Sodoma w Watykanie. B. sekretarz kard. Ratzingera jest aktywnym homoseksualistą.

Abp Viganò potwierdza, że były sekretarz kard. Ratzingera jest homoseksualistą.

W dniu inauguracji swojego pontyfikatu, papież Benedykt XVI prosił o modlitwę o odwagę dla niego, aby nie uciekł ze strachu przed wilkami. „Módlcie się za mnie, abym nie uciekł ze strachu przed wilkami” – powiedział.

Wiedzieliśmy już wcześniej, że jako szef Kongregacji Nauki Wiary (KNW) miał wiedzę o wielu ciemnych stronach Kościoła i zachęcał Jana Pawła II do zajęcia się niektórymi z nich, zwłaszcza skandalem wokół założyciela Legionistów Chrystusa, księdza Marciala Maciela.

Ale czy zdawał sobie sprawę, że zepsucie moralne wśród duchowieństwa jest aż tak głębokie? Czy wiedział, że jego własny sekretarz, który przez prawie 20 lat dla niego pracował, był prawdopodobnie praktykującym homoseksualistą, o czym Arcybiskup Viganò dowiedział się, gdy zlecono mu zbadanie tej sprawy? (…)

Wczorajszy artykuł dr Maike Hickson w LifeSite traktował o kontrowersyjnej misji jaką powierzono z ramienia Watykanu, biskupowi Josefowi Clemensowi, celem zbadania zarzutów o molestowanie seksualne na tle homoseksualnym w jednym z najsłynniejszych klasztorów w Europie, niemieckim Klosterneuberg. Sprawa okazała się kontrowersyjna, ponieważ Watykan zamknął dochodzenie bez żadnych istotnych konsekwencji zarówno dla sprawców jak i tych, pod których okiem dochodziło do nadużyć seksualnych.

W raporcie końcowym ogłoszonym przez biskupa Clemensa w marcu tego roku stwierdzono, że „dochodzenie kanoniczne zostało zakończone, a przeszłość została rozliczona. Mając już za sobą burzliwy okres, można teraz patrzeć w przyszłość, stawiając czoła nowym wyzwaniom”. Przełożony klasztoru, Bernhard Backovsky, jak donosi dr Hickson, „nie poniósł żadnych poważnych konsekwencji za swoją obiektywną porażkę w sprawie nadużyć seksualnych. Miał jedynie pozostać z dala od klasztoru 'przez odpowiedni okres czasu’, w celu poratowania zdrowia. Obecnie jest z powrotem w  klasztorze”.

Na domiar złego, kiedy biskup Clemens udał się do klasztoru w samym środku watykańskiego dochodzenia w sprawie nadużyć seksualnych, na czele którego stał, wygłosił tam homilię, w której zacytował słowa mnicha uważanego za najbardziej znanego sprawcę nadużyć seksualnych w klasztorze.

Wymienienie nazwiska sprawcy w pozytywnym kontekście, w homilii wygłoszonej w klasztorze, w którym doszło do nadużyć, wywołało oburzenie i skandal wśród ofiar nadużyć seksualnych, ich rodzin i adwokatów. Zwróciło to również uwagę na samego biskupa Clemensa.

LifeSite zapytał biskupa Clemensa, dlaczego zacytował księdza-zboczeńca, na co biskup Clemens odpowiedział, że cytowanie autora „nie mówi nic o jego osobie”, dodając, że „cytaty lub odniesienia nie są osobistymi ocenami, ale pomocnymi w nauce odnośnikami lub niezbędnymi dowodami na potwierdzenie wykorzystanych źródeł”. Można jednak przypuścić, że każdy, kto ma choć odrobinę roztropności, starannie unikałby cytowania podczas homilii głównego podejrzanego o okropne nadużycia seksualne.  

Jak dowiedzieliśmy się od Arcybiskupa Carlo Marii Viganò, a także z innych wiarygodnych źródeł, Josef Clemens, który przez 19 lat był osobistym sekretarzem kardynała Ratzingera w Kongregacji Nauki Wiary, jest aktywnym homoseksualistą. 

Clemens pracował pod kierownictwem Ratzingera jako jego sekretarz od 1984 do 2003 r., kiedy to został mianowany przez papieża Jana Pawła II podsekretarzem Kongregacji Instytutów Życia Zakonnego i Stowarzyszeń Życia Apostolskiego. W tym samym 2003 r. został sekretarzem Papieskiej Rady ds. Świeckich. 6 stycznia 2004 r., za czasów papieża Jana Pawła II, kardynał Ratzinger osobiście konsekrował Clemensa na biskupa. 

Przed mianowaniem biskupów, Watykan przeprowadza dochodzenie w sprawie kandydata na biskupa, aby upewnić się, czy jest on odpowiedni. W tym czasie, w 2003 r., za takie dochodzenia odpowiedzialny był Arcybiskup Carlo Maria Viganò. 

Rozmawiałem osobiście z Arcybiskupem Viganò na ten temat, który potwierdził, że to on prowadził dochodzenie w sprawie Clemensa.

„Pracując w kurii, była to moja odpowiedzialność i ja sam prowadziłem dochodzenie” – powiedział. „W tym czasie nuncjuszem w Niemczech był kardynał Giovanni Lajolo. Z informacji, które przysłał z Niemiec, wynikało, że istnieją poważne podejrzenia, iż Clemens jest praktykującym homoseksualistą. Dlatego jego opinia, aby uczynić go biskupem była negatywna. Moja opinia, jako odpowiedzialnego za personel w kurii, była również taka, że Clemens nie powinien być promowany”.

Arcybiskup Viganò wysłał swój raport do przełożonych w Watykanie, nie może jednak potwierdzić, że jego raport otrzymał papież Jan Paweł II lub kardynał Ratzinger. Viganò zauważył jednak, że powiedziano mu, iż „Ratzinger chciał, aby Clemens został awansowany pomimo informacji, które zostały mi przekazane z Niemiec”. 

Dr Hickson dowiedziała się z innego wiarygodnego źródła, że sam Ratzinger zwrócił się do kardynała Joachima Meisnera, arcybiskupa Kolonii, z pytaniem, czy mógłby przyjąć Clemensa do swojej diecezji. 

„Mogę potwierdzić” – podało źródło LifeSite, które wypowiedziało się pod warunkiem zachowania anonimowości – „że kardynał Meisner powiedział nam, że odrzucił prośbę Ratzingera o przyjęcie Clemensa w Kolonii, słowami: 'nie, z powodu homo[seksualizmu]’. On [Meisner] chciał również zaproponować Clemensowi terapię, którą ten odrzucił”.

Inne źródło w Rzymie powiedziało LifeSite: „Fakt, że Josef Clemens był i jest aktywnym homoseksualistą, jest dobrze znany wśród nas tutaj w Rzymie”. Kolejny kontakt w Rzymie był w stanie potwierdzić w oparciu o swoje własne źródła, że Clemens jest aktywnym homoseksualistą.

LifeSite skontaktowało się z biskupem Clemensem, prosząc go o skomentowanie informacji przedstawionych w tym artykule, zarówno odnoszących się bezpośrednio do jego życia osobistego, jak i do stanowiska urzędników kościelnych na jego temat.

Clemens powiedział, że twierdzenie, iż jest praktykującym homoseksualistą, „jest nieprawdą”, a później dodał, zapytany o niemoralność aktów homoseksualnych popełnianych przez księdza, „wie o tym teolog moralny, który napisał pracę doktorską z teologii moralnej”. 

Zapytany o kardynała Lajolo i Arcybiskupa Viganò oraz ich wypowiedzi, Clemens wyjaśnił, że nic mu o tym nie wiadomo. Co więcej, powiedział LifeSite, że nie będzie odpowiadał na żadne dalsze pytania: „Udzielając wam tych jasnych i jednoznacznych odpowiedzi, uważam tę sprawę za zamkniętą”. 

Prośby mediów o komentarz w sprawie biskupa Clemensa skierowane do papieża emeryta Benedykta XVI, Watykańskiego Biura Prasowego oraz kardynała Lajolo pozostały bez odpowiedzi. Archidiecezja Wiedeńska w Austrii również nie odpowiedziała na nasze prośby o komentarz, chociaż biskup Clemens twierdził, że postępował zgodnie z wiedeńską linią oceny rozmaitych przypadków nadużyć seksualnych. Opat Bernhard Backovsky również nie odpowiedział na pytania  LifeSite. 

Jest jednak jeszcze jedna ciekawa rzecz, o której wspomniał Abp Viganò. „Doniesiono mi, że kiedy Ratzinger wybrał Georga Gänsweina na swojego nowego sekretarza w 2003 r, między Gansweinem a Clemensem doszło do ostrej konfrontacji.

To, że po odsunięciu Clemensa na boczny tor dochodziło nawet do  publicznych awantur między Clemensem a Gänsweinem, odnotował w książce „W szafie Watykanu” działacz homoseksualny Frederic Martel, który napisał, że miały tam miejsce „publiczne awantury (…), na przykład odmowa George’a podania nowego numeru telefonu Josefowi [Clemensowi]; czy wreszcie nowoczesna wersja filmu Strzelanina w O.K. Corral, jakim był skandal związany z wyciekiem dokumentów znany jako Vatileaks”.

Martel łączy Clemensa z aferą Vatileaks, która – jak wielu uważa – doprowadziła do rezygnacji papieża Benedykta. 

Martel nie jest jedyną osobą, która dostrzegła związek między Clemensem a aferą Vatileaks. 

Niemiecki dziennikarz Paul Badde w czasach afery Vatileaks, 15 lipca 2012 roku, napisał w Die Welt o zazdrości Josefa Clemensa, która mogła skłonić go do zachęcenia papieskiego kamerdynera Paolo Gabriele do wykradzenia z biurka Ratzingera dokumentów, które rzuciłyby złe światło na jego nowego sekretarza Gänsweina. „Dramat w Watykanie – pisze Badde w swoim artykule – nie jest zamachem stanu ani pałacową rewolucją,  chodzi raczej o zazdrość o bycie blisko papieża”.

Jedną z osób, które według Badde są zazdrosne o bliskość Gänsweina z papieżem, jest Clemens, „któremu przez lata nie udawało się utrzymywać w tajemnicy i na wodzy niemal irracjonalnej zazdrości o swojego następcę u boku papieża. Służył Josephowi Ratzingerowi przez 19 lat. O tym, że uważa swojego następcę za „niekompetentnego współpracownika” papieża, od dawna świergotały wróble na watykańskich dachach.”

Badde stwierdził, że Clemens wraz z dwoma innymi osobami stał „przy, obok lub przed” Paolo Gabriele, kamerdynerem, który wykradł dokumenty papieskie i przekazał je dziennikarzom. 

Włoski korespondent watykański Marco Ansaldo również podchwycił tę historię i zasugerował, że część śledztwa w sprawie Vatileaks, które na wniosek papieża Benedykta prowadziło trzech kardynałów, dotyczyła również Clemensa.  

„Nawet wróble na dachach Watykanu – pisał Ansaldo w lipcu 2012 roku – wiedzą o zazdrości żywionej przez Clemensa, który w 2003 roku po wielu latach porzucił stanowisko sekretarza Ratzingera, prosząc o awans na biskupa.”

Być może to właśnie kłopoty z Clemensem skłoniły papieża Benedykta, aby w 2005 roku, w swoim pierwszym oficjalnym dokumencie jako papież, zdecydowanie powtórzyć stanowisko Kościoła, że homoseksualiści nie powinni być dopuszczani do seminariów i przyjmowani do stanu duchownego. W dokumencie tym stwierdzono, że „Kościół, głęboko szanując osoby, o których mowa, nie może dopuścić do seminarium ani do święceń tych, którzy praktykują homoseksualizm, przejawiają głęboko zakorzenione tendencje homoseksualne lub wspierają tak zwaną 'kulturę gejowską’”.

John-Henry Westen

Tłum. Sławomir Soja Źródło: Lifesitenews (May 27, 2022) – „Abp. Viganò confirms Cdl. Ratzinger’s former secretary for 19 years was homosexual”

Małpia ospa atakuje pedałów w Europie. To oni już … i z małpami ???

W Wielkiej Brytanii dotyka… homo i biseksualistów

https://nczas.com/2022/05/18/malpia-ospa-atakuje-w-europie-w-wielkiej-brytanii-dotyka-homo-i-biseksualistow/
Małpia ospa to zakaźna choroba odzwierzęca. Źródłem zakażenia dla ludzi są głównie gryzonie (zwłaszcza wiewiórki), rzadziej same małpy. Do zakażenia dochodzi najczęściej w wyniku pogryzienia lub bezpośredniego kontaktu z zakażonymi zwierzętami.

W teorii do zachorowań u ludzi dochodzi bardzo rzadko, do niedawna zwłaszcza w Afryce Subsaharyjskiej, ale teraz choroba pojawiła się w Europie.

Małpia ospa raczej nie zastąpi koronawirusa, ale jest groźna. Okres wylęgania wynosi około 12 dni, a choroba rozpoczyna się wysoką gorączką, powiększeniem węzłów chłonnych, a na skórze i błonach śluzowych jamy ustnej pojawia się wysypka.

W ciężkiej postaci uogólniona wysypka pokrywa całe ciało, łącznie ze skórą owłosioną głowy. Początkowo wykwity są plamiste, następnie pęcherzykowe, a w przypadku nadkażeń bakteryjnych pojawiają się krosty. Proces chorobowy trwa zazwyczaj 2-4 tygodnie. Blizny utrzymują się przez kilka lat.

Ospa małpia pojawiła się w Europie. Około trzydziestu przypadków zanotowano w Hiszpanii i Portugalii. Kilka w Wielkiej Brytanii.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) potwierdziła i bada przypadki w Wielkiej Brytanii, które pojawiły się tam na początku maja. Ospa małpia pojawiła się w… społeczności homoseksualnej. [to oni już mają „społeczność” ?? Łańcuchy, gwiazdy czy inne figury ?? MD]

Brytyjska Agencja Bezpieczeństwa Zdrowia (UKHSA) w swoim ostatnim oficjalnym komunikacie z 16 maja napisała:

„Brytyjska Agencja Bezpieczeństwa Zdrowia ( UKHSA ) wykryła 4 dodatkowe przypadki małpiej ospy, 3 w Londynie i jeden powiązany przypadek w północno-wschodniej Anglii. 4 nowe przypadki nie mają znanych powiązań z poprzednimi potwierdzonymi przypadkami.

