STRUKTURA TAJNYCH STOWARZYSZEŃ. Epiphanius.

STRUKTURA TAJNYCH STOWARZYSZEŃ

Epiphanius, Ukryta strona dziejów. Nowy Porządek Świata.…

ukryta-strona-dziejow

——————————

ROZDZIAŁ XXXIV str. 569 i nn.

Świat dzieli się na trzy kategorie ludzi: nieliczną

grupę tych, którzy powodują wydarzenia; nieco

liczniejszą grupę tych, którzy czuwają nad ich

przebiegiem i uczestniczą w realizacji; wreszcie

zdecydowaną większość pozostałych, którzy nigdy

się nie dowiedzą, co tak naprawdę się wydarzyło.”

Dr Nicholas Murray BUTLER

Niech naszym przewodnikiem po tych mrocznych ostępach będzie po raz kolejny Pierre Mariel, niekwestionowany znawca tematu. Dokonana przezeń klasyfikacja tajnych towarzystw jest bardzo klasyczna:

I. Niższe tajne stowarzyszenia, dość szeroko znane – np. trzy pierwsze stopnie masonerii (tzw. błękitne) lub zewnętrzne kręgi Towarzystwa Teozoficznego.

Pozyskiwanie adeptów odbywa się tam w drodze kooptacji. Najczęściej są to ludzie działający w dobrej wierze, hołdujący jakimś ideałom religijnym, filozoficznym lub politycznym. Nowicjusze są Obserwowani, i jeśli „nie przejawiają zdolności adaptacji, kierowani są na boczny tor; natomiast jeśli okazują się podatnym materiałem, pozwala się im przejść do towarzystw drugiego stopnia.”

Stephen Knight ujawnia w swoim dziele pt. „The Brotherhood ”, że tylko 1/5 masońskich Mistrzów (tytuł uzyskiwany na 3. stopniu) dochodzi do tzw. „Łuku Królewskiego” (Holy Royal Arch) będącego bramą, przez którą posiadacz trzeciego

stopnia może przejść na wyższy poziom. Im wyżej, tym selekcja robi się ostrzejsza: np. w Anglii 31. stopień, czyli tytuł „Komandora Wielkiego Inspektora Inkwizytora”, posiada około 400 członków masonerii, stopień 32. („Wzniosły Książę Królewskiej Tajemnicy”) jest przywilejem ok. 180 „braci”, zaś tytuł „Wielkiego Inspektora Generalnego” (33) należy w sumie do 75 masonów”.

II. Pośrednie tajne stowarzyszenia (tzw. kadra) — stowarzyszenia naprawdę tajne, których członkowie nie są znani osobom należącym do niższych stowarzyszeń. „Jest się do nich wybieranym w sposób autorytarny: osoba, która nie przyjmie zaproszenia, naraża się na trudne do przewidzenia sankcje. Musi ona od tej pory był posłuszna perinde ac cadaver, czyli aż do śmierci, a jakakolwiek niedyskrecja czy nieostrożność jest surowo karana. Jeśli sytuacja tego wymaga, te średnie tajne kręgi zmieniają swoją nazwę, a nawet strukturę. Dzięki temu nie sposób ich wykryć, chyba, że dopiero po ich rozwiązaniu lub przekształceniu”. „

Dokładnie tak, jak w przypadku Iluminatów Bawarskich…

Próżne satysfakcje czerpane z sentymentalnych ideologii pozostawiają one drobnicy z tajnych stowarzyszeń niższego stopnia. Same kierują się realizmem i ponad Dobrem i Złem […] kontrolują najważniejsze mechanizmy państw oraz wielkie organizacje światowe, zarówno polityczne, jak i gospodarcze […]. Jednak te stowarzyszenia w większym stopniu pełnią funkcje wykonawcze niż kierownicze. Opracowywanie planów należy do tajnych stowarzyszeń trzeciego stopnia.”

Wyższe tajne stowarzyszenia. Są one zupełnie nieznane, nawet tajnym stowarzyszeniom niższego stopnia; natomiast dla pośrednich tajnych stowarzyszeń stanowią one „temat tabu”.

„[…] Ten międzynarodowy sztab składa się z bardzo wąskiego grona wtajemniczonych, z których część, dobrze zakonspirowaną, wiedzie żywot ascetyczny, z dala od światowego zgiełku. Wszyscy ci ludzie dysponują olbrzymią władzą. Wydaje się, że ożywia ich wyłącznie pragnienie potęgi, a może – kto wie? – wiara w uniwersalną misję […]. Wyższe tajne stowarzyszenia współpracują z siłami

irracjonalnymi, które w pewnym uproszczeniu można utożsamiać z magią i z okultyzmem […]. Karykaturalne wyobrażenia o tych niezwykłych siłach pozostawiają profanom i głupcom. Wolne od jakiegokolwiek sentymentalizmu, potrafią one oddzielać dobre nasienie od kąkolu, czyli przesądy od rzeczywistości.”

=================

Mariel pisze też o podziale ludzkości na cztery koncentryczne kręgi, jakiego dokonał słynny rosyjski czarnoksiężnik Gurdijew, kolega Stalina z seminarium w Aleksandropolu.

Ich opis rozpoczyna od wewnętrznego kręgu, „obejmującego ludzi całkowicie przebudzonych („odrodzonych” przez magię, wysoko wtajemniczonych, magów przypisek redakcji) i zdolnych przebudzić tych, których wybrali. Między tymi adeptami nie może być rozdźwięków. Ich działania są ściśle skoordynowane i prowadzą ku wspólnemu celowi, bez jakichkolwiek odstępstw i [potrzeby stosowania] przymusu.”

Kolejny krąg, to krąg mezoteryczny, pośredni, którego członkowie znają cele, do których trzeba Dążyć, ale jeszcze nie są zdolni przemieniać ich w działanie.

Mariel stwierdza, że ci ludzie „wiedzą więcej, niż robią”.

Trzeci krąg – egzoteryczny – to „zewnętrzny krąg wewnętrznej części ludzkości”. Należący do niego ludzie mają „niemały zakres wiedzy wspólny z osobami należącymi do wcześniej wymienionych kręgów, ale ich poznanie inicjatyczne jest bardziej abstrakcyjne w stosunku do tego, jakie posiadają ludzie z kręgu mezoterycznego”; jednocześnie to oni „potrafią najlepiej kalkulować” i są najsprawniejszymi wykonawcami.

Czwarty krąg, to zgodnie z typologią Gurdijewa krąg zewnętrzny, „krąg Babel” charakteryzujący się pomieszaniem języków. To ludzkość pogrążona we śnie, niewtajemniczeni, czy też – by posłużyć się określeniem Arthura Machena – „zaniedbywalni”.

Ludzie z tego kręgu, to stado baranów z historyjki, którą Gurdijew lubił opowiadać swoim uczniom. Oto ona:

Był sobie kiedyś bogaty i skąpy mag, posiadający wiele stad baranów. Nie miał on pasterzy i nie grodził swoich pastwisk. Barany błądziły w lesie, wpadały do wąwozów, a przede wszystkim uciekały na widok maga, albowiem przeczuwały, co chce on zrobić z ich mięsem i runem. W końcu mag znalazł na nie skuteczny sposób. Zahipnotyzował barany i wmówił im, że są nieśmiertelne i że odarcie ich ze skóry jest korzystne dla ich zdrowia. Następnie wmówił im, że jest dobrym pasterzem, gotowym poświęcić się za swoje, drogie barany, nie będące już baranami. Wreszcie wmówił im, że są lwami, orłami, a nawet magami. Tak oto nasz mag mógł zacząć wieść beztroskie życie. Barany przez cały czas trzymały się stada i z ufnością czekały na moment, w którym mag przyjdzie ostrzyc je i poderżnąć im gardło.”

Na interesujące nas tutaj kwestie sporo światła rzuca myśl polskiego matematyka Hoene – Wrońskiego (1778 – 1853), członka Kabalistycznego Zakonu Różo-Krzyża i maga, który miał niemały wpływ na Eliphasa Leviego. Wyjaśnia on ten mechanizm osmozy, dzięki któremu postaciom ze szczytu synarchicznej piramidy udaje się oddziaływać na świadomość osób znajdujących się na niższych szczeblach:

Wszystkie tajne towarzystwa, jakie kiedykolwiek istniały i nadal istnieją na naszej Ziemi, a poruszane tajemniczymi sprężynami, które sprawiają, że panują one nad światem niezależnie od rządów, powstają w oparciu o mistyczny scenariusz.

Te tajne towarzystwa, tworzone w miarę potrzeb, są podzielone na ugrupowania z pozoru odrębne, a nawet przeciwstawne. Każdorazowo reprezentują one najbardziej skrajne w danym kontekście historycznym opinie, by móc osobno skutecznie kierować wszystkimi odłamami politycznymi, religijnymi, gospodarczymi, literackimi; niemniej podporządkowują się one wspólnemu centrum – skoro przychodzi czas na wykonywanie rozkazów jednolitego kierownictwa. ”

Znowu powracamy do kwintesencji doktryny masońskiej, czyli Ordo ab Chao, scharakteryzowanej też niezwykle trafnie przez wysoko wtajemniczonego Rene Guenona:

Raz jeszcze przypomnijmy, bez przywiązywania do tego nadmiernej wagi o innej wartości szczególnej natury [. .] a mianowicie o wykorzystywaniu do realizacji całościowego planu – zewnętrznych organizacji nieświadomych tego planu i z pozoru antagonistycznych, lecz podlegających jednolitemu, „niewidzialnemu” przywództwu, które jest ponad wszelkim antagonizmem […]. Same antagonizmy, dzięki wywoływanym przez nie niezbornym działaniom, stanowią coś w rodzaju „chaosu” (w sensie „materii”, na którą oddziałuje „duch” reprezentowany przez najwyższe, wewnętrzne organizacje inicjatyczne), jaki towarzyszy realizacji ogólnegoładu” [. .] Aby tak istotnie było, to, co nadaje kształt owemu „ładowi”, musi spełniać funkcję nieruchomego motoru względem zewnętrznego świata” .

Powtórzmy: błędem byłoby sądzić, że wszyscy członkowie tajnego towarzystwa są świadomi jego skrzętnie skrywanych celów. Wiadomo na przykład, że duże znaczenie ma przyciągnięcie „autorytetów moralnych”, służących jako przykrywka. Mogą być do tego użyte różne preteksty: dobroczynność, studia filozoficzne, literackie, artystyczne itp. Do takiego uwiarygodniania [organizacji masońskiej] służą nieformalne, lecz mające jawny charakter posiedzenia „zacnych gremiów” w rodzaju Klubów Bilderberg, na których pojawiają się znane i powszechnie szanowane osobistości. Poza tym w tę strategię mogą wpisywać się takie wydarzenia, jak wręczenie Matce Teresie Pokojowej Nagrody Nobla (bo tak się składa, że znakomita większość pozostałych laureatów tej nagrody to wysokiej rangi masoni).

Również w tym przypadku powołamy się na autorytet Guenona:

„[…] wielu Masonom, jeżeli nie większości – nawet tym, którzy mogą poszczycić się posiadaniem wysokich stopni – nie jest dane prawdziwe poznanie Masonerii.

=============================

  KAMIEŃ MILOWY

  KAMIEŃ MILOWY

Małgorzata Todd kamienie u szyi

      

Honorowe miejsce, przeznaczone dla wyjątkowych gości, zajęła sama Hrabina Róża Tuman von Hochsztapler. Wszyscy byli ciekawi, co też ma do powiedzenia. Po przydługim przywitaniu przeszła do meritum sprawy:
       – Jest bardzo prosty sposób na to, żeby Polacy nigdy nie zobaczyli żadnych unijnych pieniędzy – powiedziała.
       – Kamienie milowe – podpowiedział Raduś.
       – To oczywiste, ale jakie! Trzeba zażądać od polskiego rządu, żeby wykazał się tolerancją wobec wszystkich płci.
       – Zlikwidować strefy wolne od LGBT i Qkuryku? – Raduś pozwolił sobie na żart, jakiego nikt z obecnych nie ośmieliłby się zaprezentować.
       – Tak. Wprowadzając we wszystkich szkołach, sądach, szpitalach i w innych miejscach publicznych też, osobne ubikacje dla każdej płci.
       – Czyli po ile? – spytał Donald Demokrata.
       – Na razie po 56, ale ta liczba będzie rosła, bo nasza nauka ten temat szybko rozwija.
       – I będzie to nieosiągalny kamień milowy! – Donald Demokrata nie krył zadowolenia.
       – W rzeczy samej. Według unijnej dyrektywy, przewidzianej wyłącznie dla Polski, w korytarzu przeciętnego urzędu będzie sekretariat, gabinet dyrektora i 56 ubikacji różnie oznakowanych. Bez spełnienia tego warunku, żadne pieniądze z Unii do Polski nigdy nie popłyną – zakończyła swój wywód Hrabina Tuman von Hochsztapler.

Rewolucji dokonują zawsze dranie rękami durniów.

Rewolucji dokonują zawsze dranie rękami durniów.

Dranie i durnie

Małgorzata Todd      dranie i durnie


       Szanowni Państwo!
           Każdy rodzaj komunizmu, niezależnie od kolorów: czerwonego, zielonego, czy układu sześciobarwnego, wprowadzają dranie rękoma durniów. Taka jest zasada.

Drania kierującego się własnym interesem można by zawczasu przekupić, gdyby wiadomo było, co knuje. Drania multimilionera przekupić się nie da, bo kogo byłoby na to stać? Nie da się też wyperswadować złoczyńcy zaniechania czynienia zła, jeśli sobie to upodobał.
           Sukces draństwa polega na wmówieniu durniom, że biała jest czarne i odwrotnie. Najpierw ludziom o zdrowym rozsądku zdaje się, że coś jest tak oczywistym absurdem, że nikt normalny w to nie uwierzy. Do czasu. Nie ma takiej bzdury, której „autorytety” nie byłyby w stanie wmówić, zdawałoby się normalnym ludziom.
           Odkąd sztuka przestała zachwycać, a jej jedynym celem jest szokować, zaczęła nudzić i obojętnieć zarazem. Czy jakikolwiek film, wyprodukowany po roku 2020, może obyć się bez brzydoty i głupoty wszelkiej maści? To pytanie retoryczne, (z jednym znanym mi wyjątkiem, którym jest „Czarny sufit”).

Dla współczesnych twórców „artyzm” wyklucza piękno, a ktoś, kto nie jest oczywistym durniem, nie zasługuje na miano filmowego bohatera.
           Obrzydzenie do robactwa jest normalne. Ale czy na pewno? Wystarczy, że „autorytety” włączą się w propagandę, pokażą jak i z czym to się je i mamy je na talerzu, jak w banku. Do szczepionek antycovidowych przekonano nas bez trudu, chociaż wszyscy uczyliśmy się biologii i powinniśmy wiedzieć, że procesów życiowych nie da się przyspieszyć najszybszym nawet komputerem. Z żołędzia umieszczonego w sprzyjających warunkach, dąb wyrośnie, ale musi to trochę potrwać.
           Pamiętajmy, że rewolucji dokonują dranie rękami durniów. 

Z pozdrowieniami

Małgorzata Todd

Szaleństwo, czy raczej metoda?

Szaleństwo, czy metoda?

Stanisław Michalkiewicz szalenstwo-czy-metoda

Obserwator sceny politycznej naszego bantustanu mógłby odnieść wrażenie chaosu. Co prawda w tym chaosie wyróżniają się elementy stałe, jak na przykład – spór o różnicę łajdactwa między obozem “dobrej zmiany”, a obozem zdrady i zaprzaństwa, podobnie jak powtarzajace się objawy porozumienia ponad podziałami, kiedy to obydwa skaczące sobie do oczu obozy idą ręka w ręke. Tak było na przykład w 2003 roku podczas referendum w sprawie Anschlussu Polski do Unii Europejskiej, a tak naprawdę – do IV Rzeszy  – bo jej budowa została przesądzona 10 lat wcześniej w traktacie z Maastricht, który wszedł w życie w 1993 roku – czy 1 kwietnia 2008 roku, kiedy to obóz zdrady i zaprzaństwa, wraz z częścią PiS – bo część odmówiła poparcia –   głosował za upoważnieniem prezydenta do ratyfikacji traktatu lizbońskiego, 13 grudnia 2007 roku podpisanego bez czytania przez premiera Tuska i Księcia-Małżonka, piastującego wtedy  w naszym bantustanie dla odmiany stanowisko ministra spraw zagranicznych.

Jak wiemy, traktat ten amputował Polsce ogromny kawał suwerenności. Wreszcie w roku 2021, kiedy to Naczelnik Państwa, wbrew części własnego obozu politycznego, przy pomocy części obozu zdrady i zaprzaństwa, a konkretnie – klubu parlamentarnego Lewicy – przeforsował w Sejmie ratyfikację ustawy o zasobach własnych UE, która wyposażała Komisję Europejską w prawo zaciągania zobowiązań finansowych w imieniu całej Unii oraz nakładania unijnych podatków i stanowiła milowy krok na drodze budowy IV Rzeszy. Nie przeszkadza to jednak Naczelnikowi Państwa w opowieściach, że tegoroczne wybory do Sejmu i Senatu będą plebiscytem między niepodległością, a zniewoleniem. Najwyraźniej liczy on na to, że społeczeństwo nasze może ma i dobrą pamięć, ale krótką.

Poza tym stałymi elementami, obserwator sceny politycznej naszego bantustanu mógłby odnieść wrażenie chaosu. Tymczasem może to być mylące, bo jeśli spojrzymy na to uważniej, to możemy w tym pozornym szaleństwie dostrzec metodę. Pouczające jest tu i pomocne zwłaszcza porównanie z wiekiem XVIII, kiedy to mocarstwa rozbiorowe zaczęły swoją akcję od stopniowego doprowadzania Polski do całkowitego obezwładnienia. Służyło temu wtedy podtrzymywanie, nawet wbrew części szlachty, anachronicznych rozwiązań ustrojowych np. w postaci liberum veto, uważanego przez inną część szlachty za “źrenicę wolności”. To obezwładnienie państwa było warunkiem sine qua non powodzenia rozbiorów, które w przeciwnym razie mogłyby się nie udać, albo mogłyby zostać osiągnięte z wielkim trudem. Porównując tedy sytuację z wieku XVIII z sytuacją obecną, dostrzegamy w pozornym chaosie  cierpliwe i metodyczne działania, skierowane pozornie na uporządkowanie naszego bantustan, ale tak naprawdę – na stopniowe doprowadzanie go do stanu całkowitego obezwładnienia. To obezwładnienie jest bowiem konieczne m.in. dla sprawnego przebiegu budowy IV Rzeszy, do której Polska ma być włączona, być może również po częściowym rozbiorze. Część szlachty skupionej w obydwu obozach, intensywnie współdziała z budowniczymi IV Rzeszy, niekiedy – jak w przypadku pana premiera Morawieckiego – maskując tylko swoje współdziałanie tromtadracką retoryką, podczas gdy inna część szlachty, to znaczy – niezawisłych sędziów, współdziała z budowniczymi IV Rzeszy w nadziei na utrzymanie bezkarności, dzięki czemu będą mogli nadal się łajdaczyć i korumpować.

