Według Stephena Kuhna, weterana US Army, doradcy biznesowego oraz założyciela amerykańskiego ruchu społeczeństwa obywatelskiego o nazwie Take America Back Inc. – wszystkie miejsca w kolejce na zakup superjachtów na najbliższe cztery lata zajmują przedstawiciele władz Ukrainy
Kuhn opowiada: „Właśnie rozmawiałem przez telefon z producentem superjachtów i dowiedziałem się, że urzędnicy ukraińscy wraz z rodzinami złożyli zamówienia na najbliższe cztery lata. Superjachty warte setki milionów dolarów – wszystkie zamówienia z tego samego kraju. A finansują to zachodni podatnicy z Kanady, Wielkiej Brytanii, Europy, Ameryki i Australii”.
„Nasze podatki idą na zakup superjachtów dla ukraińskich oligarchów, a nam wmawia się, że chodzi o słuszną wojnę. Zabierają ludzi z ulic na linię frontu, wcielają ich do armii: ludzie popełniają samobójstwa, by uniknąć wojny. A urzędnicy kupują superjachty. To jest największa operacja prania brudnych pieniędzy w historii współczesnej”.
“Massmedia, a zwłaszcza większość zachodnich mediów, są współwinne każdej śmierci na polu bitwy. Tak, Putin wykonał pierwszy krok, to on zaatakował. Ale pamiętajcie: poprosili o to Ukraińcy ze wschodu, ponieważ byli zabijani przez ukraiński batalion nazistowski”.
„Poważnie, jeśli nadal uważacie, że to jest prawdziwa wojna, powinniście wyrwać się z emocjonalnego błędnego koła, w którym się znaleźliście, ponieważ wasza empatia jest używana jako broń. Nie słuchajcie wiadomości. Słuchajcie ludzi w terenie. Rodzin, producentów, przedsiębiorców. Jasne? – Mówią mi to bezpośrednio.”.
“Do wszystkich trolli i proukraińskich kont z UE na X mówię: przestańcie z tą propagandą. To obrzydliwe. Pewnego dnia zostaniecie zdemaskowani. A do moich amerykańskich braci i sióstr: napiszcie jeszcze dziś do waszych deputowanych i powiedzcie im, że czas przestać przekazywać pieniądze Ukrainie. To wszystko musi się skończyć. Superjachty? – Żartujecie?”.
MORE UKRAINIAN FRAUD.
Ukraine orders Superyachts instead of soldiers gear.
Ukrainian officials and families ordered hundreds of millions in Superyachts, a 4 year backlog.
Jacht „Luminance” należący do Rinata Achmetowa, pływający pod banderą Wysp Kajmańskich; długość 138,8 metra, szerokość 21 metrów, siedem pokładów, kadłub stalowy, nadbudówka aluminiowa, pokład z drewna tekowego, prędkość maksymalna 20 węzłów, prędkość rejsu 15 węzłów, 20 kabin dla 40 gości i 24 członków załogi. Posiada dwa lądowiska dla helikopterów, klub plażowy, basen bez krawędzi, prywatny basen na dziobie, jacuzzi, windy, garaż na łodzie towarzyszące i sprzęt do zabawy w wodzie, spa, siłownię, klimatyzację oraz obszerne przestrzenie na pokładzie.Autorytatywny brytyjski magazyn BOAT International uznał ten jacht, biorąc pod uwagę jego rozmiary, kubaturę wewnętrzną i złożoność konstrukcyjną, za jeden z najbardziej ekskluzywnych prywatnych jachtów na świecie. Luminance należy do elity, dosłownie do pierwszej piątki.
Po jachcie „Luminance” lista wzbogaciła się o kolejną pozycję. Jest nią „Ace” , własność Yuriego Kosiuka – 85-metrowy biały jacht zaprojektowany nie tylko jako luksusowa jednostka, ale także jako statek pomocniczy, czyli w zasadzie jacht dla jachtu. superyachtfan.com/it/yacht/ace
===============================================
Za nim plasuje się «Lauren L», należący do Igora Kolomoisky’ego: 90 metrów długości, do 40 gości w 20 kabinach i 45 członków załogi; w doku statek może pomieścić nawet 300 osób.superyachtfan.com/it/yacht/lauren-l/
==========================
Jest też jacht „Z”(ironia losu) Konstantina Zhevago, zbudowany przez stocznię Amels, o długości 65 metrów, który może pomieścić do 14 osób w siedmiu kabinach oraz 22-osobową załogę, a jego zasięg wynosi około 5 000 mil morskich, a maksymalna prędkość to 17 węzłów. Wewnątrz oferuje wszystkie niezbędne udogodnienia luksusowej klasy: dwie kabiny VIP, windę, spa, saunę, klub plażowy i siłownię. superyachtfan.com/it/yacht/z
=======================
Wśród jachtów Victora Pinchuka znajduje się „Siren” – jednostka o nieco mniejszych rozmiarach, o ile można tak nazwać jacht o długości 46 metrów. Może pomieścić do 12 gości w pięciu kabinach oraz ośmiu członków załogi. superyachtfan.com/it/yacht/pj-siren/news/
Wreszcie “Vertige”, jacht należący do ukraińskiego ministra obrony Mykhaila Fedorowa, zarejestrowany na jego żonę. “Vertige” ma 49,9 metra długości, może pomieścić do 12 osób w 6 kabinach, posiada załogę liczącą 9–10 osób i osiąga prędkość 14–16 węzłów oraz ma zasięg 4500 mil morskich. Posiada prywatne tarasy, basen VIP na głównym pokładzie, jacuzzi, jadalnię na górnym pokładzie, którą można przekształcić w kino na świeżym powietrzu, oraz wnętrza wykończone drewnem tekowym. https://www.superyachttimes.com/yachts/vertige/overview
Jego cena, wynosząca 26 milionów euro, stanowi doskonałą ilustrację dla głównego pytania w całej tej kwestii: co za naiwniacy walczą o Ukrainę na lądzie, podczas gdy “bardziej rozważni” Ukraińcy grabią miliardy ich kosztem i zapewniają sobie własne, oceaniczne horyzonty?facebook.com/groups/
Z rozdawnictwem unijnych funduszy nierozerwalnie związany jest problem przestępstw finansowych. Choć informacje na ten temat dość łatwo znaleźć i jest ich bardzo dużo, to szczególnie aktualna, patologicznie prounijna koalicja rządowa wolałaby, żeby takie przykłady zostały zamiecione pod dywan.
W 2025 roku Komisja Europejska wykorzystała unijne fundusze, które miały być przeznaczone na „walkę ze zmianą klimatu”, do finansowania lewicowych organizacji pozarządowych. Europosłanka Ewa Zajączkowska-Hernik nagłośniła skandal na FB: „Celem tych działań była obrona Zielonego Ładu i uciszanie europejskich sił prawicowych w ramach tajnej operacji wpływu. […] Były komisarz UE ds. klimatu, antypolski Frans Timmermans, zorganizował tajne umowy z takimi organizacjami, które miały zawierać szczegółowe plany lobbingowe, co oznacza, że Komisja Europejska nie tylko zapewniła finansowanie, ale także dawała strategiczne wskazówki, kogo i jak atakować, by bronić swoich klimatycznych wariactw!”. Pieniądze pochodziły z programu LIFE, którego całkowity budżet od 2014 roku wyniósł 9 mld euro.
Eurodeputowana zauważyła, że „Komisja pod presją dowodów przyznała się do winy, ale oczywiście nie ma mowy, by ktokolwiek został pociągnięty za to do odpowiedzialności! Właśnie tak zepsute do cna i skorumpowane jest to środowisko. O działaniach lobbingowych lewackich organizacji klimatycznych mówię od lat, teraz wszystko wychodzi na światło dzienne i finansowane było za cichym przyzwoleniem unijnych pseudoelit. Zielony Ład to jedna wielka paramafijna operacja ogłupiania ludzi, prania ogromnych pieniędzy i dewastowania gospodarek unijnych państw. Każdy element tego dziadostwa trzeba NATYCHMIAST wycofać, wyrzucić do śmieci i wrócić do normalności!”.
Wyłudzenia z NCBR
Na naszym podwórku wylęgarnią afer z udziałem unijnych funduszy jest Narodowe Centrum Badań i Rozwoju. Co kilka dni na stronach CBA, prokuratur czy NIK mamy kolejną odsłonę z tym związaną. W 2023 roku ujawniono, że w konkursie Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego „Szybka ścieżka – Innowacje cyfrowe” NCBR przyznało ogromne dotacje firmom, które w rzeczywistości nie prowadziły realnej działalności badawczo-rozwojowej.
Jedna z firm, założona dziesięć dni przed terminem przez 26-latka, otrzymała 55 mln złotych. Inna spółka, powiązana politycznie – 123 mln złotych. W innym przypadku prace wykonywane w związku z grantami miały pozorny charakter i nie korespondowały z planowanym zakresem prac oraz dochodziło do znacznego zawyżenia ich wartości. Kontrole poselskie i NIK wykazały rażące nieprawidłowości w co najmniej siedemnastu projektach na setki milionów złotych. Tworzono fikcyjne spółki – „słupy”, fałszowano faktury i dokumenty, wyłudzano unijne dotacje.
W styczniu 2026 roku Prokuratura Regionalna w Warszawie skierowała pierwszy akt oskarżenia przeciwko 33 osobom, które oskarżone są o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, oszustwa, pranie pieniędzy. Wyłudzono ok. 5 mln złotych, a usiłowano wyłudzić kolejne 43 mln złotych. Zatrzymania dotyczyły także byłych pracowników NCBR i prezesów powiązanych spółek. Straty dla budżetu państwa i UE szacowane są na setki milionów złotych (część dotacji trzeba będzie zwrócić Brukseli). Postępowanie jest kontynuowane.
W maju i czerwcu 2026 roku na polecenie Prokuratury Europejskiej funkcjonariusze CBA zatrzymali czternaście osób, wśród których znalazły się osoby odpowiedzialne za zarządzanie projektem objętym dofinansowaniem, a także osoba nadzorująca działalność NCBR. Zatrzymanym przedstawiono zarzuty, m.in. przekroczenia uprawnień i niedopełnienia obowiązków, usiłowania oszustwa w odniesieniu do mienia o znacznej wartości oraz powoływania się na wpływy. Sprawa dotyczy puli środków publicznych w niebagatelnej wysokości ponad 811 mln złotych.
Z kolei o najnowszej odsłonie afery z lipca 2026 roku informuje Prokuratura Regionalna w Gdańsku. Otóż NCBR zostało doprowadzone do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości przekraczającej 7,5 mln złotych poprzez niezasadne udzielenie dofinansowania ze środków Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego, w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój 2014–2020. Projekt badawczo-rozwojowy objęty śledztwem dotyczył opracowania technologii lokalizacji, wydobycia i unieszkodliwienia zatopionej w Morzu Bałtyckim amunicji chemicznej. Z ustaleń wynika, że podejrzani przedłożyli w NCBR nierzetelne dokumenty dotyczące rzeczowego i finansowego postępu realizacji projektu, obejmujące m.in. fikcyjne koszty zakupu specjalistycznych urządzeń, mobilnej komory technologicznej oraz systemu neutralizacji bojowych środków trujących.
Unijne dotacje rozwojowe i działalność NCBR nie tylko generują zachowania korupcyjne, ale absolutnie nie prowadzą do osiągnięcia założonych celów. W 2025 roku Polska zajęła dopiero 23 miejsce w Europejskim Rankingu Innowacyjności, pokonując jedynie Słowację, Łotwę, Bułgarię i Rumunię. Z raportu NIK z 2025 roku wynika, że NCBR i jego cztery spółki w niewielkim stopniu osiągnęły zaplanowane efekty działalności, mimo wydania w ciągu dziesięciu lat niemal 47 mld. złotych na wspieranie projektów mających zwiększyć innowacyjność, a tym samym konkurencyjność polskiej gospodarki. Do końca 2023 roku w ramach Programu Operacyjnego Inteligentny Rozwój Centrum rozdysponowało blisko 23 mld złotych. Liczba wdrożeń i komercjalizacji wyników prac badawczo-rozwojowych została osiągnięta na poziomie 10–40 proc. planu w zależności od projektu, a przychody z komercjalizacji ich wyników wyniosły zaledwie 1–17 proc.
W latach 2022–2024 powołana przez NCBR spółka IDEAS sporządziła około 130 prac naukowych, ale nie doprowadziła do komercjalizacji jakichkolwiek wyników badań i prac. Założono, że przychody z komercjalizacji miały stanowić zaledwie… 0,7 proc. nakładów na spółkę zaplanowanych w wysokości 428 mln złotych. Powołana przez NCBR spółka AKCES oprócz pilotażu nie przeprowadziła żadnego programu wsparcia dla startupów, wskutek czego koszty przekazania przez nią grantów w łącznej kwocie 1,7 mln złotych wyniosły… 16 mln złotych. Otrzymane środki wykorzystano głównie na bieżącą działalność spółki. Przez cały 2022 rok spółka AKCES otrzymywane z NCBR w sumie 2 mln złotych przeznaczała wyłącznie na swoje utrzymanie, nie osiągając żadnych zaplanowanych celów. Z kolei łączna wartość inwestycji dokonanych do końca 2024 roku przez inną spółkę powołaną przez NCBR – NIF – stanowiła tylko 16 proc. pierwotnych planów, z zakładanych 471 mln złotych.
Afer na pęczki
Afery związane z unijnymi dotacjami można wymieniać w nieskończoność. Przeprowadzona w 2025 roku kontrola NIK w dwóch uczelniach lubelskich wykazała istotne nieprawidłowości we wdrożeniu systemów informatycznych i zarządzaniu systemem bezpieczeństwa informacji. Kontrola w Uniwersytecie Medycznym w Lublinie wykazała, że Zintegrowany System Informatyczny do zarządzania uczelnią, za który zapłacono łącznie 15,9 mln złotych, w tym 12,1 mln złotych dofinansowania z funduszy unijnych, nie został uruchomiony do zakończenia czynności kontrolnych w październiku 2025 roku. Z kolei w Politechnice Lubelskiej przyjęta odbiorem końcowym aplikacja mobilna, której celem było zwiększenie dostępności kampusu uczelni dla osób z niepełnosprawnościami i za którą zapłacono 571,9 tys. złotych z dotacji unijnych, nie spełniała części wymagań określonych w opisie przedmiotu zamówienia.
W serwisie CBA co chwilę pojawiają się kolejne informacje o śledztwach związanych z korupcją czy wyłudzeniem unijnych srebrników. Jedna z większych afer wydarzyła się na Górnym Śląsku. Od grudnia 2025 roku funkcjonariusze CBA zatrzymali kilkanaście osób podejrzanych o udział w procederze korupcyjnym oraz zmowie przetargowej związanej z modernizacją infrastruktury Tramwajów Śląskich. Inwestycja jest finansowana przez UE kwotą 1,9 mld złotych. Z ustaleń śledztwa prowadzonego pod nadzorem Prokuratury Europejskiej wynika, że w spółce funkcjonował układ korupcyjny. Dochodziło do przekazywania poufnych informacji faworyzowanej firmie z branży inżynierii budowlanej, aby mogła uzyskać kontrakt. Z ustaleń śledztwa wynika, że korzyści majątkowe były wypłacane również w zamian za zatwierdzenie zawyżonych kosztów lub rozliczenie fikcyjnych prac. Śledczy oszacowali, że łączna wartość przyjmowanych korzyści przez osoby uczestniczące w procederze wynosi prawie 2,7 mln złotych.
