Biedni architekci wielkiego bezbożnego świata, zostaną strąceni w same głębiny piekła!

PRZEJRZANI ZŁOCZYŃCY

Biskup Ryszard Williamson

Komentarz Eleison nr DCCLXIII (763)

26 lutego 2022 https://fsspxr.wordpress.com/komentarze-eleison/

————————

Jeden ze współbraci w kapłaństwie napisał wartościową analizę całej kwestii koronawirusowej czy też covidowej, aby pomóc duszom w jasnym widzeniu o co w tym wszystkim chodzi, w przeciwieństwie do tego, co mówią nam ci, którzy kłamali w przeszłości, kłamią w teraźniejszości i kłamać będą w przyszłości. Wyjaśnia on, w jaki sposób chora pycha malutkiej grupki ludzi pragnie stworzyć Wieżę Babel czasów ostatecznych, raz na zawsze pozbyć się Boga i zająć Jego miejsce. Ich cel jest zatem potrójny: zdziesiątkować ludzkość, wprowadzić globalny Nowy Porządek Świata i stworzyć całkowicie nowy rodzaj człowieka, kontrolowany przez satanistyczne elity, czyli przez nich samych. Zaiste pracują oni nad tym projektem już od wieków, ale ostatecznym przełomem jest ta nowa rzeczywistość nazywaną światową „pandemią”, którą zapoczątkował „koronawirus” z chińskiego Wuhan.

Jednak niskie statystyki śmierci zadały kłam „pandemii”. Najpierw rzuciła na nią cień powszechna i rygorystyczna cenzura w światowych mediach dotycząca wszelkich dowodów ukazujących, że jest inaczej, niż przedstawia to oficjalna wersja wydarzeń. Taka cenzura może pochodzić jedynie z bardzo skutecznych i niezwykle wpływowych ośrodków władzy.

Następnie ośmieszyli ją służalczy politycy, gotowi do tego, by narzucać społeczeństwom największe farsy zgodnie z poleceniami swoich ukrytych panów, w tym niedorzeczną narrację, iż jedyną odpowiedzią na „pandemię” są ich „szczepionki”.

Musimy pochylić się na moment nad diabolicznymi „szczepionkami” pochodzącymi od satanistycznych elit. To nieukończony produkt, ze swej istoty stworzony na bazie licznych morderstw dokonywanych przez „medyczny” przemysł aborcyjny, dokonujący manipulacji genetycznych, sterylizujący kobiety, wypełniony metalowymi nanocząsteczkami, które mają doprowadzić do połączenia człowieka z maszynami, do tego umiłowanego przez ludzi pokroju Karola Schwaba „trans-humanizmu”, który ma stworzyć całkowicie nowy rodzaj człowieka, nie będący już dziełem Boga. Taki rodzaj satanistycznego chrztu, który zaplanowany jest dla całej ludzkości, jest dla katolików absolutnie nieakceptowalny.

Wróćmy teraz do potrójnego celu, który poprzez tzw. „pandemię” i „szczepionki” pragną osiągnąć globaliści.

Po pierwsze, wybicie światowej populacji. Na kamiennym monumencie Georgia Guidestones [tzw. Kamienne Wskazania w stanie Georgia] wzniesionym w 1980 roku nieopodal Atlanty w USA jako pierwszą wskazówkę wyryto: „Utrzymuj liczbę ludzi na świecie poniżej 500 milionów”, tj. znacznie poniżej obecnie żyjących 8 miliardów. Bowiem im bardziej zredukowana zostanie liczba istot poddanych trans-humanizacji, tym łatwiej nieliczne elity Nowego Światowego Porządku będą mogły je kontrolować jako swoich niewolników. Liczba zgonów musi nieustannie rosnąć, w miarę jak powtarzane „szczepionki” i tzw. boostery cały czas niszczą układ odpornościowy.

Po drugie, upadające pozostałości dawnego Rzymskiego Porządku Świata prowadzone są ku katastrofie w związku z celowo wywoływanym krachem finansowym oraz planowaną trzecią wojną światową. Na całkowitych ruinach będzie możliwe wprowadzenie Nowego Światowego Porządku. Kiedy chrześcijaństwo rzekomo zawiedzie, wówczas ludzie zwrócą się do antychrześcijańskiego wyrazu ich ateistycznego materializmu, a mianowicie do komunizmu i to w modelu chińskim, w którym „wolność” zastąpi totalny nadzór i kontrola populacji za pomocą wstrzykniętych „chipów”.

Po trzecie, dzięki skutecznemu połączeniu człowieka z maszynami za pomocą implantów wszczepianych w mózg i ciało, nad którymi w licznych państwach prowadzi się intensywne badania już od zakończenia drugiej wojny światowej, ma nastąpić wielki ewolucyjny skok, zostanie zrodzony Nowy Człowiek, „oczyszczony z błędów niedoskonałości człowieka (takiego, jakim jest)” jak mówi Schwab. Oto ostateczna chwała człowieka zastępującego Boga – Wieża Babel czasów ostatecznych.

Czy ten satanistyczny program jest skazany na sukces? Czy już nic nie możemy zrobić? Nie całkiem, jak wskazuje współbrat!

Po pierwsze, nikt nie może obrabować nas wbrew naszej woli z naszej wiary i z Bożej łaski. Po drugie, potrzeba nam wielkiego zaufania wobec Pana Boga. Może on poddawać nas próbom, tak jak Hioba, ale jeśli je przetrwamy, otrzymamy od Boga wielką nagrodę. Po trzecie, jak pokazuje historia ludzkości nie udał się nigdy stworzyć Wieży Babel. Bóg jest Bogiem. Nie powinniśmy się bać!

Kyrie eleison.

Ordo ab Chao, Porządek z chaosu: Jak konflikt na Ukrainie przyniesie korzyści globalistom – i jakie.

Istnieje prawdopodobieństwo, że w ciągu najbliższych kilku miesięcy nastąpi bezpośrednie zaangażowanie militarne USA na Ukrainie, przy czym Rosja teraz otwarcie popiera i uznaje grupy separatystyczne w regionie Donbasu na wschodnim krańcu kraju i najwyraźniej rusza na pomoc militarną separatystom. To nie pierwszy raz, kiedy Rosja wysłała jednostki wojskowe na Ukrainę, ale po raz pierwszy od 2014 roku i aneksji Krymu groźba działań zbrojnych jest jawna, a nie ukryta.

Brandon Smith https://www.bibula.com/?p=131683

————————–

Kiedy wybuchnie konflikt, zobaczysz rój relacji medialnych w krajach zachodnich, które próbują nakreślić złożoność stosunków między Rosją a Ukrainą od upadku Związku Radzieckiego, ignorując jednocześnie pewne niewygodne prawdy. Zobaczysz, jak wiele z tych historii konstruuje narrację, która następnie nadmiernie upraszcza sytuację i przedstawia Rosję jako potwornego agresora. Celem będzie przekonanie opinii publicznej, że nasze zaangażowanie na Ukrainie jest moralną i geopolityczną koniecznością. Będą próby zdobycia przychylności Amerykanów i wezwanie do wysłania tam amerykańskich żołnierzy. Joe Biden będzie na czele tego nacisku.

Impuls do konfrontacji jest oczywiście zakorzeniony w decyzji zachodnich mocarstw i ukraińskich urzędników z 2009 roku o rozważeniu członkostwa tego kraju w NATO. Większość działań Rosji w kontaktach z Ukrainą można zawdzięczać zaangażowaniu NATO w regionie, w tym rosyjskiej inwazji na Krym w 2014 roku. Ze strategicznego punktu widzenia ma to sens. Wyobraź sobie, że Meksyk nagle ogłosiłby, że przystępuje do sojuszu wojskowego z Chinami i że chińskie zasoby wojskowe zostaną przeniesione w pobliżu południowej granicy USA? Prawdopodobnie nie skończyłoby się to dobrze.

Oczywiście Rosja ma za sobą historię obłudnych zachowań, jeśli chodzi o zaangażowanie w sprawy sąsiadów. Na przykład zaledwie kilka miesięcy temu Kazachstan miał do czynienia z masowymi protestami, które zdaniem rządu były spowodowane „zagraniczną manipulacją”. Ale aby uzasadnić to twierdzenie przedstawiono zero dowodów. Twierdzenie to wystarczyło jednak, aby zracjonalizować rozmieszczenie 2300 rosyjskich żołnierzy za granicę celem stłumienia protestów.

W rzeczywistości obywatele Kazachstanu byli niezadowoleni z powodu gwałtownego wzrostu inflacji i wysokich cen gazu, które nadal miażdżą klasę średnią i biedę (brzmi znajomo?). W 2019 roku tylko 4% populacji żyło poniżej oficjalnej granicy ubóstwa. W 2020 roku liczba ta eksplodowała do 14% populacji. Dokładne liczby na 2021 r. są trudne do znalezienia, ale prawdopodobnie poziomy ubóstwa są obecnie bliższe 16%-20%. Przyczyny niepokojów społecznych były oczywiste i uzasadnione, ale protestujących Kazachów oskarżano o to, że są pionkami obcych wrogów. Jak zauważyłem ostatnio w wielu artykułach, jest to typowa strategia skorumpowanych rządów próbujących utrzymać władzę, gdy ludzie powstają i buntują się z uzasadnionych powodów.

Ponownie, wyobraźcie sobie, że kanadyjski rząd pod rządami Trudeau poprosiłby o pomoc wojskową USA w rozproszeniu protestów kierowców ciężarówek przeciwko jego drakońskim nakazom szczepień? Musimy przyjrzeć się tym decyzjom w kontekście, aby zrozumieć, jak naprawdę są one szalone.

Jak na ironię, Rosja z radością wspiera zamęt separatystów na Ukrainie, pomagając jednocześnie uciszyć niepokoje w Kazachstanie. Należy pamiętać o tym wzorcu, ponieważ pomoże to zrozumieć, w jaki sposób wydarzenia wokół Rosji odzwierciedlają globalny trend, który może wpłynąć na Amerykanów w przyszłości.

Za bałagan dyplomatyczny między Ukrainą a Rosją można częściowo obwiniać obie strony, i to jest ten rodzaj historycznej dwuznaczności, w którym globaliści mają tendencję do rozkwitu. Mgła wojny pomaga przesłonić działalność establishmentu i często ludziom trudno jest zobaczyć, kto naprawdę czerpie korzyści z chaosu, dopóki nie jest za późno. Uważam, że problem Ukrainy jest przynajmniej częściowo zaprojektowany i zaprojektowany jako pierwsze domino w łańcuchu zamierzonych kryzysów.

Nie sądzę, aby globaliści mieli coś wyjątkowego w konflikcie na Ukrainie; równie dobrze mogliby próbować zainicjować regionalną wojnę na Tajwanie, w Korei Północnej, Iranie itd. Istnieje wiele krajów z beczkami prochu, które kultywują od kilkudziesięciu lat. Nie powinniśmy przesadnie koncentrować się na tym, kto ponosi winę między Ukrainą a Rosją, powinniśmy skoncentrować się na skutkach, które wynikną z jakiejkolwiek poważnej regionalnej katastrofy oraz na tym, jak globaliści wykorzystują takie katastrofy do dalszego programu całkowitej centralizacji władzy.

Scenariusz ukraiński mógłby być łatwo rozładowany, gdyby obie strony podjęły pewne podstawowe środki dyplomatyczne, ale tak się nie stanie. Przedstawiciele NATO mogliby cofnąć się o krok od dążeń do dodania Ukrainy do swoich szeregów. Stany Zjednoczone mogą przestać wysyłać na Ukrainę gotówkę i broń, w wysokości 5,4 miliarda dolarów, od 2014 roku. Tylko w 2022 roku do tego kraju wysłano ponad 90 ton sprzętu wojskowego. Rosja mogłaby przestać wysyłać do Donbasu tajne jednostki do operacji specjalnych i chętniej podchodzić do stołu negocjacyjnego w celu omówienia rozwiązań dyplomatycznych. Powodem, dla którego te rzeczy się nie zdarzają, jest to, że nie pozwalają im się wydarzyć pośrednicy za kurtyną.

Wszyscy jesteśmy świadomi wpływów globalistycznych stojących za przywódcami USA i NATO, regularnie przedstawiamy tego niezaprzeczalne dowody. Zamiłowanie Bidena do instytucji globalistycznych jest dobrze znane. A co z Rosją?

W alternatywnych mediach i ruchu wolnościowym są tacy, którzy fałszywie wierzą, że Rosja jest antyglobalistyczna – nic nie może być dalsze od prawdy. Podobnie jak w przypadku wielu przywódców politycznych, Putin czasami używa antyglobalistycznej retoryki, ale jego relacje opowiadają inną historię. W pierwszej autobiografii Putina, zatytułowanej „Pierwsza osoba”, z sentymentem omawia swoje pierwsze spotkanie z globalistą NWO Henrym Kissingerem jako członek FSB (dawniej KGB). Gdy Putin awansował w politycznych szeregach, utrzymywał stałą przyjaźń z Kissingerem i do dziś jedzą oni regularne obiady, a Kissinger był doradcą wielu ministerstw Kremla.

Na tym się jednak nie kończy. Putin i Kreml utrzymywali także stały dialog ze Światowym Forum Ekonomicznym, projektem cieszącego się obecnie złą sławą globalisty Klausa Schwaba. W rzeczywistości dopiero w zeszłym roku Rosja ogłosiła, że ​​przyłącza się do „Sieci Czwartej Rewolucji Przemysłowej” WEF, która koncentruje się na socjalizacji gospodarczej, sztucznej inteligencji, „internecie rzeczy” i wielu innych globalistycznych interesach, które doprowadzić mają do światowej technokracji i tyranii .

Ponownie, rosyjski rząd NIE jest antyglobalistyczny. To twierdzenie jest nonsensem i zawsze było. Fantazję rosyjskiej opozycji przypisałbym ciągłemu strumieniowi propagandy i temu, co nazywam paradygmatem fałszywego Wschodu/Zachodu – oszukańczym przekonaniem, że program globalistyczny jest programem czysto zachodnim lub amerykańskim i że kraje takie jak Chiny i Rosja są mu przeciwne. Jeśli spojrzeć na bliskie interakcje między Wschodem a globalistami, ten pomysł całkowicie się rozpada.

Ważne jest, aby zrozumieć, że większość konfliktów między Wschodem a Zachodem to konflikty inżynieryjne, a przywódcy OBU STRON tak naprawdę nie są ze sobą w sprzeczności. Te wojny to raczej Teatr Kabuki; są to wojny dla wygody, mające na celu osiągnięcie ukrytych celów, jednocześnie hipnotyzując masy momentami terroru i nieszczęścia. Wszystkim, którzy mają co do tego wątpliwości, gorąco polecam zapoznanie się z dokładnie zbadanymi i udokumentowanymi pracami profesjonalnego historyka i ekonomisty Antony’ego Suttona, który całkiem przypadkowo natknął się na fakty dotyczące globalistycznego spisku i ujawnił swój zwyczaj grania po obu stronach prawie każdą wojnę w ciągu ostatniego stulecia, od rewolucji bolszewickiej do II wojny światowej i dalej.

Strategia porządku z chaosu nie jest niczym nowym, to coś, co globaliści robią od bardzo dawna. Liczba ujawnionych pokowidowych relacji na temat „Wielkiego Resetu”, do którego globaliści publicznie przyznali, jest tak oszałamiająca, że ​​nie można już dłużej zaprzeczać ich planom. Każdy sceptyk w tym momencie powinien być podejrzewany o jednocyfrowe IQ.

Więc teraz, kiedy ustaliliśmy rzeczywistość globalistycznego zaangażowania zarówno na Zachodzie, jak iw Rosji, musimy zadać sobie pytanie, jakie korzyści odnoszą z zainicjowania kryzysu między tymi mocarstwami na Ukrainie? Co z tego mają?

Jak zauważyłem w ostatnich artykułach, wydaje mi się, że Ukraina jest próbą Planu B, aby wyczarować więcej dymu i luster tam, gdzie pandemia nie spełniła planu Wielkiego Resetu. Jak Klaus Schwab i WEF stale zapewniali, widzieli oni pandemię jako doskonałą „okazję” do wymuszenia na świecie Czwartej Rewolucji Przemysłowej. Jak kiedyś wyraził opinię globalista Rahm Emanuel w następstwie krachu gospodarczego z 2008 roku:

Nigdy nie chcesz, aby poważny kryzys się zmarnował. I mam na myśli to, że jest to okazja do zrobienia rzeczy, o których myślisz, że nie mogłeś zrobić wcześniej.”

WEF jest starym wyjadaczem w tej taktyce. Klaus Schwab również użył dokładnie tego samego języka zaraz po krachu kredytowym w 2008 roku, którego używał po rozprzestrzenieniu się covid, zawsze próbując sprzedać globalne zarządzanie jako rozwiązanie każdej katastrofy:

To, czego doświadczamy, to narodziny nowej ery, pobudka do przebudowy naszych instytucji, systemów, a przede wszystkim naszego myślenia oraz dostosowania naszych postaw i wartości do potrzeb świata, który słusznie oczekuje znacznie wyższy stopień odpowiedzialności i rozliczalności” – wyjaśnił. „Jeśli uznamy ten kryzys za naprawdę transformujący, możemy położyć podwaliny pod bardziej stabilny, bardziej zrównoważony i jeszcze bardziej zamożny świat”. – Klaus Schwab o Global Redesign Initiative, 2009

Schwab zrobił wtedy falstart, tak jak zbytnio się pośpieszył w 2020 roku, kiedy ogłosił Wielki Reset, na skutek ataku kowidem. Globaliści musieli spodziewać się znacznie wyższej śmiertelności z powodu wirusa, ponieważ praktycznie tańczyli na ulicach, zachwyceni ilością władzy, którą mogli ukraść w imię „ochrony społeczeństwa przed globalnym zagrożeniem zdrowia”. Jeśli spojrzysz na symulację WEF i Gates Foundation pandemii Covid, Events 201, które odbyło się zaledwie dwa miesiące przed realizacją w RZECZYWISTOŚCI, wyraźnie spodziewali się, że covid wyrządzi znacznie więcej szkód, przewidując początkową liczbę zgonów w wysokości 65 milionów. To się nigdy nie wydarzyło; nie jest nawet blisko.

Trudno powiedzieć, dlaczego oczywista broń biologiczna, taka jak covid, nie spełniła swojego zadania. Wirusy mają tendencję do szybkiej mutacji na wolności i zachowują się inaczej niż w warunkach laboratoryjnych. Rozważyłbym nawet możliwość boskiej interwencji. Bez względu na przyczynę, globaliści nie dostali tego, czego chcieli, a teraz potrzebują kolejnego kryzysu, aby naoliwić przekładnie machiny o nazwie Reset. Ponieważ i tak już niewielka śmiertelność spada jeszcze bardziej w przypadku wariantu Omicron, a połowa stanów USA w pełni sprzeciwia się nakazom szczepionek, jest tylko kwestią czasu, zanim reszta świata zapyta, dlaczego nadal są poddawani leczeniu. Autorytaryzm?

