Włochy coraz wyraźniej mówią „dość” niekontrolowanej migracji. Według sondażu Euromedia Research, na który powołuje się Breitbart.com, aż 73% Włochów uważa, że nielegalni imigranci powinni zostać deportowani do krajów swojego pochodzenia.
57% postrzega nielegalną migrację negatywnie, zaledwie 14% pozytywnie. Szeroka zgoda ponad podziałami politycznymi pokazuje, że problem masowej migracji islamskiej dotyka większości społeczeństwa – także części elektoratu centrolewicy.
Migracja i rosnące wyzwania
W latach 2024–2025 do Włoch przybywało morzem około 66 tysięcy migrantów rocznie. To głównie młodzi mężczyźni z krajów muzułmańskich i afrykańskich. Liczba muzułmanów w kraju przekracza już 1,5–2 miliony. Przy braku formalnego uznania islamu przez państwo oficjalnych meczetów jest bardzo mało, jednak mnożą się prowizoryczne miejsca kultu w garażach i magazynach.
Taka sytuacja budzi obawy o przyszłość włoskiej kultury, tradycji i chrześcijańskiego dziedzictwa. Integracja w wielu przypadkach postępuje zbyt wolno, a niektóre środowiska tworzą zamknięte społeczności.
Dramatyczny przykład – brutalny atak w Mediolanie
W ostatni weekend w Mediolanie doszło do bestialskiego ataku. 22-letni Lamin Saidilly, urodzony we Włoszech w rodzinie imigrantów z Gambii, bez żadnego powodu zaatakował nożem 55-letniego Gerardo Pastore. Mężczyzna jadł śniadanie w kawiarni La Giada razem ze swoim starszym ojcem. Napastnik zadał ofierze około dwudziestu ran kłutych w głowę, szyję, klatkę piersiową i brzuch. Nie doszło wcześniej do żadnej kłótni – mężczyźni się nie znali.
Saidilly został obezwładniony przez trzech obywateli Egiptu, którzy przebywali w lokalu. Po aresztowaniu miał powiedzieć policji: „Dobrze się bawiłem, jak tylko wyjdę, zrobię to znowu”. Ofiara przeszła kilka operacji i choć nie jest już w stanie krytycznym, jej stan nadal budzi obawy. Włoskie media, w tym Rai News, opublikowały nagranie z monitoringu pokazujące całe zdarzenie.
Takie incydenty pokazują realne konsekwencje braku kontroli nad migracją i nie bez powodu podsycają społeczny niepokój.
Bezpieczeństwo i przestępczość
Chociaż ogólny poziom przestępczości spada od lat, cudzoziemcy są nadreprezentowani w statystykach. Przy 8–10% populacji popełniają około 30% przestępstw – szczególnie rozbojów, kradzieży i handlu narkotykami. W więzieniach obcokrajowcy stanowią 30-34% osadzonych. Te dane przekładają się na realne poczucie braku bezpieczeństwa wśród mieszkańców.
Polityka rządu i dalsze oczekiwania
Rząd Giorgii Meloni osiągnął częściowe sukcesy – dzięki porozumieniom z Libią i Tunezją liczba migracji spadła niemal o połowę, a deportacje wzrosły. Mimo to napływ islamskich migrantów nadal przewyższa liczbę deportacji (ok. 6 tys. deportacji wobec ponad 66 tys. przybyłych). Wygląda na to, że nowe rozwiązania, takie jak ośrodki w krajach trzecich (np. Albania), idą we właściwym kierunku.
Po stronie prawicy rosną głosy domagające się więcej – m.in. szerszej remigracji nielegalnych migrantów oraz tych, którzy nie potrafią dostosować się do włoskich realiów, a także silniejszego wsparcia dla dzietności rdzennych Włochów. Jak podaje Breitbart.com, te nastroje prowadzą do powstania nowych ugrupowań na prawicy.
Potrzeba zdecydowanych działań
Włosi jasno komunikują swoje oczekiwania: chcą ochrony granic, porządku i zachowania charakteru swojego kraju. Niekontrolowana masowa migracja islamska niesie ryzyko dalszego wzrostu napięć społecznych, kosztów oraz zmian w codziennym życiu.
Kluczowe będą:
Skuteczne deportacje nielegalnych migrantów;
Wymagająca integracja osób legalnie przebywających na terenie Włoch, z poszanowaniem włoskiego prawa i norm;
Nadzór nad miejscami kultu i ograniczenie obcego wpływu finansowego.
Ponad 70 % włoskiego społeczeństwa popiera twarde działania. Politycy powinni to uszanować i działać konsekwentnie – zanim problemy przybiorą jeszcze większą skalę, jak ma to miejsce w krajach Europy Zachodniej.
W artykule zatytułowanym “Moro, Renault 4 i tajemnica placu Monte Savello” opublikowanym na portaluDark Side Italia, jego autor, Marcello Altamura, szczegółowo rozkłada na czynniki pierwsze jedną z najbardziej kontrowersyjnych zagadek związanych z porwaniem i zabójstwem przywódcy włoskiej chadecji.
1. Geneza Hipotezy: Nielogiczność Logistyczna
Oficjalna wersja wydarzeń, głoszona przez skazanych terrorystów Czerwonych Brygad (BR), mówi, że Moro był przetrzymywany na via Montalcini 8 w rzymskiej dzielnicy Magliana, a następnie, po zabójstwie, jego ciało przewieziono samochodem przez ponad 7 km do historycznego centrum miasta i porzucono na via Caetani, w sercu dawnego getta żydowskiego.
Główny problem związany z oficjalną wersją, wskazywany przez badaczy, to absurd logistyczny. 9 maja 1978 roku, w godzinach porannych (między 8:00 a 9:00), Rzym był całkowicie sparaliżowany przez posterunki wojska i policji. Poruszanie się po mieście zajmowało znacznie więcej czasu niż zwykle. Podróż z peryferyjnej Magliany do centrum w normalnych warunkach trwała około 40 minut. Tymczasem Mario Moretti, jeden z przywódców BR, w rozmowie z dziennikarzem Giorgio Bocca z “L’Espresso”, stwierdził, że “przejazd zajął tylko kilka minut”.
2. Kluczowy Trop: plac Monte Savello – znajdujący się w pobliżu synagogi
Dodatkowych poszlak dostarczył inny brygadzista, Valerio Morucci. W swoim memoriale, opisując poranny transport Aldo Moro, wskazał na piazza di Monte Savello jako punkt zborny i miejsce, z którego ostatecznie wyruszyły samochody w kierunku via Caetani.
Monte Savello to strategiczny punkt w sąsiedztwie getta, obok Portico di Ottavia. Badacze zwracają uwagę, że to właśnie tam, a nie w odległej Maglianie, Moretti i jego towarzysze mieli:
Spotkać się z resztą grupy po ostatnim rozpoznaniu trasy.
Rozdzielić się po porzuceniu samochodu z ciałem.
Logika podpowiada, że jeśli plac Monte Savello było epicentrum akcji o poranku 9 maja, to i miejsce odosobnienia Moro musiało znajdować się w jego bezpośredniej bliskości. Gdyby mieli pokonywać wielokilometrowy dystans od Magliany, punktem zbornym nie byłby równie oddalony od niej rejon Monte Savello.
3. Tajemniczy “Palazzo Orsini” i Notatki Morettiego
W toku śledztwa i prac parlamentarnych komisji śledczych pojawił się adres: via di Monte Savello 30. To historyczny Palazzo Orsini (znany też jako Orsini-Savello), ogromny budynek z przejazdem bramnym, położony zaledwie kilkaset metrów od via Caetani.
Powiązanie z Morettim: W jednym z rękopisów Mario Morettiego, znalezionych w kryjówce BR przy via Gradoli, pojawia się właśnie ten adres.
Tajemniczy “Olivetti”: Podczas przeszukania mieszkania byłej dziewczyny Morucciego, Leonardy Faggioli, znaleziono odręczny szkic. Zawierał on wskazówkę: “Dietro al Portico d’Ottavia a sinistra Olivetti”. Śledczy zidentyfikowali “Olivetti” jako Roberta Alessandro Olivettiego, syna założyciela firmy, który mieszkał w apartamencie na parterze Palazzo Orsini.
Anatomia szkicu: Analiza planu znalezionego w mieszkaniu Faggioli wykazała, że pasuje on do topografii okolic rzymskiego getta (dwie pętle symbolizujące zakole Tybru w pobliżu Isola Tiberina) i samego Palazzo Orsini (rzeźby przy bramie, ogród, układ pomieszczeń).
4. Kontekst Polityczny i Symboliczny
Wyboru miejsca porzucenia ciała (via Caetani) również nie uznaje się za przypadkowy:
Via Caetani znajduje się w połowie drogi między siedzibą chadeckiej Piazza del Gesù a główną siedzibą ówczesnej Partii Komunistycznej (PCI) przy via delle Botteghe Oscure. Miała to być “brutalna wiadomość” dla obu partii, które (pomimo wewnętrznych nacisków) odmówiły negocjacji z terrorystami. Nie była to przypadkowa uliczka, ale starannie wybrana scena politycznej egzekucji.
Ogłoszenie włoskiej premier Giorgii Meloni z 13 kwietnia, że Rzym zawiesi długoletnie porozumienie obronne z Izraelem, wywołało szok w całej Europie. Historycznie rzecz biorąc, włoskie rządy – nawet te kierowane przez osoby, które nienawidziły syjonizmu – utrzymywały konstruktywne, bliskie relacje z Tel Awiwem. Aparaty bezpieczeństwa, wywiadu i wojska obu stron również od dawna utrzymują tajne powiązania. Co więcej, odrażająca sieć Mossadu, zajmująca się szpiegostwem, zabójstwami i sabotażem za granicą, powstała praktycznie we Włoszech i od tamtej pory siała spustoszenie w kraju.
——————————-
Szczegóły dotyczące tego, jak syjonistyczni szpiedzy zdobyli przyczółek we Włoszech, przedstawiono w fascynującym eseju autorstwa uczonego Massimiliano Fiore. Opierając się na źródłach archiwalnych, autor śledzi rozwój tajnych działań izraelskich w Rzymie i ujawnia, jak syjonistyczne operacje wywiadowcze były prowadzone w tym kraju i przeciwko niemu, jeszcze przed jego powstaniem w maju 1948 roku, a także podczas późniejszej wojny na wyniszczenie Tel Awiwu z Palestyną. Kilka studiów przypadków ilustruje ewolucję i coraz bardziej bezczelną przestępczość Mossadu we Włoszech, która ukształtowała sposób, w jaki agencja działa na całym świecie od tamtej pory.
Historia rozpoczyna się po planie podziału, ogłoszonym przez Zgromadzenie Ogólne ONZ w listopadzie 1947 roku, który przyznał 55% terytorium Palestyny syjonistycznym kolonizatorom. Przywódcy arabscy natychmiast rozpoczęli przygotowania do oporu przeciwko utworzeniu państwa, szkoląc w tym celu żołnierzy w Palestynie i państwach sąsiednich. W odpowiedzi założyciel Izraela, Dawid Ben Gurion, nakazał syjonistycznym siłom paramilitarnym i wywiadowczym pozyskanie broni na potrzeby zbliżającej się ludobójczej wojny o terytorium Palestyny – która doprowadziła do Nakby – jednocześnie odmawiając dostępu do broni siłom arabskim.
Fiore opowiada, jak szef Mossadu le-Aliyah Bet i Rekhesh – odpowiednio oddziału szpiegowskiego i zbrojeniowego osławionej syjonistycznej organizacji paramilitarnej Hagana – natychmiast „utworzył w Rzymie jednostkę sabotażową, która szybko stała się centrum operacyjnym izraelskich działań tajnych we Włoszech i w całej Europie”. Następnie agenci syjonistyczni „wykorzystali niezdecydowanie polityczne Włoch i ich infrastrukturę fizyczną do prowadzenia długotrwałej kampanii sabotażu i przechwytywania”. Badacz nazywa tę tajną walkę na włoskiej ziemi „tajnym frontem” w wojnie 1948 roku.
Rzymskie porty oraz korytarze powietrzne i morskie odegrały kluczową rolę w utrzymaniu dostaw broni dla Izraela na potrzeby wojny w 1948 roku, jednocześnie odcinając dopływ broni do sił arabskich. Co więcej, syjoniści dążyli do wpływania na równowagę sił na Morzu Śródziemnym w złośliwych celach geopolitycznych. Ich tajne operacje – prowadzone w warunkach tolerancji politycznej i dyplomatycznej powściągliwości – budowały silne więzi z państwem włoskim, jednocześnie zagrażając pozycji Rzymu jako strategicznego mostu między Europą, Afryką Północną i Bliskim Wschodem, z korzyścią dla Izraela.
Pierwsze tajne działania nowo powstałego Mossadu we Włoszech miały katastrofalne skutki. Notatka CIA z czerwca 1948 roku donosiła, że „europejska kwatera główna” syjonistycznej agencji wywiadowczej „działała tajnie w Rzymie”, skąd „tajne transporty lotnicze amunicji” do Palestyny odbywały się za „wiedzą i współpracą” włoskich władz. Bez wiedzy obywateli europejskich, rządów arabskich ani „społeczności międzynarodowej”, Rzym potajemnie stał się międzynarodowym centrum „nielegalnego handlu bronią dla żydowskiego podziemia”.
„Środki zwiększające ryzyko”
Retrospekcja do marca 1948 roku: rząd Czechosłowacji zatwierdził dostawę 8000 karabinów, 200 karabinów maszynowych i sześciu milionów sztuk amunicji do Syrii. Ładunek miał wypłynąć w następnym miesiącu na pokładzie „Lino”, 450-tonowego frachtowca z Włoch, ale agenci syjonistyczni byli zdeterminowani, aby uniemożliwić transportowi dotarcie do Azji Zachodniej. Początkowo przeprawa została zablokowana, gdy Hagana ostrzegła władze w Rzymie, że statek załadowany bronią zmierza do Włoch. Biorąc pod uwagę „napiętą sytuację polityczną” w okresie poprzedzającym wybory w tym kraju, urzędnicy zareagowali szybko i zajęli „Lino”.
