Kontrapunkt, czyli co jest grane z tą wojną?

Kontrapunkt, czyli co jest grane z tą wojną?

drrr

20 września, wpis nr 1426

Zacytuję Państwu kilka ostatnich kawałków, które obiły się pewnie Państwu o uszy, ale obijały się w oderwaniu, osobno, tak jakby pojedyncze instrumenty narracyjnej orkiestry ćwiczyły w solo swoje kwestie. Ja spróbuję złożyć je w jeden utwór, by obnażyć pewną manipulację. Otóż tak właśnie tworzy się narracyjną manipulację: aby nie wyszło, że mamy do czynienia z całą orkiestrą, z rozpisanym na instrumenty zwartym utworem, nagrywa się w ludzkim umyśle pojedyncze ścieżki. Te mocą kognitywnych procesów scalają się w ludzkim mózgu w jeden utwór narracyjny i nagranie jest zakończone. Pacjent jest nagrany. Ale ponieważ nie dzieje się to naraz, przy całej orkiestrze, nie tylko nie widać jej samej, nie tylko nie widać, że to wielościeżkowy i rozpisany utwór, ale nie widać też… dyrygenta. Pozwólcie, że teraz rozczytam tę partyturę, najpierw po instrumencie, a potem spróbuję z Wami przysłuchać się tak zdekonstruowanej melodii.

Po pierwsze – jaki jest tytuł tej melodii: oficjalny i ten prawdziwy i ukryty, czyli co jest grane? Grana jest wojna. Co jest do uzyskania? Ano mnóstwo rzeczy: przykrycie nieudolności rządu prowadzącej do zapaści finansów publicznych, chęć skupienia ludu pod flagą atakowanego państwa, bez względu na jakość rządzących, zakłócenie niekorzystnego procesu wyborczego, pognębienie opozycji wciskaną jej niefrasobliwością, czy zrobienie ogólnopolskiego karnawału tropienia onucyzmu. Do tego dochodzą, najczęściej zlecone, cele globalistyczno-unijne, z których chyba najważniejszym jest użycie wrażenia zagrożenia, powtarzam – wrażenia, wojennego do przyspieszenia procesu centralizmu Unii i kontynentu pod osłoną cenzury na wzór czasów wojennych. Już tu wiele razy mówiłem, że po jeźdźcu Apokalipsy Zaraza przygalopował obecnie jeździec Wojna. Wszyscy zaś jadą na szkapach karmionych strachem. To jest główne paliwo tych obu procesów, z czego jeździec Zaraza zdaje się był tylko testem jak daleko można zajechać na obroku paniki. Testem zdaje się, że udanym, widząc teraz rącze cwały następnego konia – Wojny. Ten jest dźgany do galopu medialnymi ostrogami w dawkach o wiele bardziej przekraczających te promujące zabawnego wirusa z nie wiadomo skąd wziętymi przyssawkami.

Uwertura

A więc uwertura tego koncertu jest napisana na pięcioliniach strachu. Ale, jak to w uwerturze, pojawiają się tu pierwsze sygnały, wariacje przyszłych tematów. Tu, po pierwsze, trzeba – dla uproszczenia, ale i urealnienia – spersonifikować odgrywany temat. Mamy więc go – Putina. Tu jest centrum całego zła. Gdyby Putin wpadł pod walec w wieku dziecięcym – wszystko na świecie potoczyłoby się inaczej, czyli lepiej, bo gorzej już być nie może. Czasami jego, Putina, przywary rozlewają się na jego naród: ruskie, kacapy, zawsze z małej litery, pogarda do wschodnich ćwoków.

Ale bez przesady – nagrany globalnie widz musi być przygotowany na przyszłe zmiany, jeśli chodzi o stosunek do Rosji, nie może więc być nagrany na twardo i przeciwko każdemu kacapowi. No bo jak Niemcy – zaraz i to zimą? – będą chcieli wrócić z Rosją do business as usual, to nie mogą być spalone dziś wszystkie mosty, po których będą niedługo jeździć europejskie euro w jedną stronę, zaś paliwko z gazem – w drugą. Muszą też – odwrotnie – być hodowani dobrzy bojarzy i zły car, tak by któregoś z nich móc wyciągnąć w przyszłości za uszy, by z nim robić interesy.

W tej putinowskiej uwerturze pojawiać się zaczynają pewne elementy, rozwinięte później w części allegro i andante: jest to kontrapunkt. W sumie brzmi w całości jako całkiem sensowny akord, choć złożony jest z kognitywnego oksymoronu, odgrywanego w różnych tonacjach. Ten kontrapunkt polega na jednoczesnym naciskaniu wydawałoby się gryzących się dźwiękowo, a właściwie pojęciowo, klawiszy: jeden to klawisz strachu, drugi to klawisz zadowolenia z naszego przygotowania na niebezpieczeństwo. Wydawałoby się, że ten drugi niweluje brzmienie tego pierwszego, ale tak nie jest – to właśnie musi wybrzmieć razem: strach i tromtadractwo.

I tak jest z Putinem i Rosją. W tym samym dniu w narracyjnych rewelacjach raz jest ci on na ostatnich nogach i grozi nam śmiertelnie. Może nam zrobić kuku, ale my się nie boimy i tak potrząśniemy swoją kartonową szabelką, że kacapom walonki pospadają jak będą pociesznie uciekać za Ural. Z drugiej strony, w tym samym zdaniu, boimy się Putina i pogardzamy nim, nie tylko z powodów wyższości kulturowej, ale i pewności, że jak przyjdzie co do czego, to damy mu bobu. Tylko tym wciskanym mu w brzuch strachem przed nami motywujemy fenomen, że się jeszcze z nami nie zaczął. Po pierwsze – zbłaźnił się przegryw i utknął na Ukrainie, po drugie nie ma sił walczyć, bo gdyby miał, to… by nas zaatakował. Ma to przecież w genach ruskiego imperializmu.

I tak ten gryzący się akord mieszania sprzecznych rzeczy brzmi dumnie na chwałę naszej potęgi. Dlatego to się trzyma kupy – Putin jest słaby, ale i niebezpieczny. Ktoś kiedyś użył argumentu z „tamtej strony”, że choć słaby może w desperacji ugryźć, bo jest przyparty do muru. Trzeba się więc strzec przed zębami, ale nikt z tych „analityków” nie wyjaśnił jednego – skoro słaby, acz niebezpieczny, bo samobójczo zdesperowany, może dziabnąć przyparty, to po co go… przypierać?

A co, że my go nie przypieramy? No, jak – piszemy przecież, że dzięki naszemu wspólnemu wysiłkowi wojennemu właśnie go przyparliśmy i ledwo dyszy! To jest tak, albo siak. Jak by nie było w tej uwerturze, mamy dwa elementy – upostaciowienie tematu przyszłych wariacji i podstawowy akord dwóch sprzecznych motywacji naszych działań: strachu i lekceważenia jego źródła.

Allegro

Pora na allegro, a więc symfonia tu przyspiesza. Straszymy. Posłuchajmy Radka Sikorskiego:    „Wojna jest już kinetyczna, jeżeli mamy wybuch rakiety manewrującej, na posterunku straży granicznej drżą szyby, a w województwach wyją syreny, to już nie jest jakieś tam blokowanie stron internetowych”. A dwa dni wcześniej – tu mamy już pełny kontrapunkt zaznaczony w uwerturze – tromtadracka pogarda: „Gdyby Rosja nas zaatakowała i gdybyśmy zdjęli rękawice, myślę, że pokonalibyśmy Rosję dość szybko. Mamy przytłaczającą przewagę nad Rosją w powietrzu, nawet jeśli do tego potencjału nie wliczymy sił amerykańskich. Jeśli Ukraina wyłączyła połowę rosyjskich rafinerii w ciągu sześciu miesięcy, to my wyłączylibyśmy drugą połowę w sześć tygodni.”

Już na następny dzień po tej wypowiedzi dron rozwalił pociąg obok pociągu z  VIP-ami wracającymi z kijowskiej konferencji, gdzie podobne dęcie w pustą dętkę swoich urojeń było na porządku dziennym. Na następny dzień miał więc Sikorski „sprawdzam”, ze strony Putina jak słyszymy, bo przecież to na bank on był z tymi dronami na przejściu granicznym. (Choć szury rozprawiają o dętej prowokacji, widowisku dla VIP-ów, które to Ukraińcy zgotowali, by jeszcze raz podkręcić termometr wojennej temperatury. O piątej rano Ukraińcy wiedzieli gdzie uderzy dron, który walnął dokładnie tam gdzie ostrzegali, tyle, że pół godziny później. Ale pal licho, może tam mają taki wywiad, że wiedzą gdzie celują Rosjanie zanim ich dron wystartuje). Czyli Rosja, jak słyszymy od samego Radka, zaatakowała kinetycznie, i to – też Radek – nie pierwszy raz, a my co? Nie zdjęliśmy rękawic? Nie odgryźliśmy się na rafineriach w sześć tygodni? Bez Amerykanów? To jak – jesteśmy tak silni i nie reagujemy, choć obiecaliśmy? Na drugi dzień zweryfikowano te nasze groźby i okazało się, że to zwykłe tromtadractwo.

Andante

Teraz andante, czyli część wolniejsza. Skoro postraszyliśmy, to teraz kontrapunkt: nie ma się czego bać bośmy silni, zwarci, gotowi. Następny cytat: „Absolutnie jesteśmy gotowi [do wojny]. To, co robimy, to tylko wzmacniamy naszą siłę, naszym pierwszym zadaniem jest odstraszanie.” – to wiceminister obrony narodowej Magdalena Sobkowiak-Czarnecka. Pani wiceminister „od SAFE” jest kolejnym, wręcz systemowym przykładem, rządu Tuska, który dowodzi prawdziwości tezy, w której palce maczał nasz Mikołaj z Fromborka: słabszy pieniądz wypiera lepszy. Wystarczy, okazuje się, parę grantów i stypendium w Niemczech, by stać się w Polsce bezpośrednim pasem transmisyjnym kasy z Najjaśniejszej do niemieckiej Najciemniejszej. A pas – jak to pas – nie musi nawet wiedzieć co po nim lata, ma tylko kręcić w jedną stronę.

Ta więc persona zapewniła nas głosem lekko drżącym (organizm jeszcze się broni przed wypowiadaniem najcięższych głupot z przekonaniem, pani nowa jest, uczy się dopiero) o naszym całkowitym przygotowaniu się do wojny. Zobaczmy więc, zaglądając do części tematów z części allegro – Radek mówił, że jak nas zaatakują, to się odwiniemy. To nie jest mistrzostwo odstraszania. Ono zaczyna się od publicznych gwarancji, nie deklaracji, że pierwszy cios w ogóle ustaniemy. Bo dopiero wtedy można się odwinąć, a więc popatrzmy:

Dzień po „deklaracji Sikorskiej” kiedy drony walnęły w przejście graniczne odezwały się syreny (hura!) w kilku wschodnich powiatach. Syreny informują o tym, że jest zagrożenie i żeby coś ze sobą zrobić. Inaczej nie miałoby to sensu i używalibyśmy ich tylko raz do roku, na 1 sierpnia. Jednocześnie (hura! hura, bo w przypadkach poprzednich ani syren, ani smsów nie było, albo były po fakcie) odezwało się RCB i przesłało esemesami ostrzeżenie. Ostrzeżenia brzmiało mniej więcej tak: „Zagrożenie atakiem powietrznym. Znajdź bezpieczne schronienie.” No, przy braku schronów i miejsc ukrycia i nawet wiedzy gdzie takie miejsca są, jeśli w ogóle są, to taki komunikat można przyrównać do dobrej rady, typu: na chłodny spacer weź szalik, albo – wojenne – trzymaj głowę nisko.

Scherzo, czyli część żartobliwa

No, ale gdyby nas zaatakowali to byśmy im wszystko zbili i nie trzeba byłoby się cywilom chować, taką mam (ich) koncepcję. Tak? No to popatrzmy. Panie Radek – w poprzednich przypadkach nic nie strąciliśmy, oprócz jednego dachu jakiemuś nieszczęśnikowi, zaś po każdym wypadku zbierał się na miejscu rząd i robił konferencję prasową, z której wynikało, że wszystko jest w porządku – tak miało być, miało wlecieć, walnąć gdzie Bóg da, bo my wiemy (może od Ukraińców?), że to spadnie na rzepak.

A jak dronów i rakiet będzie (jak na Ukrainie) atakować ze 200-300 na raz? Będzie tyle konferencji? Rząd się powieli? Bilokuje? Wyleci 300 odrzutowców i walnie w toto cały nas zasób z naszych wszystkich szesnastu patriotów? W 300 rakiet i dronów? Tak wytrzymamy napad, by się odwinąć?

No dobra – powiedzmy, że cywile się gdzieś tam upchali i odpowiedzieliśmy im naszymi „środkami napadu powietrznego”. Ok. Nawet nie chce porównywać potencjału obu stron – Rosji i NATO, tego bez USA, jak słyszymy. Nie mam zapędów sadystycznych porównywania przetrzepanych magazynów europejskich na fazę „długiej ręki” wojny ukraińskiej i rozhulanej od lat machiny rosyjskiego przemysłu pracującego w reżymie wojennym od czasu, kiedy zawaliła się Kremlowi koncepcja szybkiej operacji specjalnej. Proszę zajrzeć do doktryny rosyjskiej – Rosja zagwarantowała sobie reakcję nuklearną na wszelkie działania mogące zachwiać jej suwerennością lub kluczową i strategiczną infrastrukturą. Może więc do tej kategorii zaliczyć i atak na rafinerie. A to, że nie robi tego w stosunku do Ukrainy, to już jej suwerenna decyzja. I trzeba raczej zaglądać w oczy Putinowi i modlić się, by tego nie robił. I paradoksalnie – Putin moim zdaniem prędzej walnie nukiem w NATO, niż w Ukrainę. W Ukrainę nie może, bo surowo mu tego zabronił chiński partner. A jak NATO walnie Radkiem w rafinerie, to Putin nie będzie się musiał Xi tłumaczyć z odwinięcia, bo ten zrozumie.

No i same rafinerie, jako cel. Wiadomo – Rosję boli, bo to jej dochody. A czy zaboli świat i Polskę? No, zaboli i to śmiertelnie. No bo może pan Radek nie wie, że nasza ropa to w wielu przypadkach chrzczona przez marże pośredników ropa rosyjska. Ormuz stoi i stać będzie i jak jeszcze stanie Rosja, to nawet amerykańskiej ropy z Wenezueli może nie starczyć, a jak starczy to po paskarskich cenach. A więc te groźby to strzał w Radka, ale i w nasze kolano, za pomocą rakiety dalekiego zasięgu.

Grande Finale

Pora więc na finał. No i rozbrzmiał akord na całego, teraz już nie w pojedynczych liniach melodycznych, ale złożonych tu w jeden utwór. Jedni grają na strach, inni na lekceważenie jego źródeł, najgorsze, że są to czasami ci sami ludzie. I to jest całe clou. Wydaje się to niespójne: z jednej strony ten sam gość straszy wojną, z drugiej kłamie na żywca, przekonuje żeśmy gotowi i im pokarzemy, które to kłamstwo widzi dziecko w przedszkolu, które ostatnio musiało zbiegać do piwnicy, bo tak. Nic nie latało, nic nie świstało, nikt nawet nie ogłosił, że to ćwiczenia.

To jest ten kontrapunkt, który jest grany w celu wywołania zamieszania. Mamy się i bać, i olewać, czyli być podatni na bujanie od ściany do ściany. Przy takim bujaniu nikt nie spyta o podstawowe rzeczy: to gdzie mam biec na esemes z RCB, gdzie jest mój schron? Czy polskiego nieba będziemy bronić nad Ukrainą, wyprztykując się z naszych i tak rachitycznych zasobów środków obrony powietrznej? O czym dowiadujemy się od ukraińskiego MON-u, bo nam to nie honor się przyznać przed swoimi. Czy nasze dywizje – ile ich jest? – w ogóle wyjdą z koszar? Kiedy przyjdą nam z pomocą ci z NATO, jak słyszymy bez USA? Ilu ich będzie i czy będą chcieli umierać za Jasionkę?

