Jak nie Covid, to UFO

Jak nie Covid, to UFO

Stanisław Michalkiewicz    5 sierpnia 2023 ufo

Wygląda na to, że znajdujemy się w przededniu uruchomienia nowej kampanii duraczenia i tresury całej populacji ludzkiej – tym razem już nie pod pretekstem epidemii zbrodniczego koronawirusa, która – nie można powiedzieć, by nie przyniosła rezultatów oczekiwanych przez promotorów komunistycznej rewolucji – co zachęciło ich do przejścia do następnego etapu, który w skutkach może okazać się znacznie groźniejszy od etapu poprzedniego, kiedy to pretekstem był Covid-19. Organizatorzy postawili wtedy na instynkt samozachowawczy, co okazało się strzałem w dziesiątkę, a przy okazji mogli się przekonać, że przy pomocy współczesnych instrumentów propagandy, wspartych łagodnym terrorem, można bez specjalnego wysiłku osiągnąć cele, które w innych okolicznościach mógłby być znacznie trudniejsze do osiągnięcia. Mam na myśli przejęcie przez rządy z dnia na dzień władzy dyktatorskiej, bez oglądania się na żadne konstytucyjne dyrdymały, a także – przejście z dnia na dzień na ręczne sterowanie gospodarką przez biurokratyczne gangi.

Tymczasem za sprawą zimnego ruskiego czekisty Putina, epidemię Covidu trzeba było niemal z dnia na dzień odwołać, co było szczególnie widoczne u nas, gdy to po 24 lutego ubiegłego roku, każdego dnia przez przejścia graniczne Ukrainy z Polską przewalało się po 100 tysięcy „uchodźców”, których ani nikt nie badał, ani nikt nie szczepił, ani nawet nie egzekwował posiadania „maseczek” – a mimo to świat wcale się nie zawalił, zaś zbrodniczy koronawirus, najwyraźniej powinność swej służby zrozumiawszy – z dnia na dzień przestał się srożyć. W tych warunkach podtrzymywanie poprzednich, rzekomo nieodzownych restrykcji, było już niemożliwe, więc nasi obrońcy-dobroczyńcy machnęli na Covid ręką i w ten sposób nastąpił powrót do normalności – oczywiście jak na garbatego.

Tymczasem już w maju, zaraz po odwołaniu epidemii, w amerykańskim Kongresie, w podkomisji Izby Reprezentantów do spraw wywiadu, odbyło się po raz pierwszy od 50 lat przesłuchanie poświecone niezidentyfikowanym obiektom latającym czyli UFO. Dotychczas przybyszami z Kosmosu zajmowali się amatorzy, jak np. szwajcarski hotelarz Erich von Daniken, albo członkowie rozmaitych sekt, na przykład – sekty Antrovis, do której należała – a może nadal należy – pani Barbara Labuda, piastująca w Kancelarii prezydenta Kwaśniewskiego obowiązki ministra stanu w sposób nie zwracający niczyjej uwagi. Członkowie tej sekty utrzymują regularną komunikację z Wenus i podobno pani minister też odbywała bliskie spotkania III stopnia z Wenusjanami. Jak się z nimi spotykała – tajemnica to wielka – w związku z czym po mieście krążyły fałszywe pogłoski, jakoby podróżowała tam na miotle – ale oczywiście nikt z mądrych i roztropnych nie wierzył w tak prosty środek lokomocji. Toteż majowe przesłuchanie w Kongresie USA wzbudziło w tak zwanych „kołach” szalone zainteresowanie, również z tego powodu, że o ile podróże pani minister Labudy specjalnie nikomu szkodzić nie mogły, to okoliczność, że nad takimi sprawami zupełnie serio debatuje organ najwyższej władzy ustawodawczej mocarstwa trzymającego palec na atomowym cynglu, wzbudził na świecie zaniepokojenie. Wprawdzie wielu ludzi czuje, że w coraz większym stopniu dostajemy się pod władzę wariatów, ale co innego mieć przeczucia, a co innego – nabrać całkowitej pewności.

A tymczasem media doniosły, że 26 lipca Kongres USA wysłuchał „w skupieniu cnotliwem” złożonych pod przysięgą zeznań Dawida Grusha, byłego oficera wywiadu Departamentu Obrony, służącego w specjalnej jednostce do badania UFO. Powiedział on m.in, że rząd USA „przez dziesięciolecia” pozyskiwał „częściowo lub w pełni nienaruszone” UFO „egzotycznego pochodzenia”, w następstwie czego rząd USA korzysta z rozmaitych rozwiązań technologicznych wymyślonych przez kosmitów. Wprawdzie pan Grush twierdził, że te rewelacje uzyskał „z drugiej ręki”, ale jednocześnie złożył solenne zapewnienie, że można będzie je zweryfikować. Wygląda tedy, że na jednym przesłuchaniu się nie skończy i że Kongres Stanów Zjednoczonych zaangażuje się również w weryfikowanie dostarczonych mu w ten sposób informacji. Do jakich rezultatów to wszystko doprowadzi – tego oczywiście jeszcze nie wiemy, ale nie ulega wątpliwości, że w odpowiednim czasie zostaną nam one objawione. Oczywiście nie bezpośrednio, co to, to nie. Najprawdopodobniej dowiemy się o nich w sposób pośredni, kiedy już bezpieczniacy, pod pretekstem bliskich spotkań III stopnia z UFO, przystąpią do tresowania szerokich mas ludowych. Oczywiście tresurze tej będą z pewnością towarzyszyły rozmaite ograniczenia, być może jeszcze surowsze, niż przy Covidzie, bo koronawirus wprawdzie jest politycznie wyrobiony, ale gdzie mu tam do kosmitów, dysponujących zapierającą dech technologią? Skoro ci kosmici przez „dziesięciolecia” tak sprawnie się ukrywają, to na pewno mają coś do ukrycia, a skoro tak, to obowiązek wzmożonej czujności i to na znacznie wyższym poziomie, niż w przypadku wroga klasowego, jawi się jako oczywista oczywistość. Jak to się przełoży na życie codzienne – tego też na razie nie wiemy – ale jest wysoce prawdopodobne, że bezpieka, nie tylko amerykańska, ale rówież każda inna, nie tylko roztoczy nad obywatelami demokratycznych państw prawnych surowy nadzór, ale również wprowadzi obowiązek meldowania o wszystkich podejrzanych kontaktach z kosmitami w swoim najbliższym otoczeniu. „Wiecie, rozumiecie, obywatelu; jak tylko spotkacie kosmitę, albo zdobędziecie wiadomość, że spotyka się nimi ktoś inny, to natychmiast meldujcie za pośrednictwem tajnego telefonu, którego numer macie tu razem z pseudonimem operacyjnym – bo inaczej będzie z wami brzydka sprawa.

Ale wspomniane przesłuchanie w Kongresie może mieć jeszcze inne, znacznie poważniejsze konsekwencje, niż rozbudowa agentury, czy totalna inwigilacja. Jeśli prezydent Józio Biden otwartym tekstem informował, że amerykańskie wybory prezydenckie zmanipulował Putin, to jakże można wykluczyć, że amerykańską demokracją manipulują kosmici, których techniczne możliwości ingerencji są przecież znacznie większe, niż Putina? Taka ingerencja jest sprawą więcej niż pewną, a w tej sytuacji nasuwa się pytanie nie tylko o autentyczność amerykańskiej demokracji, ale przede wszystkim – czy kosmici nie podstawiają Amerykanom swoich agentów w charakterze kandydatów na prezydenta. Czy taki na przykład prezydent Biden nie jest przypadkiem Marsjaninem, albo w ogóle nie pochodzi gdzieś spod ciemnej gwiazdy?

Stanisław Michalkiewicz

=============

I kto to mówi ? 

I kto to mówi ? Izabela Brodacka, oczywiście…

Wysłuchałam wypowiedzi byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego na temat podpisania przez prezydenta Dudę ustawy o powołaniu komisji badającej wpływy rosyjskie w Polsce zwanej potocznie „Lex Anty Putin”, albo „Lex Anty Tusk”. Prezydent Kwaśniewski wieszczył katastrofę wizerunkową prezydenta Dudy wynikającą z faktu podpisania tej ustawy. Uważa, że ten czyn tak kompromituje Dudę, że oznacza koniec jego politycznej kariery. Jak rozumiem Kwaśniewskiemu nie chodziło o kompromitację w tradycyjnym, właściwym znaczeniu tego słowa. Chodziło mu raczej o to, że po zakończeniu kadencji prezydenta nikt nie będzie chciał wypłacać Dudzie, jak wielu innym byłym politykom, judaszowych srebrników w postaci honorariów za wykłady czy stypendiów i nagród różnych antypolskich fundacji i stowarzyszeń.

Mówi to człowiek, który po pijanemu wsiadał na oczach publiczności do bagażnika samochodu, który był pijany również podczas wizyty w Charkowie, na cmentarzu pomordowanych w Katyniu oficerów polskich, który ku radości ukraińskich studentów  bredził jak potrzaskany podczas wykładu w Kijowie tłumacząc im co oznacza jego zdaniem termin: „savoir-vivre”. Na własne oczy widziałam jak w liceum imienia Batorego wepchnął królową brytyjską do sali ujmując ją za łokieć, czego stanowczo zabrania protokół dyplomatyczny, a potem nie znoszącym  sprzeciwu tonem rozkazał jej jak psu: „sit down” co królowa skwapliwie wykonała. Z prawdziwym rozbawieniem wspominam jak upominał Ludwika Dorna i jego psa słowami: „Ludwiku Dornie, psie Sabo nie idźcie tą drogą”. To wszystko było naprawdę zabawne więc nic dziwnego, że Kwaśniewski króluje jako bohater licznych dowcipów, lecz nie jest to zachowanie godne męża stanu, prezydenta czy w ogóle polityka.

To zresztą typowe, że skompromitowani w tradycyjnym sensie tego słowa politycy są gratyfikowani po zakończeniu kadencji przez różne mniej czy bardziej formalne gremia. Wiluś Clinton nie przestrzegający zasad BHP przy używaniu cygara stał się wysoko opłacanym specjalistą od globalnego ocieplenia zwanego słusznie globalnym ocipieniem. Lech Wałęsa łamiący prawa statystyki sumami wygranymi w popularnego totka, w którym prawdopodobieństwo najwyższej wygranej jest jak jeden do około czternastu milionów, stał się wysoko opłacanym specjalistą od wszystkiego. Od historii Solidarności, historii własnej rodziny z naciskiem na elementy współżycia z żoną Danuśką, a ogólnie rzecz biorąc od historiozofii.

Trudno uwierzyć, że ktokolwiek chciałby wysłuchiwać tych bredni i jeszcze za to  płacić. Widać, że dla polityka  „życie po życiu” rządzi się zupełnie innymi niż prawa rynkowe zasadami. Jak wiemy w reklamie istnieje rynek gadających głów, a nawet taryfikatory honorariów za udział w reklamach. Każdy sportowiec, aktor czy celebryta ma swoją cenę, swoje miejsce w rankingu, te cenniki bywają publikowane więc każdy może poznać swoje zmieniające się notowania i starać się swoją pozycję poprawić. Nie dotyczy to jednak byłych polityków. Oni są opłacani z innej puli niż zyski ze sprzedaży szamponu czy pasty do zębów. A jaka to pula można się tylko domyślać. Fundacja Batorego futrowała, a nawet zatrudniała  w Polsce intelektualistów zaangażowanych w duraczenie ( jak to nazywa Stanisław Michalkiewicz) naszego społeczeństwa.

Jak inaczej można wytłumaczyć fakt, że znany nie żyjący już intelektualista Marcin Król w niewybrednych słowach nawoływał swego czasu do obalenia rządów PiS, nawet niedemokratycznymi metodami. Ostatnio podobny seans nienawiści zaprezentował znany aktor Andrzej Seweryn. Nie sposób bez zażenowania zacytować przesłania, które skierował podobno zupełnie prywatnie do swego wnuka. 

Natomiast we wrześniu ubiegłego roku inny znany aktor Adam Ferency podczas spotkania  z fanami w Świdnicy najpierw nieskładanie nawoływał, aby w wyborach nie głosować na Jarosława Kaczyńskiego, a po upływie pół godziny przerwał spotkanie. Ferency przyznał potem szczerze,  że był po prostu nietrzeźwy.

Gdyby szukać wspólnego mianownika tych wydarzeń jako pierwsza nasuwa się tak zwana  „choroba filipińska”, która dotknęła zarówno Kwaśniewskiego jak i Ferencego. Ale to chyba zbyt proste. Wszystkich ich łączy również to, że byli znani już za czasów PRL.  Ferency wsławił się rolami milicjantów oraz wrednych ubeków, do których to ról miał predyspozycje, że tak powiem, zewnętrzne i był tego całkowicie świadom. Rolą życia była jednak dla niego, moim zdaniem, rola cynicznego kamerdynera w serialu „Niania”.  Choć wytrzymałam tylko pół godziny tego wybitnego serialu mogę stwierdzić -to właściwe emploi Ferencego. Nie dociekając jakie były mechanizmy kariery w PRL można zauważyć pewien ich specyficzny rys. Za dawnych dobrych czasów aktor w społecznym odbiorze miał miejsce pokrewne jarmarcznemu kuglarzowi. Miał służyć rozrywce i tylko rozrywce. Rola aktora zmieniła się, przede wszystkim na zachodzie ze względu na wysokie zarobki pracowników fabryki marzeń. Ale dopiero w czasach PRL- bis aktor awansował w Polsce do roli proroka, wręcz wieszcza. Koniec komunizmu obwieściła społeczeństwu niejaka Szczepkowska. Bez niej nikt by nie zauważył zachodzących zmian.

