Wakacje czyli skąd oni się biorą. Klaus Schwab i pochodzenie Iluminatów.

Wakacje czyli skąd oni się biorą

Kategoria: Archiwum, Ciekawostki, Co piszą inni, Niekonwencjonalne, Polecane, Polityka, Polska, Świat, Ważne

Autor: AlterCabrio , 3 sierpnia 2023

Większość ofiar programu CIA kontroli umysłu opartego na traumie – MK Ultra, pochodzi z rodzin z historią wykorzystywania dzieci, ponieważ wielopokoleniowe wykorzystywanie dzieci czyni dziecko bardziej podatnym na kontrolę umysłu. (…) Rodziny te postrzegają posiadanie dzieci jako sposób na zdobycie władzy i bogactwa. Uważają własne dzieci za własność. Jako niewolnicy wykonujący polecenia rodziny. Ale może to bardziej sekta niż rodzina.

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

Klaus Schwab i pochodzenie Iluminatów

Jedynym sposobem, w jaki te rodziny nas kontrolują, jest podzielenie nas. A gdybyśmy my, ludzie, mogli to zmienić, moglibyśmy zmienić wszystko.

https://rumble.com/embed/v31maki/?pub=4

Klaus Schwab and the Bloodlines of the Illuminati

TRANSKRYPCJA

Poznajcie Olivera Schwaba. Jest dyrektorem zarządzającym Światowego Forum Ekonomicznego. Jego siostra Nicole jest członkiem Komitetu Wykonawczego Światowego Forum Ekonomicznego. W lipcu 2021 roku stwierdziła, że covid to ogromna szansa na ich Wielki Reset. Ich ojciec Klaus Schwab jest założycielem Światowego Forum Ekonomicznego. Siedem lat temu ogłosił plany rozpoczęcia śledzenia całej populacji i połączenia wszystkich z centralną maszyną. To, co teraz nazywa Wielkim Resetem. Rodzina Schwab współpracuje z innymi rodzinami, ponieważ tak działa ten Team Evil. Możesz ich nazywać „Illuminati” [oświeconymi], jeśli chcesz, ale oni nie mają oficjalnej nazwy. I nie są oświeceni. Nie wiadomo, ile rodów [family bloodlines] jest zaangażowanych, ale ‘trzymają to w rodzinie’ z trzech głównych powodów. I wszystkie mają coś wspólnego z władzą.

Po pierwsze i najprostsze, jako sposób na zdobycie i utrzymanie fortuny. Po drugie, dla realizacji długoterminowych tajnych celów. Te rodziny korzystają z firm ubezpieczeniowych i prywatnych trustów, aby chronić swoją fortunę przed systemem opartym na długu fiducjarnym, który stworzyły, i generować pieniądze potrzebne na stuletni plan. Starsze pokolenie zdelegalizowało medycynę naturalną, wprowadziło petrochemiczne farmaceutyki i zanieczyściło środowisko. A teraz młodsze pokolenie jest tutaj, aby to naprawić swoim totalitarnym Wielkim Resetem. To wielopokoleniowy plan, który działa dzięki lojalności rodzinnej, a także z trzeciego powodu, dla którego ‘trzymają to w rodzinie’. Kontrola umysłu oparta na traumie.

Większość ofiar programu CIA kontroli umysłu opartego na traumie – MK Ultra, pochodzi z rodzin z historią wykorzystywania dzieci, ponieważ wielopokoleniowe wykorzystywanie dzieci czyni dziecko bardziej podatnym na kontrolę umysłu. A większość postaci, które postrzegamy jako światowych liderów, to nie tylko aktorzy na scenie. Są to osoby nieświadome, ponieważ przez całe życie cierpiały z powodu wykorzystywania [abuse] i kontroli umysłu. W przytłaczającej większości ludzie z Team Evil nie całkiem „w tym siedzą”. Po prostu robią to, co im się każe. Wykonują polecenia i nie zadają pytań.

Rodziny te postrzegają posiadanie dzieci jako sposób na zdobycie władzy i bogactwa. Uważają własne dzieci za własność. Jako niewolnicy wykonujący polecenia rodziny. Ale może to bardziej sekta niż rodzina.

Pod koniec osiemnastego wieku międzynarodowe tajne stowarzyszenie zwane Oddfellows rozprowadziło prawie milion sierot w całej Ameryce i Wspólnocie Narodów [Commonwealth]. Dostarczone głównie pociągiem, wiele z tych sierot urodziło się w prywatnych domach należących do Oddfellows oraz ich odgałęzienia pod nazwą Córki Rebeki. W pełni kobiecej organizacji masońskiej, którą cechowały symbole masowej hodowli i płodności. Philip Eugene de Rothschild mówi, że sama rodzina Rotszyldów wydała na świat [produce] ponad sto tysięcy dzieci w tych tajnych programach hodowlanych.

Większość prezydentów USA w tym czasie była masonami. Czterech z nich należało do Oddfellows. I na koniec, trzydziestu czterech prezydentów USA jest bezpośrednio spokrewnionych z Karolem Wielkim. Królem Franków, który uważany jest przez te rody Illuminatów za pochodzącego z linii Merowingów, zestawu genetycznego, który bardzo cenią. A Team Evil zawsze miał obsesję na punkcie genetyki. Więc naprawdę nie jest to aż takie dziwne, aby wskazać podobieństwa między Justinem Trudeau i Fidelem Castro.

foto 1

Angelą Merkel i matką Adolfa Hitlera.

foto 2

Barbarą Bush i Aleisterem Crowley’em.

foto 3

czy nawet Barackiem Obamą i Echnatonem.

foto 4

Jedynym sposobem, w jaki te rodziny i ich wykorzystywane, poddawane kontroli umysłu sługusy są w stanie panować nad resztą z nas, jest wywoływanie podziałów między nami. A gdybyśmy my, społeczeństwo, mogli to zmienić, moglibyśmy wtedy zmienić wszystko.

_________________

Klaus Schwab and the Bloodlines of the Illuminati, Greg Reese, August 2, 2023

−∗−

Powiązane tematycznie:

Schwabiątka poczuły klimat czyli grunt to rodzinka
Postrzegam to jako ogromną szansę, aby naprawdę zorganizować ten Wielki Reset i wykorzystać te ogromne przepływy pieniędzy, aby wykorzystać zwiększone środki nacisku, które mają dziś decydenci w sposób, który nie […]

Najciemniej pod latarnią czyli w Watykanie

Najciemniej pod latarnią czyli w Watykanie

Kategoria: Archiwum, Niekonwencjonalne, Polecane, Świat, Ważne, Wiara

Autor: CzarnaLimuzyna , 3 sierpnia 2023

Jak donoszą obserwatorzy program światowych dni młodzieży redagował młody stażem asystent prof. Diabelskiego…

Odpowiedzialnym za program Światowych Dni Młodzieży jest praktykujący na Ziemi od czasu Soboru Watykańskiego II demon niższego rzędu. Imię jego jest niewymawialne, chociaż istnieją niezliczone skojarzenia i zdrobnienia chociażby w modnym ostatnio stylu: Klimat, klimacik, klimaciątko. Demon wciela się, na razie bez końca, w różnych niedomagających hierarchów i ekspertów.

Zgodnie z jego polityką młodzież należy oswajać z wszelką herezją i zboczeniami jako przejawem “różnorodności”. Równocześnie zaleca, aby bezcześcić Ciało Chrystusa na różne sposoby, częstować jak prażonymi chipsami wprost z misek w stylu ”ikea”. Tak też uczyniono, a protesty z tego powodu były nieliczne.

Po raz kolejny okazało się, że najciemniej pod latarnią czyli w Watykanie. Tam bowiem, od dłuższego czasu, rezyduje prof. Diabelski zatwierdzając kolejne „nominacje Franciszka”. I co my mamy z tym zrobić? Na razie większość kapłanów pochowała się lub ugrzęzła w czarcich zapadkach, telewizyjnych studiach lub przyjęła nominacje w wysuniętych placówkach umocowanych przez zmyślnego Fundatora wprost nad czeluścią.

Organizatorzy Światowych Dni Młodzieży zalecają, aby w ramach zwiedzania Lizbony odwiedzić synagogę, wstąpić do meczetu oraz świątyni hinduizmu w Lizbonie.

Ponadto, rekomenduje się w ramach zrównoważonego niedorozwoju zadośćuczynienie za pozostawiony podczas podróży „ślad węglowy”. Ma się to odbyć podczas pokuty polegającej na wykluczeniu z jadłospisu, na czas jednego roku, mięsa.

Czy osoba, która to wymyśliła jest normalna? Nie jest. Jest nawiedzona – owładnięta nowym wyznaniem (ideą klimatu). W nomenklaturze psychologii klinicznej nazywa się to ideą nadwartościową. Precyzyjniejszą, a tym samym bardziej niepokojącą hipotezę dotyczącą tego zjawiska, zawarłem w pierwszym akapicie.

Tagi:sekta klimatyczna

O autorze: CzarnaLimuzyna

Wpisy poważne i satyryczne

3 komentarze

  1. pokutujący łotr 3 sierpnia 2023 godz. 20:11
  2. Czy osoba, która to wymyśliła jest normalna?Ja zadam jeszcze inne pytanie: czy normalni są rodzice, którzy posyłają swe dzieci na taki spęd. Sporo przed jego otwarciem była przecież mowa ustami purpuratów, co tam się będzie wyprawiało, m.in. główny organizator zapowiadał, że ABSOLUTNIE nie będzie “nawracania na Chrystusa”. Gdy normalny rodzic coś takiego usłyszy, powinien zapytać siebie: więc po co ta impreza i w jakim celu moje dziecię ma tam jechać? Jednak co się dziwić, skoro mamy teraz rodziców, którzy wlekli swe dzieci do szprycowania nieznanymi preparatami, bo tak im kazał magister ekonomii w randze ministra.
    Na szczęście znam też budujące przypadki, gdy mowy nie było i ku histerii dzieci nie zostały do Lizbony wysłane. Czyli tacy też są.
  3. CzarnaLimuzyna 3 sierpnia 2023 godz. 23:16
  4. Franciszek znów bredzi:„Potrzebujemy ekologii integralnej, wsłuchiwania się w cierpienie planety wraz z cierpieniem ubogich; umieszczenia dramatu pustynnienia obok dramatu uchodźców; kwestii migracji obok spadku urodzeń; zajęcia się materialnym wymiarem życia w obrębie duchowości. Nie może być polaryzacji, ale konieczna jest wizja integralna”I dlaczego skomentował to (jak na razie) tylko jeden ksiądz, ksiądz Isakowicz- Zaleski?Kościół, wspólnota wszystkich ludzi ochrzczonych, potrzebuje przede wszystkim godnego następcy Świętego Piotra, który jak Apostołowie byłby dla wiernych i ludzi poszukujących prawdziwym Przewodnikiem, Nauczycielem i Świadkiem Jezus Chrystusa, a nie ekologiem i populistą/TT/Ołtarz: https://twitter.com/DanielWachowiak/status/1687040257932333056
  5. kolejarz 4 sierpnia 2023 godz. 05:36
  6. Pozwolę sobie przypomnieć słowa Zbigniewa Herberta, “Wielkie nazwiska uprawdopodobniają największe idiotyzmy, gdyż tłum ma naiwną pewność, że wielcy ludzie bredzić nie mogą”. Franciszek jako agent globalistów wykonuje swoją rolę…

Über alles

29 lipca 2023 r. | Nr 30/2023 (630)
Über alles          
mtodd
 Szanowni Państwo!
           Czym różni się prawo niemieckie od polskiego? Czy tym czym węgiel? Wiadomo przecież, że węgiel jest nieekologiczny i niedobry wtedy kiedy jest polski. Kiedy potrzebują go Niemcy, wówczas staje się nagle dobrym, zielonym i praworządnym węglem. W „trosce o klimat” Niemcy postanowili także zniszczyć europejskie rolnictwo. Nie wspominają przy tym, że faktycznie chodzi o sprowadzanie „badziewia”, zwanego żywnością, z Ameryki Południowej, bo ta kupi od Niemców samochody elektryczne, których nikt nie chce.
[Nas zalewa raczej badziewie z Ukrainy, ale wnioski podobne. MD]
           A co robi niemiecki parlament, kiedy toczy się postępowanie prokuratorskie przeciwko wysokiemu urzędnikowi? Zakazuje procedowania. Proste! Prawo niemieckie dopuszcza też, żeby złodziej zatrzymał ukradzione dobra, bo przecież po wielu latach mógłby się do nich przyzwyczaić, zwłaszcza do tych zrabowanych w Polsce.
           Tak jest ze wszystkim w imię zasady:„Deutschland, Deutschland über alles”. Spróbujmy wreszcie to zauważyć, póki znowu nie będzie za późno. A może by tak prócz reparacji wojennych zacząć wytaczać rządowi niemieckiemu pozwy prywatne za, zbrodnie wszelakie, których się dopuścili na Polakach? Kara za ludobójstwo się nie przedawnia. 
 Z pozdrowieniami
Małgorzata Todd
PS. Więcej na ten temat w „Polecam”. [w oryg. md]

Ratuj życie – ruszył najlepszy portal pro-life

ZiR
Mail nieczytelny? Zobacz wersję www

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Od 1 sierpnia Fundacja Życie i Rodzina zmieniła logo, kolory i domenę w Internecie. Aby jeszcze skuteczniej bronić życia, zbudowaliśmy profesjonalny portal www.RatujZycie.pl z udoskonalonymi funkcjonalnościami i odnowionym wyglądem.

Powyżej widzi Pan nowe logo ŻiR-u, o głębokiej symbolice.

Malinowa czerwień to kolor zdecydowany, a jednocześnie ciepły. Kojarzy się z energią, dynamizmem, odwagą – tak jak działania podejmowane przez Fundację w obronie życia i rodziny. Od zawsze jesteśmy na pierwszej linii, gdy aborcjonizm i ideologia LGBT zagrażają fundamentalnym wartościom. Dostrzegamy i nagłaśniamy sytuacje, w których niewinnym dzieje się krzywda. Wiemy, że całkowita bezbronność wymaga zdecydowanej obrony. Robimy dobre rzeczy, o których inni boją się nawet pomyśleć. Jesteśmy solidarni z ofiarami, a nie ze sprawcami.

Logo ma kształt sygnetu, w którym dostrzeże Pan dwa kształty: dziecko na końcowym etapie ciąży (a może to już nawet maleńki noworodek?) oraz zaznaczony miękką linią kształt embrionu – wczesnego stadium życia człowieka – to ten moment, gdy niektórzy uważają, że to jeszcze nie dziecko. I Pan, i ja wiemy, że możesz być bardzo mały, ale jesteś człowiekiem już od poczęcia. I wiemy, że należy Ci się pełnia praw wynikających z bycia człowiekiem. Choć jeszcze ukryty w łonie mamy, jesteś jednym z nas. Tak, zawsze walczyliśmy i będziemy walczyć o prawo do życia dla każdego dziecka, niezależnie od tego, na jakim etapie właśnie się znajduje.

Domena www.RatujZycie.plw sposób oczywisty nawiązuje do potrzeby ratowania poczętych dzieci. Jej adres jest wezwaniem – mamy świadomość, że świata nie zmieniają pojedynczy ludzie, lecz jest to wysiłek wielu osób. W Fundacji łączymy ludzi chcących bronić dzieci, dajemy narzędzia do działania, szkolimy i aktywizujemy. Jedni włączają się ofiarowując swój czas jako wolontariusze, inni nie mogąc się włączać – wspierają finansowo, dzięki czemu pokrywamy koszty kampanii. Każdego – niezależnie od rodzaju zaangażowania – prosimy o modlitwę.

Ratuj życie” to słowa, które odnoszą się nie tylko do aborcji. Od lat ekspansja lobby LGBT powoduje liczne zagrożenia dla dzieci już narodzonych, a przez to także dla nas wszystkich, dla całych społeczeństw. Obrona normalności przed zakusami groźnego lobby to druga silna noga działalności Fundacji. Z pewnością kojarzy Pan działania takie jak projekt ustawy #StopLGBT, liczne petycje i kampanię uliczną edukującą o skutkach ulegania homolobby. Dlatego wezwanie do ratowania życia jest aktualne w obu przypadkach – wobec dzieci nienarodzonych i tych już po narodzinach. Chcemy bezpieczeństwa dla każdego dziecka. Tak samo jak chce tego Pan i tak wiele osób w naszej Ojczyźnie.

Proszę wejść na portal www.RatujZycie.pl. Czy uważa Pan, że to zmiany na plus? Chętnie poznam Pańskie zdanie. Może odpisze mi Pan odpowiadając na niniejszy list bezpośrednio? Można też skorzystać z danych adresowych w dziale www.RatujZycie.pl/kontakt.

Mam także gorącą prośbę: wszyscy wiemy, jak bywa z informatyką… Jeśli zauważy Pan, że coś jeszcze niedomaga, gdzieś na portalu trzeba coś usprawnić – proszę o znak. Ta pomoc będzie nieoceniona, byśmy mogli stawać się jeszcze lepsi – dla nienarodzonych i już narodzonych, dla wszystkich Przyjaciół Fundacji.

Serdecznie Pana pozdrawiam wraz z zespołem i Wolontariuszami ŻiR-u!

Kaja Godek
Podpis

Kaja Godek
Inicjatywa #ZATRZYMAJABORCJĘ
Inicjatywa #STOPLGBT
Fundacja Życie i Rodzina
ratujzycie.pl

PS – Wszystkie koszty finansowe – także usprawnień informatycznych na portalu oraz zmian graficznych – pokrywamy dzięki Pańskiemu wsparciu. Dziękuję za każdy dobry gest!

WSPIERAM

NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA
TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE

DLA PRZELEWÓW Z ZAGRANICY:

IBAN:PL 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230
KOD SWIFT: BIGBPLPW

LUB POD LINKIEM: https://ratujzycie.pl/wesprzyj/

Przypadek i konieczność

Przypadek i konieczność

Felieton    tygodnik „Najwyższy Czas!”    3 sierpnia 2023

Byłby to przypadek rzadki – a czy w ogóle są przypadki?” – zapytywał retorycznie w nieśmiertelnym poemacie „Towarzysz Szmaciak” Janusz Szpotański. Podobne wątpliwości musiały targać przewielebnym księdzem Bronisławem Bozowskim z kościoła Panien Wizytek przy Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Twierdził on, że „nie ma przypadków, są tylko znaki”.

Ten ksiądz Bozowski był wielkim oryginałem. Pewnego razu w marcu po mszy św. wezwał zebranych, by pomodlili się za duszę Józefa Stalina. Nie był to przypadek, bo tego dnia przypadała kolejna rocznica jego, śmierci. W kościele zaszumiało, więc ks. Bozowski odwrócił się i powiedział: wiem, że to was zaskakuje, ale pomyślcie sami; któż bardziej potrzebuje modlitwy, jeśli nie on? Ciekaw jestem, co by było, gdyby zaproponował modlitwę za duszę Adolfa Hitlera, który z pewnością potrzebował modlitwy nie mniej, niż Józef Stalin.

