Bez Polaków nie byłoby Noworosji.

https://salontradycjipolskiej.pl/polacy-i-noworosja/

Wywiad z dr-em Aleksandrem Wasiliewem przeprowadzony przez Mateusza Piskorskiego.

Mateusz Piskorski: Czy mógłby Pan wyjaśnić polskim Czytelnikom, czym jest Noworosja? W Pańskich wykładach porównuje ją Pan z Ameryką, Dzikim Zachodem, na który trafiali ludzie pasjonarni, awanturnicy, przedsiębiorcy, a nawet aferzyści, którzy tam się realizowali. Gubernia noworosyjska pojawiła się w 1764 roku, w czasach panowania Katarzyny II. Stało się to prawie 30 lat przed drugim rozbiorem Rzeczypospolitej, w wyniku którego Imperium Rosyjskie przejęło Prawobrzeżną Ukrainę, i 250 lat przed powstaniem na południowym wschodzie Ukrainy (w Noworosji), które znane było jako rosyjska wiosna.

Dr Aleksander Wasiliew: Nazwa „Noworosja” wprowadzona została przez Katarzynę II. Jej dworzanie, którzy pracowali nad projektem nowej jednostki terytorialnej na południowym zachodzie Rosji, zaproponowali nazwanie jej „Prowincją Jekaterińską”, lecz caryca osobiście, ręcznie dopisała na dokumencie adnotację, że trzeba nazwać ją „Noworosją” i „Gubernią Noworosyjską”. Pojęcie to porównać można z Nową Anglią w Ameryce Północnej, na wybrzeżu atlantyckim, czyli terenami pierwszych angielskich kolonii, jakie się tam pojawiły. Na północ od nich pojawiła się z czasem Nowa Francja, terytorium dzisiejszej Kanady. Obecnie znamy ten region jako Quebec, ale wtedy nazywano go właśnie Nową Francją.

Rzymianie nazywali Szkocję Nową Kaledonią…

– Tak, i Nowa Kaledonia. W tym samym szeregu jest i Noworosja, bo jeśli spojrzymy na wszystkie języki europejskie, to nazwa ta oznacza po prostu „Nową Rosję”. Co więcej, w wielu rosyjskich tekstach z XVIII wieku pojawia się właśnie to ostatnie określenie. Terminologię tą zrodził Nowy Świat, Mundus Novus. Zaczęto go dzielić na podmioty narodowe. Rosjanie weszli w posiadanie terenów, które trzeba było zagospodarować i ucywilizować, jako jedni z ostatnich.

Dla Polski Katarzyna II jest postacią negatywną, lecz usprawiedliwia ją to, że tak naprawdę nie zależało jej specjalnie na ekspansji na zachód, a jeden z twórców Noworosji, jej faworyt, książę Grigorij Potiomkin, wybitny rosyjski polityk, uważał, że Rzeczpospolitej w ogóle nie powinno się dzielić, lecz ją zachować. Wystarczyłoby, żeby powstał tam układ polityczny sprzyjający Rosji, nie dopuszczający do prześladowań religijnych prawosławnych. Jeżeli przestrzegano by praw prawosławnych, nie byłoby powodu do ingerencji.

Rosja postrzegała się jako obrończyni prawosławnych, a Prusy – protestantów. Do Noworosji dotarły najbardziej postępowe rozwiązania społeczne, technologie i najaktywniejsi ludzie. Poza tym, takie miejsca zawsze przyciągały obcokrajowców, którzy chcieli zrobić karierę, albo po prostu zajmować się perspektywicznym biznesem. Na ziemiach tych osiedlali się przybysze z Niemiec, Szwajcarii, również z Francji (po Wielkiej Rewolucji Francuskiej).

Z Bałkanów.

– Oczywiście – z Serbii, Grecji, Albanii, Wysp Egejskich. W tym procesie kolonizacji Noworosji udział wzięli również Polacy. Bez nich trudno wyobrazić sobie zagospodarowanie tych terenów i, gdy tylko stało się to możliwe, po rozbiorach Rzeczypospolitej, część szlachty, która znalazła się na terenach wcielonych do Rosji, uzyskała możliwość włączenia się do imperialnego projektu.

Na przykład, nad Morzem Czarnym, w obwodzie chersońskim znajduje się niewielkie miasto Skadowsk. Obecnie jest ono pod kontrolą Rosji. To port. Jego nazwa pochodzi od rodziny polskich przedsiębiorców Skadowskich, którzy założyli jeden z pierwszych w Chersoniu domów handlowych. Prowadzili bardzo intensywną działalność gospodarczą na tych terytoriach.

Porty noworosyjskie były dla polskich towarów, przede wszystkim rolnych i surowców, bramą na rynki południowe. Od tamtej pory eksportowano je nie tylko Bałtykiem przez Gdańsk, ale też przez Chersoń. Ludzie, którzy przyjeżdżali do Noworosji, by robić tam interesy, stopniowo się tam osiedlali, bo większość z nich była pochodzenia szlacheckiego. Mogli władać tam ziemią, zasiedlać na nich chłopów, stając się w ten sposób miejscowymi ziemianami.

Warto powiedzieć, że polscy ziemianie w Noworosji, może nie ilościowo, ale z uwagi na swoją pozycję społeczną, stanowili dość znaczącą warstwę. To bardzo ciekawe procesy. Każde tego typu terytorium Nowego Świata, jak choćby Stany Zjednoczone, staje się zawsze takim tyglem. Ściągają tam ludzie różnych narodowości, mający pewne wspólne ramy kulturowe; w Ameryce była to kultura brytyjska i język angielski.

Dla Noworosji ramy wyznaczała kultura i środowisko rosyjskie. Wielu Polaków, choć nie wszyscy, mocno się zasymilowało. Zazwyczaj była to szlachta małorosyjska, która u progu Nowożytności, w XVI-XVII wieku spolonizowała się i przeszła na katolicyzm. W Noworosji nastąpił jej powrót do prawosławia.

Dobrym przykładem był tu Apollon Skałkowski, historyk. Nazywano go „Herodotem Noworosji”, uznaje się go za pierwszego (choć to nie do końca prawda) autora odrębnego dzieła o historii tych ziem. Urodził się na Wołyniu i choć był bez wątpienia uczonym rosyjskim, zostało w nim coś z tożsamości polskiej. Na przykład, nie znosił hajdamaków, którzy dokonali w Humaniu rzezi na Polakach i Żydach. Krytykował go za to Szewczenko, który pochwalał tą rzeź. Ale już Mickiewicz dedykował Skałkowskiemu wiersze.

Byli jednak i tacy, którzy pozostawali Polakami, zachowywali polską kulturę i język. Można wymienić kilka przykładów. Wszyscy znają powieść Antona Czechowa Step. Czechow pochodził z Taganrogu, miasteczka na północno-wschodnim brzegu Morza Azowskiego, które wchodziło wówczas w skład guberni jekaterinosławskiej. Akcja książki toczy się we wschodniej części Noworosji. Czyli w zasadzie na obecnym Donbasie, przed jego industrializacją. Istnieje już pierwsza fabryka w Juzuwce (obecny Donieck), od czasów Katarzyny II działa inna fabryka w Ługańsku, ale intensywnego uprzemysłowienia jeszcze nie było. To ostatnia dekada przed powstaniem przemysłu. Donbas jest wtedy przede wszystkim terenem rolniczym, pastwiskowym.

W powieści jedną z charakterystycznych postaci jest piękna i bogata polska ziemianka, hrabina Dranicka, i zarządca jej majątku Kazimierz, też Polak. Step to przekrój rożnych warstw Noworosji. Są tam charakterystyczni Żydzi, rosyjski ziemianin, małorosyjscy chłopi, są Wielkorusini, staroobrzędowcy. To ilustracja wiejskiego życia Noworosji z dala od ośrodków miejskich Imperium Rosyjskiego. W tej galerii osobowości polska ziemianka zajmuje miejsce całkiem naturalne. Wszystko dzieje się na wschodzie Noworosji, na granicy z ziemiami Wojska Dońskiego.

I jeszcze jeden przykład z klasycznej literatury rosyjskiej: główny bohater Wędrowca urzeczonego Nikołaja Leskowa w czasie swych podróży trafia do Nikołajewa, gdzie podejmuje pracę jako guwerner dziecka polskiego pana.

Spójrzmy na jeden z najbardziej znaczących dla arystokracji ujezdów Noworosji – ujezd jelizawietgradski w guberni chersońskiej (Jelizawietgrad to ukraiński Kropiwnickij). To jeden z najwcześniej kolonizowanych obszarów, na którym Rosjanie zaczęli się osiedlać jeszcze przed panowaniem Katarzyny II. Bezpośrednio graniczył z Rzeczpospolitą przed rozbiorami. To tam najwięcej było Polaków. Na terenie tym żyli polscy ziemianie, którzy aż do rewolucji 1917 roku zachowywali w rodzinach, choć służyli Rosji, polską kulturę. Ich całe pokolenia służyły w rosyjskich pułkach lekkiej jazdy, pozostając przy tym przy katolicyzmie i języku polskim. I traktowano to całkowicie normalnie.

Są przypadki, że ludzie dorastali w dzieciństwie w rodzinach arystokratycznych. W swoich wspomnieniach pisali oni później, że do pewnego okresu życia spędzali wakacje u dziadków w polskich majątkach. We wczesnych latach życia posługiwali się językiem polskim i językiem miejscowych chłopów – małorosyjskim. Języka rosyjskiego uczyli się dopiero później, gdy zaczynali naukę w gimnazjum w Jelizawietgradzie. Byli przy tym absolutnie Rosjanami, a w czasach wojny domowej niektórzy z nich walczyli w szeregach Białych.

Jeszcze jeden znany przykład. Etnicznym Polakiem był Jurij Olesza…

Olesza?

– Tak. Znany odesski literat, wybitny przedstawiciel, obok Walentina Katajewa, Ilji Ilfa i Jewgiennija Pietrowa, nurtu południoworosyjskiego w literaturze rosyjskiej, autor popularnej w ZSRR powieści dziecięcej Trzech grubasów. Pochodził z ujezdu jelizawietgradzkiego. Dorastał w polskiej rodzinie, w której ta polskość już powoli zanikała. To pokolenie, które w młodości robiło rewolucję. Prawie całkiem się w Noworosji zasymilowało.

W Jelizawietgradzie urodził się też poeta Arsenij Tarkowski…

– Tak, to jeszcze jeden przykład Polaka. I do tego jeszcze ojciec reżysera Andrieja Tarkowskiego, który nakręcił ekranizację powieści Solaris Stanisława Lema.

Pisarz Aleksandr Grin był synem polskiego szlachcica Stefana Hryniewskiego, zesłanego na Syberię za udział w powstaniu styczniowym. Pseudonim „Grin” pochodził od jego nazwiska. Choć urodził się na północy Rosji, swoją twórczość związał z Noworosją, z Krymem.

– Tak, przede wszystkim z Krymem.

Polakiem był chyba też Konstantin Paustowski, który przez całe życie pisał o Noworosji, a jego kandydatura była czterokrotnie zgłaszana do literackiej Nagrody Nobla. Nazwisko brzmi polsko.

– Pochodził z Kijowa. Wśród jego przodków byli również Polacy. Wspomnijmy jeszcze Josepha Conrada. Urodził się jako Józef Korzeniowski w małorosyjskim Berdyczowie i też miał noworosyjski okres swej biografii, kiedy jako młodego chłopca wysłano go do jego wujka zajmującego się handlem w Odessie. To tam pracował, tam został marynarzem. Przyszły Joseph Conrad stamtąd wypłynął w rejs i jego dalsze wędrówki nie były już związane z Rosją.

Co tak przyciągało Polaków do Noworosji?

– Była to przestrzeń wielkich możliwości samorealizacji. Na dawnych ziemiach Wołynia, Podola, Kijowszczyzny czy Polesia bardzo dużo było drobnej szlachty, którą władze rosyjskie poddały w zasadzie sekwestrowi.

Szlachcie pozbawionej własności ziemskiej odebrano jej prawa. Wywołało to napięcia społeczne, to z tym związany był jej udział w kolejnych powstaniach. To byli ludzie osobiście wolni, jednak nie mieli ziemi, ani poddanych. I często nie byli w stanie udowodnić swojego pochodzenia, nie mając dokumentów, które zresztą w tamtym okresie nierzadko podrabiano. Dlatego władze rosyjskie regularnie tego rodzaju ludzi wykreślały z rejestru szlachetnie urodzonych.

Więc jeśli ktoś pochodzący z tej kastowej struktury Prawobrzeża chciał się jakoś wyróżnić, wyjeżdżał na południe, do Noworosji, i tam robił karierę w służbie państwowej, w wojsku, lub handlu.

Za czasów Mikołaja I wydano nawet ukaz, który ograniczał procentowy udział Polaków w administracji noworosyjskiej. Problem w tym, że Rosja zawsze cierpiała na pewien brak ludzi wykształconych, zdolnych do służby państwowej lub wojskowej. Większość ludności aż do reform Aleksandra II stanowili chłopi. Za czasów Katarzyny II można było robić oszałamiające kariery wyłącznie dzięki własnym zaletom.

Ale już w pierwszej połowie XIX wieku, za Aleksandra I i Mikołaja I, społeczeństwo uległo skostnieniu. I pojawił się deficyt ludzi w administracji i armii. Ta drobna szlachta odpowiadała kryteriom wobec tych, którzy chcieli pójść drogą kariery urzędniczej czy oficerskiej. Byli to ludzie wolni od wielu pokoleń. W efekcie polscy szlachcice zaczęli napływać do administracji kraju noworosyjskiego, co sprawiło, że zyskali w niej przewagę. A władze uznawały w tym okresie Polaków za potencjalnie niegodnych zaufania.

Jest jeszcze przykład guberni besarabskiej. Po jej przyłączeniu do Imperium Rosyjskiego była początkowo obwodem besarabskim, a następnie stworzono z niej gubernię w składzie generał-gubernatorstwa noworosyjskiego. Nazwano je wtedy noworosyjsko-besarabskim. Besarabia to geograficzne przedłużenie Noworosji na zachód od Dniestru i warto wiedzieć, że aż do powstania Mołdawskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej etniczni Mołdawianie nie stanowili na tym obszarze większości. Było ich tam ok. 50%. Wśród pozostałych byli Wielkorusini, Małorusini, Żydzi, Niemcy i właśnie Polacy. Polacy byli tam bardzo wpływowi i w pewnym momencie zajmowali niemal wszystkie stanowiska w administracji.

Skąd tam się wzięli?

– Przyjechali z Prawobrzeża w pierwszej połowie XIX wieku, kiedy – jak Pan wie – wchodziło ono już w skład Imperium Rosyjskiego. Byli tam bardzo aktywną mniejszością. Oczywiście, w Besarabii istniała miejscowa arystokracja, jednak była ona bardzo skorumpowana, nieefektywna i słabo wykształcona. Generalnie, nie reprezentowała zbyt wysokiego poziomu. Wywodziła się z Greków – fanariotów, zorientowanych na Konstantynopol, bezlitośnie uciskających Mołdawian. Rosja niezbyt się tą fanariocką administracją interesowała i nie było kim wypełnić tej próżni. Zapełnili ją Polacy.

Trzeba zaznaczyć, że robili to przede wszystkim we własnych interesach. Władze rosyjskie w pewnym momencie zrozumiały, że na tych nowo przyłączonych terenach sprawy nie idą w najlepszym kierunku: polska administracja zastąpiła fanariotów, działając wyłącznie na swoją rzecz. W efekcie z tym polskim „eksperymentem” skończono. Polska ekspansja w Besarabii również stanowiła część wędrówki Polaków na Południe – do Noworosji.

Powiem teraz o najbardziej charakterystycznym przykładzie, by zobrazować tą tezę. To znany rosyjski nacjonalista z guberni besarabskiej, Władimir Puryszkiewicz.

Zabójca Grigorija Rasputina?

– Tak. Puryszkiewicz to jeden z najbardziej wyraźnych dowodów na to, że nawet taka trudno poddająca się asymilacji wspólnota, jak Polacy, w warunkach tygla Noworosji przetapiana była nie tylko na Rosjan, ale i na rosyjskich nacjonalistów.

Gdy mówimy o ziemiańskiej kolonizacji Noworosji, to warto wspomnieć, że dokonywała jej nie tylko szlachta bez ziemi, która próbowała robić karierę na tych ziemiach, ale i reprezentanci wielkiej polskiej arystokracji, na przykład Potoccy…

– Tak, Potoccy mieli na przykład w Odessie kilka pałaców. W ogóle, wielu polskich ziemian, niekoniecznie nawet z Noworosji, lecz choćby z Podola, lubiło spędzać część roku w Odessie. To było po prostu najbliższe, duże, europejskie miasto. Kijów wówczas jej nie dorastał, Lwów był w Austro-Węgrzech. A na Wołyniu tylko miasta w rodzaju Żytomierza czy Łucka…

Pałac Potockich w Odessie

Mówił Pan o polskim ziemiaństwie w Noworosji. A czy dotarli tam też polscy kapitaliści?

– Tak, ale oni brali udział w kolejnym etapie zagospodarowania Noworosji. Etapem pierwszym było militarne opanowanie tych ziem. Drugim – rozwój rolnictwa. Najpierw była to hodowla, potem uprawa zbóż. A dopiero w latach 90. XIX wieku rozpoczął się boom przemysłowy. Polacy nie mogli w tym nie brać udziału, bo Polska, terytorium Królestwa Polskiego, było najbardziej rozwiniętą przemysłowo częścią Imperium Rosyjskiego.

W tamtych czasach, trzeba to sobie uzmysłowić, jak wyglądała przemysłowa mapa Rosji: było to kilka wysepek. Była część zachodnia – Królestwo Polskie. Tereny wokół Petersburga i dalej na północ – zakłady pietrowskie, częściowo gubernia ołoniecka (Karelia). I, oczywiście, Moskwa. Moskwa i okręg moskiewski, bardzo rozwinięte przemysłowo. Na koniec jeszcze Ural. Na tym kończyły się duże ośrodki przemysłowe. Kiedy w Noworosji zaczęły powstawać fabryki, Polacy też nie siedzieli z założonymi rękoma. Zbudowali zakłady metalowe nad Dnieprem; w Kamienskoj czy Kamience, niedaleko Jekaterynosławia. A na Donbasie Polacy stworzyli Starokramatorski Kombinat Hutniczy.

Pionier przemysłowego zagospodarowania Donbasu, Brytyjczyk John Hughes, przywiózł ze sobą od razu kilkuset angielskich robotników. Mieszkali tam oni i pracowali aż do rewolucji. Tak samo przywozili swoich rodaków Belgowie, którzy aktywnie włączyli się w uprzemysłowienie Noworosji. Byli to robotnicy wykwalifikowani, którzy przywozili ze sobą technologie i uczyli ich miejscowych. Tak samo Niemcy, i też Polacy.

Czyli polscy przemysłowcy przywieźli ze sobą polskich robotników?

– Tak. Jeszcze jeden znany przykład – Stanisław Kosior, rewolucjonista, wybitny radziecki działacz państwowy i wojskowy. W Rosji do tej pory są ulice noszące jego imię. Kosior miał kilku braci i wszyscy oni pracowali razem w jednej fabryce na terenie obecnej Ługańskiej Republiki Ludowej – w Ałczewskich Zakładach Metalurgicznych. Pracował z nimi jeden z przyszłych przywódców Republiki Doniecko-Krzyworoskiej, a później całego ZSRR – Klimient Woroszyłow.

Dom barona Falc-Fejna według projektu Lwa Włodka.

Stanisław Kosior był w tej fabryce ślusarzem. On i jego bracia zajmowali się działalnością rewolucyjną, dlatego regularnie ich z fabryki zwalniano. Potrzeba było jednak rąk do pracy i dlatego mogli zatrudnić się w sąsiedniej fabryce, gdzie bez problemu, nawet znając ich przeszłość, ich przyjmowano.

Jeśli chodzi o wspomniany zakład w Kamience, to znany jest on również jakoś z tego, że właśnie w nim pracowali rodzice Leonida Breżniewa. Młody Leonid chodził tam do gimnazjum. Trzeba przyznać, że jego polscy właściciele bardzo dobrze traktowali robotników. Panowała tam twarda dyscyplina, ale było to związane z tym, że większość ludzi pracujących w fabrykach Imperium Rosyjskiego to byli chłopi, do tego niezbyt zamożni. Mieli oni spore problemy z dyscypliną pracy. W czasach radzieckich przedstawiano to jako przejaw jakiegoś strasznego ucisku proletariatu, jednak, żeby ze słabego rolnika zrobić wydajnego robotnika, niezbędne były praktyki dyscyplinujące.

Cały ten system kar, który istniał w fabrykach, powodował niezadowolenie pracowników, ale w rzeczywistości ci, którzy wypełniali normy i wymogi, w wielu zakładach mieli się całkiem nieźle. I właśnie taka fabryka była w Kamience. Polacy budowali tam domy i szpitale dla robotników. To oni otworzyli miejscowe gimnazjum, do którego w latach I wojny światowej uczęszczał przyszły sekretarz generalny KPZR, Leonid Breżniew. Zachowały się zdjęcia jego i jego rodziny. Jego ojciec nie był szeregowym robotnikiem, lecz dość wysoko wykwalifikowanym specjalistą. Gdy patrzymy na zdjęcie Breżniewów, widzimy przeciętną, burżuazyjną rodzinę.

A czy z Noworosją miał jakieś związki znany działacz rewolucji bolszewickiej, Polak Feliks Dzierżyński?

– Tak, mieszkał przez jakiś czas w Chersoniu. Przeprowadzili się tam na krótko jego rodzice.

Czy Polacy walczyli w szeregach Białych w Noworosji?

– W armii rosyjskiej w czasie I wojny światowej istniało kilka polskich zgrupowań, które miały stać się przyszłą armią nowej Polski w przypadku zwycięstwa Rosji nad Niemcami. Takie same jednostki, tylko z przeciwnej strony, utworzył Piłsudski. Gdy bolszewicy zawarli pokój brzeski, Polacy stanęli przed perspektywą nadejścia Niemców, których uznawali za wrogów. Czerwoni też nie byli dla nich przyjaciółmi. Pojawiła się jeszcze Rada Centralna – Ukraińcy rościli pretensje do ziem, które Polacy uważali za swoje.

W tych warunkach polskie oddziały początkowo wycofywały się przez całą Noworosję, aż nad Don, gdzie powstawał ruch Białych. Następnie przerzucono ich do Odessy, którą opuściły Niemcy i Austro-Węgry, wcześniej znajdujące się tam na mocy pokoju brzeskiego. Odessę kontrolowali Austriacy, których dowódca zastrzelił się, nie mogąc znieść upadku Imperium Habsburskiego. Pochowano go na odesskim cmentarzu.

Potem jako pierwsi pojawili się w mieście Polacy, bo Biali mieli zbyt mało sił, a wojska ententy dopiero zbliżały się do Konstantynopola. Byli pierwszymi, którzy mogli przejąć miasto; formalnie stali po stronie ruchu Białych, chociaż, oczywiście, tak naprawdę stali po swojej własnej stronie. Później, gdy udało się odeprzeć Ukraińców, Odessa pozostała pod kontrolą Białych, w tym Polaków. Biali chcieli, by Polacy zostali z nimi, by razem walczyć z Czerwonymi, lecz Polacy mieli co robić. M.in. brali oni udział w walkach z Ukraińcami o Galicję.

Później stosunki ruchu Białych z Polakami nie układały się najlepiej. Oczywiście, Rosjanie i Polacy mają wobec siebie wiele historycznych pretensji. Lecz jeśli mówimy o Polsce i Białych w Noworosji, Siłach Zbrojnych Południa Rosji, następnie Armii Rosyjskiej barona Wrangla, to tych pretensji więcej jest po stronie rosyjskiej.

