Prawo Murphy`ego głosi, że jeśli coś złego może się stać, to na pewno się stanie. Czy rewolucja komunistyczna i komunizm to coś dobrego, czy coś złego? Kiedyś kryteria rozróżnienia między dobrem i złem były ostre, a w każdym razie – ostrzejsze niż dzisiaj, bo dzisiaj zostały stępione przez polityczną poprawność, która jest elegancką nazwą dawnego bolszewickiego duraczenia.
Jak pisze Janusz Szpotański w nieśmiertelnym poemacie “Caryca i zwierciadło” – “Wot Gitler, kakoj to durak. On się przechwalał zbrodnią swoją.
A mudriec, to by sdiełał tak: nu czto, że gdzieś koncłagry stoją?
Nu czto, że dymią krematoria? Toż w nich przetapia się historia!
Niewoli topią się okowy! Powstaje sprawiedliwszy świat!
Rodzi się typ człowieka nowy!”.
Toteż dzisiaj “Gitler”, czyli wybitny przywódca socjalistyczny Adolf Hitler jest uosobieniem zła do tego stopnia, że miłujące pokój narody przylepiają Putinowi wąsy hitlerowskie, a nie na przykład – stalinowskie, chociaż z różnych względów, chyba bardziej by pasowały? No tak – ale z drugiej strony Stalin nie mordował Żydów, przeciwnie – Żydzi bardzo skwapliwie angażowali się nie tylko w propagandę stalinowską (“a my wszyscy jesteśmy za towarzyszem Stalinem!), ale i w stalinowski terror, którego symbolem jest Henryk Jagoda, czy dwaj odescy Żydzi: Cymanowski i Cesarski, którzy kolaborowali z “krwawym karłem”, czyli Mikołajem Jeżowem, między innymi przy “Operacji polskiej” NKWD, w której zginęło około 200 tys. Polaków, nie licząc tych deportowanych.
Dzięki temu Stalin jest postacią zaledwie “kontrowersyjną”, bo chociaż dopuścił się “błędów i wypaczeń”, to przecież „zasadniczo chciał dobrze”. Co prawda Hitler też chciał dobrze, to znaczy – chciał naprawić świat w ten sposób, by usunąć z niego niewłaściwe rasy, podczas gdy Stalin w tym samym celu usuwał z niego niewłaściwie klasy, a przy okazji – również przedstawicieli niezdatnych klasowo narodowości. Zresztą nie tylko on. Jeden z bohaterów “rewolucji francuskiej”, której rocznicę obchodzą we Francji do dzisiaj jako narodowe święto, Jean Paul Marat, w swoim “Przyjacielu Ludu” pisał tak: “Odcinajcie kciuki arystokratom, którzy knują przeciwko wam, rozcinajcie języki księżom, którzy głoszą poddaństwo!” Czytelnikom gazety nie trzeba było tego dwa razy powtarzać, zresztą sami mieli też śmiałe pomysły. Oto uwięzionej księżniczce de Lamballe, Mallard, przywódca bandy “przedstawicieli ludu”, co właśnie przepijali pieniądze otrzymane z publicznych funduszy Paryża w zamian za morderstwa, jakich dopuścili się na masową skalę, nakazał zaprzysiąc nienawiść do swoich najbliższych przyjaciół: króla i królowej. “Gdy odmówiła, zakłuto ją natychmiast ciosami szpad i pik oraz obcięto głowę. Wówczas – jak donosi Stanley Loomis – wyrwano jej z piersi bijące jeszcze serce, po czym pożarto je, odcięto nogi i ramiona, nabito nimi działa, z których wypalono. Wszystkie te przerażające rzeczy, jakich dokonano potem na jej pozbawionym członków korpusie, nie nadają się do tego, by je opisywać. Szczegóły skrywa medyczna łacina.”
Czy przypadkiem nie chodzi o rewolucyjną odmianę słynnej “miłości francuskiej”? Pod tym względem hitlerowcy byli bardziej powściągliwi, bo Żydów jednak nie zjadali, być może z braku fantazji, a być może z obawy przed dopuszczeniem się w ten sposób “Rassenschande”, czyli zhańbienia rasy?
Ale Hitler przegrał wojnę, podczas gdy Stalin ją wygrał i mało brakowało, a sądziłby Hitlera, który jednak – “obawiając się sądu zagniewanego ludu” – wcześniej się zastrzelił, w co zresztą wielu ludzi nie wierzy. Nawiasem mówiąc, na Ukrainie przed tamtejszym niezawisłym sądem właśnie odbył się proces rosyjskiego sierżanta, oskarżonego o zbrodnie wojenne. Oczywiście “do wszystkiego” się przyznał, a poza tym poprosił o najwyższy wymiar kary. No naturalnie, jakże by inaczej?! Jak widzimy, wspomniane kryteria coraz bardziej się zacierają nie tylko na skutek politycznego sprostytuowania wszystkich możliwych instytucji, ale również, a może przede wszystkim – na skutek bomby atomowej. Bomba atomowa sprawia, że wartością najwyższą staje się bezpieczeństwo, przed którym ustąpić muszą wszystkie pozostałe wartości.
O ile zatem zarówno Rosjanie, jak i Ukraińcy wymyślają sobie nawzajem od “nazistów” – wymarłego plemienia, którego gdzie indziej nie ma – przez Amerykę Północną i Europę przewala się komunistyczna rewolucja, w którą większość ludzi też nie wierzy, a to dlatego, że prowadzona jest ona przez jej przywódców według nowej strategii, która w roku 1968 zastąpiła wcześniejszą strategię bolszewicką, składającą się z trzech elementów: gwałtownej zmiany stosunków własnościowych, masowego terroru i masowego duraczenia. Nowa strategia na pierwsze miejsce wysuwa duraczenie, nie bez racji zakładając, że oduraczonych ludzi nie trzeba będzie specjalnie terroryzować, co stwarzałoby ryzyko, że skapują, o co chodzi, a jak już kompletnie zgłupieją, to stosunki własnościowe będzie można zmienić nie tylko w sposób nie zwracający niczyjej uwagi, ale nawet przy powszechnych objawach zachwytu. Duraczenie to prowadzone jest przy pomocy piekielnej triady: państwowego monopolu edukacyjnego, mediów i przemysłu rozrywkowego.
I oto okazało się, że na terenie województwa warmińsko-mazurskiego właśnie rusza “pilotażowy” program wprowadzania “bezwarunkowego dochodu podstawowego” na poziomie 1300 złotych miesięcznie. Program jest “pilotażowy”, co oznacza, że to padgatowka do wprowadzenia takiego rozwiązania na terenie całego kraju. Pan dr Maciej Szlinder z Poznania, który kolaboruje z innymi entuzjastami projektu, bardzo ten pomysł chwali za to, że “likwiduje” on “ubóstwo”, wyraźniej zmniejsza nierówności i zapewnia bezpieczeństwo socjalne, zmniejszając niepewność dochodu. Warto dodać, że to nie jest żaden precedens, bo w rządzonych przez brunatną koalicję Niemczech (zmieszanie koloru czerwonego z zielonym daje brunatny) taki program już funkcjonuje. W landzie warmińsko-mazurskim program ten ma kosztować 78 mln złotych, ale to na początek, kiedy objętych będzie nim zaledwie 5 tys. obywateli. Kiedy zostanie nim objęta cała reszta, tj. pozostałych 25 mln obywateli, jego koszty na pewno będą większe, mniej więcej 39 mld złotych. Skąd będą pochodziły te pieniądze? A skądże by, jak nie od rządu, na który wdzięczni obywatele będą entuzjastycznie głosowali? No dobrze – ale skąd właściwie rząd weźmie 39 mld złotych, kiedy przy dotychczasowej rozrzutności zadłuża nasz nieszczęśliwy kraj ponad wszelką miarę? Odpowiedź jest prosta; jednym źródłem będzie rabunek zasobów obywateli poprzez ukrywające się pod różnymi nazwami podatki, m.in. “podatek emisyjny”, czyli inflację, a drugim – postępujące zwiększanie długu publicznego, którego sama “obsługa” będzie w tym roku, kiedy jeszcze nie został nawet wdrożony “program pilotażowy” kosztowała około 50 mld złotych. Celem ma być “bezpieczeństwo socjalne” i “równość”. Warto w takim razie zwrócić uwagę, że ideał ten został już zrealizowany zarówno w niemieckich kacetach, jak i sowieckich lagrach, gdzie każdy miał zapewnione zakwaterowanie, odzież i wyżywienie.
Tak właśnie przewidywał Janusz Szpotański w nieśmiertelnym poemacie “Towarzysz Szmaciak”:
80-letni mieszkaniec Katalonii został oskarżony przez regionalną prokuraturę o umyślne podpalenie małego kościoła w prowincji Girona, który miał zostać przekazany lokalnej społeczności muzułmańskiej i zamieniony na meczet.
Jak twierdzą śledczy, mężczyzna działał z „pobudek ideologicznych”. Gdy dowiedział się, że lokalne władze chcą przekazać świątynię pod wezwaniem św. Sebastiana wyznawcom islamu, postanowił ją podpalić.
Z cytowanego przez lokalne media komunikatu policji wynika, że przełom w śledztwie nastąpił po odnalezieniu we wnętrzu świątyni dwóch kamieni.
80-latek miał nimi wybić szybę świątyni, a następnie przy pomocy łatwopalnej substancji zaprószyć ogień.
Znajdujący się w gminie Bescano, w prowincji Girona, XVII-wieczny kościół był wpisany na listę katalońskiego dziedzictwa regionalnego.
Jak pewnie Państwo wiecie, odbył się I zjazd koronarealistów, w dniu 11.06.2023, w Warszawie. Podsumowaliśmy tam bilans kowidowy w kilkunastu obszarach. Będę sukcesywnie, w miarę ukazywania się materiałów w odcinkach tematycznych, przedstawiał Państwu relację z tych wystąpień. Dziś świadectwo księdza Wachowiaka.
Biorąc pod uwagę wszelkie ograniczenia nakładane przez hierarchię na księży, to trzeba podziękować Księdzu za odwagę.
Smutne, że – jak widać – nie ma wciąż dialogu w Kościele na temat jego postawy w czasie pandemii. I jak widać nieprędko będzie on zainicjowany. A to ważne, bo trzeba nam wiedzieć czy Kościół wyciągnął jakieś wnioski ze swych przygód kowidowych, i jeśli tak, to jakie. Bo za chwilę może się nam przydarzyć nowy kryzys wymagający jasnej postawy od Kościoła. A bez refleksji nad kowidowymi przypadkami możemy mieć znowu powtórkę z nieciekawej rozrywki.