Dotychczas nie słyszałem, by ktokolwiek wpadł na ten pomysł, co pokazuje, jak bardzo oddaliliśmy się – co dotyczy również papieża Franciszka – od ducha franciszkańskiego. Św. Franciszek uważał, że człowiek nieszczęśliwy zasługuje na współczucie bez względu na to, czy nieszczęście spotkało go z jego winy, czy nie. Myślę, że 30 kwietnia 1945 roku, w dniu swojej samobójczej śmierci, Adolf Hitler musiał być bardzo nieszczęśliwy. Ale co tam odwoływać się do Adolfa Hitlera, kiedy obawiam się, że żaden proboszcz w Warszawie nie przyjąłby intencji mszalnej za dusze żołnierzy ukraińskich i rosyjskich, poległych w toczącej się wojnie. Za ukraińskich – owszem, bardzo chętnie – ale za jednych i drugich to już nie bardzo. A przecież w obliczu śmierci wielkich, a może nawet żadnych różnic między nimi nie ma? Toteż na wszelki wypadek nawet przedstawicielom „kościoła otwartego” ze zboru przy świętej ulicy Wiślnej w Krakowie, łatwiej demonstrować odwagę i pryncypialne przywiązanie do wiary Chrystusowej podlizując się pederastom, którzy przecież wcale nie są nieszczęśliwi. Przeciwnie – na „marszach równości” demonstrują niezmiennie znakomite samopoczucie, więc o żadnym współczuciu w ich przypadku mówić nie można.

Do tych rozważań zainspirowała mnie sprawa „pani Joanny”, która twierdzi, jakoby przeżywała wielkie katiusze z powodu niedostatecznej rewerencji z jaką potraktowała ją policja. A jeśli podsumować dotychczasowe ustalenia, to było tak: pani Joanna twierdzi, że najadła się jakichś wczesnoporonnych specyfików, po których zrobiło się jej niedobrze, więc powiadomiła doktora. Tymczasem doktor, w przekonaniu, że ma do czynienia z próbą samobójczą, powiadomił policję, która panią Joannę zrewidowała w poszukiwaniu trucizny. Trucizny nie znaleziono, wobec czego pani Joanna opuściła szpital i wszytko mogło zakończyć się wesołym oberkiem.

Ale się nie zakończyło, co skłania do postawienia pytania, czy to był przypadek, czy nie. Do postawienia tego pytania skłania również okoliczność, że pani Joanna nie tylko miała epizody psychiatryczne, ale w dodatku – co jedno z drugiego może wynikać – była tzw. „aktywistką aborcyjną” i nawet widziałem jej fotografię z hasłem: Ch… z wami, aborcja z nami!Kogo miała na myśli pani Joanna używając tych zaimków? Na pierwszy rzut oka trudno zgadnąć, bo – jak twierdził Aaronek z popularnej w 1968 roku anegdoty – żadnej logiki w tym nie ma. Żeby bowiem „aborcja” była „z nami”, to najpierw trzeba jednak dokonać bliskiego spotkania III stopnia z „ch…”. Pani Joanna, która jest dużą dziewczynką, sprawiającą w dodatku wrażenie wyedukowanej w sprawach płciowych, nie może takich rzeczy nie wiedzieć tym bardziej, że stawia retoryczne pytania, „kto ma prawo decydować o mojej macicy, jeśli nie ja sama?” Jeśli chodzi o „macicę”, to ma całkowitą rację; mogłaby ją sobie wypatroszyć nawet piłą mechaniczną i nikt by nie powiedział złego słowa, chyba, żeby przy tej okazji obryzgała któregoś ze spektatorów – bo jestem pewien, że taki widok przyciągnąłby wielu amatorów mocnych wrażeń.

Kto wie, czy nie można by nawet zebrać od nich pewnej kwoty, jak to próbowała zrobić pewna Francuzka w Paryżu, kiedy to po strzelaninie w okolicy stacji metra Blanche, wystartował przybyły tam wcześniej policyjny helikopter: „un franc pour spectacle!” – powiedziała obchodząc gapiów z kapeluszem. Jeśli jednak ktoś wcześniej do macicy pani Joanny, w trakcie bliskiego spotkania III stopnia z ch…., wstrzyknąłby zawartość swoich pęcherzyków nasiennych, to sprawa się komplikuje. Nie można bowiem przejść do porządku nad kwestią, czy macica wypełniona zawartością wspomnianych pęcherzyków, stanowiłaby wyłączną własność pani Joanny, czy też rodzaj współwłasności – bo jużci – zawartość pęcherzyków od niej przecież by nie pochodziła.

A przecież to wcale nie koniec komplikacji, bo po wstrzyknięciu do macicy zawartości wspomnianych pęcherzyków, dochodzi tam do połączenia komórek, w następstwie czego pojawia się następna osoba, która wprawdzie do „macicy” żadnych pretensji może nie wnosić, ale może żądać od demokratycznego państwa prawnego, urzeczywistniającego zasady sprawiedliwości społecznej, żeby zagwarantowało mu prawa wynikające z art. 31 ust. 2 konstytucji („każdy jest obowiązany szanować wolności i prawa innych”) tym bardziej, że zgodnie z art. 32 ust. 2 konstytucji, „nikt” nie może być dyskryminowany w życiu (…) społecznym (…) z jakiejkolwiek przyczyny” – a więc na przykład z przyczyny, że jest bardzo mały, czy, że jeszcze nie głosuje na Volksdeutsche Partei Donalda Tuska.

Tymczasem właśnie Donald Tusk, podobnie jak Judenrat „Gazety Wyborczej” rzucił się na panią Joannę z chciwością sępa i od razu, na kanwie jej katiuszy, zapowiedział na 1 października, a więc tuż przed wyborami, zorganizowanie „marszu miliona serc” złamanych, przypuszczam, że pod patronatem doktora Mengele. Skłania mnie to do podejrzeń, że pani Joanna mogła zostać zwyczajnie wynajęta do odegrania roli męczennicy faszystowskiego reżymu i że żadnej aborcji farmakologicznej nie przeprowadziła, ani nie planowała próby samobójczej. Aktorzy odgrywają rozmaite postacie i psychodramy, ale to nie jest żaden przypadek, tylko czysty – jeśli można tu użyć tego słowa – interes.

O zupełnie odmiennej sytuacji donosi mi Honorable Correspondant z Malmo w Szwecji. Oto przed tamtejszym niezawisłym sądem stanęła panna Greta Thunberg pod zarzutem okazania nieposłuszeństwa policji. Panna Greta nie zaprzeczała nieposłuszeństwu, ale oświadczyła, że ponad nie postawiła konieczność. Wykonywała mianowicie to, co było konieczne dla ratowania „klimatu”, czy może „planety”. Mimo to niezawisły sąd 24 lipca skazał ją na niewielką grzywnę, podobnie jak w Polsce „Babcię Kasię”, która policjanta wybatożyła kijem od szturmówki. Takie to ci przypadki chodzą po ludziach, co zdarza się zwłaszcza, gdy ludzie chodzą po ludziach, albo się na nich kładą!

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Dżihad [przeciw NIEWIERNYM] poprzez imigrację do Europy.

Marek Chodakiewicz: dzihad-poprzez-emigracje

Europę zalewają kolejne fale imigrantów. Czasem są one większe, jak w 2015 roku, gdy Angela Merkel odpowiedziała na „tsunami” obcokrajowców rozbijających się o europejskie granice symbolicznym i zapraszającym Wir schaffen das („Damy radę”, „Zrobimy to”). W innych latach i okresach mniejsze, ale nawet lewicowi politycy w UE zdają się dostrzegać, że problem niekontrolowanej migracji socjalnej, zwykle zakotwiczonej w kulturze islamu, narasta. Nie rozwiąże go szybko nawet uszczelnienie unijnych granic, które i tak jest czysto teoretyczne.

Ostatnio unaocznił to przykład francuskich miast, których przedmieścia zawrzały i zapłonęły na osiem dni. Wśród podpalających samochody, rabujących sklepy i dewastujących szkoły dominować mieli „legalni” chuligani z drugiego, a nawet trzeciego pokolenia imigrantów. Jest bowiem faktem, że w znaczniej mierze nie czują się oni Francuzami, choć mają niebiesko-biało-czerwone paszporty. Nie czują się nawet „Europejczykami”.

Wychowani w świecie islamu, mahometańskich zasad i zwyczajów, często podlanych kulturą krajów Maghrebu i innych, próbują zasadzić je na nowym terytorium. Dlatego właśnie świat islamu trzeba poznać i zrozumieć!

Mamy nadzieję, że pomoże w tym nowa, bardzo wyważona i rzeczowa książka prof. Marka Jana Chodakiewicza (już wkrótce w sprzedaży na sklep-niezalezna.pl), który już teraz zgodził się na rozmowę z nami.

—————————————-

„NCz!”: – Jaka technika zawłaszczania nowych przestrzeni stosowana jest przez wyznawców islamu?

Marek Jan Chodakiewicz: – Jeden sposób to emigracja; a inny to dżihad, czyli święta wojna, której obowiązek wynika z Koranu. Muzułmanin nie ma prawa spocząć, dopóki cały świat nie stanie się podległy islamowi. A jak nie można przemocą, dżihadem klasycznym, to następuje dżihad poprzez emigrację. Po prostu obowiązuje przykaz dauua – czyli działań misjonarskich.

Zwykle oznaczało to wysyłanie wypraw handlowych do północnej, potem zachodniej Afryki, a jednocześnie do Azji Środkowej czy Południowej. I taki kupiec robił interesy (w tym chętnie handlował ludźmi), a jednocześnie szerzył wiarę. Osiedlał się w nowym miejscu, często żenił się z miejscową kobietą, tworzył islamskie struktury dla współwyznawców. I głosił islam na zewnątrz swej społeczności. Na przykład w archipelagu wysp indonezyjskich właściwie nie było dżihadu z zewnątrz. Była robota misjonarska, której rezultatem była konwersja, a niektórzy z nowych konwertytów roznosili dżihad choćby w Malezji.

Podobne mechanizmy obowiązywały w Afryce, ale już nie np. w Indiach, gdzie był głównie podbój zbrojny – oprócz wschodniej, bengalskiej części kontynentu, która padła łupem sufijskich misjonarzy.

Nota bene, najbardziej szerzyć się zaczął islam dzięki kolonializmowi: Europejczycy narzucili pokój i porządek oraz zbudowali infrastrukturę, a w tym i koleje, co pomagało robocie misjonarskiej.
Obecnie islam szerzy się dynamicznie nie tylko w Afryce (dzięki m.in. saudyjskim funduszom), ale również na Zachodzie. Np. w USA imigranci islamscy ściągają swoje rodziny, a społeczność stale się powiększa. Europa Zachodnia dalej płaci cenę za kolonializm. Są to procesy narastające i stałe.

Władze, choćby francuskie i angielskie, nie wiedzą, jak je zatrzymać, czasami wydaje się wręcz, że nie chcą ich zatrzymać. Tyka muzułmańska bomba demograficzna – tubylcy nie mają w Europie za dużo dzieci.

– Czy ludzie pochodzący z krajów islamskich są w stanie się asymilować w krajach Zachodu?

– Jasne, że jest to możliwe. Proszę spojrzeć na polskich Tatarów. Po 800 latach są zupełnie zasymilowani. Ale w tej chwili na Zachodzie obowiązuje multikulturalizm i nienawiść do własnej, zachodniej cywilizacji. Nie ma więc klimatu sprzyjającemu asymilacji. Wprost przeciwnie. W takich krajach jak Belgia widzimy deasymilację trzeciego pokolenia urodzonego w Europie. Po prostu oferta europejska nie imponuje wielu młodym. Poszukują autentyczności, odrzucają system relatywistycznej dyktatury przyjemności. Radykalizują się. Alienują się z głównego nurtu. Z drugiej strony tubylcy europejscy nie koniecznie uważają ich za swoich. Mimo deklaracji liberalnego systemu imigranci i ich dzieci są stawiane poza i stawiają się sami poza ramami miejscowych i narodowych społeczności. Mimo gadania o obywatelstwie jako narodowości, to nie wystarcza, aby zatrzeć potężne różnice kulturowe wynikające z islamu.

– Czy wyznawcy islamu w zachodnich krajach przedstawiają postulaty polityczne?

– Naturalnie, że tak. Po pierwsze: przywołują dogmaty egalitaryzmu. Czyli, że wszyscy mają być równi. Po drugie: chcą, aby ich preferencje, choćby dla jedzenia halal, były uznawane. Przywódcy takiej społeczności idą choćby do właścicieli sklepów spożywczych w swojej dzielnicy i dyktują, co tam ma być. Nie tylko halal, ale również lepiej nie sprzedawać wieprzowiny, bo to antyislamskie. I jak właściciele nie chcą bojkotu, to stopniowo się podporządkowują. Najpierw równość, parytet kulinarny, a potem preferencje do obcych propozycji kulinarnych. To samo dotyczy stołówek szkolnych. I tak powoli wpływy przenoszą się na wszystko. I już nie jest tak, jak kiedyś było, choćby we Francji.

– Czy dżihad ma nadal znaczenie polityczne? Czy wyznawcy islamu traktują go jako walkę zewnętrzną czy wewnętrzną?

– Naturalnie, że ma znaczenie polityczne. Jak trzeba to walczy się otwarcie w ramach dżihadu, czyli świętej wojny. Ale jak się jest na to zbyt słabym, to głosi się, że dżihad powinien być wewnętrzny, czyli powinien polegać na walce wewnętrznej, z samym sobą; takie wyrabianie charakteru w imię mahometanizmu, według przykazań tej wiary. Naturalnie dżihad wewnętrzny może się również odnosić do samej społeczności muzułmańskiej. Wtedy „prawdziwi muzułmanie”, a więc zradykalizowani fundamentaliści, zmagają się z odstępcami, apostatami, czyli ludźmi muzułmańskiego pochodzenia, którzy nie są wystarczająco czujni, wystarczająco mahometańscy. Ortodoksi uznają ich za apostatów. A kary dla nich mogą być rozmaite: od ostracyzmu przez różne formy przemocy albo nawet śmierć.

– Czy schemat podbojów prowadzonych przez islam w przeszłości ma zastosowanie w teraźniejszości?

– No jasne! Przecież Państwo Islamskie przejechało się po Syrii i Iraku, tworząc namiastkę kalifatu. Dopiero interwencja Zachodu, a szczególnie USA, to ukróciła. Można sobie też zauważyć, że jeśli posypie się system liberalny, nastąpi anarchia, to islam na zachodzie Europy jest jedną z niewielu dobrze zorganizowanych sił, która jest w stanie ustanowić swój własny ład.

– W krajach islamskich do niedawna dozwolone było niewolnictwo, wiara ta oparta jest na uznawaniu wierzących w Allaha za uprawnionych do wyzyskiwania niewiernych. Czy ta doktryna jest wciąż żywa?

– Doktryna ta wciąż obowiązuje. W niektórych miejscach, takich jak Czad czy Mali, praktykowana jest na prowincji całkiem otwarcie. W innych stronach jest zakamuflowana, aby nie prowokować Zachodu. Po prostu obowiązują inne formy niewolnictwa. Proszę spojrzeć na system pracy, którego doświadczają trzecioświatowi cudzoziemcy sprowadzani do Emiratów czy Arabii Saudyjskiej. Czasami wybuchają skandale, gdy Saudyjczycy czy Kuwejtczycy przywożą ze sobą do USA służbę, którą traktują jak zawsze. Zdarza się, że takie kobiety – służące – uciekają, informują władze i jest awantura, gdy ich niewolnicze traktowanie wychodzi na jaw.

– Islam jest religią kosmopolityczną, ale z istotną dominacją kultury arabskiej. Z samej Arabii jednak, z uwagi na jej bogactwo, imigracja nie płynie. Czy ta kultura ma obecnie wpływ na kraje Zachodu?

– Tak, dominuje kultura arabska, a precyzyjnie: beduińska. I jak najbardziej ma to wpływ na kraje Zachodu! Przede wszystkim objawia się za pomocą fundowania instytutów, katedr czy stypendiów, aby studiować islam czy też światy islamu. Np. w Georgetown University, w Waszyngtonie, to grube miliony dolarów! Takie centra stanowią nie tylko odskocznie misjonarskie i intelektualne zaplecza islamu, ale również w istocie maszyny do lobbingu.

– Czego możemy się spodziewać w Polsce, gdy do naszego kraju zostaną wpuszczone setki tysięcy wyznawców Allaha?

– Możemy się spodziewać tego, co na Zachodzie – domagania się takich samych praw jak tubylcy. A potem uzurpacji przestrzeni publicznej przez mniejszość, agresji i dyktatu, aby dostosować się do preferencji migrantów. Bo oni po prostu wyzyskują charakter systemu liberalnego, aby osiągnąć supremację nad większością.

– Książkę „Światy islamu” pisałeś kilkanaście lat. Jaka jest twoja prognoza dotycząca funkcjonowania tych „światów” w najbliższej przyszłości, biorąc pod uwagę fakt, że zagrożenie islamskie zostało obecnie przyćmione przez zagrożenie potęgą Chin?

– Skoncentrowanie się na Chinach dotyczy pewnych aspektów polityki zagranicznej USA i innych państw Zachodu (głównie Wlk. Brytanii). Ale nie dotyczy za bardzo ich polityki wewnętrznej. No bo przecież chińska diaspora ma się dobrze i również rośnie. Lepiej lub gorzej asymiluje się (w zależności do miejsca – w USA chyba najlepiej). Ale diaspora chińska nie ma uniwersalnej religii i innych cech charakterystycznych, które napędzają islam. Ma rasę, ma nacjonalizm, ale nie ma religii napędzającej agresję i sprzeciwiającej się asymilacji. A w amerykańskim tyglu nacjonalizmy imigrantów rozpuszczają się, a rasy się mieszają albo stają się wtórne. Tak przynajmniej było do niedawna. Teraz mamy wzrost świadomości rasowej mniejszości, ale to wszystko dzieje się wciąż w ramach amerykanizmu. Nie widzimy wielkich ruchów, które chciałyby organizować powrót do Chin. Zostają dalej na miejscu. Muzułmanie zresztą też. Różnica jest taka, że Amerykanie chińskiego pochodzenia czy też chińscy Amerykanie bądź nawet amerykańscy Chińczycy nie chcą ani nie próbują przerobić reszty ludności na swoją modłę. Muzułmanie tak – bez względu na to, z jakiej grupy etnicznej czy rasowej się wywodzą. A co do światów islamu: nadal będzie w nich funkcjonował wielki pluralizm, synkretyzm i wielorodność oraz będzie nadal szła walka ortodoksyjnych i fundamentalnych sił skrajnych (gulat) o prawo do interpretacji, jaki ma być islam i kto jest naprawdę prawdziwym muzułmaninem…

Książka „Światy islamu” już wkrótce będzie dostępna w naszej księgarni na sklep-niezalezna.pl! Gorąco polecamy! To publikacja, która bardzo rzeczowo, wyjątkowo przystępnie pokazuje, czym jest islam i z czego wynika taka, a nie inna postawa imigrantów, którzy stopniowo, powoli, ale metodycznie zawłaszczają Europę…

Dżihad [przeciw NIEWIERNYM] poprzez imigrację do Europy, do świata chrześcijan.

Marek Chodakiewicz: dzihad-poprzez-emigracje

Europę zalewają kolejne fale imigrantów. Czasem są one większe, jak w 2015 roku, gdy Angela Merkel odpowiedziała na „tsunami” obcokrajowców rozbijających się o europejskie granice symbolicznym i zapraszającym Wir schaffen das („Damy radę”, „Zrobimy to”). W innych latach i okresach mniejsze, ale nawet lewicowi politycy w UE zdają się dostrzegać, że problem niekontrolowanej migracji socjalnej, zwykle zakotwiczonej w kulturze islamu, narasta. Nie rozwiąże go szybko nawet uszczelnienie unijnych granic, które i tak jest czysto teoretyczne.

