Plandemia: Dziesięciu ludzi ponad dwukrotnie zwiększyło swoje fortuny z 700 miliardów dolarów do 1,5 biliona dolarów, a dochody 99% ludzkości spadły.

Kto zyskał, a kto stracił na pandemii?

Aby zrozumieć wydarzenia z ostatnich dwóch lat, warto przeanalizować przepływ bogactwa i zobaczyć kto zyskał, a kto stracił na pandemii. Bogaci stali się jeszcze bogatsi, a biedni jeszcze biedniejsi. Jest jednak jeszcze jedna ofiara tych działań, o której niewiele się mówi.

16.02.2022 https://prawy.pl/118375-kto-zyskal-a-kto-stracil-na-pandemii-szokujacy-bilans/

———————–

Jak podaje raport Oxfam International dziesięciu najbogatszych ludzi na świecie ponad dwukrotnie zwiększyło swoje fortuny z 700 miliardów dolarów do 1,5 biliona dolarów – w tempie 15 000 dolarów na sekundę lub 1,3 miliarda dolarów dziennie – w ciągu pierwszych dwóch lat pandemii, w której dochody 99% ludzkości spadły i przez którą (lub pod pretekstem której – uwaga autora) ponad 160 milionów więcej ludzi zmuszonych jest do życia w ubóstwie.

„Gdyby tych dziesięciu mężczyzn straciło jutro 99,999% swojego bogactwa, nadal byliby bogatsi niż ktoś z 99% wszystkich ludzi na tej planecie”, powiedziała dyrektor wykonawcza Oxfam International, Gabriela Bucher. „Mają teraz sześć razy więcej bogactwa niż najbiedniejsze 3,1 miliarda ludzi”.

Bogactwo miliarderów wzrosło bardziej od początku COVID-19 niż w ciągu ostatnich 14 lat. Jest to największy wzrost bogactwa miliarderów od początku historii. Na przykład jednorazowy 99-procentowy podatek od dziesięciu najbogatszych ludzi z powodu pandemii mógłby opłacić: wystarczającą ilość szczepionek dla świata; zapewnienie powszechnej opieki zdrowotnej i ochrony socjalnej, finansowanie adaptacji do zmiany klimatu i ograniczenie przemocy ze względu na płeć w ponad 80 krajach. Wszystko to zaś, jednocześnie przy pozostawieniu tych miliarderów w lepszej sytuacji niż przed pandemią.

Boucher dodała: „Miliarderzy przeszli [zwycięsko] straszliwą pandemię. Banki centralne wpompowały biliony dolarów w rynki finansowe, aby ratować gospodarkę, ale większość z nich trafiła do kieszeni miliarderów, którzy przeżywają boom na giełdzie. Szczepionki miały zakończyć tę pandemię, ale bogate rządy pozwoliły miliarderom i monopolistom z branży farmaceutycznej na odcięcie dostaw miliardom ludzi. W rezultacie istnieje ryzyko wzrostu wszelkiego rodzaju nierówności. Przewidywalność jest obrzydliwa. Konsekwencje tego zabijają”.

Osobiście nie widzę w szczepionkach ratunku dla świata, ale warte odnotowania jest, że początkowo mówiono, że firmy farmaceutyczne nieodpłatnie podzielą się patentem na szczepionki z resztą świata. Skończyło się na wielkim biznesie, który przyniósł fortuny im i ich inwestorom.

Raport podkreśla, że skrajna nierówność jest formą przemocy ekonomicznej, w której polityka i decyzje polityczne, które utrwalają bogactwo i władzę nielicznych uprzywilejowanych, powodują bezpośrednie szkody dla ogromnej większości zwykłych ludzi na całym świecie i na samej planecie. 

Oczekuje się, że po raz pierwszy od jednego pokolenia nierówności między krajami wzrosną. Kraje rozwijające się, którym odmówiono dostępu do wystarczającej liczby szczepionek ze względu na ochronę monopoli korporacji farmaceutycznych przez bogate rządy, zostały zmuszone do cięcia wydatków socjalnych, ponieważ ich poziom zadłużenia się był zbyt niebezpieczny. Odsetek osób z COVID-19, które umierają „z powodu wirusa” w krajach rozwijających się, jest mniej więcej dwa razy większy niż w krajach bogatych.

„Pandemia COVID-19 ujawniła otwarcie zarówno motyw chciwości, jak i możliwości polityczne i gospodarcze, dzięki którym skrajna nierówność stała się narzędziem przemocy ekonomicznej” – powiedziała Bucher. „Po latach badań i prowadzenia kampanii na ten temat jest to szokujący, ale nieunikniony wniosek, do którego Oxfam musiał dziś dojść”.

Pomimo ogromnych kosztów walki z pandemią, w ciągu ostatnich dwóch lat rządy bogatych krajów nie podniosły podatków od bogactwa najbogatszych i nadal prywatyzowały dobra publiczne. Zachęcono korporacyjne monopole do działania do tego stopnia, że w samym okresie pandemii wzrost koncentracji rynku był większy niż w ciągu ostatnich 15 lat od 2000 do 2015 roku. 

„Nierówność w takim tempie i skali ma miejsce z wyboru, a nie z przypadku” – powiedziała Bucher. „Nasze struktury gospodarcze nie tylko sprawiły, że wszyscy jesteśmy mniej bezpieczni przed tą pandemią, ale także aktywnie umożliwiają tym, którzy już są niezwykle bogaci i potężni, wykorzystanie tego kryzysu dla własnego zysku”.

Raport zwraca uwagę na znaczenie dwóch największych światowych gospodarek – Stanów Zjednoczonych i Chin – które zaczynają rozważać politykę zmniejszania nierówności, w tym poprzez wprowadzanie wyższych stawek podatkowych dla bogatych i podejmowanie działań przeciwko monopolom. „To daje nam pewną wymierną nadzieję na pojawienie się nowego konsensusu gospodarczego”, powiedziała Bucher.

Oxfam zaleca rządom m.in. odzyskanie zysków osiągniętych przez miliarderów, opodatkowując to ogromne nowe bogactwo, które powstało od początku pandemii, poprzez stałe podatki majątkowe i kapitałowe. Należy zainwestować biliony, które mogą zostać zebrane z tych podatków, na progresywne wydatki na powszechną opiekę zdrowotną i ochronę socjalną,

Bucher powiedziała: „Nie brakuje pieniędzy. To kłamstwo umarło, gdy rządy wydały 16 bilionów dolarów w odpowiedzi na pandemię. Brakuje tylko odwagi i wyobraźni potrzebnej, by wyrwać się z nieudanego, śmiertelnego kaftana skrajnego neoliberalizmu”. I chociaż w raporcie nie brak ideologicznych, lewicowych stwierdzeń, to trudno się nie zgodzić z tym, że nigdy nie było tak wielkiego rozwarstwienia społecznego jak dzisiaj.

Warto dodać, że cichą ofiarą pandemii była klasa średnia, która się znacznie zmniejszyła. Analiza Pew Research Center wykazała, że globalna klasa średnia liczyła w 2020 roku o 54 miliony mniej ludzi niż przed wybuchem pandemii. Tymczasem to właśnie klasa średnia jest tą grupą obywateli najbardziej wolną, która świadczy o prawdziwym dobrobycie społeczeństwa.

 Autor: Chris Klinsky Źródło: Oxfam.org

Tatusiu! Kup mi pałacyk!

Ewaryst Fedorowicz https://www.ekspedyt.org/2022/02/17/tatusiu-kup-mi-palacyk/

Tatusiu! Kup mi pałacyk!

Ależ Córeczko – jaki pałacyk?!
Pałacyk, to tatuś ci już kupił!

Taaak?

A jak tatuś mógłby zapomnieć o imieninach swojej Córuchny?

Jest pałacyk, że buzi dać! Właśnie się remontuje, bo jak mógłby tatuś swojej Córuni niewyremontowany prezent pokazać!

Taaak?

A jak się go troszkę opacykuje, to się go sprzeda…

Jak to, sprzeda?!

No sprzeda, bo się zaraz potem kupi drugi pałacyk, opacykuje, sprzeda i trzeci pałacyk…

To gdzie ja będę mieszkała?!

Spokojnie Córuniu, pałacyki się kupuje i sprzedaje, bo się za każdy ma ulgę podatkową, czyli dobrze się na tych sprzedażach zarabia.

Bo tatuś kocha swoją Córuś i po nocach, społecznie pomagał Pani Minister Od Zabytków tak uszyć tę ustawę, żeby w niej zaszyć ulgę, która ulży bezinteresownym  miłośnikom zabytków. Ciężka to robota była.

Ojej… Tatusiu, jaki ty jesteś mądry!

Wiadomo – nowogrodzka szkoła!
A mieszkać, to będziesz w zamku!

W zamku?!

Sam Prezes obiecał Ciemnemu Ludowi, że odbuduje Zamki Kazimierzowskie!

Zaraz stuknie 5 lat, jak to obiecał, a to idea jak najbardziej słuszna, bo
ten sam Prezes powiedział, że „Polsce są potrzebne Nowe Elity”.

A przecież elita bez Rodowego Gniazda, to jak kompania honorowa bez portek!

Na zamek, to oprócz tej zaszytej ulgi, mamy już dodatkowy grant w ramach… ale to nie na telefon – jak się zobaczymy, to Ci wyjaśnię.

To gdzie byś chciała ten swój zamek Córciu mieć?

A sama nie wiem…

No, jest jeszcze trochę czasu, to się zastanów i sobie jakiś wybierzesz.

A jako inwestycję w przyszłość wnuków, właśnie tatuś, to znaczy dziadek – przyszły, ale to przecież to samo, dokupił  4 zabytkowe kamieniczki oraz 3 dworki!

Taaak?

I w tych dworkach to się przyjmie uchodźców z Ukrainy.

Co?! W moich dworkach uchodźców?!

Spokojnie, Córeczko – to będą tacy uchodźcy, co będą tu przejeżdżali na relaks. I będą płacili taką kasę, jaką tylko ułamek procenta żyjących na Ukrainie rocznie zarabia.

Grant na tę działalność humanitarną… ale to przy okazji Ci opowiem.

A kamieniczki, to na ciocię z Tel Avivu, bo ona ma polski paszport, a bardzo przeżywa to mieszkanie, co to je musiała zostawić w Alei Przyjaciół, jak ją Gomułka wygnał bosą i gołą, tylko z jednym futrem z norek, paroma bransoletkami i walizką złotych 20 dolarówek!

Taaak?

No tak było – gołą i bosą. Straszne czasy!

I po jej śmierci, te kamieniczki  przechodzą na twoją Fundację.

Ja nie mam fundacji…

Dziś nie masz, ale już jutro będziesz miała. Trzeba myśleć perspektywicznie, dlatego tatuś się nie guzdrał, bo ciocia już wiekowa i nie wiadomo, kiedy wróci na spoczynek w powązkowskiej Alei Zasłużonych.

Bo ciocia lubi tylko dobre adresy!

A taka  prawda, że tatuś nie ma w co rąk włożyć – teraz, jak kręcimy na tym testowaniu, to mamusia po nocach płacze!

Cooo?!

No tak, bo pieniędzy nie nadąża liczyć, a mamusia  Excela  nie fersztejen, więc wszystko na piechotę liczy i najdalej, to się przy piątym milionie myli, a to nawet jeszcze do połowy daleko…

Jak pomyślę, że będziemy mieli trzecią kadencję, to mamusia może nerwowo nie wytrzymać, bo ona tylko ciągle, że chce mieszkać w Majami, bo tam jest tak fajnie, że pieniądze się tylko wydaje, a tak ciężko jak ona teraz, pracować na nie – nie trzeba.

„Pałacyk+”: Ogromna ulga w Polskim Ładzie. Jest królową wszystkich ulg. Znacznie większa od tzw. „luk vatowskich”?

Robert Bąkiewicz: Natychmiast wypowiedzieć umowę o zasobach własnych i pakiet klimatyczny.

Jeżeli premier pojedzie i odda polską suwerenność, Polska będzie skończona .

Robert Bąkiewicz odniósł się do ostatnich napięć między Polską, a Unią Europejską. Lider stowarzyszenia „Marsz Niepodległości” zaapelował do premiera Morawieckiego, by wypowiedział umowę o zasobach własnych oraz pakiet klimatyczny.

  • Robert Bąkiewicz zaapelował do polskich władz, by te wypowiedziały umowę o zasobach własnych i pakiet klimatyczny
  • Szef stowarzyszenia “Marsz Niepodległości” wskazuje, że zgoda na wyrok TSUE i dalszy szantaż organów unijnych doprowadzi do zrzeknięcia się polskiej niepodległości
  • Bąkiewicz stwierdził, że rząd nie może dalej płaszczyć się przed niemieckimi politykami

Robert Bąkiewicz: Wzywam polski rząd

Lider stowarzyszenia zamieścił w mediach społecznościowych nagranie, w którym wezwał polskie władze do stanowczego oporu wobec działań eurokratów.

Proszę państwa, wzywam polski rząd, polskie władze, polskiego premiera do tego, żebyśmy wypowiedzieli umowę o zasobach własnych. – zaapelował.

Umowa o zasobach własnych i pakiet klimatyczny to są narzędzia przymusu, terroru, szantażu w stosunku do państwa polskiego. Panie premierze, nie ma takich pieniędzy za które moglibyśmy oddać polską suwerenność i niepodległość. Nie ma co się płaszczyć przed tymi niemieckimi politykami, którzy mówią o tym, że Polskę trzeba zagłodzić. – ocenił.

Jeśli pan premier pojedzie i ze strachu przed zagłodzeniem odda polską suwerenność i niepodległość – Polska będzie być może skończona na dziesiątki lat, a może na zawsze. Nie ma takich pieniędzy, za które warto byłoby polską suwerenność i niepodległość sprzedawać. – stwierdził Robert Bąkiewicz.

Dlatego należy natychmiast wypowiedzieć umowę o zasobach własnych. Wypowiedzieć pakiet klimatyczny. Wypowiedzieć te wszystkie narzędzia, które służą do szantażowania Polski. Które służą do tego, żebyśmy przyjmowali rozwiązania bezprawne narzucane nam przez Brukselę, przez Berlin. – wskazywał.

Powtórzę: W grudniu 2020 roku mówiliśmy o tym, że umowa o zasobach własnych będzie niosła skandalicznie złe konsekwencje dla państwa polskiego. Potem mówiliśmy również o tym, że pakiet klimatyczny, że to zielone piekło będzie niszczyło polską gospodarkę. – przypomniał następnie Bąkiewicz.

Dzisiaj mówimy: Panie premierze, czas wypowiedzieć umowę o zasobach własnych. Wtedy naród będzie stał po pańskiej stronie. Zgoda na przyjęcie tych pieniędzy będzie oznaczała, że zgodziliśmy się na odebranie nam suwerenności, a być może i niepodległości. To będzie historyczny akt, który będzie oddawał Polskę być może na zawsze. Nie ma na to zgody! – podsumował.

„Pandemia” której nie było. Ofiary (wyszczepiania) – które są.WZROST zakrzepów to „nowa normalność”.

W ramach taktycznego wycofywania się z narracji o „pandemii” i zacierania śladów dokonanej zbrodni na ludzkości przy pomocy lockdownów, restrykcji, zubożenia społeczeństw, pozbawienia podstawowej opieki zdrowotnej czy promowania genetycznych preparatów, rządowe agencje kontynuują oszukiwanie społeczeństw poprzez manipulację statystykami.

https://www.bibula.com/?p=131334

——————————

Przez całe dwa lata tzw. pandemii podawane dane o „przypadkach na Covid-19”, „zakażeniach” czy nawet „zgonach na Covid-19”, często były mieszane ze sobą tworząc medialny obraz przeraźliwego „wirusa”, który przetrzebia społeczeństwa niezliczoną wprost liczbą „ofiar”.

W rzeczywistości, w czasie rzekomo największej groźby „wirusa”, czyli w 2020 roku, śmiertelność była mniejsza niż w poprzednich latach [jednak nie w Polsce, tu blokada lecznic spowodowała nadmiarowa śmiertelność. MD] , co powinno zmusić do myślenia nawet największych koronamaniaków stawiając pierwsze i zasadnicze pytanie: czy przy spadku ogólnej śmiertelności mieliśmy rzeczywiście do czynienia z jakąkolwiek pandemią?

Manipulacje kanadyjskich tyranów

Według niedawno opublikowanych danych dotyczących „pandemii” w kanadyjskiej prowincji Kolumbia Brytyjska – danych wydartych lokalnemu rządowi w ramach prawa o jawności informacji (FOIPPA), gdyż rządy na jakimkolwiek szczeblu nie dzielą się dobrowolnie takimi informacjami – wynika, że w latach „pandemicznych” hospitalizowano mniej osób niż przed „pandemią”.

Np. gdy w latach 2017/2018 hospitalizowano 455 393 osoby (na oddziałach intensywnej terapii ICU: 39 656), w latach 2018/2019 – 459 088 (ICU: 40 032), w latach 2019/2020 – 461 022 (ICU: 40 536), to w latach 2020/2021 – 431 822 (ICU: 39 160).

Podobnie wyglądają statystyki w innych częściach Kanady oraz w wielu częściach świata: w roku „największej pandemii”, czyli w 2020, spadła liczba zgonów, zaś rok później, gdy rozpoczęto kampanię wyszczepiania ludzkości, nastąpił gwałtowny wzrost śmiertelności, i to właśnie wśród zaszczepionej populacji.

Opłacalne mnożenie „ofiar kowida”

Kolejnym pytaniem, które powinni stawiać sobie koronamaniacy wierzący w pandemię – bo tylko religijne podejście do tych zagadnień może usprawiedliwić ich dogmatyczne oddanie – brzmi: czy osoby zmarłe, które zaliczono jako „ofiary Covid-19” rzeczywiście zmarły na mitycznego kowida?

Odpowiedź jest więcej niż oczywista, gdyż dzisiaj nawet główne media zaczynają powątpiewać w astronomiczne liczby „ofiar pandemii”, w ślad za nowymi opowieściami kapłanów kowidowych, jak Antoniego Fauci, szefa NIAID, czy szefowej CDC, Wallensky, którzy po dwóch latach generowania liczb nagle zaczęli tworzyć rozróżnienie mówiąc, że były osoby „zmarłe na Covid” i „zmarłe z Covidem”. Jak jednak rozsądzić kto zmarł „na-” a kto „z kowidem” pozostaje talmudyczną zagadką nie do rozwiązania, bo przecież jedni i drudzy umierali nie „od/z”, ale w wyniku zaniedbań w procesie podstawowej prewencji, niewłaściwej diagnozy i samego „leczenia”. Ale celem zwiększania statystyk jednej i drugiej grupie przypisano w aktach zgonu kowida, choć zdarzało się również, że do statystyk kowidowych dodawano ludzi zmarłych bez żadnych testów. 

