Plagi klimatyczne

Plagi klimatyczne

Posted on 1 czerwca, 2024 by jw plagi-klimatyczne

https://youtube.com/watch?v=31PsVPG0LiY%3Fversion%3D3%26rel%3D1%26showsearch%3D0%26showinfo%3D1%26iv_load_policy%3D1%26fs%3D1%26hl%3Dpl%26autohide%3D2%26start%3D2%26wmode%3Dtransparent

Plagi klimatyczne

Znakomity dokument o klimacie „Zimna prawda”, emitowany ostatnio w TV Republika, to jednocześnie film o trądzie panującym w pałacu nauki, plagach akademickich, o historii korumpowania nauki. To zimny prysznic dla bezkrytycznie wierzących ludziom nauki, z których wielu zdradza poszukiwanie prawdy dla poszukiwania pieniędzy od prawdy niezależnych.

Nauka o klimacie przekształciła się w ideologię globalnego ocieplenia, negującą wpływy na temperaturę na Ziemi innych czynników niż ilość CO2. Wybitni uczeni, profesorowie najlepszych uczelni, w tym laureaci nagrody Nobla, sceptyczni wobec panującej w ostatnich latach ideologii „płonącej planety”, są marginalizowani, ośmieszani przez aktywistów klimatycznych. Straszenie ludzi globalnym ociepleniem i wprowadzanie restrykcji gospodarczych rzeczywiście zagraża planecie znacznie bardziej niż zagrożenia zmianami klimatu. Te były od zawsze, wywołane czynnikami naturalnymi, a skala wpływu człowieka na fluktuacje klimatyczne nie jest należycie udokumentowana faktami. Jeśli odrzuca się wszystkie niewygodne dane, wyklucza badaczy mających odmienne zdanie, to marny los nauki, a gospodarka i polityka globalna opierające się na niewiedzy prowadzą do katastrofy.

Naukowcy zainteresowani utrzymaniem się na uczelniach, funduszami na badania, nie mogą wygłaszać poglądów sprzecznych z „ustalonymi”, trzymają „gębę na kłódkę”, bo inaczej popełniają samobójstwo zawodowe. Pokonanie drabiny akademickiej wiodącej na szczyt naukowy może nie być możliwe. Nie otrzymają pieniędzy na badania, nie będą awansowani, a przy tym szykanowani tak, że tylko przejście na wcześniejszą emeryturę może ich uratować.

Mobbing jest powszechny w domenie akademickiej, ale skutki mobbingu – rzec można – klimatycznego, dotykającego najwybitniejszych nawet naukowców, to dramat. Także w Polsce sceptycznie wypowiada się emerytowany geolog, gdy gremia etatowe oficjalnie się od niego odcinają. Chyba na wszelki wypadek w komitecie PAN do spraw kryzysu klimatycznego nie było geologów, co chyba świadczy o poważnym kryzysie naukowym w Polskiej Akademii Nauk.

Róża Maria Barbara Gräfin von Thun und Hohenstein – a logika.

Róża Thun i logika. Konia z rzędem temu, kto się w tym połapie…

3.06.2024 nczas/roza-thun-i-logika-konia

Róża Thun. Foto: PAP
Róża Thun. Foto: PAP

Pani Thun chce pozostać w PE startując z list III Drogi. Zwolenniczka zalania Europy migrantami poglądów nie zmieniła i wydaje się obciążeniem dla tej koalicji. Niespójności jest więcej. Róża Maria Barbara Gräfin von Thun und Hohenstein należała do tej pory do grupy Renev, chociaż np. PSL miał posłów w grupie ludowej. W Brukseli dołączyła do Spinelli Group, inicjatywy działającej na rzecz federalizacji Unii Europejskiej i w tym duchu głosowała.

Róża Thun wystąpiła w poniedziałek 3 czerwca na antenie Polsatu. Udowodniła, że na filologii angielskiej w Krakowie logiki chyba nie uczyli. Rozmowa z eurodeputowaną Grafinią dotyczyła m.in. słynnej „dyrektywy budowlanej” UE. Thun broniła pomysłu do końca, bo ma to być dobre dla ludzi i klimatu.

A wystarczy pomyśleć. Jeśli klimat się nam ociepla, to po co… ocieplać domy? Jeśli ma być na zewnątrz gorąco, to raczej z nieszczelności naszych okien i drzwi powinniśmy się cieszyć, bo to niemal naturalne klimatyzacja.

Na uwagę redaktora, że ludzie boją się kosztów takiej transformacji, Thun zapewniała, że Unia da nam pieniądze (czyje?!!!), a wszystkimi zmianami będziemy zarządzać na miejscu, bo Bruksela wyznacza tylko pewne ramy.

Dalej było jeszcze śmieszniej i jeszcze mniej logicznie. Eurodeputowana Thun stwierdziła, że dyrektywa jest po to, żeby energia była… tańsza. Redaktor jakoś zapomniał zapytać, czy wyższe rachunki to może jakiś „okres przejściowy”? Ale może właśnie ma być drożej, żeby było taniej? To zapewne jakaś nowa euro-logika i konia z rzędem temu, kto się w tym połapie…

Lipa św. Jacka i błogosławieni Męczennicy. Sandomierz.

Lipa św. Jacka i błogosławieni Męczennicy. Sandomierz.

Andrzej Sarwa

Sandomierski klasztor dominikanów zakładał, jako drugi w Polsce, po krakowskim, sam św. Jacek Odrowąż… Legenda głosi, że wokół kościoła św. Jakuba, przy którym mnisi owi osiedli, święty posadził lipy… 

22 maja 2024, pod wieczór, runęła przedostatnia już z lip sadzonych ponoć ręką św. Jacka… lipa z przymocowaną do niej kapliczką Matki Bożej…

Zatem – jeśli by ktoś chciał tego rodzaju zdarzenia odczytywać jako znaki… to ten znak byłby bardzo wymowny… Św. Jacek nie tylko sam opuścił Sandomierz, ale… i zabrał ze sobą figurkę Matki Najświętszej… jak niegdyś w Kijowie…

Nie najlepszy to chyba prognostyk dla Sandomierza, jedynego z najważniejszych polskich  miast, jednej z kolebek naszej państwowości, kultury, chrześcijaństwa, które przez burze dziejowe całkowicie straciło swoje znaczenie… Kraków, Wrocław, Poznań, Płock przetrwały, Sandomierz zaś nie… 

A lipa? Przeżyła najazdy Tatarów, Litwinów, Szwedów, Sasów, Napoleona, dwie wojny światowe, niemiecką okupację…

Pewnie można by ją „odbudować” z odrostów korzeniowych, jak dąb Abrahama w Mamre, ale… pewnie prościej będzie kupić sadzonkę…

Ale Sandomierz i kościół św. Jakuba to nie tylko świętojackowe lipy…

Wczoraj, 2 czerwca, była Uroczystość Błogosławionego Sadoka i 48 Braci Męczenników, którzy w mieście tak nasyconym przecudownymi tradycjami dziś prawie już odeszła w zapomnienie…

Może warto przypomnieć o nich?…

============================

SŁOWO O BŁOGOSŁAWIONYM SADOKU-PRZEORZE I CZTERDZIESTU OŚMIU DOMINIKAŃSKIEJ BRACI W SANDOMIERZU PRZEZ TATARÓW OKRUTNIE POMORDOWANYCH

Dzień wstał mroźny i rześki. Poza oknem celi przeora Sadoka, na tle białosiwego nieba, oświetlonego od wschodu szkarłatnozłocistą poświatą, rysowały się konary rozłożystej lipy, oprószonej świeżo spadłym śniegiem.

Do uszu zakonnika dobiegł głos sygnaturki zwołującej mieszkańców świętojakubskiego klasztoru na poranną mszę.

— Ech, inaczej było przed laty! — pomyślał przeor, przywołując w pamięci dni młodości. — Inaczej, gdym jako nieopierzony młodzik udał się był, anno Domini 1221, na kapitułę do Bolonii. Ileż zapału i ileż radości, ileż wdzięczności, gdy Ojciec Dominik posłał mnie i brata Pawła szczepić Zakon Kaznodziejski w ziemi węgierskiej i nieść światłość Panachrystusowej Ewangelii, Prawdy nie znającym Kumanom.

Spojrzał w okno napełniające się coraz większym blaskiem. Dzień się zaczął na dobre i całkiem widno się już zrobiło, mimo iż niebo jęły zasnuwać na nowo ciężkie śniegowe chmury, z których rychło poczęły bezszelestnie osypywać się grube i ciężkie płatki śniegowe, sfruwając przez niczym nie osłonięty otwór i osiadając na posadzce ułożonej z czerwonej cegły, kładzionej na sztorc ściśle jedna obok drugiej.

Przeor podszedł ku oknu i założył je szczelnie sosnową ramą obciągniętą błonami ze świńskich pęcherzy. Wstrząsnął nim dreszcz, bowiem ziąb ciągnący z dworu przejął niemłode już ciało, wnikając — zda się — aż do samych trzewi. Opuściwszy celę, wędrując niespiesznie tonącym w półmroku klasztornym korytarzem, kierował się ku kościołowi, jednocześnie rozmyślając o minionych dniach, miesiącach, latach…

Oto w umyśle pojawiły się obrazy przeszłości.

Znów był złotoustym kaznodzieją, przyciągającym tłumy pogan, znów polewał wodą nisko pochylone głowy nowo nawróconych, wymawiając sakramentalne słowa formuły chrzcielnej.

Wspominał dzień największego swojego triumfu, gdy do owczarni Jezusowej przywiódł, i obmył z grzechów, książąt tamtej ziemi: Bruchusa i Bembrocha z rodzinami i dworem.

Ale oto napłynęło wspomnienie inne, wspomnienie rzezi, jaką Kumanom urządzili Tatarzy… Przed oczyma stawały mu ciała porżniętych dominikanów: Pawła i współbraci, leżące w kałużach parującej na chłodzie krwi, której ciemnopąsowa powierzchnia ścinała się, marszcząc przy tym lekko.

Jego Pan Chrystus ocalił… Jego ocalił… Czemuż? Czyż nie prosił wówczas, o koronę męczeńską także i dla siebie? Czyż nie pragnął ofiarować życia na ołtarzu Pana? Dla Pana i za Pana?

Trzeba było potem opuścić ziemię Kumanów, bo nie miał już komu głosić Królestwa Bożego. Wrócił do ojczyzny, osiadł w sandomierskim, świętojakubskim klasztorze, wiodąc żywot cichy i skromny, budując Państwo Najwyższego inaczej zgoła niż tam, w odległej krainie, budując je codzienną mrówczą pracą, budując słowem głoszonym z kazalnicy, budując przykładem świątobliwego żywota, ale bez tak ciężkiej walki o dusze, które wcześniej przemocą wydzierać musiał ze szponów Szatana.

Sadok przyzwyczajony był do bojowania przez te długie lata, więc skoro przyszło zamieszkać w Sandomierzu, czuł, że powoli gnuśnieje. Mniej tu było sposobności, iżby wykorzystać całe bogactwo, całą siłę charakteru.

Tak, miał poczucie, iż gnuśnieje i bolał nad owym srodze. Jednocześnie zaś tęskniąc za minionym, choć minione to także był trud i udręczenie, i sen na twardej ziemi, i chłód, i niejednokrotnie pusty brzuch…

Nie buntował się przecież. Wiedział, iż taka jest wola Jezusowa, że skoro go tu przysłał, że sprawił, iż został przeorem, taki a nie inny zamysł miał wobec swego sługi, zatem sługa wolę Bożą musi wypełniać z pokorą…

* * *

Wciąż daleki myślami od sandomierskiej powszedniości nakładał w zakrystii humerał, albę, stułę — oznakę kapłaństwa, ornat i manipularz.

Szczupły, wysoki, o żółtawej niezdrowej cerze, kleryk Medardus ukląkł na stopniach ołtarza, podczas gdy Sadok uniósłszy w górę rozłożone ręce szeptał modlitwy mszalne…

Dzień zimowy, pochmurny dzień, niczym nie różnił się od tylu innych. jakie w cichej, acz wytrwałej, wytężonej pracy w upływał w sandomierskim, świętojakubskim klasztorze.

Śnieg bez ustanku grubymi płatkami bezszelestnie osypywał się z obłoków na ziemię, wszystko wokół szczelnie okrywając niepokalaną białością. Przed wieczorem wypogodziło się i nawet na widnokręgu pojawiło się nieco słonecznego poblasku, który zresztą zaraz umknął przed gęstym mrokiem. Sadok posłyszawszy, iż w grodzie uczynił się jakiś wielki ruch, wszedłszy do klasztornego ogrodu rozlokowanego na łagodnym skłonie Świętojakubskiego Wzgórza, spoglądał na sąsiednie — Zamkowe. Widział tak rycerzy, jak i pachołków, przebiegających spiesznie wąskie grodowe uliczki.

“ — I cóż to się wydarzyło, że gród przypomina mrowisko, które niebaczny przechodzień roztrącił stopą?” — pomyślał zakonnik.

Postał jeszcze chwilę, a potem udał się — jak to miał we zwyczaju — do kościoła, by adorować i cześć oddawać Panu Jezusowi ukrytemu w Eucharystycznym Chlebie. Nikły, żółtawy poblask kaganka ledwie oświetlał tabernakulum i niewielki krąg posadzki tuż u stopni ołtarzowych.

Ukląkł przeor, a skrzyżowawszy ręce na piersiach i nisko pochyliwszy głowę, pełnym żarliwości szeptem wypowiadał słowa modlitw.

Długo musiał tak tkwić nieporuszony, skoro w kolanach i plecach zgiętych w pałąk — mimo iż przecież nawykłych do nabożnych ćwiczeń — poczuł ból i zmęczenie. I oto naraz posłyszał odgłos kroków odbijających się echem od nagich ceglanych ścian korytarza prowadzącego do kościoła ku celom klasztornym.

Podniósł głowę i bacznie wpatrywał się w mrok, skąd po kilku chwilach wysunęła się postać ojca Piotra, furtiana, dzierżącego w wyciągniętej przed siebie i uniesionej dłoni, długą smolną szczypę płonącego łuczywa. Za furtianem szedł jeszcze ktoś, ciężko stawiając stopy. Przeor natężył wzrok. Był to Piotr z Krępy, kasztelan sandomierski. Podźwignął się tedy z kolan leciwy przeor Sadok, a zbliżywszy, się do przybysza, zapytał:

— I cóż to cię sprowadza do mnie, o tak późnej porze, panie kasztelanie?

— Dzisiaj przed wieczorem, świątobliwy ojcze, doszły nas wieści, iż Tatarzy, idą na Sandomierz… A miasto prawie bezbronne. Nie masz zbrojnych, prócz garstki rycerzy, bo reszta przy księciu panu, w Krakowie… — A zatem?… — zapytał przeor Sadok.

— Cóż… Będziemy bronić grodu. Bez walki go nie poddamy… Wezmą go Tatarzy siłą, wola boska, ale nikt nie powie, żeśmy nie próbowali…

— A miasto? — znów zapytał przeor, spoglądając Krępie prosto w oczy. Ten opuścił głowę na piersi i wyszeptał:

— Miasta bronić nie będziemy długo… Bo i kim? Kim, skoro ludzi niedosyt…

Krępa uniósł głowę i patrząc przeorowi prosto w oczy, dodał:

— Wiesz ojcze, co owo oznacza… Klasztoru także bronić nie będziemy…

* * *

Sadok klęczał przed Ukrzyżowanym. Zaczerwienionymi z bezsenności oczyma wpatrywał się w Twarz Cierpiącego. Złocisto—szkarłatne refleksy płonącego łuczywa igrały po surowych murach, po owej Twarzy, sprawiając pozór życia w wyrzezanym z ciemnego drewna Zbawicielu.

Poza oknem był mrok. I w kątach celi też czaił się mrok. A wpośród mroku słychać było oddech Kusiciela:

— Uchodź, uchodź czym prędzej… Oddech układał się w słowa.

— Uchodź, uchodź czym prędzej… Czy warto tak głupio skończyć? Oddech potężniał, niczym fala wiosennej powodzi uderzająca o ściany domostw wzniesionych na wiślanym brzegu.

— I jakiż sens dać gardło? Jaki sens? Ileż jeszcze — żywy — mógłbyś zdziałać w świecie? Umrzeć nietrudno… Głupio umrzeć łatwo… Umrzeć z sensem, to sztuka nie lada!…

A Chrystus Pan na Krzyżu w nieustającej męce Golgoty zakrył oczy powiekami. Twarz zastygła w boleści konania… Chciał Sadok odczytać radę z owej Twarzy, przecież daleka mu była teraz… Jakże daleka… Jak jeszcze nigdy w życiu…

— Nie zostawiaj mnie, Panie, w rozterce! — Sadok uniósł ręce w błagalnym geście — Nic zostawiaj samemu sobie! czemuż wydajesz mnie na pokuszenie? Czemuż nie chronisz, czemu nie osłaniasz?

Ale Jezus uparcie milczał. Tylko twarz wykrzywiła się w skurczu niesłychanej boleści. Jego udręka i pohańbienie sięgały krawędzi piekieł — na odkupienie wszystkich bez wyjątku przewin. Na obmycie wszelkiego brudu, na starcie każdego występku…

— Zbierz braci. Skoro świt nadejdzie… zbierz braci. Uchodźcie póki jeszcze można. Komuż pomoże to, iż dacie głowy? Komu?

Jezus na Krzyżu już nie cierpiał. Twarz wygładziła się. Wpółotwarte usta zastygły w bezruchu. Skonał.

* * *

Przeor odwrócił się od ołtarza. Jeszcze tylko jedno zdanie miał wyrzec: “— Ite missa est” — “Idźcie, msza skończona”, a bracia poczną wychodzić z kościoła.

Zawahał się. Poruszył wargami raz i drugi, ale nie wydobył z nich głosu. Aż wreszcie się przemógł, by rzec:

— Wiecie bracia, że za dzień — dwa przybędą Tatarzy. Wiecie, że nie ma rycerstwa w Sandomierzu… Ot, garstka… Tyle tylko, by obsadzić grodowe wały… Miasta nikt nie będzie bronił… A jak miasta, to i klasztoru… Któż z was chce, może odejść… Poszukać bezpiecznego schowu… Nie mam prawa przymuszać nikogo, iżby pozostał… Nie wolno mi cudzym szafować żywotem…

Bracia stojąc w dwuszeregu w pośrodku świątyni milczeli, nisko pochylając głowy. Ale oto ciszę przerwał głośny szept jednego z kleryków:

— A ty, ojcze?… A ty co uczynisz?…

— Ja?…

— Sadok zawahał się przez moment, Jeszcze skądś — nie wiedzieć skąd — wnikając wprost do mózgu doszedł go głos Kusiciela:

“— Uchodź!”

