Ukraińcy blokują przejścia graniczne: Działania Warszawy zagrażają światowemu bezpieczeństwu żywieniowemu. Polscy rolnicy grają na rękę Putinowi.

Ukraińcy blokują przejścia graniczne: Działania Warszawy zagrażają światowemu bezpieczeństwu żywieniowemu. Polscy rolnicy grają na rękę Putinowi.

Rolnicy z Ukrainy kontra polscy tirowcy. Ukraińcy blokują przejścia graniczne

ukraincy-zablokuja-przejscia-graniczne

W sobotę 10. czerwca o godzinie 10. rozpoczął się strajk ukraińskich rolników. Ukraińcy blokują przejścia graniczne „na znak protestu przeciwko działaniom polskich producentów rolnych, którzy nakładają presję na rolników z Ukrainy i uderzają w bezpieczeństwo żywnościowe”.

Decyzję o strajku ukraińskich rolników ogłosiła za pośrednictwem mediów społecznościowych Ukraińska Rada Rolnicza. W oświadczeniu napisano, że „ukraińscy rolnicy zajęli zdecydowane stanowisko w obronie swoich interesów”.

Na znak protestu przeciwko działaniom polskich producentów rolnych, którzy rozpoczęli strajk i zablokowali przejście graniczne Dorohusk-Jagodzin dla ładunków z ukraińskim zbożem, krajowi producenci rolni postanowili podjąć działania na zasadzie lustrzanego odbicia” – czytamy.

Ukraińscy rolnicy zaplanowali blokadę czterech przejść granicznych z Polską. Blokada została ustawiona w następujących punktach: Dorohusk-Jagodzin, Korczowa-Krakowiec, Medyka-Szeginie oraz w wiosce Rata w pobliżu przejścia granicznego Rawa-Ruska.

„Blokady powstaną z uwagi na kategoryczny sprzeciw ukraińskich rolników wobec działań strony polskiej, która jednostronnie, z naruszeniem zasad handlu Unii Europejskiej oraz decyzji Komisji Europejskiej w sprawie wznowienia tranzytu ukraińskich produktów rolnych, fizycznie blokuje ciężarówki z Ukrainy. Taką postawą polscy rolnicy grają na rękę Putinowi, który chce, by ukraińskie zboże zostało na Ukrainie, a ceny wzrosły” – piszą ukraińscy rolnicy.

Ukraińska Rada Rolnicza twierdzi, że „polscy politycy myślą tylko o najbliższych wyborach, a nie o przyszłości swojego kraju, i nie potrafią wytłumaczyć wyborcom, jakie szkody wyrządzają, blokując produkty rolne z kraju, który chroni wspólne granice przed wrogiem”.

Ukraińcy twierdzą ponadto, że działania Warszawy zagrażają światowemu bezpieczeństwu żywieniowemu. Strajk potrwa do północy.

Mocarstwo w obliczu rozbioru

Mocarstwo w obliczu rozbioru

9 czerwca 2023 Stanisław Michalkiewicz Mocarstwo

W związku ze zbliżającym się 11 lipca dwudniowym szczytem NATO w Wilnie, były sekretarz generalny Sojuszu i były premier Danii, pan Anders Rasmussen wyraził obawę, że na szczycie może nie udać się wypracowanie jednolitej strategii wobec Ukrainy.

W takiej sytuacji pojawia się potrzeba wypracowania rozwiązania alternatywnego i pan Rasmussen właśnie je zaproponował. Chodzi o to, by w takiej sytuacji Polska, a być może – również państwa bałtyckie, przynajmniej niektóre, wprowadziły na Ukrainę swoje wojska i w ten sposób zapewniły jej większe bezpieczeństwo. Pan Rasmussen jest obecnie doradcą prezydenta Zełeńskiego, który – jak wiadomo – od początku wojny, jaką Stany Zjednoczone prowadzą na Ukrainie z Rosją do ostatniego Ukraińca, marzy o tym, by ta wojna rozlała się na inne państwa Europy, przede wszystkim – na państwa Europy Środkowej. Taki pomysł siłą rzeczy musiałby do tego doprowadzić i to bez ryzyka, że w bezpośrednie działania wojenne zostaną wciągnięte Stany Zjednoczone i inne państwa NATO.

Słynny art. 5 traktatu waszyngtońskiego stanowi bowiem, że przewidziane w nim procedury uruchamiane są tylko w przypadku “zbrojnej napaści” na państwo członkowskie NATO. Natomiast jeśli członek NATO sam na kogoś napadnie, albo z własnej inicjatywy weźmie udział w toczącym się już konflikcie, to o “zbrojnej napaści” na niego nie może być mowy i żadne procedury sojusznicze uruchamiane być nie muszą. Wydawać by się zatem mogło, że takie rozwiązanie byłoby korzystne zarówno dla Stanów Zjednoczonych i pozostałych europejskich państw NATO, jak i dla Ukrainy, bo doprowadziłoby do upragnionego rozszerzenia wojny na kolejne terytoria.

Że w Wilnie może być trudno ustanowić jednolitą strategię NATO wobec Ukrainy, to całkiem możliwe. Nie wiadomo na przykład, jak zachowa się Turcja, która skutecznie blokuje dostęp do NATO Szwecji, ponieważ kraj ten wspiera Kurdów, a Kurdowie pragną niepodległego państwa, które musiałoby powstać z terytoriów kilku państw, przede wszystkim – Turcji, więc nic dziwnego, że turecki prezydent blokuje Szwecję.

Ale i na wileńskim szczycie może on też się usztywnić w sprawie Ukrainy, bo tamtejsze władze “z oburzeniem” odrzuciły jego pomysł, by sprawę zbadania przyczyn katastrofy tamy na Dnieprze w Nowej Kachowce powierzyć międzynarodowej komisji. Z jakichś powodów Ukraina nie lubi międzynarodowych komisji, bo, mimo różnych sugestii, by taka komisja, na przykład – Międzynarodowego Czerwonego Krzyża – zbadała sprawę masowych mordów w Buczy, Ukraina sama wszystko zbadała i potem te badania skontrolowała.

Wydawać by się mogło, że – zwłaszcza w tej sytuacji – Ukraina nie powinna kręcić nosem na “alternatywne rozwiązanie” zaproponowane przez pana Rasmussena, który w dodatku doradza prezydentowi Zełeńskiemu. A jednak minister spraw zagranicznych Ukrainy Dmytro Kułeba ostro ten pomysł skrytykował, stwierdzając, że Ukraina nie życzy sobie na swoim terytorium żadnych obcych wojsk, nawet wojsk państw NATO. “Mówimy: dawajcie broń!” – powiedział.

Czy szczyt NATO w Wilnie z podkulonym ogonem ten rozkaz pana ministra Kułeby wykona, czy też przyjmie go chłodno, jak i inne roszczeniowe, żeby nie powiedzieć: mocarstwowe ukraińskie deklaracje – o tym w odpowiednim czasie się przekonamy. W niektórych państwach NATO, na przykład – w Polsce – propagandowa teza, jakoby Ukraina “broniła Europy”, jest podawana do wierzenia, jako oczywista oczywistość, podczas gdy tak naprawdę służy ona tylko w charakterze pozoru moralnego uzasadnienia ukraińskich postaw roszczeniowych wobec całego świata – ale nie wszystkie państwa są “sługami narodu ukraińskiego”, a tylko niektóre. Zwraca natomiast uwagę zdecydowana niechęć pana ministra Kułeby do sprowadzania na terytorium Ukrainy jakichkolwiek obcych wojsk, w tym również polskich – chociaż Polska dla Ukrainy zrobiłaby wszystko.

Polskie władze natomiast, już od XVIII wieku, nie tylko nie boją się sprowadzania na własne terytorium obcych wojsk, ale przeciwnie – uważają to za cnotę i dowód politycznej mądrości. Pan minister Błaszczak broń także kupuje w Korei Południowej na kredyt, którego Polsce to państwo udzieliło, bo panu prezydentowi Dudzie najwyraźniej nie przyszło do głowy, by zaproponować prezydentowi Bidenowi, żeby w ramach “wzmacniania wschodniej flanki NATO”, Stany Zjednoczone sfinansowały uzbrojenie dodatkowych 200 tysięcy żołnierzy, o których – zgodnie z ustawą o obronie ojczyzny – ma zostać powiększona nasza niezwyciężona armia.

Tymczasem pan minister Kułeba najwyraźniej nie kuca przez prezydentem Bidenem, tylko w krótkich żołnierskich słowach żąda: “dajcie broń!” i – ciekawa rzecz – póki co dostaje wszystko, czego zażąda. Bardzo możliwe, że w tej sytuacji Polska odda Ukrainie również broń kupowaną przez pana ministra Błaszczaka na kredyt w Korei, bo – jak już wspomniałem – nie ma takiego poświęcenia, do jakiego polski rząd nie zmusiłby własnych obywateli, byle tylko dogodzić Ukrainie.

Tymczasem z obfitości serca usta mówią, więc nic dziwnego, że deputowana do Bundestagu z ramienia Alternatywy dla Niemiec i rzeczniczka tej partii, pani Alicja Weidel z jakiejś okazji nazwała terytorium dawnej Niemieckiej Republiki Demokratycznej “Niemcami Środkowymi”. Pokazuje to, że w niemieckim społeczeństwie wcale nie wygasło pragnienie dokończenia dzieła zjednoczenia, to znaczy – powrotu do granicy sprzed I wojny światowej. Wielce Czcigodna Anna Maria Żukowska z pierwszorzędnymi “korzeniami” wprawdzie wygnała ją do “naziolskiej budy” – ale co z tego, skoro nie tylko ona sama, ale i pan prezydent Andrzej Duda, który ostatnio podlizywał się Unii Europejskiej bez opamiętania, nie widzą dla Polski innej przyszłości, jak tylko w IV Rzeszy? Tymczasem “IV Rzesza”, to znaczy – instytucje Unii Europejskiej – wprost prześcigają się w wymyślaniu coraz to nowych pretekstów dyscyplinowania Polski i doskonalą w ten sposób metodę szantażu finansowego. Pani komisarz Vera Jurova, która w swoim CV ma epizod kryminalny, w podskokach wszczęła wobec Polski procedurę sprawdzania, czy komisja do zbadania ruskich wpływów w – pożal się Boże! – polskiej polityce, nie zagraża aby demokracji. Z kolei Trybunał w Luksemburgu też nie próżnuje i soli kary za przywracanie do pionu niezawisłych sędziów, co to zadają “pytania prejudycjalne”, czy inny sędziowie są aby na pewno sędziami, czy tylko przebierańcami. Jeszcze się na tej drodze trochę posuniemy, to upowszechni się praktyka, że niezawiśli sędziowie będą jeden przez drugiego, zadawali Trybunałowi “pytania prejudycjalne”, jaki wyrok wydać w konkretnej sprawie.

I tak, krok po kroku – do następnego rozbioru.

Obrona Andrzeja Dudy. Mowa końcowa. Tak. Andrzej Duda jest transem.

Obrona Andrzeja Dudy. Mowa końcowa. Tak. Andrzej Duda jest transem.

CzarnaLimuzyna https://ekspedyt.org/2023/06/09/obrona-andrzeja-dudy-mowa-koncowa/

Czy Andrzej Duda jest politycznym transem? Pytanie może niektórych zaskoczyć, ale uważam, że należy skończyć z niedomówieniami, stawiając kropkę nad „i”. Tak. Andrzej Duda jest transem. Czy chodzi tylko o transatlantyckie wartości, które w sobie poczuł i od pewnego czasu identyfikuje się z nimi jako ktoś zupełnie inny niż przed pierwszą kampanią prezydencką? I tak i nie. Orientacja transatlantycka to tylko jeden z komponentów politycznej osobowości Andrzeja Dudy. Do tego dochodzi trans intelektualność, która emanuje z prawie każdego wystąpienia publicznego e-PAD-a.

Słowo trans intelektualność napisałem łącznie, ale słownik rozdzielił mi je na dwie części. Nie będę kopał się ze słownikiem, widocznie tak trzeba.

W psychologii słowo trans oznacza jeden z odmiennych stanów świadomości.

W filozofii transcendencja pochodzi od łacińskiego transcendens – przekraczający. W transcendencji może na przykład istnieć coś, co pozostaje poza zasięgiem poznawczym ludzkiego umysłu.

A co istnieje w transcendencji politycznej?

Na to pytanie można odpowiedzieć słuchając licznych wystąpień Andrzeja Dudy. Polecam wystąpienia związane z transgranicznością. Jak Szanowni Państwo widzą, znów pojawia się słowo „trans”. W tym przypadku chodzi o zniesienie granic, i bynajmniej nie o granicę przyzwoitości, bo ta została już dawno przekroczona jeszcze przed Bronisławem „Golemem” Komorowskim. Duda właściwie przyszedł na gotowe stąd przekraczanie granic w jego wykonaniu oraz w wykonaniu innych polityków PiS stało się płynne. Na przykład polska własność płynnie przechodzi na własność Ukrainy, podobnie jak kiedyś polski przemysł, który się rozpłynął. Osoby, które nie pamiętają aż tak zamierzchłych czasów odsyłam do annałów “Ministerstwa Przekształceń Własnościowych”. To autentyczna nazwa ówczesnego ministerstwa ściśle związana ze słusznym kierunkiem zrównoważonego niedorozwoju Polski. Dziś “mądrość etapu” nazywa to “rozwojem zrównoważonym”. Czy aktualne zjawiska mają coś wspólnego ze słynną płynnością żydowskiego filozofa Baumana? To pokaże historia. A tymczasem Łukasz Warzecha pisze:

Uwarunkowania psychologiczne? Publicysta Warzecha bezpardonowo sięga do psychologii. Ja w pewnym sensie też, lecz nazywam to inaczej.

Myślę, że Duda jest po prostu transintelektualnym politykiem, produktem silnie zrównoważonego rozwoju, pasującym jak ulał do standardów epoki w której przyszło mu żyć. Złośliwi mówią, że „gada jak potłuczony”. A ja się pytam: potłuczony? Gdzie? Na narciarskim stoku? Zakrawa o nonsens, chyba że…

Chyba że rozbił się o dno. Akurat to jest już bardziej prawdopodobne. Oczywiście nie zapominajmy o Lecu, który będąc w podobnej sytuacji, usłyszał stukanie od spodu.

Osiadły na dnie dożywotni członek “Unii Wolności” nie powiedział jeszcze ostatniego słowa, ale już powinniśmy dojrzeć pierwsze kształty wyłaniającej się Przyszłości. Na razie w postaci trzech przylądków Zbawienia – pogłębienie, rozszerzenie, wzmocnienie. Tak wybrzmiało w ostatnim “Orędziu”.

„Ojciec” pedałów jezuita ks. James Martin i bluźniercze grupy męskich „zakonnic” drag queen jawnie i uczenie gorszą dzieci. PROTESTUJ !!

„Ojciec” pedałów jezuita ks. James Martin i bluźniercze grupy męskich „zakonnic” drag queen jawnie gorszą dzieci.

STOP pro-transgenderowemu szczytowi ks. Jamesa Martina na Uniwersytecie Fordham

3 czerwca 2023 https://tfpstudentaction.org/petitions/stop-fr-james-martin-transgender-conference-fordham-university

Podpisz tam swój protest !!

