„Profilowanie” i inwigilowanie tradycyjnych katolików. Zatrważający spisek zwyrodniałych części państwa współpracujących ze zwyrodniałymi częściami Kościoła.

„Profilowanie” i inwigilowanie tradycyjnych katolików.

Zatrważający spisek zwyrodniałych części organizmu państwowego współpracujących ze zwyrodniałymi częściami Kościoła.

https://remnantnewspaper.com/web/index.php/fetzen-fliegen/item/6412-regarding-the-profiling-of-catholics-by-the-civil-authority

                                   ET DORMIUNT MULTI ( I wielu z nich zasnęło)
„Dlatego między wami wielu chorych i słabych i wielu z nich zasnęło”. 1 Kor 11,30

Totem wolności religijnej pozwala czcicielom szatana wznieść bluźnierczy pomnik Bafometa przed Kapitolem Stanu Arkansas w Little Rock lub posąg demona na fasadzie budynku sądu w Nowym Jorku, aby uczcić aborcjonistę, sędziego Sądu Najwyższego. W tym samym czasie, w Nowym Meksyku, Świątynia Szatana inauguruje klinikę, która wykonuje rytualne aborcje i korzysta z poparcia władz stanowych.

W sytuacji, gdy mamy z tym do czynienia, służby specjalne administracji Bidena nie mają nic lepszego do roboty niż „profilowanie” tradycyjnych katolików i inwigilowanie wspólnot, w których liturgia jest odprawiana po łacinie, tak jakby stanowiły one zagrożenie dla ustalonego porządku i potencjalne niebezpieczeństwo dla instytucji państwa.

Wiadomość tę należy odczytywać, jako logiczną i konieczną konsekwencję innego, podobnego wydarzenia czyli bałwochwalczego kultu oddawanego przez przywódców hierarchii katolickiej demonowi Pachamamy w Bazylice Św. Piotra i w innych kościołach katolickich oraz jednoczesnego prześladowania tradycyjnych katolików przez władzę kościelną za pomocą Motu Proprio Traditionis Custodes i kolejnymi restrykcjami, które podobno są nieuchronne.

Ta kryminalizacja sprzeciwu, jakiej dopuszczają się władze świeckie i duchowne, nie jest przypadkowa i powinna wzbudzić bardzo stanowcze potępienie i zdecydowany sprzeciw, zarówno ze strony obywateli i ich przedstawicieli w instytucjach cywilnych, jak i wiernych, a przede wszystkim ich duszpasterzy. Potępienie takie, nie może ograniczać się do tego ostatniego epizodu, który sam w sobie jest bardzo poważny, ale które musi być również rozszerzone na zatrważający spisek zwyrodniałych części organizmu państwowego współpracujących ze zwyrodniałymi częściami Kościoła. Z jednej strony mamy głębokie państwo, a z drugiej głęboki Kościół, oba są skorumpowane i podporządkowane globalistycznym elitom, których ideologiczne podstawy łączy nienawiść do Chrystusa, Kościoła i Mszy Świętej.
Jak wyjaśniłem w moim tekście zatytułowanym „Religia państwowa”, jest oczywistym, że rozdział Kościoła i państwa oraz rzekoma „świeckość” państwa w odniesieniu do kwestii religijnych, tworzą zwodniczy i podły pretekst, za pomocą którego można wykluczyć Boga ze społeczeństwa, aby na Jego miejsce wpuścić szatana.

Rewolucja wywróciła porządek społeczny, obalając jego zasady i cele, ale utrzymała i wykorzystała na swoją korzyść, sojusz Tronu z Ołtarzem – czyli sojusz władzą doczesnej z  władzą duchowną, który charakteryzował społeczeństwo chrześcijańskie, a w szczególności monarchie katolickie. Ci, którzy oskarżali ancien régime o tyranię, nigdy nie zamierzali znieść, na przykład, cenzury mediów w imię wolności poglądów: chcieli po prostu przywłaszczyć ją w przeciwnym celu, aby cenzurować prawdę i propagować błąd. Ci, którzy krytykowali doczesną władzę papieży, nie chcieli zapobiec ingerencji Kościoła w sprawy publiczne, ale przywłaszczyć ją sobie – jak to widzimy dzisiaj – aby wykorzystać autorytet i władzę papiestwa do zburzenia Kościoła i wsparcia żądań Nowego Porządku Świata.

„Dogmatyzm”, który krytykowano w czasach Piusa IX czy Piusa XII, ponieważ sprzeciwiał się modernizmowi, ewoluował i został wypaczony w ekumeniczny i synodalny dogmatyzm Soboru Watykańskiego II i Bergoglio. Dowodzi to, że ta krytyka była obłudna, ponieważ nie koncentrowała się na środkach, ale na celu. Tak więc nie dziwi nas dzisiaj autorytaryzm państwa, które narzuca kontrolę i ograniczenia podstawowych wolności, które jeszcze  wczoraj były traktowane jako wyraz nazistowskiego totalitaryzmu. Nie dziwi też  autorytaryzm Hierarchii, która wspiera ideologię globalistyczną i współpracuje z rządami podporządkowanymi Światowemu Forum Ekonomicznemu i Agendzie 2030.

Jeśli nadal wierzymy, że można przyjąć postawę rzekomej „neutralności” państwa wobec kwestii religijnych, skazujemy naszą cywilizację na zagładę, ponieważ zaprzeczamy walce Dobra ze Złem, która jest częścią historii ludzkości i wiecznego przeznaczenia jednostek. Nikt nie może służyć dwóm panom, jak uczy nas nasz Pan w Ewangelii (Mt 6,24). Nie możemy też podjąć decyzji aby nie służyć żadnemu z nich, gdy stajemy w obliczu starcia, w którym nasza neutralność jest już sama w sobie pomocą dla wroga. Tutaj należy zadać sobie pytanie, jaką odpowiedzialność ponoszą politycy i hierarchowie, którzy pozostają bierni, ograniczając się jedynie do ubolewania nad ekscesami Zła, a nie nad jego przyczynami.

Nacisk na ratowanie za wszelką cenę świeckiego charakteru państwa, podczas gdy okazało się ono zwykłym urojeniem, służącym zniszczeniu go od podstaw, czy też naleganie na obronę Soboru Watykańskiego II, podczas gdy widzimy jego spektakularną porażkę i nieobliczalne szkody dla Kościoła, to działania doraźne. Są to działania ludzi, którzy uważają, że ich rola jako władców i pasterzy, polega wyłącznie na ochronie instytucji, które reprezentują. Odmawiają oni przyznania się do zdrady i wykluczają w ten sposób jakąkolwiek korzyść  zarówno dla obywateli, jak i wiernych.

Lekarz jest powołany do leczenia pacjenta, a nie do ograniczania się jedynie do diagnozowania choroby, a nawet do ukrywania jej tylko dlatego, że nie chce przyznać, iż władze medyczne są skorumpowane, albo że nie ma odwagi sprzeciwienia się nieuzasadnionym nakazom i poniesieniem konsekwencji.

To, czego jesteśmy świadkami na tym kluczowym etapie, to zanik pretekstów, które do tej pory służyły uzasadnianiu „osiągnięć społecznych” – demokracji, wolności poglądów i kultu, poszanowania mniejszości itd. Towarzyszy temu aroganckie ujawnienie prawdziwych motywów działania tej zbrodniczej elity, która uzurpuje sobie władzę w państwie i w Kościele. Jest to nie do pogodzenia między, z jednej strony, chrześcijańskim modelem społeczeństwa, w którym Nasz Pan Jezus Chrystus króluje w sferze świeckiej i religijnej, aby prowadzić nas w sposób wolny do czynienia Dobra i w ten sposób uczynić nas uczestnikami Wiecznego Błogosławieństwa, a z drugiej strony upiornym modelem społeczeństwa, w którym tyrania szatana narzuca chaos i bunt, aby zmusić nas, naruszając naszą wolność, do czynienia zła i potępić nas na wieczność.

„Profilowanie” tradycyjnych katolików przez służby specjalne, mogłoby się wydawać nieuzasadnione tylko wtedy, gdybyśmy błędnie założyli, że nasi obecni władcy kierują się dobrem wspólnym i bezpieczeństwem państwa.

Działanie to jest natomiast w pełni uzasadnione, gdyż ich rzeczywistym celem jest narzucenie globalistycznego kultu, który jest z natury bezbożny i nie do pogodzenia z wiarą chrześcijańską.

Podobnie, prześladowanie wiernych związanych z liturgią trydencką przez hierarchię katolicką byłoby niesłychane i nie do pomyślenia tylko wtedy, gdybyśmy uparcie zakładali gorliwość Pasterzy o chwałę Bożą i zbawienie dusz. Jeśli natomiast widzimy ich takimi, jakimi są naprawdę, czyli wilkami w owczej skórze lub najemnikami, ich niechęć do Mszy Apostolskiej jest bardziej niż zrozumiała i właściwie byłoby zaskakujące, gdyby zachowywali się inaczej. W pewnym sensie, w ich oczach stanowimy „grupę kontrolną” niezaszczepionych, obok rzeszy tych, którzy zostali już zaszczepieni surowicą genową.
To prawda: my, katolicy, stanowimy zagrożenie dla tych, którzy chcą świata zbuntowanego wobec Boga i „kościoła synodalnego” podporządkowanego duchowi tego świata. Męczennicy dają świadectwo  chrześcijańskiego heroizmu w społeczeństwie, heroizmu, który stawia czoła mękom i śmierci. Zdemoralizowana władza uważa ich za wrogów, ponieważ zna i boi się ich przykładu, a przede wszystkim przykładu niepohamowanej siły Ewangelii.
Jeśli zrozumiemy, że nie ma trzeciej drogi – żadnej syntezy łączącej Dobro i Zło – i że musimy wybrać, po której stronie stanąć, tak jak zrobili to już niegodziwcy – będziemy mieli jakieś szanse na stawienie oporu i zwycięstwo. Wy jesteście solą ziemi (Mt 5,13). Prośba o tolerancję w tym chorym świecie nie uchroni nas przed zarazą, ale posłuży jedynie jako prolongata naszego unicestwienia, pozbawiając nas smaku i przeznaczając nas na zdeptanie.

+ Carlo Maria Viganó, Arcybiskup 19 luty 2023
Niedziela Pięćdziesiątnicy

tłum. Sławomir Soja

WEF w akcji: W Nigerii odcięto ludziom gotówkę. Wcześniej były „stopniowe ograniczenia”.

WEF w akcji: W Nigerii odcięto ludziom gotówkę. Wcześniej były stopniowe ograniczenia.

https://dorzeczy.pl/ekonomia/406963/nigeria-ludzie-odcieci-od-gotowki-wczesniej-byly-limity.html

W Nigerii ludzie zostali odcięci od gotówki. Wcześniej w ramach „zachęty” do korzystania z bezgotówkowych form płatności, dostęp do waluty był stopniowo limitowany. Wybuchły protesty.

=============================

Zapowiedź przejścia na system bezgotówkowy padła w Nigerii w październiku 2022 roku. Bank centralny tego państwa poinformował wówczas, że banknoty stracą ważność w dniach poprzedzających wybory prezydenckie.

Stopniowe ograniczanie

Potrzebę przeprowadzenia tej operacji bank centralny argumentował licznymi fałszerstwami krajowego pieniądza, tłumacząc jednocześnie, że transformacja na walutę cyfrową zagwarantuje, że nawet jedna Naira nie będzie wyprowadzona poza system bankowy. Oficjalnie regulacje miały też na celu zachęcenie do płatności kartą, a także korzystania bankowości internetowej i aplikacji mobilnych.

Wcześniej, 25 października 2021 roku prezydent Nigerii Mohammadu Buhari ogłosił uruchomienie narodowej waluty cyfrowej – eNaria.

Wcześniej media informowały o uruchomieniu od października 2021 roku cyfrowej waluty o nazwie eNaira. Niedługo później władze Nigerii rozpoczęły przymusowe ograniczenie obywatelom płatności gotówką.

Nigeria. Ludzie odcięci od gotówki

Wybory w Nigerii mają się odbyć 25 lutego 2023 roku. Zapowiedź Banku Centralnego została właśnie zrealizowana.

W Nigerii ludzie nagle odcięci zostali od gotówki. Natychmiast rozpoczęły się protesty, atakowane są bankomaty, blokowane drogi, dochodzi do aktów wandalizmu. Jak napisała gazeta The Guardian: „zamieszki rozpoczęły się na obszarach Dupe, Mokola, Ogunpa, Apata i Iwo Road, kiedy wściekli klienci banków zaczęli protestować, ponieważ nie mogli uzyskać dostępu do swoich pieniędzy ani wymienić starych banknotów na nowe”.

Jak podaje AP News, ludzie czekają cały dzień w bankach i bankomatach, próbując wypłacić jakieś pieniądze, żeby starczyło przynajmniej na jeden dzień. W salach bankowych dochodzi do bijatyk. Przedsiębiorstwa nie mogą przeprowadzać transakcji.

Niektóre rządy stanowe wystąpiły już na drogę prawną przeciwko bankowi centralnemu, „domagając się nakazu zawieszenia polityki i zezwolenia Nigeryjczykom na używanie zarówno starych, jak i nowych banknotów, dopóki banki nie będą w stanie zapewnić wystarczającej ilości gotówki”.

Pod wpływem protestów prezydent Nigerii Muhammadu Buhari 16 lutego zezwolił na przedłużenie terminu używania starych banknotów do 10 kwietnia, jednak banknotów szybko zaczęło brakować.

Prezesem Banku Centralnego Nigerii jest Godwin Emefiele, absolwent m.in. Uniwersytetu Stanforda, Uniwersytetu Harvarda i Wharton School of Business, uczestnik tegorocznego zjazdu Światowego Forum Ekonomicznego (WEF) w Davos.

Niepokojące zapowiedzi. I niepokoje. Po co wożą Bidena – z gospodarską wizytą – do Kijowa i Warszawy.

[na podst.:
https://nczas.com/2023/02/21/wizyta-bidena-w-polsce-warzecha-o-niepokojacych-zapowiedziach-wystarczy-sobie-wyobrazic-ze/
md]

Do wizyty Bidena w Polsce odniósł się Łukasz Warzecha.

„Zapowiedzi dotyczące wystąpienia Bidena są w najwyższym stopniu niepokojące w połączeniu z bezalternatywnością kursu, jaki przyjęła Polska. Wystarczy sobie wyobrazić, że w 2024 r. miejsce Bidena zajmuje izolacjonistycznie nastawiony republikanin i zmienia akcenty” – napisał na Twitterze.

„Polska zostaje ze swoją rolą państwa frontowego i z ręką w nocniku. Niepojęte jest też przyjęcie bez śladu dyskusji opcji walki do upadłego. Niestety, szybciej naszego niż Ameryki. Jest też pytanie o to, co w zamian za naszą rolę dostaniemy poza poklepaniem po plecach” – dodał publicysta.

========================

A p. Biden „podobno” – czyli rozpuszczają takie wieści celowo – „spotka się z Trzaskowskim”..

===========================

W niedzielę w Kowlu, zaraz za mostem, wykoleił się pospieszny Kijów – Warszawa.

W poniedziałek Biden złożył, jadąc tam pociągiem, „gospodarską wizytę” w Kijowie. Władze Rosji były wcześniej powiadomione, żeby jakiś psikus się nie zdarzył…

======================

Mail:

Mam nadzieję, że woreczek na mocz będzie miał dobrze przymocowany, by nie nabrudził na pałacowe dywany.

=================

mail od „zaniepokojonego

Czy aby przywieźli z sobą części zamienne dla podtrzymania ruchliwości Dostojnego Gościa?

=======================

mail:

W Warszawie TEATR [czy CYRK] wszystkich służb. Trzy limuzyny nie wiadomo w której PREDATOR siedzi. Spec pojazdy. Snajperzy na dachach. 

A do Kijowa pociągiem 731 km w trakcie „wojny”. OTWÓRZCIE OCZY.

Biskup Ypres – Cornelius Jansen. Janseniści. CMENTARZ ŚWIĘTEGO MEDARDA (2).

CZĘŚĆ DRUGA CYKLU POWIEŚCIOWEGO

Andrzej Juliusz Sarwa

CMENTARZ ŚWIĘTEGO MEDARDA (2)

Zmiażdżony

Biskup Ypres – Cornelius Jansen

Miało się ku wieczorowi. Słońce nad Leuven jeszcze nie całkiem się skryło za dachami domostw, a jego ostatnie promienie rozpalały ogniki pełgające złocistokrwawymi plamami na szybach ostrołukowych, zdobnych koronkową nieomal kamieniarką, okien kościoła Świętego Piotra.

W nieodległym budynku, w obszernej komnacie, na pociemniałym ze starości dębowym łożu przyozdobionym wspaniałą snycerką w motywy roślinne i nakrytym baldachimem, spoczywał mężczyzna w sile wieku jeszcze, bo pięćdziesięciotrzyletni, chociaż wyniszczony ascetycznym trybem życia i chorobą wyglądał na dużo więcej. Miał woskowożółtą pociągłą twarz, wydatny lekko garbaty nos, niezbyt gęsty ciemny zarost okalający podbródek, wąsy i starannie wygolone policzki. Z rysów twarzy, układu warg i nerwowych grymasów można było wyczytać, że to choleryk, któremu lepiej schodzić z drogi. Teraz jednak był bezsilny. Gdyby mu się przyjrzeć dokładniej to mimo półmroku zalegającego sypialnię, w blasku kilku zaledwie drżących płomyków świec, można byłoby dostrzec, poczerniały czubek jego nosa, jak również czarne i martwe, dotknięte zgorzelą, końce palców i to od koniuszków paznokci aż po stawy pierwszych paliczków nieomal.

Przy łożu stało dwóch lekarzy, w długich do kostek płaszczach koloru sadzy, z szerokimi rękawami. Na twarze mieli nałożone maski przypominające ptasie głowy z okrągłymi, wyłupiastymi oczami i długimi zakrzywionymi białymi dziobami, na głowach zaś szczelnie opiętych czarną materią nosili, również czarne, okrągłe płaskie kapelusze z niezbyt szerokimi rondami. Jeden i drugi trzymali w rękach coś, co przywodziło na myśl magiczne różdżki.

U wezgłowia pochylał się nad leżącym jakiś mocno wiekowy księżyna, tak suchy i pomarszczony, że równie dobrze mógł mieć lat dziewięćdziesiąt, jak i sto pięćdziesiąt. Księżyna po wyspowiadaniu i udzieleniu Ostatniego Namaszczenia zaopatrywał chorego Wiatykiem1, ekspediując go na drugą stronę życia. Mimo odrażającego wyglądu cierpiącego, świadczącego o śmiertelnej chorobie, duchowny nie okazywał ni lęku, ni wstrętu. Zapewne uznał, że przeżył już tyle lat, iż miesiąc czy dwa, no niechby nawet rok dłużej, nie zrobi mu większej różnicy.

Gdy skończył, a chory, przymknąwszy oczy, modlił się, bezgłośnie poruszając wargami, lekarze przystąpili do okadzania go dymem z suszonych ziół, a czoło i piersi natarli mu nastojem octowym, w którym macerowały się driakiew, piołun, ruta, rozmaryn, szałwia, tymianek, bieluń2 i jeszcze jakieś inne rośliny lecznicze. Robili to już jednak bez przekonania, mieli bowiem świadomość, że nadeszły ostatnie chwile dla ich pacjenta i nie dożyje dalej niż do nocy. Dopadła go bowiem czarna śmierć w swej najstraszliwszej, posocznicowej postaci, która zabijała najpóźniej w ciągu drugiej doby. A właśnie druga doba mijała…

Kiedy medycy odstąpili od niego, umierający skinął dłonią w kierunku wiekowego duchownego, a ten zbliżył się do łoża.

– Przyjacielu – powiedział chory – podaj mi, proszę, ów list do papieża, który ci rano podyktowałem, chcę go podpisać. Podaj mi też rękopis mego dzieła, który dołączysz do listu i poślesz do Rzymu, aby uzyskać aprobatę Stolicy Apostolskiej i oddać książkę do druku. Chcę ostatni raz spojrzeć i dotknąć tych kart, nad którymi strawiłem więcej niż dwadzieścia lat życia…

Umierający wyraźnie zmęczony osunął się głębiej w pościel i oddychał z trudem. Ksiądz podszedł do łoża, jak najciszej stawiając stopy, by odgłos kroków nie odbijał się od mozaikowej posadzki.

Jeden z lekarzy uniósł chorego do pozycji siedzącej i podparł mu plecy poduszkami. Ten ostatni podziękował skinieniem głowy, ujął w palce gęsie pióro umoczone w inkauście, które mu podał ksiądz i z trudem podpisał dokument spoczywający na drewnianej podkładce umieszczonej na jego kolanach. Potem zaś, oddawszy wpierw pióro, położył prawą dłoń na pliku kart gęsto zapisanych równymi rzędami liter. Przerzucił kilka arkuszy, znów złożył je razem, pogładził rękopis czule, jakby gładził główkę dziecka – bo też to i było dziecko, dziecko jego umysłu – i po raz ostatni wypuściwszy powietrze z płuc, wyzionął ducha.

Lekarze o wyglądzie drapieżnych ptaków jakby z majaków sennych wyjęci skinęli poważnie głowami, a ksiądz-staruszek nabożnie się przeżegnał. Po czym wszyscy trzej wyszli z sypialnej komnaty.

Na łożu został sam umarły. Był to Cornelius Jansen doktor teologii, rektor Uniwersytetu w Leuven i biskup Ypres, którego podobnie jak tysiące innych ludzi ukąsiło jadowite żądło szalejącej zarazy.

Dzień 6 maja 1638 roku zbliżał się ku końcowi…

Zdawać by się mogło, że gdy już Cornelius Jansen osiągnął najwyższe zaszczyty, jakich mógł dostąpić syn ubożuchnych rodziców, bo odebrawszy pierwej znakomite wykształcenie na kilku europejskich renomowanych uniwersytetach, w ostatnich czterech latach życia otrzymał stopień doktora teologii Uniwersytetu w Leuven, został rektorem tejże uczelni, a zaraz potem biskupem Ypres, to będzie mógł już spokojnie pożywać owoce swojego trudu. Tymczasem skosiła go czarna śmierć… Jak byle kogo… niczym żebraka…

Augustinus

Wkomnacie, której ściany wyłożone były boazerią z barwionej na heban dzikiej gruszy, ozdobioną kunsztowną snycerką, w głębokim wygodnym fotelu obitym ciemnofiołkowym kurdybanem, tłoczonym w roślinne, pokryte srebrem wzory, siedział dostojny starzec, z wyglądu mogący liczyć jakieś siedemdziesiąt albo i więcej lat. Był nieco kościsty, o pociągłej twarzy, oczach lekko wyłupiastych, obwisłych siwych wąsach i równie siwej, przyciętej prawie w prostokąt, brodzie. Brwi miał jednak czarne i gęste wyraźnie kontrastujące z zarostem. Głowę starca okrywało karmazynowe camauro3 oblamowane gronostajami4. Ubrany był w białą, uszytą z jedwabnej mory sutannę, na którą nałożona była muślinowa komża, ramiona zaś okrywała mu karmazynowa mozzetta5. Spod sutanny wystawały stopy starca obute w również karmazynowej barwy pantofle uszyte z atłasowej pruneli6, których noski były przyozdobione wyhaftowanymi złotą nicią krzyżami. Tym starcem był Maffeo Barberini, czyli papież Urban VIII.

Naprzeciwko papieża siedziało dwu jezuitów. Jeden z nich trzymał na kolanach okazały, otwarty mniej więcej w połowie, nieoprawny manuskrypt formatu in plano7, ale nie spoglądał na tekst, tak jakby znał go już na pamięć.

Papież, zwracając się do niego, zapytał:

– Przypomnij, ojcze… jakiż to pełny tytuł nosi dzieło biskupa Jansena?

Augustinus Cornelii Jansenii, Episcopi, seu Doctrina Sancti Augustini de Humanae Naturae, Sanitate, Aegritudine, Medicina adversus Pelagianos et Massilienses8 – ojcze święty – duchowny z szacunkiem skłonił głowę. – Cornelius Jansen – kontynuował – przez większość dorosłego życia interesował się problem łaski, który – opierając się na dziełach św. Augustyna – starał się rozwikłać do końca. Owocem zaś owych ponad dwudziestoletnich przemyśleń jest właśnie ten manuskrypt, zawierający wszystkie jego wnioski dotyczące tejże kwestii. Przysłał go Waszej Świątobliwości do oceny i aprobaty…

– Drogi księże! – papież się skrzywił. Przejrzeliśmy Augustinusa, i owszem, ale nie mamy już sił, by go gruntownie przestudiować. Prawdę powiedziawszy, niewiele z tego zrozumieliśmy. Polegamy więc na waszej ocenie. Będziemy ci wdzięczni, jeśli zechcesz nam przedstawić esencję nauki Jansena.

Jezuita skinął głową, a papież przymknął oczy i jął pilnie, w skupieniu, słuchać.

– Tak oczywiście. A oto i ona: Popełniając grzech pierworodny, człowiek stracił nieograniczoną wolną wolę. Jej miejsce zajęły dwie żądze: dobra – niebieska i zła – ziemska. Każdy czyn, tak dobry, jak i zły, jest uzależniony od tego, która z żądz jest w danej chwili silniejsza. Człowieka wspomaga Łaska Boża, której przeciwstawić się nie jest w stanie. Każdy więc czyn ludzki spełniany jest pod przymusem zewnętrznym. Łaska Boża bywa jednakowoż silniejsza lub słabsza od żądzy zła. Z tego wszystkiego wynika zatem, że Bóg, żądając spełnienia przykazań, żąda rzeczy dla człowieka niemożliwej. To tak, ojcze święty, w wielkim skrócie…

– Och! – papież spojrzał w górę, rozłożył dłonie i impulsywnie je uniósł. – Od tego poglądu już tylko krok do nauki o predestynacji, która stanowi jeden z najważniejszych punktów w doktrynie tego arcykacerza Kalwina!

– Tak, to prawda. Ale Jansen nie odważył się wydać Augustinusa za swojego życia. Przed śmiercią natomiast polecił przesłać go do Rzymu, na twoje ręce, ojcze święty. W zakończeniu księgi umieścił nawet takie zdanie: Pozostawiam tę pracę do osądu Kościołowi Rzymskiemu. Jego samego nie ma zatem za co potępiać. Co innego poglądy…

– I kiedyż ją przysłał?

– Raczej przysłano w jego imieniu, bo sam wcześniej zmarł.

– Zatem kiedy przysłano?

– W maju 1638…

– I?…

– I, niestety, ojcze święty. Nie udało się zaradzić złu.

– A to dlaczego?

– Ponieważ nie czekając na osąd Świętej Inkwizycji, znaleźli się ludzie, którzy wydali ją drukiem w roku 1640…

– Gdzie?

– W Louvain… a bieżącego roku także i w Paryżu…

– Niedobrze – papież z dezaprobatą pokręcił głową. – Zatem nic już nie można poradzić?… I co mamy teraz czynić?

– Zostawić wszystko w spokoju, a z czasem moda na tę nowinkę się skończy i samo wszystko ucichnie. A teraz? Cóż… inutile piangere sul latte versato.9 – powiedział jezuita, mrużąc powieki i rozkładając ręce.

– Nie, nie! – tak nawet myśleć nie można! Działać… trzeba działać! Dlaczego nie reagowaliście szybciej? Przecież mieliście na to całe dwa lata!

– Ojcze święty… wszak wiesz… młyny Boże mielą wolno, a kościelne jeszcze wolniej…

Urban VIII pokręcił tylko głową z dezaprobatą i nic już na to nie odrzekł.

Zapadło długie i niezręczne milczenie, które w końcu przerwał papież.

– Przygotujcie opinię, a potem się zastanowimy co mamy uczynić w tej kwestii.

– Oczywiście, wasza świątobliwość…

Papież, wyraźnie zmęczony, znów przymknął oczy i gestem dłoni odprawił jezuitów.

* * *

Urzędnikom kurii rzymskiej jednak nadal się nie śpieszyło. Zbadanie dzieła Jansena trwało bardzo długo i Święta Inkwizycja wypowiedziała się na jego temat dopiero w roku 1641, a zatem blisko trzy lata po dostarczeniu jej rękopisu do zaopiniowania i kilkanaście miesięcy po jego wydaniu drukiem. Oczywiście, jak można się domyślić, ocena Augustinusa nie była mu przychylna – wręcz przeciwnie, księga została potępiona. Do owego wyroku skłonił się również i papież Urban VIII, zatwierdzając go w roku następnym, czyli 1642, bullą In eminenti10.

Jednakowoż z chwilą, gdy ów dokument został opublikowany, natychmiast podniósł się gromki krzyk protestu przeciw takiemu stanowisku Rzymu. I nie dziwota, ponieważ Cornelius Jansen zostawił po sobie licznych uczniów i zwolenników głoszonych za życia i zawartych w Augustinusie poglądów, co stało się w późniejszych dwóch stuleciach przyczyną gorzkich podziałów w Kościele, walk, wzajemnych oskarżeń, ataków, ale także zdarzeń nadzwyczajnych i… ale o tym później.

W roku 1644 Urban VIII odszedł do wieczności, nie doczekawszy się spokoju w Kościele. On sam, co prawda, uwolnił się od owego ciężaru, jednakże zażegnywanie sporów i walka z jansenistyczną herezją spadła na barki jego następców.

Wokół nauk zmarłego biskupa toczyły się więc nadal zagorzałe spory, którym kres usiłowała położyć ogłoszona przez następcę Urbana, Innocentego X (w prostej linii praprawnuka papieża Aleksandra VI Borgii) w 1653 roku konstytucja apostolska Cum occasione11, w zdecydowany sposób potępiająca heretycką naukę, która się zawierała w niektórych zdaniach z Augustinusa.

Ale byłby w błędzie ten, kto by sądził, iż spełniła ona pokładane w niej nadzieje. Wręcz przeciwnie – dolała tylko oliwy do ognia. Zresztą niektórzy janseniści, prócz innej niż katolicka nauki o łasce, poczęli jeszcze wygłaszać poglądy, które dla Rzymu były bardzo niebezpieczne, godziły bowiem w prymat jurysdykcyjny następcy apostoła Piotra na papieskiej stolicy. Oto na przykład dowodzili, iż Kościół miał nie jedną, ale dwie głowy – świętych apostołów Piotra i Pawła, dalej, że wszyscy biskupi są sobie równi, a zatem przypisywanie sobie władzy zwierzchniej nad Kościołem przez biskupów rzymskich jest bezprawne. Posunęli się zresztą jeszcze dalej, twierdząc, że sobory lokalne i sobory powszechne mają takie samo znaczenie i wagę.

Księża jansenistyczni rozpowszechniali, a lud przyjmował ich coraz radykalniejsze nauki, głoszące choćby to, że Łasce Boskiej nikt się nie może oprzeć. Ale jeżeli Stworzyciel jej nie udziela, to człowiek może jedynie grzeszyć. Dalej, że kochać wolno i trzeba jedynie Boga, każda zaś inna miłość to nic innego, tylko grzech śmiertelny, a lęk przed ewentualną karą w życiu pozagrobowym to również grzech. Jak również, że grzechem będzie i modlitwa grzesznika. Grzesznicy bowiem nie są członkami Kościoła, który składa się jedynie ze świętych.

Janseniści wprowadzili również dziwaczną praktykę, polegającą na tym, że zanim penitent nie wypełni nałożonej nań przez kapłana po spowiedzi pokuty, nie wolno mu udzielić rozgrzeszenia.

W tym miejscu koniecznym jest zauważyć, iż pokuty wyznaczane przez tych księży były tak ciężkie i surowe, iż niejednokrotnie zdarzało się, że rujnowały zdrowie penitentów, a bywało, iż nie pozwalały doczekać owego rozgrzeszenia, przyprawiając ich o śmierć.

Po odejściu na drugą stronę życia Innocentego X jego następcy – Aleksander VII, Klemens IX, Klemens X, choć nie pochwali jansenizmu, to i nie potępili tej herezji żadnym oficjalnym dokumentem. Dopiero Giovanni Francesco Albani, czyli papież Klemens XI zdecydował się ostatecznie zakończyć spory teologiczne, przeciąć i oczyścić ów „wrzód na ciele Kościoła”.

Klemensowi się zdawało, że dokona tego, ogłaszając w roku 1713 bullę Unigenitus12, ostatecznie potępiającą wszystkie heretyckie poglądy zwolenników jansenizmu.

Jednakże i ta bulla nie przywróciła spokoju w Kościele. Stało się wręcz odwrotnie – jej publikację przyrównać można do włożenia kija w mrowisko. Przeciw dokumentowi najgłośniej gardłowali biskupi francuscy, a kilku spośród nich wręcz odmówiło złożenia pod nim – na znak przyjęcia – swego podpisu, organizując się z czasem w nie do końca formalne stronnictwo tak zwanych apelantów, którzy od owej bulli chcieli się odwołać do najbliższego soboru powszechnego.

Czuli się bezpieczni, bo sądzili, że mają poparcie arcybiskupa Paryża, Louisa Antoine, kardynała de Noailles. Ale w rzeczywistości Noailles był miękki i chwiejny, bo z jednej strony potępił heretyckie zdania, z drugiej zaś sprzyjał jansenistom, a ostro przeciwstawiał się ich przeciwnikom, jezuitom. Nie służyło to nikomu. Ostatecznie zraził do siebie wszystkich – jezuitów i jansenistów, papieża i króla, zwolenników i przeciwników bulli Unigenitus.

W końcu większość biskupów uległa i bullę podpisała, ale nie zrobiła tego szczerze, więc tak naprawdę wszystko zostało po staremu – spory, klątwy, walki, oszczerstwa trwały za pontyfikatów kolejnych papieży: Innocentego XIII, Benedykta XIII, Klemensa XI i Benedykta XIV.

We Francji zaś panował klimat wyjątkowo sprzyjający jansenizmowi, dlatego stała się ona głównym bastionem herezji, która pleniła się na jej terytorium bez większych już przeszkód, rozszerzając się na Niderlandy.

Patrząc jednakowoż na dzieje tego sporu, musi się dojść do wniosku, że może by on i wcześniej wygasł, może by nie było aż tak wielkiego uporu i oporu ze strony jansenistów, gdyby nie nadprzyrodzone znaki, które ich utwierdzały w przekonaniu, iż samo niebo ich wspiera.

Pierwszym z nich był tak zwany Cud świętego ciernia, jaki miał miejsce 24 marca 1656 roku w kościele klasztornym opactwa cystersek w Port-Royal odległego o niecałe czterdzieści kilometrów od ścisłego centrum Paryża. Oto Marguerite Périer, dziesięcioletnia siostrzenica wybitnego uczonego Blaise Pascala, po dotknięciu z wiarą jednego z cierni pochodzących z korony Chrystusa Pana, doznała nagłego uzdrowienia przetoki woreczka łzowego, choroby bardzo nieprzyjemnej i w tamtych czasach absolutnie nieuleczalnej. Na podstawie opinii chirurgów i zeznań licznych świadków owego nadzwyczajnego wydarzenia, arcybiskup Paryża uznał je za cud. Ataki na jansenistów odrobinę ustały, nie wypadało ich bowiem nadal tak otwarcie nękać. Jednakowoż bynajmniej nie zapomniano o nich.

Klasztor w Port-Royal, bastion francuskiego jansenizmu, nad którym od roku 1622 opiekę duchową sprawował bliski przyjaciel Corneliusa Jansena, Jean-Ambroise Duvergier Hauranne, opat Saint-Cyran13, był solą w oku i hierarchii duchownej i władzy świeckiej, a w szczególności kardynała Richelieu14. On to kazał w roku 1638 aresztować Saint-Cyrana i osadzić w twierdzy Château de Vincennes, skąd został uwolniony w dwa miesiące po śmierci swojego prześladowcy, ale o wiele go nie przeżył, bo fizycznie wyniszczony i wycieńczony psychicznie zgasł jeszcze tego samego 1643 roku.

A potem, gdy zmarł król Ludwik XIII15, a rządy w imieniu nieletniego Ludwika XIV16 objął regent, kardynał Jules Raymond Mazarin17, nasiliło się nękanie zwolenników jansenizmu, które przybrało wręcz charakter polityczny. Ostatecznie zdecydowana większość duchownych w 1655 roku została zmuszona do podpisania deklaracji potępiającej Jansena, a kto się nie ugiął, był prześladowany.

Zakonnice z Port-Royal broniły się i nie ulegały naciskom, jak tylko długo się dało. W końcu jednak, pod przymusem zewnętrznym, wynikającym z posłuszeństwa zakonnego, choć w sumieniu uważały, że źle czynią, w 1669 roku podpisały, co im kazano. Nie na wiele się to jednak zdało. Hierarchia duchowna im nie ufała, dlatego zapadła w 1670 roku decyzja o kasacie zakonu, zakończona w roku 1709 zrównaniem z ziemią zabudowań opactwa i rozpędzeniem zakonnic na cztery wiatry…

Jednakże klasztor Port-Royal, chociaż fizycznie unicestwiony, to jednak nadal się bronił. Ruiny opactwa stały się miejscem niezliczonych pielgrzymek duchowieństwa i wiernych oraz tematem utworów literackich, pieśni, lamentacji… Tytuły ich są wręcz przejmujące: Jęcząc na gruzach Port-Royal... Jęki duszy głęboko dotkniętej zniszczeniem świętego klasztoru Port-Royal des Champs... i tym podobne.

Kamienie z rozwalin ludzie traktowali jak relikwie, zabierając je ze sobą, zresztą zabierali wszystko, co tylko zabrać się dawało. Mało tego! Wykopywali ciała zmarłych z cmentarza opactwa i przewozili je w inne miejsca… A z tymi obłąkańczymi działaniami przeplatały się cuda, niezliczone, przedziwne, niebywałe… Chociaż na te największe przyszło poczekać jeszcze kilkanaście lat…

=-=================-===============-=

Książkę w wersji papierowej można, klikając w poniższy link, kupić tu:

https://ksiegarnia-armoryka.pl/Cmentarz_Swietego_Medarda_Andrzej_Juliusz_Sarwa.html

1Wiatyk – Komunia św. udzielana człowiekowi w godzinie śmierci. Od łacińskiego słowa via – droga, czyli zaopatrzenie w duchowy pokarm na drogę do wieczności.

2Driakiew gołębia (Scabiosa columbaria), bylica piołun (Artemisia absinthium), ruta zwyczajna (Ruta graveolens), rozmaryn lekarski (Rosmarinus officinalis), szałwia lekarska (Salvia officinalis), tymianek właściwy (Thymus vulgaris), bieluń dziędzierzawa (Datura stramonium).

3Camauro – tradycyjne papieskie nakrycie głowy czerwone lub białe, oblamowane futerkiem gronostajowym.

4Łasica gronostaj, gronostaj europejski (Mustela erminea) – niewielkie zwierzę drapieżne z rodziny łasicowatych, które na okres zimowy zmienia barwę futerka z brązowej na białą, zachowując jedynie czubek ogona w kolorze czarnym. Błamy szyte ze skórek gronostajowych były wykorzystywane jako elementy stroju osób panujących, tak świeckich, jak i duchownych.

5Mozzetta (mucet) – element stroju wyższych rangą duchownych – rodzaj pelerynki okrywającej plecy, ramiona i piersi, a sięgającej jedynie do łokci.

