Ze Światłem po łódzkich drogach – Ekumeniczna Droga Światła przeszła przez Łódź!

Ze Światłem po łódzkich drogach – Ekumeniczna Droga Światła przeszła przez Łódź!

Autor: ks. Paweł Kłys 11 maja 2024 Archidiecezja.lodz.pl/ze-swiatlem-po-lodzkich-drogach-ekumeniczna-droga-swiatla-przeszla-przez-lodz

Wyświetleń: 1578

Ze Światłem po łódzkich drogach – Ekumeniczna Droga Światła przeszła przez Łódź!

Jest już tradycją, że w okresie wielkanocnym na ulicach Łodzi odbywa się Ekumeniczna Droga Światła. W tym paschalnym nabożeństwie biorą udział duchowni i wierni Kościoła Rzymskokatolickiego oraz Kościołów zrzeszonych w łódzkim oddziale Polskiej Rady Ekumenicznej.

Ta wyjątkowa procesja z Biblią i Paschałem – symbolem Chrystusa Zmartwychwstałego – przeszła dziś wieczorem z Kościoła Ewangelicko – Reformowanego przy ul. Radwańskiej 37 do Kościoła Ewangelicko – Augsburskiego św. Mateusza przy ul Piotrkowskiej 279/283 w Łodzi.

https://youtube.com/watch?v=bLj-rbo7cD0%3Fautoplay%3D0%26origin%3Dhttps%3A

Jak podkreśla metropolita łódzki – Droga Światła jest medytacją nad spotkaniami Jezusa Chrystusa Zmartwychwstałego z Jego uczniami. Jeśli podejmujemy te medytacje to nie po to, żeby wspominać co się kiedyś wydarzyło, kiedy Jezus wyszedł z grobu, ale żeby odkrywać,  żeby doświadczyć tego samego w swoim własnym życiu tu i teraz. Tak jak Jezus spotyka Piotra, Marię Magdalenę, Tomasza, wszystkich jedenastu, czy jak gromadzi uczniów w Wieczerniku, by zesłać na nich Ducha Świętego tak samo może to czynić z nami jeśli tylko mamy ochotę wyjść naprzeciw i otwierać się na tę rzeczywistość. – tłumaczy metropolita łódzki.

W czasie drogi, uczestnicy zatrzymali się 14 razy i po wysłuchaniu fragmentów biblii opowiadających o Chrystusie Zmartwychwstałym, komentarz do perykop ewangelicznych wygłosili duchowni różnych wyznań chrześcijańskich oraz Kościoła Katolickiego.

  • Stacja I – Jezus powstaje z martwych – bp Marek Izdebski – Kościół Ewangelicko-Reformowany
  • Stacja II – Apostołowie przybywają do pustego grobu – ks. Jacek Zdrojewski – Kościół Polskokatolicki
  • Stacja III – Zmartwychwstały Pan objawia się Marii Magdalenie – ks. Stanisław Bankiewicz – Starokatolicki Kościół Mariawitów
  • Stacja IV – Zmartwychwstały Pan ukazuje się uczniom na drodze do Emaus – ks. Fryderyk Domaradzki – Społeczności Ewangelicznej Kościoła Chrystusowego w Polsce
  • Stacja V – Zmartwychwstały Pan objawia się uczniom przy łamaniu chleba – ks. Monika Borkowska – Kościół Ewangelicko-Reformowany
  • Stacja VI – Zmartwychwstały Pan ukazuje się apostołom – ks. Bogdan Wawrzeczko – Kościół Ewangelicko-Augsburski
  • Stacja VII – Zmartwychwstały Pan przekazuje uczniom władzę odpuszczania grzechów – kard. Grzegorz Ryś – Kościół Rzymskokatolicki
  • Stacja VIII – Zmartwychwstały Pan umacnia wiarę Tomasza – ks. Leszek Wakuła – Kościół Chrześcijan Baptystów
  • Stacja IX – Zmartwychwstały Pan spotyka uczniów nad Jeziorem Galilejskim – s. Leonarda Kuniszewska – Kościół Rzymskokatolicki
  • Stacja X – Zmartwychwstały Pan przekazuje władzę pasterską Piotrowi – Wspólnota Chemn Neuf – Kościół Rzymskokatolicki
  • Stacja XI – Zmartwychwstały Pan daje uczniom nakaz misyjny – ks. Krzysztof Kłusek – Kościół Ewangelicko – Metodystyczny
  • Stacja XII – Zmartwychwstały Pan wstępuje do Ojca – bp Jan Cieślar – Kościół Ewangelicko-Augsburski
  • Stacja XIII – Uczniowie z Maryją oczekują w wieczerniku na Zesłanie Ducha Świętego – bp Marek Marczak – Kościół Rzymskokatolicki
  • Stacja XIV – Zmartwychwstały Pan posyła uczniom obiecanego Ducha – ks. Michał Makula- Kościół Ewangelicko-Augsburski

– Droga światła jest zbudowana w całości na Nowym Testamencie – wszystkie wydarzenia, które omawia są albo Ewangeliczne, albo są zapisane w Dziejach Apostolskich. To sprawia, że w sposób łatwy staje się ona modlitwą ekumeniczną. Wiadomo, że są Kościoły Chrześcijańskie, które są skoncentrowane wyłącznie na Piśmie Świętym mają pewien kłopot, z wydarzeniami które są bardziej zakodowane w tradycji chrześcijańskiej niż w Biblii, dlatego też Droga Światła nie niesie ze sobą takich prawd, gdyż wszystkie stacje są głęboko biblijne. To dla nas wielka radość, że w naszej Łodzi już od 7 lat przeżywamy Drogę Światła w sposób ekumeniczny! – zauważa kardynał Ryś.

https://youtube.com/watch?v=Tc6uAVzx6-A%3Fautoplay%3D0%26origin%3Dhttps%3A

Droga Światła to jedna z wielu ekumenicznych inicjatyw, jakie odbywają się w centrum Polski. Należy wspomnieć tutaj: tydzień ekumeniczny, który w regionie łódzkim trwa niespełna miesiąc, Ekumeniczną Szkołę Biblijną – która w tym roku ma swoją IV edycję (zajęcia odbywają się raz w miesiącu od października do czerwca), Ekumeniczną Drogę Krzyżową, Ekumeniczną Pielgrzymkę do Ziemi Świętej (2018), Ekumeniczne rekolekcje dla małżeństw i rodzin mieszanych wyznaniowo (2021), coroczne zapalenie świec Wigilijnego Dzieła Pomocy Dzieciom – Diakonii – Eleos, czy Jubileuszową Pielgrzymkę do Rzymu, w której brali udział duchowni bratnich Kościołów Chrześcijańskich.

___________________________________________________

zobacz także:

Frajer pilnie poszukiwany

Frajer pilnie poszukiwany

michalkiewicz

Stanisław Michalkiewicz  tygodnik „Najwyższy Czas!”    14 maja 2024

Izba Reprezentantów Kongresu przyznała Ukrainie 61 mld dolarów na kontynuowanie wojny, której celem – jak to ujawnił w swoim czasie sekretarz obrony USA Lloyd Austnin – jest „osłabienie Rosji”. Do tej pory, to znaczy od lutego 2022 roku, kiedy to – po wysłuchaniu zachęty amerykańskiego prezydenta Józia Bidena – ukraiński prezydent Włodzimierz Zełeński podjął decyzję o odrzuceniu porozumień mińskich, co stało się pretekstem do rosyjskiego uderzenia na Ukrainę, Stany Zjednoczone przekazały Ukrainie pomoc wartości co najmniej 45 mld dolarów. Oznacza to, że każdego dnia Stany Zjednoczone wydawały w tym okresie na wojnę na Ukrainie około 57 mln dolarów. To oczywiście sporo – ale w porównaniu do 300 mln dolarów dziennie, jakie Stany Zjednoczone wydawały na operację pokojową i misję stabilizacyjną w Iraku i Afganistanie, w których uczestniczyli amerykańscy żołnierze, używający amerykańskiej broni, amerykańskiego sprzętu i amerykańskiej amunicji, za którą przecież żadne inne państwo Stanom Zjednoczonym nie płaciło, wojna na Ukrainie wygląda na niemal sześciokrotnie tańszą, nawet jeśli nie uwzględnić zysków rządu USA z tytułu podatków płaconych przez amerykański przemysł zbrojeniowy, który broń, sprzęt i amunicję dla Ukrainy musi przecież wyprodukować, a od uzyskanych w ten sposób dochodów musi przecież zapłacić rządowi podatki.

Do tego dochodzą korzyści polityczne, wynikające stąd, że amerykańscy żołnierze nie walczą, ani nie giną, ani nie odnoszą na Ukrainie ran, co też przekłada się na dodatkowe oszczędności, które w tym rachunku nie są uwzględnione, bo trudno je oszacować – ale niewątpliwie istnieją.

W sumie z punktu widzenia amerykańskiego prowadzenie wojny z Rosją za pośrednictwem jakiegoś innego państwa, które w dodatku ponosi straty w ludziach, sprzęcie i w postaci dewastacji terytorium państwowego, jakie stały się udziałem Ukrainy, jest wyjątkowo korzystne, zwłaszcza w porównaniu z kosztami ewentualnego zaangażowania bezpośredniego. Pomijam przy tym kwestię skuteczności tamtych operacji, które ani w Iraku nie przyniosły zapowiadanych rezultatów, ani zwłaszcza – w Afganistanie – gdzie amerykańskie zaangażowanie zakończyło się fiaskiem, również w postaci pozostawienia całego użytego tam amerykańskiego uzbrojenia i wyposażenia znienawidzonym talibom, którzy teraz są panami sytuacji nie tylko w samym Afganistanie, ale także stanowią liczącą się siłę w regionie. Inna sprawa, że jeśli chodzi o Irak, to cele deklarowane w operacji „Iracka Wolność” nie pokrywały się, jak się wydaje, z celami rzeczywistymi.

Wśród rzeczywistych celów tamtej operacji, podobnie jak tak zwanych „jaśminowych rewolucji” w państwach Afryki Północnej, chodziło raczej o wyeliminowanie potencjalnego zagrożenia z ich strony dla bezcennego Izraela, któremu każdorazowy prezydent USA, bez względu na to, jaka partia wysuwa go do władzy, na samym początku urzędowania składa coś w rodzaju hołdu lennego, w postaci deklaracji, że obrona Izraela pozostaje dla USA priorytetowym celem polityki i to bez względu na to, co bezcenny Izrael będzie robił. Znakomitą ilustracją tej sytuacji było przemówienie izraelskiego premiera Beniamina Netanjahu w Kongresie USA zaraz po rozciągnięciu przez Izrael swojej suwerenności nad obszarem Jerozolimy. Chociaż było to sprzeczne z amerykańską polityką, która wtedy popierała międzynarodowy status Jerozolimy, premier Netanjahu z naciskiem podkreśli w swoim przemówieniu, że „Jerozolima nie będzie już podzielona nigdy. Nigdy!Kiedy po raz drugi z naciskiem powtórzył słowo „nigdy” – część kongresmanów wstała i zaczęła izraelskiego premiera owacyjnie oklaskiwać. Inni początkowo siedzieli na swoich miejscach, ale widząc tę owację, też zaczęli z ociąganiem wstawać, aż wreszcie owacja objęła całą Izbę. Niechby który ośmielił się nie wstać! W tej sytuacji trudno tak całkiem zlekceważyć opinię Patryka Buchanana, który pół żartem, ale zarazem pół serio, określił Waszyngton, jako „terytorium okupowane przez Izrael”.

Wracając na Ukrainę, to jej przykład pokazuje, iż zresetowanie swojego poprzedniego resetu w stosunkach amerykańsko-rosyjskich przez prezydenta Obamę w roku 2013, kiedy to USA wyłożyły 5 mld dolarów na zorganizowanie na Ukrainie drugiego „majdanu”, którego nieukrywanym już celem było wyłuskanie tego państwa z rosyjskiej strefy wpływów, jaka została ustanowiona na szczycie N ATO w Lizbonie 20 listopada 2010 roku, razem z ustanowieniem strategicznego partnerstwa NATO-Rosja, które było najważniejszym punktem politycznego „porządku lizbońskiego”, jaki po 25 latach od rozpoczęcia prac nad jego ustanowieniem miał zastąpić nieaktualny już porządek jałtański, było tylko początkiem nowej amerykańskiej polityki prowadzenia wojen per procura. Ta polityka, bardzo podobna do postępowania Wielkiej Brytanii w okresie świetności Imperium Brytyjskiego, polegała na zachęcaniu państw słabszych i głupszych, by zaufały rozmaitym enigmatycznym gwarancjom i przyjmowały na siebie pierwsze uderzenia nieprzyjaciół Wielkiej Brytanii, która potem miała tym większe możliwości nie tylko frymarczenia ich interesami, a nawet nimi samymi – jak to miało miejsce w przypadku Polski, sprzedanej Stalinowi w 1945 roku w Jałcie.

Nic tedy dziwnego, że Wielka Brytania, która po kryzysie sueskim w 1956 roku, zaprzęgła się na dobre do amerykańskiego rydwanu wojennego, obecnie znowu kusi Polskę swoimi obietnicami. Kiedy tylko Izba Reprezentantów Kongresu USA przyznała Ukrainie wspomniane 61 mld dolarów, zaraz brytyjski premier nie tylko zadeklarował pomoc dla Ukrainy w wysokości 500 mln funtów, ale w dodatku wygłosił deklarację, która u każdego normalnego Polaka powinna wzbudzić podejrzenia – że mianowicie jesteśmy sojusznikami „na zawsze”. A po co Wielkiej Brytanii potrzebni są tacy sojusznicy? A po to, by w razie potrzeby można ich było komuś korzystnie sprzedać. W tym celu przyśle nam nie tylko myśliwce „Tajfun”, które będą „strzegły polskiego nieba”, ale i 16 tysięcy żołnierzy. Żołnierze ci – podobnie jak członkowie kontyngentu amerykańskiego w Polsce – nie będą słuchali rozkazów rządu polskiego, tylko własnego rządu, który – co wydaje się oczywiste – bardziej będzie miał na oku własne interesy państwowe, a nie interesy państwowe polskie.

No dobrze – ale skąd taka nagła czułość Wielkiej Brytanii wobec naszego nieszczęśliwego kraju, skąd taka troska, by z jasnego nieba nie spadła nam na głowę żadna cegła? Myślę, że przyczyna tkwi w tym, iż po niemal 800 dniach wojny na Ukrainie, tamtejsze mięsko armatnie zaczyna powoli się wyczerpywać. Przyznanie 61 mld dolarów pomocy dla Ukrainy przez Izbę Reprezentantów Kongresu USA oznacza, że wojna może tam potrwać jeszcze około 1050 dni, oczywiście jeśli dzienne wydatki na jej prowadzenie utrzymałyby się na dotychczasowym poziomie. Jednak jest to możliwość czysto teoretyczna, bo 23 mld dolarów z tej puli mają zostać przeznaczone na uzupełnienie ubytków w amerykańskim arsenale po sprzęcie przekazanym Ukrainie, 11,3 mld na utrzymanie amerykańskich sił „w regionie”, a więc – w Europie Środkowej, a na zakup sprzętu tzn. broni i amunicji dla Ukrainy – niecałe 14 mld dolarów. Oznacza to, że za te pieniądze można będzie kontynuować wojnę na Ukrainie przez około 250 dni, czyli dokładnie tyle, ile upłynie od dnia dzisiejszego do momentu objęcia urzędu przez prezydenta USA wybranego w listopadzie. A co potem? A potem się zobaczy – bo w tej chwili, według ekspertów – Ukraina leci już „na oparach”.

