















[Ale naprawdę to teleporada… MD]



















[Ale naprawdę to teleporada… MD]



Życzenia świąteczne Franciszka, skierowane do Kurii Rzymskiej zawierały kilka elementów, które wyrwane z kontekstu są autentycznie katolickie, a nawet budujące. Jednym z dominujących tematów jest na przykład potrzeba nawrócenia:
„Nawrócenie to niekończąca się opowieść. Najgorszą rzeczą, jaka mogłaby się nam przydarzyć, to myślenie, że nie potrzebujemy już nawrócenia, ani jako jednostki, ani jako wspólnota. Nawrócenie, to uczenie się wciąż na nowo przesłania Ewangelii i wprowadzanie tej wiedzy w życie. Nie chodzi tylko o unikanie zła, ale o czynienie wszelkiego dobra, jakie tylko możemy. To właśnie oznacza nawrócenie”.
Podobne napomnienia możemy znaleźć u niektórych wielkich świętych, a z pewnością wszyscy święci mieli ducha lepszego poznania Boga, miłości i służby Bogu.
Nie dziwi jednak, że Franciszek nie ogranicza „nawrócenia” do wzrastania w świętości. Skupia się natomiast, na „nawróceniu” przede wszystkim w kontekście uczenia się nowych rzeczy o Ewangelii:
„Jesli chodzi o Ewangelię, jesteśmy zawsze jak dzieci, które muszą się uczyć. Złudzenie, że poznaliśmy już wszystko, sprawia, że popadamy w duchową pychę.”
Zanim zastanowimy się, w jaki sposób Franciszek rozwija ten temat, zatrzymajmy się na rozszyfrowaniu tych dwóch zdań. W sposób oczywisty mówi on, że pycha duchowa jest zła i wszyscy możemy się z tym stwierdzeniem zgodzić, nawet jeśli większość z nas stara się wykorzenić pychę duchową z naszego życia. Ale jest to również aluzja do czegoś innego, co rozwija w swoim Bożonarodzeniowym orędziu: nie możemy polegać na interpretacjach, jakie Ewangelii nadał Kościół w ciągu ostatnich dwóch tysięcy lat. Musimy je ponownie ocenić w świetle zmieniającego się świata. Tak więc, zgodnie z całkowicie odwróconą logiką Franciszka, pychą jest podporządkowanie się temu, czego Kościół zawsze nauczał, a pokorą poleganie na własnych siłach intelektualnych. Z pewnością jest to ten rodzaj elokwencji, którą posłużył się Wąż, by zwieść Ewę w ogrodzie Eden i Ojców Soborowych na SW II.
Następnie, Franciszek pochwalił SW II za nawrócenie całego Kościoła:
„W tym roku minęła sześćdziesiąta rocznica otwarcia Soboru Watykańskiego II. Czym był ten Sobór, jeśli nie wielkim momentem nawrócenia całego Kościoła? Jak zauważył Św. Jan XXIII: 'Ewangelia się nie zmienia; ale my zaczynamy ją pełniej rozumieć’. Nawrócenie, które zapoczątkował Sobór, było wysiłkiem pełniejszego zrozumienia Ewangelii i uczynienia jej istotną, żywą i skuteczną w naszych czasach.”
Franciszek przypomina nam, jak bardzo SW II był niezbędny dla wprowadzenia jego programu i programu globalistów. Twierdzi, że SW II uczynił Ewangelię bardziej „istotną, żywą i skuteczną w naszych czasach”, przez co rozumie, że Sobór dał postępowcom wsparcie, którego potrzebowali, by wdrożyć inicjatywy podważające to, czego Kościół zawsze nauczał.
Oparcie się Franciszka na Janie XXIII uwypukla sofistykę, która jest kluczem do całego ataku na katolicyzm: „Ewangelia się nie zmienia; to my zaczynamy ją pełniej rozumieć”. Franciszek już nam powiedział, że kwestionowanie tego jest „duchową pychą”, ale jego świąteczne przesłanie ciągle nie wyjaśniło, jak to poparcie dla „nawróconego katolicyzmu” pasuje do Przysięgi Antymodernistycznej Św. Piusa X:
„Szczerze utrzymuję, że Doktryna Wiary została nam przekazana od Apostołów poprzez Prawowiernych Ojców w dokładnie tym samym znaczeniu i zawsze w tej samej wymowie. Dlatego całkowicie odrzucam heretyckie przeinaczenie, że dogmaty ewoluują i zmieniają się z jednego znaczenia na inne, różne od tego, które Kościół utrzymywał wcześniej.”
Wersja Ewangelii Franciszka nie tylko różni się od tego, czego Kościół zawsze się trzymał – ale jest całkowicie sprzeczna z nauczaniem Kościoła w wielu ważnych aspektach, co każdy racjonalny i uczciwy obserwator może łatwo zauważyć. Kiedy więc mówi, że musimy pełniej zrozumieć Ewangelię, to tak naprawdę oznacza, że musimy odrzucić to, czego Kościół zawsze nauczał i przyjąć coś, co Kościół zawsze potępiał. Franciszek nalega więc, byśmy teraz wierzyli w to, czego odrzucenia wymagał od wszystkich katolickich księży i biskupów Św. Pius X.
Franciszek kontynuował swoje świąteczne przesłanie, potępiając przekonania tych katolików, którzy się z nim nie zgadzają:
„Przeciwieństwem nawrócenia jest 'bezruch’, tajemne przekonanie, że nie mamy już nic więcej do nauczenia się z Ewangelii. Jest to błąd polegający na próbie skrystalizowania orędzia Jezusa w jednej, wiecznie obowiązującej formie. Zamiast tego, jej forma musi być zdolna do ciągłych zmian, aby jej treść mogła pozostać stale taka sama. Prawdziwa herezja polega nie tylko na głoszeniu innej Ewangelii (por. Ga 1, 9), jak powiedział nam Św. Paweł, ale także na zaprzestaniu przekładania jej przesłania na dzisiejsze języki i sposoby myślenia, co właśnie uczynił Apostoł pogan. Zachować oznacza utrzymać przy życiu, a nie uwięzić orędzie Chrystusa.”
Sofistyka Franciszka jest tu tak elegancka, że faktycznie możemy się na nią nabrać. Może rzeczywiście potrzebujemy papieża, który przetłumaczy przesłanie Ewangelii na nowe sposoby myślenia? Przecież Bł. Pius IX napisał coś podobnego:
„80. Papież rzymski może, i powinien, pogodzić się z postępem, liberalizmem i nowoczesną cywilizacją.- -Allokucja 'Jamdudum cernimus’, 18 marca 1861.”
Niestety dla Franciszka, Pius IX zapisał to jako tezę potępioną w swoim Syllabusie Błędów z 1864 roku.
Ci, którzy mieli szczęście ignorować bezbożne machinacje Franciszka, być może nie rozumieją, dlaczego nalega on, na nowe interpretacje niezmiennego nauczania Kościoła. Aby lepiej zrozumieć, o co tu chodzi, wystarczy rozważyć jednoznaczne słowa Św. Pawła z Listu do Rzymian:
„Dlatego podał je Bóg w namiętności sromoty. Bo niewiasty ich odmieniły używanie przyrodzone w ono używanie, które jest przeciw przyrodzeniu. Także i mężczyzni, opuściwszy przyrodzone używanie niewiasty, zapalili się w swych pożądliwościach jeden ku drugiemu, mężczyzna z mężczyzną sromotę płodząc, a zapłatę, która była słuszna, błędu swego na sobie odnosząc.” 1 Rz 26,27
To właśnie promuje Franciszek poprzez swoje wielkie publiczne poparcie dla ks. Jamesa Martina. To właśnie widzimy w niedawnym, gorszącym oświadczeniu 50 włoskich księży – homoseksualistów. Św. Paweł poucza, że Pan Bóg potępi nie tylko grzeszników, ale i tych, którzy godzą się na ich grzechy:
„Którzy sprawiedliwość Boską poznawszy, nie wyrozumieli, iż co takowe rzeczy czynią, godni są śmierci. A nie tylko, którzy je czynią, ale też którzy czyniącym zezwalają”. 1 Rz, 32
Globaliści i Lawendowa Mafia nie mogą tolerować tych, którzy tolerują to, co napisał Św. Paweł. I dlatego musimy być „nawróceni”, abyśmy byli wystarczająco oświeceni, by zdać sobie sprawę, że słowa Św. Pawła oznaczają dziś coś dokładnie przeciwnego. Oto Świąteczne przesłanie Franciszka: każdy kto się na to nie zgadza, jest pełen duchowej pychy i herezji.
Na szczęście dla Franciszka, Synod o Synodalności zapewnia mechanizm nawracania tych, którzy mogą być nawróceni i wygnania tych upartych Tradycjonalistów, którzy nie pozwolą się nawrócić:
„Jak to miało miejsce wiele razy w historii Kościoła, tak i w naszych czasach, poczuliśmy się wezwani, jako wspólnota wierzących, do nawrócenia. Proces ten jest daleki od zakończenia. Nasza obecna refleksja nad synodalnością Kościoła jest owocem przekonania, że proces rozumienia orędzia Chrystusa nigdy się nie kończy, ale nieustannie stawia przed nami wyzwania.”
Franciszek i globaliści nie będą zadowoleni, dopóki nie zrobią tyle, ile mogą, by zniszczyć religię katolicką, a synod o synodalności jest dziś jednym z ich najsilniejszych instrumentów.
Oczywiście, jest to wszystko ogromnie przygnębiające, ale Bóg dopuszcza to dla dobra dusz, które Go kochają i chcą pełnić Jego wolę. Kiedy widzimy, jak źli i bezczelni stali się złoczyńcy, widzimy dzieło szatana. A gdy widzimy, jak szatan i ci złoczyńcy zawzięcie atakują to, czego Kościół zawsze nauczał, mamy więcej powodów do tego, by trwać przy prawdziwym katolicyzmie. Rzeź niewiniątek dokonana przez Heroda pokazała, jak ważne było Boskie Dzieciątko, podobnie ataki Franciszka na tradycyjny katolicyzm pokazują nam, jak istotna jest dziś niezmienna Wiara katolicka.
Franciszkowa, elegancka obrona tych diabelskich kłamstw, w jego bożonarodzeniowym przesłaniu, jest znakiem, że wie on, iż wierni katolicy odrzucili jego program. Powinniśmy się modlić o nawrócenie Franciszka, ale nie możemy mieć nic wspólnego z jego antykatolicką, globalistyczną niegodziwością.
Niech Bóg da nam wszystkim łaskę, abyśmy zawsze pozostawali wierni Jego Kościołowi, w sytuacji, gdy Franciszek i globaliści próbują Go zniszczyć. Bóg na końcu wygrywa, a wielkim zaszczytem jest robić wszystko, co możemy, by walczyć o Jego chwałę i zbawienie dusz. Najświętsza Maryjo Panno, Pogromicielko wszystkich herezji, Módl się za nami!
Robert Morrison
Tłum. Sławomir Soja


Mimo toczącego się konfliktu na Ukrainie i wielkiej „nienawiści” kijowskiego reżimu do Rosji tam, gdzie Kijów może zrobić interes, potrafi dojść do porozumienia z „wrogiem”. Do takiej sytuacji zaliczyć należy dalszy tranzyt rosyjskiej ropy na zachód przez terytorium Ukrainy. Zawarcie przez kijowski reżim słynący z rozpowszechniania dezinformacji pokazuje prawdziwe oblicze tej niby „wojny”, a także potwierdza, że uzyskiwanie korzyści finansowych jest ważniejsze niż życie obywateli. W obliczu takiego rozwoju sytuacji ciekawe jest, kiedy propagandysta Zełenski ponownie skieruje żądanie wprowadzenia natychmiastowych sankcji przez Zachód w zakresie importowania ropy.
Opłaty taryfowe za transport ropy przez Ukrainę wzrosną od 1 stycznia o 18,3%. Takie dane podaje na swojej stronie internetowej rosyjska państwowa spółka naftowa Transnieft Nowe taryfy na nitkach gazociągu „Przyjaźń” na Słowację i Węgry w związku z porozumieniem z ukraińskim operatorem Ukrtransnafta.
Nowa opłata wyniesie 13,6 euro za tonę, w porównaniu z poprzednią stawką 11,5 euro za tonę, wynika z informacji cytowanych we wtorek przez agencję prasową Interfax. Obecna cena obowiązuje od 1 kwietnia 2022 r.

