O rzeczach ostatecznych. Nauka katolicka i posoborowa.

Dwie eschatologie: katolicka i posoborowa

ks. Karol Stehlin FSSPX

Zawsze Wierni nr 6/2001 (43)

===================================

Człowiek po to jest stworzony, aby Boga, Pana naszego, chwalił, czcił i Jemu służył, a przez to zbawił duszę swoją.

Św. Ignacy, Ćwiczenia duchowe, Zasada pierwsza i podstawowa

——————-

Zachowaj się na ziemi jak pielgrzym i gość, którego nie obchodzą sprawy świata. Zachowaj serce wolne i wzniesione ku Bogu, albowiem nie mamy miasta trwałego, ale przyszłego szukamy. Tam zwracaj ze łzami codziennie modlitwy i westchnienia, by dusza twoja zasłużyła na szczęśliwe przyjście po śmierci do Pana.

Naśladowanie Chrystusa, I, 23 nr 9

——————————-

Ratuj swoją duszę!

Słowa te, często narysowane na krzyżach misyjnych i na grobowcach, ciągle powtarzane w pismach Ojców i Świętych, najwyraźniej ukazują główną troskę Kościoła, którego ostatecznym celem jest wieczna szczęśliwość, a którego zadaniem jest prowadzenie ludzi do tego celu. Nauka o rzeczach ostatecznych (eschatologia) jest tak ważna dla katolika, jak ważna jest dla kierowcy dokładna wiedza o celu jego podróży. Jedna z najważniejszych zasad całego stworzenia brzmi: Omne agens agit propter finem – każdy działający dokonuje swych czynów z powodu celu, do którego dąży. Jeśli jakaś fundacja lub stowarzyszenie zmienia swe cele statutowe, to zmienia się w swej istocie i staje się de facto nową instytucją, nawet jeśli zachowuje starą nazwę.

Obserwując od wielu lat głębokie zmiany, dokonujące się w Kościele, można stwierdzić, że wynikają one z całkowicie zmienionego celu, który przedstawiają hierarchowie. Przedstawienie tej nowej eschatologii odbywa się w różnych szczeblach: a) pozwolono heretykom zająć kluczowe stanowiska w Kościele, np. Hansa Urs von Balthasara, który negował wieczność piekła, mianowano kardynałem; na naszym podwórku o. Hryniewicz jest hołubionym przez hierarchów (i media) profesorem KULu etc. b) w sposób niejasny przedstawiana jest nauka o rzeczach ostatecznych w katechezie dzieci: np. unika się mówienia o piekle, aby nie straszyć dzieci albo nie wywołać w nich wrażenia „mściwego Boga”; c) prawie całkowicie ignoruje się tę naukę w oficjalnych dokumentach, zapewne po to, by w ciągu kilkunastu lat wierni zupełnie o niej zapomnieli; d) promowana jest „nowa teologia”, której punktem centralnym jest sytuacja człowieka na ziemi.

W ten sposób stwarza się nową orientację „horyzontalną”, przeciwną starodawnej katolickiej orientacji „wertykalnej”, bowiem tradycyjna nauka Kościoła i duchowość Świętych spogląda w górę, od ziemi ku niebu, od doczesności ku wieczności, a człowiek jest wedle niej tylko wędrowcem (homo viator), pielgrzymem w tej dolinie łez, z pragnieniem „oczekującym wiecznej ojczyzny”. Wprost przeciwnie, nowa orientacja koncentruje się na tym, co dzieje się tu i teraz, zajmując się tylko losem człowieka na ziemi:

wszyscy jesteśmy powołani, aby być braćmi. I dlatego na podstawie tego samego powołania ludzkiego i Bożego możemy i powinniśmy bez gwałtu, bez podstępu, w prawdziwym pokoju współpracować ze sobą przy budowie świata1.

Katechizm Kościoła Katolickiego (liczący 738 stron) poświęcił całej nauce o rzeczach ostatecznych zaledwie 5 stron, które – pomimo przypomnienia wielu punktów tradycyjnej nauki – utwierdzają i „cementują” nową orientację, co poniższa analiza ma udowodnić2.

Nieśmiertelność duszy ludzkiej

Nauka Kościoła

Kościół katolicki zawsze uczył, że „człowiek jest stworzeniem, składającym się z duszy rozumnej i ciała organicznego3, zaś w chwili śmierci dusza odłącza się od ciała i „staje przed trybunałem Chrystusa na sądzie szczegółowym4. Magisterium nieomylnie stwierdziło, że dusza ludzka jest nieśmiertelna5, a Benedykt XII orzekł, że dusze tych, którzy

w chwili śmierci nie mieli nic do odpokutowania (…) jeszcze przed odzyskaniem swoich ciał i przez Sądem Ostatecznym (…) były, są i będą w niebie, w królestwie i raju niebieskim z Chrystusem, przyłączone do uczestnictwa aniołów i Świętych5.

Ponieważ po II Soborze Watykańskim coraz rzadziej głosi się te prawdy wiary, Kongregacja Nauki Wiary w 1979 r. napisała list do biskupów7, aby „przestrzec przed niebezpieczeństwem wyobrażeń fantazyjnych i zbyt dowolnych” i potwierdziła katolicką naukę o eschatologii. Jednak właśnie ten dokument stał się okazją do wiele znaczącego wydarzenia: w niemieckim i francuskim tłumaczeniu zabrakło właśnie tych słów, które precyzyjnie wyrażają fakt dalszego istnienia duszy odłączonej od ciała!8

Posoborowe zmiany w liturgii

Pytanie o duszę staje się szczególnie ważne, gdy człowiek umiera. Co się dzieje z duszą w chwili śmierci? W 21 formularzach Mszy za zmarłych9 tradycyjna liturgia mówi o duszy 78 razy, w łacińskim tekście Novus Ordo Missae jeszcze 5 razy. W niemieckim wydaniu nowego mszału słowa „dusza” w ogóle nie ma. Przykładowo jeśli np. w łacińskim tekście Kanonu było napisane „na odkupienie ich dusz”, niemieckie tłumaczenie brzmi „na ich odkupienie”.

Wymieniony wyżej dokument Kongregacji Nauki Wiary upomina:

Kościół wyklucza wszelką formę myśli lub wyrazu, która czyniłaby niezrozumiałymi i niedorzecznymi modlitwy i obrzędy pogrzebowe oraz kult zmarłych, a więc rzeczywistości, które w swojej istocie stanowią przecież miejsca teologiczne.

Ale jaką wiarę można z tych „modlitw i obrzędów pogrzebowych” wywnioskować, skoro nie są w nich wyrażone istnienie i nieśmiertelność duszy? Eliminacja słowa „dusza” w tekstach liturgicznych staje się przyczyną zapominania wiernych o swojej duszy, a nawet mniemania, że nie ma czegoś takiego jak „dusza nieśmiertelna”, a więc summa summarum katolicy przestają także wierzyć w „żywot wieczny”.

Zmiany posoborowe w nauczaniu

Wystarczy otworzyć jakikolwiek katechizm przeznaczony dla dzieci, aby przekonać się o wrogości nowoczesnych katolików wobec pojęcia duszy. Holenderski katechizm, który stał się wzorem wszystkich katechez dla dorosłych na całym świecie, głosił: „Śmierć oznacza koniec całego człowieka, takiego, jakiego znaliśmy” oraz „Biblijny język nie zna nie-cielesnej duszy ludzkiej10. Chociaż KKK przypomina prawdę wiary o nieśmiertelności duszy, to jednak nie zapobiegł powszechnej zmianie w życiu religijnym, która spowodowała notoryczne ignorowanie losu nieśmiertelnej duszy.

Optymizm zbawienia

Nauka Kościoła i Świętych

Osiągnięcie wiecznego zbawienia jest owocem nieustannej i twardej walki. Kościół zawsze uczył, że zbawienie człowieka jest ciągle zagrożone przez rozmaite pokusy ze strony szatana lub świata, a także przez nieuporządkowane własne namiętności, a jeśli człowiek umiera w stanie choćby jednego grzechu śmiertelnego, będzie potępiony na wieki. Katechizm katolicki tak podsumowywał walkę o zbawienie:

Chrześcijaninie! Bądź gotów stracić wszystkie dobra ziemskie, znieść wszystkie nieszczęścia, i ponieść nawet śmierć, a nie skalać się grzechem śmiertelnym, który jest jedynym prawdziwym i wielkim nieszczęściem dla człowieka, jest nieskończoną obrazą Boga, okrutną niewdzięcznością, niesłychanym zuchwalstwem i upadkiem twej duszy, który sam w sobie jest niepowetowany. A jeżeli cię kiedy napadnie pokusa, pomyśl o przepaści piekła, do której się wtrącisz, jeżeli popełnisz grzech śmiertelny; pamiętaj na Jezusa Ukrzyżowanego, którego Krew i rany miałbyś podeptać. Niech ci nigdy z pamięci nie wypadną słowa Eklezjastyka Pańskiego (21, 2): „Uciekaj przed grzechem jak przed wężem”.

