Pięćdziesiąt pytań, na które żądamy odpowiedzi. 50 twarzy… katastrofy czyli ściąga dla trybunału.

Pięćdziesiąt pytań, na które żądamy odpowiedzi.

50 twarzy… katastrofy czyli ściąga dla trybunału

AlterCabrio https://ekspedyt.org/2022/12/29/50-twarzy-katastrofy-czyli-sciaga-dla-trybunalu/

Biorąc pod uwagę skalę wyrządzonych szkód, opinia publiczna zasługuje na to, aby dokładnie zaznajomić się z tym kto i co wiedział oraz co, kiedy i dlaczego zrobił w dniach poprzedzających lockdowny wiosną 2020r. i później. Chociaż może to być politycznie niewykonalne, najlepiej byłoby, gdyby pewnego dnia przybrało formę międzynarodowego trybunału.

−∗−

Tłumaczenie artykułu prawnika Michaela Sengera, który wylicza kwestie jakie należałoby wziąć pod uwagę rozliczając decydentów wprowadzających powszechne lockdowny i inne nakazy związane z polityką reagowania na covid. /AlterCabrio – ekspedyt.org/

___________***___________

Pięćdziesiąt pytań, na które żądamy odpowiedzi

W następstwie katastrofalnej reakcji świata na Covid-19, niektóre rządy zaczęły prowadzić dochodzenia w sprawie tego, co poszło nie tak. Jednak dzięki połączeniu polityki, zachowania twarzy i jawnej korupcji dochodzenia te były generalnie bezzębne. Na przykład w raporcie opublikowanym w zeszłym roku przez brytyjską Izbę Gmin stwierdzono nieśmiało, że gdyby Wielka Brytania wprowadziła ścisły lockdown trzy dni wcześniej, katastrofy można było uniknąć.

Wnioski takie jak te są tak samo obraźliwe dla inteligencji opinii publicznej, jak reakcja na sam Covid. Reakcja na Covid doprowadziła do najostrzejszego załamania gospodarczego od czasu Wielkiego Kryzysu [Great Depression], światowego głodu, kryzysu zdrowia psychicznego, niekontrolowanej inflacji, transferu ponad 3 bilionów dolarów [over $3 trillion] od najbiedniejszych do najbogatszych na świecie, przedwczesnej śmierci setek tysięcy młodych ludzi i najgorszego kryzysu w edukacji od czasów drugiej wojny światowej.

Biorąc pod uwagę skalę wyrządzonych szkód, opinia publiczna zasługuje na to, aby dokładnie zaznajomić się z tym kto i co wiedział oraz co, kiedy i dlaczego zrobił w dniach poprzedzających lockdowny wiosną 2020r. i później. Chociaż może to być politycznie niewykonalne, najlepiej byłoby, gdyby pewnego dnia przybrało formę międzynarodowego trybunału. Poniżej znajduje się zaledwie garść z mnóstwa niepokojących pytań, na które każdy przywódca, który twierdzi, że reprezentuje społeczeństwo, powinien żądać odpowiedzi:

  1. Dlaczego CDC nagle przyjęło „środki mające na celu zwiększenie dystansu społecznego” jako oficjalną politykę w 2004r., wbrew wszystkim wytycznym epidemiologicznym, które opracowało w XX wieku?
    _
  2. Kto stał za kampanią eksportu koncepcji „lockdownu” do Liberii i Sierra Leone w 2014 roku?
    _
  3. Niektóre raporty wywiadu wskazywały, że członkowie zachodnich środowisk zajmujących się bezpieczeństwem narodowym byli świadomi pojawienia się nowego wirusa w Chinach jesienią 2019 roku. Co wtedy mówiono o wirusie?
    _
  4. Jeśli niektórzy urzędnicy bezpieczeństwa narodowego martwili się nowym wirusem w Chinach od jesieni 2019 r., jak mogli uwierzyć, że dwumiesięczny lockdown w Wuhan w Chinach wyeliminował wirusa kilka miesięcy później?
    _
  5. W styczniu 2020r. zaczęły pojawiać się wskazówki, że Światowa Organizacja Zdrowia planuje odtworzyć chińskie lockdowny na całym świecie, począwszy od Włoch. Kiedy i na jakiej podstawie Światowa Organizacja Zdrowia podjęła taką decyzję?
    _
  6. Lockdowny zostały wcześniej wykluczone w planach pandemicznych WHO i każdego rozwiniętego kraju. Dlaczego nie zrealizowano tych planów w przypadku tej pandemii?
    _
  7. Dlaczego urzędnicy służby zdrowia mówili o „godzinie policyjnej na czas nieokreślony” do 24 lutego 2020r.?
    _
  8. Dlaczego raport WHO z lutego 2020r. opiera się na błędach logicznych w ogłoszeniu chińskich lockdownów jako polityki globalnej?
    _
  9. Dlaczego obecny dyrektor National Intelligence siedział obok chińskiego dyrektora CDC podczas symulacji pandemii koronawirusa Event 201 w październiku 2019r., na krótko przed pojawieniem się prawdziwej pandemii koronawirusa?
    _
  10. Była koordynatorka zespołu reakcji na koronawirusa przy Białym Domu, Deborah Birx, złożyła sprzeczne oświadczenia na temat tego, jak dostała pracę. Na przykład była zastępczyni doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego już w listopadzie 2019r. zaproponowała jej pracę w Białym Domu na stanowisku doradcy ds. bezpieczeństwa zdrowia publicznego. W jaki sposób Birx została wybrana do tej roli?
    _
  11. Kto stał za kampanią terroru fałszywymi filmami pokazującymi mieszkańców Wuhan na ulicach, którzy spontanicznie umierali w konwulsjach w styczniu i lutym 2020r.?
    _
  12. Dlaczego nie ma wzmianki o bohaterskim lekarzu Li Wenliang, zanim pojawił się w chińskich mediach państwowych pod koniec stycznia 2020r.? Na jakiej podstawie zachodnie media uznały tę historię za prawdziwą?
    _
  13. Osoby wysokiego szczebla z kręgów zajmujących się bezpieczeństwem narodowym, w tym były dyrektor National Intelligence i były Sekretarz Stanu, stwierdzili jako fakt, że Covid pochodzi z laboratorium w Wuhan. Jednocześnie urzędnicy naukowi wysokiego szczebla, w tym dyrektor NIAID Anthony Fauci, twierdzili, że jest „molekularnie niemożliwe”, aby Covid pochodził z tego laboratorium. Jak możemy nadal utrzymywać tę sprzeczność na najwyższych szczeblach rządu federalnego?
    _
  14. Raport ujawnił, że przywódcy wojskowi postrzegali Covid jako wyjątkową okazję do przetestowania technik propagandowych na społeczeństwie. Kto poradził zachodnim przywódcom, aby używali propagandy wojskowej na własnym narodzie?
    _
  15. Niektórzy urzędnicy w Wielkiej Brytanii wyrażali później skruchę z powodu kampanii strachu, którą rząd Wielkiej Brytanii zastosował wobec własnych obywateli, aby przekonać ich do poparcia nakazów covidowych. W jaki sposób zapadały decyzje o wdrożeniu tych kampanii strachu?
    _
  16. Kto stał za masowymi kampaniami botów i astroturfingu mającymi na celu spopularyzowanie lockdownów wśród zachodnich obywateli i urzędników w marcu 2020r.? [bot, astroturfing -tłum.]
    _
  17. Jakie było pochodzenie międzynarodowych haseł, takich jak „podążaj za nauką”, „razem rozdzieleni” [together apart], „po prostu zostań w domu” i „dwa tygodnie, aby spowolnić rozprzestrzenianie się”, które były używane do napędzania poparcia dla nakazów covidowych?
    _
  18. Ile osób zostało zabitych przez wstępne wytyczne WHO dotyczące respiratorów oparte na artykułach w chińskich czasopismach zalecających właśnie respirator jako „pierwszy wybór” dla osób hospitalizowanych z powodu Covid?
    _
  19. Wstępne wytyczne WHO zalecały stosowanie respiratorów niekoniecznie dla dobra pacjenta, ale w celu kontrolowania rozprzestrzeniania się wirusa. Dlaczego WHO doradzała lekarzom łamanie przysięgi Hipokratesa?
    _
  20. Dlaczego zignorowano liczne, wiarygodne prognozy dotyczące głodu, katastrof związanych z prawami człowieka i załamania gospodarczego w wyniku lockdownów?
    _
  21. Dlaczego kwestia naturalnej odporności była tak długo ignorowana?
    _
  22. Dlaczego bagatelizowano wstępne badania seroprewalencji?
    _
  23. Dlaczego plaże i inne miejsca na zewnątrz zostały zamknięte?
    _
  24. Dlaczego opinia publiczna była trzymana w niewiedzy na temat niskich wczesnych szacunków rzeczywistego wskaźnika śmiertelności infekcji Covid?
    _
  25. Jakie było źródło zaleceń dotyczących przenoszenia pacjentów, którzy nadal byli chorzy, do domów opieki?
    _
  26. Remdesivir i midazolam były początkowo szeroko stosowane, ale nie przyniosły pozytywnych skutków zdrowotnych. W jaki sposób podjęto decyzję o ich zastosowaniu zamiast innych protokołów leczenia?
    _
  27. Czołowi urzędnicy wydawali sprzeczne oświadczenia co do tego, czy celem lockdownów było wyeliminowanie wirusa, spowolnienie rozprzestrzeniania się, czy też kupienie czasu dla szczepionek. Jaki rzeczywisty cel im przyświecał w momencie wdrażania tych zasad?
    _
  28. Dlaczego kluczowi urzędnicy ds. zdrowia publicznego złożyli oświadczenia o wykorzystaniu reakcji na Covid do realizacji celów polityki niezwiązanych ze zdrowiem?
    _
  29. Jak podjęto decyzję o tłumieniu i cenzurowaniu opinii naukowych, które sprzeciwiały się lockdownom?
    _
  30. Dlaczego tak wielu urzędników federalnych było tak ściśle zaangażowanych w cenzurowanie odmiennych opinii w mediach społecznościowych?
    _
  31. Dlaczego elitarne zachodnie gazety, sieci medialne i liderzy w dziedzinie zdrowia publicznego tak pilnie powtarzali absurdalną linię, że Chiny wyeliminowały Covid, zamykając jedno miasto na dwa miesiące?
    _
  32. Dlaczego elitarne zachodnie publikatory zaczęły wyraźnie namawiać opinię publiczną do zaakceptowania tej polityki wobec Covid, która bardziej przypominała tę chińską?
    _
  33. Dlaczego mechaniczne drony zostały początkowo rozmieszczone w różnych stanach i krajach w celu monitorowania podporządkowania się lockdownom?
    _
  34. Co stoi za ścisłą międzynarodową synchronizacją nakazów covidowych?
    _
  35. Dlaczego maseczki najpierw były niezalecane, a następnie stały się obowiązkowe?
    _
  36. The New York Times potwierdził, że przy standardowym poziomie progowym cyklu stosowanym do testów PCR, 85 do 90 procent przypadków Covid było fałszywie dodatnich. Jak ta praktyka stała się standardem?
    _
  37. Dlaczego powszechnie znane i nagłaśniane problemy z testami PCR i chorobami współistniejącymi zostały zignorowane przy liczeniu zgonów na Covid?
    _
  38. Dlaczego kluczowi urzędnicy ds. zdrowia publicznego tak szybko przeszli od twierdzenia, że ​​szczepionki zapobiegną Covid, do twierdzenia, że ​​dowód szczepienia powinien być obowiązkowy, aby uczestniczyć w codziennych czynnościach?
    _
  39. Dlaczego tak mało było publicznej dyskusji na temat wpływu Chin na globalną reakcję na Covid, pomimo ujawnienia przez dyrektora FBI Christophera Wraya, że ​​chińscy urzędnicy „agresywnie wzywają do wsparcia Chin w radzeniu sobie z kryzysem COVID-19?”
    _
  40. Dlaczego rząd Wielkiej Brytanii był tak pełen szacunku dla Neila Fergusona i Imperial College London podczas odpowiedzi na Covid, pomimo bliskich relacji Imperial z Chinami?
    _
  41. Dlaczego redaktor naczelny magazynu „Lancet” tak pełen szacunku publicznie odnosi się do Chin?
    _
  42. Dlaczego Bill Gates wyraził taki podziw dla reakcji Chin na Covid?
    _
  43. Dlaczego niemiecki rząd nieoficjalnie rozpowszechniał listę autorytarnych środków, którą częściowo dostarczyli chińscy lobbyści?
    _
  44. W jaki sposób 40-letnia członkini Brytyjskiej Partii Komunistycznej bez żadnego doświadczenia w epidemiologii została czołowym doradcą rządu Wielkiej Brytanii i dlaczego niedawno awansowała na szefową jednostki ds. doradztwa dla WHO? [zob.Nudge Unit-tłum.]
    _
  45. Dlaczego czołowi ekonomiści zakładali, że krótki, ostry lockdown „wyeliminuje ryzyko nawrotu”, skoro taka polityka nie miała precedensu?
    _
  46. Dlaczego Rezerwa Federalna i jej międzynarodowi odpowiednicy zlekceważyli inflację?
    _
  47. Dlaczego Sąd Najwyższy i jego międzynarodowi odpowiednicy ustąpili, gdy wprowadzano lockdowny?
    _
  48. Dlaczego sądownictwo zgodziło się na bezterminowy stan wyjątkowy?
    _
  49. Dlaczego zachodni politycy i urzędnicy ds. zdrowia publicznego wykazali tak małą troskę o przestrzeganie własnych zasad covidowych?
    _
  50. Jeśli wirus był wystarczająco śmiercionośny, aby zabić miliony i usprawiedliwić stan wyjątkowy na czas nieokreślony, dlaczego tak mało wysiłku włożono w pociągnięcie Chin do odpowiedzialności za początkowe tuszowanie tego wirusa?

====================================

Chociaż wiele osób na stanowiskach władzy wolałoby, abyśmy zapomnieli, surowe lockdowny, które pochłonęły świat w 2020r., są niezwykle dobrze udokumentowane. Przede wszystkim lockdowny te były mrożącą krew w żyłach demonstracją, jak szybko można przekonać zachodnich urzędników, decydentów, naukowców, dziennikarzy, a wkrótce całe populacje do przyjęcia pewnego stopnia totalitaryzmu w ich codziennym życiu. Dopóki nie otrzymamy prawdziwych odpowiedzi, jak dokładnie to wszystko się stało i dlaczego – nie ma powodu, aby jakikolwiek myślący obywatel miał zaufanie do obecnych urzędników, którzy twierdzą, że ich reprezentują.

______________

Tłumaczenie za Brownstone Institute:

Fifty Questions to Which We Demand Answers, Michael Senger, December 27, 2022

Tekst oryginalny z konta autora w serwisie Substack:

Nuremberg II: What a Real Inquiry into the Response to Covid Would Look Like, Michael P Senger

−∗−

Powiązane tematycznie:

Kto winien czyli zaczęło się wskazywanie palcem
Austriacki minister zdrowia obwinia teraz lekarzy za niepoinformowanie pacjentów o zagrożeniach dla zdrowia związanych ze szczepionkami. Ale oczywiście lekarzom nie wolno obwiniać szczepionek, więc są idealnymi kozłami ofiarnymi. […]

______________

‘Działaliśmy z prędkością nauki’ czyli kto kłamał
Każdy, kto twierdził, że trzeba się zaszczepić, aby „spowolnić rozprzestrzenianie się”, kłamał. Każdy, kto twierdził, że „ochrona innych” jest obowiązkiem, kłamał. Paszporty covidowe, kody QR, nic z tego nie było […]

______________

Norymberga 2.0 czyli którędy droga [05.2021r]
Tragedią ludzkości jest to, że jeśli ludzie się teraz nie obudzą, mogą na czas nie zdać sobie sprawy z zagrożenia, aż znajdą się w środku koszmaru, w którym niczego nie […]

Tagi: 50 twarzy Greya, c-19, c19, cdc, Chiny, covid, dystans społeczny, FDA, Gomora, lockdown, maseczki, Michael P Senger, nakazy pandemiczne, Norymberga 2.0, obowiązkowe szczepienia, reakcja na covid, szczepionka przeciw Covid, trybunał, UK, USA

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!

Dr Martyka: Nadszedł czas, kiedy mówię DOŚĆ. Walka o uczciwość w nauce i zdrowie Polaków.

Dr Martyka: Nadszedł czas, kiedy mówię DOŚĆ. Walka o uczciwość w nauce i zdrowie Polaków.

https://nczas.com/2022/12/30/dr-martyka-nadszedl-czas-kiedy-mowie-dosc/

Walczący o uczciwość w nauce i zdrowie Polaków, i za to prześladowany przez organizacje lekarskie i urzędników państwowych, dr nauk medycznych Zbigniew Martyka ma tego wszystkiego dość. Jego walka wchodzi na wyższy poziom. W sieci zmieścił swoje oświadczenie, które w całości publikujemy poniżej.

Szanowni Państwo,

Przez ostatnie 2 lata przekazywałem Państwu rzetelne, poparte badaniami najwyższej jakości informacje medyczne, szczególnie na najbardziej aktualny w obecnym czasie temat. Starałem się nie zwracać uwagi na oszczerstwa rzucane pod moim adresem. Dzisiaj nadszedł czas, kiedy mówię DOSYĆ.

Nie mogę dłużej pozwolić na podważanie zaufania moich pacjentów. Nie będę więcej tolerował absurdalnych i nie popartych żadna wiedzą medyczną zarzutów, które ostatnio są kierowane pod moim adresem. Nie pozwolę, by pediatra kwestionował moją wiedzę i doświadczenie, jako specjalisty chorób zakaźnych oraz specjalisty chorób wewnętrznych.

Informuję, że postanowiłem na drodze postępowania sądowego zabezpieczyć ochronę swojego dobrego imienia. Od dra Pawła Grzesiowskiego zażądałem przeprosin oraz sprostowania nieprawdziwych informacji, które na mój temat rozpowszechniał za pomocą środków masowego przekazu. Wystąpiłem również o zadośćuczynienie. Nie będzie dłużej bezkarnego chowania się za plecami instytucji branżowych. Najwyższy czas, by osoby rozsiewające fałszywe przekazy w celu dyskredytacji mojego dobrego imienia oraz kompetencji jako lekarza – poniosły odpowiedzialność za swoje czyny.

Analogiczne żądanie sprostowania zostało wystosowane do TVN. Podobne pozwy będą skierowane przeciw każdej osobie, która będzie upubliczniała nieprawdziwe informacje na temat mojej osoby oraz moich wypowiedzi.

Najwyższy czas przenieść dyskusję na poziom medycyny opartej na dowodach. Skończył się czas wymyślonych zarzutów.

dr n. med. Zbigniew Martyka

O korupcji świata medycznego. Dr Paul Marik, wielki lekarz, lecz „wyklęty”.

O korupcji świata medycznego. Dr Paul Marik, wielki lekarz, lecz „wyklęty”.

2022-09-28

Przypominam, bo warto w kontekście blamażu „Izb lekarskich” ostatnio w sprawie dr. Martyki, p. np. tu: Dr Zbigniew Martyka skazany!! Kompromitacja „Izb lekarskich”. [„lękarskich”??]

================================

https://www.bibula.com/?p=136416

Dr Paul Marik nie jest zwyczajnym lekarzem. Ten były już profesor i były już doktor – o czym za chwilę – zajmował drugie miejsce na świecie wśród cytowanych lekarzy-naukowców w swojej specjalności: intensywnej terapii.

Dr Paul Ellis Marik poświęcił całe swoje zawodowe życie ratując ludzi i opracowując materiały dla studentów i lekarzy; był głównym lekarzem zespołu szpitalnego składającego się z 18 szpitali, działającego przy uczelni medycznej Eastern Virginia Medical School (EVMS) w Norfolk (stan Virginia); opracował znany i stosowany na całym świecie sposób leczenia Sepsy (reakcja organizmu na zakażenie), znany jako „Protokół Marika” albo „HAT”; jest autorem podręcznika akademickiego do intensywnej terapii; był redaktorem wielu profesjonalnych wydawnictw, jego miernik cytowalności H-Index, zwany wskaźnikiem Hirscha wynosi 105 (dla przykładu: wskaźnik H-Index równy 18 daje pełną nominację profesorską, wskaźnik 15–20 to typowy wskaźnik członka rzeczywistego American Physical Society, 45 lub więcej oznacza zwykle członkostwo w National Academy of Sciences, zaś wskaźnik laureatów Nagrody Nobla z fizyki mieści się w zakresie między 35 a 39 [zob. Wiki oraz źródło: ScienceNews]). .. Listę osiągnięć dr. Marik można byłoby mnożyć.

Jednak dr Paul Marik nie jest już profesorem sic!! md] , nie jest już wychwalany i pokazywany za wzór lekarza i naukowca, nie może już nawet ratować ludzi i pomagać pacjentom jako lekarz, gdyż pozwolił sobie na rzecz niebywałą: autentycznie leczył pacjentów chorych w czasie tzw. pandemii na tzw. Covid.

Przestępstwem doktora Paula Marik – bo wbrew działaniom skorumpowanego lobby izb lekarskich w Stanach Zjednoczonych, jest oczywiście dla nas dalej lekarzem – było to, że podawał na początku tzw. pandemii tak skandaliczne lekarstwa jak witamina C czy witamina B1 oraz sprzeciwiał się podawaniu „zaaprobowanej” przez FDA trucizny rozprowadzanej pod handlową nazwą Remdesivir.

