
































Dowództwo Generalne @DGeneralneRSZ
Oddaj krew dla naszego Brata Gdzie i kiedy? 5 czerwca: 8:00 -11:30 placówka Straży Granicznej – Czeremcha 7 czerwca: 7:20 -11:45 Terenowy Oddział Krwiodawstwa – Hajnówka 9 czerwca: 10: 00 – 14:00 k. kościoła – Zabłudów
Nasz Brat został zraniony nożem w trakcie służby na granicy, aktualnie przebywa w szpitalu w Hajnówce i walczy o życie. Pilnie poszukiwana jest grupa krwi 0 Rh+, ale każda inna grupa również jest potrzebna – liczy się każda ilość oraz czas.
Stańmy na wysokości zadania!
================================
MD: Czemu nie zabijają wrogów? A tego oficera, który nie zapewnił krwi dla żołnierzy – pod sąd wojenny. Stańcie na wysokości zadania!
A co by było, gdyby to nie był jeden ranny, a np. dwa tysiące?

https://pch24.pl/grzegorz-braun-z-interwencja-w-krakowie-ukrainska-flaga-znika-z-kopca-kosciuszki
Na zamieszczonym w sieci przez Grzegorz Brauna nagraniu widać, jak poseł Konfederacji zdejmuje ukraińską flagę, zawieszoną na maszcie Kopcu Kościuszki w Krakowie. Jak poinformował kandydat do euro-poselskiego mandatu z Małopolski i Świętokrzyskiego, przekazał barwy do konsulatu ukraińskiego.
Mimo niesprzyjającej aury pogodowej we wtorek 4 czerwca przewodniczący Konfederacji Korony Polskiej pojawił się na terenie zabytkowych umocnień stolicy Małopolski. Cel jego wizyty ujawnia opublikowany na platformie X materiał wideo.
Na nagraniu widać, jak polityk Konfederacji ściga z jednego z masztów umieszczonych na szczycie Kopca barwy narodowe Ukrainy. „Flagę UKR, która znajdowała się w niewłaściwym miejscu, jako uczciwy znalazca przekazuję do konsulatu w Krakowie”, komentował upubliczniony klip Grzegorz Braun.
Przewodniczący Konfederacji Korony Polskiej startuje jako „jedynka” Konfederacji w wyborach do europarlamentu z województw Świętokrzyskiego i Małopolskiego, przewidzianych już na najbliższą niedzielę 9 czerwca.
W odpowiedzi na czyn Grzegorza Brauna krótkie oświadczenie wystosował Komitet Kopca Kościuszki. „W dniu 4 czerwca 2024 r. doszło do bezprawnego uszkodzenia masztu na Kopcu Kościuszki w Krakowie i zaboru wiszącej na nim flagi Ukrainy. Komitet Kopca Kościuszki w Krakowie, nawiązując do idei Tadeusza Kościuszki walczącego o wolność wielu Narodów, podjął decyzję o zawieszeniu flagi ukraińskiej w ramach solidarności z walczącą bohatersko Ukrainą. Motywy wskazanej decyzji o umieszczeniu flagi na Kopcu Kościuszki zostały zamieszczone na stronie internetowej Komitetu Kopca Kościuszki w Krakowie. Bezprawny akt uszkodzenia masztu i zaboru flagi przeciwstawia się wartościom, które uosabia Postać i Życie Tadeusza Kościuszki” – czytamy w komunikacie podpisanym przez prezesa Komitetu, prof. Piotra Dobosza.
Źródło: X / Grzegorz Braun / kopieckosciuszki.pl

Flagę UKR 🇺🇦, która znajdowała się w niewłaściwym miejscu👇, jako uczciwy znalazca przekazuję do konsulatu w Krakowie. #StopUkrainizacjiPolski #DrużynaBrauna #ŻebyPolskaByłaPolska 🇵🇱 pic.twitter.com/LlfQJXn0Jm
— Grzegorz Braun (@GrzegorzBraun_) June 4, 2024
| DR IGNACY NOWOPOLSKI JUN 4 |


Od momentu majdanu zorganizowanego przez CIA na Ukrainie w 2014r, zaczęła się de facto kinetyczna wojna NATO z Rosją. Na początku miała ona formę ostrzeliwania przez banderowców ludności cywilnej odłączonych terytoriów, oraz zamachów terrorystycznych, w wyniku czego życie straciło wiele tysięcy cywilów.
Dopiero w 2022 roku Kreml zdecydował się na ograniczoną akcję kinetyczną zwaną Specjalną Operacją Wojskową. W krótkim czasie po tym na negocjacjach w Turcji Rosja i Ukraina doszły do porozumienia pokojowego, na podstawie którego, w geście dobrej woli, wojsko rosyjskie wycofało się z Kijowa. Od tego momentu zachodnia propaganda cytowała to jako “klęskę” Rosji.
Porozumienie powyższe nie weszło w życie, gdyż do Kijowa przybył ówczesny premier Brytanii, Boris Johnson z żądaniem jego zerwania, co marionetkowy “prezydent” Zełenski, wykonał bez sprzeciwu. I tak rozpoczęła się ukraińska droga do zagłady.
Do tej pory wojna kosztowała Ukrainę około półtora miliona zabitych i rannych, zniszczenie w 90% infrastruktury energetycznej i większości przemysłu, oraz wielomilionową emigrację. Jedynie dzięki “zakupom” energii elektrycznej w Polsce, szkieletowe państwo ukraińskie utrzymuje się przy wegetacji.
Równolegle z dynamiką sytuacji militarnej, zmieniała się też retoryka propagandowa zachodnich mediów.
Początkowo opisywano Rosję jako nieudaczną “stację benzynową uzbrojoną w broń nuklearną”, którą Ukraina ,uzbrojona w najlepszą zachodnią broń, szybko pokona.
W tym okresie propaganda zachodnia obracała się wokół “wszędobylskich zielonych ludzików Putina”, którzy “zagrażali bezpieczeństwu” państw zachodnich.
Kiedy jednak Rosja przeprowadziła mobilizację i rozkręciła przemysł zbrojeniowy, oraz wprowadziła na uzbrojenie sowieckie rozwiązania technologiczne, jak na przykład rakiety hipersoniczne, a “renomowana” zachodnia broń okazała się w większości tandetą, retoryka propagandowa przestawiła się na nowe tory.
Teraz okazało się, że Rosja nie jest tak niekompetentna, jak dotychczas twierdzono, a nawet wręcz przeciwnie, stała się groźna.
Taka sytuacja zmusza “niewinne, pokojowe” NATO do eskalacji pomocy, oprócz broni coraz to dalszego zasięgu, na Ukrainę popłynęli zachodni “ochotnicy”. Po zdjęciu mundurów swoich natowskich armii, przedzierzgali się “bojowników o wolność i demokrację” (taka współczesna zachodnia wersja ZBOWID).
Truizmem jest stwierdzenie, że największy kontynent pochodził z III RP.
Jednak, ani rosnące dostawy “renomowanej zachodniej broni”, ani “ochotników” nie odwróciły szali zwycięstwa na korzyść banderowców.
Zaczęto więc rozbudowywać “tajne” bazy NATO, jak ta zniszczona przez Rosjan w maju w Jaworowie pod Lwowem, lokalizując je głównie na terytoriach zrabowanych Polsce przez sowietów po II Wojnie Światowej.
Teraz zachodnia propaganda przestawiła się na nowy tor. Już nie neguje aktywnego zaangażowania NATO w wojnie, ale je się po prostu ignoruje jako rzecz oczywistą.
Rosja zniszczyła nasze wojska na Ukrainie! Cóż to za straszny akt agresji! Zmusza nas to do dalszej eskalacji! Jesteśmy zagrożeni- charczą natowscy propagandyści.
Jak bardzo by być niechętnym Rosji, każdy obiektywny obserwator MUSI się zgodzić z faktem, że w opisany powyżej scenariusz przedstawia agresję NATO na Rosję a nie vice versa!
Pomimo, że podżeganie do wojny i sama niesprowokowana wojna to zbrodnie przeciw Ludzkości, nie jest mym celem ocena aspektu moralnego tego co się obecnie dzieje.
To, że społeczeństwo jest tak otumanione i zdezorientowane mistrzowską propagandą, nie zmienia też faktu odpowiedzialności naszych globalistycznych “władców” w spychaniu Ludzkości w otchłań wojny, a w szczególności nuklearnej, którą widać już na horyzoncie.
No cóż; Przewodzą nam nie wybitnie inteligentni stratedzy, ale infantylni degeneraci, ze wszystkimi tego faktu konsekwencjami!

to od Wójcika…
========================
mail:
Lista znacznie dłuższa, od braci Diemów [Vietnam] , o gen. Sikorskim ledwo wspominając.
Wiedeń 2.06.2024 Autor artykułu Marek Wójcik pierwszy-krok
Oczywiście, że po doprowadzeniu do śmierci milionów ofiar, nie wystarczy powiedzieć: przepraszam. Jest to jednak pierwszy, nieodzowny krok w kierunku rozliczenia zbrodni przeciwko ludzkości. Bez uczciwego przyznania się do świadomej lub nieświadomej zbrodni, nie może być mowy o żadnym rozliczeniu.

Minęły już ponad cztery lata od skoordynowanego narzucenia na prawie całym świecie, teorii fałszywej pandemii zagrażającej ponoć życiu i zdrowiu ludzi. Wiele ludzi dało się zastraszyć. Nie było wcześniej sytuacji, w której politycy i media w zaplanowany sposób okłamywali opinię publiczną na całym świecie.
Niewielu polityków i dziennikarzy miało odwagę przyznać się do popełnionych błędów. Ci, którzy się na to odważyli, zostali przez ich kolegów zniesławiani epitetami w rodzaju „teoretycy spiskowi”. Trudno było znaleźć w tym bełkocie jakiekolwiek rozsądne argumenty. W ten właśnie sposób zdławiono wszelkie próby dyskusji. Oficjalnie głoszone kłamstwa uznane zostały za jedyną prawdę, która jest tak oczywista, że nie ma potrzeby jej uzasadniać.
Następnie pojawiło się cudowne rozwiązanie problemu pandemii: pseudo szczepionka. Wraz z nią polityczny i ekonomiczny nacisk, by ten niesprawdzony przez odpowiedzialne instytucje środek, rozprowadzić wśród jak największej liczby ludności. W Austrii parlament wprowadził nawet przymus tych „szczepień”. Minister ds. Konstytucji w Austrii pani Karolina Edtstadler powiedziała wtedy: Nieszczepione osoby tak naprawdę nie mają prawa mieszkać w Austrii!
Jeśli wziąć pod uwagę ciągle jeszcze odkrywane składniki tych „szczepionek” powodujące nowe odmiany agresywnego raka i wielu innych groźnych chorób, nasuwa się jedyne rozsądne wyjaśnienie: komuś zależało na zabiciu wielkiej ilości ludzi.
W piątek odbyły się w Japonii masowe demonstracje przeciwko dyktaturze WHO. Były Minister Spraw Wewnętrznych Japonii wygłosił na jednej z tych demonstracji mowę, podczas której przeprosił za działania rządu, które doprowadziły do niepotrzebnej śmierci wielu milionów ludzi. Japoński przywódca przeprasza niezaszczepionych: „Mieliście rację, szczepionki zabijają miliony naszych bliskich”. Źródło.

Kiedy rozmawiam z lekarzami, nie dziwi mnie, że większość z nich nie chce się wypowiadać na temat plandemii. Grozi im utrata wykonywania tak ciężko zdobytego przecież zawodu. Izby lekarskie tylko czekają na tych, co się nieopatrznie wychylą. Politycy, to jeszcze gorsza kasta. Panuje wśród nich przekonanie, że polityk, który przyznaje się do popełnienia błędu, jest skończonym politykiem. Stąd właśnie mamy tyle nieomylnych marionetek w polityce.

Autor artykułu Marek Wójcik


W 2024 roku w Warszawie odbędą się trzy Parady Równości, organizowane tydzień po tygodniu. To rezultat konfliktów wśród organizatorów. Fundacja Wolontariat Równości, dotychczasowa organizatorka, zmieniła prezesa, co wywołało spory i podziały. W wyniku tych napięć odbędą się trzy odrębne parady, z różnymi organizatorami.
8 czerwca – Kolektyw Prawa Równości, organizujący wydarzenie bez wsparcia finansowego, chcący skupić się na postulatach dotyczących praw osób LGBT+.
15 czerwca – Fundacja Wolontariat Równości, z patronatem Prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, organizująca do tej pory paradę. I prawdopodobnie to na tej paradzie pojawi się sam Rafał Trzaskowski.
22 czerwca – Grupa wolontariuszy związana z wcześniejszymi edycjami, organizująca paradę pod hasłem „Jesteśmy rodziną”.
Członkowie społeczności LGBT+ zastanawiają się, w której paradzie uczestniczyć.