Wojna na Ukrainie i sama groźba rozszerzenia się wojny poza region może dokonać wielu rzeczy, których nie udało się covidowi. Zapewnia trwałą przykrywkę dla stagflacyjnego załamania, które jest obecnie w pełnym rozkwicie w Stanach Zjednoczonych, problemów z łańcuchem dostaw, które trwają na całym świecie, a także destabilizacji gospodarki europejskiej. W szczególności UE jest silnie uzależniona od rosyjskiego gazu ziemnego w celu ogrzewania domów i utrzymania gospodarki. Rosja dławiła w przeszłości dostawy gazu ziemnego do Europy i zrobi to ponownie. Eksport rosyjskiej ropy naftowej również wypełnia luki w popycie na świecie, a eksport ten zostanie zduszony sankcjami lub celowym odcięciem przez Kreml dostaw do niektórych krajów.

Wojna zawsze odwraca uwagę od sabotażu gospodarczego. Mimo że banki centralne często zasiewają i podlewają nasiona krachów finansowych z dużym wyprzedzeniem, banki nigdy nie ponoszą winy, ponieważ konflikty międzynarodowe wygodnie zajmują centralne miejsce. Co za tym idzie, kryzys gospodarczy powoduje masowe ubóstwo, masową desperację i masową histerię, a globaliści powiedzą, że te zagrożenia wymagają międzynarodowego rozwiązania, które z radością zapewnią w postaci centralizacji.

W Stanach Zjednoczonych i wielu innych krajach zachodnich, w których wielu ludzi wciąż broni wolności jednostki, globaliści wyraźnie chcą wykorzystać napięcia z Rosją jako środek do uciszenia publicznego sprzeciwu wobec autorytarnej polityki. Już teraz widzę liczne przypadki przedstawicieli establishmentu i lewicowców w mediach społecznościowych sugerujących, że działacze na rzecz wolności są „pionkami Rosjan” i że jesteśmy przyzwyczajeni do „dzielenia i rządzenia”. To bzdury nie poparte niczym, ale i tak próbują narracji, aby sprawdzić, czy się trzyma kupy.

Nie mam wątpliwości, że każdy bunt w USA przeciwko globalistom będzie obwiniany o ingerencję z zagranicy. Jak wspomniano wcześniej, ostatnią rzeczą, jakiej pragną elity, są ruchy wolnych ludzi, które w imię wolności blokują reset. Byliśmy tego świadkami w Kanadzie, gdzie Trudeau ogłosił jednostronne uprawnienia nadzwyczajne przeciwko protestom kierowców ciężarówek, dając sobie totalitarny poziom kontroli. Nawet rosyjski rząd interweniował w takie publiczne akcje, aby zapobiec jakimkolwiek aktywistycznym rozpędom. Biden będzie próbował zrobić to samo, a wojna, nawet mniejsza wojna regionalna, daje mu podstawy do uciskania sprzeciwu w imię bezpieczeństwa publicznego.

Co ciekawe, stan wojenny w USA jest również znacznie łatwiejszy do uzasadnienia prawnie i historycznie dla rządu, o ile jest on tworzony w odpowiedzi na inwazję obcego wroga. Rosyjskie narracje o wpływach mogą równie dobrze przygotowywać do wprowadzenia stanu wojennego w Ameryce. To, czy to się rzeczywiście powiedzie, to inna sprawa.

Konsekwencje strzelaniny na Ukrainie będą daleko wykraczać poza rozproszenie uwagi amerykańskiej opinii publicznej; moim zamiarem nie jest sugerowanie, że dotyczy to tylko Amerykanów. Chodzi mi o to, że są pewne miejsca na świecie, które z natury są odporne na globalistyczny schemat, a nastawiony na wolność Amerykanie są główną przeszkodą. Jeśli wybuchnie bunt na dużą skalę przeciwko Wielkiemu Resetowi, zacznie się to tutaj. Globaliści też o tym wiedzą, dlatego bez wątpienia USA będą centralnie zaangażowane w ukraińskie bagno.

Choć wydarzenie to byłoby katastrofalne dla Ukraińców i prawdopodobnie wielu Rosjan, istnieją głębsze i bardziej niebezpieczne podstawowe zagrożenia wymierzone przeciwko USA, a wojna na Ukrainie jest dla wielu z nich skutecznym kozłem ofiarnym.

Brandon Smith

[Wybrane wypowiedzi internautów pod w/w tekstem na stronie źródłowej: (tłumaczenie automatyczne)]

Ukraina nie jest członkiem NATO ani członkiem UE. Nie obowiązują żadne traktaty zmuszające inne kraje do interwencji w imieniu Ukrainy. Przywódcy Ukrainy napełnili kieszenie. Nie myślano o rozwoju gospodarczym i bezpieczeństwie narodowym. Ale kto może ich winić, skoro sumienia jest im z reguły brak? Nie ma mowy, by Ukraina wygrała wojnę z Rosją i nie ma mowy, żeby USA bezpośrednio interweniowały w sposób wystarczająco na czas, by „cofnąć wszystko, co ma być zrobione”. Poszukaj w USA sposobów na zaangażowanie Polski, Łotwy i Litwy. Ale nie może dotyczyć NATO. Ukraina historycznie może być częścią silnej Rzeczypospolitej Obojga Narodów – ale od końca XVIII wieku nie ma na to podstaw ekonomicznych ani militarnych. I odwrotnie, Ukraina może być częścią silnych Niemiec lub Austro-Węgier. Nie ma też dziś podstaw dla Austro-Węgier. To pozostawia Niemcy. Ale Niemcy i UE są słabe dzięki transatlantyckim strukturom bankowym i nie do utrzymania sojuszowi wojskowemu za pośrednictwem NATO. Nie można pozwolić Niemcom w obecnym wcieleniu na Ukrainę, bo wtedy Niemcy i ich UE byłyby na tyle silne, by być całkowicie niezależne od USA. Tak więc polityka USA wobec Ukrainy i ogólnie większości „Middel-Evropy” polega na tym, aby zardzewieć lub stać się państwami upadłymi. W ten sposób Europa jest słaba, Rosja jest słabsza niż byłaby inaczej. Najbardziej ekonomicznie i militarnie rozsądną rzeczą dla Ukrainy jest bycie z Rosją i Białorusią itp.

Autor odpowiada:

Tak naprawdę nie zależy to od Ukrainy, USA czy Rosji, tylko od globalistów, którzy kierują wszystkimi swoimi rządami. Jeśli chcą szerszej wojny, stworzą ją. Od nas zależy, czy zdecydujemy się nie brać udziału w wojnie, która naprawdę ma znaczenie – wojnie z globalnymi elitami.

Za: Alt-Martket.us (February 24, 2022) | https://alt-market.us/order-out-of-chaos-how-the-ukraine-conflict-is-designed-to-benefit-globalists / | – [Org. tytuł: «Order Out Of Chaos: How The Ukraine Conflict Is Designed To Benefit Globalists»]

Życie sztuki i sztuka życia

Różnie się definiuje złoty  wiek w sztuce. Dla mnie złoty wiek oznacza  czasy gdy ludzie czekali  na dzieło sztuki, gdy pojawienie się tego dzieła było dla wszystkich wielkim wydarzeniem. We wspaniałym filmie Tarkowskiego z 1966 roku pod tytułem „Rublow” ludzie czekają na dzwon, który wykonuje syn zmarłego ludwisarza. Tłum zbiera się na placu w oczekiwaniu na pierwszy dźwięk dzwonu. Społeczeństwo czekało niecierpliwie na dzieła Benvenuto Celliniego, czekało na kantaty Bacha i utwory Mozarta. Książki Sienkiewicza były drukowane w odcinkach w codziennej prasie, a w 1900 roku, z okazji 25-lecia pracy literackiej Sienkiewicza polskie społeczeństwo zorganizowało zbiórkę na zakup majątku w Oblęgorku i ufundowało go pisarzowi w podziękowaniu za jego pracę. 

Trudno określić kiedy złoty wiek w sztuce skończył się definitywnie. Obecnie na dzieła sztuki raczej nikt nie czeka, w każdym razie nie czeka szeroka publiczność. Emocje związane z oglądaniem i kontaktem ze sztuką wyparło zbiorowe przeżywanie wydarzeń towarzyskich, ślubów, pogrzebów, tragicznych zgonów. Upadek komunizmu i odzyskanie podmiotowości  przez  kraje Europy Środkowo Wschodniej przyczyniły się dodatkowo do odwrócenia uwagi od sztuki. W czasach Solidarności  mawiało się żartobliwie,  że w naszych solidarnościowych  wydawnictwach obowiązuje reguła  „3S”.Oznacza to: „Sam napiszę, sam wydam, sam przeczytam”.

To wszystko przyszło mi do głowy w związku z postacią polskiego pisarza, dziennikarza i historyka Zbigniewa Święcha. Zbigniew Święch jest autorem znakomitej trylogii „Klątwy, mikroby i uczeni”. (t. I, W ciszy otwieranych grobów, 1988; t. II, Wileńska klątwa Jagiellończyka, 1993, t. III Ostatni krzyżowiec Europy. Oddychający sarkofag Warneńczyka, 1995). wysoko ocenianej przez fachowców między innymi przez profesora Aleksandra Gieysztora.

Warto byłoby przypomnieć tę trylogię choćby przez drukowanie jej w odcinkach w codziennej prasie. Cóż kiedy redaktorzy pism nie są tym pomysłem zupełnie zainteresowani. Wolą wałkować w nieskończoność głupawe wypowiedzi polityków, albo zajmować się rozwodami,  romansami i wzajemnymi oskarżeniami celebrytów, czyli osób które są znane tylko z tego, że są znane. Redaktorzy znają zapewne statystyki czytelnictwa w Polsce, z których wynika, że 58% obywateli nie przeczytało w ciągu roku ani jednej książki natomiast 18% może się pochwalić lekturą co najwyżej dwóch książek rocznie. Dlatego nie wyobrażają sobie, że ktoś będzie chciał czytać książkę historyczną w odcinkach.

Nawet nie wiedzą jak bardzo się mylą tak nisko ceniąc społeczeństwo polskie. Kiedy blisko ćwierć wieku temu pracowałam w piśmie „Ładny Dom” redaktor naczelny twierdził, że  statystyczny czytelnik ma cztery klasy szkoły podstawowej i żądał aby dziennikarze używali zdań co najwyżej czterowyrazowych.  Statystykę tę oparł na konkursie, w którym nagrodą były nasiona bodajże rzodkiewki czy buraka. Proponowałam redaktorowi żeby zrobić w piśmie tak zwaną rozkładówkę poświęconą zdjęciom starej Warszawy. Odmówił twierdząc, że nikogo to nie zainteresuje. W tym samym roku stałam w Gdańsku w ogromnej kolejce żeby kupić album „Był sobie Gdańsk” -zbiór wspaniałych zdjęć starego Gdańska (jedyne prawdziwe osiągnięcie życiowe Tuska , jak widać potrafię niektóre jego działania pozytywnie  ocenić).

Nasi  decydenci  naprawdę  nie doceniają polskiego społeczeństwa. W telewizjach dominują idiotyczne programy robione – jak to się mówi-  przez idiotów dla idiotów. Gdyby któryś  z szanownych redaktorów w czasie ostatniego konkursu chopinowskiego raczył pofatygować się jak zwykły obywatel po wejściówkę do Filharmonii zobaczyłby kolejkę ciągnącą się Marszałkowską do rogu Świętokrzyskiej i za zakrętem daleko w Świętokrzyską. Nigdy w czasach upadku realnego socjalizmu nie widziałam takich kolejek nawet po pralki, mięso ani po papier toaletowy. Na Requiem Mozarta wykonywane w kościele Świętego Krzyża w rocznicę śmierci Chopina trudno się zwykle dostać nawet z zaproszeniami. 

Sztuka współczesna, oficjalna, obecna w mediach, sponsorowana przez państwo ogranicza się obecnie do prowokacji, do eksperymentu łamiącego wszelkie konwencje a w tym zasady estetyki i dobrego wychowania. Zgodnie z definicją: „Uprawiać sztukę oznacza obrazić obywatela i kazać mu za to zapłacić”. Zamiast życia sztuki mamy więc do czynienia ze sztuką życia i to na nasz koszt. Tę definicję sztuki wyczerpują spektakle „Klątwa” w warszawskim Teatrze Powszechnym, oraz „Dziady” w krakowskim teatrze Słowackiego. Oparta na motywach Wyspiańskiego „Klątwa” sprowadza się do epatowania imitacją wulgarnego seksu i antykościelnymi manifestacjami. 

Zdawało się, że po „Klątwie” Frljicia w Teatrze Powszechnym w Warszawie – z bezczeszczeniem krzyża, oralnym seksem ze statuą Jana Pawła II – już nic gorszego zdarzyć się nie może. A jednak…” pisze Elżbieta Morawiec. „Chętnych do obejrzenia „Dziadów” w Krakowie czy „Klątwy” w Warszawie nie brakuje, bo nic tak narodu nie ciekawi jak skandal. A że przy tej okazji najświetniejsze dzieła naszej literatury topione są w szambie, to nic takiego – ot, koszty rewolucji artystycznej”– zauważa Krzysztof Masłoń. Kilka dni temu zespół teatru Słowackiego w Krakowie butnie oświadczył: „Teatr jest nasz”.

Odpowiem: „Proszę bardzo, niech kupią budynek w trybie przetargu, niech sami finansują swoje modernistyczne spektakle, niech sami sobie wypłacają pensje. Albo niech zostaną teatrem ulicznym produkującym się na jarmarkach i odpustach i niech zbierają pieniądze do czapki”. Tak przecież działa wolny rynek, który jest fetyszem współczesnego liberalizmu. Jeżeli znajdą się chętni do opłacania skandalizujących wybryków nie mam nic przeciwko temu. Jako podatnik zdecydowanie jednak protestuję przeciwko opłacaniu z moich pieniędzy takiego dziadostwa jak spektakl „Dziadów”. 

Jako podatnik chciałabym natomiast żeby którekolwiek z pism lokujących się po naszej, prawej stronie zdecydowało się drukować w odcinkach książki pana Święcha. Zapewniam że społeczeństwo doceni tę inicjatywę.

Co można przeoczyć gdy rozprasza cię propaganda wojenna?

W grudniu ubiegłego roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła plany „międzynarodowego traktatu o zapobieganiu pandemii i gotowości na wypadek pandemii”. Według strony internetowej Rady Europy utworzono „międzyrządowy organ negocjacyjny”, który odbędzie swoje pierwsze spotkanie w przyszłym tygodniu, 1 marca.

AlterCabrio https://www.ekspedyt.org/2022/02/26/co-mozna-przeoczyc-gdy-rozprasza-cie-wojna/

−∗−

W menu na dziś danie o rozpraszaniu. Uwaga mediów i społeczeństw skupia się obecnie na sytuacji za naszą wschodnią granicą. To z pewnością wydarzenia o ogromnej wadze. Ale czy nie powinniśmy przynajmniej od czasu do czasu rzucić okiem na działania międzynarodowych organizacji, które nadal funkcjonują i zajmują się nie tylko konfliktem zbrojnym na Ukrainie. O przygotowaniach do zmian przepisów mających na celu większą integrację między krajami w walce z przyszłymi zagrożeniami dla zdrowia publicznego w felietonie Kit Knightly.

Zapraszam do lektury.

___________***___________

WHO planuje nowy „traktat pandemiczny” na 2024r.

W grudniu ubiegłego roku Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) ogłosiła plany „międzynarodowego traktatu o zapobieganiu pandemii i gotowości na wypadek pandemii”.

Według strony internetowej Rady Europy utworzono „międzyrządowy organ negocjacyjny”, który odbędzie swoje pierwsze spotkanie w przyszłym tygodniu, 1 marca.

Celem jest „omówienie sprawozdania z postępów na 76. Światowe Zgromadzenie Zdrowia w 2023r.”, a następnie przygotowanie proponowanego instrumentu do prawnej implementacji do 2024r.

Nic z tego nie powinno dziwić, wszystkie znaki o tym świadczyły. Jeśli śledzicie sprawy uważnie, prawdopodobnie możecie domyśleć się prawie wszystkiego, co znajdzie się w nowych przepisach.

Dokument zatytułowany “Multilateralism in times of global pandemic: Lessons learned and the way forward” [„Multilateralizm w czasach globalnej pandemii: wyciągnięte wnioski i przyszłe rozwiązania”] został opublikowany przez G20 w grudniu 2020r.

Wyszczególnia wszystkie problemy, z jakimi borykały się wielostronne organizacje międzynarodowe podczas „pandemii” [podkreślenie dodane]: Poszczególne państwa nie są w stanie samodzielnie, skutecznie zarządzać globalnymi zagrożeniami publicznymi, takimi jak pandemia COVID-19 […] przezwyciężenie obecnego kryzysu zdrowotnego i odbudowa źródeł utrzymania mogą zostać osiągnięte jedynie poprzez wielostronne działania zarówno na froncie gospodarczym, jak i społecznym […]

pandemia COVID-19 i jej konsekwencje gospodarcze ujawniły słabość obecnych ustaleń dotyczących współpracy wielostronnej. Organizacje międzynarodowe upoważnione do odgrywania wiodących ról w rozwiązywaniu międzynarodowych kryzysów nie działały skutecznie.

Następnie proponuje się kilka rozwiązań, w tym… G20 powinna wzmocnić potencjał Światowej Organizacji Zdrowia. Silniejsza i lepiej reagująca WHO może pomóc społeczności międzynarodowej skuteczniej radzić sobie z pandemiami i innymi wyzwaniami zdrowotnymi. Może zapewniać systemy wczesnego ostrzegania i koordynować szybkie globalne reakcje na sytuacje kryzysowe dotyczące zdrowia.

W styczniu 2021r. unijny thinktank Foundation for European Progressive Studies opublikował 268-stronicowy dokument zatytułowany „Reforming Multilateralism in Post Covid Times”, w którym wzywano do „Organizacji Narodów Zjednoczonych ze zwiększonymi kompetencjami i powiązaniami”, zasugerowano przystąpienie UE do Rady Bezpieczeństwa ONZ, i postawiono pytanie: „Czy suwerenność narodowa jest zgodna z multilateralizmem?”

Kilka miesięcy później Fundacja Narodów Zjednoczonych opublikowała własną wariację na ten temat: „Reimagining multilateralism for a post-Covid future” [„Nowe wyobrażenie multilateralizmu dla przyszłości post-covidowej”].

Następnie, w maju 2021r., Międzynarodowy Panel ds. Gotowości na Pandemię opublikował swój raport na temat tego, jak świat poradził sobie z Covid, co w niektórych miejscach przypomina dokument G20. Dokonaliśmy tutaj szczegółowego podziału.

Była premier Nowej Zelandii Helen Clark, przewodnicząca panelu, powiedziała Guardianowi… [Pandemia została] spotęgowana brakiem globalnego przywództwa oraz koordynacji napięć geopolitycznych i nacjonalizmu osłabiającego system wielostronny, który powinien działać na rzecz bezpieczeństwa świata”.

Na początku tego miesiąca Komisja ONZ ds. Rozwoju Społecznego spotkała się po raz pierwszy w 2022r., kładąc nacisk na „Wzmacnianie wielostronności”.

