Francja zakazała lotów krótkodystansowych. Polecą jedynie prywatne odrzutowce. Égalité !!

Francja zakazała lotów krótkodystansowych. Polecą jedynie prywatne odrzutowce

zakaz-krotkich-lotow-we-francji-nie-obejmuje

Francja oficjalnie ustanowiła zakaz lotów na „krótkich dystansach”. Tam, gdzie obywatel może dotrzeć w 2,5 godziny pociągiem, nie może lecieć samolotem. Zakaz nie obejmuje prywatnych odrzutowców.

=================================

[Poniżej jest jeszcze duuużo zdań. Ale nie warto cytować ani czytać. Przecież wszystko zawiera się w powyższym zdaniu..

Jedyny komentarz: „elity” to gówno, śmieć diabelski. MD]

Nauczyciel matematyki wykluczony dożywotnio z zawodu za nazywanie dziewczynki dziewczynką.„Dobra robota dziewczyny”.

Nauczyciel matematyki wykluczony z zawodu za nazywanie dziewczynki dziewczynką.

gloria.tv/post

Joshua Sutcliffe, lat 33, nauczyciel matematyki w Szkole Cherwell (państwowej szkole średniej w Oksfordzie, Anglia), został dożywotnio pozbawiony prawa do wykonywania zawodu po tym, jak nazwał dziewczynkę dziewczynką.

W 2017 Sutcliffe zwrócił się do grupy dziewcząt słowami „świetna robota dziewczyny”, przy czym nie zauważył, że jedna z nich pozuje na „chłopaka”. Nauczyciel przeprosił, ale mimo to zawieszono go w obowiązkach. Sutcliffe wniósł pozew do sądu.

Agencja Regulacji Edukacji doszła do wniosku – „to bardziej niż prawdopodobne”, że nauczyciel już wcześniej dwukrotnie odnosił się do dziewczyny, korzystając z zaimków żeńskich, czemu sam zaprzecza.

Sutcliffe powiedział na łamach Telegraph.co.uk (22 maja), że „forsowanie zamętu gender w klasach szkolnych to wyrządzanie szkody psychicznej dzieciom”. W każdym razie angielskie gejstapo nie przewiduje, żeby ludzie mieli swoje zdanie w tym temacie.
———————-

Uwaga:

Doszukiwanie się normalności w świecie zarządzanym przez szatana jest jak nazywanie pana Mengele doktorem.

Pijany Ukrainiec z zakazem prowadzenia pojazdów. Pędził autem przez Krupówki, turyści uciekali w popłochu.

Pijany Ukrainiec z zakazem prowadzenia pojazdów:

Pędził autem przez Krupówki, turyści uciekali w popłochu.

23.05.2023 .tvp.info-pedzil-autem-przez-krupowki-turysci-uciekali-w-poplochu

26-latek z Ukrainy jechał rozpędzonym samochodem po Krupówkach, zmuszając przechodniów do ucieczki. Na szczęście nikogo nie potrącił. Nie reagował na próby zatrzymania go przez policję.

Asp. sztab. Roman Wieczorek, rzecznik tatrzańskiej policji, poinformował, że pirata drogowego funkcjonariusze zauważyli na skrzyżowaniu ul. Kościuszki i Alei 3 maja w Zakopanem. Czerwony Renault Scenic na krakowskich numerach pędził między pojazdami stojącymi w zatorze drogowym. Zmierzał w stronę ul. Zaruskiego. 

– Przejeżdżając przez ul. Krupówki sprawił, że wielu pieszych musiało uciekać. Po chwili zawrócił, a sytuacja na Krupówkach powtórzyła się – wyjaśnił policjant. 
 Pobrano krew do badań 
Funkcjonariusze podjęli próbę zatrzymania. Ale kierowca nie reagował i z dużą prędkością ponownie przejechał przez skrzyżowanie ul. Kościuszki, tym razem kierując się w stronę ul. Nowotarskiej. Po krótkim pościgu radiowóz zablokował drogę piratowi drogowemu tuż przed rondem. Kierowca i pasażer zostali zatrzymani. 
– Zachowanie kierowcy sugerowało, że jest pod wpływem alkoholu lub narkotyków, więc pobrano mu krew do dalszych badań. Okazało się, że 26-latek z Ukrainy niemający stałego miejsca zamieszkania ma obowiązujący zakaz prowadzenia wszelkich pojazdów mechanicznych – informuje policjant. 
Kierowca został tymczasowo aresztowany na trzy miesiące. Grozi mu kara pozbawienia wolności od trzech miesięcy do pięciu lat. 

Alkohol z Ukrainy, ale „niewiadomego pochodzenia” zalewa Polskę. Gorzelnie nie pracują, nadchodzi fala bankructw. Przywóz tego spirytusu – też z Mołdawii.

Alkohol z Ukrainy, ale „niewiadomego pochodzenia” zalewa Polskę. Gorzelnie nie pracują, nadchodzi fala bankructw. Przywóz tego spirytusu z Mołdawii.

Też: Alkohol spoza Unii Europejskie (Brazylia, Chile, Pakistan), wchodzący do Europy przez Rotterdam został wprowadzony do Polski

23.05.2023 alkohol-niewiadomego-pochodzenia-zalewa

Wiele polskich gorzelni zaprzestało swojej pracy w związku z wprowadzaniem do Polski ukraińskiego alkoholu etylowego „z bliżej nieoznaczonych kierunków” – poinformował prezes Związku Gorzelni Polskich Łukasz Karmowski podczas obrad zespołu parlamentarnego ws. niekontrolowanego importu artykułów rolno-spożywczych z Ukrainy.

Szef ZGP postulował przede wszystkim ochronę Polski przed dalszym, niekontrolowanym importem m.in. zbóż oraz jak najszybsze wprowadzenie standardu E10 w produkcji benzyn z wykorzystaniem alkoholu etylowego.

Sytuacja wygląda dramatycznie w tej chwili. Wiele gorzelni zaprzestało swojej pracy. Zauważyliśmy, że zaczęła się to dziać od grudnia ubiegłego roku, dramatycznie definitywnie, a tak naprawdę produkcja stanęła w styczniu– poinformował prezes Karmowski podczas obrad zespołu parlamentarnego.

Według niego i obserwacji jego związku wynika, że związane jest to z wprowadzaniem do Polski alkoholu etylowego „z bliżej nieoznaczonych kierunków”.

Etanol spoza UE

Mamy też sygnały, że alkohol etylowy pochodzący spoza Unii Europejskie (Brazylia, Chile, Pakistan), wchodzący do Europy przez Rotterdam został wprowadzony do Polski, jako alkohol etylowy ukraiński lub też wyprodukowany w oparciu o surowce ukraińskie– dodał Karmowski.

Karmowski wyraził przypuszczenie, że to z kolei jest związane z tym, że obowiązujące „skomplikowane uwarunkowania umożliwiające stosowanie alkoholu etylowego w benzynach, jako biokomponentu, wymagają przechodzenia certyfikacji, udowodniania pochodzenia i tzw. świadectw poświadczenia”. „Myślę, że ta luka została już wykorzystana i stąd też nasza branża w tak krótkim czasie po prostu została zatkana” – ocenił.

Bankructwa polskich gorzelni

Karmowski podał też ceny tak sprowadzanego alkoholu do benzyn. „Mamy informacje, że ten alkohol etylowy kosztował 1,50 zł, natomiast na ówczesny moment, przy tamtejszych cenach surowców zbóż, to była cena w Polsce około 5 zł” – poinformował.

Tymczasem w Polsce, przy tak ogromnych różnicach cen, „wiele gorzelni bankrutuje. Ci którzy podjęli wysiłki modernizacyjne, zmierzające w kierunku tym, że jednak zazieleniamy nasze paliwa, mając nadzieję na to, że będziemy w ten sposób zużywali również biomasę” – powiedział.

Przypomniał, że w Polsce wykorzystywane są w do tego celu różne składniki, takie, jak między innymi kukurydza.

Szczególnie mniejsze gorzelnie często współpracują z rolnikami i zużywają te surowce niepełnowartościowe, które na rynku mają niską wartość, a gorzelnie są w stanie przerobić je na pełnowartościowy alkohol, który może być stosowany do benzyn, jako dodatek do biokomponentów – wyjaśnił.

Standard E10 ratunkiem dla branży?

Prezes ZGP podkreślił, że alkohol etylowy jest wymaganym dodatkiem do benzyn ze względu na zwiększenie liczby oktanowej, a także jako nośnik tlenu. „On zastąpił swego czasu tlenek ołowiu, który występował w benzynach” – dodał.

Zapewniał, że zużycie w tym celu w Polsce takich surowców jest całkowicie zgodne z normami technologicznymi i mogłoby być w tej chwili większe o co najmniej o kilkaset tysięcy ton, w tym przede wszystkim zbóż. Sprecyzował, że zastosowanie standardu E10 pozwoliłoby nam zwiększyć zużycie alkoholu etylowego do benzyn o ok. 200 tys. ton. „Także moglibyśmy w całości, stosując ten standard, zużywać ok. 1 mln 800 tys. ton zbóż na cele energetyczne” – podliczył.

Prezes Karmowski przekonywał, że ten kierunek zagospodarowania zbóż byłby optymalny, bo „ten surowiec trzeba zacząć zużywać”, zamiast magazynować i budować kolejne magazyny. „Jeżeli nie możemy go wyeksportować, bo mamy ograniczone moce wywozowe z Polski, to trzeba go zacząć zużywać na cele niekonsumpcyjne. Jednym z kierunków jest alkohol etylowy w benzynach. Pojawiają się również głosy – i takie rzeczy też się dzieją – że te surowce o niższej wartości są wprost spalane do produkcji energii elektrycznej. Tak spala się zrębki, tak spala się słomę i można również spalać zboże” – zauważył. Przyznał, że dla niektórych jest to nieakceptowalne, jednak przekonywał, że „ze względu na ratowanie rynku są to kierunki, które ekonomicznie mogą być uzasadnione”.

Karmowski poinformował, że po wprowadzeniu rozporządzenia ministra rozwoju i technologii z 15 kwietnia br. w sprawie zakazu przywozu z Ukrainy produktów rolnych na terytorium Polski, „niektóre przedsiębiorstwa zaczęły myśleć o tym, żeby ten surowiec, który znajdował się na Ukrainie, sprowadzić przez inne kraje, między innymi takim krajem jest Mołdawia”.

„I wiemy już, że jeden z dużych graczy na rynku polskim, nie tylko na rynku paliw, bo on jest akurat na rynku konsumpcyjnym, planuje przywóz tego spirytusu z Mołdawii. A wiemy, że chyba tam takie porozumienie nie jest trudno zrobić, bo nie jest trudno zrobić spirytus ukraiński mołdawskim, więc dokumenty będą się zgadzały” – powiedział.

Jak najszybsze wprowadzenie standardu E-10 to konieczność

Prezes Karmowski przedstawił też postulaty Związku Gorzelni Polskich, w tym dotyczący jak najszybszego wprowadzenia standardu E-10 do produkcji benzyn przy wykorzystywaniu alkoholu etylowego, „żeby dogonić i zrównać się z innymi państwami w Europie, a jednocześnie zwiększyć zużycie zbóż przerobionych na alkohol etylowy i zużytych na cele energetyczne. W ten sposób nie będziemy destabilizowali rynku konsumpcyjnego” – zapewniał.

Podkreślił jednocześnie, że warunkiem jest, aby „surowiec zużywany do produkcji alkoholu etylowego pochodził z terenów Rzeczypospolitej Polskiej”. „Bo samo zachęcenie do dodawania większej ilości alkoholu do benzyn, nie gwarantuje, że zdejmiemy surowce z rynku polskiego. Bo bardzo szybko mogą się pojawić inne kierunki dostaw i standard E10 zostanie wypełniony, natomiast jeżeli nie będzie zabezpieczeń, to tak naprawdę będziemy go zużywali, natomiast rynek zbóż pozostanie nieruszony” – wyjaśnił.

Przypomniał, że jego branża od 20 lat lat „walczy” o wprowadzenia standardu E10, czyli paliwa o największej zawartości alkoholu (10 proc.).

Więc to, że teraz słyszymy deklaracje, że może ten standard być, nie jest dla nas rozwiązaniem, ani deklaracją pewną. Historycznie to biorąc, to takie deklaracje się pojawiały, natomiast znajdowały się zawsze jakieś inne rzeczy, powiedziałbym moce, których nie do końca daje się określić, które powodowały, że to nie zostało wdrożone – powiedział.

W podsumowaniu, Karmowski podkreślił, jak ważny sektor gospodarczy w Polsce reprezentuje Związek Gorzelni Polskich. „Na rynku gorzelni, które nie miały długofalowych kontraktów, a jest to rynek nie tylko alkoholu etylowego przeznaczonego do benzyn, bo jest to również rynek konsumpcyjny, jest to również rynek techniczny, farmaceutyczny, (a więc – dop.red.) rozpuszczalniki, rozcieńczalniki, farba, chemia. To są bardzo znaczne sektory, i to wszystko jest unieruchomione po stronie gorzelni w tej chwili. My nie pracujemy w tej chwili” – alarmował Łukasz Karmowski.

PRL-owski gołąbek pokoju i kamień z Kobylej Głowy. – Ale Polska? Czy też już przebaczyła?

PRL-owski gołąbek pokoju i kamień z Kobylej Głowy.

Na prośbę sekretarza redakcji „Gazety Polskiej”. Tekst nie został dopuszczony do druku.

Ale Polska? Czy też już przebaczyła?

Jerzy Przystawa 3.02.2010 dakowski.pl/archiwum

Komentarz: TVP1 pokazała w poniedziałek 1 lutego 2010 film dokumentalny pt. „Towarzysz generał”, autorstwa Grzegorza Brauna i Roberta Kaczmarka. Film przedstawia drogę życiową Wojciecha Jaruzelskiego. Po filmie odbyła się dyskusja prowadzona przez red. Rafała Ziemkiewicza, z udziałem publicystów Jacka Żakowskiego, Wojciecha Mazowieckiego, Piotra Zaręby i Łukasza Warzechy.

