Nachalna promocja Chanuki przez Chabad-lubawicz to działalność celowa, zaplanowana, mocno finansowana.

Mirosław Dakowski

…aby przykryć, lub zlekceważyć normalną przecież w Polsce katolicką radość, katolickie święto Bożego Narodzenia, radość z przyjścia obiecanego Mesjasza na Ziemię.

Bezczelne a chamskie czerwone krasnale z Laponii ze swoimi reniferami mają zastąpić świętego biskupa z Miry – Mikołaja [IV wiek]. Mrugające sklepy z błyskotkami – mają zastąpić nastrój skupienia adwentowego, podniosłość i piękno Rorat…

Przykro, że od lat w tej anty-katolickiej propagandzie biorą udział „wybrani” w farsach wyborczych [„proporcjonalnie” – w ordynacji narzuconej przez rebe Geremka] rząd, sejm, p.rezydent.

==============

Oni, ich przodkowie, przed sądem Piłata odrzucili i skazali na haniebną śmierć swojego przecież, zapowiadanego od stuleci przez Proroków Mesjasza, którym był i jest Jezus Chrystus.

Teraz, od wielu wieków promują swoich mesjaszy: Sabataja Cwi, jakiegoś Franka, teraz jakiegoś zboczonego Harari.

sabataj_cwi_en_face_zw.jpg [488.96 KB]

Ogromne jest ich niezadowolenie, że prawdziwy Mesjasz odbiera uwielbienie na całej planecie.

Te bezczelne próby narzucenia „wesołej Chanuki” są skoordynowane z innymi zaplanowanymi działaniami.

Od kilku lat zdziwieni byliśmy, ci naiwni, czemu Trzaskowski w Warszawie każe sadzić 30-letnie obce drzewa sprowadzono za ogromne pieniądze z obcych krajów, czemu zamiast rozszerzać ulice, to je każe zwężać przy pomocy drzew i trawników ustawianych na jezdni w jakiś brzydkich, wielkich skrzynkach.

Wydawało nam się to działalnością anty-racjonalną, ale zgodną z dyrektywami Zielonego Ładu i 15-minutowego podziału miast. Zielone piekło: „15-minutowe miasta”. „Pionierskie”: Kraków, Warszawa, Łódź, Rzeszów i Wrocław. Poligony doświadczalne dla Agendy 2030.

Śródmieście ma być dla tych, którzy potrafią wycisnąć „głupich gojów” podatkami, cenami najmu, cenami elektryczności i gazu czy miejskiego ciepła – na obrzeża, skąd będą musieli „wykonywać usługi” dla Panów.

To jest spójne.

To plan – czy się uda? Zależy od naszej świadomości, od naszej determinacji.

==========================

Mail:

Boże Narodzenie: porządek nabożeństw

BajerzeBiałystokBielsko-BiałaBolesławiecBydgoszczChorzówGnieznoHerbyJarosławJózefówKrakówLubatowaLublinNowy SączOpoleOstrołękaPoznańRadomRzeszówSuwałkiSzczecinTarnówToruńWarszawaWrocławZamośćŁódź

Izraelska sieć aptek Super-Pharm odnotowała miliardowe zyski w Polsce! Nie zapłaciła ani grosza podatku dochodowego.

Izraelska sieć aptek Super-Pharm odnotowała miliardowe zyski w Polsce! Nie zapłaciła ani grosza podatku dochodowego.

Związek Aptekarzy Pracodawców Polskich Aptek opublikował raport dotyczący przychodu sieci aptecznych prowadzących działalność gospodarczą na terenie Rzeczpospolitej. Wnioski są przerażające!

Raport obejmuje działalność sieci w latach 2017-2020. Wynika z niego, że odprowadzane przez sieci apteczne podatki są blisko 5 razy mniejsze od tych, które płacą apteki indywidualne i to pomimo znacznie większych obrotów. Największe sieci nie płacą prawie nic, a izraelska Super-Pharm nie wpłaciła ani grosza podatku dochodowego do polskiego budżetu. Sieci apteczne, które odnotowały obrót wynoszący 65 mld zapłaciły w podatkach tylko 137,2 mln złotych.

Z raportu dowiadujemy się, że polski rynek generuje ogromne zyski sieci aptecznych. Zwrócił na to uwagę m.in. dyrektor generalny izraelskiej sieci Super-Pharm Nitzan Lavie: – Poświęcamy nasz zysk operacyjny i brutto w celu obniżenia cen w Izraelu, podczas gdy nasze źródła zysku znajdują się w Polsce i Chinach – dla izraelskiego portalu Haaretz mówił Lavie. Raport podaje, że izraelska sieć według raportu w latach 2017 i 2019 (brak danych za 2018) odnotowała łączny przychód 2,330 mld zł. Od tego zapłaciła okrągłe 0 zł podatku dochodowego.

Niewiele więcej w latach 2017-2019 zapłaciła sieć aptek DOZ – przy dochodzie 1,395 mld. zapłaciła trochę ponad pół miliona, co stanowi zaledwie 0,04 proc. obrotów.
100 procent udziałów w DOZ SA ma spółka prawa holenderskiego, CEPD NV – czytamy w raporcie.

Nieco więcej, wszak równie minimalne sumy w ramach podatku dochodowego odprowadziła sieć aptek Dr. Max, która należy do funduszu inwestycyjnego Penta Investments, zarejestrowanego na Cyprze, wokół której rodzą się liczne wątpliwości.
Założycielami funduszu są absolwenci moskiewskiego instytutu stosunków międzynarodowych – kuźni dyplomatów czasów ZSRR – wynika z ustaleń Biura Bezpieczeństwa Narodowego, które cytuje portal Dziennik.pl. Na tym nie koniec. Portal Forsal.pl wskazuje także, że sieć Penta, do której należy sieć aptek Dr. Max uchodzi za podręcznikowy przykład korporacji, która zawładnęła elitami politycznymi Słowacji.
Takie wnioski wypływają ze stenogramów z operacji o kryptonimie „Gorila”, która polegała na założeniu podsłuchu w mieszkaniu Jaroslava Haszczaka, jednego z właścicieli firmy. Jeśli są autentyczne, Penta przejdzie do historii jako koncern, który skutecznie przejął kontrolę nad państwem. Państwem, które nie jest prowincjonalną republiką bananową, tylko członkiem UE i strefy euro – czytamy na portalu Forsal.pl.

Wnioski. Po pierwsze, apteki indywidualne są znacznie bardziej dochodowe i generują znacznie niższe straty niż apteki sieciowe, czyli funkcjonowanie aptek w tym modelu jest korzystniejsze dla budżetu państwa.

Po drugie, apteki indywidualne płacą ponad 4,5 krotnie wyższe podatki, niż sieci apteczne. Po trzecie, sieci apteczne (w Polsce są to sieci zagraniczne) odpowiadają za zmniejszenie wpływów do budżetu państwa o około 500 milionów złotych w badanym okresie.

Konkluzja, a w zasadzie pytania bez odpowiedzi. Dlaczego rząd Mateusza Morawieckiego wielokrotnie chwalący się łataniem luk budżetowych i kojarzony z natrętnych kontroli skarbowych, nie podejmuje się tematu izraelskiej i wyrosłej na moskiewskim chowie siec aptecznej, których działalność w Polsce nie przynosi realnego dochodu do budżetu państwa? Dlaczego apteki indywidualne płacą kilkukrotnie wyższe podatki dochodowe od ich sieciowych, zagranicznych konkurentów generujących o wiele większe przychody? O czyj interes zabiega polski rząd: polskich obywateli czy zagranicznych kolosów farmaceutycznych?

Źródło informacji: Raport ZAPPA, Dziennik.pl, Forsal.pl, Haaretz.com

Advocatus diaboli w sprawie o beatyfikację ś.p. Ulmów

Advocatus diaboli w sprawie o beatyfikację ś.p. Ulmów

Stanisław O. Wujek

SANCTI NUMQUAM

Przeciwko beatyfikacji rodziny ś.p. Ulmów

Krótkie wprowadzenie

Pewien kapłan mający jakieś związki z procesami beatyfikacyjnymi polskich męczenników okresu drugiej wojny światowej wyznał, że mianowicie w celu ogłoszenia błogosławionych „szukaliśmy także osób świeckich, skoro dziś, na przełomie XX/XXI wieku tak duży nacisk kładzie się na rolę świeckich w Kościele”.

Takie spojrzenie na sprawę zdumiewa. Zawsze bowiem było w Kościele tak, iż za opinią świętości – także o kimś, kto przez bliźnich objęty był taką opinią jeszcze za życia – postępował kult, tyleż spontaniczny, co w pewnej mierze porządkowany przez duchowieństwo. Tak to trwało, nierzadko poprzez pokolenia, aż wreszcie po nieśpiesznym lecz gruntownym dochodzeniu Stolica Święta publicznie i uroczyście wynosiła daną osobę na ołtarze. W tym wszystkim chodziło o to, aby nowy święty lub błogosławiony, stawiany ludziom za wzór do naśladowania i jako ich orędownik przed Bogiem, nie wywoływał swoim życiorysem żadnych wątpliwości ani kontrowersji. Aby można się było od tej pory ufnie modlić do niego, czy też za jego pośrednictwem w tej błogiej pewności, iż się oddajemy w dobre ręce. „Chwalcie Pana w Świętych Jego” – napisano na fasadzie świątyni pod wezwaniem Wszystkich Świętych.

Lecz nie w odwrotnej kolejności: że mianowicie z pobudek takiej czy innej bieżącej polityki planujemy oto wskazać na jakąś grupę społeczną, po czym poszukujemy, kogo my to w tej uprzednio przez nas wybranej grupie mamy świętego. W powyższym przypadku świeckich męczenników drugiej wojny światowej owe poszukiwania dały co do liczby wyniki niewielkie – jak wiemy – a to z prozaicznego powodu niewystarczających danych, jakie się zachowały o poszczególnych osobach. O Świętym mianowicie wiedzieć chcemy wszystko – od kołyski aż po grób – lecz w odniesieniu do jakże niewielu osób te postulaty naszej wiedzy i ciekawości mogą być spełnione.

Aczkolwiek wierzymy i pocieszamy się, że przecież sam Pan Bóg wie dobrze, jak wielu potępionych i jak wielu świętych, ze wszystkich grup społecznych, przyniósł na przykład ten zaledwie kilkuletni, lecz jakże obfitujący w traumatyczne wydarzenia okres w dziejach, zwany drugą wojną światową. I nam przecież przekonanie, że Bóg to wie, w naszej wierze wystarczy. Tak zawsze było: niekończący się orszak świętych, lecz niewielu z nich ogłoszonych świętymi przez Kościół, tu na ziemi.

Atoli niniejsza prezentacja, czyniona niestety z wieloletnim opóźnieniem – bo dopiero w roku 2018 – ma na celu przestrogę przed nową herezją, jaka przeciwko Kościołowi Świętemu się szykuje. Ważnym lub może nawet milowym krokiem w postępie tej herezji ma być szykowana od kilkunastu już lat beatyfikacja ś.p. członków polskiej rodziny Ulmów z Markowej k/Łańcuta, którzy w dniu 24 marca 1944 roku zostali zastrzeleni przez niemiecką żandarmerię za to, że w swoim chłopskim obejściu przechowywali grupę Żydów, którzy także zostali wtedy zastrzeleni, w pierwszej kolejności. Zanim do tego doszło, owi Żydzi przebywali w domu ś.p. Ulmów przez aż półtora roku.

Obecnie – wiosna 2018 r. – nie ma tygodnia, aby w polskojęzycznych telewizjach Ulmowie nie byli wspominani. „Historii Ulmów”, podawanej już w formie swoistej pseudo-hagiografii, ani niuansów przewodu beatyfikacyjnego, opowiadać tu szczegółowo nie będziemy, gdyż internetowe, więc łatwo dostępne na ten temat publikacje idą już chyba w setki. Są i druki, a nawet i „święte obrazki” z wizerunkiem całej rodziny: ojca Józefa, ciężarnej matki-Wiktorii oraz sześciorga kilkuletnich dzieci.

Bodaj żadna beatyfikacja w historii Kościoła Katolickiego, przynajmniej Kościoła w Polsce, nie była poprzedzona tak potężną „kampanią promocyjną”, którego to określenia używamy dlatego, że czynniki świeckie są w nią zaangażowane wyraźnie bardziej (i z użyciem większych nakładów materialnych), aniżeli duchowne.

Przecież wszelkie medialne wzmianki o tzw. „Sprawiedliwych wśród narodów świata” grają na rzecz beatyfikacji ś.p. Ulmów. Samym ś.p. Ulmom władze izraelskie przyznały ten tytuł wszakże późno, bo dopiero w roku 1995. Na rzecz owej beatyfikacji grają zresztą wszystkie wzmianki, publikacje, czy produkcje, także filmowe i telewizyjne o jakiegokolwiek rodzaju stosunkach polsko-żydowskich, zwłaszcza tych z owego kilkuletniego okresu drugiej wojny światowej. Skoro wszystkie, to wszystkie, skądkolwiek pochodzące, zatem i te antypolskie pochodzące od dzisiejszych Żydów, i te przeciwne pochodzące od dzisiejszych Polaków.

Porzekadło powiada: „Kto włada językiem, ten włada wszystkim”, a pokrewne mu dodaje: „Kto się tłumaczy, ten się samooskarża”.

Uwaga! To nie ten, kto komuś coś tłumaczy, jak nauczyciel uczniowi, dla rozwoju wiedzy i umiejętności tegoż ucznia; lecz ten, kto utracił był inicjatywę, ten przeciwko któremu kierowane są zarzuty, i któremu pozostało już tylko improwizować kruchą obronę, więc tłumaczyć się na zawołanie.

Zjawisko ekspansji tematyki żydowskiej w polskojęzycznych massmediach tu jedynie sygnalizujemy, gdyż poświęcone są jemu inne opracowania. Sekwencja przekazu docierającego do przeciętnego odbiorcy massmediów jest mniej-więcej następująca:

  1. Żydzi głoszą wyjątkowość swojego własnego męczeństwa pośród umęczonych narodów okresu drugiej wojny światowej, nazywają rzecz z grecka Holokaustem (pisanym dużą literą), czyli ofiarą całopalną, w nawiązaniu do ofiar składanych niegdyś w Świątyni Jerozolimskiej;
  2. Zatem Żydzi pilnują, aby masowe męczeństwo Polaków-katolików, którego sami wszakże byli świadkami, nie konkurowało w światowym dyskursie o drugiej wojnie światowej z ich żydowskim męczeństwem;
  3. Najlepszym ku temu sposobem jest przekonywanie, że Polacy wcale nie są tacy czyści i niewinni, gdyż wobec męczeństwa Żydów byli oni w najlepszym razie bierni, a w najgorszym współuczestniczyli z Niemcami w stanowiącej punkt zwrotny w dziejach świata zbrodni Holokaustu; a ostatnio pojawiają się głosy, że Polacy nawet w tym dziele Niemców prześcignęli poprzez m.in. zakładanie owych „polskich obozów koncentracyjnych”, bo to przecież Niemcy, jak ów „filmowy” i „dyżurny” Oskar Schindler, ryzykowali aby Żydów ratować;
  4. Stronie polskiej, jakkolwiek definiowanej, pozbawionej inicjatywy w omawianym tu dyskursie, wobec takich ewidentnych kłamstw pozostaje tylko co raz to zaprzeczać… i przedstawiać na dowód prawdziwości tych zaprzeczeń niezliczone fakty historyczne, na które strona żydowska ani chce spoglądać, a wraz z nią tzw. media międzynarodowe;
  5. Skoro zaprzeczenie i w ogóle rzeczowe uprawianie historii drugiej wojny światowej nie wystarczy, tzw. strona polska, a widzimy, że wraz z nią tzw. strona kościelna postanowiła tamtą żydowską narrację przelicytować. Lecz Żydom, paradoksalnie, właśnie o to szło. Przypomnijmy sobie owe, dostępne w przekazie internetowym i na nośniku papierowym, treści i obrazy z odbytej w niedzielę, w dniu 26 listopada 2017 roku w Toruniu, polsko-żydowskiej konferencji „Pamięć i nadzieja”. Transmitowane przez radio i telewizję spotkanie z udziałem najwyższych polskich czynników państwowych, kościelnych oraz wysokiej rangą delegacji Państwa Izrael oraz diaspory żydowskiej toczyło się – uwaga! – w kaplicy „poświęconej pamięci Polaków ratujących Żydów”. I chociaż natychmiast pojawiły się głosy żydowskie, także polskojęzyczne, piętnujące tamtych rodaków, którzy przyjęli gościnę u katolików i poważyli się wziąć udział w konferencji, niech nas to nie myli. Rezultatem takiej krytyki ma być zwiększenie po stronie katolicko-polskiej sympatii i uznania dla żydowskich uczestników owego spotkania, tak brutalnie za tę swoją „otwartość” potraktowanych przez niektórych spośród swych rodaków, lecz przecież uznania także dla uczestników polskich i katolickich, jako „partnerów w dialogu” – a wszystko wedle zasady „dobrego i złego milicjanta”. I nie jest to jakiś chwyt specyficznie „żydowski”, lecz rutynowy zabieg socjotechniczny.
  6. Ważąc każde słowo ośmielamy się z żalem i oburzeniem zauważyć, że narzędziem (sic!), czy też materiałem przetargowym (sic!) przyjętym przez tzw. stronę polską i katolicką do prowadzenia owej gorszącej licytacji są właśnie nieszczęśni ś.p. Ulmowie oraz liczne inne osoby, Polacy-katolicy, w tym także małe dzieci, których wojenne i okupacyjne losy potoczyły się podobnie tragicznie, co losy Ulmów. Piszemy o „narzędziu” i „materiale” „przyjętym”, a więc przez kogoś stronie katolickiej i polskiej podsuniętym, do czego jeszcze powrócimy.

Tak więc być musi, dopóki owa strona polska i katolicka nie przypomni sobie o własnej tożsamości oraz o tym, że obowiązana jest samodzielnie i suwerennie formułować swoje cele i sposoby ich osiągania. Uleganie albowiem jakimkolwiek wpływom, naciskom, czy sugestiom pochodzącym spoza katolicyzmu, w omawianym zaś przypadku z judaizmu rabinicznego, czy z tzw. judeochrześcijaństwa, prowadzi wprost do herezji, która pociąga za sobą apostazję tych, którzy jej ulegną.

Powyższe sześć punktów ilustruje przecież sytuację, kiedy to kto inny – w tym przypadku Żydzi – ustala czas, miejsce, tematykę, sposoby prowadzenia i wszelkie inne okoliczności debaty, czy raczej walki, a strona polska i katolicka poddaje się jedynie inicjatywie tamtej strony, sukcesywnie – jak to się mówi – spychana do narożnika.

Pomijamy tu towarzyszące tamtemu duchowo-religijnemu naciskowi, a nie mniej obszerne naciski pozareligijne – polityczne, gospodarcze, finansowe, paszportowe, roszczeniowe; te ostatnie związane z podejmowanymi przez podmioty żydowskie próbami restytucji mienia bezspadkowego na terenie Polski i innych krajów naszego regionu. Wiąże się to z przyjętą niedawno przez Kongres USA ustawą 447/1226, na który to temat istnieją już inne opracowania. Aktywność zatem Państwa Izrael oraz żydowskiej diaspory jest dziś w świecie bardzo rozwinięta. My jednak poprzestańmy na zagadnieniu wszakże katolickim i polskim, jakim są usiłowania zmierzające do przeprowadzenia beatyfikacji ś.p. Ulmów.

Kto jest moim bliźnim?

Jak już powiedziano, inspiracja do podjęcia przez władze Kościoła w Polsce procesu beatyfikacyjnego ś.p. Ulmów nie pochodzi z katolicyzmu, lecz z judaizmu rabinicznego. Powstała ona na bazie owego ciągnącego się już przez dziesięciolecia, gdyż zapoczątkowanego na Soborze Watykańskim Drugim „dialogu katolicko-żydowskiego”. Skoro coś przedstawiane jest jako katolickie, lecz nie z katolicyzmu pochodzi, jest to po prostu herezją, i to jakże podstępną.

Ś.p. Ulmowie mają być ogłoszeni Męczennikami za Wiarę Chrystusową. Czy zatem Polak (lub inny nie-Żyd), który w czasie wojny stracił życie za to, że uratował był innego Polaka (lub człowieka innej, lecz nie żydowskiej narodowości lub religii), też jest z tego powodu męczennikiem za Świętą Wiarę Chrystusową, którego uroczyście należy wynieść na ołtarze i uczynić tym samym naszym orędownikiem u Boga?

Najwidoczniej nie jest, bo gdyby był, to liczba ogłoszonych uroczyście błogosławionych i świętych szła by już w miliony. Lecz Kościół tego rodzaju liczbowym „biciem rekordów” się nigdy nie zajmował, zadowalając się przekonaniem, że przecież to Pan Bóg zna prawdę o każdym człowieku, lecz także zawsze stojąc – na co już wskazywaliśmy – wobec niedostatku wiarygodnych danych dotyczących jakże licznych osób cieszących się szacunkiem bliźnich za życia i po śmierci.

Druga wojna światowa i uczestniczące w niej miliony żołnierzy różnych armii (i religii). Ile to razy jeden drugiego – Polak Polaka, Niemiec Niemca, Rosjanin Rosjanina, Amerykanin Brytyjczyka i wzajemnie, zdrowy rannego wynosił spod ostrzału w bezpieczne miejsce. Bywało, że to owemu rannemu niosło ratunek, ale tego zdrowego dosięgała w ostatniej chwili jakaś zbłąkana kula niosąca mu śmierć. Bywało, że ginęli obydwaj, bywało że obydwaj ocaleli. Lecz przecież lekarz wojskowy, a na pierwszej linii sanitariusz mieli nawet regulaminowy obowiązek nieść taką pomoc, gdyż ich służba wojenna na tym właśnie polegała. Obydwaj zbierali z pobojowiska rannych własnych, lecz nierzadko także rannych żołnierzy przeciwnika. Ale to nie był i nie jest teologiczny powód, aby jakiegoś lekarza wojskowego, albo i wszystkich lekarzy wojskowych, oraz sanitariuszy, nawet tych, którzy stracili na wojnie życie lub zdrowie, uroczyście ogłaszać aż „Męczennikami za Wiarę Chrystusową” i wynosić ich wszystkich na ołtarze jako błogosławionych i świętych Kościoła Katolickiego.

W czasie pokoju też mamy groźne sytuacje – nieszczęśliwe wypadki; katastrofy komunikacyjne, budowlane, czy górnicze; tonące statki, spadające samoloty; klęski żywiołowe; bohaterskie akcje strażaków, ratowników medycznych, wodnych czy wysokogórskich, policjantów oraz straży granicznej; można wymieniać w nieskończoność. Pytamy więc, acz z na pewno niewłaściwym dla powagi omawianego tu tematu przekąsem, dlaczego tego wszystkiego nie zamieniono dotąd na beatyfikacje?!

Bo wedle zwolenników, nie dość że samego czynu, ale beatyfikacji – podkreślamy! – beatyfikacji rodziny Ulmów owi ludzie uratowani (a w tym konkretnym przypadku właśnie nie uratowani, bo zastrzeleni razem z Ulmami) muszą być koniecznie i tylko Żydami, aby ich nieszczęśni dobroczyńcy goje-Polacy zostali ogłoszeni przez Kościół w naszych czasach błogosławionymi Męczennikami.

Zagorzali zwolennicy beatyfikacji ś.p. Ulmów bez wahania odpowiadają na to, że przecież każdy człowiek, więc także Żyd, jest naszym bliźnim, zatem nikt nie może być a priori wykluczony z obszaru czynionego przez nas Miłosierdzia.

Właśnie tak! Nikt! Lecz przecież w omawianym przypadku wykluczeni, zmarginalizowani i zamilczani zostają wszelkiej narodowości dobroczyńcy, oprócz tych tylko, którzy udzielali byli pomocy beneficjentom jednej tylko narodowości, właśnie żydowskiej. Tak więc akurat Żydzi są tu traktowani przez stronę tzw. katolicką i polską jako bliźni uprzywilejowani (sic!), wyższej rangi (sic!), skoro pomoc im udzielona ma wyższą wartość (sic!) od identycznej pomocy udzielonej komuś innej niż żydowska narodowości, chociażby polskiej; i to nawet pomocy skutecznej, gdyż ta udzielana przez ś.p. Ulmów okazała się w końcu nieskuteczna.

Owa zatem zasada wyższości, czy też szczególnego wybraństwa narodu żydowskiego, jest sprzeczna z katolicyzmem, z chrześcijaństwem, ale leży ona u podstawy judaizmu rabinicznego, tego powstałego już w erze chrześcijańskiej, a zarazem po zburzeniu w roku 70 po Chr. Świątyni Jerozolimskiej i po ustaniu żydowskiego kultu świątynnego.

Zwolennicy beatyfikacji ś.p. Ulmów wychodzą z judaistycznego, więc nie-katolickiego założenia, że pomiędzy Żydami a pozostałymi ludźmi zachodzi różnica na korzyść Żydów, w następstwie czego Żydzi mają prawo żądać dla siebie od pozostałych nieograniczonego uznania, a nawet czynnej pomocy za wszelką cenę.

Natomiast Chrystus naucza, i czyni to Kościół, że wszyscy ludzie są równi w swoim człowieczeństwie, więc że wszyscy jesteśmy bliźnimi sobie nawzajem.

Z tego wynika – co powtarzamy – że liturgiczne wyróżnianie Polaków (i innych gojów) ratujących Żydów, jako „Męczenników za wiarę w Jezusa Chrystusa”, wywiedzione jest z przesłanek judaistycznych, a nie katolickich; daleko wykracza ono nawet poza standardy dotychczasowego „posoborowego ekumenizmu” i nosi znamiona herezji.

W widocznym miejscu na ścianie wspomnianej tu już toruńskiej kaplicy widnieje napis „Męczennicy polscy módlcie się za nami”. Pomysłodawcy, inwestorzy i budowniczowie tego obiektu najwyraźniej nie czekają nawet na procesy beatyfikacyjne, gdyż oni już sprawę na swój sposób rozstrzygnęli i na ścianie ogłosili. W jakim celu? W czyim (duchowym?) interesie? I to w liczbie mnogiej! A na ścianach owej kaplicy umieszczono setki nazwisk „Polaków ratujących Żydów”, zebranych przez kilka zaledwie lat przez pewnego księdza pracującego „z bratem”, jak to często podkreślano w audycjach pewnej rozgłośni radiowej. Przez kilka lat, we dwie osoby, chociaż przez z okładem siedemdziesiąt lat dzielących nas od zakończenia drugiej wojny światowej całe zespoły badawcze takiej kwerendy, jako żywo, przeprowadzić nie były zdołały.

Samej tej kaplicy należałoby się dokładniej przyjrzeć, czego my już tu nie będziemy rozwijać. Lecz – dla przykładu. Wiadomo, że religijnym Żydom-judaistom nie wolno wejść do chrześcijańskiej świątyni. Ale wtedy, w dniu 26 listopada 2017 liczni Żydzi do owej kaplicy, będącej częścią dużego kościoła, weszli i tam przebywali, a nawet przemawiali. Czy wszyscy oni byli bezreligijni? Jest to wątpliwe, aczkolwiek na ten temat nie mamy żadnej wiedzy. Lecz jeśli owi Żydzi byli religijni, to może właśnie owa wybudowana ze składek wiernych radiosłuchaczy kaplica ma charakter bardziej „ekumeniczny”, aniżeli katolicki, więc dla religijnych judaistów jest dzięki temu dostępna? A może na okoliczność konferencji „Pamięć i nadzieja” ludzie ci od swojej rabinackiej zwierzchności otrzymali jakąś dyspensę? Mnożą się pytania bez odpowiedzi.

Ktoś w związku z tym wszystkim zauważył trzeźwo: „Daliśmy się wkręcić w 'sprawiedliwych wśród narodów świata’, których istnienie oznacza, że cała reszta jest 'niesprawiedliwa’. A teraz judeochrześcijanie zaczynają robić z nich świętych. O tempora! O mores!”.

Inny autor stwierdza: „Jesteśmy zakleszczeni w judeocentrycznej narracji o historii, w której wszystko zmierzało do holokaustu i z niego wypływa, jak 'przed’ i 'po’ Chrystusie, którą to historię zbawienia hagada ta ma w oczywisty sposób unieważnić i zastąpić”.

Jakie zatem korzyści odniosło szerzenie Świętej Wiary Chrystusowej z męczeńskiej śmierci owej rodziny polskiej i katolickiej oraz rodziny żydowskiej (której członkowie się przecież na katolicyzm nie nawrócili), ostatecznie na próżno ukrywanej przez tamtą? Gdyby nawet tamci nieszczęśni katolicy, z jakichś nieznanych nam powodów, solidaryzowali się ze swymi żydowskimi podopiecznymi we wszystkim, to – znowu pytamy – jakie to by miało przełożenie na wzrost Kościoła Powszechnego?

Samego aktu dopomagania bliźnim, którym grozi niebezpieczeństwo, jako takiego oczywiście nie kwestionujemy. Lecz jest on zawsze osadzony w jakimś kontekście. W omawianym przypadku ten kontekst jest zdeterminowany przez okupacyjne niemieckie prawo nakazujące natychmiastową karę śmierci dla zarówno ukrywanych Żydów, jak i ukrywających ich Polaków. Kwestionujemy więc narażanie na śmierć osób trzecich, w tym zwłaszcza najbliższej rodziny, a w niej bezbronnych małych dzieci. Najbardziej nas – powtarzamy – niepokoi i wręcz oburza, że taka właśnie postawa ma być wpleciona aż w doktrynę katolicką i skutkować wyniesieniem na ołtarze ludzi, których szczególna – powtarzamy – szczególna zasługa dla rozkrzewienia Świętej Wiary Chrystusowej jest co najmniej wysoce wątpliwa. My zaś mielibyśmy podążać drogą ku wiekuistemu zbawieniu modląc się odtąd także do i za przyczyną tych ludzi (wśród nich nienarodzonego dziecka!), więc także ich uznawać za naszych orędowników przed Bogiem?

Ś.p. Ulmowie i inni Polacy dzielący ich los nie zginęli przecież za Wiarę Chrystusową, lecz za Żydów. Oni oraz wszyscy inni goje niosący w czasie wojny Żydom jakąś posługę, pomoc, czy zwłaszcza ofiarę, są dla dzisiejszych żydowskich zwolenników omawianej tu beatyfikacji warci akurat tyle i tylko tyle, ile to korzyści przyniosło Żydom i sprawie żydowskiej.

W tym kontekście dobór właśnie przypadku ś.p. Ulmów z Markowej jest niefortunny, gdyż przechowywani przez nich Żydzi bynajmniej nie ocaleli, lecz wszyscy zginęli razem ze swymi polskimi dobroczyńcami.Ważniejsze jest wszakże to, że ich polscy i katoliccy opiekunowie posłużyli im aż do końca, aż do ofiarniczej śmierci własnej i ich własnych polskich chrześcijańskich dzieci. I nie byli oni wcale nieskuteczni w swej posłudze Żydom, skoro dzisiaj, po upływie tak wielu lat, cała ta historia, i jej podobne, mogą być i są z takim powodzeniem wykorzystywane dla sprawy żydowskiej w massmediach całego świata.

Swoisty zaś kult własnego narodu, wybranego, wywyższonego, a w nowych czasach w pewnej części wyniszczonego w ramach tzw. holokaustu, jest właściwy Żydom, także tym deklarującym swoją bezreligijność (sic!). Natomiast beatyfikacja ś.p. Ulmów ma posłużyć jako element tego żydowskiego kultu umiejętnie wszczepiony w katolicyzm; przy czym Żydzi do ś.p. Ulmów modlić się przecież nie będą, gdyż to nie należy do ich religii. Modlić się mają Polacy i inni katolicy – do męczenników za Wiarę Chrystusową, którzy tak naprawdę nimi nie są. Zatem, w łonie samego już katolicyzmu – na co wskazywaliśmy – ofiara poczyniona dla Chrystusa ma być zamieniona na ofiarę poczynioną dla Żydów; ale to już nie jest katolicyzm, który wyznając i praktykując pragniemy dostąpić Zbawienia Wiecznego. I o to chodzi owym nieznanym i dalekim, ale pierwotnym pomysłodawcom całego „beatyfikacyjnego przedsięwzięcia”, o jakim tu mówimy; tu zaś na miejscu mamy czynne całe zastępy owych firmujących i wspierających to przedsięwzięcie „pożytecznych współpracowników”.

Czy to są Miłosierni Samarytanie?

Ś.p. Ulmów nazywa się w massmediach „Samarytanami z Markowej”, co jest kolejnym teologicznym i nie tylko teologicznym nadużyciem popełnianym powszechnie w omawianej tu sprawie.

Otóż miłosierny Samarytanin, pomimo przekraczania owych, zresztą ważnych, rytualnych barier i zakazów dzielących go od Żyda, któremu udzielał był pomocy (pomocy medycznej, a także w zakresie pielęgnacji), i który łożył na to dobrowolnie ze swojej kiesy, nie dokonywał czynu heroicznego (będącego wszak jednym z warunków beatyfikowania męczennika), ale czyn, co do którego Pan Jezus pragnie, aby był on pospolity, więc rozpowszechniony jak najszerzej pomiędzy wszystkimi ludźmi.

Miłosiernemu Samarytaninowi za udzielenie pomocy owemu Żydowi nie groziła ani śmierć, ani więzienie, ani żadne inne szykany; w Ewangelii nie ma o tym wzmianki. Ponadto Samarytanin działał sam, na swoją osobistą odpowiedzialność, nikogo w swoje postępowanie nie wikłając; owszem, całkiem jawnie, gdyż bez potrzeby konspirowania, opłacił on karczmarza, aby ten zajmował się poturbowanym Żydem aż do powrotu owego Samarytanina. Działo się to zresztą w Judei, czyli w kraju właśnie żydowskim, w którym ów Samarytanin był przybyszem i gościem (odwrotnie, aniżeli w przypadku ś.p. Ulmów i ukrywanych przez nich Żydów).

Natomiast w czasie drugiej wojny światowej w Polsce pod niemiecką okupacją – jak powszechnie wiadomo – żaden z tych powyższych warunków swobody, w jakich działał był ów Ewangeliczny Samarytanin, nie był, bo i nie mógł być spełniony. Warto sięgnąć do świadectw uczestników tamtych wydarzeń, jak np. do sławnego „Protestu” Zofii Kossak-Szczuckiej, więźniarki Oświęcimia-Auschwitz. Toteż opieranie przesłanek beatyfikowania rodziny Ulmów na przywołanej przypowieści jest – jak już powiedzieliśmy – teologicznym nadużyciem.

Pomiędzy Jezusową przypowieścią a przypadkiem ś.p. Ulmów wspólne są tylko trzy wątki: i tu, i tam osobą korzystającą z pomocy jest Żyd (lub kilkoro Żydów); i tu, i tam osobą (osobami) udzielającą pomocy jest nie-Żyd; i tu, i tam ów nie-Żyd udziela bliźniemu, czyli Żydowi, pomocy dobrowolnie, z własnej inicjatywy i, przynajmniej Samarytanin, na własny koszt.

