Ukraina bez prądu

Ukraina bez prądu

W Kijowie i największych miastach Ukrainy po atakach rakietowych odcięto prąd.


https://wps.neon24.info/post/170035,ukraina-bez-pradu

Jak poinformował Ukrenergo, w całym kraju zaczęły się awaryjne przerwy w dostawie prądu. W Kijowie nie tylko nie ma prądu, ale i wody, w Charkowie przestało działać metro, we Lwowie całkowicie odcięto prąd.
W Kijowie po nowych uderzeniach zarejestrowano trafienie w obiekt infrastrukturalny, powiedział burmistrz miasta Witalij Kliczko w kanale telegramu.

Później Kliczko ogłosił kilka kolejnych eksplozji w różnych częściach Kijowa i potwierdził, że miasto straciło elektryczność w niektórych obszarach. Zgłosił 4 poszkodowanych mieszkańców miasta.
Burmistrz dodał, że w Kijowie odcięto również dostawy wody. „Strana” pisze też o problemach z komunikacją mobilną. „Suspilne” poinformowało o wprowadzeniu ograniczeń w kursowaniu metra.
Ukrenergo poinformował na Telegramie, że w całym kraju wprowadzane są awaryjne przerwy w dostawie prądu. Firma obiecała rozpocząć naprawy po zakończeniu alarmu lotniczego, ale powiedziała, że ​​mogą one zostać opóźnione z powodu złej pogody.
Według Kliczko po atakach rakietowych w Kijowie zginęły trzy osoby, w tym 17-letnia dziewczyna. Kolejnych 11 osób zostało rannych.
Trafienia w różne obiekty, wybuchy i obronę powietrzną odnotowano także w innych regionach Ukrainy:
w obwodzie lwowskim rozległy się wybuchy, mer Lwowa Andriej Sadowy poinformował, że w całym mieście nie ma prądu;
w Winnickiej Obwodowej Administracji Wojskowej ogłoszono trafienie w obiekt infrastruktury krytycznej, pisze Strana;
w obwodzie kijowskim uderzono w infrastrukturę krytyczną i sektor mieszkaniowy, powiedział szef administracji wojskowej Ołeksij Kuleba. Wiceszef Kancelarii Prezydenta Ukrainy Kiriłł Tymoszenko na swoim kanale Telegram poinformował, że do uderzenia w budynek mieszkalny doszło w Wyszgorodzie;
w Odessie słychać było eksplozje, szef regionalnej administracji wojskowej Maksym Marczenko powiedział, że w regionie nie ma dostaw energii elektrycznej;
obrona powietrzna działała w obwodzie mikołajewskim, potem zaczęły się tam awaryjne przerwy w dostawie prądu, powiedział szef administracji regionalnej Witalij Kim;
metro i transport elektryczny zatrzymały się w Charkowie, pisał Strana, odnosząc się do burmistrza Igora Tieriechowa;
UNIAN informował o działaniach obrony powietrznej w Dnieprze i w kontrolowanej przez  i Kijów części obwodu zaporoskiego.
Po Ukrainie przerwy w dostawie prądu, przerwy w dostawie wody i komunikacji odnotowano w Mołdawii i Naddniestrzu. Wicepremier i minister infrastruktury i rozwoju regionalnego Mołdawii Andriej Spinu powiedział, że w kraju powtórzyła się sytuacja z 15 listopada, kiedy po atakach rakietowych na Ukrainę również odcięto prąd.
Tego dnia, jak powiedział ukraiński minister energetyki Herman Gałuszczenko, doszło do największego ostrzału terytorium kraju od początku operacji specjalnej. Kancelaria Prezydenta Ukrainy podała, że ​​w tym czasie bez prądu pozostało 20 mln Ukraińców (według Ukrstatu na dzień 1 stycznia 2022 r. w kraju mieszkało łącznie 41 mln osób). 22 listopada Ukrenergo ogłosiło, że po atakach w kraju nie pozostały żadne nieuszkodzone elektrownie.

za: https://news.mail.ru/incident/54003607/?frommail=1 ( tłum.własne-PZ)

Jakieś 20 km od Suwałk w miejscowości Szeszupka, ktoś w szczerym polu wybudował przejście dla pieszych. Na mapach Google to miejsce…

 „Jakieś 20 km od Suwałk w miejscowości Szeszupka, ktoś w szczerym polu wybudował przejście dla pieszych. Na mapach Google to miejsce widnieje jako atrakcja turystyczna i nie jest to byle jakie przejście! Jest oznakowane 6 znakami w tym ograniczeniem prędkości do 30 km/h. Dodatkowo jest pomalowane antypoślizgową farbą i ma wybrzuszenie, aby jadący tamtędy samochód musiał zwolnić. Bareja by lepiej tego nie wymyślił 🙂”
Od Szary Burek

Ryszard Forbrich ps. „Fryzjer”, „Szczota”, „Architekt”. Czesław Michniewicz był jego pracownikiem – „711 telefonów”

Ryszard Forbrich ps. „Fryzjer”, „Szczota”, „Architekt”[1] (ur. 10 marca 1946 we Wronkach) – polski działacz piłkarski, z zawodu fryzjer, przestępca uważany za główną postać afery korupcyjnej w polskiej piłce nożnej.

Czesław Michniewicz „Fryzjera” bez wątpienia znał. W czasach kariery zawodniczej w Amice, był jego pracownikiem – „Fryzjer” pełnił funkcję m.in. dyrektora we wronieckim klubie. Problematyczne jest słynne 711 połączeń już z okresu kariery trenerskiej. Wiele z nich pokrywa się z terminami meczów prowadzonego przez niego [CzM] Lecha.

https://pl.wikipedia.org/wiki/Ryszard_Forbrich

Życiorys [Fryzjera]

Mieszkał we wsi Zielonagóra nad Wartą koło Obrzycka[2]. Był więziennym fryzjerem w Zakładzie Karnym we Wronkach, później posiadał własny zakład fryzjerski z siedzibą we Wronkach.

Karierę działacza sportowego zaczął w Olimpii Poznań za czasów prezesury pułkownika Milicji Obywatelskiej Edmunda Sikory. W 1990 roku działał w występującym wówczas w rozgrywkach klasy B wiejskim klubie LZS Czarni Wróblewo. W 1991 roku podpisał umowę patronacką pomiędzy swoim klubem a Fabryką Kuchni „Wromet” we Wronkach. W następnym roku doprowadził do połączenia Błękitnych Wronki z Czarnymi/Wromet Wróblewo – tak 21 czerwca 1992 roku powstała Amica Wronki, z którą był związany do 2000 roku. W tym czasie był także delegatem okręgu pilskiego w Wielkopolskim Związku Piłki Nożnej[3], a także wiceprezesem Wielkopolskiego Związku Piłki Nożnej[4]. Za jego kadencji w Amice Wronki (początkowo jako kierownika drużyny, później – menedżera klubu) klub z Wronek błyskawicznie awansował do I ligi – awans o 6 klas rozgrywkowych zajął mu tylko 4 sezony, m.in. dzięki decyzji podjętej przez władze Wielkopolskiego Związku Piłki Nożnej o przeniesieniu nowo powstałej drużyny z klasy A do IV ligi. W ciągu tych dziesięciu lat klub z Wronek trzykrotnie (w latach 1998, 1999 i 2000) zwyciężał w rozgrywkach o Puchar Polski i dwukrotnie (w 1998 i 1999) zdobył Superpuchar Polski. 27 listopada 2000 roku uchwałą Prezydium Zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej Ryszard Forbrich został uznany za persona non grata w polskim futbolu, co oznaczało zakaz działania w strukturach Polskiego Związku Piłki Nożnej oraz w klubach występujących w rozgrywkach na szczeblu centralnym[5]. Decyzja ta została następnie uchylona przez Komisję Odwoławczą[6][7].

Jeden z głównych podejrzanych w największej w historii polskiego futbolu aferze korupcyjnej. Odpowiedzialny za ustawianie i kupowanie meczów w I, II i III lidze piłkarskiej. Od jego pseudonimu została utworzona tzw. lista Fryzjera opublikowana na łamach „Przeglądu Sportowego”.

3 kwietnia 2009 roku został posadzony na ławie oskarżonych w tzw. sprawie Arki Gdynia. Ostatecznie łączny wyrok ogłoszony przez sędziego to kara bezwzględna 3 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności[2] oraz kara grzywny w wysokości 320 000 złotych. Ryszard Forbrich jednak odwołał się od wyroku do sądu wyższej instancji. 20 maja 2010 roku Sąd Apelacyjny we Wrocławiu utrzymał w mocy wyrok skazujący Fryzjera na karę 3 lat i 6 miesięcy pozbawienia wolności wydany przez sąd niższej instancji[8].

W czerwcu 2009 roku Fryzjer został ponownie wezwany przez śledczych z prokuratury we Wrocławiu i usłyszał dziesięć nowych zarzutów korupcyjnych[9].

3 lutego 2011 roku decyzją Wydziału Dyscypliny Polskiego Związku Piłki Nożnej wraz z Marianem Duszą został wykluczony ze struktur związkowych w następstwie czynów korupcyjnych[10]. Od końca 2019 roku odbywa karę 4,5 roku pozbawienia wolności[11].

23 czerwca 2022 Sąd Okręgowy we Wrocławiu wydał wyrok łączny w wysokości 6 lat pozbawienia wolności. Połączono wyroki z 3 spośród 4 toczących się postępowań sądowych, w których oskarżonym jest Ryszard Forbrich[12].

Czy ci „tęczowi” działacze, trenerzy i piłkarze to same Schwule [pedryle]? Ministerka też ?

Czy ci „tęczowi” działacze, trenerzy i piłkarze to same Schwule [pedryle]. Ministerka też ?

Na podst.: https://www.sport.pl/mundial/7,154361,29174920,niemcy-tlumacza-swoj-odwazny-protest

Na trybunach z tęczową opaską na ramieniu mecz oglądała minister spraw wewnętrznych Nancy Faeser. Jej FIFA nie mogła wlepić żółtej kartki. Manuelowi Neuerowi mogła, więc na mecz z Japonią jej nie założył, choć naciskali na to sponsorzy, politycy i kibice. Ale niemieccy piłkarze zrobili coś innego – zasłonili usta na drużynowym zdjęciu, zwracając uwagę na cenzurę ze strony Gianniego Infantino.

Awantura o tęczową opaskę. FIFA wystraszyła kapitanów żółtymi kartkami

Zamieszanie z tęczowymi opaskami „One Love”, które w ramach wsparcia dla społeczności LGBT mieli założyć Anglicy, Holendrzy i Walijczycy, wcale nie skończyło się w chwili, gdy zostały one zakazane przez FIFA. Wręcz przeciwnie – to był dopiero początek. 

Trzy godziny przed meczem Anglików wszystkie te federacje wydały oświadczenie, że wobec sprzeciwu Gianniego Infantino rezygnują z pomysłu. FIFA groziła żółtymi kartkami.

„Byliśmy gotowi zapłacić grzywny, które zwykle są nakładane za naruszenie przepisów dotyczących strojów. Byliśmy zdeterminowani, by założyć tęczowe opaski, ale nie możemy narażać naszych zawodników żółtymi kartkami, które mogą nawet doprowadzić do wyrzucenia ich z boiska” – tłumaczyły federacje i dodały, że bezprecedensową decyzją są sfrustrowane i rozczarowane. 

Niemiecki bramkarz Manuel Neuer w torbie na ten mundial też miał przyszykowaną kolorową opaskę. Ale nie wyjął jej z torby, co wywołało burzliwą dyskusję – z udziałem polityków i sponsorów.

==================

mail: No i przegraliście, z japońcami, pedryle jedne… I tchórzliwi normalni też.

=========================

Arabowie odpowiedzieli: „Wolność dla Palestyńczyków”

Obraz

ZMIANY KLIMATU, EFEKT CIEPLARNIANY; CZY UDZIAŁ CZŁOWIEKA JEST ISTOTNY? To komentarz do poniższego, o „mądrej bogini GAI”.

ZMIANY KLIMATU, EFEKT CIEPLARNIANY; CZY UDZIAŁ CZŁOWIEKA JEST ISTOTNY? I CZY JEST UDOKUMENTOWANY?

[przypominam, bo kłamcy klimatyści te i podobne DANE ignorują. A kotły ze smołą dla nich już diabły grzeją. ]

1. „Polityka ekologiczna” a dane geofizyczne

Około 10 tysięcy lat temu skończyła się ostatnia duża epoka lodowa. W sprzyjających (co nie znaczy „łagodnych”!) warunkach klimatycznych rozwinęła się cywilizacja. Wraz z rozwojem techniki człowiek zaczął w coraz większym stopniu oddziaływać na klimat Ziemi, dodając czynniki antropogenne do istniejących naturalnych sił wpływających na klimat. Czy wiemy już wystarczająco dobrze jak zmieniał się klimat naszej Planety w poprzednich epokach i erach? Czy na podstawie tych danych i pomiarów wykonywanych obecnie jesteśmy w stanie przewidzieć, jakie zmiany w klimacie będą następowały w najbliższej i dalszej przyszłości? Wydaje się, że ciągle mamy za mało precyzyjnych danych. Jak ważna jest tu dokładność pomiarów i prognoz zobaczymy, gdy popatrzymy na dwie liczby: Energia docierająca ze Słońca w okolice orbity Ziemi ma wartość około 1390 W/m2. Sumaryczna zmiana jaka wywołała ostatnią dużą epokę lodową miała wartość około 2 W/m2. Zmiana przyczyn zaledwie o około 2 promile spowodowała więc wielkie zmiany w warunkach panujących na Ziemi. Jednocześnie ciągle jeszcze niewiele wiemy na temat bardzo złożonych mechanizmów i współzależności tysięcy parametrów wpływających na zmiany klimatu. Modele wykorzystywane do prognozowania zmian klimatycznych są zbyt proste i opierają się na danych pomiarowych uzyskanych w większości tylko dla wybranych rejonów, a nie dla całego globu. (Np. badania prowadzi się tam gdzie można uzyskać pieniądze na stacje pomiarowe). Nie chodzi tu raczej o „niedostateczną moc obliczeniową” największych i najnowocześniejszych komputerów, chodzi w znacznej części o to, że rozwiązania złożonych zależności matematycznych są niestabilne, oscylujące przy minimalnych zmianach danych wejściowych. Doświadczenie wykazuje, że klimat Planety jest – w skali setek milionów lat – samoregulujący się. A najważniejsze jest dla nas przecież pytanie o samoregulację klimatu. Czy ma przewagę stabilnych, ujemnych sprzężeń również w skali setek lub dziesiątków lat?
Poznanie wszystkich przyczyn i mechanizmów rządzących klimatem jest wyzwaniem, które stoi przed ludzkością. Istotne jest, aby zrobić to w sposób tani i jednocześnie skuteczny.
Bardzo popularnym tematem, pojawiającym się niemal codziennie w mediach, jest problem zmian klimatu Ziemi pod wpływem działalności człowieka, potocznie zwanym „efektem cieplarnianym”. Nie wszyscy publicyści i dziennikarze zauważają jednak, że na podstawie tych samych (lub podobnych) danych pomiarowych, różni uczeni autorzy wyciągają diametralnie różne wnioski. Można więc przeczytać prognozy gwałtownego ocieplania się ziemskiego klimatu, jak również opracowania dowodzące, że w najbliższej przyszłości czeka nas kolejna „epoka lodowa”. W takim wypadku nasuwa się pytanie: która ze stron ma rację? A może wszyscy dostrzegają i opisują tylko „część prawdy”, opierając się na zbyt małej liczbie danych podstawowych, które dotyczą wydzielonych obszarów naszego globu, ale nie odzwierciedlają całości zmian i ich przyczyn. W grę wchodzą decyzje dotyczące kierunku wydawania co najmniej setek miliardów dolarów rocznie, warto więc przyjrzeć się krytycznie geofizycznym założeniom tej polityki finansowej.

 2. „Magiczne przyczyny” EFEKTU CIEPLARNIANEGO !

Powszechnie (również w dyskusjach naukowców) mówi się, że podstawową przyczyną wzrostu temperatury na Ziemi jest przyrost ilości dwutlenku węgla w atmosferze powstający podczas spalania paliw kopalnych (węgla kamiennego i brunatnego, ropy naftowej i jej produktów, gazu ziemnego). Jest to zgodne z poniższą definicja:
efekt cieplarniany2 – geofiz, wzrost średniej temperatury przyziemnej warstwy powietrza wskutek coraz większej koncentracji CO2 w atmosferze; CO2 przepuszcza krótkofalowe promieniowanie słoneczne utrudniając równocześnie ucieczkę z Ziemi promieniowania długofalowego.
Jest to definicja bardzo krótka i lakoniczna. Popatrzmy więc na inną:
CIEPLARNIANY EFEKT3, efekt szklarniowy, podwyższenie temperatury powierzchni Ziemi spowodowane istnieniem atmosfery ziemskiej (średnia temp. ok. 14-15°C, w nieobecności atmosfery byłaby mniejsza o ok. 30°C); atmosfera ziemska przepuszcza w kierunku Ziemi znaczną część promieniowania słonecznego (promieniowanie krótkofalowe); promieniowanie to jest pochłaniane przez powierzchnię Ziemi (niewielka jego część zostaje odbita) i zamieniane na ciepło, a ogrzana powierzchnia Ziemi emituje promieniowanie długofalowe, w dużym stopniu pochłaniane przez atmosferę (gł. przez cząsteczki pary wodnej i dwutlenku węgla oraz kropelki wody w chmurach); energia przekazana atmosferze jest przez nią wypromieniowywana gł. z powrotem w kierunku powierzchni Ziemi (tzw. promieniowanie zwrotne – podstawowa przyczyna występowania e. c.), a częściowo w przestrzeń kosmiczną; działalność gospodarcza człowieka powoduje stopniowe zwiększanie się stężenia substancji absorbujących długofalowe promieniowanie ziemskie (gł. dwutlenku węgla, metanu, tlenków azotu), co może spowodować pogłębienie się e. c., wzrost temperatury i zmianę klimatu na kuli ziemskiej.

GaztśredGłówne procesy usuwania z atmosfery
N2400 mln latfotochemiczne
He20 mln latucieczka w kosmos
O2600 latbiochemiczne
CF2Cl260 latfotochemiczne
CO210 latbiochemiczne
N2O5-50 latfotochemiczne
NO, NO2kilka tygodnifotochemiczne
NH31 dzieńbiochemiczne
H2Sdo 1 dniafotochemiczne

Tabela 1 Średni czas pozostawania w atmosferze.1

Tak więc to nie tylko dwutlenek węgla ma wpływ na wzrost temperatury, ale również metan, tlenki azotu i „głównie … cząsteczki pary wodnej i … kropelki wody w chmurach”
Czy – i jak – znajduje to odbicie w modelach na których oparto politykę gospodarczą państw?

3. Para wodna – podstawowy gaz cieplarniany

Najważniejszym gazem cieplarnianym jest para wodna, na którą przypada 96 do 99% efektu ocieplania się atmosfery. Ostatnie badania wskazują, że cały zawarty w atmosferze CO2 odpowiedzialny jest za 1 do 5% efektu cieplarnianego. Pozostałe gazy cieplarniane mają jeszcze mniejszy udział. Pomiary izotopowe wskazują, że jedynie 5% z CO2 znajdującego się obecnie w atmosferze ziemskiej pochodzi ze spalania paliw kopalnych. Zatem przemysłowy CO2 zwiększa naturalny efekt cieplarniany zaledwie o 0,05 do 0,25%. J. Daly8 przytacza wyniki badań zwykle ignorowane w „publicystyce ekologicznej” i publicystyce szerokiego nurtu.
Satelitarne pomiary temperatury dolnych warstw atmosfery prowadzone od 1979 r., pokrywające 95% powierzchni Ziemi, ukazują stałą tendencję obniżania się temperatury (w latach 1979-97 o -0,04°C). Pomiary naziemne, niezgodne z satelitarnymi, są mniej pewne, gdyż wpływa na nie efekt „wysp ciepła” wokół rozrastających się miast, gdzie zwykle umieszczone są stacje meteorologiczne. Pomiary satelitarne i glacjologiczne wskazują przyrost lodu na Grenlandii i Antarktydzie z taką szybkością, że około 2030 r. jego akumulacja spowoduje obniżenie się poziomu oceanu światowego o około 30 cm.15

Istnieją jeszcze inne związki przyczyniające się do wzrostu efektu cieplarnianego, pomijane w bardziej popularnych lub tendencyjnych publikacjach.

