W pierwszych dekadach trzeciego tysiąclecia ulegliśmy: – dekatolicyzacji, – demoralizacji, – demonizacji, – depopulacji i… tracimy niepodległość

W I dekadzie XXI w. ulegliśmy:

– dekatolicyzacji

– demoralizacji

– demonizacji

– depopulacji 

i… tracimy niepodległość

Ks. prof. Krzysztof Bielawny: ” Różaniec orężem Polaków do walki o odnowę duchową i moralną”

Różaniec orężem Polaków do walki o odnowę duchową i moralną i wezwanie pomocy Regina Poloniae, a od 1956 r. Królowej Narodu Polskiego – Śluby Jasnogórskie Narodu Polskiego

Przesyłam w załączeniu stosowny plakat.

Króluj nam Chryste, w Polsce i wszędzie!

Salve Regina Poloniae! 

PRZYSZŁOŚĆ NARODU

https://www.oficyna-aurora.pl/aktualnosci/przyszlosc-narodu,p468301276

PRZYSZŁOŚĆ NARODU

2023-09-22 Sławomir M. Kozak

Wrzesień, to dla dzieci powrót do szkoły, a dla całkiem sporej grupy, pierwszy z nią kontakt. I dla ich rodziców. Zachęcam, by bacznie przyglądać się temu, co w szkolnictwie się dzieje, bo przecież zmiany, niestety na gorsze, zachodzą w tej dziedzinie od dawna, a ostatnio przybrały na sile. 

Dla dzisiejszych przywódców świata, tych wyzutych z uczuć, cynicznych globalnych liderów, my – ludzie starsi, już przestajemy się liczyć. Wymieramy. Zarówno naturalnie, jak i z innych powodów, o których napisano w ostatnich paru latach miliony słów. To, jak zawsze, jest wojna o aktywa, ale świat ludzi starszych nie stanowi w tej nowej rzeczywistości, żadnej wartości. Ludzie w wieku poprodukcyjnym stali się niepotrzebni. Nie tylko dlatego, że są ekonomicznym ciężarem, któremu trzeba zapewniać środki na trwanie przy życiu, nie mają też w ogromnej większości chęci lub zdolności rozrodczych, by dać życie nowemu pokoleniu.

Ci odrobinę młodsi będą, wraz z szaleńczym przyspieszeniem wdrażania tak zwanej sztucznej inteligencji, wypierani z rynku pracy, paradoksalnie są więc jeszcze bardziej uciążliwi, bo w teorii dłużej będą obciążali całkiem nieskuteczny, zdegenerowany i rozkradziony system ubezpieczeń socjalnych i służby zdrowia. Ich czas nadejdzie już wkrótce, w roku 2030, zgodnie ze znaną nam Agendą. Ta bardziej dalekowzroczna, widzi ich jeszcze przy życiu w roku 2050. A Polska jest pod względem demograficznym, jednym z najstarszych państw w Europie. Ich mieszkańcy, to dla dzisiejszych sterników świata, ludzie już skazani. Szansę będą miały tylko dzieci, ponieważ można je ukształtować według własnych oczekiwań. Ideałem byłoby więc, aby trafiały od wczesnych lat młodzieńczych w okowy systemu, wyzbyci dziadków, a z czasem zapewne również rodziców. Oni nie marzą o depopulacji wszystkich, część będzie musiała przecież pracować, brać jakieś kredyty i je spłacać, wreszcie pracować za przysłowiową miskę ryżu.

To nowe pokolenie musi zostać ograniczone liczbowo i zniewolone. Ale, przede wszystkim, aby to się udało, musi być  uczone od samego początku zupełnie nowego pojmowania świata. Tego, czego starsi nie będą już im w stanie przekazać, zaszczepić w nich groźnego wirusa (!) religii, tradycji, wiedzy i poczucia wolności. Aby tak się stało, należy pod byle pozorem, a czająca się ciągle wokół nas pandemia, taki pozór daje, przechwycić te dzieci, wyrwać je ledwie wiążącym koniec z końcem rodzicom, stającym oko w oko z bezrobociem, próbującym pracy na kilku etatach, a z czasem z bezdomnością. Uniemożliwią, naturalne przez wieki związki wielopokoleniowych rodzin, tym samym nie będzie sposobności, by dziećmi zaopiekowali się dziadkowie, bo ich już po prostu nie będzie. W ciągu ostatnich miesięcy, rozrywano te naturalne więzy rodzinne ze stoickim spokojem, eliminując starców w domach opieki społecznej, już umierających bez bliskiej osoby obok. Podobnie ma się rzecz, jeśli spojrzymy na sytuację za naszą wschodnią granicą. Ta wojna, jak każda tego typu, pozostawi efekt w postaci sierot. Już wkrótce w kolejce po nie ustawią się te same organizacje, które „ratują” dzieci z rejonów wszelkich konfliktów, bądź kataklizmów. Część z nich może trafić w naprawdę niewłaściwe miejsca, stać się ofiarami najbardziej dramatycznych praktyk, o ile przeżyją. Handel ludźmi, to najbardziej lukratywny interes na świecie. Tym bardziej opłacalny, im ludzie ci są zdrowsi i młodsi. To jedna z przyczyn tego rzekomego problemu imigracyjnego, wywoływanego i utrzymywanego celowo.

Nie potrzeba jednak wojny, czy katastrof ekologicznych, by martwić się o przyszłość dzieci. Wszystko wskazuje na to, że będą one poddawane indoktrynacji, zwyczajnemu praniu mózgu, już od najmłodszych lat. Nieprzypadkowo, w ostatnich miesiącach tak agresywnie zbliżano się do coraz młodszych dzieci z medycznymi eksperymentami, chcąc je segregować, klasyfikować, znakować i zaganiać do globalnej szkoły nowych czasów. Dziwi, nawiasem mówiąc, wyjątkowy zanik dbałości o własne dzieci u rodziców, którzy bezmyślnie, bez żadnych dowodów skuteczności tych preparatów, a często przy głośnym krzyku sprzeciwu innych, pozwalali je podawać swoim najmłodszym. Ale, to się już stało i na to wpływu nie mamy.

Pamiętajmy jednak, że międzynarodowi szulerzy nie zaprzestali działań. Oto w amerykańskiej szkole podstawowej w Silver Spring (stan Maryland) kilka dni temu powrócono do przymusu zasłaniania twarzy, ponieważ u trójki dzieci testy wykazały obecność wirusa, z którym borykamy się od kilku lat. Jak podają gazety „trzecioklasiści będą musieli nosić maseczki przez cały czas, z wyjątkiem jedzenia i picia, aby zapobiec dalszemu przenoszeniu wirusa w szkole. Maseczki będą obowiązkowe dla uczniów i personelu w dotkniętych klasach lub zajęciach przez następne 10 dni od ogłoszenia 10 września. Po upływie 10 dni obowiązek noszenia maseczek stanie się opcjonalny. Oznacza to, że obowiązek noszenia maseczek w szkole może powrócić na dłuższy czas, być może w zależności od tego, jak zareagują na to rodzice”. W ten sposób testowani są zatem rodzice, ich reakcja na ten stan rzeczy.

Podobny przypadek ma miejsce w jednej ze szkół w Atlancie, gdzie już przywrócono nakaz noszenia masek, dystans społeczny, kwarantannę, śledzenie kontaktów i obowiązek kontroli temperatury. To samo dzieje się też w szkołach Los Angeles. Tam zresztą pojawia się, pod pozorem równości i demokracji, prawdziwy atak na umysły dzieci dokonywany przez wprowadzanie lektur i podręczników promujących modne dziś coraz bardziej lewackie „wartości”. Zmieniane jest prawo, by rodzice nie mogli się temu przeciwstawiać. Gubernator Newsom stwierdził niedawno, że „Kalifornia jest prawdziwym stanem wolności: miejscem, w którym rodziny – a nie fanatycy polityczni – mają swobodę decydowania o tym, co jest dla nich dobre. (…) Wraz z przyjęciem tego ustawodawstwa, które nie pozwala na blokowanie dostępu do książek i zapewnia wszystkim uczniom podręczniki, nasz stanowy program rodzinny jest teraz jeszcze silniejszy. Wszyscy uczniowie zasługują na wolność czytania i poznawania prawdy, świata i samych siebie”. 

To nie jedyny akt prawny, wobec którego stają tam właśnie rodzice. Oto wprowadzono ustawę zmuszającą ich do zrzeczenia się opieki nad dzieckiem na rzecz państwa, jeżeli nie zgodzą się na zmianę płci u swej pociechy, która wyrazi takie życzenie. Podobno nawet Elon Musk uznał, że zmusi to wiele osób do porzucenia tego amerykańskiego stanu. Zapewne ma w tym przypadku rację. Z kolei, w bibliotece jednej ze szkół w kanadyjskim Ontario, podjęto decyzję o usuwaniu książek wydanych przed 2008 roku! Ponoć wiele z nich nie przystaje do dzisiejszych standardów politycznej poprawności, które zdaniem opisujących tę sprawę dziennikarzy, nie pozwalają na „reakcyjne” podejście do kwestii rasy, czy orientacji seksualnych. 

W książce „TerraMar Utopia elit” opisałem tzw. „program cyfrowy” dla nastolatków z Australii i Nowej Zelandii, który bazuje na „globalnym standardzie umiejętności i gotowości cyfrowej DQ”. Sam skrót DQ, jest kolejnym rozwinięciem angielskiego określenia ilorazu inteligencji (Intelligence Quotient), po którym mieliśmy EQ (Emotional Quotient), a obecnie dotarliśmy do etapu cyfrowego (Digital Quotient). Tamtejsze władze reklamują ów program twierdząc, że dzięki niemu „następne pokolenie będzie mogło stać się częścią globalnej gospodarki”. Oznacza to, że bez zaakceptowania tego systemu następne pokolenie nie będzie mogło stać się częścią globalnej gospodarki. A to oznacza całkowite z niej wykluczenie. Tak ma wyglądać nieodległy już w czasie jeden, wielki obóz eksperymentalny. Będzie on rozszerzany, o czym jestem przekonany, na kolejne państwa Wspólnoty Narodów, a następnie na kraje tak zwanego Trzeciego Świata, którym przedstawi się ten program w ramach pomocy, podobnej do akcji szczepionkowej podczas „zwalczania” trawiących te kraje od dziesięcioleci chorób, a później na pozostałe państwa z tą „wspólnotą anglosaską” współpracujące, dobrowolnie, bądź nie. Pilnujmy zatem, by nie wykluczono nas z prawa decydowania o przyszłości dzieci, a co za tym idzie, całego narodu.

Sławomir M. Kozak

  Sławomir M. Kozak
www.oficyna-aurora.pl

Dwie kadencje PiS: Zrobimy coś dla życia i rodziny, gdy nas do tego zmusicie

Dwie kadencje PiS: zrobimy coś dla życia i rodziny, gdy nas do tego zmusicie

Roman Motoła pis-zrobimy-cos-dla-zycia-i-rodziny-gdy-nas-do-tego-zmusicie

Z punktu widzenia kwestii cywilizacyjno-etycznych, dwie kadencje rządów Zjednoczonej Prawicy będą stały głównie pod znakiem doniosłego w skutkach zniesienia aborcyjnej przesłanki eugenicznej oraz następującego po nim powolnego dryfu w stronę cichej realizacji skrajnie lewicowej agendy forsowanej przez globalistów i organizacje międzynarodowe.

Wszystko odbywa się pod osłoną medialnych wielomiesięcznych telenowel, skupiających uwagę społeczną na zupełnie innych tematach.

Najjaśniejszym momentem całych ośmioletnich rządów Zjednoczonej Prawicy był, z punktu widzenia kwestii bioetycznych, w tym sprawy obrony życia w Polsce, 22 października 2020 roku. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami prezesa Jarosława Kaczyńskiego, z prawodawstwa usunięty został – dzięki wyrokowi Trybunału Konstytucyjnego – wyjątek dopuszczający zabicie dziecka z przyczyn eugenicznych. Większość przykładów stosowania przesłanki mówiącej o podejrzeniu poważnej choroby bądź ciężkiej wady płodu stanowiły przypadki zespołu Downa. A więc ginęły w majestacie szkodliwego prawa przede wszystkim dzieci mogące potencjalnie funkcjonować z powodzeniem przez wiele lat po narodzeniu, oczywiście przy wsparciu dorosłych.  

Wspomniany werdykt TK był w dużej mierze owocem ogromnej wieloletniej pracy różnych środowisk obrońców życia. Zapadł dopiero po pięciu latach rządów koalicji, która w swój program wyborczy wpisała ochronę życia i musiała „coś” w tym kierunku zrobić, zwłaszcza w obliczu wytrwałych działań organizacji pro-life. Lider Zjednoczonej Prawicy, generalnie zwolennik mitu o kompromisie aborcyjnym, nie mógł całkowicie zignorować opinii dużej części swojego elektoratu w tak kluczowej sprawie. Jednak najwyraźniej chciał także uniknąć gwałtownej reakcji środowisk uważających się samozwańczo za reprezentację kobiet, a mających dla nich tylko jedną ofertę: zabij swoje dziecko, żebyśmy mogli na tym zarobić. Oczywiście, w sprawie znaczącej poprawy prawodawstwa przez trybunał decydujące były własne przekonania prezesa Kaczyńskiego.

Istotnie, nawiązując wspomnianej do presji proaborcyjnej, lewicowe media zdolne były do zmobilizowania cieszących się sporą frekwencją demonstracji w wielu miastach Polski. Hasła wznoszone przez uczestników „czarnych marszów” bazowały tyleż na rozkręconej sztucznie przez media i polityków histerii, co na niewiedzy dotyczącej istoty wprowadzonych przez trybunał zmian w prawie.

Krok naprzód, a później kilka wstecz

Likwidacja przesłanki eugenicznej przez TK wyznaczyła granicę, poza którą nie był już w stanie posunąć się obóz idący po władzę w 2015 roku pod hasłami obrony tradycyjnych wartości.

Kilka miesięcy później prezes PiS przyznał de facto, iż swobodę zabijania dzieci nienarodzonych, zgodnie z hasłami lewicy, zalicza do kategorii „praw kobiet”.

– Bzdurą jest twierdzenie, że aborcja jest zakazana. Wciąż jest dopuszczalna, jeśli ciąża wywodzi się z przestępstwa i jeżeli zagraża życiu, albo zdrowiu kobiety. Chodzi tylko o zespół Downa i Turnera, gdzie możliwość aborcji zlikwidowano – stwierdził w wywiadzie dla „Wprost” (maj 2021) Jarosław Kaczyński.

– Ale też wiem, że są ogłoszenia w prasie, które każdy średnio rozgarnięty człowiek rozumie i może sobie taką aborcję za granicą załatwić, taniej lub drożej – dodał lider rządzącej koalicji.

Był to mocny sygnał, że obecna władza w gruncie rzeczy patrzy na ten proceder przychylnie i nie zamierza ścigać na przykład pomocnictwa w popełnianiu aborcyjnej zbrodni. Z tego grzechu zaniechania instytucji państwowych korzystają ciągle pseudo-feministyczne grupy, które bez żadnego kamuflażu reklamują i udostępniają niedojrzałym matkom środki poronne.

Pod koniec drugiej kadencji rządów PiS, na fali medialnych opowieści o kobietach rzekomo skrzywdzonych postępowaniem lekarzy powołujących się na klauzulę sumienia, uruchomiona została akcja pełnej legalizacji aborcji na gruncie innej przesłanki. Jeden z dwóch pozostałych w ustawie wyjątków mówi bowiem o tym, że zabić nienarodzone dziecko można „na legalu” w razie zagrożenia życia lub zdrowia kobiety. Ministerstwo Zdrowia kierowane przez Adama Niedzielskiego, a następnie przez Katarzynę Sójkę, podjęło prace nad wytycznymi rozszerzającymi w tym przypadku interpretację zdrowia na kondycję psychiczną matki. Taka furtka otwierałaby praktycznie drogę do powoływania się na depresję lub inny trudno weryfikowalny czynnik, który „uprawniałby” zabicie dziecka. Nieco trywializując, przy odpowiednim podejściu przychylnego lekarza wystarczającą przesłanką stałoby się na przykład długotrwałe przygnębienie z powodu spodziewanych poważnych obowiązków związanych z macierzyństwem. Mielibyśmy więc do czynienia faktycznie z wpuszczeniem kuchennymi drzwiami tak zwanej aborcji na życzenie.

