[Car z Rodziną był przez bolszewików więziony w Tobolsku. md]
Marksiści są w błędzie. Historia tak naprawdę nie ma sensu, ale jeśli nawet ma, to nie ma on charakteru czegoś ostatecznego. To tylko równia pochyła, na którą można się wspinać. I choć ta wspinaczka jest trudniejsza niż schodzenie, to przecież nie jest niemożliwa.
Są takie momenty w historii, gdy ciężary na jej wadze rozkładają się równo i wystarczy miligram, żeby waga przechyliła się na jedną stronę, pociągając za sobą całą resztę. W takiej chwili maleńkie zwycięstwo może oznaczać wielką wygraną. Przeczucia Kalpurni, sny żony Piłata, włócznia Montgomery’ego, szynkarz z Varennes, nos Kleopatry.. . *.
—————–
* Kalpumia – żona Juliusza Cezara (przepowiedziała jego śmierć w Idy Marcowe); Montgomery – rycerz, który podczas turnieju zabił króla Francji Henryka II; szynkarz z Varennes – człowiek, który w karczmie w Varennes rozpomał przebranego za lokaja króla Francji Ludwika XVI, podczas jego nieudanej ucieczki do Belgii. Nos – poczytaj Asterixa..
———————–
W 1918 roku ludność syberyjskiego Tobolska była przychylna carowi i jego rodzinie, ponieważ się nad nimi litowała. Co jednak nie znaczy, że żywiła sympatię dla caratu. Co jednak nie znaczy, że była przeciwna powrotowi monarchy na tron. Co jednak nie znaczy, że zamierzała się w to czynnie zaangażować. Nagle się okazało, że każdy szczegół ma ogromne znaczenie. Ludzie byli mniej lub bardziej przywiązani do monarchii. Byli też mniej lub bardziej przeciwni kontynuowaniu wojny. Mniej lub bardziej żałowali, że do władzy doszedł Rząd Tymczasowy. Mniej lub bardziej wierzyli w raj na ziemi. I mniej lub bardziej bali się nadejścia bolszewików. Nawet najlżejszy wstrząs mógł spowodować lawinę.
Spowodował go skandal, który wybuchł w Boże Narodzenie.
Utarło się, że rodzina cara może uczestniczyć w nabożeństwach w Domu Wolności, ale z braku poświęconego ołtarza nie mogli tam przyjmować komunii. Dlatego też z okazji Bożego Narodzenia pozwolono im udać się pod strażą do przyklasztornej cerkwi.
Gdy tylko carski orszak wyszedł poza otaczającą Dom Wolności palisadę, przez Tobolsk przebiegł dreszcz. Na widok cara i jego rodziny ludzie klękali na śniegu, płakali i żegnali się znakiem krzyża. Kobiety szły za orszakiem, zawodząc liryczne skargi, zwane priczitanie: „Wzleć na nowo, jasny sokole, nie pozwól łotrom, by nas pozbawili widoku twych pogodnych oczu…”. Niektórzy przemykali się między żołnierzami i wciskali w ręce księżniczek to jajko, to kiszonego ogórka. Na widok takiego zapału żołnierzom wilgotniały oczy i wystarczyłoby jedno słowo, żeby straż więzienna zmieniła się w straż przyboczną.
Gdyby w ów dzień Bożego Narodzenia na dziedzińcu cerkwi car zwrócił się do ludu, który się do niego garnął, gdyby poczekał, aż zapadnie cisza, gdyby ukląkł i powiedział:
„Ludu mój, w imię Chrystusa, błagam cię o wybaczenie. Błagam, byś mi wybaczył, żem ustępował moim wujom; żem nie pojął, iż należało znieść święto koronacyjne po tych wszystkich nieszczęściach, jakie ze sobą przyniosło; żem nazbyt często zmieniał ministrów; żem wciągnął cię w niepotrzebną i przegraną wojnę; żem nie uczynił tego, co mi nakazał mój ojciec i nie «wziął wszystkiego»; żem pozwolił wymordować tych ministrów, którzy czynili rewolucję zbędną i niemożliwą; żem ustępował przed naciskami zapadników; żem wprowadzał reformy szkodliwe lub niewystarczające; żem był nieobecny w dniu Krwawej Niedzieli; żem nadużył nieroztropnego miłosierdzia wobec przestępców, którzy nastają na ład społeczny i naszą świętą religię; żem, pragnąc pozostać wiemy sojusznikom, pozwolił się wciągnąć w niepotrzebny konflikt z Niemcami i Austrią; żem cię prosił, byś ciągnął tę wojnę, ponosząc ofiary ponad twoje siły; w końcu, żem w chwili słabości, porzucił funkcję, którą mi przekazali moi przodkowie i sam Bóg. . .”.
Gdyby car to powiedział, lejąc z oczu łzy, i gdyby imperatorowa, jej cztery córki i syn uklękli tuż za nim, lud Tobolska przyjąłby to z entuzjazmem, broń wypadłaby z rąk żołnierzy lub zwróciłaby się przeciwko wrogom cara.
Czy miałoby to jakieś polityczne konsekwencje? Z pewnością.
Jeśli się pomyśli, że Lenin po siedemdziesięciu jeden dniach rewolucji gratulował sobie, iż trwa ona już tak długo jak Komuna Paryska, że podczas wojny Białych z Czerwonymi Judenicz zagroził Petersburgowi, Kołczak zajął Kazań, Denikin o mały włos zająłby twierdzę Orzeł, a w kleszcze była wzięta Moskwa. ..
Jeśli się pomyśli, że w 1919 roku Lenin stwierdził, iż gdyby Kolczak dokończył to, co zaczął, to on, Lenin, mógłby przetrwać najwyżej piętnaście dni, jeśli więc weźmie się to wszystko pod uwagę, to łatwo sobie wyobrazić, jaki wpływ na bieg historii mógłby mieć powrót cara… Ogólnoświatowe skutki rewolucji październikowej, z narodowym socjalizmem na czele, zostałyby zapewne oszczędzone światu.
Ale car nic nie powiedział.
=========================
[Klub Książki Katolickiej Sp. z oo. Dębogóra, ul. Dąbrówki 7 62-006 Kobylnica e-mail: klub@kkk.com.pl ]
Franciszek drwi ze Spowiedzi Świętej: „Zawsze. Zawsze przebaczajcie w ramach Sakramentu Pojednania”.
https://gloria.tv/post/ghrMVvZ7wR6211YoCFeuhQc1y
W orędziu z 3 lutego skierowanym do biskupów Demokratycznej Republiki Konga Franciszek zakpił z sakramentu spowiedzi: Nakazał biskupom, aby „byli litościwi” i „zawsze przebaczali” [zapomniał dodać, że chodzi tylko politycznie poprawne grzechy]. Co nie zmienia faktu, że Franciszek nigdy nie odpuszcza, jeśli ktoś jest katolikiem. „Kiedy członek wspólnoty idzie do spowiedzi, on lub ona szuka przebaczenia, pytając o czułość Boga Ojca”, romantyzował Franciszek o wiernych, jednocześnie oskarżając kapłanów – „’Niby mamy pogrozić palcem i powiedzieć: 'Ile razy? Jak to zrobiłeś’ Nie, nic z tych rzeczy”. Zgodnie z papieską radą spowiedzi stają pustym rytuałem, a ksiądz narzędziem do produkcji nic niewartych „rozgrzeszeń”. Nieumiejętnie wprowadzając ludzi w typowy dla siebie zamęt, Franciszek nalega, żebyśmy zajrzeli do Prawa Kanonicznego, „ponieważ to szalenie istotne, ALE serce pasterza wykracza poza to! Podejmijcie ryzyko. Podejmijcie ryzyko dla przebaczenia. Zawsze. Zawsze przebaczajcie w ramach Sakramentu Pojednania”. Guzik warte rozgrzeszenia nie stanowią ryzyka tylko oznakę lenistwa duchowieństwa.
Wszyscy oni umierają przez tę grypę, przeziębienia, katar i zmiany klimatu…
https://www.bibula.com/?p=138670
Nagła śmierć oficera policji. 23-latek ze stanu Georgia upada nagle biegnąc za podejrzanym.
======================
Honoring Cairo, Georgia, Police Department Master Patrol Officer Clarence „CJ” Williams, died January 28, 2023, after he suffered a medical emergency during a foot pursuit. Honor him so he is not forgotten.
Przetłumacz Tweeta
=============================================
25-latek Jassie Lemonier, sportowiec amerykańskiego futbolu z drużyny Chargers, umiera nagle. „Przyczyny śmierci nie zostały ujawnione”.
25-letnia Odele, córka aktora Johna Ventimiglia, umiera nagle, w trzy miesiące po porodzie. Przyczyna śmierci nie została opublikowana.
6-miesięczne dziecko umiera „nagle i niespodziewanie”, w 10 dni po otrzymaniu „szczepionki”.
55-letni Noah Cowwah, dyrektor festiwalu filmowego w San Francisko, umiera w miesiąc po zdiagnozowaniu raka.
18-latek z Arizony, Steven Spellam, umiera nagle na kampusie studenckim. „Przyczyna śmierci nie jest znana.”
41-latek Joeffrey Leon Jones z Miami na Florydzie, umiera niespodziewanie po skończeniu studiów. Przyczyna śmierci nie została podana.
21-latek Thomas College ze stanu Main, „umiera nagle”. Rodzice potwierdzają, że był zdrowy i „nigdy nie był zdiagnozowany na żadną chorobę”.
52-latek Jackson Rohm z miejscowości Rosemary Beach na Florydzie, gitarzysta, umiera nagle w czasie „rutynowej podróży biznesowej”.
21-latek Hunder Brown, ze szkoły wojskowej Air Force Academy w Kolorado, umiera nagle podczas gry futbolowej.
59-latek Mike Pike, trener ze szkoły średniej w Perry (stan Georgia), umiera „nagle i niespodziewanie”
30-letnia Chandler Victoria Paddock z Mayville (stan Nowy Jork), umiera nagle i niespodziewanie. Przyczyna zgonu nie została podana.
7-latek Finnegan Barrett “Finn” Gobelet z miejscowości Murfreesboro w stanie Tennessee, umiera nagle.
24-latek Jake Miller, z Logansport (Indiana), umiera w domu we śnie.
38-latek Salvador „Sal” Mendoza z Lafayette (Indiana) umiera nagle w domu.
59-latek Richard George Aubin Jr., z Central Falls (stan Rhode Island) umiera „nagle i niespodziewanie”
…
…To tylko kilkanaście wybranych i wyszukanych w internecie przykładów z ostatniego tygodnia ze Stanów Zjednoczonych.
Z innych części świata, lista zmarłych „nagle i niespodziewanie”, tylko w okresie od 23 stycznia 2023 r. do 30 stycznia 2023 r.
„Gdziekolwiek mieszkasz i czymkolwiek się zajmujesz, „eksperci” mają wytłumaczenie, dlaczego może cię spotkać „nagła śmierć”. Mieszkasz w hałaśliwej okolicy? Zgadnij! Możesz być zagrożony! Zasypiasz przy włączonym telewizorze? Zgadłeś. Jesteś zagrożony! Nie oglądaj ekscytującego filmu. Możesz być zagrożony! I możesz zapomnieć o przeglądaniu mediów społecznościowych, grach wideo czy sporcie. Jeśli myślałeś, że ogrodnictwo jest bezpieczne, to się myliłeś! …
Teraz rozumiesz o co chodzi. Tak zwani „eksperci” i ich przyjaciele w mediach tuszują zdarzenia niepożądane i zgony spowodowane zastrzykami na Covid, ale jak najbardziej – „wierzcie nauce”.” więcej tutaj.
Oprac. www.bibula.com 2023-02-03 na podstawie mrówczej pracy prof. Marka Crispin Miller, z jego substacku
55-hektarowy kompleks służył papieżom jako letnia rezydencja od początku XVII wieku. Oprócz dwóch pałaców i terenów parkowych obejmuje również grunty rolne i zabudowania gospodarcze.
Ostatnio spędził tam kilka letnich dni w pierwszych latach po ustąpieniu Benedykt XVI. W 2016 roku papież Franciszek zlecił przekształcić papieskie wille w muzeum. Każdego roku odwiedza je tysiące osób.
Nazwa od encykliki Franciszka
Przyszłe centrum edukacji ekologicznej i rolnictwa będzie nosiło nazwę „Borgo Laudato Si”. Jego nazwa pochodzi od encykliki ekologiczno-społecznej o tym samym tytule opublikowanej przez papieża Franciszka w 2015 roku. Podpisany przez papieża statut projektu opublikował Gubernatorat Państwa Watykańskiego 2 lutego. Dyrektorem centrum papież mianował podsekretarza watykańskiej agencji ds. rozwoju, księdza Fabio Baggio.
==================================
Stolica Apostolska zakupiła Castel Gandolfo pod koniec XVI w. Za czasów panowania Urban VIII Barberiniego, willę papieską odrestaurowano i stworzono wspaniałe ogrody.
Po drugiej wojnie światowej Castel Gandolfo rozkwitło. Za panowania Jana Pawła II letnia rezydencja była tętniącą życiem oazą spotkań z wiernymi, sympozjów naukowych i pracy twórczej.
Dopuszczenie owadów do celów spożywczych jest bezpośrednim atakiem w rolników – ocenił Jan Krzysztof Ardanowski, przewodniczący Rady ds. Rolnictwa i Obszarów Wiejskich przy Prezydencie RP.
„Kolejny etap ograniczania rolnictwa”
Komisja Europejska zezwoliła na wprowadzenie do sprzedaży w krajach członkowskich UE produktów, które zawierają mąkę ze świerszcza domowego. Jak stwierdzono, to kolejne decyzja o dopuszczeniu owadów do celów spożywczych. Dodano, że larwa mącznika młynarka jest pierwszym robakiem, który według KE – może być spożywany. „Nasz Dziennik” zapytał Ardanowskiego, jaki będzie miało to wpływ na rolnictwo.
(…) To jest kolejny etap ograniczania rolnictwa, co już znamy. Tylko osoba o złej woli nie dostrzega ataku na rolnictwo, który przeprowadzają tzw. organizacje ekologiczne.[—-] I teraz wprowadzenie owadów do europejskiej kuchni – w formie dorosłych osobników, ale też poczwarek i larw – z czasem doprowadzi do ograniczenia zapotrzebowania na tradycyjne produkty rolnicze — powiedział Ardanowski.
Owady zagrożeniem dla rolnictwa
Pytany, czy rolnicy dostosują produkcję do nowych standardów odparł: „w żaden sposób”.
Dopuszczenie owadów do celów spożywczych jest bezpośrednim atakiem w rolników. Jest tak dlatego, że pola uprawne czy budynki gospodarskie nie nadają się do hodowli robaków. One nie będą się pasły na łąkach lub grzecznie chodziły po zagrodzie. Przeprowadzenie tej zmiany jest okazją do zarobienia gigantycznych pieniędzy przez międzynarodowe koncerny. (…) Bardzo szybko mogą postawić i rozbudować fabryki.
Pan minister Błaszczak, zwłaszcza w dniach ostatnich (najwyraźniej nadchodzą zapowiadane w Piśmie Świętym „dni ostatnie”), wielokrotnie powtarzał łacińską sentencję: „si vis pacem para bellum” (jeśli chcesz pokoju, szykuj się do wojny), na uzasadnienie gigantycznych zakupów uzbrojenia, twierdząc przy tym, że jest ono kupowane na potrzeby polskiej armii, która ma się zwiększyć do 300 tys. żołnierzy, no a tych trzeba odpowiednio uzbroić. To, że trzeba ich uzbroić, to oczywiste, chociaż przy okazji niedawnej rocznicy Powstania Styczniowego można przypomnieć popularną pieśń z tamtych czasów:
„Obok Orła znak Pogoni;
poszli nasi w bój bez broni, hu, ha,
wiatr gra, krew gra, hu, ha!
Niechaj Polska zna, jakich synów ma!”
Ale mniejsza z tymi wspominkami, między innymi, jak to powstańców styczniowych wspierali mężni Ukraińcy, bo ważniejsze jest to, że ani pan prezydent Duda, ani pan premier Morawiecki, ani nawet Naczelnik Państwa nie wykorzystał okazji by podkręcić jednego, albo drugiego, żeby przekonał prezydenta Józia Bidena, aby uzbrojenie tych dodatkowych 200 tysięcy polskich żołnierzy sfinansowały Stany Zjednoczone.
Prezydent Biden wielokrotnie wspominał, że USA chciałyby wydatnie wzmocnić wschodnią flankę NATO, więc pan prezydent Duda mógłby mu podpowiedzieć, jak to zrobić. Właśnie tak. Niestety, pan prezydent Duda, zwłaszcza w stosunkach z amerykańskimi prezydentami, jest bardzo nieśmiały. Bez pozwolenia nie ośmiela się usiąść w ich obecności, ani nawet się odezwać– co sam powiedział uczestnikom przyjęcia, wydanego w listopadzie 2018 roku w polskiej ambasadzie w Waszyngtonie z okazji 100 rocznicy odzyskania niepodległości – że podczas przeprowadzonej tego samego dnia rozmowy w cztery oczy z prezydentem Trumpem nie poruszył sprawy ustawy nr 447, „bo strona amerykańska tego nie zaproponowała”.
Wracając tedy do łacińskiej sentencji nadużywanej w dniach ostatnich przez pana ministra Błaszczaka, to można by ją uzupełnić inną sentencją: „si vis belli para bellum”, co się wykłada, że jeśli chcesz wojny, szykuj się do wojny. Chodzi o to, że wprawdzie wszystkie wojny toczą się o pokój, a w każdym razie wszystkie one kończą się jakimś pokojem – ale żeby doprowadzić do pokoju, to najpierw trzeba doprowadzić do wojny. A żeby doprowadzić do wojny, to najpierw trzeba się do niej przygotować, to chyba jasne.
Tymczasem pod koniec lutego ubiegłego roku, kiedy to rozpoczęła się rosyjska inwazja na Ukrainę, można było odnieść wrażenie, jakby rząd polski nie był do tej wojny przygotowany. Okazuje się jednak, że ze strony rządu to był tylko taki zwód, żeby przed opinią publiczną lepiej ukryć pewne wydarzenie, które miało miejsce na długo przed rosyjską inwazją na Ukrainę, bo 2 grudnia 2016 roku. Tego dnia między rządem polskim, a rządem ukraińskim została bowiem podpisana umowa o wzajemnej współpracy w dziedzinie obronności. Została ona dlaczegoś opublikowana dopiero 3 lata później, w Monitorze Polskim z roku 2019 pod pozycją 50. Bardzo możliwe, że ze względu na zawarty w niej art. 12, którego treść uzasadniałaby zmianę tytułu umowy – że nie o „współpracy w dziedzinie obronności”, tylko „o oddaniu Ukrainie wszystkich zasobów, jakie znajdują się w posiadaniu Rzeczypospolitej Polskiej”. Przytoczę ten artykuł w pełnym brzmieniu, żeby Czytelnik sam się o tym przekonał.
„1. W razie stanu wyjątkowego, katastrofy naturalnej lub stanu wojennego, ogłoszonego na terytorium jednej lub obu Stron, mogą one proponować sobie wzajemnie niezwłoczne wsparcie.
2. Wsparcie o którym mowa w ust. 1 niniejszego artykułu, będzie odbywać sie na zasadach określonych w prawie wewnętrznym Strony udzielającej tego wsparcia i będzie obejmować:
1. Nieodpłatne przekazania uzbrojenia, produktów podwójnego zastosowania i mienia niebojowego, pochodzącego z zasobów sił zbrojnych jednej ze stron;
2. Specjalne doradztwo i wsparcie wraz z czasową wymianą wyszkolonego i kompetentnego personelu wojskowego i cywilnego w celach wykonania uprzednio określonych prac i świadczenia usług;
3. W zakresie przewidzianym prawem wewnętrznym Stron, wyposażenie, zapasy, produkty i materiały czasowo wwiezione na terytorium Strony i wywiezione z niego w związku ze wsparciem o którym mowa w ust. 1 niniejszego artykułu, bedą zwolnione z podatków, ceł i innych opłat.”
Warto dodać, że umowa opatrzona jest jedynie parafkami obydwu sygnatariuszy, więc nie wiadomo, kto konkretnie „z upoważnienia rządu Rzeczypospolitej Polskiej” ją podpisał, ale bez względu na to, kto to był, odpowiedzialność za jego działania ponosi ówczesny premier rządu, czyli pani Beata Szydło, dzisiaj na politycznej emeryturze w luksusowym przytułku dla „byłych ludzi”, czyli Parlamencie Europejskim, dokąd została zesłana przez Naczelnika Państwa w następstwie „głębokiej reorganizacji rządu” w roku 2017.
