Najlepszą rzeczą, jaką może zrobić Trump, jest zapobiegnięcie przekształceniu się konfliktów w globalną wojnę

Najlepszą rzeczą, jaką może zrobić Trump, jest zapobiegnięcie przekształceniu się konfliktów w globalną wojnę.

Alastair Crooke

Cisza otaczająca wynik zeszłotygodniowego spotkania z Netanjahu w Gabinecie Owalnym mówi sama za siebie. Żaden przedstawiciel amerykańskiego rządu nie pojawił się na lotnisku, aby go powitać, i nie rozwinięto czerwonego dywanu. Wizyta zakończyła się fiaskiem. Izrael dryfuje bez przywódcy – jego strategia „Wielkiego Izraela” wysycha z powodu braku zarówno żołnierzy, jak i spójności.

Były Rzecznik Praw Obywatelskich Sił Obronnych Izraela, generał dywizji Yitzak Brik przewiduje (Maariw, 26 lipca), że kryzys dotyczący izraelskiego arsenału rakiet przechwytujących to „jedynie preludium do katastrofy, która nam grozi”:

„W nadchodzących wojnach z Iranem zagrożenie wzrośnie dziesięciokrotnie, prowadząc do całkowitej utraty zdolności przechwytywania irańskich pocisków balistycznych. Pociski te uderzą w nas: w skupiska ludności, cele strategiczne, infrastrukturę produkcyjną i gospodarczą, instytucje naukowe i technologiczne, placówki edukacyjne, szpitale i kluczowe gałęzie przemysłu – i całkowicie nas zniszczą”.

Trump – zdaje się w końcu – zrozumiał, że wojna, którą rozpoczął, by zniszczyć Iran, przyniosła odwrotny skutek i grozi jego unicestwieniem. W praktyce nie ma już innego rozwiązania militarnego, jak tylko zatrzymać się i pogrążyć jeszcze bardziej w dołku, w którym się znalazł.

Tymczasem Iran uniemożliwia mu kontynuowanie taktyki – rozpoczynając wojnę kinetyczną (rzekomo w celu wywarcia presji na Iran), a następnie (w kolejne poniedziałki) przechodząc do rozmów o „zbliżających się umowach” mających na celu manipulowanie rynkami ropy naftowej i cenami akcji. W zeszły poniedziałek krótkotrwały spadek cen ropy Brent spowodował spadek o całe 7,7%.

Co więcej, Iran zamierza sam decydować o tempie konfliktu – konfliktu, który i tak najprawdopodobniej ulegnie eskalacji, ponieważ Stany Zjednoczone dążą do zwiększenia presji okrążania do takiego stopnia, aby Iran mógł zostać rzekomo zmuszony do dyktowanego „porozumienia pokojowego”.

Jednak zamiast zwiększać presję na Iran, strategia Trumpa polega na podburzaniu regionu i narażaniu się na ryzyko niekontrolowanej eskalacji.

Ostatnie wydarzenia – w tym ogłoszenie przez Jemen „oblężenia za oblężeniem” saudyjskich portów lotniczych i morskich oraz ataki na dwie duże rafinerie Aramco, które sparaliżowały kontrolowany przez Arabię ​​Saudyjską rurociąg naftowy na Morzu Czerwonym – wciągnęły Arabię ​​Saudyjską w konflikt z Jemenem, ale także (wraz z CENTCOM) w konflikt z Jednostką Mobilizacji Ludowej (PMU) w Iraku, którą Arabia Saudyjska obwinia o zniszczenie rafinerii (choć Haszd asz-Szaabi stanowczo temu zaprzecza). Te dwa wydarzenia podkreślają jednak skalę, w jakiej „wojna Trumpa” destabilizuje i tak już kruchy region.

Wczoraj Arabia Saudyjska i Stany Zjednoczone wspólnie przeprowadziły zmasowane ataki powietrzne na co najmniej sześć irackich miast, zabijając co najmniej 20 członków PMU i raniąc kilkudziesięciu.

Dlaczego Arabia Saudyjska atakuje Haszd, a nie Jemen? Cóż, prawdopodobnie dlatego, że AnsarAllah odpowiedziałby pociskami i zniszczył pozostałą saudyjską infrastrukturę naftową.

Kiedy Iran dowiedział się o amerykańskich atakach na pozycje Haszdu, kierując się zasadą, że atak USA na „jednego członka Osi jest atakiem na wszystkie”, wystrzelił rakiety balistyczne w kierunku amerykańskich baz w Jordanii.

To dodało dwa nowe fronty do konfliktu regionalnego: front Haszd asz-Szaabi-iracki i front jemeńsko-saudyjski. Jednak w tle narastają inne potencjalne punkty zapalne: w Libanie izraelski minister obrony chwali się:

„Dwadzieścia cztery libańskie wioski, liczące setki lat, zostały zniszczone. Wszystkie budynki, nie tylko jeden dom na raz, ale całe wioski [zostały zrównane z ziemią]. Ich zniszczenie jest całkowite. Musicie zrozumieć: od 15 000 do 20 000 domów we wszystkich 24 wioskach zostało zniszczonych – a dziś 70 procent Gazy jest zniszczone”.

Co ważniejsze, izraelski minister bezpieczeństwa narodowego Ben Gvir obiecał rozpętać wojnę osadniczą przeciwko Palestyńczykom mieszkającym na Zachodnim Brzegu, aby wymusić ich „dobrowolne” wydalenie. Ben Gvir argumentuje, że okres poprzedzający wybory w Izraelu oferuje najbardziej dogodny moment na wywołanie kryzysu – który jego zdaniem może zmusić do ewakuacji całych palestyńskich wiosek.

Jakby tego chaosu było mało, 25 lipca amerykańskie rakiety uderzyły w kwaterę główną Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej w rejonie Ziba Kenar na wybrzeżu Morza Kaspijskiego w prowincji Gilan.

Komentator MK Bhadrakumar przedstawia:

„Morze Kaspijskie stanowi strategicznie ważny szlak zaopatrzeniowy między Rosją a Iranem. Bandar Anzali jest dla Teheranu tym, czym port w Odessie dla Kijowa – odbiera zachodnie dostawy broni. Dlatego atak Ukrainy na irański statek handlowy na Morzu Kaspijskim, na rosyjskich wodach terytorialnych, w sobotę – pierwszy taki atak od początku wojny rosyjsko-ukraińskiej – jest czymś więcej niż przypadkowym incydentem… Kijów przyznał się do ataku na irański statek, sygnalizując, że jedna z najstabilniejszych stref bezpieczeństwa w Eurazji jest teraz narażona na bezpośrednie skutki uboczne konfliktu na Ukrainie”.

Zarówno „New York Times”, jak i „Wall Street Journal” donoszą, że atak na Ukrainę sugeruje połączenie dwóch wojen – wojny Ukrainy z Rosją i wojny izraelsko-amerykańskiej z Iranem. Sugeruje to, że ukraiński atak na irański statek mógł być celowym posunięciem Waszyngtonu, a Ukraina działała w porozumieniu z amerykańskim bombardowaniem irańskiej prowincji Gilan.

Rzecznik Kremla Dmitrij Pieskow oświadczył w tym tygodniu, że doniesienia o ukraińskim ataku na irański statek na Morzu Kaspijskim należy traktować jako atak na sam Iran. Stwierdził, że incydent ten podkreśla potrzebę wyeliminowania zagrożenia płynącego z Kijowa i oskarżył Ukrainę o rozszerzanie zasięgu tzw. „ataków terrorystycznych”.

O co tu tak naprawdę chodzi? Nie jest jasne, czy ukraiński atak na irański statek (w którym zginął irański marynarz) – fałszywie opisany przez Kijów jako statek przewożący broń – był jedynie dziecinnym wołaniem Zełenskiego o uwagę, mającym na celu wzbudzenie zainteresowania Trumpa („tatusia”), czy też czymś poważniejszym. Zełenski wielokrotnie narzekał, że wojna z Iranem odwraca uwagę Zachodu od „jego” wojny z Rosją. Czy była to próba ponownego skupienia uwagi Trumpa na wojnie na Ukrainie?

Wszystkie te nurty zbiegły się w Waszyngtonie — wraz z ciałem Lindsay Graham wystawionym na widok publiczny i w chwili, gdy Laura Loomer — zanikająca wpływowa postać MAGA, którą Trump mimo wszystko lubi i której chętnie słucha — wykonała bardzo publiczny zwrot o 180 stopni i nagle wyłoniła się jako największa orędowniczka i orędowniczka Ukrainy (być może jako następczyni nieżyjącego już Lindsay Graham).

W sieci krążą spekulacje, że jej szeroko komentowane „nawrócenie wzorowane na Pawle” może oznaczać znaczący punkt zwrotny w polityce USA. Równie dobrze może to być jednak ulotny moment, który szybko przeminie. Loomer nie ma żadnego wpływu na młode pokolenie MAGA, ale wciąż rezonuje ze zwolennikami Trumpa powyżej 65. roku życia, którzy oglądają Fox News.

Obecnie jednak twierdzi się, że radykalna zmiana poglądów Loomera oznacza początek szeroko zakrojonej operacji psychologicznej (psychop), mającej na celu przekonanie Amerykanów, że „Ameryka interwencjonistyczna” jest zgodna z zasadą „Ameryka przede wszystkim” – a zatem że popieranie konfrontacji militarnej z Rosją jest dopuszczalne. Mem Loomera jest w pewnym sensie upomnieniem dla zwolenników Pata Buchanana z MAGA, którzy podążają za jego linią (i tytułem jego książki): „ Republika – nie imperium: Odzyskanie losu Ameryki”.

(Oczywiście, każda zmiana w amerykańskiej opinii publicznej na korzyść amerykańskiej interwencji wojskowej w Izraelu jest mile widziana.)

Czy to przełożenie sprawy skłoni Trumpa do bardziej proaktywnego podejścia do Ukrainy? Nie wiemy. Loomer obiecała Trumpowi szczegółowy raport z jej podróży na Ukrainę i spotkania z Zełenskim. Czy Trump posłucha? Czy może posłuchać, a mimo to nie zwrócić na to uwagi? Kto wie?

Kluczowe jest to, że szum medialny wokół reinterpretacji Ukrainy jako „zwycięskiej” – pomimo empirycznego fałszu – nabiera rozpędu, przynajmniej wśród części amerykańskiej opinii publicznej. Wieloletni obserwator i biograf Trumpa, Michael Wolff, zauważa:

„Zwrot Loomera o 180 stopni w kwestii Ukrainy najwyraźniej już się rozpoczął [tj. nabiera rozpędu]. Zełenski jest teraz w mieście… Będzie miał czas dla Trumpa. A Trump, owszem: jak mógł [on] zignorować fakt, że w tym momencie przewaga leży po stronie Ukrainy”.

„W szerszym ujęciu, aspekt polityki zagranicznej tej administracji okazał się kompletną katastrofą… Kwestia Iranu to kompletna katastrofa. Zbliżenie z Rosją było ewidentnym błędem… Zełenski, [wcześniej] przedstawiany jako przegrany, jest teraz zwycięzcą – wszystko inne jest teraz uważane za »złe decyzje« [Trumpa]. W tym kontekście [Trump] rozpaczliwie potrzebuje sukcesu. A Ukraina zaczyna wyglądać na potencjalny [sukces] – wykorzystując pogrzeb Lindsay Graham jako okazję do przejścia na bardziej skuteczną strategię wobec Ukrainy. Śmierć może okazać się ogromnym sukcesem wizerunkowym. Bingo. Tak. Rosja jest w tarapatach”.

Oczywiście, szokujące jest, jak zachodnie elity dają się manipulować za pomocą bezlitosnego PR-u. Ale komentarze Wolffa to coś więcej niż plotkarski bełkot. Odzwierciedlają szerzącą się masową psychozę. Nie jest ona racjonalna, lecz napędzana przez interesy i wpływowe kręgi realizujące własne cele.

Rozważmy następujący schemat: Zełenski chce przedstawić się Europie i Trumpowi jako „zwycięzca”. Europa namawia go do wystrzelenia rakiet głęboko w głąb Rosji, aby wymusić zawieszenie broni. Trump wyraża poparcie dla ataków na terytorium Rosji podczas szczytu G7. Pierwszy bieg obejmuje ataki dronów na rosyjskie rafinerie. Pozytywne słowa Trumpa na szczycie G7 jeszcze bardziej podnoszą ten bieg, a eskalacja osiągnęła poziom ataków na ludność cywilną w Rosji (konsumenckie centrum internetowe Wildberries i zabójstwa na obozach letnich) – z użyciem głowic o większym zasięgu i większych głowic.

Ukraina ostrzeliwuje irański statek na Morzu Kaspijskim. IRGC grozi odwetem. IRGC grozi Wielkiej Brytanii (i Cyprowi) za stopniowe zwiększanie zaangażowania w wojnę z Iranem.

Europa traktuje Rosję jak blef i nakręca spiralę ataków rakietowych w głąb terytorium Rosji. Rosja nie może dopuścić do tych ataków ani zaakceptować ich eskalacji. Tymczasem Bliski Wschód po cichu staje w płomieniach. Iran nie ugnie się pod naciskiem Trumpa; (podobnie jak Chiny nie ulegną presji sankcji USA).

Trump po prostu nie ma rozwiązań militarnych. Najlepsze, co może zrobić, to zapobiec przekształceniu się konfliktów w wojnę globalną.

Źródło: Napięcia przeradzają się w płomienie, rozprzestrzeniając się po całym Bliskim Wschodzie

Oficerowie USA na pokładach okrętów na Morzu Arabskim nie zapewniają odpowiedniego wyżywienia szeregowym

Oficerowie marynarki wojennej i piechoty morskiej USA na pokładach statków na Morzu Arabskim nie zapewniają odpowiedniego wyżywienia swoim szeregowym

6 sierpnia 2026przez Larry C. Johnson sonar/us-navy-and-marine-officers-on-board-ships-in-the-arabian-sea-are-failing-to-feed-their-enlisted-personnel-properly

Cybele Mayes-Osterman , reporterka „USA Today”, napisała 16 kwietnia artykuł, który pogrzebał sedno sprawy…

Żołnierze na pokładach statków wysłanych na irańską strefę działań wojennych nie otrzymują odpowiedniego pożywienia. Jej artykuł – „Ciasteczka, dezodorant, skarpetki. Wojna w Iranie stawia paczki wojskowe w zawieszeniu” – nosił mylący tytuł, najprawdopodobniej wynikający z decyzji redaktorów, którzy chcieli ukryć brak zaangażowania przywódców wojskowych i cywilnych w zapewnienie odpowiedniego pożywienia marynarzom i żołnierzom piechoty morskiej na pokładach statków zawijających u wybrzeży Iranu.

Jej artykuł rozpoczyna się od zeznań członków rodziny na temat okropnego jedzenia :

Dan F. zaniepokoił się, gdy jego córka, żołnierz piechoty morskiej na pokładzie USS Tripoli, okrętu wojennego wysłanego do walki w wojnie z Iranem, przesłała mu zdjęcie posiłku serwowanego na statku. Taca z lunchem, w dwóch trzecich pusta, zawierała jedną małą porcję rozdrobnionego mięsa i jedną złożoną tortillę.

Podobnie mało apetyczne było zdjęcie obiadu z połowy kwietnia na okręcie USS Abraham Lincoln, którym podzielił się pewien żołnierz ze swoją rodziną – mała garść gotowanych marchewek, suchy kotlet mięsny i szary kawałek przetworzonego mięsa.

Dan i inni członkowie rodzin żołnierzy, zaniepokojeni tym, że ich bliscy wysłani na Bliski Wschód będą głodować, wypełniają pudełka produktami, które, jak mają nadzieję, pomogą żołnierzom przetrwać przedłużoną służbę w tym kraju – domowym fudge, lizakami Jolly Ranchers, książkami z krzyżówkami, kartami do gry, pastą do zębów, ciasteczkami Girl Scout i świeżymi skarpetkami.

Z artykułu wynika, że ​​problemem jest brak doręczania poczty w strefie działań wojennych. Chociaż poczta nie jest doręczana, to nie jest problem. Skontaktowałem się z dwiema wściekłymi matkami. Jedna z nich ma syna, marynarza, który służył na USS Tripoli i schudł 14 kilogramów podczas swojej ostatniej misji. Druga kobieta, którą poznałem na konferencji Roberta Barnesa w zeszły weekend w Chattanoodze, jest matką żołnierza piechoty morskiej, który służył na USS Boxer. Mama marynarza przesłała mi zdjęcia, SMS-y i e-maile od syna, opisujące niesmaczne jedzenie. Ma rachunki.

Podczas rozmowy z matką żołnierza piechoty morskiej wspomniałem o e-mailach, które otrzymałem od matki marynarza. Matka żołnierza piechoty morskiej, która nie zna kobiety, która mi je wysłała, powiedziała mi, że jej syn miał podobne doświadczenia, czyli marne jedzenie i dużą utratę wagi.

Pete Hegseth nazywa tych rodziców kłamcami. Według pani Mayes-Osterman :

Zarówno sze marynarki wojennej , jak i PentagonuPete Hegseth zaprzeczyli doniesieniom o problemach z żywnością.

„Mój zespół potwierdził statystyki logistyczne dla Lincolna i Tripoli” –napisał Hegseth w poście na X.„Oba statki mają na pokładzie zapasy żywności klasy I na ponad 30 dni. NavCent monitoruje to codziennie, dla każdego statku. Nasi marynarze zasługują – i otrzymują – to, co najlepsze”.

Jedynym kłamcą jest Hegseth. Podobno odwiedził jeden ze statków i zjadł wspaniały posiłek w mesie oficerskiej. Nie jadł w jadalni dla szeregowych. To błąd przywódcy. Moje psy jedzą lepiej niż ci marynarze i marines.

To nie tylko problem USS Tripoli i USS Boxer. Podobne skargi napływały od marynarzy służących na USS Abraham Lincoln. Oficerowie na tych statkach mają obowiązek zapewnić swoim żołnierzom odpowiednie wyżywienie. Teoretycznie oficerowie powinni jeść na końcu. Jednak rzeczywistość na statkach przeprowadzających misje wojenne u wybrzeży Iranu jest inna.

Donald Trump nie tylko wplątał Stany Zjednoczone w niepotrzebną wojnę… wojnę z wyboru… ale też nie zadbał o to, by szeregowy personel wojskowy był odpowiednio wyżywiony. Oficerowie Marynarki Wojennej i Korpusu Piechoty Morskiej na tych statkach ucztują, zamiast zadbać o to, by szeregowy personel, którym mają dowodzić, był odpowiednio wyżywiony. Co za hańba! Nie zdziwcie się, gdy dowiecie się, że wielu z tych szeregowych opuści armię, gdy tylko będzie to legalne.


Nima i ja rozmawialiśmy o doniesieniach, że USA i Iran prowadzą poważne, pośrednie negocjacje, w których Pakistan i Katar pełnią rolę mediatorów:

Larry Johnson: Teheran i Waszyngton wchodzą w decydującą fazę – koniec z blefowaniem

Pułkownik Wilkerson i ja omówiliśmy z Dannym Haiphongiem najnowsze wydarzenia w wojnie z Iranem:

Iran rozgromił amerykański Arsenal, „ostatnia szansa” Trumpa KOŃCZY SIĘ | Larry Johnson i płk Lawrence Wilkerson

Mario i ja omówiliśmy doniesienia medialne, według których Iran jest podobno gotowy ponownie otworzyć Cieśninę Ormuz, pod warunkiem że Stany Zjednoczone wypełnią zobowiązania podjęte na mocy porozumienia:

PILNE: IRAN ZGADZA SIĘ NA PONOWNE OTWARCIE HORMUZ PO 5 MIESIĄCACH WOJNY – z byłym agentem CIA Larrym Johnsonem

Zaszufladkowano do kategorii Wojna | Otagowano

Dlaczego armia USA musi zostać zniszczona

Dlaczego armia USA musi zostać zniszczona

Dirk Ellerbrock apolut/warum-das-us-militar-vernichtet-werden-muss

Dlaczego armia USA musi zostać zniszczona | Autor: Dirk Ellerbrock

Artykuł Dirka Ellerbrocka.