Ostatnio unaocznił to przykład francuskich miast, których przedmieścia zawrzały i zapłonęły na osiem dni. Wśród podpalających samochody, rabujących sklepy i dewastujących szkoły dominować mieli „legalni” chuligani z drugiego, a nawet trzeciego pokolenia imigrantów. Jest bowiem faktem, że w znaczniej mierze nie czują się oni Francuzami, choć mają niebiesko-biało-czerwone paszporty. Nie czują się nawet „Europejczykami”.

Wychowani w świecie islamu, mahometańskich zasad i zwyczajów, często podlanych kulturą krajów Maghrebu i innych, próbują zasadzić je na nowym terytorium. Dlatego właśnie świat islamu trzeba poznać i zrozumieć!

Mamy nadzieję, że pomoże w tym nowa, bardzo wyważona i rzeczowa książka prof. Marka Jana Chodakiewicza (już wkrótce w sprzedaży na sklep-niezalezna.pl), który już teraz zgodził się na rozmowę z nami.

—————————————-

„NCz!”: – Jaka technika zawłaszczania nowych przestrzeni stosowana jest przez wyznawców islamu?

Marek Jan Chodakiewicz: – Jeden sposób to emigracja; a inny to dżihad, czyli święta wojna, której obowiązek wynika z Koranu. Muzułmanin nie ma prawa spocząć, dopóki cały świat nie stanie się podległy islamowi. A jak nie można przemocą, dżihadem klasycznym, to następuje dżihad poprzez emigrację. Po prostu obowiązuje przykaz dauua – czyli działań misjonarskich.

Zwykle oznaczało to wysyłanie wypraw handlowych do północnej, potem zachodniej Afryki, a jednocześnie do Azji Środkowej czy Południowej. I taki kupiec robił interesy (w tym chętnie handlował ludźmi), a jednocześnie szerzył wiarę. Osiedlał się w nowym miejscu, często żenił się z miejscową kobietą, tworzył islamskie struktury dla współwyznawców. I głosił islam na zewnątrz swej społeczności. Na przykład w archipelagu wysp indonezyjskich właściwie nie było dżihadu z zewnątrz. Była robota misjonarska, której rezultatem była konwersja, a niektórzy z nowych konwertytów roznosili dżihad choćby w Malezji.

Podobne mechanizmy obowiązywały w Afryce, ale już nie np. w Indiach, gdzie był głównie podbój zbrojny – oprócz wschodniej, bengalskiej części kontynentu, która padła łupem sufijskich misjonarzy.

Nota bene, najbardziej szerzyć się zaczął islam dzięki kolonializmowi: Europejczycy narzucili pokój i porządek oraz zbudowali infrastrukturę, a w tym i koleje, co pomagało robocie misjonarskiej.
Obecnie islam szerzy się dynamicznie nie tylko w Afryce (dzięki m.in. saudyjskim funduszom), ale również na Zachodzie. Np. w USA imigranci islamscy ściągają swoje rodziny, a społeczność stale się powiększa. Europa Zachodnia dalej płaci cenę za kolonializm. Są to procesy narastające i stałe.

Władze, choćby francuskie i angielskie, nie wiedzą, jak je zatrzymać, czasami wydaje się wręcz, że nie chcą ich zatrzymać. Tyka muzułmańska bomba demograficzna – tubylcy nie mają w Europie za dużo dzieci.

– Czy ludzie pochodzący z krajów islamskich są w stanie się asymilować w krajach Zachodu?

– Jasne, że jest to możliwe. Proszę spojrzeć na polskich Tatarów. Po 800 latach są zupełnie zasymilowani. Ale w tej chwili na Zachodzie obowiązuje multikulturalizm i nienawiść do własnej, zachodniej cywilizacji. Nie ma więc klimatu sprzyjającemu asymilacji. Wprost przeciwnie. W takich krajach jak Belgia widzimy deasymilację trzeciego pokolenia urodzonego w Europie. Po prostu oferta europejska nie imponuje wielu młodym. Poszukują autentyczności, odrzucają system relatywistycznej dyktatury przyjemności. Radykalizują się. Alienują się z głównego nurtu. Z drugiej strony tubylcy europejscy nie koniecznie uważają ich za swoich. Mimo deklaracji liberalnego systemu imigranci i ich dzieci są stawiane poza i stawiają się sami poza ramami miejscowych i narodowych społeczności. Mimo gadania o obywatelstwie jako narodowości, to nie wystarcza, aby zatrzeć potężne różnice kulturowe wynikające z islamu.

– Czy wyznawcy islamu w zachodnich krajach przedstawiają postulaty polityczne?

– Naturalnie, że tak. Po pierwsze: przywołują dogmaty egalitaryzmu. Czyli, że wszyscy mają być równi. Po drugie: chcą, aby ich preferencje, choćby dla jedzenia halal, były uznawane. Przywódcy takiej społeczności idą choćby do właścicieli sklepów spożywczych w swojej dzielnicy i dyktują, co tam ma być. Nie tylko halal, ale również lepiej nie sprzedawać wieprzowiny, bo to antyislamskie. I jak właściciele nie chcą bojkotu, to stopniowo się podporządkowują. Najpierw równość, parytet kulinarny, a potem preferencje do obcych propozycji kulinarnych. To samo dotyczy stołówek szkolnych. I tak powoli wpływy przenoszą się na wszystko. I już nie jest tak, jak kiedyś było, choćby we Francji.

– Czy dżihad ma nadal znaczenie polityczne? Czy wyznawcy islamu traktują go jako walkę zewnętrzną czy wewnętrzną?

– Naturalnie, że ma znaczenie polityczne. Jak trzeba to walczy się otwarcie w ramach dżihadu, czyli świętej wojny. Ale jak się jest na to zbyt słabym, to głosi się, że dżihad powinien być wewnętrzny, czyli powinien polegać na walce wewnętrznej, z samym sobą; takie wyrabianie charakteru w imię mahometanizmu, według przykazań tej wiary. Naturalnie dżihad wewnętrzny może się również odnosić do samej społeczności muzułmańskiej. Wtedy „prawdziwi muzułmanie”, a więc zradykalizowani fundamentaliści, zmagają się z odstępcami, apostatami, czyli ludźmi muzułmańskiego pochodzenia, którzy nie są wystarczająco czujni, wystarczająco mahometańscy. Ortodoksi uznają ich za apostatów. A kary dla nich mogą być rozmaite: od ostracyzmu przez różne formy przemocy albo nawet śmierć.

– Czy schemat podbojów prowadzonych przez islam w przeszłości ma zastosowanie w teraźniejszości?

– No jasne! Przecież Państwo Islamskie przejechało się po Syrii i Iraku, tworząc namiastkę kalifatu. Dopiero interwencja Zachodu, a szczególnie USA, to ukróciła. Można sobie też zauważyć, że jeśli posypie się system liberalny, nastąpi anarchia, to islam na zachodzie Europy jest jedną z niewielu dobrze zorganizowanych sił, która jest w stanie ustanowić swój własny ład.

– W krajach islamskich do niedawna dozwolone było niewolnictwo, wiara ta oparta jest na uznawaniu wierzących w Allaha za uprawnionych do wyzyskiwania niewiernych. Czy ta doktryna jest wciąż żywa?

– Doktryna ta wciąż obowiązuje. W niektórych miejscach, takich jak Czad czy Mali, praktykowana jest na prowincji całkiem otwarcie. W innych stronach jest zakamuflowana, aby nie prowokować Zachodu. Po prostu obowiązują inne formy niewolnictwa. Proszę spojrzeć na system pracy, którego doświadczają trzecioświatowi cudzoziemcy sprowadzani do Emiratów czy Arabii Saudyjskiej. Czasami wybuchają skandale, gdy Saudyjczycy czy Kuwejtczycy przywożą ze sobą do USA służbę, którą traktują jak zawsze. Zdarza się, że takie kobiety – służące – uciekają, informują władze i jest awantura, gdy ich niewolnicze traktowanie wychodzi na jaw.

– Islam jest religią kosmopolityczną, ale z istotną dominacją kultury arabskiej. Z samej Arabii jednak, z uwagi na jej bogactwo, imigracja nie płynie. Czy ta kultura ma obecnie wpływ na kraje Zachodu?

– Tak, dominuje kultura arabska, a precyzyjnie: beduińska. I jak najbardziej ma to wpływ na kraje Zachodu! Przede wszystkim objawia się za pomocą fundowania instytutów, katedr czy stypendiów, aby studiować islam czy też światy islamu. Np. w Georgetown University, w Waszyngtonie, to grube miliony dolarów! Takie centra stanowią nie tylko odskocznie misjonarskie i intelektualne zaplecza islamu, ale również w istocie maszyny do lobbingu.

– Czego możemy się spodziewać w Polsce, gdy do naszego kraju zostaną wpuszczone setki tysięcy wyznawców Allaha?

– Możemy się spodziewać tego, co na Zachodzie – domagania się takich samych praw jak tubylcy. A potem uzurpacji przestrzeni publicznej przez mniejszość, agresji i dyktatu, aby dostosować się do preferencji migrantów. Bo oni po prostu wyzyskują charakter systemu liberalnego, aby osiągnąć supremację nad większością.

– Książkę „Światy islamu” pisałeś kilkanaście lat. Jaka jest twoja prognoza dotycząca funkcjonowania tych „światów” w najbliższej przyszłości, biorąc pod uwagę fakt, że zagrożenie islamskie zostało obecnie przyćmione przez zagrożenie potęgą Chin?

– Skoncentrowanie się na Chinach dotyczy pewnych aspektów polityki zagranicznej USA i innych państw Zachodu (głównie Wlk. Brytanii). Ale nie dotyczy za bardzo ich polityki wewnętrznej. No bo przecież chińska diaspora ma się dobrze i również rośnie. Lepiej lub gorzej asymiluje się (w zależności do miejsca – w USA chyba najlepiej). Ale diaspora chińska nie ma uniwersalnej religii i innych cech charakterystycznych, które napędzają islam. Ma rasę, ma nacjonalizm, ale nie ma religii napędzającej agresję i sprzeciwiającej się asymilacji. A w amerykańskim tyglu nacjonalizmy imigrantów rozpuszczają się, a rasy się mieszają albo stają się wtórne. Tak przynajmniej było do niedawna. Teraz mamy wzrost świadomości rasowej mniejszości, ale to wszystko dzieje się wciąż w ramach amerykanizmu. Nie widzimy wielkich ruchów, które chciałyby organizować powrót do Chin. Zostają dalej na miejscu. Muzułmanie zresztą też. Różnica jest taka, że Amerykanie chińskiego pochodzenia czy też chińscy Amerykanie bądź nawet amerykańscy Chińczycy nie chcą ani nie próbują przerobić reszty ludności na swoją modłę. Muzułmanie tak – bez względu na to, z jakiej grupy etnicznej czy rasowej się wywodzą. A co do światów islamu: nadal będzie w nich funkcjonował wielki pluralizm, synkretyzm i wielorodność oraz będzie nadal szła walka ortodoksyjnych i fundamentalnych sił skrajnych (gulat) o prawo do interpretacji, jaki ma być islam i kto jest naprawdę prawdziwym muzułmaninem…

Książka „Światy islamu” już wkrótce będzie dostępna w naszej księgarni na sklep-niezalezna.pl! Gorąco polecamy! To publikacja, która bardzo rzeczowo, wyjątkowo przystępnie pokazuje, czym jest islam i z czego wynika taka, a nie inna postawa imigrantów, którzy stopniowo, powoli, ale metodycznie zawłaszczają Europę…

Powstanie, które nigdy nie zgasło.

Powstanie, które nigdy nie zgasło…

https://www.salon24.pl/u/beszad/1316772,powstanie-ktore-nigdy-nie-zgaslo

Beszad


Fot. Warszawa w 1983 roku. Polacy w dobie stanu wojennego wydawali się jakby pozbawieni nadziei - a przecież ona tliła się w głębi ich serc, bo bez niej nie byłoby wielkiego ruchu Solidarności... (fot. archiwum własne)
Fot. Warszawa w 1983 roku. Polacy w dobie stanu wojennego wydawali się jakby pozbawieni nadziei – a przecież ona tliła się w głębi ich serc, bo bez niej nie byłoby wielkiego ruchu Solidarności… (fot. archiwum własne)

==============================

Czy powstanie warszawskie zostało przegrane? A może ono wciąż się toczy? Już nie na ulicach, ale w głębi każdego z nas. Czuje się pewien smutek, który płynie nie tylko ze świadomości wyniszczenia fizycznego, ale chyba bardziej ze spustoszenia duchowego. A pozbawienie narodu jego najszlachetniejszej części dotyczy nie tylko powstania.

Eksterminacja prawdziwych elit sprawiła, że zastąpione one zostały elitami samozwańców, wyrażających szczególną skłonność do cynizmu i zaprzedawania narodowej wspólnoty za korzyści własne lub partyjne. Tak na marginesie mam dziwne wrażenie, że słowo „zdrada” zostało wymazane ze współczesnych słowników (boimy się go używać, by nie uchodzić za radykałów?) – a przecież odnosiło się ono do wartości niezwykle ważnych: do wierności, prawdy, honoru… Jednak zaraz za tą gorzką refleksją przychodzi myśl, że smutek ma moc oczyszczającą (o tym za chwilę)…

Nie brakuje dziś opinii, że powstanie było błędem. Czy wypowiadając tak jednoznaczne sądy, mamy na uwadze ówczesną świadomość? Nawet emigracyjne władze w Londynie nie dysponowały wówczas wiedzą, że już na konferencji teherańskiej w 1943 roku Polska została przez aliantów przekazana w rosyjską strefę wpływów (dowiedział się o tym dopiero Mikołajczyk podczas wizyty w Moskwie, gdy w swej naiwności szukał dla powstańców wsparcia u samego Stalina). Jakże więc odmienna była perspektywa skutków walki w 1944 roku od optyki dzisiejszej! Nawet ci, którzy już dobrze sowietów poznali, wiedzieli, że żadnej alternatywy nie ma. Gdyby powstanie nie wybuchło, sowieci w swej przewrotności zarzuciłoby żołnierzom AK kolaborację z Niemcami. Późniejszy opór przed sowietyzacją Polski byłby może o wiele silniejszy, ale i tak zostałby utopiony w polskiej krwi.

Chciałbym tu jednak wrócić do wspomnianego oczyszczenia przez cierpienie i smutek, które stały się nieodłącznymi składnikami polskiej tożsamości. To właśnie na tym gruncie kiełkuje dziś prawdziwa nadzieja. Jeśli ona nie sięga poza przemijanie i śmierć, staje się tylko płytkim optymizmem. Bo nadzieja nie lubi być wiązana z żadnymi wartościami doczesnymi – nawet z wolnością i dobrobytem, czy tym bardziej ze zwycięstwem i potęgą. Staje się wtedy początkiem kolejnego zniewolenia, co wyraźnie widać po dzisiejszym Zachodzie (relatywizujący hedonizm) i po Wschodzie (rosyjski imperializm) – obydwa oparte na kłamstwie.

Nadzieja musi mieć otwarte okno na horyzont przekraczający śmierć, bo tylko wtedy może być pełna i trwała. To właśnie dlatego Polska w dziejach narodów zajmuje pozycję szczególną. Doświadczenie bolesnego rozdarcia w narodzie też jest nam potrzebne, żeby nie zasnąć w miękkich fotelach. Nawet poczucie bycia mniejszością pośród „śpiących” i „drwiących”. Tak, bo mimo ciszy to ostatnie powstanie wciąż trwa. A pod szarą, z pozoru zastygłą powłoką, magma jest najgorętsza… To samo czułem 40 lat temu, gdy przechadzałem się uliczkami Warszawy.

Chiny wasalizują Rosję. W Waszyngtonie pojawiło się zapotrzebowanie na nowego Ribbentropa.

W Waszyngtonie pojawiło się zapotrzebowanie na nowego Ribbentropa

Prof. Grzegorz Górski Jaki-nowy-porzadek-wykluwa-sie-na-naszych-oczach

– Jak wspominałem już grubo ponad rok temu, Chiny mając po lutym 2022 roku empiryczne dowody iluzoryczności „potęgi militarnej” Rosji, z drugiej zaś strony pełną świadomość własnych, rosnących dynamicznie wewnętrznych problemów społecznych i gospodarczych, postanowiły bezwzględnie wykorzystać trudne położenie Moskwy w każdym możliwym wymiarze. Uwerturą do tego było faktyczne przejęcie kontroli nad Kazachstanem, a następnie nad kolejnymi republikami środkowoazjatyckimi. Sukcesy te pozwoliły Xi osłabić wewnętrzne ataki ze strony krytyków jego polityki w Chinach. Na wyraźnie eksponowanych sukcesach tej polityki, zdołał on utrzymać swoją pozycję w partii i w państwie – pisze w swoim najnowszym wpisie prof. Grzegorz Górski

——————

Pojawił się „układ przejściowy”?

Przez ostanie dwa i pół miesiąca nie kontynuowałem rozważań dotyczących „nowego porządku”. Dlaczego? Z jednej, fundamentalnej przyczyny. 

Moje rozważania mają na celu naszkicowanie owego potencjalnego i optymalnie korzystnego dla Polski „nowego układu”. Przedstawiłem ogólnie kilka jego elementów w momencie, gdy rozwój wydarzeń radykalnie przyspieszył. W przeciętnym odbiorze, jest to proces jeszcze słabo dostrzegalny, ale z pewnością przełom maja i czerwca, a następnie kolejne tygodnie przyniosły tak niezwykłe i nieoczekiwane zmiany, że zmuszają do ich uwzględnienia w przygotowywanym schemacie.

Czy to oznacza, że jesteśmy już blisko wygenerowania owego „nowego porządku”, a tym samym takiego czy innego zamrożenia wojny ukraińsko – rosyjskiej? 

Moim zdaniem nie, bowiem właśnie wydarzenia ostatnich tygodni pokazują postęp w ucieraniu jakichś przejściowych rozwiązań, które nie są wszakże ostatecznym rozwiązaniem. Niemniej także owa forma przejściowa może stawać się elementem „nowego porządku”, warto więc poświęcić jej naszą uwagę. Tym bardziej, że najwyraźniej istoty rysującej się dynamicznie konstrukcji, zdają się nie zauważać właściwie żadne ośrodki w Polsce.

Co było zatem najważniejszym wydarzeniem, katalizującym ten „układ przejściowy”? W moim przekonaniu – z wielu powodów – „bunt” Prigożyna, który był zwieńczeniem procesu trwającego od ponad roku w relacjach chińsko – rosyjskich, a zarazem uwerturą do możliwych wielkich przetasowań. Przyjrzyjmy się z grubsza najważniejszym wedle mnie elementom tego procesu.

Chiny wasalizują Rosję

We wrześniu ub. roku w Samarkandzie podczas szczytu Szanghajskiej Organizacji Handlowej odbył się akt pierwszy publicznego upokarzania Rosji przez jej najbliższych „sojuszników”. Pod możnym protektoratem przewodniczącego Xi w rolę oprawców Putina wcielili się tam przywódcy środkowoazjatyckich „stanów’, którzy powetowali sobie – czując za plecami wsparcie Chin – trwające od dekad upokorzenia ze strony Moskwy.

„Wsparcie” jakie Rosja otrzymała tam od swoich „sojuszników”, oznaczało po prostu brutalne wykorzystanie jej izolacji będącej efektem zachodnich sankcji. Rosja już wtedy zaczęła drogo płacić swoim „sojusznikom” za przełamywanie blokady i już nie tylko Chiny stały się bezpośrednim profitentem jej położenia.