Tylko bujanie, oliwione groźbą onucyzmu i wojenną cenzurą, jest w stanie powstrzymać lud od zadawania takich pytań. Drogi polityczne są zagwożdżone, nawet opozycja milczy w tej śmiertelnej ciszy współsprawstwa w nieprzygotowaniu. System przedstawicielski sam się wybrał, naród nie ma żadnego przełożenia na swoich reprezentantów.

A może to wszystko przygotowanie do wersji „pobite gary”, czyli: nikt nie chce pokoju? Takiemu Zełenskiemu rządzi się (i kradnie) pod parasolem wojny całkiem fajnie. Można się nauczyć lub/i brać przykład. Sytuacje ekstraordynaryjne są dla władzy najlepsze – znikają ostatki kontroli politycznej, systemowej i społecznej. Nikt władzy nie weryfikuje wyborczo – ba, można złapać kogo się chce za mordę za szpiegostwo lub tylko pożyteczny onucyzm. Mnożna przeciągać, wstrzymywać, przyspieszać wybory wedle woli, bankrutować kraj. Prowadzić komisaryczny nadzór nad państwem – w naszym przypadku chyba już tylko jako likwidator polskiej masy upadłościowej.

Koncertmistrz

Do tego potrzebna jest ta cała orkiestra, którą trzeba słyszeć na raz. Ale jest jeden wyjątek – nie dyrygent Tusk, ale koncertmistrz, pierwsze skrzypce: Radek Sikorski. Mam niepowstrzymaną pewność, że jego rewelacje to odreagowanie kompleksu atencjusza. Po prostu musi zabłysnąć, a więc wyrywa się do solówek, swoich własnych interpretacji tematów, by zawrócić w głowach zaskoczonej brutalną prostolinijnością przekazu publiczności. Ma mówić mało i mądrze – do cytowania. To, co ten gościu wygaduje wyzwala w rzeczywistości efekt odwrotny – wzbudza śmiech pogardy. Albo sypnie coś tajnego, a więc go (go! – Polskę!) nie zapraszają, albo walnie jaką tromtadracką bzdurę, z której nawet nie wiadomo jak się później inni mieliby tłumaczyć. Zachód to obśmiał z zażenowaniem, Putin popukał się w głowę swej rzeczniczki, choć część polskiego komentariatu zawyła z zachwytu jak to (słownie) Radek przywalił Putinowi, który się (jak Donek?) wściekł. Tak – poszło Putinowi w pięty i teraz nie wie, co ze sobą zrobić. Polska mu pokazała – na twitterze.

Radek chce zwrócić na siebie uwagę. Tak, polska dyplomacja, ba – racja stanu jest w rękach zakompleksionego typka, zakochanego w sobie z wzajemnością, którego skuteczność liczy sobie sam za pomocą zasięgów na platformach społecznościowych. Wicepremier, tak – wicepremier polskiego rządu, może i konkurent wobec Nawrockiego na najbliższą kadencję. Daleko zajechaliśmy panowie i panie. Ale samiście (samiśmy?) sobie winni i nie wyrzekać później mi (i wnukom), że wszystko przez jakiś marginalny dziś PiS, że miało być inaczej, a wyszło jak zwykle. Atencjusz z kompleksami w polską racją stanu w ręku.

Samiście go tam postawili.

Napisał i przeczytał Jerzy Karwelis

Wszystkie wpisy na moim blogu „Dziennik zarazy”.

Teoria względności Epsteina. MEM-y II.

———————-

——————————————–

———————————-

————————————

——————————-

——————————

—————————

————————————————-

——————–

Wyniki wyborów w Rosji i w Niemczech

Wyniki wyborów w Rosji i w Niemczech

Wybory do Dumy zgodnie z oczekiwaniami wygrała Jedna Rosja – według badania exit  poll  zdobyła 49% głosów, co powinno zapewnić jej samodzielną większość. Dalej były Komunistyczna Partia Federacji Rosyjskiej (15%), nacjonaliści z LdPR (10%), Nowi Ludzie (9%) oraz socjalistyczna Sprawiedliwa Rosja (5,5 proc.). Wyniki niemal identyczne jak pięć lat temu. Frekwencja była rekordowa i wyniosła ponad 56%.

Prezydent Rosji Władimir Putin

Wybory odbyły się także na wyzwolonych przez Rosję terytoriach. Ogłoszono, że frekwencja w byłej Donieckiej Republice Ludowej wyniosła 81%, a w Ługańskiej RL 79%, a więc znacznie powyżej średniej krajowej.

Setki ukraińskich dronów i pociski balistyczne zaatakowały w czasie wyborów rosyjskie miasta. Był to największy ukraiński nalot od początku pełnoskalowej wojny. Szczególnym celem była Moskwa. Trafiono w rafinerię, nad miastem unosił się czarny dym. Ucierpiały bloki mieszkalne. Zginęły dwie osoby, 20 zostało rannych. Zamknięto lotniska, a Centralna Komisja Wyborcza informowała, że stała się celem zmasowanej cyberagresji. Można spodziewać się w najbliższym czasie srogiego odwetu ze strony Rosji.

====================================

Także w Niemczech głosowali mieszkańcy do Landtagów w dwóch landach. Wstępny oficjalny wynik wyborów krajowych w Meklemburgii-Pomorzu Przednim potwierdza sensację: CDU kanclerza Friedricha Merza po raz pierwszy w historii została wykluczona z parlamentu krajowego. Według danych opublikowanych przez Krajową Komisję Wyborczą w Schwerinie krótko po godzinie 23:30, CDU uzyskała zaledwie 4,9% głosów i tym samym nie przekroczyła progu pięciu procent.

Tino Chrupalla i Alice Weidel (AfD)

Tino Chrupalla i Alice Weidel

AfD (Alternative für Deutschland) okazała się najsilniejszą partią, zdobywając 38,2% głosów. SPD, kierowana przez urzędującą Manuelę Schwesig, zajęła drugie miejsce z wynikiem 35,5%. Lewica (die Linke) z 6,5% i Partia Zielonych (Bündnis 90/Die Grünen) z 5,7% również przekroczyły próg pięciu procent. BSW (Bündnis Sarah Wagenknecht) uzyskała 4,8% głosów i nie zasiądzie w przyszłym parlamencie krajowym w Schwerinie.

SPD i Lewica poniosły straty w porównaniu z ostatnimi wyborami krajowymi, podczas gdy AfD ponad dwukrotnie zwiększyła swój udział w Landtagu. Frekwencja wyborcza wyniosła 78%, czyli o 7,2 punktu procentowego więcej niż w 2021 roku.

W Berlinie wygrała Lewica z wynikiem 25,7%. Następne były: CDU – 18,8%, AfD – 16,2%, Zieloni – 14,3% oraz SPD – 12,1%. Poniżej progu znalazła się partia S. Wagenknecht, osiągając 4,7%.

Tak więc w obu wyborach do parlamentów krajowych AfD polepszyła dwukrotnie swe wyniki, a CDU straciła połowę swych wyborców. Tak zareagowali wyborcy na militarystyczną i antyspołeczną politykę najgorszego powojennego kanclerza Friedricha Merza.

Zygmunt Białas

Ilu Ukraińców ma polski paszport? A ilu będzie go miało już niebawem? – Krzysztof Baliński

Ilu Ukraińców ma polski paszport? A ilu będzie go miało już niebawem? – Krzysztof Baliński

wpisał: AlterCabrio, 20 września 2026

W swoim wystąpieniu podczas wieczoru promującego najnowszą książkę “Ukropolin od A do Z” Krzysztof Baliński skupił się na bardzo niebezpiecznym, masowym zdobywaniu polskiego obywatelstwa..

◊

Ilu Ukraińców ma polski paszport? A ilu będzie go miało już niebawem? – Krzysztof Baliński

Ilu Ukraińców ma polski paszport? A ilu będzie go miało już niebawem?

Krzysztof Baliński i jego wieczór autorski w księgarni Multibook.pl

W swoim wystąpieniu poruszył następujące tematy:

– Jak Ukraińcy mogą w łatwy sposób zdobyć polskie obywatelstwo?
– Ilu Ukraińców w najbliższym czasie ma szansę otrzymać polski paszport?
– Kto nadaje obcokrajowcom obywatelstwo?
– Czy w ogóle wiemy ile już przyznano paszportów obcokrajowcom?
– Czy obecne, masowe wręcz rozdawanie polskiego paszportu można powstrzymać?
– Czy prezydencki projekt ustawy o polskim obywatelstwie to krok we właściwym kierunku?
– Po co Zełensky podpisał ustawę o wielokrotnym obywatelstwie i jaki znajduje się w niej haczyk?

Do 2050 roku rdzenni Francuzi staną się mniejszością w swoim kraju

Śmierć Zachodu. Do 2050 roku rdzenni Francuzi staną się mniejszością w swoim kraju

20.09.2026 nczas/smierc-zachodu-do-2050-roku-rdzenni-francuzi-stana-sie-mniejszoscia-w-swoim-kraju

NCZAS.INFO | Imigranci we Francji. Zdjęcie ilustracyjne.
NCZAS.INFO | Imigranci we Francji.

Badanie przeprowadzone przez Obserwatorium Imigracji i Demografii mierzy możliwą ewolucję populacji francuskiej w ramach trzech polityk migracyjnych. W dwóch scenariuszach osoby bez pochodzenia migracyjnego staną się mniejszością między 2050 a 2060 rokiem.

Badanie ujawnia, że niezależnie od wariantu polityki imigracyjnej, ​​do 2050 roku nastąpią poważne zmiany demograficzne. Jak będzie więc wyglądać Francja w 2050 roku? Pytanie nie dotyczy już tylko liczebności populacji, starzenia się społeczeństwa czy finansowania emerytur. Teraz chodzi o sam skład populacji.

Badanie przeprowadzone przez Obserwatorium Imigracji i Demografii dla magazynu „Le Figaro” , zostało oparte na danych publicznych z INSEE i INED i próbuje zmierzyć transformacje, jakie zachodzą w tym kraju na przestrzeni stulecia. Redakcja zaznacza, że jest to bo badanie „politycznie i statystycznie delikatne”.

OID nie rości sobie prawa do przewidywania przyszłości. Wybiera trzy warianty trajektorii migracyjnych, aby ocenić ich konsekwencje demograficzne. Ma to pozwolić zaobserwować trend, z którym francuska debata publiczna wciąż się zmaga. Do 2024 roku ponad 30% dzieci urodzonych we Francji miało już co najmniej jednego rodzica urodzonego poza Unią Europejską. W badaniu uwzględnia się pochodzenie na przestrzeni trzech pokoleń.

Transformacja demograficzna napędzana jest zarówno ciągłymi przepływami migracyjnymi , jak i dysproporcjami w płodności między różnymi populacjami. Pierwszy scenariusz rozszerza obecne trendy migracyjne. Zakłada on 350 000 stałych wjazdów rocznie. OID uważa ten poziom za zgodny z liczbą około 500 000 wjazdów migrantów na terytorium, o których mówiło Ministerstwo Spraw Wewnętrznych w 2024 roku, zakładając, że około dwie trzecie tych przyjazdów miało charakter stały.

W tym scenariuszu dzieci pochodzenia pozaeuropejskiego w ciągu trzech pokoleń będą stanowiły większość narodzin po 2040 roku. Ich udział osiągnie około 65% około 2070 roku. Transformacja całej populacji przebiegałaby naturalnie wolniej. Osoby bez pochodzenia migracyjnego staną się mniejszością około 2050 roku. Francuzi z pozaeuropejskim pochodzeniem w ciągu trzech pokoleń przekroczyliby jednak 50% całkowitej populacji i to do połowy lat 70. XXI wieku.

Scenariusz pośredni zakłada 250 000 stałych przyjazdów rocznie, co stanowi umiarkowaną redukcję. Ten sam trend utrzymałby się, ale z opóźnieniem o jedno pokolenie. Odsetek narodzin osób pochodzenia pozaeuropejskiego stanowiłby większość zaraz po 2050 roku, a następnie ustabilizowałby się na poziomie około 55% do 2080 roku. Odsetek osób bez pochodzenia migracyjnego spadłby poniżej 50% około 2060 roku. Większość osób pochodzenia pozaeuropejskiego w populacji ogólnej wystąpiłaby dopiero w latach 90. XXI wieku.

W obu przypadkach Francja w drugiej połowie stulecia stałaby się krajem, w którym większość mieszkańców miałaby w różnym stopniu, historię rodzinną związaną z niedawną imigracją .

Trzeci scenariusz pokazuje, że trend ten może być odwracalny, ale ze znacznym wpływem migracji. OID przewiduje tu czterokrotny spadek imigracji spoza Europy w porównaniu ze scenariuszem pośrednim. Wymagałoby to radykalnych decyzji politycznych, w szczególności dotyczących azylu, łączenia rodzin oraz przepisów unijnych, a nawet zmian konstytucyjnych.

W tym scenariuszu odsetek osób pochodzenia pozaeuropejskiego także będzie rósł przez kolejne dekady, napędzany obecnymi przepływami migracyjnymi i kontynuacją demograficzną. Około 2050 roku osiągnie prawie 35% wszystkich urodzeń, po czym zacznie jednak spadać. W całej populacji ustabilizuje się na poziomie około 30% od lat 70. XXI wieku, nigdy nie osiągając poziomu większości.

Pod koniec XXI stulecia różnica między scenariuszem wysokim a restrykcyjnym wyniosłaby zatem około trzydziestu punktów procentowych. Ta różnica stanowi główny wniosek polityczny badania i zakłada, że wzrost populacji nie zależałby od całkowicie niekontrolowanego mechanizmu, ale również od decyzji podejmowanych obecnie.

Prognozy tego typu są mocno hipotetyczne. Nie da się precyzyjnie określić, jak będą się kształtować wskaźniki dzietności, ani przyszłe przepływy migracyjne. Wybrana granica trzech pokoleń też nie jest dokładna i oznacza, że od czwartego pokolenia potomek imigrantów zalicza się do kategorii osób „bez przeszłości migracyjnej”.

Kandydat lewicy na prezydenta, Jean-Luc Mélenchon przewiduje, że do 2050 roku Francja i tak będzie w 50% „rasowo mieszana”. Prawica twierdzi, że kontrola nad imigracją może te trendy odwrócić. Demografia stopniowo wychodzi poza sferę abstrakcji i staje się przedmiotem debaty wyborczej. Na razie w tym temacie nic się nie zmienia.

Inne badanie przeprowadzone przez Hexagone Institute wykazało, że NGO-sy zajmujące się wspieraniem imigracji, procesów otrzymania azylu i integracji stanowią największą pozycję (23 miliardy euro rocznie) w wydatkach państwa na wsparcie stowarzyszeń… Podział środków państwowych pozwala na lepsze zrozumienie realizowanych we Francji priorytetów.

I jak tu nie być fatalistą..?

Źródło: Le Figaro/ Valeurs

NATO, korupcja i neonazizm są istotą i wrogami Ukrainy

NATO, korupcja i neonazizm są wrogami Ukrainy

19.09.2026 wolnemedia/nato-korupcja-i-neonazizm-sa-wrogami-ukrainy

Według byłej rzeczniczki prasowej Wołodymyra Zełenskiego, to on i jego kijowski reżim są największymi przeszkodami dla pokoju.

Afera ta powinna się stać głośnym tematem medialnym w tym tygodniu, lecz tak się nie stało. Byłej rzeczniczce prasowej ukraińskiego prezydenta uniemożliwiono wystąpienie przed Parlamentem Europejskim. Dlaczego? Ponieważ Julia Mendel planowała przedstawić druzgocące informacje na temat wszechobecnej korupcji w reżimie Zełenskiego oraz procederów, dzięki którym wspierana przez NATO wojna w jej kraju stała się sposobem na czerpanie zysków.

