Pecunia olet. Prawda jest dla ludzi akceptowalna!

Prawda jest dla ludzi akceptowalna!

Akurat trafiłem na szalenie ciekawy tekst na szalenie ciekawej platformie. Jestem jej stałym czytelnikiem ze względu na bardzo wysoki poziom (także intelektualny). Próbowałem uzyskać zgodę na tłumaczenie, ale podany adres mailowy nie funkcjonuje. Ale tekst jest na tyle ciekawy, że mimo tego postanowiłem go opublikować. Mam nadzieję, że autor nie obrazi się.

Gorąco polecam tę stronę, wszystkie teksty są w językach: angielskim, niemieckim, francuskim i rosyjskim.

Właściwie w tym tekście nie ma niczego, czego bym już wcześniej tutaj nie napisał. Autor doskonale zebrał wszystko „do kupy”. Różnica między nami polega na tym, że ja od początku nie miałem złudzeń, że wcześniej czy później musi dojść do decydującego starcia, bo dla obu stron chodzi o „być, albo nie być” – to jest konflikt egzystencjalny. Hänseler dopiero teraz zaczyna to dostrzegać. Inną różnicą jest spojrzenie na gigantyczne zadłużenie i idiotyczne wręcz kursy na giełdach. Hänseler dziwi się im, dla mnie to po prostu efekt procesów zachodzących w systemie monetarnym.

Czytając fragment, w którym Putin mówi o eleganckich facetach, którzy objaśniają nowemu prezydentowi jak się rzeczy mają i kto tu naprawdę rządzi, pomyślałem sobie: skąd on to wie? Czy do niego przypadkiem także tacy nie przyszli? Gdy widzi się, że Nabiullina, zamiast oskarżenia o działanie na szkodę kraju i usunięcia ze stanowiska szefowej banku centralnego, jest pod jego ochroną, wydaje się to całkiem prawdopodobne…

Ale naprawdę przerażające myśli naszły mnie w trakcie lektury części o Iranie. Moje prywatne kontakty potwierdzają, że irańskie społeczeństwo jest przeciwne jakimkolwiek rokowaniom z „Wielkim Szatanem” (tak Irańczycy określają USA). Już dawno spodziewałem się, że może dojść do izraelskiego ataku nuklearnego na Iran; obawiam się, że coraz szybciej się do tego zbliżamy. Akurat wyciekły informacje, że Izrael planował atak na trwające właśnie uroczystości pogrzebowe Alego Chamenei. Nie wiemy czy te informacje są prawdziwe, ale są one wysoce prawdopodobne! Musimy sobie uświadomić fakt, że mamy do czynienia z psychopatami przekonanymi o tym, że wszystko im wolno, bo są wybrańcami boga! Milczenie świata w obliczy ludobójstwa w Strefie Gazy i w innych regionach Palestyny tylko utwierdza ich w tym przekonaniu!

Paradoksalnie innym poważnym zagrożeniem jest zacofanie techniczne Zachodu. Karmieni jesteśmy mitami o amerykańskiej potędze militarnej. Tymczasem jedyną bronią, która dorównuje temu, co posiada Rosja, są atomowe okręty podwodne. Jedynie one sprawiają, że Rosja nie będzie w stanie bezkarnie zaatakować USA. Rosja posiada cały wachlarz pocisków hipersonicznych, przed którymi nie ma żadnej obrony. Dark Eagle – pierwszy amerykański pocisk hipersoniczny BYĆ MOŻE będzie gotowy po 2030 roku! W dodatku niewielki przenoszony ładunek sprawia, że będzie to raczej petarda niż poważna broń! W przeciwieństwie do rosyjskich pocisków nie będzie mieć zdolności manewrowych. Przy pomocy swoich rakiet hipersonicznych, Rosja już dziś jest w stanie zniszczyć większość amerykańskich silosów z rakietami balistycznymi. Kompletnie przestarzałe – bo lecące po stałych trajektoriach – Minutmany, którym uda się wystartować, będą łatwym celem dla rosyjskiej obrony przeciwlotniczej. Ale pozostają amerykańskie atomowe okręty podwodne ze swoimi rakietami… Na razie cały Zachód śni sny o potędze, ale gdy przyjdzie przebudzenie, to kręgi sprawujące władzę mogą dojść do wniosku, że zanim będzie za późno, trzeba postawić wszystko na jedną kartę i nacisnąć przysłowiowy czerwony guzik. Niestety ten scenariusz staje się coraz bardziej prawdopodobny…

Ale przejdźmy wreszcie do artykułu!

=====================

Prawda jest dla ludzi akceptowalna!

Europa odmawia Rosji pokoju i dąży do wojny. Stany Zjednoczone i Izrael chcą wojny z wieloma przeciwnikami – przemyślenia

Autor: Peter Hänseler

Wprowadzenie

Ingeborg Bachmann doszła w 1959 roku do wniosku, że prawda jest dla człowieka do zaakceptowania, ponieważ jest on w stanie ją przyjąć, nawet jeśli jest ona jak najbardziej niewygodna. Literatura nie powinna ani ukrywać prawdy, ani jej upiększać.

Dotyczy to w szczególności mediów, które od lat nie wywiązują się ze swojej roli czwartej władzy. Świat zmierza ku nowej wojnie światowej, a większość ludzkości nie jest w stanie ocenić zagrożeń i szans, ponieważ media poprzez swoją propagandę zniekształcają fakty w taki sposób, że prawda znika w coraz gęstszej mgle. Ogłupienie osiągnęło taki poziom, że nawet politycy na Zachodzie wierzą w propagandę własnych mediów i postępują zgodnie z nią. Nieprawdy rozpowszechniane przez polityków nie są już przez nich samych postrzegane jako kłamstwa – ich intelekt w dużej mierze na to nie wystarcza. Należy stwierdzić, że politycy stali się – i nadal stają się – przede wszystkim „ambasadorami” stale obniżającego się poziomu wykształcenia, a w konsekwencji ofiarami własnej propagandy.

Ten tekst stara się wykazać, że mimo wszystko możliwe jest oddzielenie ziarna od plew, ponieważ wśród całego tego śmiecia, jakim są doniesienia medialne, kryje się prawda.

Nie zapominajmy o złu

W artykule „Czy zło zwycięży?” zastanawiałem się nad tym, kto tak naprawdę kieruje wydarzeniami geopolitycznymi na świecie. Omówiłem „City of London” i „Rothschildów” jako przykłady sił, które zza kulis kierują światem. Są one również odpowiedzialne za wojny, zamachy stanu i inne wstrząsy w naszym świecie. Już ta niewielka część akt Epsteina, która została upubliczniona, dała pierwsze wyobrażenie o powiązaniach między potężnymi tego świata. Zobacz „Epstein – »sługa zła« – niebezpieczne pytania” .

W ten sposób na przykład rodzina Rothschildów została ponownie wyciągnięta na światło dzienne; ta sama rodzina, która z wielkim wysiłkiem próbowała przekonać świat, że od czasów II wojny światowej nie wywiera już żadnego wpływu i zajmuje się jedynie prowadzeniem kilku prywatnych banków, muzeów i winnic. Nie należy się dziwić, że dyskusja na temat treści akt Epsteina lub ich dalszych publikacji całkowicie zniknęła z mediów; ktoś złośliwy zapytałby, kto właściwie kontroluje media.

Temat „deep state” nie jest zresztą kwestią rozpowszechnianą przez garstkę pomyleńców. Już w 2017 roku prezydent Putin wypowiedział się na ten temat w sposób całkowicie jasny:

Prezydenci się zmieniają… Wtedy pojawiają się elegancko ubrani mężczyźni w ciemnych garniturach z teczkami. Zaczynają wyjaśniać, jak naprawdę się sprawy mają… i wszystko zmienia się z dnia na dzień”. Prezydent Putin, 2017 r.

Media

Kontrola sprawowana jest albo bezpośrednio przez akcjonariuszy, albo pośrednio poprzez wpływy polityczne lub gospodarcze, na przykład poprzez regulowanie przychodów z reklam, umieszczanie na czarnej liście lub manipulowanie liczbą wyświetleń na kanałach YouTube. Kontrola nad mediami na całym Zachodzie jest de facto całkowita – niezłe osiągnięcie.

Warto zwrócić uwagę na następującą kwestię: politycy i media przy każdej okazji głośno wychwalają wolność słowa, niezależnie od tego, czy jest to uzasadnione, czy nie. Niemal w tym samym czasie jednak wolność ta jest ograniczana poprzez równie głośne potępianie rozpowszechniania „fake news” i „mowy nienawiści” – czyli korzystania z prawdziwej wolności słowa – a następnie, dla własnych korzyści politycznych, definiowanie ich jako przestępstwo i egzekwowanie odpowiednich przepisów.

Ostatecznie to państwo określa, co oznaczają pojęcia „fake news” i „mowa nienawiści”. Prowadzi to do tego, że prawo, które nie jest już absolutne, lecz ulega relatywizacji, załamuje się pod wpływem tego ograniczenia. W Niemczech pożądane polityczne orzecznictwo jest zabezpieczane poprzez polityczne obsadzanie stanowisk sędziowskich w Federalnym Trybunale Konstytucyjnym. Procedura wyboru sędziów do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości przebiega według podobnego schematu.

Konsekwencje tego ograniczenia są zamierzone i oczywiste. Analitycy, którzy wyrażają nawet najbardziej uzasadnioną opinię, która nie odpowiada gustom rządzących, są pozbawiani praw, wywłaszczani i przedstawiani jako przestępcy bez przeprowadzenia postępowania sądowego. Najczęściej stosowanym środkiem są na przykład sankcje UE, które pierwotnie zostały wprowadzone w odniesieniu do terrorystów, ale obecnie – przy poparciu szerokiej opinii publicznej – nakładane są na najbardziej obiektywnych ekspertów, takich jak Szwajcar, a tym samym obywatel spoza UE, Jacques Baud; zobacz nasze relacje na ten temat. Skutkiem tego ukierunkowanego oddziaływania politycznego są relacje w tradycyjnych mediach, które nie mają już nic wspólnego z prawdą, a często wręcz ją odwracają.

Wszystkie kryzysy geopolityczne mają jedno źródło

Wszystkie konflikty zbrojne na całym świecie należy postrzegać jako jedną całość, jedną strategię. Ci sami ludzie, którzy podsycają wojnę przeciwko Iranowi i przemocą tworzą Wielki Izrael, ponoszą również odpowiedzialność za konflikt na Ukrainie i wojnę Europy przeciwko Rosji, która prawdopodobnie wkrótce nastąpi, przy czym wiele konfliktów – na przykład w Afryce – o których nie wspominamy na naszym blogu, również stanowi część tej strategii. Wszystko jest ze sobą powiązane, a fakt, że dziennikarze bronią wojny – prowadzonej przy użyciu metod o charakterze ludobójczym – przeciwko Iranowi, Libanowi i Gazie, jednocześnie popierając działania Rosji na Ukrainie, świadczy o braku zrozumienia kwestii geopolitycznych. Siły wywołujące i podsycające te konflikty są identyczne. Zrozumienie tego faktu bardzo pomaga w ogarnięciu ogólnej sytuacji geopolitycznej.

Ogólny obraz sytuacji nie jest trudny do zrozumienia: po setkach lat panowania kolonialnego nad resztą świata zbiorowy Zachód przegrał już wyścig gospodarczy z Globalnym Południem; więcej na ten temat poniżej. O ile w ciągu ostatnich 500 lat wojny dotyczyły tego, kto na Zachodzie będzie sprawował hegemonię nad imperium kolonialnym, o tyle dzisiejsze konflikty dotyczą tego, czy zbiorowy Zachód zdoła utrzymać swoje imperium kolonialne. Szanse na to są niewielkie, jak już przedstawiliśmy w naszej serii „Rozpoczęła się wojna dwóch światów”. Wówczas spodziewaliśmy się wielu pojedynczych konfliktów trwających przez dziesięciolecia, jednak bez wojny światowej. Ta stosunkowo optymistyczna teza wydaje się teraz chwiać, ponieważ agresja między światowymi mocarstwami narasta z dnia na dzień, a zbiorowy Zachód nie rezygnuje z arogancji kolonialnego władcy i całkowicie przecenia swoje możliwości, posługując się pozornymi argumentami.

Budżet wojskowy jako miara siły militarnej to fałszywy argument

Amerykanie od dziesięcioleci wmawiają światu, że dysponują najsilniejszymi siłami zbrojnymi na świecie. Twierdzenie to poparte jest astronomiczną liczbą: budżetem wojskowym USA wynoszącym aż 1,5 biliona dolarów amerykańskich. To 10 razy więcej niż rosyjski budżet wojskowy, a nawet 190 razy więcej niż budżet wojskowy Iranu, który w 2024 r. wyniósł 7,89 mld dolarów amerykańskich. NATO bez Stanów Zjednoczonych wydało 608 mln dolarów amerykańskich.

Mimo to Stany Zjednoczone – wraz z Izraelem – poniosły porażkę zarówno w wojnie 12-dniowej, jak i w trwającej obecnie wojnie, która wymknęła się spod kontroli. NATO wraz ze Stanami Zjednoczonymi ponosi porażkę na Ukrainie. Ogromne budżety na Zachodzie jasno wskazują, że zachodnie siły zbrojne nie są nastawione na obronę wolności, lecz na zgarnianie jak największej ilości pieniędzy. Prowadzi to do tego, że system uzbrojenia na Zachodzie uznaje się za udany, jeśli można go sprzedać za jak największą kwotę własnym siłom zbrojnym lub siłom zbrojnym państw trzecich. W 2024 roku przedstawiliśmy porównanie dwóch śmigłowców bojowych, które według ekspertów są równoważne: rosyjskiego Kamowa KA-52 i amerykańskiego AH-64 Apache. Apache kosztuje 155 milionów dolarów amerykańskich, a Kamow – 16 milionów. Do tego dochodzi fakt, że zachodnie systemy uzbrojenia są produkowane w wręcz homeopatycznych ilościach, a zwiększenie produkcji, które mogłoby zapewnić trwałe wsparcie w przypadku długotrwałego konfliktu, jest niemożliwe; jest to zbyt kosztowne, zbyt skomplikowane, a do tego połączone z potencjałem przemysłowym, którego po prostu już nie ma.