Udostępnij tę petycję !!!

Dołącz do wiernych katolików w tym modlitewnym proteście, aby sprzeciwić się szczytowi ks. Jamesa Martina zatytułowanemu „Outreach 2023: LGBT Catholic Ministry Conference” na Uniwersytecie Fordham w dniach 16-18 czerwca 2023 roku.

Ks. Martin nie tylko wspiera transpłciowość dzieci, ale także popiera bluźniercze „Msze dumy” i świętokradcze „tęczowe różańce”. Krótko mówiąc, jego przesłanie jest następujące: „Zaakceptuj homoseksualizm. Obal Kościół”.

Co więcej, zamiast czcić Najświętsze Serce Jezusa w czerwcu, prelegenci na nadchodzącej konferencji będą kierować do dzieci panele zatytułowane:

Duszpasterstwo LGBTQ w szkołach średnich

Wychowanie katolickich dzieci LGBTQ

Kościół i transpłciowy katolik

Doświadczenie katolickich lesbijek

Aby dać ci wyobrażenie, dysydenccy i bluźnierczy mówcy będą obejmować:

Siostra Jeannine Gramick: Ta pro-homoseksualna zakonnica została uciszona przez Watykan w 1999 roku za jej niemoralny program w New Ways Ministry.

Niedawno wyraziła swoje poparcie dla decyzji L.A. Dodgers o uhonorowaniu bluźnierczej grupy męskich „zakonnic” drag queen na stadionie Dodger. „Oklaskuję Siostry Nieustającego Odpustu” – napisała s. Gramick. (New Ways Ministry, 27 maja 2023 r.)

Ks. Bryan Massingale: Ten ksiądz-dysydent identyfikuje się jako homoseksualista i atakuje autorytet Kościoła w bluźnierczych słowach: „Tak, z pewnością musimy przemyśleć oficjalną etykę seksualną naszego Kościoła. Ale jeszcze bardziej musimy przemyśleć Boga”. (DignityUSA, 4 lipca 2019 r.)

Ks. Donal Godfrey, SJ: Jako zwolennik homoseksualizmu, ks. Godfrey bluźnierczo sugeruje w swoim piśmie, że Bóg jest trans-płciowy. „Z pewnością wierzę, że Bóg, który jest w pewnym sensie transpłciowy, przekracza wszelkie granice i konstrukcje społeczne”. (Jesuit Higher Education: A Journal, 1 stycznia 2015)

To oburzające.

Zażądaj of Fordham-u [to na Uniwersytecie !!] , aby odwołał pro-homoseksualny szczyt o. Martina na kampusie.

Prelegenci szczytu promują poglądy nie tylko sprzeczne z Biblią, ale także z prawem naturalnym, dokumentami papieskimi, Ojcami Kościoła, Katechizmem Kościoła Katolickiego i życiem niezliczonych świętych.

Głośmy wieczną i niezmienną Bożą prawdę.

Podpisz swój protest.

Udostępnij.

„Wyrok śmierci dla milionów”: WHO i UE uruchamiają nową globalną inicjatywę dotyczącą paszportów szczepień

„Wyrok śmierci dla milionów”: WHO i UE uruchamiają nową globalną inicjatywę dotyczącą paszportów szczepień

Cyfrowy gułag i symulacja wolności czyli wyrok dla milionów

AlterCabrio

Opierając się na cieszącej się dużym powodzeniem unijnej sieci certyfikacji cyfrowej, WHO ma na celu zaoferowanie wszystkim państwom członkowskim WHO dostępu do cyfrowego narzędzia zdrowotnego typu open source, które opiera się na zasadach równości, innowacyjności, przejrzystości oraz ochronie danych i prywatności.

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

„Wyrok śmierci dla milionów”: WHO i UE uruchamiają nową globalną inicjatywę dotyczącą paszportów szczepień

Ekspert ds. technologii, dr Michael Rectenwald, powiedział The Defender, że pod pozorem ochrony wolności system paszportów cyfrowych „oznacza ograniczenia w przemieszczaniu się i funkcjonowaniu dla niezaszczepionych oraz przymusowe szczepienia, aby mogli oni uczestniczyć w życiu”.

———————-

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) i Komisja Europejska — władza wykonawcza Unii Europejskiej (UE) — zainicjowały w poniedziałek „przełomowe partnerstwo w zakresie cyfrowego zdrowia”, wyznaczając początek globalnej cyfrowej sieci certyfikacji zdrowia WHO (GDHCN) w celu promowania globalnego inter-operacyjnego cyfrowego paszportu szczepień.

Od tego miesiąca WHO przyjmie unijny system cyfrowej certyfikacji covid-19 „w celu ustanowienia globalnego systemu, który pomoże ułatwić globalną mobilność i chronić obywateli na całym świecie przed obecnymi i przyszłymi zagrożeniami dla zdrowia, w tym przed pandemiami”, jak głoszą poniedziałkowe komunikaty WHO i Komisji Europejskiej.

WHO i @EU_Commission rozpoczynają przełomową inicjatywę dotyczącą zdrowia cyfrowego, aby pomóc chronić ludzi na całym świecie przed obecnymi i przyszłymi zagrożeniami dla zdrowia

Jest to pierwszy element składowy globalnej cyfrowej sieci certyfikacji zdrowia WHO, który opracuje szeroką gamę produktów cyfrowych… pic.twitter.com/IPlxn8wAXv — World Health Organization (WHO) (@WHO) 5 czerwca 2023r

WHO i Komisja Europejska twierdzą, że inicjatywa GDHCN, nad którą trwają prace od 2021r., „opracuje szeroką gamę produktów cyfrowych, aby zapewnić wszystkim lepsze zdrowie”.

Organizacje stwierdziły, że WHO nie będzie gromadzić danych osobowych osób fizycznych za pośrednictwem tych paszportów cyfrowych – stwierdzając, że takie gromadzenie danych „będzie nadal wyłączną domeną rządów”.

Dyrektor generalny WHO Tedros Adhanom Ghebreyesus pochwalił nową umowę:

„Opierając się na cieszącej się dużym powodzeniem unijnej sieci certyfikacji cyfrowej, WHO ma na celu zaoferowanie wszystkim państwom członkowskim WHO dostępu do cyfrowego narzędzia zdrowotnego typu open source, które opiera się na zasadach równości, innowacyjności, przejrzystości oraz ochronie danych i prywatności.

„Opracowywane nowe cyfrowe produkty zdrowotne mają na celu pomóc ludziom na całym świecie w szybkim i skuteczniejszym korzystaniu z wysokiej jakości usług zdrowotnych”.

Jednak eksperci, którzy rozmawiali z The Defender, stwierdzili, że konsekwencje takiego systemu dla wolności człowieka i swobody przemieszczania się budzą obawy.

Niezależny dziennikarz James Roguski powiedział The Defender, że WHO nie czeka na pomyślne zakończenie tych negocjacji w celu wdrożenia inicjatyw takich jak globalny cyfrowy paszport szczepionek. Stwierdził:

Ogłoszenie WHO i Komisji Europejskiej dotyczące uruchomienia ich cyfrowego partnerstwa w zakresie zdrowia nie było zaskoczeniem. Ponad miesiąc temu WHO po cichu ogłosiła, że ​​pracuje nad «operacjonalizacją» tych samych rzeczy, które były «negocjowane».

To tylko jeden przykład, który wyraźnie pokazuje, że super tajne „negocjacje” w sprawie Międzynarodowych Przepisów Zdrowotnych (IHR) to farsa”.

Michael Rectenwald, Ph.D., autor książki „Archipelag Google: Cyfrowy gułag i symulacja wolności”, powiedział The Defender, że przy pozorach zachowania wolności system paszportów cyfrowych „oznacza ograniczenia w przemieszczaniu się i funkcjonowaniu dla niezaszczepionych oraz przymusowe szczepienia, aby mogli oni uczestniczyć w życiu”.

Ogłoszenie współpracy WHO i Komisji Europejskiej nastąpiło zaledwie kilka dni po zakończeniu dorocznego Światowego Zgromadzenia Zdrowia WHO (WHA).

Chociaż traktat pandemiczny i poprawki do IHR nie zostały sfinalizowane na tegorocznym spotkaniu, urzędnicy wysokiego szczebla WHO ostrzegali przed ryzykiem przyszłej pandemii i rozprzestrzeniania się śmiertelnej „choroby X” oraz wyrazili potrzebę „ograniczenia swobód osobistych” podczas przyszłych zagrożeń zdrowotnych.

UE jest zdecydowanym orędownikiem cyfrowych paszportów szczepień, wprowadzonych po raz pierwszy dla jej państw członkowskich pod koniec 2020r. — równolegle z wprowadzeniem szczepionek przeciwko covid-19 — pod nazwą „Green Pass”. Doświadczenia UE z przepustkami cyfrowymi zostały odnotowane w poniedziałkowym ogłoszeniu, które stwierdza:

„Jednym z kluczowych elementów działań Unii Europejskiej przeciwko pandemii covid-19 są cyfrowe certyfikaty covid-19. Aby ułatwić swobodny przepływ w obrębie swoich granic, UE szybko ustanowiła interoperacyjne certyfikaty covid-19.

„Oparte o technologie i standardy open source pozwoliły również na podłączenie krajów spoza UE, które wydają certyfikaty … stając się najczęściej stosowanym rozwiązaniem na całym świecie”.

Roguski powiedział The Defender, że UE była również jednym z najsilniejszych zwolenników paszportów szczepień podczas trwających negocjacji w sprawie „traktatu pandemicznego” WHO i poprawek do IHR.

„Oni naprawdę chcą globalnego cyfrowego świadectwa zdrowia”, jak powiedział Roguski The Defender w marcu. „Przede wszystkim pochodzi to z Unii Europejskiej”.

„Paszporty pandemiczne to wyrok śmierci dla milionów”

Według Roguskiego UE podczas negocjacji zmian w IHR przedstawiła propozycje, które mają na celu „normalizację” wdrażania globalnego cyfrowego świadectwa zdrowia”.

Republika Czeska wezwała do wprowadzenia Formularzy Lokalizatora Pasażerów „zawierających informacje dotyczące miejsca docelowego podróżnego”, najlepiej w formie cyfrowej, w celu śledzenia kontaktów.

Zaproponowali również, aby Zgromadzenie ds Zdrowia WHO „we współpracy z Międzynarodową Organizacją Lotnictwa Cywilnego [ICAO] […] i innymi właściwymi organizacjami mogło przyjąć wymogi, jakie muszą spełniać dokumenty w formie cyfrowej lub papierowej w odniesieniu do inter-operacyjności platform technologii informacyjnej, technicznych wymagań dotyczących dokumentów zdrowotnych, a także zabezpieczeń zmniejszających ryzyko nadużyć i fałszerstw”.

WHO wymienia ICAO jako oficjalnie uznanego „interesariusza”.

Republika Czeska i UE zaproponowały dokumentację nie tylko dotyczącą szczepień, ale także „świadectwa badań i świadectwa wyzdrowienia” w przypadkach, „gdy szczepionka lub profilaktyka nie została jeszcze udostępniona dla choroby, w odniesieniu do której ogłoszono stan zagrożenia zdrowia publicznego o zasięgu międzynarodowym.”

Plany dotyczące GDHCN WHO są w opracowaniu co najmniej od sierpnia 2021r., kiedy to WHO opublikowała dokument zatytułowany „Cyfrowa dokumentacja certyfikatów covid-19: stan szczepień: specyfikacje techniczne i wytyczne dotyczące wdrażania, 27 sierpnia 2021r”.

Założenia GDHCN trafiły do ​​​​programu tegorocznej konferencji WHA, na której stwierdzono:

„Sekretariat opracował wytyczne SMART (Standards-based, Machine-readable, Adaptive, Requirements-based, and Testable – oparte na standardach, do odczytu maszynowego, adaptacyjne, oparte na wymaganiach i testowalne) dotyczące cyfrowej dokumentacji certyfikatów covid-19, które zawierają zalecenia odnośnie potrzebnych danych, funkcjonalności cyfrowej, etyki i architektury zaufania w celu zapewnienia interoperacyjności dokumentacji dotyczącej szczepień i zdrowia na całym świecie”.

WHO ogłosiła również pomyślne zakończenie „technicznego studium wykonalności ustanowienia federacyjnej globalnej sieci zaufania, które przetestowało zdolność do współdziałania w zakresie treści zdrowotnych i sieci zaufania w ramach istniejących działań regionalnych”.

Urzędnicy UE często chwalili się uruchomieniem „Zielonej przepustki” [Green Pass] w całym bloku, zachwalając, w jaki sposób prywatność osób byłaby chroniona w aplikacji. Wprowadzeniu „Zielonej przepustki” towarzyszyły wypowiedzi przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen wzywające do „dyskusji” na temat obowiązkowych szczepień w UE.

Jednym z określonych priorytetów UE w ramach jej pięcioletniego planu na lata 2019-2024 jest stworzenie „tożsamości cyfrowej dla wszystkich Europejczyków”. Mianowicie każdy obywatel i mieszkaniec UE miałby dostęp do „osobistego portfela cyfrowego”, w którym znalazłyby się krajowe dowody osobiste, akty urodzenia i świadectwa zdrowia oraz prawa jazdy.

Te propozycje i inicjatywy wydają się być ściśle powiązane z celami zrównoważonego rozwoju Organizacji Narodów Zjednoczonych [Sustainable Development Goals, SDGs], a w szczególności z Celem 16.9, który wzywa do zapewnienia cyfrowej tożsamości prawnej dla wszystkich, w tym noworodków, do 2030r.

Tedros powiedział, że cele zrównoważonego rozwoju są „naszym celem” [our north star], zwracając się do tegorocznej WHA.

Rectenwald nazwał „paszporty pandemiczne” „wyrokiem śmierci dla milionów”. Powiedział The Defender:

Pomimo badań wykazujących, że szczepionki mające na celu ograniczenie pandemii były śmiertelne i bezużyteczne, WHO podwaja wysiłki dotyczące szczepień.

Paszporty pandemiczne to wyrok śmierci dla milionów i uchylanie praw nieprzestrzegającym. WHO należy powstrzymać, zanim zakończy budowę globalnego systemu totalitarnego”.

———————

Michael Nevradakis, Ph.D., z siedzibą w Atenach, w Grecji, jest starszym reporterem The Defender i jednym z rotujących gospodarzy programu CHD.TV „Good Morning CHD”.

____________

‘Death Sentence for Millions’: WHO, EU Launch New Global Vaccine Passport Initiative, Michael Nevradakis Ph.D., June 6, 2023

Alternatywnie:

‘Death Sentence for Millions’: WHO, EU Launch New Global Vaccine Passport Initiative, Michael Nevradakis Ph.D., The Defender, 06/06/23

„Antyfaszyzm” nie jest chorobą Systemu tylko objawem choroby, którą jest System.

Antyfaszyzm” nie jest chorobą Systemu tylko objawem choroby, którą jest System.

[Moim zdaniem Autor bardzo spłyca problem genezy, ideologii, mocy i sprawności działania „Systemu”, ale… powyższy tytuł jest świetny, więc umieszczam całość.