6Prunela – rodzaj tkaniny jedwabnej.

7Arkusz papieru czerpanego wielkości sita, na którym go wyprodukowano, gładki, niedzielony i nieskładany. Czyli jedna karta posiadająca dwie strony.

8Augustinus Corneliusa Janseniusa, BiskupaalboNauczanieŚwiętego Augustyna o naturze ludzkiej, [jej] zdrowiu, chorobach i leczeniu – przeciw Pelagianom i Mesalianom. (łac.).

9Nie ma sensu płakać nad rozlanym mlekiem. (wł.).

10Nie mylić z bullą In eminenti papieża Klemensa XII z 1738 roku zakazującej pod karą ekskomuniki przynależności katolikom do lóż masońskich.

11Konkretnie papież potępił pięć takich zdań.

12Pełna nazwa bulli:Unigenitus Dei Filius – Jednorodzony Boży Syn. (łac.)

13Jean-Ambroise Duvergier de Hauranne (1581-1643), opat Saint-Cyran – znany jansenistyczny teolog francuski. Duchowy ojciec i opiekun cystersek w Port-Royal. Znienawidzony przez kardynała Richelieu, który go wtrącił do więzienia. Został wypuszczony na wolność po śmierci kardynała, lecz przeżył go zaledwie o kilkanaście miesięcy. Przez jansenistów uznany za męczennika.

141585-1642.

151601-1643.

161638-1715.

17Jules Raymond Mazarin (1602-1661), a właściwie – Giulio Raimondo Mazzarino lub Mazzarini, ponieważ z pochodzenia był Włochem.

Co Matka Boska ma na głowie?

Co Matka Boska ma na głowie?

Stanisław Michalkiewicz 21 lutego 2023 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5342

Cała Polska zastyga w oczekiwaniu na zstąpienie na naszą prastarą ziemię amerykańskiego prezydenta Józia Bidena. Zstępując na naszą prastarą ziemię, uczynił on nam wszystkim wielki zaszczyt – o czym poinformował nas w rządowej telewizji pan ambasador Marek Brzeziński.

Chodzi o to, że amerykański prezydent bardzo rzadko, a być może w ogóle nigdy, nie odwiedza tego samego kraju dwukrotnie w odstępie roku. Dlaczego amerykańscy prezydenci mają takie gusło – tajemnica to wielka. Zresztą nie jedyna, bo właśnie okazało się, że naziemięzstąpienie prezydenta Bidena nastąpi nie w poniedziałek 20 lutego, tylko dopiero we wtorek, 21 lutego. Myśleliśmy już, że będziemy się radować obecnością na naszej prastarej ziemi prezydenta Bidena aż przez 3 dni, ale jak się nie ma, co się lubi, to się lubi, co się ma; dwa dni to też dobrze.

Skoro jednak prezydent Biden czyni nam ten zaszczyt zstępując na naszą prastarą ziemię po raz drugi w odstępie roku, to najwyraźniej czegoś będzie od nas chciał. „Zachodzim w um z Podgornym Kolą”, co to może być takiego, bo akurat pojawiły się fałszywe pogłoski, że każe Polsce udzielić Ukrainie jakichś „gwarancji”. Gdyby te fałszywe pogłoski były prawdziwe, to byłby to powrót do „koncepcji” wcześniejszej – bo o tych „gwarancjach” Polski dla Ukrainy mówiło się również „w odstępie roku”. Udzielenie takich „gwarancji” Ukrainie przez Polskę teraz byłoby jeszcze bardziej niebezpieczne, niż wtedy.

Po pierwsze dlatego, że Polska gwarantując coś tam Ukrainie, nie ma najmniejszego wpływu na to, co tamtejsi mężykowie stanu wymyślą, a po drugie – że bez względu na to, co oni wymyślą, Polska będzie musiała to żyrować. To jeszcze gorsze, niż umowa z 2 grudnia 2016 roku, na mocy której Polska zobowiązała się zostać „sługą narodu ukraińskiego”, to znaczy – nieodpłatnie udostępniać Ukrainie zasoby całego państwa – co zresztą od roku robi. Udzielenie Ukrainie jakichś dodatkowych gwarancji teraz oznaczałoby graniczące z pewnością ryzyko wciągnięcia nas do bezpośrednich działań militarnych w tej wojnie.

Z punktu widzenia USA to byłby prawdziwy dar Niebios tym bardziej, że pan prezydent Duda próbuje montować z państw Europy Środkowej jakąś „małą koalicję”, w ramach polityki supermocarstwowej. Dla Stanów Zjednoczonych pojawienie się takiej koalicji byłoby bardzo wygodne, bo przy pomocy „gwarancji” można by ją wepchnąć do wojny, tłumacząc, że to nie jest inicjatywa NATO, a tylko suwerenna decyzja państw narwanych, z którą USA nie mają nic wspólnego. Ale nie uprzedzajmy faktów; jak tam będzie, tak tam będzie i prędzej czy później zostanie nam to objawione, choćby przy pomocy ruskich rakiet, które zaczną spadać nam na głowy. Na razie, zanim ta salwa padnie – radujmy się zstąpieniem prezydenta Bidena na naszą prastarą ziemię, bo kto wie, kiedy znowu spotka nas podobny zaszczyt?

Tymczasem zajmijmy się kwestią, można powiedzieć – teologiczną, która pojawiła się na tle wymiany zdań między pochodzącą ze świętej rodziny panią Dominiką Wielowieyską, obecnie w służbie judenratu „Gazety Wyborczej”, a Wielce Czcigodnym europosłem Joachimem Brudzińskim, zesłanym do luksusowego przytułku dla „byłych ludzi”, czyli Parlamentu Europejskiego, ze stanowiska ministra spraw wewnętrznych w rządzie premiera Morawieckiego. Poszło o to, że pan Brudziński wystąpił na forum Parlamentu Europejskiego w stroju, nazwijmy to, sportowym, który pani Dominice, najwyraźniej wytresowanej w respekcie wobec Unii Europejskiej i wszystkich jej spraw, wydał się nonszalancki. Nieubłaganym tedy palcem wytknęła tę nonszalancję panu Brudzińskiemu, niefortunnie argumentując, że on na tym forum reprezentuje Polskę.

To oczywiście nieprawda, bo w tym luksusowym przytułku dla „byłych ludzi”, żaden poseł nie reprezentuje kraju swojego pochodzenia, tylko „frakcję” do której należy. Nawiasem mówiąc ta okoliczność ułatwiała działaczom obozu zdrady i zaprzaństwa w Parlamencie Europejskim obsrywanie Polski i działanie na jej szkodę. Szczerze mówiąc, trochę się dziwię pani Dominice, że nieubłaganym palcem wytknęła panu Brudzińskiemu jego nonszalancki strój, bo nie przypominam sobie, by w podobny sposób odważyła się ofuknąć pana redaktora Michnika, który występując publicznie i reprezentując przed cudzoziemcami sól naszej prastarej ziemi czarnej, niekiedy sprawia wrażenie, jakby od dawna się nie mył – ale rozumiem, że wedle stawu grobla; co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie.

Wracając do pana Brudzińskiego, to wyjaśnił on pani Dominice, że nie kupuje nowych garniturów z powodu troski o planetę, a na łańcuszku nosi krzyż i Matkę Boską Niepokalaną. Okazuje się, że panna Greta Thunberg, która pewnie dostanie pokojową Nagrodę Nobla, bo w międzyczasie stała się damą i pisarką, jakoś przeborowała sobie dostęp do głowy pana Joachima Brudzińskiego – ale mniejsza z tym; gdy wejdziesz między wrony, musisz krakać, jak i one, a wiadomo, ze w Parlamencie Europejskim, zaludnionym przez „byłych ludzi” troska o „planetę” wybija się na czoło problematyki.

Na wzmiankę o Masce Boskiej pani Dominika, która, chociaż w służbie Judenratu, to przecież – przypominam – pochodzi ze świętej rodziny, dała wyraz swemu „zniesmaczeniu”, wyrażając przy tym przypuszczenie, że Matka Boska ma „ważniejsze sprawy na głowie” niż garderoba pana Brudzińskiego. To oczywiście możliwe, bo nie tylko Matka Boska, ale i Pan Bóg ma na głowie mnóstwo spraw.

Tak w każdym razie tłumaczył te sprawy pewien rabin kapitanowi Mamertowi Stankiewiczowi, do którego przyszła delegacja Żydów pragnących za 10 groszy kupić transatlantyk „Polonia”. Ponieważ kapitan nie bardzo rozumiał, dlaczego delegacja żydowskich pasażerów chce kupić statek tym bardziej, że poinformowali go, iż oni „zawsze” kupują statek. Rabin wyjaśnił, że Żydom w szabas nie wolno podróżować, więc jak oni kupią statek, to oni będą u siebie, tak, jakby nie podróżowali. Oburzony kapitan Stankiewicz zauważył, że delegacja chce go wciągnąć do oszukiwania Pana Boga, na co zniecierpliwiony rabin odparł, że Pan Bóg akurat nie ma nic lepszego do roboty, niż patrzeć, co kapitan Stankiewicz o Nim myśli, dodając przy tym, że takiego zarozumiałego człowieka, to on jeszcze nie widział. Na takie dictum kapitan wywalił całą delegację za drzwi: („Znaczy proszę wyjść! Znaczy natychmiast!”). Cała sprawa zakończyła się zresztą wesołym oberkiem, bo okazało się, że delegacja pomyliła drzwi i zamiast do intendenta, trafiła do kapitana.

No dobrze – ale tym bardziej interesujące jest, jakie to „ważniejsze sprawy” ma na głowie Matka Boska? Pewne światło na tę sprawę rzuca afera z samolotami MIG-29, jakie Polska, z błogosławieństwem Departamentu Stanu, na podstawie swojej „suwerennej decyzji” miała przekazać Ukrainie. Jak pamiętamy, pan minister Rau zaproponował, że Polska dostarczy te samoloty do amerykańskiej bazy lotniczej w Ramstein w Niemczech, a tam niech Amerykanie podejmą „suwerenną decyzję” co dalej z nimi zrobić. Ludzie pobożni doszli do wniosku, że nic, tylko Matka Boska, jako Królowa Polski, natchnęła pana ministra Rau do tego pomysłu, bo nie byli pewni, czy on sam byłby w stanie coś takiego samodzielnie wymyślić.

No to teraz przed Matką Boską stoi ważniejsze zadanie – w jaki sposób odciągnąć pana prezydenta Dudę od pomysłu udzielania Ukrainie jakichś gwarancji i w ogóle – natchnąć go odwagę, by sprzeciwił się żądaniom prezydenta Bidena. To trudne, a nawet bardzo trudne zadanie, więc być może Matka Boska będzie musiała zasięgnąć innych niebiańskich auxiliów, co może wzbudzić w Niej irytację do tego stopnia, że – jak mówił pan Zagłoba – „w słuszną cholerę wpaść może”.

Bergoglio ponownie  mantruje, że zbrodnie sodomii nie powinny być kryminalizowane.

BKP: Na konferencji prasowej podczas drogi powrotnej z Afryki Bergoglio ponownie  mantruje, że zbrodnie sodomii nie powinny być kryminalizowane.

 Chancellery Patriarchate <secretariat.patriarchate@gmail.com>

Franciszek Bergoglio na konferencji prasowej podczas drogi powrotnej z Afryki celowo powtórzył swoje manipulacyjne hasło, że homoseksualizm nie może być kryminalizowany. Tak on ogłosił światowym mediom jeszcze 24 stycznia 2023 roku.

Dlaczego ponownie podniesiono kwestię kryminalizacji homoseksualizmu? Ponieważ cały świat obserwuje konferencję prasową Bergoglia po jego powrocie z Afryki i wszystkie media głównego nurtu, które zmieniają myślenie ludzi, usłyszą tutaj to, czego potrzebują. Już od dawna kształtują opinię publiczną przeciwko sprawiedliwemu ustawodawstwu opartemu na Bożym Dekalogu, i promują anty-prawa, które prowadzą do samozagłady ludzkości. Do tego samego celu, co te media, dąży i nieważny papież, który nadużywa papiestwo do niszczenia Bożych praw i przykazań. Swoim radykalnym przemówieniem przeciwko sprawiedliwym prawom Bergoglio otwiera drzwi i przestępczej pedofilii, bo duży procent homoseksualistów to też pedofile. Tak również promuje bezkarność za inne przestępstwa związane z tak zwaną orientacją Q, takie jak morderstwa na tle seksualnym, nekrofilia, sadomasochizm…

Właśnie kościelna legalizacja LGBTQ jest głównym punktem Synodu Bergoglia o synodalności. W rzeczywistości jest to zaprzeczenie praw Bożych i publiczny bunt przeciwko Bogu.

Cytat Franciszka: „Wypowiadałem się na ten temat… jeśli osoba o skłonnościach homoseksualnych jest wierząca, szuka Boga, to kim ja jestem, by ją osądzać?”

Komentarz: Bergoglio pyta: Kim ja jestem? Mówi z pozycji papieża, więc powinien powiedzieć: Jestem kapłanem, biskupem Rzymu, a moim podstawowym obowiązkiem jest prowadzenie dusz do zbawienia. Oznacza to, że muszę nazwać grzech grzechem i wskazać ludziom na przebaczenie grzechów przez pokutę i wyzwolenie w Jezusie Chrystusie, nawet z demonicznego uzależnienia, jakim jest aktywny homoseksualizm.

Ale on robi coś przeciwnego. Akceptuje grzech homoseksualizmu, a homoseksualiście, który szuka Boga, potrzebując pomocy, blokuje drogę. Uniemożliwia mu pokutę i wyzwolenie oraz utwierdza go na ścieżce grzechu.

Cytat Franciszka: „…w wywiadzie dla Associated Press ja powiedziałem: kryminalizacja homoseksualizmu to problem, którego nie wolno tolerować”.

Komentarz: Co oznacza kryminalizacja homoseksualizmu? Jest to sprawiedliwa kara za przestępstwa związane z homoseksualizmem, w celu ochrony człowieka i społeczeństwa. Te przestępstwa to np. przemoc homoseksualna wobec innej osoby, psychiczna i emocjonalna przemoc wobec młodzieży podczas propagowania nienaturalnej seksualności itp. Duży odsetek homoseksualistów to także pedofile. Pedofilia to poważne przestępstwo przeciwko dzieciom. Swoim oświadczeniem Bergoglio broni także przestępczej pedofilii i wszelkich przestępstw związanych z homoseksualizmem. Poprzez podstępne stwierdzenie, że kryminalizacja homoseksualizmu nie może być tolerowana, stwarza wrażenie, że przestępcami są ti, które tworzą sprawiedliwe prawa w celu ochrony innych. Ale rzeczywistość jest taka, że każdy, kto dziś tylko broni się przed homo-dyktaturą, jest kryminalizowany jako homofob. Tych przestępczych praw kryminalizujących tak zwanych homofobów nie można tolerować! Ale Bergoglio tego nie popiera.

Ponadto Bergoglio tym również mówi, że nie mogą być tolerowane prawa i przykazania Boże, to znaczy, według niego, muszą zostać zniesione. Swoją zbrodniczą postawą Bergoglio kryminalizuje samego Boga Stwórcę! Udowadnia tym, że nie dąży do celu, jakim jest zbawienie dusz, ale przez naruszenie przykazań Bożych prowadzi ludzi do chaosu, do dysharmonii, do zniewolenia przez nieokiełznane namiętności, aby ich zranione dusze otworzyły się na demoniczne siły, i tak powstało piekło na ziemi i piekło po śmierci. To jest program fałszywego proroka i uzurpatora papiestwa Bergoglia.

Cytat Franciszka: „Kiedy wracałem z Irlandii, to była trochę kłopotliwa podróż, bo tego dnia wyszedł list tego chłopca…”

Komentarz: Tym Bergoglio poniża byłego nuncjusza w USA C.M. Vigano, który opublikował argumenty na temat homoseksualnego wykorzystywania seminarzystów przez kardynała McCarricka, którego Bergoglio zatuszował. Dlatego Vigano wezwał Bergoglio do rezygnacji. Ten list poruszył całą Amerykę i cały świat. Kiedy amerykańscy biskupi zażądali, aby Bergoglio w operatywny sposób zajął się problemem nadużyć, Bergoglio nie pozwolił im na to i wkrótce zrobił coś dokładnie przeciwnego. Otworzył drzwi dla homoseksualizmu w Kościele.

Cytat Franciszka: „Tam (w Irlandii) jasno powiedziałem rodzicom: dzieci z tą orientacją mają prawo zostać w domu, nie można ich wyrzucać z domu”.

Komentarz: Bergoglio faktycznie zmanipulował rodziców w Irlandii, aby przestali mówić swoim dzieciom prawdę i pozostawili je na pastwę psychologicznego przymusu seksualnej antyedukacji w szkołach, która zarówno psychicznie, jak i ostatecznie fizycznie okalecza ich i prowadzi do przeoperowania płci.

Bergoglio mówi: „Dzieci mają prawo zostać w domu.” Dlaczego nie staje w obronie dzieci, które według nowych przepisów karnych są odbierane kochającym rodzicom przy pomocy policji ze sztucznych powodów? Następnie porwane dzieci oddawane są przede wszystkim homoseksualistom, z których wielu to pedofile. To są zbrodnie, których nie można tolerować!

Dlaczego Bergoglio nie staje w obronie tych dzieci? Jest ich dziesiątki tysięcy. W samej Norwegii co roku 60-100 skradzionych dzieci popełnia samobójstwo. Dlaczego Bergoglio nie wszczyna alarmu? Dlaczego nie przeciwstawia się zbrodniczej Konwencji stambulskiej, która promuje homoseksualizm w postaci genderowych praw i jednocześnie mechanizmu GREVIO dla kradzieży dzieci? To naganna przemoc! To są zbrodnie przeciwko dzieciom i przeciwko ludzkości! Te przestępstwa, które szczególnie związane z homoseksualizmem, nie można tolerować. Bergoglio okazał się wyrafinowanym i cynicznym przestępcą przeciwko dzieciom, rodzinie, ludzkości i Bogu. Dlaczego nie ogłosi mediom, że genderowe prawa i prawa dotyczące kradzieży dzieci, które kryminalizują niewinnych rodziców i dzieci, są niesprawiedliwe i nie mogą być tolerowane?

Cytat Franciszka: „Osoby ze skłonnościami homoseksualnymi są dziećmi Bożymi, Bóg ich kocha, Bóg im towarzyszy”.

Komentarz: Z punktu widzenia tego, że Bóg jest Stwórcą i daje życie każdemu człowiekowi, wszyscy jesteśmy dziećmi Bożymi, które Bóg kocha. Ale właśnie dlatego, że nas kocha, chce naszego wiecznego zbawienia. Dał nam do tego najprostszy sposób, a jest nim pokuta. Ale Bergoglio tutaj celowo stwarza wrażenie, że Bóg kocha grzech i że nie rozróżnia dobra od zła, ani nie karze zła. A to jest oszustwo i manipulacja. Bergoglio celowo ucisza słowa Chrystusa: „Jeśli się nie nawrócicie, wszyscy zginiecie” (Łk 13, 3). Pokuta to wyznanie grzechu przed sobą i przed Bogiem, oddanie grzechu pod krzyż Chrystusa, a następnie pójście drogą, którą Bóg dał nam w swoich przykazaniach. Bergoglio nie tylko bojkotuje pokutę, ale także anuluje Boże przykazania, tym samym „towarzysząc” poszukującemu na szerokiej drodze do zatracenia. Jest to najcięższa zbrodnia fałszywego proroka Bergoglio, który uzurpował sobie papiestwo.

Cytat z Franciszka: „To prawda, że niektórzy (homoseksualiści) są w takim stanie z powodu różnych niepożądanych sytuacji”.

Komentarz: Niepożądaną sytuacją Bergoglio nazywa przestępstwo homoseksualisty, który gwałci lub uwodzi niewinnego młodzieńca lub nawet nieletniego chłopca, popełniając w ten sposób przestępstwo pedofilii. Wtedy ten chłopiec, jak mówi Bergoglio, „wchodzi w ten stan” – innymi słowy staje się homoseksualistą. Ale Bergoglio twierdzi, że tych tzw. niepożądanych sytuacji, czyli poważnych przestępstw pedofilii i gwałtu czy oblegania młodych ludzi homoseksualną propagandą, rzekomo nie wolno kryminalizować, jakoby to jest niesprawiedliwe. 

W rzeczywistości skrajnie niesprawiedliwe jest pozostawać młodzież na pastwę kłamstw ideologii gender i nie chronić ich sprawiedliwym ustawodawstwem. Ale to sprawiedliwe ustawodawstwo Bergoglio obłudnie i manipulacyjnie potępia jako kryminalizację homoseksualizmu, co nie wolno tolerować. Tak krzyczał Bergoglio 24 stycznia 2023 roku za pośrednictwem agencji AP na cały świat, a następnie z samolotu podczas drogi powrotnej z Afryki.

Przeciwnie, te różne niepożądane sytuacje muszą zostać kryminalizowane, inaczej sprawiedliwość nie zostanie ustanowiona, a przestępczość rozprzestrzeni się na masową skalę.

Jakie jest stanowisko Pisma Świętego i Tradycji Kościoła wobec homoseksualizmu?

Księga Rodzaju 19 – Bóg za grzech homoseksualizmu karze Sodomę i Gomorę ogniem z nieba.

Bóg przez apostoła Piotra ostrzega przed sodomią karą ognia doczesnego (2 Piotra 2,6). Poprzez apostoła Judę ostrzega wiecznym ogniem (Judy 7). Poprzez apostoła Pawła ostrzega, że homoseksualiści (gr. arsenokoités, arsen – mąż, koité – łoże małżeńskie) nie mają udziału w królestwie Bożym (1 Kor 6, a także 1 Tm 1). W Liście do Rzymian homoseksualizm jest nazwany obrzydliwością (gr. atimia) (Rz 1).

Izajasza 1,9: „Gdyby Pan Zastępów nie zostawił nam garstki tych, którzy przeżyli, bylibyśmy jak Sodoma, bylibyśmy jak Gomora”.

Amosa 4,11: „Spustoszyłem was, jak podczas Bożego spustoszenia Sodomy i Gomory…”

1Krl 14,24: „Byli też w tej ziemi sodomici. Postępowali oni według wszystkich obrzydliwości pogan, których Pan wypędził.

1Krl 15,12: „Usunął z ziemi ohydnych sodomitów.

1Krl 22,47: „Usunął też z ziemi resztę sodomitów, którzy pozostali za dni Asy, jego ojca”.

2Krl 23,7: „Zburzył też domy ohydnych sodomitów, które znajdowały się przy domu Pana”.

Św. Jan Chryzostom napisał: „Najgorszą ze wszystkich namiętności jest żądza między mężczyznami. Dlatego powiadam wam, że oni są gorsi od morderców i że lepiej umrzeć niż żyć w takiej hańbie. Morderca oddziela tylko duszę od ciała, a ci niszczą duszę w ciele… Nic, absolutnie nic nie jest bardziej szalone i szkodliwe niż ta perwersja” (In Epistulam ad Romanos).

Papież św. Pius V postanowił: „Jeśli duchowny (diakon, kapłan lub biskup) popełnia przestępstwo sodomii, musi zostać zdegradowany ze statusu duchownego i przekazany świeckiemu wymiarowi sprawiedliwości”. Ten karał tę zbrodnię w taki sam sposób jak morderstwo. Papież dodał: „W przeciwnym razie to zło nie zostanie wykorzenione”.

Stanowisko Pisma Świętego, świętych ojców oraz całej Tradycji Kościoła diametralnie różni się od stanowiska fałszywego papieża Franciszka Bergoglio, który z całych sił propaguje inwazję sodomii, w tym poprzez tzw. Drogę synodalną, która dąży do wprowadzenia kościelnej legalizacji LGBTQ. Jest to samozniszczenie Kościoła, bunt przeciwko Bogu oraz sprowadzenie przekleństwa i kary na ludzkość.

Bizantyjski Katolicki Patriarchat (BKP) – głos wołającego na pustyni

7.02.2023

Konferencja prasowa Franciszka po jego powrocie z Afryki

vkpatriarhat.org/en/?p=22746  /english/

vkpatriarhat.org/it/?p=9562  /italiano/

vkpatriarhat.org/es/?p=12782  /español/

vkpatriarhat.org/fr/?p=16170  /français/

 ———————————- 

Zapisz się do naszego newsletter’a:  lb.benchmarkemail.com//listbuilder/signupnew?5hjt8JVutE5bZ8guod7%252Fpf5pwVnAjsSIi5iGuoPZdjDtO5iNRn8gS049TyW7spdJ

Przyznają: Izolacja zabiła naturalną odporność, teraz w Europie brakuje leków. Sytuacja zagraża „bezpieczeństwu zdrowotnemu”

Izolacja zabiła naturalną odporność, teraz w Europie brakuje leków. Sytuacja zagraża „bezpieczeństwu zdrowotnemu”

19 stycznia 2023 https://pch24.pl/izolacja-zabila-naturalna-odpornosc-teraz-w-europie-brakuje-lekow-sytuacja-zagraza-bezpieczenstwu-zdrowotnemu/

W UE w związku z gwałtownym wzrostem liczby przypadków zakażeń bakteryjnych mamy do czynienia z niedoborem antybiotyków oraz podstawowych leków – mówiła podczas sesji PE w Strasburgu Joanna Kopcińska (PiS). Nie brakuje jednak preparatów przeciw COVID-19, zamówionych w hurtowych ilościach przez Komisję Europejską.

W Strasburgu podczas trwającej sesji plenarnej europarlamentu, w związku z przetaczającą się przez Europę falą zakażeń wirusami grypy, Covid-19 i RSV, prowadzona była debata dotycząca wzrostu zachorowań na infekcje dróg oddechowych i niedoboru leków w Europie.

Jak mówiła poseł Kuchcińska, dostęp do leków jest kwestią bezpieczeństwa pacjentów, a termin „bezpieczeństwo zdrowotne” zawsze otwiera poważną dyskusję na temat wszelkich możliwych form odpowiedzi na jakikolwiek stan zagrożenia zdrowia publicznego. [co za bełkot… MD]

Eurodeputowana przypomniała, że bezpieczeństwo zdrowotne UE jest w ostatnim czasie zagrożone w związku z gwałtownym wzrostem liczby przypadków zakażeń bakteryjnych, co doprowadziło w konsekwencji do niedoborów antybiotyków oraz podstawowych leków. Jak wyjaśniał m.in. minister zdrowia Adam Niedzielski, wpływ na obserwowaną falę zakażeń ma powszechny spadek naturalnej odporności wynikający z polityk izolacyjnych, polegających na ograniczeniu kontaktu w czasie pandemii. [Czemu on za ten stan nie zeznaje zza krat? MD]

„Choć jestem świadoma, że przyczyny, które leżą u podstaw niedoborów leków są złożone i wieloczynnikowe – gdyż obejmują wyzwania produkcyjne, limity branżowe oraz elementy gospodarcze – to mimo wszystko uważam, że strategia rozwiązania problemu musi przebiegać dwutorowo” – powiedziała polska eurodeputowana. „Mimo że na efekt przywracania bezpieczeństwa lekowego wciąż trzeba jeszcze poczekać, to już dziś musimy myśleć o reorganizacji europejskiego środowiska produkcji leków” – podkreśliła.

W Europie nie brakuje jednak preparatów przeciw COVID-19, zamawianych hurtowo przez Komisję Europejską. Sposób zawierania umów, faworyzujący amerykańskiego producenta Pfizera, z powodu licznych nieprawidłowości jest przedmiotem śledztwa Prokuratury Europejskiej. PAP

Między ziemią a niebem – wojna ! .. Kazanie Rosjanina do Iwana.

Oleg Borowski

A światłość w ciemnościach świeci, a ciemności jej nie ogarną [Jan, 1,5]

12 lutego https://cont.ws/@ogbors/2483772

Iwan, napisałeś mi, że się myliłem, nazywając 60% rosyjskiej populacji szaleńcami, a kolejne 20% chorymi, ale jakoś zmagającymi się ze swoją chorobą.

Czy uważasz, że tylko 80% wskazanej przeze mnie populacji (w przybliżeniu oczywiście) jest w miarę zdrowych i popiera linię partyjną (w tym SVO), ponieważ jasno rozumie sens tego, co się dzieje, ma swój całkiem adekwatny światopogląd, widzą przed sobą jasny cel i zgodnie z nim – w dużej mierze rację.

Podobnie nasz rząd, jak doświadczony arcymistrz, rozgrywa niemal niepokonaną partię na wielkiej światowej szachownicy, doskonale rozumiejąc, czego chce. Jednocześnie Federacja Rosyjska stoi mocno na nogach, ma odrębną ideologię i nie tylko bije wrogów poza swoimi granicami, ale także oczyszcza się od wewnątrz, stopniowo pozbywając się oligarchicznego parcha – zresztą rękami samych zachodnich „partnerów”.

To znaczy, ogólnie rzecz biorąc, Rosja ma się dobrze (z wyjątkiem kilku drobnych nierówności) i nie ma poważnych podstaw do pesymizmu. Kreml i tak wygra – a przynajmniej spełni główne zadania, jakie przed nim postawiono.

To jest Twoja wizja obecnej sytuacji, którą szczegółowo przedstawiłeś w obszernej publikacji, którą zamieściłem tutaj:  https://cont.ws/@ogbors/248261…

A teraz pozwól Ivanowi odpowiedzieć – równie dokładnie i szczegółowo.

Spójrz – rysuję numer jeden poniżej…

1

Tą jednostką jest poziom naszego człowieczeństwa z wami, ta wrodzona łaska, która jest dana (lub NIE dana) początkowo człowiekowi przez Pana Boga. Warunkowo nazwijmy to „Światłem Nieskończonym lub Energią Dobra” (jak wolicie).

A teraz dodajemy zero po prawej stronie jedynki – czyli nasze wychowanie (cóż, warunkowo, powiedzmy, że oboje jesteśmy dobrze wychowani) …

10

Następnie dodajemy kolejne zero – według którego warunkowo mierzymy nasze wykształcenie (na przykład oboje mamy dobre wykształcenie) …

100

Teraz dodajemy jeszcze jedno zero – które oznaczamy naszym doświadczeniem życiowym z Wami (powiedzmy – obaj mają to kolosalne)…

1000

W rezultacie, Ivan, otrzymujemy bardzo pokaźną liczbę – która początkowo zaczynała się od jednego. Nieźle, prawda? Jest powód do dumy!

A teraz skreślmy to, kolego, pozbądźmy się tej nieszczęsnej jednostki, od której wszystko się zaczęło.

I okazuje się…

000

Tak, Ivan – okazuje się, że jest to zestaw zer. Lub, mówiąc językiem poetów, dźwięcząca pustka.

——————————-

Ponieważ człowiek jest w ogólności zwierzęciem, stałocieplnym ssakiem.

On, jak każde inne zwierzę, ma cztery kończyny, dwoje oczu, dwoje uszu, jeden żołądek, jedno serce, jeden nos i tak dalej.

Wszystko to jest u niedźwiedzia, małpy i myszy – i u wielu gadów, na przykład u krokodyla. Różnic fizjologicznych między ludźmi a zwierzętami nie można nazwać zbyt uderzającymi.

Czy człowiek chodzi na dwóch nogach?

A niektóre zwierzęta są w tym całkiem dobre. Weźmy na przykład kangura lub skoczka. Czy ptaki nie chodzą na dwóch nogach?

Czy osoba nie jest pokryta włosami?

Więc delfin nie wydaje się być zbyt owłosiony, a słonia nie można nazwać owłosionym – tak jak krokodyl, żaba, wieloryb.

Co więcej: niech kudłata małpa od urodzenia nosi pęczek szmat – myślę, że jej włosy nie będą tak gęste jak włosy jej krewnych żyjących na wolności w naturze…

Oczywiście człowiek utracił wiele umiejętności właściwych zwierzętom. I jego słuch jest słabszy, a jego węch. Ale jest to po prostu zrozumiałe i nie jest zaskakujące – w końcu człowiek nie żyje na wolności, dlatego dużo „zapomniał”.

Tak więc, czysto fizjologicznie, człowiek jest zwierzęciem. Co więcej, daleko mu do najsilniejszych i najbardziej zwinnych.

Co radykalnie odróżnia człowieka od zwierząt i ogólnie od reszty „populacji” planety Ziemia?

Oczywiście teraz powiesz: „racja!”

Ech, czekaj Iwan – nie wszystko jest takie proste. Zwierzęta też przecież różnią się między sobą stopniem rozwoju intelektualnego. Na przykład psy są wyraźnie mądrzejsze od owiec, papugi od kurczaków, a delfiny od krów.

Indianie żyjący kiedyś w okolicach dzisiejszego Nowego Jorku uważali bobry za święte zwierzęta – bo bobry naprawdę nie wyglądały (według niektórych wskaźników) na głupszych od Indian.

Indianie mieszkali w prymitywnych chatach pokrytych skórami (wigwamy) i zajmowali się głównie skalpowaniem się nawzajem.

A bobry zbudowały na rzekach potężne tamy (czasami o długości nawet 500 metrów!) I nigdy się nie pozabijały…

————————————-

A jednak jest coś, co radykalnie i nieodwołalnie odróżnia człowieka od reszty żywego świata planety.

Powszechnie wiadomo, że KAŻDE zwierzę – najbardziej dzikie, zorganizowane, inteligentne, żyjące w jakimkolwiek zakątku ziemi, spotykając się z KAŻDĄ osobą (nawet najgłupszą, prymitywną, mało znaczącą) doświadcza niewytłumaczalnego strachu i zakłopotania, wyraźnie CZUWAJĄC, że spotkało nie tylko z innym zwierzęciem (nawet pozbawionym sierści, a mającym więcej zwojów pod czaszką), ale z ISTOTĄ WYŻSZEGO RZĘDU, a właściwie z BOGIEM.

Nie ma na świecie ani jednego drapieżnika, najbardziej wszystkożernego, dla którego ludzkie mięso byłoby zwykłym mięsem, nie do odróżnienia od mięsa, powiedzmy, bawoła czy zająca.

Jeśli tygrys lub niedźwiedź zaatakował człowieka i zjada jego mięso, automatycznie oznacza to, że coś jest bardzo nie tak ze zwierzęciem, nastąpiła jakaś zmiana w jego mózgu, rodzaj szaleństwa, szaleństwa.

Bo normalny tygrys, jak normalny niedźwiedź, nie zje ludzkiego mięsa.

Ludzkość, dla całego świata dzikiej przyrody, jest niewypowiedzianym, niewytłumaczalnym, ścisłym tabu.

Nawet rekiny, które wydają się szalonymi, bezmózgimi i zupełnie nieczytelnymi stworzeniami o inteligencji łodygi kapusty, są niezwykle niechętne do atakowania ludzi.

Gdyby ludzkie mięso było dla nich odpowiednikiem mięsa innych zwierząt lub ryb, byłoby niepomiernie więcej ataków rekinów na ludzi.

Niejednokrotnie zdarzało się, że rekin po złapaniu człowieka i spróbowaniu go wypuścił ranną ofiarę – wyraźnie rozczarowaną zdobyczą. Często zdarza się, że osoba, która uciekła z paszczy rekina, wygląda niemal jak bohater. Tymczasem jest bardzo mało prawdopodobne, aby rekin (zwłaszcza ten, który posmakował krwi!) po prostu puścił swoją ofiarę tylko dlatego, że ofiara bardzo się miotała. Każda ofiara się szarpie i walczy – często znacznie bardziej wściekle niż człowiek! Ale z jakiegoś powodu nikt nie widział, jak rekin wypuszcza z pyska fruwającą barakudę lub delfina (czasami rekiny pożerają się nawzajem) …

Tak więc całe życie na planecie jest wyraźnie „zaprogramowane”, aby widzieć w człowieku coś wyjątkowego, coś niezwykłego – nawet jeśli dana osoba jest prymitywna i naga.

Tak więc obecność zwojów pod czaszką u osoby nie może wyjaśnić wszystkiego.

Ten sam rekin z przyjemnością pożera psa lub delfina, nie będąc zainteresowany tym, że pies lub delfin ma wyraźnie więcej zwojów niż ten właśnie rekin.

Ale czysto fizjologicznie – osobę można uznać za zwierzę. Nawet jeśli wypadła sierść, nawet jeśli wzrok i węch stały się przytępione, nawet jeśli porusza się tylko na tylnych kończynach – to wszystko są tylko szczegóły.

Co więcej, szczegóły – po prostu spraw, aby był najbardziej bezbronny i bezbronny spośród wszystkich innych zwierząt.

Co więc tak nieodwołalnie oddziela człowieka od reszty świata żywej przyrody? ..

Chcąc nie chcąc, trzeba dojść do wniosku, że w człowieku jest COŚ niewidocznego czysto fizycznie, ale namacalnego na jakimś podświadomym, DUCHOWYM poziomie, czego absolutnie nie ma we wszystkich biegających, pełzających i latających stworzeniach zamieszkujących Ziemię.

Pytanie brzmi – co to jest COŚ? Co to za „cecha”?

Energia?..

Ale cały świat jest nasycony energią. Cały świat jest energią, każdy przedmiot jest „skrzepem” o określonej energii (co wykazał np. Einstein) – i to nie tylko osoba.

To znaczy znowu, jeśli chodzi o właściwości czysto fizyczne, człowiek nie różni się od otaczającej go natury.

Czym więc jest to COŚ?

Czy nam się to podoba, czy nie, czy nam się to podoba, czy nie, ale najwyraźniej musimy rozwodzić się nad ideą, że niewytłumaczalne COŚ jest tym, co warunkowo można nazwać cząstką Boga w człowieku.

Sam człowiek nie jest Bogiem. Daleko od Boga! Jest to zrozumiałe dla każdego, kto nie ma obsesji na punkcie bardzo oczywistej megalomanii.

Ale w człowieku jest mała cząstka (mówiąc bardzo prymitywnie) Boga. Lub, mówiąc inaczej, cząsteczka jakiejś szczególnej, „niestandardowej”, „niezwierzęcej”, nieziemskiej, niezwykłej dla tej planety energii.

Biblia mówi, że człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga.

Ateiści mogą ironicznie sprzeciwiać się temu, że bardziej prawdopodobne jest, że człowiek został stworzony na podobieństwo małpy.

Ale nie zamierzam się kłócić. Tak, czysto wizualnie, fizycznie, człowiek jest rodzajem małpy (i wygląda trochę jak niedźwiedź – myśliwi twierdzą, że obdarty ze skóry niedźwiedź jest strasznie podobny do człowieka).

Ale faktem jest, że w Biblii nie mówimy o szorstkiej fizycznej, cielesnej skorupie, która dość szybko się zużywa i ostatecznie zostaje zjedzona przez robaki.

W osobie implikuje się (znowu – prymitywnie mówiąc) obecność boskiej energii, czyli (innymi słowy) cząstki czegoś, co stanowi esencję samego Boga.

My, ludzie, jesteśmy stworzeniami stworzonymi ze wszystkiego, z czego zbudowana jest reszta świata planety („z prochu ziemi”, jak mówi Biblia), ale w których Pan „tchnął” (znowu – biblijne ekspresja) cząstką jego esencji, jego boskiego „ja”.

Więc Iwan, to najbardziej Boskie „ja”, to ŚWIATŁO NIESKOŃCZONE, obecne w nas od urodzenia – oznaczyłem na początku naszej rozmowy liczbę  1.