Rezultaty prac zespołu zajmującego się nowymi przepisami znane będą krótko po wyborach. Przekonamy się wtedy, na ile realne są obawy o to, że w polityce partii, która objęła władzę dotychczas aż na dwie kadencje – dzięki głoszeniu konserwatywnych haseł – następuje lewicowy zwrot. Przesłanki takiej perspektywy są wyraźne: ciągła presja ideologiczna ze strony Stanów Zjednoczonych niekoniecznie musi dotyczyć jedynie mocnego wsparcia dla postulatów rewolucji genderowej. Administracja prezydenta Bidena z równie wielkim zapałem prowadzi przecież politykę proaborcyjną – czy to na własnym gruncie, czy to obficie finansując eugeniczne i depopulacyjne projekty w innych krajach świata. Nad urabianiem opinii społecznej pracują też wytrwale potężne lewicowe media, globalne koncerny i twórcy tego czegoś, co ma nam zastąpić prawdziwą, budującą i wartościową kulturę.

Aborcja i gender faktyczną linią Partii?

Z drugiej strony rząd w Warszawie z takich czy innych przyczyn czuje się w obowiązku podkreślać własne zaangażowanie w realizację nakreślanych przez ONZ czy Światowe Forum Ekonomiczne celów globalizacyjnych, m.in. ukrytych pod enigmatycznym i mylącym hasłem zrównoważonego rozwoju. Nieodłączną częścią agendy tych organizacji na kolejne lata jest kwestia zapewnienia kobietom „praw reprodukcyjnych”, czyli przede wszystkim nieskrępowanej dostępności do usług aborcyjnych. Stawianie się w pierwszym szeregu liderów zmian – jak choćby podczas niedawnego wystąpienia prezydenta Andrzeja Dudy na forum ONZ – a przy tym brak jakiegokolwiek sprzeciwu Polski wobec lewicowych aberracji promowanych i wdrażanych przez gremia międzynarodowe, świadczy o tym, że nasze państwo nie zamierza czynnie stawać tu w obronie podstawowych cywilizacyjnych wartości etycznych.

Kolejny dowód tego dali rządowi urzędnicy przy okazji prac Światowej Organizacji Zdrowia nad zmianami w międzynarodowej klasyfikacji chorób. Poprawki przygotowywane były przez 3 lata (2016 – 2019), a więc w czasie gdy szefem resortu zdrowia był Łukasz Szumowski. Po tym okresie dokument został przyjęty także przez stronę polską i za kilka miesięcy będą wdrażane do naszej służby zdrowia jego zapisy. Jak ujawniła na łamach portalu Afirmacja.info Agnieszka Marianowicz-Szczygieł, WHO przy braku sprzeciwu ze strony państw, w tym Polski, wprowadziła faktyczną normalizację… pedofilii, wykreślając ją z listy zaburzeń i chorób – podobnie zresztą jak sadomasochizm.

Z kolei w miejsce kategorii „płeć” pojawia się w nowej klasyfikacji ICD11 fałszywe, utrzymane w duchu ideologii gender rozróżnienie na „płeć przypisaną” i „płeć odczuwaną”.

O opisanym powyżej podejściu władz do kwestii moralno-etycznych świadczy także treść „Kamieni Milowych” warunkujących wypłacenie Polsce przez Unię Europejską miliardów euro – w dużej mierze zresztą na zasadzie pożyczki – w ramach Krajowego Planu Odbudowy. Zobowiązania nałożone na Polskę i zaakceptowane przez rząd obligują nasze państwo do wdrażania polityki gender w kulturze, sztuce, telewizji, teatrze. Owszem, ze względu na własne zaplecze wyborców władze nie czynią tego zbyt ostentacyjnie. Wystarczy jednak że nie robią prawie nic by zatamować płynący ze scen i ekranów natarczywy i agresywny lewicowy przekaz. Pośrednio wręcz same go dotują, wspierając z pieniędzy polityków ośrodki produkujące skrajnie lewicową antykulturę. Na przykład, od wielu lat o dużym szczęściu mogą mówić widzowie prezentowanych w dużych miastach spektakli teatralnych, którzy podczas przedstawienia nie usłyszą i zobaczą szyderstw z narodowych tradycji czy wiary katolickiej. Tak zwane polskie kino masowe, współfinansowane przez państwo oznacza zaś w ogromnej mierze promocję wzorców postaw charakterystycznych dla przestępczości i innych, różnego rodzaju patologii.

Od promowania dewiacyjnych postaw nie jest wolna telewizja publiczna. W popularnych serialach obecne są i utrzymane w afirmatywnym tonie wątki par homoseksualnych.  

Zdominowany przez Zjednoczoną Prawicę Sejm nie przyjął projektu Fundacji Życie i Rodzina „Stop LGBT”, zakładającego zakaz propagandy genderowej, w tym organizacji tak zwanych parad równości, kwestionowania małżeństwa jako związku kobiety i mężczyzny, promowania związków jednopłciowych i adoptowania przez nie dzieci, podważania zwyczajnej definicji płci.

Lewoskrętni, lecz niekoniecznie na zawsze

Na gruncie polityki lokalnej spektakularnym echem odbiło się w pierwszych latach rządów PiS przyjmowanie przez wiele samorządów różnych szczebli uchwał wspierających prawa rodziny i przeciwstawiających się szerzeniu propagandy genderowej. Środowiska lewicowe zareagowały w kraju i za granicą dezinformacyjną kampanią wypaczającą sens tej kampanii. Kolportowano fałszywy obraz kraju prześladującego homoseksualistów i pokrewne „mniejszości”. W efekcie Unia Europejska zagroziła blokowaniem pieniędzy przeznaczanych dla samorządów w ramach projektów infrastrukturalnych. Pod wpływem takiego szantażu szereg gmin, powiatów i sejmików wojewódzkich wycofał się z uchwał.

Chociaż samorządy nie zależą bezpośrednio od parlamentu, to jednak zostały do tego stopnia upolitycznione, że decyzje poszczególnych klubów w radach gmin czy powiatów narzucane są przez partyjnych liderów. W związku z tym zachowania podobne do powyżej opisanych stanowią po prostu wyraz woli prezesów PiS, PO czy PSL. Są więc również podstawą do oceny tych ugrupowań, szczególnie pod kątem zgodności ich praktyki działania z obietnicami i deklarowanymi wartościami.

Z drugiej strony zarówno kolejni ministrowie edukacji, jak i niektórzy kuratorzy oświaty czy wojewodowie powołani na stanowiska przez obóz Prawa i Sprawiedliwości starają się stawiać tamy szerzeniu w szkołach propagandy gender oraz organizowaniu zajęć wpływających na seksualizację młodego pokolenia przez zewnętrznych instruktorów, związanych najczęściej ze środowiskami LGBT. Owszem, najczęściej są do tego skłaniani dopiero pod wpływem nacisku własnych wyborców, w tym prorodzinnych organizacji społecznych, jednak przynajmniej można wciąż liczyć, że prędzej czy później w ogóle podejmą takie działanie. Mimo, że polityka społeczna Zjednoczonej Prawicy zdaje się wyraźnie skręcać w lewo, to wciąż istnieje szansa, iż ponowne skupienie opinii publicznej na istotnych kwestiach etycznych czy światopoglądowych wymusi na politykach odpowiednie działanie. Na razie, od wielu już miesięcy, ważne sprawy cywilizacyjne zepchnięte zostały w polityce krajowej na odległy plan – najpierw przez teatr covidowy, a w ciągu ostatniego 1,5 roku – przez teatr wojenny.

Roman Motoła

Mimo samowolnego złamania najświętszych traktatów Komisja Europejska postanowiła przymknąć oczy

Mimo samowolnego złamania najświętszych traktatów Komisja Europejska postanowiła przymknąć oczy

Michalkiewicz o wojnie handlowej z Ukrainą: „Wreszcie nasi umiłowani przywódcy się doczekali”

….wiecie, rozumiecie Telus, wy tak nie dokazujcie, bo inaczej będzie z wami brzydka sprawa –

nasi-umilowani-przywodcy-sie-doczekali

W jednym z najnowszych wideokomentarzy Stanisław Michalkiewicz odniósł się do polsko-ukraińskiej wojny handlowej. Wskazał też, że Komisja Europejska „przymknęła oczy” na złamanie przez Polskę „najświętszych traktatów”.

– Wreszcie nasi umiłowani przywódcy się doczekali. Polska znalazła się w stanie wojny. Co prawda tylko handlowej, ale wojna handlowa to też wojna i w dodatku z samą bezcenną Ukrainą. Lepszą sytuację trudno sobie wyobrazić – powiedział Michalkiewicz.

Przypomniał, że „ogromnymi latyfundystami na Ukrainie, którzy mają tam co najmniej 17 milionów hektarów pierwszorzędnego czarnoziemu, są dwa amerykańskie koncerny (…) i jeden niemiecki, który przedtem też był amerykański”.

– Nic dziwnego, że to dodatkowy powód, żeby Stany Zjednoczone tak się troszczyły o Ukrainę, ale to jeszcze nic, bo Ukraina pragnie eksportować produkty rolnicze, m.in. eksportowała je do Polski i do krajów graniczących z nią – dodał.

– To ukraińskie zboże już od ubiegłego roku zaczęło zasypywać polskie magazyny, mimo że teoretycznie miało tylko tranzytem przechodzić przez nasz nieszczęśliwy kraj, ale jakoś nie przechodziło i zasypało polskie magazyny.

Dopóki nie weszliśmy w rok wyborczy, to jakoś „nikt” nie zwracał na to uwagi, poza zdesperowanymi rolnikami, ale kiedy weszliśmy w rok wyborczy to nagle się okazało, że to jest sprawa poważna i rząd przyjął postawę mocarstwową – skwitował Michalkiewicz.

Przypomniał, że wbrew Komisji Europejskiej trzy państwa, w tym Polska, zdecydowały o samowolnym przedłużeniu embargo. – No i co się stało? Nic się nie stało! – wskazał.

Mimo samowolnego złamania najświętszych traktatów (…) Komisja Europejska postanowiła przymknąć na to oczy (…) i to pokazuje, że dopóki Unia Europejska nie ma własnych sił zbrojnych, to może nie powinniśmy się jej aż tak bardzo obawiać – stwierdził Michalkiewicz.

– W stanie wojny się Polska znalazła, bo (…) władze Ukrainy ogłosiły, że zaskarżą Polskę do Światowej Organizacji Handlu, a poza tym Ukraina wprowadza embargo też na polskie produkty rolnicze – wskazał.

Bardzo możliwe, że po wyborach 15 października to embargo już wygaśnie, nikt nie będzie go przedłużał– ocenił.

Publicysta zdradził, że myśli tak, ponieważ „minister rolnictwa Robert Telus, mimo że kilkakrotnie publicznie zapowiadał, że ujawni nazwy tych firm, które zasypały polskie magazyny ukraińskim zbożem, to do tej pory tego nie zrobił”.– Widocznie ktoś starszy i mądrzejszy mu powiedział: wiecie, rozumiecie Telus, wy tak nie dokazujcie, bo inaczej będzie z wami brzydka sprawa – skwitował Michalkiewicz.

Braun o stosunkach polsko-ukraińskich: Duda i Morawiecki leżą pod płotem. Trzeba przestać utrudniać narodowi ukraińskiemu szukanie rozwiązania pokojowego.

Braun OSTRO o stosunkach polsko-ukraińskich: Duda i Morawiecki leżą pod płotem. Trzeba przestać utrudniać narodowi ukraińskiemu szukanie rozwiązania pokojowego.

braun-ostro-o-stosunkach-polsko-ukrainskich

W czwartek w Jasionce odbyła się konferencja prasowa Konfederacji Korony Polskiej z udziałem posła Grzegorza Brauna. Mówił on o stosunkach polsko-ukraińskich.

– Bez tego lotniska (…) nie byłoby tej wojny. Ta wojna nie trwałaby dwóch tygodni, gdyby „słudzy narodu ukraińskiego” nie oddali Jasionki, wraz z naprawdę trudnymi do policzenia zasobami, siłami, środkami, sprzętem, materiałem, paliwami, amunicją i autorytetem państwa polskiego, gdyby nie oddali na usługi reżimu kijowskiego – wskazał poseł Konfederacji.

– Reżim warszawski doznaje właśnie gwałtownej deziluzji. Wart Pac pałaca. Wielkie zdziwienie po tym, jak prezydent Ukrainy Zieleński powiedział kilka niemiłych słów, bawiąc z drugiej strony globusa, jak potraktował per noga prezydenta belwederskiego Dudę. Frustracja, konsternacja, kryzys – mówił dalej lider Konfederacji Korony Polskiej.

– To nie żaden kryzys, to rezultat. Jest takie staropolskie powiedzonko: Kto z chłopem pije, ten z nim potem pod płotem leży. Otóż, właśnie leży. Duda, Morawiecki, Kaczyński, Błaszczak leżą pod płotem i zbierają się z wielkim trudem, tyle że w rowie wylądował, powtarzam, autorytet, Najjaśniejszej Rzeczypospolitej wraz z – różnie eksperci szacują – może ⅓, a może ½ uzbrojenia Wojska Polskiego, wraz z zasobami, których brakuje, czasami nawet na stacjach benzynowych w Polsce, brakuje tego, co tam jest potrzebne za granicą do napędzania wojny Moskali z Ukraińcami – wskazał polityk.

– Wzywam zatem z tego miejsca do wyciągnięcia właściwych, jednoznacznie nasuwających się wniosków, lepiej późno niż wcale. Wzywam do podjęcia np. pilnych prac remontowych pasa startowego lotniska w Jasionce, wzywam do zrewidowania polityki w tym względzie, wzywam do tego, by ziemia polska, ze szczególnym uwzględnieniem ziemi podkarpackiej, Rzeszowa, Jasionki przestała być strefą de facto eksterytorialną, zajmowaną przez armię naszego bezalternatywnego głównego sojusznika, armię amerykańską, do celu zasilania, przedłużania wojny ukraińskiej – apelował Braun.

„O ochronie honoru Dudy, Morawieckiego nie może już być mowy”

Jak podkreślił, wzywa do tego z dwóch powodów. – Pokój jest, cytując klasyka, rzeczą cenną i pożądaną w życiu ludzi, narodów i państw. (…) Ponieważ o ochronie honoru Dudy, Morawieckiego nie może już być mowy, trzeba przestać utrudniać narodowi ukraińskiemu szukanie rozwiązania pokojowego podkreślił.

Przypomniał, że na Ukrainie w wyniku działań wojennych zginęło „może 300, może 400 tys. ludzi”. – Dodajcie do tego ofiary różnych innych kategorii. Poza tymi, którzy trafili na cmentarze, są ranni, są okaleczeni, są ludzie, którzy do końca życia będą nosili na duszy, na sercu rany wojenne – zaznaczył.

W ocenie Brauna, „naród ukraiński za chwilę będzie rozglądał się bardzo bacznie, intensywnie za winowajcami”. – Naród ukraiński będzie pytał, kto ich wepchnął w tę wojnę, kto przeszkadzał szukać rozwiązania pokojowego, kto przedłużał te konwulsje – dodał.

– Myślę, że to nie jest trudna do zbudowania hipoteza, że pierwszymi nominowanymi na winowajców będą Polacy – wskazał.

„To już strefy de facto eksterytorialne”

Drugi powód jest taki, że jak zwykle przychodzi mi upominać się o suwerenność narodu, władzy i – uwaga – Wojska Polskiego na własnym terytorium dodał.