В зоне боевых действий возвращающийся на позиции, с которых он был запущен, дрон нередко выдает противнику точное местоположение своего расчета.
При возвращении на исходные позиции дроны нередко помогают противнику вскрывать позиции своих операторов. Аэроразведка может засечь вражеский дрон и прослеживать траекторию его полета до самого места посадки.
После того, как позиция операторов коптера оказывается вскрытой, по ней незамедлительно наносится артиллерийский удар. Слаженная работа аэроразведчиков и артиллеристов дают впечатляющие показатели эффективности.
На днях наши бойцы именно после отслеживания всего маршрута полёта дрона противника нанесли артиллерийский удар по позиции оператора, нанеся огневое поражение подразделению ВСУ.
https://vk.com/video-210812857_456248189
Но нужно понимать, что это, как говорится, обоюдоострое оружие. Возвращение беспилотников может вскрывать и наши позиции, что необходимо учитывать при подготовке операторов.
[—-]
Пусти меня, отдай меня, Воронеж:
Уронишь ты меня иль проворонишь,
Ты выронишь меня или вернешь,
–Воронеж – блажь, Воронеж – ворон, нож.
=====================
Barańczak:
Niech mnie wypuści, zwróci już Woroneż
–Miasto, czy mnie uronisz, czy zabronisz,
Czy mnie poskromisz, czy poronisz w kurz?
Woroneż – stróż, Woroneż – wroni nóż
=============================
Rymkiewicz:
Wypuść mnie już, oddaj mnie im, Woroneż,
Zabronisz mnie czy zwrócisz, czy zawronisz,
Czy mnie uronisz, obrócisz w perz i kurz,
Woroneż – perz, Woroneż – wrona, nóż
———————————
Nie uwzględnili obaj jednego znaczenia:
чёрный ворон – kibitka [wożąca skazańców na Sybir; o niej mówiła Nadzieżda 30 lat później, w Moskwie]
Осип Мандельштам – Преодолев затверженность природы:
Преодолев затверженность природы,
Голуботвердый глаз проник в ее закон.
В земной коре юродствуют породы,
И как руда из груди рвется стон,
И тянется глухой недоразвиток
Как бы дорогой, согнутою в рог,
Понять пространства внутренний избыток
И лепестка и купола залог.
Январь – февраль 1934
Jerzy spory kęs drogi, bo prawie od granicy francuskiej z Rzeszą Niemiecką, podróżował w towarzystwie bystrego, młodziutkiego żaka, który studiował teologię i filozofię na paryskiej Sorbonie. Zabrał go ze sobą do bryki, powodowany litością, bo do stolicy Francji był znaczny kawał drogi, nie wszędzie bezpiecznej, więc obaj piekli niejako dwie pieczenie przy jednym ogniu.
Młodzieniec oszczędzał na czasie i butach, nie wycierając dziur w podeszwach, a pan Białecki zyskał towarzysza. Jechał co prawda ze sługą, postawnym, nielękliwym i do bójki skorym, ale co trzech mężczyzn, to nie dwóch. Choćby nawet z tego trzeciego miało w razie niebezpieczeństwa nie być nijakiego pożytku, to sama jego obecność się liczyła, mogąc działać odstraszająco na potencjalnych rabusiów.
Ponadto miał jeszcze ze studencika i tę korzyść, iż ów zabawiał go rozmową, w przeciwieństwie do mrukliwego i – co tu dużo ukrywać – tępawego sługi. A student, któremu było na imię Jean-Baptiste, na nazwisko zaś Lefevre, wskazujące, iż pochodzi z gminu, ale mający duże ambicje, wręcz go zasypywał nader zajmującymi opowieściami o splatających się ze sobą religijnych i politycznych dziejach, walkach, perypetiach, jakie przetaczały się przez ziemie Francji, nie wiedzieć czemu zwanej słodką. Słuchając bowiem Lefevre’a, pan Jerzy doszedł do wniosku, że bardziej by do niej pasowała nazwa okrutna i obrzydliwa. To, co tu się działo i czego tu się dopuszczano od stuleci, w Polsce byłoby absolutnie nie do wyobrażenia.
– Musisz, młodzieńcze wiedzieć, że jak na studenta, to wiedzę masz wręcz profesorską – pan Białecki pochwalił Lefevre’a.
– Dziękuję, panie kawalerze. I nie ukrywam, że ta opinia bardzo mnie cieszy, bo chyba każdy łasy jest na pochlebstwa – student uśmiechnął się szeroko.
– I to lubię. Tę szczerość – pan Białecki roześmiał się, słysząc owe słowa. – To lubię. Przynajmniej nie udajesz skromnisia. Powiedzże mi jeszcze, czy widać jakąś oberżę w pobliżu?
– Nie, oberży niestety nie. Pustać, aż po horyzont, chyba żeby gdzieś w bok od głównego traktu.
– To powiedz mi tymczasem, zanim jakiejś nie napotkamy, co z tą tajemnicą i skarbem heretyckich katarów, których żeście ze szczętem wyrżnęli, a o której wcześniej mi napomknąłeś?
– Stara tradycja głosi, że w noc przed poddaniem Montségur, ostatniej ich twierdzy, po stromych górskich ścianach uciekło czterech heretyków, czterech duchownych zwanych doskonałymi. Zachowały się nawet ich imiona: Hogo, Emoel, Eccard i Clame. Mieli oni uratować to, co najcenniejsze – wiarę i tradycję. Dość powszechnie sądzi się jednak, iż powód był zgoła inny, bardziej prozaiczny, że wynieśli z obleganej twierdzy jakieś nieprzebrane i tajemnicze skarby, pośród których miał się rzekomo znajdować również niezwykły i zagadkowy święty Graal1.
– Ech! Gdybyż tego Graala znaleźć… – rozmarzył się Jur Białecki.
– Nie jeden go szukał, życie temu nawet poświęcając, ale jak dotąd nikt nie tylko kielicha nie znalazł, ale nawet na jego ślad nie natrafił – odrzekł Lefevre.
– Przecie kiedyś w końcu komuś musi się to udać!
– Ba!… – na taki tylko komentarz zdobył się Jean-Baptiste, bo okrutnie z głodu zaburczało mu w brzuchu.
– Obiecałem, że cię, chłopcze, nakarmię, to słowa dotrzymam. O popatrz, akurat przed nami oberża „Pod Tłustym Węgorzem”. Zajeżdżajmy zatem.
* * *
„Pod Tłustym Węgorzem” przyjezdni uraczyli się jednak nie rybą, a porządną porcją pasztetu i pieczonym kurczęciem. Każdy zjadł swoją rację ze smakiem, bo oberżystka, choć młoda, ładna i absolutnie warta grzechu, umiała znakomicie gotować. Co należy do rzadkości, albowiem dobrymi kucharkami bywają zazwyczaj stare, tłuste i szpetne baby.
Ponieważ posiłek wzbudził pragnienie, nie pożałowali sobie i sporego dzbanka wybornego miejscowego wina, które, być może, ustępowało w dobroci i szlachetności trunkom, jakie znajdowały się w królewskich piwnicach, a stamtąd wędrowały na królewskie stoły, to jednak spragnionym wędrowcom smakowało nadzwyczajnie. Smakiem przypominało bowiem nieco zacny węgierski maślacz, choć takiej jak on dobroci jednak nie miało.
Ponieważ posiłek skończyli akurat wtedy, gdy słońce stanęło w zenicie, postanowili wytchnąć nieco i zlegli w cieniu starego platana, który swoją potężną, rozrośniętą koroną ocieniał więcej niż połowę podwórza. Trawa była miękka, gęsto okraszona białymi główkami stokrotek, a gdzieniegdzie i sterczącymi na sztywnych łodyżkach krzaczkami kwitnących na żółto jaskrów…
* * *
Kiedy ocknęli się po drzemce, student, do tej pory rozmowny, teraz zamilkł. Pan Jerzy natomiast posmutniał.
Wsiedli do bryki, a woźnica, szarpiąc lejcami i pokrzykując „wio!”, skierował konie ku gościńcowi. Wedle słów powabnej oberżystki – do granic Paryża nie było już daleko. Przed zmierzchem, nawet nie spiesząc się zbytnio, powinni osiągnąć cel podróży.
Białecki, zbliżając się ku rogatkom stolicy Francji, rozmyślał nad czasami, w jakich przypadło mu żyć. Niespokojnie było na świecie, niespokojniej niż kiedykolwiek dotąd. A co najgorsze diabeł się rozzuchwalił na dobre i coraz bardziej i coraz jawniej sobie poczynał. Ot, choćby to, co się wyrabiało na dworze nieboszczyka króla jegomości, Zygmunta Augusta, a potem też i nieboszczyka króla Stefana, który nie dość, że tolerował działania adeptów nauk tajemnych, to przyszedł czas, że mu ich – najznamienitszych w tamtoczesnej Europie, mianowicie Anglików Johna Dee i Edwarda Kelly’ego2 – sprowadził do monarszych komnat naturalny ojciec jego Kasi, wojewoda i senator, Olbracht Łaski. Ale nic dobrego z tego nie wynikło, poza podejrzeniami, że króla Batorego, który dla wielu osób był mocno niewygodny, otruto… Niby nikt niczego nie udowodnił, ale…
Na Zachodzie zaś było jeszcze gorzej. A już w szczególności w Italii i Francji. Tutaj nie zabawiano się wyłącznie obliczaniem biegu gwiazd i zastanawianiem się nad ich wpływem na losy świata i poszczególnych osób, nie tylko zabawiano się wywoływaniem duchów, nie tylko dopuszczano się wyuzdanych orgii, ale sprawowano też wyjątkowo obrzydliwe krwawe obrzędy – bluźniące Bogu – ku czci Szatana.
Francja, ta najstarsza córa Kościoła, jak ją nazywali papieże, coraz bardziej stawała się pierwszą córą Diabła.
Jur uświadomił sobie jednak, że jest niekonsekwentny wobec samego siebie, że z jednej strony całą tę okultystyczną, hermetyczną, czarnomagiczną obsesyjną namiętność, która przerastała Europę niczym grzybnia trujących muchomorów leśną ściółkę, uważał za coś bezdyskusyjnie złego, ale jednocześnie aż drżał z podniecenia, iżby te nauki zgłębić, a obrzędy poznać, doznając nieomal orgazmicznej rozkoszy na samą myśl o tym. Wmawiał sobie co prawda, iż tylko po to, by wiedzieć, jakie zło światu zagraża, żeby przeniknąć zamiary i strategię i cele przeciwnika, dobrze jednak przecież wiedział, iż się tak tylko oszukuje i szuka usprawiedliwienia swoich, ku śmiertelnemu grzechowi wiodących, poczynań. A przez to wszystko wewnętrznie był rozdarty…
Gdy słońce zaszło i tylko kilka krwawych jego promieni wyglądało zza horyzontu, pan Jerzy jakby się ocknął. Chłód przeniknął mu ciało, wzdrygnął się i skulił w sobie. Jednak to wszystko, co teraz – nudząc się w podróży – uzmysłowił sobie, nijak się miało do czystego kultu, jaki oddawano Diabłu.
I tutaj prym też wiodła Francja.
Chociaż po uroczyskach i leśnych ostępach całej Europy odbywały się jakieś obrzędy skryte, ku czci ciemnych mocy, to pierwszy naprawdę głośny proces o oddawanie czci Szatanowi odbył się na tej właśnie, na francuskiej ziemi, a został wytoczony panu Gillesowi de Rais marszałkowi Francji, sodomicie, gwałcicielowi dzieci i ich okrutnemu mordercy, ale także towarzyszowi broni Joanny d’Arc, który poświęcił się całkiem komu innemu, niż Dziewica Orleańska…
O tym, co działo się na dworze ostatnich Walezjuszy, już nie szeptano, a mówiono nieomal w głos. Za Henryka IV, łże katolika (bo tak naprawdę to w sercu hugenota, a może i nie, może wręcz poganina?) okultyzm wręcz kwitł. I to pod wszelkimi postaciami. Prym wiodła oczywiście astrologia, ale ona działała jawnie. Nawet Kościół ją tolerował, a po cichu popierał i korzystał z jej usług.
Działy się jednak obrzydliwsze rzeczy, sprawy i sprawki… Jak choćby La messe de saint Sécaire, czyli msza św. Sekariusza, będąca rodzajem zabiegu magicznego sprawowanego po to, aby na czyjegoś wroga sprowadzić śmierć, ale nie raptowną, nagłą, lecz powolną rozciągniętą w czasie i sprawiającą jak najwięcej cierpień. Była to parodia mszy katolickiej, którą musiał odprawić nie byle kto, ale ważnie wyświęcony ksiądz. Asystować zaś przy tym obrzędzie powinna mu jego kochanka.
Jerzy przypomniał sobie, co na temat owej bluźnierczej mszy wyczytał w papierach pozostałych po Illuminatusie.
Mszę taką rozpoczynano o jedenastej przed północą i równo o północy musiano ją zakończyć. Celebrowano ją zaś od końca. Ofiarowywano i konsekrowano nie białą, ale czarną hostię, a zamiast wina używano wody ze studni, w której wpierw rytualnie utopiono noworodka albo płód wydarty z brzucha matki.
Msza taka była rozpowszechniona przede wszystkim na terenie Gaskonii, za której granicą, tuż, na prawym brzegu Garonny, leżała Tuluza – katarskie gniazdo przez wieki. Przypadek? Być może… Pan Jerzy nie był tego taki pewny.
Chociaż zapewne odprawiano ten rytuał również i w innych regionach Francji, a może i poza jej granicami… Podobno jego skuteczność była blisko stuprocentowa. Msza, na czyją intencję została odprawiona, powoli słabł, sechł, aż w końcu duch z niego uchodził i gasł. Lekarze wówczas byli bezradni. Żadnemu z nich nigdy nie udało się przywrócić do zdrowia kogoś dotkniętego przekleństwem mszy św. Sekariusza…
Bluźnierstwa przeciw Bogu i te straszne, budzące grozę i przerażenie poczynania, jakich dopuszczali się Francuzi, nie pozostawały bez odpłaty ze strony Boga.
A właściwie to może nie tak, może Bóg, nie krępując wolnej woli tych, którzy mu wygrażali pięściami, pozwolił, iżby Szatan wzmógł na tej ziemi swoją nadzwyczajną aktywność. I wzmógł. Rzeczywiście wzmógł.
To we Francji właśnie, a nie gdzie indziej, wybuchła nieomal epidemia opętań, z których najgłośniejszym podówczas przypadkiem chyba, bo niezbyt oddalonym w czasie, było opętanie w Aix-en-Provence z roku Pańskiego 1611, o którym było głośno w całej Europie, a którego rozpoczęcie, przebieg i tragiczne zakończenie było doskonale znane panu Jerzemu. Nie wiedział on tylko jednego, i chyba miał się już tego nie dowiedzieć, iż poznał był kiedyś, w mrocznej, diabolicznej Jaskini Salamanki, głównego aktora dramatu, ojca Gaufridiego…
Kiedy Henryka IV, roku Pańskiego 1610, zadźgał nożem fanatyczny François Ravaillac, a władzę po nim formalnie objął Ludwik XIII, a faktycznie – jako regentka – rządziła Francją Maria Medycejska, znajdująca się pod przemożnym wpływem kardynała Armanda-Jeana du Plessis de Richelieu3, mogło się zdawać, że nastały złe czasy dla astrologów i magów. Myliłby się jednak, kto by tak myślał. Teraz dopiero nastąpił bujny rozkwit czarnoksięstwa! Z jednej strony królowa była bigotką, otaczającą się katolickim klerem, z drugiej jej najbardziej zaufanymi były osoby parające się naukami tajemnymi… Z jednej strony dla przykładu srodze karano bluźnierców i czcicieli Złego, jak na przykład pewnego katolickiego księdza, którego, roku Pańskiego 1615, za takie właśnie przewiny, za udział w sabatach i mszach św. Sekariusza, spalono na stosie, z drugiej – innych, jemu podobnych, suto wynagradzano, darząc ich najwyższym zaufaniem i obdarowując najwyższymi godnościami. Aż do tego, 1617, roku…