Jednak jest rzeczą oczywistą, że tam, gdzie jest światło, jest też ciemność. A tam, gdzie jest pojęcie czystości, jest też pojęcie brudu.

I prawie zawsze bycie układa się w taki sposób, że na początku dana jest CZYSTOŚĆ, a BRUD przykleja się później, stopniowo.

Bez względu na to, jak czyste jest pomieszczenie na początku i bez względu na to, jak czyści są właściciele, z czasem na pewno pojawi się w nim brud, który należy regularnie czyścić. Nie raz czy dwa, ale regularnie. Tutaj czystość sama się nie tworzy, trzeba jej bronić – nieustannie, na bieżąco. A brud – wydaje się, jakby sam się tworzył, nawet znikąd.

Te same ubrania, samochód, ludzkie wnętrzności – tak, dosłownie wszystko.

Pierwotna czystość – zawsze potrzebuje ochrony przed brudem, stałego, regularnego czyszczenia. Ponieważ brud jest nie tylko nieestetyczny lub śmierdzący. Brud z perspektywy czasu gnije i kończy się śmiercią.

A więc Iwan, oprócz Boga, ma swoją antypodę w obliczu szatana. Oprócz energii światła, energii dobra, istnieje ciemna energia, energia zła. Oprócz jasnej Nieskończoności istnieje ciemna Nieskończoność. Oprócz duchowej czystości istnieje duchowy brud.

I bez względu na to, jak czyści jesteśmy duchowo od urodzenia, nie możemy uniknąć przenikania do nas duchowej nieczystości, energii ciemności, ciemnych bytów.

Teraz Iwan stara się starannie dobierać słowa, żebyście zrozumieli, o co toczy się gra, więc operuję różnymi terminami, czasem nie do końca trafnymi…

Oto więc moja droga: jeśli nie śledzisz procesu, jeśli nie zajmujesz się regularnym sprzątaniem, jeśli żyjesz bez polegania na prawie moralnym, jeśli gdzieś odpuścisz i pozwolisz nieczystym bytom zawładnąć ty, prędzej czy później może nadejść chwila, kiedy brud, który w ciebie wnika i pozostaje w tobie nieoczyszczony – pochłonie doszczętnie to jasne, dobro, które pierwotnie zostało w tobie złożone z Góry.

Cóż, to jest jak infekcja, która powstała z brudu, z najmniejszej niemytej rany – może w końcu zabić człowieka.

W średniowieczu czasami dochodziło do strasznych epidemii z powodu banalnych warunków sanitarnych. Ludzie, którzy nie walczyli aktywnie z brudem – w rezultacie sami zamienili się w brud.

Jeśli nie usuniesz na czas małej plamki zgnilizny na jakimś warzywie, ta zgnilizna rozrośnie się i pochłonie całe warzywo. W ten sposób CAŁY owoc zgnije.

Dokładnie tak samo jest na płaszczyźnie duchowej: jeśli pozwalasz zewnętrznemu brudowi w niekontrolowany sposób wnikać w ciebie, gromadzić się w tobie, jeśli jesteś na niego obojętny lub jeśli wykazujesz niewystarczający opór, jeśli wykazujesz lenistwo w kwestii oczyszczania nieczystości duchowych , lub jeśli Ty, idąc za czyjąś sugestią, uznasz, że ta nieczystość jest czymś zupełnie naturalnym – oznacza to, że prędzej czy później nadejdzie KONIECZNY moment, kiedy ta „jednostka”, o której mówiliśmy powyżej, zostanie przekreślona. Twoje jasne, Boskie „ja” zgnije.

A wtedy wszystkie inne twoje cnoty okażą się bezsensownym zestawem zer.

Tak, Iwan, przyznaję – źle to wyraziłem, nazywając większość ludności Federacji Rosyjskiej szaleńcem. Oczywiście nie jest to zwykłe szaleństwo. Ludzie, którzy wspierają naszą władzę (w tym SVO) – są z punktu widzenia medycyny konwencjonalnej całkiem zdrowi. Nie wkładają łyżki do ust, nie walą głową w latarnie, nie gryzą psów za ogony. Jeśli zdarzają się dzikie odchylenia od normy, można to całkiem wytłumaczyć jakimiś wypadkami, tyranią władz w tej dziedzinie lub uzależnieniem od pijaństwa – cóż, zdarza się, cho …

W rzeczywistości wszystko jest znacznie gorsze, Van. Ponieważ szalony, psychiczny wielki człowiek jest nadal mężczyzną. A ci ludzie, o których mowa, to już takie stworzenia, z których pozostała tylko ludzka skorupa. Zombie,, wilkołaki.

Wiesz – są takie pasożytnicze owady, które penetrują inne owady, ryby, ptaki, gady, zwierzęta. I pożerać wnętrzności. Tak więc z poprzedniego zwierzęcia pozostała tylko skóra, skorupa.

Tutaj, coś takiego.

60 procent populacji dzisiejszej Rosji to humanoidalne skorupy, pod którymi kryją się zupełnie inne byty, które nie mają nic wspólnego z rasą ludzką. A kolejne dwadzieścia procent jest dotkniętych pasożytami, ale jeszcze nie pożartymi, nie zabitymi, wciąż walczącymi. Jedynie pozostałe dwadzieścia procent utrzymuje higienę duchową na odpowiednim poziomie, żyje zgodnie z prawem moralnym, a więc jest sobą, czyli ludźmi. Duchowo zdrowe, pełnoprawne dzieci Boże.

Kiedy człowiek raduje się krwią i cierpieniem stworzeń Bożych, kiedy sprawia mu przyjemność uświadomienie sobie, że w tym czasie ktoś doznaje udręki, kiedy ktoś czerpie przyjemność z mordów i przemocy – ten ktoś nie jest już osobą. To banda nieziemskich, piekielnych, podłych stworzeń – zamkniętych w ludzkiej skorupie i lekko przykrytych przebraniem osoby, którą od dawna pożerają.

Nie ma sensu myśleć Iwanie, że jeśli zabijesz wszystkich złych ludzi (czyli wszystkich, których nie lubisz), to na ziemi pozostaną tylko dobrzy ludzie i nadejdzie niebo.

Nie, Wania, nawet jeśli to się naprawdę stanie, będzie to oznaczać, że na ziemi pozostaną tylko zabójcy.

Ale nawet dla tych zabójców czas wytchnienia i nirwany nie nadejdzie – nie!

Wraz z zabijaniem przeciwników dla zabójców wszystko się nie skończy – wręcz przeciwnie, dopiero się zacznie. Ponieważ ci, którzy skosztowali krwi, nie będą już chcieli jeść trawy i nektaru. Maszyna do zabijania nigdy nie zatrzymuje się sama. Pająki w słoiku, po zjedzeniu resztek swojego zwykłego jedzenia, nie zapadają w błogą hibernację; zaczynają się nawzajem zjadać.

Tak było zawsze i przez cały czas: ci, którzy kręcili kołem zamachowym represji – KONIECZNIE I NIEUWAŻNIE wpadali pod to samo koło zamachowe. Bez wyjątków.

Na przykład pod koniec XVIII wieku we Francji zwyciężyła rewolucja, a władzę przejęli jakobini – „francuscy bolszewicy”. Którzy pokonali wszystkich swoich wrogów – zarówno zewnętrznych, jak i wewnętrznych. Nikt nie mógł ich pokonać.

Ale dokąd poszli ci sami jakobini, skoro nikt ich nie pokonał?

I po prostu się wycinają, gilotynują – strannie. Potem ich miejsce zajęły drżące stwory, spośród tych nawiedzonych, którzy kręcili się w kółko i zgadzali. Wtedy te drżące stworzenia straciły swoją moc.

Tak było we wczesnym ZSRR, gdzie początkowo bolszewicy z kohorty stalinowskiej – wyrżnęli bolszewików z kohorty trockistowsko-leninowskiej. Po tym stalinowska kohorta już sama się wyrżnęła. W rezultacie Związek Sowiecki był zdany na łaskę drżących stworzeń, kręcących się upiornie i zgadzających się na wszystko.

Tak było w Kampuczy Pol Pota (Kambodża) – gdzie Czerwoni Khmerzy wymordowali się nawzajem (wraz z połową ludności), w wyniku czego Kampucza (wówczas polegająca już na nastolatkach z karabinami maszynowymi) stała się łatwym łupem dla sąsiednich Wietnam.

Tak było w Chinach Mao Zedonga, gdzie w wyniku wszelakich „rewolucji kulturalnych” i wzajemnych czystek Czerwonej Gwardii najtwardsze szumowiny wyrżnęły się nawzajem – po czym władza wpadła w ręce drżących kreatur – które później zastąpione innymi jeszcze ludźmi. A ci inni – zaczęli kłaniać się nisko, nisko Wielkim Białym Lordom, co sprowokowało szybki wzrost chińskiej gospodarki.

Miejsc było więc wiele.

Przykładowo, w cesarstwie Aleksandra Wielkiego – które po śmierci wodza wyobrażającego sobie siebie za boga, zostało podzielone przez jego dowódców wojskowych na kupę fragmentów – po czym fragmenty te stopniowo się pożerały. Więc teraz nawet nikt nie wie dokładnie jak ci Macedończycy wyglądali (nawet w samej Macedonii jako takiej żyją teraz zupełnie inni ludzie).

A Cesarstwo Rzymskie wcale nie zostało zmiażdżone przez barbarzyńców (jak to zwykle mówi się na lekcjach historii) – Rzymianie mordowali się nawzajem podczas walk domowych, podczas których często mobilizowano nawet niewolników, którym pozwolono ciąć, rabować i gwałcić Rzymian z przeciwnych grup politycznych. Barbarzyńcy przybyli później do tego Rzymu, w którym pozostał tylko cień jego dawnej świetności, który do tego czasu był kilkakrotnie pokonany podczas walk domowych – i który nie był już stolicą państwa.

Będziesz się śmiał Wania, ale Goci, którzy zdobyli Rzym, szanując Rzymian za ich kulturę, wzięli nawet tych ludzi pod swoją szczególną opiekę, powstrzymali spory domowe i zakazali małżeństw mieszanych, próbując ocalić resztki ludu rzymskiego. Nawet swoją stolicę Goci umieścili w Rawennie (w północnych Włoszech), pozostawiając jedynie symboliczny garnizon w Rzymie.

Ale, niestety, po nieco, nieco ożywieniu pod rządami stosunkowo cywilizowanych i schrystianizowanych Gotów, Rzymianie ponownie pogrążyli się w konfliktach domowych – ten okres jest nieco, nieco uchylony w filmie „Bitwa o Rzym”. Mimo to Rzymianie zdołali w pewnym momencie (przy pomocy intryg i Bizancjum) pozbyć się potęgi Gotów – a jednak wykończyli się, odcięli się od siebie.

A tak zwane jarzmo mongolsko-tatarskie było wynikiem nie tyle ogromnej siły i niezwyciężoności Mongołów, ile wzajemnych masakr i nieustannych intryg między Rosjanami. Na przykład, zanim Mongołowie weszli pod mury Kijowa – miasto było w poważnym upadku, zostało już zdobyte SZEŚĆ RAZY przez przeciwne grupy (które aktywnie wykorzystywały wojska najemników kogokolwiek, w tym Węgrów, Polaków, Połowców i Pieczyngów) , nawet „mury” miasta były drewniane – tylko kamienne bramy. Wiele księstw rozpoznało władzę Mongołów nad sobą, nie widząc ani jednego Mongoła pod murami – i wcale nie przestraszonych, ale po prostu intrygujących między sobą. Mongołowie często poważnie tłumili konflikty domowe, nie pozwalając na usunięcie książąt, którzy mieli kołpak chana.

Istnieje opinia, Wania, że ​​jarzmo mongolskie było okrutne.

Tak więc, nic takiego!

Prawdopodobnie słyszałeś ten żart: Dante wybrał się na kolejną wycieczkę do piekła – i widzi kotły z wrzącą smołą. Mimowolnie zwróciłem uwagę na fakt, że jeden kocioł był zamknięty szczególnie gęstą, masywną pokrywą, a przy nim wciąż stali strażnicy, stworzeni z wyjątkowo potężnych diabłów. A drugi kocioł – wręcz przeciwnie, w ogóle bez pokrywy i nie ma przy nim strażnika, nie.

Pyta, dlaczego tak jest?

Odpowiadają mu: „W tym kotle, który jest szczelnie zamknięty i trzymany pod silną strażą, są Żydzi. Tam, jeśli się choć trochę rozejrzysz, na pewno ktoś będzie próbował się wymknąć.

A w tym kotle, który jest bez strażników, a nawet bez pokrywy, siedzą Rosjanie. Tam, jeśli jedna osoba spróbuje się wydostać, pozostali będą ją ciągnęli za nogi”…

Więc Iwan – Mongołowie wcale nie byli tak głupimi i prymitywnymi koczownikami, jak się powszechnie uważa w naszej epoce. W końcu musimy pamiętać, że założyciel imperium mongolskiego Czyngis-chan nigdy nie dotarł na ziemie rosyjskie. Pierwszym cywilizowanym krajem, który Czyngis-chan zaczął podbijać, były Chiny. Nawet ich stolica Mongołowie przenieśli się następnie do miasta Chanbalik – współczesnego Pekinu.

I tylko wnuk Czyngis-chana, Batu, dotarł do Rosji. Do tego czasu Mongołowie bardzo dużo przyjęli od Chińczyków (jednak zawsze wędrowali w okolicach tego kraju i wiedzieli o Chińczykach całkiem sporo). Wszyscy mistrzowie, którzy kontrolowali maszyny do bicia ścian wśród Mongołów, byli Chińczykami. Chińczycy prowadzili kroniki, nauczali Mongołów podstaw rządzenia i filozofii. Ale Chiny są jedną z najstarszych cywilizacji na świecie.

Dlatego Mongołowie nie zniewolili bezpośrednio i nie uciskali Rosjan – trzymali ich w posłuszeństwie rękami innych Rosjan. Bowiem najstraszniejsze więzienie to to, w którym więźniowie pilnują się nawzajem.

Mongołom obce były głupie przesądy. Przyjaźnili się z Kościołem prawosławnym, który nie podlegał żadnym podatkom – wiedząc doskonale, że duchowieństwo potrafi być – zarówno głównymi pomocnikami, jak i najgroźniejszymi przeciwnikami. Chanowie mongolscy po cichu wydali swoje córki za rosyjskich książąt.

Ani jedno rosyjskie księstwo nie zostało włączone do Złotej Ordy. Nigdzie żaden Mongoł nie panował bezpośrednio. Oddziały książęce składały się z żołnierzy rosyjskich, Rosjanie drukowali własną monetę, utrzymywali więzi gospodarcze z dowolnymi państwami.

Początkowo chanowie mongolscy wysłali swoich poborców danin, Baskaków, do niektórych rosyjskich księstw. A tych Baskaków często zabijano, dochodziło do otwartych buntów.

Ale wtedy Mongołowie zdali sobie sprawę, że cierpią z powodu nonsensów – i zaczęli powierzać zbieranie hołdu samym rosyjskim książętom. Przed którym chłopom rosyjskim znacznie trudniej było się ukryć – książęta bowiem byli miejscowi i dobrze znali poddaną ludność. Rosjanie nie widzieli przed sobą żadnych Mongołów – widzieli swoich własnych książąt, przeciwko którym buntowanie się wydaje im się grzechem (zwłaszcza, że ​​tak twierdziło duchowieństwo). A książęta, do których rąk przylgnęła pewna część poboru, a zatem byli stroną zainteresowaną, pobierali podatki bardzo gorliwie, surowo karząc niepłacących.

Gdy któryś z książąt planował wyzwolenie swojego księstwa spod opieki Hordy, główną przeszkodą dla niego nie był sprzeciw Mongołów, ale znacznie bardziej zdecydowany sprzeciw okolicznych książąt, którzy bali się najazdu na jego księstwo tylko tak długo, jak długo był posłuszny Hordzie, ale był więc pod ochroną Hordy. Na wypadek gdyby książę został pozbawiony „dachu” Hordy – jego księstwo przeżywało bardzo złą passę, i to najczęściej nie z rąk Mongołów, którzy wędrowali gdzieś po odległych stepach, ale z rąk drapieżnych sąsiadów, którzy były pod ręką.

Więc Iwan, bądźmy szczerzy: nie cierpimy dzisiejszej Ukrainy wcale nie za jakiś faszyzm, nie za narkomanię czy homoseksualizm. Faszyści, geje i narkomani – mamy nie mniej niż oni.

Ukraina wywołuje nienawiść u większości Rosjan, ponieważ oni są do nas bardzo podobni. Traktujemy ich prawie jak swoich. Tak, generalnie są oni swoi. Jest spora część populacji – Rosjanin z krwi. Które są bardzo dobrze reprezentowane – zarówno w rządzie, jak i w korpusie oficerskim. Na przykład w Rosji ministrem spraw zagranicznych jest Ormianin Kalantaryan (nazywamy go Ławrow), który urodził się w Tbilisi. A na Ukrainie – Rosjanin Paweł Klimkin, który urodził się w Kursku. Jak to mówią – patrz, nie myl…

A ci, praktycznie nasi, postanowili odbudować gospodarkę swojego kraju po europejsku, a najlepiej pojechać do Unii Europejskiej, żeby żyć po ludzku.

To znaczy – postanowili wyjść z kotła!

Okazuje się – my pozostaniemy żyć w gównie, a oni zamienią się w Białych, Europejczyków?! .. W tej chwili – tak! ..

[No, nie widzisz, Autorze, że ich wysysają jacyś Chazarzy, głównie zamieszkali w USA?.. MD]

Teraz, gdyby postanowili mieszkać w indiańskich wigwamach, skalpować się nawzajem lub bić motykami jak Pol Potowiec, byłoby nam ich żal, a może nawet zaczęlibyśmy im pomagać.

Ale oto pragnienie ucieczki od biedy, domu wariatów i strefy, aby zamienić się w normalnych ludzi – taki Rosjanin, jak on, nigdy nie wybaczy! ..

Zwróć uwagę Iwana na te wyrzuty, które starsze pokolenie Rosjan często rzuca swojej młodzieży: „Nie chcesz pracować!”

To znaczy, Iwan, ci, którzy orali jak Papa Carlo za kije i dni robocze, chodzili w bluzach i brezentach zimą i latem, mieszkali w barakach od katastrofy do katastrofy – nie mają żadnych skarg na tych, którzy wyzyskiwali ich niewolniczą siłę roboczą w kołchozach. Oni też wspominają tamte czasy z nostalgią. Czasami nawet mówią: „Możemy to powtórzyć!”

Mają pretensje do tych (w tym własnych dzieci), którzy nie chcą być niewolnikami i ciężko pracować za wdzięczność, którzy żądają zapłaty za pracę. Oni nawet nie tolerują i nie rozumieją pragnienia normalnego, ludzkiego życia, nawet u dzieci swoich bliskich. Mówią: żyliśmy w gównie – a ty musisz istnieć w tej samej substancji!

Tym bardziej nie mogą wybaczyć Ukraińcom dążenia do normalnego życia.

Krwią umyjecie się, gady! Żreć będziesz ziemię! Zginiecie razem ze swoimi maniakami w piwnicach – z zimna, głodu, niehigienicznych warunków i braku opieki medycznej! Spójrz na szumowiny – chcieli jechać do Europy! I młotem po czerepie – nie chcesz?! ..

Tylko nie bełkoczcie Wani bzdur o tym, że ta Europa zaraz zginie, dolar się załamie, a Pindostan nie przyjdzie na kirdyk ani dziś, ani jutro.

Gdyby naprawdę wszystko było tak źle z Europą, Ameryką i dolarem, Rosjanie pozwoliliby Ukrainie spokojnie iść na zachód, bez sprzeciwu, chichocząc złośliwie.

Ale faktem jest, że oboje rozumiemy: chodzi o Europę i Amerykę, o ich kulturę (w tym zasymilowaną przez kraje pozaeuropejskie), o zachodni model gospodarki i rządu, o ideologię demokracji i tolerancji – przyszłość. Tej samej przyszłości, której Rosja, Zimbabwe, Erytrea czy Korea Północna w ich obecnym kształcie nie mają i mieć nie mogą.

Ty, Iwan, wiesz o tym równie dobrze jak ja. Dlatego jeśli dasz pieniądze i pozwolenie, nigdy nie pojedziesz na wakacje do słonecznego Tadżykistanu, do Korei Północnej z jej piękną (nawiasem mówiąc) przyrodą, czy do położonej w tropikach między dwoma oceanami Nikaragui. Nie wyślecie swojego dziecka na studia do Pjongjangu, gdzie jest dobry Uniwersytet Kim Il Sunga (najwyższa świątynia edukacji Dżucze, jak mówią w Korei Północnej). Nie pojedziesz na Kubę na leczenie – z jej znakomitym (jak się powszechnie uważa wśród szewców) lekarstwem. I nie wyślesz tam swojej żony, żeby rodziła. Nie będziesz próbował osiągnąć wysokiej duchowości w Afganistanie, Iranie czy Pakistanie. Nie pojedziesz też na wakacje do Czeczenii czy Dagestanu w Rosji, nie mówiąc już o przeprowadzce tam na stałe. Mimo tego, że w Czeczenii wieczne wartości kwitną i pachną [??? co on wypisuje?? MD] – nigdy w życiu nie zabierzesz tam swojej rodziny.

Nie Iwan! Możesz praktycznie zagwarantować, że jeśli będziesz miał taką możliwość, rzucisz się z hukiem właśnie do nikczemnego Geyropa, do podstępnego Pindostanu, czy do krajów zeuropeizowanych do granic możliwości (takich jak Japonia czy Korea Południowa) lub wyostrzonych wyłącznie dla zachodnich turystów (na przykład Tajlandia). I żaden gej z narkomanem, żaden cholerny rusofobiczny faszysta cię nie przestraszy. Nawet ich nie pamiętasz. A jeśli nagle twoja żona lub jedno z twoich dzieci zaproponuje wyjazd do Turkmenistanu zamiast do Izraela lub wyrazi chęć odwiedzenia silnego Sudanu zamiast Włoch (w których Federacja Rosyjska ma teraz nawet własną bazę wojskową) – ty Wania zrobisz duże oczy, przekręcisz palcem w skroń, i powiesz, że ktoś najwyraźniej oszalał …

I tak samo wszyscy (absolutnie wszyscy!) szowinistyczni patrioci.

Bo w dobie totalnej analfabetyzmu i wszechogarniającego internetu trudno jest ukryć przed ludźmi elementarne rzeczy.

Dziś już praktycznie nikogo nie oszukaliśmy – są tacy, którzy udają oszukanych, udają oszukanych.

Dlatego, przyjacielu, przyjmijmy jako aksjomat, że Ukraina spowodowała zgagę u większości Rosjan właśnie dlatego, że wyraźnie wybrała lepszy los. Za to są zabijani.

Mam nadzieję, że nie myślisz, Iwanie, że zmobilizowani, którzy jadą na Ukrainę, jadą tam grać w szachy z Ukraińcami?

Chyba wiesz, że są w drodze, by ZABIĆ I ZNISZCZYĆ.

Nie ma sensu mówić, że ludzie chcą tylko dorobić, żeby utrzymać rodzinę i spłacić długi – a może też zrobić karierę.

Bo pieniądze zdobyte krwią (zwłaszcza krwią NIEWINNĄ, bo Ukraina nie napadła na Rosję) nie mogą przynieść dobra i szczęścia.

Potwierdzi to każda osoba, która przeszła przez rozlew krwi – czy to przestępca w strefie, czy funkcjonariusz ochrony w mundurze.

Raj – nie może składać się z demonów.

A ludźmi czyniącymi zło są właśnie demony, czarne byty piekielne, które pożarłszy wewnętrzne „ja” z dawnych ludzi, zaczęły kontrolować otrzymane skorupy.

Oczywiście możecie mi wskazać, że Operację Specjalną aktywnie wspierają najwyżsi hierarchowie Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej.

Tak, nie kłócę się, wiem.

Pamiętajmy jednak, że to najwyżsi hierarchowie Kościoła w średniowieczu stali za najbardziej okrutnymi, szatańsko wyrafinowanymi egzekucjami heretyków, czarownic i innych budzących sprzeciw.

Zwykłym ludziom nigdy by to nie przyszło do głowy. Po prostu strzelali do wrogów lub dźgali ich nożem, kamienowali ich na śmierć…

Ale księża to wyjątkowi ludzie. Z najbogatszą wyobraźnią. Kierując się dość szlachetnym hasłem o niedopuszczalności rozlewu krwi, Ojcowie Święci skazywali skazanych na bolesną śmierć na stosie. Co więcej, nie zawsze przy zwykłym ognisku – zdarzały się pożary „powolne”, kiedy człowiek był zakuwany na długi łańcuch i biegał wokół płonącego ognia, stopniowo umierając. Jego ciało pokrywały pęcherze, spalona skóra złuszczała się grudami, mięso było zwęglone, a jelita wypadały – a mężczyzna wciąż próbował zerwać łańcuch, tylko zmuszany do drgań z powodu przerażającego bólu. ..

Ale można było ugotować człowieka w kotle – opuszczając go do tego kotła na łańcuchu powoli, powoli, tak że jeszcze żywy wił się z przerażenia, kontemplując swoje oparzone nogi …

I można było postawić heretyka na palu – i to na bardzo grubym palu, aby umierał powoli i boleśnie …

A wszystko to, uwaga – bez rozlewu krwi.

A wszystko to – nie licząc wszelkiego rodzaju tortur.

A wszystko to – pod przewodnictwem i przy bezpośrednim błogosławieństwie Kościoła (głównie katolickiego, ale nie zawsze – w Rosji spalili także arcykapłana Avvakuma) … [tu jakiś dziwaczny propagandysta, ale wyżej sensownie. MD]

To ten sam przypadek, Wania, kiedy rolę głównych sług Szatana, jego bezpośrednich popleczników i bezpośrednich pomocników pełnili właśnie najważniejsi duchowni. To w nich przede wszystkim wszedł Diabeł, to ich duchowa i moralna esencja została zjedzona przez złe duchy – które stały się dominującą siłą tych skorup, które pozostały po duchowieństwie.

Nasz kraj, Iwan, jest pokryty gęstą skorupą zła. „Black Infinite” swoim cuchnącym płaszczem spowiło Rosję – której populacja zaczęła przypominać zombie pogryzione przez wampiry z horrorów.

60% populacji Federacji Rosyjskiej to ci, z których pozostała tylko widoczna muszla. Są to opętani, którzy utracili swoje wewnętrzne „ja” i w istocie przestali być ludźmi.

Nie, nie są szaleńcami w ogólnym psychiatrycznym znaczeniu tego słowa. Pamiętają tabliczkę mnożenia i nie zapominają zdjąć spodni idąc do wygódki. Mogą mieć dowolne wykształcenie.

Ale te istoty mają OBSESJĘ. Całkowicie zniewolony przez demony zła, pod kontrolą Czarnej Nieskończoności.

Kolejne 20% populacji to ci, którzy zostali trafieni przez siły piekielne; ale nadal stawia opór.

A tylko pozostałe 20% to prawdziwi ludzie, boskie stworzenia, w których duszach panuje Światłość, Boska zasada.

Oczywiście nie jest im łatwo. Są jak agenci Światła w świecie Ciemności, jak Stirlitz w obozie wroga. Ich przyszłość w tym kraju jest mglista i niebezpieczna.

Ale ci, którzy zostali zarażeni i wprowadzeni w obieg przez siły Zła, nie mają żadnej przyszłości. Nic.

Oczywiście, Iwanie, możesz mi powiedzieć, że główny nacisk położyłem teraz na komponent filozoficzny i mistyczny (chociaż podałem wiele bardzo konkretnych przykładów z historii, które nie są związane z mistycyzmem).

Dlatego specjalnie dla Was podaję poniżej dodatkowe linki do tych publikacji, w których jest mniej mistycyzmu, a więcej konkretów:

1) Odpowiedź na pytanie – dlaczego Rosja jest skazana na porażkę:  https://cont.ws/@ogbors/181627…

2) Odpowiedź na pytanie – dlaczego już nie nawołuję do pokoju:  https://cont.ws/@ogbors/196200…

3) A jako dodatkowe wyjaśnienie – o takim pojęciu jak Infinite:  https://cont.ws/@ogbors/237778…

Między ziemią a niebem – wojna ! .. Kazanie Rosjanina do Iwana.

Oleg Borowski

A światłość w ciemnościach świeci, a ciemności jej nie ogarną [Jan, 1,5]

12 lutego https://cont.ws/@ogbors/2483772

Iwan, napisałeś mi, że się myliłem, nazywając 60% rosyjskiej populacji szaleńcami, a kolejne 20% chorymi, ale jakoś zmagającymi się ze swoją chorobą.

Czy uważasz, że tylko 80% wskazanej przeze mnie populacji (w przybliżeniu oczywiście) jest w miarę zdrowych i popiera linię partyjną (w tym SVO), ponieważ jasno rozumie sens tego, co się dzieje, ma swój całkiem adekwatny światopogląd, widzą przed sobą jasny cel i zgodnie z nim – w dużej mierze rację.

Podobnie nasz rząd, jak doświadczony arcymistrz, rozgrywa niemal niepokonaną partię na wielkiej światowej szachownicy, doskonale rozumiejąc, czego chce. Jednocześnie Federacja Rosyjska stoi mocno na nogach, ma odrębną ideologię i nie tylko bije wrogów poza swoimi granicami, ale także oczyszcza się od wewnątrz, stopniowo pozbywając się oligarchicznego parcha – zresztą rękami samych zachodnich „partnerów”.

To znaczy, ogólnie rzecz biorąc, Rosja ma się dobrze (z wyjątkiem kilku drobnych nierówności) i nie ma poważnych podstaw do pesymizmu. Kreml i tak wygra – a przynajmniej spełni główne zadania, jakie przed nim postawiono.

To jest Twoja wizja obecnej sytuacji, którą szczegółowo przedstawiłeś w obszernej publikacji, którą zamieściłem tutaj:  https://cont.ws/@ogbors/248261…

A teraz pozwól Ivanowi odpowiedzieć – równie dokładnie i szczegółowo.

Spójrz – rysuję numer jeden poniżej…

1

Tą jednostką jest poziom naszego człowieczeństwa z wami, ta wrodzona łaska, która jest dana (lub NIE dana) początkowo człowiekowi przez Pana Boga. Warunkowo nazwijmy to „Światłem Nieskończonym lub Energią Dobra” (jak wolicie).

A teraz dodajemy zero po prawej stronie jedynki – czyli nasze wychowanie (cóż, warunkowo, powiedzmy, że oboje jesteśmy dobrze wychowani) …

10

Następnie dodajemy kolejne zero – według którego warunkowo mierzymy nasze wykształcenie (na przykład oboje mamy dobre wykształcenie) …

100

Teraz dodajemy jeszcze jedno zero – które oznaczamy naszym doświadczeniem życiowym z Wami (powiedzmy – obaj mają to kolosalne)…

1000

W rezultacie, Ivan, otrzymujemy bardzo pokaźną liczbę – która początkowo zaczynała się od jednego. Nieźle, prawda? Jest powód do dumy!

A teraz skreślmy to, kolego, pozbądźmy się tej nieszczęsnej jednostki, od której wszystko się zaczęło.

I okazuje się…

000

Tak, Ivan – okazuje się, że jest to zestaw zer. Lub, mówiąc językiem poetów, dźwięcząca pustka.

——————————-

Ponieważ człowiek jest w ogólności zwierzęciem, stałocieplnym ssakiem.

On, jak każde inne zwierzę, ma cztery kończyny, dwoje oczu, dwoje uszu, jeden żołądek, jedno serce, jeden nos i tak dalej.

Wszystko to jest u niedźwiedzia, małpy i myszy – i u wielu gadów, na przykład u krokodyla. Różnic fizjologicznych między ludźmi a zwierzętami nie można nazwać zbyt uderzającymi.

Czy człowiek chodzi na dwóch nogach?

A niektóre zwierzęta są w tym całkiem dobre. Weźmy na przykład kangura lub skoczka. Czy ptaki nie chodzą na dwóch nogach?

Czy osoba nie jest pokryta włosami?

Więc delfin nie wydaje się być zbyt owłosiony, a słonia nie można nazwać owłosionym – tak jak krokodyl, żaba, wieloryb.

Co więcej: niech kudłata małpa od urodzenia nosi pęczek szmat – myślę, że jej włosy nie będą tak gęste jak włosy jej krewnych żyjących na wolności w naturze…

Oczywiście człowiek utracił wiele umiejętności właściwych zwierzętom. I jego słuch jest słabszy, a jego węch. Ale jest to po prostu zrozumiałe i nie jest zaskakujące – w końcu człowiek nie żyje na wolności, dlatego dużo „zapomniał”.

Tak więc, czysto fizjologicznie, człowiek jest zwierzęciem. Co więcej, daleko mu do najsilniejszych i najbardziej zwinnych.

Co radykalnie odróżnia człowieka od zwierząt i ogólnie od reszty „populacji” planety Ziemia?

Oczywiście teraz powiesz: „racja!”

Ech, czekaj Iwan – nie wszystko jest takie proste. Zwierzęta też przecież różnią się między sobą stopniem rozwoju intelektualnego. Na przykład psy są wyraźnie mądrzejsze od owiec, papugi od kurczaków, a delfiny od krów.

Indianie żyjący kiedyś w okolicach dzisiejszego Nowego Jorku uważali bobry za święte zwierzęta – bo bobry naprawdę nie wyglądały (według niektórych wskaźników) na głupszych od Indian.

Indianie mieszkali w prymitywnych chatach pokrytych skórami (wigwamy) i zajmowali się głównie skalpowaniem się nawzajem.

A bobry zbudowały na rzekach potężne tamy (czasami o długości nawet 500 metrów!) I nigdy się nie pozabijały…

————————————-

A jednak jest coś, co radykalnie i nieodwołalnie odróżnia człowieka od reszty żywego świata planety.

Powszechnie wiadomo, że KAŻDE zwierzę – najbardziej dzikie, zorganizowane, inteligentne, żyjące w jakimkolwiek zakątku ziemi, spotykając się z KAŻDĄ osobą (nawet najgłupszą, prymitywną, mało znaczącą) doświadcza niewytłumaczalnego strachu i zakłopotania, wyraźnie CZUWAJĄC, że spotkało nie tylko z innym zwierzęciem (nawet pozbawionym sierści, a mającym więcej zwojów pod czaszką), ale z ISTOTĄ WYŻSZEGO RZĘDU, a właściwie z BOGIEM.

Nie ma na świecie ani jednego drapieżnika, najbardziej wszystkożernego, dla którego ludzkie mięso byłoby zwykłym mięsem, nie do odróżnienia od mięsa, powiedzmy, bawoła czy zająca.

Jeśli tygrys lub niedźwiedź zaatakował człowieka i zjada jego mięso, automatycznie oznacza to, że coś jest bardzo nie tak ze zwierzęciem, nastąpiła jakaś zmiana w jego mózgu, rodzaj szaleństwa, szaleństwa.

Bo normalny tygrys, jak normalny niedźwiedź, nie zje ludzkiego mięsa.

Ludzkość, dla całego świata dzikiej przyrody, jest niewypowiedzianym, niewytłumaczalnym, ścisłym tabu.

Nawet rekiny, które wydają się szalonymi, bezmózgimi i zupełnie nieczytelnymi stworzeniami o inteligencji łodygi kapusty, są niezwykle niechętne do atakowania ludzi.

Gdyby ludzkie mięso było dla nich odpowiednikiem mięsa innych zwierząt lub ryb, byłoby niepomiernie więcej ataków rekinów na ludzi.

Niejednokrotnie zdarzało się, że rekin po złapaniu człowieka i spróbowaniu go wypuścił ranną ofiarę – wyraźnie rozczarowaną zdobyczą. Często zdarza się, że osoba, która uciekła z paszczy rekina, wygląda niemal jak bohater. Tymczasem jest bardzo mało prawdopodobne, aby rekin (zwłaszcza ten, który posmakował krwi!) po prostu puścił swoją ofiarę tylko dlatego, że ofiara bardzo się miotała. Każda ofiara się szarpie i walczy – często znacznie bardziej wściekle niż człowiek! Ale z jakiegoś powodu nikt nie widział, jak rekin wypuszcza z pyska fruwającą barakudę lub delfina (czasami rekiny pożerają się nawzajem) …

Tak więc całe życie na planecie jest wyraźnie „zaprogramowane”, aby widzieć w człowieku coś wyjątkowego, coś niezwykłego – nawet jeśli dana osoba jest prymitywna i naga.

Tak więc obecność zwojów pod czaszką u osoby nie może wyjaśnić wszystkiego.

Ten sam rekin z przyjemnością pożera psa lub delfina, nie będąc zainteresowany tym, że pies lub delfin ma wyraźnie więcej zwojów niż ten właśnie rekin.

Ale czysto fizjologicznie – osobę można uznać za zwierzę. Nawet jeśli wypadła sierść, nawet jeśli wzrok i węch stały się przytępione, nawet jeśli porusza się tylko na tylnych kończynach – to wszystko są tylko szczegóły.

Co więcej, szczegóły – po prostu spraw, aby był najbardziej bezbronny i bezbronny spośród wszystkich innych zwierząt.

Co więc tak nieodwołalnie oddziela człowieka od reszty świata żywej przyrody? ..

Chcąc nie chcąc, trzeba dojść do wniosku, że w człowieku jest COŚ niewidocznego czysto fizycznie, ale namacalnego na jakimś podświadomym, DUCHOWYM poziomie, czego absolutnie nie ma we wszystkich biegających, pełzających i latających stworzeniach zamieszkujących Ziemię.

Pytanie brzmi – co to jest COŚ? Co to za „cecha”?

Energia?..

Ale cały świat jest nasycony energią. Cały świat jest energią, każdy przedmiot jest „skrzepem” o określonej energii (co wykazał np. Einstein) – i to nie tylko osoba.

To znaczy znowu, jeśli chodzi o właściwości czysto fizyczne, człowiek nie różni się od otaczającej go natury.

Czym więc jest to COŚ?

Czy nam się to podoba, czy nie, czy nam się to podoba, czy nie, ale najwyraźniej musimy rozwodzić się nad ideą, że niewytłumaczalne COŚ jest tym, co warunkowo można nazwać cząstką Boga w człowieku.

Sam człowiek nie jest Bogiem. Daleko od Boga! Jest to zrozumiałe dla każdego, kto nie ma obsesji na punkcie bardzo oczywistej megalomanii.

Ale w człowieku jest mała cząstka (mówiąc bardzo prymitywnie) Boga. Lub, mówiąc inaczej, cząsteczka jakiejś szczególnej, „niestandardowej”, „niezwierzęcej”, nieziemskiej, niezwykłej dla tej planety energii.

Biblia mówi, że człowiek został stworzony na obraz i podobieństwo Boga.

Ateiści mogą ironicznie sprzeciwiać się temu, że bardziej prawdopodobne jest, że człowiek został stworzony na podobieństwo małpy.

Ale nie zamierzam się kłócić. Tak, czysto wizualnie, fizycznie, człowiek jest rodzajem małpy (i wygląda trochę jak niedźwiedź – myśliwi twierdzą, że obdarty ze skóry niedźwiedź jest strasznie podobny do człowieka).

