Niedziela: Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe

9.08.26 Biłgoraj, Warszawa – comiesięczne Msze Święte za Ojczyznę i Pokutne Marsze Różańcowe

04/08/2026 przez antyk2013

Z Maryją Królową Polski modlić się będziemy o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu

BIŁGORAJ – w każdą drugą niedzielę miesiąca w kościele pod wezwaniem Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny o godz. 18.00 Msza Święta za Ojczyznę i Pokutny Marsz Różańcowy!

==========================================================

WARSZAWA – zapraszamy na comiesięczny Pokutny Marsz Różańcowy, który już od 9 lat odbywa się w stolicy. Rozpoczynamy Mszą Świętą o godz. 8.00 w kościele św. Andrzeja Apostoła i św. Brata Alberta na pl. Teatralnym 20, po niej udajemy się ulicami Warszawy pod Sejm RP.

Zgodnie ze słowami Najświętszej Dziewicy Maryi (zawartych we wszystkich uznanych objawieniach) modlitwa na Różańcu Świętym jest ostatnim ratunkiem dla świata. To jest FAKT – władze tego świata, odrzucają Boga a na Jego miejsce intronizują zachcianki człowieka (lub w najlepszym wypadku sentymentalnie celebrują humanizm).

Trasa naszego comiesięcznego Pokutnego Marszu Różańcowego w Warszawie:  Po drodze z placu Teatralnego idziemy ogarniając modlitwą Różańca Świętego ważne instytucje i ministerstwa położone przy Krakowskim Przedmieściu, modlimy się za Prezydenta RP pod jego siedzibą, skręcamy w  ul. Świętokrzyską by modlić się pod Ministerstwem Finansów, później przy pl. Powstańców Warszawskich 7 dochodzimy do budynku TVP, gdzie mieszczą się główne studia informacyjne telewizji publicznej (przez dziesięciolecia komunizmu i liberalizmu siejących nienawiść oraz kłamstwa). Modlić się będziemy o konieczne zmiany w mediach i nawrócenie środowisk dziennikarskich. Kierujemy się później w stronę placu Trzech Krzyży i na ul. Wiejską aby ogarnąć modlitwą władze ustawodawcze naszego Kraju. Zakończenie Pokutnego Marszu Różańcowego będzie pod Sejmem i Senatem RP (wcześniej podejdziemy pod ambasadę Kanady, gdzie Panu Bogu i Jego Matce zawierzać będziemy Mary Wagner, która toczy samotny bój o przestrzeganie prawa Bożego w Kanadzie).

Będziemy się modlić o ustanie kłamliwych ataków na nasz Kościół i Ojczyznę, o nawrócenie nieprzyjaciół i pojednanie ludzi, narodów i państw na fundamencie prawdy, aby wobec ofiar zbrodni i ludobójstwa nastąpiło sprawiedliwe zadośćuczynienie za zło jakiego doświadczyli od prześladowców. Będziemy modlić się także o to by dla wszystkich narodów, dawniej i dziś zamieszkujących ziemie Rzeczypospolitej i Europę Środkowo Wschodnią, Jezus Chrystus był  j e d y n ą  Drogą, Prawdą i Życiem, o to też by na ziemiach nasączonych krwią ofiarną poprzednich pokoleń umocniona została święta wiara katolicka, poza którą nie ma zbawienia, by porzucone zostały błędne wyznania i religie wiodące na bezdroża nienawiści.

“Postępowcy” już przegrali i wiedzą o tym

“Postępowcy” już przegrali i wiedzą o tym

Date: 4 agosto 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/postepowcy-juz-przegrali-i-wiedza-o-tym

Jednym z najważniejszych wydarzeń historycznych ostatniego stulecia był upadek komunizmu. W roku 1991 przestał istnieć Związek Radziecki. Jednak ideologia, na której opierał się radziecki komunizm, upadła już za czasów Breżniewa w latach 70-tych, a upadek ten został przypieczętowany za rządów Andropowa od 1982 roku. W tamtych latach nikt już nie wierzył w radziecki raj, łącznie z aparatczykami. Niemniej jednak machina funkcjonowała aż do 1991 roku, kierowana przez komitet starców, który przeciwstawiał się nieuchronnej rzeczywistości. Było to dwadzieścia lat rozbieżności między śmiercią legitymizacji a śmiercią machiny. Jest to historyczna prawidłowość: systemy pozostają przy życiu od 15 do 20 lat dłużej niż trwa ich legitymizacja. Podążają naprzód niczym światło martwej gwiazdy.

To samo dzieje się z progresywizmem w Kościele Katolickim i – ośmieliłbym się powiedzieć – również na Zachodzie. Był to eksperyment, który trwał krócej niż ZSRR, ale już dawno się skończył, a obecnie przeżywamy okres podobny do czasów Breżniewa, czekając, aż neo-modernistyczni geronci – zrodzeni z tego, co było najgorsze w ideologii soborowejprzeniosą się do lepszego świata. Pokolenie boomersów wkrótce umrze, a blask tej martwej gwiazdy, jaką był II Sobór Watykański, przestanie świecić; zgaśnie i zniknie z horyzontu Kościoła. Pozostawi oczywiście ślady, których usunięcie będzie trudne, ale nieuchronnie zgaśnie.

To, co mówię, nie jest proroctwem: „Nie jestem prorokiem ani synem proroka” (Am 7,14); jestem po prostu obserwatorem rzeczywistości. A znaki upadku tego reżimu wydają się dla mnie czytelne. Wskazuję na dwa z nich, które są łatwo dostrzegalne.

Pierwszy dotyczy kapłaństwa. Kościół Katolicki nie może obejść się bez księży; jeśli oni znikną lub jeśli ostatecznie przekształcą się w coś innego, Kościół Katolicki również przestanie istnieć. I to właśnie jest wielkie niebezpieczeństwo, do którego doprowadzili nas (i nadal to robią) biskupi poprzez formację, jakiej udzielają w ich nędznych seminariach. Rozwiązaniem tej tragedii nie jest tworzenie struktury równoległej; rozwiązaniem jest nadzieja i cierpliwość – dwie podstawowe cnoty w czasach kryzysu. Seminaria pustoszeją, a księża więdną w domach spokojnej starości, ponieważ oni sami – jako produkty reżimuodmówili pełnienia posługi kapłańskiej. Mam tu na myśli to, że odmówili pełnienia swoich obowiązków; odmówili uświęcania, nauczania i kierowania, a zamiast tego zdecydowali się stać się animatorami wspólnotowymi oraz czynnikami zmian społecznych –  zachęcani do tego przez najwyższe szczeble hierarchii kościelnej.

Zlekceważyli sprawowanie sakramentów i zamienili je w tandetny i wulgarny spektakl; przestali nauczać doktryny katolickiej, by zamiast tego nauczać socjologii; oddali się wreszcie “dialogowi synodalnemu”. Nie chcieli być tym, kim byli. I umierają, bo tak nieubłagana jest natura, a wraz z nimi umiera ich stan.

Który normalny młody człowiek, u którego neurony i hormony działają prawidłowo, chciałby poświęcić swoje życie i przyjemności, które świat oferuje mu w nadmiarze, by stać się marnym klaunem, takim jak księża z pokolenia boomersówośmieszających się codziennie w sieciach społecznościowych? – Ich dni są policzone; przyszłość należy do księży urodzonych na progu nowego tysiąclecia, którzy mają inne spojrzenie i którzy stopniowo, również ze względu na konieczność przetrwania instytucji, będą zmieniać tę sytuację. Kilka dni temu, arcybiskup diecezji San Francisco, Salvatore Cordileone powiedział: „Młodzi ludzie kochają tradycję i jest to trend, którego nie da się zatrzymać” infovaticana/cordileone-replies-to-roche-young-people-love-tradition-and-this-is-unstoppable/.

W tym roku w całych Niemczech wyświęcono 26 księży. Tylko w tym roku, Bractwo Kapłańskie św. Piotra wyświęciło taką samą liczbę księży; a jest ich znacznie więcej, jeśli doliczymy pozostałe instytuty tradycyjne. I o wiele więcej, jeśli uwzględnimy te, które możemy nazwać „klasycznymi”.

Właśnie z tego powodu, wywody kardynała Arthura Roche’a z zeszłego tygodnia są niczym innym jak łabędzim śpiewem. Jak napisał dziennikarz Damian Thompson: „Nie chcę być niegrzeczny, ale to po prostu stara, jadowita ropucha pełna goryczy, ponieważ jego wpływy słabną już od czasu poprzedzającego śmierć Franciszka”.

Rzeczywistość mówi sama za siebie, a oni o tym wiedzą. Jednak, podobnie do Breżniewa i Andropowa, będą nadal przedłużać ten reżim, dopóki śmierć ich nie dopadnie.

Mówiliśmy, że systemy przeżywają od 15 do 20 lat dłużej niż trwa ich legitymizacja. [Autor, pelłen dobrej woli, zapomina jakby, że od V2 minęło już ponad 60 lat… Mirosław Dakowski]

I tu dostrzegam kolejny znak: biskupi z pokolenia boomersów wiedzą, że w szybkim tempie tracą swoją legitymizację. I właśnie dlatego robią to, co robią – przynajmniej w Argentynie. Kilka dni temu wspominaliśmy, że biskupi są zaniepokojeni, a powodem ich niepokoju jest rzeczywistość, która stopniowo nabiera kształtu na ich oczach. To, że arcybiskup Buenos Aires polecił swojej kurii ds. edukacji wszczęcie dochodzenia w celu ustalenia, który ksiądz odprawił mszę w języku łacińskim w jednej z miejskich szkół zakonnych, jest niezwykle wyraźnym znakiem desperacji; środkiem typowym dla reżimu radzieckiego, który zaczynał dostrzegać, że jego narracja rozpada się i nakazał aresztowanie lub prześladowanie Aleksandra Sołżenicyna, Andrieja Siniavskiego, a także muzyków Mścisława Rostropowicza i Galiny Wiśniowskiej wyłącznie za to, że udzielili schronienia Sołżenicynowi (zakonnice, które zezwoliły na odprawienie mszy, zostaną ukarane przez ks. prałata Garcíę Cuervę tak samo, jak ksiądz, który ją odprawił)”.

Reżim sowiecki stracił wewnętrzną spójność; narracja dobiegła końca; struktura rozpadła się. Dlatego jedynym środkiem, jakim dysponowali, aby się utrzymać, była siła dekretów i prześladowań. To samo robią biskupi wobec księży i grup wiernych, którzy sprzeciwiają się ich modernistycznej narracji: prześladują ich za pomocą dekretów i wygnania. System, który odczuwa swoją prawowitość, nie jest zmuszony do wydawania dekretów przeciwko księżom za to, że odprawiają mszę w języku łacińskim, ani przeciwko świeckim za to, że piszą na blogu.

Nie są to oznaki władzy. Są to raczej reakcje organizmu, który wie, że utracił swoją legitymizację i że jego koniec jest bliski. Jak można zinterpretować fakt, że przewodniczący Argentyńskiej Konferencji Biskupów, będący jednym z uczestników synodu, zablokował możliwość komentowania na swoim koncie na X; albo że rzecznik tejże organizacji usuwa wszelkie negatywne komentarze ze swojego konta na Instagramie? – Po prostu dlatego, że ogarnia ich strach, że wierni w końcu zorientują się, iż – podobnie jak król z bajki Andersenasą nadzy.

Jest to kwestia cierpliwości: zajmie to trochę czasu, ale natura jest nieubłagana. Ja z pewnością nie doczekam upadku reżimu “postępowego”; będę musiał zadowolić się tym, że całe życie z nim walczyłem – oby Bóg pozwolił mi dalej to robić – ale zobaczą to pokolenia tych, którzy dziś są dziećmi. Jeszcze niedawno moje spojrzenie było bardziej apokaliptyczne, co wynikało zarówno z mojego wieku, jak i z wpływu autorów, którzy kształtowali moje poglądy – wszyscy oni byli świadkami ostatniego upadku Zachodu. Dzisiaj nie jestem już tak pewien, czy nie stoimy u progu odrodzenia. I nie spoglądam w przyszłość, jak uczyniłby prorok, którym nie jestem, lecz wstecz.

Kiedy po triumfie Krzyża w pierwszych wiekach, świat ten zniknął pod naporem najazdów barbarzyńskich, a rodząca się Europa zamieniła się w ruiny, dwa nieoczekiwane wydarzenia zmieniły wszystko: z „odległego Zachodu” — jak nazywał go Toynbee — mała i zapomniana wyspa Irlandia wysłała na kontynent misjonarzy, którzy rozpalili na nowo żar chrześcijaństwa, czyli „peregrinatio pro Christo”; a wkrótce potem Karol Wielki zdołał zjednoczyć politycznie i administracyjnie chaos pozostawiony przez najeźdźców. Kiedy letargiczny i zmysłowy katolicyzm XVI wieku został rozdarty przez protestantyzm, pojawił się sobór trydencki, który – ze swoimi jasnymi i ciemnymi stronami, jak wszystko, co ludzkie – tchnął nowe życie w Kościół. A po spustoszeniach rewolucji francuskiej, gdy jej idee rozprzestrzeniły się po całej Europie za sprawą Napoleona, pojawił się nieprzewidywalny zapał misyjny, wraz z rozkwitem wielu zgromadzeń zakonnych, które ożywiły to, co rewolucjoniści uważali już za martwe.

Dlaczego mielibyśmy sądzić, że w naszym przypadku będzie inaczej?

INFO: elwanderer./los-progresistas-ya-perdieron-y-lo-saben

Niemcy zrywają listek figowy?

Niemcy zrywają listek figowy?

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    4 sierpnia 2026

http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=6081

Wprawdzie Naczelnik Państwa Jarosław Kaczyński nie zmienia zdania tak często, jak np. prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump, ale – odróżnieniu od Ameryki – Polska nie ma z Izraelem gorącej linii, dzięki czemu Naczelnik Państwa nie musi z dnia na dzień zmieniać zdania, jak prezydent Donald Trump. Niemniej jednak, chociaż z opóźnieniem, również i do niego dochodzą rozkazy, wskutek czego Naczelnik Państwa raz oznajmia swoim wyznawcom jedno, ale po pewnym czasie – zupełnie coś innego. Tak właśnie było w przypadku stowarzyszenia „Rozwój plus”, które z gronem swoich wyznawców niedawno założył Wielce Czcigodny Mateusz Morawiecki. Ta decyzja Wielce Czcigodnego wywołała rodzaj burzy w szklance wody, bo w tej szklance wody już dawniej szalały szkwały między tak zwanymi „maślarzami” a „harcerzami” – ale Naczelnik Państwa sprawiał wrażenie, jakby nad wszystkim panował. Wezwał tedy byłego premiera przed swoje oblicze i po naradzie obydwaj uraczyli swoich wyznawców komunikatem, że odtąd PiS będzie miało „dwa płuca”, dzięki czemu będzie „dyszyt’” tak „wolno”, jak „czeławiek” w Związku Radzieckim. Wkrótce okazało się, że tych płuc będzie więcej, bo „maślarze” też utworzyli stowarzyszenie „Polska przede wszystkim” – zamiast partii, która na firmamencie tubylczej sceny politycznej naszego bantustanu pojawiła się pod nazwą „Forsa jest najważ…” – to znaczy pardon; nie żadna tam „forsa” tylko oczywiście Polska. Polska jest najważniejsza. Kogóż tam nie było! I Joanna Kluzik-Rostkowska i Paweł Kowal – oczywiście Wielce Czcigodny – i Adam Bielan i Michał Kamiński, słowem – każdego zwierzęcia po parze, niczym w Arce Noego. A propos Arki Noego, to kiedyś w tramwaju usłyszałem rozmowę dwóch kinomanów. Jeden dzieli się z drugim wrażeniami po obejrzeniu filmu „W poszukiwaniu zaginionej arki”. W pewnej chwili słuchający opowieści zapytał, czy tu chodzi o Arkę Noego – ale jego rozmówca natychmiast wyprowadził go z błędu: – „Jaka znowu Arka Noego!? Nie Arka Noego, tylko normalna arka!” W tej sytuacji uczeni teologowie powinni zgłębić różnice między „normalną arką” i arką nienormalną – bo a cotrario taka też musiała istnieć.

Wracając do „Polski”, co to miała być „najważniejsza”, to nie przetrwała nawet czterech lat. Schyłek nastąpił, kiedy zlała się z pobożnym Jarosławem Gowinem, w następstwie czego działacze gotowi wszystko zrobić dla Polski, co to „jest najważniejsza”, porozłazili się po rozmaitych partiach, które dawały lepsze widoki na zdobycie mandatu, z którym – jak wiadomo – wiąże się forsa. Wprawdzie nie ona jest „najważniejsza” tylko „Polska” – ale co można zrobić dla Polski, jak nie ma forsy? Wyjaśnił to jeszcze przed wojną niemiecki autor „Opery za trzy grosze” Bertold Brecht: „Toć raj na ziemi stworzyć każdy chce. Ale czy forsę ma? Niestety nie!” I tak oto Wielce Czcigodny Paweł Kowal ostatecznie wylądował w Volksdeutsche Partei obywatela Tuska Donalda, gdzie wyświadcza dla Polski rozmaite przysługi według wskazówek berlińskich, a poza tym służy Ukrainie, która – jak wiadomo – pozostaje w strategicznym partnerstwie z Niemcami. Dużej forsy podobno z tego nie ma, chociaż ukraińscy oligarchowie podobno nie narzekają, więc pewnie i Wielce Czcigodny Paweł Kowal – też nie. Tymczasem Mateusz Morawiecki, co to rozpoczął służbę Polsce jeszcze u schyłku pierwszej komuny, jako tajny współpracownik NRD-owskiej STASI o dwóch pseudonimach operacyjnych: „Student” i Jakub”, po praktykach w bankowości, gdzie nabrał doświadczenia na odcinku forsy, został doradcą doskonałym obywatela Tuska Donalda.

Aliści, kiedy w 2015 roku przyszło do podmianki na stanowisku lidera sceny politycznej naszego bantustanu, został w korcu maku wyszukany przez Naczelnika Państwa, który zrobił go wicepremierem w rządzie Wielce Czcigodnej Beaty Szydło, a w roku 2017, w następstwie „głębokiej rekonstrukcji rządu”, po felonii, jakiej wobec Naczelnika dopuścił się pan prezydent Andrzej Duda, został premierem rządu „dobrej zmiany” i w tym charakterze podpisywał wszystko, co tam Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje podsunęła mu do podpisania. Toteż kiedy ogłosił powołanie stowarzyszenia „Rozwój Plus”, pojawiły się podejrzenia, że w ten sposób realizuje trzecią część zadania w postaci rozbijania PiS. Widocznie jednak zbajerował Naczelnika opowieściami o „dwóch płucach”. Kiedy jednak na firmamencie sceny politycznej naszego bantustanu pojawiła się nowa partia „Unia Centrum” z panią Pauliną Hening-Kloską na fasadzie, za którą murem stanął pan Michał Kobosko, co to wcześniej stręczył nam na jasnego idola ojczyka Szymona Hołownię, a jeszcze wcześniej – uczestniczył we wpływowym waszyngtońskim think-tanku Radzie Atlantyckiej, Naczelnik zrozumiał, że żarty się skończyły.

W Radzie Atlantyckiej bowiem zasiadają ważne generały z Pentagonu, wysokiej rangi bezpieczniaki w CIA, Goldmany-Sachsy z Wall Street, eksperci w rodzaju Daniela Frieda, co to w 1989 roku, razem z Władimirem Kriuczkowem z sowieckiego KGB, projektował transformację ustrojową dla naszego bantustanu – a między nimi – pan Michał Kobosko, to może to być inicjatywa poważniejsza, niż „Polska jest najważniejsza” – tym bardziej, że stare kiejkuty sięgnęły do najgłębszych rezerw, wydobywając z naftaliny pana Janusza Onyszkiewicza, co to po uwiądzie starczym „partii zagranicy”, czyli Unii Demokratycznej, pętał się po rozmaitych Komitetach Obrony Demokracji – jako autorytet moralny, cokolwiek wprawdzie zaśmierdziały, niemniej jednak. Kiedy w dodatku Wielce Czcigodny Przemysław Czarnek dopuścił się samowolki, postulując wstrzymanie przez Polskę wszelkiej pomocy dla Ukrainy, Naczelnik Państwa najwyraźniej poczuł, że cugle wymykają mu się z rąk. Toteż nie tylko natychmiast przywrócił Wielce Czcigodnego Przemysława Czarnka do pionu, ale postawił płomiennym sługom Polski ultimatum, że w ciągu tygodnia muszą zrezygnował z uczestnictwa we wszelkich „stowarzyszeniach”. Słowem – nie ma żadnych „dwóch płuc”, tyko jedne – cały czas te same, to znaczy te, którymi oddycha sam Naczelnik.

Na to ultimatum natychmiast zareagował Wielce Czcigodny Jacek Sasin i swoje stowarzyszenie rozwiązał, podczas gdy Mateusz Morawiecki, jak-gdyby-nigdy-nic, po staremu zapowiada na 31 lipca „grilla” swego stowarzyszenia „Rozwój Plus”, podczas którego ma się namawiać, jakby tu służyć Polsce w nowej sytuacji. Wyznawcy Naczelnika Państwa twierdzą wprawdzie, że to jest kolejna intryga naszego wirtuoza intrygi. Chodzi o to, żeby stworzyć wrażenie, że Mateusz Morawiecki się zbuntował – a kiedy już wszyscy się na to nabiorą, wtedy, tuż przed wyborami, buntownicy ponownie „zleją się” z PiS-em. Tak właśnie kombinował generał Wojciech Jaruzelski, którego intrygę streścił w poetyckich strofach Janusz Szpotański: „Nie płoszmy ptaszka. Niech mu się zdaje, że naszej partii siły nie staje (…) aż o poranku za oknem dojrzy kontury tanku, potem na schodach usłyszy kroki. Wnet się posypią piękne wyroki!

Czy jednak to nie jest zbyt piękne, by było prawdziwe? Pamiętajmy bowiem, że Naczelnik Państwa wprawdzie jest wirtuozem intrygi, ale takim, co to z reguły na końcu potyka się o własne nogi. Zatem zatwardziałość Wielce Czcigodnego Mateusza Morawieckiego równie dobrze może dowodzić, że on też już nie żartuje, tylko realizuje trzecią część swego zadania w postaci neutralizowania PiS. Chodzi o to, że wobec proklamowania strategicznego partnerstwa niemiecko-ukraińskiego, którego nieuchronnym następstwem jest wymiksowywanie Polski z polityki europejskiej, w naszym bantustanie nie są już potrzebne żadne listki figowe, którą to rolę przez ponad 30 lat wypełniał Naczelnik Państwa na czele formacji, co to zmieniały wprawdzie nazwy, ale nie porzucały „postawy służebnej” wobec Naszych Sojuszników. Skoro tedy Nasz Sojusznik wrócił do polityki, jaką na wschodzie Europy forsował w roku 1917, pozwalając na powstanie Ukraińskiej Republiki Ludowej, żeby przy jej pomocy szachować Rosję i utrzymywać w ryzach Polaków, to po co tu jeszcze jakieś listki figowe? Ani Niemcom, ani Ukrainie, Polska nie jest już do niczego potrzebna, więc i ultimatum Naczelnika Państwa wobec Wielce Czcigodnego Mateusza Morawieckiego może w tej sytuacji być tylko rodzajem bezsilnego złorzeczenia.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Katastrofa kognitywna, czyli Europa głupców…

Katastrofa kognitywna, czyli Europa głupców…

Date: 4 agosto 2026 Author: Uczta Baltazara

Wystarczy rzut oka, by zrozumieć, do jakiego punktu doszliśmy i z jaką katastrofą poznawczą mamy do czynienia.

Często, jedna fotografia wyjaśnia więcej niż wiele analiz. Trzy tygodnie temu „Bild”, czyli najlepiej sprzedający się niemiecki tabloid, opublikował zdjęcie, które widzicie na początku artykułu, pod tytułem „Putinowi kończy się benzyna: Rosjanie płacą prawie 4 euro za litr benzyny”.

Jest to nie tylko kłamstwo wielkie niczym chałupa, ale także tak rzucające się w oczy, że trudno mi pojąć, że ktokolwiek mógłby się na to nabrać: na słupie z cenami znajdującym się niemal pośrodku zdjęcia jest napisane, że benzyna 98-oktanowa jest w rzeczywistości sprzedawana po 73,11 rubla za litr, czyli 0,82 euro. Nawiasem mówiąc, cena ta spadała w kolejnych dniach i obecnie oscyluje wokół 0,79 euro. Na słupie jest też cena benzyny 95-oktanowej, najpopularniejszej również we Włoszech, która kosztuje 0,71 euro, oraz benzyny 92-oktanowej, przydatnej do nieco starszych silników, za 0,70 euro.

To, że przekłamania zachodnich środków masowego przekazu stanowią obecnie obrazę inteligencji, jest faktem bezspornym, ale okoliczność, że wierzą one do tego stopnia w skuteczność zbiorowej hipnozy społeczeństwa, by publikować informacje zaprzeczane przez własne zdjęcia, budzi niepokój co do kondycji mentalnej Europejczyków. Chęć wmówienia, że w Rosji – która jest jednym z największych światowych producentów ropy i gazu – benzyna kosztuje więcej niż w Europie, jest zamachem na najbardziej elementarny zdrowy rozsądek, przy czym bezczelność, z jaką się to robi – publikując jednocześnie dowody świadczące o czymś zupełnie przeciwnym – oznacza, że tak zwana informacja osiągnęła już dno.

Niestety, uczestnikiem końcowej uczty neoliberalizmu jest również bierna opinia publiczna, która nijak nie usiłuje rozumieć rzeczywistości.