Zdaniem Brauna wiele stref w Polsce „to już strefy de facto eksterytorialne, to strefy, na które nie rozciąga się władza, jurysdykcja Warszawy, rządu, prezydenta, sztabu generalnego Wojska Polskiego”. – To jest rzecz perspektywicznie zgubna. A ci, którzy przyzwalają na to, moim zdaniem dopuszczają się ciężkiej głupoty albo i perfidnej zdrady – wskazał.

Braun przypomniał w tym miejscu, że we Wrocławiu będą patrole złożone m.in. z żandarmów armii amerykańskiej, którzy – na mocy umów – nie podlegają polskiej jurysdykcji. – W razie jakichś sytuacji wymagających sądowego wyjaśnienia, rozstrzygnięcia, oni po prostu temu nie podlegają – wyjaśnił.

– Dowództwo 18. dywizji pancernej w Siedlcach. W strukturę tego dowództwa wmontowano – o czym donosiła prasa i nie są to informacje poufne, klauzulowane – w ostatnich latach amerykańską jednostkę wsparcia logistycznego. Kimże są zatem polscy dowódcy? Kim są polscy oficerowie? Jakimiś dziećmi specjalnej troski, które potrzebują wsparcia, opieki, prowadzenia za rączkę? Też ma dwa końce ten kij, bo jeżeli ktoś jest prowadzony za rączkę, to kto właściwie odpowiada? Kto odpowiada, jeśli w efekcie tego wsparcia zostaną podjęte jakieś niewłaściwe decyzje, wymagające być może również oceny prokuratury i sądów. Kto wówczas do kogo będzie miał pretensje? – pytał poseł.

Asertywna postawa wobec Ukrainy

Ten stały transfer sprzętów, środków, kadr, paliw na Ukrainę powinien być wstrzymany i wówczas, jak ręką odjął, przejdzie ochota ukraińskim dyplomatom, ukraińskim przywódcom do tego, żeby pohukiwać na Polskę, szantażować, straszyć. Po prostu trzeba się zachować asertywnie i to jest ten moment, w którym lepiej późno niż wcale – ocenił.

– Należy wrócić do zdrowego rozsądku i do prawdziwego patriotyzmu, do reprezentowania polskiej racji stanu, polskiego interesu narodowego – wskazał.

Stop ukrainizacji Polski, stop banderyzacji polskiej racji stanu. Tu jest Polska i niech tak zostanie. Nie land eurokołchozowy, nie republika sowiecka, nie stan amerykański, nie Ukropol i nie Ukropolin – skwitował Braun, przypominając, że w maju 2022 roku prezydent Duda wyrażał nadzieję, że „faktycznie nie będzie granicy” między Polską a Ukrainą.

W wyborach parlamentarnych głosujmy na nasze wartości !

W wyborach parlamentarnych głosujmy na nasze wartości!

CitizenGO zaczął tę petycję do Liderów Partii – 20.09.2023

W CitizenGO dążymy do ochrony godności ludzkiej od poczęcia do naturalnej śmierci. Dbamy o rodzinę, wolność religijną i edukację.

Pomimo wszystkich naszych starań, które często przynoszą wielkie zwycięstwa, nie możemy zmienić prawodawstwa Polski. Prawo jest zmieniane w naszym Parlamencie. Dlatego niezwykle ważne jest wybranie polityków, którzy gdy wejdą do parlamentu, będą głosować zgodnie z naszymi wartościami.

Problem z kampaniami przedwyborczymi polega na tym, że podczas ich trwania politycy często składają obietnice, a potem ich nie dotrzymują. Wyrażają się również często na jasno zadane pytania w sposób niejasny i niezrozumiały dla zwykłych ludzi, z jednym celem: by nie zrażać do siebie wyborców z obu stron spektrum wartości.

To dla nas za mało!

Chcemy usłyszeć jasne stanowisko.

Chcemy poznać prawdę.

Dlatego zdecydowaliśmy się wysłać kwestionariusz do liderów niektórych partii politycznych startujących w wyborach parlamentarnych i zapytać ich o kluczowe tematy dotyczące wartości i zagadnień, które wpływają lub będą wpływać na Polskę.

Kwestionariusz nasz skierujemy do PiS, Konfederacji, liderów Trzeciej Drogi i partii Polska Jest Jedna, gdyż partie te deklarują wspieranie wartości, które dla nas są ważne takich jak życie, rodzina, wolność. Chcemy upewnić się, czy tak będzie również po wyborach.

Liderów partii poprosimy o odpowiedź na pytania z kwestionariusza do piątku 29 września. Po otrzymaniu odpowiedzi prześlemy Państwu wyniki.

Wybory do Parlamentu odbędą się 15 października. Nie ma już dużo czasu.

Jeśli skład nowego parlamentu będzie korzystny, możemy osiągnąć wiele pozytywnych zmian, takich jak zwiększenie ochrony nienarodzonych dzieci czy zatrzymanie propagandy LGBT w szkołach i przedszkolach. Zależy nam też na dalszej ochronie wolności obywateli, wolności słowa i religijnej, wolności dotyczącej wyborów dotyczących zdrowia i edukacji.

W tych wyborach wiele jest na szali i potrzebujemy, aby jak najwięcej osób głosowało zgodnie z naszymi wspólnymi wartościami.

Pomóżcie nam uzyskać odpowiedzi. Podpiszcie naszą petycję wzywającą liderów partii do wypełnienia kwestionariusza do 29 września.

NIK: Import zboża do Polski z Ukrainy wzrósł w latach „wojny” 160 razy, a kukurydzy 300 razy.

NIK: Import zboża do Polski z Ukrainy wzrósł w latach „wojny” 160 razy, a kukurydzy 300 razy.

Nieoficjalnie: raport NIK – import zboża do Polski z Ukrainy wzrósł o 16 tys. procent

Monika Chlebosz 20-09-2023,

Jak wynika z raportu NIK ministerstwo dopuściło się wielu zaniedbań, fot. ID

Radio RMF dotarło do nieoficjalnego raportu NIK z kontroli w ministerstwie rolnictwa. Jego wnioski są porażające.

Jak przekonuje RMF dziennikarze stacji dotarli do nieoficjalnego raportu Najwyższej Izby Kontroli z postępowania sprawdzającego w ministerstwie rolnictwa.

Import pszenicy wzrósł o 16 tys. procent, kukurydzy o 30 tys.

Jak wynika z dokumentu tylko w ubiegłym roku import samej pszenicy z Ukrainy do Polski wzrósł o ponad 16 tysięcy procent, a kukurydzy nawet o blisko 30 tys. procent.

Kontrolerzy NIK są przekonani, że resort spóźnił się z podjęciem działań związanych ze zwiększonym importem ukraińskich zbóż. Dodatkowo podkreśla, że nawet, gdy działania takie były podejmowane, to były one chaotyczne, bez odpowiednich analiz.

Działania podejmowane przez rząd były nieskuteczne

W raporcie znajduje się także opinia, że podejmowane przez rząd działania były nieskuteczne z perspektywy polskiego rynku, co spowodowało, że do Polski wjechało zbyt wiele pszenicy oraz kukurydzy. Dodatkowo kontrolerzy wskazują, że minister rolnictwa, w kontekście ochrony polskiego rynku, miał zbyt późno – dopiero w grudniu – szukać wsparcia w Unii Europejskiej. 

Do tego czasu resort nie informował o sytuacji nikogo poza gronami ekspertów, pozbawionych kompetencji decyzyjnych ws. polityki rolnej i handlowej. Nie było żadnych analiz oraz dokumentacji z działalności pełnomocnika ds. rozwoju współpracy z Ukrainą.

NIK zaznacza, że w czerwcu tego roku zapasy zbóż w naszych magazynach wynosiły 10 mln t, podczas gdy jesteśmy w stanie zmagazynować 24,5 mln t. Dwa lata wcześniej zapasy zbóż wynosiły 3,8 mln t.

Raport NIK-u w złym świetle stawia byłego już ministra rolnictwa, Henryka Kowalczyka, w związku z jego wypowiedzią, w której przekazał rolnikom, żeby nie sprzedawali zboża, bo to tańsze nie będzie. Te słowa mogły przyczynić się do późniejszych wypłat dla 50 tys. producentów rolnych, co kosztowało Skarb Państwa ok. 500 mln zł.

W poszukiwaniu polskiej polityki zagranicznej. Czy ktokolwiek ją widział, ktokolwiek ją rozumie?

W poszukiwaniu polskiej polityki zagranicznej. Czy ktokolwiek ją widział, ktokolwiek ją rozumie?

Jakub Majewski https://pch24.pl/w-poszukiwaniu-polskiej-polityki-zagranicznej/


Dobijamy do ośmiolecia rządów „Dobrej Zmiany.” Choć w obliczu wyborów stojących na ostrzu noża, nie ma powodu, aby zakładać, iż Prawo i Sprawiedliwość ostatecznie żegna się z władzą, jest to dobry moment, aby pokusić się o ocenę międzynarodowej sytuacji Polski po dwóch ciągłych kadencjach rządów tej partii.

A sytuacja ta jest paradoksalna: z jednej bowiem strony, jest tragicznie. Ale z drugiej strony: jest zaskakująco dobrze. O co chodzi?

Wojna, jak mówił Clausewitz, to polityka prowadzona innymi środkami. Myliłby się jednak ten, kto uznałby, iż twierdzenie to jest wyłącznie cynicznym (i prawdziwym) określeniem wojny jako kolejnego, może nieco bardziej drastycznego, narzędzia w repertuarze dyplomaty. Być może tylko o to chodziło Clausewitzowi, ale śmiem twierdzić, iż zdanie to ma jeszcze drugie, głębsze znaczenie: wskazuje ono na nierozłączność spraw wewnętrznych (polityki) i zagranicznych (wojny). Jest naturalne i oczywiste, iż polityka zagraniczna wynika z polityki wewnętrznej, tak samo jak u człowieka jedzenie, czyli oddziaływanie na świat zewnętrzny, wynika z wewnętrznego stanu jakim jest głód, lub ewentualnie zwykłe łakomstwo. Ta analogia uświadamia nam jednocześnie, iż państwo może działać na arenie międzynarodowej na skutek albo bodźców wewnętrznych, własnych pragnień i potrzeb, albo zewnętrznych, czyli pod wpływem sąsiadów, ewentualnie czynników naturalnych.

Więcej: na każdy rodzaj bodźców, państwo może odpowiadać na dwa odmienne sposoby: albo reagować impulsywnie, albo też świadomie. Inaczej mówiąc, albo tłumić szkodliwe odruchy, aby działaniem przemyślanym osiągnąć większe dobro, albo też dążyć do spełnienia najbardziej błahych „potrzeb,” choćby kosztem przyszłości. A to jeszcze nie wszystko! Oceniając bowiem działania państwa, możemy zauważyć, że czasem, nieprzemyślane działania dają dobre skutki. Człowiek pijany może uniknąć ciosu przeciwnika po prostu tracąc równowagę, gdy na trzeźwo być może nie zawsze zdążyłby wykonać unik. Nie oznacza to, iż należy pijaka chwalić za pijaństwo – nawet jeśli czysto przypadkiem będzie zawdzięczał mu ocalenie życia.

Stan na wejściu

Uzbrojeni w te konstatacje, możemy przystąpić do właściwej oceny polityki zagranicznej rządu Prawa i Sprawiedliwości, oraz – oddzielnie – efektów tejże polityki. Zacznijmy jednak od sytuacji, którą formacja ta odziedziczyła.

Pierwsze piętnaście lat III RP charakteryzowało się polityką zagraniczną, z którą można się nie zgadzać, której efekty można jak najbardziej krytykować, ale która niezaprzeczalnie była świadoma, i co więcej: wyjątkowo łączyła dążenia elit i wolę ogółu narodu: ten ostatni oczekiwał, iż po półwieczu sowieckiej niewoli, nowe rządy zabezpieczą kraj przed powrotem Rosji, oraz utrwalą pozycję Polski jako części Zachodu. Słusznie czy nie, to dziś bez znaczenia – faktem jest, że członkostwo w Unii Europejskiej i NATO było konkretnym celem, który świadomie, z poparciem narodu, realizowano przez piętnaście lat niezależnie od tego kto dzierżył stery.

Skoro jednak akcesja do NATO i Unii była celem naszej polityki, to świadome działania urwały się w dniu zakończenia tego procesu w 2004 roku. Moment ten rozpoczął dekadę błogiego snu, porzucenia jakiejkolwiek myśli o polityce zagranicznej. Tematy te albo uznano za nieważne ze względu na inne priorytety, albo też – ze względu na świadomy wybór stanu wasalstwa. Ten ostatni, nota bene, stanowił poniekąd logiczny dalszy ciąg polityki akcesyjnej, a przynajmniej jednego z jej nurtów, tego który wychodził z założenia, że Polska nie wstępuje do Unii po to aby w niej świadomie działać, ale po to aby na Unię scedować troskę o własne dobro. Niezależnie zresztą od poglądów na Unię aktualnie rządzących, charakterystyczne było to, iż Polska przez całą tamtą dekadę, patrzała na świat przez pryzmat końca historii. Pryzmat ten sprawił, iż nikt chyba wśród wiodących polityków nie wyłamywał się z dogmatu konieczności „demokratyzacji” na wschód od naszych granic – co nie miało zresztą szczególnego znaczenia, gdyż poza rzadkimi i nieskutecznymi inicjatywami jak Partnerstwo Wschodnie, Polacy działali tam nie wskutek świadomej i przemyślanej własnej polityki, ale w ramach biernego wspierania polityki Unii, i Niemiec. Rzadko tylko pojawiały się momenty przebudzenia, np. gdy sygnalizowaliśmy nasz niepokój gazociągiem Nord Stream, ale widząc brak możliwości działania, nasz rząd nie przejął się szczególnie, uznając, iż trzeba po prostu zdać się na łaskę zachodnich partnerów.

Błogi stan dryfu przerwał się nagle u krańca rządów Platformy Obywatelskiej, wraz z pierwszą rosyjską inwazją na Ukrainę.

To jest ważne: samozwańcza Dobra Zmiana obejmowała władzę w chwili, gołym okiem było widać skutki dekady zaniedbań, ale nie było za późno by im przeciwdziałać i podjąć własną, asertywną politykę zagraniczną, szczególnie konieczną na wschodniej flance. Był to moment, gdy łatwo też można byłoby wytłumaczyć narodowi mocną zmianę polityki, jeżeli logika podpowiadałaby, że zmiana ta może zabezpieczyć nas przed niebezpieczeństwem płynącym z Rosji. Podobnie, dziesięć lat błogiego dryfu względem Unii oraz napięcia, które lada dzień miały zaowocować zwycięstwem Brexitu w Wielkiej Brytanii, dawały lepszą niż kiedykolwiek szansę na asertywną zmianę vis-à-vis Brukseli.

Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie

Co więc wynikło z tej sytuacji? Dużo – i zarazem, niewiele. Cynicy mówią, że Polska zamieniła w 2015 r. rządy stronnictwa pruskiego na stronnictwo amerykańskie, co sprowadziło się po prostu do słuchania poleceń z innej ambasady. Niezaprzeczalne jest, że Polska w bardzo wyraźny sposób podporządkowała swoją politykę zagraniczną woli Stanów Zjednoczonych, na przykład kategorycznie blokując jakiekolwiek możliwości szerokiej współpracy z Chinami. Niezaprzeczalne jest też to, że Polska w wielu kwestiach zwyczajnie wstrzymywała się od zdania, jak gdyby czekając na instrukcje, które nie przychodziły. Tak oto, nasza polityka względem Białorusi była nijaka, niemrawa, pozbawiona znaczących inicjatyw, czego trudno nie wiązać z analogiczną apatią po stronie amerykańskiej.

Skutki tego poddaństwa pewnie nie zawsze były złe, ale kiedy już były – to były tragiczne.

Niebywała, ogromna tragedia, de facto pogrzebanie trzydziestu lat szans wydarzyła się na Białorusi, gdzie zamiast po cichu wspierać i łagodzić autorytarny rząd Łukaszenki, uznaliśmy iż jedyną drogą jest wspieranie opozycji zgodnie z mantrą demokratyzacji, po czym nagle zobaczyliśmy że pozbawiony mandatu narodu, Łukaszenka bynajmniej nie uciekł, ale poddał się Rosji.