Jako mój głos w dyskusji przedstawiam artykuł napisany 12 października 1994 na prośbę sekretarza redakcji „Gazety Polskiej”. Tekst nie został dopuszczony do druku.

==================================

We wtorek 11 października 1994, ok. godziny 16-tej, w księgarni na Placu Legionów we Wrocławiu zdarzyło się coś, co bulwersowało opinię publiczną przez kilka dni. Stanisław Helski, 65-letni rencista-rolnik, uderzył Wojciecha Jaruzelskiego kamieniem w twarz. Działo się to, gdy gen. Jaruzelski promował swoją najnowszą książkę i rozdawał autografy. Środki masowego przekazu doniosły, że Helski uderzył Jaruzelskiego cegłą, ale nie była to żadna cegła, tylko symboliczny kamień z jego pola, który przywiózł specjalnie, ukryty w „pederastce”. Naturalnie, oficerowie BOR ochraniający Generała, błyskawicznie obezwładnili rencistę, który nie próbował ani się bronić, ani uciekać, obdzielając go przy okazji kolorowymi wyzwiskami typu „gnoju, świnio, bydlaku, zdechniesz na śmietniku” itp.

Poszkodowanego Generała bezzwłocznie odwieziono do szpitala, jak się wydaje obrażenia nie były zbyt poważne. Natychmiast też, jak prawdziwy gołąbek pokoju i przykładny „katolik”, Generał wielkodusznie wybaczył ten okropny czyn swojemu napastnikowi, który „nie wiedział, co czyni”. Napastnik, niestety, nie wykazał podobnie chrześcijańskiego ducha – ani miłosierdzia, ani skruchy – i wręcz oświadczył, że przebaczać nie ma zamiaru. Noc spędził w areszcie, oczekuje go proces karny na podstawie art. 156 kk, zagrożony karą od 6 miesięcy do 5 lat więzienia. Wielkoduszność Generała nie zrobiła na nim najmniejszego wrażenia. Odpowiadał, że w moralności chrześcijańskiej (jeśli Generał Jaruzelski chce pozować na chrześcijanina) istnieje wymóg zadośćuczynienia. Gdyby Generał zamiast „przebaczania” był gotów zadośćuczynić za wyrządzone zło, wówczas byłby gotów rozważyć zmianę swego stanowiska.

Nie ma potrzeby przedstawiać ofiary tego incydentu, Generała Jaruzelskiego, aczkolwiek gdy rozjeżdża po Polsce rządową limuzyną pod ochroną BOR, zbiera honoraria za swoje książki i rozdaje autografy, uśmiechając się kordialnie zza ciemnych okularów do ludzi o krótkiej pamięci – warto przypomnieć, że to ten sam człowiek, który 24 lata wcześniej kazał strzelać do bezbronnych robotników udających się do pracy w Gdańsku, a 11 lat później wysłał czołgi na ulice przeciwko swojemu narodowi.

„Są w Ojczyźnie rachunki krzywd”, które w żadne sposób nie zostały wyrównane. Nie ulega wątpliwości, że wielkoduszny Generał już dawno przebaczył matkom, których synowie zostali zabici w wyniku jego rozkazów, a także wybaczył Polsce za wiele cierpień, które jej przysporzył podczas swego długiego panowania. Ale Polska? Czy też już przebaczyła? Czy już zgodziła się przekazać wszystko “historii” lub puścić w niepamięć? Gdy wciąż żyje jeszcze mnóstwo ludzi, którzy bezpośrednio doświadczyli „dobrotliwości” i miłosierdzia Generała?

Kim jest wrocławski napastnik i jaki zły los, kazał mu podnieść kamień z jego pola, jechać do dalekiego Wrocławia, napadać na tak życzliwie usposobionego Generała i jeszcze krzyczeć „nie wybaczam!”?

Stanisław Helski, chłop z chłopów Zamojszczyzny, to człowiek twardy i dumny. Bo trzeba być twardym i dumnym, żeby w wieku 15 lat pójść do lasu i dołączyć do partyzantów, trzeba być twardym i dumnym, żeby uciec z pociągu wiozącym go do Majdanka. Trzeba być twardym i dumnym, żeby odkupić od PGR ziemię nieuprawianą przez 15 lat, ze zrujnowanymi zabudowaniami i zamienić to wszystko, w ciągu kilku lat w kwitnące gospodarstwo. Stanisław Helski sam jeden był w stanie hodować stado 250 byczków – ok.60 ton wyśmienitej wołowiny, wystarczającej do miesięcznego pokrycia kartkowego zapotrzebowania miasta średniej wielkości! 60 kwintali pszenicy, jaką z jednego hektara zbierał Helski to było dwa razy tyle, ile wynosiła średnia krajowa! Helski był nie tylko chłopem twardym i dumnym, który nie dawał łapówek, ale też nie zginał karku przed sekretarzami i naczelnikami. Był świetnym gospodarzem i do niego zjeżdżały pielgrzymki rolników z całej Polski, aby zobaczyć, jak on to robi? Skąd czerpał siłę i upór, żeby to wszystko robić w panującej wówczas atmosferze nieustannych szykan, wygarbowanych na plecach każdego polskiego chłopa, w codziennej szarpaninie o sznurek do snopowiązałki, o każdy kilogram nawozu itd., itp.?

Ale Stanisław Helski miał dość szykan i handryczenia się ze skorumpowanymi urzędnikami. Gdy stoczniowcy Gdańska rozpoczęli strajk, „ruszył w Polskę” i zawiązał Niezależny Samorządny Związek Zawodowy Rolników Województwa Wałbrzyskiego. Razem z takim chłopami jak bracia Bartoszcze, Stanisław Janisz utworzył organizację pod nazwą „Solidarność Chłopska” i został członkiem Krajowego Komitetu Koordynacyjnego Chłopskich Związków Zawodowych. Gdy Generał Jaruzelski odmówił zgody na ich zarejestrowanie zorganizował w lutym 1981 głodówkę chłopów w kościele p.w. Świętego Jakuba w Świdnicy. Do momentu ogłoszenia Stanu Wojennego z pasją usiłował zorganizować opór ludowy.

Dzisiaj Generał Jaruzelski publicznie „przebacza”, ale pod osłoną Stanu Wojennego inaczej próbował złamać upartego chłopa: w maju 1982, gdy Helski przygotowywał swoje pola pod uprawę rzepaku, wysłał tam batalion 14 traktorów, pod osłoną milicji, aby przymusowo zasiać tam… jęczmień! Było to w Sudetach, gdzie według słów pisarza Józefa Kuśmierka, jest więcej ziemi leżącej odłogiem, niż ziemi uprawnej w całej Norwegii! I z tych tysięcy hektarów leżących odłogiem Generał nakazuje przymusowo zagospodarować tych kilkanaście hektarów Helskiego! I, naturalnie, na jego koszt, ponieważ razem z milicją przybył i prokurator, który nakazał natychmiast zająć i zlicytować sprzęt i maszyny Helskiego, w tym budzący zawiść sąsiadów nowoczesny traktor. Trzeba było zapewnić, że Helski już nie będzie miał środków na prowadzenie swojej destrukcyjnej działalności.

Jak na tę napaść zareagował chłop? No cóż, wziął bronę i tą broną wybronował dopiero co zasiany jęczmień. Jak zareagował Generał? Starego Helskiego do więzienia, a młodego do wojska! „Żegnajcie pola i chaty, skazany chłop poszedł w sołdaty” – pisze na ścianie swego domu Robert Helski, a „tajemnicze ręce”, nocą, próbują ten napis zamalować.

W więzieniu, Stanisław Helski, ciężko pobity pałkami przez strażników, traci zęby i zdrowie. Odwożą go do więziennego szpitala, tam zamieniają mu więzienie na internowanie. Toczy się absurdalny proces karny, w którym sprawa trzykrotnie trafia na wokandę Sądu Najwyższego. Sąd Najwyższy, podobnie jak Generał Jaruzelski, „wybacza” niedobremu chłopu i dwukrotnie zarządza amnestię! Ta amnestia jest po to, żeby Helski nie mógł dochodzić swoich strat przed sądem cywilnym.

Do końca 1987 roku zawzięty i niewybaczający chłop toczy walkę z sądami Generała Jaruzelskiego, domagając się unieważnienia nakazu administracyjnego obsiania jego pola jako niezgodnego z prawem. Niestety, jak to sam głośno stwierdza przed Naczelnym Sądem Administracyjnym w Warszawie „klucze z Moskwy jeszcze nie nadeszły”. Przepracowany batalion sędziów i prokuratorów (w sprawie Helskiego wyrokowało ok. 40 sędziów!) został wplątany w poszukiwanie formuły prawnej sankcjonującej oczywiste bezprawie. Helski apeluje do Rzecznika Praw Obywatelskich, apeluje do Sejmu: domaga się postawienia Generała Jaruzelskiego przed Trybunałem Stanu!

A Generał wielkodusznie wybacza! On tylko oczekuje, że Helski z rodziną, chodząc po pustych polach i zrujnowanym gospodarstwie uzna w końcu jego dobroć i wielkoduszność!

Dwa lata wcześniej, w tej samej księgarni, Chłop i Generał stanęli po raz pierwszy twarzą w twarz. Generał, podobnie jak feralnego wtorku, podpisywał książkę i rozdawał autografy. Stanisław Helski podszedł do stołu. „A gdzie książka?” – zapytał uśmiechnięty Generał. “Nie stać mnie na książki, od kiedy mnie pan zrujnował” – padła mało dyplomatyczna odpowiedź. Generał potraktował ją jako żart: „Ach, nie szkodzi, oto prezent dla pana” i ręka zamachnęła się do podpisu. „Pański podpis nie jest mi dzisiaj potrzebny. Potrzebowałem go w 1982 roku. Dzisiaj ja panu przyniosłem coś z moim podpisem”. I wręczył zdumionemu Generałowie petycję do Sejmu, datowaną w 1986 roku, domagającą się postawienia Jaruzelskiego przed Trybunałem Stanu.

Minęły dwa lata. Generał nie znalazł czasu, żeby odpowiedzieć na oskarżenia chłopa, którego zrujnował i zniszczył, sprowadzając jego rodzinę do skrajnego ubóstwa. Cóż by to było, gdyby Jaruzelski nagle zaczął odpisywać tym wszystkim Polakom, którzy czynią go odpowiedzialnym za ich parszywy los? Czy miałby wówczas czas na „wieczory autorskie”, „promocje” i odgrywanie roli „Europejczyka”? To znacznie łatwiej i wygodniej WYBACZYĆ wszystkim, a samemu zająć się fałszowaniem historii, na której sąd można się spokojnie oddać.

Stanisław Helski nie ma zaufania do werdyktu historii tworzonej przez Generała Jaruzelskiego. Tylko wtedy, gdy już wyczerpał WSZELKIE MOŻLIWE DROGI PRAWNE, postanowił w tak dramatyczny sposób zaprotestować przeciwko demonstracji cynizmu i pogardy dla milionów Polaków, jaką okazuje człowiek, na którego rękach jest krew wielu ludzi oraz ruina i bieda tysięcy.

Kamień z Kobylej Głowy miał tylko uzmysłowić Generałowi, że nie wszyscy Polacy już o wszystkim zapomnieli, że jest jeszcze wiele rzeczy, o których pamiętają, a o których Wojciech Jaruzelski dawno zapomniał w swoich książkach.

Wrocław, 2 lutego 2010

Kamieni z pola by brakło, aby ich wszystkich rozliczyć. Dziesięciolecia walki Stanisława Helskiego. Film.

Kamieni z pola by brakło, aby ich wszystkich rozliczyć. Dziesięciolecia walki Stanisława Helskiego. Film.

Jakub Maciejewski  kamieni-z-pola-by-braklo-aby-ich-wszystkich-rozliczyc

Każdy uczciwy człowiek w Polsceu ma coś ze Stanisława Helskiego: ten gniew, tę bezsilność, tę swoją osobistą drogę do godności, szczęścia i dobrobytu.

 Aż do dziś nie wiedzieliśmy, jak jego ofiara była szykanowana. Córka Jaruzelskiego odmówiła komentarza

Trudno się pozbierać, po prapremierze filmu „Stanisław Helski. Dlatego” w reżyserii Michała Torza, która to premiera miała miejsce na IPN-owskim Kongresie Pamięci Narodowej, zorganizowanym w dniach 14-16 kwietnia w Warszawie. Dokument opowiada o Stanisławie Helskim, o którym cała Polska usłyszała jesienią 1994 roku, gdy ten rolnik ze Śląska na spotkaniu autorskim Wojciecha Jaruzelskiego, uderzył komunistycznego dyktatora kamieniem w twarz.

Cios kamieniem w głowę

Generał trafił do szpitala, miał pęknięty oczodół, nawet jedno oko nieco przesunięte, choć jego życiu nie zagrażało niebezpieczeństwo. W późniejszym wywiadzie PRLowski mundurowy wspaniałomyślnie orzekł, że nie chce kary dla Helskiego, bo kara miałaby mieć charakter dydaktyczny a rolnik miał skruchy nie wyrażać. Mężczyzna ostatecznie został skazany na 2 lata więzienia w zawieszeniu na trzy lata. Jaruzelski na sławetnym spotkaniu reklamował swoją książkę, pełną niesamowitych kłamstw, manipulacji i tradycyjnego dla oficjeli russkiego mira użalania się nad swoją trudną sytuacją i całe to wydanie nosiło tytuł: „Stan wojenny – dlaczego?”. Film o Helskim zatytułowany jest więc „Dlatego”. Wymowne.

