Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu
BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!
WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.
Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach) modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata. To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).
Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie: Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich. Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie).
Będziemy się modlić o ustanie kłamliwych ataków na nasz Kościół i Ojczyznę, o nawrócenie nieprzyjaciół i pojednanie ludzi, narodów i państw na fundamencie prawdy, aby wobec ofiar zbrodni i ludobójstwa nastąpiło sprawiedliwe zadośćuczynienie za zło jakiego doświadczyli od prześladowców. Będziemy modlić się także o to by dla wszystkich narodów, dawniej i dziś zamieszkujących ziemie Rzeczypospolitej i Europę Środkowo Wschodnią, Jezus Chrystus był j e d y n ą Drogą, Prawdą i Życiem, o to też by na ziemiach nasączonych krwią ofiarną poprzednich pokoleń umocniona została święta wiara katolicka, poza którą nie ma zbawienia, by porzucone zostały błędne wyznania i religie wiodące na bezdroża nienawiści.
Sierpień to miesiąc, w którym wypada szczyt ruchu pielgrzymkowego na Jasną Górę Zwycięstwa, co ma swe duchowe źródło w objawieniach włoskiego mistyka o. Giulia Mancinellego SJ w XVII w. w kontekście uroczystości Wniebowzięcia Niepokalanej. To także czas, kiedy wspominamy największą w dziejach Kościoła krucjatę różańcową, która zaowocowała cudem nad Wisłą i objawieniem się Królowej Polski wniebowziętej jako Patronki Stolicy podczas Bitwy Warszawskiej 15 sierpnia AD 1920.
Jutro, w sobotę 12 sierpnia, pośród patronów dnia wspominać będziemy bł. Innocentego XI, który wprowadził w całym Kościele powszechnym święto Imienia Maryi na prośbę króla Jana III Sobieskiego, ten zaś wnioskował o to z inspiracji swego spowiednika, św. Stanisława Papczyńskiego. A to wszystko dla uczczenia zwycięstwa w imię Maryi sprzed 340 lat, które zostało przepowiedziane przez tego ostatniego. Tego dnia w sanktuarium Matki Bożej Bolesnej, Patronki Wałbrzycha, sprawowana będzie o godz. 8 comiesięczna Msza św. „o nowy cud za przyczyną sługi Bożego o. Giulia Mancinellego SJ, potrzebny do wznowienia jego procesu beatyfikacyjnego”, ale jeszcze bardziej potrzebny do przemiany świadomości tego pokolenia mówiących o sobie, że są Polakami, bez czego nie będzie obiecanego zwycięstwa, które ma przyjść przez Maryję; wcześniej zaś będzie różaniec za Ojczyznę.
Z kolei nazajutrz, w niedzielę 13 sierpnia, będzie comiesięczne czuwanie Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę w wałbrzyskiej kolegiacie Św. Aniołów Stróżów od godz. 15 do comiesięcznej Mszy św. za Ojczyznę o godz. 18, a po niej czwarte w tym roku nabożeństwo fatimskie.
W godzinie Miłosierdzia po Koronce w intencji wynagradzającej będzie – jak zawsze 13 sierpnia – Droga Krzyżowa o trzeźwość Narodu.
Gorąco zapraszam do wspólnego wypraszania przez jednomyślną modlitwę tego zwycięstwa, które ma przyjść przez Maryję!
Afryka została dotknięta przez COVID-19 w bardzo szczególny sposób: populacja nie zauważyła choroby, chociaż praktycznie nikt nie został zaszczepiony, ale politycy tego kontynentu zapłacili wysoką cenę – padając jak muchy.
Na przykład prezydent Burundi Pierre Nkurunziza zmarł kilka tygodni po wydaleniu przedstawicieli WHO w roku 2020, w wieku zaledwie 55 lat. Premier Eswatini Ambrose Mandvulo Dlamini, który zmarł pod koniec 2020 roku w wieku zaledwie 52 lat. Minister usług publicznych Eswatini Ntshangase Christian, który zmarł w styczniu 2021 r. w wieku 60 lat. Minister pracy Eswatini Makhosi Vilakati, zmarł w styczniu 2021 r. w wieku 45 lat.
Po owych zgonach rząd premiera Eswatini zezwolił na powszechne szczepienia w kwietniu 2021 r. i nie odnotowano więcej zgonów wśród polityków, podczas gdy zaczęły się «przypadkowe» zgony wśród ludności.
Minister transportu Malawi Sidik Mia zmarł w styczniu 2021 r. w wieku 55 lat. Minister samorządu lokalnego Malawi Lingson Belekanyama zmarł w styczniu 2021 r. W marcu 2021 r. Malawi zezwoliło na stosowanie szczepionek przeciwko Covid i żaden polityk już nie umarł.
Minister ds. prezydencji Republiki Południowej Afryki – Jackson Mphikwa Mthembu zmarł w styczniu 2021 r. w wieku 62 lat.
Minister sprawiedliwości Tanzaniizmarł w maju 2020 roku. Prezydent Tanzanii Johm Magufuli zmarł w marcu 2021 r. w wieku 61 lat. Zdenerwował WHO, pokazując pozytywne wyniki testów przeprowadzonych na kozie i papai. Następca Magufuliego zmienił prawo, aby spełnić żądania WHO dotyczące szczepionek i lockdown’ów.
Wiceprezydent Zanzibaru Maalim Seif Sharif Hamad zmarł w lutym 2021 r.
Minister rolnictwa Zimbabwe Perrance Shiri zmarł w lipcu 2020 roku. Minister spraw zagranicznych Zimbabwe Sibuso Moyo zmarł w styczniu 2021 r. w wieku 60 lat. Minister transportu Zimbabwe Joel Matiza zmarł w styczniu 2021 r. w wieku 60 lat.
Premier Wybrzeża Kości Słoniowejzmarł w marcu 2021 r. w wieku 56 lat.
Królowa i król Zulusów (brat i siostra) zmarli w lipcu 2020 r. i marcu 2021 r.
Wokół rocznicy apogeum ludobójstwa Ukraińców na Polakach działy się rzeczy zadziwiające. Wyglądały na paniczne ruchy obozu władzy wywołane najpewniej przez sondaże pokazujące, że bierność w tej sprawie zagraża wynikom PiS w wyborach oraz postawą sporej części społeczeństwa, coraz wyraźniej zniecierpliwionego ukraińską butą i nieustępliwością, którą w kilku krótkich słowach wyraził Drobowycz z ukraińskiego IPN, że nie będzie żadnej zgodny na ekshumację ofiar, dopóki Polska wcześniej nie odbuduje na swoim terytorium wszystkich pomników UPA. W ramach nieudolnie, naprędce, na chybcika skleconej akcji, premier odwiedził wieś Puźniki, gdzie w sposób upokarzający dla pomordowanych Polaków „uczcił” ofiary dwoma kijami, stawiając w szczerym polu zbity z gałęzi krzyż.
Kiedy pojawiła się informacja, że nasz „strategiczny partner” wykonał wiekopomny gest – zezwolił na poszukiwania, ekshumację i upamiętnienia mogił Polaków zamordowanych przez UPA na terenie Ukrainy, szybko okazało się, że zgoda dotyczy tylko jednej wsi i otrzymał ją nie IPN, czyli instytucja do tego powołana, ale Fundacja Wolność i Demokracja (WiD), i że jak nie było, tak nie ma zgody na ekshumację szczątków dzieci, kobiet i starców, ofiar ukraińskich rezunów leżących w tysiącach dołów śmierci. Okazało się też, że nie chodzi o ekshumację, bo groby pomordowanych w Puźnikach są od dawna znane, ale jedynie o wypromowanie Fundacji Wolność i Demokracja.
Okazało się też, że Fundacja, która ma w statucie „pomoc Polakom na Wschodzie”, zajmuje się wyłącznie pomocą Ukraińcom na Wschodzie. Na swojej internetowej witrynie epatuje, a nawet szczyci się: wyekspediowaniem na Ukrainę blisko 100 „TIR-ów” z pomocą humanitarną dla Ukrainy, ewakuacją 7,2 tys. ukraińskich rodzin z kompleksowym wsparciem rzeczowym i finansowym, pomocą dla kilkunastu ukraińskich szpitali wojskowych oraz opracowaniem i dystrybucją „Biznesowego ABC dla uchodźców z Ukrainy”. Okazało się też, że druga fundacja, też zasilana pieniędzmi rządowymi i też mająca w statucie „pomoc Polakom na Wschodzie”, powołała Wschodni Fundusz Dobroczynności, w ramach którego prowadzi zbiórkę pieniędzy „na rzecz ofiar wojny w Ukrainie, dla potrzebujących przebywających zarówno po polskiej jak i ukraińskiej stronie granicy, uchodźców przebywających w Polsce oraz osób w potrzebie, które przebywają w Ukrainie”. Ale to nie wszystko – Fundacja Pomoc Polakom na Wschodzie, bo taką nadała sobie nazwę, na swojej witrynie internetowej szczyci się: „Przy dystrybucji pomocy korzystamy z rozgałęzionej sieci kontaktów z organizacjami polskiej mniejszości narodowej, polskimi szkółkami i parafiami rzymskokatolickimi”. Tak więc, zamiast służyć Polakom na Wschodzie przerabia tamtejszych Polaków na sługi narodu ukraińskiego.