Skutek tej bierności widzimy dziś aż za dobrze: o ile dla Ameryki, wasalizacja Białorusi stanowi drobne niepowodzenie zbyt mało ważne by się nim przejmować, o tyle dla Polski, oznacza przybliżenie zagrożenia ze wschodu oraz zerwanie mozolnie odbudowywanych więzi z wschodnią połową dawnej Rzeczypospolitej. Niedawno wzniesiony mur na naszej wschodniej granicy przecież biegnie nieopodal linii trzeciego rozbioru.

W przypadku Unii Europejskiej, było jeszcze gorzej: tu bowiem nie widać, aby powodowała nami niewidzialna ręka sojusznika zza oceanu, a raczej: bezmyślne dawanie upustu emocjom. Nie ulega wątpliwości przecież, iż Polska w 2015 r. była znacznie silniejsza gospodarczo niż przed dekadą, i że mogła świadomie dążyć do wzmocnienia swej pozycji w Unii, lub też przygotowania ewentualnego wyjścia z Unii gdyby uznano że dalsze członkostwo przynosi więcej szkód niż korzyści. Tak się nie stało: asertywność, owszem, pojawiła się, ale nie jako świadoma polityka, dążąca do konkretnych celów, lecz jako głupie impulsy, wywołujące coraz to kolejne burze, kolejne pełne tromtadracji boje werbalne, które, nie prowadzone jakąkolwiek strategią, nie będące środkami do osiągnięcia jakiegoś większego celu, zawsze przynosiły szkody, gdyż zawsze kończyły się kapitulacją. Spory te jednak dobitnie pokazują prawdę o polityce zagranicznej jako przedłużeniu polityki wewnętrznej – dwie główne partie, Platforma i PiS, nadmuchiwały konflikty z Unią, jedni by osłabić rząd w oczach swoich wyborców, a drudzy by wzmocnić go w oczach swoich.

Czy polska polityka zagraniczna więc istnieje? Czy ktokolwiek ją widział, ktokolwiek ją rozumie? Czy nie był to po prostu ciąg bezrozumnych reakcji przemieszany z mniej lub bardziej świadomą abdykacją woli na rzecz innych państw? Trudno doprawdy nie odnieść wrażenia, że mimo tak ostrego sygnału jakim był 2014 r., polska klasa polityczna – zarówno rządzący, jak też opozycja – traktowała relacje międzynarodowe jako kolejne pole wewnętrznej walki o władzę. Za wschodnią granicą trwała wojna, ale skoro udało się ją zamrozić, to wzmacnianie wojska polskiego ograniczało się głównie do deklaracji oraz symboli. Zmianę przyniósł dopiero rok 2021, gdy coraz ostrzejsze rosyjskie poczynania, pokazały, że wojna lada dzień rozgorzeje ze zdwojoną siłą. Dopiero wtedy zaczęły się realne działania, zamówienia sprzętu wojskowego i pertraktacje z potencjalnymi partnerami. Nawet jednak działania w trakcie wojny wydają się być głównie powodowane emocjonalnymi reakcjami, co szczególnie objawia się vis-à-vis Ukrainy – jakkolwiek bowiem z perspektywy polskiej państwowości niezaprzeczalnie wspieranie Ukrainy przeciw Rosji jest żywotnym interesem, to podejmowanie działań w stanie emocjonalnego uniesienia, bez jakiegokolwiek zastanowienia, bez podjęcia prób neutralizacji zagrożeń z tym związanych, doprowadziło paradoksalnej sytuacji gdzie państwo które usilnie wspieramy raz po raz obraca się przeciw nam, dążąc przy tym do osłabienia naszej pozycji wewnątrz Unii.

Bynajmniej zaś nie jest tak, że nie dało się udzielać Ukrainie wsparcia w taki sposób, aby równocześnie wymuszać korzystne dla nas rozwiązania tych czy innych zatargów – pod warunkiem, że polscy dyplomaci mieliby konkretne cele do osiągnięcia, wpisane w szerszą strategię.

Stan na dzisiaj

Przykłady takich odruchowych, nieprzemyślanych działań można by mnożyć – ale po co, szukać innych przykładów? Cóż można znaleźć bardziej dobitnego niż wojna za wschodnią granicą, i niekompetencja w sporach kompetencyjnych z władzami centralnych pseudo-federacji której członkiem jesteśmy?

To wszystko prowadzi do wniosku, że polska polityka zagraniczna jest w stanie bardzo złym, żeby nie powiedzieć: tragicznym. Wydaje się, iż obecny rząd nie ma ani pomysłu na politykę zagraniczną, lub też nie potrafi narzucić swojej woli biurokratycznemu aparatowi ministerstwa – a może jedno i drugie? Zmarnowane szanse się mnożą, a Polska pogrąża się w dziwną, bo dualną zależność od Unii Europejskiej i Stanów Zjednoczonych.

A jednak, o dziwo, jest czym się pocieszyć na zakończenie. Bowiem zważywszy na zaniedbania, realna sytuacja Polski jest zaskakująco dobra. Nasze potulne odrzucenie chińskich inicjatyw okazało się fortunne, bo gospodarcza zadyszka tego państwa, jego narastające kłopoty demograficzne i jego sojusz z Rosją, oznaczają, iż porzucenie Stanów na rzecz Chin i tak trzeba by desperacko odwracać w lutym 2022 roku – jeśliby się w ogóle dało.

Z kolei, nasze impulsywne wsparcie dla Ukrainy może nie przyczyniło się do uporządkowania relacji z tym krajem – ale przecież dobitnie pomogło Ukrainie zatrzymać i stępić ostrze Rosji, dramatycznie osłabiając jej kontrolę nawet nad Białorusią. Ani więc sytuacja na Ukrainie, ani na Białorusi nie okazuje się być beznadziejna – gdyby opracować świadomą strategię i systematycznie ją realizować. Względem Stanów Zjednoczonych, nasza zależność się pogłębiła, a mimo to wisi na włosku, gdyż głębokie rozdźwięki wewnętrzne tego kraju dają szansę na renegocjację naszych relacji – co jest o tyle pilne, że jeśli kryzys polityczny w Ameryce rozgorzeje, albo kraj ten znajdzie się na wojnie z Chinami, skończy się przede wszystkim amerykańskie wsparcie dla Polski i Ukrainy.

I wreszcie Unia Europejska – tu jest źle, a gdyby doszła do władzy prounijna Koalicja Obywatelska, byłoby katastrofalnie. A jednak: gospodarczo, Polska jest dziś diametralnie innym krajem niż była przed dekadą, o czasach akcesji nie wspominając. Militarnie, Polska stała się szańcem Unii, co nawet poskutkowało osobliwym „trendem” internetowym – nazbyt łatwo dziś znaleźć na YouTubie nagrania rozmaitych analityków proklamujących Polskę wschodzącym mocarstwem Europy. Puste słowa? Owszem – ale fakt, iż ludzie za granicą propagują taki obraz Rzeczypospolitej pokazuje, iż Polska dziś ma znacznie mocniejsze karty przetargowe względem Unii niż kiedykolwiek wcześniej.

Rozgrywka trwa. Karty, które trzymamy w rękach, [ nie my, synek, ale samozwańcze „elity”.. MD] wcale nie są złe – najwyraźniej, mimo wszystkich naszych błędów, Bóg jest zdeterminowany dać nam przynajmniej jeszcze jedną szansę. Pozostaje tylko żeby ktoś chciał, świadomie, rozumnie, z premedytacją tę szansę wykorzystać. Aby nasza polityka zagraniczna przestała być chaotyczną szamotaniną, aby przestać poddawać się uniesieniom i emocjom. Nie trzeba wiele: naprawdę wystarczy tylko chcieć. Czy fakt ten jest jednak powodem do optymizmu czy pesymizmu, to pozostawiam bez odpowiedzi.

Jakub Majewski

Franciszek wziął udział w spotkaniu „Clinton Global Initiative”. Apelował o pilne zajęcie się „zmianami klimatu”. I lał sloganową zielonawą wodę.

Papież wziął udział w spotkaniu Clinton Global Initiative. Apelował o pilne zajęcie się „zmianami klimatu”. I lał sloganową zielonawą wodę.

Franciszek-o-global-pilne-zajecie-sie-zmianami-klimatu

Wpisuje się w powszechną mobilizację globalistów w celu przyspieszenia działań na rzecz realizacji celów Agendy 2030.

———————-

Franciszek 18 września wziął udział w „szczycie” organizowanym przez Fundację Clintona, apelując o pilne działania w sprawie „zmian klimatu” i uregulowania sytuacji migrantów i uchodźców. Wcześniej, 5 lipca gościł w Watykanie byłego prezydenta Billa Clintona i Aleksa Sorosa, syna „postępowego” miliardera George’a Sorosa.

„Przywódca” Kościoła katolickiego przemawiał – za pośrednictwem łącza wideo – podczas sesji „Keep Going” Clinton Global Initiative (CGI), apelując o natychmiastowe podjęcie działań w sprawie „zmian klimatycznych”, „zanim będzie za późno”.

Mówił, że konieczna jest wymiana myśli na temat tego, jak przyczyniać się do dobra wspólnego i nie pozostawiać dzieci w tyle. [??? md]

Podczas dwudniowego szczytu CGI administrację Bidena reprezentowali: sekretarz skarbu Janet Yellen i sekretarz spraw wewnętrznych Deb Haaland. Wśród innych prelegentów znaleźli się Hillary Clinton, gubernator Gavin Newsom z Kalifornii, gubernator Gretchen Whitmer ze stanu Michigan, była sekretarz prasowa Białego Domu Jen Psaki, emerytowany gracz NBA Dwyane Wade, były premier Wielkiej Brytanii Tony Blair i gospodarz Fox News Dana Perino.

Podczas rozmowy papieża z byłym prezydentem Clintonem poruszono sprawy migrantów i pracy szpitala dziecięcego Bambino Gesù. [??? md]

Clinton witając Ojca Świętego mówił o tym, że Franciszek przemawia do sali pełnej ludzi z całego świata, którzy „na swój sposób starają się postępować zgodnie z napomnieniem Izajasza, który powiedział nam, że musimy naprawić nieprawidłowości”. Były przywódca USA dodał, że świat jest pod wieloma względami zepsuty, ale też pełen możliwości i są ludzie, którzy próbują go naprawić. Zapytał więc papieża, jakie są „obowiązki zwykłych ludzi, aby coś zmienić, stawić czoła tym wielkim wyzwaniom, które są tak duże, że żadna osoba, bez względu na to, jak bogata jest lub potężna (…) nie mogłaby tego dokonać samodzielnie”.

Papież zaznaczył, że „ważne jest szerzenie kultury spotkania, kultury dialogu, kultury słuchania i zrozumienia”. Ponadto należy dzielić się przemyśleniami odnośnie tego, w jaki sposób można przyczyniać się do dobra wspólnego i jak nie pozostawić w tyle osób najsłabszych. – Wszyscy to wiemy. Żyjemy w zmieniającej się epoce. Tylko razem możemy wyjść z tego lepiej. Razem. Tylko razem możemy uzdrowić świat z globalizacji obojętności – komentował Franciszek.

Dodał, że „zmiany klimatyczne, kryzysy humanitarne dotykające migrantów i uchodźców, opieka nad dziećmi i wiele innych problemów”, w tym atmosfera wojenna, który odczuwalna jest na całym świecie – co określa mianem III wojny światowej – to tylko niektóre z wielkich wyzwań współczesności. – Potrzebujemy wielkiego i wspólnego przyjęcia odpowiedzialności. Żadne wyzwanie nie jest zbyt wielkie, jeśli mu sprostać, zaczynając od osobistego nawrócenia, osobistego nawrócenia każdego z nas, osobistego wkładu, jaki każdy z nas może wnieść, aby rozwiązać ten problem, oraz od świadomości tego, co czyni nas częścią jedności przeznaczenia – kontynuował Franciszek.

Dodał, że „trudności są częścią życia i najlepszym sposobem radzenia sobie z nimi jest zawsze szukanie uspokajającego dobra, nigdy samotnie, zawsze razem”. Jednak w ich obliczu ludzie winni wyzbyć się „egoizmu, narcyzmu i podziału”. Lepsza jest jedność niż konflikt. – Nadszedł czas, aby zaprzestać walki i powrócić do dialogu. Niech ustaną plany podboju i agresji militarnej. Dlatego powtarzam: nie dla wojny, nie dla wojny. Czas współpracować, aby powstrzymać katastrofę ekologiczną, zanim będzie za późno – mówił, nawiązując do nowego dokumentu, mającego zaktualizować encyklikę Laudato si’. Apelował o zajęcie się migracją, edukacją i zdrowiem dzieci migrantów i uchodźców. Franciszek wspomniał, że „papieski szpital” Bambino Gesù leczył ponad dwa tysiące małych pacjentów Ukrainy, którzy uciekli z kraju.

Clinton odparł, że niezwykle trudne jest przekonanie każdej osoby, że ma istotną rolę do odegrania w życiu publicznym. Były prezydent dopytywał Następcę św. Piotra, co ma jeszcze do przekazania, jakie kwestie są istotne? Na co papież odparł, że ważne jest zajęcie się zmianami klimatu zanim będzie za późno.

Fox News, komentując udział Franciszka w spotkaniu organizowanym przez Fundację Clintonów wskazał, że „choć papież podtrzymuje tradycyjny chrześcijański pogląd na aborcję, środki antykoncepcyjne i płeć kulturową (gender), w zeszłym miesiącu w przemówieniu ostro skrytykował niektórych konserwatystów w amerykańskim Kościele katolickim, oskarżając ich o przedkładanie ideologii nad wiarę i utrudnianie ewolucji doktryny katolickiej. Uznał także istniejące podziały w Kościele, wynikające z odmiennych poglądów na takie kwestie, jak aborcja i małżeństwa osób tej samej płci”.

Medium dodało, że „wielu konserwatystów krytykowało skupienie się papieża na sprawiedliwości społecznej i jego gotowości do rozważenia zmian, takich jak zezwolenie katolikom rozwiedzionym, którzy zawarli nowe związki, na przyjmowanie sakramentów”.

Inicjatywa fundacji Clintona wpisuje się w powszechną mobilizację globalistów w celu przyspieszenia działań na rzecz realizacji celów Agendy 2030. W dniach 18-19 września odbywał się w nowojorskiej siedzibie ONZ szczyt wysokiego szczebla politycznego poświęcony celom zrównoważonego rozwoju – SDG Summit.

Źródło: foxnews.com, clintonfoundation.org AS

Za rok o tej samej porze w Humaniu

Za rok o tej samej porze w Humaniu

  • środa, 20 września 2023

elity wśród której nie uświadczysz etnicznego Ukraińca,chasydzi całujący praw-osektorowe symbole,amerykański wykastrowany cudak z cyckami i w peruce jako rzecznik ukraińskich sił zbrojnych.

————————————————–


Cadyk Nachman z Bracławia  miał rodowód  lepszy (w znaczeniu pewniejszy)  niż Windsorowie.

Kto bodaj ździebko interesował się  światem chasydzkim wie o tym że urząd cadyka jest dziedziczny i tylko w wyjątkowych przypadkach na tę funkcję powołuje się  kogoś spoza kręgu rodzinnego (link 1).

Tak  więc żył sobie  cadyk Nachman   w Bracławiu a tuż przed śmiercią   pojechał  do Humania gdzie postanowił umrzeć. (link 2). Ale nim umarł  zapowiedział że każdemu Żydowi  który by w okresie między Rosz-Haszana a Jom Kipur nawiedził jego grób, będą odpuszczone wszystkie grzechy. Nawet te najcięższe.

Rosz Haszana (głowa roku)  pospolicie zwany „nowym rokiem” nie ma niczego wspólnego z naszym „nowym rokiem”. W tym czasie Bóg  spogląda na padół ziemski i  czyni pierwsze szacunki o kogo jest na nim za dużo i bez kogo powietrze  będzie czystsze. Przez następne dziesięć dni oddzielające Rosz Haszana od Jom Kipur Żydzi  mają czas na naprawienie  wyrządzonych krzywd, czynienie pokuty i błagalne modły. Jeśli czynią to szczerze być może Bóg im wybaczy i odstąpi od swoich planów względem nich.