Już wtedy medialna machina III RP próbowała z Helskiego zrobić szaleńca, nawet istniały zamiary zamknięcia go w szpitalu psychiatrycznym, rodem ze starych sowieckich praktyk „schizofrenii bezobjawowej”. Nawet dzisiaj jednak mężczyzna może wydawać się przynajmniej dziwakiem albo barbarzyńcą, bo uderzenie siedemdziesięciolatka kamieniem w głowę za szczyt savoir vivre’u nie może uchodzić. I oto autorzy filmu dokumentalnego idą śladami Helskiego, rozmawiają z jego rodziną, synem, przyjaciółmi, wnuczkami, docierają do dokumentów z IPN, materiałów prasowych i telewizyjnych, by odważnie, nonkonformistycznie i nieszablonowo nakreślić portret rolnika z Kobylej Głowy.

Polski gospodarz z opozycyjnym rodowodem

Rocznik 1929, działał w Batalionach Chłopskich, był więźniem Majdanka, później zmuszony do służby w „ludowym” Wojsku Polskim, studiował prawo we Wrocławiu. Helski kreślony przez Torza i współproducentów filmu wygląda na idealnego chłopa polskiego z końca XIX wieku – obrotny, przedsiębiorczy, nieustannie modernizujący swoje gospodarstwo, będący lokalnym liderem, czytającym i nowinki techniczne i literaturę, zapuszczający bardzo głęboko w polskiej, uprawianej przez siebie ziemi.

Zamachowiec na Jaruzelskiego nie jest tu człowiekiem znikąd, nie jest szaleńcem, jest – nie ma tu cienia przesady – „solą ziemi”. Widać to po synu i po wnuczkach, elokwentnie, czasami zadziornie, ale z oddaniem opowiadają o dziadku Stanisławie, jego pasji do polityki, rolnictwa, wolności i polskości. Helski wyrasta więc na dobrego gospodarza ale przecież w PRL-owskim kontekście – bez ostatecznej własności, z nieuczciwymi decyzjami władz partyjnych, złym gospodarowaniem w publicznym zarządzaniu. J

eden z przyjaciół Stanisława opowiada, że nie znali oni innego życia, ale wiedzieli, wyczuwali, że tak żyć jak komuna proponuje – nie chcą. W 1980 roku wybiło to wielką Solidarnością, do której przystąpił i Helski, stając się spiritus movens lokalnej aktywności opozycyjnej. Dwukrotnie podejmował głodówkę, by zatwierdzono Solidarność Rolników Indywidualnych. Jeździł on do Warszawy, do Poznania, do Wrocławia – wiecznie upominając się o samorządowość dla swoich ludzi. Udało się, choć – jak mówi polska historia – nie na długo.

Junta Jaruzela

Zdecydowanie Helskiemu późniejsze słodkie wyjaśnienia Jaruzelskiego musiały wydawać się szczególnie obłudne. Gospodarz z Kobylej Głowy był szykanowany wielopoziomowo, intensywnie, przebiegle. Oskarżono go o niegospodarność i zaorano jego ziemię. Postawiono przed sądem, zlicytowany jego ruchomy majątek a konserwator zabytków uznał jego dom za wyjątkową architekturę, przez co nie można było dokonać bez specjalnych zezwoleń nawet drobnych przebudów czy remontów. Na tym jednak gnębienie się nie skończyło – państwo Helscy zaczęli chorować, brakowało pieniędzy na lekarstwa a jedynego żywiciela rodziny – syna Roberta – wbrew prawu wcielono do wojska. Bez pracy, bez możliwości zarabiania, bez syna, z chorobami, bez majątku Helscy zaczęli odczuwać biedę. Gospodarz wymalował więc na fasadzie swojego domu napis:

„Żegnajcie pola i chaty,

zabrali syna w sołdaty”

Na ekranie widzimy jak z tamtej dumnej manifestacji pozostały dzisiaj szczątki liter. Helski angażuje się w działalność Solidarności Walczącej, pomaga rodzinom represjonowanych. On jednak i jego rodzina organizacyjnie, finansowo i zdrowotnie zostali jednak złamani na zawsze. Nawet amnestia Jaruzelskiego okazała się dla Helskiego problemem – gdy już miał szansę wygrać proces, okazało się, że wszystko decyzją Warszawy zostało anulowane, a więc rolnik nie miał prawa nawet do odszkodowania.

Znikąd nie było nadziei, rok 1989 także jej nie przyniósł.

Obłudna III RP

Ci ludzie zaczęli mówić innym językiem-wspomina jeden z przyjaciół Helskiego, z którym jeździli razem do Warszawy, do działaczy antykomunistycznego podziemia, którzy wówczas byli już posłami, senatorami. Niesamowicie gorzko odmalowane są te lata III RP, za którą tak tęskni dziś część Polaków. Helski pisał w swoich sprawach liczne odwołania, domagał się sądu, odszkodowania, sprawiedliwości, na jednym ze spotkań z Jaruzelskim powiedział mu o tym wprost – bez jakiejkolwiek reakcji.

Osamotnienie, bieda, niesprawiedliwość przy rosnących fortunach dawnej SB-ecji to cierpka lekcja demokracji w wydaniu „Okrągłego Stołu”.

I wtedy pojawia się w tej opowieści „Kamień z pola”. Helski wziął go najpierw dlatego, by położyć go przed generałem na stole jako gest oburzenia i demonstracji, że jego własna ziemia została reżimem Jaruzelskiego skażona. Ale na spotkaniu, na tych lepkich kłamstewkach byłego dyktatora myśl Helskiego uniosła się bardziej. „Oni nic nie zrozumieją” – tłumaczył później. Stanął cierpliwie w kolejce po autograf, ale zamiast prośby o podpis dał odpowiedź na tytułowe pytanie „Stan wojenny – dlaczego?”.

Kamienie z pola

Na tych wątkach opowieść o Helskim się nie kończy. W filmie występuje m.in. …Jacek Kurski, który wówczas zaprosił do studia telewizyjnego i Helskiego, i Jerzego Urbana. Elokwentnym mistrzem słowa okazał się wtedy nie Goebbels stanu wojennego ale właśnie polski rolnik z małej miejscowości na Śląsku. Urbanowi paliło się pod siedzeniem, chciał wychodzić ze studia, Helski prowadził swoją skazany na klęskę porażkę.

Twórcy dokumentu dotarli do wielu świadków wydarzeń, przypomnieli zdjęcia i nagrania z różnych epizodów życia Stanisława Helskiego, przeprowadzili rozmowę z jego synem, który nie doczekał premiery filmu – zmarł w trakcie zbierania materiałów. Wzruszające są kadry gdy młode kobiety, wnuczki zamachowca, czytają w piwnicy listy jakie do dziadka pisali Polacy po uderzeniu Jaruzelskiego – te z gratulacjami, te z pogróżkami, te pokazujące chaos tożsamościowy kraju i złość bezradnych byłych opozycjonistów.

Wstrząsające są łzy jego przyjaciela, Jerzego Gnieciaka, gdy wspomina biedę i schorowanie małżeństwa Helskich i tę bezradność wobec osaczenia ze strony systemu prawnego PRL, a później III RP (decyzja konserwatora zabytków do dziś pozostaje w mocy).

Z rozmów z twórcami filmu „Dlatego” wiem, że próbowali oni wielokrotnie skontaktować się z Moniką Jaruzelską, by poprosić ją o komentarz i wspomnienie tamtego wydarzenia z 1994 roku. Ich prośby i zapytania pozostały bez odpowiedzi – tak jak bez odpowiedzi pozostają tysiące pytań o odpowiedzialność powojennych elit za zbrodnie i grabieże na naszym państwie.

Znakomity dokument, drodzy Twórcy. Pozwólcie go Polakom szybko zobaczyć. Każdy uczciwy człowiek w naszym kraju ma coś ze Stanisława Helskiego: ten gniew, tę bezsilność, tę swoją osobistą drogę do godności, szczęścia i dobrobytu.

Wybory blisko: Dodruk [elektronicznych] pieniędzy: Wchodzi nowe świadczenie od państwa. Jedni dostaną 1588 zł, inni prawie dwa razy tyle.

Wybory blisko: Wchodzi nowe świadczenie od państwa. Jedni dostaną 1588 zł, inni prawie dwa razy tyle. rynek-zdrowia

• Źródło: Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej • 22 maja 2023

Pierwsze wypłaty planowane są już od 1 stycznia 2024 roku, a  kwota świadczenia wspierającego będzie powiązana z wysokością renty socjalnej. Wsparcie będzie przysługiwać w wysokości od 50 proc. do 200 proc. renty. Czyli na najwyższym poziomie wyniesie co najmniej 3176 zł.

Świadczenie wspierające będzie przysługiwać niezależnie od innych form wsparcia

  • Świadczenie wspierające będzie kierowane bezpośrednio do osoby z niepełnosprawnością, bez względu na wiek tej osoby.
  • Świadczenie wspierające będzie przysługiwać niezależnie od innych form wsparcia (osoby, które mają prawo do renty socjalnej, nadal będą ją pobierać).
  • Świadczenie będzie przysługiwać bez względu na osiągany przez osobę z niepełnosprawnościami dochód (brak kryterium dochodowego), będzie wolne od egzekucji.
  • Świadczenie wspierające będzie wypłacane na trzech poziomach. Pierwszy poziom będzie dotyczył osób z niepełnosprawnościami z najwyższym poziomem potrzeby wsparcia, drugi – dla osób z niepełnosprawnościami ze średnim poziomem potrzeby wsparcia, a trzeci dla osób z niepełnosprawnościami z kolejnym poziomem potrzeby wsparcia
  • Kwota świadczenia będzie powiązana z wysokością renty socjalnej, która w 2023 r. wynosi 1588,44 zł. Wsparcie będzie przysługiwać w wysokości od 50 proc. do 200 proc. renty socjalnej
  • Wysokość świadczenia będzie zależała od poziomuNajwyższe będzie równowartością 200 proc. renty socjalnej, co obecnie daje 3176 zł
  • Od 1 stycznia 2024 r. – świadczenie wspierające będzie dostępne dla osób z niepełnosprawnościami z najwyższym poziomem potrzeby wsparcia i będzie przysługiwać w wysokości 200 proc. renty socjalnej. Na kolejnych poziomach świadczenia zostaną uruchomione od 1 stycznia 2025 oraz od 1 stycznia 2026
  • Wsparcie będzie wolne od egzekucji i będzie przysługiwać niezależnie od innych form wsparcia. Osoby, które mają prawo do renty socjalnej, nadal będą mogły ją pobierać.
  • Jeżeli osoba z niepełnosprawnościami nie będzie pobierała własnego świadczenia wspierającego, to jej opiekun otrzymujący dotychczas świadczenie pielęgnacyjne, specjalny zasiłek opiekuńczy lub zasiłek dla opiekuna, będzie mógł je dalej pobierać na dotychczasowych zasadach.
  • Dla opiekunów, którzy zaprzestaną sprawowania opieki w związku z wprowadzeniem świadczenia wspierającego dla osób z niepełnosprawnościami, uruchomiony zostanie specjalny program ich aktywizacji z budżetem 100 mln zł rocznie.
  • Jeśli osoba z niepełnosprawnościami nie zdecyduje się na własne świadczenie wspierające, wówczas jej opiekun będzie mógł otrzymywać zmodyfikowane świadczenie pielęgnacyjne w dotychczasowej wysokości z możliwością dorabiania do wysokości 50% minimalnego wynagrodzenia, czyli do ok. 20 tys. zł rocznie.

[—-]

Globaliści piszą bajki dla dzieci. W roli czarnego charakteru – człowiek.

Globaliści piszą bajki dla dzieci. W roli czarnego charakteru – człowiek.

Piotr Relich globalisci-pisza-bajki-dla-dziec


Celem Rewolucjonistów zawsze jest stworzenie nowego człowieka. Dlatego szczególną wagę przywiązują do odpowiedniego ukształtowania kolejnych pokoleń. A że do dzieci trzeba mówić prosto, swoje plany, na co dzień poukrywane w stosach dokumentów i za zasłoną terminologicznej nowomowy, otwarcie ujawniają w książkach dla najmłodszych.

—————————

Odkąd Burrhus Frederic Skinner uświadomił globalistycznym elitom, że bez zmiany ludzkich zachowań nie da się stworzyć nowego wspaniałego świata, wszelkie utopijne plany budowy raju na Ziemi zaczęły obejmować również kwestie edukacyjne. Zainspirowani pismami prekursora radykalnego behawioryzmu, wychowaniu nowego człowieka zaczęli poświęcać podobną uwagę co technologii, ekonomii czy polityce.

Skinner pozostawił im również sposób w jaki zrealizować wizję posłusznego społeczeństwa, w pełni zależnego od decyzji oświeconych mędrców. Bazując na przekonaniu, że to, co uważamy za osobistą decyzję, stanowi zaledwie emanację wpływu społeczeństwa, doszedł do wniosku, że ludzi można tresować niczym zwierzęta na zasadzie bodźców i reakcji.

Na podstawie skonstruowanej metody warunkowania instrumentalnego, uwierzył w możliwość stworzenia społeczeństwa idealnego. Ale – jak przekonywał w swojej powieści Walden Two-  dopiero od momentu, gdy odrzucimy wszelkie „mity” utrwalające w człowieku ułudę własnej podmiotowości: przekonanie o wolnej woli oraz duszy transcendentnej wobec przyrody.

Będąc realistą wiedział jednak, że ówcześni desygnatariusze kultury nie posiadają jeszcze odpowiednich narzędzi, by na zasadzie nauk matematyczno-przyrodniczych zastosować proponowane przez niego rozwiązania. Dlatego przedstawiona światu w 1971 r. technologia zachowania – kompleksowy plan inżynierii społecznej, musiała jeszcze poczekać.

Wiek kapitalizmu inwigilacji

Żyjemy w epoce, gdy hakuje się ludzi. Algorytmy patrzą na ciebie w tym momencie. (…) Opierając się na big data i uczeniu maszynowym, coraz lepiej cię poznają. A gdy już te algorytmy będą znały cię lepiej niż ty sam, wówczas będą umiały cię kontrolować i tobą manipulować, a ty nie za bardzo będziesz w stanie coś na to poradzić” – wciska „najpopularniejszy” futurolog świata, Yuval Noah Harari.