Jak wspominałem już grubo ponad rok temu, Chiny mając po lutym 2022 roku empiryczne dowody iluzoryczności „potęgi militarnej” Rosji, z drugiej zaś strony pełną świadomość własnych, rosnących dynamicznie wewnętrznych problemów społecznych i gospodarczych, postanowiły bezwzględnie wykorzystać trudne położenie Moskwy w każdym możliwym wymiarze. Uwerturą do tego było faktyczne przejęcie kontroli nad Kazachstanem, a następnie nad kolejnymi republikami środkowoazjatyckimi. Sukcesy te pozwoliły Xi osłabić wewnętrzne ataki ze strony krytyków jego polityki w Chinach. Na wyraźnie eksponowanych sukcesach tej polityki, zdołał on utrzymać swoją pozycję w partii i w państwie. 

Jednak niewątpliwe sukcesy które uzyskał, zachęciły go do wykorzystania coraz trudniejszego położenia Rosji. Kulminacją tej części gry była jego wizyta w końcu marca tego roku w Moskwie. Przychylam się do tych opinii, że okoliczności i przebieg tej wizyty pokazują, że chiński lider w symboliczny sposób upokorzył Putina, dając do zrozumienia, iż to on – jak niegdyś mongolscy chanowie – utrzymuje go u steru władzy, nadając mu „jarłyk na Rosję”.

Co niezmiernie istotne w kontekście naszego głównego „punktu zwrotnego”, kilka tygodni wcześniej w Pekinie zameldował się A. Łukaszenka. Werbalnie wspierający Putina od pierwszego dnia wojny na Ukrainie, w praktyce wijący się jak piskorz przed ostatecznym wchłonięciem przez Rosję, wykonał – jak się okazało – ruch genialny. Homagium złożone Pekinowi, natychmiast zmieniło jego pozycję wobec Moskwy i to w stopniu zupełnie nieoczekiwanym. Kontynuując zresztą swoją grę, Łukaszenka tydzień po wizycie w Pekinie odwiedził Teheran i tam również uzyskał wsparcie dla siebie od kolejnego gracza, mającego rosnący wpływ na Moskwę.

W tym samym czasie – w połowie marca – dzięki pośrednictwu Chin nastąpiło wznowienie relacji pomiędzy Arabią Saudyjską i Iranem. Krok ten był oczywiście kolejną konsekwencją pozbawionej jakiejkolwiek racjonalności polityki ekipy Bidena na Bliskim Wschodzie i odczytany został jako wymierzony przeciw USA. Jednak w nie mniejszym stopniu był to kolejny cios wymierzony przez Chińczyków Rosjanom. W jego konsekwencji bowiem, zapewnili sobie oni pełną możliwość nieskrępowanego ekonomicznego szantażowania Rosji. Ta bowiem utrzymując się właściwie wyłącznie z eksportu ropy i gazu do Chin i poprzez Chiny, straciła w tym momencie jakiekolwiek możliwości szantażowania Pekinu nie tyle nawet dostawami surowców, ile nawet względnie swobodnego kształtowania ich cen. 

To tylko kilka, najbardziej spektakularnych elementów „wielkiej gry” Pekinu. Gry, w której w moim przekonaniu docelowo chodzi przynajmniej o przywrócenie status quo ante sprzed traktatów nerczyńskiego, ajguńskiego i pekińskiego w XVII i XIX wieku. A także podporządkowania sobie Rosji jako junior partnera. 

Białoruś z jarłykiem?

I tu dochodzimy do uwarunkowań związanych z „puczem Prigożyna”. Oczywiście próba interpretowania tego wydarzenia w kategoriach jakiejś wyrafinowanej gry samego Putina, czy kogoś z jego otoczenia, nie zasługuje na choćby dwa słowa analizy. To bezsens, choć Kreml jako rasowy gracz usiłował wyciągnąć z tego nieszczęścia jakieś minimalne choćby korzyści. Na nic się to zdało, a odpowiedzi qui bono to „szaleństwo” się odbyło udziela to, kto był architektem rozwiązania kryzysu. 

Gdyby ktoś w przeddzień całej tej awantury powiedział, że rolę tę pełnić będzie Łukaszenka, wszyscy pukaliby się w głowę. A jednak to on „poprosił” Prigożyna o zaprzestanie szturmu na Moskwę i „zaprosił” jego siły na Białoruś. Działo się to w momencie, w którym rajd wagnerowców osiągał fazę krytyczną, po której mogło dojść do rzeczywistej dekompozycji ośrodków władzy w Moskwie. 

Łukaszenka „ratujący” reżim Putina mógł działać wyłącznie mając świadomość tego, że występuje w tej roli jako umocowany przez Pekin. A tam – jak ze zdumieniem konstatowali zachodni obserwatorzy – gdy siły wagnerowców zajęły główny rosyjski węzeł wojskowy i zarządziły zbrojny marsz na Moskwę 24 czerwca, chińscy urzędnicy milczeli.

Dziwne? Nie, bo Pekin utwierdzał właśnie swoją pozycję rozdającego karty w Rosji. Pokazał Putinowi i jego ludziom, jak niewiele trzeba, aby zastąpić ich choćby sprzymierzonym z Prigożynem Łukaszenką. I ostentacyjnie pokazywał, że Rosja nie jest już czynnikiem samodzielnie kształtującym swoją pozycję w „wielkiej grze”.

Cios był tak potężny, że Putin – mimo zapowiedzi – nawet nie próbował wyciągać jakichkolwiek konsekwencji wobec autora buntu. To sygnał jak słaba i jak zależna od Pekinu jest dziś jego władza. Do tego Pekin wzmocnił swój potencjał na Białorusi, a nie ulega też wątpliwości, że siły rosyjskie stacjonujące w tym kraju, będą bacznie przyglądały się komu służyć.

A po co to Pekinowi? – zada ktoś pytanie. Jest tu jeszcze jeden element, który koniecznie trzeba wziąć pod uwagę. W reakcji na ustalenia szczytu NATO w Wilnie w odniesieniu do Chin, Pekin zadeklarował, że „wykorzysta szeroki zakres, politycznych, ekonomicznych i militarnych narzędzi, by wzmocnić globalne oddziaływanie i projekcję siły”, a „wszelkie działania zagrażające uzasadnionym prawom i interesom Chin spotkają się ze zdecydowaną reakcją”. Nikt nie powinien wątpić w to, że Pekin ma już możliwości realizowania tych zapowiedzi w bezpiecznej dla siebie, bardzo odległej strefie buforowej.

Polska wobec nowego wyzwania

Ten wielki game changer ostatnich tygodni rzutuje bardzo silnie na naszą sytuację z dwóch powodów.

Po pierwsze czyniąc z Rosji de facto narzędzie chińskich gier przeciwko Ameryce, radykalnie zwiększa zagrożenie zaangażowania Polski w zupełnie niekontrolowane, chaotycznie kreowane i potencjalnie ekstremalnie groźne zdarzenia prowokowane przez Pekin na konto Moskwy.

Po drugie – co już odczuliśmy w Wilnie – radykalnie zmienia optykę amerykańską. Akcja chińska zwiększyła w obliczu wyborów prezydenckich w USA presję na szybkie pivotowanie [umiejętność przetrwania md] Rosji, w celu osłabienia nieoczekiwanej ekspansji chińskiej. To zaś uaktywniło natychmiast zapotrzebowanie amerykańskiej polityki na rolę „wypróbowanych specjalistów od Rosji”.

I tak oto weszliśmy w fazę najbardziej niebezpieczną dla Polski, bowiem – co było już sygnalizowane kilka tygodni temu – w Waszyngtonie pojawiło się zapotrzebowanie na jakiegoś nowego Ribbentropa, który znalazł w Moskwie nowego Mołotova. Ale o tym w następnym tekście.

Grzegorz Górski

„Święte zespolenie” ludzkości. Polityka migracyjna Franciszka to obraz tytanicznej, demonicznej rewolucji.

„Święte zespolenie” ludzkości. Polityka migracyjna Franciszka to obraz tytanicznej, demonicznej rewolucji.

Filip Adamus

https://pch24.pl/swiete-zespolenie-ludzkosci-polityka-migracyjna-franciszka-to-obraz-tytanicznej-rewolucji/

Stosunek papieża do migracji to jedno z najszerzej komentowanych zagadnień pontyfikatu. Dramatyczne apele o przyjmowanie zmierzających do Europy mas cudzoziemców płyną przy tym nie tylko z ust Franciszka.

W pro-migracyjnej gorliwości Ojca Świętego doścignąć chce nasz rodzimy [? jakiego rodu? md] episkopat, a wiele organizacji, by wspomnieć choć wpływowe Sain’t Egidio, posługę cudzoziemcom uznaje za kluczowy element swojego „charyzmatu”. Liderzy wspólnoty Św. Idziego nie poprzestają zresztą na uczynkach miłosierdzia, a lobbują na rzecz otwierania „szlaków humanitarnych”. [por.: Wielki bluff: O kato-komuchach od św. Idziego. To oni usuwają i wyznaczają papieży?

Wspólnota Sant’Egidio i jej wizja świata. Ku religii synkretycznej.

—————————————

Migracja stała się „oczkiem w głowie” współczesnych hierarchów… Powodem tego stanu rzeczy nie są jednak ich polityczne przekonania, a tektoniczne zmiany, jakie przed kilkoma dekadami przemodelowały katolicką „naukę społeczną”. 

Migracyjny amok

Kto przygląda się działalności papieża, ten nie ma złudzeń, że migracja leży Franciszkowi szczególnie na sercu. Ojciec Święty przy wielu okazjach dał się poznać jako orędownik cudzoziemców wdzierających się do lepiej prosperujących państw.

Następca Benedykta XVI kilkakrotnie odwiedzał Lampedusę, położoną u wybrzeży Afryki włoską wyspę, na którą szukający pobytu w Europie migranci napływają w rekordowych ilościach. Głosił z niej narodom Europy moralny obowiązek przyjmowania nieproszonych „gości”. Wspomnienia wielkoczwartkowego obmycia nóg dwunastu obcokrajowcom dokonanego w samym środku kryzysu migracyjnego, liczne papieskie apele o nastawienie polityków na „otwartość”, wreszcie wdrożenie migrantów do Litanii Loretańskiej [sic!! wciśnięcie… md] nie pozostawiają złudzeń co do jego stanowiska w tej sprawie.

Jasne oczekiwania liberalizacji polityki migracyjnej docierają nie tylko z Rzymu. W podobnym tonie co Franciszek, nawet w sytuacjach największego zagrożenia bezpieczeństwa publicznego, wypowiada się i nasz episkopat. Gdy w 2021 roku Aleksander Łukaszenka otworzył szlaki migracyjne, a przybyszów z bliskiego wschodu kierował ku polskiej granicy, pasterze nakazywali „gościnną” postawę i przestrzeganie praw cudzoziemców… Mimo [nie-]jasnych konsekwencji i wykorzystania ich w charakterze narzędzi wojny hybrydowej.

Z kolei po zeszłorocznej agresji Kremla na Ukrainę, kiedy mieszkańcy sąsiedniego kraju znaleźli schronienie w granicach Polski, biskupi wyjaśniali, że między migrantami, a uchodźcami nie ma różnicy… Podobne wsparcie miałoby zatem należeć się również przybywającym do Polski za lepszym groszem mieszkańcom Azji Centralnej, czy Bliskiego Wschodu…

Ostatnią pro-migracyjną interwencję episkopat podjął tymczasem przed zaledwie kilkoma tygodniami. Wydane przez radę ds. migracji, turystyki i pielgrzymek stanowisko to komentarz do politycznej wymiany zdań, wzmożonej przez unijne plany relokacji obcokrajowców. Z dokumentu dowiadujemy się, że zagadnień związanych z polityką migracyjną rządzący nie powinni poddawać pod referendalny osąd oraz, że każdemu z migrantów przysługuje niezbywalne prawo do swobodnego zdecydowania o tym, że zamierza osiedlić się w naszym kraju…

Słowem – wizja oparcia polityki w tym kluczowym zakresie o żonglowanie hasłem otwartości nie jest przedsięwzięciem jednego, czy kilku hierarchów – to tendencja we współczesnym Kościele. I choć swoje apele biskupi uzupełniają fragmentami o konieczności „rozeznania”, czy „przemyślenia” konkretnej realizacji ich wykładni, to są one wyłącznie „zaklęciami”. W praktyce bowiem bezpieczeństwo, ani pokój z intensywną migracją nie chadza parami… Niezależnie od tego jak bardzo chcielibyśmy te zjawiska ze sobą pożenić.

Migracyjny amok, w którym znalazło się wielu duchownych, zasługuje jednak na znacznie więcej, niż krytyczny komentarz… Jeśli po wygranych przez Georgię Meloni wyborach we Włoszech przewodniczący tamtejszego episkopatu obiecuje „surową” reakcję w razie ograniczania migracji, a watykańskie media uczą stosowania względem cudzoziemców poprawności politycznej, to widać doskonale, że mamy do czynienia z problemem globalnym – którego korzenie sięgają dekad wstecz…

Ludzkość” – Świecki Kościół 

Źródeł tego zjawiska należy szukać w tektonicznych zmianach, jakie do katolickiej nauki społecznej wprowadzili papieże Soboru Watykańskiego. Ustępy poświęcone migracji, jakie znajdujemy w ich dokumentach, z pewnością brzmiałyby wiarygodnie w ustach urzędującego papieża: „Każdemu człowiekowi winno też przysługiwać nienaruszalne prawo pozostawania na obszarze swego własnego kraju lub też zmiany miejsca zamieszkania (…)”, pisze w „Pacem in Terris” Jan XXIII. Jak dodaje „Fakt, że ktoś jest obywatelem określonego państwa, nie sprzeciwia się w niczym temu, że jest on również członkiem rodziny ludzkiej oraz obywatelem owej obejmującej wszystkich ludzi i wspólnej wszystkim społeczności”…

To właśnie wizji „ludzkości”, nie jako zbioru wszystkich jednostek, ale realnie istniejącej wspólnoty, powinniśmy się z uwagą przyjrzeć. Wedle Jana XXIII i Pawła VI jest ona zbiorem braci, zmierzających wspólnie do radykalnej przebudowy stosunków społecznych. Urasta również do nadprzyrodzonego charakteru… jakiegoś kolejnego – obok Kościoła – ludu bożego…

Społeczność zatem ludzka, czcigodni bracia i umiłowani synowie, jest przede wszystkim wartością duchową. Dzięki niej ludzie, współdziałając ze światem prawdy, przekazują sobie wzajemnie swą wiedzę, mogą bronić swych praw i wypełniać obowiązki, otrzymują zachętę do starania się o dobra duchowe, słusznie cieszą się wspólnie z każdej rzeczy pięknej, bez względu na jej rodzaj, stale pragnąc przekazywać innym to, co w nich jest najlepsze, starają się usilnie przyswajać sobie duchowe wartości posiadane przez innych. Wartości te oddziałują pobudzająco i kierowniczo zarazem na wszelkie sprawy dotyczące nauki, gospodarki, stosunków społecznych, rozwoju i ustroju państwa, ustawodawstwa oraz innych elementów składowych i rozwojowych danej wspólnoty ludzkiej, dlatego jest też najgłębszym źródłem istnienia społeczności ludzkiej (…)”, opisywał jej charakter papież Roncalli w „Pacem in Terris”.

Jego następca – Paweł VI – przekonany był natomiast, że na mocy niemal dziejowych praw – to „święte zespolenie duchowe” rozwijać się będzie ku zaprowadzeniu na całym świecie pomyślnego porządku doczesnego. W encyklice „Populorum Progressio” datowanej na 1967 rok, wyrażał on wiarę, że w globalnej skali umacnia się relacja charytatywnej współpracy. Nawoływał zatem, by kierując się „życzliwością” i „braterstwem” dotychczasową rywalizację między narodami zastąpić dialogiem. Zdaniem Pawła VI „Gdy bowiem między cywilizacjami, podobnie jak poszczególnymi ludźmi nawiązuje się szczerzy dialog, z łatwością wytwarza się wówczas łączność braterska. Plany współdziałania dla rozwoju powiążą ludy ze sobą,  jeśli wszyscy obywatele, począwszy od rządów i urzędów, a na najskromniejszym rzemieślniku skończywszy, będą ożywieni miłością braterską i szczerym pragnieniem ugruntowania na całym świecie jednej powszechnej cywilizacji”, obiecywał papież Montini w „Populorum Progressio”…

Jan XXIII również zapewniał ludzkość, że możliwa – a nawet prawdopodobna – jest przebudowa stosunków społecznych tak, by przeciwne ambicje, interesy i konflikty nie miały na nie wpływu…  Jeszcze w roku 1963 papież Roncalli prorokował:

„Ponieważ wszystkie narody albo już osiągnęły wolność, albo są w trakcie jej zdobywania, dlatego w niedalekiej przyszłości nie będzie ani narodów panujących nad innymi, ani pozostających pod obcym panowaniem”… W 1963 roku! Gdy wszystkie państwa bloku wschodniego cierpiały pod sowiecką tyranią….

Najlepszym podsumowaniem wizji wyłożonej przez obu pierwszych papieży doby SVII jest chyba wskazanie, że postrzegają oni „społeczność ludzką” jako świecki odpowiednik Mistycznego Ciała Chrystusa. Dla obu z nich jest ona bowiem zamierzoną przez Boga wspólnotą braci, zmierza w jednym i pomyślnym kierunku – budowy wspaniałego globalnego porządku w wymiarze doczesnym…

Wobec takiego wyobrażenia strzeżenie własnych granic przez państwa narodowe istotnie traci rację bytu… Wszak ich zadaniem jest ochrona podobnej sobie grupy ludzi przed krzywdą ze strony obcych… Skupienie się w opartych na wspólnym pochodzeniu grupach to z kolei przeciwdziałanie naturalnej skłonności do złego. Zraniony grzechem pierworodnym człowiek rzadko jest w stanie postępować dobrze z samych moralnych racji. Utożsamienie z grupą daje jednak emocjonalne powody, by wobec „swoich” postępować słusznie. Ogranicza to chaos i krzywdę na świecie. To na własną grupę oddziałujemy w końcu w największym stopniu…

——————————-

Wszystkie te zabezpieczenia zdają się jednak bezsensowne, gdy tradycyjnie katolicką wizję ludzkiej natury zastępuje optymizm antropologiczny – wiara w to, że zło w człowieku bierze się z okoliczności, które można przezwyciężyć. Wtedy rywalizacja międzynarodowa i konflikt zdają się możliwe do zastąpienia „braterstwem”…

A jednak niezależnie od tego, jak pięknie wydają się brzmieć papieskie wizje, skutki winy pierwszych rodziców oddziałują na nas przemożnie. „Braterska” postawa w konsekwencji często spotyka się z niewdzięcznością i niestety – gwarancji jej odwzajemnienia nie daje… Kto jednak sądzi, że tak wcale być nie musi, że zło to wynik braków braterskiej kultury, niech próbuje eksperymentować ze zmianami tego stanu rzeczy. Musi tylko wyjaśnić Europejkom, że plaga gwałtów spotykająca je ze strony cudzoziemców obsypanych zasiłkami, to wypadek przy zaszczytnym przedsięwzięciu.

Kamień węgielny „aggiornamento”

Jak zwracał uwagę wybitny teolog Romano Amerio, naiwna wizja stosunków międzynarodowych, to tylko element fatalnych tendencji, jakie obudziły wizje Jana XXIII i jego następcy. Optymistyczna wiara „w człowieka i postęp” legła, jego zdaniem, u podstaw logiki „aggiornamento”: dostosowania Kościoła do oczekiwanych przez nowoczesność zmian społecznych.

