„Chyba szukałem ich skruchy” – lekarz z Gazy o izraelskim filmie „NAZA”

„Chyba szukałem skruchy” – lekarz z Gazy o izraelskim filmie „NAZA”

15 października 2026 nachdenkseiten

Co dzieje się w umysłach ludzi, którzy zabijają cywilów, a potem po prostu wracają do swojego codziennego życia? To pytanie nurtowało palestyńskiego lekarza, dr. Ezzideena Shehaba, po obejrzeniu izraelskiego filmu dokumentalnego „NAZA”, w którym członkowie izraelskiego aparatu wojskowego i wywiadowczego opowiadają o swoich działaniach w Strefie Gazy.

=============================================
13 października dr Ezzideen Shehab, palestyński lekarz i pisarz z Gazy, opublikował na X tekst o swoich reakcjach jako Palestyńczyka na film dokumentalny „NAZA” . Podczas wojny dr Shehab pracował jako lekarz pogotowia ratunkowego w szpitalach w północnej Gazie i założył klinikę Al-Rahma, która zapewnia bezpłatną opiekę medyczną ludności cywilnej.

W filmie „NAZA” izraelscy filmowcy Yuval Abraham i Rachel Szor analizują mechanizmy i osoby stojące za izraelskimi nalotami i zabijaniem cywilów w Strefie Gazy. Reżyserzy przedstawiają anonimowe wywiady z 24 izraelskimi oficerami wywiadu, w których dzielą się spostrzeżeniami na temat ich działań.


Źródło: Zrzut ekranu z YouTube

Prezydent Izraela Benjamin Netanjahu wzywa obecnie do ścigania osób, z którymi przeprowadzono wywiady, w Izraelu – nie za zbrodnie wojenne opisane w filmie, ale za to, że ich zeznania zaszkodziły „izraelskim interesom dyplomatycznym i bezpieczeństwa”. Film wywołał poważny skandal w Izraelu i odbił się szerokim echem na arenie międzynarodowej. Reakcja dr. Shebaba na film z palestyńskiej perspektywy przyciągnęła znaczną uwagę i do momentu publikacji film został wyświetlony na kanale X prawie 300 000 razy.

Za uprzejmą zgodą autora publikujemy jego tekst w tłumaczeniu na język niemiecki:

Wczoraj oglądałem NAZA.

1/

Wczoraj obejrzałem film „Naza”. Nie po to, żeby dowiedzieć się, co się wydarzyło w Gazie.

Pochodzę stamtąd. Jestem jedną z ofiar tej wojny, jednym z jej świadków i jednym z tych, którzy zapłacili cenę, która nigdy się nie skończy, nawet gdy sama wojna się skończy.

Nie potrzebowałem filmu, który opowiadałby mi o tym, jak całe dzielnice miasta były niszczone, jak bombardowano budynki mieszkalne, gdy ludzie wciąż byli w nich obecni, albo jak rodziny były zmuszane do opuszczania swoich domów, nie wiedząc, dokąd się udać.

Nie potrzebowałem też, żeby ktoś opowiadał mi o głodzie. Przeżyłem go dwa razy, ze wszystkimi jego upokorzeniami, w najdrobniejszych szczegółach.

Albo głodujący ludzie, którzy ginęli próbując dotrzeć do miejsc absurdalnie nazywanych „punktami dystrybucji żywności”.

Wiem to wszystko. Byłem tam.

2/

Poszedłem tam z innym pytaniem w głowie.

Jak to możliwe, że ludzie, którzy odziedziczyli pamięć o Holokauście, znajdują tak wiele sposobów na usprawiedliwianie okrucieństw wobec innego narodu?

Jak ktoś, kto odziedziczył pamięć o byciu ofiarą, może bronić działań tych, którzy zadają cierpienie?

Czy kiedykolwiek odczuwają szczerą skruchę? Czy rozumieją, co zrobili? Czy wstydzą się, kiedy o tym mówią?

A gdybym pewnego dnia spotkał któregoś z nich, czy odważyłby się spojrzeć mi w oczy?

Jak oni mogą spać w nocy?

Jak człowiekowi udaje się tak całkowicie uciszyć swoje sumienie? I właśnie dlatego ten film jest dla mnie tak ważny.

Świat od dawna słyszał świadectwa palestyńskich naocznych świadków. Sam spędziłem znaczną część tej wojny opowiadając ludziom o tym, czego byłem świadkiem. Ale tym razem słuchamy ludzi, którzy byli częścią samego systemu wojskowego. Mówią o swoich decyzjach, działaniach i o tym, jak postrzegali nasze życie i naszą śmierć.

Dlatego nie zgadzam się z tymi, którzy krytykują film za to, że poświęca więcej miejsca głosom Izraelczyków niż Palestyńczyków.

Nie potrzebuję izraelskiego żołnierza, żeby mi powiedział, że to, przez co przeszedłem, było prawdziwe. Wiem, że to było prawdziwe. Byłem tam.

Ale chcę usłyszeć, jak wyjaśnia, co zrobił. Chcę zrozumieć, jak udaje mu się to przed sobą usprawiedliwić.

Wypowiedź sprawcy nie staje się ważniejsza od wypowiedzi ofiary tylko dlatego, że pochodzi od niego. Może jednak ujawnić coś, czego ofiara nigdy nie mogła zobaczyć: co działo się po drugiej stronie, gdy staraliśmy się przeżyć.

3/

Od czasu opuszczenia Strefy Gazy staram się żyć ze wspomnieniami, które ze sobą przywiozłem.

Próbuję prowadzić normalne życie. Próbuję nauczyć się spać, nie powracając tam mentalnie, siedzieć wśród ludzi, nie widząc twarzy tych, których już nie ma, ani miejsc, które już nie istnieją.

Jednak oglądając film, uświadomiłem sobie, jak bardzo się myliłem, sądząc, że opuszczenie Gazy może oznaczać porzucenie tych wspomnień.

W grudniu 2023 roku izraelska armia nakazała nam ewakuację z terenu, na którym się znajdowaliśmy. Nie był to tylko komunikat czy ostrzeżenie.

Granaty rozbiły ściany naszego domu. Potem spadły na ulicę przed nami, gdy moja matka i ja próbowaliśmy uciec.

Wiedzieliśmy, że musimy wyjechać. Nie wiedzieliśmy jednak, dokąd możemy pójść.

Wojsko zdawało się być wszędzie. Nie było bezpiecznej drogi i nikt nie powiedziałby nam, gdzie mamy się zwrócić.

Zaczęliśmy biec.

Co kilka metrów kule uderzały w ścianę przed nami i zdaliśmy sobie sprawę, że nie możemy iść dalej.

O tym, gdzie wolno nam było chodzić, dowiedzieliśmy się z kul, które do nas strzelano.

Nikt nam niczego nie wyjaśnił. Nie było żadnych znaków, żadnych linii na ziemi. Musieliśmy szybko zrozumieć, bo jeden błąd mógł nas kosztować życie.

Wspomnienie tego dnia powróciło bardzo wyraźnie, gdy jeden z żołnierzy w filmie powiedział, że nie było dnia, żeby ktoś nie zginął.

Mówił o ustalonej „wyimaginowanej linii”. Każdy, kto ją przekroczy, zostanie zabity.

Yuval Abraham zapytał go, skąd ludzie mają wiedzieć, gdzie przebiega ta linia.

Odpowiedział, że „nauczą się tego w trudny sposób”. Że muszą się tego nauczyć poprzez krew.

4/

Przez krew!

Te słowa utkwiły mi w pamięci. Bo to był dokładnie ten sam język, w którym do nas mówili.

Po raz pierwszy zrozumiałem, co wydarzyło się tamtego dnia z perspektywy drugiej strony.

Biegaliśmy po ulicach próbując ratować życie, podczas gdy gdzieś byli ludzie, którzy wierzyli, że strzelanie do nas jest całkowicie akceptowalnym sposobem pokazania nam, gdzie mamy prawo przebywać.

Dla niego była to wyimaginowana linia bezpieczeństwa. Dla nas stanowiła różnicę między życiem a śmiercią, między zrobieniem kolejnego kroku a niemożnością zrobienia kolejnego.

Następnie ten sam żołnierz wspomniał o 140 zabitych osobach. Powiedział, że wszyscy to cywile.

Filmowiec zapytał go ponownie, jakby nie mógł uwierzyć w to, co usłyszał. Czy żaden z nich nie miał przy sobie broni?

Nie, odpowiedział żołnierz. Nikt z nich nie był uzbrojony. Sto czterdzieści osób.

Ciągle rozmyślałem o tym, jak często słyszeliśmy po nalocie bombowym, że armia obrała sobie za cel „zagrożenie”, „podejrzanego” lub „obszar operacyjny”.

Ile osób może zniknąć za takimi słowami?

Ile istnień można przedstawić tak, jakby nic nie znaczyły?

Potem pojawiła się historia o dziecku. Żołnierz powiedział, że widział dziecko na zdjęciach, jak wchodziło na zakazaną strefę.

Nie wiedzieli, po co tam poszedł. Nic nie robił. Po prostu tam był.

I tak go zastrzelili.

Dziecko zostało zabite, ponieważ nie wiedziało, że uzbrojeni ludzie narysowali wyimaginowaną linię i uznali, że każdy, kto ją przekroczy, zasługuje na śmierć.

Nie został zabity za coś, co zrobił. Został zabity za coś, o czym nie wiedział.

Od czasu, gdy obejrzałem ten film, myślałem o tym dziecku.

Czy szukał rodziców? Czy się zgubił? Czy próbował znaleźć drogę do domu? Czy w ogóle wiedział, że ktoś go obserwuje, że gdzieś ktoś może odebrać mu życie naciśnięciem przycisku?

Nikt tego nie wie.

Ale znam dzieci z Gazy. Wiem, jak błąkają się wśród gruzów domów, szukając wody, jedzenia albo kogoś, kogo zgubiły.

A kiedy myślę o dziecku, które może zostać zabite tylko dlatego, że znalazło się w niewłaściwym miejscu, nie znajduję innego słowa niż barbarzyństwo.


Źródło: Zrzut ekranu z YouTube

5/

Potem Yuval zapytał o ciała.

Ciała cywilów zabitych w tych rejonach. Ciała ludzi, którzy nie wiedzieli, gdzie kończy się droga, po której mogli chodzić.

Żołnierz milczał przez chwilę. Potem powiedział, że zjadły je psy.

Wyjaśnił, że sam nie mógł być świadkiem tego zdarzenia, ale inni, którzy mu towarzyszyli, widzieli, jak psy zjadały ciała.

Filmowiec zapytał, czy nie mógł czegoś powiedzieć. Żołnierz odpowiedział, że to nie jego zadanie.

Jego odpowiedzialność miała charakter czysto techniczny. Nie powinien wyrażać opinii moralnych.

Wyobraź to sobie.

Wiedzieć, że ludzie są zabijani, że ich ciała są zostawiane psom na pożarcie, i wierzyć, że sprzeciwianie się temu wykracza poza zakres obowiązków zawodowych.

Nie mogłem przestać myśleć o jego odpowiedzi.

Od kiedy człowiek potrzebuje pozwolenia przełożonego, żeby mieć sumienie?

Pomyślałem o procesach norymberskich i słowach, które świat usłyszał po zbrodniach nazistowskich:

„Po prostu wykonywaliśmy rozkazy”.

Te słowa nie wystarczyły, by uwolnić ludzi, którzy je wypowiedzieli, od odpowiedzialności. A jednak teraz słyszymy coś jeszcze bardziej bezwzględnego.

Odpowiadam za stronę techniczną. Aspekt moralny nie jest moją odpowiedzialnością.

Jakby przestępstwo stało się mniej poważne, gdy podzielimy je na mniejsze zadania.

Jedna osoba obserwuje. Druga wybiera cel. Trzecia udziela pozwolenia. Czwarta naciska przycisk. I na końcu ktoś ginie.

Potem każdy z nich wraca do domu, być może wierząc, że nie zrobił nic więcej poza tą małą częścią, o którą został poproszony. Ale ta osoba nadal nie żyje.

I nie mogę powstrzymać się od zadania sobie pytania: Kto zatem ponosi odpowiedzialność za jego śmierć?

6/

Było jeszcze coś, co miałem nadzieję znaleźć w ich zeznaniach. Chciałem wiedzieć, co im przeszło przez myśli.

Czy myśleli o ludziach, których zabili? Czy ich twarze kiedykolwiek im się przypomniały? Czy te wspomnienia przenieśli na co dzień? Czy coś się w nich zmieniło?

Jeden z żołnierzy powiedział, że kiedyś odwiedził Polskę i zastanawiał się, jak niemieckiemu społeczeństwu udało się przetrwać po tym wszystkim, co zrobiło.

Później odkrył, jakie to może być łatwe.

Można zawalić sprawę w jakimś miejscu, a potem tego samego wieczoru znowu zacząć myśleć o prywatnej randce.

Inna osoba powiedziała coś, czego prawdopodobnie nigdy nie zapomnę: „Zburzyłem budynek, a potem poszedłem na piwo ze znajomymi tego samego wieczoru”.

Nie wiem, jak ubrać w słowa to, co poczułem, gdy to usłyszałem.

Jeszcze nie nauczyłem się przespać ani jednej nocy bez powrotu myśli do wojny. A on siedział tam, opowiadając o tym, jak zburzył blok mieszkalny, a potem spędził zupełnie normalny wieczór z przyjaciółmi.

Jakby nic się nie stało. Jakby nikogo tam nie było.

7/

I nagle przyszła mi do głowy myśl, od której nie mogłem się uwolnić. Czy budynek, o którym mówił, mógł być domem mojej rodziny?

Dom, który został zbombardowany 12 października 2023 r. i w którym zginęło 42 członków mojej rodziny?

Czy mogło być tak, że podczas gdy my szukaliśmy wśród gruzów naszych bliskich, podczas gdy opłakiwaliśmy zmarłych, ten, który ich zabił, siedział gdzieś i pił piwo ze swoimi przyjaciółmi?

Nie wiem, kto zbombardował dom mojej rodziny. Nie wiem, co zrobił potem. Ale myśl, że to mogło się stać, przyprawiała mnie o mdłości.

Czy choć przez chwilę pomyślał o tym, co zostawił za sobą? Czy kiedykolwiek wyobrażał sobie, że są rodziny, które spędzą resztę życia, żyjąc z konsekwencjami tego, co zrobił w ciągu kilku minut?

W tym domu mieszkała moja babcia. Podobnie jak moi wujkowie, zarówno ze strony ojca, jak i matki, ich synowie, córki i ich dzieci.

To byli ludzie, których znałam. Ludzie, których kochałam. Ludzie, z którymi spędziłam lata swojego życia.

Wciąż pamiętam ich głosy i twarze. Pamiętam drobne rzeczy, codzienne chwile, które dzieliliśmy, szczegóły, które dla innych mogą nic nie znaczyć, ale których ja nie potrafię zapomnieć.

Dla tego, kto zbombardował dom, prawdopodobnie był to po prostu kolejny zniszczony budynek. Kolejna misja zakończona sukcesem.

Ale dla mnie ten dom oznaczał koniec pewnego etapu mojego życia.

Minęły trzy lata, a ja wciąż wracam myślami do tego dnia. Wciąż próbuję nauczyć się żyć z jej nieobecnością.

8/

Ale bardziej niż fakt, że udało im się wrócić do normalnego życia, rozzłościło mnie coś innego.

Niektórzy z nich nie mówili o zabijaniu jako o czymś, do czego zostali zmuszeni. Mówili o tym jako o czymś, co sprawiało im przyjemność.

Jeden z uczestników powiedział, że żołnierze mówili o tym, jak bardzo im się podobało, gdy sytuacja się zaostrzała. Że to była „zabawa, prawdziwa zabawa”.

Długo i intensywnie rozmyślałem nad tymi słowami. Widziałem wystarczająco dużo śmierci podczas mojej pracy w szpitalach w Gazie. Widziałem umierające na moich oczach dzieci. Widziałem znikające rodziny i ludzi, których tak desperacko próbowaliśmy uratować, ale nie mogliśmy.

Widziałem więcej cierpienia, niż kiedykolwiek sądziłem, że jest możliwe. Ale nigdy nie potrafiłem pojąć, jak ktokolwiek może czerpać z tego przyjemność. Zabicie drugiego człowieka jest wystarczająco straszne. Ale czerpać z tego przyjemność?

To jest okrucieństwo, którego nie potrafię pojąć.

Jeszcze bardziej zaniepokoiło mnie stwierdzenie jednego z uczestników, że wiele osób, które dopuściły się tych czynów, nie należało do skrajnej prawicy.

To byli ludzie z Tel Awiwu, ludzie o umiarkowanych poglądach lewicowych. Ciągle o tym myślałem.

Czasami zakładamy, że ludzie zdolni do takich czynów musieli od początku być ekstremistami. Ale co, jeśli są po prostu zwykłymi ludźmi?

Ludzie, których możemy spotkać na uniwersytecie lub w kawiarni. Ludzie, którzy mogą siedzieć naprzeciwko nas i rozmawiać o pokoju, o sprawiedliwości, o prawach człowieka.

Jak ktoś może być miły dla swoich przyjaciół, kochać swoją rodzinę i wierzyć w prawa człowieka, a jednocześnie akceptować fakt, że dziecko może zostać zabite, bo przekroczyło granicę, której samo nie dostrzega?

Co dzieje się z sumieniem człowieka, gdy człowieczeństwo innej osoby staje się czymś, co może on po prostu zignorować?

9/

Wyszedłem z kina z wściekłością, której nie czułem od bardzo dawna. Nie poszedłem dowiedzieć się, co się stało w Gazie. Już tam byłem. Widziałem wystarczająco dużo.

Pojechałem tam, bo chciałem zrozumieć, jak ludzie, którzy to zrobili, potrafią dalej żyć ze swoimi przekonaniami.

Jak mogli usprawiedliwiać zabijanie? Jak mogli przekonać samych siebie, że to, co robią, jest normalne? I jak niektórzy z nich mogli w ogóle czerpać z tego przyjemność?

Chyba szukałem skruchy.

Być może chciałem usłyszeć, jak jeden z nich mówi, że w końcu zrozumiał – nawet jeśli zajęło mu to zbyt dużo czasu – co zrobił.

Ale nie znalazłem odpowiedzi, której szukałem. Zamiast tego wyszedłem z pytaniami, które przeraziły mnie jeszcze bardziej.

10/

Wyszedłem z kina, ale nie mogłem wrócić do swojego życia. Szedłem ulicami Madrytu przez ponad pięć godzin. Całe pięć godzin.

Nie wiedziałem, gdzie jestem ani dokąd zmierzam. Ledwo zdawałem sobie sprawę z otaczających mnie ulic. Patrzyłem prosto przed siebie, ale wciąż nie mogłem dostrzec, co tam jest.

Po prostu biegłam dalej. Ale nie widziałam Madrytu. Widziałam Gazę. Widziałam przed sobą grudzień 2023 roku, kiedy biegłam z matką pod ostrzałem, nie wiedząc, dokąd możemy uciec.

Wyobrażałem sobie czasy głodu, gdy nie będziemy w stanie znaleźć nawet jednego bochenka chleba, aby się nim podzielić.

Zobaczyłem szpitale i dzieci, których nie udało mi się uratować.

I raz po raz moje myśli wracały do ​​13 października. Do domu mojej rodziny. Do ludzi, których straciłam tego dnia.

Wyszedłem z kina, ale tak naprawdę nie zostawiłem filmu za sobą. I być może, w jakiejś części mnie, nigdy tak naprawdę nie opuściłem Gazy.

11/

Od czasu opuszczenia Gazy próbuję nauczyć się żyć na nowo.

Próbuję zaakceptować, że teraz mogę wyjść na spacer bez obawy, że wybuchnie granat, że mogę zrobić zakupy spożywcze, nie ryzykując życia i że mogę wrócić do domu wiedząc, że mój dom nadal będzie tam, gdzie go zostawiłem.

To takie codzienne rzeczy. A jednak wciąż uczę się w nie wierzyć.

Ale po tych pięciu godzinach marszu przez Madryt stało się dla mnie jasne coś, do czego nie chciałam się przyznać od przyjazdu do Europy. Opuściłam Gazę, zabierając ze sobą jedynie swoje ciało.

Nie wiem, czy kiedykolwiek będę w stanie zostawić to wszystko za sobą. I nie jestem nawet pewien, czy chcę to wszystko zostawić za sobą.

Jak mogłem zapomnieć o ludziach, których kochałem? Jak mogłem kiedykolwiek pogodzić się z faktem, że ich życie tak się skończyło?

