INTERESUJĄCY PROTOKÓŁ [Syjonu]

Komentarze Eleison Jego Ekscelencji Księdza Biskupa Ryszarda Williamsona


Komentarz Eleison nr DCCLXII (762)

19 lutego 2022 https://fsspxr.wordpress.com/komentarze-eleison/

————–

Panie Boże, pozwól nam dobrze zrozumieć,

Covid pochodzi od człowieka, ale jest karą!

Protokoły Mędrców Syjonu to książeczka, która zasługuje na to, by dobrze ją poznać, nim jej posiadanie stanie się – po powrocie komunistycznego reżimu – przestępstwem karanym śmiercią.

Wynika to z tego, że zawierają one projekt współczesnego świata i jeśli ktoś zadaje sobie pytanie, jak to się stało, że świat wokół wygląda tak, jak wygląda, ta książeczka dostarcza odpowiedzi, choć na pierwszy rzut oka mogą się one wydawać dziwne.

Na łamach niniejszych Komentarzy (5 grudnia 2020 roku) przedstawiono przydatne streszczenie wszystkich 24 protokołów. Tydzień temu wskazano na zakończenie protokołu, który bardzo prawdopodobnie odnosi się do covidowego nonsensu, „pandemii oszustwa”. Oto zakończenie dziesiątego protokołu:

„Stosowanie powyższych środków da nam możność niszczenia stopniowego, krok za krokiem, wszystkiego, co początkowo przy przyjęciu przez nas praw naszych musieliśmy wprowadzić do konstytucji państwowych, jako środki przejściowe do niepostrzeżonego zniesienia wszystkich konstytucji, kiedy nastanie czas zastąpienia wszelkiego rządu przez nasz despotyzm.

Uznanie naszego despoty może nastąpić również przed zniesieniem konstytucji. Chwila ta nastanie wówczas, kiedy narody, zmęczone nieprawidłowościami i niekompetencją swoich rządzących, zorganizowanymi przez nas, zawołają: ,,zabierzcie ich, a dajcie nam natomiast jednego władcę wszechświatowego, który by zjednoczył nas i zniósł przyczyny waśni, a mianowicie: granice, narodowości, religie, długi, który by dał nam pokój i ciszę, niemożliwe do osiągnięcia przy naszych obecnych rządzących i przedstawicielach.

Wy [Mędrcy Syjonu obecni na spotkaniu] wiecie doskonale, że dla stworzenia możności wyrażenia takich samych pragnień przez wszystkie narody, niezbędne jest mącić we wszystkich krajach stosunki narodowe i rządy, aby przemęczyć ogół waśniami, nieładem, nienawiścią, walką, a nawet torturami, głodem, szczepieniami wywołującymi choroby, nędzą. Wówczas goje nie będą widzieli innego wyjścia, jak tylko oddanie się zupełnie i ostateczne pod naszą władzę.

Ale gdybyśmy tylko dali narodom świata wytchnienie, wówczas nie wiadomo, czy kiedykolwiek nastąpiłaby chwila upragniona”.

——————–

Ci, którzy nigdy wcześniej nie zetknęli się z Protokołami, być może będą musieli przeczytać kilka razy zamieszczone powyżej akapity, aby zrozumieć istotę ich przesłania. Jednak warto, by uświadomić sobie w pełni, jakie umysły, jakie siły stoją za „pandemią oszustwa”, „plandemią”, „covidowym nonsensem” czy jakkolwiek to nazwać.

W ostatnim czasie pojawiają się informację o kolejnym z jego prawdziwych horrorów: niespotykanych wcześniej długich zakrzepach wyciąganych z żył ciał „zaszczepionych” przez osoby zajmujące się balsamowaniem zwłok, którzy przygotowują je do pogrzebu. Protokół dziesiąty powinien dać nam nauczkę, że dla twórców covidu, im więcej przyniesie on okropieństw, tym lepiej przygotuje gojów do wołania o nadejście ich dyktatury – Mędrców Syjonu.

Mędrcy Syjonu zawsze gorąco zaprzeczali autentyczności Protokołów twierdząc, iż są one bądź częściową kompilacją z dzieł pochodzących z poprzednich stuleci, bądź też całkowitym fałszerstwem. Jednak jak mówił Henryk Ford, słynny amerykański przemysłowiec z branży motoryzacyjnej: „Jeśli chcesz wiedzieć, czy Protokołu są autentyczne, po prostu rozejrzyj się wokół siebie”. Zaiste cały współczesny świat koresponduje z planem Mędrców zawartym w Protokołach.

W 1899 papież Leon XIII napisał Akt poświęcenia rodzaju ludzkiego Najświętszemu Sercu, w którym odnajdujemy następujące słowa, które dziś są zazwyczaj pomijane z obawy przez Mędrcami Syjonu. Módlmy się nimi, by pokonać covid: Wejrzyj wreszcie okiem miłosierdzia Swego na synów tego narodu, który był niegdyś narodem szczególnie umiłowanym. Niechaj spłynie i na nich, jako zdrój odkupienia i życia, ta Krew, którą oni niegdyś wzywali na siebie”.

Kyrie eleison.

Kościół, z ustanowienia Bożego jest instytucją monarchiczną, gdyż posiada jedną tylko głowę – Jezusa Chrystusa. Portae inferi non praevalebunt adversus eam.

Czy aby na pewno chodzi jeszcze o demokrację, czy może już o demonokrację

Od Redakcji ks. Jakub Wawrzyn FSSPX

https://www.piusx.org.pl/zawsze_wierni/artykul/3024

——————-

Możemy zgodzić się z Najwyższym Pasterzem, że istotnie potrzeba nam debaty nad ustrojem Kościoła – bo czymże innym jest rozpoczęty dopiero co Synod o synodalności? Ale nie po to, żeby dokonać jakiejś jego reformy (jak życzyliby sobie tego współcześni…), ale raczej aby wypełnić zamierzenia Założyciela Kościoła co do ustroju instytucji, którą powołał do istnienia.

Papież Franciszek zwołuje synod (zgodnie z greckim źródłosłowem „wspólna droga”), przedmiotem ma być synodalność. Na naszych oczach rozgrywać się będzie de facto batalia o to, skąd pochodzi władza, podczas gdy Kościół, opierając się na Liście św. Pawła do Rzymian, zawsze wierzył i nauczał, iż ta w całości pochodzi tylko od Boga – omnis potestas a Deo (por. Rz 13, 1)1.

Być może nie chodzi o debatę, ale o kolejny etap demokratyzacji Kościoła, po pierwszej odsłonie tego procesu, którym był kolegializm usilnie forsowany przez II Sobór Watykański. Postawmy jednak pytanie – poparte obserwacją rzeczywistości – czy aby na pewno chodzi jeszcze o demokrację, czy może już o demonokrację (odwołując się do tytułu jednej z książek Arnauda de Lassus)? Czy cały „proces synodalny” nie jest zakamuflowanym powtórzeniem słów: „Nie chcemy aby on panował nad nami!” (Łk 19, 14)?

Być może reakcja ze strony tradycyjnych katolików na synodalizację Kościoła jest przesadzona? Być może jest to zwykłe przewrażliwienie? Pewnie by tak było, gdyby nie to, że Kościół katolicki jest instytucją boskiego pochodzenia i nie tyle naszymi, co boskimi, mechanizmami ma być kierowany, mimo istotnego udziału w nim czynnika ludzkiego.

Czy Kościół potępił jakieś formy rządów? Tak, wszystkie te, które sprzeczne są z Prawem Bożym…

Gdyby współcześni „teolodzy” chcieli jeszcze choćby tylko pobieżnie zerknąć do filozofii wieczystej Arystotelesa (przejętej przez św. Tomasza z Akwinu jako najbardziej odpowiadającej rzeczywistości i wierze), to z pewnością zauważyliby, że pewnych przypadłości nie da się zmienić bez zmieniania istoty rzeczy! Podobnie jest z Kościołem, który z ustanowienia Bożego jest instytucją monarchiczną, gdyż posiada jedną tylko głowę – Jezusa Chrystusa.

Życzylibyśmy sobie zatem, aby pasterze nie nosili swoich lasek pasterskich wyłącznie dla ozdoby, ale aby przewodzili Chrystusowym owcom i paśli je pożywną nauką – nie własną, tylko Jezusową.

Ufamy, że zaprezentowane artykuły poświęcone tematowi numeru przyczynią się do odświeżenia pewnych pojęć, nie roszcząc sobie jednak praw do bycia wyczerpującą analizą, ale jedynie lampką ostrzegawczą na początku „drogi synodalnej”.

Mimo wszystkich przeciwności bądźmy przekonani, że ostatecznie walec rewolucji nie zmieni Kościoła. Wszak Chrystus Pan sam wyraźnie zapowiedział: portae inferi non praevalebunt adversus eam – „bramy piekielne nie przemogą go”, tj. Kościoła – Ecclesiam, (Mt 16, 18)!

Oby ten nowy rok Pański zaskoczył nas, ale w przeciwieństwie do poprzednich kilku lat – pozytywnie! Ufamy, że nowa szata graficzna oraz nowy rozkład stałych działów przynajmniej symbolicznie przyczynią się do tego procesu!

Przypisy

  1. Wszystkie cytaty biblijne za: Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu w przekładzie polskim x. Jakuba Wujka SI, Kraków 1962, WAM.

Witold Paszt zaszczepił się i poniósł konsekwencje „ostatniej prostej”. Wszyscy chcemy powrotu do normalności, prawda???

Wokalista zespołu VOX Witold Paszt zmarł nagle w piątek wieczorem – poinformowała w sobotę rodzina piosenkarza na profilu społecznościowym grupy VOX. Czyżby stał się kolejną ofiarą cud preparatu, jaki był przez niego polecany.

—————–

Witold Paszt urodził się w 1953 roku w Zamościu. Miał 68 lat. W 1977 r. założył grupę Victoria Singers, która dała początek zespołowi VOX.

273862619 706789227339100 8306018113090204245 n

„Wczoraj późnym wieczorem, dzień po rocznicy śmierci swojej Ukochanej Żony, odszedł nasz Tata, Witold Paszt. Wspaniały, najlepszy człowiek, najukochańszy dziadek, Artysta w pełnym znaczeniu tego słowa” – przekazała w sobotę Natalia i Aleksandra Paszt z rodzinami w informacji opublikowanej na profilu społecznościowym Grupy VOX.

„Kiedy już wydawało się, że jest przemocny i niezniszczalny, bo pokonał swój trzeci COVID, nagle los się odwrócił i przyszły niespodziewane komplikacje, które znacznie przyspieszyły jego wytęsknione spotkanie z naszą Mamą. Bardzo się do Niej spieszył. Tata odszedł spokojnie w domu, w otoczeniu córek, wnucząt, zięciów, najukochańszych zwierząt. Wierzymy, że zawsze będzie z nami poprzez swoją muzykę i dobro, którym obdzielał każdego potrzebującego. Jesteśmy zrozpaczeni. Nasze serca są złamane” – napisała rodzina.

Wielka zmiana covidiańskiej narracji jest już realizowana. Można kłamać, ale nie da się kłamać cały czas i okłamywać wszystkich.

Obostrzenia z którymi zmagał się cały świat przez ostatnie 2 lata w ciągu ostatnich tygodni zostały prawie całkowicie zniesione. Czemu się tak stało?

—————————–

Co prawda u nas wszystko jeszcze opornie, jeszcze faszyzm Hoca, jeszcze bolszewizm Piechy, ale i tu coś świta. Można kłamać, ale nie da się kłamać cały czas i okłamywać wszystkich. Tym bardziej w dobie internetu.

Jeśli więc parę miesięcy temu teksty o maseczkach za 30 groszy ratujących życie innych robiły na kimś wrażenie, to obecnie coraz częściej nawet biedni ludzie w mundurkach beznamiętnie klepią swoje mandatowe formułki służąc już tylko złu i bezdennej głupocie, i w ten sposób zarabiając na kromkę „uczciwego” chleba.

Tylko bowiem ludzie zupełnie zaślepieni i niepotrafiący wyciągać żadnych wniosków nie widzą, że w krajach podwójnych masek FFP2 wirus robi co chce. Ale u nas – mandaty za „brak” symbolu strachu. Władzunia pokazuje, że może.

„Zaszczepieni przeciwko COVID-19 nie będą zarażali, bo nie będą zakażeni” powiedział 28 grudnia 2020 roku główny doradca premiera ds. Covid-19 prof. Andrzej Horban. Jak się okazało, były to kompletne brednie:

„Nie, z założenia osoby, które szczepimy nie zarażają, bo powinny być zdrowe. Ponieważ jednak nie sprawdzamy, czy człowiek jest z tym momencie nosicielem wirusa, czy nie (jest), to nie. Istotą szczepienia jest wytworzenie takiego poziomu odporności, żeby człowiek nie był zarażony. W związku z tym należy odpowiedzieć krótko i zwięźle: nie ? nie będą zarażali, bo nie będą zakażeni „ podkreślił.

Bardzo szybko okazało się, że to, co mówił „ekspert”, to stek bzdur. Jego słowa szybko zweryfikował czas. Teraz obowiązuje narracja, według której zaszczepieni co prawda roznoszą wirusa i również się zakażają, ale ponoć lżej przechodzą chorobę. Na przykład zdaniem prof. Włodzimierza Guta od początku ludziom obiecywano nierealne rzeczy. Szczepienia chronią bowiem ” według niego przed ciężkim przebiegiem choroby, a nie zakażeniem.

ZOBACZ: Francja: Agencja Bezpieczeństwa Zdrowia zaleca unikanie masek FFP2

Nie znaczy to, że sporo osób przyspawanych do telewizora nadal w to nie wierzy. Wierzy, nosi i cierpi, gdy ktoś nie nosi – „może zabić innych!”, a przynajmniej sprawić im ból i podważyć wiarę w covidianizm swoim widokiem. To nawet gorsze.

Nie inaczej jest u ludzi z tytułami naukowymi. Oto tygodnik lemingów cytuje panią profesor: „Nie mogę pogodzić się z tym, że nasi pacjenci ciężko chorzy nie mogą być prawidłowo leczeni, bo łóżka zajmują osoby, które się nie zaszczepiły i zachorowały na COVID-19. Brak restrykcji, takich jak wprowadzenie obowiązkowych szczepień, osłabia nasz system opieki zdrowotnej”.

Co grzecznego można powiedzieć o takiej kobiecie? Można jak o zmarłych: dobrze, bo wcale, więc milcząc przejdźmy tylko do suchych danych. Tylko może bardziej wiarygodnych niż produkcja sprawozdawcza naszych felczerów, robiona pod premie covidowe.

Oto „The Jerusalem Post” z 1 lutego 2022 donosi: „Spośród (1084) osób obecnie hospitalizowanych w ciężkim stanie, 520 jest zaszczepionych, 117 zaszczepionych częściowo, 427 nieszczepionych. Większość poważnych przypadków zgłaszana jest u osób w wieku 60 lat i starszych. 642 137 osób zostało zaszczepionych czterokrotnie na COVID-19; 4 442 029 trzy razy; 6 093 060 dwukrotnie; a 6 691 151 otrzymało co najmniej jedną szczepionkę”.

Wróćmy do dostosowanego do faktów, profesorskiego wywodu: „Nie mogę pogodzić się z tym, że nasi pacjenci ciężko chorzy nie mogą być prawidłowo leczeni, bo łóżka zajmują osoby, które się zaszczepiły i zachorowały na COVID-19. Jest ich ponad 60%! Brak restrykcji, takich jak wprowadzenie obowiązkowych szczepień, osłabia nasz system opieki zdrowotnej”.

To znaczy chciałam powiedzieć, że „skoro 60% zajmują zaszczepieni to… jest to wina nieszczepionych, gdyż ich sceptycyzm sprawił, że nawet potrójne i poczwórne szczepienie w ciągu 12 miesięcy nie chce działać!” To wasza wina i macie krew na rękach, jak mówił inny profesor cytowany wczoraj z kolei przez portal najpatriotyczniejszych prorządowych patriotów, utrzymywany hojnie przez państwowe reklamy.

O tym zajmowaniu łóżek przekonał się jeden znajomy. Trzykroć kłuty żył w błogostanie zabezpieczenia aż do dnia, w którym wzięli go do szpitala „z innych przyczyn”, zrobili test, test pokazał „wirusa” i wylądował na „covidowym”. Tam ponoć pies z kulawą nogą nie zagląda do pokojów przez dzień cały prócz express-obchodu, zwłoki leżą godzinami na salach, a on wypisuje SMSy po znajomych, by go ktoś ratował. Zdaje się, sam za czasów innej piżamy życzył zarażonym nieszczepom, by nikt ich nie przyjmował do leczenia, ponieważ sami sobie winni… No i teraz widzi jak to jest płacić całe życie składki i mając test pozytywny, bezobjawowy trafić w łapska polskiej służby „zdrowia”, że ze względów procesowych tak nazwę tę rzeźnię.

A jak komuś mało szaleństwa, to jeden znany dziennikarz „katolickiego” tygodnika, zarzekający się na piśmie, że nie bierze covidowych łapówek on, ani jego redakcja, z uporem „dowodzi”, że wstrzyknięcie wszystkim eliksiru zakończy śmiertelne żniwo, gdyż teraz w Singapurze niemal nikt nie umiera z przyczyn covidowych.