W perspektywie średnioterminowej Stany Zjednoczone nie będą w stanie produkować wysokiej jakości sprzętu wojskowego w wystarczających ilościach i po rozsądnych kosztach, ponieważ borykają się obecnie z wieloma problemami: po pierwsze brakuje woli, ponieważ nadrzędnym celem jest zysk dla kompleksu militarno-przemysłowego. Po drugie, w wyniku trwającej od 30 lat deindustrializacji Stany Zjednoczone nie dysponują już bazą przemysłową niezbędną do produkcji broni w ilościach wymaganych na potrzeby działań wojennych.

Na pierwszym planie stoi raczej dążenie do zysku. Obiektywni obserwatorzy powinni dostrzec, że taka strategia w sytuacji kryzysowej musi doprowadzić do katastrofy – jak pokazały przykłady Bliskiego Wschodu i Ukrainy. Według ocen różnych ekspertów Zachód pozostaje tam w tyle za swoimi konkurentami o co najmniej dekadę, zarówno w zakresie technologii rakietowej, jak i dronów.

Na przykład Iran, którego wydatki na zbrojenia są około 200 razy niższe niż wydatki USA, dysponuje pociskami hipersonicznymi, które niezwykle trudno jest przechwycić. Natomiast zbiorowy Zachód nadal nie dysponuje gotową do użycia bronią hipersoniczną. Krytycy oceniają to jako skutek połączenia dążenia do zysku, arogancji i korupcji w ramach kompleksu militarno-przemysłowego.

Jeśli Zachód chce w przyszłości ponownie działać na równi pod względem militarnym, musiałby gruntownie zreformować kompleks militarno-przemysłowy – przedsięwzięcie, które w świetle istniejących stosunków sił gospodarczych i politycznych wydaje się niemal niemożliwe; przemysł ten jest kontrolowany przez grupy, o których mowa powyżej.

Brak woli obrony na Zachodzie

Jak zbiorowy Zachód reaguje na przegrane wojny? – Zwiększa swoje budżety wojskowe, nie zajmując się jednak niezbędnymi problemami strukturalnymi. Na Zachodzie panuje błędne przekonanie, że wszystko da się rozwiązać za pomocą pieniędzy. W Rosji przemysł zbrojeniowy pozostaje w większości własnością państwa, dlatego też istnieje tam nadrzędny interes w produkcji wysokiej jakości, ale jednocześnie niedrogiej.

W związku z tym w Stanach Zjednoczonych zmiana nastąpi tylko wtedy, gdy amerykański pęd do zysku w produkcji broni zostanie poważnie poddany w wątpliwość – oraz gdy społeczeństwu uda się pozyskać najlepsze umysły do pracy w przemyśle obronnym w interesie całego amerykańskiego społeczeństwa, co obecnie nie ma miejsca. Amerykańscy fizycy zajmujący się rakietami zarabiają więcej jako analitycy w bankach inwestycyjnych i nie mają motywacji, by służyć ojczyźnie, ponieważ na Zachodzie wola obrony praktycznie nie istnieje. Na przykład w Niemczech jedna liczba niweczy nadzieję na większą gotowość do obrony: spośród 300 000 młodych Niemców tylko 530 jest gotowych do odbycia służby wojskowej – to zaledwie 0,17%! (Źródło: Süddeutsche Zeitung). Liczba ta stanowi rażący kontrast w stosunku do wypowiedzi np. Borisa Pistoriusa, niemieckiego ministra obrony, który już w 2024 roku oświadczył:

Musimy być gotowi do wojny do 2029 roku” – powiedział minister. „Musimy zapewnić odstraszanie, aby zapobiec eskalacji konfliktu do skrajności”.

Boris Pistorius, 5 czerwca 2024 r.

Na całym Zachodzie perspektywa przygotowania sił zbrojnych do wojny wygląda zatem ponuro. Mimo to Europejczycy i Amerykanie wydają się z wielką pewnością siebie przeć ku wojnie światowej, dysponując przestarzałymi, a do tego zawyżonymi cenowo systemami uzbrojenia i bez niezbędnej woli obronnej społeczeństwa. To wydaje się być szaleństwem – ale tak właśnie jest. Fakty mówią same za siebie. Kto robi coś takiego? Robią to skorumpowani politycy, tacy jak ci, których opisaliśmy na początku.

Gospodarka jako oznaka porażki

Jeśli weźmie się pod uwagę dane gospodarcze, łatwo zauważyć, że zachodni świat już przegrał wyścig gospodarczy. Historia uczy, że w takiej sytuacji jedyną opcją pozostaje wojna.

Od lat zwracam uwagę na katastrofalny poziom długu publicznego i groteskowe wyceny na rynkach finansowych. Do tego dochodzi fakt, że kolektywny Zachód oszukuje również przy obliczaniu siły gospodarczej. Wszystko po to, by podtrzymać narrację pozwalającą nadal przedstawiać USA jako numer 1. Jeśli obliczyć PKB skorygowany o siłę nabywczą, tj. uwzględniając lokalną siłę nabywczą poszczególnych krajów, to USA już przegrały.

Źródło: Visual Capitalist

Zgodnie z tymi obliczeniami Chiny wyprzedzają Stany Zjednoczone, a Rosja – Japonię i Niemcy. Do tego dochodzi fakt, że zachodni świat jako agresor znajduje się w sytuacji politycznej i gospodarczej, która nie pozwala na militarną konfrontację z Rosją, Iranem i Chinami: Zadłużenie Stanów Zjednoczonych wynosi ponad 121% PKB – ostatni raz miało to miejsce pod koniec II wojny światowej, po wojnie przemysłów, która zapewniła USA dominację na świecie. Zadłużenie to udało się obniżyć do poziomu poniżej 40% w ciągu 35 lat, przy nadal korzystnych dla USA warunkach gospodarczych i politycznych.

Źródło: Macrotrends

W 1945 roku Amerykanie osiągnęli szczyt swojej potęgi. Wspólnie ze Związkiem Radzieckim dominowali nad przebiegiem wojny, dysponowali 22 000 ton złota, a amerykański przemysł wytwarzał 70% światowej produkcji dóbr przemysłowych. Tak właśnie wygląda prawdziwa „dominacja w pełnym spektrum”: dominacja militarna, dominacja przemysłowa, złoto – bo kto ma złoto, ten ustala zasady. Teraz Stany Zjednoczone ponownie stoją w obliczu wojny światowej, a sytuacja wygląda tak samo jak ostatnim razem po wojnie, z jedną ogromną różnicą: Chiny są co najmniej równorzędne gospodarczo ze Stanami Zjednoczonymi, dysponując przy tym znacznie lepszymi uwarunkowaniami gospodarczymi.

Nie są to okoliczności sprzyjające konfliktowi zbrojnemu o globalnym zasięgu – ani pod względem finansowym, ani gospodarczym, a tym samym również politycznym.

Bliski Wschód

Z treści Memorandum of Understanding jasno wynika, że Iran pokonał militarnie zarówno Izrael, jak i Stany Zjednoczone; w przeciwnym razie Amerykanie nigdy nie podpisaliby takiego dokumentu. Izrael, pod groźbą upadku własnych marzeń o wielkości, nie może podporządkować się duchowi tego dokumentu i zakończyć wojny w Libanie i Strefie Gazy. Nie będzie więc pokoju.

Nasze rozważania na ten temat: „Iran pokonuje USA – przemyślenia”. W Iranie narastają głosy twierdzące, że prezydent i minister spraw zagranicznych nie prowadzą wystarczająco twardych negocjacji – presja ze strony irańskiej opinii publicznej domaga się bardziej zdecydowanego stanowiska wobec USA i Izraela. Najwyższy przywódca Iranu, Modżtaba Chamenei, zatwierdził wprawdzie list intencyjny (MoU) ze Stanami Zjednoczonymi w sprawie zakończenia wojny regionalnej, ale pod pewnymi warunkami.

W publicznym oświadczeniu stwierdził jednak, że zasadniczo reprezentuje „inne stanowisko”, ale zgodził się na porozumienie po otrzymaniu od prezydenta Masouda Pezeshkiana gwarancji, że prawa narodowe Iranu oraz „front oporu” zostaną zachowane. Jest to wyraźna wskazówka, że Irańczycy ostatecznie nie są gotowi na kompromisy kosztem Libanu i Strefy Gazy.

Należy się spodziewać, że konflikt na Bliskim Wschodzie będzie trwał dalej: ani Stany Zjednoczone, ani Izrael nie są gotowe pogodzić się z przegraną wojną i zaakceptować jej konsekwencji. Takie stanowisko utrzymuje stan zawieszenia, który w każdej chwili może przechylić szalę na jedną lub drugą stronę. Strategii tej przeciwdziała jednak fakt, że Zachodowi kończy się czas z powodu sytuacji w cieśninie Ormuz. Zmniejszenie się rezerw ropy naftowej  było głównym powodem, dla którego Stany Zjednoczone w ogóle podpisały ten protokół ustaleń w tej właśnie treści. Amerykanie dążą zatem do utrzymania stanu zawieszenia, który pozwoli im spokojnie przygotować kolejne kroki militarne; stan ten można jednak utrzymać tylko wtedy, gdy cieśnina Ormuz pozostanie w międzyczasie otwarta. O ile do 28 lutego 2026 r. przez Cieśninę Ormuz przepływało dziennie około 130 statków, o tyle liczby te spadły praktycznie do zera, a następnie ustabilizowały się na poziomie 5–10% przedwojennego natężenia ruchu, by 25 czerwca 2026 r. gwałtownie wzrosnąć do 70 statków. Liczby te należy traktować z rezerwą: Mówi się, że znaczna część z tych 70 statków eksportowała ropę z Iranu po tym, jak Stany Zjednoczone zniosły sankcje naftowe poprzez podpisanie odpowiedniego dokumentu. Jeśli Izraelczycy nie wycofają się z Libanu, a Irańczycy pozostaną nieugięci – co należy zakładać – Cieśnina Ormuz pozostanie zatkanym wąskim gardłem: bomba zegarowa dla dostaw surowców na Zachód nadal tyka.

Irańczycy mogą czekać – Amerykanie nie. Przy ocenie sytuacji należy po prostu pominąć wypowiedzi Donalda Trumpa, ponieważ Trump raz mówi o pokoju, a raz o wojnie, zmieniając zdanie czasami nawet kilka razy dziennie. Wydaje się, że uważa on, iż dzięki tej nowojorskiej taktyce „dealmakingu” uda mu się coś osiągnąć w stosunku do Irańczyków, co jednak nie ma miejsca, ponieważ osiąga w ten sposób tylko jedno: Amerykanie coraz bardziej potwierdzają, że nie są zdolni do przestrzegania umów, zagrażając tym samym pokojowi na świecie.

Wojna w Europie

Konflikt zbrojny na Ukrainie, wywołany przez Zachód, rozpoczął się w 2014 roku. Tylko ci, którzy nie uznają wieloletniego ostrzału ukraińskiej artylerii w Donbasie za akt wojny, twierdzą, że to Rosjanie rozpoczęli wojnę w lutym 2022 roku. Jest to fakt tak oczywisty, że można się tylko dziwić argumentom Zachodu, iż to Rosja jest agresorem.

Kolejnym faktem jest to, że ta wojna całkowicie zmieniła technikę i taktykę walki – strony walczące musiały dostosować się do nowego rodzaju wojny, zdominowanej przez drony i pociski rakietowe. Kolumny czołgów i masy wojsk są atakowane tanimi dronami natychmiast po ich wykryciu – i to bardzo szybko. Walczące strony musiały dostosować się i nauczyć tego nowego sposobu walki. Rosjanie w szczególności odnieśli sukces i teraz kontrolują pole bitwy w nowy sposób: powolne, skuteczne natarcia, ponieważ zmasowane ataki przynoszą tylko jedno: duże straty. Podobne skoki rozwojowe miały miejsce wielokrotnie. Karabin maszynowy, który był już używany przed I wojną światową, ale którego znaczenie było wówczas niedoceniane, położył kres wojnie mobilnej już w pierwszym roku wojny, gdy duże kolumny ludzi nacierały na wroga i były dziesiątkowane. Pod koniec I wojny światowej czołgi przywróciły ruch na froncie. Porównywanie sytuacji na froncie na Ukrainie z sytuacją podczas I wojny światowej jest jednak błędne: powolne przemieszczanie się w małych grupach wydaje się być jak dotąd jedynym sposobem na przetrwanie burzy dronów i utrzymanie ruchu.

Zachodnie media donoszą ostatnio o przewadze Ukraińców w wojnie. Jest to jednak nieprawda i nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Należy odróżnić walki na froncie od ataków dronów NATO w Rosji. Na froncie Donbasu Rosjanie wciąż mają do czynienia z kilkoma ufortyfikowanymi miastami; po tym Donbas zostanie wyzwolony. Poza nimi nie ma już żadnych znaczących umocnień. Zamiast wdawać się w szczegóły, odsyłam do jednego z najlepszych kanałów, Military Summary, który od początku wojny relacjonuje sytuację na froncie dwa razy dziennie. 

Zachód jeszcze nie rozpoznał znaków czasu. Jego eksperci wierzą, że odniesie sukces w wojnie z Rosją. Jednak nie zdefiniowali nawet w żaden sposób celów swojej wojny. W związku z tym nie mają żadnego planu strategicznego przeciwko Rosji poza jej osłabieniem.

