazu stało się jasne, jak scena widziana przez soczewki, które ujawniają pełny obraz dopiero po nastawieniu ostrości. Zamazane kształty rzeczywistości złożyły się w wyraźny, przeszywający krajobraz moralnej katastrofy. Postać, którą obejmował szatan, nie była Chrystusem, ale Antychrystem.

Eliasz zrozumiał, dlaczego don Matteo chciał, by zobaczył ten obraz. Teraz już wiedział, dlaczego stary zakonnik nie ujawnił mu powodu, dla którego miał tu przyjechać. Don Matteo chciał, aby Eliasz sam odkrył sekret malowidła, a przez ten proces zrozumiał mechanizmy postrzegania zła.

– Na co tak patrzysz? zapytał Billy.

– Na Antychrysta.

– To jest Antychryst? To jest Pan.

– Przyjrzyj się uważnie i pomódl się w trakcie.

Billy posłuchał i po kilku minutach aż go wstrząsnęło.

– Teraz to widzę.

– Wygląda na to, że obraz ma wiele znaczeń powiedział Eliasz. Na pierwszy rzut oka to narracja dramatyczna, na drugi: moralna lekcja na temat grzechu i zdrady Jeszcze na innym poziomie artysta dotyka głębszej percepcji w duszy patrzącego. Chce. abyśmy usłyszeli bezdźwięczne słowa alarmu, ostrzeżenia.

– To może trochę przesada. Jak ci piętnastowieczni malarze mogli być takimi światłymi teologami?

– Niektórzy byli, a wśród nich znaleźli się także mistycy. W tamtych czasach cywilizowany świat był katolicki. Życie trwało krócej, a wieczność czaiła się tuż za zakrętem. Zbawienie i potępienie przeplatały się w atmosferze codziennego życia. Dlatego artysta był zmuszony do przekazania niecierpiącego zwłoki ostrzeżenia. Myślę, że chciał powiedzieć, iż skoro tak łatwo dajemy się zwieść kilku pociągnięciom pędzla, sztuce, która w swojej naturze jest medium iluzji, to jak bardzo jesteśmy podatni na moc zmysłów.

– Nie mógłby Antychryst z krwi i kości z lepszym skutkiem stworzyć pozoru dobroci, ukrywając swoje powiązanie ze złem?

– Teoretycznie tak, ale musiałby być niezłym magikiem. Ten Antychryst jest podobny do tradycyjnych przedstawień Chrystusa. Czyż nie mógłby także naśladować Chrystusa w życiu publicznym?

– Przypuśćmy że to możliwe. Nie mogę jednak uwierzyć, że człowiek, który jest do tego stopnia zły, byłby zdolny do ogłupienia całego świata na długo. A gdyby świat chciał być ogłupiony?

– Przecież są jeszcze miliony wiernych, którzy czuwają. Na pewno go rozpoznają.

– Tak sądzisz? Żyjemy w czasach wielkiej apostazji. Nigdy dotąd w historii Kościoła nie było tak powszechnego odchodzenia od wiary. Czy za kilka lat będzie ją można odnaleźć gdziekolwiek na ziemi?

– Jesteś raczej pesymistą, Dawidzie. Pismo Święte mówi, że gdyby czas nie został skrócony, to nawet wybrani zostaliby zwiedzeni.

– No dobrze, przypuszczam, że oko może być zwiedzione, ale co z rozumem? Każdy solidny chrześcijanin mógłby powiedzieć ci, kiedy twój hipotetyczny Antychryst głosi fałszywą naukę. Czyż nie tak?

– A jeśli przez jedno czy dwa pokolenia przed jego pojawieniem się nauczanie katolickie zostałoby „rozmydlone”? Co by się stało, gdyby wyrosło pokolenie religijnych analfabetów, którzy nie potrafiliby odróżnić religijnej prawdy od religijnych sentymentów?

– W porządku. To może się zdarzyć. Już widzę twój niezbyt subtelny punkt widzenia. Ty myślisz, że jesteśmy tym pokoleniem.

— Tak Jest jeszcze inne ważne przesłanie w tym dziele sztuki.

— Zaczekaj chłopaku! Dusza ma moc, bo może rozpoznać rzeczy niewidoczne dla oczu i rozumu, nie sądzisz? Nawet gdyby Antychryst zwiódł nasze oczy swoim wyglądem i zwiódł także nasze umysły słodkimi kłamstwami, czyż nie ma w nas gdzieś głęboko czegoś, co by nie dało nam spokoju? Taki dzwonek ostrzegawczy, który dzwoni i dzwoni dopóty, dopóki nie odpowiemy?

– Zgadzam się. Wiesz jednak dobrze, tak jak i ja, że ten system ostrzegawczy może być wyłączony. Grzech może zakryć go jedną warstwą po drugiej i w konsekwencji już nic nie słyszymy. Zapominamy, że nawet kiedykolwiek istniał.

Billy westchnął głęboko.

– Muszę napić się kawy- zakomunikował uroczyście.

Wyszedł, zostawiając Eliasza samego z malowidłami.

Opowieść policjanta przewożącego pedofila.

– Czasem muszę przewozić więźniów do więzienia. To jest około 80 km. Najobrzydliwsze jest przewożenie pedofilów. Oni są tak podnieceni sobą i swoją sytuacją, że strasznie gadają. A najgorsi są młodzi księża – pedofile. Osadzeni siedzą w osobnych klatkach, ale słyszą się wzajemnie. Ostatnio miałem takiego gadułę. Strasznie podniecony opowiadał, jak woził swoich młodych podopiecznych na Dni Skupienia do innej parafii. Gdy zatrzymali się po drodze w lesie na skromny posiłek, to zaciągnął upatrzonego chłopaka krzaki. I opowiadał w tej więźniarce detale.

– Ja mu mówię: Chłopie, jedziesz do więzienia, wiesz chyba jak więźniowie traktują pedofilów, a szczególnie księży pedofilów. Może twojej sąsiedzi nie zapamiętają tego co tu opowiadasz. Z innych klatek odzywają się głosy: Oj, zapamiętamy, zapamiętamy.

Pedofil umilkł. Po chwili jednak z jego klatki rozległy się krzyki: A może mi się to należy, może mi się należy!!!

Z dwóch takich poprzednich, już jednego wyniesiono nogami do przodu z tego więzienia. Oj, o biskupie pedofilu to już nie będę opowiadał. A jednak opowiedział. [—-] Straszne.