Trwają dochodzenia w celu ustalenia powiązań między ostatnimi 4 przypadkami, z których wszystkie wydają się pochodzić z Londynu. Wszystkie 4 przypadki dotyczą mężczyzn, którzy identyfikują się jako homoseksualiści, biseksualiści lub inni mężczyźni uprawiający seks z mężczyznami ( MSM ??? A cóż to ?? md).

W Portugalii ponad 20 podejrzanych przypadków miało miejsce w regionie Lizbony, z których pięć zostało potwierdzonych. Przypadki te dotyczą także większości młodych ludzi i samych mężczyzn. [oj, te maszynowe tłumacze… md]

W Hiszpanii zgłoszono osiem podejrzanych przypadków,

Charamza z kochankiem na „papieży” w odłamie posoborowia? „Globalna Sieć Tęczowych Katolików”…

„Nowa tożsamość kościelna” „Papież nie jest krótkowzroczny”. Kładzie „fundament”, na którym inni będą budować.

Zainicjowany przez papieża Franciszka „Synod o rodzinie” stał się inspiracją dla „tęczowych katolików”, by się zorganizować na poziomie globalnym i móc skuteczniej wpływać na biskupów w celu modyfikacji nauczania. Kolejne synody służą – w opinii „tęczowego teologa” Craiga Forda – „wykuciu na najwyższym szczeblu władzy kościelnej nowej tożsamości ”, która „ostatecznie pozwoli na zmianę doktryny”.

Agnieszka Stelmach https://pch24.pl/globalna-siec-teczowych-katolikow-i-nowa-tozsamosc-koscielna/

—————————

Ruch nabiera rozpędu wraz z każdym kolejnym rokiem, forsując coraz większe otwarcie instytucjonalnego Kościoła na afirmację dewiacji. Przyglądając się hasłom organizacji propagujących ideologię gender czy wypowiedziom wpływowych „tęczowych” teologów i aktywistów rzuca się w oczy ich determinacja, by zmienić odwieczną doktrynę Kościoła katolickiego odnośnie sodomii. Przedstawiciele tych instytucji rzekomo czują się „głęboko skrzywdzeni”.

Środowisko homoseksualne, które obejmuje coraz to nowsze grupy interesu, wysuwające szereg postulatów politycznych, domaga się już nie tylko tolerancji bądź akceptacji, ale afirmacji przyjętego przez nie stylu życia. Bardzo dużo mówią o „sprawiedliwości społecznej”, inkluzywności czy też włączeniu, równym traktowaniu wszystkich i niedyskryminacji. Ta ostatnia – w ich przekonaniu – będzie możliwa tylko wtedy, gdy raz na zawsze pozbędą się piętna grzechu sodomskiego a ludzie zaakceptują wszystkie formy relacji seksualnych we wszystkich możliwych konstelacjach. Żadnego „katolika” nie pozbawi się natomiast z tego powodu „pełnego dostępu do sakramentów”, łącznie z małżeństwem.

Powstanie Globalnej Sieci Tęczowych Katolików

3 października 2014 roku – po zwołaniu przez papieża Franciszka nadzwyczajnego światowego synodu biskupów o rodzinie – w Rzymie odbyła się międzynarodowa konferencja teologiczna dotycząca roli homoseksualnych katolików w Kościele. Silne lobby chciało wywrzeć wpływ na uczestników zgromadzenia hierarchów, by Kościół zaczął bardziej otwierać się na zmianę nauczania odnośnie grzechu sodomskiego. Rok później w Wiecznym Mieście powołano do życia Global Network of Rainbow Catholics (Globalną Sieć Tęczowych Katolików).

Jak to tłumaczy Francis DeBernardo, jeden z inicjatorów powstania organizacji, będący dyrektorem wykonawczym New Ways Ministry – w konferencji założycielskiej uczestniczyło „blisko 100 katolickich liderów LGBT z sześciu kontynentów i ponad 30 krajów”. Planowanie powołania sieci rozpoczęło się dwa lata wcześniej. W październiku 2015 r. w Rzymie na konferencji zatytułowanej: „Głos osób LGBT na Synodzie” ustanowiono tymczasową strukturę. Podjęto też decyzję o zorganizowaniu międzynarodowego spotkania poświęconego tematowi duszpasterstwa wśród mniejszości seksualnych oraz opracowano treść listu skierowanego do uczestników Synodu o rodzinie.

Rok wcześniej na konferencji inicjatorów GNRC, zatytułowanej Ways of Love („Drogi miłości”) wystąpiła m.in. Mary McAleese, była prezydent Irlandii, której syn jest homoseksualistą. Polityk ostro krytykowała brak aprobaty Kościoła dla pseudomałżeństw jednopłciowych. – Nauczanie Kościoła obecnie definiuje związki osób tej samej płci jako „wewnętrznie nieuporządkowane” i wymaga, aby homoseksualiści prowadzili życie w czystości. Jednak przeciwnicy twierdzą, że nie odnosi się to do rzeczywistości, w której żyje 1,2 miliarda katolików na świecie. Irlandzka polityk, która doprowadziła m.in. do dekryminalizacji aktów homoseksualnych i legalizacji związków partnerskich oraz zaangażowała się na rzecz prawnej akceptacji pseudo-małżeństw jednopłciowych w swoim kraju, przekonywała, że „samo nauczanie Kościoła jest z natury nieuporządkowane”. Dodała, że zmieniła się mentalność i „wielu ludzi na całym świecie” akceptuje związki tej samej płci. Kościół zaś powołując się na Tradycję nie chce tego przyjąć do wiadomości. Puentowała, że „nauczanie Kościoła na temat homoseksualizmu jest po prostu błędne”, co spotkało się z wielkim aplauzem uczestników konferencji, mającej doprowadzić do powstania GNRC.

W omawianej konferencji brał udział także biskup Raul Vera z Saltillo w Meksyku. Hierarcha mówił, że Kościół musi „zmienić język” w odniesieniu do „społeczności LGBT”, ponieważ obecny prowadzi „do definiowania homoseksualistów jako grzeszników, osoby zdegenerowane i rozwiązłe”. W wystąpieniu programowym tłumaczył, że najpierw trzeba skupić się na „złagodzeniu języka” w sprawie grzechu sodomskiego i mniejszości seksualnych, a dopiero potem postulować np. akceptację pseudomałżeństw jednopłciowych. Kapłan popiera skierowane do homoseksualistów duszpasterstwo, które odrzuca katolickie nauczanie na ten temat.

W konferencji brał udział także biskup Geoffrey Robinson z Sydney, zganiony wcześniej przez Kongregację Nauki Wiary za prezentowanie w swoich publikacjach nauczania niezgodnego z doktryną katolicką.

Wreszcie swoją prelekcję wygłosiła zbuntowana amerykańska zakonnica s. Jeannine Gramick, współzałożycielka New Ways Ministry, głównego inicjatora Globalnej Sieci Tęczowych Katolików. Siostra o polskich korzeniach, która od początku lat 70. prowadzi tzw. posługę pośród sodomitów, utwierdzając ich w trwaniu w grzechu, analizując przypadek „parafii przyjaznych osobom LGBT” w USA potwierdziła, że głównym celem aktywności środowiska „tęczowych katolików” jest sprawienie, by „geje i lesbijki zostali w pełni włączeni do Kościoła”, by mogli korzystać ze wszystkich sakramentów, w tym z możliwości zawarcia małżeństwa. – Uważam, że ​​chociaż Kościół katolicki naucza o godności osoby, przesłanie jest czasami niejasne z powodu tego, co „oficjalny Kościół” mówi o czynnościach seksualnych i etyce czynności seksualnych. Chcę, aby Kościół nie patrzył na etykę relacji seksualnej z punktu widzenia aktów, ale osoby. Miłość, zaangażowanie, troska – to właśnie sprawia, że ​​związek jest etyczny, przekonywała.

W konferencji brał udział także Martin Pendergast z organizacji LGBT Catholics Westminster. W 2015 r. chwalił on coming out byłego już księdza Krzysztofa Charamsy na dzień przed rozpoczęciem Synodu o rodzinie w październiku 2015 r. Wyraził nadzieję, że to ujawnienie homoseksualnego pracownika Kongregacji Nauki Wiary „wspomoże proces synodalny”.

Charamsa 3 października 2015 roku przyznał publicznie, że jest homoseksualistą i żyje w związku z innym mężczyzną. W reakcji na to Stolica Apostolska stwierdziła, że nie może wykonywać swoich zadań w Kongregacji Nauki Wiary i na uniwersytetach papieskich, ponieważ naruszył celibat. 17 października duchowny został suspendowany przez biskupa Ryszarda Kasynę.

Pendergast wyraził nadzieję, iż „ujawnienie Charamsy utoruje drogę do bardziej otwartej debaty na synodzie”: – Może zachęcić innych, zwłaszcza biskupów, którzy mogli się denerwować zbyt radykalnymi rozmowami o rozwodzie, ponownym małżeństwie i związkach osób tej samej płci, do mówienia bardziej otwarcie i uczciwie.

Globalna Sieć Tęczowych Katolików (GNRC) skierowała list do wszystkich biskupów uczestniczących w Synodzie o rodzinie, przedstawiając się jako środowisko osób i organizacji zaangażowanych w życie Kościoła, które czują się zmarginalizowane i źle traktowane. Wskazali, że pomimo „prześladowania” „zachowali wiarę”, ale teraz chcą się jeszcze bardziej zaangażować w głoszenie Ewangelii. Narzekali na „ducha biurokratycznej nikczemności i nieuczciwości”, której ofiarami mają padać „regularnie”. „Nauczyli się jednak, że nie liczy się to, co Kościół może zrobić dla nich, ale to, co oni mogą zrobić dla Kościoła”.

Zgodnie z tą „misją” postulowali, by biskupi zmienili język w stosunku do „tęczowych katolików” na bardziej przyjazny, słuchali ich i współpracowali z nimi, „dzieląc się informacjami, zwalczając fałsz, wspierając się nawzajem w potrzebach i wzmacniając”. Apelowano o przyjęcie „najlepszych praktyk” organizacji zaangażowanych w duszpasterstwo pośród sodomitów. W domyśle chodziło o schemat utwierdzania ich w grzeszności, co czynią organizacje takie jak: Dignity USA czy New Ways Ministry.

Co łączy fundacje Open Society, Arcus i szwajcarski oddział Katolickiego Funduszu Wielkopostnego?

13 października 2015 roku Catholic News Agency donosiła, że działacze George’a Sorosa lobbują nawet podczas Synodu Biskupów, a w konferencji założycielskiej GNRC wziął udział m.in. dyrektor programowy Open Society Foundations Peter Matjasic. Komentował on na Twitterze, że prezydent McAleese wygłosiła „przekonujące potępienie rzymskokatolickiej doktryny o homoseksualizmie”.

W pierwszym spotkaniu GNRC uczestniczyło Europejskie Forum Chrześcijańskich Grup LGBT, które otrzymuje fundusze z Open Society Foundations na dokumentowanie „nietolerancji religijnej w Europie Wschodniej”.

Pośród założycieli GNRC była amerykańska grupa aktywistów LGBT Human Rights Campaign na czele z Lisbeth Melendez Riverą, dyrektor kampanii Latino and Catholic Initiatives. Grupa uznała, że synod to okazja do „stworzenia precedensu dla zmian”.

Globalna Sieć Tęczowych Katolików obejmuje: Dignity USA i New Ways Ministry, dwie amerykańskie grupy, które wzywają do ​​uznania pseudomałżeństw osób tej samej płci za sakrament. Pozostali członkowie to m.in: Regenbogenpastoral Österreich (Austria), La Communauté du Christ Libérateur (Belgia), David & Jonathan – Paris, Ökumenische Arbeitsgruppe Homosexuelle und Kirche (HuK) e.V. (Niemcy), Queergottesdienst München (Niemcy), Cammini di Speranza (Włochy), Progetto Gionata (Włochy), Drachma LGBTI (Malta), Drachma Parents’ Group (Malta), Werkverband van katolieke Homo–Pastores (Holandia), Fundacja Wiara i Tęcza (Polska), Caminhar na Diversidade (CaDiv), SIGNUM (Dúhoví kresťania) (Słowacja), Associació Cristiana de Gais i Lesbianas de Catalunya (ACGIL) (Hiszpania), Ichthys Cristianxs LGBTH (Hiszpania), Quest (Wielka Brytania), LGBT – Catholics Westminister Pastoral Council (Wielka Brytania). Nuova Proposta (Włochy).

W projekt GNRC zaangażował się szwajcarski Katolicki Fundusz Wielkopostny Fastenopfer i amerykańska Fundacja Arcus, przeznaczająca setki tysięcy dolarów na projekty „tęczowych” aktywistów związane z synodem oraz na przyznanie szczególnych praw małpom.

CNA podaje, że środki przeznaczono m.in. na przygotowanie ostrej odpowiedzi na „homofobiczne decyzje Synodu o rodzinie”. Chciano uderzyć w biskupów z Afryki Zachodniej zdecydowanie przeciwstawiających się użyciu terminologii gender („orientacja seksualna”, „tożsamość płciowa”, skrót „LGBT”) oraz zmianie stanowiska Kościoła wobec sodomii. W tym celu przygotowywano film, ale ostatecznie – w związku z kontrowersją uwikłania katolickiej instytucji – poprzestano na pisemnym raporcie.

Arcus przeznaczyła fundusze na inicjatywy, które miały pomóc w „realizowaniu skutecznej strategii zmiany tradycyjnych poglądów” i tworzeniu kontr-narracji teologicznej w stosunku do tradycyjnego nauczania Kościoła.