I znów, co tu delikatnego można napisać, by tego sponiewieranego człowieka nie dobić? Może jedynie, że zalecałbym mu zimne okłady na rozpalone czoło, zwłaszcza, że w Singapurze jest lato i plus 30 stopni Celsjusza.

Poza więc sprawą organizacji opieki zdrowotnej i sposobami postępowania z pacjentem na oddziale u nas i w Singapurze, nieśmiało przypomnę komunikat Ministerstwa Zdrowia z czasów takiej samej pogody u nas. „Mamy 74 nowe i potwierdzone przypadki koronawirusa” – poinformowało 26.07.2021 r Ministerstwo Zdrowia. Jak dodał resort, nikt nie zmarł z powodu COVID-19 Tydzień temu odnotowaliśmy 67 nowych przypadków i jeden zgon.

Czy jednak nasi profesorowie, dziennikarze i 90 procent polityków chcą czy nie, odwilż covidowa nadchodzi z racji medycznego fiaska tej hucpy i powinni szybko coś sensownego wymyślić, by usprawiedliwić 200 000 ofiar swoich działań, choroby, samobójstwa, bankructwa itp.

Łowy z nagonką na ew. chętnych do naprawy Polskiego Ładu.Trwają intensywne poszukiwania.

Trwają poszukiwania chętnych. Tych nie widać

Wciąż nie wiadomo, kto przejmie schedę po Tadeuszu Kościńskim na stanowisku ministra finansów. Trwają poszukiwania chętnych do naprawy tzw. Polskiego Ładu – pisze „Business Insider”.
https://nczas.com/2022/02/19/trwaja-poszukiwania-chetnych-do-naprawy-polskiego-ladu-tych-nie-widac/

————————–

Informatorzy portalu twierdzą, że na giełdzie kandydatów są dwa nowe nazwiska: prezes BGK Beaty Daszyńskiej-Muzyczki i minister rodziny i polityki społecznej Marleny Maląg. Żadna z nich nie otrzymała jednak propozycji od szefa rządu.

Tym samym nieaktualna jest kandydatura prezes ZUS Gertrudy Uścińskiej. Premier Mateusz Morawiecki zaproponował ministerialną tekę, ale Uścińska odmówiła.

Jak podaje „Business Insider”, poszukiwania wciąż trwają i nadal nie widać chętnych, którzy chcieliby zająć się finansami państwa.

Niestety nie jest łatwo znaleźć kogoś, kto chciałby posprzątać bałagan z Polskim Ładem, a jednocześnie uzyskał akceptację polityczną kierownictwa PiS i był człowiekiem, który zapewni, że Ministerstwo Finansów pozostanie w strefie wpływów premiera – mówi portalowi osoba z kręgów rządowych.

Od 7 lutego, czyli dnia dymisji Kościńskiego, na czele resortu stoi premier Morawiecki, który oprócz tego pełni także fuchę ministra cyfryzacji.

Wróg gotówki, kłody pod nogi. Wielkie dziadostwo – spuścizna po Tadeuszu Kościńskim

—————–

Zygmunt

ja jestem chentny, bardzo łatwo to naprawić,wydam od razu ustawe że nowy wał jest nie ważny,wszystko ma być po staremu sprzed wału morawicka i kaczyorka. Dużo nie wezme,ale do dymisji podam sie po 3 dniach. I majo mnie do noclegowni spowrotem odwieść.

Naprawa „Polskiego Ładu” wymaga powołania ministra finansów i wyrzucenia wszystkich „ludzi z rynku”. To mógł być sabotaż.

Naprawa Polskiego Ładu wymaga powołania ministra finansów i wyrzucenia wszystkich „ludzi z rynku”. To mógł być sabotaż. Bo mógł.

Witold Modzelewski https://konserwatyzm.pl/modzelewski-naprawa-polskiego-ladu-wymaga-powolania-ministra-finansow-i-wyrzucenia-wszystkich-ludzi-z-rynku/

—————————

Po prawie dwóch miesiącach od wejścia w życie „Polskiego Ładu” w podatkach oraz po (prawie) czterech miesiącach od jego uchwalenia już wiemy, że władza nie umie poprawić popełnionych błędów. Ich ilość jest porażająca. Przypomnę, że przed 30 laty, gdy wprowadzono obecny podatek dochodowy od osób fizycznych (z dniem 1 stycznia 1992 r.), równo półtora miesiąca po tej dacie (15 lutego 1992 r.) zmieniono wszystkie istotne przepisy tej ustawy, w dodatku z mocą wsteczną od 1 stycznia 1992 r. i usunięto wszystkie wpadki i błędy balcerowiczowskiej wersji tego podatku.

Byli wtedy ludzie, którzy się na tym znali, umieli napisać obszerną nowelizację, wiedzieli co robią i mieli odwagę. Bo nie byli to „ludzie z rynku”, czyli dyletanci z „międzynarodowego biznesu podatkowego”, zresztą biznes ten wtedy nie istniał – na szczęście dla podatników oraz państwa polskiego. Niestety rządy od 2015 r. zaufały i wypromowały „ludzi z rynku”, którzy najpierw blokowali zapowiedziane przez premier Beatę Szydło uszczelnienie podatków, w tym zwłaszcza VAT-u, a teraz zafundowali największą i nieodwracalną klęskę (nie tylko wizerunkową) tej formacji.

Wieść gminna głosi, że autorem tych wpadek jest zdjęty obecnie z mediów szef rządowego Polskiego Instytutu Ekonomicznego, który uczył się podatków w tzw. wielkiej czwórce (jakże skromna nazwa) [Piotr Arak ? [Deloitte, PricewaterhouseCoopers, KPMG oraz EY (dawniej Ernst&Young)] ] .

Nauczył się widać tyle, ile wiedzieli jego pracodawcy. Nikt go dotąd nie wyrzucił, nikt nie powołał nawet komisji, która sporządziłaby jakieś poprawki. Widać, że „ludzie z rynku” również do tego się nie nadają (do czego się nadają?). Blokuje wszystko brak szefa resortu finansów, bo przecież przejęcie tej roli przez obecnego premiera jest fikcją.

Ze strony sympatyka obecnej większości pojawia się doń tylko jedna sugestia: niech Pan ustąpi, wyrzuci wszystkich „ludzi z rynku”, zatrudni nawet losowo wybranych urzędników  np. z izb administracji skarbowej – oni na pewno to zrobią lepiej, bo już gorzej się nie da.

Czas mija i wraz z nim szansa na naprawę tego, co jest skopane przez zarozumiałych dyletantów. Tak przynajmniej myśli większość  komentatorów, którym nie może przyjść do głowy, że to mógł być sabotaż. Bo mógł.

Od lat w biznesie (tym „międzynarodowym”) znany jest następujący scenariusz: wykorzystując chciwość podatnika należy wsadzić go na jakąś podatkową minę a potem zarabiać na jego kłopotach, bo on zapłaci dużo więcej za pozbycie się kłopotów niż za wszystkie korzyści podatkowe.

Nie można odrzucić tego podejrzenia. Jest również inna hipoteza: czy może ktoś zlecił owo szkodnictwo, bo „pisowskie rządy” mają wielu wrogów i zewnętrznych i wewnętrznych. Być może dzisiejsza „totalna opozycja” nie ma żadnych zahamowań. Jest do tego zdolna. W końcu trzeba „odsunąć od władzy rządy PiS”, zniszczyć wroga a cena nie gra roli. Liberałowie mieli i chyba wciąż mają również „wyśmienite relacje” z międzynarodowym biznesem zajmującym się ucieczką od opodatkowania. Może zlecenie przyszło zza granicy: jeśli tak, to na pewno musiało być „napisane cyrylicą”. Jest to jednak mało prawdopodobne, bo poza ciągłym ujadaniem na Rosję przez kilku dyżurnych „pożyteczniaków”,  obecna większość respektuje interesy rosyjskich eksportów na polski rynek, np. kupując miliony ton węgla ze szkodą dla polskich kopalń. Problem w tym, że „rządy PiS”, w tym zwłaszcza pod batutą obecnego premiera, miały (mają?) owe „wyśmienite relacje” z tym biznesem i nie rozwiązano jakiejkolwiek rządowej umowy z tzw. andersenami, które zawarto jeszcze w czasie rządów Platformy.

Co rusz będą ujawniane kolejne gafy wpisane do „Polskiego Ładu”: to równia pochyła do katastrofy wyborczej. Jednak „ludziom z rynku” można już gratulować: udało im się coś unikatowego. „Pisowskie rządy” uderzyły podatkami w swój elektorat i wciąż nie umieją wycofać się ze swoich błędów. Opozycja mogłaby przejąć władzę, gdyby się choć trochę nadawała do tej roli. Specjaliści od „ciepłej wody w kranie” mają dość wąski zakres kompetencji. Umieją jeszcze „haratać w gałę”, ale na wielkie rozgrywki jest jeszcze za zimno.

Jedyną szansą rządzących jest głęboki reset personalny: nowy rząd, w tym nowy szef resortu finansów, wiarygodny i odważny a przede wszystkim władający biegle językiem polskim, bo to dość rzadka umiejętność na tym stanowisku. Paradoks polega na tym, że napisanie poprawek do głupich przepisów jest dla kogoś kto zna się na podatkach czymś relatywnie prostym. W ciągu tygodnia można to zrobić, ale może to zrobić tylko ten, kto wie i wie, że wie. Tylko wtedy będzie miał odwagę bronić swoich koncepcji. I może zwyciężyć.

Trujące grzybki postępu

Izabela Brodacka

Zwolennicy postępu uważają, że rozwoju technologii oraz zmian generowanych przez ten rozwój w żaden sposób nie da się zatrzymać. Nie pomogą tu żadne argumenty społeczne ani moralne. Jeżeli udało się na przykład sklonować owcę nieuchronny jest dalszy rozwój prac w tej dziedzinie prowadzący do klonowania człowieka. Jeżeli powstała broń jądrowa nie ma sensu zabiegać o likwidację arsenałów tej broni i przeciwstawiać się jej użyciu choć powszechnie znana jest jej niszczycielska potęga realnie zagrażająca istnieniu ludzkości i naszej błękitnej planety. Faktycznie nic nie było w stanie powstrzymać rewolucji przemysłowej choć zmieniła ona radykalnie stosunki społeczne i zabrała pracę milionom ludzi. Nie powstrzymali jej luddyści niszczący krosna w Nottingham, Yorkshire czy Manchesterze ani nie powstrzymał bunt łódzkich tkaczy w 1861 roku. 

Współczesny neoluddyzm przejawia się niechęcią wobec eksplozji  techniki informatycznej. Nie ma jednak potrzeby karania przeciwników postępu informatycznego jak kiedyś luddystów, są nieliczni i wykruszają się sami. 

Jak donoszą agencje informacyjne (podaję za https://mlodytechnik.pl/technika/29551) – tysiące Szwedów wszczepiło sobie w ręce mikroczipy firmy BioHax wielkości ziarenka ryżu, które przechowują kody dostępu do różnych obiektów i pozwalają  na zakup biletów komunikacyjnych. Konduktorzy skanują ręce pasażerów po dokonaniu przez nich rezerwacji biletów online. Implanty te wykorzystują technologię Near Field Communication, stosowaną również w kartach kredytowych. Są „pasywne”, co oznacza, że przechowują dane, które mogą być odczytywane przez inne urządzenia, ale same nie mogą odczytywać informacji. Żaden ze stosowanych obecnie implantów przeznaczonych dla ludzi nie zawiera urządzeń namierzających, ale nie jest to przecież wykluczone w przyszłości. Dane umieszczone w nośnikach można bez trudu wykraść, skopiować  czy nawet zmodyfikować. Dlatego zdaniem ekspertów na wszczepianie do ciała ludzkiego chipów jest jeszcze za wcześnie. „Uprzedzenia” są zbyt silne, a obawy uzasadnione. 

Pierwszą osobą, której wszczepiono pod skórę chip RFID był w 1998 roku Kevin Warwick, profesor cybernetyki Uniwersytetu w Reading. Dzięki implantowi mógł swobodnie poruszać się po budynku instytutu.  

W 2004 klienci hiszpańskiej dyskoteki, mogli dzięki czipom bezgotówkowo płacić w barze. W 2015 roku szwedzka spółka Epicenter, jako pierwsza wszczepiła swoim pracownikom chipy RFID. Rok później argentyński klub piłkarski Atlerico Tigre wprowadził tzw. „Passion Ticket”. Był to bilet umieszczony w chipie wszczepianym pod skórę kibiców, dzięki czemu nie musieli oni nosić dokumentów oraz papierowych biletów. Rok temu, belgijska spółka Newfusion przeprowadziła akcję chipowania swoich pracowników, którzy nagminnie gubili elektroniczne karty dostępu do zakładu. 

Dzięki mikroczipom wszczepianym sportowcom można by bez kosztownych badań kontrolować i zwalczać użycie substancji dopingujących. Użyteczne mogłyby być również czujniki medyczne, na przykład badające poziom cukru we krwi pacjenta czy sygnalizujące niebezpieczeństwo zawału oraz udaru. Zgoda pacjentów na wszczepianie im mikroczipów odgrywa tu rolę przysłowiowej stopy  w drzwiach. 

Podobnie było przecież z wymuszeniem powszechnego gromadzenia pieniędzy na kontach bankowych. Jeszcze w latach osiemdziesiątych ubiegłego stulecia pracując jako redaktor i tłumacz stacji Planete odbierałam honoraria w kasie w budynku Canal Plus. Pewnego dnia kasa została zlikwidowana, a pieniądze można było otrzymać wyłącznie przelewem na konto. Chcą nie chcąc założyłam konto w banku.

Renty i emerytury też przynosili kiedyś do domu listonosze co było bardzo wygodne dla starszych osób a  bezpowrotnie zostało  zlikwidowane. Nachalne reklamowanie w mediach płacenia telefonem czy zegarkiem (rzeczywiście bardzo wygodne na nartach czy na plaży) oznacza, że definitywnie kończy się era pieniądza papierowego i metalowego.

Jeżeli na to pozwolimy, jeżeli zgodzimy się, że nasz stan posiadania to tylko zapis cyfrowy na łatwym do zlikwidowania jednym ruchem koncie stracimy raz na zawsze kontrolę nad naszym stanem posiadania. Jak uczy historia można odebrać nam nieruchomości i ziemię jednym prawnym (a raczej bezprawnym) aktem jakim był choćby dekret Bieruta lecz jest to rezultat wojny, rewolucji, brutalnej zmiany stosunków społecznych i własnościowych. Można było oczywiście zrabować naszą biżuterię, złoto i  dzieła sztuki, można było karać za posiadanie obcych walut więzieniem i śmiercią lecz to wymagało czynnego, stale obecnego aparatu przemocy. Obecnie można pozbawić nas dostępu do naszych środków niespostrzeżenie dla nas samych, dla innych, dla kogokolwiek.

Niewielu z nas nie docenia pozytywnego znaczenia rozwoju technik informatycznych godząc się jednocześnie na niesione przez nie zagrożenia. Witana z wielkim entuzjazmem edukacja zdalna, której rozwój przyspieszyło pojawienie się pandemii przyniosła jako efekt uboczny atomizację społeczeństwa oraz falę samobójstw wśród dzieci i młodzieży, której nie zdoła zapewne zlikwidować zakładanie sieci szpitali psychiatrycznych przeznaczonych dla tej grupy wiekowej i nieuchronna medykalizacja dzieci czyli wciągnięcie ich na listę dożywotnich klientów firm farmaceutycznych.

Edukacja zdalna przyniosła również zapaść w poziomie nauczania, której jeszcze do końca nie dostrzegamy i nie doceniamy. W ciągu kilkudziesięciu lat belfrowania  tylko kilka  razy zdarzyło mi się tłumaczyć „na torcie” dorosłym ludziom dodawanie ułamków i zawsze byli to ludzie opóźnieni w rozwoju. Obecnie prawie co tydzień zmuszona jestem dyskretnie wziąć na stronę jakiegoś maturzystę żeby wytłumaczyć mu działania, które powinien zrozumieć w młodszych klasach szkoły podstawowej. Wielu problemów nawet jeszcze nie zarejestrowaliśmy.

 Zwolennicy nieuchronnego postępu, zwolennicy wcielania w życie wszelkich pomysłów ludzkości wydają się rozumować według schematu – jeżeli zebrało się trujące grzybki trzeba koniecznie  je zjeść bo szkoda byłoby chodzenia po lesie.

Upadek Pierwszej Damy. Chyba najbardziej koszmarny obrazek z tego obłędu nazywanego „walką z pandemią”.

W środę (16.02.2022) prezydencka żona, czyli Pierwsza Dama Agata Kornhauser-Duda, spotkała się z uczniami Zespołu Szkolno–Przedszkolnego w Limanowej. Spotkanie odbyło się w formie zdalnej, ponieważ jest straszna pandemia, a Pierwsza Dama zastosowała się do zasady „zostań w domu”.

https://wprawo.pl/katarzyna-ts-upadek-pierwszej-damy/ Katarzyna Treter-Sierpińska 18 luty, 2022

——————————–

I z tego domu, a raczej pałacu, Pierwsza Dama przeprowadziła rozmowę nie tylko z dziećmi, ale również z ich nauczycielami i dyrekcją szkoły. Oto fragment opisu tego wydarzenia zamieszczonego na stronie prezydent.pl:

O trudnych doświadczeniach czasu pandemii zarówno dla uczniów, ich rodziców, jak i nauczycieli, o budowaniu zaufania dzieci do dorosłych i patriotyzmie rozmawiała dzisiaj Pierwsza Dama ze społecznością Zespołu Szkolno–Przedszkolnego nr 4 w Limanowej w woj. małopolskim.