— Ja?… — powtórzył — Zostaję… Zostaję, bom nie po to stawał się Panachrstusowym żołnierzem, by stchórzyć, gdy nadejdzie czas próby… Bo nie godzi się pasterzowi owiec, porzucać je, lecz do końca trwać przy nich, nawet gdy wie, iż nie będzie mógł ich ochronić przed stadem wilków… Bo nie godzi się umykać tym, którzy są tu postawieni na straży chrześcijaństwa!… Przecież… Przecież wiedziałem… Zawsze to wiedziałem, iż kiedyś przecie nadejdzie taki dzień, w którym Pan zażąda mojego życia…

I nikt już nie wyrzekł ni jednego słowa. Mnisi jęli się rozchodzić, każdy do, swoich zajęć.

* * *

Następny dzień wstał pogodny i rześki. Słońce powoli wspinało się po nieboskłonie, niezbyt ostry mróz delikatnie szczypał w policzki i płatki uszu świątobliwego przeora Sadoka, który, skoro świt udał się do ogrodu i błądząc jego alejkami, zapatrzony w cud rodzącego się dnia, odmawiał pacierze, w oczekiwaniu na głos sygnaturki, która — jak zwykle — miała oto za czas jakiś wezwać na wspólne modły wszystkich braci do kościoła.

Śnieg chrzęścił pod stopami zakonnika, a gawrony, które licznym stadem obsiadły jabłoniowe i morelowe drzewa rosnące po obydwu stronach alejki, spoglądały nań ciekawie, przekrzywiając głowy, nie podrywając się do lotu, nawet gdy mnich zbliżał się do nich. Widać czuły, czarniawe ptaszyska, iż nic im nie zagraża ze strony owego człowieka.

Naraz — wrzask przeciągły i dziki wydobywający się z tysiąca piersi, uderzył w niebo. Gawrony wylęknione wzbiły się do góry i jęły krążyć ponad miastem, kracząc doniośle i przeciągle.

Oto Tatarzy — przeprawiwszy się nocą po lodzie przez zamarzniętą Wisłę — podeszli już pod same obwałowania i teraz wrzaskiem próbowali przestraszyć obrońców. A zaraz potem przypuścili atak. Najpierw jeden, potem drugi, dziesiąty… Każdy z nich odbijał się od wałów, niczym fala morska od stromizny wyniosłego brzegu. Oto bowiem, tak rycerstwo, jak też i sami łyczkowie dzielnie bronili miasta przed pogańską szarańczą.

Gdy zmrok spłynął na ziemię. walka ustała, aby zarówno wojownicy tatarscy, jak i obrońcy Sandomierza mogli odpocząć, opatrzyć rany, pogrzebać zabitych. Noc przyniosła też sny — jednym miłe i kojące, innym przerażające koszmary…

Pogoda, jak na zamówienie najeźdźców, utrzymywała się od chwili rozpoczęcia oblężenia wspaniała. Słońce nisko wiszące ponad widnokręgiem, przegnało precz śniegowe chmury. Leciutki mrozik utwardził ścieżki.

2 lutego 1260 roku, gdy Mongołowie, skoro świt, przypuścili następny atak, wiadomym było, iż miasto dłużej nie będzie mogło się opierać. Dominikanie, nie mniej uznojeni od walczących, którym przez wszystkie te dnie i noce opatrywali rany, przyrządzali gorące posiłki, dysponowali na śmierć i kopali mogiły, prawie przestali myśleć, co się stanie, skoro poganie sforsują wały i wedrą się do środka. Ot, po prostu, nazbyt wiele ciężkiej prać nie pozostawiało czasu na rozpamiętywanie tego, co miało już rychło nadejść.

Tymczasem — tak jak każdego ranka — rozdzwoniła się sygnaturka, wzywająca mnichów na poranną mszę. Jęli tedy zewsząd — z klasztoru i z wałów — schodzić się do kościoła, a skoro już każdy zajął swoje miejsce, wyszedł z zakrystii, przyodziany w szaty liturgiczne, w asyście dwu diakonów — Stefana i Mojżesza — leciwy przeor Sadok.

Nim zbliżył się do ołtarzowych stopni, podszedł wpierw ku ciężkiemu pulpitowi, wyrobionemu z jednego kloca dębu, a wyrzezanemu zmyślnie w kształt ludzkiej postaci. Na pulpicie spoczywała księga Martyrologium. Otwarł ją i odszukawszy odpowiednią stronicę, pochylił się, aby — jak zwyczaj kazał — odczytać, któregoż to z męczenników Pańskich czci Kościół Święty tego właśnie dnia. Spojrzał na kartkę i osłupiał: oto na pergaminie jarzyły się pozłocistym blaskiem kunsztowne — nieziemską ręką wymalowane — litery układające się w zdanie.

Bezskutecznie próbował wydobyć głos z zaciśniętego bolesnym skurczem gardła. Bezgłośnie tedy poruszał ustami. Zaniepokojeni mnisi spoglądali to na niego, to na siebie nawzajem, nie rozumiejąc, cóż wydarzyć się mogło.

Wreszcie przeor skinął na diakona Stefana, a gdy młodzieniec się zbliżył, odsunąwszy się od pulpitu, wychrypiał:

— Ty czytaj…

Spojrzał Stefan w rozwartą księgę i zdumienie pomieszane z lękiem odmalowało się na jego twarzy. Mimo jednak, iż drżeć począł na całym ciele, a pot perlisty zrosił mu czoło, zebrał się w sobie i głosem niepewnym, lecz wystarczająco donośnym, aby wszyscy posłyszeć go mogli, przeczytał:

“— Dziś błogosławionego Sadoka, przeora, i czterdziestu ośmiu dominikańskich braci, w Sandomierzu przez Tatarów okrutnie pomordowanych.”

Gdy Stefan skończył czytać zgroza ogarnęła mnichów. Spoglądali na siebie przerażonymi oczyma. Oto bowiem żaden z nich ani przypuszczał, iż w tym kościele, od tego pulpitu paść mogą słowa dotyczące jego samego. Takie słowa… A przecież padły…

Sadok, uniósłszy dłonie ku górze, rzekł:

— Ach, bracia, nie lękać, lecz cieszyć się nam trzeba. Bo wielka to łaska korona męczeńska — i nie każdy może na nią zasłużyć. Myśmy przecie zasłużyli. Bowiem żaden z nas nic stchórzył… Żaden nie uciekł z Sandomierza, opuszczając Panachrystusową owczarnię…

I nie powiedziawszy już nic więcej, zbliżył się do stopni ołtarza, by rozpocząć sprawowanie Najświętszej Liturgii.

— In nomine Patris, et Filii, et Spiritus Sancti. Amen. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.

— Introibo ad altare dei. — Przystąpię do ołtarza bożego — rzekł.

— Ad Deum qui letificat iuventutem meam — Do Boga, który uweselił młodść moją — odpowiedział nowicjusz, który mu ministrantował.

I odprawiała się ta msza, jak tyle innych przed nią, jakby nic się nic wydarzyło, jakby poza drzwiami nie szalała bitwa, jakby Pan nie dał cudownego znaku… Skoro przeor uniósł patenę z hostią i kielich z winem na ofiarowanie, rumor straszny uczynił się przed świątynią, a Tatarzy jęli rąbać solidne drzwi dębowe, nabijane brązowymi ćwiekami, prowadzące do kościoła Świętego Apostoła Jakuba.

A gdy Sadok wyrzekł słowa przeistoczenia: Hoc est enim Corpus meum — To jest bowiem Ciało moje. — Hic est enim calix Sanguinis mei… — To jest bowiem kielich Krwi mojej… — a białą hostię uniósł wysoko ponad głowę, gdy ministrant zadzwonił na podniesienie, z trzaskiem pękła jedna zawiasa.

Tuż po komunii zaś, pękła druga, a rozwścieczeni, ochlapani krwią pomordowanych mieszczan żołdacy tatarscy wpadli do świątyni.

A stało się to tuż po tym, jak celebrans, odwróciwszy się od ołtarza, wyrzekł: — Ite missa est! — Idźcie, msza skończona.

Dominikanie stali w dwuszeregu w pośrodku świątyni. Przez małe, wąskie okienka wpadały pozłociste smugi światła, pachniało kadzidlanym dymem. Dostojnie było i uroczyście. Toteż Tatarzy miast od razu uderzyć na mnichów, zatrzymali się w pobliżu drzwi, zbici w gromadkę, zaskoczeni ich przedziwnym spokojem.

Pewnie inaczej by było, gdyby dominikanie poczęli uciekać, krzyczeć, żebrać litości. Ale oni stali z twarzami wzniesionymi ku górze, jakby wypatrując nadejścia kogoś ze sfery gwiazd.

I oto naraz subdiakon Mojżesz, asystujący przeorowi Sadokowi, skrzyżowawszy ręce na piersi, zaintonował pieśń za umarłych:

— Salve Regina… Witaj Królowo, Matko Miłosierdzia…

Natychmiast pozostali podjęli pieśń, która z mocą wybuchła z wszystkich piersi, odbijając się pogłosem od belkowanego świątynnego stropu i surowych czewonych, ceglanych ścian.

A wówczas — jakby czar spadł z Tatarów. Oto jeden z wojowników zdjął giętki łuk z pleców, nałożył na cięciwę pierzastą strzałę i wypuścił ją ze świstem w pierś najbliżej stojącego mnicha. Ów pochylił się gwałtownie do przodu, by zaraz paść na kolana, a wreszcie osunąć się na szare, piaskowcowe pyty posadzki. Wokół leżącego jęła się zbierać krew wypływająca z piersi. Parująca na zimnie rozlewała się w coraz większą i większą ciemnopąsową kałużę.

Wyciągnęli wojownicy zakrzywione szable i z okrzykiem bojowym, z wyciem, rzucili się ku śpiewającym. I siekli ich dotąd, aż ostatni upadł, aż śpiew zamilkł, aż nastała cisza…

A jeden z mnichów, który jeszcze podczas sprawowania Świętej Liturgii chyłkiem opuścił szereg i skrył się na chórze, albowiem przeląkł się śmierci, skoro zobaczył współbraci swoich okrutnie pomordowanych, zawstydził się swego tchórzostwa, zszedł z chóru i uklęknąwszy przy zwłokach, jął za zabitych odmawiać pacierze.

Gdy dostrzegli go Tatarzy, przepełnieni wściekłością, rozsiekli go szablami. I nie ocalał nikt spośród sandomierskich dominikanów…

A gdy Tatarzy objuczeni łupami opuścili kościół i klasztor, oto aniołowie niebiescy przybyli z gałęźmi palmowymi, aby dusze pomordowanych zaprowadzić przed oblicze Pańskie, iżby za wierność mogli odebrać wiekuistą nagrodę w Raju.

A imiona owych Męczenników były te:

Błogosławiony Sadok, przeor. Błogosławiony Paweł, wikary. Błogosławiony Malachiasz, kaznodzieja. Błogosławiony Piotr, furtian. Błogosławiony Jędrzej, jałmużnik. Błogosławiony Jakub, mistrz nuwicjatu. Błogosławiony Abel, syndyk. Błogosławiony Szymon, penitencjarz. Błogosławiony Klemens. Błogosławiony Barnabasz. Błogosławiony Eliasz. Błogosławiony Bartłomiej. Błogosławiony Łukasz. Błogosławiony Mateusz. Błogosławiony Jan. Błogosławiony Barnabasz II. Błogosławiony Filip. Błogosławiony Joachim, diakon. Błogosławiony Józef, diakon. Błogosławiony Stefan, diakon. Błogosławiony Tadeusz, subdiakon. Błogosławiony Mojżesz. subdiakon. Błogosławiony Abraham, subdiakon. Błogosławiony Bazyli, subdiakon. Błogosławiony Dawid, kleryk. Błogosławiony Aaron, kleryk. Błogosławiony Benedykt, kleryk. Błogosławiony Onufry, kleryk, Błogosławiony Dominik, kleryk. Błogosławiony Michał, kleryk. Błogosławiony Maciej, kleryk. Błogosławiony Maurus, kleryk. Błogosławiony Tymoteusz, kleryk. Błogosławiony Gordian, kleryk. Błogosławiony Felicjan, kleryk. Błogosławiony Marek, kleryk. Błogosławiony Jan, kleryk. Błogosławiony Gerwazy, kleryk. Błogosławiony Krzysztof. kleryk. Błogosławiony Donatus, kleryk. Błogosławiony Medardus, kleryk. Błogosławiony Walenty, kleryk. Błogosławiony Dawid, nowicjusz. Błogosławiony Makary, nowicjusz. Błogosławiony Rafał, nowicjusz. Błogosławiony Izajasz, nowicjusz. Błogosławiony Cyryl, laiczek. Błogosławiony Hieronim, laiczek. Błogosławiony Tomasz, organista.

Te oto imiona w swoim dziele MATKA ŚWIĘTYCH POLSKA, w Krakowie roku Pańskiego 1767 tłoczonym, podał O. Floryan Jaroszewicz, kapłan zakonu Ś.O. Franciszka. reformat, z sandomierskiego konwentu Ś. Józefa. Kościół Rzymski Katolicki męczenników owych wyniósł na ołtarze, a ich święto wyznaczył na dzień 2. czerwca.

Andrzej Sarwa

Kowid: Naukowcy z NIH zarobili 710 milionów dolarów na tantiemach od Big Pharma. A Grzesiowski &co?

Kukułcze Gniazdo bis @CzeKuku2

Naukowcy z NIH zarobili 710 milionów dolarów na tantiemach od Big Pharma podczas kryzysu związanego z Covid-19 i próbowali to ukryć.

A nasza „rada medyczna” jechała na sucho???

x.com/CzeKuku2

Ze strony nypost.com

========================

Ministerstwo Zdrowia wyłoniło kandydatów na stanowisko głównego inspektora sanitarnego – to dr Paweł Grzesiowski oraz dr Maciej Merkisz.


mail:

А почему он заседает? Потому, что у него жопa есть.

Biedny Jaworów Króla Jana III. Masakra holenderskich, hiszpańskich i czeskich żołnierzy NATO ! Na pewno i polskich…

Masakra holenderskich, hiszpańskich i czeskich żołnierzy NATO we Lwowie!

Supersoniczne rosyjskie rakiety Kh-47M2 Kindżał zlikwidowały forpoczty NATO w Jaworowie

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUN 3
 
READ IN APP
 

NATO: ”Centrum Utrzymania Pokoju i Bezpieczeństwa Międzynarodowego”. Jak informuje grecka agencja prasowa PRONEWS:

https://www.pronews.gr/amyna-asfaleia/enoples-sygkroyseis/lviv-anafores-gia-syntriptiko-rosiko-pligma-se-ypogeio-kentro-dioikisis-tis-oukranikis-aeroporias

Nie uratował ich potężny podziemny bunkier centrum dowodzenia lotnictwem w Jaworowie pod Lwowem i spotkała ich straszliwa śmierć.

Jaworów położony jest na zachodniej Ukrainie, w obwodzie lwowskim, w odległości 29 km od granicy z Polską., a 70 od Lwowa.

Jak podano bez oficjalnego potwierdzenia strony ukraińskiej, w ataku zginęli europejscy i amerykańscy eksperci, w tym piloci i inżynierowie.

Według rosyjskich źródeł w wyniku ataku zginęło 179 żołnierzy, 201 zostało ciężko rannych, a liczba ofiar wzrasta.

Rannych w trybie pilnym przewieziono do Niemiec i Polski, wiele ciał pozostaje pod gruzami.

W skład zniszczonego podziemnego ośrodka wchodziły trzy połączone ze sobą żelbetowe hale, w których mieściło się stanowisko dowodzenia Sił Powietrznych Ukrainy, ośrodek szkoleniowy oraz koszary dla kilkuset osób.

Po jego pierwotnym zniszczeniu w marcu 2022 r. przeprowadzono prace restauratorskie, w ramach których utworzono „Centrum Utrzymania Pokoju i Bezpieczeństwa Międzynarodowego”, w którym przebywali wojskowi NATO.

W obiekcie przebywały ukraińskie załogi i organizowano loty szkoleniowe w koordynacji z centrum kontroli NATO w Polsce.

Odnotowano, że 31 maja rosyjskie Ministerstwo Obrony ogłosiło w ciągu tygodnia 25 ataków bronią precyzyjną, w tym hipersonicznymi rakietami Kindżał i dronami, na ukraińskie pozycje wojskowe – podało rosyjskie Ministerstwo Obrony w piątek (31.05.2024):

„W dniach 25–31 maja Rosyjskie Siły Zbrojne przeprowadziły 25 połączonych uderzeń przy użyciu broni precyzyjnej, w tym hipersonicznych rakiet Kindżał i bezzałogowych statków powietrznych, na stanowiska dowodzenia, infrastrukturę, lotniska wojskowe, systemy obrony powietrznej, arsenały, zbiorniki paliwa, zakłady produkcyjne, fabryki morskich  dronów i bezzałogowych statków powietrznych” – oznajmiło rosyjskie Ministerstwo Obrony.

Jest oczywiste, że NATO rozpoczęło już pełnowymiarową agresję przeciw Rosji i to zarówno na terytorium Ukrainy, jak  samej Rosji za pomocą rakiet i dronów dalekiego zasięgu. 

Fakt, że swoje wysunięte bazy, NATO zwie ” Centrum Utrzymania Pokoju i Bezpieczeństwa Międzynarodowego”, nie zmienia niczego poza podkreśleniem szatańskiej przewrotności, rządzących nami globalistów.  Niestety ofiarami tego wojennego obłędu będą wszyscy obywatele „demokratycznego” Zachodu, a w szczególności „bezwartościowi” Słowianie!

=======================

mail: Oto, co m.inn.Rosjanie piszą o polskich wojskach w Jaworowie:

topwar.ru/polyaki-rasskazali-o-tom-kak-vmeste-s-litovcami-i-estoncami-uchat-ukrainskih-voennyh

Польское издание Defence24.pl, специализирующееся на вопросах обороны, опубликовало материал под заголовком «Польская миссия на Украине – это создание современной армии», в котором сообщается, что на Яворовском полигоне, находящемся в 20 километрах от границы с Польшей, военные из 1-ой Варшавской танковой бригады завершили очередной цикл обучения украинских механизированных подразделений.

…a ruscy najpierw fotografują…

Św. Karol Lwanga i towarzysze. Afrykańscy męczennicy przeciw homo-herezji

Św. Karol Lwanga i towarzysze. Afrykańscy męczennicy przeciw homo-herezji

Filip Obara pch/sw-karol-lwanga-afrykanscy-meczennicy-przeciw-homo-herezji

3 czerwca Kościół Święty wspomina Karola Lwangę – afrykańskiego bohatera, który poszedł za Chrystusem i oddał życie, ponieważ przeciwstawił się perwersyjnej swawoli króla Bugandy. To dobry patron na dzisiejsze czasy – nie tylko dla Afryki, której episkopat wyróżnia się pewnym konserwatyzmem, ale także dla Niemiec… gdzie ideologia LGBT wkroczyła w kościelne progi. Ta ideologia, której „motyw przewodni” wpędził świętego Patrona do grobu…

Żyjemy w epoce, w której błędy i grzechy, którym przeciwstawiali się dawni męczennicy wchodzą do oficjalnej agendy Watykanu i Kościołów partykularnych. Dotyczy to oczywiście nie tylko zjawiska ukrytego pod oksymoronem „katolicy LGBT”, lecz wszystkich zdobyczy modernizmu, takich jak synkretyczny ekumenizm czy nihilistyczna wolność religijna. Ale dzisiejszym motywem będzie panseksualna chuć, która jest motorem napędowym ostatecznego buntu przeciwko Boskiemu porządkowi, jaki podnieśli wyznawcy ideologii homoseksualno-genderowej.