Piłsudski zachowywał się tu dość cynicznie. Był moment, gdy Denikin chciał iść na Moskwę. Gdyby Piłsudski uderzył w tym czasie na zachodzie, bolszewicy mogli przegrać. On jednak nie był zainteresowany odbudową państwowości rosyjskiej, choć przecież Polsce już wcześniej zagwarantowano odzyskanie niepodległości. Być może na jej czele stanąłby któryś z Romanowów. Polska nie byłaby w dotychczasowym kształcie po I wojnie światowej w przypadku zwycięstwa Rosji.

Piłsudski jednak sądził, że lepiej utrzymać przy władzy na Kremlu bolszewików, bo wszyscy rozumieli, że to ruch marginalny. Kwestie te rozważała również ententa, szczególnie Anglicy. Zachowanie Polaków w 1919 i 1920 roku… Oni sami wtedy mocno ryzykowali, bo przecież „cudu nad Wisłą” mogło w ogóle nie być; wojna to rzecz, którą trudno przewidzieć. Polacy mogli ponieść historyczną klęskę, ale mieli szczęście.

Można tu wspomnieć o jeszcze jednym obrazie historyczno-literackim. Przyjacielem wspomnianego już pisarza, Oleszy, był jeszcze bardziej znany od niego w przyszłości pisarz radziecki, Walentin Katajew. Podczas wojny domowej walczył on w szeregach Białych i w 1920 roku aresztowany został przez czekistów. Katajewa i jego młodszego brata oskarżono o to, że brali udział w organizacji podziemnej, która planowała wspieranie wojsk Wrangla w ich desancie z Krymu. Jednocześnie służby wykryły „polską organizację”, która liczyła na to, że Odessę spod władzy bolszewików wyzwolą wojska polskie. Jak wiemy, tak się nie stało i przez lata władzy radzieckiej polska diaspora w Noworosji praktycznie przestała istnieć.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Mateusz Piskorski

Dr Aleksandr Wasiliew (ur. 1978 w Odessie) – historyk, wykładowca Odesskiego Uniwersytetu Narodowego (2001-2014), radny miejski Odessy (2010-2014). Po 2014 r. prześladowany przez SBU, zajmował się dziennikarstwem, w tym w Doniecku. Od 2018 r. redaktor działu Historia portalu Ukraina.ru.

https://myslpolska.info/ – https://myslpolska.info/2023/02/11/bez-polakow-nie-byloby-noworosji/

Ordynacja wyborcza a podziały społeczne i narodowa spójność. Dawne wypowiedzi… Morawieckiego zrealizowane: Negatywna selekcja polityczna i polityczny awans miernot.

Ordynacja wyborcza a podziały społeczne i narodowa spójność. Dawne wypowiedzi… Morawieckiego.

Negatywna selekcja polityczna i polityczny awans miernot

Wojciech Błasiak, ekonomista i socjolog, dr nauk społecznych,

http://jow.pl/ordynacja-wyborcza-a-podzialy-spoleczne-i-narodowa-spojnosc/

Rzecz o wpływie proporcjonalnej ordynacji wyborczej do Sejmu na życie polityczne we współczesnej Polsce

Ordynacja wyborcza do parlamentu określa sposób wybierania posłów (i ewentualnie również senatorów) przez wyborców. Określa kto i na jakich warunkach może kandydować, a więc rozstrzyga o treści biernego prawa wyborczego obywateli. Określa równocześnie kogo i na jakich warunkach można wybierać, decydując o sposobie przeliczania oddanych głosów na mandaty poselskie, a więc rozstrzyga o treści czynnego prawa wyborczego obywateli.

Partyjna oligarchia wyborcza

Ponieważ w Polsce to Sejm, a nie Senat, jest w systemie parlamentarno-gabinetowym rdzeniem władzy politycznej, to ordynacja wyborcza do Sejmu, a nie do Senatu, jest decydująca dla określania ustroju politycznego państwa.

Obecna proporcjonalna ordynacja wyborcza do Sejmu w Polsce odbiera obywatelom ich bierne prawo wyborcze. W przeciwieństwie bowiem do ordynacji większościowej z regułą jednomandatowych okręgów wyborczych, uniemożliwia im indywidualne kandydowanie do Sejmu jako obywatelom właśnie. W ordynacji proporcjonalnej mogą oni kandydować wyłącznie jako przedstawiciele komitetów wyborczych z reguły partii politycznych, a więc wyłącznie za zgodą i akceptacją na ten start liderów i działaczy samych partii politycznych. Jest to złamaniem Konstytucji, która gwarantuje wszystkim obywatelom ich bierne prawo wyborcze do kandydowania.

Obecna proporcjonalna ordynacja wyborcza do Sejmu czyni równocześnie fasadowym czynne prawo wyborcze obywateli. Czynne prawo wyborcze do wybierania swoich przedstawicieli jest bowiem pozorowane aktem głosowania na już wybranych przez władze partii polityczne ich kandydatów. Czynne prawo wyborcze jest więc fasadowe, gdyż obywatel jest zmuszony do wybierania swoich przedstawicieli wyłącznie spośród już wybranych przedstawicieli partii politycznych. Tym samym polscy obywatele nie mają możliwości wybierania swoich kandydatów spośród tych Polaków, którzy chcieliby kandydować.

Tym samym proporcjonalna ordynacja wyborcza do Sejmu tworzy w rzeczywistości polityczny ustrój oligarchii wyborczej, w której to partie polityczne jako instytucje mają monopol na wybór posłów do parlamentu. Tylko bowiem z ich list wyborczych, o składzie osobowym, o którym one same decydują, można zostać wybranym do reprezentowania politycznego wyborców. Wyborcy głosują, ale wybierają tylko spośród już wybranych kandydatów partii politycznych.

Dzięki tej ordynacji posłowie, a w konsekwencji i politycy, nie są bezpośrednio zależni od wyborców. Są bowiem bezpośrednio zależni od władz swoich partii, które ustalają listy wyborcze, decydując o ich losie politycznym. Konsekwencją socjopolityczną jest działanie prawidłowości Fredericka Forsytha w postaci stałej tendencji do korupcji, strukturalnej nieudolności i samowoli polityków, a szerzej przedstawicieli wszelkiej władzy w państwie.

Wynika to z faktu, iż brak bezpośredniej zależności od wyborców, a szerzej społeczeństwa, w sytuacji posiadania władzy w stosunku do tegoż społeczeństwa, rodzi stałe poczucie wyższości i bezkarności. Jest to fundament funkcjonowania miękkiego państwa oligarchicznego, które ma stałą tendencję do korupcji, nieskuteczności i samowoli, aż po anarchię jego aparatów władzy.

Generowanie podziałów socjopolitycznych i ideologicznych

W ordynacji większościowej z regułą JOW o wyborze kandydata decyduje bezwzględna większość wyborców w jego okręgu wyborczym. Kandydaci muszą więc odwoływać się do interesów, aspiracji i ambicji bezwzględnej większości swoich wyborców, czyli do ich większości. Muszą więc formułować programy wyborcze odwołujące się do tej większości, a następnie realizować je w parlamencie. A to oznacza konieczność odwoływania się do tego, co nade wszystko łączy większość i poszukiwania rozwiązywania wspólnych dla tej większości problemów, a redukowania tego, co tę większość w różny sposób dzieli. W konsekwencji zaś oznacza to konieczność poszukiwania wspólnych kompromisów w tych podziałach i różnicach. To wzmacnia spójność socjopolityczną, a w konsekwencji narodową wspólnotę. „… kandydaci i ich sztaby wyborcze – twierdził Mateusz Morawiecki – muszą umieć wypracowywać rzeczywiste kompromisy pomiędzy różnymi, nierzadko przeciwstawnymi sobie grupami społecznymi. Te zaś kompromisy mają dla społeczności danego okręgu (a w efekcie końcowym dla całego społeczeństwa) bardzo pozytywne znaczenie i ukazują zantagonizowanym grupom wspólny cel i wypracowują opcję rozwoju akceptowalną dla większości wyborców” (Mateusz Morawiecki, Jak najlepiej wybierać posłów?, w: Romuald Lazarowicz, Jerzy Przystawa [redakcja], Otwarta księga. O jednomandatowe okręgi wyborcze, Wydawnictwo SPES, Wrocław 1999, s. 92-93)

Rozwiązywanie wspólnych dla większości problemów i tworzenie akceptowalnych przez większość kompromisów staje się z konieczności dla tak wybranych posłów rdzeniem ich praktyki parlamentarnej, bez którego nie zostaliby ponownie wybrani. „Elementem kultury politycznej systemów większościowych – twierdzą D. C. Hallin i P. Mancini – a przynajmniej tych o ugruntowanej tradycji demokracji większościowej – jest zasada, że partie współzawodniczą nie po to, aby uzyskać większy udział we władzy w celu reprezentowania jednego segmentu społeczeństwa, ale w celu reprezentowania całego narodu” (D. C. Hallin, P. Mancini, Systemy medialne. Trzy modele mediów i polityki w ujęciu porównawczym, Wyd. Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2007, s. 51).

W ordynacji proporcjonalnej o wyborze kandydata z listy partyjnej decyduje poparcie dla jego partii i jej liderów określonego segmentu społeczeństwa, jakiejś jego części, jakiegoś jego procentu. Ten segment, ta część, ten procent ogółu jest wyodrębniony poparciem dla danej partii politycznej, która się do jego wyodrębnionych, a różnych od całości społeczeństwa interesów, aspiracji i ambicji odwołuje. W ordynacji proporcjonalnej nie ma odwoływania się do kompromisowych rozwiązań, a interesy wspólne są w istocie neutralne politycznie, gdyż nie służą wzmacnianiu partyjnego i partykularnego elektoratu. Tak więc w tej ordynacji kandydaci list partyjnych odwołują się ostatecznie do tego, co dzieli społeczeństwo, a przynajmniej go różnicuje. I dotyczy to również ich praktyki parlamentarnej. Parlamentarne partie działają zasadniczo na rzecz zwiększania swego partykularnego wpływu w sprawowaniu władzy w państwie, a nie rozwiązywaniu problemów dla całego społeczeństwa.

W ordynacji proporcjonalnej – dowodził M. Morawiecki – tworzą się partie, reprezentujące interesy wąskich grup społecznych. Zasada wyłącznej obrony interesów własnego zaplecza wyborczego (…) jest niejako wbudowana w kampanię wyborczą i przyszły model działania. Kandydaci nie mają bodźca do wypracowania kompromisów z innymi grupami interesów. W ten sposób model ordynacji proporcjonalnej przyczynia się do dezintegracji i atomizacji społeczeństwa” (M. Morawiecki, s. 93).

Tak więc ordynacja proporcjonalna generuje podziały socjopolityczne i ideologiczne w społeczeństwo na potrzeby partii politycznych. Partie polityczne są obiektywnie zainteresowane utrzymywaniem, a nawet pogłębianiem tych podziałów socjopolitycznych i ideologicznych, które utrzymują i scalają ich segmentowe elektoraty wyborcze. To ostatecznie prowadzi do osłabiania więzi narodowych i stale deformuje życie polityczne społeczeństwa i destabilizuje procesy rządzenia i administrowania państwem.

W przypadku Polski mamy do czynienia z tworzeniem się nowych podziałów socjopolitycznych w oparciu o różnice ideologiczne czy tylko etyczne. Takim klasycznym tego przykładem jest stałe wykorzystywanie różnicy stosunku do aborcji, jako generującego podziały socjopolityczne. Do tworzenia nowych podziałów, wokół których można stworzyć nowy segment elektoratu wyborczego wykorzystywane są wręcz koniunkturalne napięcia społeczne, które generuje się i utrwala. Takim przykładem była katastrofa smoleńska czy jest obecny spór wokół reformy sądownictwa. To dodatkowo rozbija spójność społeczną i narodową oraz dezintegruje życie nie tylko polityczne, ale i całość życia społecznego.

Ma to szczególnie negatywny wpływ na praktykę funkcjonowania parlamentu i jakość jego pracy, podobnie jak i na jakość rządzenia. „Nie jest rolą członka parlamentu reprezentować wyborców tak, jakby byli losową próbką ludzi – pisał kanadyjski filozof polityku John T. Pepall – I nie jest rolą rządu służyć ludziom podzielonym ze względu na ich poglądy czy interesy, problemy czy kultury, płeć czy grupy wiekowe i tak dalej. Rząd musi działać na rzecz wspólnych interesów i spraw publicznych ludzi. Członkowie parlamentu muszą koncentrować się na wspólnym dobru i muszą próbować reprezentować wyborców we wspólnych sprawach, a nie tak jak oni mogą być podzieleni” (John T. Pepall, Laying the Ghost of Electoral System, Canada’s Faunding Ideas Series, September 2011, s. 3).

Partiokracja i oligarchie partyjne

W ordynacji większościowej to poseł jest reprezentantem wyborców, gdyż jest od nich bezpośrednio zależny i przez nich bezpośrednio oceniany. Zależność zaś posła od jego partii jest tylko pośrednia. Ostateczny los posła jest bowiem w rękach wyborców, a nie w rękach władz partii. W konsekwencji partie polityczne są formami stowarzyszeń politycznych o konfederacyjnym charakterze, opartym na szerokich kompromisach i uzgodnieniach pomiędzy tworzącymi je grupami politycznymi. Władze partii są bezpośrednio pochodną władzy reprezentacji parlamentarnej i ich liderów.

Obowiązkiem posła tak wybieranego, ocenianego i rozliczanego politycznie jest reprezentowanie ogółu wyborców swojego okręgu, gdyż został wybrany bezwzględną większością głosów wyborców tego okręgu. Poseł jest „osobiście odpowiedzialny przed ludźmi”, jak to ujął Karl Popper (Karl Popper, O demokracji, w: R. Lazarowicz, J. Przystawa…, s. 17). Ta osobista odpowiedzialność jest zagwarantowana faktem, iż jest on jedynym przedstawicielem wyborców w ich relatywnie małym, bo kilkudziesięciotysięcznym okręgu wyborczym.

Sytuacja ulega całkowitej zmianie przy wyborze posła w ordynacji proporcjonalnej. „Wszystko to jest zniesione – twierdził K. Popper – jeżeli konstytucja jakiegoś państwa zawiera postanowienie o reprezentacji proporcjonalnej. Albowiem przy obowiązywaniu tej zasady kandydat zabiega o wybór wyłącznie jako przedstawiciel partii, niezależnie od sformułowania konstytucji. Jego wybór jest wyborem głównie, jeśli nie wyłącznie, pewnej partii, do której kandydat należy. Jego zatem podstawowa lojalność dotyczy partii i ideologii partyjnej, nie zaś ludzi (z wyjątkiem może przywódców partyjnych)” (K. Popper…, s. 18)

Dlatego w ordynacji proporcjonalnej poseł jest nade wszystko reprezentantem partii politycznej, gdyż jest od niej bezpośrednio zależny, jest przez nią oceniany i rozliczany. Jego los polityczny jest całkowicie zależny od decyzji władz partii. To te władze decydują, czy wystartuje on w wyborach parlamentarnych oraz zasadniczo przesądzają o jego szansach wyborczych, decydując o kolejności jego miejsca na partyjnej liście wyborczej.

Tak wybrany poseł jest natomiast tylko pośrednio zależny od wyborców, będąc znacząco anonimowy wśród wielości posłów w kilkusettysięcznym okręgu wyborczym. Nawet w sytuacji osobistej kompromitacji w danym okręgu wyborczym, zawsze może zostać wystawiony na liście partyjnej w innym okręgu wyborczym, w którym jest nieznany.

Ordynacja proporcjonalna całkowicie zmienia charakter i formułę partii politycznych w stosunku do partii w ordynacji większościowej. „Przede wszystkim reprezentacja proporcjonalna nadaje partiom (nawet jeśli dzieje się to tylko pośrednio) status konstytucyjny – twierdził K. Popper – którego w innym przypadku nie dostąpiłyby. Albowiem nie mogą już wybierać osoby, której powierzam reprezentowanie mnie – wybierać mogę jedynie pewną partię. Ludzie zaś, którym wolno reprezentować tę partię, wybierani są wyłącznie przez tę partię. O ile ludzie i ich opinie zawsze zasługują na największe poszanowanie, o tyle opinie przyjmowane za obowiązujące przez partie (które są typowymi narzędziami osobistego awansu i władzy, ze wszystkimi związanymi z tym możliwościami intryg) nie powinny być utożsamiane ze zwykłymi ludzkimi poglądami. Są one bowiem ideologiami” (K. Popper… s. 17).

Partie polityczne w ich statusie konstytucyjnym monopolizują podmiotowość polityczną i uzyskują oligarchiczną władzę w państwie. Nikt poza ich decyzjami nie może wejść na scenę polityczną państwa. Żaden polityk, żadne środowisko polityczne i żadna grupa polityczna nie jest w stanie funkcjonować politycznie na poziomie państwa poza partiami politycznymi. Państwo zaś jest w konsekwencji łupem wyborczym samych partii po wygranych wyborach parlamentarnych.

Tworzy to system partiokracji, w którym jedynie partiom politycznym przysługuje pełna podmiotowość polityczna w państwie, włącznie z wyłącznością na realizację obywatelskich praw wyborczych w postaci biernego i czynnego prawa wyborczego. To partie polityczne, a nie obywatele de facto kandydują i są wybierane oraz to one wybierają tych, na których potem głosują wyborcy.

Są to wszakże partie, które nie mają charakteru stowarzyszeniowego i konfederacyjnego, lecz mają charakter zorganizowanej grupy politycznego interesu. Są grupami politycznego interesu, których celem jest udział we władzy państwowej dla realizacji interesów swych członków. Są równocześnie zorganizowane oligarchicznie, gdyż pełnia władzy nad posłami, a szerzej partyjnymi politykami, spoczywa w rękach zwykle nielicznego kierownictwa partyjnego, zwykle z wyraźną koncentracją władzy partyjnej w rękach jednego lidera (wręcz na podobieństwo wojskowego wodza otoczonego partyjnym dworem). Ta oligarchiczna, aż po wodzowską partyjna władza wynika z prawa do ustalania i wystawiania list wyborczych, a więc decydowania kto i z jakimi szansami może zostać posłem, a tym samym politykiem.

W tym systemie partiokracji wprowadzane są do życia politycznego państwa, a również życia społecznego, nowe podziały i zróżnicowania polityczne, wynikające wyłącznie z funkcjonowania partii politycznych i ich walki o władzę w państwie. Życie polityczne państwa zostaje zdominowane przez interesy partyjne. W przypadku zaś Polski dyskurs zaś publiczny został całkowicie zdominowany dyskursem międzypartyjnym, który w większości nie ma bezpośredniego czy wręcz żadnego związku z realnymi problemami kraju. Został stworzony wyłącznie z powodu systemu partiokracji.

Ponieważ w ordynacji proporcjonalnej wyborcy głosują na medialne wizerunki partii politycznych i ich liderów, system medialny staje się kluczowym podsystemem politycznym. Media zaś funkcjonują wręcz jako ośrodki władzy politycznej, gdyż uzyskują dzięki tej ordynacji możliwość bezpośredniego wpływu na wynik wyborów parlamentarnych, a nawet o nich mogą przesądzać. W wypadku Polski daje to możliwość bezpośredniego zagranicznego ingerowania przez niemiecki (prasa, portale internetowe i radio RFM) i amerykański (telewizyjny koncern TVN) kapitał medialny w wyniki wyborów parlamentarnych.

Negatywna selekcja polityczna i polityczny awans miernot

W ordynacji większościowej wybory wygrywa w kilkudziesięciotysięcznym okręgu wyborczym tylko jeden poseł. Partie polityczne są zmuszone do bardzo starannej selekcji najlepszych kandydatów, którzy zagwarantują im wysokie szanse na zwycięstwo wyborcze. Głosuje się bowiem nade wszystko na osoby kandydatów, a ich partyjność jest rzeczą choć istotną, to wtórną. Poza tym zawsze można zostać posłem niezależnym i bez szyldu partyjnego, co każdorazowo dokumentują wybory w Wielkiej Brytanii.

Kandydat na posła w ordynacji większościowej musi mieć kompetencje do przeprowadzenia skutecznej kampanii wyborczej, opartej nade wszystko na bezpośrednich i osobistych relacjach z wyborcami. Jest przez nich dzięki temu bezpośrednio oceniany i sprawdzany, w zakresie kompetencji merytorycznych i społecznych. Kandydat musi wręcz wykazywać minimalne cechy przywódcze, dzięki którym zostanie politycznym liderem dla bezwzględnej większości swoich wyborców. A zatem wykazywać się minimalną choćby misyjnością polityczną, odpowiedzialnością polityczną i etyką polityczną. „Selekcja w głównych dużych partiach – pisał na przykładzie Wielkiej Brytanii Tomasz J. Kaźmierski – jest procesem długotrwałym, gdyż partie nie mogą sobie pozwolić na wystawienie kogoś, kto nie będzie w stanie przekonać do siebie wyborców w konkurencji z innymi kandydatami. Wybory są przecież wolne, bo każdy może w nich stanąć, inne partie też szukają jak najlepszego kandydata, partia przegrywała nawet w tzw. pewnym okręgu, a mandat zdobywał kandydat niezależny” (Tomasz J. Kaźmierski, Przedwyborcza selekcja kandydatów partyjnych w UK, „Biuletyn Informacyjny Ruchu na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych” 2009, nr 31 (11 listopada), s. 6).

W ordynacji proporcjonalnej, w której kampanię wyborczą w kilkusettysięcznych okręgach wyborczych rozgrywa się medialnie i wizerunkowo, osobowości kandydatów są nieistotne, a przynajmniej mało istotne. Głosy oddaje się bowiem na medialne wizerunki partii politycznych i ich liderów. Wyborcy nie są w stanie rozpoznać kilkudziesięciu kandydatów różnych partii, a nawet zapoznać się z kilkunastoma kandydatami jednej partii. Kandydaci pozostają w dużym stopniu anonimowi. Pozwala to partiom politycznym na wystawianie kandydatów spośród wyłącznie własnych politycznych środowisk partyjnych, co drastycznie ogranicza proces selekcji przedwyborczej. Równocześnie najważniejszym kryterium selekcji staje się lojalność wobec kierownictwa partii. „Kierownictwo partyjne zaś – dowodził F. Forsyth – raczej nie wysunie kogoś, kto nie będzie bezwarunkowo posłuszny partii i lojalny wobec partii bez najmniejszych wątpliwości. W grę wchodzi zresztą także lojalność wobec własnej kariery, gdyż posłuszeństwo jest kluczem do otrzymanie dobrze rokującego miejsca na liście. W ten sposób wodzowie zawłaszczyli sobie aparat partyjny, który przeszedł na ich osobisty użytek. Mamy więc władzę trwałą i absolutną. A władza trwała i absolutna prowadzi do przekazywania sobie pieniędzy w Szwajcarii” (Frederick Forsyth, O arogancji i korupcji władzy, „Die Woche”, 21.01.2000, za: „Forum”, 6.02.2000).

Jest to prawidłowość tworząca negatywną selekcję do partyjnych grup parlamentarnych, a dalej do partyjnych grup władzy w państwie. Posłowie, którzy byliby czy są lojalni wobec nade wszystko wyborców i nie okazują ścisłej lojalności wobec kierownictwa partii, są po prostu eliminowani z partyjnych list w kolejnych wyborach. W ten sposób tworzono bowiem prawidłowość wybierania do polskiego Sejmu „miernych, biernych, ale wiernych”. Aż po obecny poziom miernot politycznych. Jest to widoczne w perspektywie 30 lat w postaci całkowitego wyeliminowania już od III kadencji Sejmu lat 1997-2001 posłów zdolnych do tworzenia i przeprowadzania ustaw poselskich niezależnych czy wręcz niewygodnych dla kierownictwa swojej partii.