Następnie, 17 lutego, Robert Dworkin z Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych opublikował ten artykuł: „Health of nations: How Europe can fight future pandemics” [Zdrowie narodów: jak Europa może walczyć z przyszłymi pandemiami], w którym również wyraża zaniepokojenie „porażkami współpracy międzynarodowej podczas pandemii” i proponuje: UE powinna połączyć dążenie do reformy i zwiększonego finansowania WHO ze wsparciem dla nowego funduszu na wypadek nagłych wypadków zdrowotnych, nadzorowanego przez reprezentatywną grupę krajów.

I tak dalej, itd, itp… komunikat jest więcej niż jasny.

Jeszcze w zeszłym tygodniu, przemawiając na panelu podczas Monachijskiej Konferencji Bezpieczeństwa, szwedzka minister spraw zagranicznych Anne Linde ostrzegła, że ​​Covid „ujawnił dziury” w porządku międzynarodowym, a ONZ, WHO i UE nie mają wystarczających uprawnień do podjęcia odpowiednich działań.

Wszystkie oznaki od miesięcy migają niczym neony: Nowe międzynarodowe przepisy dotyczące „radzenia sobie z przyszłymi pandemiami”.

Wszyscy wiedzieliśmy, że w końcu to nadejdzie. A teraz mamy harmonogram, który startuje 1 marca.

Niesamowite, co można niemalże przegapić, gdy rozprasza cię wojna, prawda?

A skoro mowa o wojnie, bardzo ciekawym barometrem będzie postawa WHO wobec Rosji podczas tego procesu. To, czy Rosja wypowie proponowany traktat, czy też zostanie wykluczona z negocjacji, wiele nam powie o tym, jak prawdziwy jest konflikt na Ukrainie i w jakim kierunku dalej pójdzie Wielki Reset.

Rzeczywiście, jeśli sama wojna jest wykorzystywana do dalszego argumentowania, że ​​potrzebujemy „silniejszych instytucji wielostronnych” lub „ważnych reform w radzie bezpieczeństwa”, może to w jakiś sposób ujawnić szerszy plan.

____________

WHO planning new “pandemic treaty” for 2024, Kit Knightly, Feb 26, 202

Uzupełnienia:

Co się stanie po wprowadzeniu całej populacji do systemu paszportowego?
To nie są paszporty szczepionkowe. To platforma danych. To paszporty dostępu do społeczeństwa. Nie stoi za nimi żaden medyczny powód. “To będzie twój nowy identyfikator za pomocą którego będą cię […]

____________

Czy umiarkowana targowica (PiS) ocali resztki suwerenności państwa polskiego?
Wbrew stworzonym pozorom przedmiotem sporu nie jest polexit, lecz całkowite zrzeczenie się suwerenności na rzecz obcego podmiotu. PiS wybrał wariant dłuższy, obliczony na ok. 20 lat, PO i reszta lewicy chce to […]

____________

Nowa Normalność – to jeszcze nie koniec
Tak, oficjalna narracja w końcu się rozpada, a kult Covidian zaczyna implodować, ale to nie znaczy, że ta walka się skończyła. GloboCap i ich marionetki w rządzie nie zamierzają anulować […]

____________

Nowa Normalność – zapowiedzi noworoczne
Minęły dopiero dwa dni, a już mamy mocnego kandydata do tytułu najbardziej absurdalnej historii roku. W Izraelu zgłaszają pierwsze przypadki… Uwaga! Siedzicie? ”Flurony” […]

Polska: Wielka Migracja Ukraińców. Co dalej?

Od 5 lat na polskim rynku widoczny jest pewien trend: w rankingu nabywców mieszkań w Polsce prym wiodą obywatele Ukrainy. Według danych agencji mieszkaniowych, liczba nieruchomości wykupionych przez cudzoziemców wzrosła o ponad 56%, głównie za sprawą Ukraińców. Nasi wschodni sąsiedzi wyprzedzili w tym rankingu obywateli Niemiec i Wielkiej Brytanii, którzy historycznie zajmowali w nim najwyższą pozycję. Suma mieszkań wykupionych przez Ukraińców idzie w dziesiątki tysięcy, zaś najczęściej wybieranymi przez nich miastami są Warszawa i Kraków.

https://www.bibula.com/?p=131659

———————–

W 2017 roku, czyli gdy zaczęła się „Wielka Migracja Ukraińców”, według Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, obywatele innych krajów nabyli w Polsce 6385 nieruchomości. Ukraińcy stanowili wówczas czwartą część nabywców. 

O ile wcześniej często kupowano mieszkania, by potem wynajmować je swoim rodakom, którzy przyjeżdżają do Polski do pracy, tak dziś ten trend się zmienił. Coraz więcej Ukraińców kupuje nieruchomości dla siebie i swoich rodzin. Powód jest oczywisty: pogorszenie sytuacji na granicy ukraińsko-rosyjskiej. Obecnie każdy obywatel Ukrainy ma prawo do zakupu mieszkania w Polsce. W ukraińskojęzycznym segmencie internetu funkcjonują dziesiątki serwisów z nagłówkiem „Nabywanie mieszkań w Polsce”, specjalizujących się w pomocy prawnej przy zakupie domu w Polsce.

Według Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji w 2021 r. Ukraińcy kupili w Polsce 3,2 tys. mieszkań, natomiast aż 55% ukraińskich migrantów zamierza dokonać takiego zakupu w przyszłości. W tym kontekście przypominamy niedawne oświadczenie wiceministra spraw wewnętrznych RP Macieja Wąsika. Na kanale Republika TV urzędnik powiedział: „Jeśli na Ukrainie jest wojna, musimy liczyć się z napływem uchodźców. Ludzie uciekający przed ogniem, ludzie uciekający przed śmiercią, uciekający przed okrucieństwem wojny. Będziemy gotowi na tę falę liczącą nawet milion osób”. Biorąc pod uwagę, że liczbę Ukraińców już mieszkających w Polsce szacuje się na około 1,3 mln osób, skala tego przesiedlenia jest, delikatnie mówiąc, imponująca.

Można więc przewidywać, że w wyniku inwazji Rosji na Ukrainę nastąpi efekt uboczny w postaci potężnego napływu uchodźców, z których połowa nie będzie się już widziała na „Ukrainie okupowanej przez Rosję”, lub w kraju zniszczonym przez wojnę i będzie zdeterminowana aby pozostać w Unii Europejskiej, kupując mieszkanie, na przykład pod Wrocławiem. Notabene Wrocław w ukraińskich mediach społecznościowych nazywa się już „małym Kijowem w Polsce”. Według analityków, istnieje również duży popyt na nieruchomości w kurortach nadbałtyckich, jako alternatywa dla porzuconych daczy nad Morzem Czarnym…

Czy decyzja o „ukrainizacji” Polski okaże się strategicznie korzystna, czas pokaże. Jak na razie jedno jest jasne: w latach 2000., kiedy Polacy zaczęli masowo opuszczać kraj z przyczyn ekonomicznych i emigrować do krajów Europy Zachodniej (Niemcy, Wielka Brytania), w samej Polsce utworzyła się próżnia. Teraz ukraińscy migranci aktywnie aktywnie ją wypełniają, a wszyscy znamy prawo o przejściu od ilości do jakości. Wczoraj byli ubezwłasnowolnionymi „parobkami”, a dziś są szanowanymi właścicielami nieruchomości.

Pomimo podobieństwa języków, a także podobieństwa mentalności słowiańskiej, między Ukraińcami a Polakami występują także istotne czynniki negatywne – związane przede wszystkim z oceną wydarzeń historycznych pierwszej połowy XX wieku: rzezi wołyńskiej, gloryfikacji Bandery itd. Jest oczywiste, że ukraińscy migranci przeprowadzający się do Polski i kupujący tu mieszkania, tak właśnie widzą swój polski sen – „żyć w UE”. Czy Polacy potrzebują ich w równym stopniu jak oni nas?

Za: xPortal.pl (


Minister Niedzielski zapewnia, że każdy uchodźca z Ukrainy otrzyma pomoc medyczną. Szkoda, że Polacy nie mogą liczyć na to samo

W czwartek (24.02.2022) minister zdrowia Adam Niedzielski zapowiedział, że Polska udzieli pomocy medycznej uchodźcom z Ukrainy. – Każdy obywatel Ukrainy, który w obawie o swoje zdrowie i życie przybędzie do Polski, może liczyć na dostęp do opieki medycznej. Pomożemy również rannym, którym nie będzie mogła pomoc strona ukraińska. W tych trudnych chwilach Polska będzie stała przy Ukrainie i jej obywatelach – napisał Niedzielski na Twitterze.

W piątek (25.02.2022) minister Niedzielski i wiceminister Kraska przeprowadzili wizytację w pociągu ratunkowym przeznaczonym dla 150 rannych, których ma transportować z granicy z Ukrainą.

W wywiadzie dla „Wirtualnej Polski” Minister Niedzielski powiedział, że rozważana jest opcja przekształcenia kowidowych szpitali tymczasowych w szpitale dla rannych Ukraińców. Poinformował też, że ministerstwo ma już listę 120 szpitali na terenie całego kraju, do których mogą trafiać poszkodowani. – W sumie szacujemy na ten moment, że możliwe byłoby przyjęcie kilku tysięcy pacjentów rannych w wyniku działań militarnych, w tym również ciężko rannych – powiedział Niedzielski.

Minister powiedział też, że „musimy być gotowi, by tym osobom udzielić najzwyklejszej pomocy medycznej, czy to z tak prozaicznych powodów jak choroby, czy wypadki”. – Każdemu musimy zapewnić choćby dostęp do lekarza – podkreślił.

Chorym i rannym należy zapewnić opiekę medyczną i nikt tego nie neguje. Ale szkoda, że Polacy nie mogą liczyć na taką samą troskę ze strony ministra Niedzielskiego. Sparaliżowanie służby zdrowia to jego „zasługa”, a efektem jest prawie 200 tysięcy nadmiarowych zgonów. Tymczasem Niedzielski lansuje się w pociągu ratunkowym i zapewnia, że każdy uchodźca z Ukrainy będzie miał zapewniony dostęp do lekarza. Polacy muszą leczyć się sami.

Źródło informacji i cytatów: Twitter, wp.pl

Za: wPrawo.pl (lt. 25, 2022) 


 

Ekonomiści: polski rynek może zatrudnić do 700 tys. cudzoziemców

Polski rynek może dać zatrudnienie 200 tys. cudzoziemcom w krótkim terminie, a w dłuższym – nawet 700 tys. Trzeba jednak uprościć procedury, w tym te dotyczące uznawania kwalifikacji – pisze piątkowa „Rzeczpospolita” posiłkując się analizami ekspertów.[…]

Całość: PoloniaChristiana – pch24.pl (26-02-2022)


Granicę polską przekroczyło do tej pory 100 tys. uchodźców z Ukrainy

Od rozpoczęcia działań wojennych na Ukrainie do soboty 100 tys. osób przekroczyło granicę z Ukrainy do Polski – poinformował wiceszef MSWiA Paweł Szefernaker podczas briefingu prasowego na przejściu granicznym w Medyce w woj. podkarpackim.[…]

Całość: deon.pl (26-02-2022)

MYDLENIE OCZU PEGASUSEM

Rozpisali się ostatnio co znaczniejsi publicyści o tak zwanej aferze wokół systemu do podsłuchu, noszącego nazwę Pegasus. Zrobiło się o nim głośno, bo akurat takie się pojawiło zapotrzebowanie, stąd nagły przypływ zainteresowania u wszelkiej maści dziennikarzy „śledczych”.

Ktoś powie, że przesadzam, bo przecież lepiej, żeby o takich sprawach pisać, aniżeli milczeć i w pełni się z tym zgadzam, stąd też pierwowzór Pegasusa, o już wówczas obiecującym (nomen omen) imieniu Promis, opisałem w roku 2008, w książce „Oko Cyklopa”. Przez lata ewoluował, by w swej kolejnej odsłonie przybrać tak głośne dziś na całym świecie miano i siać grozę pośród wszelkiej maści opozycjonistów, dysydentów oraz prywatnych wrogów rządów wszelakich. Pegasus jest w stanie zaatakować telefony komórkowe wybranych osób, nie zdających sobie z tego sprawy, monitorując i nagrywając ich rozmowy, SMS-y, i uzyskując dostęp do innych informacji przechowywanych na tych urządzeniach. Wiadomo, że dziesiątki działaczy na rzecz praw człowieka, kilkuset dziennikarzy i ponad 1000 polityków było szpiegowanych dzięki jego niesamowitym zdolnościom.

Jak większość tego typu programów, tak i ten powstał w komputerach niesławnej jednostki izraelskiego wywiadu 8200, a ściślej rzecz ujmując, jej komercyjnym oddziale, czyli firmie NSO, która ma ten luksus, że może pieniądze zarabiać oficjalnie i hojnie opłacać nie tylko samych programistów, ale również ich mocodawców. Przy okazji, na co mało kto zwraca w ogóle uwagę, nie zmieniła się ogólna zasada obowiązująca w tym biznesie od samego początku, dzięki której wszystkie pozyskane przez korzystających z programu dane, poza zainteresowanymi kupcami, trafiają w czasie rzeczywistym na twarde dyski producenta. W tym tkwi zarówno geniusz tej koncepcji, jak i rzeczywista odpowiedzialność korzystających z owych systemów odbiorców, nie końcowych, jak mogłoby się wydawać lecz zaledwie pośrednich. O tym aspekcie sprawy nasi dociekliwi komentatorzy jednak nie wspominają. Ramy niniejszego felietonu wykluczają z kolei możliwość opisania szczegółów i smaczków tej ogromnej operacji, której kolejne oprogramowania są tylko częściami składowymi totalnej inwigilacji pozwalającej nie tylko na pozyskiwanie informacji o ludziach, ale również o ogromnych operacjach finansowych przez nich dokonywanych, czyli wszelkich danych związanych ze światem bankowości i wykorzystywania tej wiedzy, by mieć wpływ zarówno na klientów, jak i same banki oraz sterowanie giełdami.

To wszystko opisało wielu publicystów, ale nie znalazłem dotąd w Polsce żadnego materiału dotyczącego o wiele bardziej poważnego zagrożenia, aniżeli powszechnie znany Pegasus, jakim jest TOKA. To kolejne, w zasadzie prywatno-publiczne przedsięwzięcie, bo tak należy chyba określić sprzedaż software’u, który pozwala infiltrować każde urządzenie podłączone do Internetu. Pozwala na ciągły dostęp nie tylko do zwykłych smartfonów, czy komputerów, ale wszystkiego, co określane jest od kilku już lat, jako elementy Internetu Rzeczy. Program uruchomiono w roku 2018, czyli krótko przed tak zwaną pandemią, a zbiera on informacje, które sama firma określa, jako takie „które wymagają dodatkowych zdolności do walki z terrorystami i innymi zagrożeniami dla bezpieczeństwa narodowego w domenie cyfrowej”. Zdaniem producenta,  obejmuje to urządzenia takie jak Amazon EchoGoogle Nest i wiele innych asystentów domowych, jak również podłączonych do sieci internetowej lodówek, termostatów, kamer i alarmów. Analitycy opisują TOKA, jako firmę zajmującą się „bezpieczeństwem ofensywnym”, choć jej właściciele unikają tego określenia, jak ognia. Jej dyrektor generalny Yaron Rosen przekonuje, że działania firmy ukierunkowane są, poza działaniami ofensywnymi, na cyberobronę. I, o ile twórca Pegasusa – NSO Group, nie utrzymywała jawnych związków z agencjami wywiadowczymi swego państwa, o tyle TOKA jest od chwili „poczęcia” bezpośrednim partnerem Sił Obronnych Izraela (z ang. IDF). Szefowie firmy twierdzą, że ta kooperacja ma na celu „ulepszanie” ich produktów. Wśród jej założycieli i udziałowców znajdziemy ludzi takich, jak Michael Dell, założyciel Dell Technologies Capital, czy wspomniany wcześniej, emerytowany generał brygady IDF Rosen, czy Alon Kantor, były wiceprezes do spraw rozwoju w Check Point Software, bliźniaczej spółki założonej przez weteranów Wydziału 8200, Kirf Waldman, były dyrektor generalny firmy GoArc i były dyrektor do spraw inżynierii w gigancie technologicznym Cisco. Jest ich tam jeszcze kilku, niemniej poważnych dżentelmenów. Najważniejszy rangą spośród nich jest jednak zapewne Ehud Barak, który oprócz tego, że był premierem Izraela, pełnił wcześniej funkcję szefa izraelskiego wywiadu wojskowego Aman, a także kilka innych ważnych stanowisk w IDF, zanim ostatecznie stanął na czele izraelskiego wojska, jako minister obrony. Wcześniej Barak inwestował i współprowadził kontrowersyjną spółkę Carbyne911, zajmującą się zagadnieniami ratunkowymi, która szczególnie silnie zakorzeniła się w USA. Ta ostatnia firma odniosła w Stanach duży sukces, pomimo że ogromne środki wkładał w nią, na polecenie wojskowego wywiadu izraelskiego, powszechnie dziś znany pedofil, handlarz nieletnimi i szantażysta, Jeffrey Epstein. Po jego „samobójczej śmierci” Barak wycofał się oficjalnie, zarówno ze współpracy z Carbyne, jak i TOKA.

Poprzez samobójcę Epstein’a, jego długoletnią współpracownicę Ghislaine Maxwell, chwilowo żyjącą jeszcze za murami amerykańskiego więzienia, afera zatacza krąg do jej ojca Roberta Maxwella, pierwszego globalnego handlarza programem Promis, który dawno temu postanowił się przezornie utopić. Dopiero w tym kontekście powinno się rozpatrywać tę dzisiejszą, głośną medialnie, szpiegowską aferę Pegasusa. Ale o tym wszystkim opowiem przy innej okazji.

Felieton pochodzi z 8 numeru Warszawskiej Gazety.

https://www.oficyna-aurora.pl/aktualnosci/mydlenie-oczu-pegasusem,p604529173

  Sławomir M. Kozak 2022-02-25 www.oficyna-aurora.pl   +48 (22) 398 18 62

Generatory diesla [!!!] ładowały elektryczne Citroëny i Peugeoty MINISTRÓW.W Lyonie.

Zobacz również:P Stellantis: produkcja auta elektrycznego jest o 40-50% droższa niż spalinowego

Tomasz Nowicki 2022-02-22 https://francuskie.pl/absurd-generatory-diesla-ladowaly-elektryczne-citroeny-i-peugeoty/

———————————–

Na początku lutego do Lyonu przyjechali na oficjalne spotkanie ministrowie spraw zagranicznych i zdrowia Unii Europejskiej. Przejazdy VIP-ów odbywały się samochodami elektrycznymi, by podkreślić wsparcie polityków dla rozwiązań elektromobilności i ekologii. Wszystko byłoby w porządku, gdyby nie fakt, że elektryczne Citroëny i Peugeoty ładowano z dużych generatorów, pracujących na oleju napędowym.

Sytuacja z Lyonu jak w soczewce pokazuje główne problemy związane z napędem elektrycznym. Przy wszystkich jego zaletach nadal brakuje odpowiedniej infrastruktury, która pozwalałaby szybko doładować auto. Prąd o dużym natężeniu jest potrzebny przede wszystkim w sytuacjach, gdy ma się mało czasu na „zatankowanie”. Jednak niekiedy nawet w centrach miast nie odpowiedniej infrastruktury – tak zwana ostatnia mila, czyli odcinek ze stacji pośredniej do danej lokalizacji – może nie zapewniać odpowiednich warunków technicznych. Problemem jest wiek kabli, przestarzałe urządzenia a nawet sumaryczne zapotrzebowanie na energię w danym rejonie.