Dr Paul Marik (l.64, urodzony w RPA), w rozmowie ze Steve’m Kirschem po raz kolejny publicznie wypowiada się i opisuje losy w jaki sposób, z zagorzałego zwolennika „szczepionek przeciwko Covid” stał się ich bezwzględnym przeciwnikiem. Przemiana ta nie przyszła od razu, lecz narastała stopniowo i na początku tzw. pandemii dr Marik – jak chyba niemal wszyscy lekarze na świecie zamroczeni zdobytą wiedzą i zakumulowanymi wiadomościami wtłaczanymi z oficjalnej literatury medycznej – podążał za oficjalną narracją i oczywiście jako jeden z pierwszych zaszczepił się. Wiara jego – zresztą i prowadzącego dyskusję Steve’a Kirscha, o którego przemianie już kilkakrotnie pisaliśmy – w kowidową narrację i w agencje rządowe mające stać na straży ochrony zdrowia,  zaczęła się załamywać gdy odmówiono mu leczenia pacjentów i gdy został bezpodstawnie oskarżony przez Izbę Lekarską za przepisanie „zakazanego” leku, iwermektyny, leku który jest jednym z najpowszechniej stosowanych leków na świecie i w pełni zaaprobowany a nawet rekomendowany (do czasu tzw. pandemii) przez Światową Organizację Zdrowia (WHO). Co gorsza, dr Marik nie wystawił nigdy żadnej recepty na iwermektynę, a Izba Lekarska nie jest w stanie ani przedstawić jakiejkolwiek wypisanej przez niego recepty na to lekarstwo, ani nawet nazwiska któregokolwiek z rzekomych jego pacjentów, któremu rzekomo przepisał ten lek. Z kolei przedstawione przez inną Izbę Lekarską nazwiska są fikcyjne. Wszystko zostało sfingowane tylko z jednym celem: pozbyć się niewygodnego lekarza, który nie chce aplikować pacjentom trucizny (Remdesivir), i który nie daje wiary w narzuconą z góry zmyśloną opowiastkę o pandemii i zbawiennych „szczepionkach”.

Oto kilka wybranych wypowiedzi dr. Marik podczas rozmowy ze Stevem Kirsch’em. Dla wygody Czytelnika skracamy niektóre wypowiedzi i w niektórych miejscach stosujemy czytelne, luźne tłumaczenie:

 ==================================

Steve Kirsch (SK): – Dr Marik jest – choć powinienem powiedzieć: był – zwolennikiem szczepień i wierzył w szczepionki; sam zawsze szczepił się przeciwko grypie, no i zaszczepił się w 2020 roku „przeciwko Covid”. Co spowodowało, że zmieniłeś się z „wierzącego” w szczepionki, w krytyka szczepionek?

Paul Marik (PM): Jestem lekarzem praktykującym ponad 30 lat w specjalizacji intensywnej terapii. Gdy pracowałem w ICU (odpowiednik Oddziału intensywnej terapii), opracowaliśmy protokół leczenia hospitalizowanych pacjentów chorych na Covod-19, w oparciu o w pełni zaaprobowane przez FDA leki. Wyniki leczenia tym protokołem były lepsze niż pozostałych kolegów-lekarzy. Jednak zarząd szpitali, w których pracowałem wysłał zarządzenie do wszystkich szpitali – choć w rzeczywistości chodziło o wyeliminowanie mojego sposobu leczenia – który zabraniał leczenia tymi lekami, w tym – aż trudno w to uwierzyć – podawania witaminy C. W rezultacie to co nam pozostawiono to podawanie chorym Remdesiviru, który jak wiemy jest lekarstwem wysoko-toksycznym. Byłem wtedy naiwny i sądząc że mając rację wygram sprawę, sprzeciwiłem się pozywając zarząd szpitala o hamowanie ratowania chorych, lecz niestety cały system sprawiedliwości jest skorumpowany przez kupionych za duże pieniądze prawników – prawnicy kłamali, przekupieni bądź zastraszeni świadkowie kłamali, itd. W tym systemie nie masz praktycznie żadnych praw ani możliwości obrony. W rezultacie tego [co po angielsku nosi miano Sham peer review, czyli jest atakiem na lekarza w oparciu o najczęściej sfałszowane zarzuty], szpitale, które mają niesamowitą siłę, wstrzymują twoje prawo do wykonywania zawodu w tym szpitalu, podają ciebie do Krajowej Izby Lekarskiej (National Board Review), co skutkuje tym, że praktycznie ma masz prawa być zatrudnionym w żadnym szpitalu czy ośrodku zdrowia na terenie całego kraju. Tak więc wygląda w skrócie historia, to właśnie zrobił szpital, w którym pracowałem i gdzie chciałem leczyć chorych.

SK: Ilu pacjentów skarżyło się na ciebie?

PM: Podczas 30 lat mojej praktyki nie miałem ani jednego, ani jednego przypadku skargi ze strony pacjentów. Wręcz przeciwnie: miałem wiele słów uznania.[..] Niestety, lekarze w szpitalach pozbawieni są praw, są traktowani jak niewolnicy, lekarzom szpitale nakazują jak mają leczyć, czym mają leczyć i jeśli lekarz nie przestrzega ściśle tych zaleceń, to jest eliminowany. I znajdą jakikolwiek powód aby ciebie zwolnić. Powinniśmy też wiedzieć, że są ogromne finansowe zachęty dla szpitali. Np. za przepisywanie tego absurdalnego leku Remdesivir – który zwiększa śmiertelność – szpitale otrzymują 20% bonusy.

SK: Tylko za przepisanie tego lekarstwa?

PM: Tak, za przepisanie Remdesivir, dopisywany jest 20% bonus do całego rachunku leczenia szpitalnego.

SK: Kto płaci za to?

PM: Rząd federalny płaci. Za każdego pacjenta podlegającego Medicare, szpital otrzymuje 20% bonus…

SK: Dopisany do całego rachunku szpitalnego?

PM: Do całego rachunku szpitalnego. I wiesz co, przeciętny rachunek za każdego pojedynczego pacjenta szpitala [„leczonego na Covid’] wynosi 400-500 tysięcy dolarów! Za każdego pacjenta. I dlatego nie lubią oni takich „awanturników”, którzy nie zgadzają się z odmiennym traktowaniem pacjentów i lekarzy. Wyniki leczenia są zupełnie bez znaczenia dla szpitali, liczą się tylko pieniądze i profit za każdego pacjenta. Czy pacjent żyje czy umrze nie ma to dla szpitali żadnego znaczenia. Liczy się tylko zysk i mnożenie pieniędzy.

SK: Wiele osób myśli, że szpitale powinny być promowane, wspierane finansowo gdy ratują życie pacjenta. Powinien być nagradzany wynik leczenia, czyli wyleczenie.

PM: Jest zupełnie odwrotnie, wszystko jest postawione do góry nogami. W rzeczywistości jest całkowicie odwrotnie … my mamy zupełnie odwrotny system, w którym szpitale są nagradzane za podłączenie pacjenta do respiratora, wentylatora i pacjent umiera.

SK: Co zatem spowodowało, że „przebudziłeś” się? Co spowodowało, że szczepionki, które były promowane i które sam z chęcią przyjąłeś … co spowodowało, że zmieniłeś się z „wierzącego” w bezpieczeństwo szczepionek, a teraz opowiadasz się przeciwko szczepieniom? Czy to był jakiś moment, czy też stało się to w wyniku dłuższego procesu?

PM: Tak, gdy szczepionki pojawiły się, zaszczepiłem się, gdyż po pierwsze nie miałem innej opcji, bo byłbym zwolniony z pracy. A po drugie w tym czasie ja wierzyłem w oficjalną narrację. Cóż mogę powiedzieć… Ja, tak samo jak większość lekarzy, byłem ogłupiony i zindoktrynowany i wierzyłem w oficjalną narrację. Pierre [Kory – jeden z pionierskich i odważnych lekarzy, którzy walczyli ze szczepionkami przeciwko Covid], był dużo szybszy, ja byłem wolniejszy, lecz z czasem też powoli dochodziłem do informacji. Wtedy nie mieliśmy pojęcia co zawierają te szczepionki, nie wiedzieliśmy co się dzieje, były niewystarczająco przetestowane i byliśmy okłamywani. Z czasem stało się coraz bardziej klarowne, że to było jedno wielkie wstrętne kłamstwo, że te szczepionki nie są ani bezpieczne, ani skuteczne. I gdy coraz to nowe dane zaczęły napływać i widzieliśmy dane z VAERS i innych systemów, stawało się to coraz bardziej jasne.

SK: Zatem to była akumulacja napływających danych…

PM: Większość lekarzy czyta tylko streszczenia opracowań … A potem było wiele pacjentów, którzy zgłaszali się do mnie i do Pierre [Kory], jako ofiary szczepionek. Wielu z tych pacjentów miało bardzo poważne skutki poszczepionkowe. A jak coś raz zobaczysz – takie straszne skutki – to nie jesteś w stanie już tego odwrócić, zapomnieć.

SK: Jesteś – jako lekarz – wykształcony na podstawie literatury, opisanych przypadków, analizy danych, no i na zawierzeniu CDC. Zatem, musiałeś to wszystko odłożyć na bok, to wykształcenie, które jest wtłoczone w większość lekarzy; musiałeś to odstawić, ponieważ widziałeś przytłaczające dowody. Teraz nie rekomendowałbyś tych szczepionek nikomu?

PM: Ani jednej żyjącej duszy na tej planecie nie rekomendowałbym tych szczepionek. Ani jednej osobie. Jest niemożliwe abym się mylił. Kowid w pełnym świetle pokazał całą korupcję, która miała miejsce wcześniej. Teraz, kiedy powracam myślami do przeszłości i zastanawiam się, to widzę, że większość rzeczy, których się nauczyłem w uczelni medycznej to nieprawda. Ponieważ wierzyłem [ciałom regulacyjnym], które są zwyrodniałe i skorumpowane przez Big Pharma – wielkie korporacje farmaceutyczne. Zatem właściwie to co musiałem zrobić w ciągu ostnich 6 miesięcy, ostatniego roku, to „oduczyć się” wszystkiego czego nauczyłem się na uczelni medycznej, ponieważ Big Pharma kłamie. [Prawda] przeciwstawia się temu co w większości napisane jest w medycznych periodykach. Marcia Angell [była redaktor New England Journal of Medicine], która w 2004 roku napisała klasyczną już książkę o korupcji Big Pharma [chodzi o książkę pt „The Truth About the Drug Companies: How They Deceive Us and What to Do About It”] jako redaktor NEJM, miała ona dostęp do tych wszystkich danych [o których pisze w książce] i wysnuła ona jeden wniosek: właściwie powinieneś przeciwstawić się [odrzucić] wszystkiemu co ONI mówią nam, powinieneś przeciwstawić się wytycznym [agencji i organizacji], powinieneś przeciwstawić się tym komitetom [jak np. komitetom decydującym o dopuszczalności leków i szczepionek], ponieważ są one wszystkie kontrolowane przez Big Pharma. Dr. Marcia Angell jest kobietą o wielkiej uczciwości, była prawdopodobnie zmuszona do rezygnacji z funkcji głównego redaktora NEJM [angielskojęzyczna Wikipedia przedstawia jej sylwetkę, jak zwykle w koślawym świetle, a odnośnika po polsku oczywiście nie ma – po co mają ludzie w Polsce znać takie postacie?], jest ona jedną z najbardziej wpływowych lekarzy na całej planecie i ona przejrzała to, zauważyła niesamowitą korupcję i oszustwo.

SK: Nie jesteś jedynym, który mówi otwarcie o tych rzeczach. Niektórzy myślą, że to tylko Paul Marik, Peter McCullough, Pierre Kory…. ale wy wszyscy byliście przecież perfekcyjnie „normalni” i uznawani, aż do momemtu gdy pojawiła się ta „szczepionka”. I staliście się, zostaliście przesunięci z pozycji „bohaterowie i powszechnie poważani”, na pozycję wykluczonych przez medyczną społeczność. … Czy umawialiście się ze sobą, „konspirowaliście”?

PM: Nie, my wszyscy nie „konspirowaliśmy”, nie „zmawialiśmy się”, lecz niezależnie od siebie doszliśmy do tych samych wniosków. …

SK: Czy możesz dalej wykonywać zawód lekarza?

PM: Mój szpital właściwie zniszczył i zatrzymał moją karierę na zawsze.

SK: Nie możesz iść pracować do innego szpitala?

PM: Oni [mój szpital] zgłosił mnie do głównego rejestru lekarzy [chodzi o National Practitioner Data Bank, nadzorowaną przez Departamant Zdrowia kartotekę oskarżonych lekarzy], zgłosili mnie do Izby Lekarskiej [chodzi o National Board of Physicians and Surgeons], a Izba Lekarska [chodzi tutaj o kolejną organizację Board of Medicine] zmyśliła jeszcze inne zarzuty przeciwko mnie. A z tego wszystkiego nie ma możliwości wyjścia. Zatem, to jest problem jaki będziesz miał jeśli chcesz mówić prawdę.

SK: Czy pokazali ci oni jakiekolwiek dane o pacjentach, którym rzekomo miałeś przepisać iwermektynę?

PM: Nie, oni oskarżają ciebie o przewinienie, lecz nie pokazują żadnych dowodów. Zostałem uznany winnym zarzutów, ale nie miałem żadnych możliwości obrony i w rezultacie wycofali mi prawa do leczenia.

SK: Czy są jakieś dokumenty, z którymi opinia publiczna mogłaby się zapoznać, zobaczyć czy np. dokumenty nie zostały przez nich sfałszowane? Czy też to wszystko miało miejsce za zamkniętymi drzwiami?

PM: Tak, to wszystko było za zamkniętymi drzwiami. Nawet nie otrzymałem nazwiska pacjenta, któremu miałem rzekomo wypisać receptę, ani żadnych danych mogących wskazać o kogo miałoby chodzić. Z kolei inna izba – Board od Medicine przedstawił mi nazwisko pacjenta, ale nazwisko to jest wymyślone, nie miałem takiego pacjenta i nigdy nie było takiego pacjenta w szpitalu. Napisałem więc o tym całym procesie, przedstawiłem go parlamentarzystom ze stanu Wirginia. …

SK: Ilu, myślisz, lekarzy w Stanach Zjednoczonych – ilu ich jest razem, milion?  – zdaje sobie sprawę z tego, że te „szczepionki”, jak wmawia się oficjalnie, nie są ani bezpieczne ani skuteczne? Ile procent lekarzy, myślisz, przestawiłoby się z pozycji: rekomenduję szczepionkę, na pozycję choćby „neutralną” – nawet nie negatywną – gdyby nie było żadnych restrykcji względem tych lekarzy, gdyby nie czuli się zagrożeni?

PM: To dobre pytanie. Nie wiem ilu jest takich lekarzy. Problem jest taki, że większość lekarzy czyta oficjalną literaturę medyczną, czyta to co jest publikowane przez CDC i FDA, a jak wiemy ta cała literatura jest całkowicie skorumpowana, fikcyjna, fałszywa. Lekarze szczerze wierzą, że FDA, CDC, NIH autentycznie pragną ochrony zdrowia, dobra pacjenta … Przypuszczam, że może 20-30% lekarzy podejrzewa, że „coś jest nie tak” w niektórych sprawach, że dane, które są publikowane nie jest dokładne, że to co jest mówione nie jest prawodpodobnie prawdą. Ale czują się zbyt zastraszeni aby coś głośniej powiedzieć, bo spotka ich wielka „odpłata” za to co zrobią. … To co zdarzyło się mi, może zdarzyć się i im.

SK: No to ilu lekarzy mówi głośno prawdę? Mniej niż jeden procent?

PM: Głośno mówią tylko ci, którzy już nic nie mają do stracenia, tak jak ja. Nic już więcej nie mogą mi zabrać, zrobić. Ale większość lekarzy się boi, bo staną przeciw nim stanowe izby lekarskie, szpitale zaskarżą ich, amerykańska Izba Lekarzy Ogólnych (American Board of Internal Medicine) zemści się na nich. … Stajesz się „roznosicielem dezinformacji” gdy powiesz cokolwiek co sprzeciwia się oficjalnej narracji.

SK Czy mieliśmy coś takiego w historii medycyny, że gdy jeśli nie zgadzasz się z opinią ogółu, to zniszczą cię?

PM: Na takim systemowym i na tak ogromnym poziomie, jest to unikalne i nigdy nie zdarzyło się coś takiego. Ale zdarzało się w historii, gdy pionierzy medycyny byli prześladowani za swoje obserwacje. Jednym z takich przykładów jest dr Ignaz Semmelweis – zauważyl on, że mycie rąk przez lekarza zapobiega rozprzestrzenianiu się chorób. Był za to prześladowany i uważany za chorego psychicznie. … Zatem były jednostkowe przypadki kiedy ludzie odkrywający coś byli prześladowani, jednak teraz mamy do czynienia z systemowym, masowym, propagandowym atakiem i z uciszeniem każdego kto ośmiela się głośno głosić prawdę. […]

Polecamy cały wywiad z dr. Paulem Marik.

Paul Marik speaks about the silencing of doctors who want to speak out about the COVID vaccines [ zob. w o0ryg. MD]

— * —

 Cieszymy się, że odważni lekarze, i to nawet tej rangi co dr Paul Marik, przebudzili się i mówią głośno, ostrzegają przed „szczepionkami przeciwko Covid-19”, i że wreszcie zauważyli skorumpowane organizacje działające przeciwko człowiekowi, zupełnie niedbające o zdrowie pacjenta i społeczeństwa, ale…

…ale jak to możliwe, że ludzie tak wykształceni nie zauważyli tego dużo wcześniej, na początku tzw. pandemii i sami chętnie podstawili swoje ramię aby przyjąć do organizmu podejrzaną substancję, na dodatek wyprodukowaną przez najbardziej skorumpowaną firmę farmaceutyczną w historii medycyny? (Chodzi o Pfizer, która to firma zapłaciła największą w historii karę właśnie za fałszowanie danych.) Jak to możliwe, że na początku oni sami nakłaniali do tego innych i z pewnością byli zgorszeni gdy pojawiał się ktoś z odmiennymi informacjami i odmawiał zaszczepienia się, ktoś kto pokazywał korupcję systemu zatwierdzania leków i szczepionek, ktoś kto choćby czytał – wydaną wszak w 2004 roku – książkę dr Angell? (Książkę wcale nie tak przełomową, lecz mimo to pokazującą korupcję.) Tak, ci doskonale wykształceni na „fachowej” literaturze lekarze wyśmiewali się z takich „burzycieli” roznoszących „kłamstwa” i „spiskowe teorie”. Bo przecież ONI, ich napęczniałe ego byłoby naruszone, wszak stali się współczesnymi najważniejszymi kapłanami w świątyni Nauki.

Przyczyn takiej postawy lekarzy jest oczywiście wiele, z których brak chęci wnikania w szczegóły, dociekania do źródeł, brak wrodzonej ciekawości i sceptycyzmu, brak przenikliwości, no i w końcu chęć pozostania „w stadzie” idącym w tym samym kierunku, prowadzonym przez autorytarny ośrodek władzy, również, chęć „ciepełka” i niechęć „do konfrontacji” i „wychylania się”, jakże modne wyśmiewanie „teorii konspiracji” – to wszystko przeważyło i dalej przeważa u większości lekarzy. Obserwując z naszej strony lekarzy i odpowiadając na pytanie o liczbę myślących w tej profesji (zniżającej swą reputację do najstarszej profesji świata…), rzeczywiście może mamy ze 20% tych, którzy po cichu myślą, że w niektórych sprawach – ale tylko w niektórych i wycinkowych – „coś-tam” nie zgadza się, lecz 99,9% nie dopuszcza myśli, że takie „szanowane” instytucje jak NIH, FDA, CDC mogłyby prowadzić niemal ludobójczą politykę, że większość lekarstw to mikstura do maskowania objawów i chorób spowodowanych wcześniej zażywanymi lekarstwami i wtłaczanymi szczepionkami oraz spowodowanych przez śmietnikowe jedzenie, tak reklamowane w mediach.

Mimo wszystko, dziękując dr. Marik i innym odważnym lekarzom za wypowiedzi, oczekujemy dalszych dociekań naukowych i medycznych. Może pewnego dnia odkryją oni, że oprócz systemowego okłamywania nas w sprawie „bezpiecznych i skutecznych” tzw. kowidowych szczepionek, odkryją że WSZYSTKIE szczepionki są szkodliwe, a w przypadku szczepionek dziecięcych NIE MA ANI JEDNEGO BADANIA W CAŁEJ HISTORII SZCZEPIONEK, które sprawdzane były w oparciu o placebo (czy wiesz, że NIGDY grupa kontrolna nie otrzymała placebo, lecz…. wszystkie otrzymały „jako placebo” poprzednią wersję szczepionki?!)… Może spojrzą też na całą wakcynologię – szamańską pseudo-naukową dziedzinę – i zobaczą, że od samego początku, od samego Jennera przez Pasteura, po najnowsze odmiany szarlatanów, dochodziło do fałszowań wyników i że te wszystkie szczepionki są nie tylko bezużyteczne, ale i groźne dla człowieka, szczególnie dla dzieci. Może przyjrzą się też wirusologii i teorii wirusa, który – jeśli w ogóle istnieje – to jego funkcja jest inna niż to co jest głoszone od stu lat… Pytań jest dużo, bo współczesna, allopatyczna, rockefellerowska medycyna od ponad wieku brnie w ślepą uliczkę niszczenia zdrowia każdego pojedynczego człowieka, całych społeczeństw i ludzkości.