Też dla ilustracji dziwacznych marginesów, peryferii, wertepów myśli polskiej. To jakiś płytki poganin, choć bardzo oczytany egocentryk. Tak, jakby mikro -Julian Apostata. To tacy przejęli poważną kiedyś „Myśl Polską”?

Od jego uogólnień odcinam się podwójna linią. Mirosław Dakowski]

=====================

==========================

Ronald Lasecki antyfaszyzm-i-system Myśl – polska”?

Kompletnie nie interesuję się piłką nożną, więc miałem nie wypowiadać się w sprawie sędziego piłkarskiego p. Marciniaka. Wszystkie praktycznie wypowiedzi na jakie się natknąłem, były jednak płytkie (winne jest złe lewactwo/zła Platforma /zły antyfaszyzm), więc postanowiłem jednak uzupełnić dotychczasowe spostrzeżenia swoimi wnioskami.

Antyfaszyzm nie jest chorobą Systemu tylko objawem choroby którą jest System. Antyfaszyści istnieją, bo ktoś im za ich działalność płaci, ktoś daje im etaty by denuncjowali jako „faszyzm” każdy przejaw tożsamości, ktoś docenia ich „badania” w tej dziedzinie i przyznaje im stopnie naukowe.

Usunięcie w związku z tym samych „antyfaszystów”/lewaków niczego nie rozwiąże, bo na miejsce usuniętych pojawią się nowi. Pojawią się, ponieważ są elementem mechanizmu samoregulacji Systemu i jego umacniania się. To System zatem jest problemem, a nie jego „mechanizmy obronne”.

Ideową istotą systemu jest etyczny uniwersalizm, antropologiczny indywidualizm, pseudo-racjonalizm. Jego mechaniką jest kapitalizm, który mógł zaistnieć dzięki przyjęciu tych właśnie idei filozoficznych. Kapitalizm wymaga bowiem logiki włączającej: gdy konkurować będzie ze sobą przedsiębiorca dyskryminujący jakąś kategorię klientów lub partnerów biznesowych i przedsiębiorca ich niedyskryminujący, to ten drugi zawsze wygra.

Systemem zatem nie kierują jakieś mroczne i tajemnicze gremia „antyfaszystów”/ lewaków/Żydów/globalistów/Bilderberga, „bankierów przechodzących na islam” by zniszczyć „cywilizację łacińską” (teza dr. Krajskiego), czy kogo tam jeszcze. Wymienione „grupy interesu” oczywiście korzystają na rozwoju Systemu i go wspierają ale gdyby nawet wyeliminować je wszystkie, koło Systemu (kapitalistycznej globalizacji) nie przestało by się kręcić (dlatego recepty Hitlera były prostackie i opierały się na powierzchownym jedynie rozpoznaniu problemu – Hitler czerpał swoją wiedzę o świecie z jakichś wiedeńskich brukowców i jego zdolności analityczne były słabe).

Osobowym oparciem Systemu nie są iluminaci, humanoidalne jaszczury ani masoni, tylko menedżerowie, przedsiębiorcy, biurokraci, dziennikarze – ludzie tacy jak my, którzy nie mają żadnych złych intencji, a robią to co robią, po prostu by mieć pracę, zapewnić dobrobyt bliskim, osiągnąć akceptację i szacunek społeczny itp. Zgodnie z klasyczną teorią liberalną, to logika funkcjonowania kapitalizmu sprawia, że ich motywowane osobistym egoizmem prywatne działania, komponują się w globalny liberalny System.

Ta sama logika dotyczy zresztą biurokracji rządowych i pozarządowych, też skądinąd finansowanych dziś przez globalny kapitał, którego możliwości przekroczyły już dawno możliwości finansowania polityki przez populację danego kraju lub wyborców wpłacających datki. Dlatego właśnie każda partia populistyczna przegra z partiami polegającymi na globalnym kapitale: żadne datki wyborców ani pobory choćby najwyższych podatków w „państwie narodowym” nie przeważą pływów światowego kapitału spekulacyjnego. Chyba, że mamy do czynienia z „państwem-kontynentem” (USA, UE, Indie, Chiny, do pewnego stopnia Rosja, potencjalnie Indonezja), które – szczególnie gdy jego mieszkańcy mają dostatecznie dużą siłę nabywczą – może przeciwważyć kapitały spekulacyjne.

Kapitalizm naturalnie premiuje zatem zniesienie jakichkolwiek kryteriów różnicowania i wartościowania. Tym tłumaczyć należy pozornie jedynie paradoksalny fakt promocji „wokizmu” przez wielkie korporacje i finansowania przez nie ruchów lewackich. Gdy jakieś przedsiębiorstwo próbuje budować pozycję rynkową na odwołaniu do etnosu, zostaje z czasem zmiażdżone. Stało się tak na przykład z Abercrombie&Fitch, które na początku ostentacyjnie promowało „dziarskich białych chłopców”odwołując się do białej populacji USA, ale przemielone przez żarna globalnego rynku, kaja się teraz równie ostentacyjnie i promuje liberalną patologię.

Etyczny i antropologiczny uniwersalizm zaszczepiony został światu przez religie abrahamiczne, a konkretnie przez chrześcijaństwo. Tylko na Zachodzie chrześcijaństwo (katolicyzm) przybrało formę racjonalistyczną, stąd też to właśnie na katolickim Zachodzie a nie wśród chrześcijan Lewantu, Afryki Północnej lub Afryki Wschodniej zrodził się kapitalizm. Z tego samego powodu kapitalizm nie zrodził się w Indiach, Tawantinsuyu ani w antycznym Rzymie. Potrzebne były wszystkie składowe ideowe: uniwersalizm, indywidualizm, egalitaryzm, racjonalizm, liniowa koncepcja czasu z wynikającą z niej ideą postępu.

Z tego powodu, konserwatywna opozycja przeciw Systemowi nigdy nie będzie skuteczna. Konserwatyści katoliccy i protestanccy podzielają bowiem idee filozoficzne, które uruchamiają mechanikę kapitalizmu. Konserwatyzm katolicki nie jest zatem w stanie odrzucić Systemu, bowiem skonfrontowany z filozofiami w obrębie których kapitalizm nie mógłby się narodzić, zawsze je odrzuci (jako „orientalne”, „despotyczne”, „barbarzyńskie” itp.).

Religie jednak mają to do siebie, że wartościują: rozróżniają „dobro” i „zło”, „wiernych” i „niewiernych”, „prawdę” i „błąd”. Stąd nie mieszczą się w logice Systemu (kapitalizmu) i są przez niego stopniowo rozwadniane i wygaszane. Mam więc złą wiadomość dla wszystkich TFP-owców i innych „kontrrewolucjonistów”: nie będzie nigdy żadnego „dobrego” kapitalizmu-Systemu o obliczu kalwińskim, zielonoświątkowym, katolickim, islamskim, czy narodowym. System prędzej czy później was przeżuje i strawi. Do czasu aż w ostatnim meczecie otworzą kolejnego McDonalda a w ostatnim miejscu pielgrzymkowym postawią automat z coca-colą.

Żadna prawica systemowa nie zapobiegnie marszowi „wokizmu”, bo wszelki populizm (tożsamość zbiorowa) stoi na drodze rozwoju kapitalizmu (czyli zwiększania dobrobytu, zapewniania pokoju itp. – lewicowa krytyka kapitalizmu jako prowadzącego do zbiednienia jest zupełnie nieprzekonująca, bo obiektywnie ten model gospodarowania jest po prostu skuteczny i działa). Każda partia czy firma która spróbuje opierać się na zasobach gospodarczych konkretnego kraju i ludu, przegra z tymi które opierają się na globalnym kapitale spekulacyjnym – chyba, że mamy do czynienia z „państwem-kontynentem” liczącym sobie co najmniej 140 mln. (zasobnych) mieszkańców.

Globalny kapitalizm są zatem w stanie okiełznać tylko „państwa-kontynenty”(liczące powyżej 140 mln. mieszkańców): imperium jankeskie (USA), imperium chińskie, imperium indyjskie, imperium europejskie (niemieckie), imperium eurazjatyckie (rosyjskie – jeśli Rosja przyłączy Ukrainę), imperium islamskie (tureckie). Doświadczenia starć Google’a z UE, Chinami, Rosją i niektórymi innymi państwami opisane przez Shoshanę Zuboff ilustrują, że globalny kapitał spekulacyjny można pokonać, gdy jest się wystarczająco dużym. Zakończyć globalny kapitalizm mógłby zatem globalny „koncert” mocarstw-imperiów-cywilizacji.

Warunkiem światopoglądowym osiągnięcia tego stanu jest odrzucenie filozofii uniwersalizmu -indywidualizmu-egalitaryzmu-racjonalizmu-historyzmu. Michael Hardt i Antonio Negri przyrównali przed laty System do imperium rzymskiego. Poza rzymską limes żyli barbarzyńcy (Scytowie, Sarmaci, Hunowie, Mongołowie itd.). Były to ludy zorganizowane w szczepach, patriarchalne, wojownicze. Obchodziło je nie to co dobre „w ogóle”, tylko to co dobre dla nich. Łupili bez sentymentu rzymskie miasta i przejmowali rzymską technologię, podobnie jak wieki później ich następcy mongolscy postępowali z chrześcijańskim Zachodem.

Wyłączenie się z logiki Systemu (kapitalizmu), to dziś porzucenie idei konstytuujących cywilizację zachodnią (uniwersalizm- indywidualizm-egalitaryzm-racjonalizm-historyzm). Tak powrót do idei „trybalistycznej” (szczepowej/kamrackiej). Znalezienie się poza Systemem oznacza „powrót do barbarzyństwa” – to właśnie powinno być treścią polskiego eurazjatyzmu. A barbarzyńca to ktoś, kogo cywilizowany i oświecony człowiek Zachodu (mieszkaniec „globalnej wioski”) nienawidzi, boi się, brzydzi. Barbarzyńcę szczuje się psami i ściga po lasach, by wykłuć go gdzieś w ostatniej pieczarze jakiegoś Wazyrystanu. Później można go zakopać gdzieś w dole za stodołą. W najlepszym razie wyznaczyć mu jakiś „rezerwat”.

System wobec barbarzyńcy jest tym czym była komunistyczna Polska wobec antykomunistycznego podziemia zbrojnego, czym były państwa założone w Amerykach przez europejskich zdobywców wobec rdzennych mieszkańców tych kontynentów, czym cywilizacja rolnicza była wobec wilka. Wyjście z Systemu ku barbarzyństwu (logice trybalnej) jest więc współczesnym „wilkołactwem” – wilkołak był bowiem mężczyzną żyjącym w osadzie (Cywilizacji), który porzucał ją uciekając do lasu (Natury), by potem – wzbudzając nienawiść, strach i obrzydzenie światłych i cywilizowanych, prowadzić przeciw nim walkę szarpaną i być przez nich ściganym i szczutym. Naturalnym symbolem Antysystemu (współczesnego barbarzyństwa) jest więc wilk – nieprzypadkowo chyba m.in. w chrześcijaństwie uznany za symbol anarchicznego zła.

W każdym razie, „dysydenci” z Systemu (wilkołaki) nie mogą spodziewać się ze strony Systemu żadnej „sprawiedliwości”. System bowiem został skonstruowany przeciw nam – wiemy przecież, że wszelki uniwersalizm jest fałszem i ukrywa jedynie struktury dominacji, w tym przypadku struktury dominacji naszych wrogów. Policja, sądy, służby specjalne, wojsko,”wolne media” – to wszystko są psy łańcuchowe Systemu („sheepdogs” z doskonałej książki „On Killing” Dave’a Grossmana), które mają walczyć z barbarzyńcami, czyli z nami. Odwoływanie się do legitymizujących te instytucje zaklęć ideologicznych nie ma sensu – polegać możemy w ostatecznym rachunku jedynie na sobie i swoich kamratach (stąd też barbarzyńca/dysydent z Systemu powinien stale powiększać swój potencjał, stawać się bardziej niezależnym i „groźniejszym”)
Stosunek do instytucji Systemu (podobnie jak do innych „osiągnięć zachodniej cywilizacji”) powinniśmy mieć analogiczny jak barbarzyńcy do miast i technologii antycznego Rzymu czy Mongołowie do najeżdżanych przez nich krajów – jak radził hr. Tarnowski: „brać i nie kwitować”, to znaczy, sięgać po nie czysto instrumentalnie (Lenina „kapitaliści sprzedadzą nam sznurek, na którym ich powiesimy”).

Po drugie, musimy na początek oczyścić się światopoglądowo z zachodniego szlamu filozoficznego (antropocentryzmu- uniwersalizmu-indywidualizmu-racjonalizmu-historyzmu). Zobowiązania mamy wobec siebie i wobec naszych kamratów z Antysystemu – z którymi chcielibyśmy tworzyć (polityczną) wspólnotę losu. To na ich opinii powinno nam zależeć, to ich wzmocnienie jest również wzmocnieniem nas. W uzasadnionych przypadkach można to nawet po barbarzyńsku pieczętować prywatnymi (pozasystemowymi) rytuałami jak braterstwo krwi.

Reszta „narodu” czy tam „społeczności międzynarodowej” – czy nas uznaje za „faszystów”, „ruskich agentów”, „zdrajców”, „terrorystów” czy kogo tam jeszcze, nie ma znaczenia. Liczy się tylko nasz „szczep” – poza kręgiem światła padającego z ogniska (idei) wokół którego się gromadzimy (tzn. gromadzą się ludzie), żyją tylko demony, potwory, zombie itp. Jak śpiewał niegdyś Clem Tholet: „What it was a time – all the world against us!”.

To światopoglądowe zerwanie z cywilizacją zachodnią (antropocentryzmem-uniwersalizmem-indywidualizmem-racjonalizmem-historyzmem, których zwieńczeniem jest obecny „wokizm”) jest fundamentem dla przełamania logiki Systemu. Rynek może sobie nawet być „wolny” (a w każdym razie konkurencyjny – w końcu kapitalizm jest skuteczniejszy niż brednie suflowane przez wyznawców socjaldemokracji czy tam innych dewiacji w rodzaju „państwa opiekuńczego/państwa dobrobytu” chcących zamienić nas nie w watahę wilków ale w podłączone do mechanizmu karmienia tuczniki), byleby nie działano na nim w logice antropocentryzmu-indywidualizmu-historyzmu. Osiągamy tyle, by moje bractwo-kamractwo utrzymało funkcjonalną równowagę i względną przewagę nad innymi oraz nie zaczęło się psuć (rozkładać, feminizować itp.). Resztę zostawiamy w spokoju lub rozrzucamy jako potlacz. Nie ma żadnego „postępu”, „ludzkości” ani nawet „narodów”, więc gwiżdżemy sobie na ludzi (?), z którymi nie mamy żadnej więzi, którzy maja inny herb-totem-geniusza.

Tutaj łamiemy logikę Systemu nie przez zgromadzenie więcej niż od mógłby zgromadzić (geopolityka/imperia-kontynenty), tylko niejako „od środka”. Taką „kontrrewolucję”neotrybalistyczną („kamracką”) można zacząć niejako „od wewnątrz” Systemu. Globalizmu bowiem nie obalą (sympatyczni skądinąd) ludzie w turbanach biegający po Saharze z czarnymi flagami ani łowcy-zbieracze z Północnego Sentinelu, tylko mieszkańcy „globalnej wioski”, którzy „uciekną z niej z powrotem do lasu” („Der Waldgang”Jüngera) – staną się dysydentami/wilkołakami/ barbarzyńcami/na Zachodzie – eurazjatami.