Ale faktem jest, że w Biblii nie mówimy o szorstkiej fizycznej, cielesnej skorupie, która dość szybko się zużywa i ostatecznie zostaje zjedzona przez robaki.

W osobie implikuje się (znowu – prymitywnie mówiąc) obecność boskiej energii, czyli (innymi słowy) cząstki czegoś, co stanowi esencję samego Boga.

My, ludzie, jesteśmy stworzeniami stworzonymi ze wszystkiego, z czego zbudowana jest reszta świata planety („z prochu ziemi”, jak mówi Biblia), ale w których Pan „tchnął” (znowu – biblijne ekspresja) cząstką jego esencji, jego boskiego „ja”.

Więc Iwan, to najbardziej Boskie „ja”, to ŚWIATŁO NIESKOŃCZONE, obecne w nas od urodzenia – oznaczyłem na początku naszej rozmowy liczbę  1.

Jednak jest rzeczą oczywistą, że tam, gdzie jest światło, jest też ciemność. A tam, gdzie jest pojęcie czystości, jest też pojęcie brudu.

I prawie zawsze bycie układa się w taki sposób, że na początku dana jest CZYSTOŚĆ, a BRUD przykleja się później, stopniowo.

Bez względu na to, jak czyste jest pomieszczenie na początku i bez względu na to, jak czyści są właściciele, z czasem na pewno pojawi się w nim brud, który należy regularnie czyścić. Nie raz czy dwa, ale regularnie. Tutaj czystość sama się nie tworzy, trzeba jej bronić – nieustannie, na bieżąco. A brud – wydaje się, jakby sam się tworzył, nawet znikąd.

Te same ubrania, samochód, ludzkie wnętrzności – tak, dosłownie wszystko.

Pierwotna czystość – zawsze potrzebuje ochrony przed brudem, stałego, regularnego czyszczenia. Ponieważ brud jest nie tylko nieestetyczny lub śmierdzący. Brud z perspektywy czasu gnije i kończy się śmiercią.

A więc Iwan, oprócz Boga, ma swoją antypodę w obliczu szatana. Oprócz energii światła, energii dobra, istnieje ciemna energia, energia zła. Oprócz jasnej Nieskończoności istnieje ciemna Nieskończoność. Oprócz duchowej czystości istnieje duchowy brud.

I bez względu na to, jak czyści jesteśmy duchowo od urodzenia, nie możemy uniknąć przenikania do nas duchowej nieczystości, energii ciemności, ciemnych bytów.

Teraz Iwan stara się starannie dobierać słowa, żebyście zrozumieli, o co toczy się gra, więc operuję różnymi terminami, czasem nie do końca trafnymi…

Oto więc moja droga: jeśli nie śledzisz procesu, jeśli nie zajmujesz się regularnym sprzątaniem, jeśli żyjesz bez polegania na prawie moralnym, jeśli gdzieś odpuścisz i pozwolisz nieczystym bytom zawładnąć ty, prędzej czy później może nadejść chwila, kiedy brud, który w ciebie wnika i pozostaje w tobie nieoczyszczony – pochłonie doszczętnie to jasne, dobro, które pierwotnie zostało w tobie złożone z Góry.

Cóż, to jest jak infekcja, która powstała z brudu, z najmniejszej niemytej rany – może w końcu zabić człowieka.

W średniowieczu czasami dochodziło do strasznych epidemii z powodu banalnych warunków sanitarnych. Ludzie, którzy nie walczyli aktywnie z brudem – w rezultacie sami zamienili się w brud.

Jeśli nie usuniesz na czas małej plamki zgnilizny na jakimś warzywie, ta zgnilizna rozrośnie się i pochłonie całe warzywo. W ten sposób CAŁY owoc zgnije.

Dokładnie tak samo jest na płaszczyźnie duchowej: jeśli pozwalasz zewnętrznemu brudowi w niekontrolowany sposób wnikać w ciebie, gromadzić się w tobie, jeśli jesteś na niego obojętny lub jeśli wykazujesz niewystarczający opór, jeśli wykazujesz lenistwo w kwestii oczyszczania nieczystości duchowych , lub jeśli Ty, idąc za czyjąś sugestią, uznasz, że ta nieczystość jest czymś zupełnie naturalnym – oznacza to, że prędzej czy później nadejdzie KONIECZNY moment, kiedy ta „jednostka”, o której mówiliśmy powyżej, zostanie przekreślona. Twoje jasne, Boskie „ja” zgnije.

A wtedy wszystkie inne twoje cnoty okażą się bezsensownym zestawem zer.

Tak, Iwan, przyznaję – źle to wyraziłem, nazywając większość ludności Federacji Rosyjskiej szaleńcem. Oczywiście nie jest to zwykłe szaleństwo. Ludzie, którzy wspierają naszą władzę (w tym SVO) – są z punktu widzenia medycyny konwencjonalnej całkiem zdrowi. Nie wkładają łyżki do ust, nie walą głową w latarnie, nie gryzą psów za ogony. Jeśli zdarzają się dzikie odchylenia od normy, można to całkiem wytłumaczyć jakimiś wypadkami, tyranią władz w tej dziedzinie lub uzależnieniem od pijaństwa – cóż, zdarza się, cho …

W rzeczywistości wszystko jest znacznie gorsze, Van. Ponieważ szalony, psychiczny wielki człowiek jest nadal mężczyzną. A ci ludzie, o których mowa, to już takie stworzenia, z których pozostała tylko ludzka skorupa. Zombie,, wilkołaki.

Wiesz – są takie pasożytnicze owady, które penetrują inne owady, ryby, ptaki, gady, zwierzęta. I pożerać wnętrzności. Tak więc z poprzedniego zwierzęcia pozostała tylko skóra, skorupa.

Tutaj, coś takiego.

60 procent populacji dzisiejszej Rosji to humanoidalne skorupy, pod którymi kryją się zupełnie inne byty, które nie mają nic wspólnego z rasą ludzką. A kolejne dwadzieścia procent jest dotkniętych pasożytami, ale jeszcze nie pożartymi, nie zabitymi, wciąż walczącymi. Jedynie pozostałe dwadzieścia procent utrzymuje higienę duchową na odpowiednim poziomie, żyje zgodnie z prawem moralnym, a więc jest sobą, czyli ludźmi. Duchowo zdrowe, pełnoprawne dzieci Boże.

Kiedy człowiek raduje się krwią i cierpieniem stworzeń Bożych, kiedy sprawia mu przyjemność uświadomienie sobie, że w tym czasie ktoś doznaje udręki, kiedy ktoś czerpie przyjemność z mordów i przemocy – ten ktoś nie jest już osobą. To banda nieziemskich, piekielnych, podłych stworzeń – zamkniętych w ludzkiej skorupie i lekko przykrytych przebraniem osoby, którą od dawna pożerają.

Nie ma sensu myśleć Iwanie, że jeśli zabijesz wszystkich złych ludzi (czyli wszystkich, których nie lubisz), to na ziemi pozostaną tylko dobrzy ludzie i nadejdzie niebo.

Nie, Wania, nawet jeśli to się naprawdę stanie, będzie to oznaczać, że na ziemi pozostaną tylko zabójcy.

Ale nawet dla tych zabójców czas wytchnienia i nirwany nie nadejdzie – nie!

Wraz z zabijaniem przeciwników dla zabójców wszystko się nie skończy – wręcz przeciwnie, dopiero się zacznie. Ponieważ ci, którzy skosztowali krwi, nie będą już chcieli jeść trawy i nektaru. Maszyna do zabijania nigdy nie zatrzymuje się sama. Pająki w słoiku, po zjedzeniu resztek swojego zwykłego jedzenia, nie zapadają w błogą hibernację; zaczynają się nawzajem zjadać.

Tak było zawsze i przez cały czas: ci, którzy kręcili kołem zamachowym represji – KONIECZNIE I NIEUWAŻNIE wpadali pod to samo koło zamachowe. Bez wyjątków.

Na przykład pod koniec XVIII wieku we Francji zwyciężyła rewolucja, a władzę przejęli jakobini – „francuscy bolszewicy”. Którzy pokonali wszystkich swoich wrogów – zarówno zewnętrznych, jak i wewnętrznych. Nikt nie mógł ich pokonać.

Ale dokąd poszli ci sami jakobini, skoro nikt ich nie pokonał?

I po prostu się wycinają, gilotynują – strannie. Potem ich miejsce zajęły drżące stwory, spośród tych nawiedzonych, którzy kręcili się w kółko i zgadzali. Wtedy te drżące stworzenia straciły swoją moc.

Tak było we wczesnym ZSRR, gdzie początkowo bolszewicy z kohorty stalinowskiej – wyrżnęli bolszewików z kohorty trockistowsko-leninowskiej. Po tym stalinowska kohorta już sama się wyrżnęła. W rezultacie Związek Sowiecki był zdany na łaskę drżących stworzeń, kręcących się upiornie i zgadzających się na wszystko.

Tak było w Kampuczy Pol Pota (Kambodża) – gdzie Czerwoni Khmerzy wymordowali się nawzajem (wraz z połową ludności), w wyniku czego Kampucza (wówczas polegająca już na nastolatkach z karabinami maszynowymi) stała się łatwym łupem dla sąsiednich Wietnam.

Tak było w Chinach Mao Zedonga, gdzie w wyniku wszelakich „rewolucji kulturalnych” i wzajemnych czystek Czerwonej Gwardii najtwardsze szumowiny wyrżnęły się nawzajem – po czym władza wpadła w ręce drżących kreatur – które później zastąpione innymi jeszcze ludźmi. A ci inni – zaczęli kłaniać się nisko, nisko Wielkim Białym Lordom, co sprowokowało szybki wzrost chińskiej gospodarki.

Miejsc było więc wiele.

Przykładowo, w cesarstwie Aleksandra Wielkiego – które po śmierci wodza wyobrażającego sobie siebie za boga, zostało podzielone przez jego dowódców wojskowych na kupę fragmentów – po czym fragmenty te stopniowo się pożerały. Więc teraz nawet nikt nie wie dokładnie jak ci Macedończycy wyglądali (nawet w samej Macedonii jako takiej żyją teraz zupełnie inni ludzie).

A Cesarstwo Rzymskie wcale nie zostało zmiażdżone przez barbarzyńców (jak to zwykle mówi się na lekcjach historii) – Rzymianie mordowali się nawzajem podczas walk domowych, podczas których często mobilizowano nawet niewolników, którym pozwolono ciąć, rabować i gwałcić Rzymian z przeciwnych grup politycznych. Barbarzyńcy przybyli później do tego Rzymu, w którym pozostał tylko cień jego dawnej świetności, który do tego czasu był kilkakrotnie pokonany podczas walk domowych – i który nie był już stolicą państwa.

Będziesz się śmiał Wania, ale Goci, którzy zdobyli Rzym, szanując Rzymian za ich kulturę, wzięli nawet tych ludzi pod swoją szczególną opiekę, powstrzymali spory domowe i zakazali małżeństw mieszanych, próbując ocalić resztki ludu rzymskiego. Nawet swoją stolicę Goci umieścili w Rawennie (w północnych Włoszech), pozostawiając jedynie symboliczny garnizon w Rzymie.

Ale, niestety, po nieco, nieco ożywieniu pod rządami stosunkowo cywilizowanych i schrystianizowanych Gotów, Rzymianie ponownie pogrążyli się w konfliktach domowych – ten okres jest nieco, nieco uchylony w filmie „Bitwa o Rzym”. Mimo to Rzymianie zdołali w pewnym momencie (przy pomocy intryg i Bizancjum) pozbyć się potęgi Gotów – a jednak wykończyli się, odcięli się od siebie.

A tak zwane jarzmo mongolsko-tatarskie było wynikiem nie tyle ogromnej siły i niezwyciężoności Mongołów, ile wzajemnych masakr i nieustannych intryg między Rosjanami. Na przykład, zanim Mongołowie weszli pod mury Kijowa – miasto było w poważnym upadku, zostało już zdobyte SZEŚĆ RAZY przez przeciwne grupy (które aktywnie wykorzystywały wojska najemników kogokolwiek, w tym Węgrów, Polaków, Połowców i Pieczyngów) , nawet „mury” miasta były drewniane – tylko kamienne bramy. Wiele księstw rozpoznało władzę Mongołów nad sobą, nie widząc ani jednego Mongoła pod murami – i wcale nie przestraszonych, ale po prostu intrygujących między sobą. Mongołowie często poważnie tłumili konflikty domowe, nie pozwalając na usunięcie książąt, którzy mieli kołpak chana.

Istnieje opinia, Wania, że ​​jarzmo mongolskie było okrutne.

Tak więc, nic takiego!

Prawdopodobnie słyszałeś ten żart: Dante wybrał się na kolejną wycieczkę do piekła – i widzi kotły z wrzącą smołą. Mimowolnie zwróciłem uwagę na fakt, że jeden kocioł był zamknięty szczególnie gęstą, masywną pokrywą, a przy nim wciąż stali strażnicy, stworzeni z wyjątkowo potężnych diabłów. A drugi kocioł – wręcz przeciwnie, w ogóle bez pokrywy i nie ma przy nim strażnika, nie.

Pyta, dlaczego tak jest?

Odpowiadają mu: „W tym kotle, który jest szczelnie zamknięty i trzymany pod silną strażą, są Żydzi. Tam, jeśli się choć trochę rozejrzysz, na pewno ktoś będzie próbował się wymknąć.

A w tym kotle, który jest bez strażników, a nawet bez pokrywy, siedzą Rosjanie. Tam, jeśli jedna osoba spróbuje się wydostać, pozostali będą ją ciągnęli za nogi”…

Więc Iwan – Mongołowie wcale nie byli tak głupimi i prymitywnymi koczownikami, jak się powszechnie uważa w naszej epoce. W końcu musimy pamiętać, że założyciel imperium mongolskiego Czyngis-chan nigdy nie dotarł na ziemie rosyjskie. Pierwszym cywilizowanym krajem, który Czyngis-chan zaczął podbijać, były Chiny. Nawet ich stolica Mongołowie przenieśli się następnie do miasta Chanbalik – współczesnego Pekinu.

I tylko wnuk Czyngis-chana, Batu, dotarł do Rosji. Do tego czasu Mongołowie bardzo dużo przyjęli od Chińczyków (jednak zawsze wędrowali w okolicach tego kraju i wiedzieli o Chińczykach całkiem sporo). Wszyscy mistrzowie, którzy kontrolowali maszyny do bicia ścian wśród Mongołów, byli Chińczykami. Chińczycy prowadzili kroniki, nauczali Mongołów podstaw rządzenia i filozofii. Ale Chiny są jedną z najstarszych cywilizacji na świecie.

Dlatego Mongołowie nie zniewolili bezpośrednio i nie uciskali Rosjan – trzymali ich w posłuszeństwie rękami innych Rosjan. Bowiem najstraszniejsze więzienie to to, w którym więźniowie pilnują się nawzajem.

Mongołom obce były głupie przesądy. Przyjaźnili się z Kościołem prawosławnym, który nie podlegał żadnym podatkom – wiedząc doskonale, że duchowieństwo potrafi być – zarówno głównymi pomocnikami, jak i najgroźniejszymi przeciwnikami. Chanowie mongolscy po cichu wydali swoje córki za rosyjskich książąt.

Ani jedno rosyjskie księstwo nie zostało włączone do Złotej Ordy. Nigdzie żaden Mongoł nie panował bezpośrednio. Oddziały książęce składały się z żołnierzy rosyjskich, Rosjanie drukowali własną monetę, utrzymywali więzi gospodarcze z dowolnymi państwami.

Początkowo chanowie mongolscy wysłali swoich poborców danin, Baskaków, do niektórych rosyjskich księstw. A tych Baskaków często zabijano, dochodziło do otwartych buntów.

Ale wtedy Mongołowie zdali sobie sprawę, że cierpią z powodu nonsensów – i zaczęli powierzać zbieranie hołdu samym rosyjskim książętom. Przed którym chłopom rosyjskim znacznie trudniej było się ukryć – książęta bowiem byli miejscowi i dobrze znali poddaną ludność. Rosjanie nie widzieli przed sobą żadnych Mongołów – widzieli swoich własnych książąt, przeciwko którym buntowanie się wydaje im się grzechem (zwłaszcza, że ​​tak twierdziło duchowieństwo). A książęta, do których rąk przylgnęła pewna część poboru, a zatem byli stroną zainteresowaną, pobierali podatki bardzo gorliwie, surowo karząc niepłacących.

Gdy któryś z książąt planował wyzwolenie swojego księstwa spod opieki Hordy, główną przeszkodą dla niego nie był sprzeciw Mongołów, ale znacznie bardziej zdecydowany sprzeciw okolicznych książąt, którzy bali się najazdu na jego księstwo tylko tak długo, jak długo był posłuszny Hordzie, ale był więc pod ochroną Hordy. Na wypadek gdyby książę został pozbawiony „dachu” Hordy – jego księstwo przeżywało bardzo złą passę, i to najczęściej nie z rąk Mongołów, którzy wędrowali gdzieś po odległych stepach, ale z rąk drapieżnych sąsiadów, którzy były pod ręką.

Więc Iwan, bądźmy szczerzy: nie cierpimy dzisiejszej Ukrainy wcale nie za jakiś faszyzm, nie za narkomanię czy homoseksualizm. Faszyści, geje i narkomani – mamy nie mniej niż oni.

Ukraina wywołuje nienawiść u większości Rosjan, ponieważ oni są do nas bardzo podobni. Traktujemy ich prawie jak swoich. Tak, generalnie są oni swoi. Jest spora część populacji – Rosjanin z krwi. Które są bardzo dobrze reprezentowane – zarówno w rządzie, jak i w korpusie oficerskim. Na przykład w Rosji ministrem spraw zagranicznych jest Ormianin Kalantaryan (nazywamy go Ławrow), który urodził się w Tbilisi. A na Ukrainie – Rosjanin Paweł Klimkin, który urodził się w Kursku. Jak to mówią – patrz, nie myl…

A ci, praktycznie nasi, postanowili odbudować gospodarkę swojego kraju po europejsku, a najlepiej pojechać do Unii Europejskiej, żeby żyć po ludzku.

To znaczy – postanowili wyjść z kotła!

Okazuje się – my pozostaniemy żyć w gównie, a oni zamienią się w Białych, Europejczyków?! .. W tej chwili – tak! ..

[No, nie widzisz, Autorze, że ich wysysają jacyś Chazarzy, głównie zamieszkali w USA?.. MD]

Teraz, gdyby postanowili mieszkać w indiańskich wigwamach, skalpować się nawzajem lub bić motykami jak Pol Potowiec, byłoby nam ich żal, a może nawet zaczęlibyśmy im pomagać.

Ale oto pragnienie ucieczki od biedy, domu wariatów i strefy, aby zamienić się w normalnych ludzi – taki Rosjanin, jak on, nigdy nie wybaczy! ..

Zwróć uwagę Iwana na te wyrzuty, które starsze pokolenie Rosjan często rzuca swojej młodzieży: „Nie chcesz pracować!”

To znaczy, Iwan, ci, którzy orali jak Papa Carlo za kije i dni robocze, chodzili w bluzach i brezentach zimą i latem, mieszkali w barakach od katastrofy do katastrofy – nie mają żadnych skarg na tych, którzy wyzyskiwali ich niewolniczą siłę roboczą w kołchozach. Oni też wspominają tamte czasy z nostalgią. Czasami nawet mówią: „Możemy to powtórzyć!”

Mają pretensje do tych (w tym własnych dzieci), którzy nie chcą być niewolnikami i ciężko pracować za wdzięczność, którzy żądają zapłaty za pracę. Oni nawet nie tolerują i nie rozumieją pragnienia normalnego, ludzkiego życia, nawet u dzieci swoich bliskich. Mówią: żyliśmy w gównie – a ty musisz istnieć w tej samej substancji!

Tym bardziej nie mogą wybaczyć Ukraińcom dążenia do normalnego życia.

Krwią umyjecie się, gady! Żreć będziesz ziemię! Zginiecie razem ze swoimi maniakami w piwnicach – z zimna, głodu, niehigienicznych warunków i braku opieki medycznej! Spójrz na szumowiny – chcieli jechać do Europy! I młotem po czerepie – nie chcesz?! ..

Tylko nie bełkoczcie Wani bzdur o tym, że ta Europa zaraz zginie, dolar się załamie, a Pindostan nie przyjdzie na kirdyk ani dziś, ani jutro.

Gdyby naprawdę wszystko było tak źle z Europą, Ameryką i dolarem, Rosjanie pozwoliliby Ukrainie spokojnie iść na zachód, bez sprzeciwu, chichocząc złośliwie.

Ale faktem jest, że oboje rozumiemy: chodzi o Europę i Amerykę, o ich kulturę (w tym zasymilowaną przez kraje pozaeuropejskie), o zachodni model gospodarki i rządu, o ideologię demokracji i tolerancji – przyszłość. Tej samej przyszłości, której Rosja, Zimbabwe, Erytrea czy Korea Północna w ich obecnym kształcie nie mają i mieć nie mogą.

Ty, Iwan, wiesz o tym równie dobrze jak ja. Dlatego jeśli dasz pieniądze i pozwolenie, nigdy nie pojedziesz na wakacje do słonecznego Tadżykistanu, do Korei Północnej z jej piękną (nawiasem mówiąc) przyrodą, czy do położonej w tropikach między dwoma oceanami Nikaragui. Nie wyślecie swojego dziecka na studia do Pjongjangu, gdzie jest dobry Uniwersytet Kim Il Sunga (najwyższa świątynia edukacji Dżucze, jak mówią w Korei Północnej). Nie pojedziesz na Kubę na leczenie – z jej znakomitym (jak się powszechnie uważa wśród szewców) lekarstwem. I nie wyślesz tam swojej żony, żeby rodziła. Nie będziesz próbował osiągnąć wysokiej duchowości w Afganistanie, Iranie czy Pakistanie. Nie pojedziesz też na wakacje do Czeczenii czy Dagestanu w Rosji, nie mówiąc już o przeprowadzce tam na stałe. Mimo tego, że w Czeczenii wieczne wartości kwitną i pachną [??? co on wypisuje?? MD] – nigdy w życiu nie zabierzesz tam swojej rodziny.

Nie Iwan! Możesz praktycznie zagwarantować, że jeśli będziesz miał taką możliwość, rzucisz się z hukiem właśnie do nikczemnego Geyropa, do podstępnego Pindostanu, czy do krajów zeuropeizowanych do granic możliwości (takich jak Japonia czy Korea Południowa) lub wyostrzonych wyłącznie dla zachodnich turystów (na przykład Tajlandia). I żaden gej z narkomanem, żaden cholerny rusofobiczny faszysta cię nie przestraszy. Nawet ich nie pamiętasz. A jeśli nagle twoja żona lub jedno z twoich dzieci zaproponuje wyjazd do Turkmenistanu zamiast do Izraela lub wyrazi chęć odwiedzenia silnego Sudanu zamiast Włoch (w których Federacja Rosyjska ma teraz nawet własną bazę wojskową) – ty Wania zrobisz duże oczy, przekręcisz palcem w skroń, i powiesz, że ktoś najwyraźniej oszalał …

I tak samo wszyscy (absolutnie wszyscy!) szowinistyczni patrioci.

Bo w dobie totalnej analfabetyzmu i wszechogarniającego internetu trudno jest ukryć przed ludźmi elementarne rzeczy.

Dziś już praktycznie nikogo nie oszukaliśmy – są tacy, którzy udają oszukanych, udają oszukanych.

Dlatego, przyjacielu, przyjmijmy jako aksjomat, że Ukraina spowodowała zgagę u większości Rosjan właśnie dlatego, że wyraźnie wybrała lepszy los. Za to są zabijani.

Mam nadzieję, że nie myślisz, Iwanie, że zmobilizowani, którzy jadą na Ukrainę, jadą tam grać w szachy z Ukraińcami?

Chyba wiesz, że są w drodze, by ZABIĆ I ZNISZCZYĆ.

Nie ma sensu mówić, że ludzie chcą tylko dorobić, żeby utrzymać rodzinę i spłacić długi – a może też zrobić karierę.

Bo pieniądze zdobyte krwią (zwłaszcza krwią NIEWINNĄ, bo Ukraina nie napadła na Rosję) nie mogą przynieść dobra i szczęścia.

Potwierdzi to każda osoba, która przeszła przez rozlew krwi – czy to przestępca w strefie, czy funkcjonariusz ochrony w mundurze.

Raj – nie może składać się z demonów.

A ludźmi czyniącymi zło są właśnie demony, czarne byty piekielne, które pożarłszy wewnętrzne „ja” z dawnych ludzi, zaczęły kontrolować otrzymane skorupy.

Oczywiście możecie mi wskazać, że Operację Specjalną aktywnie wspierają najwyżsi hierarchowie Rosyjskiej Cerkwi Prawosławnej.

Tak, nie kłócę się, wiem.

Pamiętajmy jednak, że to najwyżsi hierarchowie Kościoła w średniowieczu stali za najbardziej okrutnymi, szatańsko wyrafinowanymi egzekucjami heretyków, czarownic i innych budzących sprzeciw.

Zwykłym ludziom nigdy by to nie przyszło do głowy. Po prostu strzelali do wrogów lub dźgali ich nożem, kamienowali ich na śmierć…

Ale księża to wyjątkowi ludzie. Z najbogatszą wyobraźnią. Kierując się dość szlachetnym hasłem o niedopuszczalności rozlewu krwi, Ojcowie Święci skazywali skazanych na bolesną śmierć na stosie. Co więcej, nie zawsze przy zwykłym ognisku – zdarzały się pożary „powolne”, kiedy człowiek był zakuwany na długi łańcuch i biegał wokół płonącego ognia, stopniowo umierając. Jego ciało pokrywały pęcherze, spalona skóra złuszczała się grudami, mięso było zwęglone, a jelita wypadały – a mężczyzna wciąż próbował zerwać łańcuch, tylko zmuszany do drgań z powodu przerażającego bólu. ..

Ale można było ugotować człowieka w kotle – opuszczając go do tego kotła na łańcuchu powoli, powoli, tak że jeszcze żywy wił się z przerażenia, kontemplując swoje oparzone nogi …

I można było postawić heretyka na palu – i to na bardzo grubym palu, aby umierał powoli i boleśnie …

A wszystko to, uwaga – bez rozlewu krwi.

A wszystko to – nie licząc wszelkiego rodzaju tortur.

A wszystko to – pod przewodnictwem i przy bezpośrednim błogosławieństwie Kościoła (głównie katolickiego, ale nie zawsze – w Rosji spalili także arcykapłana Avvakuma) … [tu jakiś dziwaczny propagandysta, ale wyżej sensownie. MD]

To ten sam przypadek, Wania, kiedy rolę głównych sług Szatana, jego bezpośrednich popleczników i bezpośrednich pomocników pełnili właśnie najważniejsi duchowni. To w nich przede wszystkim wszedł Diabeł, to ich duchowa i moralna esencja została zjedzona przez złe duchy – które stały się dominującą siłą tych skorup, które pozostały po duchowieństwie.

Nasz kraj, Iwan, jest pokryty gęstą skorupą zła. „Black Infinite” swoim cuchnącym płaszczem spowiło Rosję – której populacja zaczęła przypominać zombie pogryzione przez wampiry z horrorów.

60% populacji Federacji Rosyjskiej to ci, z których pozostała tylko widoczna muszla. Są to opętani, którzy utracili swoje wewnętrzne „ja” i w istocie przestali być ludźmi.

Nie, nie są szaleńcami w ogólnym psychiatrycznym znaczeniu tego słowa. Pamiętają tabliczkę mnożenia i nie zapominają zdjąć spodni idąc do wygódki. Mogą mieć dowolne wykształcenie.

Ale te istoty mają OBSESJĘ. Całkowicie zniewolony przez demony zła, pod kontrolą Czarnej Nieskończoności.

Kolejne 20% populacji to ci, którzy zostali trafieni przez siły piekielne; ale nadal stawia opór.

A tylko pozostałe 20% to prawdziwi ludzie, boskie stworzenia, w których duszach panuje Światłość, Boska zasada.

Oczywiście nie jest im łatwo. Są jak agenci Światła w świecie Ciemności, jak Stirlitz w obozie wroga. Ich przyszłość w tym kraju jest mglista i niebezpieczna.

Ale ci, którzy zostali zarażeni i wprowadzeni w obieg przez siły Zła, nie mają żadnej przyszłości. Nic.

Oczywiście, Iwanie, możesz mi powiedzieć, że główny nacisk położyłem teraz na komponent filozoficzny i mistyczny (chociaż podałem wiele bardzo konkretnych przykładów z historii, które nie są związane z mistycyzmem).

Dlatego specjalnie dla Was podaję poniżej dodatkowe linki do tych publikacji, w których jest mniej mistycyzmu, a więcej konkretów:

1) Odpowiedź na pytanie – dlaczego Rosja jest skazana na porażkę:  https://cont.ws/@ogbors/181627…

2) Odpowiedź na pytanie – dlaczego już nie nawołuję do pokoju:  https://cont.ws/@ogbors/196200…

3) A jako dodatkowe wyjaśnienie – o takim pojęciu jak Infinite:  https://cont.ws/@ogbors/237778…

„Wreszcie” Lancet przyznaje, że naturalna odporność jest lepsza niż szczepionki mRNA

„Wreszcie” czyli odporność naturalna w głównym nurcie

AlterCabrio https://ekspedyt.org/2023/02/19/wreszcie-czyli-odpornosc-naturalna-w-glownym-nurcie/

Według badań opublikowanych w czwartek w The Lancet, odporność nabyta w wyniku przebytej infekcji COVID-19 zapewnia silną, trwałą ochronę przed poważnymi skutkami choroby na poziomie „równie wysokim, jeśli nie wyższym”, niż ten zapewniany przez szczepionki mRNA.

−∗−

Tłumaczenie artykułu dr Brendy Baletti, który ukazał się na stronach serwisu Children’s Health Defense i wskazuje na pojawienie się kwestii naturalnej odporności na infekcje w publikacjach głównego nurtu. /AlterCabrio – ekspedyt.org/

___________***___________

„Wreszcie” Lancet przyznaje, że naturalna odporność jest lepsza niż szczepionki mRNA przeciw COVID

Według badań opublikowanych w czwartek w The Lancet, odporność nabyta w wyniku przebytej infekcji COVID-19 zapewnia silną, trwałą ochronę przed poważnymi skutkami choroby na poziomie „równie wysokim, jeśli nie wyższym”, niż ten zapewniany przez szczepionki mRNA.

Naukowcy przeprowadzili systematyczny przegląd i metaanalizę 65 badań na całym świecie, dostarczając przytłaczających dowodów na poparcie tego, co wielu naukowców, lekarzy i badań mówiło od początku pandemii COVID-19.

„The Lancet w końcu potwierdza to, za co lekarze i naukowcy byli od lat ganieni – że naturalna odporność zapewnia lepszą ochronę niż eksperymentalne szczepionki” – powiedział Robert F. Kennedy Jr., przewodniczący i główny konsultant prawny w Children’s Health Defense.

„Tylko tsunami propagandy i cenzury ze strony farmaceutycznego/rządowego kartelu biobezpieczeństwa i kontrolowanych mediów przekonało opinię publiczną, że Pfizer i Moderna lepiej chronią ludzki układ odpornościowy niż Bóg i ewolucja” – dodał.

Badanie wykazało, że odporność nabyta w wyniku infekcji była często znacznie silniejsza i konsekwentnie zanikała wolniej niż odporność po dwóch dawkach szczepionki mRNA.

Naukowcy odkryli, że naturalna odporność miała co najmniej 88,9% skuteczność przeciwko ciężkiej chorobie, hospitalizacji i śmierci dla wszystkich wariantów COVID-19, dziesięć miesięcy po zakażeniu.

Zapewniał również 78,6% ochronę przed ponowną infekcją dla wszystkich wariantów z wyjątkiem omicron BA.1, dla którego ochrona wynosiła 45,3%.

W październiku 2022r. na posiedzeniu Komitetu Doradczego Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorób (CDC) ds. praktyk szczepień, CDC przedstawiło dane pokazujące, że odporność nabyta przez szczepionkę po dwóch lub trzech wstrzyknięciach spadła do zera sześć miesięcy po wstrzyknięciu, a następnie stała się ujemna.

W badaniu dla The Lancet stwierdzono, że „chociaż ochrona przed ponowną infekcją wszystkimi wariantami maleje z czasem, nasza analiza dostępnych danych sugeruje, że poziom ochrony zapewnianej przez poprzednią infekcję jest co najmniej tak samo wysoki, jeśli nie wyższy niż poziom zapewniany przez szczepienie dwudawkowe przy użyciu wysokiej jakości szczepionek mRNA (Moderna i Pfizer-BioNTech).”

Badanie zostało częściowo sfinansowane przez Fundację Billa i Melindy Gatesów. Wśród autorów znaleźli się dr Christopher Murray, dyrektor The Institute for Health Metrics and Evaluation, instytutu finansowanego przez Gatesów, który był „w dużej mierze odpowiedzialny za notorycznie przesadzone obliczenia śmiertelności, które przeszacowały 20-krotnie liczbę zgonów z powodu COVID na początku pandemii COVID”, według Kennedy’ego.

Autorzy argumentowali, opierając się na swoich ustaleniach, że naturalna odporność powinna być uznawana wraz ze szczepionkami, gdy władze rozważają ograniczanie podróży, dostępu do miejsc i pracy w oparciu o status szczepień.

Komentując te wnioski, dr Meryl Nass, internistka i epidemiolog, powiedziała:

„Uznając to za potwierdzenie, że naturalna odporność zapewnia ochronę, jednocześnie zapewnia milczącą zgodę, że narzucone przez rząd zasady ograniczające podróżowanie są dopuszczalne. Ponadto zapewnia milczącą zgodę na paszporty szczepionkowe”.

Wojna „kartelu” z odpornością naturalną

W październiku 2020r. The Lancet opublikował artykuł — „Konsensus naukowy w sprawie pandemii COVID-19: musimy działać natychmiast” — autorstwa m.in. dyrektor CDC Rochelle Walensky, który był szeroko omawiany w prasie głównego nurtu. Stwierdzono, że „nie ma dowodów na trwałą odporność ochronną na SARS-CoV-2 po naturalnej infekcji” oraz że „konsekwencja zanikania odporności stanowiłaby zagrożenie dla wrażliwych populacji na nieokreśloną przyszłość”.

Jednak w listopadzie 2021r., zapytanie na mocy ustawy o wolności informacji (FOIA) zmusiło CDC do przyznania, że ​​nawet nie zbierali danych na temat naturalnej odporności.

Następnie, w styczniu 2022r., CDC zostało zmuszone do zrewidowania swojego stanowiska w sprawie naturalnej odporności, przyznając w raporcie, że naturalna odporność na COVID-19 była co najmniej trzy razy skuteczniejsza w zapobieganiu zakażeniu u ludzi wariantem Delta niż szczepienie.

Firmy farmaceutyczne były również świadome korzyści płynących z naturalnie nabytej odporności, chociaż ukrywały tę informację, co ujawniono w dokumentach.

W październiku 2021r. Project Veritas ujawnił, że trzej urzędnicy firmy Pfizer twierdzili, iż przeciwciała zapewniają równą, jeśli nie lepszą ochronę przed wirusem w porównaniu ze szczepionką, poinformował The Defender.

Później, w kwietniu 2022r., dokumenty firmy Pfizer przechowywane przez amerykańską Agencję ds. Żywności i Leków (FDA) i ujawnione na mocy orzeczenia sądowego potwierdziły, że firma Pfizer wiedziała, że ​​naturalna odporność jest równie skuteczna, jak firmowa szczepionka COVID-19 w zapobieganiu ciężkim chorobom, poinformowała dziennikarka Kim Iversen. 

Niedawno dokumenty Twittera [TT files] ujawniły, że członek zarządu firmy Pfizer, który kierował FDA, lobbował na Twitterze, aby podjąć działania przeciwko wpisowi precyzyjnie wskazującemu, że naturalna odporność jest lepsza niż szczepienie przeciwko COVID-19, jak donosi The Epoch Times.

Wnioski z zapytań na mocy ustawy o wolności informacji (FOIA) ujawniły również, że dr Anthony Fauci i jego szef, dyrektor National Institutes of Health, Francis Collins zmówili się w celu stłumienia Deklaracji z Great Barrington, która twierdzi, że naturalna odporność odgrywa ważną rolę w łagodzeniu szkód wśród społeczności spowodowanych przez COVID-19, poinformował The Defender.

Szczepionki zawodzą, co oznacza, że ​​potrzebujemy więcej szczepionek

Media, które poinformowały o badaniu, w tym NBC, ABC i US News & World Report, nadal opowiadają się za szczepieniami jako ważniejszym sposobem ochrony przed ciężką chorobą i zgonem z powodu COVID-19.

Dzieje się tak pomimo faktu, że nawet zwolennicy szczepionek, Bill Gates i Fauci, przyznali, że szczepionki przeciwko COVID-19 działają słabo.

W artykule opublikowanym w zeszłym miesiącu w Cell Host and Microbe, Fauci oraz współautorzy potwierdzili, że wirusy układu oddechowego, w tym grypa, koronawirusy, syncytialny wirus oddechowy [RSV] oraz przeziębienia „do tej pory nie były skutecznie kontrolowane przez licencjonowane lub eksperymentalne szczepionki”.

Doszli do wniosku:
„Szczepionki o trwałej ochronie przeciwko nieogólnoustrojowym wirusom układu oddechowego o wysokim wskaźniku śmiertelności jak dotąd wymykały się wysiłkom na rzecz opracowania szczepionki”.

Nass powiedział, że chociaż dla The Lancet dość istotne jest opublikowanie tych ustaleń dotyczących naturalnej odporności, sformułowanie autorów, podobnie jak przyznania Gatesa i Fauciego, „ma na celu ciche, bez przeprosin, odejście od obecnych szczepionek przeciwko COVID, jednocześnie sugerując że potrzeba więcej pieniędzy na opracowanie nowych rodzajów szczepionek. Nikt nie popełnił żadnego błędu. Nikt nie przyjmuje żadnej winy. Chris Murray nigdy nie mylił się w swoich dziwacznych szacunkach. Nie, po prostu wyślij pieniądze i pozwól nam zająć się nauką”.

________________

‘Finally’ The Lancet Acknowledges Natural Immunity Superior to mRNA COVID Vaccines, Brenda Baletti, February 17, 2023

−∗−

Powiązane tematycznie:

The Great Barrington Declaration – minął rok [10.10.2021]
Celem, jaki przyjęli nasi goście, proponując Deklarację z Great Barrington, było wywołanie naukowego dialogu, którego brakowało w dyskusjach o lockdownach w tamtym okresie. Celem AIER było ułatwienie tego dialogu. Deklaracja […]

________________

Słabość hybrydy czyli dokąd ucieka naturalna odporność
Badanie ujawnia, że ​​zaszczepione dzieci, które wyzdrowiały z infekcji COVID, po sześciu miesiącach mają 0% odporności, w przeciwieństwie do dzieci niezaszczepionych, które nadal mają 50% ochrony przez naturalnie nabytą odporność. […]

________________

92 badania naukowe potwierdzają naturalnie nabytą odporność na covid-19 [aktualizowane na stronie źródłowej]
Nie powinniśmy narzucać nikomu szczepionek przeciw covid, gdy dowody wskazują, że naturalnie nabyta odporność jest równa lub silniejsza i lepsza od istniejących szczepionek. Zamiast tego powinniśmy szanować prawo do integralności […]

________________

Naturalna czy poszczepienna alias czego się boją gangsterzy
Kluczowe pytanie w tej bańce brzmi: czy odporność nabyta w sposób naturalny, uzyskana przez zakażenie wirusem, jest równoważna lub lepsza od odporności nabytej w wyniku szczepienia? Odpowiedź na to pytanie […]

________________

Naturalna ochrona immunologiczna czyli jak zdewastować paszporty
Epidemiolog z Harvardu mówi, że sprawa paszportów szczepionek przeciw COVID została właśnie zdemolowana. Nowe badania wykazały, że naturalna odporność zapewnia w sposób wykładniczy większą ochronę niż szczepionki przeciw COVID-19. […]

O autorze: AlterCabrio

If you don’t know what freedom is, better figure it out now!