Ale – jak wspomniałem – podstawowym problemem jest widoczny brak tamtejszego mięsa armatniego. Sprzeczne interesy tamtejszych oligarchów – a Ukraina jest oligarchią oligarchów – sprawiają, że tamtejsze władze sprawiają wrażenie skrępowanych w tej kwestii jakąś tajemniczą siłą wyższą i podejmują działania o charakterze pozornym – bo trudno inaczej potraktować buńczuczne deklaracje, że ukraińskie konsulaty np. w Polsce nie będą obsługiwały młodych Ukraińców. Cóż; bez pomocy konsulatów ci młodzi Ukraińcy pewnie jakoś sobie poradzą, a wreszcie – czy aby na pewno konsulaty nie będą ich obsługiwały? „Jak się da, to się zrobi” – mawiało się w Polsce za pierwszej komuny, a myślę, że na Ukrainie ta sentencja nadal jest podstawową mądrością życiową.

W tej sytuacji uważam, że zarówno oferty brytyjskiej pomocy, jakimi obsypał nas ostatnio brytyjski premier i rojenia pana prezydenta Andrzeja Dudy o rozmieszczeniu broni jądrowej na terenie Polski należy traktować jako potencjalne próby wepchnięcia naszego nieszczęśliwego kraju, jako następnego frajera, który w imieniu Naszych Odwiecznych Sojuszników, został wytypowany do prowadzenia wojny per procura. Timeo Danaos et dona ferentes – co się wykłada, że boję się Greków, nawet gdy przychodzą z darami – jak miał w „Eneidzie” Wergiliusza przestrzegać swoich rodaków Laokoon, kapłan Apollina w Troi, kiedy ci wśród okrzyków radości wciągali do miasta konia trojańskiego.

Stały komentarz Stanisława Michalkiewicza ukazuje się w każdym numerze tygodnika „Najwyższy Czas!”.

Wizerunkowa porażka Zielonego Ładu. 72 proc. Polaków jest przekonanych o jego szkodliwości.

13 maja 2024 porazka-zielonego-ladu

Wizerunkowa porażka Zielonego Ładu. 72 proc. Polaków jest przekonanych o jego szkodliwości.

Aż 72 proc. Polaków uważa, że wdrażanie polityk Europejskiego Zielonego Ładu przyniesie dla naszego kraju więcej szkód niż korzyści. Niemal 40 proc. pragnie całkowitego odrzucenia programu, a 67 proc. sądzi, że jego wprowadzania będzie skutkować dalszymi wzrostami cen energii.

 „Polacy bardzo krytycznie oceniają Europejski Zielony Ład, a Unia Europejska nie jest dla nich wiarygodna ze swoją polityką klimatyczną” – wynika z najnowszego badania think tanku More in Common „Polityka klimatyczna z ludzką twarzą. Oczekiwania Polek i Polaków wobec zielonej transformacji”.

Jak wynika z badania, aż 72 proc. Polaków jest przekonanych, że Europejski Zielony Ład przyniesie naszemu krajowi więcej szkód niż pożytku. Tylko nieco więcej niż co czwarty badany (28 proc.) deklaruje wiarę w pozytywny wpływ sztandarowego unijnego programu na sytuację Polski.

Konsekwentnie, 38 proc. naszego społeczeństwa jest przekonane, że unijny program należy odrzucić w całości. 47 proc. chce jego wdrożenia, ale dopiero po wprowadzeniu stosownych zmian. Z kolei tylko jeden na dwudziestu badanych jest gotowy zaakceptować Europejski Zielony Ład nawet w obecnej formie (11 proc.).

Polacy zaczynają powoli łączyć zależność między polityką klimatyczną Brukseli, a obniżaniem standardu ich życia. Aż 67 proc. naszego społeczeństwa uważa, że polityka klimatyczna UE długofalowo doprowadzi do wzrostu cen energii. To skok o 10 pkt proc. w porównaniu do wyników z kwietnia poprzedniego roku.

Społeczeństwo nie wierzy również w zapewnienia o sprawiedliwej transformacji. Aż 50 proc. Polaków twierdzi, że skorzystają na tym wyłącznie najbogatsi. Niemal tyle samo Polaków ma za złe, że ochrona klimatu odbywa się głównie na zasadzie odgórnych zakazów, a nie zachęt (48 proc.).

Źródło: interia.pl PR

„Ordo Iuris podstępem wzięło Nowacką” – Newsweek o sukcesie Ordo Iuris


„Ordo Iuris podstępem wzięło Nowacką” – Newsweek o sukcesie Ordo Iuris
Ordo Iuris
 


Szanowny Panie,
już w grudniu nowy rząd zapowiedział rewolucyjne zmiany w polskim systemie edukacji i podstawie programowej nauczania. Dzięki współpracy z licznymi ekspertami organizacji zrzeszających polskich nauczycieli, rodziców i pedagogów,  zainterweniowaliśmy, zalewając ministerstwo i autorów reformy krytycznymi uwagami, których łącznie ministerstwo otrzymało… ponad 50 tysięcy.
Dziś mogę z satysfakcją poinformować Pana, że szeroka presja miała sens!

Silny głos społecznego sprzeciwu zmusił minister Barbarę Nowacką do wycofania się z niektórych szkodliwych pomysłów. Do podstawy programowej wróciły utwory Norwida, Sienkiewicza, czy „Reduta Ordona” Adama Mickiewicza. W szkole podstawowej przywrócono pieśni patriotyczne. W liceach wśród lektur uzupełniających pozostały fragmenty „Pamięci i tożsamości” Jana Pawła II.
Wciąż cenzorski zapis obejmuje jednak nauczanie o konfederacji barskiej, wykreślono wzmianki o św. Maksymilianie Marii Kolbe, o zachodniej kolaboracji z niemiecką III Rzeszą, o stalinowskim prześladowaniu Kościoła. Wobec ideologicznego fanatyzmu resortu edukacji nie dziwi także upór w wykreśleniu z podstawy programowej historii „żołnierzy niezłomnych”.
Jak widać, na razie nasz sukces jest tylko częściowy. To już jednak wystarczyło, by przeprowadzono na Ordo Iuris frontalny atak lewicowych mediów. Tygodnik Newsweek pisał, że „Ordo Iuris podstępem wzięło Nowacką”, alarmując, że „uwagi Ordo Iuris zdecydowały o kształcie podstawy programowej z języka polskiego”. 
Z kolei Gazeta Wyborcza ze złością konstatowała, że „Ordo Iuris umeblowało nam szkołę”.
Lewicowe media, zaskoczone masowością protestu rodziców i nauczycieli, przekonywały swoich czytelników, że spór o polską szkołę toczy się pomiędzy rządem a… Ordo Iuris. Ani słowa o powszechności oburzenia wobec skandalicznych zmian, ani słowa o rosnącej w siłę „Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły”, którą wspierają nasi prawnicy. Co więcej, politycy promują (rzekomo oddolną) petycję do samych siebie, w której wzywają do odrzucenia naszych poprawek i radykalizacji zmian programowych.
My natomiast kontynuujemy to, w czym jesteśmy najlepsi. Nasi eksperci przygotowali dodatkowe uwagi dotyczące projektów rozporządzeń w sprawie zmian w podstawach programowych oraz wspierają szeroką Koalicję na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły. To już niemal 70 organizacji oświatowych, nauczycielskich, rodzicielskich, prorodzinnych a nawet kombatanckich i polonijnych!
W ubiegły czwartek uczestniczyliśmy w konferencji prasowej, podczas której Koalicja apelowała do Prezydenta RP Andrzeja Dudy o pilne zaangażowanie głowy państwa w obronę polskiej szkoły. W tym o wystąpienie do Trybunału Konstytucyjnego z wnioskiem o zbadanie czy przymusowa likwidacja obowiązkowych prac domowych jest zgodna z ustawą zasadniczą. Wcześniej, w analizie opublikowanej na stronie Ordo Iuris, wskazaliśmy argumenty świadczące o naruszeniu konstytucji.

Powstanie Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły, zrzeszającej ekspertów doświadczonych w zarządzaniu edukacją oraz rodziców, nauczycieli i prawników ma dzisiaj jeszcze jeden, niezwykle ważny cel. Musimy powstrzymać nadchodzącą falę wulgarnej edukacji seksualnej.
Minister Barbara Nowacka chce bowiem od września 2025 r. podstępem wprowadzić do szkół obowiązkową edukację seksualną w ramach przedmiotu o nazwie „edukacja zdrowotna”. Jej inicjatywa spotkała się z aplauzem lewicowych mediów. Newsweek pisał wprost, że „Nowacka sprytnie połączyła edukację seksualną z tematami, o których trudno powiedzieć, że mogą podlegać jakiejś ideologii (…). Łatwiej będzie Nowackiej odpierać ataki ze strony kościoła i konserwatywnej części społeczeństwa, gdy na swojej tarczy wypisała przede wszystkim walkę o poprawę zdrowia psychicznego oraz kondycję fizyczną dzieci”. 
My oczywiście nie ulegniemy temu szantażowi i będziemy głośno mówić o tym, że wprowadzany przedmiot może wprowadzić do polskich szkół wulgarną edukację seksualną, która od lat przynosi na zachodzie Europy opłakane skutki. Pisaliśmy o tym szerzej w cyklu esejów „O czym nie powiedzą edukatorzy seksualni”, w którym ujawniliśmy prawdziwe cele i efekty zajęć z edukacji seksualnej.
Cały czas wspieramy rodziców i nauczycieli, którzy bronią dzieci przed demoralizacją, udzielając porad prawnych oraz przeprowadzając szkolenia. To w odpowiedzi na ich prośby opublikowaliśmy niedawno komentarz, w którym radzimy jak zachować się w sytuacji, gdy w publicznych szkołach eksponowane są symbole i treści propagujące agendę ruchu LGBT.Drugim – obok wulgarnej edukacji seksualnej – zagrożeniem dla naszych dzieci jest nieograniczony dostęp do pornografii w internecie. Psychologowie dziecięcy nieustannie przestrzegają, że uzależnienie od pornografii dotyka już… siedmiolatków!
W niektórych szkołach większość przesyłu danych na łączach Wi-Fi to… pornograficzne filmy oglądane na przerwach i pokazywane sobie przez uczniów.
W trosce o bezpieczną przyszłość polskich dzieci stworzyliśmy portal „Narkotyk XXI wieku”, poświęcony informowaniu o skutkach pornografii dla psychiki dzieci i młodzieży. Na zachodzie świadomość związanych z tym zagrożeń jest coraz większa. Kolejne stany USA wprowadzają rozwiązania prawne, które zmuszają strony pornograficzne do wprowadzania skutecznego mechanizmu weryfikacji wieku ich użytkowników. Takie same prace legislacyjne prowadzone są także we Francji. Najwyższy czas, by także w Polsce rozpoczęła się wreszcie poważna debata na temat ograniczenia dostępu do pornografii dla nieletnich. Wkrótce będziemy informować Pana o naszych kolejnych krokach, zmierzających do obrony dzieci przed katastrofalną epidemią pornografii.

Usuwanie z programu szkolnego kanonu literatury patriotycznej i pięknych przykładów heroizmu, przymusowa edukacja seksualna od podstawówki oraz tolerancja dla narastającej fali uzależnienia od pornografii wśród nastolatków ­– to trzy czynniki, z których każdy samodzielnie stanowiłby zagrożenie dla prawidłowego wychowania naszych dzieci. W rzeczywistości 2024 roku musimy stawić czoła im wszystkim. I Musimy zwyciężyć! W przeciwnym razie planowa demoralizacja zagrażać będzie setkom tysięcy młodych Polaków – całemu pokoleniu, od którego zależy przyszłość naszej Ojczyzny.
Tylko wspólna mobilizacja naszych ekspertów, licznych sojuszników oraz naszych Przyjaciół i Darczyńców, może powstrzymać ogromną determinację rządu, który resort edukacji oddał w ręce radykalnej lewicy, promotorów zgorszenia i aborcji.Dlatego proszę o Pana wsparcie w tej walce. Wierzę, że z pomocą ludzi takich jak Pan wygramy tę długą i trudną batalię o dobro naszych dzieci.