Tradycyjna liturgia w swoich modlitwach nieustannie błaga o łaskę wytrwania, o nawrócenie, o siłę w walce z pokusami. Skruszony uczestnik wyznaje, że wielokrotnie zasłużył na wieczne potępienie i prosi o Boże miłosierdzie. Teksty liturgiczne oraz perykopy z Ewangelii często przypominają człowiekowi, jak bardzo jego zbawienie jest zagrożone i że ma się przejmować nim jako swym unum necessarium – czymś jedynie ważnym dla niego.

Zmiany posoborowe w liturgii

NOM starannie wyeliminował wzmianki o niebezpieczeństwie wiecznego zatracenia – dlatego całkowicie zmieniono ceremoniał pogrzebowy oraz liturgię za zmarłych. Usunięto sekwencję Dies irae (‘Dzień gniewu’), a także modlitwy, które proszą o zwolnienie od ognia wiecznego, od gniewu Bożego, od wydania się na pastwę diabelskiego lwa i piekła. Czarny kolor jako symbol smutku i sądu został zmieniony na fioletowy, a w niektórych przypadkach nawet na biały: w taki sposób tak pożyteczne uczucia jak strach przed śmiercią, sądem i piekłem oraz powagi w obliczu godziny śmierci zostały zastąpione uczuciami pewności zbawienia i „nieskończonego miłosierdzia dobrego Boga”, który przecież nie dopuści, aby ktoś mógł zostać potępiony.

Straszne skutki spowodowało także fałszywe przetłumaczenie słów pro multis podczas Przeistoczenia: Krew Chrystusa za wszystkich wylana! Nie tylko jest to pogwałcenie objawionego i natchnionego tekstu Pisma świętego, ale także zamazanie w umysłach wiernych rozróżnienia między tym, co w Odkupieniu jest obiektywne i subiektywne. Obiektywnie Chrystus umarł na krzyżu dla zbawienia wszystkich, lecz subiektywnie nie wszyscy korzystają z zasług Chrystusa. Prawda ta była jasno podkreślana przez słowa „za wielu”. Używając słowa „za wszystkich” nasuwa się myśl, że faktycznie wszyscy będą zbawieni.

Zmiany w nauczaniu

Prof. Johannes Dörmann, analizując pierwsze encykliki papieża Jana Pawła II, udowodnił, że jego przewodnią myśl teologiczną można podsumować heretycką tezą powszechnego zbawienia. Teza ta nieobca jest także „duchowi Soboru” Watykańskiego II, który „otworzył” heretykom i poganom szerokie możliwości zbawienia11 bez potrzeby nawrócenia. Także KKK sugeruje tę ideę:

Jeżeli jest prawdą, że nikt nie może zbawić się sam z siebie, to jest również prawdą, że Bóg „pragnie, by wszyscy ludzi zostali zbawieni” (1 Tym 2,4), i że «u Boga wszystko jest możliwe» (Mt 19, 26)12.

Ostatni cytat został zupełnie wyrwany z kontekstu, bo na pytanie Piotra, czy w ogóle ktoś może się zbawić, Pan Jezus odpowiada, że dla ludzi jest to niemożliwe, ale dla Boga – tak.

Również czasy ostateczne KKK przedstawia wyłącznie w sposób pozytywny:

Na końcu czasów Królestwo Boże osiągnie swoją pełnię. Wtedy sprawiedliwi, uwielbieni w ciele i duszy, będą królować z Chrystusem na zawsze, a sam wszechświat materialny zostanie przemieniony. Bóg będzie w życiu wiecznym „wszystkim we wszystkich”13.

Prof. Hacker komentuje:

Fałszywy optymizm zbawienia jest najbardziej „dyskretną” i dlatego najbardziej skuteczną bramą apostazji w Kościele14.

Śmierć

Nauka Kościoła

Po śmierci nie ma już czasu na zasługi. „Na którym miejscu drzewo upadnie, tam będzie” (Ekle 11, 3), tzn. w jakim stanie śmierć człowieka zaskoczy, w takim na wieki człowiek pozostanie. Dlatego napomina nas Pan Jezus, byśmy zasługiwali sobie, póki dzień mamy (za życia), bo gdy noc (śmierć) nadejdzie, nikt nie będzie mógł pracować (zasługiwać sobie) (J 9, 4)15.

Posoborowe zmiany

KKK uczy:

Śmierć jest końcem ziemskiej pielgrzymki człowieka, czasu łaski i miłosierdzia, jaki Bóg ofiaruje człowiekowi, by realizował swoje ziemskie życie według zamysłu Bożego i by decydował o swoim ostatecznym przeznaczeniu16.

Jest to podsumowanie „nowej teologii” o śmierci, szczególnie opracowanej przez Borosa17, Rahnera i Schoonenberga17. Ta nowa koncepcja śmierci sprzeczna jest z nauką katolicką w dwóch punktach:

  1. Nie dla wszystkich śmierć jest czasem łaski i miłosierdzia, lecz tylko dla tych, którzy w należyty sposób się do niej przygotowali. Brak tego ważnego rozróżnienia powoduje zupełnie błędne rozumienie śmierci, którą poprzedza najcięższa wewnętrzna walka duszy przeciw ostatnim pokusom szatana.
  2. Dusza po odłączeniu od ciała już nie decyduje o swoim ostatecznym przeznaczeniu, gdyż decyzja ta została podjęta przed śmiercią. Decyzja jest aktywnym czynem, a sama śmierć już tylko biernym cierpieniem.

Idea możliwości podjęcia ostatecznej decyzji w kierunku Boga lub przeciw Bogu w chwili śmierci ma źródło w herezji apokatastazy, która głosi, że i najbardziej zatwardziały grzesznik nie będzie potępiony, bo w chwili śmierci – widząc Boga – może się jeszcze raz zupełnie dobrowolnie zdecydować, a w obliczu Boga na pewno zdecyduje się na ofertę wiecznego szczęścia.

Teza ta jest również sprzeczna z duchowością Świętych, wyrażoną w przysłowiu: jak żyjesz, tak umrzesz! Jest ona największym grzechem przeciw miłości bliźniego, pomniejszając i bagatelizując najważniejszą dla niego godzinę, do której ma się według nauki Pana Jezusa nieustannie przygotowywać (zob. np. przypowieść o pannach mądrych i głupich, Mt 25, 1–12). Zapominanie o chwili śmierci powoduje, że człowiek zwraca się coraz bardziej ku doczesności i powiększa zagrożenie, że w owej najważniejszej chwili nie będzie należycie przygotowany:

przyjdzie pan sługi w dzień, którego się nie spodziewa i o godzinie, której nie wie; i odłączy go, a cząstkę jego położy z obłudnikami. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów (Mt 24, 50–51).

Sąd szczegółowy

Nauka Kościoła

Zaraz po śmierci człowieka jego dusza jest sądzona przez Chrystusa, który oświeca jej umysł tak, że dusza w tym świetle przypomina sobie wszystkie swe dobre i złe myśli, słowa i uczynki z całego swego życia na ziemi i równocześnie poznaje wyrok na nią wydany. Wyrok ten bezzwłocznie zostanie wykonany. Osądzona dusza idzie albo do czyśćca, albo do nieba, albo do piekła. Według Pisma świętego Kościół zawsze z największą powagą traktował tajemnicę tego sądu. W liście do Hebrajczyków (10, 26–31) jest mowa o „straszliwym oczekiwaniu sądu”, o „żarze ognia”. Paragraf ten kończy się tymi słowy: „Straszna to rzecz, wpaść w ręce Boga żywego”.