Na temat czy komunizm naprawdę się skończył zdania są podzielone. Uważam, że po czerwonym komunizmie nadchodzi zielony, o wiele groźniejszy, grawitujący do czerni. Mający ambicie do władania całym życiem obywateli włącznie ze sposobem odżywiania się i poruszania. Komuniści zabraniali nam wyjazdów za granicę, lecz nie usiłowali jak ekologiści, a właściwie globaliści zamknąć nas w piętnastominutowych gettach. Co gorsza etapy rozwoju komunizmu są mylne i dla wielu trudne do rozpoznania. Tak w dziecięcej zagadce:  „Co to jest? Czarna jagoda. A dlaczego czerwona? Bo jeszcze zielona” 

Do udziału w marszu organizowanym przez Tuska nakłaniał Olbrychski, do eliminowania Jarosława Kaczyńskiego nakłaniał Ferency, a Andrzej Seweryn dał popis osobistej rynsztokowej kultury. Podobno w marszu brała udział elita. Faktycznie elita, rozpoznawalna po prawdziwie elitarnych hasłach pod którymi szła. 

Niezależnie od wyników wyborów – w podatkach nic się nie poprawi… Przyczyny.

Niezależnie od wyników wyborów w podatkach nic się nie zmieni

Prof. Witold Modzelewski Redakcja Konserwatyzm.pl

Kampania wyborcza w naszym kraju weszła już w fazę podatkową: wszystkie istotne (i nieistotne) partie polityczne prezentują swoje programy również w tej dziedzinie; niestety bez silenia się na jakąkolwiek oryginalność, wszyscy „upraszczają”, „obniżają” i obiecują „stabilizację”, czyli zmniejszenie ilości wprowadzanych zmian w przepisach podatkowych. Niekiedy idą jeszcze dalej i chcą zlikwidować niektóre podatki, a zwłaszcza tzw. PIT i składki na ubezpieczenie zdrowotne. W sumie racja, bo czym więcej wydaje się na ochronę zdrowia, tym szybciej wzrasta ilość chorych mimo, że naród cudownie wyzdrowiał z powszechnej do niedawna pandemii.

Niepotrzebnie znęcam się nad polityczną propagandą kampanii wyborczej, bo przecież dobrze wiemy, że nie ma ona jakiegokolwiek znaczenia. Były co prawda pewne wyjątki, ale raczej się nie powtórzą. Niezależnie od tego jaki „program podatkowy” wybiorą obywatele, podatkami w naszej ojczyźnie rządzić będą ci sami aktorzy, których postaram się pokrótce wymienić. I tak:

  • akcyzą rządzi kilka „międzynarodowych koncernów”, które zatrudniają byłych wysokich urzędników zajmujących się swego czasu tym podatkiem: ich zasługi są znane i w pełni doceniane, bo mają oni nawet zdolności nadprzyrodzone, zgłaszając uwagi do projektowanych przepisów, których jeszcze nie opublikowano; możemy być pewni: niskie opodatkowanie tzw. podgrzewaczy pozostanie,
  • podatkiem od towarów i usług rządzi kilka „renomowanych” firm zajmujących się na co dzień optymalizacją podatkową swoich klientów i robią to wyjątkowo skutecznie: do ich sztandarowych osiągnięć należy wieloletnie (lata 2011-2019) wyłączenie z efektywnego opodatkowania wielu branż, w tym zwłaszcza stalowej i elektronicznej a ich wysiłek na tej niwie miał pełne poparcie zarówno AntyPiSu jak i PiS-u,
  • wszystkimi podatkami będącymi dochodem budżetu państwa rządzi lobby informatyczne, które narzuca podatnikom coraz to nowe obowiązki związane z cyfryzacją, która „przecież musi kosztować”. Tak było, jest i będzie bo władza zawaliła w tej sferze przed laty podpisując umowy, których wyborcy nie mogą przecież zmienić. Im też wmówiono, że wraz z poszerzaniem się owej cyfryzacji następuje uszczelnienie podatków, więc nie powinni tu przeszkadzać. Niezależnie kto będzie rządzić, „nowoczesność” utożsamiana z cyfryzacją będzie uzasadniała wprowadzenie kolejnych setek zmian w przepisach podatkowych,
  • najważniejsze (i mniej ważne) problemy naszego prawa podatkowego nie są rozstrzygane w Polsce lecz na szczeblu organów Unii Europejskiej i tu nie mamy nic do gadania. Będziemy musieli implementować kolejne „pakiety” zmian równie mądrych jak osławione „raportowanie schematów podatkowych”. Co prawda podatnicy już dobrze wiedzą, że przestrzeganie nowych obowiązków wynikających z implementacji rozwiązań unijnych nie ma większego znaczenia, ale Komisja Europejska dopilnuje, aby legislacyjna biegunka towarzyszyła nam przez wiele następnych lat. Na kształt przepisów unijnych nie mamy i nie będziemy mieli żadnego wpływu a przede wszystkim nikt nie ma takich ambicji, aby istniała tu jakaś „polska polityka”: tam, podobnie jak u nas rządzi sojusz lobbystów branżowych („międzynarodowe koncerny”) i biznesu zajmującego się ucieczką od opodatkowania.

Nie należy nie doceniać roli również różnego rodzaju „załatwiaczy”, którzy co pewien czas potrafią pokazać swoją władzę. Bo największym dorobkiem ustrojowym nie tylko naszego kraju lecz również innych państw „realnego kapitalizmu”, jest swoista prywatyzacja podatków i prawa podatkowego: tu da się załatwić przyjęcie rozwiązań, które są „korzystne dla podatników” a często nawet wiadomo, o kogo tu idzie, bo się tym zaraz pochwali, a „wolne media” przyznają za to „prestiżowe nagrody”.

Wyborcy mogą więc spać spokojnie: politycy nie będą mieli jakiegokolwiek wpływu na politykę oraz prawo podatkowe: nasz ustrój jest nadzwyczaj stabilny.

Prof. Witold Modzelewski

Uczestniczka ŚDM: Wstrząsające nadużycia Eucharystyczne i atmosfera dobroludzizmu. Centralnym elementem zagadnienie „ochrony klimatu”.

Uczestniczka ŚDM: Wstrząsające nadużycia Eucharystyczne i atmosfera dobroludzizmu.

Centralnym elementem uczyniono świeckie zagadnienie „ochrony klimatu”.

3 sierpnia 2023

(fot. EPA/JOSE SENA GOULAO / POOL Dostawca: PAP/EPA.)

Brak religijnej formacji uczestników i wstrząsające nadużycia eucharystyczne – tak atmosferę panującą na Światowych Dniach Młodzieży w Lizbonie opisuje jedna z polskich uczestniczek wydarzenia. Czytelniczka portalu PCh24.pl przesłała redakcji swoje wrażenia z pierwszego wieczoru imprezy. „Brakuje refleksyjności i skupienia, co powinno być podstawą pogłębienia wiary” – ubolewa.

„Przekaz kierowany do młodych ludzi opiera się przede wszystkim i niemal wyłącznie na rozgrzewaniu emocji i poczucia wzajemnej akceptacji. Nie byłoby to negatywne (…), gdyby nie fakt, że nie ma w tym praktycznie żadnej merytoryki religijnej”, pisze nasza informatorka.

Podobny charakter miała, wedle relacji polskiej licealistki, rozpoczynającą wydarzenie Msza Święta. „Kazanie, jakim uraczył nas (…) celebrans było rozczarowujące: polegało na dziękowaniu młodzieży za obecność i zachwycaniu się ich witalnością. Podczas otwierającej wydarzenie Najświętszej Ofiary młodych poinformowano, że powinni wchodzić w pełen przyjaźni dialog między sobą oraz, że wydarzenie ma „ekumeniczny” charakter.

Najbardziej wstrząsającym obrazem w odbiorze czytelniczki PCh24.pl było świadectwo niedbałości w kulcie Eucharystycznym. Rozdawanie Komunii Świętej powierzono, jak informuje młoda kobieta, młodym wyłonionym spośród uczestników– nie byli to więc nawet „szafarze nadzwyczajni” – których aktywność tak czy inaczej budzi kontrowersje.

Zdaniem uczestniczki ŚDM skutkowało to poważnymi nadużyciami – uczestnicy młodzieżowej imprezy nie potrafili bowiem właściwie postępować z Najświętszym Sakramentem, który spadał na ziemię, lub był wywiewany przez wiatr z rąk rozdających i przyjmujących Eucharystię. „Różnie reagowano w takich momentach; widziałam szafarza, który podniósł z ziemi Komunię i szybko ją skonsumował, i szafarkę, która włożyła Ciało Chrystusa z powrotem do miski”, wspomina Polka.

„Atmosfera imprezy i „upojenia miłością” wpływa też na zachowanie podczas uroczystości”, dodaje. „Młode osoby nie wyczuły powagi Mszy Świętej. W moim towarzystwie gadano, śmiano się, ucinano sobie drzemki, robiono pikniki i grano w karty (również w czasie Podniesienia”, informuje czytelniczka PCh24.pl.

Zdaniem uczestniczki ŚDM na wyróżnienie zasługuje mimo wszystko polska reprezentacja. Młodzież z naszego kraju „zachowują się godnie w trakcie Mszy i w miejscach kultu. Jestem dumna, że trzymamy poziom mimo ogólnego upadku, jednak to smutna radość”, konkluduje.

Światowe Dni Młodzieży w Portugalskiej stolicy rozpoczęły się 1 sierpnia w godzinach wieczornych. Program imprezy od samego początku wzbudzał kontrowersję – jej centralnym elementem uczyniono bowiem świeckie zagadnienie „ochrony klimatu”. Organizatorzy zapowiadali również, że nie zamierzają „nawracać żadnego z uczestników”.

Źródło: PCh24.pl

Papież na spotkaniu „ekumenicznym”. O „niebezpieczeństwie monologu i prozelityzmu” i dziękował za „dialog i braterstwo”.

Papież na spotkaniu „ekumenicznym”. O „niebezpieczeństwie monologu i prozelityzmu” i dziękował za „dialog i braterstwo”.

4 sierpnia 2023 papiez-o-niebezpieczenstwie-prozelityzmu-i-dziekowal-za-dialog

Papież przyjął w nuncjaturze apostolskiej w Lizbonie delegacje przywódców różnych religii, podkreślając „ekumeniczne i międzyreligijne zaangażowanie portugalskiego Kościoła” – poinformowało biuro prasowe Stolicy Apostolskiej. Franciszek mówił również o niebezpieczeństwie monologu i prozelityzmu.

Ojciec Święty podziękował obecnym za „przeżywane braterstwo, za wysiłki dialogu”, zalecając im troskę o młodych ludzi, którzy „są radośni, ale nie powierzchowni” i którym grozi „znieczulenie” przez otaczający ich świat.

Wcześniej papież przyjął wizytę delegacji Międzynarodowego Centrum Dialogu KAICIID, której towarzyszył kard. Miguel Ángel Ayuso, prefekt Dykasterii ds. Dialogu Międzyreligijnego.

„Pozdrawiając tę delegację, Ojciec Święty wyraził wdzięczność za wizytę i skierował do obecnych kilka słów na temat wartości braterstwa i dialogu oraz niebezpieczeństwa monologu i prozelityzmu” – czytamy w komunikacie.

Franciszek rozmawiał również z Rahimem Aga Khanem, synem przywódcy społeczności Centrum Ismaili, która ma swoją siedzibę w Lizbonie.

Ojciec Peter Stilwell, dyrektor Departamentu Relacji Ekumenicznych i Dialogu Międzyreligijnego Patriarchatu Lizbony, powiedział, że Światowe Dni Młodzieży w Lizbonie są pomyślane jako „spotkanie młodych ludzi z całego świata z papieżem”, dlatego starają się mieć w swoim programie działania promujące dialog międzyreligijny.

Wśród działań wyróżniają się: posadzenie drzew w Tropikalnym Ogrodzie Botanicznym, reprezentujących sześć wielkich rodzin religijnych, sesja dialogu międzyreligijnego w Centrum Ismaili i czas modlitwy prowadzonej przez Wspólnotę z Taizé.

Międzynarodowe Centrum Dialogu – KAICIID jest organizacją międzyrządową, która promuje pokój i zrozumienie poprzez dialog międzywyznaniowy i międzykulturowy, budując potencjał na poziomie lokalnym, krajowym i regionalnym poprzez edukację w zakresie praktyki dialogu.

Źródło: KAI

Kolejna ofiara amputacji genitaliów pragnie umrzeć. Prosi o „eutanazję”.

Ofiara amputacji genitaliów pragnie umrzeć

Lois Cardinal, 35-letni Kanadyjczyk transeksualista, którego to genitalia ścięto w 2009, pragnie swojej śmierci (Breitbart.com, 30 lipca).

Cardinal poprosił „służbę zdrowia” zapewnienie mu zastrzyku śmierci, aby położyć kres swoim cierpieniom po chirurgicznej próbie stworzenia pseudo-waginy.

Mężczyzna bardzo żałuje, że zgodził się na amputację genitaliów. Jego niby-pochwa jest raną otwartą i musi być rozwierana codziennie, aby zapobiec zrostom.

