A jak sytuacja wygląda z perspektywy ukraińskiej gospodarki? Warto zwrócić uwagę na analizy Ukraińskiego Instytutu Przyszłości, którzy opublikowali swój raport. Obraz, jaki się z niego wyłania, nie jest optymistyczny. Otóż Ukraina ma znaczącą nierównowagę w obrotach bieżących.
Bilans płatniczy za pierwszy kwartał tego roku zamknął się deficytem przekraczającym 15 mld dolarów, a prognozy na drugi kwartał przewidują jego spadek, ale nadal deficyt będzie zbliżony do poziomu 15 mld. To oznacza presję na dewaluację ukraińskiej waluty, którą udaje się do tej pory podtrzymywać znaczącymi strumieniami finansowej pomocy, jakie napływają na Ukrainę. Jeśli jednak spadną dochody eksportowe, to albo pomoc będzie musiała wzrosnąć, albo nieuchronną jest dewaluacja hrywny, co w związku z uzależnieniem kraju od importu będzie stymulowało wzrost inflacji. Obecnie spadła ona do poziomu, jak się szacuje, 14,8 proc. z 26,6 proc. na koniec 2022 roku, ale trend ten może ulec odwróceniu.
Inne tendencje w ukraińskiej gospodarce i polityce budżetowej są równie niepokojące. Otóż w związku z wojną udział skonsolidowanych wydatków budżetowych w PKB skokowo wzrósł i wyniósł w 2022 roku 66,4 proc., a prognozy na ten rok mówią o 68,7 proc. Jeszcze bardziej niepokojące są informacje, w świetle których 30 proc. aktywnych firm ukraińskich myśli o relokacji za granicę, a te, które już tam się znalazły (głównie mowa jest o Polsce, gdzie w 2022 roku zarejestrowano 20 tys. firm z Ukrainy), nie myślą o powrocie. Jeśli dopuszczają taką opcję, to ich właściciele mówią też najczęściej o „połowicznej” relokacji, bo nie zamierzają likwidować działalności w krajach, w których znaleźli się po wybuchu wojny. Negatywnie wpłynie to na powojenną odbudowę Ukrainy, ale to, co najbardziej w tym kontekście niepokoi, to informacje na temat sytuacji demograficznej. W świetle analiz Ukraińskiego Instytutu Przyszłości mamy do czynienia nie tylko z dramatycznym spadkiem wskaźników narodzin, co zresztą potwierdzają inne badania, prowadzone choćby przez przedstawicieli Ukraińskiej Akademii Nauk, ale wręcz trzeba mówić o trwałym wyludnianiu się kraju.
Obecnie na Ukrainie przebywa w świetle tych szacunków jedynie 28,5 mld ludzi, ale z tej grupy ekonomicznie aktywnych jest 12 mln, z czego pracuje 9,0 – 9,3 mln. To zdecydowanie zbyt mało, aby myśleć o przyspieszonej odbudowie, również aby przeciwdziałać procesom wyludniania się kraju. Jest to tym bardziej niepokojące, że z badań przeprowadzonych w Niemczech wynika, że już obecnie chęć pozostania na stałe w tym kraju deklaruje 44 proc, ukraińskich uchodźców. Podobne sondaże przeprowadzone na Litwie wskazują, że 34 proc. przebywających w tym kraju uchodźców nie ma zamiaru wracać na Ukrainę. Są to z reguły młode kobiety w wieku od 30 do 40 lat (83,2 proc.), z których ponad połowa ma wyższe wykształcenie.
Przedłużająca się wojna raczej nie zwiększa grupy myślącej o powrocie, a to oznacza, że negatywne trendy demograficzne na Ukrainie nie ulegną odwróceniu. Raczej odwrotnie, po zakończeniu gorącej fazy wojny można spodziewać się kolejnej fali migracji, w tym wypadku mężczyzn, którzy będą chcieli dołączyć do swych żon, a sytuacja na ukraińskim rynku pracy nie będzie dawała tym rodzinom żadnych perspektyw. Ukraina w świetle tych scenariuszy będzie się wyludniać, ale warto też zastanowić się, jakie regionalne zmiany demograficzne spowodowała wojna. Już obecnie zarysował się trend polegający na przenoszeniu się ze wschodu kraju na zachód i po drugie, rośnie liczba ludności przebywającej w miastach.
Z ostatniego raportu Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji wynika, że grupa „wewnętrznie przesiedlonych” na Ukrainie wynosi 5,1 mln ludzi. Mniej niż połowa z nich ma pracę, a ich sytuacja materialna jest obecnie znacznie gorsza niż na początku wojny, bo oszczędności jakimi dysponowali ulegają wyczerpaniu. Większość też nie myśli o powrocie „do domu”, bo po prostu nie ma gdzie wracać. Trendy te, wraz z przedłużającą się wojną, ulegną jeszcze wzmocnieniu. Oznacza to, że Ukraina po prostu pustoszeje i Rosjanie są coraz bliżej, jeśli chodzi o zrealizowanie jednego ze swoich celów wojennych – takiego osłabienia sąsiedniego państwa, aby nie było ono zdolne do samodzielnego funkcjonowania i na dziesięciolecia przekształciło się w ciężar, z ekonomicznego punktu widzenia, dla Zachodu.
Ale niepokojące trendy demograficzne obserwowane na Ukrainie mają jeszcze jeden wymiar. Otóż pustoszejąca wieś wzmacnia dodatkowo tendencję na rzecz koncentracji własności ziemskiej w rękach wielkich holdingów rolniczych. Gospodarstwa farmerskie nie zastąpią tych konglomeratów, bo nie będzie farmerów, a inwestorzy z Zachodu, głównie zresztą amerykańscy, będą zainteresowani przejmowaniem, przy niewygórowanych wycenach, zadłużonych w zagranicznych bankach wielkich producentów rolnych z Ukrainy.
To zaś w dłuższej perspektywie będzie oznaczało, że presja cenowa na środkowoeuropejskim rynku zbóż, nasion roślin oleistych i z czasem produkcji zwierzęcej (drobiarstwo) nie będzie malała ale, wręcz przeciwnie, rosła. Na to należy zacząć się już teraz przygotowywać, bo sektor rolniczy i przetwórstwa żywności będzie jednym z pierwszych odbudowywanych na Ukrainie. Wyrośnie nam konkurencja, której nasi drobnotowarowi producenci nie będą w stanie sprostać. Smutna prawda jest taka, że z ekonomicznego punktu widzenia Rosja wojnę z Ukrainą wygrywa, przekształcając planowo ten kraj w obszar gospodarczo zdegradowany, a przynajmniej na lata bardzo osłabiony. Będzie to miało negatywne konsekwencje również dla sąsiadów.
Musicie mnie zabić, żebym przestał ujawniać wasz pedofilski krąg – powiedział aktor Jim Caviezel, wskazując, że za największą siatkę pedofilską na świecie odpowiada właśnie waszyngtoński wywiad. Odtwórca głównej roli w głośnym obecnie filmie The Sound of Freedom regularnie otrzymuje groźby śmierci…
Odtwórcą roli Chrystusa w Pasji wyznał w podcaście „Spero Pictures”, że odkąd powiedział, że „CIA prowadzi największą na świecie siatkę pedofilską”, zaczął otrzymywać groźby śmierci. Aktor podkreślił, że nie boi się gróźb ze strony waszyngtońskich służb, lecz to ich przedstawiciele powinni bać się Boga.
– Cóż, pozwólcie, że wyjaśnię coś wam wszystkim na świecie, którzy myślicie, że jestem małą dziewczynką i boję się was. Ani trochę się nie boję. Bóg sprowadził mnie do Hollywood, abym został aktorem. Poprosił mnie, abym to zrobił. Był moim oficerem prowadzącym. Największy Bóg, jedyny Bóg, który umiłował mnie na tyle, żeby dać mi cel w tym życiu… bo byłem najniższym z najniższych… i chętnie oddałbym swoje życie, żeby ocalić te maleństwa, ponieważ ich krzyk, który słyszałem, był tak przerażające, że nie mogę spać w nocy – powiedział Caviezel.
Nie jest to zresztą pierwszy moment, gdy skorumpowana lewica i deep state czyhają na jego życie. Już w roku 2009 po zagraniu w Pasji, nieomal padł ofiarą dziwnego „wypadku” motocyklowego, gdy rowerzysta nagle rzucił mu swój rower pod koła.
Tym bardziej więc podkreślił swoją duchową odporność na tego typu zakusy. – Chcę więc, abyście zrozumieli, że kiedy spróbujecie zrobić to, co zrobiliście mi po „Pasji”, aby zmienić światową narrację, nigdy mnie nie przestraszyliście. Ja się już was nie boję. Mam Matkę Najświętszą, Ona jest ze mną. Matka Boża z Guadalupe jest ze mną. Jest ze mną nasz Pan Jezus Chrystus, którego kocham całym sercem, wcale się was nie boję. To wy powinniście bać się Boga– mówił Caviezel.
Film The Sound of Freedom w weekend premierowy w USA osiągnął lepszy wyniki niż wiele wysokobudżetowych produkcji, takich jak nowy Indiana Jones. Od tego momentu produkcja zarobiła w dwa tygodnie już ponad 80 milionów dolarów. O polskiej premierze na razie nic nie słychać.
Zdaniem środowisk globalistycznych, świat nie poczynił wystarczających postępów by uratować planetę i ludzi przed katastrofą. Aby temu zapobiec, należy przyspieszyć działania na rzecz realizacji celów zrównoważonego rozwoju zapisanych w Agendzie 2030.
Z tego powodu przywódcy państw spotkają się na Szczycie SDG 2023 (cele zrównoważonego rozwoju) w siedzibie ONZ w Nowym Jorku w dniach 18-19 września br. Tegoroczne spotkania, również w ramach formatów np. G7, G20 mają skoncentrować się na przyjęciu regulacji w sprawie bioróżnorodności i uznaniu „praw Natury”, które będą miały daleko idące konsekwencje dla biznesu i praw człowieka.
Organizatorzy planują „ponownie rozpalić nadzieję, optymizm i entuzjazm dla Agendy 2030”.
Próby przyspieszenia działań na rzecz Agendy 2030 podjęto już wcześniej we wrześniu 2019 r. Doszło wtedy do pierwszego spotkania Forum Politycznego Wysokiego Szczebla ds. Zrównoważonego Rozwoju (HLPF), przyjmując deklarację polityczną w sprawie nadchodzącej dekady.
Szczyt SDG we wrześniu 2023 r. będzie drugim HLPF pod auspicjami Zgromadzenia Ogólnego na szczeblu szefów państw i rządów. A ponieważ odbywa się na półmetku wdrażania Agendy na rzecz Zrównoważonego Rozwoju 2030, jego uczestnicy przyjrzą się tempu realizacji planów rozpisanych w 2015 r. Równocześnie otrzymają wytyczne dotyczące przyspieszenia działań i zwiększenia mobilizacji. Powstanie również kolejna deklaracja polityczna, nad treścią której czuwać będą przedstawiciele Irlandii i Kataru: Fergal Mythen i Alya Ahmed Saif Al-Thani.
We wrześniu zostanie opublikowana ostateczna, poprawiona wersja Globalnego Raportu na temat Zrównoważonego Rozwoju (GSDR), z którego roboczą wersją można zapoznać się już teraz.
Tekst nawiązuje do raportu „The Future We Want”, będącego wynikiem konferencji w Rio de Janeiro, podczas której państwa członkowskie kładły podwaliny pod cele Agendy 2030.
W 2016 r. państwa członkowskie ONZ ustaliły, że raport powinien być sporządzany raz na cztery lata. Ma stanowić podstawę obrad odbywających się w ramach przeglądu SDG Summit, a za powstanie ma odpowiadać niezależna grupa naukowców powołana przez Sekretarza Generalnego ONZ. Zalecono, by grupa składała się z 15 osób pochodzących z różnych regionów świata, wywodzących się z różnych dyscyplin naukowych i instytucji, uwzględniając płciowe parytety.
Raport Global Sustainable Development Report 2019, „The Future is Now: Science for Achieving Sustainable Development” był pierwszym raportem tego typu. Publikację kolejnego planuje się na wrzesień 2023 r.
Świat musi powrócić na „właściwe tory”
W wersji roboczej raportu wskazano, że nowa deklaracja polityczna zapewni „mapę drogową skierowania świata z powrotem na właściwe tory”. Co istotne, zwraca się w nim uwagę na potrzebę „większego uwzględniania równouprawnienia płci i wzmacniania pozycji kobiet i dziewcząt”.
Jednym z głównych przedmiotów zainteresowania jest kwestia przyspieszenia digitalizacji świata i wdrażania rozwiązań z zakresu sztucznej inteligencji, w których upatruje się niemal cudownego lekarstwa na liczne kryzysy. Wskazano ponadto na potrzebę wdrożenia regulacji dotyczących urbanizacji, produkcji żywności oraz bioróżnorodności. Szczególną uwagę zwrócono na tą ostatnią, ponieważ ma posłużyć do przemodelowania prawa, koncentrując się na nowym rodzaju pojęć – „prawach Matki Ziemi”.
Sekretarz Generalny ONZ Antonio Guterres, zwołując szczyt apelował, by kraje przedstawiły we wrześniu „plan ratunkowy dla ludzi i planety”. Nowe, globalne zobowiązania „pomogą napędzić transformację na rzecz integracji i zrównoważonego rozwoju w nadchodzących latach”.
Zdaniem Guterresa, uwzględniając obecną trajektorię, jedynie 12 proc. celów ma szansę zostać zrealizowanych do 2030 r. Raport wezwał do przedstawienia planu ratunkowego skupionego wokół pięciu obszarów. Po pierwsze, rządy powinny zobowiązać się do przyspieszenia działań na rzecz realizacji celów Agendy 2030 r. w ciągu pozostałych siedmiu lat.
Po drugie, powinny posiadać zintegrowaną politykę ukierunkowaną na wyeliminowanie ubóstwa, zmniejszenie nierówności i „zakończenie wojny z przyrodą”. Dodatkowo, szczególny nacisk należy nałożyć na „wspieranie praw kobiet i dziewcząt oraz wzmacnianie ich pozycji”.
Po trzecie, kraje powinny wzmocnić odpowiedzialność instytucji i obywateli, by wyegzekwować realizację celów Agendy 2030. Oznacza to wyasygnowanie od każdego rządu dodatkowo ponad 500 miliardów dolarów rocznie do 2030 r.
W raporcie Guterresa wzywa się również państwa członkowskie do dalszego wzmacniania kompetencji ONZ.
W dniach 10-19 lipca br. 39 krajów wraz z Unią Europejską (uwzględnianą jako jeden podmiot) przedstawią swoje przeglądy (VNR) na temat realizacji Agendy 2030.
Przedstawiciele ONZ przypominają, że Agenda 2030 jest programem systemowym, rozumianym jako „wspólna obietnica dla każdego kraju, dotycząca zabezpieczenia praw i dobrobytu na zdrowej, dobrze prosperującej planecie”. Wszystkie 17 celów i 169 zadań odnoszących się do praktycznie każdej dziedziny życia ludzkiego musi zostać zrealizowanych.
Jednak w połowie drogi do wyznaczonego terminu, konieczna jest zmiana kursu; przejście „od retoryki do działania”.
Sekretarz Generalny ONZ zwołując szczyt ubolewał nad narastającym ubóstwem, zwiększeniem nierówności, sytuacją kobiet i dziewcząt oraz pogłębieniem zmian klimatycznych. Zaznaczył, że szczyt SDG ma zabezpieczyć zobowiązania i przedstawić „plan ratunkowy dla ludzi i planety” na „trzech kluczowych frontach”.
Wpierw należy podjąć zdecydowane działania w celu wspierania krajów rozwijających się, głównie poprzez zwiększenie finansowania do co najmniej 500 miliardów dolarów rocznie.
Wsparcie ma zakładać udzielenie długoterminowych pożyczek o niższych stopach procentowych, umorzenie długów, stworzenie skutecznego mechanizmu restrukturyzacji oraz uporządkowanej likwidacji długu państwowego. To także rozszerzenie finansowania awaryjnego dla krajów w potrzebie i wyasygnowanie jeszcze większych środków na inwestycje w „zielony ład” i cele zrównoważonego rozwoju.
W związku z narastającym problemem zadłużenia państw i brakiem wystarczających środków na tak zwane zielone oraz cyfrowe technologie, „nowa architektura finansowa” ma zastąpić tzw. system z Bretton Woods.
Z tego powodu szefowa KE Ursula von der Leyen, prezydent USA Joe Biden, a także przywódcy m.in. Brazylii, Francji i innych krajów wydali oświadczenie odnośnie przebudowy międzynarodowego systemu finansowego, nawiązując do wcześniejszego spotkania w tej kwestii w Paryżu.
Szef ONZ oczekuje również, że przywódcy zobowiążą się do ograniczenia ubóstwa i nierówności za pomocą polityki klimatycznej. Rządy winny szybciej dokonać transformacji energetycznej, żywnościowej, społecznej i cyfrowej, w tym wzmocnić krajowe systemy monitorowania danych.
Jego zdaniem, należy jednocześnie wzmocnić działania propagandowe na rzecz Agendy 2030, aby uzyskać wsparcie ze strony jak największej liczby partnerów. W zaleceniach dla państw zasugerowano, że kraje rozwinięte muszą zwiększyć finansowanie „zielonej” transformacji dla krajów najsłabiej rozwiniętych, umorzyć długi i przekierować wszystkie niewykorzystane Specjalne Prawa Ciągnienia (SDR) do krajów w potrzebie, w tym poprzez wielostronne banki rozwoju.