Strategiczna konieczność, a nie akt zemsty

Wojsko USA to coś więcej niż tylko instrument obronny. To zbrojne skrzydło globalnego systemu hegemonicznego, którego podstawą jest podtrzymywanie nieustannego konfliktu, a nie pokoju. Każdy, kto chce położyć kres temu stanowi wojny, musi rozmontować system, który jest w stanie go podtrzymywać. Nie chodzi tu o nienawiść, lecz o strategiczną logikę.

Teza 1: Amerykański system militarny jest zaprojektowany do ciągłych konfliktów.

Stany Zjednoczone nie zakończyły tak naprawdę żadnej wojny w ostatnich dekadach – po prostu przekształciły ją w inne formy. Jak zauważa Sharmine Narwani, redaktorka „The Cradle”, w rozmowie z Dannym Haiphongiem:

„Amerykanie mogą uciekać się do sabotażu, wojen zastępczych, jawnego terroryzmu. To kontynuacja wojny. […] Nie da się zakończyć wojny, jeśli jedna ze stron nigdy nie pogodzi się z porażką”.

Nawet jeśli formalne porozumienia – takie jak irański Memorandum of Understanding – zostaną osiągnięte, pozostają one bezwartościowe, jeśli jedna ze stron może je wypowiedzieć w dowolnym momencie, kiedy tylko będzie to zgodne z jej interesami. Stany Zjednoczone jednostronnie wycofały się z JCPOA w 2018 roku; zamiast uspokoić Afganistan, pozostawiły region zdestabilizowany. To nie porażka – to systemowe.

Narwani argumentuje, że doktryna USA nie jest nastawiona na zwycięstwo, lecz na chaos – ponieważ chaos uniemożliwia państwom budowanie suwerenności, niezależności gospodarczej i siły militarnej. Każdy, kto chce położyć kres temu stanowi rzeczy, musi zniszczyć narzędzie, które go stwarza.

Te 2: Petrodolar jako pięta achillesowa – i niechęć USA do jego oddania

Siła militarna USA opiera się na fundamencie ekonomicznym: dolarze jako globalnej walucie rezerwowej. Bez tego specjalnego statusu Waszyngton po prostu nie mógłby sobie pozwolić na interwencje na całym świecie. Narwani wyjaśnia:

„Najłatwiejszym sposobem na pokonanie Amerykanów jest utrata przez dolara statusu globalnej waluty rezerwowej. […] Stany Zjednoczone są krajem całkowicie bankrutującym (dług publiczny 39 bilionów dolarów). Odbierz im status waluty rezerwowej, a dolar się załamie”.

Stany Zjednoczone nie walczą wyłącznie militarnie – walczą o utrzymanie systemu finansowego, który pozwala im zaciągać długi bez ich spłacania. To sedno systemu petrodolara: ropa naftowa jest handlowana w dolarach, państwa muszą posiadać dolary, dolar pozostaje silny, a Stany Zjednoczone finansują swoje wojny.

Ale ten cykl jest kruchy. Jeśli Cieśnina Ormuz – przez którą przepływa znaczna część światowego handlu ropą naftową – nie będzie już rozliczana w dolarach, system się załamie. Narwani postrzega to jako kluczowy punkt nacisku: Iran skutecznie kontroluje ten szlak wodny i tym samym może wpływać na globalne zaopatrzenie w energię.

W tym kontekście „zniszczenie” armii USA nie oznacza fizycznej zagłady żołnierzy, lecz zniszczenie jej potencjału operacyjnego. To nie retoryka, lecz konsekwencja realpolitik.

Te 3: Historycznie rzecz biorąc, tylko naciski militarne zmuszają USA do wycofania się.

Stany Zjednoczone nie reagują na dyplomację, lecz na ból. Narwani wskazuje na historyczne przykłady:

„Jeśli nie zginie żaden amerykański żołnierz, oni nigdy nie przestaną.”

Bejrut 1983: Po ataku na amerykańską bazę morską USA się wycofały.

Somalia 1993: Po incydencie „Black Hawk Down” misja została zakończona.

Irak 2011: Po latach oporu i rosnących stratach wycofali się – przynajmniej częściowo.

—————————————————————

Logika jest prosta: społeczeństwo USA nie toleruje długich, krwawych wojen. Dlatego każdy, kto chce położyć kres amerykańskiej obecności wojskowej w regionie, musi dokonać ataku militarnego w taki sposób, aby koszty polityczne stały się nie do zaakceptowania. Narwani domaga się zatem:

„Chcę zobaczyć bardziej proaktywne działania ze strony Iranu. Chcę, żeby Irańczycy eskalowali konflikt w bardzo, bardzo inteligentny i przemyślany sposób. Chcę, żeby przechytrzyli Amerykanów na wielu frontach”.

Oznacza to: niszczenie lotniskowców, systemów radarowych, baz logistycznych – nie z żądzy krwi, ale dlatego, że jest to jedyny język, jaki rozumie Imperium.

Te 4: Globalne Południe ma racjonalny interes w zakończeniu hegemonii USA.

Żądanie zniszczenia amerykańskiej potęgi militarnej nie jest odosobnionym przypadkiem Iranu. Odzwierciedla interesy wielu państw cierpiących z powodu amerykańskich sankcji, baz i ingerencji. Narwani podkreśla:

„Iran nie będzie już objęty sankcjami. […] To przełamie bariery psychologiczne, które uniemożliwiają krajom Globalnego Południa rzucenie wyzwania imperium”.

Świat wielobiegunowy to nie utopia – on już się wyłania. Chiny, Rosja, Iran i inne państwa BRICS coraz bardziej koordynują swoje bezpieczeństwo morskie, o czym świadczą wspólne ćwiczenia w Cieśninie Ormuz. Indie, Pakistan i Turcja poszukują alternatyw dla dolara. Nawet państwa europejskie nie są pewne, czy chcą pozostać w orbicie wpływów USA.

Koniec amerykańskiej hegemonii militarnej nie przyniósłby chaosu, lecz porządek – porządek, w którym żaden kraj nie decyduje o wojnie ani pokoju. To jest prawdziwa istota „zagłady”: rozbrojenie globalnej machiny interwencyjnej, aby suwerenne państwa mogły pójść własną drogą.

Wniosek: „Zniszczenie” oznacza pozbawienie sił, nie unicestwienie.

Tytuł może być prowokacyjny, ale argumentacja jest trzeźwa:

  1. Amerykański system militarny jest strukturalnie zaprojektowany do ciągłych konfliktów.
  2. Jego funkcjonowanie podtrzymuje petrodolar.
  3. Historycznie rzecz biorąc, jedynie naciski militarne doprowadziły do ​​wycofania się wojsk USA.
  4. Większość świata ma racjonalny interes w zakończeniu tej hegemonii.

Wniosek Narwaniego jest spójny:

„Amerykanie nigdy nie zechcą odejść. Izraelczycy nigdy nie pozwolą im opuścić tego regionu. Musimy zdecydowanie zakończyć tę wojnę”.

„Zagłada” nie oznacza ludobójstwa, nie oznacza zabijania żołnierzy dla ich dobra. Oznacza pozbawienie Stanów Zjednoczonych możliwości prowadzenia, finansowania i podtrzymywania wojen na całym świecie. To strategiczna konieczność – dla Iranu, dla Azji Zachodniej, dla świata wielobiegunowego.



+++

Źródło obrazu: andysavchenko / shutterstock

+++

Źródło:

Sharmine Narwani jest redaktorką w The Cradle. Przytoczone tu wypowiedzi pochodzą z jej rozmowy z Dannym Haiphongiem z 4 sierpnia 2026 roku.
https://www.youtube.com/watch?v=kAGtDjzRdIk

Polskie borówki przegrywają z Peru i Zimbabwe

Polskie borówki przegrywają z importem.

Sieci stawiają na owoce z Peru i Zimbabwe

portalspozywczy/polskie-borowki-przegrywaja-z-importem-sieci-stawiaja-na-owoce-z-peru-i-zimbabwe

W szczycie krajowych zbiorów na półkach wciąż pojawiają się borówki sprowadzane z Peru, Zimbabwe czy Republiki Południowej Afryki. Importowane owoce trafiają często do promocji, wywierając presję na ceny oferowane polskim producentom. Eksperci przekonują jednak, że niższa cena może oznaczać dłuższy transport, słabszą świeżość i większy ślad środowiskowy.

Polskie borówki przegrywają z importem. Sieci stawiają na owoce z Peru i Zimbabwe
Sieci handlowe w szczycie polskiego sezonu sprowadzają borówki m.in. z Peru, Zimbabwe i RPA Palukhin Andrii / Shutterstock
  • Importowane borówki pojawiają się w promocjach również w szczycie polskiego sezonu, co – zdaniem ekspertów – wywiera presję cenową na krajowych producentów;
  • Polskie owoce mogą trafić do sklepów nawet w ciągu doby od zbioru, podczas gdy importowane spędzają w transporcie nawet kilkanaście lub kilkadziesiąt dni;
  • Eksperci przekonują, że krajowi plantatorzy są dziś w stanie zapewnić dużym sieciom regularne dostawy przez cały sezon;
  • Wybór lokalnych borówek oznacza krótszy transport, mniejszy ślad węglowy i wsparcie dla polskiej gospodarki.

Importowane borówki trafiają do promocji

Letnie miesiące to najważniejszy okres dla polskich producentów borówki. Krajowe zbiory są wtedy największe, a plantatorzy mogą dostarczać świeże owoce do sklepów praktycznie bezpośrednio po zbiorze. Mimo to na półkach wielu sieci handlowych nadal pojawiają się owoce sprowadzane z Peru, Zimbabwe czy Republiki Południowej Afryki.

Sama obecność importu poza sezonem nie budzi kontrowersji. Problem pojawia się wtedy, gdy zagraniczne owoce trafiają do sprzedaży właśnie w okresie największej podaży krajowej produkcji. Zdaniem przedstawicieli branży taki model zwiększa konkurencję cenową i wzmacnia pozycję negocjacyjną sieci wobec polskich dostawców.

– Duże sieci supermarketów w szczycie produkcji w Polsce importują borówki z dalekich krajów, takich jak Peru czy Zimbabwe. W ten sposób wywierają presję cenową na polskich producentów i handlowców. Z reguły produkty importowane trafiają na tzw. promocje, ale często są niższej jakości, ponieważ w przypadku owoców im krótsza droga od pola do stołu, tym lepsza pozostają ich jakość i smak – mówi dr inż. Mirosław Korzeniowski, prezes zarządu Stowarzyszenia AGROEKOTON i manager Klastra Ogrodnictwo Przyszłości.

W praktyce oznacza to, że klient widzi przede wszystkim atrakcyjną cenę. Nie ma jednak możliwości ocenić, ile czasu owoce spędziły w transporcie lub chłodniach oraz kiedy zostały zebrane.

Polska borówka może trafić do sklepu w ciągu doby

Polska należy do największych producentów borówki w Europie, a krajowe plantacje od lat należą również do czołowych eksporterów tych owoców na świecie. Największą przewagą krajowej produkcji pozostaje jednak nie skala, lecz czas dostawy.

Świeżość jest jednym z najważniejszych czynników decydujących o jakości borówki. Owoce nie dojrzewają po zbiorze tak jak banany czy awokado, dlatego moment zerwania ma ogromne znaczenie dla ich smaku i trwałości. W przypadku polskich plantacji od zbioru do sklepu często mija zaledwie kilkanaście godzin.

– Polskie borówki zbierane rano mogą trafić na sklepowe półki tego samego lub następnego dnia. Są pełne witamin, antyoksydantów i naturalnego smaku. Owoce z Zimbabwe, RPA czy Peru bywają zrywane wiele dni lub tygodni wcześniej, dojrzewają podczas transportu i w chłodniach, przez co mogą tracić część swoich najważniejszych walorów – podkreśla dr inż. Mirosław Korzeniowski.

Podobnie sytuację ocenia Dominika Kozarzewska z Grupy Producentów Owoców „Polskie Jagody”. 

– Polska borówka ma jedną kluczową przewagę: czas. Zamiast spędzać kilkanaście lub kilkadziesiąt dni w ładowniach statków, samolotach i chłodniach, może trafić do sklepu nawet w dobę po zerwaniu z krzewu. Dzięki temu plantatorzy zbierają owoce wtedy, gdy są odpowiednio dojrzałe, słodkie i pełne smaku – mówi ekspertka.

Cena na półce to niejedyny koszt

Niższa cena importowanych borówek nie zawsze wynika wyłącznie z większej efektywności produkcji. Na konkurencyjność wpływają również niższe koszty pracy oraz odmienne wymagania środowiskowe i produkcyjne obowiązujące poza Unią Europejską.

Polscy plantatorzy funkcjonują w znacznie bardziej restrykcyjnym otoczeniu regulacyjnym. Muszą spełniać wymagania dotyczące bezpieczeństwa żywności, ochrony środowiska, identyfikowalności produktów czy stosowania środków ochrony roślin.

– Nasi polscy i unijni producenci muszą spełniać bardzo rygorystyczne standardy. Importowany owoc może być tańszy w produkcji, ale przewaga cenowa nie zawsze wynika z większej efektywności. Często oznacza również inne koszty społeczne i środowiskowe – ocenia dr inż. Mirosław Korzeniowski.

Z ekonomicznego punktu widzenia większa podaż importowanych owoców zwiększa konkurencję na rynku. Dla sieci handlowych oznacza to większe możliwości negocjowania cen, natomiast dla plantatorów – mniejsze marże właśnie w okresie największych zbiorów.

Czy polscy producenci mogą obsłużyć duże sieci?

Argumentem przemawiającym za importem bywa potrzeba zapewnienia dużych i regularnych dostaw. Zdaniem producentów ten problem przestał jednak istnieć.

W ostatnich latach polskie gospodarstwa intensywnie inwestowały w nowe odmiany, chłodnie, sortownie oraz linie pakujące. Dzięki temu są przygotowane do obsługi dużych kontraktów przez cały sezon.

– Warto obalić mit, że lokalni dostawcy nie są w stanie sprostać dużym zamówieniom. Polskie gospodarstwa dysponują odpowiednim zapleczem logistycznym i mogą zabezpieczyć dostawy dla dużych sieci od lipca aż do jesieni – mówi Dominika Kozarzewska.

Daleki transport a deklaracje o ekologii

Coraz więcej sieci handlowych deklaruje ograniczanie emisji CO₂ oraz rozwój lokalnych łańcuchów dostaw. Z tego powodu sprowadzanie owoców z odległych kontynentów w środku polskiego sezonu budzi pytania o spójność tych deklaracji.

Transport z Ameryki Południowej lub Afryki oznacza nie tylko pokonanie kilkunastu tysięcy kilometrów, lecz także konieczność utrzymania nieprzerwanego chłodzenia przez cały łańcuch logistyczny.

– Sprowadzanie owoców z innych kontynentów w momencie, gdy rodzime owoce mamy na wyciągnięcie ręki, trudno pogodzić z deklaracjami o zielonej transformacji. Transport generuje ogromny ślad węglowy i wymaga utrzymywania kosztownego łańcucha chłodniczego – podkreśla dr inż. Mirosław Korzeniowski.

Na ten sam aspekt zwraca uwagę Dominika Kozarzewska.

– Wybór polskiej borówki podczas krajowych zbiorów oznacza skrócenie łańcucha dostaw i realne ograniczenie śladu węglowego. To rozwiązanie spójne z deklaracjami sieci handlowych dotyczącymi ochrony środowiska – mówi.

Import nie dominuje, ale jest coraz bardziej widoczny

Eksperci podkreślają, że importowane borówki nie zdominowały jeszcze rynku podczas krajowego sezonu. Problem polega jednak na tym, że ich obecność na sklepowych półkach z roku na rok staje się coraz większa.

– Borówki z odległych regionów świata nie dominują jeszcze w sklepach podczas polskiego sezonu, ale z roku na rok jest ich coraz więcej. Import poza sezonem jest czymś naturalnym. Wątpliwości budzi natomiast uzupełnianie nim oferty latem – mówi Dominika Kozarzewska.

Rosnąca skala importu może w dłuższej perspektywie ograniczać opłacalność krajowej produkcji i zniechęcać plantatorów do kolejnych inwestycji.

Konsument może zdecydować

Ostateczny wybór należy do klientów. Coraz więcej osób zwraca uwagę nie tylko na cenę, lecz także na kraj pochodzenia oraz świeżość produktów.

– Konsumenci mogą głosować portfelem. Warto czytać etykiety i wybierać polskie owoce. Wspieramy w ten sposób nie tylko plantatorów, ale także transport, opakowania, przetwórstwo i całą krajową gospodarkę – mówi dr inż. Mirosław Korzeniowski.

Podobnego zdania jest Dominika Kozarzewska.

– Postawienie na polską borówkę podczas letnich miesięcy jest rozsądnym wyborem zarówno z punktu widzenia jakości, jak i gospodarki. Korzystają na tym konsumenci, sklepy i cały łańcuch dostaw związany z rodzimą produkcją owoców – podsumowuje.

Koszerne krokodyle

Koszerne krokodyle

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    6 sierpnia 2026 michalkiewicz

W nasz nieszczęśliwy kraj uderzają jak nie upały, to burze i to raz za razem, tak, że sztaby kryzysowe ledwo nadążają z obmyślaniem profilaktyki i środków zaradczych, a tymczasem Judenrat „Gazety Wyborczej” z uporem godnym lepszej sprawy próbuje sprawować rząd dusz – jeśli nawet nie nad całym naszym nieszczęśliwym krajem, to przynajmniej nad kurczącym się imperium mikrocefali, co to chlipią swoją intelektualną zupę z sagana nadzorowanego przez makbetowskie wiedźmy.

Ta wytrwałość – nie powiem – przynosi nawet rezultaty, choćby w postaci przyczółków na terenie zdominowanym dotychczas przez reakcyjny kler. Jednym z nich jest najnowszy nabytek Judenratu w osobie zawodowego katolika, pana red. Tomasza Terlikowskiego, który bezkompromisowo chłoszcze biskupów za to, że nie słuchają zbawiennych nauk pana red. Michnika i zamiast skoczyć w otchłań demokracji, hołdują sprośnym i w dodatku Niebu obrzydłym mniemaniom o wyższości ustroju monarchicznego. Tymczasem o żadnej takiej wyższości mowy być nie może, bo jest rozkaz, by wszędzie, gdzie tylko się da, budować demokrację – ale oczywiście „socjalistyczną” – o czym przekonywał mnie jeszcze w maju 1982 roku pewien oficer SB, dając mi szansę ocalenia skóry, być może nawet za cenę zwerbowania mnie do współpracy. – A może byśmy wspólnie budowali Polskę – ale socjalistyczną? – mówił wymachując mi przed nosem wskazującym palcem. Nie skorzystałem wtedy z tej propozycji, więc pojechaliśmy do ośrodka odosobnienia w Białołęce, gdzie pierwszą osobą, którą zobaczyłem, był kolega Janusz Korwin-Mikke, w kalesonach grający na spacerniku w siatkówkę. Ten widok dodał mi otuchy, oddalając jednocześnie wszelkie pokusy budowania demokracji.