Do fundacji WiD płynie rzeka rządowych pieniędzy. Tylko w latach 2017-2021 z ministerstwa edukacji, spraw zagranicznych, kultury i z Senatu otrzymała 64 mln zł dotacji. W roku 2021 r. najwięcej, bo blisko 11 mln przekazała Kancelaria Prezesa Rady Ministrów, na której czele stał wówczas Michał Dworczyk. Założyciel fundacji, zausznik i najbliższy współpracownika premiera utrzymuje, że po uzyskaniu mandatu poselskiego, zrezygnował z funkcji prezesa zarządu Fundacji i obecnie nie ma wpływu na jej działania. To jednak nie do końca prawda. Bo zgodnie ze statutem, to jemu przysługuje prawo powoływania i odwoływania członków rady fundacji, którzy później decydują o wyborze jej władz. Z fundacją od lat związana jest również żona Mychajło Dworczuka (bo jego pierwotne nazwisko brzmi tak) Agnieszka. Do zarządu, jako wiceprezes, dołączył Maciej Dancewicz, wcześniej naczelnik wydziału w Ministerstwie Kultury i Dziedzictwa Narodowego, który zasiadał w komisji ekspertów rozpatrujących wnioski fundacji ubiegających się o dofinansowanie. Członkiem rady programowej WiD jest Rafał Dzięciołowski, pełniący jednocześnie funkcję prezesa Fundacji Solidarności Międzynarodowej, która w latach 2017-2021 wsparła działalność WiD kwotą 2,5 mln zł. Dzięciołowski to również członek rady innej fundacji – „Niezależne Media”, założonej przez Tomasza Sakiewicza, redaktora naczelnego „Gazety Polskiej”, ukraińskiej gazety dla Polaków, też futrowanej olbrzymimi pieniędzmi rządowymi. W radzie WiD zasiada Zofia Romaszewska, której córka to prezes telewizji Biełsat finansowo wspomaganej przez „WiD”. I tu zapytać należy: Czy to nie jest gigantyczny konflikt interesów, jawna niegospodarność groszem publicznym, i czy nie powinien tego zbadać instytucje, które zajmują się legalnością wydatkowania pieniędzy publicznych takie, jak NIK, prokuratura i CBA?
Trzeba też zapytać: Dlaczego zgodę na ekshumację lub raczej jej atrapę otrzymała pozarządowa fundacja związana z Dworczykiem, czyli powiązana z lobby ukraińskim w rządzie, a nie dostał jej publiczny IPN? Czy nie chodziło o jednorazowy gest, który miała być wykorzystany propagandowo w celu umocnienia lobby ukraińskiego w rządzie? Czy nie chodziło o obniżenie rangi IPN, a nawet wyeliminowania z prac badawczo-ekshumacyjnych, prof. Krzysztof Szwagrzyka oraz Leona Popka, którzy dotychczas się tym zajmowali? Czy nie chodziło o przyzwolenie Ukraińcom na wysuwanie kolejnych żądań, „w zamian za Puźniki”?
20 lipca ambasador Ukrainy stwierdził, że prace trwające w Puźnikach świadczą, że na Ukrainie nie ma całkowitego zakazu prowadzenia poszukiwań i ekshumacji szczątków Polaków, ofiar rzezi wołyńskiej. Według niego, prace zaczęły się w 2019 roku, ale zostały zakłócone najpierw przez pandemię COVID-19, a potem przez rosyjską inwazję i że „nawet w takich warunkach Ukraina wydała zgodę” na prowadzenie poszukiwań w Puźnikach. Wasyl Zwarycz uznał też, że znaczny postęp nastąpił już w kwestii pojednania: „Koncentrujemy nasze wysiłki i czynimy to konsekwentnie na uczczeniu pamięci niewinnych ofiar Wołyńskiej Tragedii” (tak nazwał ludobójstwo Polaków na Wołyniu!). I…, na tym samym wydechu, zażądał, aby Polska odnowiła pomnik ku czci OUN-UPA na górze Monastyrz, czyli nagrobek upamiętniający bojowców OUN-UPA, którzy mordowali Polaków. Tu przypomnijmy, że na rzecz odnowienia tego pomnika od dawna działa też Fundacja Wolność i Demokracja, co potwierdził szef ukraińskiego IPN w wywiadzie dla „Naszego Słowa”.
Czy nie chodziło o wykorzystanie teatralnego gestu premiera w Puźnikach, dla wzmocnienia tezy, że Kijów zezwolił na ekshumacje? Czy nie chodziło o stworzenie ukraińskim mediom okazji do podania, że premier Polski odwiedził „miejsce zbrodni dokonanej przez Sowietów”? Dnia 8 lipca 2023, czyli w dniu wbicia przez Morawieckiego krzyża z patyków na skraju lasu w nieistniejącej już wsi Puźniki, ukraiński portal „Suspilne Nowyny” cytuje historyka twierdzącego, że UPA zaatakowała „wieś – centrum polsko-bolszewickiej agresji”, z powodu żołnierzy AK i współpracujących z sowietami Polaków”. Portal pisze, że według doniesień ukraińskiego podziemia w Puźnikach działał oddział polskiego podziemia nacjonalistycznego, a przyczyną zniszczenia wsi była „działalność jednostki zbrojnej AK, która z nadejściem władzy radzieckiej na teren naszego obwodu automatycznie przekształciła się w tak zwany ‘istribitielnyj batalion’, które formowano pod egidą NKWD”. Krótko mówiąc, Fundacja WiD, która w swoim statucie ma „promowanie wiedzy o antykomunistycznym podziemiu w Polsce”, wypromowała ukraińską narrację o AK. A co w tym było najbardziej pikantne? O tym, że w Puźnikach Ukraińcy zamordowali bagnetami, nożami i siekierami kobiety, dzieci i starców, a nie „istribitielnyj batalion” milczał zasiadający w radzie WiD, znany z publikacji o Polakach zamordowanych na Wschodzie, Tadeusz Płużański. Tak, jak milczał, że fundusze fundacji, zamiast na pomordowanych na Wschodzie idą na tych, którzy mordowali Polaków na Wschodzie.
Mateusz Morawiecki pojechał na Ukrainę, nazwał rzeź wołyńską ludobójstwem, i wcale nie wywołał tymi słowami kryzysu w relacjach Warszawy z Kijowem, Ukraińcy nie wypowiedzieli umowy z 2 grudnia 2016 roku o bezpłatnym udostępnieniu Ukrainie wszystkich zasobów państwa polskiego i nie zerwali przyjaźni, jaka rozkwitła między Polakami i Ukraińcami „wobec tragedii, jakiej doświadcza Ukraina”. Nie uraził też przeżywających wojenną traumę ukraińskich przesiedleńców, których „Polska tak gościnnie przyjęła”. Dlaczego? Bo to była zasłona dymna, pozorowane działanie, wyreżyserowane przedstawienie, kamuflażpotajemnie uzgodniony z Zełenskim i skoordynowany z ambasadorem Ukrainy. Bo chodziło o naprawienie wyjątkowo prostackiej wypowiedzi Dudy o „bieganiu z widłami”, o spacyfikowanie coraz silniejszych nastrojów antyukraińskich w Polsce, o pozwolenie Ukraińcom, by, „w zamian za Puźniki”, mogli wysuwać inne żądania.
Gdy minister finansów nieopatrznie ujawniła, że Polska wydała na pomoc Ukrainie 50 miliardów złotych, z pomocą pospieszył ambasador Ukrainy, informując, że od chwili rosyjskiej agresji Polska udzieliła Ukrainie pomocy tylko w wysokości 3,4 mld dolarów, tj. 14 mld zł. Czemu jeszcze służyła prymitywna teatralna inscenizacja Kijowa i Warszawy? Stworzeniu premierowi okazji do głoszenia: „Zawsze będziemy bronić dobrego imienia Polski, jej bezpieczeństwa, a interes żadnego innego państwa nigdy nie będzie stał ponad interesem Rzeczypospolitej. Prezydenckiemu ministrowi do wygłoszenia: „To, co najważniejsze dziś, to obrona interesu polskiego rolnika”. Ministrowi edukacji i nauki popisania się bon motem: „Politycy z Ukrainy muszą wiedzieć, że jesteśmy sojusznikami, ale nie frajerami”. Wiceszefowi MSZ-u, to jest resortu, którego rzecznik przyznał, że „Jesteśmy sługami narodu ukraińskiego”, do złożenia deklaracji: „My kierujemy się polityką polskiego interesu narodowego. Wspieramy Ukrainę w takim zakresie, jaki jest w polskim interesie narodowym”.