Czołowy guru globalizmu w swoich książkach powiela naczelne zasady radykalnego behawioryzmu – człowiek nie posiada wolnej woli, działa na zasadzie bodziec-reakcja, rządzą nim wyłącznie kształtowane przez czynniki zewnętrzne reakcje biochemiczne w mózgu. Dlatego przejęcie nad nami kontroli przez władców cyfrowych algorytmów jest tylko kwestią czasu.

Rzeczywiście, patrząc na zatopione w objęciach smartfonów nastoletnie zombie lub dzieci praktycznie rodzące się z telefonami w ręku, z pozoru nie sposób nie przyznać Harariemu racji. Tymczasem wystarczy jeszcze choćby jedno, niewielkie ziarno przekonania o własnej godności, by w młodym umyśle wykiełkował wystarczający system obrony przed nawet najlepiej napisanymi algorytmami. Tym samym potwierdza się teoria Skinnera sprzed pół wieku: sama technologia nie zapewni zwycięstwa Rewolucji. Aby skutecznie tresować człowieka jak zwierzę, on sam musi uwierzyć w to, że nie jest nikim (a właściwie – niczym) więcej.

Tabula rasa

Dlatego, zgodnie z nowożytnym znaczeniem pojęcia niezapisanej karty, trzeba „zhakować człowieka” już na samym początku jego ziemskiej egzystencji. Wyczyścić jego „system antywirusowy” i całkowicie przeformatować twardy dysk przekonań, światopoglądu, wiary i sposobu myślenia. W tym właśnie celu Harari, który dał się poznać światu jako prorok nowej rzeczywistości, dzisiaj przywdziewa szaty nauczyciela.

Człowiek, który jeszcze kilka lat temu przyznawał, że nie ma sensu udzielać rad w zmieniającym się w błyskawicznie świecie, dzisiaj wydaje książkę dla dzieci (a w kolejce czekają już następne) „wyjaśniającą” skąd jesteśmy i dokąd zmierzamy. Izraelczyk wybiega jednak dużo dalej niż autorzy książek o dwóch tatusiach pingwinach czy gadających narządach rozrodczych. Jego dekonstrukcjonizm obejmuje znacznie szerszą perspektywę.

W stylu wiekowego żydowskiego rabina, snuje swoją globalistyczną hagadę bezbronnym młodym umysłom: powstaliśmy na skutek przypadkowej mutacji, ludzie nie są ważniejsi od drzew, a zanim nauczyliśmy się czytać i pisać, bezpowrotnie wymordowaliśmy mnóstwo niewinnych stworzeńZdobyliśmy świat dzięki umiejętności wymyślania rzeczy, które nie istnieją, ale jednocześnie utrwaliliśmy systemy religijne i hierarchiczną władzę, służące wyłącznie nielicznej grupie cwaniaków.

Z kolei cywilizacja to ciąg niefortunnych zdarzeń, na zawsze odrywający nas od prehistorycznego Edenu, kiedy to wiedliśmy dużo atrakcyjniejsze i zdrowsze życie, byliśmy dużo inteligentniejsi i sprawniejsi fizycznie, a nielicznych społeczności nie trapiły epidemie chorób zakaźnych. Nie mówiąc już o pandemiach (sic!).

I choć nie ma na to jednoznacznych dowodów, dzisiejsza popularność konkubinatów, rodzin patchworkowych i związków jednopłciowych przemawia za teorią prehistorycznej komuny, gdzie nie znano pojęcia ojca i matki, dzieci wychowywano wspólnie, panowała wolna miłość, kierowano się tolerancją i akceptacją, a władza była wynikiem debaty i wzajemnego porozumienia.

Choć przez wieki uczyniliśmy wiele zła, dopiero dzisiaj po uzyskaniu konkretnej świadomości możemy je naprawić – dzieci należy więc wychować na aktywistów, posiadających „supermoc” zmieniania świata na lepsze. A kośćcem tej zmiany jest nienawiść do własnego gatunku.

Jednak taki „ułagodzony” Harari w wersji dla dzieci, przynajmniej dla części lewicowych środowisk wydaje się wciąż zbyt radykalny. Dlatego wciąż pojawiają się nowe, łagodniejsze propozycje, choć wciąż utrzymujące odpowiedni kierunek ideowy.

Organiczne ograniczenie

Z taką propozycją wyszła niedawno mega-gwiazda Hollywood, a jednocześnie aktywistka na rzecz praw kobiet i zwierząt Natalie Portman. Jej „Bajki” (org. Natalie Portman’s Fables) w Polsce z rozmachem reklamował TVN, a sama aktorka była key speakerem tegorocznego festiwalu Impact’23 w Poznaniu.

Decyzja o napisaniu książki dla dzieci, jak sama podkreślała, wynikała z chęci napełnienia „poważną treścią społeczną” również literatury dziecięcej dla chłopców. „Wydawało mi się złe, że chłopcy czytają normalne, zabawne historyjki o gąsienicach i deszczowych dniach i liczbach, które mówią, a dziewczynki dostają te już naładowane poważną społeczną świadomością” – pisała.

Amerykance z izraelskim paszportem nie chodzi jednak o promowanie męskich cnót i podkreślanie ich znaczenia w życiu rodzinnym i społecznym. W jej książce nie znajdziemy dzielnych rycerzy, kochających i odpowiedzialnych ojców czy beztroskich chłopców stających się mężczyznami. Obok uniwersalnego przesłania o tym, że wytrwałość i ciężka praca popłaca, najważniejsi są przyjaciele, a życie nie polega wyłącznie na imprezowaniu, otrzymujemy za to subtelny ekologiczny morał w duchu zrównoważonego rozwoju.

Pokazując szkodliwość wielkich miast, napoi gazowanych, chińszczyzny (śmieciowego jedzenia), plastiku i słomek, autorka przekonuje, że lepiej żyć skromnie i w harmonii z naturą, zostawiając na boku niepotrzebne ambicje. Tym samym bardzo delikatnie kształtuje podglebie dla dużo poważniejszych treści, biorących na sztandar ochronę Ziemi przed człowiekiem, zwieńczonych ostatecznie hasłem „nie będziesz miał niczego i będziesz szczęśliwy”.

Dziś globaliści przekonują, że skoro nie musimy martwić się dzikimi zwierzętami, głodem ani tym, że zwichnięcie kostki może oznaczać wyrok śmierci, a tradycyjna rodzina, patriarchat i religie nareszcie przestały kreować świat wokół nas, najwyższy czas ponownie rozbudzić tęsknotę za… powrotem do jaskiń.

Ale tam już nie ma miejsca dla wszystkich.

====================

mail:

Klaus Schwab: twarz nowej rewolucji. Jemu marzy się globalny obóz koncentracyjny. „Naszym największym wrogiem jest ludzkość”

Klaus Schwab: twarz nowej rewolucji. jemu marzy się globalny obóz koncentracyjny. „Naszym największym wrogiem jest ludzkość”

Roman Motoła schwab-twarz-rewolucji

Według „człowieka z Davos” świat ma się stać globalnym obozem, w którym wszystko, co się da, ma zostać podpięte do systemu zarządzanego przez globalne elity. Rola rządów państw sprowadzałaby się do wykonywania poleceń niewybieralnych i i nieodwoływalnych demokratycznie gremiów. Całkiem jak miało to miejsce w przypadku tak zwanej pandemii.

Patrząc na to, co pisze w swych książkach, to jemu marzy się globalny obóz koncentracyjny. Nie jest przypadkiem to, że w Chińskiej Republice Ludowej przedstawicielem Światowego Forum Ekonomicznego jest jego syn, który ma chyba doskonałe kontakty w biurze politycznym Komunistycznej Partii Chin (…) – powiedział o nim socjolog dr Bogdan Pliszka. Na antenie Radia Wnet zwrócił on uwagę, że w państwie rządzonym przez KPCh, kraju setek milionów kamer śledzących nieustannie każdy ruch każdego człowieka, coraz bardziej zaciera się różnica pomiędzy przebywaniem na formalnej wolności, a obozem przymusowym czy więzieniem.

To nieodosobniona opinia. Przyglądający się co uważniej działalności szefa WEF upatrują w głoszonych przezeń ideach zalążków rodzącego się na naszych oczach nowego totalitaryzmu. Z takich czy innych powodów u Schwaba meldują się w Davos co roku światowi przywódcy, najpotężniejsi biznesmeni i „młodzi liderzy”, których za parę lat ujrzymy w rządowych gabinetach państw całego świata. Meldują się, a potem wprowadzają w życie zalecenia wychodzące od prywatnej organizacji.

Przestrasz ludzi, wywróć świat

W lipcu 2020 roku Schwab opublikował książkę  „Covid 19: The Great Reset”, w której uznał tak zwaną pandemię za znakomitą okazję do wykonania globalnego zwrotu w gospodarce, stosunkach władzy i organizacji społeczeństw. Posunął się nawet do podzielenia dziejów świata na epoki „przed koronawirusem” (BC) i „po koronawirusie” (AC), co jest oczywiście szyderczym nawiązaniem do obecnego sposobu datowania i swego rodzaju symbolicznym „anulowaniem chrześcijaństwa”. Najwyraźniej ma ono w przekonaniu Niemca zostać zastąpione „nową erą”, w której przyroda, ludzkość i technologie stopniowo stopią się w jedność. 

Notatka w Encyklopedii Britannica informuje o nim dosyć zdawkowo: „Klaus Schwab jest założycielem i prezesem wykonawczym Światowego Forum Ekonomicznego, które założył w 1971 r. WEF jest najbardziej znany ze swoich corocznych spotkań w szwajcarskim Davos-Klosters. Przyciągają one liderów biznesu, rządów i społeczeństwa obywatelskiego z całego świata. [Schwab] posiada doktoraty z inżynierii mechanicznej i ekonomii oraz liczne doktoraty honoris causa. W 1998 roku wraz z żoną Hilde stworzył Schwab Fundację na rzecz Społecznej Przedsiębiorczości, wspierającą ponad 350 przedsiębiorców społecznych z całego świata”.  

Więcej szczegółów na temat biografii Schwaba podaje portal Influence Watch, należący do amerykańskiego think-tanku Capital Research Center. Według tych informacji lider WEF pochodzi z Ravensburga i ma obywatelstwo niemieckie, lecz jako jedyny w swej najbliższej rodzinie. Pozostali jej członkowie są bowiem posiadaczami paszportów szwajcarskich. 

W latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych minionego wieku Schwab dopracował się między innymi doktoratu z inżynierii – w Szwajcarskim Federalnym Instytucie Technologii – oraz doktoratu z ekonomii. Z kolei na czołowym w świecie Uniwersytecie Harvarda uzyskał tytuł magistra administracji publicznej.

Jego kariera zawodowa, rozpoczęta w 1958 roku, początkowo związana była z firmami inżynieryjnymi i produkcyjnymi. Po pięciu latach Schwab był już asystentem dyrektora generalnego Niemieckiego Związku Przemysłu Maszynowego. „W 1967 roku wszedł do zarządu Sulzer Escher Wyss AG, szwajcarskiej firmy produkcyjnej. W 1970 Schwab opuścił sektor prywatny” – relacjonuje Influence Watch.

Portal pomija na tym etapie życiorysu pewne szczegóły, których nie unika Johnny Vedmore, dziennikarz śledczy portalu Unlimited Hangout. W tekście opublikowanym w lutym 2021 roku zwrócił on uwagę na kilka faktów nieobecnych w oficjalnych notach biograficznych dotyczących frontmana Wielkiego Resetu oraz jego rodziny. Czytamy tam między innymi:

„Szczególnie odkrywcza jest historia ojca Klausa, Eugena Schwaba, który poprowadził wspieraną przez nazistów niemiecką filię szwajcarskiej firmy inżynieryjnej do wojny jako czołowy wykonawca wojskowy. Ta firma, Escher-Wyss, wykorzystywała niewolniczą siłę roboczą do produkcji maszyn o kluczowym znaczeniu dla nazistowskich wysiłków wojennych, a także nazistowskich starań na rzecz produkcji ciężkiej wody dla swojego programu nuklearnego”.

Początek lat 70. stał się istotną cezurą w kalendarium aktywności Klausa. Inżynier z Ravensburga liczył sobie wówczas niewiele ponad 30 lat i postawił na ścieżkę akademicką oraz zaangażowanie w kwestie międzynarodowe. Pracował na Uniwersytecie Genewskim jako profesor polityki biznesowej. W 1971 roku powołał do życia  Europejskie Forum Zarządzania, znane dzisiaj pod nazwą Światowego Forum Ekonomicznego. Komisja Wspólnot Europejskich, poprzedniczka Komisji Europejskiej wsparła go w organizacji pierwszej konferencji w szwajcarskim Davos z udziałem 450 osób z 31 krajów – głównie dyrektorów największych firm z zachodniej części kontynentu, a także polityków i amerykańskich naukowców. Oficjalnie głównym celem spotkania było omówienie koncepcji „kapitalizmu interesariuszy”, mającej stanowić alternatywę dla tradycyjnych modeli biznesowych. Według życzliwej interpretacji tej idei, rozszerza ona rozumienie beneficjentów przedsiębiorczości poza akcjonariuszy na wszystkie osoby dotknięte wpływem danej działalności. Korzyści mają osiągać również pracownicy, klienci, dostawcy czy osoby, na które oddziałują skutki środowiskowe funkcjonowania firmy. Brzmi atrakcyjnie, całkiem jak „obrona interesów ludu pracującego miast i wsi”.