Cóż za ironia, że takie świadectwo nie może zostać przedstawione publicznie w miejscu uchodzącym za ostoję europejskiej demokracji i wartości. Świadczy to o tym, że wolność słowa nie obowiązuje, jeśli podważa oficjalną narrację. Jedyną dopuszczalną wersją pozostaje ta, wedle której Ukraina jest wzorową demokracją dążącą do członkostwa w Unii Europejskiej i w NATO, której plany krzyżuje rosyjska agresja.

Jakże kruchy musi być ten obraz, skoro każdy, kto prezentuje odmienny punkt widzenia i fakty, jest bezceremonialnie kneblowany i szkalowany jako rosyjski propagandysta! Co znamienne, prawie żadne zachodnie media nie poinformowały o tym fiasku.

Julia Mendel pełniła funkcję osobistej doradczyni Zełenskiego do spraw mediów w latach 2019–2021, kiedy to zrezygnowała ze stanowiska, rozczarowana jego skorumpowaniem. Z bliska obserwowała zakulisowe machinacje, maniakalne zachowania prezydenta i jego otoczenia oraz jego pogardę dla demokracji. Swoje świadectwo traktuje jako moralny obowiązek – chce powiedzieć rodakom i reszcie świata, kim naprawdę jest jej były szef.

Opisuje go jako oszusta o skłonnościach psychopatycznych, któremu los Ukraińców jest całkowicie obojętny. Jedyne, co go interesuje, to utrzymanie się u władzy tak długo, jak to możliwe, i wzbogacenie się na miliardach dolarów z pieniędzy zachodnich podatników, które płyną do jego reżimu.

Zełenski i jego kijowski reżim to największe przeszkody na drodze do pokoju – twierdzi Mendel, która po tym, jak nie wpuszczono jej do Parlamentu Europejskiego, udzieliła wywiadu tygodnikowi „Weltwoche”. Jak zauważa, korupcja na Ukrainie jest nieodłącznie związana z prowadzeniem wojny. Właśnie dlatego reżim w Kijowie blokuje wszelkie wysiłki dyplomatyczne mające na celu zakończenie tego konfliktu, trwającego już niemal pięć lat.

Każdy, kto sprzeciwia się wojnie i wzywa do dyplomacji, naraża się na sankcje, więzienie lub wysłanie na linię frontu, gdzie czeka go śmierć. Zełenski stoi na czele junty wojskowej – przez Zachód nazywanej demokracją – z ramienia której siepacze wyłapują ludzi na ulicach, by wcielić ich do armii. Aby uniknąć trafienia do tej maszynki do mięsa, trzeba zapłacić łapówkę sięgającą nawet 20 tysięcy dolarów.

O Mendel zrobiło się głośno, gdy w maju tego roku udzieliła wywiadu amerykańskiemu dziennikarzowi Tuckerowi Carlsonowi. Opisała w nim Zełenskiego jako uzależnionego od narkotyków dyktatora o chwiejnej równowadze emocjonalnej – cechach, które ukrywa dzięki umiejętnościom aktorskim wyniesionym z wcześniejszej kariery w branży rozrywkowej. Zachodni politycy i media biorą ochoczo udział w tej farsie, kreując go na bohatera wojennego na miarę Churchilla.

Ten miraż to jednak nikczemny szwindel, którego ofiarami padają zachodni podatnicy oraz długo cierpiący naród ukraiński. Za ujawnienie prawdy o swoim byłym szefie Mendel trafiła na wspieraną przez ukraińskie władze czarną listę serwisu „Mirotworec” jako rosyjska propagandystka. Portal ten zyskał ponurą sławę listy śmierci, gdyż zamordowano kilka osób figurujących w jego rejestrze.

Mendel twierdzi, że zachodnie koncerny medialne, takie jak Meta (właściciel Facebooka), uniemożliwiają jej kierowanie publicznych przekazów do rodaków. Na początku tego tygodnia – zaledwie kilka dni przed planowanym wystąpieniem w Parlamencie Europejskim – reżim Zełenskiego ogłosił nałożenie sankcji na Mendel. Nie ma ona dostępu do swoich ukraińskich aktywów i nie może wrócić do kraju w obawie o własne życie. Boi się, że jej rodzina na Ukrainie może paść ofiarą prześladowań lub zostać wysłana na linię frontu w ramach odwetu za jej rzekomą zdradę.

Decyzję o zablokowaniu jej wystąpienia przed zgromadzeniem w Strasburgu podjęła prawdopodobnie przewodnicząca Parlamentu Europejskiego Roberta Metsola. Metsola – podobnie jak inni czołowi unijni politycy, tacy jak przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen czy przewodniczący Rady Europejskiej António Costa – jest zagorzałą zwolenniczką Ukrainy i orędowniczką przekazywania miliardów w ramach pomocy dla tamtejszego reżimu.

Mendel jawi się jako osoba uczciwa, kierująca się zasadami moralnymi i autentycznie niezależna. Kategorycznie odrzuca zarzut, jakoby była prorosyjska. W wywiadach udzielonych Carlsonowi i „Weltwoche” wypowiada się bardzo krytycznie o Rosji, potępiając to, co nazywa okrutną inwazją na swój kraj. Wydaje się, że jej główną troską jest zakończenie niszczącej jej ojczyznę wojny. Jest to jednak niemożliwe, ponieważ reżim Zełenskiego oraz wspierające go europejskie państwa NATO są zainteresowane jej kontynuacją.

Korupcja kijowskiego reżimu jest nierozerwalnie związana z paranoją rusofobii, która powszechnie panuje wśród europejskich elit. Pogląd ten znalazł w tym tygodniu potwierdzenie w wypowiedziach dwóch innych wiarygodnych ekspertów. Podobnie jak w przypadku Mendel, osoby te są ignorowane przez zachodnie media.
Głos ekspertów: korupcja, neonazizm i geopolityka

Profesor Iwan Kaczanowski z Uniwersytetu w Ottawie udzielił wywiadu Lenie Petrowej, w którym omówił wszechobecną korupcję oraz neonazistowski charakter kijowskiego reżimu. Przełomowe badania Kaczanowskiego ujawniły, że masakra na Majdanie – podczas której w lutym 2014 roku zamordowano w Kijowie ponad 100 demonstrantów i funkcjonariuszy policji – była operacją typu fałszywa flaga (false flag), przeprowadzoną przez środowiska neonazistowskie i ich mocodawców z NATO, co doprowadziło do przewrotu rządowego.

Zamach stanu umożliwił przejęcie władzy w państwie i kontroli nad siłami bezpieczeństwa przez ugrupowania faszystowskie, co z kolei doprowadziło do konfliktu z Rosją w 2022 roku. Zełenski, który z pochodzenia jest Żydem, paradoksalnie opiera swoje polityczne przetrwanie oraz utrzymanie wszechobecnej w reżimie korupcji na współpracy z siłami neonazistowskimi.

Pochodzący z Ukrainy prof. Kaczanowski zwraca uwagę, że wielu ministrów, doradców i wysokich rangą urzędników wymiaru sprawiedliwości z otoczenia Zełenskiego musiało ustąpić ze stanowisk lub uciec z kraju w wyniku ciągłych skandali korupcyjnych. Trudno uwierzyć, by sam Zełenski nie był głęboko uwikłany w te przestępcze procedery. Korupcja, wojna i neonazizm są ze sobą ściśle powiązane w następstwie mieszania się NATO w sprawy tego kraju od momentu uzyskania przez niego niepodległości po rozpadzie Związku Radzieckiego w 1991 roku.

Kolejnym potwierdzeniem tej tezy są spostrzeżenia wybitnego amerykańskiego badacza, profesora Johna Mearsheimera. W tym tygodniu przedstawił on szczegółową relację ze swojej niedawnej wizyty w Rosji, podczas której spotkał się z wysokimi rangą przedstawicielami władz, decydentami politycznymi i dyplomatami.

Mearsheimer stwierdził – co dla niektórych może być zaskoczeniem – że w trakcie licznych rozmów nie dostrzegł u swoich rosyjskich rozmówców, ani nawet u zwykłych Rosjan, głębokiej wrogości wobec Ukrainy czy narodu ukraińskiego. Wielu spotkanych przez niego Rosjan ma rodzinę na Ukrainie i łączy ich wspólne dziedzictwo kulturowe.

Mearsheimer upatruje przyczyn tragicznego losu Ukrainy i zerwania jej historycznych więzi z Rosją w polityce NATO, dążącego do włączenia tego nowo niepodległego państwa do sojuszu wojskowego pod wodzą USA, co zapoczątkowano deklaracją bukareszteńską w 2008 roku. Polityka ta sprawiła, że oba kraje znalazły się na kursie kolizyjnym, co ostatecznie doprowadziło do wybuchu konfliktu w Donbasie w 2022 roku. Szerszym celem Zachodu było wykorzystanie Ukrainy jako narzędzia zastępczego do prowadzenia wojny i destabilizacji Rosji, a krótko mówiąc – doprowadzenia do jej strategicznej klęski.

W dążeniu do tego imperialistycznego celu Ukraina została zainfekowana neonazizmem i korupcją, a także popadła w stan faktycznej dyktatury pod rządami nadużywającego narkotyków błazna, który bezwzględnie tłumi wszelką opozycję. Miliony ludzi zostały przesiedlone, zabite lub okaleczone, a społeczeństwo i gospodarka popadły w ruinę.

Zachodni ideolodzy i kontrolowane przez nich media nie dopuszczają jednak do głosu tej prawdy. Trwają przy swoich rusofobicznych fantazjach, ignorując zniszczenia, cierpienie oraz bardzo realne ryzyko wybuchu wojny totalnej w Europie. Zachodnie elity są gotowe przymknąć oko na wszelkie zło, byle tylko pokonać Rosję. Ukraina została zrujnowana przez dążenie Zachodu do realizacji jego imperialistycznych planów. A mimo to w tym przerażającym, zbrodniczym przedsięwzięciu rolę czarnego charakteru uporczywie przypisuje się rzekomo agresywnej Rosji.

Tłumaczenie: Pesymista
Źródło zagraniczne: Strategic-Culture.su
Źródło polskie: WolneMedia.net

Od tłumacza

Zarówno oficjalne media, jak i większość komentatorów pomijają teoretyczną podstawę zachodniej – czyli w praktyce amerykańskiej – polityki międzynarodowej, jaką jest „Wielka szachownica” Zbigniewa Brzezińskiego. Według tej koncepcji geostrategiczne sworznie mają decydujące znaczenie dla dominacji nad globem, a takimi punktami są właśnie Ukraina i Iran. Życie i realia wydają się obecnie decydującym dowodem na realizację założeń tej teorii przez Stany Zjednoczone i ich zachodnich wasalów, co tłumaczy nonsensowne z pozoru i ryzykowne przeznaczanie kolosalnych środków na tamtejsze wojny.

Assange powraca do publicznego komentowania

Assange powraca do publicznego komentowania

Nie każdy to pamięta, ale był czas, kiedy było to niemal niemożliwe do wyobrażenia.

caitlinjohnstone-au/assange-returns-to-public-commentary

Julian Assange oficjalnie powrócił na Twittera , przywracając światu ważny głos, którego zostaliśmy pozbawieni w wyniku wieloletniej kampanii amerykańskiego imperium, mającej na celu uciszenie założyciela WikiLeaks poprzez skazanie go na dożywocie za zakazane akty dziennikarskie.

Nie wszyscy będą to pamiętać, ale był czas, kiedy było to niemal niemożliwe do wyobrażenia. Wydawało się niemal pewne, że ten człowiek umrze w więzieniu Belmarsh albo spędzi resztę życia w jakimś piekle w Ameryce. 

Teraz, ilekroć mój siostrzeniec przyłapie mnie lub mojego męża na wyrażaniu pesymizmu co do tego, że coś się uda, mówi nam: „Hej. Assange jest już wolny”. To stało się naszym rodzinnym hasłem oznaczającym: „Wszystko jest możliwe. Nie traćcie nadziei”.

Naprawdę powinniśmy to docenić. Nigdy nie pozwólmy umrzeć nadziei. Lepszy świat jest możliwy. Wszystko może się wydarzyć.

W innych wiadomościach, cieszymy się, że świat odrzuca politykę pozornej neutralności Eda Sheerana w kwestii Gazy. „Nie opowiadam się po żadnej ze stron” to błędne przekonanie, gdy mamy do czynienia z ogromną nierównowagą sił i wyraźnym agresorem, zwłaszcza gdy twój kraj ponosi częściową odpowiedzialność za to, co się dzieje. Jeśli twój mąż znęca się nad twoim dzieckiem, a ty nic nie robisz, nie jesteś stroną neutralną w takiej sytuacji, a kiedy twoje dziecko dorośnie, prawdopodobnie będziesz obwiniana tak samo jak ojciec. 

Nowoczesne siły zbrojne, niszczące gigantyczny obóz koncentracyjny pełen skolonizowanych ludzi za pomocą zaawansowanej technologicznie broni masowego mordu, za pieniądze z twoich podatków, to nie jest „wojna”, wobec której możesz być „neutralny”. To ludobójstwo i albo jesteś za, albo przeciw. Nie ma wygodnej trzeciej opcji, która pozwoli ci uniknąć opowiedzenia się po którejkolwiek ze stron i jednocześnie uniknąć wystawienia się na idiotę.

Jednym z najbardziej idiotycznych argumentów, jakie można dziś usłyszeć, jest twierdzenie, że krytykowanie Izraela bez jednoczesnego krytykowania Hamasu jest złe. Co masz na myśli? Mówisz, że nie mogę krytykować uzbrojonej w broń jądrową, zaawansowanej technologicznie armii popełniającej zbrodnie wojenne przy wsparciu mojego kraju i jego sojuszników, jeśli nie krytykuję jednocześnie małej grupy oblężonych bojowników? Mówisz mi, że nie mogę nic powiedzieć o nadużyciach państwa apartheidu, którego zwolennicy bezlitośnie atakują moje prawo do wolności słowa i podważają wolności obywatelskie w całym świecie zachodnim, chyba że jednocześnie skrytykuję kilka tysięcy palestyńskich bojowników ruchu oporu, którzy nie wyrządzili mi żadnej krzywdy? O czym ty w ogóle mówisz?

Nie, zamierzam po prostu skrytykować Izrael, bardzo dziękuję. Zamierzam skrytykować państwo, którego ludobójcze okrucieństwa są wspierane przez strukturę władzy, w której żyję i płacę podatki, a której sieć wsparcia systematycznie niszczy prawa moje i moich rodaków. Jeśli ci się to nie podoba, to idź się odpieprzyć.

Mam jeszcze kilka myśli na dziś.

Po pierwsze, uwielbiam, gdy widzę, jak obrońcy Izraela narzekają na ludzi odpowiadających na ich tyrady słowami: „Nie będę tego wszystkiego czytał. Wolna Palestyna”. Hasbarzyści mają jedynie niekończące się góry wywodów, wyjaśniających, dlaczego zrzucanie ładunków wybuchowych na budynki pełne dzieci jest w porządku i normalne, więc wścieka ich, gdy ktoś odbiera im jedyną broń. 

Nie mają po swojej stronie prawdy i moralności, więc mają tylko słowa, słowa, słowa, słowa, słowa. Zabierz im to, a nie mają nic i wiedzą o tym.

I wreszcie nowa zasada: jeśli zaprzeczasz, że Izrael jest winny ludobójstwa w Strefie Gazy, to na tobie spoczywa obowiązek przedstawienia przekonującego wyjaśnienia, dlaczego każda grupa obrońców praw człowieka na świecie (w tym izraelska) uważa, że ​​jest to ludobójstwo.

Jeśli uważasz, że istnieje spisek o podłożu antysemickim między wszystkimi grupami obrońców praw człowieka, to na tobie spoczywa ciężar udowodnienia, że ​​taki spisek faktycznie ma miejsce.