Ponadto, rządy powinny dostosować krajowe i regionalne polityki handlowe do celów zrównoważonego rozwoju, wywiązać się ze zobowiązań w zakresie finansowania działań związanych ze zmianą klimatu podjętych w Kopenhadze, Paryżu i Glasgow.
Należy także uzupełnić wpływy do Zielonego Funduszu Klimatycznego, zwiększyć finansowanie badań i innowacji w podstawowych kwestiach społecznych, szeroko zaangażować organizacje kobiece, ekologiczne, mniejszościowe, środowiska akademickie itp. Zwiększyć inwestycje w zabezpieczenia socjalne, tworzenie miejsc pracy w opiece zdrowotnej, gospodarce cyfrowej i ekologicznej.
W pełni wykorzystać możliwości monitorujące technologii cyfrowych, promować parytet płci na wszystkich szczeblach podejmowania decyzji w polityce i gospodarce, przyspieszyć włączenie ekonomiczne kobiet, zlikwidować wszelkie tzw. dyskryminujące prawa i praktyki.
Poszczególne państwa powinny podjąć także działania na rzecz kształtowania strategii tzw. równości płci i „zapewnienia powszechnego dostępu do zdrowia seksualnego i reprodukcyjnego oraz prawa do zdrowia reprodukcyjnego” [czytaj: zapewnić dostęp do permisywnej edukacji seksualnej, aborcji i antykoncepcji – red.]
Od rządów oczekuje się inwestycji w „inkluzywną infrastrukturę cyfrową”, zawiązywanie partnerstw publiczno-prywatnych i finansowania start-upów, które umożliwią postęp w realizacji celów zrównoważonego rozwoju.
Z drugiej strony, należy przyjąć politykę obliczoną na ograniczanie produkcji przemysłowej i konsumpcji. Zapewnić dostęp do wczesnej edukacji, odpowiedniej diety, opieki zdrowotnej i zintegrować migrantów. Należy przyspieszyć odejście od paliw kopalnych na rzecz odnawialnych źródeł energii. Sekretarz Generalny ONZ wyznaczył datę rezygnacji z węgla najpóźniej do 2030 r. w krajach OECD i do 2040 r. w pozostałych państwach.
Eliminację paliw kopalnych osiągnie się poprzez zaprzestanie udzielania koncesji i finansowania projektów związanych z ropą i gazem, oraz przekierowanie dotacji na projekty OZE i cyfryzację. Zintegrowanie procesów decyzyjnych w sektorach energii, żywności i środowiska naturalnego, ma pomóc w walce ze zmianami klimatycznymi oraz zachowaniu różnorodności biologicznej. Kwestia bioróżnorodności powiązana jest w raporcie ściśle z polityką zdrowotną.
Najważniejsze cele Szczytu SDG 2023
Wydaje się, że najważniejszym celem, jaki chcą osiągnąć propagatorzy Agendy 2030 to wdrożenie nowej tzw. architektury finansowej, umożliwiającej pozyskiwanie dodatkowych funduszy, za pomocą nowych podatków i opłat ekologicznych.
Kolejną kwestią jest zapewnienie powszechnego dostępu do nowoczesnych środków antykoncepcyjnych, obejmujących dostęp do aborcji, sterylizacji i środków hormonalnych. To także wysiłki na rzecz upowszechnienia ideologii gender. Temu celowi ma służyć reforma systemów opieki zdrowotnej, poprzez tzw. koncepcję jednego zdrowia, która pozwala m.in. na ingerencję WHO w politykę gospodarczą krajów pod pretekstem zapobiegania epidemiom.
Środowiska globalistyczne pragną jednak przede wszystkim zmiany paradygmatu w prawie międzynarodowym, z antropocentrycznego na ekocentryczny. Mają temu służyć regulacje związane z bioróżnorodnością.
Świadczy o tym chociażby nacisk położony na wdrożenie Kunming-Montreal Global Biodiversity Framework, czyli ram nowego międzynarodowego traktatu dot. bioróżnorodności i związanych z tym zobowiązań, które będą stanowić znacznie bardziej radykalne wytyczne dla biznesu niż obecne raportowanie ESG.
Przyjęcie regulacji w sprawie bioróżnorodności otwiera nowe możliwości opodatkowania usług ekosystemowych (np. korzyści płynące z zapylania kwiatów) i nakładania szeregu kar za domniemane niszczenie różnorodności biologicznej. Przepisy będą uniemożliwiały krajom korzystanie z własnych zasobów naturalnych. ONZ liczy na pozyskanie dodatkowo ok. 700 mld USD poprzez uwzględnienie kwestii ryzyka utraty bioróżnorodności w kontekście finansowym.
Prawa „Matki Ziemi”?
Warto zauważyć, że przyjęte w grudniu 2022 r. globalne ramy różnorodności biologicznej Kunming-Montreal obejmują 4 długoterminowe cele do osiągnięcia do 2050 r. i 23 zadania, które należy zrealizować do 2030 r.
Zasadniczo chodzi o zwiększenie obszarów chronionych na Ziemi, ochronę gatunków zagrożonych, utrzymanie różnorodności genetycznej i uznanie wkładu przyrody w życie ludzi. To także uznanie możliwości spieniężenia korzyści wynikających z wykorzystania zasobów genetycznych i informacji o sekwencji cyfrowej tychże. Powyższe działania powinny być przeprowadzane przy uwzględnieniu ochrony interesów ludów tubylczych, poddane właściwemu opodatkowaniu i budowane za pomocą odpowiedniej „architektury finansowej”.
Cele globalnych ram różnorodności biologicznej Kunming-Montreal odnoszą się do nowych zasad zintegrowanego planowania przestrzennego. To zmiany użytkowania gruntów i mórz; w tym plany objęcia ochroną aż 30 proc. obszarów globu. Zgodnie z przyjętymi założeniami, należy przywrócić tzw. różnorodność genetyczną, skutecznie zarządzać interakcjami między człowiekiem a dziką przyrodą, chronić prawa ludności tubylczej oraz zmniejszyć zanieczyszczenia ze wszystkich źródeł do 2030 r. poprzez ograniczenie produkcji i konsumpcji.
Zminimalizowania wpływu zmian klimatu na gospodarkę upatruje się we wprowadzeniu tzw. zrównoważonego rolnictwa, nałożeniu ograniczeń na usługi wykorzystujące ekosystem oraz na zmniejszaniu ryzyka chorób, zagrożeń i katastrof naturalnych.
Jednocześnie należy zapewnić „zrównoważoną i włączającą” urbanizację, ograniczyć udział samochodów w transporcie, zapewnić pełną integrację różnorodności biologicznej w politykach, przepisach i wszystkich procesach planowania i rozwoju. Prymatowi bioróżnorodności mają być podporządkowane strategie dotycznące np. eliminacji ubóstwa, rachunkowości narodowej czy przepływy fiskalne i finansowe.
W przyjętych ramach mówi się o nowych zasadach raportowania pozafinansowego przez korporacje i instytucje finansowe, które musiałyby uwzględniać wskaźniki dot. bioróżnorodności. Cel ograniczenia produkcji przemysłowej i konsumpcji do 2030 r., ma spowodować aby „wszyscy ludzie mogli dobrze żyć w harmonii z Matką Ziemią”.
W umowie wprost wskazuje się, że „działania zorientowane na Matkę Ziemię” to podejście ekocentryczne i oparte na prawach zapewniających realizację działań na rzecz harmonijnych i komplementarnych relacji między ludźmi a przyrodą. To promocja „ciągłości wszystkich żywych istot i ich społeczności” oraz zapewnienie, że „funkcje środowiskowe Matki Ziemi” nie staną się przedmiotem wymiany handlowej.
Co to podejście oznacza w praktyce? Na przykład niemożność eksploatacji zasobów naturalnych na danym terytorium, jeśli uzna się, że jest ono ważne dla „regeneracji” systemu „Matki Ziemi”. W umowie podkreśla się wielokrotnie kwestie płci, a także prawa ludów tubylczych, młodzieży i społeczności lokalnych, które działają na rzecz zapewnienia pełnej ochrony „środowiskowych praw człowieka”.
Rewolucja ekocentryczna i nowa hierarchia praw
Zwrócenie uwagi na kwestie ram dot. bioróżnorodności podczas szczytu SDG we wrześniu 2023 r. to kolejny znaczący krok w oenzetowskiej polityce „Harmony with Nature”, która zmierza do ustanowienia ekocentrycznego paradygmatu „Praw Natury”.
Czym są „Prawa Natury” pisane dużą literą, bardzo dobrze wyjaśnia opracowanie Komisji Europejskiej „W kierunku Europejskiej Karty Praw Podstawowych Natury”. Natura rozumiana jest szeroko jako „Pachamama”, „Matka Ziemia”, „Gaja”. Upodmiotowienie „natury” niesie konieczność postawienia jej potrzeb przed ludzkimi. Rozwój człowieka mogłyby być zaspokajany jedynie w takim zakresie, na jakie pozwalają „granice planetarne”. Rewolucyjne uznanie „praw Natury” przyniesie degradację praw należnych człowiekowi.
Zgodnie z koncepcją „praw Natury”, każdy ekosystem, rzeka, drzewo będą mogły – jako podmioty prawa – „występować” przed sądem, „domagając się” naprawy szkód. Obiekty środowiska w niektórych państwach już są z powodzeniem reprezentowane przez opiekunów prawnych np. organizacje ekologiczne. Mówi się też o możliwości wprowadzenia „nowej zbrodni”; „ekobójstwa”.
Europejski Komitet Ekonomiczno-Społeczny, organ doradczy i opiniodawczy UE, który pod koniec 2019 r. przygotował studium na temat Europejskiej Karty Praw Podstawowych Natury („Towards an EU Charter of Fundamental Rights od Nature”) wskazał, że zmiana paradygmatu z antropocenu na ekocen pozwoli na bardziej elastyczne stanowienie prawa, by umożliwić przejście do gospodarki post-antropocenu.
Międzynarodowe ramy prawne, zdaniem sygnatariuszy dokumentu, umożliwią rozprawienie się z kolonializmem, patriarchatem, „seksizmem”, wszelkimi nierównościami, ale przede wszystkim z prawem własności. Doprowadzi to do urzeczywistnienia komunaryzmu, systemu w rodzaju socjalizmu samorządnego, jaki promował na początku lat 80. ub. wieku francuski prezydent François Mitterrand. Tyle, że w jeszcze bardziej radyklanej formie.
Pomysł nadania praw naturze zrodził się na początku lat 70′ XX wieku w USA. To chociażby orzeczenie SN z 1972 r. w sprawie Sierra Club przeciwko Morton i odrębna opinia sędziego Williama O. Douglasa dot. prawa do obrony integralności ekologicznej.
W opracowaniu unijnym zwrócono uwagę, że w koncepcji „praw Natury” chodzi o zmianę paradygmatu prawniczego. „Prawo kieruje sposobem działania naszych systemów – jeśli zakodujemy nowy paradygmat w prawie, zaczniemy obracać koło w drugą stronę, programując nasze systemy społeczne na regenerację. Cykl regeneracyjny jest podstawą nawrócenia ekologicznego, które będzie wymagało nowego paradygmatu i nowych zestawów zachowania, dostosowujących działalność człowieka do systemów ekologicznych, rządzących i podtrzymujących wszelkie życie, przynosząc bardziej pożądane rezultaty dla społeczeństwa i reszty Natury” – napisano w dokumencie.
Zaproponowana rewolucja ma polegać na: wprowadzeniu pojęcia praw Natury, wskazaniu nowych zasad i sposobów ich interpretacji, a także na obowiązku uwzględniania praw Natury we wszystkich politykach krajów członkowskich UE.
Powyższe rekomendacje mają nie tylko poprawić systemy ochrony przyrody, ale nade wszystko zapobiegać konfliktom interpretacyjnym między sędziami państw członkowskich, a sędziami UE. Przyjęcie „Karty Praw Podstawowych Natury” pozwoliłoby na „ekologiczne przekształcenie prawa”, a przez to zbudowanie nowej „cywilizacji ekologicznej, opartej na wzajemnym szacunku i uznaniu współzależności oraz nieodłącznej wartości całego życia”.
Ale czym w zasadzie są „prawa Natury”? Autorzy wyjaśniają, że termin oznacza dużo więcej niż stosowane dotychczas prawa przyrody. „Formuła Praw Natury oznacza radykalną transformację obowiązującego prawa poprzez nowy paradygmat relacji między ludźmi a resztą Natury, a więc między prawami człowieka i prawami Natury. Zmianę tę dobrze wyrażają następujące sformułowania: orzecznictwo ziemskie oraz mandat ekologiczny. Pierwsze dotyczy ram teoretycznych zmiany relacji między Prawem a Naturą; drugie określa nowe regulacje prawne, które sprzyjają zmianom w oparciu o wiedzę naukową na temat systemu Ziemi (Earth System Science) i praw Natury” – czytamy.
Kluczowe jest uświadomienie sobie, że przyjęcie proponowanych zmian pociągnie za sobą zmianę hierarchii praw. Prawa własności jak zapisano „nie byłyby już absolutne; byłyby kwalifikowane na podstawie praw ekosystemów i gatunków w nich żyjących”. Każdy mógłby pozwać władze, lub indywidualnych przedsiębiorców z powodu domniemanego niszczenia systemu Ziemi. Zaproponowane regulacje podważą ponadto suwerenność państw w zakresie dysponowania zasobami naturalnymi. Swój unikalny charakter straciłoby także prawo do życia i szereg przepisów opartych na prawie naturalnym.
Uznanie Praw Natury wymaga przyjęcia kilku podstawowych zasad. Po pierwsze, uznania Ziemi za żywą istotę, pojedynczą społecznością połączoną siecią współzależnych relacji. W praktyce, oznacza to ograniczenie możliwości korzystania z prawa własności, ponieważ dobrobyt każdego członka Ziemi zależałby od „dobrobytu Ziemi jako całości”.
Po drugie, uznania Ziemi jako części złożonego systemu, który sam w sobie jest uporządkowany i działa zgodnie z własnymi prawami – rządzącymi całym życiem – łącznie z istotami ludzkimi. Naszym zadaniem jest więc zrozumienie „prawa Natury” i przestrzeganie ich dla naszego własnego dobra.
Po trzecie, nałożenia moralnego obowiązku ochrony wszystkich obecnych i przyszłych członków Ziemi, aby przyczyniać się do ich integralności i dobrego samopoczucia. Każdy nieporządek w dynamicznej równowadze Ziemi, mamy obowiązek przywrócić.
Po czwarte, uznania, że Ziemia i cała tzw. Społeczność Ziemi ma trzy nieodłączne prawa: prawo do istnienia, prawo do zamieszkiwania i prawo do pełnienia swojej roli w ciągle odnawiających się procesach życiowych.
Po piąte, z uwagi na charakter relacji w ekosystemie Ziemi, naszą rolą jest uczestnictwo i przyczynianie się do zdrowia oraz odporności ekosystemu Ziemi. To, co nie wzbogaca całości, ostatecznie nie sprzyja też nam.
Po szóste, uznania, że wszystkie „zdrowe systemy życia” mają zdolność do wzrostu, ewolucji i adaptacji do zmian. Przestrzegając przepisów, które utrzymują zdrowe życie i witalność wzmacniamy odporność ekosystemu Ziemi, jak również naszą własną. Aby uczyć się od Natury i zrozumieć jej zasady musimy stać się „eko-piśmienni” i zaangażować się w inne sposoby poznania: odczuwania i intuicji.
Praktykowanie takiego podejścia wymaga od nas podejmowania decyzji, które stawiają na pierwszym miejscu długofalowe kwestie ekologiczne i los przyszłych organizmów, nad krótkoterminowe zyski.
Autorzy opracowania wskazali, że w celu pomyślnego wdrożenia nowego paradygmatu ważne jest zapewnienie nadrzędności prawa UE nad konstytucjami państw członkowskich i ustanowienie jednolitych ram interpretacyjnych, aby poradzić sobie z wszystkimi wyzwaniami nękającymi UE. Jak zapewniają autorzy, nie da się tego wprowadzić bez zmiany sposobu myślenia i wprowadzenia „nowej etyki”.
Ich zdaniem, to Bruksela musi zmienić nasze myślenie, bo „prawo jest wehikułem, który koduje ludzką świadomość (…) ustanawiając zasady regulujące sposób prowadzenia naszego życia”. Komisja Europejska chce, by Natura stała się podmiotem prawa jak ludzie i korporacje.
Nie bez powodu wykłada w dokumencie chęć uderzenia w prawo własności. Gwarantowaną prawnie możliwość posiadania, Bruksela uznaje za przyczynę dzisiejszych nierówności społeczno-ekonomicznych i spowodowanie katastrofy klimatycznej.
„Odłączenie od Natury” ma stanowić źródło również niepokojów społecznych na dużą skalę. W miejsce „cyklu prowadzącego do unicestwienia”, unijni decydenci proponuje się rewolucję prawną, która ma przywrócić „cykl regeneracyjny” w społeczeństwie i ekosystemach. Bez radykalnych działań nie będzie trwałej przemiany. Dlatego Natura ma być „reprezentowana w systemie prawa UE jako pełnoprawny interesariusz, mający osobowość prawną i prawa na poziomie konstytucyjnym, wraz z ramami wykonawczymi określonymi w kluczowych aktach prawnych”.
Nowe prawo, w myśl jego architektów ma stanowić „przeciwwagę” dla „praw korporacyjnych i praw własności”.
Opracowanie pt. „W kierunku Karty Praw Podstawowych Natury UE” wskazuje konkretne scenariusze realizacji rewolucji prawnej w UE. Wraz z nią równolegle ma odbywać się rewolucja w edukacji, kładąca nacisk na naukę o „systemie Ziemi” – stosunkowo młodą dziedzinę, integrującą wiedzę z różnych obszarów nauk przyrodniczych i społecznych – której muszą być podporządkowane inne dyscypliny.