Schwab cierpliwie pracował aby dzisiaj cieszyć się renomą lidera globalizmu i koordynatora światowej sieci powiązań polityczno-biznesowych; sieci roszczącej sobie pretensje do wyznaczania kierunków rozwoju świata i gruntownego rewolucjonizowania gospodarki oraz życia społecznego. Pomiędzy 1993 a 1995 rokiem szef WEF wchodził w skład Rady Doradczej Wysokiego Szczebla ONZ ds. Zrównoważonego Rozwoju. Od 1996 do 1998 roku był wiceprzewodniczącym Komitetu ONZ ds. Planowania Rozwoju. Wcześniej – członkiem komitetu sterującego spotkań klubu Bilderberg, któremu krytycy przypisują aspirowanie do roli nieformalnego „rządu światowego”. A jako że w „nowym, wspaniałym świecie” epoki „po covidzie” obowiązującą religią ma stać się New Age, zaś czołowym bóstwem Matka Ziemia, Schwab znalazł się też pośród założycieli Rady Przywództwa Klimatycznego.

Naszym największym wrogiem jest ludzkość

Wspomniana wcześniej Komisja Wspólnot Europejskich nie była jedyną instytucją wspierającą przedsięwzięcie, które dziś nosi nazwę Światowego Forum Ekonomicznego. „Najbardziej wpływową grupą, która zachęciła Klausa Schwaba do stworzenia sympozjum, był Klub Rzymski, wpływowy think tank elity naukowej i finansowej, którą na wiele sposobów odzwierciedla Światowe Forum Ekonomiczne. Chodzi między innymi o promowanie modelu globalnego zarządzania kierowanego przez technokratyczną elitę” – wskazuje Johnny Vedmore. Powstały w 1968 roku Klub Rzymski był oficjalnie dziełem włoskiego przemysłowca Aurelia Peccei i chemika, Szkota Alexandra Kinga. Gremium narodziło się we włoskim Bellagio podczas prywatnego spotkania na terenie rezydencji rodziny Rockefellerów. Słusznie kojarzone jest z forsowaną przez siebie ideą ograniczania wzrostu konsumpcji, między innymi poprzez… depopulację.

Granice wzrostu”, sztandarowa publikacja Klubu Rzymskiego z 1972 roku, przekonywała, iż o ile światowe wzorce konsumpcji i wzrost liczby ludności utrzymają się na dotychczasowym wysokim poziomie, ziemia w ciągu stulecia dojdzie do granic swych możliwości. Referat Pecceiego omawiającego wspomnianą książkę, stał się w ocenie WEF głównym punktem trzeciego spotkania Światowego Forum Ekonomicznego w 1973 roku. Autorzy innej znanej pozycji sygnowanej przez Klub, zatytułowanej „Pierwsza globalna rewolucja” z 1991 roku przekonywali, że systemowe zmniejszanie liczby ludności świata spotkałoby się ze społecznym poparciem, o ile „masy” utożsamiłyby je z egzystencjalną walką przeciwko wspólnemu wrogowi.

„Poszukując wspólnego wroga, przeciwko któremu moglibyśmy się zjednoczyć, wpadliśmy na pomysł, że zanieczyszczenie, zagrożenie globalnym ociepleniem, niedobory wody, głód i tym podobne, pasowałyby do tej rachuby. Jako całość i w swoich interakcjach zjawiska te stanowią wspólne zagrożenie, któremu wszyscy muszą stawić czoła wspólnie. Ale określając te niebezpieczeństwa jako wrogów, wpadamy w pułapkę, przed którą już ostrzegaliśmy czytelników, a mianowicie mylenie objawów z przyczynami. Wszystkie te niebezpieczeństwa są spowodowane ingerencją człowieka w procesy naturalne. Można je przezwyciężyć jedynie poprzez zmianę postaw i zachowań. Prawdziwym wrogiem jest zatem sama ludzkość” – napisali.

Magdalena Ziętek-Wielomska, autorka książki „Imperium Klausa Schwaba. Jedna planeta, jedna ludzkość. Jeden zarząd” wskazuje na guru światowej polityki Henry’ego Kissingera jako prawdopodobnego mentora i patrona lidera WEF. Spotkanie obydwu na Harvard Kennedy School zbiegło się bowiem z początkiem międzynarodowej kariery Schwaba.

Schwab – teoretyk spisku

Jego sztandarowy projekt, czyli Światowe Forum Ekonomiczne zbierało się przez okrągłe pół wieku, zanim ogłosiło swój projekt przemiany świata pod hasłem „Wielkiego Resetu”. Stało się to w czerwcu 2020 roku. Odtąd zamiast skupiać się na kwestiach ekonomicznych WEF zaproponował rozwiązanie rzekomych systemowych problemów gospodarczych i politycznych ujawnionych przez pandemię COVID-19, za pomocą „symbiozy między ludźmi, planetą i zyskiem”. Ponieważ, według tej koncepcji kluczowe problemy społeczne są wywoływane przede wszystkim przez prywatne podmioty eksploatujące i zużywające wspólne zasoby ludzkości – a te nie są przecież nieograniczone – rządy i organizacje międzynarodowe muszą zyskać szczególne uprawnienia do regulowania gospodarki oraz zmiany systemu prawnego.

Zasadniczą dla Wielkiego Resetu kwestią jest powodzenie tak zwanej „czwartej rewolucji przemysłowej”, opisanej przez Schwaba w książce o takim właśnie tytule. Chodzi o połączenie zaawansowanych technologii, które pozwolą na skokowy wzrost produktywności dzięki robotyce, sztucznej inteligencji, drukowi 3D i magazynowaniu energii. Według założeń Wielkiego Resetu, przewrót okaże się równie destrukcyjny dla porządku gospodarczego i politycznego, jak poprzednie rewolucje przemysłowe. A zatem pandemie mają być wykorzystane przez światowych liderów do przekształcenia prawa oraz zmiany społecznej, te zaś złagodzą skutki transformacji.

Magdalena Ziętek-Wielomska w swej książce streszcza plany dekompozycji świata według ludzi z Davos jako utworzenie z niego „globalnej wioski – a może i więzienia? – w której wszystko, co się da, ma zostać podpięte do systemu. I to nie tylko politycznego i ekonomicznego, ale do globalnej sieci zwanej Internetem Rzeczy, a potem także Internetem Ciał, zarządzanej przez globalne elity”.

W takiej wizji rola rządów państw sprowadzałaby się do wykonywania poleceń niewybieralnych i nieodwoływalnych demokratycznie gremiów. Całkiem jak miało to miejsce w przypadku „pandemii” covid-19, gdy ministrowie zdrowia, lekarze oraz tak zwani eksperci w dziedzinie zdrowia wcielili się w rolę akwizytorów produktów paramedycznych, zaś aparaty państwowe przeistoczyły w zbiorowego, obozowego kapo nadzorującego bezwzględnie całe społeczeństwa.

Najnowszą książkową emanacją idei Klausa Schwaba jest wydana przed dwoma laty „Wielka narracja”. Warto zapoznać się z jej treścią. Autor, a przy tym naczelny ideolog Wielkiego Resetu (tak, w tym zuchwałym przedsięwzięciu zakładającym zniewolenie ludzkości przez garstkę nadzwyczaj wpływowych szaleńców, wszystko musi być najwyraźniej „wielkie”), wykłada właściwie wprost i bez ogródek zamiary kreatorów nowej rewolucji. Pisze o globalnym zarządzaniu, kluczowej roli dużych miast w kreowaniu zmian ponad głowami władz państwowych, cyfrowym i zielonym ładzie i spodziewanym (planowanym?) „masowym wymieraniu” ludzi z powodu – uwaga – „zmian klimatycznych”. Schwab staje się piewcą teorii, które gdyby głosił je ktoś bardziej anonimowy, z miejsca zostałyby uznane za erupcję teorii spiskowych najgorszego sortu.

Groźne post-jagiellońskie mrzonki. Czy „w londyńskiej Wielkiej Loży już postanowiono” ?

Groźne post-jagiellońskie mrzonki. Czy „w londyńskiej Wielkiej Loży już postanowiono”?

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”  •  23 maja 2023 tekst

Ileż tu się zbiegło zbiegów okoliczności! Najpierw pan ambasador Jan Emeryk Rościszewski puszcza farbę, że jak Ukraina nie będzie mogła obronić swojej niepodległości, to Polska „nie będzie miała innego wyjścia”, jak tylko włączyć się do wojny przeciwko Rosji. Ta wypowiedź została uznana za rodzaj samowolki, ale podejrzewam, że pan ambasador chlapnął, być może nieostrożnie, o tym, o czym się skądś dowiedział, a o czym my jeszcze nie wiemy. Na domiar złego pan ambasador Bartosz Cichocki powtórzył rewelacje pana ambasadora Rosciszewskiego niemal toczka w toczkę. Najwyraźniej „w londyńskiej Wielkiej Loży już postanowiono”.

W tej sytuacji lepiej rozumiemy, dlaczego rząd „dobrej zmiany” kupuje od Naszego Najważniejszego Sojusznika wszystko, co ten mu wtryni I podobno w ogóle się nie targuje. Opinii publicznej wmawia się, że to dlatego, żeby obronić się przed Putinem, że cały świat nas podziwia za to, że zadłużamy państwo do piątego, a może nawet szóstego pokolenia, żeby tylko wesprzeć kijowski reżim, który nawet specjalnie nie ukrywa swego lekceważenia dla „sługi narodu ukraińskiego”. Ale nawet na najdłuższej drodze trzeba zrobić pierwszy krok, toteż rząd i opozycja w osobie pana prezydenta Warszawy Rafała Trzaskowskiego, który rok temu odbył w Ameryce bliskie spotkanie III stopnia z tamtejszymi wpływowymi Żydami: Ronaldem Lauderem i Sorosem juniorem, viribus unitis, ponad podziałami, zaczęli szarpać ruskiego niedźwiedzia za ogon, a szczery, – jak to często bywa z idiotami – sekretarz generalny PiS, pan Krzysztof Sobolewski, pod wpływem napompowania oszałamiającym gazem własnej propagandy zaproponował, by ruskiego ambasadora „wydalić”.

Ale to dopiero początek zbiegów okoliczności. Oto białoruski prezydent, którego nasi patrioci nazywają „uzurpatorem”, bo nie ustąpił miejsca pani Swietłanie, z którą pan prezydent Duda z innymi pretoriany, na polecenie Naszego Najważniejszego Sojusznika, zabawiał się w mocarstwowość, pojechał do Moskwy na obchody dnia pobiedy i tam zaniemógł. Od razu pojawiły się pogłoski, że Putin go otruł. Oczywiście wszystko to być może, bo Putin – jak wiadomo – jest zdolny do wszystkiego – ale głupi nie jest. W jakim celu miałby otruwać prezydenta Łukaszenkę, skoro on, wprawdzie niechętnie – bo tylko rząd „dobrej zmiany” z panem prezydentem Dudą na dokładkę, robi takie rzeczy w podskokach – ale spełnia wszystkie żądania Putina, w którego objęcia, razem z całą Białorusią, wepchnęła go właśnie zabawa naszych statystów w mocarstwowość?

To już prędzej mogłaby go otruć CIA – a na to podejrzenie naprowadziła mnie nieoczekiwana deklaracja pani Swietłany, która przecież jest prowadzona przez amerykański wywiad. Otóż pani Swietłana ni stąd, ni zowąd oświadczyła, że gotowa jest wziąć odpowiedzialność za losy narodu białoruskiego, ale dopiero po śmierci Aleksandra Łukaszenki. Z obfitości serca usta mówią – jak powiada Pismo Święte – toteż jeśli oficer prowadzący panią Swietłanę z ramienia CIA ukazał jej takie świetlane perspektywy, to już nie mogła wytrzymać, żeby nie zakomunikować tego stęsknionemu narodowi białoruskiemu. No dobrze – ale skąd oficer wiedział, że Aleksander Łukaszenka dogorywa? Cóż – wywiad, jak to wywiad – coś tam musi wiedzieć, zwłaszcza gdyby Łukaszenkę podtruła ta sama centrala.

Nie jest przecież żadną tajemnicą, że na takiego na przykład Fidela Castro CIA zorganizowała kilkadziesiąt zamachów, więc dlaczego nie miałaby zrobić tego jeszcze raz na Aleksandra Łukaszenkę, w dodatku w Moskwie, żeby w razie czego podejrzenie padło na Putina, który w ten sposób do swoich zbrodni przeciwko ludzkości dołożyłby jeszcze jedną? Mówi się, że pierwszorzędni fachowcy od takich rzeczy są w Mosadzie i GRU, a w tej sytuacji byłoby dziwne, gdyby wśród amerykańskich twardzieli nie znalazł się ani jeden taki.

Ale to wszystko to tylko domysły, dopóki kropki nad „i” nie postawił dowódca sławnego banderowskiego pułku „Azow”, w którym pani wicemarszałek Małgorzata Gosiewska przeszła, nazwijmy to, „chrzest bojowy”. Otóż wyraził on gorące pragnienie serca gorejącego, by zaatakować Białoruś, wyrażając jednocześnie nadzieję, że Polska w tym przedsięwzięciu pomoże. Jak wiadomo, rozszerzenie wojny na inne państwa Europy Środkowej jest od początku marzeniem prezydenta Zełeńskiego, na razie nieosiągalnym z powodu sprzeciwu państw poważnych. Jeśli jednak Nasz Najważniejszy Sojusznik uznałby, że wojna z Rosją do ostatniego Ukraińca, to za mało i podkręcił pana prezydenta Dudę, Naczelnika Państwa i innych dygnitarzy, żeby również Polskę wkręcili w maszynkę do mięsa w dodatku tak, żeby to ona napadła na Białoruś, a wtedy USA nie miałyby wobec Polski żadnych zobowiązań, to chyba nikt nie ma wątpliwości, że zrobiliby to w podskokach? Co tu dużo gadać; sprytnie to wszystko zostało pomyślane; Łukaszenka dogorywa, Pani Swietłana sika po nogach z niecierpliwości, banderowcy wszystko już zaplanowali, więc brakuje tylko tego, żeby do akcji weszła nasza niezwyciężona armia. Wprawdzie teraz, razem z ministrem Błaszczakiem i Zwierzchnikiem Sił Zbrojnych zajęta jest obroną własnych tyłków i poszukiwaniem kozła ofiarnego, na którego można by zwalić winę za „ruską” rakietę, co to niezauważona doleciała aż pod Bydgoszcz – ale przecież, jak Nasz Najważniejszy Sojusznik zatrąbi do ataku, to tych ruskich rakiet może spaść znacznie więcej, więc kto by się zajmował tamtą, która w dodatku była bez prochu? Wszystko zatem może zakończyć się wesołym oberkiem.