Nie ukrywam, że do niedawna bliższa mi była koncepcja „nakrycia” Systemu przez „imperia-kontynenty”. Rzeczywistość jednak „dała mi po mordzie”, bo perspektywa taka – choć bynajmniej nie wykluczona – wcale się nie przybliża.

Wiadomo już na przykład, że – przez nieudolność i kunktatorstwo Putina – Rosja nie przyłączy Ukrainy. Bez Ukrainy zaś „imperium rosyjskie” (?) nie osiągnie pułapu 140 mln. ludzi, czyli nie stanie się „państwem-kontynentem”, a tylko takie liczą się w globalnej grze.

Turcja została wyhamowana w Syrii i w Libii, poniosła porażki w Tunezji (odsunięcie Enahdy), w Sudanie (obalenie Omara al-Baszira), a przede wszystkim w Egipcie – gdyby w Egipcie utrzymał się Muhammad Mursi, to układ sił politycznych w świecie muzułmańskim i Śródziemnomorzu wyglądał by dziś już zupełnie inaczej.

Niemieckie imperium Unii Europejskiej zostało sparaliżowane przez wewnętrzną słabość Niemiec i obstrukcję USA posługujących się swoimi państwami-narzędziami takimi jak Anglia, Holandia czy Polska. Dodatkowo, siły oporu w samych Niemczech wydają się być niezdolne do rozwarcia kleszczy, w których kraj ten trzymają siły Systemu, a sam etnos niemiecki wytracił swoją pasjonarność.

Tożsamościowe poruszenie jankesów zogniskowane przez Trumpa wydaje się raczej wygasać, a w każdym razie rozpraszać.

Cały pas Indopacyfiku (Indie-Wietnam-Tajwan- południowa Korea-Japonia) intensywnie się „wokizuje”, internalizując pod presją USA antykulturę Systemu.

Wynik rywalizacji Chin z USA nie jest natomiast pewny. Chiny, nawet jeśli nie dokonały wprost secesji z Systemu, to dość istotnie i w pożądanym kierunku by go przeistoczyły, ich sukces byłby więc naszym sukcesem, ale wynik rywalizacji Pekin-Waszyngton wcale nie jest przesądzony a partactwo Putina na Ukrainie utrudniło nam czerpanie korzyści ze wzrostu Chin, paradoksalnie wzmacniając dominację Waszyngtonu w Europie – czyli wzmacniając System.

Pozostaje więc secesja od Systemu – ruch „dysydencki”. Rozpalać trzeba kolejne „ogniska” solarnej, patriarchalnej i trybalnej kultury honoru. Jak wiadomo, ognisko to symbol Słońca. Mężczyźni gromadzili się od zawsze w kręgach wokół ogniska, by kultywować Porządek, Życie, Siłę, których symbolem jest Słońce i ogień. Ogień jest też oczywiście symbolem zniszczenia i o tym też trzeba pamiętać – gdy rozpalimy dostatecznie dużo antysystemowych „ognisk”, to… spopielimy System.

I tylko to zakończyć może kolejne krucjaty „antyfaszystów” przeciwko choćby najbardziej rozmytym przejawom tożsamości partykularnych, zakłócających globalistyczny projekt kapitalizmu-Systemu. Pozytywną treścią Antysystemu powinien być Solarny Idealizm.

Jak w Danii, Holandii i Norwegii urzędnicy – zboczeńcy rozbijają [polskie] rodziny i zarabiają na tym.

Jak w Danii, Holandii i Norwegii urzędnicy – zboczeńcy rozbijają rodziny i zarabiają na tym.

Alina@Warszawa 9-06-2023 jak-w-krajach-zach-rozbijaja-rodziny

Wczoraj [8.06] TVP wyemitowała kolejny odcinek „Magazynu Śledczego Anity Gargas(link is external)” (odcinek 277 z 8.06.2023), poświęcony polityce rodzinnej w Danii, Holandii i Norwegii. 
Pada tam wypowiedź, że instytucje, które powinny opiekować się dziećmi, pod byle pretekstem zabierają rodzicom dzieci do „rodzin zastępczych”, którymi są rodziny muzułmańskie, pary homoseksualne, albo inne patologiczne. 
Głównymi bohaterami są członkowie polskiej rodziny, której też odebrano córkę, bo tej nie spodobały się metody wychowawcze taty i mamy i doniosła na rodziców. Po wielu perypetiach udało się im porwać 13-latkę z Danii do Polski.
Odebrali dziecko samotnej matce, bo brała nadgodziny – jak wynikało z danych urzędu skarbowego i niby nie dbała o dziecko. Matka mówi, że dwóch zboczeńców dostało 2,5 raza tyle pieniędzy za darmo na jej dziecko, co ona zarabiała ciężką pracą! 
Dzieje się tak dlatego, że jest to sprytnie stworzony system korupcyjny (u nas podobnie skorzystała pani tramwajarka H. Krzywonos jako „rodzina zastępcza”), który opanowali urzędnicy socjalni, w większości LGBT. Po zakończeniu pracy w urzędzie – tworzą rodziny zastępcze (i zapewne część kwot z urzędu oddają urzędnikom). 
Reportaż jest wstrząsający, Niestety mógł wstrząsnąć tylko tymi, którzy nie spali o 22.35. Wspominam o nim, bo przecież jest w Polsce bardzo wrażliwy Holender Ekke Overbeek, o którym pisałam przy okazji paszkwilu TVN-24 „Bielmo-Franciszkańska 3”. i tego wrażliwca zupełnie nie obchodzą tragiczne losy dzieci odebranych ze swoich rodzin w Holandii, a szuka sensacji w Polskim Kościele. 
Do Polski uciekł też holenderski lekarz okulista z czwórką dzieci. 
No cóż – TVN-24 nie robi reportaży na ten temat, bo sprawa zawsze ociera się o zboczeńców, wielką urzędniczą korupcję i równie wielkie bezprawie. Najciekawsze, że holenderski urząd gminy, który zajmuje się sprawami socjalnymi, nazywa się KOMUNA!

Widmo epidemii nad Paryżem. Możliwe: Dżuma, tularemia, tyfus plamisty, leptospiroza i gorączka szczurza. – Jeśli lewacy przemogą.

Widmo epidemii nad Paryżem. Możliwe: Dżuma, tularemia, tyfus plamisty, leptospiroza i gorączka szczurza.

Na ulicach przybywa śmieci i… szczurów

Paulina Wójtowicz Medonet choroby-zakazne,widmo-epidemii-nad-paryzem

Wrzucamy do worka, wiążemy, wyrzucamy, problem z głowy. Nie interesuje nas to, co ze śmieciami dzieje się później. Gdyby jednak służby porządkowe przestały je usuwać, utonęlibyśmy w resztach tego, co spożywamy i zużywamy. Tak jak Francuzi, którzy stoją właśnie w obliczu zagrożenia epidemią. Wszystko przez strajk służb porządkowych i korzystające z ich absencji w pracy szczury. W samym Paryżu jest ich 6,5 mln — dwa razy więcej niż mieszkańców stolicy Francji. Gryzonie te przenoszą groźne patogeny, zdolne wywołać falę zakażeń, jakiej nikt z nas jeszcze nie widział.

Na protesty we Francji „reagują” szczury

We Francji trwają protesty przeciwko rządowej reformie emerytalnej. Strajkują m.in. pracownicy wywożący śmieci. W efekcie w Paryżu zalega obecnie ok. 6,6 tys. ton śmieci. Najgorzej jest w dzielnicach, które obsługują jednostki miejskie, choć i tam, gdzie usługi świadczą prywatne firmy, nie jest dobrze — duża część ich pracowników również jest od kilku dni nieobecna w pracy.

Problem sięga głębiej — zakłócenia w funkcjonowaniu widać też w spalarniach odpadów. Nie działają trzy z czterech znajdujących się na obrzeżach stolicy zakłady, a czwarty przestał być już wydolny — śmieci jest po prostu za dużo.

Protesty, do których dochodzi także w innych miastach, Francuzi odczuwają dotkliwie. Wyzwaniem są nie tylko piętrzące się wszędzie śmieci, ale i szczury, które natychmiast ruszyły na łowy. To bardzo groźna sytuacja, bo gryzonie te są rezerwuarem niebezpiecznych patogenów.

Jakie choroby przenoszą szczury?

Chorobą, która kojarzy się ze szczurami jako pierwsza, jest dżuma. W błędzie jest każdy, kto uważa, że to problem historyczny. Wprawdzie w naszym regionie „czarna śmierć” nie występuje, ale jest wciąż wyzwaniem dla krajów Azji, Afryki oraz Ameryki Południowej. Pałeczką dżumy można zarazić się poprzez ukąszenie pchły bytującej na szczurze.

Dziś, na szczęście, wyleczenie choroby jest jak najbardziej możliwe. Warunkiem jest jednak szybkie rozpoznanie. Choroba objawia się gorączką, dreszczami, bólami brzucha, silnym osłabieniem, czasem także krwawieniem do skóry lub narządów wewnętrznych. Nieleczona dżuma prowadzi do śmierci w ok. 50 proc. przypadków – przy podjęciu odpowiedniego leczenia śmiertelność spada do ok. 5 proc.

Sporym problemem jej też tularemia, do której dochodzi wskutek zakażenia bakterią Francisella tularensis. To wyjątkowo zjadliwy i podstępny patogen, ponieważ wystarczy zaledwie kilka „osobników”, by doszło do zarażenia. Bakterię przenoszą głównie kleszcze i muchy jelenie (bądź kontakt z ugryzionym przez nie i zakażonym zwierzęciem), ale znane są przypadki choroby u osób, które sprzątały zwierzęce odchody (m.in. pochodzące od szczurów).

Sama tularemia objawia się m.in. wysoką gorączką, bólami mięśni i stawów, wymiotami, biegunką. U wielu chorób pojawiają się zmiany skórne w postaci wysypki czy owrzodzenia.

Inną grupą bakterii przenoszonych przez szczury są riketsje, powodujące chorobę zakaźną, zwaną tyfusem plamistym. Do zakażenia dochodzi wskutek ukąszenia przez pasożytującą na szczurach pchłę bądź wesz. Bakteria, dostając się do krwiobiegu, uszkadza naczynia krwionośne, serce oraz układ nerwowy. Jej powikłania są bardzo dotkliwe (to m.in. opadowe zapalenie płuc, zapalenie opłucnej, zapalenie mózgu, zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych, zapalenie nerek).

Niegdyś tyfus wywoływało liczne epidemie, które zbierały tragiczne żniwo, ale i dziś występuje w Azji oraz Afryce. W Polsce notuje się kilka przypadków zachorowań rocznie.

Bezpośrednio (jako nosiciele) szczury mogą przenieść na człowieka także dwie inne choroby bakteryjne: leptospirozą i gorączkę szczurzą. Pierwsza wywołana jest zakażeniem krętkami bakterii Leptospira, która znajduje się w moczu gryzoni. Zarazić można się poprzez kontakt z zanieczyszczoną glebą lub żywnością. Objawami leptospirozy są wysoka gorączka, światłowstręt, bóle mięśni, bóle brzucha, wysypka. Wśród powikłań występują zapalenie opon mózgowo-rdzeniowych oraz uszkodzenie wątroby.

Merowa [meranka??] Paryża zachęca do „wspólnego życia” ze szczurami. Wraz z Instytutem Pasteura, Sorboną i Muzeum Historii Natur. „projekt badawczy” polegający na „zwalczaniu uprzedzeń” wobec takich sąsiadów…

Francja elegancja. Merowa [meranka??] Paryża zachęca mieszkańców do „wspólnego życia” ze szczurami.

Ratusz wraz z Instytutem Pasteura, Sorboną i Muzeum Historii Naturalnej prowadzi projekt badawczy polegający na „zwalczaniu uprzedzeń” wobec takich sąsiadów…

Mer Paryża Anne Hidalgo, krytykowana za dużą liczbę szczurów w stolicy, powoła grupę roboczą ds. „wspólnego życia” z tymi gryzoniami – informuje dziennik „Le Figaro” w piątek.

Szczury „nie stanowią problemu zdrowia publicznego” – przekonuje paryski ratusz, wskazując, że przypadki przenoszenia leptospirozy przez ugryzienie mogą dotyczyć tylko pracowników oczyszczania miasta.

„Powstaje kwestia wspólnego życia” – oświadczyła podczas paryskiej rady Anne Souyris z ratusza w odpowiedzi na pytanie burmistrza 17. dzielnicy Paryża Geoffroya Boularda, który zapytał o „bardziej ambitny plan walki z rozprzestrzenianiem się szczurów”.

„Postanowiliśmy ostatnio z mer Hidalgo powołać też komisję w sprawie (…) wspólnego życia ze szczurami”, aby „było ono do zniesienia dla paryżan” – oświadczyła Souyris. „Nie oznacza to, że powinniśmy pozwolić szczurom włóczyć się po mieście” – dodała Souyris, przypominając miejski plan walki z gryzoniami obowiązujący od 2017 r.

Merostwo oprócz zakupu „tysięcy nowych pojemników na śmieci” i śmiercionośnych pułapek stawia również na „zapobieganie”, ponieważ porzucanie nieczystości na ziemi jest główną przyczyną namnażania się szczurów – podkreśliła urzędniczka.

Ratusz wraz z Instytutem Pasteura, Sorboną i Muzeum Historii Naturalnej prowadzi projekt badawczy polegający na „zwalczaniu uprzedzeń, aby pomóc Paryżanom lepiej koegzystować ze szczurami”. Obecna na debacie w merostwie ekolog Douchka Marković poprosiła o używanie terminu „szczury rzędowe”, według niej mniej pejoratywnego. Ekolog podkreśliła, że są one „pożyteczne” w ich ekosystemie i potępiła „nienormalny, nieuzasadniony strach” niektórych ludzi przed tymi gryzoniami.

Stowarzyszenie obrony zwierząt Paris Animaux Zoopolis, które wzywa do „nieśmiercionośnych metod” w walce ze szczurami, z zadowoleniem przyjęło zapowiedzi merostwa.

Seksualizujące zajęcia w szkołach – „normą”?? – np. w Warszawie – Chirurżka…

Długi i groźny „marsz przez język”, nie tylko w oświacie

dlugi-i-grozny-marsz-przez-jezyk

Obrona przed tzw. „tęczowymi piątkami”, organizacjami LGBT prowadzącymi antydyskryminacyjne – a faktycznie seksualizujące – zajęcia w szkołach, lewicowymi samorządami, które jak w Warszawie, Gdańsku czy Poznaniu, bezpośrednio oddziałują na podległe im szkoły – to rzeczywistość, z jaką zmagamy się w Polsce od lat.