Lewicowa fundacja Arcus założona w 2000 r. przez miliardera Jona Strykera koncentruje się na promocji uroszczeń lobby homoseksualnego i sponsoruje dziesiątki organizacji ekologicznych na całym świecie. W 2013 r. przekazała darowizny dwóm grupom religijnym, aby przekonać wiernych i duchownych do wspierania pseudo-małżeństw tej samej płci.

W 2019 r. Arcus skonsolidowała swoje inicjatywy dotyczące „sprawiedliwości społecznej”, by bardziej bezpośrednio koncentrować się na organizacjach, które zajmują się kwestiami uroszczeń mniejszości seksualnych. Finansuje ona m.in. Amerykańskie Towarzystwo Psychologiczne, znane ze zmiany stanowiska co do homoseksualizmu itp.

Fundacja Arcus jest partnerem Globalnego Funduszu Równości Departamentu Stanu USA, promującej ideologię gender na całym świecie. Od kilku lat w USA grupa przeznacza miliony na walkę z wolnością religijną. Wspiera m.in. Centrum na rzecz Amerykańskiego Postępu założone przez Johna Podestę, ostatniego kierownika kampanii prezydenckiej Hillary Clinton. W sprawozdaniu z działalności Forum Europejskiego na rzecz LGBT odnotowano, że Arcus w 2013 roku przyznała im grant w wysokości 134 tysięcy dolarów na zwalczanie „homofobii religijnej w Europie” i na poprawę zdolności mobilizacyjnych organizacji religijnych orędujących w interesie „społeczności LGBT w regionie”. W sprawozdaniu z działalności stwierdzono, że forum opracuje, przetestuje i wykorzysta „narrację sprzeczną z tradycyjnymi wartościami” w różnych kontekstach religijnych w latach 2014 – 2016, ze szczególnym naciskiem na możliwości prezentacji swojego stanowiska podczas synodu.

 Fundacja Arcus informuje na swojej stronie, że mobilizuje „umiarkowanych i postępowych przywódców religijnych” oraz wykorzystuje „strategiczne możliwości w historycznie opornych wspólnotach wyznaniowych”, w tym w Kościele rzymskokatolickim na rzecz umożliwienia „znacznego postępu”.

Fundacja przyznała np. Dignity USA dwuletni grant w wysokości 250 tysięcy USD na sfinansowanie koalicji organizacji działających na rzecz uznania tak zwanych „homo-małżeństw” w Kościele katolickim.

W 2017 r. przekazała dotację w wysokości 35 tysięcy dolarów dla New Ways Ministry na pomoc w rozwoju Globalnej Sieci Tęczowych Katolików w celu „zintegrowania pracy organizacji katolickich pro-LGBT w każdym regionie świata”.

Nadzwyczajny Synod Kościoła Katolickiego na temat Rodziny, który odbył się w październiku 2014 roku, charakteryzował się znacznym rozłamem między biskupami afrykańskimi a przede wszystkim europejską frakcją purpuratów. Kontrowersyjne dotyczyły sposobu posługi kościelnej dla homoseksualistów.

25 maja 2015 roku przywódcy biskupów niemieckich, francuskich i szwajcarskich, teologowie oraz wybrani dziennikarze na tajnym spotkaniu prowadzonym przez jezuitów omawiali cele Synodu o rodzinie. Niektórzy z mówców postulowali zmianę katolickiego nauczania na temat antykoncepcji, aktów homoseksualnych i Komunii świętej dla osób rozwiedzionych, żyjących w nowych związkach cywilnych. Jednym z uczestników miał być biskup Gmur pełniący wówczas funkcję szefa Rady Fundacji Fastenopfer. Poza nim udział wzięło jeszcze dwóch szwajcarskich hierarchów. GNRC zawsze mobilizowało się przy okazji kolejnych synodów Franciszka.

GNRC pisze do polskich biskupów, domagając się ochrony mniejszości seksualnych

W 2020 r. grupa skierowała list do polskich biskupów datowany na 1 września, by „jako ich pasterze wykorzystali wszelkie dostępne środki, aby chronić godność i prawa człowieka każdej osoby powierzonej opiece, w tym osób LGBTIQ i ich rodzin”.

„Piszemy do Was jako kierownictwo Globalnej Sieci Tęczowych Katoliczek i Katolików. Skupia ona organizacje i jednostki działające na rzecz opieki duszpasterskiej, sprawiedliwości, inkluzji, godności i równości dla osób LGBTIQ (lesbijek, gejów, biseksualnych, transpłciowych, interseksualnych, queerowych) oraz ich rodzin w Kościele rzymskokatolickim i społeczeństwie.

Kieruje nami głęboka troska o nasze siostry, braci i krewnych w Polsce. Obawiają się oni bardzo o swe bezpieczeństwo, szczególnie teraz, po wyborze prezydenta Dudy na kolejną kadencję”.

W liście narzekano na „alienację” i „przemoc” wobec „osób LGBTIQ w całym kraju”, a zwłaszcza na „odsunięcie na margines przez księży i innych dostojników kościelnych”. Ubolewano z powodu krytyki „samej ich tożsamości”. Dodano, że „polska mniejszość LGBTIQ należy do najbardziej narażonych na świecie” i zapowiedzieli, że będą się bacznie przyglądać sytuacji w naszym kraju. Wezwali hierarchów, by zapewnienie „należytej duszpasterskiej troski o osoby LGBTIQ i ich rodziny stało się priorytetem Konferencji Episkopatu Polski”. Zaproponowali także współpracę poprzez „polskie grupy członkowskie, przyjaciółki i przyjaciół”. Pod listem podpisali się: Ruby Almeida, współprzewodnicząca GNRC oraz Christopher Vella, współprzewodniczący GNRC.

Ku „większemu konsensusowi” w Kościele

W związku z zainicjowanym w marcu 2021 rokiem refleksji nad adhortacją apostolską papieża Franciszka Amoris laetitia, GNRC opublikowało szereg opracowań, by „perspektywy i wymiary LGBTQ zostały uwzględnione w dyskusjach Kościoła na temat tego dokumentu”.

Brian Flanagan, który jest profesorem nadzwyczajnym teologii na Uniwersytecie Marymount w Arlington (stan Wirginia) i doradza New Ways Ministry wskazał, jakie wnioski należy wyciągnąć nie tyle z treści dokumentu, co z procesu, który doprowadził do jego powstania.

Jego zdaniem, po pierwsze należy być wdzięcznym papieżowi za stworzenie przestrzeni do rozmowy na kontrowersyjne tematy. Teolog wyjaśnił, że do czasu Synodu o rodzinie rozmowy o seksualności i „tożsamości płciowej” były raczej poza debatą w Kościele. Teraz nie tylko się na nie zezwala, ale wyraźnie do nich zachęca, a każdy akt synodalności temu służy. „Papież Franciszek popycha Kościół na całym świecie w kierunku coraz większego zaufania do Ducha Świętego i prosi nas, abyśmy zaufali, że w naszym mówieniu i słuchaniu można rozpoznać głos Boga” – stwierdził Flanagan.

Druga lekcja dotyczy faktu, że nie można bagatelizować oporu wobec „synodalnego sposobu bycia katolikiem”. A więc należy się spodziewać większej polaryzacji wśród katolików, ale „większa swoboda rozmowy może zmienić ich umysły i serca”.

Trzecia lekcja jest taka, że jak na razie „procesy synodalne są stosunkowo konserwatywne”, jednak „synodalność dąży do tego, aby nie jedna strona w Kościele pokonywała drugą, ale aby zjednoczyć cały Kościół w celu osiągnięcia większego konsensusu. To wymaga czasu i nadprzyrodzonej cierpliwości”.

Ostatnią lekcją „jest to, jak ważne dla całego procesu jest pytanie, kto mówi, a kto słucha”. Dotychczasowe synody skupiały się na rodzinie, młodzieży i ludach Amazonii. Synod o synodalności jeszcze bardziej poszerza grono mówiących na poziomie lokalnym, diecezjalnym, regionalnym i międzynarodowym. I chodzi o to, żeby „tęczowi katolicy” jak najliczniej zaangażowali się „w proces mówienia” – uważa teolog.

W tym celu GNRC organizuje szkolenia, warsztaty, opracowuje nową doktrynę, coś w rodzaju – jak to określają – „teologii gender”, by trafiać z argumentacją do duchownych. Grupa chce sprawić, aby wydawało się, że w Kościele jest ich bardzo dużo. Apeluje o ujawnianie się homoseksualnych kapłanów, zakonnic, by wywrzeć wpływ na pozostałych katolików, „zmiękczyć” ich stanowisko, aby „po ludzku”, ze współczuciem spojrzeli na nich. Sugeruje, że nie ma sensu dyskutować z autorytatywnym nauczaniem Kościoła na temat homoseksualizmu. Raczej trzeba zmieniać język i tworzyć alternatywną narrację, koncentrując się na emocjach i współczuciu wobec „dyskryminowanych” mniejszości seksualnych, apelując o ich włączenie we wszystkie posługi w Kościele.

Powołując się na „prawa człowieka”, członkowie sieci domagają się równego traktowania i zatrudniania ich we wszystkich instytucjach katolickich, nawet jeśli nie spełniają wymogów etyki katolickiej i głoszą naukę sprzeczną z doktryną. Chcą także w pierwszej kolejności zwiększyć udział kobiet w strukturach zarządczych w Kościele, licząc, że potem Watykan będzie musiał otworzyć się na inne „mniejszości”, aby spełnić warunki włączenia, inkluzywności.

Czasami dyskretnie, czasami bardziej ostentacyjnie homolobbyści zachęcają duchownych do uczestnictwa w swoich konferencjach i warsztatach. Piszą listy, odezwy, przygotowują raporty. Przekonują, że sodomia w świetle „aktualnej nauki” nie jest sprzeczna z naturą, a zatem wymaga akceptacji przez Kościół i w konsekwencji zmiany nauczania. Zabiegają także o demontaż struktury „patriarchalnej” i hierarchicznej Kościoła, by był „bardziej włączający”.

„Papież nie jest krótkowzroczny”. Kładzie „fundament”, na którym inni będą budować

Po publikacji w styczniu 2022 r. artykułu Christophera Lamba, watykańskiego korespondenta progresywnego pisma „The Tablet”, zapytano członków sieci, czy zgadzają z jego diagnozą, że następuje „zmiana w podejściu Kościoła katolickiego wobec osób LGBTQ”.

Lamb wspomniał o roszadach w kurii watykańskiej, listach pochwalnych papieża Franciszka dla s. Jeannine Gramick oraz o opublikowaniu materiałów New Ways Ministry na stronie internetowej Sekretariatu Synodu.

Wypowiadali się m.in. teolog ks. James Alison z Hiszpanii, wiceprzewodnicząca GNRC Rubin Almeida, dr Michael Brinkschröder, teolog i socjolog oraz współprzewodniczący Katolickiego Komitetu LGBT+ w Niemczech, Marianne Duddy-Burke , dyrektor Dignity USA.

Jednak szczególnie interesująca wydaje się wypowiedź Craiga A. Forda, adiunkta teologii i religioznawstwa w St. Norbert College, DePere w Wisconsin, który ocenił, że „duszpasterskie podejście Franciszka do osób LGBTQ nie ma wpływu na doktrynę”, ale „papież nie jest taki krótkowzroczny”. – Franciszek – tłumaczył wykładowca – stara się wykuć na najwyższym szczeblu władzy kościelnej nową tożsamość kościelną. Powinniśmy uznać ten ruch za dokładnie taki, jak uważają krytycy Franciszka: początek istotnych zmian, które ostatecznie doprowadzą do rewizji doktryny. Innymi słowy, papież Franciszek prowadzi długą grę. Dlatego tak wielu ludzi krzyczy o „zamieszaniu doktrynalnym” i „herezji”, i chce zakończyć ten proces, zanim będzie mógł się rozpędzić.

„Tęczowy teolog” obawia się, że sędziwy już papież „nie będzie w stanie kontynuować tej pracy zbyt długo”. Dlatego zadaje pytanie, „czy Franciszek położył wystarczająco solidny fundament, aby inni przywódcy mogli na nim budować, czy po prostu zostanie on usunięty wraz z nadejściem nowego papieża”. Apeluje, by nie ustawać w realizacji „wizji Franciszka” w parafiach i diecezjach, bo od tego zależy, czy faktycznie będzie możliwa zmiana doktryny.

Postępowe zalecenia duszpasterskie Zgromadzenia Kościelnego Ameryki Łacińskiej i Karaibów

Z pomocą „tęczowym katolikom” przychodzi Zgromadzenie Kościelne Ameryki Łacińskiej i Karaibów, które odbywało się jesienią 2021 r., a które – jak zaznaczył Franciszek – miało „dodać bodźca Kościołowi na drodze synodalnej”. Przyjęło ono na zakończenie obrad 28 listopada dokument ze wskazówkami duszpasterskimi, wzywając do promocji Kościoła, w którym „zintegrowana jest różnorodność kulturowa, etniczna i seksualna”. Postawa duszpasterska powinna koncentrować się we wspólnotach lokalnych na „uznaniu i docenieniu różnorodności seksualnej, etnicznej i kulturowej poprzez przestrzenie dla awansu ludzi oraz szkolenia zawodowe i edukacyjne”.

Wzywa się do „miłosiernego wychodzenia na spotkanie” z sodomitami, do „zbliżenia gestami, postawami i inicjatywami słuchania oraz dialogu”. Kościół został wezwany do potępienia „przemocy strukturalnej, o jakiej mówią ruchy społeczne, które zwracają szczególną uwagę na społeczności zmarginalizowane, w tym osoby LGBTIQ+”.

W odniesieniu do rodziny zwraca się uwagę na duszpasterstwo polegające na służbie „miłosiernej i czule integrującej różne typy rodzin: samotnych rodziców, związki cywilne i o różnych orientacjach seksualnych”.

W zgromadzeniu wzięło udział około 1000 uczestników z regionu, setki duchownych i zakonników, a także 400 osób świeckich. Obecni byli trzej delegaci Globalnej Sieci Tęczowych Katolików. Zwołano je w celu „ustalenia priorytetów dla Kościoła w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach na następne 10–12 lat”.