Przede wszystkim Niemcy wyznaczyli początek wojny z Rosją na rok 2030. Jednak teraz jest rok 2026 i Niemcy najwyraźniej zakładają, że mogą bezkarnie wysyłać do Rosji drony i pociski manewrujące do 2030 roku, wykorzystując Ukrainę jako swojego pełnomocnika. Działania Europy są oczywiście skoordynowane z USA. Użycie tych systemów uzbrojenia jest niemożliwe bez amerykańskiego udziału. Prezydent Putin dał to jasno do zrozumienia kilka dni temu.

Wielu obserwatorów i ekspertów w Rosji i za granicą zakłada, że ​​prezydent Putin wkrótce zdecyduje się na atak na cele w Europie – w tym te poza Ukrainą.

Wachlarz opinii jest szeroki. Opublikowaliśmy już kilka artykułów na ten temat: w artykule „Czy rok 1914 się powtarza? Czy wojna między Europą a Rosją w końcu wybuchnie otwarcie?” przeanalizowaliśmy również doktrynę Karaganowa, która postuluje użycie broni jądrowej, i doszliśmy do wniosku, że atak jest konieczny, ale nie z użyciem broni jądrowej. Scott Ritter odniósł się następnie do „błędu Karaganowa” i również wyraźnie wypowiedział się przeciwko użyciu broni jądrowej.

Wniosek

Na Bliskim Wschodzie nie widzę realnych szans na zakończenie wojny, ponieważ oznaczałoby to z jednej strony wycofanie wojsk amerykańskich, a z drugiej strony, że Izrael pozostałby osamotniony jako mały, ludobójczy agresor. Izraelczycy są pod presją i kontynuują ludobójstwo w Strefie Gazy i Libanie, nie zważając na porozumienia między USA a Iranem, ponieważ dla Netanjahu osobiście utrzymanie wojny jest jedynym sposobem na polityczne przetrwanie.

W Rosji rośnie presja na prezydenta Putina, aby zajął bardziej agresywne stanowisko wobec Europy, która nie próbuje już nawet ukrywać swojego bezpośredniego zaangażowania w wojnę z Rosją. Rosja nasila ataki na Ukrainę, między innymi niszcząc wszystkie stacje benzynowe we wschodniej Ukrainie, aby sparaliżować jej infrastrukturę transportową. Wojska lądowe poczyniły widoczne postępy, a po wyzwoleniu ostatnich ufortyfikowanych miast w Donbasie, co jest spodziewane w ciągu najbliższych kilku tygodni, droga do Dniepru stanie otworem.

Prezydent Putin liczy więc na rozwiązanie militarne na Ukrainie i czeka na załamanie energetyczne w Europie, gdzie wiele lotów jest już odwoływanych pod błahymi pretekstami.

Skoordynowane doniesienia na Zachodzie, że sytuacja na Ukrainie uległa zmianie, nie znajdują potwierdzenia w panującej tam rzeczywistości. Niedobór paliwa w Rosji jest również wyolbrzymiany. W niektórych regionach paliwo jest racjonowane na stacjach benzynowych. Jednak w żaden sposób nie wpłynie to na zmianę kierunku działań Rosji.

Mam okazję, bardzo nieregularnie, rozmawiać z kimś mieszkającym w Kijowie. Według niego sytuacja jest katastrofalna, a ponad 90% społeczeństwa sprzeciwia się Zełenskiemu. Na pytanie, dlaczego ludzie nie buntują się, odpowiedzieli, że terror służb bezpieczeństwa i wywiadu zastraszył ich do tego stopnia, że ​​komunikacja, niezbędna do powstania, jest niemożliwa. Ukraina, przedstawiana przez Zachód jako świetlany przykład demokracji, wydaje się być bombą z opóźnionym zapłonem, której tykanie tłumi strach.

Nigdy nie obawiałem się wybuchu wojny między Europą a Rosją, mimo że Europa praktycznie nie posiada potencjału militarnego. Prezydent Putin nie zrobi pierwszego kroku w kierunku trzeciej wojny światowej. Tylko on wie, jak długo będzie tolerował systematyczne prowokacje Zachodu i jak na nie zareaguje.

Dlaczego w Polsce prawda stała się wrogiem

Anatomia samozakłamania:

Dlaczego w Polsce prawda stała się wrogiem

Bogdan Morkisz myslpolska/anatomia-samozaklamania-dlaczego-w-polsce-prawda-stala-sie-wrogiem

Ludzie zazwyczaj nie szukają prawdy, lecz potwierdzenia własnych iluzji” – Bertrand Russell

Żyjemy w kraju, który z fascynującą, choć bolesną precyzją, pielęgnuje swoje iluzje. To nie jest teza publicystycznej egzaltacji. To po prostu brutalna diagnoza codzienności. Widzimy, że choć wiedza o manipulacji jest powszechna, paradoksalnie największym wrogiem staje się nie pociągający za sznurki, lecz ten, który ośmiela się wskazać mechanizm ich działania.

„Prawda, tak jak złoto, daje się otrzymać nie przez powiększenie jej ilości, ale przez wypłukanie wszystkiego, co nią nie jest.”— Lew Tołstoj

Prawda w dyskursie przestała być wartością nadrzędną, a stała się towarem deficytowym, wręcz niebezpiecznym. Posiada ona bowiem jedną, niewybaczalną dla wielu cechę – nie daje świętego spokoju… Wymaga wysiłku intelektualnego i emocjonalnego, do którego wygodne przekonanie, że „jakoś to będzie”, skutecznie zniechęca. Łatwiej jest zadekretować wrogość do człowieka, który wyrywa nas z letargu, niż zmierzyć się z faktem, że nasze dotychczasowe kierunki rozmyślań były jedynie komfortowym kłamstwem. To psychologiczne zjawisko, w którym gniew przesuwa się z centrum manipulacji na posłańca złych wieści. Oplucie kogoś, kto ostrzega przed przepaścią, jest znacznie mniej wymagające niż zatrzymanie się i zmiana obranej ścieżki. Prawda psuje komfort samozakłamania, w którym tak wielu odnalazło swoją przystań.

„Nie można ukryć trzech rzeczy: słońca, księżyca i prawdy.” – Budda

W tym swoistym teatrze absurdu role zostały rozdzielone w sposób przewrotny. Kłamca, grający sprawnie na emocjach, awansuje do rangi autorytetu, stając się przewodnikiem dla zagubionych. Tymczasem osoba mówiąca prawdę jest spychana na margines, stając się wrogiem publicznym numer jeden. Nie pasuje do układu, nie dając się kupić komplementami ani groźbami, a co najważniejsze – burzy misternie budowaną fasadę wspólnego wyobrażenia o świecie. Warto jednak zauważyć, że ta niechęć do prawdy jest również dowodem na jej ogromną siłę. Skoro prawda budzi tak skrajne emocje, znaczy to, że wciąż potrafi poruszyć fundamenty, na których opiera się fałsz. Ludzie boją się prawdy nie dlatego, że jest ona słaba, ale dlatego, że jest ostateczna.

„W czasach powszechnego kłamstwa mówienie prawdy jest aktem rewolucyjnym.” – George Orwell

Czy skazani jesteśmy na wieczne trwanie w iluzji? Historia uczy, że nawet najsilniejszy gmach kłamstwa rozpada się pod wpływem konsekwentnego świadectwa. W krajach, gdzie prawda jest spychana do narożnika, każdy, kto decyduje się na jej głośne wypowiadanie, przestaje być tylko jednostką – staje się głosem sumienia. W świecie, który tak bardzo boi się lustra, autentyczność jest najbardziej radykalną formą buntu. Nie szukajmy w tym wszystkim nadziei na szybką zmianę, lecz na trwałe zasianie ziarna refleksji.

Nawet jeśli dziś prawdomówca jest intruzem, jutro może stać się jedynym punktem odniesienia w morzu chaosu. Prawda nie potrzebuje aplauzu; ona po prostu jest – i w odpowiednim momencie upomni się o swoje.

Bogdan Morkisz

Judaizm, prawda, chrześcijaństwo.

Judaizm, prawda, chrześcijaństwo.

Kolejny głos w dyskusji

[JAKUB WASZKOWIAK OFM]

pch24.pl/judaizm-prawda-chrzescijanstwo-kolejny-glos-w-dyskusji

(Oprac. PCh24.pl)

Lektura ostatniego artykułu ks. prof. Andrzeja Perzyńskiego na portalu KAI z 9.02.2026, w którym autor zarzuca ks. prof. Waldemarowi Chrostowskiemu próbę budowania „alternatywnego magisterium” w sprawie dialogu judeochrześcijańskiego, zawiera szereg uproszczeń. W konsekwencji prowadzą one do bezpodstawnej, krzywdzącej krytyki pod adresem ks. prof. Chrostowskiego, wybitnego biblisty i znakomitego znawcy relacji chrześcijańsko-żydowskich. Twierdzenia ks. Perzyńskiego nie mogą pozostać bez reakcji, zwłaszcza, że brak im naukowej rzetelności – stwierdza o. dr Jakub Waszkowiak OFM.

Dla uporządkowania zasadniczych kwestii warto przywołać kilka faktów historycznych, pozwalających ukazać, dlaczego judaizm współczesny w istotny sposób różni się od judaizmu epoki Jezusa Chrystusa.

Po zburzeniu Świątyni Jerozolimskiej w 70 r. po Chr. judaizm stanął wobec konieczności głębokiej reorganizacji, gdyż unicestwione zostało jedyne miejsce sprawowania kultu ofiarniczego, który do dnia dzisiejszego nie został wznowiony. W tej sytuacji, począwszy od II wieku, rozwija się tzw. judaizm rabiniczny, wywodzący się przede wszystkim z tradycji faryzejskiej.

Około VI wieku zakończono redakcję Talmudu Babilońskiego, stanowiącego rozwinięcie wcześniejszych tradycji ustnych judaizmu rabinicznego. W wielu jego partiach odnaleźć można krytyczne wypowiedzi na temat chrześcijaństwa oraz samego Jezusa, o czym szerzej pisze ks. prof. M.S. Wróbel w publikacji „Jezus i Jego wyznawcy w Talmudzie” (Wydawnictwo KUL, Lublin 2013). W tym kontekście należy wspomnieć także późniejsze pisma żydowskie, takie jak Toledot Jeszu, przedstawiające postać Jezusa w sposób skrajnie negatywny i zniekształcony.

W tym świetle teza ks. prof. Chrostowskiego, że współczesny judaizm różni się zasadniczo od judaizmu czasów Jezusa oraz że jego późniejsza postać zawierała treści o charakterze antychrześcijańskim, znajduje mocne uzasadnienie historyczne. Odrzucenie tej tezy bez uwzględnienia podstawowych danych biblijno-historycznych świadczy o powierzchownej znajomości tematu.

Ks. prof. Chrostowski stwierdza: „Nie otrzymaliśmy Starego Testamentu od Żydów. Otrzymaliśmy go od Jezusa Chrystusa i od Kościoła apostolskiego”. Ksiądz Perzyński kontestuje tę wypowiedź słowami: „Z punktu widzenia egzegezy katolickiej i historii zbawienia twierdzenie to balansuje na granicy anachronizmu. Jezus, św. Piotr czy św. Paweł nie posługiwali się ‘Starym Testamentem’ jako zbiorem odrębnym od Pism Żydowskich – oni czytali Tanach jako swoją jedyną, świętą księgę”.

Stanowisko ks. Perzyńskiego wydaje się w tym miejscu nie uwzględniać istotnych ustaleń historycznych dotyczących procesu kształtowania się kanonu biblijnego. Przede wszystkim trzeba podkreślić, że w czasach Jezusa wewnątrz judaizmu nie istniał jeszcze zamknięty kanon ksiąg świętych. Ostateczne ukształtowanie kanonu Pisma Świętego (Tanach) dokonało się w środowisku rabinicznym dopiero w II wieku po Chr., kiedy chrześcijaństwo już istniało. W czasach Jezusa nie istniał bowiem jednolity, powszechnie uznany kanon poza Torą, której autorytet był bezsporny. Istniały natomiast znaczące rozbieżności co do statusu pozostałych ksiąg. Przykładowo trójdzielny układ Pism – Tora, Newiim i Ketuwim (Tora, Prorocy i Pisma), czyli późniejszy Tanach – był charakterystyczny dla nurtu faryzejskiego. Saduceusze uznawali wyłącznie Torę (Pięcioksiąg). Z kolei esseńczycy, oprócz ksiąg znanych później z Tanachu, posługiwali się również innymi pismami, które dziś określamy mianem apokryficznych, jak np. Księga Henocha czy Księga Jubileuszów. W związku z tym twierdzenie, że Jezus i Jego uczniowie korzystali z Tanachu jako ustalonego, zamkniętego zbioru tekstów, jest historycznie nieścisłe.

Ponadto, w odniesieniu do pism, które dziś składają się na Stary Testament, chrześcijaństwo w swych początkach nie koncentrowało się na tekście hebrajskim, lecz korzystało przede wszystkim z Septuaginty – greckiego przekładu powstałego w Aleksandrii. Nie oznaczało to jednak bezrefleksyjnego przyjęcia całego zbioru ksiąg funkcjonujących w tradycji Septuaginty. Pierwotny Kościół dokonał własnego rozeznania kanonicznego, przyjmując zbiór 46 ksiąg Starego Testamentu, a odrzucając niektóre pisma obecne w tradycji greckiej (Psalm 151, 3 i 4 Księgę Machabejską, 1 Księgę Ezdrasza, Modlitwę Manassesa). W odpowiedzi na przejęcie Septuaginty przez chrześcijan judaizm rabiniczny stopniowo odszedł od jej używania i podjął nowe przekłady greckie (m.in. Teodocjona, Symmacha i Akwili). Nie mniej istotna pozostaje kwestia interpretacji. Chrześcijaństwo odczytuje Stary Testament w świetle Nowego Testamentu, co prowadzi do odmiennego rozumienia tych samych tekstów. Różnica dotyczy zatem nie tylko zakresu kanonu, lecz przede wszystkim hermeneutyki.