Posoborowe zmiany

Nowa liturgia znacznie pomniejsza powagę Sądu, starannie unikając wzmianek o „sądzie Bożym”, o „wiekuistym Sędzi” etc. Przykładowo usunięto sekwencję Dies irae, recytowaną ongiś w każdej Mszy żałobnej, która opisuje zgrozę i okropności Sądu. NOM wyeliminował także we wszystkich lekcjach o świętej Eucharystii słowa św. Pawła, które Apostoł napisał bezpośrednio po opowieści o ustanowieniu świętej Eucharystii:

Tak więc ktokolwiek by jadł ten chleb, albo pił kielich Pański niegodnie, będzie winien ciała i krwi Pańskiej (…) Kto bowiem je i pije niegodnie, sąd sobie je i pije, nie rozróżniając ciała Pańskiego (1 Kor 11, 27–29).

W „nowej teologii” sąd jest przedstawiony jako spotkanie z Bogiem na zawsze, w którym

doświadczamy Boga nie tylko jako naszego sędziego, a także i zawsze jako Boga miłosierdzia i miłości19.

Koniec świata

Nauka Kościoła

Św. Tomasz z Akwinu poświęcił całe dwa zagadnienia (Suma teologiczna, Supl., 73 i 74) „znakom poprzedzającym Sąd Ostateczny”. Po wymienieniu znaków kosmicznych opisanych w Piśmie świętym komentuje on:

Chociaż ludzie będą przejęci strachem na widok znaków zapowiadających sąd, to jednak zanim te znaki zaczną się ukazywać, bezbożni czuć się będą bezpiecznie i spokojnie, nie widząc po śmierci Antychrysta natychmiastowego zniszczenia świata, czego się spodziewali.

Uczy także, że

elementy świata powinny zostać oczyszczone z przeciwieństw (zniszczoność i skażenie grzechem), zanim będą wprowadzone do nowości chwały, odpowiednio do tego, co powiedziano o człowieku.

Oczyszczenia tego dokona ogień, który jest bliżej określony jako fizyczny i prawdziwy, a nie tylko symboliczny. Św. Tomasz podsumowuje tu tylko naukę Pisma świętego20 i Ojców Kościoła, szczególnie św. Augustyna, który pisał:

Oto są znaki, które będą towarzyszyć sądowi Pańskiemu: przyjście Eliasza, nawrócenie Żydów, prześladowanie ze strony Antychrysta, sąd Chrystusa, wskrzeszenie zmarłych, oddzielenie dobrych od złych, spłonięcie świata i jego odnowienie21.

Posoborowe zmiany

KKK podsumowuje nową wizję końca świata w ten sposób:

Na końcu czasów Królestwo Boże osiągnie swoją pełnię. Wtedy sprawiedliwi, uwielbieni w ciele i duszy, będą królować z Chrystusem na zawsze, a sam wszechświat materialny zostanie przemieniony22.

Sobór Watykański II uczy:

Kościół (…) osiągnie pełnię dopiero w chwale niebieskiej, gdy nadejdzie czas odnowienia wszystkiego i kiedy wraz z rodzajem ludzkim również świat cały (…) w sposób doskonały odnowi się w Chrystusie23.

Przemija wprawdzie postać tego świata zniekształcona grzechem, ale pouczeni jesteśmy, że Bóg gotuje nowe mieszkanie i nową ziemię, gdzie mieszka sprawiedliwość, a szczęśliwość zaspokoi i przewyższy wszelkie pragnienia pokoju, jakie żywią serca ludzkie. Oczekiwanie jednak nowej ziemi nie powinno osłabiać, lecz ma raczej pobudzać zapobiegliwość, aby uprawiać tę ziemię, na której wzrasta ciało nowej rodziny ludzkiej, mogące dać pewne wyobrażenie nowego świata. Przeto, choć należy starannie odróżniać postęp ziemski od wzrostu Królestwa Chrystusowego, to przecież dla Królestwa Bożego nie jest obojętne, jak dalece postęp ten może przyczynić się do lepszego urządzenia społeczności ludzkiej24.

Taka wizja przedstawia dwie nowości, zupełnie przeciwne tradycyjnej nauce katolickiej:

  1. brak rozróżnienia między porządkiem przyrodzonym i nadprzyrodzonym: „rodzaj ludzki i cały świat będzie odnowiony”, „wzrastanie ciała nowej rodziny ludzkiej”, „wyobrażenie nowego świata”. O jaki świat tu chodzi? O świat jako obraz i ślad Boga, który musi być przemieniony do swego przeznaczenia nadprzyrodzonego, czy o świat w sensie słów św. Jana, gdy mówi, że „świat nienawidzi” Chrystusa: świat grzechu i przewrotności? Podobnie „rodzaj ludzki” jest pojęciem przyrodzonym i jako taki nie będzie odnowiony. Tylko ta część rodzaju ludzkiego, która dostąpi i przetrwa w łasce Bożej, będzie przemieniona w chwale.
  2. ciągłość między rozwojem tego dwuznacznego „Królestwa Bożego na ziemi” a osiągnięciem jego pełni na końcu. Katolicka nauka, jak i Pismo święte mówią o wielkim oczyszczeniu świata na jego końcu. Ponadto „rodzaj ludzki” i „cały świat” mają być w ostatnich czasach prawie całkowicie pod tyranią szatana25, a na końcu kierowane przez Antychrysta26. Królestwo Boże, tj. Kościół, jest w nieustannej wojnie z „całym światem” i historia świata skończy się ogromną i decydującą bitwą pomiędzy tymi, na których czole znajduje się znak bestii, a tymi, na których czole napisano znak Baranka Bożego27.

Przedstawione wyżej nowinki przypominają jako żywo potępioną doktrynę Teilhard de Chardina, który postrzega historię świata jako ciągłą ewolucję aż do szczytu, którym jest „Chrystus-Omega”, wyimaginowany Chrystus jako podsumowanie wszystkich wysiłków budowniczych lepszego świata i raju na ziemi. Jest to herezja, która w praktyce neguje skutki grzechu pierworodnego oraz, co za tym idzie, grzeszny stan ludzkości, a zatem i bezwzględną konieczność jej oczyszczenia i nawrócenia do nadprzyrodzonego porządku. Neguje również wpływ szatana i jego ludzkich niewolników, śmiertelnych i nieubłaganych wrogów Chrystusa i Kościoła. Neguje w końcu boską instytucję Kościoła, który na ziemi jest nazwany Kościołem Wojującym z powodu nieprzejednanej i nieustannej wojny, jaka toczy się między nim (civitas Dei) a imperium zła (civitas diaboli).

Co do właściwego rozumienia „rodzaju ludzkiego”, to już św. Tomasz uczy, na czym ma polegać „odnowienie rodzaju ludzkiego”:

Otóż oczyszczenie rodzaju ludzkiego m. in. dokona się, kiedy nastąpi oddzielenie złych od dobrych, stosownie do słów św. Łukasza: „Ma On wiejadło w ręku dla oczyszczenia swego omłotu: pszenicę, tj. wybranych, zbierze do spichlerza, a plewy, tj. odrzuconych, spali w ogniu nieugaszonym”. To właśnie stanie się w czasie oczyszczenia świata. Wszystko, co brzydkie i niecne, zostanie wraz z odrzuconymi wtrącone do piekła, zaś wszystko co piękne i szlachetne, zostanie zachowane na wyżynach niebieskich dla chwały wybranych28.

Zmartwychwstanie ciała

Nauka Kościoła

Na końcu czasów wszyscy ludzie, tak dobrzy, jak i źli, zmartwychwstaną. Prawda o zmartwychwstaniu ciał należy do fundamentalnych prawd naszej wiary (zob. np. J 5, 28 oraz 6, 55).

Wszyscy ludzie zmartwychwstaną, ale nie wszystkich ciała będą się znajdować w jednakim stanie. Ciała potępionych będą wstrętne, brzydkie, odrazę budzące – wierny obraz i odbicie ich brzydkiej duszy – ciała zbawionych będą piękne, bez braków, w stanie doskonałości28.

Posoborowe zmiany

KKK poświęca artykułowi CredoWierzę w ciała zmartwychwstanie” trzy strony, na których porównuje to wydarzenie ze zmartwychwstaniem Chrystusa Pana, a o losie potępionych mowa jest tylko w jednym jedynym zdaniu – cytacie:

Kto zmartwychwstanie? Wszyscy ludzie, którzy umarli: „Ci, którzy pełnili dobre czyny, pójdą na zmartwychwstanie życia; ci, którzy pełnili złe czyny – na zmartwychwstanie potępienia” (J 5, 29)30.