Pan Jerzy się otrząsnął, a chcąc się pozbyć nieprzyjemnych, własnych złych myśli zagadnął do towarzysza podróży:
– Nad czym dumasz, młodzieńcze, że tak milczysz i tylko wzdychasz?
– A, o wielu rzeczach rozmyślam… Na przykład, z jak bardzo odległych stron przybywasz, panie kawalerze…
– E… to raczej nie jest powód do wzdychania.
– Rzeczywiście. Ma pan rację, dostojny panie…
– Zatem?
– Cóż, jakoś z Boską i pańską pomocą szczęśliwie dotarłem do Paryża, ale gdzie tu głowę skłonię, to już nie wiem. Pewnie na razie pod którymś z mostów, bo na opłacenie noclegu teraz akurat mnie nie stać…
– Hm… – mruknął pan Białecki. Przez ów czas, póki nie sprzedam domu, którego jestem właścicielem, mogę ci – za dobre słowo – zapewnić dach nad głową, ale to – jak sądzę co najwyżej na tydzień-dwa…
– Ha! Dobre i to. Za ten czas się rozejrzę i może znajdę jakąś sublokatorską kwaterę za drobną monetę.
– Mamy jednak mały problem, nie wiem, jak do owego domu trafić.
– A gdzież się on znajduje?
– Przy rue de la Tannerie.
– A numer znacie, panie?
– Znam.
Żak uradowany plasnął w dłonie!
– Wiem, gdzie to jest! To na przedmieściu. A stąd już całkiem niedaleko.
– Zatem prowadź – Białecki odetchnął z nieskrywaną ulgą.
Student żwawo przesiadł się na kozioł i usadowił obok woźnicy, któremu jął tłumaczyć, którędy ma jechać, iżby było najbliżej… Zmrok bowiem gęstniał coraz mocniej…
Książkę w wersji papierowej można kupić tu:
Wydawnictwo Armoryka
wydawnictwo.armoryka@armoryka.pl
ul. Krucza 16
27-600 Sandomierza
e-book tu:
audiobook tu:
1Tajemniczy przedmiot czy naczynie – kielich. Na ogół uważane za ten kielich, z którego Pan Jezus pił podczas Ostatniej wieczerzy i do którego później zebrano krew wypływającą z Jego przebitego boku.
2John Dee (1527-1608) i Edward Kelly (1555-1597) – angielscy okultyści, kabaliści alchemiści i astrologowie.
3Kardynał, diuk, francuski polityk i wybitny mąż stanu – żył w latach 1585-1642.
Jak działają „demokracje”: Trzymać ludzi w ciemnocie i karmić ich gównem.
https://thesaker.is/the-mushroom-principle/
Zasada Grzyba (część 1) czyli jak działają anglo-euro-syjonistyczne „demokracje”: Trzymać ludzi w ciemnocie i karmić ich gównem.
Po tym, jak opadł kurz bitewny po amerykańskiej inwazji na Irak w 2003 roku, Stany Zjednoczone zostały ostatecznie zmuszone do przyznania, że po przeszukaniu Iraku wszerz i wzdłuż, nigdzie w Iraku nie znaleziono broni masowego rażenia. Byłem zaskoczony tym przyznaniem się, ponieważ spodziewałem się, że ich machina propagandowa będzie uparcie powtarzać kłamstwa, rozpowszechniać liczne zdjęcia tajnych magazynów i twierdzić, że są one pełne broni masowego rażenia (ale w rzeczywistości były puste). Jednak w końcu nadchodzi czas, kiedy trzeba porzucić kłamstwa, zwłaszcza gdy nikt z amerykańskiego personelu naziemnego w Iraku, nigdy, przenigdy nie mógł potwierdzić jakichkolwiek śladów broni masowego rażenia.
Okazało się więc, że analizy ekspertów ekspertów takich jak Hans Blix, Scott Ritter (inspektorzy ONZ ds. broni masowego rażenia) i Andrew Wilkie (australijski oficer wywiadu wojskowego), mówiące o tym, że w Iraku nie było wtedy żadnej broni masowego rażenia, zostały w 100% potwierdzone. Głębokie Państwo USA 1 (i jego satrapie) nie szczędziły wysiłków, aby zdyskredytować, ukarać, a nawet zabić tych, którzy odważyli się zaprzeczyć amerykańskim wymysłom o „broni masowego rażenia w Iraku”. Andrew Wilkie został zmuszony do odejścia z pracy. Bez końca nękano i zastraszano Hansa Blixa, co skłoniło go do nazwania tych anglojęzycznych kłamców, „skurwysynami”, którzy wykorzystali „oszustwo” do przeprowadzenia „polowania na czarownice”. Dobre imię Scotta Rittera zostało oszkalowane, został osądzony i skazany za inne sprawy, co było oczywistą prowokacją 2 i ostrzeżeniem dla zagorzałych przeciwników Głębokiego Państwa. Ich macki są wszechobecne i mogą z łatwością umieścić pornografię dziecięcą na waszym komputerze jako pretekst do wsadzenia was do więzienia.( warto o tym pamiętać, gdyby to przydarzyło się kolporterom tego tekstu – dop. tłumacza)
W Wielkiej Brytanii jeszcze bardziej tragiczna była historia dr Davida Kelly’ego, naukowca i eksperta ds. broni masowego rażenia, który zaprzeczył twierdzeniu Tony’ego Blaira, że Saddam może zastosować broń masowego rażenia w ciągu 45 minut. Kelly, który nie miał wcześniej problemów psychicznych, został znaleziony martwy w lesie, z rozciętym nadgarstkiem. Na miejscu znaleziono bardzo mało krwi, co wskazuje, że nadgarstek został rozcięty w innym miejscu, a ciało następnie przeniesione. Oszust Blair, wyznaczył ” starego dobrego kumpla Huttona” do kierowania „śledztwem”, które posłusznie potwierdziło, że śmierć Kelly’ego była samobójstwem, tym samym oczyszczając od wszelkich zarzutów jego koleżkę Blaira i władze brytyjskie.
W USA, psychopata stojący na czele rządu (kulawy Cheney, nie bezkręgowiec Bush) zaciekle zwalczał nawet lojalnych republikanów i pracowników CIA, którzy nie trzymali się jego linii. Mam na myśli oczywiście Joe Wilsona, który udowodnił, że Saddam Husajn nigdy nie posiadał uranu, uzyskanego w Nigrze, o czym lojalnie poinformował Cheneya. Cheney jednak uparł się, by rozpowszechniać to kłamstwo wśród opinii publicznej, co Wilson następnie otwarcie zakwestionował. W odwecie, Scooter Libby, piesek na posyłki Cheneya, publicznie ujawnił, że Valerie Plame (żona Wilsona) jest agentką CIA, co było nielegalne według prawa amerykańskiego i zniszczyło jej karierę oraz mogło zagrozić jej życiu. Co się potem stało? Scooter został uznany za winnego i skazany w sądzie, ale później otrzymał prezydenckie ułaskawienie.
Smród korupcji i przebiegłej dwulicowości oraz poziom hipokryzji, którą zarażone jest bagno Waszyngtonu, stały się jeszcze bardziej dokuczliwe w ciągu ostatnich dwóch dekad 4.
Należy uparcie przypominać o opisanych powyżej faktach, ponieważ mają one dziś ogromne znaczenie. Interesom Głębokiego Państwa USA, służy narzucenie globalnej opinii publicznej całkowitej amnezji w odniesieniu do zbrodni wojennych, które popełnili w Iraku (a także w Afganistanie, Wietnamie, Korei, ledwo wspominając o ponad 50 nikczemnych „interwencjach” w innych krajach, od Iranu w 1953 r., Gwatemali w 1954 r. i jednej z najbardziej skandalicznych – Chile w 1973 r.). Tylko dzięki narzuceniu takiej amnezji historycznej, Deep State może dziś wskazywać swoim zakłamanym palcem na Rosję i oskarżać ją o „nielegalną, niesprowokowaną inwazję na Ukrainę”.
Czy coś się dziś zmieniło? Mechanizmy „kontroli narracji” uległy gwałtownemu zaostrzeniu. Jeszcze w 2003 r. można było przeczytać sporadyczne artykuły w „szanowanej” prasie, takiej jak BBC, NY Times, Washington Post czy The Guardian, które kwestionowały oficjalną narrację, a zwłaszcza sfabrykowane uzasadnienia przedstawiane przez Głębokie Państwo dla usprawiedliwienia inwazji na Irak. Od tego czasu trwa systematyczna czystka wszystkich uczciwych dziennikarzy śledczych, którzy ośmielili się zakwestionować narrację Głębokiego Państwa. Najbardziej znanym był Chris Hedges, nagrodzony Pulitzerem szef Biura Bliskiego Wschodu w NY Times, który został wyrzucony z pracy za swój uzasadniony sprzeciw wobec inwazji USA na Irak. Innym znanym dziennikarzem, usuniętym w trybie pilnym z The Guardian (pomimo przyczynienia się do zdobycia przez nich nagrody Pulitzera w 2014 roku), był Glenn Greenwald. Głosy rozsądku, takie jak Noama Chomsky’ego, od dawna są spychane na margines i wyciszane.
Legendarnemu Johnowi Pilgerowi, byłej gwieździe brytyjskiego dziennikarstwa, zablokowano dostęp do jakiejkolwiek platformy głównego nurtu, gdzie mógłby zarobić na utrzymanie. Jest jednym z wielu, zbyt wielu, by ich tutaj wymienić. Obecnie, Deep State powoli morduje największego dziennikarza naszych czasów, Juliana Assange’a, stosując fałszywe zarzuty, które zostały sfingowane przez reżim Trumpa. Jaka jest największa zbrodnia Assange’a? To zdemaskowanie zbrodni wojennych USA.
Amerykański establishment może teraz skutecznie blokować lub tłumić każdy publiczny sprzeciw wobec ich polityki wojennej, jednocześnie instruując głupi motłoch, przeciwko komu muszą kierować swoje obowiązkowe, codzienne dwie minuty nienawiści. Zachodnia machina medialna naprawdę stała się taka, jak ją opisał Orwell. Nauczyła się tego, krok po kroku. Od czasów katastrofy w Wietnamie, poprzez Afganistan i Irak, osiągając teraz całkowitą kontrolę nad mediami głównego nurtu. Dlatego też, kiedy Rosja została sprowokowana przez USA do inwazji na Ukrainę w lutym tego roku, kanalie z mediów głównego nurtu, opisały to jako, „niesprowokowaną inwazję”, całkowicie ignorując ludobójstwo, którego ukro-nazistowscy pełnomocnicy USA dokonywali na rusofilskich cywilach w Donbasie przez poprzednie 8 lat. Zbrodniarka wojenna, Condoleezza Rice, potępiła Rosję za ich „zbrodniczą inwazję” nie dostrzegając w swoich słowach śladu ironii, a „relacjonujący” jej słowa, „dziennikarze”, nie zwrócili jej na to uwagi.
To samo dotyczy śniętego Joe Bidena, który poparł nielegalną inwazję USA na Irak w 2003 roku. Dwadzieścia lat temu Francja i Niemcy miały dość rozumu i kręgosłupa moralnego, by nie zgodzić się z inwazją USA. W tym roku, w roku 2022, Francja i Niemcy bezmyślnie i już bez tego kręgosłupa, pogrążają się w upadku gospodarczym i społecznym z powodu utraty nosników energii, spowodowanej ich własnymi sankcjami nałożonymi na Rosję na polecenie USA. Pomimo licznych protestów ulicznych w wielu krajach europejskich, dotyczących niebotycznych cen energii i niekontrolowanej inflacji, głupi motłoch pozostaje zamknięty w swoim rusofobicznym sposobie myślenia i wydaje się, że tylko nieliczni mają pojęcie o faktycznej przyczynie wszystkich ich trudności. Cóż, oto wskazówka: USA! USA! USA! Taka sama jest odpowiedź na pytanie, kto wysadził rurociągi Nordstream (to, czy brytyjski pudel rzeczywiście nacisnął przycisk, nie ma znaczenia – ponad wszelką wątpliwość istnieją przytłaczające dowody na to, że to USA były sprawcą).
Część 2 „Zasady Grzyba” zajmie się niektórymi grzechami zaniechania (utrzymywanie ludzi w niewiedzy) oraz grzechom popełnianym bardzo aktywnie (karmienie ludzi gównem) przez obecne anglo-euro-syjonistyczne media głównego nurtu, jak również zbada ich prawdziwą funkcję (w przeciwieństwie do deklarowanej, rzekomej funkcji)
Przypisy
1. Przez Deep State lub Establishment rozumiem słynny termin MICIMATT ukuty przez Raya McGoverna. Dotyczy to zarówno amerykańskiego MIC(kompleks wojskowo- przemysłowy)) i CIA, jak i brytyjskiego DOD(ministerstwo obrony) i MI5&6 czy izraelskiego IDF(siły zbrojne) i Mossadu, wraz z powiązanymi z nimi korporacjami, strukturami bankowymi/finansowymi, mediami, środowiskami akademickimi i think tankami.
2. Ani wy, ani ja nie możemy mieć pewności, czy Ritter był winny, czy nie, zarzucanych mu czynów. To było słowo Deep State przeciwko słowu Rittera w sytuacji, która z daleka cuchnęła pułapką. Proszę jednak kierować się zdrowym rozsądkiem. Czy przyjmują Państwo do wiadomości słowo udowodnionego kłamcy (Deep State), czy słowo człowieka prawdomównego (Ritter)? Jeśli wierzycie sprawdzonemu kłamcy, jesteście głupcami. W każdym razie, nasze opinie na temat osobistych skłonności Rittera mają ZEROWE znaczenie w odniesieniu do jego udokumentowanej wiedzy na temat wywiadu wojskowego.
3. Każdy kretyn, który wierzy, że David Kelly popełnił samobójstwo, musi też uwierzyć, że Gary Webb, który zdemaskował udział CIA w przemycie narkotyków z Ameryki Łacińskiej, popełnił samobójstwo strzelając sobie dwa razy w głowę (co było oficjalnym werdyktem w raporcie napisanym przez, zgadliście, CIA!). Tacy ludzie muszą też uwierzyć komisji Warrena, że JFK został zabity przez pojedynczego zamachowca od tyłu, mimo że strzał ewidentnie padł z przodu (film Zaprudera + wielu świadków + niepodważalne dowody, że rana wylotowa była z tyłu głowy JFK). Również inny magiczny pocisk był rzekomo w stanie wykonać gwałtowne zakręty przez tkanki i kości, powodując wiele obrażeń u innych osób, przy czym ten sam pocisk okazał się być nieuszkodzony i w idealnym stanie, gdy „znaleziono” go na noszach szpitalnych.
4. Oto pocieszające wielkie złudzenie dla skretyniałego motłochu: Ukraina wygrywa wojnę i wkrótce zrekonstruuje Donbas i Krym. Firma Burisma (której udziałowcem jest syn J. Bidena) odbuduje Ukrainę dzięki genialnej wiedzy naukowej i inżynieryjnej Huntera „Belzebuba” Bidena, zasilana amerykańskim LNG i finansowana przez FTX. Przyszłość jest tak jasna, że trzeba założyć okulary! Let’s go Brandon! („Let’s Go Brandon” to hasło polityczne i mem internetowy używane jako zamiennik frazy „Pierdol się Biden” stosowane w odniesieniu do Joe Bidena, 46. i obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych.- co ciekawe fraza Let’s Go Brandon wyjaśniona jest w anglojęzycznej, niemieckojęzycznej, francuskojęzycznej…nawet ukraińskiej Wikipedii, ale nie znajdziemy tam polskiej wersji- dop. tłumacza-
https://en.wikipedia.org/wiki/Let%27s_Go_Brandon
Eric Arthur Blair (autor używa prawdziwego nazwiska Georga Orwella jako własnego pseudonimu)
tłum. Sławomir Soja
===========================
Fans were chanting „Fuck Joe Biden” and this became audible to viewers. On the live broadcast, while wearing a headset, reporter Stavast stated, „You can hear the chants from the crowd, 'Let’s go, Brandon!'”