Ten ostatni nieopatrznie wygadał się jednak: „Podchodzimy z wyrozumiałością do emocji, jakie przeżywają Ukraińcy będący obiektem barbarzyńskiej agresji. Emocje bywają jednak złym doradcą, i nie pomagają w osiąganiu dyplomatycznych celów, np. w staraniach o zwiększenie skali i form pomocy”. Sekundował mu Przemysław Czarnek: My pomagamy, pomagaliśmy i pomagać będziemy, bo to jest w interesie narodu polskiego (…) Nam jest potrzebna niepodległa Ukraina i dlatego w naszym interesie i każdego Polaka jest pomagać”. Intrygę ostatecznie zdemaskował minister Kułeba, oznajmiając: „Strona ukraińska ma bardzo spokojny stosunek do jakichś wewnętrznych politycznych procesów w Polsce. To ich sprawa. Zdajemy sobie sprawę z tego, że mają swoje procesy, swoje interesy. Ale także ten kryzys minie, wszystko się ułoży, bo żywotne interesy Ukrainy i Polski są całkowicie jednakowe. Kiedy mówię żywotne, to są to naprawdę sprawy życia i śmierci państwa”.
Na nasilenie żądań zwiększenia pomocy nie musieliśmy długo czekać. Jeszcze tego samego dnia minister oświaty przekazał „subwencję oświatową” dla ukraińskich uczniów w wysokości 200 mln zł., a minister cyfryzacji przekazał ukraińskiemu ministrowi cyfryzacji 500 akumulatorów Tesla o wartości 25 mln zł., „dzięki którym nauczyciele będą prowadzić lekcje, a Ukraińcy pozostaną w kontakcie”. Ponieważ o hojności Polaków polski Żyd poinformował ukraińskiego Żyda 1 sierpnia, bloger zapytał: PiS dał te akumulatory w podzięce za Rzeź Woli? Czy z jakiej to okazji? Zabrali się też do przygotowania opinii publicznej, że chociaż walczyli jak lwy, będą musieli ustąpić Ukrainie w eksporcie zboża, bo Nec Hercules contra plures, bo presja Komisji Europejskiej, bo nie podoba się to administracji USA, bo będą ukraiński retorsje w postaci embarga na produkty drobiowe z Polski.
Duda, Morawiecki, Kaczyński – wszyscy wzięli udział w tym przestępczym dziele. Podzielili między sobą role. Grali po tamtej stronie. Przy czym nie była to tylko zmowa. Było gorzej – Duda zniechęcał Zełenskiego do wydania zgody na ekshumacje, bo to kłóciłoby się z całą jego wizją ukrainizacji Polski i burzyło całą misternie utkaną żydowsko-amerykańską intrygę z powołaniem UkroPolin. Zwykle coś utajnia się przed wrogami. W tym przypadku nie chodziło jednak o Ruskich, Szwabów czy totalną opozycję, lecz o zwykłych Polaków, w tym towarzyszy partyjnych z PiS. I tu pytanie: Jeśli rządzący dogadują się za kulisami, to czy nie jest to spisek, czyli przestępstwo?
Nie będzie przeprosin. Nie będzie zgody na ekshumację. Rządzące Ukrainą oligarchiczne i hajdamacki klany nie ustąpią, bo w międzyczasie zbudowali silną żydobanderowską tożsamość Ukrainy. Wiedzą przy tym, że patron zza Wielkiej Wody nie zgadza się na polską martyrologię, gdyż monopol na tym polu przysługuje tylko Żydom. Wiedzą też, że amerykańscy Żydzi wybaczyli banderowcom unicestwienie ukraińskich Żydów, bo są znakomitym materiałem dla potrzeb dywersji wobec Rosji, i nawet żydowskim niedobitkom na Ukrainie nie pozwalają powiedzieć na Banderę złego słowa.
Sprawdzą się wszystkie złowieszcze prognozy. „Strona polska” zgodzi się na wszystko: Na zbudowanie 100 pomników Bandery w miejscach wskazanych przez ambasadora Ukrainy (nie wyłączając miejsca obok pomnika Lecha Kaczyńskiego na Placu Piłsudskiego). Na wyasygnowanie 100 mln zł w celu renowacji pomników UPA. Na zalanie Polski 100 milionami ton ukraińskiego zboża. Na bezzwrotną 100-milionową pożyczkę, którą – dla udobruchania rezunów – Duda osobiście zawiezie do Kijowa. Na restytucję mienia poukraińskiego w Bieszczadach. Na wypłacanie 100 euro miesięcznego świadczenia 100 tysiącom Ukraińców wysiedlonych z Bieszczad w wyniku Akcji Wisła. Na przeszkolenie 100 tysięcy funkcjonariuszy Policji i prokuratury w ramach „Treningu przeciwdziałania przestępstwom z nienawiści wobec Ukraińców i uchodźców”.
Nad Wisłą niewiele się zmieni. Polska będzie dalej wspierać Ukrainę, aż do „wyzwolenia wszystkich okupowanych terytoriów” czyli po wsze czasy, za darmo i bez jakichkolwiek zobowiązań ze strony obdarowanych. Dalej będzie utrzymywać tabuny ukraińskich „uchodźców” z Dzikich Pól. Dalej będzie realizować, zamiast polskiej, ukraińską rację stanu. A lud pracujący miast i wsi Podkarpacia dalej będzie głosował na PiS.
Dziennikarz, publicysta, dla którego prawda, dziś towar deficytowy jest tym, co może nas wyzwolić.
pyta Phil Butler i przytacza liczne przykłady inwigilacji.
W 2013 roku Edward Snowden ujawnił informacje amerykańskiej Agencji Bezpieczeństwa Narodowego (NSA) dotyczące masowego inwigilacji osób fizycznych, firm i rządów na całym świecie. Snowden udostępnił mediom miliony dokumentów i zachował kluczowe pliki, które dowodzą jego twierdzenia, że amerykańskie agencje, w szczególności NSA, działają bezkarnie i szpiegują każdego, kto znajdzie się na ich celowniku. Chociaż donosiciel Edwarda Snowdena ujawnił ohydne operacje NSA w ścisłej współpracy z trzema z czterech partnerów Five Eyes: australijskim ASD, brytyjskim GCHQ i kanadyjskim CSEC, nikt nie podjął działań.
Szef NSA i emerytowany generał James Clapper, który okłamał Kongres o podsłuchu i innych strategiach NSA, nie dostał nawet klapsa. Prezydent Obama napisał memorandum, w którym stwierdził, że „całkowicie ufa kierownictwu społeczności wywiadowczej dyrektora Clappera”. Clapper podał się do dymisji po ustąpieniu Baracka Obamy ze stanowiska prezydenta. Obecnie pracuje jako komentator w CNN.
Za niewyobrażalne błędy jednostek i organów władzy winę ponosi jedynie Edward Snowden. Tylko on jest łobuzem. Co gorsza, cała ta afera była testem woli ogółu społeczeństwa do przeciwstawienia się tyranii. Teraz wydaje się jasne, że ówczesny prezydent Barack Obama i wielu zachodnich liderów w polityce i biznesie wiedzieli o głębokiej inwigilacji osób, firm, a nawet organizacji charytatywnych bez prawnego upoważnienia. W jednym przypadku NSA, CIA i GCHQ posunęły się tak daleko, że szpiegowały użytkowników Second Life, Xbox Live i World of Warcraft i próbowały pozyskać potencjalnych informatorów z tych stron. To wszystko i wiele więcej ujawnił dziennikarz Glenn Greenwald w dzienniku The Guardian.
Aby zrozumieć powagę tego, co robiła NSA, Greenwald w książce No Place to Hide stwierdził, że deklarowanym celem NSA było „zebranie wszystkiego”, „przetworzenie wszystkiego”, „wykorzystanie wszystkiego”, „współpraca ze wszystkimi”, „wywąchanie wszystkiego” i „wiedza wszystko”. Barack Obama bronił NSA i innych agencji wywiadowczych i zasadniczo powiedział obywatelom Ziemi, aby „pierdolili się”, jeśli nie podoba im się sposób amerykańskiej ochrony. A szpiegostwo trwa.
Edward Snowden nie jest sam w swoim losie gawędziarza prawdy. Założyciel WikiLeaks – Julian Assange, jest doskonałym przeciwnikiem prawdziwego Wielkiego Brata, którego Orwell sobie tylko wyobrażał. Ucieka przed amerykańskim państwem bezpieczeństwa od ponad dziesięciu lat, a dziś żyje w najgorszym brytyjskim więzieniu tylko dlatego, że ujawnił prawdę. Najpierw WikiLeaks opublikował przerażające odkrycia Chelsea Manning, ujawniające zbrodnie wojenne popełnione przez armię amerykańską w Afganistanie i Iraku. W szczególności zeznania Manninga pokazały światu horror ataku bombowego B1 Granai w Afganistanie, w którym zginęło 147 cywilów, głównie dzieci.
Manning za pośrednictwem WikiLeaks ujawnił również atak na Bagdad w 2007 roku, kiedy to amerykańskie śmigłowce AH64 Apache zastrzeliły dwóch dziennikarzy wojennych Reutersa i cywilów. Pentagon nigdy oficjalnie nie wszczął śledztwa, ale wydał oświadczenie, w którym oskarżył korespondenta agencji Reutera o własną śmierć, ponieważ nie mieli na sobie „wyposażenia dziennikarskiego”. W tym przypadku nikt poza Chelsea Manning nie ucierpiał.