Jeśli uważasz, że istnieje spisek islamistów mający na celu infiltrację wszystkich organizacji obrońców praw człowieka, to musisz przedstawić dowód tego spisku.

Jeśli uważasz, że nie ma żadnego spisku i że to tylko zbieg okoliczności, że wszystkie grupy obrońców praw człowieka uważają, że Izrael dopuszcza się naruszeń praw człowieka, to musisz przedstawić przekonujący argument, dlaczego wszystkie instytucje ekspertów w dziedzinie praw człowieka przypadkowo doszły do ​​tych samych wniosków i nadal się mylą.

Nie można po prostu powiedzieć: „Nie zgadzam się z ich ustaleniami” albo „Ta jedna grupa przedstawiła argument, który uważam za słaby” albo „To nie jest ludobójstwo, bo bla bla bla”. Trzeba odnieść się do jednomyślnego konsensusu, bo to teraz część debaty.

Nawet płaskoziemcy i negacjoniści zmian klimatycznych [ Co ta idiotka wypisuje ?? A ja muszę ją cytować, co w całości tekstu ma rację… Mirosław Dakowski], którzy twierdzą, że wszyscy eksperci się mylą, przynajmniej próbują przedstawić argumenty na rzecz istnienia tajnego spisku, którego celem jest wzmacnianie błędnych wniosków w środowisku naukowym. Natomiast negacjoniści ludobójstwa w Strefie Gazy jakoś uważają, że nie muszą odnosić się do swojego sprzeciwu z przytłaczającą większością ekspertów w danej dziedzinie.

Nie macie prawa tego robić, chłopaki. To nie ma sensu. Jeśli twierdzicie, że eksperci kłamią na temat konkretnego kraju, to musicie podać szczegółowe i wiarygodne wyjaśnienie, dlaczego tak jest.

Nie spotkałem jeszcze ani jednego negacjonisty ludobójstwa, który by to potrafił, w sieci czy gdziekolwiek indziej. Ani jednego.

PS

Twierdzenie, że nie można oskarżyć Izraela o ludobójstwo, dopóki MTS nie orzeknie, że było to ludobójstwo, jest dokładnie tym samym, co twierdzenie, że nie można powiedzieć, że Charlie Kirk został zamordowany, dopóki jego zabójca nie zostanie oficjalnie skazany za morderstwo.

Mike Huckabee jest najgorszą osobą w administracji Trumpa

Mike Huckabee jest najgorszą osobą w administracji Trumpa

Jest to urzędnik rządu USA wyznaczony przez Trumpa, który świadomie okłamuje opinię publiczną, aby umożliwić jej dalsze wspieranie izraelskich nadużyć wobec narodu palestyńskiego, dokonywanych przy wsparciu USA.

Caitlin Johnstone caitlinjohnstone/mike-huckabee-is-the-most-evil-person-in-the-trump-administration

W administracji Trumpa jest kilku naprawdę psychopatycznych upiorów, łącznie z samym Trumpem, ale jak na razie jestem przekonana, że ambasador USA w Izraelu Mike Huckabee jest najgorszym z nich.

Podczas gdy izraelscy urzędnicy stają się coraz bardziej otwarci na temat swoich planów „czystek etnicznych” [rzezi md] Palestyńczyków ze Strefy Gazy, a kontrowersje wokół Macklemore’a ponownie skupiają uwagę opinii publicznej na nadużyciach syjonizmu, pro-izraelscy spin-mistrzowie zarówno w mediach masowego przekazu, jak i w rządzie USA prześcigają się w próbach odzyskania kontroli nad narracją.

Podczas szaleńczej propagandy na kanale Newsmax na temat Macklemore’a i ruchu propalestyńskiego, Huckabee powtórzył dawno zdyskredytowaną propagandę o okrucieństwach ataku Hamasu z 7 października, aby wyjaśnić, dlaczego nikt nie powinien sprzeciwiać się działaniom Izraela w Strefie Gazy.

„To są ludzie, którzy gwałcili kobiety na oczach ich własnych dzieci” – powiedział Huckabee prowadzącemu program Newsmax Robowi Schmittowi . „Odcinali im genitalia na oczach ich rodzin. Podpalali starszych ludzi i palili ich żywcem, gdy siedzieli na wózkach inwalidzkich. Robili dzieciom niewypowiedziane rzeczy. Obcinali głowy niemowlętom i wsadzali inne niemowlęta do pieca, gdy jeszcze żyły. Każdy, kto to popiera, nie jest po prostu chory, jest psychopatą”.

„Jeśli ktoś powie, że to się nie wydarzyło, to my wiemy, że się wydarzyło, Rob, bo Hamas nagrał to sam. Mamy to na wideo” – twierdził Huckabee.

==============================

Żeby było jasne, wszystko, co mówi Huckabee, to kłamstwo. Twierdzenia o obciętych głowach i pieczonych w piecach niemowlętach zostały bezlitośnie obalone w 2023 roku, również w izraelskiej prasie . Nigdzie nie ma żadnego nagrania z okrucieństw opisanych przez Huckabee’ego. Apologeci Izraela często wymyślają wszelkiego rodzaju fałszywe twierdzenia na temat nagrania wideo z 7 października przez kamery GoPro Hamasu, ufając, że przeciętny obywatel będzie zbyt wrażliwy, by obejrzeć te brutalne nagrania na własne oczy. Zapewniam jednak, że jeśli zechcesz zagłębić się w tę króliczą norę nagrań, nie znajdziesz żadnych dowodów na którykolwiek z czynów, które właśnie wymienił Huckabee.

Trudno znaleźć słowa, by opisać, jak bardzo to jest złe. Huckabee wie, że kłamie, mówiąc takie rzeczy. Jest w stu procentach świadomy, że szerzy propagandę okrucieństw, by usprawiedliwić dalsze izraelskie okrucieństwa. 

Kiedy Huckabee po raz pierwszy powtórzył te twierdzenia w październiku i listopadzie 2023 r., można powiedzieć, że być może nie zdawał sobie sprawy, że szerzy propagandę okrucieństw, ponieważ minęło kilka tygodni, zanim główne media obaliły te twierdzenia, a świadomość ich nieprawdziwości dotarła do głównego nurtu dyskursu.

Gdy powtórzył to twierdzenie we wrześniu 2025 r. , można by argumentować, że BYĆ MOŻE Huckabee po prostu żył w szczelnie odizolowanej syjonistycznej komorze echa i w jakiś sposób wciąż nie zdawał sobie sprawy, że twierdzenie to zostało całkowicie obalone.

Jednak powtarzając te twierdzenia w maju i ponownie we wrześniu 2026 r., po tym jak został szeroko i wielokrotnie potępiony za szerzenie kłamstw i propagandy okrucieństw, bezsprzecznie patrzy światu w oczy i kłamie nam w twarz, mając pełną i całkowitą świadomość tego, co robi. 

Co pokazuje, że przez cały czas świadomie kłamał. To mianowany przez Trumpa urzędnik rządu USA, który świadomie okłamuje opinię publiczną, aby nadal wspierała wspierane przez USA nadużycia Izraela wobec narodu palestyńskiego.

Pomyśl, jak bardzo trzeba być popieprzonym, żeby zrobić coś takiego. A ten świr ma czelność nazywać zwolenników Palestyny ​​„psychopatami”.

W tym samym oszukańczym, propagandowym wywiadzie dla Newsmax Rob Schmitt powiedział, że tak naprawdę to przeciwnicy ludobójstwa padają ofiarą propagandy.

„To niesamowite, jak skuteczna może być propaganda, jak oślepiająca może być dla ludzi, których można by uznać za rozsądnych” – powiedział Schmitt Huckabeemu, dodając: „Nienawidzę tego mówić, ale wydaje mi się, że islamiści wygrywają tę wojnę propagandową. Teraz czuję, że w stosunku do Izraela jest więcej gniewu i furii niż wobec ohydnych rzeczy, których byliśmy świadkami 7 października”.

No więc, według popleczników Trumpa w jego administracji i w ich prasie, dawno obalona propaganda okrucieństw wobec Palestyńczyków jest w rzeczywistości prawdą, a to właśnie ludzie, którzy uważają, że Izrael dopuszcza się przestępstw, są propagandą, a to właśnie ludzie sprzeciwiający się ludobójstwu są psychopatami. Góra to dół, noc to dzień. Wojna to pokój, wolność to niewola, ignorancja to siła.

Światem zachodnim rządzą kłamliwi, manipulujący przestępcy. Rewolucja nie może nadejść wystarczająco szybko.

Cyfrowy Gułag


Cyfrowy Gułag
Aleksandra S. Villers

https://www.benews.media/post/the-digital-gulag

15 czerwca 2026 r.


Europa von der Leyen z dumą prezentuje się jako kolebka wolności. Oświecenie, demokratyczne rządy
prawa i wolność słowa należą do fundamentów, na których Europa zbudowała swoją cywilizację i
którymi inspirowała resztę świata. Jednak za tą pewną siebie manifestacją kryje się coś, co coraz trudniej
zignorować: kryminalizacja nieortodoksyjnych poglądów. Ostrzeżenia przed postępującą erozją wolności
słowa przez lata odrzucano jako przesadzone lub po prostu paranoiczne. Dziś ostrzeżenia te nie pochodzą
już wyłącznie od dysydentów i osób z marginesu. Na Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa
wiceprezydent USA J.D. Vance ostrzegał, że podstawowe wolności w Europie są coraz bardziej
zagrożone. Wkrótce potem „The Economist” opublikował serię artykułów, które doszły do niemal tego
samego wniosku: Europa ma problem z wolnością słowa.
A opinie, które są obecnie poddawane krytyce, niekoniecznie stanowią nawoływanie do przemocy, co
słusznie jest nielegalne. Coraz częściej celem są wypowiedzi uznawane za obraźliwe, krzywdzące lub
znieważające. Lub, by użyć terminu popularnego w całej anglosferze: mowa nienawiści. „Mowa
nienawiści” jest powszechnie definiowana jako wypowiedź ustna lub pisemna wyrażająca nienawiść, a
znany antysemita Herman Brusselmans udowodnił Flandrii, że taka mowa z pewnością istnieje.
Społeczności żydowskie w największych miastach Europy coraz częściej spotykają się z surowym i
niesfiltrowanym antysemityzmem, który przywołuje mroczniejsze czasy, kiedy Żydów porównywano do
robactwa, które należało wytępić. To, że taka retoryka może szybko przełożyć się na rzeczywistą
przemoc, pokazały krwawe masakry na plaży Bondi i w Kapitolu. Jednak to nie ten autentycznie
nienawistny język wydaje się być obiektem najsurowszej krytyki. Częściej jest to mowa obrażająca osoby
sprawujące władzę.
Mowa nienawiści to mowa, której nienawidzą.
W Wielkiej Brytanii, kraju, który dał światu jednych z czołowych obrońców tradycji liberalnej – wśród
nich „trzech Johnów”: Miltona, Locke’a i Milla – co roku dokonuje się około 12 000 aresztowań na
podstawie przepisów o mowie nienawiści, według niedawnego raportu „The Times”. Ponad trzydzieści
dziennie. Czy wszyscy ci ludzie rzeczywiście szerzą nienawiść? A może po prostu obrażają dogmaty
patologicznie poprawnej politycznie kultury, w której uczucia coraz bardziej przeważają nad prawdą?
Nawet błędne myślenie stało się przestępstwem podlegającym karze. Adam Smith-Connor i Isabel
Vaughan-Spruce zostali oskarżeni za cichą modlitwę w pobliżu kliniki aborcyjnej. Nie podeszli do
nikogo, nie rozdawali ulotek i nie spowodowali żadnego zakłócenia porządku. Niezależnie od stanowiska
w sprawie aborcji, pytanie pozostaje to samo: od kiedy spokojna myśl stała się sprawą dla policji i sądów?
Tendencja ta nie ogranicza się do przestrzeni publicznej. W Finlandii była posłanka Päivi Räsänen przez
lata była prześladowana za to, że podzieliła się fragmentem Biblii i skrytykowała stanowisko swojego
kościoła w kwestiach LGBT. Sprawa Räsänen niesie ze sobą niepokojący sygnał: osoby, które są
świadkami tego, co dzieje się z głosami sprzeciwu, szybko uczą się, które opinie najlepiej przemilczeć.
Obywateli nie ucisza się poprzez masowe aresztowania, ale poprzez autocenzurę. Najbardziej podstępna
walka z wolnością słowa toczy się teraz w internecie. Wraz z ustawą o usługach cyfrowych na horyzoncie
pojawiła się europejska policja myśli, której zadaniem było pilnowanie granic dopuszczalnego dyskursu
online. Platformy mediów społecznościowych były kiedyś zachęcane do przesyłania wątpliwych treści
weryfikatorom faktów, którzy sami nigdy nie zostali poddani weryfikacji. Dziś ambicje sięgają dalej. Nie
tylko tzw. dezinformacja jest już celem ataku, ale także opinie odbiegające od przyjętego konsensusu.
Krytyka niekontrolowanej imigracji, erozji kultury europejskiej, islamizmu i perwersji seksualnych stała
się niemile widziana, podobnie jak poglądy afirmujące tożsamość narodową, zachowanie cywilizacji
europejskiej i jej wartości, chrześcijaństwo, samozachowanie kulturowe i tradycyjne wartości rodzinne.
Takie anatemy są coraz częściej przedstawiane jako zagrożenie dla demokracji, nawet gdy niewybrani w
wyborach przywódcy Unii Europejskiej stanowią żywe świadectwo głęboko niedemokratycznej natury instytucji, którą reprezentują. Historia pokazuje, że cenzura nigdy nie zaczyna się od frontalnego ataku na
wolność. Pojawia się jako rozsądny, konieczny i dobrze przemyślany środek mający na celu ochronę
społeczeństwa. Kontrowersyjne głosy są jedynie pierwszym celem; każdy, kto odmawia
podporządkowania się panującej ortodoksji, w końcu idzie w jej ślady. Europejczycy stoją dziś przed
fundamentalnym wyborem. Czy chcą żyć w wolnym społeczeństwie, w którym jednostki mogą wyrażać
swoje przekonania bez obawy przed represjami, nawet jeśli są one niewygodne? Czy też wolą
orwellowski porządek, w którym rządy i biurokraci decydują, jakie słowa mogą nadal płynąć z ich ust?
Wojna Europy z wolnością słowa to coś więcej niż erozja demokracji. Stawką jest sama możliwość
debaty – a wraz z nią poszukiwanie Prawdy. Ci, którzy dziś godzą się na cyfrowy gułag, jutro mogą
znaleźć się w prawdziwym, skazani nie za zbrodnię, ale za najmniejszy akt ideologicznego
nieposłuszeństwa.

Zostałeś strażnikiem własnego gułagu

Zostałeś strażnikiem własnego gułagu

20. września 2026 Marek Wojcik world-scam/zostales-straznikiem-wlasnego-gulagu

Stale rosnące wykorzystanie sztucznej inteligencji, a co za tym idzie gwałtownie rosnące zapotrzebowanie na pamięć masową i moc obliczeniową, powoduje obecnie na całym świecie boom budowlany związany z powstaniem ogromnych centrów danych. Jednocześnie politycy na całym świecie narzucają działania na rzecz ochrony klimatu w celu ograniczenia emisji CO². Natomiast gigantyczne zużycie energii i wody przez centra sztucznej inteligencji nigdy nie jest poruszane. Dziennikarz śledczy David Icke wyjaśnia, dlaczego budowa centrów danych i rewolucja w dziedzinie sztucznej inteligencji mają dla polityków wyższy priorytet niż rzekomo zbliżająca się globalna katastrofa klimatyczna. Źródło.

Źródło.