INFO: ilsimplicissimus2/catastrofe-cognitiva

Co oznaczają słowa Jezusa „Każda roślina, której nie sadził Ojciec mój niebieski, będzie wyrwana”?

Co oznaczają słowa Jezusa „Każda roślina, której nie sadził Ojciec mój niebieski, będzie wyrwana”?

Autor: CzarnaLimuzyna , 4 sierpnia 2026

Mt 15, 1-2. 10-14

Do Jezusa przyszli faryzeusze i uczeni w Piśmie z Jerozolimy z zapytaniem: «Dlaczego Twoi uczniowie postępują wbrew tradycji starszych? Bo nie myją sobie rąk przed jedzeniem». Jezus przywołał do siebie tłum i rzekł do niego:  «Słuchajcie i rozumiejcie: Nie to, co wchodzi do ust, czyni człowieka nieczystym, ale co z ust wychodzi, to właśnie go czyni nieczystym». Wtedy przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: «Czy wiesz, że faryzeusze zgorszyli się, gdy usłyszeli to słowo?» On zaś odrzekł: «Każda roślina, której nie sadził Ojciec mój niebieski, będzie wyrwana. Zostawcie ich! To są ślepi przewodnicy ślepych. Jeśli zaś ślepy ślepego prowadzi, obaj w dół wpadną».

Chciałbym odnieść się do trzech wątków.

Pierwszy

Nie to, co wchodzi do ust, czyni człowieka nieczystym, ale co z ust wychodzi, to właśnie go czyni nieczystym.

Tutaj najlepszym komentarzem będzie ten fragment:

7 21 Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, 22 cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. 23 Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym». (Mk 7,21-23)

Drugi

Każda roślina, której nie sadził Ojciec mój niebieski, będzie wyrwana.

Kojarzy się z inną, wyjątkowo nielubianą przez wyznawców Antychrysta, wypowiedzią Jezusa:

8 44 Wy macie diabła za ojca i chcecie spełniać pożądania waszego ojca. Od początku był on zabójcą i w prawdzie nie wytrwał, bo prawdy w nim nie ma. Kiedy mówi kłamstwo, od siebie mówi, bo jest kłamcą i ojcem kłamstwa. 45 A ponieważ Ja mówię prawdę, dlatego Mi nie wierzycie. 46 Kto z was udowodni Mi grzech? Jeżeli prawdę mówię, dlaczego Mi nie wierzycie? 47 Kto jest z Boga, słów Bożych słucha. Wy dlatego nie słuchacie, że z Boga nie jesteście». (J 8,44-47)

A więc diabeł, nie Bóg jest ich duchowym ojcem. Ciekawe, co na ten temat powiedzieliby zwolennicy „podwójnej predestynacji”, odmierzający swoimi linijkami odległość wolnej woli od łaski? Niektórym wychodzi zero, innym ciut większa odległość aż do wieczności.

Trzeci

To są ślepi przewodnicy ślepych

Po cóż więc urządzać „dni ślepców” w Kościele katolickim i prowadzić z nimi dialog?

Jak Izrael wywołał kryzys uchodźczy w Europie

[Te mioliony Ukraińców w Polsce się nie liczą.. md]

Jak Izrael wywołał kryzys uchodźczy w Europie

Autorstwa Mike’a Peinovicha

Świat z przerażeniem i grozą obserwował żydowskie bombardowania niewinnych cywilów w Palestynie od 7 października. W chwili pisania tego tekstu co najmniej 35 000 Palestyńczyków zostało zamordowanych, 80 000 rannych, a prawie wszyscy z około 2 milionów mieszkańców Strefy Gazy zostali przesiedleni i zmuszeni do wygnania w wyniku systematycznego niszczenia ich domów przez Żydów. Żydowscy urzędnicy w Izraelu otwarcie domagają się zabicia lub wydalenia całej ludności i wywierają presję na państwa arabskie, Stany Zjednoczone i Europę, aby przyjęły Palestyńczyków, których celowo uczyniły uchodźcami.

To nie pierwszy kryzys uchodźczy wywołany przez Izrael. Od powstania państwa żydowskiego w 1948 roku Bliski Wschód jest nękany niestabilnością, wojną, terroryzmem, przemocą wyznaniową i kryzysami uchodźczymi – wszystko to jest bezpośrednią konsekwencją polityki żydowskiej, często realizowanej przez Stany Zjednoczone jako pełnomocnika Izraela. Zabicie lub wydalenie wszystkich Palestyńczyków jest długoterminowym celem państwa izraelskiego, niezależnie od tego, czy rządzą Partia Pracy czy Likud, liberałowie czy konserwatyści, osoby świeckie czy religijne. W związku z tym przesiedlanie uchodźców niezmiennie odgrywa znaczącą rolę w polityce Izraela, a żydowscy syjoniści na Zachodzie utworzyli lub wspierali rozległą sieć prowadzonych przez Żydów organizacji pozarządowych i agencji zajmujących się przesiedleniami.

Artykuł w izraelskiej gazecie „Haaretz” z 2013 r. ujawnił tajne dokumenty archiwalne, z których wynikało, że Żydzi syjonistyczni od samego początku uważali Europę za preferowany cel dla wypędzanych Arabów.

W pierwszej połowie lat 60. Departament Stanu kontynuował analizę planów wspierania emigracji arabskich uchodźców z Bliskiego Wschodu do Europy, zwłaszcza do Francji i Niemiec. Jedną z rozważanych opcji było zapewnienie im pracy w Niemczech, gdzie w tamtym czasie pilnie potrzebowano pracowników. W 1962 roku izraelscy urzędnicy badali możliwość zatrudnienia palestyńskich uchodźców w Niemczech, Austrii i Szwajcarii. Wstępne dochodzenia w sprawie tego planu, nazwane „Operacją Robotnik”, oraz związana z nim korespondencja były objęte ścisłą tajemnicą.

Haaretz, 19 grudnia 2013 r.

Plan ten ostatecznie odłożono na półkę, ponieważ ówczesna premier Izraela Golda Meir obawiała się, że może on wywołać gwałtowny sprzeciw ze strony ludności niemieckiej. W latach 60. Izrael był znacznie mniej potężny i bezpieczny niż obecnie, dlatego tak śmiałe plany musiały zostać odłożone na czas nieokreślony. Dowodzi to jednak, że od samego początku Żydzi w Izraelu zamierzali narzucić Arabom Europę w ramach rasistowskiej zemsty.

Rozwój populacji zawsze był centralnym punktem polityki Izraela, a żydowskie wpływy na rządy zachodnie były wykorzystywane do zapewnienia, że ​​Żydzi pozostaną demograficzną większością na podbitych terytoriach. Meier wykorzystał żydowskie wpływy w Waszyngtonie, aby udaremnić plan promowany przez prezydenta Kennedy’ego w 1961 roku, który miał zapewnić przesiedlenie do Izraela 1,1 miliona palestyńskich uchodźców wysiedlonych w wyniku wojny w 1948 roku.

Pod koniec 1961 roku, z inicjatywy prezydenta Kennedy’ego, dr Joseph Johnson został mianowany przez Fundację Carnegie specjalnym wysłannikiem, którego zadaniem było zajęcie się tym problemem i współpraca ze stronami konfliktu w celu znalezienia rozwiązania. Jego plan – rozesłanie kwestionariuszy palestyńskim uchodźcom i, biorąc pod uwagę względy bezpieczeństwa, umożliwienie powrotu do Izraela tym, którzy chcieliby go przyjąć – wywołał głęboki niepokój w Jerozolimie.

Meir, przerażona tym pomysłem, wykorzystała wszelkie swoje wpływy w Waszyngtonie, aby doprowadzić do szybkiego zatuszowania planu.

Haaretz, 19 grudnia 2013 r.

„Czysta przerwa”

Cała historia konfliktu arabsko-izraelskiego przekroczyłaby zakres tego artykułu, ale korzenie obecnego kryzysu uchodźczego sięgają 1996 roku, kiedy to oficjalnie rozpoczął się tzw. ruch „neokonserwatywny” wraz z publikacją niesławnej notatki „Czysty przełom: Nowa strategia zabezpieczenia królestwa” autorstwa kilku żydowskich analityków polityki zagranicznej z Izraelskiego Instytutu Zaawansowanych Studiów Strategicznych i Politycznych w Waszyngtonie. Wśród autorów byli znany żydowski podżegacz wojenny Richard Perle i David Wurmser, który później pełnił funkcję doradcy wiceprezydenta Dicka Cheneya ds. polityki bliskowschodniej za prezydentury George’a W. Busha.

W memorandum „Clean Break” zalecono Izraelowi porzucenie dotychczasowej strategii polegającej wyłącznie na Stanach Zjednoczonych w zakresie obronnej pomocy wojskowej i wsparcia dyplomatycznego, a zamiast tego rozpoczęcie agresywnej wojny przeciwko całemu światu arabskiemu i Iranowi, wykorzystując armię amerykańską jako armię zastępczą. W szczególności zalecono wyeliminowanie Iraku i Syrii.

Izrael może kształtować swoje otoczenie strategiczne we współpracy z Turcją i Jordanią, osłabiając, powstrzymując, a nawet odpychając Syrię. Działania te mogą koncentrować się na odsunięciu Saddama Husajna od władzy w Iraku – co samo w sobie jest ważnym celem strategicznym Izraela – aby pokrzyżować regionalne ambicje Syrii.

„Czysta przerwa”: Nowa strategia zabezpieczenia imperium

Rok później, w 1997 roku, żydowscy syjonistyczni „intelektualiści” William Kristol i Robert Kagan założyli niesławny obecnie „Projekt Nowego Amerykańskiego Stulecia” (PNAC), który rekomendował masową rozbudowę sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych w celu egzekwowania „demokracji” na całym świecie. Spośród 25 sygnatariuszy deklaracji założycielskiej PNAC, 15 było Żydami, a dziesięciu służyło w administracji George’a W. Busha, w tym zastępca sekretarza obrony Paul Wolfowitz. Richard Perle był również przewodniczącym PNAC.

PNAC koncentrował się na „zmianie reżimu” w Iraku, choć przyznał, że trudno byłoby to przekonać Amerykanów bez „katastrofalnego i przełomowego wydarzenia – takiego jak nowy Pearl Harbor”. Wydarzenie to miało miejsce 11 września, a Stany Zjednoczone dokonały inwazji na Afganistan w 2001 roku i na Irak w 2003 roku – na żądanie żydowsko-syjonistycznych podżegaczy wojennych z administracji Busha.

Niekończąca się wojna

Według wywiadu z emerytowanym generałem Wesleyem Clarkiem z 2006 roku, decyzja o inwazji na Irak zapadła dwa tygodnie po 11 września, a istniały jeszcze ambitniejsze plany podboju „siedmiu krajów w ciągu pięciu lat”. Clark podchwycił popularne teorie spiskowe, twierdząc, że strategia ta jest w jakiś sposób powiązana z ropą naftową. Nie wspomniał jednak, że opisany przez niego plan został już przedstawiony w memorandum „Clean Break” oraz dokumentach strategicznych PNAC, autorstwa różnych żydowskich syjonistów z administracji Busha, w których bezpieczeństwo Izraela zostało wyraźnie postawione ponad kwestie ropy naftowej. W rzeczywistości polityka naftowa była postrzegana przede wszystkim jako przeszkoda dla interesów Izraela, ponieważ ropa zapewnia strategiczne wpływy krajom arabskim i Iranowi.

Kwestia ropy naftowej zawsze była wykorzystywana do odwracania uwagi Amerykanów od prawdziwych powodów pozornie szalonej polityki ich administracji wobec Bliskiego Wschodu. Gdyby Stany Zjednoczone chciały jedynie bezpiecznego dostępu do ropy, ostatnią rzeczą, jaką by zrobiły, byłoby wszczynanie wojen, obalanie rządów i powodowanie znaczących zakłóceń na światowych rynkach ropy. Ropa naftowa jest często cytowana jako motyw długotrwałej polityki USA, polegającej na wspieraniu barbarzyńskiego reżimu w Arabii Saudyjskiej, co stanowi kpinę z ich deklarowanego zaangażowania w prawa człowieka i demokrację. Jednak w wojnie w Iraku Stany Zjednoczone zademonstrowały gotowość do wyeliminowania głównych producentów ropy naftowej, jeśli zażąda tego Izrael. Długoletnie przyjazne stosunki między Arabią Saudyjską a Izraelem stanowią znacznie lepsze wytłumaczenie postawy USA wobec tego kraju.

W 2011 roku w Syrii i Libii wybuchły wojny domowe, podsycane przez USA na polecenie Izraela. Odrażające hasło „wspierania demokracji” jest od lat wykorzystywane przez USA jako wyświechtany pretekst do zbrojenia i finansowania milicji terrorystycznych w Syrii, mających na celu obalenie prezydenta Syrii Baszara al-Asada, pod pretekstem walki z organizacją terrorystyczną „Państwo Islamskie w Iraku i Syrii” (ISIS).

E -mail z 2012 roku, opublikowany przez WikiLeaks, wysłany przez Jake’a Sullivana, obecnego doradcę ds. bezpieczeństwa narodowego w administracji Bidena, do ówczesnej sekretarz stanu Hillary Clinton, jasno określił stanowisko USA wobec islamistycznych ugrupowań terrorystycznych. Sullivan złożył zdumiewające oświadczenie, że Al-Kaida, którą Stany Zjednoczone oskarżają o odpowiedzialność za ataki z 11 września, w których zginęło 3000 Amerykanów, „jest po naszej stronie w Syrii ”.

„Ostatni punkt”, o którym wspomina Sullivan, odnosi się do raportu Reutersa, w którym stwierdzono:

AL-ZAWAHIRI WZYWA MUZUŁMANÓW DO WSPARCIA OPOZYCJI

W opublikowanym w internecie nagraniu wideo przywódca Al-Kaidy Al-Zawahiri wezwał muzułmanów w Turcji i na Bliskim Wschodzie do wsparcia rebeliantów w walce ze zwolennikami prezydenta Syrii Asada. Al-Zawahiri zaapelował również do narodu syryjskiego, aby nie polegał na pomocy ze strony Al-Kaidy, Turcji ani Stanów Zjednoczonych.

Niejawny e-mail Jake’a Sullivana do Hillary Clinton, 12 lutego 2012 r.

E-mail Sullivana demaskuje jako kłamstwa wszystkie publiczne oświadczenia Waszyngtonu, w których twierdzono, że celem interwencji w Syrii jest walka z radykalnymi sunnickimi ugrupowaniami terrorystycznymi. Fakt, że należące do Żydów amerykańskie media całkowicie zignorowały to przełomowe odkrycie, dowodzi ich stronniczości i korupcji.

Przez lata Stany Zjednoczone przeprowadziły również liczne naloty na Syrię, głównie w momentach, gdy reżim Asada był o krok od wygrania decydującej bitwy i odzyskania części należnego mu terytorium. Ciągła obecność amerykańskich wojsk i najemników w Syrii, a także finansowanie islamistycznych ugrupowań rebelianckich i sporadyczne naloty, mają na celu uniemożliwienie Assadowi odzyskania kraju. Gdyby Stany Zjednoczone naprawdę chciały pokonać ISIS, oczywistą strategią byłoby pozostawienie Asada w spokoju, aby mógł on zmiażdżyć ISIS z pomocą Rosji i Iranu. Taka polityka miałaby również tę zaletę, że cieszyłaby się popularnością wśród obywateli amerykańskich – fakt, który prezydent Trump cynicznie wykorzystał, aby wygrać wybory w 2016 roku.

Izrael ze swojej strony zapewnił pomoc medyczną Państwu Islamskiemu i innym terrorystom walczącym z Assadem, a w 2019 r. izraelski wojskowy Gadi Eisenkot publicznie przyznał, że Izrael posiadał uzbrojonych terrorystów z Państwa Islamskiego i wypłacał im miesięczne pensje.

W 2011 roku prezydent Libii, pułkownik Muammar Kaddafi, został zamordowany przez terrorystów wspieranych przez USA po ośmiomiesięcznej wojnie domowej. Fakt, że Stany Zjednoczone stały za tym zamachem, jest powszechnie znany i niepodważalny. W 2011 roku, pełniąc funkcję sekretarza stanu, Hillary Clinton otwarcie świętowała zabójstwo Kaddafiego podczas wywiadu telewizyjnego, wykrzykując z psychotyczną radością: „Przybyliśmy. Zobaczyliśmy. Umarł”.

Kaddafi zdał sobie sprawę, że Izrael stoi za zachodnią agresją na jego kraj i próbował ratować siebie i swój rząd, omijając Stany Zjednoczone i zwracając się bezpośrednio do Izraela i wpływowych amerykańskich Żydów. Według izraelskich źródeł, w 2011 roku próbował bronić swojej sprawy przed Izraelem i izraelskim lobby, które kontroluje amerykańską politykę zagraniczną.

…gdy reżim libijski stał na skraju upadku – z powodu powstania i konsekwencji sankcji ONZ dotyczących Lockerbie, które weszły w życie w 1992 r. – dodała: „Kaddafi desperacko podejmował nadzwyczajne próby nawiązania kontaktu z lobby żydowskim w USA, a także z Izraelem”.

The Jerusalem Post, 17 kwietnia 2016 r.

Podczas gdy media w USA, zarządzane przez Żydów, koncentrowały się wyłącznie na rzekomych „naruszeniach praw człowieka” przez Kaddafiego jako przyczynie jego odsunięcia od władzy, izraelscy stratedzy okazali się bardziej uczciwi i realistyczni. W artykule z 2016 roku dr Rafael Olek, analityk strategiczny z Centrum Studiów Strategicznych Begina Sadata w Izraelu, potwierdził zaangażowanie Izraela w realizację długoterminowego celu strategicznego, jakim jest eliminacja wszystkich rządów opozycyjnych – niezależnie od kosztów ludzkich.

W kontekście globalnym kwestia Libii budzi szereg obaw. Po pierwsze, pojawiają się wątpliwości co do faktycznej zdolności do egzekwowania reżimów nierozprzestrzeniania broni jądrowej wobec państw zbójeckich. Po drugie, pojawia się pytanie: czy lepiej zaakceptować stabilne reżimy tyranów takich jak Kaddafi i Saddam Husajn, Assad i reżim ajatollahów w Iranie, czy też należy obalić tych tyranów – pomimo wynikającego z tego rozpadu ich państw, któremu towarzyszy poważna przemoc? Choć możemy żałować sytuacji w Syrii i Iraku, druga opcja wydaje się lepsza, przynajmniej z perspektywy Izraela – łatwiej ją opanować, a sytuacja może się ostatecznie ustabilizować.

Obrona Izraela, 3 września 2016 r.

Pomimo cierpienia i śmierci, jakie izraelska strategia „zmiany reżimu” spowodowała na całym Bliskim Wschodzie, Izrael nie widzi powodu, by porzucić tę politykę. I dlaczego miałby to zrobić? Sam Izrael zachował zadziwiająco duże bezpieczeństwo pośród chaosu, a nawet zwiększył swoją władzę i poprawił swoją pozycję dyplomatyczną.

Kryzys uchodźczy

Wojny i interwencje Izraela na Bliskim Wschodzie, prowadzone za pośrednictwem jego pełnomocnika, Stanów Zjednoczonych, były bezpośrednią przyczyną kryzysu uchodźczego w Europie, który zaostrzył się w 2015 roku i doprowadził do przemocy, terroryzmu, gwałtów i opresji politycznej wobec rdzennych Europejczyków. Dwoma głównymi drogami wjazdu uchodźców i migrantów do Europy są Grecja i Włochy.

Zaaranżowane przez USA i Izrael obalenie Kadafiego w 2011 roku otworzyło główny szlak napływu uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki do Europy. Według „Washington Post”, w latach 2014–2017 400 000 migrantów z Bliskiego Wschodu i Afryki napłynęło z Libii do Włoch w wyniku upadku Kadafiego.

Od upadku reżimu Muammara al-Kaddafiego w Libii liczba migrantów przekraczających Morze Śródziemne gwałtownie wzrosła, ponieważ ludzie wykorzystują próżnię władzy, aby wyruszyć z północnego wybrzeża kraju. Sieć handlarzy ludźmi, ułatwiających ten handel, rozprzestrzeniła się z północnego krańca Afryki Północnej do krajów takich jak Niger i Sudan. Dane kontaktowe handlarzy są rozpowszechniane w głównych miastach Afryki za pośrednictwem Facebooka i WhatsApp. Od 2014 roku ponad 400 000 migrantów i uchodźców przekroczyło Morze Śródziemne z Libii do Włoch.

Washington Post, 31 sierpnia 2017 r.

Stanowiło to odwrócenie dotychczasowej, udanej współpracy między Kaddafim a Europą, której celem było uniemożliwienie migrantom dotarcia do europejskich wybrzeży. W 2004 roku Kaddafi zaczął oferować kontrolę napływu uchodźców jako zachętę do zawierania porozumień normalizacyjnych z państwami europejskimi. W 2010 roku proroczo ogłosił, że bez jego pomocy Europa stanie się „czarna”.

Już w 2004 roku Kaddafi zaczął zawierać porozumienia z poszczególnymi państwami europejskimi w celu powstrzymania napływu migrantów. W sierpniu 2010 roku odwiedził w Rzymie swojego przyjaciela Silvio Berlusconiego, ówczesnego premiera Włoch, i oświadczył, że Europa „pociemnieje” bez jego pomocy.

„Jutro Europa może już nie być europejska, a nawet czarna, bo miliony chcą się tu dostać” – powiedział Kaddafi. „Jak biali i chrześcijańscy Europejczycy zareagują na ten napływ głodujących i niewykształconych Afrykanów… Nie wiemy, czy Europa pozostanie postępowym i zjednoczonym kontynentem, czy też zostanie zniszczona, jak to miało miejsce podczas barbarzyńskich inwazji”.

Christian Science Monitor, 21 kwietnia 2015 r.

Porozumienia te okazały się sukcesem. Dzięki pomocy Kaddafiego napływ migrantów i uchodźców do Włoch został drastycznie ograniczony w 2009 roku.

W czerwcu 2009 roku podpisał z Włochami „umowę o przyjaźni”, która przewidywała wspólne patrole morskie przeciwko migrantom i obejmowała bezwarunkowe przekazanie Libii przez Włochy migrantów przechwyconych w drodze do Europy. Liczba Afrykanów zatrzymanych podczas próby nielegalnego wjazdu do Włoch spadła w tym roku o ponad 75%.

Christian Science Monitor, 21 kwietnia 2015 r.

To korzystne dla obu stron porozumienie między Włochami i Libią zostało udaremnione przez Izrael i USA, co sprawiło, że w 2015 r. spełniła się ponura prognoza Kadafiego.

W ostatnich latach włoski rząd podejmował próby wznowienia porozumień z Libią w celu powstrzymania napływu migrantów. Jednak próby te napotykały na przeszkody prawne. W 2017 roku brytyjska organizacja pozarządowa Global Legal Action Network (GLAN) wniosła pozew przeciwko Włochom do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, zarzucając im naruszenia praw człowieka. Doradcą prawnym GLAN jest Itammar Mann, żydowsko-izraelski profesor prawa, który wykłada prawo dotyczące uchodźców w Hajfie w Izraelu.

Na całym świecie jest około 6,6 miliona uchodźców z powodu wojny domowej w Syrii, z czego milion przebywa w Europie. Szczytowy napływ uchodźców do Europy przypadł na lata 2015–2017, kiedy to około 900 000 Syryjczyków przybyło do kraju, głównie przez Grecję. Przesiedlenia ludności syryjskiej służą strategicznemu celowi Izraela, polegającemu na pozbawieniu reżimu Asada kapitału ludzkiego i potencjalnych rekrutów do armii. Według Pew Research, nieproporcjonalnie dużą liczbę uchodźców w Europie stanowią mężczyźni w wieku poborowym.

Pracownicy IsraAID pomagają w sprowadzeniu łodzi z migrantami na brzeg w Grecji.

Izrael i zachodnie organizacje pozarządowe kierowane przez Żydów odgrywają główną rolę w organizacji migracji i przesiedleń uchodźców syryjskich, irańskich, irackich i afgańskich w Europie. Wszystkie cztery kraje zostały zdestabilizowane przez wojny i sankcje nałożone przez Izrael i Stany Zjednoczone. IsraAID, izraelska organizacja niosąca pomoc uchodźcom, prowadzi ośrodki dla uchodźców na greckiej wyspie Lesbos od 2015 roku.

Greckie ośrodki pomocy uchodźcom prowadzone są głównie przez Izraelczyków; na Lesbos znajduje się izraelska szkoła dla uchodźców z Syrii, Iranu, Iraku i Afganistanu; wszystko to jest częścią wspólnego planu mającego na celu nowe spojrzenie na koncepcję „Tikkun Olam” i żydowskiego wolontariatu na całym świecie.

YNet News, 4 marca 2019 r.

Izraelski reporter Liad Osmo zacytował syryjskiego uchodźcę, „H., 20 lat, z Aleppo”, który przybył na Lesbos w 2019 roku.

„Przez całe moje życie, przez całe dzieciństwo w syryjskich szkołach, uczono mnie, że Izraelczycy są wrogiem. Pierwszą rzeczą, jaką widzę, zbliżając się do greckiego wybrzeża, jest Gwiazda Dawida na koszulkach Izraelczyków, którzy wyciągają do mnie ręce i powalają mnie na ziemię”.

H., 20 lat, z Aleppo

Osmo dodaje, że program przesiedleń dla uchodźców w krajach zachodnich jest realizowany na całym świecie i angażuje kilka innych organizacji żydowskich. Jest to możliwe dzięki inwestycji Państwa Izrael w wysokości 66 milionów dolarów.

