Zakupem obligacji Morawiecki się ośmieszył jako bankowiec i premier.

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/zakupem-obligacji-morawiecki-sie-osmieszyl-jako-bankowiec-i-premier/

Wczoraj gruchnęła kolejna sensacyjna wiadomość z cyklu „oszczędności Mateusza Morawieckiego”. [por.: Bankowa głowa. Morawiecki inflacji się nie boi ! md]

Wokół tych spraw od wielu lat dzieją się rzeczy groteskowe i na własne życzenie samego bankowca, który nagle stał się wrażliwym społecznikiem. Nim się odniosę do zakupu obligacji, chciałbym zrobić mały wstęp do całości kombinacji związanych wyłącznie z wizerunkiem Morawieckiego.

Gdy Kaczyński popełnił jeden z największych błędów politycznych w swoim życiu i wyznaczył byłego doradcę Tuska na premiera, PiS był w zupełnie innym miejscu niż jest dziś.

Pierwsze dwa lata rządów PiS to było jedno wielkie pilnowanie, aby hasło „do polityki nie idzie się dla pieniędzy” zostało zrealizowane bezwarunkowo. Kto dziś pamięta, że w wyniku medialnej zadymy Kaczyński kazał obniżyć pensje posłom i senatorom? A były takie czasy i Morawiecki ze swoimi milionami kompletnie do nich nie pasował.

Paradoks polega na tym, że po zawieruchach pomorowych i „wojennych” nikt by teraz nie robił większej afery z oszczędności Morawieckiego. Morale i moralność wrażliwego na te kwestie elektoratu PiS spadły niemal do zera i w ogóle zmieniła się atmosfera. Coraz więcej głosów ze strony śmiertelnego wroga PO, jako żywo przypomina głosy samej PO. Pieniądze już nie są takie wstydliwe, Obajtek może zarabiać miliony, bo jak Owsiak zasłużył, ulokowani w spółkach państwowych kuzyni i szwagrowie, też pracują w pocie czoła dla dobra Ojczyzny. Wielomilionowe oszczędności Morawieckiego, wraz ze sprzedanymi działkami i kombinacjami z przepisywaniem majątku na żonę, zgubiłby się w natłoku codziennych spraw. Dlaczego stało się i nadal dzieje się inaczej? Morawiecki zrobił wszystko, aby tę sprawę nagłośnić i wokół niej chodzić. Od samego początku prymitywnie kombinował i udawał typowego „pisowskiego” polityka. Biedny, bo uczciwy to dewiza propagandowej akcji, która musiała się skończyć serią kompromitacji.

Specjalnie pod Morawieckiego miała powstać ustawa zobowiązująca współmałżonków polityków do przedstawiania dochodów. Z ustawy nic nie wyszło, ale i nie miało wyjść, co zapewniała z premedytacją zapisana treść ustawy pod Trybunał Konstytucyjny. No i tak się sprawa ślimaczy latami, dlatego każda kolejna, choćby najbardziej banalna operacja finansowa Morawieckiego budzi wielkie emocje.

Najnowsza historia dotyczy wyjęcia wielomilionowych oszczędności z banku i zakupu obligacji. Powstała taka dziwna teoria, że Morawiecki w 2021 roku przewidział wysoką inflację i dlatego zainwestował w obligacje, a przy tym miał jeszcze dostęp do informacji, które są poza zasięgiem Polaków. Rozbierzmy tę bzdurę na czynniki pierwsze. Naprawdę, to ma być genialna operacja finansowa? Wyjąć miliony z banku i kupić obligacje na 1,7%? W porządku, teraz to jest 12%, ale przy inflacji 13,4%, to gdzie tu jest zysk, czy inne „zarobił”? Który sprawny inwestor robi takie biznesy? Morawiecki miał wszystkie asy na stole, za wiedzę jaką posiadał prawdziwi macherzy zapłaciliby miliony i pomimo tego wtopił, nie zarobił.

Nie to jest bulwersujące, że przy pomocy prymitywnej operacji finansowej Morawiecki stracił mniej na oszczędnościach niż stracili Polacy. Najbardziej dołuje to, że taki ignorant zarządza miliardami i całą Polską. Gdyby były bankier w odpowiednim momencie kupił i sprzedał 100 000 ton węgla albo tankowiec z gazem, to przynajmniej bym wiedział, że mam do czynienia z cwaniakiem, który wie jak się robi duże pieniądze.

Jego żałosne przerzucanie milionów z kupki na kupkę, ze stratą inflacyjną po drodze, mówi nam coś zupełnie przeciwnego. Morawieckiemu można dać Porsche i całą autostradę do wyłącznej dyspozycji, a efekt będzie taki, że nigdzie nie dojedzie, bo zapomni zatankować. Nic w tym człowieku nie ma autentycznego, wszystko jest wymyślone i to byle jak. Gdyby on rzeczywiście był genialnym finansistą, to zamieniłby 4,6 miliona na 7 milionów.

Gdyby był przynajmniej przeciętnym premierem, to nie wydałby 350 miliardów na nic nie robienie i „wojnę” na Ukrainie. Jest Morawieckim i takim pozostanie.

Stać nas na wszystko, to i Ukrainę utrzymamy z naszych portfeli

Przez Matka Kurka – 16 maja 2022 https://www.kontrowersje.net/stac-nas-na-wszystko-to-i-ukraine-utrzymamy-z-naszych-portfeli/

Dziś podano do publicznej wiadomości radosną nowinę. Do urzędów wpłynęło ponad 700 000 wniosków na 500+, ale są to dość specyficzne wnioski, które jeszcze pół roku temu nikomu nie pomieściłby się w głowie. Wszystkie 700 000 podań dotyczy ukraińskich dzieci przebywających na terenie Polski. Łatwo sobie obliczyć, że wypłata przez jeden miesiąc daje kwotę 350 000 000 zł, natomiast roczne świadczenie, a tak się to prawdopodobnie skończy, to już 4,2 miliarda złotych. Przypominam też, że do ledwie zipiącego systemu zdrowotnego zostało wciągniętych blisko dwa miliony ukraińskich pacjentów i żaden z nich nie płaci składki zdrowotnej. Nie wiem, czy pomysł Niedzielskiego nadal jest aktualny, w każdym razie i o tym trzeba pamiętać, że miało być wydzielonych od 8 do 10 tysięcy łóżek dedykowanych wyłącznie dla Ukraińców.

Za to cały czas obowiązuje zryczałtowana opłata za pobyt uchodźcy i wynosi 40 zł dziennie, pod warunkiem, że uchodźca otrzyma darmowy wikt i opierunek od goszczącego go Polaka. W polskich domach od dwóch miesięcy przebywa około 600-800 tysięcy Ukraińców, ponad milion jest zakwaterowanych w hotelach i ośrodkach wypoczynkowych. Obie dane przekładają się na rynek nieruchomości, wynajęcie mieszkania, czy pokoju przez polskiego studenta graniczy z cudem. Za chwilę ruszy sezon urlopowy i wystarczy spojrzeć na ceny wynajmu pokoi w hotelach, aby wiedzieć, że nie da się jednocześnie gościć miliona uchodźców z Ukrainy i polskich turystów, nie wspominając o zagranicznych. O polskich kosztach związanych z utrzymaniem naszych ukraińskich gości można pisać jeszcze bardzo długo, choćby darmowa komunikacja, czy 12 000 zł jednorazowej wypłaty na drugie i każde następne dziecko są w pakiecie usług. Sądzę jednak, że i ta skrócona lista daje wystarczająco dużo informacji składających się na zawrotne kwoty wyciągnięte z naszych portfeli. Wszystko to razem wzięte dzieje się za przyzwoleniem i w dodatku wyraźnym poleceniem polskiego rządu. Sam Jarosław Kaczyński powiedział dobitnie, że Polska nie będzie domagać się relokacji uchodźców, ani „chodzić na żebry do Unii Europejskiej”.

Według naszej umiłowanej władzy Polska i Polacy są tak zamożni, że bez problemu sfinansują potrzeby ukraińskiego narodu. Stać nas na wszystko: tonę węgla i nawozu za 3000 zł, paliwo za 7,50 zł, gaz o 200% droższy i energię elektryczną z 50% podwyżką. Polak bez problemu to wszystko wytrzyma i będzie cały szczęśliwy, że pomógł naszym ukraińskim braciom. Wytrzyma też Polska i nieważne, czy z tymi mitycznymi miliardami z Unii, czy bez, gdzieś się zawsze pożyczy, a jak nie to dodrukuje. W normalnych warunkach ludzie dawno zaczęliby złorzeczyć i może na ulice by wyszli, ale przecież nie mamy normalnych warunków tylko wojnę, która puka do naszych drzwi lub raczej telewizorów. Plan rządu jest prosty, jak Polacy oddadzą ostatnią koszulę i pozbędą się ostatniej złotówki, to Putin nas nie zaatakuje, bo komu zależy na podbijaniu narodu i kraju bez grosza przy duszy. Będziemy nędzarzami, ale za to w pełni bezpiecznymi i żaden „ruski karabl” na wyspę Uznam nie dopłynie. Wierzyć się nie chce, ale póki co ta wyjątkowo toporna propaganda działa i to bardzo szeroko. Lewica, PO, PSL, PiS, razem ze swoimi wyborcami, idą ramię w ramię i budują „jeden naród”.

Cóż więcej da się powiedzieć? Człowiek znający życie i historię doskonale wie czym się to skończy i jak bardzo źle się skończy. Problem w tym, że każdy przejaw wiedzy i zdrowego rozsądku nazywa się dziś: „ruską narracją”, „ruską propagandą”, „ruską onucą”, „klakierami Putina”. Dopóki prawdziwy głód nie zajrzą w oczy, dopóki w brzuchu nie zacznie burczeć, dopóki jeszcze parę złotych pobłyskuje w portfelu, nie ma chętnych i odważnych, żeby mówić prawdę. Polski i Polaków zwyczajnie nie stać na utrzymanie dwóch milionów gości, których wizyta nie tylko się przedłuża, ale w ogóle końca nie widać. Łatwo wyjąć człowiekowi mózg i wypełnić puste miejsce emocjami, ale w drugą stronę operacja jest znacznie trudniejsza i czasochłonna. Zanim rozum Polakom wróci, może być za późno na życie we własnym kraju.

Czy Ukraińcy świadomie narażają życie swych kobiet i dzieci?

Przerwa świąteczna na „wojnie”, a po świętach wnioski o 500+

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/przerwa-swiateczna-na-wojnie-a-po-swietach-wnioski-o-500/

Skłamałbym albo okazał się ignorantem, gdybym napisał, że to pierwszy taki cudowny przypadek w historii konfliktów zbrojnych, w którym dochodzi do spektakularnego zawieszenia broni. Takie rzeczy się zdarzały, a najbardziej niesamowity był „Rozejm bożonarodzeniowy” w czasie I Wojny Światowej. Rzecz miała miejsce w 1914 roku, żołnierze niemieccy i alianci doprowadzili do rozejmu poprzez wspólne śpiewanie kolęd, dekorowanie okopów i wymianę prezentów „pod choinkę”. Alianci wyszli na tym znacznie lepiej, dostali od Niemców beczkę piwa, z kolei biedni Niemcy musieli się zadowolić śliwkowym puddingiem, co powinno być uznane za zbrodnię wojenną. Żołnierze rozegrali też mecz piłkarski i nie muszę chyba pisać, że jak zawsze wygrali Niemcy, jednak dla historycznej ścisłości podam wynik – 3:2. O niesamowitych wyczynach obu armii dowiedziało się dowództwo i rozkazało przerwać rozejm, ale pomimo rozkazu w okresie świątecznym nikt nie zaczął strzelać.

Historia ludzkości zawiera wiele nieprawdopodobnych wydarzeń, które obrosły legendami, ale czegoś takiego, co obserwujemy na granicy ukraińskiej dotąd świat nie widział. Jako Polacy mamy szczególną wiedzę i doświadczenie z ukraińskimi uchodźcami, których do Polski dotarło prawie 3 miliony. Nasz rząd okazał się wyjątkowo empatyczny i hojny, nie tylko zadeklarował, że przyjmie każdą liczbę uchodźców, ale głośno zaapelował, aby nie wprowadzać żadnej dyslokacji. Dodatkowo dla uchodźców stworzono cały system przywilejów i zachęt do pozostania na terenie Polski, jakich nie ma nigdzie na świecie.

Ukraińcy otrzymali więcej niż obywatele Polski, na przykład darmową komunikację publiczną, z drugiej strony korzystają z polskich systemów socjalnych i opieki zdrowotnej nie płacąc żadnych składek i podatków. Naturalnie każdy uchodźca ma zapewniony wikt i opierunek, na co również nie musi wydawać ani jednej złotówki, czy dolara. Fenomenalne warunki bytowe dla uchodźców to część wielopiętrowej strategii polskiego rządu. W końcowym efekcie Polska ma sobie poradzić z niżem demograficznym i deficytem na rynku pracy, a wszystko to razem będzie potężnym zastrzykiem dla naszej gospodarki.

