W Niebie obowiązuje kalendarz Juliański. Cud Ognia i cofanie się wód Jordanu.

[wskazuje na to tak Cud Ognia, jak i cofanie się wód Jordanu. Cud na Jordanie. Woda w rzece, wzburzona jak fale na morzu, zawraca i płynie w przeciwną stronę.

——————————-

http://cudognia.pl/promowany/podstawowe-informacje-2/

Rokroczny Cud Ognia w Jerozolimie Podstawowe informacje o Cudzie Ognia

23 kwietnia w Bazylice Grobu Świętego w Jerozolimie odbyło się wyjątkowe nabożeństwo. Jest ono co roku transmitowane przez stacje telewizyjne z całego świata. To ceremonia Świętego Ognia, który od ponad 1500 lat, w niewytłumaczalny sposób zapala lampę w Grobie Pańskim. Co na ten temat mówią historyczne źródła?

OGIEŃ NADPRZYRODZONY

Rokrocznie od ponad 1500 lat, po nabożeństwie pod przewodnictwem prawosławnego patriarchy Jerozolimy, lampa znajdująca się w Grobie Pańskim zapala się w nadprzyrodzony sposób za sprawą zstępującego z nieba Świętego Ognia.

Dzieje się to zawsze w prawosławną Wielką Sobotę (do XVI wieku Wielkanoc w tym samym terminie obchodził także Kościół Rzymskokatolicki[1]). Tysiące naocznych świadków oraz 70 przekazów historycznych (z okresu od IV do XVI w.) potwierdza, że zejściu Ognia często towarzyszą głośne grzmoty, błyski oraz samoistne odpalenia lamp i świec znajdujących się w różnych miejscach Bazyliki. Ponadto, przez pierwsze kilka minut od momentu zejścia, płomień świec odpalonych od lampy nie parzy.

NAGRANIE Z ZESZŁEGO ROKU (2021) roku

PRZEBIEG CEREMONII

Zstąpienie Świętego Ognia odbywa się rokrocznie w tym samym miejscu i w podobnym czasie. Współcześni archeolodzy zgodnie twierdzą, że Golgota i Grób Pański znajdujące się w jerozolimskiej Bazylice są autentycznymi miejscami kaźni, pochówku i Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa. Nabożeństwo Świętego Ognia celebrowane jest w języku greckim pod przewodnictwem prawosławnego patriarchy Jerozolimy (obecnie jest nim Teofil III).

Przez lata ceremonia uległa jednej istotniej modyfikacji, dotyczącej obecności patriarchy w Grobie Pańskim. Do końca XV wieku Grób Pański podczas nabożeństwa był pusty i zamknięty przez muzułmanów. To oni nadzorowali przebieg ceremonii, grożąc śmiercią chrześcijanom w przypadku niezstąpienia Ognia lub odkrycia oszustwa. Fakt ten potwierdzają wszystkie historyczne świadectwa, począwszy od X w. (list biskupa Arethasa z 920 roku[2]) aż do roku 1480. Natomiast od XV w. do czasów współczesnych, w środku Grobu Pańskiego znajduje się patriarcha prawosławny, modląc się o zejście Świętego Ognia. Szczegółowy przebieg ceremonii znajduje się TUTAJ

MANUSKRYPTY/ŚWIADECTWA HISTORYCZNE

Głównym źródłem historycznych relacji zamieszczonych na stronie www.cudognia.pl jest książka Harisa Skarlakidisa[3] pt. „Holy Fire”[4]. Jej druga edycja, wydana w 2015 roku, zawiera aż 70 świadectw opisujących zstępowanie Świętego Ognia w okresie od IV do XVI wieku. W poszukiwaniu źródeł autor odwiedził największe zbiory manuskryptów w Europie (m.in. Bibliotekę Watykańską oraz biblioteki w Londynie, Berlinie, Monachium, Cambridge i Jerozolimie). Tym sposobem Skarlakidis odnalazł 15 świadectw na temat Cudu Ognia, których dotychczas nie przetłumaczono na języki nowożytne. Dodatkowo, autor po raz pierwszy dokonał tak obszernej analizy manuskryptów opisujących ceremonię. Książka zawiera świadectwa pochodzące ze źródeł m.in.: arabskich, greckich, ormiańskich i łacińskich.

PAPIEŻ, BŁOGOSŁAWIENI ORAZ KATOLICKIE DUCHOWIEŃSTWO

Pomimo współczesnej znikomej świadomości Cudu Ognia wśród zachodnich chrześcijan, to właśnie katolicy są autorami większości historycznych relacji opisujących i podkreślających nadprzyrodzony charakter ceremonii Świętego Ognia. Z 70 świadectw zebranych przez Skarlakidisa, autorami aż 38 są świadkowie wywodzący się ze świata łacińskiego. Wśród nich jest 14 Francuzów, 8 Anglików, 7 Niemców, 4 Włochów, 3 Islandczyków, 1 Belg oraz 1 Szwajcar. Duża część z nich to ważni przedstawiciele i hierarchowie Kościoła Rzymskokatolickiego: 3 błogosławionych (w tym papież Urban II), 6 biskupów, 3 księży oraz 12 zakonników. Ciekawa sytuacja miała miejsce w roku 1130, kiedy Święty Ogień wskazał przyszłego łacińskiego patriarchę Jerozolimy poprzez cudowne zapalenie trzymanych przez niego świec. Szczegółowy opis zdarzenia i cytat z historycznego źródła znajduje się TUTAJ.

W gronie trzech beatyfikowanych, którzy wychwalają nadprzyrodzony charakter i boskie pochodzenie Świętego Ognia znajdują się:
– błogosławiony papież Urban II[5] ,
– błogosławiony Piotr opat kluniacki[6] ,
– błogosławiony Ryszard z Saint-Vanne[7].
Opis i polskie tłumaczenie manuskryptów zawierających wypowiedzi dwóch ostatnich wymienionych znajdują się TUTAJ.

PAPIEŻ URBAN II

Mowa Urbana II w Clermont. Livre des Passages d’Outre-mer, of c 1474 (wikipedia)

27 listopada 1095 roku za murami miasta Clermont we Francji Papież Urban II oficjalnie ogłosił początek pierwszej krucjaty[8]. Tego dnia setki rycerzy, szlachty i duchownych słuchały z zapartym tchem słów, które natchnęły zebranych do walki z muzułmanami. Zgodnie z kroniką biskupa Balderyka z Dol (1050-1130) Urban II, zachęcając niezliczone tłumy do udziału w tym przedsięwzięciu, powiedział:

„Jak cenne byłoby wyczekiwane i nieporównywalne miejsce Grobu Pańskiego nawet gdyby Bóg zrezygnował z wykonywania tam corocznego cudu! Albowiem w dni Jego Pasji, gdy wszystkie światła w Bazylice i dookoła są zgaszone, zostają odpalone ponownie boskim nakazem. Czyje serce jest tak skamieniałe, bracia, że nie wzrusza go tak wielki cud? Wierzcie mi, ten człowiek jest bestialski i nieczuły, którego serce nie porusza do wiary tak cudownie wyraźna łaska.”[9]

Szczegółowy artykuł o mowie błogosławionego Urbana II znajduje się TUTAJ.

WYJĄTKOWE LATA 1100­–1101

Jak już wspomniano, Cud Ognia odbywa się regularnie od ponad 1500 lat w każdą prawosławną Wielką Sobotę. Liczne źródła dokładnie opisują jeden przypadek, gdy zdarzyło się to nazajutrz – w Niedzielę Zmartwychwstania.

W 1101 roku, pomimo kilkukrotnego powtórzenia nabożeństwa i nieprzerwanych żarliwych modlitw, Święty Ogień nie zstąpił w przeddzień Wielkanocy. Lampa znajdująca się w pustym i zamkniętym na klucz Grobie Pańskim zapaliła się dopiero następnego dnia. O wyjątkowości wydarzeń z 1101 roku może świadczyć fakt, że opisuje je aż 9 kronikarzy i świadków z Francji, Włoch, Niemiec, Anglii oraz Armenii[10].

Był to drugi i ostatni raz, kiedy nabożeństwu przewodził łaciński patriarcha Jerozolimy. Rok wcześniej (1100), pod przewodnictwem katolika, Święty Ogień pojawił się dopiero wieczorem. Gdy przez wiele godzin zstąpienie Ognia nie następowało, patriarcha Daimbert wygłosił kazanie, w którym obwiniał za zaistniałą sytuację niewyznane przed Bogiem grzechy zebranych wiernych (w większości byli to Krzyżowcy). Lampa zapaliła się dopiero po publicznej spowiedzi, podczas której wyznano „wiele obrzydliwych zbrodni”[11]. Mowa tu o rzezi ludności cywilnej i grabieży Jerozolimy dokonanej przez Krzyżowców rok wcześniej (1099)[12].

Wyjątkowy przebieg ceremonii, która odbyła się w roku 1101 możemy dokładnie opisać na podstawie wspomnianych 9 niezależnych źródeł historycznych. Nabożeństwo Świętego Ognia po raz drugi odbyło się pod przewodnictwem łacińskiego patriarchy Jerozolimy Daimberta. Mimo, iż hierarcha odprawił je zgodnie z przyjętym starożytnym rytem, Ogień znów nie zszedł o zwykłej porze. To, co działo się potem opisuje rzymskokatolicki zakonnik Ekkhard (zm. 1126) w swojej pracy „Hierosolymita”:

„(…) czekaliśmy aż do zmroku z pobożnością i cierpliwością, aby otrzymać światło z niebios. Byliśmy skupieni na zwyczajowych modlitwach, gdy z powodu naszych grzechów zostaliśmy ukarani przez niezstąpienie pożądanego niebiańskiego daru, o którym Chrześcijanie mówią, że zawsze otrzymują, nawet w obecności pogan. Spędziliśmy noc Niedzieli Zmartwychwstania [noc z soboty na niedzielę – przyp. red.] smutni i zniechęceni, bez odprawiania żadnego nabożeństwa liturgicznego. Wcześnie następnego dnia podążaliśmy boso śpiewając psalmy śpiewane na pogrzeb Pana i weszliśmy do Świątyni Pana w tamtym miejscu na górze Moria [Meczet na Skale – przyp. red]”[13]


Fragment manuskryptu z opisem Ekkeharda, MS Berlin Regius Lat. 295, fols. 121–134 [za: H. Skarlakidis, Holy Fire, wyd. 2, Ateny 2015, s. 114-115

Łacińscy wierni, zrozpaczeni z powodu niezstąpienia Ognia w Wielką Sobotę, wyszli niedzielnym rankiem do Świątyni Pana (kościoła utworzonego przez Krzyżowców w budynku Meczetu na Skale znajdującego się w miejscu zniszczonej Świątyni Salomona). Udali się tam w orszaku pokutnym prosząc Boga, aby zesłał im Święty Ogień, którego dotychczas nie otrzymali z powodu swoich grzechów.

Dalszy przebieg wydarzeń tego dnia wiernie opisują trzy łacińskie źródła historyczne: „Codex L”[14] , „Gesta regnum Anglorum”[15] autorstwa Williama z Malmesbury oraz „Gesta Francorum Expugnantium Iherusalem”[16]. Naoczne relacje przedstawione w manuskryptach podają, że po wyruszeniu rzymskokatolickich wiernych w stronę Wzgórza Świątynnego, przebywający w Bazylice Grobu Pańskiego prawosławni chrześcijanie odprawili własne nabożeństwo Świętego Ognia bez udziału łacińskich pielgrzymów i kleru. Zarówno w opisywanym roku 1101, jak i rok wcześniej, gdy Ogień zstąpił z wielkim opóźnieniem, katolicy zabronili prawosławnym hierarchom przewodniczyć nabożeństwu. Trzy wspomniane źródła historyczne opisują, że w 1101 roku lampa w zamkniętym na klucz Grobie Pańskim zapaliła się tuż po nabożeństwie Świętego Ognia odprawionym przez prawosławnych pod nieobecność łacińskiego patriarchy oraz rzymskokatolickich wiernych. Co ciekawe, klucz do Grobu Pańskiego posiadał łaciński zwierzchnik Daimbert, który dowiedział się o zstąpieniu Ognia, gdy schodził wraz z wiernymi ze Wzgórza Świątynnego.