Ideę pracy na rzecz lepszego świata podjęła obecnie duża organizacja żydowska we współpracy z Państwem Izrael…

Agencja Żydowska współpracuje obecnie z organizacją Mosaic United nad projektem, który ma znacząco zwiększyć liczbę młodych Żydów zaangażowanych w życie lokalnych społeczności. Dla amerykańskich Żydów jest to znane jako „Tikkun Olam” – uzdrowienie świata. Ta żydowska koncepcja stała się centralnym dogmatem wśród potomków żydowskich imigrantów w Stanach Zjednoczonych w czwartym pokoleniu.

Projekty realizowane są na całym świecie – od Portoryko i Grecji po Nepal, Meksyk, Indie i Etiopię – przez organizacje takie jak IsraAID, Project TEN, Tevel B’Tzedek i inne…

„W większości przypadków jedyną rzeczą, która skłania żydowskich studentów na całym świecie do myślenia o swojej żydowskiej tożsamości, jest demonstracja BDS (antyizraelskiego ruchu na rzecz bojkotu, wycofania inwestycji i sankcji) na kampusie lub incydent antysemicki gdzieś na świecie” – mówi rabin Benji Levy, dyrektor wykonawczy Mosaic United. „Takie incydenty oddalają ich od pragnienia bycia Żydem lub poczucia więzi z Izraelem”.

Levy wyjaśnia, że ​​projekt został przejęty przez rząd Izraela kilka lat temu pod auspicjami Ministerstwa ds. Diaspory. „Rząd zainwestuje 66 milionów dolarów, co stanowi jedną trzecią budżetu” – mówi.

YNet News, 4 marca 2019 r.

Rabin Benji Levy wita wrogów Izraela na greckiej wyspie Lesbos.

Niemcy przyjęły znacznie więcej uchodźców z konfliktów żydowskich niż jakikolwiek inny kraj europejski. Wbrew woli narodu niemieckiego, Angela Merkel obiecała w 2015 roku, że będzie przyjmować 500 000 uchodźców rocznie. Wpływ Izraela jest również zauważalny w Niemczech, gdzie izraelskie organizacje pozarządowe oferują kursy języka arabskiego i możliwości pracy osobom mówiącym po arabsku.

W 2018 roku Merkel przyznała IsraAID nagrodę za działania na rzecz integracji osób arabskojęzycznych w Niemczech. Na swojej stronie internetowej IsraAID chwali się rozbudowanymi programami, które wdrożyła w Niemczech, aby ułatwić integrację uchodźców, całkowicie pomijając jednak kwestię odpowiedzialności państwa żydowskiego za sam kryzys.

IsraAID działa w Niemczech od 2015 roku, kiedy to do kraju przybył milion osób ubiegających się o azyl i uchodźców, z których większość uciekała przed koszmarem wojny domowej w Syrii i zagrożeniem ze strony ISIS w Iraku i Syrii. Programy IsraAID w Niemczech obejmują grupy wsparcia dla młodych uchodźców, psychospołeczne wsparcie w zakresie traumy dla dzieci z wykorzystaniem terapii ekspresyjnych oraz specjalistyczny program wsparcia dla ocalałych z ludobójstwa jazydów. Zespół IsraAID w Niemczech to wielokulturowa mozaika psychologów, pracowników socjalnych, arteterapeutów i pedagogów mówiących po arabsku, hebrajsku, niemiecku i angielsku. Wykorzystują oni swoje międzynarodowe doświadczenie i podejście międzykulturowe, aby promować zrównoważony dobrostan i integrację uchodźców w Niemczech.

…Globalne działania IsraAID obejmują zrównoważone programy mające na celu budowanie odporności, zapewnienie edukacji, zwalczanie przemocy ze względu na płeć, promowanie ochrony dzieci, poprawę warunków sanitarnych i tworzenie źródeł utrzymania. Od szczytu kryzysu uchodźczego w Syrii w 2015 roku IsraAID zapewnił wsparcie medyczne, psychospołeczne i edukacyjne ponad 100 000 uchodźców w samej Grecji i Niemczech.

Wielu uchodźców uciekających przed wojną i prześladowaniami w Afganistanie, Iranie, Iraku i Syrii, szukających schronienia w krajach takich jak Niemcy, dociera do Europy przez Grecję. Na Lesbos, greckiej wyspie, gdzie wielu uchodźców przybywa po wyczerpującej podróży morskiej z Turcji, IsraAID zapewnia opiekę medyczną nowoprzybyłym na wybrzeżu i prowadzi „Szkołę Pokoju” – jedyną instytucję oferującą naukę w językach ojczystych uczniów: arabskim, francuskim (kongijskim), perskim i kurdyjskim, z której korzysta ponad 200 uczniów tygodniowo.

Dzięki naszej współpracy z IsraAID dostrzegliśmy siłę i potencjał uchodźców, z którymi pracujemy, piszących nową historię dla siebie i swoich społeczności. To historia nauki nowych języków i adaptacji do nowego środowiska. Oto 500 osób – muzułmanów i chrześcijan mówiących po arabsku, kurdyjsku, persku i francusku – świętujących Eid al-Fitr w greckiej szkole prowadzonej przez izraelską organizację humanitarną.

IsraAID, 2018

Izrael zasypuje nas humanitarną retoryką o zorganizowaniu w Europie obchodów Eid al-Fitr dla muzułmanów uciekających przed wojnami syjonistycznymi, jednak takie obchody są w Izraelu zupełnie nie do pomyślenia. W 2021 roku Siły Obronne Izraela (IDF) spędziły Eid al-Fitr bombardując palestyńskich cywilów w Strefie Gazy. Dzień wcześniej sfilmowano fanatycznych Żydów w Jerozolimie, tańczących, przekonanych, że jeden z najświętszych meczetów islamu płonie.

Wszelkie obawy wyrażane przez Żydów dotyczące napływu cudzoziemców do Europy koncentrują się wyłącznie na potencjalnym negatywnym wpływie na Żydów europejskich. Z perspektywy żydowskiej negatywny wpływ na rdzennych Europejczyków jest rozpatrywany wyłącznie w kontekście ryzyka wzniecenia oporu nacjonalistycznego.

W artykule z 2015 r. dla liberalnego Brookings Institution Daniel Byman, profesor cywilizacji żydowskiej na Uniwersytecie Georgetown w Waszyngtonie, stwierdził, że rozwiązaniem tego problemu jest długoterminowa integracja populacji uchodźców w Europie.

Jeśli uchodźcy będą postrzegani bardziej jako krótkotrwały problem humanitarny niż długoterminowe wyzwanie integracyjne, problem ten prawdopodobnie się pogłębi. Radykałowie będą wśród tych, którzy zaoferują uchodźcom wsparcie religijne, edukacyjne i socjalne – tworząc w ten sposób problem, którego wcześniej nie było. W rzeczywistości uchodźcy potrzebują kompleksowego i długoterminowego pakietu środków, obejmującego nie tylko natychmiastową pomoc humanitarną, ale także prawa polityczne, dostęp do edukacji i wsparcie ekonomiczne, zwłaszcza gdy są przyjmowani w dużych ilościach. Jeśli nie uda się ich zintegrować z lokalnymi społecznościami, istnieje ryzyko, że napięcia między społecznościami muzułmańskimi i niemuzułmańskimi w Europie będą się utrzymywać, a nawet nasilać.

Daniel Byman, 2015

Napływ uchodźców i migrantów do Europy spowolnił po 2018 roku, a kilka krajów europejskich uparcie twierdziło, że nie może już przyjmować kolejnych osób. Priorytetem stało się przesunięcie akcentów z ułatwiania wjazdu nowo przybyłym na zapewnienie stałego pobytu tym, którzy już przybyli do Europy. W 2020 roku Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że mężczyźni uchylający się od służby wojskowej w Syrii muszą otrzymać azyl i nie mogą być deportowani z powrotem do Syrii. Orzeczenie to przynosi korzyści jedynie Izraelowi, a szkodzi Europejczykom, którzy chcą pozbyć się młodych uchodźców i związanych z nimi problemów, takich jak przemoc, gwałty i niepokoje społeczne. W latach 2022 i 2023 liczba przybyszów ponownie wzrosła.

Po 7 października: Otwarta polityka ludobójstwa i czystek etnicznych

Od ataku Hamasu na Izrael 7 października 2023 roku żydowscy urzędnicy wielokrotnie i otwarcie wzywali do zabicia lub wydalenia całej ludności Strefy Gazy – około 2 milionów ludzi. Jednocześnie nasilili presję na państwa zachodnie i arabskie, aby dobrowolnie zgodziły się na przyjęcie wszystkich Palestyńczyków – posunięcie mające na celu ostateczne zakończenie życia Palestyńczyków w Strefie Gazy.

Strategia Żydów jest oczywista dla każdego, kto zechce się temu przyjrzeć. Masowe ataki terrorystyczne na ludność cywilną, systematyczne niszczenie domów i celowe ataki na całą infrastrukturę humanitarną, taką jak szpitale, mają na celu uniemożliwienie życia w Strefie Gazy. Izrael nie walczy z Hamasem. Próbuje wymordować lub wypędzić całą ludność arabską.

W chwili pisania tego tekstu 1,8 miliona Palestyńczyków uciekających przed żydowskimi zamachami bombowymi zgromadziło się w południowym mieście Rafah, na granicy z Egiptem. Izrael planuje zakrojoną na szeroką skalę inwazję na to miasto, aby zmusić ich do ucieczki do Egiptu. Jak dotąd Żydzi zostali powstrzymani w tej próbie przez zaciekły opór bojowników Hamasu, protesty na całym świecie, presję polityczną i odmowę Egiptu na przyjęcie dużej liczby Palestyńczyków, ale nie porzucili tego planu.

Rządy Stanów Zjednoczonych i Europy chętnie wspierały Żydów w ich kampanii czystek etnicznych pod przykrywką humanitaryzmu. 30 kwietnia stacja CBS News poinformowała o uzyskaniu wewnętrznych dokumentów administracji Bidena, szczegółowo opisujących rozmowy między kilkoma agencjami federalnymi na temat stałego przesiedlenia uchodźców ze Strefy Gazy do Stanów Zjednoczonych.

Jak wynika z dokumentów, wysocy rangą urzędnicy kilku amerykańskich agencji federalnych omawiali w ostatnich tygodniach wykonalność różnych opcji relokacji Palestyńczyków ze Strefy Gazy, których najbliżsi członkowie rodziny są obywatelami USA lub stałymi rezydentami.

Zgodnie z dokumentami planistycznymi między-agencyjnymi, jedna z propozycji przewiduje wykorzystanie istniejącego od dziesięcioleci amerykańskiego programu przesiedleń uchodźców do przyjmowania Palestyńczyków mających powiązania z USA, którym udało się uciec ze Strefy Gazy do sąsiedniego Egiptu.

Z dokumentów wynika również, że wysocy rangą urzędnicy amerykańscy rozważali ewakuację większej liczby Palestyńczyków ze Strefy Gazy i uznanie ich za uchodźców, pod warunkiem, że mają amerykańskich krewnych. Plany te wymagałyby koordynacji z Egiptem, który jak dotąd odmawia przyjęcia dużej liczby osób z Gazy.

CBS News, 30 kwietnia 2024 r.

Żydowscy syjoniści stanowią większość członków gabinetu administracji Bidena odpowiedzialnych za politykę zagraniczną i bezpieczeństwo narodowe, na czele z żydowskim sekretarzem stanu Anthonym Blinkenem. Ustalono, że wśród „wysokich rangą urzędników amerykańskich” wymienionych przez CBS News znajdują się Żydzi motywowani lojalnością etniczną wobec Izraela. Blinken otwarcie potwierdził swoją lojalność wobec Izraela w przemówieniu wygłoszonym w Izraelu 12 października 2023 roku.

Jestem w Izraelu w tym niezwykle trudnym czasie dla tego narodu i dla całego świata. Jako minister spraw zagranicznych, Żyd, mąż i ojciec, z własnego doświadczenia rozumiem niszczycielskie skutki masakr dokonanych przez Hamas.

Anthony Blinken, 12 października 2023 r

Według doniesień „The Guardian” Wielka Brytania zaczęła opracowywać plany przyjęcia osób ze Strefy Gazy już 22 października 2023 r.

Koalicja organizacji i grup pomocowych opracowała plan przedstawiający, w jaki sposób Wielka Brytania mogłaby zapewnić schronienie tysiącom Palestyńczyków ze Strefy Gazy.

Organizacje takie jak Refugee Council, Safe Passage International, Doctors of the World, Helen Bamber Foundation i City of Sanctuary wyraziły obawy, że konflikt może zaostrzyć kryzys uchodźców palestyńskich.

The Guardian, 22 października 2023 r.

Plany przesiedleń zostały przedstawione przez Radę ds. Uchodźców w dokumencie stanowiska, który poparły inne organizacje. Dyrektorem wykonawczym Rady ds. Uchodźców jest Żyd o nazwisku Enver Solomon, który pilnie zaapelował do Wielkiej Brytanii o przyjęcie osób ze Strefy Gazy, nie krytykując przy tym izraelskich bombardowań terrorystycznych ani wsparcia udzielanego im przez Wielką Brytanię.

„Im bardziej eskaluje konflikt, tym więcej palestyńskich mężczyzn, kobiet i dzieci zostaje przesiedlonych i narażonych na poważne niebezpieczeństwo… Ludzie, którzy nie są bezpieczni w swoich domach, potrzebują dostępu do bezpieczeństwa, a Wielka Brytania musi być gotowa odegrać w tym rolę, wdrażając pakiet natychmiastowych środków w krótkim terminie”.

Enver Solomon

Jeden z planów opracowanych przez Radę ds. Uchodźców został ponownie promowany kilka miesięcy później przez posła Partii Pracy Sama Tarry’ego, który umieścił o nim wpis na portalu X, znanym również jako Twitter.

=============

@SamTarry

Today in Parliament I called for the creation of a Palestinian family visa scheme. This should bring Palestinian refugees to safety in the UK through a new safe and legal route, and reunite families desperate for their loved ones to reach safety.

3,4 mln wyświetleń

===================

To tylko niewielki wybór spośród różnych planów przesiedleń, promowanych przez rządy zachodnie i organizacje zajmujące się uchodźcami od samego początku konfliktu. Podczas gdy rządy zachodnie i organizacje pozarządowe kryły się za retoryką humanitarną, izraelscy urzędnicy państwowi jasno dali do zrozumienia, że ​​ich strategicznym celem wojennym jest całkowite wydalenie Arabów ze Strefy Gazy i zakończenie palestyńskiego istnienia w Strefie Gazy. Rządy te i organizacje nie kierują się humanitarną chęcią pomocy ofiarom wojny. Kieruje nimi polityka wspierania państwa żydowskiego w jego ludobójczej kampanii, czyniąc się tym samym współwinnymi tej zbrodni. Zamiast pochopnie pomagać Izraelowi w wydalaniu Arabów, rządy zachodnie powinny zerwać wszelkie powiązania finansowe, wojskowe i inne z państwem żydowskim.

Wniosek

Kryzys uchodźczy w Europie obejmuje znacznie szerszy zakres, niż można tu omówić, ale gdziekolwiek spojrzeć, widać ślady Izraela, organizacji żydowskich i aktywistów żydowskich. Jest to widoczne zarówno na poziomie polityki zagranicznej, poprzez nakłanianie Stanów Zjednoczonych do dalszych działań militarnych, jak i na poziomie „humanitarnym”, poprzez wykorzystywanie organizacji pozarządowych do ułatwiania migracji uchodźców i trwałego osiedlania Arabów, Afrykanów i Irańczyków w Europie.

Nacjonaliści w Ameryce i Europie muszą bezpośrednio zmierzyć się z tą rzeczywistością. Musimy przeciwstawić się apelom popleczników i prawicowych organizacji żydowskich, które dążą do wykorzystania anty-islamu, podsycanego kryzysem migracyjnym, aby zmobilizować poparcie dla syjonistycznej agresji wobec narodu syryjskiego, irańskiego i palestyńskiego. Takie konflikty doprowadzą jedynie do pogłębienia nieszczęścia i jeszcze większego napływu uchodźców do Europy, gdzie izraelskie i żydowskie organizacje pozarządowe są gotowe ich przyjąć – posługując się językiem humanitaryzmu, aby przekształcić Zachód w wysypisko dla osób wysiedlonych w wyniku wojen żydowskich.

Milczenie w sprawie konfliktu na Bliskim Wschodzie nie wchodzi w grę. To nie jest po prostu konflikt zagraniczny, który nie ma na nas żadnego wpływu. Konflikt na Bliskim Wschodzie jest bezpośrednio związany z przyszłością Europy i Ameryki. Milczenie jest równoznaczne z popieraniem status quo, które przynosi korzyści tylko Izraelowi.

Zarówno prawa, jak i lewa głowa syjonistycznego węża muszą zostać odcięte. Arabscy ​​i muzułmańscy migranci w Europie i Ameryce muszą powrócić do swoich ojczyzn, gdzie będą mogli żyć w pokoju i bezpieczeństwie, wolni od syjonistycznej agresji. Europejscy i amerykańscy nacjonaliści muszą współpracować, aby zdemontować syjonistyczne struktury władzy w naszych ojczyznach i zbudować sprawiedliwy i pokojowy świat, wolny od wojen żydowskich i przesiedleń ludności.

Źródło: Jak Izrael stworzył kryzys uchodźczy w Europie

Niemcy opublikowały tekst umowy, której treść ukrywa polski rząd. Polska wybuduje na swoim terytorium infrastrukturę dla Bundeswehry?

Fot. Bundeswehra

Niemcy opublikowały tekst umowy, której treść ukrywa polski rząd. Polska wybuduje na swoim terytorium infrastrukturę dla Bundeswehry?

4 sierpnia 2026 Mateusz Pławski

Niemcy opublikowały pełny tekst podpisanej z Polską umowy o współpracy obronnej, podczas gdy dokumentu nadal nie udostępniono na oficjalnych stronach polskiego rządu. Porozumienie przewiduje rozwój na terytorium Polski infrastruktury logistycznej, która może służyć jako zaplecze zaopatrzeniowe dla niemieckich wojsk stacjonujących na Litwie.

Niemcy opublikowały pod koniec lipca w Federalnym Dzienniku Ustaw pełny tekst polsko-niemieckiej umowy o współpracy w dziedzinie obronności, podpisanej 17 czerwca 2026 roku w Warszawie. Do chwili publikacji tego artykułu dokument nie został udostępniony na oficjalnych stronach polskiego rządu ani Ministerstwa Obrony Narodowej.

Na sprawę zwrócił uwagę we wtorek Sebastian Meitz, ekspert Instytutu Sobieskiego. W serii wpisów opublikowanych na platformie X przedstawił najważniejsze postanowienia umowy oraz wskazał, że polska opinia publiczna mogła zapoznać się z pełnym dokumentem dopiero dzięki jego publikacji przez stronę niemiecką.

„Dokument pełen jest deklaracji o partnerstwie. Problem w tym, że gdy przechodzi się do konkretnych zapisów, trudno oprzeć się wrażeniu, iż to właśnie niemieckie priorytety stają się osią tej współpracy” – podkreślił Meitz.

Szczególne znaczenie ma art. 3 umowy, poświęcony rozbudowie potencjału obronnego i współpracy operacyjnej. Jego ust. 6 przewiduje rozwój infrastruktury wsparcia logistycznego na terytorium Polski.

„Strony podkreślają znaczenie rozwoju infrastruktury wsparcia logistycznego na terytorium Rzeczypospolitej Polskiej, która może służyć jako baza zaopatrzeniowa dla kontyngentu niemieckich wojsk lądowych stacjonującego w Republice Litewskiej, a także dla innych państw członkowskich NATO w ramach zbiorowej logistyki sojuszniczej” – zapisano w dokumencie.

Oznacza to, że część infrastruktury potrzebnej do zaopatrywania niemieckich wojsk rozmieszczonych na Litwie może zostać ulokowana w Polsce. Umowa nie przesądza jednak, że powstanie na terytorium naszego kraju odrębna stała baza Bundeswehry ani że Polska samodzielnie sfinansuje budowę całego zaplecza.

Art. 10 porozumienia stanowi, że każda ze stron ponosi koszty związane z realizacją własnych zobowiązań. Dokument nie precyzuje jednak, które konkretne inwestycje infrastrukturalne miałaby finansować Polska, a które Niemcy. Nie określa również wartości przedsięwzięć ani przyszłych zasad własności i zarządzania powstałymi obiektami.

Umowa zawiera również szersze postanowienia dotyczące przemieszczania wojsk. Polska i Niemcy mają umożliwiać tranzyt oraz stacjonowanie sił zbrojnych drugiej strony na swoim terytorium.

Strony zobowiązały się do usprawniania procedur administracyjnych i dyplomatycznych związanych z przekraczaniem granic, zapewniania wsparcia operacyjnego oraz wspólnego i wzajemnego korzystania z infrastruktury niezbędnej do sprawnego przemieszczania wojsk.

Porozumienie uznaje mobilność wojskową za kluczowy element umożliwiający szybkie przerzucanie sił sojuszniczych. Polska i Niemcy mają wspierać rozwój mobilności w ramach inicjatywy „Central Northern European Military Mobility Area” oraz uzgadniać rozwiązania przyjmowane przez NATO i Unię Europejską.

Oba państwa zadeklarowały także wzajemne wspieranie rozwoju, rozbudowy i ochrony infrastruktury wojskowej oraz cywilnej, która może być wykorzystywana przez siły zbrojne. W umowie wymieniono linie kolejowe, drogi, lotniska, mosty i centra logistyczne przeznaczone do szybkiego transportu żołnierzy oraz ciężkiego sprzętu.

Strony mają również wzmacniać wschodnią flankę NATO poprzez wspólne inwestycje w szeroko rozumianą infrastrukturę, poprawiającą zdolność Sojuszu do prowadzenia operacji wojskowych w kierunku wschodnim.

Przewidziano ponadto współpracę wojsk inżynieryjnych w zakresie infrastruktury obronnej oraz technicznego wsparcia działań bojowych.

Meitz zwrócił uwagę, że dokument zawiera konkretny zapis dotyczący infrastruktury w Polsce, która może obsługiwać niemieckie wojska na Litwie, nie wskazując równie szczegółowo analogicznego przedsięwzięcia realizowanego w Niemczech na potrzeby Wojska Polskiego. Zdaniem eksperta może to świadczyć o asymetrii porozumienia.

Umowa przewiduje także pogłębienie współpracy przemysłów obronnych, obejmujące wspólne zakupy, produkcję, badania, projekty technologiczne, tworzenie łańcuchów dostaw i transfer technologii.

W dokumencie nie określono jednak minimalnego udziału polskich przedsiębiorstw w przyszłych projektach, nie zagwarantowano lokalizacji produkcji w Polsce ani nie wskazano konkretnych technologii, które miałyby zostać przekazane polskiej stronie.

Ministerstwo Obrony Narodowej informowało po podpisaniu porozumienia, że obejmuje ono m.in. współpracę operacyjną, wspólne ćwiczenia, mobilność wojskową, cyberbezpieczeństwo, działania w przestrzeni kosmicznej, ochronę infrastruktury krytycznej oraz współpracę przemysłów obronnych. Resort nie udostępnił jednak pełnej treści dokumentu, który został opublikowany w oficjalnym niemieckim źródle.

Czwarty etap wojny globalnej wszedł w fazę finalną

Czwarty etap wojny globalnej wszedł w fazę finalną

zerohedge/fourth-turning-global-war-has-entered-terminal-phase

Piątek, 31 lipca 2026

Dane trafiły zaraz po wschodzie słońca na wschodnim wybrzeżu, a w nich historia, której nie mogą ukryć żadne plotki Białego domu. Kontrakty terminowe na ropę naftową za noc stabilizowały się na poziomie 86 dolarów za baryłkę – liczba, która półtora roku temu wydawałoby się katastrofalna, ale teraz jest tymczasowe wytchnienie po skoku na 119 dolarów, który wysadził w powietrze światowe rynki w kwietniu.

Strategiczne rezerwy ropy naftowej – rezerwa awaryjnego wsparcia, stworzona po kryzysie 1973 roku – zmniejszyły się do 305 mln baryłek, co jest najniższym poziomem od 1983 roku. Biuro budżetowe Kongresu dyskretnie opublikowało swoje zrewidowane prognozy deficytu: 2,3 bln dolarów na 2026 rok obrotowy, jeszcze 1,8 bln dolarów zaplanowano na 2027 rok obrotowy, zanim wzięto pod uwagę rosnące koszty wojny, które obecnie wynoszą 1 mld dolarów na dzień, bez żadnej strategii wyjścia, widocznej na żadnym horyzoncie.

To nie recesja. To nie jest „okres zwiększonych napięć geopolitycznych”. To systematyczny demontaż globalnej ekonomicznej architektury, która wspierała dobrobyt Zachodu w ciągu osiemdziesięciu lat, skompresowany w czasie, zbyt krótki, aby umożliwić instytucjonalną adaptację.

Jesteśmy świadkami w czasie rzeczywistym przejścia od jednobiegunowego porządku, kierowanego przez Amerykę, do rozdrobnienia w system wielobiegunowy. Okrucieństwo tego przejścia mierzy się nie tylko liczbą ofiar, które rosną a których Pentagon nie chce w pełni ujawnić. Ponadto, następuje erozja strategicznych atutów, których nie można odzyskać po ich użyciu.

Czwarty etap globalnej wojny wszedł w swoją finalną fazę, a wskaźniki pokazują, że dopiero zaczynamy rozumieć głębię strategicznej pułapki, w którą wpadła amerykańska polityka.