Tak wygląda pierwsza część surrealizmu, jaki się odgrywa na polskiej ziemi, w drugiej części tysiące Ukraińców wsiadły w samochodów i pojechały w stronę granicy, ale nie po to żeby wjechać do Polski, tylko po to, żeby wjechać na Ukrainę. Dzieje się to w czasie, gdy wszystkie media i Internet pokazują coraz bardziej brutalne obrazy z konfliktu zbrojnego. Nie sposób tych przekazów nie zauważyć, podawane są codziennie, żeby nie powiedzieć co godzinę. W jaki sposób w takim razie wytłumaczyć to fenomenalne zjawisko na polskiej granicy?

Czy Ukraińcy świadomie narażają życie, w dodatku kobiet i dzieci, wszak mamy do czynienia z najbardziej brutalną wojną od czasów II Wojny Światowej, czy może przekaz medialny nie ma nic wspólnego z rzeczywistością? Chciałbym uczciwie odpowiedzieć na główne pytanie, dlatego zacznę od pytania pomocniczego. Do kogo to kobiety i dzieci jadą? Proste pytanie, prawda? Pewnie, że do rodzin, dokładniej do ojców i mężów, którzy na Ukrainie pozostali. Jeszcze jedno pytanie pomocnicze. Czy dorośli mężczyźni, ojcowie i mężowie, są na tyle nieodpowiedzialni i wręcz szaleni, aby sprowadzać swoje żony i dzieci do piekła wojny? Nie podejrzewam ich o to, na pewno nie w takiej skali.

Trzeba poszukać innego wytłumaczenia i ono w zasadzie już zostało ujawnione. Medialny obraz „wojny” ma się nijak do rzeczywistego obrazu życia na Ukrainie. Na ponad 90% obszaru Ukrainy po prostu nie ma żadnej wojny i nawet walki w Donbasie przycichły. Trudno się w takiej sytuacji dziwić, że ukraińskie żony i dzieci, które nie muszą w Polsce martwić się o cokolwiek, dysponują odpowiednimi środkami i mogą sobie pozwolić na świąteczny wyjazd. Wypadałoby na końcu zdać jeszcze jedno pytanie, czy te rodziny nie powinny na Ukrainie pozostać, skoro nic im już nie zagraża? Zrobiło się bardzo naiwnie, wręcz prowokująco, bo kto zna frajera, który pójdzie do pracy za dwa dolary na godzinę, gdy w Polsce ma wszystko za darmo, plus kieszonkowe w postaci 500+.

Bezmyślna zachodnia propaganda odbudowała siłę Putina i patriotyzm Rosjan

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/bezmyslna-zachodnia-propaganda-odbudowala-sile-putina-i-patriotyzm-rosjan/

W socjologii i psychologii, szczególnie tłumu, działają tak samo proste i brutalne mechanizmy, jakie obserwujemy w przyrodzie. Silniejszy wygrywa ze słabszym, ranne zwierzę jest bardziej niebezpieczne niż w pełni sprawne, a stado atakowane prze drapieżników jednoczy się na najwyższym poziomie, bo walczy o życie. Ludzie do tych prostych zasad behawioralnych dodali swoje naukowe i pseudonaukowe dywagacje, z całą masę ornamentów w postaci: humanizmu, kultury, sztuki i praw człowieka. W czasach pokoju jakoś to działa, chociaż natura i tak ma te wszystkie wzniosłe ludzkie wynalazki w najgłębszym poważaniu. Gdy przychodzi wojna albo inne mordobicie, w człowieku zawsze i wszędzie będą się budzić pierwotne instynkty stadne i taki proces właśnie się w Rosji nasilił.

Z chwilą ataku na Ukrainę notowania Putina spadły i to mocno, nawet w polityce wewnętrznej, chociaż przesadą jest to wszystko, co pokazywano w mediach zachodnich. Owszem protesty były, jak na Rosję dość duże, ale jeśli się przyłoży skalę 146 milionów, do kilkunastu tysięcy, wówczas zobaczymy właściwe proporcje. Sankcje też początkowo zrobiły robotę, zirytowały nie tylko zwykłych Rosjan, ale przede wszystkim oligarchów skupionych wokół Kremla, zresztą innych tam nie ma. Z biegiem czasu sytuacja się zmieniła i to radykalnie, za sprawą codziennej dawki absurdalnej propagandy przygotowanej pod portale społecznościowe i media. Poszła w eter gigantyczna liczba filmików, od kultowego już traktora, którym „Romowie” ukraińscy ciągnęli ruski czołg, przez porównania zniszczeń i ofiar na Ukrainie do największych zbrodni w dziejach ludzkości, aż po dehumanizację całego narodu rosyjskiego, który wyłącznie gwałci, morduje i kradnie. Ktoś powie, że w warunkach wojennych nie ma litości i takie przekazy propagandowe są normą. Ten ktoś srogo się pomyli, oczywiście pierwszą ofiarą wojny zawsze jest prawda, jednak kłamać trzeba umieć. W ubiegłym wieku propaganda niemiecka i radziecka dominowały na świecie i pomimo skrajnych różnic, jedną cechę miały wspólną. Zarówno III Rzesza jak i ZSRR oddzielały zdrową tkankę narodu od bolszewików z jednej strony i szpiegów imperializmu z drugiej.

Niemcy wchodząc do Polski stworzyły cały system zachęt, który pozwalał Polakom dołączyć do „cywilizacji niemieckiej”, dość przypomnieć volkslistę. Bolszewicy w po 1945 roku poszli jeszcze szerzej i uznali Polskę za „bratni naród”, naturalnie ciągle mówimy o sferze propagandy. A co się stało w czasie konfliktu na Ukrainie? Największym bandytą jest Putin, co z propagandowego punktu widzenia nie jest błędem, ale za tym poszło przełożenie na cały naród. Nie przeczytasz dziś w Internecie i nie zobaczysz w mediach historii jednego Rosjanina obsadzonego w roli człowieka cywilizowanego, a przecież choćby protestujący w Moskwie i w innych dużych miastach, wręcz błagali, żeby ich zaliczyć do „świata demokracji liberalnej”. Poza jednym papieżem, który słynie z wielu antychrześcijańskich występów politycznych, nikt nie dostrzega w Rosjaninie człowieka, wszyscy są traktowani gorzej niż wściekłe psy i każda próba innego traktowania Rosjan kończy się międzynarodowym linczem. Klasyczny podział na dobrego i złego gliniarza nie istnieje, w przekazie ukraińskim i zachodnim istnieje zły Putin i nie ma dobrych Rosjan, choćby pojedynczych bohaterów. Wszyscy idą do jednego wora z Putinem i są obiektem szyderstwa podszytego autentyczną nienawiścią, podgrzewaną każdego dnia.

Jaki tutaj występuje naturalny mechanizm znany ze świata przyrody? Zaszczuwanie stada przez drapieżników. Rosjanie nie mają dokąd uciekać, nikt ich na świecie nie chce, zewsząd ich wyganiają i nimi pomiatają. Pozostaje im tylko jedno, trzymać się własnego stada i samca alfa, którym ciągle jest Putin. Jeśli każdego dnia słyszysz: „idi na ch..j”, bo jesteś Rosjanką namawiająca męża do gwałtów albo Rosjaninem pedofilem mordującym niemowlęta, to stajesz się zwierzyną łowną.

Skala i beznadziejnie głupi poziomo propagandy zachodniej już doprowadził do zjednoczenia Rosjan i wzmocnienia pozycji Putina, a z każdym dniem te procesy będą coraz silniejsze. Upokorzony naród zawsze domaga się rewanżu i przywrócenia godności. Na początku konfliktu z Ukrainą bardzo duża grupa Rosjan była przerażona i nie chciała wojny, po serii upokorzeń, szyderstw i odczłowieczania, rosyjski niedźwiedź się obudził i ruszy na polowanie.

„Cywilizowany Zachód”, który na każdym kroku podkreśla swoją wyższość, zachowuje się jak barbarzyńca w ogrodzie i zapomniał o elementarzu propagandowym. W efekcie zamiast jednego złego Putina, wyprodukowano 146 milionów upokorzonych i wściekłych Rosjan, którym nic poza Rosją i Putinem nie zostało.

Ukraińska propaganda wojenna jest obecnie największym zagrożeniem dla Polski

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/ukrainska-propaganda-wojenna-jest-obecnie-najwiekszym-zagrozeniem-dla-polski/

Takich rzeczy nie ma odwagi pisać prawie nikt, nie licząc niszy internetowej, powody przemilczenia są jednoznaczne – pewny lincz. Sam jestem trochę pośrodku, pomiędzy niszą i rozpoznawalnością, dlatego jak nigdy powołam się na moralny obowiązek. Czuję się w moralnym obowiązku pisać prawdę i to taką, która się znajduje na pierwszych stronach podręczników polityki i taktyki wojennej. Od początku nazwałem konflikt zbrojny, konfliktem zbrojnym i to jest jedyna właściwa nazwa, na Ukrainie nie znajdziemy żadnych frontów w klasycznym tego słowa znaczeniu. Jest sporo, ale też coraz mniej, ognisk zapalnych, gdzie wzajemnie zwalczające się oddziały raczej stosują metody partyzanckie i terrorystyczne niż wojskowe. Dobitnie o tym świadczą walki prowadzone na terenach i obiektach cywilnych, co w początkowej fazie nie miało miejsca, jednak szybko się odmieniło.

Dlaczego ta zmiana nastąpiła widać gołym okiem. Przez pierwszy tydzień, z wyjątkiem dosłownie kilku bloków w zachodnie Ukrainie, nie odnotowano innych zniszczeń poza infrastrukturą i obiektami wojskowymi. Strategia Putina była prosta i on ją od początku jasno definiował, Rosja Ciągle Radziecka idzie na Ukrainę, żeby ją wyzwolić od faszyzmu i szaleńców budujących broń atomową. Przy takich założeniach ostatnią rzeczą, jaką mogli robić ruscy sołdaci, to jest zbrodnia ludobójstwa. Po drugiej stronie frontu mamy dokładnie odwrotne cele – epatowanie ludobójstwem. Ukraina bezskutecznie dobijała się o broń i sankcje, a pierwsze sukcesy przyszły wraz z pokazywaniem w mediach pierwszych ataków na obiekty cywilne i to nie byle jakie obiekty: szpitale, teatry, szkoły, przedszkola, dworce kolejowe. Zaczęło się od szpitala w Mariupolu, gdy cały świat zobaczył poranioną Mariannę w ciąży, która ucieka po ruinach szpitala. W przestrzeni publicznej zawrzało pod sam gwizdek, bo takie obrazy zawsze i wszędzie będą u ludzi wywoływać największe emocje, mało tego, jeśli raz zadziałają emocje, to później żaden fakt ludzkich przekonań nie zmieni lub zmieni w niewielkim stopniu. Doskonałym przykładem jest tu „Wyspa węży”, wszyscy już wiedzą, że nikt tam nie zginął, tylko się grzecznie poddał, ale kult bohaterów wraz ze słynnym: „ruskij wajennyj karabl idi na ch..j” pozostał.

Marianna z Mariupola najpierw okazała się blogerką, nie zwykłą pacjentką, potem przeszła na drugą stronę i opowiedziała, że żadnego nalotu nie było, ale to nic nie zmieniło w głównym przekazie, jej zdjęcie nadal jest mitycznym dowodem na zniszczenie przez ruskich szpitala dziecięcego i położniczego.

Kolejny przełom w odbiorze konfliktu na Ukrainie, to „druga Srebrenica”, czyli „rzeź w Buczy”. Całość jest oparta na kilku ciałach znalezionych na ulicy i tyle ze strony ukraińskiej zostało pokazane. Na dowód, że to Ukraińcy mówią prawdę o masowych zbrodniach na cywilach, amerykańska firma udostępniła zdjęcie satelitarne z siedmioma kwadratami, które miały oznaczać miejsce położenia zwłok. Cała reszta odbyła się w sferze deklaracji i medialnego pościgu za sensacjami, tak padły liczby o 300 i 400 ofiarach, po czym zapadła cisza w sferze ustalania faktów, ale za to rozpętała się prawdziwa burza na całym świcie i „druga Srebrenica” wbiła się w świadomość odbiorców.

W tym konflikcie zbrojnym, jak w każdym innym, role są jasno podzielone. Agresor będzie robił wszystko, żeby uchodzić za wyzwoliciela dlatego musi jak ognia unikać atakowania obiektów cywilnych i ofiar cywilnych. Kraj napadnięty pójdzie w dokładnie przeciwną stronę, będzie udowadniał, że agresor celowo morduje cywilów i to w dodatku przy pomocy tak bestialskich ataków jak bombardowanie: szpitali, przedszkoli, szkół, pomimo tego, że wyraźnie te obiekty zostały podpisane: „uwaga dzieci”.

Podobne obrazy działają na potrzeby wewnętrzne, mobilizacja i nienawiść do wroga. Ważniejsze są jednak cele zewnętrzne, które sprowadzają się do szantażu emocjonalnego i wymuszenia pomocy dla Ukrainy, bez względu na bezpieczeństwo, koszty społeczne i polityczne krajów wspierających. Władze ukraińskie prowadzą brutalną i bardzo skuteczną propagandę wojenną, cynicznie bronią własnego kraju, do czego mają pełne prawo, a nawet obowiązek wobec narodu. O to nie można mieć do Ukrainy pretensji.