Pomimo iż na ogół rząd Kanady godzi się na eutanazję z byle powodu, to mężczyźnie wstępnie odmówiono. Kanadyjski program samobójstw asystowanych w 2022 ustanowił niechlubny rekord – 13 500 sponsorowanych z kieszeni podatników eutanazji.

„Są tak zafiksowani na punkcie ideologii gender, że bardziej troszczą się o moje zaimki”, stwierdza Cardinal, dodając – „transwestyci nie są dopuszczani do odbywania szczerych i niewygodnych rozmów”.

Uniwersytet Florydy dowiódł, że czterech na pięciu (81%) ludzi, którzy zdecydowali się na amputację genitaliów w ciągu pięciu ostatnich lat, cierpi z powodu przewlekłego bólu.

#newsWizllwokax

Premier Ukrainy: Ukraina zbankrutuje bez zachodniej powodzi finansowej.

Premier Ukrainy: Ukraina zbankrutuje bez zachodniej powodzi finansowej.

ukraina-zbankrutuje

Premier Ukrainy podzielił się smutną reflekcją – jego kraj ma funkcjonować wyłącznie dzięki pomocy finansowej od zachodnich partnerów.

Ukraina przestała być stabilnym finansowo państwem. W marcu 2023 roku minister finansów Siergiej Marczenko poinformował, że kraj wydaje co miesiąc na kampanię wojskową około 130 miliardów hrywien, a miesięczne wpływy do budżetu to zaledwie 80 miliardów hrywien. Według tych wyliczeń roczne wydatki wynosiły 1,56 bln hrywien.

Ujawniono nowe wyliczenia w tym zakresie. Jak podała agencja UNIAN, Ukraina wydaje na wojnę około 2 bilionów hrywien rocznie. Nowe oszacowanie kosztów wojny ogłosił na konferencji ambasadorów premier Denys Szmyhal.

-Koszt funkcjonowania sił zbrojnych i wojny wynosi około 2 bilionów hrywien – powiedział. Po chwili przypomniał, że ​​to więcej niż dochody budżetowe w czasie pokoju (było to 1,3 biliona hrywien). Premier podkreślił, że państwo utrzymuje się głównie dzięki wsparciu finansowemu partnerów, dzięki różnym dotacjom i pożyczkom. Kijów miał pozyskać 28 mld dolarów takich środków w tym roku i 31 mld dolarów w roku ubiegłym. Umożliwiło to wypłacenie pensji pracownikom admininistracji cywilnej oraz prowadzić bieżące remonty infrastruktury krytycznej.

Przechodząc do szczegółowych danych, Szmychal podał, że w ciągu pierwszych sześciu miesięcy wojny (od lutego do sierpnia 2022 roku) Ukraina wydała z budżetu państwa prawie  bilion hrywien. Zaznaczył, że 40% kosztów to potrzeby wojska. Według niego 288 miliardów hrywien poszło na pensje wojskowe, 135 miliardów hrywien – na zakup i naprawę sprzętu wojskowego.

Co więcej, według wyliczeń gospodarczych agencji, Ukraina traci co miesiąc około 2 miliardów dolarów, gdyż miliony Ukraińców opuściły kraj, mieszkają i pracują za granicą.

NASZ KOMENTARZ: Powyższe dane jasno mówią, że Ukraina wydaje na wojnę 2 biliony hrywien rocznie, przy zaledwie 960 mld hrywien swoich CAŁKOWITYCH wpływów budżetowych. Tymczasem jak wskazuje ta sama ukraińska agencja UNIAN, Rosja wydaje na wojsko w ujęciu rocznym 17% swojego budżetu. Jak mało co pokazuje to kto wygra przewlekającą się, wojnę na wyniszczenie.

Skandal podczas Światowych Dni Młodzieży. Msza dla zboczeńców [LGBT] a policja legitymuje modlących się przed kościołem. Kawały Franciszka.

Skandal podczas Światowych Dni Młodzieży. Msza dla LGBT i legitymowanie modlących się przed kościołem.C 4.08.2023 skandal-SDM-msza-dla-lgbt-i-legitymowanie-modlacych-sie

Papież Franciszek Źródło: DPA Dostawca: PAP/DPA
Papież Franciszek Źródło: DPA Dostawca: PAP/DPA

Portugalska policja wylegitymowała kilkanaście osób, które rzekomo miały zakłócać przebieg Mszy św. zorganizowanej podczas Światowych Dni Młodzieży w Lizbonie przez środowisko LGBT. Nabożeństwo było sprawowane w czwartek wieczorem w kościele pod wezwaniem Matki Bożej Wcielenia w dzielnicy Ameixoeira.

Z relacji świadków oraz nagrań udostępnionych przez portugalskie media wynika, że policja odsunęła od drzwi świątyni grupę młodzieży, która z krucyfiksami w dłoni i na kolanach modliła się w czasie sprawowanego w kościele nabożeństwa dla „mniejszości seksualnych”.

Młodzież kontestująca przebieg uroczystości dla środowiska LGBT miała „zbyt głośno” modlić się przy drzwiach kościoła.

Wylegitymowane przez policję osoby tłumaczyły, że ich modlitwa miała na celu „pokutowanie za ciężki grzech spowodowany przez odprawienie nabożeństwa w kościele dla osób pochwalających czyny niezgodne z Pismem Świętym”.

Według portugalskiej telewizji SIC policję wezwał ksiądz sprawujący nabożeństwo, które zostało chwilowo przerwane.

=========================

Mail:

Młodzi wierni modlący się przed kościołem mieli ze sobą krucyfiksy. Na modlitwie trwali klęcząc przed wejściem do kościoła.

Wierni zostali przegonieni przez policję, następnie postawiono im zarzut „zakłócania porządku w miejscu kultu”.

========================

Nauczanie, ewangelizacja:

Papież opowiedział kawał o św. Antonim. Cały klasztor wybuchł śmiechem

============================

mail: Pewnie na tym „nabożeństwie” były też ukochane owieczki i kozy – stąd ostrożność, by je nie urazić..

“Wdzięczność” ukraińskiego ministra. Dziękuje Muskowi za sprzęt kupiony przez… Polskę

“Wdzięczność” ukraińskiego ministra. Dziękuje Muskowi za sprzęt kupiony przez… Polskę

ukrainski-minister-dziekuje

Ukraiński minister cyfryzacji Mychajło Fedorow podziękował Elonowi Muskowi za akumulatory Tesla Powerwall.

A to Polska kupiła Ukraińcom ten sprzęt.

Minister cyfryzacji Ukrainy Mychajło Fedorow opublikował na Twitterze nagranie, w którym dziękuje Elonowi Muskowi za ponad 500 akumulatorów Tesla Powerwall.

Nie wymienił Polski, która zapłaciła za akumulatory, co zauważyli internauci. Fedorow poinformował, że baterie mają dostarczać energię elektryczną do szkół, szpitali i przedszkoli.

Sprawdźmy wpływy ukraińskie w Polsce.”Onuce”?

Sprawdźmy wpływy ukraińskie w Polsce

https://www.salon24.pl/u/lukaszwarzecha/1317132,sprawdzmy-wplywy-ukrainskie-w-polsce


Niektórzy wydają się mieć obsesję na punkcie domniemanych wpływów rosyjskich w Polsce. Takie jednak z pewnością istnieją. Spójrzmy jednak na działania i wypowiedzi niektórych uczestników życia publicznego. Czy nie powinniśmy zacząć sprawdzać wpływów ukraińskich?

Sytuacja wokół Ukrainy mocno się zmieniła w stosunku do tego, ca pamiętamy choćby jeszcze z drugiej połowy ubiegłego roku. I w kontekście międzynarodowym, i polskim. Tego pierwszego omawiał tu nie będę. Dość wskazać, że sytuacja zbliża nas do dwóch wariantów rozstrzygnięcia. W pierwszym konflikt stanie się tlącą się wojną lokalną, taką jak w Donbasie po 2014 r., w której Ukraina będzie w dość ograniczonym stopniu wspierana przez Zachód – ze wszystkimi tego konsekwencjami. W drugim – ze względu na naciski na Kijów z jednej strony, a z drugiej na Moskwę ze strony przede wszystkim Pekinu– zostanie wypracowany rozejm najpewniej w stylu „koreańskim”. Każdy z tych wariantów będzie oznaczał faktyczną utratę części terytorium przez Ukrainę. Kluczowe dla jej dalszej egzystencji będzie utrzymanie dostępu do Morza Czarnego, natomiast tromtadracyjna narracja, powtarzana przez dużą część polskich polityków, o nieuchronności odzyskania przez Ukrainę całości terytoriów, włącznie z tymi zajętymi przez Rosję w 2014 r., ponosi już teraz sromotną klęskę.

Zarazem opinia publiczna coraz wyraźniej dostrzega rozbieżne polsko-ukraińskie interesy oraz niepożądane konsekwencje obecności w Polsce nie tylko uchodźców, ale też zwykłych łapówkarzy i dezerterów. Te zmieniające się nastroje każą z kolei rządzącym podążać za nimi przynajmniej w warstwie retorycznej – choć nie wiadomo, czy idą za tym działania, skoro przedstawiciele władzy wspominają o chętnym uczestnictwie Polski w przekazywaniu Kijowowi myśliwców F-16, a mniejszej wagi prezenty sprawiają Ukrainie cały czas (choćby niedawno baterie Tesli, za które w opublikowanym w mediach społecznościowych filmie przedstawiciel ukraińskiego rządu zapomniał jakoś Polsce podziękować, za to dziękował… Elonowi Muskowi).

Swego rodzaju punktem zwrotnym w nastrojach – sondaże tego na razie nie pokazały, ale bardzo możliwe, że wkrótce tak się stanie – było wezwanie polskiego ambasadora Bartosza Cichockiego do ukraińskiego MSZ w związku z wypowiedzią prezydenckiego ministra Marcina Przydacza. Przydacz zasugerował, że Ukraina mogłaby wykazywać się w ramach wdzięczności za polską pomoc większym zrozumieniem dla naszych problemów zbożowych. Jest w tej sytuacji spora dawka ironii. Bartosz Cichocki to jeden z najzagorzalszych ukrainofilów w polskiej elicie, który wielokrotnie, szczególnie w pierwszym okresie wojny, dalece wykraczał poza swoje kompetencje ambasadorskie i wypowiadał się jak polityczny decydent, a nie urzędnik jedynie reprezentujący państwo polskie. Z kolei Marcin Przydacz, wcześniej wiceszef MSZ, to również jeden z największych zwolenników proukraińskiego kursu, choć mimo wszystko zachowujący w tych sprawach relatywnie sporą dawkę zdrowego rozsądku.

Zbliżają się wybory, więc rządzący werbalnie swoje stanowisko utwardzają. Co i czy cokolwiek konkretnie z tego wyniknie – zobaczymy.

Natomiast w najgorszej, także psychologicznie, sytuacji jest frakcja zajadłych ukrainofilów, której niekwestionowanym liderem jest pan prezydent Andrzej Duda. Mam nadzieję, że ktoś kiedyś zdoła wyjaśnić motywację, stojącą za jego uzależnieniem od przychylności Wołodymyra Zełenskiego. Czy chodzi – jak chcą niektórzy – o staranie się o przyszłe stanowisko międzynarodowe (choć wydaje się, że zachowanie Andrzeja Dudy wykracza dalece poza takie motywy) czy może mamy do czynienia z problemem najczyściej psychologicznym – nie sposób stwierdzić. Tak czy owak, jest to widowisko coraz bardziej zadziwiające, a zarazem coraz bardziej żenujące.

Część osób, które wcześniej etatowo śledziły rzekomą rosyjską narrację, nagle nabrała wody w usta, dowodząc swojego skrajnego koniunkturalizmu. Tak jest z ministrem Stanisławem Żarynem, który nagle ogłuchł na wygłaszane przez przedstawicieli obozu władzy poglądy identyczne w tymi, które jeszcze kilka miesięcy wcześniej potępiał etatowo u publicystów. Tak jest też z wiceministrem spraw zagranicznych Pawłem Jabłońskim, który jeszcze w maju gromił zwolenników „polityki transakcyjnej” z Ukrainą czy oburzał się na stwierdzenie, że Polska rozbraja się na rzecz Ukrainy, by w lipcu i sierpniu kompletnie przestać reagować na wysyp podobnych stwierdzeń.

Z kolei część tej grupy zaczyna reagować na rozwój sytuacji coraz bardziej nerwowo i agresywnie. Stąd choćby teksty takie jak Jakuba Maciejewskiego z „Sieci”, w którym ten bardzo głęboko emocjonalnie zaangażowany po stronie Kijowa publicysta nazywa tygodnik „Do Rzeczy” prorosyjskim, a o mnie samym pisze „Łukasz Jarosławowicz”. Trzeba to widzieć po prostu jako wyraz skrajnej desperacji i próbę zakrzyczenia rzeczywistości, zmieniającej się w kierunku kompletnie niezgodnym z życzeniowym myśleniem takich Maciejewskich. Ale czy wyłącznie jako to?

W życie weszła fatalna ustawa o powołaniu komisji do spraw rosyjskich wpływów. Dlaczego uważam ją za fatalną – nie tylko ja zresztą – pisałem i mówiłem obszernie w wielu miejscach, również na moim kanale YT, nie będę więc tutaj tych argumentów powtarzał. Można jedynie podkreślić, że argument o sprzyjaniu Rosji jest używany w polskim życiu politycznym jak kij bejsbolowy, nie niesie ze sobą żadnej wartości, za to rzucany przy każdej okazji uniemożliwia skutecznie odnalezienie faktycznych rosyjskich wpływów. Po nowelizacji, zaproponowanej przez pana prezydenta, ustawa jest trochę mniej groźna i w mniejszym stopniu narusza prawa obywatelskie – w tym prawo do sądu – ale w swojej istocie pozostaje tak samo fatalna.