Pierwsza Dama podczas spotkania online z uczniami z Limanowej/ fot. Kancelaria Premiera

Zdalne spotkanie Agata Kornhauser–Duda rozpoczęła od dyskusji z dyrekcją szkoły oraz pedagogami. Mówiono o nauce zdalnej i jej konsekwencjach nie tylko w kontekście jakości nauczania, ale przede wszystkim samopoczucia najmłodszych odseparowanych od grupy rówieśniczej. Jak mówili nauczyciele, ze skutkami izolacji będziemy się borykać jeszcze długo po zakończeniu pandemii. W tym kontekście zauważono, że najmłodsi coraz chętniej zwracają się ze swoimi problemami do nauczycieli, co potwierdzają obserwacje pedagogów jak i specjalistów, w tym uczestniczących w akcji Usłyszeć Dzieci zainicjowanej przez Pierwszą Damę. (…)

Agata Kornhauser–Duda spotkała się z uczniami klasy 4B, która – jak z dumą podkreślił dyrektor szkoły – uzyskała najwyższą średnią na półrocze. Dzieci opowiedziały o szkole i nauce, zajęciach dodatkowych i pasjach. Pytały Pierwszą Damę o jej ulubione przedmioty szkolne z dzieciństwa, jej obecne obowiązki i podróże. Rozmawiano o książkach i ekranizacjach, twórczości Tolkiena i grach planszowych, a także o nauce języków obcych. Uczniowie mówili o swoich mocnych stronach i planach na dorosłe życie.

Jak widać na zdjęciu dokumentującym to spotkanie, dzieci były zamaskowane. Pierwsza Dama patrzyła na to z czarującym uśmiechem, a zwracając się do pedagogów stwierdziła, że jest „pod wrażeniem bardzo bogatej oferty dla uczniów”. Szczególnie zachwyciło ją „patriotyczne i historyczne wychowanie dzieci i młodzieży”.

To jest chyba najbardziej koszmarny obrazek z tego obłędu nazywanego walką z pandemią. Dzieci duszące się w maskach na twarzach i uśmiechnięta Pierwsza Dama klepiąca komunały w trybie online. Gdyby Agata Kornhauser-Duda miała choć trochę rozumu i godności człowieka, to albo odmówiłaby udziału w tej szopce, ale powiedziałaby dzieciom, żeby zdjęły te bezużyteczne szmaty, które nie tylko powodują niedotlenienie mózgu, ale również upośledzają zdolność do prawidłowego budowania interakcji społecznych. To nie jest mój wymysł, tylko wyniki badania przeprowadzonego przez naukowców z kanadyjskiego Uniwersytetu York w Toronto i izraelskiego Uniwersytetu Ben-Guriona w Beer Szewie.

Wyniki badania zostały opublikowane 7 lutego. Najwyraźniej Pierwsza Dama jeszcze nie zdążyła się z nimi zapoznać. Obawiam się, że nie zapozna się z nimi nigdy, bo przecież to nie należy do jej obowiązków. Natomiast niewątpliwie należy do nich odgrywanie roli matki narodu zaszczycającej go swoją obecnością.

Więc Pierwsza Dama odgrywa szopkę i uśmiecha się do zamaskowanych dzieci, którym politycy i „eksperci” zgotowali kowidowe piekło na ziemi.

Pierwsza Dama nie podnosi larum. Nie krzyczy, że tak nie można robić. Nie apeluje, żeby natychmiast zakończyć tę psychozę. Nie uderza pięścią w stół i nie żąda, żeby skończyć z nakazem maskowania. Nie! Tego Pierwsza Dama nie robi. Czy nie robi tego dlatego, że nadal nie przyswoiła informacji o bezużyteczności, a nawet szkodliwości masek? Czy też nie robi tego dlatego, bo z pełną premedytacja uczestniczy w podtrzymywaniu kowidowego terroru?

Bez względu na to, jakie są przyczyny postępowania Agaty Kornhauser-Dudy, to zdjęcie ze spotkania z zamaskowanymi uczniami obrazuje spektakularny upadek Pierwszej Damy. Gdzie jej kobieca empatia? Gdzie troska o dobro dzieci? Gdzie współczucie dla terroryzowanych uczniów? Przecież nie można być aż tak ślepym i głuchym po dwóch latach tego cyrku! Te cholerne maski nie zatrzymują wirusa i nie chronią przed zakażeniem. Ile razy trzeba to powtarzać, żeby dotarło do Pierwszej Damy? A jeśli dotarło, to co trzeba mieć w głowie, żeby z uśmiechem przyglądać się torturowaniu dzieci. Nie przesadzam. Nakaz maskowania to jest tortura. I Pierwsza Dama tę torturę akceptuje.

Zapewne zapytacie, po co w ogóle o tym piszę. Przecież Kornhauser-Duda już dwa lata uczestniczy w tej szopce z maskami  i nic nie wskazuje na to, żeby miało się cokolwiek zmienić. Przecież to oczywiste, że ten felieton jest głosem wołającego na puszczy. Wyjaśniam więc, że napisałam go, bo patrząc na te zamaskowane dzieci, którym kowidowi idioci i kowidowi cwaniacy niszczą dzieciństwo, mam ochotę podejść do uśmiechniętej Pierwszej Damy i wytargać ją za kudły. Może taka terapia zadziałałby otrzeźwiająco. Ale ponieważ jest to niemożliwe, więc pozostaje mi tylko napisać, co sądzę o postępowaniu Pierwszej Damy, która robi to, co robi. Powtarzam, to jest upadek. I to w każdym wymiarze.

O Niedzielskim: – Po pierwsze natychmiast znieść wszelkie obostrzenia i całkowicie przywrócić normalność, po drugie dymisja, po trzecie sąd.

Kulesza o Niedzielskim: – Po pierwsze natychmiast znieść wszelkie obostrzenia i całkowicie przywrócić normalność, po drugie dymisja, po trzecie sąd. „Skazywanie ludzi na cierpienie lub śmierć, podżeganie do przestępstwa…”

https://nczas.com/2022/02/19/kulesza-ostro-o-niedzielskim-skazywanie-ludzi-na-cierpienie-lub-smierc-podzeganie-do-przestepstwa/

————————–

Jakub Kulesza, szef koła Konfederacji, członek prezydium partii KORWiN i były prezes Stowarzyszenia KoLiber, umieścił na Twitterze ostry wpis dotyczący m.in. ministra zdrowia Adama Niedzielskiego.

– Współodpowiedzialność za miesiące bezprawnego lockdownu i dewastowania naszego życia społeczno-gospodarczego, odwoływanie zabiegów planowych i skazywanie ludzi na cierpienie lub śmierć, wprowadzanie i utrzymywanie absurdalnych restrykcji (na czele z zakazem jedzenia i picia w kinie), podżeganie przedsiębiorców do przestępstwa w postaci przymuszania ich do wprowadzania paszportów covidowych i segregacji sanitarnej. Totalny brak jakiejkolwiek wiarygodności w kwestiach związanych nie tylko z Covid-19, ale z całą ochroną zdrowia. Oto Adam Niedzielski – napisał na Twitterze korwinista.

Po pierwsze natychmiast znieść wszelkie obostrzenia i całkowicie przywrócić normalność, po drugie dymisja, po trzecie sąd – wymienia Kulesza.

– Nasze zawiadomienia o popełnieniu przestępstwa przez niego oraz innych czołowych polityków rządu, jak Morawiecki, Dworczyk czy ex-minister Szumowski, są w prokuraturze i czekają. Prędzej czy później winni działań na szkodę polskiego społeczeństwa zostaną pociągnięci do odpowiedzialności – pisze dalej szef koła Konfederacji.

Czy będzie paragraf na ten trójkąt?Kłamców statystycznych, „ekspertów” oraz media.

Rozkręca się ostatnio ruch pragnący pociągnąć do odpowiedzialności zarządzających pandemią. Wiadomo – w tamie kowidowej pojawiła się rysa i nagromadzone kłamstwem wody wywierają znaczne ciśnienie na osłabione miejsca. Tak mają działać prawa fizyki dziejowej sprawiedliwości, jeśli taka w ogóle istnieje.

Trzy aspekty: kłamców statystycznych, którzy kręcili przy danych, „ekspertów”, którzy to uwiarygadniali oraz media, które to wszystko nagłaśniały. To trójkąt straszny.

Jerzy Karwelis https://dziennikzarazy.pl/18-02-czy-jest-paragraf-na-ten-trojkat/

———————-

Ja mam do tego  stosunek ambiwalentny. No, bo z jednej strony wydaje się to zbyt proste. Nie po to tak wielkie siły i interesy globalizmu ujawnione w co najmniej korzystaniu z okazji, jaką dał kowid (a niekiedy podejrzewane o rozkręcenie całego interesu), siliły się praktycznie po całym globie, żeby teraz z podkulonym ogonem zwinąć cały interes, bo parę rządów zniosło obostrzenia a paru foliarzy otworzyło szampana z okrzykiem „a nie mówiliśmy?!”. Wielcy świata (np. ostatnio Gates) zatrąbili może nie do odwrotu, ale co najmniej do przegrupowania kierunków.

Wszyscy spekulują co teraz „wejdzie”. Jaki temat? Obstawiają a to jakieś HIVy, a to nowe wirusy, może też wirusa zastąpić panika klimatyczna. Za dobrze poszło. Ludzkość pokazała, że jak się ją dobrze postraszy, to łyknie każdy absurd, jest bezwolna i godzi się na wszystko, byleby ocalić swoją (coraz bardziej sprowadzoną do materialności) egzystencję. A więc jest koncepcja, żeby nie triumfować, bo to jeszcze nie koniec zabawy, ale taka „pieredyszka”. A więc żadnych publicznych sądów nie będzie, rządzący są poza zasięgiem woli ludu, jeśli ten ma w ogóle takową. Jest też inna koncepcja. „Trzeba dać świadectwo”, nawet jak to ma się skończyć na geście bez praktycznego efektu.

Pamiętam kiedyś w stanie wojennym kolportowałem kasety z nagraniami Stefana Bratkowskiego. Miał on ciekawe wtedy prelekcje, które dawały szerszy kontekst bieżącej szarości. W jednej ze swoich audycji miał taki fragment, w którym mówił, że za wprowadzenie stanu wojennego należy się trybunał, bo komuniści przekroczyli nawet własne prawo, gdyż stan wojenny mógł być ogłoszony tylko przez sejm, jeśli się odbywa jego sesja. A wtedy była sesja sejmu, a więc Rada Państwa, która ogłosiła stan wojenny, dopuściła się czynu nielegalnego. I Bratkowski powiedział, że w wolnej Polsce trzeba będzie o tym pamiętać i pociągnąć winnych do odpowiedzialności. Nawet gdyby to się wydawało niedorzeczne, a właściwie właśnie dlatego.

Wtedy, w czarnej nocy stanu wojennego takie inwokacje do praworządności wydawały się jakąś fantasmagorią. Tu, panie, czołgi na ulicach, władze wszystko mogą, a tu jakiś inteligencik mówi o Trybunale Stanu. Gdzież tam. Kto ich tam pociągnie? Trzeba żyć swoim życiem i się nie wychylać, a nie trwać w jakiejś malignie. Teraz mamy to samo. Władcy sanitaryzmu wydają się bezkarni, przekroczono już wszystkie granice, łącznie z limitami logiki, ale w ramach – chwilowej? – odwilży warto wrócić się do prawnego kontekstu pandemii.

Mamy taką inicjatywę doktora Fuellmicha, który skupił grupę tysięcy prawników, sędziów, ekspertów i lekarzy, by stworzyć zbiorowy pozew w imieniu… ludzkości, za zbrodnie poczynione przeciwko niej w trakcie pandemii. Akt oskarżenia jest wciąż formułowany, bo skala śledztwa ma wymiar światowy i tropione są zbrodnie i przestępstwa z całego świata. Ja się temu przyglądam, skala jest porażająca, ale i wymiar globalny. Właśnie oddałem do druku swój materiał okładkowy do „Do Rzeczy” o tym kto kiedy podjął w polskim wydaniu pandemii jakie decyzje i jakie przyniosło to skutki. Ale skupiłem się w tym wypadku na rządzących, bo wydawało mi się, że jeden obszar muszę odpuścić: kłamców pandemii, bo nie ma na nich paragrafów, o których przekroczenie można by ich było oskarżyć.

A aspekt kłamstwa jest jednym, obok strachu, z filarów pandemii. A więc trzeba wrócić do narzędzi dystrybucji kłamstwa, które miało wywołać strach. I tu mamy właściwie trzy aspekty: kłamców statystycznych, którzy kręcili przy danych, „ekspertów”, którzy to uwiarygadniali oraz media, które to wszystko nagłaśniały. To trójkąt straszny.

Pierwszy jego wierzchołek – statystyka – to źródło kłamstwa. Od samego początku pisałem, że skończymy z takim oszustwem na tym, że nawet po latach nie będziemy wiedzieli – jak było. Istnieje takie pojęcie jak „roboty zanikające”. To są w budownictwie takie etapy prac, które jak przykryje się je następnymi, to nie wiadomo co jest w środku i czy jest dobrze zrobione. Tak jest ze statystyką kowidową. Paru grzebaluchów kasandrzy, że jest tu źle, ale kto by ich słuchał? Co z tego, że się od prawie dwóch lat bije na alarm, że „zgony” kowidowe zawierają w sobie gros ludzi z chorobami, na które tak naprawdę umarli? Nic. Tłucze się i tłucze, te same podrasowane dane, otwiera się każdą gazetę i rozpoczyna poranne wieści od ilości trupów kowidowych ewidentnie dętych, ale cóż – przyzwyczailiśmy się do tego i już. W normalnym świecie byłoby odwrotnie – władze by malowały trupa, zaniżałyby rzeczywiste dane, bo te świadczyłyby o ich nieudolności.

U nas nie – pompujemy gdzie się da, co oznacza, że władze mają inne priorytety niż polepszanie własnego wizerunku. Jest to bardzo dziwne i – w zaskakującej różnorodności międzynarodowych standardów raportowania kowidowego – stanowi dość niezwykły wyjątek wśród innych krajów, które (niektóre dopiero teraz ale jednak) biorą się za to kto i jak wcześniej ściemniał ze statystykami, stanowiącymi glebę do wzrostu medialnej paniki. Gdzieś tam pewnie siedzą jacyś mistrzowie excela, pochowani po jakichś ministerstwach cisi siewcy statystycznych rewelacji, podkręcacze fal oraz spadków i ciężko ich będzie znaleźć. Ale w nie bądźmy małostkowi – na końcu odpowiada za nich ten, co tym wypiekom dawał okrągłą pieczątkę z orłem w koronie.

Łatwiej będzie z ekspertami. To proste, by takich zidentyfikować, a naród polski pamiętliwy jest. Rola ekspertów była (była, bo już nie jest z powodu erozji ich autorytetu w trakcie pandemii) znacząca. Zwłaszcza na początku, kiedy większość z nas w ogóle nie wiedziała o co chodzi, to oddała się w zawierzenie tym wszystkich epidemiologom, zakaźnikom, których istnienie, dorobek i praca były dla nas niezauważalne. Ich coraz bardziej zaostrzające się stanowisko sanitarystyczne wykorzystywało pośrednio wcześniejsze zawierzenie społeczeństwa. Stąd też płynęły strumyczki strachu, które zlane w jedno przez media stawały się rzeką społecznej paniki. W dodatku kompletna bezkarność tego towarzystwa, plus ewidentny „ciąg na szkło” powodowały eskalację przekazu. Media z ochotą czekały na coraz bardziej sensacyjne wieści, zaś obrażanie foliarzy dodawało temu wszystkiemu smaczku emocjonalnego zaangażowania, w ulubionym medialnym sosie podziału na naszych i wrogów.

No i trzeci element – media. Ktoś temu wszystkiemu przystawiał medialne mikrofony do ust. A tu poszło wszędzie i po równo. Nawet ponad podziałami wojny polsko-polskiej. Ten cud według mnie to ostateczny dowód manipulacyjnego charakteru całego zjawiska. To jak to jest? Takie TVP i TVN to by się pozabijały, a o kowidzie śpiewają jedną piosenkę, a właściwie tańczą razem jak im ktoś zagra. To zjawisko niepojęte, bo przecież takie telewizje to nawet sobie robią chyba prognozę pogody na przekór, a tu taka jednomyślność. Dużo o tym pisałem, że to znak czasu upadku (ja je jeszcze pamiętam) wolnych mediów, degrengolady dziennikarstwa jako profesji społecznego zaufania i takie tam. Tak czy siak – to będzie piekło dla nich i chyba… żadnej kary w doczesności.   