Przywoływane przez ks. Perzyńskiego słowa z Listu do Rzymian: „dary łaski i wezwanie Boże są nieodwołalne” (Rz 11,29) wymagają pogłębionej refleksji. Boże powołanie nie eliminuje ludzkiej wolności; człowiek może na nie odpowiedzieć pozytywnie, ale może je również zaniedbać, a nawet odrzucić. Jak powszechnie wiadomo, większość przedstawicieli judaizmu I wieku nie uznała Jezusa za Mesjasza. W konsekwencji tego wyboru św. Paweł stwierdza, że Izrael dostąpi zbawienia i rozpozna w Jezusie Mesjasza, jednak dopiero wówczas, gdy „pełnia pogan wejdzie do Kościoła” (Rz 11,25–26). Oznacza to, że wybranie Izraela zachowuje swoją trwałość, ponieważ Bóg nie cofa danego słowa, jednak odrzucenie Chrystusa sprawia, że to powołanie nie znajduje swojej pełnej realizacji. W konsekwencji głoszenie prawdy o zmartwychwstaniu zostało powierzone Kościołowi, choć w pierwotnym zamyśle to Izrael — naród, z którego wyszedł Mesjasz — miał stać się pierwszym i zasadniczym świadkiem tego wydarzenia.

Oskarżenie, jakoby ks. prof. Chrostowski „unieważniał dorobek dialogu ostatnich dekad”, domaga się najpierw jasnego określenia, na czym ów dorobek miałby polegać w sensie ściśle teologicznym. Dialog chrześcijańsko-żydowski niewątpliwie przyniósł istotne owoce na płaszczyźnie kulturowej i społecznej, przyczyniając się do przezwyciężania uprzedzeń oraz do budowania wzajemnego szacunku. Należy jednak postawić pytanie: jakie konkretne rezultaty osiągnięto na poziomie dogmatycznym? Czy w ramach dialogu judeochrześcijańskiego udało się doprowadzić choćby do zasadniczej rewizji teologicznego spojrzenia na osobę Jezusa Chrystusa? W środowiskach żydowskich Jezus jest nadal określany pejoratywnym akronimem „Jeszu”, interpretowanym jako skrót od formuły jimmaḥ šəmô wəzikrô („niech jego imię i pamięć zaginą”), podczas gdy Jego historyczne imię w języku hebrajskim brzmiało Jeszua.

Fakt ten pokazuje, że zasadnicze różnice chrystologiczne pozostają nadal nierozwiązane, a dialog — choć owocny w wielu wymiarach — nie doprowadził do przezwyciężenia fundamentalnych rozbieżności teologicznych. Wśród wyznawców judaizmu trudno znaleźć osoby, które uznawałyby chrześcijaństwo za religię prawdziwą. Przy bliższym przyjrzeniu się temu „dorobkowi” okazuje się on stosunkowo skromny nawet w kwestiach najbardziej fundamentalnych.

Ponadto, mimo ogromnego zaangażowania strony katolickiej, judaizm rzadko podejmuje analogiczne inicjatywy. Oczywiście każde spotkanie ma swoją wartość i należy je kontynuować, ale raczej na płaszczyźnie ogólnoludzkiej niż ściśle religijnej. Jeśli natomiast kontynuowane mają być inicjatywy Kościoła poświęcone np. Dniom Judaizmu, to jak to słusznie zasugerował ks. Chrostowski, powinny mieć przede wszystkim charakter edukacyjny. Ich głównym celem powinno być wyjaśnienie tradycji żydowskich w taki sposób, aby umożliwić Kościołowi głębsze zrozumienie własnej tożsamości i korzeni chrześcijaństwa. Powinno to odbywać się przy jednoczesnym zachowaniu pełnej troski o własną tożsamość religijną.

Każdy, kto zna ks. prof. Chrostowskiego, wie, że nie jest on antysemitą. Kieruje się zdrowym rozsądkiem i głęboką miłością do Kościoła. Jeżeli zajmuje krytyczne stanowisko wobec niektórych działań na polu dialogu judeochrześcijańskiego, to nie jest to krytykanctwo, lecz krytyczne spojrzenie głęboko uzasadnione historycznie i biblijnie, czemu dał wielokrotnie wyraz w swoich wystąpieniach oraz licznych publikacjach naukowych. Przyznaję, że ks. prof. Chrostowski posługuje się niekiedy skrótami myślowymi, które mogą być błędnie interpretowane. Być może wynika to z tego, iż zakłada on u czytelnika określony poziom wiedzy i przygotowania merytorycznego. Wydaje się jednak, że jego wysoka kultura osobista i zaufanie do rozmówców sprawiają, iż niekiedy przecenia on kompetencje swoich odbiorców.

O. dr Jakub Waszkowiak OFM (ur. 1974) jest franciszkaninem pracującym w Kustodii Ziemi Świętej w Izraelu. Jako adiunkt jerozolimskiego Studium Biblicum Franciscanum od lat prowadzi wykłady z Pisma Świętego dla studentów międzynarodowych seminariów (m.in. Studium Theologicum Jerosolymitanum oraz Ratisbonne). Jest członkiem Stowarzyszenia Biblistów Polskich.

Źródło: KAI Pach
==========================

mail:

Dawno temu świetnie to podsumował znakomity Lech Jęczmyk  w swym zbiorze felietonów „Nowe  średniowiecze”- felietony  zebrane z 2013 str 519

„Chrześcijanie  i Żydzi mogą z powodzeniem  prowadzić  dialog na temat metod nawadniania pustyni, ale miedzy ich religiami dialog jest niemożliwy.

Albo Syn Boży odwiedził Ziemię – i wówczas bycie dziś starotestamentowym Żydem  jest bez sensu.

Albo Jezus nie był Synem Bożym i nie wstał z martwych, a wtedy bez sensu jest chrześcijaństwo. Takiej sprzeczności nie ma miedzy żadnymi  innymi religiami, tylko tu jest albo-albo (…)

Rozmawiajmy więc o nawadnianiu pustyni.  I bądźmy otwarci na wszystkich którzy chcą uznać Chrystusa.

O pewnej jedności. (Z rozważań o miłości i prawdzie)

O pewnej jedności

(Z rozważań o miłości i prawdzie)

Kazimierz Nowosielski

„Nie stać cię, żeby powiedzieć prawdę?” – czasem w skrytości ducha, albo głośno pytamy nie tylko samych siebie. A dzieje się tak, gdyż ona – sądzimy– jest nie tylko sprawą faktów, ale i sumienia. Otóż fundamentalne doświadczenie realności rzeczy, jak też faktyczności naszego istnienia, tak czy inaczej każe się nam upominać o zgodność wypowiadanych o nich sądów z tym, czym jest to, co jest – jako byt i nasze w nim bytowanie. Elementarna uczciwość w tym zakresie jawi się jako nieomijalna powinność zmysłów, rozumu i… serca zarazem. Dopiero w odniesieniu do prawdy one wszystkie zdają się odsłaniać swe głęboko antropologiczne, kulturowe, czy najzwyczajniej ludzkie, związane z codziennym życiem znaczenie. Zatem być może nie bez powodu, przynajmniej od czasu do czasu, pojawia się w nas przekonanie, że człowiek prawdy jest również – jak to się mówi – prawym człowiekiem. I choć czasami dość trudne bywa spełnianie się owej wspólnoty prawdy rzeczy, serca i sumienia, to jednak upominamy się o nią, a przynajmniej za nią tęsknimy.

Dziś na tę jedność został przypuszczony bezpardonowy, noszący znamiona cywilizacyjnego (a właściwie: antycywilizacyjnego) projektu, atak. Jak chyba nigdy dotąd jest on zarazem zinstytucjonalizowany oraz zideologizowany; idzie przez uniwersytety i kulturę masową, tak przez małe i duże wspólnoty, jak i świadomość pojedynczego człowieka; na rozmaite sposoby przejmuje władzę nad językiem i bez skrupułów usiłuje wpłynąć na praktykę codziennego życia… Aspirując do miana dziejowej i zarazem globalnej konieczności, rozgłasza przy tym, że skrajny indywidualizm oraz anarchia są tego procederu jednym z najważniejszych celów i jednocześnie najwspanialszym wyrazem. Jego naczelnym hasłem: Bądź sobą i praktykuj wszystkie wolności!

Choć postuluje likwidację wszelkich autorytetów, to przecież i on ma swoich generałów, ekspedycyjne korpusy, bogatych sponsorów i kadry influecerów. Przeciw wspomnianej jedności sprzysięgły się rozmaitej maści relatywizmy i różnoimienne a zakamuflowane w swej istocie totalitaryzmy (frankfurcki neomarksizm, genderyzm, postmodernizm, wokeizm…), a celem ich wszystkich: zanegowanie tak obiektywnego istnienia rzeczy oraz zachodzących między nimi relacji, jak też wiecznościowych aspektów żywej miłości, w tym nade wszystko miłości Boga do człowieka i człowieka do Boga. W tej permisywnej i zarazem mniej lub bardziej skrycie represyjnej „kulturze” wszystko zależy od punktu widzenia i narracji, która tę sytuację wyraża. Kto sądzi inaczej, uważają jej propagatorzy, jest despotą i aksjologicznym uzurpatorem. Nie ma dlań miejsca w przestrzeni wolności bez granic.

Najogólniej rzec można, idzie o zanegowanie sensu ludzkiego wzrastania w prawdzie i w miłości, który stanowi istotę, jakby korzeń i serce, naszej łacińskiej cywilizacji. Podwaliny pod nią kładli nade wszystko starożytni Grecy, poszukujący jego transcendentalnego (Platon) i realnego (Arystoteles) odniesienia, czy też umocowania tak w niedosiężnej rzeczywistości bogów, jak w dostępnej nam realności ziemskiego bytu. Z umiłowania prawdy i dążenia do niej, twierdził pierwszy, bierze się twórcze życie człowieka, zaś z badania rzeczy oraz zachodzących między nimi zależności, sądził drugi, wiedza o tym, kim jesteśmy i gdzie jesteśmy, zaś z połączenia ich obu – mądrość, którą uważali za największy skarb śmiertelnych. Kultura to nieustanne wyprawianie się na jego poszukiwanie.

Wy go szukacie daleko – u początku nowej ery, kiedy już zmierzchał hellenistyczny świat, powiadał św. Paweł na ateńskim Areopagu – podczas gdy On (Sens, Logos) „jest niedaleko od każdego z nas” (Dz 17, 16 34); to Jezus Chrystus, który przychodzi z prawdą miłości i z miłością prawdy zarazem – w jednej osobie Bóg i człowiek. A przybywa, jak w litanii do Jego Serca wyznają chrześcijanie, jako „odwieczne upragnienie świata”.

Miłość i prawda stoją w centrum zbawczej misji oraz posługi Jezusa. To On, na pytanie, które z Bożych przykazań najważniejsze, odpowiada: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. Drugie jest to: Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego. Nie ma przykazania większego od tych” (Mk 12, 30 – 31). A więc na drodze do pełni Bożej miłości, jak również dla życia w niej i dla niej jako nie do ominięcia jawi się też spełnianie powinności umysłu, którego najważniejszym wszak zadaniem jest to, byśmy uniknęli życia w kłamstwie! Chrystus wielokrotnie w swoim nauczaniu na prawdę się powołuje, i na nią też wskazują Jego uczniowie. Głosi On chwałę Boga Ojca, na którego prawdziwą obecność powoływali się prorocy (Iż 65, 16; Jr 10, 10) i natchnieni autorzy Psalmów (Ps 25, 5; 51, 6; 86,11), jak i na prawdę swej odkupicielskiej misji wskazuje On sam: „Ja się na to narodziłem i na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie. Każdy, kto jest z prawdy, słucha głosu mego ” – powiada przed Piłatem (J18, 37). Są to stwierdzenia rozstrzygające, graniczne w dziejach człowieka, przejmujące i wstrząsające zarazem. Duktem tych słów szli Jego uczniowie („Nie możemy bowiem nic przeciwko prawdzie, ale za prawdą” – głosił św. Paweł (2 Kor 13, 8) – i tak się dzieje, jeśli chodzi o prawdziwych świadków i wyznawców Chrystusa, aż do dzisiaj.

W chrześcijaństwie Bóg jest źródłem, dysponentem i gwarantem prawdy. Wszak nie może być inaczej skoro On, wierzymy, z samej swej istoty jest prawdziwy, i nie do zastąpienia przez jakikolwiek inny byt czy istnienie. Jeśli jest jeden, to i jedna jest prawda, a tylko różne drogi do niej prowadzące – a najważniejsza z nich: Chrystusowa. To za nią Jezus Chrystus oddał swoje życie, i ją też potwierdził swoim zmartwychwstaniem. Na pytanie Piłata „A czym jest prawda?” (J 19, 38) On nie odpowiada, że jest ich wiele, i że w związku z tym słuszność jak najbardziej może być tak po stronie sanhedrynu, jak i namiestnika cezara. A przecież mógłby, niczym dzisiejsi „postępowcy” powołać się na tolerancję w tej mierze – i być może uniknąłby śmierci krzyżowej. Jednakże dla Niego wierność w miłości Bogu Najwyższemu i Jedynemu była zarazem wiernością tej prawdzie, którą całym sobą głosił i zaświadczał – i nie chciał temu zaprzeczyć. Za tę jedność miłości i prawdy dał się ukrzyżować. Ona, powtórzmy, jest istotą chrześcijaństwa, w którym chodzi nade wszystko o to, jak powiada św. Paweł, by „czynić prawdę w miłości” (Ef 4, 15). Ona idzie tak przez realność ludzkiego bytowania, jak i przez nasze metafizyczne tęsknoty, a obie zostały uwiarygodnione przez Jezusa Chrystusa – człowieka i Boga jednocześnie, Nauczyciela i Odkupiciela zarazem.