Grzechem pierworodnym jest ustawa o systemie oświaty, która czyni z samorządów organy prowadzące placówki oświatowe. Sprawują one nadzór nad szkołami i placówkami w zakresie niepedagogicznym, a wchodzą w ten zakres również kwestie kadrowo-płacowe. To skutecznie wykorzystywana metoda, by zawłaszczać coraz większe obszary oświaty w Polsce. Ignorowanie przez samorządy nadzoru pedagogicznego sprawowanego przez Kuratoria i formatowanie umysłów nauczycieli, pedagogów i psychologów oraz pracowników administracji, a nawet rodziców, w ramach szkoleń i warsztatów jest powszechne i nie napotyka na realne przeciwdziałanie. Na ten cel płynie strumień finansowania, w dużej mierze z Unii Europejskiej. Także oddziaływanie na uczniów poprzez zajęcia dodatkowe, wszelkie wydarzenia oraz konkursy szkolne, biblioteczne, świetlicowe jest stałą praktyką.

Formy oddziaływania na dzieci, począwszy od przedszkoli, mają wiele twarzy, nie zawsze na tyle groźnych, by od razu wzbudzić zainteresowanie i czujność rodziców czy nauczycieli oraz reprezentujących rodziców społecznych organizacji. Wpływ organów państwa na oświatę maleje, zwiększa się strefa wpływu samorządów, NGO-sów, gorliwie realizujących agendę zrównoważonego rozwoju promowaną przez UE i ONZ poprzez sowite finansowanie. Proces rozpływania się oświaty jest milcząco akceptowany przez rząd, gdyż zdejmuje z rządzących odpowiedzialność za wielkie obszary życia społecznego. Pod pozorem usamorządowienia – ongiś naiwnie jak się okazało utożsamianego z oddolnym sprawowaniem władzy lokalnej – oddaje je we władanie siłom, z którymi tylko deklaratywnie się walczy i którym nieprzekonująco się sprzeciwia.

Przykładem takiego miękkiego oddziaływania na świadomość uczniów dosłownie z ostatnich dni może być choćby pozornie niewinny konkurs „artystyczny” ogłoszony dla uczniów 14 maja na stronie Biura Edukacji Urzędu m.st. Warszawy. Ma on popularyzować nie poprawną ortografię, nie polskie przysłowia ani synonimikę wzbogacającą język czy choćby zabawy z licznymi w polszczyźnie homonimami. O nie! Celem konkursu jest popularyzacja „idei języka równościowego ze względu na płeć (feminatywy)”. „Idei języka równościowego” – podkreślmy.

Adresatami konkursu są uczniowie szkół podstawowych, począwszy od klas pierwszych. Organizator konkursu, Warszawska Rada Kobiet wraz z partnerami, którymi są m.in. Biuro Edukacji Urzędu m.st. Warszawy i Warszawskie Centrum Innowacji Edukacyjno-Społecznych i Szkoleń [podległe Urzędowi m.st. Warszawy], oczekuje obecnie na prace plastyczne i filmowe: kolaże, filmy nagrywane komórką, komiksy, plakaty etc. promujące tę „ideę”. Równość płci w języku na filmikach nagrywanych przez dzieci – sam pomysł budzi grozę!

Przypomnijmy, Warszawskie Centrum Innowacji Edukacyjno-Społecznych i Szkoleń, znane jest z antydyskryminacyjnych projektów szkoleń, jakie objęły wszystkie warszawskie dzielnice i pracowników oświaty oraz rodziców, a których podwykonawcami są najbardziej światopoglądowo lewicujące NGO-sy, mające często wprost LGBT w nazwach i statutach. Kwestie te głośno podnosił Instytut Ordo Iuris wskazując na zatrudnianie promujących narkotyki i seks homoseksualistów do prowadzenia zajęć antydyskryminujących dla nauczycieli w szkołach oraz na powszechne finansowanie przez warszawski samorząd wielu organizacji o tęczowych barwach. 

FINANSOWANIE WARSZAWSKICH ORGANIZACJI LGBT – zobacz raport

Konkurs reklamuje plakacik-krzyżówka z takimi potworkami językowymi, jak: „gościni”,”burmistrzyni”, ”chirurżka”, a rozwiązaniem jest oczywiście wyraz „feminatywy”. Czy to tylko zachęta do tworzenia takich ośmieszanych językowych absurdalnych potworków, jak rodzice i rodzicki czy ta profesora? Czy raczej – skoro o „idei języka równościowego” mowa – do ilustrowania, a więc ugruntowywania w dziecięcej świadomości genderowego lewackiego projektu „świata silnych kobiet”, który ma zastąpić naturalny symetryczny świat dwu płci o odmiennych rolach społecznych, wynikających z biologicznych różnic kobiety i mężczyzny?

Pan profesor i pani profesor – mają zniknąć najpierw z języka, a potem ze świadomości uczniów, wraz z podziałem na dwie płcie i wszelkimi dalszymi konsekwencjami. Mieszanie, płynność i relatywizm, zamiana ról, zmiana płci, tranzycje, retranzycje – to skutki procesu „marszu przez język”. Jest on nadal niedoceniany i nie do końca rozpoznany przez konserwatywną część społeczeństwa, pomimo upowszechnienia pojęcia lewicowego „marszu przez instytucje”, który w ciągu ostatnich dziesięcioleci zmienił całkowicie naszą rzeczywistość. Ideolodzy neomarksistowscy zaś znakomicie posługują się tym narzędziem, poprzez język działając na wyobraźnię coraz młodszych dzieci i powolnie formatując ich świadomość.

„Językoznawcy i językoznawczynie, socjologowie i socjolożki są zgodni co do tego, że zmiany społeczne mają swój początek w języku. Zatem walka w tym obszarze nie jest drobiazgiem”[…] Sięganie po żeńskie formy rodzajowe wynika z dbałości o język ojczysty, o jego tradycję i logikę. Natomiast używanie wyłącznie form męskich ugruntowuje patriarchalny układ rzeczywistości” – czytamy w tekście „Chirurżka, posełka i gościni. Kogo denerwują feminatywy?” Magdaleny Raczek na łamach kultura.trójmiasto.pl

Czy faktycznie sięganie po żeńskie formy rodzajowe to wyraz dbałości o polszczyznę? Czy raczej jest formą walki o przeprowadzenie głębokich zmian społecznych, o której wprost pisze się chwilę wcześniej?

Nazwa konkursu warszawskiego Ratusza daje jednoznaczną odpowiedź – język jest stricte genderowym orężem w równościowej walce z normalnością.

Debata na temat specyfiki polszczyzny i form męskich powraca od wielu lat. „Nie ma jednak potrzeby używania konstrukcji typu Polki i Polacy, studenci i studentki w każdym tekście i zdaniu, ponieważ formy męskie mogą odnosić się do obu płci”. – to puenta bardzo ostrożnego stanowiska Rady Języka Polskiego przy PAN z 2019 r., w którym wcześniej ciepło dywaguje się o feminatywach.

Niestety, nawet w podręcznikach szkolnych do języka polskiego stosuje się od lat takie właśnie nadużywanie poprawnych „równościowo” form, utrwalając w uczniach nadwrażliwość na tę kwestię. Wymagają tego zalecenia recenzentów MEiN, do których muszą się stosować autorzy podręczników. Przybiera to niekiedy dość zawiłe formy i komplikuje polecenia np. ”Jeśli próbowałeś/próbowałaś pisać poezję podziel się z kolegami i koleżankami swoim doświadczeniem.” itp. Czy nie warto by tego wreszcie zmienić?

Jak długo jeszcze możliwe będzie „odnoszenie się do obu płci” form męskich w polszczyźnie, wspominane w stanowisku Rady? Jak szybko to, co dziś dopuszczane przez Radę Języka Polskiego – czyli dziwne i często groteskowo brzmiące feminatywy – staną się jedynymi i wyłącznie obowiązującymi formami, pod nakazem sądowym ich stosowania, a językowa tradycja, stanowiąca o specyfice polszczyzny, będzie interpretowana jako patriarchalna przemoc i forma dyskryminacji, i jako taka – surowo karana?

Przykład aresztowanego za proste stwierdzenia o istnieniu dwu płci kanadyjskiego ucznia powinien być dla nas ostrzeżeniem. Obecny festiwal nienawiści w Kanadzie i USA, agresja uczniów wobec nauczycieli dokumentowana na rozpowszechnianych filmikach poraża brutalnością „obrońców” LGBT wobec każdego, kto głosi inne poglądy. Ta młodzież odrobiła lekcję z „języka równościowego” i nauczyła się już, czym jest w praktyce segregacja i dyskryminacja oraz kogo ma objąć. Tym kimś są „wrogowie równości”, nie męskie końcówki wyrazów.

Inne ostrzeżenie płynie ostatnio z Augsburga. Decyzje władz diecezji w Augsburgu, o czym informował pch24.pl .postanowiły, iż w dokumentach pisanych diecezji należy „uwidaczniać różne płcie” tak, aby zapewnić „równouprawnienie oraz równe traktowanie kobiet, mężczyzn oraz pozostałych płci”. Nie wolno od teraz mówić – na przykład – o „nauczycielach”, bo to wykluczałoby kobiety; należy mówić „nauczyciele i nauczycielki” albo „nauczycielstwo”.

„W 2018 roku w Niemczech wprowadzono oficjalnie „trzecią płeć” – tzw. divers, „różny”. Obywatele RFN mogą wskazywać taką płeć w dokumentach. Od momentu zapadnięcia tej państwowej decyzji Kościół katolicki wprowadza elementy genderyzmu w duszpasterstwie i administracji” – czytamy. A jeśli „trzecich płci” będzie więcej, gdyż prawodawstwo niemieckie oficjalnie je nakaże? Za chwilę to „uwidocznienie płci” obejmie wszelkie zboczone postaci i dewiacje, i to w języku kościelnych dokumentów?

By takie zjawiska mogły zaistnieć i podobne zarządzenia, nawet w administracji kościelnej, funkcjonować, potrzebna była gruntowna przebudowa języka i świadomości. Zaczęto przed laty od przedszkola i szkoły.

W Polsce jesteśmy na początku stosowania totalnego języka, ale „marsz przez język” nabiera coraz większego rozpędu.

Równościowe konkursy dla 7-latków – jak wspomniany powyżej – mają naturalnie oswajać, a następnie przygotować nowe kadry bojowników o równość najpierw do braku oporu, zaś w przyszłości do aktywnego działania i walki. Nie tylko na polu języka. Powinniśmy o tym pamiętać.

Warto jednak pilnie już dziś poddać reedukacji w zakresie stosowanego języka kadry rządzących, gdyż równościowy język polityków tzw. prawicy nie różni się niczym od politycznie poprawnej mowy unijnych, w pełni zrównoważonych, eurokratów.

Sprzeciwiamy się, protestujemy, nie zgadzamy się wobec LGBT , światopoglądu lewicowego, łamania norm świata chrześcijańskiego etc. – takie deklaracje słyszą wyborcy z ust sprawujących władzę. Jaka jest jednak praktyka?

 „Codziennie używany język kształtuje naszą rzeczywistość i ją wyraża. Kształtuje też naszą świadomość, czyli to, jak widzimy świat” – tu cytowana wcześniej publicystka ma stuprocentową rację. Na stosowane przez modernistów niebezpieczne mechanizmy językowe, które powodują powszechną erozję świadomości, wielokrotnie wskazuje ceniona dr Marguerite Peeters w swoich licznych publikacjach i wykładach [np. „Gender – światowa norma polityczna i kulturowa” i „Globalizacja zachodniej rewolucji kulturowej”]. Czy jednak jest słuchana i właściwie rozumiana przez tych, od których zależy stanowienie prawa i rządzenie po prawej stronie sceny politycznej w Polsce?

Jak więc „widzą świat” ci, którzy w imieniu polskiego rządu podpisali umowę partnerstwa pomiędzy Polską a UE 30 czerwca 2022 z tzw. Funduszu Partnerstwa, który definiuje szkoły specjalne jako “segregacyjne” i z tego powodu pozbawia je finansowania?

„Szkoły specjalne i inne placówki prowadzące do segregacji lub utrzymania segregacji jakiejkolwiek grupy defaworyzowanej i/lub zagrożonej wykluczeniem społecznym nie będą wspierane w zakresie infrastruktury i wyposażenia” – głoszą dokumenty wszystkich, poza jednym, województw w Polsce, kopiujące skandaliczne zapisy z rządowych dokumentów.

Segregacja, dyskryminacja, wykluczenie, defaworyzacja – to równościowe etykiety językowe używane przez unijnych dysponentów środków dla tych form szkolnictwa i całych obszarów innych instytucji, które przeznaczono do likwidacji. A po drugiej stronie: równość, inkluzja, włączenie. Bez dania racji, argumentów, badań naukowych. Znakomity przykład stosowania „idei języka równościowego”. Jak idea – to idea! Żadna z ideologii nie posługiwała się wszak dowodami – wystarczyło zbudowanie powszechnego przekonania u wyznawców i bezkrytyczna wiara lub… zastraszanie.

Wyłącznie edukacja włączająca, czyli równościowy projekt o globalistycznym rodowodzie, niwelujący narodowy system oświaty, zostanie dofinansowana z bilionowego budżetu z UE do 2027 r. Poprzez pozbawienie finansowania szkół specjalnych i innych placówek oraz promocję inkluzji chce się osiągnąć w każdej dziedzinie: “potrzebę deinstytucjonalizacji usług” , ochronę „grup defaworyzowanych”, „otwieranie systemu” i docelowo – zrealizować ideologiczną „politykę spójności” w ramach UE.

Uważajmy na te pojęcia z wyższej równościowej półki! Długi „marsz przez język” skutecznie wspiera „marsz przez instytucje”.

To już nie konkursowe ABC „języka równościowego”, to faktyczna przebudowa struktury społecznej pod dyktat niepolskich decydentów. Wbrew dobru dziecka. Wbrew polskiej racji stanu.

Hanna Dobrowolska ekspert oświatowy

Legitymację partyjną oddał Wincenty Kalemba, a tam zachodnim bankierom włosy stają dęba

Legitymację partyjną oddał Wincenty Kalemba, a tam zachodnim bankierom włosy stają dęba

Sojusznicy reagują

Stanisław Michalkiewicz sojusznicy-reaguja

„Legitymację partyjną oddał Wincenty Kalemba, a tam zachodnim bankierom włosy stają dęba” – śpiewał w 1980 roku Andrzej Rosiewicz. Chodziło o to, że rząd napożyczał na Zachodzie pieniędzy, a tu nagle wybuchł bunt przeciwko partii, z którym partia i rząd nie bardzo mogły sobie poradzić, aż dopiero soldateska 13 grudnia 1981 roku odniosła miażdżące zwycięstwo nad niewdzięcznym narodem, przywracając porządek przy pomocy „surowych praw stanu wojennego”, kiedy to stosowny dekret za byle co przewidywał karę śmierci, a w najlepszym razie – długoletnią turmę.

Wspominam o tym również po to, by przywrócić poczucie rzeczywistości rozmaitym mądralom z wyższych szkół gotowania na gazie, którzy bredzą, że „surowość kary nie ma większego znaczenia w postępowaniu z przestępcami”. Wisienką na torcie jest historia pewnego ruskiego „wora w zakonie”, czyli zawodowego złodzieja, którego Aleksander Sołżenicyn spotkał w jakimś łagrze. Ów wor przechwalał się, że nigdy nie pracował – z jednym, jak szczerze przyznawał, wyjątkiem. Otóż w trakcie wojny niemiecko-sowieckiej jakoś zamarudził i nie zdążył uciec z Kijowa przed wkroczeniem tam Niemców. Wtedy pracowałem – opowiadał – bo przyłapanych na kradzieży Niemcy na miejscu rozstrzeliwali.