Czasami mam wrażenie, że jeśli uda mi się przeżyć cały dzień, nie myśląc o nich, stracę ich jeszcze więcej.

Jakby zapomnienie, nawet na jeden dzień, było innym rodzajem straty.

A czasami nie pragnę niczego bardziej, niż móc spać i jej nie widzieć.

Nie wiem, jak pogodzić te dwa uczucia. Są ze mną każdego dnia.

Ezzideen Shehab jest również autorem książki „Pamiętnik młodego lekarza”.

Wprowadzają nadzór oparty na sztucznej inteligencji, aby „zderadykalizować” klasy w Strefie Gazy

Caitlin Johnstone

Wprowadzają nadzór oparty na sztucznej inteligencji, aby „zderadykalizować” klasy w Strefie Gazy

Niesamowite, jak szybko sztuczna inteligencja wszystko pogarsza.

Caitlin Johnstone 10 października 2026 r.

Amerykańska organizacja non-profit planuje wykorzystać sztuczną inteligencję do monitorowania uczniów w klasach w dotkniętej ludobójstwem Strefie Gazy, aby wykrywać „nienawistne” wypowiedzi na temat Izraela.

Associated Press podaje :

Amerykańska organizacja charytatywna działająca w Strefie Gazy obawia się, że nauczyciele w jej szkołach mogą odejść od programu nauczania, który jej zdaniem promuje pokój i tolerancję. Dlatego planuje nagrywać rozmowy w klasach i używać sztucznej inteligencji do oznaczania wypowiedzi uznanych za „nienawistne” lub „podżegające”.

Plany przedstawione przez założyciela Gaza Children Village podczas webinarium w zeszłym miesiącu wywołały obawy dotyczące kwestii etycznych, bezpieczeństwa i prywatności wśród niektórych grup palestyńskich i organizacji pozarządowych, a także co najmniej jednego z partnerów organizacji charytatywnej.

„Nic nie wskazuje na to, że organizacja charytatywna zamierza udostępniać nagrania ze swoich sal lekcyjnych komukolwiek innemu, ale obawy dotyczące potencjalnego nadużycia technologii inwigilacji w Strefie Gazy nasilają się po trzech latach wojny. Izraelskie wojsko wykorzystuje sztuczną inteligencję do przeszukiwania przechwyconej komunikacji i wyszukiwania podejrzanych wypowiedzi, w tym do identyfikacji celów ataków”.

Agencja AP donosi, że założyciel Gaza Children Village, dr David Hasan, dąży do „deradykalizacji” Gazy i usunął ze swojego programu nauczania wszelkie treści, które „zachęcały do ​​antyizraelskich lub antysemickich przekonań”. Tymczasem na deradykalizację izraelskich Żydów nie wydaje się ani jednego zasobu, ponieważ w sondażach konsekwentnie deklarują, że w przeważającej mierze popierają ludobójstwo i czystki etniczne narodu palestyńskiego.

AP nie wspomina w swoim artykule, że znaczna część funduszy organizacji charytatywnej pochodzi od darczyńców izraelskich, o czym dowiadujemy się z artykułu pochwalnego opublikowanego w maju tego roku przez Jewish News zatytułowanego „ Założyciel szkoły w Gazie, wspierany przez darczyńców izraelskich, twierdzi, że dzieci uczą się, że „razem jest lepiej ”. Hasan powiedział Jewish News, że był bardzo transparentny w sprawie izraelskich funduszy napływających do jego tak zwanych „Akademii Nadziei”, ponieważ późniejsze ujawnienie tej informacji wywołałoby skandal wśród Palestyńczyków.

Jak donoszą źródła, operacja Hasana będzie polegać na wykorzystaniu gier wideo do indoktrynacji młodych ocalałych z Holokaustu w Strefie Gazy, w celu wzbudzenia współczucia dla Izraelczyków i przekazania im wiedzy o złym traktowaniu Żydów przez Adolfa Hitlera. Nie jest jednak jasne, w jaki sposób nauczanie Palestyńczyków, że ludobójstwo jest złem, wpłynie na poprawę ich postrzegania Izraela.

Tak więc w ruinach Gazy amerykańska organizacja charytatywna finansowana przez Izraelczyków będzie uczyć dzieci w szkołach, aby nie żywiły negatywnych przekonań wobec wspieranego przez USA państwa etnicznego, które zniszczyło ich dzielnice, zabiło ich rodziny i oblegało całą ich populację. Będzie też egzekwować te standardy, wykorzystując technologię sztucznej inteligencji, która będzie nadzorowana przez Boga. Dane te zostaną udostępnione nie wiadomo komu. 

Przyjrzyjcie się uważnie, panie i panowie, bo to właśnie zaplanowali dla nas wszystkich. Nie dajcie się zwieść, że sztuczna inteligencja jest agresywnie rozwijana, bo oligarchowie i zarządcy imperiów chcą nam tylko sprzedać pomocne chatboty. Technologie te rozwijają się tak szybko, jak to możliwe, ponieważ chcą masowego nadzoru i autonomicznych systemów uzbrojenia, aby stłumić rewolucje i nastroje rewolucyjne i na zawsze utrzymać nas w pułapce tej kapitalistycznej dystopii.

To niesamowite, jak szybko sztuczna inteligencja wszystko pogarsza. Atakuje środowisko, niszczy sztukę, zamienia każdego w bezmyślnego idiotę, doprowadza ludzi do szaleństwa i myśli samobójczych, zalewa ekosystem informacyjny fałszywymi filmami i dezinformacją, a jednocześnie szybko umożliwia małej grupie wpływowych osób kontrolowanie i monitorowanie każdego aspektu naszego życia za pomocą zaawansowanej technologii.

Mówi się nam, że musimy ponieść ofiary, aby uchronić gatunek ludzki przed wypaczeniem, aby zapewnić szybki rozwój sztucznej inteligencji, jak ogłosił dyrektor generalny OpenAI, Sam Altman. 

„Uważamy, że świat powinien zaakceptować pewne złe rzeczy, które się dzieją, aby przynieść korzyści tej technologii” – powiedział Altman w niedawnym wywiadzie dla Politico, argumentując, że zbyt wiele zabezpieczeń i regulacji spowolni rozwój tych nowych technologii.

Już jest źle, a oni próbują sprawić, żeby było jeszcze gorzej. 

Musimy znaleźć sposób, żeby powstrzymać tych świrów.

Oskarżyła Izrael o ludobójstwo. Otrzymała pokojową Nagrodę Nobla

Oskarżyła Izrael o ludobójstwo.

Otrzymała Nagrodę Nobla,

Żydzi piszą o Goebbelsie

9 października 2026 pch/oskarzyla-izrael-o-ludobojstwo-otrzymala-nagrode-nobla-zydzi

epa13291806.jpg
PAP/EPA/DAVIDE ELIAS

Norweski Komitet Noblowski przyznał pokojową nagrodę Nobla prawniczce Navanethem Pillay. Pillay ostro krytykowała działania Izraela w Strefie Gazy, oskarżając władze tego państwa o ludobójstwo.

Pillay urodziła się w Durbanie w RPA, w rodzinie pochodzenia indyjskiego. Jako prawniczka przeciwstawiała się apartheidowi i broniła m.in. Nelsona Mandeli. Później była sędzią Międzynarodowego Trybunału Karnego dla Rwandy i Międzynarodowego Trybunału Karnego oraz Wysoką Komisarz ONZ do spraw Praw Człowieka. Odegrała istotną rolę w historycznym orzeczeniu trybunału dla Rwandy, który uznał, że gwałty i przemoc seksualna mogą wyczerpywać znamiona zbrodni ludobójstwa. Przyczyniła się również do przełomu w ściganiu osób winnych podżegania do ludobójstwa poprzez propagandę.

Ostatnio była przewodniczącą Komisji Śledczej ONZ ds. Okupowanych Terytoriów Palestyńskich, która w ubiegłym roku stwierdziła, że Izrael dopuścił się ludobójstwa w Strefie Gazy. Strona izraelska odrzuciła ten raport jako „skandaliczny”.

„W czasach, gdy rośnie liczba wojen i konfliktów, a sędziowie i instytucje prawa międzynarodowego są przedmiotem ataków politycznych, Komitet Noblowski pragnie przypomnieć, że zdolność do rozwiązywania konfliktów bez użycia siły lub przemocy zależy od międzynarodowej praworządności. Międzynarodowy system prawny, w ramach którego zbrodniarze wojenni są pociągani do odpowiedzialności, a ofiary nadużyć doczekują się sprawiedliwości, stanowi warunek wstępny dla pokojowego świata” – napisał Komitet Noblowski.

Decyzję o uhonorowaniu Pillay z zadowoleniem przyjęło Biuro Praw Człowieka ONZ, doceniając jej wieloletnie zaangażowanie na rzecz praw człowieka. – To wspaniała wiadomość – potrzebujemy więcej poświęcenia i zaangażowania w sprawę praw człowieka – powiedziała dziennikarzom w Genewie Shabia Mantoo, rzeczniczka Biura Praw Człowieka ONZ.

Pokojowa Nagroda Nobla jest przyznawana od 1901 r. Do tegorocznej nagrody zgłoszono 287 kandydatów: 208 osób i 79 organizacji. 

========================

Poniżej reakcja zbrodniarzy:

Nagrodzenie Pillay ostro skrytykował władzę Izraela, przekonując, że „Goebbels bije prawo z piekła”.

„Gdyby istniała nagroda za kłamstwa, nienawiść i antysemickie oszczerstwa”, Pillay „byłaby faworytką” takiego konkursu — stwierdziła izraelska dyplomacja w oficjalnym komunikacie MSZ.

Zaznaczono, że wyróżnienie Pillay w piątek pokojowym Noblem „to nie uznanie sprawiedliwości, ale groteskowe wykorzystanie nagrody do legitymizacji nienawiści i uprzedzeń wobec Izraela”.

„Teraz, kiedy Komitet Noblowski nagrodził największe kłamstwo XXI wieku, Joseph Goebbels z pewnością oklaskuje to z piekieł” – dodało MSZ Izraela. 

Źródło: PAP

Zbrodnicza arytmetyka Netanjahu

Według obliczeń samego Netanjahu, obszar Gazy jest 3900 razy większy od obszaru 11 września.

Autorstwa Larry’ego C. Johnsona

Benjamin Netanjahu lubi przekładać żałobę Izraela na język amerykański. W zeszłym miesiącu, w Organizacji Narodów Zjednoczonych, pomnożył liczbę ofiar śmiertelnych z 7 października przez stosunek liczby ludności amerykańskiej do izraelskiej. Powiedział, że 1200 Izraelczyków zabitych tego dnia odpowiadało „40 000 niewinnych Amerykanów zamordowanych w niecałe 24 godziny. To 16 razy więcej niż liczba ofiar 11 września”.

Porównania per capita to w pełni uzasadnione narzędzie. Mały kraj odczuwa masakrę dotkliwiej niż duży, a Amerykanie powinni zrozumieć, co 7 października oznaczał dla Izraelczyków. Ale metoda jest uczciwa tylko wtedy, gdy jest się gotowym zastosować ją do każdego. Zastosujmy więc metodę Netanjahu do ludzi, których jego armia zabijała przez ostatnie trzy lata.

Przed wojną Gaza liczyła około 2,2 miliona mieszkańców. Stany Zjednoczone mają około 341 milionów – około 155 razy więcej. Przyjmijmy ostrożną liczbę 75 000 Palestyńczyków zabitych w Gazie, nieco powyżej obecnych danych Ministerstwa Zdrowia Gazy, które wynoszą ponad 73 000. Pomnóżmy to przez logikę samego Netanjahu, a otrzymamy około 11,6 miliona Amerykanów.

Jedenaście i sześć milionów. To mniej więcej tyle, ile liczy populacja Ohio. To ponad dziesięć razy więcej niż liczba Amerykanów poległych we wszystkich wojnach Stanów Zjednoczonych razem wziętych – od rewolucji po Afganistan. To około piętnaście razy więcej niż liczba Amerykanów poległych w wojnie secesyjnej, najkrwawszym konflikcie w historii kraju.

Zgodnie z jednostką wybraną przez Netanjahu, liczba ta wynosi około 3900 razy tyle, ile wynosi data 11 września.

Jeśli przeliczymy według standardów Izraela, wynik będzie taki sam. 75 000 zabitych w populacji liczącej 2,2 miliona ludzi odpowiada około 340 000 Izraelczyków. Netanjahu zbudował przemówienie, wojnę i politykę zagraniczną na 1200 ofiarach. Wyobraźcie sobie, co powiedziałby o 340 000.

Praktyczny mnożnik

Obrońcy premiera będą argumentować, że porównanie jest niesprawiedliwe, ponieważ wielu zabitych w Strefie Gazy to bojownicy Hamasu. W porządku. Odejmijmy każdego bojownika, którego uznało za członka izraelskiej armii, i zastosujmy mnożnik do pozostałej liczby. Nawet 50 000 ofiar to i tak prawie 8 milionów Amerykanów – około 2600 razy więcej niż liczba ofiar 11 września. Można dyskutować o każdym pojedynczym wpisie w tym zestawieniu, ale wynik i tak mierzy się w milionach.

Arytmetyka Netanjahu ma swoje problemy nawet na jego własnych warunkach. 40 000 Amerykanów podzielone przez 2977 osób, które zginęły 11 września, daje około 13,4-krotność liczby ofiar 11 września – a nie 16-krotność. Kiedy retoryka wymaga większej liczby, wydaje się, że jest ona zaokrąglana w górę.

Ale prawdziwym problemem nie jest zaokrąglanie. Chodzi o selektywność. Mnożnik Netanjahu ma działać tylko w jednym kierunku. Powiększa on liczbę ofiar wśród Izraelczyków do rozmiarów amerykańskiej katastrofy, aby amerykańska publiczność mogła wczuć się w to, co czuli Izraelczycy. Zastosowany do Palestyńczyków, daje tak wysokie liczby, że każdy amerykański widz zastanawiałby się, za co płaci. Dlatego nigdy go wobec nich nie stosuje.

Co tak naprawdę pokazuje porównanie

Celem porównania per capita jest uświadomienie skali strat osobom z zewnątrz. Netanjahu chce, aby Amerykanie wyobrazili sobie, że 40 000 ich rodaków zostało zamordowanych w ciągu jednego dnia – i aby wszystko, co Izrael zrobił od tamtej pory, uznali za naturalną reakcję. Dobrze. Następnie wyobraźcie sobie, że Amerykanie 11,6 miliona ich rodaków zginęło na terytorium, które odcina wszelką możliwość ucieczki – i nazwijcie to samoobroną.

Żaden amerykański prezydent nie nazwałby 11,6 miliona ofiar śmiertelnych w Ameryce proporcjonalną reakcją na cokolwiek. Żaden Amerykanin nie przyznałby, że zmarli na to zasłużyli, ponieważ niektórzy z nich byli uzbrojeni. I nikt, kto to policzył, nie zaakceptuje założenia arytmetyki Netanjahu – że życie Izraelczyków jest liczone, a Palestyńczyków nie.

Metoda ta wywodzi się od Netanjahu. Podobnie jak odpowiedź, którą ona udziela: według jego własnych standardów katastrofa w Strefie Gazy jest około 290 razy większa niż ta, o której prosi świat, by o niej pamiętał.

Powstaje droga „Nur für Juden”

Powstaje droga „Nur für Juden”

magnapolonia/powstaje-droga-nur-fur-juden

Izrael przygotowuje rozwiązanie, które może jeszcze bardziej podzielić palestyńskie terytoria na Zachodnim Brzegu. Chodzi o ponowne otwarcie drogi nr 463, przebiegającej przez ścisły obszar Ramallah i Al-Bireh. Odcinek ma być dostępny zasadniczo wyłącznie dla ruchu izraelskich osadników, czyli nowej „rasy panów”. Według palestyńskiej Komisji ds. Kolonizacji i Oporu przeciwko Murowi decyzja doprowadzi do odcięcia ośmiu palestyńskich wsi i dwóch dużych dzielnic od południowej części aglomeracji. To ich faktyczna gettoizacja.

Powstaje droga Nur für Juden. Informacje o planach jej otworzenia pojawiły się najpierw w izraelskich mediach. Jak podała „Haaretz”, powołując się na syjonistyczny tygodnik „Olam Katan”, izraelska armia ma przygotowywać warunki umożliwiające ponowne otwarcie trasy, mającej działać w warunkach etniczności. Yisrael Gantz, przewodniczący rady Yesha oraz rady regionalnej Binyamin, miał potwierdzić, że zapadła wstępna decyzja w tej sprawie, zabezpieczono środki finansowe, a wojsko rozpoczęło przygotowania prawne i związane z bezpieczeństwem.

Droga nr 463, określana również jako Fellerstein Axis, ma około 10 kilometrów długości. Łączy okolice Al-Bireh i obozu uchodźców Jalazone na wschodzie z rejonem Ein Qiniya na zachodzie. Została wybudowana w 1994 roku, aby połączyć izraelskie osiedla Beit El i Dolev. Po wybuchu drugiej intifady w 2000 roku izraelska armia ograniczyła możliwość korzystania z części trasy zarówno przez osadników, jak i przez Palestyńczyków.

Teraz sytuacja ma się zmienić. Zwolennicy otwarcia drogi twierdzą, że ma ona skrócić przejazd między izraelskimi osiedlami. Problem polega jednak na tym, że trasa nie przebiega przez pustkowie. Przecina obszar będący częścią palestyńskiej aglomeracji Ramallah i Al-Bireh, a w jej pobliżu znajdują się ważne obiekty, w tym szpital, uniwersytet oraz oczyszczalnia ścieków.

Według palestyńskiej Komisji ds. Kolonizacji i Oporu przeciwko Murowi otwarcie drogi będzie wymagało ustanowienia nowych posterunków wojskowych, punktów kontrolnych i innych zabezpieczeń. To właśnie one mogą w praktyce ograniczyć możliwość swobodnego poruszania się Palestyńczyków. Komisja twierdzi, że osiem wsi oraz dwie duże dzielnice w północnej części obszaru Ramallah i Al-Bireh może zostać oddzielonych od południowej części aglomeracji.

Konsekwencje mogą być odczuwalne przez dziesiątki tysięcy mieszkańców. Zamiast korzystać z bezpośredniej trasy, mieliby oni zostać skierowani na starszą drogę w pobliżu obozu Jalazone. Według palestyńskich władz droga ta już jest zatłoczona i dodatkowy ruch mógłby znacząco wydłużyć podróże pomiędzy sąsiednimi miejscowościami.

Sprawa wywołuje szczególne kontrowersje także dlatego, że otwarcie trasy jest przedstawiane jako element szerszej polityki rozbudowy infrastruktury służącej izraelskim osiedlom. Palestyńska komisja twierdzi, że kolejne drogi, punkty kontrolne i osiedla przyczyniają się do fragmentacji Zachodniego Brzegu, utrudniając Palestyńczykom przemieszczanie się pomiędzy ich własnymi miejscowościami.

Nie jest to zresztą pierwszy przypadek, gdy infrastruktura drogowa staje się elementem konfliktu. Według danych przytaczanych przez ONZ i palestyńską Komisję ds. Kolonizacji i Oporu przeciwko Murowi na Zachodnim Brzegu znajduje się obecnie 942 punktów kontrolnych, zamknięć i innych barier ograniczających ruch. W samym regionie Ramallah i Al-Bireh odnotowano ich 160. Bariery te mogą powodować, że przejazd pomiędzy miejscowościami położonymi stosunkowo blisko siebie wymaga korzystania z długich tras objazdowych.

W ostatnich miesiącach nacisk na otwarcie drogi nr 463 miał się dodatkowo nasilić. Izraelskie grupy osadnicze organizowały przejazdy i wydarzenia na jej fragmentach, pojawiały się tam izraelskie flagi, a część takich działań odbywała się przy obecności lub przy współpracy izraelskich sił bezpieczeństwa. Według palestyńskiej komisji 8 września żydonazistowscy osadnicy zablokowali rondo w pobliżu Ein Ayoub i mieli rzucać kamieniami w palestyńskie samochody, uszkadzając co najmniej jeden z nich.

Istotą sporu jest to, że droga ma zostać otwarta wyłącznie dla ruchu osadniczego, podczas gdy równocześnie przewidywane są wojskowe punkty kontroli i ograniczenia dotyczące palestyńskiego ruchu. W praktyce może więc powstać system, w którym izraelscy osadnicy otrzymają znacznie łatwiejszy dostęp do trasy przebiegającej przez obszar zamieszkany przez Palestyńczyków.