W zacytowanym artykule umowy zwraca uwagę zobowiązanie do „nieodpłatnego” przekazania uzbrojenia itd., „z zasobów sił zbrojnych”. Krótko mówiąc, w tej umowie rząd polski zobowiązał się do uzbrajania i wyposażania Ukrainy kosztem osłabienia zdolności obronnych państwa polskiego – do czego w niepojętym przypływie szczerości, być może podyktowanym pragnieniem zaimponowania przybyłym do Davos na swój zjazd złotym cielcom z różnych zakątków świata – pan prezydent Duda się przyznał – że 260 czołgów i innych rodzajów uzbrojenia, jakie Polska nieodpłatnie przekazała Ukrainie, nie pochodziło z rezerw – bo tych Polska nie miała – tylko zwyczajnie – z jednostek liniowych, które w tym celu zostały ogołocone.
Nawiązując jeszcze raz do sentencji, której w dniach ostatnich tak obficie cytował pan minister Błaszczak, warto zwrócić uwagę, że wspomniana umowa została zawarta 2 grudnia 2016 roku, a więc w trzy lata po wysadzeniu w powietrze przez prezydenta Obamę ustanowionego 20 listopada, na dwudniowym szczycie NATO w Lizbonie, porządku politycznego, będącego konsekwencją dokonanego przezeń 17 września 2009 roku „resetu” w stosunkach amerykańsko-rosyjskich.
Wzbudza to podejrzenia, że Nasz Najważniejszy Sojusznik już wtedy rozpoczął przygotowania do wojny z Rosją, w ramach których 2 grudnia 2016 roku nakazał polskiemu rządowi nieodpłatnie oddać do dyspozycji Ukrainy zasoby Rzeczypospolitej Polskiej – bo umowa nie przewiduje żadnych ilościowych ograniczeń, stawiając tylko warunek, by pochodziły one „z zasobów sił zbrojnych jednej ze Stron”. Ta okoliczność wyjaśnia przyczyny, dla których rząd polski, rzekomo w celu uzbrojenia powiększanej armii polskiej, za bajońskie sumy dokonuje za granicą zakupów uzbrojenia, które – w miarę przedłużania się wojny na Ukrainie – prawdopodobnie będzie „nieodpłatnie” przekazywał temu państwu.
Za czasów Piłsudskiego powiadano, że „nie matura, a chęć szczera zrobi z ciebie oficera”. Teraz chęć szczera może zrobić z ciebie nawet profesora w dowolnej dziedzinie, wystarczą odpowiednie układy.
Jakie zatem studia wybrać? To zależy od tego co się chce osiągnąć. Jeśli zamierza się zdobywać duże pieniądze, to najkrótszą drogą są nielegalne machlojki, a studia prawnicze mogą przynieść tu podwójne korzyści. Kandydat na przyszłego milionera dowiaduje się, jak skutecznie omijać znane mu prawo i zawierać znajomości, które mogą okazać się przydatne, gdyby się jednak noga powinęła. Człowiek chory, lub hipochondryk powinien studiować medycynę. Dawniej mógł mieć trudności z dostaniem się na ten kierunek studiów, bo już na wstępie trzeba było wykazać się dużą wiedzą z zakresu nauk przyrodniczych, same układy nie wystarczały. Dzisiejsza, wszechobecna „tolerancja” pozwala postaciom pokroju Kopacz otrzymać dyplom i „leczyć” ludzi. Szacuje się, że w Polsce brakuje sześćdziesięciu tysięcy lekarzy. Zatem na bezrybiu i rak ryba. Jeśli ma się duże „parcie na szkło”, najlepiej wybrać uczelnię artystyczną. Tak, jak w poprzednich dwóch grupach, tak i tu, absolwenci dzielą się na tych, którzy umiłowali przedmiot studiów, czyli sztukę w tym wypadku, i tych, którzy miłują jedynie siebie z wzajemnością. Ci drudzy tworzą niezbędne kliki elegancko nazywane „kastami”. A co z tymi, którzy umiłowali naukę w czystej postaci? Twórcy Nowego Wspaniałego Świata z nimi mają największy kłopot. Rzetelnie przeprowadzane doświadczenia naukowe źle służą ideologiom, rujnują dorobek „genderyzmu”. „ekologizmu”, „klimatyzmu” itp.
Na szczęście i zapewne z poręczenia, najbogatszych ludzi świata, po „unieważnieniu” matematyki, jako niepoprawnej politycznie, bo wymyślonej przez białych, heteroseksualnych mężczyzn, wszystko stało się możliwe. Jakość uczelni przechodzi w ilość. Teraz każdy może coś studiować zamiast pracować, bo do pracy nie każdy się nadaje.
Abdykacja Władcy, uprzejme zaproszenie dzieci Szatana. [2].
Vladimir Volkoff, Carskie sieroty. Str. 158 i nn. Rozdz. 21. Dębogóra.
Przez pierwsze miesiące 1917 roku w Petersburgu miały miejsce tylko strajki i drobne zamieszki. Lud był wyczerpany wojną i zaczęły krążyć plotki o głodzie, którym rząd próbował, bez powodzenia, zaprzeczać. Przebywający w Szwajcarii bolszewicy nie brali udziału w grze, ale inne partie rewolucyjne korzystały z okazji. Kraj pogrążał się w anarchii.
Car Mikołaj II miał zaś tylko jedną obsesję: kontynuować wojnę i nie zdradzić sojuszników.
Dnia 15 marca 1917 roku, sprzeniewierzając się wszystkim fundamentalnym aktom prawnym cesarstwa, podpisał akt swojej abdykacji:
W dniach straszliwej walki z wrogiem zewnętrznym, który od blisko trzech lat próbuje podporządkować sobie naszą Ojczyznę, spodobało się Panu Bogu poddać Rosję nowej, bolesnej próbie. Ruchy ludowe, które zaczęły ją nękać, stanowić mogą zagrożenie dla kontynuowania wojny… W tych decydujących dla Rosji dniach uznaliśmy za nasz obowiązek ułatwić naszemu ludowi ścisłe jego zjednoczenie i zespolenie wszystkich sił narodu w celu odniesienia rychłego zwycięstwa. Zatem w porozumieniu z Dumą postanowiliśmy abdykować i złożyć naszą najwyższą władzę.
Wołodia szedł właśnie na ulicę Kawalergardską, gdy minął go pędzący przez miasto, trąbiący kabriolet. Stał w nim mężczyzna w mundurze oficera. Był przepasany czerwoną szarfą i rzucał przechodniem garście czerwonych ulotek, krzycząc ze wszystkich sił:
– Car Mikołaj II abdykował! Abdykował!
A z nieba padał czerwony deszcz. Wołodia musiał się oprzeć o ścianę domu, żeby nie upaść. On, który nie był specjalnie przywiązany do idei monarchii, miał teraz wrażenie, że słońce zgasło, a ulica pogrążyła się w mroku. Na chodniku stała mała dziewczynka o złocisto-brązowych włosach. Chciała przej ść przez ulicę, zapewne po to, żeby udać się do sklepu naprzeciwko. Wołodia zobaczył, jak nagle wybuchnęła płaczem i uciekła, nie zrobiwszy swoich zakupów. A on, demokrata, zrozumiał, że w pewien sposób życie straciło sens, ponieważ w Rosji nie ma już cara.
Och, miliony Rosjan będą świętować. I chociaż większość z nich nie jest bolszewikami, to jak Wołodia jeszcze przed kilku dniami, przed kilku minutami, głoszą konieczność zmian, domagają się reform, pragną „zerwania z barbarzyństwem zacofanego reżimu” i „dogonienia Europy”. ..
On jednak, choć jego poglądy nie zmieniły się ani na jotę, zobaczył nagle, jak odskoczył jeden z wielkich rygli świata:
Święta Rosja zakończyła żywot i już nic nie zagradza drogi Antychrystowi.
Wiek XX będzie stuleciem Czerwonej Bestii. Podtrzymująca sklepienie kolumna upadła, sklepienie miało się osunąć, ściany zawalić, a każdy kamień budowli utracić swoje miejsce i rolę, stając się zwykłym kamieniem. Od tej pory królować będzie wzgarda i okrucieństwo i to nie tylko w Rosji. Boże stworzenie jest jednością, zatem cała ludzkość dozna uszczerbku, bo namaszczony przez Boga książę nie dotrzymał słowa. A przysięgi, które mu składali jego poddani, zaczną eksplodować jedna po drugiej , niczym w reakcji łańcuchowej. Lud stanie się krzywoprzysięzcą, bo krzywoprzysiągł jego car. A jeśli przysięga nie jest pustym słowem, jeżeli dotyka samego jądra prawdy, to gangrena tych eksplozji toczyć będzie ciało narodu i rozpełznie się po całym świecie.
Wołodia pospieszył do Ariadny ciężko oparta o futrynę okienną, mnąc w dłoniach czerwoną ulotkę. Pierwszy zwrócił się do niej per „ty”:
– Wyglądasz jak śmierć.
Spojrzała na niego.
– Ty też.
Jej głos był bezbarwny.
– Pogromy. . . Znowu się zacznie. Tylko car mógł nas przed tym obronić. Tylko on mógł to wszystko utrzymać w ryzach. Zapewnić jakąś równowagę. A teraz. .. Teraz nic już nie położy tamy okrucieństwu. O, my nieszczęśni! Teraz już nie skończy się na rozpruwaniu pierzyn i wyrzucaniu kołder przez okno. Nasze dziewczęta będą gwałcone, starcy ciągnięci za brodę. . . Każą nam jeść wieprzowinę. .. Nie wiesz, do czego zdolny jest lud Rosji.
Wołodia był wstrząśnięty. – Tak jest z każdym ludem, który poczuje krew. Pamiętasz, jak Francuzi garbowali skórę szuanom podczas swojej rewolucji?
– Teraz będzie gorzej. Większość Francuzów to drobnomieszczanie. Oni jeszcze znają jakieś granice. Rosjanie to naród maksymalistów. To już nie będą tylko pogromy Żydów. Cała Rosja będzie jednym wielkim pogromem, przez wiele pokoleń.
W egzaltacji Ariadny było coś biblijnego. Można by rzec, że to „Rachel opłakuje swoich synów, nie daje się pocieszyć, bo już ich nie ma”.
Ariadna opadła na fotel.
– Jak on mógł! Przecież to na swój sposób dobry człowiek, inteligentny. Został namaszczony! Można zrzec się władzy, ale nie namaszczenia. W przeciwnym razie namaszczenie to tylko farsa. Jak on odkupi tę zdradę? Bóg mu jej nie przebaczy. Przepowiadam mu straszliwe męki, jemu i jego rodzinie, bo jeden człowiek nie jest w stanie odpokutować takiego wiarołomstwa. Przecież go kochaliśmy, Wołodia, uwielbialiśmy!
(Wołodia nie wiedział, że Ariadna darzyła Mikołaja II uwielbieniem. Bez wątpienia albo dopiero teraz to sobie uświadomiła, albo po prostu zmyślała).
– Dlaczego więc nas opuścił?
Trzy lata wcześniej Wołodia uważał Ariadnę za żydowską intelektualistkę o sympatiach rewolucyjnych. Wypowiedzenie wojny zrobiło z niej prawosławną nacjonalistkę. Dziś przywdziewała kostium autokratycznego rosyjskiego mesjanizmu, może pod wpływem wyrzutów sumienia.
Spróbował przedstawić jej bardziej racjonalne wyjaśnienie sytuacji.
– Car poświęcił się dla sojuszników. Żeby wojna mogła dalej się toczyć. Tak samo jak poświęcił armię Samsonowa nad Marną.
– Prawdziwy car – odpowiedziała – poświęca się tylko dla swojego ludu.
Kiwała się na boki i jak dziecko żałośnie szlochała z rozpaczy. Kiedy wreszcie udało mu się ją nieco uspokoić, wyszli na ulicę. Intelektualiści w binoklach na nosie stali na narożnikach ulic, perorując głośno iw kwiecistych słowach sławiąc zwycięstwo rewolucji, którą określali jako „bezkrwawą” i uważali za dokonaną, zakończoną. Dwóch z nich bywało kiedyś w salonie Ariadny. Odwróciła się od nich z niesmakiem. Między przechodniami krążyli żołnierze w rozchełstanych mundurach, nie salutując mijanym oficerom. Wołodia poczuł ulgę, że nie jest w mundurze. Pijane grupki śpiewały Marsyliankę. Inne intonowały rosyjską wersję Międzynarodówki:
Rozpalimy ogień wielki,
A w nim sczeźnie burżuj wszelki.
Na przekór wszystkiemu, Wołodia miał jeszcze nadzieję, że wieść o abdykacji okaże się fałszywa, albo że car zmieni zdanie, albo że wierne mu oddziały przywrócą porządek. To, co się zdarzyło, było jak śmierć ukochanej osoby: zbyt straszne, żeby mogło być prawdziwe. Ariadna natomiast nie miała już żadnej nadziei. Szła uczepiona ramienia Wołodii, ze zwieszoną głową, nie zważaj ąc na zaściełające chodniki niedopałki i gnij ące głąby kapusty. Tego dnia i przez kilka następnych dni Wołodia, symulując chorobę nie poszedł do pracy w biurze Ministerstwa Sprawiedliwości.
Dnia 21 marca car złożył dymisję z funkcji dowódcy sił zbrojnych:
Po raz ostatni zwracam się do was, moi ukochani żołnierze. Abdykując z tronu Rosji w imieniu własnym oraz mojego syna, przekazałem władzę w ręce Rządu Tymczasowego… Niech Bóg dopomoże mu poprowadzić Rosję drogą chwały i szczęścia… Przez dwa i pół roku pełniliście ciężką służbę, przelaliście wiele krwi, podjęliście wielki trud i bliska jest już godzina, gdy Rosja, złączona ze swymi walecznymi sojusznikami we wspólnym pragnieniu zwycięstwa, przełamie ostatnie bastiony oporu wroga… Spełnijcie tedy wasz obowiązek, brońcie mężnie waszejwielkiej Ojczyzny, poddajcie się władzy Rządu Tymczasowego, bądźcie posłuszni waszym dowódcom, pamiętajcie, że każde rozluźnienie dyscypliny służy wyłącznie naszym wrogom… Niech Pan Bóg wam błogosławi, a święty Jerzy prowadzi was do zwycięstwa. Mikołaj.
Wołodia miał przyjaciół w kwaterze głównej dowództwa sił zbrojnych. Przez telefon dowiedział się, że generałowie ucieszyli się z abdykacji, a wszystkie jednostki przedefilowały przed byłym carem, nawet mu nie salutując.
Było jednak zupełnie inaczej . Gdy nadeszła ta wieść, jedni oficerowie zalewali się łzami, inni padali zemdleni. Zemdleni? Oficerowie? To był początek kataklizmu. Ukonstytuował się Rząd Tymczasowy złożony z centrystów i socjalistów.
Ogłoszono amnestię dla więźniów politycznych. Wprowadzono wolność słowa i stowarzyszeń – także w armii. W szkołach zaprzestano nauki religii. Policja miała zostać zastąpiona milicją, której dowódcy mieli być wybierani. Zniesiono podziały klasowe, etniczne i wyznaniowe. Ogłoszono wybory powszechne, równe i tajne. Pozbyto się całej spuścizny monarchii autokratycznej. Koniec z tytułami honorowymi, sztandary noszące inicjały Mikołaja II wyrzucono do lamusa, z orderów i odznaczeń usunięto godła monarchii. Zmieniono nazwy ulic, statków oraz instytucji naukowych, wymazując z nich jakikolwiek ślad panowania carów. Zburzono wzniesione ku ich chwale pomniki. Nawet Cerkiew Prawosławna oddała na przetopienie srebrny dzwon, który niegdyś odlano na cześć Aleksandra III.
Dnia 22 marca Mikołaj II został aresztowany z rozkazu tego samego Rządu Tymczasowego, do podporządkowania się któremu osobiście wzywał.
Co czynić mamy, kiedyśmy w walce duchowej ranę odnieśli.
Ks. Wawrzyniec Scupoli. (8)
Utarczka duchowa inaczej Walka duchowa, czyli nauka poznania, pokonania samego siebie, i dojścia do prawdziwej doskonałości chrześcijańskiej.
Utarczka duchowa czyli nauka poznania, pokonania samego siebie, i dojścia do prawdziwej doskonałości chrześcijańskiej. Przez Księdza Scupoli, Teatyna. Przełożył z francuskiego X. S. U. W. C. (Ks. Stanisław Ulanecki), Warszawa 1858.
ROZDZIAŁ XXV. Szermierz Jezusa winien być wolnym od wszelkiego w sercu niepokoju
Synu! jeśliś utracił spokój w sercu, staraj się go odzyskać co prędzej, i wszystko, cokolwiek wydarzyć się może w tym życiu, nie powinno cię mieszać ani pozbawiać spokoju. Winniśmy co prawda, zachować boleść i żal za nasze winy, ale ten powinien być daleki od wszelkiej burzy, od wszelkiego rozpaczliwego niepokoju, jakeśmy to już na wielu wskazali miejscach. Potrzeba także, abyśmy litowali się nad grzesznikami, zwłaszcza wewnętrznie, abyśmy jęczeli nad ich zgubą; potrzeba, abyśmy współubolewali nad bratem, lecz to współubolewanie ma być rzewne, dalekie od gwałtowności, pomieszania, ma być skutkiem prawdziwej, w Bogu i dla Boga miłości.
Co się zaś tyczy nieprzeliczonych nędz i przeciwności na jakie wystawieni jesteśmy na ziemi, jak np. choroby, klęski, śmierć, utrata przyjaciół, lub krewnych, powietrze, wojna, pogorzele i rozliczne inne przykre przygody i utrapienia, których się ludzie tak lękają, tak trwożą jako przeciwnych naturze, która cierpień unika, my przy pomocy łaski Boga, nie tylko winniśmy chętnie przyjmować z ręki Stwórcy, ale nawet z weselem dziękować za nie, Jego Ojcowskiej Opatrzności, Bóg albowiem zsyła takowe strapienia, albo jako sprawiedliwą karę na grzeszników dla ich nawrócenia, albo jako sposobność do zasługi dla sprawiedliwych. Prawdziwie upodobania godny widok przedstawiamy wówczas Bogu, kiedy w ciężkich dolegliwościach, naszą wolę zgadzamy z wolą Boga; kiedy umysł bez szemrania wszelkie krzyże w spokoju i cierpliwości znosi. Pamiętaj wreszcie synu, że wszelki niepokój nie podoba się Panu i jakiejkolwiek byłby natury, zawsze jest niedobry, zawsze z zepsutego wypływa źródła, z miłości własnej. Zawczasu przeto rozważ wszelkie zło, jakie by cię spotkać mogło, przygotuj się nań i znoś w cierpliwości. Zauważ dobrze, że wszelkie zło doczesne, choćby się najstraszniejsze wydawało, złem przecież rzeczywistym nazwać się i być nie może, ponieważ nie może nas pozbawić dóbr prawdziwych, jakimi jest Bóg, niebo: ponieważ Bóg zsyła i dopuszcza je, już dla przyczyn dopiero wymienionych, już dla innych przed nami wprawdzie zakrytych, ale które zawsze są najsprawiedliwsze.
Jeśli nawykniesz synu mój, utrzymać swój umysł zawsze swobodny, we wszystkich przygodach tego życia, wiele stąd odniesiesz korzyści, przeciwnie, niepokojąc się ciągle, i ćwiczenia twe duchowe niedobrze odbędziesz i żadnego z nich nie odniesiesz pożytku. Co więcej, dopóki w tym niepokoju zostawać będziesz, staniesz się igraszką wroga, nie poznasz wcale bezpiecznej, do cnoty wiodącej drogi. Wróg bowiem zbawienia, szatan, natęża wszystkie siły, aby usunął spokój z serca, wie on bowiem, że Bóg w spokoju przebywa i w spokoju wielkich dokonywa rzeczy. Dlatego używa wszelkiej chytrości, aby nam go wydarł i aby nas ułudził, wciska się nieznacznie, poddaje zamiary na pozór dobre ale w gruncie złośliwe, po rozmaitych poznać je możesz znamionach, a zwłaszcza po tym, że mieszają spokój wewnętrzny.