Natomiast każdy Polak powinien mieć pretensję do polskiego rządu, który postępuje dokładnie przeciwnie i dlatego dla mnie ukraińska propaganda jest obecnie największym zagrożeniem dla Polski

====================================

mail: .Ściślej mówiąc, nie sama propaganda, ale jej powtarzanie przez 
administrację Polski.

=====================================================

Inny mail:

Tymczasem jest o wiele gorzej:

W mediach wprowadzono ostrą cenzurę, Nikt i nigdzie nie może napisać prawdy ani o prawdziwej sytuacji na Ukrainie, ani nie może ogłosić swoich lub zacytować cudzych ( w tym zagranicznych)  odmiennych opinii. Skończyły się wolne media. Niektóre platformy blogerskie zostały z trzaskiem i bez uprzedzenia  zamknięte Poza tym planuje sie wprowadzic (lub już wprowadzono) zakaz publikacji litery”Z” – ponoć symbolu wojujących Rosjan.

Czyli cenzura szaleje na całego. Czy to jest odgórna samodzielna inicjatywa rządu czy nakaz z Waszyngtonu? Tymczasem swastykę- symbol nazizmu można znaleźć bez trudu choćby na zdjęciach prezentujących azowców. 

Do tego flaga Ukrainy wisi na najwyższym urzędzie Polski, czyli Sejmiew w miejscu przynależnym polskiej fladze i posłów to nie oburza. Jeden jedyny poseł Grzegorz Braun został brutalnie pozbawiony głosu, gdy na ten oburzający fakt zwrócił uwagę. Cenzura, kłamstwo i zaprzaństwo – te  trzy amazonki polskiej Apokalipsy mają w swoich szponach Polskę. 

Patrz na straszne zdjęcia, bój się i rób, co ci każemy, a przeżyjesz

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/patrz-na-straszne-zdjecia-boj-sie-i-rob-co-ci-kazemy-a-przezyjesz/

I było by na tyle, tytuł wyjaśnia w pełni cały mechanizm inżynierii społecznej przetestowany w ostatnich dwóch latach na gigantyczną skalę, ale dla ambitnych przygotowałem rozwinięcie i podsumowanie. Zacznę od swojej ulubionej metodologii, czyli od przypominania czym jest banał i dlaczego prawie wszyscy banałami gardzą, by potem od banałów polec.

Na pytanie, czy polityk jest prawdomówny i uczciwy 990 respondentów na 1000 odpowie, że oczywiście nie. Identycznie lub bardzo podobnie wypadnie test na uczciwość i prawdomówność dziennikarzy. Przy tak niskim poziomie zaufania i tak krytycznej ocenie, ze wszech miar słusznej, banalne wydaje się przypominanie jak bardzo nie należy politykom i dziennikarzom wierzyć. Tymczasem mamy do czynienia z fenomenem ludzkiego mózgu, jedna półkula krzyczy, że ludzie odpowiadający za codzienne komunikaty mają zerową wiarygodność, ale druga półkula przyjmuje produkcje tych ludzi bez najmniejszej refleksji.

Opisana wyżej schizofreniczna percepcja masowego odbiorcy, jest bezpośrednią przyczyną mojej nudnej konsekwencji, na każdym kroku trzeba przypominać wszystkie banały związane z polityką i mediami, dopiero potem przechodzić do rzeczy. Jeśli odbiorca komunikatu nie tylko przyjmie do wiadomości, że nadawcy komunikatu nie żyją z prawdy, ale tę wiedzę utrzyma, to przez następny etap przejdzie zwycięsko. Tym następnym etapem jest analiza obrazu, dźwięku i zachowań, którą zawsze trzeba umieszczać w konkretnym kontekście. Za każdym razem, gdy polityk albo dziennikarz pokazuje wyborcy i widzowi dramatyczną scenę z udziałem dziecka, kobiety w ciąży albo całej grupy ofiar, trzeba zamknąć oczy i uszy, a szeroko otworzyć obie półkule mózgowe. Potem zadajemy sobie pytanie, co i po co nam pokazano? Z odpowiedzią bywa różnie, czasem jest bardzo prosta, czasami w ogóle się nie da zweryfikować, co jest faktem, co propagandą. W tym ostatnim przypadku z pomocą przychodzi inny banał sformułowany przez starożytnych Rzymian – cui bono. Gdy obraz albo dźwięk naszpikowany emocjami ma być odpowiedzią na konkretny zarzut, na przykład bezsensownego zamykania ludzi w domach z powodu kataru, to można mieć pewność, że to manipulacja.

Przejdźmy teraz do konkretów i aktualnego pakietu dźwięków z obrazami, co one do nas krzyczą i komu zamykają usta? Niemal od pierwszych dni konfliktu na Ukrainie jasno zostały oznaczone cele propagandowe. Po pierwsze jest najstraszliwsza wojna od czasów II WŚ i ktokolwiek tę oczywistą bzdurę podważa niech popatrzy na filmik z Mariupola.

Po drugie jedna strona konfliktu pokazuje tylko prawdę, druga wyłącznie kłamie, co samo w sobie jest niedorzecznością, nawet przy najbardziej krytycznym stosunku do Rosji Ciągle Radzieckiej, który należy zachować.

Po trzecie nie masz prawa podważać obowiązującej wersji „prawdy”, a jeśli to robisz służysz Putinowi i tym samym odpowiadasz za ludobójstwo. Po czwarte, skoro jest najstraszliwsza wojna od czasów IIWŚ, to jakim jesteś małym człowiekiem, gdy piszesz o swoim pustym portfelu, strachu przed drastycznymi podwyżkami i jeszcze na dodatek nie chcesz przyjąć do siebie „uchodźców” ze Lwowa. Po piąte, owszem jest źle, ale przecież mamy wojnę i chyba nie chcesz zamienić 8 zł za olej napędowy na urwaną nogę przez ruską rakietę. Po szóste, my politycy, zadbamy o twoje bezpieczeństwo, jak będziesz nas słuchał, wierzył w to co mówimy i postępował jak każemy, to przeżyjesz.

Każdy z tych wątków nadaje się do jeszcze większej rozbudowy i wiele wątków pominąłem, żeby nie robić bałaganu w podstawowych mechanizmach propagandy. Właściwa ocena rzeczywistości zawsze i wszędzie wiąże się z całkowitym brakiem zaufania dla twórców propagandy i wytwarzanych przez nich produktów.

Jeśli zadajesz proste pytanie, dlaczego paliwo w Polsce jest po 8 zł, a na Ukrainie po 5 zł, dlaczego Polska ma prześladować polskie firmy transportowe na granicy z Białorusią, a na Ukrainie cały czas płynie ruski gaz i ropa, to uważnie wysłuchaj odpowiedzi.

Gdy usłyszysz: „zamień się z Ukraińcami, którzy są bombardowani”, to po pierwsze wiesz, że to odpowiedź nie na temat, po drugie masz pewność, że odpowiedzi udzielił toporny propagandysta we własnym, nie w Twoim interesie.

Jest tak dobrze, że Morawiecki nie nadąża z produkcją tarcz i ładów

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/jest-tak-dobrze-ze-morawiecki-nie-nadaza-z-produkcja-tarcz-i-ladow/

Trzeba być uczciwym publicystą i felietonistą, a przynajmniej się starać, żeby tak było. W ramach tego postanowienia uczciwie przyznaję, że bałagan jaki wywołał Morawiecki ze swoimi ludźmi to jeszcze nie jest największa tragedia ekonomiczna i fiskalna w dziejach III RP. Ciągle na pierwszym miejscu znajduje się Balcerowicz z jego „prywatyzacją” i późniejszym „schładzaniem gospodarki”. Dalej mamy Lewandowskiego, AWS i kolejne złodziejskie pomysły jak powszechne świadectwo udziałowe, czy NFI, bardziej kojarzone przez Polaków jako filar emerytalny i wczasy pod palmami. Swoje zasługi ma też Tusk, który podniósł VAT i zlikwidował NFI, czytaj okradł Polaków, ale to już jest ta granica, przy której pojawia się Morawiecki i wygrywa.

Nie ma mądrego i zdolnego nadążyć nad zmianami wprowadzanymi przez kreatywnego księgowego, ojca tarcz i ładów, Mateusza. Ostatnimi czasy na topie jest „polski ład” lub raczej to, co z niego zostało, ale przypomnę, że istnieje cały pakiet pomysłów Morawieckiego wspartych przez Kaczyńskiego i nikt nie wie co się z nimi dzieje. Głupotami typu „milion elektrycznych samochodów” nie ma sensu się zajmować, natomiast kampanijne pomysły odnoszące się do dobrostanu zwierząt albo reanimacji lokalnych przystanków autobusowych, to były kiedyś głośne i przełomowe projekty. Nic z nich nie zostało, żadnej krowie nie żyje się w Polsce lepiej, w mojej okolicy nie powstał też ani jeden przystanek autobusowy, za to zlikwidowano w gminie PKS. Nigdy się nie śmiałem z idei, która zakładała równość polskiego rolnika z rolnikiem niemieckim, co się przekłada na dobrostan zwierząt, śmiali się „nauczyciele”, w tym biologii, w swoich żenujących inscenizacjach w ramach strajku. Za to dziś się śmieję, ale nie z krów i polskich rolników, którzy nadal nie doczekali się dopłat i przystanków autobusowych, tylko z propagandy Morawieckiego, bo to rzecz jasna Morawiecki nie Kaczyński wymyślał te wszystkie „piątki”.

Puste obietnice zostały zastąpione programem pomorowym, czyli wywaleniem na kredyt jakichś 250 do 300 miliardów. Wszystkie te środki miały być wypłacone lub raczej zdefraudowane w ramach „tarczy pomorowej”. Rzecz polegała głównie na tym, że państwo płaciło „za nic nierobienie” i wyjątkowo nie były to pieniądze podatników, tylko zaciągnięte długi. Proceder trwał przez blisko dwa lata i musiał skończyć się inflacją. Gdy inflacja nadeszła początkowo rząd się tym nie przejmował, wszystkie problemy miał rozwiązać jeden „polski ład”. Największy w dziejach PiS projekt firmował sam Jarosław Kaczyński i dawał pełne gwarancje sukcesu, potem się okazało, że to jedna wielka porażka, ale nie Kaczyński, tylko nikomu nieznany minister finansów i jego zastępca polecieli ze stołków. Nastąpił jeden wielki chaos, Polacy nie widzieli jakie maja płacić podatki i składki, ludzie przecierali oczy przy odbiorze „pasków” z wypłatą, a księgowi wyrywali włosy z głowy przy najprostszych deklaracjach podatkowych, które teraz zamieniły się w serię zagadek. PO drodze ruszyły inne magiczne sztuczki księgowe Morawieckiego i tak powstała „tarcza antyinflacyjna”, ale jej krótki żywot przerwała „największa wojna od czasów II Wojny Światowej”.

Upadły dotychczasowe: piątki, łady i tarcze, a przyszła jedna gigantyczna „tracza antyputinowska”, która wchłonęła pozostałe projekty.

W ramach „tarczy antyputinowskiej” mamy teraz: elektryczne samochody, dobrostan dla zwierząt, przystanki PKS, zniesienie VAT-u na żywność i paliwa, ulgę dla klasy średniej, bezpłatne leczenie, wikt, opierunek i przejazdy komunikacją publiczną dla 2,5 miliona uchodźców z Ukrainy. Dalej obniżka PIT z 19 na 12%, wzrost nakładów na obronność do 3% PKB. I wprawdzie Bóg jedyny wie skąd na to wszystko weźmiemy kasę i nadal żaden księgowy nie ma pojęcia, czy podatnik będzie mógł skorzystać z ulgi dla klasy średniej, czy z obniżonego PIT, ale za to Morawiecki i Kaczyński wiedza, że wszystko idzie dobrze, tylko totalna opozycja sypie piach w tryby rozpędzonego rozwoju Polski.

Jeśli ktoś zna chociaż trochę współczesną historię i politykę Polski, ten wie jak się to skończy, ale żeby nie psuć nikomu niedzieli podaruję sobie publikację oczywistej puenty.

Prezydent Zełenski niemal zmiażdżył propozycję Kaczyńskiego i w dodatku uczynił to w wywiadzie dla rosyjskich mediów.

Dziwne? Zełenski udziela wywiadu rosyjskim mediom i krytykuje misję pokojową NATO. Zwolennicy Kaczyńskiego i Zełenskiego jednocześnie, mają poważny dysonans poznawczy…

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/dziwne-zelenski-udziela-wywiadu-rosyjskim-mediom-i-krytykuje-misje-pokojowa-nato/

————————-

Od kilku dni dostrzegam lekkie znużenie i coraz większe zdziwienie, tym co się dzieje na Ukrainie. Proces idzie wolno, ale do przodu, a biorąc pod uwagę poziom presji, począwszy od zmiany gramatyki języka polskiego, kończąc na niedorzecznych porównaniach do II Wojny Światowej, to nie ma co narzekać na tempo. Dopiero po dwóch latach „eksperci” orzekli, że można pójść do sklepu bez maseczki i nie grozi to wzrostem wypłaszczonej krzywej, zatem proces myślowy uruchomiony przy geopolityce, „zaledwie” po miesiącu, robi duże wrażenie.