Charakterystyczny dla tych działań jest ich kampanijny charakter. Ni z tego, ni z owego, nagle rodzi się w naszym bantustanie ruch na rzecz “obrony demokracji”, który – podobnie jak z dnia na dzień powstał, tak z dnia na dzień zaniknął, żeby ustąpić miejsca płomiennym obrońcom praworządności, którzy działając na rzecz budowniczych IV Rzeszy, już zdążyli doprowadzić do obezwładnienia państwa w sektorze wymiaru sprawiedliwości.

Przykładem tego obezwładniania jest choćby burdel w Trybunale Konstytucyjnym, który jest zaledwie wstępem do jeszcze większego burdelu, kiedy tylko wejdzie w życie nowelizacja ustawy o Sądzie Najwyższym, przewidująca “testowanie niezawisłości”. Toteż kiedy  na tym odcinku obezwładnianie państwa powoli dobiega końca, rozpętane zostały dwie nowe kampanie, które dopiero teraz zaczynają układać się w jedność. Pierwszą była kampania w sprawie pedofilii, która bardzo szybko, za sprawą Judenratu “Gazety Wyborczej” i żydowskiej telewizji dla Polaków, skoncentrowała się na katolickim duchowieństwie, jako ognisku pedofilii i związanych z nią sprośnych błędów Niebu obrzydłych. Uwijał się przy tym m.in. pan red. Sekielski, który za swoje usługi został wynagrodzony przez Ringier Axel Springer Polska stanowiskiem redaktora naczelnego “Newsweeka”, a przy okazji przemysł molestowania doznał potężnego impulsu rozwojowego.

Przyszło to tym łatwiej, że wystraszeni biskupi, którzy do dzisiaj nie są pewni, co właściwie “komisja Michnika” znalazła podczas niekontrolowanego buszowania w 1989 roku w archiwach MSW, ustanowili “fundację św. Józefa”, która opodatkowuje Bogu ducha winnych parafian, żeby za jej pośrednictwem przekazywali forsę “ofiarom” molestowania, które po latach przypominają sobie, że przecież były “gwałcone” i to po “kilkaset razy”. Oczywiście nie ma dymu bez ognia, ale i bez tego taka fundacja to prawdziwy dar Niebios, niewyczerpana żyła złota dla szczwanych adwokatów i skorumpowanych sędziów, którzy dzięki temu, pod pretekstem współczucia “ofiarom”, mogą ciągnąć zyski z rozwijającego się dynamicznie przemysłu molestowania. Okazało się jednak, że to wszystko, to był tylko wstęp do kampanii obsrywania Jana Pawła II i kardynała Sapiehy pod pretekstem, że jeden “wiedział, ale nie powiedział”, a drugi bzykał na prawo i lewo  przede wszystkim kleryków, wśród których – jak pamiętamy – był również Karol Wojtyła. W awangardzie tej kampanii stoi również wspomniany Judenrat i żydowska telewizja dla Polaków, co skłania nas do postawienia pytania, po co właściwie zadają sobie tyle trudu?

9 marca w Sejmie odbyła się debata nad uchwałą w obronie pamięci Jana Pawła II. Jest to oczywiście działanie pozorne, które nie tylko umożliwi Judenratowi kontynuowanie kampanii obsrywania, ale nawet wzbogacenie jej o incydenty z pomnikami, które, w odpowiedzi na tę uchwałę, będą teraz obiektem agresji “aktywistów” – w dodatku agresji bezkarnej – o czym przekonują nas wyroki niezawisłych sądów, m.in. w sprawie mojej faworyty, Wielce Czcigodnej Joanny Scheuring-Wielgus. Ja jej specjalnie nie podziwiam i właściwie nigdy się z nią nie zgadzam, ale 9 marca miała rację, wskazując – podobnie jak inni posłowie – że Sejm w ogóle nie powinien się tym zajmować, zwłaszcza w taki sposób. Ale inicjatorom uchwały wcale nie chodziło, żeby czyjąkolwiek pamięć chronić, tylko – żeby w roku wyborczym pokazać swoim wyznawcom, jak to własną piersią ochraniają Jana Pawła II.

Niezależnie od tego postawmy pytanie, w jakim celu Judenrat i wspomniana stacja rozpętały kampanię obsrywania, a teraz będą ją rozkręcali? Ponieważ w czasach pierwszej komuny, żydokomuna pozbawiła nasz mniej wartościowy naród tubylczy organicznej szlachty, to pełnienie jej roli przypadło katolickiemu duchowieństwu. Kampania obsrywania ma zatem na celu pozbawienie naszego mniej wartościowego narodu tubylczego nawet takiej namiastki szlachty, jaką, jak tam potrafi, próbuje pełnić u nas duchowieństwo.

A dlaczego Judenrat i żydowska stacja telewizyjna dla Polaków chce nas odciąć nawet od tej namiastki? Żeby w ten sposób doprowadzić nasz naród do stanu całkowitej bezbronności, kiedy żydowskie organizacje przemysłu holokaustu  przystąpią do realizowania roszczeń majątkowych wobec Polski, dla których amerykańska ustawa nr 447 dostarczyła pozorów legalności.

Gdzie nie ma biskupa, nie ma i Kościoła… CMENTARZ ŚWIĘTEGO MEDARDA (10)

Gdzie nie ma biskupa, nie ma i Kościoła…

CZĘŚĆ DRUGA CYKLU POWIEŚCIOWEGO

Andrzej Juliusz Sarwa

CMENTARZ ŚWIĘTEGO MEDARDA (10)

Rue du Cloître-Notre-Dame No 8

Zmierzchało. Jakiś zakapturzony mnich szedł brzegiem Sekwany ku Pont Notre-Dame1, przebył ów most, a znalazłszy się na Île de la Cité2, podążył najpierw ulicą de la Lanterne3 i następnymi, kierując się ku ulicy Cloître-Notre-Dame.

Zmierzchało. Niebo przyodziało się w barwny płaszcz w kolorach złota, fioletów, różów i czerwieni.

Zmierzchało. Miasto powoluteńku cichło. Od Sekwany ciągnął zapach świeżych ryb, mułu, wodorostów i wylewanych z domów zbudowanych na mostach nieczystości. Ten ostatni zdecydowanie był najmocniejszy.

Mogłoby się zdawać, że ów tajemniczy mnich w obszernym płaszczu przypominającym benedyktyński podąża ku zabudowaniom kościelnym przylegającym do katedry Notre-Dame, ale nie, on idąc szparkim krokiem ulicą Cloître-Notre-Dame, zatrzymał się przed wejściem do okazałego domu, pod numerem ósmym. Zanim wszedł, ostrożnie, spod oka zerknął w lewo, zerknął w prawo. Okolica była natenczas pusta, poza jakimś – z figury i chodu sądząc, bo był zbytnio oddalony, aby dokładnie owo ocenić – młodym mężczyzną.

Nie wzbudziło to zaniepokojenia mnicha, bo raczej nic nie wskazywało na to, że ów młody człowiek interesuje się jego osobą. Wszedł tedy w bramę trzypiętrowej kamienicy i podążył ku drzwiom jednego z mieszkań usytuowanych na parterze, w które zapukał w pewien charakterystyczny sposób, co by postronnemu obserwatorowi mogło wyglądać na to, iż ów duchowny przybywa tu na schadzkę.

Drzwi się uchyliły i mnich wszedł do środka. Tutaj odsłonił twarz, zdjął wierzchnie odzienie, czyli ów płaszcz z kapturem upodabniający go do benedyktyna, pod którym jednak był odziany jak świecki ksiądz-modniś i bawidamek, w krótką sutannę do kolan, spodnie do pół łydki, obcisłe pończochy i skórzane pantofle z klamrą na niskim obcasie, co również było rodzajem przebrania, by nie rzucać się w niepowołane oczy. Rozdziawszy się, powiedział dobitnie:

Laudetur Jesus Christus!

In saecula saeculorum. Amen4.

Jakiś dość wiekowy mężczyzna imieniem JeanLuc i dwie młode, po około dwadzieścia-dwadzieścia dwa lata liczące kobiety, Madeleine i Rosalie podeszli do duchownego, który, sądząc z wyglądu, nie był o wiele starszy od dziewcząt i po kolei ucałowali mu dłonie, a następnie mężczyzna powiedział:

– Witamy, z serca witamy cię abbé d’Étemare5, witamy! Jakież nowiny nam przynosisz?

Cóż, nie najlepsze. Stan zdrowia najczcigodniejszego arcybiskupa Utrechtu Petrusa Codde6 bardzo się pogorszył. Peregrynuję tedy śród naszych, od drzwi do drzwi, by prosić o wzmożenie modlitw, postów, innych umartwień i dzieł pobożnych w intencji jego ozdrowienia, iżby owce nie pozostały bez pasterza. Póki on żyje, to mają ojca, który, choć w sporze z Rzymem i przez Rzym wyklęty jednak jest… a jeśli umrze? Papież już nie pośle do Niderlandów żadnego biskupa… A wiecie przecież, że gdzie nie ma biskupa, nie ma i Kościoła…

Oczywiście, oczywiście. Tak też i będziemy czynić. Wypełnimy wszystko to, o co prosisz, ojcze.

– Tak… tak trzeba…

A później ksiądz jakby się zadumał. Milczał długo i widać było, iż jest w tej izbie nieobecny duchem. Być może oddawał się modlitwie myślnej?

Jedna z dziewczyn przerywając w końcu ciszę, nieśmiało, bardziej szeptem niż półgłosem poprosiła:

Abbé, tak bardzo byśmy znowu chcieli usłyszeć twoje opowiadanie o tym, jak odprawiałaś swoją Mszę prymicyjną w Port-Royal, zanim grzesznicy nie nakazali go unicestwić…

Duchowny jakby się ocknął.

– Ach! Miałem to szczęście… i tę łaskę… owo przeżycie niezapomniane, słodkie i straszne zarazem… Gdy na moje słowa sam Pan zstępował w chleb, postać chleba przyjmował… a ja ten Chleb trzymałem w dłoniach… unosiłem, adorowałem I ta wizja… wspaniała wizja naszego błogosławionego męczennika, pamięci świętej opata Saint-Cyran, który stawiwszy się z nieba – bo nie mam wątpliwości, że tam właśnie przebywa – z tak słodkim uśmiechem spoglądał spoza kadzidlanych dymów na mnie, że aż serce moje stajało, niczym wosk przy ogniu…

Obie młode kobiety słuchały tych słów z wielkim nabożeństwem, roziskrzonymi oczyma wpatrując się w twarz księdza, lecz mężczyzna obecny w izbie, stojący tuż przy oknie, zerkając przez nie na ulicę, wypatrzył jakiegoś mężczyznę, który przechadzał się w te i nazad przed ich kamienicą i zerkał w okna, jakby kogoś wypatrując.

– Ojcze – ozwał się mężczyzna, przerywając pełne egzaltacji opowiadanie księdza. – Ojcze! Wypatrzyłem szpiega! Co czynić?

Ksiądz nie całkiem przytomnym wzrokiem spojrzał na pytającego i powtórzył pytanie:

– Co czynić?

– No właśnie. Nie odstępuje tego domu, od kiedy tu wszedłeś, musiał cię, ojcze, śledzić. Trudno ci będzie się stąd wymknąć niepostrzeżenie.

Więc wyjdź do niego JeanLuc i zapytaj, czego tu szuka, i że może będziesz mógł mu pomóc. Może się go jakoś pozbędziesz. Z drugiej strony szpieg, tak oficjalnie, jawnie? Ba! Wręcz ostentacyjnie?… Dziwne, dziwne…

Mężczyzna skinął głową i wyszedł.

Ksiądz zerkał spoza zasłony, co też się wydarzy.

Ujrzał z wielkim zdumieniem, iż nieznajomy wyciąga coś, chyba jakiś papier, kartkę wpół złożoną z kieszeni i pokazuje JeanLucowi. Ten ostatni zaś zerknąwszy na nią, gestem zaprasza nieznajomego do środka.

Po chwili w sieni dało się słyszeć odgłos ciężkich męskich kroków, otwierane drzwi wchodowe zaskrzypiały i do izby weszli – Jean-Luc oraz nieznajomy młody człowiek tak na oko niemogący mieć więcej niż osiemnaście-dziewiętnaście lat.

Zobaczywszy duchownego, skłonił się z szacunkiem i pozdrowił Boskim słowem:

Laudetur Jesus Christus!

In saecula… Widzę młodzieńcze iżeś dobrym chrześcijaninem, skoro od pozdrowienia Chrystusa Pana zaczynasz, a nie od życzenia nam tu dobrego wieczoru. Chwali ci się to, chwali!

– Tak mnie, ojcze, nauczono. Pierwej jednak pozwolisz, że się przedstawię. Jestem chevalier Nicola de Bialecki.

Ach, szlachcic! Polak? Wnoszę z nazwiska. Skądże jednak italskie brzmienie waszego imienia, panie kawalerze.

Tak dokładnie, tom Mikołaj Białecki, herbu Leszczyc. Ponieważ jednak kęs czasu przebywałem w Italii, skąd prosto tutaj przybywam, do takiej formy imienia tam przywykłem i może niech tak już zostanie. No i zgadliście, ojcze, iżem Polak.

– A czego tu, synu, szukasz? – zapytał abbé, odzyskując spokój i pewność siebie.

Cóż… nie bardzo wiem co rzec, od czego zacząć…

– Najlepiej ab ovo.

Wtedy Mikołaj opowiedział o dziewczęciu poznanym podczas tłustego wtorku w Wenecji, o tajemniczym doręczycielu liściku i o liściku samym.

– Pokaż synu tę kartkę.

Białecki spełnił prośbę księdza. Ten ostatni wpatrywał się w krótki tekst i kręcił głową. Wreszcie się odezwał:

– Nie wiem… nie wiem… co by tu rzec?… Nie znam tego charakteru pisma. Może ktoś z was zna?

Ale Jean-Luc zaprzeczył i obydwie dziewczyny zerknąwszy na liścik, zrobiły to samo.

Abbé podrapał się w głowę.

– Problem w tym, że wyraźnie jakaś kobieca ręka napisała: „W Paryżu, w domu przy Rue du Cloître-Notre-Dame No 8...” Zatem bez dwóch zdań podała ten adres, wszelako bez oznaczenia kwatery, czy choćby nawet piętra. Jak to dziewczę ci się przedstawiło, panie kawalerze?

– Pauline.

– Znacie którąś z naszych o tym imieniu?

– Ba! A małoż to dziewcząt wyznaje prawdziwą wiarę? Lecz niestety żadnej Pauline, która by w tym domu kiedykolwiek bywała. Żadnej – odparł Jean-Luc.

– A może jakaś mieszka tu po prostu, stale, albo choć czasowo?

– Nie, nie mieszka.

– Albo u kogoś bywa?

Starszy mężczyzna zamyślił się i przez kęs czasu milczał, co i raz drapiąc się w głowę. W końcu jednak przemówił:

Pomieszkuje od czasu do czasu na pierwszym piętrze, gdy ściąga do Paryża, pewna, nieco już leciwa, niewiasta, madame Éléonore Claire d’Estrées, razem z cioteczną wnuczką Pauline. Być może o tę dziewczynę chodzi? Uroda, wiek… to by się zgadzało z opisem pana kawalera.

Ach! Markiza! A co ci o nich więcej wiadomo? – zaciekawił się ksiądz. – I czy w ogóle cokolwiek ci wiadomo.

– Niewiele monsieur abbé, niewiele. Plotka głosi, że obie są duchowymi córkami ojca Jean-Baptiste Girarda7.

– Ach! Tego jezuity z Pontarlier w Burgundii! Nieciekawa to postać, oj, mocno nieciekawa! To, co się o nim szepce na ucho, wróży, iż może popaść w nieliche tarapaty i marnie skończyć!

– I cóż takiego? – zaciekawiła się jedna z panien.

– Wyznaje niebywałą gorszącą herezję i prawdopodobnie roznosi zarazę tejże herezji. Jeśli istotnie starsza dama i jej wnuczka należą do jego duchowych córek, to bezpieczniej byłoby nie wchodzić z nimi w żadne stosunki, nawet czysto towarzyskie. Chociaż… z drugiej strony nie sądzę, iżby tak było. Markiza nie jest lubiana w Paryżu, więc raczej podejrzewam, że to nieprzyjaciele po prostu dorabiają jej gębę.

Białeckiego owe słowa mocno poruszyły.

Zaniepokoiliście mnie, ojcze. Wyglądała mi owa Pauline na słodką niewinną dzieweczkę, a tu wyczuwam podejrzenia czegoś ohydnego, obrzydłego… Choćby to były tylko plotki zawistników, to przecie rzucają cień na panienkę… Jednakowoż… tak czy inaczej… chciałbym mieć możność spotkania się z nią.

Abbé wzruszył ramionami.

– Jeśli jest ci to pisane… Ale przeszkodziłeś nam, zaniepokoiłeś swoim dziwnym zachowaniem na ulicy. Pozwól więc, że cię pożegnamy. Chyba… chyba że zechcesz się pomodlić teraz razem z nami, a dopiero potem każdy się uda w swoją stronę?

Niechaj tak będzie – zgodził się Mikołaj. – Przywykłem do wieczornych wspólnych modlitw, a ponieważ od jakiegoś czasu nie mogę ich praktykować, to chętnie, ojcze, skorzystam z nadarzającej się okazji.

– A gdzie to, panie kawalerze praktykowałeś wspólne modlitwy wieczorne?

– U ojców jezuitów.

Zebrani spojrzeli po sobie z wyraźnym zaniepokojeniem.

– A w którymż to z ich domów, monsieur? Przymierzałeś się może do stanu duchownego?

– Och nie! – Białecki się uśmiechnął. – Nie było mi to w głowie. Ot, najzwyczajniej, mój protektor, gdym osierociał zupełnie, umieścił mnie w uczelni zwanej Academia Gostomiana i konwikcie jezuickim w Polsce, w Sandomierzu.

Ksiądz d’Étemare odetchnął z wyraźną ulgą. Chciał wszelako nabrać jeszcze całkowitej pewności, więc dopytał młodzieńca:

– Zapewne ojcowie z Sandomierza dali ci jakiś list polecający dla jezuitów w innych krajach?

– Nie, ojcze, bo niby dlaczego mieliby to robić? Ukończyłem naukę, mój opiekun mnie zabrał, wyposażył, a teraz podróżuję po świecie. Na razie odbyłem wędrówkę po Italii, teraz zawitałem do Paryża, bo mnie ów liścik zaintrygował i postanowiłem sprawdzić, co się za nim kryje. Czy żarcik tylko karnawałowy, czy też spodobałem się pannie. Ale… ale jeśli nawet to ostatnie, to minęło już tak wiele miesięcy, że mnie pewnikiem zapomniała. Przelotne to było spotkanie… niestety…

I sam tak podróżujesz?

– Nie, w towarzystwie pana Zbyluta Bartusza, który ma mnie ochraniać i bronić, jeśli zaszłaby taka konieczność.

– Czyli jest twoim sługą?

– Nie, raczej towarzyszem, bo to szlachcic, jako i ja, chociaż bardzo ubogi.

– Więc czemu teraz nie zabrałeś go ze sobą?

– Udając się na poszukiwanie panny? – Mikołaj nieomal parsknął śmiechem.