Zarazem jasne jest, że jakieś rosyjskie wpływy w polskim życiu publicznym były i zapewne są. Tyle że od ich wykrywania nie jest komisja, powoływana przez parlament – faktycznie przez rządzącą większość – ale służby. Skoro już jednak w ogóle zajmujemy się wpływami rosyjskimi, to dlaczego tylko nimi? Czy zadziwiające działania i wypowiedzi niektórych uczestników polskiego życia publicznego nie powinny zwrócić uwagi na możliwość istnienia różnego rodzaju wpływów ukraińskich? 

Do postawienia tego pytania skłania mnie zadziwiająca, absolutnie skandaliczna wypowiedź byłego szefa dyplomacji Jacka Czaputowicza, który pytany w Polsat News o komentarz do słów ministra Przydacza powiedział: „Są państwa silne jak lwy, są państwa przebiegłe jak lisy i są państwa jak hieny i szakale. I my prowadzimy taką politykę hien i szakali. Przychodzi na myśl szmalcownictwo polityczne, w jakie się wpiszemy być może niedługo”.

Można by uznać, że pan Czaputowicz zwariował. Istotą polityki zagranicznej państw jest pilnowanie swoich interesów i egoizm – mądry, uwzględniający także interesy wspólne, ale jednak egoizm. Taką zresztą politykę prowadzi sama Ukraina, momentami bardzo bezczelnie. Czy Czaputowicz nagle zapomniał, na czym polega polityka międzynarodowa? A może chodzi o coś innego? Tylko o co?

Ale przecież nie jest sam. Przykład oszalałej wręcz szarży Jakuba Maciejewskiego już podawałem. Tenże Maciejewski spędził sporo czasu na Ukrainie podczas wojny. Czy tego typu wyjazdy, kontakty z ukraińskim wojskiem, z konieczności – również ze służbami są neutralne i bez wpływu na postawę danej osoby? Nie wiem, ale pytanie wydaje się zasadne. Być może jest w stanie na nie odpowiedzieć ktoś lepiej ode mnie w tych sprawach zorientowany. 

Prześledźmy wypowiedzi posła Koalicji Obywatelskiej Pawła Kowala, który od miesięcy wypowiada się w takim tonie, jakby był deputowanym do ukraińskiej Werhownej Rady, a nie polskiego Sejmu. Kowal od lat zaangażowany jest w sprawy wschodnie, w tym zwłaszcza ukraińskie, pilotując przez lata między innymi konferencję Polska Polityka Wschodnia, organizowaną przez Kolegium Europy Wschodniej im. Jana Nowaka-Jeziorańskiego na zamku w Wojnowicach. Może mieć oczywiście swoje poglądy na temat tego, jaką Polska powinna prowadzić politykę na wschodzie. Lecz czy poziom tego zaangażowania i tak ostentacyjne kładzenie nacisku na ukraiński interes, również tam, gdzie jest on w ewidentnym konflikcie z interesem polskim, nie powinno jednak skłaniać do zadania pytania, czy nie stoją za tym jakieś innego rodzaju czynniki niż nadmiar lektury pism Giedroycia? 

A co z postacią z innego obszaru – Cezarym Kaźmierczakiem, prezesem Związku Przedsiębiorców i Pracodawców? Kaźmierczak w promowaniu ukraińskiego interesu stoi zdecydowanie na pierwszej linii, posuwając się nawet do wezwań, aby polski rząd pozostawił polskich rolników samym sobie. Co ciekawe, do grona współpracowników ZPP i Warsaw Enterprise Institute, siostrzanych organizacji, rok temu dołączył Adam Eberhardt, wcześniej dyrektor Ośrodka Studiów Wschodnich, który jeszcze pełniąc tę funkcję wielokrotnie odbywał wojaże, w tym po Ukrainie, z Kaźmierczakiem i Tomaszem Wróblewskim, szefem WEI. Dzisiaj ZPP za rządowe pieniądze organizuje konferencje o odbudowie Ukrainy i – w mojej opinii – stara się przedstawiać jako główny pośrednik dla polskich firm w tej sprawie. Pośrednicy, jak wiadomo, raczej nie pracują pro bono. O co tu chodzi?

Takich przykładów można by wymienić dużo. Pytanie brzmi, dlaczego w sferze publicznej dotychczas właściwie nie pada pytanie o poziom i naturę wpływów ukraińskich. Przecież Ukraina miała środki, aby takie wpływy kształtować jeszcze przed wojną (teraz też je zapewne posiada). Oferowała stanowiska wykładowców, stypendia, wsparcie finansowe różnego rodzaju projektów. Działała metodami podobnymi jak choćby Niemcy, choć oczywiście na mniejszą skalę. Dziś jesteśmy w momencie, kiedy te wpływy może się starać wykorzystać – tym silniej, im wyraźniej widoczna będzie rozbieżność między naszymi interesami.

Badamy wpływy rosyjskie? Dobrze. Ale zbadajmy także ukraińskie.

Kościele śpiący obudź się! Polacy śpiący!!! Królowa Polski wzywa do Świętej Warmii!

Kościele śpiący obudź się! Królowa Polski wzywa do Świętej Warmii!

  • sobota, 5 sierpnia 2023,

W obronie cywilizacji łacińskiej przed bandytami i obłudnikami

Quis et deus? – KTÓŻ JAK BÓG! Discedite a me omnes pessimi haeretici, filii diaboli, et pestes animarum: vos detestor, et abominor, et cum Ecclesia Dei anathematizo. Jan kard. Bona O Cist

J. Górzyński o poganach i judaistach wyznania rzymskiego i księżach zielonoświątkowych w Kościele katolickim oraz o mafii urzędniczej i o potrzebie protestów przed śmieciową inwazją.

Kościele śpiący obudź się! Królowa Polski wzywa do Świętej Warmii!


Gietrzwałd to wieś leżąca na Warmii Polskiej będącej częścią Królewskich Prus. Prusy bowiem dzieliły się na lenne, czyli stare, albo Wschodnie posiadane przez Krzyżaków z prawem lennem względem Polski, i Prusy Królewskie czyli Zachodnie, ktore należały do Korony, a ktorej od roku 1466 w traktacie toruńskim zostały przez Krzyżaków oddane. Otóż Warmia, chociaż z położenia swego zdawała się więcej należeć do Wschodnich, jednak razem z innymi częściami Prus Zachodnich była do posiadłosci Króla Polskiego przydzielona.” bł. o. Honorat Koźmiński „Przesłanie z Gietrzwałdu”  

Kościele śpiący obudź się!  Władza zaatakowała naszą Królowę! 
https://pl1.tv/title/kosciele-spiacy-obudz-sie/

Tak więc Gietrzwałd stanowi prawdziwą warownię na tym cyplu katolickiej Polski, sięgającym Bałtyku i graniczącym z innowiercami, strzeżonym cudownie przez Matkę Bożą. Jest jakby przedmurzem niedopuszczającym, aby ościenna herezja, a dzisiaj już prawie pogaństwo nie mogły wkroczyć w granice naszej ziemi”. bł. o. Honorat Koźmiński „Przesłanie z Gietrzwałdu”  








Marek Jać – urbanista i architekt
Na koniec powyższych rozważań urbanistyczno-prawnych jedna uwaga – NAJWAŻNIEJSZA:
Każdy sprzeciw społeczny (w tym także animowany przez Komitet Obrony Gietrzwałdu), powinien mieć za główny cel obronę otoczenia Sanktuarium przed JAKIMIKOLWIEK INWESTYCJAMI, których lokalizacja w tym sąsiedztwie dewastuje tę przestrzeń w sposób brutalny i jednocześnie nieodwracalny.
Ograniczenie tego sprzeciwu wyłącznie do blokowania pozwolenia na budowę dla inwestycji Lidla nie załatwia tej ochrony definitywnie – odkłada tylko problem w czasie.
Nie będzie Lidla, to jego miejsce zajmie inny inwestor, równie brutalnie dewastujący tę przestrzeń działalnością podobną do lidlowskiej (a może identyczną, tylko pod innym szyldem).
Zagrożenie takie istnieć będzie dopóty, dopóki w dokumentach planistycznych gminy (w studium gminy i w miejscowym planie zagospodarowania przestrzennego) istnieć będzie zgoda na tego typu działalność.
Należy więc w tym sprzeciwie skupić się na żądaniu realizacji postulatów petycji skierowanej do wojewody z dnia 12 lipca 2023 tj. o zaskarżenie do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Olsztynie uchwał Rady Gminy w Gietrzwałdzie:
I. Uchwały Nr XXIX/209/2020 Rady Gminy Gietrzwałd z dnia 15 grudnia 2020 r. w sprawie uchwalenia zmiany Studium uwarunkowań i kierunków zagospodarowania przestrzennego gminy Gietrzwałd;
II. Uchwały Nr XLIII/314/2021 Rady Gminy Gietrzwałd z dnia 30 grudnia 2021 r. w sprawie uchwalenia miejscowego planu zagospodarowania przestrzennego terenów usługowych położonych w południowej części obrębu Gietrzwałd, gmina Gietrzwałd (Dz. Urz. Woj. Warmińsko-Mazurskiego z 2022 r. poz. 888).
Petycja do Wojewody w sprawie inwestycji Lidla w Gietrzwałdzie
https://www.debata.olsztyn.pl/teksty/87-wita-warmia/8742-petycja-do-wojewody-w-sprawie-inwestycji-lidla-w-gietrzwaldzie-kafelek.html

Komitet Obrony Gietrzwałdu
Marek Jać dokładnie tym się kierujemy i do tego będziemy dążyć, aby nigdy w okolicy nie powstała taka lub podobna inwestycja zaburzająca w jakikolwiek sposób nasz wspólny skarb, jakim jest miejsce objawień i jego okolice. To piękne wybrane przez Boga miejsce musi zostać zachowane dla nas i przyszłych pokoleń Polaków.

Marek Jać
Komitet Obrony Gietrzwałdu Pisząc we wcześniejszym wpisie: „Należy więc w tym sprzeciwie skupić się na żądaniu realizacji postulatów petycji skierowanej do wojewody z dnia 12 lipca 2023” chciałem w ten sposób zauważyć, że nie widzę na Państwa stronie żadnych informacji, co się dzieje w sprawie tej petycji – a minęło już trochę (cennego) czasu. Stąd nie wiadomo, czy ostatecznie wojewoda zaskarży uchwały, czy nie.
Jeśli nie zaskarży, to konsekwencją będzie ponowne, tym razem skuteczne wydanie pozwolenia na budowę inwestycji Lidla.
Zwracam uwagę, że wyłącznie plan miejscowy zagospodarowania przestrzennego jest podstawą do wydania pozwolenia na budowę – a nawet plan w sposób skandaliczny naruszający prawo, obowiązuje, dopóki jest w obiegu prawnym.


Przestaje obowiązywać w dwóch przypadkach: jeśli zostanie zastąpiony przez gminę nowym planem (co oczywiście nie nastąpi) lub zostanie stwierdzona jego nieważność przez sąd administracyjny.
W aktualnej sytuacji prawnej nie ma znaczenia, czy Pan Minister stwierdzi nieważność swojej zgody na „odrolnienie” terenu pod inwestycję Lidla, czy tego nie zrobi – żaden minister nie ma uprawnień do unieważniania planu miejscowego. Panowie posłowie, nawet ci deklarujący osobistą pomoc, nie mogą zastąpić wyroku sądu administracyjnego.
Jeśli plan miejscowy zagospodarowania przestrzennego nie zostanie unieważniony to inwestycja Lidla najprawdopodobniej zostanie zrealizowana.


Wniosek o stwierdzenie nieważności decyzji Ministra Rolnictwa w przedmiocie  odrolnienia działki w Gietrzwałdzie dla Lidla
https://www.debata.olsztyn.pl/wiadomoci/polska/8745-wniosek-o-stwierdzenie-niewaznosci-decyzji-min-rolnictwa-odrolnienia-dzialki-w-gietrzwaldzie-dla-lidla-najnowsze-slajd-kafelek.html#!kmt-start=8

Komitet Obrony Gietrzwałdu
Marek Jać aktualnie nie otrzymaliśmy jeszcze odpowiedzi, cały czas na nią czekamy. Miesiąc minie 12.08.2023. Między innymi dlatego organizujemy wcześniej zapowiadane już protesty od 14.08.23r. Mamy nadzieję, że do tego czasu Pan Wojewoda Artur Chojecki – Wojewoda Warmińsko-Mazurski odniesie się do naszej petycji i złoży odpowiednie dokumenty w tej sprawie do sądu administracyjnego. Uważamy, że złożenie naszych petycji do Ministra Rolnictwa z pewnością sprawie nie zaszkodzi,, aby nic innego nie mogło tam powstać w przyszłości.