Karta Praw Podstawowych Natury wprowadziłaby konstytucyjny obowiązek ochrony przyrody i ekosystemów. Oznaczałaby zmianę paradygmatu z obecnego neoklasycznego modelu ekonomicznego i przejście do modelu holistycznego, zgodnie z którym Natura jest podmiotem praw chronionym i szanowanym ze względu na swoją wewnętrzną (nieekonomiczną) wartość jako synonim źródła życia.
Karta miałaby taki sam status prawny jak Karta Praw Podstawowych UE i traktaty UE, a więc wszystkie akty unijne musiałyby być z nią zgodne.
Szczyt SDG we wrześniu 2023 ma za zadanie przyspieszyć tempo realizacji celów Agendy 2030. Podczas szczytu Polska zaprezentuje najnowszy raport w sprawie postępów w jej realizacji. W dokumencie premier Mateusz Morawiecki podkreśla, że realizacja globalistycznych celów to priorytet rządu. Polski rząd kładzie duży nacisk na wdrożenie tzw. przemysłu 4.0, związanego z postępami czwartej rewolucji przemysłowej, lansowanej przez Niemcy i Światowe Forum Ekonomiczne z Davos.
TWÓJ PORTAL PRO-LIFE I PRO-FAMILY Szanowni Państwo W ciągu kilku miesięcy od chwili jej ukazania w 2017 roku ta chińska aplikacja podbiła rynek mediów społecznościowych. W latach 2018 i 2019 była najczęściej pobieraną aplikacją w App Store i wyprzedziła takich potentatów jak Facebook, YouTube czy Instagram. Obecnie każdego miesiąca korzysta z niej aktywnie ponad miliard użytkowników (18% wszystkich użytkowników internetu), z czego ¼ to osoby w wieku 10-19 lat. Dlaczego zatem dziś, kilka lat po premierze tego programu, niektóre stany w USA dążą do zablokowania go na swoim terytorium? Bo, jak potwierdzają przypadki z całego świata, nieodpowiedzialne używanie TikToka, bo o tej aplikacji mowa, doprowadza do rzeczywistych tragedii. Tylko w zeszłym tygodniu na łamach naszego portalu opublikowaliśmy dwa artykuły, które opisywały śmiertelne żniwo, jakie zebrały TikTokowe wyzwania (challenge’e).fot. UnsplashCzym są wspomniane wyzwania, które stawiają sobie użytkownicy aplikacji? Podejmujący je nagrywa filmik z realizacją wskazanego przez innych użytkowników zadania, dodając określony hashtag (#), po czym publikuje go i tym samym zdobywa dużą liczbę polubień oraz powiększa grono odbiorców swojego profilu. Wyzwanie, o którym napisaliśmy w poprzedni poniedziałek, polegało na skoku do wody… z pędzącej łodzi! Ratownicy ze stanu Alabama poinformowali, że uczestnicząc w nim, życie straciły już cztery osoby. I nie chodzi tylko o młodzież – wśród ofiar tej „zabawy” jest też dorosły mężczyzna, który zginął na oczach własnej żony i dzieci. Z kolei dzień później przyszło nam opisywać śmierć nastolatki, tym razem z Niemiec, która wzięła udział w innym TikTok-owym wyzwaniu. Opowiedzieli o tym jej rodzice, którzy liczą, że historia ich dziecka będzie przestrogą dla innych. Dziewczyna wzięła bowiem udział w deodorant challenge polegającym na… wdychaniu jak największej ilości dezodorantu! Rodzice ostrzegają, bo to zadanie nie przestaje być popularne. Wyzwanie doprowadziło już bowiem do śmierci nie jednej, ale kilkorga nastolatków… Na Marsz.info co jakiś czas opisujemy nieszczęśliwe konsekwencje podejmowania wyzwań z TikToka. Nie robimy tego z upodobania do ponurych i smutnych treści, tylko dla przestrogi! Publikując je, chcemy, aby w sposób szczególny rodzicom zapalała się czerwona lampka, gdy zobaczą dzieci ZNOWU siedzące z telefonem w ręku i by sprawdzili, czy aby przypadkiem ich dziecko nie bierze udziału w jakimś niebezpiecznym challenge’u. Wielu bowiem wciąż naiwnie uważa, że telefon to zabawka z niegroźnymi grami… Dlatego bardzo Państwa prosimy o pomoc w promocji takich treści datkiem 30 zł, 60 zł, 100 zł lub 200 zł lub nawet większym. Każda złotówka przekłada się na większe zasięgi i zwiększa świadomość rodziców o zagrożeniach, jakie czyhają na ich dzieci!Kliknij tutaj i pomóż nam chronić polską młodzież!Wiemy, że mechanizm wciągania dzieci i młodzieży w takie zagrożenia opiera się z jednej strony m.in. na algorytmach, które coraz bardziej angażują użytkownika i pobudzają go do korzystania z określonej aplikacji, a z drugiej na psychologii – chęci zabłyśnięcia i szukaniu akceptacji wśród innych. Doprowadza to często do utraty kontroli nad elektroniczną rozrywką i kończy się tzw. e-uzależnieniem.fot. Pixabay Zdają sobie z tego sprawę polscy lekarze, którzy uruchomili specjalny program pomocy młodym uwikłanym w wirtualny nałóg. Jak informują, od 2021 roku skorzystało z niego już ponad… 5000 osób! Program pomaga dzieciom na nowo odkrywać funkcjonowanie w codzienności, odnowić więzi międzyludzkie, równocześnie rozrywając „więź” z urządzeniami elektronicznymi. Ponadto rodzice poznają sposoby kontroli czasu spędzanego przez dziecko przed ekranem i dowiadują się, jak rozmawiać z nim bez oceniania. Więcej informacji wraz z linkiem do listy placówek, które prowadzą ten program, znajdą Państwo w tym artykule. Jak Państwo widzą, na Marsz.info nie tylko przestrzegamy, ale także wyszukujemy i publikujemy wszelkie informacje, które przydają się rodzicom chcącym ochronić swoje dzieci przed e-uzależnieniem lub pomagającym im z niego wyjść. Prosimy zatem o wsparcie naszej codziennej działalności!
Podstawą pseudo-religii New Age nie jest ateizm, ale renesans pogaństwa, które odrzuca prawdziwego Boga i jedynego Zbawiciela, Jezusa Chrystusa. Współczesne neopogaństwo jest połączone z ezoteryzmem, który miesza różne pogańskie pseudoduchowości z chrześcijaństwem.
Temu synkretyzmowi otworzył już drzwi II Watykański Sobór, a zwłaszcza deklaracja Nostra aetate. Pseudo-papież Franciszek intronizował demona Pachamamę w Watykanie i sam się w Kanadzie poświęcił demonom i szatanowi. W tym duchu promuje synodalną drogę, której kulminacja ma nastąpić tej jesieni. Promując LGBTQ, postawił się w otwarty sposób przeciwko Bogu i samej istocie chrześcijaństwa.
Poprzez stopniową satanizację ludzie stają się mediami demonów, niezdolnymi do przyjęcia prawdy i zbawienia. Chodzi o systematyczne naruszanie ludzkiej natury poprzez stopniowe usuwanie sumienia i rozumu. Zanika zmysł odróżniania dobra od zła, prawdy od kłamstwa. Jest to również częścią ideologii pogańskiego buddyzmu, który twierdzi , że najgorszą istotą jest kobieta. Nienawiść do kobiety jest spowodowana jej misją jako nosicielki życia, co jest sprzeczne z celem buddyzmu, którym jest samozniszczenie. Dlatego według nich kobieta nie może być zbawiona, dopóki nie zostanie tzw. transformowana w mężczyznę. Gender-absurd jest promowany nie tylko buddyzmem, ale także gnozą, która kojarzy się z ezoteryką.
Gnoza ma u swoich korzeni fałszywy szacunek religijny. Poprzez różne etapy poświęcenia, czyli inicjacji, otwiera ludzką duszę i potajemnie podporządkowuje ją szatanowi. Obiecuje człowiekowi niezwykłe zdolności, ale w rzeczywistości czyni go medium duchowych istot, które chrześcijaństwo identyfikuje jako demony, a osobę jako opętaną. Ta droga związana jest z różnymi formami okultyzmu, czyli z wyzwalaniem i działaniem tych sił duchowych, tzw. energii. Wszystko to jest opakowane w filozoficzną, a nawet naukową terminologię z duchowym lub nawet mistycznym słownictwem, którym zwodzi się wiele poszukujących i szczerych dusz.
Zwolennicy gnostycyzmu propagują pogląd, że podział ludzi na mężczyzn i kobiety rzekomo jest czymś złym, rzekomo dziełem złego demiurga. Lucyfera nazywają dobrym demiurgiem, czyli bogiem. On, ich zdaniem, nie uznaje tej naturalnej ludzkiej rzeczywistości. Pytacie: dlaczego? Ponieważ demony nie mają płci. Dlatego podstawą satanizacji ludzkości dzisiaj jest właśnie LGBTQ-chaos. Jest zbudowany na kłamstwach. Nie ma komórek homoseksualnych ani komórek, które są w połowie męskie, a w połowie żeńskie. Nauka wyraźnie mówi, że płeć człowieka jest dana biologicznie.
Osoba z chromosomami XX jest kobietą, podczas gdy osoba z jednym chromosomem X i jednym chromosomem Y jest mężczyzną. Od niepamiętnych czasów wszyscy wiedzieli, że mężczyzna to mężczyzna, a kobieta to kobieta, i nie potrzebowali do tego naukowej wiedzy o chromosomach. Gnostycy mają fałszywy ideał człowieka – tzw. androgyne. Etymologia słowa androgyne składa się z dwóch greckich słów: ανήρ (anér) – „mężczyzna” i γυνή (gyné) – „kobieta”. Więc jest to swego rodzaju hermafrodyta. W ten sposób człowiek schodzi mniej więcej do poziomu dżdżownic.
Pseudopapież propagując ideologię LGBTQ, promuje satanizm, który odrzuca rzeczywistość wyjątkowości ludzkiej natury istniejącej wyłącznie jako mężczyzna lub kobieta. W ten sposób publicznie buntuje się przeciwko Bogu Stwórcy. Jeżeli są sztucznie niszczone podstawowe warunki istnienia ludzkości – przekazywania życia, to za tym stoi jasny cel, a mianowicie samozniszczenie. Za tym samym celem, ukrytym za osiągnięciem tzw. nieśmiertelności, podąża także tzw. transhumanizm. Propaguje go nie tylko NWO, ale także Bergogliowy odstępczy Watykan.
Chora transhumanistyczna ideologia prowadzi do utraty osądu i rozsądku, a także utraty postrzegania rzeczywistości. Celowo zwiększa poziom oszustw i najokrutniejsze kłamstwa przedstawia opinii publicznej tak, jakoby były rzeczywistością. Za całym tym systemem opartym na kłamstwie stoi duch kłamstwa i śmierci – szatan. Każdy, kto daje się wciągnąć w ten kłamliwy system myślenia, przyjmuje ducha kłamstwa i jest zgubiony, idzie drogą do wiecznego potępienia.
Biskupi, którzy zaprzeczają, że Bóg stworzył mężczyznę i kobietę oraz twierdzą, że Bóg stworzył homoseksualistów, transseksualistów, Q-seksualistów itp., sprzeciwiają się porządkowi stworzenia i buntują się przeciwko Bogu Stwórcy. Głoszą szatańską antyewangelię, za którą ściągają na siebie bożą anatemę, czyli wykluczenie i wyklęcie z Kościoła.
W wyniku pierworodnego grzechu natura ludzka została złamana, zdeformowana. Patologie przejawiły się zwłaszcza w postaci perwersji seksualnych, które otwierają człowieka na demoniczne siły. Dlatego, gdy Jezus wypędzał nieczyste demony, ludzie byli również uzdrawiani z niemowy, głuchoty i innych chorób. Przypominamy, że na przykład Q-orientacja jest związana z morderstwami na tle seksualnym. Na Ukrainie mężczyzna z tą Q-orientacją podciął gardło ponad 50 kobietom. Ten morderczy i zarazem nieczysty duch prowadzi do moralnego i fizycznego samobójstwa ludzkości. A tej zbrodni przeciwko ludzkości służy nadużywany papieski autorytet. Pseudopapież Franciszek i jego synodalna droga chce, aby wszyscy biskupi byli „otwarci” dla LGBTQ osób.
Konwersja na biskupów „otwartych” [na pokusy i zwodzenia szatana] , której bezwzględnie domaga się Begoglio, jest zdradą Chrystusa i oddaniem duszy szatanowi. Taka dusza będzie wówczas opętana przez nieczyste demony. Oni poprzez takich biskupów-„otwartych” – będą bezczelnie i cynicznie drwić z ukrzyżowanego Zbawiciela. W ten sposób biskupi praktycznie zaakceptują homoseksualizm jako normę i będą utwierdzać tych ludzi w grzechu, a tym samym na drodze do piekła. Droga synodalna jest drogą odrzucenia praw Bożych i bojkotu prawdziwej pokuty, bez której nikt nie będzie zbawiony. Swoim witaniem,współczuciem i delikatnościąbiskupi-witacze dopuszczają się największego okrucieństwa wobec zwiedzionych i oszukanych dusz. Nie pozwalają im się zbawić przez Chrystusa.
Droga synodalna prowadzi do ucieleśnienia kościelnego bergogliańskiego transhumanizmu. Ona wiąże się z satanizacją i redukcją człowieczeństwa, czyli z programem Nowego Porządku Świata (NWO), oddającym cześć wielkiemu architektowi wszechświata. Nie jest to jednak Bóg, lecz szatan.
Bergogliański odstępczy anty-kościół dąży do przekształcenia się w synagogę szatana. Jest to ukryty proces maskowany ciągłym oszukiwaniem pozytywnymi i religijnymi frazesami. Jak to możliwe, że już na pięciu kontynentach pod pozorem spotkań kontynentalnych miała miejsce ukryta satanizacja? Jak to możliwe, że biskupi tę zbrodnię i samobójstwo zaakceptowali? Dlaczego nie bronili Chrystusa i Jego nauki i nie ostrzegali powierzonych dusz!? Ponieważ popadli w herezję tzw. papalatrii! Największy przeciwnik Boga działa jako namiestnik Chrystusa, publicznie niszczy wszystkie Boże prawa i przykazania, a oni nadal czczą go jako namiestnika Boga na ziemi i następcę apostoła Piotra!
Szczerzy katolicy pytają: Czy Bergoglio jest prawdziwym czy fałszywym papieżem? Jeśli ktoś twierdzi, że jest prawdziwym papieżem, zaprzecza podstawom całego chrześcijaństwa. Więc nie jest już chrześcijaninem. Wykluczył się wraz z Bergoglio z Kościoła Chrystusowego. Niech każdy katolicki biskup weźmie sobie za wzór byłego nuncjusza w USA, Carla Marię Vigano. Niech tak jak on wezwie uzurpatora papiestwa do abdykacji i już mu się nie podporządkowuje! Fałszywe posłuszeństwo jest dziś duchowym samobójstwem.
Biskupi jako kolegium są odpowiedzialni za dzisiejszy Kościół! Jeśli nie wykorzystają swojego apostolskiego autorytetu, to swoją biernością, czyli tchórzostwem, współdziałają w samozniszczeniu Kościoła. Ponownie niech każdy biskup uświadomi sobie, że do jeziora ognia najpierw zostaną wrzuceni tchórze (Ap 21:8). Czyli, konkretnie ci biskupi, którzy przeciwko uzurpatorowi papiestwa i jego LGBTQ synodalnej drogi się nie przeciwstawiali. Czyniąc to, publicznie zaparli się Jezusa Chrystusa i zdradzili Go, jak apostoł Judasz.
Pijany kierowca zabił 21-letnią kobietę. To Ukrainiec. Ukraińcami są również dwaj ranni jego pasażerowie.
Pijany kierowca uciekający przed policją na ul. Fiołkowej w Legnicy stracił panowanie nad pojazdem i uderzył w idącą jezdnią młodą kobietę. Funkcjonariusze natychmiast przystąpili do reanimacji 21-latki, ale nie udało się już jej uratować. Kierowca i dwóch pasażerów forda zostało zatrzymanych. Wszyscy są Ukraińcami.
Zdarzenia relacjonuje kom. Jagoda Ekiert, oficer prasowa Komendy Miejskiej Policji w Legnicy. – Dzisiaj około godziny 7.30 dostaliśmy sygnał, że ul. Wielogórską porusza się ford focus prowadzony prawdopodobnie przez nietrzeźwego mężczyznę. Policjanci włączyli sygnały świetlne i dźwiękowe, nakazując kierowcy zatrzymać się do kontroli. Mężczyzna w fordzie nie zwracał na to uwagi i rozpoczął ucieczkę. Pędząc przez Legnicę zachowywał się brawurowo, wielokrotnie łamiąc przepisy i stwarzając zagrożenie dla innych użytkowników drogi.
– Po wjechaniu w osiedle Sienkiewicza, kierowca forda na łuku drogi stracił panowanie nad pojazdem, potrącił kobietę i uderzył w samochody zaparkowane przy ul. Fiołkowej.
Trzej mężczyźni znajdujący się w roztrzaskanym fordzie zostali zatrzymani. 24-letni kierowca miał w wydychanym powietrzu ponad 2 promile alkoholu. Jego towarzysze nie zostali na razie przebadani pod kątem trzeźwości. Leżą w szpitalu.
Po sprawdzeniu 24-latka w policyjnych systemach informatycznych okazało się, że ma dwa aktywne zakazy prowadzenia pojazdów mechanicznych. Za spowodowanie śmiertelnego wypadku w stanie nietrzeźwości polski kodeks przewiduje do 12 lat pozbawienia wolności.