– No tak. Racja – d’Étemare też się uśmiechnął, ale jakby półgębkiem, wymuszenie.

Ksiądz ostatecznie uspokojony, bo słuchając tych słów i bacznie lustrując szczerą twarz młodzieńca, do końca już uwierzył Mikołajowi i pozbył się nawet cienia wątpliwości, że może to być osoba nasłana, iżby go szpiegować.

Uspokojony padł na kolana, pozostali poszli jego śladem i rozpoczęły modły.

Ile one trwały? Długo, niezmiernie długo. Białecki, chociaż u sandomierskich jezuitów zaprawiony w tej sztuce w końcu poczuł ból w kręgosłupie, w lędźwiach i kolanach. „Kimże oni są?” – pomyślał. „To jacyś święci ludzie”.

Było już grubo po północy, kiedy owe żarliwe modlitwy dobiegły końca. Wszyscy dźwignęli się z kolan i przeżegnali nabożnie. Abbé na zakończenie wyrecytował jeszcze fragment jednego z Psalmów Dawidowych:

Przecz-że się buntuje pogaństwo, a po próżnicy szemrzą narodowie? Zastawili się królowie ziemscy, a książęta radzą się społem przeciwko Panu i przeciw pomazańcowi jego mówiąc: Potargajmy związki ich, a odrzućmy powrozy ich. Ale ten, który mieszka w niebie, naśmieje się z nich, a Pan szydzić z nich będzie. Tedy będzie k nim mówił w popędliwości swojej, a w gniewie swoim przestraszy je. Mówiąc: A jam postanowił Króla mojego nad Syjonem, górą świętą moją. Opowiem ten dekret, który mi Pan opowiedział: Syn mój ty jesteś, któregom ja dziś porodził. Żądaj ode mnie, a podam narody w dziedzictwo twoje, a w osiadłość twą, granice ziemie. Potrzesz je laską żelazną, a jako naczynie zduńskie pokruszysz je. Teraz-że zrozumiejcie królowie, nauczcież się sędziowie ziemie. Służcie Panu w bojaźni, a rozradujcie się jemu w strachu. Pocałujcie syna, by się snadź nie rozgniewał, a iżbyście nie zginęli z drogi, gdyby z prędka zapaliła się popędliwość jego. Szczęśliwi wszyscy, którzy jedno w nim ufają8.

– Tak, dzieci. Sąd nad królami – nad królami – zaakcentował coraz się przybliża… bo posłuszeństwa ni zaufania Królowi królów w nich nie ma ani miłości ku poddanym swoim. Potracili się w swej pysze i w swojej rozpuście i w ucisku i w gwałtach i pławią się rozkoszach cielesności.

– Ojcze! – Mikołaj był poruszony do głębi. – Panie, wyście ludzie święci!

– My? – ksiądz uśmiechnął się smutno. – Gdzież to nam do świętości, lecz jeśli chciałbyś zobaczyć świętego, by potem go naśladować swoim życiem, to mogę ci go pokazać. Chciałbyś?

– Ojcze! Z serca mówię – bardzo!

Zostaw zatem swój adres Jean-Lucowi.

* * *

Niebo zaczynało już leciuchno szarzeć, chociaż do świtu było jeszcze daleko. Chłód nocy, a na dodatek niemiła, przenikająca aż do kości wilgoć ciągnąca od Sekwany, sprawiały, że każdy zabłąkany tutaj przechodzień marzył tylko o jednym – o ciepłym schronieniu. Jednakowoż Mikołaj, chociaż zmęczony i skostniały nie poszedł wprost do domu przy rue de la Tannerie na przedmieściu9, który – dla wygody – wynajął cały na czas pobytu w Paryżu. Musiał nieco ochłonąć i pozbierać myśli po owym zdarzeniu, w jakim uczestniczył.

Tłukło mu się po głowie: „Kim byli owi ludzie, tacy pobożni, tacy świątobliwi?”

Z jednej strony go to intrygowało, z drugiej niepokoiło. No bo przecież takie modły można, a nawet należy odprawiać w kościele, a nie w ukryciu w jednej z izb mieszkalnych zwyczajnej kamienicy. Tym bardziej że kościół, i to nie byle jaki, bo katedra Notre-Dame, znajdowała się zaledwie o kilkadziesiąt kroków, po drugiej stronie wąskiej uliczki.

A poza tym czuł się zawiedziony, bo jego rachuby, iż gdy tu przybędzie, natychmiast napotka piękną i tajemniczą Pauline, nie ziściły się. Przez chwilę mocował się ze swoimi myślami – jedne podpowiadały mu, żeby machnął na dziewczynę ręką, bo to jakieś mrzonki niemające najmniejszego sensu, z drugiej zaś utwierdzały go w przekonaniu, że powinien mimo wszystko odnaleźć pannę.

W końcu zaczął żałować czasu straconego na modły wlokące się godzinami, który mógł był spędzić przyjemniej, a z Panem Bogiem porozmawiać jak zwykle, zwracając się doń w codziennym, wieczornym pacierzu. Jedyny pożytek z tego, że trafił w to miejsce, był taki, iż dowiedział się, że „jego” Pauline może być dziewczyną, która niekiedy bywając w Paryżu, pomieszkuje na pierwszym piętrze owej kamienicy, na piętrze, które albo jest własnością babki, albo ta je na stałe wynajmuje.

Przypomniało mu się, że Balletti starą damę tytułował markizą… Abbé posłyszawszy nazwisko babki – Éléonore Claire d’Estrées, również nazwał ją markizą… Czyżby tylko zbieg okoliczności? A może nie? Może chodzi o tę samą osobę? Lecz dlaczego, u Boga, markiza mieszka w tej odrapanej zwyczajnej kamienicy? Bo przybywa tu incognito? Nie inaczej… Tylko czemuż to? Kolejna zagadka. A może żadna zagadka. Ksiądz powiedział, iż nie jest lubiana w stolicy, więc woli być na uboczu, a bywa tu tylko wtedy, gdy z jakiegoś powodu musi. Ot i wszystko.

Ostatecznie, czując się nieludzko zmęczony, jedne i drugie z nachodzących go myśli odpędził precz, marząc o jednym już tylko – by co rychlej znaleźć się w swoim łóżku, w miękkiej ciepłej pościeli…

* * *

Bartusz świdrował oczami twarz Mikołaja, nie zerkając nawet na niezbyt wykwintne śniadanie, jakie im dostarczono z nieodległej gospody.

– Cóż, paniczu?

– A co ma być?

– No jakże? Znaleźliście, czego żeście szukali?

– Nie poszczęściło mi się. Niestety…

– Zatem?

– Zatem na razie tu zostajemy, bo ja tak łatwo nie rezygnuję.

– A co ze mną? Jaką rolę panicz dla mnie wyznaczył? Będę za towarzysza, czy mam tu siedzieć, gapić się w okno i nudzić?

Chyba żeś waszmość zgłupiał. Ja szukam dziewki, młodej i powabnej, a nie pańskiego towarzystwa przez dzień cały.

To akurat jestem w stanie pojąć, niemniej markiz, hrabia, czy jak mu tam, bom się w tych jego nazwiskach i tytułach pogubił, jasno mi przykazał być stróżem panicza. I zapłacił za to. I zapłacił niemało. A ja nie nawykłem do brania pieniędzy za nic, za darmo. Siedzieć tutaj i nie mieć panicza na oku, to byłoby złamanie umowy, jaką zawarłem z markizem, a jam człek uczciwy, choć niezamożny. Niechże mi tedy panicz wybaczy, ale się nie posłucham. Przed oczy pchać się nie będę, ale raczej jako cień trop w trop będę za paniczem podążał. I zawsze z naostrzoną szablą.

– Widzę, że posłuchu u waszmości mieć nie będę.

– Szacunek, a i owszem, ale posłuch? Anim ja panicza sługa ani podwładny.

Mikołaj westchnął ciężko.

– To się, panie Bartuszu, przynajmniej inaczej przyodziejcie, po francusku, i szablę zamieńcie na szpadę, bo w tym kontuszu i z szabliskiem przy boku nie macie najmniejszych nawet szans być moim cieniem. Łażąc za mną tak przyodzianym, to jakbyście mnie paluchem pokazywali: „Oto patrzcie, to ten młody Białecki”.

Hmm… tu akurat muszę się zgodzić z paniczem… tylko…

– Co tylko?

– Grosza mi szkoda na przyodziewek i na szpadę.

– No, jeśli o to tylko chodzi, to wam za swoje kupię, sknero.

– Bóg zapłać, paniczu. Wielkie Bóg zapłać!

Mikołaj sięgnął do sakiewki i nie patrząc nawet, ile monet wydobył, kilkanaście ich sypnął w nadstawione dłonie pana Bartusza.

– Paniczu? A nie za wiele to aby? – zapytał ten ostatni.

– Et! – Białecki machnął ręką. – Mam ich na tyle, a komuś, kto i wiernie mi towarzyszy i opiekuje się mną, a jest mi też przyjacielem, nie będę żałował.

Zatem Bóg zapłać, paniczu. Wielkie Bóg zapłać raz jeszcze! Bóg zapłać!

– No już, już. Starczy tych podziękowań.

=-=================-===============-=

Książkę w wersji papierowej można, klikając w poniższy link, kupić tu:

https://ksiegarnia-armoryka.pl/Cmentarz_Swietego_Medarda_Andrzej_Juliusz_Sarwa.html

1Jeden z mostów na Sekwanie.

2Jedna z dwóch wysp na Sekwanie, serce i najstarsza część Paryża, właściwe miasto.

3Dziś pierwszy odcinek rue de la Cité zaczynający się tuż za mostem.

4Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus! Na wieki wieków. Amen. (łac.)

5Jean-Baptiste Le Sesne de Ménilles d’Étemare (1682-1770) – jansenistyczny ksiądz francuski.

6Petrus Codde (1648-1710), arcybiskup tytularny Sebasty, wikariusz apostolski w Holandii, najpierw suspendowany, a potem ekskomunikowany przez Rzym za sprzyjanie jansenizmowi.

7Jean-Baptiste Girard (1680-1733) francuski jezuita zamieszany w głośny skandal dotyczący niemoralnego prowadzenia się i jeszcze cięższe występki, w tym paranie się czarami, najbardziej znany z tego, że uwiódł Catherine Cadière (1709-?), mistyczkę, stygmatyczkę i konwulsjonistkę (wg: Rossell Hope Robbins, The Encyclopedia of Witchcraft and Demonology, London [1959], p. 70-71).

8Ps 2, 1-12 z Biblii Brzeskiej.

9 Na przedmieściu w znaczeniu, że nie dosłownie poza miastem, w rozumieniu Wielkiego Paryża, ale nie na Île de la Cité, a więc najstarszej, tej właściwej części stolicy Francji.

O totalnym ocipieniu, ociepleniu. Fizyka atmosfery a oficjalne kłamstwa. TV. Szara strefa może pokonać absurdy strefy oficjalnej

Szara strefa może pokonać absurdy strefy oficjalnej

O totalnym ocipieniu, ociepleniu. Fizyka atmosfery a oficjalne kłamstwa. TV.

pół godziny.

Pod żadnym pozorem nie wypuszczać cugli z rąk 

Pod żadnym pozorem nie wypuszczać cugli z rąk 

:Izabela Brodacka

Jacek Kuroń w swojej wydanej w 1989 roku książce „Wiara i wina. Do i od komunizmu” opisał sposób polowania przez Indian na mustangi. Relata refero – co znaczy powtarzam  co usłyszałam, bo nie przyszłoby mi do głowy czytanie tych bredni. Otóż zdaniem Kuronia Indianin wskakiwał na ogiera, przewodnika stada i przez pewien czas pozwalał się unosić w wybranym przez konia kierunku. Potem stopniowo zakręcał, nawet o 180 stopni i doprowadzał ogiera, a za nim całe stado do zamkniętego koralu. Na koniach się znam i z całą odpowiedzialnością stwierdzam, że są to brednie, opowieści z książeczek dla dzieci do lat pięciu. Nikt nigdy w ten sposób nie polował na dzikie konie. Opowieść  Kuronia jest jednak doskonałą metaforą sposobu w jaki on i jego środowisko obeszli się z opozycją niepodległościową. Otóż Kuroń i jego drużyna (его отряд) przez dłuższy czas mówili wszystko to, co chcieliśmy słyszeć, oraz galopowali na naszych plecach w wybranym przez nas kierunku. Potem zaczęli zakręcać, aż wreszcie zakręcili dokładnie o 180 stopni, co obecnie jest już chyba dla wszystkich jasne. W czasie strajku w Stoczni Gdańskiej tak zwanym „doradcom” dali się nabrać nie tylko robotnicy. Dali się również nabrać państwo Gwiazdowie i Ania Walentynowicz. Nie tylko wpuścili Kuronia wraz z jego ekipą do stoczni, nie tylko słuchali jego rad, lecz – mówiąc językiem wyścigowym- pozwolili sobie wyrwać cugle z rąk. To Kuroń, Geremek i inni doradcy rozdawali odtąd karty. Montowali, koalicje, zorganizowali Kanciasty Stół niesłusznie zwany Okrągłym, dogadali się z komuną jak swój ze swoim, bo przecież to byli sami swoi. 
Ogólnie rzecz biorąc- pozwoliliśmy wszyscy aby wypustki stalinowskiej grupy interesu przejęły i zagospodarowały naszą oddolną, solidarnościową rewoltę. Od czasu tych wydarzeń, od czasu strajku w Stoczni Gdańskiej minęło kilkadziesiąt lat lecz jak widać niewiele się jako społeczeństwo nauczyliśmy. Kiedy rozmawiałam z Gwiazdami, czy nawet z szeregowymi uczestnikami strajku pytając dlaczego mając przewagę i wiedząc doskonale jakie środowisko doradcy reprezentują, nie wypędzili ich po prostu ze stoczni, odpowiadali nieodmiennie: „Jak to, przecież to byli znani opozycjoniści, nam wszystkim imponowało, że jesteśmy z nimi na ty, że się przyjaźnimy”. Odnoszę wrażenie, że nadal jak przedszkolaki tęsknimy do tego, żeby ktoś nas pochwalił, pogładził po główce, zaliczył do przyjaciół. W takim tonie była odbierana ostatnia wizyta Bidena w Warszawie, która miała jakoby świadczyć o wielkim znaczeniu Polski na arenie międzynarodowej. To, że Tusk przyzwyczajony do poklepywania go jak psa przez Merkel, przechwala się 40 sekundową rozmową z Bidenem nie powinno dziś nikogo  dziwić. To jednak, że oczekujemy uznania ze strony Komisji Europejskiej, że pokornie godzimy się na absurdalne kamienie milowe, czyli kłody rzucane nam pod nogi, że redagujemy ustawy pod dyktando UE, to cytując klasyka:  „ gorzej niż zbrodnia -to błąd”. Nie wykorzystaliśmy możliwości zawetowania powiązania wypłaty należnych krajowi pieniędzy z arbitralną oceną stanu  praworządności  w tym kraju, wątpię nawet czy zawetujemy planowaną przez UE likwidację prawa do takiego weta. Obawiam się, że zgodzimy się na zamianę Unii w federację i będzie to koniec naszej już i tak mocno nadwątlonej suwerenności. Zostaniemy landem kształtującej się IV Rzeszy. Rynkiem zbytu, rezerwuarem taniej siły roboczej. Kilka tygodni temu komisja ochrony środowiska Parlamentu Europejskiego usiłowała przegłosować oddanie polskich lasów pod zarząd UE.  Za tą ustawą i przeciwko interesom Polski głosowali posłowie PO- Ewa Kopacz, która zasłynęła w kraju własną, całkowicie oryginalną, koncepcją przyczyn wyginięcia dinozaurów  (zgodnie z jej słowami ludzie pierwotni wytłukli je kamieniami, tyle, że jak wiemy, za czasów dinozaurów nie było ludzi), Bartosz Arłukowicz, oraz Adam Jarubas z ZSL. Unia usiłując przejąć polskie lasy chce zarządzać jedną trzecią obszaru kraju. Nikt nie zastanawia się nad konsekwencjami przejęcia przez obce państwo czy federację obcych państw również bogactw naturalnych  znajdujących się pod tymi lasami.

Kolejny raz zupełnie dobrowolnie wypuszczamy cugle z rąk. Zdajemy się na realizację cudzego planu, w cudzym interesie. Kolejny raz, bo przecież transformacja ustrojowa mogła zakończyć się zupełnie inaczej. ZSRR walił się pod ciężarem własnej niewydolności, nasi rodzimi aparatczycy byli w defensywie. Był moment gdy można było nie dopuścić do planowego zniszczenia całego polskiego przemysłu, do wyprzedania go za grosze, do spauperyzowania społeczeństwa i do uwłaszczenia komunistycznej nomenklatury. Podobnie jak teraz, gdy jest ostatni moment, żeby nie zgodzić się na zielony totalitaryzm UE. Niestety społeczeństwo ponownie jest zaczadzone samozadowoleniem, podobnie jak było w czasie Solidarności i obrad Okrągłego Stołu. Tym razem pozwoliliśmy się zaczadzić własną szlachetnością w pomaganiu Ukrainie. Nie tylko przechwalamy się tą szlachetnością, lecz odsądzamy od czci i wiary kraje, które próbują dbać o własne interesy. Wydaje się nam, że to my rozdajemy karty, lecz to tylko nasze mrzonki. Konsekwentnie realizujemy cudzą agendę, godzimy się na prześladowanie obywateli pod pretekstem śledzenia mitycznego „śladu węglowego”, godzimy się na zakaz rejestrowania samochodów spalinowych na rzecz drogich i niebezpiecznych elektryków, na budowanie w kraju elektrowni jądrowych przez firmę o wątpliwej opinii. I cały czas „nasładzamy się” ( rusycyzm celowy) swoją rzekomo wyjątkową rolą, nie tylko w Europie, lecz na całym świecie.

 Aż się prosi zacytować tutaj Ignacego Krasickiego.

    „Mnie to kadzą — rzekł hardo do swego rodzeństwa

     Siedząc szczur na ołtarzu podczas nabożeństwa.

     Wtem, gdy się dymem kadzideł zbytecznych zakrztusił

     Wpadł kot z boku na niego, porwał i udusił”.

Po wszystkich naszych historycznych doświadczeniach powinniśmy zaprzestać wypinania piersi do orderów.

I jak w tytule-pod żadnym pozorem nie wypuszczać cugli z rąk.

„Drewno i Ogień” rzuca kolejne wyzwanie ministrom Niedzielskiemu i Kamińskiemu. Pozew za lockdown.

„Drewno i Ogień” rzuca wyzwanie ministrom Niedzielskiemu i Kamińskiemu. Pozew za lockdown.

pozew-za-lockdown

Pizzeria Drewno i Ogień w Radomiu wygrała przed sądem z aparatem państwa za bezprawny lockdown.

Właścicielka Ewa Gutkowska się nie zatrzymuje i zapowiada pozwy przeciwko czołowym politykom, którzy zakazywali działalności.

Ci, którzy bezprawnemu i nieskutecznemu lockdownowi się nie poddali, po wielomiesięcznych bataliach odnoszą sukcesy przed sądem.

Właścicielka lokalu Pizzeria Drewno i Ogień w Radomiu usłyszała właśnie prawomocne wyroki w kwestii kar nałożonych przez sanepid i policję.