W przypadku Lyonu kłopotem okazało się ładowanie pięćdziesięciu aut w jednym momencie. Tyle bowiem elektrycznych Citroënów i Peugeotów obsługiwało imprezę. Zastanawia jednak fakt konieczności doładowania, bo w pełni „zatankowany” samochód tego typu powinien przejechać znacznie więcej niż wynosiła odległość z lotniska na miejsce spotkania i z powrotem.

Citroën ma w swojej ofercie elektryczny minivan Spacetourer. Cena tego samochodu zaczyna się w Polsce od 227 tysięcy złotych, zasięg sięga 330 kilometrów. Testowaliśmy kilkukrotnie to auto, doceniając cichy napęd, dynamikę i obszerne wnętrze. Jednak szczególnie w warunkach zimowych zasięg, przy pełnym obciążeniu, jest znacznie mniejszy. Stąd, jak widać na powyższym zdjęciu, konieczność doładowania samochodów przed kolejnymi podróżami. Najwyraźniej w miejscu spotkania ministrów prądu brakowało, ale pomysł, by wykorzystywać generator oparty na silniku wysokoprężnym to jednak wizerunkowa katastrofa.

Sprawa odbiła się bardzo szerokim echem w mediach francuskich i europejskich. Polityka unijna, związana ze wspieraniem rozwoju elektromobilności, musi najwyraźniej ulec w tym zakresie modyfikacjom. Przy wszystkich zaletach samochodów elektrycznych nie można ignorować wyzwań, jakie związane są z brakiem infrastruktury oraz niewielkimi jeszcze, jak na oczekiwania klientów, zasięgami. Nie można też odwracać oczu od problemu kosztów, jakie związane są z zakupem takich aut. Sprawę ujawnił francuski dziennik Le Progres.

Sojusze dzielą się na realne i egzotyczne. Wśród serdecznych przyjaciół…

Stanisław Michalkiewicz Artykuł  •  tygodnik „Najwyższy Czas!”  •  23 lutego 2022

Nikt nam nie zrobi nic, nikt nam nie zrobi nic, bo z nami jest, bo z nami jest Marszałek Śmigły-Rydz” – zapewniały obywateli słowa patriotycznej piosenki. Zresztą – kto by tam zechciał nam coś zrobić, skoro mieliśmy potężnych sojuszników w postaci Wielkiej Brytanii i Francji? Co prawda malkontenci rozsiewali fałszywe pogłoski, jakoby Polsce została przeznaczona rola państwa, które poświęca wszystko, z własnym istnieniem włącznie, dla ratowania mocarstwowej pozycji Wielkiej Brytanii i Francji, jako gwarantek porządku wersalskiego, któremu śmiertelny cios zadało porozumienie niemiecko-sowieckie z 23 sierpnia 1939 roku, zwane „paktem Ribbentrop-Mołotow” – ale kto by tam słuchał jakichś malkontentów, kiedy większości szalenie imponowało, że Wielka Brytania zaproponowała Polsce sojusz? Tak oto już w 1939 roku zostaliśmy sojusznikiem Wielkiej Brytanii i byliśmy nim również w roku 1945, kiedy to w lutym, podczas konferencji jałtańskiej, Polska została odstąpiona Stalinowi.

Wspominam o tym, bo właśnie Wielka Brytania znowu zaproponowała Polsce i Ukrainie sojusz – a historia ma to do siebie, że lubi się powtarzać.

Warto w tym miejscu przypomnieć, że sojusze dzielą się na realne i egzotyczne. Sojusz realny charakteryzuje się tym, że jeśli jeden z sojuszników traci niepodległość, to taki sam los czeka sojusznika drugiego. Sojusz egzotyczny natomiast charakteryzuje się tym, że jeśli jeden sojusznik utraci niepodległość, to drugi może tego nawet nie zauważyć. Przypominam o tym, bo w tej chwili Naszym Najważniejszym Sojusznikiem są Stany Zjednoczone, no a teraz może nim zostać również Wielka Brytania. Sojusz polsko-amerykański, podobnie, jak i polsko-brytyjski ma wszelkie znamiona sojuszu egzotycznego. Tej egzotyki Polska wyeliminować nie może, bo wynika ona z przyczyn obiektywnych, chociaż Polska mogłaby tę egzotykę zmniejszać – gdyby oczywiście nasi Umiłowani Przywódcy umieli kierować się interesami własnego państwa, a nie iluzjami, w następstwie których chętnie bawią się w mocarstwowość.

Jeszcze jedno warto przypomnieć. Otóż w pierwszej połowie lat 60-tych, ówczesny sekretarz obrony w administracji prezydenta Kennedy’ego, a potem – Johnsona, Robert McNamara, sformułował amerykańską doktrynę wojenną, zwaną „doktryną elastycznego reagowania”. W pewnym uproszczeniu sprowadza się ona do tego, by z nieprzyjacielem haratać się – ale na przedpolach, taktownie oszczędzając wzajemnie własne terytoria. Toteż poczynając od lat 60-tych wszystkie wojny, a potem – wszystkie operacje pokojowe, misje stabilizacyjne i walki o demokrację, toczyły się o przedpola; kto będzie miał ich więcej i jak daleko od własnego terytorium, a jak blisko terytorium nieprzyjaciela.

Kiedy 20 listopada 2010 roku, po 25 latach od rozpoczęcia negocjacji, na szczycie NATO w Lizbonie, ustanowiono nowy porządek polityczny w Europie, który miał zastąpić nieaktualny już porządek jałtański, wydawało się, że klamka zapadła na kilkadziesiąt, może nawet na 100 lat. Najważniejszym postanowieniem tego porządku było oczywiście proklamowane wtedy strategiczne partnerstwo NATO-Rosja, którego najtwardszym jądrem było strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie, a jego kamieniem węgielnym – podział Europy na strefę wpływów niemieckich i strefę wpływów rosyjskich, prawie dokładnie wzdłuż linii Ribbentrop-Mołotow. Zgodnie z tym porządkiem Ukraina pozostawała w rosyjskiej strefie wpływów, podobnie jak Polska – w niemieckiej. Ale pod koniec roku 2013 prezydent Obama wysadził i strategiczne partnerstwo NATO-Rosja i cały lizboński porządek w powietrze, próbując przy pomocy operacji „Majdan” wyłuskać Ukrainę z rosyjskiej strefy. Skończyło się to, jak dotąd, częściowym rozbiorem Ukrainy, która w ten sposób została nieprzyjacielem Rosji. Stany Zjednoczone natychmiast zaoferowały Ukrainie przyjaźń w nadziei, że na terenie tego państwa będą mogły, w razie potrzeby, prowadzić wojnę z Rosją do ostatniego ukraińskiego żołnierza. Teraz z identyczną oliwną gałązką stręczy się Ukrainie i Polsce Wielka Brytania.

Ukraina pręży muskuły, zapewniając wszystkich dookoła, a przede wszystkim – siebie samą – że jest „silna, zwarta i gotowa”, między innymi dzięki mobilizacji czegoś w rodzaju Volksturmu – co przypomina taniec wojenny Masajów, którzy w ten sposób dodają sobie odwagi przed polowaniem na lwa. Żeby jednak nikogo nie ogarnęły wątpliwości, to Amerykanie i Anglicy, a także Polska, która nie przepuszcza żadnej okazji by prowadzić politykę mocarstwową, wysyłają na Ukrainę broń i amunicję „defensywną” – w tym również strzelecką. Wprawdzie o „defensywnej” amunicji strzeleckiej słyszę pierwszy raz w życiu, ale może być to taki sam wynalazek semantyczny, podobny do „obowiązku”, który nie ma nic wspólnego z „przymusem”. Ale nie to jest ważne, bo ważniejsza jest odpowiedź na pytanie, czy Ukraina za te dostawy broni i amunicji płaci, czy nie. Podobnie, jak odpowiedź na pytanie, czy „wzmacnianie” wschodniej flanki NATO, m. in. na terenie Polski, odbywa się na koszt państw wzmacniających, czy też Polska musi zapłacić za „wzmocnienie” w takiej części, jaka na nią przypada? Stawiam to pytanie również dlatego, że na przestrzeni ostatnich 30 lat ukraińscy politycy, niezależnie od „orientacji politycznej” opanowali do perfekcji sztukę obcinania kuponów od prezentowania na terenie międzynarodowym Ukrainy, jako państwa specjalnej troski. Odczuwamy to przede wszystkim w Polsce, która za radą, albo – co jest bardziej prawdopodobne – kierując się poleceniem Naszego Najważniejszego Sojusznika, nie ośmiela się sprzeciwić Ukrainie w żadnej sprawie, nawet w sytuacji, gdy państwo to na swoim terytorium blokuje kolejowy tranzyt do Polski. Gdyby nasi Umiłowani Przywódcy kierowali się interesem własnego państwa, a nie poleceniami Naszego Najważniejszego Sojusznika, to – po pierwsze – wykorzystaliby intencję „wzmocnienia wschodniej flanki NATO” do wzmocnienia kosztem wszystkich państw członkowskich Sojuszu własnej siły militarnej, wysuwając argument, że „lasem polskich dzid narody zasłaniane od podboju, wynuciły pieśń swobody, pieśń miłości, pieśń pokoju” – jak pisał generał Franciszek Morawski – a po drugie – powiązać dostawy „amunicji defensywnej” na Ukrainę od likwidacji blokady polskiego tranzytu kolejowego.

Warto wreszcie wspomnieć, że – jak pisałem uprzednio – napięcie na ukraińsko-rosyjskiej granicy, jest elementem negocjowania przyszłego porządku politycznego w Europie, na miejsce wysadzonego w powietrze porządku lizbońskiego. Rosjanie , wykorzystując okoliczność, że to prezydent Biden wystąpił z taką inicjatywą w czerwcu ub. roku – licytują w górę, nie tylko domagając się gwarancji, że Ukraina nie zostanie przyjęta do NATO, ale również – i to jest ta licytacja w górę – żeby w Środkowej Europie sytuacja wróciła do stanu z roku 1997, kiedy NATO jeszcze nie zostało na Europę Środkową rozszerzone. Ale negocjacje rosyjsko-amerykańskie to jedna sprawa – bo inne państwa europejskie, jak Niemcy i Francja – nie chcą dać się wymiksować z rozmów o politycznym porządkowaniu Europy. Toteż na spotkanie z rosyjskim prezydentem w celu namówienia do „deeskalacji” wybierze się francuski prezydent Macron, a Niemcy na każdym kroku pokazują, że strategiczne partnerstwo niemiecko-rosyjskie funkcjonuje, jak w zegarku.

Wreszcie, zaraz po madryckim spotkaniu, podczas którego premier Morawiecki bez powodzenia próbował namówić Marynę Le Pen i węgierskiego premiera, Maryna uchyliła się od deklaracji, chroniąc się za murami lojalności wobec prezydenta swojego kraju, zaś Wiktor Orban pojechał do Moskwy, gdzie załatwił dla Węgier nie tylko zwiększenie dostaw rosyjskiego gazu po wcześniejszych, niższych cenach. Okazuje się, że przynależność do NATO, z którego Wiktor Orban nie zamierza bynajmniej Węgier wyprowadzać, wcale nie przeszkadza w prowadzeniu polityki elastycznej, jeśli nawet nie tak bardzo elastycznej, jak w przypadku tureckiego prezydenta Erdogana, to niemniej jednak. Czy nasi Umiłowani Przywódcy, którzy dotychczas wasalizowali Polskę, jak nie wobec jednego, to wobec drugiego kuratora, kiedykolwiek się tej sztuki nauczą?

SROM w awangardzie

Stanisław Michalkiewicz   „Prawy.pl” (prawy.pl)    25 lutego 2022

http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5128

W dniach ostatnich przez Polskę przewalają się protesty przeciwko tzw. „lex Czarnek”, na podstawie której kuratorzy zyskali możliwość sprawowania ściślejszego nadzoru nad dyrektorami szkół, a rodzice – nad tym, czego właściwie młodzież jest w szkołach nauczana, zwłaszcza przez tzw. „edukatorów”, którzy w ten sposób chcieliby nie tylko uszczknąć parę złotych z podatków, ale i zaznawać dreszczyków, o których markiz de Sade pisał w „Justynie, czyli niedolach cnoty”.

Wielce Czcigodne posłanki czy z KO, czy może z Lewicy, natychmiast zrobiły badania, co prawda dość pobieżne, ale co to szkodzi, że pobieżne, skoro potwierdziły one, iż rodzicom w ogóle nie zależy na tym, by wiedzieć, czego ich dzieci są w szkołach uczone? Najwyraźniej wolą tę sprawę, jak zresztą wszystkie inne, powierzyć „ekspertom”, również w osobach absolwentek agencji towarzyskich, którzy to „eksperci” w ten sposób, na naszych oczach, stają się kolejnym, piątym ośrodkiem władzy. Jak bowiem wiadomo, mamy władzę ustawodawczą, wykonawczą i sądowniczą, nad którymi dyskretną surveillance sprawuje władza czwarta, czyli bezpieka. Piątym ośrodkiem, którego zależność od czwartej władzy jeszcze nie jest dostatecznie zbadana, są właśnie „eksperci”. Wbrew obiegowej opinii, niezależne media głównego nurtu żadną władzą nie są, bo bez reszty podlegają władzy czwartej, która wykonuje zadania zlecone przez Naszych Sojuszników. Znakomitą tego ilustracją są losy „lex TVN” oraz sprawa koncesji, co do której Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji wahała się, czy przedłużyć ją telewizyjnemu kanałowi TVN 7, czy nie. Jeśli chodzi o „lex TVN”, to zaraz po jej zawetowaniu przez pana prezydenta Andrzeja Dudę, uchylony został dla niego szlaban w Departamencie Stanu USA, a po szczęśliwym przedłużeniu przez KRRiTV koncesji dla kanału TVN 7, Departament Stanu natychmiast zgodził się sprzedać Polsce 250 czołgów „Abrams”.

Jak widzimy, wszystkie te, tak pozornie odległe od siebie dziedziny, okazują się ściśle ze sobą powiązane, a czynnikiem wiążącym je ze sobą, jest właśnie czwarta, najważniejsza władza.

To właśnie pozwala wyjaśnić przyczynę, dla której przeciwko „lex Czarnek” demonstruje i „młodzież” i „kobiety” i folksdojcze – a chociaż wszyscy wyłażą ze skóry, by stworzyć wrażenie, że to pełny spontan i odlot – wszystko jest ze sobą ściśle skoordynowane. Kto koordynuje? A któż by, jeśli nie czwarta władza, która – niczym ewangeliczny setnik – wprawdzie ma pod sobą żołnierzy, ale i sam jest „pod władzą postawiony”. Pod czyją – w tym przypadku? Ano, pod władzą zagranicznych central wywiadowczych, które już od pewnego czasu wykonują zadania w ramach rewolucji komunistycznej, która na naszych oczach przewala się przez Amerykę Północną i Europę. Jednym z jej celów jest destrukcja organicznych więzi społecznych, do czego dobrym wstępem jest demoralizacja całych, wstępujących na widownię dziejową pokoleń, by historyczne narody przerobić na „nawóz historii”.

Pisze o tym otwartym tekstem w swoich publikacjach Klaus Schwab, który nawet specjalnie nie ukrywa marzenia o zbudowaniu IV Rzeszy poprzez dokończenie rewolucji zapoczątkowanej przez wybitnego przywódcę socjalistycznego Adolfa Hitlera. Jestem pewien, że gdyby ten wybitny przywódca socjalistyczny poskromił trochę swojego antyżydowskiego bzika, to nikt nie miałby do niego pretensji, podobnie, jak nikt nie ma pretensji do innego wybitnego przywódcy socjalistycznego Józefa Stalina, który Żydami umiejętnie się dla potrzeb swojej rewolucji posługiwał.

Co prawda lex Czarnek” może również stać się narzędziem komunistycznej rewolucji, jeśli tylko ministrem edukacji zostałby, dajmy na to, pan Śmiszek. Już tam dobrałby on kuratorów, nawet niekoniecznie sodomczyków, chociaż właściwie – dlaczego nie? – którzy, wykorzystując ustawowe możliwości, już by tam wszystkich dyrektorów szkół odpowiednio ustawili do pionu, a z kolei dyrektorom sam instynkt samozachowawczy podpowiedziałby, co przystoi im czynić. „Posadę przecież mam w tej firmie, kłamstwa, żelaza i papieru. Kiedy ją stracę – kto mnie przyjmie?” Jak się okazuje, w państwie socjalistycznym nie ma ani rzeczy, ani rozwiązań doskonałych, bo to, czy będą one obfitowały w plusy dodatnie, czy ujemne, zależy od tego, kto akurat trzyma władzę. Teraz trzyma ją Naczelnik Państwa, ale – pamiętając, że dłużej klasztora, niż przeora – musimy liczyć się z możliwością przejęcia inicjastywy jak nie przez pana Śmiszka, to przez pana Hołownię – co w zasadzie na jedno wychodzi. Pan Hołownia bowiem jest wynalazkiem amerykańskim, a Nasz Najważniejszy Sojusznik, pod wodzą prezydenta Bidena, właśnie rozpoczął eksportowanie rewolucji komunistycznej – o czym poinformował nas sam Ekscelencja pan Brzeziński. Gdyby sektor edukacyjny został sprywatyzowany, to niebezpieczeństwo objęcia nadzoru nad edukacją przez pana Śmiszka nie byłoby takie wielkie, ale dopóki państwowy monopol edukacyjny jest uważany za wielką zdobycz ludu pracującego miast i wsi, to próżno nawet marzyć o tym.

Toteż nic dziwnego, że niedawno na mieście pojawiły się fałszywe pogłoski, jakoby środowiska sodomczyków płci obojga, wspierane przez „kobiety” płci obojga, zamierzały powołać potężny Społeczny Ruch Obrony Mniejszości (SROM), pod którego sztandarami zamierzają uchwycić władzę nad naszym nieszczęśliwym krajem pod kierownictwem Wielce Czcigodnego Roberta Biedronia i pani Marty Lempart. Jestem pewien, że gdyby tak wspomniany Ruch uzyskał protektorat Naszego Najważniejszego Sojusznika, albo nawet Obydwu Naszych Sojuszników, to mógłby stać się przewodnią siła narodu w budowie socjalizmu, bo po jego stronie stanęliby murem i partyjni i bezpartyjni, wierzący i niewierzący, żywi i uma… – no mniejsza z tym – a także folksdojcze, w których zaangażowanie w sprawę rewolucji nikt przecież wątpić nie może. Powszechnie bowiem wiadomo, że Volkdeutsche Partei, ma za zadanie tresować tubylców do nowoczesności, a między nowoczesnością, a Nowym Wspaniałym Światem, do którego prowadzi nas Klaus Schwab, można, a nawet należy postawić znak równości, tak samo, jak między antysemityzmem i spostrzegawczością. Jak wspomniałem, na razie pogłoski o powołaniu SROM-u są fałszywe, ale skądinąd wiadomo, że każda myśl, choćby tylko raz rzucona w przestrzeń, prędzej czy później znajdzie swego amatora, a zatem – wszystko przed nami.