Dla zaradzenia tak niebezpiecznemu złu, kiedy nieprzyjaciel wysilać się będzie na wzniecenie w tobie jakiegoś wzruszenia, jakiegoś nowego pragnienia, nie otwieraj mu serca swego, usuń wprzód wszelkie uczucie pochodzące z miłości własnej; przedstaw Panu to twoje pragnienie, błagaj usilnie aby ci dał poznać, czy ono od Niego, czy też z poduszczenia złego pochodzi ducha. Nie zaniedbaj także poradzić się w tym względzie tego komu powierzyłeś kierunek sumienia swego. Kiedy nawet pewnym jesteś, że pragnienie pozostałe w twej duszy z natchnienia ducha Bożego pochodzi, jeszcze nie powinieneś brać sobie za obowiązek dokonać takowe, dopóki wprzód nie poskromisz zbytniego zapału doprowadzenia go do skutku. Sprawa bowiem dobra, wykonana z takim poskromieniem siebie, daleko jest przyjemniejszą Bogu, aniżeli z zbytecznym pośpiechem, z gwałtownym uczyniona zapałem; niekiedy samo dzieło nie tyle podoba się Panu, co umartwienie podobne. Tym sposobem, odrzucając wszystkie niegodne zachcenia, a do dobrych nawet zamysłów, biorąc się dopiero po poskromieniu wszelkich zapędów wrodzonych, możesz zachować prawdziwy, dokładny spokój w sercu.
Dla powyższej jeszcze przyczyny, nie powinieneś synu, zważać na zgryzoty wewnętrzne w sumieniu, które, jak zdaje się, pochodzą od Boga, bo wyrzucają nam prawdziwe upadki nasze; w samej jednak rzeczy są sprawą złego ducha; poznać to możemy po następujących znamionach: Jeżeli zgryzoty sumienia wzniecają w nas upokorzenie, jeśli czynią gorliwszymi w wypełnianiu spraw dobrych, jeśli nie zmniejszają ufności jaką pokładać winniśmy w miłosierdziu Boskim, przyjmujmy je wtenczas z podzięką jako łaskę nieba, jako pochodzące od Boga; lecz, jeżeli nas mieszają i trwożą, odbierają odwagę, jeśli nas czynią leniwymi, lękliwymi, oziębłymi w wykonaniu naszych powinności, wtenczas poczytać je mamy jako poduszczenia szatana, wykonywać zwykłe swe sprawy, a na to zamieszanie wewnętrzne żadnej nie zwracać uwagi.
Nadto, często się zdarza, że nasze niepokoje wnętrzne pochodzą z rozlicznych dolegliwości doczesnego życia; w takim razie, aby się pozbyć rodzącego stąd niespokoju, na dwie rzeczy mamy zwracać uwagę: naprzód, winniśmy się zastanowić jaki te dolegliwości mogłyby w nas uczynić uszczerbek, co by mogły w nas zniszczyć, czy miłość doskonałości, czy miłość nas samych, która głównym wrogiem jest naszym; jeśli miłość nas samych, nie mamy powodu do narzekania, owszem z wdzięcznością, z weselem przyjmować one należy, jako łaski zesłane nam od Pana, jako środki do pokonania wroga; lecz choćby nas odciągały od doskonałości i czyniły niemiłą cnotę, to i wtenczas zrażać się nie mamy, ani tracić spokoju serca, jak to wkrótce wyjaśnimy. Drugą rzeczą, jaką w dolegliwościach uczynić winieneś, jest, abyś wzniósł umysł ku Bogu i przyjął bez długiego rozbioru to, co z Jego Ojcowskiej pochodzi ręki, przekonany, że same krzyże jakie na nas zesłać Mu się podoba, mogą się stać jedynie źródłem dobrodziejstw, których nie poznajemy i dlatego korzystać z nich zaniedbujemy.
ROZDZIAŁ XXVI. Co czynić mamy, kiedyśmy w walce duchowej ranę odnieśli, to jest usterki jaki popełnili
Kiedy w walce duchowej rannym zostałeś, to jest: kiedy spostrzeżesz, żeś popełnił jaki błąd, czy to skutkiem jedynie ułomności, czy to nawet z zastanowieniem się i złością, nie trap się bardzo, nie zachodź w zwątpienie i niespokój, owszem zwracaj się synu, zaraz do Boga, odzywaj doń z pokorą i ufnością: Teraz o Boże mój! poznaję, czym jestem. Czegoż się bowiem po stworzeniu tak jak ja nędznym i zaślepionym spodziewać można, jedno zdrożności i upadków.
Zastanów się nad twą nędzą i upadkiem nieco, abyś w głębi duszy uczuł wstyd prawdziwy i żal serdeczny za swój upadek. Potem nie mieszaj się w duchu, ale skieruj całą twą nienawiść ku skłonności która panuje w tobie, a zwłaszcza tej, która grzech spowodowała. Powiedz: Panie! ja bym tysiąc razy większe i częstsze popełniał zbrodnie, gdyby mnie Twoja nieskończona nie otaczała i nie powstrzymywała dobroć. Złóż potem synu, tysiąckrotne dzięki temu Ojcu miłosierdzia, zacznij Go tym więcej miłować, widząc jak On mimo obrazy jakąś Mu wyrządził, wyciąga ku tobie zbawczą rękę, abyś w podobną znowu nie popadł nieprawość.
Na koniec, pełen ufności zawołaj z serca do Pana: Boże, wskaż mi wielkość Twoją, niech ja grzesznik nędzny poznam w uniżeniu objem Twego Boskiego miłosierdzia; nie dopuść Panie, abym choć na chwilkę miał się oddalić od Ciebie, wzmocnij mnie Twą łaską, abym Cię już więcej nie obraził nigdy.
Potem nie badaj już, czy Bóg odpuścił ci winę lub nie, bo to byłoby nowym, daremnym dla ciebie, pomieszaniem sumienia, byłoby stratą czasu, okazem pychy i ułudą szatana, który pod tak umaskowanymi pozorami dręczyć nas zamierza. Zdaj się zupełnie na miłosierdzie Boże i w zaspokojeniu prowadź dalej swe duchowe ćwiczenia, jakbyś nigdy nie upadł. Chociażbyś nawet po wielekroć w ciągu dnia jednego obraził Boga, nie trać przecie nadziei. Użyj po raz drugi, trzeci, a nawet dziesiąty tegoż samego sposobu, to jest: wzbudzaj coraz większą pogardę siebie, nienawiść grzechu i coraz baczniejszym na przyszłość bądź w czuwaniu nad sobą. Rodzaj takiej walki wielce się nie podoba szatanowi, ale bardzo przyjemny jest Bogu; wróg ponosi tu zawsze zawstydzenie, widząc się poskromionym, pohańbionym przez tegoż, którego w innych okazjach tak łatwo zwyciężył. Dokłada przeto szatan wszelkich starań i chytrości, abyśmy zaniechali podobnego sposobu, i częstokroć jego sztuka mu się udaje, a to wtenczas kiedy mało przykładamy baczności w czuwaniu nad tajnikami serca naszego.
Zresztą, im więcej synu, napotkałbyś trudności, tym więcej używaj mocy do pokonania siebie i nie raz jeden, ale często powtarzaj to święte ćwiczenie pogardy, poniżenia siebie i nienawiści upadku, chociażbyś tylko do jednego poczuwał się grzechu. Jeśli zaś grzech, w który nieszczęściem upadłeś, sprawia ci synu trwogę i odejmuje odwagę działania, staraj się przede wszystkim odzyskać spokój wnętrzny w duszy i ufność w Bogu. Wznieś serce w niebo i zauważ, że niespokój w duszy, nie tak z powodu nieszczęsnego upadku, nie tak z obrazy Boga, ale raczej z obawy na karę, jakąśmy zasłużyli, pochodzi, którą przecież gotowi być winniśmy w każdej przyjąć chwili.
Sposób zaś odzyskania tak pożądanego koniecznego spokoju duszy, jest następujący: przestań synu, myśleć o popełnionym grzechu, zastanów się raczej nad nieskończoną dobrocią Boga, który zawsze jest gotów przebaczać najpotworniejsze bezprawia, najsromotniejszym zbrodniarzom; który, owszem wszelkich używa sposobów, aby zwrócił grzeszników do ich powinności, aby się najściślej z nimi zespolił, aby ich uświęcił w doczesnym życiu i ubłogosławił w wieczności. Kiedy te, lub tym podobne uwagi uspokoją umysł twój, wtenczas już możesz się zastanowić i nad grzechem, i użyć naprzeciw niemu oręża powyżej ci wskazanego.
Na koniec, zbliżając się do Sakramentu Pokuty, do którego często przystępować ci radzę, staw sobie przed oczy wszystkie twe winy, wyznaj je szczerze ojcu duchownemu, wznów w sobie żal z powodu ich popełnienia i mocno postanów nigdy już więcej w nie nie upadać.
ROZDZIAŁ XXVII. Jak szatan zwykł kusić i mamić tych, co zamierzają być cnotliwymi, a którzy jeszcze są pogrążeni w występku
Wiedz synu, że jedyną jest myślą szatana, czyhać na zgubę dusz naszych, i że na nas naciera w sposób rozliczny. Abym ci odkrył jego zasadzki i zdrady, przedstawię wprzód rozmaitego rodzaju i stanu osoby i ich usposobienia.
Są jedni, co w ciągłej niewoli grzechu zostają, i nie myślą wcale tak ohydnych skruszyć więzów.
Są inni, którzy by radzi oswobodzić się z więzów i niewoli grzechu, ale żadnego do tego nie czynią kroku.
Są i tacy, którzy mniemają, że na dobrej są drodze, chociaż najbardziej od niej są oddaleni.
Są wreszcie osoby, które na wysoki już szczebel cnoty wstąpiły i nagle sromotniej, niż kiedykolwiek w grzech upadły.
O tych wszystkich usposobieniach, mówić będziemy w następnych rozdziałach.
ROZDZIAŁ XXVIII. Jak szatan pociągnąwszy w grzech kogo, pragnie w grzechu go utrzymać i dopełnić jego zguby
Kiedy udało się już szatanowi pociągnąć duszę do grzechu, wszystkich wtenczas używa podstępów, sposobów, aby naprzód zaślepił grzesznika, aby usunął z wyobraźni jego wszystko to, co by mu dało poznać stan jego nieszczęśliwy w jakim się znajduje; nie tylko, że w nim przytłumia wszystkie dobre od Boga pochodzące myśli i natchnienia, a w miejsce ich poddaje inne pełne złośliwości, ale jeszcze usiłuje go wplątać w okazje niebezpieczne, rozciąga swe sidła, aby go uwikłał w tenże sam lub inny jeszcze obrzydliwszy grzech; stąd pochodzi, że grzesznik coraz bardziej na umyśle zaćmiony, z bezprawia w coraz nowe bezprawie wpada i coraz więcej w złem się utwierdza, a tak niby z stromej stacza się góry z ciemności w ciemność, z przepaści w przepaść, oddalając się coraz bardziej od drogi zbawienia, chyba że Bóg przez osobliwszą łaskę, cudem powstrzyma go i podźwignie.
Na tak widoczną zgubę, zagrażające zło, jedyny jest środek, aby bez żadnej odwłoki poszedł grzesznik za natchnieniem Boga, co go z ciemności wiedzie do światła, z występku do cnoty, wołając do Boga: wspieraj mnie Panie, na ratunek mój pospiesz, nie dozwól abym dłużej w cieniach śmierci i grzechu zostawał. Niech grzesznik często z głębi duszy powtarza te lub podobne wyrazy, niech się natychmiast, jeśli można, uda do ojca duchownego, niech się pyta co ma czynić, jakiej użyć broni przeciw wrogowi który go naciska. A jeśli doń zaraz udać się nie może, niech się uciecze do stóp Jezusa ukrzyżowanego, a padłszy na twarz niech wzywa ratunku. Może się także udawać do Nieba Królowej, matki miłosierdzia Maryi: od tej bowiem skwapliwości i pilności w nawróceniu, zawisło zwycięstwo, jak to w następnych zobaczymy rozdziałach.
ROZDZIAŁ XXIX. O ułudzie tych, co niby radzi, a przecież całkowicie nie poprawują się
Wiele jest osób co poznają zły stan swego sumienia i chcieliby z jarzma grzechowej wynijść niewoli, ale dają się łudzić nieprzyjacielowi duszy, który w nich wmówić usiłuje, iż wiele jeszcze mają do tego czasu i tak najbezpieczniej odkładają nadal swe nawrócenie. Przedstawia im, iż przede wszystkim potrzeba ukończyć tę lub ową sprawę, uspokoić się z niektórymi zawiłymi interesami, że bez tego niepodobna się całkowicie oddać życiu duchowemu, ani swobodnie spełniać swe obowiązki. Wyraźna to zasadzka szatańska, w którą wiele już osób ułowić się dało, i w którą co dzień nowe wpadają ofiary; wszyscy jednak sobie samym i swemu najgrubszemu lenistwu, przypisać winni to nieszczęście, bo w sprawie gdzie idzie o własne zbawienie i cześć Boga, tak długo się ociągali.
Niech nikt nie mówi: Jutro, jutro; ale raczej dziś, zaraz; pytam się bowiem dlaczegóż jutro? Wiemże ja, czy doczekam jutra? Lecz chociażbym najpewniej wiedział, byłażby to skuteczna wola odniesienia zwycięstwa, zadawać sobie coraz nowe blizny?
Dla uniknienia tej i w poprzednim rozdziale wyrażonej ułudy, niewzruszoną jest zasadą, abyśmy bez ociągania się byli posłusznymi natchnieniom nieba. Kiedy zaś mówię bez ociągania się, nie rozumiej tu wcale synu, samych jedynie pragnień, albo słabych bezowocnych postanowień, jakimi mnóstwo osób z powodu wielu przyczyn łudzi się i gubi. Najpierwsza zaś tego przyczyna jest, że postanowienia swe nie uzasadniają na nieufności sobie i ufności w Bogu, skąd pochodzi, że dusza ukrywa w sobie tajemną pychę i tak się zaślepia, że pozór za stałą bierze cnotę. Lekarstwo na to zło i światło do jego rozpoznania sama dobroć Boska nam nastręcza, kiedy dopuszcza upadku, abyśmy własnymi upadkami oświeceni i pouczeni, nic na własnych nie polegali siłach, ale całą ufność w łasce Boga złożyli, abyśmy utajoną w nas pychę poznali i na potem pokorniejszymi byli. A tak synu, postanowienia twoje dobre, bezskutecznymi zostaną, jeśli nie będą mocnymi i statecznymi, nie mogą zaś być mocne i stateczne, jeśli nie będą oparte na nieufności w sobie i na całkowitym zaufaniu Bogu.
Druga przyczyna, dla której postanowienia nasze bez skutku pełzną jest, że kiedy nasze dobre przedsięwzięcia czynimy, wystawiamy sobie jedynie piękność, szczytność cnoty, która najsłabszą nawet pociąga wolę, nie zwracamy zaś wcale uwagi na trudy i prace jakie ponieść potrzeba przy nabyciu cnoty; co sprawia, że dusza leniwa za najmniejszą trudnością zniechęca się i od swego dobrego odstępuje przedsięwzięcia. Dlatego synu, nawyknij zastanawiać się nie tak nad cnotą samą, ale raczej nad trudnościami, przeszkodami jakie napotkać możesz na drodze do cnoty, myśl o nich często i przygotuj się do ich przełamania, za każdym z nimi się spotkaniem. Wiedz wreszcie, że im więcej mieć będziesz odwagi, już do zwyciężenia samego siebie, już do pokonania nieprzyjaciół, tym bardziej zmniejszać się będą wszelkie trudności i staną się łatwiejszymi do przebycia.
Trzecia przyczyna jest, że nasze postanowienia nie tyle mają na celu cnotę i wolę Boga, ale raczej nasze własne dobro. To się zwykle wydarza, kiedy w pociechach wewnętrznych, a zwłaszcza w przeciwnościach i utrapieniach postanowienia i śluby czynimy; nie znajdując bowiem na nasze utrapienia ratunku i uleczenia tu na ziemi od ludzi, stanowimy wtenczas, że się całkowicie poświęcimy Bogu, że jedynie uczuciami cnoty zajmować się będziemy. Synu! abyś w podobnych zdarzeniach nie chybił, nie zbłądził, bądź bacznym i łaski nie nadużywaj Pana; bądź zawsze pokornym i oględnym w samychże dobrych postanowieniach; nie unoś się zbytnim przedwczesnym zapałem, który cię powieźć może do czynienia lekkomyślnych ślubów, jakich byś wykonać nie mógł. Owszem, kiedy jesteś w utrapieniu, postanów głównie z ochotą znosić ten krzyż utrapienia, na krzyżu całą swą zasadzaj chwałę, aż do wyrzeczenia się wszelkiej ulgi nie tylko ze strony ludzi, ale nawet niekiedy ze strony nieba samego, jeśli się tak Bogu podoba. O to głównie błagaj, tego jedynie pragnij, aby cię ręka Najwyższego w dolegliwościach wspierała, podtrzymywała, abyś z pomocą Jego łaski, mógł znieść cierpliwie wszelkie przykrości jakie Bogu, jako Ojcu, podoba się zesłać na ciebie.
ROZDZIAŁ XXX. O ułudzie tych, którzy mniemają że już wysoko postąpili w drodze doskonałości, chociaż od niej są dalekimi
Chociaż nieprzyjaciel raz i drugi pokonanym zostanie, nie zaniedba on jeszcze po raz trzeci wystąpić do walki. Starać się on będzie, abyśmy zapomnieli błędów i skłonności jakieśmy już rzeczywiście stłumili, i umysłowi naszemu przedstawi różne urojone wysokiej doskonałości marzenia i stopnie do jakich wie, że my nigdy nie dojdziemy. To sprawi, że my co chwila nowe i ciężkie odbierać będziem rany, i ani pomyślimy o ich uleczeniu; same pragnienia i ułudne postanowienia, już się nam wydadzą rzeczywistością i skutkiem ukrytej pychy, przywiodą do mniemania, żeśmy do wysokiej już doszli świątobliwości życia. Nie będziemy mogli znieść najmniejszej przykrości, najmniejszej krzywdy, a przecież w wyobraźni naszej nie przestaniemy zabawiać się wzniosłymi o sobie myślami i tworzyć wielkie zamiary heroicznych poświęceń, cierpieć najstraszliwsze męczarnie, a nawet same ognie czyśćcowe dla miłości Boga.
Przyczyna takiej ułudy stąd pochodzi, że niższa część duszy nie lęka się bardzo utrapień w odległości i niepewnie spodziewanych, a my w zarozumiałości porównywać się poważamy z tymi, którzy największe dolegliwości rzeczywiście z wielką znosili lub znoszą cierpliwością. Jeśli chcesz synu, wywikłać się z tych sideł i ułudy, bądź gotowym do walki i pokonywaj rzeczywiście otaczających cię wrogów, którzy tuż obok ciebie i w tobie się znajdują, jakimi są: miłość własna, zarozumiałość itp. Tym sposobem dopiero, to jest: w mężnej walce, rozpoznasz, czy twe postanowienia są stateczne lub chwiejące się, prawdziwe czy udane, i będziesz szedł prostą doskonałości drogą, jaką nam święci już utorowali.
Co się zaś tyczy nieprzyjaciół, którzy cię zwykle nie zaczepiają, nie czyń sobie synu, przykrości i trudu, abyś miał ich wzajem zaczepiać i wypowiadać walkę, chyba żebyś przewidział, że w pewnym czasie lub przy zdarzonej okoliczności mogą powstać przeciw tobie: w takim bowiem razie przeciw wszelkim ich pociskom, zawczasu zabezpieczyć się winieneś mocnym postanowieniem ich zwalczenia. Jednak jakkolwiek mocne wydawać się tobie mogą twe postanowienia, nie poczytuj ich za same zwycięstwa. Chociażbyś był przez długi czas wprawny w ćwiczenia cnoty, i w niej uczynił znakomite postępy, zawsze przecież bądź pokornym, lękaj się własnej słabości i nędzy, nic nie licz na siebie, ale połóż całą ufność i nadzieję w Bogu samym: błagaj często Pana, aby cię umacniał w utarczce, zachował od wszelkiego niebezpieczeństwa, potłumił w twym sercu wszelkie uczucia zarozumiałości i zaufania w swoich siłach. A tak postępując, możesz mieć nadzieję dostąpienia wysokiej doskonałości, chociażbyś skądinąd wiele miał trudności i pracy, w poprawie uchybień, jakie częstokroć Bóg dopuszcza, już dla naszej pokory, już zachowania w nas tej odrobiny zasług, jakieśmy mogli zebrać przez nasze dobre czyny.