Rodzaj gazuGWP
CO21
CH430-50
CFC-1311 000

Tabela 2 wielkość wpływu wywieranego przez różne gazów na efekt szklarniowy
(GWP – Global Warming Potential – Potencjał Ocieplenia Globalnego) w odniesieniu do GWP dwutlenku węgla.

W „PROTOKÓLE Z KIOTO DO RAMOWEJ KONWENCJI NARODÓW ZJEDNOCZONYCH W SPRAWIE ZMIAN KLIMATU” w załączniku A zostały wymienione gazy cieplarniane. Oto one:

  1. Dwutlenek węgla (CO2)
  2. Metan (CH4)
  3. Podtlenek azotu (N2O)
  4. Fluorowęglowodory (HFCs)
  5. Perfluorokarbony (PFCs)
  6. Sześciofluorek siarki (SF6)

Jest ich tu tylko sześć. Sygnatariusze jakby zapomnieli o istnieniu pary wodnej. Nie uwzględniają również w sposób ilościowy wkładu kropelek wody (chmury na różnych wysokościach) do albedo (bezpośredniego odbijania promieniowania słonecznego w kosmos). A jest to czynnik, jak widzieliśmy, znaczący.

4. Diagnozy J. Hansena

źródłem istotnych danych klimatologicznych i poważnych analiz jest grupa badaczy skupiona wokół J. Hansen’a w Goddard Institute for Space Studies (NASA), p. np.5 Dr James E. Hansen tak opisuje podstawowe przyczyny zmian klimatu :
„Klimat Ziemi zmienia się z roku na rok i ze stulecia na stulecie, naprawdę jako zmiany aury z dnia na dzień. Są to zmiany chaotyczne, mają miejsce bez wyraźnej przyczyny, ale są ograniczonej wielkości. Klimat również odpowiada na pobudzanie przez różne czynniki. Jeżeli Słońce świeci jaśniej, w sposób naturalny, Ziemia staje się cieplejsza. Jeśli wielki wulkan wyrzuca drobiny materii do stratosfery, wtedy mała część promieniowania słonecznego jest dodatkowo odbijana w przestrzeń kosmiczną i Ziemia ochładza się. To samo dotyczy czynników powstających w wyniku działalności człowieka. Mierzymy te czynniki w watach na metr kwadratowy (W/m2). Dla przykładu, wszystkie gazy cieplarniane wyprodukowane przez człowieka obecnie powodują wpływ około 2 W/m2. To jest tak jakby postawić dwie miniaturowe lampki choinkowe nad każdym metrem kwadratowym powierzchni Ziemi. Jest to równoważne zwiększeniu jasności Słońca o około 0,2 procent.
Rozumiemy dość dobrze jak delikatny jest to wpływ na ziemski klimat. Najpewniejsze dane pochodzą z historii Ziemi. Możemy porównać bieżący ciepły okres, który trwa już kilka tysięcy lat, do poprzedniej epoki lodowej, około 20 000 lat temu. Skład atmosfery podczas epoki lodowej znamy z analizy ilościowej baniek powietrza, które zostały uwięzione gdy warstwy lodu na Grenlandii i w Antarktyce rosły z padającego śniegu.


Wykres 1 Czynniki wpływające na zmiany klimatu w czasie epoki lodowej ok. 20 000 lat wstecz

Zmiany te, razem przedstawione na wykresie 1, wywoływały zmniejszenie energii dochodzącej do Ziemi o około 6,5 W/m2 (z błędem 1,5 W/m2). Ta sumaryczna zmiana utrzymywała planetę o 5°C zimniejszą niż dziś. To empiryczne wyliczenie informuje, że czułość klimatu jest około 3/4°C na zmianę o jeden wat wymuszenia. Modele klimatu zakładające taką samą czułość (W/oC) na wymuszenie, dostarczają zadowalającej zgodności pomiędzy modelami komputerowymi używanymi do przepowiadania jak klimat może zmieniać się w przyszłości, a światem realnym.
Jest jeszcze inny ważny czynnik wymagający zrozumienia i analizy ilościowej: opóźnienia procesów. Zmiany klimatu nie zachodzą w sposób bezpośrednio porównywalny, równocześnie do zaistniałych przyczyn. Potrzeba na przykład długiego czasu i złożonych procesów (prądy, konwekcja), żeby podgrzać ocean. Zwykle trwa kilka dekad lub więcej, aż dojdzie do pewnego zrównoważenia zmian klimatu z ich przyczynami. W czasie około 100 lat zaistniałe zmiany w klimacie odpowiadają jedynie w 60 do 90 procentach wywołującym je przyczynom. Ten długi czas reagowania klimatu komplikuje problem dla obserwatorów i uczonych. Oznacza to, że możemy wnieść do ciągu zmian klimatu to czego efekty będą się pojawiać podczas życia naszych dzieci i wnuków. Dlatego musimy odpowiednio wcześniej być czujni w poznawaniu i zrozumieniu zmian klimatu, ponieważ większość rozpoczętych działań musi ulegać modyfikacjom.”
Tyle cytat z Hansena, którego potraktujemy jako Autorytet Krytyczny.

5. Wymuszenia atmosferyczne – ilościowo


Wykres 2 Czynniki zmieniające klimat obecnie.10

Na wykresie 2 przedstawione są czynniki wpływające obecnie na zmiany klimatu. Są tu przyczyny naturalne (wpływ erupcji wulkanów i wahań emisji Słońca), które się wzajemnie prawie równoważą. Są tu również przyczyny zależne od działalności człowieka. Wśród nich jest wpływ gazów cieplarnianych (podgrzewanie atmosfery) i aerozoli w troposferze (ochładzanie). Aerozole można poglądowo przedstawić jako cząstki jasne („białe„), odbijają więc one pełne widmo (nie-selektywnie) promieniowania słonecznego zwiększając albedo. Wyjątkiem wśród aerozoli jest udział tzw. czarnego węgla (sadza) mającego dodatni wpływ na wzrost temperatury. Na wykresie 2 widać również bardzo istotny wpływ metanu na klimat, chociaż ilość tego gazu w atmosferze jest znikoma, jedynie setki ppb.
      Bardzo dużo i często poruszany jest w prasie, również fachowej temat potrzeby „walki” z emisją dwutlenku węgla jako głównym czynnikiem destabilizującym klimat. Podpisane zostały nawet porozumienia międzynarodowe (Szczyt w Rio 1992, Protokół z Kioto 1997) dotyczące ograniczania emisji tego gazu. Dużo mniej uwagi zwracają natomiast politycy i ich doradcy na inne czynniki zmieniające klimat. Zwróćmy uwagę, że jednoczesny wpływ metanu i „czarnego węgla” na klimat jest porównywalny, tak co do wielkości jak i zwrotu, do „wymuszenia” jakie daje atmosferyczny dwutlenek węgla. W dostępnej obecnie technologii nie jest możliwe radykalne a tanie zmniejszenie poziomu CO2 w atmosferze. Możemy jedynie ograniczać jego emisję poprzez zwiększanie efektywności energetycznej. Niestety znane liczne strategie poszanowania energii pozwalają jedynie na zmniejszenie dynamiki wzrostu stężenia tego gazu.
Przeciwnie jest w przypadku metanu. Uzyskanie zmniejszenia emisji metanu może przynieść dodatkowe korzyści – i dochody. Wydzielanie metanu towarzyszy różnym procesom biologicznym np. rozkładowi odpadów organicznych na wysypiskach śmieci. Jak wiemy z licznych przykładów, zastosowanie instalacji zbierających biogaz daje źródło taniej energii (prawie darmowej po zamortyzowaniu się urządzeń). Zastosowanie na szeroką skalę bioreaktorów przerabiających odpadową biomasę różnego pochodzenia, może wpłynąć pozytywnie z jednej strony na klimat, ale z drugiej również na gospodarkę regionu lub państwa. Innym znacznym źródłem metanu związanym z gospodarką ludzką jest uprawa ryżu. Wymiana odmian ryżu i warunków ich uprawy pozwoliłoby na kilkakrotną redukcję tych emisji. Znaczący ułamek „antropogennych” emisji metanu pochodzi z hodowli bydła. Jedna krowa przy standardowym żywieniu emituje blisko 1 m3 biogazu na dobę. Opracowane są zmiany diety bydła zmniejszające emisje o 30-70%. Możliwe jest również (w zimie) używanie, w kotłach grzewczych, powietrza z wentylowania obór. Tak zwane „metanowe” kopalnie węgla na przełomie lat 80/90 zeszłego wieku jedynie w Polsce emitowały do atmosfery 2-3 mld m3 metanu rocznie. Również ten metan można użyć, choćby jako dodatek dla kotłów energetycznych. O skali zjawiska świadczy fakt, że całe roczne zużycie gazu w Polsce wynosiło wtedy ok. 11 mld m3. Trzy ostatnie sprawy bardzo trudno jest przeprowadzić przy dominującym na świecie systemie BAU (Business As Usual), bo zysk – ogromny – byłby globalny, ale wkład finansowy – lokalny.
Podobnie w efektywny i technologicznie opanowany sposób można zmniejszyć emisję do atmosfery tzw. czarnego węgla. Wystarczy zastosowanie odpowiednich filtrów pyłów na kominach. Jest to proste chociaż nie tak tanie jak w przypadku „walki” z metanem. W ten sposób możemy znacznie ograniczyć czynniki wpływające na ocieplanie się klimatu, ponosząc przy tym nieduże nakłady finansowe, lub wręcz, jak w przypadku odzyskiwania metanu – zarabiając.

6. Dane klimatyczne z przeszłości

Zobaczmy, jak przedstawia się obecne stężenie dwutlenku węgla w atmosferze na tle danych z ostatnich 160 tys. lat.

Wykres 3Zmiany temperatury, CO2, CH4″zapisane” w lodzie w okolicach stacji Vostok, Antarktyda.1

Czerwona (położona najwyżej na wykresie) linia obrazuje zmiany zawartości dwutlenku węgla (w ppm – cząsteczek na milion. Uwaga: Czas biegnie od prawej do lewej.). Stopniowy wzrost stężenia CO2 rozpoczął się około 20 tysięcy lat temu (od poziomu ok. 200 ppm) i trwa do dziś. Tylko wzrost w ostatnich kilkuset latach może być w znacznym stopniu spowodowany przez działalność człowieka. (Na tym wykresie byłaby to prawie pionowa kreseczka przy punkcie „zero”.) Wykres zmian temperatury (w °C) zmienia się podobnie jak stężenie CO2, lecz nie trudno zauważyć przedziały czasu, w których tak nie jest (por. 70, 100 lub 120 kyr). Podobnie zachowuje się wykres zmian stężenia CH4 (w ppb – cząsteczek na miliard). Zarówno obserwowana obecnie ilość dwutlenku węgla jak i metanu w atmosferze jest porównywalna do wartości maksymalnych dla tych gazów w ostatnich 160 tysiącach lat. Pozatem podkreślmy, że zawartość dwutlenku węgla w atmosferze była wiele razy w historii Ziemi dużo większa niż obecnie. Sytuacja taka miała miejsce m. inn. w okresie ponad 300 mln lat temu, przed erą karbonu.
Obecne poziomy nie są więc nienaturalnie wysokie, takie, z którymi ekosystem nie byłby w stanie poradzić sobie w sposób naturalny.


Wykres 4 Dane za ostatnie 500 000 lat wskazują na następowanie po sobie większych epok lodowych i okresów ociepleń. Przedstawiają pięć cykli zlodowaceń, które występowały co ok. 100 tys. lat.17

Okresy ciepłe i zimne powtarzają się w procesie zmian klimatu Ziemi ze sporą regularnością. Obecnie jesteśmy w stadium zmian klimatu charakteryzującym się znacznym i trwającym już dość długo (przeszło 15 tys. lat) ocieplaniem. Ziemia weszła w okres gorący około 10 000 lat temu. Przez ekstrapolację prawidłowości zobrazowanych na wykresie 4 możemy wnioskować, iż jesteśmy dopiero na początku okresu ciepłego, który będzie trwał jeszcze (zapewne z wahaniami) około 40 000 lat. Nie dysponujemy jednak na razie bardziej precyzyjnymi danymi, aby stwierdzić jak długo jeszcze będzie trwał proces ocieplania się klimatu wywołany przyczynami naturalnymi i w jakim stopniu został on zakłócony i będzie modyfikowany przez wpływ działalności człowieka. Zwykłe przedłużenie (ekstrapolacja) na kolejne lata, dekady i stulecia obecnych trendów w zmianach klimatu może okazać się dalekie od rzeczywistych zmian jakie nastąpią. Spowodowane jest to zbyt małą ilością danych pomiarowych jaką dysponujemy i ich zbyt małą dokładnością. Co najważniejsze – jeszcze brak wiarygodnego nodelu zmian klimatu. Jaką możemy mieć pewność, że obecnie obserwowane zmiany odzwierciedlają tendencje długookresowe, a nie są jedynie drobnymi (w skali np. istnienia życia na Ziemi) fluktuacjami.12 Przykładowo pewne zmiany klimatu jakie obserwujemy w ostatnim 10-leciu mogą mieć związek z dużym wybuchem wulkanu Pinatubo na Filipinach, który miał miejsce w roku 1991. Takich przyczyn przypadkowych wahań można wskazać wiele.

7. Czy i jak wpływać na zmiany klimatu?

Należy z mocą podkreślić, że do skutecznego regulowania przez człowieka zmian jakim podlega klimat Ziemi potrzebne są dokładne i rzetelne dane pomiarowe dotyczące całego globu, a ściślej – poszczególnych jego części składowych. Nie wolno nam wpływać na zmiany klimatu, nim z pewnością nie poznamy samych procesów tych zmian. Można by się zgodzić z poglądem, że powinniśmy jednak wypracować mechanizmy przeciwdziałania zarówno nadmiernemu ocieplaniu się klimatu, jak również przeciwdziałające zbytniemu jego ochładzaniu. Dla obecnej cywilizacji obie te ewentualności mogą okazać się groźne. ?atwym i skutecznym regulatorem może okazać się jeden z gazów cieplarnianych – metan. Szerzej dyskutujemy to w rozdz. 11. Ewentualne działania należy prowadzić bardzo ostrożnie, gdyż błędne akcje mogą doprowadzić do większego niż obecnie rozregulowania klimatu naszej planety.

8. Scenariusze

Przewidywane scenariusze zmian klimatu dla najbliższych 50 – 100 lat różnią się znacznie w zależności od autorów, czasu powstawania prognozy, źródeł finansowania laboratorium. Wykres 5 przedstawia cztery z nich. Pierwszy oznaczony „A” odpowiada rozwojowi gospodarczemu przebiegającemu pod dyktando „wielkiego biznesu” – „business as usual”. Drugi, „B”, zakłada powolny wzrost gospodarczy. Trzeci, „C”, zakłada zerowy wzrost gospodarczy. Czwarty jest scenariuszem „alternatywnym ” zaproponowanym przez J. Hansen w roku 2000.5


Wykres 5 Scenariusze zmian klimatu do roku 2050.1

9. Przykład obecnej niepewności danych: Poziom oceanów.


Według zwolenników istnienia antropogennego „efektu cieplarnianego” skutkiem zmian klimatu ma być m. in. wzrost poziomu wody w oceanach, co spowoduje zatopienie niżej położonych części lądów. Mogłoby to zatopić wiele niskich wysp Pacyfiku lub znaczną część Bangladeszu. Zobaczmy, jak ta hipoteza wygląda w świetle faktów.


Rysunek 6 Różnice poziomu oceanów w roku 1998.8


Wykres 7 Zmiany poziomu oceanów (skorygowane) rejestrowane przez satelitę
TOPEX/POSEIDON w roku 1993
8

Według NOAA przy utrzymaniu się obecnej (z ostatnich dwóch dekad) tendencji wzrostu poziomu oceanów po 100 latach możemy spodziewać się wzrostu poziomu wody o ok. 22cm +/- 1cm. W ciągu ostatnich 20 tys. lat poziom oceanów podniósł się jednak o blisko 90 metrów10, co daje średnią (przyczyny wyłącznie naturalne) 45 cm na 100 lat. Jest to dwukrotnie więcej niż obserwowany obecnie wzrost przypisany przez (powiedzmy szczerze) propagandystów do „antropogennego efektu cieplarnianego”.
Zwraca również uwagę fakt, że mierzone w pewnych punktach globu wzrosty poziomu morza bywają dużo większe. Globalnie jednak wzrost jest niewielki. Dane globalne można uzyskać jedynie dzięki pomiarom satelitarnym. Pomiary takie są prowadzone tylko dla kilku ostatnich lat i nie mogą obrazować trendów długookresowych. Liniowa ekstrapolacja takich wyników może prowadzić do mylnych wniosków.

10. Obserwowane zmiany temperatury na Antarktydzie.

Przeciętna temperatura powietrza nad powierzchnią ziemi wzrasta o około 0.06 °C na dekadę w dwudziestym wieku, i o około 0.19 °C na dekadę w latach od 1979 do 199811. Modele klimatu generalnie zakładają zwiększanie temperatury w regionach polarnych. Było to również doświadczalnie obserwowane w regionie półwyspów antarktycznych w drugiej połowie dwudziestego wieku. Jednocześnie poprzednie raporty sugerują wcześniejsze delikatne ocieplenie kontynentu.11 Tymczasem analiza przestrzenna danych meteorologicznych dla Antarktydy pokazuje ochłodzenie netto Antarktydy pomiędzy latami 1966 i 2000, szczególnie podczas lata i jesieni. Dla przykładu: Dolina McMurdo ochładza się o 0.7 °C na dekadę pomiędzy latami 1986 i 2000. Chłodniejsze lato jest szczególnie istotne dla ekosystemu Antarktydy. To zjawisko przesuwa bowiem punkt równowagi pomiędzy lodem i wodą: większa część opadów śniegu nie topnieje, lecz przetwarza się w lądolód. Kontynent Antarktydy ochładza się, szczególnie ochładza się wnętrze tego kontynentu. Ten fakt wymusza nowe poszukiwania modeli zmian klimatu i ekosystemu.11

11. Możliwość wpływu hydratów na klimat

Rysunek 8 Porównanie źródeł ziemskiego węgla organicznego (Kvenvolden)12

W latach 90-tych ubiegłego stulecia okazało się, że największe zasoby węgla pierwiastkowego blisko powierzchni Ziemi (potencjalnie, po spaleniu w postaci dwutlenku węgla) występują nie w postaci węgla kamiennego i brunatnego, ropy naftowej i gazu, lecz w postaci hydratów węglowodorów (głównie metanu). Udokumentowane pokłady hydratów metanu zalegają w postaci złóż o ogromnej miąższości (do setek metrów) na terenach wiecznej zmarzliny (płn. Syberia, płn. Kanada) oraz w głębi mórz i oceanów (zach. wybrzeża Stanów Zjednoczonych, litoral brzegów Japonii, Morze Czarne, Morze Kaspijskie, …) [zob. np. 13 i 14]. Kluczową sprawą dla ilości metanu w atmosferze, a więc dla wymuszeń efektu cieplarnianego staje się więc zachowanie hydratów. Są one niestabilne w pewnych warunkach temperatur i ciśnienia. Jest to tym istotniejsze, że metan jest gazem 30-50 razy silniej wpływającym na efekt cieplarniany niż dwutlenek węgla.
Z hydratami metanu wiąże się niebezpieczeństwo zaistnienia silnego dodatniego sprzężenia zwrotnego wpływającego na ocieplanie się klimatu. Wzrost temperatury atmosfery oraz mórz i oceanów ponad pewien poziom (próg) może spowodować nagłą, lawinową dehydratyzację czyli uwalnianie metanu ze złóż hydratów. Udokumentowano, że takie zjawiska miały już miejsce w geologicznej historii Ziemi.