A ponieważ wynik wyborczy zależy od procentu zdobytych głosów przez całą listę, w Polsce posłami zostają ludzie nawet o wyjątkowo niskim poziomie merytorycznym, ideowym i etycznym po otrzymaniu indywidualnie nawet niewielkiej liczby głosów. W ordynacji większościowej nigdy nie zostaliby parlamentarzystami. Ich niska jakość zostałaby rozpoznana publicznie przez wyborców. W ordynacji proporcjonalnej zaś kryją się za anonimowością listy wyborczej, a wybrani zostają niewielką ilością głosów.

W Polsce, po 30 latach trwania tej negatywnej selekcji mamy teraz do czynienia z powszechnym już awansem miernot politycznych do Sejmu, a w skrajnej postaci z awansem wręcz hołoty politycznej, pozbawionej w swych grupowych zachowaniach podstawowych norm etycznych, ideowych i intelektualnych. Drastycznie niski poziom dyskursu politycznego, acz i publicznych zachowań politycznych, zarówno w polskim parlamencie, jak i mediach, jest tego dobitnym dowodem.

Skutkiem jest wręcz całkowite wyjałowienie merytoryczne i ideowe dyskursu międzypartyjnego. Dowodzi tego całkowicie bezprogramowa i bezideowa kampania wyborcza w tegorocznych wyborach parlamentarnych. I taki właśnie bezprogramowy i bezideowy jest obecnie polski parlament. Oznacza to pogłębianie negatywnego przywództwa państwowego i narodowego, ze wszystkimi tego trudnymi do przewidzenia w przyszłości skutkami.

Można wszakże przewidywać narastający chaos życia politycznego w Polsce i możliwe przesilenie, nawet w wyniku pojawienia się relatywnie niewielkiej nowej, a ożywczej siły politycznej.

Można przewidywać bowiem, zgodnie z matematyczną teorią katastrof, wystąpienie politycznego „efektu motyla”, gdy pojawienie się nowej a niewielkiej i antysystemowej siły politycznej, może wywołać huragan polityczny w coraz bardziej chaotycznym systemie politycznym Polski. I zachęcam Ruch Obywatelski na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych do wystąpienia w roli politycznego „motyla”.

11 grudnia 2019

Kto jest na liście proskrypcyjnej FBI jako „radykalny tradycyjny katolik”. I dlaczego.

Kto jest na liście proskrypcyjnej FBI jako „radykalny tradycyjny katolik”. I dlaczego.

E.Michael Jones


https://www.unz.com/ejones/how-i-landed-on-the-fbi-hit-list-targeting-radical-traditionalist-catholics/

W ciągu kilku godzin po opublikowaniu  notatki, która „wyciekła” z biura FBI w Richmond, a była  wymierzona w „radykalnych, tradycjonalistycznych katolików”, Tucker Carlson włączył się do akcji, rozpoczynając atak na FBI, twierdząc, że próbowali oni „sfabrykować przestępstwa przeciwko świadomym katolikom”. „Karta Praw”, kontynuował Carlson, „uniemożliwia rządowi wtrącanie się w kwestie religijne. Rząd nie ma prawa decydować, czy twoja religia jest dobra czy zła…. Jednak FBI zdecydowało, że jeśli jesteś zbyt dosłowny w kwestii katolicyzmu, jesteś przestępcą.”[1]Jak już wielokrotnie wspominałem, Tucker Carlson jest jedynym przedstawicielem mediów głównego nurtu, który zbliża się do uprawiania dziennikarstwa w jakimkolwiek prawdziwym znaczeniu tego słowa. Jego analiza była dobrym, z protestanckiego punktu widzenia,  ujęciem sprawy, ale potem  do pracy zabrali się spin doktorzy. Charlie Kirk, odpowiedzialny za Turning Point USA, ogłosił, że „FBI zostało właśnie przyłapane na planowanym ataku na katolików, którzy uczestniczą w łacińskich mszach, używając legislacji skierowanej przeciwko „mowie nienawiści” jako uzasadnienia do traktowania ich jako wrogów państwa”. KGB nie zniknęło. Po prostu skłonili FBI do przyjęcia ich taktyki[2]”.Manipulacja polegała na sztuczce, która pozwoliła Kirkowi zmienić „radykalnych, tradycjonalistycznych katolików”, jak było w raporcie, na „katolików, którzy uczestniczą w [łacińskiej] mszy”, co było kategorią wymyśloną przez Kirka,  celem przekształcenia narracji w konflikt wewnątrz-katolicki na gruncie liturgii.

Kirk jest beneficjentem  żydowskiej fundacji braci Koch i jako taki jest opłacany za wpychanie  debaty w łatwe do opanowania, ale nieistotne, ramy konserwatyzmu. Pod tym względem,  Kirk jest podobny do Bena Shapiro, który używa Daily Wire do zarządzania ruchem Prawo do Życia, usuwając przy okazji wszelkie wzmianki o tym, że aborcja jest podstawową wartością żydowską. Timothy Gordon poszedł w jego ślady, kiedy zatweetował, że „FBI wzięła na cel katolików uczęszczających na tradycyjną mszę łacińską”[3].W tym momencie, temat tradycyjnej Mszy, zaczął żyć własnym życiem:FBI uważa, że w katolikach, którzy preferują mszę łacińską, zadomowił się „biały supremacjonizm”, donosi Kyle Seraphin na UncoverDC.

Biuro FBI z Richmond w Wirginii,  wysnuło swoje wnioski ze skompromitowanego raportu Southern Poverty Law Center(SLPC), który został zacytowany w biuletynie FBI. W istocie, katolicy, którzy preferują mszę łacińską, a którzy są klasyfikowani przez FBI jako „radykalni-tradycjonalistyczni katolicy”, są przedstawiani jako  „przywiązani do ideologii „białej supremacji”, antysemityzmu, anty-LGBTQ oraz jako przeciwnicy imigracji”. Autor biuletynu klasyfikuje tradycyjnych katolików jako ” charakteryzujących się odrzuceniem II Soboru Watykańskiego.”[4]Temat Mszy łacińskiej nie pojawił się jednak w dokumencie stworzonym przez SPLC, a który był bezpośrednią przyczyną całego rejwachu. Dokument ten, owszem,  wspomina o „radykalnych tradycjonalistycznych katolikach”, ale tylko jako o części większej grupy, którą określili jako „parszywą dwunastkę”, zbiorowisko, która nie ma żadnej wewnętrznej spójności i żadnego wspólnego mianownika. Taka grupa pojawiła się tylko w umyśle  Heidi Beirich, aktywistki SPLC, która skompilowała listę w 2007 roku.Spojrzenie na oryginalną „parszywą dwunastkę”, opublikowaną przez SPLC, pokazuje, że msza łacińska wcale nie była brana pod uwagę przy tworzeniu listy.

Z załącznika D notatki FBI, która została sklasyfikowana jako „do użytku wewnętrznego FBI”,  dowiadujemy się, że Southern Poverty Law Center zdefiniowało Katolickie Grupy Nienawiści w Stanach Zjednoczonych jako „Radykalny Tradycyjny Katolicyzm”, termin wymyślony przez Marka Shea, ale słowem nie wspomina się tam o Mszy łacińskiej. Zamiast tego, SPLC zdefiniowało tę grupę, podając listę organizacji, które w niej uczestniczą. Lista obejmowała:- Catholic Apologetics International (Greencastle, Pennsylvania), która jest inicjatywą Roberta Sungenisa,  zajmuje się Pismem Świętym i teologią i nie ma nic wspólnego z Mszą łacińską. Co więcej, żadna z jego 50 książek lub setek artykułów w ciągu 30 lat nie odnosiła się do Mszy łacińskiej.- Catholic Family News, portal, który rozpoczął swoją działalność się jako część inicjatywy Ojca Grunera w Kanadzie, który również znalazł się na liście FBI jako Krzyżowiec Fatimski, a nazwa mówi sama za siebie. Gruner jest znanym  promotorem Fatimy. Odprawiał nielegalnie  mszę łacińską w South Bend pod auspicjami Fundacji Świętego Józefa, która była częścią oryginalnej listy, ale zniknęła tajemniczo z listy rozpowszechnianej przez FBI.- Chrystus albo Chaos (Corsicana, Texas)- W Duchu Chartres, grupa, która prawdopodobnie znalazła się na liście, ponieważ jest prowadzona przez matkę Johna Sharpe’a, oficera marynarki wojennej, który naraził się SPLC za opublikowanie antologii atakującej neokonów za zaangażowanie Ameryki w wojnę w Iraku.

– The Remnant, która jest tradycjonalistyczną gazetą prowadzoną przez rodzinę Matt z Paul, Minnesota. Inna gałąź rodziny prowadzi The Wanderer, który zawsze był charakteryzowany jako konserwatywny, a nie tradycjonalistyczny, ponieważ nie popierali Abp. Lefebvre- Niewolnicy Niepokalanego Serca Maryi, grupa z Feeneyite w New Hampshire- Tradition in Action, która jest sztandarową komórką Tradition, Family, and Property, antykomunistycznej grupy z Brazylii.Zapomniałem dodać jeszcze jedną „grupę nienawiści”, a mianowicie magazyn Culture Wars. Culture Wars to magazyn, a nie „grupa”, a tym bardziej „grupa nienawiści”, co jest głównym powodem stworzenia listy, która nie ma żadnej wewnętrznej spójności.

Jeśli SPLC było zainteresowane atakiem na Mszę łacińską, powinni byli uwzględnić Bractwo Kapłańskie Św. Piusa X i grupę, która oderwała się od SSPX w 1988 roku, Bractwo Kapłańskie Św. Piotra, ponieważ są to dwie główne grupy, które odprawiają Mszę łacińską. Obie grupy jednak,  zostały pominięte na liście SPLC.Oznacza to, że Msza łacińska nie jest najwyraźniej wspólnym mianownikiem łączącym powyższą listę. W rzeczywistości, ta lista nie ma żadnego wspólnego mianownika. Kiedy lista została ujawniona, ludzie na niej umieszczeni byli zszokowani odkryciem, że SPLC wrzuciło ich do jednego worka. Swego czasu, Culture Wars opublikowało artykuły atakujące Grunera jako oszusta, który wyłudzał pieniądze od wdów i sierot za pomocą swojej przerażającej interpretacji orędzia fatimskiego. Gruner zareagował nazywając E. Michaela Jonesa „krypto-żydem”. Epitet ten nabrał ironicznego wydźwięku po opublikowaniu książki The Jewish Revolutionary Spirit (Żydowski duch buntu).

Na liście FBI zabrakło Chrisa Ferrary, który był oburzony tym, że został włączony do grona ludzi takich jak ja, i usunął się z listy, prawdopodobnie za pomocą groźby wytoczenia procesu.”Parszywa dwunastka” była, innymi słowy, kategorią umysłową, która nie miała żadnego związku z rzeczywistością. Nie chodziło o Mszę łacińską, która nigdy nie została wymieniona; nie było żadnego wspólnego mianownika.O co więc chodziło? Chodziło o mnie. SPLC stworzyło wyimaginowany ruch, aby nadać wagę swojemu twierdzeniu o istnieniu niebezpiecznego spisku, podczas gdy w rzeczywistości wyjaśnienie było o wiele prostsze. Lista powstała w umyśle Heidi Beirich, wówczas pracownika SPLC, która pojawiła się na uroczystości żałobnej poświęconej Samowi Francisowi, która odbyła się w Press Clubie w Waszyngtonie, kilka tygodni po jego śmierci. Chodziło o to, aby zdemaskować zebrany tam tłum rzekomych konserwatystów jako bandę białych rasistów.

Zamiast tego usłyszała, jak wysadzam w powietrze narrację rasową, wprowadzając kategorie teologiczne, które wyłożyłem w książce The Jewish Revolutionary Spirit.Sam Francis urodził się na Południu w 1947 roku i  rozpoczął swoją karierę jako konserwatysta w National Review, specjalizując się w myśli byłego marksisty i kolegi z NR, Jamesa Burnhama. Francis uważał, że jedynym sposobem na odebranie władzy elitom menedżerskim, które według Burnhama przejęły władzę w kraju, jest zmobilizowanie tego, co nazywał Środkowo-amerykańskimi Radykałami. William F. Buckley, rozgniewany tym, że ktoś podkopuje jego terytorium, pojawił się w biurze „Washington Times” i zażądał zwolnienia Francisa. W tym momencie Sam przestał być konserwatystą i przeszedł kryzys tożsamości, z którego wyszedł jako „biały chłopiec”.W ramach swojej nowo odkrytej tożsamości rasowej, Francis zaprosił założyciela Frontu Narodowego Johna Tyndalla do wygłoszenia w Waszyngtonie wykładu na temat chwalebnego dziedzictwa „białych chłopców”, który zawierał pean na cześć elżbietańskiej Anglii.

W tym momencie, moje oczy spotkały się z oczami Gerry’ego Bruena, innego katolika, i ta sama myśl przeszła przez nasze umysły jednocześnie. Czyż elżbietańska Anglia nie była miejscem, gdzie katoliccy księża byli wieszani, a następnie patroszeni za odprawienie Mszy? Jeśli tak, to dlaczego katolicy chcieliby być biali? To mając na myśli, Gerry zapytał Tyndalla, czy Irlandczycy są biali, co wywołało pogardliwe: „Oczywiście, że Irlandczycy są biali. Moja matka jest Irlandką”. W tym momencie Sam Francis zaskoczył swojego gościa z Anglii pytaniem „Czy żydzi są biali?”, zmuszając Tyndalla do przyznania „Nie wiem”.Swoje wystąpienie w Press Clubie rozpocząłem od próby odpowiedzi na to pytanie w świetle badań, które wówczas prowadziłem, a które ostatecznie ujrzały światło dzienne w postaci książki; „The Jewish Revolutionary Spirit”. Próbując odpowiedzieć na to pytanie, doprowadziłem do „wysadzenia w powietrze” całego spotkania. Przeczuwając, że nowe kategorie, które zaproponowałem, mogą spowodować koniec świata, jaki znali, Tyndall zawołał: „Aresztują nas wszystkich”. Peter Brimelow odpowiedział twierdząc, że lubi elżbietańską Anglię, sugerując oczywiście, że chciałby również zobaczyć mnie powieszonego, a następnie  poćwiartowanego i utopionego. Kobieta, której imię zapomniałem, powiedziała ekipie C-Span, która  filmowała przebieg obrad, aby zniszczyła nagranie i opuściła budynek.Ale to był dopiero początek. Oprócz wypowiedzenia słowa „żyd”, przeszedłem do stwierdzenia, że Sam porzucił swoją tożsamość „białego chłopca”,  przechodząc na katolicyzm na łożu śmierci, co wywołało protesty ze strony „białych chłopców”, którzy uczestniczyli w jego pogrzebie. Sam Dickson był gotów mnie zlinczować i byłby rzucił się na podium, gdyby nie fakt, że moja żona, która siedziała wtedy obok niego, groźnie wymachiwała parasolką. Paul Gottfried, który mógłby nam powiedzieć, czy żydzi są biali czy nie, podszedł do mnie po moim wystąpieniu i powiedział: „Nie mogę uwierzyć, że wygłosiłeś ten wykład”, mimo że wysłałem mu wcześniejszą kopię wystąpienia jako wskazówkę, że zamierzam to zrobić.Nie trzeba dodawać, że wszystko to wywarło głębokie wrażenie na Heidi Beirich, która mogła z bliska obserwować  burzenie konserwatywnych i rasowych kategorii, czego właśnie dokonałem. Zamiast okrzyknąć mnie antyrasistowskim krzyżowcem i przytulić mnie na oczach oburzonych „białych chłopców”, Beirich opisała mnie w biuletynie SPLC jako „czerwonego ze złości krzykacza”, nie mając najmniejszego pojęcia o tym, co właściwie powiedziałem, ani o tym, jak wysadziłem w powietrze ukochaną narrację rasową SPLC poprzez przywołanie katolickich kategorii teologicznych. Żydzi mogą być lub nie być biali, ale źródło żydowskiej tożsamości nie jest rasowe; jest teologiczne i czysto negatywne.

Żydzi stali się buntownikami, kiedy wezwali do ukrzyżowania Wcielonego Logosu, i to stało się  jądrem ich tożsamości do dnia dzisiejszego.To właśnie w tym momencie w umyśle Heidi uformowała się teza „radykalnego tradycyjnego katolicyzmu”. Jak już wykazałem, nie miało to nic wspólnego z Mszą łacińską. Miało to związek z otwarciem przeze mnie nowego frontu w wojnach kulturowych poprzez ujęcie kwestii żydowskiej w kategoriach religijnych, a nie rasowych, czyli takich, jakich biali chłopcy zwykli używać za zamkniętymi drzwiami, a Tom Fleming zwykł usuwać z każdego artykułu Sama Francisa, który ukazywał się w Chronicles, okręcie flagowym paleo-konserwatyzmu. Wabienie białych rasistów stało się chlebem powszednim SPLC i niezawodnym sposobem na pozyskanie pieniędzy od ich w dużej mierze żydowskich sponsorów, od czasu, gdy udało im się wygrać proces przeciwko amerykańskim nazistom, co zaowocowało znacznymi odszkodowaniami finansowymi. Dlaczego więc nie wykorzystać do tego katolików, których żydzi nienawidzą tak samo lub nawet bardziej od nazistów, by zebrać jeszcze więcej pieniędzy? Oczami wyobraźni widzę tę myśl formującą się w przegrzanym umyśle Heidi.Moje wystąpienie zmieniło to wszystko, przekształcając wewnętrzną strukturę wojen kulturowych. Ten konflikt nie był walką między liberałami a konserwatystami (lub między neokonami a paleokonami, jak próbował to przedstawić Tom Fleming w „Chronicles”), ani też nie był walką między czarnymi i białym, jak próbował to przedstawić Sam po tym, jak Buckley wyrzucił go z synagogi znanej jako konserwatyzm. Z pewnością nie była to walka pomiędzy zwolennikami Mszy łacińskiej a FBI, organizacją złożoną prawdopodobnie z wiernych Novus Ordo. Nie, była to bitwa katolicko-żydowska i pozostaje nią do dziś. Nie powinno to dziwić, ponieważ jak każdy kto przeczytał „The Jewish Revolutionary Spirit” może zaświadczyć, cała historia ludzkości jest katolicko-żydowską bitwą toczoną pomiędzy potomkami tych Żydów, którzy przyjęli Jezusa Chrystusa jako Wcielony Logos, a żydami którzy go ukrzyżowali i tym samym stali się buntownikami.We wszystkich relacjach dotyczących wspomnianej notatki brakowało wzmianki, że żydzi przejęli FBI na długo przed pojawieniem się SPLC na scenie. J. Edgar Hoover, założyciel FBI, był notorycznym szantażystą.

Kiedy Hoover zagroził śledztwem seksuologowi Alfredowi Kinseyowi, za jego przestępcze działania, które były integralną częścią jego historii płci, Kinsey, aby uniknąć oskarżenia, złożył się jak scyzoryk i przekazał Hooverowi swoją poufną dokumentację medyczną. Dokumenty Kinseya wspaniale uzupełniały kolekcję Hoovera, ponieważ, jak twierdzi Eustace Mullins:…zawierały szczegóły seksualnych i finansowych grzeszków każdego prominentnego polityka w Stanach Zjednoczonych. Obawiano się zarówno tego, czego nie zawierały, jak i tego, co rzeczywiście zawierały, ponieważ każdy polityk miał powody, by obawiać się, że podsłuchy i zdjęcia jego najbardziej nikczemnych chwil życia znajdują się w Czarnej Szafie Hoovera. W wyniku tej kampanii J. Edgar Hoover został dożywotnim dyrektorem Biura, mimo że każdy prezydent od czasów FDR przysięgał, że się go pozbędzie.[5].Aby skutecznie przeprowadzić taką operację, szantażysta, podobnie jak żona Cezara, musi być poza wszelkimi podejrzeniami. Niestety, tak nie było w przypadku J. Edgara Hoovera. W pewnych (tzn. żydowskich) kręgach Hoover był znany jako notoryczny homoseksualista, co czyniło go podatnym na ten sam szantaż, którego dopuszczał się wobec innych. Hoover był na tyle potężny, że potrafił nie tylko przejąć Kinseya ale trzymać w ryzach każdego prezydenta USA.

Nie mógł się jednak równać z Meyerem Lanskym, żydem, który był bankierem mafii, oraz Ligą Antydefamacyjną(ADL), która służyła mu jako  pralnia pieniędzy.  Lansky i ADL złożyli Hooverowi propozycję nie do odrzucenia.Edgar Hoover nieoficjalnie abdykował jako szef FBI i pozwolił terrorystom z ADL przejąć organizację, którą zbudował z niczego, ponieważ ADL nie dała mu innego wyboru. Mógł albo zgodzić się, by jego życie osobiste przestało być tajemnicą dla amerykańskiej opinii publicznej, wraz z fotografiami, oświadczeniami i inną dokumentacją, albo mógł kontynuować pracę jako nominalny szef FBI (z nowym asystentem dyrektora FBI, żydem, odpowiedzialnym za działania operacyjne). J. Edgar Hoover zdecydował się ulec szantażowi ADL, ponieważ zbyt wiele razy sam używał narzędzia szantażu wobec innych, by nie być świadomym jego niszczących konsekwencji w przypadku odmowy współpracy. Od tej pory, FBI stało się ramieniem ADL, wykorzystywanym do podkopywania suwerenności państwa i  narodu amerykańskiego.[6]FBI było wyraźnie zażenowane artykułem Daily Signal i szybko zdezawuowało notatkę SPLC, odwracając uwagę od faktu współpracy z ADL. Jednak właśnie ADL była odpowiedzialna za strategię prowokacji, którą FBI wielokrotnie wykorzystywało przeciwko grupom, których żydzi nie lubili. Operacja kontrwywiadowcza przeciwko Czarnym Panterom w Chicago była tylko jedną z wielu takich operacji. Atak na Hutaree(organizacja paramilitarna na środkowym – zachodzie USA)  i inne organizacje w Michigan były kolejnymi przykładami, podobnie jak zaaranżowana przez FBI „insurekcja” z 6 stycznia 2022. Związek FBI z ADL stał się jeszcze silniejszy po tym, jak Merrick Garland został prokuratorem generalnym i rozeszła się wieść, że FBI będzie teraz ścigać katolickich obrońców życia, którzy okazywali brak szacunku dla żydowskiego sakramentu aborcji, angażując się w udzielanie porad przed klinikami aborcyjnymi.Jednym z takich ludzi był Mark Houck, który został aresztowany wiosną 2022 r. podczas porannego nalotu z udziałem 25 uzbrojonych agentów FBI. Taki poziom zaangażowania stróżów prawa w żaden sposób nie korespondował z poziomem wykroczenia jakie zarzucono Houckowi.