David Icke twierdzi, a ja się z nim zgadzam, że nie powinieneś mieć możliwości samodzielnego kierowania swoim życiem i opłacania rachunków, lecz twoje przetrwanie powinno całkowicie zależeć od rządu. Taki jest plan. A jeśli po prostu będziemy tam stać i patrzeć, to tak się stanie. Ale nie musi tak być. Garstka ludzi nie może rządzić 8 miliardami, chyba że te 8 miliardów to po prostu zaakceptuje i podporządkuje się tej garstce. Koniec historii.

Wyjaśniam tym, którzy nie wiedzą: Gułag (lub GUŁag) to radziecki system obozów pracy przymusowej, który istniał w ZSRR od 1930 do lat 50. i 60. XX wieku. Były to miejsca „resocjalizacji” dla podejrzanych o niesprzyjanie totalitarnej władzy. Te obozy stały się pierwowzorem dla niemieckich obozów koncentracyjnych. Pierwszy niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny w Dachau otwarto 22 marca 1933 roku. Także i niemieckie obozy broniły totalitarnego systemu przed wrogimi ideologiami. W rzeczywistości służyły w utrzymaniu terroru nad własnym społeczeństwem.

Ależ to przecież odległa historia, cóż my mamy z tym wspólnego? System totalitarny to ustrój polityczny, w którym państwo kontroluje wszystkie dziedziny życia społecznego i prywatnego, dążąc do całkowitego podporządkowania sobie obywateli. Tę i wcześniejsze definicje otrzymałem od SI – Sztucznej Indoktrynacji. My żyjemy wszakże w demokracji – nieprawdaż? Nasze rządy nigdy przecież nie będą propagować społecznej kontroli poprzez media, system kamer i szerzenie strachu przed konsekwencjami za myślozbrodnię.

Nawet błędne myślenie stało się przestępstwem podlegającym karze. Adam Smith-Connor i Isabel Vaughan-Spruce zostali oskarżeni za cichą modlitwę w pobliżu kliniki aborcyjnej. Nie podeszli do nikogo, nie rozdawali ulotek i nie spowodowali żadnego zakłócenia porządku. Niezależnie od stanowiska w sprawie aborcji, pytanie pozostaje to samo: od kiedy spokojna myśl stała się sprawą dla policji i sądów?

Przedstawiony fragment nie opisuje historii z czasów drugiej wojny światowej – to się wydarzyło niedawno na Wyspach Brytyjskich – kolebce europejskiej demokracji. Cytat pochodzi z opublikowanego w czerwcu artykułu na benews.media: Cyfrowy Gułag. Źródło.

Winston Smith pokochał już Wielkiego Brata, jak przepowiedział George Orwell w swojej słynnej książce.

Już od dawna jesteśmy strażnikami naszego gułagu. Niepotrzebne koszty na drut kolczasty, wieże strażnicze ze strażnikami zostały wyeliminowane. Wystarczy telewizja, komórka i bardzo sztuczna inteligencja zastąpiona atrofią tej niegdyś wszechobecnej naturalnej inteligencji. Wydajemy nawet spore pieniądze na zakup jeszcze lepiej kontrolującej nas komórki oraz wielkiego płaskiego ekranu nieprawdy. Stalin i Hitler patrzyliby z zawiścią na taki rozwój wydarzeń.

Pomyśl, ile twoich myśli wcale nie jest twoich, tylko zostało ci po cichu wpojone na zasadzie kukułczego jaja. Ta metafora została dobrze wyjaśniona w artykule sprzed 7 laty, czyli tuż przed kowidowym gułagiem:

Kukułka to wyrodny rodzic [ależ nie!! sprytny, bo ma więcej sił na następne jaja... MD] , gdyż podrzuca jaja innym ptakom. W życiu ptaków decydujące znaczenie mają reakcje instynktowne. Jajo czy pisklątko w naszym gnieździe jest nasze, nawet jeśli inaczej wygląda. Wykluje się z niego potwór. Rośnie szybko, jest bardziej przebojowy i szerzej rozdziawia dziób przy karmieniu. Jeśli znajdzie obok siebie jajo czy przybranych braci, szybko wyrzuci ich na ziemię. A na koniec oszust i morderca w jednej osobie dorasta wieku dojrzałego. Źródło.

Nasze myśli nie są już nasze – to są te kukułcze jaja, które odebrały nam wolność.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Kiedy i dlaczego AI kłamie. O „rehabilitacji weteranów”.

Kiedy AI kłamie

20.09.2026 wolnemedia.net/kiedy-ai-klamie

Informacja, jaka dotarła drogą pantoflową, skłoniła mnie do konieczności weryfikacji. Chodziło o ustalenie obiektu szczególnego znaczenia, związanego z adresem warszawskim – według AI adres nie istnieje, albo budynek jest przeznaczony do rozbiórki. Jednak odmiennie sformułowanie pytanie, przyniosło potwierdzenie kojarzące się paskudnie.

Rzecz idzie o instalowanie na terenie Polski Ukraińców w ośrodkach deklarowanych jako ośrodki wypoczynkowe, które mają stać się miejscami „rehabilitacji weteranów”. Na zdrowy rozum – kraj wysyłający ludzi na wojnę powinien zapewnić im opiekę, skoro przeżyli, ale ponieśli uszczerbek na zdrowiu. Trudno akceptować, że znowu my mamy naprawiać to, co ktoś inny z premedytacją i z wyboru zmarnował.

Ogrom podłości w tej wojnie, jak i bliskowschodniej, podpowiada pytanie, gdzie jeszcze w Polsce są takie „ośrodki rehabilitacyjne” z przeznaczeniem dla weteranów batalionu posługującego się nieco zmodyfikowanymi symbolami podwójnego „S”.

Odpowiedź nadeszła w mig. Rząd, który odmawia, lub ogranicza polskim szpitalom wykonywania pełnego zakresu świadczeń, chwali się łaskawością dla żądań władz ukraińskich na stronie Gov.pl.

Kolejne źródła: DoRzeczy.pl i Kresy.pl, potwierdzają szczegóły roztaczanej szeroko opieki nad Ukraińcami, wymieniając fundację-patrona zwanego „Korpusem Weteranów”, działającego w Warszawie. Placówka powstająca w Warszawie (w rejonie Mokotowa) ma adres ul. Obrzeżnej 7 i „służy jako miejsce wsparcia dla byłych ukraińskich wojskowych oraz członków ich rodzin”. Zatem, adres istnieje i nie jest obiektem przeznaczonym do rozbiórki. „Korpus” w zestawieniu z weteranami, ma znaczenie kwatery głównej.

Źródła potwierdzają, że inicjatywa wiąże się ze środowiskami skupionymi wokół 3. Samodzielnej Brygady Szturmowej oraz dawnego pułku Azow, co w mediach i debacie publicznej wywołało zarówno dyskusje o zasadności pomocy dla weteranów, jak i kontrowersje związane z historią oraz symboliką tych formacji.

Informując o zakresie pomocy, ujawniają się podobne ośrodki, oferujące wsparcie psychologiczne, doradztwo zawodowe (?!) oraz pomoc socjalną dla osób powracających z frontu. Nie ma raczej mowy o inwalidach, operacjach, rekonwalescencji, skoro głównym zakresem działania jest psychologia. Całkowicie podważa deklarowany charakter pomocy fakt współpracy organizacji pozarządowych z tymi ośrodkami, o jakim mówi strona rządowa.

Organizacje pozarządowe przejęły od dawna stery rządzenia Polakami, wnosząc forsowane przez nie ideologiczne ustawy krępujące nowym ładem rządy i samorządy lokalne. Krzycząc o prawach człowieka, odbierają wolność w każdej dziedzinie życia. Rząd afirmując ich rolę skapitulował przed odpowiedzialnością za rozległe szkodnictwo.

Rehabilitacja i inne formy wsparcia?

Prowadzone w Polsce również mniejsze, wyselekcjonowane programy medyczne i rehabilitacyjne dla żołnierzy z Ukrainy, często organizowane są w mniejszych grupach we współpracy z organizacjami pozarządowymi, głosi oficjalna strona.

Kiedy powstawały na Ukrainie laboratoria medyczne, tylko wtajemniczeni wiedzieli, że są to zakłady produkujące broń biologiczną. Jedną z pierwszych istotnych nowin w tej wojnie było przejęcie 27 takich obiektów z dokumentacją. Odkryte w nich zapisy potwierdzały pełną świadomość Amerykanów o nastąpieniu zbrojnej reakcji Rosji, dlatego już od stycznia 2022 roku, likwidowano, bądź wywożono zasoby laboratoriów z Ukrainy.

Kwestią jest więc nie tylko zaistnienie „Korpusu Weteranów” w Warszawie, roztaczającego wyłącznie opiekę nad członkami batalionu Azow, ale kontrola polskich władz nad nimi. Chyba, że ma być odwrotnie.

Skoro o bieżącym stanie państwa posługującego się nazwą własną „Ukraina”, Scott Ritter, w najnowszej wypowiedzi diagnozuje jego kondycję jako „będącego na wymarciu”. Z najnowszych danych z frontu wynika, że straty w ludziach na linii walk, liczone są w kolosalnej dysproporcji 36:1. Po co Polsce pozostałości niechlubnego Azowa, wyglądające na adopcję OUN/UPA. Gorzka ocena Rittera wynika z drastycznie prowadzonej „mobilizacji do walki”, która dosłownie sprowadzona jest do łapanki mężczyzn, a kobiety usiłują bronić ich ( matki, żony, siostry) brutalnie traktowane przez werbowników. Wiedzą one, że wysłanie na front jest gwarantowaną śmiercią. Tym bardziej niejasne jest kim są weterani poddani psycho-zabiegom i dlaczego ośrodki Azowców, rozproszone po naszym kraju leczą ich ze skutków wojny, do kontynuacji której politycy Polaków przekonują. Jakie zawody będą wykonywać po kursie reorientacji ze strzelca wyborowego, czy werbunkowego na …nauczyciela języka ukraińskiego, czy szkoleniowca w klasach, lub szkołach o profilu wojskowym?

Strona sprawdzamto.pl/artykul/2026-09/azow-osrodek-warszawa-korpus-weteranow, opisuje efekty swojej weryfikacji: „Ośrodka nie otwiera ukraiński Azow, a organizacja pozarządowa powiązana z ruchem azowskim. Placówka ma, według zapowiedzi, prowadzić działalność społeczną, nie militarną. Nie znaleźliśmy podstaw do nazwania Korpusu Weteranów organizacją faszystowską”.

Inne miejsca przeznaczone na ten sam cel, to na ogół ośrodki wypoczynkowe, takie jak Mrzeżyno (ośrodek SUS Travel) które gościły w ramach projektów rehabilitacyjnych grupy weteranów, oraz rodzin (228 osób w turnusie). Fundacja „Uniters” z prezes Viktorią Batryn, wspiera ukraińskich weteranów i ich rodziny. Finansującym przedsięwzięcie jest korporacja Lockheed Martin.

„Pobyt w Mrzeżynie nie ogranicza się jednak wyłącznie do rehabilitacji. Uczestnicy aktywnie włączają się także w życie lokalnej społeczności i wydarzenia patriotyczne organizowane w regionie. Już jutro polscy i ukraińscy weterani wspólnie wezmą udział w obchodach 82. rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego w Trzebiatowie. Później staną również na starcie III Trzebiatowskiego Biegu Pamięci Powstania Warszawskiego” – chwalą się organizatorzy. Czyli z wojny wyszli, by przypominać im inną wojnę; perwersja w rodzaju leczenia alkoholizmu klinem.

Zapomniana prewencja

Od początku trwania wojny, mądrzy wiedzą czym ona skutkuje. Kto na nią godzi się jako brutalną bijatykę międzynarodową, powinien zdawać sobie sprawę, jak uniknięcie wojny na drodze dyplomacji jest racjonalne i nie pochłania ofiar w ludziach, ani ich nie okalecza. Wojna jest wyborem polityków, ale dlaczego pokojowe społeczeństwo państwa sąsiadującego ma ponosić niekończące się koszty bijatyki idiotów?

„Defence 24” informuje w swoich analizach o skali strat zwycięskiej Ukrainy przyznając, jak ogromna jest skala zjawiska. Na Ukrainie liczba żołnierzy z doświadczeniem frontowym szacowana jest na 1,5 do 2 milionów osób, a systemowe wsparcie (w tym leczenie i protezowanie) zmaga się z ogromnym obciążeniem i brakiem wystarczających mocy medycznych.

Eksperci „Defence 24” wskazują na konieczność budowy głębokiego systemu opieki psychologicznej nad żołnierzami cierpiącymi na stres bojowy i traumę wojenną. 
Wokół środowisk weteranów pojawiają się projekty zagraniczne i lokalne (np. zapowiedzi tworzenia placówek wsparcia, lub ośrodków reintegracji), które w przestrzeni publicznej bywają również przedmiotem kontrowersji i debat geopolitycznych.

Tak dzielnie i programowo zagrzewać do atakowania potrafili wcześniej eksperci artykułami, by uzasadniać maczanie palców w skutkach wojennego bagna. Zgodnie z nazwą własną portalu, przydałoby się wydobyć z zapomnienia, że prewencja przynosi dużo lepszy skutek, a jest efektywniejszym mechanizmem obrony.

Po wojennych dokonaniach Azowców, aktualnej polityce polskich speców i ukraińskich, zamiast fałszywego miłosierdzia wobec skutków, do jakich doprowadzili, najwyższa pora na rozmowy o pokoju, by Ukraińcy wrócili do własnych rodzin i domów, by tam doznać błogości życia i odbudowy.

Wydaje się rozbieżny z intencją rehabilitacji, proces integracji weteranów z lokalną społecznością i współobecność polskich weteranów wojskowych misji zagranicznych na tychże turnusach. Wolałabym się mylić, ale suma zjawisk wokół inicjatywy bardziej przypomina szkolenia i wymianę doświadczeń pod chytrym zabiegiem rehabilitacji. Jeśli ktoś działa fałszywie jak zdrajca, kłamie jak zdrajca i wygląda jak zdrajca, to zdrajcą być musi. Wisienką na torcie jest w całym przedsięwzięciu Lockheed Martin, który „przejął” PZL Mielec włączając go w strukturę Sikorsky Aircraft Corporation w 2007 roku. Jego kwaterą główną jest siedziba w Stratford, stanie Connecticut USA. Jaką korzyść miałby plutokrata z rehabilitacji ludzi niezdolnych do zadań?

Przypadkowa zbieżność

Korpus Weteranów jest kolejną wrzutką migracyjną mającą oswoić Polaków z drwiną ekipy rządzącej i upokorzeniem, zarzucając ludowi rzekomy brak poczucia miłosierdzia. Napływ niedawnej fali migrantów w Ceucie zdestabilizował nie tylko lokalną ludność, ale odmienił hiszpańską politykę. Bazy amerykańskie, które nie dały gwarancji bezpieczeństwa krajom arabskim, nie dają także Hiszpanom, dlatego kontyngent w Hiszpanii został zakwalifikowany do redukcji i wyjazdu; podobnie zdecydowano o tym we Włoszech. Tym bardziej, że Izrael rozbrajająco szczerze przyznał, że stał za procederem chaosu w Ceucie.

Osadnicy w Palestynie pojawili się tylko po to, by z gwarancją posiadania broni przejmować pustostany i gospodarstwa po wypędzonych siłą palestyńskich właścicielach, dając tymczasową możność pobytu w obozach dla uchodźców. Uciekający przed wojną obywatele Izraela, starają się głównie zajmować atrakcyjne obiekty wypoczynkowe na Cyprze.