Obywatelom zaś się powie, że oto, jako dojrzewające mocarstwo, wkraczamy na stary szlak jagielloński, by rozpocząć odbudowę Rzeczypospolitej Trojga, albo nawet Pięciorga Narodów – bo co będziemy sobie żałować? Już tam pierwszorzędni amerykańscy fachowcy wiedzą, jak nam podkadzić i jak nas zaczadzić. W 1877 roku wieku podpuszczali nas w ten sam sposób Angielczykowie, kibicujący Turcji przeciwko Rosji, a jeden taki, pan Butler Johnstone, tak nas kochał, że w wiedeńskim kościele św. Stefana zamówił nawet mszę na intencję wyzwolenia Polaków z niewoli rosyjskiej – żeby tylko Polacy wywołali powstanie na Podolu i Ukrainie. Ale książę Adam Sapieha powiedział, że owszem, ale tylko w przypadku, gdy Anglia i Austria wypowiedzą Rosji wojnę. Ponieważ ani jedno ani drugie w ogóle o tym nie myślało, wszystkie przygotowania wstrzymał i nawet z własnej kieszeni zapłacił p. Johnstone 10 tys. funtów, które ten ponoć zadatkował na zorganizowanie powstania. Ale książę Sapieha już nie żyje, więc dziś nie byłoby komu wyperswadować panu prezydentowi Dudzie i innym mężykom stanu tę awanturę.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

===========================

mail:

Od chwili, gdy Stany Zjednoczone wzięły pod swoją kuratelę Stepana Banderę, nie są to żadne mrzonki post-jagiellońskie,
ale konsekwentne przygotowywanie rozbicia Rosji przy pomocy U.  
Wiedział dobrze o tym już gen. Anders, gdy ręczył Brytyjczykom za oficerów SS Galizien jako za dobrych polskich wojskowych, ratując ich przed wyrokiem śmierci. 
Wymowne jest milczenie KK w tej sprawie.
Ale, jak powiedział Henry Kissinger, biada wrogom Ameryki, ale jeszcze większe biada jej przyjaciołom. 

Niemcy: Policjanci zrelacjonują: „Mamy kontrolować jak najmniej migrantów”

Policjanci z Dortmundu relacjonują: „Mamy kontrolować jak najmniej migrantów”

dojczland.info/policjanci

Przedsiębiorcy z Nordstadt w Dortmundzie wyrazili na łamach BILDa swoje niezadowolenie z aktualnie panującej tam sytuacji: otwarty handel narkotykami, przemoc, brutalne ataki na mieszkańców – i brak pomocy ze strony policji. Po raporcie BILDa na temat warunków panujących między Borsigplatz i Nordmarkt, głos zabrali teraz sfrustrowani policjanci z odpowiedzialnego „Wache Nord” (północny posterunek policji).

Ich relacja jest szokująca i zarazem alarmująca.

Coraz mniej policjantów w Dortmundzie Nordstadt

„Mamy coraz mniej kolegów, niektóre zmiany zostały zredukowane o dziesięciu policjantów. Rano i w nocy dostępne są często tylko dwa samochody patrolowe na całe Nordstadt. Tak naprawdę lubimy ministra spraw wewnętrznych Reula, który obiecuje więcej policjantów. Zawsze mówimy, że on nie może nic o tym wiedzieć, bo w przeciwnym razie zrobiłby coś i nie pozwolił na to”.

Inny funkcjonariusz powiedział redaktorom BILDa: „Bez względu na to, jak wykonujemy swoją pracę, nasze kierownictwo w komendzie głównej policji jest niezadowolone. Wszyscy chcą po prostu iść gdzie indziej, piszą wnioski o przeniesienie. Aktualnie 41 z 61 kolegów chce odejść. Jeśli pojawiają się oskarżenia, czy to ze strony notorycznych przestępców, czy ze strony lewicowych ekstremistów, pozostajemy bez wsparcia. W stosunku do nas nie istnieje już domniemanie niewinności. Mamy raczej do czynienia z celową kryminalizacją kolegów”.

Problemy nasiliły się po śmiertelnym postrzeleniu młodego Senegalczyka

Najwyraźniej problemy funkcjonariuszy nasiliły się po śmiertelnym postrzeleniu młodego mężczyzny z Senegalu. „Otrzymaliśmy wyraźne polecenie z prezydium, aby kontrolować jak najmniejszą liczbę migrantów, sytuacja jest już wystarczająco napięta z powodu martwego Senegalczyka. Kogo mamy więc kontrolować w Nordstadt, gdzie mieszkają prawie wyłącznie migranci? Ponadto, grupy zadaniowe zostały zredukowane, nie możemy już monitorować hotspotów, po prostu pędzimy od jednego zgłoszenia do drugiego”.

Policjanci otrzymali zakaz zatrzymania mężczyzny poszukiwanego nakazem aresztowania

Policjanci z północnego posterunku policji wysuwają konkretne oskarżenia przeciwko kierownictwu policji w Dortmundzie: „Podczas demonstracji po śmiertelnej strzelaninie Afrykanin zarejestrował demonstrację przeciwko policyjnej przemocy. Był on jednak poszukiwany nakazem aresztowania. Niemniej jednak komenda główna policji zabroniła nam aresztowania mężczyzny podczas demonstracji. To odbiłoby się szerokim echem, a tego teraz nie potrzebujemy”.

Absurdalne praktyki w komisariatach

Nie jest to jedyny powód, dla którego funkcjonariusze stracili zaufanie. „Nie ma już uznania, szacunku dla naszej trudnej pracy. Pewnego razu szef policji przyszedł na komisariat i każdy miał otwarcie powiedzieć, gdzie go uwiera but. Kolega wykorzystał to i bardzo obiektywnie skrytykował wewnętrzne postępowanie. Natychmiast musiał udać się do komendy głównej policji w celu złożenia raportu i został poinformowany o przeniesieniu”.

Podobno niemal codziennie wywierana jest ogromna presja na funkcjonariuszy policji. „Przeszukano nawet nasze pokoje socjalne, sprzeciwiono się prywatnym albumom ze zdjęciami i powiedziano, że mamy prawicowe tendencje ekstremistyczne. Szef policji chce tylko dobrze wyglądać, my go nie interesujemy. Organizowane są tak zwane festyny dialogu, musimy ustawić koło fortuny przed komisariatem i pić kawę z obywatelami znanymi policji – to naprawdę absurdalne”.

Policjanci nie wychylają się

Policjanci twierdzą, że takie działania powodują, że nie są już traktowani poważnie przez przestępców w Nordstadt. „Wśród kolegów panuje całkowita niepewność. A to tworzy błędne koło, ponieważ wielu wykonuje tylko tak zwane obowiązki zgodnie z przepisami. Ponieważ jeśli kogoś zatrzymasz, a on stawi opór i musisz podjąć odpowiednie działania, to i tak potem to ty jesteś tym winnym. Więc lepiej tego nie robić”.

źródło: bild.de

Świadek z pierwszej ręki potwierdza, że szpital celowo przyspieszał śmierć pacjentów z COVID.

Świadek z pierwszej ręki potwierdza, że szpital celowo przyspieszał śmierć pacjentów z COVID.

19 maja 2023 r. – autor: The Vigilant Fox killing-floor-firstand-witness-attests-hospital-deliberately-hastened-the-deaths-of-covid-patients/

Killing Floor:

„Pacjenci ustawili telefon na głośnik; lekarze o tym nie wiedzieli. I krzyczeli tam na [pacjentów], że umrzesz, jeśli nie zrobisz tego, co ci powiemy”.

„Zachęcaliśmy do morderstwa”, potwierdził adwokat Tom Renz w środowym programie Dr. Drew (5/17/23).

„To, co zrobiliśmy, to stworzyliśmy zachętę finansową: – Nie – „jeśli polepszy się z powodu COVID, dostaniesz premię”. Jeśli umrze z powodu COVID, dostaniesz premię”.

Pan Renz został zaproszony po opublikowaniu na swoim kanale na Twitterze nagrania audio między farmaceutą a pielęgniarką omawiającego nadmierne podawanie morfiny na określonym piętrze szpitala.

Morfina jest silnym opioidowym lekiem przeciwbólowym, co oznacza, że jest stosowana głównie w celu łagodzenia bólu. Morfina wpływa na ośrodkowy układ nerwowy (OUN), co może prowadzić do depresji oddechowej, a następnie niedotlenienia. Dlatego też, jeśli ktoś otrzyma nadmierną ilość morfiny, otwiera to drzwi do bardziej inwazyjnych środków, takich jak mechaniczny respirator.

==============================

Oto transkrypcja tego nagrania:

FARMACEUTA: „Nawet nie prosiłem o to przeniesienie [na to piętro]. Ale ponieważ taka jest polityka, jeśli się poskarżysz lub poruszysz, zamkną cię i przeniosą”.

PIELĘGNIARKA: „Keisha powiedziała, czy jesteśmy pod opieką hospicyjną – czy o co chodzi? Powiedziała, że dr Steagall powiedział, że to piętro będzie jego pacjentami. Więc zabijamy pacjentów [na] tym piętrze. Ponieważ to, o co nas prosi – cóż, inne piętra nie chcą tego robić „.

APTEKARZ: „Tak, nie mogłem spać w nocy. A potem, kiedy ta pielęgniarka – kiedy dostałeś to zadanie, aby zastosować morfinę, a ty mówisz, że ona tego nie potrzebuje. A ja na to, że właśnie o tym mówię”.

PIELĘGNIARKA: „Wszystko z nimi w porządku. Czują się komfortowo. Możemy stwierdzić, kiedy odczuwają ból. Możemy stwierdzić, kiedy są pobudzeni. Potrafimy powiedzieć, kiedy jest im wszystko jedno. Nie oznacza to jednak, że należy podawać im leki tylko po to, ich je znokautować, obezwładnić. Bo najwyraźniej to właśnie robisz”.

APTEKARZ: „Pamiętam, że tamtego dnia kazałaś innym pielęgniarkom przyjść i powiedzieć – a ja na to, że wiem. To właśnie robią”.

Adrienne – farmaceutka kliniczna z 18-letnim stażem i informatorka stojąca za nagraną rozmową – ujawniła adwokatowi Tomowi Renzowi więcej szczegółów na temat tego, co widziała i słyszała.

—————————————–

„Skąd wiedziałaś, że są ludzie, którzy przyspieszają śmierć?” – zapytał adwokat Renz.

„Wiem to, ponieważ pewnego ranka rozmawiałam z jedną z pielęgniarek, kiedy otwierałam piętro” – odpowiedziała Adrienne. „Pracuję na tym oddziale. A ona [pielęgniarka] była bardzo zdenerwowana, ponieważ nocna pielęgniarka „nie wykonała swojej pracy”. Zapytałam. Powiedziałam: „Dlaczego jesteś taka wściekła? Jak to nie wykonała swojej pracy?”. A ona w zasadzie powiedziała, że [tamta] nie podeszła do kroplówki z morfiną i nie załatwiła sprawy. Teraz ona musi to zrobić. I musi się tym zająć”.

Adwokat Renz przedstawił słuchaczom więcej szczegółów. „Moja klientka [Adrienne] poprosiła o uwzględnienie nakazu religijnego, które zwolniłoby ją z konieczności radzenia sobie z ogólnymi nakazami mordowania ludzi. To moje słowa, nie jej. Szpital przemilczał, ale potem odmówił”.

„Zastanówmy się nad tym – zaproponował. „Od dłuższego czasu słyszeliśmy plotki i różnego rodzaju rzeczy, że szpitale odmawiały iwermektyny, hydroksychlorochiny, wczesnego leczenia, tego i tamtego.

Ale teraz mamy świadka z pierwszej ręki, który został wyciszony i poddany ostracyzmowi za to, że poprosił szpitale o podjęcie kroków, aby nie przyspieszać śmierci. A przynajmniej, by nie wymagano od niej tego w sposób bezpośredni”.

„Ludzie, powiem wam, że wierzę, że było to koordynowane na bardzo wysokim poziomie z wielu miejsc” – powiedział Renz. „I myślę, że mamy kilka poważnych pytań, które musimy sobie zadać, gdy mamy doktora farmacji z doświadczeniem klinicznym, które ma Adrienne, która mówi im: „hej, to, co robisz, przyspiesza śmierć” – a oni w zasadzie to olewają. Mamy tu do czynienia z problemem”.

Adwokat Tom Renz podzielił się z lekarzami Drew Pinskym i Kelly Victory, że „prawdopodobnie tysiąc osób” opowiedziało mu podobne „przerażające historie”.

======================

[Nagrania wywiadów i rozmów -w oryginale. Tu tylko sygnał i prośba, by podobne sprawy nagrywać, dokumentować – i przekazywać uczciwym prawnikom. MD]

O przemożnej cenzurze w medycynie.

O przemożnej cenzurze w medycynie.

Dr James Thorp jest specjalistą w dziedzinie położnictwa w Gulf Breeze na Florydzie; wywiad dotyczył cenzury medycznej.

Thorp: Nie ma lekarza ani pielęgniarki w całych Stanach Zjednoczonych Ameryki, którym można by jeszcze wierzyć.

CZĘŚĆ TRANSKRYPCJI:

Dr James Thorp (OB-GYN) na temat cenzury medycznej

Wywiad przeprowadzony przez Steve’a Kirscha

dr.-james-thorp-on-medical-censorship 3 stycznia 2022 r.