Palestyńska komisja uważa, że byłby to kolejny krok prowadzący do aneksji Zachodniego Brzegu i dalszego izolowania i wysiedlania palestyńskich miejscowości. To właśnie kontrola nad infrastrukturą może decydować o tym, czy poszczególne palestyńskie miejscowości pozostaną połączone, czy też będą funkcjonować jako coraz bardziej odizolowane minigetta – siedliska biedy i beznadziei, które są celem żydowskiego reżimu.

Ostatni „mędrzec” z Syjonu

Ostatni „mędrzec” z Syjonu

27. września 2026 Marek Wojcik world-scam/ostatni-medrzec-z-syjonu

Przed wojną – tą z Iranem – nie do pomyślenia! Protesty przeciwko polityce syjonistycznego apartheidu odbywały się już dawno na całym świecie. Jednak skala ostatnich demonstracji w Nowym Jorku przerosła oczekiwania nawet samych organizatorów. Do tego fakt, że prezydent USA również wspiera ten ruch, jest czymś zupełnie nowym. Nie przybył on co prawda w swojej czerwonej czapeczce MAGA na tę demonstrację, ale pokazał wsparcie w inny, dyplomatyczny sposób.

Na kilka dni przed przybyciem Netanjahu do USA na sesję Zgromadzenia Ogólnego ONZ, Donald Trump – republikanin, spotkał się z zagorzałym wrogiem Netajahu, burmistrzem Nowego Jorku Zohranem Mamdanim – demokratą. A do spotkania Trump – Netanjahu tym razem nie doszło.

Burmistrz NY zapowiedział, że przy pierwszej nadarzającej się okazji, aresztuje Netanjahu za zbrodnie wojenne na Palestyńczykach. Nawet gdyby tak się stało, to premier Izraela szybko odzyskałby wolność i zostałby oficjalne przeproszony. Wpadłem na pomysł, żeby wsadzić Netanjahu do jednej celi z przebywającym tam przecież już wenezuelskim prezydentem Maduro. Ich dyskusja mogłaby być naprawdę interesująca. Nie tylko dla CIA. Maduro, pomimo że sam żartobliwie określił swoją angielszczyznę „językiem Tarzana”, potrafi się jednak dogadać w tym języku.

Spojrzenie zbitego psa powinno wzbudzać litość, ale tego nie robi.

Kiedy pod koniec września izraelski premier Benjamin Netanjahu wystąpił przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ, ponad stu dyplomatów demonstracyjnie opuściło salę, zanim jeszcze zaczął przemawiać. Wśród nich byli delegaci z Palestyny, Brazylii, Hiszpanii, Turcji, Tunezji, Arabii Saudyjskiej i RPA.

Netanjahu, wobec którego Międzynarodowy Trybunał Karny – ten trybunał w Hadze, który może oskarżać osoby fizyczne o zbrodnie wojenne, zbrodnie przeciwko ludzkości i ludobójstwo – wydał nakaz aresztowania w związku z domniemanymi zbrodniami wojennymi w Strefie Gazy, nazwał tych, którzy opuścili salę, „moralnymi tchórzami”. Źródło. Moim zdaniem adekwatną odpowiedzią na jego postawę, byłoby nazwanie premiera Izraela niemoralnym „bohaterem”.

Interesujący artykuł o tej klęsce premiera najbardziej terrorystycznego kraju na świecie ukazał się w piątek na tkp.at: Błyskawiczna wizyta Netanjahu w Nowym Jorku: strach przed Mamdanim, panika w podziemiu – i prawdziwy rozłam w kraju. Źródło.

Premier Izraela Benjamin Netanjahu przemawiał przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ w Nowym Jorku w czwartek, 24 września 2026 roku – według izraelskich mediów, była to jedna z najkrótszych i najbardziej wymagających pod względem bezpieczeństwa wizyt USA w czasie jego prezydentury. Podczas gdy międzynarodowe doniesienia koncentrowały się głównie na protestach, konflikcie opinii publicznej z burmistrzem Nowego Jorku Zohranem Mamdanim i dziwacznym incydencie w kanalizacji w pobliżu jego hotelu, konflikt, który był kluczowy dla politycznego przetrwania Netanjahu, rozgrywał się w samym Izraelu: otwarte zerwanie z najbardziej wpływowym rabinem w litewsko-charedimskim świecie, Dovem Landauem.

Kraje, których przedstawiciele opuścili salę plenarną ONZ przed wystąpieniem Netanjahu.
Źródło.

Jak wynika z tej mapy wszyscy dotychczasowi sprzymierzeńcy Izraela z Zatoki Perskiej i wszystkie kraje na Bliskim Wschodzie naturalnie poza samym Izraelem, zbojkotowały wystąpienie terrorysty na forum ONZ.

Nie jest to jedynie moda, by przypodobać się wyborcom. Daje to nam nadzieję, że przynajmniej resztki człowieczeństwa odzywają się coraz liczniej także wśród polityków. Z pewnością obserwujemy koniec haniebnej ery premiera Netanjahu. Kto zajmie jego miejsce? Biorąc pod uwagę 70% wsparcia w Izraelu dla rasistowskiej polityki rządu, obawiam się, że będzie to wcale nie lepszy drań.

Francuski sędzia Nicolas Gouyou, który wydał w Międzynarodowym Trybunale Karnym nakaz aresztowania Netanjahu, twierdzi, że firmy Visa i Mastercard zablokowały wszystkie jego karty, przez co nie może już dokonywać zakupów.
Twierdzi on, że sędziowie, prawnicy i politycy są zastraszani i traktowani jak przestępcy.

Źródło: Telegram 24.09.2026 r. 14:32.

Przy negatywnych emocjach związanych ze zbrodniami Izraela, nie jest łatwo zachować pełen obiektywizm. Przecież każde państwo ma prawo do obrony nawet wtedy, gdy korzystając z sił specjalnych, samo organizuje napaść na własny kraj, żeby potem mieć pretekst do tej „obrony”. Nigdy tak nie jest, że cały naród ponosi zbiorową odpowiedzialność za zbrodnie polityków. To syjonistyczny rząd organizując napaść na własne państwo, wykorzystuje naturalny strach, by skonsolidować naród przeciwko wymyślonemu wrogowi.

Nie usprawiedliwia to izraelskich radykalnych wyborców. Jednak spójrzmy na siebie – jakie kreatury dopuszczamy do władzy we własnym kraju?

Co prawda również Beni-to przecież nie Mussolini.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

„Moralni tchórze” – architektura selektywnej percepcji

„Moralni tchórze” – architektura selektywnej percepcji

Autor: Dirk Ellerbrock apolut/moralische-feiglinge-die-architektur-der-selektiven-wahrnehmung

„Moralni tchórze” – architektura selektywnej percepcji | Autor: Dirk Ellerbrock

Artykuł Dirka Ellerbrocka.

Kiedy premier Izraela Benjamin Netanjahu przemawiał pod koniec września przed Zgromadzeniem Ogólnym ONZ, ponad stu dyplomatów demonstracyjnie opuściło salę obrad, zanim zaczął przemawiać. Byli wśród nich delegaci z Palestyny, Brazylii, Hiszpanii, Turcji, Tunezji, Arabii Saudyjskiej i Republiki Południowej Afryki.

Netanjahu, przeciwko któremu Międzynarodowy Trybunał Karny – trybunał w Hadze, który może ścigać osoby za zbrodnie wojenne, zbrodnie przeciwko ludzkości i ludobójstwo – wydał nakaz aresztowania za domniemane zbrodnie wojenne w Strefie Gazy, nazwał tych, którzy chcieli wyjechać, „moralnymi tchórzami”.

Można by odrzucić tę scenę jako zwykłą prowokację, typowy teatralny gest polityka, który uważa atak za najlepszą formę obrony. Bardziej interesujące od samego odejścia jest jednak to, kto pozostał. Delegacja amerykańska była w pełni reprezentowana na sali. Delegacje europejskie natomiast były słabo zaludnione, a ich oklaski były demonstracyjnie stłumione – nie nieobecne, ale też nie entuzjastyczne. Nie był to głos moralny, lecz raczej geometria bliskości z dominującą potęgą: każdy ustawił się jak najdalej od hegemona, nie ponosząc realnych konsekwencji dla własnej przynależności sojuszniczej.

Ta scena stanowi wprowadzenie do szerszego problemu, który charakteryzuje dziennikarstwo polityczne jako całość: selektywnej percepcji. Nie oznacza to, że poszczególni dziennikarze kłamią lub celowo manipulują. Odnosi się to do czegoś bardziej fundamentalnego: zinstytucjonalizowanego systemu filtrowania, który na długo przed jakąkolwiek oceną decyduje, które fakty w ogóle przekraczają próg wartości informacyjnej. Osoby mające dostęp do akredytacji, oficjalnych briefingów i źródeł uważanych za „wiarygodne” w dużej mierze decydują o tym, co istnieje jako informacja – a co ginie w szumie informacyjnym. Ta sama kategoria faktów nie jest zatem traktowana według jej wagi, ale według podmiotu, któremu jest przypisywana.

Ten schemat można zaobserwować w wielu klasycznych porównaniach. Aleksiej Nawalny zmarł w rosyjskim areszcie w 2024 roku i w ciągu kilku godzin stał się globalnym symbolem odważnego oporu wobec autorytarnego reżimu, co wywołało żałobę narodową wśród zachodnich polityków i tygodniami artykułów na pierwszych stronach gazet. Julian Assange, założyciel WikiLeaks, który udokumentował prawdziwe zbrodnie wojenne – takie jak nagranie tzw. „Collateral Murder” pokazujące atak amerykańskiego helikoptera na cywilów w Iraku – spędził ponad pięć lat w odosobnieniu w brytyjskim więzieniu o zaostrzonym rygorze Belmarsh, a jego sprawa nie zyskała nawet zbliżonego zainteresowania mediów. Obie sprawy należą do tej samej kategorii: państwo karze niewygodnego sygnalistę. Uwaga opinii publicznej skupiała się jednak niemal wyłącznie na tym, czy państwo karzące było postrzegane jako przeciwnik, czy sojusznik.

Podobny schemat pojawia się przy porównaniu Buczy i Jemenu. Po wycofaniu wojsk rosyjskich z miasta Bucza pod Kijowem w kwietniu 2022 roku, odkryto ciała cywilów, a relacje medialne w ciągu kilku dni uczyniły z tego faktu potwierdzony fakt i moralny punkt zaczepienia dla całej narracji ukraińskiej. Podczas wojny w Jemenie, prowadzonej przez Arabię ​​Saudyjską, wspieranej bronią i wywiadem przez Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię, organy Organizacji Narodów Zjednoczonych udokumentowały dziesiątki tysięcy ofiar śmiertelnych wśród cywilów na przestrzeni lat w wyniku nalotów na targowiska, wesela i autobusy szkolne – nie wywołując przy tym porównywalnego, długotrwałego oburzenia mediów ani nawet debaty na temat sankcji wobec zaangażowanych w to zachodnich dostawców broni. Ta sama kategoria, radykalnie różny okres w świadomości społecznej.

Sprawa Skripala również należy do tej kategorii. Po otruciu byłego rosyjskiego podwójnego agenta Siergieja Skripala w Salisbury w 2018 roku, Zachód zbiorowo nałożył sankcje na Rosję, opierając się na ocenach wywiadowczych, które nigdy nie zostały w pełni publicznie uzasadnione. Z kolei kilku zwolenników i zaufanych osób Juliana Assange’a w krajach zachodnich, którzy zmarli w niejasnych okolicznościach, praktycznie nie spotkało się z zainteresowaniem mediów – ich sprawy albo w ogóle nie były przedstawiane jako politycznie istotne, albo szybko zbywane jako godne ubolewania, odosobnione incydenty. Różnica nie leży w dowodach, ale w tym, które państwo mogłoby w ogóle mieć interes w tym akcie.

Innym przykładem jest domniemany atak bronią chemiczną w Dumie w Syrii w 2018 roku. Wersja ataku reżimu Asada, twierdząca, że ​​był to atak gazem bojowym, szybko stała się oficjalną podstawą zachodnich nalotów. Jednak gdy inżynierowie z Organizacji ds. Zakazu Broni Chemicznej (OPCW) – agencji odpowiedzialnej za międzynarodowe monitorowanie przestrzegania zakazu – wyrazili wątpliwości co do oficjalnej oceny zawartej w wyciekłych raportach wewnętrznych, na przykład w odniesieniu do pochodzenia znalezionych butli z gazem, wątpliwości te ledwo przedostały się do mediów głównego nurtu. Pierwotna wersja pozostała przyjętą narracją, mimo że sama agencja była wewnętrznie podzielona.

Wreszcie, schemat ten jest również widoczny w prostym sposobie przedstawiania danych o ofiarach. Dane z ministerstwa zdrowia w Strefie Gazy, zarządzanego przez Hamas, są regularnie zawężane lub bagatelizowane w sprawozdaniach z zastrzeżeniem, że „nie da się ich niezależnie zweryfikować”. Z drugiej strony, dane o ofiarach cywilnych z innych konfliktów są często przyjmowane bez porównywalnych zastrzeżeń, pod warunkiem, że są zgodne z dominującą narracją. Standard sceptycyzmu co do źródła zmienia się zatem nie ze względu na jakość źródła, ale ze względu na polityczną użyteczność jego oświadczenia.

Dziennikarz rzadko działa w tym wszystkim ze złej woli. Pełni on funkcję, której sam nie zaprojektował – rolę, która dawno temu oderwała się od indywidualnych przekonań osoby ją pełniącej. W tym systemie uwaga skupia się na dostępie do zasobów i strukturalnej bliskości władzy, a nie na moralnej wadze wydarzenia.

To prowadzi nas do sceny w Nowym Jorku. Niewielka obecność Europejczyków i powściągliwy aplauz same w sobie były produktem tej struktury – prewencyjnej kalibracji tego, co można było jeszcze powiedzieć, nie narażając na szwank własnego sojuszu. Selektywna percepcja nie jest odstępstwem od dziennikarskiego mandatu, lecz jego systemem operacyjnym. A ci, którzy ubolewają nad nią jako nad indywidualną porażką, mylą oprogramowanie z programistą.

+++

Źródło obrazu: noamgalai / shutterstock

+++

Źródła

  • Przemówienie Netanjahu w ONZ i odejście delegatów (25 września 2026 r.): RT DE, „Moralni tchórze” – Masowy protest: delegat ONZ oburza Netanjahu
  • Jemen, ofiary cywilne w wyniku nalotów przeprowadzonych przez koalicję pod przywództwem Arabii Saudyjskiej: raport Rady Praw Człowieka ONZ przedstawiony przez Kamela Jendoubiego (Grupa Międzynarodowych i Regionalnych Wybitnych Ekspertów ds. Jemenu), sierpień 2018 r. – dokumentuje tysiące ofiar cywilnych w wyniku nalotów na obszary mieszkalne, targowiska, wesela, pogrzeby i placówki medyczne; późniejsze badanie ONZ (wrzesień 2021 r.) oszacowało liczbę ofiar cywilnych na co najmniej 18 000 od 2015 r. (źródła obejmują: Radę Praw Człowieka ONZ, Yemen Data Project)
  • Wyciek z OPCW Duma: wyciek wewnętrznej „Oceny Technicznej” Iana Hendersona (OPCW) z 2019 r., sugerującej ręczne rozmieszczanie butli z gazem, a nie zrzuty z powietrza; publiczne oświadczenie byłego dyrektora generalnego OPCW José Bustaniego dotyczące „nieprawidłowości” w śledztwie; zeznania Hendersona przed Radą Bezpieczeństwa ONZ (spotkanie Arria Formula, 20 stycznia 2020 r.)
  • Sprawy Nawalnego/Assange’a i Skripala: publicznie dostępne, chronologicznie udokumentowane doniesienia prasowe na temat warunków przetrzymywania, reakcji rządów zachodnich i decyzji w sprawie sankcji; nie pojedyncze źródło, ale porównanie publicznie weryfikowalnego rozkładu uwagi mediów.
  • Liczby ofiar w Strefie Gazy i sceptycyzm co do źródeł: powtarzający się schemat w międzynarodowych relacjach, widoczny w sposobie traktowania danych pochodzących z Ministerstwa Zdrowia Strefy Gazy w porównaniu z danymi z innych źródeł konfliktu.

Mossad – fabryka agentów

Mossad – fabryka agentów

24. września 2026 Marek Wojcik world-scam/mossad-fabryka-agentow

Masowe opuszczanie sali przez delegatów Zgromadzenia Ogólnego ONZ, gdy izraelski premier Benjamin Netanjahu wkracza na mównicę.

Nastał światowy trend krytyki ludobójczej polityki Izraela. Zjawisko godne pochwały. Nasuwa się jednak pytanie: dlaczego trzeba było czekać tyle lat? Dlaczego chowano pod dywan liczne morderstwa ludności cywilnej w Palestynie? Przecież zdecydowana większość tych samych polityków, którzy teraz demonstracyjnie opuszcza salę, jeszcze nie tak dawno biła brawa na stojąco dla tej samej kreatury premiera Izraela – hańby dzisiejszego świata. Również ci delegaci z entuzjazmem wspierali przygotowaną także przez izraelskich globalistów Agendę 2030.

Moralność ma z polityką tyle wspólnego co mainstreamowi dziennikarze z faktami. Gdy są wygodne, to je wykorzystują.

W początkowych latach działalności izraelski wywiad w dużej mierze polegał na agentach żydowskich, zarówno w przypadku rutynowych, jak i delikatnych misji. Wraz z rozszerzaniem się zasięgu na wrogie środowiska, coraz więcej zadań związanych ze zbieraniem informacji powierzano zwerbowanym agentom w społeczeństwach arabskich i palestyńskich, podczas gdy agenci żydowscy nadal zapewniali wsparcie logistyczne i operacyjne za granicą.

Możecie się więcej dowiedzieć o metodach działania Mossadu z artykułu opublikowanego 4 września na thecradle.co: Wewnątrz izraelskiej fabryki agentów: Jak Mossad kultywuje zdradę. Źródło.

Terroryści jedynie się tak bronią, zarzucając terroryzm swoim ofiarom.
Odwrócony, okrutny świat: zaprzeczanie lub ignorowanie ludobójstwa w Strefie Gazy jest dziś przepustką do „osi dobra”.
Źródło: Telegram 18.09.2026 r. 23:16.

Mossad odegrał ważną rolę w przygotowaniu i realizacji powstania w Gazie w październiku 2023 r. Dlaczego? Z tego samego powodu, dla którego CIA poświęciła blisko 3 tysiące Amerykanów na Manhattanie 11 września 2001 r. Potrzebny był pretekst do wojny z terrorem. Tak, to właśnie terrorysta używa takiego pretekstu, by przekonać opinię publiczną o słuszności walki z terroryzmem, który jest podstawowym programem działań rządu państwa okupującego Palestynę.

Ben Gwir – kandydat na premiera w październikowych wyborach do Knesetu.

To nawoływanie do zbrodni i jego realizacja jest końcowym efektem drogi do Wielkiego Izraela:

  • 1943 r. Żydzi przybywają do Palestyny – początki kolonizacji. Przybyli;
  • 1948 poproś Anglików, żeby pomogli ci założyć na nieswojej ziemi państwo Izrael. Pomogli;
  • 1948 r. wojna izraelsko-arabska. Pozwól uchodźcom palestyńskim osiedlić się w Strefie Gazy. Pozwolili;
  • Załóż sojusz z najsilniejszym państwem świata, obiecując wieczny wpływ USA na Bliski Wschód. Założyli;
  • Zdobądź broń atomową i nie przyznawaj się do jej posiadania. Zdobyli;
  • 1967 r. po wojnie sześciodniowej przejmij kontrolę w Strefie Gazy. Przejęli;
  • 1967 r. Rozpocznij budowę pierwszych oficjalnych osiedli żydowskich na Wzgórza Golan oraz półwyspie Synaj. Rozpoczęli;
  • 1967 r. Wprowadź dyskryminację rasową. Inne prawa przysługują izraelskim osadnikom, a inne (prawo wojskowe) ludności palestyńskiej. Wprowadzili;
  • 10 grudnia 1987 r. Załóż przy współudziale Mossadu Hamas dla przeciwwagi wobec PLO (Organizacja Wyzwolenia Palestyna Jassera Arafata). Założyli;
  • Dbaj o pomoc finansową dla Hamasu. Dbali;
  • Wrzesień 2024 r. Podaruj przeciwnikom Izraela, wykorzystując agentów Mossadu, pagery, które potem wysadzisz w powietrze. Podarowali;
  • Zbuduj haki na światowych polityków i przekup resztę. Tak powstał AIPAC i wyspa Epsteina;
  • 28 lutego 2026 r. Wykorzystaj te haki, by stworzyć koalicję wojenną przeciwko Iranowi.