Oprac. www.bibula.com
2022-09-28

Elektryczna Tesla płonęła blisko pięć godzin. W oparach postępu. W Piotrkowie Tryb.

Elektryczna Tesla płonęła blisko pięć godzin. W oparach postępu.

„Taki pożar jest ciężki do ugaszenia”

https://nczas.com/2022/12/29/elektryczna-tesla-plonela-blisko-piec-godzin-taki-pozar-jest-ciezki-do-ugaszenia/

Blisko pięć godzin w oparach postępu – tyle spędzili strażacy na gaszeniu elektrycznej Tesli i chłodzenia jej ogniw w Piotrkowie Trybunalskim.

Do zdarzenia doszło we wtorek ok. godz. 13.30 przy ul. Wojska Polskiego w Piotrkowie Trybunalskim. Na jednym z parkingów zapaliły się ogniwa w elektrycznej Tesli Model S. W samochodzie zaparkowanym przy zbiegu ulic Wojska Polskiego i Toruńskiej płonęła komora akumulatorów.

– Taki pożar jest ciężki do ugaszenia, bo reakcja, która zachodzi w uszkodzonych ogniwach elektrycznych cały czas podtrzymuje proces spalania. Udało nam się obniżyć temperaturę palących się ogniw. W wyniku pożaru nikt nie odniósł obrażeń. Z powodu znacznego zadymienia wstrzymaliśmy ruch na skrzyżowaniu przy ul. Wojska Polskiego – przyznał w rozmowie z mediami mł. bryg. Wojciech Pawlikowski z KP PSP w Piotrkowie Trybunalskim.

Na miejscu pojawił się nawet kontener, w którym miał zostać zatopiony samochód, żeby schłodzić ogniwa. Ostatecznie jednak strażacy zrezygnowali z takiego rozwiązania.

„Na razie zbyt wcześnie by mówić o jednoznacznych przyczynach pożaru, ale prawdopodobnie doszło do zwarcia w układzie zasilania” – podał portal piotrkowski24.pl.

=================

mail: A benzyniaka [zresztą sam się nie zapala] można ugasić pianą [to CO2] lub kocem azbestowym – odcinają dopływ tlenu. Tu – tlen niepotrzebny. Kiedy się nauczą robić aku niepalne??

===============================

mail:

Wiadomości z Reichu

Taki pożar ( najczęściej samozapłon) muszą gasić wyspecjalizowane służby – jedna centrala  jest na północy Niemiec, druga na południu… 

Ze specjalnymi wannami gdzie płonące auto trzeba zatopić.

A w Szwecji na złomowiskach stoi dużo prawie nowych tesli -z niewielkimi stłuczkami, bo nikt się nie chce podjąć pracy nad „blachą” -zbyt ryzykowne….

Вот успех!

Czy można zniszczyć coś, co już zostało zniszczone? Zabić coś, co od dawna nie żyje? WIESZCZBA KRWAWEJ GŁOWY (29)

Czy można zniszczyć coś, co już zostało zniszczone? Zabić coś, co od dawna nie żyje?

Andrzej Juliusz Sarwa

WIESZCZBA KRWAWEJ GŁOWY (29)

Dom przy rue de la Tannerie

Była już głucha noc, nim dotarli na miejsce, ale wielki niczym koło młyńskie, świecący zimnym światłem księżyc pozwalał się im poruszać bez obawy, że poskręcają gdzieś nogi na nierównościach i wertepach.

Gdy zbliżyli się do misternie kutej, żelaznej bramy, spostrzegli, iż jest uchylona. Pan Jerzy nawet się nie zdziwił, przecie dom przez wiele lat stał opustoszały, a zatem kusił rozmaitych łyków i bezdomnych włóczykijów, a szczególnie zimą, co by tu osłony przed wiatrem, mrozem i śnieżycą szukali.

Podworzec był gęsto zarośnięty chwastem i krzakami, ale między nimi wiła się kręta ścieżyna prowadząca wprost ku drzwiom wchodowym. Podążyli nią tedy.

Otwór wejściowy ział czarną pustką niczym paszcza jakiegoś monstrualnego i budzącego grozę potwora. Opatrzyli tedy ślepe latarki, pozapalali w nich świece i ostrożnie weszli do wnętrza. Pierwszym, który przestąpił próg, był – jakże by inaczej – pan Jerzy, wszak w jego żyłach płynęła polska, szlachetna, rycerska krew.

Uniósł swoją latarnię najwyżej jak mógł, ale poza szczurem, który z piskiem uciekł mu spod nóg, nie zauważył niczego. Obszerną sień przepełniała cisza niczym na jakimś uroczysku, na które najodważniejszy nawet zwierz się nie zapuszcza, tylko stare wapno płatami osypywało się z kruszejącego, zrzesiałego, przerośniętego grzybem i przesyconego mocnym zapachem stęchlizny, tynku. Ruszyli w głąb domu. Przemierzali komnatę za komnatą, izbę za izbą, ale wszystkie były puste, wszystkie stęchłe i wszystkie nasiąknięte wilgocią. Po kątach niegdyś solidne, drewniane podłogi, teraz uginały się pod stopami mężczyzn, grożąc tym, iż się pozarywają pod ciężarem ludzi.

Zwiedziwszy parter, wspięli się na piętro. Ale tam było tak samo, jak na parterze. Na strychu wypatrzyli trochę rupieci, jakieś potrzaskane meble, rozbite puste ramy obrazów i mnóstwo pajęczyn.

– Zerknijmy może jeszcze do piwnic – zaproponował żak.

– A czego tam będziemy szukać po nocy? – sługa pana Białeckiego pogardliwie wzruszył ramionami. – Nie lepiej to już odpocząć?

– Skoro zadaliśmy sobie tyle trudu, to dokończmy, cośmy zaczęli. A potem będziemy mogli spać do woli. Nawet i do południa. A ty, jeśli nie chcesz schodzić do piwnic, to idź, zamknij dokładnie bramę, wyprząż konie, przynieś tu z bryki derki i okrycia, tak, byśmy, gdy już dokończymy oględzin, mogli zlegnąć i wypocząć. Posłania też oczywiście przygotuj.

– Każdemu w osobnej izbie? – zapytał sługa.

– Może lepiej nie. Zanocujmy wszyscy trzej w jednym pomieszczeniu. Diabli wiedzą, kto się tu plątał przez te wszystkie lata i czy nie zechce przyjść także i tej nocy. We trzech bezpieczniej.

– Wola jaśnie pana – sługa się skłonił i wyszedł na zewnątrz.

Pan Białecki i żak zaczęli ostrożnie schodzić po oślizgłych, kamiennych stopniach, prowadzących do rozległych podziemi, stanowiących jeszcze jedną, tyle że niewidoczną z zewnątrz, kondygnację budynku.

Młodzieniec w swoich byle jakich podartych chodakach szedł cicho, ale kroki pana Jerzego obutego w podkute buty budziły upiorne echa, które niosły się gdzieś w mroczną pustkę lochów.

Wchodzili do poszczególnych, sklepionych beczkowato sal, umurowanych z szarawobiałego, ale pokrytego już kurzem i wrosłym w chropowatości brudem, kamienia, lecz każde z nich było puste. Dopiero w ostatnim spostrzegli znacznych rozmiarów masywny stół, wykonany z dwóch rodzajów szlachetnego marmuru: portoro genuine – czarnego w złociste i białawe nieregularne linie i wzory oraz rojo alicante różowego, tu i ówdzie poznaczonego ciemnoczerwonymi nieregularnymi plamami i białym unerwieniem. Było to cacko, prawdziwe arcydzieło sztuki. Na jego środku stał rzezany w fantazyjne wzory czarny, drewniany, zapewne hebanowy, pulpit inkrustowany srebrem i macicą perłową. Na pulpicie wreszcie spoczywała księga.

Żak, nie bacząc na protesty pana Białeckiego, z rozszerzonymi i ciekawością i pożądaniem oczami, podbiegł do owej księgi. Była otwarta na pierwszej stronie, na której wykaligrafowany karolińską minuskułą był ten oto łaciński tekst, który, prawie sylabizując, bo chłopak nie był wprawny w czytaniu tak starodawnych liter, odszyfrowywał, od razu tłumacząc na francuski:

„Czy można zniszczyć coś, co już zostało zniszczone? Zabić coś, co od dawna nie żyje? Czy można zniszczyć coś, czego nie powinno się niszczyć? Zabić coś, czego nie powinno się zabijać?”

Gdy skończył czytać, Lefevre i Białecki popatrzyli na siebie zdumieni.

– Cóż to takiego? I o co w tym chodzi? – pan Jerzy bezradnie spojrzał na studenta.

– A bo ja wiem? Nie umiem się w tym doszukać żadnego sensu. Tekst bardzo stary, sądząc po wyglądzie pergaminu i rodzaju pisma, ale oprawa wtórna, ma najwyżej kilkanaście, no! kilkadziesiąt lat.

– A zerknijże, Jean-Baptiste, co jest na dalszych kartach.

Lecz na dalszych kartach niczego nie było. Tak jakby właściciel dziwnej księgi oczekiwał, iż kiedyś zjawi się tu ktoś, kto je zapełni…

– Wracajmy na górę – szepnął Lefevre.

– Masz rację – trzeba wypocząć przed jutrzejszym dniem. Niebo już szarzeje…

* * *

Jaskrawe promienie słońca i donośny śpiew ptaków w chaszczach za oknem, w zdziczałej ze szczętem namiastce parku, obudził pana Jerzego dużo, dużo wcześniej, niż zamierzał wstać. Ptaki jednakowoż tak hałasowały, że nie był w stanie ponownie zasnąć.

Zwlókł się zatem z posłania, rozejrzał za jakąś czystą, świeżą wodą i, wypatrzywszy w ogrodzie źródło, ujęte w cembrowinę, poszedł się umyć.

Wkrótce dołączyli do niego pozostali dwaj mężczyźni. Kiedy się odświeżyli, pomyśleli o jakimś śniadaniu. W podróżnych sakwach mieli chleb, ser i wino, jakie przezornie zabrali ze sobą z oberży, w której ostatnio obiadowali.

Napełniwszy brzuchy i pociągnąwszy solidnie z flaszy, zaraz im się w głowach rozjaśniło, nabrali werwy i chęci do życia. Nawet i ptasi śpiew przestał ich irytować.

– Zatem? – zapytał pan Jerzy.

– Zatem bierzmy się do pracy! – odpowiedział mu ochoczo Jean-Baptiste, bo aż skręcało go z ciekawości, co też ów opuszczony dom może jeszcze skrywać.

Zaczęli od strychu. Jeśli się spodziewali, że może znajdą tam coś cennego, to – niestety – srodze się zawiedli. Powyrzucali więc owe resztki mebli i pozostałe rupiecie przez okno na poddaszu na podworzec, gdzie złożyli to wszystko na kupę i podpalili.

Raz jeszcze, w świetle dnia, obeszli wszystkie pomieszczenia, ale były puste. Jedynie to jedno w piwnicy, wyposażone było w stół, pulpit i księgę.

Tę ostatnią zabrali na górę i przewertowali dokładnie i to nie raz i nie dwa. Szukali, czy też na pustych kartach nie zapisano czegoś atramentem sympatycznym, ale niestety – były czyste i dziewicze.

– Chłopcze, co sądzisz o tym? – tu wskazał na księgę.

– A cóż mogę sądzić? Jakaś zagadka. Lecz jak ją rozwikłać? Bóg jeden raczy wiedzieć.

– A o kimże może być mowa w owym dziwacznym, bo inaczej nie umiem go nazwać, tekście?

– Hm… O człowieku i…

– Właśnie. Tak też i ja sądzę o człowieku, ale nie o jakimś konkretnym, lecz człowieku w ogóle. A może jednak nie? Może nie o człowieku, lecz o innej istocie?…

– Może i tak – zgodził się z tym Lefevre.

– A owa inna istota to?…

– Właśnie… gdybyśmy owo wiedzieli, zagadka przestałaby być zagadką…

– Sądzisz młodzieńcze, że może tu chodzić o Boga?

– Nie, na pewno nie. Wszak tekst mówi, iż owa istota odczuwa lęk. Więc… albo jest to coś bardzo prozaicznego, list do nieczułej kochanki zapisany przed wiekami w niezwykłej formie, albo… Nie… nie… to nie ma sensu…

– Albo?

– Jeszcze dziwaczniejsza inwokacja, a może… ewokacja… jakiegoś bytu…

– Jakiego? – pan Jerzy pobladł. – Jakiego? Młody człowieku?

– Demonicznego? – ze strachem w oczach wyszeptał student.

– Ogień na podworcu jeszcze się żarzy. Weźmy tę księgę i ciśnijmy ją weń. Niech ją strawią płomienie, niech zostanie po niej tylko popiół. A popiół niech wiatr rozwieje…

– Panie kawalerze! Księgę w ogień? Toż to bluźnierstwo! A ponadto ma ona i swoją wartość, choćby sama okładka.

Mówiąc to, zamknął wolumin i jął dokładnie lustrować jego oprawę. Była ona sporządzona z drewna oliwnego, po wierzchu obciągnięta znakomicie wyprawioną świńską skórą ciemnobrązowej barwy, wpadającej w wiśniowy odcień. Skóra owa była tłoczona w przedziwne jakieś wzory, roślinne ornamenty i postaci pół-ludzi, pół-zwierząt, w jakieś hybrydy. Tłoczenia były złocone przy użyciu najpewniej cienkiej niczym najcieńsza bibułka folii z czystego złota. Okładka dodatkowo ozdobiona była również złotymi, misternie wyrobionymi przez jakiegoś znakomitego jubilera, guzami i dodatkowo zabezpieczona, również złotymi kantami i narożnikami. Miała też i klamrę złotą, wysadzaną maleńkimi, krwistoczerwonymi szlachetnymi kamieniami, zapewne rubinami.

– Panie kawalerze, proszę spojrzeć, sama oprawa tej księgi to arcydzieło sztuki, za które można by zażądać mnóstwa pieniędzy! I wy ją, panie, chcecie cisnąć w ogień?!

Jerzy zawahał się.

– Cóż, może się rzeczywiście powstrzymajmy przed tak radykalnym rozwiązaniem…

* * *

Pan Jerzy wespół ze studentem raz jeszcze zagłębili się w podziemia pod domem. Tym razem z mocnym postanowieniem, iż obejrzą je i spenetrują dokładniej niż wprzódy, a nuż jest tam coś jeszcze?

Chodzili zatem od pomieszczenia do pomieszczenia, ostukiwali ściany i podłogi, ale na nic skrytego nie natrafili, aż w pewnej chwili pan Białecki, potknąwszy się na nierówności ceglanej posadzki, aby nie upaść, z całych sił wsparł się rękami o jedną ze ścian w owej sklepionej izbie, w której znajdował się marmurowy stół.

I w tejże samej chwili pawiment1 gwałtownie ustąpił mu pod stopami, odsłaniając czarną czeluść, w którą z okrzykiem przerażenia runął młody szlachcic.

Student pochylił się z latarką nad właśnie odsłoniętym wejściem do kolejnej kondygnacji piwnic i wypatrzył leżącego u stóp niezbyt stromych, kamiennych schodów pana Jerzego.

– Panie kawalerze! – zawołał. – Panie kawalerze!

Ale nie usłyszał odpowiedzi. Zszedł tedy ostrożnie do owego nieznanego im dotąd pomieszczenia, poświecił leżącemu w oczy, przyłożył ucho do piersi, a posłyszawszy bicie serca, odetchnął z ulgą. Nie mając wody na podorędziu, coby skropić nią twarz zemdlonego, począł nim potrząsać i oklepywać policzki, aż w końcu Białecki otworzył oczy i powiódł nieprzytomnym wzrokiem dookoła.

– Co się stało?… Gdzie ja jestem?…

– Już dobrze, wielmożny panie. Wpadliście w dziurę, ale żyjecie i wygląda na to, iż nie ucierpieliście od upadku. Cali jesteście? – Białecki poruszał rekami, nogami, pokręcił głową i uniósłszy się na łokciu, powoli dźwignął się na nogi.

– Dziękować Bogu, nic mi nie jest, prawe biodro tylko szpetnie potłukłem.

– A nie pęknięte ono czasem? – zaniepokoił się Jean-Baptiste.

Białecki obmacał je dokładnie.

– Chyba nie, wygląda na całe. Na moje szczęście skończy się tylko na sińcu.

Skoro się już obaj uspokoili, a pan Jerzy zapalił swoją latarnię od świeczki w latarni Lefevre’a, bo ta jego zgasła podczas upadku, z ciekawością począł rozglądać się dookoła, a Francuz poszedł w jego ślady.

Niesłychane było ich zdumienie, kiedy rozpatrzywszy się dokładnie, stwierdzili, iż znajdują się ni mniej, ni więcej, tylko w ukrytym przed okiem profanów laboratorium alchemika… Ba! W laboratorium, które przez cały czas musiało być używane! Oto bowiem spostrzegli alembik, pod którym pełgał słaby płomyk wydobywający się z glinianej, o ciemnozielonej polewie, lampki napełnionej akwawitą. W alembiku bulgotał jaskrawofiołkowy płyn, który parował, a później się skraplał w odbieralniku, zmieniając barwę na szmaragdowozieloną.

Był tam również i atanor, w którym miarowym, spokojnym, słabym płomieniem, ledwo pełgającym nad żarem, spalał się olchowy węgiel drzewny, wydzielając stabilne i równe ciepło. Wewnątrz atanora, gdy otwarło się jego górne drzwiczki, można było dostrzec jajo filozoficzne napełnione tynkturą, która po przemianie winna przeistoczyć się w kamień uniwersalny, kwintesencję, czyli piąty element zespalający w sobie esencję czterech żywiołów, podstawowego budulca Universum, w lapis philosophorum… w kamień filozoficzny, dzięki czemu można by było dokonywać transmutacji metali nieszlachetnych w szlachetne, zdobyć panaceum i eliksir nieśmiertelnościelixir vitae…

Pan Białecki, chociaż nigdy nie zajmował się alchemią, miał jednak o niej niejakie pojęcie. Jean-Baptiste natomiast, jak się okazało, wiedział na temat tej hermetycznej wiedzy bodaj niewiele mniej niż wtajemniczony adept.

– Coś podobnego! – wzdychał i kręcił głową – nie wiadomo – bardziej ze zdumienia, czy z podziwu. – I co pan zamierza z tym zrobić, panie kawalerze?

– Ja? Mój Boże, nie wiem! Wszystkiego bym się spodziewał, lecz nie takiej niespodzianki.

– Ktoś tu musi bywać i doglądać owego laboratorium… ciekawe kto…

– Na pewno nikt poczciwy.

– I czemuż tak, panie, uważacie?

– Bo czy ktoś poczciwy zajmowałby się takim diabelstwem? Wszak za owymi tynkturami, atanorami, najstraszliwsze zło się czai.

– Eee, wszak po to Pan Bóg dał człowiekowi rozum, iżby korzystając z niego, poszerzał swoją wiedzę. Iżby czynić sobie Ziemię poddaną…

– Wiedzę, powiadasz?

– Ano wiedzę.

– A do czego ci wiedzieć więcej, niźli do przyzwoitego życia potrzeba?

– No…

– No?…

– Tak po prawdzie, to do niczego, ale człeka kusi, co by poznać więcej i więcej…

– Taaak… więcej i więcej… już byli tacy, wieżę budowali, Babel nazwaną i jak się ich przedsięwzięcie skończyło?

– Ale jednego z drugim nijak nie można porównać, panie kawalerze! W żaden sposób! Naprawdę!

– A i owszem. Tamci po schodach chcieli wejść do nieba, a ty i tobie podobni, po piwnicach siedząc, pożądacie nieskończonych ilości złota – a więc władzy, panaceum – a więc zdrowia i nigdy niekończącej się młodości i eliksiru nieśmiertelności. Zatem w co, w kogo się chcecie przemienić? No? Młodzieńcze? W kogo?

Lefevre spuścił głowę i wyszeptał:

– W bogów?…

– Właśnie!

Francuz przez jakiś czas się nie odzywał, ale w końcu wyrzucił z siebie, mówiąc prędko, jakby się bał, że mu pan Jerzy przerwie.

– Ale… ale… panie kawalerze… ktoś kiedyś powiedział… nie pamiętam teraz, kto, bodaj Plotyn, ale i kabała to samo głosi, że każdy jest bogiem, każdy, bez wyjątku. Nawet i świnia! Lecz w pełni bogiem jest tylko ten, kto to sobie uświadamia.

– Zatem ty to sobie uświadamiasz? Kimże ty jesteś, młody człowieku? Nazwisko masz pospolite, wiedzę niebywałą, na pysze też ci nie zbywa. Jesteś bogiem?

– No… nie, panie… ale…

– Ale bardzo byś chciał nim być, co? Otóż zdradzę ci pewną tajemnicę.