Warto przytoczyć chociaż jedną z naocznych relacji. Poniżej pełny opis świadka wydarzeń, znajdujący się w manuskrypcie nazywanym „Codex L”:

„Gdy ludzie [rzymscy katolicy – przyp. red.] modlili się w Świątyni Pana, Grecy i Syryjczycy, którzy zostali w Bazylice Grobu Świętego, poszli z procesją dookoła Grobu wznosząc modlitwy do Boga, w rozpaczy tnąc swoje twarze i wyrywając włosy przy głośnych lamentacjach. Podczas powrotu naszych ludzi patriarcha [Daimbert – przyp. red.] został poinformowany, że długo oczekiwane światło pojawiło się w jednej z lamp w Grobie Pańskim i, że ci najbliżej mogli dostrzec jego rumiany kolor. Po wysłuchaniu tego on natychmiast przyspieszył kroku i otwierając drzwi od Grobu kluczem, który trzymał w ręce, od razu ujrzał od dawna pożądane światło jaśniejące w lampie.”[17]

Zapalenie się lampy w Grobie Pańskim nie stanowi końca wyjątkowych wydarzeń, które miały miejsce w Wielkanoc roku 1101. Relacje naocznych świadków pochodzące z 4 źródeł historycznych podają, że do niedzielnego wieczoru w Bazylice Grobu Świętego cudownie zapaliły się kolejne lampy. Bawarski opat Ekkehard[18] oraz włoski Krzyżowiec i historyk Caffaro[19] donoszą o 16 lampach, które zapalały się jedna po drugiej. Francuski historyk Guibert[20] (żył w XII w.) pisze o około 50 lampach, a angielski mnich William z Malmesbury[21] twierdzi, że tego dnia wszystkie lampy odpaliły się za sprawą niebiańskiego daru.

Opisane całkowite niepowodzenie łacińskiej ceremonii oraz zstąpienie Świętego Ognia po prawosławnym nabożeństwie sprawiło, że Krzyżowcy oddali przewodnictwo prawosławnemu patriarsze Jerozolimy. Mimo całkowitej dominacji łacińskiej w Jerozolimie w latach 1099 – 1187[22] ceremonia Świętego Ognia już po dwóch latach wróciła pod kierownictwo prawosławnego patriarchy.

Szczegółowy opis ceremonii Świętego Ognia w roku 1100 i 1101 znajduje się TUTAJ. W podlinkowanym artykule przedstawiono dodatkowe informacje i więcej cytatów z historycznych źródeł.

ZAKAZ PAPIEŻA GRZEGORZA IX ?

Wiemy z cytowanej wcześniej wypowiedzi błogosławionego papieża Urbana II (zm. 1099), że publicznie wychwalał on boskie pochodzenie i prawdziwość Cudu Ognia. Wyniesiony na ołtarze określa zstępowanie Ognia jako dokonywany przez Boga „wielki cud”. Człowieka, który nie jest poruszony przez ten cud, papież nazywa „bestialskim i nieczułym”[23]. Błogosławiony Urban II (zm. 1099) nie jest jedynym biskupem Rzymu, którego wypowiedzi na temat Świętego Ognia zachowały się w manuskryptach. Wypowiedź papieża Grzegorza IX (zm. 1241) pokazuje, że miał on inne zdanie niż jego beatyfikowany poprzednik. List papieża do łacińskiego patriarchy jerozolimskiego Gerarda z Lozanny jest obowiązującym do dziś oficjalnym stanowiskiem Kościoła Rzymskokatolickiego w sprawie Świętego Ognia:

„Rozumiemy, że kanony Grobu Pańskiego w Jerozolimie mówią, że ogień zstępuje z nieba na Grób Pański w wieczór Paschalny (…) Istotnie ponieważ Pan, jak im powiedzieliśmy, nie potrzebuje naszych kłamstw, komukolwiek kto ośmielał się w to wierzyć rozkazujemy naszą władzą aby w tym więcej nie brał udziału.”[24]

W liście z dnia 9 marca 1238 roku twórca papieskiej inkwizycji papież Grzegorz IX odrzucił autentyczność Cudu Ognia i zakazał wiernym Kościoła Rzymskokatolickiego uczestnictwa w tej ceremonii. W roku 1238 Święty Ogień zszedł po raz kolejny, tak jak miało to miejsce przez ostatnie 700 lat. Od wspomnianej daty w ceremonii nie uczestniczyli hierarchowie łacińscy. Czy w kolejnych latach wierni i duchowni Kościoła Rzymskokatolickiego przestrzegali zakazu Grzegorza IX? Czy nadal go przestrzegają?

Jak pokazują źródła historyczne, oficjalne stanowisko Kościoła Rzymskokatolickiego nie było respektowane przez wiernych i duchownych. Kronika Chronicon Sampetrinum Erforteme autorstwa zakonników z klasztoru św. Piotra w Erfurcie pokazuje, że już 29 lat po ogłoszeniu, zakaz nie był przestrzegany przez katolickich duchownych:

„AD 1267 (…) W Wielką Sobotę, podczas konsekracji Paschalnej świecy, ogień zstąpił z nieba w widzialny sposób i zapalił trzy z lamp olejnych, które były zamknięte i strzeżone wewnątrz Świętego Grobu. Wszystko, gdy było obecnych wielu franciszkańskich zakonników, wielu chrześcijan, syryjskich wiernych i nawet muzułmanów, pomimo braku oznak ognia wewnątrz kościoła. I z tego powodu powstała wielka radość i zadziwienie u tych, którzy to widzieli.”[25]

Kolejne opisy z 1483 roku[26] oraz z 1560 roku[27] mówią o udziale katolickich wiernych w nabożeństwie Świętego Ognia. Relacja naocznego świadka potwierdza, że w 1560 roku katolicki kler aktywnie uczestniczył w ceremonii. Wspomniane historyczne świadectwo jest ostatnim, w którym opisano udział w nabożeństwie duchownych Kościoła Rzymskokatolickiego.

22 lata później (1582) papież Grzegorz XIII zmienił sposób wyliczania Wielkanocy, który od czasu I Soboru Powszechnego w Nicei (325) obowiązywał we wszystkich Kościołach Chrześcijańskich. W wyniku reformy Kościół Rzymskokatolicki nie obchodzi już Wielkanocy w tradycyjnym terminie, w którym świętują wszystkie pozostałe starożytne Kościoły Apostolskie. Od 1582 roku do dziś duchowieństwo katolickie nie uczestniczy w ceremonii Świętego Ognia. Na podstawie opisanych źródeł historycznych można stwierdzić, że przyczyną takiego stanu rzeczy może być reforma kalendarza, a nie chęć gorliwego przestrzegania oficjalnego zakazu uczestnictwa wydanego przez Grzegorza IX w 1238 roku. Szczegółowy artykuł na ten temat znajduje się TUTAJ.

MUZUŁMANIE – NAJWIĘKSI SCEPTYCY

Obecnie większość katolików podchodzi sceptycznie do oceny prawdziwości Cudu Ognia. Jedną z przyczyn takiego nastawienia jest fakt, że od XV wieku podczas zstępowania Świętego Ognia patriarcha przebywa wewnątrz Grobu Pańskiego. Zachodni chrześcijanie dostrzegają w tej sytuacji możliwość dokonania oszustwa.

Do roku 1480 Ogień zstępował do zamkniętego na klucz Grobu Pańskiego, w którym nikt nie przebywał. Mimo okoliczności, które całkowicie wykluczały oszustwo, nie wszyscy islamscy władcy Jerozolimy chcieli uznać nadprzyrodzony charakter Świętego Ognia. Jak pokazują liczne świadectwa historyczne (także arabskie), nawet najbardziej sceptyczni muzułmanie musieli niejednokrotnie ugiąć się pod ciężarem dowodów.

Przykładem jest Saladyn – jeden z największych władców muzułmańskich. W roku 1192, kilka lat po zdobyciu Jerozolimy[28], Saladyn postanowił osobiście wykazać oszustwo Cudu Ognia. Dwa źródła historyczne [29]  zawierają relacje naocznych świadków z ceremonii z jego udziałem. Dzieło „Itinerarium Regis Ricardi” opisuje co wydarzyło się tego dnia:

„Przez pewien czas Saladyn i inni Turcy z uwagą patrzyli na modlitwy wielu chrześcijańskich jeńców w kajdanach, jak z łzami błagali o Miłosierdzie Boże. Nagle, na ich oczach, boski ogień zszedł i zapalił lampę! Od razu zaczęła jasno świecić. Gdy wszyscy to ujrzeli, byli dogłębnie poruszeni. Chrześcijanie głośnymi okrzykami radowali się i chwalili wielkość Boga, podczas gdy Saraceni, będąc zdumieni tak oczywistym cudem, negowali to, co widzieli i twierdzili, że ogień był przebiegłą sztuczką, wykonaną po to, by ich oszukać. Chcąc upewnić się w tej kwestii Saladyn rozkazał zgasić lampę, która została bosko odpalona. Gdy została zgaszona, odpaliło ją od razu boskie działanie. Niewierny rozkazał by zgasić ją drugi raz. Znowu, po raz drugi została odpalona. Trzeci raz zgaszona i trzeci raz odpalona. O wielka moc Boża! Co może oprzeć się niezwyciężonemu? Żaden zamysł nie sprzeciwia się Panu. Nikt nie oprze się Jego Woli. Sułtan był zdziwiony i boleśnie poruszony widokiem tego cudu i wiarą i modlitwą Chrześcijan. Natchniony duchem proroczym, ogłosił stanowczo: <<Bez wątpienia, albo niedługo opuszczę ten świat, albo stracę władzę nad tym miastem.>>. Przepowiednia go nie zawiodła, gdyż Saladyn umarł podczas kolejnego Postu.”[30]

Fragment narracji Ryszarda dotyczącej trzykrotnego zapalenia się lampy przed Saladynem. Corpus Christi College Ms. 129, fol. 68v, 12 wiek, Uniwersytet Cambridge [za: H. Skarlakidis, Holy Fire, wyd. 2, Ateny 2015, s. 155]

Źródła historyczne mówią o innych cudownych zjawiskach, które miały miejsce podczas prób ukazania Świętego Ognia jako oszustwa. Manuskrypty relacjonują, że w roku ok. 930[31] oraz w roku 1099[32] muzułmańscy władcy Jerozolimy zamienili knot lampy na żelazny drut. Mimo tego zabiegu, Święty Ogień zstąpił na lampę i sprawił, że metal zapłonął.