No bo jakże ulegać pokusom demokracji, kiedy na przykład, gdyby tak na bezludnej wyspie znalazła się jakaś dama, dajmy na to – pani red. Agnieszka Gozdyra od „debaty” – a obok niej – pan red. Jankowski, ten od „Punktu widzenia” i ja – to zawsze byśmy panią Agnieszkę przegłosowali. W tej sytuacji trudno się dziwić, że nawet Judenrat melancholijnie zauważa, że „antydemokratyczne poglądy są zaraźliwe, jak wirusy” i zarażamy się nimi „przebywając w jednym pomieszczeniu” ze wstecznikami, co to pragnęliby cofnąć parowóz dziejów. Jeśli to prawda, to nie ma rady; trzeba będzie przeprowadzić ścisłą izolację postępaków od wsteczników, coś w rodzaju apartheidu – bo w przeciwnym razie antydemokratyczna zaraza zdominuje świat, który i bez tego cierpi straszliwe paroksyzmy, choćby z powodu złowrogiego klimatu, który najwyraźniej podjął walkę z Ludzkością. Co upadło, to przepadło, ale żeby zasługa nie została zapomniana, to przypominam, iż ostrzegałem, by nie rozpoczynać walki z klimatem, bo wtedy klimat nie będzie miał innego wyjścia, jak podjąć walkę z Ludzkością.

Żeby przynajmniej była to jedyna wojna, jaka toczy się na świecie. Ale gdzie tam! Oto na Ukrainie już czwarty rok wojują Rosjanie i wspierani przez NATO Ukraińcy, najwyraźniej zdecydowani na jej kontynuowanie do ostatniego Ukraińca. Na pierwszy rzut oka trudno to zrozumieć, ale gdy sięgniemy pod powierzchnię zjawisk, to wszystko zaczyna się powoli wyjaśniać. Jak twierdzą znawcy przedmiotu, finansowa pomoc, jaką świadczy Unia Europejska dla Ukrainy, w jednej trzeciej jest prywatyzowana przez tamtejszych oligarchów, a w tej sytuacji trudno się dziwić, że mogą być oni zainteresowani w jej kontynuowaniu, tak długo, jak tylko się da. Podobno po europejskiej stronie jest tak samo, chociaż tutaj obowiązuje większa dyskrecja. Inna sprawa, że nawet w tych warunkach pojawiają się śmierdzące dmuchy, na przykła

d wokół szczepionek marki Pfizer. Wielkie ich ilości zamówić miała Reichsfuhrerin Urszula Wodęlele – ale zimny ruski czekista Putin, uderzając na Ukrainę, z dnia na dzień pandemię zbrodniczego koronawirusa zlikwidował, w związku z czym żadne szczepionki nikomu nie były już potrzebne. Pfizer jednak towar dostarczył i domaga się zapłaty. Reichsfuhrerin, niezależnie od tego, ile tam sobie przytuliła, zgodnie z ustawą o zasobach własnych Unii Europejskiej, tylko zaciąga kredyt i „zamawia”, podczas gdy spłacaniem zobowiązań zajmują się już członkowskie bantustany. Toteż belgijski niezawisły sąd na żądanie Pfizera nakazał, by i nasz nieszczęśliwy kraj spłacił swoją część długu, w związku z czym wierzyciel zajął konto Polskiej Agencji Żeglugi Powietrznej, na którym gromadzone są należności z tytułu kontrolowania ruchu lotniczego w polskiej przestrzeni powietrznej. Chodzi – bagatela – o prawie 6 mld złotych. Ani to mało, ani dużo, zwłaszcza gdy porównać to z długiem publicznym naszego nieszczęśliwego kraju, który grubo przekroczył już 3 biliony złotych – ale dla PAŻP to raczej dużo. Będzie ona związku z tym składać apelację – ale jeśli belgijskie sądy są tak samo niezawisłe, jak nasze, to czarno to widzę. Forsa wręczona niezawisłemu sądowi ad captandam benevolentiam znika, jak materia w czarnej dziurze, więc trudno spodziewać się czegoś innego, niż oddalenie apelacji. I tylko Reichsfuhrerin Urszula Wodęleje zachowuje pogodne usposobienie, nadstawiając swoje oblicze do pocałowania również obywatelowi Tuskowi, który całuje – no bo co ma robić? Trudno o lepszą ilustrację całkowitej bezkarności uczestników okupującego Europę biurokratycznego gangu, który zachowuje się, jak rzymska societas leonina, czyli spółka lwia, w której korzyści przypadają gansterom, a zobowiązania obciążają członkowskie bantustany.

Inną znów wojną, jaka wstrząsa światem jest wojna ze złowrogim Iranem, w jaką wkręcił amerykańskich twardzieli bezcenny Izrael. Ponieważ w bezcennym Izraelu w październiku są demokratycznej wybory, więc tamtejszy premier rządu jedności narodowej, jak-gdyby-nigdy-nic kontynuuje ludobójstwo w Strefie Gazy i w Libanie, dzięki czemu tamtejsi Żydowie popierają go co najmniej tak samo, jak „naziści” Adolfa Hitlera po pokonaniu Francji. Okazuje się, że aż tak dużej różnicy między Żydami i „nazistami” nie ma. Właśnie niezależne media doniosły, że izraelscy Żydowie zmienili status krokodyli nilowych. Chodzi o to, że szef tamtejszej służby więziennej wpuścił krokodyle do fosy okalającej wielkie więzienie dla Palestyńczyków, którzy w zdecydowanej większości wtrąceni zostali tam bez żadnego wyroku, ani nawet – bez żadnego zarzutu.

Specjalnie nie orientuję się w Talmudzie, ale podobno chodzi o to, by krokodyle zyskały status koszerności – bo wtedy, jeśli nawet jakiegoś Palestyńczyka zjedzą, to będzie to zgodne z zasadami ustanowionymi przez Stwórcę Wszechświata. Wtedy przynajmniej Stwórca Wszechświata będzie zadowolony – więc czegóż chcieć więcej?

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Rodzina królewska Maroka: Instytucja utworzona przez DGSE, CIA i Mossad

Rodzina królewska Maroka: Instytucja utworzona przez DGSE, CIA i Mossad

Date: 5 agosto 2026Author: Uczta Baltazara babylonianempire

FOTO: Król Maroka, Muhammad VI en.wikipedia.org/wiki/Mohammed_VI_of_Morocco

Gwałtowny napływ nielegalnych imigrantów do Ceuty, hiszpańskiej enklawy w Afryce Północnej, zaskoczył Madryt całkowicie nieprzygotowany i wywołał wiarygodne spekulacje, że była to zaplanowana z wyprzedzeniem operacja amerykańsko-izraelska mająca na celu ukaranie Hiszpanii za jej stanowisko w sprawie konfliktu palestyńsko-irańskiego.

Aby plan się powiódł, konieczna była współpraca i koordynacja z władzami Maroka. Dla osób poszukujących potwierdzenia tej teorii, biografia króla Maroka Muhammada VI wydaje się wskazywać, że od dzieciństwa był on przygotowywany do roli marionetki w rękach NATO i Izraela:

Studiował na Uniwersytecie Nice-Sophia-Antipolis – prestiżowej uczelni, która kształci elity francuskiej sceny politycznej, administracyjnej i biznesowej, a także przywódców znacznej części „dawnego” imperium kolonialnego Francji; wśród nich znajdują się m.in. premier Mauretanii Zeine Ould Zeidane, dyrektor Arabskiego Banku Rozwoju Gospodarczego Afryki Sidi Ould Tah oraz marokański dyplomata Omar Azziman.

Jego majątek o wartości 8,2 mld dolarów obejmuje udziały w Attijariwafa Bank, grupie świadczącej usługi finansowe z siedzibą w Kasablance, utworzonej na bazie kontrolowanego przez Francuzów Banque Commerciale du Maroc i powiązanej z wielkimi dynastiami bankierskimi, w tym z rodziną Rothschildów (rodzina Rothschildów pomogła w budowie znacznej części nowoczesnej infrastruktury bankowej Maroka).

Muhammad VI gromadzi ekskluzywne francuskie nieruchomości, w tym zamek Betz. Posiada rozległą posiadłość o powierzchni 70 hektarów poza Paryżem oraz dwie rezydencje w samym Paryżu; jedną z nich jest nieruchomość o wartości 94 milionów dolarów z widokiem na Wieżę Eiffla. Również jego krewni dysponują rozległymi imperiami nieruchomościowymi, rozciągającymi się od Paryża i Londynu aż po Beverly Hills.

W ślubie króla, w 2002 roku uczestniczyli Jeffrey Epstein, Ghislaine Maxwell i Bill Clinton, a w aktach dotyczących Epsteina wielokrotnie pojawia się wzmianka o Maroku; Epstein powołuje się na „porady od organów podatkowych w Rabacie” i próbuje nabyć w Marrakeszu wspaniałą posiadłość o wartości 21 milionów dolarów – Pałac Bin Ennakhil (transakcja ta nie doszła do skutku po aresztowaniu Epsteina). W 2010 roku Epstein miał okazję spotkać się z Tayebem Fassi Fihri, wieloletnim doradcą króla.

Maroko utrzymuje oficjalne, bliskie stosunki dyplomatyczne, gospodarcze i w zakresie bezpieczeństwa z Izraelem, Stanami Zjednoczonymi i Francją; obejmują one umowę obronną z Waszyngtonem, wspólny plan działań wojskowych z Tel Awiwem oraz „Wzmocnione Wyjątkowe Partnerstwo” z Paryżem. Partnerstwa te obejmują wymianę danych wywiadowczych, dostawy sprzętu wojskowego, współpracę technologiczną oraz wsparcie szkoleniowe. Mossad prowadzi tajne sieci w Maroku od lat 60-tych – na długo przed sformalizowaniem współpracy w ramach porozumień z 2020 r. (Porozumień Abrahamowych) – a marokańskie służby wywiadowcze wykorzystują izraelskie oprogramowanie szpiegowskie do zwalczania wewnętrznych wrogów.

Niezależnie od tego, czy chodzi o podsłuchiwanie szczytu Ligi Arabskiej przed wojną sześciodniową w 1967 r. i przekazywanie informacji wywiadowczych Izraelowi, utworzenie tajnego kanału komunikacyjnego między Izraelem a Sadatem w 1977 r., zezwolenie na utworzenie stacji Mossadu w Maroku (operacja Yachin), czy też poparcie dla izraelskiej ingerencji w prawa Palestyńczyków w Jerozolimie, czy też obecne wykorzystywanie imigrantów jako broni przeciwko Hiszpanii – marokańska rodzina królewska zawsze wykazywała gotowość do służby.

A co na to zwykli Marokańczycy?

90% z nich jest przeciwnych stosunkom Maroka z Izraelem. Ale na tym właśnie polega “urok” monarchii wspieranej przez Zachód i ściśle powiązanej ze służbami wywiadowczymi: nikogo nie obchodzi, czego oni chcą.

INFO: hseyinvodinal/fas-kraliyet-ailesi-dgse-cia-ve-mossad

„Sytuacja na Bliskim Wschodzie, w tym kwestia palestyńska”

Włoszka Francesca Albanese, Specjalna Sprawozdawczyni ONZ ds. sytuacji praw człowieka na okupowanych od 1967 r. terytoriach palestyńskich, ośmiela się nazwać przerażające zbrodnie Izraela przeciwko ludności palestyńskiej w Strefie Gazy i na Zachodnim Brzegu, ale zachodnie media w dużej mierze to ignorują… (Zdjęcie: Andrej Isakovic AFP)

„Sytuacja na Bliskim Wschodzie, w tym kwestia palestyńska”

3 sierpnia 2026 r. Od: Karin Leukefeld globalbridge-ch/die-situation-im-mittleren-osten-einschliesslich-der-palaestina-frage

(Uwaga redaktora) Kwestia ta jest regularnie omawiana w ONZ i przyjęto niezliczone rezolucje, ale Izraelowi to nie przeszkadza i nadal strzela i zabija. Siły Obronne Izraela mordują również wiele kobiet cywilnych i niezliczone dzieci. Stany Zjednoczone robią jednak wszystko, co w ich mocy, aby uciszyć Francescę Albanese, Włoszkę, której ONZ powierzyło monitorowanie tamtejszych zabójstw. – Karin Leukefeld zna sytuację Palestyńczyków z pierwszej ręki od dziesięcioleci – i zna również historię tego regionu. (cm)

„Region Bliskiego Wschodu (w tym Egipt, Izrael, Liban i Syria)” to tytuł regularnie powtarzających się debat w Radzie Bezpieczeństwa ONZ  od 1946 roku.  W tym czasie Liban i Syria zwróciły się do Rady Bezpieczeństwa ONZ o nadzorowanie  wycofania  brytyjskich i francuskich wojsk mandatowych z obu krajów. Mandaty wygasły, a ciągła obecność wojsk brytyjskich i francuskich naruszała suwerenność państwową i integralność terytorialną dwóch państw członkowskich ONZ, Libanu i Syrii. Sytuacja na Bliskim Wschodzie i kwestia palestyńska nigdy nie były kwestią samej Palestyny, lecz raczej kwestią państw europejskich, a później Izraela, który dążył nie do dzielenia się, lecz do zawłaszczenia ziemi regionalnych narodów arabskich – Libanu, Syrii i Palestyny.

Początkowo debaty w Radzie Bezpieczeństwa ONZ koncentrowały się na Palestynie, później na terytoriach okupowanych, a następnie ponownie na sytuacji w Syrii, Jordanii, Iraku i Libanie. Dziś cały region między wschodnią częścią Morza Śródziemnego a Zatoką Perską stoi w płomieniach.

Od 80 lat Rada Bezpieczeństwa ONZ zmaga się z sytuacją, która – kontynuując błędną decyzję Ligi Narodów – została stworzona przez Zgromadzenie Ogólne ONZ i Radę Bezpieczeństwa ONZ wbrew woli pierwotnych mieszkańców historycznej Palestyny. Na konferencji pokojowej w Paryżu w 1919 roku Liga Narodów poszła w ślady „Wielkiej Czwórki”: Wielkiej Brytanii, Francji, Włoch i Stanów Zjednoczonych. Wielka Brytania i Francja podzieliły cały region między siebie na mocy porozumienia Sykes-Picot, tworząc terytorium międzynarodowe między Jerozolimą a Hajfą. Deklaracja Balfoura z 1917 roku utorowała drogę imigracji europejskich Żydów i utworzeniu „żydowskiej ojczyzny w Palestynie”. 

„Rozwiązanie dwupaństwowe” zostało ustanowione przez  Zgromadzenie  Ogólne ONZ  29 listopada 1947 roku dla państwa Żydów w Palestynie, którzy zostali wypędzeni z Europy. Ci europejscy Żydzi, milicje syjonistyczne, natychmiast zwrócili się przeciwko pierwotnym mieszkańcom Palestyny ​​po przyjęciu rozwiązania dwupaństwowego, wypędzając co najmniej 700 000 Palestyńczyków z ich ojczyzny podczas Nakby w latach 1947/48.

Od momentu swojego powstania Rada Bezpieczeństwa ONZ konsekwentnie uznawała prawa narodów arabskich w regionie, jednak nigdy nie podjęła żadnych działań w celu wdrożenia odpowiednich rezolucji ONZ. Wszystkie decyzje były podporządkowane interesom europejskich, byłych państw kolonialno-imperialnych, a przez lata także USA i Izraela. Dlaczego?

Rutyna w Radzie Bezpieczeństwa ONZ

28 lipca 2026 roku Rada Bezpieczeństwa ONZ zebrała się, aby omówić „Sytuację na Bliskim Wschodzie, w tym kwestię palestyńską”. 

Spotkania poświęcone temu tematowi odbywają się kwartalnie i stały się już rutyną w ramach komitetu. Po otwartej debacie, w której głos mają przedstawiciele państw członkowskich ONZ, organizacji międzynarodowych i agencji ONZ, odbywa się zamknięte posiedzenie komitetu.  

W tym roku zainteresowanie ponownie było wysokie – udział wzięli przedstawiciele RPA, Algierii, Australii, Austrii, Brazylii, Bułgarii, Kanady, Kuby, Egiptu, Zjednoczonych Emiratów Arabskich, Hiszpanii, Indii, Indonezji, Iraku, Irlandii, Islandii, Japonii, Jordanii, Kazachstanu, Libanu, Malezji, Malediwów, Maroka, Meksyku, Namibii, Norwegii, Ugandy, Filipin, Polski, Portugalii, Kataru, Wenezueli, Korei Północnej, Iranu, Sri Lanki, Szwajcarii, Tunezji, Turcji i Wietnamu. Obecni byli również przedstawiciele Ligi Państw Arabskich i Unii Europejskiej. Stały Przedstawiciel Państwa Palestyna i Ambasador Izraela zasiedli przy stole państw członkowskich Rady Bezpieczeństwa ONZ. 

Ramiz Alakbarov, zastępca specjalnego koordynatora i stały koordynator w Biurze Specjalnego Koordynatora ONZ ds. Procesu Pokojowego na Bliskim Wschodzie (UNSCO) w Jerozolimie,  dołączył do spotkania za pośrednictwem łącza wideo  . Przez około 12 minut informował zgromadzonych o rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ nr 2803, znanej również jako „Plan Pokojowy Trumpa dla Gazy”, która została przyjęta jako prawnie wiążąca rezolucja przez Radę Bezpieczeństwa ONZ 17 listopada 2025 roku.

Mówił o rozbrojeniu Hamasu, wycofaniu wojsk izraelskich ze Strefy Gazy, międzynarodowych siłach stabilizacyjnych oraz przejęciu odpowiedzialności rządowej za Strefę Gazy przez nowo utworzony Narodowy Komitet Administracji Strefy Gazy. Alakbarov mówił o ludności Strefy Gazy, która niemal codziennie pada ofiarą trwającej izraelskiej agresji militarnej. Powiedział, że ich odporność jest inspirująca i daje rzadką iskierkę nadziei na przyszłość. Chociaż nastąpiła poprawa w zakresie bezpieczeństwa żywnościowego i utylizacji odpadów, ludność nadal zmaga się z powszechnymi zniszczeniami, przesiedleniami i przeludnieniem.

Omówiono również sytuację na okupowanym przez Izrael Zachodnim Brzegu. Według Alakbarowa sytuacja gwałtownie się pogarsza, co widać w ostatnich dniach. Stwierdził, że sytuacja na wszystkich okupowanych terytoriach palestyńskich prawdopodobnie się pogorszy, jeśli nie zostaną podjęte środki mające na celu powstrzymanie tego rozwoju. Poruszono również sytuację w Libanie i Syrii, gdzie Izrael okupuje ziemię i ponosi odpowiedzialność za rozległe zniszczenia i ofiary wśród ludności cywilnej. Wielu mówców potępiło sytuację na Bliskim Wschodzie i w Palestynie. W szczególności potępiono wojnę prowadzoną przez USA i Izrael przeciwko Iranowi. Ta debata również nie miała żadnych praktycznych konsekwencji. 

Sesja 28 lipca trwała ponad sześć godzin; pisemne  podsumowanie  przedstawiła ONZ. Debata,   podzielona na dwie części, jest dostępna w formie wideo  na kanale telewizji ONZ .

Uderzająca była nieobecność jednej z najważniejszych ekspertek w tej dziedzinie, Specjalnego Przedstawiciela ONZ ds. sytuacji praw człowieka na okupowanych przez Izrael terytoriach, Franceski Albanese.

Podczas gdy w Nowym Jorku toczyła się debata na temat sytuacji na Bliskim Wschodzie i kwestii palestyńskiej, izraelscy osadnicy, wspierani przez izraelską armię okupacyjną, bezkarnie atakowali Palestyńczyków na okupowanym przez Izrael Zachodnim Brzegu, podpalając ich domy, wioski i gospodarstwa. Masakra izraelskiej armii trwała również w Strefie Gazy. Arabskie media codziennie donoszą o izraelskich  nalotach  na Strefę Gazy. Liczba ofiar śmiertelnych w Strefie Gazy od początku „zawieszenia broni” 10 października 2025 roku wzrosła do 1207, a liczba rannych w tym samym okresie wyniosła 3914. 