Cadyk Nachman wniósł drobną korektę i zarządził że jeśli akty pokutne uczynią w Humaniu Bóg wybaczy im z pewnością. Po prostu nie będzie miał innego wyjścia jak wybaczyć i zapisać ich do księgo żywota na kolejny cykl czyli do następnego Rosz Haszana.

Z tej to przyczyny Humań, prowincjonalne miasteczko na zadupiu Zachodniej Ukrainy, raz w roku na kilkanaście dni staje się dla dwudziestu,trzydziestu tysięcy ortodoksyjnych Żydów najbardziej pożądanym miejscem na planecie. Staje się też miejscem zjazdu ukraińskich kurtyzan albowiem pobożni pątnicy nim rozpoczną pokutę lubią sobie porządnie pogrzeszyć. Skoro Bóg i tak musi im wybaczyć czemu nie mieliby z tego nie skorzystać.

Chasydzkie pielgrzymki spadają klęską na Humań gdyż miastu przynoszą wyłącznie straty. Z religijnych przyczyn chasydzi przywożą ze sobą wszystko co jest potrzebne do życia, żywność, wodę, nawet garnki i środki czystości więc nie ma mowy o tym żeby ich liczna i niezwykle głośna obecność ożywiała lokalny handel i gastronomię.

Chasydzi zostawiają po sobie piramidy śmieci, nadszarpniętą infrastrukturę, zdemolowane miejsca noclegów i wkurzonych aborygenów czyli Ukraińców wciąż  jeszcze pętających się po Humaniu.

Ale skąd u cadyka Nachmana z Bracławia kaprys żeby umrzeć akurat w Humaniu? A  bo to mało zapierdzianych, obskurnych miasteczek w tamtym rejonie i w tamtym czasie?

Humań tym odróżnia się od pozostałych  sztetlów I Rzeczpospolitej że w 1768 roku miały tam miejsce wydarzenia które zakończyły się pogromem wielu Polaków i Żydów. Mówi się nawet o 100 000  ofiar ale to „holokasutyczna szkoła matematyki” i kto chce wierzyć w  100 000 luda w XVIII-wiecznym Humaniu to niech sobie wierzy. Ja nie wierzę.

Wprawdzie pogrom był wielką tragedią ale trudno uwierzyć że jego ofiarami stała się cała katolicka ludność zamieszkująca ukraińskie tereny. Jak wiadomo w XVIII wieku było ich tam 200 000 czyli 11% wszystkich mieszkańców (link 3).

Ja uważam że ilość ofiar szła tylko w setki. Być może był  jeden tysiąc  w porywach półtora tysiąca,ale nie więcej. Swoje szacunki opieram na znajomości  genezy tych wydarzeń. Wydarzeń nietkniętych przez propagandę z ostrożności bowiem jak bardzo nie chciałoby się „zrównoważyć” Wołyń Humaniem to jednak nawet oględna  narracja grozi  ujawnieniem  kłopotliwych  faktów. Na przykład narodowiści rdzennej ludności tamtych terenów.

Bo jak bez powiedzenia kto na tamtym terenie był ludnością rdzenną opisać bunt ruskiego prawosławnego chłopstwa przeciwko polskiej szlachcie, katolickiemu i unickiemu klerowi oraz Żydom?  Co do tych ostatnich zastrzegam że  nie mam pojęcia czy idzie o tych żyjących jako osobny etnos, czy tych którzy już zdążyli przeniknąć w szeregi polskiej szlachty. Wszak  rzecz się  działa w czasie kiedy rzesze frankistów przyjęło chrzest w zamian za tytuł szlachecki.

Powód buntu był dokładnie taki sam jak w przypadku wszystkich innych buntów chłopskich, najbezwzględniej eksploatowana warstwa społeczna wkurzona rozmiarem bezprawia i wyzysku  chwyciła za to  co było  pod ręką i rzuciła  się na ciemiężców. Krwawe porachunki trwały czas jakiś  i w  końcowej fazie  buntownicy osadzili  broniący wjazdu do Humania zamek Franciszka Potockiego w którym schronili się  ścigani gniewem ludu ciemiężcy czyli posiadacze ziemscy, drobna szlachta, okoliczni  proboszczowie, zakonnicy i żydowscy handlarze z okolicznych sztetlów.

Kiedy twierdza została zdobyta  większość znajdujących się tam  ludzi została przez buntowników zabita. Z tego też powodu Humań jest miejscem szczególnym ale czy Bóg faktycznie  ma nadzwyczajną  słabość do modlących się tam Żydów za to ręczyć nie mogę. W każdym razie chasydzi w to wierzą i od 1991  corocznie przybywają tu w dużych ilościach  na okres  od Rosz Haszana  do Jom Kipur.

Każde takie obchody zaznaczają się jakaś dziką awanturą. A to chasydzi kogoś pobiją,a to mieszkańcy Humania chcą złoić skórę chasydom. Pięć lat temu policja ledwie zdążyła z odsieczą  nierozsądnej reporterce która w przebraniu chasyda wmieszała się w tłumek modlący się przy grobie cadyka Nachmana a zdemaskowana mało nie stała się ofiarą linczu rozhisteryzowanych Żydów.

Ten rok zapisał się w pamięci  aktem miłości chasydzko-nazistowskiej. Chasydzki pielgrzym w Humaniu całuje szewrony „żołnierza” Prawego Sektora. Ów pocałunek  w szewrony dowodzi że nie idzie tu o tak pożądany u pokutującego  gest pojednania z wrogiem w tym wypadku również  żydowskim pielgrzymem, a o wyraźny hołd dla paramilitarnej organizacji i jej ideologii których  symbolem jest naszywka na mundurze.




Ten epizod wywołał wielkie oburzenie. Izraelski polityk Jakow Kedmi miotał pod adresem chasyda,i chasydów wogóle, najcięższe oskarżenia i epitety.

A ja nie do końca rozumiem tego oburzenia. Nie tak żeby całkiem nie rozumieć  bo przecież rozumiem że na logikę biorąc Żydzi którzy w przeszłości wiele ucierpieli od wybitnie antysemickiego ukraińskiego nacjonalizmu powinni się obawiać sił które ucieleśniają  tę ideologię. Jednak  trzydzieści minionych lat podczas których  rzeczywistość dała setki dowodów na to że część Żydów nie tylko sprzyja  renesansowi ukraińskiego nacjonalizmu ale wyraźnie go pilotuje.

Nie jest tajemnicą że część liderów faszyzujących ugrupować Ukrainy jest etnicznymi Żydami. Idzie o liderów Prawego Sektora Borysława Bieroze (link 4) i Dymitra Jarosza ale nie tylko. O prezydentach, premierach, ministrach,obecnej kijowskiej junty nawet nie mówię bo to powszechnie wiadoma sprawa.

Uwrażliwieni na punkcie niezależności Ukraińcy prowadzenie na smyczy przez elity wśród której nie uświadczysz etnicznego Ukraińca,chasydzi całujący prawosektorowe symbole, amerykański wykastrowany cudak z cyckami i w peruce jako rzecznik ukraińskich sił zbrojnych,wszystko to wyglada na sen wariata (link 5).


Więc lepiej nie być w skórze tych którym wkrótce przyjdzie się obudzić. Bo nawet najbardziej zwariowany sen kiedyś się kończy podobnie jak najdłuższe święto kończy się wyjazdem gości. I  tylko śmieci  trzeba posprzątać.


1 https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_Hasidic_dynasties_and_groups
2 https://pl.wikipedia.org/wiki/Nachman_z_Brac%C5%82awia
3 https://www.rp.pl/wydarzenia/art16809691-dawno-temu-czyli-polacy-na-ukrainie
4 https://kievvlast.com.ua/news/nacionalpatriot_bereza_okazalsja_grazhdaninom_izrailja_bljaherom_s_poddelnim_diplomom_o_visshem_obrazovanii31478
5 https://en.wikipedia.org/wiki/Sarah_Ashton-Cirillo

Klimat w służbie rewolucji

Klimat w służbie rewolucji

Stanisław Michalkiewicz „Najwyższy Czas!”    19 września 2023 michalkiewicz

Nareszcie się wyjaśniło, dlaczego Polska aktywnie włączyła się do walki z klimatem, a rząd „dobrej zmiany” nawet utworzył specjalny resort. Poza tym Naczelnik Państwa, jako wirtuoz intrygi, albo z inicjatywy własnej, albo z inspiracji jakichś starszych i mądrzejszych, nakazał przeforsowanie tej sprawy po cichu, kiedy obywatele onanizują się wyborami; kto wygra, kto przegra, kto dostanie jedynkę, a kto dwójkę; czy pan mecenas Giertych opowie się za aborcją, czy przeciw, wreszcie – czy pani Zych nazwie Putina „zbrodniarzem wojennym”, czy przyzwoitość i dobre wychowanie skłoni ją do powściągliwości.

Wykorzystując pogrążanie się opinii publicznej w przedwyborczym amoku, Sejm uchwalił nowelizację prawa geologicznego. Co tam kogo obchodzi jakaś geologia, kiedy tu chodzi o powstrzymanie Tuska, albo o przepędzenie Kaczyńskiego? Geologia w takiej sytuacji nie obchodzi nikogo, więc wzorując się na sztuczkach amerykańskiego Kongresu, który bardzo często doczepia do różnych „obojętnych” ustaw jakieś szalenie ważne szczegóły, rząd „dobrej zmiany” wykorzystał akurat nikogo nie obchodzącą „geologię”, jako instrument do przywrócenia w Polsce komunizmu i to w postaci radykalnej, bardzo podobnej do tego w Korei Północnej.

16 czerwca Sejm uchwalił ustawę o zmianie ustawy Prawo geologiczne i górnicze, wprowadzając tam rozwiązania, które mogą doprowadzić – i doprowadzą – do zasadniczej zmiany stosunków własnościowych w naszym nieszczęśliwym kraju, to znaczy – do likwidacji de facto własności prywatnej, a w każdym razie – do drastycznego ograniczenia uprawnień właścicielskich na rzecz biurokratycznej samowoli gangu pod nazwą „Ministerstwo Klimatu”,. Ostatecznie za ustawą, to znaczy – za odrzuceniem uchwały Senatu, który ustawę tę odrzucił – głosowało 219 posłów Prawa i Sprawiedliwości, trzech było przeciw, a pięciu nie głosowało. Koalicja Obywatelska głosowała przeciwko (126 posłów – 2 nie głosowało), podobnie jak Konfederacja, której 9 posłów głosowało przeciw – i – o dziwo – również Lewica, której przemiany komunistyczne nie mogą się nie podobać – więc jeśli głosowała przeciwko, to pewnie tylko ze względu na Jarosława Kaczyńskiego, który najwyraźniej padł na mózg nie tylko panu mecenasowi Romanowi Giertychowi, ale również mojej faworycie, Wielce Czcigodnej Joannie Scheuring-Wielgus. Tak czy owak 41 posłów Lewicy głosowało przeciw, a dwóch nie głosowało. Niewiarygodne – ale przeciw tej nowelizacji głosowała również „Trzecia Droga” (6 głosów przeciw), podczas gdy 3 posłów Kukiz 15 głosowało za, podobnie jak 3 posłów Lewicy Demokratycznej (Andrzej Rozenek, Joanna Senyszyn i Robert Kwiatkowski – a więc komuna o najczarniejszych podniebieniach) oraz trzech posłów koła „Polskie Sprawy”, czyli „róbmy sobie na rękę”, w osobach Zbigniewa Girzyńskiego, Agnieszki Ścigaj i Andrzeja Sośnierza) oraz dwóch posłów niezrzeszonych: Zbigniewa Ajchlera i Lukasza Mejzy. Ujawniła się tedy komuna, tym razem tylko częściowo bezbożna, bo w większości – pobożna; taka krzyżówka Stalina i Trzech Krzyży.

Pozory legalności są następujące: Gang pod nazwą Ministerstwo Klimatu, będzie wydawał koncesje na magazynowanie w podziemnych magazynach zbrodniczego dwutlenku węgla. Oczyma duszy już widzę, jak gangi dotychczas tylko wypłukujące złoto z powietrza, to znaczy – handlujące limitami tego zbrodniczego gazu, będą starały się o koncesje na jego składowanie – oczywiście nie za darmo; o tym nie ma mowy – i dlatego zaplecze polityczne rządu „dobrej zmiany” tak skwapliwie ten pomysł poparło. Któż nie chciałby zostać panem prezesem Danielem Obajtkiem, skoro każdy nosi w swoim tornistrze stosowne predyspozycje? W ten sposób Polska stanie się terenem obfitości zbrodniczego dwutlenku węgla, dzięki czemu wody podziemne mogą od razu być eksploatowane jako gazowane. Ale na tym oczywiście nie koniec, bo obok „sektorów strategicznych” w gospodarce, to znaczy prowadzonych przez spółki Skarbu Państwa, w których pierwszorzędne synekury mają przyjaciele kolejnych rządów, wspomniana nowelizacja wprowadza pojęcie „złóż strategicznych”, które mają pełnić rolę podobną do strategicznych sektorów w gospodarce. Ale nie tylko, bo właśnie dopiero tutaj przez gangiem otwierają się nieznane przedtem możliwości. Tam, gdzie w głębi ziemi zostaną zlokalizowane złoża strategiczne, miejscowe gminy mają wprowadzić zakaz lokalnej zabudowy, a uprawnienia wojewodów idą jeszcze dalej, bo mogą oni opieszałe, albo nie dość skwapliwe gminy obkładać surowymi karami – od 30 do 120 tysięcy złotych. Najważniejsza jest jednak możliwość objęcia aż 75 procent terytorium naszego nieszczęśliwego kraju, tak zwaną „sekwestracją”. Ta „sekwestracja” jest podobna w następstwach do wywłaszczenia, bo oznacza, że właściciel każdej działki na tym terenie nie tylko nie będzie mógł na niej nic zrobić, ale także – jeśli taki rozkaz padnie – rozebrać istniejące już budynki. Jest tedy sprawą oczywistą, że takiej działki nikt też nie kupi – bo i po co? Ponieważ formalnie „sekwestracja” nie jest wywłaszczeniem, żadne odszkodowanie właścicielowi nie przysługuje, ani też nie przysługuje mu odwołanie.

Ponieważ podejrzewanie Umiłowanych Przywódców, którzy tę nowelizację przeforsowali o jakiekolwiek motywacje ideowe poza umiłowaniem korzyści płynących z etatyzmu i jego skrajnych postaci – socjalizmu i komunizmu – podejrzewać niepodobna, decyzja Naczelnika Państwa i jego kamaryli musi mieć drugie dno. Wcale bym się tedy nie zdziwił, gdyby ta ustawa – a być może w kolejce czekają już następne – będzie podgatowką do rozpoczęcia realizowania w Polsce amerykańskiej ustawy nr 447 – bo w sytuacji wytworzonej na skutek „sekwestracji”, bardzo wiele nieruchomości może zostać po prostu porzuconych, więc nikt nie będzie protestował przeciwko zmianie stosunków własnościowych, po której ta ustawa zostanie zmieniona jeszcze raz – tym razem w sposób korzystny dla nowych właścicieli. A gdyby ktokolwiek chciał przeciwko temu zaprotestować, to nie będzie miał gdzie, bo właśnie stary żydowski grandziarz Jerzy Soros kupił sobie dziennik „Rzeczpospolita”. W ten sposób środowiska żydowskie już teraz dysponują w Polsce sporym segmentem rynku medialnego, bo wspomniany Soros ma co najmniej 11 procent udziałów w spółce „Agora” wydającej „Gazetę Wyborczą”, a stacja telewizyjna TVN stanowi własność Discovery Communication, której prezesem jest pan David Zaslaw, z pierwszorzędnymi korzeniami, podobno nawet warszawskimi. TVP nie będzie oczywiście żadną przeciwwagą i to bez względu na wynik wyborów, bo na jej antenie przeciwko rządowi nikt nie ośmieli się pisnąć tym bardziej, że podziemne magazyny zbrodniczego dwutlenku węgla w Polsce będą wykorzystywane przez Niemcy i inne państwa poważne, a poza tym nie zapominajmy, że w naszym nieszczęśliwym kraju stacjonuje amerykańskie wojsko, które przecież nie słucha i nie będzie słuchało ani pana ministra Błaszczaka, ani pana ministra Siemoniaka. Raczej odwrotnie – to każdy z nich będzie musiał słuchać tego, który temu wojsku wydaje rozkazy.