Negatywne opinie architektów i urbanisty w sprawie inwestycji Lidla w Gietrzwałdzie
https://neon24.org/post/172953,negatywne-opinie-architektow-i-urbanisty-w-sprawie-inwestycji-lidla-w-gietrzwaldzie?fbclid=IwAR28RVcDTelpSxw7A3LbvYcWQ_tE9tYwtyI8tCEXvRsw5k70Qeod5USTDKA






MARSZ DLA KRÓLOWEJ POLSKI 
Olsztyn 14 sierpień 2023 rok
W OBRONIE DUCHOWEJ STOLICY POLSKI
– dzień pierwszy 
PROTESTY i PIKIETY PRZED URZĘDAMI 
W OLSZTYNIE W OBRONIE GIETRZWAŁDU- 


O godzinie 11 : 00 zbieramy się pod gmachem Kurii Archidiecezji Warmińskiej w Olsztynie, gdzie zostanie złożona skarga na ręce JE ks. prof. Józefa Górzyńskiego, Arcybiskupa warmińskiego, na rektora Sanktuarium Narodzenia NMP w Gietrzwałdzie ks. Marcina Chodorowskiego oraz ks. dra Tomasza Szałandę za prowadzenie prolidlowskiej propagandy, zniesławianie obrońców Gietrzwałdu i prowadzenie półjawnej konspiracji zielonoświątkowej w Kościele rzymskim, a także zwalczanie kultu Matki Bożej Królowej Polski. Przed kurią zostanie także odmówiony Różaniec św. w intencji nawrócenia grzeszników, zwłaszcza heretyków i satanistów, a także o powrót kapłanów do doktryny katolickiej opartej o Objawienie i Tradycję. 
Następnie będziemy protestować oraz składać skargi, petycje i zawiadomienia o przestępstwach przed gmachami Urzędu Wojewódzkiego w Olszynie, przed Starostwem Powiatowym, przed WSA i prokuraturą, a także ABW. 
Następnie z figurą Matki Bożej Królowej Polski udamy się na Rynek w Olszynie, gdzie będziemy się modlić za Warmię i całą Polskę oraz poinformujemy mieszkańców tego sławnego miasta o satanistycznych klikach w aparacie samorządowym i państwowym, walczących z Bogiem i Błogosławioną Dziewicą oraz z Jej Stolicą w Gietrzwałdzie, a także z Polską całą, którą Berlin i Bruksela chcą uczynić gigantycznym śmietniskiem różnorakich odpadów. 
Protesty tego dnia zakończymy Mszą św.
Prosimy, aby uczestnicy protestów zabrali ze sobą banery, flagi narodowe i maryjne, święte obrazy i krzyże oraz biało-czerwone opaski, albowiem w sierpniu wspominamy również heroizm polskiego żołnierza, który odparł od wrót Warszawy bolszewicką zarazę i w Powstaniu Warszawskim toczył nierówny bój z „brunatną śmiercią”.
Więcej https://neon24.org/post/172972,marsz-dla-krolowej-polski-14-viii-br-olsztyn-15-viii-br-gietrzwald






MARSZ DLA KRÓLOWEJ POLSKI 
Gietrzwałd 15 sierpień 2023 rok
W OBRONIE DUCHOWEJ STOLICY POLSKI
– dzień drugi PIELGRZYMKA do Gietrzwałdu – 


⦁ 10 : 00 Obrońcy Duchowej Stolicy Polski, gdzie panuje i „zawsze będzie z nami” Matka Boża Królowa Polski, spotykają się w amfiteatrze w  Gietrzwałdzie. Odmówimy tam wspólny pacierz a następnie w skrócie omówimy aktualną sytuację Gietrzwałdu w związku z planowaną inwestycją Grupy Schwarz zwaną   Centrum Dystrybucyjnym LIDL.  Przedstawimy również zagrożenia dla Polski i Kościoła jakie niosą neopogańskie struktury zła ulokowane w Berlinie i w Brukseli oraz program ocalenia narodowego. Odczytane zostaną Śluby Lwowskie  króla Jana Kazimierza Wazy.
⦁ 11:00 Udajemy się na sumę odpustową na błonia obok źródełka.
⦁ Po mszy św.  zbieramy się przy źródełku, by odmówić Różaniec św. w intencji Ojczyzny oraz odczytane zostaną akty zawierzenia Matce Bożej zrealizowane przez prymasów Hlonda i Wyszyńskiego.  
⦁ Następnie wyruszamy na szlak św. Jakuba Apostoła, gdzie będziemy odmawiać Różaniec św. w intencji obrony Duchowej Stolicy Polski i o odrodzenie moralne Narodu Polskiego. Pod krzyżem Bóg – Honor – Ojczyzna odczytamy „Jubileuszowy akt oddania się Jezusowi Królowi i Panu” Polski.
⦁ Wracamy pod kaplicę Matki Bożej w miejscu objawień, gdzie odmówimy Anioł Pański i zmówimy Różaniec św. w intencji wszystkich Żołnierzy Niepodległości oraz tych co trudzili się w pracy dla naszej umiłowanej Ojczyzny.
⦁ Następnie wracamy do amfiteatru, by przedyskutować plany wspólnej walki o Wielką Polskę Katolicką godną naszej Królowej i Jezusa Króla Polski.


 Liczymy niezmiernie na to, że Polska katolicka nie zawiedzie Królowej Polski i stanie mężnie w obronie Gietrzwałdu, gdzie – jak napisała „Warszawska Gazeta” – „złośliwi Niemcy, skoro nie mogą najechać nas czołgami, to chcą nas zasypać śmieciami”. 
Więcej https://ekspedyt.org/2023/08/04/marsz-dla-krolowej-polski-14-viii-olsztyn-15-viii-gietrzwald/


Objawienia M. Bożej, które rozpoczęły się w Gietrzwałdzie, małej wiosce na Warmii, dnia 27 czerwca 1877 r. odbiły się głośnym echem nie tylko w najbliższej okolicy, ale również w całej podzielonej pomiędzy obce mocarstwa Polsce. Ówczesna prasa początkowo nie informowała swoich czytelników o tych zjawiskach. Dopiero pod koniec drugiego miesiąca objawień zaczęły ukazywać się notatki, względnie całe artykuły na ten temat. Najwięcej pisała prasa na Pomorzu i w Wielkopolsce. Informacje na temat objawień podawała również prasa na Śląsku i w Galicji, a szczególnie w Krakowie i we Lwowie. Jedynie prasa w Królestwie Polskim nie zamieściła żadnej wzmianki na temat objawień gietrzwałdzkich. Bardzo ostra cenzura rosyjska w okresie popowstaniowym zdecydowanie ucinała wszelką śmielszą myśl, a szczególnie nie dopuszczała do rozpowszechniania wiadomości o zdarzeniach religijnych, które by miały wpływ na życie narodu. Wiadomość o trwających objawieniach rozeszła się bardzo szybko i docierała coraz dalej niezależnie od pozytywnego względnie negatywnego stanowiska prasy. Co więcej, rozchodząca się wieść o objawieniach spowodowała gromadzenie się w Gietrzwałdzie licznych rzesz Polaków. Była to jakaś nieznana siła, która w krótkim czasie duchowo złączyła podzielony pomiędzy zaborców naród. Znany historyk, ks. Walerian Kalinka, w swoim artykule opublikowanym na łamach krakowskiego „Czasu” pisze: „Wieść ta rozeszła się szeroko po kraju na mil kilkadziesiąt dookoła, chociaż dzienniki zrazu milczały. Kto ją rozniósł, kto podszepnął owym włościanom z odległych stron Królestwa i Litwy by w porze letniej, w czasie robót najpilniejszych, zbierali [się] w gromady i bez paszportów, na przekór strażom granicznym, przedzierali się przez kordon rosyjski i pruski; kto ułatwił im przeprawę, by przejść i wrócić mogli niepostrzeżeni, a przynajmniej niezaczepiani od władz, to pozostanie zagadką równie niepojętą, jak same zjawiska”5. Mimo braku oficjalnych informacji o objawieniach pod zaborem rosyjskim, gdzie wszystkie tego rodzaju wiadomości były skrzętnie tępione, sława objawień się rozszerzała. Co więcej, znaleźli się ludzie, którzy przejęli się głęboko tymi objawieniami, propagowali je i na żywo podejmowali próbę dokonania ich opisu dla utrwalenia tych niecodziennych zjawisk. Przykładem tego jest błogosławiony O. Honorat Koźmiński, kapucyn (1829–1916), który zamierzał podać do wiadomości obszerniejsze i bardziej systematyczne informacje. W tym celu przygotowywał dość obszerny artykuł, czy nawet odrębne dziełko poświęcone objawieniom, z nieznanych powodów nie wykończone i nie opublikowane

Czy kasta sędziowska to potomkowie żydokomuny?

Czy kasta sędziowska to potomkowie żydokomuny?

https://www.fronda.pl/a/Czy-kasta-sedziowska-to-potomkowie-zydokomuny-2,218806.html


Kasta sędziowska próbuje dziś zbudować w Polsce system trybunalski. Sędziowie pozbawieni wszelkiej kontroli mieliby sprawować tak naprawdę najwyższą władzę. Prawo i Sprawiedliwość próbuje ukrócić tę anarchię, co spotyka się z niezwykle zajadłymi atakami; nic dziwnego, to wojna. Kasta sędziowska wywodzi się pośrednio, a niekiedy jeszcze wciąż bezpośrednio, z komunistycznego wymiaru (nie)sprawiedliwości. Sądownictwo w PRL miało w niemałym stopniu żydokomunistyczny charakter. Długo by mówić o zbrodniach, jakich na polskich patriotach dopuszczali się przedstawiciele żydokomuny, antenaci dzisiejszej kasty sędziowskiej. A czym była sama żydokomuna? O tym znakomicie pisał amerykański badacz fenomenu żydowskiego zaangażowania w XX-wieczne ruchy intelektualne i polityczne, prof. Kevin MacDonald.

Nakładem wydawnictwa Aletheia ukazała się monumentalna, 616 stronicowa, praca naukowa profesora Uniwersytetu Kalifornijskiego Kevina MacDonalda „Kultura krytyki. Ewolucjonistyczna analiza zaangażowania Żydów w XX-wieczne ruchy intelektualne i polityczne”. Praca poświęcona jest stworzonym przez Żydów nurtom intelektualne, które skutecznie niszczyły cywilizacje zachodnią w XX wieku, oraz temu jak destrukcja cywilizacji zachodniej służyła realizacji interesów społeczności żydowskiej. Na marginesie drobiazgowego opisu rzeczywistości, dosłownie na kilku stronach, MacDonald przybliżył czytelnikom rolę żydokomuny w Polsce po II wojnie światowej.

Według MacDonalda przedwojenną ekspozyturą żydokomuny w Polsce była Komunistyczna Partia Polski. KPP była sowiecką agenturą w Polsce, wspierała agresje ZSRS na Polskę w 1920 i 1939 roku, antypolską politykę sowietów na okupowanych ziemiach Polski, terror i eksterminacje.

Zdaniem MacDonalda podobnie jak w innych krajach Europy zajętych przez sowietów po drugiej wojnie światowej, tak i w Polsce, grupa żydowskich komunistów przejęła władze w Polsce. Żydokomuna rządząca powojenną Polską wywodziła się z tradycyjnych rodzin żydowskich. Wyrosła z kultury judaistycznej, posługiwała się jidysz jako językiem ojczystym, nie miała nic wspólnego z kultura polską. Świat postrzegała przez kalki żydowskiej socjalizacji i tożsamości. Jako komuniści pozostawała w swoim żydowskim środowisku, jej idolami byli inni żydowscy komuniści. W ZSRS widziała opokę dla swoje żydowskiej tożsamości. Kochała ZSRS, bo w ZSRR władza znajdowała się w rękach Żydów, sowieci zapewniali rozwój kultury żydowskiej, ZSRS surowo karało za antysemityzm. Polski nienawidziła, uznawała Polskę za wrogi i prymitywny kraj.

W powojennej Polsce, zdaniem MacDonalda, „komuniści żydowscy na najwyższych stanowiskach w państwie, tworzyli nadal spójną i wyodrębnioną grupę”. Ich solidarność etniczna była niezwykle dostrzegalna dla zniewolonych Polaków. Żydzi by być solidarnymi względem siebie nie musieli składać werbalnych deklaracji. Od 1948 do 1956 roku pełnia władzy nad zniewoloną Polską była w rękach Żydów. Żydokomuna w powojennej Polsce realizowała „radzieckie interesy polityczne, gospodarcze i kulturalne” i „agresywnie urzeczywistniała interesy specyficznie żydowskie, jak choćby eksterminacje narodowej opozycji politycznej”. „Zdominowany przez Żydów rząd komunistyczny zabiegał o odrodzenie i utrwalenie społeczności żydowskiej w Polsce”. Równocześnie żydokomuna prowadziła „wytężoną kampanie ograniczania wpływów politycznych i kulturowych kościoła katolickiego”.

By tworzyć pozory samorządności w powojennej Polsce, tych Żydów, „którzy pod względem fizycznym mogli uchodzić za Polaków (…) zachęcano do zmiany nazwisk na polsko brzmiące i podawania się za Polaków”. Żydokomuna w powojennej Polsce uważała Żydów nie komunistów za lojalne i wyobcowane z polskości zaplecze kadrowe dla nowego reżimu. „Pochodzenie żydowskie szczególnie ceniono przy naborze do służby bezpieczeństwa”. Żydokomuna była całkowicie świadoma, że władze ma dzięki sowietom, i może ją utrzymać tylko za pomocą terroru. Dodatkowo żydokomuna z bezpieki siała terror wobec Polaków, jej działania było motywowane nienawiścią rasową do Polaków. Powojenna Polska rządzona z nadania sowieckiego przez Żydów, wbrew Polakom, zapewniała Żydom korzyści finansowe z władzy.