ROZDZIAŁ XXXI. O podstępach, jakie nieprzyjaciel duszy zwykł czynić dla sprowadzenia nas z drogi cnoty
Czwarty podstęp i zasadzka, jaką wróg nam zastawia, jest, iż gdy nas widzi, że prostą doskonałości idziemy ścieżką, poddaje od czasu do czasu, wiele dobrych zamiarów, przedsięwzięć, a to w tym celu, aby nas odwiódł od zwykłych nam właściwych ćwiczeń cnoty i pociągnął nieznacznie do błędu. Jeżeli np. słaba osoba znosi cierpliwie chorobę, wróg zbawienia obawiając się aby nie nabyła nawyknienia cierpliwości, przedstawia jej wiele świętych heroicznych czynów, jakie by w zdrowiu działać mogła, wmawia w nią, że gdyby była zdrową, chwaliłaby wiele Boga, byłaby bardziej sobie i bliźniemu pożyteczną. A kiedy mu się udało wzbudzić próżne pragnienie odzyskania zdrowia, tak je podtrzymuje, iż owa osoba smuci się i trapi, że nie może pozyskać czego pragnie, i im więcej owe pragnienia zapalają się, tym więcej wzmaga się niepokój w duszy. Posuwa się szatan dalej jeszcze; sprawia iż owa osoba poczyna się niepokoić w swej słabości, nie uważa już onej za dopuszczenie Boskie, ale raczej, jako przeszkodę do dobrych czynów, które takim źle zrozumianym zapałem wykonywać pragnie, pod pozorem niby większego stąd wypływającego dobra. Gdy już tego dokazał zwolna, znowu usuwa z jej umysłu wszelkie wspomnienie dobrych czynów, jakimi nabiła sobie głowę, i zostawia tylko pragnienie, aby mogła co prędzej być oswobodzona z swych cierpień, a kiedy słabość nieco dłużej niż ona mniemała, przeciągnie się, staje się zaraz strapioną, niecierpliwą i tak nieznacznie z cnoty którą wykonywała, wpada w występek tejże cnocie przeciwny.
Środek do zabezpieczenia się przeciw temu oszukaniu, jest następujący: Jeżeli będziesz w jakiej słabości lub innym ucisku, pohamuj się i nie pragnij nigdy wykonywać tego co nie możesz; sama bowiem ta niemożność nabawi cię niespokoju i niezadowolenia. Pomyśl w upokorzeniu i z poddaniem się woli Boga, że nim cię Bóg wyprowadzi z stanu niemożności w jakim obecnie zostajesz: wszystkie twe dobre pragnienia, które masz teraz, pozostaną zapewne bez skutku, albowiem nie będziesz miał i odwagi i ducha do ich wykonania, a chociażbyś i miał, wiedz o tym, że może Pan skutkiem niedocieczonej swojej woli, albo też skutkiem twych grzechów, nie chce abyś ty dokonał owo zamierzone dzieło, że daleko bardziej podobać się Mu będzie, kiedy zobaczy że się poddajesz Jego woli, że się upokorzasz pod Jego potężną prawicą.
Bądź synu, w takimże samym usposobieniu, jeśli ci się wydarzy, czy to z zlecenia ojca duchownego, czy też z innego jakiego powodu przerwać swoje zwykłe nabożeństwo i ćwiczenia duchowe, a nawet jeślibyś na pewny czas nie otrzymał pozwolenia przystąpienia do stołu Pańskiego, nie wpadaj w pomieszanie i gniewliwy smutek, owszem, wyrzeknij się w duszy woli własnej, a zastosuj we wszystkim do woli Boga, mówiąc w uniżeniu: Gdyby Bóg w głębi mej duszy nie postrzegał zdrożności i niewdzięczności, nie byłbym teraz pozbawionym najświętszej komunii. Niechże święte imię Jego uwielbione będzie, że tym sposobem daje poznać mą niegodziwość. Wierzę mocno, że w każdym utrapieniu, jakie zsyłasz na mnie Panie, pragniesz abym je znosił w cierpliwości i w zamiarze podobania się Tobie, abym ofiarował Ci moje serce zawsze poddane woli Twojej, gotowe na przyjęcie Ciebie, abyś wszedłszy do niego, napełnił je ducha pociechą, obronił je przeciw potęgom piekła, które własność Twoją chcą pochwycić. Czyń ze mną Stworzycielu i Zbawco mój to, co jest dobrem w oczach Twoich. Twoja święta wola niech teraz i przez wszystkie wieki będzie wsparciem i żywotem moim. O jedno tylko proszę Cię wdzięczna i słodka miłości moja, aby ma dusza uwolniona od tego wszystkiego, co się Tobie nie podobać może, ozdobiona w potrzebne cnoty, była gotową nie tylko na Twoje przybycie, ale do wykonania tego wszystkiego, co się Tobie rozkazać podoba.
Wiernie wykonaj synu, wszystko co ci tu przedstawiam, a bądź pewnym, że jeżeli uczujesz bodziec, pragnienie wiodące do przedsięwzięcia dobrego jakiego dzieła, które przewyższy twe siły, czy to pragnienie będzie wrodzonym, czy z poduszczenia złego ducha dla zniechęcenia cię w cnocie podsunione, czy wreszcie sam Bóg ono podda, dla doświadczenia twego posłuszeństwa, bądź pewnym powtarzam, że zawsze nastręczy ci sposobność do uczynienia choć drobnego postępu na drodze zbawienia, do służenia Bogu w sposób Jemu najprzyjemniejszy; na czym właśnie prawdziwa doskonałość, pobożność zawisła.
Nadto, kiedy dla uleczenia twej choroby, lub też dla uwolnienia się z przykrej dolegliwości lub ucisku, użyjesz środków z siebie niewinnych, godziwych, jakich zwykli nawet święci używać ludzie, chroń się natężonego wysilenia, ani pragnij, żeby koniecznie stało się wszystko wedle twego uwidzenia, winieneś być na wszystko gotowym, i mieć na celu jedynie wolę Boga: bo jakże odgadniesz, czy tymi, czy też innymi daleko stosowniejszymi środkami postanowiła Opatrzność Boga, wybawić cię od tych utrapień? W przeciwnym zaś razie, jeśli koniecznie będziesz dopinał swego, będzie to twoim nieszczęściem, jeśli bowiem nie uda się, czego z taką żądzą gwałtowną zapragnąłeś, trudno wtenczas będzie powstrzymać się tobie od niecierpliwości, a choćbyś mógł się powstrzymać, twoja cierpliwość połączona z wielą niedoskonałościami, nie tak miłą w obliczu Boga się wyda, i zasługa twoja się zmniejszy.
Jeszcze jedną chcę odkryć synu, ułudę, mianowicie, jak miłość własna, w wielu zdarzeniach przed nami ukrywa ciężkie i widome usterki. Chory np., który zbyt narzeka na swoją słabość, chce pokryć swą niecierpliwość, pozorową jakąś osłoną, nie nazywa on swych uniesień gniewliwych, prawdziwą niecierpliwością, ale tylko słusznym niezadowoleniem, bo widzi, że jego słabość jest karą za grzechy, że jego słabość utrudza bardzo tych, którzy się krzątają około niego. Podobnież człowiek dumny, co nie mógł otrzymać jakiegoś urzędu, godności, albo którego z niej złożono, swojego smutku nie przypisuje swej próżności i pysze ducha, ale oskarża i zwala to na inne przyczyny i osoby, które bardzo mało, albo nic do tego się nie przyczyniły. Gniew i niespokój takowy, wyraźnie pochodzi z tajemnej wewnętrznej odrazy, jaką on uczuwa, że się coś wbrew jego woli stało. Ktokolwiek zatem pragnie się uchronić tych ułud i niespokoi, winien się przysposobić i być gotowym, jakeśmy to już wyżej powiedzieli, na znoszenie cierpliwe wszelkich dolegliwości, wszelkich krzyżów i przeciwności, jakie wydarzyć się mogą na tej ziemi i z jakichkolwiek bądź źródeł przypaść by nań mogły.
Niektórzy ekonomiści oceniają, że w czasie zmiany ustroju, skutkiem gospodarczej terapii szokowej, nasz naród stracił co najmniej 85 miliardów dolarów. Jest to dwa razy więcej niż zagraniczny dług Polski w 1989 roku. Skutkiem tego jest rosnące bezrobocie, śmieciowe umowy o pracę i masowa ucieczka kapitału oraz młodych ludzi z Polski.
Na samym początku wyborów prezydenckich w 1990 roku, spotkałem się w kawiarni hotelu Marriott w Warszawie, z sekretarzem politycznym ambasady Stanów Zjednoczonych Danielem Friedem. Na jego własna prośbę. Był to Amerykanin etnicznie żydowski. Kiedy usiedliśmy na kawę przy stoliku, zapytałem czy sprawdził moje referencje w Kanadzie. Odpowiedział, że sprawdził też moje referencje w Peru i zapytał, co chciałbym zrobić jako prezydent RP. Powiedziałem mu o dwóch najważniejszych rzeczach – „chcę tę samą konstytucję jaką ma USA i wolny dostęp do rynków międzynarodowych”. Po moich słowach zapadło milczenie i wyczułem, że moja odpowiedź nie była po jego myśli. Nie wiedziałem wtedy, jakie miał on niecne plany wobec Polski. Kilka lat później D. Fried został ambasadorem USA w Polsce, a jeszcze potem podsekretarzem stanu przy Condoleezzie Rice, odpowiedzialnym za politykę amerykańskiego imperium w całej Europie Środkowo-Wschodniej i Rosji.
Reforma ustrojowa zwana „planem Balcerowicza” w rzeczywistości była planem rządu USA i urodzonego na Węgrzech żydowskiego spekulanta finansowego (Georgy Schwartz), znanego jako George Soros. G. Soros, przy pomocy ekonomisty Stanisława Gomułki, przekonał prezydenta PRL generała Wojciecha Jaruzelskiego, do swego planu gospodarczego. Przekonał W. Jaruzelskiego, że jego plan, który wymagał „terapii szokowej” i szybkiej prywatyzacji przedsiębiorstw państwowych, był najbardziej optymalnym planem reformy gospodarczej Polski. Był to jedyny plan akceptowany przez ambasadora USA, Bank Światowy oraz Międzynarodowy Fundusz Walutowy. Pod taką presją zatwardziały komunista generał Wojciech Jaruzelski się ugiął. I oddał Polskę w brudne ręce bezwzględnych kapitalistów. A Polska miała być dla Rosji przykładem wzbogacenia się komunistycznej nomenklatury.
G. Soros zatrudnił sobie do pomocy ekonomicznego „cudaka” – młodego profesora ekonomii z Uniwersytetu Harvarda w USA, Jeffrey’a Sachsa. J. Sachs wyróżnił się wcześniej prywatyzacją w Boliwii, która wbrew opinii lansowanej przez media zakończyła się fiaskiem i po serii zamieszek społecznych, spowodowała przejęcie władzy przez lewicowego prezydenta Evo Moralesa.
J. Sachs, etnicznie białoruski Żyd, jeszcze przed 1990 rokiem przyjechał do Polski kilkadziesiąt razy, aby rozeznać się w sytuacji, ocenić stan polskiej gospodarki i przygotować ją do prywatyzacji. Dopuszczenie reprezentanta G. Sorosa, który za złodziejskie spekulanctwo był z wielu krajów wyrzucany, do takich tajnych informacji rządowych , to tak jakby wpuścić lisa do kurnika. Po tych wizytach J. Sachs dobrze wiedział, które części gospodarki są najbardziej rentowne. Był on dopuszczony do niejawnych informacji na temat gospodarczego stanu państwa, a w dzisiejszych czasach taka wewnętrzna, niejawna informacja pozwala zarobić olbrzymie pieniądze. Dlatego wszelki handel wewnętrzny taka uprzywilejowaną i niejawną informacją jest w krajach rozwiniętych ostro karany przez prawo. Taki konflikt interesów nie jest bowiem tolerowany. A gdzie J. Sachs, tam i G. Soros ze swoim spekulacyjnym kapitałem finansowym.
Dowiedziałem się o działaniach J. Sachsa już na początku prezydenckiej kampanii wyborczej w 1990 roku i byłem tym porażony. Zderzyłem się z nim ostro w programie „na żywo” Nightline transmitowanym z Polski, przy oglądalności ponad 10 milionów Amerykanów. Podważyłem wtedy jego metody uzdrowienia gospodarki Polski. Zareagował na to nader krzykliwie i nawet powtórzył kłamstwo za „Gazetą Wyborczą”, że bywałem w Libii i z tego powodu nie można było mnie traktować na serio.
Dlatego, kiedy pod koniec pierwszej tury wyborów prezydenckich udało mi się otrzymać tajne dyrektywy rządu Tadeusza Mazowieckiego, mające na celu sprywatyzowanie za bezcen pierwszych czterech przedsiębiorstw państwowych, na czele z ówczesną hutą „Warszawa”, użyłem tego do ostrego ataku na niego i jego rząd. Publicznie nazwałem premiera T. Mazowieckiego zdrajcą narodu.
Myślałem wtedy, że przez moją ostrą i nieustanną krytykę tzw. planu Balcerowicza i obalenie rządu T. Mazowieckiego, w którym Leszek Balcerowicz był wicepremierem i ministrem finansów, L. Balcerowicz także odejdzie w niebyt z jego perfidnym planem grabieży majątku narodowego Polski. Przecież to głównie dzięki skutkom jego okrutnej reformy wprowadzone w styczniu 1990 roku, udało się obalić rząd premiera T. Mazowieckiego w wyniku jego przegranej w I turze wyborów prezydenckich. Niestety stało się inaczej.
Byłem ogromnie zdumiony, kiedy zaraz po wyborach Lech Wałęsa zapowiedział, że L. Balcerowicz i jego plan muszą zostać. Jak to niedawno ujawnił bliski współpracownik L. Wałęsy, było to wynikiem żądań ambasady USA. L. Wałęsa szybko powołał nowy rząd premiera Jana Krzysztofa Bieleckiego, znowu z L. Balcerowiczem jako ministrem finansów. A premierem polskiego rządu został człowiek, który powiedział publicznie, że pierwszy milion trzeba ukraść. J. K. Bielecki błyskawicznie i po cichu rozprzedał za bezcen 1256 przedsiębiorstw państwowych, z których wiele było na wysokim poziomie rentowności i miało bogate inwentarze surowcowe. Do dzisiaj nie wiemy w czyje ręce te przedsiębiorstwa były oddane.
====================================
Nie byłem nawet zaskoczony, kiedy się dowiedziałem dwa lata później w 1992 roku, że ten „cudowny” ekonomista J. Sachs wraz ze swoimi kolegami z Uniwersytetu Harvarda, jako faktyczni najemnicy George Sorosa, zmontowali amerykańsko – żydowski zespół doradczy dla prezydenta Rosji Borysa Jelcyna. A B. Jelcyn ich kolejny plan ” terapii szokowej „, wprowadził w życie dekretami prezydenckimi. I wbrew protestom rosyjskiego parlamentu. Dodam, że opór rosyjskiej Rady Najwyższej wobec „terapii szokowej”, skończył się w 1993 roku jej rozwiązaniem przez B. Jelcyna. Doszło do krwawej rozprawy wojska z protestującymi deputowanymi, w której zginęło oficjalnie 156 osób, a nieoficjalnie 700 do 800. Po raz pierwszy w historii i Rosji, i Europy, parlament ostrzeliwały czołgi.
Tym razem J. Sachs był bardzo ostrożny. Sam pozostał w cieniu jako profesor Uniwersytetu Harvarda. A do brudnej roboty ekonomicznej w Rosji, znalazł „słupa” – młodego amerykańskiego ekonomistę Jonathana Hay’a, który nauczył się języka rosyjskiego w instytucie lingwistycznym w Petersburgu. Młody J. Hay szybko został osobistym doradcą premiera Rosji Jegora Gajdara i ministra prywatyzacji Anatolija Czubajsa. Dzięki tajnym informacjom na temat prywatyzacji dziewczyna J. Hay,a, Beth Herbert, założyła pierwszy w Rosji licencjonowany fundusz akcji giełdowych. Kilka lat później oboje wzięli ślub, a ich fundusz Pallada Assets, sprzedali z dużym zyskiem. Plan znany jako „500 dni”, był taki sam jak w Polsce – najpierw terapia szokowa dla Rosjan, dla ich całkowitej dezorientacji, a potem pośpieszna prywatyzacja w celu maksymalnej grabieży majątku narodowego. Ten plan miał finansowe wsparcie amerykańskiej agencji rządowej USAID na sumę ponad 350 milionów dolarów. Cieszył się ten plan także najwyższą rekomendacją Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Wiceprezydent USA Al Gore osobiście nadzorował, aby ten plan był wykonany w całości.
Kiedy Rosjanie obudzili się kilka lat później i pozbyli się G. Sorosa i ludzi J. Sachsa, z ich kraju wyciekło już ponad 500 miliardów dolarów gotówki, która została „wyprana” głównie w bankach Nowego Yorku. Całkowicie został zniszczony rynek finansowy i Rosja przestała spłacać zagraniczne pożyczki, ponieważ nagle stała się bankrutem. 66% majątku narodowego znalazło się w rękach sześciu rosyjskich oligarchów, z których pięciu jest pochodzenia żydowskiego. Ponad 15 milionów Rosjan z powodu nagłej biedy i chorób straciło życie.
Można powiedzieć, że spustoszenia były porównywalne do zrzucenia kilkunastu bomb atomowych na Rosję. Spekulant G. Soros w jednym ze swoich wywiadów prasowych powiedział, że byłe Imperium Sowieckie stało sie Imperium Sorosa. Wykupił on po cichu za bezcen perły rosyjskiej gospodarki. Kraj, który przeżył krwawą rewolucję bolszewicką i kosztem ogromnych ofiar ludzkich faktycznie wygrał z Hitlerem II-gą Wojnę Światową, został zdradziecko uderzony nożem w plecy i wił się w konwulsjach. Do czasu kiedy Władimir Putin został premierem Rosji i zatrzymał krwotok nielegalnie wywożonych pieniędzy.
Wielu komentatorów tej niewyobrażalnej afery uważa, że cała akcja bezprzykładnego zubożenia Rosji była zaplanowana, aby raz na zawsze zniszczyć jej potęgę wojskową. Nie bardzo zresztą to się udało, ponieważ zaraz potem ceny ropy i gazu poszły nagle do góry i Rosja tym sposobem zbilansowała swój budżet i uniknęła pułapki zadłużenia zagranicznego, która byłaby wymuszona pożyczkami z Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Polska natomiast gazu i ropy nie miała.
Cały mechanizm tej potwornej grabieży majątku narodowego Rosji szczegółowo opisała amerykańska dziennikarka Anne Williamson w swojej książce „Plaga – jak Ameryka zdradziła Rosję”. Tej książki nigdy nie chciał wydrukować żaden wydawca w USA, a sama A. Williamson od roku 2009 tajemniczo zniknęła z publicznego pola widzenia. Jej arcyciekawa książka, a czyta sie ją jak najlepszy kryminał, zawiera ostrą krytykę niemoralnej polityki zagranicznej USA. Udało mi się dostać jej rozdziały poświęcone szczegółom tej manipulacji. Moi znajomi Rosjanie mówią dzisiaj, że wtedy wierzyli w piękne słowa o reformach i dali się oszukać szalbierczym spekulantom. Ale w końcu Rosjanie skorzystali z okazji, gdyż koledzy J. Sachsa z Harvardu na boku kręcili sobie lody z pieniędzy amerykańskiego rządu, czyli amerykańskich podatników. Między innymi inwestowali oni rządowe pieniądze USA w rosyjskie firmy, które pomagali potem prywatyzować z zyskiem dla siebie rzędu 500%. Rosjanie to nagłośnili i na podstawie dowodów licznych przestępstw finansowych grupa „cudownych” ekonomistów z Harvardu została zlikwidowana Cała afera znalazła się w amerykańskim sądzie, ale za tą grabież stulecia nikt nie poszedł do więzienia. Prestiżowy Uniwersytet Harvarda zgodził sie wypłacić ponad 26,5 milionów dolarów kary. Ale kariery zaś zawodowe „cudownych” ekonomistów miały się lepiej niż kiedykolwiek. Bill i Hilary Clinton ukręcili całej sprawie łeb i nie dopuścili do senackich przesłuchań, jak to proponowali niektórzy republikańscy senatorowie. Tylko Larry Summers, prezydent Uniwersytetu Harvarda, a politycznie zaciekły promotor Izraela, został zmuszony do dymisji.