Pozostałe teksty mówią tylko o zmartwychwstaniu sprawiedliwych i opisują ich zalety i wspaniałości. I tu brak jest rozróżnienia między całą ludzkością a osobami zmarłymi w stanie łaski:

Przez śmierć dusza zostaje oddzielona od ciała, ale w zmartwychwstaniu Bóg udzieli naszemu przemienionemu ciału niezniszczalnego życia, ponownie łącząc je z duszą. Jak Chrystus zmartwychwstał i żyje na zawsze, tak wszyscy zmartwychwstaniemy w dniu ostatecznym (podkreślenie K. S.).

Takie przedstawienie jest co najmniej dwuznaczne. Skoro nikt nie popełnia tylko złych uczynków, to powyższy cytat można i tak tłumaczyć, że praktycznie wszyscy pójdą na zmartwychwstanie życia. Czytający te słowa katolik widzi się już w rozkoszach zmartwychwstałego ciała w szczęśliwości, a nie jest zachęcany do zwrócenia uwagi na fakt, że łatwo może wpaść w przeciwną stronę – a już z pewnością w ogóle nie wyobraża sobie, jak wtedy jego ciało będzie wyglądać (zob. akapit wyżej, podający naukę Kościoła).

Czyściec

Nauka Kościoła

Czyśćcem nazywa się miejsce, gdzie dusze zmarłych w grzechach powszednich lub bez zadośćuczynienia na ziemi za grzechy odpuszczone cierpią, aż się całkowicie wypłacą sprawiedliwości Bożej. Kara w czyśćcu jest dwojaka: a) pozbawione są dusze w czyśćcu widzenia Boga; b) cierpią wielkie męki fizyczne i moralne31.

Posoborowe zmiany

Sobór Watykański II nie wymienia słowa „czyściec”, tylko wspomina w Konstytucji o Kościele (nr 49): „inni dokonawszy żywota poddają się oczyszczeniu”, a w nr 50:

Kościół od zarania religii chrześcijańskiej czcił z wielkim pietyzmem pamięć zmarłych, a „ponieważ święta i zbawienna jest myśl modlić się za umarłych, aby byli od grzechów uwolnieni” (2 Mach 12, 46), także modły za nich ofiarowywał.

W dokumentach Kongregacji Nauki Wiary z lat 1966–94, umieszczonych w książce W trosce o pełnię wiary, mowa jest o czyśćcu tylko jeden jedyny raz: Kościół

wierzy – jeśli chodzi o wybranych – w ich ostateczne oczyszczenie, które poprzedza samo oglądanie Boga, a które mimo wszystko jest całkowicie inne od kary należnej potępionym32.

KKK wspomina o czyśćcu jako o końcowym oczyszczeniu człowieka i określa go jako „ogień oczyszczający” bez dalszych wyjaśnień.

Łatwo zauważać tendencję przemilczania tego, co w doktrynie o czyśćcu jest najbardziej istotne, a mianowicie jego określenie jako miejsca strasznych mąk, cierpianych jako kara za popełnione grzechy33. Nie mówi się o poszczególnych karach ani o fakcie, że

każdy grzech musi być odpokutowany; a kto nie odpokutuje swych grzechów zupełnie już na ziemi, musi odpokutować je w czyśćcu34.

Język Ojców i Doktorów Kościoła jest posoborowym reformatorom zupełnie obcy:

Męki czyśćca są większe niż najstraszniejsze męki Męczenników (św. Augustyn)

Najmniejsze kary w czyśćcu są większe od największych cierpień na ziemi (św. Tomasz z Akwinu)

Wszystkie męki, jakie świat może wymyślić, są balsamem w porównaniu z najmniejszą męką czyśćca (św. Cyryl Aleksandryjski)

Ziemski ogień jest, w porównaniu z czyśćcowym, rozkosznym ogrodem (św. Magdalena de Pazzi)35.

O przebywaniu dusz w czyśćcu oraz o szczególnej pomocy zmarłym przez zyskanie odpustów posoborowe dokumenty również milczą.

W taki sposób, przez pominięcia i umniejszanie tego aspektu, który najbardziej nakłoniłby wiernych do starań, aby uniknąć kar czyśćcowych oraz przyjść z pomocą zmarłym, posoborowi nowatorzy zniekształcają pojęcie czyśćca, a kościelne modlitwy za spokój dusz wiernych zmarłych doznają wielkiego uszczerbku.

Sąd Ostateczny

Nauka Kościoła

Sąd Ostateczny jest potrzebny: 1° aby się okazała mądrość i sprawiedliwość Boga; 2° aby Chrystus był wysławiony. Chrystus na sądzie ostatecznym okaże światu swą moc i swój majestat, okaże dobrodziejstwa, jakie ludzkości wyświadczył, odbierze za nie od całej ludzkości pokłon My należny, a nad nieprzyjaciółmi swymi odniesie zupełny tryumf. 3° Aby dobrzy mieli przed całym światem chwałę, a źli hańbę i zawstydzenie. Bóg na sądzie ostatecznym zedrze maskę obłudy z ludzi złych i odkryje, ku ich zawstydzeniu i pohańbieniu, przed całym światem, całą ich nędzę moralną i ich głupotę, nieuczciwość i podłość; odsłoni znowu dobre uczynki sprawiedliwych, ich szlachetność i wielkość duszy, ich nadmierne poświęcenia36.

Sprawiedliwym wyrokiem Chrystus oddzieli na wieki dobrych i złych. Św. Tomasz z Akwinu podkreśla, że jest to prawdziwy sąd nad ludźmi:

Każdy człowiek nie tylko jest jakąś poszczególną osobą, ale także jest częścią całego rodzaju ludzkiego. Stąd też powinien odbyć się nad nim dwojaki sąd. Jeden osobisty. Będzie on miał miejsce po śmierci, kiedy to „każdy otrzyma zapłatę za uczynki dokonane w ciele”, aczkolwiek nie całkowicie, bo nie otrzymuje jej ciało, a tylko jego dusza. Drugi sąd powinien odbyć się nad człowiekiem jako nad częścią całego rodzaju ludzkiego. Podobnie jest według sprawiedliwości ludzkiej: powiadamy, że ktoś jest sądzony, kiedy poddaje się pod sąd wspólnoty, której jest częścią. Toteż i wtedy, kiedy będzie sąd powszechny nad całym ludzkim rodzajem przez powszechne oddzielenie dobrych od złych, również w następstwie każdy zostanie osądzony. Wszelako Bóg nie «sądzi dwa razy tego samego», ponieważ nie wymierza dwóch kar za jeden grzech, ale kara, która przed sądem ostatecznym nie była w pełni wymierzona, uzupełniona będzie na tymże sądzie, po którym bezbożni będą doznawać mąk zarazem na ciele i na duszy37.

Posoborowe zmiany

Sobór Watykański II wspomina jednym zdaniem o Sądzie Ostatecznym tymi słowy:

Albowiem zanim panować będziemy z Chrystusem pełnym chwały, wszyscy staniemy „przed trybunałem Chrystusowym, aby każdy zdał sprawę z czynów dokonanych w ciele, dobrych i złych” (2 Kor 5, 10), i na końcu świata «ci, którzy dobrze czynili, wyjdą na zmartwychwstanie życia, a którzy źle czynili, na zmartwychwstanie sądu» (J 5, 29)38.

KKK przedstawia ten sąd przede wszystkim jako

ujawnienie prawdy o relacji każdego człowieka z Bogiem. Sąd Ostateczny ujawni to, co każdy uczynił dobrego i to, czego zaniechał w czasie swego ziemskiego życia, łącznie z wszystkimi tego konsekwencjami. (…) Przez swego Syna Jezusa Chrystusa wypowie On [Ojciec] wówczas swoje ostatnie słowo o całej historii. Poznamy ostateczne znaczenie dzieła stworzenia i ekonomii zbawienia oraz zrozumiemy przedziwne drogi, którymi Jego Opatrzność prowadziła wszystko do ostatecznego celu39.

