Ukraina awaryjnie importuje energię elektryczną z Polski. Już mrozik…

Ukraina awaryjnie importuje energię elektryczną z Polski

7 December 2023|

W związku z deficytem mocy w systemie energetycznym Ukrainy, Polska w ramach pomocy doraźnej zaopatrywała ją w energię elektryczną.

W czwartek operator ukraińskiego systemu przesyłowego poinformował, że w związku z brakami mocy w systemie energetycznym Ukrainy tego dnia Centrum Dyspozytorskie „Ukrenergo” skorzystało z pomocy doraźnej trzech krajów. Jak informuje strona ukraińska, pomocy Ukrainie udzieliły systemy energetyczne Rumunii, Polski i Słowacji. Trwało to od godziny 11:00 do godziny 19:00 czasu kijowskiego.

W związku z tym Ukrenergo zaapelowało do Ukraińców o wyłączanie zbędnego oświetlenia w mieszkaniach, nie włączanie naraz kilku urządzeń zużywających relatywnie dużo prądu czy odłączanie ładowarek, jeśli urządzenia zostały naładowane.

„Zużycie przewyższa produkcję, w systemie elektroenergetycznym powstał deficyt energii elektrycznej. Pomoc awaryjna jest doraźnym środkiem mającym na celu przezwyciężenie deficytu” – podkreśla Ukrenergo.

Miesiąc temu informowaliśmy, że Polska przeznaczyła na pomoc Ukrainie około 100 mld złotych, a Ukraina zwraca się do Polski o pilny zakup nadwyżek energii elektrycznej, a Polski operator nadwyżki kupuje. Przykładowo, 6 listopada NPC Ukrenergo zwrócił się do polskiego operatora systemu przesyłowego Polskich Sieci Elektromagnetycznych (PSE) w sprawie pilnego zakupu 900 MWh. nadwyżki energii elektrycznej wyprodukowanej przez stronę ukraińską. Ukraiński operator podał, że strona polska udzieliła Ukrainie pomocy.

Czytaj także: Ukraiński system energetyczny w połowie zniszczony

epravda.com.ua / Kresy.pl

Oglądałem dziś Wiadomości i tego nie podali. „Nature” ws. niepożądanych skutków szpryc na covid.

Fundacja Ordo Medicus @OrdoMedicus

Gazeta Lekarska pisze nt. publikacji w czasopiśmie Nature ws. niepożądanych działań na covid. Szczepionki mRNA sprzyjają produkcji niepożądanych białek: Cambridge – Nowe badanie opublikowane w Nature pokazuje, że szczepionki mRNA sprzyjają produkcji niepożądanych białek poprzez zmianę ramek rybosomalnych. Kiedy podobne artykuły będą wzmiankowane w Gazecie Lekarskiej

@NaczelnaL

? Czy też pan ekspert Grzesiowski nie pozwala, bo są 100% skuteczne, bezpieczne i dokładnie przebadane?

Deutsches Ärzteblatt @Dt_Aerzteblatt

mRNA-Impfstoffe begünstigen Erzeugung unerwünschter Proteine: Cambridge – Eine neue Studie in Nature zeigt, dass mRNA-Impfstoffe die Bildung unerwünschter Proteine durch ribosomales Frameshifting begünstigen. Dieser… http://dlvr.it/SzqxmZ #Nature #mRNA #Impfen

Zdjęcie

·

Władcy Poznania mają gest! Za cudze pieniądze. Siedem nowych karetek z wyposażeniem za 5 mln jedzie na Ukrainę.

Siedem nowych karetek z wyposażeniem za blisko 5 mln zł jedzie z Poznania na Ukrainę. „Pomoc nadal jest potrzebna”

, 6.12.2023 r., epoznan-siedem_nowych_karetek-za_5_mln_jedzie_z_poznania_na_ukraine

fot. UMWW Poznań
fot. UMWW Poznań

Marszałek Marek Woźniak przekazał w środę kluczyki do 7 ambulansów, które trafią do Obwodu Charkowskiego.

Podczas spotkania p Marka Woźniaka, Marszałka Województwa Wielkopolskiego z Tetianą Jehorową-Łucenko, Przewodniczącą Charkowskiej Rady Obwodowej zostało przekazanych 7 ambulansów z wyposażeniem za blisko 5 mln zł, sfinansowanych z budżetu Samorządu Województwa Wielkopolskiego. W spotkaniu wziął udział Wasyl Zwarycz, Ambasador Ukrainy w RP.

„Finalizujemy dziś projekt, który rozpoczęliśmy na początku tego roku. Chcieliśmy wtedy w znaczący, materialny sposób wesprzeć Ukrainę, który zmaga się na co dzień z rosyjską agresją. Solidaryzujemy się z tym heroicznym wysiłkiem narodu ukraińskiego w obronie wolności. Zdajemy sobie sprawę, jak ogromne są straty ludzkie i materialne” – podkreślił Marek Woźniak, marszałek województwa wielkopolskiego. „W pierwszych tygodniach wojny entuzjastów pomocy było wielu, w Polsce pojawił się wtedy wielki, społeczny ruch pomocy uchodźcom ukraińskim. Niestety po wzniosłych chwilach następuje szara codzienność, która już nie jest tak bogata w działania. Dlatego teraz chcieliśmy dać wyraźny sygnał, że pomoc nadal jest potrzebna” – dodał.

„Strona polska przekazała wiele używanych pojazdów, ale my chcieliśmy dać nowy sprzęt” – stwierdził marszałek. „To nie jest nasze ostatnie słowo. W Wielkopolsce jesteśmy organicznikami, wiemy, że jeśli chce się osiągnąć sukces i zwycięstwo, trzeba być upartym, konsekwentny, być długodystansowcem. Możecie na nas liczyć, bo jesteśmy cały czas z wami” – podkreślił.

W przyszłym roku Województwo Wielkopolskie ma pomóc ukraińskim partnerom z obwodu charkowskiego w stworzeniu centrum dla weteranów. „To będzie forma wsparcia psychologicznego, rehabilitacyjnego, by osoby poszkodowane w działaniach wojennych mogły normalnie funkcjonować” – powiedział Marek Woźniak.

To, że w obwodzie charkowskim pojawi się siedem nowych karetek, będzie ogromnym wsparciem, a także informacją dla naszego wspólnego wroga, że stoimy razem – Polska i Ukraina, ramię w ramię. Chciałbym podziękować wszystkim Wielkopolanom za ogromne serce i solidarność z mieszkańcami Ukrainy. Po długim dystansie będzie wspólna, szczęśliwa meta” – mówił Wasyl Zwarycz, Ambasador Ukrainy w RP.

„Marszałek Marek Woźniak jest naszym potężnym sprzymierzeńcem w Europejskim Komitecie Regionów i w innych instytucjach europejskich. Dzięki niemu udało się załatwić wszelkie formalności i otrzymałam zaproszenie, żeby osobiście wystąpić w na tym forum i opowiedzieć, jak realnie wygląda sytuacja w Ukrainie” – przyznała Jehorowa – Łucenko.

Do Charkowa pojedzie 7 ambulansów typ B Volkswagen Crafter, wyposażonych m.in. w urządzenia do mechanicznej kompresji klatki piersiowej, defibrylatory, nosze główne z transporterami czy przenośne ssaki elektryczne.

Ferdynand Goetel – wyklęty za prawdę o Katyniu

Ferdynand Goetel – wyklęty za prawdę o Katyniu

(1939-1945) II wojna światowa

Waldemar Kowalski 17.02.2020 przystanekhistoria/,Ferdynand-Goetel-wyklety-za-prawde-o-Katyniu

Uznawany był przez Sowietów i komunistów znad Wisły za pomocnika III Rzeszy. Powód, dla którego przyczepiono mu łatkę kolaboranta, to udział w delegacji, która wiosną 1943, na wniosek Niemców, badała doły śmierci polskich oficerów w Lesie Katyńskim. Prawda o zbrodni miała nigdy nie wyjść na jaw.

Przez dziesięciolecia twórczość Goetla – polskiego pisarza, publicysty i działacza politycznego  – pozostawała nieznana wielu Polakom, bo nawet w szkołach słowo „Katyń” było zakazane. W bibliotekach próżno było szukać książek pisarza, który stał nad grobami pomordowanych i widział mechanizm sowieckiej zbrodni. W przekonaniu sprawców zobaczył o wiele za dużo.

Widział doły śmierci

Mijał trzeci rok od masowej egzekucji oficerów Wojska Polskiego w Lesie Katyńskim, gdy świat – za pośrednictwem Agencji Transocean – usłyszał pierwszy oficjalny komunikat o tej zbrodni. 11 kwietnia 1943 roku, powołując się na niemieckie ustalenia, poinformowała ona o „masowym grobie ze zwłokami 3000 oficerów polskich” pod Smoleńskiem. Po dwóch dniach o makabrycznym odkryciu mówiono już na konferencji prasowej, zorganizowanej w berlińskiej siedzibie MSZ. Niemcy, ujawniając okoliczności zbrodni, nie byli przejęci losem tysięcy pomordowanych. Realizowali własny plan, licząc szczególnie na skłócenie aliantów.

W okupowanej Warszawie zapoznawano się z pierwszym sprawozdaniem w tej sprawie, nie pochodzącym ze źródeł niemieckich. Z miejsca zbrodni raportował Ferdynand Goetel, wysłany tam z ramienia Polskiego Czerwonego Krzyża na zaproszenie Niemców, za wiedzą i akceptacją władz RP na emigracji.

Prawdę o sowieckiej zbrodni rozpowszechniały odtąd zagraniczne agencje i stacje radiowe. Gdy w Berlinie informowano media o śmierci tysięcy polskich oficerów, w okupowanej Warszawie zapoznawano się z pierwszym sprawozdaniem w tej sprawie, nie pochodzącym ze źródeł niemieckich. Z miejsca zbrodni raportował Ferdynand Goetel, wysłany tam z ramienia Polskiego Czerwonego Krzyża na zaproszenie Niemców, za wiedzą i akceptacją władz RP na emigracji.

Polski pisarz, przed wojną wieloletni prezes PEN Clubu oraz Związku Zawodowego Literatów Polskich, w czasie obrony Warszawy we wrześniu 1939 roku współpracownik bohaterskiego prezydenta stolicy Stefana Starzyńskiego, miał rzetelnie odnieść się do niemieckich sensacyjnych d. 10 kwietnia polska delegacja, a w jej składzie – poza Goetlem – m.in. publicyści Jan Emil Skiwski i Józef Mackiewicz, a także dyrektor Zarządu Głównego Rady Głównej Opiekuńczej dr Edmund Seyfried, odleciała do Smoleńska.

Nie zadbali, by ślady zbrodni starannie ukryć

Polscy delegaci ujrzeli na miejscu kaźni tysięcy rodaków wstrząsające widoki:

„Jakiż ogrom zagadnień zamyka tajemniczy katyński las! Radio sowieckie, powiadomione już o wyjeździe naszej delegacji, ujmuje tę sprawę w swoisty sposób, (…) że Niemcy natrafili w pobliżu Smoleńska na stare, archeologiczne wykopaliska, które tłumaczą oszukańczo jako groby pomordowanych Polaków. Cyniczne szyderstwo miało się częściowo sprawdzić. Katyń i wszyscy w nim pochowani mieli być wyłączeni z biegu historycznych dochodzeń, a sprawa ich miała zawisnąć nad nowoczesnym światem jak mit” – zapisał w relacji z Lasu Katyńskiego Goetel.

Zapamiętał mogiłę, do której funkcjonariusze NKWD wrzucali ofiary bez szacunku dla ludzkich zwłok.

„Przeszywa ją wąwóz wykopany wzdłuż pokładu trupów, leżących zwartą i zlepioną masą jeden na drugim. Tu wychyla się ze ściany ręka bezwładna, ówdzie zwisają nogi. W miejscu, gdzie odkryta jest wierzchnia warstwa zwłok, jest postać związana sznurem. Ta zdaje się żyć jeszcze dramatem przedśmiertnej walki. Na dnie opadającej ku dołowi mogiły czernieje woda zmieszana z krwią” – relacjonował.


Pierwsza ekshumacja zamordowanych przez NKWD oficerów Wojska Polskiego w Katyniu zlecona przez Niemców – kwiecień 1943 r. Fot. AIPN


Na stole leżą zwłoki ofiary mordu katyńskiego. Komisja ekshumacyjna przegląda dokumenty znalezione przy ciele ofiary – kwiecień 1943 r.
Fot. AIPN

Widok tysięcy rozkładających się ciał musiał być wstrząsający. Jak zwrócił uwagę Goetel, Sowieci nie przywiązywali nawet wagi do dokładnego ukrycia śladów zbrodni.

„Staję na uboczu i usiłuję ogarnąć myślą wszystko, co tu zastałem. Mogiły znajdujące się w tym lesie nie były trudne do odnalezienia. Najprostszym wskaźnikiem są przecież posadzone na nich sosenki. (…) Trupy, choć ułożone w największym porządku w grubej warstwie, przysypane są niewielką tylko warstwą ziemi (…) Przypominam sobie dokumenty, oznaki, mundury pozostawione przez zabitych i pojmuję, że oprawcom i grabarzom tutejszym przyświecać miała pewność, iż miejsce to długo, długo jeszcze będzie niedostępne dla nikogo, prócz zaufanych, swoich ludzi” – pisał.

Polski pisarz, przed wojną wieloletni prezes PEN Clubu oraz Związku Zawodowego Literatów Polskich, w czasie obrony Warszawy we wrześniu 1939 roku współpracownik bohaterskiego prezydenta stolicy Stefana Starzyńskiego, miał rzetelnie odnieść się do niemieckich sensacyjnych doniesień.