A więc Polacy nie są jedynym umęczonym narodem, który został bezlitośnie ograbiony. Ci sami ludzi i w taki sam sposób, a stosując te same metody, ograbili wielką Rosję, podobnie jak i Polskę i wiele innych krajów.
Chiny, Malezja czy też sąsiednia Białoruś, w ogóle nie wpuściły ludzi Sorosa. I tym samym miały o wiele więcej kapitału na swój rozwój i na potrzeby społeczne swoich obywateli. Propaganda demokracji i neoliberalizmu okazała się być tylko przygotowaniem kraju do terapii szokowej i grabieży. I wpędzeniem kraju w zależność od zagranicznych pożyczek bankowych.
Tzw. „plan Balcerowicza” w Polsce i tzw. „plan Czubajsa” w Rosji niezmiernie wzbogaciły Sorosa i małą grupę oligarchów oraz komunistycznej nomenklatury przez brutalne pogwałcenie dwóch podstawowych warunków do rozwoju: poszanowania własności, tak prywatnej, jak państwowej oraz tępienia wszelkiego rodzaju grabieży.
Przed zmianą ustroju gospodarki Polski i Rosji były samowystarczalne – brakowało tylko bananów i kawy. Można było wybrać inne plany. Takie na przykład, jak wybrały Brazylia czy Chiny, które mogą być dzisiaj dumne ze swoich gospodarczych osiągnięć.
Morał jest taki, że nigdy nie można ufać zagranicznym doradcom. Polsce i Rosji w czasie zmiany ustroju doradzali ludzie, którzy nigdy nie zbudowali żadnego zakładu pracy, tylko potrafili je niszczyć. W odpowiedzi na pytanie, jak się w przyszłości uchronić przed taką grabieżą powiem tylko, że do obrony i rozwoju kraju potrzebny jest rząd patriotów, a nie zdrajców i matołów. Tylko państwo narodowe może uchronić swoich obywateli od zewnętrznych manipulacji i zapewnić wzrost gospodarki kraju, a co tym idzie zwiększyć ilość miejsc pracy i stale tworzyć lepsze możliwości rozwoju dla swoich obywateli. Aby nasza Ojczyzna była matką, a nie okrutną macochą. Dodam jeszcze, że lepszy domek ciasny, ale własny.
Będziemy tworzyć alternatywną medycynę. Naukową Medycynę Naturalną. Ta nazwa nie nawiązuje do ziół, czy babcinych przepisów. Odwołuje się do natury ludzkiej, którą medycyna winna badać i studiować, uwzględniając w leczeniu naturalne, a dokładnie mówiąc, molekularne właściwości anatomii, fizjologii oraz psychiki człowieka. Poprzez zastosowanie właściwego doboru środków medycznych oraz naukowych metod leczenia. Czyli takich, które nie szkodzą. Primum non nocere.
_____________***_____________
APEL DO LEKARZY POLSKICH – Rezygnacja z członkostwa w Izbie Lekarskiej – prof. Andrzej Frydrychowski
Szanowni Państwo, Koledzy Lekarze
Choć jestem czynnym naukowcem, profesorem zwyczajnym, doktorem habilitowanym nauk medycznych i lekarzem z dużym doświadczeniem zawodowym (tytuł profesora uzyskałem po spełnieniu niezbędnych wieloszczeblowych kryteriów do tego wymaganych, gdzie mój dorobek oceniali wybitni eksperci z wielu specjalności w naukach medycznych, zatem profesorem nie zostałem w oparciu o kryteria polityczne, organizacyjne, czy biurokratyczne), na przestrzeni kilku ostatnich lat byłem regularnie zmuszany przez funkcjonariuszy Okręgowej Izby Lekarskiej w Gdańsku do udziału w postępowaniach, których celem było zdyscyplinowanie mnie i zawrócenie do mainstreamu standardowej praktyki medycznej.
Nie dałem się, co w efekcie zmusza mnie do złożenia następującego oświadczenia:
Ex nunc raz na zawsze rezygnuję z członkostwa w Okręgowej Izbie Lekarskiej i wnoszę o skreślenie mnie z listy jej członków. Dożywotnio rezygnuję z ubiegania się o wpisanie mnie ponowne na listę członków którejkolwiek z izb lekarskich na terenie naszego kraju.
Funkcjonariusze OIL w Gdańsku chcąc mnie poniżyć i upodlić, skierowali mnie na pełne szkolenie z zakresu elementarnej wiedzy lekarskiej, jakie przechodzą wszyscy lekarze kończący studia medyczne. Jakbym był niedoukiem. Tymczasem z powodów, które szczegółowo opisuję i wymieniam poniżej, sądzę, że kompromitują nie mnie, lecz gdańską i wszystkie izby lekarskie, które tworzycie Wy. Polscy Lekarze
UZASADNIENIE
Mój apel dotyczy w tej samej mierze funkcjonariuszy okręgowej izby lekarskiej w Gdańsku, co każdego Polskiego Lekarza – członków izb lekarskich naszego kraju. Wszystkich tych którzy w imię korzyści osobistych – pieniędzy i innych benefitów uzyskiwanych w czasie wykonywania zawodu, zaprzedali przysłowiową “duszę diabłu” i sprzeniewierzyli się słowom przysięgi Hipokratesa. Struktury izb lekarskich, zamiast dynamizować oraz rozwijać, psują i demoralizują środowisko lekarskie na zasadzie, że ryba psuje się od głowy. Moralnie niszczonych jest wielu lekarze bez względu na wiek. Młodzi i starzy. Wyjątki są tak nieliczne, że uczciwi lekarze są widoczni z daleka. I świecą jak latarnie swoją czystą i moralną aurą. Niestety z tego samego powodu są również łatwym celem.
Kto musi się bronić? kto jest atakowany? A kto atakuje? I jest oprawcą? Atakowani są kompetentni i uczciwi lekarze, których dążeniem w leczeniu chorych jest poszukiwanie przyczyny choroby i jej eliminacja. Co syntetycznie mówiąc: oznacza prawdziwe wyleczenie pacjenta.
Ich atakującymi są funkcjonariusze izb lekarskich i ich struktury. Poniżej wyjaśniam, dlaczego nie powinni być nigdy więcej określani mianem “lekarz”. Z perspektywy naukowej wiedzy medycznej, którą posiadam, są to bowiem “zaleczacze”. Nie leczą pacjentów, tylko zaleczają objawy chorób. Choć powinni działać w interesie pacjenta, praktykę lekarską wykonują głównie w interesie własnym. Tak naprawdę stanowiąc zespół handlowy przemysłu medycznego i farmaceutycznego. Zaleczanie przez nich objawów chorób daje wprawdzie spektakularny, krótkoterminowy efekt, po którym jednak choroba powraca zazwyczaj ze zdwojoną siłą. Nieprawidłowy schemat leczenia jest wielokrotnie powtarzany. “Zaleczanie”, a nie leczenie trwa całymi latami. Kończy się dopiero zgonem pacjenta. To dotyczy zalecanych i stosowanych przez lekarzy na ogromną skalę antybiotyków, sterydów, IPP(inhibitory pomp protonowych) często stosowanych profilaktycznie!. Podkreślmy, mimo stwierdzonych i udowodnionych licznych działań ubocznych !!! I chodzi tu o zgony, lub nieusuwalne kalectwo, a nie o ból głowy. Zapisywacz leków, lub jak kto woli “zaleczacz”, ma tłumy pacjentów i stateczne, wygodne życie, bez ponoszenia odpowiedzialności za to co robi, – bardzo często kosztem chorych i często szkodząc interesom Państwa Polskiego, które na to pozwala, a tak naprawdę finansuje w istocie przestępczy i niemoralny proceder.
Zastanawiałem się, czy rozmowa z funkcjonariuszami, w istocie pałkownikami gdańskiej OIL, ma sens. Brak jakiegokolwiek porozumienia przez okres kilku ostatnich lat dowodzi, że może nie ma sensu!?. Sądzę jednak, że mój przypadek powinien poznać każdy Polski Lekarz. Pro publico bono.
Twórcom izb lekarskich przyświecało inne ich funkcjonowanie, nie przemysłowo-handlowej formacji SS, tylko instytucji, która będzie bronić lekarzy. Za wszelką cenę i pro bono. Izby lekarskie nie miały być narzędziem służącym do wyniszczania etycznych lekarzy, których poglądy na naukę i medycynę różnią się od poglądów mainstreamu przemysłowego (medycznego i farmaceutycznego). Zwłaszcza wtedy, gdy Państwo Polskie nie działa, a jego służby pozwalają, by z budżetu publicznego wyciekały do kieszeń firm farmaceutycznych i medycznych dziesiątki i setki milionów (a może i miliardów) złotych. My skromni lekarze nie mamy na to wpływu. Jeśli to nie przestanie przeszkadzać politykom – decydentom, sytuacja nie ulegnie zmianie. Izby lekarskie dalej będą preferować często ograniczające się do czasowego niwelowania objawów choroby, a nie do usunięcia ich przyczyn. I to dzieje się przy aprobacie ze strony struktur państwowych.
Zdawać by się mogło, że izby lekarskie – pieski łańcuchowe administracji państwowej, które przeszły na czarną stronę mocy, powinny to robić w ukryciu, bez ostentacji, buty, arogancji i bezczelności adresowanej do uczciwych lekarzy. Z poczuciem niemałego wstydu. Otóż nic bardziej mylnego. Jest dokładnie na odwrót. To uczciwi lekarze, którzy robią wszystko co mogą, by likwidować przyczyny chorób i mieć zdrowych pacjentów, są sekowani. Zaś lekarze o moralnych, zawodowych i naukowych niskich kompetencjach, ale za to wysokiej pozycji w strukturze okręgowych izb lekarskich są najbardziej rezolutni i widoczni. I to władza, a nie wiedza czyni z nich programowych ignorantów, z którymi niemożliwy jest merytoryczny dyskurs na temat nauk medycznych – podstawowego narzędzia, którym powinien posługiwać się lekarz.
Ja na własnej skórze doświadczyłem tego rodzaju buty i arogancji od funkcjonariuszy Okręgowej Izby Lekarskiej w Gdańsku, którzy ostentacyjnie i programowo odmawiają nawet wglądu w proponowaną im naukową literaturę przedmiotu, uzasadniającą stosowane przeze mnie metody leczenia. Podkreślam, w 100% opartych na naukowych badaniach. Nawet podetknięcie im wprost pod nos fachowej literatury przedmiotu nic nie zmienia. Metody leczenia, które stosuję na równi z wieloma zagranicznymi lekarzami, są skuteczne i efektywne. Ich walory zarówno naukowe oraz użytkowe są bezsporne. Opisane zostały w ogromnym zasobie naukowej literatury przedmiotu, którą na przestrzeni ostatnich lat wielokrotnie proponowałem funkcjonariuszom gdańskiej OIL. Nic z tego.
Jednakże stosowanie metod leczenia nie opartych na promocji leków, powoduje, że etyczny lekarz w imię zasad musi zrezygnować z bardzo wymiernych zysków np. z wycieczek, wyjazdów na konferencje, na darmowe szkolenia (programy lojalnościowe), z prezentów, gadżetów, bonów towarowych, z ulg hotelowych, wycieczkowych, honorariów, etc…I nie tylko z wynagrodzenia za wykłady sponsorowane, ale również za ordynowanie pacjentom określonych leków. Lekarze na skalę masową całego kraju sponsorowani są przez koncerny światowych gigantów firm farmaceutycznych, których pierwszym celem było opanowanie i podporządkowanie sobie izb lekarskich. Ten cel osiągnięto.
Drugim zaś celem jest pomijanie wyników badań klinicznych, ukazujące szkodliwe działanie produktów firm farmaceutycznych 2 jako konieczny koszt cywilizacyjny. Co z całą stanowczością podkreślmy, jest kłamstwem upowszechnianym przez okręgowe izby lekarskie. Dlaczego? Bo choć poszukiwanie metod przyczynowego leczenia chorób pozostaje w kolizji z interesem firm farmaceutycznych, to z punktu widzenia zdrowia pacjentów jest jedyną skuteczną metodą leczenia. Przez kraje najwyżej rozwinięte leczenie przyczynowe jest uznawane za skrajnie prawidłowe. Za przejaw skrajnej awangardy medycyny. Kraje te po pierwsze dysponują środkami finansowymi na budowanie struktur medycyny prewencyjnej, profilaktycznej, a po drugie skutecznymi mechanizmami ochrony państwa przed nadmierną zachłannością firm farmaceutycznych i medycznych. Innymi słowy efektywnie posługują się w tym celu służbami specjalnymi. W krajach bardziej cywilizacyjnie zaawansowanych niż Polska, lekarze poszukujący przyczyn chorób nie są, jak ja obecnie, grillowani i sekowani przez ich izby lekarskie.
Czy żyjąc i mieszkając w Polsce, mam się poddać inercji, którą tworzą izby lekarskie? Gdańska OIL odmawia udziału w naukowej debacie, odwołując się do argumentu: po co rozmawiać o preparatach stosowanych i wykorzystywanych w leczeniu chorych przez profesora Frydrychowskiego, skoro nie figurują na liście substancji czynnych dorocznie publikowanych przez ministra zdrowia.
Czy to jest wystarczający argument dla lekarza? Czy nie wystarczy popatrzeć na obecnego ministra zdrowia i niemal wszystkich jego poprzedników, by wiedzieć, że minister nie ma kompetencji merytorycznych, by rozstrzygać, co może być substancją czynną, a co nią nie jest? Władza polityczna, choćby pochodziła z nie wiem jak silnego politycznego wyboru, nie zastąpi wiedzy i nauki. Nawet lekarz gminny, bez żadnego tytułu naukowego, to nie chłopiec na posyłki dla ministra zdrowia. To specjalista. I to minister musi słuchać rad lekarza, a nie odwrotnie. Struktura izb to struktura administracyjna. Rezygnacja z polemiki o zdrowiu pacjentów przez funkcyjnych członków gdańskiej izby z wysoko wyspecjalizowanym lekarzem, naukowcem, profesorem medycyny, którym jestem ja, oprócz tego, że jest deliktem Kodeksu Etyki Lekarskiej, stanowi przejaw konformizmu i zawodowego oportunizmu władz tej izby. Chcąc zachęcić lekarzy do naukowej debaty o przyszłości medycyny, zmuszony byłem prowokować środowisko lekarskie wypowiedziami w mediach, by zachęcić ich do naukowej debaty o przyszłości medycyny.
Dlaczego? Bo normalnych rozmów w koleżeńskim, lekarskim gronie władze gdańskiej OIL unikają jak szczury. Intelektualne prowokacje z mojej strony w kierunku wymiany doświadczeń i poszukiwania nowoczesnych metod leczenia miały wymiar per excellence naukowy. Służą rozwiązywaniu problemów dostrzeżonych przez naukę, opisanych w piśmiennictwie i w literaturze przedmiotu oraz tych nieznanych i niezbadanych. Przez naukę nieopisanych. Z wnikliwie przeze mnie przestudiowanych zasobów nauki, popartych doświadczeniem wielu wybitnych lekarzy z całego świata jednoznacznie wynika, że wiele chorób przewlekłych, uznanych przez okręgowe izby lekarskie za nieuleczalne, można w pełni skutecznie leczyć. Najpierw jednak trzeba chcieć, a po drugie umieć. Funkcjonariusze gdańskiej OIL po pierwsze nie chcą, czym równają do przemysłu farmaceutycznego i medycznego. A hołdując zasadzie: leczyć, by nie wyleczyć, polski lekarz staje się w istocie akwizytorem firm farmaceutycznych.
PUBLICZNIE OŚWIADCZAM, ŻE LECZĄC UCZCIWIE, MOŻNA SKUTECZNIE WYLECZYĆ CUKRZYCĘ II typu, HASHIMOTO, CHOROBY TARCZYCY, LEŚNIOWSKIEGO-CROHNA, WIELE NOWOTWORÓW, W TYM NOWOTWORY MÓZGU – GLEJAKI, COFNĄĆ PROCESY MIAŻDŻYCOWE, WYLECZYĆ STOPĘ CUKRZYCOWĄ, RZS, ZABURZENIA SNU ETC…
To tylko przykłady chorób, które można skutecznie leczyć. O słuszności metod stosowanych przeze mnie decyduje owszem moja kompetencja naukowa i dość bogate, osobiste doświadczenie lekarskie. Ale nie tylko. Moją wiedzę zawdzięczam również recenzowanym, uznanym naukowym czasopismom i częstokroć wielogodzinnym rozmowom z innymi lekarzami (europejskimi, amerykańskimi oraz z innych krajów i kontynentów), którzy z równym powodzeniem stosują omawiane metody. Naukowe czasopisma są źródłem najświeższych informacji o najnowszych metodach, ich skuteczności, lub braku skuteczności. Gdyby funkcjonariusze gdańskiej OIL chcieli czytać i poznawać recenzowaną, profesjonalną, naukową literaturę przedmiotu, mogliby zdobywać i wzbogacać swą wiedzę i doświadczenie z zakresu najnowszych osiągnięć medycznych całego świata zachodniego bez konieczności osobistych i drogich podróży do tych krajów w celu samokształcenia. Zaś rezygnując z wiedzy i doświadczenia międzynarodowych naukowych autorytetów – nauczycieli akademickich i mentorów, profesorów medycyny, zmieniają polską medycynę w zaścianek. A 3 dokładnie mówiąc w “wiochę zachodu”.
W rezultacie polskie izby lekarskie własną ojczyznę i Polaków traktują jak podgatunek. Jak pariasów Europy i świata, których można truć poprzez stosowanie metod mających olbrzymie działania uboczne i które zagrażają zdrowiu oraz życiu pacjentów.
W literaturze naukowej, którą funkcjonariusze gdańskiej OIL odrzucają z taką lekkością, zdarza się, że stare, babcine metody potrafią być opisane w nowy, awangardowy, naukowy sposób. Jeśli rzeczywiście ich działanie jest naukowo sprawdzone i zweryfikowane, według mnie stanowią część wiedzy strictissime medycznej. Jako naukowiec uważam, że nawet, gdyby masło, lub maślanka efektywnie leczyły chorego z określonej choroby, na którą w wykazie substancji czynnych publikowanym przez resort zdrowia nie widnieje lek uznany oficjalnie (formalnie przez medycynę), to ja jako lekarz będąc przekonanym o skuteczności owej maślanki, lub masła, zastosowałbym je, nie czując się w ogóle związanym zakazem, lub nakazem administracyjnym, wyrażanym przez “pałkowników” izb lekarskich. Lekarz postępujący w zgodzie z najnowszą wiedzą medyczną /za świadomą zgodą pacjenta nigdy nie powinien bać się kary z tytułu działania w najlepszym interesie pacjenta. Tak, dalece, jako lekarz jestem o tym przekonany, iż sądzę, że powinniśmy tego uczyć studentów. Nie możemy przyszłych lekarzy wychowywać na zapisywaczy leków oraz procedur medycznych, jakby byli nie podmiotami ustaw medycznych, lecz ich niewolnikami. Zniewolonymi przez narzucone im odgórnie algorytmy postępowania. Owe niewolnicze algorytmy nie służą pacjentom, lecz ciemnym, krociowym interesom, które obce są przepisom ustaw i zasadom określonym w Kodeksie Etyki Lekarskiej. Zaś jak na ironię stosowanie doskonałych wręcz metod leczenia w Polsce kończy się odebraniem lekarzowi prawa wykonywania zawodu.
Jako samodzielny pracownik naukowy mam nie tylko prawo, lecz i obowiązek studiowania naukowej literatury przedmiotu, poszukiwania nowych metod leczenia, sprawdzania ich skuteczności i ich weryfikowanie. Jeżeli okażą się skuteczne, powinienem zrobić wszystko, by zostały wdrożone do powszechnego leczenia dla dobra wszystkich chorych. W ten sposób wypełniam przysięgę Hipokratesa, którą złożyłem i pozostanę jej wierny. Imperatyw moralny każe mi interesy wielkiego przemysłu odstawić na bok, nawet gdy godzi to w moją kieszeń oraz grozi kolizją z niektórymi działaczami izby lekarskiej.