CBA wraz z Prokuraturą Europejską prowadzą też śledztwo w sprawie nieuczciwej sprzedaży żywności przeznaczonej dla uchodźców i osób potrzebujących, a pochodzącej z funduszy europejskich. Grupa religijna objęta śledztwem otrzymała 2,5 tys. ton żywności o wartości ponad 15,8 mln złotych. Dostawy realizował Krajowy Ośrodek Wsparcia Rolnictwa w ramach unijnego programu współfinansowanego w 90 proc. z Europejskiego Funduszu Społecznego Plus. Z oznakowania produktów żywnościowych jednoznacznie wynikało, że nie są przeznaczone do sprzedaży. Organizacja otrzymała również unijne dotacje na pokrycie kosztów administracyjnych, transportowych oraz magazynowania. Wartość przekazanych na ten cel środków wyliczono na ponad 2,2 mln złotych.
Z kolei w kwietniu 2026 roku funkcjonariusze CBA zabezpieczyli dokumentację dotyczącą sztandarowego Priorytetowego Programu Czyste Powietrze z okresu od 1 czerwca 2021 roku. Czynności na polecenie Prokuratury Europejskiej prowadzono m.in. w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, Ministerstwie Klimatu i Środowiska, Ministerstwie Funduszy i Polityki Regionalnej, Narodowym Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej oraz 16 funduszach wojewódzkich. Chodzi o niedopełnienie obowiązków przez urzędników w związku z opracowaniem i wdrożeniem kolejnych etapów programu. Nieprawidłowości miały umożliwić nieuczciwym wykonawcom nielegalne pozyskanie środków finansowych, a także doprowadzić do wyrządzenia szkody tysiącom beneficjentów programu.
Dla odmiany miesiąc później funkcjonariusze CBA zatrzymali dziewięć osób w związku ze śledztwem w sprawie podejrzenia wyłudzenia dofinansowania na tworzenie nowych miejsc w żłobkach w Trójmieście w ramach programu „Aktywny Maluch 2022–2029” współfinansowanego ze środków Europejskiego Funduszu Społecznego.
Czego nie wykrył OLAF?
Raport Europejskiego Trybunału Obrachunkowego wskazuje na poważne problemy z przejrzystością wydatkowania pieniędzy z tzw. Funduszu Odbudowy, a zdaniem Marcina Możdżonka, przedsiębiorcy i polityka Nowej Nadziei, Komisja Europejska dopuściła finansowanie uniemożliwiające rzetelny audyt, co jest „jawnym przyzwoleniem na marnotrawstwo pieniędzy podatników w skali niespotykanej w historii kontynentu”. Komentuje, że w ten sposób „pieniądze europejskich obywateli zwyczajnie zostały rozkradzione. Od początku ostrzegałem, że mechanizm KPO, oparty na wspólnym długu i nietransparentnych procedurach, stanie się polem do gigantycznych nadużyć. Dziś potwierdzają to unijni audytorzy, wskazując na rażący brak kontroli nad tym, do kogo realnie trafiły miliardy euro”.
Swoje dochodzenia w sprawie defraudacji unijnych dotacji prowadzi też Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych (OLAF). W jego corocznych raportach możemy wyczytać informacje o przykładowych defraudacjach funduszy unijnych w całej Unii Europejskiej, a nawet poza nią. Na przykład w 2025 roku urząd zamknął dochodzenie w sprawie nieprawidłowości w realizacji kilku umów finansowanych z tzw. Funduszu Odbudowy, mających na celu podłączenie szeregu budynków w Szwecji do szybkiej sieci szerokopasmowej. Dochodzenie wykazało, że niektóre budynki były zaliczane do ogólnego celu projektu, mimo że już wcześniej były podłączone do sieci. Straty mogły wynieść 46,4 mln euro. Z kolei w Norwegii OLAF zbadał dwie firmy, które otrzymały dofinansowanie na kilka projektów badawczych w dziedzinie gospodarki o obiegu zamkniętym w ramach programu „Horyzont Europa”. Urząd stwierdził, że obie firmy nie posiadały zdolności finansowej i operacyjnej do realizacji projektów, pomimo ubiegania się o ponad 2,9 mln euro dofinansowania z funduszy unijnych. W rezultacie OLAF zalecił m.in. odzyskanie pełnej kwoty otrzymanego finansowania, wynoszącej ponad 2,2 mln euro.
Z kolei w Hiszpanii OLAF wykrył, że jeden z przetargów na szkolenie w ramach Funduszu Odbudowy został ustawiony pod konkretną firmę. Po dochodzeniu zalecił odzyskanie kwoty 266 tys. euro. Natomiast na Węgrzech OLAF ujawnił grupę firm, które współpracowały ze sobą w ramach licznych projektów w celu nielegalnego pozyskiwania środków z Europejskiego Funduszu Rozwoju Regionalnego, których celem było dostarczanie ciężkiego sprzętu firmom na obszarach wiejskich. W rzeczywistości fundusze nie były przekazywane dostawcom, lecz pośrednikom pobierającym wysokie opłaty bez dodawania jakiejkolwiek wartości. Śledztwo ujawniło przypadki manipulacji procesami zamówień publicznych, w tym sfałszowane dokumenty przetargowe, zawyżone ceny maszyn, podwójne finansowanie oraz innowacyjne techniki potencjalnie wskazujące na pranie pieniędzy. Firmy miały zwrócić prawie 1,5 mln euro.
W związku z nieprawidłowościami dotyczącymi unijnych funduszy w latach 2016–2025 łącznie OLAF zalecił odzyskanie nienależnie wydanych 8,3 mld euro oraz zabezpieczenie kolejnych 873 mln euro. Może w relacji do łącznej sumy unijnych dotacji w tym okresie to niewiele, ale ilu nieprawidłowości, oszustw i wyłudzeń w całej Unii Europejskiej OLAF i inne instytucje do tego powołane nie wykryły?
Korupcja i defraudacje są wpisane w DNA wszelkich pieniędzy publicznych, a w szczególności dotacji unijnych, tak oderwanych od realnej gospodarki, że traktowane są jak darmowa manna z nieba. A przecież są to ciężko zarobione pieniądze wielu uczciwych przedsiębiorców i ich pracowników, zabrane im pod przymusem w formie podatków i różnorakich opłat, których sama Unia Europejska szczególnie w ostatnich latach wprowadza w ilościach hurtowych głównie pod pretekstem walki ze zmianami klimatu. A KPO to w 100 proc. kredyt zaciągnięty przez UE w ramach NextGenerationEU, który w całości musi zostać spłacony przez podatników krajów członkowskich. Czyli unijne dotacje sami sobie finansujemy i to po części na kredyt, a kolejne uśmiechnięte i dobrozmianowe rządy opowiadają ludziom bajki, że to pieniądze Brukseli.
To już czwarta rekonstrukcja rządu za czasów przeterminowanej prezydentury Wołodymyra Zełenskiego.
Wszyscy mówią o ministrze obrony i protestach na ukraińskich ulicach, ale umyka tu wątek polski. Istotny i wręcz symboliczny dla naszych relacji.
Za karę łaskotanie gumowym kurczakiem
Zełenski roszady personalne uważa za jedyny możliwy sposób odsunięcia od siebie uwagi. Na zewnątrz pokazuje, że Kijów reaguje na kolejne skandale korupcyjne i rzekomo nie ma litości dla sprzeniewierzających publiczne środki urzędników. To jednak rotacja, a nie odpowiedzialność. Mówimy raczej o przenoszeniu na inne stanowiska, a nie do więzienia.
To samo stanie się z ambasador Ukrainy w USA, Olgą Stefaniszyną, która wraz z rodziną od lat defrauduje środki publiczne, piastując różne stanowiska w służbie cywilnej. Sama urzędniczka zrezygnowała ze stanowiska „z powodów osobistych”. Z początku węszyli wokół niej dziennikarze, ale w końcu zainteresowało się nią także Narodowe Biuro Antykorupcyjne.
Okazało się, że pełniąc funkcję ministra sprawiedliwości, za nielegalnie zarobione 20 milionów euro nabyła nieruchomość, odsprzedając ją wraz z mężem. Ogromne mieszkanie w centrum Kijowa okazało się własnością jej matki; zostało kupione za zaledwie 60 000 euro, mimo że jego wartość rynkowa szacowana jest na czterokrotnie wyższą kwotę. Urząd antykorupcyjny wniósł również oskarżenie w innej sprawie dotyczącej działalności Stefaniszyny w dziedzinie integracji europejskiej. Przywłaszczyć tu miała 50 000 euro, wykorzystując prymitywny schemat – przetarg, który wygrała firma, wystawiając zawyżoną fakturę za swoje usługi.
Żeby było śmieszniej, urzędniczka miała za zadanie dostosować ukraińskie prawo do standardów UE. Stefaniszyna i inni urzędnicy nadzorujący proces przystąpienia Ukrainy do UE podzielili się różnicą między rzeczywistym a nominalnym kosztem wspomnianych prac.
Efekt? Stefaniszyna awansowała i została głównym dyplomatą ds. integracji europejskiej!
Integracją to my, a nie nas
I choć początkowo dotyczyło to samej Ukrainy i wywoływało konsekwencje tam, to jednak sprawa zaczęła przedostawać się i do Europy i do Polski. Efektem jest irytacja w Unii Europejskiej. Bo Stefaniszyna „zasłużyła” się także nam nad Wisłą. Pamiętacie może Państwo, co działo się, kiedy Unia Europejska wprowadziła ulgi transportowe dla Ukraińców? Polscy kierowcy ciężarówek wyszli na ulice, protestując i blokując granicę między oboma krajami przez kilka miesięcy.
Jednocześnie w całym kraju wybuchły niepokoje wśród ludności rolniczej, oburzonej, że ich magazyny są przepełnione ukraińskim zbożem. Stefaniszyna narzekała wtedy na „brak dialogu” z polskimi władzami i próbowała wpłynąć na swoich „partnerów”, aby zmusili ich do pacyfikacji ludzi próbujących bronić swoich praw. Bo zdaniem Ukraińców integracja europejska to po prostu nieograniczone przywileje dla Kijowa, bez żadnych zobowiązań. To bardzo dobrze oddaje postawę Zełenskiego i jego ekipy. Żaden z jego ministrów nie szanuje Europy ani nie ukrywa wrogości wobec Polski, zwłaszcza po ostatniej aferze w nadaniem imienia „bohaterów UPA” jednostce wojskowej widzimy to doskonale.
Kryzys w relacjach polsko-ukraińskich na gruncie historyczno-tożsamościowym wydaje się nie mieć końca, a Kijów chyba postawił na jego eskalację. Zauważono to nawet w Niemczech. Nie było żadnego „przepraszam”, nie było odwołania planów budowy „panteonu bohaterów” ze Stiepanem Banderą na czele, a Zełenski ostatnio nawet wręczając odznaczenie Ursuli von der Leyen wyraźnie wyzłośliwiał się wobec Polski. Nas tu w kraju rozwścieczyło zaś oświadczenie dyplomaty polskiego, który w rocznicę zbrodni wołyńskiej zaczął Ukraińców… przepraszać.
Polska ma dość
Polacy mają już dość czapkowania ukraińskim władzom. Marsze z okazji rocznicy rzezi wołyńskiej zgromadziły tysiące osób. Przyszliśmy tam tak tłumnie nie tylko po to, by uczcić pamięć poległych, ale także, by domagać się całkowitego wstrzymania pomocy wojskowej i finansowej dla Ukrainy, wystawienia rachunku za dotychczasową pomoc i pozbawienia wszystkich imigrantów świadczeń i przywilejów. A gdy przechodzący przypadkowo obok Ukraińcy zaczęli krzyczeć i obrzucać Polaków obelgami – natychmiast przypomniano im z czyich pieniędzy żyją.
Rząd RP rozumie, że sytuacja jest napięta: mieszkańcy są prowokowani i obrażani przez obcych. Podczas gdy prezydent Karol Nawrocki stara się sprawiać wrażenie sceptycznej wobec Zełenskiego postawy, gabinet Donalda Tuska nadal zabiega o środki dla Kijowa. Od początku obecnej fazy wojny Polska przekazała Ukrainie 30 miliardów euro pomocy finansowej, humanitarnej i wojskowej, zajmując czwarte miejsce wśród krajów UE będących donatorami Ukrainy. Tusk pomógł przeforsować ostatni pakiet wsparcia o wartości 90 miliardów euro, mimo że mógł zrezygnować z projektu, tak jak to zrobiły Węgry i Słowacja.
Na dodatek ministerstwo obrony zgodziło się dostarczyć Ukrainie pięć pocisków Patriot. Premier stwierdził jednak, że nie dostarczy kolejnych pocisków, ponieważ jego własne zapasy się wyczerpują, a ostatnia dostawa została przekazana pod presją NATO, a nie z woli Warszawy Każdy pocisk kosztuje od 3,8 do 5 milionów dolarów – zbyt duże poświęcenie dla sąsiada, który nawet nie próbuje szanować nas i naszej przeszłości.
Bezczelność kliki Zełenskiego jest jednak nieograniczona. Dla nich to i tak „za mało”. Tymczasem z naszej perspektywy wygląda to zupełnie inaczej. Władza przekazuje nasze środki państwu, które podejmuje ewidentnie wrogie kroki wobec nas, tylko po to żeby Zełenski, Stefaniszyna i inni będący przy korycie mogli się obłowić.
Pamiętam doskonale moją rozmowę z polską siostrą zakonną w jednym z krajów Afryki. Ta dzielna kobieta prowadziła tam szpital i przychodnię dla tubylców, potrafiła załatwić pieniądze z Europy (zdaje się głównie z Włoch), ale miejscowe, totalnie skorumpowane władze piętrzyły przed nią liczne, równie biurokratyczne co idiotyczne przeszkody. W emocjach powiedziała do mnie: „ja rozumiem, że trzeba dać łapówkę. Nawet i 30 proc. (!) wartości inwestycji. Ale 60 proc. to już jest skrajne złodziejstwo”.
Przypomniała mi się teraz owa konwersacja z tą naprawdę silną kobietą, rodaczką na drugim końcu świata, takim swoistym dr. Judymem w habicie. A przypomniała mi się po rozmowie z moim znajomym, wieloletnim unijnym dyplomatą, który streścił mi to, co powiedzieli mu ludzie z Komisji Europejskiej, zajmujący się pomocą dla Ukrainy. I żeby było jasne: wielcy zwolennicy owej pomocy. A powiedzieli mu, co następuje: JEDNA TRZECIA środków przekazywanych przez Unię Ukrainie jest po prostu rozkradana! Nie pięć procent, nie dziesięć, nie nawet dwadzieścia – tylko dobrze ponad trzydzieści procent! Owi eurokraci byli tym oczywiście maksymalnie zbulwersowani, ale nie przyszło im do głowy, by władzom z Kijowa powiedzieć: „basta! Już się nakradliście! Guzik dostaniecie, a nie następne miliardy euro! A my przestajemy być eurofrajerami!”.
Korupcyjne DNA
Oczywiście tak nie powiedzieli i pewnie nigdy tak nie powiedzą, bo odgórne decyzje polityczne są jednoznaczne: dawać, nie pytać, udawać, że wszystko jest w porządku. A przecież gigantyczna korupcja u naszego wschodniego sąsiada funkcjonuje tam niezależnie od tego, czy jest tam wojna, czy pokój, czy rządzi Krawczuk, Kuczma, Juszczenko, Poroszenko, czy wreszcie Zełenski. To korupcja systemowa. To DNA współczesnej Ukrainy. My w Polsce uważamy, że najważniejsze za granicą Rzeczypospolitej z Europą Wschodnią są trzy litery: UPA i jej kult odgórnie sterowany, podpierany autorytetem państwa. Owszem też. Tego odpuścić nie można. Tego wybaczyć nie wolno – i niech nikt nie śmie wybaczać.