Rekordową kwotę ponad 90 tys. zł zebrał sztab WOŚP Jawor podczas 29. finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
„Daliśmy radę 29. Finał zakończyć z wielkim sukcesem. Na konta Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy dzięki sztabowi WOŚP Jawor wpłynęło 91 276,68 zł. To wszystko dzięki Wam, dzięki Waszym ogromnym serduchom” – powiedział we wtorek szef jaworskiego sztabu WOŚP Michał Czarnecki.

Rekordową kwotę ponad 90 tys. zł zebrał sztab WOŚP Jawor podczas 29. finału Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy.
„Daliśmy radę 29. Finał zakończyć z wielkim sukcesem. Na konta Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy dzięki sztabowi WOŚP Jawor wpłynęło 91 276,68 zł. To wszystko dzięki Wam, dzięki Waszym ogromnym serduchom” – powiedział we wtorek szef jaworskiego sztabu WOŚP Michał Czarnecki.
Finał WOŚP w 2021 r. organizowany był pod hasłem „Finał z głową”. Pieniądze mają zostać przekazane na rzecz oddziałów dziecięcej laryngologii, otolaryngologii i diagnostyki głowy.
Opublikowane przez Zbigniew Martyka


Jak Państwo wiecie, Okręgowy Sąd Lekarski w Krakowie nieprawomocnie zawiesił mi prawo wykonywania zawodu na rok. To, co wydarzyło się podczas rozprawy, było niewyobrażalnym wręcz naruszeniem prawa. Mogę się domyślać, iż chęć ukrycia szczegółów tego wydarzenia była powodem utajnienia sprawy.
Niestety, jestem jeszcze zobligowany do nieujawniania szczegółów. Pracujemy jednak nieustannie nad znalezieniem sposobu, aby upublicznić całość. Wydarzenia były tak bulwersujące i tak sprzeczne z obowiązującymi zasadami i przepisami, że opinia publiczna musi się o tym dowiedzieć.
Tymczasem dla odprężenia proponuję lekturę krótkiego opowiadania. Oczywiście jakakolwiek zbieżność z aktualnymi wydarzeniami jest całkowicie przypadkowa.
Franciszek Mastalerz był taksówkarzem. Kochał swój zawód. Lubił jeździć samochodem. Dobrze się czuł wożąc pasażerów. Był komunikatywny, w czasie jazdy zabawiał ludzi rozmową, prowadził dyskusje. Jego życzliwość i uprzejmość powodowała, że pasażerowie lubili z nim jeździć. W małym miasteczku, w którym żył, większość go znała i chętnie wybierali jego taksówkę, gdy chcieli gdzieś jechać.
Od pewnego czasu zaczęła się ogólnopaństwowa narracja deprecjonująca używanie samochodów. Nakłaniano ludzi, by korzystali z komunikacji miejskiej jeżdżąc tramwajami, autobusami, pociągami i by jak najmniej korzystali z samochodów osobowych. To jakby proponowanie cofnięcia się o całe lata wstecz. Ludzie słuchali ze zdziwieniem, zastanawiali się o co w tym wszystkim chodzi?
Pan Franciszek zaczął się też dziwić. Nie krył swojego niezadowolenia. Mówił wszem i wobec, że nie można ludzi tak ograniczać i narzucać im innego stylu życia. Ci, którzy go znali i słuchali jego opinii, w większości się z nim zgadzali.
No nie wszyscy. Byli tacy, którzy uważali, że ludzie nie tylko nie powinni mieć swoich własnych samochodów, ale po co im także domy. Może lepsze byłyby jakieś baraki lub bloki z małymi mieszkaniami, zużywającymi mniej energii na oświetlenie, ogrzewanie.
Większość się takimi bzdurnymi wizjami nie przejmowała, bo nie sądziła, że ktoś będzie na tyle bezrozumny, iż zacznie to wprowadzać w życie. Wyglądało to na jakąś idiotyczną teorię spiskową.
Ale sprawa samochodów – to ludzi niepokoiło.
Pan Franciszek niejednokrotnie wypowiadał się także publicznie, że to jakaś niedorzeczność i takie plany są pozbawione sensu.
Jego wypowiedzi coraz bardziej nie podobały się władzom, które miały swój plan. Jakim prawem pan Franciszek wzbudza w ludziach niepokój i opór przeciwko ograniczeniem, które władza chce wprowadzić.
Ale Franciszek mówił dalej:
-To absurd. Nie możemy się cofać w rozwoju cywilizacyjnym. Każdy jest wolny i ma prawo jeździć czym chce.
Miarka się przebrała. Wprawdzie pan Franciszek nie mówił nic nielogicznego, ale jednak nie popierał ogólnego, narzucanego trendu.
Oskarżono go. O co? O to, że zamiast jeździć autobusem lub tramwajem, jechał swoim samochodem i w dniu 15 grudnia na przejściu potrącił kobietę.
Pan Franciszek najpierw był zdumiony. To jakieś nieporozumienie. Od 1 do 21 grudnia był na leczeniu sanatoryjnym, codziennie brał zabiegi, ma całą dokumentację. A sanatorium było w drugim końcu Polski. Nie mógł więc spowodować żadnego wypadku w miejscu, w którym go nie było. Napisał obszerne wyjaśnienie do sądu. Nic to nie zmieniło. Sąd wyznaczył datę rozprawy.
Okazało się, że świadkiem, jak pan Franciszek potrącił kobietę był Andrzej Kapuściński. Pan Franciszek znał Kapuścińskiego. Kapuściński miał dużą wadę wzroku i nawet swoich znajomych na ulicy często nie rozpoznawał.
Więc pan Franciszek uspokoił się. Świadek nie mógł być potraktowany jako wiarygodny a on sam miał żelazne alibi, nie do podważenia. Spokojnie poszedł na rozprawę. Przedstawił swoje argumenty, przedłożył całą dokumentację sądowi. Ku jego zdziwieniu, sąd nie przyjął do wiadomości jego tłumaczenia. Jego alibi potwierdzone oficjalną dokumentacją zupełnie sądu nie interesowało. Franciszek tłumaczył, że przecież skoro go posądzają o spowodowanie wypadku to nie mogą nie wziąć pod uwagę dowodów, świadczących o tym, że on był w tym czasie na drugim końcu Polski.
Przecież to jest KORONNY dowód.
Sąd był innego zdania.
Więc pan Franciszek uchwycił się jeszcze jednej szansy obrony.
Wskazał, że świadek oskarżający go ma dużą wadę wzroku. Skupił się na tym argumencie. Trudno było sądowi obalić ten zarzut, więc sędzia w końcu powiedział: No dobrze, może i jest niewiarygodny ten świadek, ale w sumie jego zeznania nie są nam potrzebne. Obejdziemy się bez nich. Najważniejszą pana winą jest to, że preferuje pan wbrew oficjalnym sugestiom – jazdę samochodem osobowym. Gdyby pan nie jeździł samochodem tylko tramwajem lub autobusem, to nie byłoby sprawy. A tak, jest pan winny.
Pan Franciszek zaniemówił. Zrozumiał, że na przekór wszelkiej logice i wbrew elementarnej sprawiedliwości chcą go ukarać. Było to sprzeczne z prawem, bo w akcie oskarżenia był zarzut spowodowania wypadku a tymczasem sędzia oznajmił, że główna winą jest to, że pan Franciszek preferuje jazdę samochodem.
No to pewnie dostanę sporą grzywnę – pomyślał.
Zdumiony i zaskoczony oczekiwał na ogłoszeni wyroku i wielkość zasądzonej grzywny.
Sąd orzekł – WINNY.
Kara: KONFISKATA SAMOCHODU (który był warsztatem pracy pana Franciszka).
Oficjalna polityka służby krwiodawstwa brzmi: „każdy, kto otrzymał szczepionkę, może oddać krew natychmiast, nie ma czasu oczekiwania [karencji], możesz dosłownie wyjść z kliniki, w której otrzymałeś szczepionkę, a pięć minut później możesz być w punkcie krwiodawstwa i oddać krew.”
−∗−
Tłumaczenie artykułu z serwisu RAIR Foundation USA na temat coraz większego zapotrzebowania na krew od osób niezaszczepionych preparatami mRNA. /AlterCabrio – ekspedyt.org/
____________***____________
„Z racji tego, że ogólne zaopatrzenie w krew jest teraz skażone tą „w pełni zaszczepioną”, obciążoną białkiem kolczastym krwią chemiczną, zapotrzebowanie na czystą krew gwałtownie rośnie”.
Kanadyjski profesor immunologii wirusowej, dr Byram Bridle, nie chce krwi ze szczepionek, powiedział w rozmowie z nowozelandzkim Voice for Freedom. Badania pokazują, że nanocząsteczki lipidowe, które zawierają mRNA, trafiają do krwi, mówi Bridle.
Lekarz zwrócił uwagę, że ludzie mogą oddawać krew do Canadian Blood Services natychmiast po szczepieniu. Dzieje się tak, chociaż nanocząsteczki lipidowe pozostają obecne we krwi przez dłuższy czas.
Oficjalna polityka służby krwiodawstwa brzmi: „każdy, kto otrzymał szczepionkę, może oddać krew natychmiast, nie ma czasu oczekiwania [karencji], możesz dosłownie wyjść z kliniki, w której otrzymałeś szczepionkę, a pięć minut później możesz być w punkcie krwiodawstwa i oddać krew.”
Niezaszczepiona i zaszczepiona krew powinny być oznakowane
Według Bridle’a należy dokonać rozróżnienia między krwią osób zaszczepionych i niezaszczepionych. „Powinni to oznaczać. Jeśli potrzebuję transfuzji krwi, chcę mieć pewność, że nie otrzymam krwi od kogoś, kto nie przyjął tych produktów”.
„To jest bardzo łatwe do zbadania” – podkreślił. „Możemy bardzo łatwo określić, jaka ilość i jak długo krąży w układzie”. Powiedział, że mRNA raczej nie powinno pozostawać we krwi przez długi czas, ale nanocząsteczki lipidowe mogą utrzymywać się dłużej.
Przyleganie do białka kolczastego
Profesor dodał, że białko kolczaste zostało znalezione w komórkach odpornościowych zaprojektowanych do pochłaniania białka i używania go do aktywacji innych części układu odpornościowego. Prace wykazały, że niektóre z tych komórek, zwane makrofagami, przylegają do białka kolczastego przez okres do trzech miesięcy po szczepieniu.
Obejrzyj pełny wywiad z udziałem dr Byrama Bridle’a:
Państwo wymusza „skażoną zaszczepioną” krew dla dziecka
Niedawno w Nowej Zelandii doszło do przerażającej sytuacji z udziałem czteromiesięcznego dziecka, które musi przejść ratującą życie operację serca. Rodzice tego dziecka, Sam i Cole, poprosili szpital, aby nie używał zaszczepionej krwi w trakcie operacji ich dziecka Willa. Chłopiec ma zwężenie zastawki płucnej i wymaga natychmiastowej operacji. Zamiast spełnić ich prośbę, państwo pozbawiło ich praw rodzicielskich i przejęło kontrolę nad dzieckiem.
„Nie chcemy krwi skażonej szczepieniami” — wyjaśnił tata. „Tylko o to chodzi – nie sprzeciwiamy się pozostałym rzeczom, które ci lekarze chcą zrobić”.
Ponad 20 niezaszczepionych osób było gotowych oddać krew na operację ich syna, ale państwowa służba krwiodawstwa Nowej Zelandii (NZBS) odmówiła zgody i wymusiła podanie dziecku zaszczepionej krwi.

„Czysta krew” to rosnący ruch
Rośnie ruch na rzecz niezaszczepionych banków krwi, aby ludzie mogli mieć czyste transfuzje. Natural News donosi, że szwajcarski naturopata George Della Pietra uruchomił nową usługę „SafeBlood Donation”, aby dostarczać czystą, niezaszczepioną krew pacjentom potrzebującym transfuzji.
Z racji tego, że ogólne zaopatrzenie w krew jest teraz skażone tą „w pełni zaszczepioną”, obciążoną białkiem kolczastym krwią chemiczną, zapotrzebowanie na czystą krew gwałtownie wzrasta. Pietra uznał to za doskonałą okazję do dostarczenia czystej krwi, która jest teraz bardziej pożądana niż kiedykolwiek.
Nazywając kampanię masowych szczepień przeciw Covid „zbrodnią stulecia”, Pietra uważa, że zastrzyki zawierające informacyjne RNA (messenger RNA) „zanieczyszczają” krew i niszczą układ odpornościowy.
Załóżmy, że osoba niezaszczepiona przyjmuje transfuzję krwi zawierającą mRNA, białko kolczaste i cokolwiek innego, co jeszcze znajduje się w tych fiolkach. W takim przypadku ona również mogłaby zostać skażona, więc wymyślił usługę SafeBlood Donation.
Dostaję setki e-maili z pytaniem: „Czy masz [dostępną] krew, ponieważ za trzy tygodnie mam operację” – cytuje Pietra.
„Chcemy być platformą dla ludzi, którym zależy na swobodnym wyborze dawców krwi. Niezależnie od tego, czy myślą, że faktycznie istnieje jakaś teoria spiskowa, że Nowy Porządek Świata ma miejsce, czy też mówią: ‹Po prostu nie chcę tego z jakiegokolwiek powodu›”.
W tej chwili SafeBlood Donation ma członków w co najmniej 16 krajach, których celem jest założenie banków krwi, które dostarczą niezaszczepione osocze dla swoich członków. W ramach planu wywierana jest również presja na większą liczbę szpitali i organów ds. zdrowia, aby zezwoliły na konkretnie „ukierunkowane oddawanie” [directed donations] niezaszczepionej krwi w tradycyjnych centrach krwiodawstwa.
„Władze medyczne zezwalają na ukierunkowane oddawanie tylko w określonych sytuacjach, w których jest to konieczne z medycznego punktu widzenia, na przykład w celu pozyskania rzadkiej grupy krwi, ale odrzucają rosnące prośby o «niezaszczepioną» krew z powodów etycznych czy medycznych” – donosi jedno z mediów.
SafeBlood Donation napotyka pewne trudności, ponieważ „oficjalne” źródła, w tym amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA), twierdzą, że nie ma różnicy między krwią zaszczepioną i niezaszczepioną.
Oczekuje się, że obecny system nie wdroży działań, które SafeBlood Donation i jego członkowie próbują podjąć, więc nieuniknionym skutkiem tego będzie stworzenie całkowicie nowej infrastruktury krwiodawstwa, w której dopuszczona będzie tylko czysta krew.
________________
−∗−
Powiązane tematycznie:
Krew zaszczepionych czyli covidowe dylematy
Czy powinniśmy mieć prawo odmówić transfuzji krwi od osób zaszczepionych na COVID-19? A co z narządami oddanymi przez zaszczepionych? W większości krajów każdy zaszczepiony na COVID-19 może oddać krew natychmiast […]
________________
Kumulacja poszczepienna czyli co robią nanocząstki lipidowe
(…) dr Robert Malone, twórca technologii szczepionek mRNA, powiedział, że nanocząstki lipidowe szczepionki przeciw COVID – które mówią organizmowi, aby wyprodukował białko kolczaste – opuszczają miejsce wstrzyknięcia i gromadzą się […]
Za: Legion sw. Ekspedyta – ekspedyt.org (26 grudnia 2022) | https://ekspedyt.org/2022/12/26/oni-sa-wsrod-nas-czyli-po-co-nam-nowy-bank/
Niemal od początku istnienia elektroniki do połączeń lutowniczych wykorzystane było spoiwo będące mieszanką cyny i ołowiu. Problem polega na tym, że ołów jest pierwiastkiem toksycznym, który mógłby przedostawać się do gleby z wysypisk, na których składowano zużytą elektronikę. Za sprawę wzięli się politycy UE. Niestety, zamiast dopracować procedury składowania i recyklingu elektroniki, postanowili od 2006 roku zakazać wykorzystywania ołowiu. Niestety, nie znaleziono zamiennika o zbliżonych parametrach. Przetestowano około 200 różnych stopów i wybrano najmniej zły.