Zostałem ukarany najsurowszą karą, choć nie popełniłem żadnego błędu medycznego. Moim błędem jest brak posłuszeństwa względem części mainstreamu lekarskiego, który aportuje i je z ręki przedstawicieli firm medycznych i farmaceutycznych. A może też jak posłuszny pudelek powinienem milczeć? Nic nie mówiąc, że uzyskuję doskonałe rezultaty leczenia, nie stosując produktów i metod leczenia rekomendowanych przez firmy farmaceutyczne? Czyż nie jest moralnym prawem i powinnością zawodową lekarza publicznie głosić, że uzyskuje pozytywne wyniki leczenia? Skoro kilka tysięcy moich pacjentów nie ma żadnych powikłań. W państwie stanowiącym środek Europy, którego wszystkie bez wyjątku apteki informują nas drobnym druczkiem na ulotkach dołączanych do niemal każdego leku rekomendowanego przez izby lekarskie o gargantuicznej liczbie skutków ubocznych związanych z ich stosowaniem? Jak uczciwy lekarz ma na to reagować? I choć sąd lekarski nie dowiódł mi, że wyrządziłem krzywdę/szkodę jakiemukolwiek pacjentowi, to zastosowano wobec mnie karę najwyższą. Nie za delikt dyscyplinarny ani karny, za jego skutkową postać, lecz za moje poglądy i sposób wykonywania zawodu. Zasadniczo się różniący od podejścia do chorych, które reprezentują izby lekarskie.
Czy opisywane przeze mnie podejście izb lekarskich, de facto organów państwa, nie nabiera czasem cech apartheidu? Tak właśnie myślę i dlatego właśnie publicznie zniszczę swoje prawo wykonywania zawodu. Okręgowa izba lekarska w Gdańsku pozbawiła mnie go, nie potrafiąc odróżnić typowego deliktu dyscyplinarnego, wynikającego z nieuctwa lekarza, od stosowania w leczeniu zaawansowanych instrumentów nauki.
Ale nie płaczę. Płakałbym, gdyby mnie z izby usuwali prawi lekarze, a nie ignoranci. Zmuszony bronić się przed zarzutami wyssanymi z palca, niniejszym zawiadamiam opinię publiczną o prawdziwym obliczu izb lekarskich w Polsce. Polacy, którzy żyją w naszym kraju i nie opuścili Polski powinni poznać treści zawarte w tym apelu.
Odchodząc od naukowej wiedzy, a kierując się w stronę policyjnej pałki, izby lekarskie przyciągają do swoich struktur samych koniunkturalnych oportunistów. Jak wspomniałem “zaleczaczy”, “zapisywaczy” leków. Jakże to smutne. Czego zawód lekarza musi doświadczać w naszym kraju. Jako wieloletni pracownik naukowy Gdańskiego Uniwersytetu Medycznego nauczałem wielu spośród was. I albo niewiele zrozumieliście, albo zasady nauk medycznych, które starałem się wam wpoić, mniej dla was znaczą od zasad nauk ekonomicznych i finansowych, których was nie uczyłem.
Izby lekarskie, zamiast pełnić funkcje samorządowe, są placówkami promocji gotowych metod i algorytmów leczenia w interesie obcych firm, a nie Polaków. Promują środki medyczne i farmaceutyczne nawet wtedy, gdy ich skuteczność jest wątpliwej, lub nie posiada żadnej jakości. Byle opłacało się finansowo. Na domiar złego izby nie promują i nie rozpowszechniają wśród swych członków postaw lekarza zorientowanego na najbardziej awangardowe rozwiązania i na wyniki naukowe, będące systemem żywym, dynamicznym i podlegający nieustannym zmianom. Systemem opartym nie tylko na wiedzy teoretycznej, lecz także na doświadczeniu.
Gdańska izba lekarska z awangardy medycyny zmieniona została w izbę biurokratyczną. Jej wpływ na lekarza tak bardzo jest obecnie destrukcyjny, że gminny lekarz odchodzi od nauki, głównego narzędzia medycyny w XXI wieku. W jaką stronę? W stronę mechanicznego zapisywania ustalonych odgórnie leków i ordynowania wcześniej administracyjnie przez izbę ustalonych procedur medycznych. Tak uformowany lekarz z owego przysłowiowego Judyma nie ma już nic. Przestaje być podmiotem i staje się pachołkiem medycyny. Czytaj: firm farmaceutycznych (via administracja państwowa), której izby lekarskie stały się ślepym narzędziem. Izby lekarskie pozbawione moralnego oblicza, nie potrafią bronić uczciwych lekarzy stosujących skuteczne, przyczynowe leczenie.
W rezultacie przyzwoici lekarze, straciwszy swych obrońców w trakcie postępowania dyscyplinarnego przed izbą, zmuszani są udowadniać, że nie są przysłowiowymi “wielbłądami”. To patologiczne warunki do wykonywania zawodu lekarza. Bardzo szybko wyrazem czynu zabronionego, popełnionego przez lekarza, staje się zwykłe samodoskonalenie, poszerzanie horyzontów zawodowych i naukowych. A w istocie poszukiwanie nowych rozwiązań dla medycyny. W ten sposób izby lekarskie, zamiast rozwijać, cofają naukę do średniowiecza. Wprawdzie nie mogą naukowca spalić na stosie, ale za to mogą go pozbawić prawa do leczenia chorych. I to w majestacie prawa. Mój przypadek choć z początku XXI wieku, niczym się nie różni od powszechnie znanych zdarzeń historycznych, w których eksterminowano przeciwników za samą odmienność poglądów. Kopernik, Galileusz, Giordano Bruno, etc.. Podobnie jak owi niezwykli naukowcy w dziedzinie astronomii, tak i ja w dziedzinie medycyny zarzucam izbom lekarskim, że po cichu wracają do owych ciemnych epok, stając się ośrodkiem ciemnogrodu i inkwizycji. O innych izbach jest mi trudniej mówić, ale dobrze poznałem lekarzy – funkcjonariuszy okręgowej izby lekarskiej w Gdańsku. W sumie potraktowali mnie dość łagodnie. Mogli przecież spróbować wersji z chorobą umysłową, lub zaproponować mi serię elektrowstrząsów i wykasować mi pamięć, żebym nie kalał własnego gniazda. A więc przypomnę Państwu słowa Cypriana Kamila Norwida:
“Czy ten ptak kala gniazdo, co je kala? Czy ten, co mówić o tym nie pozwala”.
Wychodzę z izby, która zamiast bronić, narusza moje niezbywalne prawo do spokojnego wykonywania zawodu lekarza i naukowca w wieku emerytalnym. Gdyby gdański sąd lekarski był uczciwy, okazano by mi dowody świadczące o deliktowej postaci popełnionego przeze mnie błędu lekarskiego. Innymi słowy, dowiedziona by mi została szkoda lub krzywda, której doznał pacjent. Sąd ten nie potrafił tego zrobić, bo ja w całej mojej historii wykonywania zawodu nie zaszkodziłem ani jednemu pacjentowi.
Czyż nie jest zadziwiający fakt, że w tym samym czasie sądy lekarskie przy okręgowych izbach lekarskich nie karzą członków swych izb – lekarzy, którzy stosując rekomendowane przez izby metody farmakoterapii przyczyniają się nie rzadko do zgonów, lub nieusuwalnego kalectwo tysięcy pacjentów.
Sama tylko cukrzyca zaleczana, a nie leczona, zbiera żniwo każdego roku kilkudziesięciu tysięcy ludzi. W majestacie prawa pacjentów tych się okalecza poprzez chirurgiczną amputację kończyn w wyrazie solidarności z producentami insuliny. Pacjenci z chorymi stawami okaleczani są już w milionach. Można wyliczać bez końca, podając przykłady chorób, które programowo nie są leczone, gdyż leki zaleczające 5 wyłącznie objawy bez wyleczenia są źródłem większych fortun dla ich producentów, niż leki leczące skutecznie, tj. usuwające przyczyny. My, wszyscy polscy lekarze, jesteśmy w dużym stopniu również udziałowcami tego biznesu. Z nielicznymi wyjątkami. Sam jeden bowiem skutecznie leczę większość chorób uznanych przez funkcjonariuszy izb lekarskich za nieuleczalne, w majestacie prawa !!!
PROFESORA MEDYCYNY NAUKOWY TŁUMOK (DENTYSTA LUB PEDIATRA) REPREZENTUJĄCY IZBĘ LEKARSKĄ MÓGŁ UKARAĆ TYLKO I WYŁĄCZNIE ZA DELIKTOWĄ POSTAĆ, CZYLI SKUTKOWĄ, ZAWODOWEGO BŁĘDU LEKARSKIEGO. W PRZECIWNYM WYPADKU PRECZ OD MOICH NAUKOWYCH POGLĄDÓW I METOD LECZENIA, KTÓRE STOSUJĘ. NIC WAM DO TEGO.
Po wielu latach pracy naukowej i zawodowej, jako lekarz i profesor medycyny, powinienem odczuwać dumę z tego powodu, że jestem członkiem gdańskiej izby lekarskiej. Tymczasem odczuwam tylko głęboki wstyd. Doświadczam bezprzykładnie złośliwego nękania mnie przez funkcjonariuszy gdańskiej izby, którzy stawiają mi miałkie, pozbawione wartości zarzuty. Gdy tymczasem stosowane przeze mnie metody leczenia pacjentów są znane nauce i wielu środowiskom lekarskim. Nie tylko polskim, w tym m. in. USA, Japonia, Niemcy, etc… Znane są bardzo wielu lekarzom z innych krajów świata. Z wyjątkiem funkcjonariuszy polskich izb lekarskich.
W treści tego apelu w zasadzie udzielam funkcjonariuszom z okręgowej izby lekarskiej w Gdańsku odpowiedzi na wszystkie wyssane z palca, bezpodstawnie postawione mi dotychczas zarzuty.
Publiczne zniszczenie przeze mnie prawa wykonywania zawodu, spowoduje z mocy prawa (art. 7dz ust.1 pkt.1) w zb. z ust. 2 ustawy o zawodzie lekarza i lekarza dentysty) skreślenie mnie z listy członków izby lekarskiej. Zaś w konsekwencji skreślenia mnie z listy z mocy prawa nastąpi umorzenie wszystkich spraw, które w ostatnich latach przeciwko mnie wykreowała gdańska izba lekarska. Od tej chwili moje zawodowe i naukowe poglądy dotyczące leczenia chorych są wyłącznie moimi poglądami. Łapy od nich precz.
Mimo mojego dojrzałego wieku wierzę, że doczekam chwili, gdy obecni włodarze nie tylko gdańskiej, ale i pozostałych izb lekarskich, naruszający prawa pacjentów, zostaną skutecznie rozliczeni, zarówno prawnie, jak i moralnie. Będę na to czekał razem z moimi zdrowymi pacjentami, którzy według gdańskiej OIL już dawno powinni zalegać na cmentarzu. Zamiast na starość cieszyć się z członkostwa w gdańskiej izbie lekarskiej, jako nestor nauki i zawodu lekarza, muszę się przed wami bronić i stowarzyszać z innymi lekarzami. Albo z prześladowanymi tak samo jak ja, albo z tymi, którzy uznali was za zdrajców. Kierujemy się dobrem pacjentów. Im bardziej agresywne jest działanie izb, tym szybciej powstanie środowisko lekarzy, którzy będą potrafili etycznie leczyć, etycznie zarabiać znacznie większe pieniądze niż zarabiają obecnie, nie krzywdząc pacjentów. Dochody, które obecnie zagarniają firmy farmaceutyczne, należą się lekarzom.
Profesor medycyny Andrzej Frydrychowski
______________
Ps. Jeśli tym, co mówię ktoś z państwa poczuł się obrażony, bardzo mi miło. Proszę się do mnie odezwać. Będziemy tworzyć alternatywną medycynę. Naukową Medycynę Naturalną. Ta nazwa nie nawiązuje do ziół, czy babcinych przepisów. Odwołuje się do natury ludzkiej, którą medycyna winna badać i studiować, uwzględniając w leczeniu naturalne, a dokładnie mówiąc, molekularne właściwości anatomii, fizjologii oraz psychiki człowieka. Poprzez zastosowanie właściwego doboru środków medycznych oraz naukowych metod leczenia. Czyli takich, które nie szkodzą. Primum non nocere. Mainstream medyczny i farmaceutyczny od dawna uszkadza ludzi, bezpodstawnie twierdząc, że jest to niezbędny koszt postępu. Naukowa Medycyna Naturalna, której jestem prekursorem, już wkrótce dowiedzie, że szkodzenie pacjentom i uszkadzanie ich jest co najmniej wyrazem indolencji lekarskiej. A nawet zbrodni, w sytuacji, gdy nauka dysponuje już metodami skutecznego leczenia tzw. “nieuleczalnych chorób”. W całym świecie istnieją uniwersytety medycyny komplementarnej gdzie lekarz i naturopata (także profesorowie) współpracują dla dobra chorego. Izby do tego nie dorosły. Pierwszym obowiązkiem człowieka jest rozumność, kto was tego pozbawił? Nauka polega na kwestionowaniu i weryfikowaniu dogmatów. Nie na ich powielaniu.
Wszystkich lekarzy podzielających moje poglądy zapraszam do zapoznania się z działalnością dwóch stowarzyszeń:. Towarzystwo Lekarzy Medycyny Zintegrowanej (TLMZ), którego jestem prezesem, oraz Polskiego Stowarzyszenia Niezależnych Lekarzy i Naukowców (PSNLiN), którego prezesem jest dr Dorota Sienkiewicz. Nie jesteśmy sami, są jeszcze osoby, którym zależy na dobru pacjenta i uczciwie wykonywanej pracy, połączmy się. Walczmy o zdrowie i życie wszystkich Polaków.
do wiadomości:
1. Andrzej Duda – Prezydent Polski
2. Gabinet Ministra Sprawiedliwości prof. Marcin Warchoł, Wiceminister Sprawiedliwości, Pełnomocnik Rządu ds. praw człowieka
3. Adam Niedzielski – Minister Zdrowia
4. Media krajowe i za graniczne
______________
Źródło:
Strona serwisu Polskiego Stowarzyszenia Niezależnych Lekarzy i Naukowców, 31 stycznia 2023
[Ja właśnie – „kapitalisticzeskij szpion” – z 10 lutego. No cóż, jednak wróciłem. Chyba se golnę szklaneczkę spirtu, sybirskim zwyczajem. Mirosław Dakowski]
10 lutego 1940 roku rozpoczęła się pierwsza masowa deportacja Polaków na Sybir, przeprowadzona przez NKWD. W głąb Związku Sowieckiego wywieziono około 140 tys. obywateli polskich. Wielu umarło już w drodze, tysiące nie wróciły do kraju. Wśród deportowanych były głównie rodziny wojskowych, urzędników, pracowników służby leśnej i kolei ze wschodnich obszarów przedwojennej Polski.
„Oczyszczanie” Kresów
Władze ZSRS traktowały wywózki nie tylko jako formę walki z wrogami politycznymi, ale także element eksterminacji polskich elit, a przede wszystkim możliwość wykorzystania tysięcy osób jako bezpłatnej siły roboczej. Katorżnicza praca w syberyjskiej tajdze przy sięgającym kilkadziesiąt stopni mrozie, głodzie i chorobach zabijała wielu zesłańców. Była to przemyślana i planowo przeprowadzana zbrodnia na polskim narodzie.
Początek deportacji na masową skalę umożliwiło Sowietom zaanektowanie wschodnich województw Rzeczpospolitej, usankcjonowane tajnym protokołem dołączonym do Paktu Ribbentrop-Mołotow z 23 sierpnia 1939 roku. Po 17 września tego roku, kiedy Armia Czerwona przekroczyła granice Polski, na zagarniętych przez nią terenach rozpoczął się terror na niespotykaną dotychczas skalę.
O wywózkach setek tysięcy Polaków zdecydowali najwyżsi przedstawiciele sowieckiej władzy – z Józefem Stalinem, szefem NKWD Ławrentijem Berią oraz ludowym komisarzem spraw zagranicznych Wiaczesławem Mołotowem na czele. Zarządzenia dotyczące deportacji wydano w Moskwie już w grudniu 1939 roku; na ich podstawie sporządzono instrukcje dla terenowych komórek NKWD, odpowiadających za „oczyszczanie” zachodnich części sowieckich republik Ukrainy i Białorusi. Deportacje były realizowane według imiennych spisów, opracowanych przez funkcjonariuszy NKWD przy współpracy miejscowych komunistów.
W bydlęcych wagonach
Wysiedlani mieszkańcy Kresów Wschodnich byli często zaskakiwani przez Sowietów w nocy lub o świcie, a następnie zmuszani do jak najszybszego spakowania najpotrzebniejszych rzeczy i prowiantu. Deportowanych, często całe rodziny, kierowano na dworzec kolejowy, na którym oczekiwały już nieocieplane wagony. Panujące w nich przepełnienie, chłód, fatalne warunki sanitarne oraz niedostatek wody pitnej, wpływały na znaczny odsetek śmiertelności już w czasie trwającego wiele tygodni transportu.
W lutym 1940 roku deportowano łącznie ok. 140 tys. polskich obywateli – wywieziono ich do Kraju Krasnojarskiego, Komi, a także obwodów: archangielskiego, swierdłowskiego oraz irkuckiego. Ci, którzy przeżyli transport, byli skazani na niewolniczą pracę, m.in. przy wyrębie lasów i budowie linii kolejowych. Codziennie toczyli walkę o przetrwanie w sowieckich obozach, w których – poza mrozem – więźniom dawały się we znaki głód, powodowane przez robactwo choroby, a także stosujący represje sowieccy strażnicy.
Masowe zsyłki rozpoczęte 10 lutego władze ZSRS kontynuowały w następnych miesiącach – kolejne wielkie akcje deportacyjne przeprowadzono 13 kwietnia, na przełomie czerwca i lipca oraz w maju i czerwcu 1941 roku. Ponadto Sowieci wywozili z terenów przedwojennej Polski mniejsze, kilkusetosobowe grupy mieszkańców.
Milion wysiedlonych
Według szacunków władz RP na emigracji, w wyniku wywózek zorganizowanych w latach 1940–1941 do syberyjskich łagrów trafiło około milion osób cywilnych, choć w dokumentach sowieckich mówi się o 320 tys. wywiezionych. Część z nich z łagrów wydostała się dzięki formowanej na terenie ZSRS (po zawarciu układu Sikorski-Majski) armii gen. Władysława Andersa.
Nie wszyscy ochotnicy dotarli jednak na miejsce tworzonych jednostek, gdyż podejmowane przez nich próby były blokowane przez Sowietów. Dokumenty potwierdzające obywatelstwo polskie były odbierane przez NKWD – zmuszano Polaków do przyjęcia dokumentów sowieckich.
Kolejną szansą na opuszczenie Syberii stało się wstąpienie do tworzonej pod auspicjami Moskwy i z inspiracji komunistów polskich, a za zgodą Stalina Dywizji im. Tadeusza Kościuszki, będącej zalążkiem późniejszego „ludowego” Wojska Polskiego.
Deportacje ludności polskiej w głąb ZSRS z lat 1940–1941 nie były ostatnimi. Po wkroczeniu Armii Czerwonej w 1944 roku na teren okupowanej przez Niemców Polski warunków życia w surowym klimacie syberyjskich stepów doświadczyli m.in. wywiezieni do łagrów żołnierze AK oraz ludność cywilna z zajętego przez Sowietów terytorium. Gros deportowanych wróciło do kraju w ramach przeprowadzanych do końca lat 50. akcji repatriacyjnych.
Czy biskupi polscy odmówią udziału w sodomskim i satanistycznym szabacie w Pradze?
Szanowni biskupi, kapłani i katolicy Polski!
W dniach 5-12 lutego 2023 roku w Pradze ma się odbyć spotkanie związane z tzw. fazą kontynentalną Synodu o synodalności. Wziąć w nim udział mają wszyscy przewodniczący Konferencji Episkopatów Europy, a wraz z nimi zawsze 3 różne delegaci, a kolejne 10 online. Trzeba uświadomić, że udział przewodniczącego Konferencji Episkopatu, arcybiskupa Stanisława Gądeckiego i trzech polskich delegatów byłby z ich strony wielokrotną zbrodnią przeciw Bogu, Kościołowi i narodowi polskiemu!