Od początku wojny izraelskiej 7 października 2023 r. oficjalne dane ( stan na 22 lipca 2026 r .) wskazują, że zginęło 73 305 Palestyńczyków, a 173 918 zostało rannych. Inne raporty, takie jak te z  Instytutu Maxa Plancka,  szacują liczbę ofiar śmiertelnych w tym okresie na ponad 100 000. Wojny prowadzone przez Izrael i USA rozszerzyły się na siedem frontów: Gazę, Zachodni Brzeg, Liban, Syrię, Jemen, Irak i Iran. Podpalają cały region.

Powiedz potężnym prawdę

Głos Franceski Albanese rzadko słyszany w dzisiejszych niemieckojęzycznych mediach to głos tej włoskiej prawniczki. Ta włoska prawniczka należy do grona najodważniejszych i najbardziej otwartych osób, które sprzeciwiły się ludobójstwu Palestyńczyków. Albanese pełni funkcję Specjalnego Sprawozdawcy ONZ ds. Praw Człowieka Palestyńczyków od 2022 roku i została ponownie powołana na drugą kadencję w 2024 roku. Pracując w Radzie Praw Człowieka ONZ, jej zadaniem jest raportowanie na temat sytuacji praw człowieka na okupowanych przez Izrael terytoriach palestyńskich. Praca ta stanowi dla niej i jej zespołu szczególne wyzwanie od początku wojny 7 października 2024 roku. 

W trzech raportach Albanese pisał o „ Anatomii ludobójstwa ” (marzec 2024), „ Ludobójstwie jako kolonialnej zagładzie ” (październik 2024) oraz „ Od ekonomii okupacji do ekonomii ludobójstwa ” (lipiec 2025). Raporty te szczegółowo opisują, wraz ze źródłami, morderczy rozmiar tej wojny dla Palestyńczyków. Wymieniają one osoby odpowiedzialne w polityce, biznesie i wojsku z całego świata, które pomagały i nadal pomagają w zagładzie Palestyńczyków, a także czerpią z tego korzyści ekonomiczne. Albanese wskazuje na obowiązek wszystkich państw członkowskich ONZ do zapobiegania ludobójstwu i zapewnia każdemu państwu członkowskiemu ONZ i każdemu rządowi narzędzia do przeciwdziałania wojnie na wyniszczenie przeciwko Palestyńczykom za pomocą własnych środków krajowych. Listę sankcji można znaleźć między innymi w Karcie Narodów Zjednoczonych, Rozdział VII, Artykuł 41. (Podkreślenie dodane).

Republika Południowej Afryki wszczęła postępowanie przeciwko Izraelowi w Międzynarodowym Trybunale Karnym (MTK) w związku z podejrzeniem ludobójstwa. Pełniący obowiązki prokuratora generalnego MTK, Karim Khan, wydał międzynarodowe nakazy aresztowania trzech palestyńskich funkcjonariuszy Hamasu, którzy zostali zabici przez izraelską armię. Międzynarodowe nakazy aresztowania zostały również wydane wobec premiera Izraela Benjamina Netanjahu i jego (ówczesnego) ministra obrony Joawa Gallanta. Kierowana przez USA wspólnota państw zachodnich, w tym UE, była szczególnie oburzona tą decyzją i zmobilizowała swoje siły, aby ją zaprotestować.

W Niemczech Francesce Albanese zakazano wystąpień na uniwersytetach w Monachium i Berlinie, a relacje medialne na temat jej pracy i wydarzeń w Strefie Gazy zostały ograniczone. Z kolei krytyka ze strony rządu izraelskiego i jego partnerów dotycząca pracy Specjalnego Sprawozdawcy ONZ ds. sytuacji praw człowieka na okupowanych terytoriach palestyńskich była niemal zawsze szeroko komentowana.

Administracja USA zapowiada zniszczenie Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości

W lutym 2026 roku kilku ministrów spraw zagranicznych UE, w tym minister spraw zagranicznych Niemiec  Johann Wadephul , zażądało rezygnacji Franceski Albanese po opublikowaniu zmanipulowanego nagrania w mediach społecznościowych. Wadephul stwierdził między innymi, że Albanese jest „nie do utrzymania” na stanowisku. Żądanie to nigdy oficjalnie nie zostało wycofane, mimo że wiadomo było, że oskarżenia wysunięte przeciwko Albanese (w tym te wysunięte przez Izrael) były bezpodstawne. 

W związku z trzecim raportem „Od ekonomii okupacji do ekonomii ludobójstwa”, Stany Zjednoczone (lipiec 2025 r.) sięgnęły po jedno ze swoich ulubionych narzędzi tłumienia dysydentów i opozycji politycznej: nałożyły  sankcje na Francescę Albanese , główną prokurator Międzynarodowego Trybunału Karnego, oraz cztery sędziny tego samego sądu. Sankcje uzasadniono tym, że wszystkie były zaangażowane w sprawy wymierzone w USA i Izrael, w tym żołnierze amerykańscy w Afganistanie i osoby odpowiedzialne za izraelską operację wojskową w Strefie Gazy. 

Prokurator generalny Khan był wcześniej otwarcie zagrożony, jeśli nie wycofa międzynarodowych nakazów aresztowania Netanjahu i Gallanta. Nie wycofał ich. Wkrótce potem postawiono mu dwa zarzuty „nadużyć seksualnych” wobec pracownic. Khan zaprzeczył zarzutom i wziął urlop do czasu rozstrzygnięcia postępowania. Międzynarodowy Trybunał Karny wszczął dochodzenie. Zarzuty wobec Khana zostały oddalone przez skład sędziowski, jednak Khan został zawieszony w obowiązkach w czerwcu 2026 roku. 13 lipca 2026 roku sekretarz stanu USA  Marco Rubio ogłosił  , że Departament Stanu USA rozpocznie  kampanię „mającą na celu wyeliminowanie zagrożenia dla amerykańskiej suwerenności, jakie stwarza Międzynarodowy Trybunał Karny”. Wkrótce potem, 24 lipca 2026 roku, Karim Khan został odwołany  większością głosów państw członkowskich ONZ będących członkami Międzynarodowego Trybunału Karnego  .

Zagubiony w biurokracji

Wszyscy objęci sankcjami są urzędnikami i pracownikami Organizacji Narodów Zjednoczonych i dlatego podlegają  immunitetowi , zgodnie z  decyzją podjętą dla całej organizacji ONZ w  1946 roku.  Wszyscy objęci sankcjami USA podejmują kroki prawne przeciwko nim, które dodatkowo „karzą” ich ograniczeniami w podróżowaniu, zamrożeniem ich kont i aktywów (w USA), zablokowaniem dostępu do amerykańskich usług komunikacyjnych (internet) i innymi ograniczeniami. Ze względu na ścisłe powiązania finansowe i instytucjonalne USA na całym świecie, sankcje USA mają ogromny wpływ na życie osób objętych sankcjami. Czterech sędziów MTK utknęło w postępowaniu, a główny prokurator MTK, Khan, został odwołany. Khan jest obywatelem brytyjskim, a brytyjskie stowarzyszenia prawnicze ogłosiły jego wydalenie.

Specjalna Sprawozdawczyni ONZ Albanese odniosła swój pierwszy sukces w maju 2026 roku. Jej mąż i córka, obywatelka USA, pozwali administrację Trumpa przed sądem USA, argumentując, że sankcje USA „faktycznie wykluczają ją z bankowości i praktycznie uniemożliwiają jej zarabianie na życie”, jak donosił  brytyjski dziennik „The Guardian”  14 maja. Sędzia okręgowy Richard Leon z Waszyngtonu orzekł, że administracja Trumpa próbowała „uregulować lub ograniczyć jej wolność słowa”. Jednakże Albanese jest chroniona przez  Pierwszą Poprawkę do Konstytucji Stanów Zjednoczonych  , a ona „nie zrobiła nic więcej, niż tylko zabrała głos!” – napisał sędzia w swoim orzeczeniu. „Nie ulega wątpliwości, że jej rekomendacje nie są wiążące dla działań MTK – są jedynie jej opinią”.

Pierwsza poprawka do Konstytucji z 1787 r. (str. 11) stanowi:

„Kongres nie może uchwalać żadnych praw, które narzucają religię, ograniczają swobodne wykonywanie praktyk religijnych, ograniczają wolność słowa i prasy lub ograniczają prawo ludzi do pokojowego zgromadzania się i składania petycji do rządu w celu zaradzenia krzywdom”.

Tydzień później, 21 lipca 2026 roku, Departament Skarbu USA ogłosił zniesienie sankcji wobec Specjalnego Sprawozdawcy ONZ Albanese  . Jednak tydzień później, 27 lipca 2026 roku, w raporcie  agencji Reuters podano, że Departament Skarbu USA przywrócił ją na listę osób objętych sankcjami. Według raportu, trzyosobowy skład sędziowski amerykańskiego sądu apelacyjnego, do którego odwołała się administracja USA, wydał decyzję o administracyjnym wstrzymaniu wykonania poprzedniego orzeczenia (sędzia Richard Leon z Waszyngtonu). Pozwoliło to rządowi „wzmocnić status Albanese jako obcokrajowca objętego sankcjami”. Wniosek rządu był „bardziej rozbudowany” niż wniosek sądu niższej instancji w Waszyngtonie. Batalia prawna trwa.

Celowo spowodowane cierpienie

Głos Franceski Albanese jest słyszalny na całym świecie, ale rzadko w Europie. Mówi ona wpływowym prawdę, która ma niewielką tradycję, zwłaszcza w Niemczech. Irlandia była krajem w Europie, który wcześnie zrozumiał, co dzieje się z Palestyńczykami, mówi w wywiadzie dla lewicowo-liberalnego amerykańskiego magazynu  „The Nation” , przeprowadzonym w maju i opublikowanym w numerze lipcowo-sierpniowym. „Irlandczycy doświadczyli brytyjskich rządów kolonialnych. Doszło do ludobójstwa, choć nie jest ono uznawane. Prawie milion ludzi zmarło w wyniku głodu celowo wywołanego przez Brytyjczyków ( 1845–1852 )”. 

W wywiadzie dla  „The Nation”  Francesca Albanese wspomina, że ​​dla jej pokolenia (urodzonego w 1977 roku) „nigdy więcej” było niemal codziennością, przynajmniej we Włoszech, w okresie jej nauki i studiów. Pamięć o Holokauście i nakaz, by „nigdy więcej” się nie powtórzył, były wszechobecne. Ludzie wiedzieli wtedy, że „coś tak strasznego jak Holokaust zaczyna się niezauważone – mianowicie od normalizacji zbrodni przeciwko określonej grupie”. W tym kontekście, tuż na początku wojny w Strefie Gazy, na początku października 2023 roku, koledzy powiedzieli jej: „To ludobójstwo”. Wśród tych kolegów byli Izraelczycy, którzy mówili o „ludobójstwie”, podczas gdy ona sama odmawiała używania tego terminu. 

To, co zobaczyła, czego się dowiedziała i co udokumentowała w kolejnych tygodniach, skłoniło ją do „mówienia o możliwości”, że w Gazie rozwija się ludobójstwo, zwłaszcza „z powodu języka, którym się posługiwano, który był językiem ludobójstwa”. Niezliczone przypadki celowego zadawania cierpienia psychicznego i fizycznego, które zebrała, to: „Oto, co Izrael zrobił w ciągu pierwszych pięciu miesięcy: zabił 30 000 osób, średnio 150 osób dziennie. Statystyki mówiły same za siebie: 85 procent ofiar stanowiły wyłącznie kobiety i dzieci. Czy to ma być przypisane wyłącznie zabłąkanej rakiecie? Zrozumiałam, że to było ludobójstwo i, podobnie jak inne ludobójstwa, było niewidoczne. Zaprzeczanie ludobójstwu jest nieodłącznym elementem samego ludobójstwa”. 

W styczniu 2024 roku Międzynarodowy Trybunał Karny uznał „prawdopodobną, nieodwracalną szkodę wyrządzoną Palestyńczykom w Strefie Gazy zgodnie z Konwencją o Ludobójstwie”, jak twierdzi Albanese. Wszystkie państwa członkowskie Międzynarodowego Trybunału Karnego są zobowiązane do zapobiegania ludobójstwu natychmiast po jego uznaniu. Po decyzji Trybunału wszystkie państwa członkowskie powinny były natychmiast zaprzestać wszelkiego handlu z Izraelem, zwłaszcza handlu bronią: „Kontynuowali”.

Musimy działać

Niewielu śledziło pracę Franceski Albanese tak uważnie, jak Chris Hedges, wieloletni korespondent zagraniczny „ New York Timesa” , który relacjonował wydarzenia ze wszystkich stref wojennych na Bliskim Wschodzie. Przez siedem lat relacjonował wydarzenia z okupowanej Palestyny ​​i w 2002 roku otrzymał Nagrodę Pulitzera. Jego wywiady z Francescą Albanese można odsłuchać na jego kanale YouTube „ The Chris Hedges Report ” (w języku angielskim). Więcej informacji na stronie  https://chrishedges.substack.com/

Ostatnia rozmowa obu  autorek  nosi tytuł nowej książki Franceski Albanese, wydanej w jej ojczystym języku włoskim w kwietniu 2026 roku: „Quando il mondo dorme” („Kiedy świat śpi”) – historie, słowa i krzywdy z Palestyny, jak głosi podtytuł. Wydanie angielskie, „Kiedy świat śpi”, prezentuje Chris Hedges. W dziesięciu rozdziałach Albanese opisuje „ludzki koszt” izraelskiej okupacji i masowych mordów. Autorka przedstawia ludzi, których poznała podczas lat spędzonych w Palestynie, i, według Hedgesa, „nadaje cierpieniu ludzką twarz”. Niemieckie tłumaczenie, również zatytułowane „Wenn die Welt schläft”, ma się ukazać nakładem wydawnictwa Palmyra Verlag Heidelberg pod koniec 2026 roku. 

Wywiad z Francescą Albanese obejmuje liczne obszary i indywidualne losy, które ilustrują konsekwencje izraelskiej okupacji i ludobójstwa w Strefie Gazy. Hedges odnosi się do pediatry  dr. Hussama Abu Sayifa , dyrektora szpitala Kamal Adwan, który przebywa w izraelskim areszcie od ponad 18 miesięcy bez postawienia zarzutów i niedawno został przeniesiony do podziemnego więzienia. Oprócz niego w izraelskim areszcie przebywa 13 innych lekarzy bez postawienia zarzutów. Albanese twierdzi, że przemoc i tortury wobec tych lekarzy znajdują odzwierciedlenie w przemocy wobec całego sektora medycznego w Strefie Gazy. Kliniki, ośrodki zdrowia i karetki są systematycznie niszczone. Ratownicy medyczni i personel medyczny zostali skutecznie „ wyeliminowani ”.

Europejskie media w dużej mierze przyjmują izraelską narrację, która przedstawia personel medyczny jako wspólników grup zbrojnych (Hamasu), a kliniki i apteki jako magazyny broni i centra dowodzenia, aby usprawiedliwić ataki. Każdy, kto tego nie kwestionuje, a zwłaszcza media europejskie, staje się „wspólnikiem”. Dyskusja koncentruje się wokół terminów „Holokaust” i „ludobójstwo”, Palestyny ​​i reszty świata, kwestii prawnych oraz Palestyny ​​jako kolonii. Poruszono również kwestie sankcji nałożonych na te państwa, a także przyszłość Strefy Gazy jako „Riwiery Gazy”, którą Albańczyk krytykuje jako „rozpraszającą uwagę”. Omawiane są palestyńskie zasoby naturalne, takie jak złoża gazu u wybrzeży Gazy, a nacisk kładziony jest wielokrotnie na dzieci, z których ponad 20 000 to sieroty lub półsieroty. 

„Niesprawiedliwość nie kończy się dlatego, że tego chcemy lub dlatego, że się o nią modlimy” – podsumowuje Francesca Albanese  . „Musimy działać”. Tylko w ten sposób można pokonać niesprawiedliwość. Ważne jest, aby wytrwać, nie poddawać się, bez względu na to, ile to zajmie – mówi Albanese. „Jeśli Izrael będzie bezkarnie łamał prawo międzynarodowe, fundamenty międzynarodowego systemu prawnego zostaną zniszczone”. 

„Nigdy się nie poddawaj” to mantra Chrisa Hedgesa, a na ekranie pojawia się zdjęcie Juliana Assange’a. „Uwolnienie Juliana zajęło 14 lat” – przypomina Hedges. Zdjęcie przedstawia Juliana Assange’a na Festiwalu Filmowym w Cannes w 2025 roku. Ma na sobie koszulkę z imionami  4986 dzieci zabitych w wojnie w Strefie Gazy. 

Kijów zbiera bęcki. Druzgocący odwet armii rosyjskiej.

Druzgocący odwet armii rosyjskiej

Krzysztof Podgórski

To odwet za 40-dniową ukraińską ofensywę dronów. Kijów w ogniu. Z powodu braku rakiet PAC-3 do systemów Patriot, ukraińska OPL nie zestrzeliła żadnej z pośród 39 rosyjskich rakiet.

Nocą 4/5 sierpnia rosyjskie wojska rakietowe przeprowadziły zmasowane uderzenie rakietowe na cele w obwodzie Kijowskim i samym Kijowie. Dramatyczne obrazy gigantycznych pożarów, łuny nad miastem i słupów dymu są dowodem na bezsilność ukraińskiej OPL i skuteczność rosyjskiego ataku.

Mer Kijowa Witali Kliczko poinformował, że w samej stolicy zginęła jedna osoba, a 24 zostały ranne. „Czworo rannych znajduje się w stanie ciężkim” . Państwowa Służba ds. Sytuacji Nadzwyczajnych Ukrainy (DSN) informuje:  „Trwa likwidacja następstw zmasowanego ataku wroga w obwodzie kijowskim. Niestety, podczas ataku 14 ludzi zginęło, a 27 zostało rannych”.

Niewątpliwie mamy do czynienia z bezprecedensowym wydarzeniem tej nieszczęsnej wojny trwającej już przeszło 4 lata, stąd warto go szczegółowo przeanalizować.

Aspekt polityczny rosyjskiego odwetu

W czerwcu 2026 prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski  ogłosił 40-dniową operację mającą na celu wywarcie wpływu na Rosję. Buńczucznie przekonywał, że seria uderzeń na Rosję, ma skłonić władze na Kremlu do zakończenia wojny. Za akcję odpowiedzialna była Służba Bezpieczeństwa Ukrainy. Listę celów zatwierdził sam Zełenski.

Wczoraj ukraińska bezpieka ogłosiła sukces, informując o przeszło 100 skutecznych atakach, zniszczeniach na wielu rosyjskich rafineriach, trafieniu kluczowych zakładów zbrojeniowych, centrów logistycznych, bombowca Tu-95MS i dziesiątek statków handlowych. W podsumowaniu stwierdzono: „Operacja stała się skutecznym mechanizmem wywierania wpływu na państwo agresora. Działania będą kontynuowane”.

W imię akademickiej uczciwości wywodu należy zauważyć, że oprócz bezspornych ukraińskich sukcesów i ataków na cele militarne, jakimi były zakłady zbrojeniowe, lotniska, systemy przeciwlotnicze, okręty wojenne, radary, samoloty, to atakowano tzw. cele podwójnego przeznaczenia jakimi są: rafinerie, zbiorniki paliw, porty morskie.

Ponadto w sposób planowy ofensywa ukraińskich bezzałogowych statków powietrznych wymierzona była także w cele czysto cywilne, jak żegluga handlowa, statki handlowe na Morzu Czarnym i Morzu Azowskim oraz centra sortownicze wielkiej firmy rosyjskiej Wildberries (największa w Rosji platforma handlu internetowego, odpowiednik Amazona i polskiego Allegro). Ataki te pozbawiły pracy dziesiątki tysięcy ludzi i w założeniu mają wywołanie niepokojów społecznych.