Papież Franciszek powiedział w powitalnym filmie, że Zgromadzenie Kościelne, pierwsze tego rodzaju, było „czasem, który otwiera przed nami nowe horyzonty nadziei”.

Zdaniem GNRC, Kościół latynoamerykański prowadzi nas do „głębszego odbioru Vaticanum II i praktyk synodalności”, a Zgromadzenie Kościelne „ucieleśnia te typy słuchania, dialogu i działań zorientowanych na duszpasterstwo, które stały się cechami charakterystycznymi posługi pierwszego papieża z Ameryki Łacińskiej”.

Pod hasłem realizacji „sprawiedliwości społecznej” i inkluzywności oraz tworzonej nowej „teologii genderowej” trwają dążenia do przeobrażenia Kościoła, który miałby stać się zaprzeczeniem Prawdy, Dobra i Piękna. Stawiane są fundamenty, na których „tęczowi teologowie” nadbudują nową naukę. I tak w następnych dziesięcioleciach będziemy świadkami – jak to się dziś pięknie określa – dalszego „rozwijania” doktryny Kościoła.

Drag queens, pedały – to odpady jądrowe…

Polska w «świetnych», «sojuszniczych» rękach: Drag queen – «opiekun szczeniaków» odpowiedzialny za odpady jądrowe…

BEVERLY HILLS, CALIFORNIA – NOVEMBER 17: Sam Brinton during The Trevor Project’s TrevorLIVE LA 2019 at The Beverly Hilton Hotel on November 17, 2019 in Beverly Hills, California. (Photo by Tasia Wells/Getty Images for The Trevor Project)

Ostatnio, na wysokim stanowisku w Biurze Energii Nuklearnej amerykańskiego Departamentu Energii zatrudniona została drag queen – aktywista LGBTQ+, który między innymi “wykładał” tematykę tzw. kink [to perwersja md] na kampusach uniwersyteckich oraz udzielał wywiadów na temat “fetyszystycznego odgrywania ról”. W jednym z wywiadów Sam Brinton – dziś wysoki rangą funkcjonariusz Biden’a – omawia także uprawianie seksu ze zwierzętami.

Przechodząc do szczegółów, Brinton – który sprzeciwia się “terapii konwersyjnej dla gejów” – został niedawno mianowany zastępcą asystenta sekretarza ds. usuwania zużytego paliwa i odpadów w Biurze Energii Nuklearnej Departamentu Energii. Posługuje się również pseudonimem “Sister Ray Dee O’Active” – czyli swoim alter ego jako drag queen.

Brinton jest aktywnym członkiem waszyngtońskiego oddziału stowarzyszenia drag queen znanego jako “Sisters of Perpetual Indulgence”, które wymienia go jako główny kontakt na swoich formularzach podatkowych z 2016 i 2018 roku. Podczas “Lawendowej Mszy 2021” zorganizowanej przez stowarzyszenie – Brintona można zobaczyć, jak zwraca się do Anthony’ego Fauci, który został uznany za “świętego”, używając określenia “Tatuś Fauci”. https://www.gonzaga.edu/news-events/stories/2021/10/19/lavender-mass-2021

Nowy urzędnik ds. nuklearnych w administracji Biden-Harris jest zaangażowany w aktywizm LGBTQ+ od czasów studiów; w wywiadzie dla Metro Weekly na temat tejże grupy podkreślił, że jest osobą “puszczalską”.

W innym wywiadzie Brinton wyjaśnia, w jaki sposób odgrywa rolę opiekuna tzw. “szczeniaka”. “Właściwie mam problem, kiedy przechodzimy od zabawy w szczeniaka do seksu”, wyjaśnia Brinton. “Na przykład, ‘Nie, nie mogę pozwolić ci skomleć w ten sposób, kiedy uprawiamy seks’, ponieważ nie chcę mieszać tego świata. To ciekawe, bo on nie musi wychodzić z trybu ucznia, żebym go pieprzył. To ja osobiście muszę go wyprowadzić z percepcji szczeniaka dla mnie. Ale wtedy nadal traktuję go jako uległego wobec mnie”.

https://web.archive.org/web/20170708031332/http://www.metroweekly.com/2016/01/puppy-love-mid-atlantic-leather-2016/

[reszta – zdjęcia, filmiki, w oryginale. Mój komputer odmówił umieszczania takich świństw. Mirosław Dakowski]

Synodalność, czyli „konsultacje społeczne”

Za pierwszej komuny, kiedy kierownictwu partyjnemu z tych lub innych powodów zaczynał palić się grunt pod nogami, inicjowano „konsultacje społeczne”. Tak było u schyłku epoki Władysława Gomułki, zapoczątkowanego tzw. „wydarzeniami marcowymi”. Wprawdzie „towarzysz Wiesław” jeszcze je spacyfikował, ale już na zjeździe partii jedna część sali po staremu skandowała: „Wiesław, Wiesław!”, ale druga – już po nowemu: „Gierek, Gierek!”, na co Gomułka zareagował uwagą, że „nie będzie żadnych gierek”. Więc „wydarzenia” zostały jeszcze spacyfikowane, ale tym bardziej kierownictwo partii pragnęło odbudować – jak się wtedy mówiło – „więź z masami”, to znaczy – wymyślić jakieś makagigi, którymi można by zaabsorbować opinię publiczną. Toteż towarzysz Bolesław Jaszczuk wykombinował „system bodźców ekonomicznych materialnego zainteresowania”. Miało to być panaceum na wszystkie „bolączki” i „niedociągnięcia”, które „tu i ówdzie” jeszcze się zdarzały, ale chyba samo kierownictwo nie było do nich do końca przekonane, bo na wszelki wypadek nakazało „konsultacje społeczne”. Ich celem było rozmycie ewentualnej odpowiedzialności, bo gdyby z „bodźcami” coś poszło nie tak, zawsze można było powiedzieć, że to nie partia, tylko cały naród tak w konsultacjach zdecydował. W ogóle konsultacje są szalenie wygodną formułą. Jeśli na przykład powiedziałbym komuś: panie zaraz poderżnę panu gardło – i co pan na to? – a on odpowiedziałby, że jest temu przeciwny, to nawet gdybym rzeczywiście gardło mu poderżnął, nikt nie mógłby postawić mi zarzutu, że się z poderżniętym nie skonsultowałem.

Toteż, chociaż „cały naród” w tych konsultacjach wziął udział, to partia jednak nie zdołała odzyskać „więzi z masami”, bo wkrótce potem nastąpiły „wydarzenia grudniowe”, w następstwie których Władysław Gomułka został obalony. Edward Gierek swoje urzędowanie nawet zaczął od konsultacji, bo pojechał do Gdańska i tam, w gronie zaufanych, potiomkinowskich robotników, wśród których znajdował się już Kukuniek, zapytał: „Pomożecie?” – na co robotnicy spontanicznie odpowiedzieli:pomożemy!” Tak rozpoczął się okres „dynamicznego rozwoju”, kiedy to „Polska rosła w siłę, a ludzie żyli dostatniej”, ale długo to nie trwało, bo już 24 czerwca 1976 roku pierwszy minister Edwarda Gierka, Piotr Jaroszewicz, z trybuny sejmowej ogłosił podwyżkę cen – oczywiście poprzedzoną szerokimi „konsultacjami społecznymi”. Ale „warchoły” i „kolesie” – jak nazywała ich czołowa gwiazda ówczesnej publicystyki, pan red. Wiesław Górnicki, zaczęli palić partyjne komitety i w ogóle – sprzeciwiać się partii. Wprawdzie przy pomocy „ścieżek zdrowia” i niezawisłych sądów, które sypały „piękne wyroki”, sytuacja została opanowana, ale nie na tyle, by te uprzednio wykonsultowane społecznie podwyżki cen utrzymać. Na spotkaniu w Berlinie Breżniew zabronił Gierkowi dalszych podwyżek, toteż jeszcze tego samego dnia premier Jaroszewicz, nie ukrywając wściekłości, podwyżki odwołał, bo ”w toku społecznych konsultacji złożono ogromnie dużo propozycji, zasługujących na bardzo wnikliwe rozpatrzenie”.

Jak widzimy, konsultacje są dobre na wszystko: i na podwyższanie cen i na odwoływanie podwyżek, a kto wie, czy przypadkiem również – jak śpiewali starsi panowie, co prawda o piosence, niemniej jednak – „na ładną niewinną panienkę” – chociaż Leonid Breżniew w niczym jej nie przypominał.

Wspominam o tym wszystkim, bo wydaje mi się – o czym zresztą wiele razy pisałem – że Kościół, a ściślej – przewielebne duchowieństwo, upodobniło się do partii i to w jej okresie schyłkowym. Nie chodzi już nawet o to, że w owym schyłkowym okresie nie tylko partyjniacy, ale i członkowie aparatu w żaden komunizm już nie wierzyli, tylko pilnowali synekur, dzięki którym mogli wypić i zakąsić, a że wymagało to rozmaitych rytualnych deklamacji, no to cóż; ten biznes miał taką specyfikę. Przede wszystkim chodzi o to, że po II Soborze Watykańskim, przewielebne duchowieństwo stopniowo skupiło całą uwagę na sobie i własnych problemach, w znacznej części seksualnych, co zaowocowało nie tylko ponawiającymi się postulatami zniesienia celibatu, ale otworzyło też drzwi przed „lawendową mafią”, o której bez ogródek piszą znawcy przedmiotu.

W rezultacie, zamiast zapowiadanej przez soborowych entuzjastów „wiosny Kościoła”, mamy raczej symptomy procesów rozkładowych, zwłaszcza w Europie i Ameryce Północnej, bo w Afryce i Ameryce Południowej sytuacja podobno wygląda inaczej. Kto wie, czy ta okoliczność nie skłoniła Kolegium Kardynalskiego do wyboru obecnego papieża Franciszka po abdykacji Benedykta XVI? Uzasadnienie tej abdykacji nie wytrzymuje krytyki, bo chociaż upłynęło od niej już ponad 8 lat, 95-letni papież-emeryt nadal cieszy się, jak na swój wiek, dobrym zdrowiem i znakomitą formą intelektualną, podobnie jak rok starsza od niego brytyjska królowa Elżbieta II. Chyba nie o zdrowie tu chodziło – ale mniejsza z tym.

Papież Franciszek od 8 lat zaskakuje katolików, może z wyjątkiem tych najbardziej oddanych postępactwu. A to urządza ceremonię z jakimś amazońskim bożkiem, a to wpisuje do katechizmu iż kara śmieci sprzeczna jest z chrześcijaństwem, co wzbudza rozmaite rozterki. Przez ostatnie 2000 lat sprzeczna z chrześcijaństwem nie była i dopiero teraz papież spenetrował prawdę. Oznacza to jednak, ze przez ostatnie 2000 lat Kościół się mylił i to w takiej ważnej sprawie. Skoro tak, to skąd możemy czerpać pewność, że nie myli się teraz? Tymczasem ludzie potrzebują Kościoła przede wszystkim po to, by dostarczał im pewności. Jeśli zamiast pewności zacznie dostarczać im coraz więcej rozterek, to czy będzie nadal jeszcze do czegoś potrzebny?

W takiej sytuacji papież Franciszek zainaugurował „synodalność”. Jest ona bardzo podobna do wspomnianych „konsultacji społecznych”, bo ma wszelkie cechy operacji socjotechnicznej, rodzaju organizacyjnej krzątaniny, mającej ukryć bezradność i – trzeba to powiedzieć – brak odwagi. Jeśli np. do konsultacji zaprasza się ostentacyjnych sodomitów, którzy butnie oświadczają, jakoby byli „darem” dla Kościoła, to cisną się na usta słowa przypisywane przez Wergiliusza Laokoonowi: ”timeo Danaos et dona ferentes”, co się wykłada, że boję się Greków nawet jak przychodzą z darami.

Czyż „synodalność” nie jest aby pretekstem, by sodomia i gomoria zyskała w kościele prawo obywatelstwa – bo jużci; skoro zapraszamy ich do „konsultacji”, to przecież nie po to, by stawiać przeszkody, czy wręcz sprzeciwiać się głoszonej przez nich ideologii? Wreszcie – co najważniejsze – czy „synodalność” nie oznacza aby usankcjonowania kryzysu przywództwa – bo czy pasterze oddający przewodnictwo stadu są jeszcze pasterzami?