W oczach studenta pojawiła się ciekawość tak wielka, że aż dech wstrzymał.

– A tę, że nadejdzie kiedyś dzień twojej śmierci. Potem zgnijesz, zjedzą cię robaki, a na ostatek i kości spróchnieją. Oto i cała twoja doczesna boskość.

Student nic już na to nie odparł wyraźnie zawiedziony. Chociaż w głowie kłębiły mu się pożądliwe myśli: lapis philosophorum, elixir vitae… I żadną miarą nie mógł pojąć, iż komuś może na nich nie zależeć…

Książkę w wersji papierowej można kupić tu:

Wydawnictwo Armoryka

wydawnictwo.armoryka@armoryka.pl

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierza

e-book tu:

https://virtualo.pl/ebook/wieszczba-krwawej-glowy-i235158/

audiobook tu:

https://virtualo.pl/audiobook/wieszczba-krwawej-glowy-i246215/

1Dawne określenie dekoracyjnej posadzki spotykanej we wnętrzach zamkowych, pałacowych lub kościelnych, wykonanej techniką intarsji albo jako mozaika.

Niemiecki klimatyczno-elektryczny Wielki Brat. Gaszenie pożaru trzeba powierzyć psychopacie piromanowi, on wszak się na ogniu zna.

Niemiecki klimatyczno-elektryczny Wielki Brat i urządzenia do wyłączania urządzeń. Na co trzeba będzie zmarnować pieniądze z KPO.

Gaszenie pożaru trzeba powierzyć psychopacie piromanowi, on wszak się na ogniu zna.

Dariusz Matuszak na stronie: https://wpolityce.pl/polityka/628025-niemiecki-klimatyczno-elektryczny-wielki-brat

Przy wszystkich dyskusjach o suwerennościowych i finansowych aspektach Krajowego Planu Odbudowy i pieniędzy, które być może unijny łaskawca, jeśli będziemy grzeczni, zechce pożyczyć, umyka jedna zasadnicza sprawa. Otóż główna idea KPO jest taka, by zadłużając się, na polecenie i pod kontrolą unijnych urzędników wydać pieniądze na to, co doprowadziło Europę do kryzysu energetycznego i na skraj katastrofy gospodarczej.

Część pieniędzy KPO to pożyczka, którą się oddaje, a część to tzw. „darmowe granty”, które trzeba będzie spłacić podnosząc podatki i wysokość składki odprowadzanej na utrzymanie brukselskiej eurokracji. Blisko 43 % tak pozyskanych pieniędzy będziemy musieli przeznaczyć na realizację obłędnej, samobójczej polityki klimatycznej. Ponad 21 proc. na tzw. transformację cyfrową. Inaczej mówiąc 64 % środków będziemy musieli wydać tak, jak życzą sobie tego eurokraci. Mamy też wierzyć, że ci którzy jak Timmermans, czy jacyś niemieccy władcy Unii, doprowadzili Europę do rozpaczliwej sytuacji, mają dość rozumu, by wiedzieć na co inni mają wydawać pieniądze. Gaszenie pożaru trzeba powierzyć psychopacie piromanowi, on wszak się na ogniu zna.

Niemiecka nowoczesność w domu i zagrodzie

Gdy rozważa się kolejne unijne pomysły można wspomnieć program telewizyjny z czasów PRL „Nowoczesność w domu i zagrodzie” i sparafrazować klasyka „prondu ni ma i nie będzie”. Unijne osiągnięcia są takie, że w trzeciej dekadzie XXI wieku połowa Europy zastanawia się, czy aby nie zamarznie zimą i czy ma wystarczający zapas świeczek w domu. Ale od czego są jaśnie oświeceni Niemcy ze swą genialną transformacją energetycznąEnergiewende. Właśnie wymyślili jak zmarnować ogromne pieniądze i wydać je łącząc dwa cele KPO: zaspokojenie sekty klimatycznej i miłośników kontroli wszelakiej od transformacji cyfrowej. Pomysł niemieckiej Federalnej Agencji Sieci – Bundesnetzagentur będzie złotym cielcem, najwyższym, najdoskonalszym wcieleniem KPO.

Otóż ta niemiecka instytucja ogłosiła, że od 2024 roku dostawcy energii elektrycznej za pomocą specjalnych urządzeń będą mogli sami ograniczać pobór energii konkretnym prywatnym odbiorcom. I to bez ich zgody, a nawet wiedzy. Na razie chodzi o energię dla pomp ciepła do ogrzewania mieszkania i wody oraz dla stacji ładowania samochodów. Inaczej mówiąc, jeśli ktoś w niemieckiej elektrowni RWE, albo sam kanclerz Scholz dojdzie do wniosku, że w domu państwa Himmler jest zbyt ciepło, to może im pobór prądu przez pompę ciepła ograniczyć. Podobnie może uznać, że panu Goebbelsowi nigdzie się teraz nie spieszy, nie musi jechać, więc sobie poczeka na ładowania swojego elektrycznego samochodu ludowego – Volkswagena.

Niemcy są jak zwykle w awangardzie postępu – mają dwa w jednym i jednym genialnym pomysłem Bundesnetzagentur realizują politykę klimatyczną i transformację cyfrową. Póki co, nie ma planu całkowitego odłączania prądu – przecież nie o to chodzi, by Niemcy marzli w swych domach jak ich dziadkowie w okopach, tylko o to, by specjalne cacko – dzieło transformacji cyfrowej ograniczało pobór energii przez konkretne urządzenia. To ma działać jak elektroniczne ograniczanie prędkości w samochodzie, tyle, że będzie nim zdalnie sterował dostawca prądu. Albo kto wie, może w przyszłości jakiś urząd specjalnie do tego powołany, który będzie też sprawdzał czy kto grzeczny, czy nie i nagradzał dodatkowym prądem, bądź dyscyplinował. „Die Welt” wyliczył, że ograniczenie energii w stacji ładowania samochodów do 3,7 kilowatogodziny sprawi, że by pojechać swym ludowym samochodem 50 kilometrów pan Himmler będzie ładował go 3,5 godziny. Więc w przyszłości to taki specjalny urząd będzie być może będzie decydował jak długo pan Goebbels, czy który tam, będzie ładował samochód, w zależności od tego gdzie chce nim pojechać. Jak np. na zlot brunatnych zielonych, czy jakiejś innej sekty klimatycznej, to godzinkę, a jak na niepotrzebne nikomu spotkanie w parafii to 7 godzin. Dzięki transformacji cyfrowej możliwe będą takie rzeczy, które się nawet Chińczykom nie śniły.

Więc jak Polska w ramach KPO pożyczy kochane pieniążki, to realizując transformację cyfrową, będzie mogła kupić od  Bundesnetzagentur miliony takich sprytnych urządzeń. A kto wie, może jak dobrze pokombinujemy to np. prezes PGE będzie mógł dajmy na to takiemu Borysowi Budce nawet telewizor wyłączyć.

W Szwajcarii już opracowano 4-stopniowy plan zakazu ładowania i prowadzenia pojazdów elektrycznych. Kolejne ograniczenia z całkowitym zakazem włącznie mają obowiązywać w zależności od stopnia obciążenia sieci i podaży energii elektrycznej. Ta bowiem w znacznej mierze importowana jest z Niemiec i Francji. Szwajcarzy uważają, że może jej więc zabraknąć.

Amerykańska wersja KPO

Do KPO powinien przystąpić też Nowy Jork – na początek miasto, a potem cały stan. Też będzie można za jednym zamachem zrobić sobie dobrze klimatycznie i cyfrowo. Jak donosi „New York Post” miasto za 1,1 miliarda dolarów chce w przyszłym roku kupić 500 autobusów elektrycznych. Na razie ma takich 15,ale ambitna gubernator Kathy Hochul ogłosiła, że docelowo wszystkie 5800 pojazdów ma być na prąd. Miejskie przedsiębiorstwo transportowe (MTA) ostrzega panią gubernator, że eksploatacja autobusu elektrycznego kosztuje 2 do 3 razy więcej niż diesla, czy na gaz, więc budżet nie wytrzyma tych 500 elektryków. Decyduje o tym koszt prądu. Pani gubernator zażądała więc, by stanowa Komisja Służby Cywilnej opracowała specjalny plan, który pozwoli ładować autobusy po niskiej cenie – z wielkim rabatem. Okazuje się, że aby było taniej, trzeba ładować autobusy wedle pewnego bardzo skomplikowanego harmonogramu, uwzględniając na bieżąco tysiące zmiennych i zrobić to tak, by sieć wytrzymała dodatkowe obciążenia. Inaczej mówiąc, by korków nie wywaliło. W tym celu trzeba zakupić specjalne „inteligentne” ładowarki samochodów i „inteligentne” urządzenia do sterowania energią w stacjach ładowania w całym mieście. Najpierw trzeba je też połączyć w sieć i dopiero tak będzie można inteligentnie sterować ładowaniem autobusów.

Tak więc gdyby pani gubernator zgłosiła się po KPO, to mogłaby za jednym zamachem zrealizować dwa cele i zaimponować unijczykom. Po pierwsze mogłaby zmarnować pieniądze na drogie autobusy elektryczne, które akurat teraz i tak nie mogą jeździć, bo z powodu globalnego ocieplenia cały stan Nowy Jork jest skuty lodem. Tak zrealizowałaby cel klimatyczny. A drugi cel – transformacji cyfrowej, osiągnęłaby marnując pieniądze na zakup specjalnych inteligentnych ładowarek, i urządzeń do sterowania energią w sieciach stacji, by ładować samochody, które jak jest mróz jeździć nie mogą. Lepszego planu sam Stanisław Bareja, by nie opracował, a i Timmermans byłby dumny z takiej korzyści klimatycznej.

Przykłady wydają się być skrajne, ale zaprawdę nie ma takiej głupoty, której fanatycy od globalnego ocieplenia i karbowi, którzy chcą ludzkość kontrolować nie wymyślili by. Te przykłady należy pomnożyć razy dziesiątki i być może wtedy otrzymamy pełen obraz KPO. Trzeba wyobrazić sobie osiedle mieszkaniowe w Radomiu z tysiącami inteligentnych stacji ładujących samochody. Albo kolejne urządzenia do wyłączania urządzeń jakie miłujący porządek i dyscyplinę Niemcy wymyślą.

Cejrowski o oficjalnej ukraino-manii: Nie popieram premiera. Nie podoba mi się, co wywinął Prezydent Duda

Cejrowski OSTRO o oficjalnej ukraino-manii: Nie popieram premiera. Nie podoba mi się, co wywinął Prezydent Duda

https://nczas.com/2022/12/29/cejrowski-ostro-nie-popieram-premiera-nie-podoba-mi-sie-co-wywinal-prezydent-duda-video/

W pierwszym odcinku programu „Antysystem” Wojciech Cejrowski i Paweł Lisicki omawiali kwestię wojny na Ukrainie. Znany podróżnik odniósł się między innymi do słów premiera Mateusza Morawieckiego.

============================

Przypomnijmy, iż podczas wizyty w Kijowie premier Morawiecki stwierdził, że Polska zawsze będzie wspierać Ukrainę. – Stoimy ramię w ramię z ukraińskimi przyjaciółmi i partnerami i zawsze będziemy was wspierać powiedział Morawiecki.

„A gdyby Ukraina nagle zaczęła…”

Czy premier pytał wyborców o zdanie? Na przykład mnie. Czy bezczelnie głosi tezy sięgające daleko poza swoją kadencję, jakieś takie strategiczne i absurdalne? Zawsze? Pod każdymi warunkami? A gdyby Ukraina nagle zaczęła strzelać do nas, to też będziemy ją popierać? pytał znany podróżnik.

Lisicki zapytał „jak się ma do tego mianowanie na wiceministra spraw zagranicznych p. Andrieja Melnyka”? Przypomniał, iż Melnyk „w czerwcu tego roku udzielił wywiadu niemieckim mediom, gdzie podważył ludobójstwo na Wołyniu, stwierdził, że Polacy mordowali dziesiątki tysięcy Ukraińców podczas II Wojny Światowej i powiedział, że los Ukraińców w II Rzeczpospolitej był niesłychany, niewyobrażalny i porównał to, tak jakby II Rzeczpospolita była czymś porównywalnym z III Rzeszą albo Związkiem Sowieckim”.

On to wszystko publicznie powiedział, a my twierdzimy, że my zawsze będziemy popierali Ukrainę – dodał. Cejrowski jednak na to zaprotestował i powiedział, że „nie my twierdzimy. Premier Morawiecki, czyli jakaś drobna frakcja, która ma lojalistów po tej stronie”.

„Mi się bardzo nie podoba”…

Ja ani nie popieram premiera, ani takich wypowiedzi. Tak samo jak mi się bardzo nie podoba to, co wywinął prezydent urzędujący Duda – powiedział.

Rodzinom Wołyńskim powiedział, że muszą ważyć słowa, gdy mówią o swoich przodkach rozdzieranych na strzępy, obdzieranych ze skóry, nadziewanych na sztachety. Że mają ważyć słowa i chwilę później postawił świeczkę w oknie pałacu prezydenckiego z okazji Wielkiego Głodu na Ukrainie – dodał.

Czyli on zważył, że los rozszarpywanych Polaków i dzieci nadziewanych na sztachety jest mniej wart i trzeba ważyć słowa od Wielkiego Głodu na Ukrainie. Kto go ustanowił takim sędzią? – pytał Cejrowski.

Tak się zastanawiam jak komuś mogło przyjść do głowy, żeby tym ludziom, tym Polakom powiedzieć, że powinni ważyć słowa. Brak słów – podsumował Lisicki.

Dr. Anna Martynowska: “Izby Lekarskie w Polsce to zorganizowane grupy przestępcze” !

Dr. Anna Martynowska: “Izby Lekarskie w Polsce to zorganizowane grupy przestępcze” !

https://gloria.tv/post/99UsowNk7CEv3v498ChiN8U2F

Tym razem o skandalach, które następują od ponad dwóch i pół roku. Izby Lekarskie tych, którzy mają czelność stanąć po stronie prawdy, stanąć po stronie nauki, stanąć po stronie tego, co przed tak zwaną pandemią było normalnym, nękają. Oni dostają wyroki zawieszenia w czynnościach. Nie mogą wykonywać swojego zawodu lekarza. Tak się stało właśnie w kwestii pana doktora Zbigniewa Martyki. Tak się działo z panią doktor Anną Martynowską, która non stop jest narażona na szykany Izb Lekarskich – mówi redaktor Piotr Szlachtowicz.
Zbigniew Martyka: Dlaczego Izby lekarskie prześladują mądrych lekarzy? System eliminuje niewygodnych?
Rok zakaz wykonywania zawodu lekarza dla doktora Zbigniewa Martyki

Mamy do czynienia ze zorganizowaną grupą przestępczą, zwaną dla niepoznaki Izbami Lekarskimi, więc trzymając się tej nomenklatury muszę powiedzieć, że ci państwo z Krakowa poszli na tak zwany rympał. (…) Lekarze doprowadzili do tego, że zawieszono doktorowi Martyce prawo wykonywania zawodu na rok. Mam nadzieję, że pod izbą był arcybiskup Jędraszewski, ponieważ pan doktor Zbigniew Martyka swoim życiem, swoim postępowaniem daje przepiękne świadectwo wiary, prawdy i odwagi – wypowiada się doktor Anna Martynowska.
Stowarzyszenie Lekarzy Katolickich i walka o prawdę!
– Mam nadzieję, że było pod izbą Stowarzyszenie Lekarzy Katolickich, ponieważ jeden z ich członków, który stanął w prawdzie, został haniebnie przez tę zorganizowaną grupę przestępczą haniebnie potraktowany. Czy tak było? Róbmy tak dalej, a dostaniemy do, na co sobie zasłużyliśmy – dodaje doktor Martynowska.

Jan Pospieszalski OTRO komentuje: Dr Zbigniew Martyka skazany!
Niezłomni lekarze prześladowani

To, co dzieje się w obecnych czasach w Polsce jest skandalem. Lekarze niezłomni atakowani, wyszydzani za mówienie prawdy, za leczenie zgodnie z nauką. Taki los spotkał doktora Zbigniewa Martykę, który miał odwagę. No właśnie! Prawda jest przemilczana przez media mainstreamowe, a lekarze karani.

Doktor Anna Martynowska nie boi się powiedzieć prawdy o Izbach Lekarskich, które wręcz prześladują lekarzy.
Źródło: wRealu24 (BanBye)
WIDEO;
Anna Martynowska: „Izby Lekarskie w Polsce to zorganizowane grupy przestępcze?!” – Wolnosc.TV

„Nie ma żadnej katastrofy klimatycznej”. Ponad 1100 naukowców i specjalistów podpisało „Światową Deklarację Klimatyczną” (WCD).

Ponad 1100 naukowców i specjalistów podpisało „Światową Deklarację Klimatyczną” (WCD).

Naukowcy i specjaliści podważają fałszywy konsensus. „Nie ma żadnej katastrofy klimatycznej”

https://nczas.com/2022/12/29/naukowcy-i-specjalisci-podwazaja-falszywy-konsensus-nie-ma-zadnej-katastrofy-klimatycznej/

Ponad 1100 naukowców i specjalistów podpisało „Światową Deklarację Klimatyczną” (WCD). Podważyli w niej powszechnie obowiązującą narrację, jakoby to człowiek powodował większość lub nawet wszystkie zmiany klimatyczne, a także twierdzenie, że istnieje „konsensus” naukowy w tej sprawie.

Według autorów Deklaracji, nie ma żadnego zagrożenia dla klimatu. Pod dokumentem podpisało się ponad 1100 ekspertów z całego świata, na czele z laureatem Nagrody Nobla z fizyki prof. Ivarem Giaeverem. Jak podkreślono, nauka o klimacie obecnie opiera się na „wierze” – nie zaś na solidnej nauce, poddającej się samokrytyce.

Skala sprzeciwu wobec współczesnej «ustalonej» nauki o klimacie jest niezwykła, biorąc pod uwagę, jak trudno jest w środowisku akademickim pozyskać granty na jakiekolwiek badania klimatyczne, które odbiegają od politycznej ortodoksji” – podkreśla dailysceptic.org .

Jeden z głównych autorów tej publikacji, profesor Richard Lindzen, ocenił, że obecna narracja ws. klimatu jest „absurdalna”. Jak podkreślił, „uwiarygadniają” ją zależni od grantów naukowcy-propagandziści oraz posłuszni agendzie dziennikarze. Wskazał, że stoją za tym biliony [w Europie się mówi: miliardy md] dolarów.

W Deklaracji ostrej krytyce poddano m.in. modele klimatyczne. Autorzy dokumentu podkreślili, że „wiara” w wynik takiego modelu to de facto przyjęcie za pewnik tego, co założyli jego twórcy. Co więcej, modele klimatyczne stanowią dziś jeden z „filarów” wszelkich „dyskusji” na temat klimatu. Według naukowców jest to ogromny problem.

„Powinniśmy uwolnić się od naiwnej wiary w niedojrzałe modele klimatyczne” – wskazali autorzy WCD. „W przyszłości badania nad klimatem muszą położyć znacznie większy nacisk na nauki empiryczne” – czytamy.

W Deklaracji wskazano też, że przewidywania klimatycznych „ekspertów” się nie sprawdzają. Jako przykład podano założenia IPCC – Międzyrządowego Zespołu ds. Zmian Klimatu utworzonego przez ONZ – ws. przewidywanego ocieplenia od czasu zakończenia „małej epoki lodowcowej” w ok. 1850 r. Jak się okazało, ocieplenie nie było tak duże, jak przewidywano.

Rozdźwięk między światem rzeczywistym a modelowanym mówi nam, że jesteśmy daleko od zrozumienia zmian klimatu” – skwitowali naukowcy i specjaliści.

Podkreślono również, że klimat Ziemi zmieniał się, odkąd powstała nasza planeta. Okresy zimne i ciepłe występują więc na Ziemi naturalnie.

Zwrócono też uwagę na pozytywne aspekty emisji CO2, którą obecnie próbuje się ograniczać. „CO2 nie jest zanieczyszczeniem” – czytamy.

„Jest niezbędny dla całego życia na Ziemi. Fotosynteza jest błogosławieństwem. Więcej CO2 jest korzystne dla przyrody, zazieleniając Ziemię; dodatkowy CO2 w powietrzu promował wzrost globalnej biomasy roślin. Jest to również dobre dla rolnictwa, zwiększając plony upraw na całym świecie” – wskazano.

Naukowcy podkreślili również, że nie ma żadnych statystycznych dowodów na to, że „globalne ocieplenie” nasila huragany, susze, powodzie i inne klęski żywiołowe lub sprawia, że występują częściej. „Nie ma żadnej katastrofy klimatycznej” – oświadczono.

„Zdecydowanie sprzeciwiamy się szkodliwej i nierealistycznej polityce zerowej emisji CO2 netto proponowanej na rok 2050” – oznajmili autorzy Deklaracji.

W ich ocenie celem globalnej polityki powinien być „dobrobyt dla wszystkich”, który to cel może zostać osiągnięty poprzez zapewnienie niezawodnej i przystępnej cenowo energii w każdym czasie.

