Planowane postarzanie, czyli dlaczego współczesna elektronika tak szybko ląduje w koszu.

Planowane postarzanie, czyli dlaczego współczesna elektronika tak szybko ląduje w koszu?

https://compforum.pl/news/1074/planowane-postarzanie-czyli-dlaczego-wspolczesna-elektronika-tak-szybko-laduje-w-koszu

W dzisiejszych czasach coraz częściej słychać narzekania na jakość współcześnie produkowanej elektroniki i sprzętów AGD. Dawne sprzęty może nie imponowały wyśrubowanymi parametrami, ale działały dziesiątki lat. Dla przykładu – dawne maszynki do mielenia i miksery Zelmera często służą do dziś, podczas gdy współczesne produkty tej samej marki ledwie wytrzymują do końca okresu gwarancji. Podobnie jest np. z telewizorami. Dawne kineskopowce i starsze modele z płaskim wyświetlaczem często były wyrzucane nie z powodu niesprawności, a przez rosnącą popularność nowych technologii oraz niekompatybilność ze współczesną telewizją i pozostałymi sprzętami. Dzisiejsze telewizory z kolei lubią zgasnąć po skończeniu się gwarancji, a naprawy czasem są problematyczne.

W tym artykule przedstawię kilka powodów tego typu sytuacji.

Cyna bezołowiowa

Niemal od początku istnienia elektroniki do połączeń lutowniczych wykorzystane było spoiwo będące mieszanką cyny i ołowiu. Problem polega na tym, że ołów jest pierwiastkiem toksycznym, który mógłby przedostawać się do gleby z wysypisk, na których składowano zużytą elektronikę. Za sprawę wzięli się politycy UE. Niestety, zamiast dopracować procedury składowania i recyklingu elektroniki, postanowili od 2006 roku zakazać wykorzystywania ołowiu. Niestety, nie znaleziono zamiennika o zbliżonych parametrach. Przetestowano około 200 różnych stopów i wybrano najmniej zły.

Jakie były tego skutki?

cynabezolowiowa.jpg (70 K<img decoding=

Zacznijmy od różnic w charakterystyce tego stopu. Ołów jest metalem miękkim, cyna z jego zawartością lepiej znosi czynniki mechaniczne, dzięki czemu nie pęka np. przy upadku urządzenia, może dostosować się do nowych warunków pracy. Cyna bezołowiowa jest twardsza i zdecydowanie szybciej koroduje, co jest zabójcze dla elektroniki. Problemy te dotyczą w szczególności nowoczesnych układów BGA lutowanych za pomocą cynowych kulek znajdujących się między spodem układu a powierzchnią płyty głównej. W momencie wprowadzania spoiw bezołowiowych układy tego typu wykorzystywano głównie w komputerach oraz laptopach, i faktycznie urządzenia te stały się znacznie bardziej awaryjne.

Innym problemem są tzw. wąsy cynowe. Są to cienkie nitki, które pojawiają się na powierzchni spoiw lutowniczych. Pierwsze wzmianki na ich temat pojawiły się w latach 40 i do dziś nie udało się do końca zbadać ich natury. Faktem jest jednak, że pojawiały się one głównie w spoiwach z czystej cyny, toteż problem zminimalizowano poprzez dodanie do niej ołowiu. Problem powrócił we współczesnych spoiwach. Podjęto się ponownie prób wyeliminowania go, jednak istniejące rozwiązania nie są tak dobre jak stare spoiwa.

Awaryjne telewizory

tv telewizor.jpg (189 K<img decoding=

W swoim czasie wiele mówiło się na temat celowego skracania żywotności w telewizorach Samsunga. Koreańczycy robili to poprzez umieszczanie (jeszcze na etapie projektu) kondensatorów przy radiatorach służących do odprowadzania ciepła z najbardziej grzejnych elementów. Kondensator to w dużym uproszczeniu miniaturowa i bardzo szybka bateria, w elektronice działa trochę jako bufor – stabilizuje napięcie w przypadku krótkotrwałego i dużego poboru prądu, potrafi też wygładzać napięcie produkowane impulsowo. Jest to bardzo ważny element, istnieje wiele rodzajów różniących się budową, w omawianych przypadku mówimy o kondensatorach elektrolitycznych. Kondensatory te charakteryzują się wrażliwością na warunki pracy – muszą być użytkowane zgodnie z polaryzacją, nie wolno przekraczać ich dopuszczalnego napięcia pracy i bardzo nie lubią wysokich temperatur. Zamontowanie kondensatora przy nagrzewającym się radiatorze to błąd tak oczywisty, że nie dziwią oskarżenia Samsunga o celowe postarzanie produktów.