Żydom to wystarczy; reszta zgadzać się nie musi i rzeczywiście się nie zgadza.

Rozumiemy i przyjmujemy, że w przypadku ś.p. Ulmów rzecz działa się właśnie dobrowolnie. Natomiast pomiędzy bajki trzeba włożyć to, że łącznie bodaj szesnaście osób utrzymywało się przez półtora roku z bodaj pięciohektarowego gospodarstwa rolnego; w tym miejscu „historia Ulmów” także nie została „dopięta” przez jej dzisiejszych propagatorów. To oczywiste, że tym i innym swym ubogim dobroczyńcom Żydzi musieli coś płacić na swoje własne utrzymanie, gdyż owych Polaków-dobroczyńców, obciążonych pod karą śmierci lub wywózki do obozu zagłady obowiązkowym kontyngentem dostaw żywności dla Niemców, częstokroć nie stać było na utrzymanie swoich dzieci i siebie, a co dopiero dodatkowych osób w obejściu. Dodatkowa opłata od Żydów – za kwaterę, za opał i zwłaszcza za nieustające ryzyko ponoszone przez gospodarzy, a poprzez nich przez całą wieś – też nikogo nie gorszyła1.

Lecz przecież – co już wyżej powiedziano – Pan Jezus opowiedział o Miłosiernym Samarytaninie w innym celu, aniżeli ten, w jakim szykowana jest beatyfikacja ś.p. Ulmów. A to już świadczy o popełnieniu przez jej promotorów nie tylko błędu teologicznego (także i logicznego), ale wręcz bluźnierstwa.

Pan Jezus chce – przypomnijmy wspomnienie z odbywanych w dzieciństwie lekcji religii – aby ludzie sobie pomagali, „jeden drugiego brzemiona nosili”, bez względu na owe liczne występujące pomiędzy nimi podziały, ponieważ wszyscy oni są dziećmi Bożymi, więc dla siebie wzajem bliźnimi.

Co zaś tyczy starań o beatyfikację ś.p. Ulmów, to nie chodzi w nich o tę bezwzględną powszechność człowieczeństwa, dziecięctwa Bożego, ani pojęcia bliźniego, ale o wywyższenie jednej grupy ludzi ponad inną, mianowicie Żydów ponad pozostałych – Yehudim ponad goim.

Bluźnierstwo sięga także samej Cnoty Miłości-Miłosierdzia, stanowiącej bazę, kolumnę i zwieńczenie chrześcijaństwa. Tą cnotą się mianowicie manipuluje, na niej żeruje i czyni ją narzędziem moralnego szantażu, przekonując mianowicie, że każdy chrześcijanin jest wręcz zniewolony do tego, aby bez względu na okoliczności bezustannie praktykować Miłosierdzie koniecznie wobec osób mu obcych, poprzez co staje się on bezbronny, gdyż tamci obcy do odpłacenia chrześcijaninowi takoż Miłosierdziem bynajmniej nie czują się zobowiązani.

Ale Cnót jest więcej, i wszystkie je trzeba praktykować jednocześnie – bo to jest spójny system. A więc także Wiara i Nadzieja, ale zarazem: Roztropność, Sprawiedliwość, Umiarkowanie, Męstwo. Czy owi nieszczęśni Polacy, dorośli rodzice małych dzieci, jak ci z Markowej, rzeczywiście wyróżnili się także pielęgnowaniem tych cnót? Czy ś.p. Józef Ulma był roztropny? Czy, będąc ojcem rodziny, w trudnych czasach, wykazał się męstwem w chronieniu swoich dzieci i żony przed rozlicznymi zagrożeniami, i przed tym w doczesnym wymiarze najwyższym – nagłą śmiercią z ręki okupanta? Jeśli nawet nie dbał on o własne życie, jeśli z jakichś powodów bez oporów stawiał je na szali, to nie upoważniało go to do tego, aby cudze życie, i to najbliższych sobie, bezbronnych osób traktować równie beztrosko.

My, powodowani właśnie Cnotami, oczywiście modlimy się za zbawienie dusz ś.p. Ulmów – rodziców i ich dzieci, jak i za wszystkich innych wiernych zmarłych, pomordowanych, poległych w walce. Lecz nie ma powodu, abyśmy modlili się do Ulmów, czy też za ich wstawiennictwem.

Ów Żyd, jakiemu pomógł był Ewangeliczny Miłosierny Samarytanin, wyzdrowiawszy poszedł zaś swobodnie w swoją stronę. Lecz sam ów Samarytanin także udał się w swoją stronę, bezpieczny, przez nikogo nie nagabywany. Co jego postać ma wspólnego z męczeństwem? Nic. Nie należy jej więc przywoływać w kontekście „historii Ulmów”.

Czy rzeczywiście w służbie rodzinie i czy rzeczywiście przeciwko aborcji?

Te dwa tematy są w dzisiejszym okołokatolickim piśmiennictwie i w takichże massmediach szczególnie często podnoszone, ale teraz już prawie wyłącznie przy użyciu narracji świeckiej. Więc nawet na niedzielnych kazaniach nie przypomina się już ludziom, że na straży pomyślności rodziny stoją po prostu Przykazania Boże, jak zwłaszcza „IV Czcij ojca swego i matkę swoją”, „VI Nie cudzołóż” oraz „IX Nie pożądaj żony bliźniego swego (ani męża bliźniej swojej)”; a kwestię m.in. tzw. aborcji reguluje przykazanie „V Nie zabijaj”. Rodzinę chronią też Sakramenty Święte, wśród nich Małżeństwo i Chrzest.

W sprawach konkretnych i szczegółowych w sukurs chrześcijaninowi przychodzi nauka o sumieniu i w ogóle aretologia (nauka o Cnotach), o czym już tu było wzmiankowane. Z nauki tej wynika sławny Ordo Caritatis, czyli Porządek Miłosierdzia, dający chrześcijaninowi siłę i obronę w sytuacjach konfliktowych, kiedy to trzeba decydować, jakiego to bliźniego należy bronić przed agresją innego bliźniego. Piszemy „decydować”, chociaż matka w sytuacji zagrożenia swego dziecięcia nad niczym nie deliberuje, lecz instynktownie rzuca się w jego obronie, bo to wynika po prostu z jej macierzyństwa. Zauważmy, że u zwierząt jest podobnie, co wszystko razem ma służyć rozwojowi przez Boga samego stworzonych gatunków, wśród nich szczególnie wyróżnionego gatunku ludzkiego, więc przekazywaniu życia z pokolenia na pokolenie i na chronieniu tego życia, aby całe stworzenie, na czele z człowiekiem, nieustannie chwaliło Boga Stwórcę swego.

My natomiast z przerażeniem słuchamy kazań i homilii, wygłaszanych i utrwalanych w internecie nawet przez pewnego wysokiej rangi duchownego, w których ten i inni dzisiejsi kapłani katoliccy wskazują polskiej młodzieży, przystępującej właśnie do Sakramentu Bierzmowania (lecz także w rozmaitych innych okolicznościach), aby naśladowała „bohaterskie czyny rodziny Ulmów” – „Idź i czyń podobnie!”.

Tak więc okazuje się, że w ujęciu tych kaznodziejów rodzina katolicka, jej materialne oraz duchowe bezpieczeństwo i pomyślność, wcale nie jest najważniejsza. Bo ona ma być jakąś nową żertwą dla ludzi obcego plemienia i obcej cywilizacji, co z religią Chrystusową, jako żywo, nie ma nic wspólnego.

Rozwinięcie tych oburzających zadań jest następujące: Ojcze rodziny, igraj z losem i wystawiaj swoją żonę i dzieci przez długie miesiące na śmiertelne niebezpieczeństwo; że nie wspomnimy już o niedostatku wynikającym ze wzrostu liczby ludzi do wykarmienia. Matko rodziny, cierpliwie wspieraj w tym dziele męża swego. Wrodzy żandarmi przyjeżdżajcie i ojca, ciężarną matkę-Polkę oraz wszystkie ich niewinne, małe, polskie, katolickie, ochrzczone dzieci zabijajcie. A ty, naiwny Narodzie Polski, i wy wszyscy katolicy, zachwycajcie się tym wspaniałym zdarzeniem i w dodatku jeszcze módlcie się „do” tych pomordowanych, gdyż w takich właśnie etapach zadana im śmierć ma być podobno ofiarą szczególnie Bogu miłą.

Nie pozwolilibyśmy sobie na sarkazm przy opisywaniu tej tragedii, gdybyśmy wprzódy nie usłyszeli bardzo podobnego kazania wygłaszanego w katolickiej wszakże świątyni do zgromadzonych tam w dobrej wierze wiernych – dzieci, młodzieży i dorosłych.

„Miłuj bliźniego swego jak siebie samego” – mówi Pismo. Ale na ścianie wzmiankowanej już toruńskiej kaplicy wypisano inny biblijny cytat: „Nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich” (J, 15, 13). Pomiędzy „bliźnim” a „przyjacielem” zachodzi wszakże różnica. Bliźnim jest każdy człowiek, więc nawet ten obcoplemienny Samarytanin. Natomiast sam Pan Jezus przyjaciółmi swoimi nazywa ludzi sobie bliskich, wierzących w Jego Boskość, w pierwszym rzędzie Apostołów; nawet Judasza, jeszcze wtedy, gdy ten szedł wskazać Pana szukającym Go siepaczom.

Zaraz po wypowiedzeniu cytowanego wyżej zdania Pan Jezus mówi do swoich uczniów następująco: „Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego” (J, 15, 14-15).

Zatem wedle narracji zmierzającej ku beatyfikacji ś.p. Ulmów to nie własne rodzone dzieci miały być dla ich rodziców tymi „przyjaciółmi”, za których oddaje się życie z miości do nich. Jak tam naprawdę było, to było, lecz nam się dziś pokazuje i wmawia, że ś.p. Józef i Wiktoria ponad własne polskie i katolickie dzieci umiłowali swoich „braci” Żydów. Że zatem rzekomo ewangeliczny heroizm ś.p. Józefa i Wiktorii opiera się na tym, że oni życie przede wszystkiem własnych małych dzieci, nie mogących ani o niczym zadecydować, ani się ratować, ani się gdzie indziej schronić, lecz także życie swoje własne, dorosłych osób, ryzykowali by pomóc Żydom, w tamtym przypadku niemal wyłącznie dorosłym osobom, w tym kilku silnym mężczyznom (którzy podobno „pomagali w gospodarstwie”, co jest wszakże sprzeczne z wymogami ukrywania się przed Niemcami).

Jaka to „wiara” żądała męczeństwa i w ogóle narażania na niebezpieczeństwo tych małych katolickich dzieci? – pytamy retorycznie. Przecież nie katolicka, nie Chrystusowa!

Ktoś słusznie zauważył to, co chciałoby owo dziecko nienarodzone, które tak po prawdzie zostało wyabortowane, albowiem zmarło w łonie matki, w czasie poronienia, czy może już porodu wywołanego tym, co się właśnie z jego nieszczęsną matką działo. Ono mianowicie „chciało urodzić się, żyć, być ochrzczone, rosnąć, rozwijać się i Pana Boga chwalić”. Pozostałe dzieci też. A co z tego wszystkiego wynikło? Żydzi także zostali przez Niemców zastrzeleni, starzy i młodzi, wszyscy.

Czy nie jest to klasyczny przykład funkcjonowania owej „cywilizacji śmierci”, przed jaką jesteśmy od pewnego czasu przez duchowieństwo ostrzegani?

No więc co to jest, skoro jedni księża mówią tak, a inni przeciwnie? To jest herezja, w którą popada jedna z tych kapłańskich zbiorowości i nas za sobą usiłuje pociągnąć.

Czy oni są jak Święci Młodziankowie?

Ktoś poddał pomysł, aby poprzestać na beatyfikacji samych tylko ś.p. dzieci Ulmów (sic!). Takie atoli posunięcie zupełnie odmienia sens owej beatyfikacji nadany jej przez środowiska filosemickie, gdyż ją „katolicyzuje”, natomiast ś.p. rodziców – Józefa i Wiktorię – stygmatyzuje jako kogoś w rodzaju dzieciobójców. Pomagając Żydom owych dwoje dorosłych Polaków zagrało swoim własnym życiem. Można się spierać, czy i do tego mieli prawo w świetle Katolickiej Wiary i Moralności. Zresztą akcent pada na ś.p. Józefa, jako ojca rodziny, którego decyzjom podporządkowana była także jego ś.p. żona; aczkolwiek stosunków domowych panujących w tej rodzinie przecież nie znamy. Mogło być też odwrotnie; a mogli także oboje współdecydować.

Jednakże ś.p. Ulmowie, oraz wszyscy inni „sprawiedliwi” znajdujący się w podobnej do nich sytuacji, zagrali także życiem swoich własnych małych dzieci, z wiadomym skutkiem. To trwało długie półtora roku.

W takim kontekście beatyfikowanie samych tylko ś.p. dzieci Ulmów wnosiłoby do życia Kościoła niepokój, zatem rozmijałoby się z samą istotą beatyfikacji. W Świętych Ewangeliach czytamy o licznych osobach, które w różnym stopniu miały udział w zadaniu Panu Jezusowi przykrości, zniewagi, udręki, męki i śmierci, także poprzez bierne zachowanie się. Nawet Święci Apostołowie, którzy ze strachu się poukrywali. Nawet Święty Piotr, który trzykrotnie zaparł się Pana i którego pod Krzyżem już nie było.

Tu mielibyśmy winnych ś.p. rodziców-Polaków, którzy długo ryzykowali, aż wreszcie poprzez stworzenie określonych okoliczności wydali swoje własne dzieci na śmierć. I mielibyśmy, lecz przecież mamy, po wsze czasy, owe niewinne ś.p. dzieci, do których męczeńskiej śmierci doprowadzili wszyscy: Żydzi, bo ośmielili się ukrywać właśnie w domu tych dzieci; rodzice Ulmowie, bo tych Żydów gościli, i to długo; donosiciel, jaki tam i wtedy się pojawił; i wreszcie niemieccy żandarmi, którzy dopełnili zbrodniczego dzieła, wykonując wszakże ówczesne prawa obowiązujące w Państwie Niemieckim, w którego służbie ochoczo pozostawali.

Kogo i co, jakie wartości, my odtąd mielibyśmy czcić w związku z tym wszystkim na Ołtarzach Pańskich? Doprawdy, najlepiej to wszystko samemu Bogu pozostawić i nie próbować Go „wyręczać”, siląc się na budowanie „naciąganych” scenariuszy mających posłużyć do przeprowadzenia beatyfikacji, zwłaszcza że inspirowanej spoza katolicyzmu.

Pewien katolicki kapłan na wzmiankę o tragicznej śmierci ś.p. Ulmów zareagował przywołaniem Ewangelicznych Świętych Młodzianków – ofiar zawiści króla Heroda. Jest to kolejny Biblijny przypadek, do którego „historia Ulmów” nie przystaje. Przecież Święci Młodziankowie ginęli, a ich rodzice z tego powodu cierpieli wprost za Jezusa Chrystusa, choćby nawet o tym nie wiedząc. Dzięki tej krwawej ofierze On mógł przetrwać, ocaleć i wzrastać w celu spełnienia swojego zbawczego posłannictwa. Natomiast ś.p. Ulmowie, jak już tu powiedziano, nie zginęli za Wiarę Chrystusową, a tym bardziej „wprost” za tę Wiarę.

Kto jednak z góry wskazuje określone zbiorowości, w których następnie zamierza wynaleźć nowych błogosławionych i świętych – taką praktykę przywoływaliśmy na początku niniejszych rozważań – niech się szerzej rozejrzy po naszych polskich dziejach wojennych.

Co do ś.p. dzieci Ulmów, to nikt ich nawet z domu rodzinnego nie wyrzucał, nikt im przed świtem nie kazał się pakować dając na to pół godziny (bywało, że mniej), nikt ich nie zsyłał do takich czy innych obozów lub więzień, ani nie oddzielał od rodziców. Zestawmy to z owymi najpewniej setkami tysięcy katolickich i polskich dzieci, jakie wyginęły w czasie samej choćby drugiej wojny światowej – m.in. dzieci Zamojszczyzny, dzieci Wołynia i Galicji, dzieci z „pacyfikowanych” polskich wsi i z bombardowanych miast, z Warszawą na czele, dzieci pomarłych w wyniszczających transportach, w rozmaitych obozach przejściowych, zesłanych na Sybir, do Kazachsatnu, na Kołymę, do łagrów Północy, do Oświęcimia, na Majdanek, do Sztuthofu i wielu, wielu innych miejsc męczeństwa. One wszystkie zostały zgładzone, rozmaitymi sposobami, za to że były ochrzczonymi, niewinnymi, katolickimi i polskimi dziećmi, tak jak i dzieci Ulmów. Aczkolwiek tragiczny przypadek małych Ulmów bynajmniej nie wyróżnia się przecież na tym makabrycznym tle bezmiaru dziecięcego cierpienia.

Lecz były też całe rzesze polskich dzieci, które wprawdzie wojnę i okupację przeżyły, ale w stanie czy to fizycznego, czy psychicznego, lecz i moralnego okaleczenia; co dotyczy i dorosłych. Były przecież dzieci, które oglądały, jak złoczyńcy okrutnie mordują ich rodziców i rodzeństwo, a one same ocalały jako jedyne z całej rodziny. I żyły z tym ciężarem dalej, poprzez lata komunistycznego PRL-u, stawały się ludźmi dorosłymi; obecnie tamto pokolenie „dzieci wojny” już wymiera – czas robi swoje.

I tamtych setek tysięcy małych polskich Męczenników – tych nowoczesnych Świętych Młodzianków – nikt jakoś nie myśli beatyfikować. Może to i lepiej? Ale to wszystko Bóg widzi; i sprawę Ulmów też. Jemu to pozostawmy, a sami dbajmy usilnie, aby tamte historie były jak najlepiej zbadane, jak najlepiej i jak najszerzej poznane i zrozumiane, i aby jak najbardziej celne wnioski na przyszłość były z nich w Kościele oraz w Narodzie wyciągnięte.

Módlmy się za zbawienie dusz ś.p. Ulmów i wszystkich innych wiernych zmarłych. I aby Dobry Bóg wybaczył ś.p. Józefowi i Wiktorii ów grzech, jaki oni popełnili przeciwko własnym dzieciom.

Wokół dnia 24 marca – wspomnienia Św. Szymona z Trydentu

Mówiliśmy wyżej o wybieraniu osób spełniających pewne z góry przyjęte warunki spośród uprzednio dobranych zbiorowości. Znajdą się w takiej zbiorowości dane osoby, w tym przypadku spełniające wymogi świętości, czy nie znajdą?

Teraz przyjrzyjmy się praktyce podobnej – dobierania osób do z góry przyjętego dnia, z jakim biografie tychże osób powinny być w jakiś szczególny sposób powiązane. Stawiamy tezę – bo przecież nikt nam stosownego sprawozdania nie składał – że przypadek ś.p. Ulmów został mozolnie, bo – jak widzimy – dopiero kilkadziesiąt lat po zakończeniu drugiej wojny światowej dopasowany do innych okoliczności powiązanych z uprzednio przyjętym dniem 24 marca, gdyż w tym właśnie dniu, w roku 1944, rodzina ta została wymordowana.

Lecz w roku 1475, zatem ponad cztery i pół wieku wcześniej, takoż w dniu 24 marca, w dalekim Trydencie (w którym później obradował sławny Sobór Powszechny) zostało pozbawione życia niespełna trzyletnie dziecko katolickie – mały Szymonek (wł. Simonino), znany i od tamtych czasów przez stulecia czczony w Kościele jako Męczennik – Św. Szymon z Trydentu.

Otóż tenże Św. Szymon jest ofiarą żydowskiego mordu rytualnego, motywowanego nienawiścią do chrześcijaństwa. Oprawców małego Szymonka schwytano, osądzono i zgładzono. Pisał o nim m.in. ksiądz Piotr Skarga w swoich poczytnych „Żywotach Świętych”. W dzisiejszej internetowej epoce dotarcie do szerszych informacji na temat tego świętego nie powinno nastręczać trudności.

Jak wynika z owych informacji, w następstwie Soboru Watykańskiego Drugiego i w ramach „dialogu katolicko-żydowskiego” Św. Szymon z Trydentu po blisko pięciu wiekach kultu, został wykreślony (sic!) z katalogu Świętych Kościoła.

Kto zatem ma być wprowadzony na jego miejsce w dniu 24 marca? Oto Polacy, ś.p. Ulmowie, rodzice i zwłaszcza dzieci – ofiary swoistego mordu rytualnego „inaczej”, ponieważ popełnionego nie rękami żydowskimi, lecz przez gojów-Niemców, ale przy swoiście pojmowanej asyście żydowskiej. Feliks Koneczny w swojej „Cywilizacji żydowskiej” zauważa, że owych mordów dopuszczała się na przestrzeni dziejów pewna tajemnicza sekta żydowska, a więc wyznawcy li tylko pewnego odłamu judaizmu rabinicznego.

Uwaga! My tu nie opisujemy tego, co sądzili i do czego zmierzali uczestnicy i ofiary – żydowskie i polskie – tamtych tragicznych wydarzeń, jakie się rozegrały w podkarpackiej Markowej w dniu 24 marca 1944 roku, choćby z tej przyczyny, że tego po prostu nie wiemy.

My tylko łączymy wydarzenia w celu odkrycia motywów, wedle których postępują dzisiejsi (sic!), lecz nawet nam nieznani i zapewne daleko od Polski przebywający inicjatorzy beatyfikacji ś.p. Ulmów. No bo jeśli inicjatorzy są jednak znani, mieszkają w Polsce, gdyż z internetowych przekazów wynika, że są nimi Ich Ekscelencje poprzedni oraz obecny Arcybiskup Przemyski, to nam braknie śmiałości, aby te osoby zapytać. Bo też w takich sprawach powinna by od samego początku obowiązywać pełna jasność i otwartość, oraz postępująca za nimi kompletna i ogólnodostępna informacja skierowana do ogółu wiernych, tak aby nie pojawiały się już żadne wątpliwości. Ale wątpliwości jednak narastają i nas coraz bardziej nurtują, i to poważne wątpliwości.

W połowie marca 2018 roku Senat RP z inicjatywy Prezydenta RP ogłosił nowe doroczne święto państwowe: „Narodowy Dzień Pamięci Polaków Ratujących Żydów pod Okupacją Niemiecką” (taka jest pełna nazwa tego święta).

Święto ma być celebrowane (i w roku 2018 było po raz pierwszy) właśnie w dniu 24 marca, w każdorazową rocznicę śmierci ś.p. Ulmów; lecz przecież także śmierci Św. Szymona z Trydentu, która to treść oczywiście nie jest w ogóle podnoszona ani przez obecne władze kościelne, ani świeckie. Zauważmy, że inicjatorzy omawianej tu beatyfikacji nie wyjaśnili publicznie, dlaczego chcą ogłosić błogosławionymi właśnie ś.p. Ulmów, dzieci i rodziców, a nie jakąś inną polską rodzinę, która została wymordowana przez niemieckich okupantów w podobnych okolicznościach i z tych samych powodów. Na okolicznościowej monecie wydanej przez NBP już w roku 2012 widnieją nazwiska trzech takich rodzin; o jednej z nich, ale nie o ś.p. Ulmach, Telewizja Polska nakręciła i wyemitowała dokument fabularyzowany.

Możemy się wszakże domyślać, że tenże sam dzień 24 marca planowany jest jako liturgiczne wspomnienie nowych błogosławionych męczenników, na wypadek gdyby mieli być oni jednak beatyfikowani. Co jeszcze wiemy o dniu 24 marca?

Przyjmujemy tezę, że mianowicie przez cały okres drugiej wojny światowej, na wszystkich ziemiach polskich, mordu takiego, jak na ś.p. Ulmach i z tego powodu, co na nich, nie dokonano ani w żadne większe święto katolickie, ani w wigilię takiego święta.

Tu zaś mamy jednocześnie mord na polskich i katolickich dzieciach, także na dziecku pozostającym jeszcze w łonie matki, a zarazem Wigilię tego – by tak rzec – bardzo „dziecięcego”, a wręcz „niemowlęcego”, i zwłaszcza „macierzyńskiego” katolickiego święta, jakim jest Zwiastowanie Pańskie, zwane też Zwiastowaniem Najświętszej Maryi Pannie, a także Wcieleniem Pańskim, przypadające na dzień 25 marca; obecnie w Kościele nieco – przyznajmy – zapomniane, chociaż w tradycyjnym kalendarzu widniejące jako święto pierwszej klasy. Oczywiście, nie mniej „niemowlęcym” i „macierzyńskim” świętem, Świętem Świąt, jest późniejsze o dziewięć miesięcy Boże Narodzenie. Ale widocznie – jest to tylko nasze przypuszczenie – akurat w Boże Narodzenie, ani w poprzedzającą je Wigilię nie zdarzyły się, znane nam dziś, mordy dokonywane na Polakach akurat za to, że ukrywali oni Żydów; podobnie musiało być w owe wojenne i okupacyjne Święta Wielkanocne (walki toczone w warszawskim getcie wiosną roku 1943 objęte są inną narracją). Niedziela Wielkanocna najwcześniej przypaść może na dzień 21 marca. Tak więc co pewien czas na sam dzień 24 marca przypada a to sama Wielkanoc – chrześcijańskie Święto Świąt – a to któryś z dni Triduum Paschalnego, to znowu któryś z dni Oktawy Wielkanocnej.

„Anioł Pański zwiastował Pannie Maryi… Oto ja, Służebnica Pańska…” – te słowa Pozdrowienia Anielskiego miliony ludzi wypowiadają w codziennym pacierzu. „Zdrowaś Maryjo, łaskiś pełna, Pan z Tobą…” – chrześcijańskie dziecko jeszcze samo mówić nie umie, a już mamusia, tatuś czy babcia szepcze mu do uszka te właśnie słowa. Samo zaś Święto Zwiastowania traktowane zawsze było w Kościele jako przypomnienie godności i wielkiego powołania każdej chrześcijańskiej niewiasty, dla której wzorem jest Najświętsza Maryja Panna. „Co było przepadło przez nieposłuszeństwo Ewy, to naprawiła Maryja”.

Wierni śpiewają starą dobrą pieśń: „Archanioł Boży Gabryjel posłan do Panny Maryjej…”, bo też ów dzień 24 marca, poprzedzający święto Zwiastowania Pańskiego, jest poświęcony Świętemu Archaniołowi Gabrielowi – zwiastującemu Wolę Bożą i Zbawienie Świata. Tenże sam dzień – zauważmy – wybrali zabójcy Św. Szymona z Trydentu, aby temu bezbronnemu dziecku zadać męczeńską śmierć.

Tak więc w dzień Św. Gabriela i zarazem w Wigilię Zwiastowania – które to święta Kościół dzisiejszy wiernym ostatnio mniej przypomina – mamy także gromko akcentowany dziś przez władze świeckie „Narodowy Dzień Pamięci Polaków Ratujących Żydów pod Okupacją Niemiecką”, jako wspomnienie masakry, jaką polskim dzieciom i ich rodzicom urządziła w roku 1944 niemiecka żandarmeria, za pomaganie Żydom.

Otwiera się tu przestrzeń do rozważań prowadzonych na polu teologii, takoż katolickiej, jak też judaistycznej, oraz do badania splatanych w ostatnich czasach przez niektóre środowiska związków pomiędzy tymi dwiema; aczkolwiek my owych rozważań tu akurat nie podejmiemy. „Po owocach ich poznacie” – mówi Pismo.

Zauważmy atoli jedynie, że nazajutrz po tym nowym państwowym święcie przypada wspomniane już Zwiastowanie Pańskie, zwane też w Polsce z dawna dniem Matki Bożej Otwornej, Zagrzewnej lub Ożywiającej, gdyż w tym właśnie dniu Najświętsza Maryja Panna pokornie i posłusznie mówi: „Niech mi się stanie według Słowa Twego”, a zarazem otwiera kolejną doroczną wiosnę; bo też dzieje się to wkrótce po astronomicznym przesileniu wiosennym.

Ale w dniu bezpośrednio poprzedzającym ma być odtąd wspominana prosta wiejska Matka-Polka żyjąca w pierwszej połowie XX wieku, niczego niestety nie otwierająca, ani nie rozpoczynająca, lecz przeciwnie – mordowana razem ze wszystkimi swoimi dziećmi i z mężem za pomaganie Żydom. Zauważmy – na ile uprawnione jest takie porównanie – że ofiara posłuszeństwa i całego życia Matki Przenajświętszej (25 marca – Zwiastowanie/Wcielenie) oraz ofiara w ostateczności życia ś.p. Wiktorii Ulmowej i jej całej rodziny (24 marca – Narodowy Dzień Pamięci) składane są każda z innego powodu, w innym celu i za kogo innego. Przy czym nas tu wykorzystywanie przypadku nieszczęsnych ś.p. Ulmów (także ś.p. Baranków, ś.p. Kowalskich oraz innych) do celów dzisiaj przez określone środowiska wskazywanych interesuje bardziej, aniżeli sama tamta okupacyjna historia.

Jeśli – jak sądzimy – dobierano okoliczności do upatrzonego uprzednio dnia, z uwagi zwłaszcza na Wielkanoc i na męczeństwo Św. Szymona z Trydentu, to dysponowano z natury rzeczy tylko tym, co znajduje się – by tak rzec – po prostu w zasobach historii. Przypadek zatem ś.p. Ulmów nie jest doskonały, skoro ukrywani przez nich Żydzi też jednak zginęli. Aczkolwiek o te wszystkie sprawy najlepiej będzie zapytać znawców współczesnego judaizmu rabinicznego (talmudycznego). Jakkolwiek by było, przypadku bardziej nad „historię Ulmów” użytecznego najwidoczniej nie znaleziono, skoro nam się wciąż mówi o tej tylko historii, a nie o żadnej innej podobnej.

W czyich to głowach i w jakim celu powstała ta makabryczna „judeochrześcijańska” zbitka teologiczna? Bo inicjatorzy nowego polskiego państwowego święta na wspomnienie wydarzeń z 24 marca 1944 r. głoszą, iż stanowią one „wzór bohaterstwa dla nas dzisiaj (sic!) i wzór dla przyszłych pokoleń”. Dla przykładu – na początku stycznia 2018, a zatem jeszcze przed rozpętaniem afery związanej z nowelizacją ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, w jednym z poczytnych warszawskich tygodników można było przeczytać: „Nie ma najmniejszej wątpliwości, że nasi Sprawiedliwi wśród Narodów Świata są największymi herosami naszej historii. (…) Oni ryzykowali życie własne i życie całej swojej rodziny. Sprawiedliwi są świętymi (sic!) naszej historii, którym powinniśmy wznosić pomniki, robić dla nich muzea i stawiać ich za przykład kolejnym pokoleniom naszych dzieci i wnuków”. W wielu innych polskojęzycznych czasopismach i portalach pisało się i nadal pisze podobnie, że wszystko do cna trzeba oddać Żydom.

Tak więc dla tychże naszych polskich przyszłych pokoleń przeznaczona jest już nie wiosna, nie nowe życie, lecz śmierć i totalne unicestwienie!!!

Dodajmy jeszcze tylko, że w starodawnej tradycji Kościoła, mającej przecież swoje Starotestamentowe przesłanki, dzień 25 marca był pojmowany jako data wszelkiego początku: stworzenia świata, stworzenia człowieka, rozpoczęcia odkupieńczego wszakże potopu, narodzenia Mojżesza, a także owej życiodajnej zbawczej Śmierci Krzyżowej Pana Jezusa (dopóki nie ustalono sposobu datowania Wielkiejnocy, przypadającej wszakże zawsze wczesną wiosną).

Bo też wiosna oznacza przecież narodziny, odrodzenie, początek, wzrost, dobrą nadzieję na przyszłość, a nie – przeciwnie – śmierć, upadek, koniec. Jak widać, w tej nowo w Kościele i w Państwie wprowadzanej interpretacji przesłania dnia 24 marca mamy wyraźną kolizję owych przeciwnych wektorów. Treści związane ze śmiercią wydobywa się, aby one przygłuszyły to radosne Wielkanocne „Alleluja” – afirmujące życie i Zbawienie Wieczne, pomimo lecz i w następstwie Wielkiego Piątku i Wielkiej Soboty. Ma być więc, z pozoru po dawnemu, Pascha, ale Pascha „inaczej”, bo i nowi beatyfikowani też są wyłonieni „inaczej”, a przyczyny nowej beatyfikacji mają być już „inne” od dotychczasowych, odwiecznych. To wszystko oznacza nic innego, jak po prostu herezję.

Skoro o kluczowym dla chrześcijaństwa święcie Wielkiej Nocy mowa, nasuwa się też pewna dygresja, i zapytanie. Czy mianowicie owo przez kolejne katolickie parafie w Polsce realizowane porzucanie uroczystej Mszy Św. i Procesji Rezurekcyjnej odprawianej tradycyjnie o godzinie szóstej w Poranek Wielkanocny, i przesuwanie tego świętego obrzędu o kilka godzin wstecz, na środek ciemnej nocy, jest jakoś skorelowane z tym, co tu przywołujemy w sprawie planowanej beatyfikacji ś.p. Ulmów? Tak, wiemy że ta wieczorna, bogata w znaki i obrzędy liturgia Wielkosobotnia jest odprawiana już na chwałę Zmartwychwstania, ale jednak poranna Rezurekcja to jest wartość szczególna, tak bardzo cenna dla każdego Polaka-katolika, jeśli nawet nie co roku w niej uczestniczy. Zresztą, stosowne wersety wszystkich Czterech Ewangelii nie pozostawiają w tej mierze wątpliwości, że uczestnicy porannej Procesji naśladują tamto poranne podążanie Świętych Niewiast i Świętych Apostołów do Grobu Pańskiego.

Pewne jest i to, że zarówno sprawa Ulmów, wspomnienie Św. Szymona z Trydentu, jak i likwidacja porannej Rezurekcji, mają ścisły związek ze Świętami Wielkanocnymi.

Są przecież w „posoborowym” Kościele także wspólnoty, które liturgię Wielkanocną kończą w środku nocy z Wielkiej Soboty na Wielką Niedzielę, a ich członkowie w tęże Niedzielę do kościoła na Mszę Świętą już nie idą, ani w żadną inną niedzielę w roku! No bo oni czczą najwyraźniej żydowski szabes, czyli szabat.

I jeszcze o katolickiej obrzędowości i obyczajowości, tu zwłaszcza o jej aspekcie wizualnym. Procesja, jak i podobne zgromadzenia, z dawna została pomyślana jako – również – widowisko. O tak! Po to Pan Bóg dał człowiekowi zmysły, aby również za ich pomocą człowiek mógł wychwalać Swego Stwórcę.