Pod deklaracją podpisali się m.in. Polacy: Marek Boiński, Przewodniczący Prezydium Krajowej Sekcji Energetyki NSZZ Solidarność; Zbigniew Gidzinski, ekspert Solidarności ds. polityki klimatycznej oraz były sekretarz Zespołu ds. Bezpieczeństwa Energetycznego Kancelarii Prezydenta RP; Jarosław Grzesik, Przewodniczący Krajowego Sekretariatu Związku Zawodowego Pracowników Górnictwa i Energetyki NSZZ oraz Dominik Kolorz, Przewodniczący Regionu Śląsko-Dąbrowskiego NSZZ.

Pełna lista sygnatariuszy dostępna jest TUTAJ.

Doniesienia te skomentował na Twitterze m.in. Krzysztof Szczawiński.

„Czyli nie ma żadnego konsensusu, z niczym się nie spieszy, modele pokazują to, czego chcą ci którzy za nie płacą – i to wszystko jest jednym wielkim politycznym kłamstwem, którego wynikiem są kretyńskie decyzje przez które wszystko jest teraz takie drogie, a będzie jeszcze gorzej” – napisał.

Promowanie sodomii w posoborowym katechizmie – to moralne i duchowe samobójstwo

BKP: Promowanie sodomii w posoborowym katechizmie – to moralne

i duchowe samobójstwo

wideo: https://vkpatriarhat.org/pl/?p=20073  https://czestochow.wistia.com/medias/f29pxy2zmf

https://rumble.com/v22d9l2-w-posoborowym-katechizmie.html  cos.tv/videos/play/41292375306048512

ugetube.com/watch/WSu3xtD5NXVOysg  bitchute.com/video/o3j086WVKIEK/

Wielu promotorów LGBTQ powołuje się na katechizm, a mianowicie na artykuły 2358-59. W katechizmie w tych artykułach są naprawdę mylące sformułowania, które otwierają drzwi do rozprzestrzeniania się amoralnej infekcji. Muszą być usunięte z katechizmu, ponieważ propagują fałszywą naukę – fałszywą ewangelię, za którą zgodnie ze Słowem Bożym spada anatema, czyli wykluczenie z Kościoła Chrystusowego i przekleństwo (Ga 1,8-9).

Duchowe korzenie katechizmu

Jan Paweł II we wstępie do katechizmu pisze: „ W 1986 r. zleciłem komisji złożonej z dwunastu kardynałów i biskupów z kard. Josephem Ratzingerem na czele przygotowanie projektu katechizmu, o jaki prosili ojcowie synodalni. Prace komisji wspierał komitet redakcyjny, złożony z siedmiu biskupów diecezjalnych, specjalistów w dziedzinie teologii i katechezy.

Jan Paweł II w tym samym roku 1986 wezwał do Asyżu przedstawicieli pogańskich kultów i modlił się z nimi. Był to gest apostazji, który wytworzył przeświadczenie jakoby czczenie demonów i Chrystusowej śmierci na krzyżu były równorzędnymi drogami do zbawienia. Ten gest de facto zlikwidował misje.

Również w tym czasie Jan Paweł II postarał się, żeby nowy Kodeks już nie zawierał kary ekskomuniki za członkostwo w masońskiej organizacji. W ten sposób oficjalnie przyjął masonów do Kościoła. Dziś już zajęli kluczowe stanowiska w całym Kościele katolickim.

Jeśli chodzi o katechizm i promowanie w nim sodomii, ówczesnemu kardynałowi Ratzingerowi trudno było zapobiec egzekwowaniu dwuznacznych sformułowań w artykułach 2358-59, nawet jeśli odpowiedzialność za to promowanie sodomii teraz rzucają na niego.

Pismo Święte mówi o sodomii w wielu miejscach a to negatywnie i ostrzegawczo. Tradycja Kościoła również. Św. Jan Chryzostom napisał: „Najgorszą ze wszystkich namiętności jest żądza między mężczyznami. Dlatego powiadam wam, że oni są gorsi od morderców i że lepiej umrzeć niż żyć w takiej hańbie. Morderca oddziela tylko duszę od ciała, a ci niszczą duszę w ciele… Nic, absolutnie nic nie jest bardziej szalone i szkodliwe niż ta perwersja”(In Epistulam ad Romanos).

Papież św. Pius V postanowił: „Jeśli duchowny (diakon, kapłan lub biskup) popełnia przestępstwo sodomii, musi zostać zdegradowany ze statusu duchownego i przekazany świeckiemu wymiarowi sprawiedliwości. Ten karał tę zbrodnię w taki sam sposób jak morderstwo”.Papież dodał: „W przeciwnym razie to zło nie zostanie wykorzenione”.

Cytat z KKK ar. 2358: „Znaczna liczba mężczyzn i kobiet przejawia głęboko osadzone skłonności homoseksualne …”

Używanie w odniesieniu do skłonności homoseksualnych terminu „wrodzone” jest manipulacją,  ażeby homoseksualizmowi nie można było nic zarzucić. Tylko że w ten sposób nie patrzy na homoseksualizm ani Boże słowo, ani Tradycja Kościoła. To, co katechizm nazywa „wrodzonymi homoseksualnymi skłonnościami”, jest w rzeczywistości, zgodnie z Pismem Świętym, karą za grzech bałwochwalstwa przodków, czyli za grzechy przeciwko pierwszemu przykazaniu Dekalogu. W Liście do Rzymian wskazuje się na ten rdzeń: „Prawdę Bożą przemienili oni w kłamstwo i stworzeniu oddawali cześć, i służyli jemu, zamiast służyć Stwórcy… Dlatego to wydał ich Bóg na pastwę bezecnych namiętności, …mężczyźni z mężczyznami uprawiając bezwstyd.…” (Rz 1:27).

Posoborowy Kościół przemienił prawdę Bożą na kłamstwo i zachęca do szacunku dla pogańskich demonów, dlatego szerzy się w nim homoseksualizm. Jeśli człowiek zastąpi czczenie prawdziwego Boga czczeniem pogańskich bożków, w rzeczywistości demonów, kara spada na potomstwo aż do trzeciego i czwartego pokolenia. Tak mówi pierwsze przykazanie Dekalogu. Pomimo to II Watykański Sobór w dekrecie Nostra aetate ten zakazany szacunek dla pogańskich kultów i ich demonów oficjalnie wytyczył. Stworzyło to warunki do masowego rozprzestrzeniania się homoseksualizmu.

Jakie formy przybiera obecnie bałwochwalstwo wśród chrześcijan? Są to zen i jogistyczne medytacje, otwartość i zachwyt dla hinduizmu, buddyzmu, dekadenckiej muzyki, wywodzącej się z szatańskiego voodoo, różne formy wróżbiarstwa np. horoskopy, różne formy magii, spirytyzm, okultystyczna medycyna, homeopatia, akupunktura.

Kościół ani w czasie soboru, ani po nim nie powiedział jasnego słowa o grzechach przeciw pierwszemu Przykazaniu, czyli o pogaństwie i okultyzmie. Przeciwnie, dekretem Nostra aetate promował jako priorytet we wszystkich teologicznych szkołach szacunek dla pogańskich kultów (religii), de facto i dla ich demonów. Milczenie w sprawie inwazji pogaństwa i okultyzmu praktycznie było i nadal pozostaje niepisanym prawem katolicyzmu.

Za skłonnościami homoseksualnymi, nazwanymi wrodzonymi, kryje się w rzeczywistości negatywna siła duchowa, która wpływa również na psychikę. Tę moc Biblia i Tradycja Kościoła nazywają demonem, czyli nieczystym duchem. Jezus nie tolerował nieczystych duchów, ale je wypędzał i ludzi od nich uwalniał, w przeciwieństwie do współczesnego Kościoła, który robi dokładnie na odwrót.

W Dekalogu najważniejsze jest pierwsze przykazanie. Wyraża ono osobistą relację z Bogiem. Z tej relacji i z tej prawdziwej czci wierzący czerpie siłę w walce z infekcją zła, która jest w nim i w świecie, a także stoi za podstępnymi atakami demonicznych sił.

Kiedy człowiek opuszcza pion, czyli relację z Bogiem, i zaczyna czcić stworzenie, widzialne lub niewidzialne (czyli upadłe anioły), to nie ma już siły na przestrzeganie moralnych norm Bożego prawa i w innych przykazaniach.

Z homoseksualizmem jest związany cały system zła. Stać się niewolnikiem lub medium nieczystych demonów nie jest niewinną rzeczą. To przekleństwo ciągnie osobę i całe społeczeństwo na ścieżkę własnego samozniszczenia.

Cytat KKK ar.2358: „Powinno się unikać wobec nich (sodomitów) jakichkolwiek oznak niesłusznej dyskryminacji

Oznacza to, że katechizm zabrania nazywania grzechu grzechem, a tym samym unieważnia Boże prawo. Już nie ma na celu zbawienia dusz i ratowania zniewolonych ludzi, ale służy masowemu rozprzestrzenianiu się tej duchowej i jednocześnie amoralnej infekcji. Duch, stojący za homoseksualizmem, nie tylko dyskryminuje, ale bezwzględnie podporządkowuje sobie całe społeczeństwo, w tym i Kościół. Każdy, kto się nie podporządkuje, jest piętnowany jako homofob, któremu zgodnie z nowoczesnym prawem grozi surowa reedukacja i trzy lata więzienia.

Cytat KKK ar. 2358: „Dlatego powinno się ich traktować (homoseksualistów) z szacunkiem, współczuciem i delikatnością.

Pytamy: do czego powinniśmy mieć szacunek? Do duszy człowieka? Wtedy musimy przeciwstawić się sodomii, tak jak tego wymaga prawo Boże. A może kładzie się nacisk na szacunek dla ciała? W takim razie musimy również przeciwstawić się sodomii, ponieważ sodomia degraduje ludzkie ciało. Wynika z tego, że pojęcie szacunku jest tutaj jedynie manipulacją. Respektowanie sodomii jest sprzeczne z prawem Bożym i ludzką przyzwoitością oraz naturalną moralnością – etyką.

Jeśli chory jest zarażony np. tyfusem czy dżumą, nie będzie domagał się od zdrowego człowieka szacunku, związanego z fałszywym współczuciem i delikatnością, co prowadziłoby do rozprzestrzeniania się infekcji. Katechizm celowo milczy na temat potrzeby prawdziwej pokuty i o prawdziwej istocie problemu homoseksualizmu, ani nie podkreśla potrzeby unikania bliskich okazji do grzechu, walki z myślami, uczuciami i wyobrażeniami.

Poprzez współczucie człowiek zawsze otwiera się drugiemu. Ale za homoseksualizmem kryje się nieczysty duch, a pierwszym krokiem do zaakceptowania go jest współczucie, delikatność, a następnie myśl — homoseksualne uczucia i pragnienia, które osiągają kulminację w działaniu. W ten sposób człowiek w pełni otwiera się na sodomię, przełamuje barierę i staje się homoseksualistą. A do tego naprowadza Katechizm Katolicki! Jest to rażąca zbrodnia przeciwko Bożemu prawu i przeciwko wiernemu katolikowi, który szanuje autorytet Kościoła, a tym samym katolicki katechizm.

Biblia jednoznacznie potępia sodomię i nazywa ją nie tylko grzechem, ale także obrzydliwością i perwersją, wskazując, że za to grozi kara doczesnego (2 Pt 2:6) i wiecznego ognia (Judy 7). Wśród tych, którzy nie będą mieli udziału w królestwie Bożym, są wymienieni i nieskruszeni sodomici (1 Kor 6:9). Prawo Mojżeszowe ustanowiło dla tych, którzy popełnili akt homoseksualny, karę śmierci (Kpł 20:13).

Sodomita w celu swojego wyzwolenia powinien podjąć następujące kroki: zaakceptować prawdę o sodomii i skuteczne środki walki z grzechem. Jednocześnie musi mieć prawdziwy szacunek dla Boga, dlatego konieczne jest odcięcie się od korzeni sodomii, jakimi są bezbożność i bałwochwalstwo (Rz 1,21-25), związane z różnymi formami okultyzmu.

Cytat KKK ar. 2359: „Dzięki cnotom panowania nad sobą …niekiedy dzięki wsparciu bezinteresownej przyjaźni … oni (sodomici) powinny przybliżać się do doskonałości chrześcijańskiej

Osoba, będąca w niewoli nieuporządkowanej seksualności, żadnych teorii na temat samokontroli i chrześcijańskiej doskonałości nie traktuje poważnie. A wymaganie od katolika bezinteresownej przyjaźni z tym sodomitą jest jak wysyłanie baranka do wilka.

Prawdziwa bezinteresowna przyjaźń jest możliwa tylko w formie duchowej rozmowy z co najmniej dwoma świadkami. Czyniąc to, należy wyraźnie wskazać nauczanie Pisma Świętego i Tradycji. Ale ta osoba będzie argumentować katechizmem. I tu widzimy potworną zbrodnię katechizmu, która nie pozwala bronić prawdy Bożej ani przyjąć wyzwolenia. Zwolennik KKC będzie twierdził, że nie jesteście mądrzejsi od Ojca Świętego Jana Pawła II, który zatwierdził ten katechizm. Artykuły 2358 i 2359 muszą zatem zostać skreślone, w przeciwnym razie na katechizmu pozostaje Boża anatema.

O nierządzie zaś i wszelkiej nieczystości albo chciwości niechaj nawet mowy nie będzie wśród was, jak przystoi świętym” (Ef 5:3)

Słowo Boże nigdzie nie nakazuje postawy szacunku, współczucia, delikatności, niedyskryminowania wszeteczeństwa, cudzołóstwa czy homoseksualizmu, czyli nieczystości, jak czyni to katechizm.

O tym bowiem, co u nich się dzieje po kryjomu, wstyd nawet mówić. Natomiast wszystkie te rzeczy piętnowane stają się jawne dzięki światłu, bo wszystko, co staje się jawne, jest światłem.” (Ef 5,12-13).

Słowo Boże nie prowadzi do bezinteresownej przyjaźni z ludźmi, którzy odrzucają pokutę i prawdę. Są nimi osoby LGBTQ. Manipulacja ze współczuciem i delikatnością otwiera drzwi do masowego rozprzestrzeniania się sodomii i jednocześnie uniemożliwia wyzwolenie.

Przeciwnie, Pismo Święte wzywa nas aby nazywać zło złem i obrzydliwość obrzydliwością, aby w ten sposób chronić się przed fałszywym współczuciem, fałszywą delikatnością i fałszywym szacunkiem. „Wszystkie te rzeczy piętnowane stają się jawne dzięki światłu, bo wszystko, co staje się jawne, jest światłem” (Ef 5:13).

Chodzi tu o ciężki grzech, uzależnienie i niewolnictwo, które trzyma w niewoli wszystkich tych, którzy otworzyli się na tego nieczystego ducha.

Jedynym słowem „szacunek”, a to do pogaństwa, II Watykański Sobór zniósł prawdziwy szacunek do Boga i de facto usunął pierwsze przykazanie Dekalogu. Następnie katechizm, jedynym słowem „szacunek”, a to do sodomii, likwiduje Boże i moralne prawa. W Kościele zamiast wiary zapanowała niewiara, kryjąca się za modernizmem z historyczno- krytyczną metodą. Także zapanowała otwartość na pogańskie bałwochwalstwo poprzez dekret „Nostra aetate”. To przygotowało grunt pod masowe rozprzestrzenianie się sodomii. Duch absurdalnego szacunku dla sodomii przejawiał się także w posoborowym katechizmie. Dziś zamiast szacunku do Boga i do Jego przykazań mamy tu Sodomę i Gomorę. Pseudo-papież Franciszek dopełnia to Synodem o synodalności. Kopie tym grób dla Kościoła katolickiego. To ma na sumieniu II Watykański Sobór i posoborowy katechizm Jana Pawła II.

Artykuły katechizmu 2358-59 ściągnęły na ten katechizm Boże przekleństwo za głoszenie innej – fałszywej ewangelii (por. Ga :8-9). Następnie ta antyewangelia zaraża szczerych katolików i spada na nich przekleństwo. Dlatego te artykuły, promujące sodomię, muszą zostać z katechizmu usunięte!

+ Eliasz

Patriarcha Bizantyjskiego Katolickiego Patriarchatu

+ Metodiusz OSBMr               + Tymoteusz OSBMr

biskupi-sekretarze

10. 12. 2022

Promowanie sodomii w posoborowym katechizmie – to moralne i duchowe samobójstwo

vkpatriarhat.org/en/?p=22540  /english/

vkpatriarhat.org/fr/?p=16000  /français/

vkpatriarhat.org/es/?p=12656  /español/

Zapisz się do naszego newsletter  bit.ly/3PJRfYs

Opowieść z dalekich prerii (1)

https://gloria.tv/post/hdFgaP9XzbLx1AzQDk3Hk6mtR

Opowieść z dalekich prerii (1)

Właściwie nikt nie wie dlaczego plemię Płaskogłowych (Flathead) otrzymało takie właśnie miano. Na pewno nie stosowało ono zwyczaju spłaszczania głów. W XVIII wieku plemię to osiadło w dolinie Bitterroot Valley (czyli Dolinie Gorzkich Korzeni) w Górach Skalistych, w dzisiejszej Montanie. Pod koniec tamtego stulecia wśród jego członków zaczęło krążyć proroctwo o bladych twarzach odzianych w czarne szaty, którzy pojawią się w dolinie i nauczą lud nowej religii oraz nowego sposobu modlitwy. Owi odziani na czarno mężowie mieli nosić krzyże i nie mieli żon a ich przyjście miało zwiastować pokój, jednak również wkrótce miał też nadejść koniec indiańskiego życia. W roku 1805 do doliny dotarła ekspedycja Lewisa i Clarka, odnotowując osobliwy charakter miejscowych Indian. Otóż wyróżniali się oni wśród innych czerwonoskórych moralnością, doceniali w szczególności coś na wzór chrześcijańskiej czystości. W następnych latach do doliny przybyli traperzy irokescy i pół-krwi Indianie, którzy mieli kontakt z kanadyjskimi jezuitami. Opowiadali oni Płaskogłowym, oczywiście w miarę swojej ograniczonej wiedzy i możliwości, o potężnym lekarstwie Wiary Katolickiej oraz jej misjonarzach – jezuitach w „czarnych szatach”. Wśród nich wyróżniał się ochrzczony Irokez z rejonu Montrealu zwany Ignace La Mousse (Mysz) z powodu postury albo Starym Ignacym, który zyskał wśród nowych towarzyszy wielki szacunek i wpływ. Opowiadał im o cudownościach Wiary Katolickiej.

Ponieważ najbliższy ośrodek jezuitów znajdował się w Saint Louis, Missouri, odległym o ok. 2500 km, które Płaskogłowi kojarzyli też z ekspedycją Lewisa i Clarka (ten ostatni mieszkał zresztą wówczas nadal w St. Louis), Indianie postanowili wysłać tam delegacje z prośbą o przysłanie katolickich księży. Pierwsza taka wyprawa wyruszyła w roku 1831 i składała się z czterech Indian, którzy towarzyszyli karawanie handlarzy. Do Miasta Świętego Ludwika przybyli na początku października, składając wizytę u gen. Clarka i w miejscowym kościele. Dwaj z nich zachorowali, co niestety było powszechną przypadłością wobec nieodporności Indian na europejskie choroby. Na widok przekazanego im Krucyfiksu objęli go czule i nie oddali aż do śmierci. Otoczono ich opieką duszpasterską. Niestety też miejscowy biskup Rosati nie miał jak spełnić ich prośby – brakowało misjonarzy i środków finansowych na tak poważne przedsięwzięcie jak misja w krainie nazywanej wówczas Oregonem.

Sytuację postanowili wykorzystać protestanci i posłali misję do Płaskogłowych. W roku 1834 metodyści Jason i Daniel Lee nie zostali przez plemię przychylnie przyjęci. W roku 1835 Płaskogłowi wychodząc naprzeciw spodziewanemu jezuicie ze współplemieńcami nad Rzekę Zieloną spotkali “misję” protestanta Markusa Whitmana. Ponieważ „misjonarze” nie odpowiadali opisowi księży w „czarnych szatach”, w szczególności mieli żony, nie mieli krucyfiksów i nie sprawowali Mszy, wódz Insula nie przyjął ich i wrócił do domu.

Do Saint Louis posłano kolejną petycję. Tym razem wyprawę podjął, latem roku 1835 sam „Stary Ignacy” wraz z synami, którzy mieli zostać ochrzczeni. Mała grupka bezpiecznie dotarła do celu i synowie Ignacego przyjęli Chrzest, otrzymując imiona Karol i Franciszek Ksawery. Delegacja przedstawiła ponownie biskupowi Józefowi Rosatiemu prośbę o misjonarzy i na wiosnę roku 1836 bezpiecznie wróciła do domu w Górach Skalistych. Wobec braku kapłana w roku 1837 Stary Ignacy wyruszył do Saint Louis w kolejną wyprawę. Tym razem towarzyszyli mu trzej Płaskogłowi i jeden Indianin z plemienia zwanego (również nie wiadomo czemu) Przekłutymi Nosami. Po drodze, którą od Fort Laramie odbywali w towarzystwie białych podróżujących do St. Louis, nad rzeką Platte zostali napadnięci przez bandę Siuksów. Białych w tym Starego Ignacego, który był odziany po europejsku wypuszczono, lecz ten odmówił opuszczenia członków delegacji indiańskiej. Wszystkich ich zabito. W roku 1839 wyruszyła jednak do Saint Louis kolejna delegacja. Prowadzili ją ochrzczeni Irokezi Ignacy zwany Młodym (nie będący krewnym Starego Ignacego) oraz Piotr Gaucher (Leworęki). Na ich drodze do Saint Louis miało się znów wydarzyć coś niespodziewanego co zmieniło ich losy.