Aby zrozumieć obecny kryzys, trzeba najpierw zrezygnować z pocieszającej narracji o przypadkowym dryfowaniu — że polityczne błędy i błędne kalkulacje doprowadziły do obecnego ślepego zaułka.

Dane świadczą o czymś bardziej alarmującym: oderwaniu procesu podejmowania decyzji strategicznych od interesów narodowych, co prowadzi do wyników, które nie służą żadnym określonym celom amerykańskim, w tym samym czasie promowanie interesów regionalnych podmiotów, które mają nieproporcjonalnie duży wpływ na kształtowanie polityki USA.

Rozważmy chronologię wydarzeń z dokładnością wojskowego raportu po zakończeniu działań wojennych. 27 stycznia 2026 roku Stany Zjednoczone przeprowadziły nieoczekiwany cios w przywództwo Iranu w celu ścięcia głowy, podczas gdy izraelscy posłańcy prowadzili urojone negocjacje w Genewie. W wyniku uderzenia została zlikwidowana struktura dowództwa wojskowego Iranu i przywództwo polityczne w wyniku 48-godzinnego bombardowania, które według pierwotnych prognoz Białego Domu, powinna zakończyć się w ciągu „czterech-pięciu tygodni”. Projekcja sporządzona 1 marca, teraz rozciągnięta jest na piąty miesiąc bez widocznego zakończenia.

Cieśnina Ormuz, przez którą przechodziło dwadzieścia procent światowej ropy naftowej, w rzeczywistości jest zamknięta od połowy marca. Ciosy irańskich rakiet balistycznych z wykorzystaniem chińskich danych lokalizacji celów i rosyjskiego wywiadu satelitarnego uszkodziły lub zniszczyły wszystkie duże obiekty USA w zatoce Perskiej, w tym Al-Udeid w Katarze, bazę Prince Sultan w Arabii Saudyjskiej i morskie obiekty w Bahrajnie.

Analiza kosztów i korzyści jest porażająca. Pierwotny cios został oparty na ocenach wywiadu, które później zostały zakwestionowane przez siedemnaście agencji, o tym, że Iran był „o kilka tygodni od utworzenia broni jądrowej”. Ocena ta była sprzeczna z oświadczeniami tej samej administracji od czerwca 2025 roku o tym, że obiekty jądrowe Iranu zostały całkowicie zniszczone w wyniku 12-dniowego konfliktu, który kosztował 37 miliardów dolarów i nie przyniósł trwałego efektu strategicznego. Obecna wojna, prowadzone bez zgody kongresu i wbrew wyraźnym preferencjom elektoratu, który przywrócił prezydenta do władzy na podstawie wyraźnych anty-interwencjonistycznych obietnic, obecnie pochłonęła 113 miliardów dolarów bezpośrednich kosztów. [po stronie USA md]. Analitycy Harvard przewidują długoterminowe zobowiązania przekraczające 1 bilion dolarów, jeśli wziąć pod uwagę opiekę nad weteranami, wymianę sprzętu i remont zniszczonych baz.

Zewnętrzne następstwa ekonomiczne są równie poważne. Inflacja, która spadła do 2,7% do grudnia 2025 roku, ponownie przyspieszyła do 4% i nadal rośnie. Rentowność 10-letnich obligacji skarbowych na poziomie 4,64% stanowi najwyższą wartość pożyczek podczas prezydentury Trumpa, co stanowi około 135 miliardów dolarów dodatkowych rocznych wydatków z tytułu odsetek i około 1000 dolarów bezpośrednich kosztów energii elektrycznej i finansowania na rodzinę. Dane te ukazują się w momencie, gdy 60% amerykańskich rodzin donosi o niezdolności do pokrycia nagłych wydatków w wysokości 500 dolarów, a zwłoki kredytów konsumenckich dotarły do poziomów niewidzianych od czasów kryzysu finansowego w 2008 roku.

Strategiczne położenie pogorszyła się do tego stopnia, że nie nadaje się do ilościowego pomiaru. Amerykańskie siły zbrojne przeznaczone do projekcji siły wobec sił powstańczych i regionalnych przeciwników, okazały się podatne na asymetryczne taktyki prowadzenia wojny w kraju średniej kategorii ze skomplikowanymi technologiami rakietowymi i korzystną geografią obrony. Rakiety Patriot o wartości 2 mln dolarów przeciwko irańskim rakietom balistycznym i powietrznym obiektom bezzałogowym o wartości od 10 000 do 50 000 dolarów za sztukę – to stosunek kosztów wymiany, która sprawia, że stabilna obrona staje się ekonomicznie nieopłacalna.

Wyjawienie tego, co rosyjskie i chińskie służby wywiadowcze zapewniają irańskim siłom dane o namierzaniu celów w czasie rzeczywistym, potwierdzone danymi z satelitów i zeznaniami w Kongresie, zamienia regionalny konflikt w wojnę cudzymi rękami, w której przeciwnicy ze strony wielkich mocarstw sprawdzają wrażliwe miejsca Ameryki z minimalnym bezpośrednim ryzykiem dla siebie.

Instytucjonalna reakcja pogorszyła kryzys. Departament Efektywności administracji publicznej, który obiecał administracyjne oszczędności w wysokości 2 bln dolarów, został praktycznie zlikwidowany, gdy „duży piękny projekt ustawy” dołożył 5 bln dolarów do państwowego długu — oprócz podstawowej prognozy CBO w wysokości 21 bln dolarów. Dług publiczny wzrósł z 36,2 bln dolarów do 39,5 bln dolarów za osiemnaście miesięcy, przy czym roczny deficyt w wysokości 2 bln dolarów obecnie utrzyma się aż do 2030 roku.

Próba administracji obniżenia ceny ropy za pomocą wyczerpania strategicznych rezerw ropy naftowej i manipulacji na rynkach terminowych doprowadziła do wyczerpania nadzwyczajnych rezerw i jednocześnie przybliża upadłość amerykańskiej energetycznej „niepodległości” – w kraju nie ma wystarczającego bufora, aby zmierzyć się z długimi zakłóceniami w dostawach, nie mówiąc już o szerszym konflikcie z udziałem wydobycia w Nigerii, Wenezueli.

Bieżące geopolityczne przeobrażenia wykraczają poza bezpośredni teatr działań wojennych.

Rosja, pomimo zachodnich sankcji i ciągłego wyczerpywania sił na Ukrainie, umocniła eurazjatycką architekturę bezpieczeństwa, w tym Iran, Chiny i rozszerzenie sojuszu BRICS +. De-dolaryzacja handlu międzynarodowego – ekspresowe wprowadzenie broni SWIFT, które zaprezentowało lukę w transakcjach rozliczeniowych— zdenominowanych w dolarach amerykańskich (usd, stworzyła równoległe systemy finansowe, które będą utrzymywać się niezależnie od wyniku konfliktu. Chiny, radząc sobie z własnym kryzysem demograficznym i kryzysem w branży nieruchomości, zapewniły korytarze energetyczne w ramach inicjatywy „Jeden pas i jedna droga” i stworzyły potencjał przemysłowy, który pozwala wykorzystać amerykańskie straty wojskowe.

Państwa europejskie borykają się z cywilizacyjnym wyczerpaniem: demograficznym upadkiem, deindustrializacją energetyki i postępującą utratą potencjału produkcyjnego wobec azjatyckich konkurentów. Ich entuzjazm zobowiązań wobec NATO w konfrontacji z Rosją nie służy strategicznym interesom, a odwróceniu uwagi — przeniesieniu wewnętrznych sprzeczności na zewnętrznych wrogów. Niedawne oświadczenia francuskich, niemieckich i brytyjskich przywódców o „gotowości do wojny z Rosją” stanowią albo niebezpieczny błąd, albo celową prowokację, biorąc pod uwagę widniejącą niezdolność europejskich sił zbrojnych do utrzymania zużycia amunicji przez ponad tydzień bez uzupełniania zapasów przez USA.

Architektura strategicznej upadłości

Wizualny krajobraz upadku często poprzedza jego statystyczne potwierdzenie. Zdjęcia z regionu zatoki Perskiej — zdjęcia satelitarne pożary cystern, zdjęcia termowizyjne pracujących rafinerii, dane atmosferyczne pokazujące stężenia cząstek stałych, które wpływają na rolnictwo regionu — pozwalają przewidywać konsekwencje gospodarcze, które pojawją się z opóźnieniem, ale z nieubłaganą pewnością. Drenaż SPR, który chwilowo obniżył ceny paliw, nie może trwać po 2027 roku przy obecnym poziomie wydobycia. Zamknięcie cieśniny Ormuz już doprowadziło do zerwania dostaw zboża w krajach zależnych od importu, ponieważ kontrakty terminowe na pszenicę nie zależą od tradycyjnych modeli wyceny, a ograniczenia na eksport fosforanów z Maroka i Chin zagrażają globalnemu bezpieczeństwu żywnościowemu.

Masowy głód, który ekonomiści rozwoju prognozowali na 2030 rok, przyspieszył do 2027 roku. Dostępność oleju napędowego dla upraw i zbiorów stała się niepewna przy cenach, które uniemożliwiają opłacalność. Europejska produkcja nawozów została wstrzymana z powodu kosztów energii elektrycznej w latach 2022-2023. Globalny łańcuch dostaw „dokładnie na czas”, ograniczonych polityką w odniesieniu do pandemii i zaburzeniami funkcjonowania kanału Sueskiego, zbliża się do katastrofalnej awarii, ponieważ siły Houthi, wyposażone w irańskie technologie rakietowe, przerywają morską arterię łączącą Europę z azjatyckimi przedsiębiorstwami przemysłowymi.

To nie jest „zmienność rynku”. To koniec obfitości— powrót do świata, w którym rozkład kalorii i energii podlega politycznej, a nie ekonomicznej logice, gdzie status waluty rezerwowej nie gwarantuje możliwości importu i gdzie ramy instytucjonalne, utworzone w latach 1944-1945, przestały funkcjonować.

Psychologiczny aspekt upadku nie nadaje się do ilościowej oceny, ale wymaga analizy.

Amerykańska populacja systematycznie poddawana znieczuleniu za pomocą interwencji farmaceutycznych (dwadzieścia pięć procent dorosłych bierze leki psychotropowe), cyfrowej zależności (średnio siedem godzin czasu ekranowego w dzień) i ideologicznej polaryzacji, która zastępuje plemienną tożsamością racjonalną ocenę. Te same grupy ludności, które brały nadzwyczajne środki w latach 2020-2023 roku na podstawie badań modeli epidemiologicznych, które nie mają empirycznej weryfikacji, teraz odrzucają ostrzeżenia o systemowej zapaści jako alarmizm, jednocześnie akceptując opowieści o zbliżającym się zagrożeniu ze strony Iranu, które są sprzeczne z szacunkami ich własnych służb wywiadowczych.

Fabrykacja przyzwolenia osiągnęła swoją ostateczną fazę. Środki masowego przekazu, które w ciągu trzech lat promowały Russia Gate jako fakt, teraz propagują irańską wersję zagrożenia Netanjahu jako niezaprzeczalną prawdę. Konserwatywni komentatorzy, którzy ostrzegali o nadużyciach władzy wykonawczej, teraz uzasadniają fuzję państwowej i korporacyjnej władzy jako niezbędne środki bezpieczeństwa. Zjawisko „jednopartyjności” — nieprzerwanej ciągłości polityki między rzekomo przeciwstawnymi ugrupowaniami politycznymi — stało się zbyt oczywiste, aby zaprzeczyć, i w tym samym czasie zbyt niewygodne dla uznania przez mieszkańców, zaangażowanych w teatr demokratycznego wyboru.

Prognoza: Zima 2027-2028

Bieżąca analiza trajektorii z dużym prawdopodobieństwem zakłada następujący rozwój wydarzeń:

Do 4 kwartału 2026 roku strategiczne rezerwy ropy naftowej [w USA md] zbliżą się do technicznego minimum, co pozbawi administrację możliwości powstrzymania wzrostu ceny ropy poprzez interwencje rynkowe. Koszty energii wzrosną do poziomów, które spowodują kaskadowe bankructwa w sektorach transportu i logistyki, w tym bankructwa przewoźników doprowadzające do zakłóceń w dystrybucji żywności w dużych aglomeracjach. Rezerwa federalna, która stanęła między przyspieszeniem inflacji i niestabilności systemu finansowego, zmierzy się z niemożliwym wyborem: bronić waluty lub zapobiegać kryzysowi zadłużenia — prawdopodobnie starając się zrobić i jedno, i drugie, ale nie osiągając niczego za pomocą kontroli krzywej dochodowości, która niszczy funkcjonowanie rynku.

Pośrednie wybory 2026 roku, jeśli odbędą się zgodnie z harmonogramem, odbędą się na tle 6-7% inflacji, 7% stawki kredytów hipotecznych i widocznej wojskowej porażki w zatoce Perskiej. Polityczna odpowiedź — prawdopodobnie, zawierająca rozszerzenie nadzwyczajnych uprawnień i zawieszenie stosowania norm proceduralnych — przyspieszy kryzys legitymacji władzy, już zauważalny na podstawie wyników badań, które wykazują przekonanie większości, że „system jest sfałszowany” niezależnie od przynależności partyjnej.

W połowie 2027 roku, w przypadku braku wznowienia pracy cieśniny Ormuz, światowy system dystrybucji żywności zmierzy się ze strukturalnym zniszczeniem. Zależne od importu kraje Afryki Północnej, Bliskiego Wschodu i Południowej Azji zmierzą się z masowymi wydarzeniami migracyjnymi, w porównaniu z którymi rok 2015 wydaje się banalny. Europejski kontrola graniczna, i bez tego przeciążona, całkowicie upadnie, powodując kryzys demograficzny i kryzys bezpieczeństwa, które przewidują ruchy nacjonalistyczne — i które instytucje głównego nurtu odrzuciły jako ksenofobię.

Amerykańskie siły zbrojne, wychudzone działaniami w zatoce Perskiej i niezdolne do nadrobienia strat wskutek ograniczeń produkcyjnych, zmierzą się ze strategicznym zjawiskiem nadmiernego wysiłku, jeśli konflikt rozprzestrzeni się na scenariusz chiński lub koreański. Ujawnienie rzeczywistych danych o ofiarach — obecnie przemilczanych z powodu utajnienia i współudziału medialnego w tym procederze – nieuchronnie doprowadzi do wewnętrznego kryzysu politycznego, jeśli zostaną one ujawnione.

Rezerwowy status dolara nie zawali się katastrofalnie, ale będzie stopniowo spadać, ponieważ kraje BRICS+ dopełniają walutowe dwustronne umowy, a producenci towarów wymagają płatności złotem lub juanami. Ten proces, który już trwa, przyspieszy w miarę tego, jak monetyzacji amerykańskiego długu nie będzie można zignorować, co spowoduje scenariusz stagflacji, który zniszczył konsensus 1970 roku, ale znacznie poważniejszy tym razem.

Stanąć w prawdzie: tego nie mogą uchwycić dane

Istnieją wymiary cywilizacyjnego kryzysu, które nie nadają się do modelowania ekonometrycznego.

Wyczerpanie kapitału społecznego– erozja zaufania, atomizacja społeczności, podmiana cyfrowych symulacji przez relacje osobowe — osiągnęło poziom, który wyklucza zbiorową reakcję na systemowy stres. Amerykańska ludność zachowuje technologiczną zdolność do koordynacji, ale straciła kulturalną zdolność do zaufania, powodując paradoks hyperconnectivity bez solidarności.

Teoria pokoleniowa, która przewidziała ten moment — w ramach czwartego etapu — sądziła, że kryzys stworzy nowy obywatelski potencjał poprzez wspólne poświęcenie. Fakty wskazują na trajektorię fragmentacji, w której napięcia upadku przyspieszają podział, a nie jedność, dając nie „nowe maksimum”, a długi okres bezkrólewia— stary porządek nie żyje, nowy porządek jeszcze się nie urodził, potwory swobodnie poruszają się w międzyczasie.

Psychologiczne oddziaływanie zrównoważonego strategicznego upadku — to, co historycy nazywają „imperialną melancholią” — zapoczątkowało politykę kompensujących fantazji, w której innowacje technologiczne (sztuczna inteligencja, kryptowaluta, kosmiczna kolonizacja) służą psychologicznej ochronie od uznania materialnej redukcji. Miliardy zainwestowane w „centrum przetwarzania danych”, które funkcjonują jako infrastruktura obserwacji, monety-memy, wyciągające wartość od inwestorów detalicznych, projekty „inteligentnych miast”, śledzących ludność, – stanowią nie postęp, a kult cargo, magiczne myślenie w technologicznej masce.

Biologiczny aspekt kryzysu — spadek liczby urodzeń, spadek poziomu testosteronu, epidemiczny poziom zależności od leków psychiatrycznych, tajemnicza nadmierna śmiertelność, udokumentowane przez ubezpieczeniowych aktywistów, ale media nie chcą prowadzić dochodzeń, — zakłada, że ludność zbyt fizycznie i poznawczo idzie na kompromis, niezdolna do zorganizowania zbiorowej odpowiedzi, jaką wcześniej wywoływał historyczny kryzys. Program „wielkiego resetu” – czy to spisek, czy strategia – jest uznaniem przez elity tego, że istniejącej ludności nie da się uratować, zarządzać można tylko poprzez jej zmniejszenie — to maltuzjańska kalkulacja, która nie śmie wymówić nazwiska jej autora, ale tak właśnie prowadzi politykę.

Wniosek: Długotrwała Sytuacja Awaryjna

Nie zbliżamy się do kryzysu. Jesteśmy w jego środku. Czwarta odsłona globalnej wojny – to nie jest możliwość w przyszłości, a obecna rzeczywistość, która pochłania kapitał instytucjonalny zgromadzony przez ponad osiemdziesiąt lat amerykańskiej hegemonii, z prędkością, która uniemożliwia jego odbudowę. Dług nie może być zwrócony. Imperium nie da się utrzymać. Umowa społeczna nie może być przywrócona. To nie są defetystyczne twierdzenia, a empiryczne obserwacje, potwierdzone danymi Skarbu Państwa, prognozami CBO i widoczną degradacją infrastruktury, edukacji i zdrowia publicznego, które otaczają każdego, kto chce zobaczyć.

Pozostaje pytanie o długość i kształt. Kryzys lat 1930-1940 został zażegnany przez siedemnaście lat w wyniku wojny totalnej i tworzenia nowych ram instytucjonalnych. Obecny kryzys, przyśpieszany przez awarie technologiczne i finansowe złożoności, może trwać dłużej lub zostać zredukowany nagle w wyniku katastrofalnych awarii (wymiana ciosami nuklearnymi, pandemia, upadek systemu energetycznego) – wówczas ich długość nie ma znaczenia.

Jednostkowa odpowiedź na kryzys systemowy nie może odwrócić globalnych trendów, ale może przygotować dla rozwiązań systemowych. Przebudowa lokalnych zdolności produkcyjnych – produkcja żywności, produkcja energii, zapewnienie bezpieczeństwa, kantor wymiany walut, stanowi jedyne dostępne narzędzie do ochrony przed instytucjonalnym upadkiem.

Model amiszów, przez długi czas odrzucany jako anachronizm, objawia się jako strategia adaptacyjna: technologiczna selektywność, parking samowystarczalność, religijna jedność i geograficzny rozrzut zapewniają stabilność, której scentralizowane systemy nie mogą utrzymać w warunkach stresu.

Polityczne pytanie — czy można uratować republikę, czy można przywrócić Konstytucję, czy można wykryć i pokonać zewnętrznych i wewnętrznych wrogów — może być niewłaściwym pytaniem. Właściwe pytanie polega na tym czy można utrzymać społeczeństwo obywatelskie w okresie przejściowym, czy można utrzymać umiejętności i sieci zaufania, niezbędne do koordynacji po upadku, i czy ludzka zdolność do godności i moralnego wyboru przeżyje upokorzenie imperialnego upadku.

Thomas Paine napisał, że to czasy, które doświadczają dusze ludzi. On nie obiecał zwycięstwa. Obiecał, że im cięższy konflikt, tym bardziej chwalebne będzie zwycięstwo. Ale Paine pisał w momencie, gdy amerykańska ludność zachowała zdolność do rządzenia i wolę do zbiorowego poświęcenia. Czy te cechy utrzymały się w wystarczającym stężeniu, aby wywołać „nowy wzrost” w warunkach obecnego kryzysu, pozostaje otwartym pytaniem naszych czasów — na które odpowiedzą nie analitycy, a wyłaniające się zachowanie milionów ludzi, w konfrontacji z niszczeniem wszystkiego, co uważali za stałe.

Przyszła zima. Rozpoczęła się długa noc. I saeculum, w obojętności do ludzkich preferencji, kontynuuje swoje nieubłagane obroty.

Zniewolone słowa

Zniewolone słowa

4. sierpnia 2026 Marek Wojcik

world-scam/zniewolone-slowa

Gdzie emocje zastępują rzeczowe argumenty – tam dyskusja już dawno umarła. Taka sentencja przyszła mi na myśl, kiedy zastanawiałem się nad wstępem do dzisiejszego artykułu. Jeszcze w lipcu – dokładnie 23.07.2026 r. – na brownstone.org opublikowano artykuł: Przyszłość wolności słowa. Jest to link do polskiej wersji językowej tego artykułu, więc jest jednocześnie źródłem.

Wolność słowa jest integralnym aspektem autentycznej wolności, zakorzenionej w typowo ludzkiej zdolności do trwania przy prawdzie poprzez perswazję, a nie narzucanie. Choć prawda jest obiektywna i niezależna od poznającego podmiotu, może być przez niego przyjęta jedynie w sposób wolny.

Możemy to zestawić z wątłą ideą wolności jako jedynie pragmatycznego środka do „dogadania się” w pluralistycznym społeczeństwie, w którym zakładamy, że prawda jest praktycznie nieosiągalna. W tej wątłej formie liberalizmu, gdy przestaje ona wydawać się optymalnym empirycznym rozwiązaniem dla utrzymania społecznej życzliwości lub stabilności, wolność słowa zostanie łatwo porzucona. Obserwowaliśmy tę dynamikę w społeczeństwach zachodnich w ciągu ostatniej dekady, gdzie elity często twierdzą, że cenzura jest niezbędna do „ochrony demokracji” przed populistycznym motłochem.

Walka z wolnością słowa nie pojawiła się we współczesnym nam czasach. Wystarczy podać przykład Sokratesa skazanego w 399 roku p.n.e. przez ateński sąd ludowy na śmierć za „bezbożność” i „deprawowanie młodzieży”.

Cenzura nie jest jedynie zakazem – jest techniką unicestwienia Słowa, a więc zamachem na samo źródło kultury i ciągłość wspólnoty. Gdy słowo zostaje wymazane, nie znika tylko tekst – znika możliwość, by wspólnota zobaczyła siebie w innym świetle. Znika alternatywa. Znika droga. Cenzura to amputacja pamięci, po której zostaje nie rana, ale pustka, w której człowiek rodzi się i żyje, nie wiedząc, że coś zostało mu zabrane. Źródło.

Cenzura nie boli. Przynajmniej nie od razu. To jak szczepionka… długoterminowe skutki mogą być straszne”.
Stefan Magnet, szef AUF1, o uchwalonej kontroli czatów.

Każdy człowiek na Ziemi tworzy swój własny świat oparty na doświadczeniach, obserwacji a czasem nawet na własnych przemyśleniach. Dlatego tak trudno jest nieraz dojść do konsensu ludziom żyjącym w tej samej epoce i na tym samym świecie. Tak widzianych światów jest tyle, co ludzi na naszej planecie, czyli około 8 miliardów. Właśnie cenzura jest odpowiednią metodą, by „właściwie” kształtować te światy, a najważniejszym narzędziem jest słowo.

Kiedy znikają z twoich myśli słowa opisujące wolność, przestajesz o tej wolności myśleć i stajesz się doskonałym – bo posłusznym – niewolnikiem. Na ich miejsce wskakują slogany propagandowe takie jak: „zrównoważony rozwój”, „walka z terrorem”, „szczepionka na wszystkie problemy” lub ochrona klimatu przed działaniem człowieka.

Nie jest to spontaniczny rozwój świadomości. Jest to dobrze zaplanowana manipulacja, którą dobrze widać na przykładzie w ONZ-owskiej Agendy 2030.

Nie znacie jeszcze tego banknotu?
To najlepszy dowód skuteczności cenzury.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Nieproszeni goście z inicjatywy Izraela

Nieproszeni goście z inicjatywy Izraela

3 sierpnia 2026 Marek Wojcik

world-scam/nieproszeni-goscie-z-inicjatywy-izraela

Inwazja migrantów z Maroka na Hiszpanię jest prawdopodobnie najbardziej ekstrawagancką fałszywą informacją wszech czasów. Według oficjalnej wersji, około 60 000 mężczyzn, głównie w wieku poborowym, 31 lipca najechało hiszpańską Ceutę z zamiarem znalezienia pracy i „zbudowania sobie lepszego życia”.

Oczywistą prawdą jest jednak to, że cały incydent był źle zaaranżowaną slapstickową akcją, mającą na celu osłabienie poparcia dla lewicowego rządu Hiszpanii i jego zagorzałego antysyjonistycznego prezydenta Pedra Sancheza. Markizy stojące za tym żałosnym wodewilem to zwykli podejrzani: Bibi Netanjahu i „mały” Marco Rubio (sprzymierzeni z podatnymi na wpływy przywódcami Maroka), którzy mieli stworzyć fałszywy kryzys, który „dałby Hiszpanii nauczkę”. Jak zapewne pamiętacie, Sanchez ostro krytykował trwającą masakrę Bibiego w Strefie Gazy i uparcie odmawiał Trumpowi pozwolenia na wykorzystanie hiszpańskich baz wojskowych do transportu amunicji i bombowców do Izraela. W odpowiedzi Netanjahu publicznie zagroził Sanchezowi zaledwie kilka tygodni temu w… bandyckiej prezentacji, która jest nadal dostępna na X.