capacitors kondensator.jpg (574 K<img decoding=

Uszkodzony kondensator jest zazwyczaj łatwy do zdiagnozowania (zwykle zauważalnie puchły lub wybuchały), naprawa była bardzo prosta (wystarczyła lutownica), a koszty nowych elementów znikome. Co prawda serwisy często i tak kasowały klientów na duże pieniądze, ale to już inny temat. Samsung zrezygnował z tych praktyk, jednak w podobnym czasie rynek zalały telewizory pochodzący z Chin i Turcji. Były tanie, charakteryzowały się niezadowalającą jakością obrazu i… awaryjnością. Przeważnie po upływie okresu gwarancji z dnia na dzień przestawały świecić. Matryca podświetlona latarką wyświetlała obraz, dźwięk działał ale nie było podświetlenia. Omówmy zatem budowę telewizora określanego przez producentów jako LED, przy czym LED oznacza jedynie wykorzystanie do podświetlenia diod zamiast trwalszej świetlówki, sam telewizor to zwykły LCD. Za matrycą, do metalowego korpusu przyklejone są co najmniej dwie listwy z diodami LED. Gdyby diody były połączone równolegle, to w przypadku awarii jednej diody cała reszta nadal by działała, a usterka ograniczyłaby się do pojedynczego, ciemniejszego punktu na ekranie. Niestety, sprytni bądź wredni inżynierowie połączyli je szeregowo, dzięki czemu awaria jednej diody ubija całe podświetlenie lub jedną sekcję (np. 1/2, 1/4) w przypadku większych telewizorów. Mało tego – diody pracują na granicy swoich możliwości, przez co mocno się nagrzewają i jeszcze bardziej skracają swoją żywotność. Wymiana podświetlenia nie jest już taka łatwa, ponieważ zazwyczaj konieczne jest rozmontowanie całego urządzenia i wyjęcie delikatnej matrycy. W przypadku telewizorów mało znanych producentów problemem może być samo kupienie części zamiennych. Niektórzy serwisanci wymieniają tylko jedną diodę zamiast całego podświetlenia i nie informują o tym klientów, przez co ci płacą duże pieniądze za nieskuteczną naprawę, ponieważ z dużym prawdopodobieństwem wkrótce padnie kolejna, częściowo już zużyta dioda.

Apple i spowalnianie

Apple iPhone bateria.jpg (88 K<img decoding=


Innym przykładem jest afera, która wybuchła po ujawnieniu pewnych zachowań systemu iOS w iPhone’ach. Otóż telefon wykrywał zużycie baterii i w takim przypadku sztucznie spowalniał pracę urządzenia, oficjalnie aby ją chronić. Czy słusznie? W normalnym smartfonie coraz krótszy czas pracy oznacza konieczność wymiany baterii, choć ewentualne zużycie przeważnie nie przekracza kilku procent i jedynie garstka użytkowników musi skorzystać z usług serwisu. iPhone działał trochę inaczej, ponieważ wykrywał nawet niewielkie zużycie, przy czym niektórzy twierdzą, że telefon jedynie liczy cykle pracy baterii i nie zna jej faktycznego zużycia. W każdym razie oprogramowanie na tyle radykalnie obcinało wydajność, że wielu użytkowników decydowało się na zakup kolejnego iPhone’a, a problemy z wydajnością zrzucali po prostu na „wiek urządzenia”. Warto przy tym zaznaczyć, że Apple ma bardzo wiernych klientów, którzy prawie zawsze wracają po nowy produkt tej samej firmy. Trudno określić ile sprawnych telefonów z tego powodu zostało wyrzuconych. Apple tłumaczyło się, że mechanizm ten powstał po to, aby urządzeniu nie zabrakło energii w przypadku szczytowego zapotrzebowania na nią. Jest to bzdura, ponieważ baterie z obecnie wykorzystywanymi pojemnościami mają tak dużą wydajność prądową, że mogłyby zasilić kilka urządzeń jednocześnie. Ostatecznie Apple od iOS 11.3 pozwoliło na wyłączenie kontrowersyjnej funkcji, co oczywiście nie przełożyło się na problemy ze stabilnością urządzenia.