Wracając do zachodnich bankierów, to włosy stawały im dęba z obawy, że zbuntowany lud nie zechce spłacać kredytów zaciągniętych przez partię i rząd. Dlatego też po wprowadzeniu stanu wojennego zachodni bankierzy poczuli ulgę, a w ich imieniu gratulacje generałowi Wojciechowi Jaruzelskiemu złożył miłujący pokój i demokrację niemiecki kanclerz Helmut Schmidt.

[por.: Czemu
ukrywanie bankructwa Banku Handlowego sprzed pół wieku jest tak
istotne dla Polaków lat trzydziestych Trzeciego Tysiąclecia.

To właśnie była zdrada, a raczej rabunek tysiąclecia !! md]

Historia się powtarza, ale – ma się rozumieć – niedokładnie, bo nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki, a już sławny starożytny rosyjski filozof Pantarejew odkrył, że wsio pławajet [точнее – всё плывёт. md] . W ogóle warto przypomnieć, ile świat zawdzięcza Rosjanom. Na przykład Pietia Goras wynalazł matematykę i sformułował słynne twierdzenie, a z kolei w czasach nowożytnych polarną zorzę wynalazł Łomonosow, „by oświetlała carski tron, a w której blasku wielki Soso milionom podejrzanych osób zgotował zasłużony zgon” – pisze poeta.

Jak widzimy, rosyjskie wpływy są widoczne wszędzie, więc trudno, by nie było ich widać w polskiej polityce – o ile postępowanie naszych Umiłowanych Przywódców zasługuje na tę szlachetną nazwę. Więc kiedy z inicjatywy Naczelnika Państwa Sejm uchwalił ustawę o czeriezwyczajnej komisji do zbadania rosyjskich wpływów w polskiej polityce, to zaraz zachodni bankierzy, a właściwie nie tyle bankierzy, co dygnitarze, pospieszyli z gorzkimi słowami krytyki.

Chodzi o tak zwaną „lex Tusk”, której celem jest nie tyle może zbadanie rosyjskich wpływów, bo te widoczne są na każdym kroku, co o zablokowanie Donaldu Tusku, a być może również wielu jego kolaborantom możliwości zajmowania stanowisk publicznych nawet przez najbliższe 10 lat.

Tymczasem Donald Tusk od lat pozostaje umiłowaną duszeńką – najpierw Naszej Złotej Pani, a teraz – Naszego Złotego Pana, więc nic dziwnego, że w Komisji Europejskiej zaraz objawił się kolejny niemiecki owczarek w osobie Didiera Reindersa, ludowego komisarza od sprawiedliwości, który nie tylko wyraził zaniepokojenie tą ustawą, ale w dodatku zapowiedział, że „nie zawaha się” przed podjęciem „działań”.

Jakie to będą „działania” – tego jeszcze nie wiemy, ale w stosownym czasie zostanie nam to objawione: „aż o poranku za oknem dojrzy kontury tanku, potem na schodach usłyszy kroki. Wnet się posypią piękne wyroki!”. Sęk bowiem w tym, że ustawę tę w podskokach podpisał pan prezydent Andrzej Duda, chociaż – jak twierdzi Judenrat „Gazety Wyborczej” – między nim a Naczelnikiem Państwa topór wojenny wcale nie został zakopany. Skąd zatem taka skwapliwość ze strony pana prezydenta?

Żeby odpowiedzieć na to pytanie, musimy zdać sobie sprawę, w obliczu jakiej konieczności powoli staje pan prezydent. Na trzecią kadencję kandydować nie może, bo zabrania mu tego konstytucja, więc musi rozejrzeć się za jakąś prestiżową synekurą – albo w ONZ, albo w NATO, albo jeszcze gdzie indziej.

Jak przytomnie zauważył pan Leszek Miller, który o takich sprawach coś tam musi wiedzieć, bez protekcji amerykańskiej objęcie takiej synekury jest absolutnie niemożliwe. Skoro tak, to pan prezydent Duda najwyraźniej wykombinował sobie, że jak podpisze ustawę blokującą Donaldu Tusku i jego kolabom start w wyborach, to jego Volksdeutsche Partei wyborów nie wygra, dzięki czemu nic nie zagrozi amerykańskiej kurateli nad naszym bantustanem. W takiej sytuacji oddanie pana prezydenta dla Naszego Najważniejszego Sojusznika zostanie zauważone i stosownie wynagrodzone.

Temu rozumowaniu niczego zarzucić nie można, a jednak Departament Stanu, zamiast złożyć panu prezydentowi gratulacje, jak w swoim czasie Kanclerz Schmidt generałowi Jaruzelskiemu, „wyraził zaniepokojenie”, że przepisy tej ustawy mogą zostać „niewłaściwie użyte”, co może zagrozić „wolnym wyborom w Polsce”.

W tej pozornie surowej formule tkwi jednak wskazówka, jak zrobić, by i wilk był syty, i demokratyczna owca cała. Jeśli bowiem przepisy lex Tusk zostaną użyte „właściwie”, to znaczy, że w naszym fachu nie ma strachu i że nie ma co martwić się na zapas.

Zdradzili wszyscy – czyli o utracie fundamentu moralnego

Zdradzili wszyscy czyli o utracie fundamentu moralnego

AlterCabrio

Problem polega na tym, że „robienie właściwych rzeczy” nie było oparte na żadnych moralnych podstawach wolności myśli, słowa, wyboru czy cielesnej suwerenności. Zamiast tego robienie właściwych rzeczy polegało na podążaniu za stadem.

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

______________***______________

O zdradzie ze strony instytucji, współpracowników i członków rodziny „przejętych i kontrolowanych przez strach, wstyd, pychę i chciwość”

„Rozumiem, że wielu uważało, że postępują słusznie, nie tylko pozwalając na wstrzyknięcie sobie niesprawdzonej eksperymentalnej technologii genetycznej, ale także zmuszając, zawstydzając, zastraszając i dyskryminując tych, którzy tego nie zrobili.

Problem polega na tym, że „robienie właściwych rzeczy” nie było oparte na żadnych moralnych podstawach wolności myśli, słowa, wyboru czy cielesnej suwerenności. Zamiast tego robienie właściwych rzeczy polegało na podążaniu za stadem”.

W zeszły piątek miałem przyjemność uczestniczyć w prezentacji dr Jordana Petersona. Dr Peterson obszernie mówił o swoich 12 Zasadach Życia, traktacie, który zachęca i pomaga nam być lepszymi istotami ludzkimi. W całej jego prezentacji jedno słowo przykuło moją uwagę. Słowo – zdrada. To słowo głęboko we mnie rezonowało i przemawiało do źródła mojego gniewu, urazy i niepokoju o przyszłość. Zastanawiając się nad ostatnimi trzema latami, stało się dla mnie jasne ilu zdrad doświadczyliśmy:

– Nasze rządy i wybrani przedstawiciele nas zdradzili.

– Zdradzili nas nasi sędziowie i ci, którzy stoją na straży praworządności i naszej Karty Praw i Wolności.

– Nasza policja, wojsko, prokuratorzy generalni i wszyscy, którzy przysięgali nas bronić, zdradzili nas.

– Zdradzili nas nasi lekarze, pielęgniarki, urzędnicy służby zdrowia i farmaceuci.

– Nasze agencje regulacyjne, które są odpowiedzialne za przestrzeganie etycznych praktyk medycznych, zdradziły nas.

– Nasze media głównego nurtu, które rzekomo są niezależne i poszukują prawdy, zdradziły nas.

– Nasze instytucje akademickie, które twierdzą, że są źródłem szkolnictwa wyższego, zdradziły nas.

– Nasi przywódcy religijni, którzy zamknęli miejsca kultu, zdradzili nas.

– Zdradziły nas nasze instytucje finansowe, które obiecały chronić nasze oszczędności.

– Nasza rodzina, przyjaciele i współpracownicy, którzy włączyli się w przymus, zawstydzanie i dyskryminację niezaszczepionych, zdradzili nas.

– A ci, którzy godzili się na przymus, bo chcieli podróżować, grać w hokeja, czy iść do pubu, zdradzili własną suwerenność cielesną oraz indywidualne prawa i godność.

Problem ze zdradą polega na tym, że trudno jest odzyskać zaufanie raz zdradzone. Niechętnie powierzam swoje bezpieczeństwo tym instytucjom, agentom, profesjonalistom, współpracownikom i członkom rodziny. Pokazali mi, że można ich przejąć i kontrolować przy pomocy strachu, wstydu, pychy i chciwości.

Rozumiem, że wielu uważało, że postępują słusznie, nie tylko pozwalając na wstrzyknięcie sobie niesprawdzonej eksperymentalnej technologii genetycznej, ale także zmuszając, zawstydzając, zastraszając i dyskryminując tych, którzy tego nie zrobili. Problem polega na tym, że „robienie właściwych rzeczy” nie było oparte na żadnych moralnych podstawach wolności myśli, słowa, wyboru czy cielesnej suwerenności. Zamiast tego robienie właściwych rzeczy polegało na podążaniu za stadem.

Sugeruję, że nasze społeczeństwo łatwo wpadło w stan systemowej zdrady właśnie dlatego, że utraciło swój moralny fundament. Zaufanie nie zostanie łatwo przywrócone do czasu, gdy wspólnie obronimy, a następnie będziemy żyć zgodnie z systemem wartości, który szanuje indywidualne prawa i wolność oraz godność tego ciała danego przez Boga. Do tego czasu należy mieć się na baczności.

Wszystkiego dobrego,

TK

______________________

Ted Kuntz on Betrayal by Institutions, Colleagues and Family Members “Co-Opted and Controlled by Fear, Shame, Pride and Greed”, May 31, 2023

Alternatywnie:

Ted Kuntz, Vaccine Choice Canada, 31 maja 2023r

Lockdown NIE był „błędem politycznym”… To był mord.

Lockdown nie był błędem czyli jak odnieść ‘sukces polityczny’

AlterCabrio

To kampania, która udaje odpowiedzialność i uczciwość, ale tak naprawdę polega na ostrożnym zarządzaniu autopsją covida. Zapewnieniu, że wszelkie rozmowy n/t covid odbywają się wyłącznie na warunkach establishmentu, jednocześnie usypiając tych, którzy zostali świeżo przebudzeni przez pandemię, z powrotem w głęboki sen.

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

______________***______________

Lockdown NIE był „błędem politycznym”… To był mord

Wczoraj the Telegraph poinformował o „nowych badaniach”, które stwierdzają, że lockdowny uratowały tylko 1700 istnień ludzkich w Anglii i Walii. „Kropla w morzu potrzeb” w porównaniu z wyrządzonymi szkodami:

„Nauka o lockdownach jest jasna. Dane widzimy: uratowani przed zgonem to kropla w morzu w porównaniu z oszałamiającymi kosztami nałożonych zabezpieczeń”.

To nie jest odkrycie, to nie jest przyznanie się, to nie są mechanizm gwarantujący zachowanie równowagi politycznej. Jest to raczej public relations, zarządzanie percepcją. Jeszcze jeden przykład rewizjonizmu, który podkreśliliśmy w najnowszym wydaniu This Week in the New Normal.

To kampania, która udaje odpowiedzialność i uczciwość, ale tak naprawdę polega na ostrożnym zarządzaniu autopsją covida. Zapewnieniu, że wszelkie rozmowy n/t covid odbywają się wyłącznie na warunkach establishmentu, jednocześnie usypiając tych, którzy zostali świeżo przebudzeni przez pandemię, z powrotem w głęboki sen.

„Nowe badania” są w zasadzie powtórzeniem fundamentalnego kłamstwa udającego „wyznanie”. „Przyznaje”, że lockdown miał niewielki lub nie miał żadnego wpływu na „zgony z powodu covid”, co stanowi tylko tylne drzwi dla utrzymywania fikcji, że „zgony z powodu covid” naprawdę miały miejsce.

Nie kwestionuje skuteczności testów, definicji „przypadków” lub „zgonów” ani żadnej architektury oszustwa covid. Po prostu wzmacnia podstawowe, fundamentalne założenia:

Covid rzeczywiście istniał i faktycznie zabijał ludzi.

Jedno i drugie to udowodnione kłamstwa.

Prawda jest taka, że ​​lockdowny wcale nie ratowały życia, a żadna z „konsekwencji” ​​lockdownów nie była zaskoczeniem. Omawiamy to w naszych „40 faktach” na temat covid.

Bieda, depresja, rozpacz. Zamknięte sklepy, zamknięte szpitale i zbankrutowane firmy. Wszystko było do przewidzenia i wszystko celowe.

Wiedzieli, że tak się stanie… po to to było.

Dlatego wymyślono „covid”.

Lockdown nie był błędem politycznym, był politycznym sukcesem.

_________________

OffG’s Quick Take: Lockdown was NOT a “policy mistake”…It was murder, Jun 5, 2023

Grabież organów i handel nimi na Ukrainie: Wezwanie do międzynarodowych działań.

Grabież organów i handel nimi na Ukrainie: Wezwanie do międzynarodowych działań.

Organ Harvesting and Trafficking in Ukraine: A Call for International Action

 Jonas E. Alexis, organ-harvesting-and-trafficking-in-ukraine-a-call

Rzeczniczka rosyjskiego MSZ Maria Zakharova wyraziła zaniepokojenie alarmującym rozpowszechnieniem grabieży organów w ukraińskich strefach walk. Wezwała do natychmiastowej międzynarodowej uwagi i monitorowania w celu zwalczania tej nielegalnej działalności, która, jak twierdzi, jest dochodowym biznesem prowadzonym przez osoby wysokiego szczebla sponsorowane przez rząd.

Historia grabieży organów na Ukrainie: Zakharova podkreśla, że ​​grabież organów na Ukrainie nie jest zjawiskiem nowym.  Doniesienia o zmuszaniu Ukraińców o niskich dochodach do sprzedawania swoich organów i o nielegalnym pobierania materiału biologicznego ze zwłok pochodzą z późnych lat 90., na długo przed zamachem stanu z 2014 r. i późniejszymi wydarzeniami. Sytuację dodatkowo zaostrzył konflikt we wschodniej części kraju.

Zaangażowanie Grupy Wagnera: Zbiegając się z apelem Zacharowej, Jewgienij Prigożyn, szef prywatnej rosyjskiej firmy wojskowej znanej jako Grupa Wagnera, ujawnił, że około 20 000 ich żołnierzy zginęło, głównie podczas bitwy o Artiomowsk (Bachmut) w Donbasie. Prigożyn twierdził, że połowa tych zgonów dotyczyła więźniów rekrutowanych z rosyjskich więzień. Biorąc pod uwagę historię grabieży organów na Ukrainie, pojawiają się pytania, czy Grupa Wagnera może być również zaangażowana w tę makabryczną praktykę.

Doniesienia o handlu dziećmi i grabieży organów: W marcu 2023 r. pojawił się film przedstawiający rosyjskiego żołnierza, który twierdził, że na Ukrainie istnieje „fabryka niemowląt”, w której dzieci są rodzone i wychowywane do pedofilskich burdeli dziecięcych lub zabijane w celu grabieży organów i sprzedaży na czarnym rynku . 