Dzieło „faszystowskich zbirów”

O sensacyjnych doniesieniach członków polskiej delegacji do Katynia na bieżąco informowano na pierwszych stronach tzw. gadzinówek – propagandowych gazet wydawanych w języku polskim za przyzwoleniem Niemców. Między innymi ten fakt posłużył później komunistom do oskarżeń pod adresem Goetla, jakoby współpracował z Niemcami. Ostro atakowała go m.in. Wanda Wasilewska, rzeczniczka wcielenia Polski do Związku Sowieckiego. Związek Patriotów Polskich, którym kierowała, wydał nawet publikację „Prawda o Katyniu”. Z prawdą, rzecz jasna, nie miała nic wspólnego.

Natychmiast po ujawnieniu przez Niemców mogił katyńskich Sowieci rozpoczęli szeroką akcję propagandową, która miała przedstawić opinii publicznej rzekome fakty. 15 kwietnia 1943 roku Sowieckie Biuro Informacyjne obwieściło, że winnymi śmierci polskich jeńców, zatrudnionych jakoby przez Sowietów przy robotach budowlanych, są „faszystowskie zbiry”, które „nie cofają się w tej swojej potwornej bredni przed najbardziej łajdackim i podłym kłamstwem, za pomocą którego usiłują ukryć niesłychane zbrodnie, popełnione, jak to teraz widać jasno, przez nich samych”. Dziesięć dni po tym komunikacie Stalin zerwał stosunki dyplomatyczne z polskim rządem w Londynie.

Komisja Burdenki

W styczniu 1944 roku Sowieci powołali specjalną komisję – pod przewodnictwem Nikołaja Burdenki – która miała znaleźć „dowody” niemieckiej winy. Gdy już obwieszczono światu rzekomą prawdę, wyprawiono dodatkowo ofiarom uroczysty pogrzeb…

Pod niektórymi względami Rosjanie zdystansowali Niemców, urządziwszy przed mogiłami defiladę czerwonych wojsk i wystawiwszy honorowy posterunek. Pod innymi nie dociągnęli, zaniechawszy dopuszczenia do grobów przedstawicieli już nie Polski, ale chociażby nie zainteresowanych narodów. Jest coś niewymownie potwornego w sarabandzie, wyprawianej przez Niemcy i Rosję nad grobami wymordowanych najhaniebniej Polaków. Z naszej strony możemy powiedzieć tylko jedno: chcemy wiedzieć prawdę Katyniu. Mamy głębokie przekonanie, że prawda ta jest wiadoma rządowi rosyjskiemu (…). Spór polsko-sowiecki nie jest sporem o granice. Nie jest sporem o taki czy inny skład rządu. Jest czymś więcej. O pojmowanie człowieka i świata. Polaków poległych w Katyniu będziemy uważać i uważamy za najlepszych synów Polski. Kiedy jednak słyszymy, że Rosja na równi z Niemcami nazywa ich «bohaterami», stygnie nam krew w żyłach i pytamy: kto ich w takim razie zamordował, bo przecież nie popełnili samobójstwa” – napisano w artykule o Katyniu, zamieszczonym w konspiracyjnym piśmie kulturalnym „Nurt”, wydawanym przez Goetla do spółki reżyserem teatralnym Wilamem Horzycą.

Kłamstwo katyńskie powtarzano przez dekady. Stało się jednym z mitów założycielskich komunizmu nad Wisłą. Gdy w listopadzie 1960 roku w Londynie umierał Ferdynand Goetel, w PRL o Katyniu nie mówiono jeszcze głośno. Dopiero przemiany roku 1989 pozwoliły Polakom na nowo odkryć dorobek skazanego na przymusową emigrację, ściganego listem gończym pisarza. „Wyklętego” za to, że miał odwagę pisać prawdę.

Generuj PDF

Wielka Brytania: Badania potwierdziły katastrofalny wpływ zamknięcia kościołów na zdrowie wiernych

Wielka Brytania: badania potwierdziły katastrofalny wpływ zamknięcia kościołów na zdrowie wiernych

pch24-katastrofalny-wplyw-zamkniecia-kosciolow-na-zdrowie-wiernych

Zamknięcie kościołów katolickich w 2020 r., pod pozorem zapobiegania rozprzestrzenianiu się zakażenia Covid-19, „przyczyniło się do powszechnego cierpienia psychicznego i fizycznego” – wskazuje „Catholic Herald”, powołując się na wyniki badań przeprowadzonych przez Unię Katolicką w Wielkiej Brytanii. Unia sugeruje, że już nigdy nie można dopuścić do zamknięcia świątyń i należy traktować miejsca kultu jako „niezbędne” usługi.

20 marca 2020 r., to jest wtedy, kiedy rząd w Londynie zamknął szkoły, katoliccy biskupi Anglii i Walii – zastrzegając, że chcą zapobiec rozprzestrzenianiu się Covid-19 – podjęli drastyczną decyzję o zawieszeniu odprawiania publicznych Mszy św. Kościoły były zamknięte aż do lipca 2020 r., siedem tygodni dłużej niż centra ogrodnicze. Zaliczono je do tej samej kategorii ryzyka, co puby, kina, zakłady fryzjerskie i salony kosmetyczne.

Unia Katolicka zrobiła pierwsze poważne badanie postaw katolików wobec zamykania kościołów podczas domniemanej pandemii i jej wpływu na zdrowie.

Ankieta przeprowadzona wśród 1000 katolików wykazała, iż w przypadku 62 proc. pytanych osób wystąpiły negatywne skutki psychiczne i fizyczne. 90 proc. wskazało, że w razie przyszłej pandemii nie można zamykać miejsc kultu i należy je traktować jako „niezbędne” usługi obok sklepów spożywczych i placówek opieki zdrowotnej.

Szefowa Unii Katolickiej, baronowa Hollins z Wimbledonu, była przewodnicząca Królewskiego Kolegium Psychiatrów, uznała, że wyniki są „szokujące”, ponieważ potwierdzają, iż „zamknięcie kościołów było nie tylko niezwykle niepopularne, ale miało realny wpływ na samopoczucie ludzi”.

Szczególnie szokujący jest wzrost liczby osób odczuwających samotność lub depresję, będące bezpośrednią konsekwencją zamknięcia placówek. Ważne jest, aby w dochodzeniu w sprawie Covida należycie uwzględniono decyzje o zamykaniu i ponownym otwieraniu kościołów podczas pandemii – konstatowała.

Dodała, że „istnieje bardzo silne poczucie, iż wiara i wspólnoty wyznaniowe zostały zepchnięte na bok przy podejmowaniu decyzji i należy się tym zająć, wyciągając wnioski z dochodzenia”. Wskazała ponadto, że z badania wynika jednoznacznie, iż „miejsca kultu nie powinny być już nigdy zmuszane do zamykania”.

Jeden z ankietowanych stwierdził, że zamknięcie kościołów było „jednym z najbardziej przygnębiających doświadczeń w jego życiu”. Inny mówił, iż przyczyniło się to do popadnięcia w depresję. Jeszcze inna samotna osoba zaznaczyła, że codzienna msza jest najważniejszym wydarzeniem w jej życiu.

Jedynie 25 proc. respondentów uważało, że na początku pandemii zgodnie z prawem konieczne było zamknięcie kościołów i innych miejsc kultu. 93 proc. respondentów było zdania, że politycy w niewystarczającym stopniu uwzględniali wiarę ludzi podczas podejmowania decyzji o lockdownach. 89 proc. respondentów stwierdziło, że różne ograniczenia prawne nakładane na kościoły w różnych regionach Wielkiej Brytanii nie są pomocne. 10 proc. osób przyznało, że od czasu „pandemii” chodzą do kościoła rzadziej lub wcale.

Unia Katolicka zamierza przedstawić wyniki badań w sprawie dochodzenia covidowego. W zeszłym miesiącu lord Greenhalgh z Fulham, minister odpowiedzialny za wiarę i społeczność podczas pierwszej blokady, powiedział, że decyzje o zamknięciu miejsc kultu były „oburzające”.

W Wielkiej Brytanii nie tylko zamknięto kościoły, ale także zakazano spowiedzi, nawet na świeżym powietrzu i nie zezwolono na udzielanie Sakramentu Namaszczenia Chorych. Odwołano chrzty, bierzmowania i pierwsze Komunie Święte, a ponadto ograniczono liczbę żałobników biorących udział w pogrzebach.

W całej historii Wielkiej Brytanii zakazywano odprawiania publicznych Mszy podczas reformacji protestanckiej w XVI i XVII wieku. Ponadto katolikom odmówiono dostępu do sakramentów w latach 1208 – 1214, kiedy papież Innocenty III zamroził publiczne nabożeństwa, aby ukarać króla Jana za odmowę przyjęcia Szczepana Langtona na arcybiskupa Canterbury. [to była klątwa, czyli ekskomunika. MD]

Źródło: catholicherald.co.uk
AS

W Hamburgu odebrali dzieciom choinkę. Wykluczają chrześcijan, żeby nie „urażać” innych.

W Hamburgu odebrali dzieciom choinkę. Wykluczają chrześcijan, żeby nie wykluczać innych.

[Nawet w sowietach był Дед Мороз…

Дед Мороз, Дед Мороз

борода из ваты,

Ты подарки нам принёс,

пeдераст горбатый.

md]

——————————

Postęp na Zachodzie. Odebrali dzieciom choinkę, żeby „nie wykluczać żadnego dziecka i jego wiary”

nczas-odebrali-dzieciom-choinke-zeby-nie-wykluczac-zadnego-dziecka-i-jego-wiary

W przeciwieństwie do poprzednich lat, w przedszkolu w Hamburgu-Lokstedt nie będzie już choinki na Boże Narodzenie; powód tego kroku został przekazany rodzicom na piśmie. „Zdecydowaliśmy się na to jako zespół, ponieważ nie chcemy wykluczać żadnego dziecka i jego wiary” – napisano w liście, cytowanym przez portal dziennika „Welt”. Czyli wykluczą chrześcijan żeby nie wykluczać innych.

Pierwsza o sprawie poinformowała gazeta „Hamburger Abendblatt”.

„W dalszej części listu napisano, że można zrezygnować z +tego jednego symbolu+, ponieważ pokoje dziecięce są przystrojone na Boże Narodzenie”. Ponadto dzieci wykonały już ozdoby i upiekły świąteczne ciasteczka.

„Planowane jest również świąteczne śniadanie. Jednak kierownictwo przedszkola wykluczyło wyraźnie chrześcijańskie obchody” – pisze portal stacji RTL, zauważając, że „wątpliwe jest, czy dzieci rzeczywiście wczują się w świąteczny nastrój bez choinki, która jest największym symbolem święta miłości (..)”.

Fakt, że stawia się choinkę, a tym samym upamiętnia chrześcijańskie święto, nie oznacza, że na przykład muzułmańskie dzieci są gorzej traktowane. „Wręcz przeciwnie, ich święta (…) mogą być również należycie obchodzone w przedszkolu” – zauważa RTL.

Decyzja przedszkola „spotyka się z niewielkim zrozumieniem ze strony wielu rodziców” – zauważa portal dziennika „Bild”. Niektórzy mówią o wszechogarniającej „kulturze anulowania”. Inni uważają po prostu, że to „wielka szkoda”, że nie będzie choinki.

Przedszkole „Mobi” jest częścią fundacji Stiftung Kindergaerten Finkenau, która prowadzi placówki opieki dziennej . [—]

W Niemczech… odjebało: Obywatelstwo niemieckie dla imigrantów tylko… za poparcie istnienia Izraela.

[przepraszam za chamskie słowo, ale długo myślałem jakie, w miarę „kulturne”, tu użyć. Nie znalazłem. md]

rzepa-obywatelstwo-niemieckie-dla-imigrantow-tylko-za-poparcie-izraela 6.12.2023

Saksonia-Anhalt to pierwszy niemiecki land, który uzależnił naturalizację od pisemnego potwierdzenia, że Izrael ma prawo istnienia. To reakcja na antyizraelskie i antysemickie wystąpienia w Niemczech związane z wojną na Bliskim Wschodzie.

Rozporządzenie w tej sprawie już obowiązuje, rozesłała je pod koniec listopada do wszystkich powiatów i miast na prawach powiatów w Saksonii-Anhalt szefowa landowego MSW Tamara Zieschang, wywodząca się z chadeckiej partii CDU.

Każdy obcokrajowiec starający się teraz o niemieckie obywatelstwo w urzędach w Saksonii-Anhalt musi na piśmie uznać prawo Izraela do istnienia, a także „potępić wszelkie działania przeciw istnieniu państwa izraelskiego”. Landowe MSW podkreśliło w rozporządzeniu, że prawo istnienia Izraela to niemiecka racja stanu. 

Istnienie i bezpieczeństwo Izraela to niemiecka racja stanu

Stosunek Niemiec do Izraela od lat kształtuje „poczucie odpowiedzialności za zbrodnię Holokaustu”. Stwierdzenie, że istnienie – a także bezpieczeństwo – Izraela jest niemiecką racją stanu powtarzają kanclerze RFN. Pierwsza ujęła to w ten sposób Angela Merkel (CDU) podczas przemówienia w Knesecie w 2008 roku. 

W 85. rocznicę tzw. nocy kryształowej, czyli pogromu Żydów w III Rzeszy, zainicjowanego przez ówczesne władze Niemiec, kanclerz Olaf Scholz oświadczył, że czuje się „zawstydzony i oburzony” obecną falą antysemickich incydentów w Niemczech. Podobne zapewnienie wygłosił Olaf Scholz (SPD), gdy jako jeden z pierwszych zagranicznych przywódców odwiedził Izrael po ataku Hamasu z 7 października.