Jeanne Stagg, tzw. sygalistka ujawniła niedawno informacje potwierdzające od dawna znane w niezależnych mediach fakty, że wiele z „ofiar kowida” to osoby zmarłe w wyniku całej gamy innych chorób czy incydentów. Stagg, pracująca dla stanowej agencji rozliczającej ubezpieczenie w ramach państwowej pomocy socjalnej Medicaid, przekazała te dane do Projektu Veritas. Ujawniła ona jak agencja w stanie Luisiana gdzie pracowała, przypisywała wszelkimi sposobami swoich pacjentów do tabelek, według których hojnie rozliczano „chorych na Covid” w ramach funduszów Medicaid. Ubezpieczenie państwowe Medicaid jest jedną wielką krową dojną dla firm ubezpieczeniowych, szpitali i lekarzy, z monstrualną kwotą rocznych wypłat w wysokości niemal 700 miliardów dolarów, i obok innego programu ubezpieczeń społecznych – Medicare (około biliona dolarów rocznie), stanowią podstawowe źródła dochodów wielu instytucji „służby zdrowia”.

Jak mówi Jeannie Stagg, wśród „zmarłych na Covid” nie brakowało i ofiar strzelaniny, i chorych na wszelkie dolegliwości. Stagg ujawniła, że „próbowaliśmy zwrócić uwagę kierownictwa na przypadki nadużyć, oszustwa i marnotrastwa, lecz nie było zainteresowania”.

I nie ma się co dziwić, wszak szpitale są z reguły jednostkami operującymi na zasadach biznesowych: im więcej klientów pierwszej klasy, tym lepiej, a mówienie o pacjentach jest już anachronizmem, gdyż szpitale stały się intratnymi jednostkami biznesowymi, z dobrze opłacanymi pracownikami najemnymi, zwanymi dla zmylenia lekarzami.

Jak pamiętamy, po ogłoszeniu „pandemii” i zasianiu strachu, ludzie rzucili się do szpitali z najmniejszymi przypadkami chorobowymi, które dotychczas były leczone w warunkach domowych: zwykła grypa zamiast przeleżenia trzy dni w sypialni, stała się teraz strasznym kowidem, wzmocnionym „pewnością” tzw. testu, magicznymi procedurami oraz nawałnicą medialnych doniesień. W szpitalu delikwenta poddawano serii trucizn (np. stosowaną również i w Polsce w „leczeniu Covid-19” trucizną o nazwie Remdesivir) i listą procedur ułatwiających zejście z tego świata. Szpitale szczególnie dbały o napływ nowych klientów. W Stanach Zjednoczonych szpitale zgarniały około 14 tysięcy dolarów od kowidowego pacjenta, a gdy podłączyli go do śmiertelnego wentylatora, stawka wzrastała o kolejne 30 tysięcy dolarów. Jak można odmówić sobie takiego interesu, który smakował administratorom szpitali lepiej niż przyłączenie się do mafii meksykańskiej? (A całe środowisko lekarskie nie jest wcale tak daleko od mafii narkotykowej, rozprowadzając wśród swoich klientów zalegalizowane narkotyki zwane lekami).

Szpitale do tego stopnia przyzwyczaiły się do łatwych pieniędzy, że traktują swoich klientów jako zakładników, nie zezwalając na wizyty rodzin, na zapewnienie prawidłowego odżywiania i zmuszają klientów do wyrażania zgody na „leczenie” wysoce szkodliwymi chemikaliami, pomimo wielokrotnych odmów pacjentów. Nie są to odosobnione przypadki i w ramach pomocy biuro prawnicze Jeff’a Childers z Gainsville na Florydzie wydało specjalny przewodnik dla rodzin jak zachować się w przypadku nękania pacjentów przez szpitale i lekarzy. „Najczęściej napływającym zażaleniem jest wywieranie nacisku na pacjentów aby wyrazili zgodę na przyjęcie Remdesiviru, bądź podawanie Remdesiviru nawet przy wyraźnej odmowie, jak również odmawianie przez szpitale alternatywnych metod leczenia, pomimo że są szeroko znane, nawet w przypadku gdy stan pacjenta jest krytyczny [..] Sam osobiście byłem świadkiem wydawania przez szpital dziesiątek tysięcy dolarów na prawników, aby zatrzymywać pacjentów w szpitalu.” – pisze Childers.

 Ofiary wyszczepiania

Propagandziści kowidowi, spanikowani coraz trudniejszymi do ukrycia liczbami zgonów oraz czując budzące się niezadowolenie trzeźwiejących grup dostrzegających nagle, że byli oszukiwani co do „skuteczności i bezpieczeństwa” produktów, które przyjęli – zaczynają tworzyć nowe teorie mające tłumaczyć lawinę powikłań i zgonów.

Oto niby szanowane pismo naukowo-medyczne JAMA opublikowało artykuł pt „Przypadki myocarditis raportowane po zaszczepieniu szczepionką mRNA przeciwko Covid-19, w Stanach Zjednoczonych, od grudnia 2020 r do sierpnia 2021 r.” W artykule znajdujemy mieszaninę prawdy, pół-prawd oraz zwykłego szamaństwa, ale co można się spodziewać po autorach pracujących dla CDC, z Johnem Su, jednym z głównych architektów prania mózgów.

Najpierw czytamy, że system VAERS, na którym autorzy bazują swoje badania „jest systemem pasywnym, a zawarte dane mogą być zarówno przeszacowane, jak i niedoszacowane”. Jak można w ogóle mówić o przeszacowaniu (overreporting), jeśli historycznie VAERS był zawsze niedoszacowany (undereporting), a sama CDC zleciła niezależnej instytucji zbadanie tego problemu. Badania przeprowadzone przez Harvard Pilgrim, wykazały, że system VAERS rejestruje jedynie około 1% wszystkich występujących skutków ubocznych szczepionek. Działo się to na długo przed tym jak wymyślono przeprowadzenie zabiegu o nazwie „światowa pandemia”, a gdy nadeszły już cudowne preparaty genetyczne mające zwalczyć złowrogiego wirusa, VAERS stał się wyklętym narzędziem, którego używania wręcz zabraniano lekarzom, pod rygorem nawet zwolnienia z pracy.

Nawet sama agencja CDC, administrująca wespół z FDA systemem VAERS, stwierdza jasno, że

Niedoszacowanie jest jednym z ograniczeń pasywnych systemów, włączając w to VAERS. Określenie „niedoszacowanie” odnosi się do faktu, że VAERS otrzymuje tylko mały ułamek rzeczywiście obserwowanych wydarzeń.

Jak można zatem w ogóle wspominać w naukowym piśmie o „przeszacowaniu”, jest zupełnie niezrozumiałe, pod warunkiem, że założymy chęć świadomej manipulacji i zmiękczania faktów. Zatem, nawet samo wspominanie o przeszacowaniu jest jakąś złośliwością naukowców, którzy jednak reflektują się przyznając dalej, że „niedoszacowanie jest bardziej prawdopodobne”. Co więcej, w dalszej części zdania przyznają oni, że „rzeczywiste oszacowania myocarditis [zapalenie mięśnia sercowego] na milion przyjętych szczepionek, prawdopodobnie są wyższe niż szacowano.”

Naganiacze z CDC przyznają więc, że mamy problem i próbują go jakoś rozładować. Potem przytaczają wyniki VAERS, skupiając się na grupie młodzieńców w wieku 16-17 lat, gdzie wybiórczy VAERS notuje 106 przypadków zapalenia mięśnia sercowego na milion podanych dawek „szczepionki”. Wynikałoby z tych oficjalnych rozważań, że w nagrodę za przyjęcie genetycznego preparatu przeciwko chorobie, która w niczym nie zagrażała tej grupie wiekowej, jeden na 9433 chłopców w wieku 16-17 lat otrzyma zapalenie mięśnia sercowego. Oczywiście rzeczywistość jest o wiele brutalniejsza, choćby poprzez rozszerzenie grupy wiekowej, jak i pomnożenie przez współczynnik niedoszacowania URF. Niezależni naukowcy opierając się na tych samych metodach obliczeniowych, które stosuje sama CDC, już wcześniej obliczyli wskaźnik niedoszacowania systemu VAERS, wahający sią od 20 do 50, dla zgonów, a dla przypadków myocarditis dochodzący nawet do 100. Jeśli przyjąć, że URF=100, to co setny zaszczepiony chłopak otrzymał bombę zagarową, która doprowadza do ruiny cały organizm poprzez mniej wydolne serce. Co gorsza, napływające fakty od lekarzy autentycznie badających i leczących pacjentów w swoich gabinetach – w przeciwieństwie do tych, którzy od 30 lat nie widzieli pacjenta, jak np. Fauci, czy wpatrzonych w formułki i tabele lekarzy-naukowców – są tak częste, że przerażają nawet obeznanych z rzadkimi chorobami lekarzy. 

 Myocarditis – jedna z poszczepiennych pamiątek

Zapalenie mięśnia sercowego nie musi od razu oznaczać śmiertelne zejście, chociaż jesteśmy świadkami takich przypadków – ostrzegają lekarze przerażeni niespotykaną dotychczas częstością występowania myocarditis u młodych, zdrowych osób, szczególnie chłopców. Dużo częściej oznacza, że następuje powolny proces tworzenia się mikrozatorów, co powoduje niedotlenienie organizmu poprzez mniej wydolny układ krwionośny. Zaszczepiony młody osobnik nie wie dlaczego czuje się osłabiony, apatyczny, dlaczego szybko się męczy, dlaczego częściej choruje, pokasłuje miesiącami, ma jakiś płytki oddech, dlaczego częściej podłapuje jakieś przeziębienia, dlaczego puls jest zwiększony (serce zmuszone jest pompować szybciej poprzez zwężone naczynia), dlaczego zaczyna mieć problemy neurologiczne, itd. Sportowcy przerywają karierę, zmęczona młodzież aby zrekompensować niedostatki, sięga po różne używki, dopalacze. Niektórzy z takimi stanami serca trafiają na pogotowie, inni do przychodni, część cierpi, nawet nie zastanawiając się nad powiązaniem przyczyny ze skutkiem, tym bardziej, że media nie informują o niebezpieczeństwie, lekarze dalej recytują mantrę o „skuteczności i bezpieczeństwie”, a władze brną w zaprzeczanie posiłkując się „badaniami naukowymi” wyprodukowanymi przez posłusznych pseudo-naukowców. Większość jednak cały czas prowadzi dotychczasowe życie w przeświadczeniu spełnienia „obowiązku społecznego” poprzez przyjęcie nieprzebadanego preparatu, który w podstępnym tempie czyni spustoszenie.

Pamiętajmy, że powikłania po przyjęciu genetycznego preparatu reklamowego jako „szczepionka przeciwko Covid-19” bardzo często skupiają się na trzech głównych narządach: sercu i układu krążenia, układu rozrodczego oraz mózgu, nie omijając oczywiście innych narządów i organów, np. oczu, uszu (utrata słuchu), rąk czy nóg (które trzeba obcinać) oraz przyczyniają się do licznych chorób autoimmunologicznych.

Problem z mięśniem sercowym, bardzo często obserwowany właśnie u młodych mężczyzn, w tym tych aktywnych fizycznie, jest o tyle groźny, że jakiekolwiek uszkodzenie serca NIGDY nie goi się całkowicie i ZAWSZE pozostaje blizna, która będzie utrudniała normalne funkcjonowanie serca DO KOŃCA ŻYCIA.

Warto po raz kolejny to zaznaczyć i uświadomić, szczególnie lekarzom (którzy zaspali na pierwszych lekcjach studiów) i tzw. ekspertom telewizyjnym, którzy za pieniądze bądź chwilę sławy wyrecytują każdą zwrotkę z wiersza o „bezpieczeństwie i skuteczności”.

Natomiast znawcy tematu wiedzą co mówią, zresztą nie jest nauka tajemna lecz to co medycyna akademicka i kliniczna uczyła od lat, do czasu tzw. pandemii i tzw. szczepionek, które wywróciły pojęcia i definicje do góry nogami. Zacytujmy dr. Rogera Hodkinson, patologa:

Zapalenie mięśnia sercowego nigdy nie jest łagodne, szczególnie u młodych zdrowych mężczyzn. Jest to stan zapalny mięśnia sercowego . . . I nie wiemy jaki procent z komórek mięśnia sercowego obumiera w wyniku każdego z ataków myocarditis. Najwięszym problemem w przypadku mięśnia sercowego i włókien mięśnia sercowego, jest to że one się nigdy nie regenerują . . . zatem zostajesz z tym niewiadomym procentem obumarłych mięśni . . . Jako że nie potrafimy ocenić stopnia uszkodzenia, to długoterminowe skutki są nieprzewidywalne.  . . .  Nie wiemy czy odezwie się to dziesięć lat później przedwczesnym zawałem serca, które w innym przypadku nie powinno mieć miejsca. Zatem jest to strasznie niepokojące, ta wiedza, że to może się wydarzyć w przyszłośći. … Nie jest to sprawa błaha.

 Wykrycie mikrozakrzepów u żyjącej osoby nie jest sprawą łatwą: nie można tego stwierdzić poprzez badania MRI czy rutynowe badania krwi. Zaszczepiona osoba cierpiąca na jakieś dolegliwości, np. na wielomiesięczne osłabienie, idzie więc do swojego lekarza rodzinnego, potem do specjalisty, robi serię badań, które często nie wykazują wielkich odchyleń. Gdy kiedyś wylosowała pozytywny test „na Covid”, ma wytłumaczenie: tak, to jest „long Covid”, na co uzyskuje potwierdzenie od lekarza. Dalej brnie w samozaprzeczanie, w kowidową narrację.

Jedynym sposobem na potwierdzenie podejrzeń jest zbadanie stężenia D-dimeru (fragmenty fibryny), mogącej wskazywać na choroby zakrzepowo-zatorowe. Takie badania sugeruje m.in. kanadyjski lekarz, dr Charles Hoffe, który opublikował dane ze swojej klinicznej praktyki pokazujące zjawiska, z którymi dotychczas nie miał nigdy do czynienia: z ogromną skalą pacjentów z wysokim wskaźnikiem D-dimer. Aż 62% jego pacjentów (zaszczepionych) miało podwyższone stężenie, wskazując na możliwość mikrozakrzepów. Dr Hoffe ostrzega, że zaprogramowanie organizmu – poprzez wstrzyknięte preparaty – na nieustanne produkowanie toksycznego kolca biała, skończy się tragicznie. „Zabije to większość ludzi właśnie poprzez uszkodzenie serca.” – jednoznacznie stwierdza dr Hoffe.

 Balsamiści alarmują

Obserwacje kliniczne lekarzy potwierdzane są już pośmiertnie. Najbardziej wyraziste, dobitne i przerażające przykłady dostarczają ostatnio domy pogrzebowe, ich specjalistyczni pracownicy zajmujący się przygotowywaniem zwłok (balsamiści , ang. embalmer), oraz tzw. koronerzy i lekarze patolodzy. Jeden z takich specjalistów, Richard Hirschman, który prowadzi również od kilkudziesięciu lat dom pogrzebowy, ujawnił, że obserwuje zjawisko nieznane jemu w całej swojej praktyce: od stycznia 2021 roku – czyli dokładnie od rozpoczęcia wyszczepiania społeczeństwa amerykańskiego – widzi on u 40 do 80% zmarłych-zaszczepionych ogromne zakrzepy.

Balsamista Richard Hirschman pokazuje zdjęcia nieznanych wcześniej w takiej skali zakrzepów

Inna specjalistka, Anna Foster z 11-letnią praktyką balsamistyczną, w wywiadzie ze Stevem Kirsch ujawniła, że w 93% jej ostatnich przypadków to osoby z niewidzianymi dotychczas rozległymi zatorami. Specyficzne i dosyć hermetyczne środowisko balsamistów wymienia się między sobą informacjami i z całych Stanów Zjednoczonych dochodzą podobne obserwacje.

Wywiad Steve’a Kirsch z Anną Foster [w oryg. md]

 Media, CDC, „eksperci” – wszyscy ignorują rzeczywistość, jednak z ich działań rzekomo łagodzących dotychczasowe restrykcje można dostrzec przerażenie: zastanawiają się co zrobić aby zatuszować swoje zbrodnie, co zrobić aby ludzie nie poznali prawdy, jak zmienić scenariusz aby kontynuować zamordyzm nie zwracając przy tym uwagi większości. Co więcej: aby ludzie dalej sami potulnie i z radością prowadzili się do samozniszczenia, jak w przypadku akcji wyszczepiania, ze szczęśliwymi zdjęciami zaszczepionych na facebookach.

Co jeszcze wymyślą manipulatorzy, można się domyślać, lecz chyba ich inwencja przekracza naszą wyobraźnię, wszak za nauczyciela mają bardzo inteligentnego lucefyrecznego doradcę.

Propaganda CDC: Zakrzepy to normalka

CDC wymyśliło więc sposób: należy stworzyć wrażenie, że zawały serca u zdrowych ludzi, a szczególnie młodzieży to zjawisko normalne, coś co wydarzało się zawsze i wszędzie, czego byliśmy świadkami niemal codziennie, grając w berka na podwórku, skacząc na skakance czy nudząc się na lekcjach plastyki. Było tak powszechne, że nawet tego nie dostrzegaliśmy. CDC chce abyśmy uwierzyli, że spotęgowana dzisiaj ilość zawałów serca, zakrzepów, udarów, to tylko nasza wyobraźnia, wzmożona czujność i oczywiście nieprzyzwoitość nieprzyjaznego środowiska „antyszczepów”, które wynajduje jednostkowe przypadki nagłaśniając je.

Podczas narodowego „święta” Super Bowl futbolu amerykańskiego, CDC wypuściło więc reklamę pod tytułem „Każdy, w każdym wieku może w każdej chwili mieć zator serca”. W ramach „prewencji” namnożyły się strony intrnetowe „edukujące” o zakrzepach serca, a „zapobieganie” według CDC polega na: 1) Skontaktuj się z lekarzem gdy zauważysz jakieś symptomy, jak opuchnięcia, ból czy zaczerwienienie skóry; 2) Zapytaj się lekarza o ryzyko zakrzepów; 3) Wstań i ruszaj się co 3-4 godziny.

CDC, kryminalna jednostka odpowiedzialna za uśmiercanie ludzi poprzez promowanie przez kilkadziesiąt lat chorobotwórczych lekarstw oraz śmiercinośnych preparatów zwanych szczepionkami, w tym tych najnowszych powodujących właśnie zakrzepy, staje się zatem również producentem spektaklów komicznych. [w oryg. md]

Zakrzepy serca to normalka. Propagandowy film reklamowany na stronie CDC.

Przygotujmy się zatem na zmasowaną kampanią „uświadamiającą”, że potężny wzrost chorób, szczególnie serca,  że zakrzepy, zawały, to normalka, coś bardzo powszechnego. Nastąpił wzrost? Oczywiście, już trudno zaprzeczyć czy ukryć, lecz jako przyczynę wskaże się wszystko, z wyjątkiem tej najważniejszej.