Zacznijmy od różnic w charakterystyce tego stopu. Ołów jest metalem miękkim, cyna z jego zawartością lepiej znosi czynniki mechaniczne, dzięki czemu nie pęka np. przy upadku urządzenia, może dostosować się do nowych warunków pracy. Cyna bezołowiowa jest twardsza i zdecydowanie szybciej koroduje, co jest zabójcze dla elektroniki. Problemy te dotyczą w szczególności nowoczesnych układów BGA lutowanych za pomocą cynowych kulek znajdujących się między spodem układu a powierzchnią płyty głównej. W momencie wprowadzania spoiw bezołowiowych układy tego typu wykorzystywano głównie w komputerach oraz laptopach, i faktycznie urządzenia te stały się znacznie bardziej awaryjne.
Innym problemem są tzw. wąsy cynowe. Są to cienkie nitki, które pojawiają się na powierzchni spoiw lutowniczych. Pierwsze wzmianki na ich temat pojawiły się w latach 40 i do dziś nie udało się do końca zbadać ich natury. Faktem jest jednak, że pojawiały się one głównie w spoiwach z czystej cyny, toteż problem zminimalizowano poprzez dodanie do niej ołowiu. Problem powrócił we współczesnych spoiwach. Podjęto się ponownie prób wyeliminowania go, jednak istniejące rozwiązania nie są tak dobre jak stare spoiwa.

W swoim czasie wiele mówiło się na temat celowego skracania żywotności w telewizorach Samsunga. Koreańczycy robili to poprzez umieszczanie (jeszcze na etapie projektu) kondensatorów przy radiatorach służących do odprowadzania ciepła z najbardziej grzejnych elementów. Kondensator to w dużym uproszczeniu miniaturowa i bardzo szybka bateria, w elektronice działa trochę jako bufor – stabilizuje napięcie w przypadku krótkotrwałego i dużego poboru prądu, potrafi też wygładzać napięcie produkowane impulsowo. Jest to bardzo ważny element, istnieje wiele rodzajów różniących się budową, w omawianych przypadku mówimy o kondensatorach elektrolitycznych. Kondensatory te charakteryzują się wrażliwością na warunki pracy – muszą być użytkowane zgodnie z polaryzacją, nie wolno przekraczać ich dopuszczalnego napięcia pracy i bardzo nie lubią wysokich temperatur. Zamontowanie kondensatora przy nagrzewającym się radiatorze to błąd tak oczywisty, że nie dziwią oskarżenia Samsunga o celowe postarzanie produktów.

Uszkodzony kondensator jest zazwyczaj łatwy do zdiagnozowania (zwykle zauważalnie puchły lub wybuchały), naprawa była bardzo prosta (wystarczyła lutownica), a koszty nowych elementów znikome. Co prawda serwisy często i tak kasowały klientów na duże pieniądze, ale to już inny temat. Samsung zrezygnował z tych praktyk, jednak w podobnym czasie rynek zalały telewizory pochodzący z Chin i Turcji. Były tanie, charakteryzowały się niezadowalającą jakością obrazu i… awaryjnością. Przeważnie po upływie okresu gwarancji z dnia na dzień przestawały świecić. Matryca podświetlona latarką wyświetlała obraz, dźwięk działał ale nie było podświetlenia. Omówmy zatem budowę telewizora określanego przez producentów jako LED, przy czym LED oznacza jedynie wykorzystanie do podświetlenia diod zamiast trwalszej świetlówki, sam telewizor to zwykły LCD. Za matrycą, do metalowego korpusu przyklejone są co najmniej dwie listwy z diodami LED. Gdyby diody były połączone równolegle, to w przypadku awarii jednej diody cała reszta nadal by działała, a usterka ograniczyłaby się do pojedynczego, ciemniejszego punktu na ekranie. Niestety, sprytni bądź wredni inżynierowie połączyli je szeregowo, dzięki czemu awaria jednej diody ubija całe podświetlenie lub jedną sekcję (np. 1/2, 1/4) w przypadku większych telewizorów. Mało tego – diody pracują na granicy swoich możliwości, przez co mocno się nagrzewają i jeszcze bardziej skracają swoją żywotność. Wymiana podświetlenia nie jest już taka łatwa, ponieważ zazwyczaj konieczne jest rozmontowanie całego urządzenia i wyjęcie delikatnej matrycy. W przypadku telewizorów mało znanych producentów problemem może być samo kupienie części zamiennych. Niektórzy serwisanci wymieniają tylko jedną diodę zamiast całego podświetlenia i nie informują o tym klientów, przez co ci płacą duże pieniądze za nieskuteczną naprawę, ponieważ z dużym prawdopodobieństwem wkrótce padnie kolejna, częściowo już zużyta dioda.

Innym przykładem jest afera, która wybuchła po ujawnieniu pewnych zachowań systemu iOS w iPhone’ach. Otóż telefon wykrywał zużycie baterii i w takim przypadku sztucznie spowalniał pracę urządzenia, oficjalnie aby ją chronić. Czy słusznie? W normalnym smartfonie coraz krótszy czas pracy oznacza konieczność wymiany baterii, choć ewentualne zużycie przeważnie nie przekracza kilku procent i jedynie garstka użytkowników musi skorzystać z usług serwisu. iPhone działał trochę inaczej, ponieważ wykrywał nawet niewielkie zużycie, przy czym niektórzy twierdzą, że telefon jedynie liczy cykle pracy baterii i nie zna jej faktycznego zużycia. W każdym razie oprogramowanie na tyle radykalnie obcinało wydajność, że wielu użytkowników decydowało się na zakup kolejnego iPhone’a, a problemy z wydajnością zrzucali po prostu na „wiek urządzenia”. Warto przy tym zaznaczyć, że Apple ma bardzo wiernych klientów, którzy prawie zawsze wracają po nowy produkt tej samej firmy. Trudno określić ile sprawnych telefonów z tego powodu zostało wyrzuconych. Apple tłumaczyło się, że mechanizm ten powstał po to, aby urządzeniu nie zabrakło energii w przypadku szczytowego zapotrzebowania na nią. Jest to bzdura, ponieważ baterie z obecnie wykorzystywanymi pojemnościami mają tak dużą wydajność prądową, że mogłyby zasilić kilka urządzeń jednocześnie. Ostatecznie Apple od iOS 11.3 pozwoliło na wyłączenie kontrowersyjnej funkcji, co oczywiście nie przełożyło się na problemy ze stabilnością urządzenia.
Zobacz też: Kryzys energetyczny może wpłynąć na pracę… zegarków, wyjaśniamy dlaczego
To tylko 3 przykłady obrazujące problem planowanego postarzania produktów. Wymienić można co najmniej kilka dużych afer i setki mniej znanych szczegółów skracających pracę powszechnie użytkowanych urządzeń. Zajmiemy się tymi tematami wkrótce, w kolejnej części tego artykułu. [w oryg., chyba nie u mnie. MD]
Mija 84 rocznica śmierci Osipa Mandelsztama. Припомнят кремлёвского горца.
Его толстые пальцы, как черви, жирны.
27 grudnia ’38, w przesyłowym punkcie łagiernym pod Władywostokiem, umarł Osip Mandelsztam.
Мы живем, под собою не чуя страны,