ŚWIADEK ZMARTWYCHWSTANIA W XXI WIEKU

Jak wygląda z bliska Święty Ogień? Autor książki „Holy Fire” Haris Skarlakidis przeprowadził wywiady z trzema hierarchami[33], którzy przewodniczyli ceremonii i klęczeli przy płycie grobowej modląc się o zstąpienie Ognia. Poniżej znajduje się fragment rozmowy z Metropolitą Abp. Chrystodulem, który przyjmował zstępujący Święty Ogień w roku 1998 i 1999. W tym okresie prawosławny patriarcha Jerozolimy Diodor nie mógł osobiście przewodniczyć ceremonii z powodu złego stanu zdrowia. Zapytany o to, co się działo się wewnątrz Grobu Pańskiego, Metropolita odpowiedział:

„Natychmiast zacząłem czytać specjalną modlitwę i gdy to już skończyłem, zauważyłem, że kamień grobowy zaczął się <<pocić>>. Wraz z upływem czasu, zjawisko stawało się coraz intenstywniejsze i wyglądało to jakby kamień był w całości pokryty płynną mirrą wydobywającą się z jego wnętrza. Równocześnie, poza płynną mirrą pojawiło się bardzo intensywne niebieskie światło, które pokryło cały kamień nagrobny. W tym momencie święta lampa cudownie zapłonęła.”[34]

Historyczne źródła pokazują jak ważny dla prawosławnych, katolików, a nawet muzułmanów był niegdyś Cud Ognia. Czy obecne zainteresowanie ceremonią jest równie duże? Można z całą pewnością stwierdzić, że Święty Ogień jest popularniejszy niż kiedykolwiek. W dawnych czasach chrześcijanie pragnący doświadczyć Cudu Ognia musieli dysponować bogactwem i czasem by wybrać się na wyprawę do Ziemi Świętej. Dziś wystarczy mała kwota na bilet lotniczy i po paru godzinach można znaleźć się w Jerozolimie. W dniach prawosławnego Wielkiego Tygodnia całe miasto jest wypełnione po brzegi wiernymi.

Prawosławni, którzy nie wybierają się do Ziemi Świętej, obserwują przebieg ceremonii Świętego Ognia w telewizji lub w Internecie. W krajach, w których większość mieszkańców jest wyznania prawosławnego, nabożeństwo jest transmitowane przez stacje telewizyjne. Warto dodać, że współcześnie Święty Ogień jest transportowany samolotami do wielu krajów. W tym roku po raz dwunasty, prawosławna delegacja dostarczy płomień do Polski kilka godzin po jego oczekiwanym zejściu. Dzięki temu Święty Ogień będzie obecny na nabożeństwach paschalnych, które rozpoczną się przed północą w cerkwiach w całej Polsce.


BIBLIOGRAFIA

[1]   Od IV w. do XVI w. cały świat chrześcijański włącznie z Kościołem Rzymskokatolickim obchodził Wielkanoc zgodnie z prawosławnym sposobem wyliczania tej daty ustanowionym podczas I Soboru Powszechnego w Nicei w 325 roku. Do dziś wszystkie starożytne kościoły apostolskie poza Kościołem Rzymskokatolickim świętują Wielkanoc w tradycyjnym terminie. Wikariusz Łacińskiego Pariarchy Jerozolimy dla Cypru O. dr Jerzy Kraj OFM pisze: „Dyskusję w sprawie celebracji Paschy zamknął w 325 r. I Sobór Nicejski podejmując decyzję, by Pascha była obchodzona w niedzielę po pierwszej pełni księżyca następującej po równonocy wiosennej oraz by jej data nie zbiegała się ze świętem żydowskim. Po wprowadzeniu w kościele katolickim reformy papieża Grzegorza XIII (1502–1585) utrzymano warunek wyznaczenia daty Wielkanocy na niedzielę po pierwszym nowiu wiosennym, pierwszy zaś, dotyczący rozbieżności dat paschy chrześcijańskiej i żydowskiej, pominięto. Kościół prawosławny odniósł się negatywnie do tej reformy i do dziś pozostał przy starym porządku kalendarzowym.”cyt. z: http://pl.radiovaticana.va/…

[2]   D. Sahas, Aretha’s ‘Letter to the Emir at Damascus, The Patristic and Byzantine Review 3 (1984), s. 77. [za: H. Skarlakidis, Holy Fire, wyd. 2, Ateny 2015, s. 58]

[3]  Haris Skarlakidis to badacz Świętego Ognia i autor pierwszej książki poświęconej historycznym relacjom z ceremonii. Autor odnalazł kilkanaście manuskryptów dotyczących Cudu Ognia, które nie zostały dotychczas przetłumaczone na języki nowożytne. Podczas licznych pobytów w Jerozolimie przeprowadził wywiady z trzema hierarchami, którzy przewodniczyli nabożeństwu. Wydana w 2011 roku pierwsza edycja Holy Fire została przetłumaczona na 7 języków (angielski, hiszpański, rosyjski, niemiecki, rumuński, serbski oraz włoski). Zarówno pierwsza, jak i druga edycja trafiły na listę bestsellerów książkowych w Grecji.

[4]    H. Skarlakidis, Holy Fire, wyd. 2, Elea Publishing, Ateny 2015

[5]    wspominany 29 lipca, Zob. Żywot błogosławionego http://www.brewiarz.pl/czytelnia/swieci/07-29c.php3

[6]    wspominany 11 maja, Zob. Żywot błogosławionego http://brewiarz.pl/czytelnia/swieci/05-11c.php3

[7]    wspominany 14 czerwca, Zob. Żywot błogosławionego http://catholicsaints.info/saint-richard-of-saint-vannes/

[8]   Szerzej o I wyprawie krzyżowej zob. S. Runciman, Dzieje wypraw krzyżowych, t. I, Warszawa 2009

[9]    A.C. Krey, The First Crusade: The Accounts of Eyewitnesses and Participants, Princeton 1921, s. 34. Zob. pełny tekst mowy papieża Urbana II w jęz. angielskim: http://www.cultus.hk/his5532_07/Urban_II/Balderic.html

[10]  H. Skarlakidis, Holy Fire, wyd. 2, Ateny 2015, s. 6

[11]   Guibert of Nogent, The Deeds of God through the Franks, trans. R. Levine, Rochester 1997, s. 262 [za: tamże, s. 188]

[12] Opis zdobycia Jerozolimy Zob.
http://silesia.edu.pl/slask/index.php?title=Anonimowa_relacja_o_zdobyciu_Jerozolimy_w_1099_roku

[13]   Niektóre zachowane łacińskie manuskrypty: MS Berlin Regius Lat. 295, fols. 121–134 oraz MS Paris Lat. 4889 Α, fols. 102–108,

[za: H. Skarlakidis, Holy Fire, wyd. 2, Ateny 2015, s. 114-115]

[14]   Za: tamże, s. 105-108

[15]   William of Malmesbury, Gesta Regnum Anglorum 4.379, tłum.: R.A. Mynors, R.M. Thomson, M. Winterbottom, Oxford Medieval Texts, Oxford 1998, s. 675 [za: tamże, s. 119]

[16]   Niektóre zachowane manuskrypty: Cambridge MS. 2079 KK, c. 1224; Paris Lat. 12945, fols. 1r–65v [za: tamże, s. 109-110]

[17]   Za: tamże, s. 105-108

[18]  Zakonnik Ekkehard (1050-1125) był opatem monasteru w miejscowości Aura w Niemczech. W roku 1101 przebywał w Jerozolimie.

[19]  Caffaro di Rustico da Caschifellone (ok. 1080 – 1166) – genueński dyplomata, admirał i historyk. Zob. https://pl.wikipedia.org/wiki/Caffaro_di_Rustico_da_Caschifellone

[20]  Guibert z Nogent (ur. ok. 1055, zm. 1124) – benedyktyński historyk, teolog i autor autobiograficznych pamiętników. Zob. https://pl.wikipedia.org/wiki/Guibert_z_Nogent

[21]  William z Malmesbury, łac. Gulielmus Malmesburiensis (ur. ok. 1080 lub 1095 w Wiltshire – zm. ok. 1143) – angielski historyk, żyjący w XII wieku, mnich w opactwie Malmesbury. Zob. https://pl.wikipedia.org/wiki/William_z_Malmesbury

[22]   Pierwszy okres panowania łacińskich Krzyżowców w Jerozolimie. W 1187 miasto zdobył Saladyn.

[23]    Fragment listu papieża Grzegorza IX, Zob. szczegółowe omówienie listu znajduje się w artykule:
http://cudognia.pl/promowany/zakazpapieza/

[24]    B. Ward, Miracles and the Medieval Mind, London 1987, str 122 [za: tamże, s. 95] Zob. łaciński tekst: Les registres de Grégoire IX, t. 2, 4151. tekst łaciński online: https://archive.org/stream/lesregistresdale02cathuoft#page/463/mode/2up

[25]   Chronicon Sampetrinum, ed. B. Stubel, in: Erfurter denkmaler, Halle 1870, s. 96. [za: tamże, s. 163]

[26]    Frater Felix Fabri, Evagatorium in Terrae Sanctae, Arabia et Egypti peregrinationem, vol. 1, ed.C.D. Hassler, Stuttgart 1843–49, pp. 340–41. [za: tamże, s. 198-199], Zob. szczegółowy artykuł zawierający cytat i opis: http://cudognia.pl/promowany/zakazpapieza/

[27] Khozhdenie kuptsa Vasiliia Pozniakova po Sviatym mestam vostoka, 1558–1561 [The journey of the Merchant Vasilii Pozniakov to the Holy Places of the East, 1558–1561], ed. by K.M. Loparev, PPSb, 6: 3.18, Kirshbauma 1887, s. 39–42. [za: tamże, s. 203-204] Zob. szczegółowy artykuł zawierający cytat i opis: http://cudognia.pl/promowany/zakazpapieza/

[28]   Wojska Saladyna wkroczyły do Jerozolimy w roku 1187.

[29]   Drugim źródłem jest: Ambroise, The Crusade of Richard Lion-Heart, trans. J. Hubert, New York 1941, pp. 321–322., [za: tamże, s. 156-158]

[30]   Itinerarium 5.16, tłum ang. H. Nicholson, Chronicle of the Third Crusade: a Translation of the Itinerarium Peregrinorum et Gesta Regis Ricardi, Aldgate 1997, s. 297, [za: H. Skarlakidis, Holy Fire, wyd. 2, Ateny 2015, s. 154-155]

[31]  List kleryka Nikity do cesarza Bizancjum Konstantyna VII Porfirogeneta z 947 roku. P. Riant, Archives de l’ Orient latin: publiées sous la patronage de la Société de l’ Orient latin, Paris 1881, pp. 275–82, [za: tamże, s. 66]

[32] Kronika z zakonu Monte Cassino (opis ceremonii z 1099 roku), J. Mabillon, Museum italicum, seu Collectio veterum scriptorum ex bibliothecis italicis, Paris 1687, s. 209-210. The work has also been published in the RHC Occ. collection, under the title Tudebodus Imitatus et Continuatus. See RHC Occ., vol. 3, p. 214-5. [za: tamże, s. 97-98]

[33] Obecnym prawosławnym patriarchą Jerozolimy Teofilem III, jego żyjącym poprzednikiem Ireneuszem oraz Metropolitą Eleftheroupolis Chrystodulem, który przewodniczył ceremonii w roku 1998 oraz 1999 w zastępstwie chorego patriarchy Diodora

[34]  

[za: tamże, s. 242]

« Mowa Papieża Urbana II (1095 r.)

Ogień Zszedł! »

Cud cudów

„Cud cudów”

19.11.2008. https://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=815&Itemid=46

            „Śledztwo” Vittorio Messoriego w sprawie najbardziej wstrząsającego cudu maryjnego

Włodzimierz Rędzioch [z Niedzieli, nr. 51-52, 1998 Przypominam, na stronie jest już coś na ten temat. Warto przeczytać całą książkę! MD]

            „Żaden wierzący nie byłby tak na­iwny, by prosić Boga o przywrócenie mu odciętej nogi. Tego rodzaju cudu, który byłby decydujący, nigdy nie od­notowano. Możemy też spokojnie stwierdzić, że nigdy go nie odnotuje­my”. Są to słowa Felixa Michauda, jed­nego z synów oświecenia, którzy pisali słowo „rozum” dużą literą i odrzucali zjawiska nadprzyrodzone, uważając je za przejaw ciemnoty zabobonnego ludu.