Zamiast rozmowy telefonicznej jaką mógł przeprowadzić prawnik z  filadelfijskiego Departamentu Sprawiedliwości z prawnikiem Houcka, przed jego domem pojawiło 15 pojazdów FBI, by siać terror w ruchu Prawo do Życia. Według żony Houcka, agenci FBI „zaczęli walić w nasze drzwi. Zamierzali się włamać, jeśli nie otworzymy.  Potem  wycelowali chyba 5 pistoletów w kierunku mojego męża, mnie i w zasadzie w moje dzieci”. Houck został ostatecznie oskarżony w sądzie federalnym w Filadelfii o trzy przestępstwa naruszenia ustawy FACE(ustawa o swobodnym dostępie do klinik aborcyjnych), ale ostatecznie został uniewinniony od wszystkich zarzutów po tym, jak to nieudolny akt oskarżenia przedstawiony przez Departament Sprawiedliwości Garlanda, rozlazł się w rękach. Próba obrony żydowskiego sakramentu aborcji została zestrzelona jak dzika kaczka przez ławę przysięgłych, która przewracała oczami z niedowierzania na absurdalne twierdzenia prokuratury w trakcie procesu. Houck zamierza pozwać FBI i inne władze za fałszywe oskarżenie i bezprawne aresztowanie.[8] W zadziwiający sposób, który tylko Logos mógł zaaranżować, sprawa FBI-SPLC stała się głośna tydzień po tym, jak Mark Houck, katolik i ojciec siedmiorga dzieci, został uniewinniony w sądzie federalnym od zarzutów naruszenia ustawy o swobodzie dostępu do klinik aborcyjnych. Obie te historie uzasadniły stanowisko, które wygłosiłem podczas uroczystości ku czci Sama Francisa, a które doprowadziło do powstania notatki Heidi. Jedynym sposobem właściwego postrzegania wojen kulturowych jest katolicko-żydowska bitwa, która rozpoczęła się u stóp krzyża i trwa nieprzerwanie od prawie 2000 lat. Walka ta nasiliła się, kiedy Merrick Garland został szefem Departamentu Sprawiedliwości, a następnie dostarczył  FBI instrumentów, by ścigać każdego, kto podważa żydowski sakrament aborcji.

Polecenie wydane z góry, aby przyjrzeć się naruszeniom ustawy FACE uruchomiło łańcuch wydarzeń, który ostatecznie doprowadził do odkrycia od dawna zapomnianego dokumentu SPLC, spoczywającego w aktach delegatury FBI w Richmond.Nie ma to nic wspólnego z mszą łacińską, która po raz kolejny jest wykorzystywana do tworzenia rozłamu w Kościele katolickim. Konflikt, który rozdziera ten kraj, zyskał teraz oparcie w samym FBI, a katoliccy agenci pytają swoich przełożonych, czy mają obowiązek aresztować swoich współwyznawców w czasie, gdy żydowskie grupy terrorystyczne, takie jak Antifa, mogą bezkarnie palić ośrodki obrony życia poczętego i kościoły. Tu nie chodzi o rasę; tu nie chodzi o liturgię. Jak pokazuje sprawa Houck’a, zamieszanie wokół SPLC- FBI dotyczy żydowskiej próby wykorzystania  aborcji jako ich sposobu na zniszczenie Kościoła Katolickiego.Sprawa Houcka świadczy również o wzroście wpływów żydowskich  w Pensylwanii, których kulminacją był wybór Josha Shapiro na gubernatora. Shapiro zasłynął jako prokurator w Harrisburgu, gdy zwołał Wielką Ławę Przysięgłych, która nie znalazła żadnych dowodów na wykorzystywanie dzieci przez katolickich duchownych. Mimo tego, dało mu to rozgłos, który wykorzystał swojej kampanii gubernatorskiej, publikując zdjęcia 300 księży, którym nie postawiono żadnych zarzutów. Dlaczego ten rozgłos został uznany za korzystny w stanie, w którym katolickie głosy decydują o wyborze na urząd publiczny?

Można to wyjaśnić jedynie w świetle roli, jaką w demokracji odgrywa żydowski sakrament aborcji.Aborcja to żydowski sakrament inicjacji. Katolickie kobiety, które dokonały aborcji (bez pokuty) stają się żydówkami. Trauma, jaką aborcja wywołuje w ich zbiorowym sumieniu powoduje, że myślą jak żydzi, a wiemy, że myślą jak żydzi, bo głosują jak żydzi. Feminizm jest odmianą żydowskiej sekty, i jak jasno wynika z artykułu Brendana Whitakera w tym numerze Culture Wars, ściganie i prześladowanie Marka Houcka było kampanią prowadzoną przez feministki i nie miała niczego wspólnego z  mszą łacińską, ale wszystko z poczuciem winy z powodu dokonania aborcji.

tłum. Sławomir Soja

Przypisy

[1] https://twitter.com/search?q=Fbi%20catholic&src=typeahead_click&f=top

[2] https://twitter.com/search?q=Fbi%20catholic&src=typeahead_click&f=top

[3] @timotheeology

[4] https://thepostmillennial.com/breaking-fbi-used-discredited-splc-to-paint-catholics-as-extremists-in-internal-report

[5] https://archive.org/stream/adl-fbi-conspiracy-exposed-eustace-mullins_201903/adl-fbi-conspiracy-exposed

[6] https://archive.org/stream/adl-fbi-conspiracy-exposed-eustace-mullins_201903/adl-fbi-conspiracy-exposed-eustace-mullins_djvu.txt

[7] https://www.catholicnewsagency.com/news/253523/acquitted-pro-life-activist-mark-houck-reveals-details-of-fbi-raid-will-press-charges[

8] https://www.catholicnewsagency.com/news/253523/acquitted-pro-life-activist-mark-houck-reveals-details-of-fbi-raid-will-press-charges
==============================

BIBUŁA :

https://www.bibula.com/?p=138938

KOMENTARZ BIBUŁY: E. Michael Jones wyjaśniając obecną wzmożoną nagonkę na katolików oraz wieloletnią antykatolicką obsesję amerykańskich służb specjalnych, nie myli się pisząc o żydowskich wpływach. Jednocześnie i po raz kolejny sam umiejscawia się w roli nadrzędnego mędrca konfliktu katolicko-żydowskiego, pisząc buńczucznie: „O co więc chodziło? Chodziło o mnie.”, albo „Moje wystąpienie zmieniło to wszystko, przekształcając wewnętrzną strukturę wojen kulturowych.

Tak, E. Michael Jones ma niesamowite zasługi w odsłanianiu kulisów żydowskiego antykatolickiego obłąkania i znamy jego bogatą twórczość (chyba należymy do jednych z najwierniejszych subskrybentów Culture Wars, pamiętając jeszcze Fidelity…), ale też w ciągu tych wielu lat pokornej nauki i zdobywania wiedzy, dostrzegliśmy też kilka słabości, którymi z przykrością dzielimy się. Pierwszą jest w publicystyce E. Michael Jonesa, mimo wszystko brak miłości i oddania do Mszy Tradycyjnej, a może nawet obojętność. Kolejne to: opozycyjność (nie chcemy użyć określenia niemal nienawiść) do Bractwa św. Piusa X. Jeszcze inne to zupełne odrzucenie Przesłania Fatimskiego (stąd konflikty i jego wrogość do środowiska prowadzonego wtenczas przez o. Grunera). Przy tym wszystkim, niechęć do przyznawania się do swoich błędów, być może w przekonaniu, że takie nie występują.

Poważni biografowie, którzy kiedyś niewątpliwie zajmą się jego wybitną sylwetką i bogatą twórczością, z pewnością zwrócą na te cechy uwagę, co i my chcielibyśmy zaznaczyć, jednocześnie po raz kolejny gorąco zachęcając do wgłębiania się w książki E. Michaela Jones (których tylko ze 3 pozycje zostały przetłumaczona na j. polski, i to mocno okrojone przez tłumaczy/wydawnictwa), wykładające to co tak esencjonalnie przytoczył Autor w artykule powyżej, że „Jedynym sposobem właściwego postrzegania wojen kulturowych jest katolicko-żydowska bitwa, która rozpoczęła się u stóp krzyża i trwa nieprzerwanie od prawie 2000 lat.


Polska dostępuje łaski [laski?]

Polska dostępuje łaski [laski?]

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto) 19 lutego 2023 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5341

Hosanna! Hosanna! Dostąpiliśmy jako Polska wyjątkowego zaszczytu, żeby nie powiedzieć – łaski. Nie spadła ona na nas niespodziewanie, co to, to nie. Może nie była „niebieskim oznajmiona cudem”, bo Niebo w tym czasie miało inne zmartwienia z synodalnym synodem w Pradze – ale za to z pewnością „poprzedzona głuchą wieścią”, może nie tyle „między ludem”, bo „lud” do takiej konfidencji nie bywa dopuszczany – co między naszymi Umiłowanymi Przywódcami.

Chodzi oczywiście o przybycie do Polski z gospodarską wizytą prezydenta Stanów Zjednoczonych Józia Bidena, który zstąpi do Warszawy w dniach 20-22 lutego. Jak w rządowej telewizji podkreślił pan ambasador Marek Brzeziński, Polskę spotyka zaszczyt wyjątkowy, bo prezydent Biden rzadko, albo nawet nigdy nie nawiedza jakiegoś kraju dwukrotnie w odstępie roku. Wyraził w związku z tym nadzieję, że nasz kraj ten zaszczyt doceni i że prezydenta Bidena będą w Warszawie witały „tłumy”. No, to akurat da się załatwić, bo żyją jeszcze ludzie, którzy takie rzeczy organizowali jeszcze za panowania Leonida Breżniewa. Wtedy zwyczajnie spędzano na trasę przejazdu „strzelców i federastów, słowem – całe miasto” – jak pisał poeta, a skoro coś takiego możliwe było wtedy, to możliwe będzie i teraz. Od czego bowiem są ormowcy i konfidenci, jak nie od tego, by w razie potrzeby tworzyli wiwatujący tłum? Miejmy tedy nadzieję, że prezydent Biden będzie ukontentowany tymi dowodami miłości tym bardziej, że u siebie narażany bywa na rozmaite zgryzoty – ostatnio w związku z niezidentyfikowanymi obiektami latającymi, które – jak wyjaśniła rzeczniczka Białego Domu – nie pochodziły „od kosmitów”. Od kogo w takim razie pochodziły – tajemnica to wielka, tym większa, że po ich zestrzeleniu dlaczegoś nie można ich znaleźć. Ale niech nas o to głowa nie boli, bo – jak już wielokrotnie przypominałem – oficjalna nieobecność jest tylko wyższą formą obecności. Dla przykładu – w Polsce „nie ma” Wojskowych Służb Informacyjnych” a w Izraelu – broni jądrowej – ale wszyscy i tak skądś wiedzą swoje.

Zachodzim w um z Podgornym Kolą”, czegóż to prezydent Biden może od Polski chcieć. Przecież nie tego, byśmy oddali zasoby całego państwa bezcennej Ukrainie – bo to przecież od roku robimy – tylko czegoś jeszcze innego. Pewne światło na tę sprawę rzucił amerykański generał, były szef CIA, Dawid Petraeus, którzy przestrzegł Rosję, że utrzymanie wojny w granicach Ukrainy może się nie udać. Czy miał na myśli dostarczenie Ukrainie amerykańskich rakiet dalekiego zasięgu, czy może coś innego? Chyba nie chodzi o rakiety ATAMCS, bo właśnie Ameryka oświadczyła, że chyba ich Ukrainie nie da, bo ma ich zbyt mało, a nie chce osłabiać swoich zdolności obronnych, więc być może o coś innego?

Ale o co? Prezydent Zełeński od początku wojny nie ukrywa pragnienia, by działania wojenne rozlały się poza granice Ukrainy – więc dlaczego nie na kraje Europy Środkowej? Czy nie w tym właśnie kierunku zmierza „ofensywa dyplomatyczna” pana prezydenta Dudy, który dąży do utworzenia niezależnej od NATO „małej koalicji”, na której czele by stanął? Z punktu widzenia USA taka „mała koalicja” to jakieś wyjście, bo dzięki niej można by stworzyć wrażenie, że samo NATO w całości, w bezpośrednie działania militarne przeciwko Rosji się nie angażuje, że to tylko „suwerenna decyzja” krajów narwanych, więc być może prezydent Biden po to właśnie przybędzie do Warszawy, by udzielić panu prezydentowi Dudzie swego błogosławieństwa? Obawiam się, że nie musiałby zarówno jego, jak i pana premiera Morawieckiego specjalnie do tego zachęcać, bo obydwaj sprawiają wrażenie, jakby już nie mogli się tego doczekać.

Tymczasem pan prezydent Duda skierował uchwaloną przez Sejm nowelizację ustawy o Sądzie Najwyższym do Trybunału Konstytucyjnego, żeby ten ”niezwłocznie” orzekł, czy jest ona zgodna z konstytucją, czy nie. Że jest niezgodna, to oczywista oczywistość, bo jej postanowienie, by sprawy dyscyplinarne sędziów sądów powszechnych rozstrzygał Naczelny Sąd Administracyjny, jest ewidentnie sprzeczne z art. 184 konstytucji, który takich uprawnień dla NSA w ogóle nie przewiduje.

Czy jednak Trybunał Konstytucyjny będzie mógł coś takiego „niezwłocznie” – jak oczekuje od niego pan prezydent – rozstrzygnąć? To nie jest takie pewne, nie tylko, żeby „niezwłocznie”, ale w ogóle, ponieważ w Trybunale Konstytucyjnym ukształtowały się dwie sędziowskie frakcje. Jedna stoi na nieubłaganym stanowisku, że prezesem Trybunału jest nadal pani Julia Przyłębska, podczas gdy druga frakcja stoi na podobnie nieubłaganym stanowisku, że prezesem ona już nie jest. Tymczasem w sprawie zgodności ustawy z konstytucją przed jej podpisaniem przez prezydenta – a z taką sytuacją właśnie mamy do czynienia – Trybunał zgodnie z art. 37 stosownej ustawy – powinien orzekać w „pełnym składzie”, na posiedzeniu zwołanym przez prezesa. Jeśli jednak pani Przyłębska zwołałaby posiedzenie Trybunału w pełnym składzie, to czy 6 sędziów zbuntowanych przeciwko niej tego wezwania usłucha? Jeśli nie, to Trybunał się nie zbierze i orzeczenia nie wyda. Skoro my to wiemy, to pan prezydent wie to jeszcze lepiej i chyba właśnie dlatego przed podpisaniem skierował nowelizację, od której podobno zależy odblokowanie środków dla Polski z funduszu odbudowy, do Trybunału. W ten sposób może zaprezentować się w charakterze nieubłaganego strażnika porządku konstytucyjnego, a jednocześnie uniknąć oskarżenia, że działa „na szkodę Polaków” – co wzajemnie zarzucają sobie obydwa obozy; obóz „dobrej zmiany” i obóz zdrady i zaprzaństwa. Tak czy owak, Komisja Europejska nie będzie w tej sytuacji musiała wymyślać żadnych nowych pretekstów, żeby pieniądze dla Polski nadal blokować, co może być w przyszłości panu prezydentowi Dudzie przez nią policzone.

A tu niczym grom z jasnego nieba gruchnęła wieść, że renomowany amerykański dziennikarz śledczy Seymour Hersh [ How America Took Out the Nord Stream Pipeline md] ustalił, iż gazociągi NordStream1 i NordStream2, na polecenie Białego Domu, wysadziła CIA, a operację przy pomocy Norwegów wykonali amerykańscy nurkowie pod przykrywką ćwiczeń wojskowych NATO. Biały Dom oczywiście wszystkiemu zaprzeczył, a na Seymura Hersha rzucili się z ujadaniem tamtejsi niezależni dziennikarze, że jest „nierzetelny” i tak dalej.

Czy to nie gwoli przykrycia tego śmierdzącego dmucha nad Ameryką pojawiło się UFO, które trzeba było „zestrzeliwać”? W każdym razie Książę-Małżonek zyskał nieoczekiwane wsparcie w swoim męczeństwie, do którego wykonania zostali dlaczegoś wyznaczeni akurat niezależni dziennikarze holenderscy.

I na koniec coś optymistycznego. Pan Owsiak ogłosił wyniki licytacji największych atrakcji, jakie zaoferowała potencjalnym darczyńcom Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy – inicjatywa bardzo podobna do niemieckiej Winterhilfswerke, czyli Akcji Pomocy Zimowej, do tego stopnia, że nawet serduszka są takie same. Jedną z tych atrakcji było spotkanie z Donaldem Tuskiem, za które jakiś nabab zapłacił ponad 300 tysięcy złotych. Natychmiast pojawiły się fałszywe pogłoski, że żadnego nababa nie było, a tylko Donald Tusk, w obawie przed kompromitacją, sam wziął potajemny udział w licytacji. Oczywiście w tych fałszywych pogłoskach nie ma ani słowa prawdy, chociaż z drugiej strony nic nie wskazuje na to, by przed wyborami nieprzejednana opozycja poddała się pod komendę Volksdeutsche Partei.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

====================

mail: „Laski” ??? To pewnie per procura, bo p. Biden zapomniał, co to jest…

To rosyjska propaganda usiłuje zniechęcić Polaków do jedzenia robaków

Rosyjska propaganda usiłuje zniechęcić Polaków do jedzenia robaków

Kategoria: Archiwum, Na wesoło, Niekonwencjonalne, Polecane, Polityka, Polska, Ważne

Autor: CzarnaLimuzyna 18 lutego 2023

Jarosław Kaczyński jest podobno gorącym zwolennikiem dodawania do produktów spożywczych różnych interesujących dodatków. Niestety, jako szeregowy poseł nie może podejmować kluczowych decyzji. W niełatwym dziele przekształcania polskiego jadłospisu na taki przy produkcji którego emituje się mniejsze ilości CO2- jednym słowem na “unijny”, wyręcza go Mateusz Morawiecki dbający również o nową paszę dla zwierząt. Dzięki odważnej decyzji premiera PiS znany producent “alternatywnego białka i tłuszczu” otrzymał dofinansowanie w kwocie 14,4 mln zł. Dzięki tej dotacji powstanie nowa fabryka produkcji pasz z biomasy owadów. Eksperci przewidują, że już za kilka lat nastąpi znacząca zmiana. Produkowane na robakach mięso osiągnie “ekologiczną” jakość. Wywoła to zwiększone zapotrzebowanie na dodatkową suplementację, ale znając duże możliwości producentów leków i preparatów witaminowych wzrastające potrzeby zdrowotne społeczeństwa zostaną zaspokojone z nawiązką. Po pewnym czasie, zgodnie z planem, mięso zniknie z jadłospisu.

A co tam w trawie piszczy, co wypełza z zakamarków? Odpowiedź jest krótka i treściwa. Robaki.

“Są one najlepszym pożywieniem dla ludzi” twierdziło już 10 lat temu, powołując się na CNN, radio RMF. Robaki będą dodawane do pieczywa, ciast, hamburgerów, czekolady, ciastek. Bedą też serwowane oddzielnie jako przysmak. Niektórzy, być może, zarzucą mi, że z premedytacją włączyłem w ten wątek prezesa wielobranżowej formacji usługowej, Jarosława. I będą mieć rację, bo jak tu nie dołączyć kogoś, kto już dwa lata temu mówił:

“Odrzucanie Europejskiego Zielonego Ładu oznaczałoby ustawienie się na marginesie i innego rodzaju kłopoty, to plan w którym warto uczestniczyć nawet za pewną cenę”. A cena przecież jest niewielka: zgrzytanie między zębami i zmiana samopoczucia. Pomijając “innego rodzaju kłopoty”, wyobraźmy sobie jak wyglądałby ustawiony na marginesie Kaczyński i jego lewa ręka Morawiecki, notabene prawa ręka Klausa S… Nie włączam tu Andrzeja Dudy, bo ten, jak wiadomo, ma zupełnie inny zakres ruchów obejmujący: machanie szabelką, braterskie uściski, a nawet zauważone przez Grzegorza Brauna- pełzanie.

Tymczasem toczące Europę robaki wytyczają nowy kierunek rozwoju. Rozpoczął się okres promowania nowego stylu życia. Wstydliwi i zaszczuci do tej pory robakożercy zaczęli wychodzić z szafy i zachęcać do spożycia. Firmy szykują się do zażartej walki o dotacje. Już na wiosnę ruszy akcja “robak w polskim domu” lub “robaki na polskim talerzu” ( nie zapamiętałem nazwy). Nie podoba się to Rosji, która od dłuższego czasu próbuje szydzić z zachodniego stylu wegetacji.

Opisując te skandaliczne praktyki rosyjskiej telewizji portal www.o2.pl pisze:

Według rosyjskiej telewizji, sklepy niedługo dostaną pozwolenie na sprzedaż tego, co jeszcze niedawno nie nadawało się do jedzenia. Krótko mówiąc, zdaniem popleczników Putina niedługo robaki zagoszczą w menu w każdej restauracji w Europie.

Jest to oczywiście prawda w nieprawdzie lub nieprawda w prawdzie.

Gwoli ścisłości daleko nam liderów, ale nadrabiamy, nadrabiamy…

Robaki w polskim przedszkolu

https://youtube.com/watch?v=vpHFXjo_16k%3Ffeature%3Doembed

____________________________________________________________________________________

NIEPOLSKIMI RĘKAMI i za NIEPOLSKIE PIENIĄDZE

NIEPOLSKIMI RĘKAMI i za NIEPOLSKIE PIENIĄDZE

Krzysztof Baliński 19 lutego 2023

Rok 1989 stworzył nadzieję, że nowe władze zdefiniują polski interes narodowy i będą myśleć jego kategoriami. Tak się nie stało. Interes narodowy padł ofiarą obcoplemieńców, którzy każde myślenie o interesach Polski zwalczali, jako przejaw nacjonalizmu. Władysław Bartoszewski zdefiniował go tak: „Polska to panna stara, brzydka i bez posagu”. Dziś mamy prezydenta, który mówi, że „bezpieczeństwo Ukrainy jest częścią polskiej racji stanu”, premiera, który nigdy i w żadnych okolicznościach nie używa słów „interes Polski” oraz ministra „sługę narodu ukraińskiego”. Interesu narodowego nie zdefiniowano także dlatego, że nie było komu tego zrobić. Bo, czy można było tego oczekiwać od ludzi gruntownie pozbawionych poczucia lojalności wobec kraju, w którym żyją, których związek z polskością sprowadza się do miejsca zamieszkania „w tym kraju”?

Stosunki polsko-niemieckie nie są normalne, lecz zafałszowane, bo po stronie polskiej są wyznaczane przez ludzi niepolskiego pochodzenia.

Bronisław Geremek, kompletując swój „zespół niemcoznawców”, sięgał wyłącznie do mniejszości etnicznych. Jerzy Kranz, przed nominacją na ambasador RP w Niemczech, cztery lata stażował w tygodniku „Stern” i odznaczony został przez Niemców Krzyżem Wielkim Zasługi.” Kazimierz Wóycicki, dyrektor Instytutu Polskiego w Düsseldorfie i Lipsku był stypendystą Fundacji Adenauera i autorem tendencyjnych publikacji na tematy polsko-niemiecko-żydowskie. Oprócz finansowania dostał od Niemców Krzyż Wielki Zasługi i nominację na dyrektora Oddziału IPN w Szczecinie, niegdyś intensywnie penetrowanym przez STASI. Janusz Reiter, ambasador RP w Berlinie, po uchwaleniu przez Bundestag rezolucji ws. „wypędzonych” oraz towarzyszącym jej agresywnymi, godzącymi w suwerenność Polski wypowiedziach kanclerza Niemiec, przekonywał Polaków, że uchwała „nie wymaga żadnej reakcji ze strony polskiej”.Debatę na temat odszkodowań dla robotników przymusowych w III Rzeszy uznał za„anachroniczną”, a żądania odszkodowań określił, jako „niebezpieczne”.

Niemcy sprawnie zbudowali swoje lobby. I to bynajmniej nie poprzez przedstawicieli mniejszości niemieckiej, ale … żydowskiej.

Wszystko i jednostronnie postawili na środowisko dawnego KOR, skupione wokół „Wyborczej”. Doszło do tego, że to strona niemiecka wyznaczała sobie partnerów po stronie polskiej. Znany z niepohamowanego gadulstwa Władysław Bartoszewski wypaplał, że strona polska usunęła wszystkie niewygodne dla Niemców osoby z gremiów ważnych dla stosunków polsko-niemieckich.