Uwagi tej, tak celnej, nie powinniśmy z pośpiechem pomijać. Ukazuje ona fundamentalną zmianę paradygmatu – niezgodność pomiędzy tym, jak do dziejowych wstrząsów odnosili się papieże oświecenia i pozytywizmu oraz przywódcy Kościoła po II Wojnie Światowej.

Ci pierwsi przez wieki – od Grzegorza XVI po Piusa XI – stawiali czoła popularnym błędom, wskazując niezgodność między zasadami wiary a „nowinkami” w kluczowych obszarach. Papieże powojenni dokonali odwrócenia tej tendencji: afirmując przemiany światowe, a nawet aspirując do roli ich żyrantów. Oczywiście, mowa o konieczności zachowania Bożego prawa i porządku pojawia się i u Pawła VI i Jana XXIII – są to jednak zapiski na marginesie, nie zmieniające nowej wizji Kościoła dostosowanego do „nowoczesności”.

Trend ten w ostatnich dekadach pozwolił modernistycznym hierarchom otworzyć istną „Puszkę Pandory”. Skoro rozwój ludzkości miał zmierzać w kierunku coraz dalszej doskonałości, to jak zinterpretować jej coraz większy konflikt z nauczaniem Kościoła i prawem naturalnym? Są dwie możliwości: albo obietnica soborowych papieży zawiodła, albo potrzeba rewizji doktryny…

I ta rewizja właśnie ma miejsce – gdy informuje się wiernych, że homoseksualizm, zaburzenia tożsamości płciowej, czy wreszcie rozwody powinny zyskać akceptację. A nawet jeśli w ustach wielu duchownych tak radykalne zdanie nie postoi – to wiemy przecież, że wszyscy jesteśmy braćmi, budującymi świetlany doczesny porządek. Zatem walka ze zgubnymi tendencjami w tym wymiarze nie ma sensu, musimy bowiem „iść razem”.

Tylko ku czemu?

Filip Adamus

 ========================

as 3 sierpień 2023

Braterstwo całej ludzkości to fałszywa nauka. Pan Jezus jasno powiedział kto jest bratem: „Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką” Mt12,50. Pan Jezus powiedział też o niektórych faryzeuszach i uczonych w Piśmie: „Wy macie diabła za ojca…” J8,44. Jeśli ktoś uważa że jego braćmi są wszyscy ludzie, to znaczy że uważa za braci także tych, którzy mają diabła za ojca. Czyli taki ktoś sam uznaje diabła za swojego ojca.

Od 20 do 50 tys. Ukraińców straciło co najmniej jedną kończynę. „Kijów utrzymuje te statystyki w sekrecie”…

Od 20 do 50 tys. Ukraińców straciło co najmniej jedną kończynę.

„Kijów utrzymuje te statystyki w sekrecie”. Skutki wojny, „które będą odczuwane przez lata”

oprac. Bartosz Lewicki w-sekrecie-skutki-wojny

„Od 20 do 50 tys. Ukraińców straciło od początku rosyjskiej agresji co najmniej jedną kończynę” – podaje amerykański dziennik „The Wall Street Journal”, powołując się na informacje placówek medycznych i ukraińskiego rządu.

„Prawdziwe statystyki mogą być jednak wyższe, ponieważ rejestracja pacjentów wymaga czasu. Z początkiem ukraińskiej kontrofensywy wojna może też wkroczyć w jeszcze bardziej brutalną fazę” – zauważono.

Fundacja Houp zauważa, że poważnie rannych zostało dotąd ok. 200 tys. Ukraińców, z których 10 proc. wymagało amputacji. Na początku wojny główną przyczyną amputacji były urazy poniesione wskutek ostrzału artyleryjskiego. Obecnie wiele osób traci kończyny w wyniku wybuchów min.

Dla porównania, w czasie I wojny światowej amputacje przeszło 67 tys. Niemców i 41 tys. Brytyjczyków; jedną z kończyn straciło też mniej niż 2 tys. amerykańskich żołnierzy walczących w Afganistanie i Iraku .

Statystyki w sekrecie

„Kijów utrzymuje statystyki w sekrecie, by nie siać demoralizacji w społeczeństwie. Ale nawet biorąc to pod uwagę liczby z pewnością dają porażający obraz rosyjskiej inwazji – skutków, które będą odczuwane przez lata” – podkreśla „WSJ”.

Nowak ! Tam można „zarobić” ! Gigantyczna korupcja przy odbudowie obwodu kijowskiego

Gigantyczna korupcja przy odbudowie obwodu kijowskiego

gigantyczna-korupcja-przy-kijowie

Dziennikarze ukraińskiego kanału śledczego ujawnili szereg przykładów korupcji przy odbudowie zniszczeń w obwodzie kijowskim na Ukrainie.

Korupcja przy odbudowie wyzwolonego z rąk Rosjan obwodu kijowskiego. Setki milionów hrywien przeznaczonych na odbudowę północnych krańców obwodu, które na początku zeszłego roku ucierpiały w wyniku rosyjskiej inwazji na pełną skalę, zostały przekazane podejrzanym wykonawcom. O sprawie informuje ukraiński kanał dziennikarski na YouTube Bihus.info.

Z raportu wynika, że odbudowa obwodu kijowskiego pogrążyła się w chaosie i nadużyciach, ponieważ kontrakty z wykonawcami podpisywane były bezpośrednio, bez przetargów, a same kontrakty często nie były upubliczniane.

Do najbardziej uderzających przykładów należy rekonstrukcja ulicy Wokzalnej w miejscowości Bucza, która słynie z dużej kolumny rosyjskiego sprzętu wojskowego zniszczonego tam na początku wojny na pełną skalę. Kontrakt o wartości 200 mln hrywien (5,4 mln dolarów) na remont ulicy wygrała bez przetargów rodzina biznesmena Serhija Cybulskiego z obwodu rówieńskiego.

Cybulski powiedział, że po wyzwoleniu Buczy jego rodzina przywoziła do miasta chleb, spotykała się z lokalnymi władzami i proponowała pracę przy odbudowie. Nie potrafił podać dokładnej liczby obiektów, które Bucza powierzyła mu do renowacji, a brak niektórych umów w systemie Prozorro tłumaczył tym, że ustnie uzgadniał je z miejskimi urzędnikami.

-W Kodeksie cywilnym jest artykuł, który pozwala nam zawierać ustne umowy – powiedział dziennikarzom biznesmen.

Inne przykłady wątpliwych umów związanych z odbudową obwodu kijowskiego to:

-Firma z błędem w nazwie prawnej, której przyznano 40 mln UAH (1,08 mln USD)
-Spółka powiązana z otoczeniem Ołeksija Kuleby, byłego szefa kijowskiej obwodowej administracji wojskowej i obecnego zastępcy szefa Kancelarii Prezydenta, która otrzymała 250 mln UAH (6,74 mln USD),
-Firma, która może być częścią programu zamówień publicznych, 40 mln UAH,
-Uwikłana w postępowanie karne spółka należąca do syna byłego wiceprezydenta Sewastopola, który w 2014 roku stanął po stronie rosyjskich okupantów, 240 mln UAH (6,47 mln USD),
-Firma powiązana z deweloperem Andrijem Wawryszem, która mogła udaremnić naprawę dachu wielopiętrowego budynku w miejscowości Borodyanka,
– Wójtowie niektórych rad miejskich i wiejskich w ogóle nie chcieli rozmawiać z dziennikarzami Bihus.info o odbudowie.

Władze miejskie Buczy tłumaczą chaos towarzyszący przetargom i ich dokumentowaniem jako wynikiem wojny na pełną skalę i pośpiechu. Z kolei szef obwodu Ołeksij Kuleba powiedział dziennikarzom, że organy ścigania powinny zająć się kryminalnymi tropami kontrahentów.

Zapewnił, że kierowana przez niego administracja regionalna nie była świadoma udziału wątpliwych firm; wykonawców wybrano spośród lokalnych przedsiębiorców. Osobiście miał nie prowadzić z nikim negocjacji ani nie podpisywał umów.

Według niedawnego badania przeprowadzonego na zlecenie Transparency International Ukraina, 73 procent Ukraińców i 80 procent przedstawicieli biznesu uważa, że korupcja jest głównym zagrożeniem dla odbudowy Ukrainy.

==============

mail:

Nowak! Daj klawiszom po milionie, prokuratorowi z dyche – i jazda!!

Perwersyjna koalicja. Zwolennicy Bandery na Ukrainie a żydowscy neokons w USA. Część 2.

Perwersyjna koalicja. Zwolennicy Bandery na Ukrainie a żydowscy neokons w USA. Część 2.

Eric Angerer 28 lipca 2023 https://www.manova.news/artikel/eine-perverse-koalition-2

Ukraińscy spadkobiercy antysemity Stepana Bandery i amerykańscy neokonserwatyści pochodzenia żydowskiego prowadzą wspólną krucjatę przeciwko Rosji.

W Kijowie rządzą polityczni zwolennicy Stepana Bandery, którego Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) była zaangażowana w masowe mordy na tle [m.inn. md] antysemickim. Obecny reżim ukraiński jest szczególnie mocno wspierany przez amerykańskich neokonserwatystów, których czołowi przedstawiciele mają w większości żydowskie korzenie z Europy Wschodniej. Łączy ich nienawiść do Rosji. W dalszej części oba nurty zostaną zbadane politycznie oraz przeanalizowane zostaną wspólne motywy i potencjalne sprzeczności.

Część 1 dotyczyła z jednej strony tradycji ukraińskiego nacjonalizmu i antysemityzmu, w szczególności OUN Stepana Banderasa i Dywizji SS Galizien oraz ich roli dla nazistowskich okupantów, a z drugiej strony historycznej tożsamości reżimu Majdanu w Kijowie i batalionu Azow. Ukraińscy spadkobiercy antysemity Stepana Bandery i amerykańscy neokonserwatyści pochodzenia żydowskiego prowadzą wspólną krucjatę. Perwersyjna koalicja

—————————————–

Rozwój i wpływy amerykańskich neokonserwatystów

Reżim w Kijowie, będący kontynuacją tradycji Stepana Bandery, jest wspierany przez państwa NATO i jego rzekomo „antyfaszystowski” polityczny i medialny establishment. Tak więc Barak Obama, Jean-Claude Juncker i Angela Merkel, którzy sprawowali urząd podczas przewrotu na Majdanie, nie mieli problemu, a Joe Biden, Ursula von der Leyen i Annalena Baerbock nie mają problemu z przeoczeniem kultu morderczych antysemitów, takich jak bojowników UPA i współpracą z prawdziwymi nazistami.

Większość zachodnich polityków zasadniczo robi to, co dyktują wiodące siły w USA za pośrednictwem różnych sieci transatlantyckich. W Waszyngtonie był to ostatnio nurt neokonserwatystów, fanatycznych ideologów i antyrosyjskich fanatyków.

Ci ludzie stali już za przewrotem na Majdanie w Kijowie w latach 2013/14, za wojną z Donbasem, za stale rosnącym zbrojeniem Ukrainy i jej formacjami neonazistowskimi, za zapowiedzią przyjęcia Ukrainy do NATO i za wprowadzeniem broni nuklearnej USA stacjonowałyby tam rakiety, za odrzuceniem rosyjskich propozycji wzajemnych gwarancji bezpieczeństwa pod koniec 2021 roku, za zintensyfikowanym atakiem na Donbas w styczniu 2022 roku.

Ron Paul, były republikański kongresman i krytyk amerykańskich interwencji w Iraku i na Ukrainie, mówi o 100 miliardach dolarów, które Kongres zatwierdził na sfinansowanie „Projektu Ukraina” neokonserwatystów. Uważa on, że Ukraina stanie się kolejną porażką polityki zagranicznej w historii Stanów Zjednoczonych – po tym, jak setki tysięcy zostało zabitych po obu stronach w służbie odwiecznego dążenia amerykańskich neokonserwatystów do „zmiany reżimu” w Rosji (1).

A generał A. D. Dominique Delawarde, były szef wywiadu i walki elektronicznej w sztabie planowania armii francuskiej i oficer łącznikowy w Kolegium Sztabu Połączonego Armii Stanów Zjednoczonych w Fort Leavenworth w stanie Kansas, powiedział w marcu 2023 r.:

Dzisiaj nie mam wątpliwości, że najbardziej skrajna frakcja amerykańskich neokonserwatystów nadal stoi na czele działań NATO, których celem jest rozczłonkowanie Rosji. Osoby te są wyraźnie zidentyfikowane i można je nazwać: Blinken, Nuland, Sullivan, Garland, Mayorkas, Janet Yellen są najbardziej znane. (…) Oni nie działają w interesie swojego kraju, ale podtrzymują neokonserwatystyczną wizję jasno przedstawioną przez think tank Project for a New American Century. Są niepoprawni, ucieleśniają twardą frakcję amerykańskiego „Deep State”” (2).

Kim więc są ci neokonserwatyści? Co to jest ten prąd? Ruch neokonów pojawił się w latach 70. wokół grupy wybitnych intelektualistów. Niektórzy z nich byli pierwotnie lewicowcami pochodzenia żydowskiego z Europy Wschodniej, którzy odrzuciwszy najpierw sowiecki stalinizm, a potem także antysyjonizm lewicy z 1968 r., stali się coraz bardziej zwolennikami imperializmu Stanów Zjednoczonych. Oprócz głównego bohatera, Irvinga Kristola, byli to także Max Shachtman, Nathan Glazer, Daniel Bell i Irving Howe. Inni wcześni neokonserwatyści byli pod wpływem politologa z University of Chicago, Leo Straussa i klasycznego uczonego z Yale University, Donalda Kagana. Ten ostatni jest teściem Victorii Nuland, zastępcy sekretarza w Departamencie Stanu USA.

Wśród przywódców neokonów byli Norman Podhoretz, Irving Kristol, Richard Perle, Paul Wolfowitz, Elliot Cohen, Robert Kagan (syn Donalda) i jego żona Victoria Nuland. Podobnie ekonomista Jeffrey Sachs, który sam odgrywał wątpliwą rolę jako doradca Banku Światowego w sprawie neoliberalnej terapii szokowej w Rosji na początku lat 90-tych, później zajął krytyczne stanowisko, trafnie wskazując, że głównym przesłaniem neokonserwatystów jest to, że Stany Zjednoczone w każdym regionie świata muszą sprawować dominację militarną. To przeciwdziałałoby pojawiającym się regionalnym mocarstwom, które pewnego dnia mogłyby rzucić wyzwanie globalnej lub regionalnej dominacji USA, w szczególności mając na uwadze Rosję i Chiny (3).

W tym celu wojsko USA powinno zostać rozmieszczone w setkach baz wojskowych na całym świecie, a Stany Zjednoczone powinny być przygotowane do prowadzenia wojen z wyboru, jeśli to konieczne. Organizacja Narodów Zjednoczonych powinna być używana przez Stany Zjednoczone tylko wtedy, gdy jest to przydatne do ich celów. Podejście to zostało po raz pierwszy nakreślone przez Paula Wolfowitza w jego projekcie wytycznych dotyczących polityki obronnej (DPG) dla Departamentu Obrony w 2002 r. W projekcie tym wezwano również do dalszej ekspansji NATO w Europie Środkowo-Wschodniej. A Wolfowitz dał jasno do zrozumienia już w 1991 r., że Stany Zjednoczone będą prowadzić operacje zmiany reżimu w Iraku, Syrii i innych byłych sowieckich sojusznikach.

Według Sachsa, neokonserwatyści stanowczo opowiadali się za rozszerzeniem NATO o Ukrainę, jeszcze zanim w 2008 roku za rządów George’a W. Busha jr. stał się to oficjalną polityką USA. Postrzegali członkostwo Ukrainy w NATO, jak przekonywał Robert Kagan w 2006 roku, jako klucz do regionalnej i globalnej dominacji USA. Już wtedy otwarcie przyznał, że doprowadzi to do „bitwy o Ukrainę” (4).

Podczas gdy Kagan formułował politykę, jego żona Nuland pod rządami George’a W. Busha jr. pełniła funkcję ambasadora USA przy NATO. Ponadto Nuland była asystentką sekretarza stanu Baracka Obamy do spraw europejskich i euroazjatyckich w latach 2013-2017, gdzie była zaangażowana w zamach stanu na Majdanie przeciwko prorosyjskiemu prezydentowi Ukrainy Wiktorowi Janukowyczowi, a obecnie jest podsekretarzem stanu Joe Bidena, który kieruje polityką USA wobec wojny na Ukrainie.

Osoba Nuland bardzo wyraźnie pokazuje, że neokonserwatyści nie są związani z żadną z dwóch partii systemowych w USA, ale reprezentują własny nurt, który wywiera wpływ na obie partie. W administracji George’a W. Busha Paul Wolfowitz był zastępcą sekretarza obrony, a Richard Perle był kluczowym doradcą Departamentu Obrony jako przewodniczący Komitetu Doradczego Rady Polityki Obronnej, obaj odegrali kluczową rolę w egzekwowaniu amerykańskiego ataku na temat Iraku.

W dzisiejszym rządzie Joe Bidena sekretarz stanu Anthony Blinken, sekretarz skarbu Janet Yellen, minister spraw wewnętrznych Nicholas Mayorkas, prokurator generalny Merrick Garland i doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Jake Sullivan są uważani za neokonserwatystów obok sekretarza stanu Nuland. Ten prąd kontroluje bardzo ważne obszary – politykę zagraniczną, finanse, wewnętrzny aparat represji oraz sądownictwo.

Ocena neokonserwatystów jako nurt

Uderzające jest to, że wielu czołowych neokonserwatystów pochodzi z rodzin o żydowskim pochodzeniu z Europy Wschodniej. Dotyczy to – poza Sullivanem – wspomnianych obecnych członków rządu: dziadek Blinkena pochodzi z Kijowa, dziadkowie Nulanda z Mołdawii, przodkowie Yellen z Polski, rodzina Garlanda z carskiej Polski/Litwy, Mayorkas jest kubańskim zesłańcem, ale jego przodkami byli rumuńscy Żydzi . I nie inaczej jest ze starszym pokoleniem neokonów: Donald Kagan urodził się na Litwie, ojciec Wolfowitza pochodzi z polsko-żydowskiej rodziny, Kristol ma rosyjsko-żydowskich przodków, a rodzina Podhoretza pochodzi z Galicji.

Jacob Heilbrunn, obecny redaktor wpływowego amerykańskiego czasopisma National Interest, założonego przez Irvinga Kristola, opisał neokonserwatystów jako „ruch żydowski” w swojej książce z 2008 roku „Wiedzieli, że mają rację: powstanie neokonserwatystów”. Nie tylko prawie wszyscy jej bohaterowie są Żydami, ale jej filozofia polityczna jest również autentycznie żydowska (5).

Według Heilbrunna neokonserwatyści to „dobrze zorganizowana grupa, której korzenie sięgają lat czterdziestych XX wieku. To wtedy grupa młodych trockistów z New York City College zaczęła przeciwstawiać się stalinizmowi. Ci sami ludzie stali się demokratami i antykomunistami po II wojnie światowej (…). Ale dopiero pod koniec lat 60. to, co dziś znamy jako program neokonserwatywny, pojawiło się w odpowiedzi na lekceważenie reżimów komunistycznych i antysyjonizm lewicy z 1968 roku. Neokonserwatyści, pierwotnie zwolennicy Partii Demokratycznej, zwrócili się do Republikanów z apelem o twarde stanowisko wobec Związku Sowieckiego (…) i pomogli Reaganowi dojść do władzy. Ich ostatnia sztuczka: przygotowania do wojny w Iraku” (6).