Piotr Jan de Smet był flamandzkim księdzem, u schyłku lat trzydziestych swego żywota. Urodził się w roku 1801, w Dendermonde, w późniejszej Belgii i w wieku 19 lat postanowił wstąpić do nowicjatu Towarzystwa Jezusowego w Mechelen. Jednak, już roku 1821, wśród dwunastki belgijskich jezuitów, którzy postanowili oddać się pracy misjonarskiej, wyruszył za Ocean Atlantycki, do Ameryki. Nowicjat odbył w White Marsh, w rejonie Baltimore i w roku 1823 został wysłany do Florissant, na północ od Saint Louis by ukończyć studia teologiczne i nauczyć się języków indiańskich. We wrześniu roku 1827 otrzymał święcenia kapłańskie. W roku 1830 De Smet został skarbnikiem kolegium jezuickiego św. Ludwika. Problemy ze zdrowiem uniemożliwiły mu podjęcie misjonarskiej pracy – udał się w roku 1833 do Flandrii, dla poratowania zdrowia. Do St. Louis wrócił dopiero w roku 1837. W roku 1838 pomagał w założeniu Misji Św. Józefa w obecnym Iowa, w dawnym forcie Council Bluffs, gdzie mieszkali Indianie Potawatomi. Tam uderzyło go rozpijanie Indian przez handlarzy whiskey, które skutkowało dodatkowym zdziczeniem, agresją i mordami. “Namiętność dzikich ludów do mocnych napojów jest nie do wyobrażenia. Oddają konie, koce, słowem, wszystko, by dostać choć trochę tego wzmagającego brutalność płynu. Ich pijaństwo kończy się dopiero wtedy, gdy nie mają już co pić. Część naszych neofitów nie była w stanie się oprzeć temu straszliwemu strumieniowi i dała się w nim utopić. Napisałem żywiołowy list do Rządu przeciw tym ohydnym handlarzom”.

W prowadzeniu dzieła misyjnego przeszkadzał brak środków. Jak o. de Smet pisał w lipcu roku 1838 z Misji św. Józefa do Matki Przełożonej sierocińca w Termonde: “Nasz Przełożony przesłał nam, z St. Louis, dobra o wartości 500 dolarów, w ozdobach dla kościoła, tabernakulum, dzwon oraz zaopatrzenie i ubrania na rok. Przez długi czas nie miałem butów a od Wielkanocy brakuje nam zaopatrzenia. Cały lud Potawatomi cierpi na niedostatek, mając za pożywienie jedynie żołędzie i trochę dzikich korzonków”. Niestety łódź z zaopatrzeniem utonęła w nurtach Missouri na oczach ks. de Smeta. Ocalały jedynie pług, piła, para butów i trochę wina. Mimo to, pisze o. de Smedt: “Opatrzność była nadal dla nas przychylna. Przy pomocy pługa mogliśmy obsiać duże pole zboża, była to pora orki. Użyliśmy piły do budowy lepszego domu i powiększenia naszego, już zbyt małego kościoła. Dzięki butom mogę chodzić po lasach i preriach bez obawy o ukąszenia węży, których tu sporo. Zaś wino pozwala nam na składanie każdego dnia Bogu Najświętszej Ofiary Mszy, co stanowi przywilej, którego od długiego czasu byliśmy pozbawieni” (wszystkie cytaty, o ile odmiennie nie wskazano za: Life, Letters and Travels of Father Pierre-Jean de Smet SJ, vol. 1, Nowy Jork 1905, książka dostępna na archive.org)

Owoców pracy przybywało. “Na Wielkanoc mieliśmy 50 kandydatów do Pierwszej Komunii” – pisze wspomnianej Matce Przełożonej – “Otworzyłem bramy niebieskie wielkiej liczbie, mimo podstępów piekła, która przeszkadza im w nie wstępować”. Oprócz pracy misjonarskiej, o. de Smet parał się też kartografią, przenosząc na mapę górny bieg rzeki Missouri od rzeki Platte do rzeki Big Sioux. 18 września 1839 roku, gdy o. de Smet przebywał w misji, w Council Bluffs rzeką Missouri przypłynęła łódź z Indianami, zmierzającymi do St. Louis. Jak zanotował o. de Smet:

„18-tego września przybyli nas odwiedzić dwaj katoliccy Irokezi. Przez 23 lata przebywali pośród ludu zwanego Płaskogłowymi oraz Przekłutymi Nosami (…) Nigdy dotąd nie widziałem ludzi dzikich tak gorliwych w sprawach religii. Dzięki swym pouczeniom i przykładowi wywołali u całego tego ludu wielkie pragnienie Chrztu. Całe to plemię ściśle obchodzi Niedzielę i zbiera się kilka razy w tygodniu na modlitwę i śpiewanie pieśni. Jedynym celem tych dobrych Irokezów jest pozyskanie kapłana, żeby przybył i dokończył to co tak szczęśliwie zaczęli. Daliśmy im listy polecające do naszego Wielebnego Ojca Przełożonego w St. Louis. (…)”

Delegaci ci, którzy bezpiecznie dotarli do St. Louis i ponownie przedłożyli prośbę obu plemion, wywarli na o. de Smecie takie wrażenie, że postanowił wyruszyć na misję wśród Płaskogłowych. Tymczasem Młody Ignacy pozostał w St. Louis by asystować o. de Smetowi w podróży, zaś jego kompan wyruszył pod koniec października w podróż powrotną do ojczystej krainy, gdzie dotarł szczęśliwie na początku wiosny 1840, przynosząc zapewnienie że tym razem „Czarna Szata” na pewno przybędzie. 27 marca roku 1840 o. de Smet wyruszył wraz z “Młodym Ignacym” w drogę – najpierw parowcem w górę Missouri do Westport, potem w towarzystwie handlarzy futrami w długą drogę i, mimo przeszkód, w tym ciężkiej gorączki podczas podróży, 5 lipca 1840 roku odprawił w okolicy miasta Daniel pierwszą Mszę Świętą w obecnym stanie Wyoming.

Zacytujmy fragmenty z dziennika jezuity-misjonarza: “po nie więcej niż sześciu dniach na pustkowiu, chwyciła mnie nagła gorączka, z dreszczami, które zwykle poprzedzają ataki gorąca. Gorączka ta opuściła mnie dopiero w Yellowstone, gdy wracałem z gór. (…) Moi przyjaciele doradzali mi powrót, lecz moje pragnienie ujrzenia ludów gór przeważyło nad ich wszystkimi dobrymi radami.” 4 czerwca o. de Smet z towarzyszami pokonali widły Laramie, dopływu Platte i znaleźli się na terytorium Szejenów, którzy przyjęli o. de Smeta bardzo gościnnie. Jak zanotował jezuita: “wódz objął mnie i przywitał mówiąc: Black robe [tj. Czarna Szato, określenie jezuitów wśród Indian], moje serce było bardzo szczęśliwe kiedy dowiedziałem się że kim jesteś. Nigdy mój wigwam nie oglądał większego dnia. Jak tylko otrzymałem wieści o twym przybyciu kazałem by mój wielki kocioł został napełniony aby wydać dla ciebie ucztę pośród mych wojowników. Witaj. Kazałem zabić na twą cześć moje trzy najlepsze psy, były bardzo tłuste.” Jak zapisał o. de Smet “mięso dzikiego psa jest bardzo delikatne i niezwykle smaczne, bardzo przypomina mięso prosiaka”. Na uczcie się nie skończyło. “Skorzystałem z okazji” – zapisał o. de Smet – “by pomówić z nimi o głównych punktach religii. Wyjaśniłem im Dziesięć Przykazań Bożych i część artykułów Credo”.

30 czerwca, nad Rzeką Zieloną spotkała o. de Smeta delegacja powitalna dziesięciu Płaskogłowych, wysłanych po informacji Piotra Gauchera, że długo oczekiwany zakonnik jezuicki na wiosnę przybędzie. Byli tu także biali traperzy i myśliwi oraz Indianie z plemienia Wężów czyli Szoszonów. Po wypaleniu zwyczajowej fajki pokoju “przekazałem im powód mojej wizyty, nakaz jaki Bóg wydał Czarnym Szatom by szli i nauczali Jego świętego Prawa wszystkie narody ziemi”. Po słowach o. de Smeta Indianie rozważali je przez około półgodziny, po czym ich rzecznik w imieniu wodzów odpowiedział: “Czarna Szato, twe słowa przeniknęły do naszych serc; nigdy już ich nie opuszczą. Pragniemy poznać i praktykować owe wspaniałe prawo jakie właśnie dałeś nam poznać, w imię Wielkiego Ducha, którego kochamy. Cały nasz kraj jest otwarty dla ciebie, musisz jedynie wybrać miejsce na siedzibę. My wszyscy opuścimy równiny i lasy by przyjść i oddać się pod twe rozkazy”.

Tymczasem o. de Smet przywitał się z Płaskogłowymi, którzy mieli go odprowadzić na swoje terytorium. Jak zanotował: “nasze spotkanie nie było spotkaniem obcych lecz przyjaciół, to było jakby dzieci wybiegły na spotkanie swego ojca po jego długiej nieobecności. Płakałem z radości, obejmując ich a oni także, ze łzami w oczach, witali mnie najczulszymi wyrazami.” O. de Smet spotkał także rodaka z Gandawy, dawnego żołnierza napoleońskiego Jana Chrzciciela de Veldera, który opuścił ojczyznę 30 lat wcześniej i pamiętał jedynie modlitwy w rodzinnym języku a który zaofiarował się towarzyszyć i służyć misjonarzowi.

Msza Św. na prerii, 5 lipca była z pewnością pierwszą w Górach Skalistych na północ od Kalifornii. W liście do współbrata o. Barbelina z lutego 1841 o. de Smet wspominał “w niedzielę, 5 lipca miałem pociechę odprawić Świętą Ofiarę Mszy, pod gołym niebem. Ołtarz umieszczono na podwyższeniu i otoczono gałązkami oraz girlandami kwiatów. Zwracałem się z przesłaniem do zgromadzonych po francusku i angielsku oraz mówiłem także przez tłumacza do Płaskogłowych i Indian Szoszonów. Było to widowisko zaiste poruszające serce misjonarza, widzieć zebranych z tak wielu różnych narodów, którzy wszyscy asystowali przy naszych świętych Tajemnicach z wielkim zadowoleniem. Kanadyjczycy śpiewali hymny po francusku i łacinie, zaś Indianie w swym własnym języku. Był to prawdziwie katolicki kult. Miejsce to nazywają francuscy Kanadyjczycy od tego czasu Prerią Mszy.”

Do spotkania z 1600 Indianami Płaskogłowymi i Przekłutymi Nosami, którzy wyszli o. de Smetowi doszło około 12 lipca w paśmie Teton, w malowniczej Dolinie Piotra (Pierre’s Hole), gdzie Indianie obozowali. Było wiele oznak radości – starsi płakali, młodsi radośnie wołali. O. de Smeta zaprowadzono do namiotu wodza Wielkiej Twarzy. Ten zakończył krótkie powitanie słowami: “Czarna Szato, będziemy słuchać słowa z Twoich ust.” Przedstawiono tam misjonarzowi m.in. dzwon, którym miał wzywać ich na modlitwy. “Odmówiłem modlitwy wieczorne” – zapisał o. de Smet – “i na koniec zaśpiewali razem, harmonijnie, co bardzo mnie zdziwiło i co uznałem za godne podziwu jeśli chodzi o ludzi dzikich, kilka pieśni swej własnej kompozycji, chwalących Boga. Niemożliwe jest bym opisał wam uczucia jakie miałem w tym momencie. Jak poruszające jest dla misjonarza usłyszeć chwałę Najwyższego głoszoną przez ubogie dzieci puszcz, które wcześniej nie miały szczęścia przyjąć światła Ewangelii!” I dalej: “gdy wszyscy byli gotowi dzwoniłem na modlitwę i od pierwszego do ostatniego dnia okazywali wciąż ten sam zapał by słuchać słowa Bożego. Ich gorliwość była tak wielka, że potrafili biec by znaleźć dobre miejsce, nawet przynoszono tam chorych (…) Często mówili mi że z zachwytem słuchają słowa Bożego. (…) Piętnaście dni później, po naukach, obiecałem odznakę pierwszemu, który będzie w stanie bezbłędnie odmówić Pater noster, Ave Maria, Credo, Dziesięć Przykazań Bożych i Cztery Akty [nb. o. de Smet przetłumaczył te modlitwy na język Płaskogłowych] . Wstał wódz: “Ojcze – powiedział – twoja odznaka należy do mnie”. I ku memu wielkiemu zdumieniu wyrecytował wszystkie te modlitwy, nie opuszczając ani słowa. Objąłem go i wyznaczyłem swym katechetą. Ów dobry dziki włożył tak wiele gorliwości i wysiłku w swe zadanie, że w ciągu niecałych dziesięciu dni cały lud znał swoje modlitwy.

O. de Smet rozpoczął od razu katechizację i ochrzcił 350 Indian a w sumie podczas pierwszego pobytu 600, wśród nich dwóch wodzów Płaskogłowych i Przekłutych Nosów. “Wszyscy inni żarliwie pragnęli dostąpić tego samego zaszczytu a ich dyspozycja była bez wątpienia doskonała, lecz ponieważ nieobecność misjonarza miała być tylko chwilowa, aby dać im pojęcie o godności tego sakramentu i wypróbować ich co do nierozerwalności więzów małżeńskich, rzeczy nieznanej pośród indiańskich ludów Ameryki, pomyślałem że będzie roztropnie przełożyć ich chrzest na kolejny rok”. 22 lipca o. de Smet dotarł z Indianami na granicę głównego terytorium Płaskogłowych, nad Jezioro Henryka w pobliżu źródeł Missouri, gdzie spędził miesiąc. Tam też o. de Smet wspiął się na wysoką górę.

Oddajmy mu znowu głos: “Ojcowie Towarzystwa w służbie misyjnej na brzegach Missisippi i jej dopływów, od Council Bluffs po Zatokę Meksykańską przyszli mi na myśl. Płakałem z radości z powodu szczęśliwych wspomnień w mym sercu. Podziękowałem Panu że raczył pobłogosławić trudom sług swoich, rozsianych po tej rozległej winnicy, prosząc jednocześnie o Jego Boską łaskę dla wszystkich ludów Oregonu, a zwłaszcza dla Płaskogłowych i Przekłutych Nosów, którzy ostatnio, tak gorliwie zebrali się pod sztandarem Jezusa Chrystusa (…) Odmówiłem Mszę dziękczynną u stóp tej góry, otoczony mymi dzikusami, którzy wznosili pieśni na chwałę Bożą i ustanowiłem się w tej ziemi w imię naszego świętego założyciela (…) Podczas całego mego pobytu w górach odprawiałem Msze Święte regularnie w niedziele i święta oraz inne dni, kiedy Indianie nie zwijali rankiem obozu. (…) [Indianie] brali sumienny udział z wielką skromnością, uwagą i pobożnością a ponieważ były wśród nich różne ludy, śpiewali chwałę Bogu w językach Płaskogłowych, Przekłutych Nosów i Irokezów. Kanadyjczycy, mój Flamand i ja śpiewaliśmy po francusku, angielsku i po łacinie. Płaskogłowi mieli już od kilku lat zwyczaj, że nie zwijają nigdy obozu w niedziele, lecz spędzają ów dzień na praktykach duchowych”.

Po tym wszystkim o. de Smet postanowił wrócić do Saint Louis by z uwagi na tak podatny grunt wrócić z większymi siłami, to jest z większą ilością Kapłanów oraz by zebrać środki na dalszą pracę misyjną czemu służyły m.in. cytowane tu relacje. Podróż powrotną rozpoczął 27 sierpnia roku 1840. Jak napisał we wspomnianej już korespondencji do o. Barbelina: “wyznaczyłem jednego z wodzów by mnie zastępował podczas mej nieobecności, aby przewodniczył w ich wieczornych i porannych modlitwach oraz by w niedzielę wzywał ich do zachowania cnoty a także chrzcił małe dzieci oraz tych, którzy byli poważnie chorzy. Żałość była na ich wszystkich twarzach i łza w każdym oku”.

Nazywajmy rzeczy po imieniu

Nazywajmy rzeczy po imieniu

Izabela Brodacka

Sytuacja geopolityczna sprawiła, że nieustannie zastanawiamy się nad stosunkiem sił do możliwości. W konflikcie Rosji i Ukrainy chodzi o siły militarne. W naszym kraju natomiast warto się zastanowić czy stać nas na taki zakres pomocy humanitarnej jaki ofiarowujemy Ukrainie. W tych dyskusjach stosowany jest, a nawet nadużywany zwrot „mierz siły na zamiary”, który pochodzi z „Pieśni filaretów” Adama Mickiewicza, napisanej w 1820 roku dla tajnego stowarzyszenia patriotycznego młodzieży wileńskiej.

O dziwo zwrot ten używany jest obecnie w zupełnie przeciwnym znaczeniu niż użył go Mickiewicz i w sprzeczności z elementarną logiką. Przez polityków i dziennikarzy używany jest w sensie, że zamiary należy dostosowywać do możliwości, że nie należy ryzykować porywając się z motyką na słońce. Tymczasem jeżeli chciałoby się nawoływać do ostrożności należałoby przecież powiedzieć: „mierz zamiary na siły”.

Znaczenie słów Mickiewicza jest zatem dokładnie przeciwne do obecnie używanego. Zwrot „mierz siły na zamiary” oznacza u Mickiewicza, że to możliwości trzeba dostosowywać do zamiarów, i że najpierw trzeba stawiać sobie ambitne i dalekosiężne cele a dopiero potem szukać sposobów ich zrealizowania. Warto to sprawdzić w oryginale, przy czym zauważmy, że w wersji pierwotnej siła była użyta w liczbie pojedynczej, było  „mierz siłę na zamiary”.

Cyrkla, wagi i miary
Do martwych użyj brył;
Mierz siłę na zamiary,
Nie zamiar podług sił.

W odniesieniu do wojny na Ukrainie – powinniśmy mierzyć zamiary na siły, tak naprawdę jednak mierzymy siły na zamiary, a nawołując w naszym mniemaniu do umiarkowania i ostrożności faktycznie nawołujemy do czegoś wręcz przeciwnego.

Trudno ustalić w jaki sposób  powstało to nieporozumienie. To nie jest zwykły błąd językowy jak na przykład nagminne używanie przez telewizyjne pogodynki zwrotu „temperatury minusowe” zamiast „temperatury ujemne” oraz  setki podobnych błędów popełnianych przez polityków i dziennikarzy.

Używanie bez cienia refleksji tego zwrotu świadczy, że język polski jest nadal gwałcony, bo jak za czasów komuny słowom przypisuje się znaczenia wręcz przeciwne do ich znaczenia prawdziwego. Za czasów komuny zmiana znaczenia słów najczęściej odbywała się przez dodanie do właściwego słowa jakiegoś przymiotnika, który funkcjonując  jako differentia specifica miał je redefiniować. Tak powstał na przykład termin „demokracja ludowa”, która – jak się mawiało- miała tyle wspólnego z demokracją co krzesło elektryczne ze zwykłym krzesłem.

Można podać wiele przykładów bezceremonialnego obecnie gwałcenia języka. Na przykład „preparat genetyczny na bazie technologii mRNA”  niesłusznie nazywa się „szczepionką”, a „walka o praworządność w Polsce” jest w istocie rzeczy „walką z praworządnością”, walką o zachowanie status quo, czyli postkomunistycznego bezprawia.

Używanie słów niezgodnie z ich znaczeniem, albo co gorsza w przeciwnym znaczeniu, jest najistotniejszym symptomem zniewolenia społeczeństwa, które już nie zauważa codziennego kłamstwa albo milcząco je akceptuje. I nie jest to kłamstwo sporadyczne, które można przypisać konkretnym osobom lecz kłamstwo systemowe, instytucjonalne. W obronie kłamstwa instytucjonalnego stają nie tylko ci, którzy na kłamstwie korzystają lecz również ci, którzy dali się kłamstwu zwieść. W obronie kłamstwa komunistycznego, którego przejawem była komunistyczna nowomowa, stawali nie tylko partyjni prominenci lecz naiwniacy, którzy uwierzyli w dobrodziejstwa komuny i liczni oportuniści którzy godzili się używać bez protestów jej zakłamanego języka dla własnej korzyści, a nawet bez wyraźnej korzyści.

Doskonale rozumiał to George Orwell. W jego słynnej powieści „ Rok 1984”  możemy przeczytać napisane wielkimi literami –„WOJNA TO POKÓJ, WOLNOŚĆ TO NIEWOLA,  NIEWIEDZA TO SIŁA”. Doskonale rozumiał to również Sołżenicyn, który ubolewał nad śmiercią języka rosyjskiego. Jak twierdził – jego rodacy zapomnieli znaczenia większości rosyjskich słów, a do porozumiewania się wystarczy im kilkaset słów wzbogaconych źle rozumianą angielszczyzną. Rosjanie jak pisał Sołżenicyn nie umieją już odróżniać kłamstwa od prawdy, lata niewoli zamordowały nie tylko język lecz i ducha narodu.