Pęd mniejszości żydowskiej do obsługi stosunków polsko-niemieckich wynika nie tylko z nieodwzajemnionej miłości do Niemców (i z nieodwzajemnionej nienawiści do Polaków), ale także z tego, że w większości przypadków jest kupiony za niemieckie srebrniki. „Eksperci od Niemiec” zapraszani są na spotkania do Berlina, gdzie wygłaszają referaty, w których nigdy nie ma krytycznego słowa pod adresem gospodarzy, mnóstwo natomiast tyrad o uprzedzeniach Polaków wobec Niemców i ich antysemityzmie. Wykłady te są traktowane, jako znakomita okazja do wynagradzania prelegentów.

W stosunkach Polska-Niemcy zaczął obowiązywać niepisany podział ról: Niemcy wygłaszają samokrytyczne przemówienia tylko przy okazji rocznic powstania w getcie – strona polska też. W układzie polsko-niemieckim z 1991 r. znalazł się niedopuszczalny zapis zobowiązujący obie strony do wspólnego zwalczania antysemityzmu, który ewidentnie sugeruje, że Polacy poczuwają się do współodpowiedzialności za zbrodnie dokonane na Żydach. Inny przykład – przedstawiciel Izraela podjął interwencję, aby usunąć z przemówienia premiera RP w Auschwitz wzmianki o niemieckim sprawstwie Holokaustu. I czy to nie mówi wszystko?

Badania naukowców utrzymujących, że Żydom było łatwiej przeżyć w niemieckich obozach koncentracyjnych, niż wśród Polaków są finansowane przez Fundację Adenauera i Claims Conference, czyli Światową Organizację Restytucji Mienia Żydowskiego. Jan Grabowski vel Jojne Abrahamer, autor monografii „Judenjagd. Polowanie na Żydów 1942-1945”, pieniądze dostał od Fundacji Gerdy Henkel, wdowy po właścicielu koncernu chemicznego Henkel, członka NSDAP, jednego z 42 przemysłowców umieszczonych na norymberskiej liście zbrodniarzy za to, że w jego fabrykach pracowali robotnicy przymusowi, w tym Polacy. Stypendium od Henkel, też na badania polskiego antysemityzmu, dostała prof. Joanna Tokarska-Bakir i prof. Barbara Engelking, która w opracowaniu o stosunku polskich chłopów do Żydów dokonała naukowego odkrycia: „Oprócz tych, których chłopi wydali są jeszcze Ci, których sami zamordowali […] z rąk Polaków zginęło w czasie wojny 120 tysięcy Żydów”.

Dyplomaci pochodzenia żydowskiego zmonopolizowali po wojnie problematykę niemiecką w MSZ. Byli to: Marian Naszkowski, Jakub Berman (zrzekł się odszkodowań od Niemiec), dr Manfred Lachs (autor ekspertyzy prawnej zalecającej zrzeczenia się odszkodowań), dr Juliusz Katz-Suchy, Conrad Meller (ojciec Stefana), no i ambasador PRL w Bonn, w latach 1977-80, Jan Chyliński, ślubny syn Bieruta. W publicystyce problematykę niemiecką zawłaszczyli Marian Podkowiński i Mieczysław Rakowski. W naukach historycznych brylował Jerzy Holzer. W pierwszych dniach „suwerennej” Polski, na czoło wysunął się Artur Hajnicz, organizując przy Senacie Ośrodka Studiów Międzynarodowych. Hajnicz kolaborował z Sowietami w okupowanym Lwowie, został agentem NKWD o pseudonimie „Grisza” i czynnie uczestniczył w akcji eksterminacji Polaków. Był też członkiem korpusu żydowskich politruków w armii Berlinga, a po wojnie redaktorem naczelnym „Żołnierza Wolności” i członkiem Klubu Krzywego Koła. W 1995 r. Griszę zatrudnili Niemcy w Fundacji im. Roberta Schumana, gdzie został koordynatorem programu badawczego „Kompleks wypędzenia”. Otrzymał też od Niemców Wielki Krzyż Zasługi.

Ministrami spraw zagranicznych, ludźmi mającymi w założeniu definiować i bronić polskiego interesu narodowego zostali: syn rabina, po nim Wołodia Cimoszewicz, po nim brytyjski agent o kałmuckich rysach twarzy, którego żona pisuje dla żydowskiej gazety dla Polaków. Inni mieli podwójne obywatelstwo, a zatem zobowiązanie do podwójnej lojalności. „Dobrym” przykładem jest tu płomienny obrońca polskiego interesu narodowego Ryszard Sznepf, który obok polskiej dyplomacji, dorabiał w loży B’nai B’rith. Stosunki z Niemcami wymagają zdecydowanej, czasem wręcz brutalnej gry o polskie interesy. Czy z wyzwaniem tym radzili sobie nie-Polacy, pół-Polacy, folksdojcze? I czy, gdybyśmy mieli dyplomatów polskiego pochodzenia, zaistniałaby tyle problemów w relacjach Polski z Niemcami.

Nadzieja, że to Polacy bronić będą interesów państwa prysła ostatecznie, gdy lud pracujący miast i wsi wybrał sobie na premiera wnuka żołdaka Wehrmachtu, który z Polską nigdy się nie utożsamiał, który nigdy nie postawił stopy w Muzeum Powstania Warszawskiego, który patriotycznych uroczystości unikał jak ognia. „Byliśmy grupą, która odnalazła się poprzez fakt niechęci do Ruchu Młodej Polski i do endecji (…) Irytowały nas ich poglądy, byliśmy kontestacyjni, jeśli chodzi o Kościół, o narodowe tradycje. Bardziej odpowiadał nam intelektualny sznyt KOR-u” – tak pisał o swoim pochodzeniu etnicznym. Media pisały, że Tusk szwargocze po niemiecku. Ale nie miały odwagi napisać, że jest Niemcem. Dla Niemców był  najlepszym włodarzem Polski od czasów Augusta Sasa, bo zamknął drogę do należności z tytułu odszkodowań wojennych, bo pozostawił otwarty problem roszczeń niemieckich.

Pochodzenie etniczne to temat tabu. Wymuszony poprawnością polityczną, a także strachem przed oskarżeniami o antysemityzm. Kiedy sprawę „dziadka z Wehrmachtu” na światło dzienne wyciągnął Jacek Kurski, wzniósł się klangor. Od niecnych, czarnosecinnych słów odciął się Jarosław Kaczyński. A szkoda, bo być może nie doszłoby do likwidacji polskich stoczni. Sam Tusk nowojorskich rabinów zapewniał, że doskonale rozumie sytuację mniejszości narodowych i etnicznych, ponieważ jako Kaszub wie, ile musieli przejść i wycierpieć w związku ze swą „odmiennością”. Na zapewnieniach nie poprzestał – złożył solenne zapewnienie, że sprzeda polskie lasy i wypłaci rekompensatę mniejszości, która w związku ze swą odmiennością tyle z rąk Polaków „przeszła i wycierpiała”. Inne przykłady: Kaczyński odciął się od publikacji „Gazety Polskiej” na temat pochodzenia etnicznego urokliwej żony Komorowskiego. Michnik milczał, gdy „Newsweek” wyciągnął na światło dzienne pochodzenie żony Dudy. No i gładko w Pałacu Prezydenckim nastąpiła podmiana Anki Rojer na Ankę Kornhauser.

W strategii pozyskiwania w naszym kraju jak największych wpływów i jak największej liczby klientów, niepoślednią rolę odgrywają fundacje niemieckie, które utrzymują całe zastępy polskich polityków, dyplomatów i publicystów. Dobrym przykładem jest tu Centrum Studiów Międzynarodowych. „Niezależny, pozarządowy ośrodek analityczny” wśród sponsorów ma na pierwszym miejscu Funda­cję Adenauera. Przez wiele lat prezesem centrum był Janusz Reiter. W centrum pracuje też „naukowo” Kazimierz Wóycicki i b. minister obrony Janusz Onyszkiewicz, który – przypomnijmy – w związku z tworzeniem w Szczecinie brygady międzynarodowej oświadczył: „Gwarantem granic RP jest Bundeswehra”.

Założycielem centrum jest Eugeniusz Smolar, syn Hersza, przywódcy żydowskiej sekcji etnicznej w PPR, który zarzucał Gomułce opór wobec repatriacji Żydów z ZSRR, umniejszanie znaczenia walk w getcie warszawskim i podkreślanie monolityczności etnicznej Polski. Hersz był też redaktorem naczelnym wydawanej w jidysz gazety „Fołk Sztyme”. A co do jidysz – Ludwik Hirszfeld pisał: „Stali się Niemcy beznadziejną i nieodwzajemnioną miłością Żydów. W zaborze pruskim byli najlepszym narzędziem w antypolskiej polityce. W odrodzonej Polsce nie przestali wiernie trzymać się niemieckiej mowy, byli męczennikami języka Niemców, sprowadzając na siebie odrazę Polaków”.

Uważany za „mózg lewicy” Maciej Gdula wygłosił w TVN: „Domaganie się reperacji za zamordowanie 6 milionów polskich obywateli w czasie wojny to odrażający cynizm polityczny. Śmierć tych ofiar nie ma ceny. Rolą Polski jest pamięć o II wojnie, a nie zarabiać na niej”. Znany również z oskarżania Polaków o udział w holokauście, korzysta z finansowania fundacji Friedrich-Ebert Stiftung. Dobrze też, że często głos zabiera Radek Sikorski. Bez jego szczerości lub raczej szczerej do bólu głupoty, trudniej byłoby dostrzec folksdojczów. Dobrze też stało się, że na jaw wyszły jego dochody za „konsultacje”. Powiedzenie: Nie za darmo klezmer gra, sprawdziło się, gdy Radek powiedział: „Prawica nie przyjmuje do wiadomości, że Niemcy stracili na naszą rzecz 20 proc. swojego przedwojennego terytorium, że reparacji i Kresów pozbawił nas Związek Radziecki, że Niemcy głównie finansują nasze transfery z Unii”. I nie chciało się wierzyć, że słowa te wypowiedział polski polityk, bo tezy, że Ziemie Odzyskane to reparacje, nie głoszą nawet najbardziej antypolscy politycy w Berlinie.

Kim jest ten „KTOŚ”, kto podmienił stosunki polsko-niemieckie na żydowsko-niemieckie i dialog polsko-niemiecki na jawny dialog żydowsko-niemiecki? To ludzie pochodzenia lichwiarskiego, którzy po Magdalence uzgodnili, że między Rosją a Niemcami ma powstać „państwo teoretyczne”, zastrzegając sobie likwidację polskich stoczni i eksterytorialność obozu Auschwitz, rozciągniętą także na muzeum Polin (a wkrótce na polskie lasy). Nie mieli też problemu ze skutecznym wmówieniem Niemcom, że bez ich pośrednictwa się nie obejdzie, że tylko oni mogą skutecznie reprezentować niemieckie interesy w Polsce. Wyłączności na pośrednictwo bronią uporczywie i zawzięcie. I to bez względu na to, kto w Polsce jest przy władzy. Są przy tym niezwykle elastyczni – dziś są w PiS, jutro będą zwolennikami Trzaskowskiego, pojutrze Czarzastego, a jak trzeba to mniejszością niemiecką lub cygańską, a nawet frakcją kaszubską. I jeszcze jedno – PiS nie tylko że nic tu nie naprawił, ale na to się godzi, a nawet o takie pośrednictwo zabiega.

Sytuacja, gdy pośrednicy podpowiadają, jak się mamy zachować, jest szczególnie niebezpieczna przy negocjowaniu odszkodowań od Niemców. Przykład z ostatnich dni – Jarosław Kaczyński wystąpił z pomysłem, aby Żydzi pomogli w uzyskaniu odszkodowań od Niemców. Niebezpieczne w tym było to, że istotą żydowskiej machinacji jest: Samo przystąpienie do rozmów jest uznaniem zasadności roszczeń, a do uzgodnienia pozostaje tylko ich wielkość. Nie mniej niebezpieczne było to, że do „pośredników” w stosunkach z Niemcami doszlusował Kaczyński, który ekspercką wiedzę na temat Niemiec nabył od Jana Józefa Lipskiego, wg samego Kaczyńskiego, „mistrza na równi z marszałkiem Piłsudskim”. Lipskibył masonem, który całe swoje życie poświęcił na walkę z katolicyzmem i z ruchem narodowym, który w swych publikacjach obarczał Polaków winą za zbyt małą ofiarność w pomaganiu Żydom w czasie okupacji, który biadolił nad losem Niemców pisząc: „Wzięliśmy udział w pozbawieniu ojczyzny milionów ludzi”.

A może to „pośrednicy” kazali Kaczyńskiemu, aby właśnie teraz, przy wyjątkowo niesprzyjającej koniunkturze, wystąpił o reparacje? A może kryje się za tym lobby żydowskie w N. Jorku, i jest to część większego planu mającego na celu wymuszenie odszkodowań za mienie żydowskie? A może chodzi o montowanie wspólnego żydowsko-niemieckiego frontu? Przypomnijmy – Nathaniel Popper w „Forward” nawoływał Żydów i Niemców, by wspólnymi siłami zaspokajali roszczenia przeciw Polsce, by jednoczyła ich restytucja mienia. Tekst zawiera uderzający zwrot: wspólna walka Żydów i Niemców stwarza nową sytuację w historii roszczeń tych, którzy przeżyli Holokaust. Przypomnijmy też zaproszenie przez „Wyborczą” syna Hansa Franka na rozmowę o tym, jak szkodzić polskiemu rządowi. Oba przypadki pokazują, że gdy chodzi o pieniądze, Żydzi nie mają żadnych skrupułów i gotowi są na najbardziej plugawe postępki, nawet kolaborację ze swoimi katami.

Opisanie aspektu żydowskiego w stosunkach z Niemcami nie sprawia problemu, ale co z innymi mniejszościami? Adam Bodnar, odbierając niemiecką nagrodę poinformował, że miejscowość, w której się urodził, przed wojną nazywała się Greiffenberg i że: „Polska kultura prawna i przemiany po 1989 r. zostały zainspirowane i były wspierane przez niemiecką myśl prawniczą. Na tym opieraliśmy naszą integrację europejską. Ale to powoduje, po stronie mentora, także szczególną odpowiedzialność. Jak w przypowieści z „Małego Księcia”. Jeśli oswoi się zwierzątko, to nie można go później porzucić”.  Postulowana przez Ukraińca podległość w relacjach z Niemcami oznaczała także zgodę na przerzucenie na Polaków odpowiedzialności za niemieckie zbrodnie. Potwierdzają to słowa Bodnara: „Naród polski uczestniczył w realizowaniu Holokaustu”. À propos – „Naziści” też porównywali Polaków do zwierząt. Kiedyś aktor Franciszek Trzeciak powiedział po powrocie z festiwalu w Oberhausen, że jeśli chcesz dostać w Niemczech nagrodę, pokaż Polskę jako świnię. To była refleksja z lat PRL, ale po latach okazuje się, że mechanizm funkcjonuje nadal. Co do porównań do „zwierzątek” – tak Niemcy postrzegali Donalda Tuska. „Jest uznawany przez wielu obserwatorów jako łatwy w hodowli dla Merkel” – pisał „Der Spiegel”.

Odszkodowań od Niemiec nie dostaniemy, ale sprawa zmusiła folksdojczów do „wyjścia z szafy”. Pokazała, jak wielu przebiera nogami, aby zostać „pośrednikiem”. Jedni z głupoty, inni dla odpracowania pieniędzy z niemieckich fundacji. Nie zabrakło Anne Applebaum: „Gdy Europa skupia się na najgorszym dyplomatycznym i militarnym kryzysie ostatnich dekad, polski rząd skupia się na wywoływaniu nowego kryzysu z Niemcami, domagając się absurdalnych reparacji za II wojnę światową. Bo podsycanie poczucia krzywdy wyborców ma dla nich większe znaczenie niż wojna na Ukrainie”. Nic jednak nie napisała o domaganiu się przez Izrael absurdalnych reparacji od Polski.

Myśleliśmy, że Leszek Miller to nie folksdojcz, ale „czysty Niemiec”. Tymczasem Jerzy Minakowski odkrył jego prawdziwe korzenie pod linkiem: „Żydowskie korzenie Leszka Millera i jego związki rodzinne z Kaczyńskim”. Symptomatyczne, że gdy Miller w Bundestagu powiedział po polsku o swym niemieckim pochodzeniu, aplauzu nie dostał. A gdy w Knesecie powiedział w jidysz „ich bin ajn lodzermensz”, aplauz dostał!

Na koniec uporządkujmy sprawy:główne zagrożenie nie nadchodzi zza Odry. Niemcy nie są państwem samodzielnym, de facto pozostają pod amerykańską okupacją. Swoją pozycję budują poprzez ekspansję gospodarczą i federalizację UE. Ale i w tym nie mają pełnej swobody, bo UE staje się instrumentem globalistów. Niemiecki rewanżyzm się odrodzi, ale nie jutro. Czas zatem przestać toczyć walkę z niemieckimi wiatrakami i dostrzec, że są sprawy ważniejsze. Dlaczego Kaczyński wprowadza zamieszanie w gradacji zagrożeń? Po co zaognia stosunki z zachodnim sąsiadem? Dlaczego, mimo całej retoryki antyniemieckiej, godzi się na płacenie za oddychanie polskim powietrzem i daje się nabierać na mityczne miliardy, które UE wydrukuje i wypłaci w formie kredytu, gdy będziemy „praworządni”? Czy nie chce odciągnąć uwagi od krachu finansów publicznych i trwałego osadnictwa Ukraińców? A może dlatego, że tak podpowiadają „pośrednicy”?

Co robić? Odpowiedź jest krótka: Naprawić to strasznie dziwne dialogowanie prostym zabiegiem – nie zdawać się na żydowskich pośredników, nie nazywać tego dialogiem polsko-niemieckim, lecz dialogiem żydowsko-niemieckim. Jak się bronić? Odpowiedź jest prosta: Publikować rodowody „pośredników”. Piętnować publicznie i imiennie, bo operujący zza Odry, bez swych agentów na miejscu, niewiele by zdziałali. Żądać zmiany ekipy negocjującej z Niemcami. Skorzystać z rady, znienawidzonego skądinąd przez „pośredników”, Władysława Gomułki: „Z racji swych kosmopolitycznych uczuć ludzie tacy powinni unikać dziedzin pracy, w których afirmacja narodowa staje się rzeczą niezbędną”. Inne dziś mamy uwarunkowania, ponadczasowa jest jednak doktryna Romana Dmowskiego, która głosi: Polska może się układać z każdym na arenie międzynarodowej, z każdym państwem i każdą organizacją. Jednak z ośrodka, który wytwarza polską myśl polityczną, należy wypchnąć wszelkie wpływy zewnętrzne, uzależnienia agenturalne, ideologiczne, finansowe. No i warto przypomnieć nauczanie Prymasa Tysiąclecia: Nie ma polskiej polityki za niepolskie pieniądze.

Nie tylko świerszcze w mące. Wszy [czerwie] w szminkach i wydzieliny robaków w kremach

Nie tylko świerszcze w mące. Wszy w szminkach i wydzieliny robaków w kremach

https://www.salon24.pl/newsroom/1284034,nie-tylko-swierszcze-w-mace-wszy-w-szminkach-i-wydzieliny-robakow-w-kremach

Wiele emocji wzbudziła decyzja Komisji Europejskiej dopuszczająca do jedzenia w krajach członkowskich UE produktów, które zawierają mąkę ze świerszczy. Tymczasem w przemyśle kosmetycznym przetwarzanie owadów funkcjonuje od dawna. Smarujemy się robakami, nawet o tym nie wiedząc.

Wszy są szczególnie popularne w szminkach

Odpowiedzialna za to substancja nazywa się karmin (koszenila, oznaczona jako E120) i znajduje się we wszystkim, co ma być jaskrawoczerwone: szminkach, różach do policzków, cieniach do powiek i lakierach do paznokci.

Owady (czerwce, które wyglądają jak wszy) są zbierane, a następnie suszone, gotowane i mielone. Wysuszone zmielone owady traktowane są amoniakiem lub roztworem węglanu sodu. W zależności od metody ekstrakcji otrzymuje się barwnik w różnych odcieniach, m.in. takich jak: szkarłat, czerwień, pomarańcz.

Aby uzyskać ok. 1 kg koszenili potrzeba ponad 150 000 owadów.

Koszenila występuje również w jedzeniu. Barwnik ten znajdziemy w: alkoholach, napojach owocowych, deserach, biszkoptach z nadzieniem owocowym, kisielach, jogurtach pitnych owocowych, wyrobach piekarniczych, słodyczach a także w niektórych produktach mięsnych (np. salami, kiełbasy) i w nabiale. Wiele popularnych żelek zawiera właśnie koszenilę, np  Haribo, M&Ms czy Smarties.

Wydzieliny z owadów w tuszach do rzęs

Inna substancja pochodząca z owadów na półkach z kosmetykami do makijażu to szelak (E 904). Wydzieliny owada łuski lakowej zwanego czerwcem są często używane w lakierach do paznokci, sprayach do włosów lub tuszach do rzęs.

Na początku szelak stanowi mieszankę żywicy, kawałków gałązek, szczątków owadów i innych zanieczyszczeń. Po zmieleniu i przesianiu szelak jest moczony w wodzie przez kilka godzin. Następnie namoczony ugniata się stopami w celu otwarcia ziarenek, z których wydostanie się barwnik oraz nastąpi oddzielenie szczątków owadów od żywicy. Jednolitą masę płucze się, aby usunąć barwnik i pianę. Szelak, który zostanie na dnie zbiorników, jest suszony na słońcu.

Według organizacji praw zwierząt PETA, szelak jest używany do „wszystkiego, co powinno świecić i nie rozpuszczać się zbyt szybko”. Należą do nich np. „Kinder Schoko-Bons” od Ferrero, cukierki Tic-Tac czy kulki Kit-Kat.

Pancerzyki owadów w kosmetyczce

W produktach kosmetycznych znajduje się również chityna. Kawałki skorupek są wykorzystywane jako środki zagęszczające i nawilżające w różnych produktach do pielęgnacji skóry i włosów. Chitosan jest produkowany komercyjnie poprzez moczenie pancerzy skorupiaków wodorotlenkiem sodu, wypłukującym grupy acetylowe w chitynie.

Udowodniono, że dodawanie do kosmetyków chityny chroni skórę przed nadmiernym wysuszeniem. Chityna jest neutralna dla naszej skóry i można ją mieszać z innymi substancjami w kosmetykach, których zadaniem jest ochrona skóry przed promieniowaniem UV oraz uzupełnianie brakujących substancji odżywczych.

Chitynę możemy znaleźć także w pastach do zębów, płynach do płukania, niciach do jamy ustnej oraz gumach do żucia.

Perfumy z wymiocin wieloryba

Z kolei jedwab z jedwabników stosowany jest w kosmetykach do makijażu, kremach i produktach do pielęgnacji włosów, które mają szczególnie wygładzać i wiązać wilgoć.

Wprawdzie nie jest to substancja z insektów, ale nie mniej obrzydliwy wydaje się fakt, że pewien drogocenny składnik w perfumach to wymiociny wieloryba. Naturalna ambra to właśnie wydzielina z przewodu pokarmowego kaszalota.

Podobnie jak w przypadku produktów spożywczych, również produkty kosmetyczne podlegają obowiązkowemu oznakowaniu pod kątem substancji pochodzących z owadów. Zła wiadomość jest taka, że niektóre składniki pochodzenia zwierzęcego są ukryte za kryptonimami. Na przykład karmin można zidentyfikować tylko po oznaczeniu CI 75470 na opakowaniu.