TRANSKRYPCJA – FRAGMENT

4:06

DR. JAMES THORP: [O zalecaniu „szczepionek” na COVID] Z pewnością nie dla kobiet w ciąży i dzieci.

STEVE KIRSCH: Więc czy mógłbyś zaryzykować swój dypolm medyczny za wyrażenie szczerej opinii w ten sposób?

DR. JAMES THORP: Absolutnie tak.

STEVE KIRSCH: Więc jesteś złapany między przysięgą [Hipokratesa] a obowiązkiem wobec pacjentów i utratą licencji.

DR. JAMES THORP: Dokładnie tak. Nie ma takiej rzeczy – nie ma lekarza ani pielęgniarki w całych Stanach Zjednoczonych Ameryki, którym można by jeszcze wierzyć.

Pacjenci, ci z was, którzy słuchają, nie powinni mi wierzyć, nie powinni wierzyć swojemu lekarzowi lub pielęgniarce. Wszyscy jesteśmy objęci zakazem. Dlaczego mielibyście nam wierzyć? To niedorzeczne. Ponieważ jeśli powiemy coś, co jest sprzeczne z doktryną państwową, zostaniemy zniszczeni. Nasze kariery zostaną zniszczone, stracimy źródło utrzymania, reputację i nasze rodziny. Więc nie powinieneś im wierzyć.

A gdyby to nie było wystarczająco złe, z pewnością nie ma już czegoś takiego jak uczciwa, szczera, świadoma zgoda, Steve. To znaczy, wszystko jest nieważne. Kiedy grozisz, kiedy wszyscy jesteśmy zagrożeni, tak jak byliśmy, wszystkie pielęgniarki i wszyscy lekarze, to oburzające.

W ciągu sześciu tygodni American Board of Medical Specialties, federacja stanowych izb lekarskich, American Board of Medical Specialties, moja to American Board of OB-GYN, odbyła kilka dość ożywionych debat i interakcji.

Pracowałem z nimi wcześniej formalnie, znam ich wszystkich, wszyscy są moimi rówieśnikami, nie znam ich wszystkich, znam dwoje z nich, dr Susan Ramin i znam dyrektora wykonawczego, dr George’a Wendela, i są to naprawdę rozsądni ludzie. Nie wierzę, że mają ścisły zakaz, aby to robić i faktycznie wymuszać na lekarzach i grozić im w ten sposób.

STEVE KIRCH: Ale to właśnie robią, prawda?

DR. JAMES THORP: Dokładnie to robią. Darzyłem ich ogromnym szacunkiem przez ponad czterdzieści lat. Pracowałem z nimi formalnie przez co najmniej rok, przeprowadzałem egzaminy.

STEVE KIRSCH: Więc nigdy wcześniej nie widziałeś czegoś takiego, a robisz to od 45 lat?

DR. JAMES THORP: Czterdzieści dwa lata.

STEVE KIRSCH: Czterdzieści dwa lata. I nigdy wcześniej nie widziałeś tego rodzaju rzeczy, w których musisz iść, [decydować o leczeniu md] i narażać swoją przysięgę? Są to więc niezwykłe czasy.

DR. JAMES THORP: To są dziwaczne czasy. Nigdy nie widziałem niczego – tego rodzaju zachowania – jak ja – służyłem w Siłach Powietrznych Stanów Zjednoczonych, więc złożyłem przysięgę, którą niosę na śmierć. Walczyłem o wolność tego kraju. I umrę na tym wzgórzu. Nie będę tego tolerował. Ten rodzaj końskiego łajna należy do Pjongjangu, Szanghaju, Moskwy czy Teheranu. Nie należy do Stanów Zjednoczonych Ameryki.

STEVE KIRSCH: Ilu z twoich współpracowników zgodziłoby się z twoim punktem widzenia, który właśnie wyraziłeś w rozmowie ze mną,. Wiesz, gdzie to nie jest do przypisania, ale po prostu, wiesz, twoich kolegów, i zapytałeś ich, całkowicie poza nagraniem, całkowicie anonimowo, nie możesz mieć kłopotów, ilu z nich jest wkurzonych?

DR. JAMES THORP: To świetne pytanie. Myślę, że większość z nich jest zdenerwowana groźbami. Wielu z nich jest po prostu tak zajętych, że naprawdę nie wiedzą, gdzie są. W rzeczywistości wielu z nich, na których zwróciłem uwagę, mówi „nie ma mowy!”. Ale kiedy pokazuję im dokument i zagrożenie, jest to niezwykle niepokojące. Mam wielu podopiecznych, wyszkoliłem wielu rezydentów, studentów medycyny, lekarzy położników i lekarzy medycyny macierzyńskiej w całym kraju, a wielu z nich skontaktowało się ze mną, niezwykle zdenerwowanych i zaniepokojonych American Board of OB-GYN.

I właśnie dlatego się z nimi skontaktowałem. Przez kilka miesięcy próbowałem skontaktować się z nimi na LinkedIn i wydaje mi się, że niektóre z moich postów w końcu do nich dotarły. Próbowałem dodzwonić się do doktora Wendela, ale nigdy nie oddzwonił, za to wysłał mi maila z pogróżkami, którego chyba ci przekazałem.

STEVE KIRCH: Rozumiem więc, że ci faceci nie są otwarci na publiczną debatę między tobą a przedstawicielami zarządu.

DR. JAMES THORP: Nie.

STEVE KIRSCH: Nie chcą o tym rozmawiać.

DR. JAMES THORP: Będę debatował z każdym na świecie. Zapraszam. Będę debatował z każdym na świecie.

STEVE KIRSCH: Widzisz, zawsze myślałem, że to tylko ja, że nikt nie chce ze mną debatować. Więc masz ten sam problem. Mamy coś wspólnego, że nikt nie chce z nami debatować.

 Rzecznik Praw Pacjenta za zabijaniem małych pacjentów

ZiR
2023.0522m
https://www.zycierodzina.pl/pomoc/2023.0522m.html

Szanowny Panie, Drogi Obrońco Życia Dzieci!

Czy będzie Pan kiedyś potrzebował pomocy Rzecznika Praw Pacjenta? Proszę uważać – aby stanął w Pańskiej obronie, musi Pan być wystarczająco duży, silny i zdrowy. Rzecznik właśnie miał okazję wziąć w obronę nienarodzone dzieci, ale postanowił ich nie ratować, tylko przyłożyć rękę do tego, aby zabijano ich więcej.

Jestem w ogromnym szoku… Przecież dziecko przed narodzinami także jest pacjentem. Jednak Bartłomiej Chmielowiec – obecny RPP – nie przejmuje się losem najmniejszych i najbardziej bezbronnych. Wydał opinię, z której cieszy się proaborcyjna Federa oraz inne organizacje popierające mordowanie dzieci. Chmielowiec uważa, że jeśli matka dziecka ma problemy psychiatryczne, to należy zamordować jej poczęte dziecko.

Szczegóły tej bulwersującej sprawy omawiam w poniższym video – zapraszam Pana do obejrzenia i podzielenia się materiałem z innymi.

Gdyby YouTube usunął nagranie, jest ono także na portalu BanBye: https://banbye.com/watch/v_MOW34AERiQat

Serdecznie Pana pozdrawiam!

Laura Lipińska

Laura Lipińska
Fundacja Życie i Rodzina
zycierodzina.pl

28.05.2023 Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

28.05.2023 Siedlce – Msza Święta i Pokutny Marsz Różańcowy za Ojczyznę

23/05/2023przez antyk2013

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus i Maryja zawsze Dziewica!

        Bardzo dziękuję za dotychczasową pomoc Krucjacie  Różańcowej za Ojczyznę i  jednocześnie proszę o nagłośnienie kolejnej modlitwy w Siedlcach :

     Zapraszamy 28 maja, niedziela, na 79 Pokutny Marsz Różańcowy ulicami Siedlec w intencji naszej kochanej Ojczyzny – Polski. Zaczynamy o 14,00 , pod Pomnikiem Św. Jana Pawła II. Kończymy Mszą Św., która rozpocznie się o godzinie 16,00 w katedrze siedleckiej.

     Uwielbiając Boga w Trójcy Świętej Jedynego modlimy się  razem z Maryją Królową Polski, o Polskę wierną Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, o wypełnienie Jasnogórskich Ślubów Narodu.

 Z Panem Bogiem,

Andrzej Woroszyło

Poznańska choroba naukowców

Poznańska choroba naukowców

Jerzy Karwelis 22 maja, dziennikzarazy

dzień 1176. Wpis nr 1165

Postanowiłem starym zwyczajem wyczekać i zobaczyć czy to będzie temat. I okazało się, że dobrze zrobiłem, bo temat jest i obrósł większą ilością danych. Newsem jest wysyp zgonów na poznańskim uniwersytecie. Statystycznie wygląda to dziwnie. W roku 2018 zmarła tam jedna osoba z kadry naukowej, w 2019 – 5 osób, zaś w okresie od stycznia 2021 roku do maja 2023 roku zmarło tam 89 pracowników naukowych.

To trochę tak, jak z tą „glą”, na którą zaczęli umierać młodzi i zdrowi, w tym sportowcy. Niby umierali i przedtem, ale jak się dołoży statystykę i dynamikę wzrostów, to wychodzą jakieś anomalie. Normalnie – w czasach słusznie przedkowidowych – nauka rzucała się jak bulterier na takie przypadki. Badano pod światło każdy przypadek, ustawiała się kolejka chętnych przyszłych doktorantów i habilitantów, by sobie zrobić kariery na anomaliach i ich wyjaśnieniu. Ale tak było do kowida.

Teraz ten temat to jest jakieś tabu. Wykresy różnych choróbsk skaczą i spadają, zaś tym nie zajmuje się nauka, tylko jacyś „medialni eksperci”, którzy wzbudzają sensację nie tylko wśród przestraszonej publiki, ale i zażenowanie swoimi tezami wśród resztki jeszcze przyzwoitych naukowców. „Nałóka” staje na głowie by wytłumaczyć wszystkie te fenomeny inaczej niż na podstawie najbardziej narzucającego się śladu – czy takie frakcje mają w sobie i jakie grupy zaszczepionych. Najpopularniejszą ściemą jest zrzucanie tego wszystkiego na strasznego long-covida, który przynosi tak potworne skutki. Powoduje zawały, zakrzepicę, zapalenie mięśnia sercowego u… niemowląt. To najnowszy hit – kowid, którego nie przechodził niemowlak odciska mu się na sercu, chyba z mlekiem matki.

Teraz okazuje się, że mamy nowy sposób transmisji wirusa – przez geny w łożysku albo później, przez karmiącą matkę. Taki to drań. W dodatku siedzący w błonie śluzowej (jak twierdzi papież kowidianizmu – Fauci), a więc jakimś sanitarystycznym chyba cudem włazi wszędzie – nie tylko do organów człowieka, ale genetycznie przenosi się do płodu, albo zakaża mleko matki.

Ja bym po prostu sprawdził która z matek chorych na serce niemowlaków była szczepiona, a która nie i bym wiedział wszystko. Ale, jako się rzekło – w tamtą stronę nie wolno patrzeć.  

No dobra – wiemy dlaczego tego Poznania nikt nie pobada. A więc pozostają nam tylko poszlaki. A więc co takiego nadzwyczajnego stało się w latach 2021-2023? A wzrosty zgonów są kilkusetprocentowe. Co tam się mogło stać? Stołówka? Palarnia? Trutka podkładana przez studentów, by uniknąć kolokwium? Wiem, że to brzmi niesmacznie, bo po drugiej stronie 89 trupów, a ja tu szukam kuriozalnych wytłumaczeń. Ale co mam zrobić? Jakieś inne pomysły?

Ja mam jedną tezę do zbadania, ale czy mnie kto posłucha? Teza jest prosta, bo można założyć, że wszyscy się tam zaszczepili. Prawdziwy procent wyszczepienia pracowników naukowych na UAM w Poznaniu wynosił 93%. Można by było zacząć od tego czy żyją, i jak, te pozostałe 7% niezaszczepionych. Potem bym sprawdził jak i na co umierali pozostali. Ale muszę z powodu odnaukowienia nauki zdawać się na poszlaki. Cóż pozostało mnie, opuszczonego przez naukę, która tu  – jak i w wielu przypadkach – uciekła przed swoimi obowiązkami w sponsorowane milczenie.

Mam jedną tezę. Już tu u mnie było kilka napomknięć o tym, że dostawy szczepionek różnią się składem między sobą. Kwestia niestabilności składu to problem tych szczepionek od samego początku, gdyż sama technologia mRNA miała nierozwiązywalne problemy ze stabilnością. Miałem całą analizę badań, które wykazały, że sprawa skuteczności, a właściwie szkodliwości szczepionek różniła się pomiędzy partiami dostaw. Naukowcy z Kingston University w Londynie dowiedli, że szczepionki zostały podzielone na ponad 20.000 partii ewidentnie różniących się szkodliwością, aż do śmiertelnych efektów. Badania wskazywały, że średnio jedna z 200 partii szczepionek była ponad 50 razy bardziej śmiertelna niż pozostałe. 5% szczepionek była odpowiedzialna za 90% Niepożądanych Odczynów Poszczepiennych. Jak ktoś ma mocne nerwy i papiery, z których wynika jaki numer partii otrzymał w przedramię, to odsyłam do odpowiedniej strony badania.