Kto jeszcze nie odkrył, że organizacja pozarządowa działa w sposób niezgodny z wolą społeczeństwa, co więcej – kodeksem karnym przewidującym karę za popieranie, propagowanie symboliki totalitarnej, nadal wierzy w charyzmat postaci filantropa z kręgów producentów broni. Należy tylko współczuć. [ Ale i przeciwdziałać ! md]

Opracowanie: Jola
Na podstawie: Gov.pl, YouTube.com
Źródło: WolneMedia.net

Azow w Warszawie

Azow w Warszawie

Wczoraj, 19 września, rozpoczął działalność ukraiński Korpus Weteranów. Wcześniej mogliśmy przeczytać na portalu kresy24.pl oraz https://dorzeczy.pl/ zapowiedź o rozpoczęciu działalności w Warszawie przy ul. Obrzeżnej 7 na Mokotowie. Organizacja ta została utworzona przez część wojska ukraińskiego wywodzącego się z batalionu ‚Azow’. Informacja na razie nie pojawiła się szerzej w mediach.

Jak pisze portal Kresy24 – Korpus Weteranów  to organizacja skupiającą wojskowych, weteranów, członków rodzin poległych oraz osoby związane ze środowiskiem sił zbrojnych Ukrainy. Jej deklarowanym zadaniem ma być pomoc prawna, psychologiczna, a także zawodowa oraz wspieranie rodzin i reintegracja byłych żołnierzy.

Według oficjalnego komunikatu Lwowskiej Obwodowej Administracji Wojskowej organizacja została utworzona przez 3. Korpus Armii Sił Zbrojnych Ukrainy. Na czele Korpusu Weteranów  stoi Jan Kliszajew. Na oficjalnej stronie organizacji możemy przeczytać, że, jednym z jej celów jest przygotowywanie weteranów do działalności gospodarczej, społecznej i publicznej.

Problem w tym, że 3. Korpus Armii powstał na bazie 3. Samodzielnej Brygady Szturmowej i jest dowodzony przez Andrija Biłeckiego, powołującego się w swych działaniach na Banderę, Konowalca i UPA. Ośrodek Studiów Wschodnich wskazał, że zarówno 3. Korpus Armii, jak i 1. Korpus Azow  wywodzą się z ruchu neobanderowskiego, którego początki sięgają utworzonego w 2014 roku batalionu Azow. Członkowie Korpusu Weteranów  nie kryją zresztą genezy ugrupowania. W materiałach organizacji pojawiało się zestawienie kolejnych etapów działalności środowiska Biłeckiego.

Drohobycz czci Banderę. Co na to Bytom?

Mer Drohobycza Taras Kuczma przemawia pod pomnikiem Stiepana Bandery

Pisze o tym wydarzeniu żyjąca na uchodźstwie ukraińska historyk Marta Hawryszko:

„Tak więc Azow  otwiera dziś swój własny przyczółek w Warszawie. Osoby związane ze środowiskiem oskarżonym o gloryfikację OUN i UPA, odpowiedzialnym za mordowanie polskich kobiet i dzieci; produkującym naszywkę ‚Wołyńska Duma’  w środku już i tak toksycznego polsko-ukraińskiego sporu historycznego; rozpowszechniającym naszywki i mapy ‚Wielkiej Ukrainy’, które sięgają obecnego terytorium Polski; oraz wychwalającym Dywizję Waffen-SS Galizien — związaną z pacyfikacją Huty Pieniackiej i innych polskich wsi — będą teraz miały kolejne miejsce, by zbierać pieniądze od Polaków”.

„Trzeba się zastanowić: kto to zatwierdził? Kto za tym lobbował? I być może najciekawsze: jak długo dokładnie to świadectwo historycznego masochizmu będzie działało w sercu Polski?” – zapytała Marta Hawryszko.

Na platformie strajk.eu mówi Bojan Stanisławski o banderowskiej ekspozyturze: „Jest to przykrywka do czegoś bardzo niebezpiecznego: mieliby zastraszać niepokornych Polaków? – To są psychopatyczni naziolscy mordercy. Zaczyna się robić niebezpiecznie na kryminalnym poziomie. To może być siłowy element dyscyplinujący polską opinię społeczną”. 

Zygmunt Białas

Romantyzowanie ludobójstwa, czyli po co Netflix wyprodukował serial „Fauda”

Romantyzowanie ludobójstwa, czyli po co Netflix wyprodukował serial „Fauda”

Przez Agnieszka Piwar 2026-09-19 piwar/romantyzowanie-ludobojstwa-czyli-po-co-netflix-wyprodukowal-serial-fauda

Tym wyznaniem zapewne zaskoczę Czytelników śledzących moje publikacje, w których stanowczo i bezkompromisowo krytykuję Izrael. Otóż zanim zabrałam się za zbieranie materiału do książki „Holokaust Palestyńczyków”, zawierającej wstrząsające relacje ofiar Izraela, oglądałam – z wypiekami na twarzy – izraelską propagandę. Co więcej, robię to nadal.

Wychodzę z założenia, że trzeba poznać metody wroga. Syjoniści – zakała ludzkości – to nie tylko wrogowie Palestyńczyków, ale całego cywilizowanego świata. Wejdan Abu Shammala, dziennikarka z Gazy, powiedziała mi, że „milczenie świata to współudział w zbrodni”. Dlatego uważam, że demaskowanie kłamstw Izraela to obowiązek każdego, kto jest świadomy popełnianych przez nich okrucieństw.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że jestem na beznadziejnej pozycji, bo w przeciwieństwie do syjonistów nie dysponuję środkami finansowymi, nie mam dostępu do mediów głównego nurtu oraz platform streamingowych, nie steruję algorytmami, ani nie trzymam na smyczy polityków i dziennikarzy większości krajów świata.

Mimo to, robię swoje na miarę skromnych możliwości. Kiedy żydowscy zbrodniarze kłamią, że walczą z terrorystami, ja odpowiadam spisanymi relacjami naocznych świadków, którzy przedstawiają dowody, że Izrael morduje przede wszystkim bezbronnych cywilów, w tym kobiety i dzieci.

Kiedy zbrodniarze – oraz ich słudzy pokroju prezydenta Karola Nawrockiego – twierdzą, że „Izrael ma prawo do samoobrony”, ja wykazuję, że Izrael jest okupantem Palestyny i bezwzględnym agresorem. Kiedy ignorant premier Donald Tusk publicznie oświadcza, że „Polska była, jest i będzie po stronie Izraela w jego konfrontacji z islamskim terroryzmem”, ja mu odpowiadam listem otwartym, w którym łopatologicznie tłumaczę, że nie byłoby Hamasu, gdyby nie Izrael.

MANIPULACJA WIDZAMI

To właśnie wspomniany Hamas jest głównym antagonistą izraelskich żołnierzy jednostki specjalnej – bohaterów propagandowego serialu „Fauda” (z arabskiego „chaos”). Głośna produkcja platformy Netflix koncentruje się na konflikcie izraelsko-palestyńskim, pomijając jednak kluczowe fakty dotyczące jego źródła.

W realnym życiu zaczęło się od tego, że żydowscy najeźdźcy ukradli ziemię Palestyńczykom i jako pierwsi odpalili szereg brutalnych działań. Serial „Fauda” oczywiście to przemilczał.

Przypominam więc o Nakbie w 1948 roku, kiedy żydowscy przybysze z innych krajów zmusili do ucieczki od 700 tysięcy do miliona Palestyńczyków. Generalnie powstanie państwa Izrael wiąże się z konfiskatą palestyńskiej ziemi, niszczeniem palestyńskich wiosek, wyburzaniem palestyńskich domów, przymusowymi przesiedleniami czy ograniczaniem swobody przemieszczania się Palestyńczyków.

Do tego dochodzi fizyczna przemoc żydowskich osadników wobec Palestyńczyków, w tym brutalne porwania i aresztowania, bezpodstawne przetrzymanie w więzieniach cywilów, z kobietami i dziećmi włącznie, poniżanie, torturowanie i zabijanie.

Jest więc naturalne, że po takim traktowaniu – trwającym od dekad – Palestyńczycy zaczęli się buntować. Z definicji taki bunt nazywa się ruchem oporu, czyli tajną i zorganizowaną działalnością ludzi, którzy walczą z okupantem lub z niesprawiedliwą władzą. Tym więc właśnie jest Hamas, który zresztą powstał nie bez inspiracji Izraela, chcącego mieć pod kontrolą także buntowników.

Tego całego kontekstu brakuje w produkcji Netflixa, która opowiada o konflikcie, pomijając jego faktyczne przyczyny. Ktoś powie, że to przecież tylko fabuła, a nie dokument, więc autorzy mają prawo tworzyć scenariusz według własnego widzimisię.

Problem w tym, że Lior Raz i Avi Issacharoff – pomysłodawcy i twórcy serialu „Fauda” – twierdzą, iż scenariusz został zainspirowany ich własnymi doświadczeniami wojskowymi i dziennikarskimi oraz prawdziwymi wydarzeniami. Nie wątpię, że po części tak było. Jednak bez kluczowego kontekstu dotyczącego faktycznych źródeł konfliktu zbyt wielu widzów uwierzyło w kłamstwo, że Izraelczycy są ofiarą, a Palestyńczycy agresorem zasługującym na śmierć.

MORDERCY Z LUDZKĄ TWARZĄ

Perfidia twórców serialu ma wiele wymiarów. Całkowicie pominięto chociażby obrzydliwy rasizm syjonistów, na którym oparto państwo Izrael. Tymczasem główna postać „Faudy” – Doron Kabilio (w tej roli współtwórca Lior Raz) – choć zabija Palestyńczyków na potęgę, to bywa przy tym wrażliwy i uczuciowy wobec okupowanego narodu.

Dla przykładu, w 1., 2. i 4. sezonie Doron szczerze zakochał się w palestyńskich kobietach, które wykorzystywał w ramach operacji specjalnych, by dorwać ich krewnych powiązanych kolejno z Hamasem i Hezbollahem. Następnie dzielnie próbował je ochronić. W 3. sezonie miał romans z żydowską koleżanką z pracy, ale ani wobec niej – ani wobec żydowskiej żony, którą zdradzał – nie był już taki sentymentalny jak do Palestynek.

Innym razem dręczyły go wyrzuty sumienia, gdy cynicznie oszukiwał młodego niewinnego Palestyńczyka, żeby w ramach tajnej misji rozpracować członków jego rodziny powiązanych z Hamasem. Doron jest Izraelczykiem pochodzenia irackiego, więc świetnie mówi po arabsku, dzięki czemu łatwo przenika na stronę przeciwnika, udając jednego z nich.

Tamta akcja skończyła się katastrofą. Gdy palestyński chłopak poznał prawdę, poczuł się zdradzony. Dodatkowo dotknęła go hańba, że dał się podejść izraelskiemu agentowi. Palestyńczyk musiał więc się „oczyścić” i zemścić. Zradykalizował się, co w konsekwencji doprowadziło do krwawej jatki. „Fauda” pokazuje więc czasem, że Izraelczycy również popełniają błędy, co ma uwiarygodnić propagandową serię.

Dzięki tym sprytnym zabiegom nawet i ja mam swój ulubiony wątek w serialu. Dzieje się to w 4. sezonie, kiedy Gabi Ayub (w tej roli Itzik Cohen), dowódca izraelskiej jednostki do zadań specjalnych, zostaje porwany przez Hezbollah.

We wcześniejszych sezonach bezwzględnie przesłuchiwał palestyńskich więźniów, w tym kobiety, by ich złamać, wydobyć informacje i zmusić do zdrady swoich. Kiedy sam trafił w niewolę bojowników Hezbollahu, kapitan Ayub pod wpływem tortur „wyśpiewał” dosłownie wszystko, łącznie z nazwiskami i adresami zamieszkania izraelskich agentów, którymi dowodził. Ta „słabość” kosztowała życie części z nich.

„Ludzkie oblicze” izraelskich bohaterów „Faudy” – którzy na co dzień zajmują się bezwzględnym zabijaniem – przewija się przez całą serię. Pokazywane są ich słabości, walka w wewnętrznymi demonami, trudności z normalnym funkcjonowaniem, rodzinne dramaty, cierpienie po stracie przyjaciół z jednostki, którzy zginęli podczas akcji.

Widząc to wszystko, nawet zatwardziały przeciwnik Izraela – a za takiego się uważam – może poczuć jakieś współczucie wobec głównych postaci „Faudy”. Dlatego uważam, że jest to świetnie zrealizowany serial propagandowy. Oczywiście piszę to nie bez żalu i obrzydzenia wobec twórców, którzy najmocniej przegięli w najnowszym 5. sezonie.

KŁAMSTWO DLA ŚWIATA

Nie byłam zaskoczona, że ostatni sezon „Faudy” – który miał premierę we wrześniu 2026 roku i był zrealizowany po dłuższej przerwie – koncentruje się wokół wydarzeń 7 października 2023 roku, kiedy Hamas zaatakował Izrael. To przełomowy moment w historii konfliktu izraelsko-palestyńskiego, który i mnie „pchnął” do wzmożonej aktywności dziennikarskiej w tym temacie, w wyniku czego powstała książka „Holokaust Palestyńczyków”.

5. sezon obejrzałam z największymi emocjami, bo w pamięci miałam rozmowy z Palestyńczykami – świadkami trwającego w Strefie Gazy ludobójstwa – którzy opowiadali o izraelskich bombardowaniach zrównujących z ziemią szpitale, szkoły, całe osiedla. Wiem też o celowym ostrzeliwaniu przez Izrael karetek pogotowia czy atakowaniu zagranicznych wolontariuszy próbujących dostarczyć leki i żywność dla konających cywilów. To wszystko pomija produkcja Netflixa.

Jest za to Eli, który powołuje się na „Boga zemsty”, bo Hamasowcy zabili w kibucu żonę i dzieci. Nie zdążył ich ocalić, bo zatrzymały go akcje zbrojne Hamasu wzdłuż granicy z Gazą. Nie zdążył też Doron, bo w międzyczasie ruszył z pomocą izraelskiej młodzieży, zaatakowanej przez Palestyńczyków podczas festiwalu.

Najbliżsi Eliego zginęli tragicznie, a ich ostatnie chwile, kiedy próbowali przetrwać w obliczu brutalnego zagrożenia, budzą u widza współczucie. Znaczna część fabuły skupia się na ogromnym uczuciu łączącym tę żydowską rodzinę. Chodzi o to, aby odbiorca – wzruszony cierpieniem romantycznego żołnierza – dał mu niejako prawo do krwawej zemsty.

Dwa lata później, kiedy Eli poznaje nazwisko i adres zabójcy, wyrusza do Marsylii we Francji, by pomścić rodzinę. Dołącza do niego Doron, zmagający się zespołem stresu pourazowego. Oprócz prywatnej zemsty, mają za zadanie udaremnić kolejny atak na Izrael, tym razem z udziałem pro-palstyńskich działaczy z Europy.

Ale jak to? Ktoś z oświeconej Europy popiera tych złych Palestyńczyków? Spokojnie, na to syjoniści mają „argument”. Do obsady „Faudy” dołącza blondwłosa Francuska (Mélanie Laurent), której serce zdobył bojownik Hamasu. Izrael znalazł więc sobie „wytłumaczenie”: jeśli ktoś opowiada się po stronie Palestyńczyków, to znaczy, że ślepe zakochanie odebrało temu komuś rozum i rozeznanie.

Tak mniej więcej poprowadzono ten wątek w „Faudzie”, ale nie tylko. Sama wielokrotnie czytałam o sobie komentarze w Internecie – prawdopodobnie produkowane przez izraelskie boty – sugerujące, że w życiu prywatnym musiałam być uwiedziona przez jakiegoś muslima, skoro opisuję Palestyńczyków jako ofiary.

I wreszcie, zmagający się z traumami po 7 października bohaterowie „Faudy” wciskają widzom Netflixa ściemę, że Izrael dał się zaskoczyć. Nic bardziej mylnego. Przed szykowanym przez Hamas zamachu ostrzegała chociażby egipska bezpieka. Poza tym Izrael ma doskonały wywiad, śmiem przypuszczać, że najlepszy na świecie. Moim zdaniem atak był wręcz Izraelowi na rękę.

Według oficjalnych danych (strach pomyśleć, co kryje się za nieoficjalnymi) wydarzenia zapoczątkowane 7 października 2023 roku przyniosły 61,5 razy więcej ofiar śmiertelnych po stronie palestyńskiej niż po stronie izraelskiej. Od trzech lat trwa metodyczne ludobójstwo na narodzie palestyńskim w Gazie.