WikiLeaks publikowało hity jeden po drugim, w tym o tym, jak Hillary Clinton oszukała swojego kontrkandydata z Partii Demokratycznej Berniego Sandersa, aby w 2016 roku rywalizować z Donaldem Trumpem w wyborach prezydenckich. W tym przypadku nastąpiła rezygnacja przewodniczącej DNC Debbie Wasserman Schultz i przeprosiny Sandersa ze strony DNC. Wasserman Shultz jest nadal reprezentantką USA z 25. okręgu kongresowego na Florydzie i urzędu, do którego została powołana w 2004 roku. Przywódcy Ameryki oszukali ludzi w procesie wyborczym i żadna głowa nie spadła. Potem oskarżyli Rosjan o utratę Białego Domu. A teraz, kiedy im na to pozwoliliśmy, obwiniają Rosjan prawie o wszystko.
Cablegate ujawnił, jak rozpoczęła się arabska wiosna. Potem były akta z Guantanamo, syryjskie akta, kable Kissingera i saudyjskie rewelacje. Ale wraz z publikacją e-maili Johna Podesty i Hillary Clinton, w ktorych WikiLeaks ujawniły całkowitą arogancję i lekkomyślność elit waszyngtońskich. Wtedy Seth Rich, źródło przecieków z DNC, zmarł szybko, nawet jak na warunki Waszyngtonu. I znowu głowy nie spadły, ani w Guantanamo, ani z powodu klęski w Bengazi, a już na pewno nie po tym, jak USA tworzące ISIS wysłały miliony uchodźców do Europy. Mówimy o absolutnej bezkarności. Patrzymy z otwartymi oczami na awanturników szkolnych, którzy okradają nie tylko innych uczniów, ale także nauczycieli i dyrektorów.
Przejdźmy szybko do niedawno ujawnionych plików Discord Files, według których amerykańskie deep state nadal szpieguje Ukrainę (podsłuch z biura Zełenskiego), partnerów NATO, w tym Niemiec, dyplomatów, takich jak Sekretarz Generalny ONZ Antonio Guterres, a także zwykłych obywateli, takich jak ten pisarz, którego dane na Facebooku zostały niedawno skonfiskowane przez FBI w związku z wydarzeniami z 2016 roku. Ostatnie podsłuchy ministra Gwinei Równikowej w przededniu szczytu rosyjsko-afrykańskiego pokazują, że szpiegowanie przyjaciół i wrogów przez USA nie słabnie. Amerykański Departament Bezpieczeństwa Publicznego podsłuchuje i robi nagrania przeciwko wszystkim. Rządzące elity naszego kraju stały się nową mafią, która prowadzi gangi ochronne, wykorzystuje łapówki lub morderstwa, zbiera informacje szantażu i niszczy wszystko, co jest napisane o prawach jednostki w naszej amerykańskiej konstytucji. A jednak nikt nie kiwnął palcem. Od nalotów dronów na mosty i rurociągi po satelitarne namierzanie rosyjskich generałów walczących na Ukrainie, mój kraj już dawno porzucił biały kowbojski kapelusz.
Chcę skończyć aktami Discord, dowodzącymi obecności sił specjalnych USA i innych krajów NATO działających w strefie działań wojennych. Niewielu Amerykanów zdaje sobie sprawę z tego, że konflikt na Ukrainie przenosi się na Bliski Wschód. Opublikowane przez Discord chaty, których autorem jest Jack Teixeira, 21-letni pilot z Massachusetts National Air Guard, to dziesiątki ściśle tajnych dokumentów ujawniających poufne informacje przeznaczone dla wysokich rangą wojskowych i wywiadowczych. Niektóre z plików pokazują przenikanie USA do rosyjskich planów wojskowych, szpiegowskie wysiłki USA skierowane nie tylko przeciwko Rosji, ale także przeciwko amerykańskim sojusznikom i sekretarzowi generalnemu ONZ.
Rządzące elity USA całkowicie bezkarnie szpiegują i oszukują w kraju i za granicą. Wielu analityków mówi o amerykańskiej państwowej inwigilacji, ale niewielu z nich mówi o krokach, które Amerykanie podejmą po zebraniu informacji wywiadowczych. Nie będę mówił o gazociągu Nord Stream, o obaleniu przywódców, takich jak Muammara Kaddafiego, ani o konsekwencjach zmian reżimów popieranych przez Amerykanów. Chciałbym zakończyć to sprawozdanie ostatecznymi stratami, utratą ludzkiego życia, potencjału i swobód, które powinny być tak drogie Amerykanom.
The American Surveillance State – When Will Big Brother Fall? Ukazał się 3.8.2023 na journal-neo.org.
Coraz więcej obcokrajowców studiuje w Polsce. Zaskakuje Zimbabwe, odległy afrykański kraj z którego liczba studentów w ostatnich latach gwałtownie rośnie. Organizacja „Study in Poland” rekrutuje na studia ze 100% gwarancją otrzymania wizy. Odsetek zakażonych HIV w Zimbabwe należy do największych na świecie i według statystyk dotyczy 21,4% populacji.
Niż demograficzny w Polsce powoduje wręcz desperacką próbę wypełnienia miejsc na uczelniach studentami z zagranicy. Kiedy zaczęła się w Polsce moda na studiowanie, gdzieś w drugiej połowie lat 90′ gdy do studiowania zachęcano niemal wszystkich młodych Polaków jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać nowe prywatne uczelnie. Maturzystów w Polsce jest dzisiaj jednak niemal dwa razy mniej niż kilkanaście lat temu.
Aby ratować miejsca pracy na uczelniach publicznych czy prywatne biznesy włodarze niemal wszystkich uczelni szukają studentów poza Polską. Liczba zagranicznych studentów na polskich uczelniach wzrosła kilkukrotnie w przeciągu ostatnich 10 lat. Do Polski jednak rzadko przyjeżdżają studenci z innych krajów Unii Europejskiej. To pochodna niskiego poziomu szkolnictwa wyższego w Polsce. Polskie uczelnie nie są konkurencyjne na rynku europejskim ze względu na niższy poziom. Polska postanowiła więc dopłacać do każdego zagranicznego studenta wyższą kwotę niż do własnych obywateli. To pozwala na ofertę tanich studiów w Polsce dla obcokrajowców. Za tych studentów, którzy przyjadą do Polski na cały cykl kształcenia, np. studia pierwszego i drugiego stopnia lub jednolite studia magisterskie, uczelnie otrzymują trzy razy wyższą dotację niż za studenta pochodzącego z Polski [1].
Wśród liczby zagranicznych studentów w Polsce zaskakuje duża grupa obywateli Zimbabwe. Ten znajdujący się w Afryce kraj wydawałby się jednym z ostatnich potencjalnych kierunków pozyskiwania studentów ze względu na samą odległość czy sytuacje wewnętrzną. Ciężko powiedzieć co kierowało osobami które podjęły decyzję o otworzeniu filii organizacji „Study in Poland” w stolicy tego kraju [2]. Zimbabwe to obecnie państwo w którym inflacja wynosi kilkaset procent, to kraj w którym wskaźnik morderstw należy do najwyższych na świecie, to miejsce gdzie brutalnie prześladowano białą mniejszość i naród z którego szacunkowo 21,4% populacji to potwierdzeni nosiciele wirusa HIV [3];[4];[5];[6]. Zimbabwe zajmuje czwarte miejsce na świecie pod względem odsetka zakażonych wirusemHIV. Co piąty mieszkaniec tego kraju może więc być potencjalnym nosicielem.
Jak widać nie robi to wrażenia na polskich uczelniach, które znalazły sobie nowe źródło dochodu dotowane prawdopodobnie przez polskiego podatnika. Filia organizacji „Study in Poland” w Harare kilka lat temu reklamowała studiowanie w Polsce za jedyne 20$ [2].
Młodzież z Afryki zachęcana jest wizją otrzymania wizy studenckiej w europejskim kraju, co umożliwia także podjęcie pracy. Organizacja zachęca do aplikowania gdyż rzekomo 100% osób dostanie wizę do Polski [2].Studenci z Zimbabwe tak jak i inni mieszkańcy Afryki licznie napływają w ostatnich latach do Polski. Pytanie brzmi czy oprócz potencjalnego zysku uczelni nie pojawią się także koszty społeczne które być może poniesie całe polskie społeczeństwo? Dochodzi już do pierwszych „incydentów” z udziałem przedstawicieli tego kraju. W listopadzie Sebele T. obywatel Zimbabwe mieszkający w Lublinie próbował dokonać zabójstwa swojej partnerki poprzez zatłuczenie jej młotkiem. Zdesperowana młoda kobieta uratowała się tylko dzięki wyskoczeniu z okna [7]. Największym potencjalnym zagrożeniem dla Polek i Polaków jest jednak możliwość zakażenia się wirusem HIV. Niestety w Zimbabwe według danych CIA zakażony jest co piąty człowiek [6]. Dobrze wiemy że jedna osoba jest w stanie zakazić wiele innych, jak chociażby Simon Mol który w latach 2000′ był w stanie zakazić kilkadziesiąt Polek [8]. Ile więc osób może być w stanie zakazić kilka tysięcy studentów z Afryki? Widać wyraźny wzrost liczby par mieszanych na polskich ulicach głównie w przypadku polskich kobiet i Afrykańczyków.