W nocy 10 kwietnia syjonistyczna grupa sabotażowa wkroczyła na pokład statku, podłożyła ładunki wybuchowe i zniknęła niezauważona. Statek zatonął bez ofiar i bez przypisywania winy. Według Fiore, włoskie media sugerowały, że broń na pokładzie mogła być przeznaczona dla lokalnych komunistów, co „wzbudziło podejrzenia o udziale syjonistów”. Choć była to niewielka operacja, zatopienie Lino miało ogromne reperkusje. Akcja ta „pokazała, jak ograniczone zasoby, lokalne sieci i zaprzeczalne akty sabotażu na morzu mogły mieć nieproporcjonalnie duży wpływ, zakłócając linie zaopatrzeniowe wroga, a jednocześnie zapobiegając eskalacji konfliktu między państwami”.
Sukces operacji Lino doprowadził w maju 1948 roku do oficjalnego utworzenia „Jednostki Sabotażu Dostaw Wroga w Europie” z siedzibą w Rzymie. Szybko przekształciła się ona w „centralny ośrodek wywiadu, logistyki i koordynacji” dla szpiegów syjonistycznych we Włoszech i Europie. „Żydowscy agenci i szkoleniowcy, którzy już działali na kontynencie”, dołączyli do jej szeregów i, przy wsparciu weteranów włoskiego wojska i wywiadu, przeszli szkolenie w zakresie wszelkiego rodzaju nieuczciwych taktyk. Wśród nich byli zaprawieni w bojach faszyści, których doświadczenia z II wojny światowej ukształtowały przyszłe praktyki operacyjne Izraela.
Zatopiony Lino
W międzyczasie trwała syryjska akcja ratunkowa, której celem było wydobycie ładunku z zatopionego statku „Lino”. Broń i amunicję udało się odzyskać i naprawić, a następnie przetransportować do pierwotnego miejsca przeznaczenia na statku „Argiro”. Jednak syjonistyczni szpiedzy monitorowali operację i zamierzali przejąć ładunek. Dzięki przekupstwu i misternym podstępom agenci zinfiltrowali załogę statku, torując drogę syjonistom podszywającym się pod eskortę, którzy weszli na pokład statku w drodze do Azji Zachodniej. 21 sierpnia Argiro został porwany i przekierowany do Palestyny.
Pięć dni później syjonistyczne siły morskie zajęły Argiro, przejęły jego ładunek, a następnie zatopiły statek. Śmiercionośny ładunek dotarł do Hajfy cztery dni później i został przekazany bojownikom syjonistycznym w Jerozolimie. Włoska załoga została tymczasowo zatrzymana, zamiast zostać zabita lub zaginiona, chociaż kapitan zmarł w niewoli na gruźlicę, zanim zdążył wrócić do domu, co stwarzało zagrożenie międzynarodowego konfliktu między rozrastającą się kolonią osadniczą a Rzymem.
Fiore zauważa, że operacja Argiro była wczesnym przykładem „strategicznego przejęcia” przez syjonistycznych szpiegów, zapowiadając przyszłe operacje, w których „wywiad, oszustwo i zaopatrzenie funkcjonowały jako wzajemnie wzmacniające się instrumenty”. Dziennikarz ten udokumentował, jak podobne podejście zastosowano na początku lat 60. XX wieku podczas przestępczej działalności tej organizacji, mającej na celu tajne zdobycie broni jądrowej. Co więcej, przejęcie Argiro dobitnie pokazało, jak agenci syjonistyczni we Włoszech byli gotowi podejmować „coraz bardziej ryzykowne działania”, które mogłyby eskalować napięcia społeczne i polityczne z Rzymem. Jednak rozkwitający Mosad nie miał się czego obawiać.
„Bufor dyplomatyczny”
Na początku 1949 roku bojownicy syjonistyczni próbowali wysadzić w powietrze motorówki torpedowe we włoskiej stoczni zakupionej przez Egipt. Fiore donosi, że zachowanie tajemnicy i „ścisłe zaprzeczanie” były kluczowe w operacji, aby uniknąć „dyplomatycznych reperkusji”, i że korzystali z pomocy osoby z wewnątrz, która umożliwiła im dostęp do miejsca zdarzenia. Jednak spiskowcy, dowodzeni przez eksperta od materiałów wybuchowych, który odegrał kluczową rolę w zatopieniu statku Lino, zostali złapani na gorącym uczynku przez lokalną policję. W czerwcu tego samego roku przywódca grupy został skazany na trzy lata więzienia za posiadanie materiałów wybuchowych.
Wywołało to „ciągłe interwencje dyplomatyczne” na najwyższych szczeblach nowo powstałej organizacji syjonistycznej, których kulminacją było uwolnienie skazanego agenta w ramach prezydenckiego ułaskawienia. Określone jako „przemyślany akt pobłażliwości władzy wykonawczej”, posunięcie to ustanowiło precedens, który przetrwał dekady i może nadal obowiązywać. W tym samym miesiącu, w którym schwytano syjonistycznych szpiegów, włoski premier Alcide De Gasperi nieformalnie przyznał lokalnej szefowej Mossadu, Adzie Sereni, swobodę prowadzenia tajnych operacji w jej kraju.
W związku z tym działania Mossadu, nie tylko we Włoszech, ale na całym świecie, koncentrowały się następnie na „oszustwie, improwizacji i śmiałości operacyjnej”. Dopóki działania syjonistycznych szpiegów „pozostawały poniżej progu publicznej eskalacji”, władze w Rzymie „przymykały oko – najlepiej oboje oczu”. Zapoczątkowało to politykę strategicznej dwuznaczności, dzięki której Włochy starały się jednocześnie utrzymywać przyjazne stosunki ze światem arabskim i muzułmańskim, a także z Tel Awiwem. Nadzieją było, że Rzym uniknie wciągnięcia w konflikt palestyński i w ten sposób zachowa „równowagę polityczną”.
Na mocy tego tajnego porozumienia, organizacja syjonistyczna czerpała ogromne korzyści z „selektywnego egzekwowania” lokalnych przepisów, ułaskawień politycznych w przypadku ujawnienia jej agentów i/lub planów oraz innych łagodnych sankcji. Mossad mógł zatem wykorzystywać Rzym „jako korytarz tranzytowy, bazę logistyczną i bufor dyplomatyczny”. Jednak Tel Awiw regularnie ignorował warunki tego porozumienia, poważnie zagrażając tym samym „równowadze politycznej” kraju.
Izrael nie mógł tolerować, aby palestyńscy bojownicy ruchu oporu i grupy przemytników broni przemieszczały się bez przeszkód przez Włochy lub korzystały tam z ochrony politycznej.
To przymykanie oczu na palestyński opór stało się znane jako porozumienie „Lodo Moro”, nazwane tak, ponieważ zostało zainicjowane przez doświadczonego włoskiego męża stanu i wielokrotnego premiera Aldo Moro. Mossad próbował surowo ukarać Rzym za tę pobłażliwość wobec sprawy palestyńskiej. Nadal pozostaje wiele pytań dotyczących udziału syjonistów w kilku głośnych atakach terrorystycznych, które miały miejsce później we Włoszech, takich jak zamach bombowy na dworzec kolejowy Bologna Centrale w sierpniu 1980 roku, w którym zginęło 85 osób, a ponad 200 zostało rannych, a także zabójstwa polityczne – w tym zamach na samego Moro.
Ciało Aldo Moro zostało odkryte przez włoskie władze w Rzymie w maju 1978 roku.
Moro, zagorzały antysyjonista, został rzekomo porwany w marcu 1978 roku przez Czerwone Brygady, lewicowy ruch partyzancki. Zginął po 55 dniach w niewoli. Liczne kompetentne źródła zeznawały przez dekady podczas kolejnych przesłuchań parlamentarnych i oficjalnych śledztw o tym, jak Mossad infiltrował i wspierał Czerwone Brygady, aby od samego początku wpływać na działalność grupy. Co więcej, mało znana, ale niezwykle wpływowa ręka syjonistów była od początku zaangażowana w niesławną Operację Gladio, kierowaną przez CIA i MI6.
Chaos wywołany przez Gladio znacząco przyczynił się do wysiłków Mossadu zmierzających do destabilizacji Włoch w celu wzmocnienia finansowego, militarnego i politycznego wsparcia USA dla Izraela. Obecnie jest niemal nie do pomyślenia, aby geopolityczna pozycja Tel Awiwu została zakwestionowana przez Rzym. Niemniej jednak incydenty takie jak tajemniczy atak na włoski rurociąg naftowy pod koniec marca rodzą oczywiste pytania o to, czy lokalna syjonistyczna siatka sabotażowa, utworzona dekady temu, nadal istnieje i nadal wysyła rządowi kraju niezwykle niebezpieczne ostrzeżenia, aby nie przekraczał swoich granic.
Kilka amerykańskich bombowców było już w drodze na Sycylię, gdy plan ich lotu został przekazany włoskim siłom powietrznym.
Luciano Portolano, szef sztabu włoskich sił zbrojnych, poinformowany przez Siły Powietrzne, że bombowce amerykańskie są już w drodze do Włoch – a ich celem jest lądowanie w sycylijskiej bazie w Sigonelli, z zamiarem ponownego wystartowania(w kierunku Iranu) – przekazał tę informację ministrowi obrony Guido Crosetto. Ponieważ ze strony Stanów Zjednoczonych nie wpłynęły wcześniej żadne wnioski o zezwolenie ani też nie przeprowadzono konsultacji z rządem włoskim, Crosetto odmówił zgody na lądowanie samolotów. Zajście miało miejsce w piątek 27 marca 2025 (ale ujawnione zostało jedynie dzisiaj, tj. 31 marca, przez włoski dziennik Corriere della Sera).
Sigonella jest jedną z wielu amerykańskich baz wojskowych znajdujących się we Włoszech, których użytkowanie regulują dwie umowy dwustronne podpisane przez rządy Włoch i Stanów Zjednoczonych w 1954 roku. Umowy te są jednak objęte tajemnicą państwową, dlatego ich szczegółowa treść nie jest znana.
Według źródeł rządowych cytowanych przez gazetę „La Repubblica”,Stany Zjednoczone nie zareagowały ani nie zgłosiły protestu po odmowie ze strony Włoch, dlatego na razie wydaje się, że udało się uniknąć kryzysu dyplomatycznego.
Nie jest to jednak pierwszy przypadek w historii, w którym pojawia się Sigonella. Baza ta jest bowiem dobrze znana z wydarzenia, które miało miejsce 10 października 1985 roku, po tym jak czterech radykalnych bojowników palestyńskich porwało włoski statek wycieczkowy „Achille Lauro”.
Podczas porwania, zabito i wrzucono do morza niepełnosprawnego amerykańskiego turystę (Żyda), dlatego ówczesny prezydent Ronald Reagan postanowił wkroczyć do akcji. Kiedy czterech bojowników przewożono egipskim Boeingiem, dwa amerykańskie samoloty wojskowe zbliżyły się do niego i poprosiły rząd włoski, na czele którego stał Bettino Craxi, o pozwolenie na lądowanie w Sigonelli. Zaraz po lądowaniu doszło do spięcia między amerykańskimi siłami specjalnymi a włoskimi karabinierami.
Reagan zwrócił się do Craxiego z prośbą o ekstradycję porywaczy. Craxi odmówił, wyjaśniając, że przestępstwa popełniono na wodach międzynarodowych i na włoskim statku, a zatem powinny być ścigane przez Włochy. Reagan ustąpił, a kryzys, który przeszedł do historii jako „kryzys w Sigonelli”, ucichł.
FOTO: Szpital w kalabryjskim Locri i pracująca w nim kubańska lekarka Lisandra Cobas Suarez.
Kalabria opiera się dyktatowi Trumpa: „Nie odeślemy naszych kubańskich lekarzy!”
Kalabria sądziła, że znajduje się we Włoszech, w centrum Morza Śródziemnego. Okazało się jednak, że leży w Ameryce Łacińskiej, na Morzu Karaibskim. Dowiedziała się o tym od prezydenta Stanów Zjednoczonych Donalda Trumpa oraz od sekretarza stanu Marco Antonio Rubio, syna Kubańczyków. Stany Zjednoczone, zaangażowane w coraz mocniejsze zaciskanie pętli na szyi Kuby po siedemdziesięciu latach embarga i sankcji, wypowiedziały wojnę również kubańskim lekarzom pracującym na całym świecie. A więc również 321 lekarzom pracującym w regionie będącym symbolem katastrofy włoskiej służby zdrowia – Kalabrii, gdzie, jak mówi nam przewodniczący rady regionu Roberto Occhiuto: „kierowany desperacją, w roku 2022 wykorzystałem przepisy dotyczące stanu wyjątkowego związanego z Covidem, aby zatrudnić tu 321 kubańskich lekarzy, chociaż w rzeczywistości potrzeba ich co najmniej tysiąc”.
Pełnomocnik
W zeszłym tygodniu, do włoskiej Kalabrii przybył pełnomocnik Stanów Zjednoczonych ds. Kuby, Michael Hammer. Nie w ramach wizyty kurtuazyjnej, ale aby poprosić Occhiuto o wydalenie kubańskich lekarzy. To, że są oni uważani za jednych z najlepiej przygotowanych na świecie i świadczą swoje usługi w najbiedniejszych krajach, lub że jako jedyni samodzielnie wyprodukowali szczepionkę przeciwko Covidowi, dla rządu Stanów Zjednoczonych nie ma znaczenia. Kto korzysta z pomocy kubańskich lekarzy, a chce pozostać przyjacielem USA, musi ich wydalić.
Wydaje się, że dotychczasowe argumenty Stanów Zjednoczonych były przekonujące: kolejno Paragwaj, Gujana, Bahamy, Saint Vincent i Grenadyny, Antigua i Barbuda, Saint Lucia, a ostatnio Gwatemala i Honduras zerwały programy współpracy zdrowotnej z Kubą i odesłały do domu wszystkich zatrudnionych tam lekarzy. Trump i Rubio, występującw roli «związkowców», twierdzą, że Kuba eksploatuje własnych lekarzy pracujących za granicą, ponieważ zatrzymuje dwie trzecie ich wynagrodzenia. Pieniądze te, jak twierdzą, pomagają przetrwać kubańskiemu reżimowi. Dodają też, występując w roli «filantropów», że sprawiedliwiej byłoby, gdyby ci lekarze wrócili na Kubę, gdzie ludzie cierpią (tak, ale z czyjej winy?) i bardzo ich potrzebują.