Według Heilbrunna neokonserwatyzm to „nastawienie umysłu ukształtowane przez doświadczenia żydowskich imigrantów i Holokaust”. W oczach neokonserwatystów protestanckie elity Stanów Zjednoczonych nie zrobiły wystarczająco dużo, aby zapobiec mordowaniu europejskich Żydów. Dlatego stworzyli „kontr-establishment”, aby nakłonić amerykańską politykę, aby nie dopuściła do drugiego holokaustu (7).

Doświadczenie dyskryminacji i prześladowań jest z pewnością głęboko wpisane w zbiorową pamięć historyczną wschodnioeuropejskich rodzin żydowskich. Dotyczy to nie tylko Holokaustu, ale wykracza poza niego. Dotyczy to zarówno pamięci o antysemityzmie w carskiej Rosji, jak i antysemickich nastrojów, którymi stalinizm – zwłaszcza w walce z opozycjonistami pochodzenia żydowskiego – wielokrotnie się posługiwał. Podsyciło to również postawy antyrosyjskie i antysowieckie w żydowskim środowisku emigracyjnym.

W połączeniu z rozczarowaniami co do pozytywnej socjalistycznej przyszłości w Europie, w której wielu Żydów od dawna widziało nadzieję na wyjście z ich dyskryminacji, doprowadziło to do skupienia się z jednej strony na syjonizmie, a z drugiej na USA jako „ „prawdziwej” utopii. Dla Irvinga Howe’a, który pochodził ze wschodnioeuropejskiej rodziny żydowskiej i został trockistą w latach 30., a później znanym literaturoznawcą, autorem i neokonserwatystą, Stany Zjednoczone zawsze pozostawały „ziemią obiecaną” (8).

Stany Zjednoczone jako „ziemię obiecaną” dla Żydów i siłę ochronną dla Izraela, taka jest przynajmniej ukryta logika neokonserwatystów, muszą być następnie bronione i wzmacniane wszelkimi sposobami, a ich globalna hegemonia musi być skonsolidowana i uczyniona nie do zdobycia. Globalizm jednego świata jest odpowiednią ideologią do tego, a NATO, a zwłaszcza armia amerykańska, są jego zbrojnym ramieniem.

To wysoce absurdalne, że opowiadanie się za globalną hegemonią USA i jej „pełną dominacją” w ciągu ostatnich 20 lat, rzekomo po to, by zapobiec nowemu holokaustowi, doprowadziło do poparcia politycznych spadkobierców Stepana Bandery i Dywizji SS Galizien.

Dzisiejsza Rosja również nawiązuje do starszych tradycji historycznych, ale nie do carskiego antysemityzmu. Raczej dla Władimira Putina i jego zwolenników sowiecka wojna z nazizmem stanowi centralny aspekt rosyjskiej tożsamości narodowej. Pod rządami sowieckimi niewątpliwie były pewne podteksty antysemickie, ale ogólnie antysemityzm był zwalczany – a Armia Czerwona uratowała miliony Żydów przed nazistowskimi okupantami i ich kolaborantami, nie tylko na Ukrainie, ale w całej Europie Wschodniej, wyzwalając ocalałych z nazistowskich obozów śmierci (8).

Finansowanie i uzbrajanie zwolenników Bandery w Kijowie, a docelowo także stowarzyszeń Azow, czyli sił w tradycji masowego mordu eliminacyjnego antysemityzmu, przeciwko tej sowiecko-rosyjskiej tradycji jest albo chore, albo cyniczne. Możliwe, że niektórzy neokonserwatyści stali się tak zideologizowani i fanatyczni w swojej gloryfikacji USA i swojej antyrosyjskiej nienawiści, że potrafią postrzegać rzeczywistość tylko całkowicie jednostronnie i ignorować pewne aspekty – z tym wkraczają w obszar upośledzenia umysłowego .

Możliwe też, że niektórzy neokonserwatyści są tak cyniczni, że skreślają ukraińskich fanów Bandery jako „pożytecznych idiotów” i mięso armatnie w walce z ciemną Rosją. Tacy cynicy nie przejmowaliby się tym, że większość ofiar wojny na Ukrainie to cywile i poborowi, którzy nie sympatyzują z nazizmem i że wojna wzmocniła nacjonalizm i banderyzm wśród ludności ukraińskiej. Ale być może w nurcie neokonserwatystów ideowe zaburzenia percepcji mieszają się z cynizmem.

Neokonserwatyści i banderowcy

Wydaje się oczywiste, że rząd USA, na który wpływ mają neokonserwatyści, chce walczyć z Rosją „do ostatniego Ukraińca”. Wątpliwe jest, czy ekstremistyczni neokonserwatyści po porażkach w Iraku i Afganistanie będą w stanie wysłać na Ukrainę żołnierzy amerykańskich na dużo większą skalę niż dotychczas. Ponieważ większość amerykańskich patriotów nie chce prowadzić amerykańskich chłopców na rzeź dla skorumpowanego reżimu w Kijowie.

Należy mieć nadzieję, że racjonalne siły w amerykańskiej elicie, od wielkich kapitalistów, takich jak Elon Musk, po korporację RAND i Pentagon, zapobiegną pełnej eskalacji w kierunku otwartej wojny z Rosją. Neokonserwatyści wokół i za Bidenem nie powinni działać racjonalnie, ale raczej ideologicznie aż do histerii. Będą miotać się, stojąc plecami do ściany. Wątpliwe, czy mają jeszcze moc w kręgach decyzyjnych zepchnięcia świata w przepaść.

Wspomniany były francuski generał Delawarde uważa, że ​​gang podżegaczy wojennych należy zdestabilizować „poprzez wskazanie i potępienie przed całym światem ich najbardziej wpływowych członków. Nie wolno nam na to pozwolić, bo tych kilku wpływowych, ale szalonych neokonserwatystów igra z życiem naszych współobywateli i naszych dzieci”.

Ziemia „nie jest stołem pokerowym dla kłamców, dla małej globalistycznej elity neokonów, gdzie stawką może być rozczłonkowanie Rosji za wszelką cenę. Może to posunąć się aż do unicestwienia całej ludzkości lub jej części. Musimy powstrzymać tych maniaków, destabilizując ich i nazywając ich po imieniu przed światową opinią publiczną. Nasi współobywatele muszą wiedzieć, kto stoi za wojną i kto popiera jej kontynuację i dlaczego” (10).

Zidentyfikowanie i nazwanie niebezpieczeństwa, jakie ruch neokonserwatystów stwarza dla świata, nie oznacza wspierania jakichkolwiek spisków „żydowskich”. Większość Żydów jest sceptyczna, a nawet wrogo nastawiona do banderowskiego reżimu w Kijowie.

A państwo izraelskie, które zwykle kieruje się linią polityki zagranicznej USA, [jest raczej odwrotnie: to ogon mach psem. MD] do tej pory, w przeciwieństwie do większości państw zachodnich, bardzo niechętnie wspierało Ukrainę – ponieważ izraelska opinia publiczna doskonale zdaje sobie sprawę z tego, które siły polityczne nadają ton w Kijowie.

OUN wykorzystała okupację nazistowską w latach 1941-1944, aby w dużej mierze pozbyć się Żydów i Polaków oraz zbliżyć się do swojego celu, jakim jest jednorodna narodowo Ukraina. Dzisiejsi banderowcy i lud Azow na Ukrainie mogą wierzyć, że wykorzystują USA, Wielką Brytanię i NATO do swoich nacjonalistycznych celów „oczyszczenia” kraju ze wszystkiego, co rosyjskie, zabijając w ten sposób, wypędzając lub ukrainizując ludność rosyjskojęzyczną, by ostatecznie móc zachować ich terytoria.

To może częściowo zadziałać. Ogólnie rzecz biorąc, ogon nie macha psem. Ostatecznie ukraińscy nacjonaliści są instrumentalizowani dla interesów imperium USA, a ich „bohaterstwo” i poświęcenie na polu bitwy obiektywnie służą programowi globalistycznego wielkiego biznesu kierowanego przez USA.

W tej chwili banderowców i neokonserwatystów, zjednoczonych w nienawiści do Rosji, łączy wojna. W mało prawdopodobnym przypadku zwycięstwa Ukrainy lub, co bardziej prawdopodobne, w przypadku rozbioru kraju, sprzeczności między tymi dwoma nurtami ostatecznie powrócą. To, że ukraińscy antysemici i naziści, po tym, jak zostali wykorzystani jako pomocnicy w ekspansji NATO przeciwko Rosji, zostaną odstawieni na tor boczny z błogosławieństwami programu globalistycznego, nawet w przypadku zwycięstwa, leży w logice sprawy. Różnorodność, wielokulturowość, sponsorowana przez ONZ pozaeuropejska imigracja, niszczenie narodów, „programy szczepień” WHO i LGBTQ+ raczej nie zachwycą banderowców i wywołają pewne napięcia.

Bezwstydna koalicja banderowców z tak wpływowymi na Zachodzie neokonserwatystami pokazuje coś jeszcze: oskarżenia o antysemityzm w coraz większym stopniu stają się politycznym instrumentem dominacji w USA i Europie Zachodniej, zwłaszcza w Niemczech i Austrii.

Używają go partie systemowe i media tam, gdzie spodziewają się na tym skorzystać, czyli uciszyć dysydentów. Na przykład wszelka krytyka żydowskiego George’a Sorosa, a nawet nieżydowskiego Billa Gatesa lub banków została zniesławiona jako antysemicka.

Jednocześnie ci sami politycy głównego nurtu i dziennikarze ignorują lub bagatelizują często agresywny i brutalny antysemityzm wielu muzułmańskich migrantów sprowadzonych do kraju w ramach neoliberalnej polityki migracyjnej (11). I chwalą reżim w Kijowie, który jest w tradycji Stepana Bandery – ponieważ wykorzystują go do swoich celów geopolitycznych. Te sprzeczności pokazują, że traktowanie antysemityzmu przez główny nurt globalizmu jest demagogicznym nadużyciem.

Eric Angerer

Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

28 lipca 2023 https://www.manova.news/artikel/eine-perverse-koalition-2

Źródła i uwagi:

(1) https://uncutnews.ch/biden-geht-das-geld-fuer-die-ukraine-aus-das-ist-gut/
(2) Dominique Delawarde: https://www.solidaritaet.com/neuesol/2023/11/delawarde.htm
(3) Jeffrey Sachs: https://www.berliner-zeitung.de/wirtschaft-verantwortung/die-ukraine-ist-die-neueste-katastrophe-amerikanischer-neocons-li.242093
(4) Jeffrey Sachs: https://www.berliner-zeitung.de/wirtschaft-verantwortung/die-ukraine-ist-die-neueste-katastrophe-amerikanischer-neocons-li.242093
(5) Jacob Heilbrunn: They Knew They Were Right: the Rise of the Neocons, Anchor Books 2009
(6) Ingo Way: https://www.juedische-allgemeine.de/allgemein/von-trotzki-zu-bush/
(7) Jacob Heilbrunn: They Knew They Were Right: the Rise of the Neocons, Anchor Books 2009
(8) Zu Irving Howe siehe: https://www.dissentmagazine.org/article/irving-howe-a-socialist-life/
(9) Siehe dazu: Eric Angerer: https://www.manova.news/artikel/der-deutsch-sowjetische-krieg-2
(10) Dominique Delawarde: https://www.solidaritaet.com/neuesol/2023/11/delawarde.htm
(11) https://hintergrund-verlag.de/analyse-der-islamischen-herrschaftskultur/magis-gangs-of-new-york-die-ziele-der-neoliberalen-migrationspolitik/

Fachowiec od zamrażarek potrzebny od zaraz :)

Fachowiec od zamrażarek potrzebny od zaraz 🙂

PolitykaObserwuj notkę1

2.08.2023 Autor: cisza

Notka nie dotyczy tzw. zamrażarek sejmowych; te trzymają się dobrze, są szczelne i długo pilnowane przez ważne osoby w państwie – nawet kilka kadencji.

Chodzi o zamrażarki, które nazwałam specjalnymi…pod specjalnym nadzorem.

Każdorazowo przed kolejnymi wyborami, mamy wysyp afer, aktów oskarżenia, podejrzeń o korupcje, co „dopiero wykrytych” przestępstw, „nieznanych” dokumentów etc.

Ja jednak domyślam się nieśmiało, że to towar wyjmowany stopniowo z zamrażarek specjalnych, odmrażany i odświeżany na użytek temperatury barwnych kampanii; na długi finisz właśnie.

Jak to wg. mnie działa?

Normalnie jest tak: czas przechowywania mrożonek różni się w zależności od rodzaju produktu i posiadanej zamrażarki.

W zamrażalkach specjalnych jest inaczej, bo towar inny:)

Produkty, towar: donosy, zarzuty prokuratorskie, haki, haczyki itp.

Czas przechowywania: od wyborów do wyborów albo dłużej.

Zamrażarka to wypróbowany od lat model specjalny

Co by się stało, gdyby znalazł się jakiś niezależny od polityków fachowiec od zamrażarek i odmroziłby ten trefny towar natychmiast i hurtowo?

Kampania utraciłaby impet zbyt wcześnie….

Byłby wtedy straszny jazgot w telewizorniach a kilku lub kilkuset „działaczy społecznych” spędziłoby jakiś czas „w odosobnieniu”.

A’propos; ktoś jeszcze pamięta „złotą klatkę” -w Arłamowie?

Po takich wakacjach ścigani powróciliby na widok publiczny z braku dowodów lub po dokonaniu samokrytyki….

Kampania wyborcza straciłaby chwilowo swój urok i bohaterów a zwycięskie władze zmuszone byłyby szybko gromadzić nowy towar, by zdążyć przed tzw. ciszą:)

Tak więc rozmrażanie towaru następuje stopniowo, w zależności od potrzeb i sondaży.

W razie potrzeby towar nadaje się do powtórnego zamrożenia.

Istnieje też towar zamrożony na „wieczne nierozmrożenie”; tego pilnują wszyscy – afera covidowa, sprawcy lockdown’ów, spece z ministerstwa cichej śmierci.

Tej sprawy nie wolno zamrozić!

Tu potrzeba odważnych fachowców, o których w tytule notki.

p.s.

Z wiarygodnych, wysoko ustawionych źródeł wiem, że to, co opisałam jest wysoce prawdopodobne.

Wrzaski, jazgot, bełkot….. współczesna norma w mediach i w polityce. Niechlujna wymowa, nieznośna barwa głosu.

Niechlujna wymowa, nieznośna barwa głosu

Przy niedzieli, po obiadku, przy kawie; proponuję coś lżejszego ale istotnego!

Wrzaski, jazgot, bełkot….. współczesna norma w mediach i w polityce.

Nie mogę już słuchać radia, nie mogę dłużej oglądać telewizji” /link poniżej/

Z powodu języka właśnie. I nie chodzi o mowę nienawiści, bo tej nie ma znowu aż tak dużo, ale o to, jak wypowiadają się politycy, dziennikarze, zaproszeni do studia goście, odpytywani w sondach ulicznych Polacy. Wielu nie wymawia „ą” i „ę”, słyszę – „om”. Zamiast „robią” jest „robiom”, zamiast „idą” – „idom”, zamiast „chcą” – „chcom”. Przy czym im rozmówca młodszy, tym gorzej.

Podobnie jak mówienie „czeba” zamiast „trzeba” czy „sużba” zamiast „służba”. Że nie wspomnę już o kompletnym nieprzestrzeganiu normy, która nakazuje zgodność dźwięcznych końcówek. Czyli jeśli się mówi „trzeba wykonać robotę”, to „tę robotę”, a nie „tą robotę”. Jeśli się mówi „trzeba zmienić politykę”, to „tę politykę”, a nie „tą politykę” /…../

Skoro bowiem mówimy niechlujnie, to znaczy także, że myślimy niechlujnie.

Skoro nie chce nam się dbać o nasze wspólne dobro, jakim jest język, to jak może nam się chcieć dbać o inne nasze dobra wspólne. Bądźmy patriotami, mówmy poprawnie po polsku.

mowmy-poprawnie-po-polsku

Ktokolwiek występuje w mediach, na wiecach, spotkaniach wyborczych, tzw. piknikach (sic!)  powinien, choćby z szacunku dla publiczności i siebie samego poznać minimum zasad poprawnego wypowiadania się!

Gdy jest upośledzony pod względem emisji głosu, gdy jego głos jest nieznośny dla uszu słuchaczy, to wszelkie wygłaszane, nawet wzniosłe treści są bełkotem. Bywa, że taki ma to gdzieś….

Wszak są dostępne kursy logopedyczne, kursy emisji głosu, retoryki!!!

Dumna, zadowolona z siebie i władcza osoba ma to w nosie….. sama się nie słyszy; przemawia, krzyczy, podpiera się wyuczonymi gestami. 

Partie wydają miliony na tzw. wizerunek, na infantylne spoty, ogromne bilbordy a nie widzą niechlujnej mowy swoich VIP-ów.?

Niechlujstwo wymowy, biegunka słowna świadczą źle o przemawiającym.

„Pamiętajmy, że głos jest naszą wizytówką, jednym z pierwszych elementów, które mówią o nas. Przekazuje więcej niż tylko wypowiadane słowa i pokazuje innym to, kim jesteśmy. Ludzie poznają nas po głosie, ponieważ jest on integralną częścią nas i to my, jako osoby, nadajemy mu kształt (brzmienie).

W świecie pedagogiki wokalnej dużo mówi się o tembrze, czyli jakości i kolorze głosu. Używamy do jego opisania takich epitetów, jak: ciepły, metaliczny, srebrzysty, okrągły, pionowy, spłaszczony, zakopany, piskliwy, matowy, mglisty, zebrany, itp.

Nasze głosy brzmią tak różnorodnie przede wszystkim dlatego, że jesteśmy różnie zbudowani.

Barwa dźwięku, tembr – cecha dźwięku, która pozwala odróżnić brzmienia różnych instrumentów lub głosu”.

Gdy krzyki, gestykulacja, postawa polityka nie wywołuje oczekiwanego aplauzu, w grę może wchodzić bijatyka!

Kto wie? Do wyborów wszystko jest możliwe….

p.s 1. Kto wrażliwszy dobrze wie, kogo miałam na myśli pisząc tę notkę:) Edytując dałam fotkę mówcy ale ją zniknięto….

U mnie – papiery nie znikają..

————————————–

p.s.2 – Ponoć znana z piszczenia posłanka lewoskrętna zastosowała terapię.

          – Niejaki Gomułka grzmiał „po linii i na bazie” ale….. nie musiał zabiegać o poparcie:)

Zaatakował z nożem – Dlaczego dochodzenie umorzono!?! Prokuratura popiera nożownika !