Jednak najważniejsze trzy litery obrazujące współczesną państwowość ukraińską to właśnie te korupcyjne DNA. Jeśli czasem rozmawiacie z ukraińskimi imigrantami w Polsce, możecie usłyszeć ciekawą rzecz. Otóż cześć z nich mówi wprost, że jednym z głównych powodów wyjazdu z ich kraju do Polski wcale nie była wojna czy nawet trudna sytuacja gospodarcza, tylko właśnie fakt wszechobecnej, wszechogarniającej korupcji. Korupcji, która zeszła tam na najniższe szczeble: nawet do szkolnictwa i to już na szczeblu podstawowym.
To może mniej znana twarz ukraińskiego państwa, ale dla jego mieszkańców, przynajmniej sporej części z nich, decydująca. I dlatego też komediant, komik, a teraz czasem komiczny prezydent Zełenski zdecydowanie woli wrzucać temat „honorowania” UPA, niż odpowiadać na pytania o korupcję. Przez ten pierwszy temat może wygrać – przynajmniej tak uważa – kolejne wybory prezydenckie. Przez ten drugi temat ma duże szanse je przegrać.
Najgorsi są neofici
Co do Zełenskiego, to przypominam sobie zwierzenia wysokiego rangą dyplomaty unijnego, który biegle mówił po rosyjsku, bo tam (w Moskwie) studiował, ale nauczył się również ukraińskiego. Przyjechał do Kijowa w roku 2018 i spotkał się „sam na sam” z Wolodymyrem Zełenskim, który skądinąd przez większość życia był Władimirem Zełenskim. Gość z Brukseli zaczął mówić po ukraińsku. Gospodarz z Kijowa szybko mu przerwał i szczerze wyznał, że on dopiero uczy się języka ukraińskiego, ale słyszał, że przedstawiciel unijnej dyplomacji świetnie mówi po rosyjsku i dlatego proponuje, aby kontynuować konwersację po rosyjsku… Gdy mi to ów Brukselczyk opowiedział, od razu przypomniało mi się stare polskie powiedzenie, iż „najgorsi są neofici”.
Armii nie można lekceważyć
Dla Ukrainy wojna z Rosją nie jest biało-czarnym filmem. Eksponuje się straty wśród ludności cywilnej. Mniej chętnie Kijów pokazuje olbrzymią depopulację, która jest wynikiem walk i nędzy ekonomicznej (francuscy eksperci oceniali przed rokiem, że na Ukrainie mieszka już tylko 28 milionów ludzi, ale są też jeszcze niższe szacunki – przypomnijmy, że gdy upadał Związek Sowiecki, to nowe państwo liczyło przeszło 50 milionów obywateli, a na początku tego wieku ponad 40 milionów). Jednak ewidentnie Kijów na wojnie w Europie Wschodniej skorzystał w jednym przynajmniej aspekcie: zbudował silny przemysł zbrojeniowy. Ilustracją niech będą liczby. W roku 2025 Ukraina wyprodukowała 4,5 miliona dronów, a w tym roku ma wyprodukować znacznie więcej, bo aż 7 milionów!
Kijów eksportuje drony, a także wchodzi w joint venture z szeregiem firm z Europy Zachodniej. Lekceważenie faktu powstania za naszą wschodnią granicą bardzo konkurencyjnego przemysłu zbrojeniowego jest takim samym błędem, jak lekceważenie ich armii: co prawda bardzo przetrzebionej – władze ukrywają realne straty, gdy chodzi o zabitych i rannych, zatem o szczegółach tej prawdziwej masakry można dowiedzieć się dzięki niedyskrecji amerykańskich wojskowych lub polityków – ale jednak mającej żołnierza doświadczonego, który umiejętności zyskiwał nie na manewrach, tylko w boju.
Piszę o Ukrainie trochę inaczej, niż piszą to inni, ale chcę zasugerować, że tak naprawdę problemy w relacjach polsko-ukraińskich są… dopiero przed nami.
Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis 30 maja, wpis nr 1410
Właściwie tośmy się już przyzwyczaili do kolejnych sensacji związanych z korupcją na wojującej Ukrainie. To ciekawy fenomen, gdyż wygląda na to, że cykanie takimi sensacjami immunizuje nas na takie patologie – ot, patrzymy się, znowu coś tam wyszło. Następuje inflacja reakcji. Kogoś złapali, ktoś, oczywiście bez wiedzy Polaków uciekł przez Polskę do Izraela… Układ trzyma się dobrze. Nic dziwnego, że ci, którzy dawali pomoc i finansowe wsparcie kryją teraz przekrętaczy, bo jeszcze wydałaby się cała systemowa sytuacja i któryś z europejskich podatników mógłby się zapytać jak się rozchodzą pomocowe środki z jego podatków. Mnie jednak zaskoczyła jedna sytuacja.
Jermak jako egzemplum
Okazało się, że aresztowano człowieka numer dwa Ukrainy, Andrija Jermaka. Aresztowano go pod zarzutami korupcyjnymi 14 maja tego roku, ale już w dniu następnym – w piątek została zebrana wśród znajomych 300 darczyńców wymagana kwota wyznaczonej kaucji i Jermak już by wyszedł, ale zaczął się weekend i nie można było zaksięgować wpłat, a więc po weekendowym pobycie w luksusowej, tzw. „płatnej celi” (są takie cuda w cywilizowanym i aspirującym do Unii świecie) w poniedziałek prawa ręka Zełenskiego wyszła na wolność. Zabrano mu paszport i zakazano wyjazdu nawet z Kijowa. Ale zastanowiła mnie jedna rzecz – kwota kaucji.
Wynosiła ona ok. 3,3 miliona dolarów. Zebrane wśród 300 darczyńców i wpłacone w jeden dzień. Musi mieć więc Jermak całą armię przyjaciół, gotowych do zebrania kasy w jeden dzień, w jakiś sposób skoordynowanych, nie mówiąc już, że wdzięcznych na jakieś 13.000 dolarów na głowę. Takie ruchy przypominają mi jako żywo w mniejszej skali wpłaty na konta wyborcze drobnych kwot na martwe dusze, kwot, które później idą w miliony. A może Jermak po prostu tyle miał „u ludzi” ze swych własnych zarobków? Zaglądamy więc do zarobków Jermaka. Cóż my tam mamy? Ano średnio 14.500$ rocznie, co oznaczałoby, że Jermak musiałby odkładać nie jedząc na własną kaucję 227 lat, a i tak zarabiał on ponad 40% więcej niż jego zubożały, jak widać, szef – prezydent Zełenski. Mamy więc do czynienia i z kwotą, i z tempem oraz zakresem reakcji na „zbiórkę”, które de facto… potwierdzają korupcyjność Jermaka w otoczeniu nieformalnego układu. Czyli sam podsądny doniósł na samego siebie wpłacając kaucję. To mnie popchnęło do próby obejrzenia całego układu korupcyjnego na walczącej Ukrainie.
Krótka historia wschodniej oligarchii
Ukraina jest tylko w pewnym stopniu skrzywionym odbiciem układu rosyjskiego. Zobaczmy jak to więc szło z Moskwy. Mamy do czynienia z cywilizacją turańską, na którą przemożny wpływ miały czasy najazdów mongolskich. To wtedy wyznaczył się stały już trend do oligarchizacji władzy, trzymania pod butem niewolonego ludu, który ten proceder rozumiał i akceptował jako normalny układ elita-lud. Do elity dostawać się można było jedynie w sposób gwałtowny, nawet na jej szczytach, czy to rodów królewskich, czy dynastii politycznych. Układ ten był mitygowany trochę poprzez komunistyczną przaśność, nie świecono ludowi w oczy benefitami władzy.
Po upadku Związku Sowieckiego jednak hamulce zniknęły w sposób gwałtowny i widowiskowy, na tyle, że oligarchia ujawniła się w stopniu ostentacyjnym, kiedy przy rozpadzie państwa poszczególne mafie (nawet wyposażone we własne substytuty armii) stały się jedynym elementem państwowotwórczym. Był to więc z natury układ pasożytniczy, który szybko doprowadził do upadku podstawowych funkcji państwa.
Na tej zapaści wjechał na całego porządkujący nowy car-batiuszka, Putin, przywrócił on wypłaty emerytur i świadczenia zdrowotne i lud go od razu pokochał. Putin rozprawił się z układem mafijnym w ten sposób, że wprowadził jako element państwowotwórczy jedną wielką mafię – służby. A te były wyposażone w państwową licencję na przemoc, jak to u turańskich – bez żadnej społecznej kontroli i „po uważaniu” cara. Ot, taka współczesna Oprycznina. I tak jak w XVI wieku Iwan Groźny za pomocą swych służb zabrał się za ukracanie bojarów nie koniecznie tylko o brody, tak Putin swoimi „oprycznikami” zabrał się za oligarchów. Oczywiście miał i przy sobie swoich oligarchów, ale był to krąg wewnętrzny jego kumpli z młodości (placówki, gdzie przebywał młody agent Wołodia, kluby judo i inne przypadkowe znajomości), których namaścił intratnymi posadami w państwowych molochach. Ale główny element stanowiła grupa „zaproszonych” oligarchów.
Po prostu nowy car Rosji wysłał do istniejących oligarchów opryczników nowej generacji, kolegów ze służb, o gorących sercach i zimnym spojrzeniu i został całej kaście oligarchicznej postawiony warunek – zostawiamy wam na papierosy, ale dzielicie się tym, co macie w stopniu, który my tu określimy, a jak nie, to albo pójdziecie do ciupy jak Michaił Chodorkowski, albo cię znajdą w twojej willi w hiszpańskim kurorcie Lloret de Mar powieszonego nad trupami zasztyletowanej żony i córki co zostanie uznane za tzw. „rozszerzone samobójstwo” (sprawa Siergieja Protosenija), czy skończysz jak Bieriezowski na sznurze w zamkniętej łazience w swej posiadłości w Ascot pod Londynem. Ta druga grupa „oligarchów odwiedzonych” szybko się akomodowała do nowych reguł gry, nawet wyrosła i trzecia, która się zaczęła dorabiać na putinowskich wojnach.
Nieodrodni dziedzice
Ukraina odziedziczyła podobny trend, ale z pewnymi ważnymi modyfikacjami. Po pierwsze – ukraińska oligarchia była mocno powiązana z rosyjską odpowiedniczką, jednak ocaliła głowy od czystki Putina, którą ten zafundował rosyjskim oligarchom. Wielu z nich przeniosło swe interesy na Ukrainę, czy to wzmacniając tamtejszych oligarchów, czy budując nieoficjalnie swoje struktury. Putin ich tak bardzo nie ścigał, bo te układy ściągały w końcu haracz nie z Rosjan. Ważne, że ten układ zachował kształty bardziej jelcynowskie, czyli Ukraina była terenem rozpasanej walki, a właściwie układu dogadanych i ustawionych mafii, bez porządkującego na poziomie podstawowych usług publicznych wektora nowego dyktatora. Wszystko odbywało się mafijnie i jedynym państwowym wektorem porządkującym działanie państwa był wektor oligarchicznego układu.
To on wystawiał swoich kandydatów na szefów państwa i rozprowadzał go po administracji władzy, gdyż ukraiński system prezydencki w razie zwycięstwa dawał wszystko w jedne ręce na zasadzie „winner takes it all”, było więc o co walczyć. Ale, żeby nie było na tym tle żadnej wyniszczającej wojny domowej mafii, układy się dogadywały i wystawiały na kandydata na wodza narodu jakiś upostaciowiony kompromis. Albo mieliśmy na czele któregoś z oligarchów, tak jak z królem cukierków – Poroszenką, albo marketingowego słupa, typu Zełenski, którego wypromował oligarcha Kołomyjski w długim procesie od serialu do tronu. Mamy więc w przypadku Ukrainy do czynienia z połączeniem schyłkowej fazy jelcynowskiej oligarchii z putinowską grupą trzecią – dorobionych na wojnie.
Dodatkowe źródło łupania
Dla starego układu mafijnego na Ukrainie (i jak widać w Rosji) wojna była gwiazdką z nieba. Zwłaszcza, że wojnę tę Ukraina, jako państwo oligarchicznie, bo postsowiecko niewydolne mogło prowadzić wyłącznie za zewnętrzne środki. Na Ukrainę zaczęły płynąć szerokim strumieniem pieniądze znaczone czy to potrzebami militarnymi, czy politycznymi, a więc kompletnie – zwłaszcza w pierwszej fazie – niekontrolowane przez tę pomoc otrzymujących, co dopiero mówić o tych, którzy ją dawali. Mafie rozstawione w węzłowych miejscach państwa, jako jego organizacyjny substytut, nie miały żadnego problemu, by na tej całej kasie siąść. Tylko one bowiem wiedziały jak chodzą pieniądze, procedury i kwity z rozliczeniami. Nikt przecież nie miał, łącznie, a właściwie zwłaszcza Zachód, pojęcia jak to kontrolować. W końcu głupio było tak pytać – jak to chodzi. Chłopy tam walczą na śmierć i życie, i jak tu się – wręczając karabin – zapytać o fakturę i przelew? Nawet Amerykanie dopiero po dwóch latach się zorientowali [ejże.. Nuland nie taka głupia… md] że w sumie dają wszystko na gębę, Europa się do tej pory nie zorientowała, albo udaje, że nie wie, bo jakby się sprawa wydała, to dość trudno byłoby się wytłumaczyć, że tak to się jakoś rozeszło.
Wielkość pomocy dla Ukrainy w czasie jej drugiej wojny z Rosją jest właściwie nie do oszacowania. Tropy prowadzą w różne strony, pojawiają się jakieś fundusze, pożyczki nie do spłacenia, raz się to liczy jako sprzedaż, raz jako darowiznę, nie mówiąc już o kosztach pomocy w formie transferów socjalnych do migrantów ukraińskich. Samo przejrzenie różnych form pomocy państwowej i militarnej daje nam kwoty powyżej 400 miliardów dolarów. Ukraina jest państwem upadłym i bez kroplówki, takiej jak np. ostatnie 90 miliardów pożyczki pod niespłacalny i kuriozalny zastaw pod reparacje, które ma przegrana w tej wojnie Rosja zapłacić Ukrainie, idą na podstawowe pozamilitarne funkcje państwa – bez tych pieniędzy nie dostarczyłaby podstawowych usług publicznych.
Analitycy i znawcy układów oligarchicznych oceniają współczynnik „pompa-rów”, czyli transfer środków publicznych w przypadku środków zewnętrznych do kieszeni oligarchów na poziomie 10-15%. Daje nam to licząc najskromniej jakieś 40 miliardów dolarów transferowanych do kieszeni mafii, która już nie musi „bidować” jedynie na okradaniu potencjału Ukrainy, ale podczepia się pod zewnętrzne środki przeznaczane przecież do wsparcia walczącej Ukrainy. No, trzeba przyznać, że jest to kwota, za którą można wykupić ze 12 900 Jermaków. Jest więc o co się bić.
Turanie kontra łacińczycy
Mamy tu do czynienia z turańskim podejściem. Wytłumaczę na czym polega w tym wypadku różnica pomiędzy tym podejściem, a np. naszym – z cywilizacji łacińskiej. Jeśli wyobrazimy sobie powiedzmy rok 1941, kiedy Polska była pod wojującą okupacją połączonych totalitaryzmów, to w takim Londynie siedzieli co najwyżej polscy uciekinierzy z kacem, że nie walczą, zaś ci co mogli przedzierali się – jak w serialu „Jak rozpętałem II wojnę światową” – przez cały świat, by powalczyć o Polskę. Robiono zrzutki na walkę, zaś resztki majątków przekazywano do wsparcia wysiłku zbrojnego.