Dlatego trzeba pilnować języka polskiego żeby nie uległ podobnej degeneracji.

Pewien znany mi młody działacz ekologiczny nosi dokumenty w teczce z rysunkiem jaszczurki i napisem: „ life let it be”. Jego organizacja chce wydać podobną teczkę z odpowiednim napisem w języku polskim. Tłumacząc na polski to hasło napisałabym: „niech sobie żyje” mając na myśli oczywiście  jaszczurkę. Albo: „życie – niech sobie będzie”. Młody człowiek upiera się jednak żeby na teczce umieścić napis: „ niech żyje”. albo „ „chrońmy wszelkie życie”, albo- jego zdaniem dosłownie – „niech będzie życie”. Tłumaczyłam mu,  że „niech żyje” wykrzykuje się podczas wieców i pijackich biesiad więc tu nie pasuje. Tłumaczenie nie musi być dosłowne natomiast powinno oddawać ducha przesłania. Przesłanie reklamującej ochronę przyrody teczki jest następujące – żyje sobie mała jaszczurka, nikomu nie przeszkadza więc pozwólmy jej nadal żyć. Chodzi o to żeby nie niszczyć bezmyślnie życia. „Chrońmy wszelkie życie” jest nadinterpretacją, podsuwa natychmiast argument, że przecież nie możemy i nie chcemy chronić wszelkiego życia na przykład groźnych dla życia człowieka  wirusów i bakterii, a nawet pcheł i kleszczy.

Jeszcze w kwestii dosłowności. Idiom angielski : „collect hay while the sun is shining” czyli: „ zbieraj siano gdy świeci słońce” tłumaczymy: „kuj żelazo póki gorące”. Obydwa idiomy odwołują się do mądrości ludowej lecz etyka tłumacza nie nakazuje nam posługiwać się dosłownym tłumaczeniem idiomu angielskiego. Podobnie „let us call a spade a spade” nie tłumaczymy: „nazywajmy łopatę łopatą” lecz „nazywajmy rzeczy po imieniu”.

I właśnie o to chodziło Norwidowi gdy postulował: „odpowiednie dać rzeczy słowo”  oraz  Słowackiemu gdy pisał : „chodzi mi o to, aby język giętki, powiedział wszystko, co pomyśli głowa”.

Młodziankowie naszych czasów, ofiary Molocha i Bafometa

Młodziankowie naszych czasów, ofiary Molocha i Bafometa

Roman Motoła https://pch24.pl/mlodziankowie-naszych-czasow-ofiary-molocha-i-bafometa/

Historia świętych młodzianków, których ofiara nakarmiła strach i morderczą żądzę władzy Heroda, ma dzisiaj swą kontynuację i tragiczny wyraz w postaci milionów dzieci zabijanych przez aborcjonistów. Krwawemu kultowi sprzyja szerokie lobby przemysłu śmierci, skupiające wielkie potęgi tego świata, a usypiające czujność i moralną wrażliwość mas poddawanych ciągłej indoktrynacji.

Ogłoszony niemal pół wieku temu wyrok w amerykańskim procesie Roe ve. Wade otworzył tamę zorganizowanemu, legalnemu przemysłowi śmierci. [Sąd Najwyższy uchylił to orzeczenie w czerwcu 2022.md]. Do dzisiaj rozlewa się po świecie falą tak szeroką, że miejsca, w których każde nienarodzone dziecko jest naprawdę bezpieczne, to już zaledwie pojedyncze wyspy. To oczywiście efekt kulturowego i politycznego wpływu lewicowo-liberalnych prądów idących od największego światowego mocarstwa, jakim wciąż pozostają jeszcze Stany Zjednoczone. Na ich obszarze toczy się wciąż prawdziwa wojna na śmierć i życie. Obrońcy „najmniejszych” (Mt 25, 40) mają przeciwko sobie potęgę mediów, kina i całej popkultury oraz zdemoralizowanych bądź „tylko” wybierających opcję oportunizmu tak zwanych osób publicznych. Ten oddech Molocha idzie w parze z tragicznymi plonami światowego komunizmu.

Ochrona życia, niestety, coraz bardziej przypomina dziś partyzantkę. To już nie tylko stawanie naprzeciw potędze popkultury, która w dużej mierze skutecznie doprowadziła do „odczłowieczenia” nienarodzonych. Dzisiaj trudno już znaleźć polityków czy ugrupowania traktujące tę fundamentalną kwestię jako coś więcej niż paliwo doraźnej odpowiedzi na aktualne zapotrzebowanie społeczne bądź wręcz jako element kampanii wyborczej.

W naszym kraju, w związku z tragicznym post-peerelowskim dziedzictwem prawnym i kulturowym, kwestia ochrony nienarodzonych ma swoją własną, osobną historię. Jej ostatnim bardzo znaczącym akcentem jest wyrok Trybunału Konstytucyjnego z 22 października 2020 roku. Usunął on eugeniczną przesłankę aborcyjną, ale nie rozwiązał w całości problemu legalnych zagrożeń życia poczętego.

Dzięki długo przeciąganemu w czasie orzeczeniu, rządzący pozbyli się problemu w postaci dużej presji społecznej. Owszem środowiskom pro-life udało się zmobilizować głównie katolicką część publicznej do silnego wystąpienia przeciwko prawu, które skazywało na śmierć dzieci podejrzewane o chorobę bądź niepełnosprawność. Dla wielu osób radosny moment opublikowania werdyktu TK oznaczał jednak poczucie, że sprawa jest załatwiona i nic więcej nie trzeba robić. Nie słychać z politycznych ław, foteli i kanap mocnych głosów w obronie tych, których poczęcie nastąpiło w wyniku przestępstw – gwałtów czy współżycia nieletnich. Zapewne nikt nie chce się w tej kwestii wychylać bo problem niemal nie istnieje w społecznej świadomości. Być może dopiero widoczne powszechnie kampanie podejmujące temat prawa do życia tych osób ośmieliłyby parlamentarzystów aby wyraźnie opowiedzieli się za bezbronnymi.

Ważnych problemów dotyczących prawa do życia jest więcej. Władze administracyjne bardzo opornie odnoszą się do konieczności położenia tamy jawnemu procederowi szerzenia aborcji farmakologicznej. Różnego rodzaju killing-teamy cieszą się najwyraźniej uzasadnionym poczuciem bezkarności. Bez oporów publicznie ogłaszają zdesperowanym, niedojrzałym matkom swoje numery telefonów i oferują wyłącznie jeden rodzaj „wsparcia”. Z kolei eugenicy w białych kitlach mogą rozciągać przesłankę mówiącą o zagrożeniu życia lub zdrowia matki na przykład na… zdrowie emocjonalne i wykazywać, że „donoszenie ciąży oznaczać będzie dla desperatki potężny cios wymierzony w jej psychikę”. Stąd prosta droga do zakamuflowanej aborcji „na życzenie”.

Aby zapobiec takim zjawiskom potrzebna jest ciągły społeczny nacisk. Ten zaś może ukształtować się pod wpływem nieustannej, systematycznej pracy informacyjnej i formacyjnej wszystkich środowisk przyjaznych życiu. Ich zadaniem jest w pewnym sensie „przywrócenie człowieczeństwa” niewinnym najmniejszym ludziom, zdehumanizowanym przez antykulturę, media i przeważającą część klasy politycznej. Z kolei rolą dziennikarzy i twórców, którzy nie wyzbyli się sumienia, jest nagłaśnianie postaw afirmujących życie: przede wszystkim matek nieulegających proaborcyjnym naciskom pseudolekarzy i własnego otoczenia. Na wiele pozytywnego hałasu zasługuje też praca osób na różne sposoby wspierających ciężarne kobiety pozbawione pomocy ze strony najbliższych.

Niedawno, akurat na krótko przed świętami Bożego Narodzenia katolicy otrzymali z Watykanu mocny sygnał świadczący o tym, że niezłomna postawa pro-life może oznaczać potężne kłopoty w kolejnej sferze. Suspendowanie księdza Franka Pavone, który jako jeden z niezbyt licznych duchownych miał odwagę napominać proaborcyjnych polityków z pierwszych stron gazet, świadczy dobitnie o tym, że duch tego świata, duch Bafometa i Molocha odnosi dzisiaj sukcesy tam, gdzie jeszcze niedawno nie miał wstępu.

Narzucają w Polsce dzieciom „zmianę płci”. To bardzo skomplikowana operacja, która może trwać 8 godzin. Polega m.in. na usunięciu jąder, usunięciu macicy lub amputacji piersi.

Narzucają w Polsce dzieciom „zmianę płci”. To bardzo skomplikowana operacja, która może trwać nawet 8 godzin. Polega m.in. na usunięciu jąder, usunięciu macicy lub amputacji piersi.

Mariusz Dzierżawski <pomagam@stopaborcji.pl>

Parlament Hiszpanii przyjął ustawę o tzw. „zmianie płci”, wedle której już nawet 12 letnie dzieci będą mogły wpisywać do urzędowych dokumentów dowolną płeć. Prace nad podobnymi lub jeszcze dalej idącymi przepisami trwają już m.in. w Niemczech, Danii, Portugalii, Szwajcarii, Norwegii czy Irlandii. Jednak oczy międzynarodowych aktywistów LGBT zwrócone są obecnie przede wszystkim na Polskę – to właśnie w naszym kraju niezwykle intensywnie oswaja się dzieci za pomocą mediów z tzw. „zmianą płci”. Co więcej, równolegle zachęca się młodych Polaków do samookaleczania i podejmowania bardzo niebezpiecznych „kuracji hormonalnych”, które blokują proces dojrzewania. Ideolodzy gender i LGBT przyznają przy tym otwarcie, że główną przeszkodą na drodze do ich celów są rodzice. Dlatego starają się trafić bezpośrednio do dzieci, przede wszystkim poprzez ekrany ich smartfonów. Proszę przeczytać na czym polega ich strategia.
Przyjęta przez niższą izbę hiszpańskiego parlamentu ustawa przewiduje, że osoby mające ukończone 16 lat będą mogły rejestrować inną płeć w dokumentach urzędu stanu cywilnego na życzenie. Wymagana będzie jedynie deklaracja wnioskodawcy. Z kolei w przypadku dzieci w wieku 12-14 lat o „zmianie płci” w dokumentach decydować będzie sąd, przy czym będzie mógł przychylić się do wniosku nawet w przypadku sprzeciwu rodziców dziecka.   Ustawę o „zmianie płci” popiera m.in. hiszpańska minister ds. równouprawnienia Irene Montero, która jakiś czas temu powiedziała publicznie, że „dzieci mogą mieć relacje seksualne z kimkolwiek im się podoba.” 
Do zmiany prawa przymierzają się także Niemcy, którzy chcą uprościć procedurę „zmiany płci” w dokumentach dla dzieci i młodzieży. Za naszą zachodnią granicą ma do tego wystarczyć jedynie oświadczenie w urzędzie stanu cywilnego   Panie MirosĹ‚awie, cały proces tzw. „zmiany płci” nie kończy się jednak na formalnej zmianie w urzędowych dokumentach. Jego najważniejszą częścią jest namówienie na tzw.„tranzycję”, czyli zablokowanie procesu dojrzewania za pomocą substancji hormonalnych hamujących proces dorastania, lub chirurgiczną „zmianę płci” poprzez okaleczenie.
Jak wygląda to drugie?   Możemy się tego dowiedzieć ze strony internetowej jednej z polskich klinik, która w swojej ofercie ma „korektę płci”. Jak wynika z udostępnionych informacji, jest to bardzo skomplikowana operacja, która może trwać nawet 8 godzin. Polega m.in. na usunięciu jąder, usunięciu macicy lub amputacji piersi. Innymi słowy – na niezwykle niebezpiecznym dla życia i zdrowia okaleczaniu człowieka.   Na Zachodzie moda na „zmianę płci” lawinowo rośnie wśród dzieci i młodzieży. W latach 2018-2019 tylko do jednej kliniki w Londynie, która zajmuje się tzw. „zmianami płci” u dzieci, zgłosiło się aż 2 590 maluchów! 4 lata wcześniej było ich ponad 3 razy mniej. Zgodę na hormonalną zmianę płci do niedawna otrzymywały tam nawet kilkuletnie dzieci. Duży wzrost „zmian płci” notuje się także w innych krajach, szczególnie w Skandynawii.  
Skąd się to bierze?   Jest to forsowana przez aktywistów LGBT moda, którą można się „społecznie zarazić” poprzez internet i media społecznościowe. 
Głównym powodem „zmiany płci” u dzieci jest medialna propaganda i przebywanie w grupach rówieśniczych, w których w podobnym czasie jeszcze jedna lub dwie osoby wykazywały podobne skłonności.   „Zmiana płci” przez dzieci jest bardzo mocno promowana w internecie. Szczególnie forsowany jest wizerunek tzw. „drag kids”, czyli małych dzieci przebierających się i uważających za płeć przeciwną. Na Youtube możemy zobaczyć m .in. wywiad z 8 letnim chłopcem przebranym za dziewczynkę (tzw. drag queen), który dobrze obrazuje przerażające skutki propagandy. Chłopiec mówi na nagraniu, że:   „Nikt nie może układać komuś życia. Nieważne co ktoś o tym myśli. Jeśli chcesz być drag queen, a rodzice cię takiej nie lubią – potrzebujesz nowych rodziców. Jeśli chcesz być drag queen, a przyjaciele cię takiej nie lubią – potrzebujesz nowych przyjaciół.”  
Oprócz fizycznej, psychicznej i duchowej krzywdy wyrządzanej dzieciom przez tzw. „zmianę płci”, celem propagandy LGBT jest rozbijanie rodzin i niszczenie relacji międzypokoleniowych. Widać to wyraźnie na przykładzie uruchomionego w polskim internecie portalu, który zachęca młodzież do „zmiany płci”. Oprócz porad dotyczących samookaleczania i przyjmowania niebezpiecznych substancji hormonalnych, znajdują się tam m.in. porady na temat tego, w jaki sposób postawić własnych rodziców przed sądem!   Jak możemy przeczytać w poradniku rozpowszechnianym wśród polskich dzieci i młodzieży, oznaczenie własnej płci w dokumentach można zrobić w naszym kraju poprzez proces cywilny o ustalenie płci, w którym formalnie pozywa się swoich rodziców. 
Jak piszą aktywiści LGBT:   „Jeśli wiesz, że Twoi rodzice będą sprawiać problemy w czasie procesu lub po pierwszej rozprawie widzisz, że sędzia jest w jakiś sposób Tobie nieprzychylny, to nie wahaj się zwrócić na któryś z wyżej podanych adresów.”   Wspomniane adresy to dane kontaktowe do organizacji LGBT oraz współpracujących z nimi kancelarii prawnych, które udzielają wsparcia procesowego.   W Polsce za pomocą internetu oswaja się dzieci z tym procederem na coraz większą skalę. Dzięki smartfonom z nieograniczonym dostępem do sieci, które dzisiaj ma niemal każde dziecko i nastolatek, propaganda LGBT trafia bezpośrednio na ekrany młodych Polaków, niezależnie od ich miejsca zamieszkania. Nawet w małych miejscowościach i na wsiach, gdzie nie ma organizacji LGBT, nie odbywają się uliczne „parady równości” i nie ma „edukacji seksualnej” w szkołach, młode umysły zatruwane są treściami podważającymi tożsamość człowieka. Na czym to w praktyce polega?   Punktem wyjścia jest przekonanie młodego człowieka, że nie możne być pewnym swojej płci oraz „orientacji seksualnej”, dlatego warto eksperymentować, przebierać się w ubrania przeciwnej płci, wchodzić intymne relacje z rówieśnikami tej samej płci itp. Ideolodzy LGBT wmawiają dzieciom, że jeżeli ktoś np. urodził się chłopcem to nie znaczy, że jest chłopcem – być może jest dziewczynką, lub jakąś inną, bliżej nie określoną płcią. Ostatecznie, celem życia w ideologii LGBT jest nieustanna „ekspresja seksualna”, która polega na wielokrotnych „zmianach płci” w zależności od nastroju i upodobania, oraz licznych eksperymentach seksualnych z przedstawicielami różnych płci.
Polska jest obecnie jednym z głównych celów międzynarodowych ideologów LGBT. W ostatnich latach w naszym kraju podejmowano już nieudane próby forsowania przez Sejm projektów ustaw, podobnych do tych z Zachodu, których celem miało być ułatwienie „zmiany płci”. W związku z tym, aktywiści LGBT skupiają się obecnie na oswojeniu polskiego społeczeństwa ze swoimi żądaniami, w szczególności dzieci i młodzieży. Ich działaniom sprzyjają największe media, które otwarcie promują ideologię LGBT, oraz brak świadomości rodziców, którzy bezrefleksyjnie dają swoim dzieciom komputery i smartony z nieograniczonym dostępem do internetu.
Aby ratować przyszłość naszego narodu, Fundacja Pro-Prawo do Życia organizuje w całej Polsce akcje informacyjne, za pomocą których głosimy prawdę, kształtujemy świadomość oraz mobilizujemy innych do działania w obronie dzieci. Za pomocą akcji ulicznych, pikiet, przejazdów furgonetek, wielkoformatowych billboardów i wystaw, możemy w sposób niezależny docierać do Polaków. Wywołuje to furię aktywistów LGBT i deprawatorów oraz sprzyjających im polityków i urzędników. W czasie gdy rozmaici „edukatorzy seksualni” swobodnie rozpowszechniają wśród polskiej młodzieży treści zachęcające do samookaleczania, organy ścigania skupiają się na wolontariuszach naszej Fundacji.  
Wyrok 1 000 zł grzywny usłyszał niedawno nasz 75 letni wolontariusz pan Mikołaj,który był członkiem legalnego zgromadzenia publicznego zorganizowanego przez naszą Fundację w trakcie tzw. „parady równości” LGBT w Częstochowie w lipcu tego roku. Sąd skazał go za to, że w trakcie „parady” prezentował treści odmienne (!) od propagandowych haseł wygłaszanych na ulicy przez aktywistów LGBT. Razem z panem Mikołajem skazana została nasza wolontariuszka Anna, która usłyszała wyrok 500 zł grzywny za udział w tym samym, legalnym zgromadzeniu.   Prześladowania trwają, ale my nie zamierzamy się poddać. 
Musimy dotrzeć do kolejnych Polaków, gdyż to jedyna szansa na zmianę świadomości naszego społeczeństwa i obronę dzieci przed kalectwem, które szykują dla najmłodszych aktywiści LGBT. W najbliższym czasie zamierzamy zorganizować akcje m.in. w: Warszawie, Krakowie, Toruniu, Wrocławiu, Szczecinie, Gdańsku, Sopocie, Elblągu, Olsztynie, Ełku, Radomiu, Lublinie, Bydgoszczy, Siedlcach i Białymstoku. Aby zrealizować te plany potrzebujemy ok. 12 000 zł.   Dlatego zwracam się do Pana z prośbą o przekazanie 35 zł, 70 zł, 140 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby umożliwić organizację niezależnych akcji informacyjnych i dotarcie do Polaków z ostrzeżeniem przed tym, co aktywiści LGBT chcą zrobić ich dzieciom.  
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW

To pracowity rząd utrzymuje państwo. I pszczoły.

Gdy rząd utrzymuje państwo

Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5309 „Najwyższy Czas!”  •  27 grudnia 2022

Od wprowadzenia stanu wojennego minęło już 41 lat, a przecież był on – co widać z perspektywy czasu – dramatycznym zakończeniem pewnego etapu wprowadzania w Polsce ustroju jakiego świat nie widział, a jaki wykombinowali sobie jeszcze w XIX wieku doktrynerscy Żydowie z Karolem Marksem, którego niektórzy uważają za filozofa, a z kolei inni – za obdarzonego tupetem, elokwentnego dyletanta, co w sumie na jedno wychodzi. Jak pamiętamy, w pierwotnej wersji, państwo miało „zanikać”, podobnie jak pieniądz, a w jego miejsce miały wchodzić stowarzyszenia wolnych wytwórców. Pieniądz natomiast nie byłby już potrzebny, bo te stowarzyszenia dawałyby każdemu „według potrzeb”. Jednak w konfrontacji z rzeczywistością i naturą ludzką, te teoretyczne założenia nie wytrzymały krytyki i żeby jakoś opanować chaos, Józef Stalin, asekuracyjnie powołując się na Marksa, nie tylko przywrócił państwo w całej jego straszliwej postaci asyryjskiej despotii, które „wolnych wytwórców” ujęło w karby żelaznej dyscypliny na pograniczu niewolnictwa i za pośrednictwem centralnego planifikatora dyktowało każdemu, jakie wolno mu mieć „potrzeby”.