Oprac. www.bibula.com 2022-02-16

=============================

mail: Montują nam serię propagandowych reklam (jak to już robi CDC), tworzą strony internetowe, mnożą się artykuły z krzykliwymi tytułami – wszystko to ma nam „uświadomić”, że wzrost przypadków zawałów, zakrzepów to taka nowa normalność.

To, że wiedzieliśmy przed „szczepionkami”, że istnieją takie zagrożenia, to już nie wystarcza, gdyż w czasie WZROSTU przypadków zakrzepów musimy nabrać przekonania, że to taka nasza nowa rzeczywistość.

Innymi słowy, że WZROST to nowa normalność, do której powinniśmy się przyzwyczaić (stąd ich nowe podstępne hasło: „Każdy, w każdym wieku może w każdej chwili mieć zator serca”.)

Pyrć…Pyrć…Pyrć…Silnik propagandy nie może się zatrzymać.„Normalne” szprycowanie to za mało, czyli o szprycy prewencyjnej, a także…

„Normalne” szprycowanie to za mało, czyli o szprycy prewencyjnej, a także podawanej w sprayu

Zamiast szprycy może spray do nosa? I jaką właściwie mają pełnić funkcję nowe preparaty, skoro stare spełniły ponoć swoją rolę? Będzie „szpryca prewencyjna”?
https://nczas.com/2022/02/17/normalne-szprycowanie-to-za-malo-czyli-o-szprycy-prewencyjnej-a-takze-podawanej-w-sprayu/

———————————

Czwartkowy „Dziennik Gazeta Prawna” wskazuje, że „zbliżający się koniec pandemii stawia przed światem naukowym pytanie: co dalej ze szczepionkami przeciw koronawirusom?”.

Covidianie, rzecz jasna, maja na ten temat swoje zdanie, które nie zawsze idzie w parze ze zdrowym rozsądkiem:

„Musimy sobie odpowiedzieć – czego właściwie od oczekujemy od szczepionek? Moim zdaniem potrzebujemy szczepionki, która będzie chroniła osoby z grup ryzyka głównie w sezonie jesienno-zimowym, bo nie oszukujmy się, SARS-CoV-2 dalej będzie zabijał” – mówi prof. Krzysztof Pyrć, wirusolog z Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Jak napisano w DGP, „w praktyce oznaczałoby to preparat, który zapewniałby ochronę przed kilkoma wariantami wirusa (naukowcy mówią, że szczepionka byłaby +poliwalentna+) – podobnie, jak jest to dzisiaj ze szczepionkami przeciw grypie”. „Dla zapewnienia jak najsilniejszego efektu ochronnego preparat powinien uwzględniać warianty jak najbardziej odległe genetycznie, czyli w obecnej sytuacji np. +oryginalnego+ SARS-CoV-2, Deltę i Omikrona. W razie pojawienia się nowych kuzynów uwzględniałby również ich” – dodano.

Jak wskazuje jednak prof. Pyrć, dzięki współczesnej technologii nie musimy ograniczać się wyłącznie do wzorców wirusów zapewnianych przez naturę. „Teoretycznie moglibyśmy projektować szczepionki, które wyprzedzałyby istniejące warianty i uwzględniały pojawiające się pojedyncze mutacje. Taka szczepionka lepiej przygotowywałaby nasz układ odpornościowy na rozpoznawanie zmiennych elementów SARS-CoV-2” – wyjaśnił.

Jednym słowem w niektórych głowach już jawi się koncept, by szprycować zanim jeszcze (pytanie: czy w ogóle sie pojawi?) pojawi się powód szprycowania! Nadchodzi projekt „szpryca prewencyjna”?

Zaskoczonym wirusolog tłumaczy, że „to taki trochę +inteligentny projekt+, wychodzący poza reguły +starej szkoły+, zgodnie z którymi działamy tylko z tym, co podsunie nam natura”.

„Jeśli priorytetem w najbliższej przyszłości faktycznie okaże się ochrona osób z grup ryzyka, to rozwiązaniem może się okazać szczepionka wycelowana w dwóch przeciwników – koronawirusa i grypę. Nad takim preparatem pracuje producent jednego z obecnie stosowanych preparatów, czyli Moderna. Z zapowiedzi firmy wynika, że mógłby być gotowy w drugiej połowie przyszłego roku, czyli jeszcze przed sezonem jesienno-zimowym” – czytamy w „DGP”.

Gazeta przytacza też stanowisko innej grupy naukowców, którzy wychodzą z założenia, że skoro obecne szczepionki zapewniają nam ochronę przed ciężką postacią COVID-19 i zgonem, ale słabiej przeciwdziałają zakażeniu (co boleśnie obnażył Omikron), to wzmocnić powinniśmy ten drugi element.

„Tutaj pomysł jest prosty: zastąpić preparaty w zastrzyku preparatem w sprayu podawanym do nosa, czyli bezpośrednio do miejsca, w którym rozwija się wirus (np. Omikron zdaje się bardziej preferować górne drogi oddechowe). Prace nad produktem w sprayu trwają jednocześnie w kilku miejscach na świecie. Tego typu preparaty wykazały dużą skuteczność w badaniach na zwierzętach, stąd zainteresowanie ze strony naukowców i podmiotów komercyjnych. Jedną z firm, która ma nadzieję wprowadzić taki produkt na rynek, jest hinduska Bharat Biotech, ale badania kliniczne na różnym etapie prowadzone są także w Meksyku i Chinach” – podał „DGP”.

================

PolakWolny

Proponuję tym ,,naukowcom” oprócz zastrzyków nowe formy ,,szprycowania” : w pigułce, w aerozolu, w czopku, w inhalatorach, w żelach do higieny intymnej, w butlach tlenowych,w napojach, w jedzeniu, w słodyczach, w hostii, w kosmetykach, w instalacjach wodociągowych, a najlepiej w chmurach aby to dobrodziejstwo, bez którego nie można przeżyć, spływało na nas cały czas jak ta manna z nieba. Jeszcze jakieś pomysły?  [toć chemtrails już mamy.. md]

Marzenia „dziewcząt” i starszych panów

Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5123 17 lutego 2022

Powiadają, że pośpiech wskazany jest w dwóch przypadkach: przy biegunce i przy łapaniu pcheł. No dobrze – a jak jest w przypadku łapania pluskiew? Nie chodzi oczywiście o insekty, chociaż i z nimi bywają problemy. Melchior Wańkowicz w jednym ze swoich reportaży wspomina pobyt w hotelu – bodajże w Stambule – gdzie w pokoju roiło się od pluskiew. Poszedł do recepcjonisty w nadziei, że on coś temu zaradzi. Okazało się, że funkcję tę sprawuje biały Rosjanin, więc Wańkowicz zwrócił się do niego po rosyjsku: „czort znajet, kłopy…” – „Da, ani prakliatyje, kak abliezut…” – odpowiedział recepcjonista ze zrozumieniem i współczuciem.

W tym przypadku nie chodzi o insekty, ale o urządzenia podsłuchowe, zwane potocznie „pluskwami”. Jak wiadomo, są one powszechnie stosowane w tajnych służbach, a także – wśród kelnerów, zwłaszcza w nieistniejącej już dzisiaj restauracji „Sowa i przyjaciele”, która z tego powodu została natychmiast przez warszawską ulicę przechrzczona na restaurację „Pod pluskwami”. W ogóle były w Warszawie restauracje, które potocznie nazywały się inaczej, niż oficjalnie – na przykład restauracja naprzeciwko warszawskiego Pałacu Mostowskich, w którym za pierwszej komuny była Stołeczna Komenda Milicji Obywatelskiej, a teraz – Stołeczna Komenda Policji. Restauracja ta potocznie nazywana była Pod pałami”. W tym Pałacu Mostowskich byłem w 1988 roku przesłuchiwany przez funkcjonariusza SB w związku z przyłapaniem mnie na przewożeniu „bibuły” – ale ponieważ trwały już przygotowania do „okrągłego stołu”, to skończyło się na tym, że ów funkcjonariusz kazał mi „wypierdalać”. Ciekawe, czy pani Marta Lempart i jej wściekłe przyjaciółki nie czerpią przypadkiem z tego źródła inspiracji dla swego kultowego zawołania?

Zebrało mi się na takie wspominki na wieść, że w zamian za obietnicę powierzenia mu stanowiska przewodniczącego sejmowej komisji śledczej, która ma wyjaśnić nie tylko aferę zbrodniczego „Pegasusa”, ale w ogóle – wszystkie przypadki inwigilacji, bodajże od roku 2005 do 2021 – Wielce Czcigodny Paweł Kukiz zgodził się przejść na jasną stronę Mocy, to znaczy – poprzeć nieprzejednaną opozycję pod wodzą Wielce Czcigodnego posła Pupki, porte parole szefa Volksdeutsche Partei Donalda Tuska – w głosowaniu za powołaniem komisji śledczej, czemu sprzeciwia się obóz „dobrej zmiany”. W ogóle w sprawie inwigilacji przy pomocy zbrodniczego, chociaż z drugiej strony, nie zapominajmy – izraelskiego „Pegasusa– odbyło się w Parlamencie Europejskim wysłuchanie pana mecenasa Romana Giertycha, który wraz z wielce Czcigodnym panem Brejzą, a także – horrible dictu – samym Donaldem Tuskiem – był inwigilowany. Jestem pewien, że po tym „wysłuchaniu” nie znajdzie się w naszym nieszczęśliwym kraju ani jeden niezawisły sąd, który odważyłby się aresztować pana mecenasa Giertycha, nie mówiąc już o skazaniu.

Gdyby tak postępował każdy skrzywdzony przez faszystowski reżym Jarosława Kaczyńskiego, to mogłoby się okazać, że w Polsce w ogóle nie ma, ani nigdy nie było żadnej przestępczości zorganizowanej – tylko czy Parlamentowi Europejskiemu wystarczyłoby czasu, żeby tak wszystkich wysłuchiwać? Tedy w czynie społecznym przypominam, że procedura jest taka; kiedy na schodach usłyszymy kroki, natychmiast odwracamy się na łóżku do ściany i popadamy w nirwanę tak, żeby prokurator przedstawiał zarzuty naszej dupie, dzięki czemu unikniemy statusu osoby podejrzanej, a potem, przez obficie smarowany złotem łańcuch znajomości, albo na zasadzie: róbmy sobie na rękę – załatwiamy sobie wysłuchanie w Parlamencie Europejskim – i po krzyku.

Więc skoro Wielce Czcigodny Paweł Kukiz przeszedł na jasną stronę Mocy, to komisja śledcza na pewno powstanie, tylko – czy cokolwiek wyjaśni? Doświadczenia ostatniej komisji śledczej w sprawie „Amber Gold” pokazują, że prawdopodobnie i ta nie wyjaśni niczego, bo wiadomo, że „nie o to chodzi, by złowić króliczka, ale by gonić go!” Wprawdzie Wielce Czcigodny Paweł Kukiz ma nadzieję, że ta komisja nie przekształci się w kolejną polityczną jatkę, ale wiadomo, że nadzieja, to matka głupich, a poza tym Wiece Czcigodny Paweł Kukiz, kiedy już odda głos za utworzeniem komisji, nie będzie nieprzejednanej opozycji do niczego potrzebny, a kto wie – może nawet go wydymają i nie dadzą mu zostać przewodniczącym?

Bo komisja, która przyznałaby sobie prawo badania przypadków inwigilacji na przestrzeni ostatnich 15 lat, w gruncie rzeczy działałaby przeciwko bezpieczniackim watahom, poczynając od Wojskowych Służb Informacyjnych, poprzez ABW do CBA, dla którzy rząd, za pośrednictwem bezpieczniackiej firmy, kupił zbrodniczego „Pegasusa”. Mowy zatem nie ma, by taka komisja cokolwiek wyjaśniła, poczynając od podstawowej sprawy: ilu będzie w niej zasiadało konfidentów WSI, Urzędu Ochrony Państwa, ABW, CBŚ, CBA, SKW, SWW – i tak dalej, i tak dalej.

W tej sytuacji tyle naszego, że możemy puścić wodze fantazji. „Kłębami dymu niechaj się otoczę, niech o komisji pomarzę, wpółsenny” – że pozwolę sobie w ten sposób strawestować Wieszcza. Kiedy tak puszczam wodze fantazji, to wyobrażam sobie, że komisja wyjaśnia na przykład sprawę operacji „Menora”, w której inwigilacji, a nawet rozmaitym szykanom i psim figlom zostałem poddany wraz z panem profesorem Jerzym Robertem Nowakiem i Waldemarem Łysiakiem. Chodziło o to, że nasza trójka przygotowywała na rocznicę powstania w getcie warszawskim coś tak okropnego, że nawet między sobą utrzymywaliśmy to w ścisłej tajemnicy – ale energiczna akcja ABW zapobiegła katastrofie, w której – jak się domyślam – tylko premie finansowe były prawdziwe. Ta operacja, o której przypadkowo dowiedziałem się z opóźnieniem, prowadzona była w okolicach roku 2012, a więc za rządów Donalda Tuska. Może w tej sytuacji szef Volksdeutsche Partei załatwiłby mi wysłuchanie w Parlamencie Europejskim? W końcu – jak mawiał pewien biskup-sybaryta – „azaliż tylko dla grzeszników Pan Bóg stworzył rzeczy smaczne?” Skoro mógł się tam wyżalić pan mecenas Roman Giertych, to dlaczego nie ja?

Me too – mógłbym powtórzyć tam za panienkami, co to – jak sobie teraz przypominają – były gwałcone przez całe lata – oczywiście z przerwami na sen i na posiłki.

Ale nie tylko na swoich prywatniackich sprawach by mi zależało, bo przecież – puszczamy dalej wodze fantazji – komisja mogłaby wyjaśnić też sprawy związane z prowadzoną przez ABW operacją „Temida, której celem był werbunek konfidentów w środowisku niezawisłych sędziów. Kto nakazał przeprowadzenie tej operacji, kto ją prowadził, ilu niezawisłych sędziów zostało zwerbowanych, jaka była przedtem i potem ich kariera zawodowa, jakie stanowiska zajmują obecnie i do jakiej partii politycznej należą, czy do opozycyjnych wobec rządu partii „Iniuria” i „Themis”, czy też do jakiejś rządowej?

I tak dalej – a przecież są jeszcze Wojskowe Służby Informacyjne, których oficjalnie nie ma – ale ta oficjalna nieobecność jest tylko wyższą forma obecności? Co z nimi? „Bo miewamy często głupie sny, ale potem się budzimy i…” – śpiewał Wojciech Młynarski, który tylko przez modestię nie dodawał, że budzimy się jak zwykle – ale z ręką w nocniku.

Siarkowska: Niech pan rzecznik nie straszy medyków prawną fikcją. Niedopuszczalna dyskryminacja, która nie ma prawnego ani naukowego uzasadnienia!

Czy chce Pan wywołać paraliż służby zdrowia? Niezaszczepieni medycy zapowiadają odejście z pracy!

Poseł Anna Maria Siarkowska jest znana z odmiennego od wodza Jarosława i Naczelnika Niedzielskiego zdania w sprawie obostrzeń i cud preparatów.

Pani Poseł w mocnych słowach skomentowała zapowiedź rzecznika resortu zdrowia ws. obowiązku szczepień medyków.

————————-

„Niech Pan Rzecznik Ministerstwa Zdrowia nie straszy personelu medycznego, bo rozporządzenie jest zwyczajnie bezprawne. Brak mu podstawy ustawowej. Pracownicy medyczni wygrają ten spór w sądzie. Ta kuriozalna decyzja MZ nie tylko godzi w prawa obywatelskie, ale też urąga powadze państwa” – napisała na Twitterze należąca do klubu PiS parlamentarzystka.

Wg partaczy prawa istnieje obowiązek szczepień dla pracowników medycznych i pracowników okołomedycznych oraz studentów medycyny

7 grudnia ubiegłego roku szef Ministerstwa Zdrowia Adam Niedzielski zapowiedział, że jego resort od 1 marca 2022 roku będzie chciał wprowadzić obowiązek szczepienia przeciwko COVID-19 dla medyków, nauczycieli i służb mundurowych. Jednak już 23 grudnia w Dzienniku Ustaw opublikowano rozporządzenie, zgodnie z którym tylko osoby wykonujące zawód medyczny, farmaceuci i studenci medycyny muszą zaszczepić się w pełni preparatem przeciw COVID-19.

– Do 1 marca każdy medyk musi się zaszczepić dwiema dawkami. W przeciwnym razie będzie kara finansowa. Takie osoby nie powinny być też dopuszczone do opieki nad pacjentami – oznajmił we wtorek na konferencji prasowej rzecznik resortu zdrowia Wojciech Andrusiewicz.

To właśnie te słowa wywołały oburzenie Anny Marii Siarkowskiej.

W tym miejscu warto zanegować wypowiedziane słowa przez rzecznika Ministerstwa Pandemii, ponieważ pochodzący z rozporządzenia „obowiązek” to prawna fikcja.

Więcej o tym można dowiedzieć się z naszego artykułu pt.: Obowiązkowe szczepienie medyków i zawodów okołomedycznych. Jak się przed nim bronić!

Wypowiedź Andrusiewicza krytykuje też poseł Solidarnej Polski Maria Kurowska: ” – zapowiada rzecznik MZ. Panie Ministrze Niedzielski, jaka jest podstawa prawna? Czy chce Pan wywołać paraliż służby zdrowia? Niezaszczepieni medycy zapowiadają odejście z pracy!”.

I dodaje: „Rzecznik MZ powiedział też, że to niedopuszczalna dyskryminacja, która nie ma prawnego ani naukowego uzasadnienia!”.

Kopacz vs Niedzielski.”Firma, która oferuje produkt nie chce za niego wziąć odpowiedzialność”… [Świńska grypa a świński minister]

[WŁĄCZ WYKRYWACZ KŁAMSTW] Minister Zdrowia dawniej, a dziś… Kopacz vs Niedzielski. Firma, która oferuje produkt nie chce za niego wziąć odpowiedzialność… [Świńska grypa a świński minister md]

https://youtu.be/E1ubW07tURk 6 minut

————————-

Nagranie z 2010r. dotyczące „pandemii” A/H1N1 (Świńska grypa).

Włącz swój prywatny wykrywacz kłamstw i sprawdź w sieci informacje na temat odszkodowań po tamtych szczepieniach np. w Norwegii, w Szwecji.

Minister Zdrowia Ewa Kopacz nie poddała się presji.

Warto obejrzeć powyższe nagranie z panią Kopacz, połączyć kropki i wydedukować swoje wnioski w odniesieniu do narracji i polityki masowego wyszczepiania prowadzonej przez dzisiejsze władze i „ekspertów” wespół w zespół administrujących „pandemią” covid19 w Polsce.