Szatan nie ma żadnych praw! NIE dla bluźnierczego terroru Mystic Festival!
NIE dla festiwalu Szatana!
Wśród zespołów, które mają wystąpić na tym festiwalu są m.in.:
– Megadeth, to zespół zaliczany do tzw. satanistycznej wielkiej czwórki (parodia trójcy świętej);
– Sodom, ich utwory przesiąknięte są wątkami satanistycznymi bluźnierczymi i nawołującymi do zabijania z „M-16”;
– Satyricon – z satanistycznymi tekstami między innymi „Now, Diabolical”, „The Pentagram Burns” czy „King”, gdzie otwarcie nazywają szatana swoim królem;
– Life Of Agony zasłynął utworem „River Runs Red”. Tytułowa czerwona rzeka to krew płynąca z podciętych żył;
– Suffocation – w bluźnierczym utworze „Jesus Wept” (Jezus zapłakał) wyśmiewają mękę Naszego Pana Jezusa Chrystusa;
– Bruce Dickinson – wokalista zespołu Iron Maiden, którego występy przesiąknięte są okultyzmem;
Oraz zespoły o nazwach: Furia, Schizma, Fear Factory (fabryka strachu), Sznur, Blasphemy (bluźnierstwo), Evil Invaders (Najeźdźcy zła)…
Przygotowaliśmy petycję do pani Prezydent Miasta Gdańsk Aleksandry Dulkiewicz o anulowanie antykatolickiego Mystic Festival.
Oczekujemy natychmiastowej interwencji, aby nie doszło do bluźnierczego festiwalu.
Szanowna Pani Prezydent Miasta Gdańsk,
W dniach 5-8 czerwca 2024 r. na terenie Stoczni Gdańskiej ma się odbyć pełen bluźnierczych zespołów Mystic Festival. Co najbardziej oburzające data tego festiwalu też nie jest bez znaczenia, ponieważ 7 czerwca przypada Uroczystość Najświętszego Serca Pana Jezusa.
Podczas gdy miliony katolików w Polsce będą oddawać cześć Panu Jezusowi w Najświętszym Sakramencie w Stoczni Gdańskiej, zamierzają bluźnić Bogu, wychwalać bunt Lucyfera, sadyzm, samobójstwa i dewiacje seksualne.
Organizacja Mystic Festival wpisuje się w wielką akcję dywersji ideologicznej, która prowadzona jest w Polsce od 1989 roku. Jej celem jest zniszczenie religijnych i moralnych podstaw państwa i narodu polskiego, a zwłaszcza polskiej młodzieży.
Apeluję do pani Prezydent Miasta Gdańsk o anulowanie antykatolickiego Mystic Festival.
Z poważaniem,
[Imię i Nazwisko]
Autor: CzarnaLimuzyna , 3 czerwca 2024
W 1988 roku w obaleniu komuny przeszkodził Lech Wałęsa jeżdżąc i gasząc strajki Solidarności. Rok później komuna obaliła Solidarność. Triumfalny powrót żydokomuny na synekury, po trwającej od 1968 roku przerwie, stał się faktem.
Libacja w Magdalence była koszerna. Chanuki nie palono, ale na stole stał 6- ramienny świecznik. Na dołączonym zdjęciu, na pierwszym planie, widoczny jest Adam Michnik, syn żydowskiego przestępcy Ozjasza Szechtera członka Komunistycznej Partii Zachodniej Ukrainy, dalej po prawej Lech Kaczyński, którego rodzinne korzenie czerpały soki z ukraińskiej ziemi w okolicach Odessy.
W operacji brali udział komuniści z okresu stalinowskiego oraz szef całego przedsięwzięcia, generał komunistycznej Bezpieki, Czesław Kiszczak. Przy okazji nie wypada pominąć faktu, że słynna szafa Kiszczaka z dokumentami, wśród których znalazły się też te dotyczące tajnego, a potem już jawnego współpracownika o kryptonimie Bolek, odnalazła się w… USA.
Na specjalne wyróżnienie również zasługuje urodzony się jako Benjamin Lewertow w rodzinie Borucha i Szarcy Lewertowów – używający nazwiska – Geremek. W niektórych publikacjach można przeczytać, że „Drogi Bronisław” nie uważał się za Żyda. Jeszcze dalej idą jego wielbiciele, którzy nie uważają go za komunistę. Geremek spędził w organizacjach komunistycznych 20 lat (1948-1968).
Istotą sprawy było porozumienie. Frakcja Chamów po długotrwałej wojnie z frakcją Żydów porozumiała się ponad głowami naiwnych Polaków w sprawie podziału władzy. Oznaczało to ostateczną klęskę niepodległościowego ruchu Solidarność. Po 4 czerwca 1989 roku prezydentem został, z rekomendacji USA, komunistyczny zamordysta, Jaruzelski, a premierem komunistyczny publicysta, Mazowiecki.
Autor nowego rozdania Kiszczak posługując się agentem „Chamów” Bolkiem i pomniejszym sortem tajnych i jawnych współpracowników ustalił z przedstawicielami odsuniętych od koryta „Żydów” parytety w ramach których 65% miejsc w przyszłym sejmie zajmą „Chamy”, a 35% przypadnie na użytecznych idiotów i „Żydów” mających za zadanie reprezentować “opozycję”.
3 lipca 1989 roku w „Gazecie Wyborczej” ukazał się artykuł Adama Michnika pod znamiennym tytułem „Wasz prezydent, nasz premier”…
Geopolityczny kontekst całej operacji był dopięty na ostatni guzik. W 1985 roku autor Stanu Wojennego w Polsce generał Jaruzelski, nie bacząc na niewygody przewiózł przez ocean i zdeponował u Rockefellera realne insygnia władzy w PRL – kijek i marchewkę. W ten oto symboliczny sposób centrum zarządzające przeniosło się z Moskwy do innych ośrodków kierowniczych. W „chwilę potem”, Soros zarejestrował w Polsce swoją fundację (1988).
Nie wymieniam wszystkich polskich i żydowskich pionków oraz figur na tej szachownicy. Można je wszystkie odnaleźć w historycznych publikacjach.
Wpasowując się jednak w atmosferę jutrzejszego święta wznieśmy toast:
Szybsze rozbiory, Więcej wody w kranie, mniej dwutlenku węgla!
_________________________________________________
1) Chamy– “Natolińczycy byli przeciwnikami liberalizacji systemu, głosili hasła nacjonalistyczne (nie było to prawdą – przypis mój) i antysemickie”.
2) Żydy – “Puławianie, wielu pochodzenia żydowskiego, co natolińczycy wykorzystywali w propagandzie, nazywając puławian Żydami”.
_________________________________________________
Grafika: Barbara Piela GIF/link/
pch24.pl/byly-kapelan-elzbiety-ii-krytycznie-o-dignitas-infinita

(fot. prtscr/youtube/ PCh24.pl )
Katolicka konwersja Gavina Ashendena wywołała niemałą sensację – w najlepszym tego słowa znaczeniu. Ten wyjątkowy mężczyzna porzucił funkcję anglikańskiego biskupa, choć poszczycić się mógł znaczną sławą, piastując swego czasu nawet urząd kapelana królowej Elżbiety II… Wszystko dla katolickiej wiary. Obecnie pozostaje świeckim, a swoje teologiczne wykształcenie wykorzystuje jako religijny publicysta. Swój ostatni artykuł poświęcił ciepło przyjętej deklaracji „Dignitas Infinita”. Jego zdaniem dokument niesie ze sobą nie tylko wartość w postaci powtórnego potępienia dzieciobójstwa, czy eutanazji – ale również poważne ryzyko.
„Najnowsza rekonfiguracja teologii katolickiej przybyła z Rzymu pod postacią (…) deklaracji o godności ludzkiej i kwestiach tożsamości płciowej. Została ona słusznie pochwalona za utrzymanie linii depozytu wiary wbrew najnowszemu wybuchowi upolitycznienia dysforii płciowej do postaci zbiorowej psychozy, która przewinęła się przez kulturę zachodnią”, zauważył w opublikowanym 2 czerwca na łamach portalu catholicherald.co.uk Gavin Ashenden. Jak podkreślał nie należy jednak ulegać jednostronnemu odbiorowi dokumentu. Spotkał się on również z, według konwertyty zasadną, krytyką jako zniekształcający katolicką naukę poprzez liczne „spekulacje teologiczne” i „zmianę hierarchicznego porządku prawd wiary”.
W czym tkwi problem? Zdaniem Ashendena w „Dinitas Infinita” nie natrafimy na rzetelną katolicką antropologię. Dokument wydaje się ciążyć w kierunku podziwu skierowanego względem człowieczeństwa – dostrzegając bogactwo potencjału, jakim Bóg obdarzył rodzaj ludzki, a przemilczając spowodowane grzechem pierworodnym zranienie naszej kondycji.
Jak wspomina nawrócony na katolicyzm były anglikański biskup, do zbagatelizowania pesymistycznej strony katolickiej wizji człowieka przyznał się zresztą sam prefekt Kongregacji Nauki Wiary kard. Manuel Fernandez. Podczas konferencji prasowej ten kontrowersyjny hierarcha miał powiedzieć, odpowiadając na pytanie znanej katolickiej dziennikarki Diane Montagna, że papież Franciszek zadaje sobie co jakiś czas pytanie, czy mimo wolnej woli Bóg nie może „szanować” wolności człowieka na tyle, by piekło było puste.
Zdaniem Ashendena takie rozważania zmuszają do umniejszenia tragizmu grzechu pierworodnego. Tymczasem, jak zauważa publicysta catholicherald.co.uk wizja chrześcijaństwa bez odpowiedzialności moralnej i bez Sądu Ostatecznego byłaby porzuceniem wiary przodków. Zdaniem Ashendena to jednostronne przedstawienie katolickiej antropologii jest problemem, na który należałoby zwrócić uwagę…
Problem w tym, że w obecnej sytuacji w Kościele mało kto odważy się zaproponować szczery namysł nad dokumentem Dykasterii Nauki Wiary. Jak wyliczał były anglikański duchowny, w ostatnim czasie modne stało się piętnowanie i obkładanie sankcjami karnymi wszystkich kapłanów, którzy zdobyli się na odwagę upominania się o prawdy wiary, rzucając wyzwanie popularnym na Watykanie przekonaniom.
W tej atmosferze zadanie troski o rzetelny wykład wiary spada, zdaniem Ashendena również na świeckich, którzy nie muszą obawiać się podobnych sankcji. Tak właśnie sądził, jak przypomniał Gavin Ashenden, słynny Abp Fulton Sheen. Przypominając jego słowa, o tym, że rolą wiernych staje się zadbanie, by kapłani i hierarchowie stawali na wysokości swojego powołania, publicysta catholicherald.co.uk sięgnął również po refleksję tego amerykańskiego biskupa dotyczącą zachwytów nad godnością człowieka.
„Zapewniając nam narzędzie do ponownej oceny Dignitas Infinita Sheen całkiem dobrze podsumował niebezpieczeństwo obecne w pokusie bagatelizowania grzechu i promowania naszej przyrodzonej godności”, ocenił były biskup Kościoła Anglii przywołując następujące słowa sługi bożego:
„Im lepszymi się stajemy, tym mniej jesteśmy świadomi własnej dobroci. Jeśli ktokolwiek przyznaje się do bycia świętym, jest on blisko do stania się diabłem. Jean Jacques Rousseau wierzył, że ze wszystkich ludzki on był najdoskonalszy, ale miał w swojej duszy tyle pęknięć, że porzucił własne dzieci po ich urodzeniu. Im świętsi się stajemy, tym mniej jesteśmy świadomi własnej świętości. Dziecko jest urocze tak długo, jak o tym nie wie. Gdy tylko zacznie myśleć, że takie jest, zmienia się w bachora. Prawdziwa dobroć jest nieuświadomiona”.
Te kilka słów zdaje się cennym komentarzem do coraz silniejszego nurtu podziwu dla człowieczeństwa, jaki mości sobie miejsce w Kościele. Zachwyt nad ludzkością, posunięty do niebezpiecznych granic już w papieskich dokumentach Jana XXIII i Pawła VI, wzmaga się nieustannie wraz z tym, jak kultura zachodu zmierza w kierunku coraz większej bezbożności. Pokora i poczucie grzechu człowieka średniowiecza i peany na cześć ludzkości XX i XXI wieku. Ciekawy kontrast.
Źródło: catholicherald.co.uk FA https://youtube.com/watch?v=C3mTCDRPc_s%3Ffeature%3Doembed
===========
mail:


(PCh24.TV)
Coraz częściej nauka podlega ideologizacji i pomija się rzetelną debatę – podkreślił prezes Stowarzyszenia ks. Piotra Skargi Sławomir Olejniczak, otwierając drugą edycję konferencji Wiara i Nauka w Niepołomicach. Tymczasem – omawiane w pierwszy dzień – argumenty filozoficzne (zasada niesprzeczności), fizyczne (doskonała koherencja praw natury nakierowana na przetrwanie życia) i biologiczne dowodzą, że nie sposób na gruncie nauki zaprzeczyć faktowi stworzenia świata przez wyższy rozum i przez energię, która istniała, zanim powstała materia.
Konferencja „Wiara i Nauka”, odbywająca się w tym roku pod tytułem Powrót do hipotezy Boga, została zorganizowana przez Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. Ks. Piotra Skargi, Instytut Studiów Doktrynalnych, Collegium Intermarium i Discovery Institute.
Witając uczestników konferencji, prezes Sławomir Olejniczak wskazał, że dzisiejsza oficjalna narracja opiera się na fałszywym założeniu, iż wiara i nauka stoją w sprzeczności, podczas gdy człowiek jest jednością, a prawdy, który poznaje rozumem, muszą być ze sobą spójne. Tymczasem wmawia się na, że skoro światopogląd naukowy jest „nieomylny”, to wiarę należy odrzucić, przez co nawet w poważnych ośrodkach naukowych debata z argumentami katolickimi jest wykluczana. Nie boimy się myśleć i podejmować wyzwań, które są politycznie niepoprawne – podkreślił, otwierając konferencję.
Do tych słów powitania o. Michał Chaberek dodał, że już Arystoteles podkreślał, że cnota jest środkiem (tudzież szczytem) pomiędzy dwiema skrajnościami, natomiast dwie skrajności, które targają dzisiejszym społeczeństwem, to z jednej strony racjonalizm, a z drugiej strony fideizm (objawiający się wiarą bez rozumu). Konferencja „Wiara i Nauka” jest próbą przybliżenia nas do tego środka, jakim jest wiara rozumna.
Bycie chrześcijaninem i ewolucjonistą to sprzeczność logiczna
Pierwszy wykład wygłosił dr Jay W. Richards – filozof, członek Heritage Foundation i Discovery Institute, wykładający na Katolickim Uniwersytecie Ameryki w Waszyngtonie, redaktor antologii God and evolution. W wystąpieniu zatytułowanym Bóg, przypadek i ewolucja przedstawił kwestie logiczne, jakie wiążą się ze sporem pomiędzy zwolennikami darwinizmu i chrześcijańskiej wizji inteligentnego projektu, który stoi za stworzeniem i funkcjonowaniem świata.
Na wstępie prelegent zaznaczył, że obrońcy materializmu naukowego osiągnęli sukces nie dlatego, że mieli dobre argumenty oparte na faktach, ale dlatego, że byli bardzo dobrzy w graniu znaczeniami słów i bardzo skuteczni w marszu przez instytucje. Z tego powodu należy – jak podkreślił dr Richards – dokładnie omówić kwestie, które składają się na samą definicję ewolucji.
Ponadto, z socjologicznego punktu widzenia, częścią problemu jest to, że chrześcijanie ulegają pokusie ulegania zsekularyzowanej kulturze, ponieważ nie chcą wchodzić w konflikt ze środowiskiem naukowym i dlatego dostosowują się do materialistycznego, darwinowskiego światopoglądu, próbując się następnie jakoś „umościć” wśród sprzeczności, jakie leżą u jego podstaw. Naukowcy chrześcijańscy ulegający darwinizmowi pytają: Czy Bóg kieruje ewolucją? Aby zbadać, czy tak zadane pytanie jest w ogóle zasadne, prelegent pochylił się nad znaczeniami słowa ewolucja. Są bowiem różne znaczenia tego słowa ewolucja, a materialiści kierują nas do takiego rozumienia, jakie jest wygodne dla ich koncepcji.
Z filozoficznego punktu widzenia początkiem wszelkich rozważań na ten temat powinno być pochylenie się nad teistyczną wizją rzeczywistości. Polega ona na przekonaniu o istnieniu transcendentnej, doskonałej istoty, która jest w stanie zrobić wszystko, co jest logicznie możliwe – może przemieniać i przenikać świat materialny, zaś wszystko inne zależy od Boga. Bóg swobodnie i dobrowolnie stworzył świat (akt stworzenia nie jest konieczny – Bóg nie musiał stworzyć świata, tudzież akurat takiego świata) i może weń ingerować (mamy ti do czynienia przyczynami pierwszego i drugiego rzędu: oddziaływanie jako praprzyczyna i na poszczególne elementy). Bóg w opatrznościowy sposób nie tylko kieruje wszystkim, ale niektóre z celów jego kierowania są widoczne w stworzeniu (niewidoczne cechy Boga jak Jego natura są widoczne w stworzeniu – Bóg zostawia w ten sposób „odciski swoich palców”)
Każdy pogląd, jaki godzi się z chrześcijańskim rozumieniem Boga, musi się godzić z tymi zasadami – podkreślił dr Richards.
Co to jest ewolucja? – zapytał następnie, sięgając do genezy tej koncepcji. Teoria Darwina, jak przypomniał, narodziła się na wyspach Galapagos, gdzie Darwin pobrał próbki dawnych organizmów. Obserwował zięby, które mają grubsze bądź cieńsze dzioby w różnych miejscach i tak doszedł do szerokiego rozumienia ewolucji jako zmiany następującej w czasie. Stąd płynie pytanie, czy wszechświat zmieniał się w czasie i czy zmieniały się gatunki? Z teologicznego punktu widzenia nie ma nic kontrowersyjnego w tak rozumianej ewolucji, czego przykładem może być choćby proces tworzenia się gwiazd.
Druga definicja – czysto biologiczna – to idea, że następuje zmiana genetyczna w organizmach, które mogą zmieniać się w odpowiedzi na zagrożenia zewnętrzne. Takie rozumienie również nie nastręcza kontrowersji, gdyż wystarczy spojrzeć na przykład skóry człowieka, która dostosowywała się do różnych warunków klimatycznych.
Gdy zaś dochodzimy do przekonania, że pewne organizmy mają wspólnych przodków – to samo w sobie nie musi również być sprzeczne z teologią. Ale mechanizm darwinowski zakłada intencję zaprzeczenia faktowi, że Bóg stworzył świat i że zaprojektował organizmy. Tu napotykamy na pierwszą sprzeczność, bo gdy przyjrzymy się choćby oku, to wygląda ono jak zaprojektowane, czemu nie są w stanie zaprzeczyć darwiniści, lecz jednocześnie twierdzą oni, że stoi za tym przypadek. Mamy więc do czynienia ze skomplikowanym mechanizmem, który „wygląda jak efekt projektu”, co przyznają darwiniści, ale w jakiś niewyjaśniony sposób miałoby to być efektem doboru naturalnego. Tu prelegent zaznaczył, że Darwin nie posiadał dzisiejszego stanu wiedzy o genetyce, dlatego jego tezy były w dużej mierze teoretyczne.
Prawdziwą kontrowersją jest idea powszechnego wspólnego pochodzenia, a więc rzekome pochodzenie wszystkich organizmów od jednego przodka. Teoretycznie Bóg mógłby tak uczynić (jak przekonują „chrześcijańscy” darwiniści), ale zwróćmy uwagę, że byłoby to sprzeczne z nauką o stworzeniu człowieka (czego nie trzeba rozumieć dosłownie jako utworzenie z gliny, lecz jako akt stworzenia przez Boga).
Darwin twierdził, że wszystkie organizmy pochodzą od jedngo przodka, a wszelkie zmiany nastąpiły wyłącznie wskutek przypadkowego doboru naturalnego, gdzie kluczowa jest właśnie rola przypadku i bezcelowy charakter tego procesu. Rozwija tę koncepcję Richard Dawkins, który opublikował głośną pracę Ślepy zegarmistrz, w której – wcielając się w obrońcę klasycznego darwinizmu – mówi o zjawiskach, które wyglądają jak mechanizm, jak projekt, ale zostały stworzone przez „przypadkowy” i „bezcelowy” mechanizm ewolucji.
Jest w tym sprzeczność logiczna, którą można wyrazić prostym pytaniem: Czy Bóg może nadawać kierunek czemuś, co kierunku nie posiada? Nie sposób obronić takiej tezy, jak podkreślił dr Richards, ponieważ, jak Bóg mógłby kierować niekierowanym procesem?
Autor wystąpienia zwrócił uwagę na historyczne uwarunkowanie, mianowicie na fakt, że do Darwina większość naukowców to chrześcijanie, którzy nie chcieli, by ich teorie były sprzeczne z przynajmniej ogólnie rozumianą teologią. Natomiast Darwin próbował wprowadzić „neutralność” względem Boga – oderwanie od „zobowiązań teologicznych”.
Jak wskazuje Eliot Sober, amerykański filozof nauki, jeżeli nie chcemy, by zajmował się ową losowością, która jest osią teorii Darwina (z ang. random oznacza coś, nie posiada planu, celu, wzorca; skoro zaś losowość zakłada bezcelowość, to nie ma mowy o teologicznej „neutralności”). Na przykładzie genetyki dowodził on, że nie istnieje żaden mechanizm fizyczny, który pozwalałby wykrywać, które mutacje będą korzystne i powodowałby ich wystąpienie. To kieruje nas do pytania o przyczynę Boską. Przecież działanie Boga nie jest bezpośrednio fizyczne.
Następnie dr Richads zaproponował swoiste ćwiczenie intelektualne, przedstawiając własną definicję ewolucji, która teoretycznie byłaby do pogodzenia z kreacjonizmem. Brzmi ona w skrócie następująco: Kiedy mówimy, że adaptacja genetyczna jest efektem doboru naturalnego, a nie istnieje fizyczny mechanizm, który by tym kierował (a poza tym odrzucamy implikację, że te mutacje są same w sobie wyjaśnieniem złożoności adaptacyjnej), to musimy dojść do przekonania, że istnieją inne, niefizyczne powody, które stoją za zmianami genetycznymi. Problem polega na tym, że nikt dziś nie odwołuje się do takiej definicji.
Dlatego też ściśle rozumiana ewolucja darwinowska jest sprzeczna z teologią chrześcijańską, a chrześcijańscy naukowcy, którzy nie mają z nią problemu, albo tłumaczą po swojemu wspomniane pojęcie losowości, nadając mu inne znaczenie i „po cichutku mają na myśli Boga” – albo są po prostu nieuczciwi intelektualnie, ponieważ „usuwając bezcelowość z darwinizmu zaprzeczamy darwinizmowi” – podkreślił dr Richards. Na koniec zaś zadał pytanie Czy mamy dość dobre dowody biologiczne potwierdzające ewolucję w rozumieniu darwinowskim?, o czym – jak wskazał – będzie mowa w następnych wystąpieniach.
Doskonałe „kosmiczne zestrojenie” przeczy teorii ewolucji
Drugi wykład wygłosił dr Brian Miller, fizyk, badacz inteligentnego projektu i felietonista „Science Today”. Wykład o tytule Kosmiczne precyzyjne zestrojenie jako argument na rzecz projektu skupił się wokół pytania:Czy świat wokół nas jest zaprojektowany?
Jak zauważył na początku dr Miller, nauka nastraja nas dziś pesymistycznie. Dawkins twierdzi, że spojrzenie na przyrodę upewnia nas, że wszystko jest przypadkiem, zaś Lawrence Krauss stwierdza, że stanowimy jednoprocentową drobinę we wszechświecie i jesteśmy zupełnie zbędni. Spotykając się z taką myślą, jak wyznał prelegent, on sam utracił wiarę, a w toku swoich studiów rzucił Bogu swoiste wyzwanie, dające się streścić następująco: Jeżeli jesteś, udowodnij mi to, bo jestem naukowcem.
Po czym, jak opowiadał, tak się ułożyła jego droga naukowa, że przekroczył swój początkowy pesymizm, stwierdzając, że niewiele nauki może odwrócić człowieka od Boga, ale dużo nauki przywraca właściwy porządek. W toku swoich badań zanegował poszczególne głosy, takie jak Dawkins, a wobec złożoności procesów fizycznych musiał uznać istnienie ich praprzyczyny.
Zresztą, jak zwrócił uwagę, dyskusja na ten temat trwała już 500 lat przed Chrystusem. Demokryt głosił filozofię materialistyczną, twierdząc, że wszystko jest produktem materii, czasu i przypadku. Sprzeciwiał się on Sokratesowi, Platonowi i Arystotelesowi, którzy twierdzili, że za światem stoi rozum, którego dzieła poznajemy naszym rozumem przyrodzonym. To samo twierdzi św. Paweł, który angażował się w tę samą debatę, jako że byli wtedy epikurejczycy, którzy wywodzili się od Demokryta oraz stoicy, którzy od Platonem i Arystotelesem mówili o projekcie, który stoi za stworzeniem i funkcjonowaniem świata. Św. Paweł podkreślał, że „od stworzenia świata niewidzialne Jego przymioty – wiekuista Jego potęga oraz bóstwo – stają się widzialne dla umysłu przez Jego dzieła” (Rzym 1, 20).
Na przełomie XIX i XX wieku dokonano odkryć naukowych, które jasno wskazywały na projekt. Albert Einstein wysunął ogólną teorię względności, którą można wyrazić prostym równaniem oddającym związek pomiędzy masą a energią, a implikującym to, że wszechświat ma początek: wszechświat się rozszerza, więc to rozszerzanie musiało się zacząć w jakimś punkcie. [Początek Czasu oraz Przestrzeni. MD]
Fizycy hołdujący materializmowi chcą wierzyć, że materia jest wieczna i za Demokrytem przyjmują, że wszystko jest dziełem. Pod wpływem tego trendu w nauce sam Einstein zmienił w pewnym momencie swoje równanie i zwrócił uwagę na stałe kosmologiczne [dodał je jako „parametr do podkręcania – do dostosowania do rzeczywistości. MD], które określają energię kryjącą się za materią. Wszechświat w jego nowej teorii wydawał się statyczny. Było to jednak twierdzenie, którego nie dało się utrzymać, ponieważ mała zmiana spowodowałaby załamanie się całego wszechświata.
Nie udało się zatem zaprzeczyć początkowi wszechświata, a Einstein wycofał się z tych poglądów, uznając je za swój największy błąd, bo mógłby odkryć Big Bang, gdy nie przyjął w pewnym momencie tego rodzaju materialistycznych uprzedzeń.
Idąc dalej, dr Miller wskazał, że punkt, w którym zaczyna się świat, musiał być poza czasem i przestrzenią, gdzie musiał z kolei zaistnieć impuls energii, który dał początek materii i występującej w niej energii.
Takie twierdzenie odrzuca choćby Stephen Hawking, który wskazuje na „spontaniczne stworzenie”, czyli teorię, że wszechświat sam się stworzył. [Stanley Jaki wskazał Hawkingowi na dowody Goedla, których Hawking przedtem nie znał MD]
Ale – jak dowodził prelegent – matematyka, która stoi za takim przekonaniem, pokazuje, że ta teoria nie wyjaśnia powstania wszechświata z niczego, ale zakłada, że wszechświat już istnieje. W powodu takich błędów metodologicznych – jak podkreślił – upadają teorie zaprzeczające istnieniu Stwórcy.
Równie zdumiewającym odkryciem jest to, że prawa fizyki zostały zaprojektowane w celu przetrwania życia – wskazał dr Miller. Zaproponował następnie ćwiczenie, abyśmy wyobrazili sobie, że ktoś daje nam możliwość tworzenia dowolnych wszechświatów przy pomocy konsoli z suwakami, która pozwala nam kontrolować składniki materii. Gdybyśmy przypadkowo ustawili suwaki i uruchomili mechanizm, to wszechświat nie mógłby podtrzymywać życia. Musimy bowiem wybrać dokładne wartości (takie jak: grawitacja, oddziaływanie spajające protony i neutrony, ilość pierwiastków i oddziaływanie między nimi, nasilenie oddziaływania atomowego, masa elektronów, tempo rozszerzania wszechświata, gęstość materii itd.). Potrzeba też niewyobrażalnej precyzji, by ustawić te wszystkie dane, aby osiągnąć cel, jakim jest podtrzymanie życia. Kolejnym argumentem w tym porównaniu jest poziom uporządkowania wszechświata, czy też poziom zestrojenia, który tak wysoki, że trudno to sobie wyobrazić.
Fred Hoyle, ateistyczny naukowiec, stwierdził w toku swoich badań, że zdrowy rozsądek podpowiada, iż musiał być jakiś super-intelekt, który kierował fizyką i biologią. Dowody płynące z nauki zmusiły go, by to przyjął.
Kolejnym przykładem doskonałego zestrojenia jest woda z jej niesamowitymi funkcjami. Może ona pochłaniać ciepło, nie zmieniając bardzo swojej temperatury – ta pojemność cieplna sprawia, że oceany stabilizują klimat, a w ludzkim organizmie woda pozwala utrzymać temperaturę ciała. Kolejna funkcja to chłodzenie przez parowanie (kiedy pocimy się, woda zamienia się w parę i absorbuje duże ilości ciepła). Widać to w całym ekosystemie, gdzie cykl życia zależy od cyklu parowania wody i absorbowania przez nią minerałów.
Słowem, wszystko to odbywa się dlatego, że szczegóły zostały dokładnie dostrojone. W atmosferze widać też perfekcyjne proporcje tlenu i azotu, których nie mogłoby być za dużo, gdyż spowodowałoby to gnicie komórek.
Bóg tak drobiazgowo zaprojektował naturę, że te same właściwości tlenu i azotu, które pozwalają nam oddychać, pozwalają nam również produkować ogień – te same właściwości, które zapewniają życie, zapewniają rozwój cywilizacji – zauważył dr Miller.
Kolejny przykład, jaki wymienił, to długość fali światła, która jest idealna dla odbioru oka: Mamy piękną zbieżność projektu biologii i fizyki, która pozwala uzyskać wysokiej rozdzielczości obraz – mówił.
Wszystko to tak się zgadza, że niedorzeczne byłoby mówienie, że to wszystko powstało przez przypadek. Bóg zaprojektował świat, ale ludzie ukrywają tę prawdę – podkreślił prelegent, wskazując, że jedną ze strategii jest tu koncepcja „wieloświatu” zakładająca, że każdy z niezliczonych wszechświatów ma różne prawa fizyki, a my akurat trafiliśmy do takiego, który ma właściwe zestrojenie. Jednak każda teoria, która próbuje wyjaśniać wieloświat też musi posługiwać się właśnie pojęciem „zestrojenia”. Inteligentny projekt jest zatem czymś przed czym nie da się uciec – skwitował dr Miller.
Biologia również zaprzecza teorii ewolucji?
Ostatni wykład w pierwszym dniu konferencji „Wiara i Nauka” wygłosił prof. Douglas Axe, wykładowca biologii molekularnej w Biola University w Los Angeles, a wcześniej w Cambridge, założyciel Biologic Institute i czasopisma „BIO-Complexity”, autor publikacji w czołowych czasopismach naukowych oraz książki przetłumaczonej na polski pod tytułem Niepodważalne.
W wykładzie Dlaczego białka mówią „nie” ewolucji niekierowanej? omówił o innym poziomie „zestrajania” – o zestrajaniu życia. Zaczął od uwagi, że jego placówka nauka jest jednym z niewielu w USA, który poważnie traktuje koncepcję inteligentnego projektu.
Przytoczył wypowiedź prof. Alison Gopnik, że zanim dzieci osiągną wiek szkolny, zaczynają wskazywać na „projektanta”, którego istnienie wyjaśnia złożoność świata, choć jednocześnie propaguje pomysł, że powinniśmy nauczać teorii Darwina, aby właśnie w dzieciach nie rozwijało się to rozumowe pojęcie. Prof. Axe zadał sobie pytanie, jak to możliwe, że dzieci wpadają na coś podobnego?
Prof. Axe uważa, że w nauce dochodzimy dziś do momentu, jak z opowieści Hansa Christiana Andersena o nagim królu, gdzie jedynie dziecko – nie dbając o swoją reputację – ma odwagę stwierdzić to, co oczywiste, natomiast reszta broni jedynie przyjętych przekonań, nie bacząc na ich zgodność z rzeczywistością. Tymczasem prawdziwa nauka jest w stanie dowodzić właśnie tego, co zgodne z rzeczywistością i stwierdzalne przy pomocy nieuprzedzonego rozumu.
Przedstawił to na przykładzie pojęcie wynalazku, który potrzebuje spójności funkcjonalnej, by powstać. By coś wynaleźć musimy dojść do tego poprzez etapy, w których poszczególne elementy są tak uporządkowane, by móc pełnić funkcje prowadzące do wyższych poziomów, a ostatecznie do właściwego celu. Nie sposób, by na tych etapach coś funkcjonowało przypadkowo, ponieważ tylko osoba, które wie, do czego dąży, może właściwie zaprojektować poszczególne elementy.
[Oj, tak pokrętnie opisuje „złożoności nieredukowalne”, o których prosto piszę gdzie indziej CZY EWOLUCJONIZM JEST NAUKĄ. MATEMATYKA EWOLUCJI A LOGIKA EWOLUCJONISTÓW MD]
Podał prosty przykład: zupy z makaronem w kształcie literek. Żeby literki ułożyły się choćby w słowo „makaron”, potrzeba prawdopodobieństwa na poziomie 1 do 10 oktylionów, co jest praktycznie niemożliwe. A więc przełamanie chaosu pływających w zupie literek wymaga wpływu zewnętrznego ze strony podmiotu, który ma określony cel i projekt ułożenia, co w praktycznych wnioskach sprowadza się do wspomnianej obserwacji małych dzieci, że żeby w naturze wystąpiło coś uporządkowanego, to nie może to dziać się „przez przypadek”.
Wystarczy przyjrzeć się ludzkiemu organizmowi, w którym każdy organ składa się z wielu elementów składowych, aby mogły sprawować określoną funkcję. Sama złożoność komórki dorównuje złożoności fabryki. To samo ma miejsce na poziomie cząsteczkowym. Np. sam enzym ma złożoną strukturę, dzięki której pełni określoną funkcję, która prowadzi do tworzenie komórek białka. To jest fabryka na poziomie molekularnym – podkreślił prof. Axe.
W jednym białku jest np. około dwadzieścia aminokwasów, z których każdy ma swoją strukturę i tylko przy ich odpowiednim ułożeniu białko może powstać i funkcjonować. Porządek ma swoje źródło w informacji genetycznej. Są dziesiątki tysięcy różnych struktur budowanych przez sfałdowane białka w organizmach – wskazał prelegent. Nauka zadaje pytanie, jak trudne jest ułożenie tych elementów, by pełniły one swoją właściwą funkcję? Prof. Axe wykonał eksperyment, wskazując, że modyfikacja ułożenia poszczególnych elementów, sprawia, że stają się one niefunkcjonalne, natomiast prawdopodobieństwo ułożenia ich przypadkowo wynosi 1 na 10 do 77 potęgi.
Ślepy, nieukierunkowany proces nie byłby w stanie stworzyć takiego „naszyjnika” połączeń molekularnych, który skutkuje stworzeniem funkcjonującego białka, a tym bardziej organizmu tak złożonego, jakim dysponuje człowiek.
Chociaż biolodzy mają rację, że można znaleźć podobne białka u szympansów, psów i pomidorów, to fakty są takie, że my jesteśmy bardzo, bardzo zróżnicowani i zupełnie inni od szympansów, psów czy pomidorów i choć jesteśmy do nich podobni, to żadna z tych istot nie jest w stanie zrobić tego, co my robimy. A możemy to zrobić, ponieważ zostaliśmy zaprojektowani w skrupulatny sposób. Słowem, jesteśmy tu, gdzie jesteśmy, ponieważ Ktoś tego chciał – zakończył prof. Axe.
Źródło: PCh24.pl oprac. Filip Obara
Zobacz relacje z zeszłorocznej konferencji „Wiara i Nauka”:
Relacje pisemne:
Relacja wideo:
Paweł Chmielewski pch24/ekumenizm-judaizm-islam-dlaczego-wpadamy-w-pulapke-dialogizmu