Uroczyste stroje, święty baldachim, kościelne chorągwie z wyhaftowanymi świętymi wizerunkami i sentencjami, szarfy, girlandy, figury, feretrony, dostojne chóralne pieśni, huki radosnych wystrzałów, małe bielanki sypiące na ziemię przed Najświętszym Sakramentem ubiegłoroczny susz z płatków kwiatowych (na Boże Ciało sypie się świeże płatki). To wszystko, dobrze widoczne (i słyszalne) w blaskach wschodzącego słońca, lecz nawet w poranek pochmurny i dżdżysty, w środku nocy znika i milknie, wedle tej nie z kościelnego słownika wziętej zasady, że oto „w nocy wszystkie koty są czarne”; i nawet sukienki owych bielanek też są w nocy czarne, a treści wyrażonych na chorągwiach w ogóle nie widać. Cofnięcie ze światła w mroki! Ruch przeciwny do tego, jaki Pan nasz Jezus Chrystus wykonał był z martwych powstając. Komu na tym zależy?

Co zaś tyczy państwowego święta 24 marca, ktoś zaproponował – niewątpliwie z pewną dozą celnej przekory, aby – skoro z przyczyny faktów dokonanych już nie można inaczej – poszerzyć formułę nowego polskiego święta państwowego, bardzo atoli wydłużając jego nazwę. Jest to, powtórzmy: „Narodowy Dzień Pamięci Polaków Ratujących Żydów pod Okupacją Niemiecką”.

Niechże będzie to zarazem: „Narodowy Dzień Pamięci Polaków Ratujących Polskie Dzieci pod Każdą Okupacją”.

Lecz może nie tylko Polaków, ale ludzi różnych innych narodowości; nie tylko polskie dzieci, ale w ogóle chrześcijańskie (dzisiaj: Syria, Irak i inne kraje); nie tylko „pod każdą okupacją”, lecz i poza okupacją, w ogóle. My jednak skupmy naszą uwagę zwłaszcza na sprawie polskiej, oczywiście. I żeby w Polsce więcej dzieci się rodziło; a te już urodzone aby były dobrze chronione, wychowywane i nauczane, a nie wykorzystywane jako to „podglebie” do osiągania czyichś obcych nam celów.

Zrezygnujmy więc otwarcie z zamiarów beatyfikowania ś.p. Ulmów oraz innych osób, jakie poniosły śmierć w podobnych co Ulmowie okolicznościach; a także tych, które żyły i działały w podobnych okolicznościach, lecz śmierć z cudzej ręki je ominęła.

Owszem, to co już zostało wzniesione – pomniki, tablice i nagrobki – niech pozostanie, oczywiście, na świadectwo historycznym wydarzeniom. Pozostać może nawet owo naprędce wyszykowane Muzeum w Markowej (aby tylko nie za dużo kosztowało jego utrzymywanie). I już. I ani jednego kroku w kierunku naruszania Świętej Religii Katolickiej!

Niech promotorzy omawianej tu beatyfikacji, duchowni i świeccy, pogodzą się z tym, że beatyfikacja nigdy (!) nie obejmie ś.p. członków rodziny Ulmów.

Akcja promocyjna i świecki kult

Na obszarze co najmniej Archidiecezji Przemyskiej od lat prowadzone są działania, które można by nazwać „propagandą beatyfikacyją” lub nawet „przemysłem beatyfikacyjnym”. My dotąd o męczennikach drugiej wojny światowej informowani byliśmy przez duchowieństwo dopiero w trakcie i po beatyfikacji, jak n.p. o owych 108. beatyfikowanych przez Jana Pawła II. Tymczasem w południowo-wschodniej części kraju odbywa się m.in. przeznaczona dla uczniów szkolnych coroczna impreza o nazwie Olimpiada Wiedzy o Wielkich Polakach (sic!) – Rodzinie Ulmów z Markowej. Nagrodą dla zwycięzców są wyjazdy „na pielgrzymkę do Włoch”. W roku 2016 powstało w Markowej Muzeum Polaków Ratujących Żydów; dociera tam już młodzież izraelska, jeszcze do niedawna ograniczająca swoje wizyty na polskiej „ziemi śmierci” do łatwiej dostępnych Auschwitz i warszawskiego Umschlagplatz, która żydowskim obyczajem kładzie kamyki na grobie Ulmów. Polskie władze zapowiedziały, że filię tego muzeum otworzą w… Nowym Jorku (sic!).

Jakiegoś miejscowego człowieka bolało kolano, to – uwaga! – przyłożył był sobie obrazek z wizerunkiem Ulmów do tego kolana, a ono zaraz przestało go boleć, po czym ten ozdrowieniec czym prędzej zgłosił tę rewelację do przygotowanej zawczasu na takie okazje parafialnej „księgi łask za przyczyną Sług Bożych rodziny Ulmów”. I o tym piszą katolickie portale należące do znanych katolickich tygodników! Atoli w procesie o męczeństwie podobno „cud nie jest potrzebny”. Co za cyniczne manipulacje i szyderstwa ze Świętej Wiary Rzymsko-Katolickiej! „Oni” sprawę już przesądzili. Co na to my?

Zachęcamy do przejrzenia oficjalnej strony internetowej Archidiecezji Przemyskiej, w tym tamtejszego Radia Fara. Zachęcamy do wnikliwego wysłuchania nagrania homili nowego Arcybiskupa Przemyskiego na temat rodziny Ulmów, wygłoszonej w marcu 2017 r. w Markowej przy okazji udzielanego tamtejszej młodzieży Sakramentu Bierzmowania!!! W czym to aby, o młody katoliku XXI wieku, masz się utwierdzić? Czy aby podstawa tegoż utwierdzenia należy akurat do katolicyzmu właśnie?

Zwracamy uwagę na postać ks. dr Adama Szala, nowego JE Arcybiskupa Metropolity Przemyskiego i zwłaszcza na jego działania prowadzone w celu ogłoszenia Ulmów błogosławionymi Męczennikami. Nie mamy potwierdzenia, czy JE ks. Arcybiskup jest spokrewniony z niektórymi uczestnikami wydarzeń z roku 1944 i czy ta okoliczność nie wpływa na jego obecne zaangażowanie w promowanie beatyfikacji ś.p. Ulmów.

Przy grobie Ulmów odbywają się uroczyste apele, a także modlitwy z udziałem m.in. harcerzy oraz pocztów sztandarowych rozmaitych polskich organizacji. Na zdjęciach przypomina to, jako żywo, rozmaite spędy organizowane w czasach PRL-u mniej lub bardziej otwarcie przeciwko Świętej Religii Katolickiej, lecz wówczas nie pod kościelnymi, lecz pod czerwonymi sztandarami. Pamiętamy. A teraz, jak mawiał Pan Zagłoba, ponownie „diabeł się w ornat ubrał i ogonem na Mszę dzwoni”. I niech nam Pan Bóg Miłosierny wybaczy, jeśli się mylimy. I niech nas Duch Święty oświeci i wskaże drogę wyjścia z tej pułapki, i niech dopomoże się nam z niej wydostać!

Natomiast daleko stąd, bo aż w Parlamencie Europejskim (sic!) była w roku 2017 zorganizowana wystawa prezentująca życie i śmierć rodziny ś.p. Ulmów – aby „cały świat” się dowiedział, skoro jeszcze tego nie wie, że Polacy Żydów wcale nie mordowali, ale za nich ginęli z niemieckiej ręki. I może aby ten „cały świat” naśladował takie heroiczne postępowanie owych Polaków, prostych chłopów z dalekiej wsi?

Już nieco dawniej, bo w roku 2012 Narodowy Bank Polski – o czym wyżej wzmiankowano – wydał okolicznościową monetę na cześć „Sprawiedliwych wśród narodów świata”, z wyszczególnieniem polskich chłopskich rodzin ś.p. Ulmów, ś.p. Kowalskich oraz ś.p. Baranków, jakie spotkała z ręki niemieckiej okrutna śmierć za ukrywanie Żydów.

Od kilku lat funkcjonuje w Rzeszowie Dom Opieki dla ludzi w starszym wieku imienia właśnie Sług Bożych – rodziny Ulmów. Pamięta się tam o urodzinach wszystkich członków tej patronackiej rodziny, a więc rodziców oraz kolejnych ich dzieci.

Ostatnio zaś – o czym też już była mowa – ustanowiono państwowe święto 24 marca, w rocznicę mordu na ś.p. Ulmach.

Przyznajmy, że wywołana z dniem 27 stycznia 2018 roku tak zwana afera dotycząca nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej, jak i wszystkie medialne wątki o treści polsko-żydowskiej, także działa na korzyść wypromowania beatyfikacji ś.p. Ulmów, wedle sześciopunktowego schematu przywołanego na początku niniejszej prezentacji.

Mamy przecież produkowane i emitowane od wielu lat, nieodmiennie za pieniądze polskiego podatnika, rozmaite publikacje i prezentacje na różnych nośnikach, w tym fabularno-wojenne filmy i seriale poświęcone w części lub w całości losom Żydów na obszarze ziem polskich okupowanych przez Niemcy w okresie drugiej wojny światowej (o roli Żydów pełnionej w Związku Sowieckim i na obszarach pod sowiecką okupacją prawie się nie mówi).

Wspólną cechą tej obfitej twórczości – na którą nigdy pieniędzy nie brakuje – jest głębokie, a niekiedy wręcz nachalne sięganie do sfery uczuć, wywoływanie żałości, ckliwości, zwłaszcza w kontekście udzielania Żydom pomocy przez Polaków, a szczególnie w przypadkach, kiedy jest mowa o żydowskich dzieciach. Lecz przecież wspomnienie małych gojów, czyli dzieci polskich pełniących w tych opowieściach rolę taką, jak mali ś.p. Ulmowie, też ma wywoływać ckliwe reakcje.

Produkcja ta idzie nadto w dwóch kierunkach, z których jeden śmiało można nazwać antypolskim (i zarazem antykatolickim) – jak m.in. takie obrazy jak „Pokłosie” czy „Ida” – a drugi bezrefleksyjną pochwałą „Sprawiedliwych wśród narodów świata”, czyli tych Polaków, którzy ukrywali Żydów. Prezentacje antypolskie są z reguły wyposażone w fabularną, fałszywą – by tak rzec – podpórkę, na jakiej budowana jest takoż fałszywa narracja. Lecz i te drugie, z pozoru tylko „propolskie”, cechują się fałszywymi założeniami, że mianowicie naczelnym, o ile nie wyłącznym zadaniem Polaków w okresie drugiej wojny światowej było nic innego, jak tylko spontaniczne i absolutnie bezinteresowne „pomaganie Żydom”, za wszelką cenę, więc także za cenę bezpieczeństwa, zdrowia i życia własnego i własnych polskich dzieci włącznie, że o życiu krewnych, znajomych czy sąsiadów już nie wspomnimy.

I tak na przykład w dniu 21 kwietnia 2018 r. w godzinach wieczornych Program 1 TVP wyemitował fabularny film polski, oparty „na faktach”, nakręcony w roku 2015, a zatytułowany „Sprawiedliwy”. Jest to fabuła w rodzaju „Ulmowie inaczej”. Cała historia skupia się wokół małej Żydóweczki, w której ofiarnym ukrywaniu bierze udział łącznie kilkadziesięcioro Polaków, w różnym wieku, różnych stanów i płci obojej. I niczym jest krwawa okupacja, nędza, wojna, tortury na Gestapo, rekwizycje, obławy, zesłanie na Syberię, następująca po wojnie komuna oraz to, że owi najwidoczniej nierozgarnięci Polacy-goje w walce o małą Żydóweczkę mordują się między sobą używając broni palnej oraz noży i siekier. Byleby Żydóweczka odczuwała dobrostan i aby odwiedzając jako dorosła już panna Polskę po wojnie nie zaznała żadnego dyskomfortu; fabuła filmu prowadzona jest bowiem na zasadzie retrospekcji.

Torturowany jest w filmie przez Niemców „dobry” Polak, ale śmierć, i to nie z ręki niemieckiej, lecz z ręki rodaków ponoszą tylko ci „źli” Polacy, co jest odmienne od „historii Ulmów”. Niemiec w filmie zabija tylko łańcuchowego psa w chłopskim obejściu – tylko to jest pokazane; bo sam mord na prowadzonych przez Niemców leśną drogą Żydach już nie.

Z „historią Ulmów” są jednak zbieżne filmowe wątki religijne-katolickie, dość silnie wyeksponowane. Na „beatyfikacyjną trajektorię” widzowie wjeżdżają atoli pod koniec filmowej opowieści, kiedy to prezentowany jest obraz Matki Bożej Wniebowziętej, czyli tak po prawdzie portret owej młodej Żydówki przybyłej w odwiedziny z Izraela, namalowany po wojnie przez tego spośród jej wojennych polskich opiekunów, którego najbardziej lubiła i który najbardziej dla niej wycierpiał, a który pożegnał był ją jako kilkuletnią dziewczynkę, więc jej dorosłej postaci, ani jej młodzieńczych panieńskich rysów nigdy nie widział. Filmowy przeor klasztoru mówi o „cudzie serca” – i oto widzowie już są zanurzeni w narracji nie tylko fabularnej-filmowej, lecz już w tej jak najbardziej „beatyfikacyjnej”, dotyczącej także i zwłaszcza owej realnej historycznej rodziny ś.p. Ulmów.

Dodajmy, że młoda panna z izraelskiego kibucu nie przybyła do Gomułkowskiej Polski aby odwiedzić swoich wojennych wybawców, bynajmniej. Ona przybyła z inspiracji władz izraelskich, aby tych Polaków przekonać do przyjęcia medalu „Sprawiedliwi wśród narodów świata”, przed czym ci się wzbraniali. Najwyraźniej Izraelczykom zależało na tym bardziej niż Polakom. Natomiast dzisiaj – czy to aby nie Żydom bardziej zależy na doprowadzeniu do beatyfikacji ś.p. Ulmów, aniżeli owym filosemickim środowiskom polskim i katolickim?

Film „Sprawiedliwy” streściliśmy tu tylko dla przykładu, zakładając, że wedle deklaracji jego autorów jego fabuła jest oparta „na faktach”, czyli bardziej na historii konkretnego przypadku, aniżeli fabuły innych, jakże licznych ostatnio produkcji o tematyce polsko-żydowsko-wojennej. Niemniej sądzimy, że jak ów przypadek został przez filmowców wybrany i przysposobiony dla celów filmowych, tak przypadek ś.p. Ulmów został wybrany i przysposobiony przez określone gremia dla celów „beatyfikacyjnych”.

* * * * *

Zaprotestujmy, póki jeszcze nie jest za późno! To nie jest przypadek „zwykłej beatyfikacji”, do przygotowywania której nie ma potrzeby wtrącać się ludziom spoza grona duchownych nad nią pracujących. Lud mógł w pewnych okolicznościach wołać „Santo subito!” (wł.), to w innych może on zawołać: „Sancti numquam!” (lat.).

Potrzebny tu jest, jak w dawniejszych czasach, rzetelny (a najlepiej zbiorowy) „advocatus diaboli” (sic!), ten przez długie wieki stały i aktywny uczestnik procesów beatyfikacyjnych i kanonizacyjnych. Niniejsza prezentacja stanowi właśnie głos takiego „adwokata”, który przyjął był za zadanie wykazać, że jednak nie ma podstaw do ogłoszenia nieszczęsnych ś.p. Ulmów błogosławionymi Męczennikami Kościoła Świętego.

Z tym może iść w parze przypomnienie postaci Św. Szymona z Trydentu. Będzie nie od rzeczy stwierdzić, że nasi bliźni prawosławni rozwijają ostatnio kult innego chłopca, który zginął w analogicznych okolicznościach, mianowicie Św. Gabriela (Gawriła) Zabłudowskiego, co dzieje się zwłaszcza na ziemiach polskich (sic!), na Podlasiu i sąsiedniej Grodzieńszczyźnie.

Za Ulmów, jak i za wszystkich innych wiernych zmarłych, modlimy się chętnie, bo to należy do naszej Świętej Wiary. Ale ani do Ulmów, ani za ich przyczyną modlić się nie możemy właśnie dlatego, że nasza Święta Wiara Katolicka nam na to nie pozwala. Kult bowiem Ulmów jest herezją, nie pierwszą w długich dziejach Kościoła, a polegającą na wprowadzaniu elementów judaizmu rabinicznego (talmudycznego) do katolicyzmu, i przez to na niszczeniu samego katolicyzmu, oczywiście. A że do tej herezji skłaniają się także duchowni, również ci wysokiej rangi, to także w dziejach Kościoła nie jest żadna nowość.

Jeśli się mylimy, niech nam wybaczy Pan Bóg Miłosierny!

I niech nas Duch Święty oświeci! Ktokolwiek znajduje się w szatańskiej pułapce, niech mu Duch Święty wskaże drogę wyjścia z tej pułapki i niech dopomoże mu się z niej wydostać!

Warszawa, w Oktawie Wielkiejnocy AD 2018

1Jeszcze inaczej: Niejeden polski ubogi, a w następstwie ciężarów okupacyjnych jeszcze uboższy chłop z tych oczywistych powodów traktował instrumentalnie i utylitarnie ukrywanie Żydów, ludzi wszakże majętnych, zwłaszcza w porównaniu z samym tym chłopem. To był po prostu zwykły kontrakt na udostępnienie lokalu mieszkalnego, acz zawierany w niezwyczajnych warunkach okupacyjnych, kiedy to władzę sprawował i prawa stanowił „ten trzeci”, czyli Państwo Niemieckie: „Żydzi, dopłacajcie na utrzymanie mojej licznej rodziny i na wywiązanie się przeze mnie z przymusowych kontyngentów na rzecz niemieckiego okupanta. Płaćcie też, oczywiście, na utrzymanie waszych osób (choćby dlatego, że mnie przecież na to nie stać), a ja w zamian będę was ukrywał w moim obejściu, ryzykując życiem własnym i mojej rodziny”.

Tak więc: Ryzyko bycia wykrytym – z Żydami – przez zadających śmierć Niemców w zamian za ryzyko popadnięcia – bez Żydów – wraz z dziećmi w niedostatek lub nawet głód (aczkolwiek w relacjach z czasów drugiej wojny światowej nie znajdujemy wzmianek o rozprzestrzeniającym się w jakimś regionie Polski głodzie; inaczej aniżeli w relacjach z ostatniej fazy pierwszej wojny światowej).

Ponieważ wielu polskich chłopów było w takiej sytuacji i wielu praktykowało takie jej rozwikłanie, ludzie nie szkodzili sobie nawzajem i dzięki temu owa konspiracyjna równowaga mogła się utrzymywać długo, w omawianym przypadku aż półtora roku. Aż wreszcie, jak w omawianym przypadku, coś „nie zagrało”, ktoś powziął inne zamiary, czego następstwem był donos do niemieckiej żandarmerii; otwartą pozostawiamy tu kwestię łapówek branych przez Niemców za udawanie, że nie wiedzą o rozpowszechnionym na danym terenie ukrywaniu Żydów przez chłopów. Żandarmeria musiała się wszakże przed swoją komendą co jakiś czas wykazać skutecznym działaniem, i stąd bierze się tragedia rodziny Ulmów oraz zdarzenia podobne.

Zwróćmy uwagę na stan permanentnego ówczesnego materialnego niedostatku. Po zabiciu Żydów oraz Ulmów-rodziców niemiecki żandarm zwracając się do obecnych przy tym miejscowych polskich chłopów stawia pytanie o to, na kogo w tej nowej sytuacji spadnie ciężar utrzymania tak licznej gromadki osieroconych dzieci; po czym żandarmi zabijają także te dzieci. Następnie zaś rabują, czyli biorą co chcą z obejścia Ulmów.

Gdyby nie przedwojenne, i przeniesione w nowe okupacyjne czasy, dość ścisłe kontakty (i kontrakty) pomiędzy ową polską chłopską społecznością, a Żydami, równoczesne wszakże z tym srogim niemieckim okupacyjnym prawodawstwem, do tych zdarzeń by nie doszło.

Oto najbardziej przemilczane, fałszowane i ocenzurowane przemówienie Putina. WAŻNE.

Oto najbardziej przemilczane, fałszowane i ocenzurowane przemówienie Putina. WAŻNE.

[Mam nadzieję, że przez tłumacza czy jakiegoś „redaktora” nie jest przekręcone. Обращение Президента Российской Федерации • Президент России (kremlin.ru) . Więc publikuję. Mirosław Dakowski]

https://gloria.tv/post/b89nDpTStBME3svdcn1jf3eG1

Oto najbardziej ocenzurowane przemówienie Putina – KIEDYKOLWIEK!

Prezydent Rosji Władimir Putin:

Uważam, że konieczne jest dziś ponowne wypowiedzenie się na temat tragicznych wydarzeń w Donbasie i kluczowych aspektów zapewnienia bezpieczeństwa Rosji.

Zacznę od tego, co powiedziałem w moim przemówieniu 21 lutego 2022 r. Mówiłem o naszych największych obawach i zmartwieniach oraz o fundamentalnych zagrożeniach, jakie nieodpowiedzialni zachodni politycy tworzyli dla Rosji konsekwentnie, niegrzecznie i bezceremonialnie z roku na rok. Mam na myśli ekspansję NATO na wschód, które przesuwa swoją infrastrukturę wojskową coraz bliżej granicy z Rosją.

Faktem jest, że przez ostatnie 30 lat cierpliwie staraliśmy się dojść do porozumienia z wiodącymi państwami NATO w sprawie zasad równego i niepodzielnego bezpieczeństwa w Europie. W odpowiedzi na nasze propozycje niezmiennie spotykaliśmy się albo z cynicznym oszustwem i kłamstwem, albo z próbami nacisku i szantażu, podczas gdy Sojusz Północnoatlantycki nadal się rozwijał pomimo naszych protestów i obaw. Jego machina wojskowa porusza się i, jak powiedziałem, zbliża się do naszej granicy.

Dlaczego tak się dzieje? Skąd wziął się ten bezczelny sposób mówienia z wysokości ich wyjątkowości, nieomylności i wszech pobłażliwości? Jakie jest wyjaśnienie tego pogardliwego podejścia do naszych interesów i absolutnie uzasadnionych żądań?

Odpowiedź jest prosta. Wszystko jest jasne i oczywiste. Pod koniec lat 1980-tych Związek Radziecki osłabł, a następnie rozpadł się. To doświadczenie powinno być dla nas dobrą lekcją, ponieważ pokazało nam, że paraliż władzy i woli jest pierwszym krokiem w kierunku całkowitej degradacji i zapomnienia. Straciliśmy pewność siebie tylko na chwilę, ale to wystarczyło, aby zakłócić równowagę sił na świecie.

W rezultacie stare traktaty i umowy przestają obowiązywać. Prośby nie pomagają. Wszystko, co nie pasuje do dominującego państwa, władzy, która jest, jest potępiane jako archaiczne, przestarzałe i bezużyteczne. Jednocześnie wszystko, co uważa za użyteczne, jest przedstawiane jako ostateczna prawda i narzucane innym bez względu na koszty, obraźliwie i wszelkimi dostępnymi środkami. Ci, którzy odmawiają podporządkowania się, są poddawani taktyce silnej ręki.

To, co teraz mówię, nie dotyczy tylko Rosji, a Rosja nie jest jedynym krajem, który się tym martwi. Ma to związek z całym systemem stosunków międzynarodowych, a czasem nawet z sojusznikami USA. Upadek Związku Radzieckiego doprowadził do ponownego podziału świata, a normy prawa międzynarodowego, które rozwinęły się do tego czasu – i najważniejsze z nich, podstawowe normy, które zostały przyjęte po II wojnie światowej i w dużej mierze sformalizowały jej wynik – stanęły na drodze tych, którzy ogłosili się zwycięzcami zimnej wojny.

Oczywiście praktyka, stosunki międzynarodowe i regulujące je zasady musiały uwzględniać zmiany, jakie zaszły na świecie i w układzie sił. Należało to jednak zrobić profesjonalnie, sprawnie, cierpliwie, z należytym poszanowaniem i poszanowaniem interesów wszystkich państw oraz własnej odpowiedzialności. Zamiast tego widzieliśmy stan euforii stworzony przez poczucie absolutnej wyższości, rodzaj nowoczesnego absolutyzmu, w połączeniu z niskimi standardami kulturowymi i arogancją tych, którzy formułowali i forsowali decyzje, które odpowiadały tylko im samym. Sytuacja przybrała inny obrót.

Jest na to wiele przykładów. Najpierw przeprowadzono krwawą operację wojskową przeciwko Belgradowi, bez sankcji Rady Bezpieczeństwa ONZ, ale z użyciem samolotów bojowych i pocisków rakietowych używanych w sercu Europy. Bombardowania pokojowych miast i niezbędnej infrastruktury trwały przez kilka tygodni. Muszę przypomnieć te fakty, ponieważ niektórzy zachodni koledzy wolą o nich zapomnieć, a kiedy wspominaliśmy o tym wydarzeniu, wolą unikać mówienia o prawie międzynarodowym, zamiast tego podkreślają okoliczności, które interpretują tak, jak uważają za konieczne.

Potem przyszła kolej na Irak, Libię i Syrię. Nielegalne użycie siły militarnej przeciwko Libii i zniekształcenie wszystkich decyzji Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie Libii zrujnowało państwo, stworzyło ogromną siedzibę międzynarodowego terroryzmu i popchnęło kraj w kierunku katastrofy humanitarnej, w wir wojny domowej, która trwa tam od lat. Tragedia, która została stworzona dla setek tysięcy, a nawet milionów ludzi nie tylko w Libii, ale w całym regionie, doprowadziła do masowego exodusu z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej do Europy.

Podobny los przygotowano także dla Syrii. Operacje bojowe prowadzone przez zachodnią koalicję w tym kraju bez zgody rządu syryjskiego lub sankcji Rady Bezpieczeństwa ONZ można określić jedynie jako agresję i interwencję.

Ale przykładem, który odróżnia się od powyższych wydarzeń, jest oczywiście inwazja na Irak bez żadnych podstaw prawnych. Wykorzystali pretekst rzekomo wiarygodnych informacji dostępnych w Stanach Zjednoczonych o obecności broni masowego rażenia w Iraku. Aby udowodnić ten zarzut, sekretarz stanu USA publicznie trzymał fiolkę z białą siłą, aby cały świat mógł ją zobaczyć, zapewniając społeczność międzynarodową, że jest to chemiczny środek bojowy stworzony w Iraku. Później okazało się, że wszystko to było fałszywe i fikcyjne, a Irak nie miał żadnej broni chemicznej. Niesamowite i szokujące, ale prawdziwe.

Byliśmy świadkami kłamstw wygłaszanych na najwyższym szczeblu państwowym i wypowiadanych z wysokiej mównicy ONZ. W rezultacie widzimy ogromne straty w życiu ludzkim, zniszczenia i kolosalny wzrost terroryzmu.

Ogólnie rzecz biorąc, wydaje się, że prawie wszędzie, w wielu regionach świata, gdzie Stany Zjednoczone wprowadziły swoje prawo i porządek, stworzyło to krwawe, nie gojące się rany i przekleństwo międzynarodowego terroryzmu i ekstremizmu. Wymieniłem tylko najbardziej rażące, ale dalekie od tego samego, tylko przykłady lekceważenia prawa międzynarodowego.

Ta tablica zawiera obietnice, że nie rozszerzy NATO na wschód nawet o cal. Powtarzam: oszukali nas lub, mówiąc prościej, ograli nas. Jasne, często słyszy się, że polityka to brudny biznes. Może być, ale nie powinien być tak brudny jak teraz, nie w takim stopniu.

Tego typu zachowania oszustów są sprzeczne nie tylko z zasadami stosunków międzynarodowych, ale także i przede wszystkim z ogólnie przyjętymi normami moralności i etyki. Gdzie tu jest sprawiedliwość i prawda? Po prostu kłamstwa i hipokryzja dookoła.

Nawiasem mówiąc, amerykańscy politycy, politolodzy i dziennikarze piszą i mówią, że w ostatnich latach w Stanach Zjednoczonych powstało prawdziwe “imperium kłamstw”. Trudno się z tym nie zgodzić – tak jest naprawdę. Ale nie należy być skromnym: Stany Zjednoczone są nadal wielkim krajem i potęgą tworzącą system. Wszystkie jego satelity nie tylko pokornie i posłusznie mówią “tak” i papugują je pod najmniejszym pretekstem, ale także naśladują jego zachowanie i entuzjastycznie akceptują zasady, które im oferuje. Dlatego można powiedzieć nie bez powodu i pewności, że cały tak zwany blok zachodni utworzony przez Stany Zjednoczone na swój własny obraz i podobieństwo jest w całości tym samym “imperium kłamstw”.

Jeśli chodzi o nasz kraj, to po rozpadzie ZSRR, biorąc pod uwagę całą bezprecedensową otwartość nowej, nowoczesnej Rosji, jej gotowość do uczciwej współpracy ze Stanami Zjednoczonymi i innymi zachodnimi partnerami oraz jej praktycznie jednostronne rozbrojenie, natychmiast próbowali nas ostatecznie ścisnąć, wykończyć i całkowicie zniszczyć. Tak było w latach 1990. i na początku lat 2000., kiedy tak zwany kolektywny Zachód aktywnie wspierał separatyzm i gangi najemników w południowej Rosji. Jakie ofiary, jakie straty musieliśmy ponieść i jakie procesy musieliśmy przejść w tym czasie, zanim złamaliśmy kręgosłup międzynarodowego terroryzmu na Kaukazie! Pamiętamy o tym i nigdy nie zapomnimy.

Właściwie rzecz biorąc, próby wykorzystania nas we własnym interesie nigdy nie ustały aż do niedawna: starali się zniszczyć nasze tradycyjne wartości i narzucić nam swoje fałszywe wartości, które zniszczyłyby nas, naszych ludzi od wewnątrz, postawy, które agresywnie narzucali swoim krajom, postawy, które bezpośrednio prowadzą do degradacji i degeneracji, ponieważ są one sprzeczne z ludzką naturą. Tak się nie stanie. Nikomu nigdy się to nie udało, ani nie odniosą sukcesu teraz.

Mimo to w grudniu 2021 r. podjęliśmy kolejną próbę osiągnięcia porozumienia ze Stanami Zjednoczonymi i ich sojusznikami w sprawie zasad bezpieczeństwa europejskiego i nierozszerzania NATO. Nasze wysiłki poszły na marne. Stany Zjednoczone nie zmieniły swojego stanowiska. Nie uważają za konieczne uzgadnianie z Rosją w sprawy, która jest dla nas krytyczna. Stany Zjednoczone dążą do własnych celów, zaniedbując nasze interesy.

Oczywiście ta sytuacja nasuwa pytanie: co dalej, czego mamy się spodziewać? Jeśli historia jest jakimkolwiek przewodnikiem, wiemy, że w 1940 i na początku 1941 roku Związek Radziecki dołożył wszelkich starań, aby zapobiec wojnie lub przynajmniej opóźnić jej wybuch. W tym celu ZSRR starał się nie prowokować potencjalnego agresora do samego końca, powstrzymując się lub odkładając najbardziej pilne i oczywiste przygotowania, jakie musiał podjąć, aby bronić się przed zbliżającym się atakiem. Kiedy w końcu zadziałał, było już za późno.

W rezultacie kraj nie był przygotowany do odparcia inwazji nazistowskich Niemiec, które zaatakowały naszą Ojczyznę 22 czerwca 1941 r., nie wypowiadając wojny. Kraj zatrzymał wroga i pokonał go, ale wiązało się to z ogromnymi kosztami. Próba uspokojenia agresora przed Wielką Wojną Ojczyźnianą okazała się błędem, który przyniósł naszym ludziom wysokie koszty. W pierwszych miesiącach po wybuchu działań wojennych straciliśmy ogromne terytoria o strategicznym znaczeniu, a także miliony istnień ludzkich. Nie popełnimy tego błędu po raz drugi. Nie mamy do tego prawa.

Ci, którzy aspirują do globalnej dominacji, publicznie określili Rosję jako swojego wroga. Robili to bezkarnie. Nie popełnijcie błędu, nie mieli powodu, aby działać w ten sposób. Prawdą jest, że mają znaczne możliwości finansowe, naukowe, technologiczne i wojskowe. Zdajemy sobie z tego sprawę i obiektywnie patrzymy na zagrożenia gospodarcze, o których słyszeliśmy, podobnie jak nasza zdolność do przeciwdziałania temu bezczelnemu i niekończącemu się szantażowi. Pozwolę sobie powtórzyć, że nie mamy złudzeń w tym względzie i jesteśmy niezwykle realistyczni w naszych ocenach.

Jeśli chodzi o sprawy wojskowe, nawet po rozpadzie ZSRR i utracie znacznej części swoich zdolności, dzisiejsza Rosja pozostaje jednym z najpotężniejszych państw nuklearnych. Co więcej, ma pewną przewagę w kilku najnowocześniejszych broniach. W tym kontekście nikt nie powinien mieć wątpliwości, że każdy potencjalny agresor spotka się z porażką i złowieszczymi konsekwencjami, jeśli bezpośrednio zaatakuje nasz kraj.

Jednocześnie technologia, w tym w sektorze obronnym, szybko się zmienia. Jednego dnia jest jeden przywódca, a jutro kolejny, ale obecność wojskowa na terytoriach graniczących z Rosją, jeśli pozwolimy na to, pozostanie przez dziesięciolecia, a może na zawsze, tworząc stale rosnące i całkowicie niedopuszczalne zagrożenie dla Rosji.

Nawet teraz, wraz z ekspansją NATO na wschód, sytuacja Rosji pogarsza się i staje się z roku na rok coraz bardziej niebezpieczna. Co więcej, w ostatnich dniach przywódcy NATO byli dosadni w swoich oświadczeniach, że muszą przyspieszyć i zintensyfikować wysiłki na rzecz zbliżenia infrastruktury Sojuszu do granic Rosji. Innymi słowy, zaostrzają swoją pozycję. Nie możemy pozostawać bezczynni i biernie obserwować tych wydarzeń. Byłoby to dla nas absolutnie nieodpowiedzialne.

Dalsza rozbudowa infrastruktury Sojuszu Północnoatlantyckiego czy trwające starania o militarny przyczółek ukraińskiego terytorium są dla nas nie do przyjęcia. Oczywiście pytanie nie dotyczy samego NATO. Służy jedynie jako narzędzie amerykańskiej polityki zagranicznej. Problem polega na tym, że na terenach sąsiadujących z Rosją, które muszę zauważyć, że są naszą historyczną ziemią, kształtuje się jako wrogie, “antyrosyjski”. W pełni kontrolowana z zewnątrz, robi wszystko, aby przyciągnąć siły zbrojne NATO i zdobyć najnowocześniejszą broń.

Dla Stanów Zjednoczonych i ich sojuszników jest to polityka powstrzymywania Rosji, z oczywistymi geopolitycznymi dywidendami. Dla naszego kraju jest to kwestia życia i śmierci, kwestia naszej historycznej przyszłości jako narodu. To nie jest przesada; to jest fakt. Jest to nie tylko bardzo realne zagrożenie dla naszych interesów, ale dla samego istnienia naszego państwa i jego suwerenności. Jest to czerwona linia, o której mówiliśmy przy wielu okazjach. Przekroczyli ją.