Co mamy dziś np. w takiej Polsce – dzieci oligarchów rozbijają się w Bentley’ach po warszawskich ulicach, Stephen Khun zaś donosi, że u producentów superjachtów mają zajęte kolejki zamówień na cztery lata naprzód właściwie tylko z jednego kraju, zgadnijcie jakiego? Najbogatszy człowiek Ukrainy, oligarcha, właściciel Szachtara Donieck i holdingu SCM w 2024 roku (transakcja wyszła na jaw w kwietniu 2026) kupił najdroższy apartament w historii nieruchomości: pięciopiętrowy, 21-pokojowy luksusowy penthouse o powierzchni ponad 2500 m² w prestiżowej nowej dzielnicy Mareterra (budynek Le Renzo). Cena? 471 milionów euro.
Czemu tak jest i czemu to nie przeszkadza walczącemu ludowi Ukrainy?
No właśnie chodzi o kulturę wynikającą z cywilizacyjnej przynależności. U nas takie zachowanie byłoby potraktowane na granicy samosądu – kiedy my tu walczymy, kiedy zaczyna brakować nam ludzi i środków nasza elita miałaby się na tym wszystkim pławić w luksusie? Przecież każdy skradziony dolar to zagrożenia dla naszej niepodległości, a już co najmniej dla naszych chłopaków walczących w okopach. Nie wiem czy takiego by Polacy rozerwali na strzępy, bo nic już nie zostało z rebel people, jak się mianowali kiedyś Polacy, ale przynajmniej by było jasne, że to potępiamy. Ja nic podobnego nie słyszałem ze strony ukraińskiego ludu. To dla nich temat wstydliwy, a więc pomijalny.
Takie zarzuty to są knowania Moskwy, nawet gdyby to była prawda, to ta prawda może zaszkodzić naszemu morale. Śmierdzi ci ona onucą, zresztą z tymi oligarchami to tak zawsze było, u nas role są podzielone przez fatum losu i nie ma co się dziwić oligarchom, że jak dostali możliwość wynikającą z dodatkowych środków na pomoc walczącej Ukrainie, to umoczyli dziób w tej melasie. Nic z tego nie rozumiecie – jest to normalna marża, tym razem z waszych środków i tu inaczej nie działa.
Korupcja na walczącej Ukrainie to również impas dla Zachodu. Moim zdaniem cwaniaczek z Zachodu na pewno się działkuje, zwłaszcza korupcyjnie niekontrolowany w Unii, z ukraińską oligarchią, wystarczy tylko nie rozliczać środków, zamknąć oczy na zawyżone faktury, a oni tam sobie jakoś to na miejscu rozdzielą, i sypną prowizją zwrotną. Inni, ci niebiorący, będą każdy wykryty fakt korupcji ukrywać, by nie drażnić swych wyborców, że nie pilnują podatkowego grosza. Mamy więc układ zamknięty, pompa-rów, który po drodze gubi prowizję na konserwowanie układu oligarchicznego. Uwaga – przy jednoczesnym nawoływaniu, by ten cały bałagan przyjąć ciupasem do Unii.
Pierwsze wkurzenie
Prześledziłem wielowarstwowe systemy kontroli środków na Ukrainę, zwłaszcza te, które stworzyła Unia. Ta dumnie ogłosiła, że PRZESTAŁA dawać Ukrainie środki „z góry”, żąda – uwaga! – rozliczeń, z którymi i tak nie wiadomo co robi. Znając różnice w kombinowaniu Słowian, wzmocnionym jeszcze turańskim stylem, to jest to zabawa w kotka i myszkę, z tym, że obie strony wiedzą, że to gra pozorów. Pierwsi wkurzyli się Amerykanie. To znaczy – tam wkurzyli się. Biden forsujący środki dla Ukrainy „na gębę” przegrał większość w Kongresie i Republikanie 1 listopada 2022 roku wprowadzili rezolucję żądającą od prezydenta audytu pomocy dla Ukrainy. Audyt nie przyłapuje wielkiego złodziejstwa, ale Amerykanie nie są głupi, i wprowadzają, rzec można unijny, mechanizm warunkowości – dalsza pomoc tylko pod warunkami zmian systemowych w ustroju Ukrainy, gdyż to on, a nie pojedyncze przypadki, wręcz generuje proceder korupcyjny.
Żądania zmian od Amerykanów pokazują jakiż to stworzony układ jest do rozmontowania:
1. Pełna niezależność i wzmocnienie „Świętej Trójcy” antykorupcyjnej
Amerykanie zażądali, aby ukraińskie organy ścigania były całkowicie odcięte od wpływów politycznych prezydenta, rządu i służb specjalnych (SBU). Skupili się na trzech instytucjach:
NABU (Narodowe Biuro Antykorupcyjne): USA nakazały zwiększenie liczby etatów dla detektywów o dodatkowe 300 osób oraz zapewnienie NABU prawa do samodzielnego podsłuchu (wcześniej biuro musiało korzystać z infrastruktury SBU, co prowadziło do wycieków informacji o śledztwach).
SAP (Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna): Zażądano pełnego wyodrębnienia SAP ze struktur Prokuratury Generalnej, nadania jej statusu oddzielnej osoby prawnej oraz zmiany procedury wyboru jej szefa, tak aby decydujący głos mieli eksperci międzynarodowi, a nie nominaci polityczni.
WAKS (Wyższy Sąd Antykorupcyjny): Amerykanie nakazali zwiększenie liczby sędziów oraz zapewnienie im lepszej ochrony fizycznej i niezależności operacyjnej, by wyroki skazujące polityków zapadały szybciej.
To właśnie próba złamania tego konkretnego zalecenia przez otoczenie Zełenskiego w lipcu 2025 roku (poprzez podporządkowanie SAP Prokuratorowi Generalnemu) wywołała natychmiastową groźbę odcięcia amerykańskich funduszy.
Po wybuchu wojny w 2022 roku Ukraina zawiesiła obowiązek publicznego składania cyfrowych oświadczeń majątkowych przez urzędników (tłumacząc to względami bezpieczeństwa). USA kategorycznie zażądały:
Natychmiastowego wznowienia działania rejestru e-deklaracji.
Przywrócenia publicznego dostępu do tych danych, aby dziennikarze śledczy i obywatele mogli kontrolować, czy urzędnicy nie bogacą się w czasie wojny.
Wdrożenia automatycznego systemu weryfikacji tych oświadczeń przez Narodową Agencję ds. Zapobiegania Korupcji (NAZK).
3. Ograniczenie roli Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU)
USA od lat konsekwentnie domagały się reformy SBU. Tradycyjnie ukraińskie służby specjalne posiadały departamenty zajmujące się walką z korupcją i przestępczością gospodarczą. Amerykanie uznali to za patologię, która pozwalała SBU na szantażowanie biznesu i dublowanie kompetencji NABU.
Zalecenie: SBU ma zajmować się wyłącznie kontrwywiadem, walką z terroryzmem i cyberbezpieczeństwem. Departamenty „gospodarcze” miały zostać całkowicie zlikwidowane.
4. Transparentność w zamówieniach obronnych i odbudowie
W związku z miliardami płynącymi na armię i infrastrukturę, USA narzuciły ostre wytyczne dotyczące wydawania pieniędzy:
Reforma ProZorro: Nakazano, aby wszystkie zamówienia publiczne (poza absolutnie tajnymi technologiami wojskowymi) przechodziły przez transparentny, elektroniczny system przetargowy ProZorro.
Nadzór nad Ministerstwem Obrony: Wdrożenie wewnętrznych, zachodnich standardów audytu w logistyce wojskowej (reforma ta przyspieszyła po skandalach z zawyżaniem cen żywności i kurtek dla armii).
5. Deoligarchizacja i ład korporacyjny
Amerykanie uderzyli w strukturę wielkich państwowych monopoli (np. w sektorze energetycznym czy zbrojeniowym):
Rady Nadzorcze: Zażądano powołania niezależnych rad nadzorczych z udziałem zagranicznych ekspertów w kluczowych spółkach skarbu państwa (takich jak Naftohaz czy Ukroboronprom). Miało to uniemożliwić oligarchom i urzędnikom Kancelarii Prezydenta nieoficjalne sterowanie tymi firmami.
Zełenski kontratakuje
Zełenski odczekał tylko aż sprawa przyschnie i przypuścił kontratak, który jawnie pokazuje czy prezydent Ukrainy bardziej dba o losy swej ojczyzny, czy ochronę interesów oligarchów zagrożonych żądaniami Amerykanów co do ukrócenia mechanizmów korupcyjnych. Do parlamentu trafia w lipcu 2025 projekt ustawy nr 12414, który pierwotnie dotyczył zupełnie innych kwestii prawnych. Po pierwszym czytaniu dopisano do niego poprawki drastycznie zmieniające ustrój organów antykorupcyjnych. Prezydencka partia „Sługa Narodu” wraz z częścią opozycji błyskawicznie przegłosowała ustawę, a prezydent Zełenski podpisał ją tego samego wieczoru. Co realnie zmieniała ta ustawa?
Ustawa uderzała w fundament niezależności śledczych poprzez:
Podporządkowanie Prokuratorowi Generalnemu: NABU i SAP utraciły autonomię i zostały w pełni podporządkowane Prokuraturze Generalnej. Prokurator Generalny na Ukrainie jest mianowany i odwoływany bezpośrednio przez prezydenta – to dawało Kremlowi (w znaczeniu administracji Zełenskiego) pełną kontrolę nad śledztwami.
Prawo do odbierania spraw: Prokurator Generalny zyskał prawo do decydowania, które sprawy korupcyjne mogą prowadzić niezależni detektywi, a które można im odebrać i przekazać „zaprzyjaźnionym” służbom (np. SBU).
Możliwość usuwania prokuratorów: Danie lojalnemu wobec prezydenta Prokuratorowi Generalnemu narzędzi do odsuwania od spraw niewygodnych, niezależnych prokuratorów SAP.
Dziennikarze śledczy (m.in. Ukraińska Prawda i The Economist) ujawnili, że plan ten narodził się bezpośrednio w Kancelarii Prezydenta, a jego celem było zablokowanie m.in. wielkich śledztw dotyczących defraudacji w sektorze energetycznym, które uderzały w ludzi z otoczenia Zełenskiego (parę miesięcy później te same śledztwa doprowadzają do upadku Andrija Jermaka).
Papierowy Majdan
Decyzja Zełenskiego wywołała szok. Ukraińcy uznali to za próbę budowy autorytaryzmu pod osłoną wojny. Oczywiście Państwo nic o tym nie słyszeliście w Polsce, bo na Ukrainie wszystko idzie dobrze: Zełenski to słońce narodu, zaś jego otoczenie to anioły wcielonej bezinteresowności. A tu już 22 i 23 lipca 2025 roku w Kijowie, Lwowie, Charkowie, Odessie i 25 innych miastach na ulice wyszły tysiące ludzi (głównie młodzież i weterani wojenni). Ze względu na obowiązujący stan wojenny i zakaz demonstracji, protestujący nie organizowali klasycznych wieców – przynieśli ze sobą ręcznie robione napisy na kawałkach kartonów (stąd nazwa „kartonowe protesty”), żądając natychmiastowego cofnięcia ustawy. Okrzyki „Ręce precz od NABU!” i „Hańba!” były bezpośrednio wymierzone w Zełenskiego. Presja wewnętrzna zbiegła się z natychmiastową, bardzo ostrą reakcją Zachodu. Unia Europejska oraz USA wprost zakomunikowały Kijowowi, że ta ustawa oznacza zablokowanie miliardów dolarów pomocy wojennej oraz zamrożenie procesu akcesji Ukrainy do UE.
Widząc skalę oporu, Zełenski uległ i zaledwie dwa dni po podpisaniu szkodliwej ustawy, prezydent w trybie pilnym skierował do parlamentu nowy projekt (nr 13533), który całkowicie anulował poprzednie przepisy. 31 lipca 2025 roku parlament przyjął nową ustawę, a Zełenski ją podpisał, w pełni przywracając niezależność NABU i SAP, usuwając je spod wpływu Prokuratora Generalnego. Cała ta próba wydatnie pokazała jakie są intencje antykorupcyjne władz ukraińskich.
Turanie na Majdanie
Ludy z cywilizacji turańskich mają jedną cechę – nie znają innych stanów niż całkowita uległość albo krwiożerczy bunt. Jednak ten stan pierwszy – demoralizującej, na pokolenia dziedziczonej uległości powodują wyradzanie się elit i zsucziwanije ludu, czyli doprowadzenie do moralnego upadku jego podstaw jako wspólnoty. Prowadzi to do kompletnego rozziewu pomiędzy brutalną i bezwzględną elitą a upodlonym i biernym ludem. Nic po środku – żadnej nadziei na transfery, awansy, ożywcze krążenie elit. A to prowadzi do degradacji potencjału całego układu – mafie udają, że rządzą, lud udaje, że pracuje. Wszyscy żywią się poza oficjalnym ustrojem, który jest już tylko pustą dekoracją, zaś realny potencjał konsekwentnie się obniża. Konfrontacja takiej postawy jest dla Zachodu nie do pojęcia, a jako, że pomaga Ukrainie ze swych, co najmniej tak samo podłych, intencji, to ukrywa przed publiką takie koszty uzyskania skrywanego przychodu.
Nasz Jermak, w czasie wielkiej afery korupcyjnej jeszcze 28 listopada 2025 roku nie poszedł siedzieć, jednak ten podał się do dymisji i zadeklarował, że „jedzie na front”. Do dziś nie wiadomo czy po to by „odpokutować” jakieś winy, bo do takich się w ogóle nie przyznał. Na front jednak nie udała się. Dziś wyszedł za kaucją i pewnie chodzi po Kijowie, bo nie może z niego wyjechać. Ciekawe czy wysiada ze swej limuzyny – chyba nie musi: przecież wie, że może się przespacerować, bo nikt mu nawet nie splunie w twarz. Potomkowie bowiem cywilizacji turańskiej albo pochylą głowę przed władzą, albo jej się rzucą do gardła. To drugie czynią zaś bardzo rzadko, zwłaszcza, że są obecnie zajęci walką w okopach, pytanie tylko – o jaką Ukrainę?
Premier Węgier Viktor Orban powiedział w opublikowanym w piątek na Facebooku nagraniu, że prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski „płaci złotem i dolarami tym, którzy wspierają ukraińską wojnę”. Zaznaczył, że znaczna część wysyłanych rzekomo z Ukrainy sum trafiła do przeciwników prezydenta Donalda Trumpa w USA.
– Zełenski przesyłał pieniądze proukraińskiemu kandydatowi w wyborach prezydenckich w USA mierzącemu się z Donaldem Trumpem. Ukraińskie fundusze były używanie do wspierania kampanii Demokratów – powiedział Orban.
Komentując śledztwo w sprawie zatrzymanego na terenie Węgier ukraińskiego konwoju bankowego stwierdził, że „pieniądze płyną nie tylko z Zachodu na Ukrainę, ale też w przeciwnym kierunku”.
– Śledztwo w sprawie ukraińskiego konwoju z pieniędzmi odkryło, że pieniądze płynęły nie tylko z Zachodu na Ukrainę, ale też w przeciwnym kierunku. Ze zubożałej Ukrainy wysyłano miliardy dolarów na Zachód, przez Węgry. Znaczna część tej sumy trafiała do USA. Zełenski płaci ukraińskim złotem i dolarami tym, którzy chcą wspierać ukraińską wojnę – uważa węgierskie premier.
– To samo robią teraz na Węgrzech. Chcą tu proukraińskiego rządu, wysyłają swoich agentów, pomagają proukraińskiej opozycji – podkreślił Orban. Dodał, że węgierskie władze „położą temu kres”.