Szaleństwem byłoby wątpić, że święty Karol Lwanga wierzył w jedynozbawczość Kościoła Chrystusowego (co dziś nie jest już, jak sądzę, udziałem większości hierarchii). Podobnie niedorzeczne byłoby podejrzewanie, iż ten wierny sługa Pański był skłonny do usprawiedliwiania grzechu w imię fałszywie pojętej miłości bliźniego bądź… fałszywego posłuszeństwa. W tym wypadku królowi, któremu służył.

Karol Lwanga (1860 – 1886) sroce spod ogona nie wypadł. Jako wódz plemienia Nagweya został mianowany przełożonym paziów króla Mwangi II, czyli po prostu majordomusem. Do stolicy Bugandy (jednego z królestw, które weszły w skład dzisiejszej Ugandy) przybył usłyszawszy o katolickich misjonarzach, głoszących naukę Tego, który zmartwychwstał i niesie nowinę o szczęśliwym życiu wiecznym.

Karol przyjął nową wiarę, która rychło jak klin stanęła pomiędzy nim i królem Mwangą. Ten drugi był synem Mwangi I, który prześladował chrześcijan i wnukiem Mutesy I, który przyjęcie chrześcijaństwa nawet rozważał… do momentu, gdy dowiedział się, że zakazuje ono wielożeństwa. Wówczas dziadek naszego czarnego charakteru przyjął islam. Zwyczajowa liczba czterech żon okazała się jednak zbyt mała w tej dynastii i tak dowiadujemy się, że Mwanga I pierwszy miał aż osiemdziesiąt pięć nałożnic zwanych żonami. Jego syn wprawdzie zatrzymał się na siedemnastu, ale można powiedzieć, że Mwanga „poszerzył” rodzinny apetyt seksualny, gdyż – jak podaje biografia Świętego – Karol Lwanga musiał często interweniować, by bronić podległych mu chłopców przed królem.

W pewnym momencie rozpustnik, biseksualista i pedofil w królewskiej koronie uznał, że z chrześcijanami nie jest mu już po drodze. Rozpoczęły się prześladowania, a święty Karol był świadkiem okrucieństw, których dopuszczali się siepacze Mwangi II. Nie zamierzał jednak udawać, że na drodze dialogu „ubogaci” w jakiś sposób perspektywę ogarniętego szałem zabijania monarchy. Po prostu trwał niewzruszenie w wierze i wierności Chrystusowi.

Postawa ta doprowadziła go najpierw do więzienia, a potem do ostatecznego ultimatum… Obłąkany grzechem nieczystości król postawił przed Lwangą i innymi osadzonymi jednoznaczną alternatywę: albo dokonają aktu sodomskiego (któremu z zasady jako chrześcijanie się sprzeciwiali) – albo zostaną straceni. Wybór był dla nich oczywisty. Wkrótce ustawiono czternaście stosów, na których – w płomieniach ognia – życie oddali święty Karol Lwanga i towarzysze. Do końca Karol krzepił braci w wierze, a ostatnie słowa, jakie mieli usłyszeć świadkowie egzekucji brzmiały: „Za parę chwil spotkamy się w raju”.

Afryka – posiadając tak wspaniałych, wiernych aż do męczeństwa Patronów – do dziś, pomimo całego kryzysu w Kościele, wykazuje się większą niż gdzie indziej dozą chrześcijańskiego ducha. Gdy w dobie „pandemii” wszystkie episkopaty bez szemrania oddały swe duchowne kompetencje w ręce władzy świeckiej, a tylko poszczególni hierarchowie poszli pod prąd, jedynie w Afryce miał miejsce przykład bardziej zorganizowanego oporu. Biskupi Togo wydali wspólny list otwarty, w którym grzecznie, ale bez ogródek wskazywali na eksperymentalny charakter tzw. szczepionek przeciw COVID-19 i na pozamedyczne cele agendy towarzyszącej temu politycznemu projektowi.

Z Afryki pochodzi też Janvier Gbénou, ksiądz, który został wydalony z Opus Dei za to, że odważnie wyrażał krytykę poparcia Franciszka dla ideologii LGBT i tzw. związków partnerskich, twierdząc, iż papież ulega w tej sprawie etyce sytuacyjnej, zamiast trzymać się katolickiej moralności. To oczywiście wciąż odosobnione przypadki, ale trzeba pamiętać, że w Afryce do dziś męczeństwo z rąk nieprzyjaciół wiary jest na porządku dziennym. Dlatego dziedzictwo świętego Karol Lwangi jest Afrykańczykom bliższe, podobnie jak prawdy Ewangelii, które łatwiej pogrzebać, gdy żyje się w bezpieczeństwie i dekadencji zachodnich społeczeństw.

Historia Karola Lwangi to opowieść o krwi i grzechu. Pod koniec XIX wieku krew wiernych wyznawców polała się na znak sprzeciwu wobec grzechu rozpasania seksualnego. To także i przede wszystkim historia krwi męczenników i Krwi Chrystusa. Oby ta pierwsza umacniała afrykańskich katolików prześladowanych dziś przez muzułmanów i komunistów. A ta druga oby posłużyła na otrzeźwienie niemieckich odstępców, którzy – przyjmując przewrotną strategię modernistycznej herezji – nie chcą widzieć się poza Kościołem jak Luter, lecz deklarują swą lojalność, jedną rękę trzymając zdradziecko na sercu, a drugą podkopując duchowe i moralne fundamenty, na których stoją cywilizacja chrześcijańską i wierni poruczeni ich pieczy.

Święty Karolu Lwango, módl się za nami!

Filip Obara

Niemcy: Zmarł policjant brutalnie zaatakowany przez dżihadystę – nożownika z Afganistanu. Los Stürzenbergera nieznany…

Niemcy: zmarł policjant brutalnie zaatakowany przez dżihadystę – nożownika

Śmiertelne konsekwencje miał atak dżihadysty na niemieckiego polityka ruchu antyislamskiego Michaela Stürzenbergera i potem – policjanta. Do brutalnego zdarzenia doszło w Manneheim. Pomimo interwencji lekarzy i natychmiastowej operacji, policjant zmarł w wyniku odniesionych ran.

[por.: Atak terrorystyczny migrantów dżihadu na polityka Michaela Stürzenbergera: ofiara prześladowań zarówno islamu, jak i rządu niemieckiego md]

W piątek podczas zgromadzenia publicznego w Mannheim na południowym zachodzie Niemiec doszło do straszliwych scen. Nieznany mężczyzna przerwał wystąpienie polityka Michaela Stürzenbergera i zaatakował go nożem. Brutalne ciosy poważnie raniły polityka, który przewrócił się na ziemię.

[O stanie głównej ofiary Michaela Stürzenbergera – nie wspominają nawet. md]

Atak dżihadysty chciał przerwać funkcjonariusz policji, który stanął w obronie zaatakowanego mężczyzny. Wówczas sprawca będący chyba w amoku dokonał śmiertelnych cięć. Poważnie ranił 29-letniego policjanta, a napastnika powstrzymały ewidentnie spóźnione strzały oddane w jego kierunku przez innych funkcjonariuszy.

Policjant otrzymał kilka silnych ciosów długim nożem. Został zabrany do szpitala, gdzie przeszedł operację. Jego życie było zagrożone, dlatego wprowadzono go w stan śpiączki farmakologicznej. Niestety policjant zmarł w wyniku odniesionych obrażeń.

„Opłakujemy stratę policjanta, który oddał życie za nasze bezpieczeństwo” – ogłosiły władze regionu, w którym doszło do tragicznego w skutkach ataku. Burmistrz Mannheim Christian Specht zarządził wywieszenie od poniedziałku flag żałobnych na ratuszu.

Jak pisze agencja dpa, motyw 25-letniego sprawcy „jest jednak nadal niejasny”. Wiadomo jednak, że mężczyzna urodził się w Afganistanie i przybył do Niemiec jako nastolatek w 2014 roku.

Źródło: PAP, PCh24.pl, pi-news.net

Kalejdoskop. Życie na linie 20.

Kalejdoskop. Życie na linie 20.

PG

Pracownicy spółdzielni robót wysokościowych „ Okienko” byli w większości młodzi. Zarabiali i przepijali bardzo dużo w przeświadczeniu, że ich prosperity będzie trwać do końca ich życia. Czytali bez głębszego zrozumienia usłużnie posuwane im pozycje agresywnego liberalizmu ekonomicznego, na który masowo nawracali się przedstawiciele stalinowskiej grupy interesu. Odwróceni ubecy, prominenci PRL, ich progenitura, intelektualiści wysławiający kiedyś marksizm i poeci piszący ody do Stalina. Wszyscy oni uważali, że kolejne stadia ich brzydkiej choroby lewicowości powinny zajmować, a nawet fascynować społeczeństwo. Jest to psychologicznie uzasadnione. Niejeden syfilityk uważa, że kolejne stadia jego brzydkiej choroby płciowej – wysypka, szankier miękki, szankier twardy, czy wczesne otępienie – są tak interesujące, że zapewniają mu kolejne konkiety i – jako efekt uboczny- kolejne zarażone osoby.

Pracownicy „ Okienka” byli niezwykle tolerancyjni, nowocześni, pozbawieni wszelkich moralnych obiekcji czyli w ich języku – fobii. Nie należy się dziwić, że relacje męsko damskie zmieniały się w tym towarzystwie jak w kalejdoskopie. „ A co słychać u narzeczonej Witka?” – pytał na przykład ktoś słabo wtajemniczony i słabo rozumiejący zasady prawdziwej tolerancji. „Ta narzeczona Witka to właściwie żona Stasia, ale ona ostatnio była z Igorem, lecz już się rozstali bo aktualnie jest z Konradem”– odpowiadał zagadnięty, zdumiony tępotą pytającego.

Chyży dziwnym trafem wyłamywał się z tego kalejdoskopu. Jego połowica, z którą w chwili słabości politycznej wziął nawet ślub kościelny, wiedziała chyba o nim zbyt dużo aby odważył się jawnie, jak jego koledzy, zmienić partnerkę. A może wyjątkowo dobrze pasowała do niego mentalnie i intelektualnie. Jego dzieci też nie grzeszyły wysokim IQ. „Takiego debila nigdy w życiu nie spotkałem”– mawiał o synu Chyżego ktoś, kto przypadkowo spotkał się z nim za granicą na nartach.

Był w błędzie. Wysokie IQ i talent nie są wbrew obiegowym poglądom gwarancją życiowego powodzenia. Gdyby tak było Norwid nie umarłby w przytułku, a popłuczyny po elitach PRL nie zaśmiecałyby uniwersytetów, akademii nauk, Pen Clubu i Związku Literatów.

Kalejdoskop ma to do siebie, że choć zmieniają się w nim obrazy, szkiełka pozostają niezmienione.

C D N

Zbieżność nazwisk i sytuacji jest przypadkowa. W kolejnych odcinkach mojej opowieści poznają państwo losy innych osób pracujących w spółdzielni „Okienko

Szczecin straci ważny terminal zbożowy. Ma zostać sprzedany i wycofany z eksploatacji. Transporty przejmą Niemcy.

Szczecin straci ważny terminal zbożowy. Ma zostać sprzedany i wycofany z eksploatacji money.pl/gospodarka/szczecin-straci

Kurczy się sieć terminali zbożowych w polskich portach. Po doniesieniach o niepewnym losie tych w Gdyni i Gdańsku teraz okazuje się, że zniknie kolejny. Szczeciński terminal ma zostać sprzedany Amerykanom i wycofany z eksploatacji – pisze w poniedziałek „Rzeczpospolita”.

Szczecin straci ważny terminal zbożowy. Ma zostać sprzedany i wycofany z eksploatacji
Przeładunek zboża w porcie (East News, Wojciech Strozyk/REPORTER)

Jak ustaliła „Rzeczpospolita”, elewator zbożowy Andreas w Porcie Szczecin ma zostać sprzedany i wycofany z eksploatacji. Jego kupcem ma być amerykańska firma, producent klejów, która chce zlikwidować terminal do przeładunku zbóż i przechowywać tam składniki do produkcji klejów.

Z mapy znika jeden z kluczowych punktów przeładunku

„Rz” zwraca uwagę, że elewator jest własnością prywatnej firmy, trudno zatem podważać jej decyzję. Ale oznacza ona też, że z mapy znika jeden z kluczowych punktów przeładunku polskich zbóż i pasz kierowanych na eksport.

Bo szczeciński terminal to ważny punkt dla rolników z województwa zachodniopomorskiego, lubuskiego, a nawet z Wielkopolski czy Dolnego Śląska, skąd zboże może trafiać do Szczecina pociągiem – podkreśla „Rz”.

Rocznie obsługiwał nawet 650 tys. ton produktów rolnych, co w skali całego polskiego eksportu oznacza jakieś 6 proc. Według gazety regionalnego znaczenia elewatora nie sposób przecenić: obsługiwał on lwią część producentów z kilku regionów.

Sytuacja w portach zaczyna się komplikować

„Rzeczpospolita” wskazuje, że terminale zbożowe w polskich portach stały się w ostatnich latach jednym z kluczowych elementów infrastruktury handlu: poza eksportem polskich producentów miały też służyć jako okno na świat dla tranzytu z Ukrainy.

Tymczasem sytuacja w portach wydaje się komplikować niemal z miesiąca na miesiąc – zauważa gazeta.

Tłumaczy, że rolnicy z Zachodniopomorskiego mogą zboże odwieźć tylko do Szczecina lub do mniejszych terminali w Świnoujściu i Kołobrzegu. Gdy terminal zbożowy w Szczecinie zostanie zlikwidowany, transporty mogą przejąć Niemcy, bo do Gdyni jest dużo dalej.

Do Gdyni ze Szczecina jest 355 km, gdy do alternatywnego portu Mukran w Niemczech – jedynie 130. Jeśli zamknie się ten jeden z większych terminali w zachodniej części kraju, część zboża będzie musiała jechać gdzie indziej, a najbliżej jest do Mukran. Bliskość jest kluczowa, bo koszty transportu bardzo wpływają na atrakcyjność ceny polskiego zboża – podkreśla „Rzeczpospolita”.

Szczury uciekają z tej łajby. Ponad 31 % posłów na Sejm ubiega się o mandat europarlamentarzysty.

Eurowybory 2024. Doszło do sytuacji bez precedensu

oprac. Anna Lewicka dziennik

Do PE kandyduje aż 154 parlamentarzystów, w tym szefowie i wiceszefowie wielu resortów. To bezprecedensowa sytuacja w historii polskiej polityki.
Do PE kandyduje aż 154 parlamentarzystów, w tym szefowie i wiceszefowie wielu resortów. To bezprecedensowa sytuacja w historii polskiej polityki. / ShutterStock

Ponad 31 proc. posłów na Sejm ubiega się o mandat europarlamentarzysty. To sytuacja bez precedensu – ocenił dr Bartłomiej E. Nowak politolog z akademii Vistula.

Zdaniem eksperta, przyczyną „politycznego exodusu” są nie tylko znacznie wyższe uposażenia europosłów, ale i lepsze warunki pracy, które gwarantuje Parlament Europejski. W ocenie politologa nie bez znaczenia jest też prestiż wiążący się z pełnieniem funkcji europarlamentarzysty.

Wybory do Parlamentu Europejskiego

W czerwcowych wyborach do Parlamentu Europejskiego o mandat europosła ubiega się 154 obecnych parlamentarzystów: 146 posłów i 8 senatorów. Oznacza to, że ok. 31 proc. posłów X – trwającej zaledwie pół roku – kadencji Sejmu, planuje opuścić Wiejską na rzecz Brukseli.

Zdaniem dr Nowaka, Parlament Europejski jest idealnym miejscem na początek lub koniec kariery politycznej. – PE to miejsce, w którym można się na początku wiele nauczyć. Z kolei jeśli jest się b. ministrem lub premierem, to automatycznie ma się w polityce europejskiej wyższy status, jest się osobą, do której słów przykłada się większą wagę – powiedział. Dodał, że dotychczas w polskiej polityce dominował właśnie ten schemat.

Sytuacja bezprecedensowa w historii polskiej polityki

Jednak, jak zaznaczył, sytuacja, w której do PE kandyduje aż 154 parlamentarzystów, w tym szefowie i wiceszefowie wielu resortów, jest bezprecedensowa w historii polskiej polityki. – To pierwszy taki przypadek od momentu wejścia Polski do UE – zauważył.

Pytany o przyczyny tak wielkiego zainteresowania mandatem europosła odparł: – Jeżeli ktoś jest posłem z ugrupowania rządzącego, to jego praca raczej nie należy do fascynujących. Posłowie zazwyczaj zatwierdzają to, co proponuje rząd. Mają niewielkie możliwości wybicia się. Z tej perspektywy europarlament jawi się niezwykle atrakcyjnie.

Jak zauważył, nie chodzi wyłącznie o znacznie wyższe niż w polskim parlamencie, diety poselskie. Nowak wyjaśnił, że dużą rolę odgrywa też zaplecze, które PE zapewnia europosłom. – Przykładem mogą być biura europarlamentarzystów, które często są znacznie większe niż przestrzeń, która przysługuje małym klubom w Sejmie – zauważył.

Oprócz tego, każdy europoseł otrzymuje wysokie dodatki „na całą grupę asystentów parlamentarnych, których może zatrudnić zarówno w kraju, jak i w Brukseli”. „Polskiego posła ledwo stać na jednego asystenta, o ile w ogóle takiego ma” – dodał.

Nadmienił też, że polityk to jeden z zawodów o najniższym poziomie zaufania i prestiżu społecznego. – Być może kariera polityczna w Polsce przestała być atrakcyjna. Jeżeli ktoś jest posłem w Polsce, to trzeba przyznać, że finansowo cierpi, bo na rynku, jeśli jest w miarę dobry, to na pewno zarobi więcej – zaznaczył. – Kiedyś zarobki poselskie były znacząco wyższe w stosunku do średniej krajowej. Teraz już tak nie jest – dodał.

Pytany o to, jak Polska wypada na tle innych państw europejskich wyjaśnił, że dla parlamentarzystów z Niemiec czy Włoch wyprowadzka do Brukseli wiąże się z „poważnym obniżeniem statusu materialnego”. – W krajowych parlamentach zarabiają znacznie więcej – zaznaczył.