Dialog ekumeniczny i międzyreligijny przybiera w Polsce szczególne rozmiary. Ma wiele cech politycznych, co stanowi poważne niebezpieczeństwo dla religii. Czas przezwyciężyć utrzymujący się wciąż nastrój otwartości na liberalne paradygmaty. Tak jak myślimy znów ciepło o pewnych formach ochrony polskiej gospodarki, widząc, jak rabunkową postawę przyjęły zagraniczne koncerny, tak winniśmy z jeszcze większą troską objąć ochroną depozyt wiary – dziś rozmywany przez ideologię.
17 stycznia Kościół katolicki w Polsce będzie obchodzić Dzień Judaizmu. To specyficzna polska inicjatywa, która poprzedza ogólnokościelne obchody Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan w dniach 18 – 25 stycznia. Po Tygodniu – znowu tylko w Polsce – obchodzi się jeszcze kościelny Dzień Islamu. Wszystko to jest jednak, niestety, poważnym nieporozumieniem: zarówno gdy idzie o cele przyświecające tym inicjatywom, jak i o skutki, które rodzą.
Nowy ekumenizm Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan
Sam Tydzień Modlitw o Jedność Chrześcijan wprowadził do Kościoła papież Leon XIII, a św. Pius X przeniósł go na obecny termin. Początkowo inicjatywa była wspaniała: katolicy modlili się o to, aby heretycy i schizmatycy porzucili błędy i przyjęli autentyczną naukę Chrystusa w Kościele katolickim. Niestety, po II Soborze Watykańskim „Tydzień” zaczął zmieniać charakter. Stał się modlitwą nie o nawrócenie, ale o zaprowadzenie, by tak rzec, jedności w różnorodności. Co to oznacza? Sprowadza się to często do organizowania wspólnych zjazdów nacechowanych afirmacją różnych „tradycji” kościelnych.
Ciekawe, że jeszcze w 1928 roku – przecież niespełna wiek temu – podobne inicjatywy dotyczące zarówno religii niechrześcijańskich jak i ruchów heretyckich potępiał Pius XI w encyklice Mortalium animos; taka była przecież nauka Kościoła, która w spotkaniach z niechrześcijanami, heretykami i schizmatykami widziała oczywisty błąd. Pius XI wskazywał, że chodzi o „błędne zapatrywanie, że wszystkie religie są mniej lub więcej dobre i chwalebne, o ile, że one w równy sposób, chociaż w różnej formie, ujawniają i wyrażają nasz przyrodzony zmysł, który nas pociąga do Boga i do wiernego uznania Jego panowania”.
Można argumentować, że to nie opisuje współczesnego nam ruchu ekumenicznego i dialogowego. W teorii nie taka jest nauka stojąca za obecną praktyką Kościoła. Jeżeli wziąć do ręki dokument Dominus Iesus Kongregacji Nauki Wiary z 2000 roku, to widzimy, że zgodnie z nauczaniem Kościoła – Kościół jest tylko jeden i jest nim Kościół katolicki jako Mistyczne Ciało Chrystusa, który to z kolei jest jedyną prawdą. Niestety, to teoria, której w ekumenicznej codzienności po prostu nie widać. Rewolucyjne interpretacje nauczania II Soboru Watykańskiego, zwłaszcza konstytucji Lumen gentium, głoszą coś wprost przeciwnego. Pytanie, na ile inne interpretacje są logiczne możliwe, jeżeli trzymać się litery tekstu. Dyskusje na ten temat, pomimo upływu kilku dziesiątek lat, wciąż trwają.
W efekcie na gruncie rewolucyjnego ekumenizmu w świat wysyła się prostą informację: Kościół katolicki uważa inne grupy chrześcijańskie za równoważne podmioty, w których chrześcijanie w uprawniony i godny szacunku sposób kierują się nauką Chrystusa, mając nadzieję na osiągnięcie zbawienia. W tej sytuacji trudno o konwersję: protestant, który przez całe swoje życie słyszy z ust hierarchów Kościoła zapewnienia o szacunku dla jego „odrębnej drogi” nigdy nie nawróci się na katolicyzm. Może to zrobić tylko ten czy ów intelektualista, teolog, ale zwykły człowiek – nie, bo przyjęta po Soborze formuła ekumenizmu po prostu utwierdza go w jego błędach. Jeżeli obchody Tygodnia Modlitw o Jedność Chrześcijan są utrzymane w takim paradygmacie, to słuszne jest stawiać pytanie o ich rzeczywistą prawomocność i celowość.
Judaizm i „rewolucja” kopernikańska
Bardzo podobna konstrukcja obowiązuje w przypadku judaizmu. Na gruncie deklaracji Nostra aetate w Kościele zaczęto odrzucać nauczanie o zastąpieniu Izraela przez Kościół katolicki; twierdzi się, że żydów nie należy nawracać, bo mają oni swoją własną drogę; czym dla chrześcijan Chrystus, tym dla żydów Mojżesz. Jest to oczywista bzdura: Chrystus nie przyszedł w pierwszej kolejności do pogan, ale do żydów. Jeżeli wyłącznie On jest Drogą, Prawdą i Życiem – to również dla żydów. Nie ma cienia wątpliwości, że posoborowy stosunek Kościoła do judaizmu jest nacechowany indyferentyzmem religijnym, który Kościół w swoich wielokrotne powtarzanych orzeczeniach zawsze potępiał.
Problem związany z Dniem Judaizmu manifestuje się silnie w wystąpieniach abp. Grzegorza Rysia. Metropolita łódzki wydał w tym roku książkę o judaizmie. Jak zachwalał, jego praca jest owocem – uwaga – „przewrotu kopernikańskiego w kwestii relacji” z żydami. „Przewrót” oznacza tyle, co „rewolucja”. Abp Ryś mówi zatem niemal wprost, że w Kościele doszło w tej kwestii do rewolucji. Jak wyjaśnia, od II do XX wieku w Kościele przyjmowano teologię zastępstwa, to znaczy wierzono, iż Kościół jest nowym Ludem Bożym. Według abp. Rysia zostało to jednak odrzucone i teraz wierzymy inaczej. Na konferencji prasowej prezentując swoją książkę arcybiskup mówił: „Ostatnie ślady tego myślenia mieliśmy, o zgrozo, w naszej liturgii wielkopiątkowej za Żydów, w której jeszcze dwa lata temu w Polsce używaliśmy formuły «Żydzi są narodem, który kiedyś był narodem wybranym». Chwała Bogu, ta formuła została zmieniona i modlimy się dziś tak jak cały Kościół powszechny za Żydów, którzy są narodem pierwszego wybrania”. Mamy tu wyraźne przekonanie, że w liturgii głoszono fałsz, co odkryliśmy dopiero teraz.
Jest jednak problem. Nawet soborowa deklaracja Nostra aetate głosi jasno, że „Kościół jest nowym Ludem Bożym”; Sobór uczy po prostu, że żydów nie należy przedstawiać jako „odrzuconych” przez Boga”. Na gruncie Nostra aetate można byłoby zatem mówić o odrzuceniu teologii odrzucenia, ale w żadnym wypadku nie o odrzuceniu teologii zastępstwa. To fundamentalna różnica. Nie może być tak, że Kościół przez kilkanaście stuleci głosi fałsz, by nagle odkryć to w naszych czasach i uznać, że prawda wygląda zupełnie inaczej.
Na przełomie XIX i XX wieku papieże potępiali tak zwany ewolucjonizm dogmatyczny, to znaczy przekonanie, że prawdy wiary Kościoła stopniowo zmieniają się. Ci, którzy mówią o odrzuceniu teologii zastępstwa niewątpliwie nie należą do potępionej grupy, bo nie są ewolucjonistami dogmatycznymi. Mówiąc o przewrocie kopernikańskim wprost określają siebie jako rewolucjonistów… Marna to zatem pociecha.
Dialog polityczny, nie religijny
Nie jest to w istocie myślenie religijne, ale – jak sądzę – raczej polityczne. Dialog z judaizmem – co widać zwłaszcza w Polsce – jest zarazem nieustannym przepraszaniem za Holokaust. Przykładowo w tym roku centralne obchody Dnia Judaizmu rozpoczną się modlitwą katolików i żydów w Siedlcach, w miejscu, gdzie znajdowała się synagoga spalona przez Niemców. Drugim punktem obchodów będzie sesja wystąpień w seminarium siedleckim, gdzie jednym z tematów będzie właśnie Holokaust. To jasno pokazuje, o co w całej sprawie chodzi. Niemieckie zbrodnie na Żydach są oczywiście niezwykle ważnym tematem. Nie ma jednak żadnego powodu, by zbrodnie Niemców, co więcej głównie niemieckich apostatów bądź protestantów, czynić osią rozmów między polskimi katolikami a żydami. Jeżeli mamy rozmawiać z żydami, to bardzo dobrze, ale… dlaczego nie przede wszystkim o wierze? Możemy wiele nauczyć się od żydów. Żydzi z kolei są wezwani do przyjęcia wiary w Jezusa Chrystusa. Czy zamilczanie tego tematu z powodów politycznych i ze względu na „wrażliwość dla inności” nie jest w istocie zamilczeniem misji Zbawiciela?
Mahomet głosi Allaha – w Kościele !
Dzień Islamu, który wieńczy ekumeniczno-dialogiczny styczniowy rausz w Polsce, jest z tego wszystkiego chyba najbardziej rażącym absurdem. Obchodzenie takiego dnia jest oczywiście podobnie jak w poprzednich wypadkach z błędem indyferentyzmu, uświadomionym bądź nie.
Dodatkowo dochodzi jednak jeszcze szczególny problem: otóż islam jest religią od początku do końca nastawioną antychrześcijańsko. Samym sednem wiary mahometańskiej jest zaprzeczenie wiary w Chrystusa, odrzucenie Jego boskości. Mówiąc krótko: islam powstał właśnie po to, aby zniszczyć chrześcijaństwo. W Koranie są dziesiątki odniesień do chrześcijaństwa i judaizmu, wzywające ich wyznawców do porzucenia „błędów” i przyjęcia posłannictwa Mahometa, które miałoby stanowić jedyną autentyczną kontynuację religii Abrahama. Według Koranu żydzi i chrześcijanie zafałszowali tę religię i Mahomet ją oczyszcza; dla Koranu szczególnym zgorszeniem jest wiara w Chrystusa jako Syna Bożego. W Koranie jest nawet obecny dialog Jezusa i Boga, w którym Bóg pyta, czy Jezus kazał chrześcijanom uznać Siebie za Boga, czemu Jezus zdecydowanie przeczy. Odniesienia do chrześcijan pojawiają się już w 2 Surze Koranu, pt. „Krowa”, a zatem niemal na samym początku mahometańskiej księgi. Wracają potem wielokrotnie. Zrozumiałyby byłby „dzień debaty o kulturze tatarskiej” w Polsce; czemu ma jednak służyć dzień antychrystycznej religii w Kościele?
Korekta Ratzingeriańska
Dlaczego w Polsce dialog ekumeniczny i międzyreligijny przybierają tak karykaturalną postać? W części jest to proste postępowanie za tym, co dzieje się w wielu innych krajach chrześcijańskiej Zachodu, gdzie tolerancjonizm wypiera stopniowo zdolność głoszenia całości wiary katolickiej. W części – to chyba również dziedzictwo „ducha Asyżu”, to znaczy specyficznego programu dialogowego, jaki realizował św. Jan Paweł II, sprowadzając do Watykanu przedstawicieli rozmaitych religii i modląc się niby to osobno, ale jakby razem, czy też jeżdżąc po świecie i wykazując niezwykłą wręcz atencję dla niekatolickich symboli czy rytuałów. Nie chodzi tu o ocenę intencji świętego przecież papieża; te mogły być i jak sądzimy, były szlachetne. Chodzi o symbol, który to transmitowało. Znamienne, że w tym aspekcie korektę wprowadził Benedykt XVI – i to już jako Józef Ratzinger. Krytykował przecież Asyż tak, jak został on pierwotnie pomyślany; ogłosił wspomnianą deklarację Dominus Iesus; jako papież wielokrotnie wypowiadał się przeciwko relatywizmowi i indyferentyzmowi, a islam wprost określał jako wiarę nieracjonalną (rok 2006, Ratyzbona).
Potrzebne bezpieczniki
Wydaje się jednak, że w Polsce mamy też do czynienia także z pewnym szczególnie niebezpiecznym zjawiskiem, nieobecnym w innych krajach zachodnich. Dni Judaizmu i Islamu pojawiły się pod koniec lat 90., kiedy jako społeczeństwo zachłysnęliśmy się kulturą liberalną, biorąc ją bezkrytycznie ze wszystkimi tego konsekwencjami. Staraliśmy się być bardziej progresywni od zachodnich liberałów. Tak jak transformacja gospodarcza w naszym kraju oznaczała całkowitą rezygnację z protekcjonizmu gospodarczego (neoliberalizm!) i w efekcie wydanie polskiego majątku na łup zagranicznych koncernów, tak i w Kościele usunięto rozmaite bezpieczniki, rzucając się na główkę do wody nowego wspaniałego świata. Po trzydziestu latach tej otwartości widzimy doskonale, że w gospodarce nie było to najlepsze, co moglibyśmy zrobić. Wydaje się, że nadszedł czas, aby dostrzec to samo w przestrzeni naszej wiary. Katolicyzm i jego wyjątkowość trzeba chronić: nie możemy pozwalać, by krok po kroku rozmiękczały go liberalne ideologie.
Paweł Chmielewski
3 czerwca 2024