Stanisław Michalkiewicz http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5082 Felieton    tygodnik „Najwyższy Czas!”    7 grudnia 2021

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Rozkoszna dupa Lenina

Rozkoszna dupa Lenina rozdzial-v-rozkoszna-dupa-lenina  [Słyszałem o dokumentach na temat perwersji u „wodzów rewolucji” od dysydentów rosyjskich z kręgu Sacharowa w Dubnej i w Moskwie w latach 70-tych. Potem w Paryżu, w latach późnych 80-tych, w kręgach postępowych intelektualistów. Odrzucała mnie perspektywa wczytywania się w tę obrzydliwość. Jednak obecnie, wiek cały po tych (już udokumentowanych) FAKTACH, trzeba do tej sprawy wrócić, bo skutki tej piekielnej rozpusty (polityczne, społeczne) odczuwamy do dziś. Baronowie francuscy świńtuszyli w XVIII wieku z nudów, z ciekawości. Dopiero później zostali wciągnięci w rozpustę rytualną (loże satanistyczne). Tu, u „wodzów rewolucji” rozpusta rytualna była środkiem do niszczenia narodów, wyrazem ich wiary w triumf ZŁA. Osoby delikatniejsze psychicznie ostrzegam przed czytaniem tego tekstu.
Por. też  Wiara a wiedza – a CzK i Lenin  czyli wstrząsające opowiadanie z książki Vladimira Volkoff, „Kroniki anielskie”, https://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=1471&Itemid=46  MD]   Kochani, dzięki uprzejmości Admiku otrzymaliśmy kolejny mocny i „przedpremierowy” fragment najnowszej pracy Henryka Pająka pod wymownym tytułem „Chazarska dzicz panem świata”. Przyjemnej lektury. Redakcja [brr, co za dowcip! MD]  
W drodze do 1917 roku Rozdział V: Rozkoszna dupa Lenina  5 Na początku lat siedemdziesiątych XX wieku we Francji ukazała się książka „Wielcy homoseksualiści”. W Żydobolszewii krążyła ona jako wydanie samizdatowe (publikacja rozpowszechniana w Związku Radzieckim bez wiedzy i zezwolenia władz/admin) zagrożone wieloletnim więzieniem dla każdego posiadacza. W książce tej jako jednym z najważniejszych „wielkich homoseksualistów” jest Lenin. Do tej skłonności, czyli „kochania inaczej” przyczynił się jego tatuś, z pochodzenia Żydo-Mongoł – Ilja Mikołajewicz.
Książkę napisał J.W. Sokołow. Pisze on na wstępie swojej publikacji, że miał ją od dawna napisaną, ale opublikował dopiero w 2010 roku. Od czasów, gdy mógł dotrzeć do surowo wcześniej zakazanych dokumentów, zainteresowały go dokumenty osobiste działaczy tak zwanego „leninowskiego” naboru /zaciągu/, czyli elitarny rdzeń sowieckiego żydobolszewizmu. Zwrócił szczególną uwagę na tych działaczy, którzy zostali poddani represjom po śmierci Lenina. Udało mu się przejrzeć dokumenty niektórych i opublikować. W swoich kwerendach zdecydowany opór archiwistów napotkał w odniesieniu do pewnego zasobu dokumentów. Nie tylko odmówiono mu zgody na publikację zawartych tam faktów, ale nawet dyskusji na ten temat. Zgromadził setki reprodukcji dokumentów, ale nie mógł potem znaleźć wydawców na to, co ustalił i opisał. Dyrektorzy wydawnictw i pism „spuszczali oczy i mamrotali coś niezrozumiałego”, że „czytelnik [rosyjski] jeszcze nie dojrzał, żeby to poznać”.
Sokołow na wstępie przypomniał oficjalną chronologię tamtych czasów, zebraną w szóstym wydaniu: „W.I. Lenin. Biografia” /1981/. Przeczytał m.in.: 8 lipca 1917. Allilujew i Stalin odprowadzili Lenina na stację Razliw, gdzie Lenin zamieszkał w drewutni robotnika N.A. Jemielianowa /to dla ukrycia Lenina przed władzami poszukującymi go jako przestępcę politycznego/. Ale obawiano się okolicznych letników – drobnomieszczańskiej społeczności. Jemielianow dzierżawił w odległości pięciu kilometrów od jeziora Razliw niewielką łąkę, dokąd przeprawił łódką Lenina i Zinowiewa do przygotowanego wcześniej szałasu przylegającego do stogu siana, gdzie znajdowała się „sypialnia dla dwóch”.
Tyle ten pozornie banalny w swej treści akapit z: „W.I. Lenin. Biografia”. Sokołow zadał sobie jednak intrygujące pytanie: skąd i dlaczego wziął się tam akurat Zinowiew? Czy naprawdę z obawy przed letnikami Lenin przeniósł się do tego szałasu – tej „sypialni dla dwóch”? Przecież letnicy latem znajdowali się wszędzie, po całych dniach włóczyli się w poszukiwaniu grzybów, tym samym i w pobliżu szałasu. Żyć zamkniętym w drewutni to z gruntu podejrzane. Żona lub synowa Jemielianowa codzienne przynosiły do szałasu posiłki dla dwóch ludzi. Lenin podgrzewał posiłki nad ogniskiem w kociołku, zatem ognisko czy jego dym mogły zwabić ciekawskich. Istnieje słynny obraz przedstawiający Lenina przy ognisku, czytającego notatki w świetle tego ogniska. Czytamy dalej w biografii: Lenin był nadzwyczajnie przeciążony pracą, pisał artykuły.
To prawda – przyznawał Sokołow – Lenin w tym czasie napisał kilka artykułów, ale to mogło zabrać mu nie więcej jak 5-7 dni. Ale Lenin przebywał w tym szałasie do szóstego sierpnia! Dalej, przeczytał w tymże „W.I. Lenin. Biografia”: Lenin odbywał przechadzki, leżał na słoneczku, wieczorami kąpał się w jeziorze Razliw, łowił ryby. Taki harmonogram dnia oznaczał, że Lenin całkiem swobodnie, nie kryjąc się odpoczywał w czasie tego miesięcznego „przeciążenia pracą”. Stamtąd wyjechał do Finlandii. Sokołow zadał sobie kluczowe pytanie: – co w tej „sypialni dla dwóch” robił Zinowiew? Dlaczego w biografii Lenina pisze się o takich szczegółach, jak np. którą ulicą wtedy a wtedy szedł, przez jaki nasyp albo rów przechodził, a miesiąc wspólnego życia z Zinowiewem w „sypialni dla dwóch” znika z biografii.
Sokołow odkrył prawdę po dotarciu do osobistego archiwum Grigorija Zinowiewa, członka Politbiura KC WKP /b/, pierwszego sekretarza Leningradzkiego OBKOM-u partii. Znalazł tam m.in. list Lenina do Grigorija Zinowiewa z 1 lipca 1917 roku: Grigorij! Okoliczności tak się ułożyły, że muszę natychmiast zniknąć z Piotrogrodu. Nie mogę wyjechać daleko, sprawy nie pozwalają. Towarzysze proponują jedno miejsce, o którym mówią, że jest całkowicie bezpieczne. Ale samotność jest taka przygnębiająca, zwłaszcza teraz… Dołącz do mnie, a we dwójkę spędzimy cudowne dzionki z dala od wszystkiego… Jeśli możesz wyjechać do samotni ze mną, to szybko telefonuj – wydam rozkaz, żeby tam przygotowano wszystko na dwie osoby.
Chodziło o okolice tegoż jeziora Razliw i późniejszy sławny szałas. To właśnie tam stosunki Lenina i Zinowiewa znalazły miłosną oprawę. Spędzili tam w samotności dużo czasu, a skutki tych „zbliżeń” wprost zawróciły Zinowiewowi w głowie. We wrześniu pisze on z Piotrogrodu do Lenina przebywającego w Finlandii: Kochany Wowa! Nie uwierzysz, jak mi jest tutaj tęskno bez ciebie, jak mi ciebie brakuje i naszych pieszczot… Nie uwierzysz, ale nikogo nie tknąłem od tamtego czasu, kiedy wyjechałeś. Możesz być całkowicie pewien mojego uczucia do ciebie i mojej wierności. Uwierz, że ani mężczyzny, ani tym bardziej kobiety nie tknąłem i nie tknę. Tylko ty jesteś mi bliski… Przyjeżdżaj, nie obawiaj się, wszystko przygotuję jak najlepiej.
Lenin chyba nie odpowiedział na ten list, bo kochanek po upływie zaledwie tygodnia pisze następny: Kochany Wowa! Nie odpowiadasz mi, na pewno zapomniałeś swojego Herszela… Ja natomiast przygotowałem dla nas znakomity kącik. Będziemy mogli bywać tam kiedy tylko będziemy mieli ochotę. Jest to przepiękne mieszkanko, gdzie nam będzie dobrze i nikt nie będzie przeszkadzał naszej miłości. Będzie tak dobrze, jak przedtem. Wspominam, jakim szczęściem było dla mnie spotkanie z tobą. Pamiętasz, jeszcze w Genewie, jak musieliśmy się ukrywać przed tą kobietą… Nikt nas nie zrozumie, naszego uczucia, naszego wzajemnego oddania… Przyjeżdżaj szybciej, czekam na ciebie, mój kwiatuszku! Twój Herszel.
Sokołow zadał sobie następne pytanie: Kim była „ta kobieta”, przed którą musieli się tak ukrywać w Genewie? Tymczasem nastąpił żydobolszewicki przewrót z października 1917 roku. Lenin powrócił do Piotrogrodu. W tym czasie Zinowiew wyjechał do Moskwy, aby kierować krwawym utrwalaniem władzy żydochazarskiego „proletariatu”. Pisze stamtąd do Lenina: Iljicz! Wszystko co mi zleciłeś, wykonałem. A czego jeszcze nie zdążyłem, obowiązkowo wykonam… Tutaj jest bardzo ciężko i niełatwo, ale ożywia mnie myśl, że już za kilka dni zobaczę ciebie i uścisnę w swoich ramionach. Czy doglądasz naszego gniazdka? Nie przyprowadzasz do niego innych? Ja bardzo tutaj przeżywam i tylko nadzieja na twoją wierność mnie ogrzewa… Całuję cię w twoją marksistowską pupkę. Twój Herszel. Sokołow drążył dalej: kimże była tamta kobieta w Genewie, przed którą obaj musieli się konspirować? I pytanie dodatkowe – który z nich był kochankiem aktywnym, a który pasywnym, po prostu, kto kogo… W 1918 roku Zinowiew pisze o tej „kobiecie” już konkretniej: Wowa! Każdego razu, kiedy znajduję się daleko od ciebie, to bardzo cierpię. Przez cały czas wydaje mi się, że ja oto tutaj tęsknię za tobą, a ty właśnie w tej chwili zdradzasz mnie. Przecież jesteś rozwiązłym psotnikiem, ja to wiem… Nie zawsze można wytrzymać, zwłaszcza w rozłące z ukochanym. Ale ja się trzymam i na nic sobie nie pozwalam. A u ciebie sytuacja jest wstrętna – trzeba zawsze być przy Nadi. Rozumiem cię, wszystko rozumiem… I jak ciężko jest udawać przed otoczeniem, też rozumiem. Teraz przynajmniej jest nieco łatwiej – nie trzeba niczego przed nią już ukrywać. Nie tak jak wtedy, w Genewie, kiedy ona na początku nas przyłapała… No tak, w Genewie zostali „przyłapani” przez „Nadię”.
Później Lenin przyznał się jej do swoich figlów z Zinowiewem, a ona /Nadzieżda Krupska/ pogodziła się ze zboczeniem męża i już nie sprzeciwiała się burzliwemu rozwojowi romansu tych dwóch żydowskich zboczeńców. W kolejnym liście pisanym już z frontu wojny domowej, Zinowiew pyta żartobliwie: Wowa! A czy nie zarosła twoja pupcia podczas naszej rozłąki? Czy przez ten czas nic się z nią nie stało?… Wkrótce przyjadę, jak tylko tutaj uporam się ze sprawami i zajmiemy się przeczyszczaniem twojego słodkiego tyłeczka. Te anatomiczne szczegóły ze współżycia dwóch homoseksualistów wyjaśniają, który z nich był pasywnym, a który biernym „pedałem”. Potwierdza to list napisany wiosną 1918 roku, kiedy właśnie rozgromiono „białe” wojska generała Judenicza. Armia żydobolszewicka nazywana już oficjalnie „Armią Czerwoną” zatrzymała się na estońskiej granicy i Zinowiew przygotowywał swój powrót do Piotrogrodu. Uradowany sukcesem militarnym i perspektywą spotkania z „pupcią” Lenina, „Herszelek” zatracił wszelką powściągliwość: Wowa! Ja wkrótce przyjadę i nie wypuszczę cię już więcej z moich objęć, cokolwiek by nie mówiła ta sekutnica! Wróg ucieka na całym froncie i sądzę, że więcej z tej strony nie zaatakują. Tak więc czekaj na mnie, spiesz się podmyć, bo ja wkrótce będę.
Nie minęło kilka miesięcy, jak w tej miłosnej parze ohydnych zboczeńców pojawia się zapowiedź ochłodzenia miłosnych porywów. Jak zawsze w podobnych przypadkach, wiązało się to z zazdrością, zdradą. Dowiadujemy się o tym z listu Lenina do Zinowiewa, który przebywał wtedy na Kaukazie. Nie wiedzieć czemu Lenin pisze do niego po niemiecku. Możliwe, że bariera języka niemieckiego stanowić mogła ważną przeszkodę dla niepowołanych oczu. Kochany Herszelu! Ty absolutnie nie powinieneś obrażać się na mnie. Czuję, że ty z rozmysłem przedłużasz swój pobyt na Kaukazie, chociaż sytuacja zupełnie tego nie wymaga. Prawdopodobnie jesteś na mnie obrażony. Ale nie ma tu mojej winy. To tylko twoje głupie podejrzenia. Co do Lejby [?] i mnie, to było jedynie jeden raz i więcej się nie powtórzy. Czekam na ciebie i pogodzimy się w naszym cudownym gniazdku. Pod listem podpis po rosyjsku: „Zawsze twój Wowa”.
Przychodzi odpowiedź Zinowiewa, ale już z dalekiego Władywostoku: Iljicz! To zupełnie niegłupie podejrzenie dotyczące ciebie i Lejby. Każdy widział, jak krążyłeś wokół niego ostatnimi czasy. Na wszelki wypadek mam oczy i znam cię dostatecznie długo, żeby sądzić… Kto lepiej ode mnie wie, jak rozjarzą się twoje oczka na widok mężczyzny z tęgim narzędziem? Ty sam mówiłeś, że u mężczyzny niewielkiej postury są imponujące narzędzia… Przecież nie jestem ślepy i świetnie widziałem, że jesteś gotów zapomnieć o naszej miłości dla romansiku z Lejbą. Oczywiście, on jest teraz blisko ciebie i łatwo mu ciebie uwodzić. A może to ty jego uwiodłeś?
O kimże to mowa? Kimże był ten „Lejba”? To najsłynniejszy „Lejba” tamtych czasów – Lejba „Trocki”! Był wtedy komisarzem „ludowym” armii i floty. Przez dłuższy czas Lenin i Trocki przebywali wtedy w Moskwie. List Zinowiewa ze wzmianką o „Lejbie” i przyznanie się Lenina, że było to „tylko jeden raz” nieomylnie wskazuje na Trockiego, który zajął miejsce Zinowiewa w łóżku Lenina, ale cała ta żydo-chazarska zgnilizna cuchnęła wspólnotą żydowskiej „familii”.
Lenin czuł, że jego romans z Trockim będzie krótki i wkrótce Lew „Dawidowicz” porzuci go zauroczony jakąś kobietą, bowiem Trocki miał (podobno) większy „ciąg” do kobiet niż do mężczyzn – współtowarzyszy w walce o szczęście światowego proletariatu. Lenin kropnął kolejny list do Zinowiewa przebywającego znów na Kaukazie. Herszel! Nie gniewaj się na mnie. Masz rację, ja rzeczywiście nie wytrzymałem. Lejba jest takim brutalnym mężczyzną. On po prostu obsypuje mnie swoimi pieszczotami. A ja tak ich potrzebuję, zwłaszcza w tym okresie politycznych napięć. Jest mi bardzo trudno bez pieszczot, a ty wyjechałeś, nieszczęśniku! Tak i nie zdołałem wytrzymać. No, ale ty przecież wybaczysz mi tę maleńką słabość, Herszelu! Wróć, a przekonasz się, że jestem przepełniony miłością do ciebie. Twój maleńki Wowa.
Zapewne zwrot o „maleńkim Wowie” nieco udobruchał Herszela, może nawet utwierdził go w przekonaniu, że ich związek nie uległ erozji, a tylko czasowo został zagrożony romansikiem „Wowy” z „brutalnym” Lejbą. Ostatecznie sprawy rewolucji zapędziły Zinowiewa do Moskwy i od tego czasu już w jego osobistym archiwum nie ma miłosnych listów do „Wowy”. Być może nie zaistniała już konieczność korespondencji; być może Zinowiew zniszczył część kompromitujących go listów w późniejszej perspektywie jego aresztowania i egzekucji. [ w oryginale śliczne zdjęcie md] Kula eserówki Kaplan, członkini partii eserowców czyli Socjal-Rewolucjonistów, radykalnie nadwątliła zdrowie i tym samym chuci Lenina. Seksualne relacje między nimi zniknęły przynajmniej z korespondencji.
Ostatnim śladem zboczeń Lenina było kilka linijek napisanych przez Nadzieżdę Krupską do Zinowiewa latem 1922 roku, na dwa lata przed śmiercią Lenina: Proszę was już więcej nie niepokoić mojego męża swoim molestowaniem i prośbami widzenia. Czas już, byście się i wy uspokoili. Ileż można z mojej strony cierpieć taką waszą bezczelność? Iljicz jest chory, wiecie o tym i nie ma potrzeby mówić wam, dorosłemu człowiekowi, że wasze szaleństwa tym razem mogą ostatecznie zniszczyć zdrowie Iljicza. Proszę was, abyście już więcej nie nakłaniali go do tego, do czego tak ochoczo zawsze podążał. Mam nadzieję, że zrozumiecie ten mój list. Jest on podyktowany troską o zdrowie mojego męża. Tyle lat być odrzuconą przez własnego męża dla kochanka, było czymś trudnym do zniesienia. Już odtąd nie dopuszczała Zinowiewa do męża sam na sam, jedynie w swojej obecności lub w obecności innych Żydów z Politbiura.
W końcu lat trzydziestych, po aresztowaniu i egzekucji Zinowiewa, ich miłosne listy wpadły w łapy NKWD i niewątpliwie zostały przekazane Stalinowi w trakcie zbierania „haków” na Zinowiewa i Trockiego. Dlaczego Stalin nie decydował się na zniszczenie tych haków? Odpowiedź nasuwa się sama. Ich zatrzymanie w archiwach NKWD mieściło się w pragmatyce permanentnej wojny Stalina z aktualnymi i późniejszymi przeciwnikami, zwłaszcza ze „starymi”, czyli pierwszymi bandziorami rewolucji. Stalin był doskonale poinformowany o miłostkach Lenina z Zinowiewem i nie przeszkadzał im. Gromadził ten wyśmienity materiał dowodowy, te „haki” na Trockiego i Lenina. Trockiego dopadł dopiero w czasie drugiej wojny światowej, a Lenin wpadł w objęcia Lucyfera już w 1924 roku. Jeszcze za życia Lenina Stalin mógł planować odejście od „leninowskiego dziedzictwa”, by zostać niezagrożonym pierwszym dyktatorem, bez tamtych chazarskich konkurentów do władzy absolutnej. Tak czy inaczej, prywatne listy miłosne Zinowiewa i Lenina przetrwały i nie było to przypadkowe.
Lenin był masonem wysokiego 31 stopnia wtajemniczenia Warto uzupełnić kulisy osobowości i wpływów tego chazarskiego żydobolszewika jego przynależnością do wolnomularstwa. Żydowskie niedostępne dla gojów organizacje, zwłaszcza B’nai B’rith /Synowie Przymierza/, były bez reszty wprzęgnięte w proces niszczenia cywilizacji chrześcijańskiej za pomocą rewolucyjnego terroru. Wielce pomocna była w tym żydomasoneria kontrolująca loże mieszane, żydo-gojowskie. Przecież Lenin i jego główni siepacze nigdy nie pracowali na swoje utrzymanie, a mieli się materialnie bardzo dobrze już u schyłku wieku XIX. Ktoś ich utrzymywał, ktoś płacił na ich wywrotowe gazety, broszury i książki. Bez trudu wędrowali po stolicach Europy Zachodniej, a to przecież kosztuje. Ci zawodowi przestępcy, wtedy tylko bezwzględni terroryści, a po rewolucji 1917 roku jeszcze bardziej bezwzględni ludobójcy, mieli tylko jeden rodzaj obowiązków, za który im płacił międzynarodowy tajny Kahał: wywołanie europejskiego wrzenia, co udało im się zrealizować dopiero w latach 1917-1918. Późniejsze ich działania wskazują, jak wiernie realizowali program Iluminatów Żyda Weishaupta.
Kilka źródeł ujawnia, iż Lenin został masonem podczas pobytu na Zachodzie już w 1908 roku. Jednym z takich źródeł jest gruntownie udokumentowana książka Nikolaja Switkowa wydana w Paryżu w 1932 roku pt. „About Freemasonry in Russian Exile”. Switkow wykazał, że najważniejszymi masonami – żydobolszewikami byli:   „Lenin” – Ulianow; Leon „Trocki” /Lejba Bronstein/; Grigorij „Zinowiew” /Gerson Radomylskij/; Leon „Kamieniew” /Lejba Rosenfeld/; L. „Martow” /L. Cederbaum/; Karol „Radek” /Tobiasz Sobelson/; Maksim „Litwinow” /Mejer Henoch Wałach/; Jakow „Swierdłow” /Jankiel Aaron Solomon/. I jedyny w tej chazarskiej bandzie Rosjanin – Maksim „Gorki” /Aleksiej Peszkow.   Według książki austriackiego politologa Karlá Steinhauserá: „EG – die – Super – UdSSR von morgen” /Unia Europejska – Super Związek Sowiecki „Przyszłości”7, na stronie 192 czytamy, że Lenin należał do loży masońskiej „Art et Travail” /Sztuka i Praca/. Winston Churchill powiedział dla „Illustrated Sunday Herald” 8 lutego 1920 roku, że „Lenin”. „Radek” /Sobelson/, „Zinowiew” i „Swierdłow” byli członkami loży B’nai B’rith 8. Schwartz Bostunich oraz Ostrucow w „Freemasonry, Culture and Russian History” /Masoneria kulturowa i historia rosyjska, Moskwa 1999, strona 582-588, potwierdzają, że Lenin był masonem 31. stopnia /tytuł tego stopnia to „Grand Inspecteur Inguisiteur Commander”/ i członkiem loży „Art et Travail” z siedzibami w Szwajcarii i Francji.9 Lenin odwiedził główną siedzibę Wielkiego Wschodu Francji przy ulicy Cadet w Paryżu i wpisał się tam do księgi pamiątkowej gości.10 Lenin z Trockim wzięli udział w Międzynarodowej Konferencji Masońskiej w Kopenhadze /1910/11. Infekowanie Europy żydo-socjalizmem, było jednym z punktów programu tego międzynarodowego sabatu. Aleksander Galperin, wtedy sekretarz masońskiej Rady Najwyższej potwierdził w 1916 roku, że wśród masonów są czołowi bolszewicy. Mikołaj Suchanow /właśc. Himmel/ i cytowany Sokołow stwierdzają to samo. Jak wyznał wtedy Galperin, żydo-masoneria dostarczyła wtedy Leninowi odpowiednie środki materialne na jego działalność rewolucyjną, co potwierdził Kristian Rakowski w swoich zeznaniach. Zostało to potwierdzone przez znanego wolnomularza Grigorija Aronsona w jego artykule zatytułowanym „Freemasons in Russian Politics” zamieszczonych w czasopiśmie „Nowoye Russkoye Slovo” /Nowe rosyjskie słowo/, wyd. New York 8-12 października 1959 roku. Historyk Borys Nikołajewski wspominał o tym fakcie w swojej książce „The Russian Freemasons and the Revolution” /Moskwa 1990/.
W 1914 roku dwaj żydobolszewicy, Iwan „Skworcow” /Stiepanow/ i Grigorij „Pietrowskij” nawiązali kontakty z wybitnym rosyjskim masonem Aleksandrem Konowałowem w sprawie pomocy ekonomicznej. Konowałow został potem ministrem w Rządzie Tymczasowym „Kiereńskiego” /Adlera/. Podobnie „Radio Rosja” w dniu 12 sierpnia 1991 roku mówiło o działalności „Lenina” jako masona.12 Na koniec warto jeszcze powrócić do „pogłosek” o żydowskim /chazarskim/ pochodzeniu Lenina. Na wystawie poświęconej „Leninowi” w moskiewskim Muzeum Historii Państwa, trwającej do lipca 2011 r., wystawiono 111 nowych dokumentów, wśród nich list najstarszej siostry Lenina Anny Uljanowej do Stalina, mówiący o tym, że ich dziadek był ukraińskim Żydem, który nawrócił się na chrześcijaństwo, żeby uciec ze Strefy (przymusowego) Osiedlenia: „Pochodził z biednej żydowskiej rodziny i był, o czym świadczy świadectwo chrztu, synem Mojżesza Blanka z Żytomierza”. /…/ Władimir Iljicz zawsze cenił Żydów. Przykro mi z powody faktu, że nasze pochodzenie –podejrzewałam to wcześniej – nie było znane za jego życia.
13 5 J.W. Sokołow. Źródło: www.ipvnews.org/bench_article24112010.php Sokołow to rosyjski kandydat nauk historycznych, odpowiednik stopnia doktora nauk. 6 Nadia– Nadieżda Krupska, oficjalna żona Lenina. 7 Wydana w Wiedniu w 1992 roku, 8 W Polsce reaktywowanej przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. 9 Zob. także: Oleg Płatonow: „Russian Crown of Thorns: The Secret History of Freemasonry”/ Moskwa, 2000, część II, s. 417/ 10 Wiktor Kuzniecow: „The Secret of the October Coup”, St. Petersburg 2002, s. 42. 11 Franz Weissin: „Der Krieg zum Sozialismus”. Monachium 1930, s. 9. 12 Źródło: www.geocities.com/jyrilina/english/scorpion.html?20089 „UNDER THE SIGN OF THE SCORPION, THE RISE AND FALL OF THE SOVIET EMPIRE” („Pod znakiem Skorpiona, narodziny i upadek Imperium Sowieckiego”) Autor: Jüri Lina. 13 Moscow museum Lenin’s Jewish roots on display http://thestate.com/2011/05/23/1831057/ moscow-museum-puts-lenins-jewish.html
Zmieniony ( 22.07.2020. )