Zobacz też: Kryzys energetyczny może wpłynąć na pracę… zegarków, wyjaśniamy dlaczego

To tylko 3 przykłady obrazujące problem planowanego postarzania produktów. Wymienić można co najmniej kilka dużych afer i setki mniej znanych szczegółów skracających pracę powszechnie użytkowanych urządzeń. Zajmiemy się tymi tematami wkrótce, w kolejnej części tego artykułu. [w oryg., chyba nie u mnie. MD]

Świat elektroniki a świat dziecka. Jak uciec przed pułapką elektronicznego uwikłania.

Jak uciec przed pułapką elektronicznego uwikłania.

Bogna Białecka Zawsze Wierni nr 3/2022 (220) https://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/3056

Od kilku lat zajmuję się tematyką zagrożeń związanych z inwazją nowych technologii w życie nasze i naszych dzieci. Szczególnie niepokojące są wyniki badań pokazujących, jak wiele zaburzeń rozwojowych dotyka dzieci mające stały, nadmierny kontakt z ekranowym narkotykiem.

Jednocześnie wydaje się, że ta inwazja jest nie do odwrócenia. Choć na kilka tysięcy rodziców, z którymi miałam kontakt, zaledwie kilkoro dawało swoim dzieciom swobodny dostęp do komputerów i smartfonów z przekonania, że dzięki temu dzieci zyskują przewagę nad mniej technicznie zaawansowanymi rówieśnikami, to sytuacja nie wygląda różowo. Zaledwie pojedynczy rodzice decydują się radykalnie ograniczać kontakt dzieci z technologią. Reszta, choć z oporami, kupuje dzieciom smartfony, gry (w tym przeznaczone dla pełnoletnich odbiorców) i zakłada nielegalnie konta w mediach społecznościowych, bo boi się, że będą one wykluczone z grona rówieśników. Rodzice ci obserwują skutki, lecz załamują ręce, twierdząc, że walka z zanurzaniem się dzieci w nowe technologie jest skazana na niepowodzenie.

W rezultacie, choć teoretycznie na przykład na TikToku można założyć konto ukończywszy 13 lat, w praktyce głównym konsumentem są dzieci od szóstego roku życia. Choć gry mają oznaczenia PEGI, mało kto się nimi przejmuje. Choć stowarzyszenia psychologów i pedagogów wydają bardzo restrykcyjne rekomendacje dotyczące czasu ekranowego, niemal nikt ich nie przestrzega. W ten sposób tworzy się błędne koło. Rodzice ulegają presji i kupują dzieciom smartfony, gry itp., wyrządzając im krzywdę zostawiającą trwałe szkody rozwojowe.

Mechanizmy biologiczne odpowiedzialne za szkody rozwojowe

Mechanizm dopaminowy

Na skali od cukierka do kokainy ekrany znajdują się bliżej kokainy. […] Myśleliśmy, że możemy to kontrolować, lecz kontrola jest poza naszym zasięgiem. [Ekran] przemawia wprost do centrów przyjemności rozwijającego się mózgu. […] Nie wiedzieliśmy, co robimy z mózgami naszych dzieci, do momentu gdy zaczęliśmy obserwować tego konsekwencje1.

W naszym mózgu istnieje tzw. układ nagrody, który jest odpowiedzialny za przetrwanie. Jego działanie związane jest z produkcją dopaminy – najsilniejszej pojedynczej nagrody w mózgu. Ma ona podwójne działanie. Nie tylko przynosi przyjemność, ale przede wszystkim popycha nas do tego, żebyśmy powtarzali zachowania prowadzące do jej produkcji.