Stanisław Michalkiewicz

Kolejny francuski tenisista Gaël Monfils ofiarą „szczepionek”

Francuski tenisista wycofał się z turnieju ujawniając, że przyczyną jest „drobny uszczerbek na zdrowiu, prawdopodobnie po przyjęciu trzeciej dawki szczepionki”.

Gaël Monfils, najlepszy obecnie tenisista francuski, w publicznym oświadczeniu na Twitterze napisał:

Witam wszystkich. Chciałbym przekazać wam wiadomość po tym jak wycofałem się z rozgrywek turniejowych. Doświadczam małego problemu zdrowotnego (prawdopodobnie jako skutek przyjęcia trzeciej dawki szczepionki). Za radą mojego lekarza, zdecydowałem że potrzebuję nieco odpoczynku. Niestety, nie będę mógł brać udziału w Davis Cup w następnym tygodniu. Mam nadzieję, że powrócę [na turnieje] w Stanach Zjednoczonych.

Obraz

 =============================

https://www.bibula.com/?p=131615

Gaël Monfils jest kolejnym pierwszoplanowym tenisistą, który ucierpiał w wyniku przyjęcia genetycznego preparatu. Wcześniej, Jeremy Chardy (35 l.) zakończył sezon sportowy i karierę po „nagłym paraliżującym bólu”, jako reakcja na produkt firmy Pfizer.

Sportowcy, czyli najbardziej aktywni fizycznie młodzi ludzie, doświadczają skutków niezwykle niebezpiecznego preparatu eksperymentalnego, rozprowadzanego pod fałszywą i przebiegłą reklamą jako „szczepionka przeciwko Covid-19”. Nawet według oficjalnych danych, tzw. wirus mający powodować tzw. Covid-19, nie zagrażał w najmniejszym stopniu młodym, zdrowym osobom. Niestety, propaganda globalnych sił usiłujących wprowadzić totalną kontrolę nad społeczeństwami z wykorzystaniem medycznego pretekstu, przekonała wiele osób, które – najczęściej dobrowolnie, choć w późniejszej fazie eksperymentu, w sposób wymuszony – zgodziły się na wstrzyknięcie substancji, której nawet pełnego składu do dnia dzisiejszego nie chce ujawnić producent, nie mówiąc o nieprzebadaniu produktu pod względem długofalowych skutków.

Myocarditis – jedna z poszczepiennych pamiątek

Pamiętajmy, że powikłania po przyjęciu genetycznego preparatu reklamowego jako „szczepionka przeciwko Covid-19” bardzo często skupiają się na trzech głównych narządach: sercu i układu krążenia, układu rozrodczego oraz mózgu, nie omijając oczywiście innych narządów i organów, np. oczu, uszu (utrata słuchu), rąk czy nóg (które trzeba obcinać) oraz przyczyniają się do licznych chorób autoimmunologicznych.

Problem z mięśniem sercowym, bardzo często obserwowany właśnie u młodych mężczyzn, w tym tych aktywnych fizycznie, jest o tyle groźny, że jakiekolwiek uszkodzenie serca NIGDY nie goi się całkowicie i ZAWSZE pozostaje blizna, która będzie utrudniała normalne funkcjonowanie serca DO KOŃCA ŻYCIA. Warto po raz kolejny to zaznaczyć i uświadomić, szczególnie lekarzom (którzy zaspali na pierwszych lekcjach studiów) i tzw. ekspertom telewizyjnym, którzy za pieniądze bądź chwilę sławy wyrecytują każdą zwrotkę z wiersza o „bezpieczeństwie i skuteczności”.

Natomiast znawcy tematu wiedzą co mówią, zresztą nie jest nauka tajemna lecz to co medycyna akademicka i kliniczna uczyła od lat, do czasu tzw. pandemii i tzw. szczepionek, które wywróciły pojęcia i definicje do góry nogami. Zacytujmy dr. Rogera Hodkinson, patologa:

Zapalenie mięśnia sercowego nigdy nie jest łagodne, szczególnie u młodych zdrowych mężczyzn. Jest to stan zapalny mięśnia sercowego . . . I nie wiemy jaki procent z komórek mięśnia sercowego obumiera w wyniku każdego z ataków myocarditis. Największym problemem w przypadku mięśnia sercowego i włókien mięśnia sercowego, jest to że one się nigdy nie regenerują . . . zatem zostajesz z tym niewiadomym procentem obumarłych mięśni . . . Jako że nie potrafimy ocenić stopnia uszkodzenia, to długoterminowe skutki są nieprzewidywalne.  . . .  Nie wiemy czy odezwie się to dziesięć lat później przedwczesnym zawałem serca, które w innym przypadku nie powinno mieć miejsca. Zatem jest to strasznie niepokojące, ta wiedza, że to może się wydarzyć w przyszłości. … Nie jest to sprawa błaha.

Zapalenie mięśnia sercowego nie musi od razu oznaczać śmiertelne zejście, chociaż jesteśmy świadkami takich przypadków – ostrzegają lekarze przerażeni niespotykaną dotychczas częstością występowania myocarditis u młodych, zdrowych osób, szczególnie chłopców. Dużo częściej oznacza, że następuje powolny proces tworzenia się mikrozatorów, co powoduje niedotlenienie organizmu poprzez mniej wydolny układ krwionośny. Zaszczepiony młody osobnik nie wie dlaczego czuje się osłabiony, apatyczny, dlaczego szybko się męczy, dlaczego częściej choruje, pokasłuje miesiącami, ma jakiś płytki oddech, dlaczego częściej podłapuje jakieś przeziębienia, dlaczego puls jest zwiększony (serce zmuszone jest pompować szybciej poprzez zwężone naczynia), dlaczego zaczyna mieć problemy neurologiczne, itd. Sportowcy przerywają karierę, zmęczona młodzież aby zrekompensować niedostatki, sięga po różne używki, dopalacze. Niektórzy z takimi stanami serca trafiają na pogotowie, inni do przychodni, część cierpi, nawet nie zastanawiając się nad powiązaniem przyczyny ze skutkiem, tym bardziej, że media nie informują o niebezpieczeństwie, lekarze dalej recytują mantrę o „skuteczności i bezpieczeństwie”, a władze brną w zaprzeczanie posiłkując się „badaniami naukowymi” wyprodukowanymi przez posłusznych pseudo-naukowców. Większość jednak cały czas prowadzi dotychczasowe życie w przeświadczeniu spełnienia „obowiązku społecznego” poprzez przyjęcie nieprzebadanego preparatu, który w podstępnym tempie czyni spustoszenie.

Za te wszystkie poszczepienne „pamiątki” podziękujmy przede wszystkim swojej łatwowierności i uleganiu propagandzie. Gdy już się otrząśniemy, podziękujmy tym, którzy stręczyli niszczycielskie preparaty. Zadbajmy o to, aby dokonało się sprawiedliwe rozliczenie ich działalności.

Oprac. www.bibula.com 2022-02-24


 

CZYTAJ RÓWNIEŻ:

To nie jest nasza wojna

Jestem Polakiem więc obowiązki mam polskie – nie ukraińskie, nie rosyjskie, nie amerykańskie czy niemieckie. Karku nie będę nadstawiał w imię wojny, w której ostatecznymi zwycięzcami będą Amerykanie czy Chińczycy.

Arkadiusz Miksa

——————

Żal i smutek tylko, że Słowianie jak to często w historii bywało wykorzystywani są do realizacji interesów, tych którzy Słowian mieli i mają za podludzi. Solidaryzującym się z Ukrainą Polakom proponuję pamiętać jak Ukraińcy solidaryzują się z pomordowanymi Polakami, kobietami i małymi dziećmi, którzy bez godnego pochówku i identyfikacji leżą na Wołyniu, Podolu i w Małopolsce Wschodniej pomordowani w bestialski sposób.

Tak, ci którzy ich mordowali w zdecydowanej większości już nie żyją, ale ich dzieci i wnuki poczynania swoich dziadków usprawiedliwiają i robią z nich bohaterów. My dla Ukrainy zrobiliśmy więcej niż jakikolwiek inny kraj, oddaliśmy jej znaczną część własnego terytorium z majątkiem bez rekompensaty. W ukraińskich muzeach wiszą obrazy Matejki i Kossaka, to przecież nie byli ukraińscy malarze.

W ukraińskich domach w codziennym użytku są skradzione przedmioty z polskich domostw, których gospodarzy torturowano, gwałcono, wymordowano, ich własność skradziono a domy albo zajęto albo spalono. Nie zamierzam o tym zapominać dopóki na Ukrainie będą budowane pomniki rzeźnikom a Ukraińcy będą opowiadać bajki, że byliby potęgą światową, ale przez całe wieki wykorzystywali ich albo Moskale albo Lachy.

Uzyskali niepodległość 30 lat temu, co z tą niepodległością zrobili? Ano roztrwonili. W kraju panował bezład i anarchia, pijaństwo, złodziejstwo i narkomania. Magazyny z bronią i amunicją otrzymaną w spadku po sowieckiej nieboszczce topniały w oczach, broń sprzedawano do Afryki i na Bliski Wschód. Żal wam dziś Ukraińców? Oni nie mieli sumienia sprzedając broń do afrykańskim watażkom, którzy wykorzystywali ją do plemiennych rzezi. Dziś skamlą o broń i amunicję. Pieniądze za ich własną przytuliły tzw. ukraińskie elity.

Zacząłem Dmowskim i Dmowskim skończę, który pisał, że Ukraina była jest będzie zawsze siedliskiem niepokojów międzynarodowych i problemów. Współcześni analitycy dorobią do tego naukowy warsztat i za Zbigniewem Brzezińskim powiedzą, że Ukraina pełni rolę geopolitycznego sworznia i jest konieczne aby znalazła się w rękach amerykańskich dla zapewnienia przez USA kontroli nad światem. Nie mam ochoty brać udziału w amerykańskich cynicznych gierkach zmierzających do podporządkowania sobie jak największej części świata.

To nie jest nasza wojna, a pomoc dla Ukrainy uzależniona powinna być od zmiany postawy władz ukraińskich względem Polski. W świecie nie ma Świętych Mikołajów i nikt niczego nikomu nie daje za darmo. Pora tę zasadę zrozumieć. Wszystkim zainteresowanym genezą tego konfliktu polecam książkę „Ukraińska Szachownica. Kto i po co wywołał wojnę na Ukrainie” wydaną przez Wydawnictwo Wektory w 2018 roku.

Za: Myśl Polska (24-02-2022) | https://myslpolska.info/2022/02/24/to-nie-jest-nasza-wojna/

Potajemne święcenia wbrew prawu Kościoła – przypadki kard. Wojtyły i kard. Slipyja

Jeden z najbardziej niezwykłych epizodów w życiu Karola Wojtyły – a także epizod, z którego możemy dziś wyciągnąć wiele użytecznych wniosków – miał miejsce w czasie, gdy był on kardynałem arcybiskupem Krakowa. Dziwi mnie, że (biorąc pod uwagę całe zainteresowanie osobą Jana Pawła II) incydent ten zdaje się nie zwracać niczyjej uwagi, nie wspominając już o komentarzach. To samo dotyczy doniosłego wydarzenia z życia wielkiego kardynała Josyfa Slipyja.

dr Peter Kwasniewski https://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/3030

[Temat numeru – Demo[no]kracja w Kościele]

————————-

Potajemne święcenia kapłańskie

Na wstępie wyjaśnić musimy niezorientowanym w sprawie czytelnikom, że termin Ostpolitik dotyczy strategii Watykanu z okresu zimnej wojny, polegającej na spełnianiu pewnych żądań komunistów w krajach Europy Wschodniej w zamian za tolerowanie przez nich dalszego istnienia Kościoła w tym regionie, choćby tylko w postaci szczątkowej. Sam Weigel był szczerym i surowym krytykiem Ostpolitik, do którego to tematu powrócił zaledwie dwa tygodnie temu w artykule na temat jej architekta, Agostina kardynała Casaroliego1. Napisana przez niego biografia Jana Pawła II, zatytułowana Świadek nadziei, prezentuje najistotniejsze fakty wiernie, choć w sposób nieco upiększony:

Kardynał Wojtyła nigdy nie wątpił w dobre intencje Pawła VI w jego Ostpolitik i na pewno wiedział o osobistym cierpieniu Papieża, rozdartego pomiędzy wypływającym z serca instynktem konieczności obrony prześladowanego Kościoła a rozumowym sądem, że musi kontynuować politykę salvare il salvabile – która, jak to ujął raz arcybiskup Casaroli, nie była «polityką chwalebną». Arcybiskup krakowski był także przekonany, że jego obowiązkiem jest okazywanie solidarności z prześladowanym i głęboko zranionym sąsiadem, Kościołem w Czechosłowacji, gdzie sytuacja w latach nowej watykańskiej Ostpolitik pogorszyła się. Tak więc kardynał Wojtyła i jeden z jego biskupów pomocniczych, Julian Groblicki, potajemnie wyświęcali kapłanów z Czechosłowacji, pomimo (albo może z powodu) faktu, że Stolica Apostolska zabroniła podziemnym biskupom tego kraju dokonywania takich święceń.

Potajemne święcenia w Krakowie odbywały się zawsze za wyraźnym pozwoleniem zwierzchnika kandydata – jego biskupa, lub, w przypadku zakonu, jego prowincjała. Trzeba było obmyślać jakieś systemy zabezpieczeń. W przypadku salezjanów używano systemu przedartych kart. Zaświadczenie zezwalające na wyświęcenie było przedzierane na pół. Kandydat, który musiał zostać przeszmuglowany przez granicę, przywoził ze sobą do Krakowa jedną połówkę, podczas gdy drugą wysyłano przez konspiracyjnego kuriera do przełożonego krakowskich salezjanów. Następnie obie połówki dopasowywano i święcenia mogły się odbyć w kaplicy arcybiskupiej przy Franciszkańskiej 3. Kardynał Wojtyła nie informował Stolicy Apostolskiej o tych święceniach. Nie uważał ich za akt nieposłuszeństwa wobec polityki Watykanu, lecz za obowiązek w stosunku do cierpiących braci w wierze. I prawdopodobnie nie chciał stwarzać problemu, którego nie dałoby się rozstrzygnąć bez sprawiania bólu którejś ze stron. Mógł też sądzić, że Stolica Apostolska i papież wiedzą, iż takie rzeczy dzieją się w Krakowie, ufają jego zdaniu i dyskrecji i może nawet są zadowoleni z tego swoistego wentyla bezpieczeństwa w sytuacji, która stawała się coraz bardziej rozpaczliwa2.

Zwróćmy uwagę, w jaki sposób Weigel stara się umniejszać znaczenie prezentowanych przez siebie faktów. W Kościele połowy XX wieku, przenikniętym jeszcze duchem ultramontanizmu, kard. Wojtyła w ewidentny sposób zlekceważył papieski zakaz udzielania takich święceń i dokonywał ich – przy współudziale swego biskupa pomocniczego oraz za wiedzą przełożonych kandydatów. Sformułowanie „pomimo (albo może z powodu)” jest w istocie bełkotem: jak można mówić, że ktoś dokonywał zakazanych święceń, ponieważ były one zakazane? A jeśli kardynał, który wiedział, że działa wbrew woli i rozporządzeniu papieża, nie informował go o tym, czy faktycznie można powiedzieć, że „nie uważał ich [potajemnych święceń] za akt nieposłuszeństwa wobec polityki Watykanu”, skoro tym właśnie one były?3 Najwyraźniej nie poruszał tej kwestii z „władzami”, ponieważ uważał, że w sprawie tej popełniają one błąd. Bezcelowe jest też utrzymywanie, w celu usprawiedliwienia owych święceń, że Wojtyła „mógł też sądzić, że Stolica Apostolska i papież wiedzą, iż takie rzeczy dzieją się w Krakowie”. Czy są na to jakiekolwiek dowody? To właśnie dlatego, że papież i jego ówczesny sekretarz stanu nie ufali zdaniu i dyskrecji takich bohaterów i wyznawców wiary, jak Stefan kard. Wyszyński czy (jak pokażemy dalej) Josyf kard. Slipyj, Watykan zakazał udzielania święceń, czy to jawnie, czy też potajemnie. Weigel powinien po prostu trzymać się prawdy: jak słusznie pisze, kardynał wiedział, że miał obowiązek wobec Boga oraz swych cierpiących współwyznawców. To wszystko, co należało w tej kwestii powiedzieć4.

Według innego biografa Karola Wojtyły:

Wojtyła miał ściślejsze powiązania z Praską Wiosną, niż mógł się do tego przyznać. Na przestrzeni lat stopniowo poszerzał skalę potajemnego wyświęcania księży dla podziemnego czeskiego Kościoła. Do 1965 roku formował również i wyświęcał tajnych kandydatów do kapłaństwa z komunistycznych Ukrainy, Litwy i Białorusi, gdzie seminaria także zostały pozamykane. Niektórzy z kandydatów przedostawali się do Polski przez «zieloną granicę», inni zaś załatwiali sobie w niej jakąś pracę, co pozwalało im podróżować legalnie; przykładowo jeden z nich był psychologiem, który regularnie odwiedzał polski Instytut Zdrowia Publicznego. W Warszawie Wyszyński świadomy był przynajmniej natury, jeśli nie samych szczegółów, tych działań. Gdyby dowiedziały się o nich władze, Wojtyle grozić mogło aresztowanie5.

Niezależnie od tego, czy należymy do wielbicieli „Jana Pawła Wielkiego”, czy też nie, jedno jest jasne: to, co robił wówczas w Krakowie, było w pełni usprawiedliwione – i przydaje raczej, niż ujmuje, blasku jego postaci.

Potajemne konsekracje biskupie

Z kolei powinniśmy przyjrzeć się analogicznemu przypadkowi Josyfa kard. Slipyja (1892–1984), którego proces beatyfikacyjny niedawno się rozpoczął. Prześcignął on niejako Wojtyłę, przeprowadzając zakazane potajemne konsekracje biskupie, przekonany, że wymagało tego dobro ukraińskich grekokatolików. Jak pisze ks. Raymond J. de Souza:

W roku 1976 głowa ukraińskiego Kościoła grekokatolickiego, kard. Josyf Slipyj, żyjący na wygnaniu w Rzymie po 18 latach spędzonych w sowieckim łagrze, obawiał się poważnie o przyszłość ukraińskich grekokatolików. Czy będą oni mieli jeszcze biskupów, biorąc pod uwagę, że sam Slipyj miał wówczas ponad 80 lat? Tak więc konsekrował potajemnie trzech biskupów bez zgody Ojca Świętego, bł. Pawła VI. W czasie tym Stolica Apostolska prowadziła nieasertywną politykę względem bloku komunistycznego; Paweł VI nie udzieliłby zgody na konsekrację nowych biskupów z obawy przed rozdrażnieniem tym Sowietów. Konsekracja biskupów bez upoważnienia papieskiego jest bardzo poważnym przestępstwem kanonicznym, za które karą jest ekskomunika. Błogosławiony Paweł VI – który prawdopodobnie wiedział, choć nieoficjalnie, co uczynił Slipyj – nie nałożył na niego jednak żadnych kar6.