W ten sposób nieświadomie Izrael zapoczątkował drogę własnego upadku. Upadku Izraela jako państwa terrorystycznego. Ważnym wspólnikiem tych działań był właśnie Mossad – izraelski wywiad. Organizacja wykorzystująca naiwnych, pazernych na łatwe pieniądze agentów, których zostawia własnemu losowi, kiedy są zbyt kłopotliwi lub niepotrzebni. Organizacja, którą podejrzewa się o zamach na prezydenta Johna Kennedy’ego, na WTC, Charliego Kirka i nawet o nieudane próby zamachu na Trumpa.

Tak wygląda terrorysta.
Źródło.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Minister obrony Izraela grozi depopulacją Gazy

Minister obrony Izraela grozi depopulacją Gazy

Israel Katz uważa, że ​​radykalny ruch palestyński Hamas ponownie planuje porwanie Izraelczyków.Redaktorzy strony internetowej TASS

22 września, tass-ru/mezhdunarodnaya-panorama

© Hasan Alzaanin/TASS

TEL AWIW, 22 września. /TASS/.

Minister obrony Izraela Israel Katz twierdzi, że radykalny ruch palestyński Hamas planuje kolejne porwania Izraelczyków.

W odpowiedzi minister ostrzegł, że jeśli choć jeden obywatel Izraela zostanie wzięty jako zakładnik, Izrael wypędzi milion mieszkańców Gazy i zniszczy samo miasto.

„Biorąc pod uwagę różne zamiary i doniesienia wywiadowcze, ostrzegam organizację terrorystyczną (Hamas – TASS) i jej zwolenników, od Iranu po [prezydenta Turcji Recepa Tayyipa] Erdogana: jeśli choć jeden izraelski żołnierz lub cywil zostanie porwany, całe miasto Gaza, milion jego mieszkańców, zostanie ewakuowane na południe” – powiedział Katz podczas uroczystości upamiętniającej żołnierzy poległych w wojnie Jom Kipur w 1973 roku, donosi The Times of Israel.

Minister zagroził ponadto zniszczeniem „domów i wież terrorystów” w Gazie, sugerując, że miasto podzieli los innych miast Strefy Gazy, niemal doszczętnie zniszczonych przez izraelską armię podczas walk trwających od 2023 roku. „Zostanie to zrobione tak samo, jak w przypadku Rafah, Beit Hanun i 70% Strefy Gazy, dopóki [potencjalni zakładnicy – ​​TASS] nie zostaną zwróceni” – dodał. „To jest język, którym posługują się terrorystyczne organizacje dżihadystyczne w Gazie i Libanie, i to jest język, którym my mówimy: ewakuacja ludności, zniszczenie infrastruktury i zajęcie terytorium” – zapewnił Katz.

Assange powraca do publicznego komentowania

Assange powraca do publicznego komentowania

Nie każdy to pamięta, ale był czas, kiedy było to niemal niemożliwe do wyobrażenia.

caitlinjohnstone-au/assange-returns-to-public-commentary

Julian Assange oficjalnie powrócił na Twittera , przywracając światu ważny głos, którego zostaliśmy pozbawieni w wyniku wieloletniej kampanii amerykańskiego imperium, mającej na celu uciszenie założyciela WikiLeaks poprzez skazanie go na dożywocie za zakazane akty dziennikarskie.

Nie wszyscy będą to pamiętać, ale był czas, kiedy było to niemal niemożliwe do wyobrażenia. Wydawało się niemal pewne, że ten człowiek umrze w więzieniu Belmarsh albo spędzi resztę życia w jakimś piekle w Ameryce. 

Teraz, ilekroć mój siostrzeniec przyłapie mnie lub mojego męża na wyrażaniu pesymizmu co do tego, że coś się uda, mówi nam: „Hej. Assange jest już wolny”. To stało się naszym rodzinnym hasłem oznaczającym: „Wszystko jest możliwe. Nie traćcie nadziei”.

Naprawdę powinniśmy to docenić. Nigdy nie pozwólmy umrzeć nadziei. Lepszy świat jest możliwy. Wszystko może się wydarzyć.

W innych wiadomościach, cieszymy się, że świat odrzuca politykę pozornej neutralności Eda Sheerana w kwestii Gazy. „Nie opowiadam się po żadnej ze stron” to błędne przekonanie, gdy mamy do czynienia z ogromną nierównowagą sił i wyraźnym agresorem, zwłaszcza gdy twój kraj ponosi częściową odpowiedzialność za to, co się dzieje. Jeśli twój mąż znęca się nad twoim dzieckiem, a ty nic nie robisz, nie jesteś stroną neutralną w takiej sytuacji, a kiedy twoje dziecko dorośnie, prawdopodobnie będziesz obwiniana tak samo jak ojciec. 

Nowoczesne siły zbrojne, niszczące gigantyczny obóz koncentracyjny pełen skolonizowanych ludzi za pomocą zaawansowanej technologicznie broni masowego mordu, za pieniądze z twoich podatków, to nie jest „wojna”, wobec której możesz być „neutralny”. To ludobójstwo i albo jesteś za, albo przeciw. Nie ma wygodnej trzeciej opcji, która pozwoli ci uniknąć opowiedzenia się po którejkolwiek ze stron i jednocześnie uniknąć wystawienia się na idiotę.

Jednym z najbardziej idiotycznych argumentów, jakie można dziś usłyszeć, jest twierdzenie, że krytykowanie Izraela bez jednoczesnego krytykowania Hamasu jest złe. Co masz na myśli? Mówisz, że nie mogę krytykować uzbrojonej w broń jądrową, zaawansowanej technologicznie armii popełniającej zbrodnie wojenne przy wsparciu mojego kraju i jego sojuszników, jeśli nie krytykuję jednocześnie małej grupy oblężonych bojowników? Mówisz mi, że nie mogę nic powiedzieć o nadużyciach państwa apartheidu, którego zwolennicy bezlitośnie atakują moje prawo do wolności słowa i podważają wolności obywatelskie w całym świecie zachodnim, chyba że jednocześnie skrytykuję kilka tysięcy palestyńskich bojowników ruchu oporu, którzy nie wyrządzili mi żadnej krzywdy? O czym ty w ogóle mówisz?

Nie, zamierzam po prostu skrytykować Izrael, bardzo dziękuję. Zamierzam skrytykować państwo, którego ludobójcze okrucieństwa są wspierane przez strukturę władzy, w której żyję i płacę podatki, a której sieć wsparcia systematycznie niszczy prawa moje i moich rodaków. Jeśli ci się to nie podoba, to idź się odpieprzyć.

Mam jeszcze kilka myśli na dziś.

Po pierwsze, uwielbiam, gdy widzę, jak obrońcy Izraela narzekają na ludzi odpowiadających na ich tyrady słowami: „Nie będę tego wszystkiego czytał. Wolna Palestyna”. Hasbarzyści mają jedynie niekończące się góry wywodów, wyjaśniających, dlaczego zrzucanie ładunków wybuchowych na budynki pełne dzieci jest w porządku i normalne, więc wścieka ich, gdy ktoś odbiera im jedyną broń. 

Nie mają po swojej stronie prawdy i moralności, więc mają tylko słowa, słowa, słowa, słowa, słowa. Zabierz im to, a nie mają nic i wiedzą o tym.

I wreszcie nowa zasada: jeśli zaprzeczasz, że Izrael jest winny ludobójstwa w Strefie Gazy, to na tobie spoczywa obowiązek przedstawienia przekonującego wyjaśnienia, dlaczego każda grupa obrońców praw człowieka na świecie (w tym izraelska) uważa, że ​​jest to ludobójstwo.

Jeśli uważasz, że istnieje spisek o podłożu antysemickim między wszystkimi grupami obrońców praw człowieka, to na tobie spoczywa ciężar udowodnienia, że ​​taki spisek faktycznie ma miejsce.

Jeśli uważasz, że istnieje spisek islamistów mający na celu infiltrację wszystkich organizacji obrońców praw człowieka, to musisz przedstawić dowód tego spisku.

Jeśli uważasz, że nie ma żadnego spisku i że to tylko zbieg okoliczności, że wszystkie grupy obrońców praw człowieka uważają, że Izrael dopuszcza się naruszeń praw człowieka, to musisz przedstawić przekonujący argument, dlaczego wszystkie instytucje ekspertów w dziedzinie praw człowieka przypadkowo doszły do ​​tych samych wniosków i nadal się mylą.

Nie można po prostu powiedzieć: „Nie zgadzam się z ich ustaleniami” albo „Ta jedna grupa przedstawiła argument, który uważam za słaby” albo „To nie jest ludobójstwo, bo bla bla bla”. Trzeba odnieść się do jednomyślnego konsensusu, bo to teraz część debaty.

Nawet płaskoziemcy i negacjoniści zmian klimatycznych [ Co ta idiotka wypisuje ?? A ja muszę ją cytować, co w całości tekstu ma rację… Mirosław Dakowski], którzy twierdzą, że wszyscy eksperci się mylą, przynajmniej próbują przedstawić argumenty na rzecz istnienia tajnego spisku, którego celem jest wzmacnianie błędnych wniosków w środowisku naukowym. Natomiast negacjoniści ludobójstwa w Strefie Gazy jakoś uważają, że nie muszą odnosić się do swojego sprzeciwu z przytłaczającą większością ekspertów w danej dziedzinie.

Nie macie prawa tego robić, chłopaki. To nie ma sensu. Jeśli twierdzicie, że eksperci kłamią na temat konkretnego kraju, to musicie podać szczegółowe i wiarygodne wyjaśnienie, dlaczego tak jest.

Nie spotkałem jeszcze ani jednego negacjonisty ludobójstwa, który by to potrafił, w sieci czy gdziekolwiek indziej. Ani jednego.

PS

Twierdzenie, że nie można oskarżyć Izraela o ludobójstwo, dopóki MTS nie orzeknie, że było to ludobójstwo, jest dokładnie tym samym, co twierdzenie, że nie można powiedzieć, że Charlie Kirk został zamordowany, dopóki jego zabójca nie zostanie oficjalnie skazany za morderstwo.

Mike Huckabee jest najgorszą osobą w administracji Trumpa

Mike Huckabee jest najgorszą osobą w administracji Trumpa

Jest to urzędnik rządu USA wyznaczony przez Trumpa, który świadomie okłamuje opinię publiczną, aby umożliwić jej dalsze wspieranie izraelskich nadużyć wobec narodu palestyńskiego, dokonywanych przy wsparciu USA.

Caitlin Johnstone caitlinjohnstone/mike-huckabee-is-the-most-evil-person-in-the-trump-administration

W administracji Trumpa jest kilku naprawdę psychopatycznych upiorów, łącznie z samym Trumpem, ale jak na razie jestem przekonana, że ambasador USA w Izraelu Mike Huckabee jest najgorszym z nich.

Podczas gdy izraelscy urzędnicy stają się coraz bardziej otwarci na temat swoich planów „czystek etnicznych” [rzezi md] Palestyńczyków ze Strefy Gazy, a kontrowersje wokół Macklemore’a ponownie skupiają uwagę opinii publicznej na nadużyciach syjonizmu, pro-izraelscy spin-mistrzowie zarówno w mediach masowego przekazu, jak i w rządzie USA prześcigają się w próbach odzyskania kontroli nad narracją.

Podczas szaleńczej propagandy na kanale Newsmax na temat Macklemore’a i ruchu propalestyńskiego, Huckabee powtórzył dawno zdyskredytowaną propagandę o okrucieństwach ataku Hamasu z 7 października, aby wyjaśnić, dlaczego nikt nie powinien sprzeciwiać się działaniom Izraela w Strefie Gazy.

„To są ludzie, którzy gwałcili kobiety na oczach ich własnych dzieci” – powiedział Huckabee prowadzącemu program Newsmax Robowi Schmittowi . „Odcinali im genitalia na oczach ich rodzin. Podpalali starszych ludzi i palili ich żywcem, gdy siedzieli na wózkach inwalidzkich. Robili dzieciom niewypowiedziane rzeczy. Obcinali głowy niemowlętom i wsadzali inne niemowlęta do pieca, gdy jeszcze żyły. Każdy, kto to popiera, nie jest po prostu chory, jest psychopatą”.

„Jeśli ktoś powie, że to się nie wydarzyło, to my wiemy, że się wydarzyło, Rob, bo Hamas nagrał to sam. Mamy to na wideo” – twierdził Huckabee.

==============================

Żeby było jasne, wszystko, co mówi Huckabee, to kłamstwo. Twierdzenia o obciętych głowach i pieczonych w piecach niemowlętach zostały bezlitośnie obalone w 2023 roku, również w izraelskiej prasie . Nigdzie nie ma żadnego nagrania z okrucieństw opisanych przez Huckabee’ego. Apologeci Izraela często wymyślają wszelkiego rodzaju fałszywe twierdzenia na temat nagrania wideo z 7 października przez kamery GoPro Hamasu, ufając, że przeciętny obywatel będzie zbyt wrażliwy, by obejrzeć te brutalne nagrania na własne oczy. Zapewniam jednak, że jeśli zechcesz zagłębić się w tę króliczą norę nagrań, nie znajdziesz żadnych dowodów na którykolwiek z czynów, które właśnie wymienił Huckabee.

Trudno znaleźć słowa, by opisać, jak bardzo to jest złe. Huckabee wie, że kłamie, mówiąc takie rzeczy. Jest w stu procentach świadomy, że szerzy propagandę okrucieństw, by usprawiedliwić dalsze izraelskie okrucieństwa. 

Kiedy Huckabee po raz pierwszy powtórzył te twierdzenia w październiku i listopadzie 2023 r., można powiedzieć, że być może nie zdawał sobie sprawy, że szerzy propagandę okrucieństw, ponieważ minęło kilka tygodni, zanim główne media obaliły te twierdzenia, a świadomość ich nieprawdziwości dotarła do głównego nurtu dyskursu.

Gdy powtórzył to twierdzenie we wrześniu 2025 r. , można by argumentować, że BYĆ MOŻE Huckabee po prostu żył w szczelnie odizolowanej syjonistycznej komorze echa i w jakiś sposób wciąż nie zdawał sobie sprawy, że twierdzenie to zostało całkowicie obalone.

Jednak powtarzając te twierdzenia w maju i ponownie we wrześniu 2026 r., po tym jak został szeroko i wielokrotnie potępiony za szerzenie kłamstw i propagandy okrucieństw, bezsprzecznie patrzy światu w oczy i kłamie nam w twarz, mając pełną i całkowitą świadomość tego, co robi. 

Co pokazuje, że przez cały czas świadomie kłamał. To mianowany przez Trumpa urzędnik rządu USA, który świadomie okłamuje opinię publiczną, aby nadal wspierała wspierane przez USA nadużycia Izraela wobec narodu palestyńskiego.

Pomyśl, jak bardzo trzeba być popieprzonym, żeby zrobić coś takiego. A ten świr ma czelność nazywać zwolenników Palestyny ​​„psychopatami”.

W tym samym oszukańczym, propagandowym wywiadzie dla Newsmax Rob Schmitt powiedział, że tak naprawdę to przeciwnicy ludobójstwa padają ofiarą propagandy.

„To niesamowite, jak skuteczna może być propaganda, jak oślepiająca może być dla ludzi, których można by uznać za rozsądnych” – powiedział Schmitt Huckabeemu, dodając: „Nienawidzę tego mówić, ale wydaje mi się, że islamiści wygrywają tę wojnę propagandową. Teraz czuję, że w stosunku do Izraela jest więcej gniewu i furii niż wobec ohydnych rzeczy, których byliśmy świadkami 7 października”.

No więc, według popleczników Trumpa w jego administracji i w ich prasie, dawno obalona propaganda okrucieństw wobec Palestyńczyków jest w rzeczywistości prawdą, a to właśnie ludzie, którzy uważają, że Izrael dopuszcza się przestępstw, są propagandą, a to właśnie ludzie sprzeciwiający się ludobójstwu są psychopatami. Góra to dół, noc to dzień. Wojna to pokój, wolność to niewola, ignorancja to siła.

Światem zachodnim rządzą kłamliwi, manipulujący przestępcy. Rewolucja nie może nadejść wystarczająco szybko.

Romantyzowanie ludobójstwa, czyli po co Netflix wyprodukował serial „Fauda”

Romantyzowanie ludobójstwa, czyli po co Netflix wyprodukował serial „Fauda”

Przez Agnieszka Piwar 2026-09-19 piwar/romantyzowanie-ludobojstwa-czyli-po-co-netflix-wyprodukowal-serial-fauda

Tym wyznaniem zapewne zaskoczę Czytelników śledzących moje publikacje, w których stanowczo i bezkompromisowo krytykuję Izrael. Otóż zanim zabrałam się za zbieranie materiału do książki „Holokaust Palestyńczyków”, zawierającej wstrząsające relacje ofiar Izraela, oglądałam – z wypiekami na twarzy – izraelską propagandę. Co więcej, robię to nadal.

Wychodzę z założenia, że trzeba poznać metody wroga. Syjoniści – zakała ludzkości – to nie tylko wrogowie Palestyńczyków, ale całego cywilizowanego świata. Wejdan Abu Shammala, dziennikarka z Gazy, powiedziała mi, że „milczenie świata to współudział w zbrodni”. Dlatego uważam, że demaskowanie kłamstw Izraela to obowiązek każdego, kto jest świadomy popełnianych przez nich okrucieństw.

Oczywiście zdaję sobie sprawę z tego, że jestem na beznadziejnej pozycji, bo w przeciwieństwie do syjonistów nie dysponuję środkami finansowymi, nie mam dostępu do mediów głównego nurtu oraz platform streamingowych, nie steruję algorytmami, ani nie trzymam na smyczy polityków i dziennikarzy większości krajów świata.

Mimo to, robię swoje na miarę skromnych możliwości. Kiedy żydowscy zbrodniarze kłamią, że walczą z terrorystami, ja odpowiadam spisanymi relacjami naocznych świadków, którzy przedstawiają dowody, że Izrael morduje przede wszystkim bezbronnych cywilów, w tym kobiety i dzieci.

Kiedy zbrodniarze – oraz ich słudzy pokroju prezydenta Karola Nawrockiego – twierdzą, że „Izrael ma prawo do samoobrony”, ja wykazuję, że Izrael jest okupantem Palestyny i bezwzględnym agresorem. Kiedy ignorant premier Donald Tusk publicznie oświadcza, że „Polska była, jest i będzie po stronie Izraela w jego konfrontacji z islamskim terroryzmem”, ja mu odpowiadam listem otwartym, w którym łopatologicznie tłumaczę, że nie byłoby Hamasu, gdyby nie Izrael.

MANIPULACJA WIDZAMI

To właśnie wspomniany Hamas jest głównym antagonistą izraelskich żołnierzy jednostki specjalnej – bohaterów propagandowego serialu „Fauda” (z arabskiego „chaos”). Głośna produkcja platformy Netflix koncentruje się na konflikcie izraelsko-palestyńskim, pomijając jednak kluczowe fakty dotyczące jego źródła.

W realnym życiu zaczęło się od tego, że żydowscy najeźdźcy ukradli ziemię Palestyńczykom i jako pierwsi odpalili szereg brutalnych działań. Serial „Fauda” oczywiście to przemilczał.

Przypominam więc o Nakbie w 1948 roku, kiedy żydowscy przybysze z innych krajów zmusili do ucieczki od 700 tysięcy do miliona Palestyńczyków. Generalnie powstanie państwa Izrael wiąże się z konfiskatą palestyńskiej ziemi, niszczeniem palestyńskich wiosek, wyburzaniem palestyńskich domów, przymusowymi przesiedleniami czy ograniczaniem swobody przemieszczania się Palestyńczyków.

Do tego dochodzi fizyczna przemoc żydowskich osadników wobec Palestyńczyków, w tym brutalne porwania i aresztowania, bezpodstawne przetrzymanie w więzieniach cywilów, z kobietami i dziećmi włącznie, poniżanie, torturowanie i zabijanie.

Jest więc naturalne, że po takim traktowaniu – trwającym od dekad – Palestyńczycy zaczęli się buntować. Z definicji taki bunt nazywa się ruchem oporu, czyli tajną i zorganizowaną działalnością ludzi, którzy walczą z okupantem lub z niesprawiedliwą władzą. Tym więc właśnie jest Hamas, który zresztą powstał nie bez inspiracji Izraela, chcącego mieć pod kontrolą także buntowników.