Wielu imigrantów pochodzi z krajów muzułmańskich, które nie uznają Izraela, wielu wyrosło w atmosferze nienawiści do Żydów i państwa izraelskiego. Poglądy zachowują po przeniesieniu się do Europy, co szczególnie widoczne od czasu wybuchu wojny Izrael-Hamas.[a może to wiedza o tym państwie i jego zbrodniach? MD]

Hasło „jednoznacznie nawołujące do mordowania Żydów” namalowane w gmachu ministerstwa sprawiedliwości

Nie jest do końca jasne, dlaczego to właśnie nieduży wschodnioniemiecki land wprowadził taki obowiązek dla imigrantów ubiegających się o obywatelstwo. Odsetek obcokrajowców jest tam niższy niż w większości landów. 

Po 7 października – po ataku terrorystycznym Hamasu na Izrael, który doprowadził do wojny – doszło tam co prawda do zdecydowanego wzrostu przestępstw o charakterze antysemickim i antyizraelskim (w tym demonstrowania symboli organizacji terrorystycznych), ale na tle całych Niemiec było ich stosunkowo niewiele – dane landowego MSW (do 5 listopada) wymieniły ich 24, a w całej Republice Federalnej w tym czasie zanotowano ich około tysiąca. 

Jednym z tych 24 przestępstw było wymalowanie hasła „jednoznacznie nawołującego do mordowania Żydów” na gmachu ministerstwa sprawiedliwości Saksonii-Anhalt w Magdeburgu – w miejscu dostępnym dla wielu ludzi. Sprawca nie jest znany.

Saksonia-Anhalt chce być przykładem dla innych landów

To nie Saksonia-Anhalt była też miejscem, w którym odbywały się – lub planowano je, ale zostały zakazane – znaczące propalestyńskie demonstracje. [—- wyciąłem politpoprawny bełkocik. md]

To szef CDU Friedrich Merz pierwszy zażądał, by naturalizację uzależnić od poparcia dla istnienia państwa izraelskiego. Saksonia-Anhalt ma nadzieję

Przeszłość i przyszłość

Przeszłość i przyszłość

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    7 grudnia 2023 odproszony

24 listopada, na zaproszenie Europejskiej Fundacji Politycznej „Identity and Democracy Foundation – ID Foundation”, podczas konferencji w hotelu „Bristol” w Warszawie, miałem wygłosić prelekcję poświęconą przyszłości Unii Europejskiej.

Na 2 dni przed konferencją zadzwonił do mnie zakłopotany pan mecenas Jacek Wilk z informacją, że zostałem przez przedstawicieli Fundacji odproszony, z obawy przed negatywnymi reakcjami – nie wiem konkretnie czyimi – więc podejrzewam, że jakiegoś europejskiego Judenratu. Pozwolono mi jednak na uczestniczenie w konferencji, ale tak, żeby moja obecność nie rzucała się w oczy, a nawet – na uczestnictwo w bankiecie, przewidzianym po jej zakończeniu.

Oczywiście odmówiłem, prosząc jednocześnie pana mecenasa Wilka, by przekazał organizatorom, że jeśli walczy się o suwerenność państw europejskich, to wypada być trochę odważniejszym i przygotowanym na poniesienie rozmaitych kosztów. Gdyby bowiem suwerenność i wolność nic nie kosztowały, to by znaczyło, że ani jedna, ani druga nie są nic warte – a w takim razie po co właściwie o nie walczyć?

A oto, co zamierzałem powiedzieć.

Romantyczne początki

Po Rewolucji Francuskiej, a także po upadku Napoleona, europejskie państwa zwycięskiej koalicji postanowiły zapobiec powtórce z rewolucji i w tym celu rozpoczęły inwigilowanie swoich poddanych, czy przypadkiem nie ulegają rewolucyjnej zarazie i nie popadają w sprośne błędy Niebu obrzydłe. To zadanie powierzono aparatom policyjnym, których kierownicy, podobnie jak podlegający im aparat wykonawczy, rozumieli, że muszą wykazać się na tym polu osiągnięciami. Toteż funkcjonariusze formacji policyjnych, a także zaangażowani przez nich les agents provocateurs, w dążeniu do wykrycia spisków produkowali stosy informacji, w większości do niczego nieprzydatnych – które jednak przez wiele ówczesnych rządów traktowane były poważnie i stanowiły jedną z podstaw polityki każdego państwa. Prowadziło to niekiedy nawet do zahamowania rozwoju gospodarczego sporych obszarów Europy, nie mówiąc już o rosnącym niezadowoleniu inwigilowanych.

O ile w Anglii, Austrii, czy Rosji policyjne doniesienia sugerowały istnienie paneuropjskiego, a nawet światowego spisku, kierowanego przez anonimowy paryski comite directeur, o tyle w Prusach, które w okresie napoleońskim doznały wielu upokorzeń, ostrze represji policyjnych skierowało się w jeszcze jedną stronę. Jak pisze w swojej książce „Urojone widmo rewolucji” Adam Zamoyski, „w stosunku do swojej populacji Niemcy miały więcej studentów, niż jakikolwiek inny kraj Europy. Istniała tam więc spora liczba wykształconych młodych mężczyzn z aspiracjami. A ponieważ większa część kraju zastygła w przedindustrialnej stagnacji, możliwości kariery pozostawały bardzo ograniczone. Niemieckie państwa, a siłą rzeczy także ich stolice, były małe (ludność dwunastu największych niemieckich miast bez trudu zmieściłaby się w Paryżu) i prowincjonalne. Ten brak szerszych perspektyw w naturalny sposób skłaniał do marzeń o większym państwie z prawdziwą stolicą, zapewniającą przestrzeń do rozwoju talentów. Ale do powstania takowej mogło doprowadzić tylko zjednoczenie Niemiec.” Toteż rodzący się niemiecki romantyzm, który na tych młodych ludzi również oddziaływał, w ten właśnie sposób związał się z ideą zjednoczenia wszystkich państw niemieckich.

Siła przed prawem

Chociaż jeszcze przed wojną francusko-pruską pojawiły się na terenie Niemiec ogólnoniemieckie instytucje, jak np. Niemiecki Związek Celny (Deutscher Zollverein) to zjednoczenia dokonał pruski kanclerz Otto Bismarck. Po spektakularnym pokonaniu przez Prusy Francji w 1871 roku, które doprowadziło do upadku tamtejszego Cesarstwa Napoleona III, pojawienia się „parlamentu wsiowego” w Bordeaux i wreszcie – Komuny Paryskiej – Bismarck proklamuje Cesarstwo Niemieckie z pruskim królem jako Imperatorem. Cesarstwo Niemieckie, będące odpowiedzią na wcześniejsze marzenia niemieckich elit doprowadziło do tego, że pod przewodnictwem Prus Niemcy stały potęgą przemysłową, rywalizującą z Anglią, Francją i Stanami Zjednoczonymi. Ale kanclerz Bismarck wywarł nie tylko taki wpływ na politykę Cesarstwa. Uznajac, że zagadnień dziejowych nie rozstrzyga się parlamentarnymi przemówieniami, tylko „krwią i żelazem”, sformułował zasadę, która przez następne 75 lat rządziła europejską i nie tylko europejską polityką: „siła przed prawem”.

Zjednoczone Niemcy stanowiły zupełnie nową jakość w europejskiej polityce tym bardziej, że w wieku XIX pojawiła się ideologia polityczna, która na Niemcy działała wzmacniająco, a na Cesarstwo Austriackie destrukcyjnie. Chodzi oczywiście o nacjonalizm, którego istotę stanowi przekonanie, że każda wspólnota etniczna powinna się politycznie zorganizować w państwo. Cesarstwo Niemieckie było etnicznie i językowo jednolite, toteż nacjonalizm działał na nie wzmacniająco, podczas gdy na Cesarstwo Austriackie, w którym niemieckojęzyczna elita stanowiła nieznaczną mniejszość i które – niczym na piasku – zbudowane było na narodach obcoplemiennych, nacjonalizm działał destrukcyjnie. Toteż podjęta w XX wieku próba politycznego zjednoczenia Europy przez „państwa centralne”, czyli Cesarstwo Niemieckie i Austro-Węgry, skończyła się dla tej drugiej monarchii całkowitą katastrofą. Cesarstwo Niemieckie wskutek klęski wojennej też przestało istnieć, ale – w odróżnieniu od Austro-Węgier – Niemcy nadal pozostawały zjednoczone, toteż już wkrótce pod egidą wybitnego przywódcy socjalistycznego Adolfa Hitlera, podjęły ponowną próbę siłowego zjednoczenia Europy. W przemówieniu do gauleiterów wygłoszonym w roku 1943 Adolf Hitler nakreślił kształt Europy po ostatecznym zwycięstwie niemieckim, zwracając między innymi uwagę, że małe państwa nie mają racji bytu, bo tylko Niemcy są w stanie prawidłowo zorganizować Europę. Jak wiadomo, ta druga próba zjednoczenia Europy metodami militarnymi, też się nie powiodła. Państwo niemieckie zostało zlikwidowane, a przy okazji skotłowana Europa utraciła polityczne znaczenie. Symbolem tego politycznego upadku była Jałta. Gwarantami tego porządku politycznego w Europie były Stany Zjednoczone i Związek Sowiecki – a więc mocarstwa w gruncie rzeczy pozaeuropejskie; Stany Zjednoczone również geograficznie, a Związek Sowiecki – mentalnie.

Jednoczenie pokojowe

Po tym smutnym doświadczeniu walka o hegemonię w Europie straciła jakby wszelki sens, bo podstawowym zadaniem ambitnych politycznie Europejczyków były działania zmierzające do stopniowego odzyskiwania przez Europę utraconego znaczenia politycznego. Paradoksalnie pomocny w tych staraniach okazał się Związek Radziecki, to znaczy – presja, jaką za czasów Józefa Stalina wywierał on na Europę w celu jej skomunizowania i w ten sposób poddania hegemonii moskiewskiej. Z tego właśnie powodu Amerykanie zdecydowali się w roku 1949 na odtworzenie państwa niemieckiego z tzw. „trizonii”, czyli trzech stref okupacyjnych – bo czwartą zajmowali Sowieci, którzy utworzyli tam komunistyczną odmianę państwa niemieckiego w postaci NRD. Jedną z pierwszych inicjatyw pierwszego niemieckiego kanclerza Konrada Adenauera, było przekonanie Francji do politycznej współpracy, której zewnętrznym wyrazem była Europejska Wspólnota Węgla i Stali. To był – jak oceniam to z perspektywy czasu – pierwszy krok w kierunku jednoczenia Europy pod egidą niemiecko-francuską – ale drogą pokojową. Droga pokojowa oznacza jednoczenie Europy metodą przekupywania biurokratycznych gangów, okupujących poszczególne państwa europejskie. Jak powiedział podczas ostatniej debaty w Parlamencie Europejskim Guy Verhofstsadt, polemizując z „teoriami spiskowymi”, m.in. z tą, że pokojowe jednoczenie Europy dokonuje się drogą przekupywania biurokratycznych gangów – dodajmy – ich własnymi pieniędzmi, a ściślej – pieniędzmi zrabowanymi ich własnym podatnikom – że to nieprawda, bo Unia Europejska dysponuje zaledwie 1 procentem europejskiego PKB. W rzeczywistości jest tego trochę więcej bo niecałe dwa procent – ale to tym większa sztuka, by przy tak stosunkowo niewielkich środkach doprowadzić do sytuacji, w której ci wszyscy mężykowie stanu skaczą przez unijnymi biurokratami z gałęzi na gałąź.

Sowiecka presja na Europę Zachodnią doprowadziła do pojawienia się jeszcze jednego impulsu rozwojowego w postaci planu Marshalla, czyli programu odbudowy Europy ze zniszczeń wojennych. Jak wiadomo, Józef Stalin nie pozwolił swoim środkowo-europejskim koloniom skorzystać z tej okazji, toteż dzięki temu programowi gospodarki państw Europy Zachodniej nie tylko stosunkowo szybko się podźwignęły, ale i skokowo się rozwinęły. Dodatkowym impulsem jeśli chodzi o gospodarkę niemiecką, były reformy Ludwiga Erharda, który wprowadził „społeczną gospodarkę rynkową” , która polegała na uruchomieniu mechanizmów rynkowych przy jednoczesnym rozbudowaniu świadczeń socjalnych. Erhard po prostu wyciągnął wnioski z doświadczeń III Rzeszy, która – jako państwo socjalistyczne – też rozbudowała opiekę socjalną – ale doprowadziła do ogromnej biurokratyzacji gospodarki, na co narzekał Albert Speer.

Wszystko to doprowadziło do wyciągnięcia jeszcze jednego wniosku z przeszłości, Niemcy rozciągnęły pozytywne doświadczenia z XIX-wiecznego Deutscher Zollverein, rozciągając jednolity obszar celny nie tylko na terytorium Niemiec, ale również – innych państw zrzeszonych w Europejskiej Wspólnocie Gospodarczej, która została utworzona na mocy tzw. traktatów rzymskich z marca 1957 roku – o ustanowieniu Europejskiej Wspólnoty Gospodarczej oraz o ustanowieniu Europejskiej Wspólnoty Energii Atomowej, które weszły w życie w roku 1958.

W 1992 roku, kiedy Niemcy po zjednoczeniu, to znaczy – po wchłonięciu NRD – odzyskały swobodę ruchów w Europie, podpisano traktat z Maastricht, którego przedmiotem było nakreślenie harmonogramu dochodzenia do Unii Europejskiej. Na Europejską Wspólnotę Gospodarczą została nałożona polityczna czapa. W ten sposób pokojowe jednoczenie Europy weszło w nowy etap.