Tylko na czym konkretnie polega ta zmiana postrzegania rzeczywistości? Póki co są to nieśmiałe pytania, w stylu: „oczywiście to wielka tragedia, giną ludzie i trzeba im pomóc, ale nie rozumiem…” i po „nie rozumiem” pojawiają się konkretne, choć ciągle dyplomatycznie wyrażane uwagi.

Jedni głośno się zastanawiają dlaczego Ukraińcy, którzy dostali 500+ mają darmową komunikację publiczną i leczenie, bez opłacania składek. Inni wskazują na preferencje przy wynajmowaniu mieszkań i akademików, jeszcze inni pytają, czy tu na pewno wszystko jest takie czarno-białe, jak pokazują w telewizji? Początek „wojny” był bardzo podobny do początku „pandemii”, jakieś 90% społeczeństwa powtarzało wyprodukowane przez polityków i dziennikarzy hasła bojowe i każde odstępstwo kończyło się linczem. Z biegiem czasu proporcje się zmieniają i gdybym miał je w tej chwili oszacować, to daje jakieś 25% do 75% i uważam, że to nie jest mało. Około 25% Polaków próbuje dochodzić, co się rzeczywiście dzieje i przede wszystkim, kto za to zapłaci. Polska na liście płatników netto zajmuje pierwsze miejsce i to z taką przewagą, że żaden inny kraj nie ma szans na wygraną. Za sprawą rządzących, co najmniej naiwnych, wzięliśmy na siebie odpowiedzialność ekonomiczną, polityczną i mało brakowało, żeby dołączyła odpowiedzialność militarna.

Nie ma na świecie drugiego takiego kraju, który wyłożył tak duże środki, materialne i niematerialne, na przyjęcie ponad dwóch milionów uchodźców z Ukrainy. Cały proces odbył się i nadal trwa kosztem Polaków, którzy nie tylko za wszystko płacą, ale jeszcze nie mogą się cieszyć takimi przywilejami, jakie nadano gościom z Ukrainy. W podobnych warunkach długo funkcjonować się nie da, w każdym razie nie da się funkcjonować w zgodzie i zrozumieniu. Gdy jedna strona ponosi wyłącznie koszty, a druga cieszy się przywilejami, konflikt jest nieuchronny.

Podobne procesy z wolna się uruchamiają i są związane nie tylko z bezpośrednimi relacjami pomiędzy gospodarzami i gośćmi, ale też z aktywnością polityków. Obraz bohaterskiego prezydenta Ukrainy bardzo sprawnie nakreślony przez odpowiednich fachowców, przestaje robić tak silne wrażenie, jakie robił w pierwszych dniach. Liczba przemówień w rożnych miejscach, te same chwyty retoryczne i ten san dres wojenny, w naturalny sposób prowadzą do zmęczenia materiału. Współczucie zamienia się w znudzenie, a znudzenie w irytację, tym większe, że coraz trudniej zrozumieć poszczególne zachowania i wypowiedzi prezydenta Ukrainy.

Boleśnie się o tym przekonał Jarosław Kaczyński, który proponował zorganizowanie „pokojowej misji NATO”. Prezydent Zełenski niemal zmiażdżył tę propozycję i w dodatku uczynił to w wywiadzie dla rosyjskich mediów. W tym miejscu wielu Polaków zadaje sobie pytanie: „Na litość boską, co to za dziwna wojna, na której prezydent napadniętego kraju, robi karierę w telewizji wroga?”.

Zwolennicy Kaczyńskiego i Zełenskiego jednocześnie, mają poważny dysonans poznawczy, my tu w Polsce żyły sobie wypruwamy, oddajemy ostatnią koszulę, wyprowadzamy ostatnie ciele z obory i takie podziękowanie dostajemy? Dysonansów będzie więcej, z bardzo prostego powodu, bo ta „wojna” nigdy nie była tym, co pokazywano w telewizji, czy raczej w Internecie i potem kopiowano w telewizji. Najłagodniej mówiąc jest to dziwna „wojna” i bardzo wiele wskazuję, że nie Ukraina, ale Polska będzie jedyną ofiarą, natomiast wszyscy pozostali na tym wygrają.

W związku z uprzywilejowaniem uchodźców, konflikty społeczne są nieuchronne.

Matka Kurka 19 marca https://www.kontrowersje.net/w-zwiazku-z-uprzywilejowaniem-uchodzcow-konflikty-spoleczne-sa-nieuchronne/

Wczoraj a na Twitterze opublikowałem krótki i wbrew wszelkim pozorom autentyczny dialog, jaki miał miejsce w leszczyńskim sklepie spożywczym. Dwie Ukrainki, które przebywają w Polsce od wielu lat, rozmawiały o swojej rodaczce i jej zachowaniu. Wala przyjechała do Polski na gotowe, wszystko dostała za darmo i meble jej się w pokoju nie spodobały. Ukrainki utrzymujące się w Polsce z własnej pracy, musiały w trzy rodziny wynająć dom i mogły sobie na to pozwolić dopiero po dwóch latach pracy w Polsce.

„Przedwojenna” diaspora ukraińska nie otrzymała żadnych przywilejów, co więcej oni naprawdę nie mieli lekko, podobnie jak polscy robotnicy w Niemczech przy kolejnych falach migracji. Ich motywacja była bardzo prosta, dostać się do Polski zacząć pracę, żyć tak skromnie jak się da, a zaoszczędzone pieniądze przesłać do rodzinny na Ukrainie. Jeśli nawet ktoś uzna, że ta historia jest klasyczną „kuzynką” z czasu pomoru, co nie jest prawdą, to nie sposób zlekceważyć samego zjawiska, które jest nieuchronne.

Mamy do czynienia z zupełnie inną falą napływową, dwa miliony Ukraińców nie przyjechało do Polski po pracę, ale po darmowy wikt i opierunek.

Całą tę grupę można podzielić na podgrupy. W pierwszej, najmniej groźnej dla Polski, znajdują się rodziny pracujących w Polsce Ukraińców. Kobiety i dzieci z tej grupy pozostałby na utrzymaniu pracujących mężów, gdyby nie otrzymali od polskiego rządu pełnej opieki socjalnej. Druga i najmniej liczna grupa to rzeczywiste ofiary rosyjskiej agresji, oni stracili domy i swój dobytek. Takimi ludźmi rzeczywiście Polska mogła się zaopiekować. W trzeciej grupie znajdują się średnio zamożni i bogaci Ukraińcy, którzy przyjechali do Polski ze strachu przed bombami i rakietami. Nie sposób nie zauważyć ukraińskiej floty samochodów w klasie SUV i limuzyna, co naturalnie nie jest żadnym grzechem, a człowiek dobrze sytuowany też ma prawo chronić swoje życie, jak każdy inny. Pytanie tylko, dlaczego polski ślusarz, robotnik budowlany, nauczyciel, czy przedsiębiorca ma na zamożnych Ukraińców łożyć? W czwartej grupie znajdziemy cwaniaków, nierobów, przestępców, którzy uciekli do lepszego darmowego życia albo po to, żeby kraść w Polsce. W dwumilionowej populacji nie sposób uniknąć takich patologii, ale nikt w Polsce nie wie, jak liczna jest to „reprezentacja”.

Opisana powyżej struktura fali uchodźców, w zderzeniu ze starą diasporę ukraińską, która przybyła do Polski za chlebem i przede wszystkim z Polakami fundującymi lepsze życie dwóm milionom Ukraińców, wcześniej niż później doprowadzi do konfliktów społecznych. Emocje „wojenne” już się wyczerpują, wystarczy popatrzeć na kosze w dyskontach z darami dla Ukrainy, dwa tygodnie temu wsypywały się z nich konserwy i makarony, od kilku dni widać dno. Takich rozmów, jak ta w leszczyńskim „spożywczaku” będzie słychać coraz więcej i coraz głośnej, ale nie tylko wśród Ukraińców ze starej emigracji. Polacy mają pełne prawo pytać, choćby o to dlaczego po dwóch latach blokady świadczeń medycznych, znów zostali odesłani na koniec kolejki, bo na początku ustawiono Ukraińców. Nikt w tej chwili nie wie, jak długo potrwa zadyma na Ukrainie i co za tym idzie ile jeszcze uchodźców Polska przyjmie i na jak długo? Polski rząd ma w tym obszarze jeden plan sprowadzony do jednego hasła: „wszystkich przyjmiemy, wszystkich wyżywimy i wszystkim damy dach nad głową”.

Jakim cudownym i bezkosztowym sposobem dla polskich rodzin ma się to odbyć, nie mówi nikt.

Jakiekolwiek próby zwracania uwagi na nieuchronne konflikty społeczne, które są naturalną konsekwencją niesprawiedliwych przywilejów nadawanych uchodźcom, kończą się histerią i epitetami: „szczucie”, „putinowska propaganda”. Tymczasem to, co się dzieje jest krzywdzące dla ciężko pracujących Polaków i Ukraińców, utrzymujących grupę uprzywilejowaną i jeszcze zamyka się im usta szantażami emocjonalnymi oraz publicznym linczowaniem. Siedzimy na beczce prochu, dopóki „wojenne” paliwo działa, jak kiedyś działały obrazy z Bergamo, to beczka nie wybuchnie. Widomym jednak jest, że wzruszenie i strach miną, gdy w garnkach i portfelach będzie widać dno.

Nie ma pytania, czy beczka wybuchnie, jest pytanie kiedy. Moja odpowiedź, to najbliższe tygodnie.

UE nakłada kary i ściga za „brak praworządności”, czyli PiS zbiera owoce „polskiej gościnności”

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/ue-naklada-kary-i-sciga-za-praworzadnosc-czyli-pis-zbiera-owoce-polskiej-goscinnosci/

Przepraszam bardzo, ale nie zamierzam się na wstępie wysilać, bo rzecz jest zbyt oczywista, aby bawić się w poszukiwanie oryginalności. Każdy, ale to dosłownie każdy, kto ma w głowie zatankowane trochę oleju, jeszcze po starych cenach, wiedział czym to się skończy.

Przeświadczenie rządu, że okazanie serca i gościnności blisko dwóm milionom Ukraińców skruszy serca brukselskich biurokratów, zderzyło się boleśnie z twardą rzeczywistością. Komisja Europejska nadal ściga Polskę i żeby było śmieszniej, między innymi za politykę migracyjną, a Parlament Europejski prowadzi debaty na temat polskich problemów z praworządnością. W efekcie mamy zapłacić 69 milionów euro za wszystkie nasze „niepraworządne grzechy”.

Dziś dodatkowo, w trybie błyskawicznym, Parlament Europejski przegłosował tak zwany mechanizm warunkowości. W nowomowie unijnej można się pogubić, dlatego wyjaśniam, że kryją się za tym Orwellowskie drzwi od stodoły, na których będzie można dopisać i skreślić, co tylko Bruksela będzie chciała. Bez metafor po prostu chodzi o to, że Polska nie dostanie jednego euro, jeśli Unia Europejska stwierdzi brak przestrzegania zasad praworządności. Zrobią z Polską co będą chcieli i raczej nie jest niespodzianką, jak przebiegało głosowanie w tej sprawie. Wprawdzie posłowie PO się wstrzymali, co nic dla Polski nie znaczy, ale „Lewica” już zagłosowała za sankcjami, bo inaczej się tego nazwać nie da. Przypomnę, że wszystko się odbywa w warunkach „wojennych”, w których Mariunpol porównuje się do Leningradu, gdzie zginęło półtora miliona ludzi. Unia nie bawi się w żądne sentymenty, nie poszukuje właściwego momentu, ale realizuje twardą politykę wobec Polski i nic się w tym zakresie nie zmieni. PiS tyle razy „wstawał z kolan” przed UE, że im się nakolanniki przetarły, a ponieważ nadal stosuje tę samą taktykę głośnych patriotycznych wrzasków i pokornego wykonywania orzeczeń, to efekty będą niezmienne.

Morawiecki przekonał Kaczyńskiego do wielu fantastycznych projektów i pomysłów, które miały uczynić z Polski potęgę europejską. Jako młody, ładnie ubrany i mówiący po angielsku miał brylować w Brukseli i przekonać do Polski całą Unię. Co z tego wyszło wszyscy widzimy, ale pomimo druzgocącej porażki polityki „poklepywania po ramieniu”, żadnej refleksji na Nowogrodzkiej nie ma i Morawiecki nadal przekonuje Kaczyńskiego.

Najnowszy sukces dawnego doradcy Tuska, to przyjęcie ukraińskich uchodźców, co ma być szansą na rozwój gospodarczy i likwidację problemów demograficznych Polski. Zapomniał tylko wyjaśnić jakim cudem ma nastąpić postęp demograficzny w ramach populacji, która w 90% składa się z dzieci, matek i dziadków. Nic też nie wiadomo, aby w tej grupie znajdowali się wysoko wykwalifikowani pracownicy, raczej jest to potencjał ukierunkowany na pracę w DPS-ach, dyskontach i fabrykach konserw rybnych. Nasza drogocenna wspaniałomyślność, wychodząca poza granice zastaw, a postaw się, to też tajna broń Morawieckiego w negocjacjach z Unią Europejską i Amerykanami.