Nie wiem czy przedstawiciele tych trzech obszarów poniosą kiedyś za to odpowiedzialność. Ja wiem, wydaje się bezsilnie, że są bezkarni. Ale zająłem się w tym kontekście kwestią prawną. No, powiedzmy, że zbiera się taki trybunał pokowidowy, na ławie siedzą te wszystkie cwaniaki od statystyki, eksperci, wreszcie te medialne hieny sanitaryzmu, które codziennie od ponad siedmiuset dni straszyły naród podrasowanymi kadrami ze szpitali, wykresami z alarmistycznymi wzrostami krzywych. Te które tak straszyły ludzi, że ci się bali zadzwonić na pogotowie, a potem nabijały się z głupich chorych, że za późno dzwonią po kosmitów. Myślicie, że jesteśmy bezsilni? Nie. Proszę bardzo: art. 165 Kodeksu Karnego:

§ 1. Kto sprowadza niebezpieczeństwo dla życia lub zdrowia wielu osób albo dla mienia w wiel­kich rozmiarach:

….

  • działając w inny sposób w okolicznościach szczególnie niebezpiecznych, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

§ 2. Jeżeli sprawca działa nieumyślnie, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.

§ 3. Jeżeli następstwem czynu określonego w § 1 jest śmierć człowieka lub ciężki uszczerbek na zdrowiu wielu osób, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od lat 2 do 12.

§ 4. Jeżeli następstwem czynu określonego w § 2 jest śmierć człowieka lub ciężki uszczerbek na zdrowiu wielu osób, sprawca podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8.

A więc kiedyś można (trzeba?) będzie tak zrobić. Wracając do Bratkowskiego: nawet jak to się dziś wydaje niedorzeczne, a właściwie właśnie dlatego, że się to dziś takie wydaje.

Nadzwyczajny Komisarz Zwalczania Drożyzny

Na Walentynki roczna inflacja w Polsce zbliżyła się już do 10 proc. Jeśli tak dalej pójdzie, to na Dzień Dziecka możemy dostać w prezencie od władzy Nadzwyczajnego Komisarza Zwalczania Drożyzny.

Andrzej Krajewski https://gospodarka.dziennik.pl/news/artykuly/8360761,inflacja-drozyzna-ceny-polski-lad-rzad-pis.html

———————–

Obecna władza w swym sposobie zarządzania państwem zakodowała sobie już tak twardą logikę postępowania, że przewidywanie kolejnych jej ruchów zaczyna śmiertelnie nudzić. Jedyne, co jeszcze może zaskoczyć i uczynić ten nużący teatr ciekawym, to rekordowa inflacja. Ale o niej za chwilę, bo warto zacząć od logiki rządzących.

Polski Ład

Dobrym przykładem, jak ona działa jest Polski Ład. Ta wielka reforma systemu podatkowego narodziła się, bo rządzący postanowili dopieścić tę część społeczeństwa, która na nich głosuje oraz ewentualnie mogłaby zagłosować. Niewiele zaś rzeczy daje nam taką przyjemność lub szansę na jej zorganizowanie jak pieniądze. Zostawienie ich większej ilości w kieszeni mniej zamożnych Polaków w roku wyborczym zapowiadało się na dobry pomysł. Po takim dopieszczeniu zadowolony obywatel mógł nabrać ochoty do rewanżu i okazania wdzięczności przy urnie wyborczej. Ten perspektywiczny pomysł przełożono na 225 stron nowych przepisów oraz 229 stron ich uzasadnienia. Piekielnie skomplikowany projekt starano się przede wszystkim nie konsultować z nikim, kto mógłby wyszukać w nim błędy lub wyrazić krytyczną opinię. Jeśli ktoś się na takową poważył, przedstawiciele władzy natychmiast zatykali uszy i zaczynali głośnio tupać nóżkami. Przecież powszechnie wiadomo, że są: najmądrzejsi, najpiękniejsi i najdzielniejsi, a ten kto wytyka im błędy (zwłaszcza przed ich popełnienie) to strasznie brzydki wróg.

W swej mądrości sprokurowali więc twór, którego naprawienie będzie wymagało może 753 stron nowych przepisów, a te następnie znowelizuje się na powiedzmy 1265 stronach kolejnych ustaw (oczywiście bezbłędnych). Będą towarzyszyły temu zmagania z różnymi grupami obywateli uparcie nieumiejących zrozumieć, iż władza bardzo chce ich dobra. Tymczasem oni zamiast wdzięczności wyrażają swoją nieufność. Nota bene w tym tygodniu padło na górników z Polskiej Grupy Górniczej. Po wypłacie trzynastek niepotrzebnie zajrzeli na bankowe konta i ponad 19 tys. z nich zobaczyło, iż dostali nawet do tysiąca złotych mniej niż się spodziewali. Związki zawodowe natychmiast zażądały spotkania z kimś z ministerstwa finansów, nie ukrywając, że cięcia pensji nie puszczą płazem. Tyle tylko, iż to nie cięcie lecz … no właśnie. W ministerstwie finansów nie wie już nikt, co to właściwie było. Górnicy może więc dostaną ubytek z pensji w zwrocie podatku w przyszłym roku, a może za miesiąc, albo za trzy, albo i nie. Jak na razie wiceprezes PGG Jerzy Janczewski przekazał mediom, iż; „spółka stara się wyjaśniać pracownikom zawiłości systemu podatkowego”. Czy odnosi na tym polu sukcesy niestety nie poinformował.

W tej z życia wziętej opowieści wbrew pozorom wszystko jest logiczne, stanowi bowiem konsekwencję twardej logiki rządzących. Trzymanie się jej zwiastuje, jak toczyć się będzie walka z inflacją. Na dziś mamy uruchomioną na początku lutego Rządową Tarczę Antyinflacyjną, obniżającą opodatkowanie wybranych produktów. Jednocześnie prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Tomasz Chróstny zapowiedział z początkiem tego miesiąca, że jego podwładni wraz z pracownikami Inspekcji Handlowej wyruszą na kontrole do sieci handlowych. Sprawdzając, czy podwyżki cen towarów są uzasadnione. W razie wykrycia nadmiernej chciwości zagrożono karami. Do akcji weszli też pierwsi kontrolerzy społeczni. Fundacja Instrat wytropiła, iż państwowe koncerny energetyczne podniosły po cichu swe marże na prąd wytwarzany przez elektrownie węglowe. Tak przyczyniając się do wzrostu cen i inflacji.

Inflacja

Po takie działania, począwszy od obniżki podatków na artykuły pierwszej potrzeby oraz kontroli cen, sięgano w przeszłości dziesiątki razy. Od czasów wielkiej inflacji toczącej Imperium Rzymskie w III w., po inflację w USA w latach 70. ubiegłego stulecia, czy Wenezuelę obecnie. Za każdym razem uzyskując bardzo zbliżone efekty. Z upływem czasu każdy z rządowych „biczów na inflację” przestawał działać. Ona natomiast miała się znakomicie i radośnie rosła. Czemu w Polsce powinno to przebiec inaczej – nie wiadomo. Natomiast dobrze znany jest ekonomistom psychologiczny efekt, jaki wywołuje inflacja, gdy ludzie uwierzą, że jest już nieuchronna i musi piąć się w górę. Wówczas obywatele regularnie wymuszają podwyżki płac, zaś: producenci, pośrednicy i dystrybutorzy dóbr wszelakich wciąż szukają okazji, by podnieść cenę, ponieważ staje się to rzeczą normalną. Wreszcie pieniądz zamienia się w „gorący kartofel”. Należy go szybko wziąć i jeszcze szybciej podrzucić komuś innemu nim straci wartość. O oszczędzaniu nie ma mowy. Również inwestowanie staje się problematyczne. Jako że lubimy system dziesiętny naturalnym jest, że bariera 10 proc. to cyfra magiczna. Gdy inflacja na dłużej ją pokona, złotówka ma szansę zacząć nabierać temperatury i przekształcić się w kartofel.

Co nakazuje wówczas zrobić twarda logika obecnej władzy przekonanej, że nic nie wpływa lepiej na rzeczywistość od ustawy liczącej sobie kilkaset stron, a następnie bohaterskiej walki, by weszła w życie? (nawet wbrew samemu życiu). Otóż nakazuje stworzyć ustawę do walki z drożyzną. Następnie specjalny urząd, który się tą walką zajmie. Nie potrzeba zresztą niczego nowatorskiego wymyślać. Wystarczy sięgnąć po sprawdzone wzorce – rzecz jasna narodowe.

Gdy w połowie maja 1923 r. koalicja partii endeckich i chadeckich oraz PSL „Piast” stworzyły wspólny rząd, premier Wincenty Witos stanowisko ministra skarbu oddał w ręce, cieszącego się sławą znakomitego ekonomisty, Władysława Grabskiego. Ten rozumiejąc, iż rosnąca inflacja robi się coraz bardziej niebezpieczna, przygotował pakiet reform monetarnych. Miały one wziąć w karby wydatki rządu, zdjąć z rynku nadmiar pieniądza oraz przywrócić przekonanie, że ceny nie muszą rosnąć. Niestety propozycje Grabskiego zapowiadały się na irytujące dla wyborców. Nikt z koalicji rządzącej nie miał ochoty wcielać ich w życie. Po miesiącu Grabski napisał w liście do premiera: „skonstatowałem ostatnio, że nie jestem dostatecznie zharmonizowany z obecnym gabinetem” i podał się do dymisji.

Nadzwyczajny Komisarz Zwalczania Drożyzny

Niestety inflacja nie chciało zrobić tego samego. Narodowo-ludowy rząd, dostrzegając psychologiczny mechanizm, jaki ją napędzał, wpadł więc na pomysł wydania wojny zjawisku społecznemu. Poprowadził ją, wyposażony w specjalne uprawnienia Nadzwyczajny Komisarz Zwalczania Drożyzny. Został nim w lipcu 1923 r., znany z niezłomnej uczciwości Andrzej Bajda. Od razu też z wielkim zapałem zabrał się do pracy. Skoro z powodu inflacji bardziej opłacało się sprzedawać mięso i cukier zagranicznym odbiorcom niż na rynku krajowym, wprowadził zakaz eksportu tych produktów bez jego pozwolenia. Eksporter przed transakcją musiał otrzymać glejt Nadzwyczajnego Komisarza. Wystawienie dokumentu zależało od tego, czy Bajda uzna transakcję za zasadną. Potem zabrał się on za jaja.

„Udzielałem zezwolenia na wywóz jaj tylko spółdzielniom jajczarskim. Prywatnym hurtownikom odmawiałem z zasady pozwolenia na wywóz, toteż próbowali oni nakłonić mnie do udzielenia zezwolenia na wywóz drogą przekupstwa” – opisywał we wspomnieniach. Żadnych łapówek nie przyjmował, wykańczając przemysł: cukrowniczy, mięsny i drobiarski. Znalazł też czas na zajęcie się młynarzami i piekarzami. Osobiście wyznaczał ceny chleba i bułek w całym kraju. Przy czym pakiet towarów z cenami urzędowymi regularnie pęczniał. Ale ilekroć nowy produkt do niego trafiał, natychmiast przestawał pojawiać się w sklepach. Popołudniami komisarz brał więc udział w tropieniu spekulantów pokątnie sprzedających produkty z ceną wyższą niż urzędowa. Policja musiała wykonywać polecenia komisarza, a Bajda słał ją do sklepów, na bazary, a nawet do prywatnych mieszkań, żeby łapała i karała ludzi nakręcających inflację.

Komisarz i upadek prawicowego rządu

Jego poczynania na bieżąco relacjonowała cała prasa. Latem 1923 r. o Nadzwyczajnym Komisarzu Bajdzie mówili wszyscy. „Kto jest dzisiaj w Polsce najsławniejszym mężem, czyja era jest teraz w kraju?” pytał na swych łamach dziennik „Robotnik”. Następnie odpowiadał: „Jedni mówią Piłsudski, inni Paderewski, inni Korfanty. Otóż wszyscy się mylą, bo tym człowiekiem jest Nadzwyczajny Komisarz Bajda”. Nawet sławny kabaret „Qui pro Quo” docenił znaczenie osoby komisarza, poświęcając mu cały program. „Ta sztuka była grana w teatrze «Qui pro Quo» w Warszawie 23 razy, a na 24-tym przedstawieniu aktor grający rolę Nadzwyczajnego Komisarza padł trupem na udar serca” – zapisał we wspomnieniach Bajda. Niestety heroicznym bohaterem pozostał jedynie do jesieni. Inflacja zamieniła się wówczas w hiperinflację, co przyniosło paraliżujący cały kraj strajk generalny, krwawe zamieszki w Krakowie i w końcu upadek „prawicowego” rządu.

Po tym bolesnym zderzeniu logiki władzy z prozą życia nowym premierem został Władysław Grabski, który wprowadził przygotowany pół roku wcześniej pakiet reform. Tak zdobywając sobie sławę narodowego bohatera. Zaś pełen zapału Andrzej Bajda okazał się nikomu już niepotrzebny. Jego urząd zlikwidowano, a on sam popadł w zupełne zapomnienie.

Morałów z tej historii wyciągać można wiele. Choćby pierwszy z brzegu, że zapaści gospodarczej, gdy kieruje się ekonomicznym rozsądkiem, a nie polityczną logiką, można zawczasu uniknąć. Na inny morał nadaje się spostrzeżenie, iż bohaterami narodowymi nie zostają osoby, które wcielają w życie działania pozbawione sensu (nawet kryształowo uczciwe) ale ci, potrafiący skutecznie pokonywać kryzysy. Jednak czy z opowieści o komisarzu Bajdzie obecna władza wyciągnęłaby jakiś morał, taki wbrew swej twardej logice?

Cóż – nie sądzę.

Wojna, jedna z poważniejszych spraw, można by rzec śmiertelnie poważna, została sprowadzona do popkulturowej i medialnej paćki.

Wytrzymajmy jeszcze dwa tygodnie – ukraińskie deja vu

Choćby nie wiem jak się starć i dystansować, to się nie uda, bo nie ma prawa się udać. Sposób prowadzenia „wojny” na Ukrainie jako żywo przypomina „wypłaszczanie krzywej”. Codziennie jesteśmy testowani, analizami przypadków, wykresami, slajdami i filmikami grozy z umierającego miasta.

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/wytrzymajmy-jeszcze-dwa-tygodnie-ukrainskie-deja-vu/

————

Modus operandi skopiowany jeden do jednego, te same narzędzia, te same sztucznie napędzane emocje pod granice histerii, ale jedna istotna różnica też się znajdzie. Bezpośrednie zagrożenie nie dotyczy każdego mieszkańca Ziemi, tylko prowincji, którą nikt dotąd nie zawracał sobie głowy.

Dlatego też akcja idzie kulawo, nie zajmuje pierwszych stron gazet, nie generuje aktywności użytkowników Internetu, po prostu kiepsko się sprzedaje.

Wojna, jedna z poważniejszych spraw, można by rzec śmiertelnie poważna, została sprowadzona do popkulturowej i medialnej paćki. Trywializacja jest powszechnym zjawiskiem we współczesnym świecie, ale oswajanie ludzi z tym, że wojna to parę obrazków w telewizji albo na portalu internetowym jednak robi wrażenie. Przypomina to tandetną grę komputerową i przede wszystkim jest kompletną katastrofą w wymiarze politycznym.

Dziś polityki się praktycznie nie uprawia i neologizm „mediokracja” doskonale oddaje istotę upadku. Teoretycznie profesjonalni politycy i to „najwyżej rangi”, komentują jakieś drugorzędne informacje typu gromadzenie krwi przez Rosjan, czy też budowę mostu pontonowego. Naturalnie wywiady i kontrwywiady od lat takie sygnały z obozu wroga gromadziły, ale nie po to, żeby o tym pisać w gazecie.

O co w takim razie w tym wszystkim chodzi? O to co zawsze, sianie propagandy odwracające uwagę od prawdziwych celów i zadań. Trudno oprzeć się wrażeniu, że USA nie szukają załagodzenia napięcia, ale napięcie podsycają i wręcz prowokują Putina, patrz wystąpienie Bidena. Powody takiego zachowania mogą być dwojakie.

Jako pierwszy powód wskazałbym działania prewencyjne i naprawdę chcę w to głęboko wierzyć, chociaż fakty stoją trochę obok. Amerykanie wrzucają kolejne informacje, które demaskują plany Rosji i tym samym oddalają widmo konfliktu zbrojnego. Tak by to miało w skrócie wyglądać, jednak jeśli to rzeczywiste zamiary USA, to mają się nijak do beznadziejnego wystąpienia Bidena, który otwartym tekstem prowokował i niemal upokarzał Putina.

Drugi powód to autentyczny zamiar sprowokowania Rosji, co pozwoli Amerykanom uporządkować kilka spraw naraz, poczynając od uziemienia Niemców i Francji, jako głównych rozgrywających w Europie.

W tej drugiej wersji nie mielibyśmy powodów do zmartwień, ale pamiętajmy, że to nie jest Trump i republikanie, tylko Biden i demokraci w wersji „Ruch Palikota”. Skoro nic tu od początku do końca nie pasuje, to może czas poszukać ukrytego dna, na przykład tego, gdzie leżą wszystkie taśmy i kwity zarówno republikanów, jak i demokratów. A gdzie leżą? Spora cześć na biurku Putina i sprawy zaszły tak daleko, że to Moskwa rozgrywa obie partie amerykańskie, a nie one siebie wzajemnie. Naturalnie nie chcę przez to powiedzieć, że USA odpaliły koronkową akcję i zmusiły Putina do urządzenia spektaklu wokół Ukrainy, natomiast wykorzystały nadarzającą się okazję do prawdziwego resetu relacji.