Modernistyczne przedstawienie Sądu Ostatecznego sprzeniewierza się doktrynie katolickiej z trzech racji:

  1. Brak właściwego charakteru sądzenia, które jest wyrokiem wszechmocnej Woli Bożej nad ludźmi. Sąd nie jest tylko „ujawnieniem” wszystkiego w oczach wszystkich, co należy do aktów poznania. Ujawnienie jest koniecznym warunkiem oraz przygotowaniem właściwego aktu Sądu: mianowicie działania Boskiego trybunału, wydającego ostateczny wyrok nad wszystkimi ludźmi. Lekceważenie tego istotnego czynu prowadzi do karykaturyzacji Sądu Ostatecznego i odebrania mu całej jego powagi: wiecznego rozdzielenia dobrych i złych.
  2. Centralne miejsce w Sądzie Ostatecznym zajmuje człowiek, jego historia, jego relacja z Bogiem. Tradycyjna nauka o Sądzie natomiast podkreśla, że w centrum stoi Bóg i zadośćuczynienie sprawiedliwości. Sąd jest końcowym aktem stworzenia, które oddaje ostatecznie Bogu to, co należy do Boga. Jest to godzina ostatecznego tryumfu Chrystusa Króla i Jego wysławienie40. Całkowite przemilczanie tego tryumfu zniekształca cały chrześcijański sens historii świata i zbawienia, który ma swój początek, środek i cel w panowaniu i tryumfie Chrystusa nad grzechem i szatanem.
  3. Nie ma mowy o skutkach dla złych w następstwie Sądu Ostatecznego. W ten sposób doktryna ta sprawia wrażenie, że osądzenie złych oraz ich wieczna hańba, jeśli w ogóle będzie mieć miejsce, będą czymś całkowicie ubocznym i nieważnym.

Niebo

Czytając w KKK opis nieba ma się wrażenie, że nie można lepiej wyrazić nauki katolickiej o żywocie wiecznym:

Ci, którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem oraz są doskonale oczyszczeni, żyją na zawsze z Chrystusem. Są na zawsze podobni do Boga ponieważ widzą Go „takim, jakim jest”, twarzą w twarz.

Następnie cytowana jest konstytucja Benedictus Deus Benedykta XII:

To doskonałe życie z Trójcą Świętą, ta komunia życia i miłości z Nią, z Dziewicą Maryją, aniołami i wszystkimi świętymi, jest nazywane „niebem”. Niebo jest celem ostatecznym i spełnieniem najgłębszych dążeń człowieka, stanem najwyższego i ostatecznego szczęścia41.

Jednak po porównaniu z tradycyjnym nauczaniem Kościoła o niebie należy i tu stwierdzić, że posoborowa nauka grzeszy przez całkowite przemilczenie istotnych aspektów wiecznej szczęśliwości – właśnie tych, które dla pielgrzymującego człowieka są najważniejsze:

  1. Niebo jest nagrodą: Istotną nagrodą człowieka jest jego szczęśliwość. Polega ona na tym, że nasza dusza łączy się doskonale z Bogiem i w pełni rozkoszuje się Nim jako doskonale widzianym i miłowanym. Ta właśnie nagroda zwie się przenośnie „wieńcem chwały”: już to ze strony zasługi, której nie nabywa się bez jakiejś walki, już to ze strony samej nagrody, dzięki której człowiek staje się poniekąd uczestnikiem bóstwa i w następstwie władzy królewskiej42. Rozumienie nieba jako nagrody pokazuje ścisły stosunek między naszym ziemskim życiem a wiecznością, innymi słowy, że nieba nie zdobywa się przez rozkosze, lecz przez cierpienia i zaparcie się. Święty Paweł mówi: „Przez wiele ucisków trzeba nam wnijść do Królestwa Bożego” (Dz Ap 14, 21). (…) Podobnym jest Królestwo niebieskie perle kosztownej, którą jeśli kto chce posiąść, musi wszystko za nią oddać (por. Mt. 13, 44), tzn. musi wyrzec się przywiązania do rzeczy doczesnych. „Ciasna brama i wąska jest droga, która wiedzie do żywota” (Mt 7, 14). (…) Kto chce osiągnąć Niebo, musi zostać męczennikiem, przynajmniej bezkrwawym, przez umartwianie własnego ciała43.
  2. Nie wszyscy w niebie jednakiej będą doznawać szczęśliwości, ale większej ci, którzy będą mieć większe zasługi. Pan Bóg daje temu większą szczęśliwość, kto więcej dobrych uczynków ma za sobą. Różnym jest stopień poznania i miłości Boga u świętych w niebie, różną też ich radość. Stopień szczęśliwości niebieskiej zawisłym jest od stopnia łaski uświęcającej, zdobiącej duszę w chwili śmierci, od wielkości miłości Boga, jaką posiadała dusza umierającego człowieka44. Nauka ta zachęca nas, aby ciągle wzrastać w miłości Bożej i w ten sposób osiągnąć jak największą chwałę w niebie.
  3. Oprócz nagrody istotnej, polegającej na osiągnięciu wiecznego celu, istnieje tzw. aureola, dodatkowa nagroda, jakaś radość z dzieł przez siebie dokonanych, które mają cechy wspaniałego zwycięstwa45. Aureola jest jakąś uprzywilejowaną nagrodą odpowiadającą uprzywilejowanemu zwycięstwu. I dlatego odpowiednio do trzech uprzywilejowanych zwycięstw w trzech walkach grożących każdemu człowiekowi rozróżniamy trzy aureole. I tak w walce z ciałem ten odnosi najwspanialsze zwycięstwo, kto całkowicie wstrzymuje się od rozkoszy seksualnych, które spośród rozkoszy są najsilniejsze. I dlatego dziewictwu należy się aureola. Ta walka, jaka toczy się ze światem, uchodzi za szczególną, w której wytrzymujemy prześladowanie ze strony świata aż do poniesienia śmierci. I dlatego męczennikom, którzy z tej walki wychodzą zwycięsko, należy się druga aureola. Wreszcie w walce, jaką toczy się z diabłem, to zwycięstwo uchodzi za wybitne, gdy ktoś odpędza wroga nie tylko od siebie, ale także z serc innych ludzi, a czyni to przez nauczanie wiary i jej głoszenie. I dlatego nauczycielom wiary i jej głosicielom należy się trzecia aureola46. Szczególna nagroda i chwała w niebie za zwycięstwo osiągnięte na ziemi wzbudza u wiernych podziw dla tych osób, które wybrały taki stan życia. U wielu rodzi się chęć do naśladowania ich, co jest źródłem nowych powołań; jeszcze inni są zachęceni, aby starać się bardziej zbliżyć do tego największego ideału przez lepsze zachowywanie VI przykazania, przez bardziej stanowczą walkę z diabłem lub przez głębsze studium tajemnic wiary i przekazywanie ich. Jeśli więc ci, którzy otrzymali aureolę, przynosili owoc stokrotny w swych walkach, to inni – pragnąc choć uczestniczyć w tym zwycięstwie i w jego nagrodzie – starają się przynajmniej przynosić owoc trzydziestokrotny (zob. Mt 13, 23).

Posoborowe nauczanie przez ignorowanie tych aspektów zaciemnia jeden z zasadniczych celów, dla których nauka o niebie została objawiona: ma ona bowiem zachęcać człowieka do większego pragnienia wiecznej szczęśliwości oraz do stosowania odpowiednich środków, aby w walce o niebo zwyciężyć i wywalczyć sobie jak największą nagrodę. Przeciwnie, sformułowania użyte w KKK sugerują łatwy dostęp do Królestwa niebieskiego, będącego jakby naturalnym końcem ludzkich starań o pokój i sprawiedliwość47. Jeśli zaś niebo osiąga się tylko przez wielki trud (św. Grzegorz Wielki), a posoborowe nauczanie „zapomina” o tym trudzie lub celowo przemilcza go, to można się zastanawiać, czy cała posoborowa eschatologia otwiera wiernym bramy do nieba, czy też raczej je zamyka? Ω