Nie chcę się nad sobą i Polakami znęcać roztaczaniem czarnych wizji i opłakanych skutków, ale jedno musze powiedzieć. Nikt nie będzie o polskim poświęceniu za parę tygodni pamiętał, zostaniemy ze wszystkim sami, grosza na tym nie zarobimy, bo przy pierwszej okazji padnie: „Jesteśmy bardzo wdzięczni Polsce za okazaną solidarność z Ukrainą, ale prawo i wartości europejskie są dla nas najważniejsze, Polska musi przestrzegać zasad”. Wdzięczność USA też już widzieliśmy, mało zabrakło i wcisnęliby nas w konflikt zbrojny z Rosją, jeśli nie formalne wypowiedzenie wojny i to przez Polskę nie przez Putina. Jednego używanego silnika od F16 nie dostaniemy za darmo, nie wspominając o czołgach i całych samolotach. PiS prowadzi taką politykę międzynarodową, w której Polska nie ma cienia szansy na jakiekolwiek zyski, za to jest pewność, że zapłacimy za swoje i nie cudze błędy.

Końca Polski nie będzie, póki żyją [i rozmnażają się] Polacy.

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/konca-polski-nie-bedzie-poki-zyja-polacy/

Życie uczy wszystkiego i jak wiadomo przede wszystkim uczy pokory, dotyczy to także publicystów, którzy wykazują się króliczą potencją w rozmnażaniu hiperboli. Czy w obecnej sytuacji możemy mówić o końcu Polski? Nie widzę podstaw do takich twierdzeń i to w żadnym zakresie. Póki żyją Polacy jestem spokojny, że społecznie, ekonomicznie i politycznie przejdziemy przez świeżo rozlane bagno. Historia Polski jest tak bogata, że wydarzenia z ostatnich dwóch lat nie zmieściłyby się w dziesiątym rozdziale. Owszem dzieją się rzeczy fatalne, od marca 2020 roku człowiekowi rozumnemu trudno sobie znaleźć miejsce, teraz jeszcze doszły problemy związane z konfliktem na Ukrainie.

Dobrze to wszystko nie wygląda, powodów do radości nie ma, ale też nie przesadzajmy z podcinaniem żył Polsce, bo póki co tak źle nie jest.

Do tego, co się wokół nas dzieje zdecydowanie bardziej pasuje inne dyżurne zawołanie. Polska nie wyciąga żadnych wniosków z historii i ciągle wchodzi w tę przeklętą naiwność: „za wolność naszą i waszą”. Byliśmy krajem, który uratował najwięcej Żydów w czasie II wojny Światowej, ale w podzięce niemieckie obozy koncentracyjne stały się „polskimi obozami koncentracyjnymi” i to w dużej mierze za sprawą dzieci i wnuków ocalonych.

Teraz jesteśmy rajem dla ukraińskich uchodźców, a poziom empatii jest tak wielki, że nie tylko o Wołyniu wspomnieć nie wolno, ale o kosztach, które są dla nas dramatyczne. Z dużym prawdopodobieństwem da się powiedzieć, że kwestią czasu pozostaje kiedy zostaniemy obarczeni winą za tragedię humanitarną, bo nie potrafiliśmy odpowiednio zabezpieczyć wiktu i opierunku naszym sąsiadom. Naiwna wiara, że lada dzień spłynie do Polski rzeka pieniędzy z USA i UE, jako żywo przypomina gwarancje z 1939 roku i skończy się jak w roku 1982, gdy nam przysyłali mleko w proszku i margarynę. Pozostaniemy ze swoimi i ukraińskimi problemami całkowicie sami, co gorsza nikt nie ma pojęcia w jakim kierunku się to wszystko rozwinie.

Najpopularniejsze diagnozy rozbiły się w proch, na granicy polsko-niemieckiej nie ma żadnego ruchu, czemu nie należy się specjalnie dziwić. Polska zapewniła Ukraińcom lepsze warunki bytowania niż Polakom i stało się to kosztem Polaków, Niemcy nie zrobiły nic. Na pierwszej fali emocji świat i Europa poklepują nas po ramieniu i rozpływają się w zachwytach nad Polską solidarnością.

Jak długo to potrwa? Niedługo, bardzo krótko, jak tylko pojawią się pierwsze problemy, które już się de facto pojawiły, proza życia zastąpi wszystkie wzniosłe odezwy i laudacje. Polskie problemy zostaną połączone z ukraińskimi problemami i gdy tylko zaczniemy o tym głośno mówić w odpowiedzi dostaniemy artykuły w zachodniej prasie piętnujące rasizm i ksenofobię, a Komisja Europejska skieruje do TSUE nowe skargi.

Przedstawiony i raczej nieuchronny obraz zdarzeń trochę się kłóci z generalną tezą, że Polska przetrwa i żadnego końca Polski nie będzie. Skąd ten optymizm, wydawałoby się niepoprawny i nieuzasadniony? Z tego samego źródła, z naszej historii, w tym historii porażek. Obiektywnie i racjonalnie rzecz ujmując mamy do czynienia z kolejną porażką Polski i trudno się oprzeć wrażeniu, że jest to porażka na własne życzenie, z licznymi strzałami w stopę. Prawdą jest, że sami się wpakowaliśmy w te kłopoty i jeszcze cieszymy się z tego, jak głupi do sera.

Z drugiej strony siła przetrwania w Polakach jest tak wielka i wielopokoleniowo hartowana, że nie zabije nas nic. Przetrwaliśmy wiele lat bez papieru toaletowego i z kartkami na mięso, to przetrwamy z paliwem po 7 złotych i niebotycznymi rachunkami za energię. Przeżyliśmy 45 lat komuny z wojskami radzieckimi u boku, to przeżyjemy z dwoma milionami Ukraińców na naszym garnuszku.

Na pytanie po co nam to wszystko, od wieków nie znajdujemy odpowiedzi. Może to już taki polski urok, który należy rozumieć na dwa słownikowe sposoby: taka nasza uroda i ktoś rzucił na nas czary. Polską rządzą ludzie, którzy wydawali się optymalną opcją, po czasie wyszła z nich ta sama beznadzieja, jaką znamy od zawsze, ale Polacy to inna bajka, wręcz inny naród niż polscy politycy i dlatego Polska przetrwa tę nawałnicę.

Wraz z pomocą dla Ukrainy zniknęły wszystkie polskie problemy.Czy zbudujemy dobrobyt na tarczach i ładach…

Czy zbudujemy dobrobyt na tarczach i ładach, bez względu na cenę paliwa, prądu, gazu i kosztów poniesionych na przyjęcie miliona uchodźców?

———————

Ostatnia tarcza, jaką zbudował Morawiecki, specjalista od tarcz i ładów, była tarczą antyinflacyjną. Głównym celem tarczy miało być obniżenie ceny paliwa i żywności, a także obniżenie rachunków za prąd i gaz.

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/wraz-z-pomoca-dla-ukrainy-zniknely-wszystkie-polskie-problemy/

———————

W pierwszej fazie funkcjonowania tarczy mięliśmy wielki sukces propagandowy, rządowi aktywiści i najbardziej fanatyczni zwolennicy PiS porównywali ceny paliwa w Polsce z cenami na świecie. Okazało się, że Szwajcarzy muszą tankować prawie za 7 złotych i dlatego w Polsce mamy raj na ziemi, po 5.20.

Tak było, ale już nie jest i chociaż cena paliwa dobija do 7 złotych, jak w Szwajcarii, to rząd Morawieckiego nie tylko nie ma żadnych problemów z tego tytułu, ale zyskał szerokie poparcie społeczne od lewa do prawa.

Cena paliwa w Polsce i co za tym idzie losy całej tarczy antyinflacyjnej przestały mieć jakiekolwiek znaczenia i co więcej w ogóle nie wolno o tym mówić, jak przekonał się redaktor Warzecha.

Na początku lutego był to temat numer jeden, wszyscy obliczali ile kosztuje litr albo kostka masła i szeroko komentowano zniesienie VAT. Jedni kpili z cen regulowanych urzędowo, drudzy wychwalali pod niebiosa i nasyłali kontrole na sklepy, które cen nie obniżały. Inflacja miała nas zjeść żywcem, doprowadzić do bankructwa i ostatecznie nędzy. Analitycy i pozostali eksperci na przemian ubolewali, że NBP nie podnosi stóp procentowych, przez co nasze oszczędności erodują, by po podniesieniu stóp straszyć wzrostem rat kredytu. Skoro już jesteśmy przy ratach kredytów, to mamy zupełnie nową sytuację, biedę ponad podziałami! Wyższe raty płacą zarówno posiadacze kredytów złotówkowych, jaki i „frankowicze”. Dzieje się tak dlatego, że pomimo podniesienia stóp procentowych złotówka słabnie i za franka trzeba już płacić 4,90 zł. O rachunkach za gaz i prąd mało kto wspomina, jakoś się wszystko samo wyciszyło, podobnie jak obniżone „polskim ładem” wypłaty budżetówki.

Próżno też szukać w jakichkolwiek doniesieniach medialnych zawrotnej kwoty, która miała do nas spłynąć z Unii Europejskiej. Było 770 miliardów i nie ma, w każdym razie nikt o nie pyta i się nie upomina. Przy takich stratach i deficytach Polska powinna wpaść w poważne turbulencje, na co wskazują wszystkie doktryny ekonomicznie. Najzwyczajniej w świecie nie da się bez konsekwencji dla finansów publicznych obniżać, czy nawet znosić podatki, obniżać wartość narodowej waluty, niebotycznie podnosić ceny energii i paliw. Ktoś na końcu zawsze będzie musiał za to zapłacić i nie trudno zgadnąć, że będzie to przysłowiowy Kowalski. W beznadziejnej wydawałoby się sytuacji przyjmujemy 1 000 000 uchodźców i tylko teoretycznie są to uchodźcy z Ukrainy, o czym wprost mówi polski minister Rau: „przyjmujemy wszystkich, bez względu na obywatelstwo, pochodzenie, religię”.

Tak się dzieje na granicy z Ukrainą, ale na granicy z Białorusią nadal budujemy mur za 1,6 miliarda złotych. Dla uchodźców Polska przygotowała całkowicie darmowy wikt i opierunek, darmowe przejazdy komunikacją publiczną, darmowe leczenie i ubezpieczenie, natomiast Polakom, którzy przyjmą uchodźców mają być wypłacane pieniądze, po 40 zł na dzień od uchodźcy.

W jaki sposób jest to wszystko finansowane, szczególnie po dwóch latach „pandemii”, gdy zatrzymano najmniej połowę sektorów polskiej gospodarki? Nie wiadomo i co więcej nie wolno o to pytać, aby nie urazić, to nie czas i miejsca na takie pytania, teraz liczy się polska gościnność i pomoc ofiarom wojny.

Gdy w końcu nadejdzie ten czas, że przynajmniej nieśmiało pozwolą spytać o to i owo, na odpowiedzi będzie za późno. Rosną jak grzyby po deszczu kolejne gigantyczne tarcze i łady, które mają łatać takie same dziury i problemy. Zanim jeden „błogosławiony” pomysł zdąży zaistnieć pojawia się następny i spłaca długi po tym pierwszym, poprzez zaciąganie nowych długów. Czy to się uda? Czy zbudujemy dobrobyt na tarczach i ładach, bez względu na cenę paliwa, prądu, gazu i kosztów poniesionych na przyjęcie miliona uchodźców? Z cała pewnością, musimy w to głęboko wierzyć, zaufajmy nauce i słuchajmy ekspertów.

Mówienie prawdy i pokazywanie polskich krzywd, znów jest nazywane „szczuciem”

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/mowienie-prawdy-i-pokazywanie-polskich-krzywd-znow-jest-nazywane-szczuciem/

Wczoraj usłyszałem historię „z życia wziętą”. Jeden z przedsiębiorców zatrudnia ukraińskich pracowników, pracują w Polsce od lat, normalni, spokojni ludzie, ale też głowy rodziny, które boją się o bliskich. Pierwsze co zrobili, to porozmawiali z pracodawcą jak mają sobie poradzić ze ściągnięciem żony i dzieci, czy dzieci będą mogły pójść do polskiej szkoły i tak dalej. Za całość zapłacili sami, a ponieważ są znani lokalnej społeczności, to nikt z widłami ich nie gonił i o żadnych „inżynierach” zagrażających Polsce nie krzyczał. Dlaczego o tym piszę? Z prostego powodu, jest to wręcz modelowy przykład na to, jak racjonalnie powinno wyglądać wsparcie dla uciekających z Ukrainy i przy takich rozwiązaniach tylko niespełna rozumu ludzie będą krzyczeć o „banderowcach”.