            Inny znany pozytywista i literat, Emil Zola, słynny również z pamfle­tów „kompromitujących” objawienia w Lourdes, napisał z ironią o wotach w grocie Massabielle: „Widzę wiele lasek, wiele kul. Lecz nie zauważyłem ani jednej protezy nogi”.Chciał przez to powiedzieć, że z wielu chorób moż­na się wyleczyć, również dzięki nie znanym jeszcze nauce siłom psychicz­nym człowieka. Lecz odcięta noga to zupełnie coś innego – gdyby nagle odrosła, mielibyśmy do czynienia z cudem, którego rozum nie mógłby podważyć.

            Jednak taki cud wydarzył się w 1640 r. w Hiszpanii, w małym mias­teczku Calandal Przez ponad trzy wieki panowała na ten temat zmowa milczenia. Warto więc dzisiaj przypomnieć to nadprzyrodzone wydarze­nie, którego ówcześni nie wahali się nazwać El milagro de los milagros (cudem cudów). 25 marca 1617 r. w dniu Zwiasto­wania Pańskiego w Calandzie, w pus­tynnym zakątku Aragonii, urodził się Miguel Juan Pellicer, drugie z ośmior­ga dzieci ubogich rolników, Miguela Pellicera Maya i Marii Balasco. Chło­piec był analfabetą i wraz z całą rodzi­ną pracował na roli. Gdy miał 19 lat, opuścił dom rodzinny i udał się do wu­ja, mieszkającego w okolicach miasta Castellón de la Piana, gdzie pracował jako najemny robotnik rolny. Pewne­go letniego dnia w 1637 r. Miguel Ju­an jechał na załadowanym zbożem wozie, z którego spadł i dostał się pod koła. Jedno z nich przejechało mu no­gę tuż pod prawym kolanem. Wuj naj­pierw zawiózł go do szpitala w Castel­lón, a następnie do oddalonej o 60 km Walencji. Zabiegi lekarzy nie odniosły jednak żadnego skutku i stan nogi po­gorszył się. Pellicer, choć bardzo cier­piał, postanowił udać się do Saragos­sy – słynnej ze znakomitego szpitala Real y General Hospital de Nuestra Seńora de Gracia i z sanktuarium Matki Bożej del Pilar, do której żywił on szczególne nabożeństwo.

            Warto dodać, że sanktuarium w Sa­ragossie to jedna z najważniejszych świątyń maryjnych na świecie. Trady­cja głosi, że sanktuarium powstało w miejscu, gdzie w 40 r. Apostołowi Jakubowi ukazała się Matka Boża stojąca na kolumnie (pilar).

            Niestety, tamtejsi lekarze stwierdzi­li rozległą gangrenę i postanowili am­putować Miguelowi nogę. Operacji dokonał znany w całej Aragonii prof. Juan de Estanga wraz ze swymi asy­stentami. Młody praktykant, niejaki Juan Lorenzo Garcia, zakopał odcię­tą „cztery palce pod kolanem” koń­czynę na przylegającym do szpitala cmentarzu.

            Po odbytej operacji Miguel Juan przebywał w szpitalu jeszcze kilka miesięcy, tzn. do wiosny 1638 r. Na­stępnie utrzymywał się z jałmużny (kanonicy opiekujący się sanktuarium Matki Bożej pozwolili mu żebrać przed świątynią). Wszyscy mieszkań­cy Saragossy (miasto liczyło wów­czas ok. 25 tys. mieszkańców) znali tego młodego i pobożnego pordiosero (żebraka), który codziennie rano uczestniczył we Mszy św. przed obli­czem Madonny del Pilar i nacierał swój kikut olejem z lampek oliwnych w świątyni.

            Po dwóch latach takiego życia, za namową księży z rodzinnego miastecz­ka, Pellicer postanowił wrócić do do­mu. Na początku marca 1640 r. roz­począł podróż, która trwała prawie ty­dzień. Chociaż ubodzy rodzice przy­jęli go z otwartymi rękami, Miguel Ju­an nie chciał być dla nich ciężarem, postanowił więc ponownie żyć z jał­mużny. Prosił o nią nie tylko miesz­kańców Calandy, ale także chłopów z okolicznych wiosek, gdzie udawał się na osiołku. Trzeba wyjaśnić, że w owych cza­sach żebractwo nie upokarzało czło­wieka, a wręcz było obowiązkiem lu­dzi kalekich, którzy nie mogli wykony­wać żadnej pracy. Pomaganie żebra­kowi było natomiast wyrazem ewan­gelicznej miłości, a równocześnie sposobem, by zasłużyć na wieczne zbawienie.

            W czwartek 29 marca 1640 r. w Ca­landzie zatrzymał się oddział żołnierzy królewskich, których zakwaterowano w prywatnych domach. Również ro­dzinie Pellicer przydzielono jednego z kawalerzystów – dano mu do dys­pozycji łóżko kalekiego syna, który przygotował sobie posłanie na podło­dze w izbie rodziców. Miguel Juan udał się na spoczynek tuż po godz. 22-giej. Mniej więcej pół godziny później do pomieszczenia, gdzie spał, weszła jego matka. Od razu poczuła miły, lecz nie znany jej zapach, następ­nie zdumiona zauważyła, że spod płaszcza, pod którym spał syn, wysta­ją dwie nogi. Przestraszona, zawołała męża, który stwierdził, że pod płasz­czem leżał rzeczywiście Miguel Juan z cudownie odrośniętą nogą. Sądząc po bliznach na łydce, była to ta sama noga, którą amputowano mu w Saragossie i zakopano na przyszpitalnym cmentarzu trzy lata wcześniej!

            Można sobie wyobrazić, co się póź­niej działo w domu rodziny Pellicer. Owej nocy w Calandzie nikt nie spał. W atmosferze ogólnego podniecenia dyskutowano na temat tego niezwyk­łego wydarzenia, którego wszyscy byli naocznymi świadkami. Ponieważ cudownie uzdrowiony wyjawił, że gdy „odzyskał” nogę, śnił, że znajduje się w kaplicy Matki Bożej dei Pilar i naciera kikut olejem z lam­pek oliwnych, wszyscy zgodnie przy­pisali ten cud wstawiennictwu Naj­świętszej Maryi Panny czczonej w Saragossie.

            Żołnierze, którzy spędzili tę niezwyk­łą noc w Calandzie, roznieśli sensa­cyjną wiadomość po okolicy. Dlatego też już w poniedziałek w miasteczku zjawił się proboszcz z sąsiedniego miasta Mazalon wraz ze swym wika­riuszem i notariuszem miejskim. Miguel Andru, notariusz królewski (nota­rio real), sporządził akt – dokument państwowy – z dokładnym opisem wydarzeń. Świadków cudownego od­zyskania kończyny przez Miguela Ju­ana były tysiące. Pochodzili oni z róż­nych miejscowości regionu i różnych środowisk społecznych, a poza tym byli to ludzie wiarygodni. Nic więc dziw­nego, że mimo rygorystycznie prze­prowadzonego procesu specjalnie powołana komisja kościelna nie miała zbyt wielkich trudności, aby stwier­dzić cudowny charakter wydarzenia.

            To wszystko, co działo się w Calan­dzie i w Saragossie, odbiło się wiel­kim echem w całej Hiszpanii. Wiado­mość o tym niezwykłym cudzie dotar­ła także do króla Filipa IV, który tuż po zakończeniu procesu, jesienią 1641 r., nie zawahał się zaprosić do siebie cu­downie uzdrowionego. W pałacu kró­lewskim w Madrycie miała miejsce niespotykana scena: Filip IV, w obec­ności całego dworu i korpusu dyplo­matycznego, uklęknął przed Pellice­rem i ucałował jego cudownie odzyskaną nogę. Zachował się wykonany przez Felixa Pescadora szkic zaginio­nego dziś fresku, który upamiętnia to wydarzenie.

            Tak jak już wspomniałem na po­czątku, o cudzie w Calandzie szybko zapomniano – poza Hiszpanią. Prze­wodniki turystyczne informują jedy­nie, że Calanda jest miejscem uro­dzenia znanego reżysera Luisa Bu­nuela.

            Dlatego należy wyrazić wdzięcz­ność Vittorio Messoriemu, który „cu­dowi cudów” poświęcił swą nową książkę. Przebywał on kilkakrotnie w Hiszpanii, odwiedzał miejsca zwią­zane z tym nadzwyczajnym wydarze­niem, prowadził skrupulatne poszuki­wania w archiwach państwowych i kościelnych, konsultował się z histo­rykami. Owocem jego pracy jest książ­ka popularyzatorska, napisana z dzien­nikarską werwą, a jednocześnie bo­gato udokumentowana i pełna głębo­kich refleksji. Autor książki udzielił mi wywiadu dla Niedzieli.

* * *

            Włodzimierz Rędzioch: – Od kilku lat na łamach ukazującego się we Włoszech miesięcznika „Je­sus” publikowane są pańskie arty­kuły zatytułowane „Taccuino ma­riano – „Notes maryjny”.  Skąd to zainteresowanie problematyką maryjną?

            Vittorio Messori: – Moja mi­łość do Maryi rodzi się zasadniczo z faktu, że przez Jej ciało został dany nam Chrystus. Wcielenie jest dziełem Boga, lecz realizuje się za pośrednic­twem Maryi, dzięki Jej „fiat„, dzięki Jej pokornemu i całkowitemu przyzwole­niu na plan Boga. Jestem przekona­ny, że w czasach kryzysu wiary, jaki obecnie przeżywamy, docenienie roli i miejsca Matki Bożej to najlepszy sposób, by spotkać Jezusa.

            – W tych dniach ukazała się Pań­ska nowa książka pt. „Il miracolo” („Cud”). Jej podtytuł wyjaśnia, o jaki cud chodzi: „Hiszpania 1640 r. – «śledztwo» w sprawie najbardziej wstrząsającego cudu maryjnego”. W jaki sposób zrodziła się myśl na­pisania tej książki?

            – Książka, w której piszę o najbar­dziej wstrząsającym cudzie maryjnym, powstała prawie przez przypadek. Przeglądając katalog księgarni – antykwariatu, znalazłem wydaną we Fran­cji książkę poświęconą temu właśnie cudowi. Natychmiast ją kupiłem, choć myślałem, że chodzi o jakieś mitycz­ne opowiadanie lub o fakt znany jedy­nie z tradycji ustnej. Przekonałem się jednak, że jest to nieźle udokumento­wane wydarzenie. Udałem się więc do Hiszpanii i w Calandzie – miejsco­wości, gdzie zaistniał cud – próbowa­łem precyzyjnie i skrupulatnie zrekon­struować wszystkie fakty.

            – W tytule Pańskiej książki poja­wia się słowo „śledztwo„. W jaki sposób przeprowadził Pan „śledz­two” w sprawie cudu w Calandzie?

            – Prowadzenie dochodzenia nie było trudne, gdyż zachowało się bar­dzo wiele dokumentów. Już kilkadzie­siąt godzin po wydarzeniu notariusz królewski w obecności licznych świad­ków sporządził akt, który zachował się do dziś. Natomiast kilka miesięcy póź­niej odbył się publiczny proces, za­kończony uznaniem nadprzyrodzone­go charakteru zjawiska. Tyle jest do­kumentów świadczących o cudzie, że żaden uczciwy historyk nie może go negować. Wydarzenie jest tak wyjąt­kowe, tak dobrze udokumentowane, że świadomie możemy dotrzeć do progu Tajemnicy. Na zakończenie ra­cjonalnie przeprowadzonego procesu nasze serce może w pełni dostąpić radości wiary.

            Cud w Calandzie i dochodzenie w jego sprawie – to przykład odkrywa­nia prawdy poprzez rozum i wiarę ­temu właśnie poświęcona jest najnow­sza papieska encyklika Fides et ratio.