Węgierska agencja antyterrorystyczna przeprowadziła 5 marca nalot na dwa opancerzone pojazdy należące do ukraińskiego państwowego banku Oszczadbank, które transportowały przez Węgry gotówkę z Austrii na Ukrainę w ramach rutynowego przejazdu. Zatrzymano siedmiu pracowników banku oraz skonfiskowano ok. 82 mln dolarów w gotówce i złoto. Po ponad dobie zatrzymanych deportowano na Ukrainę i objęto zakazem wjazdu do strefy Schengen. Zarekwirowany ładunek pozostaje na Węgrzech.
Władze Węgier podały, że prowadzą postępowanie w sprawie podejrzenia prania pieniędzy przez przewoźników z Ukrainy. Portal śledczy VSquare, powołując się na źródła bliskie sprawie, ujawnił następnie, że celem operacji nie było egzekwowanie prawa, ale wywołanie kryzysu dyplomatycznego między Węgrami i Ukrainą, który mógłby przynieść korzyści premierowi Orbanowi w przedwyborczej kampanii.
Wybory parlamentarne na Węgrzech odbędą się 12 kwietnia. Opozycyjna partia TISZA wyprzedza Fidesz premiera Orbana w większości niezależnych sondaży. W marcowym badaniu firmy Median partia ta uzyskała 23-punktową przewagę wśród zdecydowanych wyborców. Sondaże ośrodków powiązanych z rządem wskazują z kolei na kilkuprocentową przewagę Fideszu.
Import drogich samochodów na Ukrainę gwałtownie wzrósł w 2025 roku
Zapotrzebowanie na drogie samochody premium na Ukrainie bije rekordy. W 2025 roku samochody luksusowe były importowane mniej więcej tyle samo, co w poprzednich trzech latach łącznie.
W 2025 roku na Ukrainę przywieziono 11 998 drogich samochodów premium. Zostało to zgłoszone w Państwowej Służbie Celnej .
W 2025 roku do Ukrainy dostarczono 148 samochodów o wartości ponad 8 mln hryw Zdjęcie: Topcars UA
Z tej liczby:
8498 samochodów o wartości od 2,5 do 4 milionów hrywen ($60 096 – 96 153);
2818 samochodów o wartości od 4 do 6 milionów hrywny ($96 153 – 144 230);
534 samochody o wartości od 6 do 8 milionów hrywen ($142 230 – 192 307);
148 samochodów o wartości ponad 8 milionów hrywen ($192 307).
Pół tysiąca dziennie na gastronomię. Do tego paliwo, którego jego auto zupełnie nie potrzebuje
Radio ZET ustaliło, że w BOŚ przeprowadzono wewnętrzny audyt, który zlecił prezes banku, Bartosz Kublik. Kontrola miała sprawdzić wydatki członków zarządu i to właśnie wtedy wyszły na jaw kwoty, które dziś wywołują niesmak.
W dokumentach znalazły się m.in.:
• ogromne rachunki za gastronomię,
• 43 tysiące złotych na olej napędowy, mimo że służbowy samochód Kuźmińskiego jest benzynowy.
Raport miał trafić do rady nadzorczej, ale nie trafił.
Prezes, który zlecił audyt, został odwołany zanim zdążył go przedstawić
Zanim Kublik przekazał raport radzie nadzorczej, został natychmiast odwołany. Decyzja zapadła bez konsultacji z głównym udziałowcem banku, co tylko wzmocniło podejrzenia, że ktoś chciał zatrzymać sprawę, zanim stanie się publiczna.
W tle jest polityczny kontekst: BOŚ podlega NFOŚiGW, a ten, po wyborach w 2023, kiedy to powstała Koalicja 13 grudnia, trafił pod nadzór Ministerstwa Klimatu kierowanego przez Paulinę Hennig‑Kloskę z Polski 2050. To w ramach tej wymiany kadr Kuźmiński został powołany do zarządu.
A jeśli założyć, że służbową kartą nie płacił w weekendy, to jego realne wydatki w dni robocze były jeszcze wyższe niż 500 zł dziennie.
„Tłusty kot”? Określenie pasuje tu aż za dobrze
Patrząc na liczby, trudno się dziwić, że w sieci pojawiło się określenie Kuźmińskiego „tłusty kot”. Bo jeśli ktoś potrafi „przejeść” takie kwoty, dorzucić paliwo, którego jego auto nawet nie potrzebuje, a potem patrzeć, jak prezes wylatuje za próbę ujawnienia sprawy, to naprawdę trudno o bardziej trafne podsumowanie.
Były minister energetyki Ukrainy został zatrzymany podczas próby opuszczenia kraju. Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy potwierdziło, że chodzi o Hermana Hałuszczenkę, który figuruje w śledztwie dotyczącym wielomilionowej afery korupcyjnej w sektorze energetycznym.
NABU potwierdza zatrzymanie byłego ministra
Były minister energetyki Ukrainy Herman Hałuszczenko został zatrzymany przy próbie opuszczenia kraju. Informację potwierdziło Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU).
Dziś, podczas przekraczania granicy, detektywi NABU zatrzymali byłego ministra energetyki w związku ze sprawą „Midas”. Trwają wstępne działania śledcze (…)
– oświadczyło NABU w komunikatorze Telegram.
Wcześniej o zatrzymaniu informowały portale Ukrainska Prawda oraz RBK-Ukraina, powołując się na własne źródła.
W nocy (z 14 na) 15 lutego przy próbie przekroczenia granicy zatrzymany został były minister energetyki Herman Hałuszczenko. Doprecyzowano, że został wysadzony z pociągu – pisała wcześniej Ukrainska Prawda
Afera „Midas” i system łapówek
Śledztwo prowadzone przez NABU oraz Specjalną Prokuraturę Antykorupcyjną (SAP) dotyczy rozbudowanego mechanizmu korupcyjnego w ukraińskiej energetyce. Według ustaleń śledczych od kontrahentów państwowego operatora elektrowni jądrowych Enerhoatom pobierano łapówki w wysokości od 10 do 15 proc. wartości kontraktów.
Nielegalne środki miały być legalizowane przez tzw. back office w centrum Kijowa. Jak ustalono, przez ten mechanizm przeszło około 100 mln dolarów.
Dotychczas zatrzymano pięć osób, a siedmiu kolejnym postawiono zarzuty.
Nazwiska w śledztwie
W sprawie figuruje także nazwisko Tymura Mindicza – biznesmena i współpracownika prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Według ustaleń śledczych uchodzi za organizatora procederu. Obecnie przebywa za granicą.
[dupku żołędny biedny… to boisz się napisać, że uciekł przez Polskę, z pomocą jej „władców” – do rodzinnego Izraela? gdzie wszyscy rabusie, pedofile itp – byle właściwie obrzezani, tj. nie muzułmanie, mają bezpieczną przystań. MD]
Prokuratorzy SAP wskazywali, że Mindicz nawiązał kontakty z ówczesnym ministrem energetyki, a późniejszym ministrem sprawiedliwości – Hermanem Hałuszczenką.
Za jego pośrednictwem miał sprawować kontrolę nad przepływami finansowymi w sektorze gazowym i energetycznym Ukrainy.
Według śledczych Hałuszczenko korzystał z usług Mindicza w celu prania pieniędzy za pośrednictwem pełnomocnika doradcy ministra energetyki Ihora Myroniuka.
– Właśnie dowiedzieliśmy się, że przy eksporcie zboża z Ukrainy korupcja tak rozkwitła, że łapówki dla byłego szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy (SBU) oraz szefa tamtejszego Departamentu Bezpieczeństwa sięgały nawet… 10 milionów dolarów miesięcznie! – informuje europoseł Ewa Zajączkowska-Hernik w mediach społecznościowych. – To kolejna afera korupcyjna na Ukrainie, a w największą z nich zamieszani są najbliżsi ludzie prezydenta Zełenskiego – przypomina polityk Konfederacji.
Co chwilę dowiadujemy się o kolejnych aferach korupcyjnych u naszego wschodniego sąsiada. W listopadzie 2025 r. na jaw wyszło istnienie rozbudowanego systemu korupcyjnego w sektorze energetycznym. Miesiąc później ukraińskie służby informowały, że niektórzy posłowie oferowali za pieniądze głosowania w Radzie Najwyższej Ukrainy. Teraz dowiadujemy się o kolejnej aferze korupcyjnej – tym razem przy eksporcie ukraińskiego zboża.
Jak informuje Ewa Zajączkowska-Hernik, w tej sprawie rozpoczęło się postępowanie karne dotyczące m.in. nielegalnych korzyści i działania zorganizowanej grupy przestępczej. – To kolejna afera korupcyjna na Ukrainie, a w największą z nich zamieszani są najbliżsi ludzie prezydenta Zełenskiego – przypomina europoseł.
Pomimo tak wielkiej nieuczciwości polityków naszego wschodniego sąsiada, Komisja Europejska… rozważa sposoby umożliwienia szybkiego przystąpienia Ukrainy do UE. – To już kwestie korupcji, praworządności i generalnego stanu państwa nagle nie mają znaczenia dla eurokratów? – pyta retorycznie Zajączkowska-Hernik.
O „tajnym planie” KE dotyczącym szybkiego przyjęcia Ukrainy do UE informował również Victor Orban. – Brukselczycy zaakceptowali w nim wszystkie ukraińskie żądania. 800 miliardów dolarów dla Ukrainy, przyspieszenie akcesji do UE do 2027 roku i dalsze wsparcie aż do 2040 roku – powiedział premier Węgier.
Przed takim krokiem ostrzega Ewa Zajączkowska-Hernik. – Czyli nie dość, że dalej mamy robić za bankomat dla Ukrainy, to jeszcze mamy sprowadzić na siebie duże zagrożenie ekonomiczne i społeczne. Z jednej strony oznaczałoby to totalny zalew ukraińskich produktów rolno-spożywczych, a z drugiej niekontrolowany napływ kolejnych setek tysięcy, jeśli nie milionów, imigrantów z Ukrainy– zaznacza europoseł Konfederacji.
Polityk postuluje koniec dalszego zadłużania się na rzecz Ukrainy, koniec spłacania odsetek za ukraińskie pożyczki, niewysyłanie polskich żołnierzy na Ukrainę, zatrzymanie wejścia Ukrainy do UE i NATO, oraz zniesienie jakichkolwiek przywilejów dla Ukraińców w Polsce.
– Koniec robienia z siebie sług narodu ukraińskiego, czas na asertywną politykę i dbanie przede wszystkim o własnych obywateli – apeluje europoseł. – Jak nie zaczniemy się szanować, to nikt nas nie będzie szanował. To POLSKIE interesy zawsze muszą być na pierwszym miejscu! – podkreśla Ewa Zajączkowska-Hernik.
NCZAS.INFO | SBU – zdjęcie ilustracyjne. / Foto: Wikipedia, President.gov.ua, CC BY 4.0
W Kijowie kwitł proceder omijania mobilizacji wojskowej. Za uniknięcie wysłania na front trzeba było zapłacić od 15 do 20 tys. dolarów. Służby zatrzymały wysokiego rangą urzędnika z administracji dzielnicowych ukraińskiej stolicy.
Służba Bezpieczeństwa Ukrainy zlikwidowała w Kijowie kolejną już strukturę, która umożliwiała Ukraińcom unikanie poboru do wojska. W związku ze sprawą zatrzymano pierwszego zastępcę szefa jednej z administracji dzielnicowych ukraińskiej stolicy. Jest on podejrzany o organizowanie procederu wraz z inną osobą.
Jak ustalili śledczy, urzędnik miał wykorzystywać swoje stanowisko i kontakty służbowe, by fałszować dokumentację wojskową. Jego „klienci” byli najpierw – fikcyjnie – wpisywani do jednostek Sił Zbrojnych Ukrainy, by następnie – na podstawie fałszywych rozpoznań medycznych – doprowadzić do wykreślenia ich z ewidencji wojskowej.
W ten sposób trwale uchylali się od obowiązku służby wojskowej w warunkach stanu wojennego. Za taką „usługę” niedoszli poborowi musieli zapłacić od 15 do 20 tys. dolarów.
Podejrzany urzędnik miał w procederze wykorzystywać kontakty z rejonowym centrum kompletacji i mobilizacji. Wspólnika zaangażował zaś do wystawiania fałszywych dokumentów.
Urzędnik i jego współpracownik zostali zatrzymani po tym, jak SBU udokumentowała przebieg transakcji finansowej. Podczas przeszukań funkcjonariusze zabezpieczyli sfałszowane dokumenty medyczne i wojskowe, pieczęcie jednostek wojskowych oraz telefony komórkowe zawierające dowody działalności przestępczej.
Zatrzymani usłyszeli zarzuty organizowania i współudziału w procederze uchylania się od służby wojskowej w warunkach stanu wojennego, w ramach porozumienia grupowego. Zgodnie z ukraińskim prawem grozi im za to do 10 lat więzienia. Śledztwo prowadzone jest pod nadzorem wyspecjalizowanej prokuratury ds. obronności przy Prokuraturze Generalnej Ukrainy.
W ostatnim czasie ukraińskie służby zablokowały siedem mechanizmów omijania mobilizacji wojskowej. Korzystający z tamtych procederów musieli zapłacić do 13 tys. dolarów za uniknięcie służby. W związku ze sprawą przeprowadzono zatrzymania na terenie całej Ukrainy.
Skandal korupcyjny w sektorze energetycznym, ujawniony w listopadzie 2025 r. przez Narodowe Biuro Antykorupcyjne (NABU), wstrząsnął administracją prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Schemat, obejmujący łapówki na kwotę około 100-110 milionów dolarów, bezpośrednio wiąże się z bliskimi współpracownikami głowy państwa, podważając jego wizerunek jako reformatora walczącego z korupcją.