Przed ok. 8000 laty obsunęły się, zapewne na skutek podwyższenia temperatury i zmian położenia nurtu atlantyckiego prądu Golfstrom, duże obszary wybrzeży obecnej zachodniej Norwegii na wysokości miejscowości Trondheim. Wielkie masy skalne – około 5600 km3 – „spłynęły”, na odległość 800 km od górnej krawędzi stoku kontynentalnego, do Morza Norweskiego na warstwie rozpływającego się lodu zbudowanego z hydratów metanu. Oceny tej katastrofy wskazują na równoczesne uwolnienie do atmosfery wielu miliardów metrów sześciennych metanu jak również wywołanie olbrzymich niszczących fal morskich podobnych do tsunami.14
Bardzo interesującym akwenem ze względu na występowanie hydratów gazów w dość płytkiej wodzie jest Morze Barentsa leżące poza kołem polarnym. Z powodu mroźnego klimatu związki klatkowe są tam trwałe także na stosunkowo niewielkich głębokościach. Właśnie przez to mogą one stanowić zagrożenie już przy niewielkim wzroście temperatury. O realności zagrożenia świadczą miejsca z wyglądającymi jak leje po bombach ogromnymi kraterami, które występują na objętych badaniami obszarach pomiędzy Przylądkiem Północnym a Spitsbergenem. Kratery znajdują się na głębokości 300-350 m i leżą w bezpośrednim sąsiedztwie hydratów gazowych, zalegających poniżej poziomu dna oceanu. Jedno z takich kraterowych pól rozciąga się na powierzchni ponad 35 km2. Leje mają szerokość 30-700 m i głębokość 30 m, a ich kształt sugeruje występowanie erupcji gazu. Nie jest pewne czy występowały one mniej więcej równocześnie. Prawdopodobnie wydarzyły się pod koniec ostatniej epoki lodowcowej, około 15 tys. lat temu, kiedy szelf pod Morzem Barentsa nie musiał już utrzymywać ciężaru ogromnych mas lodu.
Istnieje niebezpieczeństwo, że już wzrost o 1oC temperatury przydennych warstw wody w morzach i oceanach wystarczyłby aby wyprowadzić hydraty gazów ze stanu stabilności.
Podobne zjawiska obsuwania się wybrzeży na skutek topnienia warstw hydratów udokumentowano u zachodnich wybrzeży USA.
Dysocjacją dużych ilości hydratów można tłumaczyć duże globalne ocieplenie w późnym Paleocenie (ok. 55 mln lat temu). Doszło wtedy do katastrofalnego wzrostu temperatury oceanu o około 5-7oC.12 Również zakończenie epok lodowych można powiązać z wpływem dysocjacji pewnych (dużych) ilości hydratów.12
Podobne, choć na trochę mniejszą skalę gwałtowne zjawiska klimatyczne zdarzały się w czasach dużo nam bliższych. Cytuję poglądy kilku naukowców za agencją Reuter’a : „Badania rdzenia lodowego z Antarktydy wykazują, że 19 tys. lat temu temperatura na południowym biegunie mogła wzrosnąć o 4 st. C. – Tak znaczący skok w tamtym okresie to zjawisko wstrząsające – ocenia dr David Etheridge z australijskiego Commonwealth Scientific and Industrial Research Organisation (CSIRO). Budzi to szczególne zainteresowanie, gdyż w tym samym mniej więcej czasie, kiedy wzrosła temperatura, raptownie i znacznie podniósł się poziom morza, co potwierdzają badania australijskiego narodowego uniwersytetu.
Prof. Pat Quilty z Uniwersytetu Tasmania, były szef grupy badawczej z Australian Antarctic Division (AAD) – organizacji powołanej przez rząd, przestrzega: nowe odkrycie potwierdza teorię o „dniu sądu ostatecznego”, kiedy antarktyczna pokrywa lodowa ruszy z posad. Niezależnie od tego, czy globalne zmiany klimatu są procesem naturalnym czy też spowodowanym działalnością człowieka, będą one w skutkach dramatyczne – powiedział.
Dr David Etheridge tłumaczy, że ocieplenie klimatu tysiące lat temu związane było ze zmianą nachylenia orbity Ziemi i to zjawisko spowodowało uwolnienie gazów cieplarnianych, zwłaszcza dwutlenku węgla z oceanów.”16
Jednocześnie należy podkreślić, że jest to tylko hipoteza i tak naprawdę „Pomimo że udało się odkryć wiele sekretów białego kontynentu, nikt nie potrafi odpowiedzieć na pytanie, co spowodowało tak raptowne zmiany klimatu i podniesienie się poziomu morza 19 tys. lat temu.”16
Potrzebne są dalsze badania, m. inn. dla sprawdzenia hipotezy o lawinowym uwalnianiu metanu z hydratów.
Mechanizm powstania epok lodowych związany jest ze wzrostem dodatniego sprzężenia zwrotnego między (chwilowym) ochłodzeniem klimatu, spowodowanym nim wzrostem powierzchni pokrytej śniegiem i lodem, wzrostem albedo, a więc większym wypromieniowaniem energii odbitego światła słonecznego – i dalszym ochładzaniem. Wynikają z tego wzrost grubości i masy lodowców.
Istnieją uzasadnione przypuszczenia, że miały już miejsce katastrofy spowodowane tym faktem. Obniżenie poziomów oceanów (o kilkadziesiąt metrów!) obniża też ciśnienie w podmorskich (uprzednio) złożach hydratów, co powoduje lawinową ich destabilizację i przejście metanu do atmosfery. Zwiększona zawartość metanu w atmosferze prowadzi do dalszego wzrostu temperatury atmosfery, co intensyfikuje proces dehydratyzacji. Ponieważ ilość hydratów jest ogromna, to taki proces może bardzo mocno podnieść temperaturę Planety. Takie zjawisko przybiera postać kataklizmu i poprzez nagły wzrost temperatur może doprowadzić do odwrócenia tendencji, czyli do zakończenia epoki lodowej. Wspomniany uprzednio wzrost temperatur oceanu o 5-7oC [Hyndman oraz Dickens 17] może być spowodowany taką katastrofą.
A w naszych czasach występowanie na Ziemi ogromnych złóż hydratów może zostać wykorzystane do zaspokojenia rosnących potrzeb energetycznych ludzkości. Dla ludzkości istotnym staje się bowiem, aby korzystanie z energii zgromadzonych w postaci hydratów metanu możliwie szybko rozpocząć. Przemawia za tym kilka faktów:
Po pierwsze jest to bardzo duże i praktycznie nietknięte źródło energii. Dehydratyzacja i spalanie metanu jest procesem, w którym oprócz energii powstaje jedynie woda i dwutlenek węgla.
Z drugiej strony metan z pokładów hydratów może zostać uwolniony do atmosfery w sposób niekontrolowany (na skutek wzrostu temperatury i/lub spadku ciśnienia w złożu), co (jak wykazaliśmy wyżej) mogłoby spowodować znaczne wzmocnienie efektu cieplarnianego. Pozwalając na dehydratyzację wywołaną przyczynami naturalnymi tracimy nie tylko złoża doskonałego nośnika energii, ale narażamy się na dalszą destabilizację klimatu. Spalenie metanu ze złóż, które inaczej w łatwy a niekontrolowany sposób mogłyby ulec uwolnieniu, zmniejsza potencjał gazów cieplarnianych, które mogłyby dostać się do atmosfery.
Zastąpienie paliw kopalnych takich jak ropa naftowa i węgiel przez hydraty ma jeszcze jeden plus. Pamiętajmy, że ropa i węgiel są również cennymi surowcami dla innych przemysłów (np. chemicznego), a nie tylko nośnikami energii.

12. Skala wpływu dwutlenku węgla na klimat

Cząsteczki gazowe występujące w atmosferze, takie jak H2O, CO2, CH4, N2O, O3 i CFC są zdolne do pochłaniania charakterystycznych (dla każdej cząsteczki różnych) części widma promieniowania słonecznego, w szczególności podczerwonego. Ilość zaabsorbowanego promieniowania podczerwonego zmienia się wraz z rodzajem związku i jest proporcjonalna do liczby cząsteczek danego związku w atmosferze.
Ilość promieniowania słonecznego docierającego do atmosfery ziemskiej jest zrównoważona ilością promieniowania opuszczającego atmosferę. Wraz ze wzrostem ilości cząsteczek absorbujących promieniowanie podczerwone w atmosferze zwiększeniu ulega temperatura, aż do momentu ustalenia się nowego stanu równowagi między ilością promieniowania emitowanego i pochłoniętego. W przypadku, gdy para wodna oraz dwutlenek węgla byłyby nieobecne w atmosferze, temperatura przy powierzchni Ziemi wynosiłaby około 254K (-l9oC) i znane nam życie nie mogłoby istnieć.
Stwierdzono, że w ostatnich dziesięcioleciach ilość występujących w atmosferze substancji gazowych, takich jak CO2, CH4, N2O, O3 i CFC systematycznie wzrasta. Zawartość pary wodnej zmienia się jednak w tak szerokich granicach (0-5%), że nie jest możliwe ilościowe określenie występujących w tym przypadku zmian. Należy przypomnieć i podkreślić, że para wodna jest ilościowo bardziej odpowiedzialna za absorpcję promieniowania podczerwonego niż jakikolwiek inny składnik atmosfery. Zwykle jednakże (z niewiedzy!) przyjmuje się, że wpływ pary wodnej jest w przybliżeniu stały i zmiany jej zawartości określone są przez inne czynniki. Dwutlenek węgla i para wodna absorbują promieniowanie podczerwone przy długości fali mniejszej niż 8 000 nm i większej niż 12 000 nm. Promieniowanie o długościach fal nie mieszczących się w powyższych granicach nie ulega zaabsorbowaniu. Ostatnio wprowadzone związki chlorofluorowęglowe (CFC) i wodorochlorofluorowęglowe (HCFC) absorbują promieniowanie podczerwone w przedziale 8 000-12 000 nm. Zakres ten odpowiada długościom fal, przy których intensywną absorpcję wykazują również ozon, metan i tlenek azotu (N2O). Szacuje się, że podwojenie stężenia dwutlenku węgla występującego w atmosferze spowoduje wzrost intensywności absorpcji promieniowania podczerwonego (wymuszenie) o jedynie 4 W/m2 powierzchni Ziemi. To dodatkowe ciepło będzie powodowało, że do atmosfery przeniknie więcej pary wodnej, która jest zdolna zaabsorbować dalsze 2 W/m2. Wzrost ten jest względnie mały w porównaniu z całkowitą ilością (wynoszącą 240 W/m2) absorbowanego promieniowania podczerwonego. Około 100 W/m2 z całkowitej ilości przypisuje się pochłanianiu przez parę wodną, a 50 W/m2 przez dwutlenek węgla. Podwojenie zawartości dwutlenku węgla powodować będzie tak mały skutek, ponieważ duża już istniejąca ilość cząsteczek absorbujących w zakresie widma 8 000-12 000 nm sprawia, że większość promieniowania ulega pochłonięciu przez obecną już w atmosferze parę wodną i dwutlenek węgla.18
O niepewności danych i modeli świadczy fakt, że inni autorzy szacują, że gdyby wszystkie znane nam rezerwy paliw kopalnych (bez hydratów) zostały spalone, wówczas maksymalne stężenie dwutlenku węgla w atmosferze może osiągnąć wartość 2000 ppm w ciągu 200 do 300 lat, powodując wzrost temperatury globalnej o ok. 6 K.18

Wiele publikacji wskazuje na brak zależności krzywej zmian temperatury powietrza od zmian antropogennej (szczególnie przemysłowej) emisji CO2. Natomiast zmiany temperatury w latach 1860-1990 są idealnie zgodne ze zmianami aktywności Słońca.15 Wzrost zawartości CO2 w powietrzu, obserwowany od roku 1958, związany jest, wg. tych autorów, z podwyższeniem temperatury wód oceanu (w cieplejszej wodzie zmniejsza się rozpuszczalność CO2 i jest on „wydychany” z oceanu). Byłby to jednak proces dodatniego sprzężenia zwrotnego. Ten wzrost stężenia dwutlenku węgla jest korzystny dla świata roślin. Ocenia się, że do 2050 roku „nawożenie” przy pomocy wzrostu atmosferycznego CO2 spowoduje przyrost masy drzewnej na świecie o około 25%. Nawożenie to jest zapewne, przyczyną zauważonego ostatnio szybkiego przyrostu lasów rosyjskich i północno-amerykańskich. Usiłowanie obniżenia przemysłowej emisji CO2 i innych gazów cieplarnianych nie wpłynie na klimat, ale może doprowadzić do światowej katastrofy ekonomicznej.1513. Podsumowanie

Niektóre czynniki niepewności w danych i modelach paleo-klimatu (w skali setek, tysięcy i milionów lat)
– zmiany osi ziemskiej
– niestabilności mocy Słońca
– nieznajomość parametrów absorpcji metanu i dwutlenku węgla w oceanie
– wpływ różnych gazów i aerozoli cieplarnianych
– wpływ wody w atmosferze na albedo
– trudności przy ilościowym ujęciu konwekcji w atmosferze i oceanie
– opóźnienia w ustalaniu się równowagi

Niektóre czynniki niepewności w modelach antropogennego efektu cieplarnianego (w skali dziesięcioleci)
– woda oraz para wodna (pomijane w obliczeniach modelowych!)
– aerozole („białe ” i „czarne”)
– bardzo nieprecyzyjne uwzględnianie w modelach klimatu kapryśnych procesów konwekcji energii
– pomiary zmian poziomu oceanów częściej u wybrzeży, niż na środku oceanu, zbyt krótki czas pomiarów (od lat 80-tych zeszłego wieku)
– pomiary temperatur wokół „wysp ciepła” (miasta) lub w warunkach sporej ignorancji („trzeci świat”)
– efekt nieliniowości (nasycenia) absorpcji promieniowania cieplnego przy wzroście stężenia CO2
– związek przyczynowo-skutkowy między temperaturą powierzchni oceanu a ilością CO2 w atmosferze (nieduża wiarygodność istniejących uproszczonych modeli).

Przyroda i Ziemia zmieniają się w czasie. Z coraz lepiej poznawanej historii życia wynika, iż Ziemia przeżywa okresy raz sprzyjające rozwojowi jednych form życia, raz innych. Ważne jest jednak to, że biosfera ciągle trwa. Człowiek swą działalnością walnie przyczynił się do przyspieszenia pewnych procesów, w większości negatywnych dla środowiska oraz dla stabilności klimatu. Na szczęście ludzkość nie jest jeszcze tak silna, żeby mieć pierwszoplanowy ani wyłączny wpływ na wszystko to co dzieje się na Ziemi. Mam głębokie przekonanie, że Ziemia przetrwa bez większego uszczerbku różnorakie akty prawne, które mają ją „chronić”, np. akcje eliminowania freonów z produkcji, walki z nadmierną emisją dwutlenku węgla, przeciwdziałania globalnemu ociepleniu (lub ochłodzeniu). Może nie przetrwać wraz z wieloma innymi gatunkami twórca tych „wspaniałych” akcji i pomysłów – człowiek. Przy obecnym stanie wiedzy i techniki to mieszkańcy muszą się przystosować do warunków panujących na Planecie, a nie przystosowywać Ją do swoich potrzeb, a raczej do często infantylnych, a nierzadko i zbrodniczych pomysłów klas rządzących.
Z tych analiz wynika, że zdolności Ziemi do samo-regulacji sięgają znacznie większych amplitud wahań parametrów, niż może wywołać homo sapiens sapiens. Oby.LITERATURA:

1 Into The Arctic.
2 „LEKSYKON naukowo-techniczny z suplementem”, Wydawnictwa Naukowo-Techniczne, Warszawa 1989.
3 „MAŁA ENCYKLOPEDIA POWSZECHNA PWN”, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 1997.
4 Witold Mizerski, „Tablice chemiczne”, Wydawnictwo Adamantan, Warszawa 1997.
5 James E. Hansen, A Brighter Future; NASA Goddard Institute for Space Studies, New York, NY (to appear in Climate Change, anticipated publication date of Summer 2001)
8 John Daly, www.john-daly.com, 2002 i AVISO website http://www.jason.oceanobs.com/html/portail/actu/actu-welcome-uk.php3
10 Statement of Dr. James E. Hansem Head NASA Goddard Institute for Space Studies before the Committee on Commerce, Science and Transportation United States Senate May 1, 2001
11 Peter T. Doran, John C. Priscu, W. Berry Lyons, John E. Walsh, Andrew G. Fountain, Diane M. McKnight, Daryl L. Moorhead, Ross A. Virginia, Diana H. Wall, Gary D. Clow, Christian H. Fritsen, Christopher P. McKay & Andrew N. Parsons, Nature AOP, Published online: 13 January 2002; DOI: 10.1038/nature710, Nature 415, 517 – 520 (2002),
12 Hyndman, and S.R. Dallimore, Canadian Society of Exploration Geophysicists, Natural Gas Hydrate Studies in Canada, R.D. The Recorder, 26, 11-20, 2001,
13 Mirosław Dakowski „Rurociągi” nr 4, 2001,
14 Erwin Suess, GerhardBohrmann, Jens Greinert, Erwin Lausch, „Płonący lód”, „Świat Nauki” nr 2, luty 2000.
15 Zbigniew Jaworowski, „Czy obniżenie nadmiernej emisji gazów cieplarnianych do atmosfery zlikwiduje problem ocieplania się klimatu na Ziemi?”, Centralne Laboratorium Ochrony Radiologicznej, Warszawa
16 Krystyna Forowicz, Klimatyczne archiwum Ziemi, Rzeczpospolita nr 15, 18.01.2001,
17 Daniel P. Schrag, Of ice and elephants, NATURE|VOL 404 |2 MARCH 2000 |www.nature.com
18 Peter O’Neill, Chemia środowiska, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa-Wrocław 1998.

Na użytek tej publikacji definiujemy „wymuszenie” (ang. forcing) jako zmianę ilości energii słonecznej dochodzącej do powierzchni Ziemi, a wywołanej czynnikami klimatyczno-biologicznymi w jednostkach W/m2. Arkadiusz Wysokiński, Mirosław Dakowski
Zakład Energii Odnawialnych
Akademia Podlaska w Siedlcach (ok. 2005r.) [przypominam, bo kłamcy klimatyści te i podobne DANE ignorują. A kotły ze smołą dla nich już diabły grzeją. MD

Sensacja!! Królowa BONA umarła! …”Odkryto, że Ziemia potrafi sama regulować globalny klimat”

Sensacja!! Królowa BONA umarła !! Odkryto, że Ziemia potrafi sama regulować globalny klimat.

.

https://zmianynaziemi.pl/wiadomosc/odkryto-ze-ziemia-potrafi-sama-regulowac-globalny-klimat

Naukowcy udowodnili, że nasza planeta posiada mechanizmy geologiczne, które chronią jej klimat przed katastrofami.

Ziemia przeszła wiele burzliwych czasów: nasza planeta miała okresy globalnego wulkanizmu, epoki zlodowacenia, gwałtowne wzrosty i spadki strumieni promieniowania słonecznego. A jednak przez ostatnie 3,8 miliarda lat życie na naszej planecie nadal ewoluowało. Naukowcy podejrzewali, że Ziemia ma jakiś „bezpiecznik”, który utrzymuje klimat w zakresie nadającym się do zamieszkania. Ale do niedawna naukowcy nie mogli udowodnić jego istnienia.

 Czym jest to „narzędzie” i jak działa, odkryli naukowcy z Massachusetts Institute of Technology (MIT). Potwierdzili, że planeta posiada tak zwany mechanizm „stabilizującego sprzężenia zwrotnego”. Mechanizm ten działa od setek tysięcy lat, powoli, ale nieuchronnie odsuwa klimat Ziemi od krawędzi przepaści, w której życie nie może się już ponownie pojawić.