Prezydent regionu Kalabria
Co pan powie o Hammerze? – Occhiuto zachowuje spokój. „Za każdym razem – zdradza – pierwsze pytanie, jakie zadaje mi każdy nowy ambasador amerykański we Włoszech, dotyczy kubańskich lekarzy. Tak było również za czasów Bidena. Za czasów Trumpa nacisk jest jeszcze większy”. Tak, ale co pan odpowiedział Hammerowi? – „Powiedziałem mu, że naszym kompasem jest zdrowie mieszkańców Kalabrii – podkreśla Occhiuto – jeśli lekarzy, których potrzebujemy, zapewni nam administracja amerykańska lub pomoże nam ich znaleźć, być może nie będziemy musieli przyjmować Kubańczyków. Ale jeśli oni odejdą, tutaj będzie po wszystkim”.
Nie wiemy, jak zareagował pan Hammer i czy Stany Zjednoczone podejmą takie same działania w Kalabrii, jak na Karaibach. Wiemy jednak, jakie nastroje panują wśród mieszkańców Kalabrii. Są negatywne. W szpitalach, mniej lub bardziej zrujnowanych, które odwiedziliśmy między Aspromonte, Costa Viola i Costa dei Gelsomini — w Locri, Polistena, Gioia Tauro, Melito Porto Salvo — nie znaleźliśmy ani jednej osoby ani jednego pacjenta, młodego czy starego, kobiety czy mężczyzny, który nie chwaliłby profesjonalizmu, ludzkiego podejścia i skromności kubańskich lekarzy, a jednocześnie nie przeklinałby fatalnego stanu kalabryjskiej służby zdrowiaoraz „wniosku o wydalenie” kubańskich lekarzy z Włoch, którego domagają się Stany Zjednoczone. „Jeśli Kubańczycy wyjadą, nasze szpitale zostaną zamknięte”. Wszyscy to powtarzają.
Głosy Kubańczyków
I w końcu oto oni, lekarze z Kuby. W ojczyźnie przypada ich 8,4 na tysiąc mieszkańców, w porównaniu z 2,6 w Stanach Zjednoczonych (i być może właśnie tutaj pojawia się zazdrość). W “karaibskiej” Kalabrii, gdzie stali się celem ataków gringos, jest ich 30 w Locri, 22 w Polistena, 12 w Gioia Tauro i 10 w Melito Porto Salvo. Dwóch z nich ożeniło się tutaj z kalabryjskimi kobietami. Jeden z nich, Domingo Marquez Camayd, jest wykładowcą na Uniwersytecie w Hawanie. Wszyscy są specjalistami: kardiologami, ortopedami, anestezjologami, urologami, chirurgami, angiologami, radiologami. Żaden z nich nie ma postawy “barona”, jak wielu ich włoskich kolegów.
„Nie postrzegamy medycyny i zdrowia jako biznesu lub zawodu służącego zarabianiu pieniędzy” – mówi Lisandra Cobas Suarez, 38-letnia reanimatorka. „U nas lekarzem zostaje się, jeśli ma się pasję i predyspozycje”. Lisandra jest lekarzem od 2011 roku i pracowała w Wenezueli, Brazylii, wśród rdzennych społeczności Amazonii oraz w Kuwejcie. „Włochy były dla mnie marzeniem i czuję się tu świetnie. Nie rozumiem jednak, dlaczego na Kubie, biednym kraju Trzeciego Świata, mamy w szpitalach wszystko, nawet oddziały takie jak neurochirurgia, podczas gdy tutaj, z przykrością to mówię, napotkaliśmy zacofanie i dezorganizację”. Harold Dawkins Tellez, również 38-latek z bogatym doświadczeniem zdobytym w Wenezueli, Boliwii i Azerbejdżanie, pochodzi z Guantanamo. „Kiedy przybyliśmy – opowiada Harold pracujący na oddziale ratunkowym – wielu mówiło: czego możemy oczekiwać od lekarzy z Trzeciego Świata? – Potem okazali nam wiele sympatii i wdzięczności, a teraz uważają nas za niezbędnych”.
Chory, który przyjechał do Locri z miejscowości San Luca, oddalonej o trzydzieści kilometrów wąską, wyboistą i pełną dziur drogą, pyta kubańskiego ortopedę: „Czy to prawda, że wyjeżdżacie?”. Lekarz uspokaja go: „Nasza umowa powinna wygasnąć w grudniu 2027 roku”. Mężczyzna jednak nalega: „Jeśli was stąd wypędzą, tu wybuchnie rewolucja”. Ortopeda uśmiecha się. Nazywa się Eurys Guevara.
A co, jeśli Trump i Rubio pomylą go z „tym innym” Guevarą?
Od Sigonelli przez ostrzeżenie Gheddafi’ego po operację “Mani Pulite” i wygnanie do Tunezji
Bettino Craxi, lider Włoskiej Partii Socjalistycznej (PSI) i premier Włoch w latach 1983–1987https://it.wikipedia.org/wiki/Bettino_Craxi, wszedł w ostry konflikt z administracją Ronalda Reagana za swoją niezależną politykę śródziemnomorską. Dwa kluczowe wydarzenia z lat 1985–1986 stały się symbolem owej konfrontacji i – według licznych poszlak – przyczyną długofalowej amerykańskiej zemsty.
Incydent w Sigonelli (1985)
Po porwaniu statku „Achille Lauro” przez palestyńskich terrorystów (zabito amerykańskiego pasażera), siły USA przechwyciły sprawców na pokładzie egipskiego samolotu i chciały ich przetransportować do Ameryki. Craxi odmówił ekstradycji, twierdząc, że przestępstwo popełniono na włoskim statku, więc jurysdykcja należy do Włoch. Doszło do bezpośredniej konfrontacji na bazie NATO w Sigonelli: włoskie siły (karabinierzy i VAM) zablokowały amerykańskim komandosom Delta Force dostęp do samolotu. Craxi publicznie oświadczył, że Włochy nie będą „wasalami” i że „jeśli myślą, że mnie podepczą, złamię im kości – Włochy muszą być autonomiczne”.
Incydent zakończył się kompromisem, ale zniszczył zaufanie Waszyngtonu. Craxi stał się dla Amerykanów „człowiekiem, który powiedział im »nie«”.
Kilka miesięcy później, w kwietniu 1986 r., Craxi posunął się jeszcze dalej. Gdy Reagan przygotowywał operację „El Dorado Canyon” (bombardowanie Libii po zamachu w berlińskiej dyskotece La Belle) wikipedia/Operation_El_Dorado_Canyon, włoski premier osobiście ostrzegł libijskiego dyktatora Muammara Kaddafiego. Dzięki temu Gheddafi uniknął śmierci(choć zginęła jego adoptowana córka Hanna). Fakt ten potwierdzili później libijski minister spraw zagranicznych Abdel Rahman Shalgham oraz Giulio Andreotti. Była to jawna demonstracja przyjaźni Craxi z reżimem libijskim i kolejny policzek dla USA, które właśnie żądały solidarności NATO.
……….
Noc, podczas której Bettino Craxi ostrzegł Gheddafiego
W przeddzień 14 kwietnia 1986 roku szef włoskiego rządu Bettino Craxi poinformował libijskiego przywódcę Muammara Gheddafiego, że amerykański bombardowanie Trypolisu jest nieuchronne. Wczoraj (to artykuł archiwalny z roku 2008) przypomniał o tym libijski minister spraw zagranicznych Mohammed Abdel-Rahman Shalgam podczas konferencji zorganizowanej przez włoskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych w Pałacu Farnesina z okazji niedawno podpisanego traktatu o przyjaźni włosko-libijskiej.
„Nie sądzę, że zdradzam tajemnicę, jeśli powiem, że Włochy poinformowały nas dzień wcześniej, że dojdzie do amerykańskiej agresji przeciwko Libii” – powiedział Shalgam, który doskonale pamięta te wydarzenia, ponieważ wówczas był ambasadorem Libii we Włoszech.
Atak amerykańskiego lotnictwa rzeczywiście miał miejsce w nocy z 14 na 15 kwietnia 1986 roku. Został on zarządzony przez ówczesnego prezydenta USA Ronalda Reagana w odwecie za zamach z 5 kwietnia w berlińskiej dyskotece „La Belle”, popularnej wśród amerykańskich żołnierzy stacjonujących w Niemczech (wówczas jeszcze podzielonych murem). Zamach spowodował śmierć 3 osób i ranił 250.
Odpowiedzialnością obarczono agentów libijskich, a odwet przybrał formę „precyzyjnego” ataku: bombowce F-111 wystartowały z baz w Lakenheath i Upper Heyford w Wielkiej Brytanii i zbombardowały w Trypolisie niektóre instalacje wojskowe, koszary Bab el Azizia, rezydencję samego Gheddafiego oraz niektóre dzielnice cywilne.
Jednocześnie inne samoloty należące do VI Floty (stacjonującej na Morzu Śródziemnym, z dowództwem we Włoszech) zbombardowały koszary i bazę wojskową w Bengazi. Cały atak trwał zaledwie 12 minut; zginęło około dwudziestu osób, w tym adoptowana córka pułkownika Gheddafiego – mała dziewczynka.
Były to czasy, gdy włoskie rządy pozwalały sobie na gesty autonomii wobec sojusznika zza Atlantyku. Już wcześniej wiedzieliśmy, że rząd włoski nie udzielił Stanom Zjednoczonym prawa przelotu nad terytorium Włoch w celu przeprowadzenia ataku na Libię (żaden inny rząd europejski poza Wielką Brytanią Margaret Thatcher nie wyraził na to zgody). Teraz dowiadujemy się, że rząd Craxi poszedł jeszcze dalej i wykorzystał dostępne kanały, by ostrzec libijskiego przywódcę o zbliżającym się ataku.
„Stany Zjednoczone wykorzystały bazę na Lampedusie, ale zrobiły to wbrew woli rządu włoskiego, ponieważ Rzym był przeciwny użyciu przestrzeni powietrznej i morskiej do agresji” – dodał minister Shalgam. „O wszystkim zostałem osobiście poinformowany”.
Słowa libijskiego ministra znalazły liczne potwierdzenia. Przede wszystkim ze strony Giulio Andreottiego, ówczesnego ministra spraw zagranicznych Włoch: obecny na konferencji we włoskim ministerstwie spraw zagranicznych, potwierdził, że rząd włoski ostrzegł Libię. Określił on nalot na Trypolis i Bengazi w 1986 roku jako „inicjatywę całkowicie niewłaściwą, błąd o charakterze międzynarodowym”.
Margherita Boniver, wówczas odpowiedzialna za sprawy zagraniczne we Włoskiej Partii Socjalistycznej Bettina Craxi’ego, również potwierdza: Włochy nie tylko odmówiły prawa przelotu, ale wykorzystały wszystkie dostępne kanały, by ostrzec Gheddafiego. To właśnie była słynna noc, podczas której Amerykanom zabroniono lądowania w bazie NATO w Comiso na Sycylii.
Ostrzeżenie najprawdopodobniej uratowało życie pułkownikowi – owej nocy nie dał się zaskoczyć w swojej rezydencji: być może chodziło o minuty – dodaje senator SDI, Cesare Marini, który – jak twierdzi – od dawna wiedział, w jaki sposób Włochom udało się „zapobiec zamordowaniu Gheddafiego” (wspominał o tym już w 2003 roku podczas posiedzenia Komisji Spraw Zagranicznych i Obrony Senatu).
………………..
Dwa powyżej opisane tj. gesty – obrona suwerenności w Sigonelli i uratowanie Kaddafiego – stworzyły trwały motyw zemsty.
Jak pisano później: „Celem był Bettino Craxi, człowiek, który w Sigonelli odważył się powiedzieć Amerykanom »nie«”.
W lutym 1992 r. wybuchła największa w powojennych Włoszech afera korupcyjna – operacja „Mani Pulite” (Czyste Ręce) prowadzona przez mediolański zespół prokuratorów pod wodzą prokuratora Antonia Di Pietro. W ciągu dwóch lat upadła cała I Republika: rozpadły się chadecja (DC), socjaliści Craxi’ego i inne partie rządzące od 1945 r.
Craxi został skazany za korupcję, stracił immunitet parlamentarny i w 1994 r. uciekł do Tunezji (Hammamet), gdzie zmarł w 2000 r. w przekonaniu, że padł ofiarą politycznej zemsty.
Na podstawie ujawnionych dokumentów i zeznań wielu źródeł wskazuje, że za kulisami stała amerykańska „reżyseria”:
Bezpośrednie kontakty konsulatu USA z prokuratorami. Były ambasador USA Reginald Bartholomew (w latach 1993–1997) ujawnił przed śmiercią, że musiał interweniować, by przerwać „zbyt bliskie” powiązania konsulatu w Mediolanie z zespołem Di Pietro. Twierdził. że peracja „poszła za daleko”, naruszając prawa oskarżonych. Bartholomew zorganizował nawet spotkanie włoskich sędziów z amerykańskim sędzią Sądu Najwyższego Antoninem Scalią, który skrytykował włoskie aresztowania prewencyjne.
Wiedza z wyprzedzeniem i wsparcie logistyczne. Konsul USA w Mediolanie Peter Semler już pod koniec 1991 r. wiedział od Di Pietro o planowanych aresztowaniach Craxi’ego oraz chadecji. Di Pietro wielokrotnie podróżował do USA (podróże organizowane przez ambasadę i United States Information Agency). Po aferze otrzymał nagrodę od firmy Kroll (powiązanej z amerykańskimi służbami).
Depesze dyplomatyczne i ocena Waszyngtonu. W 1993 r. dyplomata Daniel Serwer pisał: „Mówi się, że jeden z protagonistów sędziowskiej inkwizycji może być marionetką sterowaną przez USA”.Amerykanie nie bronili swoich dotychczasowych sojuszników (Craxi, Andreotti, Martelli), bo „nadeszła godzina oczyszczenia”. Obserwatorzy USA monitorowali pracę prokuratorów, twierdząc, że „coś tam było”.
Ostatnie słowa Craxi’ego z wygnania. W Hammamet (Tunezja), Craxi zostawił notatkę: „Nigdy nie powiedziałem, że Di Pietro został wyszkolony przez CIA, ale jego działanie było silnie wspierane przez rząd amerykański”. Bruno De Mico informował prokuratora Davigo już w lipcu 1992 r., że „amerykańskie środowiska” chcą współpracy w sprawie Ligresti i Craxi.
Syn Bettino Craxi’ego, Bobo Craxi, mówił wprost o „niepokojącym splocie między mediolańskim pool’em prokuratorów a konsulatem amerykańskiego sojusznika” i domagał się komisji śledczej. Córka, Stefania Craxi stwierdzała: „prawda powoli wychodzi na jaw”.