Poniżej link do wystąpienia księdza Daniela Wachowiaka
Szanowni Państwo! To już ostatnie godziny przed Narodowym Marszem dla Życia i Rodziny! Cały zespół Centrum Życia i Rodziny pracuje na najwyższych obrotach, bez chwili wytchnienia, dając z siebie wszystko. To jedno z największych wydarzeń prorodzinnych w Polsce, dlatego robimy, co w naszej mocy, aby ten dzień był naprawdę wyjątkowy. Już wcześniej zamknęliśmy najważniejsze sprawy urzędowe, a materiały promocyjne wraz z wiatraczkami i innymi niespodziankami dla dzieci właśnie przyjechały z drukarni. Dlatego w tych dniach koncentrujemy się na promowaniu Marszu w mediach, zarówno tych tradycyjnych, jak i w mediach społecznościowych, aby jak najwięcej osób dowiedziało się o tym wydarzeniu i zdecydowało się – nawet w ostatniej chwili – do nas dołączyć. Ustalamy też finalne elementy scenariusza, dopinamy szczegóły logistyczne, by za kilkanaście godzin rzucić się w wir pakowania samochodów. Wierzę, że ta wytężona praca przyniesie piękne owoce! Że tegoroczny XVIII Narodowy Marsz dla Życia i Rodziny będzie naprawdę niesamowitym wydarzeniem! Wspieram XVIII Narodowy Marsz dla Życia i Rodziny! Już teraz mogę z radością powiedzieć, że tegoroczny Marsz został wsparty przez licznych ambasadorów. W ich gronie znajdują się m.in. kardynał Gerhard Müller, kurator oświaty Barbara Nowak, redaktorzy Krystian Kratiuk, Grzegorz Górny, Jan Pospieszalski i Rafał Patyra, aktorzy Marcin Kwaśny i Dariusz Kowalski oraz dyrektor 40 Days for Life Robert Colquhon. Idea marszowa zyskuje więc coraz większe poparcie i rozgłos – także za granicą.Te słowa wsparcia i uznania cieszą tym bardziej, że świadczą o tym, że nasz głos w obronie życia, małżeństwa i rodziny jest słyszalny. I mam nadzieję, że usłyszą go również nasi rodacy! Usłyszą młodzi ludzie, którzy mają wątpliwości, czy warto zakładać rodzinę i poświęcać swoje życie wychowaniu dzieci. Usłyszą także ci, którzy otwarcie mówią, że dzieci nie lubią i nie chcą, bo to przeszkoda w wygodnym życiu albo w karierze. Usłyszą młode kobiety, na co dzień obnoszące się z symbolem pioruna i przekonane, że ich „prawem” jest możliwość pozbycia się niechcianego czy nieplanowanego dziecka. Twórcy kultury, która promuje wartości antyrodzinne, a często wyśmiewa rodzinę albo przedstawia ją w najczarniejszych barwach. Celebryci czy influencerzy, którzy w swoich młodych fanach kształtują marzenia o życiu bez żadnych zobowiązań. Usłyszą wreszcie politycy i osoby odpowiedzialne za to, aby zahamować i odwrócić niebezpieczne trendy, o których alarmują demografowie – zgodnie z którymi w ciągu najbliższych dekad Polska stanie w obliczu prawdziwej katastrofy demograficznej.Chcę pomóc w organizacji Marszu!Ale aby tak się stało, aby nasze hasło i apel: „Dzieci przyszłością Polski” wybrzmiał głośno i wyraźnie, potrzebujemy przede wszystkim Państwa pomocy. Dlatego gorąco zapraszam Państwa już w tę niedzielę, 18 czerwca do Warszawy. Spotkajmy się o 11.00 na Placu Zamkowym, a stamtąd ruszymy wspólnie, dając piękne i wyraźne świadectwo tego, jak ważne w dzisiejszych czasach są rodzina, rodzicielstwo czy poszanowanie godności życia. Być może myślą Państwo teraz, że to bezcelowe, bo żaden marsz nic nie zmieni. Wokół można przecież usłyszeć uzasadnienia niskiej dzietności Polaków: zła sytuacja ekonomiczna, brak mieszkań dla młodych ludzi, niskie pensje i wysokie podatki, a do tego odbieranie kobietom ich „praw”. Na takie problemy nie pomoże przecież żaden Marsz, potrzeba zmiany polityki prorodzinnej i tak dalej. Chciałbym wyprowadzić Państwa z błędu. W badaniach (np. niedawnym sondażu IBRIS) Polacy wyraźnie wskazują, dlaczego nie chcą mieć dzieci. I bynajmniej nie chodzi o to wszystko, co wymieniłem powyżej. Nie – dominuje (zwłaszcza wśród kobiet) inna odpowiedź: „nie lubię dzieci”. A zaraz za tym inne, pokrewne stwierdzenia: „boję się, że dziecko obniży mój poziom/komfort życia”;„dziecko przeszkadzałoby mi w realizacji moich pasji”;„możliwości rozwoju zawodowego są dla mnie ważniejsze i nie chcę ich obniżać”. Te badania najlepiej pokazują, że winna niechęci do rodzicielstwa jest przede wszystkim rewolucja kulturowa. Zmiana mentalności, która nastąpiła w ostatnich latach, i która kieruje młodych ludzi ku innym życiowym celom i aspiracjom. Choćbyśmy więc dali im kolejne pakiety socjalne, poprawili dostępność mieszkań, przedszkoli czy żłobków albo nawet, o czym krzyczy lewica, zalegalizowali aborcję – to nic nie da. Ale może pomóc coś innego – świadectwo. Widok szczęśliwych rodzin, kobiet, matek, które realizują swoje powołanie właśnie w ten sposób i pokazują, że dzieci bynajmniej ich nie ograniczają, ale wypełniają ich życie dodatkową radością i miłością. Mężczyzn, którzy biorą odpowiedzialność za rodziny, chroniąc ukochaną kobietę i dzieci. Osób, które z perspektywy lat mogą powiedzieć, że rodzina to skarb, dziś niestety bardzo niedoceniany. I w tym miejscu chciałbym jeszcze raz zaapelować do Państwa o wsparcie. Organizacja i koordynacja tak wielkiego przedsięwzięcia jak Narodowy Marsz dla Życia i Rodziny to dla nas nie tylko ogromny nakład sił, ale także kosztów. Wszystkie działania, o których pisałem Państwu na początku są możliwe tylko dzięki wsparciu naszych Przyjaciół. Dlatego też bardzo proszę Państwa o wsparcie organizacji XVIII Narodowego Marszu dla Życia i Rodziny dobrowolnym datkiem w wysokości 30 zł czy 60 zł, a jeśli mają Państwo taką możliwość, to nawet wyższą kwotą, np. 100 zł czy 200 zł.Wspieram organizację Marszu!Każda złotówka sprawia, że ten Marsz będzie jeszcze bardziej doniosłym i wyjątkowym wydarzeniem. Wspólnie możemy pokazać, że dzieci i szczęśliwe, trwałe rodziny to jedyna naprawdę pewna gwarancja naszej przyszłości. Nie ma więc nic lepszego, co możemy zrobić, by poprawić tę trudną sytuację, w której się znajdujemy. To właśnie od nas zależy najwięcej. Dlatego bądźmy tam razem. Razem dajmy wyraźnie świadectwo, że dzieci są przyszłością Polski. Spotkajmy się w niedzielę 18 czerwca o 11.00 na Placu Zamkowym w Warszawie. Nie może Państwa zabraknąć!
Wspieram Centrum Życia i Rodziny! Dane do przelewu: Centrum Życia i Rodziny Skrytka pocztowa 99, 00-963 Warszawa 81Nr konta: 32 1240 4432 1111 0011 0433 7056, Bank Pekao SAZ dopiskiem: „Darowizna na działalność statutową Centrum Życia i Rodziny” SWIFT: PKOPPLPWIBAN: PL32 1240 4432 1111 0011 0433 7056 Centrum Życia i Rodziny Skrytka Pocztowa 99, 00-963 Warszawatel. +48 22 629 11 76
Aborterzy wpadli we wściekłość i zniszczyli mienie należące do Fundacji.
Wszystko wydarzyło się w Poznaniu w trakcie proaborcyjnej manifestacji „Ani Jednej Więcej”. Na swoim zgromadzeniu lewicowi aktywiści domagali się zalegalizowania aborcji, aby… ratować życie ciężarnych kobiet. To manipulacja, bo w sytuacji zagrożenia życia matki lekarz ma zawsze obowiązek ją ratować, nawet jeśli na skutek podjętych działań dziecko straci życie. Nie jest tu zresztą w ogóle potrzebna aborcja, bo celowe zabicie dziecka nie ma żadnej wartości terapeutycznej dla matki – jest po prostu morderstwem z zimną krwią. Legalizacji takiego morderstwa chcą aborcjoniści i grają śmiercią kolejnej kobiety.
Poznański oddział Fundacji udał się na miejsce aborcyjnego strajku i pokazał zdjęcia zabitych dzieci – by otrzeźwić uczestników spędu i uświadomić im, co tak naprawdę popierają. „Ani Jednej ABORCJI Więcej” – pod takim hasłem odbywała się nasza manifestacja, a dalsze wypadki pokazały, że była bardzo potrzebna.
Proszę tylko spojrzeć, co działo się na Placu Wolności w Poznaniu. Aborterzy wpadli w amok, nie radzili sobie z sobą, wyzywali naszych Wolontariuszy, dochodziło niemal do rękoczynów: rośli mężczyźni rzucali się na nasze dziewczyny i próbowali wyrwać im baner! Widok zabitego dziecka budzi tak wielką wściekłość w zwolennikach mordowania…
W Poznaniu zniszczono mienie Fundacji. Aborcjoniści deptali nasze banery, wyłamywali kije i szarpali naszych ludzi za ubrania. Osoby, których nie jesteśmy w stanie zidentyfikować, zalały niebieską farbą banery i poplamiły trwale kamizelki, w których Wolontariusze chodzą na akcje uliczne. W najbliższy poniedziałek wielkopolska koordynatorka Fundacji wybiera się na komisariat Policji, aby zgłosić szkodę i zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa. Proszę samemu zobaczyć, co nawyprawiali lewaccy działacze:
Bardzo Pana proszę opomoc w odtworzeniu materiałów, które zostały nam poniszczone. Czy może Pan dokonać pilnej wpłaty, abyśmy mogli zamówić nowe banery i kamizelki dla Wolontariuszy?
Czy może Pan wpłacić 40, 100, 150 złotych lub inną wybraną sumę, abyśmy mogli jak najszybciej złożyć zamówienie na nowe materiały?
Będę Panu bardzo wdzięczna za pomoc, bo aborcjoniści dewastują nasze rzeczy po to,abyśmy już więcej nie wyszli na ulice z pikietami. Nie chcą oglądać zdjęć zamordowanych dzieci, bo wolą popierać aborcję, ale na nią nie patrzeć. Boją się, że ludzie zobaczą, jak straszliwą zbrodnią jest mordowanie nienarodzonych – i zaczną myśleć samodzielnie zamiast powtarzać wyświechtane feministyczne slogany.
Chcą legalizacji aborcji.
Stajemy im na przeszkodzie.
Czy mogę liczyć na Pańską pomoc?
Serdecznie Pana pozdrawiam wraz z zespołem Fundacji!
Kaja Godek Inicjatywa #ZATRZYMAJABORCJĘ Inicjatywa #STOPLGBT Fundacja Życie i Rodzina zycierodzina.pl
PS – Dziś uspokajałam Wolontariuszy z Poznania i gratulowałam im stalowych nerwów. Odparli histeryczny atak i będą dalej bronić nienarodzonych dzieci. Obiecałam, że jak najszybciej wyślę im nowe materiały do pikiet…
WSPIERAM
NUMER RACHUNKU BANKOWEGO: 47 1160 2202 0000 0004 7838 2230 NAZWA ODBIORCY: FUNDACJA ŻYCIE I RODZINA TYTUŁEM: DAROWIZNA NA CELE STATUTOWE
4 czerwca 1989 roku chińska armia wjechała czołgami na plac Tiananmen w Pekinie, dokonując masakry kilku tysięcy osób, przede wszystkim studentów.
Masakra dokonana przez armię stanowiła krwawy finał wydarzeń, które rozgrywały się w Chinach od połowy kwietnia 1989 roku. Demonstracje na największym placu świata trwały 6 tygodni. 4 czerwca 1989 chińskie wojsko rozjechało protestujących czołgami i rozpędziło ogniem z broni maszynowej. Liczba ofiar nigdy nie została ujawniona. Według nieoficjalnych danych zginęło blisko 5 tysięcy osób, rannych zostało 10 tysięcy, aresztowano prawie 2,5 tysiąca osób.
Od dawna Chiny promieniują wypracowanymi w tym kraju wzorcami na cały świat. To w Chinach realizowany jest obecnie totalitarny system punktowania pożądanych przez władze zachowań obywateli i uzależniania od tej punktacji dostępu do ich własnych pieniędzy. To z Chin wyciekła pandemia, która sparaliżowała cały świat, spowodowała miliony zgonów (tak zwanych nadmiarowych) ludzi, którym pod pretekstem pandemii odmówiono opieki medycznej. Tę pandemię przez wielu nazywaną plandemią można traktować jako generalną próbę zniewolenia ludzkości przez globalne nią zarządzanie.
4 czerwca 1989roku odbyły się w Polsce wybory parlamentarne nie mające nic wspólnego z demokracją i wolnością gdyż komuniści mieli w tych wyborach zagwarantowane 65% miejsc w Sejmie. Wykreślenie przez Polaków w całości tak zwanej listy krajowej spowodowało zmianę ordynacji wyborczej w trakcie wyborów i zmuszenie ludzi do ponownego głosowania na tę listę, dzięki czemu dostali się do Sejmu wszyscy uprzednio wykreśleni przez wyborców. Te całkowicie niedemokratyczne, lecz niesłusznie zwane częściowo demokratycznymi wybory ukonstytuowały bękarta Okrągłego Stołu – III RP. W konsekwencji ugody z komunistami powołano na stanowisko prezydenta generała Jaruzelskiego, funkcjonariusza wrogich Polsce obcych służb, który wprowadzając Stan Wojenny wypowiedział wojnę polskiemu społeczeństwu. Zmianę ordynacji wyborczej wymusili tak zwani doradcy Solidarności w tym Geremek i Michnik, których deklarowanym celem była ugoda z komunistami tłumaczona zobowiązaniami podjętymi w Magdalence, a prawdziwym doprowadzenie do tego żeby jak mówią dowcipni „komunizm upadł, ale na cztery łapy”.
Przy Okrągłym Stole i w Magdalence dokonano przecież podziału przyszłych łupów i ustalono warunki utrzymania się komunistycznej nomenklatury przy władzy politycznej i finansowej. Ciekawe w jakim celu Adam Michnik wybrał się w lipcu 1989 roku do Moskwy? KGB już w czerwcu 1985 roku przewidywało, a może inspirowało pierestrojkę w Polsce sprowadzającą się do dopuszczenia do władzy tak zwanej konstruktywnej opozycji. Komuniści posunęli się na rządowej ławie za cenę uzyskania pierwszeństwa w rozkradaniu majątku narodowego. Nic dziwnego, że wielu uważa Okrągły Stół za zdradę narodową.
Okrągły Stół i transformacja ustrojowa to czas zamordowania przez nieznanych sprawców księży – Suchowolca, Niedzielaka i Zycha. Również czas rezygnacji z lustracji i dekomunizacji o czym upewnił komunistycznych zbrodniarzy w swoim expose premier Mazowiecki. „Gruba kreska” Mazowieckiego stała się programem, wręcz wyznaniem wiary elit III RP. Programem totalnej amnezji postulowanym przez tych, którzy chcieliby ukryć pewne wstydliwe choć nie koniecznie podlegające prawnemu osądzeniu etapy swoich życiorysów. Tak jak sam Mazowiecki, który nie chciał się przechwalać udziałem w prześladowaniu biskupa Kaczmarka. Szymborska, która wolałaby ukryć swoje miłosne wiersze do – jak pisała- „nowego człowieczeństwa Adama” czyli Lenina. Tak jak Michnik, który nie chciał bez przerwy się tłumaczyć ze swego pochodzenia oraz za czyny brata i ojca, a wreszcie odkrył karty zadając się z Urbanem, nazywając Kiszczaka człowiekiem honoru i nakazując odczepić się od generała Jaruzelskiego . Dodam, że zamiast słowa „odczepić się” użył sformułowania właściwego dla języka naszych obecnych artystycznych, politycznych i naukowych elit.