[dupku, to działa od Początku, tj od miliardów lat.. I wiemy o tym od co najmniej setki lat.. Por. artykuł będący podstawaą pracy doktorskiej sprzed dwóch dziesięcioleci: ZMIANY KLIMATU, EFEKT CIEPLARNIANY; CZY UDZIAŁ CZŁOWIEKA JEST ISTOTNY? I CZY JEST UDOKUMENTOWANY? md]

 Naukowcy uważają, że to sprzężenie zwrotne opiera się na zjawisku geologicznym zwanym wietrzeniem krzemianów. Jest to powolny, ale ciągły proces obejmujący szereg reakcji chemicznych zachodzących w skałach krzemianowych. „Wyciągają” dwutlenek węgla z atmosfery, „zakopując” go w skałach osadowych na dnie oceanu. Eksperci od dawna zwracają uwagę na ważną rolę wietrzenia krzemianów w regulowaniu obiegu węgla na Ziemi.

 Tym mechanizmem może być geologicznie stała siła, która utrzymuje stężenie dwutlenku węgla w atmosferze na poziomie akceptowalnym dla istnienia życia. W konsekwencji globalne temperatury są „pod kontrolą” Matki Ziemi. Wyjaśnijmy, że pomysł ten istnieje od wielu lat, ale jak dotąd nie ma bezpośrednich dowodów na to, że takie sprzężenie zwrotne działa nieprzerwanie przez miliony lat.

[Ta „matka” dużą literą.. Głupi poganie. Dowodem są FAKTY, tj. analizy temperatur i stężeń CO2 na skalę setek milionów lat. Mirosław Dakowski]

Teraz naukowcy z MIT zastosowali analizę matematyczną, aby odkryć wzorce w danych paleoklimatycznych z ostatnich 66 milionów lat. Zespół badawczy przeszukiwał zbiór danych pod kątem pewnych powtarzających się zjawisk, które utrzymywałyby globalne temperatury w zakresie nadającym się do zamieszkania przez tak długi czas. [tj. życia białkowego MD]

 Tak więc naukowcy odkryli, że naprawdę istnieje stały wzór. Temperatura na Ziemi może wahać się przez pewien czas, krytycznie rosnąć lub spadać, ale potem nieuchronnie się stabilizuje jakby ktoś pilnował równowagi. Proces stabilizacji temperatury jest bardzo powolny bo trwa setki tysięcy lat. Czas ten pokrywa się z tym, jak długo według naukowców trwa wietrzenie krzemianów.

 Jest to pierwsza praca, w której dowody potwierdzają istnienie takiego stabilizującego sprzężenia zwrotnego. Badanie zostało opublikowane w Science Advances.

„Papież Franciszek”  jest naszą „nagrodą” za tolerowanie błędów Soboru Watykańskiego II. 

„Papież Franciszek”  jest naszą „nagrodą” za tolerowanie błędów Soboru Watykańskiego II. 

Robert Morrison

https://remnantnewspaper.com/web/index.php/articles/item/6248-pope-francis-is-our-reward-for-tolerating-the-errors-of-vatican-iiKończy się rok liturgiczny i rozpoczyna się kolejny Adwent, a Franciszek nadal okupuje papiestwo. Nie możemy w tej sytuacji uciec od wniosku, że kryzys Kościoła w ciągu ostatniego roku jeszcze bardziej się pogłębił. Wszyscy, z wyjątkiem najbardziej upartych obłudników, uznają, że Rzym nie tylko utracił Wiarę, ale stał się również najpotężniejszym głosem przeciwko prawdziwej Wierze. Odnosimy wrażenie, że słyszymy teraz niezakłócony głos szatana wypowiadany ustami fałszywych pasterzy.W miarę jak pogłębia się kryzys, z coraz większym przerażeniem patrzymy na abdykację Benedykta XVI. Jak mógł on opuścić Kościół w sytuacji, gdy wilki były gotowe do ataku? Ile dusz zostało straconych z powodu tej decyzji? Czy kiedykolwiek usłyszelibyśmy o Wielkim Resecie, gdyby Benedykt XVI był bardziej stanowczy?Chociaż możemy zasadnie zadawać te pytania, wiemy, że ten kryzys nie zaczął się od Franciszka. A jeśli przestudiujemy dwa aspekty przemówienia Benedykta XVI z 14 lutego 2013 r. do duchowieństwa rzymskiego przed „opuszczeniem posługi Piotrowej”, możemy lepiej zrozumieć, dlaczego Franciszek jest właściwą „nagrodą” za naszą tolerancję dla błędów, które kwitły w Kościele po Soborze Watykańskim II. Pierwszym aspektem przemówienia Benedykta XVI, który należy rozważyć, jest stwierdzenie, z którym wielu tradycyjnych katolików generalnie się zgadza:”Wiemy, że ten Sobór mediów był dostępny dla wszystkich. Dlatego był bardziej przekonujący,  bardziej skuteczny, a tym samym, spowodował wiele katastrof,  wiele problemów,  wiele cierpienia: seminaria zamknięte, klasztory zamknięte, zbanalizowana liturgia …”Choć możemy się spierać, do jakiego stopnia media odegrały tutaj rolę, z pewnością ma on rację, przypisując Soborowi ” wiele nieszczęść”. Wypowiedzi takie jak te Benedykta XVI (nawet w ciągu dekad poprzedzających jego wybór na papieża) przekonały wielu tradycyjnych katolików, że był on ortodoksyjny, pomimo licznych dowodów na to, że było inaczej.Jednak, podobnie jak wiele innych tekstów przez niego napisanych w trakcie jego kariery, pożegnalne przemówienie Benedykta XVI do duchowieństwa w Rzymie również ilustruje modernistyczną skłonność do stawiania obok siebie prawdy i błędu. Jak  zobaczymy w każdym z poniższych fragmentów jego przemówienia, Benedykt XVI był zręcznym propagatorem kilku antykatolickich błędów, a które uważamy za odrażające, gdy wygłasza je Franciszek:Dążenie do uaktualnienia Kościoła do otaczającego świata. „Wyruszyliśmy więc na Sobór nie tylko z radością, ale i z entuzjazmem. Było w nas niesamowite poczucie oczekiwania. Mieliśmy nadzieję, że wszystko zostanie odnowione, że rzeczywiście nastąpi nowa Pięćdziesiątnica, nowa era Kościoła, ponieważ Kościół w tym czasie był jeszcze dość silny – frekwencja na niedzielnej Mszy Św. była nadal dobra, powołania do kapłaństwa i życia zakonnego były już nieco słabsze, ale wciąż wystarczające. Istniało jednak poczucie, że Kościół nie idzie do przodu, że podupada, że wydaje się raczej przeszłością, a nie zwiastunem przyszłości.W tym czasie mieliśmy nadzieję, że ta relacja zostanie odnowiona, że się zmieni; że Kościół może ponownie stać się siłą dla jutra i siłą dla dnia dzisiejszego. Wiedzieliśmy, że relacje między Kościołem a swiatem, od samego początku, były nieco nadwyrężone, począwszy od błędu Kościoła w sprawie Galileo Galilei. Chcieliśmy naprawić ten początkowy błąd i odkryć na nowo związek między Kościołem a najlepszymi siłami świata, aby otworzyć ludzkość na przyszłość, spowodować prawdziwy postęp.” (Benedykt XVI, 14 lutego 2013 r.)

To poczucie ciągłej odnowy Kościoła, aby nadążyć za współczesnym światem, spowodowało prawie wszystkie katastrofalne zmiany od czasu Soboru Watykańskiego II. Myśl Benedykta XVI, że Kościół musi „iść do przodu” i zjednoczyć się ze światem, jest tym samym duchem, który prowadzi Franciszka do potępienia „zacofanych” tradycyjnych katolików, gdy promuje on Wielki Reset.Pochwały dla „łotrów soborowych”. „Pamiętam spotkania z kardynałami i tak dalej. To trwało przez cały Sobór: spotkania na małą skalę z przedstawicielami  innych krajów. W ten sposób poznałem wielkie postacie, takie jak Ojciec de Lubac, Daniélou, Congar, i tak dalej.” (Benedykt XVI, 14 lutego 2013 r.)Te „wielkie postacie” odegrały zasadniczą rolę we wspieraniu najbardziej antykatolickich nowinek Soboru.

Co znamienne, to właśnie Congar dostarczył Franciszkowi inspiracji dla Synodu o Synodalności, co ten ogłosił w przemówieniu otwierającym, 9 października 2021 r:”Błogosławionej pamięci Ojciec Congar, powiedział kiedyś: 'Nie ma potrzeby tworzenia kolejnego Kościoła, ale tworzenie innego Kościoła'”. Benedykt XVI i wychwalane przez niego „wielkie postacie” wiedziały, jak przeprowadzić reformę w ramach pozornej ortodoksji, co pozwoliło im wyrządzić więcej szkód niż gdyby byli  jawnymi heretykami. Dzięki ich wysiłkom w tym zakresie, Franciszek i jego Synod mogą teraz deptać Wiarę, nie udając już nawet, że są katolikami.Rozwój koncepcji „Ludu Bożego”. „W poszukiwaniu pełnej wizji teologicznej eklezjologii, w latach czterdziestych, w latach pięćdziesiątych, pojawiła się pewna krytyka dotycząca koncepcji Ciała Chrystusa. Uważano, że słowo „mistyczny” jest zbyt duchowe, zbyt ekskluzywne; wtedy zaczęło się pojawiać pojęcie „Lud Boży”. Sobór słusznie przyjął ten element, który przez  Ojców (soborowych) był uważany za wyraz ciągłości między Starym i Nowym Testamentem. . . .Jednak dopiero po Soborze, ten element – który można odnaleźć także, choć w sposób ukryty, w samym Soborze, ujawnił swoją pełnie. Mianowicie: łącznikiem między Ludem Bożym a Ciałem Chrystusa jest właśnie komunia z Chrystusem we wspólnocie eucharystycznej…. Powiedziałbym, że filologicznie nie jest to jeszcze w pełni rozwinięte w Soborze, jednak to właśnie w wyniku Soboru pojęcie komunii coraz bardziej zaczęło wyrażać istotę Kościoła, komunii w jej różnych wymiarach: komunii z Bogiem trynitarnym – który sam jest komunią między Ojcem, Synem i Duchem Świętym – komunii sakramentalnej oraz konkretnej komunii w episkopacie i w życiu Kościoła.” (Benedykt XVI, 14 lutego 2013 r.)Jakkolwiek uczenie i imponująco brzmią te słowa, nie są one katolickie, dlatego też możemy mieć trudności z uchwyceniem ich znaczenia, jeśli będziemy próbowali interpretować je w świetle wiary. Na szczęście, O. Dominique Bourmaud wyjaśnił znaczenie i wagę tych idei w swojej książce Sto lat modernizmu (opublikowanej kilka lat przed pożegnalnym przemówieniem Benedykta XVI):”Tam, gdzie kiedyś Magisterium mówiło o naturze Kościoła, Congar nawiązał raczej do jego tajemnicy; tam, gdzie Pius XII uświęcił pojęcie członka Mistycznego Ciała Chrystusa, Congar wprowadził cudownie niejasne pojęcie „komunii Ludu Bożego”. Dlaczego? Ponieważ  członkiem jakiegoś ciała się jest albo nie, natomiast można być mniej lub bardziej w komunii(z takim ciałem).

„Nowinkarze wykorzystali  koncepcję „Ludu Bożego”, by objąć nią niekatolików, a jednocześnie wykluczyć tych, którzy trzymają się tego, czego Kościół zawsze nauczał. Widzimy to jeszcze wyraźniej w przypadku  ekumenizmu i dialogu międzyreligijnego omówionych poniżej.Fałszywy ekumenizm. „Wreszcie ekumenizm. Nie chcę wchodzić teraz w te problemy, ale było oczywiste – zwłaszcza po „pasjach”, jakich doznali chrześcijanie w czasach nazistowskich – że chrześcijanie mogą znaleźć jedność, a przynajmniej dążyć do jedności. Jednak było też jasne, że tylko Bóg może obdarzyć jednością. I my nadal podążamy tą drogą”. (Benedykt XVI, 14 lutego 2013 r.)Jedyną podstawą jedności między religiami chrześcijańskimi jest przyjęcie przez niekatolików prawd Kościoła katolickiego. Ci, którzy odstępują od tego punktu, nie zachęcają niekatolików do nawrócenia,  przekonują katolików, że Kościół nie jest niezbędny dla zbawienia.

Każdy katolik, który akceptuje fałszywy ekumenizm głoszony przez Jana XXIII i jego następców, stoi na krawędzi apostazji.Dialog międzyreligijny. „Kiedy zaczęliśmy pracować  nad islamem, powiedziano nam, że istnieją także inne religie świata: cała Azja! Pomyślmy o buddyzmie, hinduizmie…. I tak, zamiast deklaracji, jak to było początkowo pomyślane, dotyczącej tylko Ludu Bożego w Starym Testamencie, powstał tekst o dialogu międzyreligijnym, antycypujący to, co zaledwie 30 lat później zostanie ukazane w całej swojej intensywności i znaczeniu.” (Benedykt XVI, 14 lutego 2013 r.)

Nie można w dostateczny sposób wyrazić tego, jak niegodziwy i niedorzeczny jest ten dialog  międzyreligijny. Nasz Pan Jezus Chrystus ustanowił Święty Kościół Katolicki dla czci Boga i zbawienia dusz. Szatan używa tych fałszywych religii, aby trzymać dusze z dala od Boga, a każda ich pochwała jest obraźliwa dla Boga i niebezpieczna nie tylko dla tych, którzy tkwią w fałszywych religiach, ale także dla katolików. Kiedy papież honoruje islam, buddyzm i hinduizm „dialogiem międzyreligijnym”, czy jest jakaś logiczna podstawa do stwierdzenia, że jest „zbyt dalekim krokiem”, aby papież uhonorował Pachamamę, tak jak to zrobił Franciszek?

Jeśli uczciwie rozważymy te wypowiedzi Benedykta XVI, musimy przyznać, że są one sprzeczne z tym, czego Kościół zawsze nauczał. Co więcej, zawierają one „teologiczne” podstawy wielu antykatolickich nadużyć, które widzimy u Franciszka. A jednak większość wiernych katolików była zadowolona z Benedykta XVI, ponieważ jego modernistyczna metoda teologiczna pozwoliła mu dodać wystarczająco dużo ortodoksyjnie brzmiących wypowiedzi, aby zrównoważyć te, które były wyraźnie heterodoksyjne. 

Rodzi się w związku z tym pytanie. Ile błędów w Kościele, to zbyt wiele błędów? W encyklice Satis Cognitum z 1896 roku Leon XIII dał prostą podstawę do zrozumienia, że nawet niewielki błąd jest niezgodny z nauką katolicką:”Praktyka Kościoła zawsze była taka sama, jak to wynika z jednomyślnego nauczania Ojców, którzy mieli zwyczaj uważać za pozostającego poza katolicką wspólnotą i obcego Kościołowi, każdego, kto w najmniejszym stopniu ustąpiłby z jakiegokolwiek punktu doktryny przedstawionego przez Jego autorytatywne Magisterium”.Wynika to w sposób naturalny z zasady, że rolą Kościoła jest wierne przekazywanie prawd, które powierzył Mu Jezus Chrystus. O to właśnie modlimy się w  Akcie Wiary:Panie Boże, niezachwianą wiarą wierzę i wyznaję wszystko razem i z osobna, co Święty Kościół Katolicki przedkłada do wierzenia, ponieważ Ty, Boże, to wszystko objawiłeś, Ty, który jesteś odwieczną prawdą i mądrością, która ani wprowadzić w błąd nie może, ani też sama zbłądzić. W tej wierze postanawiam żyć i umrzeć. Amen.
Wierzę w Ciebie, Boże żywy, w Trójcy jedyny, prawdziwy. Wierzę coś objawił, Boże, Twe słowo mylić nie może.Wierzymy zatem w to, czego naucza Kościół, ponieważ Bóg to objawił. Jak to określił Leon XIII, gdyby Kościół nauczał dziś czegoś, co przeczy temu, czego zawsze nauczał, to albo Kościół byłby fałszywy, albo Bóg byłby oszustem: „Często więc,  opierając się na autorytecie tej nauki, oświadcza się, że to lub tamto jest zawarte w depozycie Objawienia Bożego, i musi to być przez każdego uwierzone jako prawda. Gdyby w jakikolwiek sposób mogło być fałszywe, wynikałaby z tego ewidentna sprzeczność; bo wtedy sam Bóg byłby autorem błędu w człowieku.”Żaden rozsądny katolik nie może wątpić w mądrość Leona XIII w tej kwestii. A jednak ci, którzy akceptują nowości SW II promowane przez Benedykta XVI, skutecznie stawiają obok siebie prawdę i błąd w sposób, który czyni z Boga zwodziciela. Gdy to robimy, cała religia staje się absurdalna.Podczas gdy Benedykt XVI maskował absurdy SW II aurą  autorytetu doktrynalnego, Franciszek obnażył religię SW II taką, jaką ona jest naprawdę. Bezwstydnie przyjmując i paradując z antykatolickim absurdem soborowej  religii, Franciszek wyrządził ogromne szkody; ale otworzył też wielu duszom oczy na rzeczywistość, którą The Remnant i inni opisywali od dziesięcioleci. Franciszek nie zasługuje za to na żadne wyróżnienie – ale jest on odpowiednią „nagrodą” za nasze zbiorowe tolerowanie błędów SW II promowanych przez Benedykta XVI i jego poprzedników.Bóg dopuszcza ten narastający kryzys z jakiegoś powodu. Niewątpliwie jest to dla nas wezwanie, abyśmy zwrócili się do Niego jako święci. Ale ten kryzys wymaga również, abyśmy oddali Mu cześć odmawiając przyjęcia antykatolickich błędów, bez względu na to, kto je popiera. Dopóki tego nie zrobimy, zasługujemy na tyle toksycznego absurdu, ile szatan i globaliści każą  Franciszkowi z siebie wypluć. Matko Boża, Pogromczyni wszystkich herezji, Módl się za nami!

Robert Morrison tłum. Sławomir Soja

Podatki i kontrybucje w starożytnym Rzymie

Podatki w starożytnym Rzymie

Podatki w Rzymie były bardzo starą instytucją. Początkowo nie była to sprawa zbyt uciążliwa, gdyż wynosiły one około 1% wartości przedmiotu opodatkowania. Obciążały one własność obywatela, w tym że do tej kategorii należy zaliczyć także niewolników, których zaliczono do grupy szczególnej (instumentum vocale). W czasie wojny, bądź innych sytuacji wymagających większych nakładów mogły one podskoczyć do 3% wartości dobra podlegającego opodatkowaniu.
Jednym z najstarszych, był opłacany do 167 roku p.n.e. przez obywateli podatek gruntowy. Przywrócił go dopiero cesarz Dioklecjan w III wieku n.e.

Generalnie wyróżniano podatki zwyczajne (tributum ordinarium) i nadzwyczajne (tributum extraordinarium), które nakładano w określonych sytuacjach jak na przykład w celu pokrycia kosztów wojennych. Na ogół płacono w pieniądzu, chociaż w czasie kryzysów decydowano się na pobieranie ich w naturze.
We wszystkich prowincjach pobierany był podatek gruntowy (tributum soli). Poza tym pobierano również podatek osobisty (tributum capitis).
Reformę podatkową przeprowadzono dopiero za czasów Dioklecjana. Dla słabszych, mniej zamożnych warstw społeczeństwa wprowadzono tzw. pogłównie (capitatio). Wartość tej opłaty nie była wszakże dla wszystkich jednakowa. Podstawę dla obliczeń stanowił tzw. caput, który określał wartość pracy jednego kolona. Zależnie od wartości pracy osób uprawiających grunt, caput obejmowało różną ilość głów (capitatio humana) Posiadacze bydła płacili podatek wedle liczby zwierząt (capitatio animalium). Natomiast od biednej ludności plebejskiej pobierano pogłówne w opłacie ustalanej corocznie (capitatio plebeia). Od podatków przysługiwało określonym kategoriom osób zwolnienia np.: wdowy, dzieci.
Podatek gruntowy obliczano w stosunku do wartości gruntu. Podstawę stanowiło iugum, czyli obszar który mógł być utrzymany i obrobiony przez jednego człowieka z zaprzęgiem.
Wśród podatków szczególnych należy wyróżnić podatek spadkowy. Jego wartość została określona 5 procent wartości masy spadkowej. Jednakże i od tego występowały zwolnienia, w szczególności przy dziedziczeniu po najbliższych krewnych i przy małych spadkach do wartości 100.000 sesterców.