Podsumowanie – dlaczego „amerykańska reżyseria” jest bardzo prawdopodobna?
Nie ma „dymiącego rewolwera” (ostatecznego dowodu), ale poszlaki są liczne i spójne: wcześniejsze konflikty, tj. ten w Sigonelli i ten związany z ostrzeżeniem Kaddafiego, wiedza amerykańskich dyplomatów o dochodzeniu z wyprzedzeniem, bliskie kontakty prokuratora Di Pietro z USA, rezygnacja Waszyngtonu z obrony sojuszników, a wreszcie ucieczka Craxi’ego właśnie do Tunezji – kraju zaprzyjaźnionego z Gheddafim. Operacja Mani Pulite nie tylko zniszczyła Craxi’ego, ale otworzyła drogę do prywatyzacji włoskiego majątku na warunkach korzystnych dla zachodnich (w tym amerykańskich) kapitałów.
Jak podsumował jeden z komentatorów: „Bez udziału czynników międzynarodowych nie da się obalić całej klasy rządzącej i zdestabilizować kraju”. Zemsta za Sigonellę i za ostrzeżenie dla Kaddafiego przyszła z opóźnieniem – ale była miażdżąca. To nie przypadek, lecz logiczna konsekwencja polityki suwerenności, za którą Bettino Craxi zapłacił życiem i śmiercią na wygnaniu w tunezyjskim Hammamet.
………………
Cofnijmy się jeszcze do roku 1980…
Katastrofa nad Usticą: Bettino Craxi ostrzega Muammara Kadafiego
Katastrofa lotnicza nad wyspą Usticą, która miała miejsce 27 czerwca 1980 roku, pozostaje jedną z największych zagadek w historii włoskiej awiacji. Samolot DC-9 linii Itavia, lecący z Bolonii do Palermo, eksplodował w powietrzu, powodując śmierć wszystkich 81 osób na pokładzie.
Przez lata pojawiały się liczne teorie spiskowe, w tym ta, że katastrofa była wynikiem pomyłki podczas próby zestrzelenia samolotu libijskiego przywódcy Muammara Kadafiego. W kontekście owych wydarzeń kluczową rolę miało odegrać ostrzeżenie ze strony ówczesnego premiera Włoch, Bettino Craxiego.
Według relacji Giuliano Amato, byłego premiera Włoch, w wywiadzie udzielonym w 2023 roku, katastrofa nad Usticą była spowodowana francuskim pociskiem, który miał trafić w samolot Kadafiego. Plan zakładał, że libijski przywódca zostanie zestrzelony w ramach operacji wojskowej, jednak Craxi, dowiedziawszy się o tym, ostrzegł Kadafiego, co pozwoliło mu na uniknięcie zagrożenia. W rezultacie, pocisk trafił w cywilny samolot Itavia, mylnie wzięty za samolot przywódcy libijskiego.
Amato wezwał także prezydenta Francji Emmanuela Macrona do przeprosin za ową tragedię, podkreślając, że Francja powinna wziąć odpowiedzialność za incydent, który miał miejsce w kontekście napiętych relacji międzynarodowych w rejonie Morza Śródziemnego w tamtym czasie.
Atak na Iran, przeprowadzony w trakcie trwających negocjacji i wymierzony w kluczowe postaci irańskiego rządu, nie zawiera żadnych szczególnych nowości w porównaniu z tym, co już wiedzieliśmy o podejściu Stanów Zjednoczonych i Izraela wobec Teheranu.
Nie powinno dziwić, że Stany Zjednoczone i Izrael arbitralnie decydują się użyć siły przeciwko każdemu, kogo uznają za swojego wroga na całym świecie – i robią to, kłamiąc na temat irańskiego programu nuklearnego, który przez nikogo nie był uważany za bliski realizacji broni atomowej.
W końcu zawsze tak postępowali: celowane naloty, „prewencyjne” ataki, a nawet porwania głów państw, jak w przypadku Wenezueli – działania, które gdyby dokonał ich ktokolwiek inny, bez wahania określilibyśmy mianem terrorystycznych.
Robią to, destabilizując całe obszary świata – zazwyczaj te o kluczowym znaczeniu energetycznym – nie informując wcześniej sojuszników ani nie konsultując się z nimi. Wicepremier Matteo Salvini ujawnił wczoraj, że włoski rząd został powiadomiony o rozpoczęciu operacji wojskowych… dopiero po ich rozpoczęciu. Rzym dowiedział się o wszystkim z telewizyjnych breaking news i depesz agencyjnych.
Historia ministra obrony Guido Crosetto, który – jak się wydaje – utknął z rodziną w Dubaju (co stało się obiektem licznych żartów), pokazuje w rzeczywistości, że Pentagon nie poinformował nawet sojuszników z NATO o nadchodzącym ataku. To kolejne potwierdzenie, że Stany Zjednoczone i Izrael od zawsze stosują zasadę wyższości wobec reszty świata opartą na ich „wyjątkowości”. Mówiąc językiem Markiza del Grillo: „Ja jestem ja, a wy nie jesteście warci funta kłaków”.
Nic zaskakującego, jeśli weźmiemy pod uwagę arogancję, jaką administracja Trumpa rezerwuje dla Europejczyków – i to, że nasi „sojusznicy” zza oceanu od wielu lat zachowują się jak najwięksi wrogowie Europy.
Wywołali arabskie wiosny, które podpaliły Afrykę Północną i Bliski Wschód, rozpętując wojny w Libii, Iraku i Syrii – co podważyło bezpieczeństwo energetyczne i „podwórko” Europy. Dokonali zmiany rządu w Kijowie w 2014 roku, inwestując w operację Majdan 5 miliardów dolarów (jak przyznała w Kongresie podsekretarz Victoria Nuland), otwierając drogę do militarnej konfrontacji z Rosją – po czym wysadzili gazociąg Nord Stream… po tym, jak wcześniej Biden i Nuland otwarcie zapowiadali jego zniszczenie.
W obliczu tego wszystkiego dziecinadą byłoby dziwić się, że Amerykanie nie okazują szacunku europejskim sojusznikom. Nie trzeba być szczególnie przewrotnym, by zauważyć, że atak na Iran – niezależnie od jego rezultatów – spowoduje wzrost cen ropy, także z powodu zamknięcia Cieśniny Ormuz, które wczoraj zapowiedzieli Strażnicy Rewolucji Islamskiej.
Nie trzeba być wybitnym analitykiem, by zrozumieć, że blokada Zatoki Perskiej sprzyja amerykańskiemu eksportowi energii, a wyższe ceny ropy czynią bardziej opłacalnym wydobycie w USA – gdzie kosztowna technologia frackingu nie jest rentowna poniżej 62–65 dolarów za baryłkę.
I nie trzeba być geniuszem, by pojąć, że Europa – już teraz najbardziej uprzemysłowiony region świata, który po rezygnacji z taniego i nieograniczonego rosyjskiego gazu i ropy płaci najwyższe ceny za energię – poniesie z tego ataku dodatkowe, bardzo poważne szkody gospodarcze i bezpieczeństwa.
To, co naprawdę powinno nas wszystkich dziwić, to fakt, że rządy europejskich państw (o Unii Europejskiej, która stała się już jedynie nomenklaturą lobbystów w dużej mierze służących interesom amerykańskim, lepiej nie wspominać) nadal pozostają uległe wobec samowystarczalnej arogancji Stanów Zjednoczonych i Izraela.
Dla nas, Włochów, którzy od dawna uważają tzw. „rozszerzone Morze Śródziemne” (sięgające aż po Morze Czerwone, Ocean Indyjski i Zatokę Perską) za obszar o pierwszorzędnym znaczeniu strategicznym i narodowym, obecne operacje wojskowe powinny być nie do zaakceptowania – właśnie dlatego, że prowadzą wyłącznie do dalszej destabilizacji regionu.
Również jemeńskie milicje Huti ogłosiły wznowienie ataków na statki handlowe w Cieśninie Bab al-Mandab i Zatoce Adeńskiej – w solidarności z zaatakowanym Iranem. Dzięki USA i Izraelowi ruch morski do/z Morza Śródziemnego znów zostanie poważnie utrudniony – ucierpią nasze porty, nasz eksport i import. A kilka okrętów z garstką pocisków w ramach unijnej operacji Aspides na pewno nie wystarczy do ochrony żeglugi – zwłaszcza że nawet Amerykanie musieli w końcu pertraktować z Hutimi po wyczerpaniu zapasów pocisków przeciwlotniczych na niektórych jednostkach US Navy.
Nie ma najmniejszego sensu, by narody europejskie dziś powtarzały, że są sojusznikami USA i Izraela – bo między sojusznikami się rozmawia, podejmuje decyzje wspólnie lub uzgodnione, a przede wszystkim unika się działań jednostronnych, które szkodzą partnerom. Tymczasem Europejczycy są traktowani jak „użyteczni idioci” – mają wspierać kampanie wojskowe i inicjatywy idące wprost przeciwko ich własnym interesom, a potem mają potulnie milczeć.
„Kto sobie sam jest winien, niech sam płacze” – to prawda. Ale europejskie narody muszą się obudzić, zanim będzie za późno. Interesy Stanów Zjednoczonych i Izraela od dawna opierają się na destabilizacji całych obszarów geopolitycznych i energetycznych – to cel dokładnie odwrotny do tego, co powinno przyświecać Europejczykom.
Dlatego jak najszybciej trzeba się wyzwolić z sojuszu, który staje się coraz bardziej jednostronny, uciążliwy i niebezpieczny dla naszego bezpieczeństwa. Tak jak Imperium Rzymskie w fazie schyłkowej, także amerykańskie imperium staje się nieprzewidywalne, groźne i kierowane przez liderów mało wiarygodnych, nieprzygotowanych, a czasem jawnie niestabilnych.
Czy ma sens powierzać naszą obronę, bezpieczeństwo i bazy wojskowe potędze, która z każdym dniem coraz wyraźniej okazuje się naszym wrogiem?
Bo propaganda – z jej śmiesznymi nowomową i obłąkańczymi deklaracjami Trumpa o „nieuchronnym zagrożeniu ze strony Iranu” – nie wystarczy, by usprawiedliwić tę nową wojnę, która sieje chaos tuż u bram Europy. Po 80 latach Europa powinna znaleźć w sobie odwagę, by „uwolnić się od wybawicieli” – z pragmatyzmem, odrzucając sekciarskie dogmaty i nie dając się dłużej wciągać w cudze wojny.
Filo-ajatollah?
Nie trzeba być fanem zmarłego ajatollaha Chameneiego (który był chory i miał 87 lat, ale był wybitną postacią nie tylko Iranu, lecz całego szyickiego islamu), by zauważyć: jeśli nazywamy irański system „reżimem”, to samo powinniśmy powiedzieć o absolutystycznych, dziedzicznych monarchiach Zatoki Perskiej – petro-państwach, w których praw obywatelskich i politycznych jest bardzo mało, a które są naszymi „żelaznymi sojusznikami”, przed którymi Europa często biła pokłony w zamian za miliardowe inwestycje.
Śmieszne jest określanie Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (pasdaran) mianem „ruchu terrorystycznego” – jak zrobił Parlament Europejski, także głosami Włoch – bez przypomnienia, że islamski terroryzm to sunnici (ISIS, Al-Kaida itd.), a nie szyici.
Wręcz przeciwnie: szyici – zarówno arabscy, jak i perscy – są głównym celem sunnickiego ekstremizmu terrorystycznego (wystarczy przeczytać manifesty bin Ladena, al-Zarkawiego czy al-Baghdadiego). Warto też przypomnieć, że to nie Amerykanie ani tym bardziej Włosi powstrzymali ISIS przed zajęciem Bagdadu w sierpniu 2014 roku – lecz trzy pułki irańskich pasdaran, ponosząc przy tym ciężkie straty.
Podobnie wyzwolenie północnego Iraku i wschodniej Syrii spod Państwa Islamskiego w dużej mierze zawdzięczamy szyickim milicjom ludowym wspieranym przez pasdaran.
To niewygodne wspomnienia – zwłaszcza dziś, gdy cały świat uznał za przywódcę Syrii byłego terrorystę Abu Mohammada al-Dżulaniego (Ahmeda asz-Szara), na którego głowę Waszyngton jeszcze niedawno wyznaczył 10 milionów dolarów nagrody. Nikt go nie wybierał – doszedł do władzy jako przywódca sunnickiej milicji islamistycznej sprzymierzonej z Turcją; dawny zastępca Zarkawiego, członek ISIS, założyciel Dżabhat an-Nusra, lider Tahrir asz-Szam. Dziś wszyscy podają mu rękę – także ci, którzy pasdaran nazywają terrorystami.
Pragmatyzm polityki czyni hipokryzją każdy apel o „wartości wolności i demokracji”. Rezygnujemy z energii autokraty Putina, by kupować ją od reżimu Ilhama Alijewa – prezydenta Azerbejdżanu od 2003 roku, następcy ojca Hejdara. Reżim wielokrotnie krytykowany za represje wobec opozycji i brak praw człowieka – jedyna republika na świecie (obok Korei Północnej), w której władza przechodzi z ojca na syna wraz z kultem jednostki.
Tak samo dziś izraelska i amerykańska propaganda (z typową medialną fanfarą posłusznych mediów) serwuje nam kontrast: irańskie dziewczyny za czasów szacha Rezy Pahlawiego kontra kobiety w hidżabach (notabene nieobowiązkowych) w Iranie ajatollahów.
Ten sam chwyt stosowano z burkami afgańskimi, gdy USA i sojusznicy „eksportowali demokrację” do Kabulu – by potem zostawić kraj talibom i burkom.
Wystarczy znać historię lub mieć odpowiedni wiek, by pamiętać fakty: przywrócenie monarchii Pahlawich w Teheranie nie byłoby żadną gwarancją wolności ani demokracji. Szach rządził żelazną pięścią, posługując się niesławną SAVAK, ogłosił się „cesarzem” (jedyny obok Bokassy w tamtych czasach). Nieprzypadkowo jego imperium – sojusznik USA i Izraela – runęło w wyniku wielkich powstań ludowych.
Niejasne perspektywy
Biorąc pod uwagę wszystko to, co zostało powiedziane, staje się oczywiste, że irański program nuklearny i balistyczny stanowią jedynie pretekst, by pogrążyć Iran – sojusznika Rosji i Chin – w całkowitym chaosie, wraz z jego produkcją energii, która dzisiaj jest eksportowana do Azji, a którą Waszyngton chciałby wyłączyć z gry lub – alternatywnie – przejąć pod swoją kontrolę.