To prowadzi mnie do sytuacji w Donbasie. Widzimy, że siły, które zorganizowały zamach stanu na Ukrainie w 2014 roku, przejęły władzę, utrzymują ją za pomocą ozdobnych procedur wyborczych i porzuciły drogę pokojowego rozwiązania konfliktu. Przez osiem lat, przez osiem niekończących się lat robiliśmy wszystko, co możliwe, aby uregulować sytuację pokojowymi środkami politycznymi. Wszystko poszło na marne.

Jak powiedziałem w moim poprzednim przemówieniu, nie można patrzeć bez współczucia na to, co się tam dzieje. Stało się niemożliwe, aby to tolerować. Musieliśmy powstrzymać to okrucieństwo, to ludobójstwo milionów ludzi, którzy tam mieszkają i którzy pokładali swoje nadzieje w Rosji, w nas wszystkich. To ich aspiracje, uczucia i ból tych ludzi były główną siłą motywującą naszą decyzję o uznaniu niepodległości republik ludowych Donbasu.

Chciałbym dodatkowo podkreślić, co następuje. Koncentrując się na własnych celach, wiodące kraje NATO wspierają skrajnie prawicowych nacjonalistów i neonazistów na Ukrainie, tych, którzy nigdy nie wybaczą mieszkańcom Krymu i Sewastopola swobodnego wyboru ponownego zjednoczenia się z Rosją.

Niewątpliwie będą próbowali sprowadzić wojnę na Krym, tak jak to zrobili w Donbasie, aby zabić niewinnych ludzi, tak jak członkowie karnych jednostek ukraińskich nacjonalistów i wspólników Hitlera podczas Wielkiej Wojny Ojczyźnianej. Otwarcie zgłaszali również roszczenia do kilku innych rosyjskich regionów.

Jeśli spojrzymy na sekwencję wydarzeń i napływające raporty, nie da się uniknąć starcia między Rosją, a tymi siłami. To tylko kwestia czasu. Przygotowują się i czekają na odpowiedni moment. Co więcej, posunęli się nawet do aspiracji do zdobycia broni jądrowej. Nie pozwolimy na to.

Powiedziałem już, że Rosja zaakceptowała nową rzeczywistość geopolityczną po rozpadzie ZSRR. Traktujemy wszystkie nowe państwa postsowieckie z szacunkiem i nadal będziemy działać w ten sposób. Szanujemy i będziemy szanować ich suwerenność, o czym świadczy pomoc, jakiej udzieliliśmy Kazachstanowi, gdy stanął w obliczu tragicznych wydarzeń i wyzwania w zakresie jego państwowości i integralności. Rosja nie może jednak czuć się bezpieczna, rozwijać się i istnieć w obliczu permanentnego zagrożenia ze strony terytorium dzisiejszej Ukrainy.

Pozwolę sobie przypomnieć, że w latach 2000-2005 użyliśmy naszego wojska, aby odeprzeć terrorystów na Kaukazie i staliśmy w obronie integralności naszego państwa. Zachowaliśmy Rosję. W 2014 roku wspieraliśmy mieszkańców Krymu i Sewastopola. W 2015 roku wykorzystaliśmy nasze Siły Zbrojne do stworzenia niezawodnej tarczy, która uniemożliwiła terrorystom z Syrii penetrację Rosji. To była kwestia obrony. Nie mieliśmy innego wyjścia.

To samo dzieje się dzisiaj. Nie pozostawili nam żadnej innej opcji obrony Rosji i naszego narodu, poza tą, którą jesteśmy zmuszeni dzisiaj wykorzystać. W tych okolicznościach musimy podjąć odważne i natychmiastowe działania. Ludowe republiki Donbasu zwróciły się do Rosji o pomoc.

W tym kontekście, zgodnie z art. 51 (rozdział VII) Karty Narodów Zjednoczonych, za zgodą Rady Federacji Rosji oraz w wykonaniu traktatów o przyjaźni i wzajemnej pomocy z Doniecką Republiką Ludową i Ługańskią Republiką Ludową, ratyfikowanych przez Zgromadzenie Federalne 22 lutego, podjąłem decyzję o przeprowadzeniu specjalnej operacji wojskowej.

Celem tej operacji jest ochrona osób, które od ośmiu lat spotykają się z upokorzeniami i ludobójstwem dokonanym przez reżim w Kijowie. W tym celu będziemy dążyć do demilitaryzacji i denazyfikacji Ukrainy, a także postawienia przed sądem tych, którzy popełnili liczne krwawe zbrodnie przeciwko ludności cywilnej, w tym przeciwko obywatelom Federacji Rosyjskiej.

Nie jest naszym planem okupacja ukraińskiego terytorium. Nie zamierzamy nikomu niczego narzucać siłą. Jednocześnie słyszymy coraz więcej oświadczeń płynących z Zachodu, że nie ma już potrzeby przestrzegania dokumentów przedstawiających wyniki II wojny światowej, podpisanych przez totalitarny reżim sowiecki. Jak możemy na to zareagować?

Skutki II wojny światowej i poświęcenia, jakie nasz naród musiał ponieść, aby pokonać nazizm, są święte. Nie stoi to w sprzeczności z wysokimi wartościami praw człowieka i wolności w rzeczywistości, która pojawiła się w powojennych dziesięcioleciach. Nie oznacza to, że narody nie mogą korzystać z prawa do samostanowienia, które jest zapisane w art. 1 Karty Narodów Zjednoczonych.

Przypomnę, że ludzie żyjący na terenach, które są częścią dzisiejszej Ukrainy, nie byli pytani, jak chcą budować swoje życie po utworzeniu ZSRR lub po II wojnie światowej. Wolność kieruje naszą polityką, wolnością samodzielnego wyboru naszej przyszłości i przyszłości naszych dzieci. Wierzymy, że wszystkie narody żyjące na dzisiejszej Ukrainie, każdy, kto chce to zrobić, musi mieć możliwość korzystania z tego prawa do dokonywania wolnego wyboru.

W tym kontekście chciałbym zwrócić się do obywateli Ukrainy. W 2014 roku Rosja została zobowiązana do ochrony ludności Krymu i Sewastopola przed tymi, których sam nazywasz “nats”. Mieszkańcy Krymu i Sewastopola dokonali wyboru na rzecz bycia ze swoją historyczną ojczyzną, Rosją, a my poparliśmy ich wybór. Jak już powiedziałem, nie mogliśmy postąpić inaczej.

Obecne wydarzenia nie mają nic wspólnego z chęcią naruszenia interesów Ukrainy i narodu ukraińskiego. Są związani z broniącą się Rosją przed tymi, którzy wzięli Ukrainę jako zakładników i próbują ją wykorzystać przeciwko naszemu krajowi i naszemu narodowi.

Powtarzam: działamy, aby bronić się przed zagrożeniami, które dla nas stworzono, i przed gorszym niebezpieczeństwem niż to, co dzieje się teraz. Proszę was, jakkolwiek trudne by to nie było, abyście to zrozumieli i współpracowali z nami, aby jak najszybciej odwrócić tę tragiczną stronę i iść naprzód razem, nie pozwalając nikomu ingerować w nasze sprawy i nasze relacje, ale rozwijając je niezależnie, aby stworzyć sprzyjające warunki do przezwyciężenia wszystkich tych problemów i wzmocnić nas od wewnątrz, jako jedną całość, pomimo istnienia granic państwowych. Wierzę w to, w naszą wspólną przyszłość.

Chciałbym również zwrócić się do personelu wojskowego ukraińskich sił zbrojnych.

Towarzysze oficerowie, wasi ojcowie, dziadkowie i pradziadkowie nie [po to]walczyli z nazistowskimi okupantami i bronili naszą wspólną Ojczyznę, aby pozwolić dzisiejszym neonazistom przejąć władzę na Ukrainie. Przysięgę wierności narodowi ukraińskiemu, a nie juncie, przeciwnikowi ludu, który plądruje Ukrainę i upokarza naród ukraiński.

Wzywam was, abyście odmówili wykonania ich przestępczych rozkazów. Wzywam was, abyście natychmiast złożyli broń i poszli do domu. Wyjaśnię, co to oznacza: personel wojskowy ukraińskiej armii, który to zrobi, będzie mógł swobodnie opuścić strefę działań wojennych i wrócić do swoich rodzin.

Chcę jeszcze raz podkreślić, że cała odpowiedzialność za ewentualny rozlew krwi będzie w pełni i całkowicie spoczywać na rządzącym ukraińskim reżimie.

Chciałbym teraz powiedzieć coś bardzo ważnego dla tych, którzy mogą ulec pokusie ingerowania w te wydarzenia z zewnątrz. Bez względu na to, kto próbuje stanąć nam na drodze, a tym bardziej stworzyć zagrożenie dla naszego kraju i naszego narodu, musi wiedzieć, że Rosja zareaguje natychmiast, a konsekwencje będą takie, jakich nigdy nie widzieliście w całej swojej historii. Bez względu na to, jak rozwiną się wydarzenia, jesteśmy gotowi. Wszystkie niezbędne decyzje w tym zakresie zostały podjęte. Mam nadzieję, że moje słowa zostaną usłyszane.

Obywatele Rosji, kultura i wartości, doświadczenie i tradycje naszych przodków niezmiennie stanowiły potężną podstawę dobrobytu i samego istnienia całych państw i narodów, ich sukcesu i żywotności. Oczywiście zależy to bezpośrednio od zdolności do szybkiego dostosowywania się do ciągłych zmian, utrzymania spójności społecznej oraz gotowości do konsolidacji i przywołania wszystkich dostępnych sił, aby iść naprzód.

Zawsze musimy być silni, ale ta siła może przybierać różne formy. “Imperium kłamstwa”, o którym wspomniałem na początku mojego przemówienia, w swojej polityce opiera się przede wszystkim na szorstkiej, bezpośredniej sile. To wtedy stosuje się nasze powiedzenie o byciu “całym dzielnym i bez mózgu”.

Wszyscy wiemy, że sprawiedliwość i prawda po naszej stronie jest tym, co czyni nas naprawdę silnymi. Jeśli tak jest, trudno byłoby nie zgodzić się z faktem, że to nasza siła i nasza gotowość do walki są podstawą niezależności i suwerenności oraz stanowią niezbędny fundament do budowania niezawodnej przyszłości dla twojego domu, twojej rodziny i twojej Ojczyzny.

Drodzy rodacy, jestem pewien, że oddani żołnierze i oficerowie sił zbrojnych Rosji będą wykonywać swoje obowiązki z profesjonalizmem i odwagą. Nie mam wątpliwości, że instytucje rządowe na wszystkich szczeblach i specjaliści będą skutecznie pracować nad zagwarantowaniem stabilności naszej gospodarki, systemu finansowego i dobrobytu społecznego, i to samo dotyczy kadry kierowniczej korporacji i całej społeczności biznesowej. Mam nadzieję, że wszystkie partie parlamentarne i społeczeństwo obywatelskie zajmą skonsolidowane, patriotyczne stanowisko.

Ostatecznie przyszłość Rosji jest w rękach jej wieloetnicznego narodu, jak to zawsze miało miejsce w naszej historii. Oznacza to, że decyzje, które podjąłem, zostaną wykonane, że osiągniemy wyznaczone cele i rzetelnie zagwarantujemy bezpieczeństwo naszej Ojczyzny.

Wierzę w wasze wsparcie i niezwyciężoną siłę zakorzenioną w miłości do naszej Ojczyzny.


Tekst/Klub Inteligencji Polskiej

„Obowiązki względem Ukrainy” ważniejsze od polskich rolników? Skandaliczna wypowiedź wicepremiera Kowalczyka.

„Obowiązki względem Ukrainy” ważniejsze od polskich rolników? Skandaliczna wypowiedź wicepremiera Kowalczyka.

21 grudnia 2022 https://pch24.pl/obowiazki-wzgledem-ukrainy-wazniejsze-od-polskich-rolnikow-skandaliczna-wypowiedz-wicepremiera/

Rolnicy zrzeszeni w „Solidarności” przygotowują protesty w odpowiedzi na zagrożenie dla polskiego rynku spowodowane „niekontrolowanym” napływem produktów rolnych z Ukrainy, związanym z ich eksportem przez nasz kraj. Jak zapewnił wicepremier i minister rolnictwa, Henryk Kowalczyk, władze rozumieją postulaty rolników, ale nie wszystkie mogą spełnić, ze względu na „obowiązki” względem wschodniego sąsiada.

– Musimy pamiętać, że mamy pewne obowiązki wobec Ukrainy, obowiązki pomocowe – mówił członek rządu podczas wtorkowej konferencji prasowej. W swoim wystąpieniu polityk oświadczył, że jest przekonany o możliwości osiągnięcia porozumienia ze związkowcami. – Jestem przekonany, że wszystkie argumenty, które są po naszej stronie, zostaną przyjęte – mówił Kowalczyk, zapowiadając swoją wizytę na kolejnym zebraniu Rady Krajowej.

Jak zapowiedział minister, resort otwarty jest na dyskusję, a żądania rolników są „do uzgodnienia z solidarnością”. Szef resortu rolnictwa oświadczył także, że władze będą starały się minimalizować negatywne konsekwencje przedostawania się ukraińskiego zboża na krajowy rynek.

Według ustaleń Rady Krajowej Rolników Indywidualnych NSZZ Solidarność do protestu ma dojść w skali całego kraju 17 stycznia przyszłego roku. „Sytuacja gospodarcza w rolnictwie przechodzi kryzys spowodowany między innymi (przez- red.) niekontrolowany napływ zbóż z Ukrainy, co zagraża dalszemu funkcjonowaniu gospodarstw rodzinnych w Polsce” – czytamy w komunikacie instytucji, towarzyszącym ogłoszeniu daty strajku.

Do słów ministra rolnictwa odniósł się na Twitterze publicysta Łukasz Warzecha. „Nie, nie mamy żadnych obowiązków pomocowych wobec Ukrainy, Panie Premierze. Obowiązki polska władza ma wyłącznie wobec polskich obywateli”, zauważał „Wobec Ukrainy możemy najwyżej podejmować jakieś zobowiązania dobrowolnie, o ile nie stoi to w sprzeczności ze wspomnianymi obowiązkami”, dodawał komentator.

Źródła: rp.pl, Twitter

Zielony komunizm szaleje w UE. To chyba przedśmiertny taniec św. Wita. System kartkowy na powietrze.

Zielony komunizm szaleje w UE. To chyba przedśmiertny taniec św. Wita. System kartkowy na powietrze.

ETS dla transportu i budownictwa, 2000 kg CO2 dla każdego! Czy Unia Europejska pozbawi nas domów podatkiem od powietrza?

Totalitaryzm klimatyczny, forsowany przez unijnych Zielonych Khmerów, będzie czymś dużo gorszym od dwudziestowiecznego komunizmu jaki znamy i jaki jawi nam się jako coś strasznego.

https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/ets-dla-transportu-i-budownictwa-2000-kg-co2-dla-kazdego-czy-unia-europejska-pozbawi-nas

W zeszłą sobotę w parlamencie UE doszło do porozumienia w zakresie kontroli emisji CO2 będzie to miało wielkie znaczenie dla naszej przyszłości bo wprowadzony zostanie handel powietrzem ETS II, który tym razem obejmie emisję nie tylko Elektrowni ale również z budynków i z transportu. 

Oprócz ETS II premier Mateusz Morawiecki zgodził się na budowę „węglowego kredytu społecznego”, co w praktyce oznacza wprowadzenie powszechnego podatku osobistego od emisji dwutlenku węgla.

Zielony komunizm nigdy nie był tak blisko wdrożenia jak po sobotnim głosowaniu w Parlamencie Europejskim. Zdecydowano, że wszystkim zostanie narzucony tak zwany ETS czyli Emission Trading System, a po polsku system handlu emisjami  dwutlenku węgla. Będzie to pierwszy krok a drodze do stworzenia systemu „kredytu społecznego”, w którym wszyscy będziemy płacić za każdą emisję gazów CO2.

 Już od przyszłego roku każdy budynek będzie musiał mieć tak zwany certyfikat energetyczny i za jego brak grozić będzie kara finansowa. Wcześniej spisywano źródła ciepła, czyli robiono inwentaryzację pieców, kominków i pomp ciepła. Innymi słowy czyniono przygotowania do tego co właśnie objawiono. Obowiązek posiadania certyfikatu energetycznego jest tylko częściowo związany z prądem elektrycznym, jak postrzegają to ludzie, choć konsumpcja energii elektrycznej jest jednym z elementów oceny tego jak bardzo ekologiczny jest budynek. Na podstawie tych danych będą wyliczane dozwolone emisje. To samo dotyczyć będzie również ruchu samochodów ciężarowych i osobowych, które także zostaną objęte system ETS ll.

 „Opłaty za powietrze”, które w tej chwili płacą elektrownie, wkrótce będą musieli płacić wszyscy i to już od 2027 r. Nie jest to zatem jakaś bliżej niesprecyzowane przyszłość tylko nasza rzeczywistość za kilka lat. Nie wiadomo w tej chwili jakie limity CO2 zostaną przyznane dla budynków, w tym domów jednorodzinnych, ale można podejrzewać że utrzymanie domu i samochodu będzie jeszcze trudniejsze i droższe po wdrożeniu unijnego zielonego komunizmu. Konstruktorzy tego dyktatu nie ukrywają że chodzi im o powstaniu świata w którym nikt nic nie będzie posiadał a emisje dwutlenku węgla będą minimalne,

 Dla zwolenników marksizmu klimatycznego, ważne jest aby ograniczyć działalność ludzi. Mimo że ostateczne decyzję co do tego jeszcze nie zapadły to już teraz zaproponowano, że każdy będzie dysponował rocznym limitem 2000 kg CO2 do wykorzystania. Np. lot samolotem będzie liczony na 500 kg CO2, a jeden stek 6 kg, zatankowanie 50 l paliwa PB 95 ma kosztować 50 kg CO2 i tak dalej.

 Cały ten system kartek na powietrze będzie bardzo przypominał paszporty szczepionkowe i być moze zostanie użyta ta sama infrastruktura, czyli stanie się czymś w rodzaju systemu kredytu socjalnego. Każda nasza transakcja będzie automatycznie przeliczana na CO2 a zajmą się tym banki, które już to robią w ramach testów, na przykład polski oddział Santandera. Oczywiście warunkiem koniecznym wdrożenia tego typu rozwiązania jest też likwidacja gotówki i zastąpienie jej cyfrową walutą banków centralnych tak zwanym CBDC. Po takim uszczelnieniu systemu ucisku, w świecie marksizmu klimatycznego to inni będą decydować za nas czy możemy zakupić dane dobra. Bank będzie wiedział czy mamy nie tylko odpowiednią sumę pieniędzy ale też czy nie brakuje nam  specjalnych punktów CO2 i jeśli zużyjemy nasz limit transakcja nie będzie możliwa chyba że odkupimy CO2 od tych, którzy zużywają go mniej niż 2000 kg rocznie.

 Obraz systemu jaki chce nam wprowadzić Unia Europejska może przerażać zwłaszcza tych, którzy przeżyli komunizm. Wygląda na to że ten poprzedni marksizm nie był perfekcyjny i dlatego upadł, bo nie miał jeszcze tak doskonałych narzędzi kontroli ludzi jakie dała informatyzacja. Niestety w związku z tym można oczekiwać, że totalitaryzm klimatyczny, forsowany przez unijnych Zielonych Khmerów, będzie czymś dużo gorszym od dwudziestowiecznego komunizmu jaki znamy i jaki jawi nam się powszechnie jako coś strasznego.=======================

mail:

Od wieków na świecie toczy się wojna o pieniądz. Banki i bankierzy kształtują świat, są „elitarnym klubem”, co rządzi światem. Bankierzy w swoich działaniach są bezwzględni. Ludzkie tragedie nie mają nic do rzeczy, gdy bankierzy „strzygą owce”. 

Na liście narzędzi bankierów są spekulacje, zamachy, kryzysy i konflikty zbrojne, w których  ten sam bank wspiera obie strony konfliktu. Obecnie ze względu na możliwość całkowitej zagłady nuklearnej, wojna światowa „nie jest wskazana”. Dlatego wymyślili globalną wojnę o klimat

Dr Zbigniew Martyka: Czy szczepienia na Covid-19 to „święta krowa”? I czemu??

Dr Zbigniew Martyka: Czy szczepienia na Covid-19 to „święta krowa”? I czemu??

https://www.fronda.pl/a/Dr-Zbigniew-Martyka-dla-Frondy-Czy-szczepienia-na-Covid-19-to-swieta-krowa,208953.html

– Warto przypomnieć, że w czasach kiedy były masowe zachorowania grypowe, lekarze przyjmowali po kilkudziesięciu pacjentów dziennie. Co ciekawe, nikt nie kazał im robić testów, nikt się nie izolował i nie wymagał od tych ludzi potwierdzenia, że byli zaszczepieni. Ci chorzy byli wtedy traktowani z godnością, jak ludzie. Oczywiście, że jakiś lekarz mógł się zakazić, ale dzięki kontaktom z wieloma chorymi nabierał naturalnej odporności – mówi w rozmowie z serwisem Fronda.pl ordynator oddziału zakaźnego Dąbrowie Tarnowskiej, internista, specjalista chorób zakaźnych dr Zbigniew Martyka.

======================

Mariusz Paszko, portal Fronda.pl:

Po zapoznaniu się ze stawianymi Panu doktorowi zarzutami i skonsultowaniu ich z kilkoma fachowcami, a także na bazie powszechnie już dostępnych badań naukowych, w tym wielu randomizowanych, wygląda na to, że wszystkie Pana wypowiedzi są zgodne z prawdą i oparte na rzetelnej wiedzy naukowej. Z czego więc może wynikać oskarżanie Pana i postawienie przed Sądem Lekarskim?

Dr Zbigniew Martyka, ordynator oddziału zakaźnego Dąbrowie Tarnowskiej, internista, specjalista chorób zakaźnych: 

W moim odczuciu jest to związane z niepopularnością tego, o czym mówiłem. Z psychologicznego punktu widzenia, jeśli ktoś przedstawia informacje fałszywe albo sam dał się zmanipulować, to ciężko jest mu się do tego przyznać i jest bardzo niezadowolony, jeśli ktoś te manipulacje obnaża i wykazuje, że on mijał się z prawdą. I to samo dotyczy grupy ludzi. Wtedy opór jest nawet silniejszy. To, że mijano się z prawdą jest bardzo niewygodne dla tych, którzy kreują rozsiewanie nieprawdziwych informacji, jak też dla tych, który dali się zmanipulować.

Ja mówiłem o tych sprawach w sposób bezkompromisowy, obnażałem te kłamstwa i mówiłem jak to wszystko wygląda naprawdę. To właśnie było solą w oku tych osób. Ludzi mówiących prawdę natomiast stara się w takich sytuacjach w jakiś sposób uciszyć.

Prawdę mówiąc byłem zdziwiony, kiedy otrzymałem to wezwanie do sądu. Chodzi o to, że na początku tego całego zamieszania, każdy mógł mieć wątpliwości, czy ja mam rację czy nie i czy to się potwierdzi w badaniach. Teraz natomiast, kiedy to wszystko jest potwierdzone wieloma badaniami naukowymi, sprawą co najmniej dziwną jest, że ktoś takie oskarżenia podtrzymuje. To brzmi po prostu bardzo niepoważnie.

MP: Jeden z postawionych Panu zarzutów dotyczy kwestionowania przez Pana skuteczności noszenia maseczek. Jak już wiadomo, tylko jedno i do tego nie do końca rzetelne badanie przeprowadzone w Bangladeszu wykazało skuteczność maseczek. W 14 randomizowanych badaniach natomiast wykazano, że noszenie maseczek nie tylko jest nieskuteczne, ale w bardzo wielu przypadkach wręcz szkodliwe. Jak bardzo szkodliwe są zatem maseczki?

ZM: Podstawowym mankamentem jest ograniczenie dopływu tlenu do organizmu, w tym przede wszystkim do mózgu. Ma to też bardzo duży wpływ na psychikę człowieka, ponieważ ludzie, którzy zostali zmuszeni do noszenia maseczek czuli się trochę jak niewolnicy. Pomijam tych, którzy się do tego stopnia przestraszyli, że chodzili w nich nawet po domu. Osobiście miałem też okazję widzieć osobę kierującą samochodem – kierowca jechał bez pasażerów, a mimo to miał na sobie maseczkę i do tego jeszcze przyłbicę. Brzmi to trochę kuriozalnie, ale takie sytuacje miały miejsce.

Co szczególnie ważne, samo niedotlenienie organizmu jest bardzo szkodliwe przy tych schorzeniach, przy których wymagane jest bardzo dobre natlenienie organizmu – jak na przykład poważne choroby serca (w tym sinicze wady serca), astma, POChP (Przewlekła Obturacyjna Choroba Płuc), ale też w takich stanach fizjologicznych jak ciąża, gdzie dziecko powinno mieć w łonie matki jak najlepsze dotlenienie.

Na początku po wprowadzeniu restrykcji były uwzględnione wyjątki, a więc osoby, które chorowały na wymienione przeze mnie wyżej choroby, były zwolnione z ich noszenia. Następnie jednym rozporządzeniem został wprowadzony obowiązek noszenia maseczek przez wszystkich, z wyjątkiem osób cierpiących na schorzenia psychicznie.

Początkowo mówiono więc, że są choroby, które wymagają dobrego dotlenienia organizmu, na następnie temu zaprzeczono jednym dokumentem.

To mniej więcej tak, jakby ktoś wprowadził przepis, że od dzisiaj nie ma cukrzycy. Jest to więc całkowicie bezsensowne, ponieważ badania wykazały nawet, że noszenie maseczek materiałowych (a swego czasu były dopuszczone) zwiększa trzykrotnie możliwość zachorowania na infekcje dróg oddechowych. To zupełnie urąga mądrości klinicznej, jeśli jesteśmy zmuszani robić coś, co nie tylko nie pomaga, ale wręcz szkodzi.

Poza tym było wiele obserwacji i badań dotyczących różnych regionów na świecie. Brano w nich pod uwagę nie tylko maseczki, ale też lockdowny i inne obostrzenia. Wykazano, że tam gdzie były bardzo restrykcyjne obostrzenia wcale nie spadła ilość zakażeń. Co więcej, ich ilość była zupełnie podobna do tych regionów, gdzie restrykcje były całkowicie poluzowane. To też pokazuje, że maseczki nie miały żadnego wpływy na ochronę przed zachorowaniami. Tych badań jest obecnie bardzo dużo, więc każdy logicznie myślący widzi, że to nie miało sensu.

Niektóre badania podają, że wirusy są nawet 7-8 tys. razy mniejsze niż przestrzenie w maseczkach.

Obrazując to nieco humorystycznie, można powiedzieć, że ktoś zakłada nową siatkę na ogrodzenie, żeby komary nie wlatywały do jego ogródka.

MP.: Kolejnym elementem jest chyba też to, że wirusy na świeżym powietrzu czy w wodzie rozpuszczają się bardzo szybko, a więc przestają też być zagrożeniem dla życia i zdrowia ludzi. Jaki zatem był sens noszenia maseczek na zewnątrz?

ZM: Absolutnie żaden. Mnie się to kojarzy z obrazami pokazującymi, jak niewolnikom zakładano maski jako symbol zniewolenia. Z medycznego punktu widzenia – przywołam tu jeszcze raz badania, o których wyżej mówiłem – nie ma to absolutnie żadnego uzasadnienia.

MP.: Kolejnym postawionym Panu zarzutem jest to, że zwrócił Pan uwagę na marginalne zagrożenie Covidem u dzieci i młodzieży.

ZM: Już są dostępne oficjalnie dane statystyczne, które mówią, że niebezpieczeństwo poważnego zachorowania przez małe dziecko to 0.17 na 100 tys. dzieci, a więc jest to rzeczywiście marginalne zagrożenie. My nie mamy oddziału dziecięcego, ale znam przypadki, kiedy dzieci miały pozytywny wynik testu i żadne typowe objawy covidowe u nich nie występowały. Kiedy zapoznawałem się z tymi danymi jakiś czas temu, to w całej Polsce były to 1 czy 2 przypadki ciężkich zachorowań. Jeśli więc niebezpieczeństwo jest tak znikome, to pojawia się zasadne pytanie, po co te dzieci szczepić?

Ja osobiście zajmuję się szczepieniami przeciwko wściekliźnie. Kiedy człowiek zostanie ukąszony i nie wiemy, czy dane zwierzę było chore na wściekliznę czy nie, to na wszelki wypadek my tego człowieka szczepimy, ponieważ w razie czego to ratuje człowiekowi życie. Czy jednak należałoby szczepić wszystkich ludzi, nawet tych żyjących w aglomeracjach miejskich, którzy nawet nie mają kontaktu z dzikimi zwierzętami? To przecież byłby nonsens, ponieważ możliwość zakażenia jest znikoma.

MP.: Kolejny zarzut dotyczy Pana wypowiedzi, że szczepienie dzieci poniżej 12 roku życia stwarza dużo większe zagrożenie, niż samo zakażenie Sars-Cov-2. Z czego to wynika?

ZM: Jak już wspominałem, zakażenie u dzieci przebiega najczęściej bezobjawowo albo z bardzo łagodnymi objawami infekcyjnymi i praktycznie nie odnotowuje się żadnych poważnych następstw, w tym zgonów. Oczywiście mogą się zdarzyć pojedyncze przypadki, tak jak to się dzieje w przypadku każdej innej infekcji wirusowej, jak grypa lub coś innego. Wtedy powinniśmy wyważyć ryzyko w stosunku do potencjalnych korzyści.

Któryś z polityków powiedział tak: o szczepionkach można mówić albo dobrze albo wcale. To ja się pytam, dlaczego albo dobrze albo wcale? A jeśli oficjalnie się dowiemy, że jest coś negatywnego w jakimś danym preparacie, to – ponowię pytanie – dlaczego nie wolno powiedzieć o tym i udostępnić tej prawdy? Czy szczepionka to święta krowa? Ja osobiście nie znam żadnego medykamentu, który nie miałby potencjalnych skutków ubocznych. Jeśli weźmiemy ulotkę jakiegokolwiek leku, który stosujemy w dobrej wierze u pacjentów, to czasem mamy tam wymienionych kilkanaście, a nawet kilkadziesiąt możliwych działań niepożądanych. Na tym właśnie polega specyfika leków chemicznych. Ponadto, nawet najbardziej bezpieczny zabieg operacyjny może się skończyć śmiercią pacjenta. Nawet przy stosunkowo prostym zabiegu, jakim jest usunięcie wyrostka może się to zdarzyć.

Trzeba jednak zwracać uwagę na to, jakie jest prawdopodobieństwo tych powikłań, a w tej chwili już wiadomo, że tych powikłań po szczepieniach na Covid-19 jest coraz więcej. Sami zresztą ich producenci tego nie ukrywają, że pod wieloma względami te preparaty nie zostały jeszcze przebadane. Nie było też długofalowych obserwacji, ponieważ nie mogło ich być przy tak szybkim procedowaniu. Na przykład widnieje zapis, że nie przebadano możliwości działań rakotwórczych, czy też wpływu na płodność.

MP.: Na oficjalnych stronach producentów, jak ma to miejsce na przykład w przypadku firmy Pfizer, ciągle widnieje informacja, że ich preparat na Covid-19 jest nadal w 3 fazie testów klinicznych i gromadzone są na ten temat dane.

ZM: No więc skoro są testy kliniczne, to znaczy, że jest to faza badań, a więc jest to eksperyment i spełnia kryteria eksperymentu. Jeśli zatem więc ktoś u nas mówi, że to już nie jest eksperyment, to po prostu mija się z prawdą. Albo nie wie, co to jest eksperyment medyczny albo chce ludzi świadomie wprowadzić w błąd. Ponadto lista działań ubocznych w tym przypadku rozszerza się coraz bardziej. Mówiło się już o zmianach zakrzepowych, zapaleniach mięśnia sercowego, czy polineuropatii. Ponadto, odnoszę się tu do ulotki, na której czytamy: „nie wykazano negatywnego wpływu na płodność”. Czyli producent nie wiedział. Po pewnym czasie okazało się jednak, że nigdy wcześniej nie było takiej liczby poronień u kobiet zaszczepionych. Okazuje się ponadto, że to białko kolca jest znajdowane w gonadach, w sercu, w mózgu. Nie jest więc prawdą, że ono przebywa w organizmie człowieka tylko krótkotrwale, a okazuje się, że może być bardzo długo produkowane i może znajdować się w różnych narządach. Jeśli zatem wykrywa się je w gonadach, to na jakiej podstawie można powiedzieć, że nie będzie to miało wpływu na płodność? Tego po prostu nie da się powiedzieć. Co więcej, jeśli producenci tego nie wiedzą, to na jakiej podstawie lekarze informują o całkowitym bezpieczeństwie?

MP.: Czyli z jednej strony mieliśmy to, że producenci mówią w zasadzie prawdę, czasem nie dopowiadają, ale nie kłamią. Natomiast przekłamania i podawanie nieprawdy były po stronie lekarzy i polityków?

ZM: W jednym przypadku producent przyznał się do przekłamania – Pfizer początkowo publikował zapewnienia dotyczące braku transmisji wirusa Sars-Cov-2. W Parlamencie Europejskim firma przyznała jednak, że nie zostało to przebadane. To się oczywiście potwierdziło, ponieważ widzimy, że osoby zaszczepione normalnie przenoszą wirusy.

MP.: Wygląda jednak na to, że koncerny farmaceutyczne zabezpieczyły się prawnie pod tym względem. Natomiast przekłamania, podawanie nieprawdy i wprowadzanie ludzi w błąd było już po stronie lekarzy i polityków. Czy tak?

ZM: Taki wniosek się nasuwa, ale oczywiście nie dotyczy to wszystkich lekarzy. Znam wielu, którzy zachowują ostrożność i rozwagę. Mnie z kolei zarzuca się, że postępuję wbrew kodeksowi etyki lekarskiej, ponieważ narażam pacjentów na niebezpieczeństwo, ale… poprzez otwieranie im oczu na prawdę.

Kodeks etyki lekarskiej mówi tak: lekarz jest zobowiązany przedstawić pacjentowi wszystkie za i przeciw proponowanej terapii. Tego właśnie ten kodeks wymaga. Jeśli więc ktoś ukrywa przed pacjentem możliwości innego leczenia czy niebezpieczeństwa związanego z proponowanym leczeniem, to odpowiada za to i wprowadza pacjenta w błąd.

My co prawda nie prowadzimy szczepień przeciwko Covid-19 na naszym oddziale, ale gdyby pacjent mnie zapytał, czy to jest w pełni bezpieczne, to nigdy w życiu nie odważyłbym się na to pytanie odpowiedzieć twierdząco. Bo na jakiej podstawie mógłbym udzielić takiej odpowiedzi, jeśli już są udokumentowane tak liczne dowody działań negatywnych ubocznych? W bazie danych VAERS w USA, gdzie zgłasza się różne choroby, to w ubiegłych latach na mniej więcej podobnym poziomie były zawały serca, a w roku 2021 roku, kiedy wprowadzono szczepienia liczba zawałów serca wzrosła aż o 8000 procent.