Putin liczył, że uda mu się podzielić sztuczną jedność Zachodu i tak samo sztuczny twór NATO. Początkowo odnosił na tym polu same sukcesy, Francja była po jego stronie, Niemcy wręcz złożyły hołd.

I nagle wszystko się posypało, u Niemców i we Francji nastąpił zwrot w stronę stanowiska USA, a to daje zupełnie nowe możliwości. Dodatkowo Chiny pogroziły palcem i Putin został sam, nie licząc Łukaszenki. W takiej sytuacji USA poczuły krew i próbują dobić Putina, który w swoich sejfach ma pełne i prawdziwe CV najważniejszych polityków USA i przeholował z szantażem.

O ile moja „teoria spiskowa” ma swoje wady, to obowiązująca bajeczka w stylu „wypłaszczania krzywej” jest farsą. Żaden żołnierz USA, tym bardziej Niemiec, czy Francji nie będzie za Ukrainę umierał, co oznacza, że celem nie jest prawdziwa wojna, tylko zabawa w wojnę, która ma odwrócić uwagę od celów politycznych USA w odniesieniu do Europy i własnych problemów nie tyle z Rosją, co Putinem.

Schwytał ministra III Rzeszy Alfreda Rosenberga . Mjr Jan Szklarek ps. „Kotwicz”, zamordowany przez komunistów.

Podczas okupacji działał w ZWZ-AK a później w NOW. Jako dowódca oddziału partyzanckiego schwytał w zasadzce ministra Rzeszy, którego wymieniono na 402 aresztowanych Polaków. W 1945 r. znalazł się w konspiracji antykomunistycznej jako komendant Okręgu Białostockiego Narodowego Zjednoczenia Wojskowego.

18.02.2022 https://prawy.pl/118410-schwytal-ministra-iii-rzeszy-mjr-jan-szklarek-ps-kotwicz

————————

Jan Szklarek urodził się 27 grudnia 1897 r. w Kijowie. Uczęszczał do szkoły miejskiej i gimnazjum państwowego w Kijowie, a w 1913 r. podjął studia na Wydziale Medycznym Uniwersytetu Kijowskiego. W maju 1915 r. został powołany do służby wojskowej w armii carskiej. Po ukończeniu szkoły oficerskiej w 1916 r. walczył w I wojnie światowej.

W 1917 r. wstąpił do I Korpusu Polskiego gen. Józefa Dowbor-Muśnickiego. Po jego rozwiązaniu został internowany w obozie w Kownie, z którego zwolniono go wiosną 1918 r. W sierpniu tego roku wstąpił ochotniczo do 1 Pułku Ułanów Krechowieckich. Brał udział w wojnie polsko-bolszewickiej.

W 1926 r. „urlopowany” z wojska z powodu odmowy udziału w zamachu majowym Józefa Piłsudskiego, już w styczniu 1927 r. został przywrócony do czynnej służby w Dowództwie Okręgu Korpusu Nr III w Grodnie jako kierownik placówki wywiadowczej na obszar Republiki Litewskiej. W 1937 r. został kierownikiem transportu kolejowego DOK III.

Podczas wojny obronnej 1939 r. dowodził 37 Samodzielną Kompanią Przeciwlotniczą. Po klęsce został internowany wraz ze swoją kompanią na Łotwie.

W czerwcu 1941 r. zaangażował się w działalność konspiracyjną – początkowo w szeregach ZWZ-AK, a od kwietnia 1943 r. w Narodowej Organizacji Wojskowej. Został inspektorem Okręgu Białostockiego i komendantem szkoły podchorążych.

Jako dowódca oddziału partyzanckiego przeprowadził szereg udanych akcji bojowych przeciwko Niemcom, m.in. schwytał w zasadzce w majątku Poryte-Jabłoń koło Łomży ministra Rzeszy do spraw okupowanych Terytoriów Wschodnich Alfreda Rosenberga, którego wymieniono na 402 aresztowanych Polaków.

W sierpniu 1944 r. wobec zagrożenia sowieckiego rozwiązał podległe mu oddziały. W lutym 1945 r. po przejściu frontu wznowił działalność konspiracyjną przeciwko nowemu okupantowi jako komendant Okręgu Białostockiego NOW, a od sierpnia 1945 r. Narodowego Zjednoczenia Wojskowego. Na swoim obszarze organizował Pogotowie Akcji Specjalnej.

W marcu 1946 r. został aresztowany przez UB. Wojskowy Sąd Rejonowy w Warszawie skazał go w grudniu tego roku na karę śmierci. Mjr Jan Szklarek został stracony 18 lutego 1947 r. w więzieniu mokotowskim.

Odznaczony Orderem Virtuti Militari V i IV klasy oraz Krzyżem Niepodległości.

Źródło: Tadeusz Swat, „…Przed Bogiem i historią”. Księga ofiar komunistycznego reżimu w Polsce lat 1944–1956. Mazowsze, Warszawa 2003

COVID ZAWSZE MIAŁ NA CELU KONTROLĘ, NIGDY NIE CHODZIŁO O WIRUSA.

Coraz więcej ludzi dostrzega kłamstwa antywolnościowej lewicy. Te kłamstwa to wszystko, co mają w walce z pragnieniem wolności. Mogą do woli nazywać zwykłych ludzi terrorystami, ale fakty mówią same za siebie, dlatego ich kłamstwa rozpadają się i coraz bardziej desperacko starają się kontrolować naszą wolność.

−∗−

W menu na dziś danie wolnościowe. O tym, że w całym zamieszaniu z c-19 wcale nie chodzi o choroby, ale o kontrolę. Oczywiście, twierdzenie to nie jest nowe, a wielu autorów poświęciło temu tematowi wiele artykułów. Tym razem jednak felieton ze szczególnym uwzględnieniem antywolnościowych działań lewicy.

Tekst z perspektywy amerykańskiej.

Zapraszam do lektury. AlterCabrio https://www.ekspedyt.org/2022/02/17/to-nie-wirus-to-kontrola/

_____________***_____________

COVID zawsze miał na celu kontrolę, nigdy nie chodziło o wirusa

Czy ktoś zauważył, że lewica antywolnościowa przegrała ten spisek? Prawie wszyscy wiedzą, że Omicron był naturalną szczepionką, której nie musieli wciskać nam na siłę, a mimo to zachowują się tak, jakby się to nigdy nie wydarzyło. Gdyby nie stanowiło to tak strasznego zagrożenia dla naszych wolności i swobód obywatelskich, ich zniszczenia i bałagan w całych Stanach i Wielkiej Białej Północy byłyby niesamowicie komiczne. Zwłaszcza, że ​​są to ci sami ludzie, którzy wciąż raczą informować nas, jak mamy żyć.

Ci z nas, którzy stoją po stronie wolności, zapominają, że lewica antywolnościowa nigdy by nie przetrwała, gdyby była uczciwa i szczera w swoich intencjach. Można by powiedzieć, że nie obawiali się zagrożenia COVID, kiedy zrobili najgorszą możliwą rzecz w środku pandemii. Otwarcie granicy dla nielegalnej inwazji z całego świata było wystarczająco złe, a jeszcze gorsze było to, że potencjalni nosiciele zarazy zostali rozesłani po całym kraju.

„Zagrożenie dla demokracji” (czyli zagrożenie dla Demokratów) polegające na utracie przez nich władzy oznaczało, że musieli zaimportować nowych wyborców. Będąc bardzo ostrożnym, aby wykluczyć ludzi, którzy znają ich narodowo socjalistyczny program i nigdy na nich nie zagłosują. Innymi słowy, zniechęcili Kubańczyków do prób dotarcia do naszych wybrzeży i deportują Wenezuelczyków uciekających przed socjalizmem.

Powinniśmy również wiedzieć, że nie możemy polegać na korporacyjnych mediach, które nie powiedzą nam niczego innego poza codzienną propagandą. A jeszcze mniej poinformują nas o ważnych sprawach danego dnia. Bóg jeden wie, jak bardzo są zajęci ściganiem najnowszych historii o w większości pokojowym proteście sprzed ponad roku lub drążeniem bezsensownych plotek o pogłoskach, które sugerują jakiś dawny problem z prezydentem Trumpem.

W dzisiejszych czasach musisz spojrzeć ponad głowami stręczycieli propagandy na tych, którzy mają udokumentowane doświadczenie w cytowaniu głównych źródeł, takich jak dr John Campbell z 2,22 miliona subskrybentów na YouTube. Istnieją oczywiście inne źródła, ale on śledził wariant Omicron od jego odkrycia w listopadzie ubiegłego roku. Powoływał się na główne źródła w Wielkiej Brytanii i Stanach, pokazując, że liczba przypadków gwałtownie spada.

Dziwne jest to, że lewica antywolnościowa i poważne media unikają tej historii (proszę wybaczyć kalambur) jak zarazy. A od czasu, gdy w styczniu liczba przypadków zaczęła spadać w niektórych rejonach, mieli własną blokadę informacji [blackout] w mediach na to, co się działo.

Skrajnie lewicowi despoci w mediach i rządzie (a kto ich teraz odróżni?) funkcjonują na ‘autopilocie’ w swoim dziwacznym małym świecie, w którym nadal szaleje kryzys COVID. Alternatywny świat, w który weszli i gdzie wyeliminowali fazę naturalnej odporności, więc myślą, że nie ona istnieje. Są to rzekomo wykształceni dorośli, którzy zachowują się jak dzieci i z rękami na uszach krzyczą, aby nie słyszeć nic o prawdziwej nauce i prawdziwych danych.

Jednym z wyjaśnień ich dziwacznego zachowania może być szokujący raport z Projektu Veritas z dyrektorem wykonawczym FDA, Christopherem Cole’em:

Będziesz musiał przyjmować co roku zastrzyk [szczepionkę przeciw COVID]. To znaczy, nie zostało to jeszcze formalnie ogłoszone, bo wiadomo, nie chcą wszystkich wkurzyć.

Dla Pfizer’a i innych firm farmaceutycznych stworzono zachęty finansowe do promowania dodatkowych szczepień.

Będzie to powracająca fontanna dochodów. Na początku może nie aż tak duża, ale będzie się powtarzać – jeśli będą mogli – jeśli uda im się pozyskać każdą osobę z koniecznością przyjęcia corocznej szczepionki, to będzie to cykliczny zysk, który trafi do ich firm.

Kto nie lubi, gdy interesy biznesowe skrajnej lewicy są w zmowie z rządem, aby zmusić cię do zakupu ich produktu? Jak znakomicie ujął to kiedyś PJ O’Rourke (1947–2022, RIP):

Jeśli uważasz, że opieka zdrowotna jest teraz droga, to poczekaj, aż zobaczysz, ile kosztuje, gdy jest bezpłatna.

Nie dostaniesz tych boosterów [dawek przypominających] za darmo, będą one kosztować znacznie więcej niż zwykłe dolce, złote monety, srebro czy cyfrowe dolary (to zresztą kolejna rzecz, którą nasze ‘elity’ chciałyby nas uszczęśliwić). Laura Ingraham zauważyła to wczoraj wieczorem: mamy teraz ruch polityczny z samych trzewi narodu, który ma problem z wolnością.

Zawsze wiadomo kiedy skrajnie lewicowi autorytarni faszyści mają problem z ludźmi domagającymi się wolności i ich zdroworozsądkowych praw obywatelskich: zaczynają nazywać ludzi terrorystami lub używają innych negatywnych określeń. Nigdy nie odnoszą się do swoich prawdziwych pretensji, gdyż pokazałoby to, że lewica jest przeciwna wolności lub swobodom. Są podstępni do granic możliwości i nigdy nie narzekają, że pracują w nadgodzinach tworząc swoje kłamstwa, ponieważ dla nich cel zawsze uświęca środki.

Lewicowcy walczący z wolnością [anti-liberty leftists] uwielbiają używać kłamliwego języka i dlatego używamy dla nich tego terminu. To bezpośrednia odpowiedź na ich zwyczajowe wykorzystywanie tego pozytywnego terminu. Jego początki odnoszą się do Libertas, kobiecej personifikacji wolności i swobód osobistych w religii rzymskiej. Od lat robią z ludzi głupców – zwłaszcza tych, którzy są naprawdę liberalni. Jak na ironię, ich maski opadły i okazali się drobnymi tyranami. Jednocześnie projektują swoje niepohamowane faszystowskie intencje na prowolnościową prawicę.

Są to ludzie, przy których nawet sprzedawcy używanych samochodów wyglądają na uczciwych. Wystarczy spojrzeć na ich narodowo socjalistyczny program, a przekonać się, że mają… gdzieś rozwój, demokrację czy wolność. Potem zmienią oblicze i powiedzą ci z poważną miną, że są postępowymi, demokratycznymi liberałami. Między sobą używamy kilku barwnych metafor dla tego rodzaju BS – Biden Speak – ale większość nie nadaje się do zacytowania w grzecznym towarzystwie.

Dobrą wiadomością jest to, że coraz więcej ludzi dostrzega kłamstwa antywolnościowej lewicy. Te kłamstwa to wszystko, co mają w walce z pragnieniem wolności. Mogą do woli nazywać zwykłych ludzi terrorystami, ale fakty mówią same za siebie, dlatego ich kłamstwa rozpadają się i coraz bardziej desperacko starają się kontrolować naszą wolność.

______________

COVID was always about control, it was never about the virus, D. Parker, February 17, 2022

Uzupełnienia:

Wolność od rozumu? Nowy ustrój świata: niewolnictwo [2021r.]
W ostatnim czasie, w gwałtownie animowanym życiu społeczno-politycznym Polaków można zauważyć dwie silne tendencje. Pierwszą z nich jest obrona i promocja tzw. wolności bez rozumu – nieograniczonej swobody niemoralnego działania, sprzecznego z podstawowymi wartościami […]

______________

Obowiązek toczenia wojny [2021r.]
…warto wspomnieć, że skoro wolno wymagać dla obrony Ojczyzny życia jej obywateli, tym bardziej wolno używać śmiercionośnej broni przeciw najeźdźcy, podobnie zresztą, jak używa się zgodnie z etyką chrześcijańską, miecza […]

______________

Ilekroć pojawia się kryzys… czyli jak zwiększyć kontrolę
Ilekroć pojawia się kryzys – czy to kryzys militarny, polityczny, gospodarczy, finansowy czy społeczny – tłum domaga się silnych przywódców, by się nim zaopiekowali. To doskonale pasuje do osób, które […]

______________

Wściekłość lingwisty czyli socjalizm zawsze prowadzi do tyranii
A jeśli uważacie, że możecie użyć nacisków, aby zmusić mnie do podporządkowania się, grożąc ubóstwem i śmiercią poprzez wykluczenie ekonomiczne, wtedy będę postrzegać wasze działania takimi, jakimi są – atakiem […]

______________

Nowa Normalność – to jeszcze nie koniec
Tak, oficjalna narracja w końcu się rozpada, a kult Covidian zaczyna implodować, ale to nie znaczy, że ta walka się skończyła. GloboCap i ich marionetki w rządzie nie zamierzają anulować […]

EFENDI

Zbliża się dzień pamięci o Żołnierzach Niezłomnych. Wspominamy tych, których imion  zapomnieć nie wolno. Dziś chcę przypomnieć jedną z takich właśnie postaci, znakomitego polskiego lotnika.

https://www.oficyna-aurora.pl/aktualnosci/efendi,p1665268149 Sławomir M. Kozak

www.oficyna-aurora.pl 2022-02-18

————————

W Gallipoli [Turcja] prowadził loty zwiadowcze nad uwięzionymi wojskami australijskimi. Z Turcji wydostał się w stopniu podporucznika, by zaciągnąć się do Wojsk Polskich tworzonych przez generała Lucjana Żeligowskiego. Do Lwowa przedostał się z Rumunii, oczywiście … samolotem. W wojnie z bolszewikami dowodził już eskadrą, przez pewien czas składającą się z pilotów amerykańskich. Późniejszy dowódca bombowej eskadry niszczycielskiej, szef wyszkolenia na poznańskiej Ławicy, zastępca szefa Departamentu Żeglugi Powietrznej generała Francois-Leon Leveque, po przewrocie majowym szef tegoż Departamentu, zdążył jeszcze przecież przelecieć ponad Alpami i oblecieć całe chyba Morze Śródziemne. Doskonały praktyk, jakże inny od swoich wielu następców sztabowych!

Generał Ludomił Rayski, to postać niewątpliwie tragiczna. Przyszło mu pełnić szczególną rolę w trudnych latach, dopiero co podnoszącej się z kolan, II Rzeczypospolitej. Uwikłany w meandry polityki międzynarodowej i politykierstwa wewnętrznego, próbował realizować zadanie budowy polskiego przemysłu lotniczego, siłą rzeczy wtłoczonego w koleiny zbliżającej się wojny.