Od konfederacji ku federacji

Traktat z Maastricht, który wszedł w życie w roku 1993, oznaczał zmianę formuły funkcjonowania Wspólnot Europejskich. Do tego czasu funkcjonowały one w formule konfederacji, czyli związku państw. Traktat z Maastricht odchodził od formuły konfederacji, czyli związku europejskich państw, ku formule federacji, czyli europejskiego państwa związkowego. Tej metamorfozie towarzyszyły wydarzenia w polityce europejskiej, które w rezultacie doprowadziły nie tylko do krzepnięcia federacyjnej formuły, ale i do rozszerzenia Unii Europejskiej na wschód. Kiedy w roku 1986 Michał Gorbaczow spotkał się z prezydentem Ronaldem Reaganem w Reykjaviku na Islandii, podjęta została przełomowa decyzja w sprawie kształtu nowego porządku politycznego w Europie, który miałby zastąpić rozsypujący się porządek jałtański. Kształt tego nowego porządku nie był jeszcze jasny, ale pojawiła się ważna informacja – że istotnym elementem tego nowego porządku będzie ewakuacja imperium sowieckiego z Europy Środkowej. Nastąpiła ona prawie 10 lat później, ale wtedy pojawiła się wiarygodna informacja, że to nastąpi. Wywołała ona ogromny rezonans w państwach Europy Środkowej. Nauczone doświadczeniem kruchości porządku wersalskiego z roku 1919, postanowiły tym razem wziąć sprawy w swoje ręce i utworzyć w Europie Środkowej system reasekuracji niepodległości. W 1989 roku w Budapeszcie Włochy, Jugosławia, Austria i Węgry podpisały porozumienie o współpracy politycznej, zwane potocznie od czworga sygnatariuszy „quadragonale”. Do tego porozumienia, jeszcze przed „aksamitnym rozwodem”, dołączyła Czechosłowacja, jako piąty sygnatariusz, – stąd „pentagonale” i Polska jako sygntariusz szósty – stąd „heksagonale”. Ale Niemcy, kiedy tylko odzyskały swobodę ruchów w Europie, natychmiast przystąpiły do wysadzania heksagonale w powietrze. Uczyniły to, namawiając dwie republiki jugosłowiańskie: Słowenię i Chorwację – do proklamowania niepodległości i jeszcze tego samego dnia ją uznały – co prawie natychmiast wtrąciło Jugosławię, która miała być bałkańskich filarem heksagonale, w otchłań krwawej wojny domowej. Pozostali sygnatariusze, widząc czym zaczyna grozić politykowanie za niemieckimi plecami, natychmiast się od tej inicjatywy zdystansowały i w ten sposób próżnię polityczną, powstałą po przeprowadzonej w międzyczasie ewakuacji imperium sowieckiego, a wtedy już Rosji, z Europy Środkowej, wypełniały Niemcy rozszerzając Unię Europejską, której są politycznym kierownikiem, na wschód. Ta polityka zakończyła się pełnym sukcesem 1 maja 2004 roku, kiedy to Polska, Czechy, Słowacja, Węgry, Słowenia, Estonia, Łotwa, Litwa oraz Cypr i Malta zostały przyłączone do Unii Europejskiej. W 2007 roku Anschlussem została objęta również Rumunia i Bułgaria. Po tym, można powiedzieć, zakończeniu procesu pokojowego jednoczenia Europy pod kierownictwem niemieckim, nastąpił kolejny krok na drodze do „pogłębiania integracji”, czyli budowy europejskiego państwa federalnego, nazywanego przez niektórych IV Rzeszą.

Traktat lizboński

1 grudnia 2009 roku, po ratyfikowaniu przez wszystkie państwa członkowskie, wszedł w życie traktat lizboński. Najważniejszym jego postanowieniem było, w miejsce istniejących dotychczas Wspólnot Europejskich, proklamowanie Unii Europejskiej, jako odrębnego podmiotu prawa międzynarodowego. Unia Europejska ma wszystkie atrybuty państwa: ma terytorium, ludność (każdy obywatel państw członkowskich jest jednocześnie obywatelem UE – a obywatelstwo jest organicznie związane z państwem) oraz władze: ustawodawczą wykonawczą i sądowniczą, a także bank centralny, policję (Europol) i prokuraturę (Eurojust) oraz walutę – ale obowiązuje rozkaz, by nie uważać jej za państwo. Nietrudno domyślić się jego przyczyn; gdyby uznać UE za państwo, to trzeba by odpowiedzieć na kłopotliwe pytanie o status prawno-międzynarodowy państw członkowskich. W szczególności – czy są one niepodległe, czy przeciwnie – podlegają władzom państwa, którego części składowe stanowią.

Traktat lizboński ustanawia zasadę przekazania, głoszącą, że Unia Europejska ma tylko takie kompetencje, jakie przekażą jej państwa członkowskie. Wskazywałaby ona, że nie tracą one całej suwerenności politycznej, bo decydują, jakie kompetencje przekazać, a jakich nie. Ale traktat ten zawiera też zasadę lojalnej współpracy, która głosi, że państwo członkowskie musi powstrzymać się przed KAŻDYM działaniem, które MOGŁOBY zagrozić urzeczywistnieniu celów Unii Europejskiej. Przed „każdym” a więc – niezależnie od zakresu kompetencji przekazanych. Wystarczy uznać, że np. praworządność – cokolwiek byśmy przez to rozumieli – jest „celem Unii Europejskiej”, by instytucje unijne uznały, że mogą na tej podstawie wymuszać posłuszeństwo państw członkowskich swoim własnym postanowieniom. W rezultacie traktat lizboński stał się sprawnym narzędziem wypłukiwania suwerenności politycznej z krajów członkowskich UE.

Przyspieszenie budowy IV Rzeszy

22 listopada 2023 roku Parlament Europejski przegłosował – co prawda nieznaczną większością głosów, niemniej jednak, uchwałę o konieczności przeprowadzenia nowelizacji traktatu lizbońskiego. Jest to efektem spotkania niemieckiego kanclerza Scholza z amerykańskim prezydentem Bidenem w marcu br. w Waszyngtonie, na którym prezydent Biden pozwolił Niemcom na urządzanie Europy po swojemu. Więc Niemcy, które pragną stworzyć w tej dziedzinie fakty dokonane jeszcze przed przyszłorocznymi wyborami prezydenckimi w Ameryce, już nie oglądają się na zachowywanie jakichś pozorów. Nowelizacja traktatu lizbońskiego ma być przeprowadzona w około 270 punktach, ale najważniejsze wydają się następujące nowości. Po pierwsze – zniesienie prawa weta, czyli odejście od jednomyślności. Po drugie – zmniejszenie liczby członków Rady Europejskiej z 27 do 15 i po trzecie – przekazanie kolejnych 65 obszarów decyzyjnych do wyłącznej kompetencji UE.

Wydaje się oczywiste, że po udanym przeprowadzeniu takiej nowelizacji, proces przekształcania Unii Europejskiej w europejskie państewko o strukturze federalnej zostanie zakończony, jeśli nawet nie formalnie, to de facto. Oznacza to, że jeśli nawet Wilhelm II i wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler obrali niewłaściwą drogę, to ten ich błąd został szczęśliwie naprawiony, a że zasadniczo chcieli dobrze, to słuszna sprawa zwyciężyła.

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Polskie lasy masowo oddawane Ukraińcom i Łemkom. Kolejna afera reprywatyzacyjna.

Grunty w polskich lasach masowo oddawane Ukraińcom i Łemkom. Kolejna afera reprywatyzacyjna

4 December 2023| Mateusz Pławski

Prokuratura prowadzi śledztwo na ogromną skalę w sprawie masowego oddawania gruntów lasów państwowych Ukraińcom i Łemkom, w ramach tzw. reprywatyzacji – podaje WP. Państwo straciło już wielomilionowy majątek, a roszczenia sięgają miliardów złotych – podkreśla medium, pisząc o “piątym rozbiorze Polski”.

Wirtualna Polska przypomina w poniedziałkowym materiale, że 9 września 1944 r. Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego zawarł układ z rządem Ukraińskiej SRR w sprawie przesiedlenia – obywateli polskich z terenów ukraińskich oraz ludności ukraińskiej z terenu Polski. Do ZSRR trafiło w ten sposób, według różnych szacunków, niemal pół miliona osób narodowości ukraińskiej.

Na własność polskiego państwa na mocy dekretu z 5 września 1947 r. przeszło ok. 840 tys. hektarów. Na przejętych przez państwo terenach sadzono lasy.

W latach 50. XX wieku Polska wypłaciła Związkowi Radzieckiemu ustaloną sumę tytułem rozliczenia za pozostawione w Polsce mienie. W umowie podkreślono, że “wszelkie roszczenia stron umowy zostały całkowicie rozliczone”. ZSRR powinien przekazać pieniądze przesiedlonym z ziem polskich Ukraińcom. Następnie WP przypomina Akcję Wisła.

Wysiedleni otrzymywali zazwyczaj w zamian mienie na Ziemiach Odzyskanych.

Wraz ze zmianą ustroju w Polsce Ukraińcy i Łemkowie mogli ubiegać się o odszkodowanie z tego tytułu. “Do 2009 r. było kilka, może kilkanaście spraw. Od 2009 r. rozpoczęła się lawina. Wniosek za wnioskiem. Pojawiły się całe kancelarie prawne wyspecjalizowane w zagadnieniu lasów łemkowskich” – WP cytuje jednego z leśników z Małopolski.

“Standardowa praktyka. Gdy ktoś przetarł szlaki, inni postanowili skorzystać z tej ścieżki. I tak jak na początku często o zwroty ubiegają się osoby prawdziwie poszkodowane, tak później, w tej lawinie, już nikt nie kontroluje tego, komu się cokolwiek należy, a komu nie” – sprawę komentuje prof. Ewa Łętowska, sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku i była rzeczniczka praw obywatelskich.

WP podkreśla, że jedna z kancelarii prawnych założyła nawet blog – zwrotlasu.pl. Jego twórcy informowali w 2022 roku, że udało im się odzyskać ok. 460 hektarów nieruchomości leśnych i 1,2 mln zł odszkodowań. Jak czytamy, wspomniana kancelaria prowadził ok. 1000 spraw. “A mówimy przecież o jednej kancelarii z niespełna 30-tys. Gorlic” – zwraca uwagę medium.

W części przypadków nie można oddać nieruchomości, np. gdy znajduje się na jej terenie szkoła czy droga, ale w takiej sytuacji polskie państwo wypłaca odszkodowanie.

“W sprawie lasów łemkowskich działa standardowy mechanizm reprywatyzacyjny. Pojawia się cały biznes prawniczy skupiony wokół reprywatyzacji. Ten biznes wie, jak należy działać i jakie są słabości systemu. A tych słabości jest przecież bez liku. Tak było przy reprywatyzacji warszawskiej, tak jest przy lasach łemkowskich” – dodaje Łętowska. “Kłopot w tym, że każda okazja transformacyjna może być użyta do przekrętu. W tym przypadku tak to właśnie wygląda. Znamy to już przecież ze sprawy reprywatyzacji warszawskiej” – przypomina.

“Typowy mechanizm sprawy reprywatyzacyjnej wyglądał następująco: uprawniony występował ze swoim żądaniem do wojewody. On jest bowiem organem pierwszej instancji w tego typu sprawach. Wojewoda oceniał, czy należy utrzymać w mocy decyzję Prezydium Powiatowej Rady Narodowej sprzed kilkudziesięciu lat. Jeśli tak – nie ma mowy o oddaniu kawałka państwowego lasu. Jeżeli nie – droga do uzyskania zwrotu jest otwarta, bo unieważniona została decyzja o przejęciu nieruchomości. Jeśli komuś nie podoba się decyzja wojewody, drugą instancją jest właściwy minister, tutaj Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi. Od decyzji ministra przysługuje odwołanie do sądu administracyjnego. Gdy uda się komuś doprowadzić do stwierdzenia nieważności decyzji wywłaszczeniowej, trzeba jeszcze przejąć nieruchomość i zmienić treść księgi wieczystej. To kolejna procedura, ale już bardziej formalna niżeli merytoryczna” – opisuje Wirtualna Polska.

Większość opisywanych spraw prowadzono w województwie małopolskim. “W Małopolskim Urzędzie Wojewódzkim od co najmniej 2009 r. funkcjonować zaczęła bardzo korzystna dla ubiegających się o zwroty interpretacja. W zasadzie masowo, szybko i bezproblemowo z punktu widzenia uprawnionych stwierdzano nieważność orzeczeń nacjonalizacyjnych. A to otwierało drogę do przekazywania państwowych lasów osobom prywatnym. Zazwyczaj nie tym, których wysiedlono przed kilkudziesięcioma laty, tylko ich dzieciom, wnukom, a niekiedy dalszym krewnym” – informuje medium.

Wojewoda małopolski orzekł bowiem, że w decyzjach prezydiów powiatowych rad narodowych określano tylko ogólną powierzchnię przejmowanych gruntów w danej miejscowości, bez opisu konkretnych działek. Stwierdził więc, że wywłaszczeń dokonano w sposób niezgodny z przepisami, bo przecież nie określano dokładnie przedmiotu przejęcia od danej osoby.

Minister Rolnictwa i Rozwoju Wsi często sprzeciwiał się decyzji wojewody. Podkreślał, że w orzeczeniach rad narodowych wskazywano przecież imiona i nazwiska osób, których decyzje dotyczyły, co umożliwiało identyfikację nieruchomości. “Jeśli zaś wojewoda uważał, że się nie da, na jakiej niby podstawie uznawał domagającego się stwierdzenia nieważności decyzji za uprawnionego? Na tej zasadzie, w ocenie ministra, można by przecież wydać nieruchomość przypadkowej osobie” – zwraca uwagę WP.

Minister podkreślał też, że “otrzymanie przez wywłaszczonych nieruchomości w nowym miejscu osiedlenia niwelowało negatywne skutki wynikające z ewentualnych naruszeń”, a państwo nie może po prostu zwracać nieruchomości przejętych kilkadziesiąt lat temu, nie biorąc pod uwagę tego, że to samo państwo dało ubiegającym się o zwrot (lub ich przodkom) inne nieruchomości.