W naturalnych warunkach organizm produkuje ją, aby nagradzać nas za zachowania sprzyjające przetrwaniu. Na przykład: gdy jesteśmy głodni, pojawia się pragnienie, żeby się najeść; człowiekowi zaczyna być przyjemnie na samą myśl, że za chwilę coś skonsumuje – to właśnie wydzielanie się dopaminy zachęcająca nas do jedzenia. Podobnie perspektywa zbliżenia intymnego wywołuje wzmożoną aktywność dopaminy. Nagradza nas ona za zachowanie sprzyjające przetrwaniu całego gatunku (naturalną konsekwencją zbliżenia intymnego jest prokreacja). Kolejnym bodźcem do wydzielania się dopaminy są różnego typu sukcesy i zwycięstwa. Od najbardziej prymitywnego, gdy unikniemy zagrożenia fizycznego (na przykład uciekając przed atakującym psem), do bardziej wyrafinowanych zwycięstw. Gdy ktoś wygrywa konkurs i czuje przypływ satysfakcji – to działa dopamina; gdy ktoś słysząc komplement i miłe słowo czuje przyjemność – to też wpływ dopaminy.

Ważną cechą naturalnych źródeł dopaminy jest fakt, że to nieczęste doświadczenie. Co oznacza, że w naturze dopamina spełnia swą funkcję – nagradza nas i zachęca do zachowań przynoszących obiektywną korzyść.

Problem polega na tym, że część mózgu odpowiedzialna za przetrwanie jest bardzo prymitywna (ma ją nie tylko człowiek, ale także wszystkie inne ssaki) i nie odróżnia świata rzeczywistego od tego, co dzieje się na ekranie. Właśnie dlatego doświadczenia cyfrowe mogą być groźne i uzależniające. Dla układu nagrody pełne miłości słowa mamy: „Córeczko, jak ładnie posprzątałaś swój pokój!” są takim samym źródłem dopaminy jak kliknięty automatycznie przez koleżankę lajk pod zdjęciem na Instagramie. Pokonanie własnego rekordu w biegu, poprzedzone wieloma godzinami treningu i porażkami, ma tę samą wagę co wygrana w grze komputerowej. A małżeńskie zbliżenie intymne jest dlań taką samą okazją do prokreacji jak pornografia internetowa. W rezultacie cała masa dostępnych online atrakcji zyskuje ogromny potencjał uzależniający – nienaturalnie częste zwycięstwa w grach cyfrowych, zalew pozytywnych komentarzy, serduszek, lajków itp. w mediach społecznościowych i potężna mieszanka hormonów przyjemności związana z dostępną na kliknięcie pornografią.Dopaminowy potop zniewala i szybko prowadzi do uzależnienia. Szczególnie narażone na to są młode, niedojrzałe, a zarazem niezwykle plastyczne mózgi dzieci i nastolatków (choć zagrożenie to nie omija i dorosłych). W powstanie uzależnienia zaangażowany jest szereg mechanizmów neurologicznych, jednak już sama wiedza o dopaminie pozwala nam ocenić moc tego zagrożenia. Jednak nie potrzeba aż uzależnienia, aby nadmierny kontakt z ekranem stał się poważnym problemem zakłócającym prawidłowy rozwój.

Technowypalenie

Nie możesz wsadzać twarzy w ekran i oczekiwać, że rozwinie się zdolność dłuższej koncentracji uwagi2.

Kolejnym groźnym zjawiskiem, z którym nie radzi sobie mózg człowieka, jest przebodźcowienie. Każdy gwałtowny ruch, głośny, nagły dźwięk pobudza w układzie nerwowym reakcję „walcz-uciekaj”. Pojawia się adrenalina, przyciągająca uwagę człowieka do źródła nowego bodźca i dodająca energii do walki lub ucieczki. W normalnej sytuacji takich nagłych, nowych bodźców jest niewiele. Jednak w przestrzeni wirtualnej jest tego mnóstwo – dynamiczne gry, krótkie, kilkunastosekundowe filmiki (takie jak np. na TikToku) – to wszystko wprawia układ nerwowy człowieka w stan permanentnego alarmu. Długofalowe skutki są fatalne. Doktor Victoria Dunckley, psychiatra dziecięcy zajmująca się tym problemem, opisuje Zespół Stresu Elektronicznego związany z oboma mechanizmami (przebodźcowienia i ataku na układ nagrody). Rezultat? ADHD, zaburzenia rozwojowe, intelektualne, problemy z regulacją emocji i samokontrolą.