Boża prawda, na którą On wskazuje i którą całym sobą uwiarygodnia, jest z daru Niebios oraz z trudów związanych z realnością naszego ziemskiego żywota. Tę prawdę trzeba nam nie tylko w mozole zdobywać, ale i wyklęczeć. Ona jest z łaski oraz z naszego – poprzez „myśl, mowę i uczynki” – zaangażowania w rzeczywistość taką, jaką ona jest; jest z pracy, czuwania, i z pieśni pochwalnej Boga prawdziwego… Doświadczamy jej, dociekamy jej sensu, szukamy, ale… i ona nas poszukuje – i na nas czeka. („Kołaczcie, a otworzą wam” Mt 7, 7); ona nas uprzedza i poprzedza jednocześnie. Nie nam śmiertelnym dociec jej absolutnego znaczenia, ale i też nie w naszym najgłębiej człowieczym interesie ją omijać, czy też lekceważyć. Człowieczy bój o prawdę – powiada się w chrześcijaństwie – odbywa się zawsze w horyzoncie wiecznej prawdy, a zatem: trudź się, kochaj i miej wzgląd na nią. Tylko prawda odsyłająca nas do swego źródła ma moc wyzwalającą; wyzwalającą z niewoli zakłamania, ułudy, grzechu czy zwątpienia. Tu idzie o najwyższą stawkę: o życie wieczne człowieka.

Czasy są post-religijne – ogłaszają głośni i wpływowi obserwatorzy oraz komentatorzy naszej epoki; żyjemy – twierdzą zwolennicy „nowego porządku świata” – w czasach post-prawdy – i winniśmy się z tym pogodzić. „Każdy ma swoją prawdę!” – słyszymy. A zatem niechaj każdy wybiera sobie taką rzeczywistość, jaka pasuje do jego oczekiwań, i takiego siebie, jakim się sam sobie zamarzy – i niech tak postępuje, gdyż „rozprzęgły się granice świata”, i „płynna jest ludzka tożsamość”. Oferta w tym zakresie wydaje się przebogata, niewyczerpalna i dobrowolna – i nikt nie powinien sobie oraz innym czegokolwiek zabraniać. Wszak wielu może być bogów, wiele prawd i z wieloma naturami rzeczy mamy do czynienia. I tak dla przykładu nasza płciowość to tylko sprawa kulturowej konwencji – i niczego więcej. Tolerancja, twierdzą, ma być znakiem rozpoznawczym współczesnego człowieka. I zaraz przy tym dodają: nie ma wolności dla wrogów wolności – i biada tym, którzy są temu przeciwni.

Ale jeśli nie ma prawdy – zauważają inni – to co zostaje? Kłamstwo, życie w ułudach, destrukcja, zamęt… Tolerancja, twierdzą, nie zastąpi nam prawdy – i są jakieś granice zgody na rozmaite ontologiczne wymysły i światopoglądowe uzurpacje. (I tak zwany zdrowy rozsądek też w tej materii winien mieć coś do powiedzenia!). Jest takie ludowe powiedzonko: „Gdyby babcia miała wąsy, to byłby z niej dziadek”. Kiedy je słyszał mój ojciec – rolnik, który wiedział, po co się prowadzi krowę do byka, i od razu potrafił rozpoznać płeć nowo narodzonego cielęcia, od razu dodawał: „Oj, nie byłby, nie byłby!”. A kiedy pod koniec polonistycznych studiów, przyjechawszy do domu na wakacje, jąłem mu „mądrze” wykładać, że istotą demokracji jest negocjowanie wszelkich wartości – i jakim to wielkim cywilizacyjnym osiągnięciem jest „współczesna filozofia dialogu”, on ze spokojem skonstatował: „Synu, widły to są widły, a nie dialog trzonka z zębami”. I tyle.

Tęsknota oraz uczestnictwo w miłości i w prawdzie czynią nas obecnymi zarówno w tym, co jest, jak i w tym, co było i co będzie, a także w wiecznym Dalej, które trzeba by pisać dużą literą, gdyż jest uświęcone obecnością Boga w nas samych i dla nas. I trzeba się też nam zgodzić, że nikt ze śmiertelnych nie jest posiadaczem prawdy absolutnej – i należy być pokornym nawet w wołaniu o nią. Coś o tym wiedzą święci i prawdziwi uczeni, prawdziwi mędrcy i artyści, i… moja mama, gdy mnie strofowała: „Nie kombinuj. Mów, jak jest… Szkoda życia na kłamstwo. Nie tędy droga do Pana Boga”. I to ją łączyło z Platonem, który uważał, że prawda przybywa z nieskończonego wysoka i jest darem bogów, i z Arystotelesem sądzącym, że się zawiera w realności bytu, a rozum i zmysły wychodzą jej na spotkanie, jak też ze św. Tomaszem uważającym, że prawda wynika z istnienia rzeczy, a rzeczy istnieją dzięki swojemu Stwórcy, oraz z Norwidem, który w „Vade – mecum” zauważał, że „Prawda – się razem dochodzi i czeka”…

W chrześcijaństwie prawda pełni nade wszystko rolę soteriologiczną (zbawczą) i praktyczną, gdyż wydobywa człowieka z nieświadomości co do istoty jego człowieczeństwa; tego człowieczeństwa, w którym jest doświadczenie zagubienia oraz upadku, jak też przeczucie, czy poczucie, że jest się wezwanym do obecności w czymś większym i ważniejszym niźli nasza doraźność. W chrześcijaństwie owo „coś więcej” nosi imię Boga żywego i osobowego, w Trójcy Świętej Jedynego – i pokora, determinacja oraz odwaga w świadczeniu Tej ostatniej zdają się tego najważniejszym wyrazem. „Błogosławieni, którzy wiedzą, jak są ubodzy” – oto początek drogi wskazywanej przez Odkupiciela. „Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej – będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda nas wyzwoli” (J 8, 31 – 32). To ostatnie, czyli wyzwolenie wszak nie może się spełniać bez jego pragnienia, bez naszej za nim tęsknoty i naszego doń dążenia – całym sobą: myślą, mową, każdym uczynkiem rąk i woli… „Co prawdą jest – pisał Cyprian Norwid w liście do Mariana Sokołowskiego (2 VIII 1865) – jest nią w obrocie planet na niebiesiech, i w ziarnku piasku, i w sercu, i w kieszeni, i wszędzie – inaczej, to żarty”. Ona jest jedna, podkreśla poeta, choć na różne sposoby osiągana. A jej wezwanie oraz spełnianie się idzie tak przez osobę człowieka, jak i przez rodziny, narody, przez całą ludzką wspólnotę; urzeczywistnia się w miłości Ojczyzny i w trosce o dobrostan każdego mieszkańca Ziemi. Do miłości – wszyscy to wiemy – nie można nikogo przymuszać, ale życia w prawdzie należałoby się jednak tak czy inaczej domagać. Bez tego nijaczeje człowieczeństwo w człowieku, rozprzęgają się międzyludzkie relacje; nie wiemy dokąd idziemy i po co – i w konsekwencji prędzej czy później wszystko pochłania nicość.

Ten, kto przychodzi do drugiego człowieka, aby mu powiedzieć, że prawdy nie ma, najprawdopodobniej jest człowiekiem złych zamiarów – i nie ma w nim miłości. On uprzedzająco kwestionuje zarówno samą istotę ich wzajemnego komunikowania się, jak też całą doświadczaną przezeń realność istnienia. Usuwa mu również ten grunt pod nogami, na którym ów człowiek może się jeszcze bronić.

Kazimierz Nowosielski

Poza prawdą nie ma sensu

Poza prawdą nie ma sensu

AlterCabrio, 11 kwietnia 2025 https://ekspedyt.org/2025/04/11/poza-prawda-nie-ma-sensu/

Prawda jest pierwszym darem od Boga. Człowiek znający prawdę jest szczęśliwy. Zna cel, ma motyw by żyć. Prawda jest koniecznością. Nieomylną konstruktorką wszystkiego. Prawdy nie da się zastąpić, nie ma swojej alternatywy. Jest świętą dyktaturą.

To jest egzamin. Egzamin dla ludzkości. W ogóle prawda jest egzaminem ludzkich wyobrażeń, działań i zaniechań. Dawniej, gdy te możliwości gromadzenia energomaterii były ograniczone, ludzie zasadniczo dysponowali tym, co było im potrzebne do przetrwania. Ale od czasu rewolucji przemysłowej, upowszechnienia mechanizacji, ludzkość jest w stanie wytwarzać dużo więcej dóbr niż jest w stanie spożyć natychmiast, czyli ma nadmiar. Coś, czego zasadniczo nie było w historii. I to ma bardzo duże konsekwencje dla ludzkości. Dla ludzkich działań, zaniechań i zamiarów. A mianowicie, taką ma konsekwencję, że skutki działań i zaniechań są odsunięte w czasie. Bo wtedy, kiedy tej energomaterii było akurat tyle, żeby przetrwać, to jakikolwiek błąd objawiał się bardzo szybko. To znaczy skutki tego błędu bardzo szybko odbijały się na życiu ludzi, i co było bardzo często bolesne, ale pozwalało stanąć w prawdzie, czyli zweryfikować, czy te działania, które zostały podjęte służą przetrwaniu czy nie.

−∗−

POZA PRAWDĄ NIE MA SENSU: ks. Marek Bąk – Bartosz Kopczyński – Marek Skowroński

Mariusz Dzierżawski skazany za kampanie prawdy o aktywistach i ideologach LGBT i ich pedofilii.

Skazany za kampanię społeczną! „Zaprzeczanie faktom, które są niewygodne dla aktywistów i ideologów LGBT”

18.01.2024 nczas/skazany-za-kampanie-prawdy-o-pedofilii

Mariusz Dzierżawski
Mariusz Dzierżawski. / Foto: screen YouTube/Telewizja Republika

Szef Fundacji Pro – Prawo do Życia, Mariusz Dzierżawski, usłyszał prawomocny wyrok roku ograniczenia wolności oraz zapłatę 15 tys. zł kary za organizację kampanii społecznej dot. związków między homoseksualizmem i pedofilią.

Wyrok gdańskiego sądu zapadł 17 stycznia. Dzierżawski został skazany za zorganizowanie kampanii społecznej, w ramach której Fundacja Pro – Prawo do Życia przekazywała informacje m.in. o wynikach badań naukowych dotyczących powiązań między homoseksualizmem a pedofilią. Sądy dwóch instancji uznały, że głoszenie takich treści publicznie stanowi zniesławienie tęczowych aktywistów.

Przeciwko Dzierżawskiemu wystąpiło Stowarzyszenie Tolerado z Gdańska. Zarzucało Fundacji zniesławienie. Jednym z zawartych w oskarżeniu zarzutów było to, że Pro – Prawo do Życia podaje do wiadomości publicznej wyniki badań naukowych, które sugerują, że pedofilia jest zjawiskiem częstszym w środowisku homoseksualnym.

Do zarzutów wysuwanych przez aktywistów LGBT oraz wyroku sądu I instancji przychylił się sąd II instancji. Orzekł, że takie stwierdzenia zniesławiają i pomawiają osoby o „orientacji homoseksualnej”. Stwierdził też, że to naraża je na poniżenie w oczach opinii publicznej, co zaś może utrudniać im… m.in. „działalność edukacyjną” wśród dzieci!

Skazany został Mariusz Dzierżawski, jako odpowiedzialny za działania Fundacji. Wyrok jest prawomocny.

W ocenie szefa Fundacji wyrok ten „przypomina najgorsze czasy totalitarne” i stanowi „nic innego jak zaprzeczanie faktom, które są niewygodne dla aktywistów i ideologów LGBT”.

Istnieje szereg badań naukowych wskazujących na nieproporcjonalnie duży odsetek pedofilów wśród homoseksualistów. Lider aktywistów LGBT ze Szczecina trafił jakiś czas temu do więzienia za pedofilię. Same środowiska LGBT wielokrotnie otwarcie wyrażały swój pozytywny stosunek do seksu z dziećmi. Część aktywistów LGBT działała na rzecz legalizacji pedofilii. Organizatorzy największej w Polsce warszawskiej „parady równości” LGBT publicznie chwalili się tym, że uczestnikiem i promotorem „parady” był w przeszłości niemiecki polityk, który domagał się legalizacji pedofilii. Były rzecznik tej „parady równości” mówił sam o sobie, że jest pedofilem i że nie zgadza się na zakaz mówienia o tzw. „pozytywnej pedofilii” – wskazał.

– Aktywiści LGBT z Poznania wydali broszurę, w której opisują orgie seksualne z udziałem młodych chłopców. Do mediów społecznościowych bez przerwy trafiają nowe nagrania obrazujące, jak aktywiści LGBT obnażają się przed dziećmi i wykonują przed najmłodszymi tańce erotyczne. Media donoszą o kolejnych zatrzymaniach aktywistów LGBT, którzy stali na czele dużych grup pedofilskich, które wykorzystywały dzieci seksualnie i produkowały dziecięcą pornografię. Słyszeliśmy wstrząsające doniesienia o wyrokach wobec homoseksualnych pedofilów, którzy kupowali dzieci od matek-surogatek tylko po to, aby je gwałcić. To wszystko fakty, które można łatwo i szybko zweryfikować – dodał.

– Tego typu przykłady można długo mnożyć, jednak tęczowi rewolucjoniści oraz sprzyjające im sądy nie tylko udają, że takie sytuacje nie mają miejsca, ale również grożą każdemu, kto przypomni o tym w przestrzeni publicznej – skwitował.

W ocenie Dzierżawskiego „ograniczanie wolności i surowe kary finansowe” maja na celu „uniemożliwić dotarcie do Polaków z informacjami opartymi o fakty, badania naukowe i dane statystyczne”. – Nie zamierzamy się ugiąć przed tymi prześladowaniami – oświadczył.