A jak to wygląda w skali, która dawno wymknęła się spod kontroli? Do Polski może przyjechać kto chce, nie tylko obywatele Ukrainy, ale każdy przebywający na terenie Ukrainy. Nie ma znaczenia, czy ludzie przyjeżdżają z tej części Ukrainy gdzie rzeczywiście mają miejsce bandyckie ataki Putina, czy z miejsc gdzie się zupełnie nic nie dzieje. Patrząc na mapę Ukrainę widzimy, że na 70 do 80% powierzchni kraju nie spadła ani jedna rakieta, nie przeleciał ani jeden pocisk. Żeby daleko nie szukać kompletnie nic się nie dzieje we Lwowie i w związku z tym powstaje naturalne pytanie ilu Ukraińców ze Lwowa trafiło do Polski? Jest to jedno z wielu pytań, których nie wolno w przestrzeni publicznej zadawać, bo każda próba kończy się sponiewieraniem pytającego, w najlepszy razie brakiem empatii, w standardowym „szczuciem” i „ruską onucą”. Polska nie prowadzi polityki migracyjnej, nie ma nawet pomysłu jak zracjonalizować ten proces, żeby z jednej strony pomagał tym, którzy pomocy rzeczywiście potrzebują, z drugiej chronił Polskę przed opłakanymi konsekwencjami ekonomicznymi i społecznymi. Panuje jeden wielki szantaż wewnętrzny i zewnętrzny, który prowadzi do irracjonalnych i krzywdzących Polaków „gestów solidarności”.

Nie sposób wyjaśnić rozumem, ale też sercem, jeśli używa się serca właściwie, takich pomysłów, które są przywilejami dla uchodźców i sankcją dla Polaków. O ile jeszcze jakoś da się wytłumaczyć darmowe przejazdy komunikacją publiczną, bo wiadomo, że wielu, podobnie jak w opisanej powyżej historii, jedzie do pracujących w Polsce krewnych, to nijak nie da się wyjaśnić całego szeregu innych profitów. Polskie uczelnie oferują specjalne stypendia socjalne dla Ukraińców poza normalnym systemem, co oznacza wykluczanie polskich studentów. Darmowe wizyty w przychodniach i co więcej znów w specjalnym trybie „tylko dla Ukraińców”. I wcale nie chodzi o ranne ofiary terroru, tacy Ukraińcy zwyczajnie przez granicę nie przychodzą, ale chodzi o to, że Polak czekający trzy tygodnie na wizytę u kardiologa, będzie przesunięty o kilka kolejnych tygodni, a Ukrainiec zostanie przyjęty od ręki. Niedzielski mówił o przygotowaniu 7 do 10 tysięcy miejsc w szpitalach dla Ukraińców, nie dla osób chorych bez względu na pochodzenie, tylko specjalnie dedykowane miejsca dla Ukraińców. Darmowe ubezpieczenia OC to już kompletne kuriozum i szkodliwy populizm, za który także zapłacą Polacy.

Czy zwracanie uwagi na te ewidentnie krzywdzące decyzje polityczne, które zapadły w amoku emocjonalnym i w ramach ślepego wyścigu na gesty solidarności, jest szczuciem? Odsyłam do początku felietonu i jeszcze raz podkreślam, nie mam nic przeciw naturalnej tresce od ukraińskie rodziny, ale w tym procesie powinni brać udział sami Ukraińcy, łącznie z ponoszeniem kosztów, natomiast Polacy muszą mieć co najmniej równy dostęp do wszystkich świadczeń i instytucji publicznych.

Wrzucanie Ukrainy do jednego banderowskiego worka jest rzeczywiście propagandą Putina i bezmyślnym wspieraniem tej propagandy, ale poniewieranie Polaków we własnym domu, którzy domagają się rozwiązywania problemów zgodnie z prawem i sprawiedliwością jest chuligaństwem, nie empatią. Nikt i nikomu nie może zabronić oddania domu i pieniędzy komu tylko chce, ale też nikt i nikogo nie powinien do tego zmuszać, szczególnie wbrew logice i prawu.

Putin przy minimalnych nakładach dostaje w prezencie to czego oczekiwał: paraliżujący strach…

Na Ukrainie zatankujesz i wypłacisz kasę z bankomatu, w Polsce nie.

Putin przy minimalnych nakładach dostaje w prezencie to czego oczekiwał, paraliżujący strach, hiperboliczne oderwane od rzeczywistości opisy wydarzeń.

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/na-ukrainie-zatankujesz-i-wyplacisz-kase-z-bankomatu-w-polsce-nie/

Na mnie nic już nie działa, przeszedłem przez tyle ścieżek zdrowia, że gdy słyszę jak 999 na 1000 krzyczy: „Wielgucki ty debilu”, to czuje się jak ryba w wodzie. Dwa lata miliony patrzyły na „pandemię” i wydawało się, że chociaż po części zrozumieli w co zostali wkręceni, ale nic się takiego nie stało.

„Pandemia” jeszcze się nie skończyła, a już uwierzyli w „wojnę” i to ogłupieni tymi samymi „argumentami”, które sypią się tą samą lawiną. Naturalnie wszystko się zaczyna od doboru głównego słowa i tak narodziła się „wojna” w nowej definicji, czy nawet bez definicji. Z chwilą narodzin słowo staje się tabu, którego nie wolno w żaden sposób kalać, łącznie z odstawieniem na właściwe miejsce i przypisaniem do właściwych zjawisk.

W konsekwencji każdy, kto zgodnie z faktami i obrazem rzeczywistości, odważy się nazwać po imieniu nieudolną operację militarną teatrem wojennym, ten zostaje spalony na stosie. Dokładnie tak samo się działo, gdy trwała wojna pomiędzy zwykłą infekcją i „pandemią”, śmiertelnym wirusem i grypą. Jak podkręcano rzeczywisty obraz do wymiaru medialnej histerii? Tak jak zawsze – słowami, zdjęciami, filmikami. Mówisz, że nie ma „pandemii”, to leć do Bergamo! Ślepy jesteś? Ciężarówki wywożą ciała, krematoria zakorkowane, moja kuzynka umarła, ty bandyto! Następny nieodzowny element to szantaż emocjonalny, rzecz serwowana w każdej godzinie przekazu. Nie zostaniesz wyznawcą nowej religii, to nie szanujesz siebie i innych, nie uczestniczysz w świętych obrzędach, to zabijesz swoje dziecko, matkę, babcię. I ostatni z istotnych czynników przekształcania rzeczywistości w wierzenia, to budowanie histerii, zamiast uspokajania tłumów. Wszystko to widzieliśmy od marca 2020 roku i wszystko widzimy teraz. Nazywanie teatrem wojennym tego, co się dzieje na Ukrainie, a dokładnie to się dzieje, jest największą zbrodnią.

Dlaczego? Choćby zginał chociaż jeden człowiek i spłonął chociaż jeden blok, to jest wojna, ty bandziorze, ruski agencie! Ciekawe co byś zrobił, gdyby tam zginęła twoja matka, ty zj…e? Ja mam tam rodzinę, sąsiadki dziecko rozerwał granat, ty popie…u! I tak dalej i tak bez końca. Fanatyzm „religijny” zastępujący wszelkie racjonalne myślenie, które precyzyjnym nazywaniem rzeczy i zjawisk stawia właściwą diagnozę, aby podjąć niezbędne leczenie. Putin zorganizował teatr strachu, zgromadził na granicy demobil po ZSRR, 100 tys sołdatów, przerażonych i kompletnie nie rozumiejących w czym biorą udział, a potem wygłosił trzy groźne orędzia i przypomniał, że ma w arsenale bomby atomowe.

Na Ukrainie w kilku symbolicznych miejscach spadło parę pocisków na cele wojskowe, zazwyczaj puste cele, kilka rakiet rykoszetem trafiło w budynki cywilne. Bardziej to wszystko przypomina zamachy terrorystyczne niż jakąkolwiek operację wojskową na szeroką skalę, ale przepuszczone przez media, Internet i patriotyczne uniesienia polityków tworzy obraz wojny, co więcej jest to III Wojna Światowa, w domyśle zagłada jądrowa.

Terrorysta Putin przy minimalnych nakładach dostaje w prezencie to czego oczekiwał, paraliżujący strach, hiperboliczne oderwane od rzeczywistości opisy wydarzeń. Jakakolwiek próba tłumaczenia, że ludzie swoją głupotą wpisują się w scenariusz agresora, kończy się emocjonalną obroną nowej wojennej religii.

Charakterystyczne jest również i to, że Ukraińcy, którzy czołgi, rakiety i ruskich sołdatów widzą od siedmiu lat na własne oczy, a nie w telewizorze, czy mediach, zareagowali spokojniej niż obserwatorzy z zewnątrz. Na Ukrainie bez większych problemów można zatankować, wypłacić pieniądze z bankomatu, w Polsce od dwóch dni na stacjach benzynowych i przy bankomatach trwa prawdziwa wojna. Zewsząd się słyszy, że Putin zaraz sięgnie po Kraków i Warszawę, Niemcy podpiszą pakt z Rosją i będzie nowa okupacja. Nie ma lekarstwa na takie zjawisko jak stado, które jest jednym wielkim zbiorowym debilem nie zdolnym do wyciągania jakichkolwiek wniosków.

Wojna, jedna z poważniejszych spraw, można by rzec śmiertelnie poważna, została sprowadzona do popkulturowej i medialnej paćki.

Wytrzymajmy jeszcze dwa tygodnie – ukraińskie deja vu

Choćby nie wiem jak się starć i dystansować, to się nie uda, bo nie ma prawa się udać. Sposób prowadzenia „wojny” na Ukrainie jako żywo przypomina „wypłaszczanie krzywej”. Codziennie jesteśmy testowani, analizami przypadków, wykresami, slajdami i filmikami grozy z umierającego miasta.

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/wytrzymajmy-jeszcze-dwa-tygodnie-ukrainskie-deja-vu/

————

Modus operandi skopiowany jeden do jednego, te same narzędzia, te same sztucznie napędzane emocje pod granice histerii, ale jedna istotna różnica też się znajdzie. Bezpośrednie zagrożenie nie dotyczy każdego mieszkańca Ziemi, tylko prowincji, którą nikt dotąd nie zawracał sobie głowy.

Dlatego też akcja idzie kulawo, nie zajmuje pierwszych stron gazet, nie generuje aktywności użytkowników Internetu, po prostu kiepsko się sprzedaje.

Wojna, jedna z poważniejszych spraw, można by rzec śmiertelnie poważna, została sprowadzona do popkulturowej i medialnej paćki. Trywializacja jest powszechnym zjawiskiem we współczesnym świecie, ale oswajanie ludzi z tym, że wojna to parę obrazków w telewizji albo na portalu internetowym jednak robi wrażenie. Przypomina to tandetną grę komputerową i przede wszystkim jest kompletną katastrofą w wymiarze politycznym.

Dziś polityki się praktycznie nie uprawia i neologizm „mediokracja” doskonale oddaje istotę upadku. Teoretycznie profesjonalni politycy i to „najwyżej rangi”, komentują jakieś drugorzędne informacje typu gromadzenie krwi przez Rosjan, czy też budowę mostu pontonowego. Naturalnie wywiady i kontrwywiady od lat takie sygnały z obozu wroga gromadziły, ale nie po to, żeby o tym pisać w gazecie.

O co w takim razie w tym wszystkim chodzi? O to co zawsze, sianie propagandy odwracające uwagę od prawdziwych celów i zadań. Trudno oprzeć się wrażeniu, że USA nie szukają załagodzenia napięcia, ale napięcie podsycają i wręcz prowokują Putina, patrz wystąpienie Bidena. Powody takiego zachowania mogą być dwojakie.

Jako pierwszy powód wskazałbym działania prewencyjne i naprawdę chcę w to głęboko wierzyć, chociaż fakty stoją trochę obok. Amerykanie wrzucają kolejne informacje, które demaskują plany Rosji i tym samym oddalają widmo konfliktu zbrojnego. Tak by to miało w skrócie wyglądać, jednak jeśli to rzeczywiste zamiary USA, to mają się nijak do beznadziejnego wystąpienia Bidena, który otwartym tekstem prowokował i niemal upokarzał Putina.

Drugi powód to autentyczny zamiar sprowokowania Rosji, co pozwoli Amerykanom uporządkować kilka spraw naraz, poczynając od uziemienia Niemców i Francji, jako głównych rozgrywających w Europie.

W tej drugiej wersji nie mielibyśmy powodów do zmartwień, ale pamiętajmy, że to nie jest Trump i republikanie, tylko Biden i demokraci w wersji „Ruch Palikota”. Skoro nic tu od początku do końca nie pasuje, to może czas poszukać ukrytego dna, na przykład tego, gdzie leżą wszystkie taśmy i kwity zarówno republikanów, jak i demokratów. A gdzie leżą? Spora cześć na biurku Putina i sprawy zaszły tak daleko, że to Moskwa rozgrywa obie partie amerykańskie, a nie one siebie wzajemnie. Naturalnie nie chcę przez to powiedzieć, że USA odpaliły koronkową akcję i zmusiły Putina do urządzenia spektaklu wokół Ukrainy, natomiast wykorzystały nadarzającą się okazję do prawdziwego resetu relacji.

Putin liczył, że uda mu się podzielić sztuczną jedność Zachodu i tak samo sztuczny twór NATO. Początkowo odnosił na tym polu same sukcesy, Francja była po jego stronie, Niemcy wręcz złożyły hołd.