4 czerwca 1992 roku nocą zostaje odwołany gabinet premiera Jana Olszewskiego, przede wszystkim dlatego, że próbował ujawnić sieć komunistycznych agentów funkcjonujących na najwyższych stanowiskach państwowych w Polsce. W ten sposób zerwał umowę Okrągłego Stołu sprowadzającą się do zasady: „ my nie ruszamy waszych, a wy nie ruszacie naszych”. Jeszcze ważniejsze było uniemożliwienie Lechowi Wałęsie podpisania z sowietami umowy pozwalającej na utworzenie sieci eksterytorialnych placówek sowieckich w Polsce, poprzez oddanie terenów po dawnych sowieckich bazach wojskowych w ręce polsko -sowieckich spółek. W kilkanaście godzin po wykonaniu przez ministra spraw wewnętrznych Antoniego Macierewicza uchwały Sejmu o ujawnieniu tajnych współpracowników Służby Bezpieczeństwa, na wniosek Wałęsy, Sejm w nocnym głosowaniu z 4 na 5 czerwca 1992 odwołał rząd Jana Olszewskiego, a premierem został Waldemar Pawlak. Trudno ustalić co stało się z mikrofilmami na których utrwalono niszczone akta PRL. Nadal mogą służyć jako źródła nacisków politycznych na osoby, które wolą zapomnieć o swojej przeszłości. Lista Macierewicza była pełna błędów, co stało się nośnym argumentem przeciwko lustracji. Historycy będą spekulować czy Korwin Mikke prowokując tak pospieszne uchwalenie ustawy lustracyjnej nie zablokował czasem lustracji na całe lata metodą „wypalania lasu przed zbliżającym się pożarem”.
4 czerwca 2023 roku na marszu organizowanym przez Tuska, którego gorliwy udział w obaleniu rządu premiera Olszewskiego dokumentuje film „Nocna zmiana”, spotkali się wszyscy starzy znajomi, przeciwnicy (z najbardziej oczywistych przyczyn) lustracji. Czego można oczekiwać na przykład po Bolku, który sprzedawał esbecji za kilkaset złotych kolegów, a potem chciał pozostawić sowieckie bazy w Polsce? Czego można oczekiwać po Tusku, który brał czynny udział w obaleniu rządu premiera Olszewskiego?.
W swoim dramatycznym przemówieniu w Sejmie premier Olszewski zapytał: „czyja będzie Polska?”. Ja zapytam tylko: „czyj był to właściwie marsz?”
Poniżej treść listu otwartego do Pani Redaktor Anity Werner, przedstawiającej ten materiał w Faktach TVN. zobacz oryginał Oczywiście wyślemy również kolejny list otwarty w sprawie tego „fake newsa” do milczącego uparcie Prezesa NIL, Pana Profesora Matyi – zobacz list otwarty do Prezesa NIL w sprawie Faktów TVN.
Szanowna Pani redaktor
Jestem ginekologiem od 35 lat zajmującym się profilaktyką, diagnostyką i leczeniem raka szyjka macicy i chcąc nie chcąc od 15 lat zgłębiającym tajemnicę szczepionki przeciwko rakowi szyjki macicy. Dodam jeszcze, że jestem zwolennikiem szczepień, również obowiązkowych, ale jeszcze większym zwolennikiem uczciwości wobec pacjenta i szacunku dla obiektywnej prawdy naukowej. Dlatego też, w żadnym wypadku nie mogę zaakceptować skandalicznej, kłamliwej propagandy szczepień anty HPV pojawiającej się praktycznie we wszystkich mediach.
W wydaniu Faktów z 1 grudnia 2018 roku przedstawiła Pani opinii i publicznej materiał dotyczący szczepień przeciwko wirusom HPV i ich skuteczności w zapobieganiu rakowi szyjki macicy.
Niestety, materiał ten zawierał wiele, delikatnie mówiąc nieprawdziwych informacji i niedopuszczalnych manipulacji, mających na celu wywołanie wśród widzów mylnego przekonania o cudownym działaniu tej szczepionki w świetle dotychczasowych danych.
Zaczęła Pani od słów, cytuję:
„rak szyjki macicy już wcale nie taki groźny – przynajmniej w Australii. Wszystko dzięki szczepionce. I regularne badania dorosłych kobiet, i szczepienia nastolatek przeciwko wirusowi HPV zadziały tak, że w statystykach rak znika”.
W pierwszej kolejności więc, poproszę Panią o te, oficjalne statystyki i ich naukowe źródła świadczące o tym, że w wyniku szczepień rak szyjki macicy, podkreślam rak szyjki macicy rzeczywiście znika.
Szanowna Pani redaktor, jestem profesjonalistą w swoim zawodzie i twierdzę, że ponad wszelką wątpliwość takich statystyk nie ma. Według oficjalnych danych w Australii „dzięki” realizowanemu od lat programowi szczepień przeciwko HPV, ilość raków szyjki macicy nie tylko nie zmniejszyła się, ale nawet nieznacznie wzrosła. Zarówno pani, jak i każdy człowiek może sam to, bez większego problemu sprawdzić.
źródło – Australian Government – Australian Institute of Health and Welfare
W dalszej części przedstawianego przez Panią materiału lektor informuje, że cytuję:
„liczba zachorowań już teraz spada tam /w Australii/ tak, że za dwa lata będą to przypadki rzadkie, za kilkanaście lat zachoruje jedna Australijka na 100 tysięcy”
A przedstawiany jako ilustracja tej wypowiedzi wykres wygląda tak: /strzałki zostały domalowane przeze mnie/
Wynika z tego wykresu, że w 2018 roku ilość zachorowań na raka szyjki macicy w Australii wynosiła poniżej dwóch przypadków na 100 tysięcy kobiet. Cóż, z jednej strony gratuluję poczucia humoru, a z drugiej jestem przerażony tym, co widzę. Bowiem w roku 2018 ilość zachorowań na raka szyjki macicy w Australii, według oficjalnych źródeł wynosiła siedem przypadków na 100 tysięcy kobiet. Nawiasem mówiąc, minęły dwa lata, a według szacunkowych danych ten współczynnik utrzymuje się do dzisiaj. Każdy może to również, bez większego problemu sprawdzić samodzielnie. Ja jednak aby nie być gołosłownym przedstawię informację ze strony internetowej Państwowego Zakładu Zdrowia Publicznego-Państwowego Zakładu Higieny, który jak sądzę w tej kwestii jest wiarygodny dla każdej ze stron. Oto ta informacja:
Bardzo proszę więc o źródło naukowe tego wykresu, który Państwo przedstawiliście i jednocześnie twierdzę, że nie ma takiego.
Wróćmy jeszcze na chwilę do fragmentu tekstu czytanego przez lektora w czasie prezentowania omawianego wykresu, cytuję:
„za kilkanaście lat zachoruje jedna Australijka na 100 tysięcy”, co również jest prezentowane na omawianym wykresie.
Szanowna Pani Redaktor, przecież trzydzieści sekund wcześniej padła z ekranu informacja, że:
„ prawdopodobnie rak szyjki macicy zostanie wyeliminowany jako problem zdrowia publicznego w tym kraju w ciągu 20 lat”.
Wyjaśnijmy sobie co to znaczy, że zostanie wyeliminowany jako problem zdrowia publicznego ? Według australijskich naukowców to znaczy, że ilość zachorowań spadnie poniżej 4 przypadków na 100 000 kobiet.
Tak więc, w 30 sekundzie Państwa materiału pada informacja, że w ciągu 20 lat ilość zachorowań na raka szyjki macicy w Australii spadnie poniżej 4 przypadków na 100 000 kobiet, a 20 sekund później słyszymy i widzimy, że za kilkanaście lat zachoruje jedna Australijka na 100 tysięcy kobiet.
Sami Australijczycy w dokumencie, na który się Państwo w omawianym materiale powołujecie prognozują, że do 2066 roku (2054–77) roczna zapadalność na raka szyjki macicy zmniejszy się i pozostanie na poziomie mniejszym niż jeden przypadek na 100 000 kobiet, jeśli badania przesiewowe w kierunku HPV będą kontynuowane co 5 lat dla kohort, którym zaproponowano szczepionkę lub mniej niż trzy przypadki na 100 000 kobiet, jeśli te kohorty nie zostaną przebadane.
Nie ma żadnych wątpliwości, że przy zachowaniu wielu kryteriów stan, w którym zachoruje jedna Australijka na 100 tysięcy kobiet będzie możliwy najwcześniej za jakieś 50 lat pod warunkiem, że to w ogóle nastąpi. Bowiem, na razie są to tylko przypuszczenia i jak widać pierwszy etap już stoi pod znakiem zapytania, bo według szacunkowych danych liczba zachorowań na raka szyjki macicy w 2020 roku utrzymuje się nadal w granicach 7 przypadków na 100 tysięcy kobiet.
Nie tylko dla mnie, tak zmontowany materiał, to bez wątpienia celowa i obrzydliwa zarazem manipulacja z Państwa strony. Bo kto z widzów skojarzył te dwa fakty w odstępie kilkudziesięciu sekund? Oczywiście, że nikt lub tylko nieliczni, a zamierzony przekaz o cudowności szczepionki poszedł w świat oraz był i jest dalej przekazywany w takiej właśnie, wypatrzonej formie. A;e przecież o to właśnie Państwu chodziło, nieprawdaż ?
Proszę mi zatem wytłumaczyć kto i w jakim celu dopuścił się Tak skandalicznej manipulacji, kto i w jakim celu posłużył się tak niewyobrażalnym kłamstwem ? Jakie motywy kierują Państwem, że bierzecie udział w tak haniebnej propagandzie szczepień anty HPV, której podstawą jest okłamywanie opinii publicznej ? Jaki macie Państwo w tym interes, w imię czego jesteście skłonni tak bardzo się kompromitować na oczach całej Polski ? A przecież to nie jedyny przypadek tak, delikatnie mówiąc niewłaściwej propagandy tych szczepień w Państwa stacji. Zwracam się również z pytaniem, kto był konsultantem medycznym tych treści, czy odważy się Pani podać opinii publicznej jego nazwisko ?
Przyznam szczerze, że ten materiał dał mi bardzo wiele, zrozumiałem bowiem wówczas ostatecznie, jaka jest różnica między telewizją publiczną, a telewizją TVN, która określa się dumnie mianem „wolnych mediów”. Dzisiaj nie mam już żadnych wątpliwości, że różnica tkwi w jednej tylko literce. Telewizja publiczna, to w skrócie TVP, a Państwa stacja, to TVN i to jest jedyna różnica, którą widzę. Oczywiście, cele macie Państwo zdecydowanie różne, ale metody, aby je osiągać bez dwóch zdań takie same – komuna w czystej postaci. Proszę mi wierzyć, że wolałbym czarny ekran monitora lub telewizora do końca życia, niż tak haniebnie spreparowane informacje ze strony zniewolonych układami i finansami tak zwanych, „wolnych mediów, których jesteście Państwo dobitnym przykładem.
Darzę Panią, jako dziennikarza niekłamanym szacunkiem i pragnąłbym, aby tak nadal pozostało. Chcę wierzyć, że wzięła Pani udział w tej maskaradzie mimowolnie, jako spiker, który przedstawia dostarczone wiadomości bez możliwości weryfikacji ich prawdziwości w danej chwili. Niemniej jednak, po przeczytaniu tego listu i jego analizie, bez wątpienia powinna się Pani zorientować w jak obrzydliwym procederze wzięła udział. Liczę na to, że oprócz odpowiedzi na pytania, które zadałem wcześniej, zechce Pani Redaktor odnieść się również do tej kwestii. Oczekuję również natychmiastowego usunięcia tego, kłamliwego materiału z przestrzeni publicznej. Mam nadzieję, że nie schowa Pani głowy w piasek tak, jak przedstawiciele innych mediów, które dopuściły się podobnych kłamstw i niestety, nie potrafią się teraz z honorem zmierzyć z bolesną dla nich prawdą.
Śmierć w wyniku zatorów, utrata wzroku, padaczka czy niepełnosprawność po częściowo ustępującym paraliżu całego ciała – za takie następstwa szczepień przeciwko Covid-19 polscy pacjenci będą dochodzić odszkodowań, zadośćuczynień i rent. Prawnicy szykują pozwy.
– Mój klient po dwóch tygodniach od szczepienia dostał paraliżu całego ciała. Pół roku spędził w szpitalu. Aby mógł podjąć kosztowne leczenie i rehabilitację, jego matka musiała sprzedać mieszkanie. Mężczyzna stał się osobą niepełnosprawną. Nie może już pracować jako kierowca – mówi Tomasz Chudziński, adwokat. I dodaje, że lekarze stwierdzili u pana Tadeusza zespół Guillaina-Barrégo. To choroba zapalna nerwów obwodowych. Producent szczepionki _Comirnaty_ nie wymienił jednak tego zespołu wśród możliwych działań niepożądanych. To uniemożliwiało dochodzenie roszczeń w trybie uproszczonym przed rzecznikiem praw pacjenta. Rekompensaty są wypłacane z Funduszu Kompensacyjnego i pochodzą ze środków publicznych. Ale i kwota, którą można uzyskać, jest rażąco niska. To maksymalnie 100 tys. zł. Pozwy za dopuszczenie szczepionki na COVID od producenta i od państwa
– My będziemy dochodzić 2 mln zł. Na razie jesteśmy na etapie przedsądowym. Solidarnie pozwiemy producenta szczepionki, prezesa NFZ i ministra zdrowia. To państwo odpowiada za dopuszczenie szczepionki. Wprawdzie szczepienie nie było obowiązkowe, ale wprowadzono liczne obostrzenia dla niezaszczepionych oraz wytworzono atmosferę nieformalnego nacisku na zaszczepienie preparatami, po których przyjęciu część pacjentów umierała lub doznawała trwałego rozstroju zdrowia – mówi Tomasz Chudzinski. I dodaje, że Sąd Okręgowy w Świdnicy zwolnił poszkodowanego w całości z opłat sądowych. Przy tej wartości przedmiotu sporu wyniosłyby 100 tys. zł.