Robaki, sztuczne mięso, roślinne buty, tabletki spożywcze, ziemianki i samobójstwo…

Robaki, sztuczne mięso, roślinne buty, tabletki spożywcze, ziemianki i samobójstwo…

Chore i psychopatyczne umysły zielono-czerwonych klimatycznych fanatyków mogą nam w niedalekiej przyszłości zgotować koszmarny i antyludzi los. I nie łudźmy się, że to jakieś surrealistyczne mrzonki ideologicznych idiotów! To już się dzieje, czego wyrazem jest np. unijny zakaz rejestracji nowych aut spalinowych od 2035 roku. Gdybyśmy o takim realnym pomyśle usłyszeli np. 20 lat temu, to z szyderczym uśmiechem popukalibyśmy się w głowę.

Już ten poniższy rysunek prezentowałem a został on umieszczony w mediach społecznościowych przez skrajną wegankę Sylwię Spurek. Warto go jednak mieć przed oczami, bo w swoim wyrazie jest dla nas wielkim ostrzeżeniem. I bardzo się cieszę, że – na pewno mimo woli autorki – ten rysunek dotarł do Polaków i pozwoli im przekonać się do jakich to aberracyjnych absurdów dążą ideologiczni klimatyczni ekoterroryści.

image

Źródło: https://niezalezna.pl/475323-spurek-trzaskowski-weganizm-samochody-podroze

UE już dopuściła do obrotu jedzenie robaków, czyli np. mączki ze świerszczy. Może to komuś pasuje, ale mnie nie. Na pewno jednak będzie się ze smakiem oblizywał ze swojego niedzielnego i bogatego obiadu taki R. Trzaskowski, który jest bardzo przychylny wytycznym raportu C40 Cities:

image

Źródło: internet

Tyle tylko, że świerszcze to też małe zwierzątka, o które trzeba dbać, więc wielce prawdopodobne jest wprowadzenie obowiązkowej konsumpcji sztucznego, syntetycznego mięsa, które już jest w ostatniej fazie eksperymentalnej produkcji.

Możemy też zapomnieć jak smakuje mleko czy sery, bo przecież nie będzie można „gwałcić krów” poprzez ich dojenie.

Sądzę też, że ostatecznie prowadzi to też do wprowadzenia tabletek konsumpcyjnych, które będzie klupować większościowa biedota, np. tabletkę zieloną na śniadanie, czerwoną na obiad a żółtą na kolację.

Kiedy już wyczerpiemy limit zakupu odzieży to zapewne kolejna para butów czy kapci może wyglądać tak:

image

Źródło: internet

Ale przecież sałata i cała przyroda (fauna i flora) też żyje, więc wzorem prekursora W. Cejrowskiego (;;;) będziemy chodzić przez świat boso a jako, że nawet syntetyczna produkcja też zostawia ślad węglowy to przyjdzie nam chodzić nago. Bynajmniej nie jeździć, bo nie będzie nas stać ani na zakup jakiegoś samochodu czy też na jego wynajem. A zresztą samochodów też nie będzie lub będą, ale tak drogie, że dla większości niedostępne.

A gdzie będziemy mieszkać, skoro produkcja materiałów budowlanych i same budowanie oraz eksploatacja budynków mieszkalnych też zostawiają duży ślad węglowy a drewno jako budulec będzie zakazane, bo przecież nie można „zabijać” drzew. No jak to gdzie? Musimy korzystać z doświadczeń naszych przodków i mieszkać w ziemiankach czy lepiankach. Do tego w ciemnościach, bo nikogo – oprócz elit rządzących – nie będzie stać na zakup zabójczej dla klimatu energii elektrycznej.

Na samym końcu przyjdzie nam popełnić zbiorowe samobójstwo, bo wydychamy ogromne ilości CO2, które zagraża planecie Ziemia.

I na tym skończy się życie ludzi na Ziemi.

Zostaw za sobą dobra, miłości i mądrości ślad…

© Krzysztof Jaworucki (krzysztofjaw)

http://krzysztofjaw.blogspot.com/

kjahog@gmail.com

Jeżeli moje teksty nie są dla Państwa obojętne i szanują Państwo moją pracę, to mogą mnie Państwo wesprzeć drobną kwotą.

Z góry wszystkim darczyńcom dziękuję!

Nr konta – ALIOR BANK: 58 2490 0005 0000 4000 7146 4814

 Paypal: paypal.me/kjahog

Żydowska korupcja na Ukrainie

Żydowska korupcja na Ukrainie

Date: 18 febbraio 2023Author: Uczta Baltazara https://babylonianempire.wordpress.com/2023/02/18/zydowska-korupcja-na-ukrainie/

« (…) Sądzę, że antysemityzm na Ukrainie jest silniejszy niż w innych (krajach). Ponieważ dzisiaj na Ukrainie panuje wysoki poziom ubóstwa, wielu ludzi żyje z 800 hrywien [100 złotych]emerytur i pensji. Ci ludzie żyją w głodzie i zimnie. Nie stać ich na porządne jedzenie, ubrania ani podróże. Na Ukrainie jest dziś 14 milionów ludzi głodnych. W tym samym czasie pięćdziesiąt rodzin żydowskich posiada 80% całego majątku.

Czy widziałeś gdzieś ukraińskiego oligarchę? – Bo ja nie znam żadnego. Wszyscy są Żydami. (…) Rolls-Royce’y, samoloty, zamki, hotele, kasyna w Monte Carlo. Samoloty i jachty pod obcymi banderami. I oczywiście nie płacą podatków. A zakłady i fabryki były przez nich kupowane nie za realną cenę, ale zostały ukradzione całemu narodowi ukraińskiemu.» —– Serhiy Ratushniak, były mer Użhorodu —– https://zakarpattya.net.ua/News/76759-Serhii-Ratushniak-Cherez-zhadibnist-ievreiv-oliharkhiv-postrazhdaiut-prosti-ievrei

(W wyborach prezydenckich na Ukrainie w 2010 roku Ratuszniak był kandydatem zgłoszonym przez samego siebie[3] W sierpniu 2009 roku Ratuszniak miał rzekomo pobić kobietę prowadzącą kampanię kolegi kandydata na prezydenta Arsenija Jaceniuka (Front Zmian)[7] Wkrótce przeciwko Ratuszniakowi została wszczęta sprawa karna, oskarżono go o chuligaństwo, nadużycie urzędu oraz naruszenie równości rasowej i narodowej obywateli,[8] Ratuszniak zaprzeczył tym zarzutom. [9] Ratushniak nie był wcześniej znany jako antysemita.[9] Po nominacji Ratushniak powiedział lokalnej gazecie, że Żydzi są winni wszystkich kłopotów jego kraju. [9] Ratushnyak nazwał również Yatsenyuk “paskudnym Żydem masonem”[5] i “bezczelnym małym Żydem”, który “z powodzeniem służył złodziejom, którzy są u władzy na Ukrainie i wykorzystuje przestępcze pieniądze, aby orać do przodu w kierunku prezydentury Ukrainy”.[9] Burmistrz powiedział Associated Press w wywiadzie telefonicznym: “Czy każdy ma obowiązek kochać Żydów i Izrael? Jeśli nie lubię Żydów i Izraela, to czy przez to jestem antysemitą?”.[9] https://en.wikipedia.org/wiki/Serhiy_Ratushniak

……………………………………………………………….

Podczas gdy Rosja powoli eskaluje swoją “specjalną operację wojskową” przeciwko Ukrainie w przededniu jej pierwszej rocznicy, ponownie przyciąga mnie złożone, aczkolwiek wyraziste zjawisko skrajnej żydowskiej korupcji w tym kraju. Podczas gdy powszechne stało się odnotowywanie żydowskiego pochodzenia Wołodymyra Zelenskiego, a być może także Wołodymyra Groysmana, pierwszego premiera, który urzędował pod kierownictwem Zelenskiego, nie zdarzyło mi się jeszcze przeczytać szczegółowego opisu głównych żydowskich graczy w toczącej się sadze ukraińskiej oligarchii i jej politycznych filii. Jiż prędzej, obecny konflikt jest ogromnym odwróceniem uwagi od faktu, że przez dziesięciolecia największym zagrożeniem dla Ukrainy nie była Rosja, ale finansiści i spekulanci działający bezkarnie w obrębie granic Ukrainy, aby wykorzystywać etnicznych Ukraińców i plądrować ich zasoby.

Mówiąc ogólnie, oczywiście, Ukraina jest niezwykle skorumpowanym krajem, z kulturą oszustw i kradzieży wywodzącą się w dużej mierze z dziedzictwa sowieckiego i nasyconą na wszystkich poziomach społeczeństwa. Oszustwa wszystkich grup etnicznych są wszechobecne w tym kraju. Łapówkarstwo jest systematyczne, akceptowane przez zwykłych obywateli jako podstawowy fakt życia i obejmuje nawet tak prozaiczne czynności jak kontrola pojazdów. Oprócz polityki, łapówkarstwo i inne formy korupcji pozostają endemiczne w policji, szkolnictwie wyższym, służbie zdrowia i wymiarze sprawiedliwości, w wyniku czego Ukraina plasuje się obok niektórych najgorszych krajów afrykańskich w ocenie postrzegania korupcji przez Transparency International. Według danych z 2015 roku, politycznie powiązane przedsiębiorstwa stanowiące mniej niż 1 procent firm na Ukrainie posiadały ponad 25 procent wszystkich aktywów i miały dostęp do ponad 20 procent finansowania dłużnego. W kapitałochłonnych sektorach wydobywczym, energetycznym i transportowym firmy powiązane politycznie stanowiły ponad 40 procent obrotu i 50 procent aktywów.

Ukraina nie jest bynajmniej latarnią wolności przedstawianą nam teraz przez mass media, jest narodem zbankrutowanym pod względem zaufania społecznego i dobrze przywykłym do jarzma wyzysku. Niewiele było wewnętrznego oburzenia w związku z masowym handlem kobietami w celach seksualnych, zarówno w kraju, jak i poza nim, przy czym miasta nadmorskie, takie jak Odessa, stały się ośrodkami turystyki seksualnej dla najgorszych tureckich i izraelskich klas średnich.

Ukraina ma obecnie najwyższą prewalencję HIV wśród dorosłych poza Afryką, przy czym od 2008 roku stosunki seksualne prześcigają używanie narkotyków w iniekcjach jako podstawowa forma transmisji. National Institute on Drug Abuse wskazuje, że nadużywanie narkotyków na Ukrainie osiągnęło rozmiary epidemii w ciągu ostatnich 15 lat.

Ukraina jest na wielu płaszczyznach głęboko wadliwym i niespokojnym państwem, i jak każda krwawa padlina przyciągnęła swoją część hien. Uważam jednak, że żydowska korupcja na Ukrainie, mimo że Żydzi stanowią jedynie około 0,5% populacji Ukrainy, ma charakter na tyle istotny, że zasługuje na szczególną uwagę. W poniższym eseju chcę zbadać niektórych kluczowych graczy i ich wzajemne powiązania, a także zaproponować kilka przemyśleń na temat powodów, dla których postawy antyżydowskie nie przyjęły się na Ukrainie i dlaczego jest mało prawdopodobne, by tak się stało w przyszłości.

W jakim stopniu “antykorupcyjny” jest Zelensky?

Obecnie przyćmiona przez jego ponowne wynalezienie jako rodzaju drugiego przyjścia Winstona Churchilla, pierwsza wielka transformacja Zelensky’ego polegała na przekształceniu go z bliskiego współpracownika najgorszego z ukraińskich oligarchów (Ihora Kołomojskiego, omówionego poniżej) w “antykorupcyjnego” populistę.

Związek Zelensky’ego z Kołomojskim sięga około 2012 roku, kiedy Zelensky i żydowscy bracia Serhiy i Boris Shefir, zaczęli tworzyć treści dla stacji telewizyjnych Kołomojskiego poprzez swoją firmę produkcyjną Kvartal 95 https://en.wikipedia.org/wiki/Serhiy_Shefir. Jak już wiadomo, polityczny wzlot Zelensky’ego rozpoczął się po jego głównej roli w satyrze politycznej “Sługa ludu”, która zaczęła być emitowana w sieci 1+1 Kołomojskiego w 2015 roku. Kanał 1+1 został założony przez innego Żyda, Aleksandra Rodnyansky’ego https://en.wikipedia.org/wiki/Alexander_Rodnyansky. W “Servant of the People” Zelensky zagrał nauczyciela szkolnego, którego antykorupcyjna tyrada w klasie zostaje sfilmowana przez ucznia, trafia do sieci i zdobywa prezydenturę. Zelensky zwrócił się w stronę realnej polityki, wykorzystał powszechny gniew opinii publicznej na korupcję i z łatwością wygrał wybory prezydenckie zaledwie trzy i pół roku po rozpoczęciu programu.

Zelensky jest w całości tworem medialnym, pustym płótnem, na które można rzutować wszystko. Przed wojną niemiecka Rada Stosunków Zagranicznych zwróciła uwagę na to, że “Zelensky do tej pory był bardzo niejasny w kwestii swojej polityki i wizji przyszłości. Tak więc było niezwykle trudno powiedzieć, co on popiera lub sprawdzić jego pozbawione polityki wypowiedzi w sposób, w jaki eksperci sprawdzali innych kandydatów. On sam rzadko wspomina o faktach”.

W kampanii Zelensky’ego w 2019 roku pojawiły się wątpliwości co do jego autentyczności, biorąc pod uwagę jego bliski związek z Kołomojskim. Brytyjski Royal Institute of International Affairs bystro zauważył, że nawet jeśli Zelensky był szczery w swoich twierdzeniach o sprzeciwie wobec skorumpowanych, “nie jest w stanie rządzić bez systemu [struktury oligarchicznej] i będzie kłaniał się jego interesom” https://www.chathamhouse.org/sites/default/files/2021-07/2021-07-01-ukraine-crony-capitalism-lough.pdf. W gorącym okresie kampanii wyborczej sprzymierzeniec urzędującego Petra Poroszenki (o którym mówi się, że ma żydowskiego ojca https://forward.com/news/198758/ukraine-presidential-frontrunner-petro-poroshenko/), dziennikarz Wołodymyr Ariew (który również twierdzi, że ma żydowskie pochodzenie https://www.jpost.com/opinion/two-tragedies-and-justice-is-required-for-both-542658), opublikował na Facebooku wykres, z którego wynikało, że Zelensky i jego partnerzy w produkcji telewizyjnej byli beneficjentami sieci firm offshore, które założyli w 2012 r. i które otrzymały 41 mln dolarów z Privatbanku Kołomojskiego https://www.occrp.org/en/the-pandora-papers/pandora-papers-reveal-offshore-holdings-of-ukrainian-president-and-his-inner-circle. Wiele z tych zarzutów okazało się słusznych po wycieku Pandora Papers, milionów plików pochodzących od 14 dostawców usług offshore, do International Consortium of Investigative Journalists.

Dokumenty pokazują, że Zelenski i jego żydowscy partnerzy w Kvartal 95 utworzyli sieć firm offshore sięgającą co najmniej 2012 roku, tego samego roku, w którym firma zaczęła regularnie tworzyć treści dla Ihora Kołomojskiego. Offshores, które filtrowały pieniądze Kolomoisky’ego przez Brytyjskie Wyspy Dziewicze (BVI), Belize i Cypr w celu uniknięcia płacenia podatków na Ukrainie, były również wykorzystywane przez współpracowników Zelensky’ego do zakupu i wejścia w posiadanie trzech najlepszych nieruchomości w centrum Londynu. Dokumenty pokazują również, że tuż przed wyborem Zelensky przekazał swoje udziały w kluczowej spółce offshore, Maltex Multicapital Corp. zarejestrowanej na Brytyjskich Wyspach Dziewiczych, Serhijowi Shefirowi – który wkrótce miał zostać jego głównym doradcą prezydenckim. Pomimo “zrzeczenia się udziałów”, dokumenty pokazują, że szybko zawarto umowę, która pozwoliła offshore’owi nadal wypłacać dywidendy firmie, która teraz należy do żony Zelensky’ego.

FOTO: Zelensky i Serhiy Shefir

Oprócz zapewnienia wsparcia finansowego podczas wyborów na Ukrainie w 2019 roku, Kolomojsky dostarczył Zelensky’emu samochody, a kuloodporny Mercedes, którego Zelensky używał na szlaku kampanijnym, był własnością współpracownika Kolomoisky’ego Timura Mindicha – który zasiada w radzie powierników Gminy Żydowskiej w Dniepropietrowsku, organu, którego Kołomojski był przewodniczącym. Chociaż Zelenski nadal zaprzeczał, że jego relacje z Kołomojskim były czymś innym niż profesjonalnymi, Kyiv Post poinformował w kwietniu 2019 roku, że Zelenski podróżował w sumie 13 razy do Genewy i dodatkowe dwa razy do Tel-Avivu, dokładnie w tym samym czasie, kiedy Kołomojski był w tych miejscach https://www.kyivpost.com/post/6912. Towarzyszami podróży Zelensky’ego podczas wymienionych podróży byli żydowski oligarcha i bliski współpracownik Kołomojskiego Gennadiy (Zvi Hirsch) Bogolyubov https://en.wikipedia.org/wiki/Gennadiy_Bogolyubov, oraz bracia Hryhoriy i Ihor Surkis https://en.wikipedia.org/wiki/Ihor_Surkis obaj oskarżeni o poważną korupcję. Należą oni do najbogatszych ludzi na Ukrainie i są Żydami poprzez swoją matkę Rimę Gorinshtein. Bardzo żydowski charakter tych wyjazdów nie powinien dziwić, biorąc pod uwagę, że tam gdzie to możliwe, Zelenski lubi otaczać się żydowskimi pomocnikami. Na przykład po wybuchu wojny okazało się, że zasięgał on porad dotyczących public relations u dwóch popierających Likud Izraelczyków, Srulika Einhorna i Jonatana Uricha. https://www.timesofisrael.com/report-zelensky-received-pr-advice-from-netanyahu-aides/

Zelenski nie odwrócił się plecami do ręki, która go karmiła, a jego awans zbiegł się z upadkiem kilku przeciwników Kołomojskiego. Po tym, jak Zelenski został prezydentem, wrogowie Kołomojskiego w banku centralnym Ukrainy, Valeria Gontareva, zostali poddani ciągłej kampanii zastraszania. Przeciwko niej wszczęto postępowanie karne za rzekome nadużycie stanowiska w czasie pracy w banku centralnym, jej mieszkanie w Kijowie zostało zrewidowane przez policję, samochód należący do jej synowej, również noszącej nazwisko Valeria Gontareva, został spalony, a jej dom na obrzeżach stolicy Ukrainy został podpalony i zniszczony. Za rządów Zelenskiego parlament Ukrainy uchwalił środek, dzięki któremu Kołomojski nie musiał płacić wyższych podatków od swojej działalności górniczej https://www.forbes.com/sites/kenrapoza/2022/02/16/against-all-odds-has-zelensky-failed-ukraine/?sh=6199ed867d68, a przed rozpoczęciem wojny z Rosją wszystko wskazywało na ponowny wpływ grup interesów przeciwnych reformie.

Najpierw, w marcu 2020 roku, nastąpiła dymisja rządu premiera Ołeksija Honczaruka (który nie ułatwił sobie sprawy, uczestnicząc w koncercie z antyżydowskim zespołem heavy metalowym na czele https://www.timesofisrael.com/ukrainian-pm-minister-attended-neo-nazi-concert-in-kyiv/), a dzień później usunięcie z urzędu reformatorskiego prokuratora generalnego Rusłana Riaboszapki. Następnie w kwietniu doszło do zablokowania reform sądownictwa przez Sąd Konstytucyjny, a w październiku do wydania przez ten sam sąd orzeczenia, które skutecznie sparaliżowało pracę Narodowej Agencji do Spraw Zapobiegania Korupcji. W lipcu 2020 roku Zelenski wymusił rezygnację Jakowa Smolii z funkcji prezesa Narodowego Banku Ukrainy (NBU). Po odejściu ze stanowiska Smolii mówił o “systematycznej presji politycznej” na bank i nie wykluczył zbieżności interesów między Kancelarią Prezydenta a Kołomojskim. Powiedział, że Kancelaria Prezydenta chciała zastąpić kierownictwo NBU ludźmi, których mogła kontrolować. Dymisja Smolia nastąpiła krótko po tym, jak Ukraina otrzymała pierwszą transzę nowego kredytu stand-by MFW w wysokości 5 mld USD. Kluczowym warunkiem kontynuacji wsparcia ze strony MFW była niezależność NBU, a MFW dał jasno do zrozumienia, że darzy Smolia i jego zespół dużym szacunkiem.

Szukając międzynarodowej pomocy w następstwie rosyjskiej “specjalnej operacji wojskowej”, Zelenski zrobił wiele, by sprawiać wrażenie, że walczy z korupcją, podczas gdy w rzeczywistości robi bardzo niewiele. W ostatnich tygodniach zachodnie media i politycy chwalili Zelenskiego za serię nalotów i dymisjonowania https://www.ft.com/content/53d688ca-482f-41e4-b6a7-7d24a416a9f4, które miały na celu walkę z korupcją w kraju, ale postawiono mu niewiele zarzutów, a naloty zostały idealnie zgrane w czasie z rozmowami o przystąpieniu do UE i próbami uzyskania europejskiej pomocy finansowej i wojskowej. Komentator polityczny Yuriy Vishnevskyi zwrócił uwagę na bezużyteczność nalotu na Kołomojskiego, podkreślając, że “detektywi doskonale wiedzieli, że najprawdopodobniej nic tam nie znajdą, ponieważ Kołomojski nie był urzędnikiem w [organach rządowych podejrzanych o uchylanie się od płacenia podatków] https://www.dsnews.ua/ukr/politics/shou-dlya-baydena-posadit-li-zelenskiy-kolomoyskogo-etoy-vesnoy-01022023-473591. Wątpliwe jest, żeby gromadził w domu dokumenty, które świadczyłyby o jego udziale w układach przestępczych.” Pogłoski o tym, że Zelenski pozbawił Kołomojskiego obywatelstwa ukraińskiego, wraz z obywatelstwem ukraińskim żydowskich oligarchów Hennadiya Korbana i Vadima Rabinovicha, wywołały kontr pogłoski, że jest to nic innego jak sprytna manipulacja mająca na celu uwolnienie tych postaci od i tak już słabych ustaw anty-oligarchicznych uchwalonych w roku 2022. https://emerging-europe.com/news/why-ukraines-anti-oligarch-bill-is-so-problematic/

Ihor Kołomojski – Naczelny pasożyt

Kołomojski, który posiada również obywatelstwo izraelskie i cypryjskie, jest prawdopodobnie jednym z najgorszych złodziei, jacy kiedykolwiek chodzili po ziemi, i nie było większego pasożyta żerującego na Ukraińcach. Nazwany przez Centrum Badań nad Korupcją i Przestępczością Zorganizowaną (OCCRP) jako jeden z czterech najbardziej skorumpowanych ludzi na świecie, Kołomojski wykorzystał swoją własność PrivatBanku do wyłudzenia od klientów około 5,5 miliarda dolarów w depozytach, co stanowiło 40% wszystkich prywatnych depozytów na Ukrainie. Pomimo zakazu wjazdu do Stanów Zjednoczonych, gdzie posiada liczne aktywa, Kołomojski nigdy nie został aresztowany na Ukrainie, a Zelenski nie wykazuje żadnych oznak, że kiedykolwiek postawi go przed sądem. Uważany za przestępcę przez prawie każdego, kto potrafi myśleć, Kołomojski jest bohaterem międzynarodowej społeczności żydowskiej. W 2008 roku Kolomsoisky został wybrany na przewodniczącego Zjednoczonej Gminy Żydowskiej Ukrainy, a w 2010 roku został wybrany na przewodniczącego Europejskiej Rady Żydowskiej.