I nagle wszystko się posypało, u Niemców i we Francji nastąpił zwrot w stronę stanowiska USA, a to daje zupełnie nowe możliwości. Dodatkowo Chiny pogroziły palcem i Putin został sam, nie licząc Łukaszenki. W takiej sytuacji USA poczuły krew i próbują dobić Putina, który w swoich sejfach ma pełne i prawdziwe CV najważniejszych polityków USA i przeholował z szantażem.

O ile moja „teoria spiskowa” ma swoje wady, to obowiązująca bajeczka w stylu „wypłaszczania krzywej” jest farsą. Żaden żołnierz USA, tym bardziej Niemiec, czy Francji nie będzie za Ukrainę umierał, co oznacza, że celem nie jest prawdziwa wojna, tylko zabawa w wojnę, która ma odwrócić uwagę od celów politycznych USA w odniesieniu do Europy i własnych problemów nie tyle z Rosją, co Putinem.

Nikomu włos z głowy nie spadnie, nikt nie poleci ze stołka??? ONI nie stracą twarzy, bo jej nigdy nie mieli…

Milion pacjentów bez maseczek – a „oni” nadal będą ekspertami??

Przyszedł czas nowej prawdy etapu i ekranu również, który zawsze objawia się tak samo. Co to ja mówiłem? Zaraz spłynie cała fala cudownych wyjaśnień od: „wtedy wiedzieliśmy niewiele”, do: „gdyby nie nasze obostrzenia doszłoby do jeszcze większej tragedii”. A jaka jest nikomu niepotrzebna prawda? Wtedy i teraz każdy rozsądny człowiek, który chociaż trochę uważał na lekcjach biologii w szkole podstawowej miał taką samą wiedzę. W sezonie infekcyjnym ludzie kaszlą i smarkają, mają temperaturę, chorują na zapalenie oskrzeli i płuc. Większość, około 99% przechodzi przez to wszystko bez konsekwencji, procent wymaga leczenia szpitalnego i niestety parę promili [z tego procenta.. md] umiera.

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/milion-pacjentow-bez-maseczek-oni-nadal-beda-ekspertami/

————————

Na tę banalną wiedzę nałożono polityczne, medialne i farmakologiczne szkło powiększające i rozpętano „pandemię”, a z jednego mikroba uczyniono zabójcę sto razy większego od raka. Robili to ludzie nie tylko głupi, podli, sprzedajni i cyniczni, ale przede wszystkim ludzie, którzy dobrze wiedzieli, jak bardzo kłamią i do jakiej tragedii doprowadzają. Nazwiska można by przypominać przez tydzień albo i dłużej, ale to nie ma większego sensu, bo oni nigdzie się nie wybierają, oni zostają na swoich „eksperckich” miejscach. Jeśli się mylę, to proszę mnie sprostować, ewentualnie odpowiedzieć na nurtujące pytania. Czy niejaki Simon został już ukarany przez Okręgową Izbę Lekarską za reklamowanie maseczek? A może przestał być szefem szpitala zakaźnego we Wrocławiu? Niejaki Pyrć rozliczył się z milionów, które dostał na „badania” i w końcu pojawiły się naukowe publikacje z wynikami tych badań? A ekspert Grzesiowski, wybitny pediatra, który w domu izolował własnego syna, nadal „leczy” dzieci? Reumatolog Fiałek, przez ostatnie dwa lata pełniący medialny dyżur 24 godziny na dobę, przestał opowiadać brednie o falach i propagacji, a zajął się tym, na czym rzekomo się zna? I wreszcie całkowicie skompromitowany Horban, główny konsultant i wirusolog kraju, który jeszcze miesiąc temu mówił o milionie pacjentów w szpitalach, stracił swoje stanowisko, nie wspominając o prawie do wykonywaniu zawodu lekarza?

Będę niecierpliwie czekał na odpowiedzi, ale nie bezczynnie, w tak zwanym międzyczasie dopytam jeszcze o kilka wybitnych nazwisk medialnych. Piotr Lisiewicz „Lenin”, dalej goni po przystankach „szurów” i nosi dwie maski, żeby się chronić przed „ruskimi agentami”? Giza, prezenter pogody i telewizji śniadaniowej, psika dezodorantem po szmatce i siedząc w studiu bez maseczki grzmi, jak ważne jest noszenie maseczek? Redaktor Jankowski z Polsatu, jeździ w maseczce na rowerze? Konrad Piasecki nadal drży w galeriach na widok „foliarza” bez maseczki? A co tam słychać u posłów i innych polityków? Pani Witek już sobie zracjonalizowała dlaczego w szkole przemawiała do dzieci bez maseczki, by sejmie ścigać za brak maseczki przemawiającego Brauna? Posłanki „Lewicy” uprawiają szmalcownictwo i wklejają zdjęcia pasażerów pociągu na swoich kontach społecznościowych, czy za to się teraz nie zbiera lajków i znów trzeba wracać do nudnego ocieplenia klimatu? „Dziennikarz” Stanowski poleca szaraczkom zostać w domu i nosić maseczkę, gdy sam chleje i obściskuje się z kumplami na zgrupowaniu w Arłamowie?

Pogadać sobie każdy może, ale to też nie do końca i nie wszędzie, cała reszta będzie milczeniem. Nikomu włos z głowy nie spadnie, nikt nie poleci ze stołka, nikt nie straci twarzy, bo jej nigdy nie miał. Zobaczycie w telewizji i Internecie te same, nomen omen, maski założone na manekiny do wynajęcia. Skończyło się jedno wielkie kłamstwo, tym razem okupione tysiącami ofiar, ale zaraz zacznie się następne i ci sami chętni pierwsi ustawią się w kolejce. Dla nich słowa i myśli nie mają znaczenia, im się płaci za komunikaty i gdyby za godzinę kazano im komunikować, że noszenie maseczek jest zabójcze, to bez zająknięcia będą to robić. Nie ma w tym żadnego przypadku, że na najwyższych stołkach siedzą najbardziej dyspozycyjni, bezmyślni, elastyczni i pozbawieni wszelkich hamulców, nie ma, ponieważ tak ten system działa.

Dyskwalifikacja za brak dopingu – chińskie igrzyska

Postaram się spojrzeć z odpowiednim dystansem, chociaż to nie będzie łatwe, na te wszystkie absurdy, jakie nam zafundowano od dwóch lat. Zmęczenie narodu jest tak wielkie, że pozostaje tylko śmiech i właśnie odpowiedni dystans. Jestem na tyle stary, że pamiętam pierwsze igrzyska olimpijskie w Pekinie, gdy nagle nastąpiła zwyżka formy chińskich sportowców niemal w każdej dziedzinie. Największe wrażenie robiły biegi długodystansowe, gdy nagle Chinki i Chińczycy zaczęli o pół okrążenia wyprzedzać biegaczy afrykańskich, od lat pozostających poza konkurencją. Czym to tłumaczono? Zupą z żółwia! Nie, to nie był kiepski żart, w każdym razie nie mój, ale oficjalne stanowisko władz chińskich.

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/dyskwalifikacja-za-brak-dopingu-chinskie-igrzyska/

———————–

Działo się to wszystko na parę miesięcy przez olimpiadą w Pekinie i wywołało naprawdę wielkie zamieszanie. W efekcie doszło do paru dyskwalifikacji, a reszta chińskich sportowców została objęta wyjątkowo reżimowym systemem kontroli. Niewiele to jednak pomogło i bodaj pierwszy raz w historii letnich igrzysk Chiny wygrały klasyfikację medalową. Potem prawie wszystko wróciło na swoje miejsce, w sporcie nadal królował doping, ale taki ciężej wykrywalny niż zupa z żółwia. Opisany stan rzeczy jest jednak niczym wielkim, przy tym, co się dzieje na drugiej chińskiej olimpiadzie w Pekinie, gdzie dyskwalifikuje się zawodników za brak dopingu. Jedną z ofiar tej „nowej normalności” jest polska zawodniczka Natalia Maliszewska, uziemiona na kwarantannie zaraz po przyjeździe do Chin. Warto w tym miejscu dodać, że Maliszewskiej nie da się porównać do polskiej reprezentacji piłkarskiej, która najpierw modli się o wyjście z grupy, a potem gra mecz o honor. Polska łyżwiarka, była jedną z faworytek do zdobycia medalu, ponieważ w swojej dyscyplinie osiąga regularne sukcesy.

Pozytywny test, jak w 99% innych przypadkach, nie niesie za sobą żadnych objawów chorobowych, o czym szczegółowo opowiedziała polska łyżwiarka, ale to żaden argument. Maliszewska została zamknięta w pokoju na wiele dni i będzie mogła sobie w telewizji obejrzeć otwarcie igrzysk, a potem eliminacje, w których nie wystąpi. Nikt w Pekinie nie testuje zawodników pod kątem jakichkolwiek innych chorób zakaźnych, to znaczy, że w teorii i praktyce może w zawodach brać udział: prątkujący gruźlik, nosiciel HIV, zarażony malarią, odrą, gronkowcem i inną cholerą.

Najbardziej niebezpieczna jest, nawet nie najmodniejsza choroba na świecie, ale test, który stygmatyzuje człowieka i w tym przypadku dodatkowo dyskwalifikuje sportowca. Kto obserwuje tę paranoję choćby jednym okiem, ten wie, że z testowaniem sportowców dzieją się cuda. Bez końca można wymieniać choćby przykłady polskich skoczków i piłkarzy, którzy rano mieli pozytywny wynik, wieczorem negatywny, by następnego ranka znów mieć pozytywny. Nie zapominajmy też, że testy są dziełem chińsko-niemieckim, co oznacza, że tylko producent tak naprawdę wie, czym ten wynalazek jest i ma pod kontrolą całą produkcję. Nie koniec nad tym, prawdę mówiąc nie wiem, jak to wygląda w Chinach, ale przypuszczam, że bardzo podobnie, jak w Niemczech, gdzie to tamtejszy sanepid, a nie federacje sportowe zajmowały się testowaniem.

Reszty można się tylko domyślać, jednak nie radzę głośno powtarzać, bo natychmiast można się narazić na szereg przykrych konsekwencji, z czego klasyczny zbiór wyzwisk, to najmniejszy problem. W historii sportu zdarzały się i zdarzają różne cuda, na przykład „rywalizacja” mężczyzn udających kobiety, z kobietami nie udającymi kobiet, ale takich cudów jeszcze nie było. Dziś dyskwalifikuje się sportowców za brak dopingu, mało tego, powodem dyskwalifikacji jest de facto przeziębienie, czyli naturalne osłabienie organizmu, zamiast sztucznego wzmocnienia.

Światowa paranoja, w połączeniu z chińskim komunizmem kapitalistycznym, daje naprawdę „ciekawe” efekty. W zasadzie można powiedzieć, że ostatecznej klasyfikację medalową ustawi chiński Pinkas albo Horban i coś czuję, że tylko chińscy sportowcy w prawie wszystkich testach wypadną negatywnie.

Publicznie upokorzony Niedzielski przegrał wszystko …ale chce trwać… bo tak…

O co walczył najgorszy minister zdrowia w dziejach Polski? Od początku do końca walczył o ostry kurs, który pozwoliłby mu się zemścić na „płaskoziemcach”. Upadła „rada medyczna” i sam Niedzielski oczywiście byli i są akwizytorami korporacji, ale obok interesów grały też emocje.

Fakt, że tak wybitni „eksperci” i „naukowcy” byli codziennie upokarzani, a ich niekompetencje i cynizm obnażali licealiści o profilu biologicznym, musiał zostawić i zostawił trwałe piętno. Wystarczyło posłuchać ich medialnych wystąpień, gdzie praktycznie w każdym zdaniu przewijał się jeden przekaz: „ludzie to ciemnogród i nie słuchają nas wybitnych”. Brylował w tym Simon, jednak jego aktywność to już granica obłąkania i kodeksu karnego. Pozostali aż tak daleko nie szli, ale wściekłości przeradzającej się w nienawiść do „ciemnogrodu” i tak nie potrafili ukryć.

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/publicznie-upokorzony-niedzielski-przegral-wszystko-ale-bedzie-trwal-bo-to-niedzielski/

Niedzielski robił wszystko, żeby razem z „radą medyczną” i częścią klubu PiS podobną do rady, uczynić z pomoru front zemsty, a ponieważ jest beznadziejnym politykiem, to popełnił błąd za błędem. Mnie najbardziej bawi przeświadczenie Niedzielskiego, że Kaczyński rzeczywiście jest takim gorącym zwolennikiem przymusu medycznego. Kto choć trochę Kaczyńskiego zna, ten wie, że gdyby tak było już mielibyśmy w Polsce Australię.

Prezes PiS sam nie wie czego chce i łata dziury w PiS, co jest dla niego priorytetem. Przychodzi poseł Siarkowska to słyszy, że Kaczyński szanuje jej pogląd, ale namawia do zmiany zdania. Jak zapuka Niedzielski to dostaje emocjonalną łapówkę w postaci „gwarancji” kierownictwa PiS, które nijak nie przekładają się na realne działania. Prezes PiS słynie ze swojego ślepego uporu, co nie raz i nie dwa pociągnęło partię na ruchome piaski, dlatego średnio wierzę w jego determinację w zakresie przymusu powszechnego. Być może jest to coś w rodzaju marzenia o „emerytowanym przywódcy narodu”, ale nawet w takiej formie, w jakiej Kaczyński jest, wie doskonale, że politycznie podobnego projektu przepchać się nie da.