Мы живем, под собою не чуя страны,
Наши речи за десять шагов не слышны,
А где хватит на полразговорца,
Там припомнят кремлёвского горца.
Его толстые пальцы, как черви, жирны,
А слова, как пудовые гири, верны,
Тараканьи смеются усища,
И сияют его голенища.
А вокруг него сброд тонкошеих вождей,
Он играет услугами полулюдей.
Кто свистит, кто мяучит, кто хнычет,
Он один лишь бабачит и тычет,
Как подкову, кует за указом указ:
Кому в пах, кому в лоб, кому в бровь, кому в глаз.
Что ни казнь у него – то малина
И широкая грудь осетина.
Dwoje poetów, dwa wiersze.
Ten dzień (wiersz o śmierci Stalina W. Szymborska)
Jeszcze dzwonek, ostry dzwonek w uszach brzmi.
Kto u progu? Z jaką wieścią, i tak wcześnie?
Nie chcę wiedzieć. Może ciągle jestem we śnie.
Nie podejdę, nie otworzę drzwi.
Czy to ranek na oknami, mroźna skra
tak oślepia, że dokoła patrzę łzami?
Czy to zegar tak zadudnił sekundami.
Czy to moje własne serce werbel gra?
Póki nikt z was nie wypowie pierwszych słów,
brak pewności jest nadzieją, towarzysze…
Milczę. Wiedzą, że to czego nie chcę słyszeć –
muszę czytać z pochylonych głów.
Jaki rozkaz przekazuje nam
na sztandarach rewolucji profil czwarty?
– Pod sztandarem rewolucji wzmacniać warty!
Wzmocnić warty u wszystkich bram!
Oto Partia – ludzkości wzrok.
Oto Partia: siła ludów i sumienie.
Nic nie pójdzie z jego życia w zapomnienie.
Jego Partia rozgarnia mrok.
Niewzruszony drukarski znak
drżenia ręki mej piszącej nie przekaże,
nie wykrzywi go ból, łza nie zmaże.
A to słusznie. A to nawet lepiej tak.
======================================
A oto wiersz jednego z najgenialniejszych poetów rosyjskich, który za napisanie wiersza o Stalinie został zesłany do łagru pod Władywostokiem, gdzie `uhonorowano` go męczeńską śmiercią. Ciała nie znaleziono.
Wiersz o Stalinie
Napisał Osip Mandelsztam, człowiek prawy, który szybko umarł, bo nie umiał, nie chciał panu służyć.
Człowiek pełen honoru, dla którego prawda była najwyższym dobrem. Prawdziwy Rosjanin, patriota i męczennik. Ktoś, komu powinno się stawiać pomniki, odznaczać i hołubić, jak największy skarb narodu,
ale z pewnością nie Noblem, bo tego z pewnością Osip Mandelsztam by sobie nie życzył.
=============================================
Wiersz o Stalinie (Osip Mandelsztam)
Żyjemy tu, nie czując pod stopami ziemi,
Nie słychać i na dziesięć kroków, co szepczemy.
A w półsłówkach, półrozmówkach naszych
Cień górala kremlowskiego straszy.
Palce tłuste jak czerwie w grubą pięść układa,
Słowo mu z ust pudowym ciężarem upada.
Śmieją się karalusze wąsiska
I cholewa jak słońce rozbłyska.
Wokół niego hałastra cienkoszyich wodzów:
Bawi go tych usłużnych półludzików mozół.
Jeden łka, drugi czka, trzeci skrzeczy,
A on sam szturcha ich i złorzeczy.
I ukaz za ukazem kuje jak podkowę –
Temu w pysk, temu w kark, temu w brzuch, temu w głowę.
Miodem kapie każda nowa śmierć
Na szeroką osetyńską pierś.
———————–
W.g. https://www.publixo.com/text/0/t/39193/title/Wiersze_o_Stalinie
Stanisław Michalkiewicz https://www.magnapolonia.org/prezydent-zelenski-jak-kukuniek/
Już się wyjaśniło. Wojna jaką Stany Zjednoczone prowadzą na Ukrainie z Rosją do ostatniego Ukraińca, najwyraźniej przeciągnie się jeszcze przez następny rok – oczywiście aż do ostatecznego zwycięstwa, które w amerykańskim Kongresie zapowiedział prezydent Zełeński, za co został przez kongresmanów wynagrodzony owacją na stojąco – niczym w swoim czasie Kukuniek.
Ale nie wszyscy się do owacji przyłączyli. Dwójka kongresmanów z Partii Republikańskiej nie klaskała, a kongresmanka w swojej zuchwałości posunęła się do tego, że powiedziała, iż nie poprze nowego pakietu pomocy dla Ukrainy, dopóki się nie wyjaśni, na co właściwie poszło poprzednie 50 mld dolarów. Dziwaczny pomysł, bo przecież każde dziecko wie, że te 50 mld poszło na wojnę z Putinem. Dlatego właśnie militaryści powtarzają, by korzystać z wojny, bo pokój będzie straszny.
Pod wojennymi gruzami można schować znacznie więcej, niż 50 mld dolarów – na co zapewne liczy ekipa pana premiera Morawieckiego. Z czeluści środowisk rządzących dobiegają bowiem fałszywe pogłoski, jakoby forsy miało starczyć do marca. Nie ma w tym ani słowa prawdy, bo forsy starczy na tyle, na ile będzie trzeba. Wprawdzie Polska nie jest wyspą skarbów, ale dzięki zbawiennej polityce rządu i partii to znaczy – oczywiście partii i rządu – pokonamy wszystkie trudności i żaden wróg nie złamie hartu w nas – jak w patetycznych czasach stalinowskich pisał Konstanty Ildefons Gałczyński w wierszu “Ukochany kraj” [por. na końcu. md] . Gdyby jednak mimo wszystko Polska została wciągnięta do wojny z Rosja, to partia i rząd mogłyby poczuć się bezpieczniej – bo wtedy już bez żadnego skrępowania można by wszystko zwalić na Putina, a jeśli ktoś by temu nie dowierzał i kręcił nosem, to zaraz wzięłaby go w obroty patriotyczna trójka klasowa, podobna do tej, która niedawno w kiblówce skazała pana doktora Zbigniewa Martykę za głoszenie „poglądów niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną”. Wprawdzie jeszcze uniknął dołu z wapnem, ale przecież na świetlistym szlaku rewolucji jesteśmy dopiero na początku drogi, więc wszystko przed nami.
Wróćmy jednak do amerykańskiej wizyty prezydenta Zełeńskiego. Prezydent Biden wielkodusznie podarował mu 45 mld dolarów, dzięki czemu już wiemy, że wojna potrwa jeszcze co najmniej przez rok – a potem się zobaczy. Bo przecież świat na Ameryce się nie kończy i inne państwa NATO też zostaną zobowiązane do przekazania, ile tam na każde wypadnie z rozdzielnika. Może z wyjątkiem Polski, która i bez prinuki przekaże Ukrainie wszystko, co tylko ma – bo czyż nie taka właśnie jest powinność “sługi narodu ukraińskiego”?
Prezydent Żełeński prezent przyjął, ale – w odróżnieniu od pana prezydenta Dudy – bez czołobitności i nawet powiedział, że jest on “niewystarczający”, jako że politycy ukraińscy jako zasadę przyjęli postawę roszczeniową. Tedy z jednej strony zadeklarował, że “przełom” nastąpi w przyszłym roku i nie ma wątpliwości, że przybierze on postać ostatecznego zwycięstwa. Taka determinacja została przez Kongres przyjęta wybuchem euforii, bo wprawdzie kongresmani wiedzą, że o tym, kiedy nastąpi przełom i jaką przybierze postać, zadecydują Stany Zjednoczone – ale o tym nie trzeba głośno mówić. Głośno wypada oklaskiwać prezydenta Zełeńskiego i wznosić na jego cześć entuzjastyczne okrzyki – bo gdzie można znaleźć drugiego takiego przywódcę, który za 45 mld dolarów gotów jest w imieniu USA prowadzić na Ukrainie walkę z Rosją do ostatniego Ukraińca?
Może aż tak źle nie jest, może i u nas taki Umiłowany Przywódca by się znalazł, ale dopóki nie padły odpowiednie rozkazy, to lepiej się nad tym nie zastanawiać, bo już starożytni Rzymianie, którzy na każda okoliczność zawsze mieli jakąś pełną mądrości sentencję mawiali, że “nomina sunt odiosa”. Zamiast tedy poszukiwać wśród Umiłowanych Przywódców kolegów prezydenta Zełeńskiego, lepiej zwróćmy uwagę, w jaki sposób z ogarniętej wojną Ukrainy odleciał on do Stanów Zjednoczonych. Otóż na mieście krążą fałszywe pogłoski, jakoby przyjechał koleją do Przemyśla, a dopiero stamtąd został przewieziony na lotnisko w Jasionce, skąd Boeingiem odleciał do Waszyngtonu. Te same fałszywe pogłoski utrzymują, jakoby nasze służby specjalne nic o tym nie wiedziały, w co bym chętnie wierzył, gdyby te pogłoski nie były fałszywe – bo po co o takich sprawach informować naszych bezpieczniaków, wśród których pewnie aż sie roi od agentów Putina, skoro jeden dostał się aż do komisji co to likwidowała Wojskowe Służby Informacyjne?
Teraz Wielce Czcigodny poseł Macierewicz spiera się z Księciem-Małżonkiem, który go tam wsadził, ale nie o to chodzi byśmy w tak delikatnej sprawie zajmowali jakieś stanowisko, tylko że decyzja – o ile taka by zapadła – by o niczym tubylczych bezpieczniaków nie informować, byłaby jedynie słuszna. Dzięki temu bowiem prezydent Zełeński – podobnie jak wcześniej Naczelnik Państwa, co to luksusową salonką pojechał w odwrotnym kierunku – z Przemyśla do Kijowa – bezpiecznie dotarł do Waszyngtonu, dzięki czemu świat mógł na własne oczy przekonać się, że jest on aktualną amerykańską duszeńką. Jaką cenę Ukraina za to będzie musiała zapłacić – to inna sprawa – a zresztą nie taka znowu istotna, skoro na te cele gotówkę wyłożą nie tylko Stany Zjednoczone, ale i inne państwa NATO. Z samego kurzu, który podnosi się przy liczeniu takiej forsy, można wykroić kilka ładnych, oligarchicznych fortun, dzięki którym można będzie z apetytem spożywać owoce ostatecznego zwycięstwa.
Tymczasem nasi Umiłowani Przywódcy przez całe święta, aż do Trzech Króli, których liczbę pan Ryszard Petru tak efektownie podwoił, będą łamali sobie głowy, jakby tu i pieniądze zarobić i wianuszka nie stracić. Chodzi oczywiscie o rozwiazanie problemu kwadratury koła, jaki pojawił się na skutek pokazania rządowi “dobrej zmiany” gestu Kozakiewicza przez prezydenta Dudę. Z jednej strony pan prezydent nieugięcie stanął na nieubłaganym gruncie porządku konstytucyjnego i poszanowania jego prerogatyw w zakresie nominacji sędziowskich, a z drugiej pan premier Morawiecki pryncypialnie zapowiedział, że Polska “musi” przekuć podyktowaną przez Komisję Europejską formułę bezwarunkowej kapitulacji w żelazne ramy ustawy i to bez niepotrzebnych modyfikacji. Tedy jurysprudensi będą musieli wykoncypować jakąś pojemną formułę, w której obydwa nieubłagane stanowiska zostaną pogodzone.
Okres świąteczny temu mimowolnie sprzyja, bo dostarcza mnóstwa okazji, by pokrzepić umysł wódeczką. Jeśli tedy wysiłki jurysprudensów zostaną uwieńczone powodzeniem, to Pani Kierowniczka Sejmu 11 stycznia przeprowadzi głosowanie nad ustawą w tempie stachanowskim, a niepokornym posłom, którzy kręciliby na to nosem, każe następnego dnia przyjść z rodzicami.
====================
M. D.
Dołączam dla młodzieży:
Konstanty Ildefons Gałczyński
Ukochany kraj
Wszystko tobie, ukochana ziemio,
nasze myśli wciąż przy tobie są,
tobie lotnik triumf nad przestrzenią,
a robotnik daje dwoje rąk.
Ty przez serce nam jak Wisła płyniesz,
brzmi jak rozkaz Twój potężny głos,
murarz, żołnierz, cieśla, zdun, inżynier
wykuwamy twój szczęśliwy los.
Ukochany kraj,
umiłowany kraj,
ukochane i miasta, i wioski,
ukochany kraj,
umiłowany kraj,
ukochany, jedyny, nasz, polski.
Ukochany kraj,
umiłowany kraj,
ukochana i ziemia, i nazwa,
ukochany kraj,
umiłowany kraj,
nasza droga i słońce, i gwiazda.
My trudności wszystkie pokonamy,
żaden wróg nie złamie hartu w nas,
w słońce jutra otworzymy bramy,
rozśpiewamy, rozświecimy czas.
To dla ciebie najgorętsze słowa,
wszystkie serca, siła wszystkich rąk,
to dla ciebie, piękna i Ludowa,
każdy dzień i każdy nowy dom.
Ukochany kraj,
umiłowany kraj,
ukochane i miasta, i wioski,
ukochany kraj,
umiłowany kraj,
ukochany, jedyny, nasz, polski.
Ukochany kraj,
umiłowany kraj,
ukochana i ziemia, i nazwa,
ukochany kraj,
umiłowany kraj,
nasza droga i słońce, i gwiazda.
Konstanty Ildefons Gałczyński
1953
Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) • 25 grudnia 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5308
Nie ma mowy, by – wzorem lat ubiegłych – nasz nieszczęśliwy kraj pogrążył się choćby na kilka dni w świątecznej nirwanie. To znaczy – kraj może się i pogrąży, natomiast w kręgach rządowych i w kręgach skupionych wokół Kancelarii Prezydenta będzie trwała burza mózgów, jakby tu i pieniądze zarobić i wianuszka nie stracić.
Chodzi o to, że pan prezydent Duda nieugięcie stanął na nieubłaganym gruncie porządku konstytucyjnego i niewzruszonego charakteru dokonanych przez niego 3000 nominacji sędziowskich, podczas gdy pan premier Morawiecki, po którym powtórzył to rzecznik jego rządu pan Miller, powiedział, że warunkiem odblokowania pieniędzy z UE jest przyjęcie ustawy o Sądzie Najwyższym w brzmieniu zaproponowanym przez Komisję Europejską panu ministrowi Szynkowskiemu (vel Sękowi), zaś pan Miller dodał, że jeśli nawet byłyby jakieś modyfikacje, to nie powinny one odbiegać od podanego wzorca.
A wzorzec przewidywał, że sprawy dyscyplinarne sędziów przejmie od Sądu Najwyższego Naczelny Sąd Administracyjny – co jest ewidentnie sprzeczne z konstytucyjnym zakresem kompetencji tego Sądu – no i że musi być zachowana możliwość „testowania niezawisłości”, to znaczy – sytuacja, w której sędziowie rekomendowani do nominacji przez „starą” Krajową Radę Sądownictwa, w której zasiadali sędziowie, co to samego jeszcze znali Stalina, a w każdym razie – generała Jaruzelskiego – mogli podważać legalność nominacji sędziów rekomendowanych przez „nową” Krajową Radę Sądownictwa, w której zasiadają już tylko sędziowie, co to znają samego Naczelnika Państwa Jarosława Kaczyńskiego.
Mamy zatem do czynienia z próbą rozwiązania kwadratury koła i gdyby nie obawa przed oskarżeniem o ruską agenturę, to przytoczyłbym na tę okoliczność ruskie przysłowie, że „biez wodki dieła nie razbieriosz”, co się wykłada, że bez wódki sprawy rozwiązać się nie da. Na szczęście idą Święta, potem Sylwester, Nowy Rok i tak aż do „Sześciu Króli”, których liczbę, jak wiadomo, podwoił pan Ryszard Petru, dzięki czemu przeszedł już do historii, jako wybitny teolog. W tym czasie okazji do pokrzepienia umysłu wódeczką nie zabraknie, toteż nie ulega wątpliwości („nie ulega wątpliwości, jak mawiała stara niania, lepiej…” – no, mniejsza z tym), że jakieś rozwiązanie znajdą panowie jurysprudensi, dzięki czemu Pani Kierowniczka Sejmu Elżbieta Witek będzie mogła przeprowadzić głosowanie w tempie stachanowskim, a posłom, którzy próbowaliby kręcić na to nosem, każe przyjść następnego dnia z rodzicami.
Nawiasem mówiąc, pan premier Morawiecki próbował ekscytować opinię publiczną opisami, co będziemy za te unijne pieniądze mogli zrobić, a tymczasem – jak ujawnił Wielce czcigodny europoseł Jacek Saryusz-Wolski – wszystkie wydatki zostały już odgórnie rozplanowane: ponad 40 procent forsy ma pójść na walkę z klimatem, ponad 20 – na cyfryzację – i tak dalej. Wprawdzie na walce z klimatem niejedno można ukręcić, podobnie jak i na cyfryzacji, więc podniecenie w kręgach rządowych jest całkowicie zrozumiałe, jednak z punktu widzenia naszego nieszczęśliwego kraju może to wyglądać całkiem inaczej. Właśnie bowiem Sejm uchwalił ustawę budżetową na przyszły, 2023 rok, z której wynika, że dochody państwa mają wynosić 604 mld złotych, a wydatki – prawie 70 mld złotych więcej. Nie o to jednak przede wszystkim chodzi, tylko o to, że pan minister Miller uznał to za wielki sukcesie, bo w roku 2015 dochody budżetowe były prawie 3 razy mniejsze. Gdyby porównał to z czasami Bolesława Chrobrego, to wypadłoby to jeszcze korzystniej.
To prawda – tylko dlaczego obywatele mieliby się cieszyć z tego, że rząd aż tak bardzo zdziera z nich skórę?
Tym bardziej, że mamy kolejne zmartwienie. Oto zaprzyjaźniony ukraiński dygnitarz – jak to między bracią-szlachtą – podarował swemu przyjacielowi, Głównemu Komendantowi Policji w Polsce w prezencie granatnik. I kiedy tak pan komendant się tym granatnikiem w gabinecie bawił, broń w pewnym momencie wystrzeliła, „przebijając dwa stropy”. Wszyscy koncentrują się na komicznym, czy może groteskowym aspekcie tego wydarzenia, ja jednak chciałbym zwrócić uwagę na aspekt symboliczny. „Nie ma przypadków, są tylko znaki” – mawiał ś.p. ks. Bronisław Bozowski, więc nie można wykluczyć, że po tragedii w Przewodowie , gdzie od ukraińskiego prezentu zginęły dwie osoby, może to być kolejne poważne ostrzeżenie ze strony Pana Boga, by z tą całą przyjaźnią polsko-ukraińską jednak nie przesadzać. Wprawdzie strona ukraińska twierdzi, że „nikt” nie chciał „skrzywdzić” komendanta głównego polskiej policji, ale w takim razie dlaczego generał, który granatnik sprezentował, został właśnie „zawieszony”? Dlatego wyjątkowo popieram pomysł Wielce Czcigodnego posła Łajzy, który domaga się powołania do wyjaśnienia tej sprawy specjalnej komisji. Od siebie dodam tylko, że byłoby dobrze, gdyby na jej czele stanął Wielce Czcigodny Antoni Macierewicz, bo wtedy komisja ponad wszelką wątpliwość stwierdzi, że granatnik został podmieniony przez Putina, który w ten sposób nie tylko chciał dopełnić miary swoich nieprawości, ale i rzucić cień na odwieczną przyjaźń polsko-ukraińską.
Nawiasem mówiąc, nie tylko ukraiński generał został zawieszony. Na karę zawieszenia prawa wykonywania zawodu lekarza został właśnie skazany przez Sąd Lekarski pan doktor Zbigniew Martyka za to, że głosił „poglądy sprzeczne z aktualnym stanem wiedzy medycznej”. Nooo, to nie on jeden, bo w historii medycyny takich winowajców na szczęście było wielu, bo w przeciwnym razie nadal leczylibyśmy rozmaite choroby zamawianiem. Poza tym takie rzeczy chyba powinno się ustalać na naukowych sympozjonach, a nie w trybie kiblowym – bo okoliczności wskazują na to, że rozprawa odbywała się bez udziału publiczności, przed którą jakieś fagasy zwyczajnie zatrzasnęły drzwi. Nie tylko zresztą przed publicznością, ale również przed Wielce Czcigodnym posłem Grzegorzem Braunem i Wielce Czcigodnym posłem Konradem Berkowiczem, którzy chcieli przysłuchiwać się rozprawie w ramach wykonywania swoich obowiązków poselskich. Posłowi Braunowi nieznany sprawca omal nie złamał drzwiami ręki, a tylko go skaleczył. Przybyła na miejsce policja oczywiście okazała się wobec fagasów bezsilna, bo dowódca patrolu nie miał nawet granatnika, którym mógłby przynajmniej ich postraszyć. Nie o to jednak przede wszystkim chodzi, bo nasi obywatele wiedzą, że na policję w takich sytuacjach liczyć nie można.
Co innego, gdyby chodziło o przysolenie posłowi Braunowi mandatu za „niemanie” maseczki – ooo, tu skuteczność byłaby stuprocentowa! Chodzi o to, że wyrok sądu lekarskiego kolektywu potwierdza podejrzenia, że pod pretekstem epidemii promotorzy komunistycznej rewolucji znacznie przyspieszyli proces rewolucyjnych przemian. Sytuacja bowiem przypomina czasy stalinowskie, kiedy to w awangardzie nauki przodującej stał Trofim Łysenko [Академик, Народный Учёный md] , którego teorie szalenie spodobały się Stalinowi. Tedy każdego, kto w Łysenkę nie wierzył, brał w obroty stosowny kolektyw, co często kończyło się dołem z wapnem.
Pan dr Martyka szczęśliwie dołu jeszcze uniknął, ale przecież znajdujemy się dopiero na początku drogi, chociaż – jak widzimy – na odcinku kolektywów rewolucja naukowa została już zabezpieczona. No a w przyszłym roku – zobaczymy.
Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).
Zamożni mieszkańcy Holandii żyją średnio o około 9 lat dłużej niż ich biedniejsi rodacy – wynika z badań Holenderskiego Urzędu Statystycznego (CBS).
Z badania CBS wynika, że w 2021 roku oczekiwana długość życia dla całości holenderskiej populacji wynosiła prawie 80 lat dla mężczyzn i 83 lata dla kobiet.
Oczekiwana długość życia najbardziej zamożnych Holendrów wynosi 83 lata, natomiast tych osiągających najniższe dochody – 74 lata. Wśród kobiet wartości te wynoszą odpowiednio 86 i 78 lat.
„W każdej grupie majątkowej kobiety miały wyższą oczekiwaną długość życia niż mężczyźni. Natomiast zarówno dla mężczyzn, jak i kobiet oczekiwana długość życia wydłużała się wraz ze wzrostem dobrobytu” – czytamy w raporcie CBS.
Najzamożniejsi nie tylko żyją dłużej, ale większą część swojego życia spędzają w dobrym zdrowiu. Oczekiwana długość życia w dobrym zdrowiu wynosiła 49 lat dla mężczyzn z grupy najmniej zamożnej, w porównaniu z 74 latami dla mężczyzn najbogatszych – różnica wynosi więc aż 25 lat. Dla kobiet było to odpowiednio 49 i 72 lata (23 lat różnicy).
Dominujący pogląd w polskich (i nie tylko polskich) mediach na temat wirusa i wszystkiego co się z nim łączy to chaotyczna układanka przypadkowych znalezisk z piśmiennictwa, dla których wspólną cechą jest straszenie.
Eksperci z prędkością karabinu wypluwają pojedyncze słowa nie łączące się w żaden logiczny ciąg – przekonuje dr Paweł Basiukiewicz, elektrokardiolog, komentując styl komunikacyjny kowidowych „ekspertów”.
„Słuchałem wywiadu z pewnym lekarzem (NN) uważanym za eksperta w dziedzinie wirusa SARS-CoV-2. Ta osoba stanowi swego rodzaju reprezentatywną próbkę dla innych ekspertów – jak w soczewce skupia pewną cechę naukowców i lekarzy zapraszanych do mediów i określanych mianem „eksperci”. Tę cechę (…) chciałbym nazwać „scrabblizm”” – pisze na swoim blogu lekarz, od co najmniej dwóch lat przekonujący o szkodliwych skutkach izolacji, kwarantanny i innych „niemedycznych” metod walki z SARS-CoV-2.
„Dlaczego „scrabblizm” ? – ponieważ dominujący pogląd w polskich (i nie tylko polskich) mediach na temat wirusa i wszystkiego co się z nim łączy to chaotyczna układanka przypadkowych znalezisk z piśmiennictwa, dla których wspólną cechą jest straszenie. Eksperci z prędkością karabinu wypluwają pojedyncze słowa nie łączące się w żaden logiczny ciąg. Wyobraźnia wypowiadającego się często nie sięga dalej niż do pierwszego zakrętu za pozytywnym testem” – wyjaśnił.
Komentując wypowiedź „eksperta”, dr Basiukiewicz podkreślił, że znając „receptory, cytokiny, wykresy nowych zakażeń „eksperci” nie potrafią dokonać syntezy problemu”. Dlatego wciąż bronią podstawowych „dogmatów” korona–psychozy, takich jak izolacji, kwarantanny, powszechnego testowania, konieczności paraliżu systemu ochrony zdrowia, quasi-obowiązku szczepień czy traktowania każdego obywatela jak zagrożenia biologicznego; mimo ewidentnych dowodów nie tylko na ich nieskuteczność, ale przede wszystkim – szkodliwość.
„Postarajmy się przekazać tylko kilka myśli w języku, którego używamy do myślenia, do tworzenia idei i do ochrony obywatelskiej wolności, nie tylko do gry w Scrabble, a więc:
A więc przyszli eksperci, nie znający ni w ząb języka polskiego i wygrali w Scrabble z dr. Zbigniewem Martyką, który piękną polszczyzną wielokrotnie już problem opisał” – konkluduje dr Basiukiewicz.
Źródło: trzyfilary.org PR
Trwająca od tygodnia śnieżyca sparaliżowała w Boże Narodzenie m.in. Buffalo w stanie Nowy Jork. Liczbę ofiar śmiertelnych w całym kraju media szacują na od 30 do 37.