W tym momencie pozostaje wiele pytań dlaczego do Polski ściąga się właśnie akurat studentów z tego kraju. Czy ostatni spory wzrost liczby zakażeń wirusem HIV w Polsce może mieć jakikolwiek związek z dużą dynamiką wzrostu liczby zagranicznych studentów z Afryki a także imigrantów zarobkowych [9]? Polska podobno w tej chwili nie wymaga żadnych testów, certyfikatów ani nie poddaje weryfikacji osób legalnie przybywających do Polski. Jedynie uchodźcy są poddawani obowiązkowym testom na HIV [10]. To już jest poważna sprawa jeżeli ściągamy do kraju osoby wśród których szansa natrafienia na potencjalnego nosiciela śmiertelnego wirusa statystycznie wynosi ponad 20%. Czy za chwile będzie się nam także wmawiać że potrzebujemy „głów” do nauki i ściąganie ludzi z krajów trzeciego świata na polskie uczelnie to po prostu wyższa konieczność?
Tradycyjny papier toaletowy ma policzone dni użytkowania, gdyż – aby zaradzić kryzysowi klimatycznemu – UE promuje papier toaletowy ze słomy. Według hiszpańskiego portalu elEconomista nie wyklucza się całkowitej rezygnacji z papieru na rzecz „wody i mydła”. Celem jest ochrona zasobów naturalnych i zmniejszenie emisji dwutlenku węgla o co najmniej 35 proc. do 2030 r.
Wydaje mi się, że obróbka słomy też powoduje emisje CO2 itp, ale w sumie można podcierać się ręką – lewą jak np w krajach arabskich. Wówczas można prawą witać się z normalnymi ludźmi a lewą z wszelkiej maści postępakami / urzędnikami klimatu / ministerstwa prawdy itp.
Oglądając wiadomości można by sądzić, że Polska broni się przed imigracją. Setki agencji pośrednictwa pracy za granicą szuka chętnych do pracy w Posce i sprowadza ich tysiącami.
Jedną z nich jest od 2021 jest JOB Hiring Poland z Doha, Doha, Qatar
Pamiętam, że gdy szedł kominiarz to miałem łapać się za guzik , teraz za portfel.
W domach na terenie całej Polski ruszą wkrótce kontrole przeprowadzane przez kominiarzy. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie to, że inspekcja będzie dotyczyć m.in. grubości ścian czy liczby pokoi. Samorządy za takie przedsięwzięcie będą musiały wyłożyć około miliarda złotych z własnej kieszeni.
Ruszą szczegółowe kontrole. Wszystko przez nowy urząd
Dlaczego kominiarze będą sprawdzać grubość ścian? W zeszłym roku powstała Centralna Ewidencja Emisyjności Budynków (CEEB). Właściciele nieruchomości byli zobowiązani złożyć deklarację o źródłach ciepła. Z ewidencji dowiadujemy się, jakie jest zużycie energii, grubość dachu i ścian, kiedy obiekt został wybudowany i ile ma pokoi.
Portal money.pl informuje, że dane zbierać będą… kominiarze. W trakcie rutynowej kontroli zajmą się oni wypełnianiem ankiety. Dane będą zapisywać w aplikacji na tabletach. Koszt wizyty poniesie oczywiście właściciel budynku. Za rutynowy przegląd kominiarski płaci się 250 złotych.
Tylko w ubiegłym roku na Ukrainie ekshumowano szczątki 816 niemieckich żołnierzy poległych w II wojnie światowej, a ukraińskie władze nadal odmawiają ekshumacji pomordowanych na Wołyniu Polaków.
Niemiecki Związek Ludowy Opieki nad Grobami Wojennymi zdołał w ubiegłym roku wydobyć na Ukrainie szczątki 816 poległych Niemców z czasów II wojny światowej – informował w kwietniu portal Deutsche Welle. Ekshumacje były prowadzone także podczas wojny – zwracały uwagę niemieckie media.
Niemiecki Związek Ludowy Opieki nad Grobami Wojennymi zdołał w ubiegłym roku wydobyć szczątki 816 poległych Niemców z czasów II wojny światowej – sprawców hitlerowskiej inwazji na Ukrainę, która wówczas należała do Związku Radzieckiego. Było to o połowę mniej niż w poprzednich latach, ale działo się to w środku nowej wojny. – czytamy w DW.
Niemiecki Związek Ludowy Opieki nad Grobami Wojennymi powstał jeszcze w Republice Weimarskiej – pierwszym demokratycznym państwie na ziemi niemieckiej – po I wojnie światowej. Początkowo w celu odnalezienia i pochowania zmarłych w bitwach pod Verdun i Ypres. Po II wojnie światowej stowarzyszenie kontynuowało swoją działalność najpierw w zachodnich Niemczech, a później w sąsiednich krajach Europy Zachodniej. Po upadku żelaznej kurtyny Związek rozszerzył działalność na kraje Europy Środkowej i Wschodniej oraz byłego Związku Radzieckiego – przede wszystkim na Polskę, Białoruś i Ukrainę, ale także na samą Rosję.
Miejsca, w których znaleziono kości, są sprawdzane z informacjami z niemieckiego Archiwum Federalnego. Potem szczątki są chowane na różnych cmentarzach Niemieckiego Związku Ludowego Opieki nad Grobami Wojennymi w całej Europie i często w obecności krewnych z Niemiec – także na Ukrainie.
Anton Drobowycz, szef Ukraińskiego IPN oświadczył w czerwcu, że dopóki strona polska nie odnowi obiektu ku czci OUN-UPA na Górze Monastyrz i nie zacznie odnawiać innych obiektów tego typu w Polsce, nie będzie zgody na poszukiwania i ekshumacje szczątków pomordowanych Polaków.
Pan Marcin ma pompę ciepła, ma panele solarne i rachunki wyższe też ma. | Foto: Czytelnik Business Insidera / zdjęcie czytelnika
Dopłaty od państwa idą w dziesiątki tysięcy, samemu trzeba wyłożyć mniej niż połowę i już ma się ekologiczny prąd i ogrzewanie. Do tego obiecują, że będzie taniej niż przy piecu na ekogroszek
Rzeczywistość weryfikuje to negatywnie. Ceny prądu po przekroczeniu limitu 2000 kWh rocznie są bardzo wysokie, więc ogrzewanie pompą też
Do tego fotowoltaika produkuje prąd w lecie, kiedy ten jest tańszy, a ogrzewać trzeba, kiedy prąd jest droższy
Według wyliczeń czytelnika po zainwestowaniu 64 tys. zł oszczędność w porównaniu z ekogroszkiem jest 1,9 tys. zł rocznie. Gdyby jednak kupił ekogroszek taniej niż założył, oszczędności nie byłoby w ogóle. A niemałe odsetki od kredytu trzeba spłacać, więc inwestycja jest na minusie
A to nie wszystkie atrakcje, jakie system zapewnia „ludziom eko”
Jeszcze z 2-3 lata temu, palenie gazem było EKO , w Krakowie zakazano kominków czy palenia węglem. Teraz nadchodzi nowa mądrość etapu – Eurokołchoz opodatkuje budynki od emisji CO2
Podatek a bardziej wprowadzenie wyższych opłat od ogrzewania związane jest z implementacją systemu ETS 2 i opłat za emisję dwutlenku węgla w UE. Unia właśnie zatwierdziła ETS 2 rozszerzając handel emisjami o sektor budownictwa i transportu. To oznacza dla nas wyższe rachunki za ogrzewanie i jazdę samochodami spalinowymi.
Obowiązują już przepisy Unijne wprowadzające sektory budownictwa i transportu drogowego do ETS 2 co wiąże się z ograniczaniem emisji gazów cieplarnianych w UE w ramach Fit for 55.
Zgodnie z danymi z Centralnej Emisyjności Budynków ponad 3,2 mln gospodarstw domowych ogrzewanych jest gazem zaś węglem ok. 4,6 mln gospodarstw domowych. To oni poniosą dodatkowe koszty związane z roszczeniem ETS 2 i emisją gazów cieplarnianych i dwutlenku węgla do atmosfery najpóźniej od 2028 r.
Właściciel ogrzewający dom węglem, ekogroszkiem, gazem olejem opałowym będzie musiał zapłacić ok. 45 euro za 1 tonę emisji, przy czym gospodarstwo domowe średnio zużywa 6 ton na rok co daje ok. 270 euro. W sumie zapłaci więc minimum ok. 1200 zł za rok. Jednak jak podają eksperci te opłaty mogą wzrosnąć nawet do ponad 1600 zł rocznie w 2030 r.
Opłata za emisję gazów cieplarnianych i CO2 będzie wliczana w cenę węgla, ekogroszku, oleju opałowego lub gazu oraz paliwa do aut spalinowych i ponoszona przy zakupie od 2027 r. lub 2028 r.
Niestety, ale prawda jest taka że człowiek jest właścicielem gruntu tylko formalnie – jako osoba przypisana do płacenia podatku. Władza ludowa może zawsze użyć monopolu na przemoc , np za korzystanie z wody ze studni.