Ewa Kopacz:Jestem przerażona tym co znajduje w umowie, którą proponuje firma. […] Ja wiem co niebezpiecznego jest w tej umowie. Jeśli firma, która dzisiaj oferuje produkt nie chce za niego wziąć odpowiedzialność, tzn. że nie jest pewna swojego produktu…

To wolny kraj. Pan Rzecznik może sobie mówić, co chce. A ja nie chcę komentować jego stanu zdrowia, bo nie jestem jego lekarzem – mówiła w Kontrwywiadzie RMF FM Ewa Kopacz. Minister zdrowia dodała, że dziś na pewno nie kupi szczepionek przeciwko nowej grypie. Dopóki szczepionki nie będą w wolnym obrocie, my ich nie kupimy. Musimy mieć pewność, że producent bierze za nie odpowiedzialność.”

Dr Norman Pieniążek: „To jest hit sezonu. Słuchajcie dokładnie a potem opowiadajcie to kowidianom. Nie ma Rady Medycznej, jakiś Pyrciów, Gutów, Simonów, Horbanów, jakichś półgłupków z Polskiej Akademii Nieuków biorących pieniądze na boku.” [MeWe]

źródło: RMF

Koniec pandemii w powiatach najmniej wyszczepionych? Szczepienia mają wpływ na pandemię, ale odwrotny niż zakładany przez propagandę. Mapka.

Co się dzieje w powiatach Małopolski?

Wczoraj na portalu Wirtualna Polska mogliśmy przeczytań artykuł o możliwości zniesienia obostrzeń w powiatach, gdzie jest najmniej zarażeń koronawirusem. Nie byłoby nic w tym nadzwyczajnego, gdyby nie mapka, która tam się ukazała:

https://jest.neon24.pl/post/166796,koniec-pandemii-w-powiatach-najslabiej-wyszczepionych

W artykule możemy przeczytać:
„To mógłby być pierwszy region bez obostrzeń. Ogromna zmiana w danych o epidemii
Zaledwie co szósty test wychodzi pozytywnie, a przez cały tydzień w liczącym 68 tys. mieszkańców powiecie uzbierało się jedynie 63 zakażonych. To dane z powiatu tatrzańskiego, który ma najlepsze statystyki epidemiczne w kraju i spełnia kryteria tzw. strefy zielonej, gdzie obowiązywały minimalne obostrzenia. Nawet słynny lekarz z zakopiańskiego szpitala, który w sylwestra ostrzegał przed Omikronem, jest optymistą w sprawie końca epidemii.”

Pamiętam, jak jeszcze niedawno, gdy miał się odbyć słynny „Sylwester Marzeń” organizowany przez TVP, inne telewizje grzmiały, że
będzie teraz wysyp zachorowań w Zakopanem. Przypomnę jeszcze, że powiat tatrzański jest słabo wyszczepiony, bo zaledwie 40% mieszkańców – źródło. Jeszcze gorzej jest w powiecie nowotarskim 38%, który też jest na zielono oznaczony – źródło .Powiat nowosądecki 42% – źródło
Jak widzimy szczepienia mają wpływ na pandemię,
ale odwrotny niż zakładany. Chyba nie jest tajemnicą, że obecnie chorują w większości zaszczepieni, a to ma wpływ na wygaszanie kolejnych fal.

https://wiadomosci.wp.pl/to-moglby-byc-pierwszy-region-bez-obostrzen-ogromna-zmiana-w-danych-o-epidemii-6737682618362656a

Zdjęcie

Ottawa – szef policji rezygnuje. Cowboys dołączają do protestu. [to ważniejsze, niż wrzask wokół Ukrainy].

Dzisiaj, 16 lutego po wprowadzeniu Emergency Act ze swojej funkcji zrezygnował szef miejscowej policji Peter Slowly

Według niego, przysięga, jaką niegdyś, na początku swojej kariery składał, że będzie ochraniać naród Kanady jest nie do pogodzenia z żądaniami wobec policji  wysuwanymi przez obecne władze.

——————

https://niemcy.neon24.pl/post/166802,ottawa-szef-policji-rezygnuje-cowboys-dolaczaja-do-protestu Joanna M.Wiórkiewicz 16 lutego 2022

Tymczasem cały czas do Ottawy ściągają dalsze ciężarówki. Wielkie wrażenie robią kawalerzyści (cowboys), którzy tysiącami jadą do Ottawy na koniach. Amerykańscy cowboys lada dzień  dołączą do kanadyjskich kolegów.

Na zabytkowych wózkach zaprzężonych w konie przywożone są truckersom zapasy benzyny. Zobaczcie sami:

30 sekund, ale MOCNE

Mail: W Ottawie odbywa się co roku latem międzynarodowa wystawa koni, dlatego oni dysponują wielkimi stajniami i wybiegiem. 

Zgony nastolatków krótko po szprycy. Propagandowy bełkot – rządowych przecież – propagandystów „Szczepimy się”.

[Zbóje i zbrodniarze, w tym patologiczni, byli zawsze. Ludzie, narody powołały – przed tysiącleciami już – władze, by przed nimi broniły. Jakich określeń – mocnych ale sprawiedliwych – użyć, gdy to „reprezentanci władzy”, przez nas „wybranej” [cudzysłów – bo od dziesięcioleci ukazujemy oszustwo wyborów „proporcjonalnych”] prowadzą do masowych medycznych morderstw – i są BEZKARNI? Skala pojęć potępiających jest przecież ograniczona. Mirosław Dakowski]

====================

https://nczas.com/2022/02/16/zgon-nastolatkow-krotko-po-szprycy-opublikowano-autopsje-ostra-wymiana-zdan-doktora-witczaka-z-szczepimy-sie/

Opublikowano autopsję. Ostra wymiana zdań doktora Witczaka ze „Szczepimy się”

Opublikowano autopsję histopatologiczną dwóch nastolatków zmarłych trzy i cztery dni po przyjęciu drugiej dawki szczepionki przeciwko covidowi firmy Pfizer. Wyniki budzą duże emocje w mediach społecznościowych. Na Twitterze „starli się” dr Piotr Witczak i rządowy profil „Szczepimy się”.

Dwaj nastoletni chłopcy zmarli trzy i cztery dni po przyjęciu drugiej dawki covidowej szczepionki. Znaleziono ich martwych w łóżku.

Jak czytamy w raporcie, jeden z chłopców skarżył się na ból głowy i rozstrój żołądka, ale trzeciego dnia po szczepieniu poczuł się lepiej. Niestety, czwartego dnia się już nie obudził.

Wskazano, że zmarły nie miał wcześniej problemów zdrowotnych. Wiadomo, że rok wcześniej wziął przepisaną na receptę dekstroamfetaminę z powodu zespołu nadpobudliwości psychoruchowej, ale ostatnio leku już nie przyjmował. Wymaz podczas sekcji zwłok (test RT-PCR) nie wykrył zakażenia wirusem SARS-COV-2.

Drugi chłopiec nie miał żadnych dolegliwości, żadnych wcześniejszych problemów zdrowotnych. Wymaz podczas sekcji zwłok (test RT-PCR) także nie wykrył zakażenia wirusem SARS-COV-2.

Stwierdzono, że obaj zmarli w wyniku zapalenia mięśnia sercowego. Najważniejszy z wniosków naukowców stanowi, że uszkodzenie mięśnia sercowego po szczepieniu Pfizerem u dwóch zmarłych nastoletnich chłopców różni się od typowego zapalenia mięśnia sercowego i ma obraz najbardziej przypominający kardiomiopatię stresową (toksyczną) za pośrednictwem katecholamin.

Dr Piotr Witczak kontra „Szczepimy się”

Wyniki autopsji zmarłych trzy i cztery dni po szczepieniu nastolatków udostępnił w mediach społecznościowych dr Piotr Witczak.

Doczekał się odpowiedzi ze strony „Szczepimy się”. Konkluzja rządowego profilu jest taka, że powyższa autopsja wciąż nie stwierdza jednoznacznie, że chłopcy zmarli przez szczepionki.

Wskazana publikacja stanowi jedynie opis przypadku. Nie można tego jednak jednoznacznie interpretować jako związku ze szczepieniem. Wiemy, że po podaniu szczepionek mRNA mogą występować ciężkie zdarzenia niepożądane pod postacią zapalenia mięśnia sercowego, gdzie stwierdzono prawdopodobny związek. Takie przypadki występują jednak skrajnie rzadko. Publikacja nie mówi o niczym innym tylko wystąpieniu w krótkim czasie po szczepieniu zgonu, który nie podlega dotychczasowej definicji ciężkiego NOP pod postacią zapalenia mięśnia sercowego” – czytamy w odpowiedzi profilu „Szczepimy się”.

Dr Witczak nie wytrzymał i w ostrzejszych słowach odpowiedział rządowemu profilowi prowadzonemu przez marketingowców.

„Wasza groteskowa działalność ma odwrotny skutek… ludzie tracą zaufanie” – napisał najpierw dr Witczak.

Po czym dodał: „Dwóch zdrowych nastolatków bez wcześniejszych problemów z sercem umiera w łóżku kilka dni po szczepieniu. Autopsja wskazuje na indukowane szczepieniem uszkodzenie serca. Ale „Szczepimy się” wie lepiej. Czy ktoś za ten propagandowy bełkot kiedykolwiek odpowie?” – pyta dr Witczak.

We Włoszech nadal zabija się ludzi respiratorami i propofolem…

Nieliczni, odważni, włoscy dziennikarze usiłują dowiedzieć się, dlaczego liczba osób zmarłych z powodu tzw. «Covida» jest w kraju – w dalszym ciągu – bardzo wysoka (od 300 do 400 zgonów dziennie).

—————————-

Jak wiadomo, jako zmarłego z powodu wirusa uznaje się każdego chorego mającego wynik pozytywny z wymazu (przed śmiercią, czy po niej), niezależnie od tego na co naprawdę ów człowiek umarł.

W tych dniach wychodzi jednakże na jaw, że we włoskich szpitalach, wobec chorych na «Covida», w dalszym ciągu stosuje się protokół sprzed półtora roku, przewidujący podpięcie do respiratora, czy zastosowanie tzw. kasku – bez żadnej przyczyny czy konieczności. Opowiadają o tym pacjenci, którzy odmawiają poddania się tymże zabójczym praktykom i którym w porę udaje się uciec ze szpitala w taki, czy inny sposób, jak również krewni chorych, których płuca – nie wytrzymując ciśnienia tlenu tłoczonego przez urządzenie – popękały, co stwierdzają autopsje.

By zarobić na terapiach intensywnych (szpital inkasuje prawie 10 000 euro dziennie za jednego chorego), lekarze forsują przenoszenie do tychże oddziałów chorych, którym w ogóle nie jest to potrzebne, a w przypadku sprzeciwu grożą im wezwaniem policji lub nasyłają na nich psychiatrę. Relacja VIDEO poniżej:

https://www.mediasetplay.mediaset.it/video/fuoridalcoro/virus-perche-cosi-tante-morti-in-ospedale_F311546601006C34

Na kolejnym video, syn chorego (NIE na Covid, 92 lata, który na własnych nogach wsiadł do karetki), opowiada o tym, że odmówiono mu wszelkiego kontaktu z ojcem przebywającym w szpitalu; także kontaktu przez telefon. Po 9 dniach z kilkunastogodzinnym opóźnieniem zawiadomiono go o śmierci ojca, bez udzielenia mu jakichkolwiek informacji na temat przyczyny zgonu. Opowiadający stwierdza, że sytuacje tego rodzaju są częste.

https://www.mediasetplay.mediaset.it/video/quartarepubblica/ancora-si-muore-da-soli-in-ospedale_F311546301006C01

Wydaje się również, iż zabijanie Włochów odbywało się (i wygląda na to, że nadal odbywa się) nie tylko respiratorami, ale także propofolem i sukcynylocholiną. Obydwie te substancje używane były tak w przypadkach ogromniej ilości całkowicie niepotrzebnych i ekstremalnie niebezpiecznych intubacji, jak i BEZ INTUBACJI – po to, by «odciążyć oddziały szpitalne» – jak w przypadkuzdenuncjowanego Carla Mosca – ordynatora jednego ze szpitali we włoskiej prowincji Brescia, oskarżonego o zabicie co najmniej dwóch osób.

Na video zamieszczonym poniżej, Carlo Montaperto, przewodniczącego lombardzkiego oddziału Krajowego Stowarzyszenia Ordynatorów Szpitalnych, wypowiadający się rok temu w programie RTL 102.5 na temat aresztowania Carla Mosca, stwierdził, że: «Podawanie tych leków było (we Włoszech) praktyką powszechną» (8 minuta)

[w oryg. MD]

Minister Ziobro o decyzji TSUE ws. „mechanizmu warunkowości”: „To dowód na polityczny, historyczny błąd premiera Morawieckiego”

Podczas środowej (16.02.2022) konferencji prasowej minister sprawiedliwości Zbigniew Ziobro stwierdził, że dzień, w którym TSUE usankcjonował mechanizm warunkowości to „ponura i zła data, która zapisze się w historii UE”.

16 luty, 2022 https://wprawo.pl/minister-ziobro-o-decyzji-tsue-ws-mechanizmu-warunkowosci-to-dowod-na-polityczny-historyczny-blad-premiera-morawieckiego/

———————————

– Nie chodzi o piękne i wzniosłe hasła, o praworządność. To cynicy opowiadają, ze chodzi o praworządność i myślą, że nabiorą całą resztę. Tu chodzi o brutalną walkę o władzę i jej transfer do tych, którzy pod pretekstem tej rzekomej praworządności chcą tę władzę sprawować kosztem państw narodowych, kosztem mechanizmów demokratycznych. I o to toczy się gra – powiedział Ziobro.

Minister podkreślił, że mechanizm warunkowości wprowadzono po to, aby szantażować finansowo państwa członkowskie i ma on wspomóc proces przebudowy Unii Europejskiej w państwo federalne, które wyklucza istnienie państw narodowych.

Ziobro przypomniał, że Solidarna Polska stanowczo sprzeciwiało się zgodzie na wprowadzenie tego rodzaju rozwiązań do europejskiego prawa. Stwierdził, że dzisiejsza decyzja TSUE to „dowód na bardzo poważny polityczny, historyczny błąd premiera Morawieckiego, który wyraził akceptację na szczycie w Brukseli w 2020 roku dla wprowadzenia tego rodzaju rozporządzenia, które już dzisiaj służy do tego, aby wywierać presję, poprzez szantaż, na Polskę i ograniczać naszą suwerenność w obszarze sprawiedliwości, czy w obszarze wartości”.

– Wszyscy, którzy trzeźwo patrzą na UE nie mogli mieć wątpliwości jaki będzie wyrok Trybunału, który nie jest niezależnym sądem, ale organem unijnym. Trybunał realizuje politykę Europejskiej Partii Ludowej, gdzie największe wpływy mają Niemcy – podkreślił Ziobro.

Wiceminister sprawiedliwości Sebastian Kaleta stwierdził, że orzeczenie TSUE zmienia postanowienia traktatów europejskich. Unia ze wspólnoty państw zmienia się w centralistyczną organizację o międzynarodowym charakterze parapaństwowym– ocenił.

Kaleta podkreślił, że rozporządzenie wprowadzające mechanizm warunkowości zezwala na blokowanie funduszy w sytuacji, gdy pojawi się „ryzyko naruszenia praworządności”. – W każdym procesie, w jakim ktoś staje przed sądami, musi mieć udowodnioną winę, musi być ustalony stan faktyczny. Wtedy jest dopiero odpowiedzialność. A tutaj ryzyko już jest podstawą do odbierania funduszywskazał. – To jest cały aparat pojęciowy, który pozwala Komisji Europejskiej i części państw członkowskich szantażować politycznie (inne państwa – przyp. red.). Wszystko może być zakwalifikowane jako ryzyko naruszeniazasad praworządności na potrzeby polityczne – wyjaśnił Kaleta.

Liczba zgonów u potrójnie zaszczepionych wzrosła PIĘCIOKROTNIE.

Niedawny raport z Wielkiej Brytanii dowodzi, że rząd wie, że szczepionki na COVID-19 uszkadzają układ odpornościowy.

Agencja Bezpieczeństwa Zdrowia, brytyjska agencja rządowa utworzona w odpowiedzi na pandemię COVID-19, publikuje cotygodniowe raporty dotyczące sytuacji zdrowia publicznego w kraju. Według raportu UKHSA opublikowanego 3 lutego, który zawiera dane na temat przypadków COVID-19 w Anglii od 3 do 30 stycznia i klasyfikuje przypadki według statusu szczepień, większość przypadków w tym miesiącu dotyczyła osób, które otrzymały trzy dawki „szczepionki” na COVID-19.

https://www.bibula.com/?p=131368

UKHSA odnotowała w tym okresie ponad 1,9 miliona infekcji COVID-19 w Wielkiej Brytanii. Spośród nich 1,018 mln jest w pełni „zaszczepionych” i otrzymało dawki przypominające „szczepionki” COVID-19. Prawie 600 000 przypadków jest w pełni „zaszczepionych” i nie otrzymało jeszcze dawek przypominających, 75 802 jest „zaszczepionych” częściowo, a 228 750 nie jest „zaszczepionych”.

Oznacza to, że prawie 88 procent wszystkich przypadków COVID-19 w Wielkiej Brytanii w styczniu to osoby, które otrzymały „szczepionkę”, a ponad 53 procent przypadków pochodzi od osób, które zostały w pełni „zaszczepione” i otrzymały dawki przypominające. Zaszczepienie się naraża więc Brytyjczyków na większe ryzyko zarażenia się i śmierci z powodu COVID-19.

Te dane pokazują, że wskaźniki zachorowań na COVID-19 stają się wyższe, im bardziej układ odpornościowy danej osoby jest narażony na „szczepionki” przeciw COVID-19. Udowadnia to również, że w pełni „zaszczepione” osoby dorosłe w Wielkiej Brytanii częściej zarażają się COVID-19, niż „nieszczepione” osoby dorosłe.

Co ważniejsze, dane pokazują, jak nieskuteczne są „szczepionki” przeciw COVID-19. Autorzy niezależnych brytyjskich mediów „Daily Expose” przeanalizowali dane i odkryli, że w pełni „zaszczepieni” dorośli w Wielkiej Brytanii mają o 65% niższą odpowiedź immunologiczną niż „nieszczepieni”.

„Dlatego przeciętna w pełni zaszczepiona osoba w Anglii ma ostatnie 35 procent swojego układu odpornościowego do walki z niektórymi klasami wirusów i niektórymi nowotworami” – napisało Daily Expose. „Więc teraz wiemy na pewno od rządu Wielkiej Brytanii, że zastrzyki na COVID-19 uszkadzają wrodzony układ odpornościowy do tego stopnia, że układ odpornościowy osoby nieszczepionej jest znacznie lepszy w zapobieganiu infekcji”.