Stanisław Michalkiewicz

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

USDA: Zakaz uprawy roślin GMO – na Ukrainie nieskuteczny

USDA: Zakaz uprawy roślin GMO na Ukrainie nieskuteczny

Obrazek

Chociaż uprawa roślin transgenicznych jest na Ukrainie zabroniona, istnieją przesłanki świadczące o tym, że na niektórych obszarach prowadzona jest produkcja na szeroką skalę.

Dominika Mulak topagrar-usda-zakaz-uprawy-roslin-gmo-na-ukrainie-nieskuteczny

Pokazuje to tylko, że istniejący zakaz komercyjnej uprawy roślin GMO na Ukrainie jest nieskuteczny. Jak wynika z ostatniego raportu Zagranicznego Serwisu Rolniczego (FAS) Amerykańskiego Departamentu Rolnictwa (USDA) w Kijowie, wyniki testów na obecność organizmów zmodyfikowanych genetycznie (GMO) okazały się pozytywne w 50-65% soi uprawianej na Ukrainie, w 10-12% rzepaku i w około 1% kukurydzy produkowanej w tym kraju na eksport. Ponadto, udokumentowano przypadki, w których towary eksportowane z Ukrainy były badane przez odbiorcę pod względem GMO i otrzymywały wynik pozytywny.

Oficjalnie nie, ale…

Według FAS, Ukraina nie eksportuje oficjalnie produktów genetycznie modyfikowanych, ponieważ nie są one obecnie ani oficjalnie zarejestrowane, ani zatwierdzone do produkcji lub sprzedaży. Jednakże większość ukraińskiego eksportu zboża i nasion oleistych trafia do krajów, w których zatwierdzono stosowanie niektórych upraw transgenicznych do celów spożywczych lub paszowych, jak np. kraje UE i Chiny. Tymczasem jeszcze inni importerzy nie wymagają ścisłych kontroli biotechnologicznych, ponieważ towary są testowane na Ukrainie przed ich wywozem.

Mimo wszystko, według badań, udział GMO w ukraińskiej produkcji soi pozostaje w ostatnich latach stabilny. Podobna sytuacja ma miejsce w przypadku uprawy rzepaku GMO. Według ekspertów z branży, w porównaniu z odmianami konwencjonalnymi można tu zaoszczędzić dobre 60 euro/ha, ponieważ stosuje się mniejsze ilości herbicydów – zwłaszcza w przypadku rzepaku. 

Źródło: AgE

Burmistrz Oleśnicy Jan Bronś wydał zakaz zorganizowania modlitwy pod zakładem aborcyjnym.


Burmistrz Oleśnicy zakazał nam akcji pod szpitalem!
Fundacja Pro-Prawo do życia
Burmistrz Oleśnicy Jan Bronś wydał nam zakaz zorganizowania modlitwy oraz akcji ostrzegającej przed skutkami aborcji przed tamtejszym szpitalem, który jest największym centrum aborcyjnym w Polsce.
Placówka w Oleśnicy wykonuje seryjne aborcje na dzieciach, de facto na życzenie. Zdaniem Jana Bronsia działalność naszej Fundacji „budzi niepokój”. Niepokoju burmistrza Oleśnicy nie budzi natomiast makabryczny proceder abortowania dzieci poprzez wstrzykiwanie trucizny w ich serca, bo tak właśnie wykonuje się aborcje w oleśnickim szpitalu. Co więcej, na jaw wychodzą kolejne, wstrząsające informacje na temat tego, co dzieje się za murami tego szpitala. Proszę zobaczyć.Burmistrz Oleśnicy zakazał akcji [foto]Legalnych aborcji szpitalnych dokonuje się obecnie w Polsce w oparciu o formalną przesłankę „zagrożenia zdrowia psychicznego” kobiet. Zapytaliśmy szpital w Oleśnicy o to, jakie konkretnie powody „psychiatryczne” stoją za seryjnymi aborcjami, jakich dokonuje się w tej placówce. Właśnie dostaliśmy odpowiedź. Okazuje się, że formalną przyczyną abortowania w Oleśnicy 51 dzieci w pierwszej połowie tego roku były „zaburzenia adaptacyjne” kobiet.
Jak możemy przeczytać na portalu Medonet: „Zaburzenia adaptacyjne to rodzaj zaburzeń emocjonalnych pojawiających się w momentach dużego stresu, nowych, niespodziewanych sytuacji życiowych lub w obliczu porażek i przykrych wydarzeń. Zaburzenia adaptacyjne bywają ze względu na objawy mylone z depresją, jednak nie są spowodowane zaburzeniami pracy mózgu i układu nerwowego, a są naturalnym objawem wrażliwości na spotykające nas w życiu wydarzenia (…) Przeprowadzka w nowe miejsce, zmiana kraju zamieszkania, środowiska, języka urzędowego lub wyprowadzka dorosłych dzieci z domu rodzinnego może być powodem zaburzeń adaptacyjnych zarówno u młodych osób, jak i ich rodziców. Wszelkie zmiany w życiu i zaburzenie dotychczasowej strefy komfortu mogą wywołać objawy zaburzeń adaptacyjnych.” Innymi słowy: powodem występowania „zaburzeń adaptacyjnych” jest po prostu konieczność zmiany planów życiowych. 
KAŻDY CZŁOWIEK regularnie ma te „zaburzenia”. 
Każdy człowiek je odczuwa, gdy jakieś nowe okoliczności pojawią się w jego życiu. Przełóżmy to jednak na kwestię macierzyństwa. Każda kobieta, gdy dowiaduje się, że została matką, musi dopasować się do nowej sytuacji życiowej. Zwłaszcza wtedy, kiedy jest to jej pierwsze dziecko. Nawet najbardziej kochająca matka, niecierpliwie oczekująca swojego maluszka, będzie odczuwać niepokoje związane np. z porodem czy opieką nad noworodkiem. Każda mama musi liczyć się również z tym, że będzie miała np. mniej czasu dla siebie. To wszystko jest całkowicie normalne i na tym polega bycie matką. Panie MirosĹ‚awie, czy występowanie tego typu naturalnych objawów usprawiedliwia zabicie dziecka poprzez aborcję? Dla aborcjonistów tak. Polscy aktywiści aborcyjni publicznie mówią, że: „każdy powód do aborcji jest dobry”. Za pomocą mainstreamowych mediów infekują tego typu myśleniem kolejnych Polaków, zwłaszcza młodych. Głośno było np. o jednej z polskich celebrtytek, która otwarcie przyznała, że abortowała swoje dziecko bo miała za małe mieszkanie i nie chciało jej się zmieniać pieluch.
Tego typu postawa jest szeroko promowana w największych, polskojęzycznych mediach. Co więcej, media regularnie karmią Polaków świadectwami kolejnych osób, które mówią wprost, że nie mają dzieci i nigdy nie chcą ich mieć, gdyż posiadanie dzieci łączy się z dyskomfortem, brakiem wolnego czasu, koniecznością ponoszenia odpowiedzialności i rezygnacją z części życiowych planów. Kilka dni temu Gazeta Wyborcza opublikowała reportaż pt.: „Jest tysiąc powodów, żeby nie mieć dzieci”, w którym młodzi ludzie, opowiadają o swojej niechęci do rodzicielstwa.
Tekst mówi np. o 29-letniej Ewie: „Jej chłopak chce się rozwijać, a Ewa nie chce go unieszczęśliwiać. – Dziecko mogłoby spowodować, że musiałby zrezygnować z malarstwa i zatrudnić się w jakiejś korporacji. Dla niego to byłby koszmar. Gdybyśmy więc teraz przez przypadek zaszli w ciążę, to zostałaby usunięta. Wyborcza opisuje też kolejną parę: „Zuza i Bartek są po ślubie, dzieci mieć nie zamierzają (…) Bartek nie chce tracić najlepszych lat swojego życia na wychowywanie dziecka. Boi się też, że dzieci to byłoby zbyt duże wyrzeczenie emocjonalne, ale też finansowe.” 
Z kolei inny bohater reportażu Wyborczej mówi bardzo otwarcie„Siłą rzeczy, będąc w związku od trzech lat, musieliśmy porozmawiać z dziewczyną o dziecku. Jesteśmy prawie całkowicie zgodni, że tego nie chcemy – mówi Julian, absolwent Uniwersytetu Warszawskiego (…) Właśnie skończył studia i podjął stałą pracę, do której musi chodzić codziennie. To dla niego duża zmiana. Przyznaję, jestem egoistą. Nie umiałbym cieszyć się z tego, że dziecko powiedziało pierwsze słowo albo zrobiło pierwszy krok. Nie chciałbym też rozczarować dziecka, że nie dostaje ode mnie tyle miłości i uwagi, ile powinno – mówi Julian.” 
Polskojęzyczny internet jest zalewany tego typu świadectwami i historiami. W konsekwencji tej propagandy, kolejne osoby, zwłaszcza młode, znajdują ideologiczne i intelektualne usprawiedliwienia dla lenistwa i własnego wygodnictwa. W naszym społeczeństwie coraz więcej jest osób przerażonych wizją podejmowania jakiejkolwiek odpowiedzialności, zwłaszcza długofalowej, oraz wystraszonych perspektywą konieczności ograniczenia własnych przyjemności. Nic więc dziwnego, że hasła typu: „każdy powód do aborcji jest dobry” trafiają na podatny grunt, tym bardziej, że rozprzestrzeniają je te same media, które zniechęcają Polaków do rodzicielstwa. W tej perspektywie tzw. „zaburzenia adaptacyjne” to po prostu sposób na wykorzystywanie luki w prawie, która pozwala legalnie zamordować dziecko w szpitalu powołując się na formalną przesłankę „zagrożenia zdrowia psychicznego” kobiety. W praktyce okazuje się, że tym „zagrożeniem zdrowia psychicznego” jest po prostu stres związany z brakiem akceptacji dla bycia rodzicem, co wymaga wyjścia z własnej strefy komfortu. Kwestia ta dotyczy nie tylko kobiet, ale również mężczyzn, którzy boją się odpowiedzialności i za wszelką cenę próbują jej uniknąć. To dlatego wiele kobiet jest przymuszanych lub nakłanianych do aborcji przez mężczyzn. Nasza Fundacja każdego dnia walczy, aby powstrzymać aborcję oraz aborcyjną propagandę, która wyniszcza nasz naród i pochłania kolejne ofiary. Z tego powodu jesteśmy atakowani.Znów zaatakowali [foto]Tylko w ciągu kilku ostatnich dni: – Burmistrz Oleśnicy Jan Bronś właśnie wydał nam zakaz organizacji akcji informacyjnej pod szpitalem, którą zaplanowaliśmy na jutro (czwartek 21 września). Zdaniem Bronsia, działalność naszej Fundacji „budzi niepokój”. – Aborcyjni chuligani zniszczyli plandekę na naszej naczepie, która pokazywała czym jest aborcja przy trasie S8 w kierunku na Oleśnicę. Jest to dobrze widoczna z daleka, wielka naczepa do tira. – Aborcyjni terroryści zdewastowali naszą furgonetkę Żuk parkującą pod Centrum Medycznym Szkolenia Podyplomowego – uczelni kształcącej lekarzy. Straty wynikające ze zniszczeń to ok. 2 300 zł. Musimy wyczyścić furgonetkę i kupić nową plandekę na naczepę. To jednak nie wszystko. Pomimo prześladowań, musimy organizować kolejne, niezależne akcje informacyjne w terenie, w tym pod szpitalami, w których dokonuje się aborcji. Nie zamierzamy też ugiąć się pod presją burmistrza Oleśnicy. Tamtejszy szpital to największy ośrodek aborcyjny w Polsce, pod którym koniecznie trzeba głosić prawdę o tym przerażającym procederze. W najbliższym czasie na niezbędne naprawy i kolejne działania potrzebujemy ok. 14 000 zł. 
Dlatego zwracam się do Pana z prośbą o przekazanie 35 zł, 70 zł, 140 zł, lub dowolnej innej kwoty, aby umożliwić naprawę naczepy i furgonetki oraz wspomóc organizację kolejnych, niezależnych akcji antyaborcyjnych i publicznych modlitw różańcowych o powstrzymanie aborcji w Polsce.
Numer konta: 79 1050 1025 1000 0022 9191 4667
Fundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
Dla przelewów zagranicznych – Kod BIC Swift: INGBPLPW
W Polsce legalna jest obecnie de facto aborcja na życzenie. Wystarczy przedstawić ku temu formalny powód w postaci zaświadczenia od pro-aborcyjnego psychiatry. 
Gdy w Hiszpanii obowiązywały takie przepisy, jak teraz w Polsce, każdego roku mordowano poprzez aborcję ok. 100 000 dzieci. W naszym kraju liczba szpitalnych aborcji rośnie, a media nieustannie reklamują i nagłaśniają ten proceder. 
Musimy to powstrzymać i ratować nasz kraj przed zagładą.
Dlatego raz jeszcze proszę Pana o pomoc i wsparcie naszych działań.
Serdecznie Pana pozdrawiam,Kinga Małecka-PrybyłoFundacja Pro – Prawo do życia
ul. J. I. Kraszewskiego 27/22, 05-800 Pruszków
stronazycia.pl

Korea i Tajwan biorą odpowiedzialność za zgony po „szczepionkach”. USA – nie…

Korea i Tajwan biorą odpowiedzialność za zgony po „szczepionkach”? Rząd płaci odszkodowania rodzinom ofiar

korea-i-tajwan-biora-odpowiedzialnosc-za-zgony

(fot. U.S. Secretary of Defense, CC BY 2.0 , via Wikimedia Commons)

Jak zwraca uwagę Wayne Rohde, autor książki Sąd szczepionkowy: mroczna prawda o amerykańskim programie odszkodowań za powikłania poszczepienne, Stany Zjednoczone pozostają w tyle za krajami takimi jak Korea Południowa czy Tajwan, które zaoferowały swoim obywatelom bardziej realny system odszkodowań za zgony spowodowane tzw. szczepionkami przeciw Covid-19.

Okazuje się, że Tajwan bardziej odpowiedzialnie niż USA potraktował sprawę zadośćuczynienia za szkody wywołane promowanymi przez rząd preparatami sprzedawanymi w okresie tzw. pandemii koronawirusa. Tamtejsze władze wypłaciły już ofiarom równowartość prawie 5 milionów dolarów amerykańskich, a dotychczas rozpatrzono mniej niż połowę zgłoszeń.

Podobnie sytuacja wygląda w Korei Południowej, gdzie rząd ogłosił niedawno, iż będzie przekazywał „środki kondolencyjne” rodzinom osób, które zmarły w 90 dni po wzięciu udziału w akcji „wyszczepiania” zatwierdzonym w trybie nadzwyczajnym preparatami. W Korei kwota odszkodowania ma wynosić w przeliczeniu 22 500 dolarów na rodzinę.

Tymczasem Stany Zjednoczone pod rządami Joe Bidena, jak podaje Wayne Rohde, zatwierdziły jak dotąd tylko cztery wnioski o wypłatę środków finansowych za szkody spowodowanych tzw. szczepionką przeciwko Covid-19 – na łączną kwotę… 8592,55 dolarów.