Sanepid musi zwrócić 15 tys. zł plus odsetki, a policja tysiąc zł plus odsetki.

Ewa Gutkowska na tym nie zamierza jednak poprzestawać.

Wraz z prawnikami szykuje właśnie pozwy przeciwko ministrowi zdrowia oraz ministrowi spraw wewnętrznych i administracji.

Ten pierwszy firmował i zatwierdzał wszystkie absurdalne covidowe nakazy i zakazy, a drugi z ministrów poganiał służby, by te prowadziły uciążliwe i drobnostkowe kontrole oraz wlepiały kary. Wszystko to było bezprawne.

Ewa Gutkowska będzie się starać o dodatkowe odszkodowanie z tytułu uniemożliwienia prowadzenia działalności gospodarczej w trakcie ogłoszonej pandemii koronawirusa. W jej ślady idą setki restauratorów w Polsce, którzy już przygotowują pozwy zbiorowe o odszkodowania z tytuły strat związanych z ogłoszeniem lockdownu.

Nie żałuję całej tej batalii, chociaż kosztowało mnie to mnóstwo zdrowia. Gdyby rząd ogłosił stan wyjątkowy i następnie lockdown, to uznałabym, że taka jest konieczność i trudno. Tymczasem rząd – zapewne z obawy o roszczenia finansowe – nie wprowadził stanu wyjątkowego, a jedynie uniemożliwił nam prowadzenie działalności gospodarczej, chociaż przecież mieliśmy legalne zarejestrowane firmy. Nie mogłam pogodzić się z bankructwem, chodziło nie tylko o mnie, ale też przecież o pracowników, których nie mogliśmy zostawić na lodzie– mówi portalowi www.echodnia.eu pani Ewa.

===============

mail:

Gratulacje dla tej Pani. Ale zapłacimy my wszyscy.

Pope Francis Wages Unjust War on the Latin Mass

Pope Francis Wages Unjust War on the Latin Mass

by Luiz Sérgio Solimeo francis-wages-unjust-war-on-the-latin-mass

Shortly after returning from his Africa trip (January 31–February 5, 2023), where he celebrated a Zaire rite Mass to the sound of drums and dances,1 Pope Francis hastened to take another step to hinder even further the celebration and attendance of the traditional Latin Mass.

On February 20, Arthur Cardinal Roche, Prefect of the Dicastery for Divine Worship, signed a rescript in which the pope confirmed the new rules for implementing his July 16, 2021 motu proprioTraditionis custodeson the celebration of the Latin Mass.2

According to the rescript, a bishop must request authorization from the Dicastery for Divine Worship in the following cases:

  1. allowing the celebration of the Latin Mass in parish churches;
  2. establishing personal parishes for the celebration of the Latin Mass;
  3. granting permission for this celebration to priests ordained after July 16, 2021 (the publication date of Traditionis custodes).3

The decree further tightens restrictions on celebrating the traditional Mass because the dicastery headed by Cardinal Roche—a sworn enemy of the improperly called “Tridentine Mass”—will not grant those permissions easily. The goal is to abolish once and for all the traditional Mass, which is of apostolic origin.4

Destroy the Traditional Mass to Impose “Tribalist” Liturgy?

Contrary to the opinion of many, however, this virtual abolition of the Mass of the ages is not intended to leave Pope Paul VI’s Novus Ordo Mass as the only valid rite in the Latin Church.

There is every indication that Pope Francis prefers an “inculturated” and “tribalist” liturgy consistent with the idolatrous worshipping of Pachamama – Mother Earth5 held in Vatican gardens and inside St. Peter’s Basilica in October 2019.6

That is not pure speculation. As already said, during his recent trip to the Democratic Republic of Congo, Pope Francis celebrated Mass “according to the Zaire Use of the Ordinary Form of the Roman Rite.”7 The so-called “Zaire Use of the Ordinary Form of the Roman Rite is an inculturated Mass formally approved in 1988 for the dioceses of what was then known as the Republic of Zaire.”8

By celebrating this “inculturated rite,” Pope Francis signaled once more where he is heading. As he wrote in a preface to a book on the Zairean Rite, “The Zairean Rite suggests a promising way also for the possible elaboration of an Amazonian Rite.”9 He said he hopes this liturgical “inculturation” work “can help to move in this direction.”10

An Amazonian rite is not the only one being prepared. “The Diocese of San Cristóbal, in the south of Mexico, will send Pope Francis a proposal to include in Catholic masses indigenous Mayan rites such as dance, music and the participation of women.11

Incorporating Pagan Rituals Into the Holy Sacrifice of the Mass

In the nineteenth and twentieth centuries, when European missionaries were laboring to convert African peoples to the Catholic Faith, the Mass they celebrated was the Latin Mass. In the second half of the twentieth century, however, missionaries started to succumb to the inculturation ideology. This ideology seeks to adapt the liturgy of the Holy Sacrifice of the Mass to African or indigenous pagan rituals or, alternatively, to incorporate into the Mass elements of today’s secularist “pop” culture.12

Belgian Franciscan, created the famous “Luba Mass” with drums and tribal-style singing. A recording of this “Mass” was disseminated and heard worldwide, inspiring similar celebrations.13

Pope Francis’s Strange Mercy

Pope Francis has a peculiar conception of mercy. For example, he receives homosexual “couples” and allows himself to be filmed while embracing and cordially conversing with them, as in the Washington, D.C. Apostolic Nunciature. He invites a same-sex female couple to the Vatican, one of whom presents herself as a man and poses for a picture with them.14

There are no reports that the pope urged them to repent for offending God and to convert, as authentic mercy would require. One of the spiritual works of mercy is to “admonish sinners” to abandon their sins.

In contrast, Pope Francis shows acrimony and bad humor when priests, seminarians or laypeople strive to follow the traditional Church Magisterium. He ridicules them with insults like “rigid,” “Pelagians,” “Gnostics,” and the like.15 He does the same with those who want to celebrate or participate in the Latin Mass.

Waging Unjust War on the Traditional Latin Mass

Here is how Franca Giansoldati, the Vatican expert for the Roman newspaper Il Messaggero, reported on the rescript’s publication: “Pope Francis declares war on Latin Masses: from now on only if authorized by the Vatican. The feared crackdown on Latin Masses, already abundantly reduced, controlled and subjected to the evaluations of individual bishops, has arrived.”16

Pope Francis’s actions and words speak for themselves. They amount to war (an unjust war at that) against the most sacred and sublime thing the Church Militant has to offer God—the unbloody renewal of the sacrifice of Calvary. Pope Francis is trying to eradicate the Holy Sacrifice of the Mass as the apostles and Tradition have bequeathed it to us in the Roman Rite.17

  1. See, “Apostolic Journey to the Democratic Republic of Congo and South Sudan (31 January – 5 February 2022),” Vatican.va, //www.vatican.va/content/photogallery/en/eventi/rdcongo-sudsudan2023.html; Gerard O’Connell, “Pope Francis Preaches Peace to One Million Congolese People at Zaire Rite Mass,” AmericaMagazine.com, Feb. 1, 2023, //www.americamagazine.org/politics-society/2023/02/01/pope-francis-congo-mass-victims-244638#.
  2. See “Rescriptum ex audientia Ss.mi,” Vatican.va, Feb. 21, 2023, //press.vatican.va/content/salastampa/it/bollettino/pubblico/2023/02/21/0150/00323.html; See also Gerard O’Connell, “Pope Francis Reaffirms Bishops Must Get Vatican Approval to Allow Latin Mass,” //www.americamagazine.org/faith/2023/02/21/pope-francis-latin-mass-restrictions-244776.
  3. See O’Connell, “Pope Francis Reaffirms.”
  4. See Msgr. Klaus Gamber, The Reform of the Roman Liturgy: Its Problems and Background (Una Voce Press-The Foundation for Catholic Reform, 1993), 24.
  5. See “Pachamama,” Wikipedia.org, accessed Feb. 28, 2023, //en.wikipedia.org/wiki/Pachamama#Etymology.
  6. See Luiz Sérgio Solimeo, “Having Worshipped Pachamama, Pope Francis Now Disparages Mary’s Co-Redeeming Role,” TFP.org, Dec. 23, 2019, //www.tfp.org/having-worshipped-pachamama-pope-francis-now-disparages-marys-co-redeeming-role/.
  7. Hannah Brockhaus, “1 Million Attend Joyful Mass With Pope Francis in Democratic Republic of Congo,” CatholicNewsAgency.com, Feb. 1, 2023, //www.catholicnewsagency.com/news/253515/1-million-attend-joyful-mass-with-pope-francis-in-democratic-republic-of-congo.
  8. Brockhaus, “1 Million Attend.” (Our emphasis.)
  9. Paul Samasumo,  “Pope Francis: The Zairean Rite Is a “Promising Model” for the Amazon,” VaticanNews.va, Dec. 1, 2020, Pope Francis: The Zairean Rite is a “promising model” for the Amazon – Vatican News.
  10. Debora Donnini, “O Papa: o rito zairense ‘caminho promissor’ para um rito amazônico,” VaticanNews.va, Dec. 1, 2020, //www.vaticannews.va/pt/papa/news/2020-12/papa-o-rito-zairense-caminho-promissor-para-um-rito-amazonico.html.
  11. Peter Kwasniewski, “Mexican Bishops Will Ask Pope to Include Mayan Rites in Catholic Masses: Zaire Was Just the Start,” Rorate-Caeli.blogspot.com, Mar. 3, 2023, //rorate-caeli.blogspot.com/2023/03/mexican-bishops-will-ask-pope-to.html
  12. On the inculturation of native customs, see Plinio Corrêa de Oliveira, Indian Tribalism: The Communist-Missionary Ideal for Brazil in the Twenty-First Century, TFP.org, accessed Feb. 28, 2023, //www.tfp.org/indian-tribalism-the-communist-missionary-ideal-for-brazil-in-the-twenty-first-century/.
  13. See “Missa Luba,” Wikipedia.org, accessed Feb. 25, 2023, //en.wikipedia.org/wiki/Missa_Luba#References.
  14. See Marissa Marchitelli, “Pope Francis Hugs US Gay Couple at Vatican Embassy,” BBC.com, Oct. 2, 2015, //www.bbc.com/news/av/world-us-canada-34428408; Jesús Bastante, “El transexual recibido por el Papa: ‘Muchos obispos te hacen agachar la cabeza y pedir perdón por existir,’” ElDiario.Es, Oct. 2, 2016, //www.eldiario.es/sociedad/diego-neria-existe-obispos-haciendo_128_3815505.html.
  15. See “Holy Mass Homily of His Holiness Pope Francis; St. Peter’s Basilica Third Sunday of Ordinary Time, 23 January 2022,” Vatican.va, //www.vatican.va/content/francesco/en/homilies/2022/documents/20220123_omelia-domenicadellaparoladidio.html; “The Pope Francis Bumper Book of Insults,” accessed Mar. 4, 2023, The Pope Francis Little Book of Insults (popefrancisbookofinsults.blogspot.com).
  16. Franca Giansoldati, “Papa Francesco dichiara guerra alle messe in latino: d’ora in poi solo se autorizzate dal Vaticano,” IlMessaggero.it, Feb. 21, 2023, //www.ilmessaggero.it/vaticano/papa_francesco_messa_latino_solo_autorizzata-7244578.html.
  17. For an in-depth study of the 1969 Novus Ordo Mass, besides the already cited Msgr. Klaus Gamber, see Arnaldo Xavier da Silveira, Two Timely Issues: The New Mass and the Possibility of a Heretical Pope (Spring Grove, Penn.: The Foundation for a Christian Civilization, Inc., 2022); Fr. Joseph de Sainte-Marie, O.C.D., L’Eucharistie, salut du monde: Études sur le saint sacrifice de la messe (Paris: Éditions du Cèdre, 1982).

Stopniowy rozbiór Polski trwa

„Stopniowy rozbiór Polski trwa”

Stanisław Michalkiewicz 10.03.2023 stopniowy-rozbior-polski

Widzimy, że stopniowy rozbiór Polski trwa, w związku z tym scenariusz rozbiorowy staje się coraz bardziej prawdopodobny – twierdzi Stanisław Michalkiewicz, w swoim felietonie opublikowanym na kanale asmeredakcja.

Publicysta w swoim tekście odniósł się m.in. do pomysłu Unii Europejskiej, która chciałyby, aby lasy państwowe przekazane zostały w ręce brukselskich urzędników. 

Pojawił się jeszcze jeden – jeszcze nie warunek – ale już taki postulat ze strony Unii Europejskiej, żeby przejąć kontrolę nad Lasami Państwowymi. To jest jedna trzecia terytorium państwa polskiego i – jak w Sejmie pan poseł Braun i pan poseł Winnicki zauważyli – że to oznaczałoby, że lasy w Polsce miałyby charakter eksterytorialny – stwierdził.

Zdaniem Stanisława Michalkiewicza to kolejny element składający się na scenariusz rozbioru naszego kraju. Widać to nie tylko poprzez zapowiedzi z Brukseli, ale także wypowiedzi polityków z Rosji.

No więc widzimy, że stopniowy rozbiór Polski trwa, w związku z tym scenariusz rozbiorowy staje się coraz bardziej prawdopodobny, nawet już nie wspominając o tym, że pies łańcuchowy zbrodniarza wojennego Putina, Kadyrow, powiedział, że Śląsk to też może tutaj się odseparować od Polski – wskazał.

No więc albo Kadyrow coś wie, czego my jeszcze nie wiemy albo wyraża tylko własne pobożne życzenia albo również rosyjskie pobożne życzenia. No i kto wie, czy nie niemieckie pobożne życzenia, bo wtedy Niemcy by się już zjednoczyły definitywnie, odzyskując terytoria, jakie miały przed I wojną światową – dodał.

Według publicysty, Polska znajduje się w wyjątkowo trudnym czasie, kiedy to trzeba będzie podejmować tragiczne w skutkach decyzje.

No to rzeczywiście świetlana przyszłość się przed nami rysuje, bo w takiej sytuacji to nie byłoby innego wyjścia, tylko na reszcie terytorium naszego supermocarstwa utworzyć Judeo-Polonię, no i wtedy zrealizować roszczenia żydowskie, zgodnie z ustawą nr 447 – skwitował.

ONZ jest całkowicie przeciwko nam… ponieważ głosimy prawdę!

CitizenGO” <petycje@citizengo.org>
W dniach od 6 do 17 marca odbędzie się 67. doroczna sesja Komisji ds. Statusu Kobiet ONZ (CSW). Radykalne propozycje przedstawione w tym roku budzą poważne obawy.
Pierwsza wersja uzgodnionych wniosków ma na celu promowanie ram „edukacyjnych” pod nazwą „Kompleksowa Edukacja Seksualna”, która popiera kontrowersyjne seksualne praktyki i propagandę LGBT dla dzieci już od 4. roku życia.
Pro-rodzinne grupy, takie jak CitizenGO, są blokowane przed uczestnictwem w tym wydarzeniu. ONZ ucisza każdy sprzeciw, który broni tradycyjnej rodziny i życia nienarodzonego dziecka oraz chroni dzieci przed radykalną indoktrynacją LGBT.
Pomóż nam zrobić wszystko, co możliwe, aby to zatrzymać. Podpisz już teraz, aby domagać się eliminacji seksualizacji dzieci i indoktrynacji płciowej z Uzgodnionych Wniosków Komisji ds. Statusu Kobiet.
PODPISZ TĘ WAŻNĄ PETYCJĘ TERAZ
ONZ jest całkowicie przeciwko nam… ponieważ głosimy prawdę! 
Wiedzą, że to, co mówimy, jest słuszne, że nie istnieje prawo do kończenia niewinnego życia, że chłopcy nie mogą być dziewczynkami, a dziewczynki nie mogą być chłopcami, że mężczyźni i kobiety są określeni przez swoją biologię, a nie ideologię.