Przypisy

  1. Sobór Watykański II, Gaudium et spes, nr 92.
  2. Ponieważ inny artykuł w obecnym numerze (zobacz) opisuje posoborowe zmiany w nauce o piekle, temat ten nie będzie tu poruszany.
  3. Katechizm katolicki kard. Gasparriego, nr 59, Warszawa 1999, s. 26.
  4. Tamże, nr 583, s. 140.
  5. Np. V Sobór Laterański, sesja VIII, Mansi XXXII, 842 [w:] Katechizm, tamże s. 175.
  6. Konstytucja Benedictus Deus, DS 1000, Breviarium Fidei s. 598.
  7. AAS 71 (1979), 939–943.
  8. Prof. Jerzy May, „Una Voce Korrespondenz” 1979, s. 322–327.
  9. Chodzi o formularze Mszy odprawianej za zmarłego w dzień jego zgonu, na następny dzień, w rocznicę zgonu, Mszy za zmarłych kardynałów, za rodziców celebransa etc.
  10. S. 521 i 525 (wydanie niemieckie).
  11. Np. Lumen gentium nr 15 i 16, Ad gentes, nr 7.
  12. KKK nr 1058, s. 257.
  13. Tamże, nr 1060.
  14. „Teologisches”, kol. 1290.
  15. Ks. M. Sieniatycki, Dogmatyka katolicka, Kraków 1927, s. 226.
  16. KKK nr 1013, s. 248.
  17. L. Boros, Mysterium Mortis. Der Mensch in der Letyten Entscheidung, Fryburg 1962 r.
  18. G. Greshake, G. Lohfink, Naherwartung, Auferstehung, Unsterblichkeit, Fryburg 1978, s. 121–130.
  19. Np. G. Lohfink, Der Tod ist nicht das letzte Wort, Fryburg 1976, s. 36.
  20. 2 P 3,10–12; Ps 49, 3.
  21. De civitate Dei 20, 30 (PL 41, 708).
  22. Nr 1060, s. 257.
  23. Lumen gentium, nr 48, s. 152.
  24. Gaudium et spes, nr 39, s. 565–566.
  25. Zob. np. Ap 13, 3–4; 13, 11–17; 18, 3.
  26. 1 J 2, 18.
  27. Ap. 19, 20; 20, 7–10.
  28. Suma teologiczna, Supl. 74, 9.
  29. Ks. M. Sieniatycki, op. cit., s. 233–234.
  30. KKK nr 998.
  31. Ks. M. Sieniatycki, op. cit., s. 229.
  32. Tamże, s. 131.
  33. ST, Supl. 100 oraz komentarz do 4 Sent. d. 21. q. 1.
  34. Sobór Trydencki sesja VI, kan. 30, DS 1580 (Breviarium Fidei s. 130).
  35. [W:] ks. F. Spirago, Katolicki katechizm ludowy I, s. 392–393.
  36. Ks. M. Sieniatycki, op. cit., s. 227.
  37. ST, Supl. 88, a.2 ad 2.
  38. Lumen gentium VII, 48 (s. 153).
  39. KKK nr 1039–1040 (s. 254).
  40. Pięknym wyrazem tej nauki są dzieła sztuki mające za temat Sąd Ostateczny (np. w kaplicy Sykstyńskiej).
  41. KKK nr 1023–1024, s. 250.
  42. ST, Supl. 96, 1
  43. Ks. F. Spirago, op. cit., s. 383.
  44. Tamże, s. 382.
  45. ST, Supl. 96, 1.
  46. ST, Supl. 96, 11.
  47. Zob. Gaudium et spes, nr 39.

„I pójdą na mękę wieczną”. Pięć prawd, które każdy powinien wiedzieć o piekle

„I pójdą na mękę wieczną”. Pięć prawd, które każdy powinien wiedzieć o piekle

(Oprac. GS/PCh24.pl)

Obecnie, bardziej niż kiedykolwiek w przeszłości, umysł ludzki niepokoi się na wieść o istnieniu wiecznej kary piekła. Już sama myśl o tej ewentualności wzbudza drżenie serca i sprzeciw tych, którzy nie chcą słuchać wspominających o tym głosów. Tymczasem piekło jest rzeczywiste. Milczenie o nim nie sprawi, że przestanie istnieć. Szaleństwem byłoby więc udawanie przewrotnego lekarza, który pozwala umrzeć choremu pod pretekstem oszczędzenia mu bolesnej terapii. Lepiej pójść za przykładem nauczającego o karach i wiecznym cierpieniu Chrystusa. Co zatem powinien wiedzieć każdy o tej przerażającej rzeczywistości?

Niedorzecznością byłaby próba przekonywania kogokolwiek, że można zażegnać tę koszmarną alternatywę, odwracając od niej swoją uwagę. Lepiej uczynić wszystko, by wielu mogło uwierzyć, że więzienie bez wyjścia, zewnętrzne ciemności, ogień, który nie gaśnie, płacz nieustający i zgrzytanie zębów są realną możliwością.

Gdy w doczesności łamany jest ustanowiony porządek, ziemskie sądy wymierzają sprawiedliwość, budując szafot w miejscu publicznym, aby ukarać tam nieszczęśnika. Czynią to również dla przykładu i jako postrach dla chcących ulec karygodnym pokusom. Podobnie czynił Jezus Chrystus, ukazując słabym ludziom zawieszony nad ich głowami miecz sprawiedliwości, by tak ostrzeżeni nie łamali prawa i czynili dobro. Kontynuując Bożą wolę przestrzegania człowieka przed zgubnymi konsekwencjami jego decyzji, św. Ignacy Loyola mawiał, że nie zna bardziej owocnej i praktycznej prawdy od tej, która dotyczy piekła.

Słodycz Boskiej Miłości nie jest zazwyczaj przedmiotem pożądania ludzi zmysłowych, oddanych przyziemnym przyjemnościom. Groźba piekła jest czasem jedynym hamulcem zdolnym powstrzymać ich przed grzechem, odstępstwem czy pożądaniem, do których są kuszeni, żyjąc wśród zgiełku rozrywek, pułapek i gorszących przykładów. Co zatem powinien wiedzieć każdy o piekle, by chcieć uniknąć rzeczywistego tam zstąpienia?

1.Piekło istnieje naprawdę

Łucja dos Santos, wizjonerka z Fatimy, jako dziesięcioletnia dziewczynka, wraz z dwójką młodszych od siebie kuzynów, doświadczyła cyklu sześciu objawień Matki Bożej. Po gruntowanym przebadaniu treści objawień Kościół w 1930 r. uznał ich autentyczność, nie odnajdując w nich niczego, co mogłoby godzić w katolicką doktrynę. Znajdziemy tam m.in. wizje piekielnych czeluści.

Łucja we wspomnieniach z 1941 r. opisuje widzenie, jakiego doświadczyła podczas objawień fatimskich wiele lat wcześniej: „Pani nasza pokazała nam morze ognia, które wydawało się znajdować w głębi ziemi, widzieliśmy w tym morzu demony i dusze, jakby były przeźroczystymi czarnymi lub brunatnymi, żarzącymi się węglikami w ludzkiej postaci. Unosiły się w pożarze, unoszone przez płomienie, który wydobywały się z nich wraz z kłębami dymu. Padały na wszystkie strony jak iskry w czasie wielkich pożarów, bez wagi, w stanie nieważkości, wśród bolesnego wycia i rozpaczliwego krzyku. Na ich widok można było ogłupieć i umrzeć ze strachu. Demony miały straszne i obrzydliwe kształty wstrętnych i nieznanych zwierząt. Lecz i one były przejrzyste i czarne”.

Przerażone dzieci skierowały swoje oblicze w stronę Matki Bożej, szukając w ten sposób u niej pomocy, Ona zaś pełna dobroci i smutku rzekła: „Widzieliście piekło, do którego idą dusze biednych grzeszników”. Na tym jednak nie poprzestała, wyjawiając warunki ratowania grzesznej ludzkości, której realnie zagraża wieczne potępienie.

2.Wiecznie cierpią tam demony i dusze potępione

Pismo Święte jasno mówi o wiecznym trwaniu piekielnych mąk. Ewangeliści św. Mateusz i św. Jan podają, że cierpienie tam obecnych trwać będzie bez końca: a dym ich katuszy na wieki wieków się wznosi (Ap 14,11). Św. Marek i Izajasz wskazują natomiast, że ogień ich nie gaśnie, a robak ich nie umrze. Nawiązujący do tego św. Augustyn zauważy, iż nie sposób powiedzieć coś pewnego o naturze tego robaka lub materialności lub niematerialności tego ognia. Pewnikiem jest natomiast to, że – jak wskazuje jasno prorok – żar ognia nigdy nie osłabnie, a męczarnie zadawane przez robaka nie ustaną. Jezus, mówiąc o Sądzie Ostatecznym, wypowiada to, co nastąpi: I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego (Mt 25,46). Skoro sprawiedliwi będą żyć bez końca, analogicznie śmierć wieczna musi trwać na wieki wieków. Grzegorz Wielki dopowie, że będzie to śmierć, która nigdy się nie dopełni. Jest to koniec, po którym zawsze następuje nowy początek, rozkład, który nigdy nie doprowadzi do całkowitego zaniku

Dlaczego cierpiące w piekle dusze nie mogą odwołać się do Bożego Miłosierdzia? Wolą potępionych jest całkowite poddanie się złu. Ich przerażenie i nienawiść do cierpienia nie wiąże się ani z zadośćuczynieniem, ani ze skruchą. Z tego powodu nie mogą uczestniczyć w zasługach i modlitwach żyjących. Skazani słusznym wyrokiem na wieczne kary nie mają nadziei na zbawienie.