Zgodnie z tym samym historycznym wzorcem, żydowskie przestępstwa finansowe na wielką skalę, popełniane przez niewielką liczbę kluczowych aktorów, nadal przynoszą korzyści całej populacji żydowskiej. Żydzi na arenie międzynarodowej przez lata korzystali z grabieży narodu ukraińskiego dokonywanej przez Kołomojskiego. W marcu 2021 roku wyszło na jaw, że dwaj Żydzi z Miami, Mordechaj Korf, lat 48, i Uri Laber, lat 49, działali jako pośrednicy Kołomojskiego w Stanach Zjednoczonych https://nypost.com/2021/03/06/businessmen-accused-of-ukraine-money-laundering-gave-millions-to-ny-charities/. Oprócz prania jego pieniędzy w różnych aktywach, dwójka przekazała ponad 11 milionów dolarów dla prawie 70 jesziw i religijnych organizacji charytatywnych (Jewish Educational Media, Colel Chabad, między innymi) na Brooklynie i w całym stanie Nowy Jork. Kołomojski jest również wpisany na listę darczyńców dla Yad Vashem. Zarówno Korf, jak i Laber posiadali również udziały w PrivatBank, a według doniesień The Forward wpompowali “około 25 milionów dolarów w żydowskie organizacje non-profit w latach 2006-2018” https://forward.com/news/440219/florida-chabad-lubavitch-miami-charities-money-laundering-optima-schemes/. Kołomojski jest oczywiście patronem “Menory”, największego centrum żydowskiego na świecie. Całkiem stosowne, biorąc pod uwagę, że jego istnienie zawdzięczamy międzynarodowym baronom rabunkowym, centrum jest domem dla biur podróży i banków. Oficjalna strona internetowa mówi, że budynek jest czymś, z czego “każdy mieszkaniec Dniepru może być dumny”, na co mogę tylko odpowiedzieć, że mam taką nadzieję, biorąc pod uwagę, że, chcąc czy nie, część oszczędności i depozytów każdego mieszkańca Dniepru poszła na jego budowę. https://menorah-center.com/en/about/

FOTO: Menora – Największe Centrum Społeczności Żydowskiej na świecie

Jednym z najlepszych przykładów tego, jak Kołomojski prowadzi interesy, jest jego pozycja właściciela lotniska w Dnieprze. W 2009 roku Kołomojski kupił 99,45% udziałów w lotnisku poprzez swoją firmę Galtera. Zgodnie z warunkami umowy inwestycyjnej, Galtera miała zainwestować 882,1 mln UAH w rozwój lotniska i musiała przekazać państwu pas startowy, system radiolatarni i działki. Do roku 2015 Galtera zainwestowała jedynie 142 145 UAH i nie przekazała rządowi żadnych obiektów. Rozpoczął się ciąg procesów sądowych, ale ukraiński wymiar sprawiedliwości w pełni podporządkowany oligarchii nie przyniósł rozstrzygnięcia. W międzyczasie Kołomojski uczynił loty z lotniska tak drogimi (jeden z komentatorów wyjaśnił, że nawet krótkie loty wiązały się z opłatami, które w innym miejscu byłyby zdolne pokryć lot w kosmos), że mieszkańcy Dniepru w przeważającej większości optowali za trzygodzinną jazdą do Charkowa, zamiast płacić za wymuszone i zawyżone ceny na lotnisku. Z drugiej strony, mają oni absolutnie gigantyczne centrum żydowskie, z którego mogą być dumni.

Żydowska niewidzialność na Ukrainie

Brak oburzenia z powodu ukraińskich pieniędzy trafiających do żydowskich kieszeni może wydawać się zaskakujący dla zachodnich obserwatorów, ale jest całkowicie wytłumaczalny. Z pewnością nie brakowało Żydów działających pasożytniczo na Ukrainie. Oprócz Kołomojskiego i innych wymienionych powyżej, Hennadiy Kernes, Paweł Fuks, Andrij Jermak (obecnie szef Kancelarii Prezydenta Ukrainy), Hennadij Korban, Wadim Rabinowicz, Aleksander Feldman i Wiktor Pinczuk zaangażowali się w oszustwa, korupcję i gromadzenie ogromnego bogactwa i władzy kosztem narodu ukraińskiego. Na Ukrainie wyraźne przykłady korupcji i oligarchii można znaleźć również wśród innych mniejszości etnicznych, takich jak Tatarzy muzułmańscy (np. Rinat Achmetow) oraz wśród samych etnicznych Ukraińców. Kraj jest tak skorumpowany, że nawet wyraźne przykłady spójności etnicznej, takie jak nakładające się na siebie środowiska żydowskie Zelenskiego i Kołomojskiego, znikają w szerszym obrazie rozkładu społeczno-politycznego.

Dyskusja na temat specyfiki żydowskiej korupcji na Ukrainie stała się trudniejsza we wrześniu 2021 roku, kiedy to Zelenski podpisał nową ustawę definiującą pojęcie antysemityzmu i ustanawiającą kary za przekroczenia, w tym karę pozbawienia wolności do pięciu lat. Nowe przepisy oznaczają, że bunty takie jak ten Wasilija Wołka https://www.thejc.com/news/world/ukrainian-general-calls-for-destruction-of-jews-1.438400 i Nadiji Sawczenko https://www.jta.org/2017/03/27/global/ukrainian-war-hero-and-lawmaker-slurs-jews staną się przeszłością. Wołk, emerytowany generał, który posiadał starszy stopień rezerwy w Służbie Bezpieczeństwa Ukrainy napisał w roku 2017 w poście na Facebooku, że Żydzi “nie są Ukraińcami i zniszczę was razem z Rabinowiczem”. Mówię wam jeszcze raz – idźcie do diabła, żydzi [mośki], naród ukraiński ma was dosyć. Ukraina powinna być rządzona przez Ukraińców”. W tym samym roku Sawczenko, pilotka odrzutowca, która została wybrana do parlamentu w 2014 roku, gdy była jeszcze przetrzymywana jako więzień Rosji, powiedziała podczas wywiadu “Nie mam nic przeciwko Żydom. Nie lubię ‘mośków’”. Później powiedziała, że Żydzi posiadają “80 procent władzy na Ukrainie, podczas gdy stanowią jedynie 2 procent populacji.”

Śledztwa w sprawie przestępczości żydowskiej są również utrudniane przez oskarżenia o antysemityzm, czego dowodem jest sprawa z maja 2020 r., w której uczestniczył Mychajło Bank, wysoki rangą funkcjonariusz policji w obwodzie iwano-frankowskim na Ukrainie https://www.algemeiner.com/2020/05/11/outrage-in-ukraine-as-letter-emerges-from-top-police-official-demanding-list-of-jews-in-western-city-of-kolomyia/. W ramach śledztwa dotyczącego “ponadnarodowych i etnicznych grup zorganizowanych i organizacji przestępczych”, Bank napisał do Jakowa Zalischikera, przewodniczącego gminy żydowskiej w mieście Kołomyja, żądając nazwisk wszystkich członków gminy żydowskiej, a także zagranicznych studentów żydowskich przebywających w mieście. Czytając między wierszami, można przypuszczać, że Bank miał dobry powód, by wierzyć, że owe “ponadnarodowe i etniczne zorganizowane grupy i organizacje przestępcze” były żydowskie. Niestety dla Banka, został on zauważony przez Eduarda Dolinsky’ego, ukraińskie wcielenie Jonathana Greenblatta z ADL, który przedstawił żądanie jako sugerujące nadchodzący Holokaust. “To się nazywa stygmatyzacja” – skarżył się Dolinsky. “Oni [Policja Narodowa] nie wysłali takiego listu do grekokatolików czy prawosławnych, aby sporządzić listy w związku z walką z przestępczością zorganizowaną. Zwrócili się do Żydów. To świadczy o głębokiej ksenofobii”.

Sprawa została dodatkowo wzmocniona przez zaangażowanie żydowskiego polityka Igora Frisa, który osobiście lobbował w tej sprawie u Zelenskiego. Zarówno naczelnik Wydziału Śledztw Strategicznych Narodowej Policji Ukrainy Andrij Rubel, jak i szef Policji Państwowej Ihor Kłymenko zostali zmuszeni do pokornych przeprosin. W ciągu kilku tygodni spontanicznie “odkryto”, że Bank uczestniczył w korupcji po czym szybko go zwolniono.

Wreszcie, ponieważ Kołomojski był jednym z głównych fundatorów ukraińskich grup ultranacjonalistycznych, takich jak Prawy Sektor, był związany z partią Swoboda i był zaangażowany w Batalion Azow, ukraiński ultranacjonalizm posiada dziwnie nieetniczną charakterystykę; lub raczej, jest bardziej zainteresowany określeniem siebie jako przeciwnika Rosji niż forsowaniem jakiejkolwiek platformy “Ukraina dla Ukraińców”. Jako taki, ukraiński ultranacjonalizm stał się rodzajem agresywnego nacjonalizmu obywatelskiego, nieszkodliwego dla Żydów i innych mniejszości, ale wystarczająco zapalczywego, by odegrać rolę w sprowokowaniu ogromnego konfliktu, który obecnie absorbuje uwagę świata.

Jaka Ukraina powstanie z ruin, to się dopiero okaże. Pewne jest to, że luksusowe domy na Florydzie, w Londynie, Genewie i Tel Awiwie długo jeszcze będą gościć tych, którzy utuczyli się na ukraińskich pieniądzach i którzy nadal będą gromadzić zrabowane zyski, podczas gdy dziesiątki tysięcy worków z ciałami będą kontynuować ich posępną podróż na cmentarze Kijowa i Moskwy.

NA PODSTAWIE: https://www.theoccidentalobserver.net/2023/02/17/jewish-corruption-in-ukraine/

Poznaj szlachetne serce Łotysza

Poznaj szlachetne serce Łotysza

Dobroci nigdy dosyć. Szczególnie, gdy sąsiad w potrzebie. Łotysze znaleźli sposób, żeby obdarować Ukrainę i przy tym samemu pozbyć się złomu. Wszak darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby.

Łotysze nazywają „populizmem” najnowszą ustawę o przekazywaniu Ukrainie skonfiskowanych pijanym kierowcom samochodów. Władze krajów bałtyckich znalazły nowy wariant „pomocy Ukrainie”.
Jak poinformował premier Łotwy Krisjanis Karins, parlament tego kraju (Saeima) właśnie przyjął w ostatnim czytaniu poprawki do obowiązującej ustawy „O wsparciu dla obywateli Ukrainy”.
Nowa interpretacja ustawy umożliwia łotewskim agencjom państwowym przekazywanie różnych pojazdów na rzecz  rządu ukraińskiego. Można by  pomyśleć, że rząd Ukrainy to nie to samo  co „obywatele Ukrainy”. Ale ustawa została uchwalona, i z hukiem przyklepana i należy mieć nadzieję, że choć Zelenski nie ma powodów do zbytniej radości, bo przecież stare Volkswageny to nie Leopardy, ale zwykli obywatele Ukrainy mogą liczyć na darmowe auta.
Warto jednak zwrócić uwagę na łotewskie statystyki. Od czasu wprowadzenia w tym kraju środka o konfiskacie samochodów od pijanych kierowców ( w tym samym czasie, co i w Polsce), zarekwirowano nie więcej niż 30 samochodów. Co więcej, niektórzy z łotewskich kierowców zostali przyłapani na jeździe po pijanemu za kierownicą (wy)pożyczonych samochodów, których z oczywistych względów państwo nie ma prawa konfiskować. Skonfiskowane samochody mają średni przebieg ponad 150 tysięcy kilometrów, a ich średni wiek – nie mniej niż 16 lat. W związku z tym zwykli Łotysze uważają, że nowe poprawki do ustawy o wsparciu dla obywateli Ukrainy to bardziej państwowy populizm, żeby brutalnie nie powiedzieć- żart.
No cóż, wojna wojną, a pośmiać się jest zawsze zdrowo.

Poniżej  kilka komentarzy mieszkańców Łotwy:
Niech deputowani Saeimy na początek oddadzą swoje służbowe samochody na Ukrainę – wtedy pokażą poziom wsparcia.
-Słyszałem, że na drugi dzień zabrali facetowi jego  Mercedesa rocznik modelowy 1992. Jeśli nasz rząd uważa, że ten konkretny samochód naprawdę pomoże teraz Ukrainie, to ustawa jest jak najbardziej na czasie…
Nasi rządowi  – populiści. Czy nie pomyśleli jeszcze o przekazywaniu dzieci z domów dziecka jako środka wsparcia dla Ukrainy? Im teraz brakuje ludzi …
Ten genialny w swojej prostocie pomysł należy podpowiedzieć  rządowi w Warszawie. Nareszcie byłaby jakaś drobna korzyść z naszego wsparcia dla walczącej  Ukrainy

=========================

mail:

To właśnie jest przykład ewangelicko-kalwińskich „dobrych uczynków”. Bliźniemu niezbyt pomóc, ale samemu skorzystać.

Najwyższy stan alarmowy z powodu obornika na polu. Zaalarmowano sztab kryzysowy i uruchomiono zintegrowane centrum zarządzania w sytuacjach kryzysowych.

Najwyższy stan alarmowy z powodu obornika na polu.

Zaalarmowano sztab kryzysowy i uruchomiono zintegrowane centrum zarządzania w sytuacjach kryzysowych.

Wykształciuch z dużego miasta…

Grzegorz Tomczyk https://www.farmer.pl/fakty/unia-europejska/najwyzszy-stan-alarmowy-z-powodu-obornika-na-polu,128436.html

Mieszkaniec zaalarmował strażaków o skażeniu i trujących wyziewach w powietrzu. Okazało się, że rolnik wywiózł na pole obornik.

Spektakularna akcja służb ratowniczych miała miejsce w pewnej wsi w dystrykcie Dachau w Bawarii, w Niemczech. Strażacy, policjanci, karetki pogotowia i pogotowia techniczne udały się tam na wezwanie mieszkańca, który donosił o trujących wyziewach, które nie pozwalają mu wyjść na dwór. Mężczyzna twierdził, że w powietrzu czuć ostry zapach jakiegoś gazu lub siarki.

Akcja służb z Sulzemoos

Strażacy w wyniku zawiadomienia podjęli procedury alarmowe, podejrzewając że doszło do jakiejś poważnej awarii, np. gazociągu lub innej instalacji. Zaalarmowano sztab kryzysowy i uruchomiono zintegrowane centrum zarządzania w sytuacjach kryzysowych.

Najazd służb spowodował we wsi niemałe poruszenie wśród mieszkańców. Gdy jednak strażacy dotarli na miejsce, okazało się, że żadnego zagrożenia nie ma. Otóż nowo osiadły mieszkaniec wsi po raz pierwszy w życiu poczuł zapach obornika, który rolnik właśnie rankiem rozrzucił na polu. Jak żartują strażacy z Sulzemoos, najwyraźniej nie każdemu służy wiejskie powietrze.

Koszty całej operacji nie są znane. Zgłaszającego jednak nie ukarano, bo nie dowiedziono, że świadomie wprowadził w błąd strażaków, nadużywając numeru alarmowego.

WARNING: Florida Department of Health Alert on mRNA COVID-19 Vaccine Safety

WARNING: Florida Department of Health Alert on mRNA COVID-19 Vaccine Safety

Robert W Malone MD, MS https://rwmalonemd.substack.com/p/warning-florida-department-of-health?sd=pf

Health Alert on mRNA COVID-19 Vaccine Safety

February 15, 2023

Contact:
 (Florida Health) Communications Office
 NewsMedia@flhealth.gov
 (850) 245-4111

The COVID-19 pandemic brought many challenges that the health and medical field have never encountered. Although the initial response was led by a sense of urgency and crisis management, the State Surgeon General believes it is critical that as public health professionals, responses are adapted to the present to chart a future guided by data.

The State Surgeon General is notifying the health care sector and public of a substantial increase in Vaccine Adverse Event Reporting System (VAERS) reports from Florida after the COVID-19 vaccine rollout.

In Florida alone, there was a 1,700% increase in VAERS reports after the release of the COVID-19 vaccine, compared to an increase of 400% in overall vaccine administration for the same time period (Figure 1).

The reporting of life-threatening conditions increased over 4,400%. This is a novel increase and was not seen during the 2009 H1N1 vaccination campaign. There is a need for additional unbiased research to better understand the COVID-19 vaccines’ short- and long-term effects.

The findings in Florida are consistent with various studies that continue to uncover such risks. To further evaluate this, the Surgeon General wrote a letter to the U.S. Food and Drug Administration (FDA) and the Centers for Disease Control and Prevention (CDC) illustrating the risk factors associated with the mRNA COVID-19 vaccines and emphasizing the need for additional transparency.

According to a study, Fraiman J et al, Vaccine. 2022, mRNA COVID-19 vaccines were associated with an excess risk of serious adverse events, including coagulation disorders, acute cardiac injuries, Bell’s palsy, and encephalitis. This risk was 1 in 550 individuals, which is much higher than other vaccines.

A second study, Sun CLF et al, Sci Rep. 2022, found increased acute cardiac arrests and other acute cardiac events following mRNA COVID-19 vaccination.

Additionally, Dag Berild J et al, JAMA Netw Open. 2022, assessed the risk of thromboembolic and thrombocytopenic events related to COVID-19 vaccines and found preliminary evidence of increased risk of both coronary disease and cardiovascular disease.

While the CDC has identified safety signals for stroke among individuals 65 and older following the bivalent booster administration, there is a need for additional assessments and research regarding safety of all mRNA COVID-19 vaccines.

To support transparency, the State of Florida reminds health care providers to accurately communicate the risks and benefits of all clinical interventions to their patients, including those associated with the COVID-19 vaccine as additional risks continue to be identified and disclosed to the public.

The State of Florida remains dedicated to protecting communities from the risks of COVID-19 and other public health concerns, specifically by promoting the importance of treatment and promoting prevention through healthy habits. We encourage our health care partners and providers to do the same.

(End of Health Alert)


Florida Surgeon General Joseph Ladapo has now sent a letter to the Food and Drug Administration (FDA) citing that there is an 4,400% increase of reports of life-threatening conditions in Florida since the roll-out of the mRNA COVID-19 vaccine.

“We have never seen this type of response following previous mass vaccination efforts pushed by the federal government. Even the H1N1 vaccine did not trigger this sort of response. In Florida alone, we saw a 1,700% increase in reports after the release of the COVID-19 vaccine, compared to an increase of 400% in vaccine administration for the same period. The reporting of life- threatening conditions increased 4,400%,” – Florida Surgeon General Joseph Ladapo

Highlight from the letter, which I have cut and pasted below:

  • The State of Florida has never seen this type of response following previous mass vaccination efforts pushed by the federal government.
  • A 1,700% increase in reports after the release of the COVID-I9 vaccine, compared to an increase of 400% in vaccine administration for the same period.
  • The reporting of life- threatening conditions increased 4,400%.
  • According to a recent study, mRNA COVID-19 vaccines were associated with an excess risk of serious adverse events, including coagulation disorders, acute cardiac injuries, Bell’s palsy, and encephalitis, to name a few. This risk was I in 550.

„Dom Rodziny Abrahama” – centrum humanistycznej religii synkretyzmu – „Ludzkiego Braterstwa”. [Robaków też ?]. Międzyreligijny kompleks Franciszka zainaugurowany.

„Dom Rodziny Abrahama” – centrum humanistycznej religii synkretyzmu – „Ludzkiego Braterstwa”.

MD

Międzyreligijny kompleks Franciszka zainaugurowany

https://gloria.tv/post/2jUqEay3uo1QD8U3uoY8nEWMz

Kompleks noszący wdzięczną nazwę „Dom Rodziny Abrahama”, który obejmuje kościół, meczet i synagogę został zainaugurowany 16 lutego w Abu Zabi.


Placówka będzie dostępna od 1 marca. Odwiedzający będą musieli dokonywać rezerwacji wstępu, ale raczej nikt nie spodziewa się tłumów.
Trzy identyczne świątynie – fałszywie symbolizujące „równość” wszystkich religii, które, jakby nie patrzeć, stoją ze sobą w sprzeczności – zostały nazwane kolejno: Meczet Imam Al Tayeb, Kościół pw. Św. Franciszka oraz Synagoga Mojżesza i Bena Maimona.
Za ideą przyświecającą budowie kompleksu stoi heretycki Dokument z Abu Zabi poświęcony Ludzkiemu Braterstwu [który przy okazji wyklucza katolików]. Dokument został podpisany przez Franciszka w 2019.


—————————

Z internetu:

Kompleks międzywyznaniowy w Zjednoczonych Emiratach Arabskich, w którym mieści się nowa synagoga, zostanie otwarty w czwartek [23 II. 2023] po południu podczas ceremonii rozpoczynającej serię wydarzeń w weekend.

Dom Abrahamowy, położony na wyspie Saadiyat w Abu Zabi, zawiera synagogę,  meczet i kościół. Pierwotnie miał zostać otwarty w 2022 roku. Po ceremonii otwarcia w piątek rano odbędzie się konferencja poświęcona stosunkom między wyznaniami.

W synagodze miejscowa społeczność żydowska odprawi szabatowe modlitwy pod przewodnictwem naczelnego rabina Jehudy Sarny. W wyniku deklaracji utworzono radę międzywyznaniową do nadzorowania projektów promujących tolerancję i nazwaną Wyższym Komitetem Braterstwa Ludzkiego. Dom Rodzinny Abrahama był jej pierwszą inicjatywą.

„To ważna okazja dla wszystkich, którzy wierzą w moc wiary i człowieczeństwa. Pomoże budować mosty między przywódcami religijnymi i społecznościami, a także wspierać pokój i harmonię w czasach, które zbyt często definiowane są przez różnice” – powiedział rabin M. Bruce Lustig, starszy rabin waszyngtońskiej kongregacji hebrajskiej i żydowski przedstawiciel komitetu .

ZEA znormalizowały stosunki z Izraelem w 2020 r. w ramach Porozumień Abrahamowych, w których pośredniczyła administracja byłego prezydenta USA Donalda Trumpa. Projekt Domu Rodziny Abrahamów, autorstwa znanego architekta Davida Adjaye, został zaprezentowany podczas drugiego spotkania komisji w Nowym Jorku w 2019 roku.

Zjednoczone Emiraty Arabskie są już domem dla synagogi w Dubaju, utworzonej w 2008 roku. Nowa, usankcjonowana przez państwo synagoga oznaczałaby znaczący krok naprzód w publicznym kulcie judaizmu w państwie Zatoki Perskiej.

=============================================

mail:

Mail:

W tych wszystkich, jakże przyjacielskich między sobą, wierzeniach, mówi się z respektem o Szatanie. Może dodać i jego świątynię? Przecież mądre przysłowie głosi „Panu Bogu świeczkę, a diabłu ogarek”

Współczesne ofiary Tryzuba

Współczesne ofiary Tryzuba

Stanisław Michalkiewicz  18 lutego 2023 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5340

Nie ma dnia, żeby moja ulubiona teoria spiskowa się nie potwierdzała. Z jednej strony powinienem być z tego małodusznie zadowolony, bo jakże nie być zadowolonym, gdy moja teoria znajduje potwierdzenie w faktach? No tak, ale to taki trochę egoistyczny i podszyty pychą punkt widzenia, bo z drugiej strony fakty potwierdzające moją ulubioną teorię spiskowa są niepokojące, a nawet tragiczne, bo pokazują, jak zakres ludzkich wolności, jakich ostrożnie zaczęliśmy zażywać po transformacji ustrojowej, z dnia na dzień gwałtownie się kurczy i to nie tylko bez protestów ze strony naszego społeczeństwa, ale nawet przy akompaniamencie aprobującego rechotu niektórych środowisk. Ten rechot jest echem rechotu, jaki rozległ się w Sejmie w marcu 1968 roku, kiedy to na interpelację poselskiego koła „Znak” w sprawie pałowania studentów, szyderczo odpowiedział płk Przymanowski, a w odpowiedzi z ław poselskich rozległ się ten służalczy rechot. Pokazuje to, że ciągłość jest u nas większa, niż nam się wydaje, może z tą różnicą, że zmienia się inspirator rechotu.