Co więc robią nasi przeciwnicy? Próbują nas zablokować, uciszyć, ocenzurować, a nawet nazywają nas „terrorystami”!
Spiskują, aby upewnić się, że jedyną słyszaną narracją będzie ta, która popiera nieograniczone aborcje i propaguje radykalną propagandę LGBT. W tym miesiącu stajemy w obliczu przełomowej bitwy. Teraz Komisja Narodów Zjednoczonych ds. Statusu Kobiet (CSW) ponownie propaguje radykalną lewicową ideologię i atakuje tradycyjną rodzinę, życie ludzkie oraz naukę, poprzez proponowany dokument.
Dlatego właśnie proszę Państwa o pomoc w nadchodzącej walce o pilne ZATRZYMANIE agendy aborcyjnej i LGBT na szczeblu ONZ:
Proszę o podpisanie tej petycji, w której apelujemy do polskich dyplomatów, przedstawicieli rządu i negocjatorów podczas Komisji ds. Statusu Kobiet CSW, aby usunęli z dokumentu fragmenty, które uznają aborcję za prawo oraz propagują seksualizację dzieci i ideologię płciową, ukrytą pod nazwą „Kompleksowa Edukacja Seksualna” (CSE).
Od 6 do 17 marca w ONZ będzie odbywała się 67. doroczna sesja Komisji ds. Statusu Kobiet (CSW) i wezwanie do walki przeciwko ich proponowanej radykalnej agendzie jest bardziej istotne niż kiedykolwiek wcześniej. Mimo, że Konferencja ta jest promowana jako „wydarzenie mające na celu promowanie interesów kobiet na całym świecie”, jest ona teraz zdominowana przez radykalne feministki i osoby popierające aborcję, których główną agendą jest zniszczenie natury i piękna życia i rodziny.
Przez promowanie szalonych poglądów, że kobieta nie może być zdefiniowana biologicznie, a płeć jest konstruktem społecznym, wyrządzają ogromną krzywdę kobietom na całym świecie i narażają wiele z nich na sytuacje zagrażające życiu.
Jesteśmy obecnie w Nowym Jorku, aby przypomnieć im głośno i wyraźnie, że kobieta jest definiowana przez biologię, a NIE przez ideologię! W projekcie dokumentu negocjacyjnego, który zespół CitizenGO dokładnie przeanalizował, Komisja sugeruje promowanie aborcji, seksualizacji dzieci oraz ideologii gender.Tegoroczny temat dotyczy wykorzystania technologii w celu postępu w edukacji… Jednak w rzeczywistości promowana jest „Kompleksowa Edukacja Seksualna” (CSE), która skupia się na indoktrynacji dzieci treściami o naturze seksualnej, w tym propagandą LGBT oraz kłamstwami dotyczącymi tego, co definiuje mężczyznę i kobietę.
Tzw. „Kompleksowa Edukacja Seksualna” (CSE) ONZ nie reprezentuje tego, co rodzice, pedagodzy i badacze uważają za zdrowe.Wśród wielu innych rzeczy, ONZ popiera praktyki takie jak rozwiązłość seksualna, masturbacja dla 4-letnich dzieci oraz wczesne inicjacje seksualne, które są szkodliwe dla dzieci i młodzieży.
Nazywają nas terrorystami, tymczasem to ONZ chce narazić nasze dzieci na przedwczesną edukację seksualną oraz propaguje radykalną ideologię LGBT, udając, że to jest „edukacja”.Kto tak naprawdę jest w tym przypadku “terrosytą”?Jaka to „edukacja” czuje potrzebę „edukowania” 4-letniego dziecka na temat masturbacji?Szczerze mówiąc, to jest jasne, że ich podstępnym celem jest zniszczenie modelu rodziny i władzy rodzicielskiej… A naturalna rodzina jest miejscem, w którym dziecko zawsze będzie najbezpieczniejsze.
To bardzo niebezpieczne, że nasz głos i głos wielu innych ludzi może nie zostać nawet usłyszany, gdyż udział CitizenGO w CSW jest blokowany i uniemożliwia się nam śledzenie negocjacji i poprawek.Głos popierający rodzinę jest atakowany, dlatego nadszedł czas, abyśmy stanęli w jego obronie!
Dołącz już dziś i zażądaj od Komisji ds. Statusu Kobiet ONZ, aby usunęła z pierwszej wersji dokumentu negocjacyjnego punkty 12, 13 (LGBT), 26 (CSE), 31 (SRHR) i 39.1 (SOGI), ponieważ szkodzą niewinnym dzieciom i propagują ideologię gender.
Zgodnie z zaleceniami CSE – “Kompelskowej Edukacji Seksualnej” ONZ, już od piątego roku życia proponuje się nauczanie dzieci, że płeć jest konstruktem społecznym, a od dziewiątego roku życia nauczanie ich „doceniania własnej tożsamości płciowej [niezwiązanej z biologią] i okazywania szacunku dla tożsamości płciowej innych”.Wśród celów CSE znajduje się także promowanie wśród dzieci różnych typów „niestandardowych rodzin” oraz silne naciski na tzw. „prawa LGBT”.UNESCO bezwstydnie promuje swoje podejście jako „oparte na udokumentowanych faktach”.Najgorsze jest to, że nadal robią wszystko, co w ich mocy, aby nas blokować i uniemożliwić nam wypowiedzenie się przeciwko tym postulatom.Dzięki Państwa pomocy cel CitizenGO jest jasny. Pracujemy nieustannie wraz z innymi grupami pro-life i pro-rodzinnymi, aby wpłynąć na ostateczne rezolucje Komisji.Obecne podejście ONZ do edukacji seksualnej stanowi wyraźne zagrożenie dla dzieci!Wiemy, że cokolwiek zostanie przyjęte na tej Komisji ONZ może łatwo stać się podstawą dla globalistycznych działaczy w Polsce do rozszerzenia ideologii gender, seksualizacji dzieci i agendy aborcyjnej. Ważne jest, abyśmy na to nie pozwolili!
Rozumiemy znaczenie walki z każdym akapitem w projekcie tekstu, który stanowi takie odrażające zagrożenie dla naszych dzieci:
Podpisz tę petycję, w której żądamy od negocjatorów na CSW 2023, aby usunęli seksualizację dzieci (CSE) z projektu wniosków.
Jesteśmy Państwu bardzo wdzięczni za wspieranie naszej kampanii.Sebastian Lukomski i cały zespół CitizenGO.PS: Chcesz wesprzeć naszą pracę, aby zakończyć wczesną seksualizację dzieci, chronić prawa do życia nienarodzonych dzieci i bronić naszych rodzin, wolności i przyszłości? Możemy osiągnąć to wszystko, ale tylko jeśli będziemy działać razem.
Czy dokonasz teraz darowizny, aby wspomóc naszą istotną pracę?
Kliknij tutaj, aby wpłacić 20zł lub dowolną kwotę, na którą możesz sobie pozwolić.
=============================================
Więcej informacji w j. angielskim:Strona Komisji ds. Statusu Kobiet Organizacji 2023:
https://www.unwomen.org/en/csw/csw67-2023 
Przewodniczący ONZ wzywa do wprowadzenia edukacji seksualnej w szkołach (The Nation) https://thenationonlineng.net/un-chair-calls-for-introduction-of-sex-education-in-schools/ 
Kompleksowa Edukacja Seksualna https://www.comprehensivesexualityeducation.org/cse-news-page/ 
Wojna przeciw dzieciom: Agenda kompleksowej edukacji seksualnej https://familywatch.org/2020/07/26/the-war-on-children-the-comprehensive-sexuality-education-agenda/#.Y__8zT3MJex

Kto jest tatuś depopulacji?

Kto jest ojcem depopulacji?

uś….

Henry Kissinger

Depopulacja. Wokół tego określenia narosło przez ostatnie lata wiele mitów. A więc nie, nie będziemy mordowani poprzez „szczepionki” i 5G. Owszem, jedno i drugie może negatywnie wpływać na nasze zdrowie, a w skrajnych przypadkach powodować przedwczesną śmierć. To jednak tylko efekt uboczny chciwości, zaślepienia i głupoty korporacji.

Nie, populacja nie zostanie ograniczona do 500 mln i życia w całkowitej niewoli. To tylko poronione marzenia pewnej grupy wpływowych wizjonerów, którzy w dodatku wspomnieli, że do realizacji potrzebna jest wielka naturalna katastrofa w rodzaju globalnego potopu.

Nie, chodzi o coś innego. Tym, co większość rozumie pod pojęciem „depopulacji”, choć może nawet nie zdawać sobie sprawy, jest kontrola światowej populacji, zwana też kontrolą urodzeń.

A czy pamiętacie słynne słowa Billa Gatesa w jednym z jego występów, że dzięki dobrze wykonanej pracy, z pomocą szczepionek i aborcji uda się zahamować gwałtowny wzrost populacji i zabobiec straszliwemu problemowi przeludnienia? Nie on wymyślił to rozwiązanie. Nawet nie on jako pierwszy wprowadził je oficjalnie do publicznej debaty. To stało się już dawno temu. Chcecie wiedzieć kto stoi za tym pomysłem i po co tak naprawdę go zaaprobował? Niektórzy mogą być zaskoczeni, inni trochę mniej.

Choć wielu snuło podobne plany, pierwszym, który wprowadził oficjalnie (choć tajnie) ten program w życie był były doradca gubernatora stanu Nowy Jork Nelsona Rockefellera oraz jeden z najbardziej wpływowych polityków jakich znamy – Henry Kissinger. Dokument nosi nazwę „National Security Study Memorandum 200”, NSSM200 lub potocznie „Raport Kissingera”. Prace nad nim rozpoczęły się jeszcze za prezydentury Richarda Nixona (początek lat 70-tych), a zakończyły już za Geralda Forda (10.12.1974 r.). Kissinger u obudwu pełnił funkcje sekretarza stanu i doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego.

Dokument stwierdza, że ludzka populacja rozrasta się zbyt szybko. Oczywiście zatroskany Henry martwił się, że światu grozi przeludnienie i wzrost liczby darmozjadów, a światowe zasoby wyczerpią się przez to zbyt szybko. Należało więc podjąć „niezbędne środki”: „(…) o ile łatwiejsze byłyby nakłady na walkę z przyrostem naturalnym niż te, które mają na celu zwiększenie produkcji”. A więc antykoncepcja, aborcje, zabiegi chirurgiczne i szpryce. Co do tych ostatnich, choć nie zostało to przyznane wprost, zbiegło się dziwnym zbiegiem okoliczności z licznymi programami i eksperymentami stosowanymi w ubogich krajach.

Oto przykłady:
– w miejscowościach Mollepata, Limatambo i Incahuasi (Peru) poddano obowiązkowemu szczepieniu w grupach po 10, 20 kobiet ze skutkiem sterylizacyjnym;
– w 2014 r. wypłynęła informacja, że 2,3 mln kenijskich młodych dziewczyn i kobiet otrzymało szczepionki ze sterylizującym i poronnym genem HGC
(ONZ nazywa to „szczepionkami regulującymi płodność”).
Takie przykłady można mnożyć.

Kissingerowi jednak co innego najbardziej spędzało sen z powiek.

Jego największym zmartwieniem było to, że większa populacja, szczególnie w tzw. krajach rozwijających się (trzeciego świata), to więcej rąk do pracy. Wiele krajów, bogatych w zasoby naturalne mogłoby dzięki temu szybko rozwinąć się gospodarczo, stworzyć silne armie i ZAGROZIĆ MILITARNEJ I GOSPODARCZEJ HEGEMONII STANÓW ZJEDNOCZONYCH, szczególnie jeśli zawarłyby ze sobą sojusze. Dał to pośrednio do zrozumienia raportując, że wysoki przyrost naturalny i duży odsetek młodych ludzi w biednych państwach „niszczą stabilność wewnętrzną oraz stosunki międzynarodowe krajów, w których interesy USA są bardziej zaawansowane; stwarzają problemy polityczne, a nawet zagrożenie dla bezpieczeństwa narodowego Stanów Zjednoczonych”. Receptą była więc kontrola urodzeń, jednak zalecono, by nie używać tego określenia, ze względu na negatywne zabarwienie. Zamiast tego Kissinger proponawał eufemizmy typu „planowanie rodziny” lub „odpowiedzialne rodzicielstwo”. Ponadto polityk jako cel nadrzędny stawiał maksymalną eksploatację zasobów naturalnych krajów biedniejszych, pozostawiając im najmniej ile to możliwe.

Choć raport został już odtajniony, nie wygląda by coś to zmieniło. Przyglądając się Ameryce i Europie łatwo zauważyć która strona sceny politycznej najbardziej lobbuje na rzecz wprowadzenia wymienionych rozwiązań. Nie ma w tym przypadku. Przez ostatnie kilkadziesiąt lat byliśmy systematycznie urabiani i przygotowywani do tych zmian, które określa się mianem „postępowych”, a tradycyjne wartości mają się jawić jako przestarzałe i archaiczne.

Jak mogliście się przekonać, Kissinger rzeczywiście obawiał się wyczerpania światowych zasobów (choć oparł swoje przewidywania na spekulacjach, a nie racjonalnych prognozach!), jednak w centrum był i jest interes Stanów Zjednoczonych – utrzymanie statusu supermocarstwa nr 1, motywowany ambicjami tamtejszych polityków i elit bankierskich. Działania wojenne, losy traktatu antypandemicznego i stopień oporu poszczególnych państw wobec lewackiej indoktrynacji prawdopodobnie zadecydują o przyszłym kształcie naszego świata.

=================================

mail: A to mamuszie??

==========================

mail:

A te setki, czy tysiące, z którymi miał jałową przyjemność?? Bo to był wyjątkowy, nawet jak na „polityka”, dziwkarz.

 Kto poparł mordowanie dzieci? Imienna lista hańby.


imienna lista hańby
Zobacz debatę o aborcji w Sejmie

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Sejm odrzucił w pierwszym czytaniu nasz wspólny projekt „Aborcja to zabójstwo”. Posłowie uważają, że mogą głosować za zabijaniem dzieci, a konserwatywni wyborcy i tak będą ich popierać.

Cała lista posłów, którzy sprzeciwili się życiu, znajduje się na stronie www.SejmBezAborterow.pl.

Oczy wszystkich są natomiast zwrócone na parlamentarzystów PiS – klub podzielił się w głosowaniu niemal na pół – połowa posłów poparła mordowanie, oto lista hańby:

ADAMCZYK ANDRZEJ
ANDZEL WALDEMAR
ARENT IWONA
AST MAREK
BARTOSIK RYSZARD
BOROWIAK JOANNA
BORTNICZUK KAMIL
BORYS-SZOPA BOŻENA
CYMAŃSKI TADEUSZ
CZARNECKI PRZEMYSŁAW
CZARNECKI WITOLD
CZARNEK PRZEMYSŁAW
CZARTORYSKI ARKADIUSZ
CZERWIŃSKA ANITA
CZOCHARA KATARZYNA
DOBRZYŃSKI LESZEK
DRABEK PRZEMYSŁAW
DWORCZYK MICHAŁ
DZIUK BARBARA
EMILEWICZ JADWIGA
FOGIEL RADOSŁAW
GEMBICKA ANNA
GIŻYŃSKI SZYMON
GLIŃSKI PIOTR
GOLIŃSKA MAŁGORZATA
GONCIARZ JAROSŁAW
GRÓBARCZYK MAREK
GUT-MOSTOWY ANDRZEJ
HOC CZESŁAW
HOFFMANN ZBIGNIEW GRZEGORZ
HORAŁA MARCIN
HRENIAK PAWEŁ
KACZYŃSKI JAROSŁAW
KAMIŃSKI MARIUSZ
KOŁAKOWSKI LECH
KOSSAKOWSKI WOJCIECH
KOWALCZYK HENRYK
KOWALCZYK LESZEK
KRAJEWSKI JAROSŁAW
KRASULSKI LEONARD
KRÓL PIOTR
KRUPKA ANNA
KRYJ ANDRZEJ
KUBIAK MARTA
KUCHCIŃSKI MAREK
KWIECIEŃ ANNA
KWITEK MAREK
LICHOCKA JOANNA
LIPIEC KRZYSZTOF
ŁAWNICZAK TOMASZ
MALĄG MARLENA MAGDALENA
MATEUSIAK-PIELUCHA BEATA
MATUSZNY KAZIMIERZ
MOSIŃSKI JAN
MULARCZYK ARKADIUSZ
OCIEPA MARCIN
OLEJNICZAK WALDEMAR
OSUCH JACEK
PAMUŁA TERESA
PAWŁOWSKA MONIKA
PIECHA BOLESŁAW
PIECHOWIAK GRZEGORZ
PIECZARKA ANNA
PŁAŻYŃSKI KACPER
POGODA SZYMON
POROWSKA VIOLETTA
PORZUCEK MARCIN
PUDA GRZEGORZ
RAU ZBIGNIEW
ROMANOWSKI RAFAŁ
RUSECKA URSZULA
RYCHLIK PAWEŁ
SASIN JACEK
SCHMIDT ANNA
SCHREIBER ŁUKASZ
SIPIERA ZDZISŁAW
SMOLIŃSKI KAZIMIERZ
SOBOLEWSKI KRZYSZTOF
SOBOŃ ARTUR
SOIN AGNIESZKA
SÓJKA KATARZYNA
STACHOWIAK-RÓŻECKA MIROSŁAWA
SUSKI MAREK
SZAŁABAWKA ARTUR
SZCZUREK-ŻELAZKO JÓZEFA
SZEFERNAKER PAWEŁ
SZLACHTA ANDRZEJ
SZWED STANISŁAW
SZYMAŃSKA EWA
ŚNIADEK JANUSZ
ŚWIAT JACEK
TERLECKI RYSZARD
TOMASZEWSKI WŁODZIMIERZ
WASSERMANN MAŁGORZATA
WAWRZYK PIOTR
WITEK ELŻBIETA
WOJCIECHOWSKI GRZEGORZ
ZAGÓRSKI MAREK
ZUBOWSKI WOJCIECH
ZYSKA IRENEUSZ

Drogi Panie!

Proszę zapamiętać nazwiska tych posłów. Oni chcą, aby dalej uważał ich Pan za konserwatywnych, prawicowych polityków, na których warto oddać głos. To z powodu ich głosowania zginą kolejne dzieci, a mordercy pozostaną bezkarni. Tak strasznie żal mi, że ludzie, którzy są u władzy i powinni być obrońcami najbardziej bezbronnych dzieci, zostawiają te dzieci na pastwę aborterów…

Przesyłam też Panu wystąpienia, jakie wygłosiliśmy w Sejmie w obronie nienarodzonych. Pada tam wiele argumentów, które mogą się przydać i Panu, gdy ktoś będzie chciał Pana przekonać, że aborcja jest czymś dobrym.

Gdyby YouTube usunął nagrania, są też w serwisie BanBye na kanale Fundacji: https://banbye.com/channel/ch_8Fu4CGYzdJpO

Szanowny Panie!

Odrzucenie projektu to nie koniec działań w obronie życia, ale jeszcze mocniejszy bodziec, by walczyć o nienarodzone dzieci.

Po głosowaniu w Sejmie musimy zwielokrotnić te działania. Rozpoczynamy kampanię „Sejm bez aborterów”, aby w następnym Sejmie znalazło się więcej posłów za życiem niż w obecnym.

W tej chwili jest już gotowa strona www.SejmBezAborterow.pl oraz rozplanowana akcja uliczna, którą będziemy realizować w całej Polsce. Musimy dotrzeć z informacją o tym, na kogo warto, a na kogo nie warto głosować, aby kolejny parlament był bardziej przyjazny życiu. Musimy pokazać, jak naprawdę wygląda aborcja, bo środowisko feministyczne nieustannie przekonuje ludzi, że jest to zabieg taki sam jak wyrwanie zęba. Perfidnie kłamią!

Wyślemy informacje o posłach za aborcją do ich okręgów, pójdziemy pod ich biura ze zdjęciami zabitych dzieci, nie damy zapomnieć o tym głosowaniu.

Całkowity koszt kampanii „Sejm bez aborterów” wyniesie 70 tysięcy złotych. Będziemy mogli ją przeprowadzić, jeśli Ludzie Dobrej Woli – tacy jak Pan – wesprą finansowo jej realizację.

Koszt obejmuje m.in. druk banerów – każdy z nich to około 300 złotych, wysyłkę 10 tysięcy bezpośrednich listów Pocztą Polską, koszty logistyki i promocji akcji.

Proszę Pana o wsparcie dla tej kampanii.

Czy może Pan przekazać 40, 70, 140 złotych lub inną kwotę, o której wysokości sam Pan zdecyduje, na akcję w obronie życia dzieci?

Czy mogę liczyć na Pańską pomoc?

To niezwykle ważne, aby po głosowaniu w Sejmie nie zostawić dzieci bez pomocy. Nie mają one wystarczająco wielu obrońców w ławach poselskich, dlatego musimy być ich głosem my – Pan i ja.

Raz jeszcze proszę Pana o wsparcie dla kampanii „Sejm bez aborterów” – to najważniejsza akcja przeciw aborcji w najbliższym czasie.

Politycy, którzy głosowali przeciw życiu, chcieliby, abyśmy nie nagłaśniali sprawy. Czy wobec tego zostawimy dzieci nienarodzone bez pomocy…?

Serdecznie Pana pozdrawiam!

Kaja Godek
Podpis

Kaja Godek
Inicjatywa #ZATRZYMAJABORCJĘ
Inicjatywa #STOPLGBT
Fundacja Życie i Rodzina
zycierodzina.pl

PS – Wpłaty można dokonać bezpośrednio na konto Fundacji Życie i Rodzina lub korzystając z systemów przelewowych i do kart płatniczych. Wszystkie dane znajdują się w stopce niniejszej wiadomości. Liczę na Pańskie wielkie serce.

Dzień kobiet. Czyli kogo? „What is a woman?”

Dzień kobiet. Czyli kogo? „What is a woman?”

Magdalena Majkowska Ordo Iuris <kontakt@ordoiuris.pl>

https://ordoiuris.pl/rodzina-i-malzenstwo/dzien-kobiet-czyli-kogo

Szanowny Panie,

na początku tygodnia na Pana skrzynkę trafiła wiadomości od Wiceprezes Instytutu Ordo Iuris Moniki Leszczyńskiej, która pisała Panu o tym, w jakiś sposób nasz Instytut, w którym połowę zespołu stanowią kobiety, realnie walczy o prawa kobiet, odrzucając feministyczną i genderową ideologię, która w rzeczywistości kobietom szkodzi.