==================
Mail:
TVP i TVN,ani policja, nie podają narodowości mordercy, który zabił Polkę. Był to młody, zdrowy Ukrainiec, który uciekł z kraju przed branką na front.
[artyuł z mego Archiwum, to przygotowanie do nowego tekstu. MD]
[ks. St. Bartynowski – Apologetyka podręczna
Należy ono do cudów najbardziej głośnych, albowiem stwierdzone zostało prawdziwie klasycznie, tak ze strony świadków naocznych, jak i powag lekarskich:
Kiedy w 1867 r. Piotr Rudder, robotnik, przechodził przez las, ścięte drzewo padając nań zgruchotało mu nogę poniżej kolana, tak że końce złamanych kości sterczały przez otwartą ranę. Wezwany do nieszczęśliwego kaleki dr Affenaer tak opisuje stan pacjenta: „Rudder miał nogę złamanq. Kości w miejscu złamania były potrzaskane na tak liczne kawałki, że poruszając chorą nogą, słyszeć można było chrzęst, jak gdyby ktoś potrząsał workiem orzechów. Część dolna nogi wisiała i obracała się na wszystkie strony”.
Po 5 tygodniach otworzyła się na złamanej nodze ropiejąca rana i kość się zaczęła psuć. Dr. Affenaer widząc swoją niemoc wezwał innych lekarzy, ale i ci nic nie pomogli. Biedny robotnik leżał rok znosząc męczarnie, poczym przez lat 8 nie mógł ani kroku o własnej sile zrobić – wlókł się tylko na kulach. Rana w nodze była ciągle otwarta i ustawicznie sączyła się z niej ropa.
P. Rudder miał od dziecka wielkie nabożeństwo do Matki Boskiej. Widząc tedy, że mu lekarze nic pomóc nie mogą, postanowił w intencji swego wyzdrowienia odbyć pielgrzymkę do Ooslackel~ miejsca łaskami słynącego, w którym urządzono grotę Matki Boskiej na wzór groty w Lourdes.
W dzień przed uzdrowieniem, 6 kwietnia 1875 r., odwiedził go sąsiad, J. v. HOOl’en, z synem i sąsiadką, i – jak w pisemnym świadectwie zeznali – byli obecni przy tym, kiedy chory odkrył nogę do bandażowania. Przy tej sposobności widzieli dwa końce złamanych kości; były one rozdzielone raną na 3 cm wielką, a dolna część nogi była ruchoma tak, że można nią było obracać.
Nazajutrz zawlókł się Rudder na kulach do stacji kolejowej, o pół godziny drogi od mieszkania – idąc przeszło dwie godziny! – Konduktor szydził sobie z jego pielgrzymki; ponieważ zaś rana wydawała woń nieznośną, a sącząca się z niej materia zanieczyściła wagon – robił jeszcze choremu wyrzuty. Woźnica, który go wiózł z Gandawy do Oostacker, widząc jego nogę, wiszącą tylko na skórze, wykrzyknął: „Ten zgubi jeszcze nogę po drodze!”.
Wyczerpany cierpieniem, znużony dotarł wreszcie Rudder do groty, usiadł na ławce naprzeciw statuy Matki Najświętszej i zaczął się modlić, błagając o uleczenie, aby móc zarabiać i własną pracą wyżywić żonę i dzieci.
– Nagle odczuł wstrząs i uczuł, że traci przytomność, a po chwili wstał o własnych siłach bez kul, przebiegł wzdłuż ławek i rzucił się na kolana przed statuą Matki Najświętszej.
Po kilku minutach modlitwy przyszedłszy do siebie, ze zdziwieniem zapytał: „Gdzie ja jestem?”. Spostrzegłszy, że klęczy o własnej mocy i że kule, bez których przedtem nie mógł się ruszyć, leżą opodal – wstał, wziął je i oparł o grotę, wołając: „Dzięki Ci, Maryjo!”.
Żona, która tuż przy nim klęczała i była naocznym świadkiem nagłego uleczenia, była bliska zemdlenia na widok tego, co się stało… Tłum obecnych otoczył uzdrowionego, chcąc obejrzeć cudownie uleczoną nogę; on sam – jakby nic nie wiedząc i nie słysząc, trzykrotnie obszedł grotę, potem odsłonił nogę i przekonał się, a z nim świadkowie cudu, że obie kości w nodze były zupełnie zrośnięte, a noga nie była skrócona, mimo że dr Affenaer zaraz przy pierwszych opatrunkach wyjął z niej duży kawałek odłamanej kości. Rana ropiejąca, która bezpośrednio przed cudem rozdzielała przełamane kości na 3 cm, znikła, zostawiwszy bliznę. Noga spuchnięta, przybrała od razu zwykłą objętość.
Kiedy Rudder wrócił do domu, mały syn jego August nie poznał ojca, albowiem nigdy nie widział go bez kul. Cudownie uleczony zrobił nazajutrz pieszo kilka mil drogi, ciesząc się, że mógł użyć przechadzki, której przeszło osiem lat był pozbawiony.
Dr Affenaer, badając nogę Ruddera i przesuwając powoli palcem wzdłuż kości od góry do dołu, znalazł pewną nierówność w miejscu zrośnięcia (tak jak ją późniejsza fotografia wykazała) oraz małą bliznę na skórze. Widząc to, rozpłakał się i zawołał: ,.Jesteś zupełnie uzdrowiony. a twoja noga jest tak zdrową, jak u nowonarodzonego dziecka. Wszystkie środki były wobec twojej choroby bezsilne – lecz czego nie potrafili dokonać lekarze, uczyniła Maryja!”.
Dr von Hoestenberghe, który przedtem badał nogi Ruddera, dowiedziawszy się o nagłym jego wyzdrowieniu nie chciał temu dać wiary. Uwierzył dopiero, kiedy ujrzał dawnego pacjenta, podskakującego wesoło na uzdrowionej nodze, aby tak przekonać lekarza, że uleczenie było zupełne.
Dr Royer z Lens-St.Remy nie wahał się porzucić swojej praktyki lekarskiej, aby przenieść się do miejscowości, w której mieszkał Peter Rudder i tu zbierać świadectwa lekarzy, oraz świadków naocznych cudu
i wszystkich, którzy bliżej znali uzdrowionego. Temu lekarzowi właśnie zawdzięczać należy, że dużo pisemnych dokumentów, poświadczających prawdziwość całego zdarzenia, zachowało się do dnia dzisiejszego.
Rudder po swym uzdrowieniu żył jeszcze i pracował jako ogrodnik lat 24. Umarł na zapalenie płuc w 1899 r. W 14 miesięcy po jego śmierci wspomniany dr von Hoestenberghe wyjął z grobu kości obu nóg zmarłego, aby je obfotografować i podać osteologicznemu zbadaniu.
Trzej doktorzy, którzy Ruddera przez 8 lat nie mogli uleczyć, opisali cały przebieg tej choroby oraz nagłe i zupełne jego uzdrowienie w obszernym sprawozdaniu lekarskim, w którym dochodzą do następującego wyniku.
l. Nagłego zrośnięcia dwóch kości w nodze Ruddera, które przez 8 lat zróść się nie mogły i w miejscu złamania psuć się zaczynały, nie można w sposób naturalny wytłumaczyć. Chodzi tu bowiem o wytworzenie się nowej tkanki, zamiast zniszczonej, na co potrzeba kilka tygodni czasu.
2. Również jest niemożliwe, aby rana, przez 8 lat ropiejąca, według zwykłych praw natury zabliźniła się całkowicie w jednej chwili; tu także musi się wytworzyć nowa tkanka, na co w niniejszym wypadku medycyna wymaga bezwarunkowo dłuższego czasu.
Biolog ks. E. Wasmann SI, objaśniając w obszernym artykule wynik badania lekarskiego, oświadcza, iż przy każdym zrastaniu się kości czy zabliźnianiu rany, dzielą się dawne komórki dla wytworzenia sąsiednich nowych. Otóż nauka wykazuje, że do powstania jednej komórki potrzeba pokaźnej chwili; zatem według tej samej nauki musi być stanowczo wykluczone, aby w krótkiej chwili mogły się wytworzyć w naturalny sposób całe miliony komórek, potrzebnych do uzupełnienia wyjętego kawałka kości oraz wypełnienia miejsca, objętego przez zaropiałą ranę wielkości kurzego jaja.
Że sugestia nie mogła nagłego uleczenia sprawić, jest także naukowo stwierdzone, bo nie może być zastosowana tam, gdzie idzie o wytworzenie tkanek nowych zamiast zniszczonych.
Wobec naukowo stwierdzonego cudu rozgłos nagłego uleczenia Ruddera był wielki, a lekarze z różnych stron przybywali, aby się naocznie przekonać o wypadku.
Nie dziw też, że we wsi rodzinnej Ruddera, Jabeke, jego cudowne wyzdrowienie wywarło wstrząsające wrażenie. Kiedy dawniej miejscowość znana była z niedowiarstwa i rozpusty – od czasu cudu zmieniła się zupełnie; współziomkowie Ruddera stali się wzorowymi katolikami.
Proszę uważać na te szpitale! Zagrożenie dla pacjentów
Proszę uważać na te szpitale! Zagrożenie dla pacjentów
Dyrektorzy 6 warszawskich szpitali miejskich podpisali wspólne oświadczenie, w którym oznajmiają, że ich placówki „nie odmówią pomocy” żadnej pacjentce. O jaką „pomoc” chodzi? Mowa o aborcji. Oświadczono, że szpitale nie będą utrudniać kobietom dostępu do aborcji. Kontekst wypowiedzi wskazuje, że chodzi o aborcję na życzenie dla każdej chętnej kobiety, która się zgłosi. Jeżeli tego nie powstrzymamy, już wkrótce w stolicy może powstać wielkie zagłębie aborcyjne. Proszę przeczytać, o które szpitale chodzi i jak wielkie zagrożenie oznacza ta deklaracja dla WSZYSTKICH pacjentek, w tym naszych córek, sióstr, wnuczek i przyjaciółek, niezależnie od ich osobistego stosunku do aborcji. W ostatnich miesiącach głośno jest w Polsce o temacie legalnej aborcji ze względu na „zagrożenie zdrowia matki”. Pod tym terminem kryje się również „zdrowie psychiczne” kobiety, co zapewniali w ostatnim czasie m.in. minister zdrowia Adam Niedzielski, premier Mateusz Morawiecki i wicepremier Jarosław Kaczyński. Jako że każda ciąża może teoretycznie zagrażać szeroko pojętemu i bliżej niesprecyzowanemu „zdrowiu psychicznemu” matki, w praktyce legalna jest w naszym kraju szpitalna aborcja na życzenie. Wystarczy jedynie zgłosić się do placówki z odpowiednim dokumentem od proaborcyjnego lekarza-psychiatry, do którego kontakt z łatwością można znaleźć w internecie. Właśnie w tym kontekście należy patrzeć na inicjatywę dyrektorów 6 warszawskich szpitali miejskich, którzy opublikowali niedawno wspólne oświadczenie na temat dostępu do aborcji w ich placówkach. Władze szpitali zapewniły, że żadnej kobiecie „nie odmówią pomocy”. Chodzi m.in. o pomoc w przeprowadzeniu aborcji „ze wskazań medycznych”, czyli również z formalnej przesłanki „zagrożenia zdrowia psychicznego”. Oświadczenie poparli dyrektorzy: – Szpitala Specjalistycznego im. Św. Rodziny przy ul. Madalińskiego, [sic!! md] – Centrum Medycznego Żelazna i Szpitala Św. Zofii, – Szpitala Praskiego, – Warszawskiego Szpitala Południowego, – Szpitala Bielańskiego, – Warszawskiego Instytutu Zdrowia Kobiet (dawny Szpital Inflancka). Inicjatywie patronuje znany z radykalnie proaborcyjnych poglądów prezydent Warszawy Rafał Trzaskowski, dla którego była to okazja do prowadzenia kampanii wyborczej. Panie MirosĹ‚awie, wie Pan co deklaracja dyrektorów warszawskich szpitali oznacza w praktyce? Aby znaleźć odpowiedź, trzeba spojrzeć na to, co dzieje się w innym miejscu Polski – w szpitalu w Oleśnicy. W 2022 roku padł tam rekord liczby aborcji – zabito 75 dzieci. 19 z nich było podejrzewanych o zespół Downa. Wszystkie te aborcje wykonano z formalnej przesłanki „zagrożenia zdrowia psychicznego” matki. Proceder ten wspierają władze szpitala. Gizela Jagielska, wicedyrektor szpitala w Oleśnicy publicznie powiedziała niedawno, że jej zdaniem: „Aborcja to jest podstawowe świadczenie medyczne.” Jagielska publicznie zachęca również swoje pacjentki do kontaktowania się z organizacjami aborcyjnymi, które ułatwiają przeprowadzenie aborcji, m.in. poprzez udzielenie kontaktu do proaborcyjnych psychiatrów. Wiele wskazuje na to, że podobne zagłębie aborcyjne może wkrótce powstać w Warszawie, i to z udziałem nie jednego, ale co najmniej 6 szpitali, których dyrektorzy oświadczyli, że nie będą utrudniali dostępu do aborcji i „pomogą” każdej kobiecie. Aktualnie mają pełną swobodę do tego, aby przeprowadzać wszystkim kobietom legalne aborcje na życzenie, gdyż zielone światło dla tego procederu wydali przedstawiciele rządu PiS, a całość aktywnie wspiera i dotuje prezydent Trzaskowski. To jednak nie wszystko. Postawa tych szpitali będzie mieć bardzo poważne konsekwencje dla wszystkich pacjentek, nie tylko dla tych kobiet, które będą chciały przeprowadzić aborcję. Zagrożone będą wszystkie matki, które zgłoszą się do tych szpitali. Dlaczego? W artykule opublikowanym na naszym portalu wyjaśnia to Aleksandra – wolontariuszka naszej Fundacji: „Co to oznacza dla nas, zwykłych kobiet? Dla nas matek, które nie mają w zwyczaju zastanawiać się nad zabijaniem własnych dzieci? Nie dobijamy ich gdy są chore i leżą w łóżkach, nie dobijamy ich, gdy same jesteśmy chore, a one potrzebują by im zmienić pieluchę czy dać jeść. Skąd więc myśl, że chciałybyśmy zabijać je, gdy są najbardziej bezbronne? Kochającej matce do głowy nie przyjdzie, by nawet zastanawiać się nad zabiciem dziecka bez względu na cokolwiek. Ponieważ jednak według prawa stanowionego, polityków i mediów mamy prawo własne dzieci zabijać, to w szpitalach i gabinetach ginekologicznych tak jesteśmy traktowane. Jak potencjalne zabójczynie. Jak matki, które prawdopodobnie chcą zabijać własne dzieci.” W związku z tym: „To prawdopodobieństwo w głowach lekarzy zamienia się niemal w pewność jeśli tylko pojawiają się takie czynniki jak potencjalna choroba dziecka czy choroba matki. Po wielokroć słyszy się również sygnały od kobiet z całej Polski, że lekarz uznał aborcję za formę leczenia. Matki czasami nie wiedziały nawet, że na zabicie dziecka mogą się nie zgodzić… Dziś, by ochronić swoje dziecko przed zabiciem trzeba więc nie tylko posiąść pewną wiedzę medyczną, ale również modlić się o to, by być przytomną, jeśli kiedyś trafi się z komplikacjami do szpitala. Jest bowiem wysokie prawdopodobieństwo, że nikt z personelu medycznego nie założy nawet, że dziecko jest pacjentem.” Od początku działalności naszej Fundacji zgłaszają się do nas kobiety z całego kraju, które były przymuszane do aborcji przez personel szpitali. Ich świadectwa opublikowaliśmy m.in. w naszym przewodniku „Jak rozmawiać o aborcji?”. Najmniejsze podejrzenie choroby u dziecka lub matki dla wielu lekarzy jest pretekstem do aborcji i rezygnacji z odpowiedzialności za leczenie swoich pacjentów. Przekonała się o tym m.in. pani Małgorzata, która oczekiwała bliźniaków i dowiedziała się o „komplikacjach” w trakcie ciąży: „Kiedy lekarz mnie zobaczył, powiedział tylko, że to jest „masakra” i trzeba jak najszybciej usunąć ciążę. Stwierdził, że jeśli bliźnięta cudem się urodzą, to będą obciążone wszystkimi możliwymi wadami genetycznymi. Wizyty u lekarza były bardzo trudne, niosły ogromną dawkę bólu (…) za każdym razem zaczynała się ta sama historia: usilne namawianie lekarza, abyśmy dokonali aborcji, że to jest jedyne słuszne rozwiązanie, że nie ma innego wyjścia.” Na szczęście pani Małgorzata nie ugięła się pod tą presją. Jak powiedziała: „Kiedy chłopcy wyszli na świat, lekarz nie mógł uwierzyć, że są w tak dobrym stanie. Wiele jego diagnoz w ogóle się nie sprawdziło.” Chłopcy przeszli operacje i spędzili jakiś czas w szpitalu, po czym zostali wypisani do domu. Tymczasem dla lekarza przesiąkniętego aborcyjną i eugeniczną mentalnością lepiej było zabić małych pacjentów niż podjąć się ich leczenia. Tak jest taniej, szybciej i łatwiej. Po co obejmować dzieci opieką i walczyć o ich życie, skoro można je legalnie i bezkarnie zabić? Panie MirosĹ‚awie, nasza Fundacja walczy nieustannie o całkowity i dający się skutecznie egzekwować zakaz zabijania dzieci oraz zmianę świadomości Polaków na temat aborcji. Za pomocą naszych akcji kształtujemy społeczeństwo, żeby wiedziało czym jest aborcja i mogło właściwie reagować. Wiele osób uważa, że skoro oni sami są przeciwko aborcji, to ich ta sprawa nie dotyczy. To błędne przekonanie. Lekarze-aborcjoniści potrafią skutecznie przymuszać i namawiać do aborcji, wykorzystując emocje i swój autorytet medyczny. Nasze kampanie ostrzegają przed tym zagrożeniem. Zarówno zwolennicy aborcji jak i lekarze wykonujący ten barbarzyński proceder wiedzą, że nasze akcje są skuteczne. Jedna z liderek aborcyjnego lobby udzieliła ostatnio wywiadu Gazecie Wyborczej, w którym powiedziała, że wiele szpitali ukrywa fakt dokonywania aborcji ponieważ boi się konsekwencji w postaci akcji naszej Fundacji pod ich placówkami oraz fałszuje dokumentacje medyczne: „Nie upubliczniamy listy szpitali, by nie narażać ich na protesty antyaborcjonistów (…) Lekarze się boją. Nawet jeśli wykonują takie procedury, to raportują je do NFZ w taki sposób, by nie narażać się na problemy, np. wpisują to jako inne świadczenie.” Z rozmaitych wypowiedzi medialnych wynika, że nasze kampanie społeczne, w szczególności te odbywające się przed wejściami do szpitali, powstrzymują wiele placówek od dokonywania aborcji. Jednak coraz więcej szpitali robi to otwarcie, taki jak miejskie szpitale w Warszawie czy szpital w Oleśnicy, wręcz reklamując ofertę aborcji w mediach.To wszystko jest możliwe, gdyż polskie prawo jest bardzo wadliwe, a aborcja na życzenie dokonywana z formalnej przesłanki „zagrożenia zdrowia psychicznego” matki ma pełne przyzwolenie rządu PiS i aktywne poparcie lokalnych polityków takich jak Rafał Trzaskowski. Musimy działać aby to powstrzymać. W najbliższym czasie planujemy intensyfikację akcji informacyjnych pod szpitalami, skierowanych do sumień i świadomości pacjentów oraz personelu szpitali. Zamierzamy także przeprowadzić kolejne mobilne akcje furgonetkowe i kampanie billboardowe. Potrzebujemy na ten cel ok. 12 000 zł.Dlatego zwracam się do Pana z prośbą o przekazanie 35 zł, 70 zł, 140 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby umożliwić organizację niezależnych kampanii informacyjnych i ostrzec Polaków przed konsekwencjami aborcji, zanim dojdzie do kolejnych morderstw na niewinnych dzieciach. Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667 Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPWLekarze zarażeni mentalnością aborcyjną często przymuszają swoje pacjentki do aborcji. Straszą kobiety, że tzw. „przerwanie ciąży” to jedyne wyjście w ich sytuacji, gdyż nie chcą ponosić odpowiedzialności za leczenie swoich pacjentów. Z kolei aktywiści aborcyjni oswajają z aborcją miliony Polaków i wmawiają naszemu społeczeństwu, że aborcja na żądanie jest OK. Jakiś czas temu w Hiszpanii było podobne prawo jak u nas obecnie. Każdego roku mordowano tam poprzez aborcję 100 000 dzieci z formalnego powodu „zagrożenia zdrowia psychicznego” matek! Przy aktualnym stanie prawnym i ogromnym wsparciu, jakim cieszy się lobby aborcyjne, ludobójstwo na podobną skalę możliwe jest również w Polsce. Jeśli tego nie powstrzymamy, liczba ofiar będzie rosnąć. Musimy dotrzeć do sumień i świadomości naszych rodaków, dlatego raz jeszcze proszę Pana o wsparcie naszych niezależnych akcji informacyjnych. Serdecznie Pana pozdrawiam, Fundacja Pro – Prawo do życia ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków stronazycia.pl
W grudniu 2010 r., podczas spotkania z Obamą, który dziękował za wsparcie w Afganistanie, ze strony Bronisława Komorowskiego padły słowa: Jeśli mamy razem iść na wielkie polowanie, to najpierw musimy mieć pewność, że nasz dom, nasze kobiety, nasze dzieci są bezpieczne. Wtedy też lepiej się poluje. Media w Polsce uznały wypowiedź za infantylną, a feministki z „Wyborczej” za seksistowską. Nikt natomiast nie oburzył się na to, że przyszłą wojnę z Iranem potraktował jak polowanie na tubylców.