Dzierżawski zapowiedział już kolejne ogólnopolskie kampanie społeczne w ramach akcji „Stop pedofilii”.

Prawda przeciw prawdzie

Prawda przeciw prawdzie

Izabela Brodacka

Jan Paweł II zapytany o najważniejsze zdanie Ewangelii, bez wahania powiedział: „ Poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”. „Tylko prawda jest ciekawa”- twierdził Józef Mackiewicz i chyba za to znienawidził go Michnik do tego stopnia, że ze wszystkich sił przeciwstawiał się wydawaniu dzieł Mackiewicza w Polsce. Wyraźnie wolał aby nie ujawniano niewygodnych dla jego środowiska prawd. „Cóż to jest prawda?” -zapytał Poncjusz Piłat. Arystotelesowi natomiast przypisuje się maksymę: „Amicus Plato, sed magis amica veritas” (Platon przyjacielem, lecz większą przyjaciółką prawda) 

Są trzy prawdy: świento prawda, tys prawda i gówno prawda”– twierdził Józef Tischner. Tischner spędził dzieciństwo w Łopusznej. Niedaleko od Łopusznej, pod Turbaczem jest bacówka, którą odwiedzamy od kilkudziesięciu lat. Na Polanie Sumolowej jest bacówka, do której swego czasu przyjeżdżał Tischner. Przychodził czasem po zapałki i na pogaduchy. Gdy wpadł w orbitę środowiska Michnika przestał się pojawiać. Zaczął natomiast przylatywać helikopterem aby koncelebrować mszę, która tradycyjnie odbywa się 15 sierpnia na Turbaczu i już nigdy nie zapomniał zapałek. Jak wynika z opracowania historycznego IPN z 2019 zatytułowanego „Klan – Służba Bezpieczeństwa wobec NSZZ „Solidarność”  Józef Tischner na początku lat 80. XX wieku był zarejestrowany przez SB początkowo jako kandydat do współpracy, następnie kontakt operacyjny, a w późniejszym okresie jako konsultant Departamentu MSW. Wyrejestrowano go 30 stycznia 1990 roku. Zmarł w roku 2000. Ciekawe jakby teraz nazwał te doniesienia. To byłaby jego zdaniem „świento prawda, tyz prawda czy gówno prawda”? Czy jak w słynnym filmie „Rashonom” Kurosawy przeciwstawiałby swoją prawdę innym prawdom?. Czy domagałby się zlikwidowania IPN?

Problem prawdy i kłamstwa dominuje nad naszym życiem politycznym i prywatnym.

Psychologowie namawiają zwykle swoich pacjentów do szczerości. Ja powiedziałabym – wręcz do ekshibicjonizmu. „Wykrzycz swój ból”- powiadają nakłaniając do rozliczeń z rodzicami za traumatyczne czy rzekomo traumatyczne przeżycia z dzieciństwa. „W rozmowach z partnerem mów szczerze o swoich potrzebach i pragnieniach, a nawet fantazjach erotycznych”, „Pisz w pamiętniku wszystko co ci przyjdzie do głowy” – zachęcają.

Rezultaty takiej ekshibicjonistycznej prawdomówności bywają jednak opłakane. Znam przypadek pary, która w wyniku terapii małżeńskiej, podczas której na polecenie terapeuty wykrzykiwali wzajemne pretensje, ostatecznie się rozstała i rozwiodła. Nasza kultura obyczajowa nigdy nie tolerowała nadmiernej szczerości graniczącej z ekshibicjonizmem. Dlatego jest oskarżana o propagowanie hipokryzji. Tymczasem hipokryzja – jak twierdzą mądrzy ludzie – jest przejawem szacunku dla cnoty. Poza tym szczerość bywa niemiła a czasem wręcz obrzydliwa.

Proponuję następujący eksperyment myślowy. Wyobraźmy sobie, że idziemy ulicą z kolegą, który jako osoba wzorcowo szczera i autentyczna dzieli się z nami swoim strumieniem świadomości. Mówi szczerze co myśli o mijającej nas dziewczynie, co miałby ochotę z nią zrobić, jak nienawidzi swojego szefa i jaką podłość chętnie by mu uczynił. Przyznajmy, że takie towarzystwo stałoby się dla nas nieznośne po kilku minutach. Każdy może sobie myśleć co chce lecz nie powinien dzielić się tym z otoczeniem również dla własnego dobra. Jeszcze gorszym pomysłem jest dzielenie się z małżonkiem czy partnerem wspomnieniami z poprzednich związków albo co gorsza porównywanie relacji. Opowiadanie o intymnych przeżyciach i seksualnych podbojach ograniczone było swego czasu do podkultury – nazwijmy to – szaletu w jednostce wojskowej. Jak mówiła ludowa mądrość: „Co kogo obchodzi z kim się ciotka wodzi”.

Współczesna obyczajowość z jednej strony zachęca do szczerości i autentyczności lecz z drugiej wprowadza zasady z tą szczerością i bezpośredniością całkowicie sprzeczne. Niewinny komplement na przykład: „ jak ładnie wyglądasz” może stać się podstawą oskarżenia o molestowanie seksualne, a nawet wyroku sądowego. Za dawnych dobrych czasów kobieta dziękowała za komplement gdy jej sprawił przyjemność, natomiast gdy sobie nie życzyła kontaktów z osobą formułującą ten komplement, albo miał on charakter niepożądanej zaczepki – całkowicie go ignorowała. Adorator który posunął się do zaczepki fizycznej ryzykował, że dostanie w pysk. Nikomu nie przyszłoby do głowy biegać do sądu ze skargą, że ktoś pochwalił nasz wygląd. Zastanówmy się czy nie jest schizofreniczną kultura w której zachęca się ludzi do opowiadania o swoich zboczeniach płciowych a penalizuje zwykły komplement. W której postuluje się legalizację aborcji na żądanie niezależnie od stopnia zaawansowania ciąży czyli popiera zabijanie dzieci zdolnych do samodzielnego życia a karze za wymierzenie dziecku zwykłego klapsa.

Cechą obecnej kultury, kultury postmodernistycznej jest niejednoznaczność i płynność. Manifestuje się to również w sprawie mody czy obowiązującego stroju. Kiedyś – upraszczając – pan nosił kontusz, a chłop sukmanę. Jak mówiło ludowe przysłowie: „ poznasz pana po cholewach” albo: „ każdy zbój ma swój strój”. Jak wiadomo strój jest językiem, sposób ubierania się ma coś znaczyć, coś niewerbalnie przekazać. Kilka lat temu była moda na wyłażące spod bluzki brudne ramiączka stanika. Brudne albo – nazwijmy to elegancko- w kolorze ecru. Nie wyobrażajmy sobie, że Idiotka paradująca z takimi pozornie brudnymi ramiączkami, albo w modnie podartych spodniach identyfikuje się ze światem biedy i marginesu społecznego. Wręcz przeciwnie – brudne ramiączka mają świadczyć, że jest ponad konwenanse i mieszczańskie obyczaje, że jest członkiem podkultury hipsterskiej. Dress code kłamie zatem potrójnie. Pozorne znamiona biedy mają świadczyć o niezależności, ale będąc regulowane przez modę świadczą – wręcz przeciwnie – o zależności od opinii środowiska. Gusta artystyczne też wyznacza moda. Żyjemy po prostu w sieci kłamstw. „Język kłamie głosowi, a głos myślom kłamie” jak powiada Gustaw – Conrad w Dziadach Mickiewicza

Czy: „Każdy ma swoją prawdę”? Może: „Prawdę osiągamy drogą kompromisu”?.

Każdy ma swoją prawdę”. „Prawdę osiągamy drogą kompromisu”.

Mirosław Dakowski, październik 2023, spod Turbacza, 12

Ksiądz Tischner był to taki góralski mądrala, gaduła z Łopusznej. „Postępowcy” nadęli go jednak do rozmiarów figury, teraz by się powiedziało – celebryty, niby jako swojego guru. Zrobili mu tym wielką krzywdę, bo rozbudzili w nim pychę, wiarę w swoją wyjątkowość i „charyzmę”. Wreszcie nawet zgadzał się uprzejmie, by go poważnie proponowano na Prymasa Polski. A na nabożeństwo i pijatykę z góralami pod Turbaczem, 15 sierpnia, zamiast wchodzić z nimi z Waksmundu, zaczął przylatywać helikopterem. Mówił prześmiewczo „prawda, cała prawda i gówno prawda”. Zapewne chodziło mu o wyśmianie „poglądów”, rzeczywiście slogan powyższy dotyczy doktryn i doktrynerów, pokazuje do czego oni prowadzą. Wykształceńcy jednak pojmowali to inaczej – że w istocie prawdy nie należy szukać ani o nią walczyć.

Tymczasem prawda istnieje realnie, tak materialna i jak i ta Najprawdziwsza.

W młodości, jako fizyk doświadczalnik, z ciekawości przecież, szukałem z kolegami na przykład „jaka to naprawdę cząstka leci jako trzecia z rozszczepienia plutonu 244?”, lub „deep inelastic – jaki to jest proces”?

Dzięki Bogu szukaliśmy tej prawdy małej, fizycznej, gdy nie było jeszcze dużego przymusu wypełniania bzdurnych formularzy, spełniania procedur itp, by dostać Grant na zamówioną przez górę „właściwą, poprawną prawdulę”.

– Przykład IPCC [- The Intergovernmental Panel on Climate Change (IPCC), the United Nations body for assessing the science related to climate change] wskazuje, że każdą brednię i każde oszustwo można nazwać „prawdą naukową”. Obecnie jest to już bezkarne!!

Przecież tak równanie Schroedingera, jak i proton, wszystkiego to istnieje naprawdę. Równanie – w przestrzeni abstraktów, a proton w czterech wymiarach: czasu i przestrzeni. A między opisem falowym protonu a jego opisem cząsteczkowym nie ma „kompromisu”, te różne opisy są tylko świadectwem ograniczoności ludzkiego rozumu. No i jego wielkich możliwości, w tym że do tych opisów jednak dotarł. Może istnieje jeszcze, trzeci opis? Bo ten przy pomocy teorii strun, ciekawy, okazał się wyraźnie chybionym.

Ta samo-kreująca się „elita” stara się nam, według nich – pospólstwu – wcisnąć, wydrukować, byśmy uznali za „swój pogląd” ich slogan, że „każdy ma swoją prawdę”. Tym sposobem można wcisnąć uległym duszom każde kłamstwo, każdy bełkot. A przecież ich arcykapłanom chodzi o takie przygotowanie naszych umysłów. Do czego? Sądzę, żebyśmy już byli gotowi do przyjścia Antychrysta.

Takich próbnych antychrystków było w ostatnich dziesięcioleciach sporo. Każdy jednak okazał się za mały i za wcześnie. Ale doskonalenie tego planu trwa.

Kończąc ten rozdział – chodzi o to, by każdy uznał „swój pogląd” [a ten pogląd chcą nam wcisnąć] za prawdę. Takimi ludźmi, półautomatami łatwiej można kierować.

Synkretyzm religii.

Masoni, którzy podstępem i szturmem zdobyli uznanie w ostatnim 60-leciu, we współpracy z braćmi z sekt, czyli z odstępcami z islamu [na przykład sufi] i z odstępami odstępcami od Talmudu, np. Chabad Lubawicz] usiłują powołać „kościół synkretyczny”.

Między innymi wobec powyższych rozważań, religia synkretyczna jest pomysłem groźnym, piekielnym. Ale oczywiście nieziszczalnym, nie do zrealizowania, podobnie jak na mniejszą skalę, nie do zrealizowania jest „cywilizacja ogólnoludzka”. Jednoznacznie wykazał to Feliks Koneczny już ponad 80 lat temu, a ci anty boży i anty-ludzcy doktrynerzy, masoni, z uporem do tego dążą. To usiłowanie też musi się skończyć katastrofą. Czy oni to wiedzą i do tego dążą świadomie?

Prawda a kompromis.

T. Mazowiecki na początku „nowej rzeczywistości ” [ok. 1990] wcisnął masoński kompromis do preambuły konstytucji. [..my, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej, zarówno wierzący w Boga będącego źródłem prawdy, sprawiedliwości, dobra i piękna, jak i nie podzielający tej wiary, a te uniwersalne wartości wywodzący z innych źródeł,.. – itd., itp. – prawda, jaki to bełkot??]

Rzeczywiście, dużo można osiągnąć drogą kompromisu, niekoniecznie kłótni czy rzezi. Na przykład podział zrabowanych w podbitym kraju łupów, podział porwanych przy tym kobiet… Jeśli w ordynacji „proporcjonalnej ” musisz wejść w koalicję z wrogiem, czy z dwoma, kompromisem można ustalić na przykład, które slogany dla tłumów wycofać, które wycofać tylko w cień, a które uznać za wspólne, do nagłośnienia, również których łobuzów dać na czołówkę, a których zachować, by na przykład kierowali z tylnego siedzenia. Tak „oni” widzą „prawdulę”. To samo robią w dziedzinie ideologii, która ma według nich zastąpić Poszukiwanie Prawdy.

Tymczasem prawda istnieje obiektywnie, realnie. Tak prawda o świecie, szukamy jej i coraz więcej odkrywamy w fizyce, chemii, uczciwej biologii. A istnieje przecież [„jeszcze bardziej „!!] prawda duchowa.

Jest nią Ten, który powiedział: „Jam jest prawdą, drogą i życiem„.

Nie wahajmy się więc zwalczać te głupie, ale bardzo szkodliwe slogany, wymienione w tytule, bo

w każdej dziedzinie prawda jest tam gdzie jest.