Nowak wskazał, że mechanizm ten działa zupełnie odwrotnie na Węgrzech. – Na Węgrzech pensje parlamentarzystów są jeszcze niższe niż w Polsce. Generuje to spory problem – ocenił. Zdaniem eksperta, w skali płac parlamentarzystów w Europie, Polska plasuje się w dolnej części. – Polscy parlamentarzyści zarabiają znacznie mniej niż ich zachodni koledzy, dlatego atrakcyjność PE jest dla nich znacząco większa – stwierdził.

Pensje polskich posłów i senatorów

Pytany czy w związku z tym pensje polskich posłów i senatorów powinny zostać zwiększone, ocenił, że, ponieważ jest to trudne politycznie, znacznie lepszym rozwiązaniem byłoby zapewnienie polskim posłom solidnego zaplecza. – Środki na biuro i asystentów są niewielkie. Polityka wymaga solidnej ekspertyzy, a obecnie jest jej bardzo mało – wyjaśnił.

Politolog odniósł się również do byłych ministrów, którzy podali się do dymisji, by kandydować w wyborach do PE. Chodzi o b. szefa resortu aktywów państwowych Borysa Budkę, ministra spraw wewnętrznych i administracji Marcina Kierwińskiego, szefa resortu kultury i dziedzictwa narodowego Bartłomieja Sienkiewicza oraz ministra rozwoju i technologii Krzysztofa Hetmana. – Ciężko nawet nazywać ich ministrami, bo dopiero co objęli swoje resorty. Z sondaży wynika, że decyzje te są dla wyborców niezrozumiałe i zniechęcające do głosowania. To wygląda tak, jakby nie traktowali poważnie ani swojej funkcji, ani wyborców, ani mandatów, które chwilę temu uzyskali – powiedział.

Dr Bartłomiej E. Nowak – wykładowca Uczelni Vistula, politolog, dr nauk ekonomicznych. Ekspert fundacji im. Kazimierza Pułaskiego. Członek Komitetu Prognoz Polskiej A

===================

Bergoglio – homoseksualistą?

Bergoglio – homoseksualistą?

Data: 30 Maggio 2024 Author: Uczta Baltazara 3 Commenti babylonianempire/bergoglio-homoseksualista

Arcybiskup Carlo Maria Viganò: Kiedy 23 czerwca 2013 roku spotkałem się z Bergogliem w Domus Sanctæ Marthæ – jak już obszernie opisałem w moim Memoriale z 22 sierpnia 2018 roku – zapytał mnie ex abrupto: „Kim jest kardynał McCarrick?

Odpowiedziałem mu: „ Ojcze Święty, nie wiem, czy znasz kardynała McCarricka, ale jeśli zapytasz Kongregację ds. Biskupów, to jest tam bardzo obszerne dossier na temat jego osoby. Zdeprawował całe pokolenia seminarzystów…”

Bergoglio pozostał niewzruszony, po czym całkowicie zmienił temat.

Jego reakcja nie jest zaskakująca: Bergoglio sam dopuścił się takich samych nadużyć, gdy był mistrzem Nowicjatu Towarzystwa Jezusowego w Argentynie, o czym osobiście poinformował mnie jeden z jego byłych nowicjuszy.

Bergoglio nie chce usunąć homoseksualnych seminarzystów i księży: chce raczej dokończyć dzieło infiltracji i korupcji kleru poprzez homoseksualizm i pedofilię, tak aby poprzez zdeklasyfikowanie ciężkiej grzeszności sodomii i korupcji nieletnich otworzyły się drzwi na froncie cywilnym do dekryminalizacji wspomnianych przestępstw.

Z drugiej strony, sama wulgarna terminologia typowa dla środowisk, nad którymi argentyński jezuita ubolewa w słowach, zdradza jego znajomość z ludźmi zdeprawowanymi, przyzwyczajonymi do rozmawiania z nim w ten sposób.

Opieka i promocja udzielane niezliczonej ilości zboczonych kardynałów, biskupów i księży; autokary wypełnione transami zapraszanymi wielokrotnie do Watykanu; prywatne audiencje udzielane współżyjącym parom transseksualnym i homoseksualnym; skandaliczne lansowanie mediów LGBTQ+ Jamesa Martina SJ; haniebny awans Tucho Fernandeza na prefekta Dykasterii Nauki Wiary; niedawne nominacje dwóch kanoników Santa Maria Maggiore, którzy są znani w całym Rzymie jako homoseksualiści, wszystko to potwierdza przynależność Bergoglia do lobby, któremu zawdzięcza swoją nominację (i celowo nie nazywam tego jego „wyborem”).

Wpis

Arcivescovo Carlo Maria Viganò @CarloMVigano

On 23 June 2013 when I met Bergoglio at the Domus Sanctæ Marthæ – as already extensively reported in my Memorial of August 22, 2018 – he asked me ex abrupto: «What is Cardinal McCarrick like?» I replied to him: « Holy Father, I don’t know if you know Cardinal McCarrick, but if you ask the Congregation for Bishops, there is a dossier this big. He corrupted generations of seminarians…» Bergoglio remained impassive and completely changed the subject. His reaction is not surprising: Bergoglio himself committed the same abuses when he was Master of Novices of the Society of Jesus in Argentina, as personally confided to me by one of his former novices.

𝗕𝗲𝗿𝗴𝗼𝗴𝗹𝗶𝗼 𝗱𝗼𝗲𝘀 𝗻𝗼𝘁 𝘄𝗮𝗻𝘁 𝘁𝗼 𝗼𝘂𝘀𝘁 𝗵𝗼𝗺𝗼𝘀𝗲𝘅𝘂𝗮𝗹 𝘀𝗲𝗺𝗶𝗻𝗮𝗿𝗶𝗮𝗻𝘀 𝗮𝗻𝗱 𝗽𝗿𝗶𝗲𝘀𝘁𝘀: 𝗵𝗲 𝗿𝗮𝘁𝗵𝗲𝗿 𝘄𝗮𝗻𝘁𝘀 𝘁𝗼 𝗰𝗼𝗺𝗽𝗹𝗲𝘁𝗲 𝘁𝗵𝗲 𝘄𝗼𝗿𝗸 𝗼𝗳 𝗶𝗻𝗳𝗶𝗹𝘁𝗿𝗮𝘁𝗶𝗼𝗻 𝗮𝗻𝗱 𝗰𝗼𝗿𝗿𝘂𝗽𝘁𝗶𝗼𝗻 𝗼𝗳 𝘁𝗵𝗲 𝗖𝗹𝗲𝗿𝗴𝘆 𝘁𝗵𝗿𝗼𝘂𝗴𝗵 𝗵𝗼𝗺𝗼𝘀𝗲𝘅𝘂𝗮𝗹𝗶𝘁𝘆 𝗮𝗻𝗱 𝗽𝗲𝗱𝗼𝗽𝗵𝗶𝗹𝗶𝗮, 𝘀𝗼 𝘁𝗵𝗮𝘁 𝗯𝘆 𝗱𝗲𝗰𝗹𝗮𝘀𝘀𝗶𝗳𝘆𝗶𝗻𝗴 𝘁𝗵𝗲 𝘀𝗲𝗿𝗶𝗼𝘂𝘀 𝘀𝗶𝗻𝗳𝘂𝗹𝗻𝗲𝘀𝘀 𝗼𝗳 𝘀𝗼𝗱𝗼𝗺𝘆 𝗮𝗻𝗱 𝗰𝗼𝗿𝗿𝘂𝗽𝘁𝗶𝗼𝗻 𝗼𝗳 𝗺𝗶𝗻𝗼𝗿𝘀 𝘁𝗵𝗲 𝗱𝗼𝗼𝗿 𝗼𝗽𝗲𝗻𝘀 𝗼𝗻 𝘁𝗵𝗲 𝗰𝗶𝘃𝗶𝗹 𝗳𝗿𝗼𝗻𝘁 𝘁𝗼 𝗱𝗲𝗰𝗿𝗶𝗺𝗶𝗻𝗮𝗹𝗶𝘇𝗮𝘁𝗶𝗼𝗻 𝗼𝗳 𝘁𝗵𝗲𝘀𝗲 𝗰𝗿𝗶𝗺𝗲𝘀.

On the other hand, the same scurrilous terminology typical of the environments that the Argentine Jesuit deplores in words, betrays his familiarity with corrupt people accustomed to speaking to him in this way. The protection and promotions granted to countless corrupt and perverted cardinals, bishops and priests; the buses of transvestites invited on several occasions to the Vatican; private hearings for transsexual and homosexual couples in concubinage; the scandalous LGBTQ+ media spotlight granted to James Martin, s.j.; the shameful promotion of Tucho Fernandez to Prefect of the Dicastery for the Doctrine of the Faith; the recent appointments of two Canons of Santa Maria Maggiore who are known throughout the city of Rome as homosexuals, all confirm Bergoglio’s membership of the lobby to which he owes his nomination (and I am deliberately not calling it his “election”). https://renovatio21.com/papa-bergoglio-contro-la-frociaggine-ci-crediamo-subito/

Zdjęcie

433,1 tys. Wyświetlenia

Fotografia wygenerowana przez AI. Źródło: TheGayForest.

Pompowanie strachu. Siekiera wisi w powietrzu.

Trump szansą nie tylko Ameryki…

Jacek K.M. 26 maja 2024 trump-szansa

Straszą nas medialnie nadchodzącą tragedią zmian klimatycznych, którym Ziemia podlega od 4,5 mld lat głównie w zależności od zmian zachodzących na Słońcu. Straszyli nas operacją specjalną – epidemią wirusa wyhodowanego za pieniądze amerykańskich podatników w chińskim Wuhan, a wystraszonym społeczeństwom zafundowali szczepionki, nakazane im przez ich własne rządy.

Idąc za ciosem globalistyczni oligarchowie przygotowali dyktatorski traktat pandemiczny (WHO) odbierający państwom suwerenność.

W Europie hamulcowym podobnych centralizujących planów jest Viktor Orban i do niedawna premier Słowacji Robert Fico, który tuż przed zamachem na jego życie ogłosił, że takiego traktatu nie podpisze.

Równocześnie korporatyści straszą nas wybuchem III w.ś. od Ukrainy, przez Izrael do Tajwanu stymulując destabilizację społeczeństw przez sprzyjanie dzikiej migracji. Dziś spór toczy się między marksizmem już nie w chaotycznym bolszewickim , ale trockistowskim wydaniu, a klasyczną wolnością obywateli.

https://assets.zerohedge.com/s3fs-public/inline-images/get_attachment_url_92%287%29

To pompowanie strachu zawłaszczające prawa jednostki i wolności obywatelskie, destabilizujące również suwerenność państw i poprzez walkę z rodziną, religią, własnością prywatną buduje zjednoczony światowy korporacyjny faszyzm. Jest bardzo źle, przysłowiowa siekiera wisi w powietrzu. Na dziś tylko jeden człowiek daje nadzieję na zatrzymanie brutalnie kroczącego totalitaryzmu i jest nim bezwzględnie niszczony metodami prawniczymi Donald J. Trump. Ameryką zza parawanu demokracji i konstytucyjnej republiki, tak jak i resztą świata rządzi oligarchia. Problem w tym, że “oligarchowie wszystkich krajów rewolucyjnie łączą się” posiadając wizję zupełnie nowego świata w którym nie ma dla nas maluczkich zbyt wiele miejsca. 

Aby zbudować nowy porządek muszą zniszczyć stary, dlatego oligarchowie niszczą walutę, granice, religię, kulturę, rolnictwo i miasta co nieuchronnie doprowadzi tradycyjne narody i państwa do upadku. Dlatego instalują np. na stanowisku prezydenta w USA człowieka, który dni wielokierunkowej sprawności ma już daleko za sobą, a w Polsce jak się wyraził jeden z komentatorów, Jack Posobiec, instalują rząd Tyfuska klasy francuskiego Vichy. Ci potężni oligarchowie często ściśle współpracują z rządami krajów, korumpując polityków , aby wydobyć jak najkorzystniejsze kontrakty, dzięki którym stają się czasem zamożniejsi od niejednego państwa. A że dziś biznes jest globalny, oligarchowie często nie poczuwają się do lojalności z interesem swojego narodu, czy państwa.

Schemat zarządzania owieczkami jest od wieków ten sam, najpierw elity tworzą problem, zagrożenie wywołując strach przed nadchodzącym nieszczęściem, następnie proponują zbawcze wyjście z kryzysu już na nowych warunkach dla umocnienia pozycji elit. Europa po wyniszczającej II w.ś. powołała kooperacyjną unię gospodarczą, dziś unia ta przeobraziła się w marksistowskie biurokratyczne monstrum pożerające wolności obywateli państw członkowskich i ich suwerenność. Globalna komuna tym razem nie dąży do rewolucji typu bolszewickiego, ale stopniowo buduje fundamenty globalnego porządku zadając śmierć cywilizacji milionami zarządzeń i okólników.

Jednak jest pewna nadzieja, że ludzie nabierają doświadczenia i np. proponowany traktat WHO (Światowej Organizacji Zdrowia) już nie przejdzie. Prezydent Trump w 2017 r. zapowiedział opuszczenie tej usadowionej w Chinach komunistycznej organizacji. Okazuje się, że zgodnie z doświadczeniem jeśli rząd obiecuje pokój, to będziemy mieli wojnę, jeśli obiecuje prosperitę to zubożejemy, jeśli podejmie działania dla ochrony zdrowia to się rozchorujemy, jeśli obieca, że zadba o środowisko, to wszyscy negatywnie to odczujemy.

Marksiści i wszelka lewacka swołocz stoją na zupełnie innych fundamentach od ludzi wyznających prawa Natury i wierzących w Boga. Wierzący uważają, że ich prawa nie pochodzą od jakiejś elity, komitetu, czy plenum, ale pochodzą od Boga. Na takim fundamencie powstały Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, których obywatele wyłonili reprezentantów do sprawnego administrowania swoich spraw. Jednocześnie powołano republikę (a nie demokrację) zarządzaną przez uchwaloną Konstytucję, której celem było bronienie obywateli przed możliwymi zakusami rządu i jego wiecznie głodnej biurokracji. Ojcowie Założyciele Republiki wiedzieli, że tam gdzie prawa człowieka pochodzą od elit mogą one być również przez te elity odebrane, czy ograniczone w formie tyranii, czy  autorytarnych rządów. 

Co prawda historycznie republika jest jedną z najbardziej skorumpowanych form ustrojowych, porównując ją z monarchią, czy nawet z dyktaturą. Republika stymuluje powstanie elit rządzących gdzie reprezentujący wyborców politycy nie podlegają ograniczającym ich kadencje limitom i są oni na sprzedaż dla tego kto da więcej. To członkowie elit podejmują decyzję o przystąpieniu do wojny, a nie ich wyborcy. Dlatego tak wielki wpływ na losy ludzkości mają tacy zewnętrzni gracze jak George Soros, Bill Gates, czy sumarycznie WEF (Światowe Forum Ekonomiczne). Dlatego bardzo ważne są nadchodzące wybory prezydenckie w USA, których wynik zdecyduje nie tylko o możliwym zejściu społeczeństw z drogi do totalitaryzmu, ale i o odnowieniu, renesansie tradycyjnej kultury, politycznej ideologii i tradycyjnych wartości.

Spójrzmy jednak na bieżące wydarzenia. Ameryka jest w poważnych kłopotach z długiem dochodzącym do $36 bln (USD trylionów), rząd aby podtrzymać funkcje państwa co 100 dni pożycza $1 bln (USD tryl.). Armia ma 45,000 rekrutów na minusie. Rocznie chiński narkotyk fentanyl zabija ponad 100,000 młodych Amerykanów. Najpoważniejszym konkurentem USA (podobnie i Rosji!) są ciągle dynamicznie rozwijające się Chiny, które szybciej niż USA budują broń nuklearną i marynarkę wojenną i mają 5 razy więcej ludności niż USA.  

81-letni Biden coraz częściej traci kontakt z rzeczywistością, odpływa w świat demencji. W lutym aż 67% ankietowanych Amerykanów przez sondażownie Quinnipac zgodziło się ze stwierdzeniem, że Biden nie jest w stanie wytrzymać następne 4 lata ewentualnej prezydentury. Do tego Biden w zaaranżowanych wywiadach łże jak przysłowiowa bura suka. Niedawno stwierdził, że kiedy on przejął urząd po Trumpie inflacja szalała na poziomie 9%, jednak inflacja w styczniu 2021 r. wynosiła jedynie 1.4%. Zaś pułap 9,1% osiągnęła dopiero w czerwcu 2022 r. po 16 miesiącach urzędowania Bidena.

Partia Demokratyczna zawsze mogła liczyć na poparcie czarnoskórych i latynoskich wyborców jednak niedawny sondaż New York Times and Siena College  wykazał, że Trump dzięki wzrastającemu poparciu właśnie wśród czarnoskórych i latynosów może zwyciężyć z Bidenem 48% do 43%. Wyniki wskazują też, że Trump cieszy się ciągle poparciem 97% swoich wyborców, którzy głosowali na niego w 2016 r i co ważne zdobywa 10% byłych wyborców Bidena.

Według sondażu Reuters/Ipsos Joe Biden może liczyć na poparcie jedynie 36% Amerykanów, czyli zaliczył spadek z 38% z sondażu w kwietniu. Trump zwycięża na polu pytań o stan ekonomii 40% do Bidena 30%, również Trump ma lepsze notowania jeśli chodzi o imigrację (42% do 25%) jak i odnośnie polityki zagranicznej (36% do 29%). Dla wyborców bardzo ważnym problemem jest inflacja i koszty obsługi mieszkania. Ceny wynajmu idą konsekwentnie w górę, ceny domów sięgają zenitu, a pożyczki na zakup domu są powyżej 7%. Na Bidena 4 lata temu głosowało wielu Amerykanów w przedziale wieku 18-29, teraz Trump prowadzi w tej grupie i w grupie 30-44 lat.

W wyborach w 2020 r. na Bidena głosowało aż 92% czarnoskórych, teraz mamy 49-14-11 (Biden, Trump, Kennedy). Aby przeciwdziałać narastającemu zagrożeniu kampania wyborcza Bidena wydaje miliony na reklamy w radiu, szczególnie w “swing states” w stacjach posiadanych przez czarnoskórych i latynosów. Problem w tym, że istnieją duże dysproporcje np. w posiadaniu własnego domu/mieszkania  między białymi (72,7%), a czarnoskórymi (44%). Około 36% ludzi wynajmujących mieszkania to czarnoskórzy, którzy są wściekli na administrację Bidena z powodu cen wynajmu, cen sprzedawanych domów i wysokich rat pożyczek. To są powody dla których oni zagłosują na Trumpa.  

Demokraci próbują uwięzić Trumpa w sądach, tak aby nie miał czasu na organizowanie swoich słynnych masowych wyborczych wieców. W 2016 r. w okresie od stycznia do 7 maja  trump wziął udział w 132 wiecach w 43 stanach. W tym samym czasie ciągany po sądach w tym 2024 r. Trump wystąpił tylko na 24 wiecach w 11 stanach.