I tak tu sobie po amatorsku zaposzlakowałem, że tak mogło być. Że oni tam mieli w Poznaniu pecha i trafili na pechową serię lub serie. No bo jak inaczej wytłumaczyć taką kośbę? No przecież nie tym, że tak było wszędzie w Poznaniu. Nie było. Musiał być więc jakiś czynnik, który łatwo sprawdzić. Wystarczy tylko zobaczyć jakimi seriami byli szczepieni pracownicy naukowi uniwersytetu. I jak wyglądają NOP-y tych samych serii z miasta. Ale co ja tam swym umysłem rusycysty mogę wydumać. Medycyna wie, że „nie było tak na bank, ale nie wie jak było”. I się tym nie interesuje. A więc mogę podejrzewać tylko powody takiej ślepoty. I nie są to niewinne podejrzenia, bo ja bym był co najmniej ciekaw co się stało. Ale medycyna od dawna nie jest już ciekawa. Nie bada. Badają producenci leków i szczepionek, podsuwając swoje raporty tłustym koryfeuszom regulacyjnym. Lekarze już od dawna nie posiłkują się swoją wiedzą ze studiów. Nawet nie chodzi o to, że jej nie odnawiają, ale że muszą się stosować do procedur de facto uzgadnianych między regulatorami a Big Farmą. Inaczej nie będą mieli zwrotów kosztów leczenia, jeżeli wyjdą poza narzucony schemat.

I tak doszliśmy do końca przygody ze zgonami na poznańskiej uczelni. Przeleciał temat jak meteoryt po nieboskłonie niechcianych newsów i ugrzązł jak meteor w ludzkiej niepamięci. Ciekawe tylko co czują bliscy odwiedzający groby, świadectwo tej niezbadanej anomalii?   

Koszt zielonego komunizmu dla Polski: Ok. 600 mld zł w 6 lat. Potem rośnie.

Koszt zielonego komunizmu dla Polski: Ok. 600 mld zł w 6 lat.

Koszty „zielonej transformacji” przekraczają możliwości polskich spółek energetycznych.

Gigantyczna kwota, a do 2050 roku może ona sięgnąć 200 mld euro, czyli ponad 900 mld zł.

koszty-zielonej-transformacji

Według wyliczeń inwestycje w transformację polskiego rynku energetycznego do 2030 roku sięgną nawet 135 mld euro, czyli ok. 600 mld zł.

To kilkukrotnie przekracza możliwości inwestycyjne polskich spółek, na których spoczywa ciężar tej transformacji. 

Jak pokazuje raport „Polska ścieżka transformacji energetycznej”, opracowany przez firmę doradczą EY na zlecenie Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej, proces „zielonej transformacji” unijnej, wprowadzany pod pretekstem „walki z globalnym ociepleniem”, wymaga ogromnych nakładów finansowych. Według analityków inwestycje na ten cel do 2030 roku sięgną nawet 135 mld euro, czyli ok. 600 mld zł. Tyle właśnie wynoszą kompleksowe potrzeby inwestycyjne polskiej energetyki wraz z ciepłownictwem.

Ta niezbędna modernizacja polskiej energetyki i związane z nią działania osłonowe przekraczają możliwości inwestycyjne polskich przedsiębiorstw, na których spoczywa ciężar transformacji. Dlatego liczymy na wsparcie sektora energetycznego środkami z funduszy europejskich. Tylko dzięki dodatkowym funduszom, przede wszystkim z UE, będzie możliwe zapełnienie tej luki inwestycyjnej, wynikającej z realizacji przez Polskę celu osiągnięcia neutralności klimatycznej – mówi agencji Newseria prezes PGE, Wojciech Dąbrowski.

Jak wynika z szacunków EY, potencjał inwestycyjny czterech największych grup energetycznych – czyli PGE, Enei, Tauronu i Energi – z uwzględnieniem bezpiecznego, lecz już wysokiego poziomu zadłużenia wynosi w latach 2021–2030 około 29 mld euro. Ta wycena została oparta na zaktualizowanej sytuacji ekonomicznej spółek, analizie ich planów inwestycyjnych i związanych z nimi dodatkowych przepływów pieniężnych.

Oznacza to, że – nawet po uwzględnieniu dużego zaangażowania wszystkich pozostałych uczestników rynku energetycznego w modernizację tego sektora – do zapełnienia wciąż pozostaje znacząca luka inwestycyjna – mówi Dąbrowski.

Analitycy EY szacują niedobór środków finansowych na 77 mld euro, z których część być może pokryją środki unijne, ale to melodia przyszłości. Sektor energetyczny będzie musiał o te pieniądze konkurować z innymi branżami gospodarkami, liczącymi na finansowy zastrzyk, np. z gazownictwem czy transportem. Według analityków EY możliwe środki UE i budżetu państwa do przeznaczenia na transformację energetyczną to 69 mld euro. Do tego zaliczane są fundusze m.in. z Instrumentu Odbudowy i Zwiększenia Odporności, Polityki Spójności, Funduszu Sprawiedliwej Transformacji czy Funduszu Transformacji Energetyki. To jednak oznacza, że w najbardziej optymistycznym scenariuszu pozostała do zapełnienia luka inwestycyjna wyniesie co najmniej 8 mld euro.

Według szacunków kumulacja wydatków inwestycyjnych związanych z transformacją energetyczną przypadnie na lata 2023–2030. I może mieć ona istotny wpływ na kondycję finansową polskich spółek energetycznych. Dlatego planowanie dalszego rozwoju sektora energii wymaga silnego wsparcia finansowego na kontynuację transformacji energetycznej w dłuższej perspektywie – podkreśla prezes Rady Zarządzającej Polskiego Komitetu Energii Elektrycznej.

W dłuższej perspektywie czasowej skala inwestycji i wyzwań polskiej energetyki dążącej do osiągnięcia zeroemisyjności będzie jeszcze większa. Według wyliczeń zawartych w raporcie EY do 2050 roku może ona sięgnąć nawet 200 mld euro, czyli ponad 900 mld zł.

Polska zrealizowała unijne cele wyznaczone na 2020 rok, czyli ograniczenie emisji gazów cieplarnianych o 20 proc. w porównaniu z 1990 rokiem. Jednocześnie polska energetyka osiągnęła udział odnawialnych źródeł w końcowym zużyciu energii na poziomie 16,1 proc., przekraczając cel wyznaczony przez UE.

Zgodnie z rządowymi założeniami do 2049 roku planowane jest w Polsce odejście od wydobycia węgla, co będzie stanowić duże wyzwanie dla całego sektora energetycznego. Będzie też wymagać gruntownych, kosztownych przemian społeczno-ekonomicznych głównych regionów górniczych. Równolegle z ograniczaniem udziału węgla i innych paliw w miksie energetycznym Polska będzie inwestować w niskoemisyjne źródła – najwięcej w elektrownie wiatrowe na morzu i energetykę jądrową. Ten proces ma przebiegać zgodnie z dwoma dokumentami strategicznymi: Polityką energetyczną Polski do 2040 (PEP2040) oraz Krajowym planem na rzecz energii i klimatu (KPEiK). Oba są w trakcie nowelizacji, ponieważ powstały przed planowanym zwiększeniem celów redukcyjnych zawartych w pakietach „Fit for 55” (zakładającego redukcję emisji gazów cieplarnianych do 2030 roku o 55 % w stosunku do poziomów z roku 1990 (wcześniejsze założenia mówiły o 40% redukcji) oraz REPowerEU.

Czy kobieta w ciąży przyjmująca zastrzyk genowy oparty na technologii COVID mRNA PODCZAS ciąży lub PO porodzie, może zaszkodzić dziecku? Tak!

Czy kobieta w ciąży przyjmująca zastrzyk genowy oparty na technologii COVID mRNA PODCZAS ciąży lub PO porodzie, może zaszkodzić dziecku? Tak!

Dr Paul Alexander 21 maja 2023 i-reshare-this-substack-i-wrote

TAK, szczepienie matki to jest tak, jakby dziecko w macicy było szczepione, niemowlę otrzymuje nawet przeciwciała wywołane szczepionką matki, wiemy, że zawartość szczepionki, kolec, mRNA znajduje się w mleku matki, w łożysku.

mRNA ze szczepionki matki może zaszkodzić niemowlęciu w macicy, a także wkrótce po urodzeniu i nie można tego pominąć, aby móc wyjaśnić ten wzrost zapalenia mięśnia sercowego u niemowląt (u noworodków).

Należy to pilnie zbadać, ponieważ dziecko jest zagrożone pełnym zakresem patologii obserwowanych u dorosłych i nastolatków itp. paraliżem, zapaleniem osierdzia, udarem, krwawieniem do mózgu, zatrzymaniem akcji serca itp.

Kobiety w ciąży muszą potraktować to bardzo poważnie i rozważyć korzyści i ryzyko dla dziecka w macicy przed przyjęciem jakiejkolwiek szczepionki przeciwko COVID-19. Należy zażądać od lekarza przeanalizowania korzyści i szkód.

Co ważne, naturalny, wrodzony układ odpornościowy niemowląt (wrodzone przeciwciała i komórki NK) jest pomijany, a ta pierwsza linia obrony rozwija się i jest niedojrzała, ale nadal zapewnia szeroką ochronę. Istnieje okno, w którym wrodzone przeciwciała muszą być dozwolone (u dziecka, gdy przeciwciała matki zanikają) i aby to zrobić, muszą wiązać się z wirusem, aby nauczyć się, jak sobie z nimi radzić. Chroni to dziecko, ale przeciwciała indukowane szczepionką COVID o wysokiej swoistości i wysokim powinowactwie będą konkurować z wrodzonymi przeciwciałami dla docelowego antygenu (kolca).

To podważenie wrodzonych przeciwciał sprawi, że pozostaną one „niewyszkolone”, a zatem nie będą w stanie odpowiednio wykształcić wrodzonego układu odpornościowego i większej odpowiedzi immunologicznej na temat

i) jak radzić sobie z patogenem, z którym niemowlę i dziecko ma do czynienia TERAZ

ii) jak radzić sobie z patogenem (glikozylowanym wirusem itp.). takimi jak odra, świnka, różyczka, RSV, rotawirus itp.) w przyszłości, w miarę zanikania przeciwciał matczynych, a także wrodzonych przeciwciał oraz

iii) jak kształcić komórki naturalnych zabójców w odróżnianiu „siebie” od „nie-swoich” składników dziecka, a to pozostawi dziecko podatne na choroby autoimmunologiczne.

Dziecko zostanie uszkodzone na całe życie. Przeciwciała wywołane przez szczepionkę COVID u matki, a tym samym u dziecka, będą i mogą uszkodzić wrodzony układ odpornościowy dziecka (wrodzone przeciwciała i komórki naturalnych zabójców), co jest katastrofalne dla małego dziecka.

Krótko mówiąc, niemowlę lub małe dziecko nie powinno być narażone na działanie przeciwciał wywołanych przez szczepionkę COVID (pochodzących od matki lub samego szczepionego).

Uwaga. Matki, zapytajcie swojego lekarza o to, co napisałem powyżej.

Jak napisałem wcześniej, musimy uzyskać odpowiedzialność i sprawiedliwość i nie zatrzymamy się, dopóki nie doprowadzimy wszystkich zaangażowanych w te oszustwa związane z COVID do właściwej sali sądowej z odpowiednimi sędziami.

Postępy satanizmu: „Eutanazja ubogich” powinna być społecznie akceptowalna.

Postępy satanizmu: „Eutanazja ubogich” powinna być społecznie akceptowalna.

Tylko w 2021 roku kanadyjski rząd na promowanie tzw. eutanazji przeznaczył ponad 3 miliony dolarów.

Bioetycy w Kanadzie: Tzw. eutanazja ubogich powinna być społecznie akceptowalna. Ks. prof. P. Bortkiewicz TChr: To zjawisko równi pochyłej.
Radio Maryja eutanazja ubogich

Kanadyjscy bioetycy uważają, że tzw. eutanazja osób zmagających się z ubóstwem materialnym powinna być społecznie akceptowalna. Naukowcy na łamach jednej z gazet tłumaczą, że zmuszanie ludzi żyjących w trudnych warunkach do czekania na poprawę sytuacji społecznej „jest niedopuszczalne”.

Ks. prof. Paweł Bortkiewicz TChr, bioetyk, zwrócił uwagę, że przykład Kanady doskonale obrazuje mechanizm przesuwania się granic aż do osiągania pełni cywilizacji śmierci.

– Jeżeli wchodzimy w obszar traktowania życia w kategoriach przeliczalnej jakości, w kategoriach ekonomicznych, to wtedy poszerza się zakres ludzi, którym odmawia się prawa do życia. To orzeczenie bioetyków kanadyjskich dokładnie to pokazuje.

Warto byłoby zestawić te wypowiedzi przede wszystkim z encykliką „Evangelium vitae”, która jednoznacznie proklamuje wartość i świętość życia, twierdząc, że życie każdego człowieka – niezależnie od tego czy jest ubogi, czy zamożny; czy jest wysoko postawiony, czy jest ostatnim nędzarzem na tej ziemi – zawsze ma swoją obiektywną wartość – wskazał duchowny.

Tzw. eutanazja proponowana była początkowo jedynie dla osób nieuleczalnie chorych. Teraz – jak dodał bioetyk –  jest rozszerzana stopniowo na dalsze kategorie.

– To zjawisko takiej równi pochyłej, jak to określamy w bioetyce, a więc właśnie w sytuacji, w której coś, co powinno być wewnętrznie zakazane, zostaje przyzwolone. Wówczas ta sytuacja wymyka się spod kontroli, rzeczywistość zaczyna staczać się w dół w sposób niekontrolowany.

W tej chwili widzimy to w dyskusjach w Belgii, w Kanadzie, w Australii, bo tam chyba toczą się w tej chwili główne „dyskusje” na temat poszerzenia tzw. eutanazji i faktycznie one przybierają postać niekontrolowaną. Nie można przewidzieć końcowego etapu takich poczynań, natomiast fakt, że one zostały uruchomione, to jest fakt absolutnie złowieszczy – podkreślił ks. prof. Paweł Bortkiewicz.

Ksiądz profesor wyraził obawy, że tzw. eutanazja osób ubogich w Kanadzie może stać się faktem. Władze tego kraju systematycznie liberalizują przepisy dotyczące wspomaganego samobójstwa. Tylko w 2021 roku kanadyjski rząd na promowanie tzw. eutanazji przeznaczył ponad 3 miliony dolarów.