Pornografia narkotykiem XXI wieku
Nasi eksperci od lat pomagają rodzicom w walce z seksualizacją ich dzieci w szkołach. Ale ostatnie lata przynoszą też ogrom nowych wyzwań, wykraczających daleko poza walkę z genderowymi aktywistami, którzy chcą wprowadzać wulgarną edukacje seksualną do polskich szkół.W Polsce z każdym rokiem rośnie liczba nastolatków uzależnionych od pornografii. Badania naukowe przeprowadzone w 2022 roku przez Państwowy Instytut Badawczy NASK wskazują, że pierwszy kontakt dziecka z pornografią w Polsce następuje średnio już w wieku 11 lat. Z kolei aż 21,5% dzieci w wieku 12-14 lat deklaruje regularne oglądanie treści pornograficznych.Chcąc aby rodzice zyskali szeroką świadomość zagrożeń związanych z tym, jak szkodliwy wpływ na psychikę ich dzieci mogą mieć wszechobecne treści seksualne oraz twarda pornografia, dostępna dziś na jedno kliknięcie, uruchomiliśmy portal „Narkotyk21wieku” poświęcony tej ważnej tematyce. Na stronie znajdują się zarówno newsy i artykuły, jak i krótkie, treściwe informacje podawane w formie „szybkich faktów”, prezentujących najistotniejsze informacje i badania naukowe na temat zagrożeń związanych z pornografią. Na portalu można znaleźć również nagrania z konferencji naukowych oraz linki do raportów poświęconych skutkom oglądania pornografii wraz z ich krótkimi opisami.Czytelnicy naszego portalu dowiedzą się między innymi, że mechanizm oddziaływania treści nacechowanych seksualnie na mózg młodego człowieka jest bardzo podobny do wpływu środków psychoaktywnych. Z czasem użytkownicy pornografii potrzebują dostarczania coraz silniejszych bodźców, by utrzymać stały dopływ dopaminy do mózgu. W efekcie, u młodych ludzi istnieje spore ryzyko szybkiego uzależnienia się od treści pornograficznych. Oglądanie pornografii ma bardzo negatywny wpływ na życie codzienne i wyniki w nauce nastolatków oraz na ich… dorosłe życie – zwłaszcza na przyszłe relacje ze współmałżonkiem i życie rodzinne. Pornografia wytwarza bowiem fałszywy obraz ludzkiej seksualności i relacji międzyludzkich, co utrudnia młodym mężczyznom i kobietom tworzenie stabilnych związków.Na naszym portalu przywołujemy wyniki badań naukowych przeprowadzonych przez brytyjską Komisarz ds. Dzieci w latach 2021-22, które pokazują, że oglądanie treści pornograficznych w dzieciństwie ma wpływ na agresywne zachowania – w tym agresywne zachowania seksualne – w przyszłości. Biorący w nim udział młodzi ludzie przyznali, że brutalna pornografia, którą oglądali w dzieciństwie, odbiła się na ich niedopuszczalnych postawach i zachowaniach w późniejszym życiu.Więcej informacji, newsów, badań naukowych i konkretnych danych na temat wpływu pornografii na młodych ludzi, można znaleźć na stronie Narkotyk21Wieku, którą będziemy w najbliższym czasie sukcesywnie rozwijać. Już wkrótce będziemy Pana informować o naszych dalszych planach i kolejnych działaniach, które zamierzamy podjąć w ramach szerokiej kampanii walki z nieograniczonym dostępem do treści pornograficznych w internecie.
Promotor wulgarnej edukacji seksualnej skazany za… pedofilię
Prawnicy Ordo Iuris skutecznie interweniują, pomagając rodzicom, którzy sprzeciwiają się wdrażaniu do szkół wulgarnej edukacji seksualnej. Kilka lat temu – wspierając Stowarzyszenie Odpowiedzialny Gdańsk – przyczyniliśmy się do klęski gdańskiego programu „Zdrovve Love”, w ramach którego udostępniono uczniom genderową broszurę, z której mieli się oni dowiedzieć między innymi czym jest „heteronormatywność”, „płeć społeczno-kulturowa” oraz „prawa seksualne”. 
Jedna z miejskich radnych wprost mówiła o tym, że klęska programu była wynikiem działań Ordo Iuris.Promotorem tego programu był ówczesny wiceprezydent Gdańska, który właśnie został skazany w pierwszej instancji za… molestowanie seksualne małoletniego. Jeśli wyrok się uprawomocni, będzie to potwierdzony, ale niestety nie pierwszy przypadek, w którym promotorzy wulgarnej edukacji seksualnej okazują się być osobami z poważnymi zaburzeniami w sferze seksualności lub… po prostu zwykłymi pedofilami.O podobnych przypadkach pisaliśmy w naszym cyklu esejów „Prawda o edukacji seksualnej. O czym nie powiedzą edukatorzy seksualni?”, w którym obnażyliśmy zatrute korzenie wulgarnej edukacji seksualnej. Przypomnieliśmy między innymi o „ojcach” współczesnej edukacji seksualnej – Albercie Kinseyu i Helmucie Kentlerze, którzy twierdzili, że człowiek jest istotą seksualną od urodzenia i dlatego nie należy zabraniać dzieciom prowadzić życia seksualnego. Obaj swoje szkodliwe twierdzenia wcielali w czyn.
Kinsey przeprowadził w USA eksperyment, w którym dzieci (w tym niemowlaki!) padały ofiarą seksualnych nadużyć. Z kolei Kentler przez ok. 30 lat (przy wsparciu władz RFN) prowadził „eksperyment naukowy”, w ramach którego dzieci z domów dziecka były oddawane pod opiekę osobom podejrzewanym lub skazanym za przestępstwa pedofilskie.
Po latach ujawniono, że nieletni uczestnicy eksperymentu byli maltretowani i wykorzystywani seksualnie przez swoich opiekunów, a nawet samego Kentlera. T
o właśnie na tego rodzaju „dorobku naukowym” tego typu postaci opierają się zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia z 2010 roku, w myśl których małe dzieci już w wieku 0-4 lat powinny być uczone na temat masturbacji.W naszej publikacji prezentujemy też konkretne przykłady wulgarnej i szkodliwej edukacji seksualnej oraz materiałów – filmów, gier czy podręczników – wykorzystywanych przez edukatorów w swoich kampaniach. Piszemy między innymi o opracowanym dla austriackiego Ministerstwa Edukacji, Sztuki i Kultury filmie instruktażowym dla młodzieży w wieku 12-18 lat, z którego młodzi ludzie mogą usłyszeć między innymi: „od czternastych urodzin życie seksualne prowadzisz na własną odpowiedzialność. Od tej pory uważana jesteś za dojrzałą seksualnie. Rodzicom nic do tego i możesz sypiać z kim chcesz”. Piszemy też o niemieckim poradniku, który zachęca do zabawy, w ramach której małe dzieci poruszają się na czworaka jak psy i wąchają swoje części ciała – w tym miejsca intymne.
W esejach sporo uwagi poświęcamy treściom, które polscy radykalni aktywiści chcą przekazywać dzieciom. Przykładowo na stronie założonej przez modelkę Anję Rubik Fundacji SEXEDPL młodzi ludzie mogą znaleźć materiały informujące o tym, że decydując się na kolczyk w łechtaczce, można „zapewnić sobie dodatkowe bodźce nie tylko w trakcie pieszczot i stosunku, ale także podczas samego chodzenia”.
 Młodzież może tam również natrafić na instrukcje dotyczące tego jak przygotować się do seksu analnego i jak dbać o higienę gadżetów erotycznych.Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przyciskCzy prace domowe wrócą do szkół?Występując w obronie wysokiego poziomu nauczania w polskich szkołach, sprzeciwiliśmy się także wydanemu przez minister Nowacką rozporządzeniu ograniczającemu możliwość zadawania prac domowych uczniom szkół podstawowych. Przygotowaliśmy w tej sprawie analizę, którą przedstawiliśmy ministerstwu w ramach konsultacji nad projektem. Niezależnie od tego opracowaliśmy przystępny dokument w formie pytań i odpowiedzi na temat tego co w praktyce będą oznaczać wprowadzane przez ministerstwo zmiany. W publikacjach wskazaliśmy, że prace domowe od wielu lat pełnią ważną funkcję wychowawczą. Wyrabiają bowiem w uczniach nawyki i umiejętność samodzielnej nauki i organizacji pracy oraz kształtują systematyczność i obowiązkowość. Jest to niezwykle ważne nie tylko w edukacji, ale także w ich przyszłym, dorosłym życiu.Ponadto zwróciliśmy uwagę na to, że ograniczenie możliwości zadawania prac domowych uderza w prawo do nauki, prowadząc do pogłębienia różnic w nauce pomiędzy uczniami, którzy sami z siebie mają większą motywację do nauki i tymi, którzy potrzebują dodatkowej motywacji w postaci prac domowych do powtórzenia przerobionego podczas lekcji materiału. Podkreśliliśmy, że efektem zmian będzie także pogłębienie różnic pomiędzy szkołami państwowymi i prywatnymi. Wprowadzone ograniczenia nie dotyczą bowiem szkół niepublicznych, w których nauczyciele będą mogli zadawać uczniom prace domowe na dotychczasowych zasadach. W analizie dowiedliśmy, że forma i zakres zmian wprowadzonych w rozporządzeniu narusza szereg regulacji prawnych – w tym przepisy Konstytucji RP.Niestety rozporządzenie weszło w życie, choć dopuszczono w klasach I-III szkoły podstawowej możliwość zadawania pisemnych ćwiczeń usprawniających motorykę małą, czyli np. umiejętność pisania. Niemniej, w ramach szerokiej Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły skierowaliśmy do Prezydenta RP apel o złożenie do Trybunału Konstytucyjnego wniosku o zbadanie czy rozporządzenie jest zgodne z Konstytucją RP. Zwróciliśmy przy tym uwagę głowie państwa, że obowiązywanie rozporządzenia minister Nowackiej negatywnie odbija się na poziomie edukacji w naszym kraju.
Pomagamy rodzicom i nauczycielom
Wspierając rodziców, którzy chcą korzystać ze swojego konstytucyjnego prawa do wychowania dzieci w zgodzie z własnymi przekonaniami, prowadzimy szkolenia dla środowisk rodziców i nauczycieli, podczas których nasi eksperci mówią między innymi o tym, jak bronić dzieci przed ideologiczną propagandą lobby LGBT. Na bieżąco udzielamy również zgłaszającym się do nas rodzicom odpowiedzi i porad prawnych, analizując ich konkretne sytuacje i wskazując, co mogą w danej sytuacji zrobić.W odpowiedzi na napływające prośby o pomoc od nauczycieli, którzy są przymuszani – niekiedy również przez dyrekcje szkół – do zwracania się do uczniów, nieakceptujących własnej płci, za pomocą zaimków i imion właściwych dla płci przeciwnej, kończymy prace nad poradnikiem, w którym chcemy przekazać praktyczne informacje i argumenty prawne, pomagające przeciwstawić się tego rodzaju presji.W poradniku wskazujemy na publikacje, z których wynika, że większość przypadków braku akceptacji własnej płci jest przemijająca. Uleganie zaś presji i zwracanie się do uczniów za pomocą zaimków płci przeciwnej, może z jednej strony utrwalać nieprawidłowość w postrzeganiu własnej płci u konkretnej osoby, a drugiej – przyczyniać się do wystąpienia podobnych problemów u innych dzieci, w których głowach mogą pojawić się pytania typu „jeśli Ania nie jest dziewczynką, to może ja też nie jestem?”

Wspólnie obronimy polską szkołę
Widmo degradacji i ideologizacji programów nauczania oraz perspektywa ocenzurowania patriotycznych i narodowych treści wisi nad polską szkołą. Od lat stoimy na straży szkoły, ale skala wyzwań w tym roku przerasta wszystko, czego dotychczas doświadczaliśmy.Prowadzenie stałego monitoringu prac rządu i parlamentu w sferze edukacji wymaga nieustannego zaangażowania naszych analityków. Miesięcznie na ten cel musimy rezerwować 6 000 zł.
Z kolei przygotowanie każdej analizy konkretnego aktu prawnego wymaga – w zależności od jego stopnia skomplikowania oraz rozległości zapowiadanych zmian – zgromadzenia od 10 000 do nawet 15 000 zł. Jednak, jak pokazuje rzeczywistość, nasze merytoryczne argumenty są w stanie zatrzymać dewastację systemu edukacji.
Podjęcie jednostkowej kompleksowej interwencji w obronie praw rodziców do wychowania dzieci w zgodzie z własnymi przekonaniami, to koszt rzędu nawet 12 000 zł. Za każdym jednak razem musimy szczegółowego zbadać sprawę, analizując indywidualną sytuację pod względem prawnym. Często musimy podróżować po kraju, aby na miejscu udzielić pomocy prawnej naszym beneficjentem. Bez wsparcia prawników Ordo Iuris wielu rodziców nie będzie w stanie skutecznie zawalczyć o swoje konstytucyjne prawa.Poradnik dla nauczycieli, nad którym właśnie pracujemy, będzie nieocenioną pomocą dla nauczycieli zmuszanych przez władze szkół do nazywania uczniów za pomocą imion i zaimków niezgodnych z ich płcią biologiczną. Dokończenie publikacji to wydatek rzędu 8 000 zł.
Dlatego bardzo Pana proszę o wsparcie Instytutu kwotą 80 zł, 130 zł, 200 zł lub dowolną inną, dzięki czemu prawnicy Ordo Iuris będą skutecznie bronić polskich dzieci przed demoralizacją.
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w powyższy przycisk
Z wyrazami szacunku