Tego całego kontekstu brakuje w produkcji Netflixa, która opowiada o konflikcie, pomijając jego faktyczne przyczyny. Ktoś powie, że to przecież tylko fabuła, a nie dokument, więc autorzy mają prawo tworzyć scenariusz według własnego widzimisię.

Problem w tym, że Lior Raz i Avi Issacharoff – pomysłodawcy i twórcy serialu „Fauda” – twierdzą, iż scenariusz został zainspirowany ich własnymi doświadczeniami wojskowymi i dziennikarskimi oraz prawdziwymi wydarzeniami. Nie wątpię, że po części tak było. Jednak bez kluczowego kontekstu dotyczącego faktycznych źródeł konfliktu zbyt wielu widzów uwierzyło w kłamstwo, że Izraelczycy są ofiarą, a Palestyńczycy agresorem zasługującym na śmierć.

MORDERCY Z LUDZKĄ TWARZĄ

Perfidia twórców serialu ma wiele wymiarów. Całkowicie pominięto chociażby obrzydliwy rasizm syjonistów, na którym oparto państwo Izrael. Tymczasem główna postać „Faudy” – Doron Kabilio (w tej roli współtwórca Lior Raz) – choć zabija Palestyńczyków na potęgę, to bywa przy tym wrażliwy i uczuciowy wobec okupowanego narodu.

Dla przykładu, w 1., 2. i 4. sezonie Doron szczerze zakochał się w palestyńskich kobietach, które wykorzystywał w ramach operacji specjalnych, by dorwać ich krewnych powiązanych kolejno z Hamasem i Hezbollahem. Następnie dzielnie próbował je ochronić. W 3. sezonie miał romans z żydowską koleżanką z pracy, ale ani wobec niej – ani wobec żydowskiej żony, którą zdradzał – nie był już taki sentymentalny jak do Palestynek.

Innym razem dręczyły go wyrzuty sumienia, gdy cynicznie oszukiwał młodego niewinnego Palestyńczyka, żeby w ramach tajnej misji rozpracować członków jego rodziny powiązanych z Hamasem. Doron jest Izraelczykiem pochodzenia irackiego, więc świetnie mówi po arabsku, dzięki czemu łatwo przenika na stronę przeciwnika, udając jednego z nich.

Tamta akcja skończyła się katastrofą. Gdy palestyński chłopak poznał prawdę, poczuł się zdradzony. Dodatkowo dotknęła go hańba, że dał się podejść izraelskiemu agentowi. Palestyńczyk musiał więc się „oczyścić” i zemścić. Zradykalizował się, co w konsekwencji doprowadziło do krwawej jatki. „Fauda” pokazuje więc czasem, że Izraelczycy również popełniają błędy, co ma uwiarygodnić propagandową serię.

Dzięki tym sprytnym zabiegom nawet i ja mam swój ulubiony wątek w serialu. Dzieje się to w 4. sezonie, kiedy Gabi Ayub (w tej roli Itzik Cohen), dowódca izraelskiej jednostki do zadań specjalnych, zostaje porwany przez Hezbollah.

We wcześniejszych sezonach bezwzględnie przesłuchiwał palestyńskich więźniów, w tym kobiety, by ich złamać, wydobyć informacje i zmusić do zdrady swoich. Kiedy sam trafił w niewolę bojowników Hezbollahu, kapitan Ayub pod wpływem tortur „wyśpiewał” dosłownie wszystko, łącznie z nazwiskami i adresami zamieszkania izraelskich agentów, którymi dowodził. Ta „słabość” kosztowała życie części z nich.

„Ludzkie oblicze” izraelskich bohaterów „Faudy” – którzy na co dzień zajmują się bezwzględnym zabijaniem – przewija się przez całą serię. Pokazywane są ich słabości, walka w wewnętrznymi demonami, trudności z normalnym funkcjonowaniem, rodzinne dramaty, cierpienie po stracie przyjaciół z jednostki, którzy zginęli podczas akcji.

Widząc to wszystko, nawet zatwardziały przeciwnik Izraela – a za takiego się uważam – może poczuć jakieś współczucie wobec głównych postaci „Faudy”. Dlatego uważam, że jest to świetnie zrealizowany serial propagandowy. Oczywiście piszę to nie bez żalu i obrzydzenia wobec twórców, którzy najmocniej przegięli w najnowszym 5. sezonie.

KŁAMSTWO DLA ŚWIATA

Nie byłam zaskoczona, że ostatni sezon „Faudy” – który miał premierę we wrześniu 2026 roku i był zrealizowany po dłuższej przerwie – koncentruje się wokół wydarzeń 7 października 2023 roku, kiedy Hamas zaatakował Izrael. To przełomowy moment w historii konfliktu izraelsko-palestyńskiego, który i mnie „pchnął” do wzmożonej aktywności dziennikarskiej w tym temacie, w wyniku czego powstała książka „Holokaust Palestyńczyków”.

5. sezon obejrzałam z największymi emocjami, bo w pamięci miałam rozmowy z Palestyńczykami – świadkami trwającego w Strefie Gazy ludobójstwa – którzy opowiadali o izraelskich bombardowaniach zrównujących z ziemią szpitale, szkoły, całe osiedla. Wiem też o celowym ostrzeliwaniu przez Izrael karetek pogotowia czy atakowaniu zagranicznych wolontariuszy próbujących dostarczyć leki i żywność dla konających cywilów. To wszystko pomija produkcja Netflixa.

Jest za to Eli, który powołuje się na „Boga zemsty”, bo Hamasowcy zabili w kibucu żonę i dzieci. Nie zdążył ich ocalić, bo zatrzymały go akcje zbrojne Hamasu wzdłuż granicy z Gazą. Nie zdążył też Doron, bo w międzyczasie ruszył z pomocą izraelskiej młodzieży, zaatakowanej przez Palestyńczyków podczas festiwalu.

Najbliżsi Eliego zginęli tragicznie, a ich ostatnie chwile, kiedy próbowali przetrwać w obliczu brutalnego zagrożenia, budzą u widza współczucie. Znaczna część fabuły skupia się na ogromnym uczuciu łączącym tę żydowską rodzinę. Chodzi o to, aby odbiorca – wzruszony cierpieniem romantycznego żołnierza – dał mu niejako prawo do krwawej zemsty.

Dwa lata później, kiedy Eli poznaje nazwisko i adres zabójcy, wyrusza do Marsylii we Francji, by pomścić rodzinę. Dołącza do niego Doron, zmagający się zespołem stresu pourazowego. Oprócz prywatnej zemsty, mają za zadanie udaremnić kolejny atak na Izrael, tym razem z udziałem pro-palstyńskich działaczy z Europy.

Ale jak to? Ktoś z oświeconej Europy popiera tych złych Palestyńczyków? Spokojnie, na to syjoniści mają „argument”. Do obsady „Faudy” dołącza blondwłosa Francuska (Mélanie Laurent), której serce zdobył bojownik Hamasu. Izrael znalazł więc sobie „wytłumaczenie”: jeśli ktoś opowiada się po stronie Palestyńczyków, to znaczy, że ślepe zakochanie odebrało temu komuś rozum i rozeznanie.

Tak mniej więcej poprowadzono ten wątek w „Faudzie”, ale nie tylko. Sama wielokrotnie czytałam o sobie komentarze w Internecie – prawdopodobnie produkowane przez izraelskie boty – sugerujące, że w życiu prywatnym musiałam być uwiedziona przez jakiegoś muslima, skoro opisuję Palestyńczyków jako ofiary.

I wreszcie, zmagający się z traumami po 7 października bohaterowie „Faudy” wciskają widzom Netflixa ściemę, że Izrael dał się zaskoczyć. Nic bardziej mylnego. Przed szykowanym przez Hamas zamachu ostrzegała chociażby egipska bezpieka. Poza tym Izrael ma doskonały wywiad, śmiem przypuszczać, że najlepszy na świecie. Moim zdaniem atak był wręcz Izraelowi na rękę.

Według oficjalnych danych (strach pomyśleć, co kryje się za nieoficjalnymi) wydarzenia zapoczątkowane 7 października 2023 roku przyniosły 61,5 razy więcej ofiar śmiertelnych po stronie palestyńskiej niż po stronie izraelskiej. Od trzech lat trwa metodyczne ludobójstwo na narodzie palestyńskim w Gazie.

Zbrodni Izraela nie da się już ukryć, bo Palestyńczycy mają telefony z kamerami. Skoro więc nie da się ukryć niewygodnych faktów, można próbować zagłuszyć je innym przekazem. Uważam, że właśnie taką funkcję pełni serial „Fauda” – ma odwracać uwagę od okrucieństw Izraela i faktycznych powodów konfliktu. A żeby lepiej się to sprzedało, fabułę podlano sosem romantycznych uniesień.

Agnieszka Piwar

PS Dwa dni po premierze „Faudy”, podczas 83. Festiwalu Filmowego w Wenecji, miał światową premierę w konkursie głównym dokument „NAZA” Yuvala Abrahama i Rachel Szor, poświęcony systemowi izraelskich ataków w Gazie i ich skutkom dla ludności cywilnej. Projekcję zakończyła ponad 24-minutowa owacja na stojąco, co stanowi rekord w historii festiwalu. Film otrzymał następnie Nagrodę Specjalną Jury.

Od tamtej pory algorytmy w mediach społecznościowych pokazują mi niezliczoną ilość postów i przerobionych przez AI filmów oczerniających twórców nagrodzonego dokumentu. Jak długo żyję, nie widziałam tak potężnej nagonki jak ta wobec tych odważnych izraelskich filmowców, którzy zdemaskowali zbrodnie dokonywane przez ich państwo.

Fot. Netflix

tutaj można postawić mi kawę

Ślepota światowego sumienia

Ślepota światowego sumienia

18. września 2026 Marek Wojcik world-scam/slepota-swiatowego-sumienia

11 stycznia 2024 r. Blinne Ní Ghrâlaigh, adwokat koronny (KC), wygłosiła mowę końcową w imieniu Republiki Południowej Afryki w sprawie przeciwko Izraelowi przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości.

Mowa końcowa Republiki Południowej Afryki przeciwko Izraelowi w sprawie o ludobójstwo przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości. Można włączyć polską ścieżkę dźwiękową.

Przedstawione argumenty dobrze opisują dramatyczną sytuację narodu Palestyńskiego w Strefie Gazy. Co było do przewidzenia, wyrok Trybunału został przez Izrael zignorowany. Bezwzględne ludobójstwo narodu gospodarzy ziem okupowanych przez terrorystyczne państwo Izrael, mordowanie pracowników organizacji humanitarnych przynoszących pomoc Palestyńczykom, a także zabijanie dziennikarzy przekazujących światu prawdę o planowym ludobójstwie palestyńskiego narodu, nie zostało wstrzymane.

Władze palestyńskie szacują, że szczątków ponad 8000 osób nie odnaleziono jeszcze i nadal pozostają one pogrzebane pod gruzami.

6 września Palestyńskie Centrum ds. Osób Zaginionych ponownie wyraził głębokie zaniepokojenie i stanowczo potępił systematyczne działania Izraela mające na celu rozbiórkę i usuwanie gruzu ze zdewastowanych obszarów mieszkalnych. Ostrzeżono, że inicjatywa ta stanowi celowy wysiłek mający na celu wyeliminowanie dowodów kryminalistycznych niezbędnych do ustalenia losu zaginionych Palestyńczyków.

Cytat pochodzi z wydanego w środę na presstv.co.uk artykułu: Ciała wydobyte z gruzów Gazy budzą obawy dotyczące izraelskich zbrodni wojennych: szefowa ONZ ds. praw człowieka. Źródło.

Ostrzeżenie: Treści mogą wywołać silne emocje
Wzruszające sceny po odnalezieniu ciała palestyńskiego niemowlęcia spod gruzów budynku, w którym mieszkali wysiedleni Palestyńczycy, a który zawalił się w dzielnicy Al-Sinaa w zachodniej części miasta Gaza.
Źródło: Telegram 16.09.2026 r. 15:15.

Takie sceny są przyczyną radykalizacji z gruntu pokojowej społeczności islamskiej. Zgadnijcie, kto steruje tymi emocjami, komu zależy na podziałach religijnych i stwarzaniu atmosfery terroru? Nie zamierzam usprawiedliwiać islamskich radykałów, chcę jednak zwrócić uwagę na przyczyny takiego nastawienia.

Film dokumentuje użycie bomb wyprodukowanych w USA podczas ataków na Gazę. Nagranie z ruin zniszczonego domu w Strefie Gazy pokazuje szczątki bomby produkcji amerykańskiej, użytej podczas ataków, w których zginęły całe palestyńskie rodziny.
Stany Zjednoczone dostarczają tę broń, a Izrael wykorzystuje ją w atakach na Palestyńczyków.
Źródło: Telegram 17.09.2026 r. 12:05.

Produkujący narzędzia śmierci przemysł zbrojeniowy jest współodpowiedzialny za te zbrodnie. Potężne lobby – słowo wymyślone po to, żeby uniknąć prawdziwej nazwy: korupcja – wpływa na polityków, żeby wywoływali kolejne wojny i wraz z nimi kolejne rynki zbytu dla przemysłu śmierci.

Palestyńskie dziecko zostało uwięzione pod gruzami po tym, jak izraelskie siły zbrojne przeprowadziły atak na budynek mieszkalny w Strefie Gazy.
Źródło: Telegram 16.09.2026 r. 06:02.

Świat dawno już przywykł do takich obrazów i patrzy obojętnie na ewidentne wyniszczanie narodu palestyńskiego. A jednak coś się zmienia. Pamiętamy, jak podczas plandemii znani aktorzy zaprzedali się oprawcom biologicznego ludobójstwa, propagując broń biologiczną przeciwko ludzkości.

Kiedy na tournée zorganizowanym przez proizraelskiego Eda Sheerana amerykański raper Macklemore zawołał: wolność dla Palestyny, rozpoczęła się klasyczna kampania obrzucająca tego rapera dawno przeżutym epitetem antysemityzmu. Co było potem? Obejrzyjcie film z polskim dźwiękiem:

Ed Sheeran opowiedział się po stronie Izraela – teraz świat go nienawidzi.

Podobne tendencje widać podczas aktualnej kampanii wyborczej w USA. Szczególnie po stronie partii demokratycznej widać tendencję odrzucania kandydatów biorących łapówkę od izraelskiego lobby – AIPAC.

Autor artykułu Marek Wójcik
Mail: worldscam3@gmail.com

Świat już płaci haracz

Świat już płaci haracz

Stanisław Michalkiewicz „Magna Polonia” 17 września 2026 michalkiewicz

Jak pamiętamy, władze izraelskie, a wraz z nimi wszyscy żydofile, w 2023 roku lamentowali, że rakietowy atak Hamasu na Izrael przeprowadzony 7 października był całkowicie „zaskakujący” i dlatego pociągnął za sobą tyle ofiar, a także – tylu zakładników.

Od samego początku wydawało mi się to bardzo wątpliwe i to z kilku powodów. Po pierwsze – wywiad izraelski, czyli Mosad, uchodzi za jeden z najlepszych, a może nawet najlepszy na świecie. Jest to między innymi skutkiem tego, że Żydowie żyją w diasporze, w związku z tym Mosad w każdym kraju, a jeśli nie w „każdym” to w takim, gdzie ta diaspora żydowska się znajduje, może mieć swoją agenturę. Po drugie – że co jak co, ale Strefa Gazy, z której Hamas wyprowadził swój „zaskakujący” atak, z całą pewnością jest naszpikowana izraelskimi agentami, niczym wielkanocna baba rodzynkami. Jeśli zatem – po trzecie – do przeprowadzenia tego „zaskakującego” ataku użyte były tysiące rakiet domowej roboty, to jest rzeczą niemożliwą, żeby argusowemu oku Mosadu umknęła taka masowa produkcja. W takiej sytuacji – po czwarte – jeśli Izrael stworzył wrażenie, jakby mu umknęła, to możliwe to było tylko dlatego, że ktoś nałożył Mosadowi czarne okulary, a uszy zalepił woskiem , niczym Odyseusz swoim marynarzom, kiedy chciał posłuchać śpiewu Syren.

Jedynym człowiekiem, który coś takiego mógł zrobić, by Beniamin Netanjahu, nad którym wtedy wisiała groźba wtrącenia do turmy – czego domagali się liczni demonstranci. Kierując się tedy – po piąte – starożytną, pełną mądrości rzymską sentencją: „is fecit, cui prodest” – co się wykłada, że ten zrobił, kto skorzystał, nieubłagany palec wskazuje nie tylko na premiera Beniamina Netanjahu, który dzięki temu nie tylko uniknął turmy, ale wkrótce stanął na czele „rządu jedności narodowej” bezcennego Izraela i nawet prezydent Józio Biden, który wcześniej kręcił nad nim nosem, po „zaskakującym” ataku Hamasu nie tylko przestał nosem kręcić, ale pogalopował do Izraela, by swojej umiłowanej duszeńce okazać „pełną solidarność”. Czegóż chcieć więcej? W takiej sytuacji – po szóste – wcale bym się nie zdziwił, gdyby się okazało, że tak naprawdę to nie żaden Hamas, tylko bezcenny Izrael, za pośrednictwem swojej agentury w Strefie Gazy doprowadził do tego uderzenia po to, by je następnie wykorzystać jako pretekst do aneksji tego terytorium.

No i właśnie w dniach ostatnich dziennik „Haaretz” doniósł, że premier Beniamin Netanjahu „wiedział” z góry o tym „zaskakującym” ataku Hamasu. Czy tylko „wiedział”, czy dlatego „wiedział” – bo go przygotował i zainicjował? Oczywiście sam zainteresowany temu zaprzecza, chociaż nie bardzo energicznie, a poza tym na taką możliwość wskazuje szczere niewątpliwie wyznanie Beniamina Netanjahu, że „czuje się związany” ideą „wielkiego Izraela”. Idea ta ma stary rodowód, z głębokiej starożytności, kiedy to jeszcze bogowie, a nawet sam Stwórca Wszechświata, układali się z różnymi ciekawymi ludźmi i zawierali z nimi przymierza. Opis takiego bliskiego spotkania III stopnia został zapisany w zbiorze żydowskich sag, zwanym Biblią. Czytam tam m.in. jak to Stwórca Wszechświata upodobał sobie w pewnym mezopotamskim koczowniku i ułożył się z nim, że jeśli ów koczownik będzie Go słuchał i wychwalał, to On, w nagrodę, uczyni go „ojcem wielkiego narodu”, któremu odda w arendę obszar „od wielkiej rzeki egipskiej do rzeki wielkiej, rzeki Eufrat”. Na tej podstawie Żydowie uważają się za faworytów Stwórcy Wszechświata i w ogóle – prawdziwych ludzi wśród istot człekopodobnych, wyciągają stąd wniosek, że ta wyjątkowa pozycja we Wszechświecie powinna kiedyś przełożyć się na panowanie, jeśli już nie nad Wszechświatem, to przynajmniej – nad Ziemią. Wstępem do tego – przynajmniej według premiera Beniamina Netanjahu – miałaby być realizacja idei „Wielkiego Izraela” – zgodnie z obietnicą nakreśloną przez Stwórcę Wszechświata.

Trzeba przyznać, że idea ta jest już całkiem zaawansowana. Dzięki wykorzystaniu siły amerykańskich twardzieli, którzy przed Żydami skaczą z gałęzi na gałąź, kraje leżące na tym obszarze został już w znacznym stopniu politycznie obezwładnione, więc następnym etapem powinna być aneksja. Jest atoli szkopuł w postaci złowrogiego Iranu, który realizowanie idei Wielkiego Izraela uważa za zagrożenie nie tylko dla siebie, ale i dla całego regionu. Toteż Beniamin Netanjahu nie byłby sobą, gdyby nie wpadł na pomysł wykorzystania w tym celu największego amerykańskiego twardziela w osobie prezydenta Donalda Trumpa.

Jak pamiętamy, wkręcił amerykańskiego prezydenta, chyba nawet „bez jego wiedzy i zgody” w tę wojnę, z której następnie zręcznie się wycofał, pozostawiając jej kontynuowanie Stanom Zjednoczonym. Prezydent Trump chyba już się zorientował, w jaką kabałę został wpakowany, ale sęk w tym, że nie bardzo wie, jak się z niej wymiksować. Ogranicza się więc do ogłaszania triumfalnych komunikatów, że złowrogi Iran już jest passe – ale cóż z tego, kiedy onże Iran nie tylko się odgrywa, obrzucając amerykańskie bazy w rejonie Bliskiego Wschodu swoimi ponaddźwiękowymi dzidami, ale w dodatku się odgraża, że zrobi coś jeszcze gorszego.