„Burza śnieżna rozciągała się od Wielkich Jezior w pobliżu Kanady do Rio Grande wzdłuż granicy z Meksykiem. Około 60 proc. populacji Stanów Zjednoczonych (200 mln osób) stanęło w obliczu różnego rodzaju zagrożeń z powodu warunków atmosferycznych” – poinformowała krajowa służba pogodowa (NWS).

Jak dodała, niektóre duże miasta na południowym wschodzie, środkowym zachodzie i wschodnim wybrzeżu zanotowały najzimniejsze Boże Narodzenie od dziesięcioleci. W Wigilię w nowojorskim Central Parku temperatura wynosiła minus 9 stopni C. Była to druga najzimniejsza Wigilia w Nowym Jorku od co najmniej 150 lat.
Według CNN liczba ofiar śmiertelnych śnieżycy w USA sięga co najmniej 37.
„Większość zgonów notuje się w Buffalo i okolicach, na skraju jeziora Erie w zachodniej części stanu Nowy Jork, gdzie paraliżujące zimno i ciężki śnieg (…) utrzymywały się przez świąteczny weekend” – pisze Reuters. Według tej agencji, w hrabstwie Erie zginęło 16 osób w wieku od 26 do 93 lat.
„Ostatnie ofiary to m.in. ludzie znalezieni w samochodach, a niektórzy w zaspach śnieżnych. Są tacy, którzy utknęli w samochodach na dłużej niż dwa dni” – mówił przedstawiciel władz hrabstwa Erie Mark Poloncarz.
Gubernator stanu Nowy Jork Kathy Hochul określiła sytuację jako „zdarzającą się raz w życiu” katastrofą pogodową. Uznała burzę śnieżną, która uderzyła w Buffalo i okolice za najsilniejszą od czasu wyniszczającej zamieci z 1977 roku, która zabiła prawie 30 osób.
Według NWS w Boże Narodzenie rano na międzynarodowym lotnisku Buffalo Niagara odnotowano 109 cm śniegu. Firma FlightAware monitorująca loty wyliczyła, że w niedzielę ok. godz. 14 w całym kraju odwołanych było przeszło 1700 rejsów.
W dalszym ciągu setki tysięcy ludzi od Maine do Seattle pozbawionych jest prądu. Ich liczba zmniejszyła się jednak w niedzielę do mniej niż 200 tys., w porównaniu do 1,7 mln zarejestrowanych w sobotę.
————————
„To jak epoka lodowcowa”. W USA śnieżyce i mrozy o skali, znanej tylko z filmów katastroficznych
=======================
Dobra Pogoda 24:
Kolejne śnieżyce uderzą w Japonię. Prognoza zasięgu opadów śniegu, 23 grudnia o godzinie 04:00 czasu polskiego
Skutki potężnej śnieżycy w Japonii, grudzień 2022