Jerzy Kwaśniewski Ordo Iuris <kontakt@ordoiuris.pl>



P.S. Efekty naszych działań w kwestii zablokowania reformy podstawy programowej wywołały prawdziwą wściekłość lewicy. Radykałowie zapewne teraz ze zdwojoną siłą przystąpią do działań, podejmując kolejną próbę uderzenia w polską edukację. Nie możemy spocząć na laurach. Musimy ich powstrzymać. Wierzę, że z Pana pomocą będziemy mogli tego dokonać.
P.P.S. O tym, że obrona polskiej szkoły jest kluczowa a kształcenia dzieci w duchu patriotyzmu i poszanowania wartości nie można oddać w niepowołane ręce, świadczy także coraz większa popularność wśród młodych ludzi „ekowandalizmu” w imię tzw. ochrony klimatu. Dewastują oni pomniki, niszczą dzieła sztuki, przerywają wydarzenia kulturalne i sportowe oraz blokują drogi w godzinach szczytu. 
Odpowiadając na liczne prośby, w najbliższy piątek 17 maja o godzinie 20:00 organizujemy zdalne szkolenie poświęcone tej tematyce. Jego uczestnicy dowiedzą się, jak reagować na powyższe przypadki zgodnie z prawem. Serdecznie zapraszam Pana do udziału w tym wydarzeniu. 
W celu zgłoszenia proszę wypełnić formularz. Liczba miejsc ograniczona. Decyduje kolejność zgłoszeń.
Działalność Instytutu Ordo Iuris możliwa jest szczególnie dzięki hojności Darczyńców, którzy rozumieją, że nasze zaangażowanie wymaga regularnego wsparcia.Ustaw stałe zlecenie i dołącz do naszej misji.
Dołączam do Kręgu Przyjaciół Ordo Iuris
Szanowny Panie,
już w grudniu nowy rząd zapowiedział rewolucyjne zmiany w polskim systemie edukacji i podstawie programowej nauczania. Dzięki współpracy z licznymi ekspertami organizacji zrzeszających polskich nauczycieli, rodziców i pedagogów,  zainterweniowaliśmy, zalewając ministerstwo i autorów reformy krytycznymi uwagami, których łącznie ministerstwo otrzymało… ponad 50 tysięcy.
Dziś mogę z satysfakcją poinformować Pana, że szeroka presja miała sens!
Silny głos społecznego sprzeciwu zmusił minister Barbarę Nowacką do wycofania się z niektórych szkodliwych pomysłów. Do podstawy programowej wróciły utwory Norwida, Sienkiewicza, czy „Reduta Ordona” Adama Mickiewicza. W szkole podstawowej przywrócono pieśni patriotyczne. W liceach wśród lektur uzupełniających pozostały fragmenty „Pamięci i tożsamości” Jana Pawła II.
Wciąż cenzorski zapis obejmuje jednak nauczanie o konfederacji barskiej, wykreślono wzmianki o św. Maksymilianie Marii Kolbe, o zachodniej kolaboracji z niemiecką III Rzeszą, o stalinowskim prześladowaniu Kościoła. Wobec ideologicznego fanatyzmu resortu edukacji nie dziwi także upór w wykreśleniu z podstawy programowej historii „żołnierzy niezłomnych”.Jak widać, na razie nasz sukces jest tylko częściowy. To już jednak wystarczyło, by przeprowadzono na Ordo Iuris frontalny atak lewicowych mediów. Tygodnik Newsweek pisał, że „Ordo Iuris podstępem wzięło Nowacką”, alarmując, że „uwagi Ordo Iuris zdecydowały o kształcie podstawy programowej z języka polskiego”. 
Z kolei Gazeta Wyborcza ze złością konstatowała, że „Ordo Iuris umeblowało nam szkołę”.
Lewicowe media, zaskoczone masowością protestu rodziców i nauczycieli, przekonywały swoich czytelników, że spór o polską szkołę toczy się pomiędzy rządem a… Ordo Iuris. Ani słowa o powszechności oburzenia wobec skandalicznych zmian, ani słowa o rosnącej w siłę „Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły”, którą wspierają nasi prawnicy. Co więcej, politycy promują (rzekomo oddolną) petycję do samych siebie, w której wzywają do odrzucenia naszych poprawek i radykalizacji zmian programowych.My natomiast kontynuujemy to, w czym jesteśmy najlepsi. Nasi eksperci przygotowali dodatkowe uwagi dotyczące projektów rozporządzeń w sprawie zmian w podstawach programowych oraz wspierają szeroką Koalicję na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły. To już niemal 70 organizacji oświatowych, nauczycielskich, rodzicielskich, prorodzinnych a nawet kombatanckich i polonijnych!W ubiegły czwartek uczestniczyliśmy w konferencji prasowej, podczas której Koalicja apelowała do Prezydenta RP Andrzeja Dudy o pilne zaangażowanie głowy państwa w obronę polskiej szkoły. W tym o wystąpienie do Trybunału Konstytucyjnego z wnioskiem o zbadanie czy przymusowa likwidacja obowiązkowych prac domowych jest zgodna z ustawą zasadniczą. Wcześniej, w analizie opublikowanej na stronie Ordo Iuris, wskazaliśmy argumenty świadczące o naruszeniu konstytucji.Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przyciskPowstanie Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły, zrzeszającej ekspertów doświadczonych w zarządzaniu edukacją oraz rodziców, nauczycieli i prawników ma dzisiaj jeszcze jeden, niezwykle ważny cel. Musimy powstrzymać nadchodzącą falę wulgarnej edukacji seksualnej.Minister Barbara Nowacka chce bowiem od września 2025 r. podstępem wprowadzić do szkół obowiązkową edukację seksualną w ramach przedmiotu o nazwie edukacja zdrowotna. Jej inicjatywa spotkała się z aplauzem lewicowych mediów. Newsweek pisał wprost, że „Nowacka sprytnie połączyła edukację seksualną z tematami, o których trudno powiedzieć, że mogą podlegać jakiejś ideologii (…). Łatwiej będzie Nowackiej odpierać ataki ze strony kościoła i konserwatywnej części społeczeństwa, gdy na swojej tarczy wypisała przede wszystkim walkę o poprawę zdrowia psychicznego oraz kondycję fizyczną dzieci”. My oczywiście nie ulegniemy temu szantażowi i będziemy głośno mówić o tym, że wprowadzany przedmiot może wprowadzić do polskich szkół wulgarną edukację seksualną, która od lat przynosi na zachodzie Europy opłakane skutki. Pisaliśmy o tym szerzej w cyklu esejów „O czym nie powiedzą edukatorzy seksualni”, w którym ujawniliśmy prawdziwe cele i efekty zajęć z edukacji seksualnej.Cały czas wspieramy rodziców i nauczycieli, którzy bronią dzieci przed demoralizacją, udzielając porad prawnych oraz przeprowadzając szkolenia. To w odpowiedzi na ich prośby opublikowaliśmy niedawno komentarz, w którym radzimy jak zachować się w sytuacji, gdy w publicznych szkołach eksponowane są symbole i treści propagujące agendę ruchu LGBT.Drugim – obok wulgarnej edukacji seksualnej – zagrożeniem dla naszych dzieci jest nieograniczony dostęp do pornografii w internecie. Psychologowie dziecięcy nieustannie przestrzegają, że uzależnienie od pornografii dotyka już… siedmiolatków!W niektórych szkołach większość przesyłu danych na łączach Wi-Fi to… pornograficzne filmy oglądane na przerwach i pokazywane sobie przez uczniów.W trosce o bezpieczną przyszłość polskich dzieci stworzyliśmy portal „Narkotyk XXI wieku”, poświęcony informowaniu o skutkach pornografii dla psychiki dzieci i młodzieży. Na zachodzie świadomość związanych z tym zagrożeń jest coraz większa. Kolejne stany USA wprowadzają rozwiązania prawne, które zmuszają strony pornograficzne do wprowadzania skutecznego mechanizmu weryfikacji wieku ich użytkowników. Takie same prace legislacyjne prowadzone są także we Francji. Najwyższy czas, by także w Polsce rozpoczęła się wreszcie poważna debata na temat ograniczenia dostępu do pornografii dla nieletnich. Wkrótce będziemy informować Pana o naszych kolejnych krokach, zmierzających do obrony dzieci przed katastrofalną epidemią pornografii.Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przyciskUsuwanie z programu szkolnego kanonu literatury patriotycznej i pięknych przykładów heroizmu, przymusowa edukacja seksualna od podstawówki oraz tolerancja dla narastającej fali uzależnienia od pornografii wśród nastolatków ­– to trzy czynniki, z których każdy samodzielnie stanowiłby zagrożenie dla prawidłowego wychowania naszych dzieci. W rzeczywistości 2024 roku musimy stawić czoła im wszystkim. I Musimy zwyciężyć! W przeciwnym razie planowa demoralizacja zagrażać będzie setkom tysięcy młodych Polaków – całemu pokoleniu, od którego zależy przyszłość naszej Ojczyzny.Tylko wspólna mobilizacja naszych ekspertów, licznych sojuszników oraz naszych Przyjaciół i Darczyńców, może powstrzymać ogromną determinację rządu, który resort edukacji oddał w ręce radykalnej lewicy, promotorów zgorszenia i aborcji.Dlatego proszę o Pana wsparcie w tej walce. Wierzę, że z pomocą ludzi takich jak Pan wygramy tę długą i trudną batalię o dobro naszych dzieci.Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przyciskPornografia narkotykiem XXI wiekuNasi eksperci od lat pomagają rodzicom w walce z seksualizacją ich dzieci w szkołach. Ale ostatnie lata przynoszą też ogrom nowych wyzwań, wykraczających daleko poza walkę z genderowymi aktywistami, którzy chcą wprowadzać wulgarną edukacje seksualną do polskich szkół.W Polsce z każdym rokiem rośnie liczba nastolatków uzależnionych od pornografii. Badania naukowe przeprowadzone w 2022 roku przez Państwowy Instytut Badawczy NASK wskazują, że pierwszy kontakt dziecka z pornografią w Polsce następuje średnio już w wieku 11 lat. Z kolei aż 21,5% dzieci w wieku 12-14 lat deklaruje regularne oglądanie treści pornograficznych.Chcąc aby rodzice zyskali szeroką świadomość zagrożeń związanych z tym, jak szkodliwy wpływ na psychikę ich dzieci mogą mieć wszechobecne treści seksualne oraz twarda pornografia, dostępna dziś na jedno kliknięcie, uruchomiliśmy portal „Narkotyk21wieku” poświęcony tej ważnej tematyce. Na stronie znajdują się zarówno newsy i artykuły, jak i krótkie, treściwe informacje podawane w formie „szybkich faktów”, prezentujących najistotniejsze informacje i badania naukowe na temat zagrożeń związanych z pornografią. Na portalu można znaleźć również nagrania z konferencji naukowych oraz linki do raportów poświęconych skutkom oglądania pornografii wraz z ich krótkimi opisami.Czytelnicy naszego portalu dowiedzą się między innymi, że mechanizm oddziaływania treści nacechowanych seksualnie na mózg młodego człowieka jest bardzo podobny do wpływu środków psychoaktywnych. Z czasem użytkownicy pornografii potrzebują dostarczania coraz silniejszych bodźców, by utrzymać stały dopływ dopaminy do mózgu. W efekcie, u młodych ludzi istnieje spore ryzyko szybkiego uzależnienia się od treści pornograficznych. Oglądanie pornografii ma bardzo negatywny wpływ na życie codzienne i wyniki w nauce nastolatków oraz na ich… dorosłe życie – zwłaszcza na przyszłe relacje ze współmałżonkiem i życie rodzinne. Pornografia wytwarza bowiem fałszywy obraz ludzkiej seksualności i relacji międzyludzkich, co utrudnia młodym mężczyznom i kobietom tworzenie stabilnych związków.Na naszym portalu przywołujemy wyniki badań naukowych przeprowadzonych przez brytyjską Komisarz ds. Dzieci w latach 2021-22, które pokazują, że oglądanie treści pornograficznych w dzieciństwie ma wpływ na agresywne zachowania – w tym agresywne zachowania seksualne – w przyszłości. Biorący w nim udział młodzi ludzie przyznali, że brutalna pornografia, którą oglądali w dzieciństwie, odbiła się na ich niedopuszczalnych postawach i zachowaniach w późniejszym życiu.Więcej informacji, newsów, badań naukowych i konkretnych danych na temat wpływu pornografii na młodych ludzi, można znaleźć na stronie Narkotyk21Wieku, którą będziemy w najbliższym czasie sukcesywnie rozwijać. Już wkrótce będziemy Pana informować o naszych dalszych planach i kolejnych działaniach, które zamierzamy podjąć w ramach szerokiej kampanii walki z nieograniczonym dostępem do treści pornograficznych w internecie.
Promotor wulgarnej edukacji seksualnej skazany za… pedofilię
Prawnicy Ordo Iuris skutecznie interweniują, pomagając rodzicom, którzy sprzeciwiają się wdrażaniu do szkół wulgarnej edukacji seksualnej. Kilka lat temu – wspierając Stowarzyszenie Odpowiedzialny Gdańsk – przyczyniliśmy się do klęski gdańskiego programu „Zdrovve Love”, w ramach którego udostępniono uczniom genderową broszurę, z której mieli się oni dowiedzieć między innymi czym jest „heteronormatywność”, „płeć społeczno-kulturowa” oraz „prawa seksualne”. Jedna z miejskich radnych wprost mówiła o tym, że klęska programu była wynikiem działań Ordo Iuris.Promotorem tego programu był ówczesny wiceprezydent Gdańska, który właśnie został skazany w pierwszej instancji za… molestowanie seksualne małoletniego. Jeśli wyrok się uprawomocni, będzie to potwierdzony, ale niestety nie pierwszy przypadek, w którym promotorzy wulgarnej edukacji seksualnej okazują się być osobami z poważnymi zaburzeniami w sferze seksualności lub… po prostu zwykłymi pedofilami.O podobnych przypadkach pisaliśmy w naszym cyklu esejów „Prawda o edukacji seksualnej. O czym nie powiedzą edukatorzy seksualni?”, w którym obnażyliśmy zatrute korzenie wulgarnej edukacji seksualnej. Przypomnieliśmy między innymi o „ojcach” współczesnej edukacji seksualnej – Albercie Kinseyu i Helmucie Kentlerze, którzy twierdzili, że człowiek jest istotą seksualną od urodzenia i dlatego nie należy zabraniać dzieciom prowadzić życia seksualnego. Obaj swoje szkodliwe twierdzenia wcielali w czyn.
Kinsey przeprowadził w USA eksperyment, w którym dzieci (w tym niemowlaki!) padały ofiarą seksualnych nadużyć. Z kolei Kentler przez ok. 30 lat (przy wsparciu władz RFN) prowadził „eksperyment naukowy”, w ramach którego dzieci z domów dziecka były oddawane pod opiekę osobom podejrzewanym lub skazanym za przestępstwa pedofilskie.
Po latach ujawniono, że nieletni uczestnicy eksperymentu byli maltretowani i wykorzystywani seksualnie przez swoich opiekunów, a nawet samego Kentlera. T
o właśnie na tego rodzaju „dorobku naukowym” tego typu postaci opierają się zalecenia Światowej Organizacji Zdrowia z 2010 roku, w myśl których małe dzieci już w wieku 0-4 lat powinny być uczone na temat masturbacji.W naszej publikacji prezentujemy też konkretne przykłady wulgarnej i szkodliwej edukacji seksualnej oraz materiałów – filmów, gier czy podręczników – wykorzystywanych przez edukatorów w swoich kampaniach. Piszemy między innymi o opracowanym dla austriackiego Ministerstwa Edukacji, Sztuki i Kultury filmie instruktażowym dla młodzieży w wieku 12-18 lat, z którego młodzi ludzie mogą usłyszeć między innymi: „od czternastych urodzin życie seksualne prowadzisz na własną odpowiedzialność. Od tej pory uważana jesteś za dojrzałą seksualnie. Rodzicom nic do tego i możesz sypiać z kim chcesz”. Piszemy też o niemieckim poradniku, który zachęca do zabawy, w ramach której małe dzieci poruszają się na czworaka jak psy i wąchają swoje części ciała – w tym miejsca intymne.
W esejach sporo uwagi poświęcamy treściom, które polscy radykalni aktywiści chcą przekazywać dzieciom. Przykładowo na stronie założonej przez modelkę Anję Rubik Fundacji SEXEDPL młodzi ludzie mogą znaleźć materiały informujące o tym, że decydując się na kolczyk w łechtaczce, można „zapewnić sobie dodatkowe bodźce nie tylko w trakcie pieszczot i stosunku, ale także podczas samego chodzenia”.
 Młodzież może tam również natrafić na instrukcje dotyczące tego jak przygotować się do seksu analnego i jak dbać o higienę gadżetów erotycznych.Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w poniższy przyciskCzy prace domowe wrócą do szkół?Występując w obronie wysokiego poziomu nauczania w polskich szkołach, sprzeciwiliśmy się także wydanemu przez minister Nowacką rozporządzeniu ograniczającemu możliwość zadawania prac domowych uczniom szkół podstawowych. Przygotowaliśmy w tej sprawie analizę, którą przedstawiliśmy ministerstwu w ramach konsultacji nad projektem. Niezależnie od tego opracowaliśmy przystępny dokument w formie pytań i odpowiedzi na temat tego co w praktyce będą oznaczać wprowadzane przez ministerstwo zmiany. W publikacjach wskazaliśmy, że prace domowe od wielu lat pełnią ważną funkcję wychowawczą. Wyrabiają bowiem w uczniach nawyki i umiejętność samodzielnej nauki i organizacji pracy oraz kształtują systematyczność i obowiązkowość. Jest to niezwykle ważne nie tylko w edukacji, ale także w ich przyszłym, dorosłym życiu.Ponadto zwróciliśmy uwagę na to, że ograniczenie możliwości zadawania prac domowych uderza w prawo do nauki, prowadząc do pogłębienia różnic w nauce pomiędzy uczniami, którzy sami z siebie mają większą motywację do nauki i tymi, którzy potrzebują dodatkowej motywacji w postaci prac domowych do powtórzenia przerobionego podczas lekcji materiału. Podkreśliliśmy, że efektem zmian będzie także pogłębienie różnic pomiędzy szkołami państwowymi i prywatnymi. Wprowadzone ograniczenia nie dotyczą bowiem szkół niepublicznych, w których nauczyciele będą mogli zadawać uczniom prace domowe na dotychczasowych zasadach. W analizie dowiedliśmy, że forma i zakres zmian wprowadzonych w rozporządzeniu narusza szereg regulacji prawnych – w tym przepisy Konstytucji RP.Niestety rozporządzenie weszło w życie, choć dopuszczono w klasach I-III szkoły podstawowej możliwość zadawania pisemnych ćwiczeń usprawniających motorykę małą, czyli np. umiejętność pisania. Niemniej, w ramach szerokiej Koalicji na Rzecz Ocalenia Polskiej Szkoły skierowaliśmy do Prezydenta RP apel o złożenie do Trybunału Konstytucyjnego wniosku o zbadanie czy rozporządzenie jest zgodne z Konstytucją RP. Zwróciliśmy przy tym uwagę głowie państwa, że obowiązywanie rozporządzenia minister Nowackiej negatywnie odbija się na poziomie edukacji w naszym kraju.
Pomagamy rodzicom i nauczycielom
Wspierając rodziców, którzy chcą korzystać ze swojego konstytucyjnego prawa do wychowania dzieci w zgodzie z własnymi przekonaniami, prowadzimy szkolenia dla środowisk rodziców i nauczycieli, podczas których nasi eksperci mówią między innymi o tym, jak bronić dzieci przed ideologiczną propagandą lobby LGBT. Na bieżąco udzielamy również zgłaszającym się do nas rodzicom odpowiedzi i porad prawnych, analizując ich konkretne sytuacje i wskazując, co mogą w danej sytuacji zrobić.W odpowiedzi na napływające prośby o pomoc od nauczycieli, którzy są przymuszani – niekiedy również przez dyrekcje szkół – do zwracania się do uczniów, nieakceptujących własnej płci, za pomocą zaimków i imion właściwych dla płci przeciwnej, kończymy prace nad poradnikiem, w którym chcemy przekazać praktyczne informacje i argumenty prawne, pomagające przeciwstawić się tego rodzaju presji.W poradniku wskazujemy na publikacje, z których wynika, że większość przypadków braku akceptacji własnej płci jest przemijająca. Uleganie zaś presji i zwracanie się do uczniów za pomocą zaimków płci przeciwnej, może z jednej strony utrwalać nieprawidłowość w postrzeganiu własnej płci u konkretnej osoby, a drugiej – przyczyniać się do wystąpienia podobnych problemów u innych dzieci, w których głowach mogą pojawić się pytania typu „jeśli Ania nie jest dziewczynką, to może ja też nie jestem?”

Wspólnie obronimy polską szkołę
Widmo degradacji i ideologizacji programów nauczania oraz perspektywa ocenzurowania patriotycznych i narodowych treści wisi nad polską szkołą. Od lat stoimy na straży szkoły, ale skala wyzwań w tym roku przerasta wszystko, czego dotychczas doświadczaliśmy.Prowadzenie stałego monitoringu prac rządu i parlamentu w sferze edukacji wymaga nieustannego zaangażowania naszych analityków. Miesięcznie na ten cel musimy rezerwować 6 000 zł.
Z kolei przygotowanie każdej analizy konkretnego aktu prawnego wymaga – w zależności od jego stopnia skomplikowania oraz rozległości zapowiadanych zmian – zgromadzenia od 10 000 do nawet 15 000 zł. Jednak, jak pokazuje rzeczywistość, nasze merytoryczne argumenty są w stanie zatrzymać dewastację systemu edukacji.
Podjęcie jednostkowej kompleksowej interwencji w obronie praw rodziców do wychowania dzieci w zgodzie z własnymi przekonaniami, to koszt rzędu nawet 12 000 zł. Za każdym jednak razem musimy szczegółowego zbadać sprawę, analizując indywidualną sytuację pod względem prawnym. Często musimy podróżować po kraju, aby na miejscu udzielić pomocy prawnej naszym beneficjentem. Bez wsparcia prawników Ordo Iuris wielu rodziców nie będzie w stanie skutecznie zawalczyć o swoje konstytucyjne prawa.Poradnik dla nauczycieli, nad którym właśnie pracujemy, będzie nieocenioną pomocą dla nauczycieli zmuszanych przez władze szkół do nazywania uczniów za pomocą imion i zaimków niezgodnych z ich płcią biologiczną. Dokończenie publikacji to wydatek rzędu 8 000 zł.
Dlatego bardzo Pana proszę o wsparcie Instytutu kwotą 80 zł, 130 zł, 200 zł lub dowolną inną, dzięki czemu prawnicy Ordo Iuris będą skutecznie bronić polskich dzieci przed demoralizacją.
Aby wesprzeć działania Instytutu Ordo Iuris, proszę kliknąć w powyższy przycisk
Z wyrazami szacunku

P.S. Efekty naszych działań w kwestii zablokowania reformy podstawy programowej wywołały prawdziwą wściekłość lewicy. Radykałowie zapewne teraz ze zdwojoną siłą przystąpią do działań, podejmując kolejną próbę uderzenia w polską edukację. Nie możemy spocząć na laurach. Musimy ich powstrzymać. Wierzę, że z Pana pomocą będziemy mogli tego dokonać.
P.P.S. O tym, że obrona polskiej szkoły jest kluczowa a kształcenia dzieci w duchu patriotyzmu i poszanowania wartości nie można oddać w niepowołane ręce, świadczy także coraz większa popularność wśród młodych ludzi „ekowandalizmu” w imię tzw. ochrony klimatu. Dewastują oni pomniki, niszczą dzieła sztuki, przerywają wydarzenia kulturalne i sportowe oraz blokują drogi w godzinach szczytu. 