Ale do rzeczy. Otóż moja ulubiona teoria spiskowa za punkt wyjścia bierze spotkanie Michała Gorbaczowa z prezydentem Ronaldem Reaganem w marcu 1985 roku w Genewie. To spotkanie było ze strony sowieckiej próbą ucieczki do przodu; zamiast bronić do upadłego rozsypującego się porządku jałtańskiego, lepiej będzie zaproponować Amerykanom wspólne utworzenie nowego porządku w Europie. Jeśli się zgodzą, to tego nowego porządku nie trzeba będzie przed nikim bronić, bo nikt nie będzie go atakował, więc będzie można zaoszczędzić energię na inne sprawy. I tak się właśnie stało, czego efektem była sławna transformacja ustrojowa. Dzisiaj do jej autorstwa przyznają się rozmaici jegomościowie, między innymi – Kukuniek – ale to zwykła megalomania, bo oni tylko byli statystami, podstawionymi przez reżyserów widowiska w osobach Daniela Frieda z Departamentu Stanu i Władimira Kriuczkowa ze strony KGB.

Ta część mojej ulubionej teorii spiskowej została ostatnio potwierdzona przez pana doktora Cenckiewicza, który w tym celu przekopał się przez jakieś bezpieczniackie, a więc niedostępne zwykłym śmiertelnikom archiwa, które wprawdzie zostały wyczyszczone z niepotrzebnej zawartości, ale to i owo przecież w nich zostało. Jak wiadomo, najtwardszym jądrem systemu komunistycznego nie była żadna partia, tylko bezpieka, a zwłaszcza – razwiedka wojskowa. Po rozgromieniu SB, czego zewnętrznym symptomem było zdymisjonowanie generał Mirosława Milewskiego ze wszystkich stanowisk partyjnych i państwowych w maju 1985 roku, jedynym graczem na tubylczej scenie, któremu amerykańsko-sowiecki tandem powierzył organizowanie transformacji ustrojowej, była właśnie owa wojskowa razwiedka z generałem Kiszczakiem na czele.

Systemowe przygotowania do niej objęły zarówno uwłaszczenie nomenklatury, która w ten sposób położyła fundamenty pod zajęcie dominującej pozycji społecznej w nowych warunkach ustrojowych, jak i selekcję kadrową w strukturach opozycyjnych, której celem było wyselekcjonowanie takich przedstawicieli społeczeństwa, do których generał Kiszczak mógłby mieć zaufanie. To on był gospodarzem „okrągłego stołu” i to on zapraszał uczestników tego widowiska, nie mówiąc już o biesiadach w Magdalence. W ten sposób ukształtowało się stado autorytetów moralnych, które administruje naszym bantustanem aż do dnia dzisiejszego. Ale wspomniane stado, to tylko taki parawan, bo za tym bezpiecznym ukryciem, po staremu wszystkim kręci bezpieka.

Ci bezpieczniacy, to wprawdzie ludzie głęboko i nieodwracalnie zdemoralizowani, ale inteligentni i spostrzegawczy. Właśnie to podsunęło im myśl, by, niezależnie od przygotowań systemowych, na wypadek, gdyby systemowo coś poszło nie tak, przygotować się do transformacji prywatnie. Ponieważ są spostrzegawczy, to zorientowali się, że nastąpi odwrócenie dotychczasowych sojuszy, więc asekuracyjnie, zawczasu przewerbowali się na służbę do naszych przyszłych sojuszników, którzy – jako swoim agentom – zapewnią im tutaj bezpieczeństwo. Tedy jedni przewerbowali się do Amerykanów, inni – do niemieckiej BND, niektórzy zostali przy GRU, a bezpieczniacy wyznania mojżeszowego, przewerbowali się do izraelskiego Mosadu. Na skutek powszechnego u nas zjawiska dziedziczenia pozycji społecznej, zaistniałe wtedy zależności reprodukują się w kolejnych pokoleniach ubeckich dynastii. Umożliwiło mi to sformułowanie konkluzji mojej ulubionej teorii spiskowej, według której naszym bantustanem administrują rotacyjnie trzy stronnictwa: Stronnictwo Ruskie, Stronnictwo Pruskie i Stronnictwo Amerykańsko-Żydowskie, bo stosunki amerykańsko-żydowskie polegają, jak wiadomo, na tym, że ogon wywija psem. Od zresetowania przez prezydenta Obamę swego poprzedniego resetu z roku 2009, co zaowocowało Majdanem za 5 mld dolarów, nasz bantustan przeszedł pod kuratelę amerykańską, w związku z czym CIA w roku 2015 dokonała podmianki na pozycji lidera tubylczej sceny politycznej, instalując w tym charakterze ekspozyturę bezpieczniackiego Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego, które za pośrednictwem swoich autorytetów moralnych administruje obecnie naszym bantustanem.

Ponieważ USA, z wykorzystaniem swoich europejskich wasali, prowadzą obecnie na Ukrainie wojnę z Rosją do ostatniego Ukraińca, jest rozkaz, by w naszym bantustanie surowo nakazać świadomą dyscyplinę. Wszyscy mają myśleć pozytywnie, to znaczy – zgodnie z wytycznymi Departamentu Stanu i Pentagonu, a konkrety podają nam do wierzenia pierwszorzędni fachowcy z Ukraińskiego Sztabu Generalnego. Te zbawienne prawdy transmitują do mas niezależni dziennikarze – podobnie jak to było za pierwszej komuny, kiedy to zarówno niezależni dziennikarze, jak i swoimi kanałami partia, transmitowali do mas. W rezultacie już za Gierka zapanowała sławna „jedność moralno-polityczna całego narodu” – oczywiście do czasu, dopóki wszystko się nie skawaliło.

Żeby jednak taka jedność mogła zapanować i zatriumfować, musi najpierw dojść do upowszechnienia świadomej dyscypliny, która – jak wiadomo – polega na tym, by każdy – niechby nawet swoimi słowami, by stworzyć wrażenie pluralizmu opinii – prezentował zatwierdzone do wierzenia zbawienne prawdy. Ponieważ niektórzy potraktowali serio konstytucyjne gwarancje z art. 54, zapewniającego swobodę głoszenia poglądów i zakazującego prewencyjnego cenzurowania środków społecznego przekazu i piszą i gadają co chcą, Nasz Najważniejszy Sojusznik, najwyraźniej oburzony taką samowolką, surowo przykazał Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego by zrobiła z tym porządek. Toteż ABW właśnie zablokowała portal nczas.com – co wywołało zadowolony rechot na poświęconym bezpiece i tradycyjnym diabłom portalu „Fronda”.

W takiej sytuacji zarówno płomienni szermierze porządku konstytucyjnego i praworządności, jak i rząd „dobrej zmiany” na czele z panem prezydentem Dudą, podkulili pod siebie ogony, bo wiedzą, że konstytucyjne dyrdymały, to jedno, ale też – że nie można wierzgać przeciwko ościeniowi, zwłaszcza gdy ma on postać Tryzuba.

============================

umieszczam, bo uwagi p. Michalkiewicza są jak zwykle zabawne i błyskotliwe. Ale – zaglądam do portalu NCz! często- i zawsze widzę podlizywanie się obecnym władzom Ukrainy, więc i obecnym władzom w Warszawie. Nie za to dostają po tyłeczku.. MD

Nie wypuszczać cugli z rąk

Nie wypuszczać cugli z rąk 

Izabela Brodacka 18 II 2023

Dwa pouczające autentyczne przypadki.

Pewna starsza pani, która z  willowej dzielnicy Starych Bielan przeniosła się nie wiadomo po co na osiedle Stawki, zapisała swoje mieszkanie w zamian za opiekę lekarce poznanej przy okazji interwencji karetki pogotowia. Zamiast sporządzić odpowiedni testament, zgodziła się na fikcyjną umowę sprzedaży  mieszkania, a pani  doktor wielce szlachetnie uregulowała honorarium notariusza i podatki. Po kilku miesiącach starsza pani została oddana do domu starców i wkrótce zmarła. Zgodziła się na oszustwo jakim była fikcyjna sprzedaż bo troszczyła się żeby urocza i opiekuńcza lekarka nie zapłaciła jako osoba obca dla spadkodawcy zbyt wysokiego podatku spadkowego.

Inna starsza pani, właścicielka pięknego dwupoziomowego mieszkania w śródmieściu Warszawy, zrobiła dokładnie to samo. Fikcyjnie sprzedała mieszkanie ukochanej siostrzenicy. Podobnie jak  pierwsza staruszka ta druga znalazła się po miesiącu w zakładzie opiekuńczym  i również szybko zmarła z upokorzenia i zgryzoty.

Wniosek jest prosty. Troszcząc się o siostrzenicę, lekarkę pogotowia, cudze dzieci, bezdomne kotki, ginące pszczoły i cały świat nie wolno – jak mówią wyścigowcy – wypuszczać cugli z rąk.

Gdy pierwszy raz jechałam na wyścigach tak zwany kenter, czyli galop na roboczym torze, (a było to następnego  dnia po  zgłoszeniu się do  stajni), jedyna wskazówka jaką miał dla mnie trener Stefan Michalczyk, była następująca: „cokolwiek by się nie działo, nie wypuszczaj cugli z rąk” (wyścigowcy na wodze mówią cugle). Przedtem sporo jeździłam w różnych stadninach, a jednak byłam trochę zdziwiona szybkością, z jaką dla mnie poruszał się koń. Nazywał się jak pamiętam Nero i w kategoriach wyścigowych był zwykłym trupem. To znaczy, że w prawdziwych wyścigach nie miał żadnych szans na wygraną  i nadawał się wyłącznie do wożenia amatorów. Na moim miejscu jeździec niedzielny ( jest taka kategoria jeźdźców, podobnie jak i kierowców ) powiedziałby, że koń szedł cwałem. Ten termin jest używany prawie wyłącznie przez literatów, filmowców ( patrz słynny film „ Cwał” Zanussiego ) oraz osoby czerpiące emocje jeździeckie ze snucia „opowieści dziwnej treści”, czyli z konfabulacji.  Gdy słyszę kogoś mówiącego, że jechał konno cwałem, wiem, że naprawdę widywał konie tylko z daleka albo na obrazku.

Potraktowałam słowa trenera Michalczyka jako dewizę życiową. Nigdy, pomimo nacisków, nie zostawiam oryginalnych dokumentów w sądach, administracji, biurach fundacji i różnych organizacjach. Niczego nie podpisuję bez namysłu, dokładnego przeczytania i sprawdzenia. Nie scedowuję na nikogo swoich uprawnień. Kilka  lat temu dwie nobliwe panie z pewnego ruchu katolickiego nakłaniały mnie do podpisania in blanco jakiegoś nieistotnego oświadczenia, które miały zamiar dopiero później zredagować. Nie miały oczywiście złych intencji, ale i tak odmówiłam. „Nie ma pani do nas zaufania?”- zapytały urażone. „Do nikogo nie mam zaufania, a przede wszystkim do siebie samej”- odpowiedziałam.

„Nie wypuszczać cugli z rąk”- powinno być dewizą wszystkich zarządzających. Zarządzających firmą, gospodarstwem, a przede wszystkim państwem.  Również zarządzających swoim życiem i swoimi sprawami. Starsza pani nie powinna ufać obietnicom siostrzenicy, że ta zapewni jej komfortowe dożywocie, lecz powinna przeznaczając dla siostrzenicy mieszkanie, zachować je na własność do końca życia.

Podobnie rządzący naszym krajem nie powinni ufać zapewnieniom przedstawicieli Unii Europejskiej  i w żadnym wypadku nie powinni godzić się na utratę, a nawet tylko ograniczenie, suwerenności. Starsze panie przez swą naiwność znalazły się obie w umieralni.  Nasz kraj przez naiwność czy zbytnią ugodowość rządzących może wkrótce stać się najsmutniejszym barakiem w europejskim kołchozie. Podobno w kołchozie socjalistycznym byliśmy barakiem najweselszym, ale poczucie humoru też ma swoje naturalne granice. Ile razy można wchodzić do tego samego czy podobnego bagna?

To samo dotyczy również wprowadzenia w Polsce waluty euro.  W komunach hipisowskich wspólne pieniądze były podobno trzymane w jakiejś puszce czy słoiku i każdy brał ile chciał, a dokładał ile mógł. Teoretycznie wygląda to bardzo szlachetnie i romantycznie ale po krótkim czasie trzeźwiejsi członkowie hipisowskich komun wycofywali się ze wspólnoty finansowej. Podobna utopia może być praktykowana wyłącznie podczas wspólnego krótkiego wyjazdu w góry czy na żagle a i tak wspólny portfel najczęściej kończy się awanturą, gdy wyczerpie się cierpliwość wykorzystywanych.  Gdyż jedni bez ograniczeń popijają za wspólne pieniądze piwo, a inni martwią się czy im starczy pieniędzy na powrotny bilet .

Praktykowanie podobnych idiotyzmów w relacjach między państwami nieuchronnie prowadzi do konfliktów albo wykorzystywania słabszych państw przez państwa  silniejsze. Sprawę trzeba postawić jasno. Euro i tak upadnie jako waluta, pytanie tylko kiedy to się stanie . Wciąganie kolejnych państw do strefy euro przedłuża tylko agonię tej waluty a być może agonię Unii Europejskiej jako całości. Zastąpienie marki walutą euro spowodowało swego czasu w Niemczech praktycznie dwukrotny wzrost cen. To samo stało się obecnie w Chorwacji, która od stycznia 2023 roku weszła do strefy euro. Tylko skrajnie naiwni z nadzieją oczekują wprowadzenia waluty euro w Polsce. Nie do pojęcia jest dla mnie dlaczego ludzie, którzy przez całe lata  doświadczali dobrodziejstw życia w komunie, z entuzjazmem wchodzą do kolejnego kołchozu. Jak ludzie którym państwo, za ich własne pieniądze  „dawało” po kilkudziesięciu latach oczekiwania mieszkanie ze ślepą kuchnią i balkonem, którego powierzchnia była w połowie wliczana do metrażu mieszkania, mogą sądzić, że jakakolwiek komuna im cokolwiek da? Psychologicznie rzecz biorąc, można to porównać z pytaniem, dlaczego córka alkoholika wybiera sobie za męża też alkoholika?

Jest to rodzaj syndromu sztokholmskiego, przywiązanie do zła znanego i oswojonego, z którym lepiej czy gorzej nauczyliśmy się sobie radzić. Jest to – jakby powiedział Fromm- klasyczna postać ucieczki od wolności.

The Revolt Against Humanity Describes a Future Without God.

The Revolt Against Humanity Describes a Future Without God

by John Horvat II https://www.tfp.org/the-revolt-against-humanity-describes-a-future-without-god/?PKG=TFPE3029

The book,The Revolt Against Humanity: Imagining a Future Without Us, does not make a very good first impression.

One reason is that the 2023 work is an awfully small book to deal with such a monumental subject as human extinction. The elimination of humanity should merit something more than a mere hundred pages. The first impulse is to disregard it as a booklet, pamphlet or tract.

However, in this case, looks are entirely deceiving. The author, Adam Kirsch, is an art critic and editor for the Wall Street Journal’s Weekend Review section. He is deadly serious about narrating the story of the human extinction movement. Publisher Columbia Global Reports is an imprint of Columbia University, representing an official endorsement of the establishment. The book itself is a well-designed and high-quality publication. It aims to impress—and even intimidate.

Thus, Americans should take notice and beware. From a Catholic perspective, it describes a plan that directly challenges the Creator. Rarely are such plans revealed with such clarity.

A New Kind of Ecology

The human extinction people are not environmentalists of the Rachel Carlson Silent Spring variety.

The old school of ecologists wants to prevent humanity from ruining the earth. It advocates recycling, carbon credits and Green New Deal programs to make the planet a cleaner place to live. This old form of eco-thinking has become yesterday’s revolution and is rejected as not radical enough. The human extinction people want to remove humanity from the universe.

“Even the most radical twentieth-century thinkers stop short at the prospects of the actual extinction of our species,” Mr. Kirsch notes.

To dispel any notion that this movement is insignificant, he notes that it is found in Silicon Valley boardrooms, academia and other places of influence. It is becoming mainstream. He writes, “It has already spread beyond the fringes of the intellectual world, and in the coming years and decades, it has the potential to transform politics and society in profound ways.”

Two Groups to Eliminate Humanity

The human extinction movement is divided into two groups that differ in how they want to eliminate humanity. The first is the anti-humanist faction that believes humanity’s self-destruction is inevitable and everyone should welcome annihilation as a just sentence for destroying the earth.

The second group consists of the transhumanists. These believe that through technological and scientific progress, humanity should advance to an improved and immortal cybernetic form that will transcend Homo sapiens.

Both visions reject the Catholic vision of Creation, humanity, original sin, and redemption.

Man No Longer Has Dominion Over Nature

The central thesis of the first group, the anti-humanist extinctionists, is a denial of humanity’s central role in Creation.

Indeed, Mr. Kirsch quotes Genesis, where God gives humans “dominion over the fish of the sea, the birds of the air, and all the living things that crawl on the earth.” (Gen. 1:28).

The anti-humanists want to abolish this dominion, which they deem hateful. They claim that humans are no longer part of nature but work as an anti-natural force to destroy the earth. Even indigenous peoples are cited as earth exploiters for their hunting, gathering, fire-starting and herding. Humans must go—all of them.

Anti-humanists also believe in a radical egalitarianism where all matter, organic or non-organic, is equal. Non-human matter is deemed superior to humanity since it does not destroy others by dominion.

Thus, anti-humanists promote a “solidarity with nonhuman people” that recognizes the rights of “animals, plants, stones, and waterfalls [that] inhabit the world in their own ways, which are just as valid as ours.”

Getting Rid of Humanity

However, the only real solution for the earth is the eventual elimination of humanity. The anti-humanists only stay around long enough to ensure the project is done.

One prominent anti-humanist author is Patricia MacCormack, who calls in The Ahuman Manifesto for “an end to the human both conceptually as exceptionalized and actually as a species.”

She further claims, “The death of the human species is the most life-affirming event that could liberate the natural world from oppression.”

Another author, David Benatar, wrote a book titled, Better Never to Have Been: The Harm of Coming into Existence. He claims that giving birth is morally wrong and thus calls for abortion, suicide and euthanasia.

The Transhumanist Vision

In contrast to the morbid tenets of anti-humanists, there is the cheerful optimism of the transhumanists. They believe Homo sapiens must morph into ever-new species over “trillions of years.”

The benefits of this transformation include a complete liberation from Adam’s curse of “involuntary suffering.” Aging will be slowed or abolished, and immortality achieved. Humanity will have access to new colors, sounds and feelings impossible to describe now. Human brains will be turbocharged and bodies redesigned.

Thus, while the transhumanists seek to eliminate suffering and mortality, the real target of their hatred is the idea of a fixed human nature. They believe minds and bodies “should be endlessly plastic, able to assume whatever shape and enjoy whatever experiences our ingenuity can invent.” They want to change human nature and thus God’s design and intent for humanity.

Many transhumanists hold that humanity and the universe can be reduced to one thing: data. People are nothing but organized data, and life is the interactions of algorithms. Data flow governs the universe and thus facilitates a constantly changing nature. The drive to interconnect everything will make the universe come alive with data patterns and transform it into one giant mind.

The Disembodiment of Humanity

Inside such a fluid world, the human faces the limitation of an organic body that exists in time, space and causation. Thus, the transhumanists favor the disembodiment of humanity. If a person is just information patterns, it does not matter where that information resides—a body, computer chip or metaverse.

The underlying philosophy of transhumanism is best expressed by Mr. Kirsch, who declares, “First, we know that the human mind has a completely material basis. There is no intangible soul or spirit that occupies our bodies; the experience of being an ‘I’ is produced by chemical-electrical processes in the brain. This thoroughgoing materialism is still resisted by most religious believers, but science has known it for a long time. There is no metaphysical gulf between human and animal, or between animate and inanimate matter; the only difference has to do with how matter is organized.”

Once disembodied, people thus organized can live in imaginary worlds with unlimited means of fulfilling the “dream of complete mastery” long pursued since the beginning of the species.

Why it Matters

While anti-humanists and transhumanists differ in their approaches, they share a metaphysical hatred of Creation—and the Creator. They both confide in a radical egalitarianism that excludes any dominion found in the Catholic order.

Some might ask why Catholics should be concerned by such ideas that appear removed from their daily lives. However, the themes of both schools are found all over postmodern culture. Transhumanist ideas permeate Hollywood films and mold the minds of Elon Musk-type figures. Anti-humanist propaganda dominates today’s culture of death and eco-friendly anti-development models. No one escapes from these ideas.

Mr. Kirsch says that this revolution has the potential to “turbocharge the central ideological struggle in America and Europe” with “unpredictable consequences for politics, economics, technology, and culture.”

The Obstacles to This Agenda

However, the main reason why Catholics need to oppose this threat is surprising.

The author dedicates his last chapter to listing the serious obstacles faced by the human extinction movement and says something entirely unexpected.

The obstacles to this program are religious principles, especially those professed by the Catholic Church. These Catholic positions are keeping this program from happening.

He claims that religious humanity resists “with a strength that seems to be growing over time, rather than weakening as social scientists once anticipated.”

The Church Has the Answers

Indeed, only the Church has reassuring answers to the fundamental questions about the meaning and purpose of life by offering a divinely ordained plan. The author laments the nihilist response of postmodernity that fills humanity with “existential horror.”

Two Catholic notions are among the many religious obstacles. They are deeply embedded in human nature and are enjoying a renaissance among Catholic thinkers.

The first is the “Catholic idea of natural law,” positing that individuals should act according to fixed human nature. The author qualifies natural law as the embrace of limit “directly opposed to the ideals of enlightened humanism, from Pico della Mirandola to the transhumanists, which cherishes our ability to abolish boundaries and challenge authority.”

The second obstacle is the Catholic notion of sacrifice, in which the believer voluntarily gives up a part of his freedom. This act becomes “a concrete expression of the belief that the believer serves something more important than himself.”

Indeed, the central act of Catholic worship is the Holy Sacrifice of the Mass. Enlightened thought can offer nothing to replace what human nature craves. It presents no motive for sacrifice, absolute reward, or higher authority.

A Revolt Against God

Thus, the two sides are engaged in a culture war as the liberal order fades. Mr. Kirsch frames the debate with the familiar narrative of a battle between enlightened “scientific” liberals and uneducated religious zealots.

The nonchalance with which the human extinction movement treats the death of billions does not speak of light but darkness. However, the fact that the Church poses the major obstacle to this diabolical plan should encourage all Catholics to keep up the good fight.

However, this existential battle needs to be better framed. The human extinction movement is a revolt against God, not against humanity. Hopefully, its enlightened partisans will figure out that they are on the wrong side of history, for God always wins.

Już prawie 10 milionów Ukraińców wjechało do Polski.

Już prawie 10 milionów Ukraińców wjechało do Polski.

https://pch24.pl/juz-prawie-10-milionow-ukraincow-wjechalo

„W czwartek 16.II. z Ukrainy do Polski przyjechało 22,4 tys. osób, a z Polski na Ukrainę wyjechało 18,4 tys. osób”, podała w piątek Straż Graniczna. Od 24 lutego ub. roku, czyli dnia ataku Rosji na Ukrainę, SG odnotowała 9,876 mln wjazdów do Polski i ponad 8 mln wyjazdów na Ukrainę.

Jak dodała, z Polski na Ukrainę odprawionych zostało 18,4 tys. osób. Od 24 lutego 2022 r. – ponad 8 mln osób.

==================================

ZAMIAST  UZBROJENIA  WYŚLIJMY  NA  UKRAINĘ… UKRAIŃCÓW