MP.: Jest jeszcze jedna kwestia. W ostatnim czasie uzyskałem materiały zebrane przez Pana dr Witczaka. Wykazują one, że liczba udokumentowanych zgonów w USA związanych ze szczepieniami p-SARS-CoV-2 jest czterokrotnie większa, niż liczba zgonów poszczepiennych w ciągu 10 poprzednich lat związanych z wszystkimi pozostałymi szczepionkami razem wziętymi.

Nie można więc powiedzieć, że to jest przypadek. Byłoby to zwyczajnie niepoważne i kompromitujące.

W mojej bliskiej rodzinie mam taki przypadek, że lekarz zapewnił pacjentkę, że szczepionka nie posiada żadnych działań ubocznych. Tymczasem ta osoba na drugi dzień straciła przytomność. Ponowię więc mojej pytanie: na jakiej podstawie lekarz zapewnił, że nie ma ona żadnych działań szkodliwych? On przecież bierze za to odpowiedzialność.

ZM: Każdy kto przed pacjentem ukrywa możliwe negatywne działania i wprowadza go w błąd mówiąc, że na pewno jest wszystko w porządku, powinien ponieść odpowiedzialność. To jest oszukiwanie ludzi i jest to sprzeczne z kodeksem etyki lekarskiej.

MP.: Zarzucono jeszcze Panu, że krytykował Pan skuteczność dystansu społecznego. Jakie negatywne skutki na wprowadzanie takiego dystansu?

ZM: Gdybyśmy chodzili w odległości 5 metrów od siebie, to ryzyko zakażenia na dowolną chorobę było by może rzeczywiście mniejsze, ale – nie dajmy się zwariować. My przecież cały czas żyjemy zanurzeni w morzu bakterii i wirusów. Jest to nasze normalne naturalne środowisko. Poprzez kontakt z ludźmi i innymi patogenami nabieramy odporności. Warto zwrócić uwagę, że jeśli jakieś dziecko jest wychowywane w sterylnych warunkach, bo rodzice są przewrażliwieni i wszystko dezynfekują, to kiedy to dziecko spotyka się ze swoimi rówieśnikami, to znacznie łatwiej i szybciej zapada na różne choroby. To dziecko bowiem nie miało szansy nabyć naturalnej odporności. Kontakt z innymi patogenami w nabywaniu tej odporności jest kluczowy. Często nawet dzieci wychowywane w gorszych warunkach są dużo bardziej odporne. Oczywiście nie mam na myśli skrajnych przypadków.

Z dorosłymi jest zupełnie podobnie. Jeśli do przesady są oni izolowani, to w efekcie narażamy ich na łatwiejsze zachorowania. Ponadto ten dystans społeczny jest zahamowaniem i niszczeniem relacji międzyludzkich, a to jest przecież podstawowa potrzeba człowieka. Ludzie powinni się ze sobą spotykać i rozmawiać – nie przez internet czy telefon, ale osobiście.

Doszło nawet w pewnym momencie do absolutnej skrajności, kiedy zakazano rodzinom odwiedzania bliskich w szpitalach, czy nawet rodzicom zabraniano odwiedzania ich dzieci, kiedy ta potrzeba psychiczna jest tak ogromnie ważna. Czy też wprowadzono zakaz odwiedzania ludzi umierających, którzy nie mogli się pożegnać ze swoimi bliskimi. Dla mnie to było po prostu koszmarne.

Rozumiem, że na początku wiele osób mogło być poważnie przestraszonych, ale później, kiedy już się okazało, że to nie jest aż tak straszne, że jest to choroba jak każda inna? Będziemy mieli kolejne wirusy, ponieważ taka jest naturalna kolej rzeczy. Ale dlaczego niektórzy lekarze w dalszym ciągu się obawiają, to jest to już dla mnie zupełnie zagadkowe. Albo dlaczego wyrzucają pacjentów bez maseczki, czy też niezaszczepionych? Dla mnie osobiście to jest już karygodne i nie umiem sobie wyobrazić, że taki człowiek posiada jakąkolwiek etykę lekarską.

Jeśli taki lekarz boi się pacjenta, który może być potencjalnie chory, to w jakim celu on został lekarzem? Równie dobrze można byłoby powiedzieć, że strażak boi się pojechać do pożaru, bo może się poparzyć. I takie absurdy możemy mnożyć.

Warto przypomnieć, że w czasach kiedy były masowe zachorowania grypowe, lekarze przyjmowali po kilkudziesięciu pacjentów dziennie. Co ciekawe, nikt nie kazał im robić testów, nikt się nie izolował i nie wymagał od tych ludzi potwierdzenia, że byli zaszczepieni. Ci chorzy byli wtedy traktowani z godnością, jak ludzie. Oczywiście, że jakiś lekarz mógł się zakazić, ale dzięki kontaktom z wieloma chorymi nabierał naturalnej odporności.

Tak więc wprowadzenie tego dystansu społecznego, zamykanie ludzi w domach, pozbawienie aktywności społecznej, czy pozbawianie słońca, a więc i mniejszy poziom witaminy D, która jak się okazało wpływa bardzo pozytywnie na wzrost odporności, były bardzo niekorzystne. Następnie stres, którym karmiono ludzi, przez który układ odpornościowy człowieka też znacznie gorzej funkcjonuje. Wszystko, co było robione, prowadziło do tego, że ludzie stawali cię coraz bardziej podatni na choroby.

Jest przecież nauka psycho-neuro-immunologia, która wyraźnie wykazuje wpływ naszych myśli i samopoczucia na funkcjonowanie organizmu. Człowiek jest przecież istotą psych-fizyczną, stres osłabia odporność organizmu, a ostatnia faza stresu prowadzi wprost do śmierci.

Jest to całkowita prawda, że stres pogarsza odporność fizyczną organizmu. Jako przykład można podać taniec śmierci w kulturze indiańskiej, kiedy osoba starsza wie, że zbliża się jej koniec życia, wykonuje wtedy tzw. tanieć śmierci, po zakończeniu którego pada na ziemię martwa. Ta osoba wie i wierzy w to, że kiedy ten tanieć śmierci zakończy to umrze. Jej psychika jest tak właśnie nakierowana.

To samo działa też w drugą stronę. Jeśli pacjent ma silną wolę przeżycia, to nawet w bardzo skomplikowanych sytuacjach czy chorobach przeżywa. Inny natomiast, nawet przy wydawałoby się banalnym schorzeniu jest zdołowany i nie wierzy w możliwość wyleczenia, to umiera.

Tak więc nasza ludzka psychika jest naprawdę potężnym narzędziem w walce z chorobami.

W USA, ale też w wielu innych krajach w profesjonalnych szpitalach przed przeprowadzeniem operacji u pacjenta przeprowadzane jest rozeznanie psychologiczne – czy pacjent jest religijny, czy jest pogodzony z rodziną, czy na przykład był u spowiedzi. Okazuje się bowiem, że osoby stabilne emocjonalnie przez operacją, po jej wykonaniu szybciej wracają do zdrowia.

Jest to jak najbardziej logiczne i zasadne w kontekście togo, o czym już powiedziałem.

MP.: Ostatnim stawianym Panu zarzutem jest to, że mówił Pan o tym, że podjęcie programu szczepień przeciwko COVID-19 jest eksperymentem medycznym na niespotykaną dotąd skalę.

ZM: Producenci szczepień – o czym już rozmawialiśmy – podawali i nadal podają oficjalnie, że są prowadzone badania i wiele elementów jeszcze nie zostało przebadanych. Skoro więc badania nie zostały zakończone, to jest to prowadzone – nazwijmy to – w trybie awaryjnym. Nie mamy więc żadnej pewności, jeżeli chodzi o odległe następstwa, ale z drugiej strony widzimy coraz więcej tych wczesnych następstw, które początkowo nigdzie opisywane nie były. Warto tu podkreślić, o czym już wcześniej mówiłem, że lista tych działań niepożądanych się powiększa. Okazuje się więc, że jest to eksperyment, ponieważ wszystkiego nie wiemy, a dopuszczenie tych preparatów do użytku było przecież warunkowe.

MP.: W poniedziałek Sąd Lekarski w Krakowie wydał wyrok w Pana sprawie zawieszając prawo do wykonywania zawodu na okres jednego roku. Jak Pan to skomentuje?

ZM: Ponieważ sąd wyłączył jawność postępowania, więc nie wolno mi przekazywać informacji na temat przebiegu procesu sądowego.

Ale mogę powiedzieć o moich odczuciach: uczestnicząc w procesie jako obwiniony miałem wrażenie, że przyszedłem po gotowy wyrok.

Tymczasem mówiąc z punktu widzenia mojego doświadczenia jako przewodniczącego Okręgowego Sądu Lekarskiego, (którą to funkcje pełniłem uczciwie przez 8 lat) – gdyby proces był w pełni obiektywny, zgodny z prawem, sprawiedliwością i uczciwością – to wyrok mógłby być jedynie uniewinniający.

Tymczasem orzeczono zawieszenie prawa wykonywania zawodu lekarza na okres jednego roku.

Oczywiście nie godzę się z tym wyrokiem i będę korzystał z możliwości odwołania.

MP.: Uprzejmie dziękuję za rozmowę.

Spadek po Illuminatusie. ABC numerologii. WIESZCZBA KRWAWEJ GŁOWY (26)

ABC numerologii.

Andrzej Juliusz Sarwa

WIESZCZBA KRWAWEJ GŁOWY (26)

Spadek po Illuminatusie

Pan Białecki od dnia, w którym zniknął stary Cadaver Illuminatus, nie mogąc odnaleźć spokoju, dręczony wciąż i wciąż wracającym obrazem cienistej lipowej alei, w której, na jego oczach, rozpływają się dwaj mężowie… a potem ten krzyk niewątpliwie doznającego męczarni doktora… usiłował dociec zarówno przyczyny, jak i tego, w jaki sposób mogło dojść do budzącego grozę tajemniczego zjawiska.

Pierwsze, co przychodziło na myśl Jurowi, to owo, że Cadavera porwał diabeł i zawlókł go w czeluści piekielne. To, czego był świadkiem było jednakowoż nie tylko dziwne, lecz i przerażające, a na dodatek tak nieprawdopodobne, iż nie sposób było w to uwierzyć. I to nawet nie dając wiary własnym oczom i uszom!

Lecz kto mu to mógł wytłumaczyć, objaśnić? Miejscowy pleban na kazaniu, nieudolnie, własnymi słowami, streszczający perykopę ewangeliczną, którą przed chwilą przeczytał, ani tego nie potrafił, ani nie chciał niczego przekazać, niczego nauczyć, niczego rozświetlić, bo i sam nic nie umiał.

Dla plebana było dobrze tak, jak było. Po mszy czekały go kluski z rosołem i obsmażona na masełku zacnych rozmiarów kurza noga albo pół kaczki, które mu przyrządziła dorodna i urodziwa gospodyni i to mu za cały ziemski raj i krynicę mądrości starczało.

Ale pan Białecki się dręczył.

Odczekawszy czas jakiś, albowiem mu się zdawało, iż Cadaver jeszcze powróci, ostatecznie – po dłuższym czasie – uznawszy, że jednak nie, wszedł do jego izby i rozejrzał się po niej. Niewiele tam było. Nawet książek – tych ledwie kilka. I każdą z nich znał, ale grzebiąc po kątach, natknął się na skrytkę w szafie, gdzie zza ruchomej deski zaplecka wyciągnął plik papierów, zapisanych nerwowym charakterem swego byłego preceptora.

Zaczął je przeglądać, a im bardziej zagłębiał się w ich treść, tym większej pewności nabierał, iż jego nauczyciel miał o wiele większą wiedzę, niźli ta, do której się przyznawał. Tak… musiał być adeptem. To nie ulegało najmniejszej nawet wątpliwości. Ze zdumieniem zauważył, że z tych zapisków dowiaduje się o rzeczach i sprawach, które go od dawna już nurtowały. Może nie było tam jasnych, prostych i ostatecznych odpowiedzi, ale wskazanie kierunku, w którym winien podążać, chcąc posiąść gnostyckie oświecenie… a może i te odpowiedzi były, tylko on ich nie potrafił odczytać?… Tak czy inaczej – znalazł jednakowoż punkt zaczepienia.

Pan Jerzy Białecki z ogromnym zainteresowaniem począł więc studiować owe szkice i notatki, jakie zostały po starym Cadaverze i ze zdumieniem spostrzegł, iż w jednym z dokumentów są przedstawione jakby w skrócie pewne sprawy: dzieje ludzkości, które stary doktor odnosił do wydarzeń ze swojego życia, jakby był co najmniej nadczłowiekiem, jeśli nie… samym wręcz bogiem. Tyle że według pewnego klucza, notacji, czy też kodu, który od razu rzucił mu się w oczy. W kodzie owym bowiem dominowała liczba 17.

Być może Cadaver, czyli po polsku trup, wydarzenia te porównywał i w jakiś niepojęty dla Jura sposób odnosił do siebie, bo z siedemnastki zapisanej cyframi rzymskimi w formie XVII, da się utworzyć anagram VIXI, co zapisane małymi literami, aby łatwiej nam było to przeczytać, nie myląc z cyframi, przybiera formę łacińskiego słowa vixi, będący czasem przeszłym czasownika żyć, czyli żyłem, a w domyśle i uzupełnieniu: lecz teraz już nie żyję. Ergo – jestem trupcadaver.

Ale… przecie wcale nie tak się musiało tę siedemnastkę interpretować, bo równie dobrze mogła ona oznaczać – żyłem, lecz w innym sensie – istniałem, a teraz już nie istnieję, skończyłem się – skończyłem się jako pewien period, pewien przedział czasowy, a może… inkarnacja? Ale ponownie się odrodzę w nowym ciele i znów na ten świat powrócę, mniej czy bardziej zaznaczając się na jego dziejach?

Pan Jerzy ostatecznie jednak doszedł do wniosku, że jest zbyt głupi, iżby snuć takie dociekania i zagłębiać się w obliczeniach, bez żadnego, najskromniejszego nawet przygotowania, wyłącznie na podstawie skąpych i schematycznych notatek Illuminatusa.

Uznał zatem, że lepiej zrobi, jeśli na razie zostawi to wszystko, a zajmie się dokładniejszym przeszukiwaniem izby opuszczonej przez doktora. A nuż jeszcze coś ciekawego w niej znajdzie?

Do odłożonego na razie pasjonującego tematu zamierzał jednak jeszcze kiedyś powrócić. Nie planował, kiedy, ale miał taki zamiar… Całą tę numerologię pozostawił w zawieszeniu… Dopóki się z nią gruntownie nie zapozna. O ile, oczywiście, będzie mu to dane.

Książkę w wersji papierowej można kupić tu:

Wydawnictwo Armoryka

wydawnictwo.armoryka@armoryka.pl

ul. Krucza 16

27-600 Sandomierza

e-book tu:

https://virtualo.pl/ebook/wieszczba-krwawej-glowy-i235158/

audiobook tu:

https://virtualo.pl/audiobook/wieszczba-krwawej-glowy-i246215/

Katastrofa opakowana w retorykę nie jest sposobem na uratowanie ludności Ukrainy.

Waszyngton przedłuża cierpienia Ukrainy.

Katastrofa opakowana w retorykę nie jest sposobem na uratowanie ludności Ukrainy.

Płk. Douglas Macgregor

https://www.theamericanconservative.com/washington-is-prolonging-ukraines-suffering/

Podczas swojego wystąpienia, wygłoszonego 29 listopada, polski(?) wiceminister obrony narodowej (MON) Marcin Ociepa powiedział: „Prawdopodobieństwo wojny, w której będziemy uczestniczyć, jest bardzo wysokie. Zbyt wysokie, byśmy mogli traktować ten scenariusz jedynie hipotetycznie”. Polskie MON planuje rzekomo powołać 200 tysięcy rezerwistów w 2023 roku na kilkutygodniowe szkolenie, ale obserwatorzy w Warszawie podejrzewają, że ta akcja może łatwo doprowadzić do pełnej mobilizacji.

Tymczasem wewnątrz administracji Bidena narasta obawa, że ukraiński wysiłek wojenny załamie się pod ciężarem rosyjskiej ofensywy. I w miarę zamarzania ziemi na południu Ukrainy, obawy administracji są wysoce uzasadnione. W wywiadzie opublikowanym w „Economist”, szef ukraińskich sił zbrojnych generał Walery Zalużny przyznał, że zarówno rosyjska mobilizacja jak i taktyka przynoszą oczekiwane skutki. Zasugerował nawet, że siły ukraińskie nie będą w stanie powstrzymać  Rosjan.Jednocześnie, Zalużny odrzucił wszelkie możliwości negocjacji i zamiast tego błagał o więcej sprzętu i wsparcia.  Upierał się, że z 300 nowymi czołgami, 600-700 nowymi bojowymi wozami piechoty i 500 nowymi haubicami może wygrać wojnę z Rosją. Prawdę mówiąc, generał Zaluzhny nie prosi o pomoc, on prosi o nową armię.

W tym tkwi największe niebezpieczeństwo dla Waszyngtonu i jego sojuszników z NATO. Kiedy w polityce zagranicznej Waszyngtonu sprawy idą w złym kierunku, wtedy prawdziwi wyznawcy „wielkiej sprawy” zawsze czerpią głęboko ze studni ideologicznych iluzji, aby przygotować się do ostatecznej bitwy. Blinken, Klain, Austin i reszta partii wojennej (podżegaczy wojennych po prostu -dop. tłumacza) nadal deklarują nieustające wsparcie dla Kijowa bez względu na koszty. Podobnie jak „najlepsi i najzdolniejsi” w latach 60-tych, chętnie poświęcają realizm na rzecz myślenia życzeniowego, by pławić się w rozgłosie i autopromocji podczas kolejnych wizyt na Ukrainie.

Ten spektakl w przerażający sposób przypomina wydarzenia sprzed ponad 50 lat, gdy poniosła klęskę wojna zastępcza Waszyngtonu w Wietnamie. Ci w administracji Johnsona, którzy wątpili w mądrość interwencji lądowej w celu uratowania Sajgonu przed pewnym upadkiem, pochowali się wtedy. W 1963 roku, Waszyngton miał już w Wietnamie 16 tysięcy doradców wojskowych. Myśl o tym, że wspierany przez USA, Wietnam Południowy, może przegrać z Wietnamem Północnym, została z miejsca odrzucona. Sekretarz stanu Dean Rusk powiedział: „Nie wycofamy się, dopóki nie wygramy wojny”.

Wiosną 1965 roku, amerykańscy doradcy wojskowi już tracili nadzieję. Generał Westmoreland, ówczesny dowódca Military Assistance Command Vietnam, raportował Johnsonowi: „Jest coraz bardziej oczywiste, że obecny poziom pomocy Stanów Zjednoczonych nie może zapobiec upadkowi Wietnamu Południowego… Wietnam Północny zmierza ku zwycięstwu… Działając na prośbę rządu Wietnamu Południowego, należy podjąć decyzję o jak najszybszym zaangażowaniu 125 000 żołnierzy Stanów Zjednoczonych, aby zapobiec przejęciu władzy przez komunistów.

„Bezwarunkowe wsparcie administracji Bidena dla reżimu Żeleńskiego w Kijowie osiąga swój strategiczny punkt zwrotny,  podobny do tego, jaki nastąpił w 1965 roku. Tak jak w 1964 roku, gdy Johnson nagle zdecydował, że pokój i bezpieczeństwo w Azji Południowo-Wschodniej jest żywotnym interesem strategicznym USA, tak teraz administracja Bidena wysuwa podobny argument w odniesieniu do Ukrainy. I również tym razem, podobnie jak Wietnam Południowy w latach 60-tych, Ukraina przegrywa wojnę z Rosją.Ukraińskie szpitale i kostnice są wypełnione po brzegi rannymi i umierającymi ukraińskimi żołnierzami. Waszyngtoński Pełnomocnik w Kijowie, roztrwonił swój kapitał ludzki i znaczną pomoc zachodnią w serii samobójczych  kontrofensyw. Ukraińscy żołnierze obsadzający linie obrony na południu Ukrainy są odważnymi ludźmi,  nie są też głupcami. Spartanie w Termopilach też byli odważni, a i tak zginęli.

Prawdziwe niebezpieczeństwo polega teraz na tym, że Biden wkrótce pojawi się w telewizji, aby powtórzyć występ Johnsona w 1965 roku, zastępując słowa „Wietnam Południowy” słowem „Ukraina”:Dzisiaj, moi drodzy Rodacy, chcę mówić do was o wolności, demokracji i walce narodu ukraińskiego o zwycięstwo. Żadna inna sprawa nie przykuwa obecnie uwagi naszego narodu jak ta. Żadne inne marzenie nie pochłania tak bardzo milionów mieszkańców Ukrainy i Europy Wschodniej… Nie mówię jednak o ataku NATO na Rosję. Proponuję raczej wysłanie na Ukrainę kierowanej przez USA zdeterminowanej koalicji, składającej się z amerykańskich, polskich i rumuńskich sił zbrojnych, w celu ustanowienia naziemnego odpowiednika „strefy zakazu lotów”.

Proponowana przeze mnie misja ma charakter pokojowy i ma na celu stworzenie bezpiecznej strefy w zachodniej części Ukrainy dla ukraińskich sił zbrojnych i uchodźców, przed niszczycielskimi atakami Rosji…Katastrofa opakowana w retorykę nie jest sposobem na uratowanie ludności Ukrainy. Wojna na Ukrainie nie jest fantazją w stylu Call of Duty. To pogłębianie ludzkiej tragedii, którą stworzyła ekspansja NATO na wschód. Ofiary nie mieszkają w Ameryce Północnej. Żyją w regionie, którego większość Amerykanów nie potrafi znaleźć na mapie. Waszyngton wezwał Ukraińców do walki. Teraz Waszyngton musi wezwać ich do jej zaprzestania.

Rządy państw NATO są podzielone w swoim myśleniu o wojnie na Ukrainie. Z wyjątkiem Polski i ewentualnie Rumunii, żaden z członków NATO nie spieszy się z mobilizacją swoich sił do długiej, wyczerpującej wojny z Rosją na Ukrainie. Nikt w Londynie, Paryżu czy Berlinie nie chce ryzyka wojny atomowej z Moskwą. Amerykanie nie popierają wojny z Rosją, a ci nieliczni, którzy to robią, to ideolodzy, płytcy polityczni oportuniści lub chciwi kontraktorzy z branży najemników wojennych.Kiedy wojska amerykańskie w końcu wycofały się z Azji Południowo-Wschodniej, Amerykanie myśleli, że Waszyngton wykaże się większą powściągliwością, uzna granice amerykańskiej potęgi i będzie prowadził mniej wojowniczą i bardziej realistyczną politykę zagraniczną. Amerykanie byli wtedy w błędzie.

Dzisiaj, zarówno  Amerykanie jak i Europejczycy wiedzą, że odmowa Waszyngtonu uznania uzasadnionych interesów bezpieczeństwa Rosji na Ukrainie i wynegocjowania zakończenia tej wojny jest drogą do przedłużającego się konfliktu i większych cierpień ludzkich.

Douglas Macgregor tłum. Sławomir Soja

Douglas Macgregor,  jest emerytowanym pułkownikiem Armii Stanów Zjednoczonych. Współpracownikiem The American Conservative, byłym doradcą sekretarza obrony w administracji Trumpa, odznaczonym weteranem wojennym i autorem pięciu książek.

Kim jest Jarosław Szymczyk? Człowiekiem MEM-em, niczym więcej!

Kim jest Jarosław Szymczyk? Człowiekiem MEM-em, niczym więcej!

Z lokalnej kompromitacji, postanowili zrobić międzynarodową

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/z-lokalnej-kompromitacji-postanowili-zrobic-miedzynarodowa/

Przez krótki czas miałem wyrzuty sumienia, gdy napisałem, że PiS postąpiłby ze Smoleńskiem tak samo jak PO, gdyby wówczas sprawował władzę, ale to szybko minęło. Oczywiście nie da się porównać tragedii, w której zginęło 96 osób, w tym najwyżsi urzędnicy państwowi, ze skrajną głupotą komendanta KGP w sposób cudowny nie skutkującej żadnym nieszczęściem. Niemniej jednak sam sposób prowadzenia „śledztwa” i komunikowania się, jak najbardziej porównać się da. Tak jak „piloci byli nie wyszkoleni”, a w kokpicie „pojawił się pijany generał”, żeby postraszyć Lechem Kaczyńskim, tak granatnik zamienił się w głośnik i potem jeszcze w ruski sabotaż.

Nie da się tego czytać i słuchać spokojnie, to „przekopanie ziemi smoleńskiej na metr w głąb”, w tak żenującej sprawie, która powinna się zakończyć w jeden jedyny możliwy sposób, czyli dymisją skompromitowanego Jarosława Szymczyka. Jak wiemy nic podobnego się nie stało i zamiast prostego rozwiązania PiS zafundował nam tandetną tragifarsę i każda nowa odsłona tego spektaklu przyprawia o coraz większe zażenowanie połączone ze zgrzytaniem zębami. Wydawało się jednak, że sprawa zostanie wykpiona na krajowym podwórka, nie licząc opisów incydentu na całym świecie, bo temat sam się sprzedaje. Nic z tego! Będzie międzynarodowe śledztwo i gościnna wizyta ministra ukraińskiego MSWiA, co zapowiedział Mariusz Kamiński, minister polskiego MSWiA. Wcześniej byliśmy zapewniani, że Polska zwróciła się do Ukrainy z żądaniem wyjaśnień, jakiż to prezent, nomen omen, odpaliła naszemu biednemu komendantowi.

Normalny, tak zwany zwykły człowiek, starałby się robić wszystko, żeby wstydliwej wpadki nie nagłaśniać i po wsi się nie chwalić, bo też nie ma czym. Politycy są przeciwieństwem normalnych, zwykłych ludzi i dlatego postępują dokładnie odwrotnie. Nowy dzień przynosi nowe śmieszności, które postępują wykładniczo, jak to się zwykło mówić w czasach pomorowych.

I nie mają litości ani dla siebie ani dla Polski! Zawsze byłem daleki od histeryzowania, co tam „napisze zachodnia prasa”, ale tę kompromitację opisuje polska władza, prasa tylko i wyłącznie kopiuje, żeby nie popsuć piorunującego efektu.

Szef policji, który nie potrafi odróżnić głośnika od granatnika, to jest poziom abstrakcji zbliżony lub nawet przekraczający, Komorowskiego na stołku w japońskim parlamencie.

Należy podejrzewać, że cukru pudru od kokainy też Jarek generał nie odróżni i wódki od wody utlenionej, jak na topowego policjanta przystało.

Oczyma wyobraźni widzę te międzynarodowe konsultacje i śledztwo. Przyjedzie jakiś Wasilij i będzie tłumaczył polskim prokuratorom, gdzie wkłada się granat, co przycisnąć, żeby odpalił i jak bardzo trzeba być nierozgarniętym, aby się tym bawić w gabinecie na pierwszym, czy tam drugim piętrze. Polska prokuratura sporządzi protokół i na szczęście będzie to wszystko zamknięte klauzulą „niejawne”.

Gorzej, że w między czasie ujawniły się wszystkie tektury wykorzystane do budowy „państwa”, czego przecież miało już nie być, ale póki co najwyżej zamieniono metki polityczne i kartonowa Polska rośnie w siłę, bo obywatelom się żyje dostatnio. Zapomniałem jeszcze dodać, że strona ukraińska będzie ustalać warunki i wprowadzać własne metody i tylko żółwika przybitego w zaciszu gabinetu przez ministra Kamińskiego raczej nie zobaczymy.

Sprawy nieporównywalne, zachowania niemal identyczne i ten sam brak hamulców, co prowadzi do wesołej jazdy po polskich bezdrożach absurdu i kompromitacji. Prawdopodobnie komendant Jarosław Szymczyk zachowa swój stołek, chociaż taka partia, jak PiS potrafi rano mówić coś zupełnie innego niż wieczorem, ale kim on będzie na tym zaszczytnym stanowisku? Człowiekiem memem, niczym więcej! Przy każdym wystąpieniu publicznym będzie mu natychmiast wypominane i wręcz odruchowo skojarzone bawienie się ukraińskim granatnikiem w kształcie głośnika. [A może odwrotnie – wszystko jedno. md]

Aborcjoniści „wszystkich płci” szaleją, bo skutecznie pomagamy w ratowaniu życia dzieci.

Fundacja Pro-Prawo do życia

Do absurdalnego ataku na naszą Fundację doszło w ostatnich dniach. Zwolennicy aborcji i aktywiści radykalnej lewicy uruchomili przeciwko nam kampanię medialnych kłamstw, oszczerstw i manipulacji. Doszło również do niebezpiecznej sytuacji na ulicy. Co takiego się wydarzyło?  Na ulice polskich miast wyjechała furgonetka informująca o rozpoczęciu naszej akcji Ocalone.org, w ramach której oferujemy pomoc kobietom, które spodziewają się dziecka, ale są w trudnej sytuacji życiowej: wspieramy, rozmawiamy, towarzyszymy, przekazujemy pomoc materialną, służymy kontaktem do lekarzy i specjalistów. To wszystko wywołuje wściekłość aborcjonistów, którzy dla każdej kobiety w ciąży widzą tylko jedno wyjście: morderstwo dziecka. Dlatego za wszelką cenę próbują podważyć naszą wiarygodność w oczach Polek. Proszę zobaczyć co zrobili. Zdjęcie z blokady ulicznej naszej furgonetki„Jesteś w ciąży? Potrzebujesz pomocy? Pomożemy Ci!” – głosi napis na naszej furgonetce, który zaprasza wszystkie kobiety w trudnej sytuacji życiowej do kontaktu z naszą Fundacją poprzez portal Ocalone.org, gdzie nasze wolontariuszki dyżurują na czacie i infolinii. W ostatnim czasie w ramach akcji pomogliśmy m.in. pani Kamili, która samotnie wychowuje 4 dzieci. Objęliśmy jej rodzinę opieką i przekazaliśmy wyprawkę dla najmłodszej córeczki Hani, która niedawno się urodziła. Te działania wywołały furię zwolenników aborcji. Gdy tylko poinformowaliśmy o rozpoczęciu kampanii Ocalone.org, a nasze furgonetki wyjechały na ulice, aby skutecznie docierać do potrzebujących, rozpoczął się atak.  „Uważajcie na tych oszustów!”  Napisała w mediach społecznościowych Wanda Nowicka, jedna z czołowych propagatorek aborcji w Polsce. Nowicka w pełnym agresji wpisie nazywa nas „fanatycznymi oszustami” i „kłamcami”. Artykuły w podobnym tonie ukazały się na wielu innych platformach medialnych, które przestrzegają Polki przed naszą akcją Ocalone.org . 
O jakie rzekome „oszustwa” chodzi? Aż trudno uwierzyć.  Wyjaśnia to Gazeta Wyborcza, na łamach której opublikowano list czytelnika, który widząc naszą furgonetkę pomyślał, że… to akcja handlarzy aborcyjnymi pigułkami poronnymi, w ramach której zachęca się Polki do zamawiania morderczych tabletek. Innymi słowy – zwolennicy aborcji są w szoku, że ktoś oferuje kobietom w ciąży prawdziwą pomoc, używając przy tym haseł i reklam podobnych do tych, które promują w przestrzeni publicznej zorganizowane grupy przestępcze pośredniczące w handlu tabletkami poronnymi.   Panie MirosĹ‚awie, zwolennicy aborcji chcą mieć monopol na akcje społeczne z użyciem haseł o pomocy kobietom w ciąży. Wszystkie organizacje aborcyjne i feministyczne są oficjalnie zakładane po to, aby „pomagać kobietom”. Tyle tylko, że za ich „pomocą” kryje się wyłącznie chęć namówienia kobiet na kupno pigułek i aborcję. 
W momencie gdy my zaczęliśmy oferować prawdziwą, realną pomoc, i docierać do kobiet w trudnej sytuacji życiowej, zaczęła się agresja. W największych mediach zaczęto oczerniać naszą Fundację, a liczne komentarze nawoływały do ataków fizycznych na naszych wolontariuszy. Na jednym z portali sugerowano spalenie naszej furgonetki, która informuje w jaki sposób kobiety mogą się z nami skontaktować, aby otrzymać pomoc.  
Od nienawistnych słów i komentarzy w internecie, niektórzy zwolennicy aborcji przeszli już do czynów. Gdy nasza furgonetka jeździła po centrum Warszawy, przejeżdżająca obok agresywna kobieta ominęła samochody na swoim pasie ruchu, przecięła podwójną ciągłą linię, zjechała na pas ruchu w przeciwną stronę i jadąc pod prąd zablokowała nasze auto! Następnie wysiadła z samochodu i oświadczyła, że dokonuje „obywatelskiego ujęcia” naszego kierowcy. Jan, który kierował naszą furgonetką, próbował nawiązać z kobietą rozmowę. Zapytał się, co ją tak zbulwersowało? Przecież na plandece furgonetki nie ma dramatycznych zdjęć, są tylko fotografie uśmiechniętych kobiet, deklaracja pomocy i adres kontaktowy. Blokująca auto kobieta zapytała, jak dokładnie wygląda pomoc, na co Jan wyjaśnił jej jak działa nasza akcja Ocalone.org – że jeżeli ktoś się do nas zgłosi, to takiej kobiecie udzielamy wsparcia, przekazujemy pomoc materialną, towarzyszymy, przekazujemy namiary do specjalistów, pomagamy znaleźć lekarza itp. Odpowiedź kobiety obnażyła istotę mentalności aborcyjnej:  
„Co to za pomoc, skoro kobieta nadal będzie w ciąży!”  
Wykrzyknęła w stronę naszego kierowcy blokująca auto zwolenniczka aborcji.   
To właśnie esencja myślenia aborcjonistów. Jeżeli kobieta jest w ciąży i ma trudności życiowe, to zamiast pomóc jej przezwyciężyć te trudności, należy wyłącznie pomóc jej „usunąć ciążę”, czyli zamordować poczęte dziecko. Nic innego się dla aborcjonistów nie liczy. W umysłach zarażonych aborcyjną ideologią oraz w zatwardziałych sercach nie ma miejsca na miłość, dobroczynność, ofiarność i poświęcenie. Jest tylko jedno rozwiązanie – zbrodnia, która ma być rzekomo najlepszą receptą na wszelkie problemy.
To jednak nie wszystko.  Aborcjoniści kierują się nienawiścią nie tylko wobec nienarodzonych dzieci, które wprost nazywają „pasożytami” lub „chwastami do wyrwania”, ale również wobec wszystkich niosącym pomoc i wsparcie. W USA, w związku z wyrokiem tamtejszego Sądu Najwyższego, który wprowadził możliwość zakazania aborcji przez poszczególne stany, trwają zamachy terrorystyczne na centra pomocy kobietom w ciąży. Do siedzib organizacji zajmujących się taką działalnością wrzucane są bomby i ładunki wybuchowe, a elewacje budynków są niszczone. Liderzy i wolontariusze organizacji dobroczynnych, najczęściej chrześcijańskich, otrzymują pogróżki, których celem jest zmuszenie ich do zaprzestania działalności.  
W Polsce takiej agresji doświadczyła m.in. nasza wolontariuszka Zuzanna, która zaoferowała pomoc młodej dziewczynie w ciąży. Gdy aborcjoniści dowiedzieli się, że Zuzanna próbowała nawiązać kontakt z dziewczyną i jej rodziną, wpadli w szał. W internecie opublikowano adres zamieszkania Zuzanny i nawoływano do jej zamordowania. Na facebookowym profilu naszej wolontariuszki pojawiło się kilkadziesiąt tysięcy (!) komentarzy, które zawierały m.in. groźby poderżnięcia gardła, pobicia lub zgwałcenia naszej działaczki.  
Teraz aborcjoniści planują nie tylko kolejne ataki, ale również sabotaż naszej kampanii Ocalone.org i mnożenie kolejnych kłamstw na nasz temat. Chcą w ten sposób podważyć zaufanie do naszej Fundacji i przedstawić siebie jako jedynych, którzy chcą „pomagać” kobietom. Ostatecznie chcą doprowadzić do tego, aby pomoc kobiecie w ciąży kojarzyła się wyłącznie z jednym – namówieniem do aborcji za pomocą pigułek poronnych kupionych od zorganizowanych grup przestępczych.  Panie MirosĹ‚awie, przekaz, jaki płynie do kobiet z naszej akcji Ocalone.org jest bardzo prosty – pomożemy Ci. 
Zgłaszająca się do nas kobieta słyszy, że w trudnej sytuacji życiowej da radę. Oczywiście nie sama, a z naszą pomocą. Można całkiem anonimowo napisać do nas albo zadzwonić. Wspólnie ustalamy plan działania i staramy się wyciągnąć z kłopotów. Co więcej, mogą się z nami kontaktować również mężczyźni, szczególnie w sytuacji, gdy ich żony lub partnerki zamierzają dokonać aborcji wbrew ich woli. Takim osobom również potrzebne jest wsparcie.  Musimy rozwijać nasz projekt Ocalone.org i docierać do kolejnych Polaków. To bardzo ważne, gdyż osoby takie jak samotne kobiety w trudnej sytuacji życiowej to cel numer 1 dla propagandy aborcjonistów. Takie kobiety, pod wpływem silnych emocji i psychologicznych sztuczek używanych przez zwolenników aborcji, najłatwiej namówić na kupno pigułki i zamordowanie swojego dziecka.   Musimy także nieustannie organizować kolejne akcje informacyjne na temat aborcji. 
Nie możemy pozwolić na to, aby umysły Polaków zainfekowała aborcyjna mentalność. Jeśli zaniechamy walki o świadomość i sumienia naszego społeczeństwa, to wkrótce całkowicie zniszczone zostaną fundamenty moralne naszego narodu.  Ideologia śmierci, którą wyznają aborcjoniści i ich sojusznicy zakłada, że morderstwo jest najlepszym rozwiązaniem każdego problemu. Jesteś w ciąży? Dokonaj aborcji. Jesteś stary? Dokonaj eutanazji. Jesteś chory lub nie chce Ci się żyć? Dokonaj samobójstwa. 
Zamiast dążyć do usunięcia problemu, należy usunąć człowieka.   Tymczasem każde życie jest darem od Boga i trzeba o nie walczyć, a także z ofiarnością pomagać innym, nawet jeśli oznacza to trudności, wyrzeczenia i cierpienia. Przypomina nam o tym Dzieciątko Jezus, którego narodziny już wkrótce będziemy świętować. Tylko w ten sposób możemy być ludźmi i zachować nasze człowieczeństwo.  Zdjęcie z akcji ulicznejNasza Fundacja chce budować Polskę opartą na miłości i prawdzie. Aborcjoniści chcą społeczeństwa zbudowanego na śmierci, kłamstwie i ruinach naszej cywilizacji. Wielkie media i politycy wspierają kampanie nienawiści. My mamy znacznie skromniejsze środki pochodzące od naszych Darczyńców. Naszą bronią jest prawda, ale musimy zintensyfikować akcję promocyjną kampanii Ocalone.org, aby dotrzeć do wielu kobiet i rodzin w trudnej sytuacji. W najbliższym czasie potrzebujemy na te działania ok. 13 000 zł.
Pomoc jest nam obecnie szczególnie potrzebna, gdyż skierowane w nas ataki i oszczerstwa nasilają się wraz z rozwojem naszych działań.  Dlatego zwracam się do Pana z prośbą o przekazanie 35 zł, 70 zł, 140 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby wesprzeć akcję ratunkową Ocalone.org oraz organizację akcji informacyjnych na temat konsekwencji i skutków aborcji.  Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
Presja aborcjonistów, szczególnie na młode dziewczęta i samotne kobiety, jest obecnie ogromna. Handlarze tabletkami poronnymi na ogromną skalę reklamują się w mediach, oferując „pomoc” kobietom w trudnej sytuacji życiowej. Ich cel jest jasny – wytworzyć w kolejnych pokoleniach Polaków przekonanie, że „pomoc” kobiecie w ciąży to namówienie jej do aborcji i przekazanie kontaktu do handlarzy pigułkami. 
Jeśli taka mentalność się w naszym społeczeństwie zakorzeni, to zanikną miłość, ofiarność i dobroczynność, a ofiar aborcyjnych morderstw będą już nie dziesiątki, ale setki tysięcy rocznie.  Prawda i dobro wydają się bezbronne, a jednak zwyciężają. Każdy z nas może okazać się zwycięzcą, jeśli otworzy się na miłość, którą przynosi na świat Dzieciątko.
Serdecznie pozdrawiam,Kinga Małecka-Prybyło