Bardzo wiele badań potwierdza destrukcyjny wpływ ciągłego kontaktu z ekranami na rozwijający się dopiero i bardzo wrażliwy na wpływy mózg młodej osoby. Małe dzieci (przedział wiekowy 0–2 i 3–5 lat) są szczególnie narażone na negatywny wpływ ekspozycji na ekrany. Ostrzegają przed tym zarówno psycholodzy dziecięcy, jak i producenci oprogramowania.

Czas spędzony przy komputerze może zakłócać rozwój wszystkiego, począwszy od zdolności motorycznych małego dziecka, do jego umiejętności logicznego myślenia i odróżniania rzeczywistości od świata fantasy3. Możesz zezwolić dziecku na godzinę ekranu dziennie, ale te produkty są tak zaprojektowane, żeby zawładnąć twoją uwagą… są uzależniające. Sprawiają wrażenie, że uspokajają dziecko i organizują mu czas… ale tak naprawdę nie mają na nie dobrego wpływu4. Jednocześnie zalecenia dotyczące czasu ekranowego dla małych dzieci są jednoznaczne: najlepiej, aby do końca drugiego roku życia dziecko nie miało żadnej styczności z ekranem, a dzieciom do piątego roku życia czas spędzania przed różnymi typami ekranów (w tym oglądanie bajek w telewizorze) powinien zostać ograniczony do maksymalnie jednej godziny dziennie.

Ile czasu moje dziecko może spędzać przed ekranem?

wiek dzieckałączna ilość czasu dzienniefilmyurządzenia mobilne*
0–2 lat
3–5 latdo 1 godz.
6–12 latdo 2 godz.
13–18 latdo 3 godz.

Zalecenia opracowane przez Amerykańską Akademię Pediatryczną i Kanadyjskie Towarzystwo Pediatryczne; za: mniejekranu.pl

Zdajmy sobie sprawę, że w czasie nauki zdalnej nasze dzieci spędzały średnio 9 godzin dziennie przed ekranem5, a według NASK – 12 godzin dziennie w ciągu tygodnia i 6 w weekendy.

Zalecenia

Ograniczajmy kontakt (zwłaszcza małych) dzieci z nowymi mediami. Zamiast „relaksu” wpatrywania się w ekran proponujmy zdrowsze metody odpoczywania. Uczmy eliminowania nadmiaru bodźców. Niech nowe technologie będą zaledwie przydatnym, wykorzystywanym w przemyślany sposób narzędziem, wprowadzanym stopniowo, wraz z większą dojrzałością dziecka, a nie dominującym codzienność elementem życia.

Jak uciec przed pułapką elektronicznego uwikłania?

Rodzice muszą być zgodni co do ograniczenia dzieciom dostępu do elektroniki. Jeden rodzic nie może podważać w tym zakresie starań drugiego.

Znajdźcie sprzyjające środowisko – np. zajęcia dodatkowe dla dziecka, podczas których obowiązuje zakaz korzystania ze smartfona, tak aby dziecko nie było wykluczane jako pozbawione elektroniki.

Namówcie inne osoby z otoczenia dziecka do spędzania czasu bez elektronicznych zabawek. Możecie być zaskoczeni, jednak wielu rodziców też by chciało, żeby ich dzieci „odkleiły” się od smartfonów, i z przyjemnością przyjmą propozycje alternatywnych form spędzania czasu.

Miejcie w domu wiele atrakcyjnych alternatyw elektroniki, takich jak: gry planszowe, książki, komiksy, materiały plastyczne, klocki itp. Starajcie się też zaangażować dziecko w zajęcia, takie jak: uprawianie roślin, opieka nad zwierzętami, rękodzieło, sport.

Znajdźcie taki rodzaj rozrywki/odpoczynku, w którym możecie brać udział rodzinnie przynajmniej raz w tygodniu.

Zadbajcie jako rodzice o adekwatny, zdrowy wypoczynek dla samych siebie. Nie modelujcie odpoczywania przez przyklejenie do ekranu.

Ważne jest też wprowadzanie i ścisłe przestrzeganie zasad kontaktu z elektroniką. Warto pamiętać, że w stosunku do nastolatków konieczne jest angażowanie ich w proces wypracowywania zasad, aby czuły się zmotywowane do ich przestrzegania. Nastolatek po prostu potrzebuje poczuć, że zasady są „jego”. Właśnie dlatego warto pomyśleć nad stworzeniem skrzynki narzędziowej SMART ŻYCIA – zasad poruszania się w przestrzeni wirtualnej. Zasady te warto wydrukować i po złożeniu podpisu powiesić w widocznym miejscu – np. na lodówce.

Zapraszamy do zapoznania się z naszą propozycją przeznaczoną dla nastolatków w wieku 12–16 lat. Proszę pamiętać, że jest to skrzynka narzędziowa, z której można wyciągać dowolne, ważne dla konkretnej rodziny elementy.

Skrzynka narzędziowa SMART życia

Zasady podstawowe

  1. Ustalę z rodzicami, z jakich portali i zasobów internetowych mogę korzystać, a jakich mam unikać.
  2. To rodzice decydują, w jakie gry mogę grać i na jakich portalach społecznościowych mogę mieć konto.
  3. Będę przestrzegać ustalonych limitów czasu online.
  4. Gry, zabawy, kontakt z przyjaciółmi – to przywileje, które zyskuję po wykonaniu obowiązków domowych i odrobieniu lekcji.
  5. Zawsze mam plan, co chcę robić za pomocą urządzeń elektronicznych. Nigdy nie mają one służyć zabiciu czasu.
  6. Zachowam kulturę osobistą online.

Bezpieczeństwo osobiste

  1. Nigdy nie ujawnię osobom poznanym przez Internet mojego nazwiska, adresu zamieszkania, numeru telefonu i adresu szkoły. Jeśli ktoś mnie o to poprosi – powiadomię rodziców.
  2. Nigdy nie zdradzę swoich haseł do gier, mediów społecznościowych, adresu mailowego itp. nikomu poza rodzicami.
  3. Ustalę z rodzicami, jakie zdjęcia/wideo mogę publikować online. Nigdy nie zrobię sobie zdjęcia, którego nie pokazałbym własnej babci.
  4. Jeśli ktoś prześle mi pornografię lub coś, co mnie przestraszy, zaniepokoi, natychmiast odejdę od komputera (smartfona) i powiem o tym rodzicom.
  5. Jeśli ktoś poznany online poprosi mnie o spotkanie, powiem o tym rodzicom.
  6. Jeśli ktoś będzie mnie prześladował online – powiem o tym rodzicom.

Bezpieczeństwo technologiczne

  1. Nigdy nie otworzę załącznika przesłanego w wiadomości od nieznanej mi osoby.
  2. Jeżeli jakiś załącznik od znanej mi osoby będzie wyglądał podejrzanie – zapytam, czy na pewno jest nadawcą oraz o jego zawartość.
podpis dzieckapodpis rodzica

Zakończenie

Na zakończenie dodam coś optymistycznego. Z badań Instytutu Profilaktyki Zintegrowanej wynika, że istnieją trzy najważniejsze czynniki chroniące dzieci i młodzież przed zachowaniami ryzykownymi (związanymi też z elektroniką i światem wirtualnym). Są to: rodzice jako przewodnicy (kochający autorytet), dobra atmosfera w klasie oraz zaangażowanie młodej osoby w praktyki religijne.

Dzieci i młodzież z uporządkowanym systemem wartości, w którym Pan Bóg jest na pierwszym miejscu, są mniej skłonne do zachowań szkodliwych.

Co z jednej strony napawa optymizmem, a z drugiej strony – strzeżonego Pan Bóg strzeże, a zatem starajmy się wychowywać nasze dzieci w mądrości, wprowadzając jasne zasady kontaktu z urządzeniami elektronicznymi.

Przypisy

  1. Chris Anderson, były redaktor „Wired”, twórca GeekDad.com, członek zarządu firmy produkującej roboty i drony.
  2. Taewoo Kim, inżynier w One Smart Lab (uczenie maszynowe).
  3. Doktor Jane Healy, psycholog; za: N. Kardaras, Dzieci ekranu. Jak uzależnienie od ekranu przejmuje kontrolę nad naszymi dziećmi i jak wyrwać je z transu, tł. A. Jarosz, CeDeWu, Warszawa 2018, s. 50.
  4. Pierre Laurent, były dyrektor Microsoftu, za: tamże, s. 51.
  5. Według badań mojej fundacji. Zob. raport Etat w sieci 3.0.