Nawet 1mln zł. kary, za nielegalnie wywierconą studnię na działce!O pozwolenie trzeba zabiegać i haracz zapłacić w ..Wodach polskich,które śmiem twierdzić,są w rękach "braci" Morawieckiego.Takie rzeczy tyłko w państwie okupowanym.Jeszcze trochę a tlen do oddychania nam opodatkują pic.twitter.com/JnLAVhmLQn
Czy zamierza uczynić swoim następcą – swojego protegowanego i autora-”murzyna”, arcybiskupa Víctora Manuela Fernándeza, mianując go prefektem Dykasterii do spraw Nauki Wiary. Czy spodziewa się, że tak jak kard. Ratzinger został następcą Jana Pawła II po objęciu tego urzędu, tak samo może stać się z argentyńskim arcybiskupem, który ma zastąpić go na Stolicy św. Piotra?
——————————————–
„Konsystorz papieża w pośpiechu”
Gdy jego pontyfikat dobiega końca, papież Franciszek, pragnąc całkowicie zmienić Kościół katolicki, zanim zda rachunki przed Stwórcą, przyśpiesza reformy i mianuje prałatów zgodnych ze swoją ideologią religijną. Tak więc zbliżający się konsystorz, który ma wynieść do jego składu kolejnych dwudziestu jeden kardynałów, wskazuje na pośpiech, z jakim działa.
Jak to ujął komentator religijny, konsystorz z 30 września to „konsystorz spieszącego się papieża”.
„Synod” mający na celu przekształcenie Kościoła
Synod o Odsączalności przyspiesza zmiany instytucjonalne, doktrynalne, dogmatyczne i moralne, które Franciszek wprowadził podczas swojego pontyfikatu. Sam papież Franciszek oświadczył, że poprzez Synod zamierza przekształcić Kościół monarchiczny, taki jaki założył go Nasz Pan, w demokrację bezpośrednią, w której zamiast hierarchii decydują wierni.
„Synod o Sodomii”
Nominacja ks. Jamesa Martina na członka Synodu, a także obecność kardynała Jean-Claude Hollericha SJ na czele wydarzenia jako wyznaczony przez papieża relator generalny spowodowały, że wydarzenie to zostało nazwane „Synodem o Sodomii”.3.
W wywiadzie dla niemieckiej [formalnie md] katolickiej agencji prasowej KNA kardynał Hollerich stwierdził, że nauczanie Kościoła potępiające ten grzech przeciw naturze jest błędne i musi zostać zmienione: „Uważam, że socjologiczno-naukowe podstawy tego nauczania nie są już poprawne. . . . Myślę, że nadszedł czas na gruntowną rewizję doktryny”4
W tym samym duchu rewizji doktryny katolickiej papież Franciszek 1 lipca mianował arcybiskupa Víctora Manuela Fernándeza, uważanego za jego autora-widmo[murzyna md] 5, na szefa watykańskiego urzędu doktrynalnego, Dykasterii ds. Doktryna Wiary. Jest także przewodniczącym Papieskiej Komisji Biblijnej i Międzynarodowej Komisji Teologicznej. Po mianowaniu arcybiskupa Víctora Manuela Fernándeza następcą kardynała Ladarii, papież Franciszek napisał do arcybiskupa Fernándeza list przedstawiający jego koncepcję dykasterii:
„Dykasteria, której będziesz przewodniczył w innych czasach, zaczęła stosować niemoralne metody. Były to czasy, kiedy zamiast promować wiedzę teologiczną, tropiono możliwe błędy doktrynalne. . . . To, czego oczekuję od ciebie, jest z pewnością czymś zupełnie innym”6.
Jak wyjaśnia arcybiskup Fernández, papież obiecał 1 lipca list informujący, co ma robić w dykasterii. Oczywiście całkowicie zgadza się z treścią listu i uważa, że dawne Święte Oficjum i Inkwizycja stosowały niemoralne metody prześladowania teologów7.
Komentując rzekome „niemoralne metody” dawnego Świętego Oficjum w wywiadzie dla argentyńskiej stacji radiowej, arcybiskup wspomina reakcje postępowego teologa, który dokonał aktu zemsty na byłym Świętym Oficjum. Nawiasem mówiąc, ten czyn był nikczemny, bardziej przystający przestępcy niż teologowi. Arcybiskup Fernández mówi: „W czasie Soboru Watykańskiego II było wielu wielkich teologów, których ta instytucja prześladowała. I jest znany przypadek wielkiego teologa, który pewnej nocy oddał mocz [na] drzwi Świętego Oficjum w geście pogardy w obliczu tej metodologii prześladowań”8. Tym „postępowym teologiem” [szczunem md] był ks. Yves Congar OP, jeden z głównych autorów tekstów Vaticanum II. Dziennikarz Robert Blair Kaiser, były nowicjusz jezuicki wysłany przez magazyn Time w celu relacjonowania soboru, opowiada epizod10, który prof. Roberto de Mattei potwierdza, pisząc: „Sam Congar dwukrotnie, w 1946 i 1954 r., oddał mocz na drzwi Świętego Oficjum na znak pogardy dla najwyższej instytucji Kościoła”11.
„Uzdrów mnie ustami. Sztuka całowania”
Aby lepiej poznać nowego Prefekta dawnego Świętego Oficjum, warto przypomnieć, że jako młody ksiądz w 1995 roku abp Fernández napisał erotyczno-mistyczną książkę zatytułowaną Sáname con tu boca. El arte de besar (Uzdrów mnie ustami. Sztuka całowania)12.
Książkę ilustrują rzeźby przedstawiające całujących się nagich mężczyzn i kobiety. Na stronie 10 rozdziału otwierającego rzeźba przedstawia całkowicie nagą kobietę, z głową przechyloną na bok, całowaną przez również nagiego mężczyznę. Strona 18 przedstawia kolejną rzeźbę przedstawiającą najwyraźniej parę, również nagą, obejmującą się i całującą.
Wraz z erotyczno-mistycznymi rozważaniami na temat całowania udziela praktycznych rad, jak całować i wymienia przeszkody, które utrudniają tę praktykę, takie jak nieświeży oddech (którego radzi unikać), nieprzycięte wąsy i tak dalej.
Cielesny pocałunek, akt mistyczny?
Autor zdaje się nadawać zmysłowemu pocałunkowi kobiety i mężczyzny nutę mistyczną, fuzję osobowości. „Cała twoja istota, a nie tylko usta, jest oddana w pocałunku. . . . Pocałunek to spotkanie dwojga w chwili, gdy nic poza nimi nie istnieje i nic innego nie jest warte”13.
Dalej pisze: „Jeśli brakuje tych powolnych, niespiesznych, drżących pocałunków, może to oznaczać, że miłość przestało być spotkaniem dwojga, którzy się podziwiają, kontemplują i adorują”14. „Pocałunek jest termometrem miłości. Dlatego, kiedy między nimi coś nie wychodzi, trzeba podążać ścieżkami, które prowadzą do pocałunku, zamiast udawać, że naprawiamy to w łóżku”.
Czym mogą być te ścieżki?
Najważniejszych jest pięć: mów, patrz, dotykaj, twórz, szukaj”15.
Dla niego zmysłowy pocałunek tak łączy osobowości, że „ponieważ one to rozumieją, wiele prostytutek poddaje się wszelkiego rodzaju zabawom seksualnym, ale one nie dajcie się pocałować byle komu”16. Bierze metaforyczny pocałunek używany w Piśmie Świętym i przez mistyków dla wskazania zjednoczenia duszy z Bogiem, jako cielesny pocałunek między mężczyzną a kobietą. Pyta: „Czym jest ten nieskończony pocałunek odbity od Boga w naszych pocałunkach?”17.
Ostatni rozdział książki nosi tytuł: „Nadmistyczny pocałunek”.18
Poeta?
Arcybiskup Fernández również uważa się za poetę. Jednak niektóre z jego wierszy w książce pozostawiają wątpliwości, jak ten fragment: „Nie zdajesz sobie z tego sprawy / nieświadomy [rozproszony] / Twoje mordercze usta / A twoje oczy nie ostrzegają / Wędrujące oczy / Które pozostają zatrzymane / przed boskim pokarmem / twoich ust. … Jak Bóg był tak bezwzględny/ Dać ci te usta…/ Nie ma nikogo, kto by się oparł/ czarował/ ukrywał”19.
Jest to księga wyjątkowa, tym bardziej, że – jak informuje arcybiskup – napisał ją dla swoją pracę duszpasterską z młodzieżą. Jaki wpływ wywarła ta „duszpasterska” praca na tych młodych ludzi, zwłaszcza w dobie religijnej ignorancji i ubóstwienia przyjemności seksualnych?
Arcybiskup nie wyjaśnił też, jakimi normami moralnymi należy się kierować w tej poważnej sprawie.
Negowanie Humanae Vitae
Ma błędne pojęcie moralności – normatywnej nauki, która kieruje ludzkimi czynami, zakazując tego, co złe, a dopuszczając to, co dobre – uznając ją jedynie za wyraz miłosierdzia. Można to wywnioskować z jego artykułu „Trynitarny wymiar moralności II: Pogłębienie aspektu etycznego w świetle Deus caritas est”20.