 Również dane UKHSA potwierdzają wniosek „Daily Expose”. Dla prawie każdej grupy wiekowej rzeczywista skuteczność „szczepionek” przeciwko COVID-19 jest ujemna. W przypadku grup wiekowych od 30 do 39 i od 50 do 59 lat skuteczność „szczepionek” wynosi od 7 do 18 procent, przy czym wskaźniki skuteczności drastycznie spadają w starszych grupach wiekowych. Nawet wśród dwóch grup wiekowych, w których rzeczywista skuteczność „szczepionki” przeciw COVID-19 nie jest ujemna – grupy wiekowe od 18 do 29 i od 40 do 49 – domniemana skuteczność „szczepionek” jest nadal znacznie niższa od tego, co twierdzą ich producenci. W grupie wiekowej od 40 do 49 lat skuteczność w świecie rzeczywistym wynosi tylko 18%, a w grupie wiekowej od 18 do 29 lat wynosi 40 procent. Należy jednak zauważyć, że te stosunkowo wysokie liczby prawdopodobnie oznaczają, że układ odpornościowy osób w tych grupach wiekowych utrzymuje się nieco dłużej i nie należy tego traktować jako znaku, że „szczepionki” przeciw COVID-19 rzeczywiście działają.

Autorstwo: Ethan Huff Na podstawie: DailyExpose.uk
Źródło oryginalne: NaturalNews.com Źródło polskie: PrisonPlanet.pl

Za: Wolne media (16.02.2022)


KOMENTARZ BIBUŁY: Oczywiście mówiąc o „skuteczności szczepionki” należy brać to określenie w podwóny cudzysłów, bo nie ma tu żadnej skuteczności, lecz jest ujemna skuteczność – czyli zaszczepiony jest bardziej narażony na wszelkie choroby, bo ma  – wskutek zaszczepienia się eksperymentalnym genetycznym preparatem, którego składu producent do dnia dzisiejszego nie chce ujawnić – mniejszą odporność organizmu na wszelkie patogeny, infekcje. Stąd prosta droga do całej gamy chorób, w tym autoimmunologicznych, w tym raka. Można być pewnym, że ludobójcy, którzy zaaplikowali ludzkości „pandemię” i jej „rozwiązanie” w postaci „szczepionki”, będą tłumaczyli ten wysyp chorób jakimiś „uwarunkowaniami genetycznymi”. Co zaszczepiony lud chętnie kupi. Jedynym zaproponowanym panaceum będzie… łykanie więcj lekarstw, więcej i częściej aplikowanych „szczepionek” oraz inne wynalazki.

Tak samo należy pisać „szczepionka”, gdyz jej definicja była kilkakrotnie zmieniana by dopasować ją do nowych pomysłów ideologicznych.

Jedyna skuteczność „szczepionki” polega na zwiększonych profitach firm farmaceutycznych oraz skutecznego zadawania bólu, cierpienia, niepewności i, w wielu przypadkach, śmierci osobom które zgodziły się na przyjęcie tego preparatu.

Najście policji na domy członków zarządu Fundacji Pro – Prawo do życia.Policja – zbrojne ramię zboczeńców z Tolerado??

Mariusz Dzierżawski pomagam@stopaborcji.pl

Szanowny Panie Mirosławie,

kilka dni temu do prywatnych domów członków zarządu naszej Fundacji przyszła policja.

To efekt donosów aktywistów radykalnej lewicy, którzy domagają się ukarania nas i wymierzenia nam ogromnych kar finansowych. Wie Pan jakie „przestępstwo” popełniliśmy i dlaczego to nami interesują się służby?

Głośno mówimy prawdę o aborcji i tzw. „edukacji seksualnej” dzieci, forsowanej w Polsce przez międzynarodowe lobby homoseksualne. W ostatnich dniach do naszych domów zapukali funkcjonariusze policji, którzy sprawdzali nas w związku z donosem sądowym złożonym na nas przez członków jednej z organizacji LGBT, odpowiedzialnej za wprowadzanie w polskich szkołach programu niszczącego sumienia uczniów.

Chodzi o stowarzyszenie „Toleradoz Gdańska. Nazwa sugeruje, że zajmuje się ono upowszechnianiem i promowaniem tolerancji. Jest jednak dokładnie odwrotnie. „Tolerado” zasłynęło na całą Polskę m.in. organizacją tzw. „marszu równości”, w trakcie którego w niezwykle wulgarny sposób zadrwiono z procesji Bożego Ciało i zbezczeszczono wizerunek Najświętszego Sakramentu.

Przede wszystkim jednak aktywiści „Tolerado” brali czynny udział w przeforsowaniu programu „edukacji seksualnej” Zdrovve Lovve na terenie szkół Gdańska. W jego ramach uczniom przedstawia się treści, które mogą zachęcać do regularnej masturbacji, posiadania wielu partnerów seksualnych jednocześnie oraz oddawania się praktykom homoseksualnym. Dzieci i młodzież dowiadują się z programu, że masturbacja jest w zasadzie konieczna dla ich zdrowia i prawidłowego rozwoju (!) oraz, że być może każdy z nas jest homoseksualistą tylko jeszcze o tym nie wie bo nie spróbował. Program informuje także uczniów o istnieniu aborcji farmakologicznej, której dokonuje się za pomocą pigułek poronnych.

Nasza Fundacja od kilku lat ostrzega przed tym rodziców i ujawnia na czym w istocie polega „edukacja seksualna”, która docelowo ma pod przymusem objąć wszystkie dzieci w naszym kraju. W związku z tym… nachodzi nas policja. Bez przerwy otrzymujemy kolejne wezwania na przesłuchania i rozprawy, które są efektem donosów aktywistów homoseksualnych, oskarżających nas o rzekome „zniesławienie”. Wie Pan na czym ono polega? Chodzi po prostu o to, że informujemy rodziców na czym polega ideologia LGBT i jakie są jej cele wobec dzieci. Co więcej, nasze akcje są skuteczne, co przyznają nawet organizatorzy deprawacyjnych zajęć.

„Prowadząca program „Zdrovve love” seksuolożka Anna Michalska nie ma wątpliwości, że program napotyka na taki opór ze strony dyrekcji szkół, z powodu negatywnej kampanii prowadzonej przez ultrakatolickie organizacje – takie jak Fundacja Pro-Prawo do życia.”

Napisała Gazeta Wyborcza, która czynnie wspiera wdrażanie „edukacji seksualnej” w polskich szkołach.

Panie Mirosławie, nasza Fundacja ostrzega rodziców przed „edukacją seksualną”, której celem jest promocja rozwiązłości seksualnej u dzieci od najmłodszych lat ich życia. Właśnie dlatego jesteśmy tak bardzo prześladowani przez aktywistów LGBT – nasze akcje powodują, że deprawatorzy mają utrudniony dostęp do szkół i polskich dzieci. To jednak jeszcze nie wszystko.

Edukacja seksualna” ściśle powiązana jest z aborcją, dlatego działające w Polsce lobby LGBT współpracuje ze środowiskami aborcyjnymi, które zajmują się pomocnictwem w nielegalnych aborcjach.

„Aby sprzedawać aborcję, najpierw trzeba stworzyć odpowiedni rynek. To znaczy, że trzeba przekonać dzieci i młodzież, na jak najwcześniejszym możliwym etapie, do patrzenia na seksualność w całkowicie odmienny sposób niż poprzednie pokolenia.”

Mówi nawrócona właścicielka jednego z ośrodków aborcyjnych. Nie dziwi zatem fakt, że organizacja „Tolerado”, odpowiedzialna za „edukację seksualną” uczniów w Trójmieście, reklamuje na swoich stronach internetowych kontakt do zorganizowanych grup przestępczych, które handlują nielegalnymi pigułkami poronnymii wywożą Polki na aborcje do zagranicznych ośrodków śmierci.

Panie Mirosławie, ci sami ludzie, którzy chcą „edukować seksualnie” nasze dzieci, promują także aborcję za pomocą tabletek poronnych. „Aborcja jest OK”, „każdy powód do aborcji jest dobry” – to sztandarowe hasła handlarzy pigułkami, które na masową skalę rozpowszechniane są w mediach. Jeśli nic nie zrobimy, już wkrótce tego typu morderczą propagandę mogą na lekcjach „edukacji seksualnej” usłyszeć uczniowie.

Proceder handlu nielegalnymi tabletkami poronnymi już teraz rozwija się w Polsce na wielką skalę. Tylko w ciągu ostatniego roku zamordowano za ich pomocą co najmniej 30 000 polskich dzieci. Grupy przestępcze handlujące pigułkami kierują swoją propagandę i reklamy szczególnie do młodych dziewcząt i kobiet.

Pomimo tego, że tożsamość członków aborcyjnej mafii jest publicznie znana, policja, sądy, prokuratury i służby nie interesują się nimiZamiast ścigać aborcyjnych przestępców i deprawatorów seksualnych, funkcjonariusze prześladują członków naszej Fundacji, mnożąc kolejne pozwy sądowe i nachodząc nas w domach, aby zebrać informacje potrzebne do sporządzenia kolejnych aktów oskarżenia za mówienie prawdy i ostrzeganie Polaków przed skutkami aborcji i „edukacji seksualnej”. To jednak nie wszystko.

Gdy my mówimy prawdę, aktywiści cywilizacji śmierci nie tylko zabijają kolejne polskie dzieci, ale także publicznie podżegają do przemocy, terroru i nienawiści wobec naszych działaczy. Tylko w ciągu ostatnich miesięcy doszło do kilku fizycznych napaści na naszych wolontariuszy, a w ubiegłym roku spalono trzy nasze furgonetki. W internecie bez przerwy pojawiają się kolejne wpisy i komentarze, które jeszcze bardziej eskalują agresję. W rezultacie, regularnie dochodzi do kolejnych zagrożeń i przypadków dewastacji naszego mienia.

Niedawno doszczętnie zniszczono nasz billboard ujawniający prawdę o aborcji, który powiesiliśmy przy drodze między Opolem, a Kluczborkiem. Kilka dni później zdewastowano inny nasz billboard, który wisiał pod Wrocławiem. Kolejne działania wobec nas podjęła także policja, przy współpracy z proaborcyjnymi władzami polskich miast.

W Trójmieście policjanci za wszelką cenę próbowali utrudnić jazdy naszej furgonetki, która ostrzegała mieszkańców przed skutkami pigułkowej aborcji. Wyraźnie było widać, że rozkazy w tej sprawie poszły z samej „góry”.

Trzykrotnie zostaliśmy zatrzymani w Gdyni, kilkukrotnie także w Sopocie, gdzie drogówka razem ze Strażą Miejską zażyczyła sobie dokonania inspekcji naszego pojazdu. Legitymowano nas i próbowano karać mandatami. Zapowiedziano także skierowanie kolejnych wniosków do sądu o ukaranie nas, by zniechęcić naszych wolontariuszy do dalszej aktywności, której celem jest ratowanie nienarodzonych.

W tym samym czasie członkowie zorganizowanych grup przestępczych swobodnie udostępniają w internecie następne reklamy nielegalnych pigułek poronnych, udzielają wywiadów w mediach i organizują publiczne spotkania, w trakcie których instruują jak samodzielnie mordować dzieci w domu za pomocą sprzedawanych przez siebie tabletek.

Panie Mirosławie, nie możemy patrzeć na to bezczynnie. Pomimo prześladowań i szykan musimy dalej ratować polskie dzieci oraz ostrzegać rodziców przed „edukacją seksualną” LGBT. Działanie w tak trudnych warunkach jest możliwe tylko dzięki regularnemu wsparciu naszych Darczyńców, których pomoc umożliwia nam walkę o życie. W najbliższym czasie chcemy naprawić zniszczone billboardy oraz zorganizować jazdy furgonetek w kolejnych miastach. Potrzebujemy na ten cel ok. 7 000 zł.

Dlatego zwracam się do Pana z prośbą o przekazanie 35 zł, 70 zł, 140 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby naprawić zdewastowane billboardy ujawniające prawdę o aborcji i umożliwić przejechanie kolejnych kilometrów furgonetkom ostrzegającym Polaków przed skutkami zażywania pigułek poronnych.

Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW

Aktywiści radykalnej lewicy i powiązane z nimi władze miast już zapowiadają, że będą blokować kolejne nasze działania, aby uniemożliwić Polakom zobaczenie prawdy o aborcji i ideologii LGBT.

Chcemy przebić się do naszego społeczeństwa z informacjami, które mogą zdecydować o życiu i losie tysięcy osób. Aby to zrobić potrzebujemy wsparcia, dzięki któremu nasze akcje mogą być niezależne, pomimo prześladowań, jakimi bez przerwy jesteśmy poddawani. Dlatego bardzo liczymy na Pana pomoc.


Serdecznie Pana pozdrawiam,

Mariusz Dzierżawski 

Wielkie zwycięstwo – i SAMOBÓJSTWO. Słowianie wierzą, gdyż sami kłamstwa nie znają.

Bitwa pod Przecławą.

Słowianie wierzą, gdyż sami kłamstwa nie znają.

 Troja Północy”, Zofia Kossak i Zygmunt Szatkowski, str. 124, wyd. PAX 1960

https://dakowski.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=6546&Itemid=80

[W oryginale świetne mapki Szatkowskiego, który był historykiem wojskowości.  Święty Związek Wielecki to Wieleci, Redary, Doleńcy, Czrezpienianie oraz Chyżanie. Md]

=========================

W r. 1045 Wieleci wyprawili się swoim zwyczajem na Niemców, lecz cesarz Henryk III zebrał wszystkie siły i pobił napastników. Musieli złożyć daninę. Od tego czasu na tej granicy trwa pokój. Wiemy już, że pokój nie służy Wieletom. Skoro nie mają z kim wal­czyć, poczynają wadzić się pomiędzy sobą.

Święty Związek Wielecki to cztery główne, bitne plemiona. Okresowo dołączają się do nich inne, jak to: Morzyczanie, Glinianie, Wkrzanie. Łączą się, odpadają, według tego, co im doraźna korzyść dyktuje, lecz tamte cztery to niewzruszony trzon i siła Związku.

Najważniejszymi w tej czwórce są Redary, a to z racji posiadania ośrodka, kultu reli­gijnego. W świątyni Swarożyca przechowywane są znaki bojowe Wieletów. Stąd po zasięgnięciu wróżby ruszają wyprawy wojenne. Nie gdzie indziej lecz w Radogoszczy, z Doleńskiego Jeziora, o wodzie czarnej od. cienia obrzeżających ją drzew, w przededniu ważnych wydarzeń, wy­chodzi wielki odyniec o zapienionych kłach i tarza się w bagnie przy bramie wiodącej na dziedziniec świątynny. Tutaj kapłani odsłaniają przyszłe losy za pośrednictwem białego jak śnieg konia Swarożyca, wszyscy zaś członkowie plemienia obowiązani są do stałych ofiar na rzecz świątyni. Nic więc dziwnego, że Redary poczytują się za pierw­szych i najważniejszych w Związku. Związek trwa i zwycięża, ponieważ wsparty jest potęgą Swarożyca.

Tak było od wieków i tak pozostanie ­zawsze, o ile ludzie pozostaną wierni bogom i odmówią posłuchu niepo­żądanym nowościom. Gdzieś daleko płynie życie, niosące wielkie prze­miany, ale puszcza chroni przed nimi skutecznie. W Radogoszczy nie się nie zmienia. Wszystko idzie porządkiem ustalonym przed wiekami. Nie zmienił się ceremoniał świątynny ani kolejność sprawiania wróżb, ani obyczaj od czasów, gdy na zachodzie panował cesarz Karol Wielki.

Jednako szumi puszcza, faluje jezioro i te same prawa rządzą życiem ludzi. Nawet święty biały rumak jest wciąż taki sam, nieśmiertelny jak Swarożyc. Tylko czasami cienkie źrebięce rżenie, odpowiadające z nie­widocznego okólnika na chrapliwy głos ogiera, zdradza, że kapłani ho­dują tajnie następcę dla starzejącego się wierzchowca Swarożyca.

Do niedawna nimb duchowy otaczający Redarów wzmacniała ich wartość bojowa. Byli najsilniejszym plemieniem w Związku, w walce z najgroźniejszym. Otton I Wielki mawiał do swoich margrabiów: ­Zgniećcie Redarów, a podbój całej Słowiańszczyzny będzie dokonany.­.. Ostatnio wyprzedzili ich Czrezpienianie.

W przeciwieństwie do odciętych od świata puszczą i poglądami Re­darów – Czrezpienianie oraz Chyżanie siedzą na otwartym szlaku. W rzemiośle żeglarskim .współzawodniczą z najlepszymi pławcami Bał­tyku – Ranami. Stykają się z Duńczykami, Obodrzycami, Pomorzem i Polską. Oczy mają bystre, uszy czujne, umysły otwarte. Nie gardzą z góry wszelką nowością w uzbrojeniu, budowie lodzi, uprawie, o ile dana nowość okazuje się pożyteczna. Nabierają doświadczenia w odmiennych sposobach walki i dzięki temu wybijają się ponad Redarów.

Tamtych żre zazdrość i na wspólnych wiecach coraz częściej przychodzi do sporów. Tajni zausznicy Sasów podsycają je umiejętnie, powtarzając zebranym jadowite plotki. Słowianie wierzą, gdyż sami kłamstwa nie znają. Toteż niejednokrotnie rozłam zda się już wisieć w powietrzu. Przywrócić zagrożoną jedność mogłaby tylko wojenna wyprawa, do której na razie brakuje okazji. Dlatego to pokój nie służy Wieletom.

W r. 1055 cesarz Henryk III bawi w Rzymie wezwany przez papieża Wiktora II na pomoc przeciw Bizantyjczykom i Normanom. Równocześ­nie we Florencji zasiada synod mający na celu ostateczne potępienie symonii, czyli kupowania dostojeństw kościelnych. Cesarz wspomaga zbrojnie papieża, przywraca pokój (chwilowy) w Apulii, bierze czynny udział w naradach synodu. Jest zwolennikiem projektowanej reformy.

Przy nim i przy papieżu opowiada się część biskupów. Tylko część. Większość, w skład której wchodzą biskupi niemieccy, nie chce żadnej zmiany w istniejącym stanie rzeczy. Spór zapowiada się długi i zawiły, gdyż w grę wchodzi tutaj autorytet nie tylko papieski, lecz i cesarski. Zawile, trudne, pełne trosk i niebezpieczeństw jest dla władców niemieckich panowanie nad Italią, tym źródłem ciągłych buntów i -zamieszek. Italczycy nienawidzą Germanów, uważając ich za barbarzyńców. Ger­manie gardzą ruchliwym tłumem włoskim, uważając potomków Rzymian za obmierzłych próżniaków. Do tego południowa Italia – istne kłębowisko sprzecznych interesów, papieskich, normańskich, bizantyjskich…

Tak, tak; Italia to zaszczytny, ale dokuczliwy ciężar. Niemniej każdy z panujących niemieckich dałby sobie raczej odciąć rękę, niż zrezygno­wał z Italii. Wszakże z Rzymem związany jest tytuł cesarza, doczes­nego zastępcy Boga, protektora i władcy chrześcijaństwa! Za tytułem idzie prawo senioratu lIlad całą Europą. Według niepisanego, lecz przez ­Niemców przestrzeganego, prawa każdy książę chrześcijański winien być z natury rzeczy wasalem niemieckiego cesarza rzymskiego.