Jak udowadnia autor wspomnianej książki, procedury dochodzenia swoich praw przez osoby poszkodowane przez przemysł farmaceutyczny są w Ameryce utrudniane przez urzędników administracji zdrowotnej. W przypadku samych preparatów „przeciwko Covid-19” wpłynęło do tej pory 12 025 roszczeń, z czego jak dotąd 1109 rozpatrzono negatywnie, w przypadku 29 orzeczono, iż kwalifikują się do odszkodowania, natomiast cała reszta oczekuje na procedowanie…

Są to jednak wyłącznie wnioski osób, które żądają od rządu odszkodowań. Natomiast wszystkich raportów na temat powikłań po tzw. szczepionkach wpłynęło już ponad półtora miliona (chodzi o rządowy program VAERS). W tej liczbie znajduje się aż 36 135 zgłoszonych zgonów poszczepiennych.

Źródło: lifesitenews.com FO 

Pijany Ukrainiec – dezerter zdemolował kaplicę na lotnisku w Balicach

Pijany Ukrainiec – dezerter zdemolował kaplicę na lotnisku w Balicach

magnapolonia-pijany-ukrainiec-zdemolował

Na lotnisku w podkrakowskich Balicach doszło do poważnego bluźnierstwa. Sprawca określany jako „młody mężczyzna – obcokrajowiec” sprofanował kaplicę, wywracając krzyż, rozrzucając kwiaty i szarpiąc za tabernakulum z Najświętszym Sakramentem.

Z nieoficjalnych informacji wynika, że chodzi o ukraińskiego dezertera.

Pijany Ukrainiec zdemolował kaplicę na lotnisku w Balicach. 22-latek, który wtargnął pod wpływem upojenia alkoholowego do lotniskowej kaplicy został ujęty przez Służbę Ochrony Lotnika, która przekazała go policjantom z komendy w Zabierzowie. Postawiono mu zarzuty obrazy uczuć religijnych i usiłowania zniszczenia mienia. Jak podała policja, grozi mu do 5 lat więzienia.

Pijany wandal kierujący się najprawdopodobniej pobudkami antykatolickimi, spędził noc w areszcie, a obecnie oczekuje na dalsze postępowanie.

Sprawę skomentowała kom. Justyna Fil, oficer prasowy Komendy Powiatowej Policji w Krakowie. – Na miejsce niezwłocznie został wysłany patrol. Policjanci ustalili, że mężczyzna, którym okazał się 22-letni obcokrajowiec, wtargnął do lotniskowej kaplicy, gdzie przewrócił krzyż, rozrzucił kwiaty, ściągnął obrus z ołtarza i szarpał za tabernakulum – powiedziała.

– Kolejnego dnia, w komisariacie, obcokrajowiec usłyszał dwa zarzuty: obrazy uczuć religijnych, poprzez znieważenie miejsca przeznaczonego do publicznego wykonywania obrzędów religijnych oraz usiłowania zniszczenia mienia. Podejrzany przyznał się do popełnionych czynów, tłumacząc swoje zachowanie upojeniem alkoholowym – dodała.

NASZ KOMENTARZ: Policja znów ośmiesza się, odmawiając ujawnienia narodowości sprawcy. Dobrze, że są jeszcze uczciwi Polacy, którzy ujawniają tego typu fakty.

Abp Viganò: Imigracja jako “inżynieria społeczna globalizmu” promowana przez Bergoglio

Abp Viganò: Imigracja jako “inżynieria społeczna globalizmu” promowana przez Bergoglio

Date: 19 settembre 2023Author: Uczta Baltazara 2 Commenti babylonian-empire-bergoglio

Arcybiskup  Carlo Maria Viganò:

«Inwazja nielegalnych imigrantów jest pożądana przez globalistyczną elitę w dwóch celach: pierwszym jest wymiana etniczna w narodach w celu wymazania ich tożsamości, tradycji i wiary. Drugim jest finansowanie gangów handlarzy niewolnikami oraz organizacji pseudo-pomocowych, które czerpią zyski ze zjawiska migracji (organizacji zarówno świeckich, jak i kościelnych).

Dowodem na instrumentalizację tej inwazji jest fakt, że większość nielegalnych imigrantów wyznaje islam lub hinduizm i pochodzi z regionów, w których nie ma konfliktów.

I odwrotnie, praktycznie nie ma korytarzy humanitarnych, które mogłyby służyć przyjmowaniu uchodźców z krajów, w których toczy się wojna domowa i gdzie prześladowani są chrześcijanie. Gdyby Europa chciała przyjęła chrześcijańskich uchodźców, wzmocniłaby ich obecność i nie spowodowałaby żadnego konfliktu społecznego, podczas gdy chce osiągnąć cel diametralnie przeciwny.

Nie dziwmy się zatem, że Bergoglio angażuje się w socjotechniczne operacje globalizmu w dziedzinie imigracji, po tym jak został promotorem eksperymentalnej surowicy genowej uzyskanej z abortowanych płodów».

=============================

Arcivescovo Carlo Maria Viganò

@CarloMVigano

L’invasione di immigrati clandestini è voluta dall’élite globalista con due scopi: il primo è la sostituzione etnica nelle nazioni al fine di cancellarne l’identità, le tradizioni e la fede. Il secondo è alimentare il raket dei negrieri e delle organizzazioni pseudoassistenziali che lucrano sul fenomeno migratorio (tanto laiche quanto ecclesiastiche). La prova della strumentalità di questa invasione sta nel fatto che la maggioranza dei clandestini è di religione islamica o indù, e che provengono da regioni in cui non ci sono conflitti. Viceversa, non vi è praticamente nessun corridoio umanitario per accogliere i profughi di stati in cui vi è la guerra civile e in cui i Cristiani sono perseguitati. Se infatti l’Europa accogliesse rifugiati Cristiani, rafforzerebbe la loro presenza e non creerebbe alcun conflitto sociale, mentre vuole ottenere lo scopo diametralmente opposto. Non stupiamoci quindi che Bergoglio si presti alle operazioni di ingegneria sociale del globalismo in materia di immigrazione, dopo aver fatto il testimonial per i sieri genici sperimentali ottenuti con feti abortivi.

Przetłumacz wpis

Zdjęcie

Cyt

June Slater @juneslater17

When someone asks you what Hell looks like, and you can’t put it into words! Didn’t Alistair Campbell once quip ..we don’t do God?

Zdjęcie

·

378,6 tys. Wyświetlenia

uj

·

Dekarbonizacja, cyfryzacja, ekorewolucja, aborcja… ONZ: przyspieszenie Agendy 2030. Bezczelni!! A z czego cieszy się DUDA?

Agnieszka Stelmach 19 września 2023 dekarbonizacja-cyfryzacja-ekorewolucja-aborcja-onz

Dekarbonizacja, cyfryzacja, ekorewolucja, aborcja… ONZ deklaruje przyspieszenie Agendy 2030

(Źródło: Polonia Christiana/il. A. Bednarski)

Zgromadzenie Ogólne ONZ podczas szczytu Forum Politycznego Wysokiego Szczebla przyjęło ideologiczną deklarację polityczną. Dotyczy ona przyspieszenia realizacji wszystkich celów zrównoważonego rozwoju, zapisanych w Agendzie 2030, czyli programie przyjętym we wrześniu 2015 roku.

W poniedziałek, podczas pierwszego dnia obrad, sekretarz generalny ONZ António Guterres apelował, by przywódcy państw wywiązali się ze zobowiązań złożonych osiem lat temu, aby „nikogo nie pozostawiać w tyle (samemu sobie)”.

Osiem lat temu państwa członkowskie zebrały się w tej sali, aby przyjąć cele zrównoważonego rozwoju. Na oczach świata – w tym 193 młodych ludzi na balkonie z niebieskimi lampkami nadziei – złożono uroczystą obietnicę (…) zbudowania świata zdrowia, postępu i możliwości dla wszystkich; obietnicę, że nie pozostawią nikogo w tyle. I obiecali, że za to zapłacą – mówił.

Guterres dodał, iż „nie była to obietnica złożona sobie nawzajem między dyplomatami w zaciszu Izby”, ale „obietnica złożona ludziom” zmagającym się z ubóstwem i głodem; dzieciom nie mającym zapewnionej właściwej edukacji, rodzinom uciekającym przed konfliktami w poszukiwaniu lepszego życia itd.

Uderzając w dramatyczne tony Guterres podkreślił, że ludzie tracą nadzieję, ponieważ nie mogą znaleźć pracy, zabezpieczenia, gdy tego potrzebują, zaś całemu społeczeństwu rzekomo zagrażać ma anihilacja z powodu zmieniającego się klimatu.

Cele zrównoważonego rozwoju zapisane w Agendzie 2030 mają natomiast „nieść nadzieję”. Wyrażają bowiem „marzenia, prawa i oczekiwania ludzi na całym świecie”.

Zapewniają też najpewniejszą drogę do wywiązania się z naszych zobowiązań wynikających z Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka (…). Jednak, obecnie tylko 15 procent celów jest na dobrej drodze do realizacji, a wiele z nich zmierza w odwrotnym kierunku – ocenił sekretarz generalny ONZ apelując, by podjąć natychmiastowe działania dla uratowania świata.

Jestem głęboko podbudowany szczegółowym i szeroko zakrojonym projektem deklaracji politycznej – projektem, który dzisiaj tu omawiamy – a zwłaszcza zawartym tam zobowiązaniem na rzecz poprawy dostępu krajów rozwijających się do paliwa niezbędnego by osiągnąć postępy w zakresie celów zrównoważonego rozwoju – to jest finansów – tłumaczył.

Guterres odniósł się do Pakietu Stymulacyjnego, który przewiduje wyasygnowanie przez państwa dodatkowo co najmniej 500 mld dolarów każdego roku na realizację celów Agendy 2030. Mowa jest również o redukcji zobowiązań finansowych niektórych państw, zawieszeniu spłaty zadłużenia, dłuższych warunkach kredytowania (pożyczki nawet na 30, 50 lat) i niższych stopach procentowych dla krajów uboższych pod warunkiem, że przeznaczą środki na eko-transformację i cyfryzację. Są to także elementy programu reform międzynarodowej architektury finansowej przedstawionej przez szefa ONZ w programie Our Common Agenda, zmierzającym do wzmocnienia systemu globalnego zarządzania.

Program Guterresa obejmuje dokapitalizowanie i zmianę modelu biznesowego wielostronnych banków rozwoju w taki sposób, aby wspierały one eko-transformację i cyfryzację, reformę MFW, WTO i wielu innych organów ONZ.

Guterres wspomniał, że istnieje konieczność zreformowania międzynarodowej architektury finansowej, którą uważa za „przestarzałą, dysfunkcyjną i niesprawiedliwą”. Nie odzwierciedla ona obecnego układu sił na świecie, wielobiegunowości i wciąż sprzyja głównie Stanom Zjednoczonym.

Od reformy architektury finansowej sekretarz uzależnia postęp w realizacji celów zrównoważonego rozwoju. Wezwał do „nowego momentu”, jak w Bretton Woods, i opracowania praktycznych rozwiązań na Szczyt Przyszłości, który zaplanowano na wrzesień 2024 r.

Jednak już teraz państwa mogą podjąć działania ułatwiające realizację celów Agendy 2030. Za pilne Guterres uznał inicjatywy w celu przezwyciężenia głodu. Miałyby one polegać na przekształceniu obecnych systemów żywnościowych z pomocą finansów, nauki, danych, innowacji oraz wsparcia w zakresie polityki i zarządzania, by ludzie mieli dostęp do zdrowej i pożywnej diety (np. robaczanej).

Drugim priorytetem jest dekarbonizacja, czyli pozbywanie się paliw kopalnych i znacznie szybsze przejście na energię odnawialną niż to przewiduje porozumienie paryskie w sprawie klimatu. Wcześniej Guterres tłumaczył, że kraje rozwinięte – a Polska do nich należy zgodnie z nomenklaturą OECD – winny zdekarbonizować się najpóźniej do 2040 roku, zaś państwa rozwijające – do połowy wieku.

Guterres zaproponował nowe porozumienie energetyczne, w którym „rządy, przedsiębiorstwa i organizacje globalne połączą siły, aby inwestować w dekarbonizację systemów energetycznych oraz zapewnić sprawiedliwe i godziwe przejście od paliw kopalnych do energii odnawialnej”.

Trzeci priorytet to inwestycje w cyfryzację, obecnie dla ONZ niewystarczające. – Aby zlikwidować podział, uruchomiliśmy inicjatywę mającą na celu pobudzenie transformacji cyfrowej w 100 krajach, wspierając większe możliwości technologiczne, lepsze zarządzanie i innowacyjne finansowanie – mówił podczas Szczytu SDG szef ONZ. I znowu nawiązał do propozycji reform związanych z opracowaniem porozumienia w sprawie cyfryzacji – Global Digital Compact.

Czwarty priorytet dotyczy edukacji transformacyjnej, by budować „prawdziwe uczące się społeczeństwa oparte na wysokiej jakości edukacji – w tym uczeniu się przez całe życie od najmłodszych lat do dorosłości – likwidowaniu przepaści cyfrowej i wspieraniu nauczycieli na każdym kroku”.

Piąty priorytet dotyczy zapewnienia zatrudnienia i ochrony socjalnej. Uruchomiono Globalny Akcelerator na rzecz Zatrudnienia i Ochrony Socjalnej na rzecz Sprawiedliwej Transformacji. Instrument ten ma pomóc stworzyć 400 milionów nowych miejsc pracy w gospodarce ekologicznej, opiekuńczej i cyfrowej oraz rozszerzyć ochronę socjalną na ponad cztery miliardy ludzi. Guterres domaga się masowego zwiększenia inwestycji w ochronę socjalną.

Szósty priorytet to stawianie na ekocentryczne przemiany i „zakończenie wojny z naturą”. – Musimy zakończyć potrójny kryzys planetarny, jakim są zmiany klimatyczne, zanieczyszczenie i utrata różnorodności biologicznej – wskazał Guterres. Kwestia ta jest dla ONZ szczególnie ważna, ponieważ pod pretekstem konieczności ochrony – na razie – ponad 30 procent obszarów globu (30 proc. obszarów morskich i tyle samo lądowych) zagrożonych ekosystemów będzie wyłączać się jurysdykcję państw nad wybranymi, cennymi pod względem zasobów terenami. Uderzy to w prawo własności obywateli, nie mówiąc o generowaniu kolejnych konfliktów społecznych i próbie zmiany postaw ludzi, w tym przekonań religijnych. Zmieni się cały system etyczny, by honorować prawa „Matki Ziemi”.

Guterres zapowiedział, że tworzony jest sojusz państw, „krajów-mistrzów, aby zbadać, jak zreformować politykę gospodarczą i umieścić przyrodę oraz różnorodność biologiczną w centrum wszystkich procesów decyzyjnych”.

Ostatecznie, „najważniejszym elementem wszystkich tych zmian jest konieczność zapewnienia pełnej równości genderowej” (płci kulturowej).

Szef ONZ wskazał, że „nadszedł czas, aby położyć kres dyskryminacji, zapewnić miejsce przy każdym stole kobietom i dziewczętom oraz położyć kres pladze przemocy ze względu na gender”.

Guterres odwołał się do aktywności młodych ludzi, którzy przybyli do Nowego Jorku na marsze i protesty połączone z żądaniami pilnych działań.

Sekretarz apelował o podjęcie natychmiastowych akcji, by dotrzymać obietnicy złożonej miliardom ludzi w związku z przyjętą osiem lat temu Agendą 2030.

Deklaracja polityczna

Deklaracja polityczna, jaką przyjęli pierwszego dnia Szczytu SDG przywódcy państw, jest mocno zideologizowana, kładąc nacisk na „wzmacnianie pozycji kobiet i dziewcząt”. Tę kwestię odnoszącą się do powszechnego dostępu do aborcji, sterylizacji czy tzw. operacji zmiany płci wyeksponowano w kilku punktach. Autorzy zaznaczyli, że bez tego nie jest możliwe osiągnięcie celów Agendy 2030. „Równouprawnienie płci i wzmocnienie pozycji wszystkich kobiet i dziewcząt będzie miało kluczowe znaczenie dla postępu w realizacji wszystkich celów i zadań. Osiągnięcie pełnego potencjału ludzkiego i zrównoważony rozwój nie są możliwe, jeśli połowie ludzkości nadal odmawia się pełni praw człowieka i możliwości. Zapewnimy pełne i równe korzystanie ze wszystkich praw człowieka i podstawowych wolności wszystkim kobietom i dziewczętom przez całe życie, bez dyskryminacji. Postanawiamy również wyeliminować wszelkie formy przemocy wobec kobiet i dziewcząt” – czytamy.