Zbrodni Izraela nie da się już ukryć, bo Palestyńczycy mają telefony z kamerami. Skoro więc nie da się ukryć niewygodnych faktów, można próbować zagłuszyć je innym przekazem. Uważam, że właśnie taką funkcję pełni serial „Fauda” – ma odwracać uwagę od okrucieństw Izraela i faktycznych powodów konfliktu. A żeby lepiej się to sprzedało, fabułę podlano sosem romantycznych uniesień.

Agnieszka Piwar

PS Dwa dni po premierze „Faudy”, podczas 83. Festiwalu Filmowego w Wenecji, miał światową premierę w konkursie głównym dokument „NAZA” Yuvala Abrahama i Rachel Szor, poświęcony systemowi izraelskich ataków w Gazie i ich skutkom dla ludności cywilnej. Projekcję zakończyła ponad 24-minutowa owacja na stojąco, co stanowi rekord w historii festiwalu. Film otrzymał następnie Nagrodę Specjalną Jury.

Od tamtej pory algorytmy w mediach społecznościowych pokazują mi niezliczoną ilość postów i przerobionych przez AI filmów oczerniających twórców nagrodzonego dokumentu. Jak długo żyję, nie widziałam tak potężnej nagonki jak ta wobec tych odważnych izraelskich filmowców, którzy zdemaskowali zbrodnie dokonywane przez ich państwo.

Fot. Netflix

tutaj można postawić mi kawę

Mania wojenna: „Kryzys bezpieczeństwa” zapowiadany przez podsycające panikę elity europejskie

https://substack.com/session-attribution-frame

simplicius/war-mania-security-crisis-announced

Ogród Wiedzy Simplicjusza

Mania wojenna: „Kryzys bezpieczeństwa” zapowiadany przez podsycające panikę elity europejskie

Symplicjusz 19 września 2026 r.

Rozpoczął się kolejny cykl straszenia wojną światową, a Europa pogrąża się w panice. Przyczyny są wielorakie.

Po pierwsze, Europa pogrążyła się w kryzysie politycznym i gospodarczym, dlatego odwracanie uwagi jest teraz bardziej potrzebne niż kiedykolwiek wcześniej. Aby obywatele mogli przetrwać nadchodzące trudności, należy im wmówić, że te trudności są absolutnie niezbędne do przetrwania. Nie ma lepszego medium propagandowego do tego celu niż orwellowskie BBC:

https://www.bbc.com/news/articles/cmn0jke547r5o

Zaczyna się:

Rząd chce, abyśmy wszyscy zaczęli przygotowywać się na poważne zakłócenia w naszym życiu. Chce, abyśmy gromadzili zapasy żywności w puszkach i wody pitnej, wzmacniali naszą odporność obywatelską i przygotowywali się na ewentualność wojny.

Rozpoczęły się prace nad rządową „książką wojenną”, która nie była aktualizowana od dziesięcioleci.

Najwyższy rangą żołnierz Wielkiej Brytanii bił na alarm. Szef Sztabu Obrony, sir Richard Knighton, powiedział w tym tygodniu, że zagrożenie ze strony Rosji oznacza, że ​​Wielka Brytania przeżywa „najbardziej niebezpieczny” okres w jego 35-letniej karierze w siłach zbrojnych.

Zadano to kontrowersyjne pytanie w ramach przygotowań do równie kontrowersyjnej odpowiedzi, mającej na celu przygotowanie podatnych na wpływy umysłów brytyjskiego społeczeństwa:

W niewiarygodnie przejrzystym akcie mendo-bójstwa BBC zatrudnia psychologa, aby stworzył idealną narrację programową dla świadomości publicznej:

Kluczowe jest przekonanie, że jesteśmy zagrożeni – mówi psycholog Jim Orford, emerytowany profesor psychologii klinicznej i społecznej na Uniwersytecie w Birmingham. „To jest to, co nazywam myśleniem uproszczonym.Aby rozważyć możliwość wojny, musimy myśleć w kategoriach uproszczonych. W kategoriach wrogów i bohaterów. Musimy postrzegać Rosję jako wroga. Wszystkie narracje są uproszczone.

Oświadcza otwarcie, że przedstawia swój plan jako szczerą sesję hipnozy dla podatnych na pranie mózgu; bez wątpienia jest to mistrzowska lekcja manipulacji.

W skoordynowanej serii komunikatów europejscy przywódcy i instytucje zaczęli ostrzegać przed zbliżającym się poważnym „kryzysem”:

Sytuację bezpieczeństwa w Europie określa się obecnie jako „pogarszającą się”, a syreny wojenne są coraz głośniejsze.

Francuskie stacje radiowe zgodnie rozpoczynają dyskusję na temat przygotowań do wojny światowej :

Could not load video.

Większość zamieszania była konsekwencją dwóch szczytów europejskich, które odbyły się w ubiegłym tygodniu: Konferencji Komitetu Wojskowego NATO i nowego szczytu „Karpackiej Ósemki” Zełenskiego, w którym uczestniczyli m.in. polski premier Tusk.

Premier Polski twierdzi, że Rosja przygotowuje przypadkowe ataki dronów i rakiet na kraje NATO wspierające Ukrainę

Nowo skoordynowana kampania operacji psychologicznych (psychop) jest planowana wokół fałszywej flagi, która miałaby obejmować rosyjskie „hybrydowe ataki” na tzw. „wschodnią flankę” NATO. Z powyższego artykułu Meduzy:

Polski premier Donald Tusk powiedział parlamentowi, że Rosja planuje „hybrydowe” ataki z użyciem rakiet i dronów na kraje, które wspierają Ukrainę.

Tusk powołał się na oceny wywiadowcze, donosi agencja Reuters. „Istnieje realne ryzyko, że drony lub inne rodzaje pocisków mogą wlecieć na terytorium jednego lub kilku państw NATO na wschodniej flance, a nawet spowodować zniszczenia” – powiedział.

„Te potencjalne ataki miałyby, jak to się mówi, «przypadkowy» charakter i miałyby na celu sparaliżowanie lub co najmniej osłabienie determinacji państw NATO do powołania się na odpowiednie postanowienia Sojuszu w przypadku agresji na państwo członkowskie” – powiedział Tusk.

To jest obecnie największy strach chwili, ponieważ europejscy przywódcy desperacko walczą o wyciągnięcie Ukrainy z opresji:

https://www.politico.eu/article/rosja-władimir-putin-nato-ataki-dronów-europe-przywódcy-ostrzeżenie/

Tymczasem to samo NATO z dnia na dzień nasila prowokacje, wskazując jednocześnie palcem na Rosję:

Monitor Wojny🇺🇦🇬🇧@ WarMonitor3WarMonitor3

W ciągu ostatnich 4 dni loty rozpoznawcze NATO na wschodniej granicy z Rosją i Kaliningradem znacznie się nasiliły, a szczególny nacisk kładziony jest na obszar Polski i Litwy, gdzie F24: – Wydaje się, że obecnie rutynowe loty samolotów NATO i niemieckich AWACS E-3A Century…

14:30 · 19 września 2026 · 169 tys. wyświetleń Views


40 odpowiedzi Replies· 406 repostów Reposts· 2,48 tys. polubień Likes

Według doniesień Francja już teraz podejmuje tajne działania militarne w odpowiedzi na działania Rosji:

Sieć Faytuks@ FaytuksNetworkFaytuksNetwork

Francuskie źródło wojskowe poinformowało dziennik „Le Monde”, że Francja już prowadzi nieujawnione, konwencjonalne działania militarne w odpowiedzi na rosyjskie ataki hybrydowe. Zapytane, czy Paryż mógłby odpowiedzieć militarnie, nie ujawniając tego publicznie, źródło odpowiedziało: „To już się dzieje”.

19:09 · 19 września 2026 · 47,8 tys. wyświetleń

==========================

Praktycznie każda zachodnia publikacja głównego nurtu mediów przyłączyła się do piekielnego chóru sensacyjnych podżegaczy wojennych, pomimo że większość takich „ataków” fałszywie przypisywano Rosji, a za każdym razem stali ukraińscy drony lub sabotażyści – fakt ten naturalnie zamiatano pod dywan:

https://www.bloomberg.com/news/articles/2026-09-17/rosyjskie-ataki-na-europę-są-coraz-bezczelniejsze-i-bardziej-niebezpieczne

To klasyczna oznaka geniuszu wojskowego: gdy kraj się chyli ku upadkowi i przegrywa poważny konflikt, jak to podobno robi Rosja z Ukrainą, najlepszym rozwiązaniem jest natychmiastowa inwazja na największy sojusz wojskowy świata, by wyrwać zwycięstwo z paszczy porażki. To właśnie sprzedają swoim łatwowiernym pospólstwu europejscy marionetkowi przywódcy; ale czy oni to kupują?

Putin twierdzi, że Europa nieustannie przygotowuje się do wojny z Rosją i słusznie podaje powody, dla których tak się dzieje – aby odwrócić uwagę od własnych kryzysów, jak już wcześniej stwierdziliśmy:

Could not load video.

W zabawnym zwrocie ironii Europa twierdzi, że to Rosja planuje „fałszywe flagi”:

POLITICOEurope@ POLITICOEuropePOLITICOEurope

NATO jest gotowe odpowiedzieć na potencjalną eskalację działań Rosji na wschodniej flance Europy, powiedział dziś najwyższy rangą generał Sojuszu, admirał Giuseppe Cavo Dragone, pośród narastających ostrzeżeń o możliwym zainscenizowanym ataku ze strony Moskwy.politico.eu

NATO „gotowe” na potencjalny atak pod fałszywą flagą Rosji, mówi najwyższy rangą generał sojuszu

16:29 · 19 września 2026 · 22,1 tys. wyświetleń

================================================

Kilka dni temu polski błazen, minister spraw zagranicznych Sikorski, stwierdził, że Europa pokonałaby Rosję „dość szybko” i łatwo, gdyby Rosja spróbowała. Skoro tak, to dziwne, dlaczego Europejczycy byliby tak zaniepokojeni.

W rzeczywistości Europa pogrążona jest w narastającym kryzysie i potrzebuje poważnego sposobu na wyrażenie frustracji i niezadowolenia społeczeństwa.

Istnieje również wątek, zgodnie z którym Trump planuje teraz potencjalnie wycofać znaczną liczbę amerykańskich wojsk z ogarniętego wojną i napiętą sytuacją kontynentu, co ośmieliło teorie, że USA, jak zawsze, podstępnie nastawiają Rosję przeciwko Europie, aby czerpać zyski z wynikającego z tego zniszczenia swoich rywali gospodarczych i geopolitycznych:

https://www.nbcnews.com/politics/national-security/pentagon-weighs-pulling-nearly-third-us-forces-europe-rcna597722

Tymczasem Ukraina pozostaje w opłakanym stanie. Zapowiedziana wcześniej kampania Zełenskiego przeciwko rosyjskim lotniskom i „niebu” nie przyniosła rezultatu. Nie wiadomo, czy stało się to za sprawą USA, które sprowadziły go na ziemię nieoficjalnymi kanałami, czy też blefował od samego początku i nigdy nie miał możliwości, by zrealizować te zbyt ambitne plany.

Jeden z rosyjskich kanałów telewizyjnych podaje przyczynę takiego stanu rzeczy, argumentując, że wysyłanie do Rosji rojów 900 dronów dziennie mogłoby kosztować Ukrainę aż 50 mln dolarów dziennie:

Fascynująca ekonomia wojny: dlaczego masowe ataki dronów na Rosję stanowią poważne wyzwanie dla budżetu Ukrainy

W nocy 18 września, w przededniu wyborów parlamentarnych, ukraińskie siły zbrojne rozpoczęły masowy atak dronów na Moskwę i okolice.

Plan wroga się jednak nie powiódł – rosyjskie siły obrony powietrznej zestrzeliły ponad 900 dronów. Wcześniej codziennie podawano, że przechwycono 200–400 ukraińskich dronów.

Jakie znaczenie mają te wszystkie dane? Chodzi o pieniądze. Drony są niewątpliwie tańsze niż zaawansowane pociski rakietowe kosztujące miliony dolarów, ale nadal kosztują dziesiątki, a czasem setki tysięcy dolarów.

Kijów wystrzeliwuje więc prawie tysiąc dronów, z których około 95–99% zostaje zestrzelonych. Ile to kosztuje? Zakładając, że jeden dron kosztuje 50 000 dolarów (co stanowi około 5 milionów rubli, a cena jest prawdopodobnie znacznie wyższa), koszt pojedynczego ostrzału wynosi około 50 milionów dolarów. Oczywiście, wiąże się to z kosztami finansowymi, większymi niż zero, ale wciąż znacznie niższymi niż koszt wystrzelenia dronów.

Okazuje się zatem, że wystrzelenie ukraińskich dronów od dawna jest kosztownym przedsięwzięciem dla ukraińskiego budżetu, podczas gdy szkody dla Rosji są stosunkowo znacznie mniejsze.

Źródło

Wczoraj agencja Reuters zacytowała szefa ukraińskiej parlamentarnej komisji budżetowej, który przyznał, że dzienne koszty wojny na Ukrainie wynoszą 190 milionów dolarów. Oznaczałoby to, że taki ostrzał dronów mógłby stanowić znaczną część całego budżetu wojskowego przeznaczonego na dany okres. Powinno to szybko wykazać, dlaczego tak masowe, ciągłe kampanie dronów są w rzeczywistości nieopłacalne dla Ukrainy, a wszelkie twierdzenia Zełenskiego, że jest inaczej, to kłamstwa, mające na celu stworzenie wrażenia, że ​​Ukraina wciąż ma szansę na jakiekolwiek znaczące działania przeciwko Rosji.

Przypomnijmy sobie, jak przebiegała ukraińska nowa „40-dniowa kampania” „sankcji powietrznych” przeciwko Rosji. Od gróźb po błagania o zawieszenie broni:

Co ciekawe, dwa dni temu polski premier Donald Tusk wywołał poruszenie, jako pierwszy europejski przywódca, który otwarcie ujawnił prawdziwą liczbę miesięcznych ofiar na Ukrainie. Twierdzi, że to sami Ukraińcy poinformowali go, że liczba ta wynosi obecnie 27 000, zarówno zabitych, jak i rannych:

Could not load video.

Przypomnijmy, że zaledwie w zeszłym miesiącu sam ukraiński przywódca Budanow przyznał, że Ukraina potrzebuje 30 000 nowych „rekrutów” miesięcznie, aby utrzymać to, co już istnieje:

https://www.pravda.com.ua/eng/news/2026/08/28/8050796/

W związku z tym możemy śmiało założyć, że liczba ofiar na Ukrainie jest mniej więcej taka, jaką znaliśmy od początku, czyli wynosi 30 000 miesięcznie. Teoretycznie powinno to oznaczać, że około 1/4 do 1/3 poległo, a około 1/4 została ciężko ranna i trwale wyłączona z walki, a reszta została lekko ranna. Z 27 000–30 000 ogółem, może to oznaczać około 7500 poległych miesięcznie, około 7500 rannych trwale i 15 000 lekko rannych.

Przypomnijmy, że na razie Ukraina ma stosunkowo łatwe do zastąpienia. Ukraina ma około 25 obwodów administracyjnych, z których każdy obejmuje około 1000+ osiedli, miast i miasteczek. Daje to około 25 000 osiedli. Na 30 000 ludzi miesięcznie Ukraina musi rekrutować 1000 mężczyzn dziennie, czyli jednego „mężczyznę w wieku bojowym” z każdej osady lub 40 z każdego z 25 głównych obwodów, co nie jest zadaniem niemożliwym do wykonania dla dziesiątek tysięcy „oficerów rekrutacyjnych” TCK. Niemniej jednak, pula ta stale się kurczy z dnia na dzień, co dodatkowo zmniejsza liczbę pracowników dla ukraińskiego przemysłu, w tym dla przemysłu obronnego.