Prawie 6-krotnie wzrosła liczba prób samobójczych i samobójstw dzieci i młodzieży w dziesięcioleciu.

To rozpaczliwe wołanie o POMOC…

Ile było prób samobójczych i samobójstw dzieci i młodzieży?

Posted on by in Społeczne

Prawie 6-krotnie zwiększyła się liczba prób samobójczych podejmowanych przez dzieci i młodzież w grupie wiekowej 13-18 lat między 2013 a 2022 r. w Polsce.
W 2013 r. osoby z tej grupy wiekowej podjęły 348 prób samobójczych, podczas gdy w 2022 r. – 2008.

Liczba prób samobójczych podejmowanych przez dzieci i młodzież w grupie wiekowej 13-18 lat zwiększyła się o 42% w ciągu ostatniego roku (między 2021 a 2022) i aż o 147% od rozpoczęcia pandemii (między 2020 a 2022).

150 osób w wieku 13-18 lat odebrało sobie życie w wyniku samobójstwa w 2022 r.

Dane wstępne za 2022 zostały udostępnione ciekaweliczby.pl przez Policję w ramach dostępu od informacji publicznej.

Więcej danych Policji na temat samobójstw i prób samobójczych

O sobie i Rodzie

O sobie i Rodzie

      Profesurę „belwederską” uzyskałem w 1997 r. za prace z fizyki jądrowej (rozszczepienie i zderzenia ciężkich jonów). Ok. 70-ciu prac naukowych recenzowanych, ciągle cytowanych. Większość z t.zw. „listy filadelfijskiej”.
       W latach 1959 – ok. 1989 pracowałem w Instytucie Badań Jądrowych w Świerku (mimo „wyrzucenia” z IBJ ok. 1983r). Osiem lat pracowałem jako fizyk za granicą (Dubna w ZSSR, Saclay i Orsay Francja, Darmstadt Niemcy). W latach 90-tych pracowałem na Uniwersytecie Warszawskim, w Państwowej Agencji Atomistyki, w Centralnym Urzędzie Planowania, Agencji Techniki i Technologii oraz w Wyższej Szkole Rolniczo-Pedagogicznej w Siedlcach.
Obecnie (od 1995r.) wykładam na Akademii Podlaskiej w Siedlcach oraz mam tam Zakład Energii Odnawialnych. Od ok. 1985 r. buduję w Polsce Ruch Poszanowania Energii i Energetyki Użytkownika. Od 1990 r. jestem animatorem Grupy Poszanowania Energii. Byłem (1990) projektodawcą Agencji Poszanowania Energii podległej premierowi. Byłem w Radzie Programowej kwartalnika „Rurociągi”. Genug…
      W latach 80-tych pracowałem dla Wydawnictwa Krąg, potem (chyba od 1983r) z Andrzejem Urbańskim prowadziłem własne wydawnictwo podziemne „Wydawnictwo„. Wydaliśmy kilkadziesiąt pozycji z ekonomii i najnowszej historii, głównie dla młodych robotników oraz studentów.
Książki:
1) wraz z prof. Jerzym Przystawą „Via bank i FOZZ, o rabunku finansów Polski” (1992) [ciągle – już 13 lat – mamy cywilny proces sądowy za strony dawno zbankrutowanego Uniwersalu oraz ściganego międzynarodowym listem gończym skazanego w procesie karnym FOZZ Dariusza Tytusa Przywieczerskiego]. (proces skończył się naszym zwycięstwem w 2006r…)

2) wraz z prof. St. Wiąckowskim „O Energetyce – dla użytkowników oraz sceptyków” (2005 i 2007 ). Zawarliśmy tu też podstawy Poszanowania Energii i Energii Odnawialnych dla Polski.

              [Dodaję w 2019r: Ten dorobek jest starannie niszczony przez władze, proroków smogu i sługi UE i klimatystów.. ]

 ===================

    Żeglarz. Najlepszy żeglarz wśród fizyków jądrowych trzech ostatnich dekad XX wieku (w Polsce). Niestety – „w drugą stronę”  to nie działa…

=============================

W roku 2019 odznaczony Krzyżem Wolności i Solidarności, por.:

groteskowe Ministerstwo Klimatu ośmiesza rząd, a gwałci logikę

oraz Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski, por.:

Krzyżowanie komsomołek z małpą bonobo a Zielony Ład UE

———-

W powstającej anty-cywilizacji  „laickiej” utrwala się tendencja anonimowości człowieka (osobnika), lekceważenia korzeni. A bez naszej znajomości przeszłości, też bez znajomości losów rodu, będzie łatwo z nas uczynić anonimowy tłum. Brońmy się. Zachęcajmy Starych do pisania pamiętników.

Poniższe drzewo genealogiczne zachęciło drugą, przedtem nam nieznaną gałąź rodu do spisania własnej Księgi Rodu. I przy tym poznaliśmy się. 

 Z historii rodzinnych:

A. Mój dziad Piotr (zob. drzewo genealog.!)  ur. 1829r, brał udział w bitwach Powstania Wielkopolskiego 1848r. Nagrobek w Sannikach z napisem Weteran spod Wrześni i Miłosławia zniszczyli Niemcy w czasie II wojny światowej. Zbudowali z takich nagrobków mostek przez strugę. Ci mieli poczucie Historii! [i humoru]

B. O nieostrożności Stryja Mikołaja mówił mi mój Ojciec:  Mikołaj pojechał do powstania styczniowego.. na ukochanej bułance!! Dopadli Go w nocy kozacy – i zarąbali. Unikaj w powstaniach bułanych koni, chłopcze!

Tenże dziad Piotr jchadzał dzierżawami. Głównie w Koronie, lecz czasem też w Wielkim Księstwie Litewskim. Jego druga żona, a moja babcia Klementyna była z domu Bajenkiewicz, z Litwy.

Ks. Aleksander Dakowski (1838-1914) był proboszczem w parafii Parzymiechy (między Wieluniem a Częstochową) w latach 1875-1914. Jego dziełem była rozbudowa tamtejszego kościoła – przebudowa nawy i dobudowanie wieży-dzwonnicy. Pozostał po tym napis z jego imieniem w pobliżu sklepienia nawy. Na cmentarzu parafialnym jest nagrobek ks. Aleksandra Dakowskiego. Można zobaczyć go (t.j. nagrobek) w zestawie fotografii na stronie www.parzymiechy.pl. Osobiście spotkałem się z zapisami w księgach parafialnych czynionymi odręcznie przez ks. Dakowskiego. Jedna z relacji pisemnych mówi zaś o tym, że był on w dobrej komitywie z hr. Potockimi, którzy od 1891 byli właścicielami dóbr parzymieskich.

           Pozdrowienia  Jarosław Jędrysiak z Chersonia (Ukraina)
zdjęcia nagrobka szukać pod Fotografie  – współczesne, dalej : pamiątki przeszłości (na dole)

===================

Matka  Franciszka z pomorskiego rodu Salamowiczów.  Mieli dużą stolarnię w Brodnicy (Strassburg). 

A babcia, „szefowa” stolarni, też Franciszka, w wieku dojrzałym mawiała: „Gęś to głupi ptak: na raz – za dużo, a na dwa za mało”.

W 1918-tym panna Frania, później moja Matka, jakoś dużo jeździła „w interesach” firmy. Chełmża, Grudziądz, Berlin, Poznań, Toruń. Woziła amunicję dla Powstania Wielkopolskiego. Jeszcze po 40-tu latach nie  mówiła, od kogo i dla kogo. „eech, zostawmy.... ” zbywała. 

 =====================

Poniżej przytaczam wstęp z Księgi Rodu Dakowskich.   autor: Halina Dakowska

RYS HISTORYCZNY RODU

Herb Leszczyc czyli Bróg jest jednym z najstarszych herbów polskich. Nadany został przez Bolesława Chrobrego (Paprocki) . Pieczętował się nim wielkopolsko – kujawski ród Leszczyców, w Liber Beneficiorum zwany też Wyszami, w innych źródłach Brożynami od Broga. Długosz określa go, jako rdzennie polski.
W Herbarzu Rycerstwa W.X. Litewskiego zwanego Compendium, Leszczyc pojawia się także pod nazwą Laski.
Było kilka gałęzi tego rodu. Każda próbowała narzucić swój przydomek jako miano całego rodu (stąd Leszczyce, Brożyny, Laski, Kościelce itd.). Pieczętowało się nim ok. 70 rodzin.

Opis herbu.
Herbarze Piekocińskiego, Niesieckiego, Paprockiego i in. Podają w opisie herbu: … „Ma być w polu czerwonym, bróg żółty na czterech białych laskach czyli brożynach. W klejnocie pawi ogon, na nim bróg pochylony”…
Inne źródła podają inne barwy – „w polu czerwonym, bróg złoty, wsparty na czterech srebrnych żerdziach” (Kuligowski).
Najstarszy wizerunek herbu z 1343 zamieszczony jest na pieczęci Wojciecha wojewody brzeskiego. Kolejne wersje (ewolucje) herbu znajdują się w Herbarzu Arsenalskim w Muzeum XX Czartoryskich w Krakowie.

Historia Rodu.
Ród Leszczyców miał czasy swej świetności. Pieczętowali się nimi biskupi poznańscy (Gerward zm. 1177, Piotr zm. 1414); kasztelanowie poznańscy (Jarosz zm. 1232); kasztelanowie kaliscy (Jędrzej zm. 1190, Adam zm.1380). W czasach panowania Władysława ?okietka, biskup włocławski z rodu Leszczyców dwukrotnie posłował do papieża w Awinionie, (podczas drugiej wizyty zmarł i tam został pochowany).
Nazwiska szlacheckie w różnych aktach nie zawsze pisano jednakowo. Najstarsze źródła informacji o rodach lub ich poszczególnych członkach pochodzą z archiwów sądowych, dokumentów parafialnych etc. W różnych źródłach pojawiają się rozbieżności pisowni nazwiska DAKOWSKI lub DOKOWSKI, czy DAKOWO lub DOKÓW-. Wszystkie źródła są jednak zgodne, że chodzi o wieś w woj. poznańskim, pow. kościański zapewne więc chodzi w nich o tą samą rodzinę.
1. Najstarsze   z   dostępnych  źródeł  z   1389   (wg.   Herbarza   Bonieckiego)   przedstaw informacje o rodzinie D AKOWSKICH herbu Leszczyc z Dakowa w woj. poznańskim: „Florian i Jan świadczą w Poznaniu – 1389” „Florian – kanonik poznański” – 1399 „Gerward i Tworzan na sądach w Kościanie – 1394” „Dziedzice Dakowa – 1398: Wilk, Floryan, Jan i Grzymko (Leksz) „Piotr Szymon – rotmistrz królewski – 1612” (DW. 40)**
2. źródła niemieckie (Herbarz E. von Żernickiego – Szeligi – „Der Polonische Adler” powołując się na Herbarz Niesieckiego, podają również pisownię nazwiska DAKOWSKI – „Dakowski – Wolynien (1700)”
Nazwisko  DOKOWSKI herbu Leszczyc  (Bróg,  Brożyna,  Laski) pojawia się następujących źródłach:
1. „Herbarz Szlachty Polskiej – Rodzina”, Seweryna hr Uruskiego i Adam Kosińskiego: „Dokowski h. Leszczyc. Wzięli nazwisko od wsi Dokowo w powiecie kościańskim „Jan dziedzic tej wsi (1533)”, jego syn Feliks”. „Wawrzyniec dziedzic wsi Grzebieńsko w woj. poznańskim (1580)”. „Michał syn Konstantego i inni wylegitymowani w Cesarstwie i zapisani do ksiąg szlachty guberni wołyńskiej (1860)”
2. Herbarz Polski wg Kacpra Niesieckiego (opracowania ?odzi – Czameckiego z 1875r J.N. Bobrowicza z 1839r.): „Marianna z d. Dokowska wyszła za Jerzego Złotnickiego”.
3. Herbarz Polski A. Bonieckigo z 1899: „Dokowscy h. Leszczyc z Dokowa w powiecie kościańskim, której to właścicielem był Wawrzyniec (l580)” „Jan asystuje w   1514r.  w sądzie w Poznaniu  siostrze  ciotecznej  Małgorzacie Jutroskiej”
4. Nieznana szlachta polska i jej herby. W. Wittyg, MCMYIII:
„Wawrzyniec w 1560 opłaca pobór z woj. poznańskiego, pow. tucholski, ze wsi Dokowa Suchego i Mokrego”.
„źródła Dz. XII 65 znają wieś Dokowo Suche i Mokre w woj. poznańskim, powiat kościański (właściciel Wawrzyniec)”.
Tyle udało się wydostać z herbarzy. Jak to już zaznaczono we wstępie, ciągłość pokoleń udało się ustalić dopiero od Bartłomieja Dakowskiego, od połowy XVIII wieku. Niewątpliwie, może się udać dalsze poszukiwanie w księgach parafialnych, w hipotekach, spisach ludności i innych źródłach. Jedno jest pewne, że wiemy od kogo i w jakich okolicach rozpocząć takie poszukiwania.

 ————–

W 1068 r. arcybiskupem w Gnieźnie był Pietrek (Petrus), zawołanie rodowe Leszczyc (Bróg) . Pięknie i ciepło opisał go Karol Bunsch w powieści o Bolesławie Śmiałym Imiennik.  

 [ Dane w: S.Ulanowski, materiały,nr 234 (1508), De armis Leszczicz alias Bróg.

Potkański, zapiski, nr 17 (1401), Zawołanie Laski]

————- 

Obecnie w Dakowach Mokrych w pałacu wybudowanym już przez Mielżyńskich ktoś ma pensjonat i galerię sztuki. Przepisuję od nich : 

Trochę historii

Dakowy Mokre, dawniej Dokowo, leży 7 km na południowy wschód od Opalenicy, siedziby władz miasta i gminy, w województwie Wielkopolskim.

Miejscowość znana jest od początków XV wieku. W roku 1409 istniał tu kościół parafialny pod wezwaniem św. Katarzyny, a Dokowo należało wtedy prawdopodobnie do majętności Opaleńskiej Teodoryka Baera. Następnie wieś przeszła do ?odziów ze Stęszewa, w roku 1445 zakupił ją Piotr z Bnina. Kolejnymi właścicielami byli potomkowie Piotra – Opalińscy. Ostatnim właścicielem z rodu Opalińskich był Jan Leopold, kasztelan nakielski /zm.1672/, który w roku 1670 sprzedał wieś Franciszkowi z Warzymowa Sokołowskiemu.

W latach czterdziestych XIX wieku Dakowy Mokre należało do majętności Wojnowice własności Edwarda Raczyńskiego. W roku 1870 Bolesław Potocki nabył majątek od Raczyńskich. Po nim,
w 1899 dziedziczył syn Bolesław, a w 1913 r. Felicja Mielżyńska z Bendlewa. W roku 1927 majątek należał do ordynata Karola Mielżyńskiego z Iwna, a od 1932 r. do Anieli z Mielżyńskich Ostrowskiej. Na czas wojny majątek zagarnął okupant. Po II wojnie światowej w 1945 r. przeprowadzono parcelację, a w roku 1949 tworzy się Rolnicza Spółdzielnia Produkcyjna.

Zabójstwo w Dakowskim Dworze

Dnia 21 grudnia 1913 r. dwór dakowski był terenem tragicznego wydarzenia. Rano o godz. 4 zastrzeleni zostali Felicja z Potockich hrabina Mielżyńska, żona posła Macieja Mielżyńskiego oraz młody hrabia Alfred Miączyński, syn przyrodniej siostry hrabiny Maciejowej. Zabójcą był mąż zastrzelonej – hr. Maciej Mielżyński. Sąd Przysięgłych w Międzyrzeczu 20 lutego 1914 r. wydał wyrok uniewinniający, uznając że oskarżony działał w afekcie.

    Widać, że dawno straciliśmy ten klucz majątków.. (MD)

Drzewa genealogiczne Rodu Dakowskich

Krzyżowanie komsomołek z małpą bonobo a Zielony Ład UE

Krzyżowanie komsomołek z małpą bonobo a Zielony Ład UE

==================

Parę słów refleksji” wygłoszonych po odznaczeniu mnie Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski.

Mirosław Dakowski 17 grudnia 2019

Po ceremonii dekoracji Orderami głos zabrał Minister Stanu w Kancelarii Prezydenta Andrzej Dera, a po tym poproszono do mikrofonu mnie, spośród odznaczonych. Naszych wypowiedzi nie ma dotąd w sprawozdaniu na stronie Kancelarii Prezydenta, więc moją odtwarzam na gorąco, z pamięci.

[20 XII oświadczono mi, iż służby Kancelarii Prezydenta nie rejestrowały tej uroczystości. Nie przekażę więc, jakie wskazania dla Narodu miał minister, Sekretarz Stanu Andrzej Dera]

==================

Panie Ministrze, Polacy!

Na początku stanu wojennego, w tak zwanych „twardych warunkach” narzuconych przez Wronę wydawało się, że musimy walczyć w ramach podziemia Solidarności. Natomiast bardzo szybko część z nas, tak zwane Samotne Wilki, zorientowała się, że to oficjalne podziemie Solidarności jest bardzo zaubeczone. Postanowiliśmy działać oddzielnie. Było to o tyle niewygodne, że nie mieliśmy wsparcia. Ale za to uzyskaliśmy o wiele większe rezultaty z powodu ogromnego zmniejszenia się ilości wpadek. Nazwaliśmy się wtedy prześmiewczo partyzantami z wyrąbanego lasu.

Nawet po zauważonej przez nas zmowie z Magdalenki wydawało się, że w nowej rzeczywistości będzie mimo wszystko uczciwej, a walczyć – łatwiej. Tak się jednak ku mojemu zdziwieniu [optymistycznemu może] nie stało.

Już na początku nowej rzeczywistości wdepnąłem bez mojej chęci w tak zwaną „aferę”, a ściślej – rabunek Polski poprzez Fundusz Obsługi Zadłużenia Zagranicznego. Ujawnił go inspektor NIK Michał Falzmann. Przez lat już teraz kilkadziesiąt nie odzyskano ani tych miliardów zrabowanych przez zorganizowaną grupę przestępczą [grupa Y] ani naprawdę nie ukarano sprawców. Taki Przywieczerski zwany przez nas „Prezio do odsiadki” był dwukrotnie wypuszczany z Polski [UOP, ABW] z dokumentami, żył zupełnie bezkarny w Stanach i dopiero kiedy wszelkie terminy karne się skończyły – wrócił sobie, a nawet został przywieziony do Polski.

Podobnie ponurą sprawą było ukrywanie Zbrodni Smoleńskiej i to ukrywanie tak przez lewe jak i prawe skrzydło Ptaszyska Kłamstwa Smoleńskiego. Ciągle ignoruje się fakty i dowody uzyskiwane przez konstruktorów, fizyków, lotników i innych specjalistów.

Tylko w podziemiu, czyli w internecie obecnie możemy alarmować o zakusach Przedsiębiorstwa Holokaust popieranego mocno przez administrację USA na kolejne setki miliardów złotych, które mają rabować w Polsce i Polakom. Władze Polski wykręcają się od reakcji.

Sprawą, w której również bezpośrednio uczestniczyłem, jest rozwój energii odnawialnych. W latach dziewięćdziesiątych i na początku trzeciego tysiąclecia udało nam się zbudować nową gałąź przemysłu, mianowicie budowę wysokowydajnych kotłów na drewno, trociny, gałęzie, łuski od kaszy i podobne odpadowe nośniki energii odnawialnych.

Kotły na drewno dają realnie netto zero CO2 i zero SO2 , a mają już moc 5 do 8 GW, to jest moc 4-6 wielkich energetycznych reaktorów jądrowych. Niestety decyzje władz tak rządowych jak i samorządowych inspirowane przez grupy gadające niemądre slogany na temat tak zwanego smogu, powodują obecnie całkowite zniszczenie tej wspaniałej dziedziny energii odnawialnych.

A wciska się nam energetyczne dinozaury – reaktory jądrowe, niebezpieczne, drogie i ciągle drożejące.

Powstanie groteskowego Ministerstwa Klimatu i dyrdymały opowiadane przez jego ministra, jak to on promuje chorą na Aspergera dziewczynkę jako Guru klimatystów, ośmieszają rząd. Polsce grozi to ogromnymi nieuzasadnionymi wydatkami na zbędne gałęzie energetyki.

Całe to urzędowe gadanie o szkodliwości CO2, szczególnie antropogennego, z punktu wiedzy z fizyki atmosfery jest bzdurą, dodatkowo celowo złośliwą. Klimat planety od setek milionów lat cechuje samo-regulowalność. Narzucony podatek od emisji CO2 jest rabunkiem.

Zapewniam Państwa, Panie Ministrze i Was, Polacy, że to co teraz narzucają Nieznani Ojcowie, którzy zarządzają urzędnikami w Unii Europejskiej, np. dyrektywy dotyczące tak zwanego Zielonego Ładu, jest oparte o fałszerstwa wykonywane przez IPCC, który to fałszerstwa zostały wielokrotnie wykazane i udowodnione.

Zapewniam też Pana panie Ministrze i Państwa Polaków, że za lat 30 czyli już za jedno pokolenie te banialuki, które teraz opowiadają urzędnicy z Unii Europejskiej na tematy klimatu, będą tak ponuro śmieszne jak obecnie śmieszne są tak zwane osiągnięcia akademika Łysenki, który na przykład siłą zamieniał żyto na pszenicę a kukułkę w drozda, czy osiągnięcia Olgi Lepieszyńskiej, która w moździerzu produkowała, tworzyła życie, jak wmawiała nam komunistyczna propaganda. Podobne osiągnięcia miał akademik Iwanow który krzyżował komsomołki z małpą Bonobo [odmiana szympansa], a jego syn zupełnie honorowo w Gabonie krzyżował się z samicami Bonobo. Do pomysłu potomstwa dwóch samców jeszcze wtedy nie przekonywano.

Jeśli rząd musi z nieznanych narodowi przyczyn wykonywać dyktat Brukseli, polecenia czy rozkazy, które są ewidentnie bzdurne, to powinien nam chociaż dawać znać [mrugać porozumiewawczo?], że wykonuje to pod przymusem. A same rozkazy sabotować jak najsprawniej, ich realizację opóźniać.

Sytuacja, w której tak wielu patriotów, Polaków musi w dalszym ciągu działać jak partyzanci z wyrąbanego lasu, nie jest sytuacją właściwą czy naturalną.

Z całą pewnością Prawda zwycięży – tylko, że o to musimy walczyć. Wszyscy.

Z Panem Bogiem,

dziękuję.

Na wypadek awarii nagłośnienia w czasie mej wypowiedzi miałem przygotowany następujący komentarz, który po podniesieniu głosu byłby słyszalny na całej sali, choćby przez te 200 osób, w tym dwóch ministrów:

Och, jaka piękna ilustracja sytuacji przeze mnie analizowanej: Podobnie przed Zbrodnią Smoleńską zepsuło się co najmniej siedem monitoringów na Okęciu wojskowym, tyleż na Siewiernym wojskowym. Policzyłem prawdopodobieństwo tego, że mogło to się stać niezależnie, przypadkowo. Takie prawdopodobieństwo jest mniejsze niż 10-46. co jednoznacznie dowodzi współpracy wykonawców w obu miejscach, w obu państwach.

———

Na szczęście aparatura w Pałacu Prezydenckim działa bez zarzutu. A ziarenko zasiane w tym Pałacu może wyda plon stokrotny?

Spis publikacji Mirosława Dakowskiego do 1997r.