Na gruncie Konwencji Genewskich oraz Międzynarodowego Praw Morza ataki na hurtownie, sortownie pełne cywilnych pracowników oraz statki żeglugi handlowej są niedopuszczalnym ich naruszeniem. Drony Hornet atakują wszelkie pojazdy ciężarowe poruszające się szosą „Noworosja”, trwa blokada transportowa Krymu giną masowo kierowcy cywile i pasażerowie pojazdów.

W tym kontekście należy interpretować rosyjski atak odwetowy. To prawdopodobnie  swego rodzaju  „odpowiedź” Kremla , stąd  wymierzony był w większości również w cele cywilne, odpowiedniki ukraińskie obiektów rosyjskich atakowanych przez drony ukraińskie od 40 dni.

Spektakularne wielkie pożary w Kijowie, to odwet propagandowo wizerunkowy  za wielkie pożary centrów logistycznych pod Moskwą, Twerem, Wołgogradem czy Petersburgiem. Te krwawe niszczycielskie „obrazki” skierowane są do audytorium wewnątrz rosyjskiego, ukraińskiego i opinii światowej.

Przebieg ataku rosyjskiego i użyte środki

Rosyjski atak rozpoczął się ok. godziny 24.00 czasu polskiego. Wg danych OSINT rosyjskie wojska rakietowe odpaliły:

– ok. 28 pocisków balistycznych Iskander-M odpalonych przez brygady rakietowe z obszarów  na północny zachód od Klińc w obwodzie briańskim (20 rakiet) + 8 pocisków balistycznych Iskander-M/ wystrzelonych z wyrzutni na wschód od Klińc w obwodzie briańskim + 2 pociski balistyczne Iskander-M  wystrzelone w pobliżu Żeleznogorska w obwodzie kurskim + 2 pociski balistyczne Iskander-M wystrzelone w pobliżu Poczep w obwodzie briańskim.

Rakiety Iskander M przenoszą głowice o masie 480 kg w tym kasetowe, a taką miał co najmniej jeden Iskander-M rażący cel w Kijowie, a co udokumentował materiał filmowy

– Rosjanie odpalili 2 pociski balistyczne KN-23 produkcji Północnej Korei wystrzelone z okolic Liski w obwodzie woroneskim. Rakiety te przenoszą głowice o masie ok 1 tony.

– cele w Kijowie rażone były przez 9 rakiet  hipersonicznych 3M22 Cyrkonia,  wystrzelonych z naziemnych instalacji w pobliżu Manturowa w obwodzie kurskim oraz z lądowej wyrzutni w pobliżu Millerowa w obwodzie rostowskim. Są to zmodyfikowane wyrzutnie rakiet obrony wybrzeża typu Bastion.

Łączna liczba wystrzelonych pocisków rosyjskich jakie odpalono na Ukrainę to 39 pocisków (28 pocisków balistycznych Iskander-M, 9 hipersonicznych pocisków manewrujących 3M22 Cyrkonia i 2 pociski balistyczne Kn-23. )

Działania ukraińskiej obrony powietrznej zakończyły się totalną klęską, co potwierdza komunikat Ukraińskich Sił Powietrznych. Ukraińska obrona powietrzna nie była w stanie zestrzelić ani jednego pocisku rakietowego, ponieważ nie posiadała efektorów – rakiet PAC-3 SME do systemów Patriot. USA rozchodowało duże ilości podczas prowadzonej wojny z Iranem i ma ograniczone możliwości ich dostaw dla sojuszników w tym realizacji dostaw opłaconych przez kraje UE dla Ukrainy.

Wszystkie 39 rosyjskich pocisków trafiło tym samym wyznaczone  obiekty.

Głównymi celami tego ataku były ukraińskie obiekty magazynowe w Kijowie i obwodzie kijowskim oraz cele wojskowe.

Na podstawie analizy zdjęć satelitarnych NASA oraz  źródeł NASA wiemy, że Rosjanie trafili i zapalili:

– magazyny firmy Epicentr w obwodzie kijowskim.

– magazyn logistyczny „Rozetka”

– Centrum Dystrybucji Novus i terminal Nowej Poczty nr 114 w południowo-zachodnim Kijowie

– Magazyn Nowej Poczty nr 2 w północnym Kijowie

– Dnieprowską Strefę Przemysłowa we wschodnim Kijowie – prawdopodobnie jedno z przedsiębiorstw zbrojeniowych zlokalizowanych w tym miejscu

– Kompleks magazynowy w Browarach w obwodzie kijowskim

– Magazyn Nowej Poczty w Browarach w obwodzie kijowskim

– Magazyn Logistyczny „Raben Ukraina” w Browarach w obwodzie kijowskim

– Centrum Logistyczne w Browarach, obwód kijowski

– Nieznany cel w pobliżu Tetiowa w obwodzie kijowskim.

Reasumując, obserwujemy tragiczną w skutkach eskalację wymiany uderzeń pomiędzy siłami zbrojnymi Rosji i Ukrainy na cele infrastruktury gospodarczej.

Pierwszym efektem ukraińskiej 40-dniowej ofensywy dronowej wymierzonej także w żeglugę handlową i porty rosyjskie jest trwająca do dziś seria rosyjskich ataków odwetowych na ukraińskie porty nad Morzem Czarnym i żeglugę handlową na akwenach przyległych, co sparaliżowało transport morski Ukrainy w tym tak kluczowy dla Kijowa eksport zbóż, wyrobów hutniczych i rudy żelaza.

Teraz obserwujemy rosyjski odwet wymierzony w ukraińskie centra logistyczne i magazynowe, co niewątpliwie odbije się na i tak kruchej równowadze gospodarczej walczącej Ukrainy i pogorszy sytuację przedsiębiorstw o ludności cywilnej w kwestii zaopatrzenia.

Stara zasada mówi, że „akcja rodzi reakcję”.

Czy Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski i Służba Bezpieczeństwa Ukrainy planując realizację 40-dniowej ofensywy dronów, która miała rzucić na kolana Moskwę i zmusić prezydenta Putina do negocjacji, a społeczeństwo rosyjskie do protestów przemyśleli prawdopodobieństwo rosyjskich działań odwetowych i ich skalę? Wydaje się, że niekoniecznie.

Krzysztof Podgórski

Kto spędza migrantów do Europy?

Kto spędza migrantów do Europy?

5. sierpnia 2026 Marek Wojcik world-scam/kto-spedza-migrantow-do-europy

Państwo terrorystyczne – okupant ziem należących do Palestyńczyków – od początku swojego istnienia stopniowo wprowadzało politykę przesiedlania wszystkich Palestyńczyków z ich własnej ojczyzny do Europy. Front wojny emigracyjnej jest ważnym elementem w strategicznym projekcie mitycznego wielkiego Izraela.

W pierwszej połowie lat 60. [izraelskie] Ministerstwo Spraw Zagranicznych kontynuowało analizę planów wspierania emigracji arabskich uchodźców z Bliskiego Wschodu do Europy, zwłaszcza do Francji i Niemiec. Jedną z rozważanych opcji było znalezienie dla nich pracy w Niemczech, które wówczas pilnie potrzebowały rąk do pracy. W 1962 roku izraelscy urzędnicy badali możliwość znalezienia zatrudnienia dla palestyńskich uchodźców-robotników w Niemczech, Austrii i Szwajcarii. Wstępne kontrole przeprowadzone w ramach tego planu, znanego jako „Operacja Robotnik”, oraz związana z tym korespondencja były objęte całkowitą tajemnicą.

Haaretz, 19 grudnia 2013 r.

31.07.2026 r. Co najmniej 34 migrantów zginęło, próbując dotrzeć do Ceuty, a w ciągu ostatnich 24 godzin około 60 000 osób przedostało się z Maroka dzięki izraelskiej pomocy, do tej hiszpańskiej enklawy. Źródło.

Dwa lata temu amerykański bloger Mike Peinovich opublikował na substack.com artykuł, z którego pochodzi powyższy cytat: Jak Izrael stworzył kryzys uchodźczy w Europie? Źródło. Artykuł stanowi udokumentowaną analizę izraelskiej strategii „ostatecznego rozwiązania” problemu Palestyńczyków. Jest ona elementem większego planu globalistów służącego zniszczeniu podstaw państw narodowych na świecie.

Takie konflikty jak wojna z Iranem, doprowadzą jedynie do wzrostu nieszczęścia i napływu uchodźców do Europy, gdzie izraelskie i żydowskie organizacje pozarządowe będą czekać, by ich przyjąć, posługując się językiem humanitaryzmu, by zamienić Zachód w wysypisko dla osób wysiedlonych w wyniku izraelskich wojen.

W planach jest DRUGA INWAZJA na Ceutę, traktując ją jako „ostatnią szansę” na przedostanie się do Europy.
Film z polską ścieżką dźwiękową.

Podczas gdy nieprzejednany sojusznik USA realizuje politykę emigracji jako karę dla Hiszpanii za jej sprzeciw wobec ludobójstwa w Gazie, amerykański prezydent – zwolennik twardej ręki (a chyba raczej nogi z kopniakiem) wobec nielegalnych migrantów, prowadzi niezwykle burzliwe negocjacje, mające doprowadzić do pokoju na Bliskim Wschodzie.

Trójstronne rozmowy pokojowe na Bliskim Wschodzie. Uczestniczą w nich: Trump — imperialista, Trump — mediator oraz Trump — biznesmen.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Wzrost represji wobec Polaków

Wzrost represji wobec Polaków

Autor: AlterCabrio, 5 sierpnia 2026

Licznych przykładów na przyspieszone odbieranie podstawowych praw obywatelskich mamy bez liku. Do niedawna głównym źródłem represji była ochrona mniejszości i wartości, wskazanych przez lewactwo. Tak uderzano w obrońców życia poczętego i moralności publicznej, to był jednak zaledwie wstęp, potem przyszła ochrona masowej imigracji, dziś zaś używa się wzmożenia prowojennego. Szczególnie widać to w Polsce, gdzie władza, i to niezależnie, której części popisu, próbuje zastosować na Polakach wzorce, sprawdzone na Zachodzie.

Zdjęcie tytułowe: czy to przyszłość Polaków? LINK

Wzrost represji wobec Polaków

Nie mam na myśli represji po przegranych powstaniach, stosowanych przez zaborców, ani po przegranych wojnach w wykonaniu obcych potęg, które podbiły Polskę. Nie mam na myśli czegoś, co było dawno temu, lecz skończyło się i już nie wróci. Przeciwnie, piszę o czymś, co dzieje się dziś i narasta.

Mówię o porządku i rzeczywistym stanie praworządności w państwie, zwanym III RP, czyli w państwie, w którym żyją dziś Polacy. Wcześniej państwo to nazywało się PRL i tylko częściowo było państwem polskim. Było polskie, bo obejmowało Polaków i etniczne ziemie Polski. (Nie całe, część została włączona do wschodniego protektora czy raczej okupanta.) Nie było zaś polskie z uwagi na grupę sterującą, która wykonywała polecenia zewnętrznego organizatora, którym był Związek Radziecki. W roku 1989 nastąpiło płynne przejście spod organizatora na wschodzie pod organizatora na zachodzie, pozostała natomiast niepełność polskości. Różnica polega na tym, że wcześniej nie było to specjalnie ukrywane, teraz zaś jest.

Ten status nie dotyczy tylko Polski, ale w ogóle wszystkich państw Zachodu, z USA włącznie. Łączy je przyjęcie wspólnego wzorca masońskiego, który polega na tym, że władza chce się pozbyć rdzennego ludu i wymienić na inną ludność, sprowadzaną z innych krajów i kontynentów. Dla tego wzorca pożądani są wszyscy obcy, i nie jest istotna ich kultura, a tylko użyteczność wobec masońskiej władzy. Obcy jest dobry, gdy jest posłuszny, i gdy jest wrogiem rdzennego ludu. Dlatego rządy Zachodu na skalę masową od kilkudziesięciu lat z jednej strony sprowadzają różnorodność, a z drugiej szkodzą ludności rdzennej.

Czytaj też: zagrozenia-i-swiadomosc-polakow

Jednym z elementów tej polityki jest przyznawanie przywilejów obcym kosztem rdzennych, na których nałożone zostają ciężary, kontrybucje, restrykcje i dyskryminacja aż do eksterminacji. Jest to ukrywane za retoryką wyższych i wspólnych wartości, praw uchodźców, praw kobiet, praw zwierząt, ochrony przyrody, walki ze zmianami klimatu, walki z homofobią, mizoginią, faszyzmem, nierównościami. Ludność rdzenna poddawana jest debilizacji, rozpieszczana programami socjalnymi, a później niszczona za pomocą obcych. Wszystko to robi własna władza, która służy obcym siłom masońskim, które służą koszernym.

Licznych przykładów na przyspieszone odbieranie podstawowych praw obywatelskich mamy bez liku. Do niedawna głównym źródłem represji była ochrona mniejszości i wartości, wskazanych przez lewactwo. Tak uderzano w obrońców życia poczętego i moralności publicznej, to był jednak zaledwie wstęp, potem przyszła ochrona masowej imigracji, dziś zaś używa się wzmożenia prowojennego. Szczególnie widać to w Polsce, gdzie władza, i to niezależnie, której części popisu, próbuje zastosować na Polakach wzorce, sprawdzone na Zachodzie. Głównym narzędziem jest słynna już „mowa nienawiści”, a raczej walką z nią, a także wszelkie „nawoływania”, głównie do przemocy na tle etnicznym i narodowościowym.

Proces ten w Polsce dopiero się rozkręca, wraz z narastaniem prowokacji z udziałem ludzi przesiedlonych do Polski. Oficjalna władza i oficjalna propaganda każdy taki przypadek nagłaśniają jako czyn Polaków przeciw imigrantom. Wtóruje im w tym ambasada Ukrainy. W Polskę i w świat idzie przekaz, że Polacy to szowiniści i przemocowcy, atakują biednych Ukraińców bez powodu, biją na ulicach, wyzywają dziewczynki, są generalnie pełni złości i agresji. W tym samym tonie nakręcono film pt. „Granica”, pokazujący rzekome zwyrodnialstwo Polaków wobec biednych migrantów z Globalnego Południa, nie występujące jednak w naturze, poza umysłami twórców takich treści. Ogólnie czynniki władzy i kształtowania opinii publicznej utrzymują, że wszelkie problemy w relacjach Polaków i Ukraińców, przebywających w Polsce powodowane są przez Polaków i ich wrodzoną agresję do obcych. Jednak dzielna władza czuwa i nie dopuszcza do eskalacji przemocy i wrogości.

Te prowokacje są zapewne robione celowo, a władza nad Polską, zamiast te sytuacje ograniczać i chronić własną ludność, nie robi niczego w tym kierunku, a raczej wykorzystuje jako pretekst do ograniczenia praw własnych obywateli. W ten sposób zwalcza własną konkurencję polityczną, posługując się pozorem bezpieczeństwa społecznego. Należy więc spodziewać się wykorzystania policji, służb bezpieczeństwa, prokuratury i sądów do prześladowania patriotów i ludzi, którzy mają instynkt samozachowawczy i zaczynają się organizować w celu obrony państwa, narodu i swojego życia. Możemy spodziewać się różnego nękania w postaci nadużywania procedur, wzywania na przesłuchania, zatrzymań, aresztowań, przedłużających się procedur, wyroków skazujących, grzywien, zasądzanych bezpodstawnych odszkodowań. Zostanie wykorzystane prawo cywilne, karne, administracyjne i publiczne. Wszystko to będzie oczywiście bezprawne, jednak będą to robić organy, które prawo stosują, nie będzie więc do kogo zwrócić się o pomoc i ochronę. Te instytucje, które oficjalnie przeznaczone są do ochrony obywateli, będą atakować obywateli dla ochrony obcokrajowców. Polak w swoim państwie zostanie sam, mając z jednej strony nachodźców, coraz bardziej bezczelnych, agresywnych i wiedzących, czego chcą, z drugiej zaś Polacy przeciw sobie będą mieli aparat państwa i samorządów. Jako przykład może posłużyć wyrok skazujący dla 21-letniej kobiety za słowa podczas demonstracji: „Polska dla Polaków”. To wyraźny sygnał, że władza nad Polską czuje się zagrożona przez Konfederację Korony Polskiej i odradzające się dążenie do odzyskania niepodległości.

Politycy i inni funkcjonariusze III RP są zdeterminowani i nie będą chcieli oddać władzy. Stawką nie jest już tylko miejsce przy żłobie, ale cały majątek i życie. Ludzie, którzy wprowadzili w Polsce plandemię i ukrainizację wzięli za to ogromne pieniądze, w większości łamiąc prawo. Cały czas na Ukrainę idą ogromne środki wsparcia, choć wiadomo, że znaczna część jest rozkradana przez tamtejszą władzę. Wiedzą o tym wszyscy, a fakt zwiększania tej „pomocy” wskazuje, że decydenci tzw. Zachodu sami na tym korzystają.

Wygląda na to, że cały establishment został skorumpowany i wciągnięty we wspólnictwo, również w tzw. wsparcie dla Ukrainy, czyli potężną korupcję państwową. Każdy z nich ma świadomość, że gdyby wyszły na jaw ich sprawki z ostatnich 6 lat, byliby skończeni. Dlatego uruchamiają represje wobec Polaków, starając się zdusić tą siłę polityczną i to poparcie społeczne, które może ich odsunąć od władzy. Problemem dla PO/KO nie jest wcale PiS, a problemem dla PiS i Rozwój Plus nie jest Tusk. Dla wszystkich problemem jest Braun, Korona i ich poparcie. Dlatego należy teraz spodziewać się, że energia systemu represji zostanie skierowana na tych patriotów, którzy informują o zagrożeniach ze strony migracji, Ukrainy i koszernych. Tych będzie prześladować władza, zatrzymywać, aresztować, stawiać zarzuty, przetrzymywać bez sądu, szykanować na inne sposoby. Aparat represji w III RP ma dużo narzędzi, aby legalnie łamać prawo poprzez jego nagięcie i nadużycie, np. „mowa nienawiści”, „bezpieczeństwo państwa”, „nawoływanie do przemocy”. Pod te kategorie będą mogli podpiąć każde zachowanie, usłużni „specjaliści” dorobią stosowne ekspertyzy, a „wolne sądy” będą miały wielką łatwość w skazywaniu.

Spójrzmy, jak łatwo dziś zorganizować antypolską prowokację. Dotąd używane były to tego usłużne lewackie jaczejki. Teraz jest łatwiej Celowa polityka rządów w Kijowie i Warszawie, najwyraźniej w pełnej współpracy posłużyła do zmontowania sytuacji, w której akty wzajemnej wrogości to tylko kwestia czasu. dodatkowo Polska jest potężnie penetrowana przez służby naszych tzw. sojuszników, w rzeczywistości przeciwników. Zobaczmy, że ostatnio media i politycy w Polsce mówią dokładnie to samo, co służby i politycy ukraińscy. Tak było w przypadku incydentów, gdy zbyt krewcy Polacy mieli pretensje do obywateli Ukrainy. Zaraz to zostało potężnie nagłośnione w mediach w Polsce, które jednocześnie przemilczają liczne akty agresji obywateli Ukrainy wobec Polaków. Tak samo było w przypadku rakiety pod Lublinem. Każdy taki przypadek pokazuje schemat: oficjalne media i władze w Polsce zachowują się tak, jak chcą władze w Kijowie. Nie działają w interesie Polaków, ale Kijowa.

W tej sytuacji każde zdarzenie, spontaniczne lub sprowokowane zostanie wykorzystane przeciw Polakom przez wszystkich: Ukraińców, zagranicę i władzę nad Polską. Polacy mają obecnie samych wrogów, zarówno za granicą, jak i w Polsce, i żadnych przyjaciół. Mamy to na własne życzenie, popierając państwo ukraińskie i konfliktując się ze wszystkimi sąsiadami. Tym bardziej trzeba teraz uważać na prowokacje i nie reagować agresją na zaczepki. Nie wolno nam również wyciągać odpowiedzialności zbiorowej wobec nikogo. Nie stać nas teraz na agresję, a każdy taki akt z naszej strony zostanie wykorzystany przeciwko nam. Nie chodzi tylko o to, że zwykle jest to niesprawiedliwe, ale również o to, że nie mamy żadnych przyjaciół i wielu wrogów.