“Przykładanie dzisiejszych wyśrubowanych standardów administracyjnych do działań polskiego państwa z lat 40. i 50. XX wieku zawsze skończy się stwierdzeniem błędów popełnionych przed laty. Pytanie brzmi, jak długo jeszcze Polska ma ponosić tego konsekwencje. I czy w ogóle powinna” – zwraca uwagę prof. Mariusz Bidziński, konstytucjonalista z Uniwersytetu SWPS.

“To jedna z największych afer w ostatnich kilkudziesięciu latach. Ogromny majątek i nasze wspólne dobro: państwowe lasy. Kłopot w tym, że sprawa jest bardzo skomplikowana, więc media nie chciały jej nagłośnić. Nie zależy też na tym żadnemu obozowi politycznemu” – WP cytuje małopolskiego leśnika.

Prof. Ewa Łętowska zwraca uwagę, że w dużej mierze winne jest ustawodawstwo, a sprytni prawnicy dostrzegli niedoskonałości procedury. “Reprywatyzacja nieruchomości po akcji ‘Wisła’ to przede wszystkim procedura administracyjna. W niej, co do zasady, nie sprawdza się, czy ktoś otrzymał mienie zamienne, odszkodowanie, tylko “bada się” starą decyzję. Skutek jest taki, że badanie wychodziło niekorzystnie dla państwa, a wojewoda nie dostrzegał potrzeby ani obowiązku sprawdzenia, czy przypadkiem nie oddajemy jako państwo kilka razy za to samo” – wskazuje.

“Niestety dla przeciętnego odbiorcy temat jest niezrozumiały, odległy. A chodzi przecież o publiczny majątek. O to, że osoby zobowiązane do jego strzeżenia nie wywiązały się ze swojego obowiązku” – sprawę komentuje Barbara Bartuś, poseł Prawa i Sprawiedliwości, która od lat zajmuje się sprawą.

Jak czytamy, Wirtualna Polska dotarła do dokumentów Lasów Państwowych. “W jednym z pism, które leśnicy przekazywali najważniejszym urzędnikom w państwie, wskazano, że narodził się patologiczny mechanizm, w którym za jedno wywłaszczenie przyznawano aż trzy rekompensaty” – podkreśla medium.

Pierwszą rekompensatą było bowiem mienie zamienne na Ziemiach Odzyskanych, drugą – zwrot części gospodarstwa i ekwiwalent dla tych, którzy powrócili na swą ojcowiznę, trzecią – rekompensata w wyniku decyzji wojewody.

“To piąty rozbiór Polski” – wskazywały Lasy Państwowe.

Antyklerykalizm jako model biznesowy w III RP

Antyklerykalizm jako model biznesowy w III RP

https://pch24.pl/antyklerykalizm-jako-model-biznesowy-w-iii-rp/

Nie brakuje nam w Polsce szczerych antyklerykałów gotowych zupełnie serio wznosić postulaty delegalizacji Kościoła Katolickiego i odbierania rodzicom dzieci wychowywanych w atmosferze „religianckich uprzedzeń i nienawiści”. Czy jednak właśnie takie sfanatyzowane, ale marginalne środowiska są głównymi sprawcami panującej dziś mody na antyklerykalizm? A może raczej rozplenili ją chłodno myślący i zasobni biznesmeni, którzy wyczuli w „szczuciu na księdza” całkiem niezły interes?

O tym, że na nastrojach antyklerykalnych można zbić fortunę, przekonał się w latach dziewięćdziesiątych Jerzy Urban, którego niesławne czasopismo w szczytowym momencie swej popularności osiągało nakłady w wysokości 700 tysięcy egzemplarzy. Podobnych sukcesów komercyjnych doświadczyli również inni. Wojciech Smarzowski, twórca „Kleru” (jednego z marniejszych artystycznie filmów w dorobku reżysera) zgromadził w kinach pięciomilionową widownię. Kanał You Tube Tomasza i Marka Sekielskich generuje miesięcznie setki tysięcy wyświetleń ze względu na materiały stygmatyzujące duchowieństwo, uzupełniane okazyjnie o treści ufologiczne. Dodajmy do tego kolejne wydawnicze bestsellery i teksty chodliwych przebojów muzycznych, przypisujące duchowieństwu katolickiemu wszelką widowiskową deprawację, a otrzymamy prosty wniosek – umiejętnie podany antyklerykalizm to żyła złota i przepustka do sławy dla każdego pisarza, dziennikarza czy artysty, który lubi chodzić na skróty. Dlaczego jednak rynek odpowiada na tego rodzaju ofertę pozytywnie, a duża część Polaków gotowa jest płacić za kolejne dawki tak kiepsko skleconej propagandy?

Antyklerykalizm „przaśny“

Uwolnienie rynku prasy na początku lat dziewięćdziesiątych stworzyło okazję do kolportowania periodyków nawet najbardziej egzotycznych i radykalnych. Postkomuniści, obserwujący rosnące wówczas wpływy Kościoła Katolickiego, musieli czuć się zagrożeni nagłą ekspansją instytucjonalną swych „wrogów klasowych”, co wywołało ich dziką reakcję. Jerzy Urban jako prekursor antyklerykalnego modelu biznesowego, w celu utrzymania się na powierzchni w nowym ustroju postanowił skapitalizować powstałą wówczas u pewnej części społeczeństwa niezgodę na takie przeobrażenie stosunków władzy. Wydał więc na świat czasopismo, które, z punktu widzenia sukcesu komercyjnego, okazało się strzałem w dziesiątkę.

Zawartość pisma „NIE” mimowolnie obnażyła dla postronnego obserwatora pewne cechy grupy docelowej, do jakiej było ono kierowane. Kto wcześniej wyobrażał sobie antyklerykała jako Settembriniego z „Czarodziejskiej Góry” Tomasza Manna – obytego, elokwentnego humanistę i orędownika dalszego postępu cywilizacyjnego, na którego drodze stoi archaiczny Kościół Katolicki, musiał poniekąd tę życzeniową wizję zweryfikować. „Finezja” tygodnika, zarówno w wymiarze językowym, jak i graficznym, nie świadczyła dobrze o wyrobieniu estetycznym jego odbiorcy. Nie odbiegała ona zbytnio od tej, którą serwowały masowe gazetki z siermiężnym, sprośnym humorem ilustrowane porno-kreskówkowymi gryzmołami. Koneserami tego typu szkaradzieństw mogły być tylko dzieciaki rajcujące się narysowaną „gołą babą”, doły społeczne lub osoby, którym nienawiść do kleru całkowicie już stępiła estetyczną wrażliwość. „Dobry gust” odbiorców mediów przaśno-antyklerykalnych stawia pod znakiem zapytania również poziom prezentowanego w nich humoru. Oto przykładowe „perełki” z kącika humorystycznego  pt. „Jaja jak birety” w starych numerach pisma „Fakty i Mity”:

Po reformie oświatowej

Nowa „polska szkoła” / (pod wodzą „Kościoła”) / wykształci… / matoła!

albo

Nowy zbiór liczbowy

Tysiące zer / – to kler.

=======================

Propaganda antyklerykalna tamtego czasu wykazywała zadziwiające podobieństwa do publikowanej w takich klasykach niemieckiej prasy jak Der Stürmer czy Völkischer Beobachter. Atrybuty czyhającego na dobytek niemieckiego narodu żydowskiego kapitalisty dziwnie pokrywały się z tymi sugerowanymi przez przaśnych antyklerykałów duchownym katolickim: odstręczający chciwi opoje, żerujący na zabiedzonym narodzie, pociągający z tylnych siedzeń za wszystkie sznurki, a do tego przepełnieni hipokryzją i kierujący się „moralnością Kalego”; to właśnie przez „tego czarnego” (jak określano księdza) czytelnik, który wysupłał ostatnie grosze na zakup urbanowskiego „NIE” cierpi nędzę i nie może zapewnić swoim dzieciom lepszej przyszłości. Jest to jeden z elementów stanowiących o żywotności tradycji antyklerykalnych w Polsce – dostarczenie odbiorcy łatwego wytłumaczenia niepowodzenia życiowego, równocześnie umożliwiające zachowanie wysokiej samooceny. Przeciętny czytelnik pism antyklerykalnych lat dziewięćdziesiątych nie zrealizował swych życiowych aspiracji dotyczących statusu materialnego czy pozycji społecznej nie ze względu na własne zaniedbania i nietrafione decyzje, ale właśnie z winy Konkordatu, Watykanu i jego „agentów w sukienkach” okupujących polską ziemię. W ten sposób ksiądz katolicki stał się nową figurą żydowskiego kapitalisty – wyzyskiwacza, który udaremnił temuż „pokrzywdzonemu” wybicie się ponad innych. Takie uspokojenie sumienia warte było wyłożenie tych paru monet do okienka w osiedlowym kiosku Ruchu.

Antyklerykalizm „naukowy“

Dostarczanie usprawiedliwienia osobistych niepowodzeń sierotom po PRL-u, zostało szybko uzupełnione o kolejną usługę. Tym razem zaproponowano potencjalnemu klientowi wrażenie poczucia wyższości intelektualnej nad „zindoktrynowanymi katolami”, w czym celowało środowisko Racjonalisty – Ośrodka Racjonalistyczno-Sceptycznego im. de Voltaire’a, jak dumnie się tytułuje po dzień dzisiejszy. Już sama nazwa wskazuje, że mamy do czynienia z post-oświeceniową bufonadą, charakterystyczną dla antyklerykalizmu „naukowego”. Wspieranie tego ośrodka gwarantowało w określonych kręgach glejt „człowieka racjonalnego”. Wyznacznikiem tej rzekomej racjonalności miało być odrzucenie i zwalczanie instytucji, która przez wieki paliła na stosie i ścinała głowy szlachetnych naukowców, próbujących w trudzie i znoju wydźwignąć ludzkość ze stanu pół-zwierzęcego. By czytelnikom tych mediów zanadto nie utrudniać zadania, nie wymagano od nich rzeczywistego rozeznania w świecie nauki; wystarczyła nie kosztująca nic deklaracja wyznawania ideologii scjentystycznej, podpartej kilkoma prostymi trickami na obalenie religijnego chochoła; trickami mogącymi pomóc w konfrontacji wyłącznie z katolikami najmniej obeznanymi w doktrynie, a okazującymi swoją lichotę przy starciu z każdym poważniejszym apologetą.

Podjęta później przez pismo Romana Kotlińskiego pt. „Fakty i Mity” linia uderzania w duchowieństwo metodą propagandowej kazuistyki, również nie wskazywała na obeznanie czytelników z metodologią naukową. W każdym numerze tego periodyku natykaliśmy się na wyliczankę księży, którzy przekroczyli dozwoloną prędkość, zostali przyłapani z gosposią in flagranti, sprzeniewierzyli jakąś sumę pieniędzy etc. Czytelnik posiadający minimum obeznania w tych sprawach rozumiałby, że tworzenie list księży, którzy dopuścili się takich czy innych występków, nie mówi nam zbyt wiele o kondycji całego stanu duchownego. Ma raczej na celu propagandowe przytłoczenie świadomości odbiorcy. Gdyby posługiwać się metodą ówczesnych redaktorów „Faktów i Mitów”, z dowolnej grupy zawodowej, wiekowej czy społecznej można by uczynić bandę złoczyńców i uosobienie wszelkich ludzkich niegodziwości. Wyobraźmy sobie przykładowo reakcję wspomnianych środowisk na zastosowanie podobnej metody w stosunku do hołubionych modnych mniejszości etnicznych czy seksualnych. Pokazało nam to zupełnie jasno, że nie chodzi o to, by walczyć z Kościołem „wolteriańskim ostrzem rozumu”, ale rozniecaniem niskich emocji.

Historie z życia, dowody anegdotyczne, pompowanie ilości ponad jakość, nie wspominając już o naciąganych i bałamutnych korelacjach między chrześcijaństwem a mitraizmem wynotowywanych przez miłośników „alternatywnego religioznawstwa” i będących obiektem żartów wykształconych starożytników…  Ale cóż, kto nie chciałby dodać sobie w oczach otoczenia kilku punktów IQ tak niskim kosztem jak powołanie się na „badacza” Karlheinza Deschnera czy Mariusza Agnosiewicza?

Antyklerykalizm „moralny”

Rynek zmienia się na naszych oczach, a jednym z nowszych trendów jest sprzedawanie przez korporacje poczucia „bycia moralnym człowiekiem” (papierowe słomki do napojów, sklepy zero-waste, certyfikaty cruelty-free czy fair-trade…). Producenci towaru antyklerykalnego znakomicie się w te nowe trendy wpasowali. Nowoczesny antyklerykalni tandeciarze zapewniają konsumentowi swych wytworów pozór istoty moralnie wyższej aż na dwa sposoby. Primo – naświetlając przypadki, w których kapłani głoszący potrzebę praktykowania cnót i unikania grzechu sami nie potrafią się z wysokich wymagań stawianych wiernym wywiązać, a tym samym „udowadniają”, że moralność katolicka jest nierealizowalna w praktyce, więc nie trzeba sobie nią zaprzątać głowy. Secundo – potępienie Kościoła Katolickiego jako organizacji z gruntu złej samo w sobie jest aktem opowiedzenia się po stronie jej licznych ofiar, co ma dostarczać moralnego samozadowolenia. Choć ta druga oferta, może niektórym czytelnikom wydać się nieco abstrakcyjna, napomknę, że naprawdę można dziś spotkać (zwłaszcza młode) osoby, które do Kościoła przyznać się już nie potrafią, bo „sumienie im nie pozwala”. Jest to następstwem szantażowania młodych katolików przez lewicową młodzież i rozmaite „autorytety” medialne. Taki szantaż moralny polega na zrównaniu wyznawania i praktykowania wiary katolickiej z opowiedzeniem się po stronie organizacji w sposób systemowy kryjącej pedofilię i innego typu nadużycia. Nie pomaga oczywiście stwierdzenie, że sami chcemy wyplenić grzech z postępowania ludzi Kościoła; spotkamy się z odpowiedzią, że zło w Kościele jest immanentne, a próby reformowania tylko pudrują jego niezbywalną opresję. I dlatego jesteś skazany na fałszywą alternatywę: albo odrzucasz wiarę, albo lub jesteś współwinny koszmarowi zgwałconego dziecka.