Odpowiadając na liczne prośby, w najbliższy piątek 17 maja o godzinie 20:00 organizujemy zdalne szkolenie poświęcone tej tematyce. Jego uczestnicy dowiedzą się, jak reagować na powyższe przypadki zgodnie z prawem. Serdecznie zapraszam Pana do udziału w tym wydarzeniu. 
W celu zgłoszenia proszę wypełnić formularz. Liczba miejsc ograniczona. Decyduje kolejność zgłoszeń.
Działalność Instytutu Ordo Iuris możliwa jest szczególnie dzięki hojności Darczyńców, którzy rozumieją, że nasze zaangażowanie wymaga regularnego wsparcia.Ustaw stałe zlecenie i dołącz do naszej misji.
Dołączam do Kręgu Przyjaciół Ordo Iuris
 Instytut na rzecz Kultury Prawnej Ordo Iuris
ul. Zielna 39, 00-108 Warszawa +48 793 569 815 www.ordoiuris.pl

POKEMONY KOALICJI RZĄDZĄCEJ. 10 min.

9 maj 2024 POKEMONY KOALICJI RZĄDZĄCEJ Mój sklep: https://memowy.pl/

Ten film jest zbiorem autorskich memów z kanału, stworzone w całość, oryginalne memy.

Legit no scam!

0:00 Leszczyna różdżka

0:25 Cmentarzysko Słoni

1:10 Tusk XD 2:10

Trzaskowski i jego ziemia

2:54 Gomoła Hołownia2050

3:36 Hołownia2050

4:20 Pokemon Koalicji

5:08 Tusk i jego Paliwo po 5 zł

5:51 Lewak nic nie wie, nie rozumie.

7:20 Dobrowolny ZUS xd

8:17 Kołodziejczak…

9:20 Ekspertyzy Tuska CPK…

„Sukces” ONZ i WHO: Dzietność na całym świecie spada szybciej niż w prognozach ONZ

Dzietność na całym świecie spada szybciej niż w prognozach ONZ

13.05.2024 dzietnosc-na-calym-swiecie-spada-szybciej-niz

Normalna rodzina. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay
Normalna rodzina. Zdjęcie ilustracyjne. Źródło: pixabay

Dzietność na całym świecie spada szybciej niż w prognozach ONZ, a według niektórych szacunków spadła już poniżej poziomu zastępowalności pokoleń – pisze w poniedziałek „Wall Street Journal”. Podkreśla, że polityka mająca zachęcać do posiadania większej liczby dzieci zwykle nie przynosi pożądanych efektów.

Dziennik powołuje się na badanie ekonomisty z Uniwersytetu Pensylwanii, Jesusa Fernandeza-Villaverde, specjalizującego się w demografii. Według danych zbieranych przez naukowca w wielu krajach – takich jak Chiny, Egipt czy Kenia – liczba urodzeń jest o kilkanaście procent niższa niż prognozowana przez ONZ. W efekcie globalny współczynnik dzietności wynosi obecnie między 2,1-2,2. W krajach rozwiniętych przyjmuje się, że współczynnik wymagany do zastępowalności pokoleń to 2,1, podczas gdy w krajach rozwijających się – ze względu na wyższą śmiertelność kobiet i niższą liczbę rodzących się dziewczynek – 2,2.

Ostatnie dane opublikowane przez ONZ z 2021 r. szacowały ten współczynnik na 2,3, podczas gdy jeszcze w 2017 r. wynosił 2,5. Choć nie wszyscy naukowcy zgadzają się co do tego, że globalna dzietność spadła poniżej poziomu zastępowalności pokoleń, liczba urodzeń spada szybciej, niż oczekiwano, co przekłada się też na prognozy dotyczące tego, kiedy liczba ludności na Ziemi zacznie spadać. Jeszcze w 2017 r. ONZ zakładała, że będzie ona rosnąć aż do końca XXI w. i osiągnie 11,2 mld w 2100 r. Teraz naukowcy z Uniwersytetu Waszyngtońskiego szacują, że światowa populacja osiągnie szczyt już w 2061 r. na poziomie 9,5 mld (obecna szacowana liczba ludności to ok. 8 mld).

„WSJ” zauważa, że spadek dzietności notuje się już nie tylko w państwach bogatych, ale też w tych rozwijających się. W Indiach, które prześcignęły w ostatnich latach Chiny jako najludniejsze państwo świata, współczynnik dzietności spadł poniżej poziomu gwarantującego zastępowalność pokoleń. Liczba rodzących się dzieci spada też w Afryce (choć tam liczba ludności wciąż rośnie najszybciej), m.in. dzięki zwiększeniu stosowania środków antykoncepcyjnej. „WSJ” pisze, że jest to związane również z globalizacją kultury i dostępem do internetu, dzięki czemu np. kobiety w indyjskich wioskach stykają się z kulturami, gdzie normą jest mniejsza liczba dzieci. W USA, które do niedawna były wyjątkiem, jeśli chodzi o dzietność w państwach rozwiniętych, współczynnik dzietności spadł podczas kryzysu finansowego 2008 r. poniżej 2, lecz wbrew oczekiwaniom demografów nie powrócił do tego poziomu i obecnie wynosi 1,79.

Dziennik przytacza przykłady, gdy rządy państw zmagających się z kryzysem demograficznych starały się walczyć ze starzeniem się społeczeństw poprzez politykę zachęcającą obywateli do posiadania większej liczby dzieci. Gdy Japonia wprowadziła kilka zachęt – w tym urlop rodzicielski, subsydiowaną opiekę nad dziećmi czy „becikowe” – współczynnik dzietności wzrósł w latach 2005-2015 z 1,26 do 1,45, lecz w 2022 r. wrócił do poziomu początkowego. Podobnie nieznaczne efekty przynosiły ambitne programy pronatalistyczne na Węgrzech.

Jak zauważa „WSJ”, spadek liczby ludności może mieć znaczące konsekwencje dla gospodarki i jakości życia. Mniejsza liczba dzieci i starzejące się społeczeństwo oznacza większe obciążenie dla służby zdrowia i trudności w znalezieniu pracowników. To również problem dla funduszy emerytalnych. W Korei Południowej, gdzie współczynnik dzietności jest najniższy na świecie (0,72), funduszowi emerytalnemu mogą skończyć się środki już w 2055 r. Mimo to problem nie przyciąga dużej uwagi wyborców, bo – jak twierdzi cytowany przez gazetę ekonomista Sok Chul Hong – „starzy nie są zbyt zainteresowani reformą emerytalną, a młodzi mają apatyczny stosunek do polityki”.

Po Fatimie – Akita. Gorszący kryzys w Kościele i straszliwa kara

11 października 2017 Krystian Kratiuk pch24/po-fatimie-akita-gorszacy-kryzys-w-kosciele-i-straszliwa-kara

Po Fatimie – Akita. Gorszący kryzys w Kościele i straszliwa kara

Kończy się rok, w którym wspominaliśmy niezwykle doniosłe wydarzenie w najnowszej historii zbawienia – orędzie Matki Bożej przekazane w Fatimie. Wraz z przeminięciem setnej rocznicy ostatniego portugalskiego objawienia nie ustała jednak prorocka rola Maryi. Warto pamiętać, że ponad pół wieku po rozmowie z dziećmi w Cova da Iria Matka Boża przewidziała również olbrzymi kryzys wśród duchowieństwa. I jeszcze straszliwsze kary.

Prorocza rola Matki Bożej nie zaczęła się rzecz jasna przed stu laty w Fatimie. Zaczęła się ona wraz z jej niepokalanym poczęciem i trwała przez kolejne dekady, w których poczęła z Ducha Świętego, porodziła Syna Bożego, towarzyszyła najpierw Jemu, a potem Jego apostołom.

Po Wniebowzięciu Maryja również nie przestała wspierać wyznawców Chrystusa na ziemi. Chrześcijanie zrozumieli to bardzo szybko, czcząc Ją i prosząc o Jej wstawiennictwo w każdej sprawie. Najlepszym tego dowodem jest modlitwa „Pod Twoją Obronę”, którą odmawiamy od dwóch tysięcy lat – najstarszy znany współcześnie papirus zawierający jej słowa datuje się na początek trzeciego stulecia po Chrystusie.

Wraz z rozwojem Swojego Kościoła Chrystus wysłuchiwał próśb niesionych za pośrednictwem Jego Matki, ale po rozpoczęciu wielkiego kryzysu stworzonej przez swych wyznawców cywilizacji chrześcijańskiej wybrał dla Maryi nową rolę. O ile do tej pory pozostawała Ona pośredniczką między nami a Nim, miała stać się także pośredniczką między Nim a nami. Ostrzega nas bowiem przed  Jego gniewem i podpowiada co zrobić, by uzyskać Jego przebaczenie.

Matka Boża ukazała się w Guadelupe, czym zupełnie przemieniła Meksyk, a potem w Quito – jakby chcąc nieść swe błogosławieństwo nowo chrzczonym ludom, podkreślając zarazem doniosłość odkrycia nowych lądów i rozszerzenia na nie potęgi Kościoła.  

Później we francuskim Laus prosiła o modlitwę o nawrócenie grzeszników, wiedząc już wówczas z pewnością co czeka Francję, jeśli nastroje zezwalające na promocję grzechu nie przeminą.

Na paryskiej Rue du Bac oferowała Francuzom (a w konsekwencji i całemu światu) szansę na zachowanie Wiary w dobie zabijania katolików wiernych naturalnemu porządkowi. Dała nam wówczas Cudowny Medalik, do dziś noszony na piersiach przez Jej licznych czcicieli. Wtedy też po raz pierwszy powiedziała stanowczo, że jeśli ludzkość nie odprawi pokuty i nie nawróci się, nadejdą straszliwe kary. Nie posłuchaliśmy.

Widząc niesłabnący sprzeciw ludzi wobec Bożych Praw, Matka przyszła do nas znów – tym razem do La Salette. Jej słów nie sposób nie odczytywać jako jeszcze bardziej dosadnych niż poprzednio: mówiła o wielkiej apostazji, przewidziała zepsucie pośród duchowieństwa i po raz kolejny zapowiedziała przerażające kary, które miały spaść na świat, jeśli ten odmówi nawrócenia. Już wówczas jednak obiecała swoje ostateczne zwycięstwo oraz nadejście czasów, w których Kościół zapanuje nad oczyszczonym światem. To od ludzi jednak miało zależeć, czy nastąpi to zamiast rzeczonych kar, czy dopiero długo po ich zesłaniu. Ale znów nie posłuchaliśmy.

Matka Boża nie mogła nie dostrzec nieposłuszeństwa swych dzieci. Może jej proroctwa wydawały nam się zbyt mało wiarygodne? Postanowiła więc dać ostateczny dowód, że za Jej pośrednictwem dzieją się cuda i każdy może doświadczyć niebywałych łask. Objawiła się więc w Lourdes i – jak przystało na kochającą Matkę – dała nam konkret! Miejsce, w którym można dostąpić nawrócenia już nie tylko poprzez wolę i otwarcie się na łaskę, ale także przez spektakularne cuda! Wielu z nas tych cudów zakosztowało. Ale świat znów Jej nie posłuchał.

Więc wróciła po raz kolejny. Objawiła się w Fatimie i – znów próbując przekonać nas do wyboru Dobra – pokazała dzieciom piekło, by powiedziały światu co czeka dusze, które nie chcą uznać Jej Syna za Boga. Dodała, że znikną całe narody, a rozprzestrzenione przez Rosję błędy sprowadzą na manowce wiele osób. Poprosiła więc – poświęćcie memu Niepokalanemu Sercu Rosję! Dała nam jasną instrukcję! A my… potraktowaliśmy ją po swojemu, zinterpretowaliśmy jak chcieliśmy (choć wskazówki były niezwykle jasne i precyzyjne) i w konsekwencji… nie posłuchaliśmy lub posłuchaliśmy tylko trochę.

Ostatni raz (przynajmniej do tej pory) Maryja pojawiła się w Akita. Postanowiła dzielić się wizją ratunku dla świata poza granicami nieposłusznej Europy – zwróćmy bowiem uwagę, że wcześniej objawiła się we Francji, w Portugalii oraz w… Gietrzwałdzie, gdzie również prosiła o codzienny różaniec wynagradzający za grzechy.

Tym razem Matka Boża wybiera  daleką od Starego Kontynentu Japonię i prostą zakonnicę Agnieszkę, której przekazała przerażające słowa: Powiedziałam ci już, że jeżeli ludzie nie zaczną pokutować i nie poprawią się, Ojciec ześle na ludzkość straszliwą karę. Będzie to kara większa niż potop, nieporównywalna z niczym, co widział świat. Ogień spadnie z nieba i unicestwi większą część ludzkości, dobrych na równi ze złymi, nie oszczędzając ani kapłanów, ani wiernych. Ci, co ocaleją, będą czuć się tak samotni, że będą zazdrościć umarłym. Jedyną bronią, jaka wam pozostanie, to Różaniec i Znak pozostawiony przez Mego Syna. Codziennie odmawiajcie różańcowe modlitwy.

Objawienia te miały miejsce w latach siedemdziesiątych – wielu spośród czytelników tego tekstu było już na świecie. Wiele lat wcześniej skończyła się II wojna światowa, a więc Maryja mówiąca o „straszliwej karze większej niż potop”, o „ogniu spadającym z nieba i unicestwiającej większą część ludzkości” nie miała  na myśli ani hitlerowskiej hekatomby, ani bolszewickiej zarazy, ani nawet pustoszących już wcześniej Japonię amerykańskich bomb atomowych. To wszystko ma się dopiero wydarzyć! I wydarzy się, jeśli się nie nawrócimy! Maryja mówi jasno – zagłada nie ominie wiernych, a nawet duchownych. A moment, w którym nadejdzie, przypominać ma dla naszej cywilizacji to, czym dla Żydów było zniszczenie Jerozolimy. Narodowi niegdyś wybranemu przepowiadał taki los sam Zbawiciel, mówiąc do córek Jerozolimskich: Oto bowiem przyjdą dni, kiedy mówić będą: „Szczęśliwe niepłodne łona, które nie rodziły, i piersi, które nie karmiły”. Wtedy zaczną wołać do gór: Padnijcie na nas; a do pagórków: Przykryjcie nas! Bo jeśli z zielonym drzewem to czynią, cóż się stanie z suchym? (Łk, 23, 27-31). Słowa Jego Matki wypowiedziane w Akita – Ci, co ocaleją, będą czuć się tak samotni, że będą zazdrościć umarłym – brzmią przecież bliźniaczo podobnie do tych wypowiedzianych przez Jej Syna przed dwoma tysiącami lat.