Wreszcie wiemy, że Biden zgodził się na 2 prezydenckie debaty z Trumpem (ten proponował tradycyjne 3). Pierwsza debata będzie prowadzona przez lewicowe CNN 27 czerwca, a gospodarzem drugiej ma być ABC News 10 września. Podobno Biden zaproponował, aby debaty odbywały się w pozycji siedzącej. Problem w tym, że do drzwi debaty prezydenckiej mocno dobija się niezależny kandydat Robert F. Kennedy, który podkreśla, że 43% Amerykanów określa się jako niezależni i on zamierza ich reprezentować. Szefowa kampanii wyborczej Biden/Harris, Jen O’Malley Dillon robi wszystko aby wyeliminować Kennedy’ego z uczestnictwa w prezydenckiej debacie. Jednak każdy kto uzyska co najmniej 15% w 4-ch oddzielnych krajowych sondażach ma prawo uczestniczenia w debatach. Sondaż CNN ostatnio odnotował, że RFK osiągnął 16%, ale w/g sumarycznego szacunku RealClearPolitics Kennedy uzyskuje ok. 10,8% poparcia.

Dla konserwatystów problemem są lewackie poglądy RFK np. odnośnie aborcji. Katolik Robert F. Kennedy Jr uważa, że kobieta może usunąć ciążę aż do momentu czasu porodu. Wydaje się, że dopuszczenie do prezydenckiej debaty RFK więcej szkody wyrządziło by Bidenowi, niż Trumpowi.

Bóg ulokował Amerykę między oceanami dlatego przez długi czas była bezpieczną i mogła nawet rozstrzygać wyniki konfliktów na świecie tak w I jak i II w.ś. Jednak wszystko można zepsuć, co też miało miejsce w spartolonym wycofaniu z Afganistanu, reakcji na przelot chińskiego szpiegowskiego balonu, czy zachowaniu odnośnie konfliktu w Gazie i na Ukrainie. Dodajmy do tego masywne zadłużanie, otwarcie granic, inflację, wzrastający współczynnik przestępstw i wykorzystywanie systemu sądownictwa przeciwko politycznym konkurentom w stylu bananowych republik.

Trump w przerwach kiedy nie siedzi na sali sądowej wymyka się na wyborcze wiece. Kilka dni temu zaistniał w Nowym Jorku na Bronxie, opodal w innej dzielnicy Queens się wychował. Wydawało się, że cały Nowy Jork przejęli i skomunizowali Demokraci, ale na Bronxie przywitały Trumpa tysiące Amerykanów, czarnych, latynosów i białych. Ci ludzie mają dosyć zgubnej dla nich polityki  tow. Próchno-Biden i jego trockistowskich oficerów prowadzących, oni pamiętają czasy kadencji prezydenta Trumpa i chcą powrotu prosperity. Trump udzielił wywiadu “Cats & Cosby Show” on WABC 770 AM, John Catsimatidis and Rita Cosby (jej ojciec walczył w Powstaniu Warszawskim) w którym zauważył, że nie wierzy aby prezydent Biden koordynował politykę Białego Domu, to on raczej jest “koordynowany” przez grupę marksistów i faszystów, którzy chcą zachować swoją pozycję i zniszczyć Amerykę (Hill reported). Trump dodał, że biedny Biden często nawet nie wie gdzie jest i każdy przecież to widzi i wie. 

Wracając do ogłoszonych prezydenckich debat, wydaje się, że elity Partii  Demokratycznej zapędziły się w kozi róg. Z jednej strony wygodnie im jest sterować skorumpowanym, stetryczałym prezydentem aby dalej rozwalać i destabilizować Amerykę, ale niestety nadchodzą wybory i każdy widzi “jaki koń jest”. Pamiętam jak lonia Breżniew bateryjnie machał ręką z trybuny honorowej na Placu Czerwonym, ale Bidenowi przepisano nie baterie, ale środki medyczne. 

Tak więc jeśli nie będzie w stanie stawić czoła Trumpowi w nadchodzącej debacie to Partia Demokratyczna go pozdrowi i pożegna. Będzie problem, bo nawet gdyby zmuszono by Bidena do ustąpienia na rzecz Kamali Harris, (która jest jeszcze mniej popularna niż Biden), to jednak ona jest, uchodzi za czarnoskórą, co nie jest tu bez znaczenia. Więc nie mogą jej zdmuchnąć i wystawić białego gubernatora Kalifornii Gavin Newsom, który może być zainstalowany jako wiceprezydent przy boku Michelle Obama, natomiast Kamala Harris zostałaby na nasze (Kalifornijczyków) gubernatorem Kalifornii… 

Więc pewnie postawią na Michelle Obamę, którego zespół i tak rządzi Bidenem i który jest jedynym byłym prezydentem, który po złożeniu urzędu nie opuścił Waszyngtonu, DC. W ten sposób Demokraci uniknęliby politycznego skandalu na tle rasowym, przy okazji pozbywając się zwariowanej Kamali Harris… 

Jacek K. Matysiak   Kalifornia, 2024/05/26

Czy Polska może uniknąć wciągnięcia w wojnę?

Czy Polska może uniknąć wciągnięcia w wojnę?

Stanisław Lewicki konserwatyzm

Zaczynają się dla naszego kraju zarysowywać coraz bardziej niebezpieczne perspektywy związane z wojną na Ukrainie. Od samego jej początku, w lutym 2022 roku, byliśmy mocno zaangażowani we wspieranie Ukrainy i jeśli chodzi o ilość dostarczonej broni, to w pewnych jej kluczowych segmentach, jak czołgi, dostawy z Polski to nadal aż około połowy wszystkich czołgów dostarczonych Ukrainie. Dokonałem podsumowania danych z otwartych źródeł i wyszło, że Polska dostarczyła do tej pory Ukrainie 330 czołgów, zaś wszystkie pozostałe państwa razem tylko 315.
Nasz ówczesny rząd podjął wtedy duże ryzyko dostarczając masowo broń i amunicję dla Ukrainy w sytuacji gdy inne, o wiele od Polski silniejsze państwa, wstrzymywały się, z uwagi na możliwą reakcję Rosji, z wysyłaniem broni do obszaru tego konfliktu. Dziś tamte, bardzo ryzykowne dla Polski, działania naszego rządu zostały już zapomniane, a podziękowaniem ze strony prezydenta Ukrainy Zełenskiego było mało zakamuflowane oskarżenie Polski, na forum ONZ, o współdziałanie z Putinem.

Pamiętać też należy, że pierwszym politykiem, który otwarcie mówił o możliwości wysłania wojska na Ukrainę, był Jarosław Kaczyński, który już 15 marca 2022 roku, podczas wspólnego z premierami Czech, Polski i Słowenii  wyjazdu do Kijowa, stwierdził: „Potrzebna jest misja pokojowa NATO lub szerszego układu międzynarodowego, która będzie w stanie także się obronić i która będzie działała na terenie Ukrainy”.
Wtedy była to szokująca, wręcz nie do pomyślenia, propozycja i można było odnieść wrażenie, że przywódcy Zachodu, w tym USA, mogli dojść do przekonania, że to Polska jest  chętna to udziału w takiej ekspedycji i należy raczej ją przed tym powstrzymywać i dawać sygnały, że w przypadku nierozważnego wplątania się Polski w tę wojnę, nie będzie to objęte systemem gwarancji NATO.

Od tego oświadczenia Jarosława Kaczyńskiego upłynęło prawie dwa lata i pod koniec lutego 2024 roku, podczas  spotkania 20 przywódców państw europejskich w Paryżu, prezydent Francji, Emmanuel Macron, nie wykluczył, że członkowie NATO i UE mogą w przyszłości wysłać swoje wojska na Ukrainę. Ta sprawa miała była omawiana podczas wspomnianego spotkania ale nie osiągnięto konsensusu. Były też jakieś przecieki co do tego, które to państwa miały być za wysłaniem wojska.
Kwestia musiała być postawiona poważnie, skoro przywódcy dwóch państw, Węgier i Słowacji, publicznie i sposób zdecydowany odrzucili jakąkolwiek możliwość uczestniczenia w takiej imprezie. Sprawa ta jednak zaczęła żyć swoim życiem i weszła niejako na stałą agendę polityczną. Nie ma już prawie dnia, by o tym nie mówiono.

Ponieważ żadne państwo konkretnie nie zadeklarowało posłania swoich żołnierzy na Ukrainę, to zrobił to w końcu sam prezydent Macron i w dniu 27 maja pojawiła się informacja, że będą wysłani francuscy instruktorzy by szkolić ukraińskie oddziały na tamtejszych poligonach.
W kontekście tego, że możliwość wysłania własnych żołnierzy na Ukrainę odrzuciły Stany Zjednoczone, Wielka Brytania i Włochy, nie mówiąc już o Niemczech, to trzeba stwierdzić, że Francuzi wychodzą na najodważniejszych w całej Unii i NATO. Nie wiemy dziś na ile im tej odwagi wystarczy, ale tak to właśnie wygląda.
Ponieważ Polska sprawiła zawód wielu zagranicznym obserwatorom i nie zadeklarowała stanięcia w pierwszym szeregu tego przedsięwzięcia to zaraz pojawiły się zachęty, wyrażane przez niemieckich polityków (CDU, FPD i Zieloni), byśmy przynajmniej przystąpili, działając ze swego terytorium, do zestrzeliwania rosyjskich rakiet nad Ukrainą.
I tu kolejne dla nich rozczarowanie, bo znowu nikt poważny w Polsce tego nie poparł. Pewnie dlatego, że każdy przytomny człowiek wie, że aktywowanie obrony przeciwlotniczej wymagałoby, dla bezpieczeństwa, wyłączenia także własnego cywilnego ruchu lotniczego na sporym obszarze, gdyż inaczej istnieje ryzyko, że możemy strącić własny samolot. Inną rzeczą jest też przecież oczywista sprawa, że włączanie się do działań militarnych w przestrzeni powietrznej Ukrainy oznacza faktyczne wejście do tej wojny.

Niemcom mało lub wcale nie zależy na bezpieczeństwie Polski, stąd takie ich rady nie dziwią. Dla znających trochę historię może to przypominać działania ze strony Prus w prowokowaniu powstania styczniowego, czy też wcześniej ich oszukańcze zapewnienia o wsparciu Rzeczpospolitej podczas Sejmu Wielkiego, co skutkowało wejściem Polski w wojnę z Rosją i ostatecznie drugim rozbiorem.
W obu tych przypadkach Prusy odniosły duże korzyści, oczywiście kosztem Polski.
Francuzi też uważali nas za łatwych do wykorzystania w swoim interesie. To sprawa znana od czasów Napoleona, który nie wahał się poświęcać polskich żołnierzy w samobójczych akcjach, a swoim generałom mówił: „zostawcie to Polakom”. A jak przestali być potrzebni w wojnach europejskich to zostali wysłani na Santo Domingo, by tam masowo umierali walcząc o francuskie kolonie.
Jest zatem oczywiste, że dziś, z tak zakodowanym wyobrażeniem głupiego Polaka, Niemcy i Francuzi mogą czuć zdziwienie, że Polacy nie śpieszą się na Ukrainę. Tym niemniej te wysiłki, by jednak popchnąć nas do wojny, nie ustają.

Najbardziej, co oczywiste, zależy na tym rządowi w Kijowie, któremu mocno zaczyna brakować siły żywej na froncie i dlatego oficjalnie zwrócił się do Warszawy o wzięcie udziału w szkoleniu ukraińskich poborowych. Dobrze się stało, że nasza odpowiedź wykluczyła możliwość wysłania polskich żołnierzy  na teren Ukrainy. Byłoby to zbyt niebezpieczne, gdyż zwiększałoby możliwości wszelkich prowokacyjnych działań mających na celu wciągnięcie nas do wojny. Ukraina nie rozliczyła się dotychczas z incydentu w Przewodowie, który także mógł mieć znamiona tego rodzaju prowokacji. Ogromna większość  ludzi w Polsce jest świadoma tych zagrożeń i aż 71 proc. respondentów sondażu  SW Research dla Rzeczpospolitej wyraziło sprzeciw dla wysyłania polskich żołnierzy na Ukrainę, a tylko 9 proc. dopuściło taką możliwość.
Jeśli zaś Francja i takie potęgi jak Litwa i Estonia bardzo chcą wysłać swoich żołnierzy na Ukrainę, to należy kurtuazyjnie puścić ich przodem i podziwiać determinację.

Tak często i z wiadomym skutkiem odgrywaliśmy w ostatnim stuleciu rolę bohaterów, że pora dać szansą i innym, by się też wykazali.

Stanisław Lewicki

Wał Tuska, czyli „Linia Imaginota”

Wał Tuska, czyli „Linia Imaginota”

Stanisław Michalkiewicz „Goniec” (Toronto)    2 czerwca 2024 wał-tuska

Okazuje się, że „Linia Zygfryda”, która w porywach miała przebiegać wzdłuż wschodniej granicy Polski z Białorusią i Rosją, wzdłuż granicy litewsko-rosyjskiej, łotewsko-rosyjskiej i estońsko-rosyjskiej, skurczyła się do rozmiaru „Wału Tuska”, zwanego inaczej „Linią Imaginota”. Będą tam i smocze zęby i fortalicje i bagna i Moczary – a gdzieniegdzie Kępa – jak mawiano za pierwszej komuny – a wszystko to ma dać pierwszy i ostatni wstręt nieprzyjacielowi.

Nie oddamy ani centymetra” – tak brzmi w krótkich, żołnierskich słowach, doktryna wojenna naszej niezwyciężonej armii. Trudno powiedzieć, czy mamy do czynienia z postępem w stosunku do doktryny wojennej z koszmarnych czasów sanacji, kiedy to mieliśmy nie oddać „ani guzika”. I słusznie – bo z całego kraju guzik nam został. Jak tam będzie z centymetrem – tego jeszcze nie wiemy, bo nie wiemy, co w tym czasie będzie robiła nasza niezwyciężona armia.

Akurat w tydzień po ogłoszeniu przez premiera Donalda Tuska koncepcji „Wału”, w niemieckim tygodniku „Der Spiegel” ukazała się publikacja, według której nasza niezwyciężona armia już wkrótce zostanie wysłana na Ukrainę, bo tamtejsze mięso armatnie jest już na wykończeniu. Zgłosił się co prawda jakiś wyrokowiec, podejmując się ukradzenia ruskiego czołgu, ale ukraińskie czynniki państwowe nie są pewne, czy powinny mu wierzyć. A co, jeśli wykorzysta on okazję, by przejść na ciemną stronę Mocy, gdzie żaden wyrok na nim nie ciąży? Obciach będzie niesamowity, a w tej sytuacji czyż nie lepiej kazać naszej niezwyciężonej armii, by zluzowała mężne wojska ukraińskie?

Jest tylko jeden problem, o którym poseł Mentzen wspomniał w sejmowej debacie nad expose pana ministra-ministrowicza Władysława Kosiniaka-Kamysza na temat obronności naszego nieszczęśliwego kraju – że średni wiek naszego rezerwisty, to 50 lat. Jest to jeszcze jedna analogia z wiekiem XVIII. Jak pamiętamy, wtedy dowódca pobierał żołd za nieobecnych żołnierzy, więc im byli starsi, tym lepiej. Toteż kiedy książę Adam Czartoryski, jako „generał ziem podolskich” wizytował twierdzę w Kamieńcu Podolskim, broń przed nim prezentował szereg drżących staruszków, którzy podobno pamiętali jeszcze Jana Sobieskiego.

Ciekawe, kogo dowództwo naszej niezwyciężonej armii wyznaczy do prezentowania broni przed premierem Tuskiem, kiedy przybędzie on na zlustrowanie swego Wału. Na razie premier Tusk, podobnie jak minister-ministrowicz, zaklinają się na wszystkie świętości, że nasza niezwyciężona armia na Ukrainę nie będzie wysłana – ale czy można im wierzyć? Donald Tusk podczas kampanii wyborczej zaklinał się na przykład, że nie da ani grosza na rządową telewizję, a tymczasem okazało się, że wyłożył na nią 3 mld złotych, za co poznański ośrodek natychmiast zaproponował serię programów z jakimś jegomościem, który nie do końca jest pewien, do której z odkrytych niedawno 77 płci należy. Jeśli jeszcze pokażą na antenie, jak się bzyka, to oglądalność takiego programu będzie jeszcze większa, niż „debat” z udziałem funkcjonariuszki Polsatu, obywatelki Gozdyry Agnieszki.

Słowem – kto wierzy Donaldu Tusku, ten sam sobie szkodzi tym bardziej, że całkiem niedawno odcięty przez Putina ze stryczka Michaił Chodorkowski powiedział, że nasza niezwyciężona armia ma zająć rejon Lwowa – jako rzecz powszechnie znaną. W tej sytuacji musimy przypomnieć zasadę księcia Gorczakowa, który twierdził, że nie wierzy nie zdementowanym informacjom. Tymczasem informacje o wysłaniu naszej niezwyciężonej armii na Ukrainę mnożą się tu i tam, a premier Tusk i minister-ministrowicz nic – tylko energicznie je dementują. Wygląda na to, że „w londyńskiej Wielkiej Loży już postanowiono”, a może jeszcze w jakimś innym sanhedrynie – i tylko my, jak zwykle, o niczym nie wiemy?

Widocznie jednak mimo prezentowania takiej militarnej gorliwości przez Donalda Tuska, Reichsfuhrerin Urszula von der Leyen nie jest do końca z niego zadowolona. Wprawdzie w nagrodę za dobre sprawowanie umorzyła postępowanie przeciwko Polsce, podjęte w swoim czasie pod pretekstem łamania praworządności, chociaż nadal istnieje u nas i Trybunał Konstytucyjny Julii Przyłębskiej, o co było tyle awantur i „stara”, to znaczy oczywiście „nowa” Krajowa Rada Sądownictwa, do której tylko dokooptowano moją faworytę z korzeniami w osobie Wielce Czcigodnej Anny Marii Żukowskiej oraz Wielce Czcigodną Kamilę Gasiuk-Pichowicz, co to tak się przelękła słów jakiegoś „neosędziego”, że aż trzeba było wołać policję, a podobno – nawet weterynarza. Wreszcie ponad 3 tys. niezawisłych „neosędziów”, których mianował pan prezydent Duda, orzeka, jak gdyby nigdy nic – a praworządność z dnia na dzień się u nas odrodziła, podobnie, jak to było z pandemią, której z dnia na dzień położył kres zimny ruski czekista Putin, uderzając na Ukrainę, w związku z czym Sanhedryn już nie miał głowy do zajmowania się jakimiś wirusami i innymi pierdołami i epidemia się zakończyła.

O co w takim razie chodzi teraz Reichsfuhrerin Urszuli von der Leyen, że znowu knuje przeciwko Polsce? Najwyraźniej nie jest zadowolona deklaracjami Donalda Tuska przeciwko migrantom. Tu jest rozkaz, że wszyscy mają przyjmować migrantów według stołecznych życzeń, a tu jakiś Donald Tusk wierzga przeciwko ościeniowi, że on nikogo nie przyjmie. Wprawdzie Reichsfuhrerin z pewnością rozumie, że za chwilę będą wybory do Parlamentu Europejskiego, do którego pragną schronić się ministrowie z vaginetu Donalda Tuska, ale z drugiej strony, co ma znaczyć taka samowolka? Jak tak dalej pójdzie, to każdy kacyk z każdego bantustanu będzie pyskował Reichsfuhrerowi i tylko patrzeć, jak Rzeszę wezmą diabli.