Wraz z odradzającym się Państwem Polskim stanął wówczas wobec wrogich intencji niemieckich, wywiadowczych zainteresowań sowieckich, interesów francuskich, brytyjskich knowań i krajowych geszeftów. Te ostatnie chyba okazały się najskuteczniejszym przeciwnikiem. W swoich wspomnieniach, oceniając krytycznie ten czas, wskazywał zresztą wyraźnie zarówno na typową V Kolumnę, jak i na zwykłych, otaczających go dywersantów, będących ludźmi bądź to głupimi, bądź to niekompetentnymi, zawsze jednak po prostu zmniejszającymi obronność Polski. Szczerość nakazuje stwierdzić z przykrością, że niewiele zmieniał się ten stan rzeczy w naszym umęczonym kraju przez wszystkie kolejne, powojenne lata.

Obawiam się nawet, że w ostatnich kilku dekadach jest znacznie gorzej, gdyż ilość agentur degradujących szeroko pojęte polskie lotnictwo, wydaje się być o wiele liczniejsza.

Generał Rayski miał piękną kartę pilota, zarówno w czasach swej młodości, jak i w okresie późniejszym, kiedy nikt od niego nie wymagał osobistego zaangażowania w walkę bezpośrednią. Rayski, „Efendi”, czyli po polsku „ekscelencja”.

W tym określeniu zawiera się cała ta wyjątkowa postać. Dzielny pilot, wielokrotnie ranny, kilkakrotnie odznaczany, w tym Krzyżem Walecznych i orderem Virtuti Militari. Wizjoner i patriota, mający odwagę walczyć nie tylko z przeciwnikami w powietrzu, ale i z oponentami zza biurek. To dzięki jego determinacji nastąpił rozwój produkcji lotniczej w Polsce, a polskie lotnictwo mogło w niedługim czasie jakościowo konkurować z siłami powietrznymi Wielkiej Brytanii, Francji, czy Włoch.

Niestety, zabrakło czasu, czego nie można powiedzieć o nieprzebranych pokładach nienawiści u jego politycznych przeciwników. Po wybuchu wojny miał swój udział w konwojowaniu zasobów polskiego złota. To też jest wątek godny odrębnego opracowania. Kiedy, po skandalicznych oskarżeniach pozbyto się Generała z szeregów polskiego wojska, próbował kontynuować walkę w lotnictwie fińskim, a gdy i to się nie powiodło, po rychłym upadku Francji, zajął się pilotowaniem samolotów dostarczanych z Wielkiej Brytanii na Bliski i Daleki Wschód. Nie stawił się w wojskowym obozie Carisay, do którego wezwał Go Sikorski. Aresztowany i skazany na 10 miesięcy więzienia uniknął przymusowego odosobnienia tylko dlatego, że w ówczesnej Francji nie znalazł się żaden oficer, który byłby skłonny Go w nim osadzić. Sikorski nie miał tego typu wahań rozkazując zesłać Rayskiego, już w Wielkiej Brytanii do obozu w Rothesay na wyspie B ute. Nic więc dziwnego, że dopiero po śmierci Sikorskiego przyjęty został ponownie do Polskich Sił Powietrznych, choć następca Sikorskiego, Naczelny Wódz Kazimierz Sosnkowski, nie przywrócił Rayskiemu szarży generalskiej. W czasie, gdy II Korpus Polski wykrwawiał się pod Monte Cassino, zgłosił się na ochotnika do wykonywania lotów bojowych w 318 Gdańskim Dywizjonie Myśliwsko-Rozpoznawczym, w którego samolotach latał za linią frontu, w niezwykle trudnych i niebezpiecznych misjach, których odbył ponad dwadzieścia.

W sierpniu 1944 roku, kiedy w Warszawie wybuchło Powstanie, z odległego od serca Polski Brindisi ratunek w postaci uzbrojenia i lekarstw niosły maszyny brytyjskie i amerykańskie. W ich kokpitach znaleźli się również Polacy. Straty wśród załóg były ogromne, wiele z nich nie powróciło z tych straceńczych lotów. Przetrzebiona została też polska Eskadra Specjalnego Przeznaczenia. Generałowi Rayskiemu, mającemu już wówczas 52 lata, udało się wyrwać nad ukochaną Polskę w charakterze pilota bojowego. Wiedział, że gdzieś tam na dole, wśród gruzów stolicy, jest jego żona. W sumie, wziął udział w trzech tego typu eskapadach, bo poza lotami nad samą Warszawę dokonywał zrzutów również nad Puszczą Kampinoską. To wtedy widział Polskę po raz ostatni.

Nielicznym gościom z Polski, odwiedzającym Go po wojnie, pokazywał swą postrzelaną w owych lotach kurtkę lotniczą. Nosiła ślady kul i nadpalenia. Wraz z uratowaną cudem z Powstania żoną, opowiadali niezwykłą historię.

Otóż, pani Stanisława, podczas jednego z nalotów, schroniła się w piwnicy warszawskiej kamienicy. Wraz z nią znalazł się tam Stefan Ossowiecki, najbardziej znany polski, przedwojenny jasnowidz, któremu już w lutym 1939 roku udało się przewidzieć dokładny dzień wybuchu II Wojny Światowej, jak i to, że Polskę zaatakują wkrótce zarówno Niemcy, jak i Sowieci. Kiedy kamienica drżała w posadach, pośród huku i płomieni szalejących nad lokatorami piwnicy, Ossowiecki chwycił panią Rayską za rękę i powiedział, że ma wizję, w której jej mąż znajduje się na pokładzie płonącej i pociętej kulami maszyny, lecącej właśnie nad miastem. Jasnowidz mówił o otoczonym ogniem, pokrwawionym Generale, aż nagle uspokoił się i powiedział, że Generał żyje, a samolot odleciał bezpiecznie znad Warszawy.

Trudno w to uwierzyć, ale rzeczywiście, Generał znalazł się wówczas ze zrzutem nad Warszawą, maszyna została solidnie pokiereszowana, a płonącą kurtkę ugasił siedzący obok pilot. Po latach, tę właśnie lotniczą, popaloną skórzaną kurtkę, w której widniały ślady 34 przestrzelin, państwo Rayscy pokazywali, w swym angielskim domu, znajomym. Tę i wiele innych historii dotyczących życia wielkiego Polaka, znajdziecie Państwo w książce „Efendi” wydanej nakładem Oficyny Aurora, dostępnej w Polskiej Księgarni Narodowej.

Nawiasem mówiąc, warszawski dom Generała, przy ulicy Idzikowskiego 25, podczas wojny służył za sierociniec, który prowadziły Siostry Niepokalanki. A, w odpowiedzi na skandaliczny atak wyznawców żydowskiego przemysłu holokaustu na Państwo Polskie, który miał miejsce w chwili, w której pisałem wstęp do książki, warto przypomnieć, iż z pomocy katolickich sióstr korzystały również tam i wtedy, dzieci żydowskie. Poniżej prezentujemy fotografię tego miejsca, już z roku 1947, pod którą złożono podpis „tak teraz wyglądamy”.

Całe życie Generała naznaczone było walką. Nie tylko w latach młodości i w życiu dojrzałym, ten dzielny żołnierz polski walczył do końca swych dni. Po wojnie, o odzyskanie dobrego imienia, o rehabilitację. Jego żona nie doczekała tego najważniejszego zwycięstwa swego męża. Zmarła w roku 1966. Generał Ludomił Rayski został zrehabilitowany w roku 1977, na dziewięć dni przed swoją śmiercią.

Felieton pochodzi z 7 numeru Warszawskiej Gazety

Nowy szef FDA z szemraną przeszłością. [Stworzenie plagi uzależnień narkotykowych]

Reżim Joe Bidena wysunął w listopadzie 2021 r. kandydaturę Roberta Califf na szefa federalnej agencji FDA (Food and Drug Administration – „Agencja Żywności i Leków”). Senat, nieznaczną większością głosów (50-46) zatwierdził właśnie kandydaturę Califfa, który po zaprzysiężeniu zastąpi Janet Woodcock, która od stycznia 2021 r. pełniła obowiązki szefa FDA (bez pełnej nominacji).

https://www.bibula.com/?p=131411

————————————

Tak jak dotychczasowa szefowa, tak i dr Robert Califf nie jest osobą z zewnątrz systemu, lecz służą mu wiernie od wielu lat: Woodcock pracuje w FDA od 36 lat, a Califf był już szefem tej agencji, za kadencji Baracka Husseina Obamy. I to właśnie nie kto inny, tylko Woodcock i Califf przyłożyli się do wtenczas największego kryzysu medycznego w Stanach Zjednoczonych, czyli epidemii opioidów [to np. kodeina, morfina i heroina]. To oni właśnie stali na czele FDA i najważniejszych jej komitetów, gdy ta „niezależna” instytucja wydawała autoryzację na „bezpieczne” leki opioidowe, które zabiły co najmniej pół miliona Amerykanów (oficjalne, zaniżone dane), a uzależniła dziesiątki milionów.

Tylko w latach 2016-17 FDA wydała zezwolenie na pięć „bezpiecznych” opioidów, w czasie gdy Califf był szefem tej przestępczej organizacji, pomimo ostrzeżeń wielu lekarzy i naukowców. Siła lobby przemysłu farmaceutycznego przeważyła jednak i opioidy – najbardziej uzależniające substancje znane człowiekowi – stały się powszechnie przepisywanymi lekami przez lekarzy, którzy „w dobrej wierze” przepisywali te preparaty, wierząc w zapewnienia FDA, że są to „leki” i to na dodatek „bezpieczne”. Podczas senackiego głosowania nad nową kandydaturą nawet kilku senatorów z Partii Demokratycznej zagłosowało przeciwko, zdając sobie sprawę z – trudnej do ukrycia – roli FDA i jej czołowych przedstawicieli, w stworzeniu plagi uzależnień narkotykowych.

FDA, strojąca się w szatę niezależnej federalnej agencji, od kilkudziesięciu lat stała się coraz bardziej ostentacyjnym wykonawcą życzeń przemysłu farmaceutycznego, często, masowo i bezdyskusyjnie aprobując przesyłane wnioski. Należy po raz kolejny przypomnieć, że statutowa działalność FDA obejmuje jedynie przegląd dostarczonych przez producenta leku/szczepionki danych i FDA nie prowadzi żadnych własnych badań nad bezpieczeństwem czy skutecznością produktu. Wszystko co wiemy – albo nie wiemy, gdyż często trudno jest uzyskać informacje – pochodzi zatem od producenta i poprzez FDA otrzymuje jedynie stempel autoryzacji, co czytane jest później zupełnie błędnie jako potwierdzenie „bezpieczeństwa i skuteczności” produktu. A producenci, w tym osławiony „szczepionką przeciwko Covid-19” Pfizer, był w przeszłości wielokrotnie karany wielomiliardowymi karami właśnie za fałszowanie danych.

Nakładane kary nie stanowią jednak żadnego hamulca w dalszym oszukiwaniu i manipulacji danymi, gdyż 1) produkty szczepionkowe są w większości zwolnione z jakiejkolwiek odpowiedzialności; 2) produkty zwane lekami mają tak skalkulowaną cenę, że w jej skład wchodzą przyszłe możliwe odszkodowania.

Należy też pamiętać, że wszystkie wycofane leki kiedyś były autoryzowane przez FDA. Ich wycofanie to jedynie efekt nacisków społeczeństwa, lekarzy, którzy wskazywali na ich tzw. skutki uboczne. No i trzeba przypominać bez przerwy, że NIE MA LEKU BEZ SKUTKÓW UBOCZNYCH.

Pomiędzy FDA a przemysłem farmaceutycznym istnieje długa i bardzo obfita wymiana kadr, włącznie z niedawnym przypadkiem samego szefa FDA, Scotta Gottlieb (2017-2019), który zasiada teraz w Radzie dyrektorów koncernu Pfizer. Zaś nowo wybrany szef FDA Robert Califf jest przykładem coraz ściślejszego uzależnienia od koncernów informatycznych, gdyż przybywa do federalnej agencji jako szef d/s strategii medycznych holdingu Alphabet, czyli firmy-matki znanego Googla.

Rola kryminalnej organizacji, w jaką przepoczwarzyła się federalna agencja FDA (wraz z CDC i innymi), w uzależnianiu społeczeństwa od leków, w tym najniebezpieczniejszych opioidów oraz promocji eksperymentalnych produktów zwanych „szczepionkami przeciwko Covid-19”, z pewnością zwiększy się wraz z nowym/starym szefostwem.

Ujawnione przez Projekt Veritas nagranie, w którym wysoki funkcjonariusz FDA, Christopher Cole przyznaje, że FDA planuje narzucenie obowiązku regularnego, corocznego wyszczepiania całego społeczeństwa, preparatem reklamowanym jako „szczepionka przeciwko Covid-19”, stanowi kolejny dowód na konspiracyjną działalność tych federalnych agencji. 

Nagranie powyższe bez przeszkód wyświetlane jest na Youtube, pomimo kompromitujących agencję FDA działań ujawnionych przez jej wysokiego funkcjonariusza, działań w pełni zasługujących na miano „teorii konspiracji”. Przeważa jednak przekaz wypowiedzi, gdyż obowiązkowe wyszczepianie niebezpiecznymi preparatami jest ważniejsze niż wszystko inne, a jak widać, są „lepsze” i „gorsze” teorie konspiracji.

Oprac. www.bibula.com 2022-02-17

Plandemia: Dziesięciu ludzi ponad dwukrotnie zwiększyło swoje fortuny z 700 miliardów dolarów do 1,5 biliona dolarów, a dochody 99% ludzkości spadły.

Kto zyskał, a kto stracił na pandemii?

Aby zrozumieć wydarzenia z ostatnich dwóch lat, warto przeanalizować przepływ bogactwa i zobaczyć kto zyskał, a kto stracił na pandemii. Bogaci stali się jeszcze bogatsi, a biedni jeszcze biedniejsi. Jest jednak jeszcze jedna ofiara tych działań, o której niewiele się mówi.

16.02.2022 https://prawy.pl/118375-kto-zyskal-a-kto-stracil-na-pandemii-szokujacy-bilans/

———————–

Jak podaje raport Oxfam International dziesięciu najbogatszych ludzi na świecie ponad dwukrotnie zwiększyło swoje fortuny z 700 miliardów dolarów do 1,5 biliona dolarów – w tempie 15 000 dolarów na sekundę lub 1,3 miliarda dolarów dziennie – w ciągu pierwszych dwóch lat pandemii, w której dochody 99% ludzkości spadły i przez którą (lub pod pretekstem której – uwaga autora) ponad 160 milionów więcej ludzi zmuszonych jest do życia w ubóstwie.

„Gdyby tych dziesięciu mężczyzn straciło jutro 99,999% swojego bogactwa, nadal byliby bogatsi niż ktoś z 99% wszystkich ludzi na tej planecie”, powiedziała dyrektor wykonawcza Oxfam International, Gabriela Bucher. „Mają teraz sześć razy więcej bogactwa niż najbiedniejsze 3,1 miliarda ludzi”.

Bogactwo miliarderów wzrosło bardziej od początku COVID-19 niż w ciągu ostatnich 14 lat. Jest to największy wzrost bogactwa miliarderów od początku historii. Na przykład jednorazowy 99-procentowy podatek od dziesięciu najbogatszych ludzi z powodu pandemii mógłby opłacić: wystarczającą ilość szczepionek dla świata; zapewnienie powszechnej opieki zdrowotnej i ochrony socjalnej, finansowanie adaptacji do zmiany klimatu i ograniczenie przemocy ze względu na płeć w ponad 80 krajach. Wszystko to zaś, jednocześnie przy pozostawieniu tych miliarderów w lepszej sytuacji niż przed pandemią.

Boucher dodała: „Miliarderzy przeszli [zwycięsko] straszliwą pandemię. Banki centralne wpompowały biliony dolarów w rynki finansowe, aby ratować gospodarkę, ale większość z nich trafiła do kieszeni miliarderów, którzy przeżywają boom na giełdzie. Szczepionki miały zakończyć tę pandemię, ale bogate rządy pozwoliły miliarderom i monopolistom z branży farmaceutycznej na odcięcie dostaw miliardom ludzi. W rezultacie istnieje ryzyko wzrostu wszelkiego rodzaju nierówności. Przewidywalność jest obrzydliwa. Konsekwencje tego zabijają”.

Osobiście nie widzę w szczepionkach ratunku dla świata, ale warte odnotowania jest, że początkowo mówiono, że firmy farmaceutyczne nieodpłatnie podzielą się patentem na szczepionki z resztą świata. Skończyło się na wielkim biznesie, który przyniósł fortuny im i ich inwestorom.

Raport podkreśla, że skrajna nierówność jest formą przemocy ekonomicznej, w której polityka i decyzje polityczne, które utrwalają bogactwo i władzę nielicznych uprzywilejowanych, powodują bezpośrednie szkody dla ogromnej większości zwykłych ludzi na całym świecie i na samej planecie. 

Oczekuje się, że po raz pierwszy od jednego pokolenia nierówności między krajami wzrosną. Kraje rozwijające się, którym odmówiono dostępu do wystarczającej liczby szczepionek ze względu na ochronę monopoli korporacji farmaceutycznych przez bogate rządy, zostały zmuszone do cięcia wydatków socjalnych, ponieważ ich poziom zadłużenia się był zbyt niebezpieczny. Odsetek osób z COVID-19, które umierają „z powodu wirusa” w krajach rozwijających się, jest mniej więcej dwa razy większy niż w krajach bogatych.