3.Piekło jest częścią ładu Bożego

Trudno wyobrazić sobie, by Bóg, który stał się człowiekiem, miał umrzeć haniebną śmiercią na krzyżu bez wyraźnej przyczyny. Boskim lekarstwem na niedający się po ludzku naprawić upadek człowieka była śmierć Jezusa. Podważenie wiary w istnienie wiecznego piekła wypacza sens Wcielenia i Odkupienia, jako że pomniejsza Ofiarę Syna Bożego, który wykupił człowieka od kary wiecznej.

Jeśli nie ma piekła, nie sposób mówić o ładzie moralnym, u podstawy którego istnieje podział na dobro i zło. Różnią je zarówno dążenia do odmiennych celów, jak i różne konsekwencje. Zanegowanie prawdy o niekończącym się cierpieniu prowadzi do zakwestionowania podziału na występek i cnotę. W następstwie wytchnienie i radość w Bożej obecności staje się udziałem tak samo niegodziwców, jak i sprawiedliwych. Wieczność zatwardziałego grzesznika nie różniłaby się od wieczności tego, który służył Bogu i kochał Go aż do śmierci. Z takiego założenia wynika wniosek, że zarówno życie splugawione, jak i najczystsze są alternatywą do wyboru. Upada wówczas moralność, znika z powierzchni ziemi wszelki porządek. Cnota pozbawiona zostaje nagrody, a niesprawiedliwość kary.

Układ ten przeczy jednak doświadczeniu ludzkości. W rzeczywistości, jakiej żyjemy, musimy dokonać wyboru między – jak ktoś napisał – „Bogiem a rewolwerem”. „Jeśli nie ma żadnej kary w życiu przyszłym, siła przezwycięży prawo, tyran stanie się łącznikiem i podporą ładu społecznego, sprawiedliwość głoszona będzie w imię śmierci, a błędy życia w imię Boga” – czytamy w jednej z konferencji o. Charles’a Arminjon.

W prawdę o przyszłej karze lub nagrodzie wierzyli już poganie. W „Fedonie” Platona czytamy: „Nikczemni zbrodniarze o duszach nie do uleczenia dotknięci są wstrząsającym cierpieniem, które ich nie uzdrowi. Dusze, które popełniły wielkie zbrodnie, wrzucone są w otchłań zwaną piekłem. Taki jest wyrok Bogów zamieszkujących niebo: dobrzy dołączą do dobrych, źli do złych”.

4.Piekło jest wieczne

Wszystkie dogmaty teologii katolickiej próbowano kwestionować, z wyjątkiem jednego. Nikt nie podważał istnienia piekła. Jean-Baptiste Henri Lacordaire w dziele pt. „De la Sanction du Gouvernement divin” pisał: „Protestanci, którzy odrzucili tyle prawd, nie zanegowali prawdy o istnieniu piekła. Kwestionujący spowiedź, prześmiewcy dziewictwa i skuteczności dobrych uczynków, burzyciele wszystkiego, co mogło zaniepokoić sumienie, nie ogołocili piekła z jego przerażających właściwości. Ta ręka, która zbezcześciła drzwi tabernakulum, miejsce odpoczynku Ciała Boga-Człowieka, zatrzymała się na progu tego wielkiego cierpienia…”. Kiedyś tylko człowiek niespełna rozumu mógł negować słuszność i konieczność sprawiedliwej kary. Współcześnie Sprawiedliwość Boga przeciwstawia się Jego Miłosierdziu. Czy święty, tak bardzo bezinteresowny Bóg chciałby przytłoczyć ogromem swej mocy, i to na całą wieczność, tak nędzne stworzenie, jakim jest wystawiony na pokusy, namiętności i własne słabości człowiek? Czy nie byłaby to zemsta i prześladowanie niegodna Jego chwały i świętości?

Na tak stawiane dzisiaj pytania należałoby odpowiedzieć innym: czy Bóg byłby dalej naszym rzeczywistym i ostatecznym celem, do którego ma zmierzać pragnąca służyć mu ludzkość, gdyby w Królestwie Bożym panował taki nie-porządek? Czy w końcu uparte wzgardzenie Bogiem nie domaga się kary, którą jest nieskończony ból z powodu Jego utraty? Trzeba nie znać ludzkiego serca, tak skłonnego do buntu i niezależności, by negować istnienie wiecznej kary. Koniecznym jest, aby człowiek, który znieważył Boga, okazując mu swój bunt, został wydany na największe, trwające bez końca i niewypowiedziane cierpienia, równe zniewadze okazanej Majestatowi Bożemu. Boża wielkość, której zaprzeczał, domaga się uznania. Skoro nie chciał złożyć Bogu hołd pod wpływem Jego dobroci, to powinien zakrzyknąć niczym umierający Julian Apostata: „Zwyciężyłeś, Galilejczyku”.

5.Na wieczność oddziela od Boga

Największą ze wszystkich i niemożliwą do wyrażenia karą jest pozbawienie duszy ludzkiej możliwości oglądania Boga. Nie ma większego cierpienia niż w piekle, w którym nie ma Boga. Świadomość nieodwracalnej Jego utraty wywołuje w potępieńcu tak okrutny ból, iż sam w sobie wystarczyłby do rozpalenia płomienia, które go palą. Dla piekłoszczyka nie ma już przyszłości. Prawdę tę wyrażają słynne słowa Dantego Alighieri z Boskiej Komedii: „Wchodzący tutaj porzućcie wszelkie swe nadzieje”.

Pogrążeni w ciemnościach dotknięci zostają nieuleczalną ślepotą, pozbawieni są wszelkiego nadprzyrodzonego światła. Suarez doda do tego: „potępieni są praktycznie pozbawieni zdrowego rozsądku, w tym, co dotyczy sposobu ich myślenia, ich pragnień oraz roztropności w podejmowanych czynach”. Pozostaje im karmić się już tylko iluzjami i kłamstwem, gdyż nie są w stanie dążyć do prawdy.

W próbie lepszego zrozumienia tego godnego pożałowania stanu wyobraźmy sobie miasto, w którym żyje cała masa Kainów, Neronów i największych znanych historii zbrodniarzy. Z ich woli splamiono ziemię krwią niewinną, a sądy wydawały bezprawne wyroki, wysyłając do więzień bezbronnych ludzi. I w takim mieście żyją ci nikczemnicy bez policji wojska i jakiejkolwiek władzy publicznej, która zabroniłaby im się wzajemnie zabijać i torturować. Takie właśnie jest piekło, o którym czytamy w Księdze Hioba: „miejsce chaosu, wiecznego strachu” (por. Hi 10, 21-22), czyli miejsce pozbawione ładu i gdzie króluje wieczne przerażenie.

Czy wobec tego (miedzy innymi) skarby Krwi Syna Bożego nie domagają się od nas jeszcze większej wdzięczności i niepodzielnej do Niego miłości? A i to nigdy nie będzie wygórowanym żądaniem i niezasłużoną pretensją.

Anna Nowogrodzka-Patryarcha

Tekst powstał w oparciu o zebrane konferencje o. Charles’a Arminjon pt. „Koniec świata doczesnego i tajemnice życia wiecznego”.

To Zbawiciel!! – Czy rzeczywiście??

Michael D. O’Brien, Ojciec Eliasz, str. 123 inn.

Orvieto.

Weszli do bocznej kaplicy. Na ścianach zobaczyli cztery monumentalne freski przedstawiające koniec świata. Były namalowane w bardzo jaskrawych kolorach w stylu, który wydawał się niezwykle nowoczesny jak na czasy autora.