Jeśli komuś wydaje się, że ominą go represje, gdy będzie trzymał się z boku, w wielkim znajduje się błędzie. Celem jest wymiana ludności, więc każdy Polak jest przewidziany do usunięcia z polskiego terytorium, a Polka do wzięcia w jasyr. Nikt nie jest bezpieczny, a największym zagrożeniem aktualnym, poza nachodźcami przesiedlonymi jest antypolska władza. Jedyny sposób na przetrwanie to zmienić sposób jej sprawowania, a to można zrobić tylko poprzez wymianę elit rządzących. To zaś jest możliwe, wymaga jednak długotrwałego, konsekwentnego, zorganizowanego wysiłku. Właściwą drogą nie jest przemoc i agresja. Tak nie załatwimy niczego. Trzeba wejść na drogę mądrości, roztropności i współpracy. Jeśli Polacy się na to zdobędą, stworzą swój program i odzyskają kontrolę nad państwem, przetrwają, a wraz z nimi państwo polskie. Jeśli nie, znikną oni i ich państwo, a cierpienia będą im towarzyszyć w ostatnich chwilach. dziś walczymy o przetrwanie i zachowanie naszych obecnych granic. Większość Polaków nie zdaje sobie sobie sprawy, w jakim zagrożeniu jesteśmy, jak bardzo jesteśmy bezbronni, i jak wielki potencjał posiadamy do tego, aby odzyskać sprawczość i władzę nad sobą. Dopiero, gdy wzmocnimy się wewnętrzne w obecnych granicach, będzie można myśleć, jak zadbać o ziemie, odebrane nam siłą, i Polaków, którzy tam zostali.

Czytaj też: po-co-nam-wlasne-panstwo

Szykujmy się więc, bracia, do odparcia represji, bo już w najbliższym czasie takie treści będą przedmiotem nagonki medialnej, dochodzeń prokuratorskich, działań operacyjnych służb, wyroków skazujących. Taka działalność, jak moja obecna, i tych niewielu innych, którzy upominają się o wolność i interes narodowy, zostanie zakazana. A jeśli nas pokonają i nikt już nie odważy się na opór, całą to spolegliwą masę baranów najpierw ostrzygą, a potem przerobią na baraninę mieloną. Śledźcie nasze losy, jeśli władza nas zdusi, Wy będziecie następni.

O zagrożeniach, wojnach, Żydach, gojach, Ukrainie, Rosji, Chinach, Ameryce, i wyjściu z matni piszę w mojej najnowszej książce: Nasza polska walka. Tak odniesiemy zwycięstwo. Link do książki: sklep

_______________

Wzrost represji wobec Polaków, Bartosz Kopczyński, 5 sierpnia 2026

Niemcy dofinansowały Izraelowi kolejny okręt podwodny. „Polsce postawili kamień obok Bundestagu”

Jeden z okrętów Dolphin II

Niemcy dofinansowały Izraelowi kolejny okręt podwodny. „Polsce postawili kamień obok Bundestagu”

5 sierpnia 2026 Przez Mateusz Pławski

Izraelska marynarka przejęła w Kilonii INS „Drakon” – najnowszy i ostatni okręt podwodny typu Dolphin II, którego zakup częściowo sfinansowały Niemcy. Jednostka jest większa od swoich poprzedników, a jej nietypowa konstrukcja może umożliwiać przenoszenie pocisków w pionowych wyrzutniach. W Polsce przekazanie okrętu wywołało komentarze zestawiające niemiecką pomoc dla Izraela z brakiem reparacji dla Polski.

Izraelska marynarka wojenna przejęła 22 lipca w stoczni TKMS w Kilonii okręt podwodny INS „Drakon” – poinformował niemiecki portal branżowy MarineForum. Przekazanie jednostki odbyło się bez publicznej ceremonii i oficjalnych komunikatów ze strony producenta oraz izraelskiego odbiorcy.

Następnego dnia okręt po raz pierwszy opuścił stocznię pod izraelską banderą i rozpoczął próby w Zatoce Kilońskiej.

INS „Drakon” jest szóstym okrętem rodziny Dolphin i ostatnią jednostką zaliczaną do typu Dolphin II. Został jednak tak głęboko zmodyfikowany, że niemiecki portal określił go jako jednostkę w praktyce niepowtarzalną i technologiczną zapowiedź przyszłych izraelskich okrętów typu Dakar.

„Drakon” ma 73 metry długości. Dwa wcześniejsze okręty Dolphin II – „Tanin” i „Rahav”, wprowadzone do służby odpowiednio w 2014 i 2016 roku – mierzą po 68,6 metra. Nowa jednostka ma również znacznie większy kiosk, zapewniający dodatkową przestrzeń wewnątrz konstrukcji.

Według MarineForum powiększony kiosk może mieścić pionowe wyrzutnie pocisków. Wśród rozważanych wariantów wymieniane są trzy pociski balistyczne albo nawet osiem pocisków manewrujących. Przestrzeń może zostać wykorzystana również do przewozu bezzałogowych pojazdów, sprzętu rozpoznawczego lub żołnierzy sił specjalnych.

Ani Izrael, ani TKMS nie potwierdziły jednak istnienia takich wyrzutni ani rodzaju przenoszonego w nich uzbrojenia. Izraelskie Ministerstwo Obrony informowało jedynie, że okręt został wyposażony w „unikatowe systemy” oraz „przełomowe technologie”.

Potwierdzone uzbrojenie obejmuje dziesięć wyrzutni torpedowych umieszczonych na dziobie. Sześć ma kaliber 533 mm, a cztery – 650 mm. Większe wyrzutnie mogą służyć nie tylko do odpalania uzbrojenia, lecz także do wypuszczania pojazdów podwodnych lub transportowania specjalnego wyposażenia.

Od wielu lat w międzynarodowych publikacjach pojawiają się przypuszczenia, że izraelskie okręty typu Dolphin zapewniają państwu możliwość przeprowadzenia odwetowego ataku jądrowego z morza. Izrael nie potwierdza ani nie zaprzecza, że posiada broń jądrową i rozmieszcza ją na okrętach podwodnych.

Dowódca izraelskiej marynarki wojennej wiceadmirał David Saar Salama określił wcześniej „Drakona” jako wzmocnienie izraelskiego „długiego ramienia”, zdolnego do długotrwałego działania w odległych i ukrytych rejonach. Jednostka ma mieć szczególne znaczenie dla odstraszania Iranu.

Zakup szóstego okrętu został częściowo sfinansowany przez niemiecki budżet. W 2011 roku rząd w Berlinie przeznaczył na ten cel 135 mln euro, co miało obniżyć cenę płaconą przez Izrael o około jedną trzecią.

Do sprawy odniósł się analityk wojskowy Jarosław Wolski.

„Nasz zachodni sąsiad od lat sponsoruje Izraelowi okręty podwodne (i nie tylko) w ramach zadośćuczynienia za Szoah” – napisał.

Wolski określił INS „Drakon” jako głęboko zmodernizowany okręt Dolphin II, będący połączeniem rozwiązań znanych z niemieckich jednostek typów 212 i 214.

„Modyfikacje dla Izraela to między innymi zdolność przenoszenia rakiet cruise z głowicami atomowymi, większa autonomia z AIP i inne. Bardzo nowoczesne nieatomowe okręty podwodne” – ocenił.

Komentarz opublikował także Adam Czarnecki, przewodniczący Rady Koordynacyjnej Stowarzyszenia Tak dla CPK.

„Niemcy – w ramach rekompensaty za zbrodnie II WŚ – fundują Izraelowi okręty podwodne. Tymczasem Polsce […] po 80 latach postawili kamień obok Bundestagu. A nasz Premier z Ministrami usatysfakcjonowani” – napisał.

Wraz z przekazaniem „Drakona” kończy się izraelski program pozyskiwania okrętów Dolphin. Jego następcami mają być trzy większe jednostki typu Dakar, również budowane przez TKMS. Ich dostawy zaplanowano na początek następnej dekady.

Prawda o segregacji sanitarnej wychodzi na jaw. Kowalski prostuje Morawieckiego, Bosak udziela „dawki przypominającej”

Prawda o segregacji sanitarnej wychodzi na jaw. Kowalski prostuje Morawieckiego, Bosak udziela „dawki przypominającej”

5.08.2026 nczas/prawda-o-segregacji-sanitarnej-wychodzi-na-jaw-kowalski-prostuje-morawieckiego-bosak-udziela-dawki-przypominajacej

Mateusz Morawiecki próbuje ściągnąć z siebie odpowiedzialność za decyzje podejmowane w trakcie ogłoszonej pandemii koronawirusa. Zdaje się sugerować, że co złego, to nie on i co najwyżej uległ pewnym naciskom. Twierdzenia byłego premiera sprostował były poseł PiS Janusz Kowalski, a swoje trzy grosze dorzucił Krzysztof Bosak.

W czasach ogłoszonej pandemii COVID-19 Polacy doświadczyli bezprecedensowej ingerencji władzy w życie codzienne. Lockdowny, zamykanie zdrowych ludzi w domach, kontrole policyjne, certyfikaty szczepionkowe i ograniczenia dostępu do sklepów, restauracji, wydarzeń kulturalnych czy nawet miejsc pracy. Wszystko to składało się na system segregacji sanitarnej.

Osoby niezaszczepione były traktowane jak obywatele drugiej kategorii, a krytyka oficjalnej narracji spotykała się z ostracyzmem, naciskami i dyskryminacją. Władza legitymizowała te działania autorytetem części środowiska medycznego, jednocześnie ignorując głosy lekarzy, którzy stawiali na leczenie, a nie na przymus i izolację.

Większość decyzji firmował ówczesny premier Morawiecki, który teraz twierdzi, że wcale tak nie chciał, ale Rada Medyczna (którą sam powołał) go zmuszała, a poza tym za obowiązkowymi covidowymi szczepieniami był na przykład Jarosław Kaczyński.

Jak było naprawdę, przypomniał były poseł PiS Janusz Kowalski. Zdradził, że tylko 11 posłów partii Kaczyńskiego było przeciwnych segregacji sanitarnej, co głośno podnosili za zamkniętymi drzwiami. Wśród tych osób próżno było szukać Morawieckiego.

„Ustawę o przymusowych szczepieniach zablokowała grupa posłów Klubu PiS na spotkaniu 26 stycznia 2022 r. z premierem Morawieckim w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów, w tym między innymi Anna Siarkowska, Maria Kurowska, Sławomir Zawiślak i ja. Wspierał nas np. świetny lekarz Paweł Basiukiewicz” – pisze Kowalski.

Poseł podkreślił, że do dziś lekarze tacy jak Ewa Wendrowska są „haniebnie przez kastę lekarską ścigani i dyskryminowani za to, że w czasie pandemii mieli rację, przeciwstawiając się przymusowym szczepieniom i stawiając na leczenie Polaków, a nie zamykanie ich w domach”.

„Razem było nas 11 posłów ówczesnego klubu parlamentarnego PiS przeciwstawiających się i blokujących razem z 11 posłami Konfederacji z Krzysztofem Bosakiem i Grzegorzem Braunem na czele segregację sanitarną i przymus szczepień. (…) Tych 22 posłów podpisało się pod wspólnym projektem przygotowanym przez Konfederację ustawy przeciwko segregacji sanitarnej i przymusowi szczepień” – przypomina.

Kowalski dodał, że nikt do dziś nie przeprosił Grzegorza Brauna za walkę o leczenie, a nie zamykanie Polaków. Zdaniem Kowalskiego priorytetem powinno być rozliczenie „kasty lekarzy, która w trakcie pandemii COVID łamała kręgosłupy swoim koleżankom i kolegom ratującym Polki i Polaków”.

filmiki w oryg. md

Krzysztof Bosak, cytując ten wpis, udzielił „informacyjnej dawki przypominającej”. „Jeśli ktoś koniunkturalnie uczestniczył w łamaniu praw Polaków, to tłumaczenie obecnie, że tylko wykonywał rozkazy, nie zdejmuje z niego odpowiedzialności” – nie pozostawia złudzeń wicemarszałek Sejmu.

Uznał za śmieszne usprawiedliwianie się „rzekomą miażdżącą siłą autorytetów medycznych”. Wystarczyło – podkreślił – czytać dokumenty, w tym „rządowy świstek pozbawiony podstawowych informacji, opublikowany pod szumną nazwą «Narodowy Program Szczepień»”, oraz uwagi opozycji, w tym pytania Konfederacji o brakujące informacje.

Autorytety „nieustannie się kompromitowały idiotycznymi propozycjami i wzajemnie sprzecznymi wypowiedziami” – podkreśla Bosak.

„Ekipa Morawieckiego i ekipa Kaczyńskiego nie mają prawa szczycić się brakiem wprowadzenia szczepień przymusowych na Covid-19, bo wprowadzili je tam, gdzie im się nikt nie mógł zbuntować: w wojsku i w służbach mundurowych” – przypomina poseł Konfederacji.

Przyznał, że spotykał funkcjonariuszy, którzy z żalem odeszli ze służby, oraz takich, którzy pozostali i – w wyniku tego, co sam Jarosław Kaczyński na zamkniętych spotkaniach nazywał „eksperymentem” – mieli później problemy zdrowotne i utracili część sprawności fizycznej.

Bosak uważa, że winni pandemicznego zamordyzmu nie mogą liczyć na powszechną amnezję.

Zawiesili operacje dzieci, by zrobić miejsce dla krewnej dyrektora. „Vipowski salonik” w szpitalu we Włocławku

Zawiesili operacje dzieci, by zrobić miejsce dla krewnej dyrektora. „Vipowski salonik” w szpitalu we Włocławku

5.08.2026 nczas/zawiesili-operacje-dzieci-by-zrobic-miejsce-dla-krewnej-dyrektora-vipowski-salonik-w-szpitalu-we-wloclawku

Szpital.
NCZAS.INFO | Szpital – zdj. ilustracyjne. / Fot. PAP

Zamiast zabiegów dla najmłodszych – prywatny apartament. Zamiast procedur medycznych – kręcenie włosów na wałki. Pracownicy Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Włocławku przerywają milczenie i ujawniają szokujące kulisy trzymiesięcznej hospitalizacji krewnej dyrektora placówki.

Jak ujawnia portal.abczdrowie.pl, hospitalizacja osoby z rodziny dyrektora na oddziale otolaryngologii trwała trzy miesiące, po której nastąpił kolejny miesiąc na oddziale medycyny paliatywnej. Teraz pracownicy przerywają milczenie, by opowiedzieć, do jakich absurdów dochodziło.

Z relacji personelu wynika, że pacjentka zajęła kilkuosobową salę, która dotychczas służyła dzieciom po operacjach chirurgicznych. Gdy w szpitalu pojawił się „wyjątkowy gość”, zabiegi dla dzieci zostały z dnia na dzień wstrzymane. Pomieszczenie przeszło szybki remont, a jego przeznaczenie drastycznie się zmieniło.

– Sala służyła już tylko do tej konkretnej hospitalizacji. To było oburzające, kilkuosobowa sala została zamieniona w jednoosobową. Było wykorzystywane tylko jedno łóżko, dostawiono fotel. Taki, powiedziałabym, właśnie salonik vipowski – relacjonuje jedna z pracownic szpitala, prosząca o zachowanie anonimowości ze strachu przed utratą pracy.

Efekt? Szpital całkowicie stracił możliwość wykonywania nawet najdrobniejszych zabiegów chirurgicznych u dzieci. – Straciliśmy nawet tę namiastkę takiej opieki. Jako pracownicy byliśmy zbulwersowani, ale każdy się bał odezwać (…). Szlag mnie trafia na to wszystko, przecież to nie jest prywatny ośrodek dyrektora – mówi z goryczą inna osoba z personelu.

Pielęgniarki w roli osobistej służby

„Vipowski salonik” wymagał również „vipowskiej” obsługi, dalece wykraczającej poza standardowe procedury medyczne. Jak twierdzą informatorzy, opieka nad krewną dyrektora przybrała kuriozalny wręcz charakter.

– Rozumiem umycie włosów, bo to jest toaleta, ale pielęgniarki otrzymywały polecenia nawet kręcenia włosów na wałki.

„Zwykli” pacjenci nie mają takiej opieki – mówi kolejna z osób pracujących w szpitalu we Włocławku.

Gdy pielęgniarki zaczęły buntować się przeciwko traktowaniu ich jak osobistej służby, dyrekcja rzekomo znalazła inne rozwiązanie – do „dodatkowych zadań” oddelegowano opiekunkę medyczną z zupełnie innego oddziału.

Zmowa milczenia na szczycie

Jak to możliwe, że pacjent przebywa na oddziale otolaryngologii przez trzy miesiące, podczas gdy średnia długość hospitalizacji to dwa dni, a maksymalnie trwa ona tydzień-półtora tygodnia?

Obecne kierownictwo unika odpowiedzi. Dyrektor Dariusz Szczepański konsekwentnie ignoruje próby kontaktu, a rzecznik prasowy nabiera wody w usta, zasłaniając się wcześniejszymi lakonicznymi komunikatami o rzekomej odpowiedzialności ordynatorów za proces leczenia.

Tymczasem „vipowska sala” po wypisie pacjentki cudownym zrządzeniem losu znów służy całemu oddziałowi i mieści kilku chorych.

Chów wsobny polskich ćwierć inteligentów

Chów wsobny polskich ćwierć inteligentów

5 sierpnia 2026

O szemranych początkach polskiej łże elity

Świetna gawęda historyczna Grzegorza Brauna o początkach polskiej łże elity w XVIII wieku

W tych dawniejszych czasach inteligencja, więc ta taka pseudoelitarność, właśnie sięgająca korzeniami XVIII, jak nie XVI wieku, czasów rewolucji protestanckiej.

XVIII wiek to jest ten inkubator polskiej inteligencji, jako łże elity, która dokonuje, nazwijmy to, właśnie wrogiego przejęcia, jak w podtytule mojej książeczki, tego przechwycenia stanu świadomości narodowej. No i to trwa do dzisiaj.

Chów wsobny polskich ćwierć inteligentów

Otóż to był chów wsobny. Polski inteligent jest, przepraszam za takie porównanie, jest mułem. To znaczy nie rozmnaża się. Można tylko nominować następnych ćwierć inteligentów na inteligentów…

Można tylko nominować następnych ćwierć inteligentów na inteligentów, ale oni nie będą mieli swoich kontynuatorów, dlatego że kontynuacja jest w liniach służbowych. W służbie cywilnej i służbie mundurowej. Mafie, służby i loże nominują wielkich mistrzów i jakichś tam małych czynowników, czynowniczków, oficerów w kolejnych generacjach.

Ale to nie jest rozwój naturalny narodu. To jest właśnie naród przechwycony. To jest naród, któremu przyprawiono głowę szereg razy.

Właśnie pierwszy raz na tę skalę to jest w wieku XVIII. Kiedy rodzi się ta pseudoelita, która rości sobie pretensje do monopolu. Rości sobie pretensje do roli dyktatorów wszelkich mód intelektualnych, politycznych, także filozoficznych, literackich, artystycznych.

Proces marszu przez instytucje

To jest w XX wieku Szkoła Frankfurcka i generalnie Eurokomuna realizuje filozofię i praktykę polityczną. Więc u nas wtedy w XVIII wieku te instytucje muszą dopiero powstać, żeby było przez to maszerować. Żeby ta powiedzmy protokomuna, ci rewolucjoniści różnej maści, żeby mieli etaty do obsadzenia.