Jest to bunt przeciw Bogu i Kościołowi, bo samym swoim biernym udziałem w Pradze przewodniczący Konferencji Episkopatu (KE) daje za siebie, za całą Konferencję Episkopatu i za cały naród polski zgodę na kościelną legalizację perwersji LGBTQ, za którą Pismo Święte grozi ogniem doczesnym i wiecznym. Ta przestępcza kościelna legalizacja LGBTQ unieważnia Boże prawa i Boże przykazania. Abp Stanisław Gądecki ściągnie tym samym na siebie, na całą Konferencję Episkopatu Polski i na naród polski Boże przekleństwo. Może się to objawić w pożarze wojennym i tragicznej katastrofie dla całej Polski.
Jakie jest rozwiązanie?
Polscy katolicy! Swoimi listami, e-mailami i osobistymi apelami dosłownie bombardujcie prezesa KE Polski, aby odmówił udziału w buncie przeciwko Bogu i Kościołowi w Pradze! Jeżeli polski przewodniczący KE abp Stanisław Gądecki jednak będę uczestniczył w tym szabacie sodomskim i szatańskim, to każdy biskup ma obowiązek odseparować się od takiego Judasza. W czasie jego pobytu w Pradze obowiązkiem biskupów jest zwołanie nadzwyczajnego zgromadzenia i wybranie na nim nowego przewodniczącego Konferencji Episkopatu oraz jednoczesne ogłoszenie przed całym narodem publicznej ekskomuniki na Stanisława Gadeckiego i na wszystkich (w tym internetowych) uczestników praskiego szabatu. Inaczej przekleństwo spadnie na cały naród polski.
Bądźcie świadomi, drodzy biskupi polscy, że cała faza kontynentalna, w tym różne dyskusje i tak zwane słuchanie, to tylko komedia. W rzeczywistości jest to stopniowa transformacja Kościoła katolickiego w satanistyczny anty-kościół New Age. On został szczegółowo zaprogramowany przez arcy-heretyka Bergoglia i jego sektę. To największa zbrodnia w historii Kościoła. Polska musi radykalnie zdystansować się od tej samobójczej zbrodni.
Biskupi, księża i wierni w Polsce, w tej krytycznej sytuacji nie możecie pozostać bierni. Musicie wyraźnie opowiadać się za naszym Panem Jezusem Chrystusem, Jego ewangelią i Jego Mistycznym Ciałem, którym jest Kościół. On jest zbudowany na apostołach i prorokach (Ef 2:20), podczas gdy heretycka sekta Bergoglia, która okupuje przywództwo w Kościele katolickim, jest zbudowana na kościelnej legalizacji niemoralności LGBTQ i poświęceniu się demonom. Bergoglio już ustanowił zgubny precedens, kiedy pozwolił się publicznie poświęcić demonom i szatanowi z pomocą kanadyjskiego czarownika. To kpina ze wszystkich męczenników, którzy woleliby cierpieć tortury, niż rzucić choćby jedno ziarnko kadzidła, by oddać cześć pogańskim bożkom i demonom.
Nadszedł czas, aby zdecydowane przeciwstawić się duchowym mordercom Kościoła i narodu polskiego.
Bergoglio na kluczowych stanowiskach umieścił sodomitów, bałwochwalców i krypto-masonów, uniemożliwiając w ten sposób w przyszłości wybór prawowiernego papieża. Polacy, oddzielając się od fałszywego papieża, stwórzcie prawdziwą synodalną drogę dla ratowania prawowiernej nauki i prawowiernego Kościoła! Jednocześnie stworzycie warunki do wyboru prawowiernego papieża.
Polscy katolicy, obudźcie się! Księża Polski, wznieście ręce do Boga! Wszyscy zjednoczcie się w codziennej modlitwie Różańca Świętego. Biskupi, nie bójcie się zrobić kroku dla ratowania Kościoła Chrystusowego i Polski!
Wszyscy wiecie, że w dniach 5-12 lutego w Pradze ma się odbyć tzw. Zgromadzenie Kontynentalne Synodu o synodalności 2021-2024. Wezmą w nim udział promotorzy LGBTQ z 39 konferencji episkopatów Europy. 8 lutego o godzinie 18-tej w praskiej katedrze odbędzie się ich koncelebrowane nabożeństwo.
Rodzą się dwa pytania:
1) Kto jest inicjatorem i promotorem Synodu o synodalności?
2) Czym właściwie jest Synod o synodalności?
Inicjatorem i promotorem tzw. drogi synodalnej jest tzw. papież Franciszek. Kim jest Franciszek Bergoglio? Trzeba wiedzieć, że jest jawnym heretykiem, to znaczy nieważnym papieżem, któremu nikt nie musi się podporządkować ani być posłuszny, w przeciwnym razie ściąga na siebie Boże przekleństwo, które jest na nim. Bergoglio przez cały swój nieważny pontyfikat przejawia się w gestach i słowach jako wielki propagator sodomii i pogaństwa. Gestem całowania stóp transseksualisty (2015) demonstracyjnie poparł transseksualizm. Ta seksualna dewiacja jest związana z przestępczym prze-operowaniem płci. Za swoją zdradę Boga i Jego przykazań on ipso facto rzucił na siebie anatemę – ekskomunikę, czyli wykluczenie z Kościoła. Wielokrotną ekskomunikę również rzucił na siebie za zbrodniczą propagandę surowicy genetycznej mRNA pod nazwą szczepionka. Na niego też spadła anatema za promowanie małżeństw sodomitów i adopcję przez nich dzieci (2020), a także za anulowanie Bożych przykazań i zastąpienie ich subiektywnym podejściem, i nie tylko w adhortacji Amoris laetitia. Cały jego odstępczy i samobójczy kierunek jest zawarty w programie zwanym Synod o synodalności.
W istocie jest to praktyczna transformacja Kościoła katolickiego, jak to wyraził i kard. Kasper. W co ma się transformować Kościół katolicki poprzez legalizację LGBTQ i pogańskiego bałwochwalstwa? Jest to przemiana w antykościół New Age, który czci demony i szatana. Synodalna droga bergogliańskiej sekty –to całkowita zdrada Chrystusowej Ewangelii i Tradycji Kościoła.W rzeczywistości jest to droga ubóstwionego ego, które kocha kłamstwo i, legalizując grzech, prowadzi do doczesnej i wiecznej zagłady. Kto chce być zbawiony, musi radykalnie oddzielić się od tej drogi, bo za nią stoi duch kłamstwa i śmierci. On potrafi tak oszukać umysł i wyeliminować sumienie, że człowiek tak bardzo się z nim identyfikuje, że dobrowolnie podąża drogą moralnego i duchowego samobójstwa.
Bergogliańska sekta, okupująca Kościół, buduje swoją pseudo-hierarchię i nowe pokolenie księży, w którym kluczową rolę mają odgrywać osoby LGBTQ i feministki.
Nie jest tajemnicą, że Bergoglio tworzy z obecnymi najwyższymi kręgami masońskimi duchową jedność. Dlatego zamiast Chrystusowej Ewangelii promuje sodomistyczną, kowidową, ekologiczną, szwabską i neopogańską antyewangelię. Ta bergogliańska antyewangelia rzuca Boże przekleństwo (Ga 1:8-9) i w ten sposób stwarza warunki dla globalistycznego celu „złotego miliarda”. To poważna sprawa! Przecież przekleństwo z tego spotkania kościelnych Judaszy spadnie nie tylko na Kościół, ale i na cały naród, a przez niego na całą Europę.
Czym jest Boże przekleństwo? Boże przekleństwo jest karą za głoszenie fałszywej ewangelii (zob. Ga 1:8-9). Powoduje duchową ciemność, która zagłusza sumienie i pozbawia zdrowego rozsądku. Tak więc człowiek już nie odróżnia kłamstwo od prawdy, dobro od zła, sprawiedliwość od niesprawiedliwości. Dlatego nie jest w stanie przeciwstawić się kłamstwom i złu oraz podąża drogą doczesnego i wiecznego samozniszczenia.
Obecnie w Europie trwa zbrojny konflikt. Jeśli, drodzy czescy i morawscy biskupi, nie powiecie prawdziwie wierzącym, jaką straszną zbrodnią jest ta kontynentalna faza Synodu o synodalności, która legalizuje LGBTQ i bałwochwalstwo oraz rzuca przekleństwo, to swoją biernością stwarzacie warunki, żeby europejski kontynent został tragicznie zredukowany, czyli zniszczony. Wy już nie możecie zapobiec spotkaniu bergogliańskiej sekty w Pradze, ale przed Bogiem jesteście zobowiązani uczynić adekwatną satysfakcję. Waszym obowiązkiem jest nie tylko powiedzieć prawdę, ale także wzywać ludzi do nieustannej modlitwy aż do końca tego roku 2023.
Tak zwana droga synodalna pod hasłem „akceptacja nieakceptowanych” kościelnie legalizuje wszelkie amoralne dewiacje i perwersje, tzw. LGBTQ. Ale nie powiedzą, że pod literą „Q” kryje się także sadyzm i seksualne morderstwa. Pewien maniak o orientacji „Q” poderżnął gardła ponad 50 kobietom. Dzisiaj ten „nieakceptowany” miałby zostać wypuszczony z więzienia i „przyjęty do wspólnoty kościelnej”, aby mógł dalej realizować swoją seksualną Q-orientację z błogosławieństwem Kościoła.
Popierając LGBTQ, bergogliańska sekta i jej synodalna droga całkowicie bojkotuje i anuluje Boże przykazania i naturalną moralność. Synodalny proces z tym programem jest bezpośrednim buntem przeciwko Bogu. Dlatego rzuca na Kościół i narody przekleństwo, którego owocem jest eksterminacja ludzkości.
Dzisiaj każdy musi zdać sobie sprawę z aktualności i konieczności duchowej mobilizacji! Rozpocznijcie od straży modlitewnych, które obejmują tzw. Godzinę świętą – w czasie od 20:00 do 21:00. Poświęćcie ten czas dla Boga i komunikacji z Nim w modlitwie. Oprócz codziennej modlitwy od 20:00 do 21:00, niech każdy przestrzega jeszcze swoją jednogodzinną modlitewną straż – codziennie, co czwarty tydzień. Cztery grupy zmieniają się po tygodniu, tworząc w ten sposób ciągłą modlitwę w dzień i w nocy. Jezus obiecuje, że Bóg będę działał (Łk 18). Ale nie czekajcie, aż ktoś was zorganizuje. Rozpocznijcie każdy sam swoją straż. Istnieje bowiem niebezpieczeństwo, że z powodu działalności organizacyjnej straci się strategiczny czas, w którym jest potrzebna modlitwa. Nie zapomnijcie też o modlitwie Świętego Różańca. Jest to w rzeczywistości rozważająca wewnętrzna modlitwa. Skupia się na podstawowych prawdach naszego zbawienia. Przypomina tajemnicę Wcielenia Słowa Bożego, Chrystusową mękę, śmierć i zmartwychwstanie oraz zesłanie Ducha Świętego. W tych rozważaniach duchowo towarzyszy nam Jezusowa i nasza duchowa Matka podczas powtarzania „Zdrowaś Maryjo”. Niektórzy katolicy odmawiają dziennie nawet trzy Różańce. Inni odmawiają różne modlitwy za konkretne osoby, o ich nawrócenie lub wytrwanie w dobrym. Uświadamiając, że Bóg mnie teraz widzi i słyszy, przedstawiam Mu konkretną osobę, a następnie odmawiam za nią „Ojcze nasz”, za drugą np. „Zdrowaś Maryjo”, za trzecią „Wierzę w Boga”, za czwartą „Pod Twoją obronę” itp. Można łączyć Dziesięć Przykazań z modlitwą według zasady „agere contra”. Z doświadczenia niektórych przedstawiamy:
Przy Dekalogu, kiedy zaczniemy od słów: „Pierwsze: Nie będziesz miał cudzych bogów przede Mną”, musimy się zatrzymać i uświadomić sobie, że to przykazanie jest dziś rażąco deptane przez głoszenie herezji i okultyzm, tak że to dotyka całego Kościoła, w tym biskupów i księży. Ale ja teraz wbrew tej bolesnej rzeczywistości wyznaję: Nie będziesz miał cudzych bogów przede Mną!
„Drugie:Nie bierz imienia Pana, Boga twego, nadaremno”. Wiemy, jak wielu ludzi nadużywa imienia Bożego, nie tylko wierzących, ale także niewierzących. Często chodzi o publiczne bluźnierstwo, ale teraz wyznaję: Nie bierz imienia Pana, Boga twego, nadaremno!
W podobny sposób przed Bogiem modlący się przejdzie i następujące Boże przykazania Dekalogu.
Czy znajdzie się w Czechach i na Morawach tych 7000 bożych wojowników, którzy nie ugięli i nie zechcą ugiąć kolan przed Baalem i jego poplecznikiem Bergoglio? (por. Rz 11). Dziś znów rozlega się proroczy głos, jak wtedy na Karmelu (por. 1 Kr 18):
„Dopókiż, katolicy, będziecie chwiać się na obie strony?Jeśli Baal jest waszym bogiem, a Bergoglio waszym papieżem, to idźcie za nim! Ale zdajcie sobie sprawę, że tym wyrzekacie się prawdziwego Boga i wybieracie samobójczą drogę synodalności, która kończy się w jeziorze ognia. Ale jeśli Pan jest waszym Bogiem, idźcie za Nim! Ponownie odnówcie Jego ołtarze w waszych sercach, aby w nich płonął ogień miłości do Boga i była składana ofiara żywa i święta przez przestrzeganie Bożych praw i przykazań!”.
Dysydenci Karty 77 w Czechach wystąpili przeciwko totalitaryzmowi zwanemu komunizmem. Niech Karta Katolicka 23 wystąpi za wprowadzenie modlitewnych straży przeciwko antychrystowemu totalitaryzmowi, zwanemu bergoglianizm.
Drodzy biskupi, kapłani i wierni, wznieście swoje opuszczone ręce i omdlałe serca i wołajcie do Boga dniem i nocą podczas modlitewnych straży (por. Łk 18). Wytrwajcie aż do końca 2023 roku. Proście Boga o odwrócenie przekleństwa, które bergogliańska sekta programuje dla Pragi i europejskiego kontynentu.
Участники СВО рассказали, как ведут себя ВСУшники-наркоманы в бою и в плену
Наркозависимые боевики ВСУ представляют большую проблему как для государства Украина, так и для приграничных территорий РФ. Регулярные стимуляции гормональной и нервной системы приводят к деформации восприятия реальности, и человек превращается в «зомби», с потребностью в дозе и навыками убивать для достижения цели.
Как передает корреспондент «ПолитНавигатора», в эфире канала «Крым 24» инструктор по тактической медицине курса «Воин» Владимир Ярмак отметил, что разработками по увеличению боеспособности за счет дофамина и серотонина ещё во время Великой Отечественной войны занималась фашистская Германия.
«Я скажу так: был бы способ, я бы ещё туда подкинул мефедрончика, пускай. Вопрос в том, что в природе ничего не появляется из ниоткуда, и все эти препараты рассчитаны на одноразовый эффект. Просто, как лимон – можно потихонечку с него сок слизывать, а можно просто отжать, и что потом с этим выжатым лимоном делать?..
Поэтому пускай жрут, мы потерпим, несколько атак выдержим, а дальше они просто будут никакие, – пояснил медик.
– Самое интересное, если после спецоперации что-то от Украины, в смысле, как от государства останется, то эти, которые сейчас кушают амфетамины, потом для этого государства такую проблему будут представлять, что я не знаю, как они будут с этим справляться. Эти вещи хороши на штурм, а когда они сидят в окопах неделю-две-три, их железы настолько перестают выделять гормоны, а рецепторы становятся к ним нечувствительными, что вот этого подъёма уже нет.
А вознаграждение от ожидания какого-то действия мозг уже не получает. И состояние вот этой отрешённости – будет очень большая проблема. Просто американцам это не интересно, они на другом континенте. А что потом мы с этим делать будем, это прямо очень интересно».
О том, что солдат ВСУ постепенно превращают в «химический овощ» рассказал экс-посол Луганской Народной Республики в России Родион Мирошник.
«Проводят эксперименты или проверяют различные наркотические средства, которые притупляют боль и переформатируют сознание, просто заставляют человека отказаться от базового инстинкта самосохранения и идти с открытым забралом чуть ли не с ножом или автоматом против тяжёлой бронетехники, – отметил он.
– Медики говорят, что если к ним попадают люди в таком состоянии, контактровать с ними практически невозможно. Он буровит, несет какие-то бессвязные вещи, не слышит, что ему говорят. То есть он находится действительно в изменённом сознании.
И когда он попадает в госпиталь, и ситуация не настолько сложная, чтобы она угрожала жизни, тем не менее, через какое-то время после того, как его пытаются привести в сознание, такое впечатление будто из него батарейку вынули – только заканчивается действие наркотика, и этот человек просто умирает. Поэтому многие из них не доживают вообще до каких-либо даже первых показаний. А те, кто смог выжить, рассказывают, что есть специально обученные люди – пара-медики, либо какие-то уполномоченные, которые с утра разносят или перед наступлением какие-то таблетки или делают какие-то инъекции.
И после этого даже с тяжелейшими ранениями это вот такой полузомби. Как рассказывали бойцы, он идет со стеклянными глазами, в одной руке автомат, а в другой – кишки, которые после ранения вывалились из брюха».
Один из крымских добровольцев, вернувшийся с передовой, Константин Булатов подтвердил, что разговаривать с такими солдатами-зомби не о чем.
«Возможно, есть какие-то подразделения, где что-то дают для сверхсилы, но они не то, чтобы не знают усталости – они просто не совсем понимают, где находятся и что делают. Был случай – он сидит, пристегнутый наручниками, ему задают вопросы, а он сидит так, смотрит, смотрит, и просто потом говорит, правда с матом: «да что вы мне тут рассказываете, сделайте мне чай, я чай хочу и всё». И не сказать, что он там устал и так далее, он сидит просто отрешённый, даже не понимает, что с ним происходит», – подчеркнул боец.
W piątek 13 grudnia 2022 roku do pierwszego czytania w sejmowych komisjach zostały skierowane projekty tak zwanych „ustaw wiatrakowych”- dwa autorstwa Senatu, trzy projekty poselskie oraz jeden projekt rządowy. Rządowy projekt nowelizacji ustawy wiatrakowej wpłynął do Sejmu w lipcu ubiegłego roku. Projekt ten oddaje w ręce gmin decyzje o lokalizacji nowych lądowych elektrowni wiatrowych oraz o rozwoju budownictwa mieszkalnego w sąsiedztwie tych elektrowni. Przede wszystkim projekt ten liberalizuje ustawę 10H z 2016 roku, zgodnie z którą wiatrak można było postawić w odległości od domu nie mniejszej niż dziesięciokrotna wysokość wiatraka. Zmiany w ustawie 10 H są –co najistotniejsze- jednym z 37 „kamieni milowych”, które Polska ma zrealizować aby otrzymać środki z Krajowego Planu Odbudowy. Obiecywane środki z KPO to marchewka stosowana na przemian z batem wobec Polski przez Unię Europejską.
Zgodnie z nową ustawą elektrownia wiatrowa może powstać wyłącznie na podstawie Miejscowego Planu Zagospodarowania Przestrzennego (MPZP), który będzie mógł określać inną, niż wyznaczona przez regułę 10H, odległość elektrowni wiatrowej od budynków mieszkalnych, z zachowaniem bezwzględnej minimalnej odległości wynoszącej 500 metrów. Podstawą dla określania odległości elektrowni wiatrowej od zabudowań mieszkalnych będą wyniki oceny jej oddziaływania na środowisko, a przede wszystkim poziom wytwarzanego przez nią hałasu. Dla ochrony najcenniejszych walorów przyrodniczych, utrzymany zostanie zakaz lokalizacji elektrowni wiatrowych na obszarach parków narodowych, rezerwatów przyrody, parków krajobrazowych i obszarów Natura 2000. Projekt zakłada, że skutkiem rozwoju energetyki wiatrowej będzie spadek cen energii oraz ułatwienie rozwoju zabudowy mieszkaniowej na terenach wiejskich, w których istnieją już elektrownie wiatrowe, a liberalizacja przepisów umożliwi powstanie nowych instalacji wiatrowych o łącznej mocy 6-10 GW.