— 1499 do 1500 Billy odczytał napis na tablicy z brązu. To są freski Luki Signorellego. Kim był? Uczniem Piera della Franceski. jego dzieła podziwiał Michał Anioł. Namalował apokalipsę.

Ale strasznie nieatrakcyjna! To malowidło to Piekło. Uff! Nienawidzę tłumów. Ta zgraja na obrazie nie zebrała się chyba na mecz piłkarski. Nie zamieniłbym się z tym gościem na wyobraźnię nawet za milion funtów. To jest straszne.

—Tak. Myślę, że to właśnie chciał przekazać. Horror potępienia.

—Wygląda na to, że są tu wszystkie grzechy śmiertelne. Zobaczmy, może znajdę tu pijaństwo. Oczywiście, tutaj jest, obok nieczystości. Niech spojrzę na twarze pijaków. Wiedziałem! Wiedziałem! On wygląda dokładnie tak jak ja.

]Żartobliwe uwagi Billy’ego nie pomogły w rozładowaniu napięcia wywołanego wstrząsającym wrażeniem, które robiły te sceny. Oni wyglądają cholernie ludzko, jak na mój gust. Diabły także.

Eliasz podszedł do następnego malowidła. Jego uwagę przykuła centralna postać obrazu, postać Chrystusa. Jakże to dziwne, pomyślał, widzieć obraz przedstawiający Pana z szatanem szepczacym do Jego ucha i z rękami penetrującymi jego szaty. Czy to jest dłoń Chrystusa, czy diabła, ta, która wystaje z pofałdowanej szaty?

To nie było literalne odzwierciedlenie sceny biblijnej. Chociaż może mogłoby to być artystyczne przedstawienie kuszenia na pustyni?

Było jednak coś dziwnego w sposobie, w jaki Chrystus przyzwalał na objęcie przez szatana i słuchał go z tak wielką uwagą. Wpatrywał się w malowidło przez dłuższą chwilę.

Nagle przesłanie obrazu stało się jasne, jak scena widziana przez soczewki, które ujawniają pełny obraz dopiero po nastawieniu ostrości. Zamazane kształty rzeczywistości złożyły się w wyraźny, przeszywający krajobraz moralnej katastrofy. Postać, którą obejmował szatan, nie była Chrystusem, ale Antychrystem.

Eliasz zrozumiał, dlaczego don Matteo chciał, by zobaczył ten obraz. Teraz już wiedział, dlaczego stary zakonnik nie ujawnił mu powodu, dla którego miał tu przyjechać. Don Matteo chciał, aby Eliasz sam odkrył sekret malowidła, a przez ten proces zrozumiał mechanizmy postrzegania zła.

– Na co tak patrzysz? zapytał Billy.

– Na Antychrysta.

– To jest Antychryst? To jest Pan.

– Przyjrzyj się uważnie i pomódl się w trakcie.

Billy posłuchał i po kilku minutach aż go wstrząsnęło.

– Teraz to widzę.

– Wygląda na to, że obraz ma wiele znaczeń powiedział Eliasz. Na pierwszy rzut oka to narracja dramatyczna, na drugi: moralna lekcja na temat grzechu i zdrady Jeszcze na innym poziomie artysta dotyka głębszej percepcji w duszy patrzącego. Chce. abyśmy usłyszeli bezdźwięczne słowa alarmu, ostrzeżenia.

– To może trochę przesada. Jak ci piętnastowieczni malarze mogli być takimi światłymi teologami?

– Niektórzy byli, a wśród nich znaleźli się także mistycy. W tamtych czasach cywilizowany świat był katolicki. Życie trwało krócej, a wieczność czaiła się tuż za zakrętem. Zbawienie i potępienie przeplatały się w atmosferze codziennego życia. Dlatego artysta był zmuszony do przekazania niecierpiącego zwłoki ostrzeżenia. Myślę, że chciał powiedzieć, iż skoro tak łatwo dajemy się zwieść kilku pociągnięciom pędzla, sztuce, która w swojej naturze jest medium iluzji, to jak bardzo jesteśmy podatni na moc zmysłów.

– Nie mógłby Antychryst z krwi i kości z lepszym skutkiem stworzyć pozoru dobroci, ukrywając swoje powiązanie ze złem?

– Teoretycznie tak, ale musiałby być niezłym magikiem. Ten Antychryst jest podobny do tradycyjnych przedstawień Chrystusa. Czyż nie mógłby także naśladować Chrystusa w życiu publicznym?

– Przypuśćmy że to możliwe. Nie mogę jednak uwierzyć, że człowiek, który jest do tego stopnia zły, byłby zdolny do ogłupienia całego świata na długo. A gdyby świat chciał być ogłupiony?

– Przecież są jeszcze miliony wiernych, którzy czuwają. Na pewno go rozpoznają.

– Tak sądzisz? Żyjemy w czasach wielkiej apostazji. Nigdy dotąd w historii Kościoła nie było tak powszechnego odchodzenia od wiary. Czy za kilka lat będzie ją można odnaleźć gdziekolwiek na ziemi?

– Jesteś raczej pesymistą, Dawidzie. Pismo Święte mówi, że gdyby czas nie został skrócony, to nawet wybrani zostaliby zwiedzeni.

– No dobrze, przypuszczam, że oko może być zwiedzione, ale co z rozumem? Każdy solidny chrześcijanin mógłby powiedzieć ci, kiedy twój hipotetyczny Antychryst głosi fałszywą naukę. Czyż nie tak?

– A jeśli przez jedno czy dwa pokolenia przed jego pojawieniem się nauczanie katolickie zostałoby „rozmydlone”? Co by się stało, gdyby wyrosło pokolenie religijnych analfabetów, którzy nie potrafiliby odróżnić religijnej prawdy od religijnych sentymentów?

– W porządku. To może się zdarzyć. Już widzę twój niezbyt subtelny punkt widzenia. Ty myślisz, że jesteśmy tym pokoleniem.

— Tak Jest jeszcze inne ważne przesłanie w tym dziele sztuki.

— Zaczekaj chłopaku! Dusza ma moc, bo może rozpoznać rzeczy niewidoczne dla oczu i rozumu, nie sądzisz? Nawet gdyby Antychryst zwiódł nasze oczy swoim wyglądem i zwiódł także nasze umysły słodkimi kłamstwami, czyż nie ma w nas gdzieś głęboko czegoś, co by nie dało nam spokoju? Taki dzwonek ostrzegawczy, który dzwoni i dzwoni dopóty, dopóki nie odpowiemy?

– Zgadzam się. Wiesz jednak dobrze, tak jak i ja, że ten system ostrzegawczy może być wyłączony. Grzech może zakryć go jedną warstwą po drugiej i w konsekwencji już nic nie słyszymy. Zapominamy, że nawet kiedykolwiek istniał.

Billy westchnął głęboko.

– Muszę napić się kawy- zakomunikował uroczyście.

Wyszedł, zostawiając Eliasza samego z malowidłami.

Opowieść policjanta przewożącego pedofila.

– Czasem muszę przewozić więźniów do więzienia. To jest około 80 km. Najobrzydliwsze jest przewożenie pedofilów. Oni są tak podnieceni sobą i swoją sytuacją, że strasznie gadają. A najgorsi są młodzi księża – pedofile. Osadzeni siedzą w osobnych klatkach, ale słyszą się wzajemnie. Ostatnio miałem takiego gadułę. Strasznie podniecony opowiadał, jak woził swoich młodych podopiecznych na Dni Skupienia do innej parafii. Gdy zatrzymali się po drodze w lesie na skromny posiłek, to zaciągnął upatrzonego chłopaka krzaki. I opowiadał w tej więźniarce detale.

– Ja mu mówię: Chłopie, jedziesz do więzienia, wiesz chyba jak więźniowie traktują pedofilów, a szczególnie księży pedofilów. Może twojej sąsiedzi nie zapamiętają tego co tu opowiadasz. Z innych klatek odzywają się głosy: Oj, zapamiętamy, zapamiętamy.

Pedofil umilkł. Po chwili jednak z jego klatki rozległy się krzyki: A może mi się to należy, może mi się należy!!!

Z dwóch takich poprzednich, już jednego wyniesiono nogami do przodu z tego więzienia. Oj, o biskupie pedofilu to już nie będę opowiadał. A jednak opowiedział. [—-] Straszne.