– Fundamentem doświadczenia dialogu międzyreligijnego jest miłość Boga dokonująca się we wzajemnej miłości, słuchaniu, zaufaniu, przyjęciu i wzajemnym poznawaniu się, przy jednoczesnym pełnym poszanowaniu poszczególnych tożsamości – stwierdził Franciszek podczas audiencji dla uczestników Konferencji Międzywyznaniowej promowanej przez Ruch Focolare. Ojciec Święty dał się poznać, zgodnie z linią wytyczoną przez jego poprzedników, jako gorący orędownik „dialogu międzyreligijnego”… Jednoznacznie potępionego przez Piusa XI w encyklice „Mortalium Animos”.
Ojciec Święty wyraził uznanie dla Dzieła Maryi (Ruch Focolare) za kontynuowanie drogi zainicjowanej przez jego założycielkę, Chiarę Lubich, z wyznawcami religii niechrześcijańskich, którzy podzielają duchowość jedności. [??? md] Zaznaczył, że było to przedsięwzięcie rewolucyjne, które przyniosło „wiele dobra” Kościołowi.
– Jest to doświadczenie ożywiane przez Ducha Świętego, zakorzenione, można powiedzieć, w sercu Chrystusa, w Jego pragnieniu miłości, komunii i braterstwa – stwierdził Ojciec Święty. Przypomniał, że pięćdziesiąt lat temu w Algierii narodziła się wspólnota muzułmańska również należąca do Ruchu. Dodał, że Duch Święty działał także podczas spotkań Chiary Lubich z przywódcami różnych religii.
– Fundamentem na którym opiera się to doświadczenie jest miłość Boga dokonująca się we wzajemnej miłości, słuchaniu, zaufaniu, przyjęciu i wzajemnym poznawaniu się, przy jednoczesnym pełnym poszanowaniu poszczególnych tożsamości. Z biegiem czasu rozwinęły się przyjaźń i współpraca w dążeniu do wspólnej odpowiedzi na wołanie ubogich, w trosce o stworzenie i w działaniu na rzecz pokoju. Na tej drodze niektórzy niechrześcijańscy bracia i siostry podzielili duchowość Dzieła Maryi lub niektóre z jego charakterystycznych cech i żyją zgodnie z nimi wśród swego ludu. Z tymi osobami wykraczamy poza dialog, czujemy się jak bracia i siostry, dzieląc marzenie o bardziej zjednoczonym świecie, w harmonii różnorodności – mówił papież.
Franciszek dodał, że świadectwo to jest źródłem radości i pocieszenia, zwłaszcza w okresie obecnym, gdy dochodzi do konfliktów, w których religia jest często wykorzystywany do podsycania podziałów. Przytoczył słowa swej adhortacji apostolskiej Evangelii gaudium: „Dialog międzyreligijny stanowi konieczny warunek pokoju w świecie i dlatego jest obowiązkiem chrześcijan, podobnie jak i innych wspólnot religijnych”(n. 250).
Dialog międzyreligijny potępiony został przez papieża Piusa XI w encyklice „Mortalium Animos”. W swoim dokumencie Ojciec Święty podkreślał, że przekonanie, że wszystkie religie są co do zasady dobre jest błędne, a wszystkich ludzi dotyczy nakaz posłuszeństwa Objawieniu Bożemu, przekazywanemu na ziemi przez Kościół Katolicki. Zabraniał również udziału w „ekumenicznych” i „międzyreligijnych” przedsięwzięciach.
KAI/oprac.FA