———————-

PS. To dodatek:

Niedowiarki szydzą: „Mówicie „Trójca„. Przecież to sprzeczność, nie mogę sobie tego wyobrazić”. A czy Wszechświat nieskończony w przestrzeni, potrafisz sobie wyobrazić? A czas biegnący od minus do plus nieskończoności? A czy potrafisz wyobrazić sobie przyczynę wszystkiego – bez Stwórcy? To tak, jak staruszka tłumacząca Feynmannowi „płaską” Ziemię. Zapytał ją: A na czym stoi ta płaska Ziemia? – Nie przejmuj się, synku, tam są same słonie odpowiedziała pani.

Sztuczna inteligencja [AI], sztuczna prawda, jest już również sztuczna fizyka, sztuczna biologia, sztuczna medycyna i sztuczna moralność. Sztuczny świat?

Sztuczna inteligencja [AI], sztuczna prawda, jest również sztuczna fizyka, sztuczna biologia, sztuczna medycyna i sztuczna moralność. Sztuczny świat?

Mirosław Dakowski, 1 sierpień 2023

Ostatnio ciągle czyta się i słyszy w mediach o osiągnięciach, ewentualnie groźbach związanych z tak zwaną „sztuczną inteligencją” AI.

Ponieważ od kilkunastu lat zajmuję się filtrowaniem wiadomości prawdziwych z całego bagna, czy szamba wiadomości ogólnych, tak zwanych „pewnych”, więc zauważyłem, że poza sztuczną inteligencją od dziesięcioleci promowane są coraz bardziej inne pojęcia sztuczne.

Jest to na przykład sztuczna medycyna, jest również sztuczna fizyka, sztuczna moralność i sztuczna prawda. O sztucznej muzyce, sztucznej plastyce, czy ogólniej o sztucznej sztuce ledwo wspomnę.

Widzimy i słyszymy przekazy lecące do nas przez eter. Większość z nas, ludzi, wierzy, że to dzieje się naprawdę. Część jednak z nas stara się zrozumieć czy interpretować to, co słyszymy – jako „stuprocentową prawdę”.

Pojawiają się kolejne groźby, kolejne epidemie, przemianowywane przez WHO od razu jako pandemie, od dawna straszą nas ptasią grypą, świńską grypą, w tych dniach również kocią grypą.

A kolejne wagnery?

Nie wiem czy można mówić, że to co słyszy się czy widzi w polskich mediach oficjalnych to są „szczyty zakłamania”. Przecież takie podobne szczyty zakłamania osiągają media we Francji, w Holandii w Wielkiej Brytanii czy w Belgii. A w USA… ho,ho…

Przywykamy do tego, że karmią nas tylko kłamstwem. Kto z was potrafi uwierzyć, że na przykład jakaś rosyjska, kosztująca miliardy sterowana rakieta, np. Kalibr, wystrzelona czy to ze środka Rosji, czy gdzieś z Kamczatki, jest na tyle precyzyjna i okrutna, że w jakimś miasteczku ukraińskim trafiła w żłobek i zabiła jedno dziecko, w obecności ekipy telewizyjnej..

Muszę codziennie, z uporem śledzić przekazy medialne z całego świata. Mam wrażenie, że większość dostępnych interpretacji są wzięte zupełnie z próżni, może z powietrza, a raczej z kloaki.

Żurnaliści wyżywają się w tym, by pisać długie, puchate ale pustawe wypowiedzi. I „twierdzenia”. Wydaje mi się, że tam czyli gdzieś na świecie na przykład na styku Rosji i Ukrainy czy w Chinach czy gdziekolwiek indziej, walczą między sobą jakieś potwory, krwawe tyranozaury – i to tak między sobą, jak też pożerając te inne, roślinożerne, łagodne dinozaury.

Jako ilustrację podam, z ogromnej masy sztucznych prawd, jedynie kilka w tych dziedzinach, którymi zajmowałem się w swoim naukowym życiu.

– Sztuczna fizyka – to na przykład rozważania [„twierdzenia” !!] o wszechświatach równoległych, o wieczności w czasie tego wszechświata czy kolejnych wszechświatów, czy teoria strun. A ze spraw bardzo konkretnych – od 60 czy 70 lat ciągle czytam w prasie, nie tylko popularnej, ale i naukowej, że „już już… jesteśmy blisko rozwiązania taniej energii z fuzji lekkich jąder”. I setki podobnych.

– Z biologii ignoruje się wszystko, poza „teorią” ewolucji i darwinizmem. Ciągle omija się sprawę ważności celowości a przypadku, jak również matematycznego prawdopodobieństwa powstania życia poprzez ewolucję chemikaliów. Ledwo wspomnę o braku choćby jednego przykładu na samoistne powstanie nowych gatunków zwierząt.

– Cała klimatologia jest dętą anty-nauką, a tymi sprawami od stulecia zajmuje się przecież w sposób rozsądny geofizyka.

– Medycyna – stała się nadętą, opartą na „procedurach”, kłamstwie, korupcji, nienawiści do człowieka i pacjenta anty-nauką.

To tylko przykłady.[Żurnalista by dodał „spod dużego palca”. Bo mu płaca za ilość sloganów].

Jedyne jednak co my, to znaczy ludzie uczciwi, wiemy na pewno, to to, że w rzeczywistości są tylko dwa sztandary, dwie armie.

Te walczące między sobą potwory należą jednak wszystkie do jednej z tych armii, to znaczy do armii kłamstwa, armii przemocy, armii szatana.

W ostatecznym rachunku żaden z tych potworów nie wygra!

Nasz optymizm opiera się na tym, że wiemy na pewno, że w ostatecznej rozgrywce zwycięży armia pod sztandarem Chrystusa, pod sztandarem Trójcy Świętej. To ta nasza armia z całą pewnością zwycięży armię bytów sztucznych, sztucznych prawd, sztucznej inteligencji również, armię sztucznej nauki, sztucznej fizyki, sztucznej logiki.

Od nas jednak zależy, czy stanie się to za naszego życia czy dopiero potem.

Ad majorem Dei gloriam.

It no longer matters what is true or false – what matters is who controls the discourse.

It no longer matters what is true or false – what matters is who controls the discourse.

China Unveils a Surprising New Weapon in Its Information War Against the West

The US and its allies control the global media space, but Beijing has a plan to weaken their stranglehold.

When summing up 2020 – a difficult year with the Covid-19 pandemic and an escalation in the confrontation between Beijing and Washington – prominent Chinese political scientist Yuan Peng wrote: “It no longer matters what is true or false – what matters is who controls the discourse.

The expert was referring to media pressure to discredit China, but in fact he identified one of the main features of our time – which could be called the ‘post-truth era’, when public opinion is shaped not by facts but by emotions.

Those who can guide these feelings in the right direction are the ones who shape the information agenda. The emotions that are generated have become the ‘discourse’. This concept, born among French poststructuralist philosophers (primarily Michel Foucault) in the mid-twentieth century, has found itself at the core of global politics in the early twenty-first century.

The year 2022, with all its tumultuous events – the escalation of the ‘Ukraine crisis’, the diplomatic boycott of the Beijing Olympics, Nancy Pelosi’s visit to Taiwan, and the expansion of ‘global NATO’ –  has raised the temperature of information confrontation to record levels. We have no reason to expect it to be less heated next year. China is one of those countries which, although it missed out on the initial division of ‘discursive capital’, has recognized the problem in time and is now consistently building up what experts call ‘discursive power’.

Beijing became concerned about this issue about ten years ago, when it became clear that its traditional ‘soft power’ approaches were no longer working. Despite generous investments in promoting its image, China was not treated better as a consequence.

Indeed, on the contrary, the degree of Sinophobia increased in direct proportion to China’s growing economic power. Confucius Institutes were perceived exclusively as breeding grounds for Chinese propaganda. Even a public relations event as obviously successful as the 2008 Summer Olympics was accompanied by loud accusations of human rights abuses and speeches in support of Tibetan separatists.

This is when it became clear to Beijing that what matters is not what is actually happening, but how it is reported on the internet. And online content in today’s world is mostly produced by Westerners and in the English language. As a result, not only the West itself, but also China’s neighbors, look at it through the eyes of the West.

It became necessary to analyze why attitudes towards the actions of a particular country are explained by the manner in which it is presented in the public square – and such an explanation was found in the concept of ‘discourse’.Whoever controls the discourse controls the power,” Chinese intellectuals began to write, creatively modifying Foucault’s ideas to suit the political demand.

And soon these theoretical findings emerged from the offices of scholars and became the informational basis of Beijing’s new foreign policy – focusing on the ‘great renaissance of the Chinese nation’. The active position of Chinese diplomats and experts in social media (so-called ‘wolf warrior diplomacy’), the promotion of their terminology in various international platforms – all this is part of the ‘discursive power’ that is being developed by Beijing.

The phenomenon of ‘discursive power’ in China has not remained unnoticed by experts on the country. The Institute of International Studies of the Moscow State Institute of International Relations (MGIMO) has also published an analytical report titled ‘From Soft Power to Discursive Power: The New Ideology of China’s Foreign Policy’, which provides a comprehensive assessment of this phenomenon and makes predictions for the future.

According to its findings, struggles around discourse are part of the hybrid confrontation that is already taking place on a global scale. China’s main goal is to counter the ‘discursive hegemony’ of the West, without overthrowing it, because Beijing needs the structure to build constructive relations with other countries.

As a result, an alternative discursive reality to the West will gradually be created and most countries of the world will find themselves in the horns of a dilemma in choosing which point of view to adopt. Most importantly, ‘discursive power’ in Chinese interpretations is not limited to the written word – technological, financial and managerial standards are also part of it. Which, of course, means a new divide awaits the planet.

Such is the wondrous new world – the world of post-truth and ‘discursive multipolarity.’

=======================

Ivan Zuenko, Senior Researcher at the Institute of International Studies and Associate Professor of the Department of Oriental Studies, MGIMO, Moscow. This article was first published by Profile.ru

You can actually participate in the global efforts to cripple the Deep State organized criminal cabal’s ability for genocide, while enjoying healthcare freedom at the same time, by boycotting Big Pharma for good.

Komu przeszkadza Dobra Nowina?

Mariusz Dzierżawski pomagam@stopaborcji.pl

Szanowny Panie,

w ramach krótkich rozważań przygotowujących nas do Wielkanocy, przypominaliśmy już o przesłuchaniu Pana Jezusa przed arcykapłanami, o sądzie Piłata i tłumu nad Zbawicielem, o drodze krzyżowej oraz śmierci Chrystusa i złożeniu Jego ciała do grobu.

Po tych wydarzeniach i upływie trzech dni, Mesjasz zmartwychwstaje.

Ukazuje się On swoim uczniom i nakazuje im iść i głosić prawdę wszystkim narodom. Dobra nowina już wkrótce zacznie rozprzestrzeniać się po całym świecie. Jednak równolegle do poleceń Chrystusa, wydane zostają jeszcze zupełnie inne dyspozycje.

Niektórzy ze straży przyszli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim, co zaszło. Ci zebrali się ze starszymi, a po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli: «Rozpowiadajcie tak: Jego uczniowie przyszli w nocy i wykradli Go, gdyśmy spali. A gdyby to doszło do uszu namiestnika, my z nim pomówimy i wybawimy was z kłopotu». Ci więc wzięli pieniądze i uczynili, jak ich pouczono. I tak rozniosła się ta pogłoska między Żydami i trwa aż do dnia dzisiejszego.” MT 28, 11-15

W trakcie przesłuchania i procesu Pana Jezusa powoływano fałszywych świadków i zmyślano argumenty mające doprowadzić do śmierci Niewinnego. Na koniec kazano kłamać, że Chrystus nie zmartwychwstał. Gdy Jego uczniowie ruszyli w świat, stali się obiektem prześladowań. Poddawano ich fałszywym oskarżeniom oraz zrzucano na nich winy za rozmaite przestępstwa, które rzekomo popełniali. Wielu z nich zginęło śmiercią męczeńską, a jeszcze więcej cierpiało z powodu szykan.

Zbawiciel powiedział, że prawda nas wyzwoli i kazał wszystkim ją głosić. Tymczasem dla elit tego świata prawda jest niewygodna. Było tak dwa tysiące lat temu, jest tak również i dzisiaj. Głównym orężem zła jest kłamstwo, na którym opierają się działania cywilizacji śmierci i jej aktywistów przeciwko współczesnym niewinnym – dzieciom w łonach matek, oraz tym, którzy głoszą prawdę na temat aborcji.

Dzisiejsza machina kłamstwa i dezinformacji działa podobnie, jak ta z czasów Chrystusa, inna jest tylko technologia. Możni tego świata (miliarderzy, szefowie globalnych instytucji, prezesi korporacji, politycy rządzący itp.) przekazują ogromne pieniądze na to, aby zaprzyjaźnione z nimi media i organizacje rozpowiadały, że „aborcja jest OK”, oraz że obrońcy życia to okrutni ludzie, którzy walczą o ograniczenie „praw kobiet”.

Gdy manipulacje medialne lub przestępstwa aborcjonistów (takie jak np. nielegalny handel pigułkami poronnymi) dochodzą do uszu współczesnych namiestników, protektorzy aborcji wiedzą z kim trzeba pomówić, aby wybawić swoich ludzi z kłopotów. Treści przedstawiające niewygodną dla cywilizacji śmierci prawdę o aborcji są błyskawicznie usuwane z internetu. Aktywiści, którzy niszczą billboardy i furgonetki ostrzegające przed skutkami aborcji, są uniewinniani w sądach. Ludzie, którzy mówią prawdę o aborcji w swoim miejscu pracy, są z niego usuwani. Kapłani, którzy głoszą, że popieranie aborcji to grzech, są odsuwani od stanowisk i uciszani.

Z powodu ogromnej skali dezinformacji i cenzury, większość współczesnych ludzi nie zna prawdy o aborcji. Wielu woli tego zjawiska w ogóle nie dostrzegać. Wygodniej dla nich jest nie znać faktów, nie dociekać i nie pytać, a po prostu płynąć z nurtem i popierać to, co się aktualnie popiera w mediach. Inni dowiadują się prawdy, gdy jest już za późno. Tak jak tysiące Polek, które każdego roku kupują pigułki poronne od aborcjonistów, a potem cierpią przez długie lata z powodu psychicznych i zdrowotnych konsekwencji dzieciobójstwa.