„Pandemia COVID-19 ujawniła otwarcie zarówno motyw chciwości, jak i możliwości polityczne i gospodarcze, dzięki którym skrajna nierówność stała się narzędziem przemocy ekonomicznej” – powiedziała Bucher. „Po latach badań i prowadzenia kampanii na ten temat jest to szokujący, ale nieunikniony wniosek, do którego Oxfam musiał dziś dojść”.

Pomimo ogromnych kosztów walki z pandemią, w ciągu ostatnich dwóch lat rządy bogatych krajów nie podniosły podatków od bogactwa najbogatszych i nadal prywatyzowały dobra publiczne. Zachęcono korporacyjne monopole do działania do tego stopnia, że w samym okresie pandemii wzrost koncentracji rynku był większy niż w ciągu ostatnich 15 lat od 2000 do 2015 roku. 

„Nierówność w takim tempie i skali ma miejsce z wyboru, a nie z przypadku” – powiedziała Bucher. „Nasze struktury gospodarcze nie tylko sprawiły, że wszyscy jesteśmy mniej bezpieczni przed tą pandemią, ale także aktywnie umożliwiają tym, którzy już są niezwykle bogaci i potężni, wykorzystanie tego kryzysu dla własnego zysku”.

Raport zwraca uwagę na znaczenie dwóch największych światowych gospodarek – Stanów Zjednoczonych i Chin – które zaczynają rozważać politykę zmniejszania nierówności, w tym poprzez wprowadzanie wyższych stawek podatkowych dla bogatych i podejmowanie działań przeciwko monopolom. „To daje nam pewną wymierną nadzieję na pojawienie się nowego konsensusu gospodarczego”, powiedziała Bucher.

Oxfam zaleca rządom m.in. odzyskanie zysków osiągniętych przez miliarderów, opodatkowując to ogromne nowe bogactwo, które powstało od początku pandemii, poprzez stałe podatki majątkowe i kapitałowe. Należy zainwestować biliony, które mogą zostać zebrane z tych podatków, na progresywne wydatki na powszechną opiekę zdrowotną i ochronę socjalną,

Bucher powiedziała: „Nie brakuje pieniędzy. To kłamstwo umarło, gdy rządy wydały 16 bilionów dolarów w odpowiedzi na pandemię. Brakuje tylko odwagi i wyobraźni potrzebnej, by wyrwać się z nieudanego, śmiertelnego kaftana skrajnego neoliberalizmu”. I chociaż w raporcie nie brak ideologicznych, lewicowych stwierdzeń, to trudno się nie zgodzić z tym, że nigdy nie było tak wielkiego rozwarstwienia społecznego jak dzisiaj.

Warto dodać, że cichą ofiarą pandemii była klasa średnia, która się znacznie zmniejszyła. Analiza Pew Research Center wykazała, że globalna klasa średnia liczyła w 2020 roku o 54 miliony mniej ludzi niż przed wybuchem pandemii. Tymczasem to właśnie klasa średnia jest tą grupą obywateli najbardziej wolną, która świadczy o prawdziwym dobrobycie społeczeństwa.

 Autor: Chris Klinsky Źródło: Oxfam.org

Tatusiu! Kup mi pałacyk!

Ewaryst Fedorowicz https://www.ekspedyt.org/2022/02/17/tatusiu-kup-mi-palacyk/

Tatusiu! Kup mi pałacyk!

Ależ Córeczko – jaki pałacyk?!
Pałacyk, to tatuś ci już kupił!

Taaak?

A jak tatuś mógłby zapomnieć o imieninach swojej Córuchny?

Jest pałacyk, że buzi dać! Właśnie się remontuje, bo jak mógłby tatuś swojej Córuni niewyremontowany prezent pokazać!

Taaak?

A jak się go troszkę opacykuje, to się go sprzeda…

Jak to, sprzeda?!

No sprzeda, bo się zaraz potem kupi drugi pałacyk, opacykuje, sprzeda i trzeci pałacyk…

To gdzie ja będę mieszkała?!

Spokojnie Córuniu, pałacyki się kupuje i sprzedaje, bo się za każdy ma ulgę podatkową, czyli dobrze się na tych sprzedażach zarabia.

Bo tatuś kocha swoją Córuś i po nocach, społecznie pomagał Pani Minister Od Zabytków tak uszyć tę ustawę, żeby w niej zaszyć ulgę, która ulży bezinteresownym  miłośnikom zabytków. Ciężka to robota była.

Ojej… Tatusiu, jaki ty jesteś mądry!

Wiadomo – nowogrodzka szkoła!
A mieszkać, to będziesz w zamku!

W zamku?!

Sam Prezes obiecał Ciemnemu Ludowi, że odbuduje Zamki Kazimierzowskie!

Zaraz stuknie 5 lat, jak to obiecał, a to idea jak najbardziej słuszna, bo
ten sam Prezes powiedział, że „Polsce są potrzebne Nowe Elity”.

A przecież elita bez Rodowego Gniazda, to jak kompania honorowa bez portek!

Na zamek, to oprócz tej zaszytej ulgi, mamy już dodatkowy grant w ramach… ale to nie na telefon – jak się zobaczymy, to Ci wyjaśnię.

To gdzie byś chciała ten swój zamek Córciu mieć?

A sama nie wiem…

No, jest jeszcze trochę czasu, to się zastanów i sobie jakiś wybierzesz.

A jako inwestycję w przyszłość wnuków, właśnie tatuś, to znaczy dziadek – przyszły, ale to przecież to samo, dokupił  4 zabytkowe kamieniczki oraz 3 dworki!

Taaak?

I w tych dworkach to się przyjmie uchodźców z Ukrainy.

Co?! W moich dworkach uchodźców?!

Spokojnie, Córeczko – to będą tacy uchodźcy, co będą tu przejeżdżali na relaks. I będą płacili taką kasę, jaką tylko ułamek procenta żyjących na Ukrainie rocznie zarabia.

Grant na tę działalność humanitarną… ale to przy okazji Ci opowiem.

A kamieniczki, to na ciocię z Tel Avivu, bo ona ma polski paszport, a bardzo przeżywa to mieszkanie, co to je musiała zostawić w Alei Przyjaciół, jak ją Gomułka wygnał bosą i gołą, tylko z jednym futrem z norek, paroma bransoletkami i walizką złotych 20 dolarówek!

Taaak?

No tak było – gołą i bosą. Straszne czasy!

I po jej śmierci, te kamieniczki  przechodzą na twoją Fundację.

Ja nie mam fundacji…

Dziś nie masz, ale już jutro będziesz miała. Trzeba myśleć perspektywicznie, dlatego tatuś się nie guzdrał, bo ciocia już wiekowa i nie wiadomo, kiedy wróci na spoczynek w powązkowskiej Alei Zasłużonych.

Bo ciocia lubi tylko dobre adresy!

A taka  prawda, że tatuś nie ma w co rąk włożyć – teraz, jak kręcimy na tym testowaniu, to mamusia po nocach płacze!

Cooo?!

No tak, bo pieniędzy nie nadąża liczyć, a mamusia  Excela  nie fersztejen, więc wszystko na piechotę liczy i najdalej, to się przy piątym milionie myli, a to nawet jeszcze do połowy daleko…

Jak pomyślę, że będziemy mieli trzecią kadencję, to mamusia może nerwowo nie wytrzymać, bo ona tylko ciągle, że chce mieszkać w Majami, bo tam jest tak fajnie, że pieniądze się tylko wydaje, a tak ciężko jak ona teraz, pracować na nie – nie trzeba.

„Pałacyk+”: Ogromna ulga w Polskim Ładzie. Jest królową wszystkich ulg. Znacznie większa od tzw. „luk vatowskich”?

Robert Bąkiewicz: Natychmiast wypowiedzieć umowę o zasobach własnych i pakiet klimatyczny.

Jeżeli premier pojedzie i odda polską suwerenność, Polska będzie skończona .

Robert Bąkiewicz odniósł się do ostatnich napięć między Polską, a Unią Europejską. Lider stowarzyszenia „Marsz Niepodległości” zaapelował do premiera Morawieckiego, by wypowiedział umowę o zasobach własnych oraz pakiet klimatyczny.

  • Robert Bąkiewicz zaapelował do polskich władz, by te wypowiedziały umowę o zasobach własnych i pakiet klimatyczny
  • Szef stowarzyszenia “Marsz Niepodległości” wskazuje, że zgoda na wyrok TSUE i dalszy szantaż organów unijnych doprowadzi do zrzeknięcia się polskiej niepodległości
  • Bąkiewicz stwierdził, że rząd nie może dalej płaszczyć się przed niemieckimi politykami

Robert Bąkiewicz: Wzywam polski rząd

Lider stowarzyszenia zamieścił w mediach społecznościowych nagranie, w którym wezwał polskie władze do stanowczego oporu wobec działań eurokratów.

Proszę państwa, wzywam polski rząd, polskie władze, polskiego premiera do tego, żebyśmy wypowiedzieli umowę o zasobach własnych. – zaapelował.

Umowa o zasobach własnych i pakiet klimatyczny to są narzędzia przymusu, terroru, szantażu w stosunku do państwa polskiego. Panie premierze, nie ma takich pieniędzy za które moglibyśmy oddać polską suwerenność i niepodległość. Nie ma co się płaszczyć przed tymi niemieckimi politykami, którzy mówią o tym, że Polskę trzeba zagłodzić. – ocenił.

Jeśli pan premier pojedzie i ze strachu przed zagłodzeniem odda polską suwerenność i niepodległość – Polska będzie być może skończona na dziesiątki lat, a może na zawsze. Nie ma takich pieniędzy, za które warto byłoby polską suwerenność i niepodległość sprzedawać. – stwierdził Robert Bąkiewicz.

Dlatego należy natychmiast wypowiedzieć umowę o zasobach własnych. Wypowiedzieć pakiet klimatyczny. Wypowiedzieć te wszystkie narzędzia, które służą do szantażowania Polski. Które służą do tego, żebyśmy przyjmowali rozwiązania bezprawne narzucane nam przez Brukselę, przez Berlin. – wskazywał.

Powtórzę: W grudniu 2020 roku mówiliśmy o tym, że umowa o zasobach własnych będzie niosła skandalicznie złe konsekwencje dla państwa polskiego. Potem mówiliśmy również o tym, że pakiet klimatyczny, że to zielone piekło będzie niszczyło polską gospodarkę. – przypomniał następnie Bąkiewicz.

Dzisiaj mówimy: Panie premierze, czas wypowiedzieć umowę o zasobach własnych. Wtedy naród będzie stał po pańskiej stronie. Zgoda na przyjęcie tych pieniędzy będzie oznaczała, że zgodziliśmy się na odebranie nam suwerenności, a być może i niepodległości. To będzie historyczny akt, który będzie oddawał Polskę być może na zawsze. Nie ma na to zgody! – podsumował.

„Pandemia” której nie było. Ofiary (wyszczepiania) – które są.WZROST zakrzepów to „nowa normalność”.

W ramach taktycznego wycofywania się z narracji o „pandemii” i zacierania śladów dokonanej zbrodni na ludzkości przy pomocy lockdownów, restrykcji, zubożenia społeczeństw, pozbawienia podstawowej opieki zdrowotnej czy promowania genetycznych preparatów, rządowe agencje kontynuują oszukiwanie społeczeństw poprzez manipulację statystykami.

https://www.bibula.com/?p=131334

——————————

Przez całe dwa lata tzw. pandemii podawane dane o „przypadkach na Covid-19”, „zakażeniach” czy nawet „zgonach na Covid-19”, często były mieszane ze sobą tworząc medialny obraz przeraźliwego „wirusa”, który przetrzebia społeczeństwa niezliczoną wprost liczbą „ofiar”.

W rzeczywistości, w czasie rzekomo największej groźby „wirusa”, czyli w 2020 roku, śmiertelność była mniejsza niż w poprzednich latach [jednak nie w Polsce, tu blokada lecznic spowodowała nadmiarowa śmiertelność. MD] , co powinno zmusić do myślenia nawet największych koronamaniaków stawiając pierwsze i zasadnicze pytanie: czy przy spadku ogólnej śmiertelności mieliśmy rzeczywiście do czynienia z jakąkolwiek pandemią?

Manipulacje kanadyjskich tyranów

Według niedawno opublikowanych danych dotyczących „pandemii” w kanadyjskiej prowincji Kolumbia Brytyjska – danych wydartych lokalnemu rządowi w ramach prawa o jawności informacji (FOIPPA), gdyż rządy na jakimkolwiek szczeblu nie dzielą się dobrowolnie takimi informacjami – wynika, że w latach „pandemicznych” hospitalizowano mniej osób niż przed „pandemią”.

Np. gdy w latach 2017/2018 hospitalizowano 455 393 osoby (na oddziałach intensywnej terapii ICU: 39 656), w latach 2018/2019 – 459 088 (ICU: 40 032), w latach 2019/2020 – 461 022 (ICU: 40 536), to w latach 2020/2021 – 431 822 (ICU: 39 160).

Podobnie wyglądają statystyki w innych częściach Kanady oraz w wielu częściach świata: w roku „największej pandemii”, czyli w 2020, spadła liczba zgonów, zaś rok później, gdy rozpoczęto kampanię wyszczepiania ludzkości, nastąpił gwałtowny wzrost śmiertelności, i to właśnie wśród zaszczepionej populacji.

Opłacalne mnożenie „ofiar kowida”

Kolejnym pytaniem, które powinni stawiać sobie koronamaniacy wierzący w pandemię – bo tylko religijne podejście do tych zagadnień może usprawiedliwić ich dogmatyczne oddanie – brzmi: czy osoby zmarłe, które zaliczono jako „ofiary Covid-19” rzeczywiście zmarły na mitycznego kowida?

Odpowiedź jest więcej niż oczywista, gdyż dzisiaj nawet główne media zaczynają powątpiewać w astronomiczne liczby „ofiar pandemii”, w ślad za nowymi opowieściami kapłanów kowidowych, jak Antoniego Fauci, szefa NIAID, czy szefowej CDC, Wallensky, którzy po dwóch latach generowania liczb nagle zaczęli tworzyć rozróżnienie mówiąc, że były osoby „zmarłe na Covid” i „zmarłe z Covidem”. Jak jednak rozsądzić kto zmarł „na-” a kto „z kowidem” pozostaje talmudyczną zagadką nie do rozwiązania, bo przecież jedni i drudzy umierali nie „od/z”, ale w wyniku zaniedbań w procesie podstawowej prewencji, niewłaściwej diagnozy i samego „leczenia”. Ale celem zwiększania statystyk jednej i drugiej grupie przypisano w aktach zgonu kowida, choć zdarzało się również, że do statystyk kowidowych dodawano ludzi zmarłych bez żadnych testów. 

Jeanne Stagg, tzw. sygalistka ujawniła niedawno informacje potwierdzające od dawna znane w niezależnych mediach fakty, że wiele z „ofiar kowida” to osoby zmarłe w wyniku całej gamy innych chorób czy incydentów. Stagg, pracująca dla stanowej agencji rozliczającej ubezpieczenie w ramach państwowej pomocy socjalnej Medicaid, przekazała te dane do Projektu Veritas. Ujawniła ona jak agencja w stanie Luisiana gdzie pracowała, przypisywała wszelkimi sposobami swoich pacjentów do tabelek, według których hojnie rozliczano „chorych na Covid” w ramach funduszów Medicaid. Ubezpieczenie państwowe Medicaid jest jedną wielką krową dojną dla firm ubezpieczeniowych, szpitali i lekarzy, z monstrualną kwotą rocznych wypłat w wysokości niemal 700 miliardów dolarów, i obok innego programu ubezpieczeń społecznych – Medicare (około biliona dolarów rocznie), stanowią podstawowe źródła dochodów wielu instytucji „służby zdrowia”.

Jak mówi Jeannie Stagg, wśród „zmarłych na Covid” nie brakowało i ofiar strzelaniny, i chorych na wszelkie dolegliwości. Stagg ujawniła, że „próbowaliśmy zwrócić uwagę kierownictwa na przypadki nadużyć, oszustwa i marnotrastwa, lecz nie było zainteresowania”.

I nie ma się co dziwić, wszak szpitale są z reguły jednostkami operującymi na zasadach biznesowych: im więcej klientów pierwszej klasy, tym lepiej, a mówienie o pacjentach jest już anachronizmem, gdyż szpitale stały się intratnymi jednostkami biznesowymi, z dobrze opłacanymi pracownikami najemnymi, zwanymi dla zmylenia lekarzami.

Jak pamiętamy, po ogłoszeniu „pandemii” i zasianiu strachu, ludzie rzucili się do szpitali z najmniejszymi przypadkami chorobowymi, które dotychczas były leczone w warunkach domowych: zwykła grypa zamiast przeleżenia trzy dni w sypialni, stała się teraz strasznym kowidem, wzmocnionym „pewnością” tzw. testu, magicznymi procedurami oraz nawałnicą medialnych doniesień. W szpitalu delikwenta poddawano serii trucizn (np. stosowaną również i w Polsce w „leczeniu Covid-19” trucizną o nazwie Remdesivir) i listą procedur ułatwiających zejście z tego świata. Szpitale szczególnie dbały o napływ nowych klientów. W Stanach Zjednoczonych szpitale zgarniały około 14 tysięcy dolarów od kowidowego pacjenta, a gdy podłączyli go do śmiertelnego wentylatora, stawka wzrastała o kolejne 30 tysięcy dolarów. Jak można odmówić sobie takiego interesu, który smakował administratorom szpitali lepiej niż przyłączenie się do mafii meksykańskiej? (A całe środowisko lekarskie nie jest wcale tak daleko od mafii narkotykowej, rozprowadzając wśród swoich klientów zalegalizowane narkotyki zwane lekami).