Ponadto, Iran podpisał w 2015 roku międzynarodowe porozumienie z administracją Obamy, które następnie Donald Trump unieważnił, kierując się dyktatem Benjamina Netanjahu – co już wówczas rodziło pytanie, kto tak naprawdę trzyma stery w sojuszu izraelsko-amerykańskim. Dziś żądanie nowego porozumienia nuklearnego brzmi groteskowo, zwłaszcza po tym, jak w wojnie trwającej 12 dni, wywołanej w czerwcu zeszłego roku przez Izrael, właśnie Trump ogłosił, że program atomowy Iranu został zniszczony po nalotach bombowców B-2 na irańskie obiekty nuklearne.
W rzeczywistości był to jedynie interwencja, która pozwoliła tymczasowo zatrzymać wojnę i uratować twarz Izraelowi, który wyczerpał zapasy pocisków antyrakietowych, podczas gdy Teheran wciąż dysponował dużą liczbą pocisków balistycznych gotowych do wystrzelenia. Także w obecnej kampanii to prawdopodobnie amunicja zdecyduje o sukcesie lub porażce stron konfliktu – jak podkreślił również Scott Ritter. Co skończy się pierwsze: irańskie nośniki balistyczne czy izraelskie i amerykańskie systemy antyrakietowe?
Siły zbrojne Izraela (IDF) szacują, że Iran posiada obecnie około 2500 pocisków balistycznych. Przed wojną z czerwca 2025 roku te same źródła twierdziły, że Iran zamierza znacząco przyspieszyć tempo produkcji pocisków balistycznych – z 3000 do 8000 sztuk w ciągu dwóch lat. W trakcie konfliktu czerwcowego Iran wystrzelił ponad 500 pocisków w kierunku Izraela, a IDF uważa, że zniszczyła setki pocisków w atakach oraz uniemożliwiła produkcję kolejnych 1500, uderzając w fabryki.
W ostatnich miesiącach, izraelscy wojskowi uważają, że Teheran zainwestował w odbudowę zdolności produkcyjnych, wytwarzając co miesiąc kilkadziesiąt pocisków, aż osiągnął ponownie poziom 2500 sztuk. To bardzo duża liczba, która wymagałaby co najmniej trzykrotnie większej liczby pocisków obrony przeciw balistycznej. Iran zresztą atakuje amerykańskie bazy w arabskich monarchiach Zatoki nie tylko dlatego, że są to ewidentne, uzasadnione cele wojskowe, ale być może także po to, by wzniecić arabskie społeczeństwa, które nienawidzą polityki USA i Izraela – i które mogłyby zmusić emirów do wyrzucenia amerykańskich baz, postrzeganych coraz bardziej jako (bogatsze i lepiej uzbrojone) ramię Izraela.
Także spór, który wybuchł między Cyprem a Wielką Brytanią w sprawie dwóch irańskich pocisków balistycznych określanych jako „błądzących” i potencjalnie skierowanych na brytyjskie bazy na wyspie będącej częścią UE (a obecnie sprawującej półroczną prezydencję), powinien skłonić do refleksji, jak bardzo wojna wywołana przez Izrael i Stany Zjednoczone może bezpośrednio zagrozić Europie i Unii Europejskiej.
W tej wojnie to nie tylko rząd irański stawia wszystko na jedną kartę: USA i Izrael ryzykują nie tylko nieosiągnięcie założonych celów, ale także utratę wiarygodności politycznej i militarnej (zwłaszcza jeśli Iran zdoła zadać swoim wrogom bolesne straty), narażając się na nienawiść większości świata. Z politycznego punktu widzenia należy bowiem zapytać, na jakiej podstawie największa potęga nuklearna świata (obok Rosji) oraz de facto potęga nuklearna, jaką jest Izrael – który nigdy nie poddał się inspekcjom agencji ONZ ds. energii atomowej (MAEA) – mogą sobie rościć prawo do odmawiania Iranowi wzbogacania uranu, a nawet rozwoju pocisków balistycznych i broni jądrowej.
Na zasadzie prawa silniejszego? – Żegnajcie więc szeroko propagowane prawo międzynarodowe, „sprawiedliwy pokój” i przeciwstawienie agresora ofierze, tak drogie naszym politykom i komentatorom.
Wreszcie, po zaledwie 36 godzinach wojny już widać, że najważniejszą lekcją płynącą z tego konfliktu jest ta płynąca z Korei Północnej: gdyby Teheran posiadał broń jądrową, tak jak Pjongjang, nikt nie odważyłby się go zaatakować.
Choć migranci stanowią od 10 do kilkunastu procent ludności Włoch, to udział obcokrajowców wśród kryminalistów jest wyjątkowo duży. Wedle danych z 2024 roku cudzoziemcy popełnili na Półwyspie Apenińskim ponad połowę przestępstw z użyciem przemocy.
Jak podał portal lanuovabq.it, statystyki sprzed dwóch lat świadczą, że migranci odpowiadali za 34, 7 procent popełnionych przestępstw. Dane tym wyraźniej ukazują nadreprezentację obcokrajowców wśród kryminalistów, gdy wziąć pod uwagę naruszenia prawa związane z przemocą. Cudzoziemcy to sprawcy 60 procent z nich.
Migranci dominują szczególnie wśród kradzieży kieszonkowych, są sprawcami 60,1 procent przypadków rozbojów ulicznych oraz 43 procent incydentów na tle seksualnym.
Znaczny odsetek z cudzoziemców popełniających przestępstwa przebywa we Włoszech nielegalnie. Wieloletnie badanie prowadzone przez resort spraw wewnętrznych śródziemnomorskiego kraju do 2009 roku stwierdziło, że 70 procent winnych obcokrajowców nie posiada uprawnień do pobytu.
Po tytule – w którym nie wiadomo o co chodzi, w głupkowatym wstępie sugeruje się, że we Włoszech rządzonych przez Meloni(bo o nich przecież będzie mowa)sprzeciw wobec wypracowanego przez ostatnie 200 lat stylu uznawany jest za terroryzm. Ten schemat wdrażany jest również na własnym gruncie poprzez powoływanie kolejnych służb specjalnych». Sugestia absurdalna, o czym będzie poniżej.
Następnie, wspomniane są «niezadowolone władze Mediolanu, w tym burmistrz Giuseppe Sala». Otóż Mediolanem rządzą wściekłe komuchy, do których zalicza się Sala, zadręczający od lat mieszkańców tego miasta wariackimi nakazami zielonego szaleństwa. it.wikipedia.org/wiki/Giuseppe_Sala
I oto «Jola» przygotowuje stopniowe wprowadzenie narracji anarchistów i ekstremalnych komuchów poprzez pytanie: “Czy mamy do czynienia z próbą destabilizacji nastrojów społecznych, czy raczej z głęboko odczuwalnym kryzysem władzy i kryzysem gospodarczym?” Zauważa jednak: «Żaden cywil nie miał jednak ucierpieć», a obrażenia odniosło“108 policjantów”; takie to rzekome represje za strony policji!
Następnie, autorka gniota pisze: «Na wydarzenia zareagował Lorenzo Vidino z Uniwersytetu George’a Waszyngtona. Dr Vidino, specjalista w zakresie ekstremizmu i przemocy politycznej, stwierdził: „Tak gwałtowne zdarzenia nie powinny zaskakiwać, ponieważ Turyn jest wylęgarnią grup anarchistycznych i komunistycznych” (cytat z zamieszczonego VIDEO). Ale NIE WYCIĄGA z owych stwierdzeń żadnych logicznych wniosków!
Dalej, «Jolka»: «Tymczasem weryfikacja tej opinii u źródeł ukazuje zupełnie inny obraz sytuacji. Lokalne medium People’s Dispatch przedstawiło znacznie szerszy kontekst wydarzeń».
Jakie to “LOKALNE MEDIUM” jest, “Joluś” wolna od rozumu???
Nie zadałaś sobie najmniejszego trudu, by sprawdzić, czyje opinie uwiarygadniasz!
Główna redaktorka i publiczna twarz witryny Peoples Dispatchto Zoe Alexandra – dziennikarka militante, tzw. “międzynarodystka” (zajmuje się głównie ruchami społecznymi i polityką lewicową w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach), która koordynuje redakcję, pisze teksty i reprezentuje medium w przestrzeni międzynarodowej, silnie marksistowskiej lewicy antyimperialistycznej (GROK).
Zaś autorka tekstu, KTÓRY ZAMIEŚCIŁAŚ to Ana Vračar – chorwacka, lewacka dziennikarka, aktywistka(walcząca między innymi o “sprawiedliwość genderową”!) i reporterka związana z People’s Dispatch. movement.org/s1-episode12
Takie to “lokalne medium” jest, na którym się oparłaś!
“Turin is partisan” to nie «Turyn jest zwolennikiem”. Chodzi o tradycje partyzanckie z II wojny światowej; lewica włoska uważa się za spadkobiercę lewicowej partyzantki tamtego okresu! Głupio to przetłumaczyłaś!
Cytowane ugrupowanie Potere al Popolo i Marta Collot (jego rzeczniczka) to włoskie, bardzo wściekłe LEWACTWO (tzw. ekstremistyczna, radykalna lewica)!
Na koniec, «Jolka» znów przytacza dr Vidino (ale cóż z tego, jak wcześniej tyle nasmrodziła narracją ekstremistycznego lewactwa): «Zdaniem dr. Vidino przykład Turynu stanowi element nie tylko włoskiej, lecz europejskiej sieci anarchistyczno-komunistycznej, obejmującej również środowiska propalestyńskie oraz Antifę».
***
Przypomnijmy, że podczas opisywanych demonstracji, jednego policjanta chciano spalić żywcem w policyjnej furgonetce, a drugiego zabić młotkiem (na szczęście, zostali uratowani przez kolegów):
Wyścig z czasem. Co nastąpi pierwsze nuklearny Armagedon, czy upadek Zachodu? A race against time. What will happen first: nuclear Armageddon or the collapse of the West?
Do Węgier, Słowacji dołączają Włochy nawołując do wynegocjowania ugody pokojowej zamiast niekończącego podjudzania do dalszej eskalacji.
Narastający lawinowo kryzys gospodarczy w Unii nie omija Włoch.
Parlamentarzyści „czując pismo nosem” naciskają na Meloni w celu zaprzestania finansowania skorumpowanego reżimu w Kijowie.
Jako „wychowanka” Rotszylda, Meloni stara się nie irytować pryncypała. Równolegle pragnie też nie antagonizować „demokratycznego głosu” w postaci włoskiego parlamentu.
Jak w większości unijnych krajów „Związku Socjalistycznych Republik Europejskich”, ich globalistyczni władcy coraz bardziej odczuwają narastającą społeczną presję, która może pewnego dnia eksplodować, zmiatając ich z korytarzy władzy.
Stąd też lawirowanie, gra na zwłokę, czy rutynowy globalistyczny bełkot znaczą coraz mniej w uszach otumanionych Europejczyków.
Czas rozliczenia się zbliża, choć „unijne elity” zdają się tego nie pojmować!
Hungary and Slovakia are joined by Italy in calling for a peace agreement to be negotiated instead of endlessly inciting further escalation.
The growing economic crisis in the EU does not bypass Italy.
Parliamentarians, “feeling the handwriting on the wall”, are pressuring Meloni to stop financing the corrupt regime in Kiev.
As a “pupil” of Rothschild, Meloni tries not to irritate the principal. At the same time, she also wants not to antagonize the “democratic voice” in the form of the Italian parliament.
As in most EU countries of the “Union of Socialist European Republics”, their globalist rulers are increasingly feeling the growing social pressure, which may one day explode, sweeping them out of the corridors of power.
Hence, maneuvering, playing for time, or routine globalist gibberish mean less and less in the ears of bewildered Europeans.
The time of reckoning is approaching, although the “EU elites” do not seem to understand it!
Włoski świat akademicki mobilizuje się przeciwko projektom ustaw, które mają na celu przekształcenie operacyjnej definicji antysemityzmu Międzynarodowego Sojuszu na rzecz Pamięci o Ofiarach Holokaustu (IHRA) w normę prawnie wiążącą. W ciągu zaledwie kilku godzin zebrano 2031 podpisów profesorów i naukowców pod apelem o wycofanie projektów ustaw podpisanych odpowiednio przez Graziano Delrio (lewacka Partia Demokratyczna) i Maurizio Gasparri’ego (prawicowa Forza Italia)oraz o cofnięcie decyzji o przyjęciu przez Włochy definicji IHRA w roku 2020.
Według sygnatariuszy „definicja antysemityzmu IHRA”grozi uznaniem krytyki państwa Izrael i syjonizmu za przestępstwo antysemityzmu, a zatem „stanowi ogromne zagrożenie dla naszej wolności akademickiej oraz dla nauczania”. Wśród sygnatariuszy są znani naukowcy, tacy jak Angelo d’Orsi i Donatella Della Porta, a także liczne stowarzyszenia akademickie i naukowe. https://docs.google.com/document/u/0/d/1YyUjMyjVoZc5aZ23fUyoCKVLsZswkCgrMO2F83eihV8/mobilebasic
Projekt ustawy przedstawiony przez senatorów Partii Demokratycznej, z Graziano Delrio jako pierwszym sygnatariuszem, w połączeniu z podobnym tekstem autorstwa Maurizio Gasparriego z partii Forza Italia, który natychmiast wyraził zgodę na przyjęcie tekstu dwupartyjnego, ma na celu wprowadzenie prawnie wiążącej definicji antysemityzmu do naszego systemu prawnego.
Sercem rozporządzenia jest przyjęcie definicji operacyjnej IHRA, podzielanej również przez inne kraje europejskie i instytucje międzynarodowe, która obejmuje jako przykłady antysemityzmu również niektóre formy radykalnej krytyki państwa Izrael lub syjonizmu, jego ideologii założycielskiej.
Definicja IHRA opisuje antysemityzm jako “pewne postrzeganie Żydów, które może być wyrażone jako nienawiść do Żydów; werbalne i fizyczne przejawy antysemityzmu są skierowane przeciwko osobom pochodzenia żydowskiego lub nieżydowskiego i/lub przeciwko ich mieniu, instytucjom społeczności żydowskiej i miejscom kultu”. Takie podejście grozi wprowadzeniem pojęć pozaprawnych do prawa karnego i rozszerzeniem zasięgu zastosowania prawa na legalne wypowiedzi i analizy dotyczące polityki suwerennego państwa.