Rozmawiałem niedawno o tej sprawie z kompetentnym źródłem, które przeczytało Wspomnienia kard. Slipyja, niewydane jeszcze w języku angielskim. Powiedziało mi ono, że kardynał zwabiony został do Rzymu pod pretekstem „odbycia spotkania”, a następnie powiedziano mu, że nie może powrócić do Związku Sowieckiego, aby żyć pośród swych prześladowanych współwyznawców, pomimo że gotów był wrócić do łagru. Fakt, iż on sam żył wygodnie w Rzymie, podczas gdy jego owczarnia doświadczała prześladowań ze strony komunistów oraz prawosławnych, był źródłem jego wielkich cierpień. Jak pisze Jaroslav Pelikan w swej książce Confessor Between East and West:

Tu, na wygnaniu w Rzymie, dla którego on sam oraz jego Kościół tak wiele poświęcili, ukraiński metropolita czuł się coraz bardziej osaczony przez to, co nazywał, w jednym z podtytułów dokumentu przedłożonego papieżowi, «negatywnym nastawieniem», z jakim spotykał się nieustannie ze strony «świętych kongregacji kurii rzymskiej». Niekiedy, poirytowany tą postawą, czynił nawet mogące szokować porównanie, stwierdzając że nigdy nie doświadczył tak złego traktowania ze strony ateistów w Związku Sowieckim, co obecnie ze strony swych współwyznawców oraz współbraci w Rzymie7.

Według wspomnianego wyżej źródła, Paweł VI wiedział bez wątpienia o potajemnych konsekracjach biskupich, nie ukarał jednak kardynała, ponieważ szanował go bardzo jako nieustraszonego wyznawcę wiary. Jednym z tych potajemnie konsekrowanych biskupów był Lubomyr Huzar; Jan Paweł II uznał później oficjalnie jego konsekrację, mianował go arcybiskupem większym ukraińskiego Kościoła grekokatolickiego, a w roku 2001 wyniósł do godności kardynalskiej8.

Warto również zauważyć, że wspomniany akt kard. Slipyja miał miejsce w czasie, kiedy wciąż jeszcze w mocy pozostawał Kodeks prawa kanonicznego z roku 1917. Znajdujący się w nim kanon 2370 brzmiał: „Episcopus aliquem consecrans in Episcopum, Episcopi vel, loco Episcoporum, presbyteri assistentes, et qui consecrationem recipit sine apostolico mandato contra praescriptum can. 953, ipso iure suspensi sunt, donec Sedes Apostolica eos dispensaverit” (Biskup, który konsekruje kogoś na biskupa, obecni podczas tego biskupi oraz asystujący księża, jak również ci, którzy przyjmują konsekrację bez mandatu papieskiego, wbrew brzmieniu kanonu 953, zaciągają karę suspensy na mocy samego prawa, do czasu uchylenia jej przez Stolicę Apostolską). Kodeks jednoznacznie dawał do zrozumienia, że tacy duchowni nie zaciągają suspensy wskutek zadeklarowania kary, ale ipso facto, tj. przez sam fakt uczestnictwa w konsekracji bez mandatu papieskiego – którego Paweł VI nigdy kard. Slipyjowi nie udzielił. Pozytywista prawny powiedziałby, że suspensa, którą w ten sposób zaciągnął, musiałaby zostać później w wyraźny sposób uchylona. Jednakże fakt, iż nic takiego nie miało miejsca, stanowi wymowne świadectwo roli epikeia w interpretacji i stosowaniu prawa. Mówiąc w skrócie: pojawiła się sytuacja, w której pogwałcenie tego kanonu po prostu nie pociągało za sobą skutków prawnych. Powinno to skłonić nas do zastanowienia się nad granicami pozytywizmu prawnego.

Konsekracje z Écône widziane z nowej perspektywy

Kiedy Kościół jest atakowany i na szali znajduje się samo jego przetrwanie, lub też kiedy w poważny sposób zagrożone jest jego wspólne dobro, wyraźne nieposłuszeństwo rozporządzeniom lub prawom papieskim może być usprawiedliwione – a w istocie nie tylko usprawiedliwione, ale słuszne, godne pochwały oraz świadczące o osobistej świętości. Nikt nie kwestionował nigdy faktu, że papież ma prawo określać zasady dotyczące konsekracji biskupich, oraz że Wojtyła i Slipyj bezdyskusyjnie i świadomie pogwałcili prawo kościelne, co powinno ściągnąć na nich potępienie, podobnie jak miało to miejsce w przypadku abp. Lefebvre’a. Zamiast tego uznajemy ich jednak za bohaterów oporu przeciwko komunizmowi.

Jest tak dlatego, że uznajemy istnienie prawa bardziej fundamentalnego niż prawo kanoniczne: salus animarum suprema lex – zbawienie dusz jest najwyższym prawem. To właśnie dla zbawienia dusz istnieje cała struktura prawa kościelnego; nie posiada ona innego celu niż ochrona i szerzenie życia Chrystusa w duszach. W normalnych okolicznościach prawo kanoniczne tworzy strukturę, w której misja Kościoła może być realizowana w sposób uporządkowany i spokojny. Pojawić się mogą jednak sytuacje anarchii, kryzysu, zepsucia lub apostazji, w których zwyczajne struktury nie tylko nie ułatwiają Kościołowi realizowania jego misji, ale wręcz stanowić mogą w tym przeszkodę. W takich przypadkach to głos sumienia podpowiada, co należy uczynić, kierując się roztropnością i miłością, aby osiągnąć nadrzędny cel.

Obserwując z upływem kolejnych lat, jak Kościół katolicki pogrążał się coraz bardziej w chaosie doktrynalnym, moralnym oraz liturgicznym, nie mogę już zaakceptować opinii, że abp Marcel Lefebvre był winny „nieusprawiedliwionego niczym nieposłuszeństwa”9. Znalazł się on w straszliwej sytuacji, w której Watykan zdawał się w najmniejszym stopniu nie troszczyć o Tradycję, a światowa diaspora tradycyjnych katolików oczekiwała od niego jakiegoś, choćby prowizorycznego, rozwiązania. Narzucenie Novus Ordo oraz zainicjowana przez Sobór teologia aggiornamento stanowiły rodzaj „Ostpolitik względem współczesności”, przeciwko której abp Lefebvre słusznie protestował i w obliczu której gotów był podjąć zdecydowany krok w sytuacji, gdy wiara zdawała się być zagrożona jak nigdy dotąd.

Inicjatywy Wojtyły i Slipyja stawiają konsekracje biskupie w Écône w nowym świetle. Nie oznacza to, że wszystkie trudności znikły, ponieważ dla nikogo (czy to przyjaciela, czy wroga) nie może być rzeczą normalną, aby bractwo kapłańskie działało w diecezjach całego świata bez oficjalnej jurysdykcji, i trzeba modlić się o szczęśliwe rozwiązanie problemu stworzonego przez tych, którzy (zaniedbując swe obowiązki) pozwolili, aby swąd szatana – a obecnie powiedzieć należałoby raczej płonącego chrustu (użyte przez autora ang. słowo faggots oznaczać może zarówno chrust, jak i pederastów – przyp. tłum.) wdarł się do Kościoła Bożego. Kiedy budynek płonie, powinno się gasić ogień i ratować ofiary wszelkimi dostępnymi środkami, a nie czekać spokojnie na przyjazd wozów strażackich – zwłaszcza jeśli wie się z doświadczenia, że komendant miejscowej remizy gdzieś wyjechał, śpi, jest pijany albo przekonany, że pożar jest czymś dobrym, a większość jego podkomendnych to niekompetentni głupcy, lub też, co gorsza, opłaceni zostali przez sabotażystów, aby dolewać benzyny do ognia.

Jedno jest pewne: za kryzys nie można obwiniać tych, którzy – świadomi swego obowiązku względem Boga i cierpiących współwyznawców – reagowali na ten stan rzeczy najlepiej jak potrafili, wierni najwyższemu prawu: salus animarum suprema lex.

Nauka dla nas

Jeśli Watykan, po ogłoszeniu motu proprio Traditionis custodes, odważy się zakazać udzielania tradycyjnych święceń kapłańskich, całkowicie usprawiedliwione byłoby w przypadku biskupa, który rozumie, o co toczy się gra10, potajemne wyświęcanie księży wedle starego rytu, bez pytania o zgodę. Nawet jeśli nowy ryt święceń jest ważny (podobnie jak nowy ryt Mszy), został on w poważnym stopniu zdeformowany – jest pod względem liturgicznym upośledzony i nieautentyczny. Autorytatywne świadectwo, pierwszeństwo i starszeństwo lex orandi tradycyjnego rytu muszą zostać zachowane w życiu Kościoła aż do czasu, kiedy możliwe stanie się powszechne przywrócenie trydenckiego Pontificale Romanum.

Równocześnie widzimy, że Wojtyła i Slipyj działali potajemnie, co daje nam wskazówkę, że inicjatywy takie nie muszą być publicznie ogłaszane i przybierać postaci demonstracji. Obaj oni reagowali na naglącą i rozpaczliwą sytuację w sposób dyskretny, a zarazem zdecydowany. Mówiąc to, nie wykluczam możliwości pojawienia się sytuacji, w której działania takie mogłyby zostać podjęte jawnie, ale raczej wskazuję, że kiedy konieczne staje się okazanie materialnego nieposłuszeństwa, lepiej jest działać w sposób dyskretny niż publiczny.

Ma to oczywiste implikacje dla sytuacji, w jakiej się obecnie znajdujemy. Jeśli kapłan, idąc za głosem sumienia, decyduje się nie wypełniać niesprawiedliwych poleceń lub wymogów władzy kościelnej, nie musi koniecznie ogłaszać tego całemu światu, ale powinien po prostu zlekceważyć je i wykonywać swe obowiązki kapłańskie i duszpasterskie. Jeśli i kiedy zostanie ukarany, nie powinien tego faktu nagłaśniać, ale zignorować go i robić swoje. Oczywiście nie musi to być regułą: mogą pojawić się sytuacje, w których najlepszym wyjściem jest otwarty sprzeciw, jak to miało miejsce w przypadku przejęcia kościoła Saint Nicolas du Chardonnet w Paryżu pod przewodnictwem msgr. Ducaud-Bourgeta, czy ponownego otwarcia kościoła Saint Louis du Port Marly11.

Bez wątpienia pokusa wykorzystania mediów społecznościowych, z zaletami i wadami umożliwionego przez nie masowego poparcia, czyni osąd w kwestii wyboru najroztropniejszej formy działania (które może być ponadto w konsekwencji korzystania z social media monitorowane) trudniejszym niż kiedykolwiek.

Konkluzja

Jednym z wielu czynników usprawiedliwiających postawę abp. Lefebvre’a jest fakt, iż był on całkowicie przekonany o absolutnej konieczności kontynuacji wyświęcania księży (a w konsekwencji także konsekracji biskupich) w tradycyjnym rycie. Usus antiquior stanowi spójną całość: jest jednolitym, koherentnym i przekazanym przez Tradycję lex orandi, wyrażającym lex credendi religii katolickiej. Tak, są kapłani ważnie wyświęceni w nowym rycie (jak arcytradycjonalista ks. Gregorius Hesse), którzy następnie przyłączyli się do FSSP, FSSPX etc. Najważniejsze, ważniejsze niż większość ludzi to sobie uświadamia, jest jednak zachowanie starego rytu święceń – na wszystkich poziomach – nienaruszonym oraz żywym.

Gdyby Kongregacja ds. Kultu Bożego lub Kongregacja ds. Zakonów zażądały, aby nie posługiwać się już starymi obrzędami święceń, powinniśmy powiedzieć stanowczo non possumus: po prostu nie możemy tego zaakceptować. Co jednak istotniejsze, w najbliższych latach staniemy w obliczu jeszcze poważniejszej próby: czy znajdą się kardynałowie, arcybiskupi i biskupi, którzy – w takich okolicznociach – będą gotowi udzielać potajemnie święceń kapłańskich w tradycyjnym rycie? Nasz Pan, który w swojej opatrzności obdarzył nas chwalebnym dziedzictwem Kościoła Rzymskokatolickiego, z pewnością zatroszczy się o jego zachowanie w godzinie próby.

Za portalem „1P5” tłumaczył Tomasz Maszczyk12.

Przypisy

  1. Weigel nie czytał najwyraźniej książki ks. Malachiego Martina Windswept House, w przeciwnym razie byłby mniej naiwny w ocenie kard. Casaroliego (występującego w powieści Martina jako Cosimo kard. Mastroianni) czy Pawła VI.
  2. G. Weigel, Witness to Hope: The Biography of John Paul II, Tekst polski za: Świadek nadziei. Biografia papieża Jana Pawła II, Warszawa 2001, Grupa Wydawnicza Bertelsmann Media.
  3. Niektórzy utrzymują, że zakaz udzielania potajemnych święceń dotyczył jedynie Czechosłowacji, tak więc Wojtyła, każąc seminarzystom przyjeżdżać do siebie do Krakowa, zręcznie obchodził ów zakaz i w rzeczywistości nie naruszał żadnego prawa. Jedno jest jednak pewne: powodem jego wprowadzenia była chęć ugłaskania władz komunistycznych, które z pewnością nie byłyby zadowolone, wiedząc, że seminarzyści z ich kraju przekraczają granicę, aby otrzymać święcenia gdzie indziej (jak pisze Jonathan Kwitny, Wojtyła udzielał również potajemnie święceń kandydatom z Ukrainy, Litwy i Białorusi). Ludzie sterujący watykańską Ostpolitik z pewnością położyliby kres inicjatywie Wojtyły, gdyby tylko zdawali sobie z niej sprawę. Można więc powiedzieć, że to, co robił, sprzeczne było ze znaną lub przynajmniej dającą się wywnioskować intencją prawodawcy, ale niesprzeczne z najwyższym prawem Kościoła, tj. zbawieniem dusz. I jest to mój główny argument we wszystkich omawianych w niniejszym artykule przypadkach. Podobnie jak człowiek nie jest dla szabatu, ale szabat dla człowieka, tak też Kościół nie istnieje dla prawa kanonicznego, ale prawo kanoniczne dla Kościoła.
  4. Fakt, iż Weigel dowiedział się o tych święceniach dopiero z ust samego Jana Pawła II w 1996 roku, (o czym świadczy przypis w jego książce), dowodzi, że Wojtyła nie odczuwał żadnych wyrzutów sumienia: nie miał zamiaru tego ukrywać, przynajmniej po tym, jak sytuacja uległa radykalnej zmianie. Warto też zauważyć, że gdyby Wojtyła otrzymał z Rzymu jakąś wskazówkę, że powinien kontynuować te działania (jak to sugeruje Weigel), bez wątpienia wspomniałby o tym autorowi, opowiadając całą historię. Nie uczynił tego jednak – i znacznie bardziej prawdopodobne jest, że nie prowadził w tej kwestii żadnych konsultacji z Rzymem.
  5. J. Kwitny, Man of the Century: The Life and Times of Pope John Paul II, New York 1997, Henry Holt, s. 220.
  6. Ukrainian Cardinals Husar and Slipyj are heroes to Church community, „The Catholic Register”, 22 czerwca 2017. Według innego źródła miało to miejsce w 1977 roku. W chwili pisania niniejszego tekstu de Souza ewidentnie uznawał beatyfikację Pawła VI za prawomocną; wielu tradycyjnych katolików kwestionuje ważność zarówno jej, jak i późniejszej kanonizacji. Patrz: P.A. Kwasniewski (ed.), Are Canonizations Infallible? Revisiting a Disputed Question, Waterloo ON 2021, Arouca Press, ss. 219–241.
  7. J. Pelikan, Confessor Between East and West: A Portrait of Ukrainian Cardinal Josyf Slipyj, Grand Rapids MI 1990, William B. Eerdmans Publishing Company, s. 173. Patrz też strony 182–186.
  8. Historia ukraińskiego Kościoła Greckokatolickiego stanowić powinna dla nas źródło nadziei. Zwróćmy uwagę na następujące statystyki i zestawmy je ze stanem Kościoła obrządku łacińskiego oraz liturgicznej „śmierci i zmartwychwstania” od lat 60. do chwili obecnej: „W 1939 roku ukraiński Kościół grekokatolicki posiadał ok. 3000 kapłanów. W 1989, po 50 latach wojny i prześladowań, liczba ta spadła o 90%, do jedynie 300. Biorąc pod uwagę, że średni wiek owych księży wynosił ok. 70 lat, tylko jedno pokolenie dzieliło Kościół grekokatolicki od całkowitej utraty duchowieństwa. Niecałe 30 lat później było ich jednak ponownie 3000, a średni wiek wynosił 39 lat. Obecnie formację odbiera ok. 800 seminarzystów, przy ogólnej liczbie 5 milionów ukraińskich grekokatolików” (ibidem).
  9. Pragnę tu polecić przychylną, ale nie bezkrytyczną, analizę postawy abp. Lefebvre’a w książce H.J.A. Sire’a Phoenix from the Ashes: The Making, Unmaking, and Restoration of Catholic Tradition, Kettering OH 2015, Angelico Press, ss. 410–430. (Książka ta ukazała się właśnie w Polsce pod tytułem Jak feniks z popiołów. Historia kryzysów w Kościele, nakładem wydawnictwa Key4.) W dalszym ciągu uważam, jak to napisałem w artykule opublikowanym tu 13 kwietnia 2019, że we Mszach odprawianych w kaplicach FSSPX powinno się uczestniczyć w sytuacjach wyjątkowych lub w obliczu niemożności moralnej, tj. jeśli w okolicy nie można znaleźć innej tradycyjnej parafii lub kaplicy pozostającej w jedności z lokalnym ordynariuszem. Piszę to jako osoba nieodczuwająca absolutnie żadnej wrogości do katolików korzystających z posługi FSSPX, wśród których mam licznych przyjaciół, oraz pełna najwyższego uznania i szacunku dla kapłanów Bractwa, kontynuujących odprawianie Mszy i udzielanie sakramentów w czasie „pandemii”, gdy postawa duchowieństwa „mainstreamowego” była skandalicznie nieadekwatna.
  10. Prawdopodobnie żadna część liturgii nie ucierpiała tak bardzo jak obrzędy święceń, posiadające najściślejszy związek z istnieniem i pomyślnością Kościoła. Klasyczną pozycją poświęconą temu tematowi jest książka Michaela Daviesa The Order od Melchisedech, wznowiona niedawno przez wydawnictwo Roman Catholic Books. Davies ukazuje w niej wpływ idei modernistycznych i protestanckich na nowe obrzędy święceń i podkreśla potrzebę jak najszybszego powrotu do tradycyjnych. Patrz też: D. Graham, Lex Orandi: Comparing the Traditional and Novus Ordo Rites of the Seven Sacraments, Preview Press 2015, ss. 159–185.
  11. https://rorate-caeli.blogspot.com/2020/12/resistance-is-never-futile-interview.html [dostęp: 28.11.2021].
  12. https://onepeterfive.com/clandestine-ordinations-against-church-law-lessons-from-cardinal-wojtyla-and-cardinal-slipyj/ [dostęp: 28.11.2021].