Szpitale do tego stopnia przyzwyczaiły się do łatwych pieniędzy, że traktują swoich klientów jako zakładników, nie zezwalając na wizyty rodzin, na zapewnienie prawidłowego odżywiania i zmuszają klientów do wyrażania zgody na „leczenie” wysoce szkodliwymi chemikaliami, pomimo wielokrotnych odmów pacjentów. Nie są to odosobnione przypadki i w ramach pomocy biuro prawnicze Jeff’a Childers z Gainsville na Florydzie wydało specjalny przewodnik dla rodzin jak zachować się w przypadku nękania pacjentów przez szpitale i lekarzy. „Najczęściej napływającym zażaleniem jest wywieranie nacisku na pacjentów aby wyrazili zgodę na przyjęcie Remdesiviru, bądź podawanie Remdesiviru nawet przy wyraźnej odmowie, jak również odmawianie przez szpitale alternatywnych metod leczenia, pomimo że są szeroko znane, nawet w przypadku gdy stan pacjenta jest krytyczny [..] Sam osobiście byłem świadkiem wydawania przez szpital dziesiątek tysięcy dolarów na prawników, aby zatrzymywać pacjentów w szpitalu.” – pisze Childers.

 Ofiary wyszczepiania

Propagandziści kowidowi, spanikowani coraz trudniejszymi do ukrycia liczbami zgonów oraz czując budzące się niezadowolenie trzeźwiejących grup dostrzegających nagle, że byli oszukiwani co do „skuteczności i bezpieczeństwa” produktów, które przyjęli – zaczynają tworzyć nowe teorie mające tłumaczyć lawinę powikłań i zgonów.

Oto niby szanowane pismo naukowo-medyczne JAMA opublikowało artykuł pt „Przypadki myocarditis raportowane po zaszczepieniu szczepionką mRNA przeciwko Covid-19, w Stanach Zjednoczonych, od grudnia 2020 r do sierpnia 2021 r.” W artykule znajdujemy mieszaninę prawdy, pół-prawd oraz zwykłego szamaństwa, ale co można się spodziewać po autorach pracujących dla CDC, z Johnem Su, jednym z głównych architektów prania mózgów.

Najpierw czytamy, że system VAERS, na którym autorzy bazują swoje badania „jest systemem pasywnym, a zawarte dane mogą być zarówno przeszacowane, jak i niedoszacowane”. Jak można w ogóle mówić o przeszacowaniu (overreporting), jeśli historycznie VAERS był zawsze niedoszacowany (undereporting), a sama CDC zleciła niezależnej instytucji zbadanie tego problemu. Badania przeprowadzone przez Harvard Pilgrim, wykazały, że system VAERS rejestruje jedynie około 1% wszystkich występujących skutków ubocznych szczepionek. Działo się to na długo przed tym jak wymyślono przeprowadzenie zabiegu o nazwie „światowa pandemia”, a gdy nadeszły już cudowne preparaty genetyczne mające zwalczyć złowrogiego wirusa, VAERS stał się wyklętym narzędziem, którego używania wręcz zabraniano lekarzom, pod rygorem nawet zwolnienia z pracy.

Nawet sama agencja CDC, administrująca wespół z FDA systemem VAERS, stwierdza jasno, że

Niedoszacowanie jest jednym z ograniczeń pasywnych systemów, włączając w to VAERS. Określenie „niedoszacowanie” odnosi się do faktu, że VAERS otrzymuje tylko mały ułamek rzeczywiście obserwowanych wydarzeń.

Jak można zatem w ogóle wspominać w naukowym piśmie o „przeszacowaniu”, jest zupełnie niezrozumiałe, pod warunkiem, że założymy chęć świadomej manipulacji i zmiękczania faktów. Zatem, nawet samo wspominanie o przeszacowaniu jest jakąś złośliwością naukowców, którzy jednak reflektują się przyznając dalej, że „niedoszacowanie jest bardziej prawdopodobne”. Co więcej, w dalszej części zdania przyznają oni, że „rzeczywiste oszacowania myocarditis [zapalenie mięśnia sercowego] na milion przyjętych szczepionek, prawdopodobnie są wyższe niż szacowano.”

Naganiacze z CDC przyznają więc, że mamy problem i próbują go jakoś rozładować. Potem przytaczają wyniki VAERS, skupiając się na grupie młodzieńców w wieku 16-17 lat, gdzie wybiórczy VAERS notuje 106 przypadków zapalenia mięśnia sercowego na milion podanych dawek „szczepionki”. Wynikałoby z tych oficjalnych rozważań, że w nagrodę za przyjęcie genetycznego preparatu przeciwko chorobie, która w niczym nie zagrażała tej grupie wiekowej, jeden na 9433 chłopców w wieku 16-17 lat otrzyma zapalenie mięśnia sercowego. Oczywiście rzeczywistość jest o wiele brutalniejsza, choćby poprzez rozszerzenie grupy wiekowej, jak i pomnożenie przez współczynnik niedoszacowania URF. Niezależni naukowcy opierając się na tych samych metodach obliczeniowych, które stosuje sama CDC, już wcześniej obliczyli wskaźnik niedoszacowania systemu VAERS, wahający sią od 20 do 50, dla zgonów, a dla przypadków myocarditis dochodzący nawet do 100. Jeśli przyjąć, że URF=100, to co setny zaszczepiony chłopak otrzymał bombę zagarową, która doprowadza do ruiny cały organizm poprzez mniej wydolne serce. Co gorsza, napływające fakty od lekarzy autentycznie badających i leczących pacjentów w swoich gabinetach – w przeciwieństwie do tych, którzy od 30 lat nie widzieli pacjenta, jak np. Fauci, czy wpatrzonych w formułki i tabele lekarzy-naukowców – są tak częste, że przerażają nawet obeznanych z rzadkimi chorobami lekarzy. 

 Myocarditis – jedna z poszczepiennych pamiątek

Zapalenie mięśnia sercowego nie musi od razu oznaczać śmiertelne zejście, chociaż jesteśmy świadkami takich przypadków – ostrzegają lekarze przerażeni niespotykaną dotychczas częstością występowania myocarditis u młodych, zdrowych osób, szczególnie chłopców. Dużo częściej oznacza, że następuje powolny proces tworzenia się mikrozatorów, co powoduje niedotlenienie organizmu poprzez mniej wydolny układ krwionośny. Zaszczepiony młody osobnik nie wie dlaczego czuje się osłabiony, apatyczny, dlaczego szybko się męczy, dlaczego częściej choruje, pokasłuje miesiącami, ma jakiś płytki oddech, dlaczego częściej podłapuje jakieś przeziębienia, dlaczego puls jest zwiększony (serce zmuszone jest pompować szybciej poprzez zwężone naczynia), dlaczego zaczyna mieć problemy neurologiczne, itd. Sportowcy przerywają karierę, zmęczona młodzież aby zrekompensować niedostatki, sięga po różne używki, dopalacze. Niektórzy z takimi stanami serca trafiają na pogotowie, inni do przychodni, część cierpi, nawet nie zastanawiając się nad powiązaniem przyczyny ze skutkiem, tym bardziej, że media nie informują o niebezpieczeństwie, lekarze dalej recytują mantrę o „skuteczności i bezpieczeństwie”, a władze brną w zaprzeczanie posiłkując się „badaniami naukowymi” wyprodukowanymi przez posłusznych pseudo-naukowców. Większość jednak cały czas prowadzi dotychczasowe życie w przeświadczeniu spełnienia „obowiązku społecznego” poprzez przyjęcie nieprzebadanego preparatu, który w podstępnym tempie czyni spustoszenie.

Pamiętajmy, że powikłania po przyjęciu genetycznego preparatu reklamowego jako „szczepionka przeciwko Covid-19” bardzo często skupiają się na trzech głównych narządach: sercu i układu krążenia, układu rozrodczego oraz mózgu, nie omijając oczywiście innych narządów i organów, np. oczu, uszu (utrata słuchu), rąk czy nóg (które trzeba obcinać) oraz przyczyniają się do licznych chorób autoimmunologicznych.

Problem z mięśniem sercowym, bardzo często obserwowany właśnie u młodych mężczyzn, w tym tych aktywnych fizycznie, jest o tyle groźny, że jakiekolwiek uszkodzenie serca NIGDY nie goi się całkowicie i ZAWSZE pozostaje blizna, która będzie utrudniała normalne funkcjonowanie serca DO KOŃCA ŻYCIA.

Warto po raz kolejny to zaznaczyć i uświadomić, szczególnie lekarzom (którzy zaspali na pierwszych lekcjach studiów) i tzw. ekspertom telewizyjnym, którzy za pieniądze bądź chwilę sławy wyrecytują każdą zwrotkę z wiersza o „bezpieczeństwie i skuteczności”.

Natomiast znawcy tematu wiedzą co mówią, zresztą nie jest nauka tajemna lecz to co medycyna akademicka i kliniczna uczyła od lat, do czasu tzw. pandemii i tzw. szczepionek, które wywróciły pojęcia i definicje do góry nogami. Zacytujmy dr. Rogera Hodkinson, patologa:

Zapalenie mięśnia sercowego nigdy nie jest łagodne, szczególnie u młodych zdrowych mężczyzn. Jest to stan zapalny mięśnia sercowego . . . I nie wiemy jaki procent z komórek mięśnia sercowego obumiera w wyniku każdego z ataków myocarditis. Najwięszym problemem w przypadku mięśnia sercowego i włókien mięśnia sercowego, jest to że one się nigdy nie regenerują . . . zatem zostajesz z tym niewiadomym procentem obumarłych mięśni . . . Jako że nie potrafimy ocenić stopnia uszkodzenia, to długoterminowe skutki są nieprzewidywalne.  . . .  Nie wiemy czy odezwie się to dziesięć lat później przedwczesnym zawałem serca, które w innym przypadku nie powinno mieć miejsca. Zatem jest to strasznie niepokojące, ta wiedza, że to może się wydarzyć w przyszłośći. … Nie jest to sprawa błaha.

 Wykrycie mikrozakrzepów u żyjącej osoby nie jest sprawą łatwą: nie można tego stwierdzić poprzez badania MRI czy rutynowe badania krwi. Zaszczepiona osoba cierpiąca na jakieś dolegliwości, np. na wielomiesięczne osłabienie, idzie więc do swojego lekarza rodzinnego, potem do specjalisty, robi serię badań, które często nie wykazują wielkich odchyleń. Gdy kiedyś wylosowała pozytywny test „na Covid”, ma wytłumaczenie: tak, to jest „long Covid”, na co uzyskuje potwierdzenie od lekarza. Dalej brnie w samozaprzeczanie, w kowidową narrację.

Jedynym sposobem na potwierdzenie podejrzeń jest zbadanie stężenia D-dimeru (fragmenty fibryny), mogącej wskazywać na choroby zakrzepowo-zatorowe. Takie badania sugeruje m.in. kanadyjski lekarz, dr Charles Hoffe, który opublikował dane ze swojej klinicznej praktyki pokazujące zjawiska, z którymi dotychczas nie miał nigdy do czynienia: z ogromną skalą pacjentów z wysokim wskaźnikiem D-dimer. Aż 62% jego pacjentów (zaszczepionych) miało podwyższone stężenie, wskazując na możliwość mikrozakrzepów. Dr Hoffe ostrzega, że zaprogramowanie organizmu – poprzez wstrzyknięte preparaty – na nieustanne produkowanie toksycznego kolca biała, skończy się tragicznie. „Zabije to większość ludzi właśnie poprzez uszkodzenie serca.” – jednoznacznie stwierdza dr Hoffe.

 Balsamiści alarmują

Obserwacje kliniczne lekarzy potwierdzane są już pośmiertnie. Najbardziej wyraziste, dobitne i przerażające przykłady dostarczają ostatnio domy pogrzebowe, ich specjalistyczni pracownicy zajmujący się przygotowywaniem zwłok (balsamiści , ang. embalmer), oraz tzw. koronerzy i lekarze patolodzy. Jeden z takich specjalistów, Richard Hirschman, który prowadzi również od kilkudziesięciu lat dom pogrzebowy, ujawnił, że obserwuje zjawisko nieznane jemu w całej swojej praktyce: od stycznia 2021 roku – czyli dokładnie od rozpoczęcia wyszczepiania społeczeństwa amerykańskiego – widzi on u 40 do 80% zmarłych-zaszczepionych ogromne zakrzepy.

Balsamista Richard Hirschman pokazuje zdjęcia nieznanych wcześniej w takiej skali zakrzepów

Inna specjalistka, Anna Foster z 11-letnią praktyką balsamistyczną, w wywiadzie ze Stevem Kirsch ujawniła, że w 93% jej ostatnich przypadków to osoby z niewidzianymi dotychczas rozległymi zatorami. Specyficzne i dosyć hermetyczne środowisko balsamistów wymienia się między sobą informacjami i z całych Stanów Zjednoczonych dochodzą podobne obserwacje.

Wywiad Steve’a Kirsch z Anną Foster [w oryg. md]

 Media, CDC, „eksperci” – wszyscy ignorują rzeczywistość, jednak z ich działań rzekomo łagodzących dotychczasowe restrykcje można dostrzec przerażenie: zastanawiają się co zrobić aby zatuszować swoje zbrodnie, co zrobić aby ludzie nie poznali prawdy, jak zmienić scenariusz aby kontynuować zamordyzm nie zwracając przy tym uwagi większości. Co więcej: aby ludzie dalej sami potulnie i z radością prowadzili się do samozniszczenia, jak w przypadku akcji wyszczepiania, ze szczęśliwymi zdjęciami zaszczepionych na facebookach.

Co jeszcze wymyślą manipulatorzy, można się domyślać, lecz chyba ich inwencja przekracza naszą wyobraźnię, wszak za nauczyciela mają bardzo inteligentnego lucefyrecznego doradcę.

Propaganda CDC: Zakrzepy to normalka

CDC wymyśliło więc sposób: należy stworzyć wrażenie, że zawały serca u zdrowych ludzi, a szczególnie młodzieży to zjawisko normalne, coś co wydarzało się zawsze i wszędzie, czego byliśmy świadkami niemal codziennie, grając w berka na podwórku, skacząc na skakance czy nudząc się na lekcjach plastyki. Było tak powszechne, że nawet tego nie dostrzegaliśmy. CDC chce abyśmy uwierzyli, że spotęgowana dzisiaj ilość zawałów serca, zakrzepów, udarów, to tylko nasza wyobraźnia, wzmożona czujność i oczywiście nieprzyzwoitość nieprzyjaznego środowiska „antyszczepów”, które wynajduje jednostkowe przypadki nagłaśniając je.

Podczas narodowego „święta” Super Bowl futbolu amerykańskiego, CDC wypuściło więc reklamę pod tytułem „Każdy, w każdym wieku może w każdej chwili mieć zator serca”. W ramach „prewencji” namnożyły się strony intrnetowe „edukujące” o zakrzepach serca, a „zapobieganie” według CDC polega na: 1) Skontaktuj się z lekarzem gdy zauważysz jakieś symptomy, jak opuchnięcia, ból czy zaczerwienienie skóry; 2) Zapytaj się lekarza o ryzyko zakrzepów; 3) Wstań i ruszaj się co 3-4 godziny.

CDC, kryminalna jednostka odpowiedzialna za uśmiercanie ludzi poprzez promowanie przez kilkadziesiąt lat chorobotwórczych lekarstw oraz śmiercinośnych preparatów zwanych szczepionkami, w tym tych najnowszych powodujących właśnie zakrzepy, staje się zatem również producentem spektaklów komicznych. [w oryg. md]

Zakrzepy serca to normalka. Propagandowy film reklamowany na stronie CDC.

Przygotujmy się zatem na zmasowaną kampanią „uświadamiającą”, że potężny wzrost chorób, szczególnie serca,  że zakrzepy, zawały, to normalka, coś bardzo powszechnego. Nastąpił wzrost? Oczywiście, już trudno zaprzeczyć czy ukryć, lecz jako przyczynę wskaże się wszystko, z wyjątkiem tej najważniejszej.

Oprac. www.bibula.com 2022-02-16

=============================

mail: Montują nam serię propagandowych reklam (jak to już robi CDC), tworzą strony internetowe, mnożą się artykuły z krzykliwymi tytułami – wszystko to ma nam „uświadomić”, że wzrost przypadków zawałów, zakrzepów to taka nowa normalność.

To, że wiedzieliśmy przed „szczepionkami”, że istnieją takie zagrożenia, to już nie wystarcza, gdyż w czasie WZROSTU przypadków zakrzepów musimy nabrać przekonania, że to taka nasza nowa rzeczywistość.

Innymi słowy, że WZROST to nowa normalność, do której powinniśmy się przyzwyczaić (stąd ich nowe podstępne hasło: „Każdy, w każdym wieku może w każdej chwili mieć zator serca”.)