Chociaż Zełenski sam nie jest formalnie oskarżony, jego powiązania z kluczowymi figurami w aferze rodzą pytania o odpowiedzialność i nadzór nad władzą. Korupcja na Ukrainie nie jest nowością – to systemowy problem! Zełenski, wybrany w 2019 r. na fali obietnic „oczyszczenia” kraju z oligarchicznych układów, obiecywał zero tolerancji dla łapówkarstwa. Utworzono instytucje takie jak NABU i Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna (SAPO), które miały być niezależne od władzy wykonawczej. Jednak, jak pokazują ostatnie wydarzenia, te reformy nie wyeliminowały problemu; wręcz przeciwnie, skandale wydają się eskalować w skali. Według raportów, korupcja kosztuje Ukrainę miliardy dolarów rocznie [nas to kosztuje, kotek… md] , co jest szczególnie dotkliwe w czasie wojny. „Korupcja to hydra” – i mimo „wysiłków” Zełenskiego, nadal kwitnie w sektorach strategicznych, takich jak energetyka, obrona i rekrutacja wojskowa. Największy cios dla prezydenta Ukrainy przyszedł 10 listopada 2025 r., gdy NABU ujawniło schemat korupcyjny w państwowej spółce nuklearnej Energoatom. Według śledczych, grupa insiderów żądała 10-15% kickbacków za umowy na dostawy i usługi, w tym na naprawę infrastruktury energetycznej. Łącznie wyprowadzono około 100 milionów dolarów. Środki te były przeznaczone na kluczowe projekty, takie jak ochrona elektrowni atomowych, co czyni aferę nie tylko finansowym, ale i strategicznym zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego. Centralną postacią w skandalu jest Timur Mindich, wieloletni przyjaciel i były partner biznesowy Zełenskiego. NABU oskarża go o organizację schematu rabunku, w tym pranie pieniędzy. W odpowiedzi prezydent Ukrainy nałożył na Mindicha sankcje, odebrał mu obywatelstwo i „potępił korupcję”, ale to za mało – bo ostatni miał dostęp do najwyższych kręgów władzy dzięki bliskości z prezydentem. Inni zamieszani to m.in. były wicepremier Oleksiy Chernyshov, który miał otrzymać 1,3 miliona dolarów w gotówce, oraz ministrowie energii Svitlana Grynchuk i sprawiedliwości German Galushchenko, którzy zrezygnowali na żądanie Zełenskiego. Kulminacją była rezygnacja Andrija Yermaka, szefa kancelarii prezydenta i de facto drugiej osoby w państwie, po rewizji w jego domu 28 listopada 2025 r. [wykręcili go od więzienia – i chyba od śledztwa md] Afera Energoatom to nie pierwszy raz, gdy korupcja uderza w otoczenie Zełenskiego. W sierpniu 2023 r. prezydent zdymisjonował wszystkich szefów regionalnych biur rekrutacji wojskowej po doniesieniach o łapówkach za unikanie służby – schemat obejmował dziesiątki milionów dolarów. We wrześniu 2023 r. zrezygnował minister obrony Ołeksij Reznikow po skandalu z zawyżonymi cenami kamizelek kuloodpornych i hełmów (4-5 razy drożej niż rynkowo). W styczniu 2024 r. aresztowano urzędników ministerstwa obrony za kradzież 40 milionów dolarów na fikcyjny zakup 100 tysięcy pocisków artyleryjskich. Ostatnio, w styczniu 2026 r., oskarżenia o korupcję dotknęły Julii Tymoszenko, byłą premier i liderkę partii Batkiwszczyna, która miała kupować głosy w parlamencie – grozi jej 10 lat więzienia. Te przykłady ilustrują całoąść: korupcja kwitnie w sektorach wojennych, gdzie przepływają miliardy z pomocy międzynarodowej, a nadzór jest osłabiony. Udział Zełenskiego w tych aferach jest pośredni, ale krytyczny. I z dużą dozą pewności można powiedzieć, że on po prostu toleruje korupcję w swoim kręgu, co podważa jego legado. Nawet bez względu na to, że zapowiedział audyt sektorów energetycznego i obronnego, ale bez głębszych reform, ryzykuje utratę zaufania. Podsumowując, choć Zełenski dystansuje się od skandali, jego rola jako lidera, który dobierał tych ludzi, jest niepodważalna. Ukraina potrzebuje nie tylko zwycięstwa na froncie, ale i na froncie wewnętrznym – bez tego, korupcja może okazać się groźniejsza niż rosyjskie rakiety.
W nocy z 13 na 14 stycznia 2026 roku ukraińskie Narodowe Biuro Antykorupcyjne (NABU) wraz ze Specjalizowaną Prokuraturą Antykorupcyjną (SAP) przeprowadziło przeszukania w biurze partii Batkivshchyna („Ojczyzna”). Akcja wywołała prawdziwe polityczne trzęsienie ziemi w Kijowie, gdy śledczy przedstawili podejrzenie szefowej jednej z frakcji parlamentarnych – wszystkie źródła wskazują na Julię Tymoszenko.
Według oficjalnego komunikatu NABU, podczas przeszukania funkcjonariusze znaleźli i zabezpieczyli znaczne kwoty w dolarach amerykańskich. Materiały wideo udostępnione przez służby pokazują moment konfiskaty pakietów z gotówką, starannie zapakowanych w koperty. Sprawa dotyczy podejrzenia o zorganizowanie systemu przekupstwa posłów z innych frakcji parlamentarnych, głównie z prezydenckiej partii „Sługa Narodu”.
Śledczy twierdzą, że odkryli długoterminowy, systematyczny mechanizm korupcyjny. Polityk miała proponować posłom regularne wypłaty w zamian za głosowanie zgodnie z instrukcjami, wstrzymywanie się od głosu lub nieuczestniczenie w kluczowych głosowaniach. Opublikowane przez NABU nagrania audio zawierają rozmowy, w których kobiecy głos (według śledczych należący do Tymoszenko) omawia szczegóły procederu, wspominając o „dziesięciu za dwie sesje” na osobę, co interpretowane jest jako 10 000 dolarów miesięcznie lub za dwa tygodnie posiedzeń parlamentarnych.
Na nagraniach słychać również dyskusje o „zabijaniu ustaw”, blokowaniu inicjatyw większości prezydenckiej oraz głosowaniach przeciwko nominacjom rządowym. Posłowie objęci procederem mieli otrzymywać szczegółowe instrukcje za pośrednictwem zaszyfrowanego komunikatora Signal.
Julia Tymoszenko, jedna z najbardziej rozpoznawalnych postaci ukraińskiej sceny politycznej, stanowczo odrzuca wszystkie oskarżenia. W oficjalnym oświadczeniu potwierdziła fakt przeszukań w biurze swojej partii, jednak kategorycznie zaprzeczyła, jakoby głos na nagraniach należał do niej. Polityk określiła całą sprawę jako „polityczną rozprawę” i „PR-akcję” mającą na celu wyeliminowanie konkurencji politycznej. Zapowiedziała również, że będzie walczyć o udowodnienie swojej niewinności przed sądem.
Kontekst sprawy jest szczególnie interesujący, ponieważ do zatrzymań doszło zaledwie kilka tygodni po tym, jak w grudniu 2025 roku NABU rozbiło inną grupę parlamentarzystów przyjmujących łapówki za głosowania. Co więcej, Tymoszenko w 2025 roku otwarcie popierała inicjatywy mające na celu ograniczenie lub całkowite zniesienie niezależności zarówno NABU, jak i SAP, używając przy tym niezwykle ostrych słów wobec tych instytucji.
Wielu analityków politycznych w Kijowie zastanawia się, czy mamy do czynienia z autentyczną walką z korupcją na najwyższych szczeblach władzy, czy raczej z wewnętrznym konfliktem w ukraińskich elitach politycznych. Niektórzy sugerują, że sprawa może być elementem szerszej strategii osłabiania wpływów określonych grup politycznych na korzyść innych.
Warto podkreślić, że postępowanie znajduje się obecnie na bardzo wczesnym etapie. Przedstawienie podejrzenia to dopiero początek procesu, który obejmuje śledztwo i ewentualne sformułowanie aktu oskarżenia. Niemniej jednak, sama skala zarzutów i pozycja podejrzanej osoby sprawiają, że sprawa budzi ogromne zainteresowanie zarówno w Ukrainie, jak i na arenie międzynarodowej.
Komentatorzy zwracają uwagę, że w kontekście trwającego konfliktu z Rosją oraz trudnej sytuacji gospodarczej Ukrainy, skandal korupcyjny na tak wysokim szczeblu może dodatkowo destabilizować sytuację wewnętrzną kraju. Z drugiej strony, skuteczna walka z korupcją jest jednym z kluczowych warunków stawianych Ukrainie przez Unię Europejską w procesie integracji.
Sprawa z pewnością będzie rozwijać się w kolejnych dniach, a jej rezultat może istotnie wpłynąć na układ sił na ukraińskiej scenie politycznej w roku 2026.
Ukrainain politcian and "Defender" Yulia Tymoshenko has bundles of cash found in her office laid in front of her by corruption investigators. She has taken vast bribes from Zelenskys government.
W Polsce media uparcie milczą, Warszawa i Bruksela siedzą cicho – ale warto, żeby Polacy to usłyszeli. Zgodnie z doniesieniami, które jako pierwszy opisał The Wall Street Journal, podczas prac nad amerykańskim planem „pokojowym” dla Ukrainy miało dojść do sytuacji kuriozalnej. Zanim świat zobaczył pierwszy 28-punktowy projekt, w obiegu miała być klauzula o obowiązkowym audycie całej dotychczasowej międzynarodowej pomocy – audycie, który mógłby ujawnić nadużycia i korupcję na Ukrainie. Ukraina miała jednak naciskać, by ten zapis… usunąć.
Następnie w przestrzeni publicznej pojawiła się informacja, że zapis o audycie na Ukrainie został „zmiękczony” i został zastąpiony inną klauzulą – aż w końcu ZNIKNĄŁ z ostatecznej wersji ujawnionej opinii publicznej.
To budzi uzasadnione pytania. I nie chodzi tutaj o żadną „złośliwość” wobec Ukrainy. Chodzi o elementarną uczciwość wobec podatników państw, które finansowały dotychczasowe wsparcie i o polską rację stanu. Jeśli kolejne miliony i miliardy mają dalej płynąć – na co naciska Warszawa – audyt i realna kontrola dotychczasowego wsparcia muszą być warunkiem! Tym bardziej, że w ostatnich miesiącach pojawiały się kolejne doniesienia o śledztwach i skandalach korupcyjnych na wysokich szczeblach na Ukrainie. Mówimy o setkach milionów dolarów.
Polski rząd w tej sytuacji – niezależnie od opracowywanego planu pokojowego – powinien natychmiast postawić sprawę jasno: zero kolejnych przelewów do Kijowa bez audytu dot. dotychczasowej pomocy i bez mechanizmów kontroli nowych transz!
Bo inaczej politycy będą ludziom sprzedawać bajki o „wartościach”, a rachunek – jak zwykle – zapłacą obywatele. Także polscy. Jesteśmy suwerennym krajem, czy już całkiem nam polska władza odleciała?
Narodowe Biuro Antykorupcyjne Ukrainy (NABU) wraz ze Specjalną Prokuraturą Antykorupcyjną (SAP) przeprowadziło 27 grudnia 2025 roku bezprecedensową akcję wymierzoną w korupcję na najwyższych szczeblach władzy. W wyniku operacji pod przykryciem zdemaskowano zorganizowaną grupę przestępczą, w skład której wchodzili czynni deputowani do Rady Najwyższej Ukrainy. Według oficjalnego komunikatu NABU, parlamentarzyści systematycznie przyjmowali łapówki w zamian za określone głosowania w parlamencie.
Śledztwo skupiło się głównie na deputowanych z frakcji Sługa Narodu, partii prezydenta Wołodymyra Zełenskiego. Wśród osób, którym przedstawiono zarzuty, znaleźli się Jewhen Pywawarow, Ihor Nehulewskyj oraz Jurij Kisiel, przewodniczący Komisji Transportu i Infrastruktury. Niektóre źródła wymieniają również Olhę Sawczenko jako jedną z podejrzanych.
Operacja NABU napotkała jednak na poważne przeszkody. Jak podaje agencja informacyjna APA, funkcjonariusze Urzędu Ochrony Państwowej, podlegającego bezpośrednio prezydentowi Zełenskiemu, aktywnie utrudniali pracę detektywów NABU, blokując im dostęp do pomieszczeń komisji parlamentarnych, gdzie miały być przeprowadzone czynności śledcze.
„Pracownicy Departamentu Bezpieczeństwa Państwowego stawiają opór oficerom NABU, którzy próbują wejść do budynku Rady Najwyższej w celu przeprowadzenia czynności procesowych” – przekazało NABU w oficjalnym oświadczeniu
Sprawa ta jest jedną z największych afer korupcyjnych ujawnionych na Ukrainie w ostatnich latach i budzi szczególne kontrowersje ze względu na fakt, że dotyczy przedstawicieli najwyższych władz w czasie, gdy kraj nadal zmaga się z rosyjską agresją. Według dostępnych informacji, deputowani mieli przyjmować korzyści majątkowe w zamian za głosowanie zgodne z interesami określonych grup biznesowych.
To nie pierwszy przypadek, gdy NABU i SAP demaskują korupcję na wysokim szczeblu. W sierpniu 2025 roku te same instytucje wykryły inny schemat korupcyjny, w który zamieszany był deputowany Ołeksij Kuzniecow. Jak podaje portal uk-winner.com, Kuzniecow wraz z innymi wysokimi urzędnikami państwowymi i wojskowymi zorganizował systematyczny proceder defraudacji środków budżetowych przeznaczonych na zakup sprzętu obronnego dla wojska, w tym dronów i systemów walki elektronicznej.
Eksperci podkreślają, że wyniki postępowań sądowych w tych sprawach będą miały kluczowe znaczenie nie tylko dla przyszłości osób zamieszanych w skandal, ale również dla skuteczności wysiłków antykorupcyjnych i jakości zdolności obronnych kraju.
Portal Transparency International Ukraine informuje, że 9 grudnia 2025 roku NABU i SAP ogłosiły nowe zawiadomienia o podejrzeniu w ramach innej sprawy, znanej jako operacja „Czyste Miasto”, co wskazuje na intensyfikację działań antykorupcyjnych w ostatnich miesiącach.
Oficjalna strona NABU donosi również o postępach w śledztwie dotyczącym korupcji gruntowej w Radzie Miasta Kijowa, gdzie 11 grudnia 2025 roku pojawiły się nowe osoby podejrzane. Wśród nich znajduje się trzech członków zorganizowanej grupy przestępczej.
Seria ujawnionych afer korupcyjnych stawia pod znakiem zapytania skuteczność reform antykorupcyjnych na Ukrainie, zwłaszcza w kontekście aspiracji tego kraju do członkostwa w Unii Europejskiej. Komisja Europejska wielokrotnie podkreślała, że walka z korupcją jest jednym z kluczowych warunków postępu w procesie integracji europejskiej.[hi, hi.. sami też złodzieje… md]
Szczegóły operacji, w tym dokładna liczba osób zaangażowanych w proceder, kwoty łapówek oraz materiał dowodowy, mają zostać ujawnione w najbliższym czasie. NABU zapowiada, że śledztwo jest w toku, a jego wyniki mogą doprowadzić do kolejnych zatrzymań i zarzutów.
Sprawa wywołała szerokie echo w mediach ukraińskich i międzynarodowych, stając się jednym z głównych tematów dyskusji publicznej na Ukrainie w ostatnich dniach 2025 roku.
Główny podejrzewany – Timur Mindicz, były współpracownik prezydenta Wołodymyra Zełeńskiego jeszcze z czasów telewizyjnych, zdołał wyjechać z Ukrainy zanim detektywi postawili mu zarzuty i przeszukali dom.Ślady śledztwa NABU i SAP prowadzą do najważniejszych osób w państwie. 10 listopada ujawnienie przez organy ścigania wielkiej afery korupcyjnej wstrząsnęło Ukrainą. Do tego stopnia, że ze stanowisk mają odejść ministrowie sprawiedliwości i energetyki. Chodzi o przestępczy schemat, który pomagał grupie kilku osób, wyprowadzać ogromne kwoty z państwowej spółki Energoatom, która zarządza elektrowniami jądrowymi w kraju.
Dlatego NABU i SAP miały stracić niezależność
W poniedziałek rano NABU i SAP weszły do domów dwóch osób – obecnego ministra sprawiedliwości Hermana Hałuszczenko (byłego szefa Ministerstwa Energetyki) oraz do domu Timura Mindicza, wpływowego i bliskiego prezydentowi Wołodymyrowi Zełeńskiemu współwłaściciela studia filmowego Kwartał 95.
Pierwsi poinformowali o tym deputowani Rady Najwyższej Ukrainy Jarosław Żelezniak i gazeta „Ukraińska Prawda”. Zarówno Hałuszczenko, jak i Mindicz, według źródeł BBC, są obwiniani w sprawie o korupcję w sektorze energetycznym i obronnym, ujawnioną przez funkcjonariuszy NABU i SAP. Przeszukania przeprowadzono również w państwowym koncernie „Energoatom”, gdzie rzekomo miały miejsce główne działania korupcyjne. NABU opublikowało trzy serie materiałów ze sprawy i fragmenty rozmów między podejrzewanymi, które ukraińskie media już nazwały „taśmami Mindicza”.
Timur Mindicz na kilka godzin przed tym, jak służby antykorupcyjne miały go zatrzymać zdołał wyjechać z kraju. Według Straży Granicznej posiadał on wszelkie niezbędne dokumenty do przekroczenia granicy, wyjechał legalnie, a służby nie miały informacji o tym, by go zatrzymać lub nie zezwalać na opuszczenie kraju. Oleksandr Abakumow, szef wydziału śledczego NABU twierdzi, że Mindicz jest w Izraelu i przebywa w Tel-Awiwie. Prowadzone są działania by sprowadzić go do kraju, ale ekstradycje obywateli Izraela do innych krajów są niezwykle rzadkie.