Po to żeby z wysokości swoich etatów w instytucjach, których wcześniej nie było, a oni pierwsi wmówią Polakom, że te instytucje są w ogóle samą istotą polskości, narodowości i państwowości. Żeby z wysokości tych instytucji, tych krzeseł, foteli, fotelików, kanap, żeby dyktować narodowi w co ma wierzyć, w którą stronę ma iść, czy w prawo, czy w lewo.

Grzechy polskich ćwierćinteligentów

Demokratyzm, etatyzm, pacyfizm, modernizm, w odniesieniu do historii ojczystej insurekcjonizm, no i oczywiście “władca pierścieni”, czyli judeo-idealizm, czyli „anty-antysemityzm”. Jako dogmat, który wszystkie zbiera, wszystkie spina i wszystkimi rządzi.

Francja kręci się w kółko… Ile kosztują ronda?

Ile kosztują ronda? Ten kraj jest światowym rekordzistą

5.08.2026 nczas/ile-kosztuja-ronda-ten-kraj-jest-swiatowym-rekordzista

Obrazek ilustracyjny.

Ze względu na koszty budowy, dekoracji i utrzymania ronda stanowią ogromną inwestycję dla władz lokalnych. W teorii ułatwiają wjazd, zapewniają większe bezpieczeństwo i ograniczają zbytnie rozpędzanie się samochodów. Ten model infrastruktury drogowej jest coraz częściej przenoszony do Polski, ale championat w Europie dzierży Francja.

W tym kraju wystarczy przejechać kilka kilometrów drogą departamentalną, żeby to zrozumieć. Rondo przy wjeździe do wioski, kolejne przed strefą handlową, trzecie przy wyjeździe z miasta, zwieńczone kwietnikiem, rzeźbą lub innym symbolem lokalnej tożsamości…

We Francji rondo stało się nieodłącznym elementem drogi – stwierdza tygodnik „Valeurs” i wszystko byłoby pięknie, gdyby nie gigantyczne koszty w państwie, które szuka do 2032 r. 125 mld euro oszczędności w wydatkach publicznych.

Liczba rond we Francji szacowana jest na 43 000–65 000 i kraj ten jest światowym rekordzistą. Od lat 80. XX wieku co roku powstają setki nowych konstrukcji tego typu. Każda nowa inwestycja to wydatek rzędu setek tysięcy euro, a do tego dochodzą koszty utrzymania, które będą obciążać finanse publiczne przez dziesięciolecia.

Wszystko zaczęło się w latach 70. XX wieku. Budowy rond były odpowiedzią na potrzebę: spowolnienia ruchu kierowców i wyeliminowania najpoważniejszych kolizji. Przez dekady to, co kiedyś było pragmatyczną reakcją, stało się „odruchem administracyjnym”. Ilekroć skrzyżowanie stwarza problem, rozwiązaniem staje się kolejne rondo, chociaż tańsza bywa sygnalizacja świetlna, znak stop czy po prostu przebudowa skrzyżowania. To rondo stało się uniwersalnym rozwiązaniem.

Większość utrzymania tych inwestycji spada na gminy. Władze korzystają propagandowo na widoczności takiego miejsca, dodają więc symbole, ukwiecają rabaty. Złośliwi mówią nawet, że to niemal „wyborcza infrastruktura”. Rachunek jest jednak wysoki. Standardowe rondo kosztuje zazwyczaj od 300 000 do 1 miliona euro, w zależności od złożoności projektu. Do tego dochodzą koszty wykupu gruntów, infrastruktury podziemnej, zagospodarowania terenu i dość często dekoracji. We Francji puste rondo wydaje się niemal nie do pomyślenia.

W tej materii są rekordziści. W Carcassonne rondo Béragne kosztowało prawie trzy miliony euro. Dochodzą do tego coroczne koszty utrzymania terenów zielonych, podlewania, sprzątania, oświetlenia, napraw i odnawiania nasadzeń. Według stowarzyszenia podatników Contribuables Associés, od lat 80. wydano już we Francji ponad 20 miliardów euro na budowę i upiększanie rond. Skumulowane koszty utrzymania ten rachunek powiększają. Tygodnik Valeurs uważa to za niegospodarność i podsumowuje te wydatki – „Francja kręci się w kółko…”.

Druga przerwa: Rurociągi, Pekin i koniec fikcji o Zatoce Perskiej

Druga przerwa: Rurociągi, Pekin i koniec fikcji o Zatoce Perskiej

Autor: Dirk Ellerbrock apolut/der-zweite-bruch-pipelines-peking-und-das-ende-der-golf-fiktion

Druga przerwa: rurociągi, Pekin i koniec fikcji o Zatoce Perskiej | Autor: Dirk Ellerbrock

Każdy, kto chce zrozumieć rozpad porządku wasalnego w Zatoce Perskiej, powinien patrzeć mniej na rozmowy telefoniczne, a bardziej na mapy. A dokładniej: na mapy rurociągów. To bowiem, co obecnie wygląda na polityczną emancypację poszczególnych państw Zatoki Perskiej spod władzy Waszyngtonu, po bliższym przyjrzeniu się okazuje się czymś o wiele bardziej otrzeźwiającym – rozkładem fizycznej podatności, który został utrwalony w betonie dziesiątki lat temu i dopiero teraz ujawnia swoje polityczne konsekwencje.

I. Infrastruktura, nie lojalność

Oczywistym błędem jest traktowanie państw Zatoki Perskiej jako bloku zjednoczonego w dystansowaniu się od swojego protektora. Tak nie jest. Amerykański think tank Soufan Center wskazał już w maju na linię podziału, która od tamtej pory stała się ważniejsza niż jakakolwiek deklaracja dyplomatyczna: Arabia Saudyjska i Zjednoczone Emiraty Arabskie mają rurociągi, które kierują znaczną część eksportu ropy wokół Cieśniny Ormuz – trasy omijające zbudowane właśnie na potrzeby obecnego scenariusza. Oman może w każdym razie prowadzić handel drogą morską wzdłuż swojego wybrzeża Morza Arabskiego, niezależnie od Ormuz. Kuwejt, Bahrajn i Katar z kolei nie mają alternatywy: eksport ropy Kuwejtu, eksport Bahrajnu i dostawy skroplonego gazu ziemnego Kataru zależą całkowicie od przepływu przez cieśninę, którą Iran zamknie lub zagrozi zamknięciem, jeśli zajdzie taka potrzeba.

To jest prawdziwa linia podziału – nie sympatia czy antypatia wobec Teheranu, ale pytanie, kto ma alternatywę dla sytuacji z zakładnikami, a kto nie. Ci, którzy dysponują rozwiązaniem, mogą pozwolić sobie na zajęcie twardego stanowiska wobec Iranu bez narażania własnej gospodarki. Ci, którzy go nie mają, są uzależnieni od deeskalacji, niezależnie od retoryki używanej przez ich rząd. Co istotne, według Centrum Soufana, Bahrajn i Kuwejt historycznie podążały za linią Arabii Saudyjskiej, a teraz również za jej kursem deeskalacji – nie z przekonania, ale dlatego, że ich własna struktura eksportowa nie pozostawia im innego wyboru.

Kwestia ta ma zatem również charakter metodologiczny. Każdy, kto – jak krążyły w ostatnich dniach w odpowiednich publikacjach insiderów – twierdzi, że państwa Zatoki Perskiej podzieliły się politycznie na frakcje, dążąc do eskalacji lub deeskalacji, myli objawy z przyczynami. Mapa, o której mowa, nie jest mapą polityczną; to mapa rurociągów. To właśnie materialistyczne sedno sprawy: to nie świadomość rodów rządzących decyduje o ich pozycji, lecz fizyczna struktura podatności, która jest dla nich dostępna lub nie.

II. Drugi dzwoniący

W obecnej narracji o upadku wasali brakuje jeszcze jednego aktora, który nie tylko dzwoni, ale i dostarcza. Chiny już dawno stały się czymś więcej niż biernym beneficjentem amerykańskiego wyczerpania – są aktywnym dostawcą irańskiego sprzętu wojskowego, i to na skalę, która ujawnia prawdziwy technologiczny wymiar tego rozpadu.

Według kilku niezależnych źródeł, w tym Bloomsbury Intelligence and Security Institute oraz US-China Economic and Security Review Commission, Iran od początku 2026 roku przekształca swój arsenał rakiet i dronów w chiński system nawigacji satelitarnej BeiDou, po doświadczeniach wojny dwunastodniowej z 2025 roku, która ujawniła podatność tego kraju na zagłuszanie GPS przez USA i Izrael. Przekształcenie to rzekomo znacznie zwiększyło celność irańskiej broni dalekiego zasięgu i poprawiło jej zdolność do penetracji amerykańskich baz obrony powietrznej w Zatoce Perskiej. Ponadto, według tych samych źródeł, doszło do transferu chińskiej technologii radaru antystealth (YLC-8B) oraz – według raportu Reutersa z końca lipca – kontraktu na dostawę kilkuset przenośnych systemów obrony powietrznej QW-12 i FN-16 o wartości około 60 do 70 milionów dolarów.

Te dostawy nie są przysługą. Stanowią poligon doświadczalny. Dla Pekinu obecna wojna to pierwsza okazja do przetestowania własnej satelitarnej precyzji namierzania, technologii radarowej i obrony powietrznej w rzeczywistych warunkach bojowych przeciwko amerykańskiemu arsenałowi broni elektronicznej – bez ryzykowania ani jednej własnej jednostki.

To cicha druga strona porządku wasalnego opisanego w pierwszej części tej analizy: podczas gdy państwa Zatoki Perskiej przeliczają swoje fizyczne słabości, Chiny kalkulują swoje korzyści technologiczne. Oba te działania przebiegają równolegle, ponieważ opierają się na tym samym fundamentalnym fakcie – malejącej zdolności Stanów Zjednoczonych do jednostronnego kontrolowania przebiegu wojny.

III. Dwa rejestry materialne, jedno wyczerpanie

Pierwsza część tej analizy opisała rozpad porządku wasalnego jako kwestię autorytetu interpretacyjnego – kto na Zachodzie może nadal wiarygodnie powiedzieć, co dzieje się w Zatoce Perskiej. Dodatek, który teraz się pojawia, jest bardziej stonowany, a zatem trudniejszy do obalenia: rozpad ten można dostrzec w dwóch całkowicie apolitycznych kontekstach, z których żaden nie ma nic wspólnego z retoryką. Jednym z nich jest mapa rurociągów, która określa, które państwo Zatoki Perskiej może sobie pozwolić na twardą linię, a które nie. Drugim jest lista dostaw z Pekinu, która określa, jak kosztowne jest faktycznie utrzymanie amerykańskiej pozycji militarnej.

Oba rejestry mają jedną wspólną cechę: powstały tygodnie lub miesiące temu, na długo zanim którakolwiek ze stron w niedzielę odebrała telefon. To, co teraz wydaje się ruchem dyplomatycznym, jest w rzeczywistości spóźnionym politycznym uznaniem sytuacji materialnej, która już została rozstrzygnięta. To jest prawdziwy powód, dla którego Zachód nie dostrzega, czym jest ten proces: szuka wyjaśnień w intencjach, dyskusjach i lojalnościach – ignorując rurociągi i kontrakty na dostawy, które w ogóle umożliwiają realizację tych zamierzeń.



+++

Źródło obrazu: Leonid Andronov / shutterstock

+++

Spis źródeł i literatury

I. Infrastruktura, przepustowość rurociągów i podatność geopolityczna w Zatoce Perskiej

  • Soufan Center: IntelBrief: Strategiczna infrastruktura i podatność na zagrożenia w Zatoce Perskiej. (Majowa analiza rurociągów omijających, takich jak saudyjski rurociąg wschód-zachód i emiracki rurociąg Habshan-Fujairah, w porównaniu z całkowitą zależnością Kataru, Kuwejtu i Bahrajnu od regionu Ormuz).
  • Amerykańska Agencja Informacji Energetycznej (EIA): Analiza wąskich gardeł w światowym tranzycie ropy naftowej: Cieśnina Ormuz. (Dane dotyczące wielkości przepustowości, alternatywnych przepustowości rurociągów i morskich szlaków eksportowych państw Rady Współpracy Zatoki Perskiej).

II. Transfer technologii, integracja BeiDou i chiński eksport broni

  • Bloomsbury Intelligence and Security Institute (BISI): Ocena techniczna: Irańska amunicja precyzyjnie kierowana i adaptacja do walki elektronicznej. (Analiza konwersji irańskich systemów dronów i rakiet ze standardów GPS i GLONASS na chiński system nawigacji satelitarnej BeiDou w celu obejścia zachodnich systemów zagłuszających).
  • Komisja ds. Przeglądu Gospodarczego i Bezpieczeństwa USA-Chiny (USCC): Przesłuchanie/Raport na temat chińskiej pomocy wojskowo-technicznej dla państw Bliskiego Wschodu. (Dokumentacja transferów technologii w dziedzinie walki elektronicznej, radarów stealth, takich jak YLC-8B, oraz komponentów podwójnego zastosowania).
  • Reuters: Ekskluzywny raport: Chiny zawarły z Iranem umowę na dostawę przenośnych pocisków przeciwlotniczych. (Lipcowy raport na temat kontraktów na dostawę przenośnych systemów obrony przeciwlotniczej QW-12 i FN-16 o wartości 60–70 milionów dolarów).

Zachód wygrywa wojnę informacyjną, podczas gdy Rosja dominuje na polu bitwy

Zachód wygrywa wojnę informacyjną, podczas gdy Rosja dominuje na polu bitwy

5 sierpnia 2026przez Larry C. Johnson sonar21/the-west-is-winning-the-information-war-while-russia-prevails-on-the-battlefield

Natknąłem się dziś na coś dość dziwnego, kiedy zapytałem jedną z wyszukiwarek opartych na sztucznej inteligencji o zajęcie przez Rosję terytorium Ukrainy w 2026 roku. Oto, co twierdziła chińska agencja KIMI:

Dowody z wielu źródeł – w tym oficjalnych oświadczeń Ukrainy, zachodnich ośrodków analitycznych i niezależnych ukraińskich obserwatorów – sugerują, że Ukraina odzyskała w pierwszej połowie 2026 roku znacznie więcej terytorium niż Rosja, napędzana przez południową kontrofensywę. Jednak tempo ukraińskich postępów zwolniło od wiosny, a Rosja odnotowała niewielkie zyski netto w ostatnich miesiącach (czerwiec-lipiec). Całkowity zysk netto za cały rok jak dotąd wydaje się nadal korzystny dla Ukrainy, ale margines i dokładne liczby zależą w dużej mierze od zastosowanej metodologii.

No i proszę… Ukraina wygrywa wojnę na ziemi, według sztucznej inteligencji. Podkreślę, że tę samą propagandę znajdziecie na GROK-u czy Claude. Zachodnie wysiłki propagandowe przynoszą korzyści w sferze informacyjnej. Nawet chińscy programiści, którzy stworzyli KIMI, propagują zachodnią propagandę.

Pozwólcie więc, że przedstawię wam faktyczny przebieg wydarzeń w 2026 roku. Rosja rozpoczęła rok 2026 raportem Gierasimowa dla Putina, ogłaszając wyzwolenie Pokrowska (Krasnoarmiejska) – donieckiego węzła logistycznego, obleganego od prawie dwóch lat – oraz Wowczańska w Charkowie. Do listopada 2025 roku Ministerstwo Obrony Narodowej informowało o nieustannym zdobywaniu pozycji, w tym w Pietrowskim w Donieckiej Republice Ludowej oraz w Tichoje i Otradnoje w Dniepropietrowsku.

Wiosną 2026 roku agencja TASS donosiła, że ​​siły rosyjskie wyzwoliły 63 osady od marca do maja 2026 roku – 20 w marcu, 16 w kwietniu i 27 w maju, miesiącu, w którym odnotowała najwięcej ataków. W regionie było to 21 osiedli w obwodzie charkowskim, 19 w DRL, 14 w Sumach, sześć w Zaporożu i trzy w Dniepropietrowsku. Zdobycze w Sumach i Charkowie są przedstawiane przez Moskwę jako budowanie „strefy bezpieczeństwa” wzdłuż granicy z Rosją.

Na początku lata (w czerwcu) Gierasimow doniósł, że siły rosyjskie kontynuują wyzwalanie „Donbasu i Noworosji”, posuwając się naprzód na wszystkich frontach. 3. Armia posuwała się w kierunku Słowiańska i Kramatorska – wyzwalając Piskunowkę, docierając do przedmieść Nikołajewki i znajdując się niecałe 5 km od wschodnich rubieży Kramatorska. Zdobycie Krasnego Limanu (Lyman) miało nastąpić wkrótce.

Grupa bojowa Zachód posuwała się szerokim frontem; w rejonie Kupiańska, odpierając ukraińskie próby przebicia się do zachodniego Kupiańska, jednostki szturmowe nacierały na zachód w kierunku Szewczenkowa. W rejonie Dobropola na północ od Krasnoarmiejska, walczyły w Dobropolu i Annowce, zdobywając Leninę (ukraińska nazwa Mirnoje), a Szewczenko, Krasnojarskie i Swietłoje uznano za wyzwolone.

W lipcu agencja TASS odnotowała wyzwolenie 32 miejscowości, z czego 22 – ponad 68 procent – ​​w obwodzie charkowskim i Donieckiej Republice Ludowej. W ujęciu grup bojowych: Północ zajęła dziesięć, Centrum osiem, Zachód sześć, Wschód pięć, a Południe trzy. Do najważniejszych wydarzeń miesiąca należało wyzwolenie Konstantynówki w Donieckiej Republice Ludowej przez Grupę Bojową Wschód oraz zdobycie Bielickiego przez Grupę Bojową Centrum. Konstantynówka jest jednym z czterech miast w donieckim pasie fortecznym .

Obecnie Rosjanie atakują ostatnią dużą aglomerację doniecką kontrolowaną przez Ukraińców — pas Konstantynówka–Drużkowka–Kramatorsk–Sławiańsk — wzdłuż strefy granicznej Sum/Charków i konsolidacji w Zaporożu i Dniepropietrowsku.

Oprócz operacji lądowych we wschodniej Ukrainie, Rosja od 22 lipca pozbawiła Ukrainę możliwości prowadzenia operacji morskich i handlowych z Odessy i Nikołajewa. Ukraińscy rolnicy nie będą mogli eksportować produktów przez porty Morza Czarnego i zachodnich dostaw, które kiedyś swobodnie przepływały przez Odessę. Morskie szlaki transportowe Ukrainy zostały przerwane i nie będą działać do czasu zakończenia wojny z Ukrainą.

Wreszcie, mamy codzienne rosyjskie ataki rakietowe i dronowe na Kijów i inne kluczowe ukraińskie centra logistyczne i wojskowe. Niszczenie fabryk i magazynów skutecznie wysysa Ukrainę z powierzchni ziemi. Zachód uparcie przedstawia wojnę na Ukrainie jako krucjatę, która stoi u progu zwycięstwa, ale realia na miejscu pokazują zupełnie inną, ponurą historię… Ukraina przegrywa.


Oto mój występ w niedzielny wieczór w Transition Protocol (zapomniałem opublikować go wczoraj):

WYŁĄCZNIE LARRY JOHNSON: Dlaczego Trump odwołał atak na Iran – czy USA przegrywają wojnę z Iranem? CZĘŚĆ 2

Nie było mnie w zeszły wtorek z Jeleną i Ryanem. Wróciłem dziś ze strategiczną aktualizacją dotyczącą Iranu i Ukrainy:

Aktualizacja strategiczna: Larry C Johnson, 4 sierpnia 2026 r.