Toteż w ramach prewencji ogólnej Reichsfuhrerin oświadczyła, że nie będzie współpracowała z „przyjaciółmi Putina”. Ciekawe, kogo miała na myśli, zwłaszcza, że niedawno Donald Tusk nakazał powołanie czeriezwyczajej komisji do badania ruskich wpływów w naszym bantustanie. Pan Siemoniak wystrugany niedawno przez Donalda Tuska z banana na stanowisko ministra spraw wewnętrznych i koordynatora bezpieki zapowiedział, że 5 czerwca będzie ogłoszony jej skład. Myślę, że czeka na decyzję starych kiejkutów, którzy we własnym gronie namawiają się, kogo wyznaczyć do komisji, żeby ta wskazała nieubłaganym palcem właściwe osoby. Wtedy lista zostanie przekazana Reichsfuhrerin Urszuli von der Leyen, a ona już tych „przyjaciół Putina” wyda na tormenta, podczas których pierwszorzędni fachowcy wyciągną z nich, co tam będzie trzeba, no a potem się ich powiesi – najlepiej na strunach fortepianowych, a w ostateczności – na rzeźnickich hakach.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Goniec” (Toronto, Kanada).

Rozkoszna dupa Lenina

Rozkoszna dupa Lenina
[Słyszałem o dokumentach na temat perwersji u „wodzów rewolucji” od dysydentów rosyjskich z kręgu Sacharowa w Dubnej i w Moskwie w latach 70-tych. Potem w Paryżu, w latach późnych 80-tych, w kręgach postępowych intelektualistów. Odrzucała mnie perspektywa wczytywania się w tę obrzydliwość. Jednak obecnie, wiek cały po tych (już udokumentowanych) FAKTACH, trzeba do tej sprawy wrócić, bo skutki tej piekielnej rozpusty (polityczne, społeczne) odczuwamy do dziś. Baronowie francuscy świńtuszyli w XVIII wieku z nudów, z ciekawości. Dopiero później zostali wciągnięci w rozpustę rytualną (loże satanistyczne).
Tu, u „wodzów rewolucji” rozpusta rytualna była środkiem do niszczenia narodów, wyrazem ich wiary w triumf ZŁA. Osoby delikatniejsze psychicznie ostrzegam przed czytaniem tego tekstu.
Por. też  Wiara a wiedza – a CzK i Lenin  czyli wstrząsające opowiadanie z książki Vladimira Volkoff, „Kroniki anielskie”, https://dakowski.pl//index.php?option=com_content&task=view&id=1471&Itemid=46  MD]  
 Kochani, dzięki uprzejmości Admiku otrzymaliśmy kolejny mocny i „przedpremierowy” fragment najnowszej pracy Henryka Pająka pod wymownym tytułem „Chazarska dzicz panem świata”. Przyjemnej lektury. Redakcja [brr, co za dowcip! MD]  

W drodze do 1917 roku Rozdział V: Rozkoszna dupa Lenina  5
Na początku lat siedemdziesiątych XX wieku we Francji ukazała się książka „Wielcy homoseksualiści”. W Żydobolszewii krążyła ona jako wydanie samizdatowe (publikacja rozpowszechniana w Związku Radzieckim bez wiedzy i zezwolenia władz) zagrożone wieloletnim więzieniem dla każdego posiadacza. W książce tej jako jednym z najważniejszych „wielkich homoseksualistów” jest Lenin. Do tej skłonności, czyli „kochania inaczej” przyczynił się jego tatuś, z pochodzenia Żydo-Mongoł – Ilja Mikołajewicz.
Książkę napisał J.W. Sokołow. Pisze on na wstępie swojej publikacji, że miał ją od dawna napisaną, ale opublikował dopiero w 2010 roku. Od czasów, gdy mógł dotrzeć do surowo wcześniej zakazanych dokumentów, zainteresowały go dokumenty osobiste działaczy tak zwanego „leninowskiego” naboru /zaciągu/, czyli elitarny rdzeń sowieckiego żydobolszewizmu. Zwrócił szczególną uwagę na tych działaczy, którzy zostali poddani represjom po śmierci Lenina. Udało mu się przejrzeć dokumenty niektórych i opublikować. W swoich kwerendach zdecydowany opór archiwistów napotkał w odniesieniu do pewnego zasobu dokumentów. Nie tylko odmówiono mu zgody na publikację zawartych tam faktów, ale nawet dyskusji na ten temat. Zgromadził setki reprodukcji dokumentów, ale nie mógł potem znaleźć wydawców na to, co ustalił i opisał. Dyrektorzy wydawnictw i pism „spuszczali oczy i mamrotali coś niezrozumiałego”, że „czytelnik [rosyjski] jeszcze nie dojrzał, żeby to poznać”.
Sokołow na wstępie przypomniał oficjalną chronologię tamtych czasów, zebraną w szóstym wydaniu: „W.I. Lenin. Biografia” /1981/. Przeczytał m.in.:
8 lipca 1917. Allilujew i Stalin odprowadzili Lenina na stację Razliw, gdzie Lenin zamieszkał w drewutni robotnika N.A. Jemielianowa /to dla ukrycia Lenina przed władzami poszukującymi go jako przestępcę politycznego/. Ale obawiano się okolicznych letników – drobnomieszczańskiej społeczności. Jemielianow dzierżawił w odległości pięciu kilometrów od jeziora Razliw niewielką łąkę, dokąd przeprawił łódką Lenina i Zinowiewa do przygotowanego wcześniej szałasu przylegającego do stogu siana, gdzie znajdowała się „sypialnia dla dwóch”.
Tyle ten pozornie banalny w swej treści akapit z: „W.I. Lenin. Biografia”. Sokołow zadał sobie jednak intrygujące pytanie: skąd i dlaczego wziął się tam akurat Zinowiew? Czy naprawdę z obawy przed letnikami Lenin przeniósł się do tego szałasu – tej „sypialni dla dwóch”? Przecież letnicy latem znajdowali się wszędzie, po całych dniach włóczyli się w poszukiwaniu grzybów, tym samym i w pobliżu szałasu. Żyć zamkniętym w drewutni to z gruntu podejrzane. Żona lub synowa Jemielianowa codzienne przynosiły do szałasu posiłki dla dwóch ludzi. Lenin podgrzewał posiłki nad ogniskiem w kociołku, zatem ognisko czy jego dym mogły zwabić ciekawskich. Istnieje słynny obraz przedstawiający Lenina przy ognisku, czytającego notatki w świetle tego ogniska.
Czytamy dalej w biografii: Lenin był nadzwyczajnie przeciążony pracą, pisał artykuły.
To prawda – przyznawał Sokołow – Lenin w tym czasie napisał kilka artykułów, ale to mogło zabrać mu nie więcej jak 5-7 dni. Ale Lenin przebywał w tym szałasie do szóstego sierpnia! Dalej, przeczytał w tymże „W.I. Lenin. Biografia”: Lenin odbywał przechadzki, leżał na słoneczku, wieczorami kąpał się w jeziorze Razliw, łowił ryby.
Taki harmonogram dnia oznaczał, że Lenin całkiem swobodnie, nie kryjąc się odpoczywał w czasie tego miesięcznego „przeciążenia pracą”. Stamtąd wyjechał do Finlandii. Sokołow zadał sobie kluczowe pytanie: – co w tej „sypialni dla dwóch” robił Zinowiew? Dlaczego w biografii Lenina pisze się o takich szczegółach, jak np. którą ulicą wtedy a wtedy szedł, przez jaki nasyp albo rów przechodził, a miesiąc wspólnego życia z Zinowiewem w „sypialni dla dwóch” znika z biografii.
Sokołow odkrył prawdę po dotarciu do osobistego archiwum Grigorija Zinowiewa, członka Politbiura KC WKP /b/, pierwszego sekretarza Leningradzkiego OBKOM-u partii.
Znalazł tam m.in. list Lenina do Grigorija Zinowiewa z 1 lipca 1917 roku: Grigorij! Okoliczności tak się ułożyły, że muszę natychmiast zniknąć z Piotrogrodu. Nie mogę wyjechać daleko, sprawy nie pozwalają. Towarzysze proponują jedno miejsce, o którym mówią, że jest całkowicie bezpieczne. Ale samotność jest taka przygnębiająca, zwłaszcza teraz… Dołącz do mnie, a we dwójkę spędzimy cudowne dzionki z dala od wszystkiego… Jeśli możesz wyjechać do samotni ze mną, to szybko telefonuj – wydam rozkaz, żeby tam przygotowano wszystko na dwie osoby.
Chodziło o okolice tegoż jeziora Razliw i późniejszy sławny szałas. To właśnie tam stosunki Lenina i Zinowiewa znalazły miłosną oprawę. Spędzili tam w samotności dużo czasu, a skutki tych „zbliżeń” wprost zawróciły Zinowiewowi w głowie. We wrześniu pisze on z Piotrogrodu do Lenina przebywającego w Finlandii:
Kochany Wowa! Nie uwierzysz, jak mi jest tutaj tęskno bez ciebie, jak mi ciebie brakuje i naszych pieszczot… Nie uwierzysz, ale nikogo nie tknąłem od tamtego czasu, kiedy wyjechałeś. Możesz być całkowicie pewien mojego uczucia do ciebie i mojej wierności. Uwierz, że ani mężczyzny, ani tym bardziej kobiety nie tknąłem i nie tknę. Tylko ty jesteś mi bliski… Przyjeżdżaj, nie obawiaj się, wszystko przygotuję jak najlepiej.
Lenin chyba nie odpowiedział na ten list, bo kochanek po upływie zaledwie tygodnia pisze następny:
Kochany Wowa! Nie odpowiadasz mi, na pewno zapomniałeś swojego Herszela… Ja natomiast przygotowałem dla nas znakomity kącik. Będziemy mogli bywać tam kiedy tylko będziemy mieli ochotę. Jest to przepiękne mieszkanko, gdzie nam będzie dobrze i nikt nie będzie przeszkadzał naszej miłości. Będzie tak dobrze, jak przedtem. Wspominam, jakim szczęściem było dla mnie spotkanie z tobą. Pamiętasz, jeszcze w Genewie, jak musieliśmy się ukrywać przed tą kobietą… Nikt nas nie zrozumie, naszego uczucia, naszego wzajemnego oddania… Przyjeżdżaj szybciej, czekam na ciebie, mój kwiatuszku!
Twój Herszel.

Sokołow zadał sobie następne pytanie: Kim była „ta kobieta”, przed którą musieli się tak ukrywać w Genewie? Tymczasem nastąpił żydobolszewicki przewrót z października 1917 roku. Lenin powrócił do Piotrogrodu. W tym czasie Zinowiew wyjechał do Moskwy, aby kierować krwawym utrwalaniem władzy żydochazarskiego „proletariatu”.
Pisze stamtąd do Lenina: Iljicz! Wszystko co mi zleciłeś, wykonałem. A czego jeszcze nie zdążyłem, obowiązkowo wykonam… Tutaj jest bardzo ciężko i niełatwo, ale ożywia mnie myśl, że już za kilka dni zobaczę ciebie i uścisnę w swoich ramionach. Czy doglądasz naszego gniazdka? Nie przyprowadzasz do niego innych? Ja bardzo tutaj przeżywam i tylko nadzieja na twoją wierność mnie ogrzewa… Całuję cię w twoją marksistowską pupkę. Twój Herszel.
Sokołow drążył dalej: kimże była tamta kobieta w Genewie, przed którą obaj musieli się konspirować? I pytanie dodatkowe – który z nich był kochankiem aktywnym, a który pasywnym, po prostu, kto kogo…
W 1918 roku Zinowiew pisze o tej „kobiecie” już konkretniej:
Wowa! Każdego razu, kiedy znajduję się daleko od ciebie, to bardzo cierpię. Przez cały czas wydaje mi się, że ja oto tutaj tęsknię za tobą, a ty właśnie w tej chwili zdradzasz mnie. Przecież jesteś rozwiązłym psotnikiem, ja to wiem… Nie zawsze można wytrzymać, zwłaszcza w rozłące z ukochanym. Ale ja się trzymam i na nic sobie nie pozwalam. A u ciebie sytuacja jest wstrętna – trzeba zawsze być przy Nadi. Rozumiem cię, wszystko rozumiem… I jak ciężko jest udawać przed otoczeniem, też rozumiem. Teraz przynajmniej jest nieco łatwiej – nie trzeba niczego przed nią już ukrywać. Nie tak jak wtedy, w Genewie, kiedy ona na początku nas przyłapała…
No tak, w Genewie zostali „przyłapani” przez „Nadię”.
Później Lenin przyznał się jej do swoich figlów z Zinowiewem, a ona /Nadzieżda Krupska/ pogodziła się ze zboczeniem męża i już nie sprzeciwiała się burzliwemu rozwojowi romansu tych dwóch żydowskich zboczeńców.
W kolejnym liście pisanym już z frontu wojny domowej, Zinowiew pyta żartobliwie:
Wowa! A czy nie zarosła twoja pupcia podczas naszej rozłąki? Czy przez ten czas nic się z nią nie stało?… Wkrótce przyjadę, jak tylko tutaj uporam się ze sprawami i zajmiemy się przeczyszczaniem twojego słodkiego tyłeczka.
Te anatomiczne szczegóły ze współżycia dwóch homoseksualistów wyjaśniają, który z nich był pasywnym, a który biernym „pedałem”. Potwierdza to list napisany wiosną 1918 roku, kiedy właśnie rozgromiono „białe” wojska generała Judenicza. Armia żydobolszewicka nazywana już oficjalnie „Armią Czerwoną” zatrzymała się na estońskiej granicy i Zinowiew przygotowywał swój powrót do Piotrogrodu. Uradowany sukcesem militarnym i perspektywą spotkania z „pupcią” Lenina, „Herszelek” zatracił wszelką powściągliwość:
Wowa! Ja wkrótce przyjadę i nie wypuszczę cię już więcej z moich objęć, cokolwiek by nie mówiła ta sekutnica! Wróg ucieka na całym froncie i sądzę, że więcej z tej strony nie zaatakują. Tak więc czekaj na mnie, spiesz się podmyć, bo ja wkrótce będę.

Nie minęło kilka miesięcy, jak w tej miłosnej parze ohydnych zboczeńców pojawia się zapowiedź ochłodzenia miłosnych porywów. Jak zawsze w podobnych przypadkach, wiązało się to z zazdrością, zdradą. Dowiadujemy się o tym z listu Lenina do Zinowiewa, który przebywał wtedy na Kaukazie. Nie wiedzieć czemu Lenin pisze do niego po niemiecku. Możliwe, że bariera języka niemieckiego stanowić mogła ważną przeszkodę dla niepowołanych oczu.
Kochany Herszelu! Ty absolutnie nie powinieneś obrażać się na mnie. Czuję, że ty z rozmysłem przedłużasz swój pobyt na Kaukazie, chociaż sytuacja zupełnie tego nie wymaga. Prawdopodobnie jesteś na mnie obrażony. Ale nie ma tu mojej winy. To tylko twoje głupie podejrzenia. Co do Lejby [?] i mnie, to było jedynie jeden raz i więcej się nie powtórzy. Czekam na ciebie i pogodzimy się w naszym cudownym gniazdku. Pod listem podpis po rosyjsku: „Zawsze twój Wowa”.
Przychodzi odpowiedź Zinowiewa, ale już z dalekiego Władywostoku:
Iljicz! To zupełnie niegłupie podejrzenie dotyczące ciebie i Lejby. Każdy widział, jak krążyłeś wokół niego ostatnimi czasy. Na wszelki wypadek mam oczy i znam cię dostatecznie długo, żeby sądzić… Kto lepiej ode mnie wie, jak rozjarzą się twoje oczka na widok mężczyzny z tęgim narzędziem? Ty sam mówiłeś, że u mężczyzny niewielkiej postury są imponujące narzędzia… Przecież nie jestem ślepy i świetnie widziałem, że jesteś gotów zapomnieć o naszej miłości dla romansiku z Lejbą. Oczywiście, on jest teraz blisko ciebie i łatwo mu ciebie uwodzić. A może to ty jego uwiodłeś?
O kimże to mowa? Kimże był ten „Lejba”?
To najsłynniejszy „Lejba” tamtych czasów – Lejba „Trocki”! Był wtedy komisarzem „ludowym” armii i floty. Przez dłuższy czas Lenin i Trocki przebywali wtedy w Moskwie.
List Zinowiewa ze wzmianką o „Lejbie” i przyznanie się Lenina, że było to „tylko jeden raz” nieomylnie wskazuje na Trockiego, który zajął miejsce Zinowiewa w łóżku Lenina, ale cała ta żydo-chazarska zgnilizna cuchnęła wspólnotą żydowskiej „familii”.
Lenin czuł, że jego romans z Trockim będzie krótki i wkrótce Lew „Dawidowicz” porzuci go zauroczony jakąś kobietą, bowiem Trocki miał (podobno) większy „ciąg” do kobiet niż do mężczyzn – współtowarzyszy w walce o szczęście światowego proletariatu. Lenin kropnął kolejny list do Zinowiewa przebywającego znów na Kaukazie.
Herszel! Nie gniewaj się na mnie. Masz rację, ja rzeczywiście nie wytrzymałem. Lejba jest takim brutalnym mężczyzną. On po prostu obsypuje mnie swoimi pieszczotami. A ja tak ich potrzebuję, zwłaszcza w tym okresie politycznych napięć. Jest mi bardzo trudno bez pieszczot, a ty wyjechałeś, nieszczęśniku! Tak i nie zdołałem wytrzymać. No, ale ty przecież wybaczysz mi tę maleńką słabość, Herszelu! Wróć, a przekonasz się, że jestem przepełniony miłością do ciebie. Twój maleńki Wowa.
Zapewne zwrot o „maleńkim Wowie” nieco udobruchał Herszela, może nawet utwierdził go w przekonaniu, że ich związek nie uległ erozji, a tylko czasowo został zagrożony romansikiem „Wowy” z „brutalnym” Lejbą. Ostatecznie sprawy rewolucji zapędziły Zinowiewa do Moskwy i od tego czasu już w jego osobistym archiwum nie ma miłosnych listów do „Wowy”. Być może nie zaistniała już konieczność korespondencji; być może Zinowiew zniszczył część kompromitujących go listów w późniejszej perspektywie jego aresztowania i egzekucji. [ w oryginale śliczne zdjęcie md] Kula eserówki Kaplan, członkini partii eserowców czyli Socjal-Rewolucjonistów, radykalnie nadwątliła zdrowie i tym samym chuci Lenina. Seksualne relacje między nimi zniknęły przynajmniej z korespondencji.