Kurdowie na granicy polsko białoruskiej czyli humanizm celebrytów i pana Ławrowa. Dzieci do niemieckich burdeli.

Kurdowie na granicy polsko białoruskiej czyli humanizm Grupy Granica, celebrytów i pana Ławrowa.
Dzieci do niemieckich burdeli.

W oczekiwaniu na zabłyśnięcie humanizmu Marty Lempart w Hajnówce, do której dążyć ma wraz z „Matkami na granicy” i żoną Macieja Stuhra, przypomnijmy akcję „sojuszu organizacji pozarządowych Grupa Granica” i dorobek w opluskwianiu Polski dla niemieckiego Sterna i rosyjskiej firmy medialnej z siedzibą w Berlinie – Ruptly GmbH. Jest co oglądać i jest co poczytać. No i Maja Ostaszewska się do nich przyłączyła, żeby opisywać cierpienia nieszczęsnych „refu gees” w stylu , jaki stosowano do opisu mordowania Żydów w Jedwabnem „przez polskie dzikie katolickie hordy”.
GRUPA GRANICA, co warto zauważyć NIE jest zarejestrowaną organizacją pozarządową ale przedstawia się jako „koalicja organizacji pozarządowych” , co też nie jest prawdą. Trzy najczęściej cytowane i fotografowane osoby to aktywiści Partii Razem i jedna z Greenpeace.
Jakub Sypiański od roku 2017 do niedawna członek Rady Naczelnej Partii Razem Adriana Zandberga a ostatnio członek Komisji Rewizyjnej tej partii. Media zachodnie (np. Stern) przedstawiają go w nagraniach z granicy polsko-białoruskiej jako „Jakuba Sypieniewskiego”.
Tak przynajmniej podpisują swoje korespondencje : France24 – francuski nadawca publiczny, gazeta Stern w wersji internetowej , agencja medialna Ruptly z siedzibą w Berlinie – spółka córka rosyjskiej telewizji publicznej RT.

Wszystkie one wypuściły w dniu 10 listopada 2021 r. fragmenty happeningu przy granicy polsko białoruskiej po polskiej stronie , który w dużej całości zaprezentował na Youtubie portal In Time Ukraine, kręcący niemal bez przerwy materiały o wydarzeniach na polsko białoruskiej granicy.
Materiały te zostały z Youtuba po kilku dniach usunięte ale te części, które wykorzystały zachodnie i wschodnie media obecne w lesie liściastym, zachowały się dla potomności.