W wiadomości znalazła się także wzmianka o sprawie Pani Eweliny, która najpierw padła ofiarą przemocy domowej a potem jej dramat został spotęgowany decyzją o odebraniu jej dzieci i umieszczeniu ich w trzech różnych placówkach (najmłodsza córeczka ma jedynie półtora roku!).

W tamtej wiadomości pisaliśmy o tym, że mamy nadzieję, że dzieci wkrótce wrócą do domu. I tak się stało! We wtorek Sąd Rejonowy dla Warszawy Pragi – Południe uwzględnił nasz wniosek o uchylenie postanowienia o umieszczeniu dzieci w pieczy zastępczej na czas postępowania, a dzieci jeszcze tego samego dnia wróciły do kochającej mamy.

Jeśli z jakichś przyczyn nie udało się Panu do tej pory zapoznać z naszą korespondencją, to serdecznie zachęcam do jej przeczytania. To wyjątkowo cenna lektura – krótkie podsumowanie tego w jaki sposób nasi prawnicy walczą z surogacją, pornografią, manipulowaniem pojęciem „praw kobiet”, aborcją, przemocą wobec kobiet i groźną ideologią transseksualizmu, stając realnie po stronie kobiet w coraz bardziej zdominowanym przez radykalną ideologię świecie.

Z wyrazami szacunku


Temat: Dzień kobiet. Czyli kogo?

Data: wtorek, 7 marca 2023 r., godz. 00:46

Nadawca: Monika Leszczyńska Ordo Iuris

Adresat: dakowy@o2.pl

Szanowny Panie,

w ubiegłym roku w Stanach Zjednoczonych ukazał się głośny film „What is a woman?”, w którym dziennikarz Matt Walsh zadawał amerykańskim naukowcom, politykom, lewicowym aktywistom i lekarzom pozornie proste pytanie o definicję kobiecości. W przesiąkniętym ideologią gender świecie nikt nie potrafił znaleźć odpowiedzi. 

Jedni twierdzili, że kobietą czyni kogoś wybór, a inni mówili, że zadawanie takiego pytania jest… aktem przemocy.

Przyglądając się temu szaleństwu, zastanawiam się, co tak naprawdę świętują 8 marca zwolennicy absurdalnych lewicowych ideologii. Dla nas Dzień Kobiet to dzień afirmacji kobiecości, macierzyństwa i naszej szczególnej roli w rodzinie i społeczeństwie. Oni w kobiecości widzą co najwyżej „ciężar reprodukcji”, różnice płacowe oraz wojnę o władzę z mitycznym światem męskiej dominacji, konflikty w rodzinie, w pracy i w całym społeczeństwie.

W podobnym kierunku zmierzają główne założenia finalnego dokumentu 67. Sesji Komisji ds. Statusu Kobiet ONZ. Ponownie „prawa kobiet” sprowadza się tam do usunięcia różnic pomiędzy kobietami i mężczyznami. Kluczowymi środkami do wyzwolenia z pięknej i tradycyjnej kobiecości oraz macierzyństwa mają być aborcja, antykoncepcja i wulgarna edukacja seksualna dla dziewcząt od wieku przedszkolnego. Te postulaty kryją się w zaproponowanym przez ONZ drafcie konkluzji z sesji – pod regularnie powracającym na forum międzynarodowym pojęciem „praw seksualnych i reprodukcyjnych”. Dzięki statusowi konsultacyjnemu Ordo Iuris i zaangażowaniu Dyrektor Centrum Prawa Międzynarodowego Weroniki Przebierały, na pewno nie zabraknie naszego głosu sprzeciwu w ramach kolejnych wydarzeń na forum ONZ, gdzie będzie promowana ideologiczna wizja „praw kobiet”.

Ale o kobiety walczymy też w bardzo konkretnych sprawach. Ostatnio zgłosiła się do nas młoda dziewczyna, którą chłopak próbował zmusić do aborcji. Napisał w jej imieniu do aborcjonistów i sfinansował podróż do Holandii. Dopiero zespół prawników Ordo Iuris pod kierownictwem mec. Magdaleny Majkowskiej zaoferował dziewczynie bezpłatną pomoc prawną. Aborcjonistów los kobiet nie obchodzi. Dla nich ważne jest jedynie abstrakcyjne wyzwolenie z macierzyństwa, jak najszybsze zaprzęgnięcie matek do pracy zawodowej i skreślenie wszelkiej romantycznej potęgi kobiecości.

Jak widać, w znacznej liczbie spraw, za osiągnięciami Instytutu Ordo Iuris stoją kobiety, które stanowią połowę naszego zespołu. Radykalna lewica nie może znieść tej kobiecej twarzy Instytutu i przy każdej sposobności obrzuca nas wulgarnymi i agresywnymi komentarzami, które można streścić jako „nienawidzący kobiet, źli mężczyźni z Ordo Iuris”. Dla feministek i radykalnych polityków ja i moje koleżanki zaangażowane w prace Instytutu i współkierujące jego misją – jesteśmy „przeźroczyste” i najchętniej w ogóle przemilczeliby fakt, że tu jesteśmy. Tymczasem to poprzez pracę w Instytucie Ordo Iuris jesteśmy rzeczniczkami prawdziwych praw, potrzeb i inspiracji kobiet.

Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk

Dlatego w takich dniach jak Dzień Kobiet, jeszcze bardziej uświadamiam sobie, że musimy walczyć o odzyskanie pojęcia „praw kobiet”. Bo gdy lewica mówi dziś o „prawach kobiet”, chodzi im najczęściej o nieograniczony dostęp do aborcji, pigułek wczesnoporonnych czy… dowolnego zmieniania płci. Czy naprawdę tego potrzebują współczesne kobiety?

W Instytucie Ordo Iuris odrzucamy tę absurdalną ideologię i naprawdę pomagamy kobietom.

Gdy feministki przekonują całe pokolenie młodych kobiet, że aborcja jest ich prawem i „rozwiązaniem” wszystkich problemów – my pokazujemy, jaka jest prawda o koszmarze aborcji. To na podstawie naszych prac od 7 lat wprowadzane są kolejne elementy programu wsparcia dla rodzin w trudnych sytuacjach rodzicielskich „Za życiem”, a ostatnio uruchomiono postulowany przez nas rządowy portal dla kobiet poszukujących informacji o przysługującym im w związku z ciążą wsparciu.

Gdy genderowi ideolodzy przekonują, że surogacja to doskonały sposób na to, by pary jednopłciowe mogły mieć dzieci – my przypominamy wraz z szeroką koalicją organizacji z innych krajów, że gigantyczny, globalny biznes surogacyjny to w rzeczywistości masowy handel ludźmi i współczesne niewolnictwo, w którym kobiety koszarowane są w farmach dzieci w odległych krajach.

Gdy genderyści przekonują, że źródłem przemocy domowej są tradycyjne role płciowe – my odkłamujemy ich mity i zapewniamy realną pomoc kobietom, które są prawdziwymi ofiarami przemocy, a nie mitycznego „patriarchatu” i „genderowych stereotypów”.

Gdy oni przekonują, że każdy może zostać kobietą – my świadczymy bezpłatną pomoc ofiarom tej propagandy, czyli ludziom, którzy w pogoni za „zmianą płci” dokonali nieodwracalnych zmian w swoim ciele, a dziś żałują swojej decyzji i nie mogą nigdzie znaleźć pomocy.

Gdy europejskie elity przekonują, że najważniejszym elementem walki z dyskryminacją kobiet jest ich rosnący udział w rynku pracy (i to najlepiej w branżach zdominowanych dziś przez mężczyzn) – my akcentujemy kluczową rolę wolności wyboru kobiet.Podkreślamy, że macierzyństwo i stała lub czasowa rezygnacja z pracy zawodowej na rzecz nieodpłatnej pracy domowej ma równie wielką (a nawet większą) wartość dla społeczeństwa niż praca zarobkowa kobiet i jest po prostu dla zdecydowanej większości kobiet realizacją ich największego pragnienia.

Poniżej opiszę Panu bardziej szczegółowo, w jaki sposób nasi prawnicy walczą z surogacją, pornografią, manipulowaniem pojęciem „praw kobiet”, aborcją, przemocą wobec kobiet i groźną ideologią transseksualizmu. Wszystkie te działania to realna pomoc dla kobiet. Wierzę, że dzięki Pana wsparciu nadal będziemy mogli bronić kobiet przed groźną i szkodliwą dla ich praw ideologią oraz odzyskać pojęcie „praw kobiet”, zawłaszczone dziś w debacie publicznej przez radykalne feministki.

Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk

Aborcja? Możesz być tylko „za”

W związku z Międzynarodowym Dniem Kobiet, w Nowym Jorku odbywa się właśnie 67. Sesja Komisji ds. Statusu Kobiet ONZ. To coroczne wydarzenie, w ramach którego forum ONZ staje się niestety coraz częściej amboną radykalnego feminizmu. W tym roku po raz kolejny słyszymy tam, że najważniejszym prawem kobiet jest nieograniczony dostęp do aborcji, antykoncepcji, edukacja seksualna. Jednocześnie ONZ utrudnia udział w debatach na temat praw kobiet organizacjom kobiecym, które myślą inaczej – mówią wprost, że nie popierają aborcji i ideologii gender.

Dlaczego? Bo globalni lobbyści aborcyjni tacy jak właściciel sieci klinik aborcyjnych Planned Parenthood, doskonale wiedzą, że kluczowe dla przetrwania ich biznesu jest wmawianie kobietom, że aborcja to „powszechny zabieg”, „prawo człowieka”, że wszystkie kobiety aborcje popierają i jej dokonują. Cenzurowanie ruchów pro-life jest więc dla nich priorytetem. Wystarczy tu wspomnieć o tym, co dzieje się w Wielkiej Brytanii, gdzie aresztowano niedawno kobietę za… modlitwę w myślach przed kliniką aborcyjną.

W Polsce aborcjoniści też robią wszystko, by wmówić kobietom, że za aborcją są wszystkie kobiety, a obrońcy życia to wrogowie kobiet. Z tymi manipulacjami mieliśmy do czynienia między innymi po tragicznej śmierci Pani Izabeli z Pszczyny, gdy aborcjoniści próbowali przekonać społeczeństwo, że tragedia była następstwem wyroku Trybunału Konstytucyjnego z 2020 roku. W rzeczywistości mieliśmy do czynienia z błędami lekarzy, którzy nie podjęli się działań mogących uratować życie matki. Jeśli powodem ich bierności była zła interpretacja obowiązującego prawa, to jest to efekt także manipulacji feministek, które wmawiały lekarzom, że wyrok TK dotyczy również przypadków zagrożenia życia kobiety ciężarnej . W naszych analizach, które rozsyłaliśmy do szpitali w całej Polsce, tłumaczyliśmy, że jest to nieprawda i że lekarze nadal mogą podejmować potrzebne w takich sytuacjach interwencje medyczne.

Kto zatem realnie wspiera kobiety, a kto im szkodzi?

Chłopak chciał ją zmusić do aborcji

Niestety aborcjonistki ze swoimi kłamstwami docierają masowo przede wszystkim do młodych kobiet. Ostatnio zgłosiła do nas młoda dziewczyna, która była kilka miesięcy temu usilnie namawiana przez swojego chłopaka do poddania się aborcji. Co więcej, chłopak kontaktował się w jej imieniu z aborcjonistkami z zagranicznych klinik aborcyjnych i opłacił jej podróż do holenderskiej kliniki aborcyjnej.

Dziewczyna na szczęście aborcji się nie poddała i urodziła dziecko, ale w trakcie rozmowy z nami przyznała, że jeszcze dwa lata temu sama brała udział w „Strajku kobiet”, choć nie była do końca świadoma postulatów proaborcyjnych protestów.

To doskonały przykład, że radykalne feministki nie walczą o „prawa kobiet” – one walczą o interes aborcyjnego lobby. Dopóki dziewczyna była zdecydowana na aborcję, mogła liczyć na wsparcie aborcjonistek, które pomogłyby jej w organizacji tego. Ale gdy okazało się, że w rzeczywistości była zmuszana do aborcji, mogła już liczyć tylko na wsparcie naszych prawników. Będziemy wspierać ją na wszystkich etapach postępowania.

Pomagamy matkom

Przygotowujemy także analizę i przystępny poradnik dla kobiet ciężarnych w trudnych sytuacjach życiowych, w którym omówimy wszystkie dostępne dla nich formy pomocy– domy samotnej matki, hospicja perinatalne, okna życia, ośrodki adopcyjne i interwencyjne ośrodki preadopcyjne. Ta wiedza może pomóc wielu kobietom w podjęciu decyzji o ocaleniu dziecka.

Pamiętamy jednocześnie o tym, że matki dzieci ze zdiagnozowanymi chorobami potrzebują pomocy nie tylko w podjęciu właściwej decyzji, ale także rzeczywistego wsparcia po narodzinach dziecka. Dlatego we współpracy ze środowiskiem osób z niepełnosprawnościami przygotowaliśmy raport i cały pakiet rozwiązań prawnych, realnie poprawiających sytuacje tych osób. Doprowadziliśmy też do wprowadzenia korzystnych zmian w programie „Za życiem”.

Skutecznie zainterweniowaliśmy również, gdy ministerstwo rodziny ogłosiło projekt rozporządzenia, które wykluczało nieletnie matki z pomocy domów samotnych matek.

Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk

Wspieramy ofiary przemocy domowej

O tym, że „Ordo Iuris walczy z kobietami” słyszeliśmy też wielokrotnie przy okazji naszych starań o wypowiedzenie przez Polskę genderowej Konwencji stambulskiej. W teorii Konwencja służy przeciwdziałaniu przemocy domowej i przemocy wobec kobiet. Dlatego radykalna lewica w swoich atakach na Ordo Iuris bardzo często posługiwała się obrzydliwym zarzutem popierania przemocy domowej. To oczywiste i perfidne kłamstwo.

W rzeczywistości, walka z Konwencją stambulską to nie tylko walka z genderową ideologią, ale też troska o prawdziwie skuteczną politykę antyprzemocową. W naszym raporcie na temat Konwencji stambulskiej, wykazaliśmy, że najwyższe wskaźniki przemocy wobec kobiet odnotowywane są w krajach wdrażających ideologię gender, zaś Polska wyróżnia się najniższym poziomem przemocy przy jednym z najwyższych wskaźników zgłaszania aktów przemocy policji.

Ale radykałowie nie chcieli rozmawiać o prawdziwej walce z przemocą. Przy okazji parlamentarnej debaty na temat naszego projektu ustawy, upoważniającej Prezydenta RP do wypowiedzenia Konwencji stambulskiej, zaprosiliśmy wszystkich chętnych do udziału w „okrągłym stole” antyprzemocowym, by porozmawiać ponad podziałami na temat tego, jak skutecznie walczyć z przemocą domową i przemocą wobec kobiet. Nasi krytycy nie byli jednak zainteresowali udziałem w rozmowach. Przygotowaliśmy też pakiet rozwiązań usprawniających polski system antyprzemocowy oraz kompleksowy poradnik prawny dla ofiar przemocy.

Przede wszystkim jednak, pomagamy konkretnym kobietom, które nie mogły liczyć na wsparcie z żadnej innej strony. Pomogliśmy samotnej matce dziewięciorga dzieci, która była ofiarą przemocy domowej, a gdy jej mąż trafił do więzienia, to od urzędników dostała taką pomoc, że… jej dzieci zabrano do domu dziecka. Po interwencji prawników Ordo Iuris, matka odzyskała swoje dzieci.

Z kolei Pani Joanna ze łzami w oczach opowiadała na filmiku opublikowanym na naszym kanale YouTube o tym, jak dopiero prawnicy Ordo Iuris pomogli jej obronić się przed przemocowym ojcem jej dzieci. Wcześniej nie pomógł jej ówczesny Rzecznik Praw Dziecka a mężczyzna pozostawał bezkarny.

Obecnie pomagamy Pani Ewelinie, która razem z dziećmi także przeżyła koszmar, jakim było znęcanie się przez męża nad nią i dziećmi. Później odebrano jej sześcioro dzieci i umieszczono w trzech różnych domach dziecka (najmłodsza córeczka ma jedynie półtora roku!). Obecnie dzieci są urlopowane z placówek do domu rodzinnego na każdy dzień wolny od nauki. Mam nadzieję, że już wkrótce wrócą na stałe do domu.

Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk

Kobiety jak „inkubatory”

Zwolennicy aborcji przekonują, że obrońcy życia i rodziny „zmuszają kobiety do rodzenia dzieci”. Używają przy tym często stwierdzenia, że kobiety są traktowane jak „inkubatory”. Tymczasem na całym świecie tysiące kobiet jest naprawdę traktowanych jak „inkubatory”.

Mówię tu o kobietach, które za pieniądze rodzą dzieci parom jednopłciowym. Choć w większości państw europejskich „wynajmowanie” surogatek za pieniądze jest zakazane, to w praktyce istnieje wiele luk prawnych, które sprawiają, że nawet w Polsce istnieją firmy, oferujące osobom samotnym lub parom jednopłciowym taką usługę. Do jej wykonania werbuje się kobiety z Ukrainy, Gruzji czy Tajlandii. To wyjątkowa dehumanizacja zarówno dzieci, będących „obiektem handlu”, jak i kobiet traktowanych jak narzędzia do rodzenia dzieci.

Dlatego eksperci Ordo Iuris przygotowali fakultatywny Protokół do Konwencji o prawach dziecka, który jednoznacznie zakazuje komercyjnej surogacji oraz jej reklamy i pośrednictwa. Naszą petycję w tej sprawie poparło ponad 30 organizacji pozarządowych z całego świata. W sprawach dotyczących uznawania skutków prawnych surogacji, występujemy przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka. Wielokrotnie już udało nam się przekonać sędziów ETPC, że uznawanie rodzicielstwa w przypadku surogacji to akceptowanie skutków prawnych nielegalnego i nieetycznego handlu ludźmi.

Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przycisk

Wyborcza promuje prostytucję i pornografię

W jednej z ostatnich wiadomości pisaliśmy Panu o serii szokujących artykułów na portalach Gazety Wyborczej, której dziennikarze przekonują, że prostytucja i praca w branży porno to „praca jak każda inna”. Bohaterki tekstów Agory mówiły, że na planie filmów pornograficznych panuje „rodzinna atmosfera”, zachwalały dobre zarobki w branży i przekonywały, że praca w klubie go-go to „esencja feminizmu”. Nie przeczytamy we wspomnianych artykułach o dramatach kobiet przymuszanych do prostytucji i grania w filmach pornograficznych.

Także i w tym przypadku lewica stoi więc po stronie nieetycznego biznesu. My stoimy po stronie kobiet, będących jego ofiarami.

Już w 2018 roku opublikowaliśmy raport na temat ochrony małoletnich przed dostępem do treści pornograficznych w internecie. Teraz – po latach mozolnej pracy naszych ekspertów i coraz liczniejszej grupy organizacji pozarządowych – rząd dostrzegł wreszcie problem, przedstawiając założenia ustawy „o ochronie małoletnich przed dostępem do treści nieodpowiednich w Internecie”. W odpowiedzi przygotowaliśmy kompleksową analizę, w której omówiliśmy rozwiązania prawne, ograniczające dostęp do pornografii dla nieletnich we Francji, w Niemczech, Wielkiej Brytanii i Stanach Zjednoczonych.