24 lutego 2011 r., podczas wizyty w Jerozolimie, po wysłuchaniu mowy wojennej Benjamina Netanjahu wymierzonej w Iran, Donald Tusk oświadczył: „Izrael może liczyć na Polskę […] Mało kto was rozumie obecnie tak dobrze, jak my”. Tusk przyznał też honorowe obywatelstwo Polski Meirowi Daganowi, który, gdy był szefem Mosadu, zajmował się głównie wojną cybernetyczną i innymi tajnymi operacjami wymierzonymi w Iran.
17 września 2017 r., podczas ceremonii wręczenia nagrody im. Żabińskich, Jarosław Kaczyński wygłosił pean: „Izrael jest państwem na swój sposób wielkim i tą wielkość musimy traktować, jako dowód siły ducha, ale także, jako dowód tego, że gdzieś tam nad nami jest siła, ta najwyższa, boska, która o wszystkim decyduje, bo bez niej Izrael nie mógłby istnieć. To swego rodzaju cud naszych czasów”. Po raz kolejny swoim dziwacznym i ignoranckim wyobrażeniom co do wielkiej potęgi Izraela, dał wyraz w wywiadzie dla „Gazety Polskiej”: „Berlin potrzebowałby co najmniej dwa razy silniejszej gospodarki i przynajmniej osiem razy silniejszej armii, by zaoferować komukolwiek realną ochronę. Z całym szacunkiem dla potencjału naszego zachodniego sąsiada, ale w zderzeniu z siłą Izraela nie sądzę, by był zdolny stawiać mu czoło więcej niż jeden dzień”.
Przy okazji udziału 120 umundurowanych policjantów izraelskich w obchodach rocznicy „pogromu” w Kielcach, aktywista żydowski wyraził nadzieję, że „ci żydowscy policjanci będą wszędzie tam, gdzie dzieje się Żydom krzywda”. Kiedy oddział komandosów izraelskich wziął udział w natowskich manewrach na terenie Polski, niezalezna.pl w entuzjastycznym tonie pisała: „Na Kremlu nie będą spali spokojnie! Polska z sojusznikami zademonstrują solidarność. Do grona dołączy Izrael”. Podobnym sygnałem była obecność „wierchuszki” armii i służb specjalnych Izraela na tzw. Marszu Żywych w Oświęcimiu w kwietniu 2018 r., chociaż zgromadzenie całego dowództwa służb specjalnych w jednym czasie, w jednym miejscu i w świetle kamer, jawnie kłóci się z zasadami bezpieczeństwa. Musiało to mieć jakieś uzasadnienie – byli u siebie. Dorzućmy do tego występy premiera i prezydenta RP w rocznice wyzwolenia Obozu Auschwitz na tle izraelskich barw narodowych, gwiazdy Dawida i napisów po hebrajsku, czyli robienie za tło Izraelowi.
Po przyjęciu przez Sejm podyktowanej w siedzibie Mosadu nowelizacji ustawy o IPN, głos zabrał przedstawiciel polskiej bezpieki Maciej Wąsik: Izrael jest głównym sojusznikiem USA, które są naszym głównym sojusznikiem. Izrael jest też ostoją cywilizacji zachodniej na Bliskim Wschodzie. Trzeba sobie to jasno powiedzieć. Ten kraj ma strategicznie ogromne znaczenie dla Europy i Stanów Zjednoczonych.
Jakub Maciejewski, żydowski publicysta, żydobanderowskiego portalu „wPolityce” napisał: „Izrael jest enklawą cywilizowanego Zachodu, jego przyczółkiem na Bliskim Wschodzie, wyspą w morzu Arabów. Nie leżymy na morzu Arabów, ale leżymy pod falą rosyjską, od arabskiej dużo groźniejszą, przesyconą nienawiścią, dzikością, ale posiadającą wielką armię i broń nuklearną. Rosja współfinansuje terrorystów na polsko-białoruskiej granicy, a niektóre środowiska arabskie finansuję swoich terrorystów – świat bliskowschodniego islamu i świat rosyjski to laboratoria terroryzmu. Izrael to ostatni kraj Zachodu na wschodzie, a Polska jest państwem frontowym (…) Polskie Siły Zbrojne, tak jak izraelskie, muszą pozostać szkieletem kraju. Polska musi przyzwyczaić się do życia w stanie ciągłego zagrożenia, tak jak Izrael, a to oznacza konieczność posiadania takiej armii, że jej siła odstraszanie odwiedzie od planów ponowienia ataku nawet „najbardziej obłąkanych rosyjskich szowinistów”.
Andrzej Zybertowicz, doradca Dudy od wszystkiego: „Izrael, zewsząd otoczonych wrogimi państwami arabskimi i w zasięgu rakiet nienawidzącego go Iranu, słynie z doskonałego przygotowania do wojskowej obrony. Tajne służby Izraela uchodzą za jedne z najlepszych na świecie, a dyplomacja za jedną z najbardziej stanowczych i nonszalanckich. Żydzi mogą sobie na to pozwolić, dzięki swojemu wyjątkowemu położeniu; jako enklawa cywilizowanego Zachodu, jego przyczółek na Bliskim Wschodzie”. O tajnych służbach Izraela rzucił taką myśl: „Izraelski Mosad dlatego jest jedną z najlepszych tajnych służb, gdyż w swoich międzynarodowych akcjach może liczyć na współpracę osób pochodzenia żydowskiego na całym świecie”. Na uwagę zasługują też jego słowa: „Prawda bardzo często w polityce przegrywa. Aby polityk mógł zabiegać o prawdę, musi zachować władzę, ażeby zachować władzę, często musi ulegać siłom zewnętrznym, które na to pozwolą i w tym pomagają”.
1 grudnia 2021 r. w Belwederze odbyła się uroczystość chanukowa z udziałem rabinów. „Rola społeczności żydowskiej na przestrzeni tysiąca lat była dla Polski bardzo ważna, chcę to z całą mocą podkreślić. To jest Polin, to jest miejsce dla nas wszystkich, ukształtowane historycznie, umocowane kulturowo, w którym chcemy nadal razem żyć” – obwieścił Andrzej Duda.
George Friedman, założyciel powiązanej z CIA prywatnej agencji wywiadu Stratfort postawił tezę: „W sytuacji, kiedy za 30 lat Niemcy nie będą już potęgą gospodarczą, a Rosja znajdzie się w rozsypce, Polska, urośnie do roli regionalnej potęgi”. „Regionalnej potędze” radził iść śladem Izraela: „Polska ma dziś taką wizję bezpieczeństwa, jakby się wzorowała na maleńkiej Danii. Tymczasem powinna się wzorować na Izraelu. Izrael wydaje na obronę narodową dominującą część budżetu”.
Friedman nie przypomniał się ze swą tezą: „USA potrzebują w Europie kordonu sanitarnego”. Nie wspomniał, że Izraela ma potężne lobby w Białym Domu, którego sam jest częścią; że otrzymuje od Waszyngtonu 3 miliardy dolarów pomocy wojskowej rocznie; że to państwo, które (przy 8 mln mieszkańców) jest w stanie wystawić 170 tysięczną armię i dysponuje siłą ponad 400 tysięcy rezerwistów; że ma budżet obrony taki jak Polska, ale przeznacza go na swoją obronę, a nie na obronę Ukrainy; że inwestuje w rozwój własnego przemysłu obronnego, a nie w rozwój przemysłów obronnych innych państw, bo Polska wszystko kupuje za granicą; że ma skuteczne służby specjalne a Polska ma Kamińskiego z wąsikiem (tj. Wąsikiem Janem). Pominął też, że to państwo sprawnie zarządzane, prowadzące podmiotową politykę zagraniczną, potrafiące wykorzystać swą diasporę. Innymi słowy, Friedman kazał nam być Izraelem – państwem otoczonym przez wrogów państwem wojującym ze wszystkimi, wspieranym przez zamorskiego hegemona.
Polsce urósł konkurent. A na dwa Izraele w Europie miejsca nie ma. Zełenski ogłosił: „Jak zakończymy wojnę, to cała Ukraina będzie wyglądała jak wielki Izrael”. Anders Fogh Rasmussen, doradca Zełenskiego i b. sekretarz generalny NATO wygadał się: Ukrainę trzeba przekształcić „we wschodnioeuropejski Izrael”. W rozmowie z „FT” przyznał: „Projektując gwarancje bezpieczeństwa dla Ukrainy, głęboko inspiruję się stosunkami USA-Izrael”. Przyznał też, że część programu „słowo w słowo” skopiował z deklaracji podpisanej w Jerozolimie przez Joe Bidena. Krótko mówiąc, to Ukraina będzie „wschodnioeuropejskim Izraelem”, któremu inne państwa, tak jak Izraelowi, zagwarantują bezpieczeństwo. W tym samym czasie w Waszyngtonie ujawniono, że USA chciałyby przekształcić Ukrainę w swój nietonący lotniskowiec, „taki sam, jak Izrael na Bliskim Wschodzie”.
W takiej sytuacji przed Polską otwierają się przygnębiające perspektywy ubogiego krewnego Ukrainy. Jesteśmy już „sługami narodu ukraińskiego”. Kiedy przerobią Ukrainę na Izrael, Kijów, już w roli „starszego brata”, od czasu do czasu sługom złoi skórę. A „Nasi” (tu przypomnę: narodowość pisze się z dużej litery) na czele z „genialnym strategiem”, dla przypodobania się „najważniejszemu sojusznikowi” w Waszyngtonie i „strategicznemu partnerowi” w Tel Awiwie – wmanewrują nas w rolę państwa służebnego, łożące na potęgę drugiego Izraela coroczny trybut i kontrybucję (tak, jak USA na Izrael).
Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – na otarcie łez, pozwolą „regionalnemu mocarstwu” wziąć udział w wojnie Izraela z Iranem. No, bo co robił w Izraelu, który nie jest członkiem NATO, generał Rajmund Andrzejczak, szef sztabu generalnego Wojska Polskiego zaangażowanego w wojnę na śmierć i życie z Rosją i broniącego płotu na granicy z Białorusią? Dlaczego pozwolono szefowi sztabu generalnego Sił Obronnych Izraela, generałowi Awiwowi Kochawi na miotanie groźbami wobec Iranu, i to z terenu obozu Auschwitz? O czym rozmawiał w Polsce? Prasa izraelska podał, że o „obronności i bezpieczeństwie”. Ale nie podała, jakiego kraju, Izraela czy Polski?
W zawartym 2.12. 2016 r., tajnym porozumieniu, Polska zobowiązała się do udostępnienia Ukrainie wszystkich swoich zasobów. Czy podobnej umowy nie zawarto z Izraelem? Czy schemat z Ukrainą nie jest przygotowaniem do zaangażowania Polski w bliskowschodnią awanturę? W stosunkach polsko-żydowskich jest wiele tajemnic. Nie wiemy, na przykład, co miał na myśli prezydent Izraela, gdy przed wizytą w Warszawie stwierdził: „Oczywiście pamiętam o złożonych obietnicach i podpisanych umowach”.
Gdy Duda odbył telefoniczną rozmowę z prezydentem Iranu, posypały się na niego gromy. Najpierw zaatakował mąż Anny Applebaum. Potem „Wyborcza” napisała o „ciągotach Dudy do dyktatorów i autoryzowaniu przez niego krwawych reżimów”. Wkrótce okazało się, że to Zełenski nakazał Dudzie przekonać Persa, aby Teheran nie sprzedawał broni Rosjanom. Pomijając już to, że rozmowa stworzyła okazję do antyirańskich tyrad i dała asumpt do napuszczania Polaków na Irańczyków, zapytać należy: Jakim trzeba być dyplomatycznym matołem i Kałmukiem myśląc, że Irańczycy posłuchają Dudę prezydenta kraju, który nie ma żadnej pozycji na Bliskim Wschodzie, a gościł za to konferencję antyirańską? A tak w ogóle – czy prezydent RP musi spełniać każde polecenie jakiegoś Zełenskiego?
Ukraina, dając publicznie wyraz swemu niezadowoleniu z podejścia Tel Awiwu do dostaw izraelskiej broni, używa argumentu: izraelscy bracia mają tego samego wroga – Iran i Rosję, która pomaga Teheranowi w rozwoju broni nuklearnej w zamian za dostawy dronów. I rzeczywiście, Izrael konsekwentnie dba o dobre stosunki z Moskwą, która kontrolując przestrzeń powietrzną nad Syrią, pozwala na izraelskie naloty na cele związane z Iranem, w tym pozycje Hezbollahu na północnej granicy Izraela.
Jest też inny powód. Dał temu wyraz Netanyahu: „Mamy obawy, że każdy system, jaki damy Ukrainie, zostanie użyty przeciw nam, ponieważ może wpaść w irańskie ręce (…) Nie jest to tylko teoretycznie możliwe. To naprawdę ma miejsce z zachodnią bronią przeciwpancerną, którą mamy na naszych granicach. A więc w tym temacie musimy być bardzo ostrożni”. I jeszcze jedno – czy zachodnia broń przeciwpancerna, którą przepuścili na granice Izraela skorumpowani ukraińscy generałowie, to nie dostarczone armii ukraińskiej systemy przeciwlotnicze „Piorun”, produkowane w Skarżysku – Kamiennej?