Ten film, wraz z dokumentem „Oczy diabła” polskiego reżysera Patryka Vegi, dodatkowo ujawnia handel niemowlętami i małymi dziećmi w celu wykorzystywania seksualnego i grabieży organów. Niektórzy sceptycy odrzucają te doniesienia jako „rosyjską propagandę”, ale wcześniejsze poważne artykuły i dochodzenia w zachodnich mediach również zwracały uwagę na kwestię handlu narządami na Ukrainie.

Międzynarodowe raporty i domniemane miejsca przeznaczenia pobranych narządów: Kilka międzynarodowych raportów rzuciło światło na kwestię grabieży narządów na Ukrainie. Europejskie Centrum Prawa i Sprawiedliwości opublikowało 14 lat temu artykuł, w którym podkreśla zarzuty dotyczące handlu częściami ciała na Ukrainie. The Jerusalem Post w 2010 roku poinformował o aresztowaniu 12 Izraelczyków na Ukrainie za handel narządami.  Niedawno Ynet News opublikował raport łączący narządy pobrane na Ukrainie z ich miejscem przeznaczenia w Izraelu. Rosyjski emerytowany generał dywizji Vladimir Ovchinsky twierdził, że Turcja, Indie, Izrael i Korea Południowa są kluczowymi lokalizacjami dla nielegalnego handlu narządami.

Wniosek: Wezwanie rzeczniczki rosyjskiego MSZ Marii Zakharowej do międzynarodowego monitoringu i działań przeciwko grabieży organów na Ukrainie podkreśla powagę tego problemu. Zaangażowanie Grupy Wagnera oraz doniesienia o handlu dziećmi i grabieży organów wymagają dokładnego zbadania i interwencji.  Chociaż niektórzy mogą odrzucić te twierdzenia jako dezinformację, to dowody historyczne i wcześniejsze doniesienia medialne wskazują na długotrwały problem handlu narządami na Ukrainie. Międzynarodowa współpraca ma kluczowe znaczenie dla zwalczania tej ohydnej zbrodni i wymierzenia sprawiedliwości.

Wyzwoleni od LGBT – ale tępieni i dyskryminowani przez LGBT i … ONZ ! !

Wyzwoleni od LGBT – ale tępieni i dyskryminowani przez LGBT i … ONZ !!

Iwona Galińska https://prawy.pl/125591-Wyzwoleni-od-LGBT 8 czerwca 2023

Homoseksualiści od lat forsują tezę, że swoją orientację seksualną przynieśli z sobą w chwili urodzenia. Winna jest biologia, nie ich postrzeganie świata. Ale na to twierdzenie nie ma żadnych naukowych dowodów.

Międzynarodowe stowarzyszenie Core Issues Trust organizacja charytatywna z siedzibą w Irlandii Północnej twierdzi zupełnie coś innego. W ramach jej działalności uruchomiono projekt X-Out-Loud, którego celem jest wspieranie kobiet i mężczyzn, którzy odrzucili homoseksualny styl życia. Organizacja takich ludzi przyjmuje pod swoje skrzydła, kocha ich i wspiera. Odwrotnie niż „społeczeństwo” [tj raczej oficjalna propaganda. MD] , które przedstawia wyzwolonych od LGBT jako ludzi, którzy oszukują samych siebie. -Out-Loud to to otwarta i bezpieczna przestrzeń dla tych, którzy chcą zadawać swobodnie pytania, rozwijać swoją tożsamość i zetknąć się z ludźmi, którzy wychodzenie od homoseksualizmu mają już za sobą.

Nawróceni na nową drogę życia mają niełatwą drogę na Zachodzie. Transseksualiści automatycznie ich atakują, i twierdzą, że przezwyciężenie tej tożsamości jest niemożliwe. A prawda jest taka, że ludzie wyzwoleni od homoseksualizmu zakładają rodziny, mają dzieci i smutne doświadczenia swojego życia mają już za sobą. Nie mogą jednak otwarcie o tym mówić, bo boją się utraty pracy i dyskryminacji na uczelniach. Znany jest przypadek, gdy firma  sprawdziła prywatne konto człowieka, który chciał tam znaleźć pracę. Chcieli się dowiedzieć, że jego poglądy polityczne są tożsame z tymi, jakie kultywuje firma. Firmy jasno dają do zrozumienia swoim kandydatom, że muszą przestrzegać ich polityki. Jedna z nauczycielek z powodu tego, że popierała tradycyjną rodzinę w sieciach społecznościowych, straciła pracę.

 W większości krajów na Zachodzie obowiązują przepisy zakazujące tzw. terapii konwersyjnej. Tym samym wszyscy, którzy próbują wrócić do swojej dawnej [normalnej !] orientacji seksualnej i tożsamości płciowej są kryminalizowani. Obecnie istnieje nacisk ze strony organizacji międzynarodowych takich jak ONZ, aby wprowadzić ten zakaz wszędzie. „Konwersja” jest terminem religijnym i każdy kto używa go w tym kontekście, atakuje ideę odwrócenia się chrześcijanina od świata ku wierze. Jeden z działaczy stowarzyszenia w wywiadzie udzielonym telewizji na Malcie, mówił, że był aktywnym homoseksualistą, ale odrzucił ten styl życia po spotkaniu z Jezusem Chrystusem. Ówczesna minister ds. równości na Malcie, która jest obecnie komisarzem w Brukseli, zadzwoniła do państwowej telewizji i skrytykowała ją za wyemitowanie tej rozmowy. W końcu wywiad został usunięty z kanału You Tube.

Zachód wprowadza zakazy, które zaczynają się od podkreślania orientacji seksualnej lub tożsamości płciowej jako wartości absolutnych. Wszyscy, którzy próbują się z tego wyłamać, są atakowani. A czy taka zmiana jest rzeczywiście szkodliwa? Wszystkie osoby, które przewinęły się przez stowarzyszenie i porzuciły styl życia LGBT, twierdzą teraz, że nie urodziły się z taką orientacją seksualną, że na ich rozwój seksualny miało wpływ wiele czynników. Gdy zmienili dotychczasowy [tj zboczony md] styl życia poczuli się lepiej psychicznie, duchowo i emocjonalnie. Dlatego nie można tych ludzi siłą zmuszać do terapii konwersyjnej i rząd nie ma prawa do tego.

Dla stowarzyszenia X-Out-Loud ludzie, którzy odczuwają pociąg do tej samej płci są zdeterminowani pewnego rodzaju zachowaniem, który jest wynikiem kilku czynników zaistniałych podczas dojrzewania. Może być czynnikiem zarówno nadużyć, jak i tłumionej potrzeby, którą dana osoba zaczęła wyrażać w swym dorosłym życiu. Działacze stowarzyszenia uważają, że można to przezwyciężyć, że jest z tego wyjście. Mają biblijne podejście do osób, które czują pociąg do tej samej płci. Dlatego uważają, że homoseksualizm rozumiany jako aktywność czy zachowanie jest grzechem, jednocześnie trzeba zdać sobie sprawę, że Bóg nas kocha i kocha wszystkich ludzi. Według nich problem z homoseksualizmem pojawia się wtedy, gdy definiuje się go jako tożsamość – „jeżeli to czujesz, to jesteś tym”. To wadliwa postawa, bo ludzie mogą wiele różnych uczuć, mogą odczuwać również pociąg do tej samej płci na pewnym etapie swojego życia. Ale to nie determinuje ich tożsamości. Uczucia nie mogą zdefiniować osoby.

Paradoksem tego wszystkiego jest to, że ruch LGBT, który próbuje nam wmówić, że jest ruchem dyskryminowanym, sam dyskryminuje osoby, które go porzuciły.  Chce narzucać celebrację sposobu życia homoseksualistów i narzucanie go innym przez edukację, kulturę.  Przez przedefiniowanie chcą zniszczyć rodzinę. Dzieciom, które wychowują się w związkach jednopłciowych, wmawia się, że taki styl życia jest normą.

Jeden z działaczy stowarzyszenia Mattew Grech, kiedyś czynny homoseksualista tak o tym mówi: „Kiedy wracam myślami do młodości, zawsze myślę, jak byłbym szczęśliwy, gdyby ktoś powiedział mi, że mogę zmienić styl życia. Jednak wszystko, co wtedy słyszałem, to to, że aby być szczęśliwym, muszę podążać za swoimi uczuciami. To jest wielkie kłamstwo. Masz przecież swobodę reagowania na swoje uczucia w taki czy inny sposób. Tworzymy kulturę, w której uczucia są wartością absolutną. Ewangelia mówi nam coś zupełnie innego. Jest więc wyjście, które może zmienić twoje życie. W naszej organizacji są osoby, które odrzuciły homoseksualizm, wzięły ślub i mają dziś dzieci. Realizowali swoje marzenia i mają spełnione życie”.

Ten artykuł ukazał się w miesięczniku „Moja Rodzina”. Zachęcamy do prenumeraty.

Lawinowy wzrost liczby cudzoziemców zatrudnionych w Polsce. Ukraińcy – 82%. Reszta – ze 177 krajów…

Lawinowy wzrost liczby cudzoziemców zatrudnionych w Polsce. Ukraińcy – 82%. Reszta – ze 177 krajów…

lawinowy-wzrost-liczby-cudzoziemcow-zatrudnionych

„W 2022 r. wśród 15,2 mln osób pracujących w Polsce aż 3,8 proc. stanowili cudzoziemcy. Rok wcześniej udział pracujących cudzoziemców wynosił 1,6 proc., a w 2017 r. tylko 0,7 proc.”, informuje PolskieRadio24.pl.

Wśród pracujących w Polsce cudzoziemców dominują obywatele Ukrainy (81,6 proc.). Oprócz nich zatrudnienie w Polsce znajdują również Białorusini (5,8 proc.), Gruzini (3,8 proc.) i Mołdawianie (2,5 proc.). „Pozostałe 6,3 proc. stanowiły pozwolenia na pracę cudzoziemców z innych 174 krajów”.

„W 2022 r. najwięcej cudzoziemców pracowało w przedsiębiorstwach zajmujących się przetwórstwem przemysłowym – 110,3 tys. osób, z czego 47,1 tys. stanowiły kobiety. Niewiele mniej pracowników z zagranicy było zatrudnionych w branży transportowej (109,8 tys. osób, w tym niecałe 11 tys. kobiet). Trzecią najczęściej wybieraną przez cudzoziemców branżą było budownictwo, w której pracowało blisko 70 tys. obcokrajowców”, informuje PolskieRadio24.pl.

„Trzeba mieć świadomość, że duży przyrost liczby cudzoziemców pracujących w Polsce odnotowany w 2022 r. jest zjawiskiem wyjątkowym, spowodowanym wojną na Ukrainie. Po zakończeniu wojny może się okazać, że znaczna część pracowników powróci na Ukrainę, a polski rynek pracy będzie odnotowywał większe deficyty pracowników”, podsumowuje serwis.

Gorące tematy zastępcze

Gorące tematy zastępcze

 Stanisław Michalkiewicz 8 czerwca 2023 michalkiewicz

Jak wiadomo, nasz bantustan został – częściowo „bez swojej wiedzy i zgody” – uwikłany w trzy wojny: jedna – to wojna, jaką USA i NATO prowadzą z Rosją do ostatniego Ukraińca, druga – to wojna hybrydowa, jaką Niemcy, przy wykorzystaniu instytucji Unii Europejskiej , prowadzą przeciwko Polsce od stycznia 2016 roku gwoli odzyskania wpływów politycznych, częściowo utraconych wskutek przejścia Polski w roku 2014 pod kuratelę amerykańską i trzecia – to wojna z klimatem. Otóż w związku z tą drugą wojną, mamy w Polsce rodzaj konfliktu domowego między obozem „dobrej zmiany”, a obozem zdrady i zaprzaństwa, reprezentowanym przede wszystkim przez Volksdeutsche Partei Donalda Tuska. Volksdeutsche Partei jest – zgodnie z moją ulubioną teorią spiskową – ekspozyturą Stronnictwa Pruskiego, podczas gdy obóz „dobrej zmiany”, reprezentowany przez Prawo i Sprawiedliwość z Naczelnikiem Państwa na czele, jest ekspozyturą Stronnictwa Amerykańsko-Żydowskiego.

Ponieważ Niemcy, budujące IV Rzeszę metodą pokojowego jednoczenia Europy, czyli korumpowania biurokratycznych gangów, okupujących poszczególne państwa europejskie, nie życzą sobie, by jacyś Amerykanie sypali im piasek w tryby rozpędzonego parowozu dziejów, a z kolei Amerykanie mają co do nas swoje plany – przekłada się to na antagonizm między obydwoma obozami. Żaden z nich jednak nie może przecież powiedzieć, o co naprawdę chodzi, tylko gwoli zachęcenia jednych i drugich sympatyków do statystowania w tym widowisku, używają tematów zastępczych.

Do niedawna na przykład Donald Tusk, który rzeczywiście był najukochańszą duszeńką Naszej Złotej Pani, a obecnie – najukochańszą duszeńką Naszego Złotego Pana z Berlina, był oskarżany o nadskakiwanie Niemcom. Dopóki jednak w Niemczech stacjonuje amerykańskie wojsko, to Donald Tusk demaskowanie obozu „dobrej zmiany” jako agentury amerykańsko-żydowskiej musi mieć surowo zakazane, więc zastępczo oskarża Naczelnika o „łamanie demokracji” a w porywach uniesienia – nawet o „faszyzm”. Naczelnik bowiem rzeczywiście odgrywa w Polsce historyczną rekonstrukcję przedwojennej sanacji, jako że w 1989 roku w Magdalence powierzono mu odcinek patriotyczny, podczas gdy jego konkurentom – odcinek „nowoczesności”.

Na szczęście wybuchła wojna na Ukrainie, dzięki czemu obydwa konkurujące ze sobą obozy znalazły ujście dla swoich emocji w wymyślaniu Putinowi i Rosji. Na tym właśnie tle doszło do uchwalenia ustawy o utworzeniu nadzwyczajnej komisji badającej ruskie wpływy w – pożal się Boże! – polskiej polityce, co pozwoliło na obudzenie przysypiających namiętności, a nawet – ich eskalację. Nie wiadomo jeszcze, jak sytuacja się rozwinie, bo pan generał Nosek przewąchał właśnie i podzielił się tym odkryciem z Judenratem „Gazety Wyborczej”, że „przesiąknięte” ruską agenturą jest właśnie PiS. Na razie, w odpowiedzi na tę inicjatywę Naczelnika Państwa, który najwyraźniej musiał stracić nadzieję, że kiedykolwiek jego rząd dostanie z Unii Europejskiej jakieś pieniądze, Donald Tusk wyznaczył dzień 4 czerwca na uroczyste obchody Ogólnopolskiego Święta Konfidenta. Data ta nie jest bowiem przypadkowa, jako że właśnie 4 czerwca 1992 roku konfidenci SB i ich poplecznicy, w atmosferze zamachu stanu, obalili rząd premiera Jana Olszewskiego. Oczywiście z konfidentami, jak to z konfidentami – pewne minimum konspiracyjne musi być zachowane – toteż Ogólnopolski Dzień Konfidenta oficjalnie przyjął nazwę „Marszu Przeciwko Drożyźnie, Złodziejstwu i Kłamstwu” – ale przecież wiadomo, o co chodzi naprawdę. Dodatkową poszlaką jest bowiem deklaracja Kukuńka, że w tej uroczystości weźmie osobisty udział. No naturalnie, jakże by inaczej? Bez niego wszyscy uczestnicy musieliby odczuwać niedosyt.