Według MacDonalda w wyniku destalinizacji w 1956 roku ograniczono udział Żydów we władzy. Pogorszenie pozycji finansowej żydokomuny w powojennej Polsce rekompensowała hojna pomoc finansowa dla Żydów ze strony amerykańskich Żydów. To i fakt, że dzieci i wnuki żydowskich komunistów wracały do swojej judaistycznej żydowskiej tożsamości, należy uznać „za mocny dowód na rzecz tezy, ze wielu komunistów żydowskich w rzeczywistości było krypto Żydami”. Im słabsza była pozycja Żydów w systemie sowieckim, tym silniejsza była ich solidarność rasowa. „Kiedy ostatecznie upadli, szybko odrzucili wszelkie pozory polskiej tożsamości o otwarcie deklarowali żydowską tożsamość. Zwłaszcza w Izraelu, dokąd wyjeżdżała większość polskich Żydów”. W Izraelu Żydzi zdejmowali kostium komunistów i stawali się syjonistami.

Żydokomunę w powojennej Polsce trzeba traktować jako ugrupowanie żydowskie realizujące partykularne interesy polityczne i ekonomiczne Żydów. Dążące do zniszczenia kościoła katolickiego i polskiego nacjonalizmu, eksterminacji nieżydowskich elit narodowych, niszczenia kultury polskiej, wyzyskiwania ekonomicznego Polaków, wspierania interesów ekonomicznych Żydów i kultury żydowskiej. Środowisko Żydów, którzy nie wyrzekli się swojej żydowskiej tożsamości. „Zdominowane przez Żydów władze komunistyczne w Polsce walczyły z polskim nacjonalizmem i autorytetem politycznym i kulturowym kościoła katolickiego, głównym źródłem spójności tradycyjnego społeczeństwa polskiego”.

Hit kampanii wyborczej – Trumna+

Hit kampanii wyborczej – Trumna+

hit-kampanii krycha

:Śmiertelnie poważne

Wielu dziś prorokuje……będzie wojna, nie będzie wojny, bośmy wyjątkowo bezpieczni, kto wygra wybory , kto przegra etc.?

Nieśmiało dołączę do nich.

Śniło mi się….

że nadchodzi nowe nieszczęście. 

Nie o wojnie śniłam ale o czymś podobnym. O planowanej akcji „zdrowotnej”. W świecie naukowym mają nowy pomysł, jak pozbyć się kłopotliwej populacji i poprawić klimat.

Wiemy, że już trwają kosztowne badania, WHO zapowiada nowe mutacje ….Póki co trzeba nam tłumnie spotykać się na marszach, bawić na piknikach, śpiewać chóralnie etc. 

Nie wiadomo kiedy „naukowcy” wynajdą nowy eliksir a władze zarządzą testozę i kwarantannę.

Ponoć jeszcze nie teraz….nie w czasie kampanii. 

Nie umieramy też ponad limit, bo już nie ma limitów.

Liczba tzw. nadmiarowych zgonów, tych z epoki szczęśliwie minionej plandemii nie jest już podawana przez ministerstwo śmierci.

Jest nadzieja….wracam do snu.

Mamy zatem cudowny sezon zdrowia i szczęścia, który władze wykorzystają w kampanii. 

Księgowi na tzw. szczeblach dostrzegą szansę na kolejne „wsparcie” życia i śmierci Polaków i…

podwyższą ZASIŁEK POGRZEBOWY!

Tak wiele oszczędzono na zmarłych w czasie plandemii, że teraz będzie można pohulać….tak mi się przyśniło.

Byłby to dobry krok w kierunku sukcesu wyborczego oraz ku uciesze polskich rodzin.

Także ku tzw. poszerzeniu i ubogaceniu ofert firm funeralnych,

To byłby prawdziwy i oczekiwany  HIT

Bez podatku oczywiście.

Śmierć stałaby się lżejsza….

Poprzednicy obniżyli kwotę zasiłku, władze obecne z radością to przyklepały.

Śniło mi się, że teraz dostrzegły szansę.

Kampania wyborcza to idealny czas na Trumna+

Może ktoś śnił o innych propozycjach „wsparcia”?

Pozdrawiam

krycha

ZMIERZCH BOGÓW

ZMIERZCH BOGÓW

zmierzch-bogow2023-08-04 Sławomir M. Kozak

Tak niewiele było trzeba czasu, żeby prawie wszystko stanęło na głowie. Poprzestawiano znaczenia słów, podstawowe pojęcia i wartości. W książce „Covidowe Jeże” tłumaczyłem, że nie planowałem jej napisania i wydania, „podobnie jak nikt spośród nas, jeszcze na początku roku 2020 nie sądził, że wkrótce spadnie mu niespodziewanie na głowę sufit z żyrandolem i spora część stropu.

Póki co, dach się jeszcze trzyma, choć zaczyna przeciekać. Marną jest pociecha, że nie dopadło to tylko nas i większość osób dookoła spotkał podobny los, bo każdy zajęty jest ratowaniem swego dobytku i w podpieraniu powały belkami musimy radzić sobie sami. Pisząc, że ‘nikt spośród nas’ nie przewidział nadchodzącej nawały i nie rozpoznał oznak zbliżającej się burzy, wyrażam opinię o zdecydowanej większości mieszkańców naszego globu, mając jednak świadomość, że podczas gdy my spaliśmy obezwładnieni pozornym dobrobytem i spokojem, inni szykowali za rogiem zaprzęgi, by w chwili naszej dezorientacji, przerażenia i słabości, podciągnąć wozy pod nasze domostwa i rozpocząć grabież. I to o nich, kryjących się dotąd w burzowej ciemności naszej niewiedzy, wykorzystujących wyjące niczym huragan media, ulewę rządowych dezinformacji i zagłuszające wszystko grzmoty organizacji międzynarodowych, piszę w tym notatniku ‘czasów zarazy’. By pozostało świadectwo, kiedy zapomnimy, wybaczymy lub odejdziemy. (…) Bo, przecież najbardziej nawet ołowiane niebo, rozświetlają co pewien czas flesze błyskawic. I, jeśli znajdziemy chwilę na to, by spojrzeć wówczas dookoła, rozpoznamy nie tylko uwijające się po naszym gospodarstwie postacie rabusiów, ale także ich twarze. Dlatego ważne, byśmy wykorzystali każdy rozbłysk światła w ciemności wokół nas i zapamiętali jak najwięcej szczegółów. Zajęci ratowaniem dobytku, samotnie stojąc po kostki w gruzie, nie mamy możliwości, by ich dopaść, osądzić i ukarać. Ale, kiedy nadejdzie świt, a po burzy zawsze wraca słońce, pomożemy najbliższym wokół nas w stanięciu na nogi, sąsiadom w łataniu strat i odbudujemy nasz świat. Nie musi to być nowy, wspaniały świat według oczekiwań naszych grabieżców.

Wierzę głęboko w to, że odbudujemy go podług naszych założeń, a nie na wskazanych nam osuwających się piaskach ułudy lepszego życia. Wyjdziemy z tego doświadczenia silniejsi, a nasze dzieci i wnuki będą z niego czerpały latami. Ważne, byśmy budowę zaczęli na ocalałych i trwałych fundamentach, bo to one są najważniejsze i stanowią o przetrwaniu oraz sile kolejnych pokoleń. Pora wrócić do najważniejszych wartości, od których odstąpiliśmy w minionym okresie mamieni mirażem dostatku i wygody. Czas najwyższy skończyć z upokarzaniem się przed barbarzyńskimi hordami najeźdźców i okazać pokorę Bogu, z którym wojnę rozpoczęli. Wykorzystując chwilową ciemność ograniczyli dostęp do świątyń, aspersoria zalali płynem dezynfekującym, pozamykali bramy do grobów naszych bliskich, na biskupów wylali kubły pomyj, na ściany kościołów wiadra farb, zastraszyli księży, rugują z życia najważniejsze święta katolickie, próbując zastąpić pogańskimi rytuałami i wynosząc je do rangi uroczystości państwowych”.

Pisałem to zaledwie trzy lata temu, kiedy jeszcze wrogo patrzono na ludzi nieskażonych telewizyjną histerią, nie dających narzucić sobie serwowanych zewsząd idiotyzmów. Dziś, czas ten wielu uznało za koszmar dawno miniony, sen, marę, coś nierzeczywistego, w czym nie brali nigdy udziału. Tak jest zapewne wygodniej, lżej, bo jakże inaczej wytłumaczyć nie tylko innym, ale sobie przede wszystkim, że stało się jednak po stronie kłamstwa i obłudy. Nie mnie oceniać szewców, krawców i młynarzy. Oni, na ogół, stanęli w prawdzie. Ilu ich zresztą pozostało? Bardziej bolesne, że zawiedli niektórzy reprezentanci zawodów zaufania publicznego, czyli ludzie, którzy zgodnie z Konstytucją Rzeczypospolitej wykonują profesje o wysokim znaczeniu społecznym, wymagające szczególnych kwalifikacji zawodowych, ale też moralnych.

 Dotyczy to przede wszystkim funkcjonariuszy publicznych. Wikipedia, definiuje ich, jako osoby pełniące funkcję publiczną bez względu na formę zatrudnienia, które z uwagi na szczególną pozycję zawodową lub posiadane kompetencje związane ze sprawowaniem władzy publicznej korzystają na gruncie polskiego prawa karnego ze szczególnej ochrony prawnej, ale jednocześnie podlegają szczególnej odpowiedzialności karnej (!). Prawo dookreśla tę grupę osób w konkretnym artykule polskiego Kodeksu karnego[1], a przypomnieć należy, że według niego funkcjonariuszami publicznymi są, zarówno Prezydent RP, jak i posłowie, senatorowie i radni. Ale są też nimi sędziowie, prokuratorzy, komornicy, kuratorzy sądowi, osoby orzekające w organach dyscyplinarnych, pracownicy administracji rządowej, samorządu terytorialnego, funkcjonariusze organu powołanego do ochrony bezpieczeństwa publicznego, funkcjonariusze Służby Więziennej, osoby pełniące czynną służbę wojskową – uwaga – z wyjątkiem terytorialnej służby wojskowej pełnionej dyspozycyjnie, którą to służbę, przypominam na marginesie, wprowadzono w listopadzie 2016 r. ustawą o zmianie ustawy o powszechnym obowiązku obrony Rzeczypospolitej Polskiej. Obfitował ten rok w ciekawe ustawy! Jednocześnie, prawo mówi, że funkcjonariuszem publicznym jest również „osoba zajmująca kierownicze stanowisko w innej instytucji państwowej”, co jest pojęciem wyjątkowo pojemnym. Stąd, nie tak dawna próba „resetu” tych zapisów. Czy nadal, wymienione wyżej zawody, bądź zajęcia, cieszą się publicznym, czyli naszym zaufaniem? 

Oczywiście, grzechem byłoby generalizowanie i podciąganie większości pod wspólny mianownik, ale nie wolno jednak stosować, ulubionej przez kibiców wymówki, że nic się przecie, Polacy, nie stało. Warto pamiętać, mając świadomość, że wiele wyzwań jest nadal przed nami wszystkimi (!), z pewnością o wiele trudniejszych od tych, z którymi rzekomo (chwilowo) się uporaliśmy.

A przecież nie doszedłem jeszcze do lekarzy, dziennikarzy i, co najsmutniejsze, księży. Poza wymiarem moralnym – reprezentantów inteligencji, która nie dość, że dopiero co zawierzyła fałszywej pandemii, gorąco do niej przekonując, dziś w imię równie niespójnej narracji wiecznych apatrydów, zachęca nas do wojny. Ale, czego oczekiwać, skoro historycy okupują   urzędy administracji państwowej, uchodząc za ekspertów w każdej, poza wyuczoną, dziedzinie, a muzycy brylują w sejmowych ławach? I jedni, i drudzy straszą oto polski naród grupą Wagnera, stojącą ponoć u naszych granic.

Czy ludzie rzekomo inteligentni mogą nie odczuwać dysonansu poznawczego wiedząc, że Richard Wagner, od którego nazwiska przyjął „ksywę” dowódca grupy był, używając modnych dziś określeń,  niemieckim szowinistą i antysemitą? Że, „Walkiria” obnażała obsesję kompozytora na punkcie sił zła, a dzieło jego życia, „Pierścień Nibelunga”, było muzycznym wyrazem jego wiary w niemieckich nadludzi zarządzających światową sceną, niczym pogańscy bogowie Wotan i Thor? To przecież zauroczony jego muzyką Hitler powiedział, że aby zrozumieć nazistowskie Niemcy, trzeba znać twórczość Wagnera. Nawiasem mówiąc, uczniem słynnego kompozytora był Gustav Mahler, którego studia u Wagnera finansował baron Albert de Rothschild

Czy dopuszczają współcześni inteligenci, podejmujący w imieniu państwa polskiego brzemienne dlań decyzje myśl, że jedyna, prywatna firma wojskowa działająca pod egidą służb Federacji Rosyjskiej, głoszącej ideę denazyfikacji Ukrainy, mogłaby bez przyzwolenia, choć jeden dzień nosić imię człowieka wielbiącego germańskich i nordyckich bogów? Czy potrafiliby nam wyjaśnić, dlaczego spadkobiercy kultu Thora pochodzącego z dynastii Azów wykrwawiają od miesięcy oddziały brygady szturmowej „Azow”? Tej, która swe „korzenie” wywodzi od tych samych „bogów”? Czy naprawdę wszyscy uwierzyli gromadzie błaznów – na pomieszanie dobrego i złego?