Ze strony liberalnych antyklerykałów możemy również spotkać się z osobliwą ofertą potępiania Kościoła jako dowodu wypełnienia obowiązku patriotycznego (sic!). W prezentowanym przez nich toku rozumowania Polska ateistyczna (a co najmniej protestancka) stałaby dziś na dużo wyższym poziomie rozwoju aniżeli obecnie. Archaiczna konstrukcja kulturowa konserwowana przez katolicyzm ma blokować naszą przedsiębiorczość, otwarcie na świat i korzystanie ze wszystkich idących za tym dobrodziejstw. Ergo – uderzając w Kościół, stajesz się dobrym Polakiem, prawdziwie miłującym swoją ojczyznę!

Domykając handlową ofertę antyklerykałów: czytywanie ich książek, artykułów, oglądanie skandalizujących filmów, obnoszenie się z pogardą do „czarnych” etc. uczyni z Państwa (za niską cenę!) ludzi potrafiących sobie wybaczyć własne niepowodzenia, światlejszych od „katolickich dewotów”, „niezindoktrynowanych”, „moralnie doskonalszych”, wreszcie –  „prawdziwie patriotycznych”! Obcowanie z wytworami antyklerykalnych producentów obiecuje taką właśnie poprawę wizerunku i stanowi część odpowiedzi na pytanie, skąd bierze się ich rynkowy sukces.

Ludwik Pęzioł

Za komuny: W odpowiedzi na atomy budujemy nowe domy! Teraz: W odpowiedzi na problemy podajemy nowe MEMy [uzupełnione].

To parlamentarzystki w Kanadzie: my tu rządzimy !! Precz z Bożym Narodzeniem!!

================================

Polak, Ukrainiec i żyd złapali razem złotą rybkę. 

Sprawa niejasna, bo jak tu rozdzielić życzenia? 

Rybka po długim namyśle zdecydowała, że każdemu przypadnie jedno życzenie do spełnienia. 

Pyta się Ukraińca : -Co ty byś chciał? Ukrainiec odpowiada: -Chciałbym,żeby wszyscy Ukraińcy wrócili na Ukrainę. 

Rybka dalej pyta: – Żydzie, a co Ty byś chciał? Żyd na to: – No ja podobnie, żeby wszyscy żydzi wrócili do Palestyny. 

Rybka pyta Polaka: – A co ty byś chciał? Polak: – Teraz to już nic.

Francuska eurodeputowana Michelle Rivasi, inicjatorka śledztwa przeciwko Ursuli von der Leyen, znaleziona martwa w pracy.

Spółka Orgenesis Inc., w której Heiko von der Leyen pełni funkcję dyrektora medycznego, otrzymała od Komisji Europejskiej finansowanie w wysokości 320 mln euro.

Opublikowano 4 grudzień  2023 r.

Inicjatorka śledztwa przeciwko Ursuli von der Leyen została znaleziona martwa w pracy

Francuska eurodeputowana Michelle Rivasi zmarła nagle w swoim miejscu pracy. Oficjalną przyczyną śmierci jest zawał serca, jednak wiele osób zwraca uwagę na fakt, że Rivasi nigdy nie skarżyła się na serce, a nawet na dwa dni przed śmiercią przeszła pełne badania lekarskie.

Michelle Rivasi uznawana była za jedną z głównych krytyków Ursuli von der Leyen w Parlamencie Europejskim. To ona jakiś czas temu wszczęła zakrojone na szeroką skalę śledztwo w sprawie działalności Przewodniczącego Komisji Europejskiej w lobbowaniu interesów firmy Pfizer.

Na czele tej korporacji stoi mąż Ursuli von der Leyen. Od wybuchu pandemii Covid-19 firma Pfizer stała się głównym dostawcą szczepionki przeciwko koronawirusowi. Michelle Rivasi miała podstawy sądzić, że fakt ten był konsekwencją osobistych zainteresowań i udziału Ursuli von der Leyen.

Wiele osób w Europie zwraca obecnie uwagę na fakt, że zawał serca Michelle Rivasi wydawał się nastąpić nagle, ale bardzo trafnie. Faktem jest, że na 15 grudnia zaplanowano wystąpienie posłanki do Parlamentu Europejskiego, podczas którego zamierzała ogłosić wyniki śledztwa i przekazać prasie kopie dokumentów.

Przypomnijmy, że skandal, w który zaangażowana była Ursula von der Leyen i jej mąż Heiko, wybuchł w grudniu ubiegłego roku. Następnie siedmiu posłów do Parlamentu Europejskiego opublikowało list otwarty do europejskiego komisarza odpowiedzialnego za przejrzystość, w którym zwrócił się do Unii Europejskiej o niezwłoczne przeprowadzenie śledztwa w sprawie działalności komercyjnej Heiko von der Leyena.

W dokumencie wskazano, że spółka Orgenesis Inc., w której Heiko von der Leyen pełni funkcję dyrektora medycznego, otrzymała od Komisji Europejskiej całkowite finansowanie w wysokości 320 mln euro.

Fakt, że firma Heiko von der Leyena otrzymała pieniądze od KE, prowadzonej przez jego żonę, zamienia tę sprawę w zawrotny skandal, być może największy od czasu powstania UE
– pisała wówczas prasa europejska.
Źródło: Инициатора расследования против Урсулы фон дер Ляйен нашли мертвой на рабочем месте

Parlament europejski i polski stały się wylęgarniami, inkubatorami i przechowalniami przestępców.

Kanada: Eutanazja coraz bardziej powszechna. W Quebec odpowiada za 6.6% zgonów. Kiedy eutanazja na wniosek sąsiadów?

Eutanazja coraz bardziej powszechna

Posted by Marucha w dniu 2023-12-05 marucha/eutanazja-coraz-bardziej-powszechna

Kanada dokonuje obecnie średnio eutanazji 36 obywateli każdego dnia. Kanada ma jedne z najbardziej liberalnych przepisów dotyczących eutanazji na świecie.

W ostatnich latach rząd w coraz większym stopniu łagodził przepisy, które pierwotnie miały zapewniać chorym możliwość śmierci w momencie, gdy była ona nieuchronna.


Jednak rozszerzenie przepisów oznacza, że ​​obecnie eutanazji mogą się poddać osoby z dużo mniej poważnymi problemami, takimi jak depresja, bezdomność czy choroba psychiczna.

Przepisy zostały nawet rozszerzone, aby objąć nimi „dojrzałych nieletnich”, z zamiarem rozszerzenia ich na niemowlęta. Według najnowszego raportu Health Canada na temat samobójstw wspomaganych, w ubiegłym roku w całym kraju eutanazja stanowiła 4,1 procent zgonów. Liczba ta stanowi znaczny wzrost z 3,3 procent w 2021 r.

Według Kanadyjskiego Stowarzyszenia ARPA Canada najwyższy odsetek eutanazji przeprowadzono w Quebecu i Kolumbii Brytyjskiej, co stanowiło odpowiednio 6,6% i 5,5% wszystkich zgonów w tych prowincjach.

Najniższe wskaźniki mają Nowa Fundlandia, Labrador i Manitoba, gdzie eutanazja stanowi odpowiednio zaledwie 1,5% i 2,1% wszystkich zgonów.

Według Health Canada, aby kwalifikować się do programu MAID, dana osoba musi doświadczyć „nieznośnego cierpienia fizycznego lub psychicznego spowodowanego stanem zdrowia lub pogorszeniem się stanu zdrowia, którego nie można złagodzić w warunkach, które dana osoba uważa za akceptowalne”.

Ankieta przeprowadzona wśród beneficjentów MAID wykazała, że ​​głównym źródłem ich „nieznośnego cierpienia” jest „utrata zdolności do angażowania się w sensowne zajęcia życiowe”.

Doświadcza tego 86 procent ankietowanych.

Co najmniej 82 procent zgłosiło, że utraciło zdolność wykonywania czynności dnia codziennego (ADL).

Od 17 marca 2024 r. do programu MAID będą uprawnione osoby cierpiące na chorobę psychiczną jako jedyną chorobę podstawową.

Niektórzy eksperci ds. zdrowia twierdzą jednak, że sama choroba psychiczna nie powinna być kryterium wspomaganej śmierci.

Sonu Gaind, główny psychiatra w Sunnybrook Health Sciences Centre w Toronto, wyjaśnił, że czasami może być trudno ustalić, czy dana choroba psychiczna jest naprawdę nieuleczalna, zgodnie z wymogami prawa, oraz rozróżnić patologiczne samobójstwo od racjonalnego pragnienia śmierci.

Należy oczekiwać na rychłe wprowadzenie przymusowej eutanazji na wniosek sąsiadów.
Admin

==================================

mail:

to bardzo rozsądne, przecież te osoby mogłyby się zarazić covidem i co? nie było by im tak lekko umierać. No!

AS

„Szatan zawsze będzie Cię wspierał!”. Instrukcja jak dokonać „rytualnej aborcji” według „Świątyni Szatana”.  Promuje to „Cosmopolitan”.