Powyższy cytat pochodzi z sobotniego artykułu na unz.com: Najgłupsze operacje psychologiczne wszech czasów? Źródło.

Około 50 tysięcy młodych mężczyzn przedostało się do hiszpańskiej eksklawy w północnym Maroku – miasteczka Ceuta. Dzięki olbrzymiemu nakładowi pracy udało się kamerzystom niemieckiej telewizji ZDF wyłowić w tym tłumie dwie kobiety i dziwnym trafem właśnie one zostały pokazane wiernym mainstreamowi telewidzom w Niemczech.

Jedynie wyjątkowi złośliwcy mogliby nazwać tę scenę ustawką. To są przecież odważne bojowniczki o wolność dla Europy.
Źródło: Telegram 31.07.2026 r. 11:01.

To są przecież szukający lepszego życia emigranci z Afryki. Część z nich pewnie tak, jakkolwiek wszyscy zostali przywiezieni pod hiszpańską granicę przez organizacje, dla którym ich „lepsze życie” to jedynie wygodne hasło. Hasło propagowane przez zaprzedane globalisto rządy większości krajów europejskich oraz Izraela. Maroko zostało wykorzystane jako dogodne narzędzie do tej kolejnej inwazji.

Zaproszeni przez Netanjahu do Hiszpanii goście wprowadzają nowe porządki.
Źródło: Telegram 02.08.2026 r. 22:27.

Wcale nie uważam, że wszyscy mieszkańcy Afryki są agresywni. A już na pewno trudno byłoby znaleźć wśród nich kanibali. Mamy przecież własny przykład kanibalizmu wyśpiewanego w piosence Andrzeja Rosiewicza – Dobry apetyt.

Wysoki sądzie, przyznać wypada,
Owszem zeznaję, zjadłem sąsiada.
Lecz grzech odpuszczam w sumieniu własnym,
Bo sąsiad mój był strasznie żylasty.
Żeby sądowi wyrok uprościć,
Ja powiem krótko, no skóra i kości.
Podczas konsumpcji ogromna męka,
On już ma spokój, mnie boli szczęka.

Prowincja Malampa, wyspa Malekula, Vanuatu/Pacyfik. Jedzenie ludzi szkodzi zdrowiu!
„Ryzykujesz infekcje, dlatego kanibalizm jest tabu”.
Autor: Elena Dusi

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Jak Teheran interpretuje zmianę decyzji Trumpa. 10 do 1.

depositphotos.com

Ekskluzywne: Jak Teheran interpretuje zmianę decyzji Trumpa

Pepe Escobar

Rzadko kiedy było to tak oczywiste jak teraz: irańskie władze nie interpretują wycofania wojsk Trumpa w sobotni wieczór („Bramy piekieł”) jako otwarcia na „porozumienie”, lecz jako jednoznaczne potwierdzenie, że administracja Trumpa osiągnęła granice swoich wpływów.

Po tym zwrocie Teheran nie osłabił swojej pozycji, wręcz przeciwnie – znacząco ją wzmocnił.

Już w niedzielę irański minister spraw zagranicznych Abbas Araghchi poinformował pakistańskiego marszałka polowego Asima Munira w długiej rozmowie telefonicznej, ponieważ źródła wywiadowcze przekazywały informacje wyłącznie do Protokołu Przejściowego, przekazując jednoznaczną ocenę nowego strategicznego układu sił.

Araghchi dał jasno do zrozumienia, że ​​zmiana stanowiska nie zostanie zinterpretowana w Teheranie jako dyplomatyczne ustępstwo z pozycji siły. Następnie przekazał Waszyngtonowi trzy kluczowe przesłania za pośrednictwem Munira:

  1. Teheran w żadnym wypadku nie odstąpi od kolejności negocjacji określonej w porozumieniu.
  2. Każdy atak USA na irańską infrastrukturę energetyczną wywoła odwet w stosunku 10 do 1 wobec partnerów z Rady Współpracy Zatoki Perskiej (GCC) w ramach „Imperium Piractwa”. Ponownie: 10 do 1. Do niedawna stosunek ten wynosił 2 do 1 .
  3. Według przywódców politycznych w Teheranie, Trump nie ma żadnego realnego wyjścia z sytuacji, ani militarnego, ani politycznego – poza bardziej kompleksowym wycofaniem się Amerykanów z Azji Zachodniej.

Munir – który może kontaktować się bezpośrednio z Trumpem i vice versa – osobiście przekazał to irańskie ostrzeżenie prezydentowi USA. To konkretna, wymierna formuła odstraszająca, mająca na celu uczynienie regionalnych konsekwencji kolejnego amerykańskiego ataku jednoznacznymi i nieodwracalnymi.

Saudyjski następca tronu Mohammed bin Salman (MbS) mógł przekonać Trumpa do zmiany decyzji za pomocą osobistej rozmowy telefonicznej, po tym jak wcześniej irańscy przywódcy zadzwonili do niego i wysłali mu listę obiektów Aramco, które miały zostać zniszczone w odpowiedzi na amerykański atak.

MbS doskonale zdaje sobie sprawę, że Azja Zachodnia jako całość ma bardzo ograniczone możliwości obrony powietrznej. To było częścią dyskusji. Jednak jeszcze bardziej przekonujące mogło być przypomnienie przez MbS-a o możliwości polegania przez Trumpa na sprzedaży dużych ilości amerykańskich obligacji skarbowych i akcji w przypadku poważnych zniszczeń wojennych, aby pokryć koszty.

Efektem końcowym było – po raz kolejny – TACO .

Profesor ekonomii Steve Hanke z Uniwersytetu Johnsa Hopkinsa poszedł jeszcze dalej, wyjaśniając, że rynki obligacji już uwzględniały ten rozwój sytuacji. Rentowność dziesięcioletnich amerykańskich obligacji skarbowych rosła z powodu potrójnego obciążenia: inflacji, ceł Trumpa i samej wojny.

Wyprzedaż akcji Arabii Saudyjskiej na dużą skalę – w połączeniu z wyprzedażą akcji Chin – spowodowałaby eksplozję zysków. Hanke szacuje całkowity koszt wojny na około bilion dolarów amerykańskich , stosując metodę opracowaną przez Uniwersytet Browna, która mnoży pierwotne szacunki Pentagonu przez współczynnik 25.

Silniejsza pozycja oparta na twardych faktach

Równoległe wydarzenia militarne i dyplomatyczne dodatkowo wzmacniają tę ocenę.

Według pakistańskich źródeł wywiadowczych, Iran, przy tajnym pakistańskim wsparciu wojskowo-technicznym, zakończył instalację ulepszeń chińskiego systemu nawigacji satelitarnej BeiDou . Komponenty te dostarczono w zeszłą niedzielę – wcześniej niż pierwotnie planowano – przez port Gwadar nad Morzem Arabskim, strategiczny punkt końcowy chińsko-pakistańskiego korytarza gospodarczego (CPEC), a następnie drogą lądową do Iranu przez korytarz Gwadar-Gabd.

Modernizacje te znacząco poprawiają celność Iranu, odporność na walkę elektroniczną oraz bezpieczeństwo łączności. Wszystkie systemy zostały już w pełni zintegrowane z irańską architekturą aktywnego odstraszania.

Dzięki technologii BeiDou zapobiegającej zakłóceniom, szyfrowanej strukturze sygnału wojskowego i bezpiecznej dwukierunkowej komunikacji, podatność Iranu na amerykańskie środki zagłuszające praktycznie znika.

Jakby tego było mało, pakistańskie źródła wywiadowcze potwierdziły później zupełnie nieoczekiwany rozwój wydarzeń.

To nie kto inny, jak prezydent Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Mohamed bin Zayed (MbZ), jedyny decydent w kraju, odbył 40-minutową rozmowę telefoniczną z Araghchim. Podczas tej rozmowy Abu Zabi zasygnalizowało gotowość do nawiązania długoterminowych i stabilnych relacji z Teheranem.

Był to pierwszy taki sygnał od wybuchu wojny amerykańsko-izraelskiej 28 lutego.

Araghchi przekazał następnie treść tej rozmowy Asimowi Munirowi.

W niedzielę Araghchi rozmawiał również telefonicznie z tureckim ministrem spraw zagranicznych Hakanem Fidanem. Ponadto, w ciągu niecałych 24 godzin, dwukrotnie rozmawiał z saudyjskim ministrem spraw zagranicznych, księciem Faisalem, który nagle zmienił kurs po saudyjskich nalotach na Irak i opowiedział się za całkowitą deeskalacją.

Najważniejszym wnioskiem płynącym z tej serii rozmów telefonicznych jest to, że Teheran rozszerza swoje wpływy maksymalnie właśnie w chwili, gdy Waszyngton wydaje się zdezorientowany i niepewny.

Tak zwany pakistański kanał mediacji mógłby ponownie odegrać rolę. Co jednak kluczowe, Teheran korzysta teraz z tego kanału z pozycji pewności siebie, wzmocnionych zdolności militarnych i strategicznej determinacji.

Powtórzmy: to nie jest klasyczna deeskalacja. To strategiczna pauza. Irańskie władze w dużej mierze zgadzają się, że obecnie mają silniejszą pozycję.

Ocena ta opiera się na szeregu trzeźwych faktów.

Według irańskich szacunków, USA ponoszą niemożliwe do utrzymania straty. Trump i jego najbliższe otoczenie znajdują się pod znaczną presją rosnących cen ropy naftowej, wewnętrznych obciążeń politycznych, nadmiernej ekspansji militarnej oraz regionalnych sojuszników i wasali, którzy obawiają się odwetu ze strony Iranu.

Porządek negocjacyjny Iranu pozostaje niezmieniony. Chiny – a także Rosja – znacząco wzmocniły potencjał odstraszania Iranu. Jednocześnie państwa Zatoki Perskiej coraz częściej dążą do zawarcia własnych porozumień z Teheranem.

W ramach nowej regionalnej architektury władzy problem nie polega zatem na tym, że negocjacje zakończą się fiaskiem, ponieważ Iran czuje się osłabiony. Teheran jest raczej przekonany, że obecnie ma przewagę i zamierza ją powiększyć, zanim Waszyngton potencjalnie odzyska inicjatywę.

Wyjaśnia to również, dlaczego czołowi członkowie Najwyższej Rady Bezpieczeństwa Narodowego (SNSC) i irańscy parlamentarzyści wielokrotnie ostrzegają, że Teheran może zaostrzyć wojnę, jeśli amerykańska polityka „maksymalnej presji” będzie kontynuowana.

Nowością jest wprowadzenie jeszcze bardziej niebezpiecznego, niemal automatycznego poziomu eskalacji.

Atak na pojedynczy irański obiekt energetyczny mógłby w przyszłości wywołać ataki odwetowe na wiele obiektów w różnych krajach, co mogłoby doprowadzić do poważnego regionalnego kryzysu energetycznego w ciągu kilku godzin.

Przyzwyczaj się do proporcji 10 do 1.

W praktyce Iran i Cieśnina Ormuz stały się osobistym kryzysem sueskim Trumpa – kryzysem, który sam stworzył dla USA.

Wśród irańskich decydentów i pakistańskich mediatorów przeważa obecnie przekonanie: „On nie ma wyjścia”.

Z ich punktu widzenia tak właśnie wygląda strategiczna porażka.

Wycofanie się wojsk definitywnie ustanowiłoby Iran wiodącą potęgą w Azji Zachodniej.

Nowe bombardowania natychmiast wywołałyby globalny kryzys energetyczny.

Opóźnienie konfliktu – po wyczerpaniu amerykańskich strategicznych rezerw ropy naftowej (SPR) – doprowadziłoby do gwałtownego wzrostu cen ropy.

Nic nie odwiedzie Teheranu od odejścia od ustalonego porządku negocjacji, jeśli rozmowy zostaną wznowione:

Po pierwsze, Cieśnina Ormuz.

Po drugie, zniesienie sankcji i uwolnienie zamrożonych aktywów.

Dopiero wtedy będą mogły odbyć się negocjacje nuklearne.

Rzecznik irańskiego MSZ Esmaeil Baghaei stanowczo zdementował wszelkie pogłoski o rozmowach z Waszyngtonem, które miały rozpocząć się w najbliższy poniedziałek.

Obecnie trwają jedynie negocjacje z Omanem, dotyczące nowego, tymczasowego szlaku żeglugowego przez Cieśninę Ormuz.

Wygląda na to, że celem jest utworzenie jednego szlaku żeglugowego – ani szlakiem północnym przez wody irańskie, ani szlakiem południowym przez wody Omanu.

Jeśli chodzi o amerykańską blokadę – jeden z czynników, który doprowadził do fiaska porozumienia – Teheran jasno daje do zrozumienia, że ​​powrót do porozumienia nastąpi dopiero po całkowitym uwolnieniu zamrożonych aktywów – i zostanie to zrobione z wyprzedzeniem, jeszcze przed szczegółowymi negocjacjami.

Iran mógł zamrozić aktywa o wartości nawet 120 miliardów dolarów , rozproszone po kilku krajach i zablokowane z powodu amerykańskich sankcji.

Prezydent Massud Peseschkian nadal wierzy w porozumienie.

Jednakże stanowisko to w żadnym wypadku nie odzwierciedla opinii większości w Iranie.

Podsumowując, obecna sytuacja wygląda następująco:

Suwerenne państwo, które postrzega siebie jako część ruchu oporu i jest przekonane, że zmusiło przeciwnika do odwrotu, nie ma motywacji, by iść na kompromis – zwłaszcza jeśli jego potencjał militarny stale rośnie, a jego regionalni przeciwnicy szukają dróg ucieczki z obawy przed odwetem.

Nowe ostrzeżenie w stosunku 10 do 1 stanowi nieunikniony czynnik wyzwalający sytuację regionalną:

Jakikolwiek atak Stanów Zjednoczonych lub Izraela na irańską infrastrukturę energetyczną wywołałby natychmiastową i nieproporcjonalną reakcję odwetową skierowaną przeciwko obiektom energetycznym w Zatoce Perskiej – bez względu na ich lokalizację.

Świat będzie potrzebował czasu, aby zrozumieć wszystkie implikacje tego rozwoju sytuacji, gdyż jego potencjalne konsekwencje są niemal niewyobrażalne.

Teheran jest przekonany, że strategiczna równowaga sił zmienia się na jego korzyść i dlatego oficjalnie uznaje całkowite wycofanie USA z Azji Zachodniej za swój własny cel negocjacyjny.

Stan zapasów przed wybuchem wojny w Europie Zachodniej

Stan zapasów przed wybuchem wojny w Europie Zachodniej

2 sierpnia 2026 r. Autorstwa Hansa-Jürgena Geese 

anderweltonline/bestandsaufnahme-vor-dem-offenen-ausbruch-des-krieges-in-westeuropa

Jesienią 1950 roku kanclerz Konrad Adenauer zlecił opracowanie pierwszej tajnej koncepcji przyszłej Bundeswehry (niemieckich federalnych sił zbrojnych). Rezultat, znany jako „Memorandum Himmerod”, jest uważany za dokument założycielski Bundeswehry.

W 1950 roku aż 74% Niemców Zachodnich sprzeciwiało się zbrojeniom. Okres ten można zatem uznać za narodziny niemieckiej demokracji: rząd nie przejmował się wolą ludu i nadal jej nie przejmuje. Nic się pod tym względem nie zmieniło do dziś. Ta tak zwana demokracja nie miała i nie ma praktycznie nic wspólnego z prawdziwą demokracją.

Stare łacińskie przysłowie ma tu zastosowanie: „Mundus vult decipi, ergo decipiatur”. Innymi słowy: „Świat chce być oszukiwany, więc niech będzie oszukiwany”. Kto odważy się spojrzeć często nieprzyjemnej prawdzie w oczy? A media są chętnymi wspólnikami w tej grze oszustwa.

Niemiecki pisarz Bertolt Brecht zdawał sobie sprawę z tych wszystkich spostrzeżeń dotyczących natury ludzkiej. Jego skromna nadzieja leżała zatem w mobilizacji elity – elity niemieckich artystów i pisarzy. 26 września 1951 roku skierował do nich ostrzegawczy list otwarty.

Końcowe zdania tego listu stały się sławne: „Wielka Kartagina stoczyła trzy wojny. Nadal była potężna po pierwszej, nadal nadawała się do zamieszkania po drugiej. Po trzeciej już jej nie było”.

Trudno zaprzeczyć tej analogii: Niemcy, podobnie jak wcześniej Kartagina, nie przetrwają trzeciej wojny.

Mimo to, 75 lat później, rząd niemiecki ponownie stoi na krawędzi ryzyka, ryzykując los Niemiec w wojnie, której nie może wygrać. Ale nie o to chodzi. Kraj ma zginąć.

Nie widać żadnych danych procentowych, ale podobno zdecydowana większość Niemców sprzeciwia się działaniom militarnym. Sondaże nie wspominają jednak o tym, że jedynym prawdziwym przeciwnikiem może być Rosja.

Obowiązuje stara łacińska zasada: „Mundes vult decipi, ergo decipiatur”. [„świat chce być oszukiwany, niechże więc będzie oszukiwany”]

Następcy Kartaginy

Kartagina została zniszczona przez Rzymian w 146 roku p.n.e. Od tego czasu wiele niegdyś chwalebnych supermocarstw zniknęło z historii, w tym samo Cesarstwo Rzymskie.

Imperium Brytyjskie było kiedyś tak rozległe, że słońce nigdy tam nie zachodziło, ponieważ obejmowało terytoria na całym świecie.

Ale przenieśmy się dziś do Wielkiej Brytanii, a zobaczymy, co pozostało z niegdyś potężnego imperium: przytułek dla ubogich.

Czy naprawdę na Ziemi zawsze musi istnieć światowe imperium? Co o tym myślisz? Po Brytyjczykach, Amerykanie podjęli wyzwanie, by być lepszymi od Brytyjczyków i być może zapewnić mu przetrwanie co najmniej tysiąca lat.

Ale od zakończenia II wojny światowej w 1945 roku do końca amerykańskiego imperium dzisiaj nie minęło nawet sto lat. Nic dziwnego, że prezydent Stanów Zjednoczonych, niejaki Donald Trump, odmawia uznania tego pozornego upadku i dlatego stanowczo sprzeciwia się jakiemukolwiek uznaniu rzeczywistości. Ale czy Donaldowi się to podoba, czy nie, z 40 bilionami dolarów długu i armią właśnie pokonaną przez kraj rozwijający się, naprawdę trzeba uciec się do potężnych kłamstw, aby pokonać, jeśli nie Iran, to przynajmniej prawdę.

Upadek Ameryki

Twierdzenie, że USA wygrały II wojnę światową, zawsze było grubą przesadą. Rosjanie ponieśli największy ciężar wojny i zasłużyli na lwią część zwycięstwa.

Po II wojnie światowej Rosjanie cieszyli się długim okresem pokoju, jeśli nie uznać stłumienia powstań ludowych w NRD, na Węgrzech i w Czechosłowacji za wojnę. Dopiero w 1979 roku Związek Radziecki rozpoczął zakrojoną na szeroką skalę wojnę agresywną w Afganistanie.

Amerykanie natomiast nie mieli chwili wytchnienia od 1945 roku do dziś: 25 czerwca 1950 roku wybuchła wojna koreańska, a następnie wojny w Wietnamie i innych krajach Azji Południowo-Wschodniej, wojny w Iraku, wojny w Jugosławii, wojna w Afganistanie i tak dalej. Amerykanie jednak nie wygrali ani jednej z tych wojen. Powinno to budzić poważne obawy nie tylko u Amerykanów, ale także u ich sojuszników, zwłaszcza u Niemców.

Ten ważny punkt jest szczególnie istotny dla NATO, ponieważ Stany Zjednoczone pokrywają około 62% wydatków obronnych państw członkowskich NATO. Pytanie brzmi zatem: kto chce mieć za sojusznika notorycznego przegranego?

Klęska USA nad Iranem

Ta wojna jeszcze się nie skończyła. Amerykańskie podejście pozostało niezmienne: bomba, bomba i bomba. A potem: kłamstwo, kłamstwo, kłamstwo. Wierzą, że Irańczycy w końcu się poddadzą. Nadzieja jest zatem siłą napędową tej głupiej strategii – o ile w ogóle można ją nazwać strategią – która zawiera dwa poważne błędy:

Po pierwsze, należy założyć, że Iran nigdy się nie podda, ponieważ Irańczycy przewidzieli, zaakceptowali i przygotowali się na konsekwencje amerykańskiej wojny jeszcze przed jej rozpoczęciem. Irańczycy wolą umrzeć niż się poddać.

Po drugie, Amerykanie powinni byli już zdać sobie sprawę, że ten nowy rodzaj asymetrycznej wojny stosowany przez Irańczyków jest lepszy od ich przestarzałej strategii. Poza użyciem broni jądrowej, Amerykanie mogą jedynie przyznać się do porażki i wycofać się z całego regionu. Ale Donald Trump nie lubi przegrywać, więc gra na czas, licząc na cud. Nie, to nie jest strategia.

Co więcej, Amerykanom po prostu kończy się amunicja. Tymczasem Irańczycy, zgodnie z założeniem długotrwałej wojny, odpowiednio zaopatrzyli się w pociski rakietowe i drony.

Z całego świata Amerykanie musieli sprowadzać amunicję ze swoich baz wojskowych i od sojuszników, głównie do Izraela, aby utrzymać się za wszelką cenę. Niewiele z tych zapasów pozostało.

Związek między wojną w Iranie a wojną na Ukrainie

Znają groźne gesty czołowych postaci NATO wobec Rosji. Przede wszystkim, dowódcy wojskowi Wielkiej Brytanii, Francji i Niemiec głośno zadeklarowali swój sprzeciw wobec wojny. Praktycznie błagają Rosję, żeby poczekała jeszcze kilka lat, a wtedy sprawy naprawdę ruszą.

W rezultacie portfele zamówień firm z branży zbrojeniowej pękają w szwach. Gdyby jednak niemiecki rząd zamówił na przykład od Lockheed Martin więcej myśliwców stealth F-35A lub F-35B, nie stałoby się to w perspektywie krótkoterminowej ani średnioterminowej. Są one w pełni zarezerwowane. Z 35 już zamówionych samolotów, pierwsze nie zostaną dostarczone przed końcem 2027 roku. Bardziej prawdopodobne, że później, ponieważ sami Amerykanie również potrzebują zaopatrzenia. A jak wiadomo, każdy dba o siebie.

Należy zatem trzeźwo przyznać, że kraje NATO po prostu nie mają niezbędnych zdolności do zbudowania poważnej siły militarnej przeciwko Rosji w perspektywie krótkoterminowej i średnioterminowej. Przemysł zbrojeniowy jest własnością prywatną, a zatem napędzany jest przede wszystkim zyskiem. W praktyce oznacza to przewartościowany, w dużej mierze przestarzały sprzęt.

A jeśli rząd federalny zamierza polegać przede wszystkim na przemyśle krajowym, to pozostaje pytanie: jak to osiągnąć, biorąc pod uwagę znaczne luki w dostawach energii i brak mocy produkcyjnych? I skąd mają pochodzić wszystkie pierwiastki ziem rzadkich, bez których nie ma superbroni?

Nie, nie da się po prostu stworzyć armii z niczego.

Zbudowanie naprawdę skutecznej armii zajęłoby co najmniej dziesięć lat. Oprócz sprzętu i amunicji, wymagałoby to oczywiście przede wszystkim odpowiedniej liczby wykwalifikowanych żołnierzy.

Ich istnienie pozostaje wątpliwe. Współczesna młodzież na Zachodzie raczej nie nadaje się do wojny, chyba że rozładowuje napięcie przed ekranem w cyfrowym, wojennym świecie.

W Stanach Zjednoczonych około 77% młodych ludzi zostaje zdyskwalifikowanych ze służby wojskowej z powodu otyłości, zażywania narkotyków, karalności lub problemów zdrowotnych. W Europie sytuacja nie będzie tak dramatyczna. Jednak nawet przy zachętach finansowych (w USA natychmiastowa wypłata 50 000 dolarów po podpisaniu kontraktu), trudno będzie zgromadzić wysoce zmotywowaną armię.

I jeszcze jedno: rosyjscy żołnierze mają ponad czteroletnie doświadczenie bojowe w najsilniejszej armii na świecie, które zdobyli walcząc z drugą najsilniejszą armią na świecie.

Jak myślisz, co się stanie w walce wręcz między żołnierzem rosyjskim a żołnierzem NATO? Żołnierze NATO zostaną całkowicie pokonani. To zajmie tylko tygodnie.

Podsumujmy.

Najważniejszy partner NATO, Stany Zjednoczone Ameryki, obecnie nie dysponują sprzętem wojskowym niezbędnym do prowadzenia długotrwałego konfliktu. To samo dotyczy oczywiście wszystkich pozostałych członków NATO.

Mimo to NATO i rząd niemiecki pozostają optymistycznie nastawione i nadal podejmują działania mające na celu sprowokowanie Rosjan do ataku na któryś z krajów NATO.

Jak dotąd nie przyniosło to skutku. Ale ani ukraińskie, ani NATO nie ustąpią, a zatem będą kontynuować eskalację. To tylko kwestia czasu, zanim Rosjanie po prostu nie będą mogli tego dłużej tolerować, ponieważ szkody, jakie NATO wyrządziło Rosji, są zbyt duże.

Pomimo całej cierpliwości, jaką Władimir Putin wykazał do tej pory, należy założyć, że i jego cierpliwość w końcu się wyczerpie i będzie zmuszony do podjęcia działań na Zachodzie. NATO nawet na to liczy.