Oto fragmenty, które udało mi się opisać z nagrania oryginalnego.
Fragment 1: „…Ok. 20 minut bez kręcenia a od 1:35:30 pokazują grupę złożoną z osób okręconych kocami białymi z emblematem Polskiego Czerwonego Krzyża, samochód z oznaczeniem Polskiego Czerwonego Krzyża (nr rejestracyjny samochodu TK 468 1W), samochód Straży Granicznej (bus na ok. 10-15 osób) oraz nieoznakowany samochód na numerach BI * 051 CE. Oraz co najmniej dwóch funkcjonariuszy Straży Granicznej niejako konwojujących grupę jakichś „wolontariuszy” oraz grupę dziennikarzy (kamery, aparaty fotograficzne, mikrofony). Obecność samochodu Polskiej Straży Granicznej wskazuje, iż cudzoziemcy oraz dzieci – przeszli granicę białorusko-polską, jak należy rozumieć, bez wizy i innych dokumentów wymaganych przy legalnym przejściu granicy. Wszystko odbywa się w głębokim lesie około godziny 15 (kiedy słońce jeszcze świeci ale w lesie jest ciemno). Dzieci (od roku do lat 10-12 ) w licznie ok. 10 zostają zapakowane do samochodu Polskiego Czerwonego Krzyża a dorośli „uchodźcy” (co najmniej dwóch dużych brunetów) wsiadają do tajemniczego samochodu bez oznaczeń. Po czym samochód PCK wraz z samochodem SG odjeżdżają leśnym traktem a dziennikarze zostają w lesie…”.
Fragment 2 nagrany przez France24 i wpuszczony do sieci pod tytułem „Hundreds of migrants trapped in Belarus-Poland border standoff • FRANCE 24 English”:”…
 
Minuta 1:10 –grupa w lesie od przodu a na pierwszym planie człowiek z kartką papieru z napisem „ASK FOR ASYLUM IN POLAND”. Z tyłu z lewej strony dwóch mężczyzn ubranych tak jak Służba Graniczna RP a w minucie 1:15 pojawia się oważ grupa wędrująca przez las ( filmowana od tyłu) z udziałem panienki z plecakiem w kratkę Burberry. Którą znamy i pamiętamy z wczorajszego nagrania ukraińskiej stacji TV „In Time Ukraine”. Cięcie i w 1:53 pan prezydent Łukaszenka w swoim pięknym pałacu straszy i przeraża oświadczając: ”…Walcząc dzisiaj przeciwko imigrantom używając polskich czołgów Leopardów, przepraszam Pana , my ludzie wojskowi (my ljudzi wajennyje)i my rozumiemy dzisiaj , co to takiego prowadzić WOJNĘ z tymi nieszczęsnymi ludźmi na granicy Polski i Białorusi i WYSYŁANIE KOLUMN CZOŁGÓW…”.
W obu tych materiałach występuje dłużej lub krócej Jakub Sypiański w żółtomiodowym skafanderku jako osoba udzielająca wywiadu w imieniu „koalicji organizacji pozarządowej Grupa Granica” skarżąc się, że „nie wiemy, dokąd Straż Graniczna odwozi tych ludzi”.
Kiedy się ma świadomość, że ci ludzie są szmuglowani przez zieloną granicę nielegalnie przy pomocy członka władz centralnych Partii Razem Adriana Zandberga, warto przywołać informacje podane przez pana Rafała Otokę Frąckiewicza w materiale puszczonym na Youtube w dniu 12 listopada 2021 pt. „Marsz Niepodległości 2021 i raport z granicy z Białorusią”, w którym zwraca on uwagę, że część dzieci z Bliskiego Wschodu błąkających się ostatnio po lasach białoruskich przy granicy polskiej są to ofiary handlu żywym towarem „zakontraktowane” dla burdeli niemieckich.

A konkretnie powiedział co następuje:”… Minuta 3:51 :”…Smutna wiadomość z Podlasia jest taka, że po drugiej stronie ( granicy –przyp mój) jeżdżą ciężarówki w nocy, które mają zamontowane głośniki , z których to głośników odgrywa się płacz dzieci. To ma działać na morale naszych żołnierzy. I działa. Tym bardziej, że jak się właśnie dzisiaj dowiedziałem, po lasach błąka się całkiem spora grupa , niekoniecznie w jednej grupie, ale rozsiana może być ta grupa dzieci, które są kompletnie bez opieki.
Dlaczego? Czyżby rodzice porzucili te dzieci albo zmarli od kul siepaczy pisoskiego reżymu?
Nie! Tragedia tych dzieci polega na czymś innym.
Poza tymi wszystkimi ludźmi, o których mówiliśmy w ciągu ostatnich tygodni, którzy przyjeżdżają tutaj z różnych powodów :bo boją się, że wybuchnie wojna, bo jest im źle, bo nie chce im się pracować i tak dalej, i tak dalej. Są także grupy przestępców . Jest także spora grupa ludzi, która zajmuje się przemytem dzieci na potrzeby niemieckich bajzli. Mają podpisane kontrakty na określoną liczbę dzieci. Te dzieci są kupowane od rodziców na Bliskim Wschodzie albo porywane po prostu. Jeśli widzieliście materiały z Afganistanu, one pokazywały się zaraz po wkroczeniu talibów do Afganistanu , w sensie zajęcia Afganistanu przez talibów, były pokazywane materiały, że „…tutaj wielki działacz niepodległościowy Afganistanu zawisł na drzewie…” .Kiedy się grzebało w źródłach afgańskich , okazywało się, że to są właśnie porywacze dzieci.
I te dzieci, porwane albo kupione na Bliskim Wschodzie na potrzeby burdeli niemieckich zostały porzucone przez przemytników , bo wiadomo, że no, chyba numer się nie uda i na drugą stronę nie przejdą . Tymi postaciami naprawdę cierpiącymi po drugiej stronie powinny się zająć odpowiednie służby , niekoniecznie nasze. Na przykład jest ONZ, który dzisiaj przyjechał na granicę polsko-białoruską. I przedstawiciel ONZ powiedział wprost, że nie ma szansy na żaden azyl. Że ci wszyscy ludzie muszą wrócić do domów bo nie dostaną się do Niemiec, do Europy, bo po prostu nie ma takiej szansy prawnej. To mówił dzisiaj przedstawiciel ONZ-tu.
Te dzieci po drugiej stronie są pozostawione same sobie . Reżym Łukaszenki się nimi za bardzo nie zajmuje i zająć nie będzie chciał , podejrzewam. Ci , którzy są po drugiej stronie i powinni się nimi zająć, gdyż wzięli za nie pieniądze , nie zajmą się nimi z wiadomych powodów. Ci, którzy są i chcą się przerzucić na drugą stronę bez dzieci, też się nimi nie zajmą.
I to jest cierpienie maluchów, które zostały porwane albo kupione i faktycznie błąkają się po lasach. Tym należałoby się zająć, ale po przez poziom międzynarodowy. I wymusić na Łukaszence sytuację, w której on zajmie się tymi dziećmi, albo wpuści na miejsce ludzi z ONZ-tu (…) albo jakiejkolwiek organizacji humanitarnej , które powinny być wpuszczone do Białorusi, żeby te dzieci wyłapać, wyszukać, przejąć i doprowadzić do sytuacji (…) bo one tam naprawdę mogą umierać z głodu…”.
No więc zakładam, że pan Jakub Sypiański nie ma świadomości, że wspierając „refugees” z Bliskiego Wschodu może bezwiednie i nieświadomie uczestniczyć w handlu żywym towarem.
Podobnie jak jego szanowna koleżanka posłanka na Sejm RP Małgorzata Biejat z Lewicy, którą możemy oglądać na nagraniu Ruptly GmbH z siedzibą w Berlinie pod tytułem „Poland: Human rights activists call EU to facilitate reception of refugees at Belarus border” ( Polska. Aktywiści praw człowieka wzywają EU do ułatwienia przyjmowania UCHODŹCÓW na białoruskiej granicy” w towarzystwie pana Jakuba Sypiańskiego ( w czarnej czapeczce) i pani Maji Ostaszewskiej aktorki oraz dwóch innych „działaczy pozarządowych” w lesie koło Sokółki.
Jak widać, państwo ci firmują określenie „uchodźcy” dla kilku tysięcy mężczyzn z wizami turystycznymi do Białorusi atakujących granicę polsko białoruską , co jest jednym z najgrubszych manipulacji.
Posłanka Biejat w swoim wystąpieniu do rosyjskiego nadawcy publicznego Ruptly GmbH w pewnym momencie wyraża życzenie, aby rząd polski udzielił „pomocy humanitarnej” oraz „zagwarantował azyl” oraz CO NAJMNIEJ rząd przyjął aplikacje o azyl i ZAPOBIEGŁ KRYZYSOWI HUMANITARNEMU.
Jak wiemy już dzisiaj, że na apel posłanki Biejat odpowiedzieli zgodnie (a raczej jej apel przekazali dalej w tzw. ciemny lud) panowie Trzaskowski i Schudrich oraz kardynał Nycz.
W nagraniu tym występuje też trzecia znana postać inicjatywy pod nazwą Grupa Granica pan Iwo Łoś, zasadniczo ekspert czy też działacz słynnej organizacji Greenpeace, która jak wiadomo raczej nie zajmuje się ruchem uchodźców z Bliskiego Wschodu do Europy ale walką na lądzie, morzu i w powietrzu z węglem.
Co ciekawe, pan Iwo Łoś już w roku 2013 dał się poznać w związku z organizowanymi przez Greenpeace akcjami włażenia na 100-metrową chłodnię kominową Elektrowni Turów PGE w Bogatyni jako „koordynator kampanii Klimat i Energia” Greenpeace. Pretekstem napaści Greenpeace na Elektrownię Turów było wówczas opracowanie Instytutu Ekonomii Energetyki i Racjonalnego Wykorzystania Energii na Uniwersytecie w Stuttgarcie Niemcy pod tytułem :”Węgiel zabija. Analiza kosztów zdrowotnych emisji zanieczyszczeń z POLSKIEGO sektora energetycznego”.
W roku 2015 grupa aktywistów Greenpeace rozwiesiła na budynku Ministerstwa Ochrony Środowiska w Warszawie banner z napisem „Smog nas truje, dlaczego minister nie reaguje’. Pan Iwo Łoś „alarmował” wówczas jako „ekspert Greenpeace od energii”.

A w tym roku się przebranżowił na „refugees z Bliskiego Wschodu” i na humanitaryzm w lesie liściastym przy granicy białoruskiej.

Na nagraniu Ruptly występuje też pani Kalina Czwarnóg jako jedyna reprezentująca organizacje pozarządową. Jest członkiem zarządu Fundacji Ocalenie z siedzibą w Warszawie zajmującej się zawodowo pomocą obcokrajowcom w Polsce.
Wszystkich ich łączy wirtualny twór Grupa Granica, która nie jest zarejestrowana, nie ma siedziby i nikogo nie reprezentuje. Widać, grupa zadaniowa była tworzona na łapu capu.
Ich zadaniem było i jest wykreowanie na użytek opinii publicznej Zachodu i Polski wrażenia, że po stronie białoruskiej na granicy koczują niemal wyłącznie dzieci i kobiety w ciąży tuż przed porodem a jeśli są jacyś mężczyźni to koniecznie „zdesperowani” i koniecznie „zmarznięci i głodni”.
A jeśli chodzi o Polskie Wojsko, Straż Graniczną, Policję i Terytorialsów, to ci źli ludzie zajmują się głównie łamaniem prawa międzynarodowego urządzając tzw. push-backi czyli wypychają przez zasieki dorodnych posiadaczy białoruskiej wizy turystycznej na stronę białoruską, gdzie powinni się znaleźć. Oczywiście dokonując tych push backów pokazują bezbrzeżny brak empatii i chrześcijańskiego miłosierdzia
.
Po kilku dniach oglądania nagrań na Youtubie wrzucanych przez Ruptly GmbH, Deutsche Welle, Stern, Bilda, The Sun, BBC i CNN wiem już, że tam są jedynie płaczące, głodne i zmarznięte dzieci oraz ZDESPEROWANI UCHODŹCY. Głodni, zmarznięci, zmęczeni, sfrustrowani. Do tego stopnia, że frustrację wyrażają rzucając kamienie, gruz i deski w stronę polskiej Straży Granicznej.
Te określenia padły w serwisach informacyjnych (coraz częściej przekazywanych w strefie anglojęzycznej przez śliczne panie z Indyj i Bliskiego Wschodu) nie setki tysięcy a miliony razy.
Ale obraz mówi więcej niż tysiąc słów i filmy z granicy polsko białoruskiej wyraźnie pokazują, że tam mamy kilka tysięcy dobrze ubranych i dobrze odżywionych i wysportowanych mężczyzn a dzieci jest nie więcej niż setka. Plus kobiety, głównie do robienia ujęć ze zbliżeń.
Jeśli chodzi o CNN, to już 12 listopada wysłannik tej słynnej amerykańskiej stacji pan Matthew Chance dotarł do granicy od strony białoruskiej i nagrywał materiał na przejściu w Bruzgach niemal przytulony do polskich zasieków na tle dymiących ognisk i skleconych z gałęzi sosnowych szałasów, informując, że tam jest 2 tysiące ludzi, którzy przyszli z różnych części świata, głównie ze Środkowego Wschodu: Kurdystanu, Iraku i innych miejsc świata arabskiego ale głównie z Kurdystanu. Wśród tej grupy wg pana Chance;a miało być około 200 dzieci. Wśród szałasów prześwitywały zielone namiociki. Największe emocje wzbudził w panu Chance „razor fance” lub „razor wire barrier” wybudowany, jak informował przez „polskie władze aby nie wpuścić tych ludzi do EU’.
 