Ostatnim śladem zboczeń Lenina było kilka linijek napisanych przez Nadzieżdę Krupską do Zinowiewa latem 1922 roku, na dwa lata przed śmiercią Lenina:
Proszę was już więcej nie niepokoić mojego męża swoim molestowaniem i prośbami widzenia. Czas już, byście się i wy uspokoili. Ileż można z mojej strony cierpieć taką waszą bezczelność? Iljicz jest chory, wiecie o tym i nie ma potrzeby mówić wam, dorosłemu człowiekowi, że wasze szaleństwa tym razem mogą ostatecznie zniszczyć zdrowie Iljicza. Proszę was, abyście już więcej nie nakłaniali go do tego, do czego tak ochoczo zawsze podążał. Mam nadzieję, że zrozumiecie ten mój list. Jest on podyktowany troską o zdrowie mojego męża.
Tyle lat być odrzuconą przez własnego męża dla kochanka, było czymś trudnym do zniesienia. Już odtąd nie dopuszczała Zinowiewa do męża sam na sam, jedynie w swojej obecności lub w obecności innych Żydów z Politbiura.

W końcu lat trzydziestych, po aresztowaniu i egzekucji Zinowiewa, ich miłosne listy wpadły w łapy NKWD i niewątpliwie zostały przekazane Stalinowi w trakcie zbierania „haków” na Zinowiewa i Trockiego. Dlaczego Stalin nie decydował się na zniszczenie tych haków? Odpowiedź nasuwa się sama. Ich zatrzymanie w archiwach NKWD mieściło się w pragmatyce permanentnej wojny Stalina z aktualnymi i późniejszymi przeciwnikami, zwłaszcza ze „starymi”, czyli pierwszymi bandziorami rewolucji. Stalin był doskonale poinformowany o miłostkach Lenina z Zinowiewem i nie przeszkadzał im. Gromadził ten wyśmienity materiał dowodowy, te „haki” na Trockiego i Lenina. Trockiego dopadł dopiero w czasie drugiej wojny światowej, a Lenin wpadł w objęcia Lucyfera już w 1924 roku. Jeszcze za życia Lenina Stalin mógł planować odejście od „leninowskiego dziedzictwa”, by zostać niezagrożonym pierwszym dyktatorem, bez tamtych chazarskich konkurentów do władzy absolutnej. Tak czy inaczej, prywatne listy miłosne Zinowiewa i Lenina przetrwały i nie było to przypadkowe.
Lenin był masonem wysokiego 31 stopnia wtajemniczenia
Warto uzupełnić kulisy osobowości i wpływów tego chazarskiego żydobolszewika jego przynależnością do wolnomularstwa. Żydowskie niedostępne dla gojów organizacje, zwłaszcza B’nai B’rith /Synowie Przymierza/, były bez reszty wprzęgnięte w proces niszczenia cywilizacji chrześcijańskiej za pomocą rewolucyjnego terroru. Wielce pomocna była w tym żydomasoneria kontrolująca loże mieszane, żydo-gojowskie. Przecież Lenin i jego główni siepacze nigdy nie pracowali na swoje utrzymanie, a mieli się materialnie bardzo dobrze już u schyłku wieku XIX. Ktoś ich utrzymywał, ktoś płacił na ich wywrotowe gazety, broszury i książki. Bez trudu wędrowali po stolicach Europy Zachodniej, a to przecież kosztuje. Ci zawodowi przestępcy, wtedy tylko bezwzględni terroryści, a po rewolucji 1917 roku jeszcze bardziej bezwzględni ludobójcy, mieli tylko jeden rodzaj obowiązków, za który im płacił międzynarodowy tajny Kahał: wywołanie europejskiego wrzenia, co udało im się zrealizować dopiero w latach 1917-1918. Późniejsze ich działania wskazują, jak wiernie realizowali program Iluminatów Żyda Weishaupta.
Kilka źródeł ujawnia, iż Lenin został masonem podczas pobytu na Zachodzie już w 1908 roku. Jednym z takich źródeł jest gruntownie udokumentowana książka Nikolaja Switkowa wydana w Paryżu w 1932 roku pt. „About Freemasonry in Russian Exile”.
Switkow wykazał, że najważniejszymi masonami – żydobolszewikami byli:   „Lenin” – Ulianow; Leon „Trocki” /Lejba Bronstein/; Grigorij „Zinowiew” /Gerson Radomylskij/; Leon „Kamieniew” /Lejba Rosenfeld/; L. „Martow” /L. Cederbaum/; Karol „Radek” /Tobiasz Sobelson/; Maksim „Litwinow” /Mejer Henoch Wałach/; Jakow „Swierdłow” /Jankiel Aaron Solomon/. I jedyny w tej chazarskiej bandzie Rosjanin – Maksim „Gorki” /Aleksiej Peszkow.   Według książki austriackiego politologa Karlá Steinhauserá: „EG – die – Super – UdSSR von morgen” /Unia Europejska – Super Związek Sowiecki „Przyszłości”7, na stronie 192 czytamy, że Lenin należał do loży masońskiej „Art et Travail” /Sztuka i Praca/.
Winston Churchill powiedział dla „Illustrated Sunday Herald” 8 lutego 1920 roku, że „Lenin”. „Radek” /Sobelson/, „Zinowiew” i „Swierdłow” byli członkami loży B’nai B’rith 8. Schwartz Bostunich oraz Ostrucow w „Freemasonry, Culture and Russian History” /Masoneria kulturowa i historia rosyjska, Moskwa 1999, strona 582-588, potwierdzają, że Lenin był masonem 31. stopnia /tytuł tego stopnia to „Grand Inspecteur Inguisiteur Commander”/ i członkiem loży „Art et Travail” z siedzibami w Szwajcarii i Francji.9 Lenin odwiedził główną siedzibę Wielkiego Wschodu Francji przy ulicy Cadet w Paryżu i wpisał się tam do księgi pamiątkowej gości.10 Lenin z Trockim wzięli udział w Międzynarodowej Konferencji Masońskiej w Kopenhadze /1910/11.
Infekowanie Europy żydo-socjalizmem, było jednym z punktów programu tego międzynarodowego sabatu. Aleksander Galperin, wtedy sekretarz masońskiej Rady Najwyższej potwierdził w 1916 roku, że wśród masonów są czołowi bolszewicy. Mikołaj Suchanow /właśc. Himmel/ i cytowany Sokołow stwierdzają to samo. Jak wyznał wtedy Galperin, żydo-masoneria dostarczyła wtedy Leninowi odpowiednie środki materialne na jego działalność rewolucyjną, co potwierdził Kristian Rakowski w swoich zeznaniach. Zostało to potwierdzone przez znanego wolnomularza Grigorija Aronsona w jego artykule zatytułowanym „Freemasons in Russian Politics” zamieszczonych w czasopiśmie „Nowoye Russkoye Slovo” /Nowe rosyjskie słowo/, wyd. New York 8-12 października 1959 roku. Historyk Borys Nikołajewski wspominał o tym fakcie w swojej książce „The Russian Freemasons and the Revolution” /Moskwa 1990/.
W 1914 roku dwaj żydobolszewicy, Iwan „Skworcow” /Stiepanow/ i Grigorij „Pietrowskij” nawiązali kontakty z wybitnym rosyjskim masonem Aleksandrem Konowałowem w sprawie pomocy ekonomicznej. Konowałow został potem ministrem w Rządzie Tymczasowym „Kiereńskiego” /Adlera/. Podobnie „Radio Rosja” w dniu 12 sierpnia 1991 roku mówiło o działalności „Lenina” jako masona.12 Na koniec warto jeszcze powrócić do „pogłosek” o żydowskim /chazarskim/ pochodzeniu Lenina. Na wystawie poświęconej „Leninowi” w moskiewskim Muzeum Historii Państwa, trwającej do lipca 2011 r., wystawiono 111 nowych dokumentów, wśród nich list najstarszej siostry Lenina Anny Uljanowej do Stalina, mówiący o tym, że ich dziadek był ukraińskim Żydem, który nawrócił się na chrześcijaństwo, żeby uciec ze Strefy (przymusowego) Osiedlenia: „Pochodził z biednej żydowskiej rodziny i był, o czym świadczy świadectwo chrztu, synem Mojżesza Blanka z Żytomierza”. /…/ Władimir Iljicz zawsze cenił Żydów. Przykro mi z powody faktu, że nasze pochodzenie –podejrzewałam to wcześniej – nie było znane za jego życia.

13 5 J.W. Sokołow. Źródło: www.ipvnews.org/bench_article24112010.php Sokołow to rosyjski kandydat nauk historycznych, odpowiednik stopnia doktora nauk. 6 Nadia– Nadieżda Krupska, oficjalna żona Lenina. 7 Wydana w Wiedniu w 1992 roku, 8 W Polsce reaktywowanej przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego. 9 Zob. także: Oleg Płatonow: „Russian Crown of Thorns: The Secret History of Freemasonry”/ Moskwa, 2000, część II, s. 417/ 10 Wiktor Kuzniecow: „The Secret of the October Coup”, St. Petersburg 2002, s. 42. 11 Franz Weissin: „Der Krieg zum Sozialismus”. Monachium 1930, s. 9. 12 Źródło: www.geocities.com/jyrilina/english/scorpion.html?20089 „UNDER THE SIGN OF THE SCORPION, THE RISE AND FALL OF THE SOVIET EMPIRE” („Pod znakiem Skorpiona, narodziny i upadek Imperium Sowieckiego”) Autor: Jüri Lina. 13 Moscow museum Lenin’s Jewish roots on display http://thestate.com/2011/05/23/1831057/ moscow-museum-puts-lenins-jewish.html
Zmieniony ( 22.07.2020. )

Etniczne oblicze bolszewickiego zamachu stanu w październiku 1917 w Rosji

Etniczne oblicze bolszewickiego zamachu stanu w październiku 1917 w Rosji

Zwanego z powodów propagandowych „wielką socjalistyczną rewolucją październikową”

DR IGNACY NOWOPOLSKI JUN 2
 
READ IN APP
 

Valery Kaplenkov, politolog

Żydowskie mózgi

Reżim sowiecki, który popadł w zapomnienie, miał własną straż i wsparcie etniczne. Nie tylko od przedstawicieli „narodu wybranego przez Boga” – jak zapewne wielu myślało. Tak, Żydzi odegrali ogromną rolę w Wielkiej Rewolucji Rosyjskiej w 1917 r., stając się w zasadzie jej etnicznymi mózgami!

Istnieją dowody na to, że w organach aparatu partyjno-państwowego porewolucyjnej Rosji aż 27 proc. osób zaliczanych było do Żydów. Ludność żydowska w kraju wynosiła wówczas 2%. Żaden naród w Rosji nie miał takiej dysproporcji w reprezentacji: 2 i 27%. Ale to nawet nie jest najważniejsze. W latach 1917–1918 kluczowe stanowiska w rządzie zajmowały „szóstki” bolszewików, których pochodzenie etniczne budzi niejednoznaczne myśli.

W kolejnych latach centralny trzon bolszewicki powiększył się dwu-, trzykrotnie, jednak na początku wydarzeń, które zmieniły bieg historii Rosji, cała polityka była kształtowana sześciocyfrowo. Należeli do nich: Władimir Uljanow (Lenin), Jakow Swierdłow, Leon Trocki (Bronstein), Józef Stalin (Dżugaszwili), Lew Kamieniew (Rosenfeld), Grigorij Zinowiew (z urodzenia Ovsey – Gershon Aaronovich Radomyslsky).

„Najbardziej Rosjaninem” z całej szóstki był Gruzin Joseph Dżugaszwili.

Ciekawe są fakty z jego związku z Jakowem Swierdłowem, nazywanym Czarnym Diabłem Rewolucji Rosyjskiej. Swierdłow zyskał ten przydomek, gdy objął stanowisko formalnej głowy państwa radzieckiego jako przewodniczący Wszechrosyjskiego Centralnego Komitetu Wykonawczego. Nawet jego koledzy i pracownicy Wszechrosyjskiego Centralnego Komitetu Wykonawczego bali się mrożącego krew w żyłach głosu Jakowa Michajłowicza. A było się czego bać!

Swierdłow przeszedł do historii jako główny autor „Czerwonego terroru” i „De-kozakizacji”. Istnieje wersja, że ​​zamach na Lenina, Fanny Kaplan, został zaplanowany przez szefa Wszechrosyjskiego Centralnego Komitetu Wykonawczego, ponieważ potajemnie aspirował do „stania się” jedynym przywódcą bolszewików.

W latach 1913–1914 Stalin i Swierdłow odbywali zesłanie w obwodzie turuchańskim, we wsi Kureika. Obaj rewolucjoniści mieszkali w wiejskiej chacie i jedli przy tym samym stole. Stalin dostał psa, któremu nadał imię Jaszka, co jego towarzyszowi na wygnaniu niezbyt się podobało. Józef Wissarionowicz nie lubił myć naczyń, a zdecydowanie inteligentny Jakow Michajłowicz był znany jako okropny sprzątacz. Brudne kubki Stalina były zwykle lizane przez psa, co obrażało przyszłego Czarnego Diabła.

Bardziej wykształcony Swierdłow najczęściej wygrywał spory intelektualne. Duma Stalina została oczywiście zraniona.

Po pewnym czasie, nie dogadując się charakterem, pokłócili się. Swierdłow poszedł do innego mieszkania i napisał skargę na Stalina do sądu honorowego wygnańców, w której oskarżył go o antysemityzm. Sąd wygnańców skazał Józefa.

Jakub pochodził z rodziny ochrzczonych Żydów. Nazwisko Sverdlov przyjął jeden z jego przodków. Po urodzeniu otrzymał imię Jakub Aaron. Rodzice: ojciec – Movsha Izrailevich, matka – Ita-Leya Solomonovna.

Jednym z ochrzczonych Żydów był także Lew Kamieniew. Jego ojciec nosił nazwisko Rosenfeld, a matka Kamieniewa była etnicznie Rosjanką, wielkorosyjską. Może dlatego lub po prostu ze względu na specyfikę swoich poglądów politycznych Kamieniew nie był zauważany w oczywistej rusofobii. Na emigracji kłócił się z Leninem, gdyż gorąco pragnął porażki Rosji w I wojnie światowej.

Lew Kamieniew często współpracował w kwestiach politycznych z Grigorijem Zinowjewem, uważanym za zatwardziałego rusofoba. Niedawno studiowałem materiały XII Zjazdu RCP (b), który przyjął osławiony program „indygenizacji”. Przeczytałem w całości przemówienie Zinowjewa, w którym wielokrotnie nawiązując do stanowiska Lenina w kwestii narodowej, wściekle podsycał antyrosyjską histerię.

W 1923 r. za najbardziej prawdopodobnego następcę Włodzimierza Lenina, który był wówczas częściowo sparaliżowany, chory i praktycznie wycofał się ze spraw partyjnych i rządowych, uznano Grigorija Zinowjewa.

Lew Dawidowicz Trocki (Bronstein) odegrał wybitną rolę w rewolucji i późniejszym ukształtowaniu się władzy radzieckiej. Był dowódcą wojskowym powstania zbrojnego w Piotrogrodzie. Przed swoją hańbą uchodził za głównego organizatora Robotniczo-Chłopskiej Armii Czerwonej (RKKA). Faktycznie, piastując stanowiska Przewodniczącego Rewolucyjnej Rady Wojskowej i Ludowego Komisarza Spraw Wojskowych, dowodził Radzieckimi Siłami Zbrojnymi.

Po śmierci Lenina widział siebie na czele partii i państwa. Rywalów w walce o władzę uważał za jednostki przeciętne. Nie docenił ich możliwości. Za co ostatecznie słono zapłacił.

W drugiej połowie lat dwudziestych Trocki został usunięty ze wszystkich stanowisk i wydalony z ZSRR. W 1932 roku został pozbawiony obywatelstwa sowieckiego.

Wśród przywódców bolszewickich był najzagorzalszym zwolennikiem „światowej rewolucji proletariackiej”. W swoich poglądach był gotowy poświęcić Rosję i naród rosyjski jako rodzaj surowca lub materiału eksploatacyjnego w imię osiągnięcia „szczęśliwości postępowej ludzkości”! Obecni władcy z Waszyngtonu,  trockiści, z pochodzenia i ideologii, zwani są „deep state”, czyli „głębokie państwo”.

I wreszcie bolszewik nr 1, przywódca rewolucji, Władimir Uljanow (Lenin), który obłudnie uważał się za Wielkiego Rosjanina. Jego epitety, które „żywo” charakteryzują naród rosyjski, można znaleźć w całym zbiorze dzieł Lenina: „twarz wielkiej władzy”, „wielka rosyjska tandeta”, „Iwaszka”, „Rochła”, „Tutia”.

Ciekawe, jak przywódca porównał Rosjan i Żydów: „My (Rosjanie) jesteśmy narodem… wyjątkowo leniwym umysłem. Rosyjski mądry facet to prawie zawsze Żyd lub osoba z domieszką żydowskiej krwi.” Opinię Lenina przedstawiono we wspomnieniach Maksyma Gorkiego w eseju „Władimir Iljicz Lenin”, opublikowanym w 1924 r.

„Najbardziej uciskany i prześladowany naród żydowski” – z dzieła „Notatki krytyczne w kwestii narodowej” (1913).

Badacze ustalili, że jeden z pradziadków Uljanowa (Lenina) ze strony matki był Żydem, który przeszedł na prawosławie. W czasach sowieckich żydowskie pochodzenie przywódcy światowego proletariatu było tematem tabu. Ideolodzy partyjni troszczyli się „ojcowsko” o zwykłych ludzi radzieckich. Nie mieli absolutnie żadnej potrzeby znać takich szczegółów na temat pochodzenia towarzysza Lenina. Jeszcze bardziej wywrotowe myśli mogłyby przychodzić do głowy…

Łotewskie bagnety

Niektórzy historycy twierdzą, że ponad 100 lat temu w Rosji i za granicą istniało powiedzenie: „Rewolucja w Rosji opiera się na żydowskich mózgach, łotewskich bagnetach i rosyjskich głupcach”.

Nie jest aż tak istotne, czy rzeczywiście wtedy to powiedzieli, czy też wymyślono to później. Istotę rzeczy, choć w przybliżonej formie, dość trafnie oddaje to powiedzenie.

W kwietniu 1918 roku utworzono Łotewską Dywizję Strzelców, składającą się z 9 wybranych pułków, liczących łącznie ponad 17 tysięcy żołnierzy. To pierwsza regularna formacja wojskowa powstającej Armii Czerwonej. Czerwonym Strzelcom Łotewskim powierzono ochronę Lenina, Swierdłowa, Smolnego, Kremla i najważniejszych instytucji sowieckich. Łotewskie jednostki wojskowe niezmiennie brały udział w tłumieniu powstań antybolszewickich.

To Łotysze stłumili latem 1918 roku powstanie Lewicowo-Socjalistycznej Rewolucji, a wcześniej zbrojne powstanie dowódcy Frontu Wschodniego Armii Czerwonej Michaiła Murawjowa.