U 30% badanych osób, które zmarły wkrótce po szczepieniu „Covid” – szczepienie było PRZYCZYNĄ zgonu.

30% badanych osób, które zmarły wkrótce po szczepieniu „Covid”, to szczepienie było przyczyną zgonu. W Niemczech wzywają do badań.

AlterCabriohttps://ekspedyt.org/2022/12/20/zgony-wsrod-30-procent-badanych-w-niemczech-wzywaja-do-badan/

„Mówimy o znaczącej liczbie, która powoduje konieczność systematycznego podejścia do tego problemu” – powiedział Kubicki. Zdaniem polityka FDP władze sanitarne powinny „regularnie” przeprowadzać sekcje zwłok wszystkich osób, które zmarły w ciągu dwóch tygodni od szczepienia: „To też ma sens, ponieważ warunkowe zatwierdzenie tych szczepionek odbyło się pod ogromną presją czasu”.

−∗−

Tłumaczenie artykułu z serwisu RAIR Foundation USA na temat pojawiających się w Niemczech głosów wzywających do badań związanych z powikłaniami i zgonami w kontekście szczepień przeciw covid19. /AlterCabrio – ekspedyt.org/

______________***______________ 

Z ostatniej chwili: Wiceprzewodniczący niemieckiego parlamentu wzywa do zbadania przypadków zgonów i szkód spowodowanych szczepionką Covid (wideo)

Naczelny patolog i jego zespół odkryli, że u 30 procent badanych osób, które zmarły wkrótce po szczepieniu przeciw Covid, to właśnie szczepienie było przyczyną zgonu.

Wiceprzewodniczący Bundestagu Wolfgang Kubicki wzywa do sekcji zwłok osób, które zmarły wkrótce po otrzymaniu szczepionki przeciw Covid. Kubicki uważa, że ​​istotne jest, aby każdy niewyjaśniony zgon, który ma miejsce w ciągu 14 dni po szczepieniu przeciw Covid, był automatycznie rejestrowany w Instytucie Paula Ehrlicha (PEI) jako podejrzany przypadek. Polityk partii FDP mówi, że zbadanie „powiązania między szczepieniami, zapaleniem mięśnia sercowego i śmiercią jest koniecznością”.

Robiąc to, Kubicki odniósł się do niedawno opublikowanego badania Petera Schirmachera, naczelnego patologa w klinice uniwersyteckiej w Heidelbergu. Schirmacher i jego zespół odkryli, że u 30 procent badanych osób, które zmarły wkrótce po szczepieniu na Covid, to właśnie szczepienie było przyczyną zgonu.

„Mówimy o znaczącej liczbie, która powoduje konieczność systematycznego podejścia do tego problemu” – powiedział Kubicki. Zdaniem polityka FDP władze sanitarne powinny „regularnie” przeprowadzać sekcje zwłok wszystkich osób, które zmarły w ciągu dwóch tygodni od szczepienia: „To też ma sens, ponieważ warunkowe zatwierdzenie tych szczepionek odbyło się pod ogromną presją czasu”.

Tino Sorge (CDU), rzecznik ds. polityki zdrowotnej frakcji Unii w Bundestagu uważa, że ​​„dwa lata po pierwszym szczepieniu przeciwko covid nadszedł czas na bardziej otwarte podejście do skutków ubocznych i szkód poszczepiennych”. Badanie Schirmachera jest również niepokojące, jak wyjaśnia Sorge, „ponieważ pokazuje, jak mało wiemy o ryzyku związanym ze szczepionkami nawet po dwóch latach”.

Według polityka Unii Chrześcijańsko-Demokratycznej Niemiec (CDU), badania i gromadzenie danych należy teraz mocno przyspieszyć: wciąż brakuje wiarygodnych i istotnych danych. Wyniki mają ogromne znaczenie dla oceny stosunku korzyści do ryzyka. W tym celu należy wzmocnić PEI, lepiej wykorzystywać dane i znacznie uprościć procedury sprawozdawcze.

Niemiecka agencja informacyjna WELT opublikowała w poniedziałek wywiad z patologiem P. Schirmacherem. Wezwał on do prowadzenia dalszych badań na temat szkód poszczepiennych. „Istnieją ważne pytania bez odpowiedzi, które należy wyjaśnić albo poprzez kompleksową rejestrację wszystkich działań niepożądanych, albo w ramach dalszych badań w sensie poprawy szczepień, wskazań do szczepień i ochrony ludności”, mówi Schirmacher: „Czy istnieją jakieś czynniki genetyczne lub pewne przebyte choroby – np. choroby autoimmunologiczne – które predysponują do poważnych konsekwencji po szczepieniu? Konsekwencje szczepień są zależne od szczepionki – ale jakie cechy i składniki preparatu o tym decydują? Czy pewne rodzaje aplikacji odgrywają w tym rolę?”

Niemiecka agencja informacyjna BILD omówiła niedawne żądania polityków dotyczące dochodzenia w sprawie szczepionek przeciw Covid i szkód, jakie mogą wyrządzić. Zobacz wideo z tłumaczeniem wyłącznie w RAIR Foundation USA

 [Materiał można również obejrzeć w serwisie YT z możliwością włączenia napisów plLINK]

__________________

Breaking: German Parliament Vice President Calls For Investigation into Covid ‘Vaccine’ Deaths and Damages (Video), Amy Mek, December 19, 2022

−∗−

Powiązane tematycznie:

‘Nie jest bezpieczna’ czyli co pokazało badanie Rasmussen Reports
Siedmioprocentowy odsetek poważnych skutków ubocznych jest bezprecedensowy. Z danych V-safe wiemy, że oznacza to faktycznie, że efekty uboczne były tak poważne, że osoby musiały zwrócić się o pomoc lekarską. Gdyby […]

__________________

‘… nagle’ czyli najnowszy dokument Stew Peters’a
Dokument traktujący o szczepieniach, konsekwencjach przedstawianych przez między innymi balsamistów i lekarzy, informatorów wojskowych i wielu innych ludzi pomagających ludzkości w toczącej się wojnie informacyjnej. −∗− [Tekst ze strony […]

__________________

Tsunami zgonów czyli trzy krótkie filmy o…
Prokuratura Europejska (EPPO) wszczęła dochodzenie w sprawie zakupów szczepionek przeciwko koronawirusowi przez UE, co prawdopodobnie zwróci uwagę na rolę w tej sprawie przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen. […]

Zakaz ogrzewania drewnem [np. Kraków] jest ABSURDEM z punktu widzenia fizyki, energetyki, ekologii, konkurencyjności.

OGÓLNOPOLSKIE STOWARZYSZENIE KOMINKI I PIECE

OFICJALNE STANOWISKO W SPRAWIE ZAKAZÓW
PALENIA DREWNEM W KRAKOWIE

W związku z sytuacją, o której w ostatnich dniach poinformowała Gazeta Krakowska, Ogólnopolskie Stowarzyszenie „Kominki i Piece” postanowiła wydać oficjalne oświadczenie w tej sprawie. Sytuacja Pani Małgorzaty Zegarek i jej uzasadniona niezgoda na przyjęcie mandatu za palenie drewnem w urządzeniu grzewczym spowodowała, że warto znów pochylić się nad ustaleniami małopolskiego Programu Ochrony Powietrza i uchwałom antysmogowym przyjętym w mieście Kraków. Ogólnopolskie Stowarzyszenie „Kominki i Piece” już wcześniej wielokrotnie zaskarżało POP, by przeciwdziałać takim skutkom przyjętych zapisów, zabraniających palić drewnem, które jest odnawialnym źródłem energii. Efekty zakazów odczuwa społeczeństwo, którego niepodważalnym prawem jest zabezpieczenie energetyczne swoich rodzin. Ogólnopolskie Stowarzyszenie „Kominki i Piece” stale alarmuje o błędach w ustawach antysmogowych i ma nadzieje, że sytuacja z Krakowa zmusi władze do przyjęcia poprawek, które pozwolą ogrzewać nasze domy, dzięki użyciu najtańszego, najłatwiej dostępnego i krajowego OZE – drewna kawałkowego. Obserwujemy wciąż silny wpływ lobbystów, którzy chcą zdyskredytować biomasę drzewną na rzecz innych źródeł OZE. Cenę za to płacą zwykli obywatele jak Pani Małgorzata Zegarek z Krakowa.

Co istotne, przepisy zakazujące eksploatacji kominków, jako mieszkaniowych urządzeń grzewczych, opalanych stałymi biopaliwami z przetworzonej biomasy drzewnej naruszają Konstytucję RP i Kodeks Cywilny w zakresie przepisów o ochronie prawa własności, Ustawę o Odnawialnych Źródłach Energii, Dyrektywę Parlamentu Europejskiego i Rady 2009/28/WE z dnia 23 kwietnia 2009 r. w sprawie promowania stosowania energii ze źródeł odnawialnych i wreszcie Ustawę o wspieraniu termomodernizacji i remontów oraz o centralnej ewidencji emisyjności budynków.

Pragniemy podkreślić, że drewno to polskie, ekologiczne, odnawialne źródło energii i naturalny magazyn energii słonecznej. To biopaliwo stałe niekopalne (w przeciwieństwie do węgla i gazu) zalecane do powszechnego stosowania w Unii Europejskiej dyrektywą PARLAMENTU EUROPEJSKIEGO I RADY (UE) 2018/2001 z dnia 11 grudnia 2018 r. Drewno kawałkowe, zrębki, pellet, brykiet to produkty biomasy drzewnej, które zgodnie z art. 2 pkt. 3 i 7a Ustawy z dnia 20 lutego 2015 r. o odnawialnych źródłach energii, dalej jako ustawa o OZE są zaliczane do odnawialnych źródeł energii.

Drewno jest paliwem ekologicznym na każdym etapie jego przetwarzania i energetycznego wykorzystania. Produkcja drewna opałowego nie ma negatywnego wpływu na poziom zalesienia w Polsce, a wręcz przeciwnie: stymuluje rozwój gospodarki przez zalesianie niezagospodarowanych gruntów i zapewnia miejsca pracy. Paliwa drzewne są w głównej mierze produktem ubocznym pozyskiwania i przetwarzania drewna pełnowartościowego wykorzystywanego w przemyśle meblarskim i w konstrukcjach drewnianych. Lokalne wykorzystywanie drewna przekłada się na minimalny ślad węglowy wynikający z transportu i przygotowania do wykorzystania jako stałego biopaliwa. Drewno z polskich lasów, jako uboczny produkt gospodarki leśnej, jest powszechnie dostępne i niedrogie. W przypadku ogrzewania drewnem powstaje tyle samo dwutlenku węgla, ile wchłonęło ono podczas swojego wzrostu, czego rezultatem jest zerowy bilans emisji CO2. Jest to zgodne z polityką UE, której celem jest osiągnięcie neutralności klimatycznej do 2050 r.

Nasze Stowarzyszenie stanowczo sprzeciwia się wszelkim zakazom i ograniczeniom ogrzewania drewnem, zwłaszcza w instalacjach przeznaczonych wyłącznie do stosowania biomasy, spełniających wymogi ekoprojektu. Przepisy ustawy o OZE oraz ustawodawstwo i praktyka europejska są w kwestii drewna jednoznaczne. Przykładem mogą być, chociażby Włochy, Szwajcaria, Austria, Francja, Niemcy czy znane z rygorystycznego podejścia do ekologii kraje skandynawskie, gdzie ogrzewanie drewnem jest czymś normalnym i niebudzącym zastrzeżeń. Zakazy używania drewna jako paliwa w naszej strefie klimatycznej, co jest często przemilczane, powodują zwiększenie zużycia gazu, który jest paliwem kopalnym, drogim i w większości pochodzącym z importu, co zmniejsza nasze bezpieczeństwo energetyczne.

Uchwały antysmogowe i Programy Ochrony Powietrza, jakkolwiek z założenia słuszne i potrzebne, jednak ze względu na silny wpływ lobbystów, prowadzą do wypaczenia swojego głównego celu, jakim jest poprawa jakości powietrza. Znane nam uchwały antysmogowe w większości przypadków obarczone są rażącymi błędami w kontekście ekologii, walki ze smogiem, promowania OZE oraz logiki i sensowności wprowadzanych regulacji.

Emerytka z krakowskich Bielan, Małgorzata Zegarek, nie przyjęła mandatu za palenie drewnem w kominku. Miasto odmówiło jej podłączenia do sieci ciepłowniczej, a założenie systemu ogrzewania gazem jest poza jej możliwościami finansowymi. Kominek na drewno był jedynym źródłem ogrzewania. Teraz w sądzie walczy, by nie ponieść konsekwencji swojej decyzji. Liczymy na korzystny dla Niej wyrok w tej sprawie. Może on pomóc innym ludziom, w podobnej sytuacji, dla których kominek jest jedynym źródłem ciepła.

Ogólnopolskie Stowarzyszenie „Kominki i Piece” jest dobrowolnym i samorządnym zrzeszeniem osób fizycznych, osób prawnych, przedsiębiorców i innych organizacji społecznych i gospodarczych zainteresowanych sprawami związanymi z branżą kominkową i zduńską.

W imieniu Zarządu i Członków

Ogólnopolskiego Stowarzyszenia „KOMINKI i PIECE”

Piotr Batura

Prezes

Miłośnikom smartphonów: «Anomaly Six»…   jest w stanie jednocześnie monitorować trzy miliardy smartfonów w czasie rzeczywistym. Nawet w tajnych bazach Korei Płn.

Miłośnikom smartphonów: «Anomaly Six»…   jest w stanie jednocześnie monitorować trzy miliardy smartfonów w czasie rzeczywistym. Nawet w tajnych bazach Korei Płn.

Date: 20 dicembre 2022Author: Uczta Baltazara

Wikipedia: Anomaly Six (A6) to amerykańska firma zajmująca się wywiadem medialnym. Sprzedaje produkty global-location-data dla rządu Stanów Zjednoczonych i sektora prywatnego. Firma osadziła swoje oprogramowanie w ponad 500 aplikacjach mobilnych, co daje jej możliwość śledzenia setek milionów telefonów komórkowych.[1][2] W jednej z prezentacji firma twierdziła, że może śledzić 3 miliardy telefonów w czasie rzeczywistym.[3]

Firma została założona w 2018 roku przez dwóch byłych oficerów wywiadu wojskowego. Jej siedziba znajduje się w Alexandrii w stanie Wirginia[3].

Firma kupuje dane o lokalizacji telefonu komórkowego od reklamodawców, którzy z kolei uzyskują informacje z wbudowanych zestawów programistycznych (SDK) w powszechnie używanych aplikacjach telefonicznych.[3] Wydawcy aplikacji często pozwalają stronom trzecim na wstawianie SDK do swoich aplikacji za opłatą.[1] Niektóre aplikacje mają wbudowane autorskie SDK firmy Anomaly Six. System ten często bazuje na ujawnieniach zawartych w zawiłych warunkach świadczenia usług, na które należy się zgodzić, aby korzystać z aplikacji.[3] Polityka prywatności większości aplikacji nie ujawnia, czy SDK są wbudowane w ich produkt, czy nie.[1]

We wrześniu 2020 roku U.S. Special Operations Command Africa, jednostka operacyjna Dowództwa Operacji Specjalnych Stanów Zjednoczonych, zapłaciła Anomaly 6 589 500 dolarów za “Commercial Telemetry Feed”. Jest to pierwszy zgłoszony kontrakt pomiędzy rządem Stanów Zjednoczonych a Anomaly 6.[2]

W kwietniu 2022 roku ujawniono, że firma zademonstrowała swoje zdolności inwigilacyjne, śledząc telefony komórkowe członków CIA i NSA. Firma ujawniła śledzenie podczas spotkania pomiędzy A6 a Zignal Labs. Obie firmy prowadziły rozmowy w celu omówienia potencjalnego partnerstwa, którego postanowiły nie kontynuować.[4][3] https://en.wikipedia.org/wiki/Anomaly_Six

…………………………

Przecieki: prywatna firma szpiegowska namierza populację całego świata przy pomocy nielegalnego oprogramowania szpiegowskiego

Data publikacji: 6 grudnia 2022

Firma Anomaly Six z Waszyngtonu wprowadza na rynek nielegalną technologię szpiegowską, która może wyłuskać najbardziej wrażliwe dane osobowe osoby poprzez śledzenie jej smartfona. Potencjalnymi nabywcami są brytyjskie Ministerstwo Obrony oraz GCHQ (Government Communications Headquarters https://en.wikipedia.org/wiki/GCHQ).

Wyciekłe dokumenty przejrzane przez The Grayzone ujawniają, jak technologia śledzenia smartfonów depcze podstawowe zasady ochrony danych i prawo międzynarodowe, naruszając prywatność obywateli na całym świecie bez ich wiedzy i zgody. To tajne narzędzie może przekształcić każdego w potencjalną osobę będącą w kręgu zainteresowania zachodnich agencji wywiadowczych, a tym samym celem rekrutacji, nadzoru, nękania lub czegoś gorszego.

Prawdopodobnie większość czytelników nie zna firmy Anomaly 6. Jej spartańska, jednostronicowa strona internetowa zawiera nazwę firmy, ogólny adres e-mail i ogólną lokalizację – Fairfax, Virginia, niedaleko siedziby CIA – ale nic o jej usługach, personelu i innych https://www.anomalysix.com/. Przebijając się przez warstwy “zanonimizowanych” danych, owa mało znana firma odkrywa pokłady wrażliwych informacji o każdej osobie, którą wybierze w dowolnym miejscu na Ziemi.

Działalność Anomaly 6 przybiera formę ogólnoświatowej siatki przestępczej, której zasięg może sięgać jeszcze dalej niż CIA i NSA. Jak zobaczymy, jego założyciele są bardzo ostrożni wobec zainteresowania mediów, nie tylko dlatego, że obawiają się, że “podstawy prawne” ich operacji “nie są w stanie sprostać weryfikacji”, biorąc pod uwagę przeszłe udane działania sądowe przeciwko państwowym agencjom szpiegowskim, takim jak GCHQ i NSA. https://www.theguardian.com/uk-news/2021/may/25/gchqs-mass-data-sharing-violated-right-to-privacy-court-rules

Firma, założona przez dwójkę weteranów wywiadu wojskowego USA, potajemnie umieszcza zestawy programistyczne (SDK) w setkach popularnych aplikacji na smartfony i IoT, umożliwiając śledzenie ruchów użytkownika i wiele innych. Dane te są następnie analizowane, a wyniki przekazywane klientom z sektora prywatnego i rządowego. https://www.wsj.com/articles/u-s-government-contractor-embedded-software-in-apps-to-track-phones-11596808801

Jednym z potwierdzonych klientów jest US Special Operations Command Africa, które we wrześniu 2020 roku zapłaciło Anomaly 6 589 500 dolarów za “Commercial Telemetry Feed”. https://www.usaspending.gov/award/CONT_AWD_H9227620P0070_9700_-NONE-_-NONE-

W kwietniu, The Intercept doniósł o wyciekłej promocji Anomaly 6 dotyczącej nowego biznesu, w której firma twierdziła, że jest w stanie jednocześnie monitorować w przybliżeniu trzy miliardy smartfonów w czasie rzeczywistym (przekład fragmentów artykułu, o którym mowa, poniżej).

Aby wykazać swoją inwazyjną brawurę, Anomaly 6 śledziło ruchy setek pracowników Centralnej Agencji Wywiadowczej i Agencji Bezpieczeństwa Narodowego jednocześnie za pośrednictwem ich smartfonów. Anonimowe źródło wycieku prezentacji “wyraziło poważne obawy” co do legalności ujawniania przez firmę “postów społecznościowych, nazw użytkowników i lokalizacji Amerykanów” amerykańskim agencjom rządowym.

Grayzone może ujawnić, że nie tylko obywatele USA, ale cała populacja świata znajduje się na linii strzału niezmrużonego oka Anomalii 6. A firma potajemnie sprzedaje swoje hiperinwazyjne wyroby wielu zagranicznym rządom, wojsku oraz służbom bezpieczeństwa i wywiadu.

Anomaly 6 twierdzi, że śledzi amerykańskiego naukowca, i setki innych zachodnich obywateli w Korei Północnej

Jednym z najbardziej niepokojących plików Anomaly 6 przejrzanych przez The Grayzone jest studium przypadku, ukazujące zdolność firmy do śledzenia “ruchów osób w całkowicie zanegowanym terenie”.  Firma zidentyfikowała 100 000 oddzielnych użytkowników smartfonów, którzy podróżowali do Korei Północnej w ciągu 14 miesięcy, wśród nich obywateli USA, “aby pokazać przydatność naszych danych” zarówno dla celów kontrwywiadu, jak i rozwoju źródeł.

Korea Północna została wybrana do studium przypadku, ponieważ jest to “bardzo wyjątkowa bestia” i “taka, w której tradycyjnie jest niezwykle, jeśli nie niemożliwe, wypracowanie umiejscowienia i dostępu w sposób spójny”.

Badając “wzorce życia” tychże obywateli, Anomaly 6 namierzyło “bardzo interesujący przypadek użycia” w postaci jednej osoby, eksperta od fizyki jądrowej mieszkającego w USA, który rzekomo przeprowadził “wielokrotne podróże do Korei Północnej” między marcem a sierpniem 2019 roku. Grayzone zdecydowało się nie identyfikować naukowca w trosce o jego bezpieczeństwo.

“Zagłębiając się w tę aktywność widzimy kilka bardzo ciekawych odwiedzanych lokalizacji” – zauważa Anomaly 6.

Anomaly 6 wykorzystała swoją technologię szpiegowską do śledzenia interesującej ją osoby na terenie Changsuwon Residence należącej do Kim Il Sunga, lokalizacji “godnej uwagi ze względu na fakt, że obszar ten został zbudowany specjalnie dla byłego przywódcy Korei Północnej Kim Il Sunga, dziadka obecnego przywódcy Kim Jong Un’a”. Firma twierdzi, że obszar ten jest pełen “sił szybkiego reagowania ochrony, stanowisk artylerii przeciwlotniczej i rakiet oraz obiektów podziemnych.” https://wikimapia.org/66718/Changsuwon-Residential-Palace

“Dostęp do miejsca takiego jak to nie wydaje się być przypadkowy i można założyć, że ten gość miał autoryzację i był eskortowany w tak wrażliwym miejscu przywództwa” – stwierdza Anomaly 6. “Wspomniana podróż do ‘podziemnego obiektu’ jest interesująca pod tym względem, że wskazuje również na inne ‘przypadkowe’ schematy podróży w góry w innej lokalizacji poza stolicą”.

Ta lokalizacja to kolejny podejrzany “podziemny obiekt” około 31 mil na południowy wschód od Pyongyang, “w górzystym terenie”. Zaciekawiona, Anomaly 6 śledziła ruchy tej osoby po powrocie do USA, odkrywając po drodze “kilka bardzo unikalnych spostrzeżeń”.

Łącząc użytkownika smartfona z hotelami, szkołami, rezydencjami i innymi miejscami w całych Stanach Zjednoczonych, Anomaly 6 wskazała ich “najbardziej prawdopodobną miejscowość, w której śpią”. Korzystając z “informacji z otwartego źródła”, firma szpiegowska ustaliła następnie, kim jest ta osoba, gdzie pracowała, jej adres, stan cywilny, imiona i zdjęcia jej dzieci oraz szkoły i uniwersytety, do których uczęszczają.

Takie spostrzeżenia są niezwykle złowieszcze, biorąc pod uwagę, że osoba ta została uznana za “obiekt zainteresowania”, ze względu na “obawy” kontrwywiadu. Anomaly 6 stwierdziła, że osoby te mogły pochwalić się poświadczeniem bezpieczeństwa wydanym przez rząd USA, a zatem albo podróżowały do Korei Północnej “poza kanałami bezpieczeństwa, które muszą być przestrzegane”, albo w imieniu rządu USA. Tak czy inaczej, firma oceniła, że ta działalność zasługuje na “dalszą analizę”.

Według Anomaly 6, podróż naukowca stanowiła zagrożenie dla bezpieczeństwa nie dlatego, że był on szpiegiem, ale dlatego, że chiński wywiad mógł zastosować podobne narzędzia szpiegowskie do śledzenia jego ruchów i w ten sposób odkryć “potencjalne tajne negocjacje między USA a Koreą Północną”. To z kolei “mogłoby szybko wywołać napięcia” z Pekinem, alarmowała firma.

“Tutaj widzimy, że jeśli bezpośredni cel nie jest dostępny, istnieje [sic] inne pomocnicze wysiłki, które można podjąć, aby znaleźć interesującą osobistość” – chwaliła się Anomaly 6 w swojej prezentacji. “Efektem końcowym jest pokazanie, jak szybko i głęboko mogą klienci zagłębić się w cele z bardzo małą liczbą punktów startowych lub bardzo mglistymi punktami startowymi i uzyskać informacje w krótkim czasie”.

Ale co jeśli te cele okażą się błędne?

Stanowcze zaprzeczenie “osoby będącej obiektem zainteresowania” Anomaly 6

Pracownik naukowy, z którym skontaktowała się The Grayzone poprzez e-mail, określony jako “obiekt zainteresowania” przez Anomaly 6, upierał się, że firma szpiegowska wszystko pomyliła.

“Nigdy nie byłem w Korei Północnej i mój telefon też nie” – stwierdzili. “Powinieneś być wysoce sceptyczny wobec wszelkich informacji mówiących inaczej”.

Naukowiec nie był w stanie wyjaśnić, jak Anomaly 6 mogło popełnić podobny błąd. “W jakiś sposób udało im się namierzyć mój telefon” – powiedział. “Wydaje się, że z tego względu powinni byli wiedzieć, że nie byłem w Korei Północnej w marcu 2019 roku, więc mamy tu raczej do czynienia z niezgodnymi informacjami”.

Ten oczywisty błąd popełniony przez Anomaly 6 wyraźnie podkreśla potencjał milionów niewinnych ludzi, którzy mogą być badani i potencjalnie skompromitowani przez agencje rządowe na całkowicie fałszywych podstawach.

Uzyskane “wrażliwe informacje”, “planowane kolejne działania”.

Na zakończenie prezentacji, Anomaly 6 firma ujawniła, że naukowiec był jedynie jednym z “setek” obywateli USA, których rzekomo śledziła podczas rzekomych wizyt w Korei Północnej w ciągu ostatniego roku. Szpiegowała również użytkowników “urządzeń z innych przyjaznych krajów”, w tym członków składowych globalnej sieci szpiegowskiej Five Eyes oraz Francji i Niemiec. (…)

Nie jest jasne, dla kogo lub po co to studium przypadku zostało przygotowane, ale tego typu komentarze silnie sugerują, że potencjalnymi klientami były podmioty rządowe USA – w szczególności CIA i/lub NSA. Oba te podmioty mają prawny zakaz szpiegowania obywateli USA i często były przedmiotem kontrowersji z tego powodu. Technologia Anomaly 6 pozwoliłaby owym agencjom obejść takie ograniczenia.

Obawiając się kontroli mediów i oskarżenia, Anomaly 6 zwraca się do brytyjskiej firmy zajmującej się wywiadem wojskowym

Wyciekłe dokumenty przejrzane przez The Grayzone wskazują, że dane ze smartfonów i IoT, które zbiera Anomaly 6, są tak precyzyjne, że mogą wskazać piętro budynku, na którym znajduje się użytkownik, jego usługodawcę telekomunikacyjnego, markę i model urządzenia, poziom naładowania baterii i wiele innych.

Niestety dla firmy, jej usługi szpiegowskie są absolutnie nielegalne z punktu widzenia wielu krajowych i międzynarodowych systemów ochrony danych.

Aby ominąć owe ograniczenia, Anomaly 6 zwróciła się do brytyjskiej prywatnej firmy wywiadowczej o nazwie Prevail Partners. https://www.prevailpartners.com/

W listopadzie tego roku Grayzone ujawnił wniosek firmy Prevail dotyczący budowy tajnej partyzanckiej armii terrorystycznej na rzecz odeskiego oddziału Służby Bezpieczeństwa Ukrainy, z polecenia wysokich rangą szpiegów brytyjskich. https://thegrayzone.com/2022/11/03/british-spies-terror-army-ukraine/

Inne wyciekłe pliki ujawniają, że Prevail działa jako zaufany pośrednik, potajemnie promując i sprzedając usługi Anomaly 6 klientom państwowym i niepaństwowym na całym świecie. Protokół ze spotkania pomiędzy przedstawicielami Prevail i Anomaly 6 z maja tego roku pokazuje, że ta druga firma “wyraziła znaczące obawy” dotyczące zgodności z wymogami GDPR Unii Europejskiej (https://en.wikipedia.org/wiki/General_Data_Protection_Regulation,https://gdpr-info.eu/), których Wielka Brytania pozostaje sygnatariuszem pomimo jej wyjścia z bloku.

Główną obawą Anomaly 6 było to, że “obiekt zainteresowania” złapany w jej wszechogarniające zasysanie danych mógłby złożyć Subject Access Request https://en.wikipedia.org/wiki/Right_of_access_to_personal_data do firmy lub instytucji rządowej korzystającej z jej usług, “co ujawniłoby ich działanie i potencjalnie mogłoby doprowadzić do podjęcia działań prawnych kupionych [sic] przez Biuro Komisarza ds. Informacji (ICO) kraju europejskiego”. (…)

Aby uniknąć szkód w sferze public relations i prawnej, które mogłyby wyniknąć z ujawnienia programu szpiegowskiego Anomaly 6, Prevail zbadał schematy, dzięki którym można by ominąć przepisy o ochronie danych, w tym “czy możliwe byłoby zastosowanie odstępstwa rządowego”. Jako część środków kontroli szkód, Prevail zakontraktował elitarne firmy prawnicze, takie jak londyński Cooley, aby doradziły im, czy i jak działania Anomaly 6 “będą możliwe do obrony w sądzie europejskim”.

Stawka jest wysoka dla Prevail, ponieważ firma może zebrać miliony jako tajny łącznik między Anomaly 6 a brytyjskim Home Office i Ministerstwem Obrony.