Stronę moralną tej sytuacji wyjaśniła mi pani Maja Ostaszewska i pan minister Ławrow. Pani Maja Ostaszewska z łezką w oku i drżącym głosem a pan Ławrow z powagą i troską w głosie , jak to on.
Pani Maja Ostaszewska i jej towarzystwo z Grupy Granica dla Sterna i publicznego portalu francuskiego France 24 a pan Ławrow dla Deutsche Welle.
Deutsche Welle (niemiecki nadawca publiczny) w materiale z 16 listopada czyli po ataku migrantów na przejście graniczne w Bruzgach/Kuźnicy przezornie ubranych w gumowe peleryny z kapturami (na widok czterech wozów z sikawkami) , który został odparty przez stronę polską przez owe sikawki zacytował autoryteta moralnego i słynnego na cały świat humanistę ministra Ławrowa.
Miał ten humanista wrażliwy na krzywdę ludzką powiedzieć m.in. co następuje (min. 1:20 – 1:51): „…Działania /zachowanie strony polskiej jest nieakceptowane. Myślę, że działka wodne, gaz łzawiący i strzały nad głowami migrantów w stronę Białorusi, wszystko to odzwierciedla ich chęć ukrycia własnych działań . I oni (czyli my, przyp. mój) muszą zrozumieć , że naruszają łamią wszystkie możliwe do pomyślenia normy międzynarodowego i humanitarnego prawa…”.
Warto zwrócić uwagę na to, że poza panem Ławrowem nikt nie zauważył strzałów z broni palnej nad głowami migrantów w trakcie ich ataku na polskie umocnienia na przejściu granicznym w Kuźnicy/Bruzgach. No ale czy te oczy mogą kłamać.
Reżym pisoski i ciemny katolski lud nad Wisłą nie dorasta do standardów moralnych CNN , Al. Jazeera, Deutsche Welle i pana Ławrowa ale są od tej normy wyjątki
Do Grupy Granica czyli do aktywistów partii Razem i Greenpeace w lesie liściastym dołączyła pani Maja Ostaszewska, która drżącym głosem relacjonuje spotkanie swoich przyjaciół w owym lesie po polskiej stronie jakichś piętnastolatków tak zmarzniętych, że nie mogli zdjąć z siebie ubrań. Na szczęście przypadkiem przyjaciele pani Mai posiadali przy sobie ubrania pasujące na dwóch piętnastolatków i pomogli im się przebrać. Po czym zostawili ich w lesie. I bohatersko nie zadzwonili po Służbę Graniczną albo chociaż po Pogotowie.
Jak zauważył pan Otoka Frąckiewicz, to rzeczywiście wspaniały zbieg okoliczności, że ci przyjaciele Mai Ostaszewskiej mieli przy sobie ubrania pasujące na dwóch ludzi, których obecności nie mogli w lesie przewidzieć. No i szkoda, że żadne zdjęcia się nie zachowały z tego łamiącego serce przypadku.
Do lasów liściastych na Podlasiu przy białoruskiej granicy miał też zawitać pan Maciej Stuhr, który wraz z małżonką Błażejewską, usiłował kilkoma zdjęciami dla Pudelka stworzyć wrażenie, że spotkał się z ukrywającymi się kurdyjskimi migrantami. Nacisk należy położyć na słowo „usiłował”.
Natomiast nie posiłkując się już żadnym zdjęciem (poza swoim) dał relację do gazowni, którą przedrukował portal wprost.pl pod tytułem „ Wstrząsająca relacja Stuhra z granicy. „Ojca puszbekowała SG, matkę pogryzły białoruskie psy”. A relację zaczął od słów : „…Będąc na Podlasiu zrozumiałem, że migranci są skazani na śmierć. W świetle pomysłów, jakie są po stronie polskiej i białoruskiej, oni muszą w tym lesie umrzeć, co z każdym dniem staje się dla nich coraz bardziej jasne ..”. I ani jednego zdjęcia trupa. Albo chociaż jakiegoś konającego migranta.
Tymczasem około tysiąca migrantów wraca samolotami do Iraku a kilkuset bojowników walczących w Kuźnicy w armatkami wodnymi i polską Strażą Graniczną otrzymało natychmiastową pomoc władz białoruskich w postaci suchych ciuchów (zrobili sobie serię zdjęć) , nowiutkich materacy, koców, pościeli w nowych i czystych magazynach. Zapewniono im przynajmniej jeden ciepły posiłek dziennie (za frico) oraz dostęp do Internetu . Ich cierpienie na dzień dzisiejszy sprowadza się do tego, że paczka papierosów w tym hotelu kosztuje 50 USD. W każdym razie ani władze białoruskie, ani zachodnie media filmów i wywiadów z tego tymczasowego schroniska dla turystów z Bliskiego Wschodu pragnących przekroczyć granicę UE bez wizy Schengen – nie żałują.
 
Na takie twarde fakty nie zwracają uwagi tutejsze wzmożone moralnie gwiazdy ekranu są absolutnie odporne i 19 listopada 2021 r. w Youtubie pojawił się film propagandowy z maksymalnym wsadem emocjonalnym wyprodukowany przez syna Magdy Zawadzkiej Jana Holoubka pod wstrząsającym tytułem „Nikt nie zasługuje na śmierć w lesie”. Wystąpili w nim m.in. Jan Kot, Danuta Stenka, Magda Zawadzka, zatroskany Janusz Gajos , Grzegorz Markowski piosenkarz oraz jego brat biskup pomocniczy warszawski Rafał Markowski.
Poza spotem że tak powiem reklamowym autorzy wydali też oświadczenie , w którym odwoływali się m.in. do : „naszej polskiej tożsamości, której uczymy dzieci”, do „dodatkowego talerza przy wigilijnym stole”, do „naszej polskiej gościnności”. A „razem z przedstawicielem duchowieństwa (biskup pomocniczy warszawski) prosimy o wpuszczenie na stałe na teren stanu wyjątkowego pomocy medycznej i humanitarnej”.
Tak jakby na terenie stanu wyjątkowego nie było szpitali i Pogotowia Ratunkowego a amatorzy nielegalnego wdzierania się do UE nie mieli natychmiastowej pomocy humanitarnej ze strony Straży Granicznej i ośrodków dla cudzoziemców.
Tzw. Himalaje obłudy i szkoda, że w tym uczestniczy biskup KRK. Zwłaszcza, że w towarzystwie człowieka, który zagrał jedną z głównych ról w filmie „Kler” czyli Gajosa Janusza.
Jeśli chodzi o Kurdów, którzy w liczbie około 15 tysięcy zawitali na Białoruś dzięki wizom wydanym przez podwładnych pana Aleksandra Łukaszenki, to przybyli głównie z Kurdystanu, który od długiego już czasu jest terytorium autonomicznym w ramach państwa Irak i nie toczą się tam żadne wojny.
Kurdystan iracki to 83 tysiące km kwadratowych ziem zasobnych m.in. w ropę naftową i żyzne tereny rolne nad rzeką Tygrys. Ciężkie życie mieli za Saddama Husajna, ale dzięki prezydentowi Bushowi młodszemu, ten problem Kurdów został rozwiązany .
Na terenach kontrolowanych przez tzw. Regionalny Rząd Kurdystanu oszacowano zasoby ropy na 4 mld baryłek (sprawdzonych) i 45 mld przypuszczalnych. Ocenia się, że Kurdystan posiada jedną trzecią zasobów ropy w Iraku. A zajmuje, tak na oko, jedną piątą lub jedną szóstą powierzchni Iraku.
Ropa wydobywana jest od 2007 roku. Działają tam takie firmy jak: Exxon, Total, Chevron, MOL Group (Węgry ), General Energy, Gulf Keystone Petroleum Ltd . Kurdystan eksportuje ropę naftową do takich państw jak :Izrael, Włochy, Francja i Grecja.
Z Kirkuku w Kurdystanie Autonomicznym biegnie rurociąg tłoczący ropę naftową do portu w Ceyhan w Turcji.
Kurdystan posiada też największe na świecie zasoby siarki skalnej – w rejonie miasta Erbil, gdzie znajduje się słynne lotnisko, z którego przybyli goście pana Łukaszenki. Kurdystan posiada też zasoby węgla, miedzi, złota, żelaza i wapnia (do produkcji cementu)

Jeśli chodzi o Autonomiczny Kurdystan w Iraku, to jest to najlepiej rozwinięty gospodarczo region Iraku .Ze względu na ropę Amerykanie zatroszczyli się o spokój w tym regionie i rozwój gospodarczy był tam szybszy niż w całym Iraku a dochody na głowę przewyższają o 50% statystyki dochodów w innych prowincjach Iraku.
Autonomiczny rząd Kurdystanu zatroszczył się o powołanie do życia szkół średnich i wyższych a obecnie ma w planach tworzenie inwestycji w media.
Dobrze rozwinięte jest też w Kurdystanie Irackim – rolnictwo. Region ten ma też szanse na dynamiczny rozwój turystyki, bowiem takie miasta jak Erbil (stolica nieformalna) czy Kirkuk pamiętają jeszcze czasy asyryjskie.Jakkolwiek Kirkuk jest terytorium spornym i Arabowie nie uznają roszczeń Kurdów do tego miasta.
Wskaźnik biedy w Kurdystanie autonomicznym wynosi zaledwie 3% gdy tymczasem w południowych prowincjach Iraku sięga 48%.
W roku 2017 w Regionie Autonomicznym Kurdystanu w Iraku odbyło się referendum niepodległościowe. Za niepodległością Kurdystanu zagłosowało 92,73% mieszkańców. Mimo, iż nie jest ono wiążące. Zarówno rząd centralny w Iraku jak i rządy Turcji, Iranu, Syrii, Arabii Saudyjskiej były stanowczo przeciwne referendum i ewentualnemu ogłoszeniu niepodległości.
Podobnie za integralnością Iraku były USA i Chiny. Wielka Brytania stwierdziła, że „to nie ten czas jeszcze”.
Za to referendum poparł Izrael a konkretnie premier Netanyahu.
Jeśli chodzi o Rosję, to ma ona długie i specyficzne relacje z Kurdami i Kurdystanem.
Pan Władimir Putin spotkał się dwukrotnie z Premierem Autonomicznego Regionu Kurdystanu w Iraku panem Niechirvanem Barzani. Pan Niechivran Barzani w 2019 r. został wybrany na Prezydenta Autonomicznego Regionu Kurdystanu .
Jest on wnukiem legendarnego bojownika o niepodległość Kurdystanu – Mustafy Barzani, od 1946 r. szefa Demokratycznej Partii Kurdystanu.
W latach komunizmu/zimnej wojny ZSRR wspierało ruch niepodległościowy Kurdystanu. Słynny dziadek obecnego prezydenta Mustafa Barzani w latach 1945-1958 przebywał na wygnaniu właśnie w ZSRR, gdzie miał się jakoby silne związki z KGB i Armią Czerwoną.
I to właśnie ZSRR wywarł skuteczny nacisk na Irak, aby zgodził się na autonomię Kurdystanu w 1970 r. i podpisał 11 marca tego roku umowę z przywódcami ruchów Kurdyjskich o uznaniu autonomii.
W latach 70-tych i 80-tych XX w. w PRL przebywali na polskich uczelniach kurdyjscy stypendyści.
Po roku 2010 pojawił się w Kurdystanie Gazprom i wpompował tam miliardy USD w poszukiwanie i wydobycie ropy.W 2017 r. wszedł do Kurdystanu Rosnieft i zainwestował 2,1 mld USD. Rosja importuje ropę i na niewielką skalę zbroi Kurdystan.
Na krótką metę ZSRR wsparło Kurdów również w Iranie: w okresie od stycznia do grudnia 1946 r. pod „patronatem” Armii Czerwonej, która stacjonowała w niektórych rejonach Iranu powstała tzw. Republika Mahabadzka. Prezydentem tej Republiki został szef Partii Demokratycznej Irańskiego Kurdystanu – Qazi Muhammad. Państwo to pod protektoratem ZSRR a bardziej Armii Czerwonej posiadało własne siły zbrojne pod dowództwem Mustafy Barzaniego. Źle się to wszystko skończyło, bowiem 26 marca 1946 r. Armia Czerwona w ramach porozumień ZSRR z Aliantami wycofała się z Iranu a kiedy w grudniu 1946 r. wkroczyła armia irańska do Mahabadu, los Qazi Muhammada był przesądzony.
Miał proces i dostał karę śmierci za zdradę. Został publicznie powieszony 31 marca 1947 r. Natomiast Mustafie Barzaniemu Armia Czerwona dała ochronę i wymaszerował z nią do ZSRR.

Tak więc relacje kurdyjsko rosyjskie są wyjątkowo ciepłe od dziesięcioleci. A zwłaszcza relacje klanu Barzani, który obecnie jest przy władzy w Kurdystanie irackim.

Biorąc pod uwagę całkiem zadowalającą sytuację gospodarczą Kurdystanu irackiego oraz wyjątkowo ciepłe stosunki klanu Barzani, rządzącego Autonomicznym Kurdystanem Irackim z Rosją , most powietrzny między Mińskiem a Erwilem i przylot kilku tysięcy dobrze odżywionych i ubranych Kurdyjczyków do Białorusi oraz przejście marszowym krokiem na granicę polską i seria ataków na tę granicę to bardzo ciekawy temat, który raczej nie dotyczy „ucieczki od wojny i głodu na Bliskim Wschodzie”.
Ciekawe, co wie na ten temat pan Prezydent Barzani?
 
 
https://www.youtube.com/watch?v=dq2cap5vC0s
https://www.youtube.com/watch?v=-Yojjv5Rsqo&t=24s
https://www.youtube.com/watch?v=VMDeKUt2-yk&t=196s
https://www.youtube.com/watch?v=7FDWpPlBsso&t=66s
https://www.youtube.com/watch?v=-Yojjv5Rsqo
https://www.cire.pl/artykuly/serwis-informacyjny-cire-24/79609-aktywisci-greenpeace-weszli-na-chlodnie-kominowa-elektrowni-turow
https://www.ruptly.tv/en/videos/20211112-056-Poland–Human-rights-activists-call-EU-to-facilitate-reception-of-refugees-at-Belarus-border
https://www.youtube.com/watch?v=SOfDPyGUKI0
https://www.youtube.com/watch?v=sZn_r67tDf8
https://www.stern.de/panorama/video-migranten-ueberwinden-grenze-30910306.html
https://sypianski.com/
https://en.wikipedia.org/wiki/Kurdistan_Region%E2%80%93Russia_relations
https://en-m-wikipedia-org.translate.goog/wiki/2017_Kurdistan_Region_independence_referendum?_x_tr_sl=en&_x_tr_tl=pl&_x_tr_hl=pl&_x_tr_pto=nui,sc