Fundacja Pro-Prawo do życia
Szanowny Panie, 
warszawska prokuratura umorzyła dochodzenie wobec nożownika, który miesiąc temu zaatakował antyaborcyjną furgonetkę, którą kierowałem po ulicach stolicy. W ocenie prokuratury, atak z użyciem noża to zachowanie, które „nie zawierało znamion czynu zabronionego”. W tym samym czasie Sąd Okręgowy w Warszawie prawomocnie umorzył postępowanie wobec innego napastnika, który zaatakował mnie w trakcie jazdy furgonetką. Sprawca uderzał mnie drzwiami i usiłował wyrzucić mnie z szoferki.
Wedle argumentacji sądów, „agresor miał ważny powód, aby dokonać takiego napadu na mnie” – chciał w ten sposób „wyrazić sprzeciw” wobec działań naszej Fundacji.
To kolejne, bardzo czytelne sygnały dla wszystkich aktywistów radykalnej lewicy: macie przyzwolenie na terror, przemoc i chuligaństwo. Musimy podjąć działania w celu ochrony naszych wolontariuszy w trakcie kolejnych akcji!Napastnicy bezkarni! [foto]Atak nożownika wyraźnie nagrał się na naszych kamerach umieszczonych w furgonetce. Trudno chyba o lepsze dowody. Na ich podstawie napastnikowi można by postawić szereg różnych zarzutów. Jednak warszawska prokuratura umyła ręce i umorzyła sprawę. 
Jedyny zarzut, jaki postanowiono sprawcy napadu, to zniszczenie lub uszkodzenie cudzej rzeczy, a konkretnie opony naszej furgonetki, którą przebił nożownik. Powołany przez prokuraturę biegły mniej więcej pięciokrotnie (!) zaniżył wycenę dokonanych zniszczeń, na mocy czego prokuratura oceniła, że nastąpiła niewielka strata materialna, a więc cały czyn można zakwalifikować co najwyżej jako wykroczenie. W związku z tym, dochodzenie umorzono, gdyż w ocenie prokuratury atak nożownika „nie zawierał znamion czynu zabronionego”, tj. przestępstwa. 
Napastnikowi nie postawiono przy tym żadnych innych zarzutów takich jak np. napad, chuligański wybryk czy sprowadzenie zagrożenia w ruchu ulicznym.
Postanowienie o umorzeniu dochodzenia wydał asesor Prokuratury Rejonowej Warszawa-Mokotów Michał Maciążek. Jeszcze bardziej skandaliczny jest prawomocny wyrok warszawskiego Sądu Okręgowego, który utrzymał w mocy postanowienie sądu I instancji o umorzeniu postępowania wobec napastnika, który zaatakował mnie w trakcie jazdy furgonetką. Również w tym przypadku wszystko dobrze nagrało się na naszych kamerach. Sąd Okręgowy stanął na stanowisku, że nie sposób jest przyjąć, by czyn oskarżonego miał charakter chuligański. 
Wedle argumentacji sądów, agresor miał ważny i znaczący powód, aby na mnie napaść – wyrażał w ten sposób „dezaprobatę” wobec działań naszej Fundacji. Postanowienie wydał sędzia SO Przemysław Dziwiański, podtrzymując tym samym postanowienie sądu I instancji w tej sprawie, które wydała sędzia Monika Louklinska. To kolejne tego typu postanowienia w ostatnim czasie. Do czego to w praktyce prowadzi? Dzięki takiej postawie sądów i prokuratur, aktywiści radykalnej lewicy oraz wszyscy odbiorcy ich propagandy, czują się bezkarni. Powoduje to, że regularnie dokonują kolejnych, coraz bardziej zuchwałych napadów i ataków na naszych wolontariuszy. Jeżdżąc antyaborcyjnym autem po ulicach miast niemal codziennie doświadczam incydentów takich jak obrzucanie pojazdu jajami czy kamieniami, gróźb, wulgarnych gestów oraz blokowania ulicy, przebijania opon i fizycznych napadów na mnie. Co istotne, coraz częściej dochodzi do napadów na mnie i moich kolegów, które są dokonywane nie przez aktywistów radykalnej lewicy, ale przez zupełnie przypadkowe osoby przechodzące obok.
U takich osób ogromną dawkę agresji automatycznie wyzwala sam widok naszych wolontariuszy, transparentów i furgonetek, a także widok modlitwy różańcowej w miejscu publicznym. Tym właśnie kończy się konsumpcja przekazu medialnego pełnego przemocy i nienawiści wobec „wrogów”, którymi są wszyscy ludzie nie akceptujący aborcji i ideologii LGBT. Pomimo zagrożeń, musimy kontynuować organizację naszych niezależnych kampanii społecznych. 
Zetknięcie się z naszymi akcjami ulicznymi ukazującymi konsekwencje aborcji jest dla milionów Polaków często jedyną szansą na to, aby dowiedzieć się prawdy. Warto w tym momencie przypomnieć świadectwo nadesłane do naszej Fundacji przez panią Annę: „Widziałam zdjęcie zabitego dzieciątka w łonie matki już w podstawówce i owszem – było to dla mnie szokujące i drastyczne, ale nie w takim sensie, że czegoś się zaczęłam bać albo że wywołało to u mnie jakąś traumę. Byłam zszokowana tym, że jakikolwiek lekarz mógł zrobić komuś coś takiego, że jakakolwiek matka mogła skazać na to swoje dziecko. To zdjęcie zobaczone w dzieciństwie sprawiło, że już od tamtej pory do teraz jestem przekonana o tym, że aborcja jest złem (…) Nie żałuję, że zobaczyłam w dzieciństwie to drastyczne zdjęcie, bo być może właśnie dzięki temu, że mam je cały czas w pamięci, aborcja nawet przez myśl mi nie przeszła, gdy sama znalazłam się w trudnej sytuacji i być może właśnie dlatego mam teraz wspaniałego synka.” 
Właśnie tak działa głoszenie prawdy o aborcji – kształtuje świadomość i sumienia oraz uodparnia na manipulacje aborcjonistów, którzy zachęcają, namawiają i nawet przymuszają kobiety do tego procederu. Żadne media głównego nurtu nie wyemitują naszego przekazu, gdyż sprzyjają aborcji i promują mordowanie dzieci w łonach matek. 
Musimy działać w sposób niezależny – nieustannie docierać do Polaków bezpośrednio w przestrzeni publicznej za pomocą furgonetek, billboardów, plakatów i bannerów.Uliczna akcja informacyjna [foto]W związku z aktualną sytuacją, musimy także zwiększyć bezpieczeństwo naszych wolontariuszy i wyposażyć ich w nowe środki ochrony osobistej.
Ataki i napady są coraz bardziej zuchwałe. Napastnicy liczą na pobłażliwość sądów i prokuratur. Bezpieczeństwo naszych działaczy głoszących Polakom prawdę o aborcji jest dla nas priorytetem. Aby przygotować się na kolejne działania i zorganizować nowe kampanie informacyjne, potrzebujemy w najbliższym czasie ok. 12 000 zł. 
Dlatego proszę Pana o pomoc i przekazanie 35 zł, 70 zł, 140 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby umożliwić naszym wolontariuszom kształtowanie świadomości kolejnych osób i zmieniać nastawienie Polaków do aborcji, aby nasze społeczeństwo zaczęło traktować zabijanie dzieci jako coś nie do pomyślenia. 
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
=============================
Jesteśmy prześladowani, atakowani i napadani. Jednak dzieci poddawane barbarzyńskiej zbrodni aborcji są o wiele bardziej okrutnie traktowane. Okrucieństwo spotyka też dzieci zachęcane do okaleczania się w ramach tzw. „tranzycji” oraz dzieci namawiane od najmłodszych lat życia do rozwiązłości seksualnej, które stanowią potem łatwy łup dla pedofilów. Jako wolontariusze Fundacji jesteśmy co prawda poddawani nieustannej przemocy, ale przecież znajdujemy się w o wiele lepszej sytuacji niż dzieci, które mają zostać zamordowane, okaleczone lub wykorzystane. To właśnie dla tych dzieci walczymy każdego dnia na ulicach polskich miast, a także dla ich rodzin. Już wkrótce wyruszam w kolejne trasy naszą furgonetką. W tym samym czasie moi przyjaciele będą organizowali uliczne akcje informacyjne w licznych miejscowościach. Walka o życie, prawdę i sumienia trwa. Możemy ją prowadzić tylko dzięki regularnej i stałej pomocy naszych darczyńców, dlatego bardzo Pana proszę o pomoc.
Serdecznie Pana pozdrawiam,Jan Bienias
PS: Zachęcam również do tego, aby śledzić nasz profil na Facebooku, na którym regularnie prowadzę transmisję na żywo z jazd naszą furgonetką.
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl

Sztuczna inteligencja [AI], sztuczna prawda, jest już również sztuczna fizyka, sztuczna biologia, sztuczna medycyna i sztuczna moralność. Sztuczny świat?

Sztuczna inteligencja [AI], sztuczna prawda, jest również sztuczna fizyka, sztuczna biologia, sztuczna medycyna i sztuczna moralność. Sztuczny świat?

Mirosław Dakowski, 1 sierpień 2023

Ostatnio ciągle czyta się i słyszy w mediach o osiągnięciach, ewentualnie groźbach związanych z tak zwaną „sztuczną inteligencją” AI.

Ponieważ od kilkunastu lat zajmuję się filtrowaniem wiadomości prawdziwych z całego bagna, czy szamba wiadomości ogólnych, tak zwanych „pewnych”, więc zauważyłem, że poza sztuczną inteligencją od dziesięcioleci promowane są coraz bardziej inne pojęcia sztuczne.

Jest to na przykład sztuczna medycyna, jest również sztuczna fizyka, sztuczna moralność i sztuczna prawda. O sztucznej muzyce, sztucznej plastyce, czy ogólniej o sztucznej sztuce ledwo wspomnę.

Widzimy i słyszymy przekazy lecące do nas przez eter. Większość z nas, ludzi, wierzy, że to dzieje się naprawdę. Część jednak z nas stara się zrozumieć czy interpretować to, co słyszymy – jako „stuprocentową prawdę”.

Pojawiają się kolejne groźby, kolejne epidemie, przemianowywane przez WHO od razu jako pandemie, od dawna straszą nas ptasią grypą, świńską grypą, w tych dniach również kocią grypą.

A kolejne wagnery?

Nie wiem czy można mówić, że to co słyszy się czy widzi w polskich mediach oficjalnych to są „szczyty zakłamania”. Przecież takie podobne szczyty zakłamania osiągają media we Francji, w Holandii w Wielkiej Brytanii czy w Belgii. A w USA… ho,ho…

Przywykamy do tego, że karmią nas tylko kłamstwem. Kto z was potrafi uwierzyć, że na przykład jakaś rosyjska, kosztująca miliardy sterowana rakieta, np. Kalibr, wystrzelona czy to ze środka Rosji, czy gdzieś z Kamczatki, jest na tyle precyzyjna i okrutna, że w jakimś miasteczku ukraińskim trafiła w żłobek i zabiła jedno dziecko, w obecności ekipy telewizyjnej..

Muszę codziennie, z uporem śledzić przekazy medialne z całego świata. Mam wrażenie, że większość dostępnych interpretacji są wzięte zupełnie z próżni, może z powietrza, a raczej z kloaki.

Żurnaliści wyżywają się w tym, by pisać długie, puchate ale pustawe wypowiedzi. I „twierdzenia”. Wydaje mi się, że tam czyli gdzieś na świecie na przykład na styku Rosji i Ukrainy czy w Chinach czy gdziekolwiek indziej, walczą między sobą jakieś potwory, krwawe tyranozaury – i to tak między sobą, jak też pożerając te inne, roślinożerne, łagodne dinozaury.

Jako ilustrację podam, z ogromnej masy sztucznych prawd, jedynie kilka w tych dziedzinach, którymi zajmowałem się w swoim naukowym życiu.

– Sztuczna fizyka – to na przykład rozważania [„twierdzenia” !!] o wszechświatach równoległych, o wieczności w czasie tego wszechświata czy kolejnych wszechświatów, czy teoria strun. A ze spraw bardzo konkretnych – od 60 czy 70 lat ciągle czytam w prasie, nie tylko popularnej, ale i naukowej, że „już już… jesteśmy blisko rozwiązania taniej energii z fuzji lekkich jąder”. I setki podobnych.

– Z biologii ignoruje się wszystko, poza „teorią” ewolucji i darwinizmem. Ciągle omija się sprawę ważności celowości a przypadku, jak również matematycznego prawdopodobieństwa powstania życia poprzez ewolucję chemikaliów. Ledwo wspomnę o braku choćby jednego przykładu na samoistne powstanie nowych gatunków zwierząt.

– Cała klimatologia jest dętą anty-nauką, a tymi sprawami od stulecia zajmuje się przecież w sposób rozsądny geofizyka.

– Medycyna – stała się nadętą, opartą na „procedurach”, kłamstwie, korupcji, nienawiści do człowieka i pacjenta anty-nauką.

To tylko przykłady.[Żurnalista by dodał „spod dużego palca”. Bo mu płaca za ilość sloganów].

Jedyne jednak co my, to znaczy ludzie uczciwi, wiemy na pewno, to to, że w rzeczywistości są tylko dwa sztandary, dwie armie.

Te walczące między sobą potwory należą jednak wszystkie do jednej z tych armii, to znaczy do armii kłamstwa, armii przemocy, armii szatana.

W ostatecznym rachunku żaden z tych potworów nie wygra!

Nasz optymizm opiera się na tym, że wiemy na pewno, że w ostatecznej rozgrywce zwycięży armia pod sztandarem Chrystusa, pod sztandarem Trójcy Świętej. To ta nasza armia z całą pewnością zwycięży armię bytów sztucznych, sztucznych prawd, sztucznej inteligencji również, armię sztucznej nauki, sztucznej fizyki, sztucznej logiki.

Od nas jednak zależy, czy stanie się to za naszego życia czy dopiero potem.

Ad majorem Dei gloriam.

Młody bandyta, Ukrainiec, pobił kontrolera biletów. 18-latka zwolniono !

18-letni bandyta, Ukrainiec, pobił kontrolera biletów. 18-latka zwolniono !

Kontroler miejskich autobusów pobity przez 18-letniego gapowicza

Rzeszów News kontroler-miejskich-autobusow-pobity

Nie miał biletu, zaczął się szarpać z kontrolerem, ciosem w twarz powalił go na podłogę. Sprawcą okazał się mieszkający w Rzeszowie 18-latek z Ukrainy.

Do całego zdarzenia doszło we wtorek, 25 lipca, w autobusie linii nr 2. Na przystanku przy alei Kopisto w Rzeszowie do pojazdu weszli kontrolerzy. Gdy autobus był już na ulicy Lisa-Kuli, okazało się, że jeden z pasażerów nie miał biletu.

– Między nim a kontrolerem doszło do przepychanki. Gapowicz złapał za szyję kontrolera, uderzył go w twarz. Kontroler upadł. Kierowca, widząc zdarzenie, zamknął drzwi i pojechał na policję – mówi Maciej Chłodnicki, rzecznik Zarządu Transportu Miejskiego w Rzeszowie.  

Interweniowali funkcjonariusze Komisariatu Policji I przy ulicy Jagiellońskiej. Ustalili, że poszkodowanym jest 48-letni kontroler ZTM. – Nie wymagał pomocy medycznej – twierdzi podkom. Tomasz Drzał z Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie. 

Sprawcą pobicia kontrolera okazał się 18-letni obywatel Ukrainy, który od pewnego czasu mieszka w Rzeszowie. – Został wylegitymowany, policjanci pojechali z nim do mieszkania, by sprawdzić, czy rzeczywiście mieszka pod podanym adresem – wyjaśnia Drzał. 

Gdy to się potwierdziło, 18-latka zwolniono. – Zarzutów jeszcze mu nie przedstawiono – zaznacza Tomasz Drzał. Policja prowadzi postępowanie pod kątem „naruszenia czynności narządów ciała i kierowania gróźb karalnych” pod adresem kontrolera. 

Sam poszkodowany wniosek o ściganie sprawcy złożył dzień po zdarzeniu, 26 lipca. Kontroler może też pozwać 18-latka na drodze cywilnej. – To już jego osobista decyzja, kontroler aktualnie jest na zwolnieniu lekarskim – mówi Maciej Chłodnicki. 

Nijaki Niedzielski, niejaki Pyrć… Kłamali i kłamią, a są… bezkarni ! Czemu?

Adam Niedzielski, niejaki Pyrć… Kłamali i kłamią, a są… bezkarni ! Czemu?

Adam Niedzielski – „ostatni sprawiedliwy”, na którego nie zasługujemy

niedzielski-ostatni-……

Wybory parlamentarne zbliżają się wielkimi krokami, a kampania wyborcza wchodzi na… ostatnią prostą. Warto w związku z tym przypomnieć kilka kwestii związanych z najważniejszą sprawą ostatnich czterech lat, czyli tzw. pandemią koronawirusa.

Piszę ten tekst zaraz po lekturze felietonu Dariusza Wieromiejczyka na łamach tygodnika „Do Rzeczy”. Publicysta przypomniał sprawę bodajże największego w ostatnim 30-leciu… „aktu terroru wobec państwa”. Jeśli nie pamiętacie Państwo o co chodziło, to spieszę z przypomnieniem.

2 sierpnia 2021 „aktem terroru wobec państwa” minister zdrowia Adam Niedzielski nazwał podpalenie w Zamościu kontenera, służącego za tymczasowy punkt szczepień przeciwko COVID-19.

Doszło do aktu terroru, który jest skierowany nie tylko do tych osób, które tu pracują, ale aktu terroru wobec państwa – mówił wówczas Niedzielski.

Mieliśmy do czynienia z kampanią fake newsów z kampanią oszczerstw, kłamstw, które po prostu były puszczane w eter. Ich dementowanie, które w zasadzie jest niemożliwe przy takim natłoku informacji, prowadziło absolutnie nie do podjęcia dyskusji, tylko prowadziło do coraz większych oszczerstw, coraz większej eskalacji, również agresji w sieci. (…) Te osoby, które również inspirowały tego sprawcę, na pewno mają świadomość, że nie jest to tylko i wyłącznie atak na ten kontener, który stoi za mną, ale to jest atak na państwo polskie. W zasadzie nie ma innego słowa, nie ma innego określenia, jak właśnie powiedzenie, że mamy do czynienia z aktem terroru – kontynuował minister zdrowia.

Zero tolerancji dla takich zachowań. Z całą surowością, z całą konsekwencją będziemy ścigali tych bandytów, bo tak to trzeba nazwać – podsumował 2 sierpnia 2021 roku w Zamościu Adam Niedzielski.

Proszę zwrócić uwagę na język, jakiego używał wówczas minister Niedzielski: „akt terroru”, „bandyci”, „coraz większa eskalacja”, „kampania oszczerstw”, „zero tolerancji”. Nigdy wcześniej ani później nie mieliśmy, w jego wykonaniu, z tego typu narracją. Być może była to celowa zagrywka „piarowa”, która miała przedstawić Niedzielskiego, jako ostatniego sprawiedliwego, który nie dość, że uratuje Polskę i Polaków przed koronawirusem, to jeszcze ochroni wszystkich przed nową formacją terrorystyczno-bandycką, jak większość mediów i polityków przedstawiała ludzi, którzy mieli wątpliwości co do skuteczności preparatów anty-covidowych. Wszyscy oni zostali wrzuceni do jednego worka jako ANTYSZCZEPIONKOWCY.

Taktyka oczerniania i przedstawiania osób mających wątpliwości co do tzw. szczepionek przeciw COVID była bardzo prosta. Nie skupiano się na merytorycznych pytaniach i uwagach dotyczących np. niepożądanych odczynów poszczepiennych; tylko rzucano hasło: przeciwnicy szczepień twierdzą, że są w nich czipy, za pomocą których masoni będą sterować każdym zaszczepionym. Była to klasyczna metoda dezinformacji i szkalowania – wybrać jakąś najgłupszą, najbardziej ordynarną i prymitywną skrajność, a potem przedstawić ją jako „normę”, jako coś, co jest powszechne u „przeciwników”.

Anty-szczpionkowcem okazywał się każdy, kto pytał o pojawiające się w mediach informacje jakoby w umowie zawartej przez Komisję Europejską z koncernami produkującymi szczepionki przeciw Covid-19 znalazły się klauzule o zwolnieniu od odpowiedzialności cywilnej producentów za ewentualne niekorzystne działania ich produktu.