Zgodnie z warunkami umowy sporządzonej w grudniu 2021 roku, Prevail otrzymał “wyłączne prawa do wprowadzania na rynek i sprzedaży” towarów Anomaly 6 dla londyńskiej Agencji Wywiadu Obronnego, Stałego Połączonego Dowództwa, różnych elitarnych wojskowych jednostek szpiegowskich, GCHQ, MI5, MI6 oraz służb bezpieczeństwa i wywiadu, a także sił specjalnych, w krajach takich jak Argentyna, Australia, Dania, Malta i Zjednoczone Emiraty Arabskie.

Potencjalny zakup nielegalnej i wysoce inwazyjnej technologii Anomaly 6 przez praktycznie całe brytyjskie państwo bezpieczeństwa narodowego oznacza, że wrażliwe dane osobowe miliardów obywateli mogą być wykorzystywane do szeregu złośliwych celów.

Brendon Clark, przedstawiciel handlowy Anomaly 6, powiedział The Grayzone, że przedstawiciel public relations jego firmy zadzwoni, aby omówić ich związek z Prevail i brytyjskim aparatem wojskowo-wywiadowczym. Mimo upływu kilku dni, ten wątek wciąż czeka na odpowiedź.

https://thegrayzone.com/2022/12/06/files-anomaly-6-firm-spyware/ (przekład automatyczny)

…………………………………………..

Amerykańska firma śledząca telefony zaprezentowała swoje umiejętności w zakresie inwigilacji, szpiegując CIA i NSA

Anomaly Six, tajny kontrahent rządowy, twierdzi, że monitoruje ruchy miliardów telefonów na całym świecie i demaskuje szpiegów za pomocą jednego przycisku.

(Artykuł z kwietnia 2022)

W miesiącach poprzedzających inwazję Rosji na Ukrainę, dwa mroczne amerykańskie startupy spotkały się, aby omówić potencjalne partnerstwo w zakresie nadzoru, które połączyłoby zdolność do śledzenia ruchów miliardów ludzi za pośrednictwem ich telefonów z ciągłym strumieniem danych zakupionych bezpośrednio od Twittera. Według Brendona Clarka z Anomaly Six – lub “A6” – połączenie jego technologii śledzenia lokalizacji telefonu komórkowego z nadzorem mediów społecznych dostarczonych przez Zignal Labs pozwoliło rządowi amerykańskiemu bez wysiłku szpiegować rosyjskie siły, kiedy zgromadziły się wzdłuż granicy z Ukrainą, lub podobnie śledzić chińskie atomowe łodzie podwodne. Aby udowodnić, że technologia działa, Clark wycelował potencjał A6 do wewnątrz, szpiegując Agencję Bezpieczeństwa Narodowego i CIA, używając ich własnych telefonów komórkowych przeciwko nim.

Anomaly Six z siedzibą w Wirginii założona w roku 2018 przez dwóch byłych oficerów wywiadu wojskowego i utrzymująca jawność, która jest skąpa do granicy tajemniczości, jej strona internetowa nie ujawnia nic na temat tego, co firma faktycznie robi https://www.anomalysix.com/. Ale istnieje duża szansa, że A6 wie o tobie niezmiernie dużo. Firma jest jedną z wielu, która kupuje ogromne ilości danych o lokalizacji, śledząc setki milionów ludzi na całym świecie poprzez wykorzystywanie słabo rozumianego faktu: niezliczone popularne aplikacje na smartfony stale zbierają informacje o Twojej lokalizacji i przekazują je reklamodawcom, zazwyczaj bez Twojej wiedzy lub świadomej zgody, opierając się na powiadomieniach zakopanych w języku prawnym rozległych warunków świadczenia usług, które zaangażowane firmy liczą na to, że nigdy ich nie przeczytasz. Gdy Twoja lokalizacja jest przesyłana do reklamodawcy, nie ma obecnie w Stanach Zjednoczonych prawa zabraniającego dalszej sprzedaży i odsprzedaży tych informacji firmom takim jak Anomaly Six, które mogą je sprzedawać swoim klientom z sektora prywatnego i rządowego. Dla każdego zainteresowanego śledzeniem codziennego życia innych, przemysł reklamy cyfrowej zajmuje się niewdzięczną pracą dzień w dzień – wszystko, co musi zrobić osoba trzecia, to kupić dostęp.

Materiały otrzymane przez The Intercept i Tech Inquiry dostarczają nowych szczegółów na temat tego, jak potężne są uprawnienia Anomaly Six do inwigilacji całego świata, zdolne do zapewnienia każdemu opłacającemu klientowi zdolności zarezerwowanych wcześniej dla biur szpiegowskich i wojska.

Według nagrań audiowizualnych z prezentacji A6 recenzowanych przez The Intercept i Tech Inquiry, firma twierdzi, że może śledzić około 3 miliardów urządzeń w czasie rzeczywistym, co odpowiada jednej piątej ludności świata. Oszałamiająca zdolność nadzoru została przytoczona podczas pitchu, który miał udostępnić potencjał A6 w zakresie śledzenia telefonów firmie Zignal Labs https://zignallabs.com/, firmie monitorującej media społecznościowe, która wykorzystuje swój dostęp do rzadko przyznawanego przez Twittera strumienia danych “firehose” https://developer.twitter.com/en/docs/twitter-api/enterprise/compliance-firehose-api/overview, pozwalającego na nieograniczone przeglądanie setek milionów tweetów dziennie. Z połączenia ich mocy, proponowanego przez A6, klienci korporacyjni i rządowi firmy Zignal byliby w stanie nie tylko śledzić globalną aktywność w mediach społecznościowych, ale także ustalić, kto dokładnie wysłał pewne tweety, skąd je wysłał, i z kim był, gdzie był wcześniej i gdzie udał się później. Ta niezwykle rozbudowana możliwość byłaby oczywistym dobrodziejstwem zarówno dla reżimów mających na oku swoich globalnych przeciwników, jak i dla firm mających na oku swoich pracowników.

Źródło informacji, które wypowiedziało się pod warunkiem zachowania anonimowości, aby chronić swoje życie, wyraziło poważne obawy co do legalności działań kontrahentów rządowych takich jak Anomaly Six i Zignal Labs “ujawniających posty społecznościowe, nazwy użytkowników i lokalizacje Amerykanów” użytkownikom “Departamentu Obrony”. Źródło również twierdziło, że Zignal Labs miał świadomie oszukać Twittera przez zatajenie szerszych wojskowych i korporacyjnych przypadków wykorzystania nadzoru z jego dostępu firehose. Warunki korzystania z usług Twittera technicznie zabraniają stronie trzeciej “prowadzenia lub dostarczania nadzoru lub zbierania danych wywiadowczych” przy użyciu jej dostępu do platformy, choć praktyka jest powszechna i egzekwowanie tego zakazu jest rzadkie. Zapytany o tego typu obawy, rzecznik Tom Korolsyshun powiedział The Intercept “Zignal przestrzega przepisów dotyczących prywatności i wytycznych określonych przez naszych partnerów danych.”

A6 twierdzi, że jej siatka GPS dostarcza od 30 do 60 pingów lokalizacyjnych https://en.wikipedia.org/wiki/Ping_(networking_utility) na pojedyncze urządzenie dziennie i 2,5 biliona punktów danych lokalizacyjnych rocznie na całym świecie, co daje 280 terabajtów danych lokalizacyjnych rocznie i wiele petabajtów łącznie, co sugeruje, że firma śledzi około 230 milionów urządzeń średnio w ciągu dnia. Przedstawiciel A6 dodał, że podczas gdy wiele konkurencyjnych firm zbiera dane o indywidualnej lokalizacji za pośrednictwem połączeń Bluetooth i Wi-Fi telefonu, które umożliwiają ogólną lokalizację, Anomaly 6 zbiera wyłącznie dane GPS, potencjalnie z dokładnością do kilku stóp. Oprócz lokalizacji, A6 twierdził, że zbudował bibliotekę zawierającą ponad 2 miliardy adresów e-mail i innych danych osobowych, które ludzie udostępniają podczas rejestracji w aplikacjach smartfonów, które mogą być wykorzystane do identyfikacji, do kogo ping GPS należy. Całość jest napędzana, jak zauważył Clark z A6 podczas pitchu, przez ogólną ignorancję wszechobecności i inwazyjności zestawów do tworzenia oprogramowania dla smartfonów, znanych jako SDK: “Wszystko jest uzgodnione i wysłane przez użytkownika, mimo że prawdopodobnie to oni nie czytają 60 stron w [umowie licencyjnej użytkownika końcowego]”.

The Intercept nie był w stanie zweryfikować twierdzeń firmy Anomaly Six dotyczących jej danych lub możliwości, które zostały przedstawione w kontekście kampanii sprzedażowej. Badacz prywatności Zach Edwards powiedział The Intercept, że wierzy, iż twierdzenia są wiarygodne, ale ostrzegł, że firmy mogą być skłonne do wyolbrzymiania wartości swoich produktów. Badacz bezpieczeństwa mobilnego, Will Strafach, zgodził się, zauważając, że przechwałki A6 dotyczące pozyskiwania danych “brzmią niepokojąco, ale nie są dalekie od ambitnych twierdzeń innych”. Według Wolfie Christl, badacza specjalizującego się w inwigilacji i implikacjach prywatności przemysłu danych aplikacji, nawet jeśli możliwości Anomaly Six są przesadzone lub oparte częściowo na niedokładnych danych, firma posiadająca nawet ułamek tych szpiegowskich uprawnień byłaby głęboko niepokojąca z punktu widzenia prywatności osobistej.

Rzecznik prasowy firmy Zignal, poproszony o komentarz, wydał następujące oświadczenie: “Podczas gdy Anomaly 6 w przeszłości zademonstrował swoje umiejętności firmie Zignal Labs, Zignal Labs nie ma relacji z Anomaly 6. Nigdy nie zintegrowaliśmy możliwości Anomaly 6 z naszą platformą, ani nigdy nie dostarczyliśmy Anomaly 6 żadnemu z naszych klientów”.

Zapytany o prezentację firmy i jej możliwości inwigilacyjne, współzałożyciel Anomaly Six, Brendan Huff, odpowiedział w mailu, że “Anomaly Six to mała firma należąca do weteranów, która dba o amerykańskie interesy, naturalne bezpieczeństwo i zna prawo.”

Firmy takie jak A6 są napędzane przez wszechobecność SDK https://en.wikipedia.org/wiki/Software_development_kit, które są gotowymi pakietami kodu, które producenci oprogramowania mogą wsunąć do swoich aplikacji, aby łatwo dodać funkcjonalność i szybko spieniężyć swoje oferty z reklamami. Według Clarka, A6 może pozyskiwać dokładne pomiary GPS zebrane dzięki tajnemu partnerstwu z “tysiącami” aplikacji na smartfony, podejście, które opisał w swojej prezentacji jako “farm-to-table approach to data acquisition”. Te dane są przydatne nie tylko dla ludzi, którzy mają nadzieję sprzedać ci rzeczy: W dużej mierze nieuregulowany globalny handel danymi osobowymi coraz częściej znajduje klientów nie tylko w agencjach marketingowych, ale także agencjach federalnych śledzących imigrantów i cele dronów, a także sankcje i unikanie podatków. Według rejestrów publicznych, o których po raz pierwszy doniósł Motherboard, U.S. Special Operations Command zapłacił Anomaly Six 590 000 dolarów we wrześniu 2020 roku za rok dostępu do “komercyjnego kanału telemetrycznego” firmy.

Oprogramowanie Anomaly Six pozwala swoim klientom przeglądać wszystkie te dane w wygodnym i intuicyjnym rzucie satelitarnym Ziemi w stylu Map Google. Użytkownicy muszą tylko znaleźć interesującą ich lokalizację i narysować wokół niej pole, a A6 wypełnia tę granicę kropkami oznaczającymi smartfony, które przeszły przez ten obszar. Kliknięcie w kropkę dostarczy Ci wierszy reprezentujących urządzenie – i jego właściciela – przemieszczanie się po okolicy, mieście, a nawet całym świecie.

Jako że rosyjskie wojsko kontynuowało gromadzenie się wzdłuż granicy z Ukrainą, przedstawiciel handlowy A6 wyszczególnił, w jaki sposób nadzór GPS może pomóc przekształcić Zignal w rodzaj prywatnej agencji szpiegowskiej, zdolnej do pomocy klientom państwowym w monitorowaniu ruchów wojsk. Wyobraźmy sobie, wyjaśnił Clark, że tweety z obszaru kryzysowego, które Zignal szybko wyłapuje za pomocą firehose’a, byłyby tylko punktem wyjścia. Wykorzystując zdjęcia satelitarne zamieszczane na Twitterze przez konta prowadzące coraz popularniejsze śledztwa typu “open-source intelligence” lub OSINT, Clark pokazał, jak śledzenie GPS przez A6 pozwoliłoby klientom Zignal nie tylko ustalić, że ma miejsce gromadzenie wojsk, ale także śledzić telefony rosyjskich żołnierzy w trakcie mobilizacji, aby dokładnie określić, gdzie się szkolili, gdzie stacjonowali i do jakich jednostek należeli. W jednym przypadku Clark pokazał oprogramowanie A6 śledzące telefony rosyjskich żołnierzy w czasie, z dala od granicy i z powrotem do instalacji wojskowej poza Jurgą, i zasugerował, że mogą być śledzone dalej, aż do ich indywidualnych domów. Poprzednie doniesienia Wall Street Journal wskazują, że ta metoda śledzenia telefonów jest już wykorzystywana do monitorowania rosyjskich manewrów wojskowych i że amerykańscy żołnierze są równie podatni na ataki. https://www.wsj.com/articles/academic-project-used-marketing-data-to-monitor-russian-military-sites-11595073601 https://www.wsj.com/articles/the-ease-of-tracking-mobile-phones-of-u-s-soldiers-in-hot-spots-11619429402 (…)

Aby w pełni zaimponować publiczności ogromną mocą tego oprogramowania, Anomaly Six zrobiła to, co niewielu na świecie może przyznać: szpiegowała amerykańskich szpiegów. “Lubię żartować z naszych własnych obywateli” – zaczął Clark. Wyciągając widok satelitarny przypominający Google Maps, przedstawiciel handlowy pokazał siedzibę NSA w Fort Meade w stanie Maryland oraz siedzibę CIA w Langley w stanie Virginia. Po narysowaniu wirtualnych pól granicznych wokół obu tych obiektów, techniką znaną jako geofencing, oprogramowanie A6 ujawniło niesamowitą zdobycz wywiadowczą: 183 kropki reprezentujące telefony, które odwiedziły obie agencje, potencjalnie należące do pracowników amerykańskiego wywiadu, z setkami linii ciągnących się na zewnątrz, ujawniających ich ruchy, gotowych do śledzenia na całym świecie. “Jeśli więc jestem oficerem wywiadu zagranicznego, to mam teraz 183 punkty startowe” – zauważył Clark. Zarówno NSA, jak i CIA odmówiły komentarza.

Kliknięcie na jedną z kropek z NSA pozwoliło Clarkowi śledzić dokładne ruchy tej osoby, praktycznie każdy moment jej życia, od tego poprzedniego roku do chwili obecnej. “Chodzi mi o to, że wystarczy pomyśleć o takich zabawnych rzeczach jak sourcing” – powiedział Clark. “Jeśli jestem oficerem wywiadu zagranicznego, nie mam dostępu do takich rzeczy jak agencja czy sztab, mogę dowiedzieć się gdzie ci ludzie mieszkają, mogę dowiedzieć się gdzie podróżują, mogę zobaczyć kiedy opuszczają kraj”. Pokaz następnie śledził osobę po Stanach Zjednoczonych i za granicą aż do centrum szkoleniowego i lotniska mniej więcej godzinę jazdy na północny zachód od bazy lotniczej Muwaffaq Salti w Zarqa w Jordanii, gdzie USA podobno utrzymuje flotę dronów.

FOTO: Anomalia Six namierzyła urządzenie, które odwiedziło siedziby NSA i CIA, w bazie lotniczej na obrzeżach Zarqa w Jordanii. Screenshot: The Intercept / Google Maps

“Z pewnością istnieje poważne zagrożenie bezpieczeństwa narodowego, jeśli broker danych może śledzić kilkuset urzędników wywiadu do ich domów i na całym świecie” – powiedział w wywiadzie dla The Intercept senator Ron Wyden, D-Ore., głośny krytyk przemysłu danych osobowych. “Nie potrzeba wiele kreatywności, aby zobaczyć, jak zagraniczni szpiedzy mogą wykorzystać te informacje do szpiegostwa, szantażu, wszelkiego rodzaju, jak to się kiedyś mówiło, podłych czynów”.

Po powrocie do kraju, osoba ta została namierzona do własnego domu. Oprogramowanie A6 zawiera funkcję o nazwie “Regularność”, przycisk, który klienci mogą nacisnąć, aby automatycznie przeanalizować często odwiedzane miejsca w celu wywnioskowania, gdzie cel mieszka i pracuje, nawet jeśli punkty GPS uzyskane przez A6 pomijają nazwisko właściciela telefonu. Badacze prywatności już dawno wykazali, że nawet “zanonimizowane” dane lokalizacyjne są banalnie łatwe do przypisania do osoby na podstawie miejsc, w których najczęściej przebywa. Po naciśnięciu przycisku “Regularność”, Clark powiększył obraz Google Street View swojego domu.

“Branża wielokrotnie twierdziła, że zbieranie i sprzedawanie tych danych o lokalizacji komórek nie naruszy prywatności, ponieważ są one związane z numerami identyfikacyjnymi urządzeń, a nie z nazwiskami ludzi. Ta funkcja udowadnia, jak bardzo fałszywie brzmią te twierdzenia” – powiedział Nate Wessler, wicedyrektor projektu Speech, Privacy, and Technology Project w American Civil Liberties Union. “Oczywiście, śledzenie przemieszczania się osoby 24 godziny na dobę, dzień po dniu, powie ci, gdzie mieszka, gdzie pracuje, z kim spędza czas i kim jest. Naruszenie prywatności jest ogromne.” (…) (przekład automatyczny)

Dalszy ciąg artykułu pod linkiem: https://theintercept.com/2022/04/22/anomaly-six-phone-tracking-zignal-surveillance-cia-nsa/

&&&

SHADOWY US SPY FIRM PROMISES TO SURVEIL CRYPTO USERS FOR THE HIGHEST BIDDER https://www.mintpressnews.com/anomaly-6-surveil-crypto-users-highest-bidder/283036/

Wiele ustaw o gender i aborcji powstaje w lożach masońskich

Mocne słowa hiszpańskiego naukowca: Wiele ustaw o gender i aborcji powstaje w lożach masońskich

https://pch24.pl/mocne-slowa-hiszpanskiego-naukowca-wiele-ustaw-o-gender-i-aborcji-powstaje-w-lozach-masonskich/

Wiele ustaw procedowanych obecnie na świecie dotyczących spraw gender i aborcji powstaje w lożach masońskich, uważa prof. Alberto Bárcena, wykładowca historii na madryckim uniwersytecie CEU San Pablo.

Prof. Alberto Bárcena, autor książki „Kościół i masoneria” wskazał, że w Hiszpanii i w wielu państwach Zachodu masoni wpływają na prawodawstwo oraz inicjują proces stanowienia nowego prawa.

Zdaniem historyka realizujące „dyktaturę relatywizmu” wolnomularstwo „próbuje wykorzenić chrześcijaństwo z kultury Zachodu i stworzyć nowego człowieka”, który nie akceptuje żadnych dogmatów. „W Hiszpanii wielką bronią członków lóż jest przedstawianie swojego środowiska jako ofiary frankizmu” – wskazał naukowiec, podkreślając, że „pozują oni na ojców hiszpańskiej demokracji”.

Według profesora w przypadku państw takich, jak Francja i Stany Zjednoczone masoneria ma duży wpływ na proces ustawodawczy. Zwrócił on uwagę, że francuską ustawę o niekaralności i legalizacji aborcji przygotowali członkowie jednej z paryskich lóż wolnomularskich.

Prof. Alberto Bárcena oświadczył, iż masoneria z powodu wyznawanego przez siebie relatywizmu stanowi zagrożenie dla społeczeństwa, gdyż promuje systemy wartości pasujące do sposobu myślenia poszczególnych lóż, a ich zróżnicowanie stanowi dodatkowe zagrożenie. Dla jednych masonów „wielkim architektem” może być Bóg, dla innych zaś może być nim diabeł – podsumował wykładowca historii na uniwersytecie CEU San Pablo.

  Źródło: KAI, hispanidad.com

Rząd ulega „zielonej” lewicy. Premier powoła pełnomocnika ds. zwierząt. Co głupsze zwierzęta – zachwycone. Casting.

Rząd ulega „zielonej” lewicy. Premier powoła pełnomocnika ds. zwierząt. Co głupsze zwierzęta – zachwycone.

https://pch24.pl/rzad-ulega-zielonej-lewicy-premier-powola-pelnomocnika-ds-zwierzat/

(fot. Pixabay)

Premier Mateusz Morawiecki wydał zarządzenie ustanawiające funkcję pełnomocnika ds. zwierząt. Do jego zadań będzie należała m.in. współpraca z krajowymi i zagranicznymi organizacjami pozarządowymi, instytucjami międzynarodowymi czy „promowanie pozytywnych zachowań wobec zwierząt”. Z decyzji rządu zadowolona jest przede wszystkim lewica i organizacje „prozwierzęce” znane z kampanii oczerniających rolników. Obecnie przy ministrze rolnictwa działa już pełnomocnik ds. ochrony zwierząt. Jest nim Wojciech Kurkowski.

Zarządzenie szefa rządu w sprawie powołania Pełnomocnika Prezesa Rady Ministrów do spraw Ochrony Zwierząt wydane zostało 6 grudnia br. Zakłada, że pełnomocnika powołuje i odwołuje Prezes Rady Ministrów. Do jego zadań należy m.in. analiza obowiązujących regulacji prawnych związanych z ochroną zwierząt, w szczególności zwierząt bezdomnych; wypracowanie, w uzgodnieniu z właściwymi ministrami, propozycji zmian legislacyjnych związanych z ochroną zwierząt.

Zadania rzecznika to także wspieranie i promowanie przedsięwzięć mających na celu ochronę zwierząt, współpraca z organami administracji publicznej, organami jednostek samorządu terytorialnego i innymi podmiotami działającymi w obszarze ochrony zwierząt, w tym w szczególności z krajowymi i zagranicznymi organizacjami pozarządowymi, instytucjami międzynarodowymi; opiniowanie projektów aktów prawnych i innych dokumentów dotyczących ochrony zwierząt; promowanie pozytywnych zachowań wobec zwierząt.

Bardzo często podobne organizacje „prozwierzęce”, oprócz prowadzonej wybiórczo pomocy dla niektórych zwierząt, znane są głównie z kampanii oczerniających polskich hodowców. Ich wolontariusze bezprawnie wchodzą na posesje i kradną żywy inwentarz pod pretekstem „ochrony dobrostanu” zwierząt.

Obecnie przy ministrze rolnictwa działa już pełnomocnik ds. ochrony zwierząt. Jest nim Wojciech Kurkowski. Nie wiadomo jednak, czy to jemu zostanie powierzona nowa rola. Z nieoficjalnych informacji PAP wynika, że rozważana jest również kandydatura Kariny Daniszewskiej-Sroki, „działaczki prozwierzęcej” znanej z zaangażowania politycznego; wspierania strajków proaborcyjnych, postulatów LGBT+ czy kampanii opozycyjnych.

Szefowa Parlamentarnego Zespołu Przyjaciół Zwierząt Katarzyna Piekarska (KO – wcześniej SLD i ZL) powiedziała, że cieszy się z ustanowienia przy premierze pełnomocnika ds. zwierząt, choć jej zdaniem najlepsze byłoby powołanie niezależnego Rzecznika Praw Zwierząt.

***

Choć zwalczanie procederu znęcania nad zwierzętami jest oczywiście rzeczą chwalebną, to hasła „ochrony zwierząt”, przyjmowane w kluczu lewicowym, zbudowane są na niebezpiecznym fundamencie filozoficznym. Działalność „prozwierzęca” staje się aktywnym wyrazem procesu humanizacji zwierząt, najwyraźniej dostrzegalnego w przestrzeni semantycznej; zwierzęta mogą być „adoptowane” czy „poddane eutanazji”, a ich właściciel staje się „matką” czy „ojcem”. Z kolei kupno zwierzęcia z udokumentowanym rodowodem, w odróżnieniu od wzięcia ze schroniska jakiegoś mieszańca, uznawane jest za „rasizm”.

Naturalną konsekwencją takiej postawy jest sytuacja, gdzie zwierzętom – reprezentowanym przez rzecznika – chce nadać się „prawa” zakazujące, w mniejszym lub większym stopniu, wykorzystania ich przez człowieka. Ta „filozofia” najlepiej wyraża się w postulatach radykalnych wegan, chcących m.in. zakazać reklam nabiału, wprowadzenia podatku od mięsa, a docelowo – zakazania jakiejkolwiek hodowli. „Mięsożercom”, należy pozostawić jedynie zamienniki w postaci przypominających mięso produktów roślinnych, mięsa wyhodowanego laboratoryjnie (in vitro) czy stanowiących źródło białka insektów. 

Jednocześnie postawienie znaku równości pomiędzy zwierzęciem i człowiekiem prowadzi do „animalizacji” tego drugiego, odzierając go z roli pana i gospodarza ziemskich zasobów; istoty, której potrzeby wcale nie powinny być brane pod uwagę bardziej niż potrzeby roślin czy „istot pozaludzkich”, jak w tej filozofii określa się zwierzęta.

Ciekawe, ważne ale dziwaczne spojrzenie na obecną GRĘ o ŚWIAT.

Ciekawe, ważne ale dziwaczne spojrzenie na obecną GRĘ o ŚWIAT.

Wywiad z Michaelem Hudsonem.

https://thesaker.is/michael-hudson-gives-an-interview-to-a-german-magazine/

Rozmowę przeprowadziła niemiecka stacja radiowa Mega.

Panie Profesorze, w naszej ostatniej rozmowie, która miała miejsce w czerwcu b. roku, pokusił się Pan o kilka przewidywań, które się sprawdziły. Mówił Pan o kryzysowej sytuacji niemieckich firm produkujących nawozy sztuczne. Temat trafił na pierwsze strony gazet zaledwie kilka tygodni po naszej rozmowie. Powiedział Pan również: „To, co Pan określa jako „blokowanie Nord Stream 2”, to tak naprawdę polityka „kupujcie amerykański gaz”. To teraz też stało się oczywiste, po zniszczeniu rurociągów Nord Stream.

Czy mógłby Pan to skomentować?

MH –  Polityka zagraniczna Stanów Zjednoczonych od dawna koncentruje się na kontroli międzynarodowego handlu ropą naftową. Handel ten jest głównym czynnikiem wpływającym na amerykański bilans płatniczy, a jego kontrola daje amerykańskim dyplomatom możliwość narzucania ograniczeń innym krajom.

Ropa naftowa jest głównym źródłem energii, a wzrost wydajności pracy i PKB w wiodących gospodarkach, zazwyczaj odzwierciedla wzrost zużycia energii na jednego pracownika. Ropa i gaz służą nie tylko do spalania w celu uzyskania energii, ale są również podstawowym składnikiem chemicznym dla nawozów sztucznych, a tym samym dla wydajności rolnictwa, jak również dla wielu tworzyw sztucznych i innych wyrobów chemicznych.

 Stratedzy amerykańscy uznają więc, że odcięcie państw od ropy i jej pochodnych zdusi ich przemysł i rolnictwo. Możliwość stosowania takich nacisków, pozwala USA podporządkować te państwa ich  polityce.

Dyplomaci amerykańscy od wielu lat mówią Europie, aby nie uzależniała się od rosyjskiej ropy i gazu. Cel jest dwojaki: pozbawić Rosję jej wielkiej nadwyżki handlowej oraz przechwycić ogromny europejski rynek dla amerykańskich producentów ropy. Dyplomaci amerykańscy przekonali przywódców niemieckich, aby nie zatwierdzili rurociągu Nord Stream 2, a w końcu wykorzystali pretekst wojny NATO z Rosją na Ukrainie, aby działać jednostronnie i doprowadzić do  zniszczenia obu rurociągów, Nord Stream 1 i 2.

Pytanie – W swojej ostatniej książce „Przeznaczenie cywilizacji: Kapitalizm Finansowy, Kapitalizm Przemysłowy czy Socjalizm”, stwierdza Pan, że gospodarka światowa rozpada się obecnie na dwie części, Stany Zjednoczone i Europa, to część dolarowa. Ten zachodni i neoliberalny segment światowej gospodarki, wpędza Eurazję i większość Globalnego Południa w osobną grupę. Stwierdził Pan to w wywiadzie z listopada.

Czy mógłby Pan to rozwinąć?

MH – Podział ten ma nie tylko charakter geograficzny, ale przede wszystkim odzwierciedla konflikt między zachodnim neoliberalizmem a tradycyjną logiką kapitalizmu przemysłowego. Zachód zdeindustrializował swoje gospodarki, zastępując kapitalizm przemysłowy kapitalizmem finansowym, początkowo próbując utrzymać niskie płace poprzez przenoszenie się za granicę w celu zatrudniania zagranicznej siły roboczej, a następnie próbując ustanowić przywileje monopolistyczne i  zmonopolizować rynki broni (obecnie ropy naftowej) i zaawansowanych produktów technologicznych. Tym samym, usiłowano przekształcić własne zachodnie gospodarki w gospodarki typu rentierskiego.

Sto lat temu oczekiwano, że kapitalizm przemysłowy przekształci się w socjalizm przemysłowy, w którym rządy będą zapewniać subsydiowane podstawowe usługi infrastrukturalne (takie jak opieka zdrowotna, edukacja, komunikacja, badania i rozwój), aby zminimalizować koszty życia i prowadzenie działalności gospodarczej. W ten sposób, Stany Zjednoczone, Niemcy i inne kraje zbudowały swoje potęgi przemysłowe, a w ostatnich latach, podobnie uczyniły  Chiny i inne kraje euroazjatyckie.

 Wybór Zachodu, by sprywatyzować i skomercjalizować swoją podstawową infrastrukturę i przenieść planowanie na Wall Street, do Londynu i innych centrów finansowych, a pozbawić tej roli rządy krajowe,  spowodował, że nie ma on teraz wiele do zaoferowania innym krajom – z wyjątkiem obietnicy, że nie będzie ich bombardował ani traktował jak wrogów, jeśli przekażą swoje bogactwo amerykańskim inwestorom i korporacjom, zamiast trzymać je we własnych rękach.

Skutek jest taki, że kiedy Chiny i inne kraje budują swoje gospodarki w taki sam sposób, jak robiły to Stany Zjednoczone od końca wojny secesyjnej do II wojny światowej, traktuje się je jak wrogów. To tak, jakby amerykańscy dyplomaci widzieli, że gra jest już przegrana, a ich gospodarka stała się tak zadłużona, sprywatyzowana i wysoko-kosztowa i niekonkurencyjna, że po prostu mają nadzieję na dalsze uzależnianie innych krajów od siebie jak najdłużej się da, aż gra w końcu się skończy.

Jeśli USA uda się narzucić światu finansowy neoliberalizm, to inne kraje będą miały wkrótce te same problemy, co Stany Zjednoczone.

Pytanie –  Obecnie, w Niemczech otwierane są pierwsze terminale dla LNG z USA. Jak to wpłynie na handel i współzależność / zależność między Niemcami a Stanami Zjednoczonymi?

MH – Amerykańskie sankcje i zniszczenie Nord Stream 1 i 2 uzależniły Europę od drogiego gazu z USA(około sześć razy więcej niż muszą płacić Amerykanie i Azjaci) do tego stopnia, że Niemcy i inne kraje straciły zdolność do konkurowania w produkcji stali, szkła, aluminium i wielu innych sektorach. Powstała w ten sposób próżnia, którą wypełnią firmy amerykańskie, inwestując w te sektory w innych krajach lub nawet w samych Stanach Zjednoczonych.

Spodziewane jest przeniesienie niemieckiego i europejskiego przemysłu ciężkiego, chemicznego i innych rodzajów produkcji do Stanów Zjednoczonych, celem uzyskania dostępu do ropy naftowej i innych  produktów, których nie wolno im kupować od Rosji, Iranu czy z innych miejsc. Ewentualne przeniesienie produkcji do Rosji lub Azji, będzie blokowane drogą  nakładania sankcji, grzywien i nacisku politycznego,  przez amerykańskie organizacje pozarządowe i ich satelity jak National Endowment for Democracy, tak jak to miało miejsce od 1945 roku. Możemy spodziewać się nowej operacji Gladio, aby promować polityków chętnych do podtrzymania tego Globalnego Pęknięcia i przeniesienia europejskiego przemysłu do Stanów Zjednoczonych.

Pozostaje pytanie, czy za niemieckim przemysłem podąży ich wykwalifikowana siła robocza. To zwykle ma miejsce w takich sytuacjach. Tego rodzaju demograficznego kurczenia się, doświadczyły już kraje bałtyckie. Jest to produkt uboczny polityki neoliberalnej.

Pytanie –  Jak Pana zdaniem wygląda obecna sytuacja na wojnie rosyjsko-ukraińskiej?

MH –  Wygląda na to, że Rosja z łatwością wygra w lutym lub marcu. Prawdopodobnie stworzy Strefę Zdemilitaryzowaną, aby chronić rosyjskojęzyczne tereny (prawdopodobnie włączone do Rosji) przed pro-NATO-wskim Zachodem, aby zapobiec sabotażowi i terroryzmowi.

Europie powie się, aby nadal bojkotowała Rosję i jej sojuszników, zamiast szukać wzajemnych korzyści poprzez handel i inwestycje. USA może nakłaniać Polskę i inne kraje do „walki do ostatniego Polaka” lub Litwina, naśladując w tym Ukrainę. Będzie wywierana presja na Węgry. Ale przede wszystkim będą wywierane naciski, by Europa wydawała ogromne sumy na dozbrojenie, głównie w broń amerykańską. Te wydatki odbiją się na wydatkach socjalnych, które zostaną ograniczone aby  uporać się z rozprzestrzeniającą się depresją gospodarczą lub przekierowane na ożywienie  przemysłu. Tak więc zmilitaryzowana gospodarka stanie się rosnącym kosztem ogólnym i wzrosną zadłużenie konsumentów i przemysłu oraz dług publiczny.

Gdy to nastąpi, Rosja może zażądać od NATO cofnięcia swoich granic do stanu sprzed 1991 roku. Jest to najbardziej prawdopodobny punkt zapalny konfliktu.

Pytanie –  Jaki jest Pana pogląd na obecną sytuację finansową w kontekście tej wojny. Rządy G7 i UE mówią już o odbudowie Ukrainy po wojnie. Co to oznacza dla firm zachodnich i kapitalizmu finansowego?

MH –  Ukrainy nie da się odbudować. Po pierwsze, duża część jej ludności wyjechała i raczej nie wróci, ze względu na zniszczenie dachu nad głową, infrastruktury i ograniczenie zasobów.