I. dlatego Henryk III zaniedbuje sprawy swojego kraju, biorąc udział w naradach i sporach synodu.

Przeciągającą się jego nieobecność wykorzystują Wieleci, aby ude­rzyć na Sasów. Powodzenie im sprzyja. Przekroczywszy Łabę, mordują tamtejsze załogi, pustoszą kraj, uprowadzają mnóstwo jeńców i wracają zwycięska da siebie. Margrabia Wilhelm, obecny książę saski, nie posia­da się ze złości. Płonie żądzą odwetu. Henryk III, powiadamiany o tym co zaszło, każe mu czekać na swój powrót z Włoch. Lecz margrabia Wilhelm jest młody i czekanie stanowi dlań trudną sztukę. Cesarz może wróci dopiera za parę miesięcy, a może… wcale nie wróci?

W całych Niemczech od zamku da zamku podają sobie wiadomość, że kontrkandy­dat do tranu cesarskiego, wróg Henryka III, Konrad książę bawarski, porozumiał się z najgorętszym przeciwnikiem florenckich uchwal anty­symoniackich, biskupem Gebhardem z Regensburga. Wszystkie przełęcze wiodące z Italii już zostały obsadzone spiskowcami, którzy mają zamordować powracającego cesarza. Głupotą byłoby czekać. Henryk zginie, a w zamieszaniu, jakie wywoła jego śmierć, ukaranie Wieletów gotowe  pójść w zapomnienie.

Margrabia Wilhelm nie waha się dłużej. Ściąga wszystkie siły saskie, zbiera załogi, zwołuje lenników. Na ochotnika spieszą ku niemu z licz­nymi drużynami Rycerze z Turyngii, Bawarii, Szwabii… Każdy jest sko­ry uderzyć na przeklętych pogan słowiańskich. Biada Słowianom!

 Pod dowództwem Wilhelma zbiera się potężna armia, ufna w niewątpliwe zwycięstwa. Dnia 10 września 1056 r. przekracza Łabę.

 W pobliżu grodu Przecława (niektórzy uczeni piszą Przecław, u kro­nikarzy Prizlawa) czekają siły Związku. Tu, w widłach Haweli (Hoboli) i Łaby, przychodzi do walki wręcz, śmiertelnego starcia w polu. Męstwo i zaciekłość z obu stron jednakie, liczebność równa – zwycięstwa przy­pada Słowianom…

Otoczeni, zepchnięci ku rzece, Sasi zastają doszczętnie wybici lub zatopieni. Margrabia Wilhelm poległ, polegli wszyscy towarzyszący mu książęta. Mało kto uszedł z życiem z pola bitwy.

 Przecława to pogrom. To bój na miarę Grunwaldu, obalającego potęgę krzyżacką – na miarę bitwy pod Azincourt, co oddała pół Francji we władanie Anglii, na mia­rę boju pod Kalką, gdzie upadło państwo ruskie… To punkt, od którego może nastąpić zasadniczy zwrot historii, zmieniony układ sił.

(Dlaczego zatem o tamtych pobojowiskach każdy pamięta i wie, a na­zwę Przecława znają tylko historycy? Odpowiedzi na to pytanie udzielą najbliższe karty)

Brak nam szczegółów o przebiegu bitwy przecławskiej. Kronikarze krótko zbywają ten temat:

„Barbarzyńcy, których zwą Lutykami, zadali wielką klęskę chrześcija­nom [Niemcom], z których jedni polegli od miecza, inni w ucieczce po­tonęli. Między nimi zginał Wilhelm, margrabia Marchii Północnej, w po­bliżu grodu, który zwą Przecława, położonego nad brzegiem Łaby w miejscu, gdzie wpada do niej rzeka Hawela (Hobola)…”(Annales Sax. r. 1056).

Właściwy rozmiar pogromu daje się poznać po skutkach.

Cesarz Henryk, ostrzeżony w porę, zdołał uniknąć zasadzki i uprze­dził zamach, uderzając niespodzianie na wojska Konrada bawarskiego i biskupa z Regensburga. Po zaciętej walce zlikwidował spisek, wrócił do Niemiec zwycięski, lecz chory z trudów podróży i zgryzoty. Czeka­jąca nań wieść o klęsce przecławskiej i zaprzepaszczeniu armii saskiej zabija go, jak niegdyś Ottona II wieść o powstaniu Słowian w 983 r.

Henryk III jest drugim cesarzem, który umiera na „chorobę słowiańską„, na Słowian. Porażka Sasów, zgon Henryka III, uznanie królem jego ośmioletniego synka Henryka IV, nieudolna regencja cesarzowej wdowy Agnieszki, rozpoczynają w cesarstwie niemieckim długotrwały okres za­burzeń. Będą to lata walk Henryka IV ze Stolicą Apostolską, Sasami, z własnym synem Henrykiem V, lata znaczone kolejno klątwami papie­skimi, Canossą, ucieczką Grzegorza VII z Rzymu, wojnami z Polską, z Czechami, zmaganiami prawych papieży z antypapieżami, cesarza z samozwańczymi pretendentami, biskupów prawnie wyświęconych z pse­udo-biskupami. W tych latach nie będzie miejsca na niemiecką agresję w stosunku do Połabian.

Cóż się dzieje w tym czasie w obozie zwycięzców?

Dzięki bitwie przecławskiej Wieleci stanęli u szczytu potęgi. Otacza ich gloria bojowa dotąd nieznana. Bo co innego przejść niespodziewanie Labę, spustoszyć kraj, wyrżnąć załogi zaskoczonych napaścią grodów i podpalić osiedla, a co innego stawiać czoła w otwartym polu, jak rów­ny równym, osławionej armii saskiej. Są upojeni zwycięstwem – i słusznie. Są bezpieczni, nikt im nie zagraża. Wszystkie drogi leżą przed nimi otwarte. Mogliby teraz zwrócić się bezpośrednio do Rzymu, jak to uczy­nił niegdyś polski Mieszko, i przyjąć chrzest, omijając biskupów niemiec­kich, odejmując Sasom raz na zawsze rzekomy powód napaści. Stanąć w jednym rzędzie z państwami chrześcijańskimi. Mogą połączyć się z Obodrzycami, nawiązać sojusz z Czechami, z polskim Kazimierzem, stworzyć nareszcie owo wielkie państwo słowiańskie, niedoszły zamiar Chrobrego. Mogą uderzyć na Danię albo Norwegię, zhołdować te pań­stwa. Mogą ruszyć w głąb bezsilnego chwilowo cesarstwa… Mogą wykorzystać czas pomyślności i spokoju, by powiększyć flotę, wznosić nowe grody zaćmiewające Szczecin albo Wolin… Wszystko to mogą uczynić… Co wybiorą?

Wybierają – wojnę domową.

Nieomal nazajutrz po świetnym zwycięstwie rozpoczynają się gwałtowne spory między plemionami. Zaznaczone poprzednio różnice potę­guje obustronna chęć przypisywania sobie zasługi zwycięstwa. Zdaniem Czrezpienian ich uzbrojenie, ich przemyślny manewr przesądziły losy bitwy. Redary to twierdzenie poczytują za bluźnierstwo. Zwyciężył Swarożyc. Bez niego, boga Redarów, nic by nie zdziałano.

Spór się zaostrza, od sporów dochodzi do walki zbrojnej. Czrezpie­nianie ogłaszają się za równych Redarom. Redarzy i Doleńcy nie mogą znieść podobnej zniewagi. Na początku 1057 r. wybucha zażarta brato­bójcza wojna. Wojna o to, kto lepszy, i kto walniej przyczynił się do przecławskiego zwycięstwa. Z jednej strony Redary i Doleńcy. Z drugiej Czrezpienianie i Chyżanie. Powstałe  plemiona nie biorą udziału w tych walkach, jak by się dziś :rzekło prestiżowych, nie pretendują bowiem do pierwszeństwa w Związku. A Duńczycy i Sasi z nie ukrywaną uciechą patrzą, jak się wyrzynają Słowianie.

Swarożyc uchodził dotąd za boga wszystkich plemion wieleckkh. Obowiązkiem zatem kapłanów radogoskich było zapobieżenie wojnie w łonie Związku. Posiadali dostateczną powagę, by przerwać powszech­ny obłęd i krzyknąć walczącym: Stój ! Wróżby stanowiły w ich ręku znakomity sposób działania na wyobraźnię wyznawców. Miast jednak powstrzymać nieszczęście, okazali się tylko zacietrzewionymi ministran­tami lokalnego boga. Podsycają zapalczywość współplemieńców przeciw bluźniercom i wojna trwa. Trwa morderczy szał. Z obu stron ilość zabi­tych przenosi o wiele liczbę poległych na polu przecławskim.

Bywa, że człowiek, który zjadł szaleju, zadaje rany sam sobie. Chyba w owym strasznym roku wiedźmy całej ziemi zbiegły się do puszcz wieleckich, by zbierać i warzyć tojady, a dolewać je wojom do kubków? I od tego dur ogarnął głowy mężów, zapaliły się ich wnętrzności, i po­częli bić się sami między sobą.

Czrezpienianie, Chyżanie walczą bohatersko. Męstwem, sprawnością przyświadczają swoje prawo do objęcia kierowniczej roli w Związku. Trzykrotnie rozbijają przeciwników. Wtedy wściekłość zaślepia Redarów. Opętani żądzą postawienia na swoim, nie wahają się wezwać na pomoc sąsiednich władców chrześcijańskich, największych wrogów Wieletów.

Ci sami kronikarze, co tylko półgębkiem napomykają o „klęsce Sa­sów nad Hobolą”, opisują chętnie te haniebne dzieje:

„…Gdy więc wzburzenie powoli rosło, przyszło do bitwy, w której Ryadurowie [Redary] i Tolenczanie [Doleńcy] pobici zostali. Po raz drugi i trzeci zaczynano wojnę i zawsze ciż sami od tychże zwyciężeni bywali. Wiele tysięcy ludzi z jednej i drugiej strony zginęło. Cyrcypanie [Czrezpienianie] i Kicynie [Chyżanie], których konieczność tylko do wojny zmusiła, zostali zwycięzcami.

Ryadurowie i Tolenczanie, mocno zasmuceni wstydem swej porażki, przywołali na pomoc najmężniejszego króla duńskiego Swena, księcia saskiego Bernarda i Goczałka, księcia obodrzyckiego, każdego z wojskiem i tłumy tak wielkie własnym i kosz­tem przez sześć miesięcy utrzymywali… Wszczęła się wielka wojna prze­ciw Cytrcypanom i Kicynom, którzy nie mieli dosyć sił, żeby się oprzeć takiej masie, jaka na nich naległa, i wtedy ich mnóstwo zabito, bardzo wielu też w niewolę uprowadzono. Na koniec kupili sobie pokój za 15 tysięcy marek [funtów]. Książęta pieniądze między siebie rozdzielili. O chrześcijaństwie żadnej nie było wzmianki i nie oddali też czci Bogu, który im w wojnie dał Zwycięstwo. Stąd poznać można nie nasyconą chciwość Sasów, i którzy mimo to, że siłą wojenną celują pomiędzy wszy­stkimi ludami przytykającymi do barbarzyńców '[Słowian], zawsze bar­dziej są skłonni do powiększenia daniny niż do jednania dusz Bogu…” (HelmoId, Kronika Słowian).

Rok nie minął od zwycięstwa odniesionego przez Wieletów pod Przecławą, a Święty Związek rozpadł się, by nigdy więcej nie powstać w poprzedniej sile. Zdziesiątkowani, zniszczeni ekonomicznie olbrzymią kontrybucją, Czrezpienianie wraz z Chyżanami, przechodzą do Obodrzy­ców pod władzę proniemieckiego chrześcijanina, Goczałka; wolą to bowiem niż pozostawać w łączności ze znienawidzonymi Redarami.

A Redary? Czy są zadowoleni ze swego pirrusowego zwycięstwa? Czy zazdrośni o swego boga kapłani Swarożyca wierzą, iż słusznie postępo­wali? Nie wiemy.

Pojmujemy natomiast, dlaczego historia zapomniała o Przecławie.

Bitwy, do których przyrównana została powyżej rozprawa Słowian z Sasami, były owocne. Przyniosły zwycięzcom korzystne osiągnięcia. Przecława należy do wypadków, gdy olśniewające zwycięstwo staje się początkiem upadku. Dlatego rapsod boju nad Hobolą w 1056 r. zeszedł na margines dziejów, ustępując miejsca upokarzającej dacie wojny do­mowej 1057 r. Daty, od której zaczął się koniec Wieletów, a wraz z nimi całej Słowiańszczyzny połabskiej.

W tym twierdzeniu nie ma przesady. Choć ziemie Wieleckie, sięga­jące od zachodnich brzegów Odry do granicy obodrzyckiej, nie były nadto rozlegle, znaczenie tego kraju przekraczało o wiele jego zasięg terytorial­ny.

Od początków naszej ery Lucice -Wieleci wyróżniali się z mrowiska słowiańskich plemion, osiadłych pomiędzy Odrą a Łabą, męstwem, fana­tycznym umiłowaniem niepodległości, przywiązaniem do swej wiary, samoistnym ustrojem społecznym. Świadectwo temu dają najstarsze zapiski. Ptolemeusz wymienia jedynie „Weltów” (Wieletów) z „ogromne­go mnóstwa ludów Wenedyjskich”. Pisze o nich również Wulfstan. w przeróbce Dziejów świata OrosLusa, sporządzonej dla króla angielskie­go Alfreda: „Na północ od Starych Sasów leży kraj Obodrzyców, a ku północnemu wschodowi Wieletowie„.

Annales Lauresham pod rokiem 789 notują: „Następnie król Karol ponownie doszedł przez Saksonię aż do Słowian, którzy zwą się Wilti [Wieleci)…..

Ibrahim ibn Jakub pisze:

„Na zachód od Odry mieszkają Lucice… Wojują z Mieszkiem, a ich siła bojowa jest wielka..,”

Obodrzyce z powodu polityki swoich książąt znajdowali się nieraz w zależności od Niemców. Wieleci w ciągu blisko pól tysiąca lat utrzy­mali niepodległość, opierając się zwycięsko germańskiemu najazdowi. Stanowili jądro słowiańskiego oporu, centrum pogańskiej wolnej Sło­wiańszczyzny. Nienawidzili chrześcijaństwa, bo znali je tylko w wersji. niemieckiej… Dla nich Chrystus nie był Słowianinem, lecz Niemcem, przeto jego wyznawców .obowiązywało posłuszeństwo Niemcom. A że byli dumni i wolni, słuchać wrogów nie chcieli.

Jaskrawy dowód znaczenia Wieletów stanowił sojusz zawarty z nimi przez Henryka II. N a pewno niełatwo przyszło pobożnemu cesarzowi uznawać pogan za równych i czynić z nich sprzymierzeńców. Jeżeli tak postąpił, to w słusznej obawie, że Wieleci, połączeni z Bolesławem Chrobrym, rozwalą jego państwo.

Uszczuplony o połowę Związek jeszcze się trzyma po fatalnym 1057 r. Jeszcze się o nim posłyszy, jeszcze dotkliwie da się we znaki Niemcom. Będzie to już jednak agonia, po której zatarte zostanie nawet imię Luciców -Wieletów. Nie zniszczyła ich powódź lub pożar, nie poko­nał wróg zewnętrzny; upadli ponieważ:

„…gdy zajdzie między nimi różnica zdań, nie dojdą do zgody… jako że każdy myśli co innego i żaden nie chce ustąpić drugiemu…” (Cesarz grecki Maurycy [582-602], Taktika).

„…gdyby nie ich niezgoda, żaden lud nie zdołałby im sprostać w sile…” (Ibrahim ibn Jakub, Relacja z podróży do krajów słowiańskich).

Oświadczenie dra Bodnara ws. badania skuteczności amantadyny. O kosztach leczenia i „biznesie”.

„Wyniki rodzą duże wątpliwości i nie można ich uznać za wiążące”. Żałosnym jest, jakimi doradcami otacza się Rząd. Zamiast otrząsnąć się z pseudo doradców, dalej ich trzyma przy sobie.

luty. 15, 2022 https://wprawo.pl/oswiadczenie-doktora-bodnara-ws-badania-skutecznosci-amantadyny-wyniki-rodza-duze-watpliwosci-i-nie-mozna-ich-uznac-za-wiazace/

W poniedziałek (14.02.2022) doktor Włodzimierz Bodnar z przemyskiej przychodni „Optima” opublikował oświadczenie, w którym odniósł się do wyników badań nad amantadyną w szpitalnym leczeniu Covid-19. Bodnar stwierdził, że wyniki tego badania rodzą duże wątpliwości, w związku z czym nie można ich uznać za wiążące.

– Była za mała grupa pacjentów z naukowego punktu widzenia, by wyciągnąć istotnie statystyczne wnioski. Nie bez powodu badanie zostało zaplanowane na 500 osób, co było poparte analizą matematyczną i aprobatą ekspertów ABM. Na małej populacji trudno udowodnić znamienne różnice statystyczne w badaniu klinicznym, aby było ono wiarygodne i zasadne w świecie naukowym – pisze lekarz.

Bodnar wskazuje też, że badanie zostało zakończone przed czasem oraz niezgodnie z protokołem. Podkreśla, że „ośrodki nie chciały rekrutować pacjentów, lekarze nie odbierali telefonów tygodniami, a ABM oczekiwał ogromnej ilości dokumentacji i planów naprawczych, samemu nie oferując żadnych narzędzi i pomocy, aby to badanie przyspieszyć”.

Zwracając się do prof. Adama Barczyka, który nadzorował badanie, Bodnar stwierdza: Prawdopodobnie skorzystał Pan z propozycji Ministerstwa, aby badanie zamknąć przy najbliższej okazji, bo i tak nie udałoby się go pewnie zakończyć w wyznaczonym terminie ABM, a tym samym uniknąć ewentualnych konsekwencji z tym związanych. (…) Cała wina miała być Pana, bo nie dotrzymałby Pan umowy.

Doktor Bodnar odnosi się też do decyzji Rzecznika Praw Pacjenta, Bartłomieja Chmielowca, który wydal decyzję zakazująca przychodni „Optima” leczenia amantadyną:

Zapewne nie jest też zaskoczeniem, że na konferencji zupełnym przypadkiem (?) pojawił się już z gotową decyzją Rzecznik Praw Pacjenta, Bartłomiej Chmielowiec – z decyzją o zakazie stosowania amantadyny przez Przychodnię Lekarską Optima w Przemyślu. Która przecież nie jest szpitalem, a przychodnią i leczy pacjentów ambulatoryjnie. Skąd znane były wyniki profesora Barczyka tak wcześnie?