W tekście apelu, sygnatariusze otwarcie mówią o niebezpiecznym skoku jakościowym: w naszym systemie prawnym nie ma precedensu, w którym krytyka państwa byłaby karalna. Wskazują również na wprowadzenie do prawa pozytywnego niejasnej i politycznie zorientowanej definicji, nieodpowiedniej jako parametr prawny, zwłaszcza w obszarach badań i nauczania. Argumentują, że ustawy Gasparri-Delrio nie wzmacniają walki z antysemityzmem, ale osłabiają jej wiarygodność, myląc antyżydowską nienawiść z politycznym sprzeciwem i generując efekt zastraszenia.
Dokument tłumaczy, że IHRA jest promowana za pomocą ogromnych wysiłków dyplomatycznych przez Izrael, „który używa jej jako narzędzia do ochrony poważnych naruszeń prawa międzynarodowego i praw człowieka, których się dopuszcza”. W związku z tym pojawia się „wola uciszenia głosów krytycznych oraz wiedzy w wielu dziedzinach studiów i przestrzeniach uniwersyteckich, które były jednym z filarów sprzeciwu wobec niszczenia ludności Gazy i współudziału naszego rządu w zbrodniach Izraela”.
Zagrożenie nie jest abstrakcyjne: jest to zagrożenie autocenzurą prewencyjną, dozorem wiedzy, ograniczeniem swobód konstytucyjnych w imię ochrony, która może i musi być zagwarantowana za pomocą już istniejących instrumentów prawnych.
W szczególności, zdaniem składających petycję, stosowanie kategorii analitycznych takich jak „kolonializm osadniczy”, „czystki etniczne” czy „apartheid” w kontekście akademickim może zostać błędnie zrozumiane jako dyskryminacja karalna, właśnie dlatego, że jest to zawarte w definicji antysemityzmu, którą projekt ustawy chciałby przyjąć. Jest to nowy scenariusz, w którym krytyka polityki państwa może być traktowana na tym samym poziomie, co przejawy nienawiści rasowej.
Polityczna reakcja na ustawę była zróżnicowana. Równieżw samej Partii Demokratycznej podniosły się głosy przeciwko – uznawanemu za niewłaściwe – utożsamianiu antysemityzmu z krytyką Izraela.
Podpisy zebrane w ciągu zaledwie kilku godzin pod apelem akademickim świadczą o intensywności debaty, która z pewnością nie zakończy się wraz z wejściem ustawy do porządku obrad parlamentu. Stawką jest nie tylko źle napisany akt prawny, ale sama idea demokratycznej przestrzeni publicznej: miejsca, w którym wiedza nie powinna prosić o pozwolenie, ani też krytyka nie może być uznawana za przestępstwo.
FOTO: James Lee Dozier wraz z prezydentem Włoch, Sandro Pertini’m, tuż po zakończeniu jego uprowadzenia przez Czerwone Brygady. Na zdjęciu także córka i żona Dozier’a.
Dokument CIA z 1978 roku nie jest zwykłą archiwalną ciekawostką. Stanowi pęknięcie w murze tajemnicy państwowej, które, gdy przyjrzeć mu się z należytą uwagą, powoduje rozerwanie oficjalnej narracji.
Po raz pierwszy nie mamy tu do czynienia z brudnymi układami między policjantami, mafią i wypaczonymi służbami, czyli typowymi doniesieniami, które zatruwały włoskie sądownictwo aż do lat 90-tych. W tym przypadku, gra jest o wiele bardziej toksyczna i destabilizująca: rząd USA od dziesięcioleci finansował program „zdalnego widzenia”, który, przynajmniej w swoich założeniach, pozwalał pewnym osobom „widzieć” wywrotowców – lub miejsca – oddalone o tysiące kilometrów. Bez satelity. Bez infiltratora. Wyłącznie dzięki sile umysłu.
Nie były to bzdety dla magazynów ufologicznych. Był to oficjalny program, z budżetami przydzielonymi przez CIA, przez wojskowe agencje obrony i armię. Projekt, który przez dwadzieścia trzy lata, czyli do 1995 roku, pochłaniał zasoby i czas, angażując dziesiątki „medium” i produkując tysiące udokumentowanych sesji.
Najbardziej niepokojący rozdział tej historii nosi numer 849 i datę 20 stycznia 1982 roku. 8 dni później – 28 stycznia – Włochy i cały świat świętowały uwolnienie generała brygady Jamesa Lee Doziera https://en.wikipedia.org/wiki/James_L._Dozier. Amerykański oficer został porwany przez Czerwone Brygady 17 grudnia 1981 roku z jego domu w Weronie i został uwolniony z kryjówki przez oddział NOCS policji państwowej przy wsparciu wywiadu amerykańskiego.
Jest jednak jeden szczegół, który podręczniki historii pomijają: sesja zdalnego widzenia zrealizowana w styczniu 1982 roku – sklasyfikowana jako ściśle tajna, opatrzona uwagą: „NIE UDOSTĘPNIAĆ OBCYM PAŃSTWOM” – została przeprowadzona wyłącznie w celu zlokalizowania kryjówki, w której Dozier był przetrzymywany
W tym miejscu warto pozwolić przemówić biurokracji, która jako jedyna jest w stanie uwiarygodnić to, co jest niewiarygodne. Odtajniony dokument, plik RDP96-00788R, jest arcydziełem administracyjnej ambiwalencji.
Sesja rozpoczyna się punktualnie o 09:00. Głos oznaczony numerem 72 powierza zadanie osobie zdalnie widzącej oznaczonej numerem 06: “Naszym celem na dziś jest osoba na zdjęciu, generał brygady James Dozier. Skoncentruj się, skoncentruj się, skoncentruj się!. Gdzie znajduje się generał brygady Dozier?”.
“Skoncentruj się!” – Słowa powtórzone 3 razy; tak jakby mowa mogła przebić materię i przestrzeń. Jakby ludzki umysł, po wojskowym treningu, mógł faktycznie odłączyć się od ciała i postrzegać fizyczną rzeczywistość oddaloną o tysiące kilometrów.
A to, co następuje, to kaskada mrożących krew w żyłach wrażeń i szczegółów:
Wzgórza.
Jezioro o nietypowym kształcie – „przypominającym dynię”.
Budynek położony na wzgórzu, z oknami sięgającymi od podłogi do sufitu, być może należący do naukowca, profesora.
Antena w stylu wojskowym, z pięcioma masztami na planie kwadratu.
W odniesieniu do lokalizacji, wizjoner, z niepokojącą klarownością, wskazuje na północny wschód półwyspu włoskiego. Opisuje zbiornik wodny z geograficzną precyzją, identyfikując go później z jeziorem Ghedina połóżonym w prowincji Belluno. Wymienia nazwę miejscowości, która brzmi „Padua” – „stara nazwa… 300 lat… należała do jakiegoś kardynała”(Padua lub Padoa to antyczna nazwa miasta Padwa). Opisany zostaje dom, w którym znajduje się generał: przeszklony budynek, położony nad brzegiem jeziora. I ludzie:“Trzech – zawsze, pięciu – teraz. Wszyscy są mężczyznami”..
W tym miejscu dokument stał się wręcz niesamowity. Gdzie znaleziono Doziera? – Akta porwania, dochodzenia, włoscy sędziowie ustalili, że generał był przetrzymywany w posiadłości w miejscowości Orzinuovi, w rejonie Padwy – kilka kilometrów od obszaru opisanego przez „jasnowidza” CIA. Skąd amerykański wywiad wiedział, gdzie szukać? – Poprzez oficjalne kanały: satelity, przechwyty radiowe, sieć szpiegów, cenne wsparcie włoskich służb? (Tak mówi “ocukrowana” wersja wydarzeń.)
Czy też – i tutaj pytanie jest zawieszone w próżni, burząc wszelką pewność – dzięki zdolności, którą oficjalna nauka wciąż określa jako szarlataństwo, ale którą amerykański wywiad obsesyjnie finansował przez dwadzieścia trzy lata? – Dokument tego nie mówi. Nie może tego stwierdzić. Gdyby Dossier RDP96-00788Rwyraźnie powiązało uwolnienie Doziera ze zdalnym widzeniem, zmieniłoby to ową „historyczną ciekawostkę” w udokumentowany dowód niemożliwego naukowo zjawiska.
Właśnie dlatego akta Grill Flame Project – kryptonim projektu zdalnego widzenia – pozostawały na najwyższym poziomie tajności aż do 2017 roku. Nie dlatego, że były niepoważne, ale dlatego, że ich powaga zmusiłaby środowisko akademickie i opinię publiczną do ponownego zbadania podstaw współczesnej nauki. Większość krytyków nigdy nie zdawała sobie sprawy, że Grill Flame nie był parapsychologicznym pokazem dziwactw. Był to program badawczy z formalnymi protokołami, doradztwem Uniwersytetu Stanforda i solidnym zabezpieczeniem finansowym.
Powstały w roku 1972 jako SCANATE w Stanford Research Institute (SRI), projekt został podzielony na części w roku 1978 i przemianowany na Grill Flame. INSCOM (Armia) i DIA (Agencja Wywiadu Obronnego) scentralizowały i zarządzały całą operacją. Zgodnie z odtajnionymi danymi, 227 medium odbyło 26 000 sesji zdalnego widzenia. Dwadzieścia sześć tysięcy razy państwo amerykańskie próbowało zrobić to, czemu nauka zaprzecza.
Zajmijmy się teraz ostatnim, doprawdy mrożącym krew w żyłach akapitem sesji nr. 849. Kiedy wizjoner 06 przestaje lokalizować i zaczyna „czuć” dynamiki oraz osoby obecne w miejscu przetrzymywania generała. Odkrywa najbardziej przerażający szczegół: robiący „bardzo silne wrażenie”, że wydarzy się coś strasznego: “Odnoszę wrażenie, że będzie jakaś, nie wiem, eksplozja czy coś takiego przeprowadzona przez tych samych ludzi. To… będzie coś w rodzaju bomby samochodowej. Będzie to również dotyczyło instalacji wojskowej”.
Powtórzmy: “Wrażenie. Bomba samochodowa. Wobec instalacji wojskowej”.
Sesja, o której mowa datowana jest na 20 stycznia 1982 roku. Dozier zostaje uwolniony 28 stycznia.
A co następuje potem? – W latach 1980-1993 Włochy będą rozdzierane przez bomby samochodowe: Capodichino (1980), koszary Ederle w Vicenzy (1984), masakry w Mediolanie, Rzymie, Florencji (1993).
Nikt nigdy nie odważył się jednak połączyć sesji zdalnego widzenia CIA z późniejszymi wydarzeniami zaistniałymi we Włoszech, których autorstwo przypisały sobie grupy terrorystyczne, zorganizowana przestępczość oraz wypaczone wywiady. Być może dlatego, że potwierdzenie tego rodzaju związku wysadziłoby w powietrze nie tylko opowiadanie o Czerwonych Brygadach, ale zawaliłoby cały domek z kart oficjalnej prawdy o włoskich masakrach.
W tym momencie, naukowa skuteczność zdalnego widzenia jest najmniejszym z problemów. Prawdziwy problem jest inny: dokument CIA dotyczący sesji 849 istnieje. Każdy może zweryfikować szczegóły geograficzne w nim zawarte, jego timing, jego spójność z dokonanym uwolnieniem generała. Każdy może zauważyć, że opis jeziora Ghedina przypominającego kształtem „dynię” to precyzja, której nie da się wytłumaczyć przypadkiem.
I każdy powinien zadać sobie jedyne pytanie, które ma znaczenie; jeśli CIA miała możliwość zlokalizowania generała Doziera za pomocą zdalnego widzenia, dlaczego czekała czterdzieści dwa dni, zanim poinformowała o niej włoskie służby? – Odpowiedzi prawdopodobnie nigdy nie poznamy, a to dlatego że najważniejsze akta – te, które mogłyby wyjaśnić timing, opóźnienia, ewentualne współdziałanie – są nadal utajnione. Sa pogrzebane w archiwach w Fort Meade.
Czemu takie interpretację? Zdolności jasnowidzenia są znane.
Przecież przed wojną i potem działał w Warszawie jasnowidz, inż. Stefan Ossowiecki. Zginął w czasie Powstania Warszawskiego.
Mój Ojciec był u niego, by się dowiedzieć, dokąd NKWD wywiozło mnie z Matką. Trafnie, z detalami opisał Oktjabrskij łagier [Красный Октябрь]. Chyba dzięki niemu żyję.
W kontekście trwającego konfliktu na Ukrainie, Włochy, jako członek NATO i UE, regularnie dostarczają pomoc wojskową Kijowowi. Od początku inwazji Rosji w 2022 roku, Rzym wysłał już kilkanaście pakietów wsparcia, w tym amunicję, systemy obrony powietrznej i pojazdy opancerzone. Jednak część tej pomocy budzi kontrowersje – chodzi o sprzęt wycofany z użytku, przechowywany od dekad w magazynach i często w stanie bliskim złomowania. Najnowsze doniesienia wskazują na wysyłkę setek starych transporterów opancerzonych M113, które, mimo swojego wieku, mogą odegrać kluczową rolę na polu bitwy. Przegląd włoskich mediów i źródeł internetowych ujawnia, jak ta decyzja balansuje między solidarnością sojuszniczą a wyzwaniami praktycznymi.
Transportery M113: Pochodzące z lat 50-tych ubiegłego wieku, prosto na front
Głównym bohaterem dyskusji jest 400 pojazdów opancerzonych M113, znanych we włoskiej armii jako warianty VCC-1 “Camillino” lub VCC-2. Te gąsienicowe transportery piechoty, zaprojektowane w USA w połowie lat 50′ XX wieku, były szeroko używane przez włoskie siły zbrojne do lat 70′, zanim zastąpiły je nowocześniejsze modele, takie jak Dardo czy Lynx KF-41.
Przechowywane w depo w miejscowości Lenta koło Vercelli (region Piemonte), wiele z nich nie było używane od lat, a część planowano zezłomować lub sprzedać na części zamienne – np. wcześniej Włochy podarowały Pakistanowi kilkadziesiąt sztuk właśnie w tym celu.