Zgodnie z ustawą inwestor musi przeznaczać co najmniej 10 procent mocy zainstalowanej elektrowni wiatrowej dla mieszkańców gminy, aby na mocy dobrowolnej umowy z inwestorem mogli oni uzyskać status prosumenta wirtualnego. ( prosument wirtualny to właściciel instalacji OZE w innym miejscu niż miejsce jego zamieszkania) Inwestor w porozumieniu z gminą będzie mógł sfinansować zmianę planu zagospodarowania przestrzennego.
Argumenty przeciwników powstawania ferm wiatraków to ich niska efektywność, wytwarzany przez nie hałas, oraz obniżenie wartości gruntów. Część z tych argumentów jest wyssana z palca. Hałas wytwarzają prawie wyłącznie wiatraki o rozklekotanych turbinach kupowane w Niemczech. Można temu przeciwdziałać wprowadzając surową kontrolę techniczną kupowanych wiatraków lecz to – jak każda kontrola – sprzyja korupcji i rozwojowi biurokracji. Wielokrotnie podnoszono argument, że skrzydła wiatraków zabijają przelatujące ptaki. Spędziłam w Niemczech wiele godzin pod remontowanymi przez polskich pracowników wiatrakami i nigdy nie widziałam pod wiatrakiem zabitego ptaka. Nie słyszałam również żadnego hałasu. Szum komputera sterującego wiatrakiem umieszczonego u podstawy jego trzonu jest w niemieckich wiatrakach silniejszy niż dźwięk wytwarzany przez skrzydła i turbinę. Na temat oszpecania krajobrazu przez wiatraki zdania są podzielone.
Znam bardziej szpecące krajobraz instalacje przemysłowe jak choćby linie przesyłowe wysokiego napięcia ale nikomu nie przyjdzie do głowy ich likwidowanie. Pole elektromagnetyczne wytwarzane przez linie wysokiego napięcia z pewnością jest bardziej szkodliwe dla ludzi mieszkających w ich pobliżu niż prawdziwe czy rzekome infradźwięki wytwarzane przez wiatrak.
Zwolennicy wiatraków podnoszą argument, że nowa ustawa umożliwi powstawanie spółdzielni czy klastrów energetycznych oraz współpracę między biznesem, obywatelami i samorządami gminnymi. Umożliwi zatem obywatelom inwestowanie w energetykę wiatrową. Nowe inwestycje w energetykę wiatrową zwiększą bezpieczeństwo energetyczne gmin i stworzą „zielone” miejsca pracy. Przeciwnicy argumentują, że liberalizacja przepisów ( a przede wszystkim możliwość finansowania przez inwestora farmy wiatrowej zmiany planu zagospodarowania przestrzennego) jest kryminogenna. Prowokuje korupcję i generuje biurokrację gdyż trzeba będzie stworzyć struktury kontrolne przeciwdziałające tej korupcji.
Miałam okazję rozmawiać z niemieckim samorządowcami w wielu gminach w których prawowali na wiatrakach Polacy. Twierdzili, że ich gminy są całkowicie niezależne energetycznie i w przypadku kryzysu nie muszą oglądać się na państwo. Było to przeszło dziesięć lat temu. Wątpię, że ta niezależność energetyczna sprawdza się dzisiaj. Tak czy owak niemieckie wiatraki „na oko” działają doskonale. Widzę tu jednak pewną prawidłowość.
Niemieccy staruszkowie są pod dobrą opieką gdy zajmują się nimi lekarze pielęgniarki i salowe z Polski. Gdyby ich zabrakło Niemcy musieliby chyba praktykować kolejne w swej historii Endlösung.
Niemieckie szparagi pięknie rosną i przynoszą dochody gdy pracuje przy nich Gastarbeiter z Polski.
Niemieckie wiatraki funkcjonują bez awarii gdy konserwują je alpiniści przemysłowi czyli robotnicy wysokościowi z Polski. Gdyby ich zabrakło – do wymycia czy naprawienia wiatraka trzeba byłoby użyć dźwigu, a w trudnym, górskim terenie gdzie dźwig nie dojedzie byłoby to w ogóle niemożliwe. Zużyte wiatraki najlepiej sprzedawać do Polski. Nikt inny nie kupiłby starego wiatraka z rozklekotaną prądnicą. Podobnie jak nikt z Niemców nie kupiłby starego, rozbitego samochodu, a Polacy przedłużają tym samochodom życie w nieskończoność.
To się jednak wkrótce skończy, bo dla samochodów spalinowych nie ma miejsca w Nowym Wspaniałym Świecie. Natomiast choć wiatraki są ideologicznie poprawne, walka o wiatraki i z wiatrakami będzie się nieustannie zaostrzać. Bo jak wiadomo: „w miarę postępów w budowie socjalizmu walka klasowa się zaostrza”. Te światłe i prorocze słowa zawdzięczamy Józefowi Wissarionowiczowi Stalinowi.
Gubernator Trans-Bajkał (Zabajkala) wyznaczył wypłaty dla żołnierzy za zdobycie lub zniszczenie czołgów produkcji zachodniej.
Rosyjska armia już cieszy się na widok czołgów produkcji zachodniej na polu walki i obiecuje dobre wynagrodzenie za ich zniszczenie. Rosyjski biznes w regionach włączył się do inicjatywy ministerstwa.
Aleksander Osipow, gubernator Terytorium Transbajkalskiego (Zabajkalia) jako pierwszy ogłosił wypłaty za zdobycie lub zniszczenie czołgów produkcji zagranicznej. Podpisany przez niego dekret dotyczy jednak tylko żołnierzy z tego regionu, niezależnie od tego, czy są to serwisanci, ochotnicy czy zmobilizowani żołnierze; najważniejsze jest to, że muszą pochodzić z Zabaikalye. [obecnie 1 euro to 77 rubli. md] Dokument przewiduje następujące wypłaty: za zdobycie sprawnego niemieckiego czołgu Leopard o dowolnej modyfikacji bojownik otrzymuje 3 mln rubli. Ci, którzy biorą w nim udział, dostają po 500 tys. rubli, ale za jeden czołg nie można zapłacić więcej niż 10 osobom. Za zniszczenie dowolnego Leoparda MBT – 1 milion rubli, uczestnicy – po 150 tysięcy, grupa nie więcej niż 5 osób. Amerykański czołg M1 Abrams w Transbaikalii jest wyceniany znacznie niżej niż niemiecki. Zapłata za zdobycie sprawnego amerykańskiego czołgu miałaby wynosić 1,5 mln rubli, a uczestnicy otrzymaliby po 300 tys. Za zniszczenia – 500 tysięcy, uczestnicy otrzymają po 100 tysięcy. Reszta jest taka sama, w pierwszym przypadku grupa nie większa niż 10 osób, w drugim – nie większa niż 5.
Te same stawki dotyczą innych czołgów NATO, w tym brytyjskiego Challengera 2. Na terytorium Ukrainy od dwóch tygodni znajdują się już 104 Abramsy. Prawdopodobnie na razie na terytorium poligonu. Wkrótce dołączą dalsze. Oprócz polskich Leopardów na Ukrainę trafiły już Leopardy z Niemiec. Tak więc liczba rychłych milionerów wśród czerwonoarmistów powoli rośnie. Inicjatywę mogą podchwycić inne regiony, idąc za przykładem Zabaikalye i przydzielając własne płatności za niszczenie obcych czołgów, dając tym samym kolejną zachętę do walki. Wcześniej aktor Iwan Ochłobystin poinformował, że grupa biznesmenów ustaliła płatności w wysokości 10 mln rubli za każdy zniszczony amerykański czołg.
Ministerstwo Obrony ma swoje wypłaty za zniszczone pojazdy pancerne wroga: samolot – 300 tys. rubli, helikopter – 200 tys. rubli, czołg – 100 tys. rubli, UAV – 50 tys. rubli, APC, jednostka artylerii samobieżnej, systemy S-300, Buk, Tor czy wóz bojowy RZSO – po 50 tys. rubli. Uzasadniona jest obawa, że sami żołnierze ukraińscy będą sprzedawać te czołgi…
[[Ładne zdjęcia – skaczą w oryginale. M. Dakowski]
=========================
Szanowni Państwo!
Jesteśmy tradycyjną, katolicką wspólnotą duchownych, pełniących posługę duszpasterską na całym świecie. Opiekujemy się tysiącami wiernych w Polsce, dbając o przekazywanie katolickiej nauki oraz formowanie prawdziwie chrześcijańskich rodzin.
Oprócz opieki duszpasterskiej, dzięki pomocy ludzi dobrej woli staramy się wspierać finansowo i materialnie potrzebujących wiernych. Organizujemy zbiórki dla najuboższych, liczne wyjazdy dla rodzin i młodzieży, rekolekcje oraz spotkania formacyjne. Niestety, dalsze funkcjonowanie w tym obszarze, przynoszące liczne duchowe owoce dla wiernych w całym kraju, jest obecnie zagrożone z przyczyn materialnych.
NA CO ZBIERAMY?
Aby dalej skutecznie realizować swoją misję polegającą na krzewieniu katolickiej nauki i duchowym wsparciu polskich rodzin, zwracamy się do Państwa, szlachetnych ludzi dobrej woli, z ważnym apelem i gorącą prośbą. Bez pilnych, kosztownych prac remontowych, nasz dom formacyjno-rekolekcyjny nie będzie mógł dalej pełnić swojej funkcji.
REMONT ZABYTKOWEGO PAŁACU W BAJERZU
Bajerze to malownicza, niewielka wieś położona w województwie kujawsko-pomorskim, której początki sięgają XV wieku. Nad całą okolicą góruje imponujący zespół pałacowy, w skład którego wchodzi wzniesiony pod koniec XIX wieku pałac oraz rozległy, niezwykle urokliwy park. Murowana z cegły budowla, składająca się z dwukondygnacyjnego korpusu głównego i czterokondygnacyjnej wieży, oraz rozległy przylegający do niej teren z licznymi alejkami i stawem, to wpisane na listę zabytków dziedzictwo kulturowe.
Dzięki Bożej opatrzności cały kompleks pałacowy jest obecnie pod opieką naszego zgromadzenia. Zabytkowy budynek przejęliśmy w stanie zupełnej ruiny, jednak staraniem krajowych i zagranicznych darczyńców obiekt udało się częściowo odremontować i doprowadzić do stanu używalności. Od wielu lat pałac w Bajerzu jest miejscem, które cieszy oczy mieszkańców, turystów i koneserów zabytkowych budowli. Przede wszystkim jest to jednak nieocenione z naszego punktu widzenia miejsce cyklicznie odbywających się rekolekcji, wyjazdów formacyjnych i spotkań integracyjnych dla młodzieży oraz rodzin.
GORĄCA PROŚBA O WSPARCIE
Z przykrością musimy przyznać, że pomimo wszelkich możliwych starań dalsze funkcjonowanie tego niezwykle ważnego dla nas miejsca, przynoszącego tak obfite owoce dla całej wspólnoty, stoi pod znakiem zapytania. Cały kompleks pałacowy wymaga kosztownych, bieżących remontów, a także osuszenia i renowacji zabytkowej piwnicy wraz z zakupem i instalacją nowego pieca z buforami wody.
Całość koniecznych prac remontowych specjaliści szacują na ponad 600 tyś. złotych, co jest kwotą znacznie przekraczającą środki, którymi dysponuje nasze skromne zgromadzenie. Zwracamy się więc z gorącą prośbą do wszystkich Państwa, którym nie jest obojętny los tego tak ważnego dla setek wiernych w całej Polsce miejsca. Miejsca krzewienia prawdziwego, katolickiego nauczania. Miejsca setek nawróceń i wielu powołań kapłańskich.
Jeżeli nasz apostolat, los wielu katolickich rodzin oraz dalsze krzewienie prawdziwie Chrystusowej nauki nie jest dla Państwa obojętny, gorąco prosimy o wsparcie niniejszej inicjatywy. Każda, nawet najmniejsza darowizna spotka się z naszą wielką wdzięcznością i niewspółmiernie większą nagrodą w niebie.
Bóg zapłać dla wszystkich darczyńców, za których ofiarujemy nasze modlitwy.
20 lipca 1914 roku – dzień przełomowy dla Imperium, ale też dla świata.
[O Rosji i Rosjanach można się dowiedzieć od generała tajnych służb Francji – wielkiego Rosjanina i wielkiego pisarza Wołkowa, nie z propagandy pseudo-polskich żurnalistów. Mirosław Dakowski]
Vladimir Volkoff, Carskie sieroty. Str. 142 i nn. Dębogóra.
——————————-
Dnia 20 lipca 1914 roku, w niedzielę, mieszkańcy Petersburga zgromadzili się na Placu Pałacowym. Przybył tam naprawdę cały Petersburg: mężczyźni i kobiety, szlachta i mieszczanie, prawnicy profesorowie, dentyści, sklepikarze, robotnicy, złodzieje, popi, żołnierze, cywile, uczniowie, prawosławni, katolicy, luteranie, żydzi, cała stolica zebrała się u stóp pałacu swego cara.
Wymachiwano ikonami, portretami i tablicami, na którychwidniały hasła: „Boże, chroń cara”, „Zwycięstwo dla Rosji” i „Jesteśmy Rosjanami, zatem Bóg z nami”. Wiadomo było, że wojna jest nieunikniona, ale stanie się faktem dopiero wówczas, gdy zostanie ogłoszona ustami cara. W takiej chwili nie było zwolenników i przeciwników caratu, wszyscy byli jak dzieci zebrane wokół ojca danego im przez Boga.
Car pojawił się na balkonie – brodaty i łagodny. W jednym spontanicznym odruchu sto tysięcy Rosjan, którzy mieli poczucie reprezentowania stu dziesięciu milionów rodaków, uklękło, a z ich gardeł popłynął hymn:
Boże, cara chroń!
On, władca wspaniały,
Jego rządzi dłoń
Dla rosyjskiej chwały.
Przed nim pierzcha wróg,
Z nim Cerkiew i Bóg!
Car głośno odczytał swój manifest. Tylko nieliczni mogli go usłyszeć, ale cóż z tego? Sens jego słów przekazywano sobie z ust do ust, by zaczęła krążyć w zbiorowej świadomości.
My, Mikołaj II, z łaski Boga Samowładny Cesarz Wszechrosji… wyczerpaliśmy wszelkie środki, by znaleźć pokojowe rozwiązanie Austria przeszła do zbrojnej ofensywy, bombardując bezbronny Belgrad… Niemcy… wypowiedziały wojnę Rosji… Żywimy niezachwianą pewność, że wszyscy nasi wierni poddani zjednoczą się w poświęceniu i podejmą obronę rosyjskiej ziemi. Niechże w godzinie tak straszliwej próby w niepamięć idą wszelkie wewnętrzne spory, niech związek cara ze swym ludem stanie się jeszcze mocniejszy… Głęboko wierząc w słuszność naszej sprawy ipokładając pokorną nadzieję w Boskiej Opatrzności, modlimy się, by Bóg pobłogosławił naszej Świętej Rosji i mężnej armii.
Wszyscy płakali. Opłakiwali przyszłych poległych, cierpienia, poświęcenia, grzechy, nieuniknione okropności. Ale płakali też ze wzruszenia nad rosyjską i chrześcijańską jednością, zapomnianą od dawna, od. .. 1812 roku, być może, która teraz nagle się odrodziła.
Bazyl zaprosił Wołodię na balkon budynku Admiralicji, by stamtąd mógł podziwiać tę scenę, która miała zakończyć tysiąc lat historii, z czego niewielu zgromadzonych zdawało sobie sprawę.
Wołodia, choć na ogół nie był podatny na tego rodzaju uniesienia, czuł, jak łzy napływają mu do oczu i wcale się tego nie wstydził. Tak, był demokratą, okcydentalistą i agnostykiem. Podobnie jak jego ojciec Szurik, za śmieszną uważał całą tę bogoojczyźnianą demagogię o „naszej Świętej Rosji” i „naszym ojczulku carze”. Jednak wobec tego spektaklu, którego czuł się mimowolnym aktorem, musiał przyznać, że określenie „samowładny car” ma w sobie coś świętego i niepodważalnego, coś, z czego nie miał zamiaru tak całkiem zrezygnować.
Dlatego nie mógł uwierzyć własnym uszom, gdy obok siebie usłyszał słowa:
– Ten człowiek jest szalony.
Bluźnierstwo to wypowiedział Bazyl, stojący koło niego z rękami wczepionymi w balustradę i z oczyma wbitymi w postać cara, majaczącą w oddali w otoczeniu rodziny – carowej, carewicza i czterech carskich córek.
– Kto jest szalony?
– On. Pułkowniczek. (Tak nazywali Mikołaja II ci jego zwolennicy, którzy za nim nie przepadali).
– Chcesz powiedzieć: Jego Cesarska Wysokość?
Nikt, mówiąc o carze, nie używał zwrotu „ten człowiek”. Rewolucjoniści nazywali go „Krwawym Mikołajem”, co świadczyło o nienawiści, ale nie braku szacunku. Dla reszty Rosjan Władza cara była święta, nawet jeśli krytykowali tego, który ją sprawował.
– Sądziłem, że jesteś monarchistą.
– Otóż to.
Tego wieczora na kolację poszli do Ariadny. Na stojącym w rogu małym, okrągłym stoliku pojawiła się znienacka ikona Zbawiciela, oraz inna, przedstawiająca Matkę Bożą (obie namalowane w dziewiętnastowiecznym stylu „psychologicznym”), a także portret Mikołaja II.
Wszystkie te obrazy niewątpliwie wyciągnięto z lamusa, do którego jakiś czas temu zostały odesłane. Błękitne spojrzenie cara porażało pełnym poświęcenia blaskiem. Władca zdawał się rozmyślać o dniu swoich urodzin przypadającym na dzień świętego Hioba (w Rosji zwanego Hiobem Cierpiętnikiem) i związanym z tym ścigającym go przeznaczeniem.
Pierwszy raz od dłuższego czasu bracia razem odwiedzili Ariadnę. Nikt nie był tym zażenowany. Wypili dużo szampana. Ariadna wyciągnęła nawet kilka małych kieliszków do wódki, serwowanej w zroszonej karafce, do której podano kawior łososiowy barwy koralu i jesiotrowy barwy agatu.
Do tej pory Wołodia był przekonany, że ich tajemnicza gospodyni jest wroga reżimowi cara, a może nawet bliska kręgom rewolucyjnym, o czym zdawały się świadczyć okulary i krótko obcięte włosy.
Dziś stała się zagorzałą zwolenniczką Mikołaja II.
– Ta wojna to najlepsze, co mogło spotkać Rosję. Rosjanie znów się zjednoczą, a to się może dokonać tylko wokół tego człowieka – dobrego pełnego umiarkowania, miłującego pokój, doskonałego męża i ojca, szczodrego władcy. Zmyjemy plamę klęski zadanej przez Japonię, zapomnimy o błędach i okropnościach 1905 roku, terroryści znajdą zajęcie, zabijając Niemców zamiast wielkiego księcia, ci wszyscy mali bakałarze, którzy podgryzali monarchię swoimi spróchniałymi zębami, będą teraz musieli jej bronić, jeśli chcą bronić Rosji, Polacy, jeśli tylko okażą się wierni, wkrótce odzyskają wolność, a Żydzi. ..
Jej głos zadrżał. Nie ukrywała już swoich korzeni. Wydawała się nawet z nich dumna.
– Wiecie, wśród naszych panuje prawdziwy entuzjazm. Niektórzy oddali do dyspozycji cesarza wielkie sumy na uzbrojenie, na szpitale. Wiedzą, że skończyło się poniżanie, że mogą teraz przebywać, gdzie chcą, studiować, co chcą. Nigdy wcześniej nie czuli się tak bardzo Rosjanami. Przecież lud rosyjski tak dobrze przyjął Tatarów. Dlaczego nie mógłby tego samego uczynić z Żydami? W tym właśnie tkwi sens słowa „imperium” – to stopniowa integracja za obopólną zgodą. Bez cesarza nie ma imperium, a bez imperium nie ma integracji. Niech żyje cesarz! Boże, chroń cara! O, tak, niech Bóg go strzeże!
I Ariadna rzuciła za siebie kryształowy kielich, z którego dopiero co piła szampana. Kielich rozprysnął się tuż przed nosem patrzącej spode łba Gorgony, która burknęła:
– Boże, chroń cara! Jasne, że go chroni. Ale to nie powód, żeby tłuc zastawę.