Spis publikacji Mirosława Dakowskiego do 1997r

[umieszczam, bo ludzie pytają, a z Archiwum trudnowato wyciągnąć. MD

  1. M.Dakowski, J.Kownacki, H.Lancman, Z.Wilhelmi, Badanie radioaktywności źuźli stosowanych do produkcji materiałów budowlanych, Raport IBJ,nr 269/IA,1961 i Biuletyn Instytutu Budownictwa Mieszkaniowego 12, No 9 (1961)
  2. M.Dakowski, M.Sowiński, Z.Weydman, Se-Don-Sik, Ternary fission of Uranium and Plutonium, investigations using scintillation and semiconductor spectrometer  Proc.of the Conf.on Neutron Spectrometry, Dubna, Sept. 1961
  3. M.Dakowski, M.Sowiński, Z.Weydman Applicability of surface barrier semiconductor detectors for fission fragment spectrometry Proc. of Semiconductor Detector Conf., p.33, Dubna, April, 1962
  4. M.Dakowski, M.Sowiński, Low noise charge-sensitive amplifier, Nukleonika No 4, 280 (1963)
  5. J.Chwaszczewska, M.Dakowski, W.Przyborski, M.Sowiński, A.Szechter, E.Kierzek, K.Pecolt, .Weydman, E.Zalewski, Recent results on silicon semiconductor nuclear particle detectors, Raport IBJ nr 11, 755 (1963)
  6. M.Dakowski, H.Piekarz, M.Sowiński, J.Chwaszczewska The precision method of measurement of thickness and homogeneity of fine layers and foils, Raport IBJ nr 446/IA, II, 1963
  7. J.Chwaszczewska, M.Dakowski, A.Dąbrowski, M.Sowiński, M.Słapa Guard-ring surface barrier semiconductor detector and the possibility of its application, Raport IBJ No 463/IA,II,IFJ, 1963, Nukleonika No 1, 11 (1964)
  8. M.Dakowski, M.Sowiński, B.Buras, J.ChwaszczewskaInteractions of Heavy Ions with n-p Junctions, Polish-Yugoslav Symposium on Nuclear Reactions and Nuclear Spectroscopy, 3, 1963, Raport IBJ nr 476/IA,II, 1963
  9. M.Sowiński, M.Dakowski, H.Piekarz On the possibility of 235U/n,alpha/ 232 Th Reaction for Slow Neutrons, Raport IBJ nr 462/IA, 1963, Phys. Lett. 6, Nr 4, 321 (1963)
  10. M.Dakowski, W.Przyborski, M.Świątczak, M.Sowiński, J.Chwaszczewska, Preparation of germanium gamma-spectrometers by lithium-drift method. Raport IBJ nr 592/II,1964
  11. M.Dakowski, H.Piekarz, M.Sowiński A method of target preparation by electro-spraying directly on target, Raport IBJ nr 595/IA/pl, 1965
  12. J.Chwaszczewska, M.Dakowski, W.Przyborski, M.Sowiński Lithium-drifted detectors for beta-and gamma-spectrometry Nucleonika, 10, 251 (1965)
  13. E.Cieślak, J.Piekarz, J.Zakrzewski, M.Dakowski, H.Piekarz, M.Sowiński, Observation of fission events in mica sandwiches, Raport IBJ nr 647/IA,VI/PH, 1965, Nucl. Instr. and Methods 39, 224 (1966)
  14. M.Dakowski, T.Krogulski, E.Piasecki, H.Piekarz and M.Sowiński, On the spin assignment of neutron resonances in 148 Sm using (n,alpha) reaction, Raport IBJ nr 755/IA, 1966,  Nuclear Physics, A97, 187 (1967)
  15. J.Chwaszczewska, M.Dakowski, W.Przyborski, M.Sowiński, A.Stegner,  Semiconductor Spectrometers of Penetrating Nuclear Radiations, Raport IBJ No 681,1965.   Nukleonika, 11, 703 (1966)
  16. M.Dakowski,G.Konador  Electronic Devices for Semiconductor Radiation Detectors,   Raport IBJ No 682/IA,1965
  17. J.Chwaszczewska, M.Dakowski, T.Krogulski, E.Piasecki, W.Przyborski and M.Sowiński Emission of Long-Range Charged Particles in the Fission of Uranium Induced by Thermal Neutrons. Raport IBJ No 765,1966  Physics Letters, 24B, 87 (1967)
  18. M.Sowiński, J.Chwaszczewska, M.Dakowski, A.Gadomski, T.Krogulski, E.Piasecki, H.Piekarz Energy Distribution of the Long-Range Alpha Particles Emitted During Thermal Neutron Fission of Uranium  Acta Physica Polonica, 33, 819 (1968)
  19. M.Dakowski, J.Chwaszczewska, T.Krogulski, E.Piasecki, M.Sowiński,  Energy Spectra of Long Range Particles Emitted by the Thermal Neutron Fission of Uranium,  Phys.Lett. 25B, 213 (1967)
  20. R.Brandt, F.Carbonara, E.Cieślak, M.Dakowski, Ch.Gfeller, H.Piekarz, J.Piekarz, Riezler, R.Rinzivillo, E.Sassi, M.Sowiński, J.Zakrzewski, Studies of High-Energy Nuclear Fission by Means of Mica Detectors,  Nucl. Phys. A90, 177 (1967)
  21. R.Brandt, F.Carbonara, E.Cieślak, M.Dakowski, I.Jastroff, H.Piekarz, J.Piekarz, W.Riezler, R.Rinzivillo, E.Sassi, M.Sowiński, J.Zakrzewski, Preliminary results on High Energy Nuclear Fission by Means of Mica Detectors.  Proceedings of the VI Intern. Conf. on Corpuscular Photography, Florence, July 1966
  22. J.Błocki, J.Chwaszczewska, M.Dakowski, T.Krogulski, E.Piasecki, M.Sowiński, A.Stegner and J.Tys Lithium and Beryllium Nuclei Emitted During the Thermal Neutron Fission of Uranium,  Raport 952, IA,II/PL, Warszawa 1968,  Nucl. Phys. A127, 95 (1969)
  23. M.Dakowski The Possibility of Extinct Superheavy Elements Occuring in Meteorities,   Earth and Planet. Sci. Lett.6, 152 (1969),   Izv. Akad. Nauk, fiz, 33,1256 (1969)
  24. J.Chwaszczewska, M.Dakowski, T.Krogulski, E.Piasecki, M.Sowiński, A.Stegner and J.Tys, Low Energy Part of Alpha-Particle Spectrum from Tripartition of 235U,  Acta Phys. Pol. 25, 187 (1969)
  25. M.Dakowski, A.Gadomski, E.Piasecki Przykłady uźycia m.c. Gier do opracowania danych doświadczalnych.  Raport IBJ Nr 953/IA/Pl,1968
  26. T.Krogulski, J.Chwaszczewska, M.Dakowski, E.Piasecki, M.Sowiński and J.Tys, Emission of Light Nuclei in Thermal Neutron Fission of Plutonium Nucl.Phys., A128, 219 (1969)
  27. J.Błocki, J.Chwaszczewska, M.Dakowski, T.Krogulski, E.Piasecki, H.Piekarz and J.Tys Correlated Emission of Light Nuclei and Neutrons in Fission of Uranium, Raport IBJ No. 1033, 1968,  Proc.of Symposium on Physics and Chemistry of Fission, Vienna, IAEA-SM-122 (1969)
  28. M.Dakowski Implications of the Hypothesis of Extinct Fissioning Isotope in the Primitive Meteorities,   Phys. Lett. 35B, 557 (1971)
  29. E.Piasecki, M.Dakowski, T.Krogulski, J.Tys and J.Chwaszczewska Evidence of the Polar Emission of Alpha-Particles for 235Uranium Phys. Lett. 33B, 568 (1970)
  30. E.Piasecki, M.Dakowski, A.Kordyasz Recent Studies on Polar Emission, 3-rd Symp. on Physics and Chemistry of Fission, Rochester, 1973, (IAEA 74, vol.II, p.383)
  31. M.Dakowski, J.A.Lasarev, I.Lang, O.Nefedev, M.C.Biruliev Fission Neutron Analyser on line with TPA-1001 Minicomputer JINR Comunications 13-6520, Dubna 1972
  32. M.Dakowski, J.A.Lasarev, J.C.Oganessian Prompt Neutron Multiplicity Distributions for Spontaneous Fission.  JINR Preprint P15-7119, Dubna 1973,  Yadernaja Fizika 18,724 (1973)
  33. M.Dakowski, J.A.Lasarev, J.C.Oganessian, G.B.Buklanov Average Prompt Neutron Number and Muliplicity Distributions for  Spontaneous Fission of 246Cf, JINR,Preprint P15-6720, Dubna 1972,  Yadernaya Fizika 17, 692 (1973)
  34. M.Dakowski, J.A.Lasarev, J.C.Oganessian Average Prompt Neutron Number for Spontaneous Fission of 256Fm,  Preprint P15-6518, Dubna 1972,  Yad. Fiz. 16, 1167 (1972)
  35. M.Dakowski, J.A.Lasarev, V.F.Turchin, L.Turovtseva Reconstruction of Particle Multiplicity Distributions using the method of Statistical Regularization,  JINR, Preprint E11-6969, Dubna 1972,  Nucl. Instr. and Methods, 113, 195 (1973)
  36. Yu.A.Lasarev, O.K.Nefediev, Yu.Ts.Oganessian and M.Dakowski Multiplicity of Prompt Neutrons from Spontaneous Fission of the isotope 252102,  Phys. Lett. 52B, 321 (1974)
  37. M.Dakowski Wpływ Efektów Powłokowych na Rozkłady Mas i Energii Fragmentów w Rozszczepieniu  (praca habilitacyjna),   Raport IBJ 1514/IA/PL/B, (1974)
  38. E.Piasecki, M.Dakowski, J.Błocki and L.Nowicki,  The shadow cones in ternary fission,  INR Report, 1720/IA/PL/A, 1977
  39. M.Dakowski, E.Piasecki and L.Nowicki, Can nuclear orbiting be responsible for polar emission in fission?  Acta Phys. Pol., B9, 933 (1978)
  40. M.Dakowski, E.Piasecki and L.Nowicki, On the use of ternary fission data in the determination of scission configuration,   Nucl. Phys., A135, 370 (1979)
  41. J.Burchart, M.Dakowski and J.Gałązka A Method for Fission Track Dating of Minerals with very high Track Densities,   Abstr. of Geochron. and Isotope Geology, No 3 December 1973
  42. M.Dakowski, J.Burchart and J.Gałązka,  Experimental Formula for Thermal Fading of Tracks in Minerals and Natural Glasses, Bull. Acad. Pol. Sci., Ser. Terre, 22, 11 (1974)
  43. J.Burchart, M.Dakowski and J.Gałązka A Technique to Determine Extremely High Fission Track Densities,  Bull. Acad. Pol. Sci., Ser.Terre, 23, 1 (1975)
  44. M.Dakowski,   Length distributiopns of Fission Tracks in Thick Crystals,   Nucl. Track Detection, 181 (1978)
  45. J.Burchart, T.Butkiewicz, M.Dakowski and J.Gałązka-Friedman  Fission Track Retention in Minerals as a Function of Heating Time During Isothermal Experiments,   Nucl. Track Detection, 3, 109 (1979)
  46. B.Tamain, R.Chechik, H.Fuchs, F.Hanappe, M.Morjean, C.Ngo, J.Peter, M.Dakowski, B.Lucas, C.Mazur, M.Ribrag and C.Signarbieux, Neutron Multiplicity in Deep Inelastic Collisions (Cu+Au),  Nucl. Phys., A330, 253 (1979)
  47. M.Dakowski,  Shell Structure Effects in Dissipative Collisions,  Proc.of Intern.School of Physics „Enrico Fermi”, June 1979,  Nuovo Cimento, p. 246, 1980.
  48. T.Tanabe, R.Bock, M.Dakowski, A.Gobbi, H.Sann, H.Stelzer, U.Lynen, A.Olmi, D.Pelte,   The Pb-Pb Collision,   Nucl. Phys., A342, 194 (1980)
  49. M.Dakowski, P.Doll, A.Gobbi, U.Lynen, A.Olmi, H.Sann and R.Bock, GSI Preprint 79-16 (1979) and   Phys. Lett., 90B, 379 (1980)
  50. M.Dakowski, P.Doll, R.Bock, A.Gobbi, G.Rudolf, H.Sann, U.Lynen and A.Olmi,  Nuclear Structure Information in Dissipative Collisions,  Proc.of Conference on Continuum Spectra in Heavy Ion Reactions,  San Antonio, Texas, 1979, p.1
  51. A.Olmi, U.Lynen, J.B.Natowitz, M.Dakowski, P.Gobbi, H.Sann, H.Stelzer, R.Bock, D.Pelte, Projectile Splitting at 12.1 MeV/u,     (Kr-Er), Phys. Rev. Lett., 44, 383 (1980)
  52. M.Berlanger, R.Chechik, H.Fuchs, F.Hanappe, M.Morjean, J.Peter, B.Tamain, M. Dakowski, B. Lucas, C.Mazur, M. Ribrag, and C. Signarbieux,  Neutron multiplicities associated with heavy ion induced fission. Comparison with deep inelastic results,  Proc. of Conf.on Large Amplitude Collective Nuclear Motions,  Keszthely, Hungary, June 1979, p. 449
  53. M.Dakowski, R.Chechik, H.Fuchs, F.Hanappe, B.Lucas, C.Mazur,     M.Morjean, J.Peter, M.Ribrag, C.Signarbieux and B.Tamain, Evidence         for Shape Deformations of Fragments in Deep Inelastic Collisions,   Zeitschrift fur Physik, A294, 289 (1980)   
  54. I.Tserruya, A.Breskin, R.Chechik, Z.Fraenkel, S.Wald, N.Zwang,     R.Bock, M.Dakowski, A.Gobbi, H.Sann, R.Bass,   Nonequilibrium Neutron Emission in Deep Inelastic Collistions of 86 Kr on 156Er at 1.02 GeV,   Phys. Rev. Lett., 47, 16 (1981)
  55. M.Dakowski, A.Gobbi and W.Norenberg, Influence of single-participle shell stucture on the dissipation in heavy-ion Collisions, GSI Preprint 81-15,  Nuclear Physics, A 387, 189 (1982)
  56. R.Bock, Y.T.Chu, M.Dakowski, A.Gobbi, E.Grosse, A.Olmi,  H.Sann, D.Schwalm, U.Lynen, W.Muller, S.Bjornholm, H.Esbensen,  W.Wolfli and E.Morenzoni, Dynamics of the Fusion Process,  Nucl. Phys., A388, 334 (1982) and GSI Preprint 81-35
  57. G. Rudolf, M.Dakowski and F.Rami,  Influence of Shells on the Driving Potential in Dissipative Collisions,  Phys. Letters, 118B, 315, 1982
  58. M.Albińska, M.Dakowski, A.Gobbi and W.Q.Shen, Quasi-fission as a competing reaction between deep inelastic and compound-fission, Argonne Conf. on Nuclear Reactions, p. 321, March 1986
  59. F. Rami, R.J.Charity , M.Dakowski and A. Gobbi  Sequential Multi-Fragment Production, Contribution to   Sao-Paulo Conference on Nuclear Structure, 1989, p. 26
  60. M.Dakowski, Energy Control in Poland and in other Central Europe Countries,   Bellagio Seminar (Rockefeller Fund.), June 1990
  61. M.Dakowski, Energy Intensities in Centrally Controlled Economies, 9-me Rencontre Internationale de l’Environement et de la Nature, Rochefort, Sept. 1990
  62. M.Dakowski, Energy Control – a Challenge for Polish Economy,  Global Collabor. on a Sustainable Energy Developement,   Snekkersten, Denmark, vol.1, p. 161, April 1991
  63. M.Dakowski, Energy Control in Poland, its Aims, Means and Enemies, International Conf. on Energy, Graz, Austria, p. 73, September 1991
  64. M.Dakowski, Agencja Poszanowania Energii – kiedy koniec marnotrawstwa? Gospodarka Paliwami i Energią Nr.3, str. 1 , 1992
  65. M.Dakowski, Energetyka: wyrok na przyszłość społeczeństwa,   Konferencja „Przyszłość górnictwa w Polsce”, Katowice, lipiec 1992
  66. M.Dakowski, Perspektywy Energetyki w świecie o harmonijnym Rozwoju,  referat programowy Konferencji,  I Konferencja Racjonalizacji Uźytkowania Energii i Srodowiska, tom 1, str.9, Porąbka, czerwiec 1993
  67. M.Dakowski, Kierunki Energetyki a Szansa na Dobrobyt, Przegląd Przemysłowy, Nr.4, str. 7, 1994
  68. M.Dakowski, Energie Odnawialne,  Przegląd Przemysłowy, Nr.5, str. 16, 1994
  69. M.Dakowski, Uogólniona Analiza Najmniejszych Kosztów a Energetyka Jądrowa, II Konferencja Racjonalizacji Uźytkowania Energii i Środowiska, tom 1, str. 279, Szczyrk 17-19 X 1994
  70. M.Dakowski, Energie odnawialne – waźna uzupełnienie energii kopalnych; bariery i perspektywy,  II Konferencja Racjonalizacji Uźytkowania Energii i Środowiska, tom 1, str. 227,  Szczyrk 17-19 X 1994
  71. M.Dakowski, J.Przystawa, „Via bank i FOZZ, o rabunku finansów Polski”, Wyd. Antyk, Warszawa 1992
  72. M. Dakowski, Potencjały Rozpraszające a instynkt samozachowawczy narodów, I konferencja „Mechanizmy transformacji ustrojowej, Jachranka, 20-21 lipiec 1994
  73. M. Dakowski, Jaka energetyka do końca XXI wieku: poza wiek ropy, węgla i rozszczepienia, III Konferencja Racjonalizacji Użytkowania Energii i Środowiska, tom 1, str. 197-214, Szczyrk, 16-18 X, 1995
  74. M. Dakowski, Prawo energetyczne a niezawisłość Polski, II Sympozjum Falzmannowskie, str. 211, Warszawa, 22-23 września 1996
  75. Mirosław Dakowski, Energochłonność a Prawo Energetyczne, Konferencja „Nowe prawo energetyczne. Zagrożenia i szanse.”  Senat RP, Wyd. Kancelarii Senatu, luty 1997, str. 15-ta
  76. Mirosław Dakowski (współautor): „Tezy PLP w sprawie polityki energetycznej PolskiSpis publikacji Mirosława Dakowskiego do 1997r
  1. M.Dakowski, J.Kownacki, H.Lancman, Z.Wilhelmi, Badanie radioaktywności źuźli stosowanych do produkcji materiałów budowlanych, Raport IBJ,nr 269/IA,1961 i Biuletyn Instytutu Budownictwa Mieszkaniowego 12, No 9 (1961)
  2. M.Dakowski, M.Sowiński, Z.Weydman, Se-Don-Sik, Ternary fission of Uranium and Plutonium, investigations using scintillation and semiconductor spectrometer  Proc.of the Conf.on Neutron Spectrometry, Dubna, Sept. 1961
  3. M.Dakowski, M.Sowiński, Z.Weydman Applicability of surface barrier semiconductor detectors for fission fragment spectrometry Proc. of Semiconductor Detector Conf., p.33, Dubna, April, 1962
  4. M.Dakowski, M.Sowiński, Low noise charge-sensitive amplifier, Nukleonika No 4, 280 (1963)
  5. J.Chwaszczewska, M.Dakowski, W.Przyborski, M.Sowiński, A.Szechter, E.Kierzek, K.Pecolt, .Weydman, E.Zalewski, Recent results on silicon semiconductor nuclear particle detectors, Raport IBJ nr 11, 755 (1963)
  6. M.Dakowski, H.Piekarz, M.Sowiński, J.Chwaszczewska The precision method of measurement of thickness and homogeneity of fine layers and foils, Raport IBJ nr 446/IA, II, 1963
  7. J.Chwaszczewska, M.Dakowski, A.Dąbrowski, M.Sowiński, M.Słapa Guard-ring surface barrier semiconductor detector and the possibility of its application, Raport IBJ No 463/IA,II,IFJ, 1963, Nukleonika No 1, 11 (1964)
  8. M.Dakowski, M.Sowiński, B.Buras, J.ChwaszczewskaInteractions of Heavy Ions with n-p Junctions, Polish-Yugoslav Symposium on Nuclear Reactions and Nuclear Spectroscopy, 3, 1963, Raport IBJ nr 476/IA,II, 1963
  9. M.Sowiński, M.Dakowski, H.Piekarz On the possibility of 235U/n,alpha/ 232 Th Reaction for Slow Neutrons, Raport IBJ nr 462/IA, 1963, Phys. Lett. 6, Nr 4, 321 (1963)
  10. M.Dakowski, W.Przyborski, M.Świątczak, M.Sowiński, J.Chwaszczewska, Preparation of germanium gamma-spectrometers by lithium-drift method. Raport IBJ nr 592/II,1964
  11. M.Dakowski, H.Piekarz, M.Sowiński A method of target preparation by electro-spraying directly on target, Raport IBJ nr 595/IA/pl, 1965
  12. J.Chwaszczewska, M.Dakowski, W.Przyborski, M.Sowiński Lithium-drifted detectors for beta-and gamma-spectrometry Nucleonika, 10, 251 (1965)
  13. E.Cieślak, J.Piekarz, J.Zakrzewski, M.Dakowski, H.Piekarz, M.Sowiński, Observation of fission events in mica sandwiches, Raport IBJ nr 647/IA,VI/PH, 1965, Nucl. Instr. and Methods 39, 224 (1966)
  14. M.Dakowski, T.Krogulski, E.Piasecki, H.Piekarz and M.Sowiński, On the spin assignment of neutron resonances in 148 Sm using (n,alpha) reaction, Raport IBJ nr 755/IA, 1966,  Nuclear Physics, A97, 187 (1967)
  15. J.Chwaszczewska, M.Dakowski, W.Przyborski, M.Sowiński, A.Stegner,  Semiconductor Spectrometers of Penetrating Nuclear Radiations, Raport IBJ No 681,1965.   Nukleonika, 11, 703 (1966)
  16. M.Dakowski,G.Konador  Electronic Devices for Semiconductor Radiation Detectors,   Raport IBJ No 682/IA,1965
  17. J.Chwaszczewska, M.Dakowski, T.Krogulski, E.Piasecki, W.Przyborski and M.Sowiński Emission of Long-Range Charged Particles in the Fission of Uranium Induced by Thermal Neutrons. Raport IBJ No 765,1966  Physics Letters, 24B, 87 (1967)
  18. M.Sowiński, J.Chwaszczewska, M.Dakowski, A.Gadomski, T.Krogulski, E.Piasecki, H.Piekarz Energy Distribution of the Long-Range Alpha Particles Emitted During Thermal Neutron Fission of Uranium  Acta Physica Polonica, 33, 819 (1968)
  19. M.Dakowski, J.Chwaszczewska, T.Krogulski, E.Piasecki, M.Sowiński,  Energy Spectra of Long Range Particles Emitted by the Thermal Neutron Fission of Uranium,  Phys.Lett. 25B, 213 (1967)
  20. R.Brandt, F.Carbonara, E.Cieślak, M.Dakowski, Ch.Gfeller, H.Piekarz, J.Piekarz, Riezler, R.Rinzivillo, E.Sassi, M.Sowiński, J.Zakrzewski, Studies of High-Energy Nuclear Fission by Means of Mica Detectors,  Nucl. Phys. A90, 177 (1967)
  21. R.Brandt, F.Carbonara, E.Cieślak, M.Dakowski, I.Jastroff, H.Piekarz, J.Piekarz, W.Riezler, R.Rinzivillo, E.Sassi, M.Sowiński, J.Zakrzewski, Preliminary results on High Energy Nuclear Fission by Means of Mica Detectors.  Proceedings of the VI Intern. Conf. on Corpuscular Photography, Florence, July 1966
  22. J.Błocki, J.Chwaszczewska, M.Dakowski, T.Krogulski, E.Piasecki, M.Sowiński, A.Stegner and J.Tys Lithium and Beryllium Nuclei Emitted During the Thermal Neutron Fission of Uranium,  Raport 952, IA,II/PL, Warszawa 1968,  Nucl. Phys. A127, 95 (1969)
  23. M.Dakowski The Possibility of Extinct Superheavy Elements Occuring in Meteorities,   Earth and Planet. Sci. Lett.6, 152 (1969),   Izv. Akad. Nauk, fiz, 33,1256 (1969)
  24. J.Chwaszczewska, M.Dakowski, T.Krogulski, E.Piasecki, M.Sowiński, A.Stegner and J.Tys, Low Energy Part of Alpha-Particle Spectrum from Tripartition of 235U,  Acta Phys. Pol. 25, 187 (1969)
  25. M.Dakowski, A.Gadomski, E.Piasecki Przykłady uźycia m.c. Gier do opracowania danych doświadczalnych.  Raport IBJ Nr 953/IA/Pl,1968
  26. T.Krogulski, J.Chwaszczewska, M.Dakowski, E.Piasecki, M.Sowiński and J.Tys, Emission of Light Nuclei in Thermal Neutron Fission of Plutonium Nucl.Phys., A128, 219 (1969)
  27. J.Błocki, J.Chwaszczewska, M.Dakowski, T.Krogulski, E.Piasecki, H.Piekarz and J.Tys Correlated Emission of Light Nuclei and Neutrons in Fission of Uranium, Raport IBJ No. 1033, 1968,  Proc.of Symposium on Physics and Chemistry of Fission, Vienna, IAEA-SM-122 (1969)
  28. M.Dakowski Implications of the Hypothesis of Extinct Fissioning Isotope in the Primitive Meteorities,   Phys. Lett. 35B, 557 (1971)
  29. E.Piasecki, M.Dakowski, T.Krogulski, J.Tys and J.Chwaszczewska Evidence of the Polar Emission of Alpha-Particles for 235Uranium Phys. Lett. 33B, 568 (1970)
  30. E.Piasecki, M.Dakowski, A.Kordyasz Recent Studies on Polar Emission, 3-rd Symp. on Physics and Chemistry of Fission, Rochester, 1973, (IAEA 74, vol.II, p.383)
  31. M.Dakowski, J.A.Lasarev, I.Lang, O.Nefedev, M.C.Biruliev Fission Neutron Analyser on line with TPA-1001 Minicomputer JINR Comunications 13-6520, Dubna 1972
  32. M.Dakowski, J.A.Lasarev, J.C.Oganessian Prompt Neutron Multiplicity Distributions for Spontaneous Fission.  JINR Preprint P15-7119, Dubna 1973,  Yadernaja Fizika 18,724 (1973)
  33. M.Dakowski, J.A.Lasarev, J.C.Oganessian, G.B.Buklanov Average Prompt Neutron Number and Muliplicity Distributions for  Spontaneous Fission of 246Cf, JINR,Preprint P15-6720, Dubna 1972,  Yadernaya Fizika 17, 692 (1973)
  34. M.Dakowski, J.A.Lasarev, J.C.Oganessian Average Prompt Neutron Number for Spontaneous Fission of 256Fm,  Preprint P15-6518, Dubna 1972,  Yad. Fiz. 16, 1167 (1972)
  35. M.Dakowski, J.A.Lasarev, V.F.Turchin, L.Turovtseva Reconstruction of Particle Multiplicity Distributions using the method of Statistical Regularization,  JINR, Preprint E11-6969, Dubna 1972,  Nucl. Instr. and Methods, 113, 195 (1973)
  36. Yu.A.Lasarev, O.K.Nefediev, Yu.Ts.Oganessian and M.Dakowski Multiplicity of Prompt Neutrons from Spontaneous Fission of the isotope 252102,  Phys. Lett. 52B, 321 (1974)
  37. M.Dakowski Wpływ Efektów Powłokowych na Rozkłady Mas i Energii Fragmentów w Rozszczepieniu  (praca habilitacyjna),   Raport IBJ 1514/IA/PL/B, (1974)
  38. E.Piasecki, M.Dakowski, J.Błocki and L.Nowicki,  The shadow cones in ternary fission,  INR Report, 1720/IA/PL/A, 1977
  39. M.Dakowski, E.Piasecki and L.Nowicki, Can nuclear orbiting be responsible for polar emission in fission?  Acta Phys. Pol., B9, 933 (1978)
  40. M.Dakowski, E.Piasecki and L.Nowicki, On the use of ternary fission data in the determination of scission configuration,   Nucl. Phys., A135, 370 (1979)
  41. J.Burchart, M.Dakowski and J.Gałązka A Method for Fission Track Dating of Minerals with very high Track Densities,   Abstr. of Geochron. and Isotope Geology, No 3 December 1973
  42. M.Dakowski, J.Burchart and J.Gałązka,  Experimental Formula for Thermal Fading of Tracks in Minerals and Natural Glasses, Bull. Acad. Pol. Sci., Ser. Terre, 22, 11 (1974)
  43. J.Burchart, M.Dakowski and J.Gałązka A Technique to Determine Extremely High Fission Track Densities,  Bull. Acad. Pol. Sci., Ser.Terre, 23, 1 (1975)
  44. M.Dakowski,   Length distributiopns of Fission Tracks in Thick Crystals,   Nucl. Track Detection, 181 (1978)
  45. J.Burchart, T.Butkiewicz, M.Dakowski and J.Gałązka-Friedman  Fission Track Retention in Minerals as a Function of Heating Time During Isothermal Experiments,   Nucl. Track Detection, 3, 109 (1979)
  46. B.Tamain, R.Chechik, H.Fuchs, F.Hanappe, M.Morjean, C.Ngo, J.Peter, M.Dakowski, B.Lucas, C.Mazur, M.Ribrag and C.Signarbieux, Neutron Multiplicity in Deep Inelastic Collisions (Cu+Au),  Nucl. Phys., A330, 253 (1979)
  47. M.Dakowski,  Shell Structure Effects in Dissipative Collisions,  Proc.of Intern.School of Physics „Enrico Fermi”, June 1979,  Nuovo Cimento, p. 246, 1980.
  48. T.Tanabe, R.Bock, M.Dakowski, A.Gobbi, H.Sann, H.Stelzer, U.Lynen, A.Olmi, D.Pelte,   The Pb-Pb Collision,   Nucl. Phys., A342, 194 (1980)
  49. M.Dakowski, P.Doll, A.Gobbi, U.Lynen, A.Olmi, H.Sann and R.Bock, GSI Preprint 79-16 (1979) and   Phys. Lett., 90B, 379 (1980)
  50. M.Dakowski, P.Doll, R.Bock, A.Gobbi, G.Rudolf, H.Sann, U.Lynen and A.Olmi,  Nuclear Structure Information in Dissipative Collisions,  Proc.of Conference on Continuum Spectra in Heavy Ion Reactions,  San Antonio, Texas, 1979, p.1
  51. A.Olmi, U.Lynen, J.B.Natowitz, M.Dakowski, P.Gobbi, H.Sann, H.Stelzer, R.Bock, D.Pelte, Projectile Splitting at 12.1 MeV/u,     (Kr-Er), Phys. Rev. Lett., 44, 383 (1980)
  52. M.Berlanger, R.Chechik, H.Fuchs, F.Hanappe, M.Morjean, J.Peter, B.Tamain, M. Dakowski, B. Lucas, C.Mazur, M. Ribrag, and C. Signarbieux,  Neutron multiplicities associated with heavy ion induced fission. Comparison with deep inelastic results,  Proc. of Conf.on Large Amplitude Collective Nuclear Motions,  Keszthely, Hungary, June 1979, p. 449
  53. M.Dakowski, R.Chechik, H.Fuchs, F.Hanappe, B.Lucas, C.Mazur,     M.Morjean, J.Peter, M.Ribrag, C.Signarbieux and B.Tamain, Evidence         for Shape Deformations of Fragments in Deep Inelastic Collisions,   Zeitschrift fur Physik, A294, 289 (1980)   
  54. I.Tserruya, A.Breskin, R.Chechik, Z.Fraenkel, S.Wald, N.Zwang,     R.Bock, M.Dakowski, A.Gobbi, H.Sann, R.Bass,   Nonequilibrium Neutron Emission in Deep Inelastic Collistions of 86 Kr on 156Er at 1.02 GeV,   Phys. Rev. Lett., 47, 16 (1981)
  55. M.Dakowski, A.Gobbi and W.Norenberg, Influence of single-participle shell stucture on the dissipation in heavy-ion Collisions, GSI Preprint 81-15,  Nuclear Physics, A 387, 189 (1982)
  56. R.Bock, Y.T.Chu, M.Dakowski, A.Gobbi, E.Grosse, A.Olmi,  H.Sann, D.Schwalm, U.Lynen, W.Muller, S.Bjornholm, H.Esbensen,  W.Wolfli and E.Morenzoni, Dynamics of the Fusion Process,  Nucl. Phys., A388, 334 (1982) and GSI Preprint 81-35
  57. G. Rudolf, M.Dakowski and F.Rami,  Influence of Shells on the Driving Potential in Dissipative Collisions,  Phys. Letters, 118B, 315, 1982
  58. M.Albińska, M.Dakowski, A.Gobbi and W.Q.Shen, Quasi-fission as a competing reaction between deep inelastic and compound-fission, Argonne Conf. on Nuclear Reactions, p. 321, March 1986
  59. F. Rami, R.J.Charity , M.Dakowski and A. Gobbi  Sequential Multi-Fragment Production, Contribution to   Sao-Paulo Conference on Nuclear Structure, 1989, p. 26
  60. M.Dakowski, Energy Control in Poland and in other Central Europe Countries,   Bellagio Seminar (Rockefeller Fund.), June 1990
  61. M.Dakowski, Energy Intensities in Centrally Controlled Economies, 9-me Rencontre Internationale de l’Environement et de la Nature, Rochefort, Sept. 1990
  62. M.Dakowski, Energy Control – a Challenge for Polish Economy,  Global Collabor. on a Sustainable Energy Developement,   Snekkersten, Denmark, vol.1, p. 161, April 1991
  63. M.Dakowski, Energy Control in Poland, its Aims, Means and Enemies, International Conf. on Energy, Graz, Austria, p. 73, September 1991
  64. M.Dakowski, Agencja Poszanowania Energii – kiedy koniec marnotrawstwa? Gospodarka Paliwami i Energią Nr.3, str. 1 , 1992
  65. M.Dakowski, Energetyka: wyrok na przyszłość społeczeństwa,   Konferencja „Przyszłość górnictwa w Polsce”, Katowice, lipiec 1992
  66. M.Dakowski, Perspektywy Energetyki w świecie o harmonijnym Rozwoju,  referat programowy Konferencji,  I Konferencja Racjonalizacji Uźytkowania Energii i Srodowiska, tom 1, str.9, Porąbka, czerwiec 1993
  67. M.Dakowski, Kierunki Energetyki a Szansa na Dobrobyt, Przegląd Przemysłowy, Nr.4, str. 7, 1994
  68. M.Dakowski, Energie Odnawialne,  Przegląd Przemysłowy, Nr.5, str. 16, 1994
  69. M.Dakowski, Uogólniona Analiza Najmniejszych Kosztów a Energetyka Jądrowa, II Konferencja Racjonalizacji Uźytkowania Energii i Środowiska, tom 1, str. 279, Szczyrk 17-19 X 1994
  70. M.Dakowski, Energie odnawialne – waźna uzupełnienie energii kopalnych; bariery i perspektywy,  II Konferencja Racjonalizacji Uźytkowania Energii i Środowiska, tom 1, str. 227,  Szczyrk 17-19 X 1994
  71. M.Dakowski, J.Przystawa, „Via bank i FOZZ, o rabunku finansów Polski”, Wyd. Antyk, Warszawa 1992
  72. M. Dakowski, Potencjały Rozpraszające a instynkt samozachowawczy narodów, I konferencja „Mechanizmy transformacji ustrojowej, Jachranka, 20-21 lipiec 1994
  73. M. Dakowski, Jaka energetyka do końca XXI wieku: poza wiek ropy, węgla i rozszczepienia, III Konferencja Racjonalizacji Użytkowania Energii i Środowiska, tom 1, str. 197-214, Szczyrk, 16-18 X, 1995
  74. M. Dakowski, Prawo energetyczne a niezawisłość Polski, II Sympozjum Falzmannowskie, str. 211, Warszawa, 22-23 września 1996
  75. Mirosław Dakowski, Energochłonność a Prawo Energetyczne, Konferencja „Nowe prawo energetyczne. Zagrożenia i szanse.”  Senat RP, Wyd. Kancelarii Senatu, luty 1997, str. 15-ta
  76. Mirosław Dakowski (współautor): „Tezy PLP w sprawie polityki energetycznej Polski”, Polskie Lobby Przemysłowe, 1997, str. 37-49
  77. Mirosław Dakowski (współautor): „Odpowiedź na stanowisko ministra Przemysłu i Handlu n/t Prawa Energetycznego” PLP, 1997, str. 50-60
  78. Mirosław Dakowski (współautor): ” Problematyka TPA w odniesieniu do przemysłu gazowniczego”, PLP, 1997, str. 61-67
  79. Mirosław Dakowski (współautor): „Konkurencyjność i Dostęp Strony Trzeciej (TPA) w elektroenergetyce”, PLP, 1997, str. 68-75
  80. Mirosław Dakowski (współautor): „Uzasadnienie proponowanych zmian w Prawie Energetycznym „, PLP, 1997, str. 84-94
  81. Mirosław Dakowski „High Efficiency Boilers using Solid Biomass”, Sympozjum „Jaka energetyka”, Jachranka, lipiec 1997
  82. Mirosław Dakowski (współautor) „Uchwała Ogólnopolskiej Konferencji „Perspektywy przekształceń polskiej energetyki”, Konin, 16 września 1997
  83. Mirosław Dakowski, „Przemilczane przyczyny (energochłonność a powódź)”, Nasza Polska, nr.33, 1997, str.5. też w książce „Powódź w Nysie”,1997
  84. Mirosław Dakowski, „Polityka energetyczna korzystna dla Polski”, Sympozjum „Jaka energetyka”, Jachranka, lipiec 1997
  85. Mirosław Dakowski (współautor): „Zadania energetyki i zagrożenia wynikające z przekształceń w sektorze paliwowo-energetycznym”, Rząsawa k. Bełchatowa, 20 maja 1997
  86. Mirosław Dakowski, „Energochłonność polskiej gospodarki a konkurencyjność w OECD”, Rząsawa k. Bełchatowa, 20 maja 1997
  87. Mirosław Dakowski, „44-ry pytania do projektodawców Prawa Energetycznego”, Sympozjum „Jaka energetyka”, Jachranka, lipiec 1997
  88. Mirosław Dakowski, „Analiza najmniejszych kosztów a energetyka jądrowa”, Sympozjum „Jaka energetyka”, Jachranka, lipiec 1997
  89. Mirosław Dakowski, „Prawo Energetyczne: komu i czemu powinno służyć, „Sympozjum „Jaka energetyka”, Jachranka, lipiec 1997
  90. Mirosław Dakowski, „źródła energii odnawialnych a projekty prawa Energetycznego”, Sympozjum „Jaka energetyka”, Jachranka, lipiec 1997
  91. Mirosław Dakowski, „Głos wołającego na puszczy”, str. 154 w książce „Tranzytowy przekręt stulecia”, Warszawa, 1997

Zmieniony ( 17.10.2007. ) „, Polskie Lobby Przemysłowe, 1997, str. 37-49

  1. Mirosław Dakowski (współautor): „Odpowiedź na stanowisko ministra Przemysłu i Handlu n/t Prawa Energetycznego” PLP, 1997, str. 50-60
  2. Mirosław Dakowski (współautor): ” Problematyka TPA w odniesieniu do przemysłu gazowniczego”, PLP, 1997, str. 61-67
  3. Mirosław Dakowski (współautor): „Konkurencyjność i Dostęp Strony Trzeciej (TPA) w elektroenergetyce”, PLP, 1997, str. 68-75
  4. Mirosław Dakowski (współautor): „Uzasadnienie proponowanych zmian w Prawie Energetycznym „, PLP, 1997, str. 84-94
  5. Mirosław Dakowski „High Efficiency Boilers using Solid Biomass”, Sympozjum „Jaka energetyka”, Jachranka, lipiec 1997
  6. Mirosław Dakowski (współautor) „Uchwała Ogólnopolskiej Konferencji „Perspektywy przekształceń polskiej energetyki”, Konin, 16 września 1997
  7. Mirosław Dakowski, „Przemilczane przyczyny (energochłonność a powódź)”, Nasza Polska, nr.33, 1997, str.5. też w książce „Powódź w Nysie”,1997
  8. Mirosław Dakowski, „Polityka energetyczna korzystna dla Polski”, Sympozjum „Jaka energetyka”, Jachranka, lipiec 1997
  9. Mirosław Dakowski (współautor): „Zadania energetyki i zagrożenia wynikające z przekształceń w sektorze paliwowo-energetycznym”, Rząsawa k. Bełchatowa, 20 maja 1997
  10. Mirosław Dakowski, „Energochłonność polskiej gospodarki a konkurencyjność w OECD”, Rząsawa k. Bełchatowa, 20 maja 1997
  11. Mirosław Dakowski, „44-ry pytania do projektodawców Prawa Energetycznego”, Sympozjum „Jaka energetyka”, Jachranka, lipiec 1997
  12. Mirosław Dakowski, „Analiza najmniejszych kosztów a energetyka jądrowa”, Sympozjum „Jaka energetyka”, Jachranka, lipiec 1997
  13. Mirosław Dakowski, „Prawo Energetyczne: komu i czemu powinno służyć, „Sympozjum „Jaka energetyka”, Jachranka, lipiec 1997
  14. Mirosław Dakowski, „źródła energii odnawialnych a projekty prawa Energetycznego”, Sympozjum „Jaka energetyka”, Jachranka, lipiec 1997
  15. Mirosław Dakowski, „Głos wołającego na puszczy”, str. 154 w książce „Tranzytowy przekręt stulecia”, Warszawa, 1997

+ Carlo Maria Viganó. Kościół Ekologizmu. Wszystkie nakazy religii globalistów są podrobioną wersją Dziesięciu Przykazań, ich groteskowym i obscenicznym odwróceniem.

+ Carlo Maria Viganó. Kościół Ekologizmu. O złożeniu ofiary z człowieka drogą aborcji i eutanazji. Zjawisko masowego zabobonu. Na dnie tego wszystkiego spoczywa nienawiść do Boga i zazdrość.

=======================

Religia państwowa. Kilka uwag na temat kultu globalistycznego. Arcybiskup Viganó

Wszystkie nakazy religii globalistów są podrobioną wersją Dziesięciu Przykazań, ich groteskowym i obscenicznym odwróceniem

https://remnantnewspaper.com/web/index.php/headline-news-around-the-world/item/6405-the-state-religion-some-observations-on-the-globalist-cult

I uczyni, że wszyscy mali i wielcy, bogaci i ubodzy, i wolni, i niewolnicy mieli cechę na prawej ręce swojej abo na czołach swoich.
A iżby żaden nie mógł kupić ani sprzedać, jedno który ma cechę abo imię bestyjej, abo liczbę imienia jej.

Apokalipsa Św. Jana 13, 16-17) Biblia w tłum. Ks. Jakuba Wujka


W ciekawym wywiadzie  zatytułowanym Kościół Ekologizmu, dziennikarz Tucker Carlson wydobył na światło dzienne sprzeczność, która być może umknęła uwadze wielu osób, ale którą uważam za niezwykle odkrywczą.

Tucker przypomina, że pomimo tego, że konstytucja amerykańska zakazuje jakiejkolwiek religii państwowej, od pewnego czasu, rządząca partia demokratyczna narzuca narodowi amerykańskiemu kult globalistyczny, z jego zieloną agendą, dogmatami „wokizmu”, potępieniami i kulturą unieważnienia, z jego kapłanami Światowej Organizacji Zdrowia, prorokami Światowego Forum Ekonomicznego. Jest religią wszechogarniającą pod każdym względem nie tylko życie praktykujących ją jednostek, ale także życie państwa, które publicznie ją wyznaje, dostosowuje do niej prawa i wyroki, organizuje wokół niej edukację i każde działanie rządu.

Jej wyznawcy domagają się, by wszyscy obywatele zachowywali się zgodnie z moralnością Nowego Porządku Świata, przyjmując bezkrytycznie – i z postawą nabożnego uniżenia wobec  autorytetu religijnego – doktrynę zdefiniowaną ex cathedra przez Sanhedryn w Davos.

Od obywateli wymaga się już nie tylko poparcia dla narzucanej przez rządy polityki zdrowotnej, gospodarczej czy społecznej, ale udzielenia ślepej i irracjonalnej zgody, która wykracza daleko poza wiarę. Dlatego nie wolno krytykować psycho-pandemii, kampanii szczepień, kontestować rzekomych zagrożeń klimatycznych, sprzeciwiać się prowokacjom NATO wobec Federacji Rosyjskiej w związku z kryzysem ukraińskim,  domagać się śledztwa w sprawie laptopa Huntera Bidena i oszustw wyborczych, które uniemożliwiły prezydentowi Trumpowi pozostanie w Białym Domu, czy też protestować gdy dzieci są  demoralizowane  zwyrodnialstwem LGBTQ.

Po trzech latach szaleństwa niezrozumiałego dla racjonalnego umysłu, ale całkowicie zrozumiałego w perspektywie ślepego fideizmu, jedna z amerykańskich klinik zaproponowała, by zwrócić się do pacjentów o rezygnację ze znieczulenia, by w ten sposób zmniejszyć „ślad węglowy” i tym samym „uratować planetę”.

Propozycja ta nie powinna być zatem odczytywana jako groteskowy pretekst do zmniejszenia kosztów szpitala ze szkodą dla pacjentów, ale jako akt religijny, pokuta, którą należy przyjąć z ochotą, akt etycznie uzasadniony. Pokutny charakter tej operacji jest niezbędny dla przymusowego nawracania mas, ponieważ równoważy absurd sytuacji, jest nagrodą w postaci przyszłego dobra. Zakładając maskę (która jest bezużyteczna), obywatel/wierny nowej religii,  dokonuje gestu oddania się, „ofiaruje” się sacrum (państwu? wspólnocie?). Oddanie to potwierdzone jest publicznym aktem szczepienia, które stanowi swoisty „chrzest” w globalistycznej wierze, inicjację w sekcie.

Arcykapłani tej religii doszli nawet do punktu, w którym mówią o złożeniu ofiary z człowieka drogą  aborcji i eutanazji. Poświęcenie takie jest konieczne dla dobra wspólnego; aby zapobiec przeludnieniu planety, odciążenia budżetu ochrony zdrowia i ubezpieczeń społecznych. Nawet okaleczenia, którym poddawane są osoby wyznające doktrynę gender, oraz pozbawienie zdolności rozrodczych wywołane homoseksualizmem nie są niczym innym jak formami poświęcenia i unieszkodliwienia samego siebie: swojego ciała, swojego zdrowia, a także samego życia (otrzymanie np. eksperymentalnej terapii genowej, która jest ewidentnie niebezpieczna i często śmiertelna).

Przyjęcie globalizmu nie jest dobrowolne: jest to religia państwowa, a państwo zaledwie  „toleruje” niepraktykujących tę religię w takim stopniu, w jakim ich obecność nie przeszkadza społeczeństwu w sprawowaniu tego kultu. Państwo, które zakłada, że jest uprawnione „etyczne” do narzucania obywatelom tego, co stanowi niepodważalne wyższe „dobro”, zobowiązuje również dysydentów do wykonywania podstawowych aktów „moralności globalistycznej”, karząc ich, jeśli nie dostosują się do jej nakazów.
Jedzenie owadów, a nie mięsa, wstrzykiwanie preparatów zamiast praktykowania zdrowego życia; stosowanie elektryczności zamiast benzyny; wyrzekanie się własności prywatnej i swobody poruszania się; akceptacja kontroli i ograniczeń podstawowych praw; akceptowanie najgorszych dewiacji moralnych i seksualnych w imię wolności; wyrzekanie się rodziny, aby żyć w izolacji, nie dziedziczenie niczego z przeszłości i nie przekazywanie niczego potomnym; wymazywanie swojej tożsamości w imię poprawności politycznej; wypieranie się wiary chrześcijańskiej, aby przyjąć zabobon; uzależnianie swojej pracy i swojego utrzymania od przestrzegania absurdalnych zasad…

 Tak. Są to wszystko  elementy, które mają stać się częścią codziennego życia jednostki, życia opartego na modelu ideologicznym, którego nikt nie chce i o który nikt nie prosił, a który uzasadnia swoje istnienie jedynie straszakiem w postaci nieudowodnionej i niepotwierdzonej apokalipsy ekologicznej. To narusza nie tylko tak bardzo wychwalaną wolność religijną, na której opiera się to społeczeństwo, ale chce nas doprowadzić krok po kroku, do punktu, w którym ten kult stanie się jedynym dozwolonym.

„Kościół ekologiczny”, choć określa siebie jako inkluzywny, nie toleruje odmienności i nie akceptuje dyskusji z tymi, którzy kwestionują jego dyktat. Ci, którzy nie akceptują anty-ewangelii z Davos są ipso facto heretykami i dlatego muszą być karani, ekskomunikowani, eliminowani ze społeczeństwa i uznani za wrogów publicznych. Muszą być reedukowani siłą, zarówno poprzez nieustanny łomot w mediach, jak i poprzez społeczną stygmatyzację i  wymuszanie przyzwolenia, począwszy od „świadomej” zgody na poddanie się wbrew swojej woli obowiązkowi szczepień, a skończywszy na szaleństwie tzw. „miasta 15 minutowego”, które jest zresztą szczegółowo opisane w punktach programowych Agendy 2030 (które  są  kanonami dogmatycznymi ).

Problem z tym zjawiskiem masowego zabobonu polega na tym, że ta państwowa religia nie została narzucona de facto tylko w Stanach Zjednoczonych Ameryki, ale rozprzestrzeniła się na wszystkie państwa świata zachodniego, których przywódcy zostali nawróceni na globalistyczne „Słowo” przez wielkiego apostoła Wielkiego Resetu, Klausa Schwaba, tego  samozwańczego „papieża”, który w związku z tym posiada nieomylny i niepodważalny autorytet.

Tak jak w Annuario Pontificio możemy przeczytać listę kardynałów, biskupów i prałatów Kurii Rzymskiej i diecezji rozsianych po całym świecie, tak na stronie internetowej Światowego Forum Ekonomicznego znajdujemy listę „prałatów” globalizmu, od Justina Trudeau do Emmanuela Macrona. Dowiadujemy się tam, że nie tylko prezydenci i premierzy wielu państw należą do tego „kościoła”, ale także liczni urzędnicy, szefowie międzynarodowych organów i wielkich międzynarodowych korporacji, oraz przedstawiciele mediów.

 Należy do nich także dodać  „kaznodziejów” i „misjonarzy”, którzy pracują na rzecz szerzenia globalistycznej wiary: aktorów, piosenkarzy, influencerów, sportowców, intelektualistów, lekarzy, nauczycieli. Jest to bardzo potężna, świetnie zorganizowana sieć, rozpowszechniona nie tylko na szczytach instytucji, ale także na uniwersytetach i w sądach, w firmach i szpitalach, we władzach samorządowych, w stowarzyszeniach kulturalnych i sportowych. Nie sposób uciec przed tą indoktrynacją nawet w prowincjonalnej szkole podstawowej czy w małej wiejskiej społeczności.

Niepokojące jest to,  że w gronie konwertytów na uniwersalną religię możemy doliczyć się  także przedstawicieli światowych religii, a wśród nich nawet Jorge Mario Bergoglio – którego katolicy uważają za głowę Kościoła rzymskiego, co demonstruje całą ich tchórzliwość.

Apostazja hierarchii katolickiej doszła do punktu czczenia bożka Pachamamy, „matki Ziemi”, demonicznej personifikacji ekumenicznego, „inkluzywnego i zrównoważonego” „amazońskiego” globalizmu. Ale czy to nie sam John Podesta opowiadał się za nadejściem „wiosny Kościoła”, która zastąpiłaby doktrynę Kościoła, mglistym ekologicznym sentymentalizmem? Znalazło to szybką realizację w skoordynowanej akcji, która doprowadziła do rezygnacji Benedykta XVI i wyboru Bergoglio?

To, czego jesteśmy świadkami, to nic innego jak odwrotne zastosowanie procesu, który doprowadził do rozprzestrzenienia się chrześcijaństwa w Cesarstwie Rzymskim, a następnie na całym świecie. Jest to swoista zemsta barbarzyństwa i pogaństwa na Wierze Chrystusa. To co  w IV wieku próbował zrobić Julian Apostata, czyli przywrócić kult pogańskich bogów, dziś jest gorliwie realizowane przez nowych apostatów. Wszystkich ich łączy „święty zapał”, która czyni ich zarówno niebezpiecznymi, jak i przekonanymi o możliwości powodzenia ich zamiarów ze względu na nieskończone środki, jakimi dysponują.

W istocie, religia ta jest niczym innym, jak współczesnym wcieleniem kultu Lucyfera. Niedawny szatański występ na rozdaniu nagród Grammy, sponsorowany przez firmę Pfizer, jest tylko najnowszym potwierdzeniem przynależności tego środowiska do piekielnego świata, który do tej pory był przemilczany, ponieważ wciąż uważano go za zbyt straszny do opisania. Nie jest już tajemnicą, że ideolodzy myśli globalistycznej są zdecydowanie  antychrześcijańscy i antyklerykalni, wrogo nastawieni do moralności chrześcijańskiej, ostentacyjnie przeciwni cywilizacji i kulturze, którą Ewangelia ukształtowała w ciągu dwóch tysięcy lat historii.

Mało tego: niegasnącą nienawiść do życia i do wszystkiego, co jest dziełem Stwórcy – od człowieka po przyrodę – ujawnia próba (prawie udana, choć obłąkańcza) manipulowania porządkiem Stworzenia, modyfikowania roślin i zwierząt, zmiany ludzkiego DNA poprzez ingerencje bio-inżynieryjne, pozbawienia człowieka jego indywidualności i wolnej woli, uczynienia go sterowalnym poprzez transhumanizm. Na dnie tego wszystkiego spoczywa nienawiść do Boga i zazdrość o nadprzyrodzony los, który On zarezerwował dla ludzi odkupując ich od grzechu Ofiarą Krzyżową swojego Syna.