Włoski minister obrony Guido Crosetto potwierdził w maju 2025 roku, że pojazdy te trafią na Ukrainę w ramach 11-tego pakietu pomocy, na prośbę Kijowa. M113 to nie czołgi, lecz lekkie transportery zdolne przewozić do 10 żołnierzy, wyposażone w karabiny maszynowe kal. 12,7 mm (jak M2 Browning). Ich zaletą jest prostota obsługi, mobilność (prędkość do 60 km/h, zasięg ponad 500 km) i niski profil, co ułatwia użycie w okopach czy na trudnym terenie. Jednak krytycy, tacy jak ekspert Gianandrea Gaiani z witryny Analisidifesa.it, podkreślają ich podatność na współczesne zagrożenia: lekkie opancerzenie z aluminium nie chroni przed ciężkimi karabinami maszynowymi, artylerią czy dronami FPV.
Włoskie media donoszą, że pojazdy zostały częściowo zmodernizowane przed wysyłką – wyposażono je m.in. w systemy satelitarnego nadzoru dla lepszej koordynacji. Ukraina, która straciła setki własnych transporterów (np. w rejonie Kurska), docenia te dary mimo wad. Kijów modyfikuje je na miejscu, dodając klatki antydronowe i sieci ochronne. Kontrowersje narastają wokół stanu technicznego. Niektóre źródła opisują je jako “carri armati da rottamare” (pojazdy do złomowania), podkreślając, że wiele z nich jest częściowo nieoperacyjnych i nadaje się tylko na części. W roku 2022, NATO współpracowało z Włochami przy demilitaryzacji ponad 700 takich pojazdów, co sugeruje, że wysyłka to sposób na pozbycie się balastu magazynów.
Starsze haubice M109: Lekcja z roku 2023
Historia z M113 nie jest odosobniona. W roku 2023, Włochy wysłały Ukrainie 13 (lub ok. 20 według innych szacunków) samobieżnych haubic M109L kal. 155 mm, również pochodzących z depo w Lenta. Wspomniany wozy z lat 60′, przechowywane na świeżym powietrzu, tj. na ryżowych polach w pobliżu Vercelli przez ponad dekadę, okazały się niemal bezużyteczne po przybyciu. Ukraina musiała wydać miliony na remonty silników i systemów celowniczych, a ostatecznie wiele z nich uznano za nie możliwe do odzyskania z powodu braku części zamiennych z USA.
Śledztwo “New York Times” oskarżyło wtedy Włochy o wysyłanie “śmieci”, czemu włoskie ministerstwo obrony stanowczo zaprzeczyło, twierdząc, że Kijów był świadomy stanu sprzętu i zgodził się na naprawy na miejscu. Ta “beffa” (kpina) – jak nazwała ten fakt gazeta “La Stampa” – ujawniła problemy z logistyką: tajna operacja wysłania ich do Niemcy na remonty zakończyła się fiaskiem, a depo w Lenta, pełne ok. 1000 M109 i 3000 czołgów, stało się symbolem włoskiego “skarbca” przestarzałego uzbrojenia.
Inne elementy pomocy i kontekst międzynarodowy
Pakiet z M113 uzupełniają inne dary: starsze, ale sprawne karabiny maszynowe M2 i MG, systemy obrony powietrznej Spada (przestarzałe) oraz zaawansowane SAMP-T (trzy jednostki, co wymaga od Włoch uzupełnień własnych zapasów). W październiku 2025 roku media doniosły o dodatkowych 400 “blindati” (opancerzonych), w tym kolumnie 20 wozów bojowych Puma IFV z wieżyczkami “Hitrole” od Leonardo – te, choć starsze, przeszły modernizację.
Włochy nie są wyjątkiem: Niemcy wysłały stare Marder 1 i Leopard 2 A4, Wielka Brytania – haubice AS90, a Dania – francuskie Cezary. Tacy eksperci jak Andrea Gaiani argumentują, że tego rodzaju praktyka nie osłabia włoskiej armii – Rzym zachowuje 150 czołgów Ariete i modernizuje siły – ale służy pozbyciu się zapasów przed wymianą na nowe modele.
Znaczenie dla Ukrainy i wnioski
Mimo krytyki, stary sprzęt włoski ratuje życie na froncie. Ukraina, z ogromnymi stratami, ceni prostotę i dostępność M113 – testowane w Wietnamie i podczas wojny Jom Kippur, dziś adaptowane do dronowej ery. Jak podaje ukraiński portal Militarnyi, wozy te sprawdzają się w transporcie i wsparciu ogniowym, wymagając minimalnego szkolenia.
Włoska pomoc, choć kontrowersyjna, podkreśla wyzwania NATO: solidarność kontra efektywność.
Depo w Lenta, pełne reliktów Zimnej Wojny, przypomina, że wojna na Ukrainie to nie tylko high-tech, ale też recykling historii. Ciekawe tylko, jak długo Włochy będą “czyścić” swe magazyny kosztem sojusznika?
Pod koniec września i na początku października 2025, włoskie witryny, tak mainstreamowe jak i inne, donosiły, żedwa lata temu, na teren apulijskiej provincji Lecce, przeprowadziła się izraelska bizneswoman Orit Sara Lev, która wraz ze swym wspólnikiem (agentem nieruchomości Yoelem Ben Assayag’iem (znanym z jego poparcia dla ludobójstwa w Palestynie) założyła firmę zajmującą się inwestycjami w nieruchomości „Coral 47”. Aktualnie, Lev stała się ofiarą ataków we włoskich mediach społecznościowych, „które eskalują do pogróżek, w tym gróźb śmierci”.
Ogłoszenie zawierające niejednoznaczne sformułowania, opublikowane w Internecie, ma poważne konsekwencje dla przedsiębiorczyni pochodzenia izraelskiego, która wybrała Apulię jako swoje miejsce zamieszkania. Przyjechała tu dwa lata temu i osiedliła się w mieście Lecce. Wraz ze swoim wspólnikiem, w lutym 2024,założyła firmę „Coral 37”, a ostatnio zainicjowała operację nieruchomościową pod nazwą „Israeli Colony in Salento”. Obecnie, izraelska przedsiębiorczyni Orit Sara Lev znalazła się w centrum fali „antysemickiej nienawiści” w mediach społecznościowych, „która przerodziła się w eskalację pogróżek, w tym gróźb śmierci”. Jej prawnicy mówią o „1500 groźbach i szykanach”.
………
Salento (Salentu i Salientu w języku romańskim salentyńskim, Σαλέντο w języku greckim salentyńskim i Salènde w języku taranto[2]), znane również jako półwysep salentyński, jest historyczną, geograficzną i kulturową częścią regionu Apulia. W przenośni stanowi piętę włoskiego buta i jest najbardziej wysuniętym na wschód obszarem Włoch. https://it.wikipedia.org/wiki/Salento
……..
Lev postanowiła więc złożyć skargę do prokuratury w Lecce. W okresie, w którym Izrael stracił sympatię, jaką zawsze budziła jego przeszłość, wystarczyła dosłowna, choć według adwokata Carlo Gervasi błędna interpretacja tytułu inicjatywy, aby wywołać powszechną wrogość. «Kolonia izraelska w Salento» – tak bowiem brzmi tłumaczenie nazwy lansowanej operacji nieruchomościowej.
Prawnik kobiety wyjaśnia, że w poście, w którym 54-letnia przedsiębiorczyni reklamowała możliwość inwestowania w Salento, „słowo colony, czyli kolonia, nie powinno być interpretowane w negatywnym znaczeniu związanym z angielską dominacją kolonialną, ponieważ w istocie było to zaproszenie do inwestowania poprzez otwieranie działalności gospodarczej, hoteli i restauracji w przyjaznym regionie”.
Kilka dni temu deweloperka opublikowała na swoich stronach społecznościowych oraz na blogu agencji Coral 37 post dotyczący wspomnianej operacji, zawierający kilka zdjęć przedstawiających ją w Lecce i innych miejscowościach półwyspu Salento.
Projekt nieruchomościowy, opisany w języku angielskim (z niektórymi fragmentami w języku hebrajskim), abstrahując od błędnej interpretacji jego tytułu, przedstawia zamierzenia związane z utworzeniem „izraelskiej kolonii w Salento”.
Mówi o niemal idealnym osadnictwie z własną produkcją rolną, która uczyniłaby je całkowicie samowystarczalnym. Miałaby to być społeczność turystyczna, w której izraelskie rodziny mogłyby założyć własne gospodarstwa domowe, uprawiać własną żywność, rozwijać wspólną edukację i własną opiekę zdrowotną. W siedzibie agencji w Lecce można również zapoznać się z projektem.
Tego rodzaju wizja wywołała w społeczeństwie włoskim różnorodne reakcje, przy czym żadna z nich nie była pozytywna, ponieważ wszyscy, którzy opublikowali swoje opinie, postrzegali ją jako terytorium izraelskie otoczone terytorium włoskim.
Interpretacja tytułu może być błędna, ale wszyscy postrzegli ową inicjatywę jako zaproszenie do stworzenia samowystarczalnej wioski dla izraelskich rodzin, z własnymi szkołami, nowymi domami, gruntami rolnymi do uprawy, typowo żydowskimi szkołami i edukacją. Krótko mówiąc, jako pojawienie się w Salento izraelskiej wspólnoty.
Nieliczne informacje zaczerpnięte ze strony internetowej agencji mówią, że: „Orit znana jest ze swojego innowacyjnego myślenia i umiejętności przewidywania trendów rynkowych. Założyła prestiżowy klub inwestycyjny „Real Estate on Heels”, którego celem jest wspieranie kobiet w branży inwestycji nieruchomościowych poprzez oferowanie ekskluzywnych profesjonalnych porad. Była również siłą napędową innowacyjnej koncepcji sprzedaży detalicznej: pierwszego centrum handlowego poświęconego modzie i biznesowi wyłącznie dla mężczyzn w Miami na Florydzie. Ta śmiała inicjatywa dowiodła jej wyjątkowej zdolności do identyfikowania potrzeb rynku i dostarczania kreatywnych i efektywnych rozwiązań”.
W międzyczasie, włoskie stowarzyszenia polityczne szykują się do mobilizacji przeciwko „izraelskiej kolonii w Salento”, ponieważ martwi je ważny precedens, czyli to, co miało miejsce na Cyprze. Od roku 2021, na południu tego kraju kupiono ponad 4000 nieruchomości, które potem stały się ogrodzonymi enklawami ze szkołami, synagogami i ośrodkami zdrowia. Według głównej cypryjskiej partii opozycyjnej AKEL, nie jest to zwykła migracja, ale budowa „podwórka”: enklawy satelickiej izraelskich wpływów, potęgi gospodarczej i potencjalnej infrastruktury wywiadowczej.
Tymczasem zdjęcie na profilu społecznościowym biznesmenki, przedstawiające IDF u bram Gazy z podpisem: „Witajcie w domu” – zniknęło.
Jednocześnie, strona internetowa agencji nieruchomościowej została wyłączona – podobnie jak profile społecznościowe Izraelki. Wielu włoskich dziennikarzy, „którzy używali oszczerczych tonów lub rozpowszechniali fałszywe informacje”,zostało pozwanych, a deweloperka znajduje się obecnie pod nadzorem policji.
………………..
Poniżej, o tym, jak 40 izraelskich rodzin poczuło nieodpartą potrzebę przeniesienia się do Valsesii (jednej z włoskich dolin alpejskich):
Minister do spraw europejskich we włoskim rządzie Tommaso Foti powiedział w niedzielę, że unijny Zielony Ład nie ma sensu. „Jeśli zostaniemy na tej drodze staniemy się ogródkiem dla zamożnych seniorów” – podkreślił.
W czasie forum zorganizowanego w Mandurii w regionie Apulia na południu kraju, Foti stwierdził: – Płacimy za politykę Zielonego Ładu, który nie ma sensu. Zmierzamy w stronę deindustrializacji Europy. Tracimy konkurencyjność. Jeśli zostaniemy na tej drodze staniemy się ogródkiem dla zamożnych seniorów, ale dojdzie do deindustrializacji kraju ze wszystkimi konsekwencjami kryzysu socjalnego, jakie spowoduje.
Włoski minister dodał: – Zakładany jest sznur na szyję włoskich firm, nie tylko przez Unię.
– Unia nie powinna być machiną zakazów, ale narzędziem umożliwiającym rozwój systemu przedsiębiorstw na całym kontynencie – ocenił Tommaso Foti.
Minister zwrócił uwagę na destrukcyjny wpływ polityki Zielonego Ładu na sektor motoryzacyjny. Tak odniósł się do jej założeń, w tym przejścia na pojazdy elektryczne. Wyraził opinię, że wiele firm powiązanych z tą branżą będzie musiało „zniknąć”.
Włoski Decreto Sicurezza czyli dekret o bezpieczeństwie został zatwierdzony przez Senat. Ustanawia m.in. 14 nowych przestępstw, 9 zaostrzeń kar oraz szereg środków mających na celu zwiększenie bezpieczeństwa publicznego, ochronę funkcjonariuszy służb oraz walkę z przestępczością zorganizowaną.
Premier Giorgia Meloni napisała z tej okazji, że „Ostateczne zatwierdzenie Dekretu Bezpieczeństwa przez Senat oznacza, że Rząd podejmuje decydujący krok w celu wzmocnienia ochrony obywateli, grup najbardziej narażonych oraz żołnierzy. Z determinacją walczymy z nielegalnymi okupacjami domów, przyspieszamy eksmisje i chronimy rodziny, osoby starsze i uczciwych właścicieli, którzy zbyt często są pozostawieni samym sobie w obliczu nie do zniesienia niesprawiedliwości”. Dodała: „Legalność i bezpieczeństwo są filarami wolności. I będziemy ich bronić z determinacją”.
Opozycja mówi o „łamaniu praw człowieka”. Media lewicowe skrytykowały Dekret Bezpieczeństwa 2025, nazywając go zbyt represyjnym. Zaalarmowano też agendy ONZ i UE, które twierdzą, że dekret „zagraża wolności słowa i prawom człowieka”
Główne punkty dekretu to walka z plagą nielegalnego zajmowania okupacji domów i mieszkań przez „dzikich lokatorów”. Za taką okupację będzie teraz groziło do 7 lat więzienia, a policja będzie mogła eksmitować dzikich lokatorów bez nakazu sądowego.
Jest też wsparcie dla służb mundurowych. Funkcjonariusze mogą nosić prywatną broń bez zezwolenia poza służbą, spowodowanie obrażeń funkcjonariusza podczas służby będzie kwalifikowane jako przestępstwo. Zaostrzono też kary za przemoc, opór lub zniewagi wobec funkcjonariuszy.