Wprawdzie Stany Zjednoczone mogłyby zniszczyć złowrogi Iran na tej samej zasadzie, co Feliks Dzierżyński, który każdego mógł aresztować – ale nie wiedzą, co na takie dictum powiedziałaby reszta świata. Wprawdzie w obronie demokracji można użyć nawet broni atomowej, ale w tym cały jest ambaras, że tą bronią dysponują nie tylko demokracji, ale również – wrogowie demokracji. Jak wrogowie demokracji i pokoju zareagowaliby na unicestwienie złowrogiego Iranu – tego nikt, łącznie z prezydentem Trumpem nie wie, więc rozsądek w tej sytuacji nakazuje zachowanie umiaru w niszczeniu. W rezultacie złowrogi Iran wykorzystuje swój atut w postaci blokady cieśniny Ormuz, w następstwie czego cena baryłki ropy naftowej znowu przekroczyła 100 dolarów, a z pewnością nie jest to ostatnie słowo.

W ten oto sposób, za sprawą sprytnego i co tu ukrywać – obrotnego premiera rządu jedności narodowej bezcennego Izraela Beniamina Netanjahu, cały świat został zmuszony do płacenia haraczu z tytułu „związania się” izraelskiego premiera z ideą „Wielkiego Izraela”. Czyż to nie początek żydowskiej władzy nad światem? A co będzie później? Strach pomyśleć.

Stanisław Michalkiewicz

Izraelski think tank. „Żydowski terroryzm” zagrożeniem dla państwa

Izraelscy żołnierze, fot. idf.il

Izraelski think tank. „Żydowski terroryzm” zagrożeniem dla państwa

16 września 2026 kresy/izraelski-think-tank-zydowski-terroryzm-zagrozeniem-dla-panstwa

Izraelski Instytut Studiów nad Bezpieczeństwem Narodowym uznał przemoc żydowskich osadników wobec Palestyńczyków za strategiczne zagrożenie dla państwa. W pierwszej połowie 2026 roku odnotowano 660 przestępstw na tle szowinistycznym, a zdecydowana większość śledztw prowadzonych w poprzednich latach nie kończyła się aktem oskarżenia. INSS domaga się skuteczniejszego egzekwowania prawa, likwidacji nielegalnych przyczółków osadniczych i odebrania broni osobom używającym jej niezgodnie z prawem.

16 września izraelski dziennik „Haaretz” poinformował o wydaniu przez Instytut Studiów nad Bezpieczeństwem Narodowym (INSS) drugiego w historii tej instytucji alertu strategicznego. Jeden z najważniejszych izraelskich ośrodków analitycznych ostrzegł, że przemoc żydowskich osadników wobec Palestyńczyków na Zachodnim Brzegu Jordanu przestała być lokalnym problemem i stała się zagrożeniem dla bezpieczeństwa, demokratycznego charakteru oraz międzynarodowej pozycji Izraela. Sam INSS określa to zjawisko jako „żydowski terroryzm”.

Alert wskazuje, że bezkarność sprawców prowadzi do osłabienia instytucji państwa i podważa zasadę jego monopolu na stosowanie siły. INSS zwraca również uwagę na niedostateczne egzekwowanie prawa oraz brak politycznego wsparcia dla służb zajmujących się przemocą na tle nacjonalistycznym.

Czytaj też: Atak na ekipę dziennikarzy i Palestynkę na okupowanym Zachodnim Brzegu [+VIDEO]

660 przestępstw w ciągu pół roku

W pierwszej połowie 2026 roku na Zachodnim Brzegu odnotowano 660 przestępstw popełnionych przez Żydów na tle szowinistycznym. Oznaczało to wzrost o 63 proc. w porównaniu z drugą połową 2025 roku. W atakach zginęło 6 Palestyńczyków, a 140 zostało rannych.

Problem wpływa również na funkcjonowanie izraelskich sił bezpieczeństwa. W niektórych jednostkach wojskowych nawet 80 proc. rejestrowanych zdarzeń ma dotyczyć przestępczości żydowskich nacjonalistów. Konieczność angażowania wojska w takie incydenty odciąga część sił od innych zadań związanych z bezpieczeństwem.

INSS zwrócił również uwagę na skalę nieskuteczności postępowań wobec sprawców. W latach 2005–2025 około 94 proc. śledztw dotyczących tego rodzaju zdarzeń zamknięto bez aktu oskarżenia, natomiast 3 proc. zakończyło się skazaniem.

Think tank ocenił, że utrzymywanie się takiej sytuacji sprzyja dalszej przemocy wobec Palestyńczyków i przejmowaniu ziemi. W alercie wskazano zarazem na brak wystarczającej reakcji ze strony władz.

INSS chce likwidacji nielegalnych przyczółków

Instytut zaapelował o jednakowe egzekwowanie prawa niezależnie od narodowości sprawców. Zaproponował również utworzenie wspólnego zespołu złożonego z przedstawicieli wojska, policji, kontrwywiadu, administracji cywilnej i prokuratury, który miałby zajmować się przemocą osadników.

INSS postuluje ponadto usunięcie 26 nielegalnych przyczółków osadniczych znajdujących się na obszarach Zachodniego Brzegu, gdzie sprawy cywilne pozostają w gestii Autonomii Palestyńskiej, a za bezpieczeństwo odpowiada Izrael.

Kolejnym postulatem jest odbieranie broni osobom wykorzystującym ją niezgodnie z prawem oraz skuteczne egzekwowanie zakazu wstępu Izraelczyków na obszary znajdujące się pod palestyńską administracją cywilną i kontrolą bezpieczeństwa.

Działania te mają również ograniczyć ryzyko załamania się struktur Autonomii Palestyńskiej. Taki rozwój wydarzeń mógłby doprowadzić do chaosu oraz dalszego wzrostu przemocy na Zachodnim Brzegu.

Przemoc osadników rzadziej obecna w izraelskich mediach

Spośród głównych izraelskich mediów alert szerzej opisał lewicowy dziennik „Haaretz”, którego udział w rynku wynosi kilka procent. Przemoc osadników wobec Palestyńczyków pozostaje na marginesie zainteresowania największych mediów w Izraelu, których relacje z Zachodniego Brzegu koncentrują się przede wszystkim na atakach Palestyńczyków na Izraelczyków.

INSS już w styczniu 2026 roku poświęcił temu problemowi osobną analizę. Ośrodek oceniał wówczas, że przemoc wobec Palestyńczyków przestała mieć charakter marginalny i lokalny, a liczba oraz skala ataków zwiększyły się szczególnie po 7 października 2023 roku.

Ponad 500 tys. żydowskich osadników

Izrael zajął Zachodni Brzeg Jordanu i Wschodnią Jerozolimę podczas wojny sześciodniowej w 1967 roku, a następnie rozpoczął budowę osiedli na przejętych terenach. Obecnie mieszka w nich ponad 500 tys. żydowskich osadników, których enklawy są chronione przez izraelskie wojsko.

Na Zachodnim Brzegu mieszka również około 3,5 mln Palestyńczyków. Obie grupy podlegają odmiennym systemom prawnym. Izraelscy osadnicy podlegają prawu izraelskiemu, natomiast Palestyńczycy prawu wojskowemu i palestyńskiej administracji w zakresie wynikającym z podziału terytorium.

Palestyńczycy uznają izraelskie osiedla oraz obecność wojskową niezbędną do ich ochrony za przeszkodę w utworzeniu własnego państwa na Zachodnim Brzegu.

Milczenie świata to współudział w zbrodni – cisza głośniejsza niż bomby

Bliski Wschód|Wywiad

Milczenie świata to współudział w zbrodni – cisza głośniejsza niż bomby

Przez Agnieszka Piwar 2026-09-09 piwar/milczenie-swiata-to-wspoludzial-w-zbrodni-cisza-glosniejsza-niz-bomby

Jestem ocalałą z ludobójstwa i na własne oczy widziałam koszmar, który spadł na Gazę. Widziałam domy zamienione w pył, rodziny pogrzebane pod gruzami i całe społeczeństwo rozrywane na strzępy (…)

– powiedziała Wejdan Abu Shammala, dziennikarka z Gazy, która w wyniku agresji Izraela straciła ponad dwustu członków rodziny.

Publikacja pochodzi z książki „Holokaust Palestyńczyków”, zawierającej wywiady z przedstawicieli narodu palestyńskiego, w tym świadkami ludobójstwa.

Agnieszka Piwar: Co robiłaś przed wybuchem wojny w Gazie?

Wejdan Abu Shammala: – Przed wybuchem wojny byłam studentką ostatniego roku studiów licencjackich na kierunku literatura angielska z dodatkową specjalizacją w tłumaczeniu na Uniwersytecie Al-Azhar w Gazie. Ale poza studiami byłam również freelancerką w kilku dziedzinach – zajmowałam się pisaniem treści, tłumaczeniem i pracą lektorską. Mam ponad trzyletnie doświadczenie zawodowe, współpracowałam z lokalnymi i międzynarodowymi organizacjami, w tym z agencją Sparkle Media i inicjatywą We Are Not Numbers.

Oprócz pracy freelancera byłam także trenerką pisania treści i pracy lektorskiej, szkoląc dziesiątki młodych ludzi w ramach inicjatyw wspieranych przez różne instytucje. Aktywnie uczestniczyłam w działaniach na rzecz wzmocnienia pozycji młodzieży i szkoleniach medialnych. Moje życie miało cel – nieustannie poszukiwałam możliwości rozwoju, uczestniczyłam w kursach z zakresu dziennikarstwa, prowadzenia programów telewizyjnych, przedsiębiorczości i wielu innych.

Dużo również udzielałam się jako wolontariuszka w organizacjach pozarządowych, takich jak AMIDEAST, Hult Prize czy Fundacja Młodzież Bez Granic. Koordynowałam wydarzenia, zarządzałam klubami studenckimi i tworzyłam treści cyfro we na potrzeby kampanii edukacyjnych i rzeczniczych. Moim celem nie było jedynie budowanie kariery, ale przede wszystkim służba na rzecz społeczności i bycie głosem pozytywnych zmian w Gazie.

Przed wojną żyłam jak młoda kobieta zdeterminowana, by się rozwijać, dawać innym i budować sensowną przyszłość – dla siebie i dla swojego narodu.

W jakich okolicznościach zostałaś ranna i jak udało ci się przetrwać ludobójstwo?

– W styczniu 2024 roku mieszkałam z rodziną w środkowej części Gazy. Do tego czasu naloty stały się nieustanne, a odgłosy izraelskich czołgów z każdym wieczorem były coraz głośniejsze. Podjęliśmy bolesną, ale w jakiś sposób dającą poczucie bliskości decyzję – spaliśmy wszyscy razem w salonie. Mówiliśmy sobie: „Jeśli mamy zginąć, to przynajmniej razem”.

Około 5:30 rano obudziłam się, by się pomodlić. Po modlitwie wróciłam na swoje miejsce przy oknie. Siedzieliśmy tam jako rodzina, rozmawiając cicho o naszym planie: gdy tylko wzejdzie słońce, spakujemy się i uciekniemy. Ostrzał był nieustanny. Niebo było pełne dronów, myśliwców i czarne go dymu.

Nagle pocisk uderzył w dom w pobliżu naszego. Eksplozja rozbiła okno obok mnie. Odłamki szkła spadły na moją głowę, raniąc mnie w skórę głowy. Zostałam ranna. Ale nie było czasu, by to przetworzyć – nie było czasu na strach, nie było czasu na ból. W tym momencie wszystko się zmieniło. Wiedzieliśmy, że musimy natychmiast uciekać.

Z krwią spływającą po twarzy, w pośpiechu pakowałam, co tylko dało się zabrać. Czołgi były już niebezpiecznie blisko. Do łączyliśmy do tysięcy wysiedlonych Palestyńczyków, idących przez ogień, nie wiedząc, dokąd zmierzamy – wiedząc tylko, że musimy przeżyć.

W jakich okolicznościach opuściłaś Gazę? Jak udało ci się dotrzeć do Europy i w jakim kraju obecnie mieszkasz?

– Opuściłam Gazę w niezwykle bolesnych i trudnych okolicznościach. Po sześciu miesiącach nieustannej wojny, bombardowań i zniszczeń udało mi się wydostać z tego miejsca, ale cała moja rodzina do dziś pozostaje uwięziona w Gazie – wciąż słyszą dźwięki nalotów, czołgów i dronów. Zostawienie ich było najbardziej rozdzierającą decyzją w moim życiu, ale to właśnie ich naleganie dało mi siłę. Chcieli, żeby przynajmniej jedno z nas ocalało i mogło zanieść nasz głos światu.

Jestem ocalałą z ludobójstwa i na własne oczy widziałam koszmar, który spadł na Gazę. Widziałam domy zamienione w pył, rodziny pogrzebane pod gruzami i całe społeczeństwo rozrywane na strzępy. W kwietniu 2024 roku opuściłam Gazę przez przejście graniczne w Rafah do Egiptu. Stamtąd udało mi się dotrzeć do Francji, gdzie obecnie mieszkam.

Celem mojego przyjazdu do Francji była próba wznowienia ostatniego roku studiów licencjackich, które zostały przerwane, gdy na początku wojny zamknięto wszystkie szkoły i uniwersytety w Gazie. To nie była tylko podróż w fizycznym znaczeniu tego słowa – to była rana emocjonalna, którą noszę każdego dnia. Nie chciałam wyjeżdżać. Nie planowałam wyjazdu. Jednak to zrobiłam, niosąc na barkach ciężar mojego narodu i nadzieję, że będę mogła opowiedzieć naszą historię.

Nawet teraz żyję z traumą, z poczuciem winy ocalałej i z lękiem. Ale żyję też z poczuciem celu. Jestem tutaj, by być świadkiem.

Co robisz teraz, mieszkając w bezpiecznej Europie?

– Mieszkając dziś w Europie, prowadzę dwa równoległe życia: to widzialne, w którym próbuję się odbudować, oraz to niewidzialne, w którym wciąż noszę Gazę w sercu i umyśle.

Staram się wznowić moją przerwaną ścieżkę akademicką. Po tym jak wojna zmusiła uniwersytety w Gazie do zamknięcia, przyjechałam do Francji z nadzieją ukończenia ostatniego roku studiów licencjackich. Jednak emocjonalnie wojna dla mnie się nie skończyła. Wciąż żyję w jej cieniu – z traumą, lękiem i nieustannym niepokojem o moją rodzinę, która wciąż przebywa w Gazie i jest pod ostrzałem.

Współpracuję z organizacjami medialnymi i platformami rzeczniczymi, aby wzmacniać głos Palestyńczyków. Pisałam i  publikowałam artykuły w renomowanych międzynarodowych mediach, takich jak „We Are Not Numbers” i „Washington Report”, w których dokumentuję codzienne zmagania i niezwykłą odporność Palestyńczyków żyjących pod okupacją.

Chcę, aby Polacy zrozumieli skalę okrucieństwa izraelskie go okupanta, dlatego muszę zapytać cię o śmierć twoich bliskich. Ilu członków twojej rodziny zostało rannych lub zabitych w Gazie? W jakich okolicznościach to się stało?

– Straciłam ponad 200 członków mojej dalszej rodziny w Gazie. Tak – ponad 200 ludzkich istnień zostało odebranych w ciągu zaledwie kilku tygodni. Całe rodziny przestały istnieć w wyniku jednego nalotu. Ginęli we śnie, inni podczas ucieczki. Ich je dyną „zbrodnią” było to, że byli Palestyńczykami i żyli w Gazie.

Jednym z najbardziej rozdzierających serce faktów jest to, że wielu z nich nigdy nie doczekało się godnego pogrzebu. Nie którzy wciąż znajdują się pod gruzami. To nie były numery – to byli nauczyciele, uczniowie, właściciele sklepów, matki i dzieci.

Ból nie wynika tylko z samego zabijania, lecz również z tego, że świat pozostał obojętny. A wszyscy ci, którzy przeżyli w Gazie, nadal żyją, nękani bombardowaniami. Cierpią z powodu ran fizycznych i głębokich blizn emocjonalnych, które być może nigdy się nie zagoją. Noszę tę stratę każdego dnia. Mówię w ich imieniu, ponieważ oni już nie mogą. Pamiętam o nich, aby świat o nich nie zapomniał.

Jak wygląda codzienne życie ludzi w Gazie dzisiaj? Co jedzą? Gdzie się ukrywają?

– Codzienne życie w Gazie to koszmar, który nigdy się nie koń czy. To nie jest życie – to walka o przetrwanie, godzina po godzinie. Ludzie budzą się, nie wiedząc, czy oni albo ich dzieci dożyją następnego dnia. Każdą chwilę przysłania dźwięk dronów, bombardowań i krzyków rannych.

Nie ma czystej wody. Jedzenie jest prawie niemożliwe do zdobycia. Ludzie jedzą paszę dla zwierząt, trawę lub – jeśli mają szczęście – kawałki czerstwego chleba. Niedożywienie jest powszechne, zwłaszcza wśród dzieci. Mleko, lekarstwa i mleko modyfikowane dla niemowląt to luksusy, do których większość rodzin nie ma już dostępu.

Codzienne życie w Gazie nie jest żadnym życiem – to po wolna śmierć. Ludzie umierają z głodu, zimna, od ran, które ni gdy nie zostają opatrzone. Nie ma jedzenia, czystej wody ani lekarstw. Izrael całkowicie zamknął przejścia graniczne, blokując dopływ pomocy humanitarnej. Nic nie wolno wwozić – nawet mąki czy mleka dla niemowląt. Oblężenie jest całkowite.

Rodzice gotują zioła i przyprawy w wodzie, żeby ich dzieci miały choćby iluzję tego, że coś zjadły. Głód jest realny i zabija – zwłaszcza dzieci i osoby starsze.

Nie ma schronienia. Domy zostały zrównane z ziemią. Obozy dla uchodźców zamieniły się w masowe groby. Ludzie ukrywają się w zbombardowanych budynkach, w namiotach zrobionych z plastikowych folii, albo śpią pod gołym niebem. Nocami zimne wiatry przeszywają te prowizoryczne schronienia, a bez koców i opału rodziny marzną.

Nawet szpitale – a raczej to, co z nich zostało – nie funkcjonują. Operacje przeprowadza się bez znieczulenia. Ranni leżą na podłogach, czekając na pomoc, która nigdy nie nadchodzi.

Oto dzisiejsza Gaza: miejsce, gdzie śmierć przychodzi z nie ba, przez głód, przez zakażenia, przez obojętność. A świat pa trzy. Okrucieństwo nie polega jedynie na bombach – to także celowe głodzenie, blokada i odmowa prawa do życia w godności.

Nie ma już żadnych bezpiecznych miejsc. Szkoły, szpitale, meczety, kościoły, schrony ONZ – wszystkie zostały zbombardowane. Ludzie ukrywają się w zawalonych budynkach, na miotach zrobionych z plastiku i koców, albo – jeśli mogą – pod ziemią. Wielu mieszka na ulicy, wystawionych na działanie żywiołów, mając za jedyną ochronę modlitwę.

Gaza stała się nie do poznania. To cmentarzysko, obóz wy pędzonych dusz.

Jaka jest sytuacja dziennikarzy w Gazie? Ilu z nich zginęło podczas relacjonowania wojny?

– Dziennikarze w Gazie pracują w jednych z najbardziej nie bezpiecznych warunków, jakie można sobie wyobrazić. Od początku konfliktu w październiku 2023 roku region ten stał się najgroźniejszym miejscem na świecie dla pracowników mediów.

Od października 2023 roku zginęło ponad 200 dziennikarzy – większość z nich to Palestyńczycy – a wielu innych zostało ciężko rannych podczas relacjonowania wojny. To najwyższa liczba dziennikarzy zabitych w jakimkolwiek konflikcie we współczesnej historii.

Dziennikarze byli celem ataków, a według doniesień niektórzy zginęli w wyniku uderzeń dronów, mimo że byli wyraźnie oznaczeni jako przedstawiciele prasy. Armia izraelska została oskarżona o próby tuszowania tych incydentów oraz o przerzucanie winy na samych dziennikarzy, co budzi poważne obawy o wolność prasy i odpowiedzialność za popełnione zbrodnie.

Sytuację dodatkowo pogarsza fakt, że zagraniczni dzienni karze nie mają dostępu do Gazy – Izrael zakazał wjazdu mediom z zewnątrz. Cały ciężar informowania świata spoczywa więc na lokalnych reporterach, którzy sami są ofiarami wojny – doświadczają wysiedlenia, tracą członków rodzin i domy.