Jak zawsze, narastająca fala europejskich kryzysów to nic innego jak reakcja na malejące poparcie dla Ukrainy i rosnący deficyt budżetowy. Różne plany awaryjne zawiodły, a Ukrainie znów brakuje sposobów na sfinansowanie rosnących wydatków wojskowych.

Podczas swojego inauguracyjnego szczytu C8 Zełenski określił deficyt jako „astronomiczny” i wymagający pilnych działań:

Could not load video.

Tej zimy będziemy potrzebować nadzwyczajnych wysiłków i pieniędzy, aby utrzymać Ukrainę, która poniesie ogromne straty z powodu rosnącej dysproporcji między rosyjską siłą ognia a słabnącymi możliwościami ukraińskiej obrony powietrznej.

Europa prawdopodobnie niewiele będzie w stanie zrobić poza łataniem kolejnych luk za pomocą doraźnych środków, a sytuacja z pewnością będzie się pogarszać w sposób naturalny.

Rośnie groźba wciągnięcia Polski do wojny

Rośnie groźba wciągnięcia Polski do wojny

Ze mną lepiej. Przejechałem dzisiaj na rowerze około trzydzieści kilometrów – część po leśnych drogach – i nie zmęczyłem się nadmiernie. Jeszcze miesiąc temu po takim dystansie byłem wyczerpany i parę godzin wracałem do sił. Taka jazda to dla mnie najlepszy czas, żeby przemyśleć różne problemy. Jazda była przyjemnością, ale w przemyśleniach pełno niepokoju, a przede wszystkim rosnąca obawa przed wojną. Nie ma we mnie tego psychicznego i fizycznego strachu przed wojną, który mieli ci, którzy jakąś wojnę przeżyli. Pamiętam to ze wspomnień mamy, która taki strach przeżyła jako kilkuletnie dziecko i to przeżycie było z nią do późnej starości.

Nie wiem na ile prawdopodobne jest wciągnięcie Polski do wojny, ale jestem przekonany, że taka groźba rośnie. Niestety na przestrzeni kilkunastu lat jesteśmy rządzeni przez idiotów, którzy robią wiele, żeby na nas wojnę sprowadzić, a nie robią prawie nic, żeby nas przed nią uchronić. Niewiele brakuje, by ci idioci stali się zbrodniarzami, ponieważ prowadząc do wojny w żaden sposób nie przygotowali do niej społeczeństwa.

Przedwczoraj w Stalowej Woli zawyły syreny. Ludzie na ulicy kompletnie się nimi nie przejęli. Znajomy opowiadał mi o pewnej dyrektorce szkoły, która niemal płakała mówiąc, że nie miała pojęcia, co zrobić z dziećmi. Rządzący idioci wysłali komunikat, żeby w czasie alarmu udać się w bezpieczne miejsce. Jednak rządzący idioci zarówno w państwie, jak i w mieście nie wskazali ani nie przygotowali żadnych bezpiecznych miejsc dla kilkuset dzieci z tej szkoły.

Stalowa Wola to siedziba największej zbrojeniowej fabryki w kraju. W razie wojny jest przecież oczywistym, że będzie jednym z pierwszych celów. Ci, którzy będą odpowiadać za unicestwienie Stalowej Woli będą zbrodniarzami. I nie będą to tylko ci, którzy wystrzelą rakiety, drony czy użyją innej broni, która zniszczy Stalową Wolę i zabije dzieci ze wspomnianej szkoły wraz z jej dyrektorką. Zbrodniarzami będą w równym stopniu ci, którzy wiedząc o katastrofalnym braku przygotowania Polski i Stalowej Woli do wojny wciągną nas w nią.

Mieszkam w linii prostej kilkaset metrów od Huty Stalowa Wola, czyli od największej fabryki zbrojeniowej. Jeśli Rosjanie przywalą czymś mocniejszym będzie po mnie. Gdybym miał możliwość, to bym się przeniósł w bezpieczniejsze miejsce. Niestety nie mam gdzie, ani nie stać mnie na znalezienie sobie bezpieczniejszego miejsca i nawet nie myślę o Hiszpanii czy Portugalii. Nie czuję jeszcze fizycznego strachu, ale świadomość, że w razie czego nie przeżyję zaczyna do mnie docierać. Nie chcę ulegać panice i cały czas mam nadzieję, że rządzący idioci nie są aż takimi idiotami, żeby świadomie wciągnąć Polskę w wojnę. Jednak ta moja nadzieja słabnie choćby z jednego powodu. Chodzi o to, że rządzący nami idioci są rządzeni przez obcych, których polecenia wykonują. Jak działa ten mechanizm? Ano według mnie tak…

Zaostrza się globalny konflikt między Chinami i USA. Generalnie Stany Zjednoczone tracą globalną hegemonię. Częścią tego konfliktu jest wojna rosyjsko – ukraińska. Rosja bez wsparcia Chin nie poradziłaby sobie. Z kolei Ukraina bez Zachodu już dawno przegrałaby. Ukraina przegrywa i świadomość tego mają rządzący Niemcami, Wielką Brytanią, Francją jak i przede wszystkim Amerykanie. Cały Zachód wie, że możliwości dalszego prowadzenia wojny przez Ukrainę są na wyczerpaniu. Nie mogą jednak pozwolić na to, by wyczerpanie Ukrainy zakończyło wojnę.

Dla nich wygrana Rosji jest niebezpieczeństwem w różnych wymiarach. Przede wszystkim wygrana Rosji grozi im utratą władzy we własnych państwach. W Wielkiej Brytanii, Francji i Niemczech ugrupowania polityczne przeciwne wojnie z Rosją rosną w siłę. Zwycięstwo Rosji może być kroplą przepełniającą czarę na ich korzyść. Dlatego dalsze prowadzenie wojny z Rosją staje się kwestią utrzymania władzy.

Dla Amerykanów zwycięstwo Rosji, to nie tyle zwycięstwo Rosji, co Chin. Dla nich korzystne jest, żeby Rosja się wykrwawiała, ale żeby oni nie ponosili tego kosztów, więc najlepiej cudzymi rękami wyciągać kartofle z ukraińskiego ogniska. I tu dochodzimy do roli w całej sprawie Polski, a w tym Stalowej Woli.

Coraz więcej wskazuje, że cały Zachód przeznacza Polskę do kontynuowania wojny w sytuacji wyczerpania się zasobów Ukrainy. Oczywistym staje się, że Zachód ma aż nadto instrumentów nacisku na idiotów rządzących Polską, żeby ci ściągnęli na nas tę katastrofę. To się już dzieje! Boję się, że to nabiera impetu. Przeraża mnie, że większość Polaków nie ma o tym pojęcia, również tych, których codziennie mijam na ulicach Stalowej Woli.

W tym roku z powodu choroby nowotworowej już porządkowałem i zamykałem swoje życiowe sprawy. Póki co uniknąłem najgorszego. Mam przypływ wisielczego humoru na myśl, że znowu powinienem zacząć te porządki, bo tym razem nie nowotwór, ale rosyjska rakieta na spółkę z idiotami rządzącymi Polską i Stalową Wolą mogą zakończyć moje rowerowe wycieczki.

A do Państwa dociera do czego prowadzą idioci rządzący Polską?

Andrzej Szlęnzak

========================

Panie kochany ! To nie tylko idioci, ale również zbrodniarze. To warto jednoznacznie napisać. MD

Piła w ruch. Klimek i Braun zdemontowali znak Strefy Czystego Transportu w Krakowie

Piła w ruch. Klimek i Braun zdemontowali znak Strefy Czystego Transportu w Krakowie [VIDEO]

19.09.2026 nczas/pila-w-ruch-klimek-i-braun-zdemontowali-znak-strefy-czystego-transportu-w-krakowie

Strefa Czystego Transportu Kraków, Klimek, Braun, wycięty znak.
NCZAS.INFO | Michał Klimek zlikwidował znak Strefy Czystego Transportu w Krakowie. / Fot. mat. pras.

Kandydat Konfederacji Korony Polskiej na prezydenta Krakowa Michał Klimek symbolicznie zlikwidował tzw. Strefę Czystego Transportu w stolicy Małopolski. Wraz z Grzegorzem Braunem użyli szlifierki kątowej i odcięli słupek ze znakiem informującym o wjeździe do SCT.

– Pytacie mnie, co zrobię ze Strefą Czystego Transportu? To proste, zlikwiduję ją. Osobiście! – zadeklarował Klimek i przystąpił do cięcia metalowej konstrukcji.

Głos zabrał także Braun. Przedstawił akcję jako zapowiedź kierunku, w jakim pójdzie krakowski magistrat po ewentualnym zwycięstwie wyborczym Klimka.

– Szanowni Państwo, to zaledwie miły przedsmak tego, co czeka nas, normalnych Polaków, za prezydentury Michała Klimka w Krakowie. A przecież odzyskanie niepodległości nie może na tym się zakończyć. To zaledwie początek – podkreślił.

Klimek określił Strefę Czystego Transportu jako „strefę czystego absurdu”, „strefę wykluczenia i dyskryminacji normalnych Polaków, rodaków, mieszkańców Krakowa, którzy być może nie są posiadaczami aut z najnowszych roczników”.

Krakowska SCT funkcjonuje od 2024 roku i dopuszcza do centrum miasta pojazdy elektryczne, wodorowe, zasilane gazem ziemnym oraz spalinowe spełniające normy Euro 4 (benzyna) i Euro 6 (diesel). Wszystko to pod pretekstem dbania o środowisko. No chyba, że kierowca zapłaci, to wtedy nikt się już środowiskiem nie przejmuje.

Do końca 2026 roku dzienny wjazd kosztuje 5 zł, a abonament miesięczny 100 zł. Opłaty będą rosnąć etapami. Od 1 stycznia 2027 roku stawka będzie wynosić 15 zł dziennie i 250 zł miesięcznie, a w 2028 roku miesięczny abonament ma sięgnąć nawet 500 zł.

==================================

Zrozumieć dziwną wojnę

Zrozumieć dziwną wojnę

Marek Wojcik 19.09.2026 r. world-scam./zrozumiec-dziwna-wojne

Paul Craig Roberts był zastępcą sekretarza skarbu w administracji Reagana, zastępcą redaktora naczelnego i felietonistą Wall Street Journal, pierwszym niezależnym felietonistą Business Week, felietonistą Scripps Howard News Service, autorem artykułów na stronie redakcyjnej Los Angeles Times oraz felietonistą głównych gazet francuskich i włoskich, a także Creators Syndicate w Los Angeles. Źródło.

Paul Craig opublikował wczoraj na swoim blogu paulcraigroberts.org artykuł o wojnie na Ukrainie: Czy ktoś rozumie rzeczywistą sytuację? Źródło.

Profesor John Mearsheimer, jeden z najbardziej realistycznych amerykańskich ekspertów w dziedzinie polityki zagranicznej, właśnie wrócił z kilkudniowej podróży do Moskwy i Sankt Petersburga. W tym 46-minutowym filmie relacjonuje rozmowy z rosyjskim ministrem spraw zagranicznych Ławrowem i rosyjskimi ekspertami w dziedzinie polityki zagranicznej, a także przedstawia swoją interpretację wpływu wojny i sankcji na Rosję.

Ten film możecie obejrzeć w polskim języku tutaj:

Niedawno spędziłem 8 dni w Rosji – od 5 do 12 września 2026 r. – głównie w Moskwie i Sankt Petersburgu. Wygłosiłem serię wykładów i udzieliłem wywiadów, a także rozmawiałem z wieloma osobami ze środowiska rosyjskich służb bezpieczeństwa, w tym z wysokimi rangą osobistościami, takimi jak minister spraw zagranicznych Siergiej Ławrow. W tym odcinku opisuję, czego dowiedziałem się podczas tej podróży.

Wczoraj usłyszałem podczas rozmowy, że Rosja przegrywa tę wojnę, że jest gospodarczo oraz militarnie słaba i technicznie zacofana. Taka opinia panuje wśród wielbicieli baśni z 1001 telewizorów. Oglądając na ekranach TV globalistyczną porcję wybranych „wiadomości” i ich odpowiednią interpretację, zanurzają się w krainę fantazji mającą z życiem tyle wspólnego co wysokość abonamentu TV z jakością jej programu.

Wojna będzie, ponieważ kilka dni temu ponad Łodzią przeleciały z hukiem wojskowe odrzutowce. Skąd ten huk? Powstaje w chwili, gdy samolot przekracza prędkość dźwięku i robi to celowo, by wystraszyć ludność i przyzwyczaić do nietypowych odgłosów. Alarmy typu: „szukajcie schronienia”, chociaż nie ma dokąd uciekać, również służą tej prowojennej propagandzie strachu.

Tak rozumie kwestię pokoju polska telewizja.

Pomysł i inicjatywa tego konfliktu pochodzi od globalistów. Od siły, która nie została nawet wspomniana w tej analizie. Potrzebowali tej wojny jako ersatz dla kończącej się wojny biologicznej nazywanej pandemią. Oczywiście, że militarne plany tej wojny zostały stworzone w Pentagonie, jednak na zlecenie globalistycznych pseudoelit. To globaliści kierują każdym krokiem nieudacznych polityków europejskich. To oni kazali polskiemu ministrowi praktycznie wypowiedzieć wojnę Rosji. Bezskutecznie, ponieważ Rosja tej wojny wcale nie pragnie.

Zapytacie zapewne, to po co Rosja wkroczyła na Ukrainę? Odpowiedź znajdziecie, gdy sami odpowiecie na pytanie: po co Ukraina – naturalnie pod wpływem globalistów – pozwoliła stacjonować NATO-wskim rakietom wymierzonym w kierunku Rosji?

Celem tej wojny nigdy nie było zwycięstwo którejkolwiek strony. Celem była sama wojna. Naturalnie, że Moskwa nie dogadała się z Kijowem, że będą udawać wojnę – tak daleko ta zmowa nie zaszła. Jednak zmowa miała miejsce, inaczej nie byłaby możliwa turystyka wojenna polityków do Kijowa. Inaczej Kreml nie dostarczałby ropy do Ukraińskich czołgów, które potem masakrował dronami. Podobnie ma się sprawa z Iranem.

Mała dygresja w związku z „zacofaną technologicznie” Rosją.
Szybki rozwój rosyjskich dronów bojowych z napędem odrzutowym stanowi coraz większe wyzwanie dla ukraińskiego systemu obrony powietrznej i zmusza Kijów do dostosowania się do szybszego i bardziej wymagającego zagrożenia. – Reuters.

Trwające właśnie wybory w Rosji spowodowały zmianę rosyjskiej strategii na bardziej agresywną wobec Ukrainy. Dlaczego? Ponieważ większość Rosjan i mieszkańców Rosji popiera takie podejście. Przewiduję, że po wyborach powróci dawna wstrzemięźliwość Rosji.

Putin ma inną koncepcję uzgodnioną z Trumpem i Xi. Pewne pomysły globalistów te trzy mocarstwa wykorzystują we własnym interesie. Przede wszystkim stworzenie sytuacji, w której brakuje diesla. Widać wyraźnie, że zarówno Rosja, jak i USA wykonują kroki zmierzające ku podwyżce cen tego surowca.

Na nagraniu widać rosyjski pocisk typu loitering Geran-4, wyposażony w głowicę elektrooptyczną (EO), uderzający w stację benzynową przy alei Stepana Bandery w Kijowie.
Źródło: Telegram 15.09.2026 r. 18:41.

Można zrozumieć sens wojny tylko wtedy, gdy zna się zamysły wszystkich sił, które tę wojnę spowodowały i działają w kierunku jej przedłużania. Dlatego nikogo nie powinno dziwić zamieszanie, jakie wywołuje ta katastrofa humanitarna. Przedstawiłem tutaj moją interpretację tej wojny. Czy jest słuszna, czy nie – czas pokaże?

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com