            – Hiszpanie nazywają cud w Ca­landzie „cudem cudów”. Jak wyjaś­ni Pan fakt, że ten cud par excel­lence – „cud cudów” jest prawie nieznany poza granicami Hiszpa­nii? Dodam, że w Polsce nic o nim nie wiadomo.

            – Nie należy zapominać, że w la­tach, gdy wydarzył się cud, Hiszpania przeżywała bardzo trudny okres swej historii (krwawa wojna trzydziestolet­nia, powstanie w Katalonii, oderwanie się Portugalii i części Niderlandów). Potem nastały czasy oświecenia, któ­re nie sprzyjały rozpowszechnianiu wiadomości na temat cudu. Ja też nic o tym cudzie nie wiedzia­łem. Lecz Duch Święty tchnie tam, gdzie chce! Może nastały wreszcie czasy, by odkryć na nowo cud w Ca­landzie.

            – Pozwoli Pan, że zacytuję zna­komitego pisarza Gilberta K. Ches­tertona: „Wierzący to człowiek, który akceptuje cud, jeżeli oczywi­stość faktów zmusza go do tego. Natomiast niewierzący to człowiek, który o cudach nie chce nawet dyskutować, ponieważ nie pozwa­la mu na to doktryna, którą wyzna­je i której nie chce się wyrzec”. Nie wydaje się Panu, ze ostatnio my, katolicy, chcemy być wielkimi racjonalistami, a mówienie o cu­dach wprawia w zakłopotanie rów­nież osoby wierzące?

            – Zauważam dziś wśród wierzą­cych dwie przeciwstawne postawy: z jednej strony mamy katolików, którzy zirytowani odrzucają zjawiska nad­przyrodzone, uznając je za niegodne „dojrzałej i dorosłej” wiary, z drugiej ­znajdują się ci, którzy wszędzie szu­kają cudów i wszędzie je widzą. Według mnie, wierzący nie może być zamknięty na znaki, również te nad­przyrodzone, które nam daje Bóg. Co więcej, powinien je doceniać jako owoce Bożej miłości i wsparcie dla naszej wiary i nadziei. Nie można jed­nak popadać w przesadę. Nie zapo­minajmy, że największym cudem jest Zmartwychwstanie Chrystusa i Jego stała obecność w Eucharystii. Jeżeli jednak Bóg pozwala na objawienia maryjne i na cudowne uzdrowienia w miejscach tych objawień, jeżeli daje nam w darze takich ludzi, jak o. Pio, dlaczego nie korzystać z tych darów i nie cieszyć się nimi? Misterium, na­wet w swych nadprzyrodzonych prze­jawach, nigdy nie obezwładnia nasze­go rozumu, który również jest wielkim darem Boga. Nakłania go natomiast pod przewodnictwem Ducha Święte­go do roztropnego, lecz odważnego otwarcia się na coraz to szersze hory­zonty życia wewnętrznego.

            – Pańskie „odkrycie” cudu w Ca­landzie stało się także udziałem Czytelników „Niedzieli” i chciałem Panu za to gorąco podziękować. Korzystam także z okazji, by zaprosić Pana do naszego narodo­wego sanktuarium maryjnego – na Jasną Górę, której Pan jeszcze nie miał okazji nawiedzić, oraz do Re­dakcji „Niedzieli”, której siedziba znajduje się u stóp Jasnej Góry.

Kościół uznał 70-ty cud za wstawiennictwem Niepokalanej z Lourdes

http://www.pch24.pl/francja–kosciol-uznal-70–cud-za-wstawiennictwem-niepokalanej-z-lourdes,58203,i.html#ixzz56sUE2wHP

[Tak sobie zajrzałem do Archiwum… Co i Wam radzę... Kościół to nie tylko ta banda przebierańców koło Franciszka w Watykanie! MD]

===================================

W święto objawień Matki Bożej z Lourdes, biskup diecezji Beauvais – Jacques Benoit-Gonin, ogłosił niewytłumaczalne z lekarskiego punktu widzenia uzdrowienie s. Bernadette Moriau. Jest to 70-ty uznany i oficjalnie potwierdzony przez Kościół cud za wstawiennictwem Maryi Niepokalanej z Lourdes.

Francuska zakonnica ze Zgromadzenia Oblatek Najświętszego Serca Jezusowego s. Bernadette Moriau, cierpiała od końca lat sześćdziesiątych na paraliż okolic lędźwiowych i krzyżowych. Przejawia się on w niedowładzie kończyn dolnych z towarzyszącymi temu licznymi innymi zaburzeniami typu nerwowego. Od 1987 roku, chora nie mogła się niemal zupełnie poruszać.

Do cudownego uzdrowienia doszło 11 lipca 2008. Bp Benoit-Gonin przekazał tę wiadomość dopiero 11 lutego br., we wspomnienie Matki Bożej z Lourdes.

 Diecezja upowszechniła już wideo, na którym zakonnica mówi, że w lutym 2008 jej lekarz namówił ją na pielgrzymkę diecezjalną do Lourdes. „Nigdy wcześniej nie byłam tam jako chora (…), udałam się do tego miejsca, dzieląc radość wszystkich pielgrzymów. Poza tym w 2008 obchodziliśmy 150. rocznicę objawień” – wspominała s. Bernadette. Zaznaczyła, że gdy była w Grocie Objawień poczuła „tajemniczą obecność Maryi i małej Bernardki”, dodając, że „w żadnym wypadku” nie prosiła o uzdrowienie, ale raczej chciała „nawrócenia serca i siły w dalszym znoszeniu choroby”.

 Po powrocie do swej wspólnoty zakonnej w Besles koło Beauvais nastąpiło to, co Kościół katolicki uznał obecnie za 70-ty cud z Lourdes.11 lipca, w czasie naszej godziny adoracji i w łączności z sanktuarium, gdy ponownie czułam w swym sercu tę mocną chwilę przeżywaną w czasie błogosławienia chorych Najświętszym Sakramentem, gdy naprawdę odczuwałam obecność Jezusa, to doświadczenie się powtórzyło. Pod koniec adoracji doświadczam w swym sercu wrażenia ciepła i odprężenia całego mego bytu. Czuję się dobrze” – opowiadała francuska oblatka.

 Dalszy ciąg wydarzeń opisał bp Benoit-Gonin w oświadczeniu oficjalnym nt. cudu. – Po adoracji siostra wróciła do swego pokoju i tam usłyszała wewnętrzne wezwanie do zdjęcia z siebie tego wszystkiego, co miało jej choć trochę ułatwiać życie z chorobą: gorsetu, szyn podtrzymujących jej zwiotczałe kolana, wyłączenia stymulatora nerwowego itd. Uczyniła to i nagle zaczęła chodzić, bez niczyjej pomocy, całkowicie swobodnie. Na świadków poprosiła swe siostry, które nie mogły uwierzyć w to, co się stało – relacjonował biskup.

 Dodał, że zakonnica natychmiast udała się do swego lekarza, który potwierdził zmianę. Podobne orzeczenie wydali specjaliści. Potem uzdrowiona zakonnica stawiła się w Międzynarodowym Biurze Medycznym w Lourdes, które postanowiło rozpocząć procedurę stwierdzenia i określenia cudu.

 Nastąpiła długa seria licznych ekspertyz i badań. Po zgromadzeniu wszystkich materiałów wspomniane Biuro, złożone z lekarzy i specjalistów z wielu krajów jeszcze raz zbadało sprawę i na swym dorocznym zebraniu w dniach 18-19 listopada 2016 niemal jednogłośnie (przy jednym głosie sprzeciwu) orzekło, że uzdrowienie s. Bernadette „jest niewytłumaczalne przy obecnym stanie wiedzy naukowej”.

 Ostateczne uznanie tego orzeczenia lekarskiego za cud należy do władzy kościelnej, która musi to rozpatrzyć z teologicznego punktu widzenia. Biskup Beauvais wyjaśnił, że o całej sprawie powiadomiono go w lutym 2017. Należało też ustalić związek między uzdrowieniem a pielgrzymką siostry do sanktuarium.

 W rozmowie z paryskim dziennikiem „Le Figaro” hierarcha zapewnił, że nie znał wcześniej s. Bernadette, nie mógł więc wypowiadać się na temat jej doświadczeń i osobistych przeżyć. Jednocześnie podkreślił, że „dla Kościoła cud jest działaniem Boga, które mówi coś o Nim i o Jego planie wobec ludzkości”. Dodał, że cuda nierzadko dokonują się za pośrednictwem świętego, do którego się dana osoba modli. „W tym wypadku Bóg zadziałał przez Maryję Pannę, czczoną w Lourdes” – zauważył biskup Beauvais.

  Źródło: KAI WMa

Cud na Jordanie. Woda w rzece, wzburzona jak fale na morzu, zawraca i płynie w przeciwną stronę.


http://prawoslawnikatolicy.pl/category/all/cerkiew/cudowney-znaki-naszej-wiary/
Wody Jordanu w Ziemi Świętej według kalendarza juliańskiego święci w wigilię Chrztu Pańskiego patriarcha Jerozolimy ze strony izraelskiej i biskup Ammanu ze strony jordańskiej. Jordan, w miejscu gdzie przyjął chrzest Zbawiciel, stanowi naturalną granicę między tymi państwami.

Po odprawieniu Liturgii św. Bazylego Wielkiego na polowym ołtarzu patriarcha Jerozolimy Teofil III w uroczystej procesji udał się nad brzeg rzeki, aby dokonać obrzędu wielkiego oświęcenia wód.
Tradycja oświęcenia wód Jordanu sięga bardzo odległych czasów. Jeszcze w XIX wieku patriarcha zanurzał krzyż w wodzie stojąc w łodzi ustawionej na środku rzeki. Dziś krzyż, umocowany na sznurku i udekorowany wiązką kwiatów, patriarcha rzuca do wody na środek rzeki. W taki sam sposób, lecz nieco później, zanurza krzyż biskup Ammanu.
W tym roku na oczach tysięcy pielgrzymów wydarzył się wielki cud. Podczas pierwszego zanurzenia krzyża woda w rzece mocno zawirowała i wzburzyła się. Po trzykrotnym, zgodnie z tradycją, zanurzeniu woda w rzece, wzburzona jak fale na morzu, zawróciła i popłynęła w przeciwną stronę.