Pomimo tych ogromnych trudności, dziennikarze w Gazie nadal relacjonują wydarzenia z odwagą i poświęceniem.

Jedną z ofiar był palestyński dziennikarz Iman Jid, który pracował dla „Al-Quds Today”. Został zabity 25 grudnia 2024 roku, gdy czekał przed szpitalem w obozie dla uchodźców na narodziny swojego pierwszego dziecka. Jego żona, będąc w trakcie porodu, nie wiedziała o jego śmierci. Czy wiadomo, co obecnie dzieje się z żoną i dzieckiem tego dziennikarza?

– Niestety, nie mam żadnych konkretnych informacji na temat obecnej sytuacji jego żony i dziecka. Jak w przypadku wielu rodzin w Gazie, zwłaszcza tych, które straciły bliskich, niezwykle trudno jest śledzić losy poszczególnych osób lub utrzymywać kontakt z powodu zniszczeń, masowych przesiedleń i braku łączności.

To, co wiem, to fakt, że ich historia nie jest wyjątkiem – jest bolesnym przykładem cierpienia, które tak wiele rodzin prze żywa w milczeniu. Mam nadzieję, że jego żona i dziecko są bezpieczni, i że pewnego dnia dowiedzą się, jak odważny i oddany był w mówieniu prawdy – nawet w obliczu śmierci.

Wśród ofiar nalotów znalazło się również wielu profesorów, nauczycieli, naukowców i lekarzy. Czy możesz podać kil ka nazwisk?

– W wojnie przeciwko Gazie izraelski okupant atakował nie tylko domy i ludność cywilną, ale także celowo uderzał w lekarzy, profesorów uniwersyteckich i naukowców – jednych z najjaśniejszych umysłów i najbardziej wartościowych członków palestyńskiego społeczeństwa. Ci ludzie nie byli tylko nauczyciela mi – byli budowniczymi przyszłości Gazy. Kształcili studentów, prowadzili ważne badania i działali na rzecz swoich społeczności, mimo ogromnych ograniczeń i wieloletniego oblężenia.

Wśród tych, których tragicznie straciliśmy, był dr Rifaat Al-Arar – szanowany profesor literatury angielskiej i dziennikarstwa, który osobiście szkolił mnie w zakresie sztuki dziennikarskiej i inspirował swoją pasją. Jego wpływ na moją pracę – i na setki studentów takich jak ja – był ogromny. Jego zamordowanie to nie tylko osobista strata, ale również cios dla całej edukacji w Gazie.

Ci ludzie byli w salach wykładowych, bibliotekach i laboratoriach. Ich celowe zabijanie to atak na wiedzę, postęp i nadzieję dla przyszłych pokoleń Palestyńczyków.

Co oznacza ich śmierć dla przyszłości Gazy?

– Śmierć intelektualistów, lekarzy, profesorów i naukowców z Gazy to rana, która będzie się goić przez pokolenia. Ci ludzie byli nie tylko ekspertami w swoich dziedzinach – stanowili filary naszego społeczeństwa, nosili w sobie wizję, wiedzę i umiejętności niezbędne do odbudowy zniszczonej ziemi.

Ich strata to nie tylko utrata wiedzy – to również utrata mentorów, liderów i nadziei. Kiedy ginie profesor, setki studentów tracą swojego przewodnika. Gdy umiera lekarz, społeczność traci swojego uzdrowiciela. Gdy milknie pisarz, cały naród traci część swojego głosu.

Dla przyszłości Gazy to katastrofa. Oznacza to, że opłakujemy nie tylko teraźniejszość, ale że odbiera się nam również przyszłość. Odbudować szpitale i szkoły jest trudno, ale jeszcze trudniej odbudować umysły i ducha tych, którzy nimi kierowali.

Wojna w Gazie szczególnie brutalnie dotknęła dzieci. Wiele z nich zostało zabitych, inne zostały ciężko ranne lub trwale okaleczone. Tysiące straciły rodziców, domy i jakiekolwiek poczucie bezpieczeństwa. Każde dziecko w Gazie nosi w sobie głęboką traumę, której żadne dziecko na świecie nie powinno doświadczyć. Choć to pytanie może wydawać się banalne w obliczu takiego cierpienia, właśnie dlatego je zadaję – czy możesz podzielić się przykładem, o czym marzą palestyńskie dzieci dorastające pośród ruin i gruzów?

– Palestyńskie dzieci w Gazie już nie marzą o zabawkach, wakacjach czy urodzinach. One marzą o jedzeniu, cieple i bezpieczeństwie. Marzą o ciszy – choćby jednej nocy bez bomb. Marzą o chipsach, czystej wodzie i o tym, by móc zasnąć bez strachu.

Trzy dni przed rozpoczęciem krótkiego zawieszenia broni w końcu udało mi się porozmawiać z rodziną po tygodniach całkowitej ciszy. Internet był odcięty tak długo, że nie wiedziałam, czy oni w ogóle żyją. Gdy zadzwoniłam, to co usłyszałam, złamało mi serce. Mój ojciec powiedział, że nie jedli mięsa od czterech miesięcy, a w sklepach nie było już żadnego jedzenia. Mówił, że nawet wyjście z domu, by czegoś poszukać, groziło śmiercią, bo bomby spadały wszędzie.

Kiedy rozmawiałam z moim małym bratem, powiedział tylko: „Kiedy wrócisz do Gazy, chcę tylko chipsy”. Tylko chipsy. Nie zabawkę, nie iPada – po prostu małą paczkę chipsów. Tyle wojna zrobiła z marzeniami dziecka.

W sercu noszę takie wspomnienie z moją 5-letnią siostrą Farah i 3-letnim bratem Aboud. Pewnej nocy, podczas silnych nalotów w pobliżu naszego domu, oboje obudzili się z krzykiem. Mama przytuliła Abouda, ja mocno objęłam Farah. Szeptałam: „Nie martw się, nic ci się nie stanie. Jesteśmy tutaj”. Ale w głębi duszy wiedziałam, że nie mogę jej tego obiecać.

I wtedy Farah zapytała mnie o coś, co mnie złamało: „Wejdan, czy izraelskie wojsko bombarduje księżyc i gwiazdy tak jak nas?”. Chciałam płakać. Chciałam krzyczeć. Ale trzymałam się i odpowiedziałam: „Nie, kochanie. Księżyc i gwiazdy są bezpieczne. Ty też będziesz bezpieczna”.

Odwracałyśmy ich uwagę telefonem, próbując zagłuszyć dźwięki bomb. Taka jest rzeczywistość dzieci w Gazie. One nie marzą o Disneylandzie – one marzą o kromce chleba. Nie boją się potworów spod łóżka – boją się rakiet nad głową.

Jakie uczucia towarzyszą Ci, gdy widzisz obojętność lub brak reakcji świata na cierpienie Gazy?

– To jeden z najbardziej bolesnych aspektów całego tego do świadczenia – patrzeć, jak świat milczy, podczas gdy Gaza płonie. Czuję złamane serce. Wściekłość. Zdradę. Są momenty, kiedy pytam siebie: ile jeszcze dzieci musi umrzeć? Ile rodzin musi przestać istnieć, zanim świat powie: „Dość”?

Ta obojętność boli niemal tak samo jak bomby. Widzieć, jak ludzie przewijają nasze cierpienie, jak kolejny nagłówek w mediach, słyszeć, jak rządy usprawiedliwiają ludobójstwo pustymi słowami o „samoobronie” – to sprawia, że czuję się niewidzialna, odczłowieczona, wymazana.

Co chciałbyś powiedzieć ludziom, którzy żyją w pokoju i nie potrafią sobie wyobrazić, przez co przechodzą osoby w strefach wojny? Jakie konkretne działania – nawet najmniejsze – mogą podjąć, aby pomóc, okazać wsparcie i przyczynić się do zakończenia tego cierpienia?

– Jeśli żyjesz w pokoju, nie pozwól, by ten pokój stał się klatką, która odcina cię od cudzej krzywdy.

Być może nigdy naprawdę nie zrozumiesz, co znaczy żyć pod bombami, spać z rodziną w jednym pokoju, żeby w razie śmierci odejść razem, a nie samotnie. Być może nigdy nie poczujesz strachu towarzyszącego poszukiwaniu chleba, wiedząc, że w każdej chwili może zabić cię dron. I modlę się, byś nigdy tego nie doświadczył.

Co możesz zrobić? Możesz wybrać, by przejmować się głośno. Podnieś głos, gdy nasz jest uciszany. Bojkotuj firmy, które finansują naszych oprawców. Protestuj. Pisz. Wspieraj finansowo. Mów. Nie akceptuj tłumaczenia, że „to zbyt skomplikowane, by się opowiedzieć po którejś stronie”. Prawda nie jest skomplikowana.

Bombardowane są dzieci. Rodziny głodują. Cały naród jest wymazywany – a twoje milczenie nie jest neutralne.

Gdyby twoje własne dziecko poprosiło cię o chipsy po czterech miesiącach głodu, albo twoja siostra zapytała, czy księżyc i gwiazdy też są bombardowane tak jak my – czy wciąż byś milczał?

Nie potrzebujemy twojego współczucia. Potrzebujemy twojej odwagi. Potrzebujemy, byś poczuł się niekomfortowo. Potrzebujemy, byś kochał sprawiedliwość bardziej niż wygodę.

Bo nawet najmniejszy gest – podzielenie się prawdą, zajęcie stanowiska w rozmowie, odmowa normalizowania ludobójstwa – może wstrząsnąć światem.

Kiedy spotkałam Cię osobiście i zamieniłyśmy kilka słów w Brukseli, zauważyłam, że jesteś niezwykle wrażliwą i delikatną kobietą, a jednocześnie niesamowicie silną. Skąd czerpiesz siłę, by radzić sobie z bólem po stracie bliskich i przyjaciół? Skąd bierzesz odwagę, by z taką determinacją walczyć o prawdę?

– Dziękuję za Twoje ciepłe słowa. Prawda jest taka, że nie czuję się silna. Czuję się złamana każdego dnia. Noszę w sobie rany, których nikt nie widzi. W moim wnętrzu są blizny, które nigdy się nie goją, sceny, których nigdy nie zapomnę, i dusza, która próbuję się nie rozsypać. Noszę w pamięci obrazy wypalone bólem – chwile przerażenia, straty i bezsilności, które nawiedzają mnie w ciszy.

Moja siła nie pochodzi z braku strachu – ona rodzi się z bólu. Z żałoby. Z tego, że byłam świadkiem tylu strat, że milczenie stało się nie do zniesienia.

Niosę ciężar historii, które muszą zostać opowiedziane, imion, które nie mogą zostać zapomniane, i głosów, które ucichły zbyt wcześnie.

Siłę znajduję w odpowiedzialności, którą czuję – by mówić w imieniu tych, którzy już nie mogą. Za każdym razem, gdy piszę, ocalam pamięć. Za każdym razem, gdy mówię, stawiam opór wymazaniu.

Odwaga, którą widzisz, jest zbudowana z popiołów i determinacji. A siłę czerpię z samej Gazy – z ziemi, z ludzi, z historii zakopanych pod gruzami. Jestem im winna mój głos.

===============================================

Rozmowa została przeprowadzona na przełomie kwietnia i maja 2025 roku.

fot. zrzut ekranu YouTube / European Palestinian Network

wsparcie mojego dziennikarstwa

Liberalni syjoniści to źli gnojkowie. Czemu ???

Liberalni syjoniści to źli gnojkowie

Podczas niedawnego wystąpienia w Hampton Institute Hillary Clinton stwierdziła, że ​​„pierwszym i najważniejszym” przewinieniem Benjamina Netanjahu jest szkoda, jaką wyrządził Izraelowi i jego reputacji.

Caitlin Johnstone 6 września 2026 r. caitlinjohnstone-au/liberal-zionists-are-evil-shitbags

===========================================

Podczas niedawnego wystąpienia w Hampton Institute Hillary Clinton stwierdziła , że ​​„pierwszym i najważniejszym” przewinieniem Benjamina Netanjahu jest szkoda, jaką wyrządził Izraelowi i jego reputacji.

„Nikt nie powinien mieć wątpliwości, jak poważnie Netanjahu zaszkodził, przede wszystkim, Izraelowi” – ​​powiedziała Clinton. „A po drugie, postrzeganiu Izraela przez ludzi nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale na całym świecie, i to musi zostać naprawione”.

Szczególnie mocno naciskała na tę część „najważniejszego” podczas mówienia. Naprawdę mocno w nią włożyła jajniki.

To jest liberalny syjonizm w pigułce. Problemem nie jest Izrael niszczący życie Palestyńczyków, ale Benjamin Netanjahu niszczący wizerunek publiczny Izraela. Problemem nie jest samo ludobójstwo, ale to, że ludobójstwo szkodzi izraelskim interesom wizerunkowym.

Nie obchodzi ich ludzkie cierpienie. Nie interesują ich prawa człowieka. Zależy im tylko na kontrolowaniu narracji.

Widzieliśmy to zilustrowane kilka lat temu w tyradzie ówczesnego sekretarza stanu Antony’ego Blinkena, który narzekał na to, jak krążące w internecie filmy z izraelskimi okrucieństwami „zdominowały narrację” i mają „bardzo, bardzo trudny wpływ na narrację”.

Problemem nie jest to, co się dzieje, ale HISTORIA ludzi na temat tego, co się dzieje. Całe to ludobójstwo, czystki etniczne, apartheid i nadużycia byłyby w porządku, gdyby syjoniści mogli kontrolować narrację, jaką ludzie na ten temat opowiadają. Benjamin Netanjahu jest nielubiany nie dlatego, że jest ludobójczym potworem, ale dlatego, że jego ludobójcza potworność utrudnia skuteczne administrowanie propagandą imperialną.

[filmik w oryg. md]

Pośród okrucieństwa administracji Trumpa łatwo zapomnieć, że lwia część zabójstw w Strefie Gazy miała miejsce za rządów Joe Bidena. Łatwo zapomnieć o kłamstwach Bidena o zdjęciach ściętych niemowląt i jego fałszywych twierdzeniach , że dane Ministerstwa Zdrowia Gazy dotyczące zgonów są niewiarygodne. Łatwo zapomnieć o tym, jak rzecznik Departamentu Stanu Matthew Miller zawsze wykręcał się od pytań na galerii prasowej o ludobójstwo z ohydnym uśmieszkiem na twarzy . Łatwo zapomnieć o wszystkich uczestnikach DNC, którzy zasłaniali uszy , gdy demonstranci przeciwko ludobójstwu wymieniali nazwiska palestyńskich dzieci zamordowanych przez Bidena w Strefie Gazy.

W pełni zaakceptowali ludobójstwo Izraela. Rozkoszowali się nim.

A teraz, tuż przed wyborami uzupełniającymi, byli wysocy rangą urzędnicy Bidena powiedzieli prasie , że żałują, iż nie zrobili więcej, aby powstrzymać masową rzeź militarną Netanjahu. 

Taki był plan od zawsze. Zawsze wiedzieli, że mogą po prostu dać Izraelowi wszystko, czego zapragnie, a potem krzyknąć: „Ups! Popełniliśmy błąd!”, żeby ukryć swoje dziedzictwo po popełnieniu zbrodni. I teraz właśnie to robią. Zaplanowali to, gdy bomby były już wysyłane.

Dzieje się tak, gdy Demokraci z Izby Reprezentantów pomagają Republikanom uchwalić dwupartyjny projekt ustawy , który w istocie zmusza amerykańskie uniwersytety do partnerstwa z państwem Izrael, pozbawiając je funduszy federalnych, jeśli podejmą decyzję o wycofaniu inwestycji z tworu syjonistycznego. 

A teraz czołowi izraelscy urzędnicy otwarcie mówią, że nadszedł czas na dokończenie czystek etnicznych w Strefie Gazy, a minister obrony Israel Katz i minister bezpieczeństwa narodowego Itamar Ben-Gvir promują w ostatnich dniach plan masowej czystki. Wszystko to stało się możliwe dzięki celowemu zniszczeniu Strefy Gazy przy pełnym poparciu Partii Demokratycznej.

Tacy właśnie są. Nigdy nie pozwól im o tym zapomnieć.

Liberalni syjoniści to po prostu zwolennicy Izraela, którzy chcą, by cieszył się on większym poparciem społecznym. Pragną atrakcyjnego, czarującego Izraela w stylu Obamy, który dyskretnie morduje i znęca się nad Palestyńczykami, jednocześnie propagując mit „rozwiązania dwupaństwowego” i wygłaszając kwieciste hasła o równości i pokoju. Nie znoszą dzisiejszego Izraela w stylu Trumpa, który nie stara się ukryć swojej sadystycznej natury.

[filmiki opuszczam md]

Niestety dla nich, dzisiejszy Izrael jest jedynym Izraelem w menu. Okazuje się, że nie da się stworzyć rasistowskiego państwa opartego na rasistowskiej ideologii bez zdominowania go przez jawnych i głośnych rasistów. Izrael w stylu Trumpa, który dał początek Netanjahu, Ben Gwirowi i Smotriczowi, jest naturalnym ukoronowaniem wszystkiego, czym Izrael jest i zawsze był.

Nie ma powrotu. Twoja liberalna maska ​​miłego faceta nigdy więcej nie zakryje twarzy Izraela. Świat na zawsze zobaczy projekt syjonistyczny takim, jakim jest. Ta pasta do zębów nigdy nie wróci do tubki.

Teraz wystarczy, że świat zjednoczy się, by zlikwidować ludobójcze państwo apartheidu. Bo wszyscy wiemy, że to trzeba zrobić.

Izrael niszczy dowody ludobójstwa w Strefie Gazy

Caitlin Johnstone

Izrael niszczy dowody ludobójstwa w Strefie Gazy

Państwo Izrael powinno mieć na swojej fladze buldożer Caterpillar D9

==================================================

Caitlin Johnstone 7 września 2026 r. caitlinjohnstone-au/israel-is-destroying-evidence-of-genocide-in-gaza

==================================================

Pamiętacie, jak ciągle słyszeliśmy, że oficjalna liczba ofiar śmiertelnych w Strefie Gazy jest zaniżona, bo tysiące ciał jest uwięzionych pod gruzami?

Cóż, wygląda na to, że Izrael przemieszał te szczątki wraz z gruzami, niszcząc w ten sposób dowody ludobójstwa.

Drop Site News informuje :

Palestyńskie Centrum ds. Osób Zaginionych i Przymusowo Zaginionych oskarżyło Izrael o niszczenie dowodów, które mogłyby umożliwić identyfikację tysięcy Palestyńczyków pochowanych pod gruzami Gazy lub ujawnić los osób przymusowo zaginionych.

Centrum informuje, że siły izraelskie codziennie usuwają setki ton gruzu ze zniszczonych dzielnic w zamkniętych strefach wojskowych. Jego rozkruszenie i usunięcie mogłoby doprowadzić do rozdrobnienia ludzkich szczątków, zmieszania ich z gruzem i odpadami, zatarcia lokalizacji miejsc pochówku oraz zniszczenia DNA i innych dowodów kryminalistycznych.

Około 7000 Palestyńczyków nadal uznaje się za zaginionych w Strefie Gazy, w tym około 4000–5000 osób jest prawdopodobnie uwięzionych pod ruinami.

„Te miejsca to nie tylko odpady budowlane” – ostrzegło centrum. Zaapelowało o pilną interwencję ONZ i Czerwonego Krzyża, dostęp dla ekip ratowniczych i kryminalistycznych oraz niezależny nadzór nad usuwaniem gruzu w przyszłości.

W zeszłym miesiącu raport Euro-Med Human Rights Monitor oszacował, że „co najmniej 10 milionów ton gruzu zostało usuniętych, skruszonych lub przeniesionych z ich pierwotnych miejsc na obszarach znajdujących się pod bezprawną kontrolą wojskową Izraela”.

„W ostatnich tygodniach Euro-Med Monitor śledził codziennie prawie 100 izraelskich ciężarówek opuszczających Strefę Gazy z gruzami” – czytamy w raporcie. „Ciężarówki te przewożą gruz do nieujawnionych miejsc w Izraelu i dalej na południe od okupowanego Zachodniego Brzegu. Władze Izraela nie podały szczegółów dotyczących ilości usuwanego materiału, tras, miejsc docelowych ani sposobu jego wykorzystania. Nie zezwoliły również na niezależny nadzór nad sortowaniem, ważeniem ani procesem transportu. Ten brak przejrzystości znacznie utrudnia śledzenie transportowanego materiału, identyfikację dowodów lub odzyskanie ewentualnych szczątków ludzkich”.