Maryja mówiła dalej do japońskiej zakonnicy: Na różańcu módlcie się za papieża, biskupów i kapłanów. Działanie szatana przeniknie nawet Kościół, do tego stopnia, że będzie można zobaczyć kardynałów sprzeciwiających się innym kardynałom i biskupów występujących przeciwko innym biskupom. Kapłani, którzy Mnie czczą, będą wyszydzani i prześladowani przez swych współbraci… świątynie i ołtarze będą plądrowane; Kościół będzie pełen tych, którzy pójdą na kompromis, a szatan będzie kusił wielu kapłanów i osoby konsekrowane, by opuścili służbę Panu.

Czy istnieje jakiekolwiek przesłanie, które lepiej oddaje sytuację wewnętrzną dzisiejszego Kościoła? Owszem, Matka Boża we wcześniejszych orędziach opisywała sytuację na świecie i sytuację prześladowanych katolików, ale dopiero w Japonii powiedziała o tym, jak brak naszego nawrócenia dramatycznie odmienił Kościół!

Bo czyż nie widzimy dziś kardynałów sprzeciwiających się innym kardynałom?

Czyż każdego dnia nie słyszymy o biskupach występujących przeciwko innym biskupom i nauce Kościoła?

Czy na naszych oczach kapłani nie wyszydzają swych współbraci czczących Matkę Bożą i przywiązanych do Tradycji? Czyż wierni Maryi księża nie są dziś w Kościele wręcz prześladowani?

Czy nie doświadczyliśmy splądrowania Kościołów? Zarówno przez decyzję biskupów i proboszczów po Soborze Watykańskim II, jak i w konsekwencji tych decyzji wiele lat później? Czyż nie są one plądrowane także przez jawnych wrogów Kościoła – jak choćby na Bliskim Wschodzie?

I wreszcie – czy Kościół nie jest dziś pełen tych, którzy poszli na kompromis?

Pytania te stają się w naszych czasach nad wyraz retoryczne.

Figura, za której pośrednictwem  objawiała się Matka Boża w Japonii, płakała ponad sto razy. Maryja wprost powiedziała dlaczego: Diabeł będzie występował szczególnie przeciwko duszom poświęconym Bogu. Powodem Mego smutku jest myśl o zatraceniu tak wielu dusz. Jeśli grzechy będą coraz liczniejsze i poważniejsze, nie będzie już dla nich przebaczenia.

Pan Bóg w swym niewyobrażalnym miłosierdziu zakomunikował nam w Akita poprzez Maryję: macie jeszcze szansę!

Kto wie, może już ostatnią?

Krystian Kratiuk

Neo-Sodoma w akcji: Trans-ideolo zniosła parytet płci. Meksykańscy politycy… zmieniają płeć, by móc startować w wyborach

Transideologia zniosła parytet płci. Meksykańscy politycy… zmieniają płeć, by móc startować w wyborach

https://www.fronda.pl/a/Transideologia-zniosla-parytet-plci-Meksykanscy-politycy-zmieniaja-plec-by-moc-startowac-w-wyborach,229997.html


To nie jest skecz z kabaretowego występu: lewicowi meksykańscy politycy zmienili płeć, by móc startować w wyborach do władz samorządowych jako kobiety. Ekologiczna Partia Zielonych Meksyku i Partia Rewolucyjno-Demokratyczna spotkała się z krytyką ze strony pozostałych partii lewicowych za to, że wystawiły jako swoje „kandydatki” w wyborach miejskich w stanie San Luis de Potosí… mężczyzn. Obie partie nominowały w sumie czterech mężczyzn twierdzących, że są kobietami.

Jeden z tych panów (pań?) – Saulo Morales Guerrero – z początku zarejestrował się jako mężczyzna, ale następnie zmienił płeć. Oznacza to w Meksyku po prostu wypełnienie dokumentów w ramach tzw. „autoidentyfikacji” transpłciowej. Jak podaje feministyczny portal „Reduxx”, postępowanie obu partii „wydaje się być sposobem wykorzystania luki w Prawie o równości płci w meksykańskiej Konstytucji, które wymaga, by 50 proc. wszystkich wybranych stanowisk były zajmowane przez kobiety w dążeniu do zwalczania szerzącej się w tym kraju przemocy seksualnej”.

Jak pisze Nuria Muíña García z „Reduxx”, „każda partia polityczna musi nominować co najmniej pięć kobiet, by uczestniczyć w wyborach”. Albo zatem wspomniane partie nie miały wystarczającej liczby kandydatek, albo postanowiły podbić swoje szanse wygrania wyborów, gdyż jeśli zasada równości płci nie zostaje spełniona, to panie „przeskakują” w finale męskich przeciwników.

Tymczasem, jak podaje portal „Pulso”, Partia Rewolucyjno-Demokratyczna tłumaczy swój ruch następująco: „Proces w tym roku otwiera drzwi dla historycznej sposobności konstruowania równości i inkluzji, gdzie wszystkie grupy społeczne – kobiety, rdzenna ludność, społeczność LGBTQ+ i osoby z niesprawnościami – mogą mieć gwarancje uczestnictwa i że ich głos będzie słyszany w każdej przestrzeni”.

Rzut oka na zdjęcia czterech „kandydatek” obu partii pokazuje, że żaden (żadna?) z panów nie starał się w jakikolwiek sposób upodobnić do kobiety. Żaden z nich również nie zmienił imienia, a na zdjęciach można zobaczyć tych lewicowych polityków z żonami i dziećmi. „Reduxx” twierdzi, że kobiety rzekomo boją się wypowiadać krytycznie o „transpłciowych kandydatkach”, gdyż są zastraszane.

Jak skomentował całą sprawę Jonathon Van Maren z „Life Site News”: „To chyba najlepszy przykład progresywizmu duszącego samego siebie, węża dławiącego się swoim własnym ogonem”.

Przyczyną takich absurdów jest działalność aktywistów transpłciowych, którzy domagają się możliwości „autoidentyfikacji” polegającej po prostu na stwierdzeniu, że jest się np. kobietą lub mężczyzną bez potrzeby przechodzenia jakiejkolwiek procedury czy badań. Wśród feministek sprzeciw wobec ideologii transpłciowej w ostatnim czasie głośno wyraża J.K. Rowling, autorka powieści o Harrym Potterze. Rowling dostrzega w tej ideologii różne zagrożenia dla kobiet, w tym ich bezpieczeństwa, gdy np. do więzień żeńskich trafiają mężczyźni identyfikujący się jako kobiety.

Uniwersytet Hebrajski o Żydach: Polacy odpowiedzialni za holokaust „dokładnie tak samo jak Niemcy”. Ale Niemcy są najlepszym przyjacielem.

SZOKUJĄCE wyniki badań Uniwersytetu Hebrajskiego. Polacy odpowiedzialni za holokaust „dokładnie tak samo jak Niemcy”

13.05.2024 uniwersytet-hebrajski-polacy-odpowiedzialni-za-holokaust-dokladnie-tak-samo-jak-niemcy

Społęczność żydowska boi się pogromów.
Społęczność żydowska – zdj. ilustracyjne. / Fot. Blake Campbell/Unsplash

Szef Ośrodka Studiów Wschodnich Wojciech Konończuk zwrócił uwagę na badania opublikowane przez Uniwersytet Hebrajski. Wynika z nich, że ponad połowa Izraelczyków jest zdania, że Polacy są „dokładnie tak samo jak Niemcy” odpowiedzialni za holokaust.

Konończuk przytoczył badania opublikowane przez uniwersytet w Jerozolimie. Wynika z nich, że wśród Izraelczyków aż 54 proc. uważa, że Polacy byli „dokładnie tak samo jak Niemcy” odpowiedzialni za holokaust. Kolejne 28 proc. uznaje, że „tylko częściowo” Polacy byli winni temu, że ich żydowscy sąsiedzi zostali unicestwieni w holokauście.

Tylko 8 proc. wskazuje, że Polacy też byli ofiarami. 8 proc. nie ma zdania, a 2 proc. „wolałoby nie odpowiadać”.

Zbadano też, który kraj mieszkańcy Izraela uważają za „przyjaciela” swojego państwa. Jak się okazuje, przodują… Niemcy, na które wskazało 53 proc. Na kolejnym miejscu uplasowała się Wielka Brytania, którą wybrało już tylko 35 proc. Dalej Holandia – 26 proc., Francja – 24 proc. Polska znalazła się na końcu zestawienia z wynikiem 19 proc.

Zapytano też o „najbardziej antysemickie” państwo spośród tych pięciu. W tym zestawieniu „wygrała” Francja – 37 proc. Na drugim miejscu – Polska (16 proc.), dalej Wielka Brytania (15 proc.), Holandia (8 proc.). Jak się okazało, najmniej osób wskazało Niemcy – 6 proc.

Do tych badań odniósł się redaktor naczelny „Najwyższego CZAS!”-u dr Tomasz Sommer.

„Wg Żydów Polacy są winni prawie tak samo jak «naziści». Takie przekonanie powszechne jest też od lat w Stanach i właśnie do uzasadnienia tego przekonania potrzebne było sfałszowanie sprawstwa mordu w Jedwabnem, do czego przyczynili się Gross, Kaczyński, Kwaśniewski, Schudrich, Kieres oraz wielu innych zaprzańców” – napisał.

Nowa odsłona afery wizowej. Uczeni.

Nowa odsłona afery wizowej. Polska masowo przyznaje wizy imigrantom pod pretekstem studiów

13.05.2024 nowa-odslona-afery-wizowej

Imigrant. Zdjęcie ilustracyjne: Pexels
Imigrant. Zdjęcie ilustracyjne: Pexels

Nawet kilkadziesiąt tysięcy osób mogło przyjechać do Polski pod pretekstem studiowania, jednak nauki nie podjęły. Sprawdzają szkoły wyższe. Niektóre szkoły prywatne traktują cudzoziemskich studentów jako źródło zarobku.

O sprawie pisze poniedziałkowy „Dziennik Gazeta Prawna”. Jak czytamy, studenci z Rwandy, Turcji czy Zimbabwe chętnie podejmują studia w Polsce, ale już na pierwszym roku zapał im mija.

„Zapisują się na uczelnię, by uzyskać wizę. Chodzi o to, by przekroczyć granicę strefy Schengen. Studencka wiza umożliwia zarówno pobyt w UE, jak i legalną pracę. W praktyce więc większość cudzoziemców wcale nie zaczyna studiów, ale czesne płaci” – tak w dużej mierze wygląda proceder.

Rok studiów zarządzania w języku angielskim na polskiej uczelni kosztuje 3120 euro. Niektóre szkoły prywatne traktują cudzoziemskich studentów jako źródło zarobku.Nie sprawdzają kwalifikacji obcokrajowców do podjęcia studiów w Polsce, np. nie są w stanie zweryfikować, czy kandydat naprawdę ukończył szkołę średnią – powiedział Mateusz Reszczyk, wicekonsul Polski w Indiach na komisji śledczej ds. afery wizowej.

W trakcie zeznań powiedział o trzech prywatnych uczelniach, które aktualnie są sprawdzane. To Vistula, Wyższa Szkoła Menedżerska w Warszawie oraz Akademia Nauk Stosowanych WSGE w Józefowie.

Według Ośrodka Przetwarzania Informacji, 61 proc. studentów Wyższej Szkoły Zarządzania i Administracji w Opolu to cudzoziemcy. „Od kilku lat większość obcokrajowców studiuje tam na pierwszym roku. Także Wyższa Szkoła Bezpieczeństwa Wewnętrznego w Łodzi kształci głównie studentów spoza UE i to prawie wyłącznie na pierwszym roku” – podał dziennik.

Według ekspertów, zmiany są konieczne, by wyeliminować patologie. Radca prawny dr Aleksander Jakubowski z Wydziału Prawa i Administracji UW uważa, że uczelnie kształcące obcokrajowców powinny być poddane szczególnej kontroli Polskiej Komisji Akredytacyjnej.

Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji potwierdza, że powołano międzyresortową grupę roboczą do wyeliminowania nieprawidłowości w systemie wizowym. Procedury uszczelniano w 2019 r. „Od tego czasu do uzyskania wizy uprawniają studia stacjonarne na prywatnej uczelni z listy prowadzonej przez MSWiA. Jednak szkół wyższych, które rekrutowały zagranicznych studentów od lat, zmiany nie dotknęły” – zauważa DGP.

Wszystko to jest operacją psychologiczną

Wszystko jest operacją psychologiczną

Autor: AlterCabrio , 12 maja 2024

Bitwa nie toczy się o ziemię czy zasoby, ale o istotę tego, co czyni nas ludźmi: naszą zdolność do swobodnego myślenia, odczuwania i działania. Cel elity jest niepokojąco prosty: wydrążyć jednostkę, pozostawiając pustą skorupę, jednocześnie odzierając z duszy.

Stosują szereg technik, aby wpływać na nasze myśli i wybory, sprawiając, że nieświadomie dostosowujemy się do ich mrocznych planów.

−∗−

Tłumaczenie: AlterCabrio – ekspedyt.org

−∗−

Wszystko jest operacją psychologiczną

Z dnia na dzień gromadzące się dowody sprawiają, że coraz trudniej jest trzymać się naiwnego poglądu, że wstrząsy definiujące nasze czasy to po prostu naturalne zbiegi okoliczności.

Staje się coraz bardziej oczywiste, że znajdujemy się w centrum zaplanowanej kampanii mającej na celu zaszczepienie strachu nie przez przypadek, ale poprzez uważną manipulację, której celem jest nie tylko zastraszenie nas, ale także uczynienie nas bezsilnymi za pomocą różnych sztucznych środków.

U podstaw tego celowego nieporządku leży narzędzie wybrane przez elitę: wojna psychologiczna. Taktyka ta wykracza poza konflikt fizyczny, ma na celu penetrację psychiki i systematyczną degradację ludzkiego ducha.

Bitwa nie toczy się o ziemię czy zasoby, ale o istotę tego, co czyni nas ludźmi: naszą zdolność do swobodnego myślenia, odczuwania i działania. Cel elity jest niepokojąco prosty: wydrążyć jednostkę, pozostawiając pustą skorupę, jednocześnie odzierając z duszy.

Stosują szereg technik, aby wpływać na nasze myśli i wybory, sprawiając, że nieświadomie dostosowujemy się do ich mrocznych planów.

Konwencjonalna wojna służy jedynie odwróceniu uwagi, co jest sprawą drugorzędną w porównaniu z powszechnym atakiem psychologicznym, mającym na celu uczynienie nas uległymi nie przemocą, ale poprzez wyrzeczenie się naszej wewnętrznej siły.

Rozpowszechnienie się nowych technologii i inteligentnych urządzeń, w tym gier, filmów i różnych gadżetów, prowadzi do uzależnienia od tych produktów. Uzależnienie to zastępuje lub osłabia zdolności umysłowe użytkowników, takie jak pamięć, uwaga, koncentracja i kreatywność.

Na przykład dzieci wolą oglądać filmy niż czytać, często przeglądając treści, które mogą nie być właściwe czy edukacyjne.

Z biegiem czasu nie tylko ogłupia to populację, czyniąc ją bardziej nieświadomą i zależną od systemu, którego nieświadomie jest częścią, ale także czyni ją uzależnioną od tego właśnie systemu.

Platformy mediów społecznościowych zaprojektowano z myślą o nadrzędnym celu: kontrolowaniu i wpływaniu na to, co ludzie mówią i myślą, zwłaszcza ci, którzy mają odmienne zdanie.

Alternatywne kanały medialne, takie jak Telegram, stają się wylęgarnią kontroli i dezorientowania tych, którzy chcą uniknąć tej manipulacji. Co więcej, na młodych ludzi coraz większy wpływ mają „influencerzy”, z których wielu promuje powierzchowne lub szkodliwe zachowania, dodatkowo kształtując działania i myśli podatnych na wpływy odbiorców.

Wreszcie, kluczową strategią tej manipulacji jest zaszczepianie strachu i niepokoju w populacji poprzez wymyślanie lub wyolbrzymianie zagrożeń, takich jak choroby. Groźby te mogą być całkowicie sfabrykowane lub znacznie przesadzone, powodując zamieszanie i strach.

To sianie strachu jest często wykorzystywane do usprawiedliwienia nowych interwencji medycznych, szczepionek lub uzasadnienia konfliktów, co jeszcze bardziej wpędza społeczeństwo w cykl zależności i manipulacji ze strony osób sprawujących władzę.