Cud ten trwał ponad godzinę. Zebranych ogarnęła wielka radość, ale i wielkie zdumienie. Pielgrzymi w religijnym zachwycie rzucali się do wody, tak że brzeg Jordanu, porośnięty w tym miejscu trzcinami i tamaryszkiem, został zdeptany w jednej minucie. Niektórzy rzucali do wody wiązanki kwiatów i kwiaty te płynęły po wodzie również w przeciwną stronę. Ktoś z pielgrzymów tak zapamiętale rzucił się do rzeki, że zapomniał zdjąć buty. Jeden pantofel popłynął wartko po wodzie także w przeciwną stronę. Gładkie jak lustro wody Jordanu po oświęceniu wzburzyły się…
Całe to zjawisko przypominało obraz z życia pierwszych chrześcijan, kiedy całe zgromadzenie w jedności ducha odczuwało obecność Boga. Nikt nie miał wątpliwości, że „przybliżyło się Królestwo Niebios”.
Cud ten powtarza się każdego roku, lecz nie w takiej skali. Po oświęceniu wody Jordan rzeczywiście zawraca i płynie w przeciwną stronę, jednak fale są niewielkie i zjawisko trwa dosyć krótko, dlatego nie każdy z pielgrzymów może je zauważyć.
Reakcje ludzi na to cudowne zjawisko były różne. Pewien rosyjski dziennikarz, człowiek już starszy, w wielkim zachwycie wykrzyknął: – Ja się po to urodziłem, aby taki cud zobaczyć. Rumuńska zakonnica powiedziała mi, że po powrocie z Jordanu przez trzy dni płakała. Zapytałam ją dlaczego. – Bo Bóg mocą swoją wodę w rzece zawrócił, a ja niegodna, nie boję się Go obrażać codziennie swoimi grzechami – odpowiedziała.
W żadnej Ewangelii nie zachowały się wzmianki o tym, że podczas chrztu Chrystusa woda w rzece zawróciła. Również święta tradycja o tym milczy.
Św. Sofroniusz, patriarcha Jerozolimy (żył w VII wieku), rozumiał słowa psalmu „Morze widziało to i uciekło, Jordan płynął wstecz” (114,3) jako proroctwo, że w czasie chrztu Chrystusa Jordan zawróci i popłynie w przeciwną stronę: „Jordan płynął wstecz, widząc ogień Boży, w ciele schodzącego do niego”. Widocznie w starożytności istniała pewna tradycja, z biegiem czasu zapomniana.
Jest jeszcze inne wytłumaczenie tego cudownego zjawiska. W historii Narodu Wybranego Jordan zawrócił bieg trzykrotnie: przed Arką Przymierza, gdy Jozue wprowadzał do Ziemi Świętej dwanaście pokoleń Izraela (Joz 3,14-17), przed prorokiem Eliaszem, kiedy przechodził Jordan, aby wznieść się do nieba w rydwanie ognistym (2 Krl 2,8) i przed prorokiem Elizeuszem, gdy płaszczem Eliasza rozdzielił Jordan na dwie części (2 Krl 2,14).
Ziemia Obiecana, do której Jozue wprowadzał dwanaście pokoleń Izraela, była starotestamentowym obrazem Królestwa Bożego, a rzeka Jordan jego granicą: „Gdy Izrael wychodził z Egiptu, Dom Jakuba spośród ludu obcego języka, stał się Juda jego świętością, Izrael jego Królestwem. Morze widziało to i uciekło, Jordan płynął wstecz” (Ps 114,1-3).
Dzisiaj również nikt nie wejdzie do Królestwa Bożego, jeśli nie przejdzie przez Jordan, tzn. nie przyjmie sakramentu chrztu, ponieważ baptysteizm symbolizuje Jordan, a chrzest jest sakramentem wprowadzającym na łono Cerkwi.

s. Maria (Jurczuk) Jerozolima Źródło: Przegląd Prawosławny

В КРЕЩЕНИЕ НА РЕКЕ ИОРДАН ЕЖЕГОДНО ПРОИСХОДИТ ЧУДО…Поворот реки Иордан на Крещение (видео, фото)

20.01.2021 https://volnogorskhram.com/%D0%B2-%D0%BA%D1%80%D0%B5%D1%89%D0%B5%D0%BD%D0%B8%D0%B5-%D0%BD%D0%B0-%D1%80%D0%B5%D0%BA%D0%B5-%D0%B8%D0%BE%D1%80%D0%B4%D0%B0%D0%BD-%D0%B5%D0%B6%D0%B5%D0%B3%D0%BE%D0%B4%D0%BD%D0%BE-%D0%BF%D1%80%D0%BE/?fbclid=IwAR2tyN2bQLZeHZdB-Ko1nezFCq7tsbhxbzPYxULUIzTkDbhPsLwhEfIhpTI

=================================

pięć minut

====================

Вхождение Иисуса Христа в воды Иорданские сопровождалось множеством знамений. Река Иордан течет с гор (высотой примерно 400 м), впадает в Генисаретское море (ныне озеро Киннерет), но на протяжении 300 метров не смешивается с его солеными водами, мощным потоком продолжает течение, пока не впадет в Мертвое море.

Река Иордан на карте

Когда Иисус принял крещение и на Него сошел Дух Святой, воды Иордана пошли вспять.

Это река Иордан. Место, где крестился Господь. Видно, как течение меняет направление. Это чудо происходит каждый год на Крещение

По христианской традиции, начиная с IV века,  местом Крещения Господня считается северная оконечность реки Иордан, расположенная в 8 км от города Иерихона вблизи греческого православного монастыря Пророка, Предтечи и Крестителя Господня Иоанна.

Более 2000 лет назад именно здесь произошло первое явление святой Троицы: Иисус Христос принимал крещение от Иоанна Предтечи в водах реки Иордан, когда на Него снизошел Святой Дух в виде голубя, а голос Бога-Отца свидетельствовал: «Сей есть Сын Мой возлюбленный, в Котором Мое благоволение»  (Мф. 3:17). В библейской традиции река Иордан – это граница, знаменующая собой вхождение в Землю Обетованную, которая считается прообразом Царства Небесного, благодати Христовой. Без крещения никто не войдет в Царство Небесное, и в этом таинстве все мы проходим свой Иордан…

Место крещения Христа ныне находится на территории государства Иордании, и местные власти только 19 января позволяют Патриарху совершать на берегу службу и освящать воду.

После молитвы владыки трижды одновременно забрасывают на длинных веревках серебряные кресты с привязанными к ним цветами и зелеными ветвями. Тут же выпускается пара голубей как символ сошествия Святого Духа.

Иерусалимский Патриарх Феофил III

Знамение поворота реки в обратном направлении с тех пор повторяется ежегодно: накануне Крещения православные пускают по реке деревянные кресты с зажженными свечами, река уносит их в Мертвое море, а 19 января неизменно приносит обратно! В этот же день обычно пресная вода Иордана становится соленой…

Множество паломников собираются на берегу

За этим действом следит великое множество приезжих: поэтому имеется колоссальное количество очевидцев, своими глазами видевших, как воды реки поворачиваются вспять, вода «играет», освящаясь святым духом, а ветви деревьев, растущих по берегам, опускаются так низко, что касаются поверхности воды.

Великое чудо и знамение, описанное в Библии, может увидеть множество людей. Как только после молитвы серебряные кресты с обоих берегов Иордана забрасываются в его спокойные воды, на глади реки появляется водоворот – и на несколько минут течение меняется. Над Иудейской пустыней разносится возглас восторга множества паломников. Трудно поверить своим глазам: как две тысячи лет назад, после того как Иисус Христос вошел в эти воды, Иордан снова изменяет свое течение.

Нo на место крещения Господня паломников пускают преимущественно два раза в году — накануне праздника Богоявления, когда совершается Великое освящение воды, и на Страстной седмице. Связано это с тем, что граница между государством Израиль и Королевством Иордания проходит по водам реки Иордан как раз в том месте, где по преданию совершилось Крещение Христово, и вся близлежащая территория находится под строгим контролем пограничников.

С надеждой на чудо

Развалины базилики на месте Крещения Господня

На фото подлинное место Крещения Господа в Иордании, руины древней христианской базилики, в которой отсутствовала алтарная апсида и прямо с алтаря вели ступени в Священный Иордан.

18 января 2021 года, в Крещенский сочельник, начальник Русской духовной миссии в Иерусалимеархимандрит Александр (Елисов) возглавил богослужения навечерия Богоявления в храме мученицы царицы Александры на территории Миссии. Его Высокопреподобию сослужили члены Миссии игумен Никон (Головко), иеромонах Дометиан (Маркарян), иеромонах Афанасий (Букин) и клирик Миссии диакон Илия Драчук.

После заамвонной молитвы был совершен чин великого освящения воды. Затем священнослужители окропили все помещения здания Миссии освященной водой.

В тот же день Блаженнейший Патриарх Иерусалимский Феофил III совершил чин великого освящения воды на месте Крещения Господня на реке Иордан в сослужении иерархов Иерусалимской Православной Церкви, духовенства Святогробского братства и представителей Поместных Православных Церквей в Иерусалиме.

По традиции перед освящением воды был совершен крестный ход. Верующие проследовали от монастыря святого Иоанна Предтечи в Каср-аль-Яхуде к берегу реки Иордан.

В крестном ходе и богослужении приняли участие начальник Русской духовной миссии архимандрит Александр (Елисов) и заместитель начальника Миссии иеромонах Дометиан (Маркарян).

Кондак Предтечи глас 6

Плотскаго Твоего пришествия убоявся,/ Иордан страхом возвращашеся;/ пророческое же служение исполняя,/ Иоанн трепетом спряташеся;/ Ангельския чини ужасахуся,/ зряще Тя, во струях плотию крещаема;/ и вси, сущии во тьме, озаряхуся,// воспевающе Тя, явльшагося и просветившаго вся.


Skamieniała i wskrzeszona piękna komsomołka Zoja

Tłumaczył Andrzej Leszczyński 4.1.2018 r.

https://web.archive.org/web/20180111011954/https://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=21836&Itemid=46

[Tam warto zaglądać, szukać. Tu wersja ze zdjęciami, wtedy nie potrafiłem. M. Dakowski]

===============================

Nie wolno wyśmiewać się ze świętości…

W 1956 roku młoda piękna komsomołka Zoja z przyjaciółmi spotykała Nowy Rok. Chłopak Zoi spóźniał się i Zoja, nie doczekawszy się jego, postanowiła tańczyć ze Świętym Mikołajem Cudotwórcą: zdjęła ze ściany ikonę i zaczęła z nią tańczyć. Na ostrzeżenia koleżanek, aby nie bluźniła, odpowiedziała: „Jeśli jest Bóg, to niech mnie ukarze!”. I nagle zastygła, jakby skamieniała i wrosła w podłogę z ikoną w rękach. Nie można było jej ruszyć z miejsca, ikony z rąk nie można było wyjąć, nie było widać żadnych zewnętrznych znaków życia. W okolicy serca było słychać ledwo wyczuwalny stuk. O wydarzeniu szybko dowiedziało się całe miasto, milicja bała się podchodzić do skamieniałej Zoi, lekarze nie mogli jej pomóc, kiedy usiłowali zrobić zastrzyk, to igły się łamały. Skamieniała Zoja stała przez 128 dni…

Co to było? Cud, czy kara Boża? … Zapewne i cud i kara…

SKAMIENIAŁA ZOJA (ros. – Стояние Зои). Opisy naocznych świadków cudu w Samarze

A wtedy Pan spuścił na Sodomę i Gomorę deszcz siarki i ognia z nieba. I tak zniszczył te miasta oraz całą okolicę wraz ze wszystkimi mieszkańcami miast, a także roślinność. Żona Lota, która szła za nim, obejrzała się i stała się słupem soli. (Księga Rodzaju 19: 24-26)

W 1956 roku, gdy Chruszczow był u władzy, wydarzyło się zdarzenie, które wstrząsnęło całym prawosławnym światem, słynne „Skamieniałe stanie Zoi” (ros. – „Зоино стояние”). Przypomnijmy krótko o tym cudzie, który wydarzył się w Samarze (wtedy – w Kujbyszewie).

Pracownica fabryki rur, niejaka Zoja, postanowiła wraz z przyjaciółmi powitać Nowy Rok. Jej wierząca matka była przeciwna zabawom w poście Bożonarodzeniowym, ale córka nie posłuchała. Wszyscy się zebrali, ale chłopaka Zoi, Mikołaja, nie było, gdzieś się zapodział, spóźniał się. Grała muzyka, młodzi tańczyli; tylko Zoja nie miała pary. Obrażona na swego chłopaka, zdjęła ze ściany ikonę Świętego Mikołaja*/ i powiedziała: „Jeśli nie ma mojego Mikołaja, to zatańczę ze Świętym Mikołajem”. Na perswazję przyjaciółki, aby tego nie robiła, odpowiedziała wyzywająco: „Jeśli istnieje Bóg, niech mnie ukarze!” I z tymi słowami krążyła w kółko. Na trzecim okrążeniu pokój nagle wypełnił hałas, pojawił się wicher, błyskawicą błysnęło oślepiające światło, a wszyscy wybiegli ze strachu. Tylko Zoja została z przyciśniętą do piersi ikoną Świętego – skamieniała, zimna jak marmur. Nie można było jej poruszyć z miejsca, nogi jej jakby zrosły się z podłogą. Wobec braku zewnętrznych oznak życia, Zoja jednak żyła: jej serce biło. Od tego czasu nie mogła ani pić, ani jeść. Lekarze czynili wszelkie możliwe wysiłki, ale nie mogli jej ożywić. Wiadomość o incydencie szybko rozeszła się po mieście, wielu przyszło zobaczyć „skamieniałą Zoję”.