Co zrobi NATO w przypadku ataku Rosji?

Obecnie NATO, łącznie z siłami zbrojnymi USA, jest niczym więcej niż niebezpiecznym papierowym tygrysem nastawionym na konwencjonalne działania wojenne.

Jeśli wykluczymy amerykańskie siły zbrojne z równania, NATO okaże się niczym więcej niż żałosnym papierowym tygrysem.

Rosjanie wiedzą o tym wszystkim. Wiele nauczyli się z konfliktu z Ukrainą. Wiele nauczyli się również z konfliktu między Iranem, który wspierają, a USA/Izraelem.

Jeżeli NATO przeceni sytuację względem Rosji, Rosjanie prawdopodobnie postąpią w następujący sposób:

Władimir Putin poinformuje Amerykanów, że Rosjanie zniszczą różne fabryki sprzętu wojskowego w Europie. Amerykanie na to pozwolą. Nie będą gotowi umrzeć za Europę. Amerykanie żywią do Europy jedynie pogardę. Dlaczego? No właśnie?

Następnie Rosjanie poinformują również odpowiednie rządy europejskie o swoich planowanych działaniach. Fabryki będą miały zatem możliwość zapewnienia bezpieczeństwa personelowi. Nie ma już czego bronić.

Następnie rosyjskie rakiety spadną na szereg krajów NATO. Ich zakłady produkcyjne zostaną zniszczone. Jeśli te rzekomo potężne rządy nie zrozumieją przesłania, Rosjanie będą powtarzać te ćwiczenia w kółko.

Z pewnością można założyć, że Rosjanie nie są na tyle głupi, by pozwolić Niemcom na stworzenie poważnej armii, która mogłaby zagrozić ich krajowi. Po prostu o wiele, wiele łatwiej jest zapobiec takiej ewentualności niż stawić czoła konsekwencjom. Pamiętaj: „Lepiej zapobiegać niż leczyć”. Zapytaj swojego dentystę.

To prosty ciąg logiczny. Trzeba jednak założyć, że logika i zdrowy rozsądek nie dadzą rady w analizie dzisiejszych polityków. Ich podejście to irracjonalne zachowanie, którego celem jest zniszczenie Zachodu. Tak, zniszczenie!

Właściwym słowem opisującym takie zachowanie jest samobójstwo.

Aby dokonać tego samobójstwa, Merkel, Scholz i Merz zostali wybrani na kanclerzy. Nie wybrani. Wybrani. I bez względu na to, jak bardzo drodzy obywatele Niemiec starają się to wszystko przejrzeć, nigdy nie zrozumieją, że to wszystko ma prowadzić do samobójstwa. Samobójstwa.

I to naprawdę jest plan? Tak, to jest plan. Otwórz oczy. Pamiętasz?

„Wielka Kartagina stoczyła trzy wojny. Nadal była potężna po pierwszej, nadal nadawała się do zamieszkania po drugiej. Po trzeciej już jej nie było”. Kto by chciał, żeby tak było? Nie uwierzyłbyś mi. 

————

Czy świat potrzebuje muzułmańskich duchownych, którzy sprzeciwią się wojnie? Warto się nad tym zastanowić. W swojej antywojennej powieści „ Szejk” Paul Soldan powierza imamowi gdzieś w najgłębszej Afryce zadanie pokazania młodemu, zwiedzionemu człowiekowi, jak bezsensowna jest wszelka wojna. Że młodzi mężczyźni dają się zwieść aktom wojennym, których nie da się usprawiedliwić w sobie. Choć akcja rozgrywa się w Afryce, zawarte w niej spostrzeżenia odnoszą się do całego świata. Weźmy na przykład Iran, który nikogo nie zaatakował z powodów religijnych, ani nikogo nie atakuje, a jedynie reaguje na ataki i broni się. Czy „chrześcijański” rząd może z nim konkurować? Zwłaszcza pod względem moralnym? Przeczytaj „Szejk” i pamiętaj, że wszyscy chrześcijańscy duchowni powinni postępować jak imam w powieści . Zamów swój egzemplarz bezpośrednio u wydawcy tutaj lub kup go w lokalnej księgarni. To dzieło, które powinien przeczytać każdy młody mężczyzna. Być może wtedy zacznie postępować po „chrześcijańsku”. 

Czy podobał Ci się ten artykuł? Czyż nie imponuje Ci, jak Hans-Jürgen Geese, z drugiego końca świata, tak trafnie analizuje sytuację w Niemczech? Gorąco polecamy lekturę książki tego samego autora. Zatytułowanej „ Wyprzedaż nowozelandzkiego marzenia ” Geese nawiązuje do związku między Nową Zelandią a Niemcami. Jego wnikliwe analizy ujawniają, jak obywatele na całym świecie są uciskani i wykorzystywani, a nawet zniewalani, przez tych samych aktorów, stosujących te same metody. Nie daj się zwieść. To, co Geese tak wyraźnie ujawnia w Nowej Zelandii, dzieje się również w Niemczech. Tylko niełatwo to dostrzec. „ Wyprzedaż nowozelandzkiego marzenia” jest dostępna w księgarniach lub można ją zamówić bezpośrednio u wydawcy tutaj. 

Tutaj możesz przeczytać recenzję tego dzieła: 
anderweltonline/ausverkauf-vom-traum-neuseeland-wie-ein-bluehendes-land-verramscht-wurde

Dlaczego Rosja zamknęła ukraińskie porty. Jakie są tego konsekwencje?

Dlaczego Rosja zamknęła ukraińskie porty

Thomas Röper apolut/warum-russland-die-ukrainischen-hafen-ausgeschaltet-hat

Rosja zamknęła w ostatnich dniach ukraińskie porty. Obecnie ukraińskie porty głębinowe nie są w stanie obsłużyć żadnych statków. Jakie są tego konsekwencje?

Punkt widzenia Thomasa Röpera .

Zajęte opowiadaniem niemieckiej opinii publicznej bajek o rzekomym punkcie zwrotnym w wojnie na Ukrainie, niemieckie media nie informują o tym, że Rosja w ostatnich dniach skutecznie zamknęła ukraińskie porty dalekomorskie. Prawda o tym, co dzieje się obecnie z ukraińskimi portami i jakie są tego konsekwencje, byłaby oczywiście uciążliwa dla niemieckich mediów, które próbują przedstawić opinii publicznej rzekomy zwrot w wojnie na Ukrainie.

W Niemczech doniesienia o tym pojawiły się dopiero, gdy media oskarżyły Rosję o utrudnianie ukraińskiego eksportu zboża poprzez ataki na ukraińskie porty, co rzekomo grozi głodem w Afryce. To jednak nonsens, ponieważ od czasu porozumienia zbożowego z 2022 roku wiadomo , że ukraińskie zboże wcale nie trafia do najbiedniejszych krajów świata, ale przede wszystkim do Europy, Chin i Turcji.

Ponieważ niemieckie media ignorują to, co dzieje się obecnie w ukraińskich portach dalekomorskich, tłumaczę tutaj artykuł TASS na temat rosyjskich ataków i ich konsekwencji dla Ukrainy.

==================================

Cykl morski: Jakie decyzje stawia Kijów przed upadkiem portów?

Pavel Kucharkin omawia sposób, w jaki Europejczycy opuszczają ukraińskie porty i zagrożenie, jakie to stwarza dla gospodarki kraju.

Ukraina nie jest już potęgą morską. Nie żeby kiedykolwiek była „władczynią mórz”, ale lipiec był dla Kijowa katastrofą. Największy przewoźnik kontenerowy, duńska firma Maersk, oficjalnie zakończył działalność w Czarnomorsku (obwód odeski). Wkrótce potem niemiecki gigant logistyczny Hapag-Lloyd ponownie zawiesił działalność morską w regionie, a ukraiński eksporter zboża Kernel zamknął swoje terminale. Ruch w korytarzu Morza Czarnego praktycznie ustał.

Bolesny cios

Aby w pełni zrozumieć konsekwencje załamania się logistyki morskiej dla reżimu w Kijowie, należy przyjrzeć się liczbom. Według Komisji Rolnictwa i Polityki Ziemskiej Rady Najwyższej oraz Administracji Celnej, do 80 procent ukraińskiego eksportu i około 50 procent importu pod względem wartości jest obsługiwanych przez porty. Szlaki morskie są zatem kluczowym elementem ukraińskiej gospodarki. Systematyczne ataki na statki przewożące sprzęt wojskowy i zaplecze logistyczne ukraińskich sił zbrojnych przyniosły nieunikniony skutek: od 22 lipca do żadnego z portów nie wpłynął ani jeden statek. Dla porównania, według Tarasa Wysockiego, ukraińskiego ministra rolnictwa i polityki żywnościowej, w czynnych ukraińskich portach obsługiwano wcześniej około czterech do pięciu statków dziennie.

Brzmi to więcej niż imponująco i przekonująco. To nie jest po prostu logiczna kontynuacja działań rosyjskich sił zbrojnych, ale przede wszystkim reakcja na regularne ataki Kijowa na rosyjską logistykę i statki. Prezydent Rosji Władimir Putin wcześniej wyraźnie ostrzegał, że nasze środki zaradcze będą silniejsze i bardziej dotkliwe, niż wróg mógłby sobie wyobrazić. I dokładnie tak się stało.

Towary strategiczne, takie jak produkty naftowe, węgiel energetyczny i metalurgiczny oraz nawozy mineralne, były wysyłane na Ukrainę przez porty Morza Czarnego. Kijów z kolei eksportował zboże, surowce i metale, generując lwią część swoich wpływów dewizowych i dochodów państwa. Teraz sytuacja reżimu w Kijowie uległa dalszemu pogorszeniu.

Alternatywy bez alternatyw

Maersk przekierował swoje statki do rumuńskiego portu w Konstancy. To przeniosło całą logistykę na Dunaj. Po stronie ukraińskiej Reni jest obecnie punktem przeładunkowym, skąd towary są transportowane statkami do Rumunii. Trasa ta jest trudna, a przede wszystkim niezwykle kosztowna. Transport towarów ciężarówkami jest nieopłacalny, ponieważ dla tych samych ilości wymagane są kolejne kursy. Sytuacja z logistyką kolejową jest jeszcze bardziej niepewna. Nie ma bezpośredniego połączenia kolejowego z Odessy do Reni; trasa przebiega przez Mołdawię. To ślepa uliczka, gdzie, pomimo deklarowanego „europejskości” obu sąsiednich krajów, prawie nic się nie zmieniło od czasu budowy torów w XIX wieku.

Te linie kolejowe nie są zelektryfikowane, dlatego transport towarowy musi być realizowany wyłącznie lokomotywami spalinowymi. Jednak po stronie ukraińskiej występuje również znaczny niedobór lokomotyw spalinowych. Według magazynu kolejowego „Railway Supply”, w styczniu 2022 roku Ukrzaliznycia dysponowała nieco ponad 200 sprawnymi lokomotywami spalinowymi do przewozu towarów na liniach głównych, podczas gdy łączna liczba sprawnych lokomotyw spalinowych wynosiła około 1000. Do tego niedoboru przyczyniły się również rosyjskie siły zbrojne. Tylko od początku 2026 roku Kijów stracił ponad 200 lokomotyw, według Aleksieja Kuleby, wicepremiera Ukrainy ds. odbudowy. Biorąc pod uwagę kluczowe znaczenie lokomotyw spalinowych dla zaopatrzenia ukraińskich sił zbrojnych na froncie, władze w Kijowie będą zmuszone wybierać między transportem wojskowym a zapewnieniem eksportu.

Jednak skierowanie ruchu towarowego do Konstancy nie rozwiązuje nawet problemów czysto ekonomicznych. Z powodu gwałtownego wzrostu stawek frachtowych, globalni handlowcy po prostu odliczają wzrost kosztów transportu od ceny końcowej produktów. W rezultacie ukraińscy rolnicy będą zmuszeni sprzedawać zboże poniżej wartości i po prostu nie będą mieli możliwości odzyskania tych strat. Podczas gdy dostawy zboża w ramach istniejących kontraktów wciąż trwają, nowe zakupy zboża w portach praktycznie ustały. Europa mogłaby pomóc Kijowowi, ale UE nałożyła surowe ograniczenia tranzytowe na ukraińskie zboże i najwyraźniej nie zamierza ich znosić. Nawiasem mówiąc, wszystko to dzieje się w samym środku sezonu żniw.

Reakcja łańcuchowa

W następstwie reakcji łańcuchowej, południowy zakład górniczo-przetwórczy w Krzywym Rogu (obwód dniepropietrowski) również wstrzymał działalność z powodu wstrzymania transportu morskiego. Według komunikatu prasowego firmy z 28 lipca, wydobycie rudy zostało wstrzymane, a ogólna wielkość produkcji uległa zmniejszeniu. W związku z tym szwajcarska firma Ferrexpo całkowicie wstrzymała eksport rudy żelaza z Ukrainy przez Morze Czarne. Ferrexpo kontroluje ważne zakłady górniczo-przetwórcze w Połtawie i Jeristowskim, które produkują wysokiej jakości surowce do produkcji stali bezkoksowej. W rezultacie prezes zarządu zakładu górniczo-przetwórczego w Połtawie oficjalnie ogłosił, że firma całkowicie wstrzyma działalność z dniem 3 sierpnia z powodu deficytu finansowego i blokady portu.

Straty dla ukraińskiej gospodarki sięgają już miliardów dolarów, zamieniając i tak już obciążony deficytem budżet państwa w ziejącą czarną dziurę. Ponieważ głównymi źródłami dochodów Kijowa są żebractwo, eksport surowców, metalurgia i rolnictwo, Zełenski będzie oczywiście próbował zrekompensować te straty, ponawiając apele (i uciekając się do upokarzających metod) o pomoc finansową. Jednak pozyskiwanie funduszy z UE (nie wspominając o USA) staje się coraz trudniejsze, ponieważ przepływy finansowe wyraźnie wysychają, a pozostałe fundusze są niemal w całości pochłaniane przez wydatki wojskowe.

W ciągu zaledwie jednego tygodnia skutki rosyjskich ataków odwetowych dotknęły nie tylko ukraińskie porty, ale także duże europejskie firmy i samą europejską elitę polityczną, dla której problemy dramatycznie się pogorszyły.

Ukraina stoi w obliczu drastycznego i gwałtownego wzrostu cen wszystkich kategorii produktów, a zwłaszcza towarów transportowanych drogą morską – od produktów naftowych po części zamienne. Doprowadzi to do niekontrolowanego wzrostu cen i gwałtownego wzrostu inflacji w kraju, który staje się coraz bardziej zubożały.

Wniosek

Zakłócenie logistyki morskiej będzie miało bezpośredni wpływ na pozycję ukraińskich sił zbrojnych na linii frontu, a w dłuższej perspektywie również na gospodarkę. Kijów niewątpliwie dołoży wszelkich starań, aby eksportować jak najwięcej produktów alternatywnymi szlakami przez porty Reni i Ismail do Konstancy w Rumunii, wykorzystując logistykę dunajską.

Jednak ta alternatywna trasa napotyka na znaczne ograniczenia fizyczne i infrastrukturalne. Nawet przy maksymalnym wykorzystaniu, klaster dunajski nie zrekompensuje utraty portów dalekomorskich w Odessie, Czernomorsku i Jużnym. Głębokość Dunaju i stan techniczny nabrzeży w Reni po prostu nie pozwalają na obsługę dużych statków oceanicznych klasy Panamax. Ładunek musi być przeładowywany na mniejsze jednostki śródlądowe, co wydłuża łańcuch logistyczny i zwiększa koszty.

Do trudności dokłada się kolejny cios: Z powodu wyjątkowej suszy Dunaj odnotował rekordowo niski poziom wody na całej swojej długości. Krytyczny spadek poziomu wody w Rumunii i Serbii uniemożliwia pełne załadowanie barek, skutecznie paraliżując ten szlak.

Co więcej, infrastruktura portowa w Izmaiłu i Reni, a także kluczowy most w Zatoce i węzły kolejowe na granicach z Rumunią i Mołdawią, były już kilkukrotnie atakowane przez siły rosyjskie z powodu ich militarnego wykorzystania. Nie ma wątpliwości, że szlak dunajski i jego przejścia graniczne są naszym kolejnym celem. Uważam, że systematyczna demilitaryzacja szlaków transportowych reżimu kijowskiego będzie kontynuowana, aż do całkowitego wyczerpania ich potencjału eksportowego i logistycznego.

+++

Artykuł ten został opublikowany po raz pierwszy 01.08.2026 na stronie anti-spiegel.ru .

+++

Dziękujemy autorowi za udzielenie zgody na publikację tego artykułu.

+++

Zdjęcie: Obsługa kontenerowców w porcie głębokowodnym.
Źródło zdjęcia: Retaliatory strikes / shutterstock

Applebaum i Jabłoński a dylematy Polski wobec Ukrainy i Rosji

Bratkiewicz: Applebaum i Jabłoński

W poglądach protagonistów, których los obdarzył powyższymi nazwiskami, skotłowały się sprawy strategiczne dla polskiej polityki w odniesieniu do Rosji i Ukrainy. Poglądy owe uchodzą za kwintesencję patriotyzmu polskiego i nakazują odwet na Rosji – gdziekolwiek i jakkolwiek – za dziejową przegraną Rzeczpospolitej w XVIII, XIX i XX wieku.

Żeby imperatyw ów uprościć tak, aby pojęła go młodzież patriotyczna – to chodzi w nim, młodzi przyjaciele, o to, żeby „dojebać Ruskim”. Nad uklepywaniem tego imperatywu pracowały pokoleniami polskie szkoły i komplety podziemne, uczelnie oficjalne i latające uniwersytety oraz mozoliły się generacje patriotycznych rodzin przy wbijaniu do głów swych pociech wrogości do Moskala in saecula saeculorum. Imperatyw ten iście przynależy do kategorii komunałów, stereotypów po prostu – czyli jest najtwardszym pierwiastkiem na „kulturowej tablicy Mendelejewa”.

Widać okiem nieuzbrojonym, jak odradza się POPiS-owa dwójjednia na tle stosunku do Rosji i Ukrainy i łożyskuje ów antyrosyjski nakaz patriotyczny. Teraz Ukraina postrzegana jest przez naszych rusofobów jako dawny kozacki sojusznik w chwalebnych wyprawach na Moskwę onego czasu. Sojusznik, który podporządkowywał się polskiej zwierzchności. Ukraina stała się ikonicznym atrybutem tego hulajgrodu, który nasi prometeiści i jagielloniści chwacko wypychają przeciw Rosji i na jej pohybel. Na szczycie zaś tej machiny widać wiele celebryckich twarzy, tak z PiS-u, jak i z PO.

Znamienny przypadek platformerskiego myślenia o Rosji i Ukrainie przedstawia Anne Applebaum, publicystka amerykańsko-polska, żona Radosława Sikorskiego. Politycznie wychowana na doktrynie amerykańskiego antysowietyzmu lat reaganowskich, talenty swe poświęciła obnażaniu zbrodni sowieckich. Jej stosunek do Federacji Rosyjskiej także osadza się mentalnie na antysowietyzmie, co w latach 90. usprawiedliwiały  machinacje władz jelcynowskich, np. próby pokrzyżowania planów rozszerzenia NATO na wschód.

Szczególne jednak rozeźlił panią Applebaum nowy od 1999 r. przywódca Rosji, Władimir Putin, dawny funkcjonariusz KGB. Już od pierwszych lat naszego stulecia promowała inwektywę „putinizm”, choć w latach 2008-2010 stosunki polsko-rosyjskie rozwijały się nader pomyślnie, w czym była duża zasługa jej małżonka. Jednak gdy zadymiły w 2014 r. pierwsze wulkany skonfliktowania między Ukrainą a Rosją, Anne Applebaum otwarcie stanęła w szranki przeciw imperializmowi rosyjskiemu. I napisała do amerykańskiego periodyku „The Atlantic” artykuł, który znamiennie zatytułowała Ukraina tak naprawdę potrzebuje nacjonalizmu (Nationalism Is Exactly What Ukraine Needs). Ilustrując swą wyjściową tezę, panegirycznie przywołała m.in. banderowskie salutowanie: „Chwała Ukrainie ! Bohaterom chwała !”.

Chwalba względem Ukrainy w piśmiennictwie pani Applebaum syci się przede „troską pierwszoplanową, żeby powstrzymać rosyjski imperializm”. Wypasa się więc na jej wrogości do Putina, a zatem do Rosji – skoro wypromowała takiego tyrana. Autorka nagradzanych tu i ówdzie książek o Gułagu i o wygłodzeniu Ukrainy dostrzega za tymi zbrodniami barbarzyński i niepojęty świat zsowietyzowanego Rosjanina, który wspierał Stalina, a dziś głosuje na Putina. Ale to tylko połowa drogi do zrozumienia Rosji, i nikt uczciwy oraz inteligentny nie poprzestałby na tym.

Bez wątpienia, ponad 100 lat temu bolszewicy wykoleili Rosję, która naówczas od dwóch przynajmniej dekad milowymi krokami zbliżała się do swej potęgi gospodarczej, nade wszystko zaś utrwalała swoją europejską tożsamość. Toteż obecnie musi rodzić się pytanie, co robić, jak postępować z taką zwichrowaną dziejowo Rosją ?

Przez kolejne dziesięciolecia od 1991 roku polska polityka zagraniczna kierowała się aksjomatem: żadnej taryfy ulgowej dla Rosji, niech kaja się za zbrodnie sowieckie i podąża ślepo za dyrektywami Zachodu. Kiedy UE i Rosja usiłowały zbudować ambitną platformę partnerstwa na rzecz modernizacji, jej konstruowanie szło mozolnie pod wpływem takich nastawień, choć i rosyjska pasywność odegrała w tym niechlubną rolę. A partnerstwo to zawaliło się wraz kompromisem kijowskim z lutego 2014 r., który przeistoczył się w pokojowy zamach stanu w wykonaniu opozycji majdanowej. Trzej weimarscy ministrowie SZ, którzy przyczynili się do tego kompromisu, w efekcie rozbudzili niczym uczniowie czarnoksiężnika – chociaż zdawali się na kompetencje Radosława Sikorskiego jako speca, w ich pojęciu, od Wschodu – złe moce, których potem nie byli w stanie poskromić. I które uzłowieszczyły się w postaci przewlekłej wojny rosyjsko-ukraińskiej, od 2022 r. toczącej się w pełnej skali.

Anne Applebaum zapewne uważa, iż dosiada pegaza lotności sowietologicznej, ale ten nadziemski galop pozostaje w nader powierzchowniej, niepogłębionej relacji do materii socjokulturowej w Rosji i Ukrainie. Chociażby takich jej aspektów, że w Rosji jej imperialną wielkość ludzie rosyjscy uważają za pokłosie dziejowego mozołu i krwi, przez wieki hojnie szafowanej i wniesionej w ofierze za poczucie wybrańczości i majestatu historycznego. Na tym osadza się oś rosyjskiego systemu wartości. I rzeczy te należy uwzględniać – ale oczywiście nie korzyć się przed nimi – w polityce wobec Rosji, jeśli chcemy, żeby była konstruktywna.

Pani Applebaum swoją narrację o Rosji kleci z płytkich kalek amerykańskiej sowietologii pośledniego typu, którym daleko do wyżyn analizy kulturowo-historycznej, jaką uprawiał Richard Pipes. A już płycizny badawczej i politycznej dowodzi fakt, że jako czynnik państwotwórczy dla Ukrainy Anne Applebaum rekomenduje ukraiński nacjonalizm, który w XX wieku przyjął postać bestialską.  Zważywszy na postępującą banderyzację Ukrainy, rekomendacja pani Applebaum przypomina kreacjonistyczną pasję rabina z Pragi, Jehudy Löw ben Becalela, który stworzył Golema dla własnej obrony, aliści monstrum rychło poczęło atakować wszystkich naokoło.

Paweł Jabłoński, poseł PiS-u, były wiceminister spraw zagranicznych, to postać, która swą znajomością Wschodu i w ogóle inteligencją odstaje od Anne Applebaum przynajmniej o jedno okrążenie stadionu. Z ochłapami jego wiedzy i rozumienia Wschodu można się było zapoznać w programie Warzecha Contra kilka tygodni temu. Poseł Jabłolnski zademonstrował w nim podejście do Rosji i Ukrainy proste jak konstrukcja cepa. „Ja Rosję definiuję jako wroga Polski, Ukrainę jako rywala Polski, w niektórych kwestiach, w innych jako partnera” – oznajmił wszem wobec tuz pisowskiej dyplomacji. A czasy mamy trudne, albowiem „dzisiaj administracja USA mówi to, co myśli bardzo wielu przywódców państw zachodniej Europy. Oni bardzo chcą, przebierają nogami do nowego resetu z Rosją. Wielu polityków w zachodniej Europie, uzależnionych też od swoich przemysłowców, którzy znów chcą kupować tani rosyjski gaz, ropę, dąży zakulisowo do tego, żeby się z Rosją dogadać. (…) Reset z Rosją i uznanie jakichkolwiek zdobyczy terytorialnych Rosji może spowodować – i jest to niestety bardzo prawdopodobne – że Rosja uzna to za swoje zwycięstwo. W związku z tym będzie wyciągała z tego jedyny logiczny wniosek – że za kilka lat, a może kilkanaście miesięcy, warto rozpocząć kolejną wojnę, może znów uda się zdobyć jakieś terytoria”. Słowem – rozpacz, Finis Poloniae.