50 tys. opłat sądowych może stanowić barierę nie do pokonania dla rodziców dwudziestoparolatka, który po szczepieniu dostał zakrzepicy i zmarł.
– Sąd nie musi ich zwolnić. Jeszcze się wahają, czy wystąpić z roszczeniem opiewającym na milion złotych. Przed Wojewódzkim Sądem Administracyjnym prowadzę z kolei sprawę klienta, u którego rozpoznanie lekarskie nie pokrywało się z zawartymi w charakterystyce produktu leczniczego. Z tego względu nie można było dochodzić kompensaty przed rzecznikiem praw pacjenta – mówi dr hab. Radosław Tymiński, radca prawny.
I dodaje, że przesłanki uzyskania świadczenia są bardzo rygorystycznie określone. Uzyskać odszkodowanie, można w ciągu pięciu lat po podaniu szczepionki, jeśli wystąpią działania wymienione w charakterystyce produktu leczniczego, w wyniku których pacjent wymagał hospitalizacji przez przynajmniej 14 dni albo doszło do wstrząsu anafilaktycznego.
– Dwa tygodnie w szpitalu to bardzo długi czas, a wstrząsy zdarzają się niezmiernie rzadko. Gdyby nie to, spraw przed rzecznikiem byłoby zapewne więcej – podkreśla Radosław Tymiński.
Niewiele wniosków o odszkodowanie po szczepieniu na COVID
Do rzecznika praw pacjenta do połowy maja wpłynęło 1528 wniosków o przyznanie świadczenia. Najwięcej pochodziło od mieszkańców województw mazowieckiego (15,9 proc.), śląskiego (11,2 proc.) i małopolskiego (9,8 proc.). Przyznane świadczenia opiewają na łączną kwotę niemal 4,4 mln zł. Średnia wysokość świadczenia to ponad 20 tys. zł. Wobec sześciu osób wydana została decyzja przyznająca najwyższą możliwą w świetle ustawy kwotę, czyli 100 tys. zł.
– Dla seniora, który utracił wzrok, i dziecka, które po szczepieniu dostało padaczki, będziemy dochodzić przede wszystkim rent. W imieniu ociemniałego mężczyzny będziemy również dochodzić zadośćuczynienia w wysokości 200 tys. zł. Roszczenia skierujemy do producenta szczepionki i do podmiotu leczniczego, który nie powinien zakwalifikować pacjenta do szczepień – mówi dr Tymoteusz Zych, radca prawny. I dodaje, że w obu przypadkach dochodzenie roszczeń przed rzecznikiem praw pacjenta było niemożliwe, bo odczyny poszczepienne nie zostały ujęte w charakterystyce produktu. Kompensaty byłyby też symboliczne.
– Producent ponosi odpowiedzialność na zasadzie ryzyka za produkt niebezpieczny, niezależnie od winy. Trudniej byłoby dochodzić odszkodowań od państwa. Można jednak konstruować roszczenie ze względu na wadliwość dopuszczenia produktu do obrotu – uważa Tymoteusz Zych.
Burmistrz Myślenic, Jarosław Szlachetka, wszedł do rady nadzorczej firmy należącej do Grupy Orlen. Szlachetka z wykształcenia jest wuefistą. W przeszłości był zastępcą Daniela Obajtka, gdy ten był wójtem w gminie Pcim.
—————————-
Orlen to polski gigant na rynku energii elektrycznej i cieplnej, petrochemii, prasowym, produkcji nawozów sztucznych, poszukiwań, wydobycia i przerobu ropy naftowej oraz sprzedaży detalicznej. W grupie kapitałowej firmy w 2022 roku zatrudnionych było około 65 tysięcy pracowników.
Tym olbrzymem zarządza Daniel Obajtek – człowiek, który do 2015 roku, czyli do momentu objęcia władzy przez Prawo i Sprawiedliwość, był wójtem gminy Pcim. Gmina ta ma ok. 10 tys. mieszkańców, czyli ok. 6 razy mniej, niż grupa kapitałowa Orlenu ma pracowników.
Teraz do rady nadzorczej polskiego giganta paliwowego wszedł Jarosław Szlachetka. W przeszłości zastępca Daniela Obajtka właśnie w Pcimiu.
Do niedawna Szlachetka był burmistrzem Myślenic (ok. 18 tys. mieszkańców). Jakie kompetencje ma nowy członek rady nadzorczej? Otóż z wykształcenia jest on nauczycielem Wychowania Fizycznego. Przez krótki czas pracował w zawodzie.
Później pracował jako ratownik na pływalni. Jeszcze później zaczął działać w samorządzie. W końcu został wicewójtem gminy Pcim, a jak widać w Polsce wiedzie stamtąd prosta droga do Orlenu.
Trudno to jakkolwiek skomentować. Widocznie współzarządzanie niewielką gminą w Małopolsce potrafi przygotować wuefistę do współzarządzania gigantycznym koncernem paliwowym.
Już w najbliższą sobotę ulicami Warszawy przejdzie Parada Równości – największa w Polsce demonstracja aktywistów i zwolenników ruchu LGBT. Doświadczenia z poprzednich lat pokazują, że musimy być gotowi na obsceniczne i wulgarne prowokacje, bluźnierstwa, profanacje a nawet fizyczne ataki bojowników ideologii LGBT, wymierzone w pokojowe kontrmanifestacje. Dlatego prawnicy Ordo Iuris będą monitorować przebieg manifestacji, reagując na wszelkie przypadki łamania przepisów prawa przez jej uczestników.
Walczymy o ukaranie prowokatorów
Niemal każdego roku odbywające się w całej Polsce marsze równości kończą się tym samym. Aktywistom LGBT nie wystarczy chodzenie półnago po ulicach, w wyzywających strojach lub na smyczy. W ramach demonstracji nie mogą powstrzymać się od wulgarnych prowokacji i bluźnierczych ataków na osoby wierzące.
W poprzednich latach musieliśmy reagować między innymi w Gdańsku, gdzie wyszydzono katolicką procesję Bożego Ciała, zastępując Najświętszy Sakrament imitacją damskiego organu płciowego, a jeden z aktywistów miał na sobie koszulkę znieważającą wizerunek Maryi. Podobną koszulkę założył także uczestnik parady w Częstochowie. Za sprawą podjętych przez nas kroków prawnych sprawcami zajęły się organy ścigania i sądy, a w dwóch przypadkach sprawy zostaną wkrótce rozpoznane przez Sąd Najwyższy.
Uczestnicy tegorocznego gdańskiego marszu równości oszpecili mury Kościoła św. Elżbiety Węgierskiej. Już wyraziliśmy gotowość, by – jak zawsze pro bono – wesprzeć proboszcza miejscowej parafii w sądowym postępowaniu przeciwko wandalom.
Każdy może interweniować
Aby nasze interwencje były skuteczne, chcemy pokazać świadkom gorszących zdarzeń, że nie są bezradni. To od ich właściwej reakcji zależy to, czy uda się zgromadzić materiał dowody, który przekona sąd do ukarania sprawców, co jest kluczowe także do zniechęcenia potencjalnych naśladowców.
Dlatego opublikowaliśmy specjalny poradnik, w którym przejrzyście tłumaczymy, jak i gdzie należy zgłaszać wszelkie takie incydenty. Do poradnika dołączamy także wzór zawiadomienia o możliwości popełnienia przestępstwa przez organizatorów manifestacji lub jej uczestników. Zachęcamy organizacje studenckie i młodzieżowe, by korzystając z poradnika włączyły się w akcję monitorowania parad równości.
Nasi prawnicy są oczywiście gotowi udzielić bezpłatnego wsparcia prawnego pokrzywdzonym i świadkom zdarzenia – na wszystkich etapach postępowania.
Nie pozwolimy na uciszanie modlitwy
Jednocześnie walczymy o wolność słowa dla tych, którzy sprzeciwiają się wulgarnej seksualizacji przestrzeni publicznej i bluźnierczym prowokacjom, do jakich dochodzi na marszach równości. Gdy sprawy wulgarnych prowokacji aktywistów LGBT trafiają na wokandę sądową, sprawcy często powołują się na konstytucyjną wolność słowa lub wolność artystyczną. Jednocześnie sami dążą do cenzurowania nie tylko krytyków genderowej agendy, ale także osób, które się za nich modlą.
Wolontariusze Fundacji Pro-Prawo do życia musieli odpowiadać przed sądem za zorganizowanie pokojowej kontrmanifestacji wobec częstochowskiego marszu równości – pomimo tego, że jej uczestnicy nie wznosili nawet żadnych okrzyków. Ograniczyli się jedynie do publicznej modlitwy za uczestników demonstracji LGBT.
Dzięki wsparciu prawników Instytutu Ordo Iuris, wszyscy oskarżeni o rzekome zakłócanie manifestacji zostali oczyszczeni z wszelkich zarzutów.
Czy można zaufać „telefonowi zaufania”?
Propaganda aktywistów LGBT nie ogranicza się jednak tylko do ulic naszych miast. Trafia także do szkół. Do Instytutu Ordo Iuris zgłosili się nauczyciele zaniepokojeni internetową stroną „telefonu zaufania” promowaną w podręczniku do przyrody dla 4. klasy szkoły podstawowej. Jeszcze do niedawna, na stronie znajdowało się przekierowanie między innymi do portalu Sexed, na którym do dziś można znaleźć treści promujące eksperymentowanie w dziedzinie seksualności, artykuły o tym jak przygotować się do seksu analnego, jak wybrać najlepszy wibrator, filmy o „pierwszym razie” czy tzw. „coming oucie” oraz wiele innych wulgarnych i obscenicznych treści erotycznych.
Po reakcji Rzecznika Praw Dziecka, adres strony zniknął z najbardziej widocznych części strony „telefonu zaufania”. Strona wciąż nie jest jednak wolna od podobnych treści.
Znajdziemy na niej między innymi zachętę do tego, by młodzi ludzie uczestniczyli w organizowaniu w swoich szkołach tzw. tęczowych piątków, pisali do szkolnych gazetek na tematy związane z LGBT+ i zgłaszali nauczycielom zapotrzebowanie na „lekcje poświęcone przeciwdziałaniu homofobii, transfobii i dyskryminacji”.
Dlatego zwróciliśmy się do nadzorującego fundację Ministerstwa Rodziny i Polityki Społecznej z wnioskiem o udostępnienie informacji publicznej. Wystąpimy także do Rzecznika Praw Dziecka, domagając się przeprowadzenia kontroli oraz do Ministerstwa Edukacji i Nauki o wszczęcie procedury zmian treści lub wycofania dopuszczenia do użytku szkolnego podręczników Nowej Ery, które promują stronę „telefonu zaufania”.
Zatrzymajmy indoktrynacje dzieci, nim będzie za późno
Ochrona dzieci przed indoktrynacją jest sprawą absolutnie kluczową – zwłaszcza wobec narastającej fali okaleczenia dzieci w ramach tzw. zmiany płci. W ostatnich latach mamy już do czynienia z prawdziwą „modą na bycie LGBT”. Brak właściwej reakcji rodziców na indoktrynację ich dzieci doprowadza do tego, że wielu młodych ludzi bezpowrotnie okalecza swoje ciało tylko dlatego, że ktoś im wmówił, że dzięki temu poczują się szczęśliwi.
W ramach walki z tym zjawiskiem przygotowujemy – idąc za przykładem licznych amerykańskich stanów – ustawę o zakazie tranzycji nieletnich oraz pomagamy zrozpaczonym rodzicom zmanipulowanych nastolatków i osobom, które dopiero po latach uświadomiły sobie jak wielkim błędem było okaleczanie własnego ciała.
Przygotowujemy także poradnik dla nauczycieli, przymuszanych do zwracania się do uczniów niezgodnie z ich płcią biologiczną oraz raport na temat prawdziwych korzeni wulgarnej edukacji seksualnej.
Musimy uprzedzić dramatyczne skutki ideologii gender, które w krajach zachodnich są już codziennością. W Polsce jesteśmy w absolutnie kluczowym momencie starcia z genderowym lobby. Wierzę, że uda nam się zwyciężyć w tej walce.
Reagujmy na czyny zabronione popełniane na paradach LGBT. Poradnik Ordo Iuris
Data publikacji: 12.06.2023
Adobe Stock
· Obecnie w niektórych polskich miastach organizowane są manifestacje ruchu LGBT.
· W poprzednich latach dochodziło na nich do licznych naruszeń prawa, takich jak nieobyczajne wybryki, eksponowanie nieprzyzwoitych napisów, znieważanie osób oraz znaków państwowych czy obraza uczuć religijnych.
· W związku z tym, Instytut Ordo Iuris przypomina swój poradnik, w którym wyjaśnia, jak reagować na przypadki czynów zabronionych, do których dochodzi podczas tych demonstracji.
· Prawnicy tłumaczą w nim m.in., w jaki sposób dokumentować zdarzenia oraz jak zawiadamiać organy ścigania.
· Do publikacji dołączono też wzory zawiadomień o możliwości naruszenia prawa.
W poradniku wyjaśniono, jak należy się zachować „krok po kroku” w przypadku zaobserwowania w trakcie parady czynu zabronionego. Autorzy zaznaczają, że należy wtedy udokumentować zdarzenie i zawiadomić Policję. Podkreślają również, że, w razie wątpliwości, można się zgłosić do Instytutu Ordo Iuris.