Oprócz podatków, skarb państwa czerpał zyski z cła (portorium). Podlegały mu wszelkie rzeczy. Od opłat tego rodzaju wyłączone były jedynie przedmioty potrzebne w czasie podróży i do własnego użytku, przy czym nie mogły być one, wedle oceny urzędnika, przeznaczone do celów handlowych. Aby nie wprowadzać niejasności, istniał prawny obowiązek zdeklarowania tych przedmiotów. Niedopełnienie tego obowiązku, mogło się wiązać z zarekwirowaniem przewożonych rzeczy.
Cło pobierano jako procent wartości towaru, przy czym różnił się on nie tylko w stosunku do pewnego gatunku rzeczy, ale jego wartość mogło być różna w poszczególnych zakątkach państwa.

Kontrybucja

Warto wspomnieć także o kontrybucji (contributio), występującym w okresie wczesnej republiki oraz prawdopodobnie w okresie królewskim rodzaju daniny nakładanej na pokonanych w wojnie przeciwników. Danina ta nie musiała być jedynym obciążeniem finansowym, jakie nakładano na pokonanych, jednak wyodrębnienie jej spośród innych środków majątkowych uzyskiwanych z tytułu zwycięstwa miało istotne znaczenie, jako że jedynym przeznaczeniem contributio był zwrot ludowi rzymskiemu dodatkowych, specjalnych podatków nałożonych w celu sfinansowania kosztów wojny. Podatki te, zwane tributum nakładano na poszczególne tribus(stąd nazwa podatku) – „rody” (o charakterze plemiennym) rzymskie, proporcjonalnie do ich zamożności i znaczenia, a następnie naczelnicy rozkładali dalej na poszczególne kurie, potem na rody właściwe, wreszcie na poszczególnych obywateli, stosownie do zamożności i znaczenia. Po ewentualnym zwycięstwie pieniądze tak zebrane były w całości zwracane, czemu właśnie służyła instytucja kontrybucji.

W okresie późniejszym, gdy tributum stracił pożyczkowy charakter i stał się zwykłym podatkiem, nazwa „kontrybucja” oznaczała po prostu daninę narzucaną pokonanemu przeciwnikowi.

To była fałszywa flaga nad Polską? Ukraiński S-300 w Przewodowie musiał być wynikiem celowego działania.

To była fałszywa flaga nad Polską?

Polska powinna domagać się wycofania ukraińskich wyrzutni i związanych z nią radarów z eksploatacji oraz potraktowania wszystkich zapisów i danych związanych z omawianym wystrzeleniem jako dowodów i przekazania ich właściwej polskiej prokuraturze.

Date: 22 novembre 2022Author: Uczta Baltazara https://babylonianempire.wordpress.com/2022/11/22/falszywa-flaga-nad-polska/

Oczywisty spisek mający na celu wciągnięcie NATO w konflikt ukraiński jest bezpośrednim zagrożeniem dla każdego człowieka na planecie

Scott Ritter —– https://en.wikipedia.org/wiki/Scott_Ritter

W miarę jak rozwija się saga wokół pojawienia się ukraińskiego pocisku ziemia-powietrze S-300 na terytorium Polski, który tragicznie odebrał życie dwóm polskim cywilom, pojawia się kilka narracji. Pierwszą z nich jest gwałtowny odruch Pawłowa niektórych państw NATO (Polski, Łotwy, Litwy, Estonii i Czech), które wyciągnęły wnioski, ogłaszając, że ten incydent jest oczywistym przypadkiem rosyjskiej agresji na członka NATO, wymagającym odpowiedzi NATO, w tym rozszerzenia obrony powietrznej na Ukrainę, a także ustanowienia strefy zakazu lotów nad częścią Ukrainy.

Drugą z nich jest zamieszanie, które zapanowało na najwyższych szczeblach na Ukrainie w związku z tym incydentem, aż do odmowy ze strony prezydenta Ukrainy, Wołodymyra Zelenskiego, przyznania, że pocisk, o którym mowa, był pochodzenia ukraińskiego.

Wydaje się, że państwa NATO wzywające do powołania się na artykuł 4 Karty NATO w następstwie incydentu rakietowego były do tego przygotowane przed faktem. Wydaje się również, że faktyczne wystrzelenie rakiety odbyło się bez wiedzy i upoważnienia ukraińskiego dowództwa, w tym Zelenskiego i jego głównych doradców wojskowych.

To może sugerować, że północnoeuropejscy sojusznicy Ukrainy z NATO po prostu szukają możliwości walki z Rosją z taką intensywnością, z jaką leming biegnie w stronę urwiska, skacząc na każdą fabułę, która może być przekręcona i zniekształcona w taki sposób, aby interwencja NATO na Ukrainie stała się wykonalna dla innych, mniej entuzjastycznych państw członkowskich.

Taka ocena zgadza się z poglądem, który obecnie panuje wśród większości członków NATO i ich posłusznych stenografów z zachodnich mass-mediów, mówiącym, że uderzenie ukraińskiego pocisku S-300 w Polskę było tragicznym wypadkiem, przy czym omawiany pocisk został wystrzelony w odpowiedzi na rosyjską zaporę rakietową, zanim doznał jakiejś awarii, która wysłała go w kierunku tragicznego miejsca przeznaczenia na polu polskiego rolnika.

Z analizy podstawowej geometrii ukraińskiego pola walki obrony powietrznej wynika, że tego rodzaju narracja nie jest wiarygodna. Rosyjskie rakiety nadlatują na Ukrainę z trajektorii wschód-zachód. W związku z tym ukraińska obrona powietrzna jest tak skonstruowana, by chronić z perspektywy od zachodu w kierunku wschodnim, z radarami wykrywającymi, ustawionymi tak, by wyłapywały nadlatujące cele z możliwie największej odległości, co pozwala radarom śledzącym na kierowanie pocisków ziemia-powietrze do wyznaczonych celów. Każdy pocisk S-300 wystrzelony przeciwko rosyjskiemu celowi powinien zostać wystrzelony z zachodu na wschód, podążając za wiązką radarową w kierunku celu. Podsumowując – ukraiński S-300 powinien zostać wystrzelony w kierunku, który praktycznie różni się o 180 stopni od drogi, którą przebył pocisk, który uderzył w Polskę.

https://www.scottritterextra.com/p/perception-management-the-polish

Ogólnie rzecz biorąc, jeśli pocisk ulegnie awarii lub straci namiar radarowy, będzie kontynuował lot mniej więcej w tym samym kierunku, w którym wystartował. Każde większe odstępstwo od tej reguły oznaczałoby, że powierzchnie sterujące pocisku są niesprawne lub uszkodzone, co oznacza, że pocisk nie byłby w stanie utrzymać stałej trajektorii i jako taki wymknąłby się spod kontroli. Aby ukraiński pocisk S-300 mógł dolecieć do Polski, potrzebny jest w pełni sprawny system kontroli aerodynamicznej. Krótko mówiąc, rakieta nie uległa awarii.

W przeszłości, pociski obrony powietrznej miały wbudowaną funkcję ataku typu ziemia-ziemia. Zdolny do przenoszenia broni jądrowej pocisk Nike-Hercules mógł być używany w roli pocisku ziemia-ziemia. Irakijczycy używali radzieckich pocisków SA-2 i SA-3 jako pocisków ziemia-ziemia. A pocisk SM-6 używany przez marynarkę oraz armię amerykańską może uderzać w cele zarówno w powietrzu, jak i na ziemi. Chociaż S-300 został zaprojektowany jako broń obrony powietrznej (jego głowica jest stosunkowo mała, od 100 do 143 kilogramów materiału wybuchowego), może być używany w trybie ziemia-ziemia po prostu używając jego radaru śledzącego, aby zorientować wiązkę w pożądanym kierunku, na wysokości, która pozwoliłaby uzyskać trajektorię balistyczną, gdy pocisk wyczerpie swe paliwo. Pocisk leciałby w kierunku wiązki, a następnie spadałby na ziemię po pożądanym łuku.

Aby to jednak zrobić, wiązka radaru śledzącego musiałaby być użyta w sposób, który ukierunkował ją dokładnie w przeciwnym kierunku niż nadlatujące rosyjskie cele – w stronę Polski.

Krótko mówiąc, ukraiński S-300, który wylądował na terenie Polski, nie był wynikiem wypadku, ale raczej celowego działania mającego na celu uderzenie pocisku w polską ziemię.

Polacy badają okoliczności śmierci swoich dwóch obywateli. Jeśli, jak się logicznie wydaje, wystrzelenie rakiety S-300 było działaniem celowym, to Polska powinna postrzegać Ukraińców jako sprawców przestępstwa. W związku z tym Polska powinna domagać się wycofania wyrzutni i związanych z nią radarów z eksploatacji oraz potraktowania wszystkich zapisów i danych związanych z omawianym wystrzeleniem jako dowodów i przekazania ich właściwej polskiej prokuraturze. Podobnie, cały personel zaangażowany w wystrzelenie wspomnianego pocisku powinien zostać zatrzymany i poddany przesłuchaniu przez wyszkolonych śledczych.

Prezydent Ukrainy, Wołodymyr Żeleński, zaprzecza, że Ukraina wystrzeliła rzeczony pocisk, opierając swoje przekonanie na informacjach przekazanych przez wysokich rangą dowódców sił powietrznych i wojskowych. Jeśli Zelensky mówi prawdę, to w ukraińskim establishmencie wojskowym trwa spisek mający na celu zainicjowanie incydentu fałszywej flagi, który ma wciągnąć NATO w konflikt. Wszelkie dochodzenia dotyczące procedur dowodzenia i kontroli zastosowanych podczas wystrzelenia pocisku, który uderzył w Polskę, powinny umożliwić ustalenie, jak wysoko w łańcuchu dowodzenia funkcjonował ten spisek.

Podobnie, gwałtowna reakcja Polski i państw bałtyckich, które wyciągnęły wnioski, obwiniając Rosję za atak na Polskę, mimo że ich wojska wiedziały, że wspomniany pocisk był ukraiński, sugeruje pewien poziom wcześniejszej koordynacji między sprawcami ataku a tymi, którzy natychmiast wskazali palcem na Rosję.

Aby nie było wątpliwości każda bezpośrednia konfrontacja wojskowa NATO-Rosja dotycząca Polski ma realny potencjał przekształcenia się w powszechną wymianę nuklearną między USA i Rosją. Każdy na Ukrainie, w Polsce i krajach bałtyckich, kto jest zaangażowany w spisek mający na celu wciągnięcie NATO w konflikt ukraiński poprzez promowanie ataku fałszywej flagi, stanowi bezpośrednie zagrożenie dla każdego człowieka na naszej planecie.

Stany Zjednoczone i ich bardziej odpowiedzialni partnerzy z NATO powinni ustalić, co się wydarzyło w związku z ukraińskim atakiem S-300 na Polskę. Wszelkie niepowodzenia w zidentyfikowaniu owego fałszywego spisku – o ile taki faktycznie istnieje – i zdławieniu go w zarodku, zwiększają jedynie realne prawdopodobieństwo, że osoby zaangażowane w tego rodzaju spisek będą próbować ponownie i kolejny raz, aż do osiągnięcia ich samobójczego celu, jakim jest konflikt NATO-Rosja.

Artykuł w oryginale pod linkiem: https://www.scottritterextra.com/p/a-false-flag-over-poland

============================================

mail, RW:

Nie wiem, dlaczego autor pod koniec artykułu pisze o fałszywym spisku.
Spisek był prawdziwy.
Brały w nim udział rządy przynajmniej pięciu państw: Polski, Łotwy, Litwy, Estonii i Czech

Wykrycie sprawców, jeśli były nimi rządy tych państw przez prokuraturę polską jest z zasady niemożliwe. 

Wykryć mogłoby śledztwo amerykańskie. Nawet jeśliby było przeprowadzone, byłoby utajnione, jak inne wypadki w samej Ameryce (śmierć Kennedy’ego, dwie wieże).

Trudno wykluczyć, że w spisku brała udział jakaś sekcja wywiadu amerykańskiego. Niemożliwe, żeby spisek o takim zasięgu nie byłby zauważony. .

=====================================

Mail:

Geograf: 98% powierzchni jest niezamieszkałe [lasy, pola], więc przypadkowe trafienie we wioskę – mało prawdopodobne. Ta rakieta musiała być starannie naprowadzana, szczególnie w końcowej fazie lotu.

=====================================

Na początku pisano o dwu rakietach.
Potem tylko o jednej.
Prawdopodobieństwo przypadku, że skutkiem awarii dwie rakiety polecą w tym samym kierunku jest zerowe. Kiedy i jak znikła ta druga??
Dwie rakiety w tym samym kierunku świadczą o skrajnie bezczelnej prowokacji.

Dlaczego Twój sprzęt psuje się po gwarancji?

Postarzanie produktu. Dlaczego Twój sprzęt psuje się po gwarancji?

https://instytutsprawobywatelskich.pl/postarzanie-produktu-dlaczego-twoj-sprzet-psuje-sie-po-gwarancji/

Z dr Adamem Rysiem rozmawiamy o tym, dlaczego Twój telewizor, pralka lub smartfon zepsuje się tuż po upływie gwarancji, jak korporacje robią nas w konia i jak się bronić przed praktyką spisku oraz o postarzaniu produktu.

Adam Ryś

Dr inż., adiunkt na Wydziale Zarządzania Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie. W roku 2006 obronił pracę doktorską na temat „Badania jakościowe w procesie rozwoju nowego produktu”. Jego zainteresowania naukowe koncentrują się wokół dwóch zagadnień: wykorzystania badań marketingowych w działalności przedsiębiorstw przemysłowych oraz procesu rozwoju nowego produktu.

Rafał Górski: „Ekstremalnym przykładem potencjału, jaki dawała ta konstrukcja, jest żarówka wyprodukowana w 1901 r., która świeci prawie nieprzerwanie do dziś w budynku straży pożarnej w Livermore w Kalifornii. Żarówka ta jest przykładem na możliwość stworzenia konstrukcji w zasadzie bezawaryjnej. Jak należy się domyślać, tego typu niepsujące się produkty mogą stanowić zagrożenia dla ich producentów. W przypadku zupełnej bezawaryjności produkty mogą sprzedać się tylko raz”. To fragment Pana artykułu „Planowane postarzanie produktu – analiza zjawiska”.

Panie doktorze, o czym jest film dokumentalny „Spisek żarówkowy – nieznana historia zaplanowanej nieprzydatności”?

Dr Adam Ryś: Ten film jest m.in. o żarówce, o której Pan wspomniał, o tym, że są produkty – lub były – które wytwarzano latami, i które są z nami do dzisiaj, i są używane. Niektórzy rzemieślnicy mówią, że po swoim ojcu czy dziadku odziedziczyli zestaw narzędzi, które  służą im do dziś. No, ale są też takie produkty, które zużywają się bardzo szybko i między innymi wspomniany film dokumentalny o nich opowiada. To bardzo ciekawy dokument i gorąco polecam go do obejrzenia.

Na początku przytoczony jest przykład żarówki ze straży pożarnej w Livermore, która świeci w zasadzie od 121 lat.

Ponoć była raz czy dwa razy, przenoszona z miejsca na miejsce, więc to nie jest ciągłe świecenie. Ma swoją stronę w Internecie, ma swoje święto, bo Amerykanie potrafią celebrować takie rzeczy. Możemy podziwiać tę żarówkę –  że rzeczywiście świeci – a nie wszystkie produkty są takie. W filmie  przytoczono kilka innych przykładów – zjawiska, które nazywamy „planowym postarzaniem produktów”.

Co mają wspólnego z tym zjawiskiem pończochy?

To również przykład z filmu, potwierdzony dość dokładnie.

Firma DuPont, znany międzynarodowy koncern chemiczny z siedzibą w Wilmington w Stanach Zjednoczonych, jest bardzo innowacyjnym koncernem, który odkrył m.in. takie produkty jak: teflon, kevlar czy właśnie wspomniany w filmie nylon. Nylon został wykorzystany do produkcji pończoch, przy czym na początku nie był do tego używany. Jako tworzywo sztuczne czy włókno był wykorzystywany w spadochronach.

No, ale ktoś wpadł na pomysł, żeby go wykorzystać do produkcji pończoch. I można powiedzieć, że spowodował rewolucję w branży, ponieważ dotychczas stosowane materiały były podatne na zniszczenie, a ten nowy wydawał się w pewnym sensie niezniszczalny.

Niezniszczalność materiału spowodowała, że pończochy sprzedawały się bardzo dobrze, ale w zasadzie raz czyli jeśli mamy produkty, które się nie psują, nie niszczą, istnieje zagrożenie, że jeśli wszystkie Amerykanki – a jeśli będziemy produkt eksportować na cały świat wszystkie kobiety – kupią sobie jedną, drugą, trzecią parę pończoch, to w pewnym momencie nie będą potrzebować kolejnych. I firma bardzo szybko to zagrożenie odkryła.

Inżynierowie, którzy wcześniej byli zaangażowani w produkcję czy wynalezienie tego tworzywa sztucznego, zostali poproszeni, żeby je „troszeczkę popsuć” czyli spadek popytu albo przewidywanie tego spadku spowodowało, że zaczęto robić pończochy gorszej jakości.

A wracając do „Spisku żarówkowego” część osób może stwierdzić: „No, ale zaraz. To chyba coś, co pachnie jakąś teorią spiskową, jakimś szurostwem, foliarstwem” – jak to się dziś określa. Jak jest w tym przypadku?

Trzeba by zastanowić się, czym są teorie spiskowe, do czego są wykorzystywane i dlaczego – to byłby pewnie temat na osobną dyskusję. Według mojej prywatnej definicji, często tak się nazywa zjawiska, które ludzie zauważają, a na potwierdzenie których trudno jest znaleźć dowody.

Jeśli chcemy coś ukryć, to pewnie najłatwiej ośmieszyć ludzi, którzy zauważają zjawisko. Można ich obśmiać i uznać za oszołomów czy właśnie, jak Pan wspomniał, foliarzy, jak to się dzisiaj mówi. Akurat w tym przypadku ta obśmiewana teoria okazała się prawdziwa.

Jeśli chodzi o naukę, to z definicji musi być ona podważalna, np. przez nowsze badania. Tak jest, że nowsze badania wypierają starsze. Stawiamy nowe hipotezy i staramy się je udowodnić, zamieniając te prawdy, które obowiązywały wcześniej. Jeśli nauka nie zakłada podważania swoich paradygmatów, to jest religią, w której podaje się zestaw prawd do wierzenia, a nie nauką.

Są teorie spiskowe, które okazywały się prawdą. Pamiętam, że kiedy ten film został wyemitowany i pojawił się też na popularnych kanałach typu YouTube, bardzo często był zdejmowany. Bardzo długo z nim walczono. Nie wiem, kto to robił – może firmy, które zostały w nim wymienione – ale można powiedzieć, że wymienione w dokumencie produkty i sposoby ich postarzania dzisiaj zostały już potwierdzone.

Napisał Pan w jednym ze swoich artykułów: „Zjawisko planowanego postarzania produktu nie znajdowało dotychczas właściwego miejsca w dyskursie naukowym. Często prezentowano je jako jedną z tzw. teorii spiskowych”. Dlaczego naukowcy nie podchodzili do tego należycie poważnie?

Trudno mi odpowiadać za wszystkich. Kiedy zainteresowałem się tym tematem,  zacząłem  szukać. Zazwyczaj w przypadku publikacji naukowych najpierw trzeba zbadać literaturę dostępną w tym zakresie na świecie, żeby nie wyważać otwartych drzwi. I przyznaję, że natrafiłem na pewien mur. Te publikacje istniały, ale nie było ich dużo. Pamiętam, że w bibliografii pierwszego artykułu miałem chyba tylko cztery czy pięć pozycji, na które mogłem się powołać.