Gęsta atmosfera w PiS została rozładowana szeregiem pozorowanych działań. Sfrustrowany Niedzielski dostał obietnicę, że klub PiS zajmie się ustawą Hoca i takie kroki rzeczywiście zostały poczynione, łącznie z zaproszeniem opozycji do rozmowy. Niedzielskiemu tłumaczono, że PiS nie ma większości i to akurat była prawda. Czy prawdą było, że kierownictwo PiS chciało przeforsować ustawę Hoca, to oddzielna i mało prawdopodobna historia. W efekcie prace nad ustawą zakończyły się pełną kompromitacją radykalnej części PiS i samego Niedzielskiego.

Wtedy Kaczyński szybko próbował ugasić pożar i przedstawił własne pomysły, tak odrealnione, że tu i teraz można ponad wszelką wątpliwość powiedzieć – nic z tego nie będzie. Pomysłów prezesa nie da się wdrożyć w teorii, co dopiero w praktyce. Przeciętnie rozgarnięty i znający prawo człowiek wie, że proces decyzyjny, który obejmuje cztery instancje: od szefa zakładu pracy, przez wojewodę i sąd administracyjny, aż po sąd cywilny, to najmniej 6 lat w plecy. Wrzucono kolejnego bubla, ale tym razem tak ewidentnego, żeby nikt poza Niedzielskim nie miał złudzeń. Innymi słowy Niedzielski jest poddawany ścieżce zdrowia, którą przeszedł Gowin.

Ponad wszelką wątpliwość dymisja złożona przez najgorszego ministra zdrowia w dziejach Polski nikogo w PiS by nie zmartwiła. Kaczyński i Morawiecki przyjąłby to z jedną wielką ulgą, bo Niedzielski jest w tej chwili najpoważniejszym obciążeniem personalnym w rządzie. Rzecz w tym, że ten wieczny urzędnik przez 25 lat potrafił się utrzymać przy wszystkich formacjach, jakie rządziły i bynajmniej nie twardemu kręgosłupowi to zawdzięcza. On doskonale wie, że wyższego stanowiska w karierze nie zajmie, a po dymisji będzie nikim, może jakimś referentem w NFZ, czy ZUS. Ambicje nie pozwalają mu odejść z honorem i najwyraźniej to wszystko, co się dotąd stało, nie jest dla niego przekroczeniem granic, chociaż każdy człowiek szanujący samego siebie i rodzinę dawno by odszedł. Niedzielski trzyma się stołka do końca, być może jest jakiś próg bólu upokorzenia, którego nie wytrzyma, ale na razie nic na to nie wskazuje.

Niedzielski musi odejść !! Balcerowicz na „ministra śmierci”.

Kto za Niedzielskiego? Karczewski, Piecha, Hoc, Kraska…

Nie wiem co sądzą inni wybitni analitycy, o ile tacy istnieją, ale mój geniusz mi podpowiada, że Niedzielski ministrem zdrowia już nie jest. Złośliwie, ale prawdziwie można powiedzieć, że nigdy nim nie był, bo to grabarz polskiej służby zdrowia i 200 000 ofiar bałaganu, jakiego narobił. Na papierze jeszcze istnieje jako szef resortu, w praktyce go nie ma. Dzisiejsza konferencja prasowa, to kolejny w ostatnim czasie desperacki akt propagandowy służący wyłącznie jednemu – utrzymaniu się na stołku, na co jest za późno.

Niedzielski nie ma żadnych przyjaciół, z wyjątkiem Andrusiewicza, politycznie jest całkowicie bezbronny, nikt w PiS za niego nie będzie umierał. Wizerunkowo to najgorszy minister w rządzie, do niedawna tylko Mejza był gorszy, ale rozstrzygające jest coś innego.

Niedzielski gra pod siebie i wciągnął do tej gry zarówno PiS, jaki i Kaczyńskiego, a takich rzeczy na Nowogrodzkiej się nie wybacza. Spójrzmy na zachowania Niedzielskiego w ostatnich tygodniach. Bez konsultacji zapowiedział restrykcje, których do dziś nie wprowadzono. W wywiadzie oświadczył, że kierownictwo PiS i Kaczyński są za obowiązkiem „szczepień” i to powszechnym, co medialnymi kanałami było prostowane przez Nowogrodzką. Afera z „radą medyczną” też pokazuje, że Niedzielski nie stanął po stronie PiS, ale po własnej. Tajemnicą poliszynela jest, że kierownictwo PiS od co najmniej kilku miesięcy miało dość autonomicznej polityki „rady”, która szła na ostry kurs „pandemiczny”, wbrew politycznej decyzji o złagodzeniu kursu.

Czarę goryczy przelało spotkanie „rady medycznej” z Tuskiem, wówczas stało się jasne, że PiS wyhodował bestię na własnej piersi i stracił nad nim kontrolę. I tylko Niedzielski był autentycznie zaangażowany w obronę „rady”, Morawiecki i Kaczyński przyjęli dymisję z ulgą. Wreszcie wczoraj poszła plotka, że Niedzielski znów zaszantażował PiS i zagroził dymisją, jeśli nie zostanie przegłosowana ustawa segregacyjna.

Co zostało powyżej spisane? Cała lista nielojalnych zachowań Niedzielskiego wobec PiS, z czego najmniej połowa przekłada się na poważne problemy polityczne i sondażowe partii. Innym bardzo ważnym argumentem przemawiającym na rzecz dymisji Niedzielskiego, jest mentalność prezesa PiS. Kaczyński jest za stary, żeby zmieniać swoje przyzwyczajenia i nie od dziś wiadomo, jaką wyznaje kadrową zasadę: „niech będzie idiotą, byle był nasz i robił, co mu powiemy”. Znajdziemy wielu takich ministrów w rządach PiS, z litości ich nazwisk nie wymienię. PiS ma na głowie tysiąc problemów, wewnętrznych i zewnętrznych, teraz doszedł problem Niedzielskiego i od razu stał się jednym z ważniejszych.

Dopóki Niedzielski czytał te swoje tabelki i bełkotał w technokratycznym stylu na poziomie odkurzacza, Kaczyński machał na to ręką. Gdy Niedzielski zaczął uprawiać politykę i to taką, którą prezes PiS zawsze i wszędzie bezlitośnie tępił, jego los jest przesądzony. Niedzielski, co najmniej od tygodnia nie byłby ministrem, ale dwie dymisje w jednym kierunku mogłyby zachwiać frakcjami w PiS. O ile z Niedzielskim w PiS nikt się nie liczy, o tyle najmniej połowa klubu chce zamordyzmu. Kaczyński musi jakoś kleić te rozsypane puzzle i na pewno nie chce wzmacniać frakcji Siarkowskiej, która i tak wygrała sporo.

Widzę dwa możliwe tryby pozbycia się Niedzielskiego, w pierwszym PiS stosuje technikę „na Gowina”, czyli dotąd będzie upokarzał, aż niechciany minister sam odejdzie albo zgodzi się złożyć dymisję.

W drugim trybie Niedzielski zostanie zdymisjonowany z przytupem, a wcześniej w mediach „niepokornych” pojawią się odpowiednie artykuły. Tak wygląda dobra informacja, zła jest umieszczona w tytule. Po wyrzuceniu Niedzielskiego z całą pewnością Kaczyński będzie chciał mieć w pełni dyspozycyjnego ministra z klucza politycznego i tutaj wybór jest przygnębiający: Karczewski, Piecha, Hoc, Kraska. Mierny, bierny, ale wierny, inaczej cała operacja nie ma większego sensu, no chyba, że znalazłby się jakiś kolejny technokrata pod pełną kontrolą „Pegasusa”. Tak, czy inaczej, pozbycie się Niedzielskiego jest mało kosztowne politycznie, natomiast jego trwanie na urzędzie kosztuje PiS coraz więcej, stąd dymisja jest dla mnie kwestią czasu.

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/kto-za-niedzielskiego-karczewski-piecha-hoc-kraska/

Ludzki śmiech to wyrok śmierci dla poszczególnych polityków i całych partii.

PiS przekroczył zabójczą barierę śmiechu i z tej drogi nie ma odwrotu

Wszelkie analizy politycznych porażek powinny zaczynać się i kończyć na śmiechu, który jest jak najmodniejsza choroba na świecie i każdy polityk mógłby jeszcze pożyć, gdyby nie został zabity śmiechem. Mniej więcej od ucieczki Tuska do Brukseli, zaczęła się wypełniać beczka śmiechu PO, ale wtedy partia rządząca była święcie przekonana, że „obciachowe” i śmieszne jest wyłącznie PiS. Żadne sygnały do wierchuszki PO nie docierały, oni byli do tego stopnia oderwani od rzeczywistości, że naprawdę uwierzyli w zwycięstwo Komorowskiego w pierwszej turze i to z wynikiem 70%. Gdy zrozumieli, co się dzieje było za późno i każda kolejna próba wyjścia z beczki śmiechu kończyła się jeszcze większym śmiechem. PO przegrała kolejna wybory dlatego, że Kopacz wąchała pasażerom „kotlecika” w pociągu, a Komorowski „macał kury”.

Owszem nałożyły się na to inne czynniki kompromitujące partię „europejską”, ale śmiertelny cios zadał śmiech i dokładnie na tym etapie jest w tej chwili PiS. Prawdziwe są tezy, że główne problemy PiS to w tej chwili drożyzna, „polski ład” i „pandemia”, ale to samo w sobie jeszcze nie jest zabójcze. Dopiero w połączeniu ze śmiechem tworzy się mieszanka wybuchowa nie do zatrzymania. Nałożyło się kilka kryzysów naraz i sytuacja zrobiła się bardzo trudna. PiS zamiast rozbrajać minę po minie, zaczął po nich tłuc cepem na oślep. Jeśli odpowiedzią na drożyznę ma być od siekiery strugana propaganda Kurskiego, w której słyszymy, że jest drogo z powodu „podatku Tuska”, to przecież nikt poważny tego nie kupi. Ewidentne wpadki i wręcz kompromitacje przy wdrażaniu „polskiego ładu”, tłumaczy się zgraną do imentu formułą „wściekły atak opozycji, boją się wygranej PiS, bo Polakom żyje się lepiej”. Wreszcie „pandemia”, gdzie absurd goni absurd i niemal każda decyzja sprowadza się do groteski. W tym obszarze kompromitacje rządzących są przerzucane na „oszołomów”, „antyszczepów” i tak dalej, ale problem polega na tym, że adresatami wyzwisk jest około 60% elektoratu PiS.

Przywołałem tylko generalia, główne kierunki satyryczne, ale to codzienność zabija śmiechem i wypełnia beczkę po brzegi. Tylko w ostatnich dwóch dniach mieliśmy do wyboru całą gamę skeczy w wykonaniu polityków PiS. Szczególną uwagę przykuł poseł Smoliński, który oświadczył, że PiS przymierza się do regulowanych cen na niektóre produkty spożywcze. Pomysł tak głupi i tak jednoznacznie się kojarzący, że inaczej niż śmiechem nie może być podsumowany. W drugim występie, niezawodny Tarczyński opowiada w programie Rachonia, że to PO sama siebie podsłuchiwała „Pegasusem” w ramach walk frakcyjnych. Do wyboru, do koloru, od wąchania kotlecika po macanie kur i to nie są incydenty, ale stały punkt programu z zabójczą konsekwencją realizowany przez polityków PiS. Analogię do PO widać też w reakcjach Nowogrodzkiej, która niczego nie dostrzega, łącznie z tym, że Kaczyński jednym wywiadem u Karnowskich ośmieszył premiera, czyli swojego szefa i kilku kluczowych ministrów od Wosia, przez Ziobrę, aż po Kamińskiego. Swoje dokładają ściśle związani z PiS „niepokorni”, którzy zachowują się jak Lis urządzający urodziny Tuskowi.

Ludzki śmiech to wyrok śmierci dla poszczególnych polityków i całych partii, ostania klepsydra, jaka zawisła w polskiej polityce, to Ryszard Petru i „Nowoczesna”. Przypomnę, że w tym przypadku wystarczyły dwa, góra trzy skecze: „romans na Maderze”, „sześciu króli”, „Cezar na Rubikoniu”. PiS ze swoimi czołowymi politykami od wielu lat zaliczali niemniejsze wpadki, ale jakoś się to chowało za 500+ i naprawdę niezłym stanem gospodarki i portfeli Polaków do 2020 roku. Teraz sprawy się diametralnie zmieniły, a PiS kompletnie nie radzi sobie z falą, czy nawet kilkoma falami kryzysu. Nie ma też szans, aby w takiej kondycji PiS z beczki śmiechu wyszedł. Rozpoczął się nieodwracalny proces gnicia i dobijania partii śmiechem. Ile potrwa? Na szybki zgon bym nie liczył, raczej zapowiada się dłuższa, co najmniej roczna agonia.

Matka Kurka https://www.kontrowersje.net/pis-przekroczyl-zabojcza-bariere-smiechu-i-z-tej-drogi-nie-ma-odwrotu/