Data: 3 giugno 2024 Author: Uczta Baltazara 2 Commenti
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski kupił jeden z największych hoteli-kasyn w Europie. Kasyno znajduje się w Kyrenii, w Tureckiej Republice Cypru Północnego.
Wojna na Ukrainie trwa już dwa lata. Volodymyr Zelenski zbiera datki, głosząc całemu światu, że Ukraina potrzebuje pomocy przeciwko „rosyjskiej inwazji”. Podczas gdy kraje zachodnie wysyłają Ukrainie pieniądze, broń i amunicję, Zełenski, zamiast zarządzać wojną, zajmuje się biznesem kasynowym. Dowiedzieliśmy się, że firma należąca do Zełenskiego kupiła kasyno na Cyprze.
Firma „Film Heritage Inc.” jest obecnie oficjalnym właścicielem „Vuni Palace Casino Hotel” – w Kyrenii położonej w Tureckiej Republice Cypru Północnego. „Film Heritage Inc.” zarejestrowana jest w Belize i jest własnością Vladimira Zelenskiego. Wzmianka o tym fakcie pojawiła się w dokumentach Pandory opublikowanych w roku 2021.
……………………….
Miasto Kyrenia leżące w północnej części Cypru znajduje się pod kontrolą tzw. Cypru Północnego, czyli Tureckiej Republiki Cypru Północnego (TRNC), która jest de facto państwem obejmującym północno-wschodnią część wyspy Cypr. Jest uznawany tylko przez Turcję, a jego terytorium jest uważane przez wszystkie inne państwa za część Republiki Cypryjskiej. https://en.wikipedia.org/wiki/Kyrenia
………………………
Zakup hotelu «Vuni Palace Casino» przez firmę Zełenskiego został sfinalizowany na początku maja 2024 roku. Nie jest jasne, ile firma Zełenskiego zapłaciła za hotel-kasyno. Według zapisów online dostępnych za pośrednictwem Google, cena wywoławcza za «Vuni Palace» wynosiła 150 milionów funtów brytyjskich.
Położony na wybrzeżu Kyrenii, 5-gwiazdkowy „Vuni Palace Casino Hotel” posiada liczne salony, tarasy i restauracje, a także szeroką gamę opcji, takich jak kasyno, gry stołowe (Blackjack, Stud Poker, Ruletka) oraz gry elektroniczne oferujące graczom różnorodne automaty do gier. Kasyno zostało zbudowane w roku 2006.
guncel/ukrayna-savasina-bir-de-boyle-bakin-zelenski-kumar-oynuyor-ama-gercek-anlamda
Według „Booking.com”, „Vuni Palace” nie przyjmuje rezerwacji od 27 maja – prawdopodobnie z powodu procedury zmiany właściciela.
Video Player
00:48 01:23


Franciszek napisał przedmowę (opublikowaną na VaticanNews.va i AmericaMagazine.org, 3 czerwca) do książki „Lazarus, Come Forth!”, autorstwa osławionego aktywisty homoseksualnego Jamesa Martina, który jest jezuitą.
Przedmowa to czysta pochlebstwo.
Zaczyna się od stwierdzenia, że Franciszek jest „bardzo wdzięczny ojcu Jamesowi Martinowi, którego inne pisma również znam i doceniam”.
Papież Franciszek dodaje, że „istnieje wiele powodów, aby mu podziękować, ściśle związanych ze sposobem, w jaki rozwija się 'Come Forth’. Jest on zawsze fascynujący i nigdy nie jest przewidywalny”.
„Ojciec James sprawia, że tekst biblijny ożywa”.
„Ojciec James ma perspektywę człowieka, który zakochał się w Słowie Bożym”.
„Kiedy czytamy szczegółową analizę Jamesa Martina, możemy praktycznie poczuć głębokie znaczenie tego, co Jezus robi, gdy znajduje się przed martwym człowiekiem, który jest naprawdę martwy i którego ciało wydziela nieprzyjemny zapach – metafora moralnej zgnilizny, którą grzech wytwarza w naszych duszach”.
Jest to ta sama moralna zgnilizna, która skaziła Watykan, odkąd Franciszek sprawuje tam władzę. [No, wcześniej też staliśmy tam nad przepaścią, ale on „zrobił ogromny krok do przodu”. MD]
Głównym skutkiem jego homoseksualnego aktywizmu jest zniszczenie jego własnego autorytetu.
[Ależ skądże! Zadaje ogromna ranę Kościołowi, wiernym, a jego nędzna duszyczka mniej nas obchodzi. MD]

3.06.2024 Józef Wieczorek jwieczorek/gdzie-sa-nasi-akademicy
10 maja w stolicy przeszła około 300-tysięczna manifestacja sprzeciwu wobec Zielonego Ładu. Maszerowali głównie rolnicy i robotnicy z Solidarności z całej Polski, protestując przeciwko polityce UE, która może doprowadzić – nie tylko ich – do biedy i do utraty suwerenności przez Polskę. Akademików w tym tłumie nie było widać.
Manifestacja przechodziła przed bramą Uniwersytetu Warszawskiego, przed Pałacem Staszica – siedzibą PAN – i tam też nie było akademików, którzy demonstrowaliby swoje odmienne poglądy, zapraszaliby do debat nad Zielonym Ładem, czyli realizowaliby społeczną powinność ludzi nauki.
W czasach PRL akademicy byli bardziej widoczni publicznie, podczas corocznych marszów 1-majowych demonstrując swe poparcie dla władz komunistycznego państwa.
W rewanżu byli uznawani za koryfeuszy nauki, no i cieszyli się zdecydowanie największym prestiżem zawodowym. Sformatowani na modłę przewodniej siły narodu, ulegli jednak degradacji, abdykując z poszukiwania prawdy. Dla zdobycia awansów i finansowania swej działalności gotowi są unieważniać wszelkie niewygodne fakty, które podważałyby narzucaną ideologię.
I dziś mamy deficyt debat o zdumiewającej walce z klimatem, podnoszeniu decydującej roli człowieka w jego zmianach, przy unieważnieniu roli Słońca czy aktywności wnętrza Ziemi. Do tej pory to klimat wpływał na człowieka w całej jego historii, a teraz podobno to człowiek ma dać sobie radę z procesami kształtującymi klimat, i ta ideologia ma nie podlegać dyskusji.
Co to ma wspólnego z nauką? Zdroworozsądkowe argumenty nieutytułowanych obywateli są bardziej przekonujące, a społeczna rola uczonych zdaje się spadać do zera, tak jak prestiż profesora się obniża (w tegorocznym rankingu prestiżu zawodów profesorowie spadli na szóstą pozycję).
Nadzwyczajna kasta akademicka formująca nasze elity nie zniża się do dialogu nie tylko z nieutytułowanymi, lecz także z naukowcami ośmielającymi się wątpić w skalę ludzkiej odpowiedzialności za zmiany klimatu, które zawsze istniały od milionów lat, i to na znacznie większą skalę, bez udziału człowieka.
Posted on 1 czerwca, 2024 by jw plagi-klimatyczne

Plagi klimatyczne
Znakomity dokument o klimacie „Zimna prawda”, emitowany ostatnio w TV Republika, to jednocześnie film o trądzie panującym w pałacu nauki, plagach akademickich, o historii korumpowania nauki. To zimny prysznic dla bezkrytycznie wierzących ludziom nauki, z których wielu zdradza poszukiwanie prawdy dla poszukiwania pieniędzy od prawdy niezależnych.
Nauka o klimacie przekształciła się w ideologię globalnego ocieplenia, negującą wpływy na temperaturę na Ziemi innych czynników niż ilość CO2. Wybitni uczeni, profesorowie najlepszych uczelni, w tym laureaci nagrody Nobla, sceptyczni wobec panującej w ostatnich latach ideologii „płonącej planety”, są marginalizowani, ośmieszani przez aktywistów klimatycznych. Straszenie ludzi globalnym ociepleniem i wprowadzanie restrykcji gospodarczych rzeczywiście zagraża planecie znacznie bardziej niż zagrożenia zmianami klimatu. Te były od zawsze, wywołane czynnikami naturalnymi, a skala wpływu człowieka na fluktuacje klimatyczne nie jest należycie udokumentowana faktami. Jeśli odrzuca się wszystkie niewygodne dane, wyklucza badaczy mających odmienne zdanie, to marny los nauki, a gospodarka i polityka globalna opierające się na niewiedzy prowadzą do katastrofy.
Naukowcy zainteresowani utrzymaniem się na uczelniach, funduszami na badania, nie mogą wygłaszać poglądów sprzecznych z „ustalonymi”, trzymają „gębę na kłódkę”, bo inaczej popełniają samobójstwo zawodowe. Pokonanie drabiny akademickiej wiodącej na szczyt naukowy może nie być możliwe. Nie otrzymają pieniędzy na badania, nie będą awansowani, a przy tym szykanowani tak, że tylko przejście na wcześniejszą emeryturę może ich uratować.
Mobbing jest powszechny w domenie akademickiej, ale skutki mobbingu – rzec można – klimatycznego, dotykającego najwybitniejszych nawet naukowców, to dramat. Także w Polsce sceptycznie wypowiada się emerytowany geolog, gdy gremia etatowe oficjalnie się od niego odcinają. Chyba na wszelki wypadek w komitecie PAN do spraw kryzysu klimatycznego nie było geologów, co chyba świadczy o poważnym kryzysie naukowym w Polskiej Akademii Nauk.
3.06.2024 nczas/roza-thun-i-logika-konia