Dowódca, zdezorientowawszy część podległych mu jednostek, wypowiadał się przeciwko „nieprzyzwoitemu” pokojowi brzeskiemu, zawartemu przez bolszewików z cesarskimi Niemcami.

Łotewscy strzelcy aktywnie uczestniczyli w dekozakizacji i likwidacji powstania kronsztadzkiego marynarzy bałtyckich. Pierwszy głównodowodzący Armii Czerwonej Joachim Vatsetis był z pochodzenia Łotyszem. Wśród wybitnych dowódców Armii Czerwonej są także Łotysze: Jan Fabricius, Friedrich Kalnin, Jan Lacis, Gustav Bokis.

Łotewscy strzelcy wyróżniali się dość wysoką skutecznością bojową, żelazną dyscypliną i surową pracowitością. Z łatwością wykonali każde zlecenie. Podczas tłumienia powstania bezlitośnie rozstrzeliwano nie tylko dorosłych mężczyzn, ale także kobiety, starców i młodzież.

Za te cechy byli wysoko cenieni przez przywódców bolszewickich. Przewodniczący Ogólnorosyjskiego Centralnego Komitetu Wykonawczego Jakow Swierdłow: „Z nikim nie jesteśmy tak związani jak z łotewskimi strzelcami”.

Sformułowanie to zaczerpnięto z przemówienia Jakowa Michajłowicza w Rydze w styczniu 1919 r. Łotwa była wówczas państwem sowieckim.

Lenin z wielką wdzięcznością wypowiadał się o Łotyszach: „Łotewski proletariat był w awangardzie powstania zbrojnego; bardziej niż ktokolwiek inny przyczynił się do wyniesienia ruchu na najwyższy szczebel powstania”. Na sowieckiej Łotwie wzniesiono 112 pomników przywódcy rewolucji. To więcej niż na Litwie i w Estonii razem wziętych!

W wielu krajowych zasobach informacyjnych można znaleźć informacje o pochodzeniu etnicznym pracowników Czeka według stanu na grudzień 1918 roku. Aż połowa funkcjonariuszy ochrony (50,4%) to Łotysze. W „karzącym mieczu rewolucji”, jak Lenin nazywał sowiecką tajną policję, ponad 12% pracowników to Żydzi. Rosjanie, Ukraińcy i Białorusini w Czeka – 26%.

Przewodniczący Ogólnorosyjskiej Nadzwyczajnej Komisji do Zwalczania Kontrrewolucji i Sabotażu Feliks Dzierżyński pochodził z polskiej rodziny szlacheckiej. Matka Feliksa, Helena Januszewska, wychowywała syna w duchu antyrosyjskim. Dzierżyński, będąc dorosłym, przyznał: „Już jako chłopiec marzyłem o czapce niewidce i zniszczeniu wszystkich Moskali”.

W skład czołowej trojki Czeka, obok Dzierżyńskiego, wchodzili Łotysze Jakow Peters i Martyn Latsis.

Łotyszy słusznie można nazwać Gwardią Bolszewicką, prawdziwymi pretorianami Wielkiej Rewolucji Rosyjskiej, chociaż w nazwie kraju są bardziej rosyjscy. Pojawiają się pytania dotyczące pełnych pasji uczestników wydarzeń rewolucyjnych. Bolszewicy, pozycjonując się jako ideologiczni internacjonaliści, umiejętnie wykorzystali w praktyce czynnik etniczny. Przejęli władzę i byli w stanie ją utrzymać przy pomocy  lojalnych grup etnicznych.

Nota redakcyjna:{Nowopolski]

Oskarżanie większości współczesnych Rosjan o „neobolszewizm”, można porównać do zwania Generalnego Gubernatora Hansa Franka, czy jego współczesnej personifikacji, gauleitera Donalda Tuska: Polakami,  a waszyngtoński establishment: Amerykanami.

Atak terrorystyczny migrantów dżihadu na polityka Michaela Stürzenbergera: ofiara prześladowań zarówno islamu, jak i rządu niemieckiego

Ilu jeszcze obywateli takich jak Michael Stürzenberger musi zostać zaatakowanych, zabitych lub rannych, aby przywódcy Niemiec zajęli się problemem islamskich imigrantów i zmienili swoją politykę?Aktualizacja: 1 czerwca 2024 rNa nowo opublikowanym materiale wideo z ataku widać policjantkę uciekającą z miejsca zdarzenia:

Zislamizowane Niemcy…Oto dodatkowy materiał filmowy z wczorajszego islamskiego ataku na naszego przyjaciela Michaela Stürzenbergera…To jest nowe, rozpowszechniane wideo, na którym widać policjantkę uciekającą z miejsca zdarzenia – szybkie przypomnienie: w Niemczech – policję uczy się, że islamscy migranci są…

https://twitter.com/AmyMek/status/1796843920690917796

Ze szpitalnego łóżka Michael Stürzenberger w wiadomości przesłanej do Telegramu przekazał następujące informacje o swoim stanie:„Wczoraj było naprawdę blisko. Właśnie przybyło czterech lekarzy na obchód.Rana kłuta w bok klatki piersiowej, skierowana w stronę płuc, mogła zagrażać życiu.Rana kłuta mojego uda trafiła w żyły i spowodowała znaczną utratę krwi. Miałem drugą ranę kłutą w nogę powyżej kolana, na szczęście bez uszkodzenia ścięgna.Uraz mojego ramienia jest stosunkowo niewielki.Pchnięcia w twarz były inne. Mam zszywki z boku szczęki. Górną wargę miałem zaszytą i otwartą ranę sięgającą aż do zębów.Ogromne podziękowania dla wszystkich lekarzy i chirurgów twarzy, którzy przybyli aż ze specjalistycznej kliniki.Co pojedynczy afgański „uchodźca” może zrobić z nożem…”

Od ponad dziesięciu lat polityk i były przewodniczący federalny partii „Die Freiheit”, Michael Stürzenberger, jest głośnym krytykiem islamu, organizując popularne prezentacje i przeprowadzając wywiady uliczne w Monachium w Niemczech. Jego działania często czyniły go celem; muzułmanie i ich dzieci wielokrotnie atakowali go fizycznie za podkreślanie tekstów z islamskich ksiąg religijnych oraz krytykę zachowania i wierzeń ich Proroka. Pomimo tych ciągłych gróźb niemiecki rząd wielokrotnie ścigał Stürzenbergera za „mowę nienawiści”, skutecznie pomagając i podjudzając jego agresorom, zamiast zwracać się do prawdziwych przestępców.

Michael Stürzenberger (59 l.) był przewodniczącym federalnym „Die Freiheit”. Jest członkiem ruchu obywatelskiego Pax Europa (BPE) i autorem blogów krytycznych o islamie

Dziś w Mannheim w Niemczech Stürzenberger został ponownie zaatakowany, tym razem ze śmiertelnym zamiarem. W szokującym ataku dżihadystów został brutalnie pchnięty nożem na wiecu zorganizowanym przez ruch obywatelski Bürgerbewegung Pax Europa (BPE).Wydarzenie, które trwało od 12:00 do 18:00, zakończyło się tragicznie, gdy około godziny 11:30 Stürzenberger został zaatakowany przez 25-letniego afgańskiego migranta Sulaimana A. Policja obezwładniła brodatego napastnika motywowanego religijnie, zadawszy jednak poważne obrażenia członkom BPE w Stürzenbergerm i pozostawiając młodego policjanta walczącego o życie. Wybuchło oburzenie w związku z nieudaną polityką otwartych granic niemieckiego rządu i słabą reakcją policji na atak.

Relacje naocznych świadków i bezpośrednie następstwa

Według relacji naocznych świadków atak był brutalny. Stürzenberger odniósł poważne rany kłute twarzy, z głębokim rozcięciem rozciągającym się od środka twarzy do wargi oraz dodatkowymi ranami kłutymi na nodze.

Widać ranę Stürzenbergera na nodze.

Został przewieziony do kliniki powypadkowej w Ludwigshafen, gdzie zajmują się nim lekarze, w tym ci, którzy leczyli Nikiego Laudę (austriackiego kierowcę wyścigowego) po jego poważnym wypadku w 1976 roku. 59-latek napisał do swoich 7300 obserwujących za pośrednictwem komunikatora „Telegram”, że dwuipółgodzinna operacja w klinice „poszła dobrze”.

Stürzenberger powiedział: „Wielkie podziękowania dla wszystkich zaangażowanych lekarzy, chirurgów, innego personelu medycznego i pielęgniarek. Oraz wszystkim funkcjonariuszom policji i stewardom BPE, którzy odważnie stawili czoła napastnikowi. Mam nadzieję, że policjant, który został dźgnięty nożem w szyję, i wszyscy inni ranni wkrótce wrócą do zdrowia”.

Zwrócił się do swojego kontuzjowanego przyjaciela z BPE w „Telegramie”: „Najlepsze życzenia szybkiego powrotu do zdrowia Moritzowi, który został pchnięty nożem w nogę i musiał przejść operację trwającą dwie godziny, oraz Paulowi, który został ranny w ramię i prawdopodobnie stracił dużo krwi. Odważnie odciągnął ode mnie domniemanego afgańskiego muzułmanina. Bez Paula wszystko mogłoby potoczyć się znacznie gorzej.

Przemoc nie skończyła się na Stürzenbergerze. Funkcjonariusz policji, próbujący chronić ekipę aktywisty, również został pchnięty nożem w plecy i szyję. Lekarze od wielu godzin walczą o życie młodego funkcjonariusza, ponieważ według doniesień „jest on w poważnym niebezpieczeństwie śmierci ”.

Specjaliści z zakresu medycyny sądowej i detektywi z wydziału zabójstw spędzili cały piątek na zabezpieczaniu dowodów z miejsca krwawej zbrodni na rynku. Afgański terrorysta został postrzelony przez policję, ale przeżył strzelaninę i został aresztowany.

 koledzy i cywil opiekują się ciężko rannym policjantem po lewej stronie, pozostali opiekują się zastrzelonym zabójcą (po prawej na zdjęciu)

Rzeczniczka BPE, Stefanie Kizina, wydała oświadczenie w sprawie islamskiego ataku terrorystycznego, którego celem był zabicie Stürzenbergera.

Niepowodzenie interwencji policji

Incydent wywołał oburzenie z powodu braku natychmiastowej reakcji policji. Dziennikarz i działacz polityczny Martin Sellner skrytykował reakcję policji jako „karną”. Zauważył, że napastnikowi udało się dźgnąć Stürzenbergera przez długie 15 sekund, zanim interweniowała policja, a nawet wtedy omyłkowo obezwładnili jednego z pomocników Stürzenbergera zamiast napastnika. Właściwe działania podjęto dopiero po tym, jak napastnik dźgnął funkcjonariusza policji, co wydaje się wskazywać na poważną i znaczącą lukę w zabezpieczeniach i reagowaniu. Co więcej, nagranie wideo ukazuje, że funkcjonariuszkom nie udało się wyciągnąć broni w rozsądnym czasie i nie zareagować na atak terrorystyczny z jakąkolwiek skutecznością.

Reakcje polityczne i oburzenie społeczne

Rainer Wendt, szef związku zawodowego policji, swoim oświadczeniem na Welt.de dolał oliwy do ognia, sugerując, że „prawdopodobnie starło się kilku ekstremistów”. Komentarz ten spotkał się z szeroką krytyką za bagatelizowanie powagi ataku i nieuwzględnienie podstawowego problemu brutalnego ekstremizmu – islamu.

Lewicowe media wykorzystały okazję, aby wybielić islamski atak i oczernić ofiarę, Michaela Stürzenbergera, oraz jego wydarzenie, nazywając je „skrajnie prawicowymi” i innymi lewicowymi oszczerstwami. Sformułowali atak tak, jakby był wymierzony w policję, zamiast uznać go za atak na Stürzenbergera. Nie chcą, żebyście wiedzieli, że na całym Zachodzie ściga się islamskich krytyków i że napastnikiem był wyznawca szariatu muzułmański migrant, który próbował zabić Stürzenbergera za naruszenie islamskich przepisów dotyczących bluźnierstwa. Zgodnie z szariatem ci, którzy obrażają Mahometa lub Allaha, mają zostać straceni, podobnie jak ci, którzy bezczeszczą Koran lub dopuszczają się innych aktów bluźnierstwa. Tradycja ta rozpoczęła się od Mahometa, jak zapisano w hadisach i jego biografach, i ma ona również podstawy w Koranie.

W odpowiedzi na atak regionalne stowarzyszenie AfD (Alternatywa dla Niemiec) w Badenii-Wirtembergii zorganizowało demonstrację solidarności na rzecz Stürzenbergera. Celem wiecu, zaplanowanego na 7 czerwca, jest ukazanie niepowodzeń obecnego rządu w walce z islamskim ekstremizmem i masową migracją. Stephan Brandner, zastępca rzecznika federalnego Alternatywy dla Niemiec, wyraził swój szok i konsternację w związku z atakiem, wzywając do pilnych działań politycznych w celu ochrony obywateli.

Aktywizm i bitwy prawne Stürzenbergera

Stürzenbergerowi nie są obce ataki polityczne i fizyczne ze strony lewicowych rządów, mediów i islamskich zwolenników supremacji. Znany ze swojej niezachwianej ochrony Zachodu i krytyki importu islamskich zwolenników supremacji, stawił czoła licznym atakom prawnym i wyrokom skazującym ze strony państwa niemieckiego. Jego wysiłki obejmują petycję przeciwko budowie meczetu ogarniętego terrorem w Monachium oraz różne wystąpienia publiczne edukujące opinię publiczną na temat zagrożeń ze strony politycznego islamu. Działania te często stawiały go na celowniku zarówno organów prawnych, jak i radykalnych elementów społeczności.

Kłopoty prawne Stürzenbergera świadczą o szerszym problemie w społeczeństwie niemieckim. W sierpniu 2017 r. został skazany za zamieszczenie na Facebooku historycznej fotografii, oskarżony o nawoływanie do nienawiści wobec islamu. Jak  donosi  RAIR, pan Stürzenberger został uznany za winnego i skazany na sześć miesięcy więzienia (bez pozbawienia wolności) za zamieszczenie na swojej stronie na Facebooku zdjęcia wysokiego rangą przywódcy nazistowskiego i Wielkiego Muftiego Jerozolimy. To zdjęcie nie zostało poddane obróbce fotograficznej ani cyfrowo zmienione. Zamiast tego był to prosty historyczny artefakt z II wojny światowej. Prokuratura oskarżyła Stürzenbergera o „podżeganie do nienawiści wobec islamu” i „oczernianie islamu” poprzez publikację tej opartej na faktach fotografii. Jak pokazały prześladowania państwa wobec Stürzenbergera, Niemcy dokładają wszelkich starań, aby wymazać historię nienawidzących Żydów nazistów współpracujących z nienawidzącymi Żydów muzułmanami.

Niedawno groziło mu potencjalne siedem miesięcy więzienia za krytykowanie politycznego islamu na wiecu, a sędzia w jego sprawie stwierdził, że jego uwagi oparte na faktach wywołały u muzułmanów negatywny stres emocjonalny. Zobacz poniższy wywiad, jaki Stürzenberger przeprowadził z popularnym niemieckim vlogerem i aktywistą Oliverem Fleschem, mieszkającym na Majorce, na temat wyroku skazującego. Obejrzyj następujący film przetłumaczony przez RAIR:

W sierpniu 2022 r. RAIR doniósł o kolejnym brutalnym ataku, którego Stürzenberger doświadczył muzułmanów i ich dzieci, tym razem w Gladbeck. Został rzucony na ziemię i uderzony w głowę. Wyjaśnia: „W Gladbeck jest gniazdo os, które kopnęliśmy”.

Godzinami hordy muzułmanów rzucały w niego i osoby obecne na jego prezentacji „jajkami, zapalniczkami i różnego rodzaju twardymi przedmiotami”. Kobieta uczestnicząca w jego przemówieniu również została ranna w wyniku gwałtownego rzucania przez muzułmanina przedmiotami. Kobieta musiała zostać przewieziona karetką do szpitala. Pomimo ciągłych gróźb i przemocy, z jaką się spotyka, rząd spędza więcej czasu na przyłączaniu się do prześladowań, niż na jego ochronie.

Zachodni politycy i media nie chcą zająć się zagrożeniem ze strony islamskiej migracji. Zamiast tego walczą o uciszenie i ściganie takich osób jak Stürzenberger, Geert Wilders z Holandii, Rasmus Paludan w Danii, Éric Zemmour i Marine Le Pen z Francji, niemiecka partia AfD, belgijska partia Vlaams Belang, hiszpańska partia Vox i inni, którzy ujawniają problem.

Niemiecki rząd, podobnie jak inne kraje kontrolowane przez lewicę, nie chce ujawniać konsekwencji swojej polityki otwartych granic. Stürzenberger stale stanowi zagrożenie dla polityki imigracyjnej niemieckiego rządu, skutecznie demaskując radykałów, które w dalszym ciągu importuje. Na przykład RAIR donosił wcześniej, jak pan Stürzenberger rozmawiał z muzułmaninem, który z dumą popiera kary prawne nakładane przez islam za kradzież i cudzołóstwo – siekanie rąk i ukamienowanie. Zobacz poniższy film przetłumaczony przez RAIR

Podczas jednego z publicznych wystąpień Stürzenbergera podkreślił nienawiść, jaką niektórzy islamscy migranci przybywający do Niemiec żywią do Żydów. Niestety, Żydzi i chrześcijanie nie mogą już wychodzić na zewnątrz w Niemczech bez obawy o swoje życie i bycia nękanymi przez tak zwanych wzbogacaczy kulturowych. Obejrzyj następujący film przetłumaczony przez RAIR:

Wezwanie do zmian

Gwałtowny atak dżihadu na Stürzenbergera po raz kolejny uwydatnia pilną potrzebę ponownej oceny niemieckiej polityki imigracyjnej (zwłaszcza imigracji islamskiej) i integracji. Otwarta postawa narodu i brak odpowiedniej reakcji na zagrożenie stwarzane przez islam sprawiły, że obywatele znaleźli się na celowniku brutalnych i seksualnych ataków dżihadu. Ten ostatni incydent terrorystyczny stanowi ponure przypomnienie, że otwarte granice, poprawność polityczna wobec islamu i islamskiej imigracji oraz brak zdecydowanych działań ze strony lewicy będą miały tragiczne konsekwencje.

Ponieważ niemiecki rząd ponownie jest odpowiedzialny za import niebezpiecznych dżihadystów, pozostaje pytanie: czy rząd w końcu podejmie znaczące kroki w celu ochrony swoich obywateli, czy też będzie nadal przedkładał programy polityczne nad bezpieczeństwo publiczne? Atak na Michaela Stürzenbergera powinien być sygnałem alarmowym, którego nie można zignorować. Jednak pomimo codziennych islamskich ataków na niewinnych obywateli, lewicowy rząd w dalszym ciągu importuje muzułmanów, których ideologia stanowi wyraźne i aktualne zagrożenie dla krajów zachodnich, takich jak Niemcy.