Tymczasem prawda zawsze przynosi dobro, wyzwala i uzdrawia, trzeba tylko ją przyjąć, nawet jeśli jest to trudne i niewygodne.

„Na świecie było [Słowo],
a świat stał się przez Nie,
lecz świat Go nie poznał.
Przyszło do swojej własności,
a swoi Go nie przyjęli.”

J 1, 10-11

Nie da się budować zdrowej rodziny, wspólnoty czy całego narodu w oparciu o kłamstwo, które prowadzi do nienawiści, wojen i prześladowań. Niestety zjawiska te masowo obserwujemy w dzisiejszym świecie. Nie znaczy to jednak, że ten stan musi trwać nadal. Odnowa moralna jest możliwa, a jej fundamentem musi być przyjęcie prawdy o tym, że każdy człowiek ma prawo do życia. Aby tak się stało, trzeba głosić tę prawdę w porę i nie w porę. Siłę do tego zadania każdy z nas powinien czerpać z łask, których chce nam udzielać Chrystus. On jest Drogą, Prawdą i Życiem, idźmy więc właściwą drogą, głośmy prawdę i brońmy życia niewinnych.

Już za tydzień przeżywać będziemy Wielkanoc. Mam nadzieję, że cykl naszych krótkich rozważań, pomógł się do nich przygotować. Nadchodzące Święta będą okazją do tego, aby podjąć refleksję nad cierpieniem Chrystusa za nasze grzechy, oraz do tego, aby przyjąć zmartwychwstałego Zbawiciela. W nadchodzącym czasie Wielkanocy prośmy więc o to, aby Prawda zagościła w sercach wszystkich ludzi w Polsce i na całym świecie.

Zachęcamy też do przekazania wielkopostnej jałmużny na potrzeby ratowania dzieci zagrożonych aborcją:

Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW

Serdecznie Pana pozdrawiam,

Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków

stronazycia.pl

PSYCHOLOGIA TŁUMU – czy zbiorowa hipnoza.

Wszechmogący Bóg jest wielki!

Jeśli go się usuwa, to zostaje olbrzymia luka!

Zdecydowanie nie można liczyć na to, że “profesorowie” psychologii na współczesnych “uniwersytetach” będą o czymkolwiek mówić rozsądnie, jednak doktor Maciej Desmet, profesor psychologii klinicznej Uniwersytetu Gandawskiego, może być wyjątkiem potwierdzającym tę regułę. Nie odnosi się on do Pana Boga, jednak w internetowym wywiadzie (https://youtu.be/uLDpZ8daIVM) mówi on wiele ludzkich prawd na temat: „Dlaczego tak wiele osób wierzy ślepo w covidową narrację?” To nie jest problem prawdy. Jest to, jak wyjaśnia doktor Desmet, problem pustych i strwożonych ludzi czepiających się wypełniacza oferowanego im przez media. Poniżej przeczytacie (częściowo dostosowane) podsumowanie tego wywiadu.

Znaczna część światowej populacji znalazła się pod wpływem swego rodzaju zaklęcia – „formacji masowej” czy zbiorowej hipnozy. Formacja masowa jest specjalnym rodzajem grupowego formowania, które może się pojawić w społeczeństwie, jeśli zaistnieją pewne warunki:

  1. Ludzie odczują brak więzi społecznych, brak więzi z innymi ludźmi.
  2. Większa część społeczeństwa przeżywać będzie poczucie bezsensu w świecie.
  3. W społeczeństwie istnieć będzie powszechnie poczucie lęku, przy czym będzie to niepokój bez konkretnego powodu. Na przykład w Belgii, w której żyje około 11 milionów osób, rocznie zużywanych jest około 300 milionów dawek antydepresantów.
  4. Wśród ludzi rodzi się frustracja i agresja, które jednak nie mają konkretnego celu ani przyczyny.

Gdy spełnione są te warunki, wówczas ludzie łączą swój nieokreślony lęk z konkretnym obiektem prezentowanym przez media, który ma podtrzymywać lęk. Media nie tyko skupiają nieokreślony lęk np. na covidzie, ale także przedstawiają strategię, jak sobie z nim poradzić (lockdown itd.). Ludzie zaczynają realizować wskazaną strategię, by poradzić sobie z lękiem. Pojawia się nowy sposób uczestniczenia w życiu społecznym. Na przykład w Anglii obserwować można było niedawno zwyczaj uderzania w garnki we wtorki o godzinie 20, by oddać cześć „bohaterom” służby zdrowia „walczącym” z rzekomym „przytłaczającym zagrożeniem” covidowym. Każdy człowiek mógł się poczuć dobrze na tych nowych społecznych spotkaniach, każdy mógł przeżyć przyjemne uczucie solidarności w wymownej akcji: „Zachowaj nasze NHS” [system służby zdrowia w Wielkiej Brytanii].

Wszyscy ludzie w ramach formacji masowej (grupowej hipnozy) muszą uczestniczyć w lockdownach, noszeniu maseczek i akcji szczepień. Jeśli się wyłamujesz, wówczas nie okazujesz solidarności z nową grupą. Środki związane z covidem są przeznaczone tylko i wyłącznie do tego, by stwierdzić, kto jest uczestnikiem nowych grup mających swój pseudo-kult. Nie mają one żadnego oparcia w prawdziwej nauce ani nie są zdolne, by pokonać „pandemię”. Covid jest kryzysem psychologicznym, a nie biologicznym. Sztuczne koncentrowanie lęku prowadzi przy tym do tego, że bardzo zawęża się zakres uwagi ludzi. Skupiają oni całą uwagę na małym wycinku rzeczywistości, na który nakierowywani są przez medialną narrację. Wszelkie argumenty przeciwko covidowej narracji, które nie mieszczą się w zakresie, na którym skupiona jest uwaga ludzi, nie budzą w zasadzie żadnego zainteresowania, bo ludzie są w stanie patrzeć na „pandemię” jedynie przez małą soczewkę, jakby nic innego się nie liczyło. Sztuczna narracja ponownie umożliwia pozbawionym osobowości politykom kreowanie się na przywódców. Przed covidem tracili oni grunt pod nogami. Ale teraz mogą oni na nowo zaistnieć poprzez media, które umożliwiają im hipnotyzowanie całej masy populacji.

A co z prawdą? Zapomnijcie o niej! Ona zakłóca narrację. Taka sztuczna narracja potrzebuje jednak wroga. W przypadku covidu stają się nim osoby niezaszczepione, które będą obwiniane za wszystkie zakażenia i zgony. Muszą one być marginalizowane, odczłowieczane i wreszcie szczepione siłą, jeśli wszystko inne zawiedzie. Drodzy Czytelnicy, gdy wszystko się wali, odmawiajcie różaniec, a w ten sposób umożliwicie Matce Bożej zatrzymanie tych słych diabła! Ona może to uczynić.

Kyrie eleison.

Komentarze Eleison Jego Ekscelencji Księdza Biskupa Ryszarda Williamsona

Komentarz Eleison nr DCCLVI (756) 8 stycznia 2022

Wojny między mocarstwami, USA, Chinami, Rosją – czy zmagania między Anonimowymi Gangami Złego.

W mediach głównego ścieku czytamy często rozważania na temat pierwszej części tytułu. Piszącym tam chodzi na przykład o ewentualną wojnę na terenie Ukrainy czy na terenie Iranu lub w podobnych miejscach. Rozważane są relacje polityczne oraz nowoczesność armii różnych państw, ewentualnie różne możliwości konfliktów początkujących starcie. Dawniej takich panów nazywano politykami kawiarnianymi, obecnie awansowali do rangi „publicystów wziętych”, otrzymujących pieniądze: honoraria oraz koperty od strony zamawiającej daną opinię.

Tymczasem ważniejsze zmagania, polityczne, gospodarcze, a więc i militarne, dzieją się między siłami, które usiłują być anonimowe, ale których mamy się domyślać. Przecież budowany obecnie Jedwabny Szlak z Chin do Europy Zachodniej i z powrotem nie leży w planach politycznych poszczególnych państw.

Musimy zdawać sobie sprawę, że wielkie korporacje, których zarządy czy banki są w Europie, we Frankfurcie czy w Londynie, już dawno swoje fabryki przeniosły na Daleki Wschód, bo tam jest tania siła robocza, wykształceni inżynierowie oraz technika, która potrafi dobrze wykonać tak komputer czy najnowszy samochód lub jego części. Dlatego tak istotne są drogi transportu pomiędzy na przykład Chinami, Singapurem, a będącą na razie dobrym rynkiem zbytu Europą. Dlatego właśnie – raczej anonimowe potęgi finansowe, plus rząd Chin, budują kilka nitek Jedwabnego Szlaku, część z nich przez Rosję, część przez Armenię i Morze Czarne, dalej Ukrainę, dalej Polskę czy Słowację, a część przez Bliski Wschód, Turcję.

Są jednak potężne siły, którym zależy na zarządzaniu wielkimi katastrofami.

Miałem przyjaciela, który przyszłe wahania giełdowe na giełdach Europy czy Japonii przewidywał patrząc na dostępne ogólnie dane dotyczące kolejek statków czekających w Kanale Panamskim. Gdy ta kolejka okazywała się długa, to skutecznie przewidywał jakieś tąpnięcie na giełdach.

W marcu 2021 roku telewizjami i żurnalistami wstrząsnęła historia, może raczej historyjka, ogromnego kontenerowca, który płynął gdzieś tam z Dalekiego Wschodu do Europy i utknął w poprzek Kanału Sueskiego blokując na jakiś czas tę drogę morską.

Jednak wiele z osób interesujących się sytuacją międzynarodową nie zauważyło, że ten 400-metrowy kontenerowiec jeszcze przed wejściem do Kanału Sueskiego, na Morzu Czerwonym wykonywał zadziwiające akrobacje, ukazane później na mapach satelitarnych. Narysował sobą, swoją trasą obrazek, który gdzieś na prowincji chłopaczyska czasem rysują na ścianach i się pytają: Cóż to za zagadka, dwie kulki i armatka? Ten prostacki obrazek namalował sobą, to znaczy swoim ogromnym kontenerowcem z grupy Ever Green, a konkretnie – Ever Giver, tak nakazał jego kapitan. I dopiero potem skierował się do swojego celu – zablokowania Kanału.

Oto fotografia trasy, którą kontenerowiec Ever Giver przebył, nim parę godzin potem popłynął do Kanału Sueskiego i w odpowiednim miejscu stanął w poprzek i zablokował go.

Nie mógł tego zrobić w przypływie delirium dowódca, bo na kapitanów takich wielkich i drogich jednostek wybiera się ludzi rozważnych, doświadczonych, o stabilnej psychice.

Oto aktualny wtedy komentarz:

World trade is being disrupted by a large container ship, Ever Giver, blocking the Suez Canal. There is GPS tracking of the path that the ship took just before it got stuck. The ships appears to have traced out a phallic shape.

30% of the world’s container shipping volume goes through the Suez Canal. This is 12% of total global trade of all goods. About $9-10 billion [to nasze miliardy… md] per day should be going through the Suez.

More than 150 vessels are now backed up and about 300 more are headed to the key waterway in the next two weeks.

=====================

Doprawdy, trudno sobie wyobrazić by coś takiego przy obecnej informatyzacji, mogło się stać przypadkowo, na przykład z powodu silnego podmuchu wiatru. Wniosek z tego jest taki, że to Siły rządzące kontenerowcem wycięły swoim konkurentom czy przeciwnikom taki prostacki dowcip.

Skutki dla handlu światowego były ogromne. Podano, że około 10% całego handlu morskiego zostało w ten sposób zablokowane.

Obecnie, a piszę to w grudniu 2021 roku, bardzo wiele fabryk samochodów, specjalistycznych systemów komputerowych, i innych wytworów wysokiej technologii w Europie jest zablokowanych, produkcja jest wstrzymana z powodu braku części, które albo przez oceany albo przez lądowy Jedwabny Szlak miały do Europy trafić. Skutki najprawdopodobniej będą bardzo bolesne. Mianowicie przemysłowcy i bankierzy w Europie szykują nas, [no bo nie siebie], na – na przykład – duże braki niezbędnych dla ludzi towarów. Władze, w tym Niemiec, Belgii, ostrzegają przed możliwością zapaści energetycznej, a w związku z tym również zapaści dostaw żywnościowych czy całego systemu finansowo- bankierskiego.

Widzimy więc, że te przyszłe katastrofy, blackout’y, braki jedzenia itp. są już teraz zaplanowane.

Powracając do początku tej wypowiedzi, widać chyba wyraźnie, że planistą tych katastrof nie są rządy poszczególnych krajów, one raczej pełnią rolę marionetek i wykonawców. Za wszystkim stoi jakiś potworny Mózg, który wcielił się między innymi na przykład w „przywódców” New World Order – NWO.

Ten atak, obrazowany „kosmicznym fiutem”, ma też dalszy cel: Chcą byśmy się tych ujawnianych obecnie planów, potwornie bali, a potem byśmy niewolniczo się im poddali. Te zmagania między anonimowymi gangami mają jednak cel dalszy: zebrać jak najwięcej ludzi, niewolników na służbę Złemu.

Ale przecież wiemy, że to jedna z ostatnich bitew między Prawdą i fałszem, między armiami Chrystusa a armiami szatana. Niech nas nie paraliżuje ani nie kusi ku złemu nierówność sił. Jest ona pozorna.

Wiemy, koniecznie powinniśmy wiedzieć, że armie Mamona i Molocha, najważniejszych wodzów Złego, sromotnie przegrają.

Wybór powinien więc być jasny.

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus.