Na Zachodzie zaraza komunizmu zakwitła i zaowocowała.

Na Zachodzie zaraza komunizmu zakwitła i zaowocowała.

Boże Narodzenie https://mtodd.pl/?wysija-page=1&controller=email&action=view

       Szanowni Państwo!
       Zaszczepienie komunizmu „demokracjom ludowym” nie powiodło się i uodporniło te „demoludy” na czerwoną zarazę. Ludzie na Zachodzie nie zostali zaszczepieni odpowiednią dawką i tam zaraza zakwitła i zaowocowała.

Objawem tej choroby jest zgłupienie porównywalne ze schizofrenią paranoidalną. Wiara w nieskończoną ilość płci, czy w to, że wydychanie dwutlenku węgla powoduje zmianę klimatu, to tylko dwa z wielu przykładów zidiocenia zachodnich elit.
       Nasze „elity”, wywodzące się z zainstalowanej tu przez armię czerwoną rosyjskiej hołoty, wyemancypowały się i pozbyły kompleksów ciemnoty w zaskakujący sposób. Chamstwo stało się standardem i znakiem przynależności do „salonu”.
       Przestańmy się łudzić, że żyjemy w normalnym świecie. W Warszawie znowu, jak za dawnych słusznie minionych czasów, obchodzimy jakieś bliżej nie określone „święta zimowe”. Chociaż może dobrze, że jeszcze nie tęczowe.

Z pozdrowieniami

Małgorzata Todd

O wojnie na Ukrainie – trzeźwo. Iran znowu wygrywa. Sukcesy amerykańskich dronów

O wojnie na Ukrainie – trzeźwo. Iran znowu wygrywa. Sukcesy amerykańskich dronów.

-widziane z USA. Ślepa Mańka.

Po zwycięstwach w wojnie o Irak i Afganistan, Iran dzięki Rosji znowu wygrywa tym razem jako sojusznik w wojnie Rosji przeciwko USA-NATO na Ukrainie.

Według propagandy ukraińskiej, a również i bratniej będącej na jej usługach propagandy polskiej, należy się spodziewać lada dzień przewrotu pałacowego na Kremlu, w wyniku którego Putin zostanie obalony, zaś wskutek jego upadku do władzy dojdzie ktoś, kto zwróci z nawiązką wszystkie terytoria, jakie zajęli Rosjanie po 2014 roku i zapłaci za to wysokie odszkodowania, tak że Ukraina będzie krajem mlekiem i miodem płynącym. Ukraińcy właśnie szykują się do wiosennej kontrofensywy, która ma zapewnić odepchnięcie Rosji hen za Ural.

Wydaje mi się, że bez wykorzystania strasznych oczu Antka Macierewicza oraz geniuszu strategosa nad strategosami, jakiego świat do tej pory nie widział, jest to niemożliwe. Polska zostanie dopuszczona po tym wiekopomnym zwycięstwie do odbudowy Ukrainy, po licznych hołdach kijowskich naszego madgalenkowego eliciarstwa u banderowców, za którą to zapłacą wszyscy polscy podatnicy. Sława Hierojom, sława Ukrainie.

========================

Według amerykańskich doniesień, Ukraina już tę wojnę przegrała i tylko teraz od Rosji zależy na jakich warunkach nastąpi kapitulacja. Henry Kissinger najbardziej trzeźwy dyplomata ze strony Deep State mówi wprost o tym, że Rosja nie odda już tych zdobytych terytoriów, zaś otwarty udział wojsk amerykańskich nie wchodzi w grę, gdyż byłaby to największa katastrofa polityczno-militarna w historii USA.  Za te uwagi oberwało mu się nieźle od banderowców.

A tymczasem Deep State uważa, że Ukraina odzyska wszystkie utracone terytoria łącznie z Krymem. Propaganda ma na  celu oszukanie Ukraińców, byle by walczyli jak najdłużej, gdyż nadrzędnym celem Amerykanów jest zniszczenie przemysłu europejskiego, głównie niemieckiego. Teraz więc wszystkie karty trzyma Putin, który może bardzo szybko zakończyć konflikt, ratując w ten sposób resztki przemysłu niemieckiego, czy też przedłużając konflikt, chce doprowadzić do katastrofy gospodarczej Niemiec zgodnie z amerykańską logiką. Wydaje mi się że na rękę Putinowi jest zniszczenie Niemiec, wtedy rozleci się cała Unia Europejska budowana pod dyktando Niemiec. Czyli nie będzie tak upragnionej przez Niemcy Czwartej Rzeszy.

Okolice Artiomowska są ostatnią ufortyfikowaną linią obrony ukraińskiej armii. Zaś Rosjanie posuwają się  powoli ale robią postępy, zdobywając kolejne osady. Pomoc z Zachodu w postaci uzbrojenia tylko przedłuża konflikt zbrojny, który jest nie do wygrania przez Ukrainę, czyniąc każdego dnia ogromne straty w  infrastrukturze krytycznej Ukrainy.

Czytanie opinii zachodnich experciarzy na temat możliwości rosyjskiej armii, jest tylko stratą czasu, nic tam nie ma poza ich chciejstwem i wróżbiarstwem z fusów. Od początku rozpoczęcia kampanii wojennej rosyjskiemu wojsku miało starczyć amunicji tylko na tydzień, tak samo jak rakiet do atakowania infrastruktury krytycznej. Pisałam wielokrotnie, że rosyjskie zakłady na Uralu wypuszczają około 100 składów pociągów dziennie z zaopatrzeniem dla armii.

Nie wiem, czy wybitny experciarz i znafca problemów wojskowości dochtor Jacuś Bartosiak, dalej bredzi o „prowokacji mającej wciągnąć do walki po stronie Ukrainy amerykańską armię” ale za sam pomysł i głoszenie go publicznie, powinien się znaleźć w Tworkach i niech tam się bawi w tworzenie armii nowego typu.

Tymczasem w trakcie działań armii rosyjskiej, doszło do wielu bardzo ważnych wydarzeń o charakterze międzynarodowym. Najważniejsze z nich to ogromna zmiana na Bliskim Wschodzie, bardzo niekorzystna dla Amerykanów i Izraela. Mam na myśli coraz bardziej  zacieśniający się sojusz Rosji z Iranem. Jakby to było mało złego dla Amerykanów, Iranowi udało się skutecznie przechwycić podwodnego drona amerykańskiego w nienaruszonym stanie. Gdzie wtedy była cała CIA z Mossadem, jak irańczycy kradli tego drona?

Wielokrotnie pisałam o przechwyceniu przez Iran parę lat temu amerykańskiego drona najnowszej generacji. Iran zrobił sobie masową produkcję tych dronów, zaś Rosja z obopólną korzyścią udostępniła Iranowi możliwość sprawdzenia wartości bojowej tego drona na rzeczywistym polu walki na Ukrainie. Test musiał wypaść bardzo dobrze, ponieważ teraz rosyjska armia korzysta z irańskich dronów głównie w atakach na infrastrukturę krytyczną Ukrainy z dużym powodzeniem.

Wcześniej Iran miał zatargi z Rosją o pola ropy naftowej na Morzu Kaspijskim, jak również o wpływy w Syrii, więc wydaje mi się, że Rosja poszła Iranowi na rękę w zamian za możliwość korzystania z irańskich dronów. Teraz Rosja rozpoczęła inwestować w irański przemyśł gazowy i naftowy, zaś ostatnio podpisano porozumienie o ścisłej współpracy wojskowej.

Iran jest już w posiadaniu pocisków hipersonicznych, które zademonstrował publicznie w ataku na amerykańskie bazy w Iraku po zabójstwie gen. Soulejmaniego. Oficjalnie Iran przyznał się, że posiada tylko rakiety średniego zasięgu, więc jeśli dojdzie do współpracy kosmicznej pomiędzy Rosją i Iranem, to Iran wejdzie w posiadanie pocisków międzykontynentalnych.

Kto wie, może Iran sprawdza swoje rakiety również w atakach na infrastrukturę krytyczną Ukrainy?

Bo jak wyliczył pewien amerykański experciarz, który po pierwszym uderzeniu stwierdził że Rosja użyła rakiet o wartości 770 milionów USD, więc możliwości ataków się skończyły. Musi chyba to były irańskie rakiety. Nikt tego nie wie, czy irańskie rakiety najnowszej generacji, podobnie jak drony, nie są sprawdzane przez Iran na Ukrainie.

Tak więc Iran ma do wyboru dwóch potężnych sojuszników na strategicznego partnera – Rosję i Chiny. Wiemy że Chiny po pierwszych porozumieniach rosyjsko-irańskich natychmiast pospieszyły z ofertą współpracy gospodarczo-militarnej, oferując Iranowi ogromną pomoc finansową. Tak więc Iran znalazł się w bardzo dogodnej sytuacji dzięki wojnie toczonej przez USA rękami banderowskiej Ukrainy przeciwko Rosji.

Tak więc wróg nr. 1 Izraela i USA zyskał dzięki wojnie na Ukrainie dwóch potężnych sojuszników. Po pierwszych przebłyskach współpracy wojskowej pomiędzy Rosją i Iranem,  Arabia Saudyjska zaczęła prowadzić zupełnie inną politykę niezgodną z linią neokonów. Jedynie co mogą teraz zrobić USA pod przewodem neokonów to jak najszybszy przewrót pałacowy w Arabii Saudyjskiej i to jest w zasięgu możliwości CIA. I nikt nie będzie pomagał Arabii Saudyjskiej, by zapobiec przewrotowi.

Nikt nie wie, poza bezpośrednio zaangażowanymi w stosunki dwustronne, jak jest teraz w tzw. przyjaźni rosyjsko-chińskiej. Poza propagandową niemalże wzorową współpracą, nie wiadomo ile tak naprawdę znajduje się wojsk rosyjskich na granicy chińsko-rosyjskiej, oraz ile z ostatniej mobilizacji rezerwistów zostało umieszczonych przy granicy z Chinami.

Czyżby Chiny miały skorzystać z okazji i przyłączyć się do USA w rozbiorze Rosji? Widocznie na Kremlu biorą pod uwagę taką możliwość. Wskazuje na to fakt, że żadna dywizja rosyjska nie została przekierowana z Dalekiego Wschodu na Ukrainę. Chiny i USA mają na razie jeden wspólny cel: wprowadzić absolutną totalitarną dyktaturę przy pomocy najnowszych osiągnięć technologicznych. Znamienne jest to, że w obu krajach nikt z totalitarystów u władzy się z tym nie kryje. Od strony technicznej wszystko jest już przygotowane, natomiast pozostaje tylko i wyłącznie przygotować ramy prawne do takiego eksperymentu. Najpoważniejszym sygnałem do przeprowadzenia totalitarnego zamachu stanu będzie wprowadzenie przez banki centralne pieniądza cyfrowego.

Tak więc te czynniki mogą przyspieszyć wojnę Chin i USA z Rosją, zwłaszcza że elity rosyjskie jasno się wypowiedziały przeciwko takiemu porządkowi świata, z preferowaniem zboczeńców seksualnych w społeczeństwach Zachodu. Zakazanie przez Rosję propagandy zboczeń seksualnych było głównym powodem do sankcji nałożonych na Rosję przez zboczeńców z Brukseli.

Tak więc Iran po zwycięskiej dla siebie wojnie USA przeciwko Irakowi i Afganistanowi, znowu wychodzi zwycięsko w konfrontacji pomiędzy Rosją a Ukrainą-NATO. Po pierwsze sprawdził wartość swoich dronów bojowych w prawdziwej wojnie a nie na poligonie. Na razie nie wiadomo, ile irańskich rakiet średniego zasięgu trafiło na front rosyjsko-ukraiński i z jakim skutkiem bojowym zostały sprawdzone. Ukraina dzięki żydowskim oligarchom, stała się największym poligonem wojskowym dla firm produkujących sprzęt.

Amerykanie doskonale zdają sobie sprawę, że z chwilą kiedy Iran oglosił z Rosją partnerstwo wojskowe, rosną możliwości Rosji do zdobycia dużo większych wpływów w Zatoce Perskiej dzięki współpracy z Iranem. Zarówno Iran jak i Rosja są samowystarczalne  pod względem surowców energetycznych, jak również zasobów metali ziem rzadkich niezbędnych do osiągnięcia przewagi w  technologiach wojskowych. Przewaga Iranu i Rosji wzrasta z każdym dniem nad USA i Izraelem w tym najważniejszym dla US dollar regionie świata.

Myślozbrodnia !!! Wielka Brytania: Kobieta aresztowana, bo modliła się W MYŚLACH pod kliniką aborcyjną.

Myślozbrodnia !!! Wielka Brytania: Kobieta aresztowana, bo modliła się w myślach pod kliniką aborcyjną.

[Bo najważniejsze, to przecież zrozumieć, że kocham Wielkiego Brata ! MD]

https://nczas.com/2022/12/24/wielka-brytania-kobieta-aresztowana-bo-modlila-sie-w-myslach-pod-klinika-aborcyjna-video/

Isabel Vaughan-Spruce, dyrektorka brytyjskiego Marszu Życia, została aresztowana za stanie pod kliniką aborcyjną i modlenie się w myślach.

Organizacja Alliance Defending Freedom UK (ADF UK), która zapewnia kobiecie opiekę prawną, podaje, że Vaughan-Spruce „stała w pobliżu kliniki BPAS Robert Clinic w Kings Norton w Birmingham, w obszarze zwanym «strefą cenzury», kiedy policja podeszła do niej po informacji od postronnego obserwatora, który poskarżył się, że <kobieta może modlić się przed zakładem aborcyjnym>”.

Działaczka pro life zapytana przez policjanta o to, czy się modli, odpowiedziała, że możliwe, iż „modli się w myślach”. Wówczas policjanci aresztowali ją za naruszenie brytyjskiego prawa.

– To odrażające, że zostałam przeszukana, aresztowana i przesłuchana przez policję i oskarżona po prostu za to, że modliłam się w zaciszu własnego umysłu powiedziała Vaughan-Spruce po zatrzymaniu.

Całe zajście zostało nagrane i udostępnione w mediach społecznościowych.

Myślozbrodnia (termin z Roku 1984 George’a Orwella idealnie tu pasuje) popełniona przez działaczkę pro life, łamie nowe, wprowadzone w listopadzie, brytyjskie prawo, które ma chronić kobiety chcące dokonać aborcji przed „zastraszaniem i nękaniem” ze strony osób, które modlą się pod klinikami aborcyjnymi.

– Nowe prawo może zostać zastosowane nawet wobec tych, którzy cicho się modlą – mówiła wówczas brytyjska polityk Fiona Bruce.

Prawo budziło kontrowersje już w momencie wprowadzania, bo podniosły się sprzeciwy, że godzi w wolność słowa, a nawet w wolność myśli.

[VIDEO] w oryg.

Wisła za Włocławkiem przestanie płynąć na kilka godzin. Ponad sto razy… Ile milionów ryb zabiją? A narybek?

Wisła za Włocławkiem przestanie płynąć na kilka godzin. Powtórzy się to ponad sto razy…

https://nczas.com/2022/12/24/wisla-przestanie-plynac-na-kilka-godzin-powtorzy-sie-to-ponad-sto-razy/

„Wody Polskie” zamierzają remontować stopień wodny we Włocławku na Kujawach. W tym celu zatrzymają bieg Wisły. Sytuacja powtórzy się ponad sto razy.

Zgodę na działanie wyraziła RDOŚ w Bydgoszczy. Nie będzie to pierwszy raz, gdy bieg Wisły zostanie wstrzymany. Miało to już miejsce w 2018 r. podczas remontu progu spiętrzającego wodę – również we Włocławku.

Według szacunków działaczy zajmujących się rzekami, miało wtedy umrzeć ok. 4 milionów ryb. [Usnąć, zdechnąć, głuptasku! Umierają tylko ludzie – i pszczoły, nieuku. MD]

Akcja ma potrwać do 31 marca 2025 roku. W tym czasie Wisła ma zostać zatrzymana 110 razy, a mocno ograniczona – 45 razy. Jeśli każde zatrzymanie będzie trwało standardowe 4 godziny, to w sumie rzeka zostanie zatrzymana na 18 dni.

=======================

Wisła bliska historycznego rekordu. Królowa rzek w Polsce ...
Zdjęcia pokazują odsłaniające się dno Wisły. To najniższy stan wód od lat
Niski poziom wody w Wiśle. Coraz bliżej do rekordu. Hydrolog uspokaja |  Warszawa Nasze Miasto

God and Beauty Are One. The Missing Ingredient: An Appeal to Beauty.

God and Beauty Are One. The Missing Ingredient: An Appeal to Beauty.

by Michael Whitcraft https://www.tfp.org/the-missing-ingredient-an-appeal-to-beauty

Recently, Daily Wire host Michael Knowles commented that of the three transcendentals—goodness, truth and beauty—American conservatives love to frame their arguments in terms of truth, often have recourse to goodness but give little importance to beauty. It is an astute observation that greatly affects their effectiveness.

The Missing Ingredient: An Appeal to Beauty

However, what are the transcendentals and why are they important?

Goodness, Truth and Beauty

The transcendentals are those properties that are common to all beings. As such, they go beyond, or “transcend,” individual characteristics. Since God is the origin of being and the only necessary being, He can be referred to in terms of these transcendentals. However, while His creatures possess a relative goodness, truth and beauty, only God possesses them in an absolute way. That is why creatures can be described as good, true and beautiful, whereas only God is Goodness, Truth and Beauty.

Among all creatures, men and angels are destined to spend eternity with God. Indeed, this is why they were created. To help them achieve this end, God placed within them an insatiable appetite for Himself. That is why St. Augustine famously affirmed: “We are made for Thee, O Lord, and our hearts are restless until they rest in Thee.”

This appetite that humans have for God means that they also crave goodness, truth and beauty and need to experience all three.

God and Beauty Are One

Fortunately, beauty abounds throughout creation. Be it expressed through marvelous sunsets, brilliant flowers or majestic birds of prey, some form of beauty is accessible to everyone. When one experiences these marvels, they can transport the person’s mind directly to God.

Whittaker Chambers experienced this as a child. Although God was never discussed in his home, he had three religious experiences in his youth. This second of these was provoked entirely by beauty. This is how he described it:

“One day I wandered off alone and found myself before a high hedge that I had never seen before. It was so tall that I could not see over it and so thick that I could not see through it. But by lying flat against the ground, I wriggled between the privet stems.

“I stood up, on the other side, in a field covered from end to end, as high as my head, with thistles in full bloom. Clinging to the purple flowers, hovering over them, or twittering and dipping in flight, were dozens of goldfinches—little golden yellow birds with black, contrasting wings and caps. They did not pay the slightest attention to me, as if they had never seen a boy before.

“The sight was so unexpected, the beauty was so absolute, that I thought I could not stand it and held to the hedge for support. Out loud, I said: ‘God.’ It was a simple statement, not an exclamation, of which I would then have been incapable. At that moment, which I remembered through all the years of my life as one of its highest moments, I was closer than I would be again for almost forty years to the intuition that alone could give meaning to my life—the intuition that God and beauty are one.

This demonstrates how natural beauty nourishes the soul. However, it alone does not suffice. Man wants to experience beauty in his fellow men as well. The beautiful things made by man should sate this appetite. Be it art, music, architecture, elegant furniture or the like, these man-made marvels are important because whenever someone makes something, he imprints it with something of himself. Indeed, the artist can only produce something if a model of that thing is present within him.

Thus, when man makes something beautiful, it is the expression of something beautiful that exists in his soul. Since God is the origin of all beauty, it proclaims that a reflection of God’s beauty shines in the souls of men. It attests that man is made in God’s image and likeness and therefore aids men in giving proper respect to each other, facilitating the practice of charity for one’s neighbor.

Unfortunately, this kind of beauty is lacking in modern society. It has been replaced by what some have called a “cult of ugliness.”

The Cult of Ugliness: A Denial of God’s Existence

In 2001, Fr. Anthony Brankin gave a lecture about this very topic sponsored by the American Society for the Defense of Tradition, Family and Property (TFP). In it, he argued that contemporary man is surrounded by so much ugliness his capacity to identify something as ugly has been dulled.

He said: “When I say that you live cheek-by-jowl with this ugliness, I mean to say that in coming to and going from this hall, you are surrounded by miles and miles of unyielding ugliness: McDonalds and Burger Kings sandwiched between Amocos and tenements. You do not mistake that for beauty, but it is so ubiquitous that you may no longer recognize it as specifically ugly.

“You may never even make a mental note of the ugliness of all the malls with their false fronts and even falser interiors or of the condominiums that are just as empty and sterile on the inside as they are on the outside. That’s just how everything looks now.

“And, of course, that’s just for starters, for there is likewise in our world a spiritual ugliness no less all-pervasive than and somehow related to the visual ugliness all about us.”

A bit later, Fr. Brankin continued, saying: “Now, you might think that at least on Sunday you could be rescued from all of this visual and spiritual ugliness by going to church; but ugliness is there, too, for chances are that your church has already been despoiled by modern Catholic barbarians who haven’t even the artistic sense of the Unitarians who sit on your towns’ historic preservation boards.”2

This immersion in ugliness has detrimental effects on society. If the presence of man-made beauty reinforces the reality that God exists and is reflected in the soul of man, the prevalence of ugliness asserts the opposite.

Fr. Brankin expressed this in these terms: “The subliminal message in every confused and misshapen piece of modern architecture, art, music, or drama is that there is no God. The subliminal message in every deliberate mutilation of natural forms, in every tribute to physical and personal perversion, is that there is no God. The subliminal message in every celebration of the weird and deathly is that there is no God. This subliminal message is as surely the ‘Illuminated Gospel of Death’ as any culture could have ever proclaimed, and by virtue of its omnipresence in every aspect of modern life, we are constantly encouraged to accept this gospel.”3

So, a society that possesses beauty reflects God and one that rejects it also rejects God. This is a crucial point. It is why any solution to the modern Revolutionary crisis that does not include filling society with beauty cannot hope to be permanent or sufficiently profound.

Beauty’s Direct Action on the Soul

However, once a society is filled with beauty, it will necessarily influence those in that society. This is because beauty can act almost automatically on the soul, even with little reflection or intellectual effort. Everyone has experienced this. There are times when one encounters a beauty so profound that, almost involuntarily, the mind is drawn to God and higher realities. This is especially advantageous today because contemporary man shuns reflection.

Years ago, a TFP member reported visiting the Sainte Chapelle and seeing a shady character inside the shrine overcome with emotion. When he spoke to the poor man, all he could say was: “I feel like this place is cleaning my soul.” That is the effect that beauty can have.

While this “cleansing” or influence that beauty can have is often automatic, it does not mean its effects are ephemeral. The famous nineteenth-century author Joris-Karl Huysmans converted from the depths of vice to Catholicism by analyzing the beauty of medieval chant and art. One could say that the apostle who brought him into the Faith was beauty.

A Preferential Option for Beauty

This begs the question: How many souls languishing under the cult of ugliness in contemporary society could benefit, or even convert, by being exposed to beauty? As Michael Knowles commented, few American conservatives are asking this question.

This is unfortunate because it is an issue that should be taken seriously. Furthermore, it is a problem that must be acted upon.

That is why it is imperative that American conservatives exercise a preferential option for beauty. As much as possible, they should expose their children to beautiful things; they should decorate their homes in as fine a way as possible; they should do everything they can to fill society with the kinds of beauty for which Christian civilization is still known and admired. In this way, they will reject the cult of ugliness that surrounds them and invite God back into society where He belongs.

  1. Whittaker Chambers, Witness (Washington D.C., Regnery, 2014), p. 125, iBook.
  2. Fr. Anthony Brankin, The Cult of Ugliness in America, July 14, 2009, accessed November 19, 2022, //www.tfp.org/the-cult-of-ugliness-in-america/.
  3. Ibid.

Jeśli posiadasz auto elektryczne, jesteś głupcem. Niech Zieloni Komuniści wreszcie zamkną mordę!

Jeśli posiadasz auto elektryczne, jesteś głupcem. Niech Zieloni Komuniści wreszcie zamkną mordę!

https://gloria.tv/share/e3uiW3MzzZin4PbSDSp1jhoTi
Turon0001 Kowalski

Pamiętaj ty nie masz „elektrycznego auta” tylko auto na węgiel brunatny, na promieniowanie radioaktywne, na węgiel kamienny, i w 4% na energie solarną i wietrzną.

Ponadto wyprodukowanie jednego akumulatora do auta elektrycznego, wytwarza w procesie produkcji akumulatora tyle dwutlenku węgla, ile wytwarza auto na ropę naftową w ciągu ośmiu lat.

Nie dajcie sobie wmawiać koledzy – i przyjaciele dobrych starych samochodów, że wasze auto szkodzi klimatowi. Aby to było jasne. Prywatny ruch samochodem osobowym to zaledwie 14% całego wytwarzania spalin, reszta czyli 86% to ruch ciężarówkami, tankowcami, i ruch spowodowany zaopatrzeniem.

Także niech Zieloni Komuniści wreszcie zamkną mordę! Albo niech oczekują przy okazji elektrycznych samolotów, elektrycznych statków z Chin, i oczywiście elektrycznych czołgów dla Ukrainy

Czołg na odpalenie silnika potrzebuje 40 litrów ropy. i 700 litrów ropy na 100 km. (to tylko ciekawostka).

Te kontenerowce z Chin, na serio chciałbym zobaczyć jak wielki musiał by być akumulator do takiego statku. O tym ZIELONI KOMUNIŚCI, Fetyszyści klimatu, Ostatnia Generacja WAM NIE MÓWIĄ !

Kto kupuje więc auto elektryczne i bije się w pierś bo on chroni klimat rzekomo, powinien uzmysłowić sobie że jego palec wskazujący powinien wylądować wpierw na jego czole. I pamiętaj! pokazując palcem na tych którzy jeżdżą na ropę i benzynę. TRZY TWOJE PALCE POKAZUJĄ NA CIEBIE ZIELONY KOMUNISTO! Jesteś zwykłym nieukiem i greenhornem, i powinieneś szybko wrócić do szkoły. Nieuku zasrany! Ja chętnie będę twoim nauczycielem, o ile dostanę uprawnienia bicia pasem po dupie, bo u was zieloni komuniści wiedzę trzeba wbijać od tyłu. Gdyż z przodu macie najprawdopodobniej 4 calową płytę ołowiową przed mózgiem.

ATOMOWA CENZURA, CZYLI JAK POLAKOM ODBIERA SIĘ PRAWO GŁOSU. 18 minut

ATOMOWA CENZURA, CZYLI JAK POLAKOM ODBIERA SIĘ PRAWO GŁOSU.

18 minut

St. Krajski

=======================

Posłałem red. Krajskiemu następujące pozycje – nie z lat 90-tych, lecz z drugiej i trzeciej dekady XXI wieku:

O odpadach radioaktywnych z reaktorów w Polsce. To tykająca bomba jądrowa, której zapalnik został starannie schowany.

Niedoszłe energetyczne El Dorado

Poprawna ocena ofiar Czarnobyla: półtora miliona (jak dotąd)

Może jednak uwzględni??

Mirosław Dakowski

Co jezuici wiedzieli o księdzu Rupniku?

Co jezuici wiedzieli o księdzu Rupniku?

Rod Dreher https://www.theamericanconservative.com/what-did-jesuits-know-about-father-rupnik/

Podczas mojego zeszłotygodniowego pobytu w Rzymie, kilku księży, których spotkałem, wspomniało mi mimochodem, że pod rządami papieża Franciszka, który sam jest jezuitą, jezuici zostali mianowani na wiele wysokich stanowisk kurialnych w Watykanie, co daje zakonowi ogromny wpływ na przyszłość całego Kościoła katolickiego. Moim zdaniem, jest to zła wiadomość, i to nie tylko dlatego, że jezuici są, ogólnie rzecz biorąc, hiper-liberalni (są pojedyncze wyjątki). To zła wiadomość, ponieważ ten zakon sam nie jest w stanie się zreformować, biorąc pod uwagę, że jego członkowie wykorzystują seksualnie innych.Mam tutaj na myśli sytuację z wybitnym i wpływowym jezuitą, Marko Ivanem Rupnikiem, popularnym artystą kościelnym, który jest oskarżony o seksualne wykorzystywanie zakonnic, a który był traktowany z pobłażaniem przez jezuitów i Watykan. Biskup, który badał zarzuty wobec ojca Rupnika z ramienia Stolicy Apostolskiej, potwierdził ich prawdziwość, a milczenie Kościoła w tej sprawie, który znał prawdę, przyczyniło się do jeszcze większego bólu domniemanych ofiar Rupnika.

==============================

Oto, przetłumaczony z wersji angielskiej, wywiad z jedną z jego ofiar. To bardzo przykra lektura. Fragmenty:

Kiedy zdecydowała się Pani na przyjęcie duchowego przewodnictwa Rupnika?Latem 1986 roku, przed jego wyjazdem, spotkaliśmy się w jego pracowni. Odprawiliśmy razem Eucharystię ( Cooooo ?– dop. tłumacza), a potem oczekiwał, że jak zwykle rozbiorę się i pozwolę mu się dotykać.Tym razem jednak odmówiłam, a on zaatakował mnie bardzo ostrymi i przykrymi słowami, mówiąc, że jestem bezwartościowa, że nigdy nie zrobię nic dobrego; dodał, że dla niego liczą się tylko dwie inne kobiety, których imiona wymienił, i że chce zakończyć wszelkie relacje ze mną.Byłam zdesperowana, ponieważ byłam całkowicie uzależniona od jego akceptacji.

To nie była miłość, tylko strach przed popełnieniem błędu.Od tego czasu postanowiłam odłożyć na bok moje wątpliwości i całkowicie zdać się na niego. Wierzyłam, że to, co przeżyliśmy razem, uczyni mnie lepszą osobą w oczach Boga; zamiast tego był to początek wypaczenia mojej tożsamości i utraty samej siebie.Czyli to był przymus?Było to jawne łamanie sumienia. Jego obsesja seksualna nie była spontaniczna, ale głęboko związana z jego koncepcją artystyczną i myślą teologiczną.Ojciec Marko początkowo powoli i delikatnie przeniknął do mojego świata psychicznego i duchowego, odwołując się do moich wątpliwości i słabości, a jednocześnie wykorzystywał moją relację z Bogiem, aby skłonić mnie do relacji seksualnych z nim.I tak, czując się kochaną, opierając się na Mądrości o której napisano w Księdze Przysłów, przerodziło się to w prośby o coraz częstsze erotyczne swawole w jego pracowni w Collegio del Gesù w Rzymie, podczas malowania lub po odprawieniu Eucharystii czy spowiedzi.

=====================

Relacja innej ofiary:

Czy do nadużyć dochodziło tylko w Słowenii?

Nie, to też działo się w jego pokoju w  Aletti Centre w Rzymie.Tam ojciec Marko nakłaniał mnie do trójkątów seksualnych z inną siostrą z naszej wspólnoty, ponieważ seksualność musiała być, jego zdaniem, wolna od zaborczości, na podobieństwo Trójcy Świętej, gdzie, jak mówił, „trzecia osoba wchodzi w relację z pozostałymi dwoma”. Przy tych okazjach prosił mnie o przeżywanie mojej kobiecości w sposób agresywny i dominujący, a ponieważ nie mogłam tego zrobić, głęboko mnie upokarzał zwrotami, których nie mogę powtórzyć.Ostatnim krokiem w tej drodze do Piekła było przejście od teologicznych uzasadnień seksu do relacji wyłącznie pornograficznych.W 1992 roku, gdy byłam na czwartym roku filozofii na Gregorianie, zabrał mnie też dwukrotnie do kina pornograficznego  w Rzymie na Via Tuscolana, w pobliżu dworca Termini. Czułam się wtedy okropnie.

===============================

Była zakonnica mówi, że wie o co najmniej dwudziestu innych kobietach, które ojciec Marko wykorzystał. Jedna z nich złamała rękę, próbując go odepchnąć. Czy w tym czasie ktoś usiłował Pani pomóc? Nikt. Ani przełożona Ivanka Hosta, do której w końcu się zwróciłam, ani inne siostry ze wspólnoty,  nawet przełożeni jezuitów z Rupnika i Arcybiskup Šuštar.Ojciec Marko był chroniony przez wszystkich, a ja byłam zaledwie kozłem ofiarnym w żenującej sytuacji, słabym ogniwem w łańcuchu, które można było poświęcić dla „większego” dobra.Sztuka O. RupnikaSztuka tego księdza jest okropna, na dobrze znany nam sposób. Jest to rodzaj banalnego badziewia, które ozdabia tak wiele kościołów katolickich od czasu II Soboru Watykańskiego.

Oto krótki reportaż telewizyjny sprzed 13 lat o Rupniku i jego pracy.

  https://www.youtube.com/watch?v=IEBne8lKrV0

Сербія: освячено храм, прикрашений мозаїкою о. Івана Рупніка | CREDO

Najbardziej przerażającą rzeczą są te wszystkie czarne, wytrzeszczone oczy; wyglądają jak jakieś dziwne, karykaturalne połączenie sentymentalizmu i śmierci.Staram się teraz pomóc prawosławnemu przyjacielowi, który czuje się zdradzony przez duchownych – nie dotyczy to, nawet w najmniejszym stopniu, żadnego przestępstwa, ale doświadczył on podłego traktowania przez duszpasterzy, które zniszczyło jego zaufanie do księży. Przypomina mi to o ogromnej władzy, jaką mają księża, i o głębokich szkodach, jakie mogą wyrządzić, kiedy nadużywają tej władzy, nawet jeśli nie było to nadużycie w sensie opisanym powyżej.

T.S. Eliot napisał: „Jak można przebaczyć, przy takiej wiedzy?”. Myślę, że rzeczywiście, łatwiej jest wybaczyć niż odbudować zaufanie, ponieważ mogłoby to doprowadzić do sytuacji, w której można zostać  zranionym ponownie.

Rod Drehertłum. Sławomir Sojahttps://www.theamericanconservative.com/what-did-jesuits-know-about-father-rupnik/

===================

Another Vatican Sex Scandal… just in time for Christmas

https://remnant-tv.com/video/778/another-vatican-sex-scandal…-just-in-time-for-christmas?channelName=RemnantTV

36 minut

==================================

The mosaics of Fr Rupnik at San Giovanni Rotondo


Sekta Bergoglian prześladuje księdza Pavone, obrońcę dzieci. Czy takie prześladowanie nie ujawnia prześladowczego umysłu, który za tym stoi.

Sekta Bergoglian prześladuje księdza Pavone.

Czy takie prześladowanie nie ujawnia prześladowczego  umysłu, który za tym stoi.

+ Carlo Maria Viganò, Arcybiskup 22 grudnia, 2022

https://remnantnewspaper.com/web/index.php/articles/item/6299-vigano-s-declaration-on-the-canonical-sanctions-imposed-on-father-frank-a-pavone
Agere sequitur esse. Tak uczy nas filozofia scholastyczna: działanie każdego bytu zależy od natury tego bytu. Wynika z tego, że działania danej osoby są zgodne z tym, kim ona jest. Potwierdzenie tej zasady ontologicznej znajdujemy w sankcjach kanonicznych nałożonych ostatnio przez Stolicę Apostolską na księdza Franciszka A. Pavone, znanego i cenionego kapłana, obrońcy życia poczętego, który od dziesięcioleci angażuje się w walkę ze straszliwą zbrodnią aborcji. Rzymska dykasteria decyduje się na egzekucję tego kapłana i przeniesienie go do stanu świeckiego, oskarżając go  jednocześnie o bluźnierstwo i uniemożliwiając mu możliwość legalnej obrony w procesie kanonicznym.

Jednocześnie, ta sama Dykasteria nie podejmuje analogicznych decyzji w stosunku do notorycznie heretyckich, skorumpowanych i cudzołożących duchownych. W takiej sytuacji, nie od rzeczy będzie zapytać, czy takie prześladowanie nie ujawnia prześladowczego  umysłu, który za tym stoi i czy działanie przeciwko dobremu księdzu, który usilnie działał na rzecz sprzeciwu wobec aborcji, ujawnia nienawiść prześladowcy do Dobra i wobec tych, którzy o nie walczą. Ta niesprawiedliwa i bezprawna kara jest tym bardziej okropna, im bardziej zbliżamy się do Święta Bożego Narodzenia. Pamiętajmy, że zabijając niewinne dzieci, Nieprzyjaciel rodzaju ludzkiego chce zabić Dzieciątko – Króla.

Sekta Bergoglian zasłoniła Kościół Katolicki swoją arogancką praktyką przejmowania stanowisk kierowniczych i skandalicznie nadużywa swego autorytetu w celach przeciwnych do tych, które nasz Pan, Głowa Kościoła Go powołał. Nie ma dziedziny w zakresie; doktryny, moralności, dyscypliny czy liturgii, która by uniknęła ich niszczycielskich działań. Nie ma już nic do uratowania z tego, co pozostało po sześćdziesięciu latach systematycznej dewastacji, spowodowanej przez Sobór Watykański II. Jeśli nawet coś przetrwało, jest to krucha pamiątka  chwały minionych dni i znajduję się pod stałą groźbą, nowej i jeszcze gorszej dewastacji.

Wszystko to dzieje się w sytuacji, gdy jezuita, ksiądz Marko Ivan Rupnik, na którego czeka wyrok za bardzo poważne przestępstwa kanoniczne, które niosą ze sobą karę ekskomuniki latæ sententiæ, ma umorzoną karę kanoniczną przez swojego przewodnika, współbrata jezuitę, który mieszka w Domu Świętej Marty.

Wszystko to w sytuacji, gdy Kuria Rzymska jest opanowana przez obrzydliwe typy, które są notorycznie skorumpowane, są heretyckimi sodomitami i cudzołożnikami. To właśnie charakteryzuje akolitów Bergoglia: im cięższe są ich zbrodnie, tym bardziej prestiżowe stanowiska zajmują.

W obliczu tego pogwałcenia najbardziej elementarnych zasad sprawiedliwości i roztropności przynależnej władzy, a także jawnej determinacji najwyższych szczebli Hierarchii do działania contra mentem legis(wbrew myśli prawa), konieczne jest, aby kardynałowie i biskupi zrozumieli bardzo poważne konsekwencje swojego milczenia, które oznacza współudział i aby odważnie podnieśli głos w obronie zdrowej części Kościoła. Obowiązek taki, nakłada na nich szacunek dla katolickiej Prawdy, która została naruszona, honor Świętej Matki Kościoła, która została upokorzona przez własnych Hierarchów, oraz wieczne zbawienie dusz, które zostało zagrożone przez słowa i działania złych pasterzy, uzurpujących sobie władzę, która nie należy do nich, ale do Chrystusa Króla i Najwyższego Kapłana, Głowy Mistycznego Ciała.

Jeśli służba Kościołowi i obrona życia niewinnych istot w czasach apostazji, stanowi przestępstwo godne usunięcia ze stanu duchownego, podczas gdy promowanie aborcji i ideologii gender oraz gwałcenie konsekrowanych dziewic nie jest uznawane za podlegające ekskomunice, to ksiądz Pavone powinien uznać tę haniebną decyzję Watykanu za powód do dumy, przypominając słowa naszego Zbawiciela: Błogosławieni jesteście, gdy wam złorzeczyć będą i prześladować was będą, i mówić wszytko złe przeciwko wam. (Mt 5,11). A kto poczuwa się do współudziału w prześladowaniu dobrych, powinien drżeć na myśl o czekającym go sądzie. Deus non irridetur – nie da się Bóg z siebie naśmiewać. (Ga 6, 7).

+ Carlo Maria Viganò, Arcybiskup
22 grudnia, 2022

tłum. Sławomir Soja

Dlaczego dzisiejsi ludzie żyją w nieustannym lęku i co zrobić, aby ten lęk przezwyciężyć? Cz. IV.

Dlaczego dzisiejsi ludzie żyją w nieustannym lęku i co zrobić, aby ten lęk przezwyciężyć? Cz. IV.

Mariusz Dzierżawski <pomagam@stopaborcji.pl

zachęcam do zapoznania się z czwartą, ostatnią częścią rozważań przygotowanych z okazji Adwentu. Może Pan przeczytać tekst lub odsłuchać go, klikając w link.   Już za chwilę Święta Bożego Narodzenia. Jak to się stało, że współcześni mieszkańcy Zachodu stracili świadomość darów, które otrzymali i stali się niezdolni do radości? Zastanówmy się, dlaczego dzisiejsi ludzie żyją w nieustannym lęku i co zrobić, aby ten lęk przezwyciężyć?
Na zwiastowanie anielskie Maryja odpowiada fiat – niech mi się stanie według słowa twego. Staje się w ten sposób matką Syna Bożego. Nie traktuje tej godności jako okazji do prowadzenia wygodnego życia i odbierania hołdów. Wyrusza w trudną drogę przez góry, aby pomóc swojej krewnej Elżbiecie, która w podeszłym wieku znalazła się w stanie błogosławionym.   Maryja tajemnicy swojej godności nie zawierza nikomu, a jednak Elżbieta od pierwszej chwili rozpoznaje w Niej matkę Mesjasza. Jakim sposobem? Elżbieta wyjaśnia: Oto bowiem, skoro głos Twego pozdrowienia zabrzmiał w moich uszach, poruszyło się z radości dzieciątko w moim łonie. Ojcowie Kościoła piszą, że to Jan w łonie Elżbiety, rozpoznał Jezusa w łonie Maryi i objawił swoją radość poruszeniem, które poczuła Elżbieta. 
Czyż to nie wspaniałe świadectwo godności ludzkiej od chwili poczęcia? Czy można się dziwić, że dysponując takim świadectwem chrześcijanie od samego początku stawali w obronie poczętych dzieci?   Maryja odpowiada wspaniałym hymnem: Wielbi dusza moja Pana i raduje się duch mój w Bogu, Zbawicielu moim. Bo wejrzał na uniżenie swojej Służebnicy. Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia, gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny. 
Maryja, najwspanialsze ze stworzeń pokazuje nam, że nasza godność nie wynika z naszych zasług. Wszystko czym dysponujemy jest darem Tego, który nas stworzył i obdarzył wszelkimi łaskami.   Maryja, uboga dziewczyna z Nazaretu, zagubionego na peryferiach Cesarstwa Rzymskiego, promieniuje radością i miłością. Jak bardzo różni się do to od postawy wielu współczesnych mieszkańców Zachodu, prowadzących wygodne życie i przekonanych, że to inni powinni im służyć, zapewniać wygody i przyjemności. Jak to się stało, że zagubiliśmy świadomość darów, które otrzymaliśmy i staliśmy się niezdolni do radości? Co jest najgłębszym powodem naszej frustracji?   Kiedy patrzymy na znane z historii postacie możnych tego świata, widzimy, że mimo wielkiej władzy i olbrzymich dóbr, którymi dysponują, są ludźmi nieszczęśliwymi. Biblia wyjaśnia ten fenomen. Najgłębszym powodem smutku i niezadowolenia jest pycha, która odrywa nas od Boga. Człowiek pyszny nadzieję pokłada w sobie, ale w głębi serca zdaje sobie sprawę, że sam z siebie jest niczym. Pycha, która w minionych wiekach dotyczyła możnych tego świata, za sprawą mediów masowych stała się towarem powszechnie dostępnym.„Zasługujesz na więcej”, „Jesteś wspaniały” komunikują nam media w reklamach.   Iluzji ulegają zwłaszcza młodzi ludzie, którzy sądzą, że specjaliści od marketingu rzeczywiście ich podziwiają. 
Możni tego świata, sprawujący kontrolę nad mediami i nie tylko, świadomie nadymają pychę publiczności, ponieważ wiedzą, że z pyszałka łatwo można zrobić niewolnika. Za pochlebstwami idą groźby i strach, a człowiek współczesny żyje w lęku.   Czy możemy się od tego lęku uwolnić? Tak. Drogę pokazuje nam Maryja. Jeśli dostrzeżemy, że wszystko co mamy jest darem, a sami z siebie nic dobrego nie możemy uczynić, będziemy mogli dostrzec Boga, z którego łaski wszystko otrzymaliśmy. Choć w odróżnieniu od Maryi jesteśmy buntownikami, Pan Bóg pragnie nas uzdrowić. Aby mógł to zrobić, musimy stanąć przed Nim w pokorze i prosić o przebaczenie, a wtedy będziemy mogli skorzystać z darów Zbawiciela.   Uwolnieni od ciężaru pychy rozstaniemy się z iluzją własnej wspaniałości, a staniemy się zdolni do dostrzeżenia wspaniałości Boga. Bóg będzie mógł narodzić się w naszych sercach, a pokora poprowadzi nas do oddawania chwały Bogu i służby potrzebującym. Prawda nas wyzwoli i doprowadzi do pełnej radości.  
=====================================
Zachęcam też do przekazania adwentowej jałmużny na potrzeby ratowania dzieci zagrożonych aborcją i budowania świadomości Polaków na temat aborcji i deprawacji: Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Z wyrazami szacunku,
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl

„Ucieczka od pańszczyzny”. Batiuszka – Ich punkt globalnego widzenia.

Ucieczka od pańszczyzny. Batiuszka – Ich punkt widzenia.

https://thesaker.is/the-road-from-serfdom/

Wstęp: Patologia

Podobnie jak syjonistyczni Żydzi ( często powtarzam, nie wszyscy Żydzi są syjonistami), zachodnia elita cierpi na patologiczny kompleks wyższości, który zakłada, że ma ona prawo bawić się w Boga. Tak więc zachodnia elita deprecjonuje  Chrystusa-Boga, sama ogłaszając się Wikariuszem Boga, czyli Zastępcą Boga na ziemi. Jako taka przypomina judaizm, a nawet islam, które również głoszą, że są cywilizacjami wyjątkowymi. Nie rozwinęły one jednak praktycznej technologii przemocy.[Czyżby?? Krótkowidz?? Mirosław Dakowski].

Ten wywodzący się z Izraela kompleks ma teologiczną nazwę i tysiącletnią historię samousprawiedliwienia, której szczegółami nie będę  zawracał głowy czytelnikom. Ten 'święty i rzymski’ kompleks imperialny był od początku ideologią, która mówi, że zachodnia elita jest Narodem Wybranym i dlatego wszystkie jej zbrodnie są usprawiedliwione. 'Gott mit uns’ (’Bóg z nami’), tak głosiła armia niemiecka, a ostatnio, tak stwierdził George Bush: 'Mam misję od Boga. Bóg powiedział mi: 'George, idź i walcz z tymi terrorystami w Afganistanie’. I tak zrobiłem. A potem Bóg powiedział mi, George, idź i zakończ tyranię w Iraku. I tak zrobiłem”. (1)

Kowboje i Indianie

Szkocko-amerykański historyk, Niall Campbell Ferguson (pewnie z tych „przeklętych” Campbellów – zapytajcie jakiegoś  Szkota, co to znaczy – zainteresowani niech sobie poczytają o masakrze pod Glencoe – dop. tłumacza) ) jest jednym z ich najbardziej wyszczekanych współczesnych rzeczników, dla których Zachód jest Najlepszy, a Reszta to śmieć (2). Ta patologia, bo tym właśnie jest, stała się dziedzicznym narcyzmem wśród dużej części, choć nie wszystkich, ludzi Zachodu. Ci narcyzi nazywają Nie-Zachód „zacofanym”, „niedorozwiniętym”, „złym” i „prymitywnym”. Dzieje się tak dlatego, że nie „awansowali” oni jeszcze do poziomu zachodniego barbarzyństwa. 

Problem polega na tym, że ci ludzie postrzegają świat przez pryzmat filmów kowbojskich, całkiem słusznie nazywanych „westernami”. Są w nich tylko białe i czarne charaktery, dobrzy i źli, innymi słowy, Zachód i Reszta. A reszta to „czerwonoskórzy”, „tubylcy”, „dzikusy” i muszą zostać oskalpowani (praktyka rozpowszechniona przez zachodnich osadników) i „wytępieni” jak dzikie zwierzęta, albo wysłani do „rezerwatów” na pustyniach lub innych jałowych ziemiach. Wszystko po to, aby mógł nastąpić „postęp”, a zasoby naturalne skradzionych ziem mogły zostać „zagospodarowane” przez „ludzi cywilizowanych”, którzy będą z nich czerpać zyski.

W rzeczywistości, to Kowboje, a nie Indianie, spowodowali wszystkie najważniejsze problemy naszej planety. Od eksploatacji przemysłowej po katastrofę ekologiczną, od broni jądrowej po „wojny światowe”, a może raczej po wojnę światową. Przypomnijmy, że kanibalizm pierwszej wojny światowej został spowodowany przez zamach w 1914 roku dokonany przez ateistę, zatrudnionego przez organizację masońską, na parę uczciwych ludzi, która chciała naprawić  straszliwe niesprawiedliwości. I właśnie ta zapowiedź przyniosła im śmierć (3).

Z kolei druga wojna światowa została spowodowana  wynikiem innego zamachu, który miał miejsce w Sali Lustrzanej w Wersalu w 1919 roku. ( Jest bardziej odpowiednie miejsce dla narcyzów od patrzenie na siebie nawzajem w Sali Lustrzanej?) Co do trzeciej wojny światowej, rozpoczęła się ona w Kijowie w 2014 roku, w setną rocznicę pierwszej wojny światowej. Być może, bardziej poprawnie powinniśmy nazwać tę III wojnę światową, I wojną światową – część III. Cały ten kanibalizm ma miejsce, ponieważ nie udało nam się jeszcze cofnąć niegodziwości, które zarówno spowodowały, jak i wynikały z I i II wojny światowej.

Ta elita manipulatorów, twierdzi, że ich zachodnie wartości (anty-wartości?) są jedynymi, które są „uniwersalne” i głoszą „prawa człowieka”, „wolność i demokrację”. Uzbrojeni w te 'Wartości’, przekonują, że świat zachodni ma wszelkie prawo do poniżania, niszczenia i negowania (’anulowania’, jak to się obecnie mówi) oraz podbijania, eksploatowania i kolonizowania wszystkich Cywilizacji Niezachodnich; od Prawosławnych chrześcijan do żydów, od muzułmanów do hinduistów, od Azteków do Zimbabwe, od Amazonii do Cahoki, od cywilizacji buddyjskiej do konfucjańskiej.
(Batiuszce jednak katolicy nie są w stanie przejść przez gardło, zapewne nadwyrężone nadmierna ilością Krwi Pańskiej, którą musiał spożyć, bo została po Komunii. Jak tu trafić do zakutego bizantyjskiego łba, co nie odróżnia przyczyny od skutku? – dop. tłumacza)

 Wszelki opór wobec zachodnich „wartości” musi zostać zdławiony zorganizowaną przemocą, czy to za pomocą broni, „sankcji”, czy propagandy, czy to w jedenastym wieku, czy w dwudziestym pierwszym, tak jak to się dzieje w tej chwili na Ukrainie. Rosja, naiwnie łykając zachodnie urojenia przez ponad 300 lat, zarówno urojenia kapitalistyczne, jak i komunistyczne – a to dokładnie ten sam destrukcyjny materializm – w końcu przeciwstawiła się zachodniemu kłamstwu. Jest to punkt zwrotny w tysiącletniej historii świata, który rozgrywa się teraz przed naszymi oczami.

Ucieczka od pańszczyzny

Dziś cały wolny (= niezachodni) świat patrzy, i z niepokojem obserwuje,  wspierając Rosję, ale niezbyt głośno – na wszelki wypadek, gdyby ten punkt zwrotny nie doszedł do skutku. Wolny świat wie, że jeśli Rosja przegra, to sprawa wolności i suwerenności na świecie jest skończona, niezależne Chiny Indie, też będą skończone. Wtedy koszmar w stylu Klausa Schwaba o Światowej Pańszczyźnie, przestaje być fantazją i zostaje wprowadzony w życie. Życie ludzkie straci sens, a  świat skończy się  Apokalipsą lub innym katastroficznym scenariuszem.

Chodzi o to, że Zachód nie cofnie się na Ukrainie i uczyni wszystko, w tym incydent nuklearny fałszywej flagi na Ukrainie, który przypisze Rosji, podobnie jak lot MH17. Zimny i głodny Zachód nie chce wojny nuklearnej i nawet jeśli niektóre elity są na tyle szalone, że jej chcą, to nie są to jeszcze wszyscy. Szalone elity można zawsze wymienić. Co do dziennikarzy, którzy do tej pory nieustannie kłamali, to po prostu wystarczy, by przyznali, że mówili i pisali tylko to, co im kazano.

Inaczej mówiąc, wojna atomowa nie jest nieuniknionym scenariuszem. Poza tym, jakim sposobem Rosja mogłaby przegrać? Wszyscy wierzymy, że Rosja wygra, ponieważ w Rosji nie nastąpi zdradziecka zmiana władzy, tak jak w lutym 1917 roku, a to był jedyny powód, dla którego w pełni uzbrojona i gotowa do zwycięstwa Rosja wtedy przegrała (4). Nawet handlarze bronią stojący za NATO, obawiają się jakiegokolwiek oficjalnego zaangażowania lub rozprzestrzeniania się wojny, a i sama Rosja pilnuje się, by nie dopuścić do rozprzestrzenienia się wojny na jakiś kraj NATO. Komiwojażerom wojny chodzi tylko o napełnienie kieszeni, a nie o Apokalipsę. Mało tego, to właśnie przegrana  Zachodu, może  rozwiązać jego problemy.

Zmiana podejścia Zachodu musi mieć radykalny charakter, ponieważ, jak już powiedziano, złudzenia Zachodu mają tysiącletnią historię, leżą u samych jego korzeni (5). Ostrzeżenia były przekazywane od wieków, ale nikt ich nigdy nie słuchał. Przypomina to dziecko, któremu mówimy, żeby nie bawiło się zapałkami, ale które wciąż upiera się, żeby się nimi bawić, żeby zobaczyć, co się stanie, gdy zapali zapałkę, a potem podpali cały dom. I tak się właśnie się stało. Cały zachodni dom stoi teraz w ogniu, skutkiem samobójstwa.

Rozwiązaniem jest zmiana reżimu w UE i USA/UK, czyli zmiana elit. Teraz, wszystkie kraje zachodnie są zarządzane przez elity oraz ich licznych popleczników. Elity te tworzą dwupartyjne dyktatury. W swojej ironii, nazywają te dyktatury, sprawowane przez bogatych w imieniu bogatych, „liberalnymi demokracjami”, ale to tylko dygresja. Wątpię, czy zmiana reżimu może nastąpić w wyniku jakiegoś zbrojnego powstania i nie zachęcałbym do tego. 

Może raczej stać się tak, że rządy upadną pod ciężarem własnych kłamstw, niesprawiedliwości, korupcji, protestów, strajków i bankructw, zimna, biedy i głodu, doświadczanych przez ludzi, którym nigdy wcześniej nie było tak zimno, nie byli tak biedni i głodni. Innymi słowy, zachodnie reżimy upadną pod własnym ciężarem, ponieważ są zgniłe od środka.

Co upadnie pierwsze, UE czy USA/UK, Eurosodoma czy Gomerica? Podejrzewam, że raczej eurosyjoniści z UE, ponieważ te kraje ponoszą główny ciężar rozkazów elit z USA/UK, a już teraz pojawiają się wśród nich rozłamy.

Wniosek: Zwycięzca Śmierci i Piekła

Dopiero upadek państw europejskich w ich obecnej, narcystycznej formie, pozwoliłby mieszkańcom Europy na stanie się prawdziwymi Europejczykami. Zimno, bieda i głód mogłyby zniszczyć złudzenia jej bogatszej połowy (biedniejsza połowa nigdy ich tak naprawdę nie miała) polegające na tym, że Europa składa się z istot wyższych, mających prawo do globalnej dominacji, i że ludzkość nie jedzie na tym samym wózku (6)

 Tylko wtedy, Europejczycy mogliby zrozumieć, że Europa, to mała część przestrzeni afro-eurazjatyckiej, nie ma  Boskiego prawa do plądrowania wszystkiego co leży poza nią, a nawet wewnątrz tego północno-zachodniego kawałka ziemi. Mówimy o powrocie Europy do jej geograficznych i historycznych korzeni, a to byłaby radykalna zmiana. Mamy tutaj na myśli bogatszą połowę świata zachodniego, tę część, która powiewa ukraińskimi flagami, a nie biedniejszą, która została tak wessana we własne iluzje, że może się zmienić dopiero wtedy, gdy stanie w obliczu śmierci. Tylko Śmierć, która stanie u drzwi, może zmiękczyć ich zatwardziałe serca. Śmierć, wróg życia, nadciąga. Dla tych, którzy nie chcą Piekła, gdzie rządzi Diabeł, dotyczy to również Życia po Śmierci. Na tym właśnie polega ucieczka od pańszczyzny.

17 grudnia 2022 r.

Batiuszka 
tłum. Sławomir Soja

Przypisy

1. 

https://www.pbs.org/wnet/civilization-west-and-rest/about/

2. Na przykład: 

https://www.reddit.com/r/NoStupidQuestions/comments/8c7xri/did_george_w_bush_really_say_god_told_me_to/

3. Zamordowany, austriacki Arcyksiąże Franz-Ferdinand, był żonaty ze Słowianką. Było to małżeństwo z miłości. Rozważał przyszłość Cesarstwa Austro-Węgierskiego i zaoferował jego uciskanym narodom pewną dozę sprawiedliwości. W konsekwencji, opozycja określiła go jako „szaleńca”. Zobacz:

https://en.wikipedia.org/wiki/Trialism_in_Austria-Hungary

4.  Churchill powiedział 5 listopada 1919 roku: 'Bolszewicy za jednym zamachem ograbili Rosję z dwóch najcenniejszych rzeczy, pokoju i zwycięstwa – zwycięstwa, które było w zasięgu jej ręki i pokoju, który był jej najdroższym pragnieniem’.

5. Jak powiedział Św. Jan Chrzciciel: „Bo już siekiera do korzenia drzew jest przyłożona. Przeto wszelkie drzewo, które nie daje owocu dobrego, będzie wycięte i w ogień wrzucone” Mt 3, 10

6. Indyjska prezydencja G20 i jej szczyt w New Delhi w dniach 9-10 września 2023 roku ma za swoje hasło: „Jedna Ziemia, jedna rodzina, jedna przyszłość”. O to chodzi Rosji, ale nie Zachodowi, który chce nieustającego zniszczenia,  wojny i podziału.

NA TEN NOWY ROK. Dobrnęliśmy do końca trzeciego roku operacji niewolenia globu.

NA TEN NOWY ROK. Dobrnęliśmy do końca trzeciego roku operacji niewolenia globu.

https://www.oficyna-aurora.pl/aktualnosci/na-ten-nowy-rok,p1772887907

  Sławomir M. Kozak www.oficyna-aurora.pl 2022-12-23

Dobrnęliśmy do końca trzeciego roku operacji niewolenia globu. W dużo mniejszej niestety  liczbie, aniżeli u jej początku.

Kiedy robi się tego typu roczne podsumowania, wyliczając porażki, błędy i to, czego zrealizować się nie udało, szczególnie eksponuje się, choćby nieliczne,  osiągnięcia, akcentując ich wagę, mając nadzieję na lepszy rok przyszły. Po raz kolejny, jest z tym coraz trudniej i ciężko sobie nawet wyobrazić, co będziemy musieli powiedzieć za rok o tej porze, i w jakim gronie. Wiele wskazuje na to niestety, że nie będziemy nawet mogli o tym mówić.

Z tego powodu, skoncentrujmy się na tym, co jeszcze jest możliwe i przyjrzyjmy się temu, jak widzą rok przyszły ludzie piszący dla nas scenariusze od wielu lat. Mam tu na myśli magazyn The Economist, który każdego roku, na początku grudnia, przedstawia okładkę, na której znajduje się przesłanie dla świata, dotyczące kolejnych 12 miesięcy. Oczywiście nie w oparciu o jakiś szczególny dar profetyzmu tak zwanych dziennikarzy, a na bazie przedłożonych im założeń do realizacji na rok przyszły, czyli zwykłej agendy, którą należy rozpropagować, by łatwiejsze było jej późniejsze wdrażanie. Jest to podprogowe wtłaczanie nam konkretnych klisz, byśmy mogli łatwiej je później uznać za oczywiste i nieuniknione.

W moich książkach, felietonach i nagraniach, staram się je rokrocznie analizować, bo lubię wiedzieć, co też nowego planują dla nas ci, u których żurnaliści The Economist robią za PR-owców.

Opisałem ich już pięć w przeszłości („Covidowe Jeże”, 

TerraMar Utopia Elit”), a zatem, jako analityk-amator z pewną praktyką, przedstawiam najnowsze swoje spostrzeżenia dotyczące założeń światowej banksterki na rok 2023.

Jeśli porównamy ją z tą z roku ubiegłego, zauważymy natychmiast, że zachowana została podobna stylistyka. Logicznie, albowiem obie dotyczą świata zdeterminowanego toczącym się za naszą wschodnią granicą, konfliktem.

Te wcześniejsze miały zupełnie inny wygląd, odwoływały się do śmiercionośnego wirusa, którego likwidowanie przejawia się wzrostem tak zwanych zgonów nadmiarowych na wszelkie inne choroby, niż ta zwalczana. Jest to ponownie okładka zbudowana na dwóch kolorach – tym razem czarnym i czerwonym. O tej ubiegłorocznej, co przypominam w swej najnowszej książce „Rocznik sadystyczny 2020/2022”, pisałem, że: „jest szara, jak nasze życie w ostatnich latach, czyli zdaniem twórców magazynu nie stanie się ono nagle kolorowe, ale jest tam przecież jeden kolor. To barwa czerwieni, która ma jednoznaczne konotacje w świecie człowieka – to kolor nakazujący najwyższą uwagę, przestrzegający przed niebezpieczeństwem. Tym kolorem wyróżniono zresztą na okładce w samym tytule rok”. Tym razem szarość przeszła zdecydowanie w czerń, a więc nie ma już dwuznaczności, niedopowiedzeń – ma być bardzo źle. Cyfry 2023 pozostają i tym razem podkreślone barwą czerwoną, zatem wysoki poziom zagrożenia dotyczyć ma całego roku. 

Podobnie, jak poprzednio – całą grafikę zbudowano na planie koła. O ile jednak na tamtej dominował wzór oktagramu, na tegorocznej widzimy układ heksagonalny – głównymi jej elementami są postaci sześciorga polityków.

Co znamienne, znalazłem w sieci dwie okładki magazynu, skierowane do odbiorców w różnych krajach i są niemal identyczne, ale różni je umiejscowienie i wielkość fotografii prezydenta Joe Bidena. A to sugeruje że pozycja tego polityka może się w nadchodzącym roku zmienić. Z pewnością, wielkość i miejsce danej osoby na okładce, nie są przypadkowe. W centrum widzimy Władimira Putina, tuż obok Xi Jinpinga. Na obu okładkach sąsiadują z nimi prezydenci USA i Ukrainy, a choć umieszczone są wszystkie w półzbliżeniu, czyli eksponując postać wobec tła, różnią się wielkością kadru, co obrazować może rolę tych polityków, jaką mają odegrać w nadchodzącym roku. Kolejne dwie fotografie przedstawiają kobiety, ukazane w planie średnim, który w fotografii kadruje postać ludzką od pasa w górę, pozwalając jednak zwrócić uwagę na jej mimikę, mowę ciała. Te panie, to – na samej górze, Tsai Ing-wen, czyli prezydent Republiki Chińskiej, w dużym skrócie – Tajwanu oraz na dole lub w drugiej wersji, obok niej – 

Giorgia Meloni, czyli obecna premier Włoch. I znowu, panie pokazane są w planie średnim, ale postać Tsai jest odrobinę większa, co odbieram, jako zapowiedź zróżnicowania ich znaczenia w polityce nadchodzących miesięcy. Zgodnie z tym, uwaga świata powinna zostać skierowana wkrótce w stronę Tajwanu, który miałby przyjąć  przy tej okazji na siebie ciężar zaangażowania amerykańskiego, przesuwając go zza naszej wschodniej granicy.

Możemy pójść dalej w tej analizie i zwrócić uwagę na to choćby, w którym kierunku spoglądają politycy na okładce. Zarówno Putin, jak i Xi Jinping patrzą na zachód, podczas gdy Biden i Zelenski na wschód. Jednak prezydent Tajwanu ma wzrok zwrócony w stronę przywódcy Chińskiej Republiki Ludowej, co pozwala mieć nadzieję, że zaostrzenie relacji na linii Pekin – Tajwan nie zakończy się działaniami militarnymi. Jedyna Meloni patrzy na wprost, układając dłonie w geście uspokajającym, podkreślającym  jednocześnie przejrzystość zamiarów. Może zatem Europa odrobinę odetchnie od wojennego napięcia, choć osobiście uważam, że nowa pani premier nie spełni pokładanych w niej nadziei jej wyborców, ale to temat wybiegający poza niniejszą próbę analizy okładki.

Warto zwrócić uwagę na widoczne za plecami Bidena wiatraki, co wymownie potwierdza oczekiwania twórców grafiki, iż Stany Zjednoczone nadal będą zdecydowanie zmierzały w kierunku tzw. czystej energii. Oczywiście, nie przesadnie, skoro na dole obrazka umieszczono miniaturę zbiornikowca transportującego skroplony gaz, zapewne do krajów europejskich, którym skutecznie odcięto możliwość korzystania z paliw kopalnych, dostępnych do niedawna na starym kontynencie. Ktoś przecież na tym musi zarobić.

Co prawda, obok wizerunku Zelenskiego widoczny jest system wyrzutni pocisków rakietowych, który najbardziej przypomina SSM (Surface to Ship Missile) typ 12, japońskiego Mitsubishi, przeznaczonego  głównie do zwalczania statków i okrętów, ale jest on używany przez siły amerykańskie. Faktem jest, że kontrakt na ten typ rakiety wygasa właśnie w roku 2023, ale Japończycy przytomnie rozszerzyli jego możliwości w grudniu 2020 roku, zwiększając zasięg i umożliwiając przenoszenie pocisków przez samoloty F-15. Nie tak dawno umieszczono je zresztą w pobliżu Tajwanu właśnie, stąd obrazek tej wyrzutni należy raczej wiązać z tym rejonem. Wyrzutnia ta, pojawia się na tle rysunku przedstawiającego białe i czerwone krwinki, a więc krew najprościej mówiąc, co w świetle ostatnich doniesień może wskazywać na rosnący problem z nią związany, a ściślej z malejącą ilością tej, nie skażonej jeszcze żadnymi toksynami. Ta zbitka rysunków może jednak zapowiadać niedalekie kłopoty związane z naszym, naturalnym systemem obronnym organizmu. 

Postać przywódcy ukraińskiego widnieje na tle cząsteczki, której wiązanie przypomina do złudzenia związek chemiczny występujący pod nazwą metanu. Jest to główny składnik gazu ziemnego, którego ogromne pokłady znajdują się między innymi w południowo-zachodniej części Morza Czarnego. Ale, może też to oznaczać przewidywane zwiększenie oddziaływania przez Federację Rosyjską na infrastrukturę krytyczną Ukrainy, czego wykluczyć nie można.

Obrazek pomiędzy przywódcami Chin i Tajwanu, za głową prezydenta Rosji przedstawia teleskop Webba. Ten, między Xi Jinpingiem i Bidenem obrazuje satelity. Może to świadczyć o dalszym przenoszeniu wyścigu zbrojeń między dzisiejszymi mocarstwami, w obszar kosmosu, ale to, że fotografia pani Tsai „wchodzi” na obrazek teleskopu podpowiada, iż rola Tajwanu, jako głównego producenta mikroprocesorów, będzie istotna dla obu stron dzisiejszego sporu o hegemonię. Tym bardziej, że znajduje się tam także rysunek drona, który po bliższym przyjrzeniu, wygląda na rodzaj pojazdu przyszłości, w którym ja widzę potencjał do transportu osób. Zresztą, widoczny nieco wyżej wysięgnik jakiegoś robota, również podkreśla coraz większą rolę przewidywaną w najbliższym czasie dla półprzewodników i robotyki, jako takiej. Ta ostatnia, przełoży się naturalnie na rynek pracy i znaczną redukcję zatrudnienia dla ludzi na całym świecie. 

Nie było moim zamiarem pogrążać nikogo w rozpaczy, ani roztaczać czarnowidztwa, bo osobiście jestem przekonany, że ostatecznie wygra dobro nad złem. Niemniej jednak, przedstawiona tu wizja, jakkolwiek dla wielu osób może się wydać nierealną i opartą na naiwnym czytaniu z … okładki, powinna być brana przynajmniej pod uwagę w naszych rozważaniach o najbliższej przyszłości.

Wszystkim Czytelnikom życzę spokojnych i przede wszystkim zdrowych, Świąt Bożego Narodzenia. Do siego roku!

  Sławomir M. Kozak
www.oficyna-aurora.pl

Paryski spadek. WIESZCZBA KRWAWEJ GŁOWY (27)

Andrzej Juliusz Sarwa

WIESZCZBA KRWAWEJ GŁOWY (27)

Paryski spadek

Pan Białecki trzymał w ręku kartę welinową, na której starannym pismem, wcale nie przypominającym nerwowego pismo doktora, widniał taki oto łaciński tekst:

„W razie mojej śmierci albo też mojego zaginięcia, czy też zniknięcia, gdy rok minie od tego momentu, mój dom w Paryżu, przy rue de la Tannerie, ma przejąć na własność z całym jego wyposażeniem – pod warunkiem, o którym będzie niżej – uczeń mój, polski szlachcic, pan Jerzy Białecki herbu Leszczyc. Z tym że jeśli chciałby dom ów sprzedać, ma wpierw obowiązek opróżnić go ze wszystkiego – mebli, ksiąg oraz wszelkich innych sprzętów i ma być on całkowicie pusty, inaczej sprzedaż nie będzie mieć mocy prawnej i ma zostać uznana za niebyłą, spadkobierca utraci do owego domu prawo, dom zaś, jak i cała posesja, przejdą wtenczas w ręce aktualnie panującego króla”.

Ten sam tekst powtórzony był jeszcze dwukrotnie – po francusku i po polsku i opatrzony charakterystycznym podpisem zaginionego doktora Cadavera Illuminatusa. Wyglądało to tak, jakby Cadaverowi podsunięto gotowy tekst, a on był zmuszony go podpisać.

Tak czy siak, pan Jerzy pomyślał sobie, że zaginiony doktor nie powiedział prawdy, iż musiał uchodzić z Francji, bo rzekomo nie miał gdzie się podziać. Przecież posiadał dom i do niego – jeśli istotnie mieszkał w Luwrze – mógł się przenieść. Musiał być zatem inny zgoła powód jego powrotu do Polski. Tak czy inaczej, tkwiąc pod Sandomierzem, nie miał szans na rozwikłanie tej zagadki.

Siedział więc zamyślony, a pewna pokusa powolutku zaczęła mu się wgryzać w mózg i w serce…

* * *

– Kasiu – Jerzy przy kolacji odezwał się do żony. – Kasiu, powiedz mi, co mniemasz na temat owego tajemniczego przybysza, który zabrał ze sobą, na moich oczach, a trzeźwym był i przytomny, naszego doktora?

– Co mniemam? Ano to, iż doktor nie był takim świętoszkiem, za jakiego starał się uchodzić. Miałam czas i możliwości, by mu się dobrze przyjrzeć.

– I cóżeś wypatrzyła?

– A choćby to, że chociaż bywał w kościele, to ani razu się nie przeżegnał, nie ukląkł, nawet na Podniesienie, że o spowiedzi i Komunii świętej nie wspomnę. A widziałeś kiedyś u niego jaki przedmiot poświęcony? Nic – ściany puste. Ni krzyżyka, ni obrazka… Jakby był poganinem. A co się z nim stało? Myślę, że miał konszachty ze Złym i kiedy nadszedł czas, Zły przyszedł po niego, jako po swoją własność… Powiem ci, jeszcze, że kiedy „się zapodział” odczułam ulgę, iż nie będzie miał już żadnego wpływu na nasze dzieci.

– Nie przesadzasz aby, Kasiu?

– Nie, nie przesadzam. Był twoim nauczycielem. Niby niczego zdrożnego cię nie uczył, ale… ale zasiał w tobie wiele wątpliwości, które teraz każą ci wzdychać, zaprzątają głowę i zabierają spokój. Częściej bujasz myślami gdzieś w obłokach, niż jesteś nimi przy mnie i przy dzieciach. Smutne to i to mnie martwi.

– Ale przecie, gdyby nie on, nie jego intryga, to nie bylibyśmy małżeństwem…

– To fakt. Cieszę się z tego, iż jestem twoją żoną i matką twoich dzieci, ale jakiś robak mimo wszystko wgryza mi się w duszę.

– Przecie, zaraz jak wzięliśmy ślub, udaliśmy się z pielgrzymką do Krakowa, do grobu św. Jacka Odrowąża i tam przed ojcem dominikaninem, pod stułą, u kratek konfesjonału wyznaliśmy swoje przewinienie. To oszustwo, jakiego żeśmy się dopuścili… I przecie rozgrzeszył nas z tego, więc – uważam – sprawa już zamknięta!

– Ty może nie, ale przecie ja dalej tkwię w oszustwie, udając córkę człowieka, który nie był moim ojcem… – w oczach Kasi zaszkliły się łzy.

– Nie, moja kochana, nie masz racji, wszak on na łożu śmierci oficjalnie uznał cię za córkę. Nie prowadził w twojej sprawie żadnego śledztwa, a mógł przecie podejrzewać, iżeś dla niego kimś obcym, łasym – jeśli nie na majątek – to na nazwisko. Miałabyś go za durnia? O nie! Ja myślę, że on dobrze wiedział, bo powiedział mi o tym Cadaver, iż wyznał mu to w wieczór przed śmiercią, że rozgryzł intrygę, a mimo wszystko uznał cię za swoje dziecko, za swoją krew. Grał to przedstawienie do końca. Czemu? Tego się już nigdy nie dowiemy. Zatem możesz być w sumieniu spokojna.

Kasia, słysząc te słowa, odetchnęła z wyraźną ulgą.

– Ty naprawdę jesteś tego pewny, Jur, czy tylko mnie tak pocieszasz?

– Pewny, Kasiu, kochanie ty moje, pewny! Zresztą, jeśli masz wątpliwości, idźże raz jeszcze do spowiedzi, ujawnij kapłanowi te wątpliwości i uczyń tak, jak on orzeknie. Najwyżej nasze dzieci stracą szlachectwo i tyle. Majątku nikt ci nie odbierze, boś go legalnie otrzymała. A tego nikt się nie waży zakwestionować.

– Skoro tak radzisz, tak też i uczynię.

– Proszę cię tylko, nie wyznaj tego naszemu plebanowi! Ani też żadnemu z sandomierskich świeckich księży czy mnichów. Bo wszyscy nas przecie znają.

– To gdzie?

– Jak i poprzednio – w Krakowie. Wybieram się tam za parę dni, to możemy pojechać razem.

* * *

Pani Waleria Białecka, czyli dawniejsza Kasia, odeszła od kratek konfesjonału w krakowskim kościele ojców franciszkanów uspokojona i rozpromieniona.

Wszystko, co jej powiedział Jerzy, potwierdził spowiednik. Mogła wreszcie odetchnąć z ulgą i sypiać spokojnie, bo sumienie nie miało już powodu, by jej cokolwiek wyrzucać.

* * *

Po powrocie do rodzinnego dworu Białeckich Jerzy zaczął się jednak jakoś dziwnie zachowywać.

– Cóż ci to, mój panie mężu? – pytała Kasia.

Ale on tylko wzdychał ciężko i jakoś nie mógł zebrać się w sobie, żeby się jej zwierzyć ze swoich dusznych rozterek.

Ponieważ jednak kobieta nie ustępowała i naciskała coraz mocniej, w końcu, gdy odpoczywali w ogrodzie po obiedzie, wyciągnął zza pazuchy welinową kartę złożoną we czworo i podał żonie.

– Czytaj.

Kasia, wprawna w tej sztuce, szybko przebiegła oczami tekst i ze zdumieniem popatrzyła na męża.

– Coś podobnego!

– Ano właśnie: coś podobnego…

– I co zamierzasz uczynić?

– Sam nie wiem. Dom w Paryżu pewnie co nieco wart. Może pojadę? Może go spieniężę?

– A może pluń na to. Brakuje nam tu czegoś? Żyjemy w dobrobycie, bez tych paru talarów za dom spokojnie się obejdziemy. Nie przesadzając, ale dzięki skarbom hrabiego, mego niby-ojca, jesteśmy bogaczami!

Ale pan Jerzy się zasępił. Nie na domu mu zależało, na to mógłby machnąć ręką, chociaż i domu byłoby żal. W głowie miał ciągle to dziwne zastrzeżenie, że jeśli chciałby budynek sprzedać, to ma go ze wszystkiego opróżnić. Po co? To go zastanawiało. A może była to zaszyfrowana wskazówka – przeszukaj dom, a znajdziesz w nim coś ważnego albo wartościowego…

I to był jedyny powód, dla którego, mimo wszystko, chciałby pojechać do Paryża.

Kiedy zwierzył się z tego Kasi, ta zrobiła kwaśną minę, ostatecznie jednak, wzruszywszy ramionami, powiedziała:

– Skoro to, Jerzy, jest takie ważne dla ciebie, to jedź. Nie będę ci stawała na przeszkodzie.

– To może jedźmy razem?

– Razem? A dzieci? Chcesz je zostawić ze służbą. O! Co to, to nie!

Zamilkli. Minęła dłuższa chwila, zanim Kasia podjęła przerwaną rozmowę.

– A na jak długo chciałbyś się tam wybrać?

– Hm… a bo ja wiem? Pojęcia nie mam, gdzie ta posesja z domem, w jakim jest stanie, ile może być warta, czy prędko znajdę nabywcę, jak długo potrwa opróżnienie domu. Co z tymi sprzętami zrobię? Przecie ich tutaj nie przywiozę… Myślę, że najbiedniej całe to przedsięwzięcie zajmie mi ze 3-4 miesiące, oczywiście licząc z podróżą w jedną i drugą stronę.

– Niechże będzie… jedź, ale pamiętaj, że my tu będziemy za tobą bardzo tęsknić… – Kasia przytuliła swój policzek, do policzka męża.

Książkę w wersji papierowej można kupić tu:

Wydawnictwo Armoryka

wydawnictwo.armoryka@armoryka.pl

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierza

e-book tu:

https://virtualo.pl/ebook/wieszczba-krwawej-glowy-i235158/

audiobook tu:

https://virtualo.pl/audiobook/wieszczba-krwawej-glowy-i246215/

Dlaczego ojcostwo budzi dziś przerażenie? Rozważania część 3

Dlaczego ojcostwo budzi dziś przerażenie? Rozważania część 3

Ojcostwo, które jest darem i powołaniem każdego mężczyzny, budzi u wielu współczesnych mężczyzn przerażenie. Dlaczego tak się dzieje? 

Mariusz Dzierżawski <pomagam@stopaborcji.pl

Dzisiaj trzecia część naszych adwentowych rozważań. Może Pan przeczytać tekst lub odsłuchać go, klikając w link.   Inspiracją dzisiejszych rozważań będzie postawa św. Józefa. Ojcostwo, które jest darem i powołaniem każdego mężczyzny, budzi u wielu współczesnych mężczyzn przerażenie. Dlaczego tak się dzieje? 
Bóg wybrał na rodzicielkę swego Syna Najświętszą Marię Pannę, zachowując Ją od zmazy grzechu pierworodnego i napełniając wszelkimi łaskami. Na ziemskiego ojca wybrał Józefa z Nazaretu, mężczyznę pełnego cnót. Józef jest roztropny i potrafi obserwować rzeczywistość. Dostrzega wspaniałość swojej Narzeczonej i raduje się głęboko, że będzie mógł spędzić swoje życie z tą Niewiastą u boku, choć zapewne wie, że złożyła ślub dziewictwa. Kontakt z rzeczywistością pozwala dostrzec Mu, że Maryja, zanim zamieszkali razem, jest w stanie błogosławionym. Z pewnością było to dla niego trudne. Józef nie wie co w tej sytuacji robić. Zmaga się z myślami i postanawia oddalić Ją potajemnie, aby nie narażać Maryi na zniesławienie.   Józef jest nie tylko człowiekiem sprawiedliwym i roztropnym. Jest człowiekiem pobożnym. Szuka kontaktu z Panem Bogiem i jest otwarty na Jego natchnienia, dlatego potrafi usłyszeć głos Anioła we śnie: Józefie, synu Dawida, nie bój się wziąć do siebie Maryi, twej Małżonki albowiem z Ducha Świętego jest to, co się w Niej poczęło. Uwolniony od rozterek Józef bierze na siebie z radością brzemię ojcostwa. Ojcostwo, które jest darem i powołaniem każdego mężczyzny, budzi u wielu współczesnych przerażenie. Dlaczego tak się dzieje? Brakuje nam ludzkich cnót świętego Patriarchy, stąd lęk przed odpowiedzialnością. Nie rozpoznajemy swojego powołania do ojcostwa, bo nie rozumiemy swojej natury, a często zaprzeczamy jej. Zdewastowani przez kulturę współczesną szukamy przyjemności, zamiast otworzyć się na wspaniałość, którą chce obdarzyć nas Bóg.   Braki współczesnych mężczyzn, istniejące zresztą od czasów grzechu pierworodnego, mogłyby zostać przezwyciężone przez pobożność i łaskę, którą chce nas obdarzyć Pan Bóg. Pobożność jest jednak towarem deficytowym w krajach dzisiejszego Zachodu. Modne teorie przedstawiają ją jako przejaw niedojrzałości, a media masowe ośmieszają.   Królewskie cnoty Józefa, pokora i miłość, ujawniają się w dramatycznych okolicznościach związanych z narodzeniem Jezusa. Józef potrafi znaleźć odpowiednie miejsce na narodziny Syna Bożego. Nie biadoli, że w jego rodzinnym mieście, a pochodzi z królewskiego rodu Dawida, nikt nie chce przyjąć brzemiennej Niewiasty i jego. Nie złorzeczy, że Pan Bóg nie troszczy się o Nich. Potrafi dostrzec, że skrajne ubóstwo, w którym rodzi się Syn Boży, stanie się świadectwem Jego królewskości. Józef jest wzorem dla nas, uzależnionych od wygód i zewnętrznych oznak prestiżu, że prawdziwa wielkość ujawnia się w pokorze i czystości. Być może Józef mógłby znaleźć w Betlejem wygodniejszy lokal, ale atmosfera tam nie była odpowiednia dla Świętej Rodziny, a nawet dla żadnej rodziny. Czy my potrafimy patrzeć w ten sposób na otoczenie, w którym wychowują się nasze dzieci?   Sytuacja materialna Świętej Rodziny poprawia się radykalnie po hołdzie Mędrców i przekazaniu przez nich darów. Bynajmniej nie oznacza to końca kłopotów Józefa. Tej samej nocy objawia mu się Anioł Pański i mówi: Wstań weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby je zgładzić. Józef nie odwleka wykonania polecenia do rana, jeszcze w nocy budzi Żonę i Syna i ucieka z Nimi do Egiptu. Nie paraliżuje go świadomość, że w rodzinie wszyscy przewyższają go godnością. Jest świadom odpowiedzialności i nie boi się jej przyjąć. Widząc zagrożenie dla najbliższych podejmuje działanie, które wypływa z inspiracji Bożej.   Święty Józef jest wzorem dla wszystkich ojców. Troska o najbliższych jest obowiązkiem każdego ojca. Czystość, pokora i pobożność pozwalają mu znaleźć wyjście z najtrudniejszych sytuacji, ponieważ słucha natchnień Bożych.   Jest wzorem dla wszystkich mężczyzn. Jesteśmy wezwani do obrony słabych. Dzisiaj najbardziej zagrożone są dzieci w łonach matek. Obrona ich to męska rzecz.   Módlmy się do Najświętszej Maryi Panny, aby mężczyźni zrozumieli swoje powołanie, a kobiety dostrzegły, że męskość nie jest dla nich zagrożeniem, tylko podporą.   Zachęcam też do przekazania adwentowej jałmużny na potrzeby ratowania dzieci zagrożonych aborcją i budowania świadomości Polaków na temat aborcji i deprawacji: Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Z wyrazami szacunku,
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl

Przerażająca prawda o odpadach radioaktywnych ! USA siedzi na bombie. Niemożność zbudowania stałego zbiornika. Jeszcze tylko 25 tysięcy lat…

Przerażająca prawda o odpadach radioaktywnych! USA siedzi na bombie. Niemożność zbudowania stałego zbiornika.Jeszcze tylko 25 tysięcy lat…

[Mirosław Dakowski. Jestem profesorem fizyki jądrowej, połowę życia naukowego spędziłem badając rozszczepienie. To nie histeria.

23.9.2019 https://www.national-geographic.pl/artykul/czas-polowicznego-rozpadu-smiertelna-spuscizna-amerykanskich-odpadow-nuklearnych

Wszyscy dbają o to, by materiały promieniotwórcze nam nie zagrażały, prawda? Niestety, ale wcale nie…

II Wojna Światowa wciąż trwała na Pacyfiku w pierwszym tygodniu sierpnia 1945 roku, gdy mój ojciec i ja spędzaliśmy wakacje w Atlantic City, w stanie New Jersey, jedząc kraby i leniuchując nad oceanem. W salonie gier wkładałem drobne do modelu karabinu maszynowego i strzelałem w kierunku japońskich myśliwców Zero fruwających w poprzek ekranu. Na deptaku, żołnierze z karabinami na ramionach maszerowali i śpiewali:

Gwiazdy i pasy załopoczą nad Tokio,

Załopoczą nad Tokio, załopoczą nad Tokio,

Gwiazdy i pasy załopoczą nad Tokio,

Gdy 991-sza brygada trafi tam.
 

Pewnego poranka mój ojciec pokazał mi gazetę z czerwoną czołówką, gdzie informowano o zrzuceniu ogromnej bomby na Hiroszimę. Trzy dni później kolejna spadła na Nagasaki i Japonia poddała się. Bomby te były tak wielkie, że chłopcy z 991-tej nie musieli wcale wybierać się do Tokio.
 

Potęga atomu
 

Mocna siła jądrowa, energia sprawiająca, że jądra atomowe to najbardziej ścisłe elementy we wszechświecie, została zerwana, uwalniając ogromną moc – równowartość 15 000 ton trotylu w Hiroszimie – i rozpoczynając wyścig do stworzenia potężniejszych broni. Siedem lat później pierwsza bomba wodorowa, o nazwie kodowej Mike, spowodowała wybuch o mocy 9,4 mln ton trotylu. Mike zrównałby z ziemią wszystkie pięć dzielnic Nowego Jorku.
 

W połowie lat sześćdziesiątych XX wieku, u szczytu zimnej wojny, USA zmagazynowało około 32 000 głowic jądrowych, a przy tym góry śmieci radioaktywnych z produkcji plutonu do tej broni. Wyprodukowanie jednego kilograma plutonu wymagało około 907 ton rudy uranowej. Pluton, generowany z uranu bombardowanego neutronami w reaktorze jądrowym, był oddzielany od uranu w piekielnych kąpielach w kwasach i rozpuszczalnikach, które nadal oczekują na utylizację.
 

Długo odkładane oczyszczanie właśnie trwa w 114 z obiektów jądrowych USA, które obejmują powierzchnię równą stanom Rhode Island i Delaware, razem prawie 10 000 kilometrów kwadratowych. Wiele z mniejszych obszarów, tych łatwych, zostało oczyszczonych, ale wielkie wyzwania pozostają. Co zrobić z 47 174 tonami niebezpiecznego, bo radioaktywnego, zużytego paliwa z komercyjnych i wojskowych reaktorów jądrowych? Jak postąpić z 344,5 mln litrów wysokoaktywnych odpadów, które pozostały z przetwarzania plutonu, dziesiątkami ton plutonu, 450 tys. ton zubożonego uranu, milionami metrów sześciennych zanieczyszczonych narzędzi, skrawków metalu, odzieży, olejów, rozpuszczalników i innych odpadów? Ponadto, co z 240 milionami ton odpadów z przeróbki rudy uranu, mniej niż połową z nich stabilizowaną, zaśmiecającymi krajobraz?
 Góra pełna śmierci
 

Aby zdać sobie sprawę ze skali: po załadowaniu odpadów do wagonów kolejowych, a następnie wlaniu 344,5 mln litrów odpadów do cystern, powstałby mityczny pociąg, sięgający wokół równika i jeszcze dalej.
 

Miejscem składowania dla wspomnianych materiałów miała być wybrana przez rząd USA góra Yucca w stanie Nevada, ale lokalizacja ta napotykała od początku na opór. Do tej pory nie wiadomo, czy dojdzie do realizacji projektu, pomimo znacznych, poczynionych już, nakładów finansowych.
 

Oprócz samego przechowywania odpadów, zanieczyszczone gleby i wody gruntowe muszą zostać przetworzone i ustabilizowane, reaktory jądrowe zamknięte, budynki rozebrane, część z zakopanych odpadów wykopana, posortowana i ponownie złożona w ziemi, ponieważ nie zostały od razu odpowiednio zakopane. Koszt całej operacji będzie oszałamiający – może nawet sięgnąć 400 miliardów dolarów przez 75 lat.
 

Zadanie podzielone zostało na kilka agencji federalnych. Departament Energii (DOE) prowadzi instalacje i nadzoruje czyszczenie wykonywane przez wybranych podwykonawców. Agencja Ochrony Środowiska (EPA) ustanawia standardy zdrowotne i środowiskowe dla długoterminowego składowania odpadów. Tymczasem Departament Transportu nadzoruje większość transportów materiałów jądrowych, korzystając ze standardów określonych przez Komisję ds. Energii Atomowej (NRC), która nadzoruje również wszystkie reaktory, z wyjątkiem wojskowych podlegających Departamentowi Energii.
 

Trudne pytanie 
 

Spędziłem sześć tygodni na podróżach do najważniejszych obiektów jądrowych w kilku stanach, gdzie rozmawiałem z kierownikami, naukowcami i inżynierami. Wielu z radością poświęciło czas na wyjaśnienie zagadnień z zakresu fizyki jądrowej i promieniowania, ale Departament Energii potrzebował ponad cztery miesiące, aby odpowiedzieć na ważne pytanie: ile odpadów radioaktywnych w różnych formach znajduje się w Stanach Zjednoczonych?
 

Rozmawiałem także z ekologami, którzy cieszą się z samego faktu, że oczyszczanie w końcu się odbywa, ale patrzą podejrzliwie, pełni wątpliwości, czy działania będą zrealizowane zgodnie z ich standardami. – Rząd po prostu będzie kłamał – podsumował jeden z nich.
 

Jak by nie patrzeć, amerykański „nuklearny establishment” odpowiedzialny za broń jądrową działał w ukryciu przez wiele lat, tworząc głębokie pokłady braku zaufania ze strony obywateli. W rezultacie, odpady jądrowe, broń i władza wzbudzają silne emocje. Od razu wyjawię swoją stronniczość – jako były oficer marynarki wojennej cenię to powołanie jako zajęcie honorowe i konieczne. Uważam broń jądrową za sprawdzony czynnik odstraszający przed wojną, nie jako zagrożenie dla pokoju. Ponadto, popieram rolę energetyki jądrowej w naszym bilansie energetycznym. Mimo to, podczas swojej pracy reporterskiej okazało się, że zgadzałem się z niektórymi stwierdzeniami ekologów, a nawet kwestionowałem rządowe plany trwałego składowania odpadów wysokoaktywnych.
 

Jak sprzątać by nie zginąć?
 

Sprzątanie śmieci nuklearnych byłoby o wiele łatwiejsze, gdybyśmy nie musieli się mierzyć z chemicznym i fizycznym chaosem groźnego dla zdrowia promieniowania, czyli emisji energii z materiału radioaktywnego.
 

Stworzone w reaktorze jądrowym pluton, cez i stront, a także inne pierwiastki z tego obszaru tablicy Mendelejewa, emitują niebezpieczne promieniowanie, które może dosłownie wybić elektrony z atomów w naszych komórkach, zaburzając lub uszkadzając ich funkcjonowanie, a nawet powodując mutacje. Promieniowanie występuje pod postacią drobnych cząstek alfa lub beta bądź podróżujących z wielką energią promieni gamma.
 

Pierwiastki promieniotwórcze emitują promieniowanie, ponieważ są niestabilne; chciałyby być czymś innym. Osiągają swój cel poprzez rozpad, dosłownie: wiele z nich emituje cząstki i fale miliardy razy na sekundę.
 

Każdy element promieniotwórczy ma swój czas połowicznego rozkładu, inaczej zwany też okresem półtrwania – tyle potrzeba, aby połowa jego atomów uległa rozkładowi. Wartości te wynoszą od ułamka sekundy do miliardów lat, na przykład 4,5 mld dla uranu 238. Paradoksalnie, im dłuższy czas półtrwania, tym mniej intensywne promieniowanie. Nieco radioaktywny uran nie stanowi zagrożenia dla zdrowia, jeśli obchodzić się z nim właściwie. Po dziesięciu okresach półtrwania, pierwiastek jest zazwyczaj nieszkodliwy.

Naukowcy zliczają promieniowanie przyjęte przez ludzi za pomocą jednostki zwanej „rem”. Pojedyncza dawka 400 remów na całe ciało, co odpowiada ponad 40 000 prześwietleniom klatki piersiowej, zabije połowę osób wystawionych na jej działanie. Maksymalna ekspozycja dozwolona dla pracowników elektrowni jądrowych to 5 remów na rok.

Wszędzie mamy do czynienia z promieniowaniem tła, zwanym tak, bo występuje cały czas, głównie pod postacią promieni kosmicznych i cząstek alfa z radonu. Inne źródła to promienie Roentgena stosowanie w medycynie, telewizory, a nawet cegły, które zawierają trochę uranu z gliny, z której je wypieczono. Nasze ciała są lekko radioaktywne, głównie w wyniku codziennego przyjmowania potasu.
 

Promieniowanie tła na smaganej wiatrem kotlinie w stanie Colorado o nazwie Rocky Flats wynosi około 450 milliremów rocznie (milirem to jedna tysięczna rema), ale istnieje tam problem w postaci zakładu produkcji broni o tej samej nazwie i związanej z nim znacznej radioaktywności różnych pozostałych cząsteczek, głównie plutonu. Od 1952 roku do końca zimnej wojny w 1989 roku, technicy kształtowali tam kawałki plutonu w dziesiątki tysięcy kul służących do budowy broni termojądrowej.
 

Postapokalipsa na żywo
 

Rocky Flats znajduje się pomiędzy Denver i Boulder oraz mieszkającymi w nich krytykami, którzy z religijnym wręcz ferworem prowadzili kronikę skażeń gruntu; beczek, z których sączyły się odpady; kanałów wentylacyjnych, rur i gleb skażonych plutonem. Pluton ma jeden paskudny nawyk, a mianowicie jest piroforyczny, czyli zapala się samorzutnie, co spowodowało dwa duże pożary i mnóstwo małych, przyczyniając się do reputacji Rocky Flats jako jednej z najbardziej znienawidzonych fabryk broni w USA.
 

Rockwell, właściciel fabryki, w końcu poszedł na ugodę w zakresie zarzutów przestępstw ekologicznych, w tym wycieków kwasu i czterech innych przestępstw, i zapłacił 18,5 mln dolarów grzywny.
 

Dziś krytykę zatrzymuje Barbara Mazurowski, kierowniczka DOE w Rocky, która nadzoruje liczącą 5000 osób ekipę oczyszczającą, kosztem dwóch milionów dolarów dziennie. Mazurowski staje przede mną, przyjmując postawę tak zdecydowaną, że wydaje się wyrastać wprost z granitu Gór Skalistych. Kiedy mówi, jej ręce fruwają wokół jak dwa myśliwce, skręcające, gdy chce podkreślić, co ma na myśli. – Zepsuliśmy ten teren i teraz go oczyszczamy. Obszar tej wielkości nigdy nie był zamykany. Kiedy skończymy będzie tutaj tylko trawa.
 

Patrząc na 1,6 kilometra kwadratowego budynków i dróg, które wchodzą w skład kompleksu, trudno mi w to uwierzyć. Jednak tu i ówdzie leżą zwały gruzu, pozostałości już zdemontowanych budynków.
 

Mazurowski zabiera mnie na wycieczkę po budynku 771, dawnym centrum produkcji plutonu, opisanym kiedyś jako „najbardziej niebezpieczny budynek USA”, który wciąż zagraża promieniowaniem pomimo częściowego czyszczenia. Wciskamy się do gumowej odzieży ochronnej, od butów po okrycia głowy. Wystawione na zewnątrz są tylko nasze twarze, bo prawdopodobieństwo wystąpienia zanieczyszczeń w powietrzu jest znikome.
 

Mijamy dziesiątki pudełek rękawiczek z mieszanki gumowych z ołowiem, chroniących techników przed promieniowaniem. Wyglądają jakby wciąż czekały na to, by ktoś wsunął do nich ręce, sięgnął w głąb stalowych skrzynek i zaczął formować pluton w kształt odpowiedni dla eksplozji.
 

Pracownicy tną palnikami skrzynie, leżące odłogiem od 1989 roku, na kawałki odpowiedniej wielkości do włożenia w beczki i przetransportowania do Waste Isolation Pilot Plant, czyli Pilotażowego zakładu izolacji odpadów w Carlsbad w Nowym Meksyku, gdzie zostaną na stałe zakopane w głębokich na ponad 650 metrów grotach wyciętych w starożytnej soli.
 

Pokój jest wilgotny i ciemny, a spod żaru palników wyfruwają iskry. Wycieram gołe czoło odzianą w gumową rękawiczkę ręką, zapominając, że zostało to zakazane, ponieważ na rękawiczkach mógł osiąść zagubiony kawałek plutonu, wypluwający promieniowanie w postaci miliardów cząstek alfa. To duży problem. Chociaż promieniowanie alfa zatrzymuje już kawałek papieru, jest one szczególnie niebezpieczne, jeśli jego źródło dostanie się do płuc lub zostanie połknięte. Przyznaję się do błędu. Technik rusza miernikiem promieniowania koło mojej twarzy w celu wykrycia alfa. Na szczęście, jestem czysty.
 

Powyżej kotłują się kilometry rur, z których usuwana jest radioaktywna ciecz. Kawałek po kawałku, rura po rurze, skrzynia po skrzyni, budynek 771 przemienia się w łąkę.
 

Zamiatanie pod trawę
 

Opuściłem tego dnia Rocky Flats całkiem pod wrażeniem profesjonalizmu i wysiłków wkładanych w porządkowanie przez Mazurowski i jej żołnierzy. Później, aby poznać inny punkt widzenia, odszukałem Lena Acklanda, dyrektora Centrum dziennikarstwa środowiskowego z Uniwersytetu Kolorado w Boulder, autora krytycznej książki o zakładzie: „Making a Real Killing” (w wolnym tłumaczeniu, „Morderczy zysk”). Zapytałem go, co myśli o przywróceniu Rocky Flats naturze. – A co kryje się pod trawą? – zapytał znacząco.
 

Odpowiedź: brud przeplatany z plutonem. Ekolodzy chcieliby usunięcia plutonu. DOE twierdzi, że promieniowanie będzie znikome, jeden millirem rocznie, dodając, że koszt wymiany gleby szedłby w miliony.
 

Rocky Flats może i jest pokazowym miejscem dla DOE i sukcesu oczyszczania, ale siostrzany zakład, o powierzchni ponad 1500 kilometrów kwadratowych w Hanford, w stanie Waszyngton, to zupełnie inna sprawa. Tu spoczywa największy wolumen wysokoaktywnych odpadów jądrowych w USA.
 

Co truje w Hanford?
 

Hanford obejmuje 200 mln litrów odpadów z przetwarzania plutonu przechowywanych w zbiornikach podziemnych, prawie 2100 ton wypalonego paliwa jądrowego, cztery tony plutonu, ponad 700 tys. metrów sześciennych odpadów stałych i 1,1 mld metrów sześciennych zanieczyszczonej gleby i wód gruntowych. W basenie do składowania przyglądam się najbardziej śmiertelnemu źródłu promieniowania poza samymi rdzeniami reaktorów – 1936 stalowym cylindrom zawierającym cez i stront, przykrytymi czterema metrami wody. Kiedy technik wyłącza światło, promieniowanie z cylindrów rozświetla na błękitno pomieszczenie.
 

Reaktory w Hanford przygotowywały pluton dla pierwszego wybuchu jądrowego, w pobliżu Alamogordo w Nowym Meksyku, w 1945 roku, a także do bomby zrzuconej na Nagasaki (w Hiroszimie użyto uranu). Do zamknięcia w 1989 roku zakład w Hanford wyprodukował około 53 tony plutonu odpowiedniego do zastosowania w bombie.
 

Od pierwszych dni, naukowcy z Hanford zaobserwowali, że radionuklidy – bardzo szeroki termin na radioaktywne atomy – dostawały się do środowiska. Jod 131, gaz powstający w wyniku przetwarzania plutonu, ulatywał z pozbawionych filtrów kominów. Woda pobierana z pobliskiej rzeki Columbia do chłodzenia reaktorów powracała do rzeki z radioaktywnym sodem, cynkiem, arsenem, a nawet pierwiastkami rozszczepialnymi.
 

Później przechowywane w zbiornikach podziemnych odpady wyciekły do gleby, a 170 mld litrów zanieczyszczonych zostało porzuconych na miejscu, niektóre w pobliżu przeciekających zbiorników. W ten sposób powstały podziemne „pióropusze” zanieczyszczenia, niektóre zagrażające rzece Columbia. Prasa zaczęła pisać o rosnącej liczbie zachorowań na raka i wad wrodzonych u ludzi oraz zwierząt na obszarach rolniczych w pobliżu Hanford.
 

We wrześniu 1985 roku Michael Lawrence, kierownik DOE dla zakładu, spotkał się z rolnikami w celu omówienia ich obaw. Fakt, że promieniowanie spowodowało chorobę u konkretnej osoby jest praktycznie niemożliwy do udowodnienia; ale Lawrence postanowił uwolnić wcześniej tajne informacje, począwszy od 19 000 stron dokumentów napisanych przez naukowców z Hanford sięgających 1943 roku. Lawrence był pierwszym urzędnikiem z DOE, który coś takiego zrobił, a jego decyzja wywołała „zainteresowanie”, jak wspomina, w Waszyngtonie D.C.
 

W Hanford inni też się interesowali, szczególnie Michele Gerber, gospodyni domowa, matka, historyk z wykształcenia, która przeglądała po kolei opublikowane dokumenty. – Naukowcy nie wierzyli, że ktokolwiek je przeczyta za ich życia – stwierdza. – Mnie zaskoczyła ich szokująca szczerość.
 

Dlaczego nic z tym nie zrobiliście?
 

Podczas pierwszych przypadków wydostawania się jodu 131 w 1940 roku, technicy nonszalancko zapisali, że radioaktywny gaz rozprzestrzenia się dalej, niż przewidywano.
 

– Po prostu powiększyli kręgi dla pobierania próbek – tłumaczy Gerber – do 40, 80, 160, 240 kilometrów, aż do Spokane i Walla Walla.
 

Jak w transie, Gerber czytała przez całą noc, aż do świtu. – Myślałam sobie, zrobiliście co? Dlaczego nie przestaliście? Dlaczego nie zmieniliście procesu produkcji tak, by zmniejszyć emisje?Wielu wątpiło w prawdziwość danych, aż zanieczyszczenia znaleziono na pustynnych kwiatach zdobiących biurko urzędnika. Troska rosła, ale Hanford musiało sprostać kwotom produkcji plutonu. Specjalne filtry oparte na srebrze w końcu zatrzymały 99 procent emisji jodu w 1952 roku.
 

„On the Home Front” (Na domowym froncie), książka Gerber szczegółowo opisująca zanieczyszczenia w Hanford, została opublikowana w 1992 roku i stanowi beznamiętny opis sytuacji, z dokładnymi przypisami, literacki odpowiednik wybuchu atomowego. Konkluzja: choć naukowcy w Hanford wiedzieli, że zanieczyszczają środowisko, nie powiedzieli o tym opinii publicznej.
 

Ta ostatnia poczuła się zdradzona. Roy Gephart, geohydrolog, który był zaangażowany w działalność Hanford przez 28 lat, z książki Gerber dowiedział się, jak stwierdził, „rzeczy, o których nigdy nie słyszał”. – Rozmawiałem z pracownikami, którzy poczuli się kompletnie zaskoczeni, gdy przeczytali książkę. Czuli się oszukani. Dlatego wielu Amerykanów wciąż nam nie ufa.
 

Gephart jest obecnie kierownikiem programu nauk środowiskowych w Pacific Northwest National Laboratory, federalnym zakładzie naukowym niedaleko Hanford. – Ważne jest to, aby właściwie wykonać rekultywację i odzyskać zaufanie opinii publicznej – mówi – ale to może potrwać kolejne pokolenie.
 

W tej chwili w Hanford konstruowany jest zakład do zeszklenia odpadów radioaktywnych do przechowywania – w olbrzymich dołach wyłożonych nieprzepuszczalnym plastikiem zakopywane są odpady niskoaktywne, wyszukiwany jest cez w zbiornikach reaktorów, konstruowane są stalowe stropy nad starymi reaktorami, pozwalające na wyczekanie 75 lat na spadek poziomu radioaktywności, a także instalowane są setki studni do monitorowania podziemnych pióropuszy. – Jeśli pióropusze kiedykolwiek zagrożą zdrowiu ludzi – tłumaczy Gephart – planujemy przerwać ich ruch, zbudować bariery i ustabilizować zanieczyszczenia. Jednak większość z nich pozostanie nietknięta ze względu na koszty, ryzyko i brak odpowiedniej technologii.
 

– Zimna wojna naprawdę była wojną – wspomina Michele Gerber – a Hartford było polem bitwy z innym rodzajem zniszczeń, radionuklidami przedostającymi się do środowiska. Nie można osiągnąć poziomu produkcji jak w Hartford i nie mieć odpadów. Jestem optymistką i wierzę, że zostanie to wszystko oczyszczone. Moje życzenie to od początku po prostu czysta rzeka.
 

Chmura plutonu
 

Innym polem bitwy o rodowodzie sięgającym zimnej wojny jest Idaho National Engineering and Environmental Laboratory (INEEL), czyli Krajowe Laboratorium ds. Inżynierii i Środowiska w Idaho, leżące na zachód od Idaho Falls. Swoją karierę rozpoczęło jako cel dla dział pancerników w czasach II Wojny Światowej. Potem ten ogromny teren porośnięty chwastami i krzewami stał się centrum badań reaktorów jądrowych, a przez pewien czas był używany jako stałe składowisko odpadów dla niektórych z nich.
 

Do INEEL przyjeżdżały z Rocky Flats tysiące beczek odpadów, do października 1988 roku, gdy gubernator Idaho Cecil Andrus polecił policji stanowej zablokowanie drogi ładunkowi. Pociąg wrócił do Kolorado, pośród wagonów jeden bordowy o numerze 6503, który można jeszcze zobaczyć na bocznicy w Rocky. Oczywiście odpady dawno już z niego usunięto.
 

Transporty szybko jednak wznowiono. W 1995 INEEL postanowiło spalić odpady skażone plutonem w najnowocześniejszej spalarni. Jak mi wyjaśniono, urządzenie miało oddzielać pluton podczas spalania PCB (polichlorowanych bifenylów) i innych substancji chemicznych. Minimalna część plutonu mogła uciec, stwierdzili eksperci z INEEL ale nie na tyle dużo, aby było to szkodliwe.
 

Około 160 kilometrów dalej, w Jackson w stanie Wyoming, modnym kowbojskim bastionie bogatych, a także punktu na drodze turystów zdążających do Yellowstone, ludzie nie podzielali zdania naukowców. – Martwiła ich „chmura cząstek plutonu wiejąca w naszą stronę” – tłumaczy Angus Thuermer, Jr., redaktor Jackson Hole News – Alarmy rozległy się po całej dolinie. Według INEEL było to bezpieczne, ale wiele osób tutaj nie ufa rządowi.
 

Jednym z nich był Gerry Spence, słynny adwokat, który często pojawia się w programach telewizyjnych w koszuli ze skóry jelenia. – INEEL działało tak, jakby te cząstki miały spaść na ziemię, gdy tylko trafią na granicę stanu Wyoming – stwierdził. Na spotkaniu tysiąca mieszkańców Jackson w 1999 roku, Spence przedstawił zagrożenie powodowane przez pluton. – To było jak ostatnie argumenty przed przysięgłymi – wspomina – a ludzie zwyciężyli.
 

Nuklearny śnieg
 

Harrison Ford zobowiązał się przekazać 50 tys. dolarów na rzecz sprawy. Inni dołączyli i pół godziny później Spence zebrał 500 tys. dolarów. Powstała organizacja „Keep Yellowstone Nuclear Free”, czyli „Yellowstone wolne od cząstek nuklearnych”.
 

W artykule redakcyjnym magazynu narciarskiego Powder spekulowano, że narciarze z Jackson będą szusowali po „nuklearnym puchu” podczas „zimy nuklearnej”, a światła nie będą im potrzebne, bo noc rozświetli blask materiałów jądrowych.
 

Pluton nie świeci jednak w ciemnościach i niektórzy obywatele Jackson podchodzili bardzo sceptycznie do wizji opadów popiołów z plutonu na ich miasto. – Nie ma dowodów, nawet najmniejszych, że pluton lub jakikolwiek inny materiał promieniotwórczy spadnie Jackson – powiedział Jerry Fussell, były profesor inżynierii jądrowej na Uniwersytecie Tennessee specjalizujący się w ocenie ryzyka systemów jądrowych. – Czy możecie sobie wyobrazić trąbę powietrzną w Idaho Falls podnoszącą i rozrzucającą materiały jądrowe po Jackson Hole? To niedorzeczne – dodał Fussell, który był też amerykańskim delegatem do Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej zajmującym rozmowami na temat emisji radioaktywnych. – To będzie wstyd, gdyby Jackson uniemożliwiło działanie tej spalarni.
 

No i uniemożliwiło. Gerry Spence wystosował pozew, a po roku sporów zawarto umowę: INEEL miało zbadać alternatywy dla spalarni odpadów skażonych plutonem, które pozostawały na tym terenie. Spence zgodził się z kolei nie wnosić pozwów kwestionujących dysponowanie innymi odpadami. – To nie jest najmilsza rzecz mieć Gerry’ego Spence’a na ogonie – powiedział mi jeden urzędnik z INEEL.
 

Przekazałem tę uwagę Spence’owi, na co on się uśmiechnął. Siedzieliśmy na ganku jego ranczo na północ od Dubois w stanie Wyoming. Spence wygląda na żywo na wyższego i młodszego – a miał wtedy 71 lat – niż w telewizji. Radośnie ćwierkająca grupa rudzików i pokrzewek nie przerwała jego ponurej oceny składowania odpadów nuklearnych.
 

– Pomysł, że jesteśmy w stanie znaleźć bezpieczny sposób na poradzenie sobie z tymi odpadami to mit – stwierdził. – Najpierw trzeba je tu przywieźć. I ja mam uwierzyć, że nie zdarzą się żadne wypadki losowe? Tak samo mówili o Titanicu.
 

Inne osoby na szlaku odpadów nuklearnych rozmawiały równie szczerze – naukowiec, działacz, kierownik DOE, ekolog i przewodnik po rzece.
 

Jest tego znacznie więcej niż nam się wydaje
 

Arjun Makhijani, urodzony w Indiach dr elektrotechniki, inteligentny, poinformowany i miły od 20 lat krytykuje całą nuklearną scenę. Od jego skroni ciągną się najbardziej niesamowite bokobrody, jakie kiedykolwiek widziałem – białe, grube, ogromne. Z ośmiu pracownikami prowadzi Institute for Energy and Environmental Research, czyli Instytut badań nad Energią i Środowiskiem, think tank w Takoma Park w stanie Maryland, na przedmieściach Waszyngtonu D.C. Makhijani wyjaśnił mi, że wolałby robić coś innego, ale DOE wciąż daje mu zajęcie.
 

– Jestem konstruktywnym krytykiem – stwierdza. Jako przykład wskazuje na swoją iście detektywistyczną pracę dotyczącą ilości odpadów transuranowych zakopywanych w przypadkowy sposób w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych, gdy ciężarówki po prostu wrzucały zanieczyszczone plutonem odpady do rowów i dołów. Warstwa gleby była rozrzucana na odpadach, a następnie wyrównywana przez maszyny budowlane. Następnie proces ten powtarzano.
 

Starając się ocenić ilość odpadów w dołach, Makhijani przestudiował zapisy rządowe i stwierdził, że urzędnicy po prostu zgadywali. „Jakby rzucali lotkami”, stwierdza. Wysłał krytyczny artykuł do DOE. Departament Energii rozpatrywał dokument przez ponad dwa lata i w końcu zgodził się z nim, przyznając, że skażone plutonem odpady zakopane w dołach były dziesięć razy bardziej radioaktywne niż się wszystkim wydawało. – W samym Idaho jest mnóstwo plutonu – mówi Makhijani. – Część z niego przedostaje się przez glebę i zagraża warstwie wodonośnej rzeki Snake.
 

Makhijani postuluje wycofanie energii jądrowej i zastąpienie jej energią z wiatru. – W 12 stanach na środkowym-zachodzie USA jest wystarczający potencjał do generowania trzy razy zapotrzebowania na energię elektryczną całych Stanów Zjednoczonych – tłumaczy.
 

Marcus Page – buntownik w kapeluszu
 

W Las Vegas, poznałem tego aktywistę walczącego z energią nuklearną i działacza na rzecz pokoju. Został kiedyś aresztowany za protestowanie przeciwko programowi Gwiezdnych Wojen przy bazie lotniczej Vanderberg w Kalifornii. Regularnie pojawia się na protestach przeciw energii nuklearnej, gdzie rozpakowuje przenośną stację radiową i rozpoczyna nadawanie dla katolickiej społecznej stacji robotników. Na nasze spotkanie przyszedł z okrągłym kapeluszem z czarnego filcu z wąskim rondem, który wydawał się nieco za mały, dokładnie takim jakiego spodziewałbym się po baśniowym karle. Podziwiałem go, a Page natychmiast zdjął go i mi dał.
 

Chce wycofać broń jądrową i elektrownie, bo „po prostu tworzą więcej odpadów. Nie ma bezpiecznego sposobu ich przechowywania, więc jest nieodpowiedzialne, aby wygenerować materiały radioaktywne, które przetrwają setki pokoleń.”
 

Inna utalentowana kierowniczka DOE, Triay uciekła z rodzicami z Kuby w wieku trzech lat, a później uzyskała stopień doktora chemii na Uniwersytecie w Miami. Kieruje Pilotażowym zakładem izolacji odpadów w Nowym Meksyku, punkcie składowania, który spodziewa się otrzymać 850 tys. beczek odpadów transuranowych do 2035 roku. – Mam zamiar skrócić to o co najmniej 15 lat – mówi Triay, która mimo mnogości przepisów prowadzi zakład „jak biznes” — Istnieją dosłownie dziesiątki tysięcy wymagań, które muszę spełnić, a wiele z nich się pokrywa, co powoduje marnowanie czasu i pieniądzu.
 

Jeśli się jej uda, osiągnie koszty niższe o około 8 miliardów dolarów od oryginalnego szacunku 16 miliardów dolarów.
 

Joni Arends szuka dobrych rzeczy
 

Jest dyrektorem programów zarządzania odpadami w Concerned Citizens for Nuclear Safety, czyli Stowarzyszenia obywateli na rzecz bezpieczeństwa nuklearnego, grupy zajmującej się ochroną środowiska w Santa Fe w Nowym Meksyku. Późnym popołudniem w restauracji tex-mex przy drodze Cerrillos siedzieliśmy przy barze, a ja słuchałem jak Arends recytowała listę środowiskowych problemów rządu, od cząstek alfa po całą gamę innych niepokojących zjawisk. Po trzech Dr Peppersach zapytałem: – Joni, czy jest coś, co rząd Stanów Zjednoczonych zrobił w ciągu ostatnich 50 lat, co popierasz?
 

Odwróciła głowę w zamyśleniu, a po chwili spojrzała z powrotem w moją stronę. – Tak – powiedziała – prezydent Eisenhower zbudował układ dróg międzystanowych.
 

Śmiercionośne kaczątko
 

David Lyle to przewodnik po rzekach, który czuje się szczęśliwy, gdy pokonuje bystre prądy i „kiepsko”, gdy patrzy na ogromny kopiec odpadów uranu w pobliżu rzeki Kolorado koło jego domu w Moab w stanie Utah. „Kiepsko”, bo amoniak wypływa z odpadów do rzeki i zagraża już zagrożonym rybom, ponieważ rakotwórczy radon unosi się ze stosu i wisi jako radonowa „mgła”, a także przez to, że jest po prostu zmęczony patrząc na dziewięć milionów ton odpadów.

– Obywatele Moab krzyczą o tym od 25 lat – protestuje Lyle.
 

Stos w Moab jest jak brzydkie kaczątko wśród wspaniałej scenerii pustyni w Parku narodowym Arches i leżących niedaleko mokradeł im. Scotta M. Mathesona. DOE zastanawia się, czy je przenieść, kosztem 364 milionów dolarów, czy spróbować zatrzymać wycieki amoniaku i innych substancji zanieczyszczających wody podziemne.
 

Dla Spence’a, Makhijaniego, Arends i wielu innych, bezpieczeństwo transportu materiałów nuklearnych drogami i koleją stanowi największy problem. Blisko Chugwater w stanie Wyoming trafiłem na taki transport podczas powrotu z wyjazdu na ryby do mojego domu w Denver. Grupa wojskowych dżipów pełnych żołnierzy, duże vany Chevy Suburban z napisami „Ochrona” i krążący helikopter eskortowały dużą ciężarówkę z białą naczepą z logo lotnictwa USA. Cała grupa pełzała 80 km na godzinę na międzystanowej autostradzie, gdzie można jechać 120. Na drzwiach wiodącego pojazdu widać było znak „Stany Zjednoczone Ameryki”.
 

Jak dowiedzieć się, czy były to odpady nuklearne czy po prostu coś nuklearnego?
 

Postanowiłem być uciążliwy, więc wyprzedziłem konwój i zaparkowałem przy drodze, trzymając komórkę w podejrzany sposób, a przynajmniej taką miałem nadzieję, i mój laptop otwarty. Za trzecim razem, gdy zaparkowałem, było już ciemno. Przestałem już się łudzić, że przyciągnę uwagę.
 

Nagle moje drzwi otworzył wysportowany, wręcz kwadratowy, mężczyzna w niebieskim kombinezonie z pasem na naboje, który przedstawił się jako oficer U.S. Marshals. – Zastanawiamy się dlaczego pan to robi – powiedział. Podjechał blisko mojego samochodu z wyłączonymi światłami, a teraz zasłonił swoją prawą rękę, którą prawdopodobnie trzymał broń. Śmigłowiec zawisł nad nami, a jego reflektor skierowany był w moją twarz.
 

Zmieszany, odpowiedziałem, że piszę dla NATIONAL GEOGRAPHIC i pracuję nad artykułem o odpadach promieniotwórczych. – Wiemy, kim jesteś – odparł. W tym momencie minął nas konwój z przyczepą.
 

– Czy to odpady nuklearne? – zapytałem.

– Nie – odpowiedział.

– Czy może mi pan powiedzieć, co to jest?

– Nie.
 

Marshal Douglas Lineen zamknął drzwi mojego samochodu i odjechał. Helikopter odleciał, a ja postanowiłem przestać irytować tych ludzi i spróbować dowiedzieć się, czy podejrzany ładunek może być głowicą nuklearną.
 

– Przy takim poziomie zabezpieczeń, prawdopodobnie kompletna głowica – wytłumaczył mi Douglas Ammerman, inżynier w Sandia National Laboratories, czyli Krajowym laboratorium Sandia w Albuquerque w Nowym Meksyku, którego zapytałem o to później. Ammerman zarabia na życie testując zbiorniki w skali od 1/4 do 1/2 przeznaczone do przewozu odpadów nuklearnych.
 

Jego technicy zrzucają, palą, zanurzają, próbują przebić lub w jakikolwiek inny sposób wymęczyć pojemniki, aby sprawdzić ich integralność. W jednym, wyjątkowo spektakularnym przypadku, uderzyli lokomotywą poruszającą się z prędkością 130 km na godzinę w przestarzały, pełnowymiarowy zbiornik ustawiony na przyczepie, co uszkodziło lokomotywę, ale nie zbiornik.
 

Ammerman powiedział mi, że nie potrafi wyobrazić sobie sytuacji, która mogłaby spowodować pęknięcie zbiornika. – Może gdybyśmy przejeżdżali koło wulkanu St. Helens, gdy wybuchał – zaproponował.
 

Ekspert: Musimy wiedzieć, jaka katastrofa lub pożar spowodują przerwanie zbiornika
 

Don Hancock, dyrektor programu zarządzania odpadami nuklearnymi w Southwest Research and Information Center, czyli Centrum Badań i Informacji dla regionu południowo-zachodniego w Albuquerque, zakwestionował stwierdzenie Ammermana. Hancock przytoczył fakt, że pociąg towarowy przewożący odpady niebezpieczne rozbił się w zeszłym roku w tunelu w Baltimore, powodując pożar, który palił się przez pięć dni. – Musieli zamknąć tunel. Co gdyby był to transport zużytego paliwa? – zapytał.
 

Hancock zauważył, że propan pali się przy temperaturze ponad 1090 stopni Celsjusza. Nuclear Regulatory Commission, czyli Komisja ds. Uregulowań Nuklearnych określa, że pojemniki należy sprawdzać poprzez palenie przez pół godziny w temperaturze 800 stopni Celsjusza.
 

W biurach NRC w Rockville w stanie Maryland, zadaję pytanie E. Williamowi Brachowi, dyrektorowi Biura ds. wypalonego paliwa. Dlaczego 800 stopni Celsjusza? Brach spojrzał na mnie, po czym zwrócił się z pytającym wyrazem twarzy w stronę Marka Delligattiego, starszego kierownika projektu, który wzruszył ramionami.
 

Okazuje się, że NRC przyjęło standard w 1965 roku, przejmując go i inne z wymagań Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej opublikowanych w 1961 roku. Hancock uważa te 40-letnie normy za przestarzałe.
 

– Chciałbym zobaczyć pełnowymiarowe pojemniki testowane aż do momentu awarii – mówi – tak jak samochody. Musimy wiedzieć, jaka katastrofa lub pożar spowodują przerwanie zbiornika.
 

Wygląda to na istotną kwestię, ponieważ transporty wysokoaktywnych odpadów po drogach i szynach w całym kraju mogą w końcu przewozić dziesiątki tysięcy ton zużytego paliwa z elektrowni nuklearnych, statków marynarki wojennej i innych odpadów niebezpiecznych na składowiska. Samego wypalonego paliwa z elektrowni dochodzi 1800 ton rocznie. Już teraz kilka basenów do jego przechowywania jest pełnych, a nadmiarowe wypalone paliwo składowane jest nad ziemią w zbiornikach, które mogą być określone jako bezpieczne na co najmniej 20 lat. Niektórzy mówią, że należy te materiały przechowywać nad ziemią, a być może pojawi się nowa technologia, która posłuży rozwiązaniu problemu.
 

Znaczące i niedopuszczalne zagrożenie
 

Jeśli wszystko potoczy się po myśli rządu, transporty będą jechały do góry Yucca, 145 kilometrów na północny zachód od Las Vegas. To miejsce wybrane przez Kongres w 1987 roku jako potencjalne składowisko dla zużytych prętów paliwowych oraz innych odpadów wysokoaktywnych z całego kraju. DOE zainwestowało cztery miliardy dolarów w próby i wykonywanie tuneli w Yucca, pośród kontrowersji ścielących się tak grubo jak zagęszczony pył wulkaniczny, z którego zbudowany jest wysoki na ponad 450-metrów grzbiet.
 Stan Nevada stanowczo stwierdza „znaczące i niedopuszczalne zagrożenie” kryjące się niemal wszędzie przy górze Yucca, od geologii, przez wody podziemne, aż po pojemniki ze stopów niklu (na zużyte paliwo), które zdaniem DOE przetrwają co najmniej 10 tys. lat. Raczej 500 zdaniem stanu i wielu ekologów zgadza się z taką oceną.
 W styczniu, Spencer Abraham, Sekretarz ds. energii, oświadczył, że teren jest „właściwy z naukowego punktu widzenia” i „odpowiedni technicznie” do działań budowlanych, przekazując sprawę do Prezydenta, jak wymaga prawo, a jednocześnie atakując stanowisko stanu Nevada.Nevada odpowiedziała na to ogniem. Senator John Ensign odparł: – Departament Energii nieugięcie prze ku budowie w górze Yucca, bez względu na argumenty naukowe, etyczne i koszty. Gubernator Kenny Quinn zagroził wniesienie pozwu aż do Sądu Najwyższego.
 Po zatwierdzeniu lokalizacji przez prezydenta Busha, 15 lutego, Nevada wniosła w dniu 8 kwietnia wniosek wyrażający dezaprobatę, wysyłając sprawę do Kongresu, który może odrzucić weto Nevady większością głosów. Wokół terenu narosły ogromne kontrowersje i wciąż nie wiadomo, czy składowisko powstanie w od dawna określonym miejscu.
 Ale co będzie potem?
 

Jedną z ważnych kwestii jest to, że Agencja Ochrony Środowiska orzekła, że DOE musi wykazać, że góra Yucca może spełniać normy EPA dla zdrowia publicznego i środowiska przez 10 tys lat. Czy to oznacza, radioaktywność nie będzie zagrożeniem po 10 tys lat? Nie. Według DOE największa dawka promieniowania oddawana do środowiska pojawi się po 400 tys lat.
 

Niemniej jednak, pomimo sprzeciwów wielu naukowców, EPA zdecydowała się na okres 10 tys lat, ze względu na „ogromne wątpliwości” co do tego, co stanie się potem.
 

– Czy myślisz, że wciąż będzie istniał Departament Energii za 300 tys lat? – zostałem zapytany przez Steve’a Page’a, dyrektora Biura ds. promieniowania i powietrza wewnętrznego w EPA.
 – Nie wiem. Nie ma jednak wątpliwości, co do tego, jak długo potrzeba, by radioaktywność ustąpiła. Jest to koło dziesięciu okresów półtrwania, czyli przypadku plutonu 239 do 240 tys lat.
 Nie ma podręcznikowych rozwiązań. Niektórzy ekolodzy zgodziliby się na okres zgodności od 250 tys do 500 tys lat. Szwedzi celują wyżej. Do przechowywania swoich odpadów wysokoaktywnych planują używać pojemników stalowych pokrytych miedzią, która nie ulegnie korozji w przypadku braku tlenu, osadzonych na głębokości 550 metrów w granicie (opcja odrzucona w USA) i otoczonych nieprzepuszczalną gliną, co zahamuje przenoszenie wilgoci. Oczekują, że taka struktura zatrzyma radioaktywność na milion lat.
 To mnóstwo czasu na to, by Homo sapiens doświadczył zmian ewolucyjnych. Być może zmienimy się w Homo furioso, zastanawiających się głośno, co ci starożytni Amerykanie myśleli, gdy zakopali te rzeczy w ziemi i postanowili, że 10 tys lat to wystarczająco długi czas na ich przetrzymywanie?
 Według Yoon Chang, eksperta w dziedzinie technologii reaktorów i dyrektora w Argonne National Laboratory, czyli Laboratorium krajowym Argonne, w pobliżu Chicago, może istnieć lepszy sposób. Dzisiejsze nieefektywne reaktory spalają tylko 3 procent paliwa. Pozostałe 97 procent uważa się za „zużyte” i nadające się tylko do góry Yucca.
 W ramach ambitnego projektu recyklingu, Chang chce używać tego paliwa w zaawansowanym „szybkim” reaktorze, który na papierze spalałby 99,9 procent paliwa, pozostawiając wyłącznie 0,1 procent plutonu i jego radioaktywnych przyjaciół wymagających długoterminowego składowania. – Większość odpadów zostanie spopielona i będzie nieszkodliwa w ciągu zaledwie 300 lat – przewiduje Chang, choć niektórzy się z nim nie zgadzają. [On KŁAMIE: Bowie, że użyć można paliwo jądrowe – ale 99% odpadów to produkty, fragmenty rozszczepienia. Ich nie da się „wypalić”. Mirosław Dakowski]
 Nawet Homer Simpson nie dałby rady sprowokować katastrofy szybkiego reaktora – mówi Chang. W porównaniu z dzisiejszymi reaktorami chłodzonymi wodą, sodowe chłodziwo ma wysoki punkt wrzenia i pochłonęłoby nadmiar ciepła. Tymczasem paliwa rozszerzałyby się i oddzielały, zatrzymując reakcję łańcuchową „bez interwencji człowieka”. Jak tłumaczy Chang, podstawy technologii szybkiego reaktora zostały pokazane, a kolejnym krokiem jest przygotowanie w pełni sprawnej zaawansowanej konstrukcji, co stanowi ogromny projekt, który wymagałby „około dziesięciu lat i dwóch miliardów dolarów funduszy federalnych”.
 Szybki reaktor brzmi zbyt dobrze, by mógł być prawdziwy i może tak właśnie jest. Sceptycy pytają, czy obietnice można faktycznie zrealizować, zwracając uwagę na fakt, że sód łatwo się zapala. Chang pozostaje jednak jest optymistą.
 Co powiecie na wart dwa miliardy dolarów zakład na rozwianie wątpliwości? Czy może lepiej budować składowisko jak w górze Yucca co mniej więcej 50 lat i naprawdę rozzłościć Homo furioso? A może lepiej rzucić wszystko co nuklearne i przenieść pieniądze na energię z wiatru lub słoneczną.
 Są to pytania, z którymi USA i inne kraję będą musiały się zmierzyć, tak samo jak z nadal nierozwiązanymi problemami z odpadami. Mnie męczy pięć zakładów przetwarzania plutonu w Hanford. Trzy z tych obskurnych szarych sarkofagów mają ponad 300 metrów długości i żelbetowe ściany grube na prawie trzy metry. Rozebrać te potwory i gdzie umieścić gruz?
 Niektórzy sugerują, by ich nie rozbierać. Lepiej wypełnić je niskoaktywnymi odpadami i przykryć czystą ziemią. Podoba mi się taki pomysł, harmonijne rozwiązanie dla kontrowersyjnego rozdziału w historii kraju – radioaktywność wracająca do łona, w którym powstała.
 Autor: Michael E. Long

Decontamination work to start in more parts of Fukushima in FY 2023

Decontamination work to start in more parts of Fukushima in FY 2023

https://www3.nhk.or.jp/nhkworld/en/news/20221217_01/ Friday, Dec. 16, 17:57

The Japanese government says decontamination work will start next fiscal year in more parts of Fukushima Prefecture that remain off limits following the March 2011 nuclear accident.

Authorities designated the areas as „difficult-to-return zones”, and evacuation orders remain in effect.

除染

On Friday, Reconstruction Minister Akiba Kenya said the decontamination work includes parts of Okuma and Futaba towns.

A detailed schedule remains undecided, but the work will begin in the fiscal year starting next April.

The government plans to fund the work with 6 billion yen, or nearly 44 million dollars, from the state budget.

Illustration of post-accident state of 1–4 reactors, all but 2 display obvious damage to secondary containment

Some parts of the „difficult-to-return zones” have already been cleaned up so that people can return.

The ruling coalition has been urging the government to decontaminate more areas.

Tanks storing treated radioactive water are lined up at the Fukushima No. 1 nuclear power plant in Fukushima Prefecture. | KYODO

Fukushima: La décontamination des sols n’ont pas concerné les forêts, qui recouvrent „les trois quarts de la zone affectée”. A coûté 24 milliards d’euros”

Fukushima: La décontamination des sols n’ont pas concerné les forêts, qui recouvrent „les trois quarts de la zone affectée”.

L’enlèvement de la partie superficielle de la couche arable „a coûté à l’Etat japonais 24 milliards d’euros”

https://www.geo.fr/environnement/fukushima-la-decontamination-des-sols-a-fortement-reduit-la-radioactivite-199024

Les travaux de décontamination des sols entrepris après l’accident nucléaire de Fukushima au Japon, essentiellement par décapage, ont permis de réduire de 80% les concentrations de césium radioactif, mais le problème des forêts reste entier, selon une synthèse d’études scientifiques.

Ces travaux, décidés par les autorités japonaises après la catastrophe de mars 2011, ont été menés sur plus de 9.000 kilomètres carrés, une région qui va de la zone située à proximité de la centrale nucléaire (11 municipalités évacuées) à une zone plus vaste de 40 municipalités, touchées à des niveaux plus faibles, mais significatifs, de radioactivité.

Ils sont aujourd’hui quasiment achevés et, pour la première fois, des chercheurs en tirent les leçons dans une synthèse d’une soixantaine de publications scientifiques, parue dans la revue Soil de l’Union européenne des géosciences.

Selon cette synthèse, „le décapage de la couche superficielle du sol sur une épaisseur de 5 centimètres, principale méthode retenue par les autorités japonaises pour assainir les terres cultivées, a permis de réduire les concentrations en césium d’environ 80% dans les zones traitées”.

Cet travail d’assainissement – qui n’avait pas été fait après la catastrophe de Tchernobyl – s’est donc avéré „efficace” et a permis de „vérifier sur le terrain que le radiocésium reste bien dans les couches superficielles du sol”, a affirmé à l’AFP Olivier Evrard, chercheur au Laboratoire des sciences du climat et de l’environnement (CEA/CNRS/Université de Versailles St-Quentin-en-Yvelines), et coordinateur de la publication.

Le chercheur rappelle que le Césium 137 „constitue le risque le plus élevé pour la population à moyen et long terme, car on peut estimer qu’il subsistera environ trois siècles dans l’environnement en l’absence d’action de décontamination”.

Le coût est néanmoins extrêmement élevé: l’enlèvement de la partie superficielle de la couche arable „a coûté à l’Etat japonais environ 24 milliards d’euros”, soulignent les auteurs de la synthèse dans un communiqué.

La technique génère en outre une quantité importante de déchets (20 millions de m3), „difficiles à traiter”.

Mais surtout, ces travaux n’ont pas concerné les forêts, qui recouvrent „les trois quarts de la zone affectée”. Intactes, elles constituent donc „un réservoir potentiel à long terme de radiocésium”, alertent les scientifiques.

Or ces forêts sont soumises à l’érosion des sols, avec les typhons, crues et glissements de terrain, ce qui peut entraîner une contamination du réseau hydrographique.

Une autre méthode de décontamination la „phytoextraction” (déjà testée à Tchernobyl), a été évaluée: elle consiste à planter des végétaux qui pompent le césium du sol. „Mais les études nous montrent que le rendement n’est pas bon”, selon Olivier Evrard.

Warszawa: Oblacje w Bractwie św. Piusa X

Warszawa: Oblacje w Bractwie św. Piusa X

  • 15 grudnia 2022 https://news.fsspx.pl/2022/12/warszawa-oblacje-w-bractwie-sw-piusa-x/

8 grudnia 2022 r. trzech polskich kapłanów wstąpiło do Bractwa św. Piusa X

W czwartek 8 grudnia 2022 r., w święto Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Marii Panny, w warszawskim kościele noszącym to wezwanie oblacje złożyło trzech kapłanów, wstępujących do Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X – ks. Piotr Dzierżak, ks. Piotr Świerczek oraz ks. Michał Wierzejewski (do tej pory o. Bonawentura). Solenną Mszę św. celebrował przełożony Dystryktu Europy Środkowo-Wschodniej ks. Karol Stehlin FSSPX, w asyście warszawskiego przeora ks. Konstantyna Najmowicza FSSPX jako diakona oraz ks. Szymona Bańki FSSPX jako subdiakona.

Podczas kazania ks. Stehlin podkreślił fakt, że abp. Marceli Lefebvre nieprzypadkowo wybrał akurat to święto na dzień, w którym nowi członkowie założonego przezeń Bractwa składają oblacje. Arcybiskup chciał w ten sposób podkreślić oddanie całego Bractwo pod opiekę Najświętszej Maryi Panny – Tej, która jako jedyna była bez grzechu, także pierworodnego – oraz postawić Ją nowo przyjmowanym kandydatom za wzór wierności. Przełożony dystryktu dodał, że obecnie bardziej niż kiedykolwiek świat potrzebuje świętych kapłanów, mających władzę odpuszczania lub zatrzymywania grzechów oraz ponawiania ofiary naszego Zbawiciela przez odprawianie Mszy św., aby dzięki temu Jezus Chrystus mógł nawracać dusze.

Wszystkim Czytelników prosimy o pobożne westchnienie w intencji nowych polskich członków Bractwa Kapłańskiego św. Piusa X.

Nachalna promocja Chanuki przez Chabad-lubawicz to działalność celowa, zaplanowana, mocno finansowana.

Mirosław Dakowski

…aby przykryć, lub zlekceważyć normalną przecież w Polsce katolicką radość, katolickie święto Bożego Narodzenia, radość z przyjścia obiecanego Mesjasza na Ziemię.

Bezczelne a chamskie czerwone krasnale z Laponii ze swoimi reniferami mają zastąpić świętego biskupa z Miry – Mikołaja [IV wiek]. Mrugające sklepy z błyskotkami – mają zastąpić nastrój skupienia adwentowego, podniosłość i piękno Rorat…

Przykro, że od lat w tej anty-katolickiej propagandzie biorą udział „wybrani” w farsach wyborczych [„proporcjonalnie” – w ordynacji narzuconej przez rebe Geremka] rząd, sejm, p.rezydent.

==============

Oni, ich przodkowie, przed sądem Piłata odrzucili i skazali na haniebną śmierć swojego przecież, zapowiadanego od stuleci przez Proroków Mesjasza, którym był i jest Jezus Chrystus.

Teraz, od wielu wieków promują swoich mesjaszy: Sabataja Cwi, jakiegoś Franka, teraz jakiegoś zboczonego Harari.

sabataj_cwi_en_face_zw.jpg [488.96 KB]

Ogromne jest ich niezadowolenie, że prawdziwy Mesjasz odbiera uwielbienie na całej planecie.

Te bezczelne próby narzucenia „wesołej Chanuki” są skoordynowane z innymi zaplanowanymi działaniami.

Od kilku lat zdziwieni byliśmy, ci naiwni, czemu Trzaskowski w Warszawie każe sadzić 30-letnie obce drzewa sprowadzono za ogromne pieniądze z obcych krajów, czemu zamiast rozszerzać ulice, to je każe zwężać przy pomocy drzew i trawników ustawianych na jezdni w jakiś brzydkich, wielkich skrzynkach.

Wydawało nam się to działalnością anty-racjonalną, ale zgodną z dyrektywami Zielonego Ładu i 15-minutowego podziału miast. Zielone piekło: „15-minutowe miasta”. „Pionierskie”: Kraków, Warszawa, Łódź, Rzeszów i Wrocław. Poligony doświadczalne dla Agendy 2030.

Śródmieście ma być dla tych, którzy potrafią wycisnąć „głupich gojów” podatkami, cenami najmu, cenami elektryczności i gazu czy miejskiego ciepła – na obrzeża, skąd będą musieli „wykonywać usługi” dla Panów.

To jest spójne.

To plan – czy się uda? Zależy od naszej świadomości, od naszej determinacji.

==========================

Mail:

Boże Narodzenie: porządek nabożeństw

BajerzeBiałystokBielsko-BiałaBolesławiecBydgoszczChorzówGnieznoHerbyJarosławJózefówKrakówLubatowaLublinNowy SączOpoleOstrołękaPoznańRadomRzeszówSuwałkiSzczecinTarnówToruńWarszawaWrocławZamośćŁódź