Euro-Med Monitor zauważa, że ​​usunięcie to nastąpiło w czasie, gdy Izrael jest wciąż objęty dochodzeniem Międzynarodowego Trybunału Karnego w sprawie zbrodni ludobójstwa, dodając, że Statut Rzymski uznaje „niszczenie, manipulowanie lub utrudnianie gromadzenia dowodów” za czyny przestępcze, które utrudniają wymierzanie sprawiedliwości przez MTK, jeśli są dokonywane umyślnie.

W sprawie ludobójstwa RPA przeciwko Izraelowi przed Międzynarodowym Trybunałem Sprawiedliwości sąd orzekł , że „Państwo Izrael podejmie skuteczne środki w celu zapobieżenia zniszczeniu i zapewnienia zachowania dowodów związanych z zarzutami dotyczącymi czynów objętych zakresem artykułu II i artykułu III Konwencji o zapobieganiu i karaniu zbrodni ludobójstwa przeciwko członkom grupy palestyńskiej w Strefie Gazy”.

Zobowiązania te są ewidentnie ignorowane, gdyż Izrael stara się ukryć dowody swoich zbrodni.

[nie kopiuję filmików. Są w oryginale. md]

W niedzielę Palestyńczycy w Strefie Gazy zorganizowali masowy pogrzeb około 100 osób, w tym 60 dzieci. Osoby te nie zostały zabite niedawno; masowy pogrzeb odbył się, ponieważ ich ciała odnaleziono spod gruzów zniszczonych budynków w dzielnicy Zeitoun w Strefie Gazy.

Właśnie tego typu wydarzeniom stara się zapobiec Izrael, oczyszczając kraj ze zniszczeń będących pozostałością po ludobójczym ataku.

Zazwyczaj nie myśli się o sprzęcie budowlanym jako o narzędziu ludobójstwa, ale w okupowanej Palestynie właśnie do tego służy ten sprzęt. Używają go do burzenia domów. Do grzebania ofiar. Do ukrywania dowodów.

Państwo Izrael powinno mieć na swojej fladze buldożer Caterpillar D9.

Odkryto niemieckie finansowanie osiedli syjonistycznych. Powstają one tam, gdzie Palestyńczyków pozbawiono WODY.

Żołnierze Izraela strzegą żydowskiego osadnika, który rzuca kamieniami w Palestyńczyków zgromadzonych na zbiorze oliwek, Zachodni Brzeg, październik 2025r.

Odkryto niemieckie finansowanie osiedli syjonistycznych

Przez Kit Klarenberg

Pod przykrywką instytucji akademickich, rząd niemiecki potajemnie przekazywał miliony euro w latach 2017-2021 na wysoce dyskryminacyjny projekt, który ułatwiał rozbudowę osiedli syjonistycznych na okupowanym Zachodnim Brzegu. Pod jego auspicjami, fundusze publiczne i wyniki badań naukowych zostały wykorzystane na zasadniczo nielegalne i niemoralne przedsięwzięcie, stanowiące rażące naruszenie międzynarodowych zobowiązań Berlina, a także krajowych ograniczeń dotyczących badań naukowych. Ten wcześniej nieznany skandal to tylko jeden z aspektów otwartego i ukrytego wspierania przez Niemcy rozbudowy osiedli syjonistycznych i całkowitej zagłady Palestyny.

Oto szokujące wyniki wspólnego śledztwa trzech niemieckich organizacji studenckich działających na rzecz Palestyny, w tym „Not In Our Name”, „Academic Opposition” i „Academic Boycott Campaign Germany”. Ich raport to przełomowe dzieło, które krytycznie analizuje badania nad wodą finansowane przez państwo niemieckie we współpracy z instytucjami akademickimi syjonistycznego tworu. Ujawnia on cichy spisek o ogromnych rozmiarach, w który zaangażowanych jest kilka państwowych i quasi-państwowych instytucji w Berlinie i Tel Awiwie, finansujących badania naukowe na pozornie nieszkodliwych obszarach, ale które bezpośrednio sprzyjają syjonistycznym czystkom etnicznym i wywłaszczaniu ziemi w całej Palestynie.

Śledztwo koncentruje się na pojedynczym projekcie znanym jako „MedWater”, który powstał w wyniku tajnego sojuszu między niemieckim a izraelskim środowiskiem akademickim. Przez cztery lata Berlin finansował konsorcjum koordynowane przez Politechnikę Berlińską oraz uniwersytety w Getyndze i Würzburgu kwotą 1 818 348 euro. Cel został pomyślnie osiągnięty – opracowanie narzędzia do modelowania symulującego skutki dodawania lub usuwania wody ze studni. Funkcjonalność ta została zdefiniowana w bezpośrednich konsultacjach z izraelskimi władzami wodnymi, a gotowy produkt został dostarczony do krajowego przedsiębiorstwa wodociągowego w Tel Awiwie.

Syjoniści mają na oku starożytny zbiornik wodny w Dolinie Jordanu na Zachodnim Brzegu.

Narzędzie identyfikuje idealne lokalizacje do budowy nowych studni na obszarze, gdzie palestyńskie źródła wody są systematycznie niszczone, a Palestyńczykom odmawia się pozwoleń na wiercenie nowych studni. Jednolita część wód podziemnych znany jako Zachodni Górski Zbiornik jest największym i najbardziej produktywnym zbiornikiem wspólnym dla Izraela i okupowanego Zachodniego Brzegu. Palestyńczycy byli całkowicie nieobecni na sesjach roboczych projektu MedWater, które odbyły się w nielegalnie okupowanej Jerozolimie, i nie ma żadnych dostrzegalnych sposobów, w jakie Palestyńczycy mogliby lub mogliby skorzystać z tego projektu.

I to pomimo faktu, że konsorcjum otwarcie oświadczyło w wnioskach składanych niemieckim ministerstwom, że jego narzędzie ma na celu realizację szóstego Celu Zrównoważonego Rozwoju ONZ: „Osiągnięcie powszechnego i równego dostępu do bezpiecznej i niedrogiej wody pitnej dla wszystkich do 2030 roku”. Ukończony system MedWater został zaprezentowany na konferencji w Berlinie w październiku 2020 roku. Podczas publicznej demonstracji obliczono między innymi wpływ budowy czterech nowych studni w prowincji Hebron na Zachodnim Brzegu. Tylko osadnicy syjonistyczni mogli urzeczywistnić tę wizję w praktyce – o czym konsorcjum doskonale wiedziało.

Jeszcze bardziej obciążający jest fakt, że po zakończeniu projektu narzędzie zostało przekazane izraelskiej państwowej spółce wodociągowej Mekorot, która zarządza studniami w osiedlach syjonistycznych na Zachodnim Brzegu. Z kolei Palestyński Urząd Wodociągów, początkowo wymieniony jako partner MedWater, nie otrzymał żadnego kontraktu na podwykonawstwo i nie jest dziś publicznie wymieniony wśród beneficjentów. Nieujawnione wówczas i milcząco ukrywane od tamtej pory, to tylko jeden z niewytłumaczalnych sposobów, w jaki Niemcy wspierają syjonistyczne przedsięwzięcie, rozpoczęte już w 1967 roku, nastawione na ludobójstwo.

„Prawie niemożliwe”

W swojej opinii doradczej z lipca 2024 r. Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości jednoznacznie orzekł, że wszystkie państwa mają obowiązek „dokonywać rozróżnienia między terytorium Izraela a terytorium okupowanym od 1967 r. w stosunkach z Izraelem i nie udzielać żadnej pomocy ani wsparcia w celu utrzymania tej sytuacji”. Dekadę wcześniej Berlin najwyraźniej skodyfikował zobowiązanie do przestrzegania tej zasady w swoich relacjach z instytucjami akademickimi tworu syjonistycznego. Zgodnie z klauzulą ​​terytorialną, Niemcy teoretycznie nie będą finansować żadnych projektów badawczych poza granicami tego tworu sprzed 1967 r., a Tel Awiw nie będzie ubiegał się o takie projekty.

Zapytane, w jakim stopniu umowa Mekorot z MedWater jest choćby w przybliżeniu zgodna z klauzulą, berlińskie Ministerstwo Badań Naukowych argumentowało, że jej postanowienia jedynie ograniczają lokalizację siedziby partnerów badawczych. Ponieważ Mekorot ma siedzibę w Tel Awiwie, nie istniały żadne przeszkody prawne, regulacyjne ani pozornie etyczne dla niemieckiego rządu w finansowaniu projektu, pomimo dobrze udokumentowanej działalności przestępczej firmy na Zachodnim Brzegu od 1982 roku. W tym czasie syjonistyczne siły okupacyjne przekazały Mekorot zarządzanie całą lokalną infrastrukturą wodną, ​​którą kontrolowały na tym obszarze.

Klauzula terytorialna ewidentnie zawiera liczne, rażące luki, które zostały bezczelnie wykorzystane do umożliwienia całkowicie nielegalnej ekspansji osiedli syjonistycznych przy wsparciu państwa niemieckiego z daleka. Uderzające jest, że ta niejednoznaczność sama w sobie przeczy opinii doradczej Międzynarodowego Trybunału Sprawiedliwości. Trybunał jednoznacznie wskazał, że zagrażające życiu ograniczenie dostępu Palestyńczyków do wody na terytoriach okupowanych przez podmiot syjonistyczny jest niezgodne z zobowiązaniami Tel Awiwu wynikającymi z prawa międzynarodowego. To może wyjaśniać, dlaczego MedWater, choć formalnie jawny, przez tak długi czas pozostawał praktycznie tajny.

Aby dotrzeć do sedna projektu, śledczy oparli się na szerokim zakresie informacji. Obejmowały one raporty MedWater złożone w niemieckim Ministerstwie Badań Naukowych – niektóre z nich nie były przeznaczone do publicznej publikacji i zostały opublikowane w formie ocenzurowanej – materiały prezentacyjne z licznych konferencji projektowych z fazy rozwoju, usunięte strony internetowe oraz recenzowane publikacje niemieckich i izraelskich uczestników. Do tej pory żadne z głównych mediów nie donosiło nie tylko o projekcie MedWater, ale także o nielegalnych inwestycjach państwa niemieckiego w akademickie projekty badawcze, które promują ekspansję osiedli syjonistycznych.

Inicjatywa mająca na celu poprawę zarządzania zasobami wodnymi mogłaby wydawać się nieszkodliwa gdziekolwiek na świecie. Jednak MedWater zrodził się w kontekście systematycznego, długotrwałego, syjonistycznego uniemożliwiania Palestyńczykom dostępu do wody, a także segregacyjnego systemu prawnego, który bezpośrednio wspiera osiedla żydowskie, szczególnie w odniesieniu do kluczowych zasobów naturalnych. W sierpniu 1967 roku, dwa miesiące po rozpoczęciu okupacji Zachodniego Brzegu, syjonistyczne siły okupacyjne wydały rozkaz wojskowy nr 92, przejmując tym samym pełną kontrolę nad zasobami wodnymi na nielegalnie kontrolowanym terytorium.

Trzy miesiące później, rozkaz wojskowy nr 158 ponownie zakazał Palestyńczykom na całym Zachodnim Brzegu budowy nowych urządzeń wodnych i/lub powiązanej infrastruktury bez uprzedniego uzyskania zgody syjonistycznych sił okupacyjnych (ZOF). Amnesty International uważa, że ​​uzyskanie takich zezwoleń jest „praktycznie niemożliwe”. Syjoniści, których celem jest pozbawienie Palestyńczyków wody, naturalnie nie podlegają takim ograniczeniom. Jednocześnie, przez ostatnie cztery i pół dekady, Mekorot systematycznie sabotował palestyńskie studnie, jednocześnie wykorzystując źródła wody na okupowanym Zachodnim Brzegu do zaopatrywania firmy i przestępczych osadników żydowskich.

Już samo to prowadzi do swoistego apartheidu w zakresie dziennego zużycia wody. Syjoniści, w tym osadnicy, zużywają średnio 247 litrów wody na osobę dziennie – trzy razy więcej niż Palestyńczycy na Zachodnim Brzegu, którzy zużywają 82,4 litra. W społecznościach niepodłączonych do lokalnej sieci wodociągowej, palestyńskie zużycie wody spada średnio do zaledwie 26 litrów na osobę dziennie. Jest to zużycie porównywalne z tym obserwowanym na obszarach dotkniętych klęskami żywiołowymi. Co więcej, Mekorot regularnie odcina dopływ wody do społeczności palestyńskich, gdy zapasy się wyczerpują, na przykład latem.

„Europejskie DNA”

Strategia syjonistyczna jest przerażająco prosta: zneutralizować palestyńską kontrolę nad zasobami wodnymi Zachodniego Brzegu i stopniowo ograniczać im do nich dostęp, tworząc środowisko, w którym obszar ten staje się praktycznie niezamieszkany, a Palestyńczycy są zmuszeni do opuszczenia go. Badanie opublikowane wspólnie przez Organizację Narodów Zjednoczonych i Niemiecki Federalny Instytut Nauk o Ziemi i Zasobach Naturalnych pokazuje, że 212 milionów metrów sześciennych wody przepływa rocznie z Zachodniego Brzegu do Izraela. W raporcie zauważono również, że od 1967 roku Palestyńczykom „nie zezwolono na wywiercenie nawet jednej studni na ziemi”.

Od samego początku dyskryminacyjne przepisy i stale rosnąca grabież ziemi przez osadników coraz bardziej pozbawiały Palestyńczyków dostępu do innych podstawowych potrzeb. Stale rozrastająca się sieć punktów kontrolnych i blokad drogowych ZOF, w połączeniu z dyskryminacyjnymi, arbitralnymi ograniczeniami w przemieszczaniu się, wandalizmem, niszczeniem maszyn rolniczych, szklarni i dróg, a także brutalną przemocą ze strony sił okupacyjnych i osadników, sprawia, że ​​uprawa pól i hodowla zwierząt staje się dla rolników coraz bardziej niebezpieczna, jeśli nie wręcz niemożliwa. Palestyńskie rolnictwo zostało praktycznie zdziesiątkowane, a syjoniści dosłownie zbierają żniwo tych niszczycielskich konsekwencji.

Fakt, że te ludobójcze machinacje mogły trwać bez kontroli przez dziesięciolecia, świadczy o całkowitej bezkarności, z jaką Izrael działa dzięki swoim międzynarodowym sponsorom – a Niemcy są szczególnie przewrotnym przykładem. Są dumni z tego, że są jedynym krajem, który uczynił publiczne upamiętnienie swojej zbrodniczej przeszłości kamieniem węgielnym swojej zbiorowej tożsamości narodowej. Jednak tak wychwalana „kultura pamięci” Berlina niezmiennie oznacza odpokutowanie za historyczne grzechy poprzez promowanie i wspieranie podobnych współczesnych zbrodni – o ile są one popełniane przez syjonistyczny byt.

WaterMed to niewielka część znacznie szerszej, niewypowiedzianej infrastruktury sponsorowanego przez państwo ucisku i zagłady Palestyńczyków w Niemczech, utrzymywanej dzięki mało znanym partnerstwom i wspólnym projektom badawczym z uniwersytetami i instytucjami syjonistycznego tworu. Nowa inicjatywa „Academic Complicity” ujawnia, jak dziesiątki niemieckich instytucji szkolnictwa wyższego przez wiele lat prowadziły wysoce wątpliwe projekty – zarówno duże, jak i małe – które w taki czy inny sposób uzasadniały i wspierały nieustanną ekspansję osiedli. Można mieć nadzieję, że biorąc pod uwagę jasne krajowe i międzynarodowe zobowiązania prawne Berlina, doprowadzi to do pociągnięcia sprawców do odpowiedzialności i wyciągnięcia konsekwencji.

Więzy między Niemcami a bytem syjonistycznym są jednak tak głębokie i silne, że wykraczają poza trywialne rozważania prawne czy etyczne. W październiku 2025 roku były szef Mossadu Tamir Pardo wygłosił serię niezwykle wymownych oświadczeń, w których opisał, jak jego osobiste i zawodowe doświadczenia przekonały go, że „Niemcy mają dług wdzięczności wobec Izraela”. Wyjaśnił: „Nasze DNA jest znacznie bliższe europejskiemu niż amerykańskiemu”, ponieważ „większość Żydów, którzy osiedlili się w Izraelu, pochodziła z Europy… a nie z Ameryki Północnej”.

„Historia Europy jest częścią naszej tożsamości – w kontekście więzi rodzinnych, kultury, a nawet polityki. Granice Europy, wyznaczone przez wojny, nieustannie się przesuwały, a Europejczycy migrowali po całym kontynencie, osiedlając się w jednym miejscu, zanim przenieśli się do następnego. W tym sensie, a także pod względem głębi, dyskursu i historii, wszystko to jest nam bardzo bliskie i widoczne w każdej interakcji z niemieckimi partnerami”.

Źródło: Ujawniono niemieckie sponsorowanie osiedli syjonistycznych

Izrael znów używa białego fosforu w południowym Libanie

Izrael znów używa białego fosforu w południowym Libanie

24.08.2026 wolnemedia/izrael-znow-uzywa-bialego-fosforu-w-poludniowym-libanie

Izraelskie siły ponownie użyły amunicji fosforowej podczas intensywnych działań militarnych w południowym Libanie. Doniesienia libańskich mediów państwowych z 22 sierpnia wskazują, że pociski fosforowe były wykorzystywane podczas ostrzału kilku obszarów, w tym w rejonie strategicznego wzgórza Ali al-Taher.

https://youtube.com/watch?v=twdpEQIoABQ%3Frel%3D0

Według libańskiej Narodowej Agencji Informacyjnej izraelska artyleria prowadziła intensywny ostrzał południowego Libanu. Informacje o użyciu pocisków fosforowych pojawiły się w czasie kolejnej eskalacji działań zbrojnych. Nie są to pierwsze tego rodzaju oskarżenia. W marcu „The Guardian” opisał ustalenia organizacji Human Rights Watch i niezależnych badaczy, według których izraelskie wojsko wykorzystywało biały fosfor w południowym Libanie również podczas wcześniejszych działań wojennych. Badacze dokumentowali przypadki użycia tej amunicji także nad obszarami zamieszkanymi.

Użycie amunicji zapalającej budzi szczególne obawy w południowym Libanie, gdzie w ostatnich tygodniach doszło do rozległych pożarów lasów, terenów rolniczych i gajów oliwnych. Lokalne służby, mieszkańcy oraz organizacje zajmujące się ochroną środowiska wiążą część pożarów z izraelskimi działaniami wojskowymi i stosowaniem amunicji zapalającej. Izraelskie władze twierdzą natomiast, że ich operacje są wymierzone w infrastrukturę Hezbollahu i mają uwzględniać ograniczanie szkód dla ludności cywilnej oraz środowiska.

Sytuacja w południowym Libanie pozostaje bardzo napięta. ONZ informowała niedawno, że tylko podczas jednego weekendu w sierpniu siły izraelskie wystrzeliły w stronę południowego Libanu 455 pocisków, a misja UNIFIL odnotowała też liczne naruszenia libańskiej przestrzeni powietrznej.

Biały fosfor może być wykorzystywany między innymi do tworzenia zasłon dymnych i oświetlania terenu. Jego użycie w pobliżu ludności cywilnej budzi jednak poważne kontrowersje ze względu na wyjątkowo wysoką temperaturę spalania oraz ryzyko ciężkich obrażeń i pożarów.

Często przywoływany w tym kontekście „Protokół III” do „Konwencji o niektórych broniach konwencjonalnych” ogranicza użycie broni zapalającej przeciwko celom wojskowym znajdującym się w skupiskach ludności cywilnej. Chociaż Izrael jest stroną „Konwencji o niektórych broniach konwencjonalnych”, to nie ratyfikował „Protokołu III”. Z kolei Liban nie jest nawet stroną konwencji. Nie oznacza to jednak braku ograniczeń prawnych. Zastosowanie amunicji, w tym amunicji zapalającej, nadal podlega zasadom międzynarodowego prawa humanitarnego, takim jak rozróżnianie między celami wojskowymi a ludnością cywilną oraz zakaz prowadzenia ataków o charakterze nieproporcjonalnym lub bez rozróżnienia.

W ostatnich dniach walki w południowym Libanie ponownie przybrały na sile, a zarówno skala ostrzału, jak i kolejne doniesienia o użyciu amunicji fosforowej wskazują, że region pozostaje daleki od stabilizacji.

Autorstwo: Aurelia
Na podstawie: MiddleEastEye.net
Źródło: WolneMedia.net