Dekret ustanawia, że za bunty w więzieniach i ośrodkach dla migrantów będzie kara od 1 do 5 lat więzienia. Nielegalne blokady dróg to już nie wykroczenie, a przestępstwo zagrożone karą do 2 lat więzienia, jeśli blokada jest przeprowadzona w sposób zorganizowany przez jakąś grupę.
Dekret zaostrza walkę z terroryzmem, lichwiarskimi pożyczkami, wprowadza dodatkowe kary za oszustwa wobec seniorów, i odnosi się także do migracji. Ci będą musieli okazywać np. pozwolenia na pobyt przy zakupie karty SIM do telefonu.
Włoskie władze uznały, że śmierć mężczyzny po podaniu szczepionki AstraZeneca miała związek ze szczepieniem . Rodzina zmarłego otrzymała w 2024 r. państwowe odszkodowanie w wysokości 100 tyS. euro.
================================
Muszą odpowiedzieć na pytanie: ile przypadków nigdy nie zostało zbadanych – lub celowo nigdy nie zostało potwierdzonych?
20 maja 2025 r. w czasopiśmie International Journal of Forensic Sciences opublikowanowstrząsający przypadek , który prawdopodobnie będzie miał daleko idące konsekwencje prawne i polityczne: włoskie władze ds. zdrowia uznały odpowiedzialność “szczepionki” covida za śmierć “zaszczepionego”.
Jest to rzadki, ale wyraźnie udokumentowany precedens – i przełomowy moment w kwestii odpowiedzialności za szczepienia.
Przypadek: Zdrowy zaszczepiony, zmarł po 43 dniach
Według raportu, zgodnie z dokumentacją medyczną, mężczyzna przed szczepieniem znajdował się w „doskonałej kondycji fizycznej”. Dwa tygodnie po podaniu pierwszej dawki szczepionki ChAdOx1 nCoV-19 (AstraZeneca)wystąpiły ciężkie objawy: wysypka, gorączka, duszność. W szpitalu jego stan gwałtownie się pogorszył. Po 15 dniach pobytu w szpitalu i łącznie 43 dniach od szczepienia pacjent zmarł.
Thanks for reading Dr’s Substack! Subscribe for free to receive new posts and support my work.
Sekcja zwłok ujawniła niepokojące wyniki: masywna zakrzepica , szczególnie w mikrokrążeniu tętniczym , doprowadziła do niewydolności wielonarządowej w wyniku koagulopatii spowodowanej zużyciem krwi . Obecna na badaniu komisja lekarska stwierdziła, że zgon był bezpośrednim skutkiem szczepienia .
Nie jest to odosobniony przypadek – ale systematycznie ignorowany
Przypadek ten nie jest odosobniony. Podobne powikłania – w szczególności dobrze znany zespół VITT (immunologiczna małopłytkowość zakrzepowa wywołana szczepieniami) – odnotowano już w 2021 r. w kilku krajach, w tym w Niemczech, Wielkiej Brytanii i Tajlandii. Rzadko jednak tak wyraźny związek przyczynowo-skutkowy został oficjalnie potwierdzony, nie mówiąc już o jego zrekompensowaniu.
W tym przypadku jednak presja była ewidentnie zbyt duża: włoski rząd zapłacił , a dokumentację naukową upubliczniono – choć w podobnych przypadkach zazwyczaj preferowano milczenie i deeskalację medialną.
Odszkodowanie tak – odpowiedzialność nie?
Pozostaje pytanie systemowe: jeśli państwo wyraźnie uznaje i rekompensuje zgony związane ze szczepieniami – kto ponosi wówczas odpowiedzialność polityczną i medyczną? Gdzie jest publiczna debata na temat oceny ryzyka, edukacji i kontroli?
Zamiast tego czytamy dalej: „Tragiczny, odosobniony przypadek”. Prawie żadne główne medium nie wspomina jednocześnie o tym, że szczepionka AstraZeneca została ostatecznie wycofana z rynku przez EMA w maju 2024 r .
Autopsja jako ostateczna prawda
Sprawa ta dowodzi po raz kolejny: prawdę może ujawnić tylko sekcja zwłok.Fakt, że ta ostatnia forma informacji medycznej została pominięta w wielu krajach podczas pandemii, rzuca złe światło na sposób radzenia sobie z powikłaniami związanymi ze szczepieniami – i na wiarygodność narracji dotyczących zdrowia publicznego.
Wniosek
Przyznanie się agencji rządowej do śmierci w wyniku szczepienia jest punktem zwrotnym – pod względem prawnym, medycznym i społecznym. Pokazuje to, że nawet w przypadku wysoce upolitycznionej kampanii szczepień, nie da się wiecznie ukrywać prawdy. Potrzebni są odważni patolodzy, niezależni eksperci i, przede wszystkim, opinia publiczna, która zwróci na to uwagę.
Bo jeśli śmierć człowieka jest najpierw cicho przyjmowana do wiadomości, a potem powszechnie ignorowana, to pozostaje pytanie: ile przypadków nigdy nie zostało zbadanych – lub celowo nigdy nie zostało potwierdzonych?
Demonstracja była wyrazem sprzeciwu wobec planu Unii Europejskiej, zakładającego przeznaczenie 800 miliardów euro na zbrojenia. Protestujący krytykowali cięcia w wydatkach na opiekę zdrowotną, edukację i zatrudnienie.
Plan UE dotyczący przezbrojenia spotyka się ze sprzeciwem nie tylko we Włoszech, ale i w całej Europie. Wiele osób zastanawia się, czy tak duża inwestycja w zasoby wojskowe jest konieczna i korzystna.
Na czele wiecu stanęła partia polityczna Ruch Pięciu Gwiazd (M5S) i jej lider, były premier Giuseppe Conte, protestując przeciwko planom bloku zakładającym przeznaczenie 800 miliardów euro (875 miliardów dolarów) na wzmocnienie kompleksu militarno-przemysłowego w Unii Europejskiej.
„Nie dla dozbrojenia! Zatrzymajmy ich” – ogłosił Conte na swoim koncie X.
„Dziś rodzi się wspaniała alternatywa dla Włoch, gdzie następuje remilitaryzacja, cięcia w służbie zdrowia, szkołach, biznesie. Zatrzymamy je. Wszyscy razem” –napisał.
Na nagraniach wideo zamieszczonych przez polityka widać tłum tysięcy ludzi maszerujących ulicami Rzymu, machających włoskimi flagami i transparentami z hasłami takimi jak „Dość pieniędzy na broń” i „Nie dla dozbrojenia”.
Organizatorzy protestu przemawiali do tłumu ze sceny ustawionej na Via dei Fori Imperiali.
„Ten europejski plan nie przewiduje wspólnej obrony, a jedynie nowe cięcia w szkołach, służbie zdrowia i pracy. To szaleństwo bez strategii i wizji” – powiedział Conte na scenie, zwracając się do tłumu, według doniesień La Milano.
Gazeta podała, że w proteście wzięła również udział delegacja Włoskiej Partii Demokratycznej, choć w mniejszej liczbie.
W zeszłym miesiącu przewodnicząca Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen zaproponowała ogromny plan dozbrojenia, mający na celu wykorzystanie do 800 mld euro długu i ulg podatkowych. Tak zwany plan ReArm ma na celu przeciwdziałanie domniemanemu zagrożeniu ze strony Rosji, pomysłowi, który Moskwa odrzuciła jako bezpodstawny.
Premier Włoch Giorgia Meloni poparła ten plan. Jednak według doniesień poróżnił ją on z innymi członkami rządzącej centroprawicowej koalicji.
W Polsce co i rusz słyszymy, że wypowiedzieć szkodliwego systemu EU ETS – powodującego szokujący wzrost cen m.in. za prąd czy gaz – nie można.
Włosi najwyraźniej o tym nie słyszeli i właśnie przymierzają się do tymczasowego zawieszenia unijnego systemu handlu uprawnieniami do emisji CO2.
System EU ETS wymaga od elektrowni węglowych i gazowych zakupu uprawnień do emisji CO2, co bezpośrednio przekłada się na wyższe koszty produkcji energii elektrycznej. Przedsiębiorstwa energetyczne wliczają te dodatkowe wydatki w końcową cenę prądu dla odbiorców.
Włoski minister gospodarki Giancarlo Giorgetti przygotowuje specjalny dekret, który ma umożliwić czasowe zawieszenie uczestnictwa w systemie EU ETS. Wiceminister ds. środowiska i bezpieczeństwa energetycznego Vannia Gava wtóruje i zaznacza, że „konieczne jest pilne zawieszenie systemu EU ETS, który stanowi dodatkowe obciążenie dla firm i utrudnia ich funkcjonowanie”.
Włoskie władze krytykują również obecny system ustalania cen gazu oparty na giełdzie TTF w Amsterdamie, uznając go za podatny na spekulacje i oderwany od rzeczywistych kosztów wydobycia i transportu.
Włosi doszli do wniosku, że dłużej finansować unijnej polityki klimatycznej nie będą i szukają sposobu, jak się z systemu wycofać. W Polsce, gdy podobny postulat jest podnoszony, od razu odzywają się wszelkiej maści klimatyści, którzy twierdzą, że tego zrobić się nie da.
Tymczasem Unia Europejska wciąż nie doszła do wniosku, że system handlu emisjami prowadzi ludzi do biedy i planuje drugą, jeszcze ostrzejszą odsłonę regulacji wprowadzanych w imię „walki z globalnym ociepleniem”.
Apel ponad 100 włoskich organizacji katolickich w sprawie Polski
STOP DYSKRYMINACJI WOBEC NIEZALEŻNYCH ORGANIZACJI SPOŁECZNYCH I KULTURALNYCH W POLSCE.
Domagamy się zakończenia dyskryminacji wobec niezależnych organizacji społecznych i kulturalnych, głównie chrześcijańskich, w Polsce oraz poszanowania podstawowych praw obywateli gwarantowanych przez Konstytucję i prawo.
Europejski kontekst społeczny w ostatniej dekadzie stopniowo zwiększał presję na zmiany kulturowe i społeczne tradycji, również poprzez reformy prawne i publiczne. Jest to jeden z wielu znaków „zmiany epoki” (Papież Franciszek, 2015), w której się znajdujemy, a której istotą jest rozmycie tysiącletnich ideałów.
Przykładem tego jest Polska w ostatnim roku: obecny rząd sprzeciwia się tradycyjnym wartościom chrześcijańskim i patriotycznym kraju, aby szybko i często arbitralnie dostosować go do zmian antropologicznych, które zaszły w ostatnich latach w krajach zachodnich.
Nowy kurs [rządu] Polski obejmuje między innymi: wydanie wytycznych mających na celu rozszerzenie opcji legalnej aborcji, wbrew prawu i samej Konstytucji, oraz nacisk na placówki medyczne i lekarzy, aby utrudniać sprzeciw sumienia; swobodny dostęp dziewcząt od 15 roku życia do wczesnych leków aborcyjnych bez recepty i zgody rodziców, mimo że pigułka dzień po może być potencjalnie niebezpieczna dla ich zdrowia; usunięcie treści patriotycznych i chrześcijańskich z programów edukacyjnych; redukcję/marginalizację edukacji religijnej w szkołach, wbrew Konkordatowi z Kościołem katolickim i wbrew – według samego polskiego Trybunału Konstytucyjnego – prymatowi edukacyjnemu rodziców, którzy protestują również przeciwko wprowadzeniu do szkół, poprzez nowy obowiązkowy przedmiot (edukacja zdrowotna), tematów Lgbtqi+ (orientacje i płynność płci) oraz treści pornograficznych; powtarzające się próby ograniczenia obecności Kościoła w przestrzeni publicznej: takie jak zarządzenie burmistrza Warszawy z maja ubiegłego roku o usunięciu krzyża z urzędów publicznych; zakaz używania dzwonów w niektórych parafiach; próba zablokowania otwarcia Muzeum Pamięci i Tożsamości, poświęconego dziedzictwu intelektualnemu św. Jana Pawła II, największego i powszechnie znanego wśród dzieci narodu polskiego, nawet kosztem marnowania dotychczas wydanych funduszy publicznych na budowę tego muzeum państwowego […] Nie zapominając o oskarżeniach i zarzutach wobec różnych instytucji kościelnych, takich jak Fundacja Lux Veritatis, współzałożycielka wspomnianej struktury.
Najnowszy (17.01.2025) raport Ordo Iuris, polskiej organizacji prawnej i think tanku katolickiego, opisuje nielegalny sposób, w jaki te zmiany są często narzucane ludności, czyli zgłaszają poważne i powtarzające się naruszenia prawa i samych zasad konstytucyjnych państwa demokratycznego: takie jak prawa obywatelskie osób; wolność prasy i mediów publicznych, które nielegalnie przeszły pod kontrolę rządową; przejęcie Prokuratury Krajowej; ciężki atak na niezależność sędziów i ofensywa przeciwko Stowarzyszeniu Marszu Niepodległości (imponująca manifestacja narodowa, która co roku obchodzi w Warszawie odbudowę państwa polskiego w 1918 roku).
Ofiarami tej wrogości wobec niezależnych organizacji społecznych i kulturalnych, głównie chrześcijańskich, które sprzeciwiają się tym zmianom lub po prostu wyrażają inną wizję świata, są ich liderzy i same stowarzyszenia, a także parlamentarzyści, urzędnicy i politycy, którzy je wspierają, często prześladowani, jak to miało miejsce w przypadku byłego wiceministra sprawiedliwości Marcina Romanowskiego, który z powodu tego prześladowania otrzymał azyl polityczny na Węgrzech.
Przykładami poważnych naruszeń praw człowieka i prawa w kraju są aresztowanie i tymczasowe uwięzienie na siedem miesięcy w nieludzkich warunkach Ojca Olszewskiego i dwóch pracownic Ministerstwa Sprawiedliwości.
Przekonani, że antropologia jest wyzwaniem naszych czasów i że wiara chrześcijańska odgrywa fundamentalną rolę w obronie osoby i jej podstawowych praw, tym bardziej w kraju o głęboko zakorzenionej kulturze katolickiej jak Polska, przekonani również, że obrona tych praw jest wspólnym dziedzictwem w UE, domagamy się zakończenia dyskryminacji i przywrócenia podstawowych wolności dla osób i niezależnych organizacji społecznych i kulturalnych w kraju, wyrażających historię, kulturę i wiarę narodu.