Z przyjemnością spotkałem Jima Webba osobiście w Chattanoodze. Rozmawialiśmy o występie klaunów w CENTCOM:

LARRY JOHNSON: Wojsko USA prosi żołnierzy o „kreatywne i niekonwencjonalne” pomysły na ukaranie Iranu

Zawsze sprawia mi przyjemność rozmawianie z bratem Rasheedem Mohammadem:

Raport Intela z 5 sierpnia z udziałem analityka CIA Larry’ego Johnsona

Glenn Diesen i ja omówiliśmy doniesienia dotyczące wyczerpywania się amerykańskich zapasów rakiet:

Larry Johnson: Rozpacz w obliczu wyczerpywania się amerykańskich zapasów broni w Iranie

Kiedy rozmawialiśmy z Nimą dziś po południu, zastanawialiśmy się, czy Stany Zjednoczone podejmą dziś wieczorem odwet przeciwko Iranowi za wczorajszy atak na amerykańskie aktywa w Kuwejcie. W chwili pisania tego tekstu nic takiego nie nastąpiło:

Larry Johnson: Iran atakuje amerykańskie aktywa w Kuwejcie i Iraku oraz podpala tankowce w Ormuz

Mario wykonuje świetną robotę, codziennie podsumowując najważniejsze wiadomości z frontu wojny:

TRUMP STAWIA IRANOWI ULTIMATUM, IRAN ODRZUCA OFERTĘ - z byłym agentem CIA Larrym Johnsonem

Dziękuję za nieocenione wsparcie w postaci czasu poświęconego na czytanie i komentowanie

Don Corleone Trump

Don Corleone Trump

Date: 4 agosto 2026 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/don-corleone-trump

Biały Dom Trumpa stosuje mafijny system wymuszeń, który doprowadzi kraj do bankructwa w taki sam sposób, w jaki Trump doprowadził do bankructwa swoje kasyna.

Odwiedziłem kasyno Taj Mahal Donalda Trumpa w Atlantic City dzień przed jego zamknięciem, w październiku 2016 roku. Kasyno miało dwie ogromne, białe bramy, flankowane dwutonowymi, białymi, odlewanymi słoniami. Wejście zwieńczała seria 70 turkusowych i zielonych minaretów z włókna szklanego oraz kilkanaście kopuł ze złotymi końcówkami. Neonowy szyld z czerwono-złotymi napisami głosił: „Trump Taj Mahal Casino and Resort”. Podświetlana fontanna przed szklanymi drzwiami kasyna była ozdobiona dwoma rzędami sześciu biało-złotych urn.

Budowa Trump Taj Mahal, najwyższego budynku w New Jersey i największego kasyna na świecie, kosztowała 1,2 miliarda dolarów. Luksusowe apartamenty, w momencie otwarcia, nosiły nazwy historycznych osobistości – Aleksandra Wielkiego, Michała Anioła, Napoleona i Kleopatry. Koszt wynajmu apartamentów wynosił około 10 000 dolarów za dobę. Trump, którego nazwisko i wizerunek widniały w całym kasynie, użył znanej przesady, nazywając je „ósmym cudem świata”. Operatorzy kasyna otrzymali polecenie, aby odbierać połączenia przychodzące słowami: „Dziękujemy za połączenie z Trump Taj Mahal, gdzie cuda nigdy się nie kończą”. Kelnerki nosiły stroje „dziewczyn z haremu”.

Kasyno pięć razy ogłaszało upadłość.

Trump robi krajowi to samo, co zrobił Tadż Mahalowi. Jego administracja działa znacznie ponad swoje możliwości, dysponując budżetem w wysokości 7,4 biliona dolarów na rok fiskalny 2026, przy prognozowanych dochodach wynoszących zaledwie 5,6 biliona dolarów. Idiotyzm Trumpa wplątał Stany Zjednoczone w niekończącą się i niemożliwą do wygrania wojnę z Iranem, która może pogrążyć światową gospodarkę. Zamierza ograniczyć ubezpieczenie zdrowotne 15 milionów osób, a także pomoc żywnościową i inne programy zaspokajające podstawowe potrzeby. Zwolnił tysiące pracowników rządowych. Zamknął USAID, Amerykański Instytut Pokoju i Centrum Kennedy’ego.

Zniszczył Głos Ameryki i obiecuje zamknąć Departament Edukacji. Wycofał się ze Światowej Organizacji Zdrowia i Porozumienia Paryskiego w sprawie klimatu ( dwukrotnie ). Kontynuował wstrzymanie finansowania Agencji Narodów Zjednoczonych ds. Pomocy Uchodźcom Palestyńskim na Bliskim Wschodzie (UNRWA), które rozpoczęło się za administracji Bidena. Anulował tysiące finansowanych przez USA międzynarodowych projektów rozwojowych. Usunął rządowe zbiory danych i strony internetowe dotyczące klimatu. Okroił budżety na inicjatywy związane z energią odnawialną, jednocześnie uchylając federalne przepisy dotyczące emisji dwutlenku węgla i zanieczyszczeń.

Jego polityka spalonej ziemi, polegająca na wysadzaniu w powietrze fundamentów republiki, idzie w parze z kulturą korupcji i oszustwa, niespotykaną dotąd w historii Ameryki.

Trump, którego urzędnicy są oskarżani o handel informacjami poufnymi, a którego rodzina zarobiła ponad 1,4 miliarda dolarów na przedsięwzięciach związanych z kryptowalutami od czasu objęcia urzędu, bezczelnie czerpie zyski z połączenia nieuregulowanych rynków predykcji opartych na kryptowalutach z polityką zapoczątkowaną przez aplikacje hazardowe, takie jak Polymarket.

Firma venture capital Donalda Trumpa Jr., 1789 Capital, jest głównym inwestorem w Polymarket, gdzie zasiada w radzie doradczej. Jego majątek netto szacuje się na 400 milionów dolarów. Jest również doradcą strategicznym w Kalshi, co zapewniło mu udziały w firmie o wartości około 300 000 dolarów – obecnie szacowane na miliony. Kalshi ogłosił niedawno, że umożliwi użytkownikom obstawianie, czy FDA zatwierdzi poszczególne leki jako „bezpieczne i skuteczne”.

Firma Trump’s Truth Social rozwija rynek predykcyjny o nazwie Truth Predict. Jego administracja pozwała Connecticut, Arizonę i Illinois, próbując uniemożliwić tym stanom regulowanie rynków predykcyjnych. Truth Social uruchomił również usługę o wartości 100 000 dolarów miesięcznie, oferującą szybszy dostęp do postów Trumpa manipulujących rynkiem – delikatnie zamaskowaną wersję handlu poufnymi informacjami.

Biały Dom, naśladując mafijne wymuszenia typowe dla kultury kasyn w Atlantic City, żąda od korporacji i miliarderów ogromnych odszkodowań w zamian za polityczne przysługi i deregulację. „Wall Street Journal” donosi, że Trump zgromadził fundusz korupcyjny w wysokości 800 milionów dolarów na swoje ulubione projekty, w tym salę balową, bibliotekę prezydencką, super-PAC-i i komitety ds. politycznych.

Główna zbieraczka funduszy dla Trumpa, Meredith O’Rourke, nazywana „Księżniczką ciemności”, inkasuje łapówki, mówiąc wprost: „Szef chce tych pieniędzy”.

Niepodlegające negocjacjom żądanie wydaje się pochodzić z podręcznika Nicodemo – „Małego Nicky’ego ” Scarfo, szefa rodziny przestępczej Bruno-Scarfo, której proceder wymuszeń pozwolił na zebranie milionów dolarów od firm budowlanych, firm, barów, restauracji, związków zawodowych w Atlantic City – których fundusze na opiekę zdrowotną i socjalną zostały splądrowane – oraz kasyn. I tak jak w przypadku mafii, raz nigdy nie wystarczy dla syndykatu przestępczego Trumpa.

Zawsze chce więcej.

Trump, który jak większość gangsterów ma u boku znacznie młodszą towarzyszkę – jego ostatnią asystentką jest Natalie Harp – ma długą historię mafijnych represji. Wydał zarządzenia wykonawcze wymierzone w kancelarie prawne, które wcześniej zatrudniały prawników prowadzących przeciwko niemu śledztwa. Firmy te utraciły certyfikaty bezpieczeństwa i dostęp do federalnych sądów. Próbując udobruchać Trumpa, posłusznie uległy jego żądaniom.

Kiedy dotarłem do kasyna Trumpa, terminal autobusowy dla turystów, mieszczący 22 miejsca, był pusty. Większość z 12 restauracji w kasynie była zamknięta. Arena kasyna, mieszcząca 5500 osób, również została zamknięta.

Trump Taj Mahal, podobnie jak nasza republika, miał umrzeć.

„Kiedy wszedłem do Taj Mahal, nad delikatnie oświetlonym wnętrzem zwisały lśniące austriackie kryształowe żyrandole, z których każdy kosztował 14 milionów dolarów” – napisałem w książce America: The Farewell Tour. „W wielu brakowało sznurów koralików. Ściany były pokryte lustrami. Spojrzałem na rzędy stołów do gry, stołów do blackjacka, kół ruletki i trzy tysiące automatów do gry, które migotały kolorowymi światłami. Automaty wydawały dźwięki, buczenie i dźwięczenia o różnych tonach. Rozciągały się na obszarze wielkości trzech boisk piłkarskich. Sala gier była prawie pusta. Krupierzy stali przed pustymi, pokrytymi filcem stołami. Większość hazardzistów, którzy rozsiedli się na wyściełanych krzesłach przed automatami, była starsza i wychudzona. Automatycznie pociągali za dźwignie lub naciskali kwadratowe przyciski. Wpatrywali się bezmyślnie w wirujące ekrany przed sobą. Jeden automat do gry generuje dla kasyna od 200 do 300 dolarów dziennie. Zagorzali hazardziści otrzymują drinki na powitanie. Sprzątaczki od czasu do czasu wchodzą do pokoi i odkrywają zwłoki starszych mężczyzn i kobiet, którzy godzinami pili więcej alkoholu, niż ich organizm był w stanie wchłonąć. Nierzadko zdarza się, że gracze przy automatach moczą się i brudzą.”

„Siedemnaście skomputeryzowanych stanowisk check-in przy wejściu było pustych” – kontynuowałem. „Samotny recepcjonista stał za długą ladą, naprzeciwko pustych lin odgradzających. Toalety w łazienkach, ozdobione marmurem karraryjskim, były przykryte plastikowymi torbami i miały tabliczki z napisem „Nieczynne”. Szedłem po brudnej i zniszczonej wykładzinie przez długie, puste i słabo oświetlone korytarze na wyższych piętrach. Półkoliste beżowe kinkiety, w niektórych z nich umieszczone były przepalone żarówki, stały co kilka stóp po obu stronach korytarza. Kinkiety były brudne i popękane. Na suficie były brązowe plamy po wodzie. W powietrzu unosił się zapach pleśni. Trzy czwarte z 1250 pokoi zostało zamkniętych na czas remontu. Kasyno przypominało statek widmo”.

Hazard, podobnie jak fikcyjny uniwersytet Trumpa i jego memcoin $TRUMP, polega na sprzedaży fantazji pozwalających na ucieczkę od rzeczywistości. Chodzi o żerowanie na ludzkiej rozpaczy. Na przykład kręcące się bębny automatów do gry to iluzja. Nie tracą powoli rozpędu. Są zaprogramowane tak, aby tak wyglądać. Chipy komputerowe decydują o wyniku w momencie naciśnięcia przycisku lub pociągnięcia dźwigni. Wirtualne mapowanie bębnów zapewnia, że ​​symbol jackpota pojawi się nad lub pod linią wypłat. Gracz ma wrażenie, że prawie wygrał, co zachęca go do postawienia większych pieniędzy.

Trump od samego początku swojej kariery dewelopera nieruchomości był uwikłany w mafię, w tym w operacje swojego bezwzględnego prawnika Roya Cohna. Cohn reprezentował Anthony’ego „Grubego Tony’ego” Salerno, szefa rodziny przestępczej Genovese, oraz Carmine’a Galante z rodziny Bananno.

Trump szkolił się u Cohna i podobnych w sztuce wymuszeń, szantażu, gróźb i korupcji. Przez całą swoją karierę otaczał się gangsterami, oszustami i pochlebcami.

https://web.archive.org/web/20180513001425/http:/ram.neon24.pl/post/143642,trump-i-jego-zydowski-homo-fixer-roy-cohn

Joseph Weichselbaum, trzykrotnie skazany przestępca, który ostatecznie trafił do więzienia za handel marihuaną i kokainą, zarządzał flotą helikopterów Trumpa. Helikoptery przewoziły hazardzistów do i z kasyn Trumpa. Ci hazardziści mogli dostać wszystko, czego zapragnęli, od seksu z eskortą po kokainę. Łatwy dostęp Weichselbauma do narkotyków był prawdopodobnie atutem. Kiedy Weichselbaum oczekiwał na wyrok, Trump napisał do sędziego, że jest „chlubą dla społeczności”. Handlarz otrzymał wyrok trzech lat więzienia, chociaż odsiedział tylko 18 miesięcy. Kurierzy, którzy fizycznie dostarczali narkotyki dla Weichselbauma, dostali do 20 lat. Po wyjściu z więzienia Weichselbaum przeprowadził się do Trump Tower ze swoją dziewczyną.

Kasyno Trumpa zostało otwarte w 1990 roku koncertem Michaela Jacksona. Było to ekstrawaganckie wydarzenie, zbudowane z 820 milionów dolarów niezrównoważonego długu, w tym emisji obligacji śmieciowych o wartości 675 milionów dolarów z oprocentowaniem 14 procent.

Marvin B. Roffman, analityk kasyn w filadelfijskiej firmie inwestycyjnej Janney Montgomery Scott, powiedział „The Wall Street Journal”, że Taj Mahal będzie potrzebował 1,3 miliona dolarów dziennie, aby pokryć odsetki. Żadne kasyno nigdy nie przyniosło tak dużych zysków.

„Taj Mahal był skazany na porażkę od samego początku” – napisałem. „Trump wkrótce musiał obsługiwać stopy procentowe w wysokości 95 milionów dolarów rocznie. Przez jakiś czas mógł zaciągać nowe pożyczki, a potem zbankrutował. To był krótki i ekscytujący moment szaleńczej przesady. Ale wyszło to na dobre jego marce, nawet jeśli świadczyło o rażącym braku zmysłu biznesowego. Trump pożyczał pieniądze na wysokie odsetki i kłamał o nich regulatorom. Trump przerzucił straty na akcjonariuszy i obligatariuszy, którzy zostali oskubani z ponad 1,5 miliarda dolarów. Wielu lokalnych wykonawców i dostawców, którym Trump nigdy nie zapłacił, zbankrutowało”.

Trump zarobił jak bandyta. Niewiele z własnych pieniędzy zainwestował. Przerzucił osobiste długi na kasyno i zebrał miliony dolarów z pensji, premii i innych płatności. Pracownicy jego kasyna zbiorowo stracili. miliony dolarów oszczędności emerytalnych, a także swoje miejsca pracy. Jego długi biznesowe zostały przerzucone na inwestorów.

Trump był właścicielem trzech kasyn w Atlantic City i jednego w Gary w stanie Indiana. Kasyna Trump Plaza i Trump Taj Mahal zostały zamknięte. Trump Marina, jego trzecie kasyno, zostało sprzedane teksańskiemu miliarderowi Tilmanowi Fertitta. Fertitta, obecnie ambasador Trumpa we Włoszech, zmienił nazwę na The Golden Nugget. Kasyno Trumpa w Indianie, 340-stopowy statek o nazwie Trump Princess, ogłosiło upadłość w 2004 roku.

Wszystkie upadły z powodu nienasyconej chciwości i złego zarządzania Trumpa.

Trump robi narodowi to samo, co zrobił Tadż Mahalowi. Zbiera i wymusza haracze od organizacji, które nadzoruje dla osobistego zysku, podczas gdy reszta z nas pozostaje bez środków do życia pośród ruin.

INFO: chrishedges/don-corleone-trump (przekład automatyczny; odnośniki w oryginale tekstu)

Rośnie liczba ofiar cywilnych w Rosji i na Ukrainie

Rośnie liczba ofiar cywilnych w Rosji i na Ukrainie

Ukraina kontynuuje szeroko zakrojone ataki dronów na obwód moskiewski, w głębi terytorium Rosji. Zełenski zadeklarował, że jeszcze bardziej zwiększy presję militarną na Rosję, aby zmusić Moskwę do negocjacji ‚do zimy’  i zakończyć wojnę.

W ostatnich nocnych atakach co najmniej pięć osób zginęło, a dziesięć zostało rannych, gdy dron uderzył w strefę przemysłową w pobliżu Moskwy. Po ataku wybuchło kilka pożarów w okolicach Nowoselki, niedaleko stolicy Rosji. Gubernator obwodu moskiewskiego Andriej Worobjow napisał na Telegramie: „Niestety, są zabici i ranni… Składam szczere kondolencje rodzinom i bliskim ofiar”.

W regionie rozmieszczono obronę przeciwlotniczą. Atak był częścią szerszej ukraińskiej kampanii przeciwko rosyjskim zakładom przemysłowym i produkcyjnym. Według rosyjskich mediów: „Jeden z rannych pozostaje w stanie krytycznym, a lekarze określają obrażenia siedmiu innych jako średnie, poinformował gubernator. Dwie inne osoby odmówiły hospitalizacji po zbadaniu przez lekarzy. Ofiary doznały obrażeń od odłamków i wybuchów, złamań oraz urazów tkanek miękkich i klatki piersiowej”.

Pożary wybuchły w kilku miejscach w strefie przemysłowej, w tym w magazynie. Odłamki drona uszkodziły również podstację i budynek administracyjny. W miejscowości Solnyszkowo dron uszkodził dom i pojazd. Nikt nie został ranny. Co noc na terytorium Rosji wysyłane są setki dronów. Ukraina określa te ataki jako odwet za intensywne rosyjskie ataki rakietowe na ukraińskie miasta.

Rosyjskie Ministerstwo Obrony ogłosiło we wtorek rano, że w ciągu ostatnich dwunastu godzin w kilku regionach Rosji przechwycono i zniszczono 320 ukraińskich dronów. Moskwa określa ataki jako akty terroryzmu wymierzone w ludność cywilną, powołując się między innymi na poważny atak drona na zatłoczoną plażę.

Atak ten miał miejsce w poniedziałek w czarnomorskim kurorcie Archipo-Osipovka w obwodzie gelendżyckim. Plaża była pełna wczasowiczów, gdy dron rozbił się o biały piasek i eksplodował, zamieniając się w kulę ognia. Władze rosyjskie poinformowały, że eksplozja w czarnomorskim kurorcie Gelendżyk w poniedziałek zabiła siedem osób, w tym troje dzieci, i raniła 58 innych. Eksplozję nagrano na wideo, udostępniono w mediach społecznościowych i zweryfikowano przez NBC News.

Liczba ofiar wśród ludności cywilnej stale rośnie. Specjalny wysłannik Rosji Rodion Mirosznik poinformował, że w ciągu ostatniego tygodnia w ukraińskich atakach na terytorium Rosji zginęło 49 cywilów, a ponad 340 zostało rannych.

Ukraińska ludność cywilna również nadal cierpi z powodu walk. Według regionalnej administracji wojskowej, we wtorek w wyniku rosyjskich ataków w północno-wschodnim ukraińskim mieście Sumy zginęły trzy osoby. „Dwoje dzieci i starsza kobieta zginęły wczoraj wieczorem w rosyjskich atakach bombami lotniczymi na Sumę” – napisał Oleg Grygorow na Telegramie. – „Dziewczynki miały pięć i dziesięć lat. Ciała dzieci wydobyto z gruzów ich domu” – oświadczył po tym, jak sześć bomb lotniczych uderzyło w miasto.

uncutnews.ch/fuenf-tote-bei-neuestem-ukrainischen-drohnenangriff-auf-moskau-zahl-ziviler-opfer-steigt

Napisał: Tyler Durden

Opracował: Zygmunt Białas