Ta szatańska nienawiść wyraża się w determinacji uniemożliwiającej chrześcijanom praktykowanie ich religii, by nie widzieli, że jej zasady nie są respektowane, by uniemożliwić im swój wkład w społeczeństwo, a ostatecznie, by ich skłonić do czynienia zła, a przynajmniej uniemożliwić im czynienie dobra, a tym bardziej jego szerzenie. Jeśli nawet im się to udaje, to robi się wszystko aby zniekształcić ich pierwotne motywacje (miłość Boga i bliźniego) poprzez wypaczanie tych motywacji, żałosnymi celami filantropijnymi lub ekologicznymi.

Wszystkie nakazy religii globalistów są podrobioną wersją Dziesięciu Przykazań, ich groteskowym i obscenicznym odwróceniem. W praktyce stosują te same środki, które Kościół wykorzystywał do ewangelizacji, ale nie robią tego w celu zbawienia dusz i poddania ich Prawu Bożemu, ale w celu poddania ich tyranii diabła, pod inkwizycyjną kontrolą anty-kościoła szatana. W tym celu, amerykańskie służby specjalne zwracając się przeciwko wiernym Tradycji Katolickiej, przyznając tym samym istnienie wrogości pomiędzy potomstwem Niewiasty a potomstwem węża (Rdz 3, 15). Jest to rzeczywistość teologiczna, w którą wierzą przede wszystkim wrogowie Boga, a jednym ze znaków czasów ostatecznych jest zniesienie Świętej Ofiary i obecność obrzydliwości spustoszenia w świątyni (Dn 9: 27).

Próby stłumienia lub ograniczenia tradycyjnej Mszy Św. jednoczą głęboki Kościół i głębokie państwo, ujawniając lucyferyczny charakter ich obu. Jedni i drudzy dobrze wiedzą, jakie są nieskończone łaski, które wylewają się na Kościół i na świat poprzez tę Mszę, i chcą zapobiec udzielaniu tych łask, aby nie przeszkadzały one w realizacji ich planów. Sami nam to pokazują: nasza walka nie jest tylko przeciwko stworzeniom z ciała i krwi (Ef 6, 12).

Spostrzeżenie jakiego dokonał Tucker Carlson podkreśla oszustwo, któremu jesteśmy poddawani codziennie przez naszych władców.

Narzucenie świeckości państwa służyło wyeliminowaniu obecności prawdziwego Boga z instytucji, podczas gdy praktyczne narzucenie globalistycznej religii służy wprowadzeniu szatana do instytucji, w celu ustanowienia upiornego Nowego Porządku Świata, w którym Antychryst, w swoim szalonym delirium, będzie twierdził, że jest czczony jako bóg, aby zastąpić Naszego Pana.

Ostrzeżenia Apokalipsy nabierają tym większej precyzji, im bardziej postępuje plan poddania wszystkich ludzi kontroli, która uniemożliwia jakąkolwiek możliwość nieposłuszeństwa i oporu. Dopiero teraz rozumiemy, co to znaczy nie móc kupować i sprzedawać bez zielonej przepustki, która jest niczym innym, jak technologiczną wersją znaku Bestii (Ap 13, 17).

Ale jeśli nie wszyscy są jeszcze gotowi uznać błąd polegający na porzuceniu Chrystusa w imię skorumpowanej i zwodniczej wolności, która kryje w sobie niewypowiedziane zamiary, to wierzę, że jest jeszcze wielu, którzy są gotowi – choćby psychicznie, jeśli nie  racjonalnie – przyjąć do wiadomości, że mamy do czynienia z zamachem stanu, za pomocą którego lobby szalonych fanatyków przejęło władzę w Stanach Zjednoczonych i na świecie i że są oni zdecydowani na każdy, nawet najbardziej lekkomyślny ruch, aby władzę utrzymać.

Dzięki zrządzeniu Opatrzności, sekularyzm państwa – który sam w sobie obraża Boga, ponieważ odmawia Mu publicznego kultu, do którego ma prawo – mógłby być argumentem, dzięki któremu można by położyć kres zbrodniczemu projektowi Wielkiego Resetu. Jeśli Amerykanie – a wraz z nimi narody całego świata – będą w stanie zbuntować się przeciwko temu przymusowemu nawróceniu, żądając, by ich przedstawiciele sprawujący władzę byli odpowiedzialni przed nimi, a nie przed przywódcami globalistycznego Sanhedrynu, być może uda się powstrzymać ten wyścig ku przepaści.

Taki akt wymaga świadomości, że będzie to tylko pierwsza faza procesu wyzwolenia się z tego piekielnego kręgu, po której musi nastąpić przywrócenie zasad moralnych właściwych chrześcijaństwu, które stanowią fundament cywilizacji zachodniej i najskuteczniejszą obronę przed barbarzyństwem i neo-pogaństwem.

Zbyt długo obywatele i wierni biernie znosili decyzje swoich przywódców politycznych i religijnych w obliczu dowodów ich zdrady. Szacunek dla władzy opiera się na uznaniu faktu „teologicznego”, to znaczy panowania Jezusa Chrystusa nad jednostkami, państwami i Kościołem.

Jeśli osoby sprawujące władzę w państwie i Kościele działają przeciwko obywatelom i wiernym, to ich władza jest uzurpowana, a autorytet nieważny. Nie zapominajmy, że rządzący nie są właścicielami państwa i panami obywateli, tak jak papież i biskupi nie są właścicielami Kościoła i panami wiernych. Jeśli nie chcą być dla nas jak ojcowie; jeśli nie chcą naszego dobra i rzeczywiście robią wszystko, by nas zepsuć w ciele i duchu, to czas ich wypędzić ze stanowisk i przymusić do odpowiedzialności za ich zdradę, ich zbrodnie i ich skandaliczne kłamstwa.

+ Carlo Maria Viganó, Arcybiskup
16 lutego 2023

tłum. Sławomir Soja

Papieska Rada ds. Dialogu Międzyreligijnego wychwala Buddę i wzywa do „solidarności” między Kościołem a wszystkimi religiami. A buddyzm w jest ateistyczny.

Papieska Rada ds. Dialogu Międzyreligijnego wychwala Buddę i wzywa do „solidarności” między Kościołem a wszystkimi religiami. A buddyzm w jest ateistyczny.

31 maja, 2021 globalne-archiwum.pl



I pokłon oddali Smokowi, bo władzę dał Bestii. I Bestii pokłon oddali, mówiąc: Któż jest podobny do Bestii i któż potrafi rozpocząć z nią walkę? A dano jej usta mówiące wielkie rzeczy i bluźnierstwa, i dano jej możność przetrwania czterdziestu dwu miesięcy. Zatem otworzyła swe usta dla bluźnierstw przeciwko Bogu, by bluźnić Jego imieniu i Jego przybytkowi, i mieszkańcom nieba.”

Księga Objawienia.

Obecna sytuacja na świecie, tragicznie naznaczona pandemią COVID-19, stanowi wyzwanie dla wyznawców wszystkich religii, aby współpracowali na nowe sposoby w służbie społeczności ludzkiej. Dziś przedstawiamy wam, bez edycji i w całości, przesłanie od Kościoła rzymskokatolickiego do buddystów z okazji obchodów „Święta Vesakh”, w którym wzywa się do „powszechnej solidarności” między Watykanem a wszystkimi religiami świata. Tak jak w religii jednego świata przepowiedzianej w Księdze Objawienia.

Kościół rzymskokatolicki przez ostatnie siedemnaście stuleci (od 325 r.n.e.), zawsze nauczał, że jest „jedynym prawdziwym kościołem”, a sakramenty rzymskokatolickie stanowią jedyną drogę do zbawienia. Jednak w 2021 roku papież Franciszek i Kościół rzymskokatolicki przyjmują nauki innych religii, takich jak buddyzm, i wzywają religie świata do zjednoczenia się w „uniwersalnej solidarności”. My tę nową religię globalną określamy mianem: Religii Chrislam.

Czyż wędruje dwu razem, jeśli się wzajem nie znają?Czyż ryczy lew w lesie, zanim ma zdobycz? Czyż lwiątko wydaje głos ze swego legowiska, jeśli niczego nie schwytało? Czyż spada ptak na ziemię, jeśli nie było sidła? Czyż się unosi pułapka nad ziemią, zanim coś schwytała?”

Księga Amosa.

A teraz publikujemy przesłanie Papieskiej Rady Do Spraw Dialogu Międzyreligijnego, zatytułowane: „Buddyści i chrześcijanie: Promowanie kultury troski i solidarności. Przesłanie na Święto Vesakh 2021”.

Drodzy Buddyści,

  1. W imieniu Papieskiej Rady ds. Dialogu Międzyreligijnego piszę do Was z okazji święta Vesakh z serdecznym pozdrowieniem. Modlę się, aby to coroczne święto narodzin, oświecenia i odejścia Gautamy Buddy przyniosło radość, spokój i nadzieję w sercach buddystów na całym świecie.
  2. Obecna sytuacja na świecie, tragicznie naznaczona pandemią COVID-19, stanowi wyzwanie dla wyznawców wszystkich religii, aby współpracowali na nowe sposoby w służbie społeczności ludzkiej. W swojej encyklice Fratelli Tutti, podpisanej w Asyżu w dniu 3 października 2020 roku, Papież Franciszek powtórzył, jak pilna jest powszechna solidarność, która pozwala ludzkości wspólnie przezwyciężać trudne kryzysy, które jej zagrażają, ponieważ „nikt nie jest zbawiony sam”.
  3. Święto Vesakh, które obchodziliśmy w zeszłym roku, uwypukliło wiele wspólnych wartości i mądrość, która wspiera rozwijaną przez nas współpracę, zwłaszcza w obliczu tak trudnych czasów, jak obecny. Cierpienie spowodowane pandemią COVID-19 uświadomiło nam naszą wspólną wrażliwość i współzależność. Jesteśmy wezwani do odkrywania i praktykowania solidarności zawartej w naszych tradycjach religijnych. Jak mówi Papież Franciszek, „starożytne historie, pełne symboliki, świadczą o przekonaniu, które dziś podzielamy, że wszystko jest ze sobą powiązane i że prawdziwa troska o własne życie i naszą relację z naturą jest nierozerwalnie związana z braterstwem, sprawiedliwością i wiernością”.
  4. Buddyjska nauka o Brahma Viharas (czterech niebiańskich siedzibach lub cnotach), dostarcza nam ponadczasowego przesłania solidarności i aktywnej opieki. Mówiąc o metta (miłującej dobroci), zachęca zwolenników do okazywania wszystkim bezgranicznej miłości. „Tak jak matka swoim życiem chroni swoje jedyne dziecko, tak, więc niech ktoś pielęgnuje niezmierzoną miłującą życzliwość wobec wszystkich żywych istot” (Mettā Sutta). Jak nauczał Budda, praktykujących w równym stopniu zachęca się do „pośpiechu w wykonywaniu dobrych uczynków; należy powstrzymać umysł od zła; ponieważ umysł tego, kto jest powolny w czynieniu dobra, ma skłonność do rozkoszowania się czynieniem zła”.
  5. Niech ta dramatyczna sytuacja pandemii COVID-19 wzmocni nasze więzi przyjaźni i jeszcze bardziej zjednoczy nas w służbie rodzinie ludzkiej, przyjmując: „kulturę dialogu jako drogę, wzajemną współpracę jako kodeks postępowania; wzajemne rozumienie jako metoda i standard”.
  6. Drodzy przyjaciele buddyjscy, oto myśli, którymi chciałbym się z wami podzielić w tym roku. Spoglądajmy w przyszłość z nadzieją i pogodą ducha. Wesołego ucztowania!

Kardynał Miguel Ángel Ayuso Guixot.

Po chrześcijaństwie, islamie i hinduizmie, buddyzm zajmuje pośród religii świata czwartą z kolei pozycję, jeśli chodzi o liczbę wyznawców. Mimo, że buddyzm nie stał się w ciągu ostatnich dziesięcioleci tak bardzo znany jak hinduizm, to nie pozostał on bez wpływu na ducha i myśl Europejczyków. Towarzystwo Teozoficzne przystosowało idee buddyzmu do potrzeb krajów Zachodniej Europy, co z kolei zaowocowało triumfalnym wkroczeniem tej religii do zachodniej literatury (obecnie także, jak widzimy, do Watykanu i głowy papieża Franciszka).

Wielopostaciowość buddyzmu jest zwodnicza. Buddyzm w samej rzeczy jest ateistyczny. A zatem zbawienie w tej materii zawodzi, brak nauki o usunięciu cierpienia w gruncie rzeczy nie wyjaśnia wielu dylematów życia, otóż istnienie bez Boga nie koniecznie prowadzi do absolutnej znieczulicy, otóż znacznie częściej wprost do osobistej katastrofy. Buddyzm dla wielu stanowi doskonałe uzupełnienie hinduizmu, a oba te nurty czy też religie już mocno zdążyły się zakorzenić w ruchu New Age (to jednak wcale nie przeszkadza papieżowi Franciszkowi.)

Obecnie w dobie szerzącego się ekumenizmu, który wielu nazywa wprost samobójczą drogą hierarchów kościelnych należy jasno napisać, że Kościół powszechny nie zależy od jakiegokolwiek duszpasterza na ziemi, od jakiegokolwiek kapłana, otóż Głową Kościoła jest Jezus Chrystus. A zatem tym bardziej nie jest On zależny od zewnętrznych form ceremonii, monumentalnych katedr, kazalnic, przepięknych szat liturgicznych czy pisząc wprost instytucji finansowych, jakie niestety szerzą się w Kościele Rzymsko Katolickim.

Kościół jest światłością świata i solą tej ziemi i właśnie tego niewidzialnego Kościoła bramy piekieł nie przemogą. Gdyby kapłani zrozumieli lepiej, jaka jest misja apostoła i powiernika prawd pozostawionych przez Jezusa z Nazaretu obecny świat wyglądałby zupełnie inaczej. Niestety chęć zrobienia kariery oraz życia w przepychu rozsadziły wielu kapłanów i hierarchów kościelnych od wewnątrz. Można zapytać czy jest to znak czasu? Sądzimy, że poszerzająca się obłuda i upadek pośród księży zaiste stanowi taki znak.

Skandal stał się faktem… „Dom Rodziny Abrahamowej” w Abu Zabi został ukończony i… „poświęcony”. KOMU??

Skandal stał się faktem… „Dom Rodziny Abrahamowej” w Abu Zabi został ukończony i… „poświęcony”. KOMU??

19 lutego 2023 https://pch24.pl/skandal-stal-sie-faktem-dom-rodziny-abrahamowej-w-abu-zabi-zostal-ukonczony/

W Abu Zabi w Zjednoczonych Emiratach Arabskich zakończono prace nad „Domem Rodziny Abrahamowej”. To kościół, synagoga i meczet, które tworzą wspólny „monoteistyczny kompleks”, mający promować dialog międzyreligijny oraz współpracę wyznawców tak zwanych „religii Abrahamowych” dla dobra światowego pokoju. Inicjatywa jest pokłosiem podpisania przez papieża Franciszka „Dokument o ludzkim braterstwie” w 2019 roku razem z wielkim imamem Uniwersytetu Al-Azhar w Kairze, Ahmedem al-Tayyebem.

—————————-

Idee globalnej współpracy wyrażaną przez „Dom Rodziny Abrahamowej” papież promował również w encyklice Fratelli tutti z 2020 roku, która była adresowana nie do katolików, ale w ogóle do wszystkich „ludzi dobrej woli”.

Kościół, synagoga i meczet są trzema oddzielnymi budowlami. Kościół został już poświęcony; odbyły się też ceremonie inicjacyjne w synagodze oraz w meczecie. Dla odwiedzających całość zostanie otwarta w dniu 1 marca. Podczas odprawianych ceremonii inicjacyjnych przemówienie wygłosił prezydent Zjednoczonych Emiratów Arabskich, gdzie leży Abu Zabi, szejk Mohammed bin Sajid al-Nahjan. Mówił o wzajemnym poszanowaniu oraz różnorodności jako sile gwarantującej postęp. Szejk podkreślał, że ZEA chętnie współpracują z podmiotami z innych kultur; jako przykład podał podpisanie umowy pokojowej z Izraelem w 2020 roku.

Na miejscu obecny był również kardynał kurialny Miguel Angel Ayuso, który podobnie jak szejk jest członkiem Wysokiego Komitetu na rzecz Ludzkiego Braterstwa, inicjatywy mającej promować „Dokument o ludzkim braterstwie” z 2019 roku. Kardynał, który na co dzień pracuje w Watykanie na polu dialogu międzyreligijnego, powiedział, że projekt Domu Rodziny Abrahamowej jest „konkretnym przykładem nawrócenia ku miłości bliźniego ludzi różnych religii, kultur, tradycji i kierunków wiary”.

Od strony architektonicznej za projekt odpowiada sir David Adjaye z Wielkiej Brytanii. Trzy świątynie są do siebie zewnętrznie bardzo podobne. Centrum miejsca stanowi ogród, gdzie znajduje się również muzeum oraz centrum edukacyjne.

W „Dokumencie…” z Abu Zabi z 2019 roku padły słowa, zgodnie z którymi Bóg życzy sobie różnorodności religijnej. Według „Dokumentu…” Bóg miałby pozytywnie chcieć istnienia różnych religii, tak, jak chce istnienia różnych płci, ras czy języków.

Papieżowi Franciszkowi na heterodoksję tego sformułowania zwrócił uwagę jeszcze w 2019 roku bp Athanasius Schneider. Franciszek miał wówczas podczas prywatnej audiencji przyznać, że rzecz można rozumieć heretycko, ale zapewnił, że nie taka była jego intencja. Treści „Dokumentu…” jednak nigdy nie zmieniono.

Z drugiej strony na VII Kongresie Przywódców Światowych i Tradycyjnych Religii w Astanie, gdzie obecni byli zarówno papież jak i wielki imam z Kairu, przyjęto deklarację, która ma podobne brzmienie do tej z Abu Zabi, ale pozbawiona jest sformułowania o heretyckim wydźwięku.

Pozostaje bez odpowiedzi jak można taką inicjatywę jak „Dom Rodziny Abrahamowej” uzgodnić z niezmiennym nauczaniem Kościoła katolickiego. Choć świątynie pozostają odrębne, u postronnego obserwatora siłą rzeczy powstaje wrażenie, jakoby chrześcijaństwo, judaizm oraz islam były trzema równoprawnymi „drogami do Boga”.

Takie przekonanie jest z kolei jednoznacznie heretyckie i było wielokrotnie potępiane przez Kościół, ze szczególną siłą od wieku XVIII, kiedy w świecie Zachodu zaczęto rozpowszechniać oświeceniowe „racjonalistyczne” krytyki religii. Przekonanie o równoprawności różnych religii jest też charakterystyczne dla błędów modernistycznych potępianych w XIX i XX wieku.

Nie da się zaprzeczyć, że „Dom Rodziny Abrahamowej” skutecznie prowadzi do przyjmowania najpoważniejszych błędów. Jeszcze w 2000 roku Kongregacja Nauki Wiary pod kierunkiem kard. Józefa Ratzingera wydała Deklarację Dominus Iesus, w której przestrzegła przed jakimikolwiek działaniami mogącymi choćby «rzucić cień» na naukę Kościoła o jedyności zbawczej Jezusa Chrystusa i Kościoła katolickiego. 

Źródła: PCh24.pl, Katholisch.de, jpost.com Pach

===================================

A poniższe, dla przypomnienia, w ASTANA:

CMENTARZ ŚWIĘTEGO MEDARDA (1). Andrzej Juliusz Sarwa.

CZĘŚĆ DRUGA CYKLU POWIEŚCIOWEGO

Andrzej Juliusz Sarwa

CMENTARZ ŚWIĘTEGO MEDARDA (1).

Człowieka myślącego, postaw no nad grobem

I mów z nim — a następnie, spotkawszy go w tłumie

Maskaradowym, spytaj o rzeczy też same —

Zobaczysz co rozumiał tam — co tu rozumie?…

Cyprian Kamil Norwid

Prolog

Wiosna roku Pańskiego 1315 niczym nie przypominała tej budzącej zawsze radość w sercach pory roku. Zamiast zieleniejących traw i rozchylających się pączków na drzewach i krzewach, zamiast kwitnących leszczyn, wierzb i dereni, ziemię wciąż zalegała warstwa śniegu, szczelnie okrywająca jesienne zasiewy zbóż, którym wzejść nie było dane bowiem zimno i wilgoć sprawiły, iż ziarna obumarły w glebie.

Potem w tę ziemię nasiąkłą niczym gąbka wodą po gwałtownych późnowiosennych roztopach, które wspomogły intensywne ulewy, przez co pola nie miały możliwości, by obeschnąć, chłopi – mimo wszystko – zdecydowali się wsiać ziarna jarych zbóż.

Niestety, opady nie ustały a wręcz przeszły w katastrofalne deszcze. Woda, miesiącami całymi, lała się z chmur dzień w dzień i noc w noc, tak jakby Pan Bóg znów zamierzał ukarać ludzkość potopem. I chociaż rzeki szeroko powylewały, to potopu jednak nie było, albowiem najwyraźniej nie taki był Boży cel. Nie chciał On tym razem grzeszników pogrążyć w topieli, ale ukarać ich głodem…

I na to się coraz bardziej zanosiło, większość bowiem ziaren z jarych zasiewów zgniła tak samo, jak te z ozimych1, a owe, które gdzieniegdzie powschodziły, wypuszczając rachityczne, blade i wybujałe pędy, wymokły, zbrunatniały i obumarły. Niewiele zachowało się płodnych, które wydały nader lichy plon. Pola były puste i wiało od nich rozpaczą. Trawy na łąkach i leśnych polanach straszyły trupią barwą żółtoszarej zieleni… Nawet jeśli je koszono, to siano i tak nie miało jak wyschnąć…

Tymczasem woda wciąż i wciąż spływała z chmur…. bez końca… i zimno było na dodatek, a chłód srożył się taki, jakby to nie była wiosna, a potem lato, lecz nie mający kresu schyłek listopada… Mgły i szarugi zasnuwały świat, pozbawiając ludzi wszelkiej nadziei.

Pszczoły umierały w ulach, nie miały bowiem szans wyfrunąć, aby z kwiatów pozbierać pożytek… Drzewa więc okwitły nie związując owoców i wyciągając tylko niepłodne konary ku niebu w błagalnym geście, jakby o zmiłowanie prosząc. Lecz niebo było głuche nie tylko na ludzkie prośby, ale i na prośby bydlątek i wszelkich żywych stworzeń, i drzew i krzów i ziół i traw…

I nastał rok kolejny, 1316 a nic się nie zmieniało. Zimą bydełko skarmiono resztkami słomy, zrywając ją nawet ze strzech, które pokrywały dachy chat, a potem nie było już nic, prócz kory zdzieranej z drzew po lasach i zagajnikach, czy kłączy trzcin, wygrzebywanych w bagniskach, czym by można napełnić ludzkie i zwierzęce żołądki, iżby choć trochę oszukać głód, bo sytości to nie dawało.

Które bydlątka miały więcej szczęścia i jakoś doczekały wiosny, teraz masowo żegnały się z życiem… Krowy, owce i kozy zdychały na martwych pastwiskach, świnie przy pustych korytach, zwierz dziki na wygniłych polanach leśnych, konie padały, ciągnąc resztkami sił wozy, wyładowane trupami pomarłych z głodu ludzi… niepomiernie rozrastały się cmentarze…

Głodującym chleb śnił się po nocach, tak tęsknili za jego smakiem. Zjadano wszystko, cokolwiek nadawało się, albo i nie nadawało zbytnio, do przełknięcia. Zjadano kłącza wielu roślin, ich pączki, młode listki, miękisz i miazgę łyka wydzierane spod zdrewniałej kory brzóz, lip, sosen, klonów…

Ale to tylko wczesną wiosną, kiedy można jeszcze było je strawić. A potem? Zaczęto pożerać nawet trupy zwierząt padłych z głodu i wycieńczenia, a gdy również ich nie stało, przekroczono ostatnią czerwoną linię, posuwając się aż do kanibalizmu. Najpierw zjadano ciała zmarłych w naturalny sposób, niektóre skrycie wykopując z grobów… Rodzice pożerali dzieci, a dzieci rodziców – w zależności kto pierwszy pożegnał się z życiem. Aż wreszcie poczęto mordować żywych, aby ich ciała ugotować i zjeść…

I tak przeminął rok 1316. Nastał rok kolejny, 1317, rozpacz granicząca z obłędem ogarnęła tych, co jeszcze żyli, albowiem najpierw nieustannie śnieg osypywał się z nieba, a wiosną, gdy stopniał, nastały katastrofalne ulewy i powodzie. Zdawało się, że wszyscy umrą, że już nikogo głodowa śmierć nie oszczędzi.

Głód zdusił – przynajmniej na jakiś czas – pychę, która się wcześniej zagnieździła w sercach ludzkich. Ci, którym się zdawało, że są nieomal bogami, nagle odkryli, że są niczym, garstką smarków, iż wartają mniej niż spleśniała skórka chleba, czy nadgniła rączka dziecka wygrzebana z grobowej jamy i opieczona nad ogniskiem ze świerkowych szyszek, by choć na tyle złagodzić fetor, iżby dało się ją obgryźć do czystej kości i jeszcze wyssać z niej szpik… by chociaż odrobinę się nasycić…

Pomilkli ci, co śmiali się w głos i spokornieli wszyscy ci, co wcześniej byli tak dumni, bo krwawiły im serca, a jednocześnie ślina im ciekła do ust, gdy spoglądali, na wykrzywione płaczem buzie swoich strupieszałych dzieci słuchając zawodzeń i łkań: „Och mamo, och tato, nie oddajcie mnie śmierci głodowej…” Lecz ojciec, lecz matka zaciskali palce na rękojeściach noży, a gdy dziecięcy skowyt cichł, ćwiartowali wynędzniałe ciałka i gotowali z nich rosół…

Aż oto, późną wiosną, plaga zimna i dżdżów niosąca ze sobą potworny głód ustała. Znów było ciepło, znów słońce grzało swymi błogosławionymi promieniami i znów można było zacząć uprawiać pola. Po dwu latach nareszcie doczekano się zbiorów! Może niezbyt obfitych, niemniej jednak widmo śmierci głodowej w mękach i rozpaczy skryło się gdzieś, het! daleko! w niedostępnej głuszy, w mrocznych puszczańskich ostępach, w górskich rozpadlinach, w których nigdy jeszcze nie stanęła ludzka noga, a i dziki zwierz się nie zapuszczał strachem zdjęty.

Diabeł zdjął swą ciężką stopę z ludzkiej piersi, poluzował trochę i pozwolił złapać oddech. Lecz chociaż uznano rok 1317 za pomyślny, to musiało minąć jeszcze blisko osiem lat, nim się Europa jakoś z grubsza pozbierała i zaczęto żyć w miarę normalnie.

Plaga głodu zabiła blisko czwartą część ludności miast i więcej niż dziesiątą część wieśniaków… Liczba trupów szła w setki i setki tysięcy…

Ale owa plaga głodu zabiła też w wielu duszach ludzkich bezkrytyczną wiarę w prawdy wiary głoszone przez Kościół katolicki i jego hierarchów, bo Pan Bóg nie wysłuchiwał modłów ni wiejskich plebanów, ni bogato odzianych biskupów, ni spasionych opatów, ni zasuszonych mniszek… Więc prosty człowiek, patrząc na to, musiał dojść do jedynego logicznego wniosku – widać to nie owe osoby były miłe Bogu…

A skoro nie one to kto? I poczęto się rozglądać za innymi nauczycielami i pasterzami. Za takimi, którzy się jeszcze w ludzkich oczach nie skompromitowali pychą, pogardą dla tych, co w hierarchii społecznej stali niżej i na razie nie grzeszyli lekkim a wystawnym życiem…

* * *

I ludziom się zdało, iż to już koniec plag, że już odpokutowali za wszystkie swoje błędy i przewinienia, a nawet tym, którzy przeżyli, na tyle przybyło na wadze, iż mogli udźwignąć miecze! A poza tym od owych strasznych dni minęło dwadzieścia lat!… czyli całkiem wystarczająco by wspomnienia zblakły, by i zatarł się strach… więc… powrócili do dawnych grzechów… wszak ku nim pchała ich skażona natura…

Chciwość i pycha i żądza władzy na nowo ich zatem przywiodły do mordów i okrucieństw, do nowej wojny, do wojny stuletniej, jaka wybuchła między Anglią i Francją, a toczyła się w latach 1337-1453, kończąc się nie tylko zubożeniem Zachodu, lecz i upadkiem Konstantynopola, któremu ani nie miał kto, ani też nikt nie chciał ruszyć na ratunek. Muzułmanie dopięli wreszcie swego i zajęli kęs Europy, który aż po dziś dzień trzymają w łapach.

Próbował Pan Bóg pohamować te mordercze żądze chciwych władców i ich armii, zsyłając w roku 1347 kolejną plagę, plagę śmierci czarnej, która, poczynając od Konstantynopola na Wschodzie, i Sycylii na Zachodzie wdarła się na nasz kontynent, obejmując go cały, z jedną, jedyną obszerną wyspą, z Polską2, którą ta zaraza ominęła… podobnie, jak wcześniej większą jej część ominął głód… I nie ma na to żadnego logicznego wytłumaczenia

Lecz czarna śmierć nadeszła i odeszła, zbierając horrendalne żniwo w postaci połowy ludności Europy i blisko stu milionów istnień ludzkich – na olbrzymim obszarze: od wybrzeży Morza Żółtego na Wschodzie, po wybrzeża Atlantyku na Zachodzie. Nie przyniosła wszakże otrzeźwienia. Wojna stuletnia toczyła się nadal. I nie powstrzymała jej nawet męczeńska śmierć Dziewicy Orleańskiej – Joanny d’Arc, śmierć na stosie wzniesionym na rozkaz dostojników kościelnych, nad którymi dzierżyli władzę papieże awiniońscy niby to następcy św. Piotra a tak naprawdę marionetki w rękach władców Francji, na której terenie rezydowali od 1305, do czasu, gdy Grzegorz XI nie powrócił był do Rzymu w roku 1377. Niestety zaraz zmarł, a po jego śmierci zaczęły się walki pomiędzy zwalczającymi się stronnictwami o sukcesje po nim. Powstała wówczas tak zwana Wielka Schizma Zachodnia, podczas której w okresie od 1378 do 1415 za papieży uważało się wielu biskupów – byli to: awiniońscy – Klemens VII i Benedykt XIII, rzymscy – Urban VI, Bonifacy IX, Innocenty VII i Grzegorz XII, pizańscy – Aleksander V i Jan XXIII, wreszcie, jeszcze później, już po 1415 roku, bazylejski Feliks V, czy takie drobinki „pomniejszego płazu” jak rodezki Bernard Garnier, który przeniósł „stolicę apostolską” z Awinionu do Rodez i przyjął imię Benedykta XIV, czy wreszcie peniscoliański Gil Sanchez Muñoz y Carbón, który się nazwał Klemensem VIII.

Dostojnicy kościelni gryźli się o urzędy niczym psy o szpikową kość, a zwykli wierni umęczeni głodem, wojną i czarną śmiercią, śpiewając suplikacje od powietrza, głodu, ognia i wojny wybaw nas Panie… oczekiwali na zjawienie się jakiegoś sługi Bożego, którego niebo ześle, aby poprostował pokrzywione ścieżki i poprowadził ich ku zbawieniu…

I taka epoka wkrótce miała nadejść. Nowa epoka, w której jęli się objawiać rzekomi wysłannicy Boży, chociaż bynajmniej nie ku Bogu ostatecznie popchnęli wypatrującą i łaknącą dobra, miłości i sprawiedliwości ludzkość…

Lecz nadchodzącą epokę wieszczył nie tylko kryzys władzy świeckiej i kościelnej, ale także coraz śmielsze i coraz bardziej jawne odradzanie się dawnych kultów, gdzie miejsce pogańskich bożków zajął Szatan i jego aniołowie…

Jednocześnie wszelako kryzys wiary sprawił, iż pojawili się kacerze na miarę Wiklifa i Husa, którzy przygotowali glebę naukom Lutra i jego naśladowcom, którzy to wzięli sobie za cel zreformowanie Kościoła…

Doktor Luter… ze swoim zbawieniem z wiary… z łaski… A po nim przepychanki, utarczki i walki… gruntownie przecież przeorał umysły i serca, przygotowując, jak się potem okazało, glebę pod nowy zasiew… innego gatunku ziarna… I pokazał, że można inaczej… niekoniecznie tak jak nakazuje papież… Bo i kimże ten papież tak naprawdę był?… Bo papiestwo wtenczas mocno potaniało…

I tak to się toczyło…

Po lutrowym zaś kacerskim zamęcie stary świat ostatecznie odchodził w niebyt. Nieuchronnie nadciągało nowe. Można rzec, zachodziła jakowaś transmutacja. Nie, nie o alchemiczną transmutację tu chodziło… a może i o alchemiczną? Tyle że na wyższym poziomie, bo duchowym? Unus Mundus. O to tu szło. Uświadomić nareszcie ludzkości, że wszystko się bierze z tego samego źródła i do niego powraca.

I dopiero wtedy, po zrozumieniu owej niesłychanie ważnej kwestii, będzie można przystąpić do realizacji drugiego etapu tejże transmutacji, etapu, w którym wszelkie podziały zostaną uleczone, ustanie dualizm, a człowiek podzielony na indywidualne, odrębne od siebie byty, stanie się unus vir – jednym człowiekiem i zespoli się z anima mundi – duszą świata, która, jak to się zdawało starożytnym, przenikała go co prawda i ożywiała, ale teraz stanie się z nią i w niej jednością. Czy zachowa samoświadomość? Oby nie! Oby się rozpłynął w bezkształtnej masie złożonej co prawda z jednostek, ale niezdolnych funkcjonować samodzielnie. Niczym żywy organizm składający się z pojedynczych komórek, a z których przecie żadna nie jest zdolna samoistnie, autonomicznie funkcjonować w oderwaniu od reszty.

A potem?

Nieporządki we Francji…

Och… Francja…

Ziemia nowych/starych idei…

Odrażających rytuałów…

Ziemia mszy czarnych…

Trucicieli i czarowników…

Bluźnierczych monarchów…

Monarchów rozwiązłych…

Krwi i łez ich i ich ofiar…

Objawień…

Oferty Bożego miłosierdzia

Pogardliwego ich odrzucenia…

Obietnic…

Kłamliwych…

Nieszczerych…

Niespełnionych…

Najstarsza córa Kościoła… pierwsza córa Szatana?…

Takie to myśli tłukły się niektórym zatroskanym o losy ludzkości… bo w coraz ciemniejszych barwach je postrzegali… w coraz ciemniejszych…

Tymczasem bieg wydarzeń posuwał się naprzód popychany w jakieś pokrętne łożysko, którym rwała szeroką strugą brudna, pełna szlamu i nieczystości woda, w łożysko o brzegach oślizgłych i poobrywanych, z którego trudno się było wydostać, bo ani nogi wesprzeć, ani palców zaczepić, więc ludzkość pogrążała się w tej błotnistej topieli, a nurt niósł ją, kędyś hen… ku mrocznym wodom skrytym za rozświetlonym krwawą zorzą horyzontem… ku spełnieniu tego, co musiało się spełnić… bo taka była wola tych, których nurt ów porwał, może nie przez wszystkich i nie do końca w pełni wolna i uświadamiana, ale owemu Losowi wystarczy i zgoda częściowa, a niekiedy nawet domniemana…

* * *

Papież Pius V3, który w spadku po poprzednikach dostał postanowienia Tridentinum4 i starał się jak mógł wprowadzić w życie postanowienia soboru, nie był jednak w stanie odwrócić wszystkiego, co już się stało… i zapobiec temu, co stać się dopiero miało…

I nie odwrócił… i nie zapobiegł…

=-=================-===============-=

Książkę w wersji papierowej można, klikając w poniższy link, kupić tu:

https://ksiegarnia-armoryka.pl/Cmentarz_Swietego_Medarda_Andrzej_Juliusz_Sarwa.html

1Zasiewy: jare – wiosenne, ozime – jesienne.

2Poza Polską i w porównaniu z nią były jeszcze mikroskopijne enklawy w Czechach, Saksonii, w okolicach Brugii, Mediolanu i w wysokich partiach Pirenejów.

3Urodzony w 1504 roku, zmarły w roku 1572; papież w latach 1566-1572.

4Concilium Tridentinum – Sobór Trydencki (1545-1563).

Ciągle aktualny plan dla Polski: Jednomandatowe Okręgi Wyborcze. Polityk, to ten, kto dzieli publiczne pieniądze.

Ciągle aktualny plan dla Polski: Jednomandatowe Okręgi Wyborcze.

Polityk, to ten, kto dzieli publiczne pieniądze.

Jerzy Przystawa, marzec 2012

Obóz protestu

Polska, a w szczególności Warszawa, od lat jest świadkiem nasilających się protestów najróżniejszych grup zawodowych i związków. Chyba poza bankierami i zawodowymi politykami protestowali już wszyscy. Jedni głośniej, inni ciszej, jedni spokojnie maszerowali, inni szli z hałasem i dymem palonych opon samochodowych i kubłów ze śmieciami. W ogromnej większości były to i są protesty o charakterze egzystencjalnym: protestujący stwierdzają, że pieniądze publiczne są źle dzielone, w związku z tym szwankują wszelkie służby publiczne, a kolejne grupy zawodowe popadają w biedę, nie będąc w stanie ani wykonywać należycie swoich obowiązków, ani nawet zarobić na swoje utrzymanie. Poruszające były też manifestacje protestu o charakterze nie egzystencjalnym lecz politycznym, w tym, w pierwszym rzędzie, w związku z Katastrofą Smoleńską czy Marsze Niepodległości.

 Ogólną cechą tych wszystkich akcji protestacyjnych jest to, że są to akcje rozłączne, angażujące w różnym stopniu różne grupy zawodowe i społeczne, nie wywołujące – każda z osobna – większego rezonansu społecznego. I nie mogą one takiego rezonansu wywołać, gdyż stanowią front walki o interesy szczegółowe, a więc nie posiadają potencjału umożliwiającego zaangażowanie szerokich warstw społecznych. Stoczniowcy mało obchodzą dzisiaj górników, i vice versa, rolnicy i lekarze ambiwalentnie odnoszą się do jednych i drugich itd., itp. Społeczeństwo jest podzielone, po roku 1989, po rozbiciu NSZZ Solidarność, zabrakło idei, organizacji i struktur, które mogłyby te różne części Polski scalić ponownie i utworzyć z nich siłę, będąca w stanie przeciwstawić się globalnym planom politycznym, dla których podmiotowość Polski i Polaków może być jedynie kłopotem i zagrożeniem. Wygenerowana w trakcie umów – nazwijmy je umownie Umowami Okrągłego Stołu – klasa zawodowych polityków, otrzymała zadanie dopasowania naszego kraju do tych globalnych planów, pilnowania i pacyfikowania odruchów społecznego protestu. I to zadanie, od 23 lat, z pomocą wszystkich wielkich tego świata, skutecznie wykonuje. Ta skuteczność jest możliwa dzięki ciągłemu kredytowaniu zewnętrznemu, które wpędziło Polskę w pętlę gigantycznego zadłużenia, ale pozwalało na utrzymywanie jako-takiego „pokoju społecznego”, nie dopuszczając do zbyt gwałtownego wybuchu niezadowolenia, takiego, jak np. w Grecji czy na Węgrzech.  