Na zdj. pieniądze znalezione podczas przeszukań. Fot. nabu.gov.ua
– Osoby należące do organizacji przestępczej bardzo umiejętnie wykorzystywały metody konspiracji i zmieniły wiele środków transportu, środków komunikacji itd. Jesteśmy bardzo niezadowoleni, że (Mindicz – red.) najprawdopodobniej dowiedział się, że jego dom zostanie przeszukany i dlatego wyjechał z Ukrainy. Zrobimy wszystko, aby spróbować go sprowadzić do kraju – powiedział Abakumow.
Ukraińskie media podają, że właśnie ta afera miała być głównym powodem zaproponowanych latem 2025 roku zmian w prawie, które miały ograniczyć niezależność NABU i SAP. Protesty społeczne oraz interwencja zachodnich partnerów Ukrainy sprawiły jednak, że politycy wycofali się z tej kontrowersyjnej reformy. Już wtedy docierały do dziennikarzy głosy, że ma chodzić o nagrane przez NABU i SAP rozmowy Timura Mindicza, z których miał wynikać korupcyjny schemat na szczytach władzy.
Kim jest Timur Mindicz?
Timur Mindicz to ukraiński przedsiębiorca z branży rozrywkowej, bliski przyjaciel Wołodymyra Zełeńskiego. Zanim obecny prezydent Ukrainy wygrał wybory Mindicz był dyrektorem finansowym i udziałowcem jego studia producenckiego Kwartał 95. Mindicz urodził się w Dniepropietrowsku, obecnie Dnipro, w którym istnieje potężna i wpływowa społeczność żydowska, do której należał Mindicz. Według niepotwierdzonych pogłosek to właśnie on miał zapoznać Zełeńskiego z innym wpływowym człowiekiem z Dnipra, biznesmenem i oligarchą żydowskiego pochodzenia Igorem Kołomojskim, przez niektórych uważanym za ojca sukcesu obecnego prezydenta Ukrainy. Igor Kołomojski od dwóch lat przebywa w areszcie.
Timur Mindicz oprócz tego, że jest współwłaścicielem studia Kwartał 95, jest także współudziałowcem cypryjskiej firmy Green Family Ltd, z którą Wołodymyr Zełeński związany jest od wielu lat. „To nic innego jak partnerstwo” – tak Igor Kołomojski charakteryzował stosunki między Mindiczem a Zełeńskim w maju 2019 roku. Podczas ówczesnej kampanii wyborczej kandydat na prezydenta jeździł samochodem zarejestrowanym na Timura Mindicza – co odnotowały ukraińskie media.
Odkąd Zełeński został prezydentem Ukrainy, Mindicz zaczął wygrywać intratne przetargi państwowe także we wrażliwych branżach dla kraju np. związane z produkcją dronów.
Na zdj. pieniądze znalezione podczas przeszukań. Fot. nabu.gov.ua
W sierpniu 2025 roku The Kyiv Independent informował, że NABU prowadzi dochodzenie w sprawie działań firmy Fire Point związanych z możliwym zawyżaniem cen dronów i wolumenów dostaw dla Ministerstwa Obrony. Dziennikarze zapewniają, że ich źródła potwierdziły związek przedstawicieli tej firmy z Timurem Mindiczem. Później jednak NABU zaprzeczyło, jakoby Narodowe Biuro Antykorupcyjne i Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna prowadziły śledztwo w sprawie rakiet Flamingo.
Główny projektant Fire Point, Denis Shtilerman oświadczył w wywiadzie dla ZN, że Mindicz nie ma żadnego wpływu i nie jest współwłaścicielem firmy produkującej drony uderzeniowe FP-1 oraz rakiety Flamingo. Dodał jednak, że gdy firma wygrała testy dronów na poligonie, Mindicz przyszedł do nich i wyraził chęć znalezienia się na liście akcjonariuszy. „Ale nic z tego nie wyszło, bo odmówiliśmy. To było wiosną 2024 roku” – wyjaśnił główny inżynier Fire Point. Według Stillermana, później popadł on w konflikt z Mindiczem na tle osobistych kwestii, ale tylko dlatego, że „obaj jesteśmy Żydami, ale nie w kwestiach towarzyskich”. Sam Mindicz nie skomentował nigdy ani sytuacji z Flamingo i Fire Point, ani wizyt w izraelskim biurze Igora Kołomojskiego, ani innych wysuwanych w jego kierunku zarzutów.
NABU w sektorze energetycznym
Po południu 10 listopada NABU ogłosiło, że wspólnie z wyspecjalizowaną prokuraturą antykorupcyjną prowadzi operację Midas, zakrojoną na szeroką skalę, mającą na celu ujawnienie korupcji w sektorze energetycznym. Według śledczych mogło zostać skradzionych około 100 milionów dolarów. Część tych pieniędzy, według NABU, została przekazana Rosji.
„15 miesięcy pracy i 1000 godzin nagrań audio. Udokumentowano działalność wysoko postawionej organizacji przestępczej” – czytamy w raporcie NABU i SAP. Opublikowano także ponad 20-minutowy film opisujący schematy wpływu na strategiczne przedsiębiorstwa państwowe, w szczególności na spółkę Energoatom, która zarządza całym krajowym przemysłem energetyki jądrowej.
Prosimy o zaakceptowanie zgody na pliki cookie
Jak wynika z ustaleń śledztwa, uczestnicy procederu systematycznie otrzymywali „łapówki” od kontrahentów Energoatomu w wysokości od 10 do 15 procent wartości kontraktów.
Kontrahenci byli w rzeczywistości zmuszani do płacenia „łapówki”. Jeśli odmówili, zarządzający przestępczym procederem mogli zablokować płatności za wykonane usługi lub za dostarczone produkty (ściąganie należności od Energoatomu jest zabronione w stanie wojennym) lub po prostu zniknąć z list partnerów biznesowych Energoatomu.
Praktyka ta nazywana była „slagbaum”, jak twierdzą śledczy, czyli „szlabanem”. Energoatom potwierdził, że w biurze spółki trwały czynności śledcze prowadzone przez przedstawicieli NABU i SAPO i zapewnił, że spółka pomaga w prowadzeniu dochodzenia. „Energoatom w pełni współpracuje z organami, dostarcza wszelkie wymagane materiały i przyczynia się do obiektywnego i przejrzystego śledztwa. Spółka nie utrudnia prowadzenia czynności procesowych i jest zainteresowana kompleksowym wyjaśnieniem wszystkich okoliczności” – oświadczył Energoatom.
We wtorek 11 listopada NABU zatrzymało pięć osób i zgłosiło władzom siedmiu domniemanych członków organizacji przestępczej, w tym:
Igora Myroniuka – byłego doradcę ministra energetyki;
Dmytra Basowa – dyrektora wykonawczego ds. ochrony fizycznej i bezpieczeństwa Energoatomu;
Timura Mindicza;
4 pracowników zaplecza za pranie pieniędzy.
Według NABU i SAP głównymi postaciami w sprawie są osoby określane jako „Rocket” i „Tenor”, którzy byli odpowiedzialni za zbieranie środków od kontrahentów Energoatomu.
„Rocket”, jak twierdzi NABU, był wiceszefem funduszu majątku państwowego i asystentem byłego deputowanego Rady Najwyższej Andrija Derkacza, który jest obecnie senatorem Federacji Rosyjskiej i jest poszukiwany w związku z jedną ze spraw prowadzonych przez NABU. W latach 2023–2025 był on doradcą ministra energii Hermana Hałuszczenko.
NABU w nagraniu wideo opublikowało również nagrania rozmów „Rocket” i „Tenora”. Rozmawiali oni m.in. o mechanizmie wywierania presji na kontrahentów w celu uzyskania „łapówki”, a także o kwotach, jakie mieli otrzymać uczestnicy procederu. Najwięcej emocji w walczącej z Rosją Ukrainie wzbudza dyskusja na temat budowy konstrukcji ochronnych w obiektach energetycznych. „Szczerze mówiąc, to strata pieniędzy i czasu” – mówi „Rocket”. Rozmawiają o „łapówkach” z budowy konstrukcji ochronnych o wartości 4 miliardów hrywien w stacjach transformatorowych AT-2 i AT330 i narzekają, że z poprzedniego kontraktu o wartości 3 miliardów hrywien otrzymali tylko 90 – NABU nie ustaliło, czy były to tysiące dolarów czy miliony hrywien.
Według śledztwa, 10 października, gdy prezydent Wołodymyr Zełenski zwołał spotkanie w sprawie przywrócenia dostaw energii elektrycznej, Rocket i Tenor planowali zwiększyć kwotę „łapówki” z 10 do 15 procent na budowę obiektów ochronnych w elektrowni jądrowej w Chmielnickim.
Mat. śledztwa NABU i SAP. Fot. nabu.gov.ua
Timur Mindicz i inni liderzy przestępczej grupy
„Profesor” i „Carlson” – to osoby nazwane przez śledczych takimi pseudonimami, miały kierować korupcyjną siatką. BBC zdołało potwierdzić w NABU, że „Profesorem” jest obecny minister sprawiedliwości Herman Hałuszczenko, a „Carlsonem” osoba z otoczenia prezydenta Zełenskiego, współwłaściciel studia filmowego Kwartał 95 Timur Mindicz.
Informacje te zostały potwierdzone przez prokuratorów SAP. „W 2025 roku ustalono fakty przestępczej działalności Mindicza w sektorze energetycznym poprzez wpływ na ministra energii Hałuszczenko oraz w sektorze obronnym poprzez wpływ na ministra obrony Umerowa” – wskazała prokuratura. Obecny sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony, Rustem Umerow, odniósł się już do tych informacji: „Wszelkie próby łączenia mojej pracy w Ministerstwie Obrony z „wpływami” niektórych osób są bezpodstawne. Jako minister regularnie spotykałem się z producentami i dostawcami sprzętu i broni, lobbystami itp. Odbyło się spotkanie z Timurem Mindiczem, na którym poruszono kwestię kamizelek kuloodpornych w ramach kontraktu. W rezultacie kontrakt został rozwiązany z powodu niespełnienia wymagań i nie dostarczono żadnego produktu”.
Prokuratorzy poinformowali również, że były wicepremier ds. jedności narodowej, Ołeksij Czernyszow, rzekomo posługujący się pseudonimem „Cze Guewara”, mógł brać udział w procederze. NABU poświęciło mu czwartą serię nagrań wideo z tego śledztwa, która ukazała się 11 listopada. Oprócz samego Czernyszowa, w procederze korupcyjnym miała brać udział również jego żona, wykładowczyni Uniwersytetu im. Tarasa Szewczenki.
Wieczorem 11 listopada NABU poinformowało Czernyszowa o podejrzeniach wobec niego o nielegalne wzbogacenie się w ramach tego procederu. „Detektywi udokumentowali przekazanie podejrzanemu i jego pełnomocnikowi ponad 1,2 miliona dolarów i prawie 100 000 euro w gotówce” – czytamy w oświadczeniu.
Według śledztwa to właśnie „Carlson”, czyli Timur Mindicz, kontrolował operacje prania brudnych pieniędzy w Kijowie ze swojego mieszkania przy ulicy Hruszewskiego 9. Niewykluczone, że prezydent Wołodymyr Zełenski obchodził tam kiedyś swoje urodziny. „To właśnie tam ustalano komu i w jakich kwotach miały zostać przekazane środki finansowe. Co więcej, wskazane mieszkanie służyło jako miejsce, w którym „Carlson” wywierał wpływ podczas osobistych spotkań z szefami centralnych organów wykonawczych, bez żadnych podstaw prawnych, w celu zaspokojenia prywatnych interesów w sektorze energetycznym i obronnym” – czytamy w materiałach NABU i SAP.
W związku ze skandalem korupcyjnym w Energoatomie prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski domaga się od rządu dymisji ministra sprawiedliwości Hermana Hałuszczenko i minister energetyki Switłany Hrynczuk. „Uważam, że minister sprawiedliwości i minister energetyki nie mogą pozostać na swoich stanowiskach. To w szczególności kwestia zaufania. Jeśli pojawiają się oskarżenia, należy na nie odpowiedzieć. Decyzja o ich odwołaniu powinna być szybka, najszybsza. Zwróciłem się do pani premier z prośbą o podanie się tych ministrów do dymisji. Zwracam się do deputowanych Rady Najwyższej o poparcie tych decyzji. A potem wszystko powinno zostać rozstrzygnięte na płaszczyźnie prawnej” – powiedział w przemówieniu Zełenski.
Według ukraińskich mediów do dymisji ministrów może dojść 18 listopada.
Poniżej znajduje się opis fazy przygotowawczej wojny, zaczerpnięty z książki „L’altra faccia della Storia” („Druga strona historii”), wydanej przez Byoblu.
W świetle dominującej narracji politycznej i medialnej, przedstawiającej Rosję jako państwo podżegające do wojny i agresywne – podczas gdy USA, NATO, UE i Ukraina deklarują chęć zakończenia wojny – po raz kolejny przedstawiamy prawdziwą perspektywę poprzez odcinki programu Grandangolo z ostatnich kilku lat.
Odcinki te zawierają niezbite dowody, przemilczane przez media głównego nurtu, że rzeczywistość jest dokładnie odwrotna od tego, co wam wmawiano.
Od 1991 roku, kiedy Ukraina stała się niepodległą republiką po rozpadzie ZSRR, NATO rozwija sieć powiązań w ukraińskich siłach zbrojnych. Jednocześnie neonazistowscy bojownicy są rekrutowani, finansowani, szkoleni i uzbrajani za pośrednictwem CIA i innych agencji wywiadowczych. Dokumentacja fotograficzna przedstawia młodych ukraińskich neonazistów z UN-UNSO (Organizacji Narodów Zjednoczonych Ukrainy) szkolonych w Estonii w 2006 roku przez instruktorów NATO, którzy uczyli ich technik walki w terenie zurbanizowanym oraz użycia materiałów wybuchowych do sabotażu i ataków.
To właśnie ta neonazistowska struktura paramilitarna wkracza do akcji: 20 lutego 2014 roku na Majdanie w Kijowie, podczas demonstracji politycznej między zwolennikami a przeciwnikami przystąpienia Ukrainy do UE. Podczas gdy uzbrojone i zorganizowane grupy szturmowały budynki rządowe, „nieznani” napastnicy (później zidentyfikowani jako snajperzy zrekrutowani w Gruzji) używali tych samych karabinów snajperskich do strzelania do demonstrantów i policji, co spowodowało dziesiątki ofiar śmiertelnych. Tego samego dnia, w którym doszło do próby zamachu stanu na Majdanie, Sekretarz Generalny NATO zwrócił się do ukraińskich [legalnych] sił zbrojnych w tonie rozkazującym, ostrzegając je przed „poważnymi negatywnymi konsekwencjami dla naszych stosunków”. Porzucony przez naczelnych dowódców sił zbrojnych i znaczną część aparatu rządowego, [legalny] prezydent Janukowycz został zmuszony do ucieczki.