W.BRYTANIA: ZASZCZEPIONA POPULACJA STANOWI DWIE TRZECIE ZAKAŻEŃ, HOSPITALIZACJI I ZGONÓW.

Analiza zakażeń, hospitalizacji i zgonów na C19 styczeń-luty 2022 – dane UK

w dniu lutego 13, 2022

Według oficjalnych danych opublikowanych przez brytyjską Agencję Bezpieczeństwa Zdrowia (link poniżej), potrójnie zaszczepiona populacja odpowiadała za zdecydowaną większość zakażeń, hospitalizacji i zgonów  C19 na przełomie styczeń- luty. 

https://assets.publishing.service.gov.uk/government/uploads/system/uploads/attachment_data/file/1054071/vaccine-surveillance-report-week-6.pdf

Poniższy wykres przedstawia liczbę zakażeń C19 według stanu szczepień w Anglii w okresie od 10 stycznia do 6 lutego 2022. Dane zostały zebrane z tabeli 9 znajdującej się na stronie 34 Raportu z nadzoru szczepień UKHSA – tydzień 6 – 2022.

W sumie w styczniu/lutym odnotowano ogromną liczbę 2,15 miliona potwierdzonych przypadków C19, a 886.117 z nich należało do populacji potrójnie zaszczepionej, co oznacza, że ​​grupa ta stanowiła 41% wszystkich przypadków. Jeśli natomiast zsumujemy wszytkie grupy szczepione (1 dawka, 2 dawki, 3 dawki itd), okazuje się, że zaszczepiona populacja faktycznie stanowiła 66% . 

Poniższy wykres przedstawia liczbę hospitalizacji z powodu C19 według stanu szczepień w Anglii w okresie od 10 stycznia do 6 lutego 2022. Dane zostały zebrane z tabeli 10 znajdującej się na stronie 35 Raportu UKHSA z nadzoru szczepień – tydzień 6 – 2022.

W styczniu 2022 r. miało miejsce łącznie 5946 zgonów z powodu C19, a populacja potrójnie zaszczepiona stanowiła 3196 z nich. Oznacza to, że udział tej grupy stanowił 54% wszystkich zgonów z powodu C19 w okresie od 10 stycznia do 6 lutego. Po zsumowaniu wszystkich grup szczepionych (1 dawka, 2 dawki, 3 dawki itd.) widzimy, że zaszczepiona populacja jako całość stanowiła 85% wszystkich zgonów  na C19 w styczniu.

Jak widać z powyższego wykresu, odsetek zgonów wśród osób zaszczepionych potrójnie i podwójnie  znacznie przewyższa liczbę hospitalizacji, które im odpowiadają. To samo można powiedzieć o hospitalizacjach i zakażeniach. Tutaj widzimy prawdziwą „skuteczność” szpryc na C19. 

Źródło: https://dailyexpose.uk/2022/02/14/pandemic-triple-vaccinated-england/

Synod o synodalności. Kto? Do kogo? Po co? Sapienti sat – mądremu dość!

Sapienti sat – mądremu dość! Kilka refleksji o synodzie papieża Franciszka.

9 października 2021 r. w Rzymie papież Franciszek rozpoczął nowy Synod o synodalności pod hasłem: „Ku Kościołowi synodalnemu: komunia, uczestnictwo, misja”. Synod ma składać się z trzech etapów, z czego pierwszy – rozpoczęty na szczeblu diecezjalnym 17 października 2021 r. – budzi wiele emocji, ponieważ dotyczy konsultacji całego „ludu Bożego”.

ks. Piotr Świerczek https://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/3028

———————

Drugi etap odbędzie się na szczeblu kontynentalnym, na którym ma być przygotowana wielka synteza wszystkich wypowiedzi ludu. Zaś trzeci, wieńczący etap, jest przewidziany na jesień 2023 r., kiedy w Rzymie odbędzie się zgromadzenie biskupów z całego świata. Watykan przygotował specjalne Vademecum na temat przeprowadzenia poszczególnych etapów. W obliczu tego wydarzenia – na podstawie Vademecum, wypowiedzi hierarchów i samego papieża – spróbujmy odpowiedzieć sobie na trzy proste pytania o Synod: Kto? Do kogo? Po co?

Kto?

Kto „zwołał” ten synod? Niewątpliwie ostateczną przyczyną sprawczą tego wydarzenia jest decyzja papieża. Papież Franciszek nie zaskoczył nas swym pomysłem o nowym sposobie synodowania po tylu innych zaskakujących inicjatywach, tym bardziej, że z wykształcenia jest posoborowym jezuitą, a zatem metoda dialogowania dla wspólnego rozeznania jest mu dość bliska. Jednak nie możemy być na tyle naiwni, aby sądzić, że to pomysł jednej osoby. Kardynał Duka, prymas Czech, w swoim liście pasterskim z okazji rozpoczęcia Synodu na szczeblu archidiecezji praskiej przypomina, że już przed ostatnim konklawe purpuraci domagali się wprowadzenia poważnych reform w Kościele, by odpowiedzieć m.in. na fakt podwojonej liczby katolików od czasów II Soboru Watykańskiego. Arcybiskup Pragi dodaje także, że ów synod jest przygotowaniem do nowego soboru. W tym kontekście przenieśmy się do 1923 roku. Na sekretnym konsystorzu papież Pius XI zapytał kardynałów, czy należałoby odpowiedzieć na coraz silniejsze w tamtym czasie głosy i zwołać sobór, aby dokończyć przerwany I Sobór Watykański. Kardynał Billot odpowiedział: „Najpoważniejszy powód, który w moim przekonaniu jednoznacznie przesądza o negatywnej odpowiedzi, jest następujący: wznowienie obrad soborowych jest z upragnieniem wyczekiwane przez najgorszych wrogów Kościoła, to znaczy przez modernistów, którzy – jak na to wskazują najpewniejsze oznaki – już teraz przygotowują się, by wykorzystać te stany generalne Kościoła do przeprowadzenia rewolucji, do zorganizowania nowego roku 1789, co jest przedmiotem ich marzeń i największych nadziei. Obawiamy się, że wprowadzone zostaną metody dyskusji i propagandy bardziej odpowiadające zwyczajom demokratycznym niż tradycjom Kościoła”. W tej wypowiedzi mamy wskazówkę do odpowiedzi na pierwsze pytanie. Nie wydaje się koniecznym dalej rozwijać tematu – sapienti sat!

Do kogo?

Do kogo adresowane jest to powszechne zgromadzenie? Do wszystkich – twierdząc najprościej – ale nie tyle wszystkich katolików, co wszystkich ludzi. Na pierwszych kartach Vademecum Synodu o synodalności mamy wrażenie, że chodzi o Kościół katolicki, czytamy tam: „Papież Franciszek zaprasza cały Kościół”; „Misja Kościoła wymaga, aby cały Lud Boży podążał razem” itp. Ale mamy też i takie stwierdzenie: „Bycie Kościołem synodalnym znajduje swój wyraz w radach ekumenicznych, synodach biskupów, synodach diecezjalnych oraz radach diecezjalnych i parafiach”. Wydaje się, że nie jest bez znaczenia kolejność podania składowych synodalnego Kościoła, gdzie na pierwszym miejscu są postawione rady ekumeniczne. Potwierdzeniem tej nowej hierarchii w strukturach kościelnych po II Soborze Watykańskim są liczne zdania w obrębie całego dokumentu, które po części odsłaniają już cel ostateczny Synodu. Oto przykłady: „Równie cenny będzie wkład innych jednostek kościelnych”; „Aby […] proces synodalny był wsłuchiwaniem się w głos wszystkich ochrzczonych. […] Wszyscy ochrzczeni wspólnie stanowią podmiot sensus fidelium, żywego głosu Ludu Bożego. Jednocześnie w pełnym uczestnictwie w akcie rozeznawania ważne jest usłyszenie przez ochrzczonych głosów innych ludzi w ich lokalnym środowisku, w tym osób, które porzuciły praktykowanie wiary, osób innych tradycji wiary, ludzi niereligijnych itd.”; „Chociaż wszyscy ochrzczeni są w szczególny sposób wezwani do udziału w procesie synodalnym, to nikt – niezależnie od przynależności religijnej – nie powinien być wykluczony z dzielenia się swoją perspektywą i doświadczeniem, o ile chce pomóc Kościołowi na jego synodalnej drodze poszukiwania tego, co dobre i prawdziwe”.

Rozważmy, co nam tu zostało powiedziane. Po pierwsze, wezwani są wszyscy ochrzczeni, a dokument nie podkreśla, że chodzi o ochrzczonych katolików. W ogóle ma się wrażenie, że przymiotnik „katolicki” jest przynajmniej niemile widziany w tym dokumencie. Po drugie, o sprawach życia Kościoła będą rozmawiać ci, którzy z tego życia zrezygnowali i nie praktykują swojej wiary – mają czynny głos w rozeznawaniu. Po trzecie, w całym dokumencie używa się słowa Kościół, pisanego wielką literą w domniemanym odniesieniu do Kościoła katolickiego, ale tak samo określa się wszystkie inne schizmatyckie wspólnoty. Po czwarte, członkiem Synodu może być każdy, nie tylko w obrębie wspólnot schizmatyckich, ale także innowierców, a nawet ateistów.

Uzupełnieniem treści Vademecum rozwiewającym wszelkie wątpliwości są słowa kard. Kocha, przewodniczącego Papieskiej Rady ds. Popierania Jedności Chrześcijan, który w wywiadzie dla niemieckiego „katolickiego” tygodnika „Die Tagespost” powiedział: „Byłoby dobrze, aby partnerzy ekumeniczni byli zaangażowani w proces synodalny na wszystkich jego poziomach”. Kardynał odsłonił także cel starań ekumenicznych: „W pogłębianiu i umacnianiu synodalności można widzieć ważny ekumeniczny wkład Kościoła katolickiego na rzecz uznania prymatu biskupa Rzymu także przez inne Kościoły”. Mamy tu nie tylko zrównanie wszystkich wspólnot zwanych przez purpurata „Kościołami”, ale jeszcze podanie przyczyny podziału – brak uznania prymatu Rzymu. Nie ma tu jednak ani słowa o doktrynie, która z tym uznaniem powinna się wiązać. Zdaje się, że cały ruch ekumeniczny sprowadza się już tylko do przezwyciężenia kwestii administracyjno-prawnych, czego przyczyną jest smutny fakt zarzucenia głoszenia i nauczania prawdy katolickiej w samym Rzymie. Trudno zatem spierać się o coś, co zostało skrzętnie schowane w ciemnej piwnicy za sprawą stwierdzenia, że teraz Kościół naucza inaczej i tyle. Ma to sens tylko wtedy, gdy przyjmiemy a priori, że nikt nie ma monopolu na prawdę, ponieważ nie jest nam ona dostępna ostatecznie, oraz że chrzest jest wydarzeniem, które włącza wszystkich do wielkiej rodziny zwanej Kościołem, który dzieli się na różne partie, a wspólnie uznany prezydent przywróci upragnioną jedność.

W takiej mieszaninie opinii, zdań, przeżyć, doświadczeń Vademecum każe wyróżnić pewną grupę: „Szczególną troską należy otoczyć te osoby, które mogą być wykluczone: kobiety, osoby niepełnosprawne, uchodźców, migrantów, osoby starsze, osoby żyjące w ubóstwie, katolików, którzy rzadko lub nigdy nie praktykują swojej wiary itd.”. Trudno na początku zrozumieć, o co dokładnie chodzi w stwierdzeniu „szczególną troską”. Wydaje się stosownym odczytać znaczenie tego zdania w kontekście innego: „Synteza powinna zwracać szczególną uwagę na głosy tych, którzy nie są często słyszani, i integrować to, co można nazwać «raportem mniejszości»”, ponieważ „Bóg – jak stwierdza dokument – często przemawia głosami osób łatwo wykluczanych, odrzucanych lub pomijanych”. I może należałoby przyznać tej tezie rację, gdybyśmy umieścili ją w bardzo konkretnym kontekście egzystencjalnym, czego dowodzą życiorysy świętych, a nawet samo życie i śmierć Pana naszego Jezusa Chrystusa. Jednak wyemancypowanie takiego pobożnego ogólnika z podkreśleniem jego znaczenia dla całego Synodu jest kolejną furtką, która prowadzi do chaosu, a przez to zamiast rozjaśniać – zaciemnia.

Na podstawie tylko małych wycinków z Vademecum widać jasno, że synod jest drogą, w której bardzo szeroko rozumiany lud podejmie refleksje i postanowi o sposobie życia Kościoła. W rozważaniach nad tym nowym sposobem ustanawiania kościelnych zarządzeń warto przywołać słowa Piusa IX z bulli Ineffabilis Deus ogłaszającej dogmat o Niepokalanym Poczęciu, o którym „świadczą przedziwne Księgi natchnione, czcigodna Tradycja, ustawiczne przeświadczenie Kościoła, osobliwa jednomyślność w tej sprawie katolickich biskupów i wiernych oraz doniosłe akty i konstytucje Naszych poprzedników”. Od razu widać różnicę w podejściu do kwestii tak istotnych jak prawda. Dogmat o Niepokalanym Poczęciu przeszedł bardzo długą drogę. Na jego temat panowały na przestrzeni wieków różne ludzkie opinie, nawet ze sobą sprzeczne, a co więcej – wypowiadane także przez świętych. Dopiero dogłębne badania pozwoliły na podstawie odniesienia do niezmiennej pełni prawdy ogłosić w Kościele Niepokalane Poczęcie, obecne w Objawieniu od samego początku, choć czasem niedostatecznie dostrzegane przez ułomne, ludzkie rozumowanie. Jeśli synod powołany przez papieża Franciszka ma dotyczyć istoty Kościoła, a takie przeświadczenie wynosi chyba każdy po przeczytaniu Vademecum, to czy do podjęcia tak istotnej refleksji, za którą zapewne pójdą i akty prawne, można wykorzystać tylko ludzkie opinie, choćby nawet w tym przypadku były nazwane działaniem Ducha Świętego? I choćby obrońcy synodu twierdzili, że tu chodzi tylko o praktykę, a nie o dogmaty, to nie możemy zapominać, że wynika ona właśnie z dogmatów. Jeśli zmieni się praktykę wbrew prawdzie, trzeba będzie w końcu zmienić i prawdę. Jest to gwałt zadany istocie Magisterium Kościoła, ponieważ, jak pisał w konstytucji apostolskiej Munificentissimus Deus papież Pius XII: „Urząd Nauczycielski Kościoła istnieje nie dzięki ludzkiej zapobiegliwości, lecz dzięki opiece Ducha Prawdy, i dlatego bez wszelkiego błędu wypełnia zalecone zadanie przechowywania przez wszystkie wieki prawd objawionych w stanie czystym i nienaruszonym: toteż i przekazuje je nieskażone, nic do nich nie dodając ani od nich odejmując”.

W obliczu zdrowego rozsądku, który towarzyszy ludziom zaniepokojonym pomysłami Watykanu, twórcy Vademecum bronią się wezwaniem na świadka cnoty pokory, która ma autoryzować drogę słuchania wszystkich i mówienia, czego się chce: „Pokora w słuchaniu musi odpowiadać odwadze w mówieniu: Każdy ma prawo do bycia wysłuchanym, tak jak każdy ma prawo do wypowiedzi. Dialog synodalny zależy od odwagi zarówno w mówieniu, jak i w słuchaniu. Nie chodzi o angażowanie się w debatę po to, by przekonać innych. Jest to raczej przyjmowanie tego, co mówią inni, jako sposobu, w jaki objawia się Duch dla wspólnego dobra (1 Kor 12, 7)”.

W odpowiedzi na te słowa, a zarazem podsumowując drugą kwestię niniejszych rozważań, odwołajmy się do wydarzenia z życia Pana Jezusa, który pod Cezareą Filipową podjął „dialog” ze św. Piotrem. Pan Jezus najpierw zapewnił, że prawdę o Chrystusie-Mesjaszu rzeczywiście objawił Piotrowi Ojciec Niebieski, ale za chwile skarcił go, gdyż to, co następnie powiedział, nie było z natchnienia Ducha, ponieważ nie było zgodne z prawdą:

„Błogosławiony jesteś, Szymonie, Bar Jona; bo ciało i krew nie objawiły tobie, ale Ojciec mój, który jest w niebiosach. […] Odtąd począł Jezus wykazywać uczniom swoim, iż potrzeba, aby szedł do Jeruzalem i wiele wycierpiał od starszych, od doktorów i od przedniejszych kapłanów, i był zabity, i trzeciego dnia zmartwychwstał. I wziąwszy go Piotr, począł go karcić, mówiąc: Boże cię uchowaj, Panie! Nie przyjdzie to na ciebie. A on obróciwszy się, rzekł Piotrowi: Idź za mną, szatanie! Jesteś mi zgorszeniem, bo nie rozumiesz, co jest Bożego, a co jest ludzkiego” (Mt 16, 17.21–23).

Sapienti sat!

Po co?

Po co synod? Korzystając ze słownictwa Vademecum, na trzecie pytanie niniejszego artykułu można odpowiedzieć najkrócej, że celem procesu synodalnego jest „odnowa mentalności i struktur kościelnych tak, aby żyć wezwaniem Boga do Kościoła w obliczu aktualnych znaków czasu”. Metodą dzielenia się posoborowe struktury Kościoła mają prowadzić „dialog prowadzący nas do nowości”, by być gotowym do „zmiany naszych opinii w oparciu o to, co usłyszeliśmy”. Jest to także czas „ćwiczenia w rozeznawaniu” oraz „uwolnienia naszych umysłów i serc od uprzedzeń i stereotypów”. W procesie synodalnym ważne jest i to, aby „przezwyciężyć plagę klerykalizmu” poprzez swobodne wyrażanie swoich poglądów. Na synodzie i w posynodalnych strukturach nie będzie już miejsca na „ideologię”: „Musimy unikać ryzyka nadawania większego znaczenia ideom niż rzeczywistości życia wiarą, którą ludzie przeżywają w sposób konkretny”. Ostatecznie czas synodu to także marzycielstwo w ramach dialogu ekumenicznego i międzyreligijnego o jedności całej rodziny ludzkiej.

Żeby jeszcze lepiej zrozumieć intencje papieża powołującego Synod, przytoczmy kilka fragmentów z homilii wygłoszonej podczas obrzędów rozpoczęcia „nowej drogi” w Rzymie. Papież opisał Synod w świetle odczytanej Ewangelii o bogatym młodzieńcu (Mk 10, 17–30). Zachęca tam, byśmy w Kościele podjęli wspólne wędrowanie z Jezusem, który poprzez bycie w drodze znajdował się zawsze blisko ludzkich spraw. Wspólna droga – pierwszy element Synodu. W spotkaniu z młodzieńcem Jezus podejmuje drugi etap – słucha: „Pan nie jest obojętny, nie okazuje poirytowania czy zaniepokojenia […]. Jest gotów na spotkanie. […] Jezus się nie lęka słuchać sercem. […] Kiedy słuchamy sercem, to właśnie się dzieje: druga osoba czuje się mile widziana, nieosądzana, ma swobodę opowiadania o swoich doświadczeniach i drodze duchowej”. Trzecim elementem Synodu jest rozeznawanie, które według papieża w opowieści ewangelicznej zawiera się w tym, że nasz Pan Jezus Chrystus „proponuje” młodzieńcowi, aby spojrzał w głąb siebie. „Synod jest procesem rozeznawania duchowego […] wydarzeniem łaski, procesem uzdrawiania prowadzonym przez Ducha Świętego”. Papież przez Synod wzywa Kościół, „byśmy wsłuchiwali się w świat” i zadali sobie pytanie, ogołociwszy siebie z „zamknięć i powtarzających się wzorów duszpasterskich […], w jakim kierunku chce nas Bóg poprowadzić?”.