Pani Thun chce pozostać w PE startując z list III Drogi. Zwolenniczka zalania Europy migrantami poglądów nie zmieniła i wydaje się obciążeniem dla tej koalicji. Niespójności jest więcej. Róża Maria Barbara Gräfin von Thun und Hohenstein należała do tej pory do grupy Renev, chociaż np. PSL miał posłów w grupie ludowej. W Brukseli dołączyła do Spinelli Group, inicjatywy działającej na rzecz federalizacji Unii Europejskiej i w tym duchu głosowała.
Róża Thun wystąpiła w poniedziałek 3 czerwca na antenie Polsatu. Udowodniła, że na filologii angielskiej w Krakowie logiki chyba nie uczyli. Rozmowa z eurodeputowaną Grafinią dotyczyła m.in. słynnej „dyrektywy budowlanej” UE. Thun broniła pomysłu do końca, bo ma to być dobre dla ludzi i klimatu.
A wystarczy pomyśleć. Jeśli klimat się nam ociepla, to po co… ocieplać domy? Jeśli ma być na zewnątrz gorąco, to raczej z nieszczelności naszych okien i drzwi powinniśmy się cieszyć, bo to niemal naturalne klimatyzacja.
Na uwagę redaktora, że ludzie boją się kosztów takiej transformacji, Thun zapewniała, że Unia da nam pieniądze (czyje?!!!), a wszystkimi zmianami będziemy zarządzać na miejscu, bo Bruksela wyznacza tylko pewne ramy.
Dalej było jeszcze śmieszniej i jeszcze mniej logicznie. Eurodeputowana Thun stwierdziła, że dyrektywa jest po to, żeby energia była… tańsza. Redaktor jakoś zapomniał zapytać, czy wyższe rachunki to może jakiś „okres przejściowy”? Ale może właśnie ma być drożej, żeby było taniej? To zapewne jakaś nowa euro-logika i konia z rzędem temu, kto się w tym połapie…
| Lipa św. Jacka i błogosławieni Męczennicy. Sandomierz. |
Andrzej Sarwa
Zatem – jeśli by ktoś chciał tego rodzaju zdarzenia odczytywać jako znaki… to ten znak byłby bardzo wymowny… Św. Jacek nie tylko sam opuścił Sandomierz, ale… i zabrał ze sobą figurkę Matki Najświętszej… jak niegdyś w Kijowie…
Nie najlepszy to chyba prognostyk dla Sandomierza, jedynego z najważniejszych polskich miast, jednej z kolebek naszej państwowości, kultury, chrześcijaństwa, które przez burze dziejowe całkowicie straciło swoje znaczenie… Kraków, Wrocław, Poznań, Płock przetrwały, Sandomierz zaś nie…
A lipa? Przeżyła najazdy Tatarów, Litwinów, Szwedów, Sasów, Napoleona, dwie wojny światowe, niemiecką okupację…
Pewnie można by ją „odbudować” z odrostów korzeniowych, jak dąb Abrahama w Mamre, ale… pewnie prościej będzie kupić sadzonkę…
Ale Sandomierz i kościół św. Jakuba to nie tylko świętojackowe lipy…
Może warto przypomnieć o nich?…
============================
Dzień wstał mroźny i rześki. Poza oknem celi przeora Sadoka, na tle białosiwego nieba, oświetlonego od wschodu szkarłatnozłocistą poświatą, rysowały się konary rozłożystej lipy, oprószonej świeżo spadłym śniegiem.
Do uszu zakonnika dobiegł głos sygnaturki zwołującej mieszkańców świętojakubskiego klasztoru na poranną mszę.
— Ech, inaczej było przed laty! — pomyślał przeor, przywołując w pamięci dni młodości. — Inaczej, gdym jako nieopierzony młodzik udał się był, anno Domini 1221, na kapitułę do Bolonii. Ileż zapału i ileż radości, ileż wdzięczności, gdy Ojciec Dominik posłał mnie i brata Pawła szczepić Zakon Kaznodziejski w ziemi węgierskiej i nieść światłość Panachrystusowej Ewangelii, Prawdy nie znającym Kumanom.
Spojrzał w okno napełniające się coraz większym blaskiem. Dzień się zaczął na dobre i całkiem widno się już zrobiło, mimo iż niebo jęły zasnuwać na nowo ciężkie śniegowe chmury, z których rychło poczęły bezszelestnie osypywać się grube i ciężkie płatki śniegowe, sfruwając przez niczym nie osłonięty otwór i osiadając na posadzce ułożonej z czerwonej cegły, kładzionej na sztorc ściśle jedna obok drugiej.
Przeor podszedł ku oknu i założył je szczelnie sosnową ramą obciągniętą błonami ze świńskich pęcherzy. Wstrząsnął nim dreszcz, bowiem ziąb ciągnący z dworu przejął niemłode już ciało, wnikając — zda się — aż do samych trzewi. Opuściwszy celę, wędrując niespiesznie tonącym w półmroku klasztornym korytarzem, kierował się ku kościołowi, jednocześnie rozmyślając o minionych dniach, miesiącach, latach…
Oto w umyśle pojawiły się obrazy przeszłości.
Znów był złotoustym kaznodzieją, przyciągającym tłumy pogan, znów polewał wodą nisko pochylone głowy nowo nawróconych, wymawiając sakramentalne słowa formuły chrzcielnej.
Wspominał dzień największego swojego triumfu, gdy do owczarni Jezusowej przywiódł, i obmył z grzechów, książąt tamtej ziemi: Bruchusa i Bembrocha z rodzinami i dworem.
Ale oto napłynęło wspomnienie inne, wspomnienie rzezi, jaką Kumanom urządzili Tatarzy… Przed oczyma stawały mu ciała porżniętych dominikanów: Pawła i współbraci, leżące w kałużach parującej na chłodzie krwi, której ciemnopąsowa powierzchnia ścinała się, marszcząc przy tym lekko.
Jego Pan Chrystus ocalił… Jego ocalił… Czemuż? Czyż nie prosił wówczas, o koronę męczeńską także i dla siebie? Czyż nie pragnął ofiarować życia na ołtarzu Pana? Dla Pana i za Pana?
Trzeba było potem opuścić ziemię Kumanów, bo nie miał już komu głosić Królestwa Bożego. Wrócił do ojczyzny, osiadł w sandomierskim, świętojakubskim klasztorze, wiodąc żywot cichy i skromny, budując Państwo Najwyższego inaczej zgoła niż tam, w odległej krainie, budując je codzienną mrówczą pracą, budując słowem głoszonym z kazalnicy, budując przykładem świątobliwego żywota, ale bez tak ciężkiej walki o dusze, które wcześniej przemocą wydzierać musiał ze szponów Szatana.
Sadok przyzwyczajony był do bojowania przez te długie lata, więc skoro przyszło zamieszkać w Sandomierzu, czuł, że powoli gnuśnieje. Mniej tu było sposobności, iżby wykorzystać całe bogactwo, całą siłę charakteru.
Tak, miał poczucie, iż gnuśnieje i bolał nad owym srodze. Jednocześnie zaś tęskniąc za minionym, choć minione to także był trud i udręczenie, i sen na twardej ziemi, i chłód, i niejednokrotnie pusty brzuch…
Nie buntował się przecież. Wiedział, iż taka jest wola Jezusowa, że skoro go tu przysłał, że sprawił, iż został przeorem, taki a nie inny zamysł miał wobec swego sługi, zatem sługa wolę Bożą musi wypełniać z pokorą…
* * *
Wciąż daleki myślami od sandomierskiej powszedniości nakładał w zakrystii humerał, albę, stułę — oznakę kapłaństwa, ornat i manipularz.
Szczupły, wysoki, o żółtawej niezdrowej cerze, kleryk Medardus ukląkł na stopniach ołtarza, podczas gdy Sadok uniósłszy w górę rozłożone ręce szeptał modlitwy mszalne…
Dzień zimowy, pochmurny dzień, niczym nie różnił się od tylu innych. jakie w cichej, acz wytrwałej, wytężonej pracy w upływał w sandomierskim, świętojakubskim klasztorze.
Śnieg bez ustanku grubymi płatkami bezszelestnie osypywał się z obłoków na ziemię, wszystko wokół szczelnie okrywając niepokalaną białością. Przed wieczorem wypogodziło się i nawet na widnokręgu pojawiło się nieco słonecznego poblasku, który zresztą zaraz umknął przed gęstym mrokiem. Sadok posłyszawszy, iż w grodzie uczynił się jakiś wielki ruch, wszedłszy do klasztornego ogrodu rozlokowanego na łagodnym skłonie Świętojakubskiego Wzgórza, spoglądał na sąsiednie — Zamkowe. Widział tak rycerzy, jak i pachołków, przebiegających spiesznie wąskie grodowe uliczki.
“ — I cóż to się wydarzyło, że gród przypomina mrowisko, które niebaczny przechodzień roztrącił stopą?” — pomyślał zakonnik.
Postał jeszcze chwilę, a potem udał się — jak to miał we zwyczaju — do kościoła, by adorować i cześć oddawać Panu Jezusowi ukrytemu w Eucharystycznym Chlebie. Nikły, żółtawy poblask kaganka ledwie oświetlał tabernakulum i niewielki krąg posadzki tuż u stopni ołtarzowych.
Ukląkł przeor, a skrzyżowawszy ręce na piersiach i nisko pochyliwszy głowę, pełnym żarliwości szeptem wypowiadał słowa modlitw.
Długo musiał tak tkwić nieporuszony, skoro w kolanach i plecach zgiętych w pałąk — mimo iż przecież nawykłych do nabożnych ćwiczeń — poczuł ból i zmęczenie. I oto naraz posłyszał odgłos kroków odbijających się echem od nagich ceglanych ścian korytarza prowadzącego do kościoła ku celom klasztornym.
Podniósł głowę i bacznie wpatrywał się w mrok, skąd po kilku chwilach wysunęła się postać ojca Piotra, furtiana, dzierżącego w wyciągniętej przed siebie i uniesionej dłoni, długą smolną szczypę płonącego łuczywa. Za furtianem szedł jeszcze ktoś, ciężko stawiając stopy. Przeor natężył wzrok. Był to Piotr z Krępy, kasztelan sandomierski. Podźwignął się tedy z kolan leciwy przeor Sadok, a zbliżywszy, się do przybysza, zapytał:
— I cóż to cię sprowadza do mnie, o tak późnej porze, panie kasztelanie?
— Dzisiaj przed wieczorem, świątobliwy ojcze, doszły nas wieści, iż Tatarzy, idą na Sandomierz… A miasto prawie bezbronne. Nie masz zbrojnych, prócz garstki rycerzy, bo reszta przy księciu panu, w Krakowie… — A zatem?… — zapytał przeor Sadok.
— Cóż… Będziemy bronić grodu. Bez walki go nie poddamy… Wezmą go Tatarzy siłą, wola boska, ale nikt nie powie, żeśmy nie próbowali…
— A miasto? — znów zapytał przeor, spoglądając Krępie prosto w oczy. Ten opuścił głowę na piersi i wyszeptał:
— Miasta bronić nie będziemy długo… Bo i kim? Kim, skoro ludzi niedosyt…
Krępa uniósł głowę i patrząc przeorowi prosto w oczy, dodał:
— Wiesz ojcze, co owo oznacza… Klasztoru także bronić nie będziemy…
* * *
Sadok klęczał przed Ukrzyżowanym. Zaczerwienionymi z bezsenności oczyma wpatrywał się w Twarz Cierpiącego. Złocisto—szkarłatne refleksy płonącego łuczywa igrały po surowych murach, po owej Twarzy, sprawiając pozór życia w wyrzezanym z ciemnego drewna Zbawicielu.
Poza oknem był mrok. I w kątach celi też czaił się mrok. A wpośród mroku słychać było oddech Kusiciela:
— Uchodź, uchodź czym prędzej… Oddech układał się w słowa.
— Uchodź, uchodź czym prędzej… Czy warto tak głupio skończyć? Oddech potężniał, niczym fala wiosennej powodzi uderzająca o ściany domostw wzniesionych na wiślanym brzegu.
— I jakiż sens dać gardło? Jaki sens? Ileż jeszcze — żywy — mógłbyś zdziałać w świecie? Umrzeć nietrudno… Głupio umrzeć łatwo… Umrzeć z sensem, to sztuka nie lada!…
A Chrystus Pan na Krzyżu w nieustającej męce Golgoty zakrył oczy powiekami. Twarz zastygła w boleści konania… Chciał Sadok odczytać radę z owej Twarzy, przecież daleka mu była teraz… Jakże daleka… Jak jeszcze nigdy w życiu…
— Nie zostawiaj mnie, Panie, w rozterce! — Sadok uniósł ręce w błagalnym geście — Nic zostawiaj samemu sobie! czemuż wydajesz mnie na pokuszenie? Czemuż nie chronisz, czemu nie osłaniasz?
Ale Jezus uparcie milczał. Tylko twarz wykrzywiła się w skurczu niesłychanej boleści. Jego udręka i pohańbienie sięgały krawędzi piekieł — na odkupienie wszystkich bez wyjątku przewin. Na obmycie wszelkiego brudu, na starcie każdego występku…
— Zbierz braci. Skoro świt nadejdzie… zbierz braci. Uchodźcie póki jeszcze można. Komuż pomoże to, iż dacie głowy? Komu?
Jezus na Krzyżu już nie cierpiał. Twarz wygładziła się. Wpółotwarte usta zastygły w bezruchu. Skonał.
* * *
Przeor odwrócił się od ołtarza. Jeszcze tylko jedno zdanie miał wyrzec: “— Ite missa est” — “Idźcie, msza skończona”, a bracia poczną wychodzić z kościoła.
Zawahał się. Poruszył wargami raz i drugi, ale nie wydobył z nich głosu. Aż wreszcie się przemógł, by rzec:
— Wiecie bracia, że za dzień — dwa przybędą Tatarzy. Wiecie, że nie ma rycerstwa w Sandomierzu… Ot, garstka… Tyle tylko, by obsadzić grodowe wały… Miasta nikt nie będzie bronił… A jak miasta, to i klasztoru… Któż z was chce, może odejść… Poszukać bezpiecznego schowu… Nie mam prawa przymuszać nikogo, iżby pozostał… Nie wolno mi cudzym szafować żywotem…