„Szurami” byli wszyscy, którzy ośmielili się przypomnieć, że Szwajcaria nie zdecydowała się na zakup tzw. szczepionek wyprodukowanych przez szczepionki firmę Pfizer (BNT162b2) oraz Moderna (mRNA1273) z uwagi na szybkość ich przygotowania i wiążące się z tym niewyjaśnione do końca wątpliwości co do skuteczności i możliwości negatywnych działań.

Mordercami z kolei nazywano ludzi, którzy mówili otwartym tekstem, że szczepionki nie zatrzymają transmisji wirusa oraz… mogą wywoływać chorobę u osób, którym je podano.

Na moment zatrzymajmy się w tym miejscu, bowiem nazywanie drugiej osoby mordercą, to oskarżenie i obelga najwyższego kalibru.

Warto w tym miejscu przypomnieć dwie sprawy.

Pierwsza to wygibasy dialektyczne, z jakimi mieliśmy do czynienia w październiku 2022, kiedy na posiedzeniu specjalnej komisji Parlamentu Europejskiego ds. pandemii COVID-19 głos zabrała prezes Pfizera ds. międzynarodowych rynków rozwiniętych Janine Small. Została ona zapytana przez holenderskiego europosła Roba Roosa (Europejscy Konserwatyści i Reformatorzy): „Czy szczepionka Pfizera przeciw COVID-19 była testowana pod kątem zatrzymywania transmisji wirusa przed wprowadzeniem na rynek?”.

Small odpowiedziała: „Odnosząc się do pytania o to, czy wiedzieliśmy o zatrzymywaniu immunizacji przez szczepionkę, zanim weszła ona na rynek, odpowiadam: nie. Wiecie państwo, musieliśmy działać bardzo szybko wraz z rozwojem nauki, żeby zrozumieć, co dzieje się na rynku. Biorąc to pod uwagę, musieliśmy robić wszystko z pewną dozą ryzyka. (…) Ryzykowaliśmy, wydając dwa miliardy dolarów na badania i produkcję naszych szczepionek, żeby się upewnić, że jesteśmy w stanie pomóc w zwalczeniu pandemii. Dlatego czuję się dobrze, kiedy w najnowszej pracy z Imperial College w Londynie wykazano, że w pierwszym roku kampanii szczepień ocaliliśmy cztery miliony ludzi. Z tego powodu czuję, że byliśmy na miejscu, kiedy świat nas potrzebował. Nie chcę wyobrażać sobie, w jakiej sytuacji teraz byłby świat, gdyby firmy takie jak nasza nie podjęły tego ryzyka, nie przeprowadzałyby badań klinicznych i nie rozwijałyby ich na taką skalę, żeby się upewnić, że mamy szczepionkę, którą możemy rozprowadzać na świecie. Naprawdę rozumiem pana frustrację, ale wierzę, że w pewnym momencie doceni pan, co firmy farmaceutyczne zrobiły, żeby opracować szczepionkę z taką prędkością i na taką skalę”.

Dzień później Rob Roos napisał na Twitterze: „Pilne: podczas wysłuchania na temat COVID-19 prezeska Pfizera przyznała: szczepionki nigdy nie były badane pod kątem zapobiegania transmisji. Szczepcie się dla innych zawsze było kłamstwem. Jedyny cel paszportów covidowych to zmuszanie ludzi do szczepienia się. Świat musi o tym wiedzieć”.

Z ratunkiem dla Small przyszły media, które stwierdziły, że Roos zapytał o coś innego, a prezes Pfizera ds. międzynarodowych rynków rozwiniętych mówiła o czymś innym. Do akcji wkroczył sam guru wyznawców tzw. pandemii, czyli Krzysztof Pyrć, wirusolog z Małopolskiego Centrum Biotechnologii Uniwersytetu Jagiellońskiego. – W przypadku szczepionki przeciw COVID-19 jasno zdefiniowano, że szczepionka chroni przed ciężką chorobą i śmiercią, ponieważ takie badania zostały przeprowadzone i takimi danymi dysponowaliśmy. Ostatnio ktoś wymyślił bajkę, że przy wprowadzeniu szczepionki obiecywano, że zahamuje ona transmisję. Co najlepsze, teraz udowadnia, że ta jego bajka nie jest wymyślona i na tej podstawie kwestionuje skuteczność szczepionek. Fikołek logiczny i kłamstwo – stwierdził promotor szczepionek Pfizera.

Wypowiedź Pyrcia pochodzi z października 2022 roku. 3 lutego 2021 roku na stronie gov.pl opublikowano komunikat pt. „#SzczepimySię dla siebie i innych”, w którym napisano „Od roku świat zmaga się z pandemią COVID-19. Ale od niedawna dysponujemy pierwszym skutecznym rozwiązaniem zapobiegającym rozprzestrzenianiu się koronawirusa powodującego tę chorobę. Szczepienia – bo o nich mowa, to sposób na przerwanie łańcucha zachorowań, a w konsekwencji możliwość uniknięcia kolejnych ograniczeń społeczno-gospodarczych”.

„Szczepienia przeciwko COVID-19 są bezpłatne i dobrowolne. Szczepionka to również najbardziej skuteczna metoda, która chroni przed zakażeniem nawet w 95 procentach. Każda zaszczepiona osoba potencjalnie ochroni przed zakażeniem nawet kilkanaście kolejnych osób. Już 50 procent zaszczepionej populacji istotnie wpłynie na zmniejszenie ryzyka rozprzestrzeniania się koronawirusa”, czytamy dalej.

Czyli z jednej strony mamy oficjalny komunikat PAŃSTWA POLSKIEGO, a z drugiej „ekspertyzę” wirusologa, który doradza temuż państwu… Ekspertyza jest totalnym zanegowaniem komunikatu państwa. I co? I nic…

Druga sprawa: jak tłumaczono fakty mówiące, że pół roku od podania pierwszej dawki w grupie zaszczepionych ochotników Pfizera zmarło więcej osób niż w grupie kontrolnej? Tłumaczono: „mowa o 21 zgonach wśród zaszczepionych i 17 w grupie kontrolnej na 43 tys. uczestników – to za mały odsetek, żeby wyciągać z tego jakieś wnioski”. No tak – preparat, który miał być w 100 procentach bezpieczny jednak taki nie jest. I co w związku z tym? I nic…

Prawdziwym kuriozum było z kolei odpowiadanie na informacje, że w ciągu jednego tygodnia w Irlandii „wszyscy zmarli na COVID-19 byli zaszczepieni”. Jak to wyjaśniono? Ano tak, że zmarły osoby starsze, w wieku 80 lat i więcej. „W Irlandii zaszczepieni są praktycznie wszyscy powyżej 80. roku życia, a nawet powyżej 60. roku życia. Nie ma więc osób starszych, schorowanych i nieszczepionych. Tymczasem im ktoś jest starszy, tym mimo szczepienia jest mniej odporny na wirusa, a młodym i niezaszczepionym z racji wieku i tak wirus daje fory”. No tak – preparat, który miał ratować zdrowie i życie każdego, kto go przyjmie przed COVID-19 nie uratował wszystkich.

I co w związku z tym? I nic…

Takich przykładów można przytoczyć tysiące. Tzw. dezinformatorzy czuwali 24 godziny na dobę – BA! NADAL CZUWAJĄ – żeby jedynie obowiązująca narracja, czyli SZCZEPIONKA ALBO ŚMIERĆ była nieustannie umacniana.

Wróćmy jednak do początku tych przemyśleń – podpalenia w Zamościu kontenera, służącego za tymczasowy punkt szczepień przeciwko COVID-19. Z dzisiejszej perspektywy widzimy, że Niedzielski tak mocno zaangażował się w sprawę, ponieważ sondaże wskazywały, iż wówczas większość Polaków mimo wszystko popierała akcję szczepień, co potwierdzały kolejne raporty ministerstwa zdrowia na temat liczby zaszczepionych. Nie wiemy, ile osób zaszczepiło się, bo wierzyło w jej działanie, a ile, żeby na przykład pojechać na wakacje, bądź dostać się do lekarza specjalisty do czego zmusiły ich zamordystyczne przepisy.

Minęło jednak kilkanaście miesięcy. Rozpoczęła się wojna na Ukrainie. Sondaże się zmieniły. Liczba osób, które chciały przyjąć kolejną dawkę preparatu spadła niemal do zera. Co zrobił wówczas „ostatni sprawiedliwy” Adam Niedzielski? Oskarżył firmę Pfizer, że „planuje dostarczyć do Europy setki milionów szczepionek, choć jest to całkowicie bezcelowe z punktu widzenia zdrowia publicznego” i podkreślił, że „konieczna jest gruntowna zmiana kontraktów szczepionkowych”. Odkrył też, że „akceptacja (zakupu) tych szczepionek powoduje ogromne obciążenie finansowe nawet dla władz rozwiniętych krajów europejskich, utrudniając zabezpieczenie pozostałych potrzeb zdrowotnych”.

Jak to wszystko ma się do narracji obowiązującej przed 24 lutego 2022? Nijak. Pamięć przeciętnego wyborcy jest niczym pamięć złotej rybki. Po to właśnie przypominam powyższe fakty, żeby pamiętać o nich na „ostatniej prostej”.

Tomasz D. Kolanek

Wzdęcia aberracji czyli nie chodzi o krowy

Wzdęcia aberracji czyli nie chodzi o krowy

Kategoria: Archiwum, Biologia, medycyna, Co piszą inni, Gospodarka, Kontrowersyjne, Nauka o Ziemi, Polecane, Polityka, Polska, Świat, Ważne

Autor: AlterCabrio , 1 sierpnia 2023

Te problemy są absurdalnie skrajne z jakiegoś powodu. Celem nie jest rozwiązanie ich samych. Tu chodzi o zmianę psychiki społeczeństwa. Gdy opinia publiczna spędzi kilka lat z głowami podzielonymi między „skrajnie prawicowym ekstremizmem”, a tym, co jest zatwierdzone przez Ministerstwo Prawdy, wtedy wystarczająco wielu ludzi zostanie przerobionych na niemyślących proli, aby można było przedstawić projekt ustawy z szerokim i umyślnie nieokreślonym celem, jakim jest zakazanie skrajnie prawicowego ekstremizmu we wszystkich jego formach.

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

Photo: Alexas_Fotos

Dlaczego wzdęte krowy mają znaczenie

Wszyscy słyszeliśmy bzdury o krowach stanowiących zagrożenie dla kontynuacji życia na ziemi – że metan spowodowany wzdęciami u krów spowoduje zmiany klimatu szybciej niż odrzutowiec Johna Kerry’ego.

Każdy myślący człowiek (podgatunek Homo sapiens, który chyli się ku upadkowi, ale jeszcze nie jest zagrożony) zgodzi się, że pogląd, iż zwierzę żyjące w harmonii z naturą od ponad dwóch milionów lat, jeśli nie zostanie eksterminowane, może zniszczyć ziemię w ciągu czternastu lat, jest naprawdę absurdalna.

A jednak ci, których zdolność rozumowania spada, są skłonni uwierzyć w to twierdzenie. Przypuszczalnie te osoby to te same osoby, które zaczynają wierzyć, że mężczyźni mogą rodzić dzieci i że jednostka może stać się kimś, kim nie jest, po prostu „identyfikując się” jako taka.

Ale tym z nas, którzy widzą absurdalność w tak wyraźnie bezsensownych przekonaniach, nie jest do śmiechu, gdy obserwujemy, że te koncepcje są rozpowszechniane przez globalistyczne rządy za pośrednictwem uległych mediów… i, co gorsza, są akceptowane przez więcej niż garstkę osób.

Dla przykładu, niedawno w jednym z wydań Natural News, ukazał się artykuł zatytułowany „13 krajów zgadza się na wywołanie globalnego GŁODU poprzez zniszczenie rolnictwa, mówiąc, że produkcja żywności jest ZŁA dla planety”.

[Te kraje to: Argentyna, Australia, Brazylia, Burkina Faso, Chile, Czechy, Ekwador, Niemcy, Panama, Peru, Hiszpania, Stany Zjednoczone i Urugwaj. LINK – tłum.]

W artykule tym opisują konferencję prowadzoną przez amerykańskiego cara klimatycznego Johna Kerry’ego, na której przedstawiciele trzynastu krajów zobowiązali się do zmniejszenia populacji krów na całym świecie w celu zwalczania zmian klimatycznych.

Cóż, ta konferencja faktycznie się odbyła, a tematem dyskusji był metan wytwarzany przez krowy, a trzynastu uczestników zgodziło się, że potrzebne są jakieś środki.

Ale to nie jest tak, że trzynaście krajów uchwaliło przepisy mające na celu wyeliminowanie krów.

Możemy cofnąć się o krok i zbadać, co tak naprawdę się wydarzyło. W ten sposób możemy nie tylko dowiedzieć się, czy czerwone mięso zostanie wkrótce wyeliminowane na całym świecie. Możemy również uzyskać pewien wgląd w to, w jaki sposób globalistyczne rządy dążą do osiągnięcia swoich celów.

W większości krajów rola ministra środowiska to niskie stanowisko ministerialne, przyznawane w darze lojalnemu członkowi partii. Większość ministrów środowiska wypowiada się trochę autorytatywnie, ale rzadko wprowadza znaczące zmiany. Prześledźmy więc wątki tego, co się wydarzyło.

  • John Kerry kontaktuje się z ministrami środowiska w wielu „mniejszych” krajach na całym świecie, kierując się niejasnym założeniem „poczynienia zmian”. Kraje te chętnie biorą udział, ponieważ Kerry zapewnia im lepszą widoczność i legitymizuje ich raczej bezsensowną pracę.
    .
  • Konferencja ma miejsce gdzieś w czterogwiazdkowym hotelu przez kilka dni. Wszyscy słuchają, jak mówcy załamują ręce nad niebezpieczeństwami związanymi ze zmianami klimatycznymi, a każdy minister próbuje zrobić sobie zdjęcie z Johnem Kerrym.
    .
  • W tekście przewodniej prezentacji Kerry’ego jest bardzo mało – głównie niejasne komentarze na temat niebezpieczeństw związanych z metanem i konieczności zaangażowania każdego kraju w dokonywanie zmian.
    .
  • Pod koniec konferencji uczestnicy z dumą podpisują dokument, który jest pozbawiony szczegółów, ale mówi, że wszyscy są zgodni co do nadziei na zmianę.
    .
  • Wydawany jest komunikat prasowy przedstawiający wszystkich ministrów razem, stwierdzający, że metan jest niebezpieczny i że wszystkie kraje są zgodne co do koncepcji światowej polityki kontroli metanu.
    .
  • Wiadomość, która dociera do opinii publicznej jest taka, że ​​wszyscy eksperci zgadzają się co do tego, co mówią, chociaż to, co mówią, jest nadal dość niejasne.
    .
  • Serwis taki jak Natural News publikuje artykuł o odpowiednio alarmującym tytule.
    .
  • Dostrzegana przez Natural News przesada [overstatement] jest uważana przez kontrolowane źródła informacji, takie jak Wikipedia, za prowokację w celu zaalarmowania opinii publicznej. Co ciekawe, ilekroć Wikipedia dyskredytuje publikator, grupę lub osobę, zawsze robi to w pierwszej linii opisu, tj.
    .
  • Natural News to skrajnie prawicowa strona z antyszczepionkową teorią spiskową i z fałszywymi wiadomościami, znana z promowania medycyny alternatywnej, pseudonauki, dezinformacji i skrajnie prawicowego ekstremizmu”.

Zasadniczo jest to proces, który jest obecnie konsekwentnie eksploatowany przez globalistów.

Wikipedia dzieli teraz wszystkie publikacje, ekspertów i innych jako mówiących prawdę lub skrajnie prawicowych zwolenników spisku. Prawdziwym problemem tutaj nie jest smrodzenie krów [farting], podobnie jak to, czy mężczyźni mogą mieć dzieci. To wyłącznie ćwiczenia.

Jeśli więc cofniemy się o krok i zastanowimy się, co to wszystko oznacza – dlaczego jest tak rozpowszechnione i dlaczego proces ten jest tak konsekwentnie wykorzystywany – możemy dojść do następującego wniosku:

Te problemy są absurdalnie skrajne z jakiegoś powodu. Celem nie jest rozwiązanie ich samych. Tu chodzi o zmianę psychiki społeczeństwa.

Gdy opinia publiczna spędzi kilka lat z głowami podzielonymi między „skrajnie prawicowym ekstremizmem”, a tym, co jest zatwierdzone przez Ministerstwo Prawdy, wtedy wystarczająco wielu ludzi zostanie przerobionych na niemyślących proli, aby można było przedstawić projekt ustawy z szerokim i umyślnie nieokreślonym celem, jakim jest zakazanie skrajnie prawicowego ekstremizmu we wszystkich jego formach.

Aby zapewnić uchwalenie takiej ustawy, znaczna większość ludzi będzie musiała już dojść w swoim nowym procesie myślowym do etapu, na którym poczują, że prawo jest nie tylko uzasadnione, ale niezbędne. Oczekuje się, że ci ludzie, którzy wciąż będą zdolni myśleć, podporządkują się.

Celem nie jest eliminacja krów. Celem jest eliminacja myślenia i sprzeciwu. Jeśli będziemy o tym pamiętać jako o procesie, a nie o zamierzonym wyniku, mamy wtedy większą zdolność skupienia się na krytycznej kwestii.

Z pewnością są podmioty, które chciałyby wyeliminować czerwone mięso i w zamian karmić ludzi owadami. Ale nie to jest tutaj głównym problemem.

Głównym celem jest ni mniej, ni więcej, tylko wyeliminowanie indywidualnego [samodzielnego] myślenia i sprzeciwu. Jest to niezbędne do stworzenia w pełni kolektywistycznego państwa i leży w samym sercu ogólnego globalistycznego celu.

___________________

Why Flatulent Cows Matter, Jeff Thomas, July 31, 2023

−∗−

Wojna wojną, a korupcja na Ukrainie kwitnie. Średnio 6 tys. dolców kosztuje wymiganie się od wojska

Wojna wojną, a korupcja na Ukrainie kwitnie. TYLE kosztuje wymiganie się od wojska

2.08.2023 korupcja-na-ukrainie-kwitnie-i-kosztuje

Zdjęcie ilustracyjne. / Foto: Pixabay

Niedawno aresztowano na Ukrainie wysokiego rangą wojskowego, który odpowiadał za mobilizację do wojska. Podpadł, bo kupił sobie dom w Hiszpanii za kilka milionów euro. Wyreklamowanie od służby można łatwo przełożyć na pieniądze.

Teraz biuro prokuratora generalnego Ukrainy poinformowało o wykryciu w tym kraju dużej grupy pomagającej Ukraińcom unikać obowiązkowej służby wojskowej podczas wojny z Rosją. W ramach śledztwa przeprowadzono prawie 100 przeszukań w 10 obwodach kraju i w Kijowie.

Według śledczych pracownicy regionalnych komend uzupełnień przy współpracy z członkami wojskowej komisji lekarskiej i osobami trzecimi zorganizowały system wydawania orzeczeń o uznaniu mężczyzny za niezdolnego do służby wojskowej w związku z jego stanem zdrowia.

Taka usługa kosztowała średnio… 6 tys. USD. Otrzymane orzeczenia mężczyźni wykorzystywali na ogół, by wyjechać za granicę – podaje w komunikacie biuro prokuratora generalnego.

Obowiązek wojskowy obejmuje na Ukrainie mężczyzn w wieku 18-60 lat. Jest też, poza złym stanem zdrowia kilka wyjątków.. Biorąc pod uwagę liczbę unikających służby, można jednak się zastanawiać nad skalą tego typu korupcji.

Źródło: PAP