I co z wynikiem profesora Rejdaka, którego jeszcze ich nie ma? Czyżby Rzecznik Praw Pacjenta miał wyniki także drugiego badania przed jego ogłoszeniem? Czy może wyniki już z góry są znane, zanim sam profesor Rejdak je pozna? Bo trudno uwierzyć, że po takiej „szopce”, raptem za 10 dni, Rzecznik Praw Pacjenta wycofa swoją decyzję, gdy poznamy np.: korzystne wyniki z Lublina.

Bodnar wskazuje na informacje dotyczące nieskuteczności bardzo drogiego remdesiviru, który podawany jest w leczeniu szpitalnym. Pisze też o leczeniu molnupiravirem, którego skuteczność wynosi 30%, a koszt 5-dniowej terapii to 3 tys. zł.  – Nieco niższą cenę zapowiada inna firma za lek Paxlovid. Nieco ponad 2000 złotych, z którą zresztą w ostatnich dniach Ministerstwo Zdrowia podpisało umowę na jego dostawę. Bo kto by się tam leczył za 30 złotych starym lekiem na grypę jak amantadyna? – pyta Bodnar.

Żałosnym jest, jakimi doradcami otacza się nasz Rząd, który idzie coraz bardziej na dno. Zamiast otrząsnąć się z pseudo doradców, dalej ich trzyma przy sobie. Eksperci ogłaszali, że czeka nas Armagedon w tej fali! Ilu z nich wręcz „krzyczało”, że jak nie zamkniemy kraju, to czekają nas miliony hospitalizacji? Nie spełniło się to „życzenie” i nie spełni kolejne straszenie społeczeństwa  – bo już nikt wam w to nie uwierzy. A skąd taka złość i nienawiść do mnie i naszej przychodni za promowanie amantadyny? Niewiele osób ma wyobrażenie o kosztach leczenia. Niestety, tu już kończy się etyka, a zaczyna się wyłącznie biznes – pisze doktor Bodnar.

Pełna treść oświadczenia TUTAJ.

Charamza z kochankiem na „papieży” w odłamie posoborowia? „Globalna Sieć Tęczowych Katolików”…

„Nowa tożsamość kościelna” „Papież nie jest krótkowzroczny”. Kładzie „fundament”, na którym inni będą budować.

Zainicjowany przez papieża Franciszka „Synod o rodzinie” stał się inspiracją dla „tęczowych katolików”, by się zorganizować na poziomie globalnym i móc skuteczniej wpływać na biskupów w celu modyfikacji nauczania. Kolejne synody służą – w opinii „tęczowego teologa” Craiga Forda – „wykuciu na najwyższym szczeblu władzy kościelnej nowej tożsamości ”, która „ostatecznie pozwoli na zmianę doktryny”.

Agnieszka Stelmach https://pch24.pl/globalna-siec-teczowych-katolikow-i-nowa-tozsamosc-koscielna/

—————————

Ruch nabiera rozpędu wraz z każdym kolejnym rokiem, forsując coraz większe otwarcie instytucjonalnego Kościoła na afirmację dewiacji. Przyglądając się hasłom organizacji propagujących ideologię gender czy wypowiedziom wpływowych „tęczowych” teologów i aktywistów rzuca się w oczy ich determinacja, by zmienić odwieczną doktrynę Kościoła katolickiego odnośnie sodomii. Przedstawiciele tych instytucji rzekomo czują się „głęboko skrzywdzeni”.

Środowisko homoseksualne, które obejmuje coraz to nowsze grupy interesu, wysuwające szereg postulatów politycznych, domaga się już nie tylko tolerancji bądź akceptacji, ale afirmacji przyjętego przez nie stylu życia. Bardzo dużo mówią o „sprawiedliwości społecznej”, inkluzywności czy też włączeniu, równym traktowaniu wszystkich i niedyskryminacji. Ta ostatnia – w ich przekonaniu – będzie możliwa tylko wtedy, gdy raz na zawsze pozbędą się piętna grzechu sodomskiego a ludzie zaakceptują wszystkie formy relacji seksualnych we wszystkich możliwych konstelacjach. Żadnego „katolika” nie pozbawi się natomiast z tego powodu „pełnego dostępu do sakramentów”, łącznie z małżeństwem.

Powstanie Globalnej Sieci Tęczowych Katolików

3 października 2014 roku – po zwołaniu przez papieża Franciszka nadzwyczajnego światowego synodu biskupów o rodzinie – w Rzymie odbyła się międzynarodowa konferencja teologiczna dotycząca roli homoseksualnych katolików w Kościele. Silne lobby chciało wywrzeć wpływ na uczestników zgromadzenia hierarchów, by Kościół zaczął bardziej otwierać się na zmianę nauczania odnośnie grzechu sodomskiego. Rok później w Wiecznym Mieście powołano do życia Global Network of Rainbow Catholics (Globalną Sieć Tęczowych Katolików).

Jak to tłumaczy Francis DeBernardo, jeden z inicjatorów powstania organizacji, będący dyrektorem wykonawczym New Ways Ministry – w konferencji założycielskiej uczestniczyło „blisko 100 katolickich liderów LGBT z sześciu kontynentów i ponad 30 krajów”. Planowanie powołania sieci rozpoczęło się dwa lata wcześniej. W październiku 2015 r. w Rzymie na konferencji zatytułowanej: „Głos osób LGBT na Synodzie” ustanowiono tymczasową strukturę. Podjęto też decyzję o zorganizowaniu międzynarodowego spotkania poświęconego tematowi duszpasterstwa wśród mniejszości seksualnych oraz opracowano treść listu skierowanego do uczestników Synodu o rodzinie.

Rok wcześniej na konferencji inicjatorów GNRC, zatytułowanej Ways of Love („Drogi miłości”) wystąpiła m.in. Mary McAleese, była prezydent Irlandii, której syn jest homoseksualistą. Polityk ostro krytykowała brak aprobaty Kościoła dla pseudomałżeństw jednopłciowych. – Nauczanie Kościoła obecnie definiuje związki osób tej samej płci jako „wewnętrznie nieuporządkowane” i wymaga, aby homoseksualiści prowadzili życie w czystości. Jednak przeciwnicy twierdzą, że nie odnosi się to do rzeczywistości, w której żyje 1,2 miliarda katolików na świecie. Irlandzka polityk, która doprowadziła m.in. do dekryminalizacji aktów homoseksualnych i legalizacji związków partnerskich oraz zaangażowała się na rzecz prawnej akceptacji pseudo-małżeństw jednopłciowych w swoim kraju, przekonywała, że „samo nauczanie Kościoła jest z natury nieuporządkowane”. Dodała, że zmieniła się mentalność i „wielu ludzi na całym świecie” akceptuje związki tej samej płci. Kościół zaś powołując się na Tradycję nie chce tego przyjąć do wiadomości. Puentowała, że „nauczanie Kościoła na temat homoseksualizmu jest po prostu błędne”, co spotkało się z wielkim aplauzem uczestników konferencji, mającej doprowadzić do powstania GNRC.

W omawianej konferencji brał udział także biskup Raul Vera z Saltillo w Meksyku. Hierarcha mówił, że Kościół musi „zmienić język” w odniesieniu do „społeczności LGBT”, ponieważ obecny prowadzi „do definiowania homoseksualistów jako grzeszników, osoby zdegenerowane i rozwiązłe”. W wystąpieniu programowym tłumaczył, że najpierw trzeba skupić się na „złagodzeniu języka” w sprawie grzechu sodomskiego i mniejszości seksualnych, a dopiero potem postulować np. akceptację pseudomałżeństw jednopłciowych. Kapłan popiera skierowane do homoseksualistów duszpasterstwo, które odrzuca katolickie nauczanie na ten temat.

W konferencji brał udział także biskup Geoffrey Robinson z Sydney, zganiony wcześniej przez Kongregację Nauki Wiary za prezentowanie w swoich publikacjach nauczania niezgodnego z doktryną katolicką.

Wreszcie swoją prelekcję wygłosiła zbuntowana amerykańska zakonnica s. Jeannine Gramick, współzałożycielka New Ways Ministry, głównego inicjatora Globalnej Sieci Tęczowych Katolików. Siostra o polskich korzeniach, która od początku lat 70. prowadzi tzw. posługę pośród sodomitów, utwierdzając ich w trwaniu w grzechu, analizując przypadek „parafii przyjaznych osobom LGBT” w USA potwierdziła, że głównym celem aktywności środowiska „tęczowych katolików” jest sprawienie, by „geje i lesbijki zostali w pełni włączeni do Kościoła”, by mogli korzystać ze wszystkich sakramentów, w tym z możliwości zawarcia małżeństwa. – Uważam, że ​​chociaż Kościół katolicki naucza o godności osoby, przesłanie jest czasami niejasne z powodu tego, co „oficjalny Kościół” mówi o czynnościach seksualnych i etyce czynności seksualnych. Chcę, aby Kościół nie patrzył na etykę relacji seksualnej z punktu widzenia aktów, ale osoby. Miłość, zaangażowanie, troska – to właśnie sprawia, że ​​związek jest etyczny, przekonywała.

W konferencji brał udział także Martin Pendergast z organizacji LGBT Catholics Westminster. W 2015 r. chwalił on coming out byłego już księdza Krzysztofa Charamsy na dzień przed rozpoczęciem Synodu o rodzinie w październiku 2015 r. Wyraził nadzieję, że to ujawnienie homoseksualnego pracownika Kongregacji Nauki Wiary „wspomoże proces synodalny”.

Charamsa 3 października 2015 roku przyznał publicznie, że jest homoseksualistą i żyje w związku z innym mężczyzną. W reakcji na to Stolica Apostolska stwierdziła, że nie może wykonywać swoich zadań w Kongregacji Nauki Wiary i na uniwersytetach papieskich, ponieważ naruszył celibat. 17 października duchowny został suspendowany przez biskupa Ryszarda Kasynę.

Pendergast wyraził nadzieję, iż „ujawnienie Charamsy utoruje drogę do bardziej otwartej debaty na synodzie”: – Może zachęcić innych, zwłaszcza biskupów, którzy mogli się denerwować zbyt radykalnymi rozmowami o rozwodzie, ponownym małżeństwie i związkach osób tej samej płci, do mówienia bardziej otwarcie i uczciwie.

Globalna Sieć Tęczowych Katolików (GNRC) skierowała list do wszystkich biskupów uczestniczących w Synodzie o rodzinie, przedstawiając się jako środowisko osób i organizacji zaangażowanych w życie Kościoła, które czują się zmarginalizowane i źle traktowane. Wskazali, że pomimo „prześladowania” „zachowali wiarę”, ale teraz chcą się jeszcze bardziej zaangażować w głoszenie Ewangelii. Narzekali na „ducha biurokratycznej nikczemności i nieuczciwości”, której ofiarami mają padać „regularnie”. „Nauczyli się jednak, że nie liczy się to, co Kościół może zrobić dla nich, ale to, co oni mogą zrobić dla Kościoła”.

Zgodnie z tą „misją” postulowali, by biskupi zmienili język w stosunku do „tęczowych katolików” na bardziej przyjazny, słuchali ich i współpracowali z nimi, „dzieląc się informacjami, zwalczając fałsz, wspierając się nawzajem w potrzebach i wzmacniając”. Apelowano o przyjęcie „najlepszych praktyk” organizacji zaangażowanych w duszpasterstwo pośród sodomitów. W domyśle chodziło o schemat utwierdzania ich w grzeszności, co czynią organizacje takie jak: Dignity USA czy New Ways Ministry.

Co łączy fundacje Open Society, Arcus i szwajcarski oddział Katolickiego Funduszu Wielkopostnego?

13 października 2015 roku Catholic News Agency donosiła, że działacze George’a Sorosa lobbują nawet podczas Synodu Biskupów, a w konferencji założycielskiej GNRC wziął udział m.in. dyrektor programowy Open Society Foundations Peter Matjasic. Komentował on na Twitterze, że prezydent McAleese wygłosiła „przekonujące potępienie rzymskokatolickiej doktryny o homoseksualizmie”.

W pierwszym spotkaniu GNRC uczestniczyło Europejskie Forum Chrześcijańskich Grup LGBT, które otrzymuje fundusze z Open Society Foundations na dokumentowanie „nietolerancji religijnej w Europie Wschodniej”.

Pośród założycieli GNRC była amerykańska grupa aktywistów LGBT Human Rights Campaign na czele z Lisbeth Melendez Riverą, dyrektor kampanii Latino and Catholic Initiatives. Grupa uznała, że synod to okazja do „stworzenia precedensu dla zmian”.

Globalna Sieć Tęczowych Katolików obejmuje: Dignity USA i New Ways Ministry, dwie amerykańskie grupy, które wzywają do ​​uznania pseudomałżeństw osób tej samej płci za sakrament. Pozostali członkowie to m.in: Regenbogenpastoral Österreich (Austria), La Communauté du Christ Libérateur (Belgia), David & Jonathan – Paris, Ökumenische Arbeitsgruppe Homosexuelle und Kirche (HuK) e.V. (Niemcy), Queergottesdienst München (Niemcy), Cammini di Speranza (Włochy), Progetto Gionata (Włochy), Drachma LGBTI (Malta), Drachma Parents’ Group (Malta), Werkverband van katolieke Homo–Pastores (Holandia), Fundacja Wiara i Tęcza (Polska), Caminhar na Diversidade (CaDiv), SIGNUM (Dúhoví kresťania) (Słowacja), Associació Cristiana de Gais i Lesbianas de Catalunya (ACGIL) (Hiszpania), Ichthys Cristianxs LGBTH (Hiszpania), Quest (Wielka Brytania), LGBT – Catholics Westminister Pastoral Council (Wielka Brytania). Nuova Proposta (Włochy).

W projekt GNRC zaangażował się szwajcarski Katolicki Fundusz Wielkopostny Fastenopfer i amerykańska Fundacja Arcus, przeznaczająca setki tysięcy dolarów na projekty „tęczowych” aktywistów związane z synodem oraz na przyznanie szczególnych praw małpom.

CNA podaje, że środki przeznaczono m.in. na przygotowanie ostrej odpowiedzi na „homofobiczne decyzje Synodu o rodzinie”. Chciano uderzyć w biskupów z Afryki Zachodniej zdecydowanie przeciwstawiających się użyciu terminologii gender („orientacja seksualna”, „tożsamość płciowa”, skrót „LGBT”) oraz zmianie stanowiska Kościoła wobec sodomii. W tym celu przygotowywano film, ale ostatecznie – w związku z kontrowersją uwikłania katolickiej instytucji – poprzestano na pisemnym raporcie.

Arcus przeznaczyła fundusze na inicjatywy, które miały pomóc w „realizowaniu skutecznej strategii zmiany tradycyjnych poglądów” i tworzeniu kontr-narracji teologicznej w stosunku do tradycyjnego nauczania Kościoła.

Lewicowa fundacja Arcus założona w 2000 r. przez miliardera Jona Strykera koncentruje się na promocji uroszczeń lobby homoseksualnego i sponsoruje dziesiątki organizacji ekologicznych na całym świecie. W 2013 r. przekazała darowizny dwóm grupom religijnym, aby przekonać wiernych i duchownych do wspierania pseudo-małżeństw tej samej płci.

W 2019 r. Arcus skonsolidowała swoje inicjatywy dotyczące „sprawiedliwości społecznej”, by bardziej bezpośrednio koncentrować się na organizacjach, które zajmują się kwestiami uroszczeń mniejszości seksualnych. Finansuje ona m.in. Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne, znane ze zmiany stanowiska co do homoseksualizmu itp.

Fundacja Arcus jest partnerem Globalnego Funduszu Równości Departamentu Stanu USA, promującej ideologię gender na całym świecie. Od kilku lat w USA grupa przeznacza miliony na walkę z wolnością religijną. Wspiera m.in. Centrum na rzecz Amerykańskiego Postępu założone przez Johna Podestę, ostatniego kierownika kampanii prezydenckiej Hillary Clinton. W sprawozdaniu z działalności Forum Europejskiego na rzecz LGBT odnotowano, że Arcus w 2013 roku przyznała im grant w wysokości 134 tysięcy dolarów na zwalczanie „homofobii religijnej w Europie” i na poprawę zdolności mobilizacyjnych organizacji religijnych orędujących w interesie „społeczności LGBT w regionie”. W sprawozdaniu z działalności stwierdzono, że forum opracuje, przetestuje i wykorzysta „narrację sprzeczną z tradycyjnymi wartościami” w różnych kontekstach religijnych w latach 2014 – 2016, ze szczególnym naciskiem na możliwości prezentacji swojego stanowiska podczas synodu.

 Fundacja Arcus informuje na swojej stronie, że mobilizuje „umiarkowanych i postępowych przywódców religijnych” oraz wykorzystuje „strategiczne możliwości w historycznie opornych wspólnotach wyznaniowych”, w tym w Kościele rzymskokatolickim na rzecz umożliwienia „znacznego postępu”.

Fundacja przyznała np. Dignity USA dwuletni grant w wysokości 250 tysięcy USD na sfinansowanie koalicji organizacji działających na rzecz uznania tak zwanych „homo-małżeństw” w Kościele katolickim.

W 2017 r. przekazała dotację w wysokości 35 tysięcy dolarów dla New Ways Ministry na pomoc w rozwoju Globalnej Sieci Tęczowych Katolików w celu „zintegrowania pracy organizacji katolickich pro-LGBT w każdym regionie świata”.

Nadzwyczajny Synod Kościoła Katolickiego na temat Rodziny, który odbył się w październiku 2014 roku, charakteryzował się znacznym rozłamem między biskupami afrykańskimi a przede wszystkim europejską frakcją purpuratów. Kontrowersyjne dotyczyły sposobu posługi kościelnej dla homoseksualistów.

25 maja 2015 roku przywódcy biskupów niemieckich, francuskich i szwajcarskich, teologowie oraz wybrani dziennikarze na tajnym spotkaniu prowadzonym przez jezuitów omawiali cele Synodu o rodzinie. Niektórzy z mówców postulowali zmianę katolickiego nauczania na temat antykoncepcji, aktów homoseksualnych i Komunii świętej dla osób rozwiedzionych, żyjących w nowych związkach cywilnych. Jednym z uczestników miał być biskup Gmur pełniący wówczas funkcję szefa Rady Fundacji Fastenopfer. Poza nim udział wzięło jeszcze dwóch szwajcarskich hierarchów. GNRC zawsze mobilizowało się przy okazji kolejnych synodów Franciszka.

GNRC pisze do polskich biskupów, domagając się ochrony mniejszości seksualnych

W 2020 r. grupa skierowała list do polskich biskupów datowany na 1 września, by „jako ich pasterze wykorzystali wszelkie dostępne środki, aby chronić godność i prawa człowieka każdej osoby powierzonej opiece, w tym osób LGBTIQ i ich rodzin”.

„Piszemy do Was jako kierownictwo Globalnej Sieci Tęczowych Katoliczek i Katolików. Skupia ona organizacje i jednostki działające na rzecz opieki duszpasterskiej, sprawiedliwości, inkluzji, godności i równości dla osób LGBTIQ (lesbijek, gejów, biseksualnych, transpłciowych, interseksualnych, queerowych) oraz ich rodzin w Kościele rzymskokatolickim i społeczeństwie.