Terminologia stosowana przez tzw. głębokie pastwo odzwierciedla dogłębne zrozumienie psychologicznych i mentalnych wymiarów kontroli i wpływu na ludzi. Uznają ogromną władzę, jaką dzierży umysł i duch. Władzę, która jest kluczowa dla stosowanego przez nich okultyzmu.

Tradycje te podkreślają wiarę w zdolność umysłu do uzewnętrzniania rzeczywistości i oszukiwania jednostek, aby zaakceptowały iluzje jako prawdy. Oto kilka kluczowych terminów opisujących ich metody i cele:

Perswazja: przekonywanie osób do przyjęcia określonych punktów widzenia lub działań zgodnych z ich planami.

Wpływ: kształtowanie myśli, zachowań i decyzji ludzi w sposób subtelny, ale skuteczny.

Zmiana: zmiana postrzegania i postaw, aby upewnić się, że odpowiadają one pożądanym narracjom.

Rozrywka: przechwytywanie uwagi mas poprzez rozpraszanie koncentracji, utrzymywanie ich w zaabsorbowaniu i z dala od krytycznego myślenia.

Subordynacja: zachęcanie do posłuszeństwa i bezwarunkowego podporządkowania się ich dyrektywom.

Rozpraszanie uwagi: odwrócenie uwagi od istotnych kwestii lub prawd za pomocą różnych środków rozrywki lub dezinformacji.

Akceptacja: wzmacnia poczucie rezygnacji lub akceptacji wobec pewnych ideologii, norm lub warunków.

Strach: wykorzystywanie strachu jako narzędzia do manipulowania emocjami i reakcjami, często w celu uzasadnienia środków kontrolnych.

Zaangażowanie: utrzymywanie aktywnego zaangażowania poszczególnych osób lub zajmowania się treściami lub narracjami, które służą ich celom.

Aprobata: zachęcanie do szczerej akceptacji pewnych przekonań, technologii lub zmian, które zwiększają ich kontrolę.

Nienawiść: wzbudzanie emocji wrogości i podziałów w celu osłabienia więzi społecznych i wzmożenia konfliktów.

Podziały: dzielenie społeczności i społeczeństw na przeciwstawne frakcje w celu osłabienia zbiorowego oporu i zrozumienia.

Narracja wokół głębokiego państwa i wykorzystania przez nie różnych platform i wpływowych osób do manipulowania społeczeństwem opiera się na założeniu, że w społeczeństwie celowo wspiera się szeroką gamę negatywnych emocji i stanów umysłu.

Manipulacja ta obejmuje rozrywkę, media społecznościowe i trendy kulturowe, a jej celem jest wywarcie wpływu na grupy szczególnie bezbronne, takie jak młodzi ludzie.

Influencerzy, jak można zauważyć na platformach takich jak YouTube, odgrywają w tym znaczącą rolę, promując treści, które mogą mieć szkodliwy wpływ na rozwój dzieci i młodych dorosłych. Treści te często gloryfikują zachowania i ideologie, które są aspołeczne, szkodliwe lub wątpliwe moralnie.

Rodzaj dyskursu sugeruje, że takie wpływowe osoby nie tylko dzielą się swoim życiem lub zainteresowaniami, ale aktywnie uczestniczą w szerszym programie mającym na celu degradację wartości i norm społecznych.

Gry wideo są wymieniane jako przykłady mediów nagradzających negatywne zachowania, takie jak kradzież i przemoc, co dodatkowo przyczynia się do realizacji przypuszczalnej nadrzędnej strategii degradacji moralnej i etycznej.

Angażując się w te gry, poszczególne osoby, zwłaszcza młodzież, mogą być bardziej podatne na przyjmowanie przedstawianych tam zachowań i postaw, spełniając w ten sposób domniemany cel, jakim jest odciągnięcie społeczeństwa od konstruktywnych zajęć w stronę chaosu i niezgody.

Różne formy mediów i wpływu nie są odosobnionym zjawiskiem, ale wzajemnie powiązanymi narzędziami używanymi przez rządzących do kształtowania świadomości publicznej w sposób podważający indywidualną autonomię, moralność i krytyczne myślenie.

Obawy związane z wpływem nowoczesnych technologii i mediów społecznościowych na młodych ludzi są powszechne i dotyczą takich kwestii, jak uzależnienia i zdrowie psychiczne, a także prywatność i bezpieczeństwo.

Korzystanie z mediów społecznościowych, zwłaszcza platform takich jak TikTok, doprowadziło do rozprzestrzeniania się trendów i wyzwań, z których niektóre miały niebezpieczne lub nawet śmiertelne skutki. Platformy te, oferując bezprecedensowe sposoby łączenia się i udostępniania, stwarzają również ryzyko, szczególnie dla młodszych, bardziej podatnych na wpływy użytkowników.

Poważnym problemem jest zjawisko „gang-stalkingu” lub skoordynowanych kampanii nękania w internecie. Poszczególne osoby mogą stać się celem grup, otrzymując groźby lub poniżające wiadomości, które mogą znacząco wpłynąć na ich dobrostan psychiczny.

Działania te są często anonimowe i wykorzystują zasłonę anonimowości internetu, aby uniknąć konsekwencji. Psychologiczne skutki takiego molestowania mogą być głębokie i wpływać na nastrój, motywację i ogólne zdrowie psychiczne poszczególnych osób.

Wiele agencji wywiadowczych prowadzi farmy hakerów, zatrudniając osoby na całym świecie do wykonywania różnych zadań. Wkraczają nagle w życie jednostki, wpływając na nią, aby zachowywała się w pożądany sposób.

Dodatkowo na cyfrowy krajobraz duży wpływ ma sztuczna inteligencja i algorytmy, które decydują o widoczności i popularności treści oraz influencerów. Ci cyfrowi strażnicy, inaczej „strażnicy lasu” [“forest-guardians”], często promują treści trywialne lub szkodliwe, przyczyniając się do powstawania kultury rozpraszania uwagi i powierzchowności.

Rozpowszechnienie się internetu, inteligentnych urządzeń i różnych nowoczesnych oddziaływań, w tym wydarzeń społecznych i politycznych, jest przejawem szerszej strategii manipulacji świadomością publiczną.

Bez powszechnego rozpraszania uwagi i uległości, o których mówią takie osobistości jak Lord Jacob Rothschild, żadna z tych zmian nie byłaby możliwa. Ostatecznym celem takiej manipulacji jest kształtowanie percepcji i przekonań, sterując społeczeństwem w kierunkach służących konkretnym interesom i celom.

_______________

Everything is a Psy-Op, A Lily Bit, Mar 14, 2024

−∗−

Warto porównać:

Manipulacje psychologiczne nie są nowe, tylko bardziej niebezpieczne
Ponieważ przerażające reżimy totalitarne wykorzystywały to przeciwko swoim obywatelom, by wzniecić morderczą wściekłość, to samo może spotkać nas. Potrzeba ludzi, którzy rozumieją, że są manipulowani, którzy rozumieją, że są wykorzystywani, […]

_______________

Propaganda czyli dlaczego to działa
Twierdzenie, że te manipulacje na masową skalę nie przynoszą skutku, byłoby równie absurdalne, jak twierdzenie, że reklama — przemysł wart prawie bilion dolarów — też nie przynosi skutku. To po […]

_______________

Świadoma i inteligentna czyli krótki film o manipulacji
Spoglądając wstecz na początek tej ery komunikacji masowej można zauważyć, że wraz z ewolucją technologii radia, telewizji i filmu, zmieniło się też naukowe zrozumienie w jaki sposób te nowe media […]

_______________

Programowanie predykcyjne czyli jak zmiękczyć odbiór
Programowanie predykcyjne to subtelna forma psychologicznego uwarunkowania zapewniana przez media w celu zapoznania opinii publicznej z planowanymi zmianami społecznymi, które mają zostać wdrożone przez naszych przywódców. […]

============================

mail:
Właśnie wojna psychologiczna jest po to, by jak najmniejszym kosztem
opanować ziemię i jej zasoby.
Oni i tak uważają nas za podludzi.

Zielony Ład doprowadzi do zmniejszenia podaży żywności w UE, utraty bezpieczeństwa żywnościowego i uzależniania Polski i Europy od importu żywności.

Do czego doprowadzi Zielony Ład? Bryłka odpowiada wiceministrowi Kołodziejczakowi

12.05.2024 do-czego-doprowadzi-zielony-lad

Zielony Ład doprowadzi do zmniejszenia podaży żywności w UE, utraty bezpieczeństwa żywnościowego i uzależniania Polski i Europy od importu żywności z krajów trzecich – ostrzega Anna Bryłka z Konfederacji, komentując wypowiedź nt. klimatycznych wytycznych wiceministra rolnictwa Michała Kołodziejczaka.

Władza – niezależnie czy PiS-u czy PO – bardzo lubi stosować pewnego rodzaju szantaż. Otóż jeśli ktoś śmie skrytykować działania władzy w jakimś zakresie, to od razu pada zarzut, że robi to w interesie Rosji i Białorusi. Tak jakby nie można krytykować w interesie Polski.

Taki właśnie zabieg postanowił zastosować wiceminister rolnictwa Michał Kołodziejczak. Komentując na łamach radia RMF FM piątkowy protest rolników i „Solidarności”, którzy sprzeciwiali się klimatycznemu Zielonemu Ładowi, wiceminister zauważył wprawdzie, że  pakiet ma „pewne” wady, ale o rezygnacji z klimatycznych szaleństw nie chciał słyszeć.

Ja tylko taką tezę postawię. Najbardziej na wycofaniu zapisów rozwojowych zależy dzisiaj Rosji i Białorusi, która chciałaby nas uzależnić od swoich paliw kopalnych – stwierdził Kołodziejczak.

Słowa te w mediach społecznościowych skomentowała Anna Bryłka, która w Konfederacji jest ekspertem od wszelakich unijnych regulacji.

„Realizacja Europejskiego Zielonego Ładu w rolnictwie doprowadzi do zmniejszenia podaży żywności w UE, następnie utraty bezpieczeństwa żywnościowego i uzależniania Polski i Europy od importu żywności z krajów trzecich: Ukrainy, Rosji czy państw z Mercosur” – napisała polityk Konfederacji.

„Departament Rolnictwa Stanów Zjednoczonych poddał analizie ekonomicznej założenia Europejskiego Zielonego Ładu. W scenariuszu wprowadzenia EZŁ tylko w UE: „światowa produkcja rolna spada o 1%, do czego przyczynia się spadek produkcji rolnej w UE o 12%!!! W proponowanym modelu obliczeń wszystkie inne regiony realizują wzrost produkcji rolnej, dążąc do zastąpienia utraconej produkcji (i handlu) UE” – dodała Bryłka.

Wybory olane

Wybory olane dziennikzarazy

11 maja, wpis nr 1264

Kończy się nam triada wyborcza, która pogrążyła Polskę w elekcyjnym wzmożeniu. Każde z tych wyborów były ważne i inne, ale to te pierwsze – parlamentarne – ustawiły wszystko. Trendy się przeniosły na następne elekcje, sflagowienie plemienne się utrwaliło i nawet zaatakowało doły samorządowe. Rządzą nami plemienne totemy zamiast kompetencji. Ale – sam tego chciałeś Grzegorzu Dyndało.

Pora się więc zająć tą końcówką, czyli wyborami do europarlamentu. Ja tu już o tym pisałem, co tam o nich sądzę – głównie, że są one papierkiem lakmusowym mizerii polskiej polityki, bo wystarczy tylko poświecić złotem z Brukseli, aby cała klasa próżniacza z ustami kiedyś pełnymi zawołań co do swej publicznej misji, porzuciła nawę państwową na rzecz sutego jurgieltu za klepanie unijnych dyrektyw. Okazuje się, że smutnym ideałem, końcem kariery politycznej jest u nas emeryturka u obcych. Ale popatrzmy i na suwerena.

Truizmem jest mówienie, że w demokracji suweren ma to, na co zasłużył. To prawda, ale nie do końca. Pomiędzy wolą wyborcy a jej zbiorową realizacją stoi wiele systemowych zapór. Nie przesadzę, jeśli w skrócie opiszę je, jako zapory przed wejściem nowych elementów do gry politycznej. W sumie struktura ustalona przy Okrągłym Stole jest powielana do dziś, trochę tylko mutuje, częściej w nazwach partii niż w nazwiskach, bo jednym z kluczowych czynników zmiany politycznych osobistości nie jest wola wyborcy, ale… biologia. Po prostu wymierają. Czyli, jak pisał jeden uczony prześmiewca, jest jak z nauką – jej rozwój stymulują pogrzeby. Czasami… wymuszone.

Ale głównym czynnikiem zniekształcającym wolę ludu w jej realizacji jest (w Polsce) śmiertelny duet proporcjonalnej ordynacji wyborczej z progami wyborczymi oraz system finansowania partii. Mały nie ma prawa się przedrzeć. Tylko dla pozoru używa się tu argumentu, że rozdrobnienie jest fatalne, podaje się za przykład początki III RP kiedy kilkuosobowe partie, często egzotyczne, powodowały, że ciężko było składać większość. Trzeba było mnożyć stanowiska, by zadowolić plankton. Lepiej więc miało by być, jak będzie partii mniej, będą siłą rzeczy większe i łatwiej będzie rządzić. Ale to tylko narracyjny pretekst, by – nielicznym poszukującym – uzasadnić dlaczego są te progi. W rzeczywistości ten układ hoduje gigantów i prędzej musisz się do nich zapisać, niż sam wejdziesz ze swoją inicjatywą. Musisz więc pochylić głowę przed którymś plemiennym totemem, a ten ma swoje dogmaty, często, coraz częściej – sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem, prędzej z lojalnością mafii.

W tym imadle – ordynacja proporcjonalna i finansowe faworyzowanie dużych, czyli istniejących partii – narodził się polski fenomen: dwupartyjny system polityczny z proporcjonalną ordynacją. W przypadku dwupartyjnych układów politycznych najczęściej mówimy o rezultacie wyborów wedle ordynacji większościowej: tu mamy pierzastego węża, kuriozum biorące wszystkie wady tego politycznego oksymoronu. Mamy dwa obozy, zaś jego reprezentantów wybierają obozów tych szamani. Ordynacja do europarlamentu to już pierzasty wąż na wrotkach, bo tam dochodzi jeszcze wedle systemu Hare’a-Niemeyera, do swoistego „przeskakiwania” mandatów pomiędzy okręgami. Jeszcze bardziej nie wiadomo jak to się dzieje, że człowiek daje kartę na Kowalskiego a wychodzi z cylindra Nowak. 

Ale niepokoi dziś w tych wyborach jeszcze coś. Jest pewien skutek do omówienia a dopiero potem zajmiemy się jego przyczyną. Zazwyczaj w analizach robi się odwrotnie, ale tak lepiej nam wyjdzie pewna dramaturgia. Skutek polega na tym, że te europejskie wybory cieszą się mniejszym zainteresowaniem. W tych obecnych prognozuje się także znacznie słabszą frekwencję, choć czynią to ludzie, którym ostatni frekwencyjny rekord z wyborów 15 października zawrócił w głowie i podwyższył fantasmagoryczne oczekiwania. Ale, trzymając się tej diagnozy o niższej frekwencji, należy zastanowić się kto więc pójdzie, a kto nie pójdzie na te wybory.

Z logiki wychodzi, że pójdzie do urn tzw. elektorat twardy, czyli ultrasi obu plemion. Stąd mamy nieciekawą kampanię wyborczą, bo nakierowaną na mobilizację twardego elektoratu obu obozów. NIKT nie mówi PO CO się wybiera do tej Unii, z jakim programem dla Polski. Mobilizacja elektoratu głównie polega na tym, żeby namówić do uczestnictwa nie z powodów programowych przecież (bo tu mamy plemienne zawierzenia), tylko takich, że trzeba iść, bo jak my nie pójdziemy, to tamci pójdą i będzie kłopot. Czyli znowu polityka, w tym wypadku międzynarodowa, na potrzeby lokalnych potyczek plemiennych. Cała III RP i powód jej międzynarodowej miałkości. Będzie więc gadanie „na tamtych”, powrót (powrót? a czy to się kiedyś w ogóle skończyło?) do czarno-białego świata wojny polsko-polskiej.