12 września 2022 r. „Zman Yisrael” ujawnił, że dla obejścia odmowy sprzedaży Kijowowi zaawansowanej broni, izraelska firma dostarcza Ukrainie system zwalczania dronów za pośrednictwem Polski. Gazeta dodaje, że rząd izraelski, który zawsze zatwierdza dostawy takiej broni, przy pełnej świadomości, że Warszawa jest w tym procederze pośrednikiem, nie wykazał zainteresowania w storpedowaniu zakupu.
27 czerwca 2023 r. senator Lindsay Graham ujawnił, że Izrael blokuje transfer na Ukrainę dwóch posiadanych przez armię amerykańską baterii obrony antyrakietowej Iron Dome (Stalowa Kopuła lub Stalowa Mycka), którego budowę sfinansował Waszyngton (sic!). Powód – obawy, że wrażliwa technologia wpadnie w ręce wroga. Senator podpowiedział pomoc Ukrainie poprzez „przeniesienie baterii do jakiegoś innego sojusznika USA, pod kontrolą i nadzorem wojska amerykańskiego”. Jeszcze inne rozwiązanie podpowiada lobby izraelskie w Waszyngtonie: w zamian za dyplomatyczne i gospodarcze naciski Rosji na Iran, Izrael powinien po cichu zezwolić Azerbejdżanowi dostarczyć Rosji drony izraelskiej produkcji.
Kto będzie drugim Izraelem w Europie, już wiemy. W takiej sytuacji zapytajmy: Kto zostanie drugą Palestyną? Czy aby nie Polska? Czy aby w całej miłości „Naszych” do Ukrainy nie chodzi o oligarchów, z których tylko jeden na 130 ma nieżydowskie pochodzenie? Warszawska ulica o „pierwszym niekomunistycznym rządzie wolnej Polski” mówiła: „Sami Żydzi tylko jeden Syryjczyk” (chodziło o ministra przemysłu Tadeusza Syryjczyka). Dziś o rządzących Ukrainą ulica kijowska mówi: „Sami Żydzi tylko jeden Tatar” (chodzi o magnata przemysłu stalowego Rinata Achmatowa). Co więcej – ci żydowscy oligarchowie mają powiązania z elitami w Polsce, i stają się powoli polskimi oligarchami. Jeśli dodamy, że w Warszawie rządzi żydokomuna, a w Kijowie żydobanderowcy, to obraz staje się pełniejszy. À propos – autorką terminu „żydobanderwoszczyzna” jest matka oligarchy i b. premiera Wołodymyra Hrojsmana.
W styczniu 2023 r. przez Kijów przetoczyła się fala aresztowań wysokich rangą urzędników oskarżonych o korupcję. Odszedł wiceminister obrony i z-ca prokuratora generalnego. Do dymisji podał się z-ca szefa kancelarii prezydenta. Wszystko po naciskach władz amerykańskich, do których docierają sygnały, że pomoc wysyłana Ukrainie jest rozkradana i że kontrola nad nią kończy się na polskiej granicy. I właśnie dlatego pora na pytanie: Czy, po zakończeniu wojny, ukraińscy oligarchowie i ukraińscy generałowie (którzy obłowili się na amerykańskiej i polskiej pomocy) nie przeniosą swych biznesów nad Wisłę? Tu kilka wiadomości z ostatniej chwili: Najbogatszy z nich, Dmytro Firtasz przejmuje biznes po Gudzowatym i kupił jego kamienicę przy Alei Szucha w Warszawie, tuż pod oknami premiera; Ruch #ToNieNaszWojna obliczył, że wartość pomocy Polski dla Ukrainy wyniosła już 54 mld euro; Narodowy Bank Ukrainy poinformował, że na dzień 1 lipca rezerwy dewizowe Ukrainy wzrosły do rekordowej historycznie wielkości 39 mld dolarów; w Senacie USA zapytano, skąd Zełenski wziął 700 mln dolarów, bo na tyle wycenił jego majątek „Forbes”.
Do sytuacji, gdy między Polską a Ukrainą była granica, powrotu nie ma. Problemy sąsiada stają się naszymi problemami, a ukraińscy oligarchowie polskimi oligarchami. O ile w Rosji finansują partie, o tyle na Ukrainie zakładają własne. Przy czym wszystkie centrowe czyli bezideowe, co stawia je w wygodnej pozycji do robienia geszeftów. Finansują ukraińskich nacjonalistów, którzy dzięki temu nabyli dziwnie nie etniczną cechę: są „wrogami Rosji”, a nie zwolennikami „Ukrainy dla Ukraińców”, i którzy Żydom nie zagrażają, ale są wystarczająco zapalczywi, by doprowadzić do wojny domowej w Polsce.
Wiedzą, że jest wojna, ale nie wiedzą, kto strzela. Ukraina godzi się z utratą Krymu i na otarcie łez zostaje drugim Izraelem. Polska, też na otarcie łez, zostaje UkroPolin – wasalnym, służebnym wobec Ukrainy państwem, otoczonym (jak Izrael) przez wrogów, aktywowanym „na gwizdek” do różnych wojen, jak nie z Rosją, to z Persją, u boku Izraela. Po Okrągłym Stole staliśmy się Rzeczpospolitą Obojga Narodów i sługami narodu żydowskiego. Po 24 lutego 2022 r. stajemy się Rzeczpospolitą Trojga Narodów i sługami narodu ukraińskiego. Ale na tym nie koniec. Taka Rzeczpospolita, składającą się z żydowskiej elity i z kilkunastu milionów niemających nic do powiedzenia Polaków, obejmie miliony przesiedleńców z Dzikich Pól, którzy (jak Hajdamacy) złupią Polskę, a Dobra Zmiana skończy w ramionach żydowskich oligarchów z Ukrainy. Tak, jak ekipa Okrągłego Stołu skończyła w ramionach Starszych Braci w Izraelu.
Dialog między-religijny w Izraelu: – Plucie, wyzwiska i bluźnierstwa. Władze warszawskie – „dziękują”…
„Zemsta”, „śmierć chrześcijanom”, „śmierć Arabom i gojom” oraz „śmierć Ormianom”.
„Chowanie głowy w piasek, sprawcy czują się bezkarni”
Podsekretarz stanu w MSZ Paweł Jabłoński „podziękował na Twitterze władzom Izraela za szybką reakcję na zbezczeszczenie polskiego kościoła w Jerozolimie”
=============================
Zakonnica z Nowego Domu Polskiego: Plucie i wyzwiska są codziennością
W ubiegły weekend po raz kolejny klasztor polskich elżbietanek w Jerozolimie został zaatakowany przez ortodoksyjnych Żydów. Trudną sytuację chrześcijan w tym mieście opisała s. Róża. – Plucie, wyzwiska i obrażanie imienia Pana Jezusa są ostatnio codziennością – powiedziała przełożona Domu Polskiego, posługująca od 28 lat w Ziemi Świętej.
S. Róża wskazała, że ostatnie miesiące to czas szczególnej eskalacji agresji. Przyznaje, że za każdym razem zakonnicom wychodzącym z klasztoru na ulice towarzyszą plucie, wyzwiska i urąganie imieniu Pana Jezusa.
Z innych posesji na teren klasztoru wyrzucane są śmieci: przez płot, bramę, z balkonów. Na mieszkańców polskiej placówki i przebywających tam pielgrzymów rzucane są wypełnione wodą worki. Sąsiedzi rzucają także kamieniami, szklanymi butelkami czy zepsutymi produktami spożywczymi w siedzibę polskich elżbietanek.
Eskalacja przemocy
W ostatnich tygodniach – jak podkreśla zakonnica – doszło do eskalacji przemocy. W nocy z 16 na 17 czerwca mężczyzna rzucił dużym głazem w drzwi posesji. Następnej nocy miał miejsce podobny incydent, a kilka dni później kilku młodych Żydów zrobiło sobie z polskiego klasztoru „tarczę do rzucania kamieniami” – opisuje siostra.
Potem nastąpiło kilka dni spokoju, opowiada, aż do feralnego ostatniego weekendu. W nocy z czwartku na piątek i kolejnej napastnicy wtargnęli na dziedziniec klasztoru i zdewastowali m.in. masywne drzwi antywłamaniowe.
S. Róża na pytanie o reakcje lokalnej policji rozkłada ręce i przyznaje, że „współpraca nie jest łatwa”. W czerwcu, gdy udała się na policję, poinformowano ją, że trzeba czekać około czterech godzin i spytano, czy na pewno chce złożyć doniesienie.
Patrol dotarł na miejsce dopiero po kilku dniach; nie dokonał oględzin zniszczeń. Dzielnicowy nie wykazał zainteresowania sprawą, mimo że s. Róża przekazała mu nagranie wideo dokumentujące atak.
Siostra przyznaje, że w tej zdominowanej przez ortodoksów dzielnicy policja jest bardzo „ostrożna” i jeśli zdarzają się incydenty, to funkcjonariusze nie ingerują, trzymając się „najlepiej z daleka”.
Elżbietanka podkreśla, że w tej trudnej sytuacji pomogli również Żydzi z Fundacji „The Religious Freedom Data Center”. Umożliwili oni kontakt z funkcjonariuszem policji, który ma bezpośredni kontakt z elżbietankami. W ostatni weekend w wyniku jego interwencji policja była już błyskawicznie na miejscu zdarzenia.
„Chowanie głowy w piasek, sprawcy czują się bezkarni”
Na zakończenie rozmowy s. Róża pokazała ułożone w stertę kamienie, którymi napastnicy obrzucili w weekend klasztor i którymi uszkodzili jego masywne drzwi. Oceniła, że aby nastąpiła poprawa, musi zmienić się mentalność organów ścigania, gdyż „chowanie głowy w piasek sprawia, że sprawcy czują się bezkarni”.
Nowy Dom Polski został wzniesiony w 1942 r. i znajduje się w dzielnicy Me’a Sze’arim w Jerozolimie. To jedna z najstarszych dzielnic żydowskich w tym mieście, zamieszkana głównie przez ortodoksyjnych Żydów. Sam klasztor jest otoczony przez domy zamieszkane przez ortodoksów.
W reakcji na atak na klasztor polska ambasada w tym kraju przekazała w zeszłą sobotę, że: „Polska jest głęboko zaniepokojona powtarzającymi się fizycznymi atakami na pielgrzymów i członków Klasztoru Polskich Sióstr Elżbietanek”.
Podsekretarz stanu w MSZ Paweł Jabłoński „podziękował na Twitterze władzom Izraela za szybką reakcję na zbezczeszczenie polskiego kościoła w Jerozolimie” po tym, jak dwóch sprawców ataku zostało aresztowanych. Wyraził nadzieję, iż sprawa zostanie załatwiona we właściwy sposób i podobne ataki nie powtórzą się w przyszłości, „a działania izraelskiej policji i innych izraelskich służb zapewnią bezpieczeństwo siostrom elżbietankom i innym chrześcijanom w Jerozolimie”.
Jak piszą gazety w Izraelu, w ciągu ostatnich miesięcy nastąpił wzrost liczby antychrześcijańskich incydentów. Członkowie wspólnot chrześcijańskich mówią, że są nękani i zastraszani przez agresywnych żydowskich nacjonalistów.
W maju podczas demonstracji ortodoksyjnych Żydów przeciwko wydarzeniu z udziałem chrześcijan na Starym Mieście sfilmowany został wiceburmistrz Jerozolimy Arieh King, jak wraz z innymi osobami krzyczał: „Misjonarze, wracajcie do domu!”.
„Times of Israel” opisywał też ataki na budynki społeczności ormiańskiej w Jerozolimie. W Dzielnicy Ormiańskiej wymalowano hasła m.in. „zemsta”, „śmierć chrześcijanom”, „śmierć Arabom i gojom” oraz „śmierć Ormianom”.
Z kolei franciszkanie na Starym Mieście zamykają na noc drzwi do swojego kompleksu św. Zbawiciela od czasu zbezczeszczenia figury Jezusa. Nigdy w przeszłości nie podjęli takiego środka – co podkreśłił sekretarz Kustodii o. Alberto Pari.
[md . A tu – szyderstwo: ]
Ataki potępił prezydent Izraela Izaak Herzog, nazywając je „prawdziwą hańbą”. Antychrześcijańskie protesty potępiło wcześniej także izraelski MSZ.
Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!” • 18 lipca 2023 dialog
Z okazji 80 rocznicy rzezi wołyńskiej, podczas której Ukraińcy z niespotykanym okrucieństwem, któremu dziwowali się nawet Niemcy, wymordowali co najmmniej 100, a być może 150, lub nawet 200 tysięcy Polaków na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej – bo nie było przy tym księgowego, który by te ofiary policzył – odbyły się przedstawienia z udziałem JE abpa Stanisława Gądeckiego oraz pana premiera Mateusza Morawieckiego. Przedstawienie z udziałem Ekscelencji odbywało się według formuły „przemawiał dziad do obrazu – a obraz do niego ani razu”. Ekscelencja zaprezentował bowiem swemu rozmówcy grekokatolickiemu arcybiskupowi Światosławowi Szewczukowi listę polskich oczekiwań w ramach „dążenia do prawdy” i „pojednania”.
Tamten spokojnie wysłuchał tej tyrady, po czym udzielił przewielebnemu arcybiskupowi Gądeckiemu odpowiedzi wymijającej. Wspomniał tam o „obustronnych ranach”, mając pewnie na myśli podobno autentyczny przypadek, kiedy to ukraiński rezun, zarzynając kolejnego Polaka, skaleczył się w rękę – a poza tym nietrudno sobie wyobrazić, jakie katiusze musieli przeżywać biedni Ukraińcy, wyrzynając całe polskie wsie? „Ulitujcie się nad nami, biednymi zbirami” – czytamy u Dostojewskiego. Jednym słowem – pełna symetria, w całkowitej zgodności z podstawową tezą ukraińskiej polityki historycznej, według której, w 1943 roku na Wołyniu i Małopolsce Wschodniej trwała „wojna domowa”. Jest to teza oczywiście fałszywa, bo żeby można było mówić o „wojnie”, wszystko jedno – domowej, czy nie – muszą być przynajmniej dwie strony wojujące.
Tymczasem tam niczego takiego nie było. Była jedna strona mordująca i druga – mordowana, a celem tego przedsięwzięcia było stworzenie narodowi ukraińskiemu odpowiedniej przestrzeni życiowej, z której, mówiąc nawiasem – korzysta do dnia dzisiejszego, zaświadczając przed światem, że zbrodnia jednak popłaca. Krótko mówiąc, Ukrainiec nie cofnął się nawet o krok – bo jak inaczej ocenić sformułowanie, że pojednanie „wymaga wzniesienia się ponad zwykłą miarę sprawiedliwości, zwłaszcza ze strony tego, który w większym stopniu – często w sposób uzasadniony – czuje się ofiarą.” Najwyraźniej ukraiński hierarcha oczekuje, że Polacy, którzy „czują się ofiarami”, łaskawie dodając, że „często w sposób uzasadniony”, „wzniosą się ponad zwykłą miarę sprawiedliwości” – a skoro tak, to kto wie, czy nie będą musieli przyzwyczaić się do kultu Stefana Bandery? Jak pisze Stanisław Lem w „Głosie Pana” – „nawet konklawe można doprowadzić do ludożerstwa, byle postępować cierpliwie i metodycznie”.
Pewne światło na tę sprawę rzuca spostrzeżenie abpa Światosława Szewczuka, który wspominał o „balsamie Ducha Świętego”, który ma być „dialog i przebaczenie”. Tym razem wygląda na to, że dysponentem wspomnianego „balsamu” jest amerykański prezydent Józio Biden – bo nietrudno się domyślić, że przedstawienie w warszawskiej katedrze w ogólnych zarysach wyreżyserowali pierwszorzędni fachowcy z Departamentu Stanu – o czym świadczy deklaracja we wspólnym „orędziu”, że Ukraińcy tym razem walczą za wolność „naszą i waszą”. Ta podawana do wierzenia teza ukraińskiego Sztabu Generalnego stanowi znakomity pozór moralnego uzasadnienia dla prezentowanej przez Ukraińców wobec całego świata postawy roszczeniowej, a wobec Polski – nawet mocarstwowej – o czym przekonaliśmy się z wystąpień ambasadora Zwarycza i szefa ukraińskiego IPN pana Drobowycza.
Inna sprawa, że przecież nie można głośno mówić, iż Stany Zjednoczone w roku 2014 kupiły sobie Ukrainę za 5 miliardów dolarów, żeby wkręcić ją w maszynkę do mięsa i w ten sposób „osłabiać Rosję” – jak w niepojętym przypływie szczerości zeznał amerykański sekretarz obrony Lloyd Austin. No a teraz pojawiły się skrzydlate wieści, że Amerykanie prowadzą dyskretne rozmowy z Rosją – prawdopodobnie, jakby tu tę całą kłopotliwą Ukrainę jakoś korzystnie sprzedać. I co będzie, co Ekscelencje napiszą w kolejnym pojednawczym orędziu, jak już sprzedadzą?
Z kolei pan premier Morawiecki, jak przystało na polityka szykującego się do wyborów, pojechał na Ukrainę, gdzie odwiedził miejsca po dwóch wsiach wymordowanych i zrównanych z ziemią przez UPA: Ostrówki i Puźniki, gdzie zaćwierkał zgodnie z potrzebą chwili: „Nie możemy na to (to znaczy – na wbijanie przez Putina klina między Ukraińców i Polaków – SM) pozwolić szczególnie w tym czasie kiedy ukraińscy żołnierze walczą o swoją wolność i niepodległość, ale także o nasze bezpieczeństwo i naszą przyszłość”. Brzmi to niepokojąco, bo skoro Ukraińcy tak się poświęcają dla naszego bezpieczeństwa i przyszłości, to jak już kurz opadnie, pewnie przedstawią nam rachunek. A jeśli kurz nie będzie chciał opaść, to pewnie będziemy musieli dotrzymać im towarzystwa – zwłaszcza gdy na szczycie NATO w Wilnie nie dojdzie do wypracowania „jednolitej strategii wobec Ukrainy” – o czym wspominał wcześniej były sekretarz generalny NATO, a obecnie – doradca prezydenta Zełeńskiego, pan Anders Rasmussen. Pan premier Morawiecki oświadczył też, że „nie spocznie”, dopóki „ostatnia ofiara zbrodni wołyńskiej nie zostanie odszukana”.