W imię miłosierdzia przyjmuje środki antykoncepcyjne, wbrew niezmiennemu nauczaniu Kościoła przez encyklikę Humanae vitae. Arcybiskup Fernández mówi, że kiedy para stosuje okresową abstynencję w celu kontroli urodzeń, a żona stanowi duże pożądanie dla jej męża, „[w] takim przypadku bezkompromisowe odrzucenie wszelkiego używania prezerwatyw spowodowałoby, że przestrzeganie zewnętrznej normy pierwszeństwo przed poważnym obowiązkiem troski o miłującą komunię i stabilność małżeńską, których miłość bardziej bezpośrednio wymaga”21.
Obecnie Humanae vitae stwierdza kategorycznie: „Dlatego opieramy nasze słowa na pierwszych zasadach ludzkiej i chrześcijańskiej nauki o małżeństwie, kiedy są zobowiązane ponownie oświadczyć, że bezpośrednie przerywanie już rozpoczętego procesu rodzenia, a przede wszystkim wszelkie bezpośrednie przerywanie ciąży, nawet ze względów terapeutycznych, mają być bezwzględnie wykluczone jako zgodne z prawem środki regulacji liczby dzieci”22.
„Małżeństwo” osób tej samej płci
Arcybiskup Fernández jest również niejednoznaczny w kwestii grzechu homoseksualnego. O błogosławieństwie związków homoseksualnych mówi, że nie można ich utożsamiać z małżeństwem. „Teraz, jeśli udzielono błogosławieństwa, aby nie powodować tego zamieszania, trzeba będzie to przeanalizować i potwierdzić. Jak zobaczysz, w pewnym momencie wychodzisz z właściwie teologicznej dyskusji i przechodzisz do raczej roztropnej lub dyscyplinarnej kwestii”23.
Czy papież Franciszek wyznacza swojego następcę? Można się zastanawiać, czy papież Franciszek zamierza uczynić swoim następcą – swojego protegowanego i autora-widmo, arcybiskupa Víctora Manuela Fernándeza, mianując go prefektem Dykasterii do spraw Nauki Wiary. Czy spodziewa się, że tak jak kard. Ratzinger został następcą Jana Pawła II po objęciu tego urzędu, tak samo może stać się z argentyńskim arcybiskupem, który ma zastąpiż go na Stolicy św. Piotra?
To gwarantowałoby ciągłość jego przemiany Kościoła.
Andrzej Lepper, lider Samoobrony, zmarł 12 lat temu w tajemniczych okolicznościach. O tej rocznicy przypomniał na Twitterze poseł Konfederacji Krystian Kamiński. Polityk zaznaczył również, że parlamentarzyści nie chcieli powołania specjalnej komisji, która miałaby zbadać okoliczności zgonu Leppera. „Wielu boi się prawdy” – skwitował.
„W tej kadencji sejmu, z mojej inicjatywy, @KONFEDERACJA_ próbowała powołać komisję śledczą ds. ustalenia przyczyn śmierci wicepremiera Andrzeja Leppera. Uznałem, że to konieczne, by wreszcie dojść do prawdy w tej niejasnej, tajemniczej i pełnej znaków zapytania sprawie” – napisał.
„Niestety wniosek, żeby taka komisja powstała nie został podpisany przez odpowiednią ilość posłów. Poza naszym kołem dokument podpisało jedynie kilku niezależnych parlamentarzystów, a posłowie PiS-PO-PSL-Lewica nie dostali zgodyswoich liderów partyjnych! Jak widać wielu boi się prawdy o śmierci Leppera do dziś” – ocenił.
„12. rocznica śmierci Andrzeja Leppera to dobry moment, żeby przypomnieć o tym, że w przyszłym sejmie, gdy ideowa prawica będzie mieć odpowiednio duży klub poselski taką komisję powołamy. O to będziemy walczyć i to Wam obiecuję!” – zapewnił poseł.
„Domagamy się prawdy w sprawie śmierci Andrzeja Leppera! Prawda zawsze zwycięży!” – skwitował Kamiński.
Wygląda na to, że znajdujemy się w przededniu uruchomienia nowej kampanii duraczenia i tresury całej populacji ludzkiej – tym razem już nie pod pretekstem epidemii zbrodniczego koronawirusa, która – nie można powiedzieć, by nie przyniosła rezultatów oczekiwanych przez promotorów komunistycznej rewolucji – co zachęciło ich do przejścia do następnego etapu, który w skutkach może okazać się znacznie groźniejszy od etapu poprzedniego, kiedy to pretekstem był Covid-19. Organizatorzy postawili wtedy na instynkt samozachowawczy, co okazało się strzałem w dziesiątkę, a przy okazji mogli się przekonać, że przy pomocy współczesnych instrumentów propagandy, wspartych łagodnym terrorem, można bez specjalnego wysiłku osiągnąć cele, które w innych okolicznościach mógłby być znacznie trudniejsze do osiągnięcia. Mam na myśli przejęcie przez rządy z dnia na dzień władzy dyktatorskiej, bez oglądania się na żadne konstytucyjne dyrdymały, a także – przejście z dnia na dzień na ręczne sterowanie gospodarką przez biurokratyczne gangi.
Tymczasem za sprawą zimnego ruskiego czekisty Putina, epidemię Covidu trzeba było niemal z dnia na dzień odwołać, co było szczególnie widoczne u nas, gdy to po 24 lutego ubiegłego roku, każdego dnia przez przejścia graniczne Ukrainy z Polską przewalało się po 100 tysięcy „uchodźców”, których ani nikt nie badał, ani nikt nie szczepił, ani nawet nie egzekwował posiadania „maseczek” – a mimo to świat wcale się nie zawalił, zaś zbrodniczy koronawirus, najwyraźniej powinność swej służby zrozumiawszy – z dnia na dzień przestał się srożyć. W tych warunkach podtrzymywanie poprzednich, rzekomo nieodzownych restrykcji, było już niemożliwe, więc nasi obrońcy-dobroczyńcy machnęli na Covid ręką i w ten sposób nastąpił powrót do normalności – oczywiście jak na garbatego.
Tymczasem już w maju, zaraz po odwołaniu epidemii, w amerykańskim Kongresie, w podkomisji Izby Reprezentantów do spraw wywiadu, odbyło się po raz pierwszy od 50 lat przesłuchanie poświecone niezidentyfikowanym obiektom latającym czyli UFO. Dotychczas przybyszami z Kosmosu zajmowali się amatorzy, jak np. szwajcarski hotelarz Erich von Daniken, albo członkowie rozmaitych sekt, na przykład – sekty Antrovis, do której należała – a może nadal należy – pani Barbara Labuda, piastująca w Kancelarii prezydenta Kwaśniewskiego obowiązki ministra stanu w sposób nie zwracający niczyjej uwagi. Członkowie tej sekty utrzymują regularną komunikację z Wenus i podobno pani minister też odbywała bliskie spotkania III stopnia z Wenusjanami. Jak się z nimi spotykała – tajemnica to wielka – w związku z czym po mieście krążyły fałszywe pogłoski, jakoby podróżowała tam na miotle – ale oczywiście nikt z mądrych i roztropnych nie wierzył w tak prosty środek lokomocji. Toteż majowe przesłuchanie w Kongresie USA wzbudziło w tak zwanych „kołach” szalone zainteresowanie, również z tego powodu, że o ile podróże pani minister Labudy specjalnie nikomu szkodzić nie mogły, to okoliczność, że nad takimi sprawami zupełnie serio debatuje organ najwyższej władzy ustawodawczej mocarstwa trzymającego palec na atomowym cynglu, wzbudził na świecie zaniepokojenie. Wprawdzie wielu ludzi czuje, że w coraz większym stopniu dostajemy się pod władzę wariatów, ale co innego mieć przeczucia, a co innego – nabrać całkowitej pewności.
A tymczasem media doniosły, że 26 lipca Kongres USA wysłuchał „w skupieniu cnotliwem” złożonych pod przysięgą zeznań Dawida Grusha, byłego oficera wywiadu Departamentu Obrony, służącego w specjalnej jednostce do badania UFO. Powiedział on m.in, że rząd USA „przez dziesięciolecia” pozyskiwał „częściowo lub w pełni nienaruszone” UFO „egzotycznego pochodzenia”, w następstwie czego rząd USA korzysta z rozmaitych rozwiązań technologicznych wymyślonych przez kosmitów. Wprawdzie pan Grush twierdził, że te rewelacje uzyskał „z drugiej ręki”, ale jednocześnie złożył solenne zapewnienie, że można będzie je zweryfikować. Wygląda tedy, że na jednym przesłuchaniu się nie skończy i że Kongres Stanów Zjednoczonych zaangażuje się również w weryfikowanie dostarczonych mu w ten sposób informacji. Do jakich rezultatów to wszystko doprowadzi – tego oczywiście jeszcze nie wiemy, ale nie ulega wątpliwości, że w odpowiednim czasie zostaną nam one objawione. Oczywiście nie bezpośrednio, co to, to nie. Najprawdopodobniej dowiemy się o nich w sposób pośredni, kiedy już bezpieczniacy, pod pretekstem bliskich spotkań III stopnia z UFO, przystąpią do tresowania szerokich mas ludowych. Oczywiście tresurze tej będą z pewnością towarzyszyły rozmaite ograniczenia, być może jeszcze surowsze, niż przy Covidzie, bo koronawirus wprawdzie jest politycznie wyrobiony, ale gdzie mu tam do kosmitów, dysponujących zapierającą dech technologią? Skoro ci kosmici przez „dziesięciolecia” tak sprawnie się ukrywają, to na pewno mają coś do ukrycia, a skoro tak, to obowiązek wzmożonej czujności i to na znacznie wyższym poziomie, niż w przypadku wroga klasowego, jawi się jako oczywista oczywistość. Jak to się przełoży na życie codzienne – tego też na razie nie wiemy – ale jest wysoce prawdopodobne, że bezpieka, nie tylko amerykańska, ale rówież każda inna, nie tylko roztoczy nad obywatelami demokratycznych państw prawnych surowy nadzór, ale również wprowadzi obowiązek meldowania o wszystkich podejrzanych kontaktach z kosmitami w swoim najbliższym otoczeniu. „Wiecie, rozumiecie, obywatelu; jak tylko spotkacie kosmitę, albo zdobędziecie wiadomość, że spotyka się nimi ktoś inny, to natychmiast meldujcie za pośrednictwem tajnego telefonu, którego numer macie tu razem z pseudonimem operacyjnym – bo inaczej będzie z wami brzydka sprawa.”