Bracia stojąc w dwuszeregu w pośrodku świątyni milczeli, nisko pochylając głowy. Ale oto ciszę przerwał głośny szept jednego z kleryków:
— A ty, ojcze?… A ty co uczynisz?…
— Ja?…
— Sadok zawahał się przez moment, Jeszcze skądś — nie wiedzieć skąd — wnikając wprost do mózgu doszedł go głos Kusiciela:
“— Uchodź!”
— Ja?… — powtórzył — Zostaję… Zostaję, bom nie po to stawał się Panachrstusowym żołnierzem, by stchórzyć, gdy nadejdzie czas próby… Bo nie godzi się pasterzowi owiec, porzucać je, lecz do końca trwać przy nich, nawet gdy wie, iż nie będzie mógł ich ochronić przed stadem wilków… Bo nie godzi się umykać tym, którzy są tu postawieni na straży chrześcijaństwa!… Przecież… Przecież wiedziałem… Zawsze to wiedziałem, iż kiedyś przecie nadejdzie taki dzień, w którym Pan zażąda mojego życia…
I nikt już nie wyrzekł ni jednego słowa. Mnisi jęli się rozchodzić, każdy do, swoich zajęć.
* * *
Następny dzień wstał pogodny i rześki. Słońce powoli wspinało się po nieboskłonie, niezbyt ostry mróz delikatnie szczypał w policzki i płatki uszu świątobliwego przeora Sadoka, który, skoro świt udał się do ogrodu i błądząc jego alejkami, zapatrzony w cud rodzącego się dnia, odmawiał pacierze, w oczekiwaniu na głos sygnaturki, która — jak zwykle — miała oto za czas jakiś wezwać na wspólne modły wszystkich braci do kościoła.
Śnieg chrzęścił pod stopami zakonnika, a gawrony, które licznym stadem obsiadły jabłoniowe i morelowe drzewa rosnące po obydwu stronach alejki, spoglądały nań ciekawie, przekrzywiając głowy, nie podrywając się do lotu, nawet gdy mnich zbliżał się do nich. Widać czuły, czarniawe ptaszyska, iż nic im nie zagraża ze strony owego człowieka.
Naraz — wrzask przeciągły i dziki wydobywający się z tysiąca piersi, uderzył w niebo. Gawrony wylęknione wzbiły się do góry i jęły krążyć ponad miastem, kracząc doniośle i przeciągle.
Oto Tatarzy — przeprawiwszy się nocą po lodzie przez zamarzniętą Wisłę — podeszli już pod same obwałowania i teraz wrzaskiem próbowali przestraszyć obrońców. A zaraz potem przypuścili atak. Najpierw jeden, potem drugi, dziesiąty… Każdy z nich odbijał się od wałów, niczym fala morska od stromizny wyniosłego brzegu. Oto bowiem, tak rycerstwo, jak też i sami łyczkowie dzielnie bronili miasta przed pogańską szarańczą.
Gdy zmrok spłynął na ziemię. walka ustała, aby zarówno wojownicy tatarscy, jak i obrońcy Sandomierza mogli odpocząć, opatrzyć rany, pogrzebać zabitych. Noc przyniosła też sny — jednym miłe i kojące, innym przerażające koszmary…
Pogoda, jak na zamówienie najeźdźców, utrzymywała się od chwili rozpoczęcia oblężenia wspaniała. Słońce nisko wiszące ponad widnokręgiem, przegnało precz śniegowe chmury. Leciutki mrozik utwardził ścieżki.
2 lutego 1260 roku, gdy Mongołowie, skoro świt, przypuścili następny atak, wiadomym było, iż miasto dłużej nie będzie mogło się opierać. Dominikanie, nie mniej uznojeni od walczących, którym przez wszystkie te dnie i noce opatrywali rany, przyrządzali gorące posiłki, dysponowali na śmierć i kopali mogiły, prawie przestali myśleć, co się stanie, skoro poganie sforsują wały i wedrą się do środka. Ot, po prostu, nazbyt wiele ciężkiej prać nie pozostawiało czasu na rozpamiętywanie tego, co miało już rychło nadejść.
Tymczasem — tak jak każdego ranka — rozdzwoniła się sygnaturka, wzywająca mnichów na poranną mszę. Jęli tedy zewsząd — z klasztoru i z wałów — schodzić się do kościoła, a skoro już każdy zajął swoje miejsce, wyszedł z zakrystii, przyodziany w szaty liturgiczne, w asyście dwu diakonów — Stefana i Mojżesza — leciwy przeor Sadok.
Nim zbliżył się do ołtarzowych stopni, podszedł wpierw ku ciężkiemu pulpitowi, wyrobionemu z jednego kloca dębu, a wyrzezanemu zmyślnie w kształt ludzkiej postaci. Na pulpicie spoczywała księga Martyrologium. Otwarł ją i odszukawszy odpowiednią stronicę, pochylił się, aby — jak zwyczaj kazał — odczytać, któregoż to z męczenników Pańskich czci Kościół Święty tego właśnie dnia. Spojrzał na kartkę i osłupiał: oto na pergaminie jarzyły się pozłocistym blaskiem kunsztowne — nieziemską ręką wymalowane — litery układające się w zdanie.
Bezskutecznie próbował wydobyć głos z zaciśniętego bolesnym skurczem gardła. Bezgłośnie tedy poruszał ustami. Zaniepokojeni mnisi spoglądali to na niego, to na siebie nawzajem, nie rozumiejąc, cóż wydarzyć się mogło.
Wreszcie przeor skinął na diakona Stefana, a gdy młodzieniec się zbliżył, odsunąwszy się od pulpitu, wychrypiał:
— Ty czytaj…
Spojrzał Stefan w rozwartą księgę i zdumienie pomieszane z lękiem odmalowało się na jego twarzy. Mimo jednak, iż drżeć począł na całym ciele, a pot perlisty zrosił mu czoło, zebrał się w sobie i głosem niepewnym, lecz wystarczająco donośnym, aby wszyscy posłyszeć go mogli, przeczytał:
“— Dziś błogosławionego Sadoka, przeora, i czterdziestu ośmiu dominikańskich braci, w Sandomierzu przez Tatarów okrutnie pomordowanych.”
Gdy Stefan skończył czytać zgroza ogarnęła mnichów. Spoglądali na siebie przerażonymi oczyma. Oto bowiem żaden z nich ani przypuszczał, iż w tym kościele, od tego pulpitu paść mogą słowa dotyczące jego samego. Takie słowa… A przecież padły…
Sadok, uniósłszy dłonie ku górze, rzekł:
— Ach, bracia, nie lękać, lecz cieszyć się nam trzeba. Bo wielka to łaska korona męczeńska — i nie każdy może na nią zasłużyć. Myśmy przecie zasłużyli. Bowiem żaden z nas nic stchórzył… Żaden nie uciekł z Sandomierza, opuszczając Panachrystusową owczarnię…
I nie powiedziawszy już nic więcej, zbliżył się do stopni ołtarza, by rozpocząć sprawowanie Najświętszej Liturgii.
— In nomine Patris, et Filii, et Spiritus Sancti. Amen. W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. Amen.
— Introibo ad altare dei. — Przystąpię do ołtarza bożego — rzekł.
— Ad Deum qui letificat iuventutem meam — Do Boga, który uweselił młodść moją — odpowiedział nowicjusz, który mu ministrantował.
I odprawiała się ta msza, jak tyle innych przed nią, jakby nic się nic wydarzyło, jakby poza drzwiami nie szalała bitwa, jakby Pan nie dał cudownego znaku… Skoro przeor uniósł patenę z hostią i kielich z winem na ofiarowanie, rumor straszny uczynił się przed świątynią, a Tatarzy jęli rąbać solidne drzwi dębowe, nabijane brązowymi ćwiekami, prowadzące do kościoła Świętego Apostoła Jakuba.
A gdy Sadok wyrzekł słowa przeistoczenia: Hoc est enim Corpus meum — To jest bowiem Ciało moje. — Hic est enim calix Sanguinis mei… — To jest bowiem kielich Krwi mojej… — a białą hostię uniósł wysoko ponad głowę, gdy ministrant zadzwonił na podniesienie, z trzaskiem pękła jedna zawiasa.
Tuż po komunii zaś, pękła druga, a rozwścieczeni, ochlapani krwią pomordowanych mieszczan żołdacy tatarscy wpadli do świątyni.
A stało się to tuż po tym, jak celebrans, odwróciwszy się od ołtarza, wyrzekł: — Ite missa est! — Idźcie, msza skończona.
Dominikanie stali w dwuszeregu w pośrodku świątyni. Przez małe, wąskie okienka wpadały pozłociste smugi światła, pachniało kadzidlanym dymem. Dostojnie było i uroczyście. Toteż Tatarzy miast od razu uderzyć na mnichów, zatrzymali się w pobliżu drzwi, zbici w gromadkę, zaskoczeni ich przedziwnym spokojem.
Pewnie inaczej by było, gdyby dominikanie poczęli uciekać, krzyczeć, żebrać litości. Ale oni stali z twarzami wzniesionymi ku górze, jakby wypatrując nadejścia kogoś ze sfery gwiazd.
I oto naraz subdiakon Mojżesz, asystujący przeorowi Sadokowi, skrzyżowawszy ręce na piersi, zaintonował pieśń za umarłych:
— Salve Regina… Witaj Królowo, Matko Miłosierdzia…
Natychmiast pozostali podjęli pieśń, która z mocą wybuchła z wszystkich piersi, odbijając się pogłosem od belkowanego świątynnego stropu i surowych czewonych, ceglanych ścian.
A wówczas — jakby czar spadł z Tatarów. Oto jeden z wojowników zdjął giętki łuk z pleców, nałożył na cięciwę pierzastą strzałę i wypuścił ją ze świstem w pierś najbliżej stojącego mnicha. Ów pochylił się gwałtownie do przodu, by zaraz paść na kolana, a wreszcie osunąć się na szare, piaskowcowe pyty posadzki. Wokół leżącego jęła się zbierać krew wypływająca z piersi. Parująca na zimnie rozlewała się w coraz większą i większą ciemnopąsową kałużę.
Wyciągnęli wojownicy zakrzywione szable i z okrzykiem bojowym, z wyciem, rzucili się ku śpiewającym. I siekli ich dotąd, aż ostatni upadł, aż śpiew zamilkł, aż nastała cisza…
A jeden z mnichów, który jeszcze podczas sprawowania Świętej Liturgii chyłkiem opuścił szereg i skrył się na chórze, albowiem przeląkł się śmierci, skoro zobaczył współbraci swoich okrutnie pomordowanych, zawstydził się swego tchórzostwa, zszedł z chóru i uklęknąwszy przy zwłokach, jął za zabitych odmawiać pacierze.
Gdy dostrzegli go Tatarzy, przepełnieni wściekłością, rozsiekli go szablami. I nie ocalał nikt spośród sandomierskich dominikanów…
A gdy Tatarzy objuczeni łupami opuścili kościół i klasztor, oto aniołowie niebiescy przybyli z gałęźmi palmowymi, aby dusze pomordowanych zaprowadzić przed oblicze Pańskie, iżby za wierność mogli odebrać wiekuistą nagrodę w Raju.
A imiona owych Męczenników były te:
Błogosławiony Sadok, przeor. Błogosławiony Paweł, wikary. Błogosławiony Malachiasz, kaznodzieja. Błogosławiony Piotr, furtian. Błogosławiony Jędrzej, jałmużnik. Błogosławiony Jakub, mistrz nuwicjatu. Błogosławiony Abel, syndyk. Błogosławiony Szymon, penitencjarz. Błogosławiony Klemens. Błogosławiony Barnabasz. Błogosławiony Eliasz. Błogosławiony Bartłomiej. Błogosławiony Łukasz. Błogosławiony Mateusz. Błogosławiony Jan. Błogosławiony Barnabasz II. Błogosławiony Filip. Błogosławiony Joachim, diakon. Błogosławiony Józef, diakon. Błogosławiony Stefan, diakon. Błogosławiony Tadeusz, subdiakon. Błogosławiony Mojżesz. subdiakon. Błogosławiony Abraham, subdiakon. Błogosławiony Bazyli, subdiakon. Błogosławiony Dawid, kleryk. Błogosławiony Aaron, kleryk. Błogosławiony Benedykt, kleryk. Błogosławiony Onufry, kleryk, Błogosławiony Dominik, kleryk. Błogosławiony Michał, kleryk. Błogosławiony Maciej, kleryk. Błogosławiony Maurus, kleryk. Błogosławiony Tymoteusz, kleryk. Błogosławiony Gordian, kleryk. Błogosławiony Felicjan, kleryk. Błogosławiony Marek, kleryk. Błogosławiony Jan, kleryk. Błogosławiony Gerwazy, kleryk. Błogosławiony Krzysztof. kleryk. Błogosławiony Donatus, kleryk. Błogosławiony Medardus, kleryk. Błogosławiony Walenty, kleryk. Błogosławiony Dawid, nowicjusz. Błogosławiony Makary, nowicjusz. Błogosławiony Rafał, nowicjusz. Błogosławiony Izajasz, nowicjusz. Błogosławiony Cyryl, laiczek. Błogosławiony Hieronim, laiczek. Błogosławiony Tomasz, organista.
Te oto imiona w swoim dziele MATKA ŚWIĘTYCH POLSKA, w Krakowie roku Pańskiego 1767 tłoczonym, podał O. Floryan Jaroszewicz, kapłan zakonu Ś.O. Franciszka. reformat, z sandomierskiego konwentu Ś. Józefa. Kościół Rzymski Katolicki męczenników owych wyniósł na ołtarze, a ich święto wyznaczył na dzień 2. czerwca.
Andrzej Sarwa
Kukułcze Gniazdo bis @CzeKuku2
Naukowcy z NIH zarobili 710 milionów dolarów na tantiemach od Big Pharma podczas kryzysu związanego z Covid-19 i próbowali to ukryć.
A nasza „rada medyczna” jechała na sucho???
========================
Ministerstwo Zdrowia wyłoniło kandydatów na stanowisko głównego inspektora sanitarnego – to dr Paweł Grzesiowski oraz dr Maciej Merkisz.
mail:
А почему он заседает? Потому, что у него жопa есть.