Gdybyśmy przywiązywali wagę do tego, co mówi pan premier Morawiecki, musielibyśmy obawiać się o jego zdrowie, a nawet życie – bo trudno sobie wyobrazić, żeby pan premier wytrzymał bez odpoczynku następne 80 lat. Na szczęście nie musimy do takich deklaracji przywiązywać wagi, bo po wyborach wszystkie te zaklęcia zostaną zapomniane, podobnie jak została zapomniana deklaracja o pojednaniu między narodami polskim i rosyjskim, podpisana w sierpniu 2012 roku w Warszawie, z jednej strony przez JE abpa Józefa Michalika, a z drugiej – przez patriarchę Moskwy i Wszechrusi Cyryla. Nawiasem mówiąc, również tamta deklaracja była rezultatem słynnego „resetu”, jakiego 17 września 2009 dokonał amerykański prezydent Barack Obama, który już wtedy musiał dysponować „balsamem Ducha Świętego” i posmarował nim gdzie i kogo było trzeba. Ale potem zmienił zdanie, posmarował pięcioma miliardami dolarów Ukrainę, dzięki czemu dzisiaj „balsam Ducha Świętego” smaruje Ukraińców, a kto wie, czy również nie JE abpa Stanisława Gądeckiego?
Coś może być na rzeczy, bo kiedy ksiądz Tadeusz Isakowicz-Zaleski – jak piszą niezależne media głównego nurtu – „wtargnął” do Domu Arcybiskupów Warszawskich, gdzie JE abp Stanisław Gądecki i JE abp Światosław Szewczuk, po trudach przedstawienia w katedrze pili sobie z dzióbków, podpisując deklarację o pojednaniu, by następnie zaprezentować ją wspomnianym niezależnym mediom głównego nurtu, wezwano policję, która księdza Isakowicza-Zaleskiego i towarzyszące mu grono osób wylegitymowała. Spiritus flat ubi vult – powiadali starożytni Rzymianie, co się wykłada, że „Duch tchnie, kędy chce” – więc dlaczego miałby nie chcieć „natychać” prezydenta Józia Bidena, który z kolei inspiruje Ekscelencje, a za ich pośrednictwem – również policjantów?
Cudowne pomysły aktywistów „Ostatniego pokolenia”. Oby oni wszyscy skorzystali !!
Na podst. TVPinfo: 18 lipca
Koszmarne skutki protestu aktywistów klimatycznych z grupy „Ostatnie pokolenie”. Po tym, jak w ubiegłym tygodniu wtargnęli na lotniska w Hamburgu i Düsseldorfie, a następnie przykleili się do płyt lotniskowych, części z nich grozi… amputacja rąk. Wszystko przez mieszankę, której użyli.
„The Telegraph”: Wykorzystali mieszankę betonu i żywicy epoksydowej, która powszechnie stosowana jest do celów budowlanych. Ponieważ materiał z czasem twardnieje, może powodować trwałe zablokowanie rąk i prowadzić do… amputacji kończyny.
Tak może być właśnie w przypadku aktywistów „Ostatniego pokolenia”
=-=============
mail: Podpowiadam uprzejmie, że można też przykleić głowę, i tak nie jest zbytnio w użyciu.
Można jeszcze się przykleić do szyn kolejowych, każdą rączkę do innej szyny – i przykryć dla nie poznaki szarą narzutą. Najlepiej wieczorkiem.
[—-] Czy chodziło o to, że NATO skończyła się broń i amunicja do przekazania Ukraińcom? Ponownie, nie – wciąż jest sporo na wpół przestarzałego złomu, który mógłby zostać przekazany Ukraińcom.
Co więc takiego zrobili Ukraińcy, że tak nagle wzbudzili gniew Pentagonu i w bezpośredniej konsekwencji popadli w niełaskę NATO?
Krótko mówiąc, Ukraińcy zademonstrowali, że broń NATO to badziewie. Dowody na to narastały powoli wraz z upływem czasu. Po pierwsze, okazało się, że różne elementy amerykańskiej broni odpalanej z ramienia – przeciwlotnicze Stingery, przeciwpancerne Javeliny itp. – są raczej gorsze niż bezużyteczne, w nowoczesnej walce. Następnie okazało się, że haubica M777 i kompleks rakietowy HIMARS są raczej kruche i nie nadają się do utrzymania w terenie.
Kolejną „cudowną bronią” rzuconą na ukraiński front była bateria rakiet Patriot. Została ona rozmieszczona w pobliżu Kijowa, a Rosjanie szybko sobie z niej zażartowali. Zaatakowali ją swoimi super tanimi „latającymi motorowerami” Geranium 2, powodując włączenie aktywnego radaru, tym samym demaskując jego pozycję, a następnie wystrzeliwując [ Patriot] cały ładunek rakiet – wart milion dolarów! – po czym po prostu usiadł tam, zdemaskowany i bezbronny [ Patriot], i został zlikwidowany pojedynczym rosyjskim precyzyjnym uderzeniem rakietowym.
To z pewnością poważnie wkurzyło sekretarza obrony USA Lloyda Austina, którego główną osobistą dojną krową gotówkową jest Raytheon, producent Patriota.
Tak, Patriot okazał się bezużyteczny podczas pierwszej wojny w Zatoce Perskiej, gdzie nie zdołał ochronić Izraela przed starożytnymi irackimi pociskami Scud; i okazał się bezużyteczny później, gdy nie zdołał ochronić saudyjskich instalacji naftowych przed starożytnymi jemeńskimi pociskami Scud… ale nie powinieneś reklamować tego faktu. A teraz to!
Na domiar złego, niemieckie czołgi Leopard 2 i amerykańskie bojowe wozy piechoty Bradley, nie wspominając o głupich francuskich czołgach kołowych, spisały się absolutnie żałośnie podczas ostatnich ukraińskich prób zbliżenia się do pierwszej linii obrony Rosji, nie mówiąc już o jej penetracji.
Żeby jeszcze bardziej dopiec, Putin zauważył, że zachodnie pancerze palą się łatwiej niż te stare, radzieckie.
Najnowszym desperackim posunięciem byłoby przekazanie ukraińskim siłom powietrznym (które, nawiasem mówiąc, już nie istnieją) niektórych starszych myśliwców F-16. Mogą one mieć nawet 50 lat i charakteryzują się wlotem powietrza, który znajduje się bardzo blisko ziemi, co czyni je bardzo skutecznymi odkurzaczami pasów startowych podczas startu. Nie mogą operować z brudnych i dziurawych pasów startowych, które są typowe na Ukrainie, ponieważ gruz zostałby wessany do silnika i zniszczyłby go.
Gdyby Ukraińcy próbowali utworzyć dla nich nowe pasy startowe, Rosjanie natychmiast zauważyliby to z satelity geosynchronicznego, który jest stale skierowany na terytorium Ukrainy. Zamiast umieszczać kilka świeżych kraterów po bombach na tych nowych pasach startowych, mogliby zrobić coś bardziej subtelnego: użyć jednego ze swoich super-tanich Geranium 2 do rozrzucenia metalowych goleni, które silniki F-16 mogłyby odkurzyć… wciągnąć – i spalić w locie. A ponieważ są to samoloty jednosilnikowe, nie ma możliwości powrotu do domu na pozostałym silniku: pilot musiałby się katapultować i samolot by się rozbił.
Ale jest jeszcze ważniejszy powód, dla którego pomysł przekazania F-16 Ukrainie jest niewykonalny: samoloty te są zdolne do przenoszenia bomb jądrowych, a Rosja już ogłosiła, że uzna ten krok za eskalację nuklearną. Ale prowokowanie konfliktu nuklearnego z Rosją jest zabronione, więc F-16 nie wchodzą w grę.
Dlaczego porażka bezlitośnie propagowanej zachodniej broni jest ważniejsza niż cokolwiek innego, w tym coraz większe ryzyko dla Rosji?
Dlaczego porażka nieustannie propagowanej zachodniej broni jest ważniejsza niż cokolwiek innego, w tym coraz bardziej fatalny stan zachodnich finansów, absurdalna porażka antyrosyjskich sankcji, nieprzyzwoicie ogromna liczba ukraińskich ofiar lub ogólne zmęczenie Zachodu wszystkim, co ukraińskie, a zwłaszcza zalewem ukraińskich uchodźców, z którymi Zachód nie może sobie już poradzić?
Powód jest prosty: NATO nie jest organizacją obronną (pamiętajmy, że ZSRR nie ma już od ponad 30 lat); nie jest też organizacją ofensywną (cóż, zbombardowało Serbię i kilka innych stosunkowo bezbronnych krajów, ale nie może myśleć o stawieniu czoła Rosji lub jakiemukolwiek innemu dobrze uzbrojonemu narodowi).
NATO jest raczej zniewolonym klubem nabywców broni wyprodukowanej w USA. O to właśnie chodzi w osławionych „standardach NATO”, których Ukraina musi przestrzegać, zanim zostanie uznana za godną zaproszenia do NATO: aby spełnić te standardy, twoja broń musi być w większości wyprodukowana w USA.
Taki jest też powód wszystkich wojen z wyboru, od Serbii przez Irak po Afganistan, Libię i Syrię: były to projekty demonstracyjne dla amerykańskiej broni, których dodatkowym celem było zużycie broni i amunicji, tak aby Pentagon i reszta NATO musiały je ponownie zamówić. Geopolityczne uzasadnienia tych konfliktów zbrojnych to zwykłe racjonalizacje.
Na przykład w latach 1964-1973 Stany Zjednoczone zrzuciły na Laos ponad 2,5 miliona ton bomb podczas 580 000 lotów bombowych – co równa się zrzutowi bomb co osiem minut, 24 godziny na dobę, przez dziewięć lat. Jakie było geopolityczne uzasadnienie? Nikt nawet nie pamięta, czy kiedykolwiek istniało. Ale te bomby miały wkrótce wygasnąć [tj musiały być wcześniej użyte] i musiały zostać zrzucone i ponownie zamówione, aby utrzymać przepływ pieniędzy.
W odpowiedzi na takie dziwne zachęty, broń produkowana w USA jest zwykle nadmiernie złożona (aby jej twórcy mogli pobierać więcej opłat za bezużyteczne dodatkowe funkcje) i raczej krucha (nigdy nie testowana przeciwko równorzędnemu przeciwnikowi, takiemu jak Rosja czy Chiny, a nawet przeciwko Iranowi), opracowywana powoli (aby oczyścić fundusze na badania i rozwój), budowana powoli (bo po co się spieszyć?) i bardzo wymagająca w utrzymaniu (aby amerykańscy kontrahenci obronni mogli się jeszcze bardziej wzbogacić, dostarczając części zamienne i usługi).
Broń ta miała być testowana co jakiś czas, dając piekło zacofanym plemionom uzbrojonym w stare kałasznikowy i RPG.
Ukraina to zupełnie inna historia. Tam Ukraińcy, ze swoją niedopasowaną zachodnią bronią, zostali poproszeni o spenetrowanie trzech linii zahartowanej rosyjskiej obrony. Po około miesiącu wysiłków i oszałamiających stratach w ludziach i sprzęcie, nie udało im się jeszcze dotrzeć do pierwszej linii obrony.
Widok płonącego zachodniego uzbrojenia nie jest dobrą reklamą.
W związku z tym amerykańscy kontrahenci z branży obronnej muszą być bardzo chętni do zatrzymania tego stałego strumienia negatywnej reklamy swoich produktów w tej chwili – zanim ich reputacja zostanie całkowicie zrujnowana; stąd też niestosowny pośpiech, z jakim cały ukraiński projekt jest osierocony.
Alternatywą dla aktywnych działań wojennych jest to, co na Zachodzie zwykle nazywa się „negocjacjami”, ale w rzeczywistości wiązałoby się z przystaniem na rosyjskie żądania z listopada 2021 r. (które obejmują wycofanie broni NATO do poziomu z 1997 r.), a także nowsze wymagania, takie jak denazyfikacja, demilitaryzacja i neutralność tego, co pozostało z Ukrainy, uznanie nowych granic Rosji (które obejmują Krym, Chersoń, Zaporoże, Donieck i Ługańsk) oraz ściganie wszystkich ukraińskich zbrodniarzy wojennych, w tym wszystkich tych, którzy torturowali jeńców wojennych i ostrzeliwali cywilów od 2014 roku.
Aha, i zniesienie wszystkich mdłych sankcji byłoby również wymagane.
===================
mail:
Ruski punkt widzenia – ale chyba i gorzka prawda.
Jakiś czas temu oceniałem bardzo prosty co do zasady działania czujnik poziomu płynu hydraulicznego w zbiorniku tegoż płynu samolotu Dash 400. (Niedawno LOT się ich pozbył). Źle zaprojektowany, żle testowany, niedziałający. Renomowana firma odmówiła korekcji (na moim niskim poziomie władzy) posługując się argumentem, że tenże zawór sprawdza sie w jakiejś wyrzutni rakietowej. Tak s\obie pomyślałem (i nadal myślę), czy aby te amerykańskie śmiercionośne zabawki sa wiele warte. (wide ocena F16, Patriot).
Płk. D. Macgregor (d-ca wojsk pancernych podczas inwazji na Irak) wspomniał w jednym z wywiadów, że uwagi wojskowych dotyczące wysokiej temperatury pracy silników czołgu Abrams zostały zignorowane. Wojacy chcieli silników Diesla ale wpływy i interesy polityków zaważyły…
==================
mail od oficera: Teraz Abrams ma turbinę, która zżera ok. 350 litrów paliwa na 100 km. Czołg PT 91 Twardy zużywa nawet 500 litrów oleju napędowego na 100 km. W przypadku Leoparda 2 wynik jest bliższy 800 litrom na 100 km. Zużycie paliwa to jednak nic, w porównaniu do tego jak kształtuje się całkowity koszt pokonania jednego kilometra czołgiem : czołg Leopard 2A4 – 82 550 951 zł
Oczywiście przytoczone kwoty były aktualne na rok 2008,. Nikt o zdrowych zmysłach nie ma jednak wątpliwości, że potem sytuacja mogła ulec zmianie tylko w jedną stronę…
To dr. Agata Osiniak, świetny, odważny lekarz. Takich teraz tępią..
W obronie szykanowanego lekarza
Szanowni Państwo!
Jestem lekarzem pediatrą i specjalistą medycyny rodzinnej z ponad 30 letnim stażem pracy.
W mojej pracy z chorymi ludźmi zawsze przyświecają mi dwie zasady:po pierwsze nie szkodzić i ,że zdrowie chorego jest najwyższym dobrem.
Kiedy w 2020 roku ogłoszono tzw.pandemię covid-19 szybko zorientowałam się,że szeroko rozpowszechniane zalecenia i nakazy noszenia maseczek,izolacji,lockdownów,zamykania przychodni przed pacjentami itp.są kłamliwe i nie poparte żadnymi badaniami naukowymi.Po raz pierwszy w historii ludzkości lekarze zamknęli się przed chorymi ludźmi!Wiedząc to wszystko nie mogłam zachować tej wiedzy tylko dla siebie-chciałam podzielić się nią ze społeczeństwem.Takich lekarzy myślących podobnie jak ja było w Polsce kilkuset.
Jesienią 2020 roku grupa 114 profesorów,lekarzy i naukowców( w których gronie znalazłam się również ja)wystosowała list otwarty i trzy apele do rządzących,pisząc w nich między innymi,że nie ma naukowego i medycznego uzasadnienia dla kontynuacji stosowanych obostrzeń,noszenia maseczek ochronnych,izolacji społecznej oraz masowego stosowania niediagnostycznych testów RT-PCR,które dają wiele fałszywie dodatnich wyników.Te trzy apele wzywały do natychmiastowego zakończenia tych działań oraz przywrócenia normalnych,demokratycznych zasad funkcjonowania państwa,struktur prawnych,swobód obywatelskich oraz przestrzegania praw człowieka.Grupa ta poparła swoje zamieszczone w liście i apelach tezy,cytując liczne doniesienia naukowe oraz dane epidemiologiczne i statystyczne,oczekując jednocześnie otwartej debaty,w której wezmą udział eksperci bez jakiejkolwiek formy cenzury.
W swoich apelach środowisko naukowców i lekarzy,jakie reprezentowały osoby podpisane pod nimi,wyraziło również swoje zaniepokojenie faktem planowanych szczepień preparatami inżynierii genetycznej zawierającymi mRNA,nie będącymi tradycyjnymi szczepionkami i nigdy dotychczas nie stosowanymi u ludzi.Nie zostały one dostatecznie zbadane więc są potencjalnie niebezpieczne,a ich skuteczność nie jest w pełni udowodniona.Noszą znamiona eksperymentu medycznego prowadzonego na masową skalę.
Apele te nie doczekały się żadnego odzewu od prezydenta,premiera,rządu czy parlamentu,ani też nie zorganizowano publicznej debaty niezależnych ekspertów.
Jedyną natomiast odpowiedzią jakiej się doczekało kilkudziesięciu profesorów i lekarzy-sygnatariuszy tych apeli,było wszczęcie postępowania wyjaśniającego przez Naczelnego Rzecznika Odpowiedzialności Zawodowej Naczelnej Izby Lekarskiej lekarza Grzegorza Wronę już w styczniu 2021 roku.Obecnie toczą się sprawy o ukaranie 114 profesorów i lekarzy w Okręgowych Sądach Lekarskich we Wrocławiu,Poznaniu i Gdańsku, a zarzutem wobec nas jest publiczne rozpowszechnianie informacji niezgodnych z aktualna wiedzą medyczną i propagowanie postawy antyzdrowotnej oraz działań na szkodę pacjentów i całego społeczeństwa.