Chcąc ostatecznie rozprawić się z tym pomysłem, wystarczy – na wzór papieża – wziąć na warsztat komentowaną przez niego opowieść o rozmowie Jezusa z bogatym młodzieńcem: „Jeden przybiegłszy [do Jezusa], upadł na kolana przed Nim i pytał Go: Nauczycielu dobry! […]”. W pierwszym zdaniu widzimy już zaprzeczenie idei wspólnego wędrowania bez hierarchii, bez przewodnika. Młodzieniec upadł przed Panem na kolana – znak uniżenia, a Pan Jezus z tych kolan go nie podniósł. Z piersi uniżonego bogacza wychodzi okrzyk sławiący dobrego Nauczyciela, a Pan Jezus zaraz reaguje: „Nikt nie jest dobry, tylko jeden Bóg”. Święty Ambroży komentuje tę odpowiedź: „On nie zaprzecza, iż jest dobry, lecz określa siebie jako Boga”. Jakże zatem mylnym jest stwierdzenie, że my sami sobie wystarczymy, że my możemy na równi z Jezusem, naszym Nauczycielem, rozmawiać. Potrzebujemy Jego boskiego autorytetu, aby poznać prawdę daną nam już w Objawieniu i w Kościele zachowaną (choć dziś raczej schowaną). Autorytet Chrystusa został dany apostołom i ich następcom, ale został on dany w Chrystusie. To znaczy, że każdy kapłan ma nie tylko prawo, ale i obowiązek występować w imieniu Chrystusa i posiada Chrystusowy autorytet, jeśli służy Chrystusowi, głosząc tylko to, co nasz Pan przekazał. Dobry Pasterz prowadzi swoje owce i wskazuje im drogę, jak dobitnie podkreśla Psalm 22: „Pan mną rządzi […]. Prowadził mię ścieżkami dla sprawiedliwości imienia swego”. Arcybiskup Marcel Lefebvre dawał klerykom cenne wskazówki co do misji kapłana: „Trzecia funkcja pełniona przez kapłana polega na prowadzeniu dusz, to znaczy użyciu wszystkich środków ułatwiających im drogę do nieba. Jego rolą jest ratowanie dusz […] kapłan jest również drogą. Idąc za przykładem Pana Jezusa, winien okazywać wiernym drogę do nieba”. Natomiast obecna wersja synodu stanowi coś przeciwnego. Logo promujące nową drogę bez pasterza ukazuje lud idący za dzieckiem, zaś pasterz idzie wmieszany w tłum. Nad wszystkimi wędrującymi roztoczona jest rozmazana postać, której znaczenie jest tak pomieszane jak cały pomysł na nowy synod, w którym promuje się braterstwo bez ojcostwa, a to nic innego jak droga rewolucji z 1789 roku.

Wracając do ewangelicznego opowiadania, zobaczmy, jak Pan Jezus naucza młodzieńca, przypominając przykazania dotyczące relacji międzyludzkich. Pomija zaś pierwsze trzy dotyczące relacji do Boga, gdyż ten stosunek stworzenia wobec Stwórcy jest już wyrażony w klęczącej postawie młodzieńca, który słucha Boga. Po wysłuchaniu pierwszej zachęty młodzieniec odpowiada: „Nauczycielu! Tego wszystkiego strzegłem od młodości mojej. Jezus zaś wejrzawszy nań, umiłował go i rzekł mu: Jednego ci nie dostaje; idź, sprzedaj, cokolwiek masz, i daj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie, i przyjdź, naśladuj mię”.

Odpowiadając młodzieńcowi, cóż uczynił Pan Jezus? Osądził, czego mu brak, a przecież osądzanie jest zabronione…? Tylko Bóg może osądzić! Zatem każdy z nas musi poddać swoje myśli, sądy, pragnienia tylko pod jeden sąd – Boży. Nawet jeśli nie uczynimy tego za życia, przyjdzie nam i tak stanąć na sądzie po śmierci, ponieważ Bóg jest Sędzią sprawiedliwym, który za dobro wynagradza, a za złe karze. Sam papież Franciszek w swojej homilii przypomniał jakby przeciwko sobie, że słowo Boże jest „ostrzejsze niż wszelki miecz obosieczny, […] zdolne osądzić pragnienia i myśli serca” (por. Hbr 4, 12). Bez zdrowego osądu Kościoła, który w obliczu prawdy zweryfikuje każde inne ludzkie słowo, wszystkie wypowiedzi nie mają żadnego znaczenia. Wiedział o tym doskonale ów młodzieniec, ponieważ odszedł smutny. Jego smutek wynikał z wielkiego dysonansu między wezwaniem do życia z Bogiem a naturalnymi pragnieniami. A przecież był to młodzieniec pobożny… Jeśli w drodze synodalnej wszyscy będą mogli wyrazić swoje pragnienia bez względu na wszystko, to do czego to doprowadzi?

Słusznie mówi papież Franciszek, że musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, w jakim kierunku chce nas Bóg poprowadzić. Problem polega na tym, że mało kto jeszcze pamięta odpowiedź daną dwa tysiące lat temu i niezmienną do dziś: „Jeśli kto chce iść za mną, niech sam siebie zaprze, i weźmie krzyż swój, a naśladuje mnie” (Mt 16, 24). Prawdą jest nasz Pan Jezus Chrystus i nie można Jedynego Boga, który sam się objawił, zinterpretować na wiele różnych sposobów. Można Go różnymi sposobami wyrażać, inaczej mówiąc do dziecka, a inaczej do studenta teologii, inaczej na misjach podczas pierwszej katechezy, a inaczej na rekolekcjach kapłańskich.

Sposobów ukazywania Prawdy jest wiele, wszystkie jednak muszą prowadzić na jedną drogę, ponieważ dróg nie ma wielu. Jest jedna – ciasna brama – to droga na Golgotę, jest to droga Najdroższej Ofiary Chrystusa, jest to w końcu katolicka Msza Święta wszech czasów, która wieńczy całą Prawdę i jest źródłem odpowiedzi na każde pytanie o Pana Boga, katolicką wiarę oraz jeden, święty, powszechny i apostolski Kościół – to jest droga dla każdego katolickiego synodu – sapienti sat!

Znów antysemitnickie gwałty w Polsce. Drzewo spadło na ambasadę Izraela. I to – w SZABAT!!!

Drzewo spadło na ambasadę Izraela w Warszawie, elementy elewacji runęły z wieżowca na Złotej [sic!! md] – poinformowała st. str. Katarzyna Urbanowska z zespół prasowego mazowieckiego komendanta wojewódzkiego Państwowej Straży Pożarnej.

https://nczas.com/2022/02/19/tylko-w-polsce-drzewo-spadlo-na-ambasade-izraela/

————————

Wichury, które przeszły w sobotę nad Warszawą i okolicami, siały spustoszenie. Zgłoszeń było tak dużo, że nie można było się połączyć z numerem 112. Połamane drzewa spadały na budynki i jezdnie.

Obraz

Jedno z nich runęło na budynek ambasady Izraela. Jak to mówią: nie ma przypadków, są tylko znaki… [—]

Potrójnie zaszczepiona królowa Elżbieta… z koronawirusem

Królowa Elżbieta uzyskała pozytywny wynik testu na koronawirusa – poinformował Pałac Buckingham. Jak poinformowano, 95-letnia królowa doświadcza łagodnych objawów podobnych do przeziębienia.

https://nczas.com/2022/02/20/potrojnie-zaszczepiona-krolowa-elzbieta-z-koronawirusem/

—————–

Monarchini ma nadal wykonywać mniej obciążające ją obowiązki w Windsorze.

Obawy o to, że monarchini mogła być narażona na kontakt z koronawirusem, pojawiły się 10 dni temu, gdy pozytywny wynik testu uzyskał jej najstarszy syn, książę Karol i okazało się, że widziała się z nim dwa dni wcześniej.

Rodzina królewska ma prywatnych lekarzy, którzy na bieżąco będą monitorować i dbać o zdrowie monarchini. Brytyjskie media przypominają, że królowa Elżbieta jest potrójnie zaszczepiona przeciwko koronawirusowi. [—-bla…]

Kolejne „antysemickie samobójstwo” wspólnika pedofila Epsteina. Jean-Luc Brunel znaleziony martwy w celi. Oficjalnie – się powiesił.

Miał dostarczać nieletnie dziewczyny.

https://nczas.com/2022/02/20/mial-dostarczac-nieletnie-dziewczyny-wspolnik-pedofila-epsteina-znaleziony-martwy-w-celi/
———–
Jean-Luc Brunel został znaleziony martwy w swojej celi w Paryżu. Oficjalnie popełnił samobójstwo – powiesił się. Był współpracownikiem pedofila Jeffrey’a Epsteina, który także oficjalnie popełnił samobójstwo w celi.

76-letni Jean-Luc Brunel, syn tunezyjskich Żydów, którzy wyemigrowali do Paryża, został zatrzymany w grudniu 2020 r. w sprawie zarzutów gwałtu, napaści na tle seksualnym i molestowania seksualnego.

Był także przesłuchiwany pod zarzutem handlu ludźmi. Chodziło o „dostarczanie” nieletnich dziewcząt pedofilowi Epsteinowi w celu wykorzstywania seksualnego.

Prokuratura poinformowała, że ciało Brunela zostało znalezione w jego celi w sobotę 19 lutego nad ranem. Oficjalnie się powiesił. W celi oczekiwał na proces.

Jean-Luc Brunel, alleged co-conspirator of Jeffery Epstein has been found hanged in his prison cell in which the security cameras were not working.

He is pictured here on Epstein’s private island wearing a an „Israel Army” hat.

Obraz

W latach 90. Jean-Luc Brunel był szefem agencji modelek Karin Models. W 1999 roku wyjechał do Stanów Zjednoczonych po tym, jak ujawniono nadużycia we francuskim świecie mody.

W USA założył MC2 Model Management, agencję współfinansowaną przez Epsteina, z którym poznał się przez Ghislaine Maxwell, jego byłą partnerkę.

Zdjęcie

Virginia Roberts Giuffre, z którą ostatnio brytyjski książę Andrzej zawarł ugodę, twierdziła, że agencja była przykrywką dla handlu seksualnego. W dokumentach sądowych opublikowanych w sierpniu 2019 r. Giuffre wymieniła Brunela jako jednego z mężczyzn, z którymi Maxwell poleciła jej uprawiać seks, gdy była nastolatką.

Po samobójstwie Epsteina Jean-Luc Brunel ukrywał się za granicą. Poza podejrzeniami w sprawie współpracy z Epsteinem został również oskarżony przez kilka modelek o napaść i gwałt. Holenderska modelka Thysia Huisman powiedziała, że odurzył ją i zgwałcił w 1991 r., kiedy miała 18 lat.

Francuska prokuratura poinformowała, że wszczęto dochodzenie w sprawie przyczyny śmierci Jean-Luca Brunela.

Wyciąć numer

Szanowni Państwo!
Czy zauważyliście, że przemawiam do Was po raz 555? Jak by tego było mało, to jeszcze w dniu o szczególnej dacie 2202 2022! Co z tego wynika? Raczej nic, ale poczytajmy to, za dobry znak.

https://mtodd.pl/?wysija-page=1&controller=email&action=view&email_id=484&user_id=0&wysijap=subscriptions

—————-

Zanosi się bowiem na wojnę, do której miejmy nadzieję nie dojdzie. Lepiej być jednak na nią przygotowanym, bo Putin jest gotów wyciąć nam dowolny numer, jakiego się nie spodziewamy, albowiem wojen nie wywołują ludzie zrównoważeni. Obronę pozostawmy tym, którzy się na tym znają.

Pozostali mogliby jednak zajmować się sprawami dotychczas niezałatwionymi, takimi, jak na przykład zastąpienie zmurszałej „elitarnej” kasty w kulturze, której, jak na razie nikt nie podskoczy, bo i po co się narażać? „Głodująca” Janda pomstowała, pomstuje i pomstowała będzie. Robimy jej na głowę milionowymi dotacjami, za które deprawuje młodzież przymusowymi porno przedstawieniami. Teatr Telewizji bywa tak straszliwie artystyczny, że działa jak środek wymiotny, albo przeczyszczający.
       Prócz teatru, młodzież będzie miała muzea w niezliczonej ilości. Czy sama to doceni, nie wiadomo, ale nasi sąsiedzi na pewno. Przypomnijmy jak starannie Niemcy przygotowywali się do wojny, zbierając dane co należy ukraść, z którego polskiego muzeum. Rosjanie rabowali spontanicznie, co popadło, a czego nie zabrali, to zniszczyli. Obecny władca Kremla jest koneserem. Już na początku swojej kariery co zanurkował, to wydobywał z morza starożytne, cenne amfory.
       Przetrwaliśmy wojny i rozbiory jako naród dzięki kulturze z literaturą na poczytnym miejscu. Promowaniem współczesnych, polskich talentów literackich, w tym scenarzystów, z całą pewnością nasi sąsiedzi nie są zainteresowani, a Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego?
       Bez obaw, takiego numeru polskie ministerstwo niemieckim i rosyjskim przyjaciołom nie wytnie.

  Zdrowia i wolności
Małgorzata Todd

Otrzymali tyle darów, w tym samego Mesjasza, ale poprzez swą pychę ściągnęli na siebie przekleństwo.

POCHODZENIE COVID?

Komentarz Eleison nr DCXCIX (699) 5 grudnia 2020 https://fsspxr.wordpress.com/komentarze-eleison/

————————

Niniejsze Komentarze nieustannie podkreślają, że wszechmogący Bóg znajduje się w samym centrum sztormu wywołanego na całym świecie na podstawie anty-prawdy, iż wirus Covid-19 stanowi największe zagrożenie dla rodzaju ludzkiego. Statystyki tymczasem pokazują, iż jest to zagrożenie niewiele większe od przeciętnego wirusa grypy. Całkiem realna jest jednak groźba, że znacząco zmieni on na całym świecie sposób życia, bo z całą pewnością właśnie po to został zaprojektowany przez judeomasońskich wrogów Boga. Nie wszyscy z nich są żydami i masonami, ale to żydzi i masoni knują razem, aby doprowadzić do powstania światowej tyranii i na złość Bogu posłać na wieczne potępienie w piekle wszystkie dusze, które On stworzył.

Owocem tego jest gigantyczna wojna między przyjaciółmi a wrogami Pana Boga, która tworzy historię ludzkości. Oczywiście Bóg w swej wszechwiedzy wie dokładnie, aż po najmniejszy szczegół, co planują obie strony i w swej wszechmocy może w każdej chwili zainterweniować, by pomóc swoim przyjaciołom, jak to niezwykle uczynił 2000 lat temu poprzez Wcielenie Syna Bożego. Ponieważ jednak głównym celem Pana Boga jest zapełnienie nieba istotami rozumnymi, które korzystały ze swoich umysłów tak, by spędzić z Bogiem, a nie bez Niego, całą wieczność, można powiedzieć, że daje on swoim wrogom wolności do kuszenia i dręczenia Bożych przyjaciół, zaś by wesprzeć przyjaciół interweniuje, by zapewnić im równe szanse. Bowiem wrogowie Boga mają po swojej stronie szatana i całą armię upadłych aniołów, którzy im pomagają do tego stopnia, że św. Paweł przestrzega chrześcijan, że nie toczą walki przeciw krwi i ciału, lecz przeciw diabłom (Ef 6, 12).

Zaprawdę diabelska jest przebiegłość z którą spiskowcy walczący z Bogiem ukrywają swoje prawdziwe intencje przed Jego przyjaciółmi. Sam Nasz Pan powiedział, że posyła swych Apostołów jak owce między wilki (Mt 10, 16). Jednym z działań podjętych przez Pana Boga, by wesprzeć przyjaciół, było ponad wiek temu umożliwienie ujawnienia Protokołów mędrców Syjonu. Mędrcy oczywiście stanowczo zaprzeczają od tamtej pory autentyczności;Protokołów, ale jak powiedział pewien Amerykanin słynący ze zdrowego rozsądku: „Jeśli chcesz wiedzieć, czy Protokoły są autentyczne, po prostu rozejrzyj się wokół”. Oto krótkie, ale trafne streszczenie:

Nie-żydzi są umysłowo gorsi od Żydów i nie mogą prawidłowo prowadzić swoich narodów. Dla dobra ich i naszego musimy usunąć ich rządy i zastąpić je jednym rządem. To wymaga długiego czasu i wiąże się z rozlewem krwi, ale przecież dla dobra sprawy. Oto to, co powinniśmy zrobić. Umieścić wszędzie naszych agentów i pomocników. Przejąć kontrolę nad mediami i wykorzystać je do propagandy na rzecz naszych planów. Wywołać walki między różnymi rasami, klasami społecznymi i religiami. Korzystać z przekupstwa, gróźb i szantażu, aby osiągnąć nasze cele. Wykorzystać loże masońskie, by przyciągnąć tych, którzy mają stanowiska i głaskać ego ludzi sukcesu. Ustanowić marionetkowych przywódców, których można kontrolować szantażem. Zastąpić rządy królewskie rządami socjalistycznymi, potem komunistycznymi, a potem despotycznymi. Znieść wszelkie prawa i wolności, z wyjątkiem prawa siły, z którego sami korzystamy. Poświęcać ludzi, w tym także żydów, jeśli to konieczne. Wyeliminować religię, zastąpić ją nauką i materializmem. Kontrolować system edukacji, aby rozpowszechniać mistyfikacje i niszczyć umysły. Napisać historię od nowa, by była korzystna dla nas. Tworzyć rzeczy, które zajmują i rozpraszają, psuć głowy plugastwami i rozrywkami. Zachęcać ludzi do tego, by się szpiegowali. Trzymać masy w ubóstwie i wiecznej pracy. Przejąć kontrolę nad wszystkim, co ma prawdziwą wartość, zwłaszcza nieruchomościami i złotem. Wykorzystać złoto, by manipulować rynkiem, wywoływać kryzysy i tak w kółko. Wprowadzić progresywny podatek od majątku, zastapić zdrowe inwestycje przez spekulacje, udzielać długookresowych oprocentowanych pożyczek rządom, udzielać złych rad rządzącym i komu się da. Będziemy wówczas obwiniać rządy gojów za powstały chaos, aż wreszcie goje będą tak wściekli na swoje rządy, że ochoczo przyjmą nasz rząd. Wówczas ustanowimy potomka Dawida królem świata, a pozostali jeszcze goiowie będą mu się kłaniać i go wielbić. Każdy będzie żył w pokoju będąc poddanym jego wspaniałemu panowaniu.

Czy ktoś może nie widzieć, co dzieje się w świecie wokół nas, jak widział to Henryk Ford? Czym jest ten covidowy kryzys?

Kyrie eleison.