Ale po jakimś czasie władze miasta opamiętały się: dojścia do domu zostały zablokowane, a do pilnowania wyznaczono oddział milicjantów. Przyjezdnym i ciekawskim odpowiadano, że nie ma tu żadnego cudu i nic się nie wydarzyło. Pilnujący domu nocami słyszeli krzyki Zoi: „Mamo! Módl się! W grzechach giniemy! Módl się!” Badanie medyczne potwierdziło, że bicie serca dziewczyny nie ustało, pomimo skamieniałości tkanek (nie udało się nawet zrobić zastrzyku: igły łamały się). Zaproszeni kapłani, po odmówieniu modlitw, nie mogli wyjąć ikony z jej zastygłych rąk. Ale w święto Narodzenia Chrystusa przyszedł Ojciec Serafim (Tiapoczkin, wtedy jeszcze Ojciec Dimitrij), odsłużył nabożeństwo ze święceniem wody i poświęcił cały pokój. Następnie wziął ikonę z rąk Zoi i powiedział: „Teraz musimy czekać na znak w Wielki Dzień”. Przed Świętem Zwiastowania NMP (ros. – Благовещения) pewien pobożny staruszek poprosił strażników, aby go przepuścili. Odmówiono mu. Pojawił się on również następnego dnia, ale i kolejna zmiana go nie przepuściła. Za trzecim razem, w dniu Zwiastowania NMP, straże go nie zatrzymały. Strażnicy słyszeli tylko, jak staruszek mówił do Zoi: „Nie masz już dość stania?” Minął jakiś czas, ale staruszek nie wychodził. Kiedy zajrzeli do pokoju, nie znaleźli go tam. Wszyscy świadkowie zdarzenia byli przekonani, że objawił się sam Święty Mikołaj.

Zoja stała przez 4 miesiące (128 dni), aż do Wielkanocy, która w tamtym roku była 23 kwietnia (6 maja zgodnie z nowym stylem). W noc przed Jasnym Zmartwychwstaniem Chrystusa Zoja głośno wołała: „Módlcie się! Przerażające, ziemia płonie! Cały świat ginie w grzechach! Módlcie się!” Od tego czasu zaczęła ożywać, w mięśniach pojawiła się miękkość, żywotność. Położono ją do łóżka, ale wciąż wołała i prosiła wszystkich, aby modlili się za świat, który ginie w grzechach, za ziemię płonącą w niegodziwościach. – Jak żyłaś? – pytano ją. – Kto cię karmił? – Gołębie, gołębie mnie karmiły – odpowiadała Zoja.

*/

Mikołaj z MiryŚwięty Mikołaj (gr. Άγιος Νικόλαος, łac. Sanctus Nicolaus), znany również jako Mikołaj z Bari – świętykatolicki i prawosławny. Najstarsze o nim przekazy pochodzą z VI wieku. Według średniowiecznej hagiografii żył na przełomie III i IV wieku, był biskupem Miry w 

Licji, wsławił się cudami oraz pomocą biednym i potrzebującym. Przez wieki był jednym z najbardziej czczonych świętych na Zachodzie i Wschodzie. Największe jego sanktuarium znajduje się we włoskim Bari. Współcześnie baśniowa postać wzorowana na świętym Mikołaju jest wykorzystywana w kulturze masowejprzy okazji świąt Bożego Narodzenia.

Sobór Watykański II zarządził rewizję kultu świętych w Kościele katolickim. Powołano komisję złożoną z teologów i historyków, która miała zaproponować usunięcie świąt tych postaci, których istnienia nie sposób było udowodnić. Zakwestionowała ona historyczność Mikołaja, co wywołało ożywioną dyskusję, w której znaczna część hierarchii i wiernych stanęła w obronie kultu świętego. Papież Paweł VI zdecydował się na rozwiązanie kompromisowe. W opublikowanym w 1969 roku Calendarium Romanum zniósł on święto 6 grudnia i postanowił, że tego dnia będzie obchodzone tzw. wspomnienie dowolne. Z kalendarza usunięto również średniowieczne teksty hagiograficzne poświęcone Mikołajowi, pozostawiając krótką notatkę opartą na Stratelatis z VI wieku. W motu prioprio Mysterii Paschalis Paweł VI uzasadnił: aby wprowadzić w życie postanowienia Soboru Powszechnego, usunięto z kalendarza ogólnego imiona niektórych świętych; zezwolono, aby wspomnienia pewnych świętych obchodzono według uznania i aby przywrócono ich kult, ograniczony do ich własnych krajów. Św. Mikołaj jest patronem: Albanii, Grecji, Rosji, Aberdeen, Antwerpii, Bari, Berlina, Bydgoszczy, Chrzanowa, Elbląga, Głogowa, Miry, Moskwy, Nowogrodu…

W kalendarzach w Polsce w dniu 6 grudnia jest zapis jako wspomnienie o Św. Mikołaju.

Dzięki modlitwom św. Mikołaja Pan Bóg zlitował się nad nią, przyjął jej skruchę i przebaczył jej grzechy. Wszystko, co się wydarzyło, poraziło mieszkańców Kujbyszewa i jego okolic tak, że wielu ludzi nawróciło się ku wierze. Spieszyli do cerkwi ze skruchą, nie ochrzczeni się chrzcili, ci, którzy nie nosili krzyża, zaczęli go nosić – dla proszących nie było wystarczająco dużo krzyży. Kiedy po latach Archimandrytę Serafima (Tiapoczkina) pytano o jego spotkanie z Zoją, on zawsze unikał odpowiedzi. Przypomina protojerej Anatolij Litwinko, duchowny z Diecezji Samarskiej: „Spytałem ojca Serafima:

Ojczulku, czy to ty wziąłeś ikonę z rąk Zoi?” Pokornie skłonił głowę. I po jego milczeniu zrozumiałem: on.” Ojczulek ukrył to ze względu na swoją pokorę. Również i władze mogłyby rozpocząć ponownie prześladowania jego ze względu na duży napływ pielgrzymów, chcących uczcić cudowną ikonę Świętego Mikołaja, która zawsze była w świątyni, gdzie służył ojciec Serafim. Z biegiem czasu władze zażądały usunięcia ikony, ukrycia jej przed ludźmi i została ona przeniesiona do ołtarza. Ostatnio prasa masowa ponownie zainteresowała się tą sprawą. Oto fragmenty z publikacji w „Komsomolskiej Prawdzie”: Wielu wierzącym w Samarze znana jest emerytka Anna Iwanowna Fidotowa.„W tamtych czasach w pobliżu domu Zoi byłam dwa razy” – mówi Anna Iwanowna – „przyjeżdżałam z daleka. Ale dom był otoczony przez milicję. I wtedy postanowiłam zapytać o wszystko jakiegoś milicjanta ze straży. Wkrótce jeden z nich – bardzo młody – wyszedł z bramy. Poszłam za nim i zatrzymałam go: „Proszę powiedzieć, czy to prawda, że ​​Zoja stoi?” On odpowiedział: „Pyta Pani dokładnie tak, jak moja żona. Ale nic nie powiem, a lepiej niech Pani zobaczy sama …” Zdjął czapkę z głowy i pokazał swoje zupełnie siwe włosy: „Widzi Pani?! To jest bardziej prawdziwe niż słowa. Przecież składaliśmy przyrzeczenie, nam nie wolno o tym mówić. Ale gdyby tylko Pani wiedziała, jak strasznie było mi patrzeć na tę skamieniałą dziewczynę!”

Całkiem niedawno pewien człowiek opowiedział coś nowego o cudzie z Samary. Okazał się nim szanowany w Samarze przeor (ros. – настоятель) Cerkwi Św. Zofii kapłan Witalij Kałasznikow: „Anna Pawłowna Kalasznikowa – ciotka mojej matki – w 1956 roku, pracowała w Kujbyszewie jako lekarz ”pierwszej pomocy” (w karetce pogotowia). Tamtego dnia rano przyjechała do naszego domu i powiedziała: „Wy tutaj śpicie, a miasto już dawno na nogach!” I opowiedziała o skamieniałej dziewczynie. Przyznała się (chociaż podpisała zobowiązanie), że właśnie teraz była w tym domu na wezwanie. Widziała zastygłą Zoję. Widziała ikonę Świętego Mikołaja w jej rękach. Próbowała zrobić nieszczęsnej zastrzyk, ale igły zginały się, pękały i dlatego nie mogła zrobić zastrzyku. Wszyscy byli zszokowani jej opowiadaniem. Anna Pawłowna Kalasznikowa pracowała jako lekarz w karetce pogotowia jeszcze przez wiele kolejnych lat. Zmarła w 1996 roku. Zdążyłem jeszcze na krótko przed jej śmiercią udzielić jej Sakramentu Chorych (Ostatniego Namaszczenia). Obecnie żyje jeszcze wielu z tych, którym opowiedziała o wydarzeniu z tego pierwszego dnia nowego roku.”

Walentyna Nikołajewna M. (Biełgorod) wspomina: „Przyjechałam do Ojca Serafima. Zatrzymałam się na noc w domu Marii Romanownej, gdzie zebrało się wielu przyjezdnych. Spać było ciasno, w pokoju duszno. Dwaj młodzi mężczyźni wstali i wyszli na dwór, na świeże powietrze, a za nimi i ja. Zaczęliśmy rozmawiać. Okazało się, że są z Kujbyszewa i uczą się w seminarium duchownym. Zacząłem ich wypytywać o stojącą Zoję. Kiedy to się stało, oni byli dziećmi. To właśnie ten cud doprowadził ich do wiary w Boga. Teraz przyjeżdżają do Ojca Serafima, po zostaniu jego duchowymi dziećmi. Twierdzili, że to właśnie Ojciec Serafim wziął ikonę z rąk Zoi. … Po nabożeństwie, starosta cerkwi matuszka Jekatierina Łuczina (po postrzyżynach mniszka Serafima) pyta: „Czy uczciłaś (przyłożyłaś się, ucałowałaś) cudowną ikonę Świętego Mikołaja?” Mówię do niej: „Tak”. A ona nie przestaje: „Do jakiej?” Wskazuję na wielką ikonę Św. Mikołaja – pod ścianą. A ona mówi: „Trzeba przyłożyć się – ucałować tę, która leży na anałoju (pulpicie). To ją nasz Ojczulek wziął ją od Zoi. Tylko nikomu nie opowiadaj, ponieważ nam zabronili o tym mówić. Ojczulka znowu mogą aresztować.”

Duchowe dzieci Starca zaświadczały, że z Kujbyszewa przyjeżdżała wierząca kobieta i gdy zobaczyła O. Serafima, to rozpoznała w nim tego kapłana, który wziął z rąk Zoi ikonę Św. Mikołaja. I, widocznie nie przypadkowo po błogosławieństwu Ojca Serafima w rakitnieńskiej świątyni przy ikonie Św. Mikołaja i Ukrzyżowania Zbawiciela (na Kalwarii) oto już trzydzieści pięć lat płoną lampy nieugaszone. Jelizawieta Konstantinowna Fofanowa, duchowa córka Starca pewnego razu zapytała Ojca: „Ojcze Serafimie, czy to Ojciec wziął ikonę od Zoi.?” Odpowiedział jej: „Dlaczego chcesz to wiedzieć? Nie pytaj mnie więcej o tym.” Inna bliska duchowa córka zapytała Ojca Serafima: „Ojcze, czy to Ty byłeś w Kujbyszewie i wziąłeś ikonę z rąk Zoi, dokonując cudu?” Starzec odpowiedział: „Moje dziecko, Bóg czyni cuda, a my, niegodni, otrzymujemy według naszych modlitw”.