Kieruje nami głęboka troska o nasze siostry, braci i krewnych w Polsce. Obawiają się oni bardzo o swe bezpieczeństwo, szczególnie teraz, po wyborze prezydenta Dudy na kolejną kadencję”.

W liście narzekano na „alienację” i „przemoc” wobec „osób LGBTIQ w całym kraju”, a zwłaszcza na „odsunięcie na margines przez księży i innych dostojników kościelnych”. Ubolewano z powodu krytyki „samej ich tożsamości”. Dodano, że „polska mniejszość LGBTIQ należy do najbardziej narażonych na świecie” i zapowiedzieli, że będą się bacznie przyglądać sytuacji w naszym kraju. Wezwali hierarchów, by zapewnienie „należytej duszpasterskiej troski o osoby LGBTIQ i ich rodziny stało się priorytetem Konferencji Episkopatu Polski”. Zaproponowali także współpracę poprzez „polskie grupy członkowskie, przyjaciółki i przyjaciół”. Pod listem podpisali się: Ruby Almeida, współprzewodnicząca GNRC oraz Christopher Vella, współprzewodniczący GNRC.

Ku „większemu konsensusowi” w Kościele

W związku z zainicjowanym w marcu 2021 rokiem refleksji nad adhortacją apostolską papieża Franciszka Amoris laetitia, GNRC opublikowało szereg opracowań, by „perspektywy i wymiary LGBTQ zostały uwzględnione w dyskusjach Kościoła na temat tego dokumentu”.

Brian Flanagan, który jest profesorem nadzwyczajnym teologii na Uniwersytecie Marymount w Arlington (stan Wirginia) i doradza New Ways Ministry wskazał, jakie wnioski należy wyciągnąć nie tyle z treści dokumentu, co z procesu, który doprowadził do jego powstania.

Jego zdaniem, po pierwsze należy być wdzięcznym papieżowi za stworzenie przestrzeni do rozmowy na kontrowersyjne tematy. Teolog wyjaśnił, że do czasu Synodu o rodzinie rozmowy o seksualności i „tożsamości płciowej” były raczej poza debatą w Kościele. Teraz nie tylko się na nie zezwala, ale wyraźnie do nich zachęca, a każdy akt synodalności temu służy. „Papież Franciszek popycha Kościół na całym świecie w kierunku coraz większego zaufania do Ducha Świętego i prosi nas, abyśmy zaufali, że w naszym mówieniu i słuchaniu można rozpoznać głos Boga” – stwierdził Flanagan.

Druga lekcja dotyczy faktu, że nie można bagatelizować oporu wobec „synodalnego sposobu bycia katolikiem”. A więc należy się spodziewać większej polaryzacji wśród katolików, ale „większa swoboda rozmowy może zmienić ich umysły i serca”.

Trzecia lekcja jest taka, że jak na razie „procesy synodalne są stosunkowo konserwatywne”, jednak „synodalność dąży do tego, aby nie jedna strona w Kościele pokonywała drugą, ale aby zjednoczyć cały Kościół w celu osiągnięcia większego konsensusu. To wymaga czasu i nadprzyrodzonej cierpliwości”.

Ostatnią lekcją „jest to, jak ważne dla całego procesu jest pytanie, kto mówi, a kto słucha”. Dotychczasowe synody skupiały się na rodzinie, młodzieży i ludach Amazonii. Synod o synodalności jeszcze bardziej poszerza grono mówiących na poziomie lokalnym, diecezjalnym, regionalnym i międzynarodowym. I chodzi o to, żeby „tęczowi katolicy” jak najliczniej zaangażowali się „w proces mówienia” – uważa teolog.

W tym celu GNRC organizuje szkolenia, warsztaty, opracowuje nową doktrynę, coś w rodzaju – jak to określają – „teologii gender”, by trafiać z argumentacją do duchownych. Grupa chce sprawić, aby wydawało się, że w Kościele jest ich bardzo dużo. Apeluje o ujawnianie się homoseksualnych kapłanów, zakonnic, by wywrzeć wpływ na pozostałych katolików, „zmiękczyć” ich stanowisko, aby „po ludzku”, ze współczuciem spojrzeli na nich. Sugeruje, że nie ma sensu dyskutować z autorytatywnym nauczaniem Kościoła na temat homoseksualizmu. Raczej trzeba zmieniać język i tworzyć alternatywną narrację, koncentrując się na emocjach i współczuciu wobec „dyskryminowanych” mniejszości seksualnych, apelując o ich włączenie we wszystkie posługi w Kościele.

Powołując się na „prawa człowieka”, członkowie sieci domagają się równego traktowania i zatrudniania ich we wszystkich instytucjach katolickich, nawet jeśli nie spełniają wymogów etyki katolickiej i głoszą naukę sprzeczną z doktryną. Chcą także w pierwszej kolejności zwiększyć udział kobiet w strukturach zarządczych w Kościele, licząc, że potem Watykan będzie musiał otworzyć się na inne „mniejszości”, aby spełnić warunki włączenia, inkluzywności.

Czasami dyskretnie, czasami bardziej ostentacyjnie homolobbyści zachęcają duchownych do uczestnictwa w swoich konferencjach i warsztatach. Piszą listy, odezwy, przygotowują raporty. Przekonują, że sodomia w świetle „aktualnej nauki” nie jest sprzeczna z naturą, a zatem wymaga akceptacji przez Kościół i w konsekwencji zmiany nauczania. Zabiegają także o demontaż struktury „patriarchalnej” i hierarchicznej Kościoła, by był „bardziej włączający”.

„Papież nie jest krótkowzroczny”. Kładzie „fundament”, na którym inni będą budować

Po publikacji w styczniu 2022 r. artykułu Christophera Lamba, watykańskiego korespondenta progresywnego pisma „The Tablet”, zapytano członków sieci, czy zgadzają z jego diagnozą, że następuje „zmiana w podejściu Kościoła katolickiego wobec osób LGBTQ”.

Lamb wspomniał o roszadach w kurii watykańskiej, listach pochwalnych papieża Franciszka dla s. Jeannine Gramick oraz o opublikowaniu materiałów New Ways Ministry na stronie internetowej Sekretariatu Synodu.

Wypowiadali się m.in. teolog ks. James Alison z Hiszpanii, wiceprzewodnicząca GNRC Rubin Almeida, dr Michael Brinkschröder, teolog i socjolog oraz współprzewodniczący Katolickiego Komitetu LGBT+ w Niemczech, Marianne Duddy-Burke , dyrektor Dignity USA.

Jednak szczególnie interesująca wydaje się wypowiedź Craiga A. Forda, adiunkta teologii i religioznawstwa w St. Norbert College, DePere w Wisconsin, który ocenił, że „duszpasterskie podejście Franciszka do osób LGBTQ nie ma wpływu na doktrynę”, ale „papież nie jest taki krótkowzroczny”. – Franciszek – tłumaczył wykładowca – stara się wykuć na najwyższym szczeblu władzy kościelnej nową tożsamość kościelną. Powinniśmy uznać ten ruch za dokładnie taki, jak uważają krytycy Franciszka: początek istotnych zmian, które ostatecznie doprowadzą do rewizji doktryny. Innymi słowy, papież Franciszek prowadzi długą grę. Dlatego tak wielu ludzi krzyczy o „zamieszaniu doktrynalnym” i „herezji”, i chce zakończyć ten proces, zanim będzie mógł się rozpędzić.

„Tęczowy teolog” obawia się, że sędziwy już papież „nie będzie w stanie kontynuować tej pracy zbyt długo”. Dlatego zadaje pytanie, „czy Franciszek położył wystarczająco solidny fundament, aby inni przywódcy mogli na nim budować, czy po prostu zostanie on usunięty wraz z nadejściem nowego papieża”. Apeluje, by nie ustawać w realizacji „wizji Franciszka” w parafiach i diecezjach, bo od tego zależy, czy faktycznie będzie możliwa zmiana doktryny.

Postępowe zalecenia duszpasterskie Zgromadzenia Kościelnego Ameryki Łacińskiej i Karaibów

Z pomocą „tęczowym katolikom” przychodzi Zgromadzenie Kościelne Ameryki Łacińskiej i Karaibów, które odbywało się jesienią 2021 r., a które – jak zaznaczył Franciszek – miało „dodać bodźca Kościołowi na drodze synodalnej”. Przyjęło ono na zakończenie obrad 28 listopada dokument ze wskazówkami duszpasterskimi, wzywając do promocji Kościoła, w którym „zintegrowana jest różnorodność kulturowa, etniczna i seksualna”. Postawa duszpasterska powinna koncentrować się we wspólnotach lokalnych na „uznaniu i docenieniu różnorodności seksualnej, etnicznej i kulturowej poprzez przestrzenie dla awansu ludzi oraz szkolenia zawodowe i edukacyjne”.

Wzywa się do „miłosiernego wychodzenia na spotkanie” z sodomitami, do „zbliżenia gestami, postawami i inicjatywami słuchania oraz dialogu”. Kościół został wezwany do potępienia „przemocy strukturalnej, o jakiej mówią ruchy społeczne, które zwracają szczególną uwagę na społeczności zmarginalizowane, w tym osoby LGBTIQ+”.

W odniesieniu do rodziny zwraca się uwagę na duszpasterstwo polegające na służbie „miłosiernej i czule integrującej różne typy rodzin: samotnych rodziców, związki cywilne i o różnych orientacjach seksualnych”.

W zgromadzeniu wzięło udział około 1000 uczestników z regionu, setki duchownych i zakonników, a także 400 osób świeckich. Obecni byli trzej delegaci Globalnej Sieci Tęczowych Katolików. Zwołano je w celu „ustalenia priorytetów dla Kościoła w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach na następne 10–12 lat”.

Papież Franciszek powiedział w powitalnym filmie, że Zgromadzenie Kościelne, pierwsze tego rodzaju, było „czasem, który otwiera przed nami nowe horyzonty nadziei”.

Zdaniem GNRC, Kościół latynoamerykański prowadzi nas do „głębszego odbioru Vaticanum II i praktyk synodalności”, a Zgromadzenie Kościelne „ucieleśnia te typy słuchania, dialogu i działań zorientowanych na duszpasterstwo, które stały się cechami charakterystycznymi posługi pierwszego papieża z Ameryki Łacińskiej”.

Pod hasłem realizacji „sprawiedliwości społecznej” i inkluzywności oraz tworzonej nowej „teologii genderowej” trwają dążenia do przeobrażenia Kościoła, który miałby stać się zaprzeczeniem Prawdy, Dobra i Piękna. Stawiane są fundamenty, na których „tęczowi teologowie” nadbudują nową naukę. I tak w następnych dziesięcioleciach będziemy świadkami – jak to się dziś pięknie określa – dalszego „rozwijania” doktryny Kościoła.

Hunter [Biden] nadal pod gazem?[i to – na Ukrainie…]

Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5122

Felieton  •  tygodnik „Najwyższy Czas!”  •  15 lutego 2022

25 lipca 2019 roku amerykański prezydent Donald Trump miał zwrócić się do ukraińskiego prezydenta Władymira Zełeńskiego, żeby w zamian za 400 mld dolarów pomocy dla Ukrainy, prezydent Zełeński pomógł w „prześwietleniu” interesów Huntera Bidena, syna Józia Bidena, który na Ukrainie wydobywa gaz. Prezydent Trump oficjalnie zaprzeczył, by wysuwał pod adresem prezydenta Zełeńskiego takie propozycje, jednak z zapisu 30-minutowej rozmowy, przygotowanego na podstawie notatek urzędników wynika, że wątek Huntera Bidena i jego ukraińskich biznesów był poruszany.

Nawiasem mówiąc, Hunter Biden prowadził interesy nie tylko na Ukrainie, ale również w Chinach. Tak w każdym razie pisał „New York Post” w roku 2020 – że prowadził on „lukratywne transakcje” z największą prywatną chińską firmą energetyczną.

Podobno Zuckerbergi próbowały zablokować rozprzestrzenianie tej informacji w mediach społecznościowych, co skrytykował Donald Trump. Z publikacji tej wynikało też, że Józio Biden, jako wiceprezydent USA, wymusił na ukraińskich dygnitarzach zwolnienie prokuratora Wiktora Szokina, który prowadził dochodzenie w sprawie biznesów Huntera Bidena w firmie „Burisma Holding. Prawnik Huntera Bidena uznał te rewelacje za „teorie spiskowe”, wymyślone i kolportowane przez Rudi Giulianiego. Ale z twardego dysku odczytanego w Delaware z komputera należącego do Bidenów wynikało, że wiceprezydent Józio Biden młotował prezydenta Poroszenkę, by usunął on Szokina ze stanowiska prokuratora generalnego, bo jak nie, to Ukraina nie dostanie miliarda dolarów. Po takiej poważnej zastawce Szokin został usunięty, więc miliard trafił do prezydenta Poroszenki, który już tam z pewnością wiedział, jaki z niego zrobić użytek.

Nawiasem mówiąc, związki z firmą „Burisma” miał też Aleksander Kwaśniewski, który Hunterowi Bidenowi wystawił prawdziwą laurkę, że jest „kompetentny”. „Zbierał informacje. Był użyteczny, bo wiedział coś, czego my nie wiedzieliśmy”. Skąd „wiedział”? Aaaa, to tajemnica. Taka recenzja wystawiona przez Aleksandra Kwaśniewskiego, w którego biznesowe kompetencje nikt przecież nie ośmieliłby się wątpić sprawia, że niepodobna nie lubić Huntera Bidena, mimo jego skłonności do prochów i wódeczki, co zresztą z talentem opisał – m.in. jak bzykał szwagierkę i jakąś striptizerkę. Podobno w roku 2020 GRU przeprowadziło cyberatak na firmę „Burisma Holding”, a skoro Hunter Biden dostarczał tam zbierane wcześniej informacje, to GRU też pewnie chciało z nich skorzystać. Dodajmy, że „Burisma” to firma gazowa, należąca do oligarchy nazwiskiem Mykoła Złoczewski. Płacił on Hunterowi Bidenowi 50 tys. dolarów miesięcznie plus prowizje, dzięki czemu przez 16 miesięcy od kwietnia 2016 roku trafiło na jego konta ponad 3 mln dolarów. Zresztą od innych np. rosyjskiej bizneswoman Heleny Baturiny, też brał i to całkiem sporo. Daj Boże każdemu, ale problem w tym, że nie każdy po ojcu może nazywać się Biden, podobnie jak nie każdy ojciec jest wiceprezydentem USA i z ramienia tamtejszego rządu nadzoruje suwerenną Ukrainę.

Wspominam o tym wszystkim, by pokazać, że związki prezydenta Józia Bidena z Ukrainą nie datują się od niedawna, podobnie, jak związki z tamtejszymi oligarchami. Zresztą Ukraina jest swoistą federacją oligarchów, którzy mają swoje partie i swoich parlamentarzystów. Nie tylko zresztą parlamentarzystów, bo i prezydentów. Na przykład obecny prezydent Wołodymir Zełeński, jest wynalazkiem oligarchy z pierwszorzędnymi korzeniami Igora Kołomojskiego, obywatela Ukrainy, Izraela i Cypru, więc „Gazeta Wyborcza” nie może się go nachwalić.

Kontroluje on bowiem wiele mediów dla Ukraińców, dzięki czemu – podobnie jak żydowska gazeta dla Polaków – może informować światową opinie publiczną o takich faktach prasowych, jakie są akurat potrzebne. Dobrze jest o tym wszystkim pamiętać, byśmy wiedzieli, o co walczymy i za co zginiemy – jak to mówili partyjniacy za pierwszej komuny. Bo wiadomo; za Ukrainę bić się trzeba – o czym wie każde patriotyczne dziecko, a także wszyscy patrioci dorośli.

Zagraża jej bowiem zimny ruski czekista Putin, któremu najwyraźniej mało tego, co już sobie uzbierał i chciałby uzbierać sobie jeszcze więcej, na przykład – oskubać trochę Igora Kołomojskiego. Ale prezydent Józio Biden (nawiasem mówiąc, ciekawe, czy Hunter Biden nadal robi na Ukrainie interesy, czy też posłuchał ojca i ewakuował się w miejsce bezpieczne?) pokazuje zimnemu ruskiemu czekiście Putinowi gest Kozakiewicza i powiada: tu się zgina dziób pingwina – dlatego pingwina, że okazało się iż wśród pingwinów są sodomczykowie, więc Jego Ekscelencja Mark Brzeziński, amerykański ambasador w Warszawie, będzie miał „z natury” argument nie do zbicia, by skutecznie wytresować tubylców w kierunku nieubłaganego postępu.

Mniejsza jednak o pingwiny, bo ważniejsze, że prezydent Józio Biden wysyła na Ukrainę broń, podobnie jak Wielka Brytania, która nawet zaproponowała Ukrainie i Polsce sojusz, podobnie jak w roku 1939 i 1945. Naszym Umiłowanym Przywódcom oczywiście – podobnie jak i wtedy – szalenie to imponuje, więc w podskokach wysyłają na Ukrainę amunicję, chyba w dodatku za darmo, bo – po pierwsze – tak nam przykazał Nasz Najważniejszy Sojusznik, a po drugie – bo ukraińscy oligarchowie opanowali do perfekcji sztukę obcinania kuponów od prezentowania Ukrainy, jako państwa specjalnej troski – coś na podobieństwo upośledzonego umysłowo dziecka, któremu lepiej się nie sprzeciwiać, bo albo sobie zrobi krzywdę, albo podpali dom, albo popodrzyna wszystkim gardła.

Nie na wszystkich to działa, ale na naszych Umiłowanych Przywódców – jak najbardziej, zwłaszcza, że tak nam przykazał prezydent Józio Biden, który nawet przysłał nam 2 tysiące żołnierzy, żeby obronili nas przed złym ruskim czekistą Putinem. To się nazywa wzmacnianiem wschodniej flanki NATO – ale broni za darmo już nam nie daje, podobnie jak Wielka Brytania w 1939 roku. Ale bo też Hunter Biden nie robił żadnych interesów w Polsce, podczas gdy na Ukrainie – jak najbardziej.

Tymczasem zimny ruski czekista Putin nic, tylko knuje przeciwko Ukrainie spiski, których plany, jeden po drugim, mu „wyciekają” i zaraz wywiad amerykański podaje je do publicznej wiadomości, podobnie jak kiedyś rewelacje o broni masowej zagłady, którą miał posiadać straszliwy Saddam Husajn.

Na pewno to wszystko prawda, więc nie ma rady; si vis pacem para bellum, bo wiadomo, że nie ma wojny, która nie toczyłaby się o pokój. O wojnach o wojnę nikt przecież nie słyszał.

Zatem – jak powiada Wieszcz – „dzieło zniszczenia w dobrej sprawie jest święte, jak dzieło tworzenia” – a czyż jest coś lepszego niż męczeństwo „za wolność waszą i naszą”?

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”