Żeby Jabłoński, a może Kaczyński, nie musiał wykrzyczeć tego tragicznego zawołania Kościuszki pod Maciejowicami, należy dokładać starań politycznych i dyplomatycznych, iżby wojna rosyjsko-ukraińska trwała jak najdłużej. Zabiegać o to należy u Trumpa, który – jak wiadomo – za pierwszej kadencji umiłował PiS, za drugiej zaś nosi na odwrocie kieszonkowego lusterka podobiznę Nawrockiego w stroju boksera. „Jeśli chcemy, aby polityka amerykańska wyglądała inaczej, to oni muszą poznać nasze argumenty” – przenikliwie i dalekowzrocznie zauważa poseł Jabłoński, wierząc głęboko, że argumentacją PiS-u Trump zaczytuje się już podczas śniadania, a Departament Stanu analizuje ją przez kolejne pół dnia.

Jabłoński ucieleśnia typową dla parweniuszy z PiS-u nadgorliwość w upowszechnianiu pisowskiej politgramoty, z tupetem i bez zahamowań. Uwidoczniło się to w trakcie rozmowy z redaktorem Warzechą, który skądinąd pokazał wysoką klasę i dyplomatyczne opanowanie, zmagając się słownie z trajkocącym kauzyperdą z PiS-u. To, co w programie Warzecha Contra wyjęzyczył Jabłoński to banalne kuplety, które prowadzą tylko do klęski w polityce na kierunku wschodnim. Zaś Anne Applebaum wysłowiła praktycznie – choć bardziej finezyjnie – to wszystko, co zbiega się z wysiłkiem myślowym posła Jabłońskiego: „byle do…ać Rosji”.

Prof. Jarosław Bratkiewicz

Myśl Polska, nr 31-32 (2-9.08.2026)

Morawiecki – symbol globalizmu i mistrz zwodzenia

Morawiecki – symbol globalizmu i mistrz zwodzenia

Zygmunt Białas

W 26-minutowym podcaście zatytułowanym „Globalistyczny grill u Mateusza Morawieckiego”  omawia prof. Adam Wielomski   program nowego ugrupowania Polska Plus – zwanego przez ‚złośliwców’ Pluskwą – na tle działania byłego premiera:

https://youtube.com/watch?v=G3jYPxcGrkg%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl%26autohide%3D2%26wmode%3Dtransparent

Spotkanie członków powstającej partii i sympatyków odbyło się na warszawskiej Pradze, na tzw. Szmulowiźnie (dlaczego akurat tam? – pyta profesor). A. Wielomski nie kryje swego krytycznego nastawienia do M. Morawieckiego, który kojarzy się z covidianizmem, namordnikami, szczepionkami, terrorem policyjnym wobec wątpiących w covida, z bezapelacyjnym poparciem kijowskiego reżimu [no i z roztrwonieniem uzbrojenia polskiej armii – przypis ZB].

Kojarzy się z beztroskim wpuszczeniem do Polski paru milionów Ukraińców i setek tysięcy przybyszów z innych państw. Kojarzy się z kapitulancką postawą wobec UE, m.in. z przyjęciem zielonego ładu, gdy teraz twierdzi on, że nie przyjął tegoż ładu.

Mateusz Morawiecki

Mateusz Morawiecki

Na spotkaniu mówił były premier: „Migracja nie jest żadną odpowiedzią na demografię”  i opowiedział się przeciwko otwieraniu granic i wpuszczaniu milionów cudzoziemców. Można tu zadać pytanie, co on robił, gdy rządził. Przypomina profesor, że za rządów Morawieckiego wydano w Polsce 4 300 000 zezwoleń na pobyt w Polsce oraz 1 230 000 na pobyt czasowy. Były premier zmienił charakter państwa narodowego na wieloetniczne. Wiarygodność byłego premiera jest zerowa.

Wielkim nieobecnym, wręcz szarą eminencją na grillowaniu był Grzegorz Braun. Mówił Bronisław Wildstein:„Traktowanie Brauna jako prawicy mnie zdumiewa i przeraża. Program jego partii wygląda literalnie tak, jakby był pisany na Kremlu, i przemyślany po to, by kompromitować Polskę. Jeśli stwierdza się, że Rosja nam nie grozi, że my prowokujemy Rosję, jeśli bliżej tej partii do Iranu niż do USA, to zastanawiam się, dlaczego ludzie chcą głosować na to. On mówi rzeczy, które są niedopuszczalne”. – Czyli w sumie, każdy, kto nie popiera Ukrainy, popiera Putina.

Komentuje prof. Wielomski: „Spodziewałbym się wypowiedzi, które opisałyby nam różnice nowej formacji, różnice, które spowodowały oddzielenie się od PiS-u. A tu okazuje się, że tożsamość opiera się na haśle: Jesteśmy anty-Braunem, jesteśmy anty-Koroną”.

Na grillu u Morawieckiego

Na spotkaniu pojawił się nie kto inny jak Garri Kasparow, kiedyś znany szachista rosyjski, a dziś zaciekły przeciwnik W. Putina. Jest Kasparow powiązany z fundacją Open SocietyGeorge’a Sorosa. Można tu postawić pytanie, czy Morawiecki nie jest człowiekiem Sorosa.

Publiczność zadała pytanie: „Czy Ukraina biorąca na sztandary SS Galicien, ale bijąca się z Rosją, jest w dalszym ciągu naszym sojusznikiem?” – Odpowiedział – według profesora asceta intelektualny robiący za intelektualistę – Jan M. Rokita: „Każda Ukraina, bo to jest fundamentalny interes państwa polskiego. Na Ukrainie może być Chmielnicki, skrajna dyktatura, może być Zełenski. Każdy, kto chce odpychać Rosję od granic Polski”.  

Było to grillowanie wielką manifestacją polskojęzycznej ideologii globalizmu, czyli tego wszystkiego, co Morawiecki wdrażał jako premier. „Uważam go za najgorszego premiera III RP” – mówi profesor. – „Widzę inicjatywę Morawieckiego jako niebezpieczną dla Polski, bo pod hasłami katolickimi i patriotycznymi jest nam sprzedawany program turbo globalistyczny. Tym samym jest były premier bardziej niebezpieczny od D. Tuska, którego kiedyś był doradcą”.

Zygmunt Białas

Czy NATO lub jego część już toczy wojnę z Rosją?

Górzny: własnym zdaniem …

W trakcie trwania całej tej zawieruchy za naszą granicą i wojennego podniecenia, dotykającej tak samo bezpośrednich zarządców polskiego państwa, jak i znacznych kręgów społeczeństwa otumanionego propagandą, i zapałem dla idei „rzucenia na stos” losów naszego kraju i jego obywateli, jeden z moich dobrych znajomych, zapytał mnie – Czy będzie u nas wojna?

Wiesz, powiedział, ja zawsze myślałem, że należę do pokolenia Polaków, którego wojna nigdy nie dotknie, ale dziś już tak tego nie dostrzegam.

Odpowiedziałem mu, że wojna do nas przyjdzie tylko wtedy, jeśli my i zachód, tę wojnę wywołamy albo skutecznie sprowokujemy.

Dzisiaj to co wydawało się absurdem przez całe dziesięciolecia, puka do naszych drzwi. Jakie są tego przyczyny i kto nas wepchnął w tą całą, kompletnie absurdalną sytuację oraz jak to się dzieje, że nie tylko dajemy się w nią wpychać, ale duża część społeczeństwa wręcz raźnym krokiem w takt tarabanów biegnie ku przepaści?

To zagadnienia na odrębne rozważania. Dziś zastanówmy się na ile realną jest taka eskalacja wojny z Rosją, która doprowadzi do bezpośredniego starcia tego państwa z NATO lub grupą „chętnych” do otwartego z nim konfliktu?

Dyskusje na ten temat, jeszcze kilka lat temu kompletnie niesłyszalne, nie tylko zalewają internet i są wątkiem prywatnych rozmów, ale również coraz częściej pojawiają się w poważnych artykułach i rozważaniach a propaganda oraz marionetkowa władza, krok po kroku oswajają nas z wizją wojny z naszym udziałem i w naszych granicach.

Dziś nie mówi się już o dekadach lub nawet latach od potencjalnego wybuchu, ale o miesiącach a nawet tygodniach.

W momencie, kiedy osoba pełniąca urząd premiera a za nim cała plejada pomniejszych polityków odmienia słowo wojna w tak bliskiej perspektywie, każdy myślący człowiek powinien zacząć się bać. Nie tylko o siebie, ale także o swoich bliskich, o przyszłość a raczej jej brak o rujnowanie planów i perspektyw. A wreszcie o życie i los naszego i kolejnych pokoleń.

Rzeczą ponurą i złowróżbną jest fakt, którego istnienia, niewielu z nas widzi, że oto „zachód” a przynajmniej jego znacząca część, już wojnę z Rosją rozpoczął i ją prowadzi.

Tak. Polska jest w gronie państw, które dziś prowadzą niewypowiedzianą wojnę z atomowym mocarstwem. Jak dotąd władze na Kremlu udają, że tego nie dostrzegają. Zostały postawione w sytuacji brydżowego przymusu krzyżowego, ale ciągle próbują – raz zachować się odpowiedzialnie w nadziei na opamiętanie z drugiej strony, dwa nie oddać pierwszego, ostrego strzału, zdając sobie sprawę zarówno z międzynarodowej sytuacji politycznej w jakiej w takim wypadku by się znalazły jak i konsekwencji egzystencjalnych jakie niesie dla obu stron taka skala eskalacji.

Niestety, z drugiej (co przykre, „naszej”) strony konfliktu, brak jest jakiegokolwiek opanowania i odpowiedzialności. Dlaczego? To znów odrębne zagadnienie. Łamanie bez konsekwencji kolejnych „ czerwonych linii” jakie stawia Kreml i później je odpuszcza, rozzuchwala coraz bardziej dyrygentów antyrosyjskiej koalicji a obsesja zadania strategicznej klęski Rosji, pozbawia ich jakiejkolwiek empatii wobec własnych społeczeństw, które potencjalnie doświadczą skutków takiej eskalacji.

Dlaczego twierdzę, że NATO lub jego część już toczy wojnę z Rosją? Otóż wojna jako starcie zbrojne pomiędzy państwami lub grupami państw nie toczy się wyłącznie na froncie. Wojna to także zaplecze i działania towarzyszące. Dziś grupa państw zachodnich stanowi pełne zaplecze i wsparcie dla Ukrainy. Całość finansowania, najważniejsza część produkcji wojennej, szkolenie wojsk, zaplecze medyczne a w szczególności wywiad satelitarny i powietrzny, kierowanie pocisków i dronów dalekiego zasięgu, wybór celów na terenie Rosji, obsługa najbardziej zaawansowanego sprzętu przez specjalistów NATO, internet satelitarny czyli „oczy wojny” – to wszystko zapewnia zachód w formie darowizny, udziału i podsycania konfliktu.

Ukraina obecnie jest na pełnym utrzymaniu zewnętrznym a jej głównym zadaniem jest dostarczanie „mięsa armatniego i dronowego” na które to „mięso” polowania odbywają się każdego dnia i w każdej miejscowości tego kraju.

Z tego powodu stwierdzenie „pomoc Ukrainie”, brzmi jak ponury żart. Niestety propaganda i wzniecone tam nastroje skrajnie szowinistyczne, nie pozwalają ogółowi Ukraińców dostrzec tego, że w oczach swoich rzekomych sojuszników perspektywicznie znaczą mniej niż zero a ich wartość wynika wyłącznie z faktu walki z Moskwą.

A jaka jest dziś sytuacja Rosji? Jest ona ostrzeliwana tysiącami zachodnich dronów i rakiet naprowadzanych przez tenże zachód na cele które właśnie on wybiera. Front również w zdecydowanej większości i coraz bardziej polega na broni, amunicji, internecie, wywiadzie i specjalistach zachodnich.

Ostrzał rosyjskiego zaplecza nasila się każdego miesiąca i ten proces będzie postępował w miarę jak coraz większa część przemysłu i gospodarki państw zachodnich będzie przestawiana na tory wojenne.

Dziś Ukraina posiada za swoją zachodnią granicą bezpieczne zaplecze gospodarcze, nie atakowane przez Rosję i udające niezaangażowanie.

W II wojnie światowej najważniejszym czynnikiem który pozwolił Związkowi Radzieckiemu przetrwać i zwyciężyć, była ewakuacja kluczowego przemysłu z rejonów zachodnich na dalekie zaplecze w rejon Uralu czy Kazachstanu, poza zasięg lotnictwa niemieckiego. Dziś tego zaplecza Rosja nie ma, ma je zaś Ukraina. Sytuacja obecnie różni się od tej sprzed 85 lat, ponieważ z jednej strony w zasadzie cały przemysł rosyjski znajduje się lub wkrótce znajdzie w zasięgu zachodniej (tylko pozornie ukraińskiej) broni dalekiego zasięgu a z drugiej, że Moskwa pomimo że posiada broń mogącą skutecznie porazić europejskie i nie tylko zaplecze logistyczne i przemysłowe Kijowa, nie może tego zrobić bez eskalacji której skutków nie możemy sobie nawet wyobrazić.

Pytaniem zasadniczym jest jak długo Kreml będzie udawał, że wierzy iż NATO do wojny jeszcze nie przystąpiło i na ile starczy mu cierpliwości?

O tym jak mogą wyglądać scenariusze kolejnych eskalacji oraz jak blisko jest wojna europejska a także ile czasu nam jeszcze pozostało, w następnej odsłonie…

Andrzej Górzny

Katastrofalny koniec 40-dniowej operacji Zełenskiego obnaża kurczącą się Ukrainę

Ogród Wiedzy Simplicjusza

Katastrofalny koniec 40-dniowej operacji Zełenskiego obnaża kurczącą się Ukrainę

Symplicjusz 4 sierpnia 2026 r. simplicius/disastrous-end-to-zelenskys-40-day

Dziś mija ostatni dzień 40-dniowej Specjalnej Operacji Wojskowej Zełenskiego, która niesie ze sobą złowieszcze podteksty. Starannie budowana fasada sukcesu, która miała napędzać skoordynowaną kampanię PR, została brutalnie zerwana, odsłaniając kruchą Ukrainę drżącą na ostatnich nogach.

Niedawny atak Rosji na Kijów ujawnił katastrofalną sytuację, ponieważ Ukraina nie ma już Patriotów, które mogłyby powstrzymać rosyjskie ataki rakietowe. Wskaźnik przechwytywania, do którego przyznał się Kijów, był następujący:

1/27 pocisków balistycznych 9M723 OTRK „Iskander-M” / KN-23; 0/2 pocisków przeciwradarowych Ch-31P; 0/4 przeciwokrętowych i hipersonicznych pocisków manewrujących 3M55 „Onyks” / 3M22 „Cyrkon”; Łącznie zestrzelono 83,2% bezzałogowych statków powietrznych.


Najważniejsze ukraińskie kanały analityczne przewidują obecnie, że Rosja wkrótce zwiększy produkcję pocisków balistycznych z 70 do ponad 150 miesięcznie. Doprowadzi to do dewastacji ukraińskiej infrastruktury, ponieważ obecnie nie ma żadnej nadziei na rozwiązanie problemu Patriotów, a żaden inny dostępny system poza Patriotem nie jest w stanie zwalczać rosyjskich Iskanderów.

Zełenski i jego ludzie o tym wiedzą, dlatego teraz, pod koniec swojej nieudanej 40-dniowej operacji, zaczął błagać Rosję o nowe zawieszenie broni:

https://en.apa.az/europe/podolyak-zelenskyy-proposes-airspace-ceasefire-and-freezing-of-frontline-to-putin-518796

Co ciekawe, przypomnijmy sobie, że zaledwie kilka tygodni temu Putin ujawnił, że Ukraina prosiła Rosję o różnego rodzaju zawieszenia broni za pośrednictwem tajnych kanałów. Ludzie po stronie proukraińskiej wyśmiali to i zignorowali – teraz stało się to oficjalną rzeczywistością, dowodząc, że Putin rzadko, jeśli w ogóle, kłamie w tych sprawach.

Drugie ważne odkrycie dotyczy czegoś, co przewidzieliśmy już kilka tygodni temu, kiedy Ukraina zaczęła odnosić pozorne „sukcesy” na polu bitwy. Chodzi o to, że za każdym razem, gdy Ukraina zdaje się nacierać lub odpychać siły rosyjskie, jest to zazwyczaj krótkotrwały wysiłek, w ramach którego Ukraina zużywa wiele zgromadzonych zasobów i rezerw, co prowadzi do natychmiastowych reperkusji po zamknięciu okna PR.

Wielu analityków twierdzi, że właśnie to wydarzyło się niedawno. Zełenski strategicznie wykorzystał wszystkie swoje rezerwy ludzkie i sprzętowe na 40-dniową operację PR, aby zasymulować jakąś inicjatywę na rzecz „zwycięskiej” Ukrainy, tak aby sojusznicy mogli wywrzeć presję na Putina, wymuszając zawieszenie broni i negocjacje. Jednak teraz, gdy to się nie powiodło, Ukraina przeżywa gwałtowny kryzys na linii frontu, gdzie wojska rosyjskie zaczęły posuwać się szybciej niż kiedykolwiek w ostatnim czasie.

Mark Ames@ MarkAmesExiledMarkAmesExiled

Wkrótce możemy się dowiedzieć, że Zełenski w pierwszej połowie 2026 roku zużył niemożliwy do utrzymania poziom ukraińskiej siły roboczej, aby stworzyć kampanię PR-ową „Ukraina zmienia bieg wydarzeń”, próbując zyskać przewagę nad Trumpem przed lipcowym szczytem NATO. A teraz nadchodzą konsekwencje.

Mapowanie AMK 🇳🇿 @ AMK_Mapping_AMK_Mapping_

W ciągu ostatnich kilku tygodni sytuacja Ukrainy na linii frontu gwałtownie się pogorszyła w sposób niespotykany od początku 2025 roku. W północno-wschodnim narożniku obwodu charkowskiego Rosja dokonała dwóch lokalnych przełomów, grożąc okrążeniem ponad 360

14:10 · 2 sierpnia 2026 · 202 tys. wyświetleń Views


28 odpowiedzi Replies· 210 repostów Reposts· 1,79 tys. polubień Likes

Połączyć

Portal Lost Armour ujawnił, że postępy Rosji w lipcu były największe od niemal dwóch lat :

Rosja odnotowała najwyższy wskaźnik postępów od października 2024 roku. Wyniki z lipca 2026 roku na mapie: największy postęp od października 2024 roku – ponad 728 km² wyzwolonego terytorium. W lipcu 2026 roku Siły Zbrojne Rosji wyzwoliły ponad 728 km² terytorium w rejonie specjalnej operacji wojskowej, co stanowi najwyższy miesięczny wskaźnik od października 2024 roku.


W ramach dziennikarskiej staranności należy wspomnieć, że inne rosyjskie źródła, takie jak znany twórca map Creamy Caprice, podają dane z lipca znacznie niższe od powyższych. Tak czy inaczej, na poziomie dziennym wyraźnie widać, że rosyjskie postępy nabierają masowego tempa na każdym froncie, od północnego obwodu charkowsko-sumskiego, przez Kupiansk i aglomerację słowiańsko-kramatorską, aż po skrzyżowanie Zaporoża, Dniepru i Doniecka.

Od popularnego amerykańskiego najemnika działającego na Ukrainie:

Mapowanie wojny nad Hudsonem@ hudsonwarmaphudsonwarmap

To nieunikniona konsekwencja bezsensownych kontrataków na dalekim południu obwodu donieckiego. To absolutne zaniedbanie ze strony dowództwa AFU.

Mapowanie AMK 🇳🇿 @ AMK_Mapping_AMK_Mapping_

Sytuacja na kierunku Dobropillya jest prawdopodobnie jeszcze gorsza niż to, co pokazuje moja mapa. Nadal jednak doprecyzowuję pewne szczegóły. https://t.co/zyTL05JiEa

11:06 · 3 sierpnia 2026 · 6,9 tys. wyświetleń Views


5 odpowiedzi Replies· 7 repostów Reposts· 130 polubień Likes

==================

W tym samym czasie sytuacja w Odessie stała się gorsza niż kiedykolwiek, ponieważ Rosja całkowicie odcięła Ukrainę od dostępu do morza.

https://www.pravda.com.ua/eng/news/2026/07/29/8046438/

Zachodni dziennikarz, który właśnie wrócił z tego regionu, donosi:

Davide Maria De Luca@ DM_DelucaDM_DelucaSono appena tornato z Odesy, dove un’offensiva aerea senza precedenti da parte della Russia ha completamente bloccato w porti ucraini sul Mar Nero, minacciando un katastrofa ekonomiczna, która może być wykorzystana w dowolnym momencie, aby uzyskać dostęp do międzynarodowych mediów. In città si Assiste scena

12:40 · 2 sierpnia 2026 · 101 tys. wyświetleń Views


122 odpowiedzi Replies· 162 reposty Reposts· 457 polubień Likes

Właśnie wróciłem z Odessy, gdzie bezprecedensowa rosyjska ofensywa powietrzna całkowicie zablokowała ukraińskie porty nad Morzem Czarnym, grożąc katastrofą gospodarczą, która na razie wydaje się bagatelizowana przez międzynarodowe media.

W mieście można zaobserwować paradoksalne sceny – rosyjskie drony i pociski przelatują nad plażami pełnymi pływaków lub są zestrzeliwane u wybrzeży na oczach tysięcy smartfonów wycelowanych w niebo.

Od około dziesięciu dni Moskwa systematycznie atakuje wszystkie statki zbliżające się do portu, bez względu na ich przynależność państwową. Teraz ani kapitanowie, ani armatorzy nie odważą się zbliżyć do trzech głównych ukraińskich portów: Odessy, Czarnomorska i Piwdennego. Dla ukraińskich rolników grozi to katastrofą. Z powodu zablokowania eksportu w szczycie sezonu zbiorów, ich magazyny są przepełnione, a ceny produktów rolnych w kraju załamały się. Wraz z rozpoczęciem zbiorów słonecznika za kilka dni, sytuacja grozi przekształceniem się w krytyczną.

Jednym z przełomów było wykorzystanie najnowszego, taniego rosyjskiego pocisku manewrującego, który niektórzy nazywają rakieto-dronem: S8000 Banderol .

https://www.bloomberg.com/news/articles/2026-07-31/tanie, zmodernizowane, rosyjskie pociski manewrujące w portach Morza Czarnego

„To bardzo niebezpieczny gadżet” – powiedział Własiuk dziennikarzom, prezentując fragment banderola wystrzelonego w zeszłym roku. „Większość ataków na infrastrukturę portową w Odessie przeprowadzana jest za pomocą banderoli”.

Własiuk powiedział, że jego biuro ustaliło, że 80% ataków na porty w aglomeracji odeskiej – w tym sąsiednie Czarnomorsk i Piwden – było przeprowadzanych przy użyciu banderoli. Głowica bojowa pocisku o masie 150 kilogramów (330 funtów) jest większa niż głowica pocisku Szahedy, a ich prędkość jest zbyt duża, aby mogły ją przechwycić najnowsze ukraińskie drony przechwytujące.

Pocisk może być również wystrzeliwany z wyrzutni naziemnych. Prawdziwy przełom nastąpił jednak dopiero po jego wykorzystaniu za pośrednictwem rosyjskich ciężkich dronów Orion lub Inochodec, co pozwoliło Rosji na umieszczenie zasobów w pobliżu Odessy bez narażania cennych pilotów i samolotów S-34.

Orion widziany z przymocowanym banderolem:

Tymczasem z Ukrainy wciąż napływają złe wieści. Wiele mediów donosi, że ukraiński zapał dyplomatyczny i polityczny słabnie.

El Pais pisze, że europejskie sankcje wobec Rosji osiągnęły szczyt i że wkrótce rządy zaczną coraz częściej stawiać na pierwszym miejscu własne dobro, zamiast strzelać sobie w stopę, próbując „zaszkodzić” Rosji:

https://elpais.com/internacional/2026-08-03/ha-alcanzado-la-union-europea-su-pico-de-sanciones-a-rusia.html

Według Jacoba Funka Kirkegaarda, badacza z ekonomicznego think tanku Bruegel, UE jest o krok od osiągnięcia „szczytu sankcji” – czyli momentu, w którym rządy zaczną przedkładać swoje narodowe interesy gospodarcze nad nowe ograniczenia wobec Rosji. „Pozostało, powiedzmy, kilka bardzo cienkich plasterków salami” – wyjaśnia w rozmowie telefonicznej. Najbardziej wrażliwe środki – te, które pozostały nietknięte w dwudziestu poprzednich rundach sankcji – to zazwyczaj właśnie te, które państwo członkowskie ma powód zablokować – i faktyczne prawo weta, ponieważ sankcje są zatwierdzane jednomyślnie.

Telegraph ostrzega również, że cała koalicja na rzecz pomocy Ukrainie jest na łożu śmierci:

https://www.telegraph.co.uk/world-news/2026/08/02/powolna-śmierć-koalicji-chętnych/

Po odejściu Starmera, ostatnim roku urzędowania Macrona i niepewnej przyszłości niemieckiego Merza klub głównych cheerleaderów Ukrainy leży w gruzach, a przyszłość wygląda coraz mniej obiecująco:

Stabilność wewnętrzna kandydatów, którzy mogliby wypełnić tę lukę, takich jak Friedrich Merz z Niemiec, pozostaje pod znakiem zapytania. Tymczasem kandydaci na przywódców, którzy są bardziej przychylni Rosji, tacy jak Marine Le Pen,czekają w rezerwie i mogą zmienić europejskie poparcie dla Ukrainy w przyszłym roku.

Wcześniej obiecała usunąć Francję ze stanowiska dowódcy wojskowego NATO, znieść sankcje wobec Rosji i wezwać Ukrainę do zawarcia porozumienia pokojowego na warunkach Moskwy.