Prawnicy tłumaczą, jak utrwalać przebieg czynu zabronionego oraz co robić w sytuacji, gdy policjant odmówi podjęcia interwencji. Wyjaśniają ponadto, w jaki sposób składać zawiadomienie o możliwości naruszenia prawa. W poradniku opisano też, jaką rolę będzie pełniła osoba zawiadamiająca w razie wszczęcia postępowania karnego.
Publikacja zawiera także wykaz czynów zabronionych najczęściej popełnianych podczas zgromadzeń organizacji LGBT. Znajdują się w nim zarówno wykroczenia (zakłócanie porządku, nieobyczajne wybryki, eksponowanie nieprzyzwoitych napisów), jak również przestępstwa (znieważanie grupy lub osoby, znieważanie znaków państwowych, obraza uczuć religijnych). Przedstawiono też przykłady tego typu zachowań, do jakich dochodziło podczas parad.
15 czerwca, podczas swojej wizyty w Rzymie, metropolita wołokołamski Antoni, przewodniczący Wydziału Zewnętrznych Stosunków Kościelnych Patriarchatu Moskiewskiego, odwiedził siedzibę Wspólnoty Sant’Egidio, znajdującą się w historycznej dzielnicy Zatybrze – poinformowano w Moskwie.
Jak twierdzą zorientowani watykaniści, założone przez „nieortodoksyjnego” prof. Riccardiego ugrupowanie nieformalnie „rozdaje karty” w papieskiej dyplomacji.
Jak podaje strona internetowa Wydziału Zewnętrznych Stosunków Kościelnych Patriarchatu Moskiewskiego metropolita Antoni spotkał się ze ścisłym kierownictwem tej wpływowej organizacji: założycielem Wspólnoty, prof. Andreą Riccardim i jej wiceprezesem, prof. Adriano Roccuccim. „Strony omówiły szereg kwestii będących przedmiotem wspólnego zainteresowania”.
Działalność grupy – skoncentrowanej na ubogich, migrantach i innych osobach ze społecznego marginesu wzbudza szereg kontrowersji.
Zdaniem kardynała Josepha Zena prowadzi ona „równoległą dyplomację” w Watykanie. Wedle innych niepokojących doniesień grupa kieruje się zniekształconym wyobrażeniem katolickiej doktryny i ma sekciarski charakter. Wśród związanych z nią postaci wymienić można najwyżej postawionych dostojników, m.in. kard. Matteo Zuppiego.
W tegorocznym spotkaniu ekumenicznym „w duchu Asyżu” organizowanym przez wspólnotę w dniach 6-7 października na temat braterstwu światowego i ekologii, wzięli udział: papież Franciszek, wielki imam Al-Tayeb; patriarcha Konstantynopola Bartłomiej oraz przedstawiciele hinduizmu i buddyzmu, przewodniczący Konferencji Rabinów Europy Pinchas Goldschmidt i arcybiskup Canterbury Justin Welby. Wśród polityków pojawiła się kanclerz Niemiec Angela Merkel, ale także prof. Jeffrey Sachs, doradca sekretarza ONZ ds. środowiska i premier Mario Draghi. Rzecznik wspólnoty podkreślił, że kongres miał „podjąć wątek dyskursu, aby wspólnie wyobrazić sobie przyszłość świata, także poprzez ewentualną zakulisową wymianę opinii”.
(Andrea Riccardi, założyciel Sant’Egidio. Fot. POOL New / Reuters / Forum)
Wspólnota Sant’Egidio (wspólnota św. Idziego), o której ostatnio zrobiło się głośno w związku z promocją „postępowego” kardynała Matteo Zuppi na następcę papieża Franciszka, jest ruchem bardzo dobrze usytuowanym w polityce międzynarodowej. Aktywnie realizuje założenia oenzetowskich programów, jednocześnie prowadząc zakulisowe działania zmierzające do protestantyzacji Kościoła katolickiego.
– Pamiętam, jak w latach 70., kiedy pojechałem do Holandii, wszyscy pytali mnie: „Czy jesteśmy wspólnotą charytatywną czy wspólnotą duchową?” Zawsze odrzucaliśmy taką definicję. Mocnym punktem wspólnoty Sant’Egidio jest to, że jesteśmy grupą aktywną i nie ograniczamy naszej działalności. Jej osią jest nasza duchowość, modlitwa i liturgia. To jest główny aspekt. Wyznajemy sentencję „ora et labora”. To jest nasza synteza. Nie moglibyśmy dotrzymać pewnych dość skrajnych zobowiązań na rzecz pokoju, biednych itd., gdybyśmy nie mieli tych korzeni – tak założyciel grupy, profesor Andrea Riccardi tłumaczył w wywiadzie dla watykanisty Johna Allena.
Dziennikarz podkreślił, że wiele osób uważa świecki ruch kościelny, prowadzący równoległą do Watykanu dyplomację, mianem „postępowego, co oznacza, że w pewnym sensie reprezentuje lewe skrzydło Kościoła”.
„Chodźcie i módlcie się”
Riccardi zaprotestował, wskazując, że określeń „lewicowy” czy „prawicowy” – charakterystycznych dla opisu partii politycznych – nie można używać w odniesieniu do organizacji kościelnych i Kościoła w ogóle. – W historii Kościoła można znaleźć wiele postaci, które to podkreślały. Na przykład Romolo Murri, wielka osobistość włoskiego katolicyzmu, który był jednocześnie lewicowy, postępowy, a nawet ekskomunikowano go i trafił do faszystów. Dlatego boję się tych określeń. Powiedziałbym dwie rzeczy. Jeśli zapytasz mnie: „Andrea, jaka jest linia Sant’Egidio?”, wskazałbym, że staramy się mieć kilka punktów odniesienia: Słowo Boże, liturgię, troskę o biednych. Staramy się stać po stronie ludzi, zrozumieć ich rzeczywistość, a więc nie zamykać się. I wreszcie mamy horyzont globalny. Jeśli to znaczy być postępowym, to jesteśmy bardzo postępowi. Wszystko może stać się ideologią, czyż nie? Ideologią może stać się także „franciszkanizm” – odparł.
Riccardi miał niespełna 20 lat, gdy założył ruch katolików świeckich w 1968 r. Podkreślał wielokrotnie, że zebrał grupę licealistów, aby „słuchać i wspólnie wcielać w życie Ewangelię”, a „odniesieniem dla nich była pierwsza wspólnota chrześcijańska z Dziejów Apostolskich i postać św. Franciszka z Asyżu”.
Grupa bardziej się zaangażowała społecznie, gdy w Neapolu w 1973 roku wybuchła epidemia cholery. Z czasem ludzie, którzy poznali wspólnotę, zaczęli zakładać podobne organizacje we własnych krajach, począwszy od Europy przez Afrykę po obie Ameryki.
W 1974 r. kardynał Ugo Poletti, wikariusz generalny Rzymu, zwołał konferencję diecezjalną na temat problemów społecznych w mieście. To właśnie dzięki udziałowi w niej grupa młodych ludzi, wynajmujących lokale w centrum miasta, ale pracujących na obrzeżach stolicy, stała się bardziej znana opinii publicznej. Kiedy karmelitanki opuściły zawilgocony klasztor przy kościele św. Idziego w dzielnicy Trastevere, młodym działaczom wynajęto lokum za grosze.
Gdy ludzie pytali wówczas Riccardiego, o co chodzi w jego wspólnocie, powtarzał: „Chodźcie i módlcie się z nami”. Członkowie grupy koncentrowali się na jak najprostszym odczytaniu Pisma Świętego. Z czasem wspólnota przekształciła się w sieć mniejszych wspólnot w miastach na całym świecie, skupiając się, oprócz lektury Biblii, na pomaganiu ubogim. Na przykład organizowała zajęcia pozaszkolne, podczas których dokształcano dzieci z uboższych rodzin. Grupa podkreślała, że dla nich najważniejsza jest miłość do ubogich, prymat modlitwy oraz wyraźne okazywanie miłosierdzia chorym i grzesznikom.
Polityka i dyplomacja równoległa
Dość szybko ruch zaangażował się w działania polityczne, organizując dyplomację równoległą do prowadzonej przez watykański Sekretariat Stanu. Z czasem do siedziby wspólnoty w Rzymie zaczęły zjeżdżać głowy państw, premierzy i szefowie gangów, różnych grup zbrojnych z Afryki czy Azji i Ameryki Południowej. Goszczono m.in. prezydenta Republiki Środkowoafrykańskiej Faustina-Archange Touadéra, który miał przyjechać w celu omówienia procesu pokojowego po podpisaniu porozumienia politycznego w siedzibie Sant’Egidio w Rzymie w 2017 roku. Regularnie odwiedzała ich kanclerz Niemiec Angela Merkel.
Podczas obchodów 50-lecia powstania wspólnoty w Nowym Jorku arcybiskup Bernardito Auza, obserwator watykański przy ONZ, mówił, że wyróżniającą cechą Sant’Egidio są członkowie, którzy „uznają, że cały świat jest ich sąsiedztwem i każdy potrzebujący jest ich bliźnim, a każda ofiara wojny jest ich siostrą, a każda ofiara ucisku jest ich bratem, a każde umierające z głodu dziecko jest ich własnym dzieckiem, a każde dziecko, które nigdy nie było w szkole, jest ich własnym uczniem, a każdy starszy biedny i opuszczony jest własnym rodzicem, a każdy krok, który musimy podjąć, musi być krokiem w celu osiągnięcia pokoju”.
Oficjalnie wspólnota niesie pomoc ubogim dzieciom, osobom starszym, żyjącym samotnie, niepełnosprawnym, bezbronnym, chorym, a w ostatnich latach – imigrantom, tworząc specjalne korytarze humanitarne. Zawarła porozumienie – obok organizacji protestanckich – z rządem włoskim i sprowadza migrantów drogą powietrzną, pozyskując przy tym liczne dotacje i fundusze oenzetowskie. Grupa apeluje, by lokalne wspólnoty podpisały podobne umowy z władzami własnych państw.
Od niemal samego początku działalności wspólnota prowadzi kampanię na rzecz zniesienia kary śmierci na świecie i wiedzie prym w walce z HIV/AIDS w Afryce. Ściśle współpracuje z Fundacją Billa i Melindy Gatesów.
Grupa jest jednak szczególnie aktywna w dziedzinie polityki międzynarodowej. Równolegle angażuje się w zakulisowe mediacje, mające pomóc w zakończeniu wojen, jednocześnie współpracując z przywódcami różnych wyznań oraz założoną przez rodzinę Rockefellerów Światową Radą Kościołów (World Council of Churches) z siedzibą w Szwajcarii. Wspólnota realizuje cel federalizacji świata i stworzenia jednej platformy religijnej, zdolnej połączyć wszystkie wierzenia i sprawić, że ludzie będą w stanie żyć w braterstwie, szanując „Matkę Ziemię”.
Wspólnota Saint’Egidio określana jest mianem „ONZ z Trastevere”, od nazwy dzielnicy, w której mieści się rzymska siedziba grupy. Na początku lat osiemdziesiątych ubiegłego wieku pomagała chrześcijanom z Libanu. W Mozambiku, gdzie pomiędzy 1977 a 1992 rokiem szalała wojna domowa, wspólnota Sant’Egidio zaangażowała się w projekty rozwojowe i wszczęła zakulisowe mediacje, doprowadzając do 11 rund wyczerpujących pertraktacji toczonych przez zwaśnione strony.
Jej członkowie prowadzili mediacje na Bałkanach, w Gwatemali, Libii, Algierii i Burundi. W 2016 roku podpisali porozumienie pozwalające na udzielanie pomocy humanitarnej w nadzwyczajnych sytuacjach na obszarze gęsto zaludnionego dystryktu Fezzan.
Wspólnota zaangażowała się głównie na Czarnym Lądzie: w Republice Środkowoafrykańskiej oraz Sudanie Południowym, gdzie współpracuje z biskupami Kościoła i zwierzchnikami anglikańskimi. Za działalność na rzecz pokoju włoski rząd nominował organizację w 2002 r. do Pokojowej Nagrody Nobla.
W czasie kryzysu migracyjnego w Europie wspólnota odegrała kluczową rolę w tworzeniu korytarzy humanitarnych dla tak zwanych uchodźców opuszczających Afrykę Subsaharyjską i Bliski Wschód. Pięć lat temu wraz z Federacją Kościołów Ewangelickich we Włoszech i protestancką organizacją Waldens Table podpisała z ministerstwami: spraw wewnętrznych i spraw zagranicznych umowę, zgodnie z którą migranci zwożeni samolotami klasyfikowani są jako osoby znajdujące się „w trudnej sytuacji”, mające prawo pobytu na terenie Italii. Koszty ich podróży są pokrywane przez trzy organizacje, które z kolei korzystają m.in. z funduszy oenzetowskich i innych filantropijnych organizacji proimigranckich. Podobne porozumienia zawarto z rządami we Francji i Belgii. – Znamienne, że prawie wszędzie korytarze humanitarne są możliwe dzięki pracy ekumenicznej – komentował wówczas rzecznik Sant’Egidio, Roberto Zuccolini. – W ten sposób chrześcijanie różnych wyznań połączyli swoje wysiłki, aby odpowiedzieć na największe wyzwanie naszych czasów: przyjąć i zintegrować uchodźców w społeczeństwach europejskich – dodał.