W ramach tedy przygotowań do wspomnianej uroczystości, pan red. Tomasz Lis, co to 4 czerwca 1992 roku chwycił za rękę wchodzącego do Sejmu Kukuńka, który przybył zrobić porządek z rządem premiera Olszewskiego, z okrzykiem: panie prezydencie, niech pan NAS ratuje! – więc pan red. Lis wystąpił z hasłem: „znajdzie się komora dla Dudy i Kaczora!” Nietrudno było się domyślić, że chodzi mu o komorę gazową, toteż PiS natychmiast zareagowało spotem, przedstawiającym chwilowo nieczynny obóz w Oświęcimiu, przypominając, że zginęło tam około miliona ludzi i opatrując całość retorycznym pytaniem skierowanym do uczestników ogólnopolskich uroczystości 4 czerwca – czy rzeczywiście pragną w czymś takim uczestniczyć. W odpowiedzi całe stado autorytetów moralnych zawyło jednym głosem, podobnie jak to miało miejsce 4 czerwca 1992 roku – że to objaw „zdziczenia” politycznego dyskursu, bo kto to widział, żeby dla potrzeb przepychanki posługiwać się wspomnianym obozem? Autorytety – jak to autorytety – ze strachu przed posądzeniem ich o antisemitismus – nie ośmielają się zauważyć, że obóz w Oświęcimiu jest bez ceregieli używany przez żydowskie organizacje przemysłu holokaustu z pobudek jeszcze niższych to znaczy – z chęci zysku w postaci tak zwanych „roszczeń” odnoszących się do „własności bezdziedzicznej”. Inna sprawa, że co wolno wojewodzie, to nie tobie smrodzie, więc i autorytety, zwłaszcza takie, co to mają do tych spraw specjalnego nosa, wiedzą, kiedy płonąć świętym oburzeniem, a kiedy „zamilczeć roztropnie”, by nie narazić się na utratę przyzwoitości, co bywa gorsze od śmierci.

Przekonuje się o tym właśnie pan mecenas Roman Giertych, który ogłosił pragnienie kandydowania do Senatu. Gdyby bowiem został senatorem, to nie tylko poświęciłby się dla Polski, ale w dodatku – miałby immunitet, który – jak mogliśmy się przekonać – tak bardzo się przydał panu marszałkowi Tomaszowi Grodzkiemu. Pan mecenas, gwoli podlizania się mondowi i autorytetom – nawet potępił sprośne „błędy młodości”, jakich w przeszłości się dopuścił, Ale to pokajanije niewiele mu pomogło, bo ugrupowania nieprzejednanej opozycji zawarły były tak zwany „pakt senacki”, czyli porozumienie „róbmy sobie na rękę”. Chodzi o to, by nie konkurować między sobą w poszczególnych okręgach; jak w jednym okręgu kandyduje, dajmy na to, ktoś z Volksdeutsche Partei, to inne ugrupowania obozu zdrady i zaprzaństwa swoich faworytów tam nie wystawiają. Tymczasem pan mecenas żadnego takiego miejsca sobie nie załatwił, toteż pani Barbara Nowacka pryncypialnie go skrytykowała, a z kolei pan Tomasz Siemoniak oświadczył, ze Volksdeutsche Partei nie będzie go „wystawiała”.

Okazało się, że nawet kicanie w obronie demokracji i praworządności, to za mało, by wkraść się w łaski Salonu, toteż pan mecenas rzutem na taśmę spróbował włączyć się do chóru autorytetów moralnych oświadczając, że jak można sporządzać takie spoty w sytuacji, gdy w oświęcimskim obozie ginęli Żydzi? Ale nie ma pewności, czy nawet taka – jak to nazywają gitowcy – „poważna zastawka” mu pomoże. To już prędzej przydałaby się drobna operacja chirurgiczna. Akurat jest odpowiedni moment, bo do wyborów wszystko by się zagoiło.

Uwaga na łowców młodzieży. Psycho-manipulacyjne łowy w sieci.

Uwaga na łowców młodzieży. Psychomanipulacyjne łowy w sieci.

Mami się dwupunktem, energią, wibracjami, czakramami, astrologią, horoskopami, irracjonalizmem, tulpami, klątwami zamawianymi w necie, SITA, tarot, capoeira, prawem przyciągania. Dużo tego wszystkiego. Psychomanipulacja ma szeroką ofertę,

Iwona Galińska 8 czerwca 2023 Uwaga-na-psychomanipulacyjne

Nasze dzieci, serfując po internecie, są narażone na przeróżnego rodzaju zagrożenia. I nie dotyczy to tylko strefy seksualnej.

Łowcy młodzieży w sieci są bardzo dobrze przygotowani. To międzynarodowi wyznawcy szamanizmu, animizmu, spirytyzmu z jego nowszą odmianą channelingiem oraz związanych z tymi systemami wierzeń podróżach poza ciałem OOBE.

Zaczyna się bardzo niewinnie. Do naszego dziecka zgłasza się jakaś niezależna osoba i zaczyna duchowe uwodzenie. Pozdrawia dzieciaka słowami: błogosławieństwo, pokój i światło dla ciebie. I zaczyna się manipulacja – dzieciak dowiaduje się, że jest bardzo kochany i ceniony przez swoich przodków i duchowych przewodników. Dziecko wchodzi w tę rozmowę, nie wiedząc, że pojęcie „duchowych przewodników” wyraźnie określa, że mamy do czynienia z jakąś formą okultyzmu, w której istnieje świat tysięcy duchowości całkowicie niesprawdzonych co do skutków ich oddziaływania. Takiego „przewodnika” dostają osoby inicjowane, otwarte na rzeczywistość demoniczną.

Łowca młodych osób w internecie próbuje zatrzeć granicę między światem duchowym i światem umysłu bezosobowych „energii”. Uświadamia się, że „duchowość nie dotyczy religii i jest związana jedynie z umysłem”.

To zupełny absurd, kłamstwo, bo „duchowi przewodnicy” to obdarzone wolną wolą inteligencje, demony. Oni istnieją niezależnie od naszego umysłu i narzucają swoje autorytety. Osoba inicjowana zostaje zapewniona o „sympatii i miłości”, którą obdarza ją rozmówca.

Dzieci wrażliwe, otwarte na tajemniczy „świat duchowości” są ofiarą podatną na tego typu manipulacje, które robią im wodę z mózgu. Wchodzą w ten świat jak w masło i są całkowicie posłuszni „duchowym przewodnikom”, działającym albo z naiwności lub z opętania. To już nie ma żadnego znaczenia, liczy się skutek manipulacji.

Na Tik Toku i You Tubie w ciągu kilkunastu minut można znaleźć konta osób, które oferują swoje umiejętności. Młody chłopak okultysta proponuje: tarot, magię, rozwój świadomości nonbinary. Ma na Instagramie 49,8 tys. obserwujących. Na Tik Toku 288,7 tys. fanów. A popularność rośnie. W ciągu zaledwie czterech miesięcy przybyło ponad 19 tys. zainteresowanych. A oto tytuły niektórych jego filmików: „Krótka sesja tarota”, „Czy byłem opętany”, „Zaklęcie na szybką kasę”.

Inni tego typu magicy mogą się pochwalić w sieci przeszło kilkusettysięczną rzeszą obserwujących. Na You Tubie Klaudia Pingot ma 332 tys. subskrybentów. A filmiki po1,5 mln odsłon. Czego dotyczą? „Jak chronić swoje pole i blokować negatywna energię innych”, „Naukowe dowody wudu i medytacja róży”, „Jak zaczynać medytować z intencjami, aby się zamanifestowały”, „Poznaj moc Quantum”. I zachęta – „To nie magia, to nauka. Odblokuj swój potencjał. Zrób dziś wizualizację 7.0, Przyciągaj miłość, obfitość i zbuduj poczucie własnej wartości, 127 afirmacji mocy,432 Hz. Słuchaj każdego dnia, Więcej magii na co dzień”.

Mami się dwupunktem, energią, wibracjami, czakramami, astrologią, horoskopami, irracjonalizmem, tulpami, klątwami zamawianymi w necie, SITA, tarot, capoeira, prawem przyciągania. Dużo tego wszystkiego. Psychomanipulacja ma szeroką ofertę, aby łowić adeptów wszelkiego rodzaju szamaństwa, wciągać w toksyczne duchowości.

Za tymi praktykami stoją ogromne pieniądze, które od 1968 r. pompowane są w wielki biznes, w międzynarodowe organizacje, w polityków globalnych nasiąkniętych okultyzmem New Age, neomarksizmem, neomaltuzjanizmem, genderyzmem, radykalnym feminizmem. Dzisiejsze prawa człowieka są definiowane przez takich ludzi, wrogich Kościołowi, rodzinie, państwom narodowym.

Wraz z nadejściem wiosny, lata działalność podobnych organizacji staje się bardzo aktywna. Oto próbka promowania się Dreamersland Festival: „Będziemy doświadczać jedności, dzikości,, będziemy poszerzać postrzeganie, odkrywać tajemnice nauki, przyrody, człowieka. Muzyka, cacao, rytm, taniec, natura, warsztaty, prelekcje, lobby art., nauka, wiedza, sauna, ogień, woda. Kręgi improwizacji, alchemia, oddech, joga, doświadczenie, opowieści i baśnie”. Oferta dla młodego człowieka bardzo kusząca. I jeżeli zasmakuje w tej oferowanej „wolności” i podda się wędrówce „po zakamarkach ducha, umysłu i wyobraźni” jest już ich. Można go stracić na zawsze, a wyciągnąć z tego opętania bardzo trudno.

Dlatego tak istotna w naszych czasach jest rola Kościoła i wszelkich ruchów chrześcijańskich, które powinny wyjść do młodych ludzi z nauką Jezusa i w sposób atrakcyjny przekazać im siłę miłości i miłosierdzia, która skierowana jest do każdego z nas. Tylko trzeba ją z brudów tego świta wydobyć i przybliżyć ludziom.

Ten artykuł ukazał się w miesięczniku Moja Rodzina. Zachęcamy do prenumeraty.

O przeplataniu się instytucji bankowych promujących „Zielony Ład” z organizacjami rządowymi i pozarządowymi.

Kulisy lobby klimatycznego na przykładzie niemieckiego think-tanku Agora Energiewende

Date: 8 giugno 2023 Author: Uczta Baltazara babylonianempire

17 maja 2023, minister gospodarki (wcześniej przemysłu) i lider niemieckich Zielonych, Robert Habeck, został ostatecznie zmuszony do zwolnienia podsekretarza Patricka Graichena za rażący nepotyzm. Graichen, który był odpowiedzialny za “transformację energetyczną”, odgrywa kluczową rolę w przeplataniu się instytucji bankowych promujących tak zwany Zielony Ład z organizacjami rządowymi i pozarządowymi. Skandal, który bezpośrednio dotknął Habecka, odegrał kluczową rolę w skierowaniu uwagi opinii publicznej na tęże sieć. EIR opublikował co tylko dossier zatytułowane “Zatrzymać wojnę gospodarczą przeciwko Niemcom” https://www.eir.de/produkt/dossier-stoppt-den-wirtschaftskrieg-gegen-deutschland/, w którym w jednym z rozdziałów podąża tropem pieniędzy, tj. sponsorów słynnego w międzyczasie think-tanku Agora Energiewende https://en.wikipedia.org/wiki/Agora_Energiewende, któremu przewodniczył wspomniany Graichen. https://de.wikipedia.org/wiki/Patrick_Graichen

Niemieckie media zwróciły uwagę na rolę amerykańskiego współzałożyciela Agory, Hala Harveyajako kluczowej osoby w pozyskiwaniu milionów dolarów do kasy organizacji. Dokumentacja EIR koncentruje się jednak na potężnych fundacjach oligarchii finansowej i informatycznej, których Harvey jest bardzo aktywnym reprezentantem. Różne fundacje, utworzone wiele dekad temu, działają jako fundusze oligarchów i kontrolują miliardy dolarów dotacji. Od samego początku promowały one kampanie zerowego wzrostu populacji, które są założeniem ruchu ekologicznego, polityki dezindustrializacji Wielkiego Resetu i ekonomii tak zwanej dekarbonizacji. Dossier dokumentuje, w jaki sposób owe fundacje, które reprezentują potężne interesy, tworzą tak zwane “pasy transmisyjne” do wykonywania brudnej roboty, takie jak Agora, zdolne do umieszczania personelu na stanowiskach kierowniczych w rządach, w kręgach decyzyjnych i wśród ekstremistów, takich jak Extintion Rebellion.

Na stronie internetowej Agory, Harvey przedstawia się jako menedżer Energy Innovations LLC, firmy konsultingowej zajmującej się ochroną środowiska https://energyinnovation.org/team-member/hal-harvey/  https://climateimperative.org/team/hal-harvey/, w której został zatrudniony w roku 1990 jako trzydziestolatek przez niektóre z najbardziej wpływowych fundacji (w tym Fundację Braci Rockefellerów, Fundację Davida i Lucille Packard założycieli Hewlett Packard, Fundację Johna i Catherine T. MacArthur, Fundację Oak itp.). Wspólnie zdecydowali, w jaki sposób sfinansować promocję fundamentalnej zmiany w polityce energetycznej w kierunku “efektywności energetycznej” i “zrównoważonego rozwoju”. W 1991 r. utworzyli Energy Foundation, mianując Harveya jej prezesem. Dało to początek Energy Foundation of China, która działa na rzecz zmiany chińskiej polityki energetycznej. W 2001 r. Harvey został dyrektorem programowym Fundacji Hewletta. W 2007 r. ta sama grupa fundacji, o której mowa powyżej, zleciła przygotowanie raportu zatytułowanego “Design to Win: Philanthropy’s Role in the Fight Against Global Warming, który stanowi plan finansowania globalnej kampanii na rzecz deindustrializacji poprzez stworzenie gospodarki opartej na dekarbonizacji. W tym samym roku, te same fundacje, do których w tamtym czasie należały Bloomberg Philanthropies, Grantham Foundation i inne, przekazały miliony dolarów na utworzenie Climate Works Foundation w USA, mianując… Harveya prezesem. Finansują również Europejską Fundację Klimatyczną, zarejestrowaną w Hadze. ECF z kolei stworzyła setki pasów transmisyjnych wspierających radykalne grupy, takie jak Extintion Rebellion i Last Generationhttps://www.climateworks.org/report/design-to-win/

INFO: http://www.eir.de/ https://databaseitalia.it/index.php/2023/06/06/la-nuova-architettura-finanziaria-dei-brics-e-la-truffa-atlantista-della-politica-sul-clima/

https://babylonianempire.wordpress.com/2023/05/06/o-tym-w-jaki-sposob-niemcy-padly-ofiara-zielonej-osmiornicy-i-wspierajacych-ja-miliarderow/embed/#?secret=jHpx70nXfD#?secret=llxMvUDkYS