Ale wspomniane przesłuchanie w Kongresie może mieć jeszcze inne, znacznie poważniejsze konsekwencje, niż rozbudowa agentury, czy totalna inwigilacja. Jeśli prezydent Józio Biden otwartym tekstem informował, że amerykańskie wybory prezydenckie zmanipulował Putin, to jakże można wykluczyć, że amerykańską demokracją manipulują kosmici, których techniczne możliwości ingerencji są przecież znacznie większe, niż Putina? Taka ingerencja jest sprawą więcej niż pewną, a w tej sytuacji nasuwa się pytanie nie tylko o autentyczność amerykańskiej demokracji, ale przede wszystkim – czy kosmici nie podstawiają Amerykanom swoich agentów w charakterze kandydatów na prezydenta. Czy taki na przykład prezydent Biden nie jest przypadkiem Marsjaninem, albo w ogóle nie pochodzi gdzieś spod ciemnej gwiazdy?
Wysłuchałam wypowiedzi byłego prezydenta Aleksandra Kwaśniewskiego na temat podpisania przez prezydenta Dudę ustawy o powołaniu komisji badającej wpływy rosyjskie w Polsce zwanej potocznie „Lex Anty Putin”, albo „Lex Anty Tusk”. Prezydent Kwaśniewski wieszczył katastrofę wizerunkową prezydenta Dudy wynikającą z faktu podpisania tej ustawy. Uważa, że ten czyn tak kompromituje Dudę, że oznacza koniec jego politycznej kariery. Jak rozumiem Kwaśniewskiemu nie chodziło o kompromitację w tradycyjnym, właściwym znaczeniu tego słowa. Chodziło mu raczej o to, że po zakończeniu kadencji prezydenta nikt nie będzie chciał wypłacać Dudzie, jak wielu innym byłym politykom, judaszowych srebrników w postaci honorariów za wykłady czy stypendiów i nagród różnych antypolskich fundacji i stowarzyszeń.
Mówi to człowiek, który po pijanemu wsiadał na oczach publiczności do bagażnika samochodu, który był pijany również podczas wizyty w Charkowie, na cmentarzu pomordowanych w Katyniu oficerów polskich, który ku radości ukraińskich studentów bredził jak potrzaskany podczas wykładu w Kijowie tłumacząc im co oznacza jego zdaniem termin: „savoir-vivre”. Na własne oczy widziałam jak w liceum imienia Batorego wepchnął królową brytyjską do sali ujmując ją za łokieć, czego stanowczo zabrania protokół dyplomatyczny, a potem nie znoszącym sprzeciwu tonem rozkazał jej jak psu: „sit down” co królowa skwapliwie wykonała. Z prawdziwym rozbawieniem wspominam jak upominał Ludwika Dorna i jego psa słowami: „Ludwiku Dornie, psie Sabo nie idźcie tą drogą”. To wszystko było naprawdę zabawne więc nic dziwnego, że Kwaśniewski króluje jako bohater licznych dowcipów, lecz nie jest to zachowanie godne męża stanu, prezydenta czy w ogóle polityka.
To zresztą typowe, że skompromitowani w tradycyjnym sensie tego słowa politycy są gratyfikowani po zakończeniu kadencji przez różne mniej czy bardziej formalne gremia. Wiluś Clinton nie przestrzegający zasad BHP przy używaniu cygara stał się wysoko opłacanym specjalistą od globalnego ocieplenia zwanego słusznie globalnym ocipieniem. Lech Wałęsa łamiący prawa statystyki sumami wygranymi w popularnego totka, w którym prawdopodobieństwo najwyższej wygranej jest jak jeden do około czternastu milionów, stał się wysoko opłacanym specjalistą od wszystkiego. Od historii Solidarności, historii własnej rodziny z naciskiem na elementy współżycia z żoną Danuśką, a ogólnie rzecz biorąc od historiozofii.
Trudno uwierzyć, że ktokolwiek chciałby wysłuchiwać tych bredni i jeszcze za to płacić. Widać, że dla polityka „życie po życiu” rządzi się zupełnie innymi niż prawa rynkowe zasadami. Jak wiemy w reklamie istnieje rynek gadających głów, a nawet taryfikatory honorariów za udział w reklamach. Każdy sportowiec, aktor czy celebryta ma swoją cenę, swoje miejsce w rankingu, te cenniki bywają publikowane więc każdy może poznać swoje zmieniające się notowania i starać się swoją pozycję poprawić. Nie dotyczy to jednak byłych polityków. Oni są opłacani z innej puli niż zyski ze sprzedaży szamponu czy pasty do zębów. A jaka to pula można się tylko domyślać. Fundacja Batorego futrowała, a nawet zatrudniała w Polsce intelektualistów zaangażowanych w duraczenie ( jak to nazywa Stanisław Michalkiewicz) naszego społeczeństwa.
Jak inaczej można wytłumaczyć fakt, że znany nie żyjący już intelektualista Marcin Król w niewybrednych słowach nawoływał swego czasu do obalenia rządów PiS, nawet niedemokratycznymi metodami. Ostatnio podobny seans nienawiści zaprezentował znany aktor Andrzej Seweryn. Nie sposób bez zażenowania zacytować przesłania, które skierował podobno zupełnie prywatnie do swego wnuka.
Natomiast we wrześniu ubiegłego roku inny znany aktor Adam Ferency podczas spotkania z fanami w Świdnicy najpierw nieskładanie nawoływał, aby w wyborach nie głosować na Jarosława Kaczyńskiego, a po upływie pół godziny przerwał spotkanie. Ferency przyznał potem szczerze, że był po prostu nietrzeźwy.
Gdyby szukać wspólnego mianownika tych wydarzeń jako pierwsza nasuwa się tak zwana „choroba filipińska”, która dotknęła zarówno Kwaśniewskiego jak i Ferencego. Ale to chyba zbyt proste. Wszystkich ich łączy również to, że byli znani już za czasów PRL. Ferency wsławił się rolami milicjantów oraz wrednych ubeków, do których to ról miał predyspozycje, że tak powiem, zewnętrzne i był tego całkowicie świadom. Rolą życia była jednak dla niego, moim zdaniem, rola cynicznego kamerdynera w serialu „Niania”. Choć wytrzymałam tylko pół godziny tego wybitnego serialu mogę stwierdzić -to właściwe emploi Ferencego. Nie dociekając jakie były mechanizmy kariery w PRL można zauważyć pewien ich specyficzny rys. Za dawnych dobrych czasów aktor w społecznym odbiorze miał miejsce pokrewne jarmarcznemu kuglarzowi. Miał służyć rozrywce i tylko rozrywce. Rola aktora zmieniła się, przede wszystkim na zachodzie ze względu na wysokie zarobki pracowników fabryki marzeń. Ale dopiero w czasach PRL- bis aktor awansował w Polsce do roli proroka, wręcz wieszcza. Koniec komunizmu obwieściła społeczeństwu niejaka Szczepkowska. Bez niej nikt by nie zauważył zachodzących zmian.
Na temat czy komunizm naprawdę się skończył zdania są podzielone. Uważam, że po czerwonym komunizmie nadchodzi zielony, o wiele groźniejszy, grawitujący do czerni. Mający ambicie do władania całym życiem obywateli włącznie ze sposobem odżywiania się i poruszania. Komuniści zabraniali nam wyjazdów za granicę, lecz nie usiłowali jak ekologiści, a właściwie globaliści zamknąć nas w piętnastominutowych gettach. Co gorsza etapy rozwoju komunizmu są mylne i dla wielu trudne do rozpoznania. Tak w dziecięcej zagadce: „Co to jest? Czarna jagoda. A dlaczego czerwona? Bo jeszcze zielona”
Do udziału w marszu organizowanym przez Tuska nakłaniał Olbrychski, do eliminowania Jarosława Kaczyńskiego nakłaniał Ferency, a Andrzej Seweryn dał popis osobistej rynsztokowej kultury. Podobno w marszu brała udział elita. Faktycznie elita, rozpoznawalna po prawdziwie elitarnych hasłach pod którymi szła.