Dziś ruch katolików świeckich, założony w 1968 roku, skupia ponad 60 tysięcy wolontariuszy zaangażowanych w ewangelizację i służbę biednym z ponad 70 krajów. Promuje ekumenizm i dialog. Twórca organizacji, Riccardi, był w latach 2013-2015 ministrem współpracy społecznej krajowej i międzynarodowej w rządzie Mario Montiego. Osobiście uczestniczył w licznych negocjacjach pokojowych, mających zakończyć wojny domowe w Afryce. Jest członkiem fundacji byłego prezydenta Francji Jacquesa Chiraca, był szefem partii Scelta Civica. Dzisiaj krytykuje konserwatystów za sprzeciwianie się papieżowi Franciszkowi w kwestii propagowania „Kościoła ludowego” otwartego na imigrantów, ekumenizm, prezentującego nową wizję rodziny.
Zarzuty
Kardynał Joseph Zen oskarżał ruch o prowadzenie „równoległej dyplomacji” – ugodowej względem chińskich władz komunistycznych w sprawach Kościoła, właściwie nie wiadomo z czyjego upoważnienia.
Nieżyjący już kardynał Francis George z Chicago interweniował w Watykanie, aby wpłynąć na wspólnotę w sprawie nagrody dla gubernatora Illinois Pata Quinna. Grupa planowała uhonorować go za zniesienie kary śmierci. Polityk jednak promował pseudomałżeństwa tej samej płci, swobodę zabijania dzieci nienarodzonych i pozbawił Kościół możliwości prowadzenia ośrodków adopcyjnych. Nagrody ostatecznie nie przyznano, a sama sprawa została nagłośniona.
Watykanista Sandro Magister jest chyba jednym z najbardziej zaciekłych krytyków wspólnoty. Obserwując jej poczynania od wielu lat, publicysta nie przebiera w słowach, uznając wspólnotę za „sektę”. Ostatnio twierdził, że organizacja chce sprawić, by arcybiskup Bolonii, kardynał Matteo Zuppi – od początku związany z ruchem – został nowym papieżem. Według Magistra, prof. Andrea Riccardi mógłby de facto – za kulisami – rządzić Kościołem.
Watykanista niejeden raz zarzucał wspólnocie, że panuje w niej kult Riccardiego. Wobec grupy toczy się postępowanie kanoniczne w diecezji rzymskiej. Ma to mieć związek ze skandalem z 2003 r., gdy były członek wspólnoty Sant’Egidio mówił o swoistych praktykach sakramentalnych (zastępowaniu spowiedzi publicznym wyznaniem grzechów) i podporządkowaniu członków „despotycznemu kierownictwu”. Przełożeni mieli rzekomo głęboko ingerować w życie prywatne świeckich, decydując o tym kiedy i z kim mogą się żenić/wychodzić za mąż itp.
Oficjalnie wspólnota unika zajmowania stanowiska w kwestiach doktrynalnych, w sprawach kontrowersyjnych, przedstawiając się przede wszystkim jako grupa działająca na rzecz pokoju i pojednania, okazująca miłosierdzie wszystkim potrzebującym.
Riccardi, z jednej strony często nagradzany i wychwalany przez przedstawicieli różnych rządów i niektórych hierarchów kościelnych, z drugiej – spotyka się z krytyką za uzurpowanie sobie prawa do wyłącznego reprezentowania hierarchii kościelnej. Przywódcy włoskiego episkopatu, od kardynała Camilla Ruiniego po kard. Angelo Bagnasco zarzucili założycielowi wspólnoty Sant’Egidio, że w minionych latach ani razu nie wysilił się słowem ani czynem, by wesprzeć bitwy Kościoła w obronie „zasad niepodlegających negocjacjom” w kluczowych momentach, jak np. w 2005 roku podczas referendum dotyczącym legalizacji procedury in vitro we Włoszech czy przy okazji batalii o życie Eluany Englaro, którą ostatecznie uśmiercono w wyniku tak zwanej eutanazji.
Do Trybunału w Rzymie trafił wniosek o stwierdzenie nieważności małżeństwa byłego członka Sant’Egidio, twierdzącego, że został przymuszony do ślubu z kobietą z tej samej wspólnoty. Mężczyzna dołączył do prośby dokumentację, opisującą wewnętrzną strukturę grupy i sposób jej działania. Przekonywał, że kierownictwo ruchu aranżuje małżeństwa. We wspólnocie ma panować praktyka zaręczania się z partnerem wskazanym przez „duchowych ojców i matki”. Rzymski trybunał diecezjalny w ostatecznym wyroku z 13 grudnia 2006 r. uznał związek mężczyzny za nieważny. Pośród członków Sant’Egidio często ma dochodzić do separacji i rozwodów.
Od samego początku z organizacją związany był postępowy kardynał Carlo Maria Martini, propagator idei synodalności, a także znany z licznych skandali abp Vincenzo Paglia. Od 2012 r. pełni on funkcję szefa Papieskiej Rady ds. Rodziny, a od 2016 roku – przewodniczącego Papieskiej Akademii Życia.
Magister sugeruje, że niektórzy kapłani posługujący w rzymskiej wspólnocie lekceważą znaczenie sakramentu pokuty.
Riccardi i działania na rzecz „urzeczywistnienia braterstwa ludzkiego”
Profesor Riccardi w czasie protestów przeciwko rządom prezydenta Muhammada Mursiego w Egipcie, który objął władzę w 2011 r. po tzw. arabskiej wiośnie, zorganizował konferencję w Kairze na Uniwersytecie Al-Azhar. Głosił, że w kraju triumfuje demokracja. Chwalił wspomnianą tu uczelnię jako latarnię wolności myśli: – Przemawiam w tak szacownym otoczeniu, jak uniwersytet Al-Azhar, który nawet w trudnych czasach zawsze był latarnią religii i kultury. Co więcej, tutaj zawsze wierzono, że praktykowanie i studiowanie wiary tworzy kulturę. Przez wieki Al-Azhar nie tylko zachował wiarę, ale także ożywił kulturę i humanizm – przekonywał. Obok niego stał wielki imam Al-Azhar, Ahmed Al-Tayeb, którego Riccardi znał bardzo dobrze z międzyreligijnych spotkań organizowanych co roku przez wspólnotę Sant’Egidio.
Al-Tayeb wściekle zaatakował papieża Benedykta XVI za to, że modlił się w intencji ofiar masakry w aleksandryjskim kościele koptyjskim pod koniec 2010 roku. Z tej przyczyny zerwał stosunki Uniwersytetu Al-Azhar ze Stolicą Apostolską. Riccardi pozostał w dobrych relacjach z imamem sunnickiego uniwersytetu, przyczyniając się ostatecznie do podpisania w 2019 roku w Abu Zabi Deklaracji o ludzkim braterstwie dla pokoju światowego i współistnienia. W zeszłym roku wielki imam chwalił Fratelli tutti, trzecią encyklikę Franciszka inspirowaną wspólną deklaracją.
Riccardi w przededniu konklawe w 2005 roku prowadził nieustanny lobbing wśród kardynałów, by zablokować kandydaturę kard. Ratzingera i przeforsować kandydaturę ówczesnego arcybiskupa Mediolanu, ks. Dionigiego Tettamanziego. Jednak, jak się okazało, duchowny otrzymał jedynie dwa głosy poparcia.
Działania polityczne Riccardiego we Włoszech wspierali: sekretarz Konferencji Episkopatu Włoch Mariano Crociata i kard. Crescenzio Sepe. Inni hierarchowie związani z Sekretariatem Stanu wielokrotnie skarżyli się na ingerowanie działaczy wspólnoty Sant’Egidio w dyplomację watykańską, która w rzeczywistości uważała aktywność „ONZ z Zatybrza” bardziej za przeszkodę niż pomoc. Na przykład w Senegalu, gdzie grupa interweniowała wielokrotnie od 1998 roku, by „ułatwić porozumienie” między rządem Dakaru a ruchami pro-niepodległościowymi regionu Casamanca, wspólnota Sant’Egidio miała stworzyć wrażenie, że prawdziwym architektem operacji był Watykan. Domniemana interwencja Stolicy Apostolskiej w wewnętrzny konflikt, którego władze Senegalu nie zamierzały w żaden sposób umiędzynarodowić, postawiła je w stan najwyższej gotowości. Stolica Apostolska musiała się tłumaczyć za pośrednictwem swojego nuncjusza arcybiskupa Luisa Mariano Montemayora, że nie ma z negocjacjami nic wspólnego. Nuncjusz komentował później: – Nie może być zamieszania. Wspólnota Sant’Egidio jest autonomiczna, a Kościół nie sprzeciwia się jej interwencji w kryzys. Ale jeśli Senegal jako suwerenne państwo nie prosi Stolicy Apostolskiej o mediację, Stolica Apostolska nie interweniuje. Jest to sprawa wewnętrzna, która może doprowadzić do incydentu dyplomatycznego. Rząd Senegalu stosuje politykę nieumiędzynaradawiania konfliktu w Casamance i nigdy nie prosił Stolicy Apostolskiej o interwencję w charakterze mediatora.
Papież Franciszek określa członków ruchu Riccardiego mianem „rzemieślników pokoju”. Założyciel potwierdza, że jego wspólnota chce być dokładnie tym, cierpliwie i fachowo prowadzać mediacje dyplomatyczne, by promować pokój i „żadne inne interesy”.
Riccardi w wywiadzie dla Vatican Insider przyznał, że w związku z Synodem o rodzinie brał udział w zamkniętym seminarium organizowanym przez redakcję jezuickiego pisma „La Civiltà Cattolica” na temat przyszłości Kościoła katolickiego. Mówił, że apelował o reformę duchowieństwa. Krytykował klerykalizm, „fundamentalizm religijny” i wszelkie nacjonalizmy.
W tegorocznym spotkaniu ekumenicznym „w duchu Asyżu” organizowanym przez wspólnotę w dniach 6-7 października na temat braterstwu światowego i ekologii, wzięli udział: papież Franciszek, wielki imam Al-Tayeb; patriarcha Konstantynopola Bartłomiej oraz przedstawiciele hinduizmu i buddyzmu, przewodniczący Konferencji Rabinów Europy Pinchas Goldschmidt i arcybiskup Canterbury Justin Welby. Wśród polityków pojawiła się kanclerz Niemiec Angela Merkel, ale także prof. Jeffrey Sachs, doradca sekretarza ONZ ds. środowiska i premier Mario Draghi. Rzecznik wspólnoty podkreślił, że kongres miał „podjąć wątek dyskursu, aby wspólnie wyobrazić sobie przyszłość świata, także poprzez ewentualną zakulisową wymianę opinii”.
Wspólnota Sant’Egidio współpracuje z Bankiem Światowym, innymi agendami ONZ i Światowym Forum Ekonomicznym w Davos. Bierze udział w religijnych spotkaniach grupy G20 i, co istotne, działa od wielu lat na rzecz ścisłej integracji europejskiej.
Riccardi w Asyżu przed pięcioma laty mówił: „wierzymy i mamy nadzieję na braterski świat”; „naszą przyszłością jest wspólne życie. Dlatego jesteśmy wezwani do uwolnienia się od ciężaru nieufności, fundamentalizmu i nienawiści”; „wspólne życie braterskiego świata, wśród narodów na przedmieściach i w mieście, jest w rzeczywistości możliwą rewolucją, jeśli zaczniemy od zmieniania serc i Ewangelii”.
W 2017 r. Organizacja Narodów Zjednoczonych sformalizowała swoje stosunki ze wspólnotą Sant’Egidio. Tego typu współpraca stanowi rzadki krok ONZ w nawiązywaniu partnerstw z organizacjami pozarządowymi. Departament Spraw Politycznych, główny organ Sekretariatu ONZ, zapewniający mediacje w konfliktach, współpracuje z Sant’Egidio od 1992 r. Formalizacja relacji oznacza dla grupy „punkt zwrotny” – twierdzi rzecznik Marco Impagliazzo. Dodał, że oficjalne kontakty, które nie obejmują wymiany pieniędzy, zapewnią „scentralizowany i bardziej regularny kanał komunikacji” między tymi dwiema organizacjami. Obecnie wolontariusze wspólnoty działają jako poufni pośrednicy w Republice Środkowoafrykańskiej, Senegalu, Sudanie Południowym i Libii.
Wspólnota uważa, że religie mogą być siłą przynoszącą pokój. W tym kontekście od 1987 r. organizuje coroczne międzynarodowe spotkania ekumeniczne. Oprócz przedstawicieli wielu wyznań biorą w nich udział różni przywódcy polityczni (Jaruzelski, Boutros-Ghali, Mugabe, Chissano, Gorbaczow, Scalfaro, Soares, Merkel).
W 2007 r. na spotkaniu Światowej Rady Kościołów, Riccardi deklarował wiarę w pracę na rzecz osiągnięcia jedności wszystkich religii w zglobalizowanym świecie. Założyciel rzymskokatolickiej wspólnoty świeckich, zwracając się do członków Światowej Rady Kościołów, dzielił się marzeniem o świecie bez konfliktów, bez wojen. Chciałby wyzbycia się ich tak, jak niegdyś zniesiono niewolnictwo. Działalność charytatywna miałaby być potencjalnym obszarem konwergencji wyznań.
Riccardi, nawiązując do komunisty Antonia Gramsciego wskazuje, że jest „katolikiem organicznym”. Czerpie z tradycji, jak i z „doświadczenia ludzi na peryferiach”. Ma nadzieję, że tradycjonalistyczne postawy, instytucje zastąpi nowa kompleksowa wizja rzeczywistości braterskiej, w której nigdy nie będzie wojny, a ludzie wszystkich wyznań i światopoglądów będą ze sobą pokojowo współistnieć. Brzmi tak, jak postulował „tomista otwarty” Jacques Maritain. Tyle, że, by ta nowa rzeczywistość – według utopistów i zarazem federalistów – mogła się ziścić, Kościół katolicki będzie musiał usunąć z nauczania moralnego wiele kwestii będących nie do przyjęcia dla wyznawców innych religii i światopoglądów.