O dziwo, z pomocą przyszły oficjalne dokumenty Unii Europejskiej. W ramach Unii Europejskiej funkcjonuje Europejski Komitet Ekonomiczno-Społeczny (EKES). W 2013 r. czyli już po pokazaniu filmu „Spisek żarówkowy”, wydał on dokument, w którym wskazywał na konieczność wprowadzenia zakazu wytwarzania produktów o jakiejś zaplanowanej wadliwości. Później przez EKES został powołany okrągły stół, który zgromadził przedstawicieli różnych sektorów przemysłowych, finansowych, związków zawodowych, związków handlowych, itd. Ich celem było skierowanie do Komisji Europejskiej pewnych zaleceń legislacyjnych. Później pojawiło się jeszcze kilka raportów, a chyba najbardziej przełomowym z nich był raport Niemieckiej Federalnej Agencji Ochrony Środowiska.

Następnie w 2017 roku Komisja Rynków Wewnętrznych Unii Europejskiej również opublikowała dość duży raport, dotyczący cyklów użytkowania głównie sprzętu elektronicznego, komputerowego i AGD, zanalizowano także kilka innych branż i rzeczywiście jest wiele materiałów potwierdzających, że nie jest to coś wymyślonego.

Co wynika z raportu Niemieckiej Federalnej Agencji Ochrony Środowiska, który został opublikowany w 2015 roku?

Przede wszystkim wynika z niego, że to zjawisko istnieje, że lodówki działają krócej, telewizory działają krócej. Na przykład cykl życia starego typu telewizora kineskopowego – który możemy pamiętać jeszcze z naszych domów – wynosił, o ile dobrze pamiętam, 11 lat, natomiast płaskie telewizory, które dzisiaj mamy, „żyją” 5 do 6 lat, mimo postępu technicznego.

Skrócił się również czas pracy lodówek, pralek i innych tego typu rzeczy. Natomiast – co wykazał też ten raport – konkluzją z zupełniej innej kategorii było stwierdzenie, że sporo rzeczy oddawanych do recyklingu czy na złom, jest jeszcze całkowicie sprawnych. O ile dobrze pamiętam, w raporcie stwierdzono, że 1/3 produktów oddawanych na złomowanie funkcjonowała i nadawała się do dalszego użytkowania. To zjawisko potwierdziły też dane z APPLiA Polska [Związek Pracodawców AGD – przyp. red.]. W Polsce 15% oddawanych do recyklingu urządzeń jest ciągle sprawnych.

A ten drugi raport, o którym Pan wspomniał?

On też potwierdzał, że zjawisko postarzania produktu istnieje, że nie tylko pojedynczy konsumenci to widzą, ale również organizacje.

W swoich artykułach wymienia Pan korporacje, które skracają życie swoich produktów – jedna z nich to Apple, Samsung – druga, trzecia Epson. Proszę opowiedzieć na ich przykładach, w jaki sposób – brutalnie mówiąc – jesteśmy robieni w konia.

Zjawisko planowego postarzania produktów nie jest jednolite. Różne firmy stosują różne sposoby.

U Apple to jest zazwyczaj brak napraw czyli kiedy produkt zepsuje się przed końcem gwarancji, zostaje wymieniony na nowy. Taki przykład podano m.in. w „Spisku żarówkowym”. To chyba dotyczyło iPod-ów, których bateria nie wytrzymywała do końca gwarancji, bo była źle zaprojektowana, a wręcz można powiedzieć, że była wadliwie zaprojektowana i nie wymieniano jej, tylko dawano nowego iPod-a. Natomiast kiedy sprzęt zepsuje się po gwarancji, to – można powiedzieć – kliencie radź sobie sam.

Apple utrudnia naprawy, brakuje części zamiennych, są specjalne śrubki z główkami w kształcie gwiazdek, rozetek czy innym, które trudno samodzielnie rozkręcić, żeby zobaczyć, co w środku jest zepsute. Również to, co kiedyś było standardem, to nieudostępnianie schematów elektronicznych. Tymczasem osoby, które trudniły się naprawami różnego rodzaju, serwisanci, zakłady niezależne, jeśli tylko znaleźliby schemat elektryczny produktu, mogliby go naprawić.

Z kolei producent drukarek Epson stosuje inną, bardzo ciekawą formę, tzn. wbudowuje mechanizmy, które kończą życie produktów. Po wydrukowaniu iluś tysięcy czy dziesiątek tysięcy kopii, drukarka sama się blokuje, nawet jeśli nadaje się do dalszego użytku.

Ma wbudowany chip, który sygnalizuje, że zakończyła swój żywot i powinna zostać zezłomowana. Są oczywiście obejścia, ludzie znaleźli na to sposoby, ale tak czy owak Epson chyba jako pierwszy zaczął stosować tę metodę, a później już wszystkie firmy, które produkują drukarki, zastosowały ten właśnie mechanizm wbudowany w  produkt.

Samsung  stosuje ciekawą konstrukcję w telewizorach, tzn. w układzie zasilania są kondensatory celowo umieszczone w bezpośrednim sąsiedztwie radiatorów, które osiągają wysoką temperaturę podczas pracy tranzystorów i po pewnym czasie, zwykle tuż po okresie gwarancyjnym, elektrolit przegrzewa się i kondensator przestaje pracować. Teoretycznie wymiana na nieco droższy, bardziej wytrzymały komplet tych elementów zwiększyłaby czas pracy pięciokrotnie, ale dzięki temu mechanizmowi konsumenci mogą wymienić telewizor znacznie wcześniej.

Z zaplanowanym postarzaniem produktu żyjemy i często go nie zauważamy. Mogę powiedzieć o kilku innych formach np. systemach operacyjnych, które po pewnym czasie mówią, że już nie będą się aktualizować. W niektórych programach komputerowych, np. graficznych, nowe wersje zapisują pliki wynikowe w nowych formatach i jeśli posiadamy starą wersję programu (a ktoś nam przesłał projekt stworzony w nowej wersji), nie jesteśmy w stanie otworzyć projektu. Dopiero zakup nowej wersji programu rozwiąże problem.

Jest też kwestia użycia gorszych materiałów. Mieszkam w szeregowym domu. Razem z sąsiadami remontowaliśmy dach. Jeden z sąsiadów stwierdził, że nie przyłączy się do nas, ale kilka lat później zmuszony przeciekami dokonał naprawy. Ekipa, która malowała dach, stwierdziła, że nasz dach, wcześniejszy, jest w znacznie lepszym stanie niż ten nowszy, który ma sąsiad.

To się w głowie nie mieści. Z jednej strony mówimy o tym, w jakim stanie jest Ziemia, środowisko, nasze otoczenie, z drugiej strony pozwalamy na coś takiego… Proszę powiedzieć, jak to planowane postarzanie produktu jest definiowane z punktu widzenia nauki?

Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie. Większość tych publikacji – przynajmniej w języku polskim – to są moje publikacje, więc nie chciałbym się tutaj niejako reklamować.

Przeprowadziłem badania dwojakiego rodzaju – z konsumentami, ale również z serwisantami, bo to jest bardzo ciekawe źródło informacji. Wynika z nich, że takie zjawisko istnieje. Ludzie je obserwują, dostrzegają, aczkolwiek nie zawsze wiedzą, jak sobie poradzić, tzn. czasami trudno jest zakwalifikować, czy to jest zjawisko jednoznacznie dobre czy jednoznacznie złe, czy jest zgodne z prawem czy nie jest zgodne z prawem. Należy też zauważyć pewien sceptycyzm, dotyczący możliwości wyeliminowania zjawiska ze współczesnej gospodarki, próby złagodzenia tej uciążliwości dla nas, klientów.

A właśnie – co robi Unia Europejska? Jak walczy z planowanym postarzaniem produktów?

Przede wszystkim należy pochwalić Unię Europejską za to, że pierwsza zauważyła to zjawisko. Jak mówiłem, materiały, które miałem do pierwszych publikacji, to były głównie dokumenty UE, więc chwała jej, że to zauważyła.

Z 2013 r.?

Tak, z 2013 r.

Czyli widzi to od dziewięciu lat. Rozumiem, że sam proceder funkcjonuje od dekad.

Można powiedzieć, że w zasadzie od czasów sprzed II wojny światowej. Powiedzmy, że pierwsze wyraźne cechy pojawiły się w latach 20. XX wieku.

Natomiast jeśli chodzi o UE, powiedziałbym, że jej postępowanie jest niekonsekwentne. Z jednej strony są rzeczy bardzo dobre czyli akty prawne, które wpływają na to, że powinno być lepiej, np. recykling produktów, to że producenci AGD są zobowiązani do odbierania starych produktów i ich utylizowania, a z drugiej strony jest kontrowersyjna sprawa tzw. zimnych lutów, co bardzo często podkreślają elektrycy, elektronicy. Mianowicie, jest taka dyrektywa, która zakazuje używania ołowiu w cynie do lutowania układów scalonych. Wtedy powstają tzw. zimne luty, czyli z niską zawartością ołowiu, cyna jest bardziej podatna na rozszczelnianie się i w ten sposób dużo wytrawionych płytek, układów scalonych, które znajdują się w urządzeniach elektronicznych, szybciej nadaje się do wyrzucenia. Zwiększa to ilość elektro -odpadów.

Z jednej strony Unia Europejska działa w zakresie przeciwdziałania powstawaniu dużej ilości elektroodpadów, a z drugiej strony jakby sama powoduje ich powstawanie.

Podobnie było w przypadku świetlówek energooszczędnych, które miały wyeliminować żarówki – żarnikowe, tradycyjne z wolframem w środku – a posiadały w swoich zapalnikach rtęć, która jest szkodliwa; jednocześnie w tym samym roku wycofano, o ile dobrze pamiętam, termometry rtęciowe czyli też jakaś niekonsekwencja. Tak samo było z ołowiem. Stosowanie lutów bezołowiowych w elektronice oraz lakierów bezołowiowych w przemyśle motoryzacyjnym to teoretycznie mniejszy szkodliwy wpływ na zdrowie człowieka, ale jednocześnie znaczne skrócenie cyklu użytkowania produktu.

Czy UE sama zajęła się tym tematem? Co było czynnikiem mobilizującym?

Trudno mi odpowiedzieć na to pytanie.  Zaczęło się od komitetu EKES. Czy i jakie były naciski? Nie wiem. Czy były naciski konsumentów? Podejrzewam, że tak. Myślę, że duży wpływ miały filmy dokumentalne, bo oprócz „Spisku żarówkowego”, były jeszcze inne, np. francuska seria „La mort programmée de nos appareils”. Myślę, że to wszystko mogło mieć wpływ na UE.

Jeśli już mówimy o Francji, wspomina Pan w jednym z artykułów o francuskim kodeksie karnym. Co ma wspólnego z tematem, który poruszamy?

Ma trochę wspólnego, bo w roku 2015 we francuskim kodeksie karnym celowe skracanie cyklu życia produktu zostało potraktowane jako przestępstwo i jest zagrożone karą do dwóch lat więzienia oraz 300 tys. euro.

I uwaga – nie jest to przepis martwy, ponieważ właśnie we Francji w 2020 r. firma Apple zapłaciła 25 mln euro kary za tzw. nieuczciwe praktyki konsumenckie. Polegało to na tym, że aktualizacja oprogramowania nowej wersji IOS spowalniała starsze modele telefonów, natomiast firma nie informowała o tym. Spadała moc obliczeniowa starszych iPhone’ów i działały wolniej. Dla Apple 25 mln euro to nie jest może jakaś dotkliwa kara, ale widać, że coś się w tym temacie zmienia.

Nie chciałbym tutaj wylewać dziecka z kąpielą, bo planowe postarzanie, jak mówią, ma wiele twarzy i odcieni – zgodnie z teorią zalicza się do niego również produkty jednorazowe. Produkty jednorazowe na przykład w medycynie – jednorazowe strzykawki, bandaże, kroplówki itd. – zdecydowanie pozytywnie wpływają na obsługę w służbie zdrowia, choć generują odpady. Ale to też jest element celowego postarzania produktu, bo dawniej np. strzykawki wielorazowe wykorzystywano przez wiele lat.

A jak konsumpcjonizm, nas obywateli, konsumentów wpływa na to zjawisko?

To jest chyba rzecz najistotniejsza w planowanym postarzaniu produktu, bo wcześniej wspomniałem, że ok. 30% w Niemczech, czy 15% w Polsce produktów, które oddajemy na złom, to są produkty działające. To kwestia nie tylko tych, powiedzmy, złych i nieuczciwych producentów, ale to jest również kwestia nas, konsumentów.

Zwolennicy strategii planowego postarzania, bo tacy też istnieją, podkreślają rolę tego procesu dla rozwoju gospodarki. To jest oczywiście prawda – celem gospodarki jest konsumpcja, ale trochę to przypomina warsztaty narodowe we Francji po rewolucji czyli kopmy dół, a jutro zasypujmy, żeby ludzie mieli pracę.

[Tak samo w GUŁAGU kazano zekom zasypywać jeziora na Sybirze, a kopać niedaleko nowe. MD]

Tak samo tutaj – kupujemy coraz nowsze pralki, telefony komórkowe, żeby gospodarka się kręciła. To jest w jakiś sposób zrozumiałe.

Inny pozytywny aspekt – trochę się tutaj zamieniam w adwokata diabła, ale chciałbym, żeby wszystko było jasno powiedziane – to znaczny spadek cen produktów. W relacji do dochodów możemy sobie pozwolić na znacznie więcej telewizorów, lodówek, pralek czy telefonów komórkowych niż było to 20 lat temu, nie mówiąc o drukarkach. Produkty są bardziej jednorazowe, ale możemy sobie pozwolić na ich kupno – dawniej były bardziej trwałe, ale droższe.

Tylko rozumiem, że płacą za to inni.

Koszty są przeniesione gdzie indziej, oczywiście. To jest kwestia naszego podejścia do konsumpcjonizmu.

Można się spotkać z teorią czy koncepcją, wychowywania pragnień – czy pedagogiki pragnień – żebyśmy sobie jako klienci zadali pytanie czy potrzebujemy produktów, które kupujemy?

Niech każdy Czytelnik zada sobie pytanie czy może, jeśli wymienił ostatnio na nowy telefon komórkowy – a to jest coś, co często wymieniamy – to czy to rzeczywiście wynikało z tego, że stary przestał działać albo nie dało się go naprawić, czy może jednak z tego powodu, że była ładna rzecz, nowa albo dlatego, że koleżanki, koledzy mają nowe produkty. Zazwyczaj jednak dużą rolę odgrywa presja społeczna. Nie wypada mieć starego modelu telefonu, a w sumie dlaczego nie?

Jakiś czas temu z uporem maniaka wymieniałem w swoim smartfonie baterię. Przy trzeciej baterii telefon padł ostatecznie. Od tego momentu również moja świadomość diametralnie się zmieniła – nie mam smartfona, wróciłem do starej komórki, która leżała w mojej szufladzie.

Tak, jak Pan powiedział, możemy artykułować swoje oskarżenia albo pretensje do korporacji, ale na poziomie indywidualnym sami nie jesteśmy lepsi. Proszę o trzy rady dla obywateli, którzy próbują, walczyć z procederem planowego postarzania produktu.

Zastanowić się przed zakupem czy rzeczywiście jest to rzecz, której potrzebuję, czy ten zakup wynika z moich osobistych potrzeb czy może z tego, że wywierana jest na mnie, jako na konsumenta, jakaś presja. To chyba byłoby najprostsze.

Są też koncepcje, by urządzenia AGD wynajmować, a nie kupować. W tym modelu sprzęt jest własnością firmy, która go nam dostarcza, więc zależy jej na tym, aby problemów było jak najmniej.

Są już przykłady takich innowacyjnych firm, np. w Holandii – leasing jeansów. Jeansy wypożyczamy, chodzimy w nich, a kiedy się zniszczą, oddajemy  firmie, która je wypożyczyła, a ona je utylizuje i przerabia na nowe. Z kolei w Amsterdamie na lotniskuSchiphol oświetlenie jest własnością firmy Philips. Lotnisko nie przejmuje infrastruktury oświetleniowej. Nie martwi się awariami, bo płaci tylko za oświetlanie terenu, a naprawy spoczywają na właścicielu infrastruktury. W związku z tym Philipsowi zależy na tym, aby montować elementy oświetlenia najwyższej jakości, żeby nie trzeba było ich serwisować. W tym momencie planowe postarzanie produktu upada. Bardzo często te zastosowania mają też miejsce w informatyce. Coraz więcej programów, aplikacji znajduje się w chmurze i mamy je dopóty, dopóki płacimy abonament. I tu pojawia się zagrożenie dla rozwiązań, o których mówię.

Na pierwszy rzut oka pomysł wydaje się świetny – nie będzie planowego postarzania, ponieważ firmy dostarczające usługi w pewnym sensie będą dbać o długowieczność tych produktów, z drugiej strony możemy wyobrazić sobie sytuację, w której nie kupujemy tych produktów, tylko wszystko mamy wynajmowane: lodówkę, pralkę, dywan, a nawet jeansy, w car sharingu nie kupujemy samochodu, tylko go wynajmujemy na godziny. Płacimy za wszystko miesięczny abonament. I w tym momencie dzieje się coś niedobrego – tracimy źródło dochodów. Przyjeżdżają właściciele lodówki, pralki, jeansów, dywanu i zabierają je.  

W wersji sprzed tej rewolucji, bo tak to należy nazwać, wprawdzie jesteśmy bezrobotnymi, ale z własną lodówką, pralką i dywanem, natomiast w wersji „po” zostajemy z niczym. Jest to więc koncepcja z jednej strony bardzo ciekawa, a z drugiej strony budzi moje duże zaniepokojenie.

Mnie się wydaje, że ten problem można rozwiązać w sposób wolnorynkowy.

Mam przemyślaną własną propozycję. Producenci mogliby zdywersyfikować ofertę, np. sprzedają produkty droższe – pralkę z 12-letnią gwarancją, oferując do niej części zamienne, naprawy  oraz takie nienaprawialne pralki jednorazowe z roczną gwarancją.

Oczywiście te pralki z 12-letnią gwarancją byłyby znacznie droższe niż te jednorazowe. Wtedy zobaczymy, kto wygra na rynku. Wtedy wilk jest syty i owca cała. Zarówno powinni być zadowoleni konsumenci, jak i producenci. Podejrzewam, że ta walka rynkowa mogłaby być znacznie ciekawsza, również pomiędzy produktami w jednej firmie.

Dziękuję za rozmowę.

Elektrownia atomowa czy energia odnawialna? Kłamstwa UE. 50 minut. KOSZTY !

Elektrownia atomowa czy energia odnawialna?

https://instytutsprawobywatelskich.pl/elektrownia-atomowa-czy-energia-odnawialna/

Nr 151 / (47) 2022

Mirosław Andrzej Dakowski

Polski fizyk, profesor doktor habilitowany. W 1990 r. był projektodawcą Krajowej Agencji Poszanowania Energii podległej premierowi Polski. Autor około siedemdziesięciu publikacji naukowych z zakresu fizyki jądrowej, ogłaszanych m.in. na łamach czasopism zagranicznych, takich jak np.: „Earth and Planetary Science Letters”, „Nuclear Instruments and Methods in Physics Research”, „Physical Review Letters” (wyd. American Physical Society). W latach 2000-2005 był członkiem Komitetu ds. Gospodarki Energetycznej Federacji Stowarzyszeń Naukowo-Technicznych. Opracował podstawy „Poszanowania Energii i Energii Odnawialnych dla Polski”, które przedstawił w książce „O energetyce dla użytkowników i sceptyków” napisanej wspólnie z prof. Stanisławem Wiąckowskim (2005).

Z prof. Mirosławem Dakowskim, pomysłodawcą Krajowej Agencji Poszanowania Energii, rozmawia Rafał Górski, redaktor naczelny Tygodnika Spraw Obywatelskich.