Ze wspomnień Aleksandry Iwanownej A. : „W piątym tygodniu Wielkiego Postu w 1982 r. przybyłam do Rakitnoje. Odważyłam się zapytać: „Ojczulku, a gdzie jest ikona św. Mikołaja, którą wziąłeś od Zoi?” Spojrzał na mnie surowo. Zapadła cisza. Dlaczego przypomniałam właśnie o ikonie? W Kujbyszewie mieszkali moi krewni – na tej samej ulicy, co Zoja. Kiedy to się stało, miałam czternaście lat. Żeby ludzie nie gromadzili się w pobliżu domu, wieczorami oświetlenie było wyłączane. Krzyki Zoji przerażały wszystkich. Młody milicjant stojący na posterunku od tego wszystkiego osiwiał. Moi krewni, będąc naocznymi świadkami tego wydarzenia, stali się wierzącymi i zaczęli uczęszczać do świątyni. Cud „Skamieniałej Zoi” i wszystko, co jej się przydarzyło, został głęboko wryty w moją świadomość. Po surowym spojrzeniu O. Serafima przeszyła mnie myśl: „Ach, biada mi, biada”. Nagle Ojczulek powiedział: „Ikona leżała w świątyni na anałoju (pulpicie), a teraz znajduje się w ołtarzu (w ikonostasie). Były takie czasy, kiedy kazano ją usuwać. I dodał: „Jesteś pierwszą osobą, której to mówię”. Dwa tygodnie później Ojczulek zmarł.”

Oto co opowiedziała Klaudia Gieorgijewna Pietrunienkowa z Sankt-Petersburga, duchowa córka metropolity Nikołaja (Jaruszewicza): „Kiedy się wydarzył cud „Skamieniałej Zoi” (ros. – „Зоино стояние”), zapytałam władykę, czy był on w Kujbyszewie i czy widział Zoję. Władyka odpowiedział: „Byłem tam, modliłem się, ale ikony od Zoi nie wziąłem, – to jeszcze nie był ten czas. A ikonę wziął Ojciec Serafim (wówczas jeszcze Ojciec Dimitrij (pol.- Demetriusz).” Krótko przed śmiercią Ojca Serafima byłam w Rakitnoje. W świątyni, u góry, na prawo od tronu, widziałam ikonę św. Mikołaja w ozdobnej oprawie. Podczas rozmowy z ojcem Serafimem w jego celi zapytałam: „Ojczulku, czy u was na ołtarzu jest ikona Świętego Mikołaja – ta sama, którą miała Zoja?” „Tak,” – odpowiedział. O Zoi więcej już nie rozmawialiśmy.”

O wydarzeniach w Kujbyszewie opowiada protojerej (archiprezbiter) Andriej Andriejewicz Sawin, który był wtedy sekretarzem Samarskiej administracji diecezjalnej: „To się wydarzyło, kiedy biskupem był Jeronim (pol. – Hieronim). Rano zobaczyłem grupę ludzi, stojących w pobliżu tego domu. A wieczorem tłum się powiększył do tysiąca ludzi. Wystawione zostały posterunki. Ale ludzi początkowo nie ruszano – najwyraźniej wpływ miało pierwsze zamieszanie. To później zaczęto rozpędzać wszystkich. Ze zwykłego powodu: „Zakłócanie spokoju mieszkańców, ruchu pojazdów.” Ale tłum jednak wciąż rósł jak na drożdżach. Wielu przybywało nawet z okolicznych wiosek. Te dni były bardzo napięte. Ludzie naturalnie oczekiwali od nas wyjaśnień, ale żaden kapłan nie podchodził blisko do tego domu. Bali się. Wtedy wszyscy chodziliśmy po „cienkiej kładce”. Kapłani byli wtedy „na rejestracji” – zatwierdzani i odwoływani byli przez komisarza do spraw religijnych z komitetu wykonawczego partii. W każdej chwili każdy mógł zostać bez pracy i środków do życia. A tutaj taki wspaniały powód, aby załatwić z nami rachunki! Wkrótce wśród wierzących poszła plotka, że Zoi grzech przebaczono i zostanie ona wskrzeszona w dniu Świętej Paschy (pol. – Wielkanocy). Ludzie czekali, mieli nadzieję. Oddziały członków Komsomołu krążyły już na całego po mieście. Głośno „demaskowali”, zapewniając, że byli w domu i nic nie widzieli. Wszystko to tylko dodawało paliwa do ognia, więc nawet ci, którzy naprawdę nie wierzyli w cud, zaczęli w końcu wątpić: „Prawdopodobnie jednak ludowa wieść ma rację, choć nie we wszystkim; w domu przy ulicy Czkałowa jednak coś dziwnego się wydarzyło – nie ma wątpliwości!”

Arcybiskup Samarski i Syzrański Jewsiewij (pol. – Euzebiusz) jakby podsumowuje różne opinie na temat tego, co się stało: ”Świadkami tego cudu było wielu ludzi. Dowiedziałem się o tym w 1957 roku podczas studiów w seminarium. Nie było żadnych wątpliwości: to największy cud! W czasach, gdy wiara była prześladowana i wyśmiewana przez bezbożnych władców, ten przypadek cudownej manifestacji Boskiej mocy stał się sensacją. I nie tylko dla mieszkańców Samary. Cud z Zoją stał się lekcją dla wielu. Przecież do świętości należy odnosić się z czcią. To jest lekcja i dla ateistów: możesz nie wierzyć, ale nie dotykaj świętej rzeczy, w przeciwnym razie przyjdzie kara! Gdyby niewierząca Zoja nie dotykała świętej ikony, to nic by się nie stało. Było wiele podobnych cudów: kiedy bezbożni dotykali świętości, to byli rażeni, karani. Affonij w Jerozolimie przy pochówku Matki Bożej chciał przewrócić Jej trumnę i na oczach wszystkich Anioł Pański odciął mu ręce. Znane są przypadki, gdy człowiek zrzucał dzwon na ziemię, to wraz z dzwonem sam spadał na dół. Tak, w owych czasach ludzie bardzo potrzebowali cudu. Ale cuda są wtedy, gdy są potrzebne ludziom, kiedy Pan zdecyduje o tym”.

Po zabraniu ikony z rąk Zoi Ojciec Serafim (dawny Dimitrij – Tiapoczkin) został oczerniony, sfabrykowano na niego nową sprawę (o homoseksualizm – pederastię; odsiedział 3 lata w więzieniu – A.L.), a biskupa Jeronima (pol. – Hieronima) pozbawiono kierownictwa Diecezją Kujbyszewską.

Oto co w 1989 roku opowiadał przeor (ros. – igumen) Herman, mnich Optiny (w latach 50-tych służył w Soborze Katedralnym w Kujbyszewie): „Czego nie widziałem, o tym mówić nie będę, ale co wiem, to powiem. Ulicę otoczyli kordonem milicji, pobrano podpisy o nie rozgłaszaniu. Do przeora soboru zadzwonił pełnomocnik ds. religii i poprosił o ogłoszenie z ambony w najbliższą niedzielę, że żadnego cudu nie ma. Ojciec przeor odpowiedział: „Pozwól mi, abym pojechał popatrzeć i powiedział ludziom, to, co widziałem”. Pełnomocnik zastanawiał się przez chwilę i obiecał, że wkrótce oddzwoni. Powtórny dzwonek rozległ się po godzinie i przeorowi powiedziano, że ​nic ogłaszać nie trzeba. Ponieważ ludzie mieli dużo do powiedzenia na ten temat, to nawet lokalne gazety sowieckie nie mogły pominąć milczeniem tego cudu i próbowały przedstawić go jako „oszustwo kapłanów – popów”. Wkrótce po tym incydencie ojciec Serafim otrzymał trzy lata”.

Nie wolno było mu mówić o wzięciu ikony z rąk Zoi i po odbyciu wyroku wysłano go do służby w odległej wiosce Diecezji Dniepropietrowskiej, a następnie przeniesiono do wsi Michajłowskoje.

POSŁOWIE

Prasa sowiecka nie mogła milczeć o tym incydencie: odpowiadając na listy do redakcji pewien uczony potwierdził, że, rzeczywiście, wydarzenie z Zoją nie jest fikcją, ale jest przypadkiem tężca, jeszcze nieznanego nauce.

Ale po pierwsze, przy tężcu nie ma takiej kamiennej sztywności i lekarze zawsze mogą zrobić zastrzyk pacjentowi;

po drugie, przy tężcu pacjent może być przenoszony z miejsca na miejsce i leży, a tutaj stoi i

po trzecie, sam tężec nie nawraca człowieka do Boga i nie daje objawienia z góry, a przy Zoi nie tylko tysiące ludzi nawróciło się do wiary w Boga, ale swoją wiarę poświadczyły czynami: chrzcili się i zaczęli żyć po chrześcijańsku. Oczywistym jest, że to nie tężec był tego przyczyną, ale działanie samego Boga, Który przez cuda umacnia wiarę, aby uwolnić ludzi od grzechów i od kary za grzechy.

Co było dalej?

Do dziś w prasie rosyjskiej toczy się dyskusja o prawdziwości cudu. Prasa ateistyczna neguje i wyśmiewa to wydarzenie z 1956 roku. Hierarchia cerkiewna odnosi się do wydarzenia raczej z rezerwą. Nakręcono na temat skamieniałej Zoi filmy dokumentalne i film fabularny. W 2012 roku przy ulicy Czkałowa postawiono pomnik – kapliczkę ku czci Świętego Mikołaja Cudotwórcy. 12 maja 2014 roku dom ten spłonął. Niektóre media zamieściły wersje o podpaleniu. Całkiem możliwe.

Napis: Objawienie Świętego Mikołaja, Arcybiskupa Mir Likijskich, Cudotwórcy, na miejscu cudownego wydarzenia dot. Skamieniałej Zoi w styczniu 1956 roku

Znak na pamiątkę opisanego wydarzenia, postawiony przy ulicy Czkałowa, przedstawia rzeźbę Świętego Mikołaja Cudotwórcy, stojącego w ażurowej arce. Wbrew tytułowi nazwanego pomnika wizerunku Zoi w tej rzeźbiarskiej kompozycji nie ma. Imię jej jest tylko wspomniane na tabliczce, przymocowanej do podstawy arki.

Dalsze losy Zoi.

O dalszych losach Zoi Karnauchowej opowiadają ludzie różnie. Jedni uważają, że po trzech dniach od wskrzeszenia Zoja zmarła, inni są przekonani, że zmarła w szpitalu psychiatrycznym, a trzeci święcie wierzą w to, że Zoja przez długi czas żyła w monasterze i została skrycie pochowana w Ławrze Świętej Trójcy i Św. Sergiusza (ros. – в Троице-Сергиевой лавре).

Źródła:

Стояние Зои. Описания очевидцев Самарского чуда.

http://proza-pravoslavie.narod.ru/stoianie_zoi.html

Opublikowane 18 września 2017 r.

Каменная Зоя

http://www.pravmir.ru/kamennaya-zoya/

ЧУДО. Film fabularny (1:50:25)

https://ok.ru/video/87444884160

Каменная Зоя.Правда или вымысел.Документальный фильм (43:58)

https://www.youtube.com/watch?v=hSei51mQ9LI

Стояние Зои. Film video (20:01)