Kiedy latem 2021 roku rozpętała się nachalna propaganda w mediach i placówkach oświatowych zachęcająca rodziców do szczepienia swoich dzieci bezpiecznymi,skutecznymi i dobrze przebadanymi „szczepionkami” przeciwko covid-19 znów,znając badania naukowe i oficjalne dane statystyczne i epidemiologiczne,nie potrafiłam milczeć,wiedząc,że te preparaty mRNA nie są wcale bezpieczne, nieznana jest ich skuteczność i wcale nie są dobrze przebadane( o czym oficjalnie producenci sami piszą w ulotkach tych preparatów,zaznaczając,że ich genotoksyczność,wpływ na płodność i rakotwórczość oraz interakcje z jakimikolwiek lekami są nieznane).
Wówczas,w lipcu 2021 roku,udzieliłam wywiadu na prośbę zaniepokojonych rodziców,którzy byli zdezorientowani napływającymi do nich informacjami i przedstawiłam w nim między innymi apel Polskiego Stowarzyszenia Niezależnych Lekarzy i Naukowców do dyrektorów placówek oświatowych,nauczycieli i pedagogów o wstrzymanie promowania tzw.szczepionek przeciwko covid-19,poparty wieloma badaniami naukowymi oraz oficjalnymi danymi statystycznymi i epidemiologicznymi,potwierdzającymi nieskuteczność,brak bezpieczeństwa i brak ukończenia badań klinicznych tych preparatów mRNA-covid-19,które nigdy wcześniej nie były podawane tak szerokiej populacji.
Moje poczucie etyki zawodowej nakazuje mi informowanie pacjenta przed podjęciem jakiejkolwiek interwencji medycznej o wszystkich za i przeciw i uzyskanie jego świadomej zgody na taki zabieg,a zwłaszcza taki ,który wiąże się z ryzykiem i wieloma niewiadomymi.Pacjent musi mieć wybór,o tym też mówiłam w tym wywiadzie.
Już we wrześniu 2021 roku Okręgowy Rzecznik Odpowiedzialności Zawodowej w Rzeszowie,lekarz Grzegorz Siteń,wszczął wobec mnie postępowanie wyjaśniające i skierował sprawę do Okręgowego Sądu Lekarskiego w Rzeszowie o ukaranie mnie,zarzucając mi,podobnie jak w poprzedniej sprawie,publiczne rozpowszechnianie informacji niezgodnych z aktualną wiedzą medyczną i propagowanie postawy antyzdrowotnej oraz działań na szkodę pacjentów i całego społeczeństwa.
Dnia 29 listopada 2022 roku zostałam ukarana przez Okręgowy Sąd Lekarski pod przewodnictwem dr n.med Zenona Piechoty karą nagany i kosztami postępowania sądowego w wysokości 1500 zł.W żadnym wypadku nie czuję się winna ponieważ stoją za mną dziesiątki badań naukowych i oficjalnych rządowych danych statystycznych z całego świata,które przedstawiłam sądowi na obronę moich tez,w przeciwieństwie do sądu,który na poparcie swojego aktu oskarżenia wobec mnie nie przedstawił ani jednego badania naukowego ani tez opinii biegłego dotyczącej tego przewinienia zawodowego!Wobec tego złożyłam odwołanie do Naczelnego Sądu Lekarskiego w Warszawie-sprawa ta obecnie również jest w toku.
Wszystkie działania jakie podejmowałam i za które jestem szykanowana przez izby lekarskie i grozi mi utrata prawa wykonywania zawodu lekarza,robiłam dla dobra pacjentów,chcąc ustrzec ich przed podejmowaniem pochopnych i nie do końca przemyślanych decyzji w sprawie „szczepień” przeciwko covid-19,które jak już wiadomo obecnie nie chroniły przed śmiercią ani hospitalizacją z powodu covid-19,nie przerywały transmisji wirusa i spowodowały wiele śmierci i wiele działań niepożądanych u tych,którzy przyjęli te preparaty.Wiedzę naukową ,którą posiadłam na ten temat nie zostawiłam dla siebie, tylko podzieliłam się z Wami.
Dlatego zwracam się do Was z prośbą-jeżeli komukolwiek moja wiedza pomogła w podjęciu świadomej decyzji w sprawie” niezaszczepienia się” lub swojego dziecka przeciwko covid-19 o wsparcie finansowe,które jest potrzebne na pomoc prawników w mojej walce o prawdę.
Projekt ustawy nr 3238 (prawo geologiczne i górnicze oraz inne ustawy) po przegłosowaniu przez Sejm w czerwcu, 13 lipca został odrzucony przez Senat. A to oznacza, że wraca do Sejmu i tym razem może zostać przyjęty na posiedzeniu 28.07.Ten po cichu wprowadzany projekt stanowi zagrożenie dla Polski, dla naszego życia i zdrowia.
Zagrożenia:
Zniszczenie Polski
Protestujmy – wysyłajmy do posłów maile i listy pocztą!
Ta ustawa to początek lawiny – wiąże się z wieloma innymi aktami prawnymi, o czym się głośno nie mówi m.in. z Dyrektywą CCS PE wdrażania technologii zatłaczania pod ziemię CO2 (czyli spalin) – istnieje już mapa z wydzielonymi VIII obszarami, gdzie można to w Polsce robić!!! Te obszary to 75% kraju! Na tych terenach znajdują się zasoby wody pitnej!
Utrata zdrowia
Nie będzie naszej zielonej Polski – będzie tu śmietnik Europy, spalarnie śmieci, sprężone spaliny do zatłaczania, będzie pustka – na takiej ziemi nic nie urośnie. Zatłaczanie CO2 (czyli spalin) pod ziemię wyklucza możliwość, poszukiwania i eksploatacji gazu ziemnego i ropy oraz wykorzystanie geotermii jako źródła energii. Ludzie – jaka to ekologia? – potencjalny wyciek spalin to katastrofa dla środowiska. W Polsce ponoć już buduje się 70 spalarni śmieci. Będą limity wody pitnej: to będzie dramat, a likwidacja solanek i wód termalnych pozbawi nas możliwości leczenia i regeneracji.
Utrata własności prywatnej
Na terenach, o których mowa (czyli prawie wszędzie) będą nas wywłaszczać bez odszkodowania i bez możliwości odwołania się; będzie zakaz budowy domów i remontów. Wszystkie pozostałe zagrożenia przedstawione są w piśmie-proteście do posłów.
Inne prawa i ich łamanie
Ustawa łamie również nasze konstytucyjne prawa – do życia, bezpieczeństwa, ochrony zdrowia oraz prawa i wolności określone w Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (o ile mi wiadomo – jeszcze nikt jej nie zlikwidował): zakaz tortur, zakaz niewolnictwa (gdy nam zabiorą własność, staniemy się niewolnikami), prawo do wolności i bezpieczeństwa osobistego, poszanowanie życia prywatnego.
Demokracja
I jeszcze jedno – słowem „demokracja” szafuje się w mediach na okrągło – kiedyś naliczyłam w ciągu 5 minut 10 razy. I nie jest w tej chwili ważne, co o tym sądzę. Ale nawet szczątkowej demokracji nie ma bez aktywności obywateli. O swoje prawa musimy się upominać, bo każda władza ma zwyczaj chodzić z prawem na skróty, gdy nie czuje się kontrolowana.
Od nas dużo zależy
Wysyłajmy pisma do posłów! To działa! Podobno senatorzy byli zaskoczeni ilością maili. Może i posłowie się opamiętają – ich obowiązek to stać po stronie Polski i Polaków. Nie wolno im głosować przeciwko interesom narodu! Pisma z protestem można pobrać na stronie mecenas K. Tarnawy-Gwóźdź: jest tam apel, żeby wysyłać je wraz z mapką obszarów do zatłaczania upiornych spalin. Podając informacje, korzystałam z tych materiałów, w tym z diagnozy inż. Teresy Adamskiej prezesa Stowarzyszenia Centrum Rozwoju im. Eugeniusza Kwiatkowskiego.
500 plus pobiera 211,8 tysięcy obywateli Ukrainy przebywających w Polsce, a świadczenie “Dobry start” przekazano do 150 tysięcy osób – poinformowało Ministerstwo Rodziny i Polityki Społecznej.
Warunkiem przyznawania świadczeń jest legalny pobyt obywatela Ukrainy na terytorium Polski. Według danych na dzień 28 czerwca 2023 roku zawartych w Centralnej Bazie Beneficjenta wynika, iż 1 256 898 obywateli Ukrainy otrzymało jednorazowe świadczenie 300 zł.
Do otrzymania pomocy są uprawnione osoby, które wjechały legalnie na terytorium Polski w okresie od dnia 24 lutego 2022 roku oraz zostały wpisany do rejestru PESEL. Jak wskazywano w ustawie, to świadczenie “na utrzymanie, w szczególności na pokrycie wydatków na żywność, odzież, obuwie, środki higieny osobistej oraz opłaty mieszkaniowe”.
Według stanu na koniec maja br., świadczenie 500 plus pobierało 211,8 tys. osób, rodzinny kapitał opiekuńczy – 29,1 tys. osób, dofinansowanie do pobytu dziecka w instytucji opieki nad dziećmi w wieku do lat 3 w wysokości 400 zł miesięcznie – 1,3 tys. osób. Według stanu na 31 grudnia 2022 roku świadczenie “Dobry start” pobrało 150 tys. osób.
1 stycznia 2024 r. świadczenie 500 plus zostanie zastąpione kwotą 800 zł.
„Ignacemu, Ireneuszowi oraz wielu innym męczennikom mówiono: bądź cicho lub zmień swoje nauczanie albo stracisz życie. Nie mogli zmienić swojego nauczania, podobnie jak ty i ja” – podkreśla biskup Joseph Strickand z Tyler w Teksasie, przekonując, że podobne nastawienie – choć nie wyrażone tak drastycznie – panuje dzisiaj wewnątrz Kościoła.
Amerykański hierarcha w rozmowie z serwisem LifeSiteNews odniósł się do pozytywnego nastawienia wielu katolików do trwającej „reformy” doktrynalnej i duszpasterskiej w Kościele. Jak zauważył, z afirmacją przewrotnej nauki idzie w parze pogarda wobec osób, które sprzeciwiają się zmianom zgodnym z „duchem tego świata”. Jako najdobitniejszy przykład omawianego procesu biskup wymienił Drogę Synodalną, a więc heretycki plan niemieckiego episkopatu, polegający m.in. na zmianie podejścia do ludzkiej seksualności i sposobu zarządzania Kościołem czy też pozorach udostępnienia posług kapłańskich kobietom.
– Często ludzie zarzucają mi bycie radykalnym tradycjonalistą, podczas gdy ja tylko czytam im na głos Katechizm – wyjaśnił bp Strickland. – Ci sami ludzie z reguły przekonują, że trzeba ponownie zinterpretować Pismo Święte, że Katechizm w wielu miejscach się myli, że tego wymaga rozwój – zauważył, podkreślając jednocześnie, że prawda „się nie zmienia”.
– Prawda nie przekształca się w jakiś nowy podmiot. Prawdą jest Jezus Chrystus. W tym co głoszę tylko to mnie obchodzi: mówić Kim jest i czym jest światło, które przynosi na ten świat – podkreślił. Wyjaśniając dzisiejsze zamieszanie doktrynalne wewnątrz Kościoła, a co za tym idzie, głębokie podziały wewnątrz samych katolików, bp Strickland przywołał przykład św. Ireneusza z Lyonu, Ojca i Doktora Kościoła z II wieku, który napisał dzieło Przeciw herezjom.
– Nic się w zasadzie od tamtych czasów nie zmieniło – przekonywał hierarcha, porównując walkę Kościoła starożytnego z herezją gnostycką z obecnymi kryzysami w Kościele. – Zmieniają się etykiety, zmienia się taktyka. Ale prawda się nie zmienia. Nie zmieniają się również błędne nauki, choć przedstawia się je dzisiaj jako coś zupełnie nowego – dodał.
Św. Ireneusz wierność Chrystusowi przypłacił życiem. Podobnie amerykański biskup podkreślił gotowość poniesienia męczeństwa również w dzisiejszych czasach. Hierarcha zaznaczył, że choć nie spodziewa się konieczności dosłownego oddania życia za Chrystusa, to jego zdaniem „wszystko może się zdarzyć w tym szalonym świecie”.
– Jeśli będę musiał, umrę jak Ireneusz za głoszenie [prawdy o Jezusie Chrystusie] (…) Ignacemu, Ireneuszowi oraz wielu innym męczennikom mówiono: bądź cicho lub zmień swoje nauczanie, albo stracisz życie. Nie mogli zmienić swojego nauczania, podobnie jak ty i ja – podkreślił. – Wszyscy musimy być gotowi na odrobinę białego męczeństwa – dodał.
Biskup Strickland słynie z piętnowania błędnej nauki wewnątrz Kościoła. Otwarcie sprzeciwiał się m.in. homoagendzie o. Jamesa Martina SJ, wytykał herezje Drogi Synodalnej, bronił świętości życia i nierozerwalności sakramentu małżeństwa, a także przestrzegał Watykan przed współpracą z globalistycznymi agendami, w tym agendą „szczepionkową”. Ostatnio prowadził szturm modlitewny i protest przeciwko bluźnierczej organizacji LGBT+ „Sisters of Perpetual Indulgence”, której członkowie szydzą z katolickich wartości (szczególnie cnoty czystości) oraz przebierają się w stroje przypominające habity.
Niedługo po tym wydarzeniu, Watykan ogłosił przeprowadzenie „wizytacji apostolskiej” w diecezji zarządzanej przez bp Stricklanda.
Od kilku lat narasta w Polsce problem wpływu amerykańskich wspólnot charyzmatycznych na wiernych Kościoła katolickiego. Chodzi tu szczególnie o grupy biorące swój początek w przebudzeniu zwanym Toronto Blessing, które podobno nieprzerwanie trwa do dzisiaj w tym samym miejscu. Na czym to przebudzenie polega?
Od kilku lat narasta w Polsce problem wpływu amerykańskich wspólnot charyzmatycznych na wiernych Kościoła katolickiego. Chodzi tu szczególnie o grupy biorące swój początek w przebudzeniu zwanym Toronto Blessing, które podobno nieprzerwanie trwa do dzisiaj w tym samym miejscu. Na czym to przebudzenie polega?
Toronto Blessing to domniemane wylanie Ducha Świętego na ludzi ze wspólnoty Toronto Airport Christian Fellowship (TACF), wcześniej nazywanej Toronto Airport Vineyard. 20 stycznia 1994 r. podczas kazania pastor Kościoła Zielonoświątkowego, Randy Clark, dał świadectwo o tym, jak „upijał się” Duchem Świętym i miał niekontrolowane napady śmiechu. W odpowiedzi na jego świadectwo zgromadzeni zaczęli się śmiać, warczeć, tańczyć, trząść się, szczekać jak psy, a nawet przewracali się na podłogę niczym sparaliżowani. Doświadczenia te przypisywano Duchowi Świętemu. Pastor John Arnott nazwał to „wielką ucztą Ducha Świętego”. Zjawisku nadano nazwę Toronto Blessing, a TACF przyciągnęła uwagę całego świata.
Wspólnota TACF znana jest z emocjonalnych wybuchów i dziwnych pod kątem psychologicznym zachowań swoich członków. Pastor Arnott zaczął skupiać się niemal wyłącznie na „uczcie Ducha Świętego”. Doświadczenia odgrywały większą rolę niż Pismo Święte. Tego było zbyt wiele nawet dla niezwykle charyzmatycznego Vineyard Movement, który w 1995 r. odciął się od grupy TACF.
Wielu liderów Toronto Blessing twierdzi, że przebudzenie związane z wylaniem Ducha Świętego odbywa się tam nieustannie. Organizują oni nawet wycieczki z całego świata na konferencję Catch The Fire (Złap ogień) za kwotę ok. 100 USD.
Zjawiska nadnaturalne występujące w TACF trudno przypisać działaniu Ducha Świętego. Jak można wytłumaczyć zachowania ludzi udających małpę, kurę, masowe upadki kilkudziesięciu osób w jednym momencie po tym, jak jeden z pastorów macha swoją marynarką, silne konwulsje, przykurcze karku, drżenia całego ciała? Kiedy na to „błogosławieństwo” (ang. blessing) spojrzy się przez pryzmat Pisma Świętego, łatwo stwierdzić, że Biblia nigdzie nie opisuje wydarzeń podobnych do tych z lotniska w Toronto.
Pełny tekst dostępny w miesięczniku Egzorcysta nr 62. [2017]
Kuria Diecezjalna w Łowicz wydała komunikat informujący, że Marcin Zieliński nigdy nie otrzymał kanonicznej misji do nauczania.
Ordynariusz miejsca zajął oficjalne stanowisko w sprawie działalności fałszywego charyzmatyka Marcina Zielińskiego. Z komunikatu Kurii Łowickiej jednoznacznie wynika, że Marcin Zieliński nie ma poparcia władz Kościelnych dla swojej działalności. Stanowisko Biskupa miejsca w odniesieniu do tej sprawy jest stanowiskiem Kościoła.
mail: A tymczasem podniecone gadanie tego młodego człowieka ma wsparcie:
Zrealizowano przy użyciu środków zakupionych dzięki dofinansowaniu Narodowego Instytutu Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego ze środków Programu Rozwoju Organizacji Obywatelskich na lata 2018 – 2030.