Lewicowy przywódca skrajnie skrajny Jean-Luc Mélenchon, uważany za jednego z jej głównych rywali w wyborach zaplanowanych na dziewięć miesięcy, posunął się jeszcze dalej, zobowiązując się do wycofania się z zachodniego sojuszu wojskowego.

W miarę upływu czasu wydaje się coraz bardziej, że strategiczna cierpliwość Putina może się opłacać, gdyż stare, wrogie struktury europejskie powoli rozpadają się niczym góra lodowa cieląca się do morza.

Teraz jednak na horyzoncie Ukrainy pojawiło się jeszcze poważniejsze zagrożenie.

W ciągu ostatnich dwóch dni pojawiła się fala artykułów potwierdzających to, co sami postulowaliśmy zaledwie kilka tygodni temu: że nowy rosyjski system satelitarny Rassvet (znany jako „rosyjski Starlink”) jest już w fazie projektowania i pozycjonowania, co umożliwi mu realizację pewnych ograniczonych zadań nad Ukrainą, a zadania te wkrótce będą się dynamicznie rozwijać.

Ze źródła ukraińskiego:

https://militarnyi.com/uk/news/rassvet-zmozhut-zabezpechyty-rosiyi-zvyazok/

Pilnie piszą, że satelity osiągnęły już dwa godzinne okna komunikacyjne dziennie:

Satelity rosyjskiego Biura 1440 Rassvet już teraz zapewniają co najmniej dwa „okna komunikacyjne” nad Ukrainą dziennie, trwające ponad godzinę każde.

Ekspert ds. łączności satelitarnej Władimir Stepaniec opowiedział o tym portalowi Militarny po przeanalizowaniu trajektorii rosyjskich satelitów.

„Widzimy, że w rzeczywistości utworzył się już łańcuch o dobrym zasięgu, który tworzy taki dobry zasięg około dwa razy dziennie, ale w rzeczywistości tych przylotów jest więcej, to znaczy kilka takich łańcuchów może latać, pokrywając określone regiony w odstępach mniej więcej co półtorej godziny. Ważne jest jednak to, że te satelity zapewniają już dość gęsty zasięg” – powiedział.

Obejrzyj poniżej: Nie można załadować wideo.

„Może to mieć poważne konsekwencje dla Sił Obronnych, jeśli do tego czasu nie zostaną wdrożone skuteczne środki zaradcze”.

Krytycy twierdzą, że Starlink ma na orbicie ponad 10 000 satelitów, ale:

  1. Robimy to w celu uzyskania globalnego zasięgu komercyjnego wszędzie.
  2. Jak już wyjaśniliśmy, satelity Starlink są mniejsze i krążą na niższych orbitach, dlatego potrzeba ich więcej.

Nowe rosyjskie satelity są większe i znajdują się na wyższej orbicie, co zmniejsza potrzebę ich tak dużej liczby. Co najważniejsze, nie muszą mieć zasięgu globalnego, a jedynie zasięg nad Ukrainą.

W artykule Militarnego zauważono również, że Rosja zakończyła już prace nad terminalami łączności satelitarnej, które wyglądają podobnie do terminali Starlink.

Według otwartych źródeł firma zakończyła już prace nad podstawową wersją terminala i przygotowuje się do uruchomienia masowej produkcji.

Biorąc pod uwagę charakterystykę terminali i ogólny kontekst rozwoju projektu, można się spodziewać, że po uruchomieniu produkcji masowej szybko trafią one na wyposażenie wojsk rosyjskich. Najprawdopodobniej ich wykorzystanie nie będzie ograniczone do zestawów naziemnych.

Warto przygotować się na pojawienie się takich terminali nie tylko na punktach kontrolnych, pojazdach czy statkach, ale także na bezzałogowych statkach powietrznych (BSP) o charakterze uderzeniowym i rozpoznawczym. W przyszłości mogą one zostać zintegrowane z platformami tworzonymi na bazie „Geran-2/3/4/5”, „Harpia” lub innymi dronami dalekiego zasięgu. Podobny kanał łączności może być również wykorzystywany do namierzania pocisków manewrujących, bomb szybowcowych i innych rodzajów broni rażenia.

Według nowych szacunków Rosja będzie mogła wystrzelić wystarczającą liczbę satelitów, aby zapewnić całodobowy dostęp do obszaru Ukrainy już w 2027 roku.

Analiza:

Jeśli chodzi o „Rasswiet” i Ukrainę…

Według danych serwisu N2YO, satelity znajdują się na orbitach, które pozwalają im na przelot w zasięgu Ukrainy cztery razy dziennie. Jednak tylko podczas dwóch lub trzech takich przelotów satelity wznoszą się wystarczająco wysoko nad horyzont, aby zapewnić stabilną komunikację z terminalami naziemnymi.

Podczas każdego przelotu, trwającego około półtorej godziny dla całej formacji, tworzone jest „okno komunikacyjne”, w którym rosyjskie Siły Powietrzno-Kosmiczne mogłyby teoretycznie wykorzystywać terminale satelitarne do komunikacji i sterowania dronami kamikaze i bezzałogowymi statkami powietrznymi (BSP).

Pod koniec lipca na orbitę wystrzelono drugą grupę 16 satelitów. Jeśli obecne tempo rozmieszczania zostanie utrzymane, satelity z drugiej grupy osiągną wysokość operacyjną w okresie od października do listopada i zapewnią dwa dodatkowe „okna komunikacyjne”.

Oficjalnie ogłoszony harmonogram zakłada rozpoczęcie działalności komercyjnej w 2027 roku. Wcześniej wspominano o planach zwiększenia liczby satelitów do 250 do 2027 roku, do 730 do 2030 roku i do ponad 900 do 2035 roku.

Serhij Flash podał liczbę 250 jako wymaganą do zapewnienia całodobowego zasięgu. Jeśli Rosja osiągnie ten poziom do 2027 roku, według niektórych szacunków, będzie miała własny, w pełni rodzimy system „Starlink” do sterowania dronami dowolnego rodzaju na dowolną odległość, bez konieczności korzystania z białoruskich „przekaźników”, trików z repeaterami, sieci mesh itp. Nie wspominając już o rewolucji , jaką wniósłby on w prostą rosyjską komunikację sieciową na polu walki i zintegrowane systemy zarządzania polem walki.

Biorąc pod uwagę to, co zaobserwowaliśmy w kontekście politycznej, dyplomatycznej, a teraz i militarnej trajektorii, po jakiej podąża Ukraina – przyspieszenie ofensywy Rosji, zniszczenie infrastruktury i odcięcie kraju od dostępu do morza przez Odessę, a także gwałtowny wzrost rosyjskiej produkcji pocisków balistycznych i całkowity niedobór pocisków przechwytujących Patriot – możemy stwierdzić, że rok 2027 może być przełomowy, w którym Ukraina zacznie się naprawdę chwiać, jeśli nie całkowicie załamywać.

Od jakiegoś czasu głównym argumentem jest to, że największą przewagą Ukrainy nad Rosją jest system Starlink. Rosja nie tylko nauczyła się zagłuszać ukraiński Starlink i stopniowo wprowadza na rynek kolejne systemy do tego zdolne, ale teraz zaczyna również wprowadzać na rynek własny system analogowy.

Do 2027 roku możemy zobaczyć, że ukraińskie rakiety Starlink staną się coraz mniej skuteczne, podczas gdy rosyjskie zaczną dominować, niwecząc ostatnią przewagę Ukrainy na polu bitwy w obliczu bezprecedensowego wzrostu produkcji rakiet balistycznych, które będą codziennie spadać na ukraińskie miasta.

Podsumowując: perspektywy Ukrainy nigdy nie były gorsze, a Zełenskiemu nie pozostało nic innego, jak tylko tanie chwyty polegające na coraz częstszym atakowaniu rosyjskich cywilów, aby „irytować” opinię publiczną przeciwko Putinowi, jak to miało miejsce dzisiaj, gdy ukraiński dron rozbił się na zatłoczonej plaży publicznej w Gelendżyku.

Ukraińska postać Taras Chmut podsumowuje:

Na koniec, bardzo aktualny wpis jednego z najwybitniejszych ukraińskich analityków, Bohdana Myroshnykova :

To odważna postawa, ale sądząc po nowym wniosku Zełenskiego o zawieszenie broni, możemy założyć, że nawet on rozumie, że bezpośrednia wymiana ciosów z rosyjskim Tytanem nie skończy się na korzyść Ukrainy.

Ale ponieważ nie ma innego wyjścia, prawdopodobnie będzie zmuszony doprowadzić sprawę do naturalnego końca.

Trump powstrzymał atak na Iran – ale powody mogą być zupełnie inne

Trump powstrzymał atak na Iran – ale powody mogą być zupełnie inne.

Prezydent USA Donald Trump oświadczył, że odwołał nieuchronny atak na Iran po tym, jak Teheran i kilka państw Bliskiego Wschodu zwróciły się o powściągliwość i zaakceptowały zarys porozumienia.

Biały Dom przedstawia tę decyzję jako wyraz amerykańskiej siły: Waszyngton był gotowy do ataku, ale dał Iranowi ostatnią szansę dyplomatyczną.

Jednak korespondent geopolityczny Pepe Escobar przedstawia zupełnie inny obraz w niedawnym wywiadzie wideo dla Transition Protocol (Power Shift) . Powołując się na informacje ze źródeł, które jego zdaniem były bezpośrednio zaangażowane w rozmowy, twierdzi, że Iran nie prosił o przerwę. Przeciwnie, Stany Zjednoczone i ich sojusznicy z Zatoki Perskiej zdali sobie sprawę, że nowy atak miałby praktycznie niekontrolowane konsekwencje.

Dyskusję moderował Zulfiqar Ali. Sam Escobar podkreśla, że ​​nie wszystkie szczegóły udało się natychmiast i niezależnie potwierdzić. Niektóre informacje są wiarygodne, inne pochodzą z wysoko postawionych źródeł, ale nie można ich było w pełni zweryfikować w momencie emisji.

https://youtube.com/watch?v=3JocrS8mJo0%3Ffeature%3Doembed

Teheran nie interpretuje wycofania jako znaku pokoju.

Według Escobara irańskie władze nie interpretują odwołania ataku USA jako oferty pokoju.

W Teheranie decyzja Trumpa jest interpretowana jako przyznanie, że Waszyngton osiągnął granice swojej presji militarnej i politycznej. Fakty na miejscu coraz bardziej zmieniają się na niekorzyść Stanów Zjednoczonych.

Iran zareagował na wycofanie wojsk amerykańskich, a osoby z wewnątrz kraju nie interpretują tego kroku jako oznaki pokoju. Irańskie władze widzą w nim raczej sygnał, że Waszyngtonowi pozostało niewiele realnych opcji.

Ostrzeżenie Iranu: Odwet w stosunku 10:1

Najbardziej kontrowersyjnym punktem wywiadu była rzekoma nowa irańska doktryna odwetu.

Wcześniej mówiono, że reakcja będzie miała stosunek dwa do jednego. Atak na cele irańskie spotkałby się zatem z dwukrotnie większą liczbą ataków na obiekty wroga lub sojuszników.

Mówi się obecnie, że próg ten został drastycznie podwyższony.

Według Escobara, Teheran jasno dał do zrozumienia, że ​​każdy atak na irańską infrastrukturę energetyczną wywoła odwet w stosunku 10 do 1. Za każdy irański cel energetyczny może zostać zaatakowanych dziesięć obiektów należących do partnerów USA w Zatoce Perskiej i poza nią.

Dotyczyłoby to nie tylko obiektów wojskowych, ale potencjalnie również:

  • Pola naftowe i rafinerie,
  • Terminale eksportowe,
  • Sieci energetyczne,
  • Zakłady odsalania,
  • Porty i infrastruktura transportowa.

Taki kontratak mógłby zachwiać całą gospodarką państw Zatoki Perskiej i natychmiast wywołać globalny szok energetyczny i finansowy.

Mówi się, że Arabia Saudyjska naciskała na Trumpa, aby się wycofał.

Według wersji przedstawionej w wywiadzie to nie Irańczycy zwrócili się do Waszyngtonu z prośbą o przełożenie spotkania.

Mówi się natomiast, że Arabia Saudyjska i inne państwa Zatoki Perskiej podniosły alarm.

Escobar twierdzi, że saudyjski następca tronu, książę Mohammed bin Salman, osobiście namawiał Trumpa do odwołania ataku. Przesłanie z Rijadu było jasne: Arabia Saudyjska i inne państwa Zatoki Perskiej nie były gotowe zapłacić ceny za kolejną amerykańską awanturę militarną.

W przypadku eskalacji, monarchie Zatoki Perskiej musiałyby się liczyć z odwetowymi atakami na własną infrastrukturę energetyczną i wodną. Zakłady odsalania wody są w szczególności niezbędne dla zaopatrzenia regionu w wodę. Ich zniszczenie miałoby nie tylko konsekwencje ekonomiczne, ale i społeczne.

Jeśli te informacje są prawdziwe, to Trump nie odwołał ataku z pozycji siły, lecz pod wpływem ogromnej presji ze strony sojuszników, którzy mogliby zostać bezpośrednio dotknięci irańskimi środkami zaradczymi.

Tajna rozmowa telefoniczna między Abu Zabi a Teheranem

Inny godny uwagi szczegół dotyczy Zjednoczonych Emiratów Arabskich.

Według Escobara, prezydent Zjednoczonych Emiratów Arabskich Mohammed bin Zayed odbył około 40-minutową rozmowę telefoniczną z irańskim ministrem spraw zagranicznych. Podczas tej rozmowy wyraził on chęć nawiązania trwałych i długoterminowych relacji z Iranem.

To byłaby znacząca zmiana kursu.

Emiraty od dawna uważane są za bliskiego partnera Waszyngtonu i część regionalnego frontu mającego na celu powstrzymanie Teheranu politycznie i militarnie. Teraz mogły dojść do wniosku, że bezpośrednie porozumienie z Iranem jest bezpieczniejsze niż udział w dalszej eskalacji pod przewodnictwem USA.

Escobar interpretuje rozmowę telefoniczną jako sygnał, że państwa Zatoki Perskiej nie chcą już dłużej polegać wyłącznie na Waszyngtonie w kwestii bezpieczeństwa.

Pakistan staje się mostem dyplomatycznym

Pakistan wydaje się odgrywać kluczową rolę w tym rozwoju.

Według Escobara, irański minister spraw zagranicznych rozmawiał przez telefon przez prawie dwie godziny z pakistańskim marszałkiem polowym Asimem Munirem. Podczas tej rozmowy Teheran szczegółowo wyjaśnił swoje stanowisko po odwołaniu ataku USA.

Pakistan pełni obecnie funkcję łącznika pomiędzy:

  • Iran,
  • Stany Zjednoczone,
  • Arabia Saudyjska,
  • Zjednoczone Emiraty Arabskie,
  • pozostałe państwa Zatoki Perskiej.

Irański przekaz jest jasny: Waszyngton może albo powrócić do już uzgodnionych ram dyplomatycznych, albo nie ma innego wyjścia.

Iran odrzuca nowe negocjacje w sprawie już osiągniętych porozumień

Według Escobara Teheran nie zaakceptuje renegocjacji już uzgodnionych warunków.

Iran nalega, aby obie strony powróciły do ​​obowiązującego memorandum. Kolejność rozmów została już ustalona i nie ulegnie zmianie.

Chiny podzielają to stanowisko. Z perspektywy Pekinu nie ma czego renegocjować; jedynym decydującym czynnikiem jest realizacja już podjętych zobowiązań.

Porządek irański jest zatem następujący:

  1. Dyskusje o Cieśninie Ormuz,
  2. Zniesienie sankcji i uwolnienie zamrożonych funduszy,
  3. Dopiero potem odbędą się nowe negocjacje nuklearne.

Teheran chce uniemożliwić Waszyngtonowi natychmiastowe skupienie się na kwestii nuklearnej, dopóki spory gospodarcze i morskie pozostają nierozwiązane.

Zmodernizowane chińskie systemy celownicze za pośrednictwem Gwadar

W wywiadzie można też znaleźć obszerne informacje na temat chińskiego wsparcia dla Iranu.

Według Escobara dodatkowe komponenty chińskiego systemu nawigacji satelitarnej BeiDou przetransportowano do Iranu przez pakistański port głębokowodny Gwadar, a następnie drogą lądową.

Mówi się, że poprawiło to potencjał Iranu w kilku obszarach:

  • bardziej precyzyjne pozyskiwanie celów,
  • lepsza komunikacja,
  • Większa odporność na zakłócenia elektroniczne,
  • skuteczniejsze operacje rakietowe i dronowe.

Gospodarz dodał, że pakistańscy technicy wojskowi rzekomo pomagali w integracji. To znacznie poprawiło zdolność Iranu do monitorowania pola bitwy i precyzyjnego trafiania w cele w ciągu kilku dni. Te twierdzenia nie zostały jeszcze niezależnie zweryfikowane.

Jeśli są prawdziwe, to stanowiłoby to kluczowy powód demonstracyjnej pewności siebie Teheranu.

Według doniesień gotowych jest 2000 szybkich łodzi szturmowych.

Jako dodatkowy środek odstraszający Iran miał poinformować Waszyngton o tzw. „flocie komarów”.

Według gospodarza, flota składa się z około 2000 małych, szybkich i uzbrojonych łodzi, każda z dwuosobową załogą. Jednostki te są gotowe do szybkiej mobilizacji.

Takie roje byłyby szczególnie niebezpieczne w wąskiej Cieśninie Ormuz. Mogłyby atakować jednocześnie większe okręty wojenne, tankowce i statki zaopatrzeniowe z różnych kierunków.

Domniemana flota jest zatem uzupełnieniem irańskiej groźby dziesięciokrotnego odwetu.

Hormus pozostaje decydującą dźwignią

Trump twierdzi, że zarys porozumienia przewiduje natychmiastowe i całkowite otwarcie Cieśniny Ormuz.

Escobar zaprzecza tej wersji wydarzeń.

Według niego Iran w żadnym wypadku nie zgodził się na otwarcie Cieśniny Ormuz na warunkach amerykańskich. Z perspektywy Teheranu cieśnina będzie nadal kontrolowana i administrowana przez Iran. Możliwe są rozmowy o konkretnych warunkach z udziałem Omanu – ale nie o zrzeczeniu się kontroli przez Iran.

Ormuz pozostaje zatem najsilniejszym narzędziem wywierania nacisku przez Iran.

Dopóki Teheran może kontrolować lub blokować przepływ osób, ma bezpośredni wpływ na:

  • Ceny ropy naftowej i gazu,
  • globalny handel LNG,
  • Składki ubezpieczeniowe,
  • gospodarka państw Zatoki Perskiej,
  • międzynarodowych rynkach finansowych.

Całkowite otwarcie bez żadnych ustępstw oznaczałoby, że Iran dobrowolnie zrzekłby się swojej najważniejszej dźwigni strategicznej. Właśnie tego Teheran powinien się odrzucić.

Bazy amerykańskie stają się zagrożeniem dla „swoich”

Escobar twierdzi również, że liczne amerykańskie bazy wojskowe w Azji Zachodniej nie są już wyłącznie symbolem amerykańskiej potęgi.

Są coraz bardziej podatnym celem.

Długoterminowym celem Iranu jest usunięcie Stanów Zjednoczonych z regionalnego systemu baz wojskowych.

W dobie precyzyjnych pocisków, rojów dronów i nowoczesnych systemów namierzania, duże, stałe bazy mogą szybko stać się łatwo identyfikowalnymi celami ataków.

To, co przez dziesięciolecia służyło jako narzędzie amerykańskiej projekcji siły, może w ten sposób stać się strategicznym obciążeniem.

Cele wojenne Waszyngtonu najwyraźniej nie zostały osiągnięte

Escobar przedstawia miażdżącą ocenę dotychczasowego konfliktu.

Jego zdaniem Stany Zjednoczone nie osiągnęły żadnego ze swoich głównych celów:

  • Potencjał militarny Iranu nie został zniszczony.
  • Państwo irańskie nie upadło.
  • Nie nastąpiła żadna zmiana reżimu.
  • Ormuz nie został otwarty na warunkach amerykańskich.
  • Iran nie został oddzielony od Rosji i Chin.

Wręcz przeciwnie: potencjał militarny Teheranu jest silniejszy, a współpraca z Moskwą i Pekinem bliższa niż kiedykolwiek wcześniej.

Wojna przyspieszyłaby więc dokładnie to, czemu Waszyngton chciał zapobiec: zacieśnienie strategicznych powiązań między Iranem, Chinami i Rosją.

Biały Dom mówi o sile – region widzi słabość.

Główne przesłanie wywiadu brzmi:

Biały Dom twierdzi, że Trump odwołał atak, będąc w pozycji siły.

Escobar i jego rozmówca twierdzą jednak, że atak został powstrzymany, ponieważ:

  • Iran groził dziesięciokrotnym odwetem,
  • Arabia Saudyjska i inne państwa Zatoki Perskiej nie chciały ponosić konsekwencji,
  • infrastruktura energetyczna i wodna regionu jest niezwykle podatna na zagrożenia,
  • Bazy amerykańskie są pod dużą presją,
  • Teheran poprawił swoje zdolności wojskowe,
  • globalny szok energetyczny był nieunikniony.

Nie jest jasne, czy wszystkie informacje zostaną potwierdzone. Sam Escobar jasno zaznaczył, że niektóre szczegóły nie zostały jeszcze w pełni zweryfikowane w momencie wywiadu.

Ale nawet jeśli tylko część tych informacji okaże się prawdą, odwołanie ataku będzie raczej oznaką zmiany układu sił niż triumfem dyplomatycznym.

Wnioski: Brak odprężenia, ale nowa faza

Odwołanie ataku USA nie oznacza automatycznie pokoju.

Według irańskiej interpretacji jest to potwierdzenie skuteczności odstraszania: Waszyngton i jego sojusznicy obawiają się militarnych, ekonomicznych i społecznych konsekwencji dalszej eskalacji.

Dlatego mało prawdopodobne jest, aby Teheran porzucił swoją strategię, lecz raczej uzna ją za słuszną:

Powściągliwość, dopóki nie zostanie przekroczona żadna czerwona linia – po przekroczeniu której reakcja byłaby wręcz nie do zniesienia dla USA i ich regionalnych partnerów.

Następna faza zależeć będzie od trzech punktów:

Hormus,

infrastruktura energetyczna i wodna państw Zatoki Perskiej

oraz amerykańskie bazy wojskowe w Azji Zachodniej.

Trump może powrócić do dotychczasowych ram dyplomatycznych. Albo może ponownie zaostrzyć sytuację i zaryzykować, że wojna z Iranem pochłonie cały region i globalną gospodarkę.

Błazny

Błazny

Date: 3 agosto 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/blazny

Autor: Andrea Zhok jest profesorem filozofii moralnej na Wydziale Filozofii Uniwersytetu Mediolańskiego.

Niewiele jest rzeczy trudniejszych do zniesienia niż pro-amerykańscy atlantyści, od zawsze głoszący zalety wolnego rynku, a obecnie podszywający się pod obrońców włoskiej tożsamości.

Włoska tożsamość nie została zniszczona przez meczety, ale przez restauracje McDonald’s, amerykańskie bazy wojskowe, Hollywood oraz zalew amerykańską odpadową “kulturą”, która wdarła się do każdego zakamarka naszej włoskiej kultury.

Włoska kultura została zmasakrowana przez tych, którzy promowali swobodny przepływ towarów, kapitału i siły roboczej w imię mających pojawić się wkrótce “zdobyczy” globalizacji oraz stanu konta bankowego.

Włoski katolicyzm nie został zepchnięty na margines istnienia przez islam, ale sam się tam zepchnął, akceptując wszelkiego rodzaju kompromisy popkulturowe w nadziei, że dzięki zabiegom marketingowym zdobędzie część „rynku religii”.

Tożsamość włoska została zdewastowana przez tych, którzy postrzegali ją nie jako żywą tradycję, którą należy pielęgnować, ale jako „markę” do sprzedania; „made in Italy”  przeznaczone do wyprzedaży przez zdegenerowanych potomków dziedzictwa i sławy zdobytej przez ich przodków.

Włoska tożsamość została oskubana ze swej istoty przez hasła takie jak „trzy I” Berlusconiego (“inglese, internet, impresa” – “angielski, internet, firma”) oraz przez jeszcze gorszych jego naśladowców, którzy nigdy nie potrafili wyobrazić sobie tego kraju inaczej niż jako kolonię Stanów Zjednoczonych.

Jedność Włoch została nadwyrężona przez prywatyzację przedsiębiorstw publicznych oraz neoliberalną rywalizację w szpitalach, szkołach i na uniwersytetach – instytucjach, które obecnie w coraz mniejszym stopniu skupiają się na służbie obywatelom, a w coraz większym na konkurowaniu o ministerialne nagródki.

Przewaga rywalizacji nad współpracą – zarówno między instytucjami, jak i w ich wnętrzu – spowodowała, że ogromne zasoby zostały przekierowane ze „służenia obywatelom” na „bycie atrakcyjnymi”, z “robienia tego, co słuszne”, na “efektowną prezentację”.

To właśnie wy, pro-amerykańscy atlantyści i neoliberalni zwolennicy wolnego rynku, chcieliście tych i niezliczonych innych głupot. A dziś, jakby tego było mało, chcecie nam wmówić, że prawdziwym zagrożeniem dla włoskiej tożsamości jest islam, „zderzenie cywilizacji”?

Tam, gdzie naszą cywilizację należałoby ratować, mamy “prawo do Big Mac’a”. A wszystko po to, by spełnić życzenia ambasad izraelsko-amerykańskich.

Niebezpieczne błazny.

INFO: ariannaeditrice.it/articoli/pagliacci