Aby przeciwstawić się planom globalnym, aby uzyskać podmiotowość Polski i Polaków w europejskich i światowych rozgrywkach, konieczna jest idea jednocząca, ponad wszelkimi interesami partykularnymi poszczególnych grup społecznych, idea, która jest do przyjęcia i akceptacji dla wszystkich, idea, która nikogo nie antagonizuje, ale której realizacja wychodzi naprzeciw słusznym oczekiwaniom społecznym. Naturalnie, ta idea musi mieć w sobie potencjał dający nadzieję na zrealizowanie tego ambitnego, antyglobalistycznego zamiaru: przywrócenia Polsce miejsca podmiotowego w polityce międzynarodowej.

W tym Obozie Protestu pojawił się ostatnio na scenie politycznej podmiot aspirujący do zdominowania tej sceny i przejęcia niekwestionowanego i wyłącznego przywództwa. Jest nim partia Jarosława Kaczyńskiego, Prawo i Sprawiedliwość. Uchwała Komitetu Politycznego tej partii z dnia 21 marca 2012 oświadcza:

 „Jedynym ugrupowaniem, zdolnym przeciwstawić się planowemu osłabianiu polskiego państwa i demoralizowaniu jego obywateli, jest Prawo i Sprawiedliwość, które scala różne prawicowe oraz centrowe nurty i środowiska. Tylko skupienie się wokół PiS wszystkich, których łączy troska o pomyślną przyszłość niepodległej Polski, gwarantuje możliwość uzyskania realnego wpływu na funkcjonowanie państwa. Łudzenie wyborców mirażami personalnych przetasowań przez grupy, które nie mają szans na wejście do Parlamentu, szkodzi sprawie zwycięstwa prawicy… Wymaga tego dobro Ojczyzny, które musi być traktowane jako ważniejsze od osobistych interesów i ambicji. Tworzenie organizacji, działających na marginesie politycznych wydarzeń, ale uszczuplających elektorat prawicy choćby o ułamki procentów, jest szkodliwe i służy przeciwnikom Polski silnej, dostatniej, sprawiedliwej i liczącej się w świecie. Kto się na taki krok decyduje nie będzie mógł w przyszłości liczyć ani na zapomnienie błędów, ani na kandydowanie z list Prawa
i Sprawiedliwości. Polska potrzebuje zwycięstwa prawicy. Zwycięstwo zapewnić może jedynie Prawo i Sprawiedliwość. To zwycięstwo nastąpi tym szybciej, im więcej sił skupi się we wspólnym wysiłku.”

Oczywiście, PiS i Jarosław Kaczyński nie jest jedyną partią, ani ugrupowaniem politycznym, aspirującym do ogólnonarodowego przywództwa i domagającym się zjednoczenia wszystkich pod wywieszonym przez nich sztandarem. Przypisuję tej partii miejsce szczególne, ponieważ jest to dzisiaj najsilniejsza partia polityczna, opozycyjna wobec koalicji rządzącej, dysponująca aktualnie 30% mandatów poselskich i nie ukrywająca, że jej celem jest przejęcie władzy w Polsce i to na zasadzie wyłączności. Posługuje się ona sprytną socjotechniką, która wszystkich Polaków, nie zgadzających się z Jarosławem Kaczyńskim brutalnie spycha „na miejsce, na którym stało ZOMO”, przypisując im złe, antypatriotyczne i antypolskie intencje, a nawet więcej: zdradę interesów narodowych.

Propozycja Jarosława Kaczyńskiego nie jest interesująca

Powód jest bardzo prosty: Jarosław Kaczyński jest politykiem Magdalenki i Okrągłego Stołu, pozostającym w najwyższych strukturach władzy nieprzerwanie od roku 1989, także jako premier rządu polskiego, którego brat sprawował może nawet jeszcze wyższe urzędy i godności, z Urzędem Prezydenta RP włącznie. Z tych powodów nie jest wiarygodna jego argumentacja, stosowany wobec nas szantaż – „staliście tam, gdzie stało ZOMO” – ani nie jest wiarygodny on sam, jako przywódca antyglobalistycznego protestu Polaków. Ciąży na nim bowiem odpowiedzialność nie tylko za okres rządzenia Polską z pozycji premiera, ale, a la longue, współodpowiedzialność za wszystko to, przy czym współuczestniczył od roku 1989. Nie można wykluczyć, że Jarosław Kaczyński jest dzisiaj innym politykiem niż ten z ostatniej dekady ubiegłego wieku, ale, żeby nas o tym przekonać, zamiast szantażować nas piętnem zdrady interesów narodowych, powinien raczej złożyć jakąś samokrytykę, wskazać wyraźnie co w jego działaniach politycznych tych 23 lat było złe i szkodliwe dla Polski, co dzisiaj odrzuca i dlaczego. Zamiast takiej samokrytyki, tak jak zawsze do tej pory, domaga się od nas podporządkowania i bezdyskusyjnego przyjęcia jego wykładni politycznej. Nie sądzę, żeby była to, na dłuższą metę, droga właściwa.

Gdzie więc jest klucz, gdzie szukać skutecznego planu dla Polski?

Jako inicjator, przed 20 laty, Ruchu Obywatelskiego na rzecz Jednomandatowych Okręgów Wyborczych, z satysfakcją i przyjemnością pragnę w tym miejscu przywołać Uchwałę Katowickiej Okręgowej Rady Adwokackiej z dnia 22 marca 2012. Adwokaci stwierdzają w niej:

Zawód polityka stał się zawodem zamkniętym dla aktywnych społecznie obywateli. Ukształtowany system partyjny skutecznie wyeliminował możliwość wpływu na rządy w państwie dla rzeszy osób nie związanych z kastą politycznych „celebrytów”, monopolizującą życie polityczne ostatniego dwudziestolecia.

Nie jest to zgodne ani z zasadami demokracji, ani z interesem państwa. Gry wewnątrzpartyjne często bowiem powodują, że eksponowane stanowiska w państwie obejmują ludzie jawnie niekompetentni a dorosłych obywateli pouczają osoby, które same niczego nie osiągnęły we własnym życiu zawodowym.

Dlatego uznajemy, że argumentacja, związana z postulatem tzw. deregulacji winna mieć w pierwszym rzędzie zastosowanie do grupy zawodowych polityków.

Z powyższych względów postanawiamy poprzeć działania, służące realizacji postulatów, niezbędnych dla deregulacji zawodu polityka w Polsce. Są nimi:
– zmiana ordynacji wyborczej do Sejmu i Senatu poprzez wprowadzenie okręgów jednomandatowych,
– zmiana ordynacji wyborczej do Sejmu i Senatu poprzez ograniczenie minimum liczby podpisów osób, popierających kandydata do 500.”
 

Deregulacja zawodu polityka: kto to jest polityk?

Najprostsza i najbardziej właściwa odpowiedź na to pytanie jest taka:

polityk, to ten, kto dzieli publiczne pieniądze

Z tej definicji polityka wynika od razu najważniejsza rola Sejmu w strukturze władzy państwowej: to w Sejmie dzielone są publiczne pieniądze, to tam uchwala się Budżet Państwa, to tam muszą być uwzględnione wszystkie słuszne oczekiwania różnych grup społecznych i zawodów. Rząd i jego struktury, administracja państwowa, mają jedynie sprawnie wykonywać wolę Sejmu.

Komu normalni ludzie powierzają swoje pieniądze? Jakim kryteriom muszą odpowiadać ci, którym przyznamy prawo dysponowania naszymi pieniędzmi?

Oczywiste jest, że muszą to być ludzie, do których mamy zaufanie. Żaden normalny człowiek nie powierzy swoich pieniędzy komuś, kogo nie zna, albo komu nie ufa. Z tego wynika, że aby komuś zaufać trzeba go najpierw znać.

Jak wygląda Sejm Rzeczypospolitej, jeśli popatrzymy nań przez lupę takiego kryterium? Jacy ludzie w nim zasiadają?

Zadałem sobie trud przejrzenia poparcia, jakiego udzielili wyborcy posłom obecnej Kadencji Sejmowej.

Na 460 zasiadających w tej Izbie posłów 297, a więc 65%, nie uzyskało poparcia nawet 2% wyborców w ich okręgach wyborczych, a więc nie uzyskało nawet poparcia 1 na 50 wyborców! 85 z nich, a więc prawie 20% całej Izby nie przekroczyło poparcia 1%, a więc 1 na 100 wyborców!

Np. wicemarszałek Sejmu, p. Wanda Nowicka, uzyskała w wyborach zaledwie 7065 głosów, a więc znacznie poniżej 1% wyborców. Nie wiele więcej uzyskał inny wicemarszałek, p. Grzeszczak, bo aż 9648, czyli 1,3% . Natomiast zaledwie 6 posłów (dosłownie: sześciu!) może się pochwalić poparciem przekraczającym 10% wyborców w ich okręgach wyborczych.

Wśród tych 6 nie ma nawet liderów partii politycznych, które od roku 1989 nieprzerwanie zasiadają w Sejmie i sprawujących urzędy premierów: Waldemar Pawlak uzyskał zaledwie 3,2%, a Leszek Miller jeszcze mniej, bo tylko 2,4% głosów wyborców.

Liczby te nie są wyjątkowe: podobnie było we wszystkich poprzednich kadencjach od roku 1991, czyli od tzw. pierwszych prawdziwie demokratycznych wyborów w RP.

 Ale czy faktycznie: czy od roku 1991 mamy w Polsce do czynienia z prawdziwie demokratycznymi wyborami?

Przede wszystkim nie mamy podstawowego prawa obywatelskiego, jakim jest nieskrępowane prawo kandydowania w wyborach powszechnych, czyli tzw. biernego prawa wyborczego. Szkoda, że od wyartykułowania tego zarzutu uchyliła się ORA, która wymienia tylko ograniczającą nasze bierne prawo wyborcze absurdalnie wysoką liczbę podpisów. Bo nie tylko o liczbę podpisów tu chodzi. Ale jest faktem, że gdy obywatelowi Wielkiej Brytanii (Kanady czy USA) wystarczy kilka, nie więcej niż 10-15 podpisów do zarejestrowania swojej kandydatury, to w Polsce ta liczba urasta do absurdalnego wymogu co najmniej 110 tysięcy, bez której nie podobna zarejestrować ogólnopolskiego komitetu wyborczego, a w konsekwencji niemożliwe staje się przekroczeniu progu 5% poparcia.

 Po drugie: od czasów Lenina znane jest powiedzenie „nie ważne, jak kto głosuje, ważne jest, kto liczy głosy?” Kto liczy głosy w Polsce, a kto liczy w głosy np. w Anglii czy Kanadzie? TUTAJ od liczenia głosów są niezliczone komisje wyborcze, obwodowe, okręgowe i centralna, które wielokrotnie liczą, przeliczają, przesyłają tam i na powrót poza wszelką kontrolą społeczną, za zamkniętymi drzwiami, przez które zwykły wyborca nie ma wstępu. Wybory urządza administracja i tylko ona te wybory organizuje i kontroluje. 

TAM nie ma żadnych komisji wyborczych, ani obwodowych, ani okręgowych, ani centralnych: tam wyborcy SAMI organizują wybory, sami liczą głosy i sami cały przebieg wyborów kontrolują. Oni też ogłaszają kto te wybory wygrał i kto otrzymuje mandat do ich reprezentowania, komu powierzają prawo dzielenia ich pieniędzy. Nie uzgadniają tego z żadnymi instancjami, ani na górze, ani na dole. W takim systemie nie jest możliwe jest, żeby marszałkiem Sejmu był nie wiadomo kto, bo kandydat na marszałka musi najpierw zdobyć większość głosów wyborców w swoim okręgu wyborczym (mandat do dzielenia publicznych pieniędzy!), a potem uzyskać bezwzględną większość głosów członków parlamentu w tajnym głosowaniu! Będzie to więc prawdziwie osoba autentycznego zaufania społecznego, a nie partyjna wydmuszka za nie wiadomo jakie zasługi i dla kogo?

Polska może stać się podmiotem politycznym w polityce światowej dopiero wtedy, gdy nasze, polskie pieniądze, dzielić będą ludzie cieszący się naszym zaufaniem, wyrażonym w prawdziwie demokratycznych powszechnych wyborach. Wtedy także nasze protesty niezadowolenia będą miały rzeczywistych, odpowiedzialnych przed nami adresatów. System, który nam zafundowano, jak pisał filozof polityki Karl Popper: „odziera posła z osobistej odpowiedzialności i czyni zeń maszynkę do głosowania, a nie myślącego i czującego człowieka”. Kierowanie naszych protestów i żałob do maszynek do głosowania urąga zdrowemu rozsądkowi i prowadzi donikąd.

Jose Ortega y Gasset, inny światowej sławy filozof polityki, pisał: „zdrowie każdej demokracji zależy od jednego drobnego szczegółu technicznego: od procedury wyborczej. Gdy procedura ta jest właściwa, wtedy wszystko działa jak należy. Gdy procedura ta jest niewłaściwa, wtedy wszystko się wali, nawet gdyby inne instytucje działały bez zarzutu”.

W Polsce wszystko się wali. Czas pójść po rozum do głowy. Trzeba się uporać z ordynacją wyborczą do Sejmu.

(*) Wystąpienie na Kongresie Protestu, Warszawa, 31 marca 2012

Bez Polaków nie byłoby Noworosji.

https://salontradycjipolskiej.pl/polacy-i-noworosja/

Wywiad z dr-em Aleksandrem Wasiliewem przeprowadzony przez Mateusza Piskorskiego.

Mateusz Piskorski: Czy mógłby Pan wyjaśnić polskim Czytelnikom, czym jest Noworosja? W Pańskich wykładach porównuje ją Pan z Ameryką, Dzikim Zachodem, na który trafiali ludzie pasjonarni, awanturnicy, przedsiębiorcy, a nawet aferzyści, którzy tam się realizowali. Gubernia noworosyjska pojawiła się w 1764 roku, w czasach panowania Katarzyny II. Stało się to prawie 30 lat przed drugim rozbiorem Rzeczypospolitej, w wyniku którego Imperium Rosyjskie przejęło Prawobrzeżną Ukrainę, i 250 lat przed powstaniem na południowym wschodzie Ukrainy (w Noworosji), które znane było jako rosyjska wiosna.

Dr Aleksander Wasiliew: Nazwa „Noworosja” wprowadzona została przez Katarzynę II. Jej dworzanie, którzy pracowali nad projektem nowej jednostki terytorialnej na południowym zachodzie Rosji, zaproponowali nazwanie jej „Prowincją Jekaterińską”, lecz caryca osobiście, ręcznie dopisała na dokumencie adnotację, że trzeba nazwać ją „Noworosją” i „Gubernią Noworosyjską”. Pojęcie to porównać można z Nową Anglią w Ameryce Północnej, na wybrzeżu atlantyckim, czyli terenami pierwszych angielskich kolonii, jakie się tam pojawiły. Na północ od nich pojawiła się z czasem Nowa Francja, terytorium dzisiejszej Kanady. Obecnie znamy ten region jako Quebec, ale wtedy nazywano go właśnie Nową Francją.

Rzymianie nazywali Szkocję Nową Kaledonią…

– Tak, i Nowa Kaledonia. W tym samym szeregu jest i Noworosja, bo jeśli spojrzymy na wszystkie języki europejskie, to nazwa ta oznacza po prostu „Nową Rosję”. Co więcej, w wielu rosyjskich tekstach z XVIII wieku pojawia się właśnie to ostatnie określenie. Terminologię tą zrodził Nowy Świat, Mundus Novus. Zaczęto go dzielić na podmioty narodowe. Rosjanie weszli w posiadanie terenów, które trzeba było zagospodarować i ucywilizować, jako jedni z ostatnich.

Dla Polski Katarzyna II jest postacią negatywną, lecz usprawiedliwia ją to, że tak naprawdę nie zależało jej specjalnie na ekspansji na zachód, a jeden z twórców Noworosji, jej faworyt, książę Grigorij Potiomkin, wybitny rosyjski polityk, uważał, że Rzeczpospolitej w ogóle nie powinno się dzielić, lecz ją zachować. Wystarczyłoby, żeby powstał tam układ polityczny sprzyjający Rosji, nie dopuszczający do prześladowań religijnych prawosławnych. Jeżeli przestrzegano by praw prawosławnych, nie byłoby powodu do ingerencji.

Rosja postrzegała się jako obrończyni prawosławnych, a Prusy – protestantów. Do Noworosji dotarły najbardziej postępowe rozwiązania społeczne, technologie i najaktywniejsi ludzie. Poza tym, takie miejsca zawsze przyciągały obcokrajowców, którzy chcieli zrobić karierę, albo po prostu zajmować się perspektywicznym biznesem. Na ziemiach tych osiedlali się przybysze z Niemiec, Szwajcarii, również z Francji (po Wielkiej Rewolucji Francuskiej).

Z Bałkanów.

– Oczywiście – z Serbii, Grecji, Albanii, Wysp Egejskich. W tym procesie kolonizacji Noworosji udział wzięli również Polacy. Bez nich trudno wyobrazić sobie zagospodarowanie tych terenów i, gdy tylko stało się to możliwe, po rozbiorach Rzeczypospolitej, część szlachty, która znalazła się na terenach wcielonych do Rosji, uzyskała możliwość włączenia się do imperialnego projektu.

Na przykład, nad Morzem Czarnym, w obwodzie chersońskim znajduje się niewielkie miasto Skadowsk. Obecnie jest ono pod kontrolą Rosji. To port. Jego nazwa pochodzi od rodziny polskich przedsiębiorców Skadowskich, którzy założyli jeden z pierwszych w Chersoniu domów handlowych. Prowadzili bardzo intensywną działalność gospodarczą na tych terytoriach.

Porty noworosyjskie były dla polskich towarów, przede wszystkim rolnych i surowców, bramą na rynki południowe. Od tamtej pory eksportowano je nie tylko Bałtykiem przez Gdańsk, ale też przez Chersoń. Ludzie, którzy przyjeżdżali do Noworosji, by robić tam interesy, stopniowo się tam osiedlali, bo większość z nich była pochodzenia szlacheckiego. Mogli władać tam ziemią, zasiedlać na nich chłopów, stając się w ten sposób miejscowymi ziemianami.

Warto powiedzieć, że polscy ziemianie w Noworosji, może nie ilościowo, ale z uwagi na swoją pozycję społeczną, stanowili dość znaczącą warstwę. To bardzo ciekawe procesy. Każde tego typu terytorium Nowego Świata, jak choćby Stany Zjednoczone, staje się zawsze takim tyglem. Ściągają tam ludzie różnych narodowości, mający pewne wspólne ramy kulturowe; w Ameryce była to kultura brytyjska i język angielski.

Dla Noworosji ramy wyznaczała kultura i środowisko rosyjskie. Wielu Polaków, choć nie wszyscy, mocno się zasymilowało. Zazwyczaj była to szlachta małorosyjska, która u progu Nowożytności, w XVI-XVII wieku spolonizowała się i przeszła na katolicyzm. W Noworosji nastąpił jej powrót do prawosławia.

Dobrym przykładem był tu Apollon Skałkowski, historyk. Nazywano go „Herodotem Noworosji”, uznaje się go za pierwszego (choć to nie do końca prawda) autora odrębnego dzieła o historii tych ziem. Urodził się na Wołyniu i choć był bez wątpienia uczonym rosyjskim, zostało w nim coś z tożsamości polskiej. Na przykład, nie znosił hajdamaków, którzy dokonali w Humaniu rzezi na Polakach i Żydach. Krytykował go za to Szewczenko, który pochwalał tą rzeź. Ale już Mickiewicz dedykował Skałkowskiemu wiersze.

Byli jednak i tacy, którzy pozostawali Polakami, zachowywali polską kulturę i język. Można wymienić kilka przykładów. Wszyscy znają powieść Antona Czechowa Step. Czechow pochodził z Taganrogu, miasteczka na północno-wschodnim brzegu Morza Azowskiego, które wchodziło wówczas w skład guberni jekaterinosławskiej. Akcja książki toczy się we wschodniej części Noworosji. Czyli w zasadzie na obecnym Donbasie, przed jego industrializacją. Istnieje już pierwsza fabryka w Juzuwce (obecny Donieck), od czasów Katarzyny II działa inna fabryka w Ługańsku, ale intensywnego uprzemysłowienia jeszcze nie było. To ostatnia dekada przed powstaniem przemysłu. Donbas jest wtedy przede wszystkim terenem rolniczym, pastwiskowym.

W powieści jedną z charakterystycznych postaci jest piękna i bogata polska ziemianka, hrabina Dranicka, i zarządca jej majątku Kazimierz, też Polak. Step to przekrój rożnych warstw Noworosji. Są tam charakterystyczni Żydzi, rosyjski ziemianin, małorosyjscy chłopi, są Wielkorusini, staroobrzędowcy. To ilustracja wiejskiego życia Noworosji z dala od ośrodków miejskich Imperium Rosyjskiego. W tej galerii osobowości polska ziemianka zajmuje miejsce całkiem naturalne. Wszystko dzieje się na wschodzie Noworosji, na granicy z ziemiami Wojska Dońskiego.

I jeszcze jeden przykład z klasycznej literatury rosyjskiej: główny bohater Wędrowca urzeczonego Nikołaja Leskowa w czasie swych podróży trafia do Nikołajewa, gdzie podejmuje pracę jako guwerner dziecka polskiego pana.

Spójrzmy na jeden z najbardziej znaczących dla arystokracji ujezdów Noworosji – ujezd jelizawietgradski w guberni chersońskiej (Jelizawietgrad to ukraiński Kropiwnickij). To jeden z najwcześniej kolonizowanych obszarów, na którym Rosjanie zaczęli się osiedlać jeszcze przed panowaniem Katarzyny II. Bezpośrednio graniczył z Rzeczpospolitą przed rozbiorami. To tam najwięcej było Polaków. Na terenie tym żyli polscy ziemianie, którzy aż do rewolucji 1917 roku zachowywali w rodzinach, choć służyli Rosji, polską kulturę. Ich całe pokolenia służyły w rosyjskich pułkach lekkiej jazdy, pozostając przy tym przy katolicyzmie i języku polskim. I traktowano to całkowicie normalnie.

Są przypadki, że ludzie dorastali w dzieciństwie w rodzinach arystokratycznych. W swoich wspomnieniach pisali oni później, że do pewnego okresu życia spędzali wakacje u dziadków w polskich majątkach. We wczesnych latach życia posługiwali się językiem polskim i językiem miejscowych chłopów – małorosyjskim. Języka rosyjskiego uczyli się dopiero później, gdy zaczynali naukę w gimnazjum w Jelizawietgradzie. Byli przy tym absolutnie Rosjanami, a w czasach wojny domowej niektórzy z nich walczyli w szeregach Białych.

Jeszcze jeden znany przykład. Etnicznym Polakiem był Jurij Olesza…

Olesza?

– Tak. Znany odesski literat, wybitny przedstawiciel, obok Walentina Katajewa, Ilji Ilfa i Jewgiennija Pietrowa, nurtu południoworosyjskiego w literaturze rosyjskiej, autor popularnej w ZSRR powieści dziecięcej Trzech grubasów. Pochodził z ujezdu jelizawietgradzkiego. Dorastał w polskiej rodzinie, w której ta polskość już powoli zanikała. To pokolenie, które w młodości robiło rewolucję. Prawie całkiem się w Noworosji zasymilowało.

W Jelizawietgradzie urodził się też poeta Arsenij Tarkowski…

– Tak, to jeszcze jeden przykład Polaka. I do tego jeszcze ojciec reżysera Andrieja Tarkowskiego, który nakręcił ekranizację powieści Solaris Stanisława Lema.

Pisarz Aleksandr Grin był synem polskiego szlachcica Stefana Hryniewskiego, zesłanego na Syberię za udział w powstaniu styczniowym. Pseudonim „Grin” pochodził od jego nazwiska. Choć urodził się na północy Rosji, swoją twórczość związał z Noworosją, z Krymem.

– Tak, przede wszystkim z Krymem.

Polakiem był chyba też Konstantin Paustowski, który przez całe życie pisał o Noworosji, a jego kandydatura była czterokrotnie zgłaszana do literackiej Nagrody Nobla. Nazwisko brzmi polsko.

– Pochodził z Kijowa. Wśród jego przodków byli również Polacy. Wspomnijmy jeszcze Josepha Conrada. Urodził się jako Józef Korzeniowski w małorosyjskim Berdyczowie i też miał noworosyjski okres swej biografii, kiedy jako młodego chłopca wysłano go do jego wujka zajmującego się handlem w Odessie. To tam pracował, tam został marynarzem. Przyszły Joseph Conrad stamtąd wypłynął w rejs i jego dalsze wędrówki nie były już związane z Rosją.

Co tak przyciągało Polaków do Noworosji?

– Była to przestrzeń wielkich możliwości samorealizacji. Na dawnych ziemiach Wołynia, Podola, Kijowszczyzny czy Polesia bardzo dużo było drobnej szlachty, którą władze rosyjskie poddały w zasadzie sekwestrowi.

Szlachcie pozbawionej własności ziemskiej odebrano jej prawa. Wywołało to napięcia społeczne, to z tym związany był jej udział w kolejnych powstaniach. To byli ludzie osobiście wolni, jednak nie mieli ziemi, ani poddanych. I często nie byli w stanie udowodnić swojego pochodzenia, nie mając dokumentów, które zresztą w tamtym okresie nierzadko podrabiano. Dlatego władze rosyjskie regularnie tego rodzaju ludzi wykreślały z rejestru szlachetnie urodzonych.

Więc jeśli ktoś pochodzący z tej kastowej struktury Prawobrzeża chciał się jakoś wyróżnić, wyjeżdżał na południe, do Noworosji, i tam robił karierę w służbie państwowej, w wojsku, lub handlu.

Za czasów Mikołaja I wydano nawet ukaz, który ograniczał procentowy udział Polaków w administracji noworosyjskiej. Problem w tym, że Rosja zawsze cierpiała na pewien brak ludzi wykształconych, zdolnych do służby państwowej lub wojskowej. Większość ludności aż do reform Aleksandra II stanowili chłopi. Za czasów Katarzyny II można było robić oszałamiające kariery wyłącznie dzięki własnym zaletom.

Ale już w pierwszej połowie XIX wieku, za Aleksandra I i Mikołaja I, społeczeństwo uległo skostnieniu. I pojawił się deficyt ludzi w administracji i armii. Ta drobna szlachta odpowiadała kryteriom wobec tych, którzy chcieli pójść drogą kariery urzędniczej czy oficerskiej. Byli to ludzie wolni od wielu pokoleń. W efekcie polscy szlachcice zaczęli napływać do administracji kraju noworosyjskiego, co sprawiło, że zyskali w niej przewagę. A władze uznawały w tym okresie Polaków za potencjalnie niegodnych zaufania.

Jest jeszcze przykład guberni besarabskiej. Po jej przyłączeniu do Imperium Rosyjskiego była początkowo obwodem besarabskim, a następnie stworzono z niej gubernię w składzie generał-gubernatorstwa noworosyjskiego. Nazwano je wtedy noworosyjsko-besarabskim. Besarabia to geograficzne przedłużenie Noworosji na zachód od Dniestru i warto wiedzieć, że aż do powstania Mołdawskiej Socjalistycznej Republiki Radzieckiej etniczni Mołdawianie nie stanowili na tym obszarze większości. Było ich tam ok. 50%. Wśród pozostałych byli Wielkorusini, Małorusini, Żydzi, Niemcy i właśnie Polacy. Polacy byli tam bardzo wpływowi i w pewnym momencie zajmowali niemal wszystkie stanowiska w administracji.

Skąd tam się wzięli?

– Przyjechali z Prawobrzeża w pierwszej połowie XIX wieku, kiedy – jak Pan wie – wchodziło ono już w skład Imperium Rosyjskiego. Byli tam bardzo aktywną mniejszością. Oczywiście, w Besarabii istniała miejscowa arystokracja, jednak była ona bardzo skorumpowana, nieefektywna i słabo wykształcona. Generalnie, nie reprezentowała zbyt wysokiego poziomu. Wywodziła się z Greków – fanariotów, zorientowanych na Konstantynopol, bezlitośnie uciskających Mołdawian. Rosja niezbyt się tą fanariocką administracją interesowała i nie było kim wypełnić tej próżni. Zapełnili ją Polacy.

Trzeba zaznaczyć, że robili to przede wszystkim we własnych interesach. Władze rosyjskie w pewnym momencie zrozumiały, że na tych nowo przyłączonych terenach sprawy nie idą w najlepszym kierunku: polska administracja zastąpiła fanariotów, działając wyłącznie na swoją rzecz. W efekcie z tym polskim „eksperymentem” skończono. Polska ekspansja w Besarabii również stanowiła część wędrówki Polaków na Południe – do Noworosji.

Powiem teraz o najbardziej charakterystycznym przykładzie, by zobrazować tą tezę. To znany rosyjski nacjonalista z guberni besarabskiej, Władimir Puryszkiewicz.

Zabójca Grigorija Rasputina?

– Tak. Puryszkiewicz to jeden z najbardziej wyraźnych dowodów na to, że nawet taka trudno poddająca się asymilacji wspólnota, jak Polacy, w warunkach tygla Noworosji przetapiana była nie tylko na Rosjan, ale i na rosyjskich nacjonalistów.

Gdy mówimy o ziemiańskiej kolonizacji Noworosji, to warto wspomnieć, że dokonywała jej nie tylko szlachta bez ziemi, która próbowała robić karierę na tych ziemiach, ale i reprezentanci wielkiej polskiej arystokracji, na przykład Potoccy…

– Tak, Potoccy mieli na przykład w Odessie kilka pałaców. W ogóle, wielu polskich ziemian, niekoniecznie nawet z Noworosji, lecz choćby z Podola, lubiło spędzać część roku w Odessie. To było po prostu najbliższe, duże, europejskie miasto. Kijów wówczas jej nie dorastał, Lwów był w Austro-Węgrzech. A na Wołyniu tylko miasta w rodzaju Żytomierza czy Łucka…

Pałac Potockich w Odessie

Mówił Pan o polskim ziemiaństwie w Noworosji. A czy dotarli tam też polscy kapitaliści?

– Tak, ale oni brali udział w kolejnym etapie zagospodarowania Noworosji. Etapem pierwszym było militarne opanowanie tych ziem. Drugim – rozwój rolnictwa. Najpierw była to hodowla, potem uprawa zbóż. A dopiero w latach 90. XIX wieku rozpoczął się boom przemysłowy. Polacy nie mogli w tym nie brać udziału, bo Polska, terytorium Królestwa Polskiego, było najbardziej rozwiniętą przemysłowo częścią Imperium Rosyjskiego.

W tamtych czasach, trzeba to sobie uzmysłowić, jak wyglądała przemysłowa mapa Rosji: było to kilka wysepek. Była część zachodnia – Królestwo Polskie. Tereny wokół Petersburga i dalej na północ – zakłady pietrowskie, częściowo gubernia ołoniecka (Karelia). I, oczywiście, Moskwa. Moskwa i okręg moskiewski, bardzo rozwinięte przemysłowo. Na koniec jeszcze Ural. Na tym kończyły się duże ośrodki przemysłowe. Kiedy w Noworosji zaczęły powstawać fabryki, Polacy też nie siedzieli z założonymi rękoma. Zbudowali zakłady metalowe nad Dnieprem; w Kamienskoj czy Kamience, niedaleko Jekaterynosławia. A na Donbasie Polacy stworzyli Starokramatorski Kombinat Hutniczy.

Pionier przemysłowego zagospodarowania Donbasu, Brytyjczyk John Hughes, przywiózł ze sobą od razu kilkuset angielskich robotników. Mieszkali tam oni i pracowali aż do rewolucji. Tak samo przywozili swoich rodaków Belgowie, którzy aktywnie włączyli się w uprzemysłowienie Noworosji. Byli to robotnicy wykwalifikowani, którzy przywozili ze sobą technologie i uczyli ich miejscowych. Tak samo Niemcy, i też Polacy.

Czyli polscy przemysłowcy przywieźli ze sobą polskich robotników?

– Tak. Jeszcze jeden znany przykład – Stanisław Kosior, rewolucjonista, wybitny radziecki działacz państwowy i wojskowy. W Rosji do tej pory są ulice noszące jego imię. Kosior miał kilku braci i wszyscy oni pracowali razem w jednej fabryce na terenie obecnej Ługańskiej Republiki Ludowej – w Ałczewskich Zakładach Metalurgicznych. Pracował z nimi jeden z przyszłych przywódców Republiki Doniecko-Krzyworoskiej, a później całego ZSRR – Klimient Woroszyłow.

Dom barona Falc-Fejna według projektu Lwa Włodka.

Stanisław Kosior był w tej fabryce ślusarzem. On i jego bracia zajmowali się działalnością rewolucyjną, dlatego regularnie ich z fabryki zwalniano. Potrzeba było jednak rąk do pracy i dlatego mogli zatrudnić się w sąsiedniej fabryce, gdzie bez problemu, nawet znając ich przeszłość, ich przyjmowano.

Jeśli chodzi o wspomniany zakład w Kamience, to znany jest on również jakoś z tego, że właśnie w nim pracowali rodzice Leonida Breżniewa. Młody Leonid chodził tam do gimnazjum. Trzeba przyznać, że jego polscy właściciele bardzo dobrze traktowali robotników. Panowała tam twarda dyscyplina, ale było to związane z tym, że większość ludzi pracujących w fabrykach Imperium Rosyjskiego to byli chłopi, do tego niezbyt zamożni. Mieli oni spore problemy z dyscypliną pracy. W czasach radzieckich przedstawiano to jako przejaw jakiegoś strasznego ucisku proletariatu, jednak, żeby ze słabego rolnika zrobić wydajnego robotnika, niezbędne były praktyki dyscyplinujące.

Cały ten system kar, który istniał w fabrykach, powodował niezadowolenie pracowników, ale w rzeczywistości ci, którzy wypełniali normy i wymogi, w wielu zakładach mieli się całkiem nieźle. I właśnie taka fabryka była w Kamience. Polacy budowali tam domy i szpitale dla robotników. To oni otworzyli miejscowe gimnazjum, do którego w latach I wojny światowej uczęszczał przyszły sekretarz generalny KPZR, Leonid Breżniew. Zachowały się zdjęcia jego i jego rodziny. Jego ojciec nie był szeregowym robotnikiem, lecz dość wysoko wykwalifikowanym specjalistą. Gdy patrzymy na zdjęcie Breżniewów, widzimy przeciętną, burżuazyjną rodzinę.

A czy z Noworosją miał jakieś związki znany działacz rewolucji bolszewickiej, Polak Feliks Dzierżyński?

– Tak, mieszkał przez jakiś czas w Chersoniu. Przeprowadzili się tam na krótko jego rodzice.

Czy Polacy walczyli w szeregach Białych w Noworosji?

– W armii rosyjskiej w czasie I wojny światowej istniało kilka polskich zgrupowań, które miały stać się przyszłą armią nowej Polski w przypadku zwycięstwa Rosji nad Niemcami. Takie same jednostki, tylko z przeciwnej strony, utworzył Piłsudski. Gdy bolszewicy zawarli pokój brzeski, Polacy stanęli przed perspektywą nadejścia Niemców, których uznawali za wrogów. Czerwoni też nie byli dla nich przyjaciółmi. Pojawiła się jeszcze Rada Centralna – Ukraińcy rościli pretensje do ziem, które Polacy uważali za swoje.

W tych warunkach polskie oddziały początkowo wycofywały się przez całą Noworosję, aż nad Don, gdzie powstawał ruch Białych. Następnie przerzucono ich do Odessy, którą opuściły Niemcy i Austro-Węgry, wcześniej znajdujące się tam na mocy pokoju brzeskiego. Odessę kontrolowali Austriacy, których dowódca zastrzelił się, nie mogąc znieść upadku Imperium Habsburskiego. Pochowano go na odesskim cmentarzu.

Potem jako pierwsi pojawili się w mieście Polacy, bo Biali mieli zbyt mało sił, a wojska ententy dopiero zbliżały się do Konstantynopola. Byli pierwszymi, którzy mogli przejąć miasto; formalnie stali po stronie ruchu Białych, chociaż, oczywiście, tak naprawdę stali po swojej własnej stronie. Później, gdy udało się odeprzeć Ukraińców, Odessa pozostała pod kontrolą Białych, w tym Polaków. Biali chcieli, by Polacy zostali z nimi, by razem walczyć z Czerwonymi, lecz Polacy mieli co robić. M.in. brali oni udział w walkach z Ukraińcami o Galicję.

Później stosunki ruchu Białych z Polakami nie układały się najlepiej. Oczywiście, Rosjanie i Polacy mają wobec siebie wiele historycznych pretensji. Lecz jeśli mówimy o Polsce i Białych w Noworosji, Siłach Zbrojnych Południa Rosji, następnie Armii Rosyjskiej barona Wrangla, to tych pretensji więcej jest po stronie rosyjskiej.

Piłsudski zachowywał się tu dość cynicznie. Był moment, gdy Denikin chciał iść na Moskwę. Gdyby Piłsudski uderzył w tym czasie na zachodzie, bolszewicy mogli przegrać. On jednak nie był zainteresowany odbudową państwowości rosyjskiej, choć przecież Polsce już wcześniej zagwarantowano odzyskanie niepodległości. Być może na jej czele stanąłby któryś z Romanowów. Polska nie byłaby w dotychczasowym kształcie po I wojnie światowej w przypadku zwycięstwa Rosji.

Piłsudski jednak sądził, że lepiej utrzymać przy władzy na Kremlu bolszewików, bo wszyscy rozumieli, że to ruch marginalny. Kwestie te rozważała również ententa, szczególnie Anglicy. Zachowanie Polaków w 1919 i 1920 roku… Oni sami wtedy mocno ryzykowali, bo przecież „cudu nad Wisłą” mogło w ogóle nie być; wojna to rzecz, którą trudno przewidzieć. Polacy mogli ponieść historyczną klęskę, ale mieli szczęście.

Można tu wspomnieć o jeszcze jednym obrazie historyczno-literackim. Przyjacielem wspomnianego już pisarza, Oleszy, był jeszcze bardziej znany od niego w przyszłości pisarz radziecki, Walentin Katajew. Podczas wojny domowej walczył on w szeregach Białych i w 1920 roku aresztowany został przez czekistów. Katajewa i jego młodszego brata oskarżono o to, że brali udział w organizacji podziemnej, która planowała wspieranie wojsk Wrangla w ich desancie z Krymu. Jednocześnie służby wykryły „polską organizację”, która liczyła na to, że Odessę spod władzy bolszewików wyzwolą wojska polskie. Jak wiemy, tak się nie stało i przez lata władzy radzieckiej polska diaspora w Noworosji praktycznie przestała istnieć.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Mateusz Piskorski

Dr Aleksandr Wasiliew (ur. 1978 w Odessie) – historyk, wykładowca Odesskiego Uniwersytetu Narodowego (2001-2014), radny miejski Odessy (2010-2014). Po 2014 r. prześladowany przez SBU, zajmował się dziennikarstwem, w tym w Doniecku. Od 2018 r. redaktor działu Historia portalu Ukraina.ru.

https://myslpolska.info/ – https://myslpolska.info/2023/02/11/bez-polakow-nie-byloby-noworosji/