Franciszek mianował kardynała pro-LGBT na nowego przewodniczącego Konferencji Episkopatu Włoch. Kardynał Matteo Maria Zuppi otrzymał najwięcej głosów od zgromadzonych biskupów i będzie kierował CEI przez następne pięć lat.
Zuppi jest powszechnie znany z publicznego popierania ideologii LGBT i zmiany nauczania Kościoła na temat homoseksualizmu. Między innymi napisał esej do włoskiego tłumaczenia książki „księdza” Jamesa Martina, czołowego ideologa LGBT w modernistycznym kościele.
Franciszek, przed Zgromadzeniem Ogólnym, oświadczył, że chce, aby na czele Konferencji Episkopatu Włoch stał „kardynał z autorytetem”.
Zapewne chodzi mu o autorytet w kręgach masońskich, skoro dwa lata wcześniej Wielki Mistrz Masoński rekomendował go na przyszłego papieża.
Gioele Magaldi -Wielki Mistrz Demokratycznego Wielkiego Wschodu – w wywiadzie udzielonym w październiku 2020 roku ujawnił, że Zuppi udzielił mu „ślubu” :
„Znam jednak świat Watykanu i spośród kardynałów najbardziej szanuję Matteo Zuppiego, który zresztą udzielił mi ślubu. Byłby bardzo dobrym papieżem” – powiedział Magaldi.
Zapewne Franciszek wziął sobie do serca te rekomendacje.
No i być może wezmą je do serca kardynałowie na przyszłym konklawe. A może ono nastąpić szybciej niż się spodziewamy.
Zuppi od dawna jest blisko związany z pro-muzułmańską Wspólnotą Sant’Egidio. Pełnił funkcję kościelnego generała wspólnoty angażującej się w organizację spotkań ekumenicznych w Rzymie, na wzór międzyreligijnego spotkaniu w Asyżu w 1986 r. które odbyło się z udziałem JP II, i na którym między innymi w katolickim kościele kłaniano się posążkowi Buddy. Rekomendacje uzasadnione, w końcu to masońskie braterstwo w całej okazałości. Chrystusem nikt się już nie przejmuje. Jest potrzebny wyłącznie do promowania fałszów i kłamstw globalistów.
Tragiczne wieści z Wysp Brytyjskich. Nie żyje 19-letnia Grace Kumar, reprezentantka Anglii w hokeju na trawie w grupach młodzieżowych. Zawodniczka została zabita we wtorek przez nożownika w Nottingham.
We wtorek 13 czerwca w Nottingham wczesnym rankiem doszło do tragedii. Tuż po godz. 4. znaleziono na ulicy dwa ciała ze śladami licznych dźgnięć nożem. Ofiary to dwójka 19-letnich studentów Uniwersytetu w Nottingham – Barnaby Webber i Grace O’Malley-Kumar.
Jakiś czas później sprawca próbował się włamać do znajdującego się 3 km od miejsca tamtej zbrodni schroniska dla bezdomnych, a następnie na sąsiedniej ulicy śmiertelnie dźgnął 65-letniego mężczyznę, któremu ukradł furgonetkę. Zabitym był Ian Coates, woźny ze szkoły podstawowej, który właśnie miał jechać nią do pracy.
[Ofiary zbrodniarza:]
Sprawca usiłował rozjechać tym samochodem troje przechodniów, z których jeden znajduje się w stanie ciężkim. Kilka minut później, gdy mężczyzna wyszedł z furgonetki uzbrojony w nóż, policja użyła paralizatora i zatrzymała go.
Grace Kumar chciała pójść w ślady swoich rodziców i zostać lekarzem. Oprócz tego pasjonowała się także sportem – spełniała się w tej dziedzinie jako hokeistka na trawie. 19-latka występowała w drużynie Southgate w Londynie. Grała w reprezentacji od lat 16 do 18.
====================
Mirosław Dakowski: Zobaczcie, jak już „wychowano” Brytyjczyków. Zupełnie jak Eloje z „Wehikułu czasu” Herbert George Wellsa:
Po śmierci dziewczyny jej rodzina wydała oświadczenie. „Grace była uwielbianą córką i siostrą; była naprawdę cudowną i piękną młodą damą” – czytamy.
„Grace była szczęśliwą osobą. Zaspokajała swoje ambicje, studiując medycynę, jednocześnie grając w hokeja na trawie na najwyższym poziomie uniwersyteckim. Jesteśmy zdruzgotani” – dodano.
W czwartek w Nottingham odbyła się manifestacja, której celem było uczczenie pamięci ofiar zabójcy.
– Nie noście nienawiści w swoich sercach, módlcie się za moją córeczkę – mówiła m.in. podczas manifestacji matka zabitej 19-latki.
=======================================
W tym dniu policyjni detektywi dostali także dodatkowe 36 godzin na przesłuchanie podejrzanego o zabicie w Nottingham trzech osób i usiłowanie zabójstwa trzech kolejnych. Policja potwierdziła, że podejrzany jest byłym studentem tamtejszego uniwersytetu.
Nadal nie wiadomo, jakie motywy kierowały domniemanym sprawcą. Jak informowały media, jest on 31-letnim imigrantem z jednego z krajów zachodniej Afryki, od dawna legalnie mieszkającym w Wielkiej Brytanii, choć niemającym brytyjskiego obywatelstwa.
Policja informując o tym, że podejrzany był w przeszłości studentem Uniwersytetu w Nottingham, zaznaczyła, że nie uważa, by to miało jakiś związek z zabójstwami dwójki studentów. Jak się uważa, podejrzany nie miał żadnej kartoteki kryminalnej ani nie był znany służbom bezpieczeństwa, choć ma na koncie historię problemów psychicznych.
Do Szkocji, gdzie akurat jestem, wieści ze świata wprawdzie docierają, chociaż fale Morza Północnego z jednej strony i Oceanu Atlantyckiego z drugiej, trochę je wytłumiają, dzięki czemu jazgot jest nieco cichszy, a to – jak wiadomo – sprzyja higienie psychicznej. Ale chociaż stłumione szumem fal, to wieści jednak docierają, dzięki czemu możemy przekonać się, że Polska przestaje różnić się od Stanów Zjednoczonych, a jeśli nawet jeszcze się różni, to raczej na korzyść. Bowiem nie tylko u nas, ale również w Stanach Zjednoczonych, ostro wystartowała kampania wyborcza. Wprawdzie, w odróżnieniu od Polski, gdzie wybory parlamentarne odbędą się już za kilka miesięcy, wybory prezydenckie w USA odbędą się dopiero w listopadzie przyszłego roku, no ale Ameryka jest mocarstwem, w dodatku większym od Polski i to znacznie; bo na przykład sam Teksas jest od Polski ponad dwukrotnie większy, więc i kampania wyborcza musi zaczynać się tam odpowiednio wcześniej. No i właśnie się zaczęła, o czym wymownie świadczy aresztowanie byłego prezydenta Donalda Trumpa, tym razem nie pod zarzutem, że jakaś pani przypomniała sobie, iż była przez niego “wykorzystana seksualnie”, tylko – że u siebie w garażu, czy może w łazience, bo przez szum fal dobrze nie dosłyszałem – przetrzymywał tajne dokumenty.
Na tym przykładzie widać, że zarówno w Ameryce, jak i u nas, w demokracji coraz więcej do powiedzenia mają bezpieczniacy, co tylko potwierdza teorię konwergencji, sformułowaną przez prof. Zbigniewa Brzezińskiego jeszcze w latach 60-tych ubiegłego wieku. Wprawdzie głosiła ona, że tkwiące w śmiertelnym klinczu zimnej wojny supermocarstwa stopniowo upodabniają się do siebie, a tymczasem Polska supermocarstwem chyba jeszcze nie jest – ale to nic nie szkodzi, bo nawet na najdłuższej drodze trzeba postawić pierwszy krok. Wszystko przed nami, tym bardziej, że dzięki porównaniu z Ameryką możemy się dowiedzieć, w jakim kierunku powinniśmy się podciągnąć i stawiać pierwsze kroki.
Weźmy takiego Donalda Tuska, który w rządowej telewizji awansował do rangi wroga publicznego numer jeden – bo na drugiej pozycji znalazł się Książę-Małżonek. Na razie nie został aresztowany, ani jeden, ani drugi, chociaż pan dr Sławomir Cenckiewicz przy pomocy pana red. Piotra Rachonia zdemaskował ich jako ruskich agentów, podczas gdy Donald Trump został aresztowany. Co prawda nie na długo – ale pierwszy krok na drodze ku demokracji praworządnej został już zrobiony. Wprawdzie Donald Trump twierdzi, że jest niewinny, ale wiadomo, że każdy tak mówi i najwięcej ludzi niewinnych siedzi po więzieniach – ale poza tym odgraża się, że kiedy tylko ponownie obejmie władzę, to zaraz wyznaczy prokuratora, żeby wziął w obroty Józia Bidena – jednak mogą to być tylko bezsilne złorzeczenia.
To już większe szanse zrealizowania swoich pogróżek miał Władysław Gomułka. Sportretowany przez poetę w postaci “Gnoma” w słynnym utworze “Rozmowa w kartoflarni”, odgrażał się, że “Gdy tylko w Polsce obejmę władzę, szereg surowych ustaw wprowadzę. Za krowobójstwo, za świniobicie, będę odbierał mienie i życie”.
Nie wiem, czy prezydent Józio Biden zna ten nieśmiertelny utwór, ale jeśli nawet nie, to coś o Władysławie Gomułce mógł słyszeć, skoro poczyna sobie w myśl rzuconego przezeń jeszcze w latach 40-tych zapewnienia, że “władzy raz zdobytej nie oddamy nigdy!”. Można nawet powiedzieć, że to jest najkrótsze streszczenie programu politycznego amerykańskiej Partii Demokratycznej, która w dodatku nie tylko forsuje rewolucję komunistyczną w USA, ale coraz szerzej próbuje eksportować ją na cały świat, jak kiedyś – demokrację. Skoro tak się sprawy mają, to nic dziwnego, że najpoważniejszy konkurent prezydenta Józia Bidena, który najwyraźniej uparł się przewodzić Ameryce i światu do upadłego, został aresztowany. Rewolucja wymaga ofiar, a gdzie ich szukać, jeśli nie w przeciwnym, kontrrewolucyjnym obozie? W takiej sytuacji tylko patrzeć, jak orszak męczenników zacznie się powiększać, bo na przykład jakieś dziecko przypomni sobie, że Ronald de Santis, kolejny kandydat Partii Republikańskiej na prezydenta, 30 lat temu włożył mu rękę pod spódniczkę. Dla FBI zmontowanie takiego oskarżenia to rutyna tym bardziej, że takie jedno z drugim dziecko, kiedy tylko poczuje forsę, to gotowe jest już z własnej inicjatywy puścić wodze fantazji, by dostarczyć żeru niezależnym mediom głównego nurtu – a w Hollywood starsi i mądrzejsi, co to niezmiennie znajdują się w awangardzie komunistycznej rewolucji, nakręcą film z “momentami”, który nie tylko skomplikuje sytuację polityczną kandydata, ale i przyniesie kolosalne zyski. Dzięki temu i rewolucja komunistyczna poczyni milowy krok do przodu i starsi i mądrzejsi zarobią, bo – powiedzmy sobie szczerze – co to by była za rewolucja, na której starsi i mądrzejsi by nie zarabiali? W przeciwnym razie Judenrat “Gazety Wyborczej” w Polsce nieugięcie stałby na nieubłaganych pozycjach wstecznictwa, a nie rewolucyjnego postępu, który stręczy mniej wartościowemu narodowi tubylczemu na każdym kroku.
Tymczasem u nas daje się jeszcze odczuć niedostatek koordynacji. Wprawdzie Sejm uchwalił ustawę o „nadzwyczajnej komisji do badania ruskich wpływów” w polskiej – pożal się Boże – polityce, a pan prezydent Duda ją podpisał w przekonaniu, że wyświadcza przysługę Naszemu Najważniejszemu Sojusznikowi, ale gdy został przez niego oblany zimnym prysznicem (“wiecie, rozumiecie, Duda, wy u nas bardzo uważajcie i jak macie coś podpisywać, to najpierw zapytajcie o pozwolenie, bo inaczej będzie z wami brzydka sprawa!”), to zaraz zawetował swój podpis i wniósł do Sejmu nowelizację, według której komisja nie będzie mogła nikomu dać 10-letniego szlabanu na piastowanie stanowisk publicznych.
Słowem – cały pogrzeb na nic – ale teraz PiS nie może się z tego pomysłu wycofać tym bardziej, że pan dr Cenckiewicz z panem red. Rachoniem już wyprodukowali dla rządowej telewizji, a nawet puścili demaskujący “Reset”. No a poza tym wyznawcy Naczelnika Państwa mogliby sobie pomyśleć, że nie jest on nieomylny – i co wtedy? Musimy jednak pamiętać, że nie ma takich poświęceń, których nie można by dokonać dla dobra demokracji, toteż i u nas pojawia się promyk nadziei w postaci projektu ustawy o ochronie ludności. Już tam rząd “dobrej zmiany” ochroni ludność nie tylko przed ruskimi wpływami, ale i zaplanowaną przez WHO na przyszły rok epidemią, jak i przed uleganiem pokusie niewłaściwych decyzji. Nie na tym bowiem polega demokracja, że każdy decyduje, jak chce, tylko – że każdy decyduje, jak się należy. Zarówno w Ameryce, jak i u nas.