W dokumencie, który później posłuży (w międzynarodowym prawie zwyczajowym, mającym dużo większe znaczenie niż zwyczaj w prawie krajowym) do przyjęcia konkretnych uregulowań o daleko idących konsekwencjach dla miliardów ludzi – potwierdza się zaangażowanie przywódców państw i rządów „w skuteczne wdrażanie Agendy 2030 i jej celów zrównoważonego rozwoju oraz przestrzeganie wszystkich zasad w niej zawartych”.

Podkreśla się, że Agenda 2030 pozostaje nadrzędnym planem działania w celu osiągniecia zrównoważonego rozwoju i przezwyciężenia wszelkich obecnych kryzysów. „To plan działania dla ludzi, planety, dobrobytu, pokoju i partnerstwa, nie pozostawiania nikogo w tyle”.

Podkreśla się niepodzielność celów, ich powiązanie i zintegrowanie. Wskazuje na potrzebę podwojenia wysiłków, by nastąpił przełom konieczny do osiągnięcia celów Agendy do 2030 r. Przywódcy zobowiązali się do „śmiałych, ambitnych, przyspieszonych i transformacyjnych działań”, do solidarnej współpracy na wszystkich poziomach, by promować systemową zmianę w celu zbudowania zrównoważonego świata dla ludzi i planety, dla teraźniejszych i przyszłych pokoleń.

Autorzy dokumentu obiecali wzmocnioną międzynarodową współpracę na rzecz najuboższych i najbardziej narażonych krajów, aby pomóc im wyjść z kryzysu po „pandemii” i wzmocnić gotowość na wypadek kolejnych podobnych zdarzeń.

W deklaracji zawarte jest zobowiązanie do wzmożenia wysiłków w celu zwalczania rasizmu, wszelkich form dyskryminacji, ksenofobii, nietolerancji, stygmatyzacji, „mowy nienawiści” na wszystkich poziomach.

Akcentuje się zobowiązanie do budowy świata, w którym ludzkość żyje w harmonii z naturą i ogranicza produkcję, konsumpcję, zużycie zasobów naturalnych, by chronić bioróżnorodność.

Potwierdza się potrzebę budowy pokojowych, sprawiedliwych i inkluzywnych społeczeństw praworządnych z silnymi instytucjami na wszystkich szczeblach władzy.

Deklaracja potwierdza rolę dzieci i młodzieży jako „krytycznych agentów zmian” dla realizacji Agendy 2030 i uznaje kluczową w tym przedsięwzięciu rolę parlamentów narodowych.

Dokument wzywa do wzmocnienia globalnych, regionalnych, krajowych i lokalnych partnerstw na rzecz zrównoważonego rozwoju, angażowania w realizację jego celów wszelkich grup, a także do zmiany kursu i przyspieszenia postępu w kierunku wykonania tej agendy.

Deklaracja alarmuje, iż nasz świat zmierza w kierunku upadku z powodu licznych powiązanych ze sobą kryzysów. Za szczególnie groźne uznano: zmiany klimatu, groźbę utraty różnorodności biologicznej, pustynnienie i zanieczyszczenie planety. Nieuregulowane przepływy migracyjne, kryzys wysokich kosztów życia, żywnościowy oraz naturalne katastrofy sprawiają, że rosną potrzeby humanitarne. Jednocześnie te kaskadowe globalne przesilenia zaostrzyły liczne nierówności na świecie. Uznaje się pozytywną rolę i wkład migrantów we wzrost sprzyjający włączeniu społecznemu oraz zrównoważony rozwój.

Jednocześnie autorzy wskazują na konieczność pilnego podjęcia działań w celu realizacji Agendy 2030 i Programu działania z Addis Abeby (ramy finansowania zrównoważonego rozwoju), a także dla współpracy rozwojowej, inwestycji SDG, reformy międzynarodowej architektury finansowej, zacieśnienia współpracy i wdrażania polityki makroekonomicznej dla przyspieszenia osiągania celów zrównoważonego rozwoju, ze szczególnym wsparciem krajów rozwijających się.

Uznaje się także działania podejmowane przez Sekretarza Generalnego na rzecz wdrożenia pakietu stymulacyjnego dotyczącego rozwiązania problemu zadłużenia i zapewnienia przystępności długoterminowego finansowania rozwoju oraz rozszerzenia finansowania awaryjnego na kraje w potrzebie.

W deklaracji wyraża się niezadowolenie z dotychczasowego poziomu finansowania celów SDG i wskazuje na potrzebę jego zwiększenia.

Uznaje się, że pandemia COVID-19 przyniosła wartościową lekcję w zakresie zdrowia, nauki, technologii i innowacji oraz transformacji cyfrowej na rzecz zrównoważonego rozwoju.

Co istotne, uznany został cel większej „lokalizacji SDG”, odnoszącej się do zaangażowania samorządów, sojuszy miast, różnych środowisk (świata akademickiego, biznesu itp.) oraz organizacji pozarządowych we wdrażanie celów Agendy 2030 na poziomie lokalnym, regionalnym.

Dokument wyraża także poparcie dla programu reform systemu globalnego zarządzania zaproponowanego przez sekretarza generalnego ONZ. Uznaje się, że dobrowolne przeglądy krajowe (Voluntary National Review) dotyczące realizacji celów Agendy 2030 pełnią dobrą rolę, pomagając zintegrować cele Agendy 2030 z krajową polityką.

Wzywa się państwa do zobowiązania podejmowania ciągłych, fundamentalnych, transformacyjnych i pilnych działań na wszystkich poziomach w celu przyspieszenia postępów w realizacji Agendy 2030. Państwa winny przyjąć kompleksowe i ukierunkowane działania w celu wyeliminowania ubóstwa we wszystkich jego formach, w tym skrajnej biedy do 2030 r. Mają w szczególności ukierunkować swoją politykę na grupy marginalizowane i najsłabsze, zwłaszcza dzieci, młodzież, kobiety i dziewczęta, osoby niepełnosprawne, żyjące z HIV/AIDS, osoby starsze, ludność rdzenną, mniejszości etniczne i rasowe, uchodźców, przesiedleńców, migrantów.

Państwa zobowiązały się do prowadzenia polityki równościowej i zwalczania korzeni nierówności. W 2025 r. odbędzie się szczyt ONZ poświęcony sprawom socjalnym. Miałby nadać kolejny impuls dla realizacji Agendy 2030.

Jednak już teraz kraje miałyby się zobowiązać do ukierunkowanych i przyspieszonych działań w celu usunięcia wszelkich barier prawnych, społecznych i ekonomicznych uniemożliwiających osiągnięcie równości płci, „wzmocnienie pozycji wszystkich kobiet i dziewcząt” oraz korzystania z ich „praw człowieka”. Dlatego kraje zobowiązały się do eliminowania, zapobiegania i reagowania na wszelkie formy przemocy wobec kobiet i dziewcząt w miejscach publicznych i przestrzeniach prywatnych, także w kontekście cyfrowym, zwalczania przemocy ze względu na „płeć kulturową” (gender).

Państwa mają zwiększyć nakłady finansowe na inkluzywną i sprawiedliwą edukację wysokiej jakości, edukację dla zrównoważonego rozwoju, równość płciową, opiekę zdrowotną, aby wszyscy mogli osiągnąć pełen potencjał i dobre samopoczucie fizyczne, psychiczne i emocjonalne.

Należy inwestować w cyfryzację. Wyrażono poparcie dla opracowania umowy Global Digital Compact, by przybliżyć osiągnięcie celów zrównoważonego rozwoju, a także dla przyspieszenia przejścia na zrównoważone i odporne systemy żywnościowe, nowe diety i praktyki konsumpcyjne.

Państwa mają utrzymać otwarte kanały handlowe i rynki dla przepływu żywności, nawozów, zająć się globalną transformacją systemów wodnych, zapewniając zrównoważone zarządzanie wodą i urządzeniami sanitarnymi, zapewnieniem wszystkim dobrego zdrowia i samopoczucia, powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego, niedrogiej, niezawodnej, zrównoważonej i nowoczesnej energii.

Kraje będą pilnie pracować za pośrednictwem UNFCCC i COP, w tym nadchodzących COP, aby przyspieszyć wdrażanie porozumienia paryskiego w sprawie klimatu.

W deklaracji przynagla się państwa do wpłacenia obiecanych 100 miliardów dolarów w trybie pilnym na Fundusz Klimatyczny. Dokument wzywa do podjęcia pilnych działań mających na celu zatrzymanie i odwrócenie utraty różnorodności biologicznej oraz zapewnienie sprawiedliwego podziału korzyści z wykorzystania zasobów genetycznych. Mówi o szybkim wdrożeniu umowy Ram Różnorodności Biologicznej z Kunming-Montreal, w tym ustanowieniu Globalnego Funduszu Różnorodności Biologicznej i stopniowym likwidowaniu luki w finansowaniu różnorodności biologicznej o wartości 700 mld USD rocznie.

Państwa mają zwiększyć nakłady na systemy danych, aby można było skutecznie monitorować postęp w zakresie realizacji celów Agendy 2030 i rozliczać z tego rządy. Dane powinny uwzględniać podział ze względu na dochody, płeć, wiek, rasę, pochodzenie etniczne, status migracyjny, niepełnosprawność, położenie geograficzne i inne cechy charakterystyczne, istotne w kontekście krajowym w celu lepszego monitorowania i kształtowania polityki. Jednocześnie informacje te powinny być dostępne i pochodzić z różnych źródeł.

Państwa mają nadal integrować cele zrównoważonego rozwoju z krajowymi ramami politycznymi i rozwijać krajowe plany działań transformacyjnych, przyspieszających realizację celów Agendy 2030, jednocześnie zwiększając nakłady finansowe i pomoc dla państw rozwijających się. Trzeba pilnie zająć się kryzysem zadłużenia i ułatwieniem dostępu dla państw rozwijających się do kredytów i finansowania długoterminowego, reformą banków rozwoju, Światowej Organizacji Handlu (WTO), by dostosować ją do nowej sytuacji międzynarodowej (wielobiegunowość) i realizacji celów Agendy 2030. W 2025 roku odbędzie się kolejna międzynarodowa konferencja w sprawie finansowania rozwoju.

Państwa potwierdziły zobowiązanie do multilateralizmu, współdziałania, przestrzegania praworządności, integralności terytorialnej innych państw itd. Jednocześnie oczekując na Szczyt Przyszłości w 2024 r., który ma być kolejną okazją do przyspieszania wdrażania celów Agendy 2030, już teraz mają podjąć konkretne działania, o których mówił szef ONZ.

Agnieszka Stelmach

========================

Robert Brzoza:

==========================

Zełenski atakuje Polskę na forum ONZ !!

Koniec przyjaźni. Zełenski atakuje Polskę na forum ONZ. „Pomagają przygotować scenę dla moskiewskiego aktora”

20.09.2023
Wiedziałem, że ta Wielka Przyjaźń z Ukrainą skończy się jakąś komedią, ale nie sądziłem, że to będzie aż taka farsa
.. [Warzecha]

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zelenski przemawiający na forum ONZ. Foto: pprint screen yt
Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zelenski przemawiający na forum ONZ. Foto: pprint screen yt

Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski przemawiał podczas debaty generalnej Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Kijowski polityk ostro wypowiedział się na temat embarga na ukraińskie zboże, które podtrzymuje m.in. Polska. Tak się kończy nadskakiwanie rządu PiS Ukraińcom.

Zełenski podczas przemówienia na forum ONZ mówił o embargu na ukraińskie zboże, które niektóre europejskie państwa utrzymały po tym, jak UE zniosła je 15 września.

Słowa ukraińskiego prezydenta można odebrać jako oskarżenie wobec państw, które utrzymały zakaz. Kijowski polityk zarzuca tym krajom, w tym Polsce, że działają na korzyść Federacji Rosyjskiej.

– Nasze porty na Dunaju w dalszym ciągu są celem jej rakiet i dronów. Rosja próbuje wykorzystać braki żywności na rynku światowym jako broń w zamian za uznanie części – jeśli nie wszystkich – zdobytych terytoriów. Rosja używa cen żywności jako broni – mówił Zełenski.

Prezydent przypomniał, że Ukraina uruchomiła tymczasowy korytarz eksportowy na Morzu Czarnym.

– Pracujemy nad ochroną szlaków lądowych. Niepokojące jest to, jak w tej chwili niektórzy w Europie podważają solidarność i organizują teatr polityczny, robiąc thriller ze zboża. Może się wydawać, że odgrywają swoją własną rolę, ale zamiast tego pomagają przygotować scenę dla moskiewskiego aktora – powiedział Zełenski.

„Oddaliśmy czołgi, udostępniliśmy lotniska, wysyłaliśmy wszystkie typy uzbrojenia, przyjęliśmy miliony uchodźców, zapewniliśmy im pomoc socjalną. Byliśmy z Ukrainą od pierwszego dnia wojny. I dzisiaj prezydent Zelenski- za obronę polskich rolników – nazywa nas pośrednio sojusznikami Rosji. To się po prostu w głowie nie mieści” – skomentował dziennikarz Wprost – Marcin Makowski.

[komentarze – w oryginale MD]

„Uuu, panie kochany, to wszystkie te Dudy, Morawieckie i inne Żaryny na koniec okazują się onucami wykrytymi przez samego Zełenskiego.
Wiedziałem, że ta Wielka Przyjaźń z Ukrainą skończy się jakąś komedią, ale nie sądziłem, że to będzie aż taka farsa” – napisał Łukasz Warzecha.

„Oddaliśmy Ukrainie czołgi, broń i amunicję. Przyjęliśmy miliony uchodźców. Wydaliśmy na to wszystko olbrzymie pieniądze. Wszystko po to, żeby Zełeński uznał teraz, że działamy w interesie Putina. To jest bankructwo polityki międzynarodowej PiS i prezydenta Andrzeja Dudy” – skomentował słowa prezydenta Ukrainy współprzewodniczący Konfederacji Sławomir Mentzen.

Inni komentatorzy wskazywali jeszcze na to, że Zełenski wyszedł przed przemówieniem prezydenta Andrzeja Dudy

Embargo na ukraińskie zboże

Zakaz importu z Ukrainy pszenicy, kukurydzy, rzepaku i słonecznika do Bułgarii, Węgier, Polski, Rumunii i Słowacji został wprowadzony przez Komisję Europejską na początku maja 2023 roku w wyniku porozumienia z tymi krajami w sprawie ukraińskich produktów rolno-spożywczych. Początkowo ograniczenia obowiązywały do 5 czerwca, a następnie zostały przedłużone do połowy września.

Embargo zniesiono 15 września na podstawie postanowienia KE. Premier Mateusz Morawiecki zapowiedział, że Polska przedłuży zakaz wwozu ukraińskiego zboża, mimo braku zgody Unii Europejskiej. Następnie w Dzienniku Ustaw ukazało się rozporządzenie ws. bezterminowego zakazu przywozu do Polski ukraińskich produktów rolnych.

Decyzje o jednostronnym przedłużeniu ograniczeń importowych podjęły również rządy Węgier i Słowacji.

ŹRÓDŁO Unian, PAP, NCzas

=======================

Poza ścisłym gronem partyjnym niewiele osób chce równie dyplomatycznie interpretować skandaliczne słowa Wołodymyra Zełenskiego.

Co do ich autoramentu nie ma wątpliwości red. Łukasz Warzecha. Uuu, panie kochany, to wszystkie te Dudy, Morawieckie i inne Żaryny na koniec okazują się onucami wykrytymi przez samego Zełenskiego.
Wiedziałem, że ta Wielka Przyjaźń z Ukrainą skończy się jakąś komedią, ale nie sądziłem, że to będzie aż taka farsa
 – pisze publicysta na X.