Budowa elektrowni atomowej w Polsce da 100 tys. miejsc pracy dla amerykańskich pracowników.
Jennifer Granholm, sekretarz USA ds. energii

Nazwa Paks jest symbolem najpoważniejszego wypadku w europejskim reaktorze jądrowym od czasów Czarnobyla. Ponadto przegrzanie wysoko radioaktywnych materiałów nastąpiło poza betonowym zbiornikiem ochronnym reaktora. Jednak świat poza granicami Węgier praktycznie w ogóle nie zainteresował się nuklearnym piekłem, jakie mogło się rozpętać we wnętrzu ruchomego urządzenia czyszczącego elementy paliwowe. Specjaliści z Węgier i z zagranicy, którzy rekonstruowali później przebieg wydarzeń tamtej nocy, stwierdzili z przerażeniem, że cała sprawa mogła skończyć się o wiele gorzej.
Gerd Rosenkranz, „Energia jądrowa mit i rzeczywistość. O zagrożeniach związanych z energią jądrową i jej perspektywach w przyszłości”

łamane są prawa człowieka, rząd japoński kłamie i naraża społeczeństwo na promieniowanie przekraczające bezpieczne limity, które skutkują zwiększonym ryzykiem wystąpienia raka.
============================================

  1. Czy potrzebujemy elektrowni atomowej w Polsce?
  2. Dlaczego kolejne rządy po 1989 r. nie stawiały na energetykę odnawialną i magazynowanie energii?
  3. Czy uratuje nas gaz łupkowy?
  4. Czego uczą nas katastrofy elektrowni atomowych?
  5. Czy elektrownia atomowa produkuje tanią energię?
  6. Co z odpadami z elektrowni jądrowych?
  7. Czy rozwiązania problemów energetycznych możemy szukać w zmniejszeniu zużycia energii?

50 minut

Pobierz mp3

O pijaku, który duszę sprzedał diabłu. I to już wszystko.

O pijaku, który duszę sprzedał diabłu. I to już wszystko. 

Andrzej Sarwa

O kleryku, który nie posłuchał św. Benedykta

Pewien kleryk doznał tegoż nieszczęścia, iż od czarta opętany został. Próżno jego biskup kazał odprawiać nad nim egzorcyzmy, próżno kazał go prowadzić do miejsc łaskami i cudami słynących i do relikwii wielkich świętych.
W końcu, Opatrzność Boska tak owym klerykiem pokierowała, iż stanął przed św. Benedyktem, a ów, przeżegnawszy znakiem krzyża świętego i pomodliwszy się nad nim, zaraz od złego ducha go uwolnił. 
Gdy kleryk dziękował mu za ratunek, święty powiedział te oto słowa:
- Idź w pokoju, żyj wstrzemięźliwie, módl się, umartwiaj, nie jadaj mięsa i poprzestań na niższych święceniach. Gdybyś bowiem poważył się przyjąć święcenia kapłańskie, diabeł powtórnie tobą owładnie.
Zapamiętał kleryk ową radę i żył zgodnie ze wskazaniami. Tak mijały lata i dziesiątki lat. Starsi współbracia powymierali, młodsi prześcignęli go i stali się kapłanami, a on tkwił w tym samym miejscu. 
Wreszcie pomyślał, że skoro przez tyle czasu nic mu się złego nie przytrafiło, to pewnie niebezpieczeństwo minęło raz na zawsze.
Udał się zatem do biskupa i z jego rąk święcenia kapłańskie przyjął.
Ale skoro się to tylko stało, natychmiast demon ciałem jego owładnął i tak długi dręczył - nie ulegając egzorcyzmom - aż pozbawił go życia. (Gregorius Dialog: lib. 2. cap: 16, wg.: Tamże, s. 426.).

O pijaku, który duszę sprzedał diabłu

Jednego razu zdarzyło się, że w pewnej karczmie pijacy bawili się, śmiejąc i dowcipkując. Jeden z nich, chcąc być zapewne oryginalnym, napadł na Kościół i jego naukę. Ku uciesze słuchaczy, ozwał się tak:
- Głupot nas księża uczą, że w człowieku jest dusza, która po śmieci ciała żyje. Gdyby się znalazł kto chętny, rad bym swoją tanio sprzedał, a za uzyskane pieniądze, wszystkim wam kolejkę postawił.
Na to odparł siedzący w kącie, i dotąd w milczeniu przysłuchujący się biesiadującym, postawny mężczyzna, którego nikt nie znał:
- Jeśliś skory duszę sprzedać, to ja ją kupię.
Rychło też z pijanicą do porozumienia doszli i targu dobili. Obcy mężczyzna wypłacił gotówkę, a ów co duszę sprzedał, zaraz wina kupił i wszystkich częstował.
Kiedy zrobiło się już późno i coraz ktoś spośród bawiących się z karczmy wychodził, podniósł się też obcy mężczyzna i rzekł:
- To i na mnie już pora. A jeśli na mnie, to i na to, za com zapłacił.
Wypowiedziawszy owe słowa ujął za rękę tego, który mu duszę sprzedał i dodał:
- Ponieważ dusza znajduje się w ciele, chociaż mi ono nie potrzebne i ciało muszę wziąć.
Potem, na oczach przerażonych zebranych, wraz z owym pijakiem uniósł się najpierw kilka stóp nad ziemię, a potem znikli obaj. I nikt ich już nigdy nie widział. (Cantip: lib: 2. Apum cap. 56. par. 1, wg.: Tamże, s. 333.).

Św. Bazyli ratuje opętanego

Człowiek, o imieniu Proteriusz, miał córkę, którą bardzo miłował, a którą zamierzał oddać do klasztoru na służbę Bogu. Ona zaś nic nie miała przeciw temu.
Nie zawsze się jednak układa tak, jak sobie człowiek zaplanuje. Oto bowiem, za sprawą jednego ze sług owego pana, wszystko owo jęło się gmatwać.
Otóż ów sługa, rozgorzał do córki swojego pana okrutną miłością, a wiedząc, że jako człowiek lichego stanu, nawet marzyć nie może o tym, by poślubić tę pannę, postanowił wezwać na pomoc Szatana. 
Poprzysiągł tedy Księciu Ciemności, że będzie jego sługą na wieki, byleby tylko stało się zadość jego żądaniom i by pojął ową dziewczynę za żonę, albo przynajmniej posiadł ją cieleśnie.
I stało się, jak sobie życzył. Oto Szatan, poprzez gwałtowną pokusę do popełnienia grzechu nieczystego, zaatakował dziewczynę. Ta zaś prawie od zmysłów odchodziła, żądając od ojca, by ją za mąż wydał za owego sługę, bez którego żyć nie chciała.
Ponieważ ojciec kochał swoje dziecko nade wszystko, rad nie rad, nie mogąc znieść widoku jej cierpień, zgodził się na ślub młodych przekazują jednocześnie cały majątek zięciowi.
Tak więc ze strony Szatana pakt został dopełniony.
Ale i młody człowiek dotrzymał danego Lucyferowi słowa. Do kościoła nie wchodził, nie żegnał się znakiem krzyża świętego, nie modlił. Rychło zauważyli to ludzie i o przyczynę pytali jego pięknej małżonki. Ta zaś zapytała męża wprost, czy prawdą jest, iż nie wyznaje wiary chrześcijańskiej. Ów zaś odrzekł, że istotnie prawdą i opowiedział jej - rozumiejąc że tego dłużej zataić nie sposób - o swoim pakcie z Szatanem.
Usłyszawszy to żona, przeraziła się bardzo i czym prędzej pobiegła do św. Bazylego i rzecz mu całą przedstawiła. Święty zaś kazał przyprowadzić męża do siebie.
Gdy ów przybył, jął go prosić, by nawrócił się do Boga, ale ów odrzekł, iż to niemożliwe, ponieważ Chrystusa się wyparł, a diabłu wiarę przysiągł i musi słowa dotrzymać. A zresztą, czy warto się trudzić? Wszak i tak już jest na wieki potępiony. 
- Nie lękaj się, mój synu - odrzekł św. Bazyli - Miłosierdzie Boskie większe niż złość szatańska. I naznaczywszy mu krzyż na czole, zamknął go w małej izdebce na trzy dni.
W tym czasie nieszczęśnik przeżywał potworne katusze. Oto bowiem demony napadły nań z wielką wrzawą, ukazując mu się w wielkiej liczbie i przerażających postaciach, wygrażając, lżąc, bijąc i ciskając weń kamieniami, wśród ryków:
- Toś ty do nas przyszedł, a nie my do ciebie!!!
Tymczasem św. Bazyli modlił się w jego intencji, co kilka dni zaglądając do komórki, przynosząc owemu mężczyźnie tyle tylko jedzenia i wody, by z głodu nie umarł.
Wreszcie, po 40 dniach postu i modłów, demony odstąpiły od nieszczęśliwego. Wówczas św. Bazyli ujął go za rękę i powiódł do kościoła. I wtedy, w drodze do świątyni, Szatan po raz ostatni, wobec licznych świadków, zaatakował tego, który niegdyś mu się oddał na własność.
Jednak modlitwy i egzorcyzmy świętego przemogły złość czartowską, a mężczyzna ostatecznie już wolnym został. (In vitis Patrum, part: 1. In vita S. Basylij cap: 7. Et apud Surium. Tomo 2., wg.: Tamże, s. 301 – 304.).

O demonach które wstąpiły w wieprza

W mieście Spoleto, w Italii, pewna dziewczyna szlachetnego rodu, wbrew woli rodzicielskiej, miast iść za mąż, wstąpiła do klasztoru. Ojciec, widząc że nie zmieni decyzji swej córki, rozgniewał się na nią do tego stopnia, że ją z majątku wydziedziczył.
Ona przecież, ani jej współsiostry zakonne, nie rozpaczała z tego powodu, godząc się z postanowieniem ojca.
Niedługi czas minął, gdy dziewczyna owa, wielka świątobliwością życia zasłynęła i była wzorem dla innych.
Któregoś dnia, gdy rozmawiała o Bogu z opatem Eleuteriuszem, przystąpił do niej opętany, a natychmiast rzucony przez Szatana na ziemię miotał się i ryczał rozmaitymi głosami, budząc tym grozę pośród świadków zdarzenia.
Świątobliwa panna ulitowała się nad nieszczęśnikiem i rozgniewana na demony, stanowczym głosem zawołała:
- Wyjdźcie z niego nędznicy! Wyjdźcie z niego!
Na to zaś jeden z demonów obsiedlających to ciało odparł:
- Jeśli wyjdziemy z niego, gdzież się podziejemy? W cóż wejdziemy?
A przechadzał się nieopodal nieduży świniak. Wskazując tedy na niego, panna powiedziała:
- Oto, w co macie wejść.
I zaraz demony opuściły ciało nieszczęśliwego człowieka, a wstąpiły w wieprza, którego natychmiast zabiły. (Gregorius. libro 3. capite 21. wg.: Tamże, s. 290.).

***

	I to już wszystko. Mam nadzieję, że pobudziłem Czytelników do refleksji, a być może i zastanowienia się nad tym jak żyć, aby nie wpaść w diabelskie pazury...

UDRĘCZENI PRZEZ DEMONY

opowieści o szatańskim zniewoleniu

z różnych autorów zebrał, ale i własnym piórem opisał i do druku podał

Andrzej Sarwa

* * *

Książka niniejsza jest dostępna w wersjach papierowej:

wydawnictwo.armoryka@armoryka.pl

Wydawnictwo Armoryka Marta Elżbieta Sarwa

w postaci e-booka:

https://virtualo.pl/ebook/udreczeni-przez-demony-opowiesci-o-szatanskim-zniewoleniu-i5686/

i audiobooka:

https://virtualo.pl/audiobook/udreczeni-przez-demony-opowiesci-o-szatanskim-zniewoleniu-i795/
	

Rodzice, którzy zmarli w domach opieki, nie umarli na COVIDa, ale zostali poddani eutanazji.

Covid-19: Rodzice, którzy zmarli w domach opieki, nie umarli na COVIDa, ale zostali poddani eutanazji.

Oto, do czego posłużył we Francji lek przeciwpadaczkowy – Rivotril…

Date: 23 novembre 2022Author: Uczta Baltazara https://babylonianempire.wordpress.com/2022/11/23/covid-19-oto-do-czego-posluzyl-we-francji-lek-przeciwpadaczkowy-rivotril/

We Francji, w dniu 28 marca 2020 roku, wszedł w życie dekret przewidujący zastosowanie różnorodnych środków “mających na celu uporanie się z epidemią Covid-19 – w sytuacji kryzysu sanitarnego”. W dekrecie znalazła się także decyzja o rozszerzeniu stosowania leku o nazwie Rivotril na chorych na tzw. Covida. Rivotril jest lekiem przeciwkopadaczkowym, który był stosowany do tej pory – do leczenia epilepsji – wyłącznie w szpitalu.

Rząd francuski rozszerzył możliwość podawania owego leku na domy opieki oraz domy prywatne, tłumacząc, że stanowi ona leczenie paliatywne przeciwko cierpieniu spowodowanemu asfiksją towarzyszącą “ostatnim chwilom ofiar Covida-19”. https://www.legifrance.gouv.fr/loda/id/JORFTEXT000041763328/

Związek Jeunes Médecins zwrócił się do Rady Państwa o zawieszenie stosowania owego środka. “Podanie tejże molekuły (przeciwwskazanej w przypadku niewydolności oddechowej) pacjentowi cierpiącemu na Covid-19 będzie skutkowało osiągnięciem sedacji terminalnej, prowadzącej do śmierci” – argumentowali członkowie stowarzyszenia. Co było do przewidzenia, rząd francuski odrzucił wniosek.

Wielu Francuzów nie zdaje sobie sprawy po dzień dzisiejszy z tego, że ich podeszli wiekiem rodzice, którzy zmarli w domach opieki, nie umarli na COVIDa, ale zostali poddani eutanazji.

VIDEO: Szokujące oświadczenia pielęgniarek i lekarzy francuskich, potwierdzających, że poprzez tzw. «Dekret Rivotril», rząd Francji zmusił ich do zabicia tysięcy seniorów w domach opieki: [jest w oryginale. MD]

Ku „zamrożeniu konfliktu”?

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”  •  23 listopada 2022 http://michalkiewicz.pl/tekst.php?tekst=5287

Czy Stany Zjednoczone postanowiły doprowadzić do zakończenia wojny z Rosją na Ukrainie? To nie jest wykluczone tym bardziej, że o takiej możliwości niedawno wspominała ambasadoressa USA przy NATO, nazywając to „zamrożeniem konfliktu”. To nie byłby precedens, bo takie „zamrożone konflikty” funkcjonują od dziesiątków lat; w Korei, wokół Tajwanu, czy na Cyprze, więc dlaczego nie na Ukrainie? Na Ukrainie konflikt też mógłby zostać „zamrożony” – ale co by to konkretnie oznaczało? Jak pamiętamy, napomknięcie o „możliwej możliwości” zamrożenia konfliktu na Ukrainie bardzo zdenerwowało prezydenta Zełeńskiego. Nic dziwnego, bo mówiąc wprost, oznaczałoby ono przyjęcie do wiadomości częściowego rozbioru Ukrainy de facto. To zapewne ma na myśli amerykański Instytut Studiów Nad Wojną, wskazując, że działałoby ono „na korzyść Rosji”. To oczywiście prawda, ale alternatywą jest kontynuowanie wojny, a nawet jej prawdopodobna eskalacja, bo co by się stało, gdyby z pomocą USA i NATO Ukraina chciałaby odzyskać terytoria wcielone przez Kreml do Federacji Rosyjskiej? Obawiam się, że wtedy nikt nie byłby w stanie zagwarantować, że sytuacja nie wymknie się spod kontroli.

Tymczasem – jak szczerze oświadczył podczas swej pielgrzymki do Kijowa amerykański sekretarz obrony Lloyd Austin, celem USA w tej wojnie jest tylko „osłabienie Rosji”, a nie wywołanie atomowej apokalipsy. Wszystko zatem zależy od tego, czy amerykańskie kręgi decyzyjne doszły do wniosku, iż Rosja została już „osłabiona” do tego stopnia, ze USA nie muszą się martwić, jak też może się zachować, gdy one przystąpią do ostatecznego rozwiązywania kwestii chińskiej, czy za pośrednictwem Ukraińców jeszcze trochę ją „osłabić”?

Ale to jest tylko jeden, chociaż bardzo ważny aspekt sprawy. Drugą kwestią, z którą należy się liczyć, to okoliczność, że podjęta przez państwa NATO seria sankcji przeciwko Rosji uderzyła i uderza rykoszetem w nie same, powodując coraz większe perturbacje gospodarcze, które prawdopodobnie doprowadzą tam do recesji ze wszystkimi jej skutkami, również społecznymi i politycznymi. Wprawdzie pilotażowy program wzięcia „suwerenów” za mordę pod pretekstem epidemii wykazał swoją skuteczność, ale ma też wiele plusów ujemnych, ale nigdy nie wiadomo, co może okazać się detonatorem społecznego wybuchu, którego nie będzie można już opanować przy pomocy telewizyjnych makabresek.

Wprawdzie przy współczesnych narzędziach totalnej inwigilacji i kontroli politycy teoretycznie nie muszą obawiać się „suwerenów”, ale problem polega na tym, że oni też gryzą się miedzy sobą o dostęp do tych narzędzi demokratycznej władzy, więc w tej sytuacji dla nikogo nie jest bezpiecznie.

Wreszcie po trzecie, wiodące państwa Europy Zachodniej, przede wszystkim Niemcy, podobnie jak Francja, wcale nie są zadowolone z tego, że pod pretekstem wojny na Ukrainie USA mocno również je schwyciły za twarz. Wprawdzie profilaktyczne „rozszczelnienie” bałtyckich gazociągów ograniczyło im swobodę manewru, ale warto przypomnieć, że Niemcy nie kupiły gazu od USA, tylko od Arabii Saudyjskiej, która w dodatku pozostała głucha na perswazje prezydenta Bidena, by nie ograniczała wydobycia ropy.

Tymczasem „współpraca transatlantycka” jest dla Ameryki wartością cenną, czemu dał wyraz ambasador Mark Brzeziński, kiedy nasi dygnitarze molestowali go w sprawie „dążenia” do reparacji od Niemiec. Jak pamiętamy, jego odpowiedź na te suplikacje była wprawdzie bardzo długa, ale wymijająca. Biorąc to wszystko pod uwagę, pomysł jakiegoś zakończenia wojny z Rosją do ostatniego Ukraińca nie jest wcale taki bezzasadny.

Toteż niedawno, ku pewnemu zdziwieniu, a nawet konsternacji naszych wzorowych ormowców, doszło do bezpośredniej rozmowy telefonicznej między sekretarzem obrony USA Lloydem Austinem, a rosyjskim ministrem obrony Sergiuszem Szojgu. Niby chodziło tylko aby – jak w anegdocie umawiały się dwie pluskwy – „pozostać w kontakcie”, ale nie jest wykluczone, że rozmowa mogła dotyczyć wytyczenia linii demarkacyjnej, według której konflikt na Ukrainie zostanie „zamrożony”. Wprawdzie Rosja z jednej strony systematycznie dewastuje Ukrainę, osłabiając w ten sposób jej zdolności do prowadzenia długotrwałej wojny nawet przy pełnej pomocy NATO, ale jednocześnie sam Szojgu osobiście rozkazał rosyjskim wojskom wycofanie się z Chersonia na lewy brzeg Dniepru. Czyżby to właśnie uzgodnili obydwaj panowie podczas rozmowy telefonicznej? Na taką możliwość wskazywałyby naciski na prezydenta Zełeńskiego, by wykazał więcej skwapliwości do rozpoczęcia negocjacji z Rosją. On oczywiście boi się tego, jak ognia, bo jeśli rzeczywiście doszłoby do „zamrożenia konfliktu”, to prędzej czy później na Ukrainie ktoś postawi pytanie, po co w takim razie urządzony był ten cały „Majdan” i co właściwie takiego powiedział Putinowi Biden podczas rozmów w czerwcu i lipcu ubiegłego roku, że Putin 24 lutego „wkroczył”? Odpowiedź na takie pytanie może być bardzo trudna w sytuacji częściowego rozbioru kraju, jego dewastacji oraz strat w ludziach, zarówno wojennych, jak i migracyjnych.