Nie jest tajemnicą, że wszelkie nowinki techniczne pojawiają się na rynku wiele lat po zastosowaniu ich w przemyśle zbrojeniowym. Często, zanim trafią do użytku cywilnego mija dekada lub dwie, jak w przypadku powszechnie dziś wykorzystywanego systemu GPS.
Dokładnie wtedy, Narodowe Laboratorium Los Alamos odniosło sukces w opracowywanej przez naukowcówtechnologii morfingu głosu ludzkiego. Pozwalała na wierne naśladownictwo głosu konkretnej osoby na podstawie wcześniejszego, kilkuminutowego jej nagrania. Osiągnięcie określono przełomowym dla mających nastąpić w niedalekiej przyszłości operacji wywiadowczych i wojennych. Zyskało wówczas miano nowej broni PSYOP (operacji psychologicznych). Pisząc o tym, poddawałem w wątpliwość prawdziwość połączeń telefonicznych, które rzekomo udało się kilkunastu osobom nawiązać 11 września 2001 roku, z czterech, uprowadzonych przez terrorystów, samolotów.
„Uważam, że rozmowy zostały spreparowane, może dzięki systemowi morfingu, opracowanemu przez Laboratorium Los Alamos już w 1999 roku. Laboratorium to, nawiasem mówiąc, było chronione przez Securacom, firmę dbającą o bezpieczeństwo WTC, lotniska w Dulles, i amerykańskich linii lotniczych. Członkiem Rady Dyrektorów tej spółki, przemianowanej później na Stratesec, był w latach 1993–2000, Marvin Bush, syn 41 prezydenta
George’a W. Bush’a. Nagrania głosu tych osób można było z pewnością zdobyć, zwłaszcza że wszystkie te osoby, jako narzędzia swojej pracy używały właśnie głosu. Komórka PSYOP, z miliardowym budżetem, z pewnością potrafiłaby sobie z tym problemem poradzić.
Osoby, którym nie chce się wierzyć, by nagrano wcześniej i spreparowano głos 19 osób, polecam informacje na temat bazy danych kilkunastu milionów osób, jakie mają w swoich zbiorach sieci wywiadowcze USA. Łącznie z odciskami palców, zapisem obrazu źrenicy oka, informacji o karalności, preferencjach seksualnych itp.”
Wówczas, niektórzy pukali się wymownie w czoło. Dziś taka wiedza nie robi już na nikim wrażenia. O tym, że wykorzystanie możliwości imitowania głosu mogło mieć w wydarzeniach 9/11 miejsce, pisałem kilka lat później, w książce „Demony Zagłady” o zaangażowaniu jednego z „bohaterów” rządowej wersji zdarzeń w taką właśnie działalność.
„19.06.2001 roku gazeta Tribune-Review poinformowała, że amerykański Departament Obrony wydał 23 000 dolarów na trwające zaledwie trzy godziny ćwiczenia o kryptonimie ‘Mall Strike 2001’. Uczestnicy ćwiczeń reagowali na symulowaną eksplozję w Greengate Mall. W założeniu, poszkodowani w wypadku doznali obrażeń spowodowanych działaniem środków chemicznych i biologicznych. Co ciekawe, centrum handlowe Greengate wkrótce zbankrutowało, kończąc działalność latem 2001 roku.. Po nieudanej próbie uruchomienia w budynku ośrodka telekomunikacji, dotychczasowi najemcy otrzymali wypowiedzenia. Zimą 2003 roku budynek został całkowicie zniszczony. Jednym z uczestników wspomnianych wyżej ćwiczeń był niejaki Daniel Stevens, rzecznik prasowy Departamentu Bezpieczeństwa Publicznego hrabstwa Westmoreland.
Ten sam Stevens informował Amerykę 11 września 2001 roku, że tamtejsze Centrum Ratownictwa otrzymało zgłoszenie alarmowe z telefonu komórkowego pasażera znajdującego się na pokładzie samolotu UAL 93.Pasażerem tym był Edward Porter Felt, który zamknął się w toalecie i wybrał numer 911. Felt, pracujący w przeszłości dla
Novell zajmującej się morfingiem, był w 2001 roku inżynierem komputerowym firmy
BEA Systems, sprzedającej oprogramowanie dla przedsiębiorstw.”
Od tamtych czasów minęły dwie dekady. W tym czasie obróbka obrazu filmowego stała się dostępna dla średnio zaawansowanego użytkownika komputera, który może dokonać na oczach widzów przeobrażenia twarzy dowolnej osoby – odmłodzić ją lub postarzyć. Za pomocą wyrafinowanego oprogramowania można już zmienić wizerunek występującej przed kamerą postaci. Możemy zatem ulec złudzeniu, że oglądamy w jakimś miejscu kogoś, kto w rzeczywistości nigdy w nim nie był. Ta technologia niesie ze sobą ogromne zagrożenia. Ale, to nie wszystko.
Doskonale znamy pomysłowość przestępców, którzy na masową skalę wyłudzają pieniądze metodą „na wnuczka”, telefonując do seniorów z informacją, że ich bliski znalazł się w tarapatach, z których wyratować go może tylko błyskawiczne wsparcie finansowe. Liczba tych oszustw jest ogromna. W ostatnim czasie coraz częstszym zjawiskiem jest nawet podawanie się przez naciągaczy bezpośrednio za te właśnie bliskie osoby i, dość często, ich głos jest łudząco podobny do głosu córki, syna, czy wnuczka nabieranego krewnego, odbierającego telefon.
Nie zawsze jest to kwestia stresu, wyrwania oszukiwanego ze snu, czy naturalna chęć pomocy najbliższym, która zabija racjonalne myślenie. Bardzo możliwe jest wykorzystywanie w niektórych przypadkach najnowszych zdobyczy techniki, które znajdują się w arsenale licznych służb od dawna. Potrafią one bez trudu imitować dowolny numer telefonu, z którego wykonywane jest połączenie, o czym zresztą coraz głośniej mówią pracownicy banków, ostrzegając przed zbytnią łatwowiernością nawet, jeśli na smartfonie wyświetlają się cyfry z listy naszych kontaktów. Tym, którzy sądzą, że tego typu sprzęt „nie ma prawa” trafić w ręce naciągaczy, wystarczy wskazać statystyki samochodów skradzionych w kilkadziesiąt sekund metodą na tzw. walizkę.
Wiodąca, amerykańska firma informatyczna, sprzedająca popularne na świecie telefony, reklamuje już usługę dostępu do tzw. banku głosu, która trafi w ręce jej klientów w pierwszych dniach czerwca br. Czym jest bank głosu? To technologia umożliwiająca gromadzenie próbek głosu użytkownika, aby w razie potrzeby system komputerowy był w stanie go wiernie odtworzyć. Jak możemy przeczytać w poświęconym temu tematowi artykule, „utrata zdolności mowy może nastąpić nagle z powodu chorób takich, jak ALS (stwardnienie zanikowe boczne). Zanim ludzie zdadzą sobie sprawę z tego, że potrzebują syntezowanego głosu, który brzmi, jak ich własny, może być za późno”.
Na stwardnienie zanikowe boczne chorował popularny astrofizyk, na którego przypadek powołuje się producent aplikacji o nazwie
personal voice. „Wszyscy znamy syntezator mowy używany przez zmarłego Stephena Hawkinga. Potrafił on wybierać słowa i frazy, które były wypowiadane na głos, ale bardzo zrobotyzowanym głosem. Kolejnym ważnym osiągnięciem była znacznie bardziej naturalnie brzmiąca mowa, taka jak ta używana przez Siri. Ale, najlepszą opcją dla tych, którzy nie mogą już mówić wyraźnie lub w ogóle, jest głos, który brzmi tak jak twój. (…) System komputerowy tworzy go, ucząc się jego barwy, akcentu, intonacji i tempa mowy”. Dotychczasowe metody tej bankowości głosowej były czaso- i pracochłonne, czyli kosztowne. Wymagały zebrania około 1500 fraz, co zajmowało kilka tygodni. Reklamowana usługa, wykorzystując sztuczną inteligencję, przeprowadzi ten proces w ciągu 15 minut!
To, oczywiście wielka szansa dla osób dotkniętych chorobą. Jednak, w połączeniu z przywołanymi wcześniej możliwościami generowania sfałszowanych obrazów zdarzeń nie istniejących, zmagazynowanymi już odciskami palców, do niedawna pobieranych tylko od przestępców, odwzorowania źrenic, a w wyniku tzw. pandemii próbkami naszego DNA, źle to rokuje.Podsumuję to adekwatnym do tematu pytaniem – a nie mówiłem?
Na rewelacje Jarosława Kaczyńskiego na temat referendum w sprawie unijnych nacisków na przyjęcie nielegalnych imigrantów odpowiedział Witold Gadowski. Publicysta w mocnych słowach wyraził to, o co pytają Polacy: a kto, jeżeli nie partia rządząca, doprowadził do niekontrolowanej fali migracji z Ukrainy? „Od jesiennego rachunku za to nie uciekniecie” .
Kiedy do Polski wpływały milionowe fale emigrantów z Ukrainy, rząd w Warszawie nie wpadł na pomysł zapytania Polaków co myślą na ten temat. Podobnie, gdy tenże rząd decydował o przeznaczaniu miliardów złotych na utrzymanie Ukraińców. Ani też wtedy, gdy swą polityką ściągał na nasz kraj groźbę wojny.
Natomiast gdy zbliżają się wybory, władza warszawska nagle ogłasza, iż będzie pytać Polaków o relokację niewielkiej ilości imigrantów z Unii Europejskiej…
Zapowiedź w tej sprawie spotkała się z ostrym komentarzem Witolda Gadowskiego. A kto zadecydował o braku filtracji tych, którzy wlewają się przez ukraińską granicę do naszego kraju no i skąd nagle wzięło się tylu obcych (wizualnie) na ulicach polskich miast panie Kaczyński? – zapytał redaktor. Od jesiennego rachunku za to nie uciekniecie – dodał.
Taras Barszczowski to ukraiński milioner, który w Polsce jest ścigany listem gończym. Nie przeszkadza mu to w dalszym robieniu interesów w nad Wisłą.
Barszczowski od kwietnia jest poszukiwany w Polsce listem gończym. Na ukraińskim milionerze ciążą zarzuty założenia w Polsce zorganizowanej grupy przestępczej o charakterze zbrojnym i dokonywania oszustw na szkodę około 100 polskich sadowników i dostawców.
Oligarcha znajduje się na czarnej liście ZUS. Jeśli postawi stopą w Polsce, to od razu zostanie schwytany przez polską policję. [?? czyżby?? … md]
– Czekamy, aż podejrzany wyjedzie z Ukrainy do innego państwa, które zgodzi się nam go wydać. W Ukrainie nie funkcjonuje europejski nakaz aresztowania, a w związku z tym podejrzany musiałby być wydany w trybie ekstradycji. Jednak jednym ze standardów w relacjach między państwami jest niewydawanie własnych obywateli – mówi prok. Andrzej Jeżyński z Prokuratury Regionalnej w Lublinie.
Póki co, Barszczowski wciąż korzysta ze zliberalizowanych przepisów handlu Ukrainy z UE, które wprowadzono, by pomóc finansowo napadniętemu przez Rosjan państwu. Milioner wciąż robi interesy w Polsce i zalewa nasze państwo swoim koncentratem.
– Zajęcie zaledwie kilku jego cystern, które stale kursują przez polsko-ukraińską granicę, poważnie zredukowałoby długi, jakie ukraiński przedsiębiorca ma u polskich rolników, dawnych dostawców jego firm – mówi WP Lucjan Kamil Zębek, przedsiębiorca z woj. lubelskiego. Na współpracy z firmami powiązanymi z Barszczowskim mężczyzna stracił kilkaset tysięcy złotych.
–To, co się odbywa, to jakaś zabawa w ciuciubabkę. Jest ścigany listem gończym, ma ogromne długi, a jednocześnie cysterny jego ukraińskiej firmy swobodnie przekraczają granicę i dostarczają towar. Każdy taki pojazd przewozi koncentrat jabłkowy o szacunkowej wartości 160 tys. zł. Mówimy o milionach, które ten człowiek nadal może zarabiać – dodaje.
Sytuacja rzeczywiście wydaje się absurdalna, ale tak najwyraźniej działa obecnie państwo polskie. Tymczasem rodzimi przedsiębiorcy nieustannie są nękani i państwo utrudnia im prowadzenie biznesów.
Na Różańcu świętym będziemy się modlić wraz z Maryja Królową Polski o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii oraz o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.
BIAŁYSTOK – O godz. 13.30 wyruszymy sprzed Katedry (ul. Kościelna 2), przejdziemy Rynkiem Kościuszki, ul. Lipową do Bazyliki Mniejszej p. w. św. Rocha.
POZNAŃ – początek o godz. 12.30 Msza Święta za Ojczyznę w Sanktuarium Bożego Ciała przy ul. Krakowskiej. Po Mszy Świętej Pokutny Marsz Różańcowy poprowadzi Ojciec Jerzy Garda. Zakończenie u Ojców Franciszkanów w Sanktuarium Matki Boskiej w Cudy Wielmożnej na Wzgórzu Przemysła.
ZAMOŚĆ – o godz. 15.00 Koronka do Miłosierdzia Bożego, po modlitwie wyruszy spod kościoła św. Katarzyny Pokutny Marsz Różańcowy.
Msza Święta za Ojczyznę w Kościele Rektoralnym Świętej Katarzyny, ul. Kolegiacka 3 o godz. 17.00