Po drugie, Ukraina jest własnością wąskiej grupy kleptokratów – którzy próbują się wyprzedać zachodnim inwestorom rolnym i innym sępom. (Myślę, że wiesz o kim mówię).

Ukraina jest już ogromnie zadłużona i stała się lennikiem MFW (czyli w praktyce NATO). Europa zostanie poproszona o „dołożenie się”, a rezerwy zagraniczne przejęte od Rosji mogą zostać wydane na wynajęcie amerykańskich firm, które zarobią na rzekomej odbudowie gospodarki na Ukrainie – wpędzając ten kraj w jeszcze większe długi.

Nowy sekretarz stanu z Partii Demokratycznej powtórzy słowa Madeleine Albright i powie, że zabijanie ukraińskiej gospodarki, dzieci i żołnierzy „było tego warte”, jako koszt szerzenia demokracji w stylu amerykańskim.

Pytanie –  Przeczytałem wiele raportów na temat sankcji przeciwko Rosji. Wydaje się, że sankcje coraz bardziej uderzają w Rosję, ponieważ nie jest ona w stanie samodzielnie wytwarzać wszystkich produktów, zwłaszcza technologicznych. Z drugiej strony Rosja ma teraz bardziej stabilne relacje gospodarcze  np. z Chinami czy Indiami.

Jaki jest Pana zdaniem realny efekt sankcji?

MH – Sankcje amerykańskie okazały się dla Rosji niespodziewanym wybawieniem. Na przykład w rolnictwie, sankcje przeciwko eksportowi litewskich i innych bałtyckich produktów mlecznych doprowadziły do rozkwitu rosyjskiego sektora mlecznego. Dzięki zachodnim sankcjom, Rosja jest obecnie największym na świecie eksporterem zboża. Sankcje te przyniosły taki sam efekt jak taryfy ochronne i kontyngenty importowe, które Stany Zjednoczone stosowały w latach 30. ubiegłego wieku w celu modernizacji swojego sektora rolnego.

Gdyby prezydent Biden był tajnym rosyjskim agentem, to trudno byłoby mu bardziej pomóc Rosji. Rosja potrzebowała ekonomicznej izolacji i protekcjonizmu, ale wciąż była zbyt zauroczona neoliberalną polityką wolnego handlu, by zrobić to samodzielnie. Stany Zjednoczone zrobiły to za nią.

Sankcje zmuszają państwa do większej samowystarczalności, przynajmniej w zakresie podstawowych potrzeb, takich jak żywność i energia. Ta samowystarczalność jest najlepszą obroną przed amerykańską destabilizacją gospodarczą, mającą na celu wymuszenie zmiany reżimu czy inną formę podporządkowania.

Jednym z efektów jest to, że Rosja będzie musiała kupować znacznie mniej od Europy nawet po zakończeniu walk na Ukrainie. Będzie więc mniejsza potrzeba eksportu surowców do Europy. Rosja będzie je mogła zużyć sama. Centrum przemysłowe, jakim do tej pory była Europa, może przenieść się do Rosji i jej azjatyckich sojuszników zamiast do Stanów Zjednoczonych.

Taki jest ironiczny rezultat nowej żelaznej kurtyny NATO.

Pytanie – Jak by Pan określił Chiny, Rosję i Indie: Czy widać tam więcej kapitalizmu przemysłowego czy socjalizmu?

MH – RIC(Rosja, Indie, Chiny) były pierwotnym rdzeniem BRICS, obecnie znacznie rozszerzonym o Iran i dużą część Azji Środkowej oraz państw związanych z chińską inicjatywą Drogi i Pasa. Celem jest, aby Eurazja nie musiała już polegać na Europie czy Ameryce Północnej.

Sekretarz obrony Donald Rumsfeld często określał „Starą Europę” jako kurczącą się martwą strefę. Nie udało jej się zrealizować planów sprzed stu lat, aby przekształcić się w coraz bardziej uspołecznioną gospodarkę z rządowymi dotacjami na rosnące standardy życia i wydajność pracy, naukę i przemysł. Europa odrzuciła nie tylko marksizm [dziwne twierdzenie: przecież tam, z nami na smyczy, kwitnie „zielony komunizm”, marzenie Marksa.. MD], ale i  marksistowską analizę klasycznej ekonomii Adama Smitha, Johna Stuarta Milla i im współczesnych. Tą drogą podążono w Eurazji, podczas gdy prawicowy [??? MD] , antyrządowy liberalizm Szkoły Austriackiej i Szkoły Chicagowskiej zniszczył gospodarki NATO od wewnątrz.

W miarę jak ośrodek przywództwa przemysłowego i technologicznego przesuwa się na wschód, europejskie inwestycje i siła robocza będą prawdopodobnie podążać za nim.

Euroazjaci nadal będą odwiedzać Europę jako turyści, tak jak Amerykanie lubią odwiedzać Anglię jako rodzaj skansenu postfeudalnej szlachty, ze strażą pałacową i innymi osobliwościami z czasów rycerzy i smoków. Kraje europejskie będą wyglądały bardziej jak Jamajka i Karaiby, a hotele i hotelarstwo staną się głównymi sektorami gospodarki, z francuskimi i niemieckimi kelnerami ubranymi w quasi-hollywoodzkie kostiumy. Muzea będą robiły świetny biznes, ponieważ  Europa zamieni się w swoiste muzeum postindustrializmu.

Pytanie –  Byliśmy świadkami upadku i bankructwa giełdy kryptowalutowej FXT. Zarząd tej firmy sprawia wrażenie organizacji przestępczej. Co Pan sądzi o tej sytuacji?

MH – Za wzrostem sektora kryptowalut w ciągu ostatnich kilku lat, stoi przestępczość. Inwestorzy kupowali kryptowaluty, ponieważ były instrumentem monetyzowania fortun zbijanych na międzynarodowym handlu narkotykami, bronią, unikaniu podatków i innych przestępstwach. To są wielkie postindustrialne sektory wzrostu w zachodnich gospodarkach.

Schematy Ponziego często są dobrymi instrumentami inwestycyjnymi w ich fazie początkowe – fazie pump-and-dump. Było nieuniknione, że przestępcy nie tylko wykorzystają kryptowaluty do transferu funduszy, ale faktycznie ustanowią własne waluty „wolne od opresyjnych regulacji rządowych”. Przestępcy ci są najwyższą formą wolnorynkowego libertarianizmu ze szkoły chicagowskiej.

Każdy może stworzyć swoją własną walutę, podobnie jak robiły to amerykańskie banki na Dzikim Zachodzie w połowie XIX wieku, drukując walutę do woli. Kiedy ktoś szedł na zakupy na początku XX wieku, sklepy wciąż miały listy zmieniających się wartości różnych banknotów. Te najlepiej zaprojektowane cieszyły się największym powodzeniem.

Pytanie –  Czy ma Pan wiedzę na temat relacji biznesowych pomiędzy FTX a Ukrainą, rządem w Kijowie? Były na ten temat jakieś plotki i artykuły prasowe w mediach alternatywnych.

MH – MFW i Kongres wypłaciły duże sumy pieniędzy rządowi Ukrainy i rządzącym nią kleptokratom. Gazety donoszą, że duża część tych pieniędzy została przekazana FTX – który stał się drugim największym fundatorem Partii Demokratycznej (za Georgem Sorosem, który również podobno próbuje wykupić ukraińskie aktywa). Wydaje się więc, że mamy do czynienia z przepływem okrężnym: Kongres USA głosuje za finansowaniem Ukrainy, która umieszcza część tych pieniędzy w kryptowalucie FTX, aby zapłacić za kampanię wyborczą proukraińskich polityków amerykańskich.

Pytanie – Kilka miesięcy temu w amerykańskiej prasie pojawiły się artykuły o planach FED dotyczących utworzenia  cyfrowego Dolara, czyli Central Bank Digitcal Currency (CBDC). Również w Europie prezes EBC Madame Lagarde i niemiecki minister finansów Lindner mówią o wprowadzeniu cyfrowego Euro.
 Niektórzy eksperci niemieccy ostrzegają, że będzie to kolejny krok do całkowitej inwigilacji ludności.

Jakie jest Pana zdanie na temat pieniądza cyfrowego?

MH – To nie jest moja specjalizacja. Cała bankowość jest elektroniczna, więc co oznacza „cyfrowy”? Dla libertarian oznacza to brak nadzoru rządu, ale gdy rząd będzie tym administrował, to będzie miał zapis wszystkiego, co ktokolwiek wydaje.

Pytanie –  Jakie jest Pana zdanie na temat obecnej siły lub słabości dolara amerykańskiego, euro, funta brytyjskiego, złota i srebra?

MH – Ciągle będzie popyt na dolara, dzięki uzależnieniu od niego strefy euro. Funt brytyjski ma niewielkie środki wsparcia i jest mało powodów, by obcokrajowcy w niego inwestowali. Euro jest niższej rangi walutą satelitarną w stosunku do dolara.

Bez dolara lub innej waluty, w której można by trzymać rezerwy finansowe, rządy będą nadal polegać na złocie, ponieważ nie są z nim związane zobowiązania rządowe – więc urzędnicy amerykańscy nie mogą go po prostu zagarnąć, jak to zrobili z rezerwami zagranicznymi Rosji [no i – po majdanie – natychmiast wywieźli całe złoto Ukrainy md]. Nie można ufać krajom strefy euro, że nie będą wykonywać amerykańskich poleceń dotyczących zagarniania rezerw obcych krajów, więc rezerwy w walucie nie będą popularne.

Wraz ze spadkiem kursu euro w stosunku do dolara spadną inwestycje zagraniczne, ponieważ inwestorzy nie będą chcieli inwestować w (1) kurczący się rynek oraz (2)w firmy zarabiające w euro, które są warte coraz mniej dolarów lub innych twardych walut.

Oczywiście złoto będzie musiało być trzymane w domu, aby nie mogło być po prostu zagarnięte, tak jak Bank Anglii zagarnął złoto Wenezueli i oddał je sojusznikowi USA. Niemcy dobrze by zrobiły, gdyby przyspieszyły transport lotniczy własnych zapasów złota ze skarbców Banku Rezerwy Federalnej USA w Nowym Jorku.

Pytanie – Jaka jest Pana obecna analiza kryzysów; energetycznego i finansowego?

MH – Nie jest to prawdziwy kryzys, raczej powolny krach. Rosną ceny za to, co eksportuje Ameryka: ropę, żywność i towary monopolu informatycznego, a koszty życia konsumentów rosną szybciej niż płace. Większości rodzin będzie musiała zacisnąć pasa. Klasa średnia nagle odkryje, że tak naprawdę żyje z pensji i będzie się głębiej zadłużać – zwłaszcza jeśli weźmie kredyt hipoteczny na zakup domu.

Badam XI i XII wiek z powodu pracy nad  historią zadłużenia i natknąłem się na wątek, który może mieć związek z pytaniami, które zadałeś. NATO cały czas twierdzi, że jest sojuszem obronnym. Ale Rosja nie ma ochoty najeżdżać Europy. Powód jest oczywisty: żadna armia nie jest w stanie najechać dużego kraju. Co ważniejsze, Rosja nie ma nawet motywu, aby zniszczyć Europę, ponieważ jest to marionetka USA. Poza tym, Europa ulega autodestrukcji.

Przypomina mi się bitwa pod Manzikertem w 1071 roku, kiedy to Cesarstwo Bizantyjskie przegrało z Turkami Seldżuckimi (w dużej mierze dlatego, że generał, na którym polegał  cesarz, Andronikos Doukas, zdezerterował, a następnie obalił cesarza). Crusade of Kings, dodatek do gry komputerowej, obszernie omawia tę bitwę i sugeruje, że między Alp Arslanem a Romanosem miała miejsce następująca rozmowa:[52]

Alp Arslan: „Co byś zrobił, gdyby to mnie postawiono przed tobą jako jeńca?”.

Romanos: „Być może bym cię zabił, albo wystawił na ulicach Konstantynopola”.

Alp Arslan: „Moja kara jest o wiele cięższa. Przebaczam ci i uwalniam cię”.

To jest kara, którą Europa otrzyma od Eurazji. Jej przywódcy dokonali wyboru: chcą być satelitą USA.

tłum. Sławomir Soja

Dr Norman Pieniążek: „Jak zabić przeziębionego”. Skuteczność szczepionki na grypę dla młodych wynosi 2,8%. U osób ponad 60 lat – jest zerowa.

Dr Norman Pieniążek: „Jak zabić przeziębionego” – reżim covidowy przyniósł śmierć wielu pacjentów.

Skuteczność szczepionki na grypę dla osób młodych i zdrowych wynosi 2,8%. U osób ponad 60 lat – jest zerowa.

https://pch24.pl/dr-norman-pieniazek-jak-zabic-przeziebionego-rezim-covidowy-przyniosl-smierc-wielu-pacjentow/

Władze Unii Europejskiej nie odpowiadają przed obywatelami, gdyż nie są wybierane w powszechnym głosowaniu, lecz mianowane. To system bardzo podatny na korupcję.

W Stanach przejrzystość postępowań wygląda zupełnie inaczej. Sądy potrafiły zablokować wiele covidowych absurdów – mówi doktor Norman Pieniążek, biolog, doktor nauk przyrodniczych ze specjalnością genetyka biochemiczna, autor ponad 140 prac publikowanych w prestiżowych czasopismach naukowych.

============================

Każdy Polak ma otrzymać elektroniczne skierowanie na szczepienie przeciwko grypie. Jak Pan ocenia ten przejaw troski władz publicznych o nasze zdrowie?

To nie jest żaden przejaw troski. W Stanach Zjednoczonych od lat prowadzona była wielka kampania żeby szczepić się na grypę. Dopiero niedawno ukazały się badania wskazujące na to, że te szczepienia tak naprawdę nic nie dają. Chodzi o Cochrane Reports z 2018 roku, czyli metaanalizę wszystkich publikacji, badań na ten temat. Według tego opracowania, skuteczność tej szczepionki dla osób młodych i zdrowych wynosi zaledwie około 2,8 procenta. Natomiast u osób, które mają więcej niż 60 lat – jest zerowa. Cała ta kampania polega więc na tym, że ludzi się szczepi a ktoś bierze pieniądze za naganianie ludzi na preparaty, których efekt jest zerowy.

W Polsce w ubiegłych latach szczepiło się przeciwko tej chorobie tylko około 3 procent populacji, natomiast w Niemczech i całej Skandynawii – grubo powyżej 70 procent. Jednak nie testuje się w ogóle osób chorujących na grypę, gdyż w trakcie sezonu naszej obniżonej odporności mamy do czynienia z od 200 do 1,5 tysiąca różnych wirusów. Skąd taki duży rozrzut tej kalkulacji? Otóż sama taksonomia wirusów jest w dalszym ciągu mocno dyskutowana. Trudno ustalić, ile jest gatunków wirusów powodujących przeziębienia.

Jeszcze niedawno było normą, że jeśli ktoś jest przeziębiony, to albo idzie do pracy, albo zostaje w domu. Powszechnie mówiło się o epidemii grypy. W tych okresach bardzo niewielu ludzi trafiało do szpitali na ostry dyżur czy w ogóle wzywało lekarza.

CDC, w której pracowałem przez 24 lata [Centers for Disease Control and Prevention – Centra Kontroli i Zapobiegania Chorobom], mając w każdym stanie USA wiele swych oddziałów, gromadziły statystyki przeziębień na podstawie liczby osób zgłaszających się do lekarza czy do szpitala. Tych przypadków przeziębień nie określano jako grypę, lecz jako infekcje grypopodobne. Nie chodziło o to, kto z powodu jakiego wirusa choruje, bo nie jest prostą sprawą opracowanie tysiąca pięciuset rodzajów testów na te wirusy. Można to zrobić w badaniach naukowych, ale nie w rutynowych testach, które obecnie nie wiadomo, po co się robi.

Istotne jest natomiast to, że jeżeli ktoś zapadł na chorobę grypopodobną, to należy koniecznie interweniować, kiedy ta osoba ma tzw. ostrą niewydolność oddechową. Takiego pacjenta na ogół osłuchuje lekarz. Jeżeli uznaje, że doszło do zapalenia oskrzeli czy płuc, to należy przepisać antybiotyk. Tak to z reguły przedstawiało się aż do covidu, wraz z początkiem którego wszystko zaczęło wyglądać inaczej. Przeziębione osoby „przyjmowano” jedynie na zasadzie teleporady, polecono im siedzieć w domu, a jeżeli ktoś miał ostrą niewydolność oddechową, był zabierany do szpitala z kwalifikacją covida, a nie zapalenia płuc. Na skutek wielu niewłaściwych procedur ta osoba bardzo szybko trafiała pod namiot z wbitym respiratorem i była szpikowana szkodliwymi lekami w rodzaju Remdesiwiru. [Dwóch moich bliskich zabito pod respiratorem – odmawiając im amantadyny, o którą błagali. Mirosław Dakowski]

Wracając do szczepienia przeciwko grypie – jest to kompletna mistyfikacja z tego powodu, że nie wiadomo, kto naprawdę ma grypę. Ta szczepionka pomaga bardzo niedużej grupie osób. Wiele osób mogłoby powiedzieć: zaszczepiłem się na grypę i tydzień później zachorowałem na grypę. Oczywiście, nie wiadomo, na co ta osoba zachorowała, wiadomo jedynie, że miała grypopodobną infekcję.

Nazwał Pan kiedyś protokół postępowania z pacjentami podczas tzw. pandemii covid-19 instrukcją „jak zabić przeziębionego”

W przeszłości zajmowałem się dłuższy czas diagnostyką molekularną. Brałem udział w jednym z takich programów jako wykonawca, w drugim zaś jako konsultant. Projekty miały na celu ustalenie etiologii (przyczyny) zapalenia płuc czy ciężkich infekcji układu oddechowego.

Praktyka w tej mierze do 2020 roku była taka: osoby, które już zgłosiły się do lekarza czy na ostry dyżur do szpitala z powodu złego samopoczucia, stanowiły dużo mniej niż 1 p% przechodzących ciężkie przeziębienia. Chodzi o kaszel, czyli stadium, w którym infekcja z zatok przeszła już niżej. Po dwóch dniach od wzięcia antybiotyku przepisanego przez lekarza, suchy kaszel z reguły zamienia się na mokry. Poprawia się też samopoczucie. Nasz układ odpornościowy musi pomóc antybiotykowi, który spowalnia namnażanie się bakterii. Jeśli jednak ten układ nie jest w odpowiednio dobrej kondycji, na przykład u osób starszych, można umrzeć na zapalenie płuc. Większość chorych na zapalenie płuc jednak potrafiono uratować, szczególnie rzadko zaś umierali ludzie młodzi.

Od 2020 roku jednak wszystko w postępowaniu z tego typu chorobami zmieniło się. Wymyślono masę niepotrzebnych rzeczy. Przeziębieni traktowani byli zgodnie z nowym protokołem, którego stosowanie doprowadziło w Polsce do śmierci kilkuset tysięcy osób. Wymyślono na przykład „chorych bezobjawowych”, co akurat w przypadku infekcji płucnych jest po prostu dowcipem czy też raczej zwykłym, nienaukowym kłamstwem. Jeżeli bowiem ktoś nie ma objawów infekcji układu oddechowego (katar, kaszel), to taka osoba nikogo nie zaraża, ponieważ nie produkuje wirusa. Dopiero kiedy pojawiają się u takiej osoby objawy takie jak drapanie w gardle, kaszel, kichanie, oznacza to, że komórki nabłonka wyścielającego układ oddechowy są zaatakowane i zaczynają umierać, dając naszemu układowi immunologicznemu wiadomość o infekcji. Dopiero taka osoba może zakażać. Ludzie, którzy powtarzają, że ktoś, kto nie ma objawów, zaraża innych, kłamią. Ludzi, którzy podpisują się pod takimi dokumentami, dzielę zaś na dwie grupy. Nie podam tu nazwisk, ale są tacy, którzy wiedzą, że stosowane masowo testy PCR nic nie dają, a osoby nie mające objawów po prostu są zdrowe. Kłamią jednak ze względu na łapówki za naganianie na testy lub z powodu oportunizmu.

Natomiast inni nie mają zielonego pojęcia. Zapewne od czasu skończenia studiów nie przeczytali ani jednej pracy naukowej na ten temat. Przykro, że wypowiadają się publicznie obnażając swoją głupotę.

To wszystko jest bardzo przykre, bo z powodu takiego postępowania jak w czasie covid, niepotrzebnie umarło bardzo wiele osób. Przestano przyjmować ludzi do lekarza, zaczęły się teleporady, podczas których nie istnieje możliwość osłuchania pacjenta. Przecież można było go obejrzeć, osłuchać czy wysłać na prześwietlenie płuc.

Ludzi przyjmowanych do szpitala trzymano przedtem bardzo długo w taksówkach czy ambulansach. Z jakiegoś powodu, zamiast uruchomić na przykład aplikację albo inny system informacji o wolnych miejscach w szpitalach, to wożono pacjentów od placówki do placówki. Podobno z powodu braku łóżek, co też nie było prawdą, bo tzw. oddziały covidowe w dużych miastach stały na ogół puste. Taki pacjent powoli umierał, jeżeli już trafił do szpitala, obsługiwali go „kosmici”, nie mogła się z nim widzieć rodzina, podawano mu trujące leki, wbijano w tchawicę respirator na ogół uszkadzając przy tym nerwy kontrolujące połykanie. Po takim uszkodzeniu nie można nawet pić dlatego, że taki płyn poszedłby do płuc. Jedynym wyjściem jest w takiej sytuacji kroplówka lub sonda jelitowa. Dobrze wiadomo, że stres powoduje obniżenie odporności a troskliwa opieka i kontakt z bliskimi jest ważny dla przeżycia osoby chorej. Na ogół osoba poddana praktykom „covidowym” już zbyt długo nie pożyje.

Takie sytuacje miały miejsce na całym świecie. Jeden kraj naśladował postępowanie drugiego, powtarzając, że inaczej nie można. Do tej pory prześladuje się lekarzy i naukowców niezgadzających się z takim postępowanie z pacjentami.

Nagle cała wiedza medyczna nagromadzona przez wiele dziesiątków lat, wyparowała.

W ostatnich dziesięcioleciach przeżyliśmy dwie pandemie grypy: w Stanach Zjednoczonych w 1976 roku i w Europie w 2009. W obydwu przypadkach wydawało się, że mamy do czynienia z grypą, która może zabić wiele osób, gdyż „podobno” była to znana sprzed stu lat „hiszpanka”. 

W 2009 roku ktoś zapowiedział, że w Europie nastąpi pandemia grypy świńskiej. Właściwie bez dowodów na to zamówiono w brytyjskiej firmie GlaxoSmithKline szczepionkę nazwaną Pandemrix. Nie była ona przetestowana i najprawdopodobniej w Unii Europejskiej doszło do korupcji, aby ją polecać. W Unii Europejskiej wprowadzono wręcz nakaz kupowania szczepionki (znamy tę retorykę z roku 2020). Polska minister zdrowia, pani Ewa Kopacz zwróciła jednak uwagę, że producent nie gwarantuje, iż ten preparat nikomu nie zrobi krzywdy. Producent nie zapewniał również wypłaty odszkodowań w przypadku, gdy ktoś poniesie uszczerbek na zdrowiu w rezultacie przyjęcia tej szczepionki. Minister powiedziała: ja tej szczepionki nie kupię. Oczywiście, działała w określonej sytuacji. W Polsce bardzo mało osób szczepiło się na grypę i nie było dużego nacisku przerażonych osób, które demonstrowałyby przed Ministerstwem Zdrowia przeciwko pani Kopacz.

Bardzo prędko okazało się, że w krajach, gdzie zawsze ludzie pędzili na wyścigi by się szczepić, np. skandynawskich, podobnie jak w Stanach 30 lat wcześniej, preparat powoduje problemy neurologiczne w postaci narkolepsji. Wypłacono odszkodowania z tego tytułu co najmniej kilkudziesięciu tysiącom ludzi.

Nie należy się więc spieszyć z przyjmowaniem szczepionki przeciwko grypie.

  Skąd w Pańskiej ocenie bierze się taka jednomyślność państw Unii Europejskiej w sprawie polityki sanitarnej?

Władze Unii Europejskiej nie odpowiadają przed obywatelami, gdyż nie są wybierane w powszechnym głosowaniu, lecz mianowane. To system bardzo podatny na korupcję. Na przykład, bardzo trudno wydobyć od przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen jej całej korespondencji z Pfizerem. W Stanach przejrzystość postępowań wygląda zupełnie inaczej. Dlatego między innymi główny prezydencki doradca medyczny Antoni Fauci był przesłuchiwany przez prokuratora przez 7 godzin z powodu wywierania wpływu na cenzurowanie mediów w sprawie „pandemii”. W USA także sądy potrafiły zablokować wiele covidowych absurdów.

To jest właśnie największa różnica. W Europie ogólnym „ukazem” UE jest w stanie wprowadzić paszporty covidowe, w USA jest to niemożliwe. Rząd federalny kontroluje granice, więc może wymagać tych certyfikatów dla osób je przekraczających. W innym razie żadne zielone paszporty nie mogą być wprowadzone.

Jeden ze stanowych sądów zobowiązał Pfizera do ujawnienia dokumentacji dotyczącej preparatów genetycznych przeciwko covid. Co istotnego już dzięki temu wiadomo?

To dosyć złożona sprawa. Pierwsza decyzja sądu zapadła rok temu. Producent, który otrzymuje prawo do wypuszczenia na rynek jakiegoś specyfiku w „warunkach nadzwyczajnych” – w tym przypadku szczepionki – zobowiązany jest do gromadzenia przez określony czas danych od każdej osoby, która ten preparat przyjmuje. Tutaj chodzi o okres około roku, gdyż ta szczepionka została wprowadzona na rynek w grudniu 2020 r. Jedna z organizacji społecznych zwróciła się do federalnej Agencji Żywności i Leków [FDA] o upublicznienie tych wszystkich materiałów. Problem polega na tym, że to nie są dokumenty zapisane na papierze czy choćby w formie zwykłych plików tekstowych, np. w programie Word. Jest to baza danych zapisywanych przez Pfizera w programie SAS. FDA oceniła, że tych danych jest tak wiele, że ich upublicznienie zajmie 70 lat. Jednak sprawa wróciła do tego samego sędziego, który nakazał ujawnienie. Sędzia nie widział problemu w szybszym ujawnianiu i zobowiązał FDA do regularnego publikowania porcji informacji, kończąc 1 sierpnia 2022 roku. Zajmuje to rzeczywiście wiele czasu, ale pierwszą opublikowaną dzięki temu kwestią był spis wszystkich niepożądanych odczynów poszczepiennych (NOP), które Pfizer zauważył. Ta lista obejmuje tysiące różnych skutków. Niektóre z nich to przypadki jednostkowe, ale samo wyliczenie wygląda przerażająco.

Rozmawiał Roman Motoła

Dr Norman Pieniążek to biolog, doktor nauk przyrodniczych ze specjalnością genetyka biochemiczna, były profesor biologii molekularnej na Wydziale Genetyki w Sewilli w Hiszpanii oraz profesor mikrobiologii na Wydziale Mikrobiologii, Immunologii i Parazytologii na Medycznym Uniwersytecie Stanowym w Luizjanie w USA. Od 1989 roku do przejścia na emeryturę w 2013 był twórcą i szefem pierwszego Laboratorium Molekularnej Diagnostyki Referencyjnej w Narodowym Centrum Chorób Zakaźnych (CDC) w Atlancie w USA. Dr Pieniążek opublikował ponad 140 prac w prestiżowych czasopismach, jak np. Nature. Jego prace były i nadal są cytowane już ponad 8 200 razy. Jest specjalistą w dziedzinie biologii molekularnej ze szczególnym uwzględnieniem testów diagnostycznych PCR wszelkiego rodzaju, wirusologii, epidemiologii, a także związanymi z tym aspektami zdrowia publicznego, jak maski, odkażanie powierzchni i inne. Posiada również wiedzę z zakresu immunologii i szczepionek. Jego indeks Hirscha to 54.

Po skandalicznym wyroku na doktora Martykę Polska oficjalnie dołącza do krajów trzeciego świata. [Może właśnie przoduje w pierwszym??].

[RW: Ten tytuł jest mylący. W trzecim świecie tylko jedna czwarta ludności została zaszczepiona.
Polska jest, niestety w pierwszym świecie.
]

Po skandalicznym wyroku na doktora Martykę Polska oficjalnie dołącza do krajów trzeciego świata.

a czemu to GUS podał w zeszłym roku ponad 200 tysięcy więcej zgonów”

19 grudnia 2022 https://pch24.pl/po-skandalicznym-wyroku-na-dr-martyke-polska-oficjalnie-dolacza-do-krajow-trzeciego-swiata/

Pięć dni przed wigilią Bożego Narodzenia 2022 roku etyka lekarska została oficjalnie anulowana przez skorumpowany establishment korporacji medycznej w Polsce.

Podczas gdy w Stanach Zjednoczonych coraz głośniej mówi się o sądzeniu covidowego „guru” dr. Fauciego, nad Wisłą zapada wyrok na lekarza, którego jedyną winą jest to, że nie złamał przysięgi, zachował uczciwość intelektualną i… sumienie.

Jeżeli nie ma winy, to i kara jest moralnie nieprawomocna. Ale, jak uczy nas życie, dura lex sed lex i pomimo moralnej słuszności można zostać pokonanym przez nieuczciwy system. Dr Zbigniew Martyka ma jeszcze możliwość odwołania się od skandalicznej decyzji tzw. Okręgowego Sądu Lekarskiego i oby wygrał. Niemniej sam fakt, że taki wyrok zapadł pokazuje, że etyka lekarska została w Polsce instytucjonalnie przekreślona, a standardy debaty publicznej i postępowania prawnego plasują nas w niechlubnym gronie „republik bananowych”.

W państwie prawa nie może być mowy o uznaniowym cenzurowaniu debaty pod dyktando przestępczych karteli farmaceutycznych. W państwie prawa sędzia może całym sercem nienawidzić podsądnego, ale nie może go skazać, jeżeli nie znajduje dowodów winy. Jeżeli winą lekarza jest dzielenie się z opinią publiczną ustaleniami naukowymi sprzecznymi z polityczno-biznesową narracją, to możemy już tylko postawić znicz na grobie państwa prawa, któremu na imię Polska…

Czy dr. Martyce udowodniono wyrządzenie choć jednej konkretnej szkody na rzecz pacjentów? Czy powołano na świadka choć jedną osobę, która poszedłszy za jego radą straciła zdrowie bądź naraziła życie?

Chcielibyśmy poznać odpowiedzi na te pytania, ale z jakiegoś powodu lekarski sanhedryn uznał, że rozprawa ma być tajna. Proces za rzekome wprowadzanie w błąd opinii publicznej w debacie publicznej jest… niepubliczny? A jakże, logika republiki bananowej w pełnej krasie! Jeszcze, nie daj Boże, ta przebrzydła opinia publiczna mogłaby sama zobaczyć i ocenić, że proces jest sfingowany, a jak się sprawę wyciszy, to nic nie stoi na przeszkodzie, by potem uznać ją za niebyłą.

Cui bono? – zapytajmy. Co zyskuje establishment lekarski na takim wyroku? Choć wydaje się, że posunięcie jest desperackie, to w tym szaleństwie jest metoda. Skoro skazany, to może choć trochę winy miał – ma teraz myśleć przeciętny człowiek. A gdyby czasem przyszło mu do głowy zapytać: „a czemu to GUS podał w zeszłym roku ponad 200 tysięcy więcej zgonów”, to zawsze można mu powiedzieć: „Gdyby nie ci wstrętni pandemiczni negacjoniści, to wszyscy przyjęliby eliksir szczęścia i zgonów byłoby mniej”.

Odpowiedź na pytanie cui bono? dotyczy oczywiście nie tylko awangardy karteli farmaceutycznych (z różnych powodów wciąż nazywającej się środowiskiem medycznym), ale także samych tych przestępczych organizacji, odpowiedzialnych za co najmniej setki tysięcy oficjalnie raportowanych powikłań po tzw. szczepieniach przeciw COVID-19…

Święte krowy Rockefellera, od dekad robiące biznes kosztem ludzkiego zdrowia, daj Boże, już wkrótce mogą utracić niezachwiane przekonanie o swojej bezkarności. Gubernator Florydy powołuje właśnie specjalną ławę przysięgłych przy stanowym Sądzie Najwyższym. Zadaniem tego gremium będzie pociągnięcie karteli farmaceutycznych do odpowiedzialności za kłamstwa na temat rzekomej nieszkodliwości eksperymentalnych preparatów oraz za szkody na zdrowiu i życiu obywateli Florydy.

Na szczęście kropla drąży skałę. Jakikolwiek promyk nadziei ze Słonecznego Stanu – nie mówiąc już o ewentualnym skazaniu globalnego szamana covidowego, Fauciego – może sprawić, że skorumpowani sprawcy pohańbienia zawodu lekarskiego nie będą mogli już tak łatwo ferować wyroków na tych, dla których przysięga Hipokratesa ma jeszcze jakieś moralne znaczenie.

Tymczasem jednak wysocy funkcjonariusze tzw. służby zdrowia (istotnie jest to służba, jeżeli potraktujemy ją jako przedłużenie aparatu represji), napawają się swoim łajdackim tryumfem, tym bardziej, że jest on dla nich symboliczny. Nie tylko przenosi ciężar winy z rządowego systemu, który rujnował opiekę zdrowotną polityką lockdownów i absurdów „sanitarnych”, ale przede wszystkim znajduje wyrazistego kozła ofiarnego, którego można złożyć na ołtarzu branżowych interesów. Jak można się domyślać, intencją tych dzierżących urzędową władzę sługusów koncernów farmaceutycznych jest przykładne ukaranie właśnie takiego lekarza, którego niewinność jest najbardziej oczywista.

Tzw. Okręgowa Izba Lekarska w Krakowie, która wydała wyrok na dr. Zbigniewa Martykę, pomijając jego osobistą krzywdę, w sumie oddała wszystkim Polakom przysługę. Wobec jawnej niesprawiedliwości, łatwiej ocenić moralną zgniliznę i zerowy autorytet takiego gremium. Niestety, wciąż posiada ono moc odebrania licencji na wykonywanie zawodu. Widzimy jednak przynajmniej, że celem jego działalności nie jest dobro pacjenta, lecz wysługiwanie się władzy i dochowywanie wierności narzucanym z Warszawy narracjom – z pogwałceniem prawdy, etyki i misji zawodowej. Niech ta granda będzie kolejnym punktem zapalnym na ropiejącym cielsku polskiej „służby zdrowia”, a odrobina nowego smrodu z otwartej rany, którą musi teraz znieść uczciwy lekarz, niech będzie reszcie Polaków na otrzeźwienie i uświadomienie, że ten chory twór o nazwie NFZ (ze wszystkimi przyległościami) nie może istnieć wiecznie.

Filip Obara

========================

mail:

Ten tytuł jest mylący. W trzecim świecie tylko jedna czwarta ludności została zaszczepiona.
Polska jest, niestety w pierwszym świecie.