Ale chociaż boi się tego, jak ognia, to przecież w negocjacjach może tylko prężyć amerykańskie muskuły, więc jeśli USA będą chciały zakończyć tę wojnę, to on nie będzie miał nic do gadania, ponieważ bez amerykańskiej pomocy żadna kontynuacja nie będzie możliwa. Czy Amerykanie wtedy go jakoś ochronią, zgodnie ze wskazówką z „Towarzysza Szmaciaka”, że „czas zmienić politykę rolną lecz ludzi krzywdzić nam nie wolno”, czy też pozostawią go na pastwę jakichś rezunów i to wcale nie rosyjskich – tego nie wie na pewno ani on, ani tym bardziej – my.

Skoro tedy tak go naciskają, by wykazał większą skwapliwość do rozpoczęcia negocjacji, to chyba w końcu da się namówić, zwłaszcza, gdy usłyszy propozycję nie do odrzucenia.

Taki jest bowiem los tych, którzy nieopatrznie dają się wciągać między ostrza potężnych szermierzy, a konkretnie – w maszynkę do mięsa. To prezydent Obama za 5 mld dolarów w 2013 roku zainicjował Majdan, a prezydent Biden musi jakoś tę sprawę zakończyć, przynajmniej prowizorycznie, a doświadczenie pokazuje, że prowizorki, również w postaci „zamrożenia konfliktu” bywają bardzo trwałe.

Z polskiego punktu widzenia taki finał nie byłby zły, bo za wschodnią granicą mielibyśmy Ukrainę dyszącą nienawiścią do Rosji i to bez żadnej zachęty z naszej strony – ale trwale niezdolną do wybicia się na pozycję mocarstwową, nawet w skali regionalnej. Ciekawe, z jakiego klucza ćwierkaliby wtedy samozwańczy demaskatorzy ruskich agentów, od których wprawdzie się roi – ale podobno tylko w Sejmie.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Emanuel Macron: Dzwonił dziś do mnie Prezydent Andrzej Duda. Omówiliśmy szczegóły ataku na Rosję oraz zawarliśmy umowę na wysyłkę do Polski 200 ton bagietek czosnkowych w zamian za bigos.

Emanuel Macron: Dzwonił dziś do mnie Prezydent Andrzej Duda. Omówiliśmy szczegóły ataku na Rosję oraz zawarliśmy umowę na wysyłkę do Polski 200 ton bagietek czosnkowych w zamian za bigos.

Nagranie rozmowy Dudy z Rosjanami

Redakcjahttps://ekspedyt.org/2022/11/22/nagranie-rozmowy-dudy-z-rosjanami/

Andrzej Duda po raz kolejny udowodnił swoje kompetencje na urzędzie prezydenta Polin. Przez 7 minut rozmawiał z rosyjskimi praksterami o tragedii przy granicy z Ukrainą. Niektórzy twierdzą, że Andrzej Duda w mistrzowski sposób udawał, że nie wie z kim rozmawia, tzn. udawał, że rozmawia z prezydentem Francji, Emmaunelem Macronem.

Rosyjscy pranksterzy Władimir Kuzniecow (Wowan) i Aleksiej Stolarow (Leksus) zadzwonili do prezydenta RP Andrzeja Dudy już po raz drugi – pierwszy raz doszło do wymiany zdań w lipcu 2020 roku. Wtedy kontaktowali się w imieniu Sekretarza Generalnego ONZ i gratulowali mu zwycięstwa w wyborach. /Magna Polonia/

Rosjanin: – Nie potrzebujemy eskalacji,  eskalacji pomiędzy Rosją a NATO. Nie potrzebujemy tego.

Duda : – Emanuel, czy myślisz, że ja chcę wojny z Rosją? Nie, uwierz mi, nie chcę wojny z Rosją. Jestem bardzo ostrożny, bardzo ostrożny. Rozmawiam tylko o artykule czwartym, nie rozmawiam o artykule piątym.

https://youtu.be/6xnFebPVzVI

Wyjaśnienie z Kancelarii Prezydenta : “Po eksplozji rakiety w Przewodowie, w czasie trwających łączeń z głowami państw i szefów rządów doszło do połączenia z osobą podającą się za Prezydenta Francji Emmanuela Macrona. W trakcie połączenia Prezydent zorientował się po nietypowym sposobie prowadzenia rozmowy przez rozmówcę,że mogło dojść do próby oszustwa i zakończył rozmowę. Po tym połączeniu KPRP niezwłocznie podjęła we współpracy z odpowiednimi służbami działania wyjaśniające”.

Na wyjaśnienia nie trzeba było długo czekać. Dziś, tj. 22 listopada, pisowska bezpieka zawęziła krąg podejrzanych do dwóch osób. Prawdopodobnym rozmówcą był Władimir … lub  Aleksiej.

Poniżej, jeden z satyrycznych wpisów na TT

Dzwonił dziś do mnie Prezydent Andrzej Duda. Nieco zdziwił mnie jego rosyjski akcent, ale rozmowa przebiegła pomyślnie. Omówiliśmy szczegóły ataku na Rosję oraz zawarliśmy umowę handlową na wysyłkę do Polski 200 ton bagietek czosnkowych w zamian za bigos. Emanuel Macron

Tak będzie wyglądał człowiek za tysiąc lat? Ewolucja szyi, oczu…

https://nczas.com/2022/11/23/tak-bedzie-wygladal-czlowiek-za-tysiac-lat-przerazajace-video/

Jak będzie wyglądał człowiek za tysiąc lat? Ludzkie ciała zaczną się w końcu przystosowywać do nowego trybu życia ludzi. „Smartfonowa” szyja lub kciuk, zmiany w łokciach – tak może ewoluować ludzkie ciało w ciągu następnych stuleci.

To, jak człowiek będzie wyglądał w przyszłości, naukowcy pokazują na przykładzie hipotetycznej kobiety, która miałaby żyć za tysiąc lat. Nazywają ją Mindy.

Mindy będzie wyglądała inaczej od kobiet, które teraz mijamy na ulicach i w komunikacji miejskiej. Wpływ na jej wygląd będzie miała rewolucja technologiczna i nowy tryb życia, która zapoczątkowały nasze czasy.

Jak będzie wyglądał człowiek za tysiąc lat?

Gdy naukowcy tworzą modele, by pokazać, jak człowiek będzie wyglądał w przyszłości, biorą pod uwagę to, jak obecnie wygląda ludzkie życie.

Długotrwałe przyjmowanie tej samej postawy oraz powtarzanie danych ruchów wpływa bowiem już teraz na nasz wygląd (wady kręgosłupa, waga etc.). Gdy tryb życia, który obecnie prowadzimy, się utrwali, to nasze ciała będą musiały się do niego przystosować.

Tak będzie ewoluował ?

Jak zmieni się ludzkie ciało w przyszłości? Po pierwsze – szyja Mindy będzie dużo szersza i bardziej umięśniona niż u dzisiejszych kobiet. Wynika to z nieustannego użytkowania smartfonów i laptopów.

– Kiedy pracujesz na komputerze lub patrzysz w telefon, mięśnie z tyłu szyi muszą się skurczyć, aby utrzymać głowę w górze. Im bardziej patrzysz w dół, tym ciężej pracują – wyjaśnia na łamach Health Matters ortopeda K. Daniel Riew.

Kolejną zmiana zajdzie w kciukach. Tak jak zmieniły się one, gdy ludzie zaczęli używać narzędzi, tak za tysiąc lat zmienią się od nieustannego pisania SMS-ów i przeglądania mediów społecznościowych na telefonie.

Zmieni się także budowa łokci. Obecnie staw łokciowy jest nieustannie nienaturalnie wygięty pod kątem 90 stopni. Najpierw jednak będziemy mieć problemy z tymi stawami – drętwienie lub mrowienie palców, ból przedramienia i osłabienie dłoni.

Ewolucja ludzkich oczu. Tak będzie wyglądał człowiek w przyszłości

Obecnie ok 1,6 mld ludzi cierpi na krótkowzroczność. Nasz wzrok psuje się m.in. od ciągłego wpatrywania się w ekran – smarfotna, laptopa, telewizora. Naukowcy przewidują, że ludzki organizm w końcu dostosuje się do nowej sytuacji.

– Organizm człowieka znajdzie receptę na to, by chronić oczy. Może rozwinąć wewnętrzną, dodatkową powiekę, która będzie osłaniać oczy przed nadmiernym absorbowaniem niebieskiego światła. W ten sposób udałoby się zredukować jego dewastujący wpływ na organizm – twierdzi bioanalityk Kasun Ratnayake z uniwersytetu w Toledo.

Tak będzie wyglądała Mindy – kobieta przyszłości:

BlackRock: 2 biliony dolarów straty ??… Przygotowywany jest nowy system oparty na cyfrowym pieniądzu centralnym.

BlackRock: 2 biliony dolarów straty… Komentarz Ernesta Wolffa

Przygotowywany jest nowy system oparty na cyfrowym pieniądzu centralnym.

21 listopada 2022 r

BlackRock to najpotężniejsza firma finansowa, jaka kiedykolwiek istniała. Ale mimo że w 2021 roku zarządzał ponad 10 bilionów dolarów, jest znacznie gorzej niż rok temu, a zarządzane aktywa spadły do ​​poniżej 8 bilionów dolarów w trzecim kwartale 2022 roku, co oznacza spadek o ponad 20 procent. [ten bilion to nasze tysiąc miliardów. MD]

Czy BlackRock, jak twierdzą niektóre strony internetowe, znajduje się w trudnej sytuacji egzystencjalnej, a nawet na drodze do bankructwa?

Absolutnie nie. Obecna strata jest wynikiem strategii, w którą sam BlackRock jest mocno zaangażowany i która ma dwa cele: zniszczenie klasy średniej i wprowadzenie nowego systemu monetarnego.

Oto tło tych działań:

BlackRock został założony w Nowym Jorku w 1988 roku. Dzięki deregulacji w globalnym systemie finansowym, firma rozwinęła się w największego zarządzającego aktywami na świecie w ciągu trzech dekad.

Głównym udziałowcem BlackRock jest firma Vanguard. Obie firmy razem są głównymi akcjonariuszami sześciu z następujących ośmiu największych zarządzających majątkiem na świecie, a także jednymi z głównych akcjonariuszy największych światowych firm cyfrowych, Apple, Amazon, Alphabet i Microsoft.

Ponadto BlackRock posiada najbardziej kompleksowy system analizy danych finansowych na świecie z siecią komputerową Aladdin, z którego korzystają również największe banki centralne od czasu światowego kryzysu finansowego 2007/08, który uczynił BlackRock najważniejszym doradcą w tym czasie.

Ponieważ BlackRock i Vanguard mogą wpłynąć na prawie każdy rynek na świecie na swoją korzyść, obie firmy mają decydujący wpływ na politykę pieniężną banku centralnego. Tak więc decyzja, którą podjął bank centralny kilka miesięcy temu, aby zakończyć luźną politykę pieniężną i podnieść stopy procentowe, w żadnym wypadku nie jest decyzją podjętą przeciwko BlackRock i Vanguard.

Ale dlaczego dwaj giganci finansowi prowadzą politykę, która zmniejsza ich własne aktywa?

Z dwóch powodów.

Z jednej strony najbardziej udanym modelem biznesowym ostatnich dwóch dekad jest model gospodarki platformowej. Firmy takie jak Amazon, Uber, airbnb, booking.com, MyHammer czy Lieferando są nie tylko niezwykle dochodowe, ale także żyją z niszczenia małych i średnich firm. Na przykład Amazon doprowadził do bankructwa setki tysięcy detalistów na całym świecie, a Uber tyle samo firm taksówkarskich.

Obecna polityka pieniężna banków centralnych – podwyższenie stóp procentowych – powoduje, że średnie spółki znajdują się pod jeszcze większą presją niż dotychczas, a dużym platformom, które z łatwością radzą sobie z przejściowymi stratami, kolejnymi przejęciami, a co za tym idzie jeszcze większym rynkiem wzrostem potęgi dla nich i dla BlackRock w przyszłości.

Z drugiej strony nasz globalny system finansowy jest zepsuty i nie da się go utrzymać przy życiu na dłuższą metę. Dlatego w tle przygotowywany jest nowy system oparty na cyfrowym pieniądzu centralnym. Pożyczki powinny zostać wycofane z banków komercyjnych i przekazane wyłącznie w ręce banków centralnych.

Ale to oznacza koniec wszelkiej wolności finansowej, a tym samym koniec demokracji. Aby narzucić ludziom ten system, trzeba wpędzić ich w społeczne, ekonomiczne i finansowe trudności. Obecna polityka pieniężna również to osiąga. Napędza inflację w warunkach najwyższego poziomu zadłużenia w historii, utrudnia obsługę kredytów, a także tworzy armię bezrobotnych, którzy ostatecznie, z czystej desperacji, będą gotowi zaakceptować każdy system monetarny, nieważne jak niedemokratyczny.

Więc jeśli BlackRock obecnie ponosi straty, to jest to nic innego jak manewr strategiczny, którego jasnym celem jest bycie jeszcze bogatszym i jeszcze potężniejszym niż wcześniej pod koniec okresu suszy.

Ernst Wolff

Tłumaczył Paweł Jakubas, proszę o jedno Zdrowaś Maryjo za moją pracę.

Ten artykuł pojawił się po raz pierwszy 21 listopada 2022 r. na stronie:

https://apolut.net/blackrock-2-billionen-dollar-verlust-von-ernst-wolff/

Pandora wyszła z puszki

Pandora wyszła z puszki

Izabela Brodacka

Ten żartobliwy tytuł nawiązuje do wybryku pewnego polityka prawicowego, który podczas międzynarodowego spotkania użył sformułowania „ otwarto puszkę z Pandorą”. Tłumaczka aby ratować wizerunek polityka powiedziała: „pan poseł oczywiście żartuje, chodzi mu o puszkę Pandory (Pandora’s box)” ale polityk był nieprzejednany. Obrugał tłumaczkę i kazał jej przetłumaczyć dokładnie tak jak raczył się wyrazić. Jak sądzę rozumiał wymyślone bodajże przez Wałęsę powiedzenie: „otwarto puszkę z Pandorą” jako „Pandora wyszła z puszki” czyli coś w rodzaju: „ wyszło szydło z worka” czy inaczej: „wyszła prawda na jaw”. Mimowolny bon mot Wałęsy tak bardzo przypadł mi do gustu, że będę go używać. Między innymi jako tytuł tego felietonu. Pandora to dla mnie odtąd synonim prawdy.

Pan poseł jest klasycznym wykształciuchem, to znaczy ma jakiś dyplom a może nawet liczne dyplomy ( w tym MBA ) lecz nie przekłada się to na jego erudycję a przede wszystkim na sposób myślenia. Wałęsa to człowiek z ludu, bez wykształcenia, ale trzeba mu przyznać wyjątkowy talent do rozśmieszania słuchaczy oraz pomysłowość językową. Jego powiedzonka takie jak: „ nie chcem ale muszem” oraz „plusy dodatnie i plusy ujemne” weszły na stałe do obiegu. Podobnie jak bon mot Himilsbacha który nie chciał się uczyć niepotrzebnie angielskiego do filmu. W złagodzonej formie ten bon mot brzmi: „został jak Himilsbach z angielskim”. Za sto lat językoznawcy będą toczyć spory na temat genezy tego związku frazeologicznego tak jak obecnie dywagują nad :„wyskoczył jak filip z konopi” . Zdania są podzielone. Jedni twierdzą że Filip to szlachcic ze wsi Konopie który niefortunnie wyrwał się z jakimś głupim tekstem podczas obrad sejmowych inni, że to zwykły zając, który- jak to zając- niespodziewanie wyskakuje z pola konopi.

Tak czy owak Pandora wychodzi z puszki.

Niemiecki minister finansów Christian Lindner ponowił swój apel o zniesienie zakazu eksploatacji gazu ze skał łupkowych metodą szczelinowania – podaje stacja Tagesschau. Zakaz szczelinowania wynika z deklarowanej troski o środowisko, któremu ta technika podobno szkodzi. Zatem Niemcy, którzy narzucili Europie „ zielony ład” zaczynają się z niego rakiem wycofywać. Co zabawne Niemcy bardziej troszczą się o nasze środowisko niż o własne. Dwa lata temu gdy niemieckie wiatraki zawiodły z przyczyny braku wiatru, a pola fotowoltaiczne zasypał głęboki śnieg Niemcy bez oporów uruchomili kopalnie węglowe.

Kilkadziesiąt kilometrów od Turowa, a nawet kilkaset metrów od granicy z Polską funkcjonuje dziewięć kopalni odkrywkowych węgla brunatnego – pięć na terenie Czech, cztery w Niemczech, a UE pozwala na ich działalność, mimo ich zdecydowanie większego ich wpływu na środowisko. Ale to Polska jest karana drastycznymi karami za eksploatację swojej kopalni. Polska we wrześniu zapłaciła więcej składek do Brukseli, niż otrzymała stamtąd przelewów z tytułu różnego rodzaju funduszy. Łącznie we wrześniu dostaliśmy z Brukseli tylko 425 mln euro, podczas gdy składka jest wciąż mniej więcej taka sama i w ostatnim miesiącu sięgnęła 598 mln euro – wynika z danych Ministerstwa Finansów. I po co nam to było?

Jestem zdecydowaną zwolenniczką ochrony środowiska. Popieram segregację śmieci, ochronę ginących gatunków i troskę o różnorodność gatunkową. Tak jak jestem zwolennikiem sprawiedliwości społecznej dopóki nie staje się ona zbrodniczą ideologią działającą przeciwko człowiekowi w interesie totalitarnej władzy. To samo dotyczy ekologii. Wyraźnie widać, że cały ten „zielony ład” to ideologia która jak komunizm ma trzymać w ryzach społeczeństwa. Nie wolno było godzić się na dekarbonizację Polski bo w rezultacie sprowadzamy węgiel z antypodów w dodatku spalinowymi statkami Nie wolno było ulegać teoriom globalnego ocieplenia, które mają tyle wspólnego z nauką co „naukowy marksizm”. Nie wolno było godzić się na zlikwidowanie do 2035 roku samochodów spalinowych bo spowoduje to wykluczenie komunikacyjne wszystkich niezamożnych osób. Poza tym produkcja samochodów elektrycznych jest być może bardziej obciążająca dla środowiska niż działanie starych poczciwych gruchotów, natomiast składowanie i utylizacja zużytych akumulatorów to dopiero prawdziwy problem techniczny i ekologiczny.

Obecnie w sprawach energetycznych pakujemy się z deszczu pod rynnę, mamy zamiar budować elektrownie jądrowe.

Pierwsza polska elektrownia atomowa będzie zbudowana w oparciu o amerykańską technologię.  Sekretarz USA do spraw energii Jennifer Granholm wyraziła opinię, że wybór polskiego rządu spowoduje „ogromne wzmocnienie relacji”. „Premier Polski Mateusz Morawiecki ogłosił, że Polska wybierze rząd USA i firmę Westinghouse dla pierwszej części swojego projektu nuklearnego wartego 40 mld dol., tworząc lub utrzymując 100 tys. miejsc pracy dla amerykańskich pracowników” – napisała Granholm w piątek na Twitterze.[…]

Warto przeczytać jej wypowiedź i odpowiedzi internautów pod adresem: https://twitter.com/SecGranholm/status/1586082302534111232? żeby wyrobić sobie zdanie na ten temat.

Firma Westinghouse jest podobno na progu bankructwa (o czym pisałam pół roku temu), pani sekretarz bardzo się cieszy z zacieśnienia stosunków a przede wszystkim ze stu tysięcy miejsc pracy dla Amerykanów, a energetyka jądrowa to najdroższy i najbardziej niebezpieczny dla ludzkości sposób pozyskiwania energii. Podobno po firmie Westinghouse różne inwestycje kończyli Koreańczycy. Powinniśmy wyciągnąć wnioski z perypetii z chińską firmą Covec ( spółką córką China Railway Group, podlegającej resortowi kolei), po której robotę musiały kończyć inne firmy i która pozostawiła po sobie masę problemów, a przede wszystkim nierozliczonych podwykonawców. Entuzjazm humanistów w kwestii energetyki jądrowej powinien zostać ostudzony głosem specjalistów, niezależnych fizyków jądrowych. Za rządów PO reklamowano energetykę jądrową w szkołach. Teraz zapewne gorąco będą ją popierać maluchy w przedszkolach. Entuzjazm humanistów, ma merytorycznie dokładnie takie samo znaczenie.