Jak gender niszczy kobiety

Wielkim zagrożeniem dla praw kobiet jest też ideologia gender, która neguje podstawową prawdę biologiczną, że istnieją dwie płcie – damska i męska, których nie da się zmienić. To właśnie absurdy ideologii gender doprowadzają chociażby do rujnowania karier kobiet, które całe swoje życie poświęcają na zawodowy sport, tylko po to, by później patrzeć jak ich miejsca zajmują mężczyźni, którzy nie poradzili sobie w męskiej rywalizacji i stwierdzili, że wobec tego zostaną mistrzami w sporcie kobiecym.

To także dzięki szybkiej reakcji naszych ekspertów, Polska zablokowała unijny konsensus w sprawie uchwalenia rezolucji Rady Praw Człowieka ONZ dotyczącej równości genderowej w sporcie, w którym postulowano, by mężczyźni czujący się kobietami mogli niemal bez ograniczeń uczestniczyć w sportowych zawodach kobiecych.

Pomagamy też największym ofiarom genderowej ideologii, czyli ludziom, którzy dali się zmanipulować genderystom do tego stopnia, że bezpowrotnie okaleczyli swoje ciało, chcąc „zmienić płeć”. Nasi prawnicy świadczą pomoc prawną kobiecie, która po doświadczeniu molestowania seksualnego, dała się przekonać aktywistom LGBT, że najlepiej będzie dla niej „zostać mężczyzną”. Pod ich wpływem, zdecydowała się na szereg operacji chirurgicznych i przez lata przyjmowała męskie hormony. Dziś – po kilkunastu latach – zrozumiała, jak potężny to był błąd. I znów – w tej sytuacji nie mogła już liczyć na pomoc ideologów, którzy na tzw. terapiach hormonalnych i operacjach chirurgicznych czerpią gigantyczne zyski. Pomocy udzielili jej dopiero prawnicy Ordo Iuris.

Wspólnie obrońmy kobiety i ich prawa

Jak widać, choć radykałowie próbują wmawiać Polkom, że Ordo Iuris to grupa mrocznych facetów w kapturach, którzy nienawidzą kobiet – w rzeczywistości jest dokładnie na odwrót. To nasi prawnicy i eksperci, wśród których połowa to kobiety, są często ostatnią nadzieją dla wielu kobiet, które nie mogą liczyć na pomoc aborcjonistek, feministek i genderowych ideologów, którzy tak wiele mówią o „prawach kobiet”.

Nie ma dzisiaj w Polsce innego eksperckiego środowiska prawniczego, które w tak jednoznaczny sposób stawałoby w obronie prawdziwej kobiecości i prawdziwych praw kobiet.

Wszystko, co robimy jest jednak możliwe tylko dzięki wsparciu ludzi takich jak Pan, ponieważ cała nasza działalność wiąże się z koniecznością ponoszenia kosztów, których nie udźwignęlibyśmy bez Przyjaciół i Darczyńców Ordo Iuris. Każda nasza interwencja to realne wydatki, których nie unikniemy.

Co najmniej 7 000 zł będziemy musieli przeznaczyć na pomoc prawną dla kobiety, która była zmuszana do dokonania aborcji. Kolejne 8 000 zł to sprawa samotnej matki, która najpierw padła ofiarą przemocy domowej, a teraz odebrano jej dzieci. Kończymy już także pracę nad analizą form pomocy dla kobiet ciężarnych w trudnych sytuacjach życiowych. Na jej podstawie przygotujemy przystępny poradnik prawny, na który potrzebujemy jeszcze co najmniej 15 000 zł.

Przed nami także ogrom pracy związanej z ograniczeniem dostępu do pornografii dla nieletnich. Będziemy nie tylko uczestniczyć w procesie legislacyjnym rządowego projektu ustawy „o ochronie małoletnich przed dostępem do treści nieodpowiednich w Internecie”, ale także planujemy zorganizować szeroką kampanię społeczną, by uświadomić społeczeństwo, jak potężnym problemem jest dziś seksualizacja wizerunku kobiety w mediach i nieograniczony dostęp do ostrej pornografii.

Dlatego bardzo Pana proszę o wsparcie Instytutu kwotą 50 zł, 80 zł, 130 zł lub dowolną inną, dzięki czemu będziemy mogli nadal stawać po stronie kobiet i walczyć o ich prawa.

Z wyrazami szacunku

P.S. Polski naród pamięta, że to kobiety, realizując przez wieki ideał macierzyński, wychowywały pokolenia patriotów, gdy ojcowie włączali się w narodowe powstania, ginęli w wojnach, byli zsyłani na Sybir. To matki wtedy zarządzały majątkami, edukowały córki i synów, zapewniły odrodzenie Wolnej Polski. Ale nigdy nie wyrzekły się swojej kobiecości, a z czarnych sukien i siły macierzyństwa czyniły oręż walki z zaborcami. Stojąc na straży praw kobiet, nigdy nie zapomnimy o prawie do kobiecości. Bo bez niego zabraknie nie tylko pań, ale także rodzin i narodu.


Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris jest fundacją i prowadzi działalność tylko dzięki hojności swoich Darczyńców.

=========================

mail:

Wyniki wyszukiwania dla: „jezuitów”. Widzimy kto jest ich Panem.

Wyniki wyszukiwania dla: „jezuitów”.

Widzimy kto jest ich Panem.

https://www.bibula.com/?s=jezuit%C3%B3w

Główne pismo jezuitów: konieczność obowiązkowego zaszczepienia każdego chcącego chodzić do kościoła

03-9-2021

America to wydawane przez Towarzystwo Jezusowe w Stanach Zjednoczonych sztandarowe pismo zakonu jezuitów. Już na długo przed Soborem Watykańskim II zaczęło skręcać w stronę lewicowej

Czy Kościół powinien stworzyć ryt afroamerykański? Nowy pomysł jezuitów z USA

03-4-2021

Takie pytanie stawia redakcja jezuickiego „The America Magazine”. Pozytywnej odpowiedzi udziela Nate Tinner-Williams, konwertyta eksplorujący charakterystykę „czarnego katolicyzmu” w Stanach Zjednoczonych. Dzieli się on przy

Aberracje liturgiczne cz. 129 – Disco Msza u jezuitów w Nowym Jorku

10-1-2020

Msza Święta odprawiana przez jezuitę, księdza Roberta Vereecke’ego. w Uroczystość Zesłania Ducha Świętego, w kościele Świętego Franciszka Ksawerego w Nowym Jorku, USA.   [youtube =zmhJIG6CfZ8

USA: Szkoła jezuitów promuje ideologię gender

09-14-2020

Ideologia gender coraz częściej wkracza nie tylko do szkół świeckich, ale także na uczelnie katolickie. Dotyczy to zarówno szkół średnich, jak i wyższych. Rodzice, nieświadomi

Atak jezuitów na ks. abp. Jana Pawła Lengę – czy to kłamstwo czy „tylko” totalny brak rzetelności i profesjonalizmu?

11-4-2019

Na jezuickim portalu DEON.pl ukazała się „recenzja” najnowszej książki ks. abp. Jana Pawła Lengi pt. „Trzeba ratować Kościół”. Słowo recenzja napisałem w cudzysłowu ponieważ autor

Porażające słowa generała jezuitów. Jego zdaniem diabeł to rzeczywistość symboliczna

08-22-2019

Przełożony generalny jezuitów ojciec Arturo Sosa powiedział w środowym wywiadzie z „Il Tempi”, że szatan to jedynie rzeczywistość symboliczna, a nie konkretna osoba. To już

„America” i Karol Marks. Pochwała komunizmu w największym piśmie jezuitów

07-25-2019

Magazyn „America” ma teraz więcej sympatii do komunizmu niż do tradycji – pisze portal Rorate Caeli w reakcji na zamieszczony we wspomnianym piśmie, pochwalny wobec

Kwestionował naukę Kościoła, mimo sankcji wygłosi rekolekcje u jezuitów. Kim jest o. Tony Flannery?

09-4-2018

Prohomoseksualny i kwestionujący prawdy wiary redemptorysta wygłosi rekolekcje w jezuickim ośrodku – pomimo nałożonych nań przez Watykan sankcji. Swoje słowa w listopadzie skieruje między innymi

Generał Zakonu Jezuitów szokuje kolejny raz. Tym razem modlił się w buddyjskiej świątyni

07-20-2017

Po stwierdzeniu, że nie wiadomo co Pan Jezus sądzi na temat małżeństwa, ponieważ w jego czasach nie było magnetofonów oraz po słynnym już oświadczeniu, że

Ks. prof. Bortkiewicz o generale jezuitów: dopuszcza się herezji

06-21-2017

„Odrzucenie osobowego istnienia diabła jest w sprzeczności z doktryną Kościoła wyrażoną zupełnie jasno w Katechizmie Kościoła katolickiego. Trzeba więc powiedzieć, że – choć to brzmi

Rzecznik jezuitów po słowach ojca Sosy o „symbolicznym diable”: generał wierzy w to, czego naucza Kościół

06-14-2017

Słowa generała jezuitów, z których wynikało, że ludzie stworzyli sobie „symboliczną figurę diabła”, która miałaby być jedynie „konstruktem myślowym”, zostały skomentowane przez rzecznika jezuitów. Powiedział,

Generał zakonu jezuitów podpisał się pod hymnem pochwalnym ku czci Fidela Castro

06-13-2017

Nie jest tajemnicą, że o. Arturo Sosa Abascal, 31. Generał Zakonu Jezuitów pod koniec lat 70. angażował się w promocję teologii wyzwolenia. Okazuje się jednak,

Generał jezuitów wbrew nauce Kościoła twierdzi, że diabeł to „symboliczna figura”

06-5-2017

Ojciec Arturo Sosa twierdzi w wywiadzie dla „El Mundo”, że diabeł to wytwór chrześcijańskiej wyobraźni, całkowicie zaprzeczając w ten sposób nauczaniu Kościoła Katolickiego. W wywiadzie, generał jezuitów

Generał zakonu jezuitów podważa słowa Chrystusa. Kardynał Burke: to więcej niż skandal!

04-12-2017

Kardynał Raymond Burke skomentował kuriozalną wypowiedź ojca Arturo Sosa Abascala dotyczącą braku urządzeń rejestrujących wypowiedzi w czasach Jezusa. – To jakieś kompletne nieporozumienie, że generał jezuitów

Generał Jezuitów odniósł się do Boga JAKO MATKI. 8 marca, w Watykanie!

03-23-2017

Feministyczne rządy w Watykanie ? Watykan sponsoruje też feministyczną platformę. W dniu 8 marca 2017 roku, pod patronatem szefunia Papieskiej Akademii Nauk, niejakiego bp Marcelo

Szokujący wywiad nowego generała Jezuitów

03-2-2017

OPINIA: Tak naprawdę, to nie wiemy jakie były słowa Jezusa. dopiero to badamy ”” stwierdził nowy generał zakonu Jezuitów o. Artur Sosa Abascal, jedna z

Prezes Planned Parenthood zagości w murach uniwersytetu prowadzonego przez jezuitów

03-10-2016

Organizacja studencka z katolickiego Uniwersytetu Georgetown zaprosiła byłą prezes Planned Parenthood, Cecile Richards, aby… wygłosiła wykład dla studentów. „Georgetown popiera najbardziej agresywną i niesprawiedliwą ideologie

Z deszczu pod rynnę, czyli przejęcie od Jezuitów kościoła w Lublinie przez wspólnoty neokatechumenalne

11-30-2015

„Po 95 latach z kościoła pod wezwaniem śś. Piotra i Pawła w Lublinie wyprowadzili się jezuici. Kościół wraz z klasztornymi zabudowaniami przekazali diecezji. Teraz będzie

Czy generał jezuitów jest protestantem?

10-9-2014

Può esserci più amore cristiano in un’unione canonicamente irregolare che in una coppia sposata in chiesa Może być więcej miłości chrześcijańskiej w związku niekanonicznym niż

Diabeł znów pożycza sobie Jezuitów

10-3-2011

Diabeł znów pożycza sobie JezuitówWidząc kilka razy w telewizji profesora ekonomii nazwiskiem Orłowski, nie miałem ani razu wątpliwości, że pan ten jest poważnie zaburzony i

Nowojorska parafia prowadzona przez Jezuitów będzie szła w Paradzie Gejów. Sprzeciw biskupa nie pomaga

06-24-2010

Prowadzona przez Jezuitów parafia św. Franciszka Ksawerego w Nowym Jorku weźmie udział w gejowskiej paradzie, mającej przejść ulicami miasta w niedzielę, 27 czerwca br. Na

Prowincja Oregon zakonu jezuitów ogłosiła bankructwo

02-20-2009

Prowincja Oregon zakonu jezuitów ogłosiła 17 lutego br. bankructwo w oparciu o przepisy upadłościowe określone w rozdziale numer 11 (Chapter 11). Ogłoszone bankructwo jest następstwem

Barcelona: Generał jezuitów wstawia się za teologią wyzwolenia

11-28-2008

O. Adolfo Nicolas SI, generał Jezuitów w wywiadzie dla hiszpańskiej prasy stwierdził, że teologii wyzwolenia należałoby dać więcej czasu. Ojciec Adolfo Nicolas SI, przełożony Towarzystwa

USA: Prof. Block, czyli „czarna owca” wśród Jezuitów ośmielił się powiedzieć o różnicach rasowych

11-18-2008

Deklarowana wszem i wobec tzw. wolność wypowiedzi zawęża się błyskawicznie gdy naruszone zostają kanony poprawności politycznej. Doświadczył tego w zeszłym tygodniu profesor ekonomii, ojciec Walter

Kardynał Rode wezwał jezuitów do posłuszeństwa

01-10-2008

Kardynał Franc Rode, hierarcha Kościoła Katolickiego odpowiedzialny za zgromadzenia zakonne, wyraził podczas przemówienia skierowanego do 35. Generalnego Zgromadzenia Towarzystwa Jezusowego swoje „zaniepokojenie i ubolewanie” z powodu

Inkulturacja w wydaniu Jezuitów

12-12-2006

Jezuita na indonezyjskiej wyspie Jawa odprawił podczas Mszy „tradycyjny jawajski egzorcyzm”. Ojciec Yohanes Mardiwidayat, SJ podczas odprawianej 29 listopada w parafii St. John Apostle Church

Główne pismo Jezuitów w USA reklamuje prezerwatywy

12-22-2005

Tygodnik America, najważniejsze pismo zakonu Jezuitów w USA, w wydaniu z 5 grudnia br. [2005] zamieściło płatnę reklamę statuetki Matki Bożej, której figura pokryta była

Jezuicki uniwersytet Georgetown wyróżniony za stosowanie cenzury

02-4-2023

Prowadzona przez zakon jezuitów słynna uczelnia Georgetown University zawiesiła specjalistę prawa konstytucyjnego, gdyż ośmielił się on wyrazić swoją krytykę postępowań prezydenta Joe Bidena wobec nominacji

Co jezuici wiedzieli o księdzu Rupniku? – Rod Dreher

12-21-2022

Podczas mojego zeszłotygodniowego pobytu w Rzymie, kilku księży, których spotkałem, wspomniało mi mimochodem, że pod rządami papieża Franciszka, który sam jest jezuitą, jezuici zostali mianowani

Raport o nadużyciach seksualnych w Archidiecezji Baltimore: 158 księży, ponad 600 ofiar

11-18-2022

Prokurator generalny stanu Maryland, Brian E. Frosh, na wniosek sądu ujawnił 18 listopada br. wyniki prowadzonego przez kilka lat śledztwa, identyfikując oskarżonych o seksualne wykorzystywanie

================================

Strona1 Strona2 Strona3Strona11

Następne »

Nie ma przypadków, nawet pomyłki nie są przypadkami. Bez wątpienia … CMENTARZ ŚWIĘTEGO MEDARDA (9)

Nie ma przypadków, nawet pomyłki nie są przypadkami. Bez wątpienia …

CZĘŚĆ DRUGA CYKLU POWIEŚCIOWEGO

Andrzej Juliusz Sarwa

CMENTARZ ŚWIĘTEGO MEDARDA (9)

Wtorek 4 marca 1710 roku

Markiz jak zwykle śniadał skromnie, w odosobnieniu, więc Mikołaj – chociaż chciał jak najszybciej porozmawiać o wczorajszej przygodzie, musiał cierpliwie poczekać, aż Balletti po śniadaniu przyjdzie do salonu, by wypić tu bavarèisę1, na pokrzepienie ciała i rozjaśnienie umysłu.

Czemu taka zatroskana mina, Mikołaju? Nie najlepiej spałeś?

– I to także, lecz mam poważniejszy problem.

– Jakiż to?

Wtedy młodzieniec opowiedział wszystko, co go spotkało i co go przez to trapiło.

Balletti nie zastanawiając się wiele, zbył go jednym krótkim zdaniem:

– Tedy jedź, chłopcze, do Paryża!

– Ale…

– Może czeka cię tam jakaś ciekawa przygoda? Może Los, może sama Ananke2 tak chce tobą pokierować, jak ty sam byś nigdy nie zechciał?

Może… ale słowa pana, monsieur, budzą we mnie obawę i przestrach… trapi mnie zaś i coś innego jeszcze.

Cóż takiego?

– A to dlaczego panna posłała za mną tego, budzącego dreszcz niepokoju, umyślnego z liścikiem?

– Nie przyszło ci do głowy, że to ani ta panna, ani o ciebie chodziło?

– Jakże to?

– Może to była zwykła pomyłka i nic więcej? Doręczyciel pomylił adresata? To się zdarza. Tym bardziej w nocy.

– Tego nie wziąłem pod uwagę.

– No to teraz weź.

– Więc co mi robić wypada?

– A! To już co tam chcesz!

– Lecz co by mi pan markiz radził?

– Nie jestem od udzielania rad. Czasem mogę coś podpowiedzieć, ale teraz sam zdecyduj.

Hmm…

– To żadna decyzja – Balletti się uśmiechnął.

– Więc może zaryzykuję i jeśli nie natknę się na tę cudną dziewczynę przez dzisiejszy dzień i wieczór ruszę do Paryża.

– A jakże ją poznasz? Wszak może nosić maskę, a właściwie to na pewno będzie ją nosić.

– Po kostiumie!

– Jeśli jest zamożna, to przez dwa dni z rzędu nie założy tego samego. Wczorajszy był już mocno ubielony kredą i gipsem, widać nie szczędzono jej wyrazów podziwu i sypano na pannę konfetti garściami.

Serce mi podpowie!

– A skoro tak uważasz, to dopij swoją bavarèisę i pędź, czym prędzej pędź! – markiz znów się roześmiał.

– Ba! Dokąd?… miasta nie znam zupełnie…

– Kieruj się tam, gdzie największe tłumy. Ja bym obstawiał Piazza San Marco i Rialto3. Wczoraj twoja tajemnicza Pauline przyodziała się w morettę4, com zauważył, bo żeby z tobą rozmawiać, musiała zdejmować maskę. Jeśli dziś uzna, że lepsza będzie baùta, to nie masz najmniejszych nawet szans, żeby ją rozpoznać. Nawet po figurze.

Może mi się poszczęści.

– Zatem próbuj! A co jeśli jej nie spotkasz?

– Wtedy pojadę do Paryża.