No dobrze, a kto NIE pójdzie? Czyli gdzie jest to źródło obniżenia frekwencji pomiędzy wyborami. Totemiarze – wiadomo, pójdą, bo są rozgrzani wciąż tą wojenką, jedni, by się utrzymać, drudzy, by się odkuć. A ci, co nie pójdą, a wcześniej poszli? Ta różnica, to grupa, która wierzyła, że coś zmieni idąc na wybory parlamentarne, ale nie wierzy w to samo w wypadku wyborów europarlamentarnych. Innego powodu tej różnicy nie widzę. A to oznacza, że większość z fanów lokalnej sprawczości swego głosu nie wierzy w jego siłę w tych drugich wyborach. A może nie tyle nie wierzy, ale jest to dla tej grupy rozstrzygnięcie po prostu nieważne.

A to błąd, bo to nieprawda. Coraz więcej władzy przechodzi z państwa na Unię. To jej – jak widać z tej postawy suwerena lekceważone – działania mają coraz większy wpływ na losy naszych rodaków. Do tej pory Bruksela była gdzieś za politycznymi górami, taka „wyimaginowana wspólnota”. Coś tam sobie uchwalali, w Europarlamencie odbywają się jakieś kuriozalne boje o krzywiznę banana. Brukseli zależało na takim image, po to by suweren w tamtym kierunku nie patrzył, co najwyżej znowu powielał swoje polityczne lokalne wybory, tym razem w skali międzynarodowej kontrybucji w projekcie unijnym. Czyli miała to być i jest, zabawa dla zaangażowanych. Tylko wtedy nie będzie niespodzianek, jak się w tę formalinę nie zaplącze jakiś nowy, nieprzewidywalny element.

I ci nieidący tego nie widzą. Że ich obojętność się coraz bardziej mści. Bo Unia ma coraz więcej do gadania, jest elementem, który niewidocznie dla wprawionego oka, ogarnia coraz to większe połacie naszej rzeczywistości. Bez debat, powoli, w różnych kierunkach, cierpliwie i skutecznie. W związku z tym wyborca prędzej rzuci się do gardła swego lokalnego wybrańca, choć ten będzie realizował brukselskie inicjatywy, klepnięte zaniechaniem elekcyjnym tegoż wyborcy. Te wybory są kluczowe, gdyż jeśli tak to pójdzie, że utrwali się obecny układ, to w nowym-starym rozdaniu będą podejmowane już kluczowe decyzje – wystarczy, że klepnie się odejście od zasady weta w kluczowych obszarach, to nie w Europarlamencie, gdzie gardłują po próżnicy europosłowie, ale w Radzie Europejskiej, gdzie siedzą rządy, będzie już można sobie tylko popatrzeć co z Europą będzie robić Berlin, w lekkiej osi z Paryżem. O tym będą te wybory. Jak pójdzie dobrze dla starego układu (a innego na razie nie widzę, bo nie ma eurosceptycznej międzynarodówki – czemu by the way?, nie wiem…), to znajdziemy się w autorytarnym państwie, wspartym o zielone łady, hordy pigmento-pozytywnych inżynierów i lekarzy na naszych ulicach, ostateczną de-industrializację kontynentu, bidę i prześladowania normalnej normalności.

Nieobecny wyborca tego nie widzi, że jest to w jego rękach, ale zobaczy skutki swych zaniechań. I żeby mi potem nie było kwiku, że „oj, d..a boli”. Europarlament jest ciałem fasadowym i wybory do niego, w oparach ułudy sprawczości, mogą ekscytować właśnie tylko ultrasów, którzy w to wierzą. Ale Europarlament jest łątką jednodniówką, ma do wykonania jedno zadanie, po czym można uznać, że jego rola się skończyła – ma zaakceptować zaproponowanego szefa Komisji Europejskiej. I jak to prześpi, klepnie jakieś kolejne kuriozum, to już po herbacie. A więc choćby tylko dlatego jednego aktu warto o niego powalczyć.

Ale nieobecni przy urnach rezygnują z tej szansy. Ja tam nie jestem od działań profrekwencyjnych. Wcale nie uważam, zwłaszcza po akcji wzmożeniowej Jagodzian, że większa frekwencja to lepsza reprezentatywność woli ludu. Broń boże! To tylko szerszy współudział w dziele, na który się – zaraz po wrzuceniu do urny głosu – nie ma wpływu, a który to udział będzie używany przez omnipotentną klasę polityczną do legitymizowania wszystkich i dowolnych działań. A lud będzie w to wierzył, że tak chciał, bo inaczej musiałby stanąć przed lustrem i plunąć sobie w twarz za to, że po raz kolejny dał się zrobić w konia.

Wyborca zaciśniętych zębów tym razem nie pójdzie do urn wybierać mniejsze zło. To zło się samo wybierze, tylko czy rzeczywiście będzie ono mniejsze…?

Ale kochanieńcy – kończy się karnawał wyborczy. Trudne decyzje, choć już podjęte, lecz odłożone na czas wyborczy, zostaną już tylko zakomunikowane. Lepiej już było. Tak, nawet za PiS-u. Przychodzi czas surowości i prawdy. No, może prawda będzie przykrywana kolejnymi wrzutkami co do zakresu zaudytowanego złodziejstwa PiS-u. Ale nie da się długo siedzieć bez chleba na igrzyskach. Zacznie burczeć w brzuszkach. Wszystkim. Pozostanie więc surowość. Ciekaw jestem, czy zapotrzebowanie na nią będzie tak duże, że da się ją uzasadnić już tylko… wojną.  

Napisał Jerzy Karwelis

==============

mail:

Przecież p. J. Karwelis dobrze wie, że to nie parlament rządzi Unią E.

Polska Kuwejtem Europy? Dlaczego tak nie jest i komu zależy na energetycznym grabieniu Polaków?

Polska Kuwejtem Europy? Dlaczego tak nie jest i komu zależy na energetycznym grabieniu Polaków?

12.05.2024 Marcin Rola polska-kuwejtem-europy

Kopalnia. Węgiel. Energetyka. Prąd.
Kopalnia węgla. Zdjęcie ilustracyjne. / Foto: Pixabay

Benzyna już zaraz będzie kosztowała osiem złotych za litr, węgiel już sięga blisko trzy tysiące złotych za tonę. Jak to się dzieje, że w kraju, w którym właściwie śpimy na węglu, zwanym przez fachowców czarnym złotem, zaraz nie będzie NICZEGO, cytując klasyka?

Czarne złoto…

Przypominam sobie rok 2016 i protesty, które organizowaliśmy pod Ministerstwem Gospodarki w obronie słynnej Kopalni Krupiński, która miała być sprzedana za bezcen, rzecz jasna Niemcom. Bardzo to sprytnie wymyślili, bo chcieli to zrobić poprzez spółkę krzak naprędce założoną w Wielkiej Brytanii. Wtedy nam się udało, ale postarajmy się odpowiedzieć na pytanie, o co tutaj właściwie chodzi. Dlaczego w państwie, w którym właściwie śpimy na węglu, węgiel jest sprowadzany z innych państw?

Eksperci szacują, że Państwo Polskie jest bardzo bogatym państwem, bogatym nie tylko pięknym, dumnym narodem, ale także złożami, które posiadamy pod ziemią. Liczby, o których słyszałem od fachowców aż zapierają dech w piersiach. Polska ma być bogata i bezpieczna energetycznie na przynajmniej 200-300 lat poprzez swój największy skarb, jaki ma pod ziemią, czyli węgiel, tzw. „czarne złoto”. Polecam obejrzeć serię programów, jakie zrobiłem w tym temacie, włącznie ze słynną debatą na temat Kopalni Krupiński, gdzie gościłem między innymi ekspertów Krzysztofa Tytko, byłego dyrektora Kopalni Czeczot i Krzysztofa Adamczyka, eksperta ds. złóż naturalnych. Już wtedy Panowie prezentowali ekspertyzy, z których jasno wynika, że gdyby w Polsce wprowadzić tzw. system zgazowania węgla, bylibyśmy bezpieczni energetycznie na ponad 200 lat. Z naszego bardzo kalorycznego węgla nie tylko moglibyśmy otrzymywać gaz, ale także prąd, czyli nie tylko my moglibyśmy być bezpieczni, ale także moglibyśmy eksportować ten jeszcze w tym momencie dziejowym jakże cenny pierwiastek i sprzedawać go innym państwom.

Polska Kuwejtem Europy?

Niegdyś w jednym z moich programów w Telewizji wRealu24 stworzyłem powiedzenie: Polska powinna być Kuwejtem Europy! Dokładnie tak uważam i dziś, Śląsk powinien być gospodarczym i ekonomicznym centrum Polski i także Europy. Nie rozumiem, dlaczego do tej pory, mimo tylu próśb, tylu protestów, tylu listów, spotkań i programów, jakie zrobiliśmy z ekspertami w tej dziedzinie, nic nie jest robione w tym aspekcie. Przecież bylibyśmy bezpieczni jako państwo nie tylko energetycznie, ale także gospodarczo, a co za tym idzie militarnie, zdrowotnie itp. Pieniądz, tym bardziej ten zarobiony na własnej energii, daje potężną przestrzeń suwerenności.

Klimatyczne agentury wpływu chcą zniszczyć Polskę KLIMATYZMEM?

Niestety komuś bardzo zależy na tym, by Polska nigdy nie stała się państwem suwerennym poprzez swoją własną energię. No właśnie, komu? Zauważmy, ilu namnożyło się nam pseudo-ekspertów od klimatu, którzy non stop brylują w TVP lub TVN, bredząc ciągle, jakim to człowiek jest potworem i jak wyniszcza środowisko naturalne. Jakoś w Chinach, USA, Rosji, Indiach czy Niemczech, nikomu to nie przeszkadza i fedrują, i palą węglem, jak trzeba dzień i noc. Zauważcie Państwo, że zły jest tylko polski węgiel. Dlaczego?

Do tego dochodzi cała ta narracja sekt klimatycznych i generowanie problemu, którego de facto nie ma. O co tutaj chodzi? Ano chodzi o ogromne pieniądze i władze nad złożami naturalnymi.

KULISY MANIPULACJI, CZYLI JAK TEORIE SPISKOWE STAŁY SIĘ FAKTEM?

W mojej książce „Kulisy manipulacji, czyli jak teorie spiskowe stały się faktem?”, dogłębnie opisuję ten proceder. Sytuacja wygląda tak, że jeśli Polacy się prędko nie ogarną, to zaraz stracimy nie nasze srebra: w mojej o

Po to właśnie tworzy się te wszystkie pseudo polityki klimatyczne czy ministerstwo klimatu lub zaprasza do Polski Grecię HAŁDERJU Thunberg.

Jeśli myślicie, że chodzi tu naprawdę o jakiś klimat, to jesteście w dużym błędzie, tu chodzi wyłącznie o grabież naszego majątku narodowego. Do przemyślenia, bo drę się o tym od lat. Miło byłoby, żeby choć raz Polska była przed szkodą, a nie po szkodzie.

Feministra Kotula o swoich planach: „Pójdę do piekła i zawiążę pakt z diabłem”

Minister Kotula o swoich planach: „pójdę do piekła i zawiążę pakt z diabłem”

Autor: CzarnaLimuzyna , 12 maja 2024

Od pewnego czasu siły nieczyste są zbyt oczywiste, aby je pomijać, zbywając milczeniem ich aktywność, szczególnie gdy chodzi o spełnienie diabelskich obietnic. Rozumie to chyba Katarzyna Agata Kotula, która ogłosiła na wczorajszej paradzie k+lgtb+p-f zamiar zawarcia paktu z ojcem kłamstwa, diabłem.

Nie wiadomo czy chodzi o całkiem nowy pakt czy „tylko” o sporządzenie aneksu do już podpisanych cyrografów dość licznej awangardy akolitów.

Po związki partnerskie, po równość małżeńską, po ustawę o uzgodnieniu płci, po godność i prawa człowieka dla społeczności lgbt pójdę do piekła i zawiążę pakt z diabłem. /link/

źródło grafiki: Pinterest

Wybrany sojusznik w walce z normalnością mnie nie dziwi, ale miejsce spotkania, już tak. “Władca tego świata” dysponuje lojalnością wielu ziemskich rezydentów, w tym aktywnym awatarem znanego eksperta, którego słynna opinia na temat jabłka zapoczątkowała jego długotrwałą, trwającą do dziś, kadencję. Profesor Diabelski nie figuruje już tylko jako alegoria, ale jest ostatnio widywany w wielu miejscach jednocześnie: Watykan, Tel Aviv, Moskwa, Kijów, Nowy Jork, Berlin, Londyn, Bruksela… Pracowite dni i noce spędza też na licznych spotkaniach pod szyldem Unii Antyeuropejskiej, ONZ, WHO, WEF. Wszystko dla dobra ludzkości. Ale to nie ja będę wyznaczać miejsce i formę kontaktów pani minister, która być może ma ochotę pogłębić dotychczasową zażyłość podróżując do samego źródła lewicowych pomysłów.

Ministerstwo Nienawiści

Na co dzień Kotula, zawołanie herbowe wypier…ć!, pełni swoje obowiązki na poziomie służącej w ministerstwie „Równości”. Nazwa ministerstwa jest myląca z powodu swoistej nieaktualności. Jeszcze niedawno lewica postulowała równość polegającą na zrównaniu kłamstwa z prawdą, zła z dobrem, patologii z normą. Aktualnie chodzi o „tolerancję represywną”, czyli o aktywne zwalczanie normalności.

Nawiązując do tego wątku Kotula poinformowała również o zbliżającym się terminie procedowania ustawy o „mowie nienawiści”.

W rzeczywistości ma to być ustawa o prawie do nienawiści. Nowelizacja będzie ułatwiać lewicy okazywanie nienawiści i „uprawomocniać” stosowanie represji. Oczywiście, wszystko w trybie odzyskanego niedawno monopolu na lewo- rządność.

Sformułowanie „ o uzgodnieniu płci”, które padło z ust Kotuli na przemówieniu podczas parady również należy do nowomowy. W praktyce chodzi o ustawę  „o fałszowaniu płci”. Lewica, która twierdzi, że pleć nie jest zdeterminowana przez biologię, kłamie. O płci decydują chromosomy płci:

Chromosomy płci (heterochromosomy, allosomy) – chromosom X i chromosom Y, oba determinujące płeć osobnika. Kobiety mają dwa chromosomy X. Mężczyźni mają jeden chromosom X i jeden chromosom Y /słowniczek pojęć genetycznych/

Gdyby płeć nie zależała od biologii nie byłaby potrzebna aż tak drastyczna ingerencja w biologię ludzkiego ciała polegająca na kastracji, obcinaniu piersi, usuwaniu jajników, operacjach plastycznych oraz nieustannym dawkowaniu hormonów i innych preparatów, łącznie z psychotropami.

A co z wampirami i antysemitami?

źródło grafiki: Pinterest

Kończąc kpiną w formie parodii przypomnę, że o swoje prawa upominają się również wampiry. Wampirom chodzi o prawo do tworzenia krótkotrwałych, lecz legalnych związków z ludźmi, co nie zawsze jest łatwe z powodu wampirofobii.

W kolejce do równouprawnienia czekają wilkołaki, a tuż za rogiem ukrywają się udręczeni flejofobiąfleje (od flejtucha), tuż obok z odrobiną nonszalancji – abnegaci, sojusznicy antykultury. Wciąż walczą o miejsce w zbyt wąskim parytecie – kradnący inaczej.

Godność wymienionych przeze mnie przedstawicieli odmiennych fascynacji lub ich zupełnego braku powinna być zagwarantowana  kartą praw podstawowych, a u niektórych specjalnie chroniona prawami  “nie człowieka”.

O autorze: CzarnaLimuzyna