Fundacja Pro-Prawo do życia

Mariusz Dzierżawski <pomagam@stopaborcji.pl>
W niedzielę rozpoczął się Adwent. Jako chrześcijanie oczekujemy na narodziny Zbawiciela. Co w tym czasie robią aborcjoniści? Popularny magazyn skierowany do kobiet opublikował niedawno instrukcję jak dokonać „rytualnej aborcji” według wytycznych opracowanych przez „Świątynię Szatana”. To wszystko w opiniotwórczym piśmie mającym miliony czytelniczek na całym świecie. Ideolodzy satanizmu ściśle współpracują z aktywistami aborcyjnymi, aby jeszcze bardziej zdeformować sumienia i zło przedstawić jako dobro. Efektem jest coraz większe otępienie społeczeństwa i narastające w ogromnym tempie zagrożenia wynikające z zanegowania chrześcijaństwa. Przygotowaliśmy krótki tekst wyjaśniający na czym polega „rytuał aborcji” i jak doszło do tego, że satanizm przestał być powszechnie nieznaną niszą i jest promowany przez największe media.Na czym polega rytualna aborcja? [foto]Wstrząsający poradnik został opublikowany w mediach społecznościowych prowadzonych przez Cosmopolitan – propagandowy magazyn skierowany do kobiet, oswajający z feminizmem, wulgarnością i rozwiązłością seksualną. Cosmopolitan informuje swoje czytelniczki o tym, że „Świątynia Szatana”, jedna z największych organizacji satanistycznych, która legalnie działa w USA jako formalny związek wyznaniowy, otworzyła w stanie Nowy Meksyk własny ośrodek aborcyjny. Grupy takie jak Świątynia Szatana zatrudniają profesjonalnych prawników, którzy w ich imieniu domagają się zniesienia zakazu aborcji obowiązującego w niektórych rejonach USA, powołując się przy tym na prawo do „wolności praktyk religijnych”. Dla satanistów zamordowanie nienarodzonego dziecka poprzez aborcję jest „sakramentem”, a zakaz aborcji uniemożliwia praktykowanie „religii” satanizmu poprzez dokonywanie aborcji. 
Teraz sataniści otworzyli własną „klinikę” aborcyjną i szeroko reklamują swoje „usługi” polegające m.in. na udostępnianiu kobietom pigułek poronnych w celu wykonywania „rytualnych” aborcji. Jak wygląda taka „ceremonia” opisuje swoim czytelniczkom Cosmopolitan: „Znajdź spokojne miejsce. Jeśli możesz, weź lustro. Przed zażyciem pigułki [poronnej]spójrz na swoje odbicie w lustrze i skup się na sobie, na swojej osobowości, na swoich intencjach oraz tym, że odpowiadasz tylko sama przed sobą. Weź kilka głębokich oddechów, a następnie wypowiedz na głos następujące słowa: <<Ciało jest nienaruszalne i podlega wyłącznie Twojej własnej woli.>> Połknij pigułki poronne, po czym natychmiast wyrecytuj na głos: <<Przekonania powinny być zgodne z naukowym rozumieniem świata. Nie wolno zniekształcać faktów naukowych, aby dopasować je do własnych przekonań.>> Potem, gdy proces aborcji dobiegnie końca, powróć do swoich przemyśleń. Skup się na swojej osobowości i tym, że Twoja wola i Twoja moc dokonała tej decyzji. Zakończ rytuał aborcji poprzez wyrecytowanie osobistej afirmacji: <<Przez moje ciało, moja krew; przez moją wolę, wykonało się.>>” 
Czytane przez miliony kobiet na całym świecie pismo, do spółki ze „Świątynią Szatana”, w przeddzień Adwentu zachęca czytelniczki do mordowania swoich dzieci i wykonywania przy tym satanistycznych rytuałów religijnych. Wydawać by się mogło, że to fragment jakiegoś horroru lub powieści science-fiction. To jednak rzeczywistość, która dzieje się na naszych oczach. 
„Rytualna” aborcja, przeprowadzona wedle wytycznych „Świątyni Szatana”, to bluźniercza ceremonia mająca na celu naśladować postawę Lucyfera, który wypowiedział posłuszeństwo Bogu. Słowa wypowiadane w trakcie „rytualnej aborcji” mają umocnić kobietę w postawie skrajnego egoizmu i samouwielbienia oraz wmówić jej przeświadczenie, że jej decyzja to owoc „wewnętrznej mocy”, jaką rzekomo posiada. Co więcej, sformułowania, do których wypowiadania w trakcie „rytuału” zachęcane są kobiety, nie są przypadkowe. Możemy je odnaleźć na oficjalnej stronie „Świątyni Szatana” w dziale dotyczącym „fundamentalnych dogmatów” satanizmu. W związku z tym, nawet jeżeli większość kobiet nie jest tego świadomych, to „rytualna aborcja” jest w praktyce inicjacją satanistyczną, która otwiera drogę do opętania. 
Zagrożenie jest tym większe, że to wszystko dokonuje się przecież w trakcie aborcji, czyli morderstwa niewinnego dziecka, które jest grzechem ciężkim pociągającym za sobą ekskomunikę mocą samego czynu. Trudno wyobrazić sobie większe zagrożenie duchowe prowadzące do zniewolenia. Natura nie znosi próżni. Jak pisał G.K. Chesterton: „Kiedy człowiek przestaje wierzyć w Boga, może uwierzyć we wszystko.” Próżnię powstałą po odrzuceniu Boga wypełniają coraz bardziej agresywne ideologie, w tym satanizm.
Wielu ludzi wciąż w to niedowierza myśląc, że sataniści to niewielkie grupki ludzi o bardzo skrajnych poglądach, które nie mają żadnego wpływu społecznego. Tymczasem satanizm jest na Zachodzie, zwłaszcza w USA, promowany publicznie i na szeroką skalę przez największe media. Trzeba przy tym zwrócić uwagę, że aktywiści radykalnej lewicy wśród swoich najważniejszych żądań politycznych wymieniają zawsze „rozdział Kościoła od państwa” oraz konieczność budowania państwa „neutralnego światopoglądowo”. Ich zdaniem „neutralne światopoglądowo” mają być także szkoły oraz instytucje publiczne. Lewaccy aktywiści działają np. na rzecz usuwania krzyży z klas szkolnych powołując się przy tym na zasadę świeckości i laickości państwa. W tym samym czasie te same środowiska zakładają „świątynie Szatana”, które posiadają własne zasady wiary, własne „dogmaty” oraz własne „rytuały religijne”. Co więcej, wkraczają z tym wszystkim w przestrzeń publiczną, do instytucji i w życie innych ludzi. 
Na terenie USA sataniści budują nie tylko własne ośrodki aborcyjne i są aktywni na polu działań prawnych przeciwko obronie życia, ale wchodzą także do szkół. Z inicjatywy „Świątyni Szatana” w kolejnych miastach powstają „After School Satan Clubs” czyli „Pozalekcyjne Szkolne Kluby Szatana”, zakładane w szkołach podstawowych. Satanistom udało się już założyć takie kluby w co najmniej kilku szkołach, gdzie prowadzą zajęcia dla dzieci, na które werbuje się najmłodszych za pomocą gier, zabaw i przekąsek. Drugim po dzieciach celem satanistów są pro-liferzy.
Promocja aborcji to jeden z filarów działalności satanistycznej, podobnie jak zwalczanie inicjatyw pro-life. W USA zasłynęli m.in. zakłócaniem akcji informacyjnych po ośrodkami aborcyjnymi. W Polsce sataniści zwalczali działania naszej Fundacji i promowali aborcję. Gdy w 2021 roku złożyliśmy do Sejmu obywatelski projekt ustawy „Stop aborcji”, którego celem było objęcie wszystkich dzieci w Polsce pełną ochroną prawną, sataniści stanęli po stronie aktywistów aborcyjnych i zaczęli zwalczać naszą inicjatywę. 
Na polskojęzycznym profilu satanistycznym w mediach społecznościowych pojawiło się oficjalne poparcie dla tzw. „czarnych marszów”. Sataniści reklamowali też kontakt do zorganizowanych grup przestępczych, które pośredniczą w nielegalnym handlu pigułkami aborcyjnymi. Działający w Polsce sataniści z międzynarodowej organizacji „Global Order of Satan” opublikowali nawet komunikat do polskich kobiet, chcących dokonać aborcji: „Szatan zawsze będzie Cię wspierał!” 
Warto też nadmienić, że członkowie „Global Order of Satan” oficjalnie wzięli udział w ubiegłorocznej „paradzie równości” LGBT, która przeszła ulicami Warszawy.
Prezydent stolicy Rafał Trzaskowski zakazał wtedy naszej Fundacji organizacji pokutnej procesji różańcowej wynagradzającej za promocję deprawacji na ulicach miasta. W tym samym czasie aktywiści LGBT i sataniści swobodnie paradowali po Warszawie. Panie MirosĹ‚awie, celem satanistów i aborcjonistów jest praktyczne zanegowanie chrześcijaństwa i wynikającego z niego przykazania miłości bliźniego. Ma być ono zastąpione zasadą skrajnego egoizmu i koncentracji wyłącznie na sobie. Propagandowe działania to próba wygórowania normalności, współczucia i miłości z umysłów i serc ludzi. 

Działania i prowokacje aborcjonistów szczególnie nasilają się w okresie przed Świętami Bożego Narodzenia. Widać to było w ubiegłych latach, coraz wyraźniej widzimy to też dzisiaj. W ubiegłym roku pisaliśmy o tym, że pewna samotna mama w ciąży poprosiła na jednej z grup dyskusyjnych o pomoc materialną w związku z nadchodzącymi Świętami. Zapytała czy ktoś mógłby dać jej trochę jedzenia oraz proszek do prania dla dziecka. W odpowiedzi, aktywistka aborcyjna doradziła jej… dokonanie na Święta aborcji za pomocą pigułek poronnych i zamiast jedzenia podała jej adres, pod którym można zamówić tabletki.
Tego typu działania są częścią wielkiego procesu, który dokonuje się na naszych oczach: likwidacji resztek cywilizacji chrześcijańskiej. Nasza Fundacja daje temu opór poprzez organizację niezależnych kampanii informacyjnych ujawniających Polakom prawdę o aborcji oraz prowadzenie publicznych akcji różańcowych, w trakcie których modlimy się o powstrzymanie aborcji i nawrócenie ludzi uwikłanych w ten okrutny proceder. Modlitwy różańcowe odbywają się regularnie w wielu miastach Polski. Przeprowadzone są w ruchliwych miejscach takich jak starówki, wejścia do centrów handlowych i uniwersytetów czy deptaki w centrach miast.Wesprzyj organizację akcji [foto]Gdy modlimy się w przestrzeni publicznej, nieustannie spotykamy się z atakami. W trakcie różańca pod szpitalem w Oleśnicy, największym w Polsce ośrodkiem aborcyjnym, agresywny mężczyzna napadł na jedną z naszych wolontariuszek i koordynatora akcji, który stanął w jej obronie. W Elblągu zamaskowany napastnik rzucił się na grupę modlących się na różańcu osób i zaatakował naszego wolontariusza. Do tego typu sytuacji dochodzi coraz częściej. 
Pod wpływem medialnej indoktrynacji kolejni ludzie reagują jak zaprogramowane roboty – automatycznie włącza im się agresja na widok krzyża, różańca i modlitwy oraz prawdy na temat aborcji. Atakują bez względu na obecność kamer, licznych świadków oraz możliwe konsekwencje prawne swoich działań. Często wydaje się, że są w jakimś amoku i nie kontrolują swoich zachowań. Promocja prowadzącego do opętania i zniewolenia satanizmu doprowadzi do jeszcze większej nienawiści, a w konsekwencji do upadku naszego społeczeństwa. Świadome tej sytuacji są kolejne osoby, które dołączają do naszej Fundacji i chcą organizować akcje informacyjne oraz publiczne różańce w swoich miejscach zamieszkania.
Takich ludzi wspierają koordynatorzy naszej Fundacji, którzy jeżdżą od miasta do miasta i pomagają organizować akcje oraz szkolą nowych wolontariuszy. Zdarza się, że nasi działacze przejeżdżają kilkaset kilometrów jednego dnia, aby pomóc w organizacji kampanii w kolejnych miejscowościach. Paliwo, transport, naprawa samochodów, kupno nowych plakatów, megafonów i billboardów – to dla nas duże koszty. W najbliższym czasie potrzebujemy na te działania ok. 10 000 zł. 
]Dlatego zwracam się do Pana z prośbą o przekazanie 35 zł, 70 zł, 140 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby umożliwić organizację kolejnych akcji i zmianę świadomości Polaków w sprawie mordowania dzieci poprzez aborcję.
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
W USA aborcja oficjalnie stała się satanistycznym rytuałem, który promują największe czasopisma i media społecznościowe. To wszystko jest możliwe m.in. z powodu braku świadomości społecznej. Dlatego musimy budzić sumienia Polaków i mobilizować nasz naród do modlitwy i działania przeciwko aborcji. Temu służą nasze kampanie, o wsparcie których bardzo Pana proszę.
Serdecznie Pana pozdrawiam,Mariusz Dzierżawski
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

„Cudowne” zamiany tira z komercyjnym ładunkiem na pomoc humanitarną dla Ukrainy. Łapią płotki lub konkurencja przejmuje teren.

„Cudowna” zamiana tira z komercyjnym ładunkiem na pomoc humanitarną dla Ukrainy. W tle 22 tys. dolarów łapówki [ZDJĘCIA]

Norbert Ziętal 5 grudnia 2023, cudowna-zamiana-tira-z-komercyjnym-ladunkiem-na-pomoc-humanitarna-dla-ukrainy-w-tle-22-tys-dolarow-lapowki

Ukraiński celnik (nz. w jasnej kurtce, drugi z prawej)jest podejrzany o przyjmowanie ogromnych łapówek za "zamieniania" w dokumentach komercyjnych ładunków na "pomoc humanitarną".
Ukraiński celnik (nz. w jasnej kurtce, drugi z prawej)jest podejrzany o przyjmowanie ogromnych łapówek za „zamieniania” w dokumentach komercyjnych ładunków na „pomoc humanitarną”. Państwowe Biuro Śledcze Ukrainy

Zobacz galerię (10 zdjęć)

22 tys. dolarów USA (równowartość 88 tys. złotych) miał wziąć funkcjonariusz Państwowej Służby Celnej ze Lwowa za załatwienie przewozu na terytorium Ukrainy komercyjnych towarów pod pozorem pomocy humanitarnej. Został zatrzymany przez funkcjonariuszy Państwowego Biura Śledczego Ukrainy, którzy twierdzą, że celnik „systematycznie brał łapówki”.

Pracownicy Państwowego Biura Śledczego zatrzymali pracownika lwowskiego urzędu celnego za „systematyczne przyjmowanie łapówek”.

– Zażądał od przedsiębiorców pieniędzy za zorganizowanie „przyspieszonej” procedury odprawy ładunków pod pozorem pomocy humanitarnej – informuje Olga Czikanowa z Państwowego Biura Śledczego Ukrainy.

W ten sposób nieuczciwi przewoźnicy nie tylko zyskują szybszą odprawę swoich ładunków na granicy, ale również znaczne korzyści finansowe, gdyż unikają ukraińskich opłat celnych.

Śledztwo w tej sprawie prowadzone było przez kilka miesięcy. Zaczęło się od przedsiębiorcy, do którego celnik zwrócił się z propozycją zamiany w dokumentach jego ładunku na pomoc humanitarną.

– W maju 2023 roku (funkcjonariusz-przyp. red) poinformował przedstawiciela firmy handlowej o możliwości udzielenia pomocy w szybkiej rejestracji towarów pod przykrywką „pomocy humanitarnej”, bez konieczności płacenia obowiązkowych opłat celnych – podaje O. Czikanowa.

Jak wyjaśnia, celnik ustalił wysokość łapówki jako procent całkowitej wartości ładunku. W ten sposób przewoźnicy opłacali go „sprawiedliwie”.

– W sierpniu tego roku celnik otrzymał 22 tys. dolarów za niezakłócony przewóz towarów pod pozorem pomocy humanitarnej na terytorium Ukrainy, bez płacenia obowiązkowych opłat celnych. Zysk podejrzanego wyniósł 14 proc. rzeczywistej wartości ładunku – precyzuje O. Czikanowa.

Pracownicy PBŚ zatrzymali sprawcę po otrzymaniu kolejnej łapówki w wysokości 16,3 tys. dolarów. Celnik usłyszał zarzuty z art. 368 Kodeksu karnego Ukrainy, który mówi o przyjmowaniu łapówek w „szczególnie dużej wysokości”.

Czynności w tej sprawie trwają nadal, a śledczy chcą ustalić ewentualnych wspólników funkcjonariusza. Sprawa jest na tyle poważna, że zajmuje się również Biuro Prokuratora Generalnego Ukrainy.

To nie jedyny ujawniony w ostatnim czasie przypadek korupcji wśród ukraińskich celników. Zaledwie tydzień temu PBŚ Ukrainy poinformowało o zatrzymaniu sześciu celników z Gródka w obwodzie lwowskim, niedaleko granicy z Polską. Za łapówki umożliwiali przejazd przez granice bez opłat celnych używanych samochodów z importu. W dokumentach przewozowych nieprawdziwą (wcześniejszą) datę przekroczenia granicy. Chodziło o to, aby skorzystać z zerowej stawki celnej, uchwalonej przez Rade Najwyższa Ukrainy na kilka miesięcy po wybuchu wojny.

– Wszystkim sześciu oskarżonym zarzuca się nadużycie stanowiska służbowego, co spowodowało poważne konsekwencje. Grozi im kara do sześciu lat pozbawienia wolności – informuje Państwowa Służba Śledcza.