Markiz parsknął śmiechem.

– Zatem będzie tak, jak Ktoś za ciebie zaplanował!

Kto niby? Dopiero co, sugerował pan, że to przypadek.

Nie ma przypadków, nawet pomyłki nie są przypadkami. Bez wątpienia Ktoś coś względem ciebie zaplanował.

No… nie do końca… chyba?…

– I owszem, nikt cię tam przemocą nie wywiezie, ostatecznie sam będziesz musiał zdecydować, ale...

Mikołaj i zaniepokojony i zakłopotany już nieco tą rozmową zmienił temat.

– A pan, panie markizie, co dziś będzie robił?

Ja? Ja się udaję na schadzkę z owym dziewczęciem, z którym wczoraj wespół śpiewaliśmy barkarole mojej kompozycji. Udatne były, musisz to chyba przyznać.

Mikołaj aż oczy wybałuszył ze zdumienia.

– Tak, tak, chłopcze, lata eksperiencji, maestrii i znajomość czułych słówek… No… i może jeszcze te brylanty na skromnym ubraniu… Zderzenie prostoty z wytwornym zbytkiem… co na damach robi wrażenie. Chyba że są to jędze o wyschniętych dziuplach, które już niczego nie mogą skosztować z owych specjałów, którymi się objadały za młodu. W tych znajdziesz tylko ocet, zawiść, zazdrość, nienawiść i brak nadziei…

– Lecz ona by mogła być córką pańską, panie markizie! A tak w ogóle jest przecie młodą mężatką!

– Cóż z tego? Jest świeża i delikatna. Więc pewnikiem wybornie smakuje! A ty? Co byś wybrał vitello tonnato5 – potrawę z cielątka karmionego stokrotkami i młodziuchną słodką trawą, czy brasato al Barolo6 z wołustaruszka, który skąpo jadał, smagany był często i przez najmniej dziesięć lat i furkę ciągnął i pole orał kamieniste?

Mikołaj tylko machnął ręką.

– Pan pozwoli, panie markizie, że się oddalę. Nie mogę tego słuchać. Bezecne to i cyniczne.

– Ależ oczywiście! Nie przeczę! Weź jednak ze sobą pana Bartusza. Wszak potom go wynajął za bardzo godziwe pieniądze, by cię strzegł. Baùty dla was obujuż przygotowane.

* * *

Paniczu, niechże już panicz da pokój. Nóg nie czuję. Zmrok dawno zapadł, a my uganiamy się po mieście niczym dwóch obłąkanych.

– Panie Bartuszu, to serce mnie gna!

– Oj, widzę, widzę. Mnie natomiast w brzuchu burczy. Zjadłbym coś i przepił. Jutro Popielec i post, teraz ostatnie godziny, żeby sobie jeszcze godziwie podjeść i jakimś szlachetnym trunkiem gardło przepłukać. Bardzom, paniczu, zasmakował w tej, jak tu mówią grappa di moscato7, owej wonnej gorzałce – niebo w gębie i przyjemny, o jak przyjemny szum w głowie!

No to niechże i tak będzie, bom i ja zgłodniał. Ale miast gorzałki wolę się napić passito bianco8 O, może tu wejdźmy… sądząc po zapachach, pewnie da się tu dobrze i smacznie zjeść.

Mikołaj z Bartuszem przekroczyli próg drzwi, spoza których dolatywały nie tylko smakowite aromaty, ale i gwar wesoło bawiących się ludzi.

* * *

Było już dobrze po północy, gdy Białecki zakończył kilkanaście godzin trwającą eskapadę. Daremna ona jednak była, bo – jak przewidział markiz – nie spotkał tej, której szukał.

Zmęczony ponad wszelkie wyobrażenie, zzuł z siebie ubranie, cisnął je na podłogę obok łóżka i zatonąwszy w pościeli, pogrążył się we śnie.

Nie minęło i pięć minut, a chrapał tak, że aż prawie ściany drżały i żadna mysz z licznie zamieszkujących tę izbę sypialną nie zaryzykowała, żeby chociaż wystawić nosek z dziurki, nie mówiąc już o wyjściu z ukrycia, by poszukać czegoś do zjedzenia.

* * *

Rankiem, gdy Mikołaj i Bartusz w miarę wypoczęci wyleźli z pościeli i zaczęli się zastanawiać nad jakimś postnym śniadaniem, właściciel austerii, w której się zatrzymali, poskrobawszy w drzwi, skoro tylko usłyszał zaproszenie do wejścia, zginając się w ukłonach, zbliżył się do pana Białeckiego i wręczył mu zalakowany list. A oczyma zlustrował dwa bardzo mocne skórzane wory mieszczące w sobie zawartość znacznej wagi, z samego wyglądu sądząc, stojące wpodle drzwi. Gdybyż to wiedział, że bez wątpienia są w nich złote luidory, życie naszych podróżnych mogłoby nie być warte i funta kłaków. Na szczęście jednakowoż nie był tego świadom.

Mikołaj złamał pieczęć z odciśniętym symbolem pięcioramiennej gwiazdy zamiast herbu, rozpostarł kartkę i przeczytał kilkanaście słów zaledwie:

Młodzieńcze, nasze drogi się rozchodzą. Nadal ucz się hiszpańskiego w miarę możności, a mnie nie szukaj. Pewnie kiedyś się jeszcze spotkamy… Czy w Paryżu?… Niekoniecznie… Sugeruję, byś uzupełnił wykształcenie w Salamance…

List nie był podpisany, lecz Mikołaj już na pierwszy rzut oka rozpoznał pismo markiza. Przez chwilę podumał, zamówił rybę z warzywami na parze, z odrobiną oliwy i nieco chleba opiekanego na węglach, iżby był chrupki, po czym rzekł do pana Zbyluta Bartusza, herbu Barszcz alias Wiewiórka.

Więc co, panie Bartuszu? Do Paryża?

– Jak panicz uważa, ja mam jedynie panicza strzec, ot co. Cyrograf na trzy lata podpisałem, co by was, paniczu pilnować i towarzystwa wam dotrzymywać. Umowa rzecz święta to raz, a dwa jakoś was polubiłem, chociaż nie od razu. Tylko widzę tu jeden problem. Pierwszy zapewne, potem przypuszczalnie wyniknie ich przy różnych sytuacjach więcej.

– Jakiż to problem?

– Nader prozaiczny, paniczu. Jakże się do tego Paryża mamy dostać? Per pedes9? Na dodatek z taką ilością złota?

No tak, więc co?

– Więc trzeba nam jakąś porządną karetę nabyć, ze sprytnie zamaskowaną skrytką. Ot co! A to zajmie pewnikiem kilka dni, bo i herb waszmości trzeba będzie na drzwiczkach wymalować, co by wiedziano, że szlachetnie urodzony karetą ową podróżuje, a nie mieszczuch jakiś lichy czy kupczyk.

Bartusz na chwilę zamilkł, a potem kontynuował:

– A tak w ogóle, paniczu Mikołaju, czy to mus jakiś, tak od razu do tego Paryża? Nie moglibyśmy i kawałka Italii obejrzeć?

– Ba! I nawet by trzeba! Wystarajcie się o mapy, to rzecz całą rozważymy. Może się zastanowimy nad jakąś trasą?

– Mapy są, pan markiz nas we wszystko zaopatrzył…

Nie minęło wiele chwil, a obaj pochylali się nad kartą Włoch.

– Jeśli by panicz pozwolił, nie uznając tego za zuchwałość z mojej strony, to ja bym taką podróż zaproponował: statkiem do Bari, pokłonić się św. Mikołajowi, patronowi panicza i o wstawiennictwo u tronu Bożego poprosić na resztę życia.

– Ale wenecjanie dowodzą, że tamte relikwie są fałszywe, a prawdziwe znajdują się tutaj, u nich, na Lido10, u benedyktynów. To przecie na Lido bliżej, do Bari zaś cała wyprawa!

– Hm… można pomodlić się i na Lido, ale Ojciec Święty, papież, za autentyczne uznał szczątki świętego przechowywane w Bari…

Niechże wam będzie. Płyniemy do Bari. Ze złotem w kufrach podróżnych. Nieroztropnie i niebezpiecznie. Ale inaczej się nie da. A potem?

A kto by się domyślił, co w tych kufrach jest?! Więc płyniemy do Bari i tam dopiero obstalowujemy karetę, kupujemy konie i ową karetą, etapami, jedziemy do Neapolu, stamtąd do Rzymu, Florencji, Pizy, Genui i Turynu. Z Turynu zaś przez Grenoble do Lyonu. Z Lyonu natomiast przez Nevers i Wersal do Paryża.

To do Paryża doturlamy się jesienią! Bój się pan Boga, panie Bartuszu!

– Nie popasając nigdzie zbyt długo, wymieniając konie w trasie, znajdziemy się tam szybciej, niż się paniczowi zdaje.

– A co będziemy robić, prócz podziwiania italskich widoków i zwiedzania tych miast starożytnych?

– Będziemy się uczyć fechtunku i gadać po francusku.

– Wszak wy, panie Bartuszu, po francusku ni w ząb!

– No właśnie. A przecież do Francji się udajemy…

– Zatem niechaj będzie tak, jak żeście obmyślili, waszmość.

* * *

Bari przywitało ich wspaniałą pogodą. Wszędzie rozkwitłe kwiaty i zioła wydzielały cudne aromaty. Słońce zaś ze wszystkiego wydobywało takie barwy, o takim nasyceniu, jakich nigdy nasi wędrowcy w dalekiej północnej krainie nie widzieli. Leciuchna słonawa bryza studziła im twarze, a gwar miasta tętniącego życiem, miły był ich uszom po dniach spędzonych na morzu, gdzie słychać było tylko skrzypienie więźby korabia, łopot żagli, pokrzykiwania marynarzy i plusk fal

=-=================-===============-=

Książkę w wersji papierowej można, klikając w poniższy link, kupić tu:

https://ksiegarnia-armoryka.pl/Cmentarz_Swietego_Medarda_Andrzej_Juliusz_Sarwa.html

===============================================

1Bavarèisa – słodki pobudzający napój przyrządzany z kawy, czekolady, śmietanki i syropu z cukru trzcinowego.

2Grecka bogini nieuchronności losu i przeznaczenia.

3Najstarsza część Wenecji – rynek i most tej samej nazwy.

4Moretta – wenecki kostium karnawałowy, który składał się wykwintnych sukien, ozdób, zwiewnych szali, welonów, małego kapelusika i okrągłej maski, której wewnętrzną wypustkę należało przytrzymywać zębami, tak aby maska nie spadła z twarzy, dlatego też, gdy osoba w ten sposób przebrana chciała wdać się z kimś w konwersację, musiała maskę zdjąć i pokazać twarz.

5Bardzo delikatna i wyborna cielęcina w sosie z tuńczyka, anchois, kaparów oraz jaj. Wykwintne danie znane już starożytnym Rzymianom.

6Wołowina al Barolo – wołowina duszona według specjalnego przepisu. Danie znane już starożytnym Rzymianom.

7Destylat z wytłoczyn winogron muszkatowych.

8Wino – biały, aromatyczny, słodki włoski muszkat.

9Per pedes – na piechotę (łac.).

10Lido – wenecka wyspa, która odgradza Lagunę Wenecką od otwartego morza.

„Powrót do korzeni”, a w aspekcie cywilizacyjnym dosłowny „powrót do korzonków”

„Powrót do korzeni”, a w aspekcie cywilizacyjnym dosłowny „powrót do korzonków”

Szlachetny dzikus zajada świerszcze

Ewa Polak-Pałkiewicz Od cywilizacji do wtórnego barbarzyństwa.

———————————

Nie wiem, czy ktoś bardziej lapidarnie ujął centralne zagadnienie współczesnego świata: jak otrząsnąć się z resztek ciążącej na nas cywilizacji łacińsko-chrześcijańskiej i zafundować sobie szczęśliwy powrót do przeszłości, niż Wiktor Woroszylski, wówczas jeden z czołowych „pryszczatych” (absolwent Instytutu Literatury im. Gorkiego w Moskwie), w tytule swojej książki, popularnej w latach 60. i 70. powieści dla nastolatków „I ty zostaniesz Indianinem”, którą umieszczono na liście lektur szkolnych.

Rzecz jasna w czasach komuny tego rodzaju beletrystyka miała inne zadania. Wobec nicości tzw. kultury marksistowskiej, degradacji kultury jako takiej oraz braku jakiejkolwiek wizji moralnego rozwoju człowieka, a także kompletnej nieobecności autorytetów podsuwała postacie bohaterów z innych, bardziej pierwotnych kultur. Indianie, a potem także inni „dzicy”, mieli być bezpiecznymi odpowiednikami rycerzy średniowiecznej Europy – średniowiecze było wyklęte jako epoka zabobonu i ciemnoty – i późniejszych wieków, rzecz jasna przewyższającymi ich męstwem, szlachetnością i inteligencją, czy też polskich bohaterów narodowych, o których w peerelowskich szkołach należało milczeć.

Dzikość, pierwotność, barbarzyństwo stopniowo także w kulturze Zachodu drugiej połowy XX w. zyskiwało prawo bytu. Było najpierw uznawane jako alternatywa dla konsumpcyjnego modelu życia, potem zaczęło budzić fascynację i rodzaj tęsknoty, by dziś sięgnąć po palmę pierwszeństwa.

Nowi humaniści uzdrawiają ludzkość

Nie ma co ukrywać, „powrót do korzeni”, a w aspekcie cywilizacyjnym dosłowny „powrót do korzonków” – przez niezbędny etap pośredni zjadania świerszczy i larw – nie jest żadną fantazją pomyleńców od zdrowej żywności i zaprzestania oddychania jako lekarstwa dla środowiska, ale ściśle („naukowo”) opracowanym programem „uzdrowienia ludzkości”. Biednej, ciężko chorej ludzkości, której 2 tys. lat temu przydarzył się nieszczęśliwy wypadek przyjęcia chrześcijaństwa i wraz z nim ekspansji na cały świat cywilizacji naukowo-technicznej.

Czas skończyć z tym horrorem. Walenie w bębny, ogniska, łuki, topory i święte drzewa to jeszcze nie ta upragniona meta. Człowiek w pozycji poziomej, przywarty do matki ziemi w poszukiwaniu jadła, obnażony, podobny do jednej z jej grudek, jest tym ideałem niedalekiej – w wizji nowych humanistów – przyszłości.
Żeby osiągnąć ten cel, nie wystarczy tylko wyłączyć światło i zabrać człowiekowi laptop. Trzeba go już dziś nie tylko edukować, lecz także trenować, przestawiać fizycznie na tory tej ścieżki „rozwoju”, która uczyni go bezapelacyjnie szczęśliwym. Zadbać o jego kubki smakowe, wypaczone i zepsute przez mięso, nabiał i pszenicę. Nauczyć go jedzenia larw, much i skorpionów, przyjaźni z wilkami i gadami. Jest w końcu jednym z nich.

Zakwestionowanie kultury

Niektórzy z nas czują się tymi pomysłami zszokowani, większość puka się w czoło. Ale, bądźmy szczerzy, czy nasza kultura – zwłaszcza najbardziej lansowane w ostatnich dziesięcioleciach jej dzieła, nagradzane, omawiane, wydawane w milionowych nakładach – nie dawała nam aż nazbyt czytelnych sygnałów, że coś się w niej nieodwracalnie zmienia?

„W przeszłości bohaterowie powieści i sztuk teatralnych wywodzili się zazwyczaj z warstw wyższych i odznaczali się pewną wrażliwością, w literaturze zaś respektowane były zasady przyzwoitości. W przeciwieństwie do tego obecnie normą stało się przedstawianie losów postaci cechujących się prostactwem moralnym i odrażającymi nawykami. Pisarze dostosowują się do tych standardów, ponieważ nie znają wyższych, podobnie jak łobuz dokucza, bo nie wie, jak się przypodobać, ale nie jest to wyłącznie ich wina. Gdyby którykolwiek spróbował wprowadzić do swej twórczości postacie kierujące się wzniosłymi pobudkami, zostałby bezlitośnie wyśmiany przez odbiorców, dla których jedynym znanym sposobem wyrażania osądu są trywialne i grubiańskie komentarze” – podsumowuje angielski historyk i pisarz Henry J.A. Sire.

Czyż nie to samo dzieje się w edukacji, gdzie ekranizacje, komiksy, streszczenia wypierają oryginały, lista dzieł klasyki literackiej topnieje w oczach, literatura piękna eliminowana jest na rzecz głupawej felietonistyki i w zasadzie cała nauka ogranicza się do kursów, które jeszcze niedawno uważano by za obrazę dla inteligencji?

Trudno przeoczyć, w jaki sposób ewoluują język angielski i inne języki europejskie. Jaką uciechę sprawiają ludziom posługującym się nimi błędy ortograficzne i gramatyczne, zniekształcenia słów, prymitywne kalambury. W jaki sposób z naszego języka wypierane są formy grzecznościowe i zwroty kurtuazyjne (na rzecz okrzyków kojarzących się z kulturą sołdatów, w rodzaju „Siema!”). A zarazem nieustannie podkreśla się wyższość naszego wieku, naszej kultury, traktując z pogardą dokonania minionych epok i dawnych mistrzów. Mogą być one co najwyżej ornamentem albo przykładem staroświeckiej przebrzmiałej mody. Nie dostrzega się już niemal żadnej ich wartości dla cywilizacji.

Od cywilizacji do wtórnego barbarzyństwa

Wobec historii cywilizacji chrześcijańskiej prowadzona jest konsekwentnie w mediach i na wyższych uczelniach, od wielu dziesięcioleci, pedagogika wstydu. Ten proces w ciągu ostatnich lat przyspiesza gwałtownie. „Pięćdziesiąt lat temu większość ludzi skłonna była przynajmniej uznać, że cywilizacja jest czymś lepszym niż barbarzyństwo – zaznacza Henry J.A. Sire. – Obecnie jesteśmy świadkami nieustannego oczerniania cywilizacji i gloryfikowania stanu dzikości. Krytyka ta dotyczy niemal wszystkiego: okresu świetności Cesarstwa Rzymskiego, kolonizacji prowadzonej przez mocarstwa europejskie, a nawet wyparcia ludów myśliwskich przez miasta kultury neolitycznej i epoki brązu. Intelektualiści akceptują idealizację prymitywnych społeczeństw, niczym chór stalinowskich profesorów dostosowujących się do linii partii” – dodaje.

Cóż, larwa i chrząszcz na talerzu w sosie własnym, lansowane przez misjonarzy nowej ery ludzkości wyzwolonej z okowów cywilizacji jako ekstrakt zdrowia i gwarancja przetrwania naszej planety – to tylko skromna wisienka na torcie wieloletnich zasług w zakresie przewracania nam w głowach przez „nową lepszą kulturę”, pozbawioną wszelkich kompleksów wobec dokonań naszych przodków. „Powinniśmy przygotować się na następny etap postępu, w którym inteligencja otwarcie głosi, że jest niecywilizowana i dumna z tego faktu” – pisał Henry J.A. Sire w 2015 r.

Wszystko wskazuje na to, że okres przygotowań już się zakończył. Prezydent miasta Warszawy, właściciel paru dyplomów, wyedukowany na europejskich uczelniach, właśnie nam to ogłosił.