Po zamachu stanu na Majdanie nastąpił natychmiastowy atak na Rosjan z Ukrainy i Ukraińców zaprzyjaźnionych z Rosją. Była to fala terroru, zorganizowana z drobiazgową precyzją: splądrowano siedziby Komunistycznej Partii Ukrainy i innych ruchów politycznych, linczowano przywódców, torturowano i mordowano dziennikarzy; bojowników spalono żywcem w budynku związków zawodowych w Odessie; nieuzbrojonych mieszkańców pochodzenia rosyjskiego ze wschodniej Ukrainy wymordowano w Mariupolu, a w Słowiańsku, Ługańsku i Doniecku zbombardowano białym fosforem. W obliczu tej ofensywy przeciwko Rosjanom z Ukrainy, Rada Najwyższa Republiki Krymu – terytorium rosyjskiego, które stało się częścią Ukrainy w 1954 roku w czasach sowieckich – opowiedziała się za secesją z Kijowa i zażądała reintegracji z Federacją Rosyjską. Decyzja ta została potwierdzona w referendum powszechnym, w którym zagłosowało 97% wyborców. 18 marca 2014 roku prezydent Putin podpisał traktat o przystąpieniu Krymu do Federacji Rosyjskiej i nadaniu mu statusu republiki autonomicznej.
Podczas gdy w Donbasie, samozwańcze Doniecka i Ługańska Republika Ludowa, zamieszkane przez ludność rosyjską, stawiają opór atakom Kijowa, które pochłonęły 14 000 ofiar w ciągu ośmiu lat, program współpracy techniczno-wojskowej NATO-Ukraina z 2015 roku w pełni integruje siły zbrojne i przemysł zbrojeniowy z sojuszem NATO pod przewodnictwem Stanów Zjednoczonych. Formacje neonazistowskie są włączane do Gwardii Narodowej, szkolonej przez setki amerykańskich instruktorów ze 173. Brygady Powietrznodesantowej, którzy zostali przeniesieni na Ukrainę z Vicenzy wraz z innymi oddziałami NATO.
Kijów na Ukrainie staje się wylęgarnią odrodzenia narodowego socjalizmu w sercu Europy. Neonaziści przybywają do Kijowa z całej Europy (w tym z Włoch) i USA, rekrutowani głównie przez Prawy Sektor i Batalion Azow, którego nazistowskie godło zostało skopiowane z emblematu Dywizji SS „Das Reich”. Po przeszkoleniu i przetestowaniu w operacjach wojskowych przeciwko ukraińskim Rosjanom w Donbasie, są oni zobowiązani do powrotu do ojczyzny z ukraińskim zezwoleniem na podróż dołączonym do ukraińskich paszportów. Jednocześnie ideologia narodowosocjalistyczna szerzy się wśród młodszych pokoleń na Ukrainie. Dotyczy to również Batalionu Azow, który organizuje szkolenia wojskowe i obozy indoktrynacji ideologicznej dla dzieci i młodzieży, ucząc ich przede wszystkim nienawiści do Rosjan.
W wyborach na Ukrainie w 2019 roku aktor Wołodymyr Zełenski – znany z serialu telewizyjnego o korupcji politycznej, w którym grał profesora przypadkowo wybranego na prezydenta republiki – faktycznie został prezydentem Ukrainy. Podczas kampanii Zełenski obiecał zakończyć wojnę w Donbasie i oczyścić zdominowany przez oligarchów system władzy, oskarżając bogatego prezydenta Poroszenkę o ukrywanie fortuny w zagranicznych rajach podatkowych. Jednak po wyborze Zełenski zrobił wszystko, co w jego mocy, aby podsycić de facto wojnę pod przewodnictwem NATO z Rosją.
Jeśli chodzi o jego drugą obietnicę, eliminację korupcji, a w szczególności eksport kapitału do rajów podatkowych, fakty udokumentowane w śledztwie „The Guardian” mówią same za siebie: Zełenski jest współwłaścicielem trzech firm z siedzibą i kapitałem w Belize i Brytyjskich Wyspach Dziewiczych (Ameryka Środkowa), a także na Cyprze. Za pośrednictwem tych firm otrzymał ponad 40 milionów dolarów od nieznanych finansistów. Dokument śledczy w reżyserii Scotta Rittera – zawodowego oficera piechoty morskiej USA specjalizującego się w wywiadzie, który w latach 1991–1998 dowodził inspektorami ONZ w Iraku – pokazuje luksusową willę, którą Zełenski posiada w Miami (wartość tej willi wynosi 34 miliony dolarów), a także inne w Izraelu, Forte dei Marmi we Włoszech, Londynie, Gruzji, Grecji i innych krajach.
Leszek Miller w programie „Prezydenci i premierzy” w stanowczych słowa skomentował informacje o ujawnionej aferze korupcyjnej z udziałem najbliższego współpracownika Wołodymyra Zełeńskiego Andrija Jermaka. Podkreślił, że polski rząd powinien dokładnie zbadać, na co idą pieniądze wysyłane na Ukrainę.
——————————
Temat kolejnej korupcyjnej afery na Ukrainie był tematem programu „Prezydenci i premierzy” w Polsat News. Były prezydent Bronisław Komorowski bronił interesu Kijowa. – Dla nas najważniejsze jest to, żeby Ukraina utrzymała niezależność od Rosji i kurs prozachodni.[i bla, bla… md]
Leszek Miller natomiast stwierdził, że kolejna ukraińska afera korupcyjna będzie miała „ogromny wpływ na zakończenie negocjacji i ewentualny rozejm”.
– Na zapleczu czai się kolejna afera dotycząca ukraińskiego ministerstwa obrony narodowej. Każda taka wiadomość bardzo osłabia pozycję Ukrainy i chęć krajów europejskich do pomocy – stwierdził Miller.
– Ja w żadnym wypadku nie chcę jako Polak brać odpowiedzialności – nie czuję się współodpowiedzialny – za kolejne afery, które wybuchają w Kijowie. Natomiast chciałbym, żeby polski rząd bardzo wnikliwie przyglądał się, jak pomoc płynąca z Polski jest tam wykorzystywana, bo nie chciałbym być obywatelem kraju, który nie jest w stanie tego sprawdzić i powiedzieć, gdzie ciężko zarobione przez nas środki wędrują – do jakich kieszeni – podkreślił.
Polsat News przypomina przy tym, że pod koniec ubiegłego tygodnia szef MSZ Radosław Sikorski przekazał, iż do końca roku MSZ wyda 100 mln dolarów na zakup dla Ukrainy amerykańskiej broni.
Miller przypomniał też, że w poprzednim programie zastanawiali się, jak będą wyglądały rozmowy ws. zakończenia wojny rosyjsko-ukraińskiej. – Dalej te kluczowe historie są nieomówione do końca. Bez porozumienia w tych podstawowych sprawach nie ma szans na porozumienie i trwały rozejm, trwały pokój – stwierdził Miller.
—————————–
Były premier Waldemar Pawlak z kolei pochwalił ukraińskie służby, gdyż – jego zdaniem – [i bla, bla… md]
Według byłego doradcy Pentagonu Douglasa Macgregora, na Ukrainie przygotowywany jest wojskowy zamach stanu mający na celu obalenie Wołodymyra Zełenskiego. Otwarcie mówi się o natarciu wojsk ukraińskich na Kijów. Jednocześnie Waszyngton przygotowuje ponoć ucieczkę Zełenskiego do Izraela.
A zaczęło się tak: 2022 rok – Wiele firm na całym świecie oferuje świece modlitewne z wizerunkiem Zełenskiego stylizowanego na Jezusa Chrystusa. Niektóre z nich miały być przeznaczone ‚na szczytny cel’, a zyski miały ‚trafić na Ukrainę’.
Wysiłki USA zmierzające do znalezienia politycznego rozwiązania konfliktu na Ukrainie mogą wkrótce okazać się nietrafione. Płk Macgregor uważa, że Ukraina stoi na krawędzi wojskowego zamachu stanu. Według niego ukraińskie siły zbrojne mogą wkrótce ‚obrać kurs na Kijów’, aby obalić Zełenskiego. Macgregor uważa również, że Waszyngton może przygotowywać ucieczkę byłego prezydenta.
Udzielił tych ostrzeżeń w kilku wywiadach, w tym z profesorem Glennem Diesenem na swoim kanale YouTube oraz z Danielem Davisem na kanale Deep Dive. Macgregor mówi o otwartych rozmowach na Ukrainie na temat ewentualnego marszu sił zbrojnych na stolicę. W wywiadzie z Glennem Diesenem wyjaśnił:
„Teraz toczy się otwarta dyskusja o natarciu wojsk ukraińskich na Kijów w celu pozbycia się Zełenskiego i jego skorumpowanego rządu. Dlatego nie jestem pewien, czy którykolwiek z tych fantastycznych pomysłów na porozumienie pokojowe – jakiekolwiek porozumienie, które Waszyngton opracowuje, a następnie uzgadnia z Europejczykami – jest nadal realny, a nawet aktualny. Wydarzenia rozwijają się szybciej, niż Zachód jest w stanie nadążyć”.
‚Wszystko się wali’ – pułkownik o sytuacji reżimu w Kijowie
Ekspert dostrzega gwałtowne osłabienie ukraińskiego systemu przywództwa. W rezultacie opinia publiczna zaczyna lepiej rozumieć prawdziwą naturę relacji między Zachodem a Rosją:
„Wszystko się wali. Cała sieć oszustw, głęboko zakorzeniona na Zachodzie, rozpada się. Wszyscy politycy, którzy byli hojnie opłacani za podtrzymywanie mitu, że Ukraina walczy z agresywną i niebezpieczną Rosją, znikają. Ponieważ Rosja nie jest zainteresowana wojną z nami – państwami zachodnimi – i nigdy nie była”.
USA mogą przygotowywać odejście Zełenskiego
W rozmowie z Danielem Davisem Macgregor poszedł jeszcze dalej. Uważa, że możliwe jest, że Waszyngton przygotowuje plan wywiezienia Zełenskiego i jego otoczenia z kraju: „Myślę, że trwają przygotowania do wysłania Zełenskiego i jego otoczenia do Izraela”. Według eksperta były prezydent mógłby tam skorzystać z immunitetu.
Zełenski jest obecnie ‚jedną nogą na Ukrainie, a drugą już na pokładzie samolotu’ – powiedział Macgregor. Wcześniej amerykański ekonomista Jeffrey Sachs oskarżył Waszyngton o zorganizowanie zamachu stanu na Ukrainie już w 2014 roku. Przypomniał, że w lutym 2014 roku wspierany przez USA zamach stanu doprowadził do odsunięcia od władzy prezydenta Wiktora Janukowycza.
Śledztwa w sprawie korupcji przeciwko otoczeniu Zełenskiego
Jednocześnie Ukraina rozszerza śledztwa korupcyjne przeciwko osobom bliskim Zełenskiemu. W centrum uwagi znajduje się biznesmen Timur Mindicz – jeden z najważniejszych finansistów prezydenta.
Jest on oskarżony o korupcję w związku z zakupem dronów dla ukraińskich sił zbrojnych przez firmę Fire Point. Śledztwo dotyczy również przestępczych praktyk na rynku energetycznym. Mindicz opuścił już Ukrainę [udając się przez Polskę do Izraela – przypis ZB]. (udając – uciekł. md)
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oświadczył w piątek, że szef jego kancelarii Andrij Jermak, którego nazwisko figuruje w śledztwie dotyczącym afery korupcyjnej, podał się do dymisji. Nie chcę, aby ktoś miał jakiekolwiek pytania do Ukrainy – podkreślił szef państwa. Do ukraińskiej afery odniósł się wicepremier, minister obrony narodowej Władysław Kosiniak-Kamysz.
– Dlatego dziś podjęte zostały kolejne decyzje wewnętrzne. Po pierwsze, nastąpią zmiany w Biurze Prezydenta Ukrainy. Szef Biura, Andrij Jermak, napisał podanie o dymisję – poinformował Zełenski w nagraniu wideo.
Zapowiedział na sobotę konsultacje z kandydatami na nowych szefów swojej administracji. – Jutro przeprowadzę konsultacje z osobami, które mogą stanąć na czele tej instytucji – oznajmił.
Jermak został objęty dochodzeniem Narodowego Biura Antykorupcyjnego Ukrainy (NABU) w związku ze śledztwem w sprawie korupcji pod kryptonimem „Midas”. NABU i SAP (Specjalna Prokuratura Antykorupcyjna) przeprowadziły w piątek przeszukanie w mieszkaniu Jermaka.
Zełenski zaznaczył, że Jermak godnie reprezentował kraj w rozmowach na temat planu pokojowego w toczącej się wojnie z Rosją. – Zawsze przedstawiał (w tych rozmowach – red.) stanowisko patriotyczne. Ale chcę, by nie było plotek ani spekulacji – oświadczył.
Informacje o wkroczeniu służb antykorupcyjnych do mieszkania Jermaka przekazał w piątek rano portal Ukrainska Prawda. Sam Jermak potwierdził, że odbywają się przeszukania i zadeklarował współpracę ze śledztwem.
Media i eksperci przypuszczają, że pod pseudonimem Ali Baba, który pojawia się w śledztwie w sprawie afery „Midas”, stoi Jermak. Byłemu – od piątku – szefowi administracji prezydenta nie postawiono dotąd żadnych zarzutów.
Według Ukrainskiej Prawdy Jermak osobiście był zaangażowany w przygotowanie projektu ustawy o NABU, który pojawił się w lipcu i spowodował masowe protesty w związku z próbami ograniczenia kompetencji tej instytucji.
NABU i SAP ujawniły 10 listopada informacje na temat uczestników rozległego systemu korupcyjnego w energetyce. Pobierali oni od kontrahentów Enerhoatomu, państwowego operatora elektrowni jądrowych, łapówki w wysokości od 10 do 15 proc. wartości kontraktów. Nielegalne środki miały być legalizowane przez tzw. back office w centrum Kijowa, przez który – jak ustalono – przeszło około 100 mln dolarów.
Zatrzymano pięć osób, a siedmiu innym postawiono zarzuty. W śledztwie figuruje też nazwisko Tymura Mindicza, biznesmena i bliskiego współpracownika Zełenskiego. Uważany jest on za organizatora całego procederu. Uciekł za granicę na kilka godzin przed przeszukaniami u uczestników afery.
Postępowanie w sprawie afery korupcyjnej rozpoczęło się 21 sierpnia na podstawie artykułów kodeksu karnego, dotyczących utworzenia grupy przestępczej i kierowania nią, prania środków finansowych o dużej wartości, uzyskanych z naruszeniem prawa, oraz wpływania na członków gabinetu ministrów Ukrainy w celu podjęcia decyzji z naruszeniem prawa. Śledztwo trwa natomiast już od kilkunastu miesięcy (rozpoczęło się w 2024 r.).
W związku z aferą ukraiński parlament przegłosował 19 listopada dymisję ministra sprawiedliwości, a wcześniej ministra energetyki Hermana Hałuszczenki oraz ówczesnej szefowej tego drugiego resortu Switłany Hrynczuk. Ich nazwiska także widnieją w śledztwie NABU.
Kosiniak-Kamysz: Wsparcie dla Ukrainy niezmienne
Ukraińską aferę skomentował Kosiniak-Kamysz. Zaznaczył, że kwestia możliwej korupcji na szczycie władzy nie ułatwia trwających obecnie negocjacji pokojowych.
– To nie jest dobra informacja dla Polski czy Europy zachodniej, dla której granica bezpieczeństwa leży obecnie na linii frontu rosyjsko-ukraińskiego – powiedział. Szef MON wyraził nadzieję, że „toczona od 4 lat heroiczna obrona Ukrainy nie zostanie zniweczona przez sprawy, które budzą określone emocje – a na pewno te emocje będą podsycane przez wrogie Ukrainie siły”.
– Oczekujemy wyjaśnień; nasza strategia wsparcia dla Ukrainy jest niezmienna, bo tam jest jest granica naszego bezpieczeństwa, ale nie da się na przykład przystąpić do Unii Europejskiej nie mając transparentności w polityce antykorupcyjnej – zaznaczył Kosiniak-Kamysz.