Za rogiem kolejna rocznica Sierpnia, którą spadkobiercy korowskiej inteligencji ludowej będą czcili, jak co roku, od kiedy zdradzili ideały robotników i oddali za bezcen matecznik polskiej solidarności.

Na krzyżach Stoczni Gdańskiej nadal jednak widnieją pierwsze słowa przestrogi  poety o narodowej pamięci.

Który skrzywdziłeś człowieka prostego

Śmiechem nad krzywdą jego wybuchając,

Gromadę błaznów koło siebie mając

Na pomieszanie dobrego i złego,

Choćby przed tobą wszyscy się skłonili

Cnotę i mądrość tobie przypisując,

Złote medale na twoją cześć kując,

Radzi że jeszcze jeden dzień przeżyli,

Nie bądź bezpieczny. Poeta pamięta

Możesz go zabić – narodzi się nowy.

Spisane będą czyny i rozmowy.

Lepszy dla ciebie byłby świt zimowy

I sznur i gałąź pod ciężarem zgięta.

(Cz. Miłosz, Waszyngton, 1950)

Sławomir M. Kozak

W kanikularną posuchę

Stanisław Michalkiewicz: W kanikularną posuchę michalkiewicz-w-kanikularna-posuche

Nie wiadomo, kiedy właściwie odbędą się wybory, bo na mieście krążą fałszywe pogłoski, że na pana prezydenta Dudę wywierane są naciski, żeby przesunął je z połowy października, na połowę listopada. Listopad – wiadomo – “niebezpieczna dla Polaków pora” – jak twierdził wielki książę Konstanty Pawłowicz w “Nocy listopadowej” Stanisława Wyspiańskiego. Oczywiście chodzi o Polaków prawdziwych, jak na przykład Jarosław Kaczyński, czy Mateusz Morawiecki, a nie jakichś farbowanych na “ryżo” lisów, jak, dajmy na to – Donald Tusk – co to w dodatku przewodzi Volksdeutsche Partei.

W takiej sytuacji przesuwanie wyborów na listopad mogłoby stanowić kolejną dywersję pana prezydenta Dudy wobec Naczelnika Państwa. Tymczasem jeszcze nie zagoiły się rany po poprzedniej, kiedy to pan prezydent najpierw podpisał ustawę o utworzeniu nadzwyczajnej komisji do badania ruskich wpływów w naszej – pożal się Boże! – polityce, ale  po dwóch dniach, wystraszony obsztorcówą ze strony pana ambasadora Marka Brzezińskiego, zawetował własny podpis. Nie tylko zawetował, ale zaproponował własny projekt, który obecnie, po pewnych perypetiach, został zatwierdzony i wchodzi w życie.

To znaczy – niezupełnie wchodzi, to najsampierw Sejm musi wybrać tę komisję – ale nie z parlamentarzystów, tylko z fachowców spoza Sejmu. Już ta okoliczność sprawia, że zainteresowanie wyborem komisji nie jest aż takie duże tym bardziej, że właśnie Sejm, podobnie jak i Senat, rozjeżdża się na wakacje. Ale nawet jak już z wakacji wróci, to też nie bardzo wiadomo, po co właściwie powoływać tę komisję, skoro pan prezydent Duda wyrwał jej żądło w postaci możliwości orzekania 10-letniego szlabanu na piastowanie funkcji publicznych? Tymczasem właśnie ono było pomyślane jako tajna broń na Donalda Tuska – ale dywersja pana prezydenta Dudy położyła kres tym nadziejom.

Tymczasem wybory, wszystko jedno; w październiku, czy listopadzie, jednak się zbliżają i ten czas trzeba czymś wypełnić i to nie byle czym, tylko rewelacjami mogącymi zelektryzować opinię publiczną. I tu objawiła się – co tu ukrywać – degrengolada Donalda Tuska, który wszedł na drogę, jaką nastręczyły mu jakieś “skisłe Szekspiry majtek damskich”. Tylko tymi złowrogimi podszeptami tłumaczę sobie wynajęcie pani Joanny Parniewskiej z Krakowa, której stworzono nawet okazję do odegrania w Sejmie psychodramy.

Całe przedstawienie jednak okazało się na nic, bo pani Parniewska, zamiast – jak tresuje swoich podopiecznych fundacja “nie bzykajcie się!” – zademonstrowania spazmów i innych symptomów straszliwej traumy – zaczęła się przechwalać, jaką to nie jest “kochanką” – co postawiło w szalenie niezręcznym położeniu Wielce Czcigodną Wandę Nowicką oraz moją faworytę, Wielce Czcigodną Joannę Scheuring-Wielgus, która tylko co wróciła z Rwandy, gdzie łączyła się z Murzynami.

W tej sytuacji nie było sensu dalej lansować pani Joanny, jako heroiny walki o prawa kobietów – ale to z kolei postawiło pod znakiem zapytania sens urządzania 1 października “marszu miliona serc” złamanych – bo w krążących po mieście fałszywych pogłoskach, jakoby kulminacyjnym momentem tej imprezy miałoby być bliskie spotkanie III stopnia Donalda Tuska z panią Joanną, nie było ani słowa prawdy. Tymczasem nawet podczas Światowych Dni Młodzieży w Lizbonie przewidziane zostały “momenty” w postaci zeznań ofiar molestowania.

Z komunikatów wynika, że ofiary molestowania musiały zostać odpowiednio pouczone przez pierwszorzędnych fachowców, bo podobno nawet papież Franciszek “intensywnie słuchał”. Co prawda również mojej faworycie udało się go zainteresować przypadkiem pana Lisińskiego z fundacji “nie bzykajcie się!” do tego stopnia, że go pocałował – na szczęście tylko w rękę, bo – jak się potem okazało – pan Lisiński został zdemaskowany jako naciągacz.

W tej sytuacji świat musiałby wstrzymywać oddech w oczekiwaniu, czy pan Szymon Holownia “zleje się” z Polskim Stronnictwem Ludowym, czy jednak się nie “zleje”, gdyby nie rząd “dobrej zmiany”. Nawiasem mówiąc, według ostatnich doniesień, pan Hołownia jednak się “zleje”, z czego naturalnie wszyscy się radują, jako że zgoda buduje, a niezgoda rujnuje. Tymczasem rząd “dobrej zmiany” doprowadził do gwałtownego zaostrzenia stosunków na odcinku polsko-ukraińskim. Ambasador Rzeczypospolitej w Kijowie został “wezwany” do tamtejszego MSZ, a ambasador Ukrainy w Warszawie – “zaproszony”.

Chodzi oczywiście o zboże, którym trzy koncerny; dwa amerykańskie, a jeden – obecnie – niemiecki, mające na Ukrainie latyfundia o powierzchni 17 mln hektarów, zasypały polskie magazyny. Graniczące z Ukrainą rządy państw środkowoeuropejskich zwróciły się do Komisji Europejskiej z supliką, by pozwoliła im na podjęcie suwerennej decyzji o przedłużeniu embarga po 15 września, ale pan premier Morawiecki buńczucznie oświadczył, że Polska “i tak” to embargo przedłuży.

Ukraińcy, jakby nie wiedzieli, że to przecież nie naprawdę, a tylko ze względu na przedwyborczą pokazuchę, zaczęli narzekać, że “populizm” i w ogóle, więc rząd “dobrej zmiany” na wszelki wypadek nie odważył się sytuacji zaostrzać. Może to zbytek ostrożności, bo – jak się własnie okazało – ukraińska kontrofensywa utknęła z powodu intensywnego wzrostu roślinności. Wcześniej utykała najpierw z powodu mrozów, potem – z powodu roztopów i błota, później – ze względu na kurz, którego na Ukrainie nigdy nie brakowało, na co uskarżał się jeszcze podczas II wojny  światowej feldmarszałek von Manstein – no a teraz – z powodu roślinności.

Jesienią co prawda liście opadną, ale wtedy zaczną się szarugi i błoto, a potem sciśnie mróz – i tak aż do ostatecznego zwycięstwa. Tymczasem mój Honorable Correspondant zwraca mi uwagę, że ta roslinność, to może być pozór – na co wskazywałby rekordowy poziom ukraińskich rezerw walutowych. Podejrzewa on, że na dostawach broni Ukraina robi znakomite interesy, bo nikt nie patrzy jej na ręce, komu co odprzedaje, dzięki czemu można ominąć rozmaite surowe międzynarodowe restrykcje, od jakich w tej branży się roi.

Taki monsieur Zacharoff sprzedawał broń wszystkim stronom wojującym, co było sprawiedliwe, bo nikt nie miał krzywdy, ale to dawne, dobre czasy, podczas gdy teraz obowiązuje “sprawiedliwość społeczna”, w związku z tym biurokraci we wszystko wtykają swoje mięsiste nosy. Ale to nie nasza rzecz, chociaż trochę i nasza, bo Polska, na podstawie umowy z 2 grudnia 2016 roku, broń i amunicję daje Ukrainie za darmo – ale widocznie taki los wypadł nam, żebyśmy się poświęcali dla pokoju i demokracji.

Toteż rząd “dobrej zmiany” uczepił się prowokacji, której tym razem dopuścił się białoruski uzurpator Aleksander Łukaszenka. Oto dwa białoruskie śmigłowce prowokacyjnie przeleciały nad Białowieżą. Początkowo nasza niezwyciężona armia twierdziła, że nic nie przeleciało, ale widocznie rada w radę uradzono, że jednak przeleciało – bo taka prowokacja to  przecież dla rządu prawdziwy dar Niebios! Znowu okazało się, że jak nie Putin, to Łukaszenka jest dobry na wszystko, a zwłaszcza – na kanikularną posuchę, kiedy już nie ma czym ekscytować opinii publicznej. Od razu odezwała się ambadoressa USA przy NATO, słowem – Polska jednym susem wskoczyła do pierwszego szeregu mocarstw światowych.

Czegóż chcieć więcej?

Stanisław Michalkiewicz

Polecamy również: Banderyzm kwitnie na Ukrainie. Problem narasta

Światowe Dni Młodzieży: IKEA w akcji częstowania się opłatkami [„Komunię” daje prawie goła – …ale biusthaltera nie zdjęła]. Zalecają : Odwiedzić synagogę, meczety oraz świątynię hinduizmu. James Martin, homo-jezuita wygłosił orędzie. Franciszek też.

Światowe Dni Młodzieży zalecają : Odwiedzić synagogę, meczety oraz świątynię hinduizmu. James Martin, homo-jezuita wygłosi orędzie.

Między religiami z naciskiem na klimat i deptanie katolicyzmu

SDM

Organizatorzy Światowych Dni Młodzieży zalecają na swojej stronie Lisboa2023.org, aby odwiedzić synagogę (Sinagoga Shaare Tikvah), meczety (Mesquita Central de Lisboa, Centro Ismaili) oraz świątynię hinduizmu (Templo Radha-Krishna) w Lizbonie.

W harmonogramie znalazło się miejsce na „Sadzenie drzew dla religii” (2 sierpnia) w celu „zaprezentowania harmonii w różnicach pomiędzy wspaniałymi tradycjami ludzkości”. [sic !!]

To doskonale wpisuje się w postawę rezygnacji z nawracania młodzieży, prezentowanej przez neo-kardynała Aguiara.

Ponadto, pielgrzymi będą zachęcani do rezygnacji ze spożywania mięsa przez rok w ramach tzw. „redukcji śladu węglowego” tak, aby „te Światowe Dni Młodzieży były jak najbardziej zgodne ze zrównoważonym rozwojem”.

Homo-religię zaprezentuje nie kto inny jak James Martin, homo-jezuita, który potwierdził swój udział w charakterze mówcy.

Warto wspomnieć, że w tym samym czasie odbywa się dzienna Msza Obrządku Rzymskiego w Lizbonie (29 lipca – 6 sierpnia) w parafii São Nicolau.

=======================

Miło wspominamy rok 1986: Też sadzili drzewka…


========================

mail:

Do rozdania Komunii Novus Ordo wykorzystano miseczki na orzeszki ziemne z Ikei.

Miski rozdano koncelebrującym kapłanom. Nikt nie pofatygował się żeby zdjąć z nich folię, czy też odkleić kod kreskowy (widoczne na foto).

====================

2 sierpnia Franciszek w dłuuugim przemówieniu powiedział:

To w stolicy Portugalii, przypomniał, podpisany został w 2007 roku Traktat Lizboński, w którym zapisano, że Unia Europejska zobowiązuje się do krzewienia pokoju, bezpieczeństwa, dobrobytu swoich narodów, zrównoważonego rozwoju Ziemi, solidarności i wzajemnego szacunku oraz ochrony praw człowieka. – To nie są tylko słowa, ale kamienie milowe dla drogi wspólnoty europejskiej – zaznaczył.

============================

O jakimś Jezusie Chrystusie i Jego Objawieniu – chyba zupełnie zapomniał.

===========================

Kardynał nominat Grzegorz Ryś w Lizbonie…

—————

mail: Czy ci młodzi ludzie dają kolegom opłatki, czy Ciało Pana Jezusa? W obu wypadkach jest to bluźnierstwo!

==========================

Wiktor

@WiktorLMM

Na Mszy świętej inaugurującej #ŚDM20203, #Lisboa2023 były tysiące księży i biskupów.

A tymczasem powszechne są takie obrazki.

To smutne, jak katolicy traktują największą świętość. Skoro my sobie to robimy, to jak inni mają z nas nie szydzić, mają się nie śmiać, nie szkalować…

Zdjęcie

==============================

ŚDM: Przyjechali z Afryki „na pielgrzymkę” i się… rozpłynęli. Czy Ryś przeszwarcuje część do Polski?

ŚDM: Przyjechali z Afryki „na pielgrzymkę” i się… rozpłynęli

Zjawisko oddalania się pielgrzymów przybywających z Afryki na wydarzenia międzynarodowe do Portugalii „nie należy do rzadkości i nie jest nowym zjawiskiem”.

Na podst.: z-afryki-na-pielgrzymke

Liczba afrykańskich „pielgrzymów”, którzy po dotarciu na Światowe Dni Młodzieży w Portugalii, rozpierzchli się i nie stawili w diecezjach goszczących uczestników wydarzenia wzrosła do 195 – poinformował wchodzący w skład struktur portugalskiego MSW Urząd ds. Cudzoziemców i Granic (SEF).

Z ustaleń portugalskich służb wynika, że do diecezji biorących udział w ŚDM nie dotarło do czwartku 168 obywateli Republiki Zielonego Przylądka oraz 27 Angolczyków. Miejsce ich pobytu jest nieznane, a żadna z poszukiwanych osób nie odbiera telefonu.

Oświadczenie urzędników SEF jest reakcją na poniedziałkową informację władz diecezji Leiria-Fatima, które podały, że do trzech parafii przyjmujących pielgrzymów nie stawiły się grupy młodzieży kabowerdeńskiej i angolskiej.

Pomimo oświadczeń portugalskich służb i władz kościelnych pochodzący z Wysp Zielonego Przylądka diakon Jose Manuel Vaz powiedział w rozmowie z telewizją CNN Portugal „że żaden z pielgrzymów nie zaginął”. Informację o rozpierzchnięciu się młodych Afrykańczyków nazwał „dezinformacją”. „Nikt nie zaginął, a żaden pielgrzym nie jest zobowiązany do udziału w aktywnościach w diecezji podczas ŚDM” – zaznaczył.

Zdziwienia deklaracjami kabowerdeńskiego diakona nie kryje portugalska działaczka katolicka Ana Silva z lizbońskiej dzielnicy Lumiar, od wielu lat włączająca się w organizację imprez o charakterze społeczno-religijnym.

„Dezinformacją są raczej tego typu deklaracje sugerujące, że pielgrzymi, którym wydano wizy, aby dotarli do Portugalii na ŚDM nie mają obowiązku stawienia się w diecezji, do której zostali przydzieleni. Jeśli tak, to warto zapytać w jakim celu przybyli do Lizbony, skoro nie biorą udziału w tym wydarzeniu” – powiedziała PAP Ana Silva.

Potwierdziła, że zjawisko oddalania się pielgrzymów przybywających z Afryki na wydarzenia międzynarodowe do Portugalii „nie należy do rzadkości i nie jest nowym zjawiskiem”.

„W grudniu 2004 r. w Lizbonie odbywało się Europejskie Spotkanie Młodych, na które organizatorzy zaprosili grupy młodzieży z byłych portugalskich kolonii. Część z nich, m.in. niektóre osoby z Republiki Wysp Świętego Tomasza i Książęcej nie wróciły wówczas do swego kraju” – dodała Silva.

W lipcu br. episkopaty Republiki Zielonego Przylądka i Angoli zaapelowały do młodych udających się na ŚDM do Lizbony, aby nie odłączali się od swoich grup i „nie szukali okazji do ucieczki i pozostania na zawsze w Portugalii”.

[—-] „Zadeklarowali oni, że nie chcą już wracać do Luandy. Chcą pozostać w Europie” – powiedział biskup Chissengueti. Z Angoli na ŚDM do Lizbony przybyło 1518 młodych.

Duchowny wyraził przekonanie, że do niedzieli, kiedy w Lizbonie zakończą się Światowe Dni Młodzieży, należy spodziewać się „kolejnych zaginięć tego typu”.
(PAP)

Dość bezczelnych kłamstw aborcjonistek!

Centrum Życia i Rodziny
Szanowni Państwo,
Bezczelnych kłamstw aborcjonistek nie da się już dłużej znieść!
To, co działo się w Polsce w ostatnich dniach, mogę określić jako wielki festiwal manipulacji, kłamstwa i okrucieństwa.
Najpierw historia pani Joanny, którą eksploatowano medialnie i politycznie przez ponad tydzień. Bohaterka ze skrzywdzonej, nieśmiałej „zwykłej kobiety” zmieniła się w pewną swoich praw i przekonaną o własnej sile nową liderkę proaborcyjnych protestów i to… ze sporym doświadczeniem.
Jak się okazało, ta pani ma już na swoim koncie wiele tzw. performansów w obronie „praw kobiet” i w swoich artystycznych występach nie żałuje widzom ani szokującej formy, ani też wyzywających i wulgarnych treści.
Nie chcę tu jednak wydawać wyroków w tej sprawie. Jestem przekonany o jednym – każda osoba w kryzysie zasługuje na opiekę i troskę, także ze strony organów państwa i odpowiednich służb.
Jednak to, w jaki sposób organizacje proaborcyjne wykorzystały tę tragiczną historię, to już zupełnie co innego.Od pierwszego dnia zaczęto postulować dekryminalizację aborcji. Bo to rzekomo było w tym wypadku problemem: policjanci „rzucili się” na niczemu niewinną kobietę, bo dokonała aborcji.
Nie minęło długo, zanim ta narracja okazała się wierutną bzdurą – policja zjawiła się na miejscu w sprawie podejrzenia możliwego targnięcia się na życie – ale wtedy jak za dotknięciem magicznej różdżki zaczęły wypływać inne historie.
„Pani Ola”, która zainspirowana odwagą pani Joanny opowiedziała o swoim doświadczeniu poronienia, które było badane przez prokuraturę. O tej tragedii opowiedziały oczywiście… „Wysokie Obcasy”.
Zwieńczeniem tego proaborcyjnego szaleństwa były manifestacje solidarności z panią Joanną i spotkanie Zespołu Parlamentarnego ds. „praw reprodukcyjnych”. I kolejny zalew zmanipulowanych wersji wydarzeń.
Nie chcę tu jednak opowiadać od nowa całej historii. Wszystkich Państwa zapraszam natomiast do lektury artykułu na portalu Marsz.info, gdzie cała sprawa została gruntownie omówiona.Wspieram demaskowanie kłamstw aborcjonistek!Chciałbym natomiast zwrócić Państwa uwagę na to, jak z wykorzystaniem tragedii kobiet, dziewczynek (nie mówiąc już o nienarodzonych dzieciach, które są również niekwestionowanymi ofiarami każdej z tych historii) kręci się kolejne propagandowe kłamstwa.
A wszystko to przy aprobacie i wsparciu mainstreamowych mediów. Choć aprobata czy wsparcie to właściwie za małe słowa. Te media są po prostu na usługach środowisk feministycznych i lewicowych.
I nie jest to jedna stacja czy jeden tytuł prasowy. To medialny moloch, który wiedzie w Polsce prym, śmiąc przy tym nazywać się „wolnymi mediami”.
Do odbiorców takich przekazów nie trafi ani słowo o tym, że w całej historii pani Joanny, „pani Oli” czy którejkolwiek ze spraw przytaczanych w tych dniach, chodziło przecież o życie.
O życie małego, niewinnego dziecka.
A co słyszymy od zwolenników zabijania nienarodzonych?
„Taki żelek… mój żelek” – mówi pani Joanna. Żeby nie było wątpliwości: mówi w ten sposób o szczątkach swojego nienarodzonego dziecka.
Pani poseł (!) Anna Maria Żukowska twierdzi, że aborcja to przecież tylko „większe krwawienie miesiączkowe”. A inna reprezentantka Polaków, Joanna Scheuring-Wielgus wprost przyznaje, że pomaga w aborcjach i jest z tego dumna.
Niestety, dla takich osób liczy się tylko jedna strona: kobieta. Nikt nie pomyśli nawet o dziecku. Co najwyżej pogardliwie nazwie je „żelkiem” albo „większym skrzepem”.
Nie wiem, jak Państwo, ale ja w takich chwilach czuję po prostu ogromne rozgoryczenie. To niewiarygodne, że w Polsce doszliśmy do takiego momentu, gdy można w największych mediach mówić z taką dumą o tym, że pomaga się zabijać dziesiątki niewinnych istot.Pomagam walczyć z aborcyjną propagandą!Takie sytuacje wymagają od nas szczególnej mobilizacji i gotowości do dawania świadectwa oraz służby eksperckim głosem na temat ochrony życia poczętego.
Dlatego w czasie tych dni, gdy w mediach królowały historie o „prawach kobiet”, przedstawiciele Centrum Życia i Rodziny pojawiali się tam także z przypomnieniem o tym, że aborcja nie jest „prawem”, a w każdej z tych opowieści chodzi tak naprawdę o dwie osoby: zarówno matkę, jak i dziecko.
Gościliśmy w mediach ogólnopolskich: w Polskim Radiu 24 i w programach informacyjnych Telewizji Polskiej (zarówno w „Wiadomościach”, jak i „Panoramie” czy „Teleexpressie”), a także na antenie TVP Info: w serwisach informacyjnych i w programie „Minęła 20” oraz na łamach portali Marsz.info i PCh24.
I mogę z radością powiedzieć, że tak jest coraz częściej. Nasza praca jest doceniana, a szczere oddanie obronie najważniejszych wartości jest zauważane.
Kluczowym polem naszej medialnej obecności pozostaje jednak portal Marsz.info. To miejsce, gdzie możemy demaskować fałszywą narrację feministek i środowisk proaborcyjnych. Miejsce, gdzie możemy też wprost pokazywać prawdziwe twarze polityków, którzy nie wahają się wykorzystywać kobiet i ich dramatów, ilekroć tylko jest to dla nich opłacalne.
Ale to też przestrzeń, gdzie przede wszystkim oddajemy głos życiu, przytaczając historie matek, które w swojej miłości poszły o krok dalej, ponad własne „ja” i zdecydowały się dać życie dziecku niekiedy w niewyobrażalnie trudnych okolicznościach. Pokazywanie piękna miłości rodzicielskiej, która przewyższa trudy codzienności, to także część naszej misji.
Dlatego w ramach wolnego dostępu na platformie YouTube zdecydowaliśmy się udostępnić widzom nasz film „Miłość większa niż strach” (link w PS).W tym czasie to właśnie tę produkcję polecam Państwu szczególnie. Opowiadamy tam o rodzinach, które przyjęły życie swoich dzieci mimo ich chorób i trudności. Gwarantuję, że działa jak natychmiastowa odtrutka na wszystkie kłamstwa aborcjonistek, oddanych im polityków i mediów.
I myślę, że zgodzicie się Państwo ze mną, że w takich momentach, gdy środowiska wrogie życiu i rodzinie zdają się krzyczeć tak głośno, że nieomal zagłuszają prawdę, potrzebujemy wytężonej pracy organizacji pro-life.
Postawienie tamy takiej kłamliwej narracji nie jest łatwe. Aby przebić się do równie szerokiego grona odbiorców, jakie mają proaborcjonistki, z przekazem o wartości życia, o odpowiedzialności czy miłości rodzicielskiej potrzebna jest konkretna pomoc finansowa.
Przekłada się ona na wynagrodzenie dla pracowników naszego zespołu, którzy każdego dnia, każdy w swoim dziale, solidnie pracują na rzecz życia i rodziny, a w momentach „próby” wychodzą zza biurek, by dawać świadectwo w mediach. Przyczynia się także do wyprodukowania dobrych filmów i do promocji dobrych wartości w Internecie.
Dlatego bardzo proszę Państwa o wsparcie działalności Centrum Życia i Rodziny dobrowolnym datkiem w wysokości 30 zł, 60 zł czy 100 zł lub nawet większej, jeśli mają Państwo taką możliwość. Tylko dzięki pomocy osób, które są świadome tego, jak ważna jest to walka, możemy nadal realizować naszą misję obrony życia i rodziny!
Wspieram walkę z aborcjonistami!
W najbliższych miesiącach będziemy zapewne jeszcze niejednokrotnie świadkami podobnych ataków na życie nienarodzonych dzieci. To gorący okres, z czego zapewne zdają sobie Państwo doskonale sprawę. Przed nami przecież wybory, a to oznacza, że ta próba „przeciągania liny” pomiędzy różnymi siłami politycznymi i społecznymi będzie jeszcze ostrzejsza i bardziej brutalna.
Ale to także czas, w którym nie możemy się poddać! Musimy bronić życia i rodziny, bronić wartości, na których chcemy budować przyszłość dla kolejnych pokoleń. Bez wyraźnego i bezkompromisowego głosu, który trafi do opinii publicznej, to się nie uda. 
Dzięki Państwa wsparciu takim właśnie głosem może być Centrum Życia i Rodziny.
Serdecznie pozdrawiam
 PS. Film „Miłość większa niż strach” mogą Państwo obejrzeć TUTAJ.Wspieram Centrum Życia i Rodziny!
Dane do przelewu:
Centrum Życia i Rodziny
Skrytka pocztowa 99, 00-963 Warszawa 81Nr konta: 32 1240 4432 1111 0011 0433 7056, Bank Pekao SAZ dopiskiem: „Darowizna na działalność statutową Centrum Życia i Rodziny”
SWIFT: PKOPPLPWIBAN: PL32 1240 4432 1111 0011 0433 7056