Zgodnie z ukraińskim prawem, państwo skonfiskowało wszystkie 41 samochodów, które były przedmiotem przestępstwa. „Aby zrekompensować wyrządzone szkody” – wyjaśnia ten krok PBŚ. Wysokość uszczuplenia ukraińskiego fiskusa wyniosła 1,5 mln hrywien (równowartość ok. 170 tys. złotych).

https://geo.dailymotion.com/player/xbw28.html?video=x8q994v&subtitles-default=pl&mute=true

Polacy zapłacą władcom murzynów w Afryce „reparacje klimatyczne”

Polacy zapłacą władcom murzynów w Afryce „reparacje klimatyczne”

magnapolonia/polacy-zaplaca-afryce

Podczas czwartkowego spotkania na szczycie klimatycznym ONZ powołano specjalny fundusz strat i zniszczeń. Za jego pośrednictwem państwa wysoko rozwinięte, czyli kraje Europy, Półwyspu Arabskiego, Azji Wschodniej i Stany Zjednoczone będą sponsorowały gospodarki państw trzeciego świata, czyli biedne kraje Afryki, Azji i Ameryki Południowej. 

Polacy zapłacą Afryce „reparacje klimatyczne”. Fundusz strat i zniszczeń został powołany do życia przez Unię Europejską już w zeszłym roku podczas szczytu COP27 w egipskim Szarm-el-Szejk, ale przez brak porozumienia. konferencję przesunięto na dzisiejszy szczyt. Podczas negocjacji, które toczyły się od zeszłorocznego szczytu, niektóre bogate kraje, zwłaszcza Stany Zjednoczone, nalegały, aby kraje dobrowolnie wpłacały składki do funduszu. Chcą także, aby wschodzące mocarstwa o wysokiej emisji, w tym Chiny i Arabia Saudyjska, wniosły swój sprawiedliwy udział.

Środki do funduszu mają wpłacać kraje rozwinięte na rzecz państw trzeciego świata, żeby „sfinansować zniszczenia spowodowane zmianą klimatu”. Zjednoczone Emiraty Arabskie i Niemcy obiecały, że wpłacą na rzecz funduszu po 100 milionów dolarów. Początkowe finansowanie na rzecz funduszu ma wynieść 300 mln dolarów, między innymi z wkładem Wielkiej Brytanii na poziomie 60 mln funtów, 24,5 mln Stanów Zjednoczonych i 10 mln dolarów od Japonii.

Trzeba podkreślić, że pomysł nie jest nowy. Już w 2009 roku kraje rozwinięte zobowiązały się do przekazywania krajom rozwijającym się 100 miliardów dolarów rocznie w ramach finansowania działań klimatycznych. Cel ten nie został wtedy osiągnięty.

W czasie rozmów nie było obecnych przedstawicieli dwóch państw o najwyższych emisjach CO2 – USA i Chin.

Nazwa „fundusz strat i zniszczeń” sugeruje, że rozwój Europy był zły i musimy ponieść karę za to, że przez wieki pracowaliśmy i osiągnęliśmy więcej niż reszta świata. Dlaczego zwykły mieszkaniec Europy ma płacić za swój standard życia obcym rządom, z którymi nie ma nic wspólnego? To defraudacja pieniędzy podatników. Idea klimatyczna służy globalistom do usprawiedliwienia praktycznie całego lewicowego programu: masowej migracji, redystrybucji bogactwa i globalnego zarządzania.

Polecamy również: Żydzi zabili już ponad 15 tysięcy palestyńskich cywilów

Papiestwo eko-maoistyczne: Aktywistki „Extinction Rebellion” przerywają Mszę, by zacytować Bergoglia. Arcybiskup „ma wielki szacunek”…

Papiestwo eko-maoistyczne: Aktywiści Extinction Rebellion przerywają Mszę, by zacytować Bergoglia

Date: 5 dicembre 2023 Author: Uczta Baltazara babylonianempire/papiestwo-eko-maoistyczne

Do zdarzenia doszło w niedzielę podczas mszy w katedrze w Turynie, którą odprawiał miejscowy arcybiskup. Nabożeństwo zostało przerwane przez aktywistów ekologicznych należących do Extinction Rebellion. Dwie aktywistki weszły na ambonę, aby wygłosić swoje przesłanie na temat zmian klimatycznych.

Jednak ze względu na pewien rodzaj spięcia, które stało się możliwe za sprawą dobrze obserwowalnego dryfu neo-kościoła katolickiego, jedyne, co zrobiły, to przeczytały fragmenty encykliki Laudato si’ oraz jej kontynuacji, czyli niedawnej adhortacji apostolskiej Laudate Deum. Aktywistki starały się “zwrócić uwagę wiernych na słowa papieża dotyczące kryzysu klimatycznego”. Grupa ekologiczna przerwała ceremonię kościelną po to, by odczytać słowa samego przywódcy Kościoła. Paradoks, który mógl wydarzyć się wyłącznie podczas obecnego pontyfikatu, którego szaleństwo z każdym dniem staje się coraz to bardziej niewyobrażalne.

“Mam wielki szacunek dla tych, którzy mobilizują się w obronie Stworzenia i przyjmują apele papieża Franciszka, doceniam zaangażowanie w tym sensie działaczy Extinction Rebellion, ale było mi przykro, że zdecydowali się zabrać głos w katedrze bez uprzedniej rozmowy ze mną i zapytania, czy mogą interweniować” – powiedział arcybiskup Roberto Repole. “Odpowiedziałbym, że podczas mszy często modlimy się o pokój i ochronę Stworzenia, ale celebracja Eucharystii nie jest odpowiednim momentem na publiczne przemówienia: początkowo pozwoliłem aktywistom mówić, a następnie poprosiłem ich, aby skończyli, ponieważ msza jest chwilą modlitwy i jako taka musi być szanowana, także i przede wszystkim przez tych, którzy deklarują, że chcą pracować z szacunkiem dla wszystkich”.

Reakcja arcybiskupa miasta Całunu była całkiem «gustowna»:

Zakłopotanie prałata było wyraźnie widoczne. Mimo to, następca apostołów zaczyna od pochwały tych, którzy przeszkodzili mu w odprawieniu rytuału. Jak widać na filmie, rozpoznaje słowa papieża Franciszka. A zatem, nie ma się czym denerwować…

INFO: https://www.renovatio21.com/il-papato-eco-maoista-e-qui/

Między młotem a kowadłem

Między młotem a kowadłem

Stanisław Michalkiewicz  tygodnik „Najwyższy Czas!”    5 grudnia 2023 młotem-go

Chyba rzeczywiście coś jest na rzeczy, jak w rysunku Andrzeja Mleczki, na którym Pan Bóg z szatańskim uśmiechem urządza kulę ziemską i powiada, że Polakom zrobimy kawał i umieścimy ich między Niemcami i Rosją.

Kiedy tylko Nasz Ówczesny Najważniejszy Sojusznik, do spółki z Sojusznikiem Mniej Ważnym, sprzedali nas w Jałcie Sojusznikowi Naszych Sojuszników, zaraz pojawił się w Polsce „blok demokratyczny”, który dotąd wszystkich młotował, aż w końcu nikt już nie opierał się Sojuszowi ze Związkiem Radzieckim, który – obok ustroju socjalistycznego – był fundamentem polityki naszego nieszczęśliwego kraju. Trwało to, to znaczy – socjalizm i sojusze, a właściwie ten jeden, najważniejszy – aż do końca lat 80-tych, kiedy to nastała sławna transformacja ustrojowa.

W ramach transformacji ustrojowej dawni uczestnicy „bloku demokratycznego” znowu się zdemokratyzowali – tym razem gwoli przypodobania się Naszemu Najważniejszemu Sojusznikowi, tylko oczywiście nie temu staremu, tylko temu drugiemu – bo w ramach sławnej transformacji nastąpiło odwrócenie sojuszy – ale Sojusz, jako jeden z filarów polityki naszego nieszczęśliwego kraju, oczywiście pozostał.

Drugim filarem była oczywiście demokracja, której wyznawanie – podobnie, jak poprzednio socjalizmu – stało się nie tylko powszechnym i nie podlegającym dyskusji obowiązkiem, ale nawet naszą chlubą. Ale z demokracją, zarówno w tamtej, starej odmianie, jak i tej nowej – jest mnóstwo zgryzot – przede wszystkim w postaci błędów i wypaczeń. Za pierwszej demokracji błędy i wypaczenia zostały szczęśliwie przezwyciężone i odtąd nic już nie mąciło sielanki w postaci jedności moralno-politycznej narodu – aż trzeba było wprowadzić stan wojenny – po którym rozpoczęły się przygotowania do sławnej transformacji – i nowu nic nie mąciło sielanki, aż do momentu, gdy na skutek błędów i wypaczeń demokracja się zaśmierdziała – na co zwróciła uwagę Nasza Złota Sojusznica i podjęła środki dyscyplinująca nasz mniej wartościowy naród tubylczy – najpierw na odcinku demokracji, a potem – na odcinku praworządności. To nie była łatwa sprawa tym bardziej, że Nasz Najważniejszy Sojusznik zataczał się od ściany do ściany i raz proklamował strategiczne partnerstwo z Rosją, a zaraz po trzech latach wysadzał je w powietrze, zanim jeszcze zdążyliśmy się do nowej sytuacji sojuszniczej akomodować. Wtedy właśnie doszło do kolejnych błędów i wypaczeń, nad którymi bolał obóz demokratyczny, pragnący, żeby wszystko było „tak, jak przedtem”. Wreszcie Nasz Najważniejszy Sojusznik, w chwili jakiegoś demencyjnego zaćmienia, pozwolił Drugiemu Sojusznikowi urządzać Europę po swojemu, dzięki czemu nie tylko wszystko wróciło w stare koleiny, ale i obóz demokratyczny nabrał wigoru i obecnie przebiera nogami, nie mogąc doczekać się momentu, w którym „teraz, kurwa, my!

Ponieważ Nasz Drugi Sojusznik próbuje wykorzystać czas darowany, zanim jeszcze lud pracujący Naszego Najważniejszego Sojusznika obierze sobie w listopadzie przyszłego roku jakiegoś kolejnego ulubieńca ulicy za przywódcę, tubylczy obóz demokratyczny nie bardzo wie, czego się trzymać, to znaczy – niby wie, że najważniejsza jest – podobnie jak i kiedyś – demokracja i sojusze – ale wiadomo, że diabeł tkwi w szczegółach, a nie wiadomo, jaki szczegół na tym etapie dziejowym pasuje do demokracji i praworządności, a jaki nie. Żeby tedy nie popaść w jakieś błędy i wypaczenia, a może nawet w sprośne błędy Niebu i Sojusznikom obrzydle, obóz demokratyczny na razie projektuje igrzyska, polegające na komisyjnym tarzaniu gwałcicieli i wypaczycieli demokracji w smole i pierzu, dzięki czemu nie tylko ma nadzieję uchronić się przed błędami i wypaczeniami, ale i zaabsorbować uwagę mniej wartościowego narodu tubylczego do tego stopnia, że nawet nie zauważy on, jak pewnego dnia obudzi się w Generalnym Gubernatorstwie.

Jednak nawet tak skromnie zakrojony program przywracania zgwałconej demokracji „teraz, kurwa, my”! napotyka rozmaite zasadzki, na przykład na odcinku niezawisłych sądów, co to – jak wiadomo – robią za pupillę praworządności. Na przykład w okresie błędów i wypaczeń mianowanych zostało jakieś trzy tysiące „nielegalnych” sędziów. Za pierwszych błędów i wypaczeń nie byłoby z tym problemu, bo każdy dostałby 9 gramów ołowiu w łeb, a potem wylądował w dole z wapnem – ale teraz demokracja ma trochę inny wizerunek i na przykład pani prof. Ewa Łętowska chyba by takiego eksperymentu nie wytrzymała, chociaż jej przywiązanie do demokracji jest poza wszelką dyskusją. Dlatego na tym etapie trzeba będzie kombinować inaczej, używając tak zwanych „kruczków”. Może niektórzy będą na to kręcić nosem, ale gdzie drwa rąbią, tam wióry lecą, a poza tym – „kiedy Padyszachowi wiozą zboże, kapitan nie troszczy się, jakie wygody mają myszy na statku”, więc gdy w grę wchodzi święta sprawa praworządności, to nie mogą nas tu powstrzymywać jakieś pięknoduchowskie dyrdymały. Toteż pani prof. Łętowska, wprawdzie się zastrzega, że ona nie do doradzania – ale doradza – jak ma być, żeby było dobrze.

Chodzi o to, że blok demokratyczny ma na swojej słusznej drodze barierę w postaci pana prezydenta Dudy, który będzie sypał piasek w szprychy rozpędzonego parowozu dziejów, powołując się właśnie na jurydyczne dyrdymały. Tedy pani prof. kombinuje tak: sędziowie są nieusuwalni; na tym odcinku nie można liczyć nawet na aprobatę przebierańców z luksemburskiego trybunału, bo praworządność owszem – ale solidarność przebierańcza d’abord. Nie można tedy uchwałami – bo ustawy ten okropny Duda zawetuje – odwoływać nieodwoływalnych sędziów – ale można uchwałami unieważniać uchwały, na podstawie których zostali oni powołani. Taka, panie, kombinacja – ja zwykł mawiać Antoni Lange. Jak się taką uchwałę unieważni, to i rekomendacja nieważna, a zatem – i nominacja, więc wszystko będzie gites tenteges. Pewien niepokój wzbudza kwestia, co w takim razie z orzeczeniami wydanymi przez tych uzurpatorów; ważne one, czy może nie? Na dobry porządek one też powinny być nielegalne, jako że ex nihilo nihil fit – ale obóz demokratyczny najwyraźniej obawia się „sądu zagniewanego ludu”, który w takiej sytuacji mógłby wziąć swoich ulubieńców pod obcasy. Toteż nawet na poraworządność wyjątkowo czuła Wielce Czcigodna Kamila Gasiuk-Pihowicz, zwana popularnie „myszą-agresorką”, przechodzi do porządku nad logiką i dopuszcza do siebie instynkt samozachowawczy – bo co innego ekscytować się demokracją, a co innego – zetknąć się w ramach bliskiego spotkania III stopnia z zagniewanym ludem. Jak zauważył Józef Stalin, zagniewanego ludu obawiał się nawet Hitler, a cóż dopiero – demokraci?

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.