Na przyczynę rozbieżności między teoretycznymi założeniami i rzeczywistością wskazał Stanisław Lem w „Bajce o trzech maszynach opowiadających króla Genialona”, której negatywnym bohaterem jest niejaki Malapucyusz Chałos. Zaproponował on w ramach ustrojowej reformy, by zamiast dotychczasowego połączenia równoległego – bo akcja toczy się w środowisku robotów, czyli „sztucznej inteligencji”, z którą tyle nadziei wiążą rozmaici półgłówkowie – wprowadzić połączenie szeregowe. Jeśli tedy – a owe roboty czerpały energię elektryczną z pocierania – chociaż jeden się potrze, to wszyscy będą mieli prądu pod dostatkiem. Okazało się jednak, że nikt nie chciał się pocierać. – Co ja się będę pocierał; niech się sąsiad pociera – z czego wyniknęło ogólne bezprądzie. Sytuacja ta wymagała oczywiście „dalszego doskonalenia”, które pamiętamy z lat 70-tych, dopóki wszystko się nie skawaliło i trzeba było wrócić do surowej, stalinowskiej dyscypliny, czego dokonał generał Jaruzelski „suwerenną decyzją”. „Stąd nauka jest dla żuka”, że z inteligencją, wszystko jedno – naturalną, czy sztuczną – niczego zaplanować się nie da, a już specjalnie – idealnego ustroju, jakiego świat nie widział.

Wróćmy jednak do etapu, który zakończył się stanem wojennym. Wśród cech, jakimi się ona charakteryzował, chciałbym zwrócić uwagę na jedną. W tamtym czasie mianowicie nic nikomu się nie opłacało. Prawdopodobnie było to następstwem ustanawiania przez partię i rząd cen towarów, przed czym przestrzegał Milton Friedman. Ustanawiając odgórnie ceny, władza pozbawia się w ten sposób podstawowej informacji ekonomicznej – ile co naprawdę kosztuje.

W tych warunkach o jakimkolwiek racjonalnym zarządzaniu oczywiście nie mogło być mowy, toteż partia i rząd powszechnie posługiwały się zaklinaniem rzeczywistości, która na te zaklęcia okazywała się wyjątkowo oporna. „Niemały kłopot mam z ekonomiką, która się w ręce dostała magikom, co jak kapłani afrykańskich plemion, gusła sprawują nad wyschniętą ziemią” – pisał poeta w „Sądzie nad Don Kichotem”.

Próbowano oswobodzić się z doktrynerskiej niewoli, wprowadzając tzw. „ceny komercyjne”, a nawet całe „sklepy komercyjne”, ale to niczego nie rozwiązywało, bo „Pisma” nie można było uchylić. „Nie temu bowiem system służy, by prolet gnuśniał w dobrobycie, lecz aby wizje gigantyczne tytanów myśli wcielać w życie” – pisał jeden poeta, podczas gdy drugi mu wtórował, pisząc, jak to pewien władca, „gnębiąc poddanych surowym edyktem, utwierdził Pismo i rozstał się z wiktem”. Toteż w sytuacji bez wyjścia partia i rząd chwyciły się środka ostatecznego. Skoro nikomu nic się nie opłacało, to rząd zaczął do wszystkiego dopłacać żeby chociaż w ten sposób stworzyć wrażenie jakiejś równowagi.

Od tamtej pory minęło prawie 50 lat i oto, co się dzieje? Historia się powtarza, o czym świadczy niedawne spotkanie Naczelnika Państwa z rolnikami i innymi przedstawicielami polskiej wsi w Przysusze. Po serii komplementów, jak to rolnicy „żywią i bronią”, Naczelnik przeszedł do nakreślania świetlanych perspektyw, które wprawdzie są świetlane, ale mają jeden plus ujemny – że mianowicie są perspektywami. Na to oczywiście nic poradzić nie można i nie chodzi o to, byśmy tu nad tym wydziwiali.

Ważniejsze jest bowiem to, na jakim fundamencie te świetlane perspektywy są zbudowane. Otóż są one zbudowane na założeniu, że rząd będzie rolnikom do wszystkiego dopłacał i w ten sposób doprowadzi do zrównania poziomu życia na wsi z poziomem życia w mieście, którego mieszkańcom, czyli „miastowym”, Naczelnik – podobnie jak podczas wcześniejszego zebrania budującego, lekarzom – nie szczędził gorzkich słów.

Warto zwrócić uwagę, że – podobnie jak przed 50 laty, za czasów Edwarda Gierka i jego pierwszego ministra Piotra Jaroszewicza – również i teraz dopłacanie przez rząd do wszystkiego, jest metodą uniwersalną. Zacznijmy od tego, że rząd dopłaca do obywateli. Zaczął od dzieci, ale w miarę „dalszego doskonalenia”, system rządowych dopłat obejmował coraz to nowe grupy obywateli, aż do starców, zwanych „seniorami”. W rezultacie musi nieuchronnie dojść do tego, że wszyscy obywatele znajdą się na utrzymaniu rządu. Ale nie tylko oni. O ile przyzwyczailiśmy się już do rządowych dopłat do każdej obywatelskiej rodziny, to w Przysusze okazało się, że system dopłat wkrótce przekroczy ramy gatunku ludzkiego, bo pan Kowalczyk, który towarzyszył Naczelnikowi jako minister rolnictwa zapowiedział, że systemem rządowych dopłat już wkrótce zostanie objęta każda rodzina pszczela. Dotychczas pszczoły cieszyły się opinią stworzeń wyjątkowo pracowitych, co znalazło nawet wyraz w teologii, bo w hymnie pochwalnym, jaki w Wielką Sobotę śpiewa się w kościołach na cześć „woskowej kolumny”, czyli paschału, jest mowa o „pracowitej pszczole”. Skoro jednak również rodziny pszczele mają zostać objęte systemem rządowych dopłat, to znaczy, że produkowanie miodu również i dla nich przestało być opłacalne. Ładny interes!

Wygląda na to, że szybkim krokiem zbliżamy się do modelu państwa i gospodarki, jaki panował u nas przed 50 laty, kiedy to partia i rząd do wszystkiego dopłacały. Jak obliczył prof. Eugeniusz Rychlewski z SGH, w roku 1989, czyli roku zamknięcia PRL, wartość majątku trwałego w przemyśle była o pół miliarda dolarów niższa od sumy zagranicznego zadłużenia Polski. Na jaką sumę Polska zadłużona jest dzisiaj – tego oczywiście nie wiemy, bo to najściślej strzeżona tajemnica państwowa, ale wiemy, że w roku 2024, a może nawet jeszcze w roku przyszłym, same koszty obsługi tego długu przekroczą 105 mld złotych rocznie, Czy i historia się powtórzy?

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Tak plują Polakom w twarz! Ukraińskie ulice nazwane imionami zbrodniarzy: Stepana Bandery, Romana Szuchewycza.

Tak plują Polakom w twarz! Ukraińskie ulice nazwane imionami zbrodniarzy: Stepana Bandery, Romana Szuchewycza.

https://nczas.com/2022/12/28/tak-pluja-polakom-w-twarz-ukrainskie-ulice-nazwane-imionami-zbrodniarzy/

Miasto Izium w obwodzie charkowskim przeprowadza derusyfikację nazw ulic. Nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdyby nie fakt, że otrzymują one imiona banderowskich zbrodniarzy. Ostatnio jedną z ulic nazwano na cześć Stepana Bandery, przywódcy OUN-B, a teraz kolejną ulicę przemianowano na ul. Romana Szuchewycza, naczelnego dowódcy UPA, odpowiedzialnego za ludobójstwo na Polakach.

Obrazek ilustracyjny. Marsz ukraińskich nacjonalistów w 2019 r. fot. Wikimedia Commons

Izium stał się teatrem walk od końca lutego. Od początku kwietnia miasto było pod kontrolą Rosjan. Siły ukraińskie wkroczyły do niego 10 września.

Z informacji agencji Ukrinform podawanych w pierwszym tygodniu grudnia wynika, że w mieście zmieniono nazwy 21 ulic, które miały związek z Rosją. Szef administracji wojskowej miasta podpisał zarządzenie w tej sprawie, a dokument opublikował w mediach społecznościowych zastępca mera Wołodymyr Matsokin. Wcześniej zmieniono nazwy 22 innych ulic. Kolejny, trzeci dekret podpisany przez szefa lokalnych władz Walerego Marczenkę, Matsokin opublikował w poniedziałek. Dotyczy on 19 ulic.

I tak w Iziumie nie ma już m.in. ul. Puszkińskiej, której nadano imię Stepana Bandery. Przypomnijmy, że Ukrainiec został w styczniu 1936 roku skazany przez sąd w Warszawie na karę śmierci za zorganizowanie zamachu na ministra spraw wewnętrznych RP Bronisława Pierackiego. Później zamieniono ją na dożywocie. Bandera jednak we wrześniu 1939 roku wyrwał się z więzienia.

Bandera był też jednym z przywódców Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), a od 1940 r. przywódcą Prowodu OUN-B. Ta organizacja była zaś odpowiedzialna za Rzeź Wołyńską.

Inną z ulic przemianowano na ul. Romana Szuchewycza, naczelnego dowódcę Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA), przewodniczącego Sekretariatu Generalnego Ukraińskiej Głównej Rady Wyzwoleńczej i zbrodniarza wojennego. To Szuchewycz, jako główny dowódca UPA, ponosi bowiem bezpośrednią odpowiedzialność za przyjęcie Rzezi Wołyńskiej jako taktyki walki z Polakami. W wyniku „czystki etnicznej” przeprowadzonej przez Ukraińców na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej śmierć, w bestialski sposób, zadano około 100 tys. Polaków. Na Wołyniu zamordowano ok. 40-60 tys. Polaków, w Małopolsce Wschodniej – od 20 tys. do 40 tys., a na ziemiach współczesnej Polski od 6 tys. do 8 tys.

Matsokin, jak przystało na przedstawiciela państwa ukraińskiego, nazwał Szuchewycza „wybitnym Ukraińcem”, który wraz ze zmianą nazwy ulicy otrzymał „swoje należne miejsce”.

Akademicka przewodnia siła narodu. Dopiero po usunięciu „prześladowców” uczelnie mogły się rozwinąć do poziomu Bangladeszu, Namibii czy Etiopii.

Akademicka przewodnia siła narodu.

Dopiero po usunięciu „prześladowców” uczelnie mogły się rozwinąć do poziomu Bangladeszu, Namibii czy Etiopii.

Ulice „15 grudnia” do dziś sławią powstanie PZPR, przewodniej – przez ponad 40 lat – siły narodu, której sztandary co prawda wyprowadzono u zarania III RP, ale przewodnicy nadal funkcjonują w życiu publicznym Polski, choć biuro polityczne PZPR niejako przeniosło się do Brukseli.

Wśród przewodników wysokiego szczebla, także brukselskiego, jest wielu akademików, choć – o dziwo – istnienie PZPR na ogół nie zostało nawet zauważone w historiach polskich uczelni. I ten stan rzeczy niemal nikogo nie dziwi. Nic bez nakazania/poparcia/przyzwolenia przewodniej siły narodu nie mogło w PRL funkcjonować. I na uczelniach obowiązywała nomenklatura partyjna, kształtując oblicza naszych uczelni – zarówno kadr, jak i absolwentów.

I ukształtowała w taki sposób, na tak długo, że nikt dziś nawet się nie zastanawia, skąd wzięły się obecne kadry akademickie. Na pytania: ile uczelnia potrzebuje pieniędzy, aby zidentyfikowała istnienie PZPR w swej historii, nie dostałem nigdy odpowiedzi. Nie można wykluczyć, że i przeznaczenie na taki projekt badawczy całego naszego budżetu nie byłoby wystarczające. Cel taki nie zostałby osiągnięty, bo chodzi przecież o unieważnienie istnienia i sposobów działania, formatowania domeny akademickiej (i nie tylko) przez PZPR, aby niewygodna dla beneficjentów prawda nie wyszła na wierzch.

Ta kosztowna polityka cancel culture chyba jest jedną z przyczyn ubóstwa uczelni – tak materialnego, jak i duchowego. Naukowcy wprowadzają do historii fałszywe informacje – chyba dla dezorientacji społeczeństwa – o spektakularnym upadku PZPR na uczelniach pod koniec PRL. Czyli co? Polityczne czystki pod koniec epoki jaruzelskiej przeprowadzały bezpartyjne władze uczelni? Podziemna jeszcze Solidarność?

O prześladowaniach partyjniaków, i to także w latach stanu wojennego (też nierozpoznawanego w historiach uczelni), sam słyszałem i do takich prześladowców mnie zaliczano – jeszcze w III RP! I dopiero po usunięciu „prześladowców” uczelnie mogły się rozwinąć do poziomu Bangladeszu, Namibii czy Etiopii.

VAERS pokazuje wzrost liczby poronień i martwych porodów 41 RAZY od czasu wprowadzenia mRNA.

VAERS pokazuje wzrost liczby poronień i martwych porodów 41 RAZY od czasu wprowadzenia mRNA.

„Bezpieczna i skuteczna” czyli skąd się wzięło 4070%

https://ekspedyt.org/2022/12/27/bezpieczna-i-skuteczna-czyli-skad-sie-wzielo-4070/ AlterCabrio

Nie ma tu nic do oglądania. Nie zwracaj uwagi na ten 4070% wzrost liczby poronień i martwych porodów, co pokazał raport Systemu Zgłaszania Zdarzeń Poszczepiennych (VAERS). System VAERS to stosowana przez rząd federalny metoda monitorowania powikłań poszczepiennych poprzez raporty w czasie rzeczywistym.

−∗−

Tłumaczenie artykułu z serwisu SHTF na temat drastycznego wzrostu liczby poronień i martwych porodów, na co wskazują już oficjalne dane. /AlterCabrio – ekspedyt.org/

__________***__________

[Grafikę najlepiej powiększać w nowym oknie/zakładce]

VAERS pokazuje wzrost liczby poronień i martwych porodów o 4070% od czasu wprowadzenia mRNA

Szczepionka jest „bezpieczna i skuteczna” zdaniem samego CDC, FDA i rządu federalnego.

Nie ma tu nic do oglądania. Nie zwracaj uwagi na ten 4070-procentowy wzrost liczby poronień i martwych porodów, co pokazał raport Systemu Zgłaszania Zdarzeń Poszczepiennych (VAERS). System VAERS to stosowana przez rząd federalny metoda monitorowania powikłań poszczepiennych poprzez raporty w czasie rzeczywistym. Jak donosi OpenVAERS.com:

W 2016 roku dr Cody Meissner był autorem artykułu dla AAP News, w którym stwierdził: „W 2012 roku zgłoszenia otrzymano od pracowników służby zdrowia (41%), producentów (29%), innych źródeł (17%) oraz zaszczepionych lub rodzin (14 %).”

Firma Pfizer, twórca jednej ze słynnych „szczepionek” mRNA, niedawno ujawniła, że ​​szczepionka może powodować zakrzepy krwi. Jak poinformował wczoraj The Gateway Pundit, prezes firmy Pfizer ds. międzynarodowych rynków rozwiniętych, Janine Small, przyznała, że ​​szczepionka nigdy nie była testowana pod kątem tego, czy zapobiega przenoszeniu choroby, zanim weszła na rynek.

Znane skutki zapalenia mięśnia sercowego i innych urazów serca nie tylko zostały dobrze udokumentowane w publikacjach, ale obecnie są także potwierdzone przez producenta szczepionki i samą FDA. A teraz, gdy Twitter dopuszcza „wolność słowa” (w pewnym sensie), wiadomość zaczyna przechodzić do głównego nurtu.

Ale to, na co nie zwraca się zbytniej uwagi, to niewiarygodny wzrost liczby poronień i martwych porodów. Poniższe wykresy pokazują dramatyczne wzrosty, za OpenVAERS:

Wydaje się, że liczba poronień w wyniku szczepionki innej niż na covid wzrosła w 2008r. w związku ze szczepionką przeciw HPV. Liczba ta wyniosła nieco ponad 160 przypadków (165). W 2021 i 2022 roku widzieliśmy odpowiednio 3379 i 1445 przypadków związanych ze szczepionkami na COVID.

Warto wspomnieć, że badanie Harvarda szacuje, że do VAERS zgłaszany jest zaledwie niewielki procent rzeczywistych powikłań. Proces ten jest uciążliwy dla lekarzy i pielęgniarek, a są sygnaliści [whistleblowers], którzy twierdzą, że są, jakby to ująć, „zniechęcani” do pisania raportów do VAERS. A więc rzeczywista liczba jest prawdopodobnie znacznie wyższa.

Należy mieć w pamięci te anomalie w liczbie zgłaszanych powikłań, a także to zniechęcanie, gdy zaczniesz rozpatrywać wzrost przypadków zapalenia mięśnia sercowego, a także zgonów:

„Bezpieczne i skuteczne”.

To przejdzie do historii jako jedna z największych zbrodni w historii świata.

_________________

VAERS Shows a 4070% Increase in Miscarriages and Stillbirths Since mRNA Roll-out, December 26, 2022

−∗−

BONUS

Analityk biotechnologiczna alarmuje, że technologia mRNA już może znajdować się w szczepionkach dla dzieci

„To sygnał alarmowy” – ostrzegła analityk biotechnologiczny Karen Kingston.

„W latach 2020-2021 wskaźniki szczepień dzieci spadły o około 15%. Ale w latach 2020-2021 [poważne powikłania i zgony] wzrosły czterokrotnie”.

„Więc bardziej niż prawdopodobne jest to, że w tych zastrzykach jest już technologia mRNA”.

_________________

Biotech Analyst Sounds the Alarm that mRNA Technology May Be in Childhood Vaccines, December 26, 2022

−∗−

Powiązane tematycznie:

‘A potem przyszli po nienarodzone’ czyli co widzi patolog
Dr Ryan Cole, patolog, który mówił o anomaliach, które odkrył w ciałach zaszczepionych i niezaszczepionych pacjentów od czasu wprowadzenia szczepionek przeciwko covid, widzi teraz nietypowe oznaki, które są ogromnym sygnałem […]

_________________

‘Nie jest bezpieczna’ czyli co pokazało badanie Rasmussen Reports
Siedmioprocentowy odsetek poważnych skutków ubocznych jest bezprecedensowy. Z danych V-safe wiemy, że oznacza to faktycznie, że efekty uboczne były tak poważne, że osoby musiały zwrócić się o pomoc lekarską. Gdyby […]

_________________

„To osłabia odporność każdego, kto wciąż żyje” – dr Chris Shoemaker (wywiad)
Jeśli masz znacznie uszkodzony układ odpornościowy, to bardziej prawdopodobne jest, że będziesz cierpieć z powodu dziwnych lub kłopotliwych lub zbyt częstych infekcji. Ale w rzeczywistości to całe społeczeństwo jest dotknięte, […]

_________________

Komórki nie kłamią: mRNA działa!
„Białko kolczaste jest toksyną”, mówi patolog dr Ryan Cole, i prawie na pewno powoduje raka w wielu przypadkach. “Wiemy, że białko kolczaste może indukować szlaki nowotworowe. I to się dzieje. […]

_________________

„W wielu przypadkach będzie to wyrok” – dr Geert Vanden Bossche
Szczepionka przeciw covid wyłącza układ immunologiczny dziecka – Geert vanden Bossche OSTRZEŻEGA przed zgonami! „W wielu przypadkach będzie to wyrok śmierci dla dziecka” […]

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!

Przechwycono 380 mln dawek fentanylu. W USA w 2022 r. na skutek przedawkowania narkotyków zmarło ponad 100 tys.ludzi.

Przechwycono 380 mln dawek fentanylu. W USA w 2022 r. na skutek przedawkowania narkotyków zmarło ponad 100 tys.ludzi.

Mogłyby uśmiercić wszystkich Amerykanów.

https://nczas.com/2022/12/28/przechwycono-ogromne-ilosci-fentanylu-moglyby-usmiercic-wszystkich-amerykanow/

Agencja do Walki z Narkotykami (DEA) przechwyciła w 2022 r. ogromne ilości fentanylu, które mogłyby uśmiercić wszystkich Amerykanów. To ponad dwukrotnie więcej niż w 2021 r. – wynika z najnowszego raportu.

2 mg fentanylu.

Według Drug Enforcemenet Administration w mijającym roku służby przechwyciły 379 mln dawek fentanylu, zwierającej zaledwie dwa miligramy tej substancji, która nawet w tak małej ilości jest dla człowieka śmiertelna. Fentanyl jest substancją wyjątkowo silnie uzależniającą, nawet 50 razy bardziej niż heroina.

Substancja ta wykorzystywana jest w medycynie, głównie w anestezjologii, jako silny środek przeciwbólowy, i jest dostępna wyłącznie na receptę. Należy do grupy opioidów jako narkotyczny środek przeciwbólowy, silniejszy niż morfina. Tak silne działanie jest zasługą tego, że znacznie łatwiej rozpuszcza się ona w tłuszczach i szybciej przenika do mózgu. Lek ten dostępny jest w postaci tabletek, plastrów oraz w ampułkach.

Fentanyl nielegalnie sprzedawany zwykle dostępny jest w tabletkach, przypominających te które oferowane są w aptekach na receptę. Agencja do Walki z Narkotykami (DEA) twierdzi, że w 2022 r. przechwyciła w sumie 4,5 tys. kg tej substancji, aż ponad dwukrotnie więcej niż w 2021 r.

Fentanyl głównie jest przemycana do USA z Meksyku, gdzie powstaje w tajnych manufakturach; masowo wykorzystuje się w nich substancje czynne sprowadzane z Chin.

W USA w 2022 r. na skutek przedawkowania narkotyków zmarło ponad 100 tys. Amerykanów. Aż dwie trzecie tych tragedii związanych jest z przedawkowanie fentanylu. Oprócz tej substancji Agencja do Walki z Narkotykami w minionym roku przechwyciła 59 tys. kg metamfetaminy, około 2 tys. kg heroiny oraz około 200 tys. kg kokainy.